4294a1e41a86e6b862d2a16d630707cb.pdf
Media
Part of Niekochani zmarli / ETNOGRAFIA POLSKA 2006 t.50
- extracted text
-
„Etnografia Polska", t. L: 2006, z. 1-2
PL ISSN 0071-1861
URSZULA LEHR
Pracownia Etnologii IAE PAN, Kraków
„NIEKOCHANI Z M A R L I "
Ukształtowany schemat zachowań, symboli i znaków tworzących złożony sys
tem kulturowy uzewnętrzniany poprzez obrzędy, zwyczaje i rytuały spełniał
określone zadania, zarówno w niewielkich wspólnotach lokalnych (wieś), jak
i aglomeracjach miejskich. Determinował on - w zależności od czasu (historycz
nego), miejsca (geograficznego), sytuacji ekonomicznej oraz poziomu świado¬
mości jednostek otoczenie i model świata, pozwalając na utrzymanie homeostazy.
Życie ludzkie dzielone na etapy warunkowane biologicznie wiązało się z okre
sami społecznie akcentowanymi i akceptowanymi. Jednym z najistotniejszych
i zarazem krytycznych momentów w egzystencji człowieka była śmierć, pod¬
legająca szczególnej uwadze. Zarówno ceremonia pogrzebowa, jak i postawy
wobec tych, którzy odeszli stanowiły określony wzór społeczno-kulturowych od¬
niesień, odzwierciedlający równocześnie status nieboszczyka.
W niniejszym artykule koncentruję się na relacji żywi-martwi przedstawionej
na tle obrzędu pogrzebowego i wierzeń związanych z momentem ostatecznym.
Do tego rodzaju rozważań skłoniło mnie funkcjonujące powszechnie powiedze¬
nie, iż de mortuis nil nisi bonum , wyrażające jednoznacznie brzmiący kanon.
Maksyma ta nakazuje wręcz przedstawianie zmarłych w pozytywnym świetle
a zatem milczenie w przypadku braku podstaw do przychylnej ich oceny. Oskar
Kolberg, pisząc na temat religijności mieszkańców wsi zasiedlających południo¬
wo-wschodnie tereny Polski, odnotował wyraźnie obowiązującą tam zasadę, iż
„nie godzi się nic złego mówić o umarłych", szczególnie zaś wieczorem (1967,
s. 44) . Uchybienie jej pociągało za sobą konieczność wypowiedzenia formuły
wstawienniczej w rodzaju „wieczne odpoczywanie racz mu dać Panie, a świa¬
tłość wiekuista niechaj mu świeci na wieki wieków" lub „Panie, świeć nad ich
duszą" czy „Panie, odpuść im grzechy" (Kolberg 1967, s. 44). Stanowiła ona
jakgdyby magiczne zabezpieczenie osoby, która poprzez niepochlebne wyraża¬
nie się o zmarłym mogłaby przywołać jego duszę.
1
2
1
Słowa te przypisywane są Solonowi (ok. 635-560 p.n.e.) ateńskiemu mężowi stanu, poecie,
jednemu z siedmiu mędrców lub Chilonowi (Kopaliński 1985, s. 1087).
Wieczór uważany był przez mieszkańców wsi za święty (Kolberg 1967, s. 44). Można go
również interpretować jako wprowadzający w noc, a więc ciemność, będącą porą działania sił
nieczystych. Przykładów dostarczają liczne zakazy zabraniające wykonywania pewnych czynności
po zachodzie słońca: pracy w polu, sprzedaży, pożyczania itp., (Słownik... 1996, s. 151-153).
2
244
URSZULA LEHR
Kolejnym przykładem jest treść przemówień wygłaszanych na pogrzebach
osób znanych w życiu społecznym, politycznym czy kulturalnym lub cenionych
w różnych środowiskach zawodowych i kręgach towarzyskich. Podkreślają one
zasługi oraz cnoty i zalety zmarłego, przemilczana zaś jest prawda o ewentualnych
niedoskonałościach natury ludzkiej. Różni się od nich tzw. odpraszanie praktyko¬
wane kiedyś powszechnie w małych społecznościach lokalnych, zawierające pełną
charakterystykę osobowości nieboszczyka. Wiejski odpraszacz „chwalił zmarłego
za jego dobre czyny, podnosił zasługi jego dla rodziny czy całej społeczności,
szczególnie podkreślał pracowitość i gospodarność. Ale wykazywał wady i winy
sprawiedliwie. Jednako sądził biednych i bogatych" (Kotula 1970, s. 43).
W obliczu śmierci każdy staje się kimś wyjątkowym, zasługującym na życz¬
liwe słowo i pamięć. Poświadczają to również sformułowania zawarte we współ
czesnych klepsydrach będących publiczną manifestacją silnych związków emo¬
cjonalnych z tym, który był „najukochańszym, najdroższym" i pozostawił
„nieutulonych w żalu i rozpaczy". Zamieszczane coraz częściej w nich sentencje
lub wiersze są ekspresją ogromu cierpienia po jego stracie. Bywają także ostatnią
szansą wyrażenia spóźnionych przeprosin (Nekrolog... 1997, s. 8). Ostentacja
treści nekrologów jest niewątpliwie odpowiedzią na wzrastającą we współczesnym
społeczeństwie anonimowość, indywidualizm życia, a nawet alienację. Zastąpiły
one uzewnętrznianą dawniej reakcję na „depresyjny proces żałoby", jaką był
płacz i lament oraz zrytualizowane zachowania z nim związane (Nola 2006,
s. 89) . Śmierć bliskiej osoby jest przeżyciem traumatycznym ale czy kres życia
jest jedyną przesłanką, skłaniającą do przedstawiania jej jako wzoru cnót i nie¬
dościgłego ideału? Co zatem - niezależnie od autentycznego wyrażania bólu oraz
lęku przed zmarłym (Fischer 1921, s. 6) - motywuje ludzi do osądów i postaw,
przeobrażających się wraz z jego odejściem z dotychczasowych niekiedy nie¬
pochlebnych opinii w okazywaną mu cześć i życzliwość? Fakty historyczne,
przekazy ludowe, rejestrowane w różnych kulturach przypadki wskazują, że nie
była to prawidłowość niezmienna. Zachodziły zatem jakieś okoliczności prowo¬
kujące ludzi do odmiennych zachowań. W związku z tym istotną kwestią, także
w aspekcie omawianego zagadnienia, jest poznanie działań niekonwencjonal¬
nych, odzwierciedlających niekiedy wręcz pogardę wobec szczątków zmarłego,
przedstawianych w literaturze przedmiotu, nie tylko polskiej.
3
LĘK I PAMIĘĆ WYZNACZNIKAMI POSTAW WOBEC ZMARŁYCH
Prezentację ambiwalentnych postaw wobec zmarłego otwierają praktyki afirmujące, które - podobnie jak dyskredytujące - wywodzą się z tego samego źródła.
Ich podłożem była wiara w istnienie świata pozagrobowego oraz wierzenia
3
Tomasz Gajda, prezentując ginące zwyczaje pogrzebowe z terenu Kielecczyzny, wspomina,
iż lament jako uzewnętrznienie bólu po bliskiej osobie był zwyczajowo przyjęty, ale nie zawsze
tożsamy z autentycznym cierpieniem; „w niektórych rodzinach był to tylko pozorny żal i rozpacz"
(Gajda 1986, s. 41).
„NIEKOCHANI ZMARLI"
245
0 posiadaniu przez człowieka duszy, która po śmierci opuszcza ciało. W każdym
prawie społeczeństwie występuje przeświadczenie o kontynuacji egzystencji
ludzkiej po śmierci w różnie interpretowanej formie niematerialnej (Firth 1965,
s. 197). Stanowi ono element składowy religii, wierzeń różnych kultur, spro¬
wadzający się do rozmaitego rodzaju przejawów kontaktu zmarłych z żywymi
(pośrednich, bezpośrednich, w snach i w życiu codziennym). Są oni także personifikowani i pojmowani jako „realnie i potencjalnie lub rzeczywiście obecni
w naszym życiu" (Przemijanie... 2001, s. 48). W takim ujęciu szacunek lub jego
brak okazywany wobec ciała - ziemskiego „mieszkania" duszy, rzutuje nie tylko
na jej los w zaświatach, ale też na żywych w przypadku niespełnienia przewi¬
dzianych tradycją celebracji.
Przyjęty w różnych religiach modus procedendi podczas ceremonii funeralnych i postfuneralnych jest tego wyraźnym odzwierciedleniem. Determinuje on
postawy wobec zmarłego przejawiające się w staranności wykonywanych czyn¬
ności towarzyszących ostatnim godzinom umierającego, ceremoniach rytualnych
związanych z przygotowaniem ciała do pochówku, obrzędzie pogrzebu i czasie
żałoby. Ponadto, jak zauważa Krystyna Turek, „czas śmierci" zdominowany jest
przez „tzw. liturgię polecenia" (1999, s. 140), a więc stosowne w takich okolicz¬
nościach modlitwy, pieśni w intencji zmarłego, dusz opuszczonych i cierpiących
w czyśćcu, które mają charakter błagalny i wstawienniczy (Turek 1993). Postawy
takie były i są nadal widoczne, zwłaszcza w społecznościach lokalnych.
Zachowania uzewnętrzniające dbałość o ciało zmarłego i okazywaną mu cześć
wynikają z zawartych w religii katolickiej wyższych form eschatologicznych, na
które składają się - oprócz wiary w świat pozagrobowy - grzech naruszający
nakazy etyczne religii oraz kara lub nagroda w życiu przyszłym w zależności od
postępowania na ziemi (Łowmiański 1979, s. 29). Praktykowany powszechnie
zwyczaj pojednania z umierającym, wzajemnego wybaczania krzywd, stanowi,
jak to zauważa Andrzej Brencz, formę ekspiacji. Jej celem jest „przywrócenie
równowagi w świadomości ludzi i zatarcie różnic, które stanowiłyby ewentualną
przeszkodę w wędrówce duszy na tamten świat" (1987, s. 221-222). Odzwier¬
ciedlają je natomiast, sygnalizowane wcześniej, wiejskie oracje, będące „trwałymi
wykładnikami tożsamości małej wspólnoty" (Sulima 2001, s. 19), stanowiące
ceremonię oficjalnego pożegnania w miejscu wiecznego spoczynku. Rola mówcy
pogrzebowego, tzw. odpraszacza - funkcję tę sprawował na wsi szanowany
1 starszy gospodarz - sprowadzała się m.in. do przeproszenia, w imieniu zmarłego,
zgromadzonych za doznane z jego strony krzywdy (Marcinek 1947, s. 189-199).
Przypominał on również, iż ci, którzy mogliby żywić urazę, pretensje do nie¬
boszczyka, winni o nich zapomnieć, ponieważ „nie wypada ich podtrzymywać
wobec człowieka spoczywającego w grobie" (Kuchowicz 1975, s. 267). Wyrażano
to gestem poprzez położenie dłoni na trumnie i słowem, mówiąc: „wybaczcie
sąsiedzie [...] siostro, stryku, kumie" (Kotula 1970, s. 43).
W społeczności wiejskiej śmierć rozumiana i przyjmowana jako naturalny
kres ziemskiej wędrówki nie budziła takich obaw, jak wiara w obecność ducha
246
URSZULA LEHR
4
5
(duszy) (MA.9a) zmarłego w okresie między zgonem a pogrzebem (czas
zawieszenia pomiędzy światem ziemskim a pozaziemskim) oraz jego cykliczne
powroty w określonych dniach roku. Mieszkańcy wsi byli przekonani (starsi
do dzisiaj w to wierzą), że po zgonie „«dusza wychodzi z człowieka i unosi się
nad człowiekiem i patrzy jak otoczenie reaguje na śmierć»" (Lehr 2000, s. 327).
Pochówek był więc ceremonią rytualną przeprowadzaną z niezwykłą pieczoło¬
witością na każdym jej etapie, począwszy od ablucji poprzez różnorodne czyn¬
ności i zabiegi, w tym magiczne, dotyczące zarówno ciała, jak i rzeczy, z którymi
miało styczność, aż po złożenie trumny do grobu. Starano się nie pominąć niczego,
co mogłoby, jak wierzono, sprowokować ducha do niepokojenia żywych. Pamię¬
tano o zaopatrzeniu go w przedmioty, których używał (laska, kapelusz, okulary)
lub był z nimi emocjonalnie związany (np. fajka, skrzypce). Przede wszystkim
dbano o wyposażenie zmarłego w rekwizyty magiczno-religijne, mające w mnie¬
maniu mieszkańców wsi ułatwić pobyt w zaświatach (różaniec, obrazki z wize¬
runkami świętych, a także zioła ) (Lehr 1995, s. 33-34). Śmierć bliskiej osoby
dezorganizuje na pewien czas życie narzucając określony sposób jego przeżywa¬
nia. Obecność zmarłego wymusza wprowadzenie nowego podziału przestrzeni
w domu (miejsce wydzielone dla nieboszczyka) (Lehr 1995, s. 34-35) oraz do¬
konania pewnych zmian w postaci odwrócenia funkcji użytkowej niektórych
przedmiotów (zatrzymanie zegara, zasłonięcie lustra) (Lehr 1995, s. 31), otwarcie
okna (Simonides 1988, s. 131). Nowa sytuacja wymaga także podjęcia zabiegów
mających na celu zabezpieczenie ludzi (zamykanie oczu zmarłemu, palenie rzeczy
po nim) i ochronę inwentarza żywego (budzenie, przekładanie łańcuchów) (Lehr
2000, s. 328, 330). Istotne są również praktyki o charakterze wykluczającym
zmarłego z kręgu rodziny i spośród żyjących podczas wyprowadzania go z domu
(przewracanie krzeseł - zakłócenie porządku znanego nieboszczykowi a tym
samym jego duszy, trzykrotne opuszczanie trumny na każdym progu - symbo¬
liczne pożegnanie) (MA.9a, MA.10, MA.11). Działania tego rodzaju sprowadza¬
jące się do ostatecznego zerwania więzów fizycznych, w konsekwencji mają rów¬
nież na celu umożliwienie odejścia duszy i zamknięcie jej drogi powrotu w czasie
dla niej nieprzewidzianym. O jej obecności, zwłaszcza w okresie przejściowym
między zgonem a pogrzebem, świadczą liczne zakazy odnoszące się do niewy¬
konywania pewnych czynności (np. zamiatania, aby nie uderzyć obecnej jeszcze
w domu duszy) (Turek 1993, s. 33). Podobne zakazy wiązały się z czasem cyklicz6
4
Określenie traktowane przez mieszkańców wsi wymiennie z pojęciem duch, chociaż niektórzy
spośród nich uważają, iż staje się nim pokutująca dusza człowieka, który zmarł śmiercią nagłą.
W celu uproszczenia zapisu przy powoływaniu się na materiał terenowy podaję w nawiasie
wyłącznie, obok określenia rodzaju źródła, skrót (MA) - Materiały Archiwalne, liczbę porząd
kową odpowiadającą określonemu informatorowi, wsi, oraz numerowi inwentarza. Szczegółowe
wyjaśnienia znajdują się po wykazie literatury.
Jeszcze do niedawna w jednej ze wsi podhalańskich wkładano zmarłym wiązkę bylicy (Arte
misia vulgaris L.) notabene określanej mianem świętojańskie ziele lub matka zielna (RadwańskaParyska 1991, s. 41) lub dzwonki polne z rodziny Campanula (święcone w dniu Matki Boskiej
Zielnej) (Radwańska-Paryska 1992, s. 27-28). Rośliny te, jak wierzono na Podhalu, miały chronić
zmarłego przed złymi duchami i zabezpieczać przed ogniem piekielnym (Lehr 2000, s. 340-341).
5
6
„NIEKOCHANI ZMARLI"
247
7
nego pojawiania się dusz wśród żywych (Dzień Zaduszny czy Wielki Tydzień ).
Szczególna troska o ciało, wynikająca z wiary w istnienie duszy, determinowała
więc w pewnym sensie także zachowania wobec zmarłego.
Louis-Vincent Thomas podkreśla, że „w społeczeństwach tradycyjnych, gdzie
prawo zwyczajowe zbiega się z wierzeniami religijnymi, istotne jest jak najlepsze
dopełnienie obrzędów pogrzebowych", od których „zależy bezpieczeństwo ży
wych: jeśli zmarły nie jest w spoczynku [...] pozostaje zagrożeniem dla zbioro
wości" (1991, s. 120). Przekonania tego rodzaju, ukształtowane przez wierzenia
ludowe i religijne, uzewnętrznia strach przed szkodliwą działalnością duchów,
przede wszystkim osób zmarłych śmiercią tragiczną. Egzemplifikacją są np. po¬
stawy ludzi wobec nieznanych zmarłych, chowanych poza terenem cmentarza.
Mogiły takie, spotykane jeszcze w X V I I I , rzadziej w X I X wieku, tworzyły rodzaj
kurhanów z kamieni, gałęzi nawet słomy. Przechodzący obok takiego grobu wi¬
nien był - poza odmówieniem modlitwy za zmarłych - położyć na nim cokol
wiek. Był to rodzaj ofiary składanej duchom „ludzi zamordowanych, uduszo¬
nych, utopionych, samobójców itp.", której „żądają od każdego człowieka, a na
tych, którzy o ofierze zapomną, mszczą się nieraz bardzo srogo" (Jakimowicz
1916, s. 24). Pewną analogię stanowić mogą miejsca katastrof i tragedii (lotni¬
czych, budowlanych, zamachów terrorystycznych czy zabójstw). Chociaż nie
będące uświęconą przestrzenią pochówku, są „oznakowane" przez umieszczenie
krzyża, niekiedy zdjęcia lub informacji, składane tam kwiaty i zapalane znicze
w rocznicę zdarzenia. Interpretacja takich zachowań zdaje się być kontynuacją
wierzeń w istnienie duszy człowieka, któremu nie było dane na skutek nagłego
zgonu oczyścić jej z ewentualnych win i grzechów a w związku z tym może ona
błąkać się po śmierci. Najczęściej przebywa tam, gdzie człowiek zginął. Oznacze¬
nie miejsca tragicznego odejścia skłania wiernych do modlitewnego wstawienia
się za nią, budzi refleksję, przede wszystkim upamiętnia ofiarę oraz zdarzenie.
Pamięć o zmarłym jest wyrazem szacunku, ale może być reliktową postacią
„zjednywania i przejednywania" dusz, wynikającą z dążności do zabezpieczenia
się przed ewentualną ich ingerencją (Jastrzębowski 1916, s. 97).
„ZMARLI NIECZYŚCI" W WIERZENIACH LUDOWYCH
Zgromadzone przeze mnie materiały empiryczne, stanowiące reprezentatyw¬
ny fragment ludowych wyobrażeń związanych z zagadnieniem śmierci, oraz lite¬
ratura przedmiotu wskazują, że w szczególnych okolicznościach istniały odstęp¬
stwa od normy nakazującej zarówno poszanowanie szczątków ludzkich, jak
7
Był to np. zakaz przędzenia i tarcia lnu, szycia, wylewania wody na pole czy np. nakaz dmu¬
chania na ławę przed zajęciem na niej miejsca (Kwaśniewicz 1998, s. 121; Kowalska-Lewicka
1994, s. 27). Wiara w obecność dusz w tym właśnie dniu, związana raczej z miejscami, w których
za życia przebywali, niż z grobem, na co zwraca uwagę Anna Kowalska-Lewicka, sprawiła, iż
traktując je jako byty materializujące się, a więc mające takie same potrzeby jak ludzie, dbano
o pozostawienie im posiłku także w Wielkim Tygodniu (Kowalska-Lewicka 1994, s. 26-27). We
248
URSZULA LEHR
i związanej z nimi pamięci o zmarłych. Można nawet zaryzykować twierdzenie,
iż były one usankcjonowane w tradycyjnym środowisku wiejskim. Wiązały się
bowiem z synkretyzmem magiczno-religijnym formującym ludzką świadomość,
którą charakteryzowała koegzystencja osobliwego pojmowania rzeczywistości
z racjonalnym poglądem na świat. Dopuszczalne zatem było w takich przy¬
padkach odstąpienie od przyjętych zasad bez obawy o konsekwencje społeczne
i religijne tego rodzaju poczynań.
W kulturze ludowej można także odnotować szereg zachowań i postaw nie¬
konwencjonalnych wiążących się nawet z profanacją ciał zmarłych. Podstawą
tego rodzaju praktyk była wiara w istoty świata nadzmysłowego. Zgodnie z taki¬
mi wyobrażeniami rodowód niektórych bytów wywodzono od dusz ludzkich.
Generalnie ze zmarłymi, których niezwykły zgon lub rodzaj profesji, jaką zaj¬
mowali się za życia, względnie jaką im przypisywano, szczególne znamiona na
ciele ale również długowieczność, wiązał się nietypowy rytuał pogrzebowy
a także miejsce pochówku. Znakiem określającym inny niż przyjęty przez tradycję
sposób postępowania ze zmarłym był przede wszystkim rodzaj śmierci: nagły,
najczęściej samobójczy, lub występowanie nietypowych zjawisk w przyrodzie
(np. gwałtowne i ulewne deszcze, wyładowania atmosferyczne skierowane
w określone miejsce) sygnalizujących rzekomo obecność ukrytych zwłok. Za¬
kłócały one naturalny porządek rzeczy oraz równowagę, jaka winna w - przeko¬
naniu mieszkańców wsi - panować w środowisku naturalnym. Przeciwstawiając
się entropii, podejmowano zatem odpowiednie i zróżnicowane czynności przy¬
wracające ład, zdeterminowane wszakże rodzajem śmierci człowieka.
Wśród przyjętych umownie „niekochanych zmarłych" (nieakceptowanych
w środowisku lokalnym z różnych względów) wyróżniam dwie krańcowo od¬
mienne kategorie „nieczystych zmarłych", jak ich określa Piotr Kowalski (1998,
s. 311). Pierwszą nazwałam „niepożądanymi", drugą „niegodnymi". „Niepo¬
żądani" zakłócali harmonię życia ze względu na niedopełnienie stosownych
obrzędów. Dokonanie określonych rytuałów przywracało ład. „Niegodni" nie
zasługiwali na nie, a nawet dopuszczano się wobec nich aktów profanacji.
W mniemaniu mieszkańców wsi, znakiem wskazującym na nieprawidłowości,
które zaistniały w życiu danej osoby, mogące rzutować na pośmiertne losy jej
duszy, był trudny zgon: jak ktoś coś ma na sumieniu to nie może skonać (MA.11).
Na ogół przypisywano go pewnym rodzajom wykroczeń, pomijając element
racjonalny, czyli destrukcyjne działanie choroby. W związku z tym przede wszyst¬
kim konający, niezależnie od wypowiedzenia swoich grzechów w obecności
kapłana, aktu skruchy i uzyskanego rozgrzeszenia, przepraszał tych, których
skrzywdził słowem lub czynem, nawet jeśli uważano, że w swoim życiu postępo¬
wał zgodnie z normami etycznymi. Zdarzało się także, że sam umierający musiał
wykonać odpowiednie czynności wobec rzekomo materializujących się dowowsiach karpackich przygotowywano dla nich kaszę (Sądeckie) kładziono na stole wodę i świecę
lub pozostawiano miednicę i ręcznik (Podhale) (Kowalska-Lewicka 1994, s. 26). Podobne zacho¬
wania, żywotne jeszcze po I I wojnie światowej, odnotowano np. w niektórych wsiach kaszub¬
skich (Perszon 1999, s. 298).
249
„NIEKOCHANI ZMARLI"
8
dów winy (np. strutych lub poronionych dzieci) . Uzyskanie przebaczenia było
istotne dla spokoju duszy. Nawet gdy chowano do niego urazę to w obliczu
powagi śmierci wymazywano z pamięci doznane krzywdy. Podobnie czyniono
wtedy, gdy nie można już było nawiązać kontaktu z konającym lub gdy ktoś
umierał nagle. Ten symboliczno-werbalny akt pozwalał na spokojne odejście,
pozostawiając członków rodziny z poczuciem dopełnienia obowiązujących w ta¬
kiej sytuacji czynności . Były to zachowania stosowane wobec „zwykłych"
członków społeczności wiejskiej, a procedura tego rodzaju, wynikająca z kano¬
nów wiary, ma miejsce również i dzisiaj. W przypadku jej pominięcia z różnych
względów (śmierć osoby samotnej, odejście od Kościoła) wierzono, iż konse¬
kwencje obciążonego grzechami sumienia zmarłego przenoszone są na „tamten
świat". Także rodzaj śmierci, przede wszystkim zgon gwałtowany, w tym na sku¬
tek samobójstwa, ale też poniesiony z czyjejś ręki, był przyczyną, dla której
dusza zmarłego nie mogła zaznać spokoju wiecznego i dręczyła żywych . Śmierć
nienaturalna uruchamiała siły nieczyste powodujące przeistaczanie się pokutu¬
jących dusz w antropomorfizowane postacie świata nadzmysłowego (porońce,
niechrzczeńce, utopce). Niekiedy była to tylko forma zjawisk audialnych (bezprzyczynowe odgłosy szurania, człapania, skrzypienia, stukania), wizualnych
(zjawiska świetlne, jak np. przemieszczające się światełka, zwane błędnymi ogni¬
kami) określana ogólnym terminem strachy, duchy (Lehr 1988b, s. 29-30).
9
10
Niepokojące fenomeny zakłócające harmonię życia nie były jeszcze dosta¬
tecznym pretekstem do podejmowania działań powszechnie nieakceptowanych.
Przede wszystkim starano się pomóc duszom poprzez odprawiane w ich intencji
msze święte, które zapewnia im tradycja corocznych „wypominków" w okresie
Święta Zmarłych oraz spełnienie próśb i życzeń (w przypadku nawiązania kon¬
taktu z takim duchem) .
Dusza człowieka zmarłego tragicznie narażona była na wieczne potępienie.
Zgodnie z takim rozumowaniem, wynikającym z tradycyjnego etosu, wierzono,
że starała się ona zostać zauważoną przez żyjących. Jedynie za ich pośrednic¬
twem mogła uzyskać spokój wieczny, który gwarantował równocześnie ustanie
11
8
W nowosądeckiem (Obidza) opowiadano, że jedna taka we wsi zgubiła siedem dzieci. Jak
umierała to nie mogła umrzeć, bo te dzieci latały koło niej. Musiała uszyć siedem sukienek, po
święcić je i ochrzcić i narzucać na każde dziecko i wtedy juś spokojnie umarła (MA.1).
Jak wierzono, ciążące na konającym przewinienia nie pozwalały mu odejść z tego świata:
konał całe dwa dni, później prosił o tą osobę, z którą nie był pogodzony, żeby przyszedł i jak
się zobaczą to on już spokojnie skona. Przeprasza, prosi o wybaczenie. Wystarczą dwa, trzy słowa
(MA.9b).
Przekonania o pojawianiu się duchów zmarłych rozwijają się w X - X I wieku, a Kościół nie
umiejscawia ich w kategorii zabobonu czy przeżytku pogaństwa, ale wręcz sprzyja ich roz¬
powszechnianiu (Le Goff, Truong 2006, s. 108).
Wierzono, że zwrócenie się do pokutującego ducha słowami „czego żądasz" oraz spełnienie
jego prośby sprawi, iż winy zostaną zmazane a on spokojnie odejdzie. Często pośredniczyły w tym
osoby uznane w społeczności wiejskiej za predestynowane do tego rodzaju zadań. W jednej ze
wsi Beskidu Śląskiego był to niezwykle pobożny starszy mężczyzna (spełniający także funkcję
płanetnika - człowieka umiejącego odganiać chmury burzowe i gradowe) (MA.6).
9
10
11
250
URSZULA LEHR
zjawisk jej przypisywanych. W celu przywrócenia równowagi należało dokonać
swoistego rodzaju rozpoznania okoliczności śmierci, powiązania przyczyny ze
skutkiem i dokonania stosownych zabiegów. Przekazywane z pokolenia na po¬
kolenie wierzenia w świat nadzmysłowy dostarczały gotowego i sprawdzonego
scenariusza postępowania. Tak więc z porońcem (nienarodzonym dzieckiem lub
zabitym po urodzeniu) wiązano niezwyczajne, ulewne deszcze, gradobicia lub
wyładowania atmosferyczne. W przekonaniu mieszkańców wsi ich celem było
odsłonięcie zwłok niemowlęcia ukrytych pod korzeniami drzewa (najczęściej nad
brzegiem rzeki), także zakopanych w ziemi, będących dowodem dokonanej
zbrodni, i złamania zasad Dekalogu: te deszcze to kara boża, żeby wypłukać
i pokazać ten grzech (MA.4b) . Istotną wskazówkę dawały również pioruny biją¬
ce w jedno miejsce . Aby zapobiec powtórzeniu się tego rodzaju kataklizmu,
kończącego się często wystąpieniem rzeki z koryta, chrzczono wydobyte szczątki
dziecka a następnie chowano je na cmentarzu . Zazwyczaj było to miejsce pod
murem cmentarnym, gdzie znajdowały się groby nieletnich zmarłych śmiercią
naturalną. Podobne zachowania obowiązywały w przypadku
niechrzczeńców ,
12
13
14
15
12
Można przypuszczać, iż wierzenia tego rodzaju powstały na tle zdarzających się przypad¬
ków dzieciobójstwa, w których chodziło o celowe zatajenie narodzin dziecka (zazwyczaj nie¬
ślubnego). Inną przyczyną mogła być utrzymująca się stosunkowo długo powszechna niewiedza
o dopuszczeniu przez Kościół dokonania chrztu „z wody" w przypadku niemożności dotarcia do
osoby duchownej. Potwierdza to jedna z wypowiedzi: dawniej nie było takiej świadomości, że
samemu można ochrzcić dziecko (MA.9b). Zasady dokonania ceremonii chrztu w sytuacji szcze
gólnej (śmierć noworodka) regulowały wskazania Soboru laterańskiego IV (1215 r.), zezwalające
na spełnienie tego rytuału przez rodziców lub obcych, aby tym samym umożliwić zbawienie
duszy dziecka (Delimata 2004, s. 71-74) oraz pochowanie go na cmentarzu. Dzieci nieochrzczone
natomiast grzebano w różnych miejscach: pod miedzą, w ogrodzie, albo gdzieś na polu (MA.5),
koło potoku (MA.1), w chlewie (Majchrzak 1978, s. 26), w pobliżu krzyży i kapliczek przydroż
nych (Bogucka 1994, s. 57).
Jak opowiadali mieszkańcy wsi Obidza: zawse jak takie dziecko jest gdzie pochowane to
bijom piorumy i desce lejom, żeby go wyrzuciło i aby woda spłukała. Tak bije w dziecko nieokrzczone, zakopane, małe. Biło kiedyś i nikt nie wierzył. Przyszła powódź, była pod korzeniem
ale go nie wyrzuciło. Drugi raz przyszła i jeszcze nie wyniosło, pioruny biły i nic. Trzeci dzień
pioruny wywróciły gruszkę i dziecko się pokazało i ustało (MA.1). Podobnie w Beskidzie Śląskim
czy na Podhalu twierdzono wręcz, że zdarzały się takie przypadki, ze choć kany zagrzebała, to
zlywki były, silny dysc i potela az wymyło i potem zgadywali cyje to było, wtedy się ludzie osatali.
Do lasu wyniosła, przy potocku zagrzebała, cęsto się zdarzało tak ze potem woła, mówili. Jakeś
seł kany to płakało kany, choć ka (MA.12).
Śmierć dziecka nie była zbyt ważnym wydarzeniem ponieważ, co podkreśla Anna Kowalska-Lewicka, „społeczność wiejska nie ponosiła żadnego uszczerbku [...] nie zdążyło wejść
w grupę obywateli". Stąd też jego pogrzeb odbywał się bez szczególnej ceremonii, a nawet modłów
a kiedyś i bez obecności księdza, podobnie jak nie odprawiano mszy żałobnej (1994, s. 23).
Przypomnieć należy, iż średniowieczny rytuał pogrzebowy nie przewidywał chowania
dzieci nieochrzczonych w poświęconej ziemi, co wyraźnie określał zakaz zawarty w księgach
liturgicznych (Labbuda 1983, s. 230). Podobne zakazy znane były w innych krajach. Np. w Serbii
nie wnoszono do cerkwi dzieci zmarłych przed chrztem, ani nie chowano ich na wspólnym cmen¬
tarzu. Dodać należy, że za „nieczyste" uważano także kobiety zmarłe w ciąży lub w połogu,
których nie wolno było grzebać w miastach i przy kościołach (Szwajcaria XVII w.) ani wnosić ich
do niego (Norwegia - średniowiecze) (Bystroń 1916, s. 42).
13
1 4
1 5
251
„NIEKOCHANI ZMARLI"
a więc dzieci, których nie zdążono ochrzcić przed nieoczekiwanym zgonem.
Dusze ich dawały o sobie znać pozostawiając rzekomo jako znak obecności
np. odciśnięte ślady stóp, słyszano też płacz niemowlęcia. I w takich przy¬
padkach postępowano podobnie jak z porońcem. Miejsce, z którego dochodził
płacz chrzczono, kropiąc święconą wodą. Nie znając płci pokutującego ducha
nadawano mu zarówno imię żeńskie, jak i męskie . Wierzono, że ten swoisty
akt oczyszczający (zmazujący grzech pierworodny) wyzwoli zarówno porońca,
jak i niechrzczeńca od tułania się ich dusz w świecie żyjących, w którym nie
powinny znajdować się, zwłaszcza że los, jaki je spotkał nie był zależny od nich.
Uważano, że w takich przypadkach dzieci niekrzczone i stracone na pokute
sły nie na zatracenie (MA.4b). „Dowodem" skuteczności podjętych kroków mia¬
ło być ustąpienie niepożądanych zjawisk. Nadanie imienia było więc aktem
porządkującym zaistniały chaos; po dokonaniu obrzędu sytuowało duszę zmar¬
łego dziecka w gronie innych ochrzczonych. Pamięć o nim stawała się pamięcią
zbiorową wyrażaną na mszach w intencji nieznanych zmarłych, ani dobrą,
ani złą. W przekonaniu mieszkańców wsi była jednak wystarczająca dla zacho¬
wania odzyskanego przez duszę - dzięki rytuałowi chrztu - właściwego stanu.
Można tu więc mówić o wyrażanym szacunku dla szczątków ludzkich jednak
bez emocjonalnych podtekstów.
16
Zbliżone działania o charakterze magicznym podejmowano wobec samobój¬
ców - topielców oraz brzemiennych matek, które targnęły się na swoje życie
znajdując śmierć w wodzie. Dusze nienarodzonych dzieci, jak wierzono, oraz
zmarłych na skutek utonięcia, przechodziły metamorfozę zamieniając się w ro¬
dzaj wodnego demona tzw. utopca. Niepoświęcenie miejsca, w którym zginął
samobójca powodowało, iż wciągał on swoje ofiary topiąc je, aby w ten sposób
wyzwolić się od pokuty. Demoniczność tej postaci nie zmienia faktu, że topielca
uważano również za pokutującą duszę (m.in. przybierał postać małego dziecka),
którą należy uwolnić, stosując znane w takich przypadkach procedury (m.in.
poznać jego żądanie przez zadanie stosownego pytania, poświęcenie miejsca,
w którym utonął człowiek). Stanowiły one rodzaj zadośćuczynienia dla pokutu¬
jącej duszy, chociaż nie spełniały wymogów obrządku pogrzebowego.
17
Niechęć do zmarłych śmiercią nienaturalną znajdowała wyraz w szczegól¬
nym, odmiennym traktowaniu jego ciała jako „kary" dokonywanej na zwłokach.
Zdaje się to być odległym echem działań podejmowanych w ubiegłych wiekach
na terenie Europy zachodniej i środkowej, które warto w tym miejscu przywołać.
Potwierdzają one pogardę dla szczątków ludzkich, motywowaną przekrocze¬
niem obowiązujących kanonów wiary. Aspekt chrześcijański jest wtórnie przy¬
jętym elementem (traktowanie samobójcy jako zbrodniarza), jaki nałożył się
na tego rodzaju praktyki, znane już w starożytności i określane mianem „oślego
16
Słowa tej formuły brzmiały następująco: jageś synek to Józek, jageś dziewczynka toś Anna,
w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego i przestawało płakać, bo żądało tego (MA.4a).
Istocie tej poświęciłam osobny artykuł oparty na własnych materiałach terenowych z Be¬
skidu Śląskiego oraz na bogatym materiale folklorystycznym (Lehr 1988a, s. 330-348).
1 7
252
URSZULA LEHR
18
pogrzebu" . Zostały one prawnie nakazane, jak wskazują na to źródła historyczne,
rejestrujące takie przypadki od średniowiecza do X V I I I wieku. Dotyczyły czy¬
nów samobójczych, z którymi wiązał się odrębny rytuał pogrzebowy jako forma
dodatkowej kary wykonywanej na trupie. Polegał on na tym, że ciało zmarłego
wyrzucano przez okno lub przeciągano przez podkop pod progiem, a następnie
składano je na skórze krowiej (niekiedy na plecionce z chróstu czy na wozie
służącym do wywożenia gnoju lub padliny), którą kat wlókł na miejsce pochówku
zazwyczaj poza strefę zamieszkałą (Koranyi 1932, s. 44-45). Zdarzało się, że przed
pogrzebaniem ciała wieszano je na szubienicy głową w dół, a nawet - jak to miało
miejsce w wielu krajach europejskich - przebijano kołkiem serce samobójcy .
W wierzeniach ludowych śmierć samobójcza, najczęściej dokonywana przez
powieszenie, powodowała, pomijając niezwykłe zjawiska atmosferyczne „infor¬
mujące" o zaistniałym fakcie (silnie wiejący wiatr) , że miejsce to było nawie¬
dzane przez jego ducha. W takim przypadku również modlitwy oraz msze święte
odprawiane w intencji zbawienia duszy mogły wyzwolić od wiecznej tułaczki
i straszenia żywych. Człowiekowi takiemu do niedawna nie należał się tradycyjny
pochówek. Jeszcze w latach 70. X X wieku na Orawie zwłoki powieszonego
w domu „wynoszono popod podwalinę" i tam wkładano do stojącej trumny „bez
obrzędu o charakterze religijnym" (Jostowa 1983, s. 116). Tego, który powiesił
się w zabudowaniach gospodarczych, np. w stodole, pozostawiano tam, umiesz¬
czając zwłoki w przyniesionej i postawionej na klepisku trumnie. Ceremonia
pogrzebowa odbywała się pod osłoną nocy w obecności członków rodziny. Zda¬
rzało się, że trupa wieziono korytem potoku „aby woda zatarła ślady i upiór nie
mógł wrócić do domu" (Jostowa 1983, s. 117) . W Beskidzie Śląskim gdzie, jak
zaznacza Longin Malicki, samobójstwa należały do rzadkości, w przeciwień¬
stwie do Beskidu Sądeckiego czy nawet Podhala, powieszonych w lesie chowa¬
no na miejscu zdarzenia. Innych, jak głosi podanie istebniańskie, „wywożono
19
20
21
18
Według Karola Koranyi'ego, nazwę tę przejął Kościół z Pisma Świętego. Prorok Jere¬
miasz w swej przepowiedni związanej z upadkiem państwa Judei oznajmia królowi, iż „oślim
pogrzebany zostanie pogrzebem, wleczony i wyrzucony daleko poza bramy Jerozolimy" (1932,
s. 46). Około V I I w. p.n.e zwyczaj ten był rozpowszechniony na Bliskim Wschodzie (w Judei
jednej z prowincji rzymskich, prawdopodobnie też na terenie Babilonii) skąd przeniknął na
Zachód, gdzie od IX w. utrwalał go Kościół, traktując w ten sposób osoby, które znalazły się poza
społecznością chrześcijańską (ekskomunikowani przestępcy) a później także i samobójcy, którym
odmawiano tradycyjnego pochówku. W ten sposób chowano również wyklętych Żydów w Polsce
w XVIII wieku (Koranyi 1932, s. 46-47).
Wiązało się to z wierzeniem, że zmarły po śmierci stanie się upiorem. Zwyczaj ten zniesiono
np. w Anglii w XIX wieku (1824 r.), zezwalając na chowanie samobójców na cmentarzu ale bez
obrzędów religijnych i w określonych godzinach wieczorno-nocnych (między dziewiątą wieczór
a północą). Celem zniechęcenia do targnięcia się na własne życie wprowadzono przepis o konfiska¬
cie dóbr materialnych samobójcy (Kary... 1997, s. 18).
Miały go wywoływać diabły ciągnące „do piekła duszę człowieka powieszonego" (Kolberg
1963, s. 217).
Analogiczne zdaje się być z praktykowanym w dawnych wiekach zwyczajem spławiania
rzeką zamkniętego w beczce ciała samobójcy. Sposób ten miał uniemożliwić powrót zmarłego
śmiercią nienaturalną (Koranyi 1932, s. 45).
1 9
2 0
21
253
„NIEKOCHANI ZMARLI"
dawniej na saniach klynczarach na górę Gańczorkę, gdzie zwłoki porzucano,
zostawiając na pożarcie wilkom" (Malicki 1947, s. 120).
Grzebanie ciała w ziemi niepoświęconej , poza murem cmentarnym, najczꜬ
ciej jednak w miejscu, w którym człowiek targnął się na swoje życie, „na mie¬
dzach, [...] przy drodze pod krzyżem" (Kolberg 1967, s. 103), względnie na gra¬
nicy wsi - obszarze ziemi niczyjej, było aktem symbolicznego wykluczenia
i wyrazem nieakceptowania popełnionego czynu: „ «wzgarde robili, jak się kto
obwiesił»" (Kowalska-Lewicka 1985, s. 71). Wynikało to również z waloryzacji
przestrzeni, jaką jest cmentarz - miejsce wiecznego spoczynku, skupiające „siły
magiczno-religijne" (Bystroń 1980, s. 232). Niedopuszczanie do pochówku
samobójców było jednak, jak uważa A. Kowalska-Lewicka, opierając się na
wynikach własnych badań terenowych, zachowaniem narzuconym przez kler
i przyswojonym przez mieszkańców wsi. Strach przed zmarłymi w nienaturalny
sposób przejawiał się m.in. i w tym, że samobójców zmarłych w obrębie domu
podrzucano sąsiadom (1985, s. 71-73); wóz lub sanie, na których ich wieziono
pozostawiano a ksiądz nie uczestniczył w ceremonii pogrzebowej . W przy¬
padku grzebania na tzw. cmentarzu „wisieluchów" (Beskid Sądecki) (KowalskaLewicka 1985, s. 72) lub w miejscu zbiorowych pochówków, jadąc na cmen¬
tarz omijano drogę, wioząc zwłoki „granicami" (Ciszewski 1886, s. 242) . Za¬
chowania i postawy wobec zmarłych były więc nie tylko przejawem potępienia
czynu, ale wiązały się z równoczesnym znieważeniem ciała nieboszczyka, którego
dusza, nie poddana rytualnemu obrzędowi wykluczenia, miała błąkać się do dnia
sądu ostatecznego. Na niektórych terenach opowiadając o samobójcy czyniono
znak krzyża świętego (Kolberg 1967, s. 103).
22
23
24
25
Miejsce pochówku symbolizowało również pozostawanie duszy pomiędzy
dwoma światami: żywych i umarłych; nie należąc już do tych pierwszych, rów¬
nocześnie nie miała prawa zaistnieć w gronie tych drugich. Przerwanie życia
z własnej woli było argumentem, dla którego ciało nie mogło być zwrócone po¬
święconej ziemi, jaką stanowiła wydzielona przestrzeń sacrum - cmentarz. Zale¬
cenie grzebania wisielców w lasach, na rozstajnych drogach czy na nieużytkach,
2 2
Zwyczaj ten w dawnych wiekach obejmował także morderców. Wspomnienia mieszcza¬
nina krakowskiego (zawarte w kronice z lat 1575-1595), opisujące czasy dżumy, zawierają przy¬
padki uśmiercania konających przez grabarzy celem wzbogacenia się. Osądzeni i skazani za taki
czyn na śmierć chowani byli na cmentarzu Mariackim, co budziło wyraźny protest mieszkańców,
ponieważ nie byli godni takiego pochówku (Kracik 1991, s. 73-74).
Świadectwem takich zachowań jest przypadkowo odnalezione we wsi Piekielnik na Pod¬
halu miejsce pogrzebania samobójczyni, pochodzące sprzed I wojny światowej. Tamże w latach
1965-1970 przy wykopywaniu torfu odkryto dobrze zachowane zwłoki kobiety i karę (dwukołowy
wózek) (Jostowa 1983, s. 117).
Chowano za ogrodzeniem cmentarza, za płotem, jak to się mówi, w niepoświęconej ziemi.
Nie było księdza ani ludzi tylko rodzina chowała (MA.9b).
Omijanie drogi użytkowej, wybieranie wyjątkowo krętej tzw. „drogi zmarłych", znane
w średniowieczu w wielu krajach Europy, było jednoznacznym wyrazem lęku przed nieboszczy¬
kiem. Stosowano także inne zabiegi mające również na celu odpędzenie towarzyszącej im duszy
(przekraczanie strumienia, przechodzenie przez ogień itp.) (Nola 2006, s. 247).
2 3
2 4
2 5
254
URSZULA LEHR
wiążące się z obawą sprowadzenia przez ich pokutujące dusze gradu na pola
uprawne, wynikało - jak sugeruje Stanisław Bylina - z przekształconych wie¬
rzeń pierwotnych o związku zmarłych ze zjawiskami atmosferycznymi (1992,
s. 29). Dotyczyło ono także tych, którzy zajmowali się magią, a nawet topielców . Ten oczywisty w przekonaniu mieszkańców wsi związek przyczynowoskutkowy miał miejsce w przypadku uchybienia temu nakazowi. Mechanizm jego
funkcjonowania ilustruje incydent, jaki miał miejsce na Podhalu w 1841 roku.
Klęska nieurodzaju, wzrastający głód po długiej i ostrej zimie, spowodowały, że
ludność podhalańska (zamieszkująca tereny graniczące ze Spiszem: Bukowinę,
Brzegi i inne wioski) uznała te wydarzenia za karę Bożą. Taki wniosek wysnuto
z opowieści wędrownej żebraczki o powieszonym mężczyźnie, którego pocho¬
wano na cmentarzu w Jurgowie (Spisz). W podjętej przez górali pierwszej próbie
sprofanowania zwłok skutecznie przeszkodził proboszcz miejscowej parafii.
Mieszkańcy wsi nie poprzestali na tym. Podejrzewając duchownego o niedopilnowanie przyjętych zasad pochówku, doprowadzili ostatecznie do spalenia
szczątków zmarłego na stosie (Adamczyk 1967, s. 168-171).
26
Bardziej pomyślny finał miało zdarzenie opisane przez księdza Józefa Stolar¬
czyka (proboszcz zakopiański w latach 1848-1890), któremu dzięki autoryte¬
towi i sile perswazji udało się uchronić przed wykopaniem ciało samobójcy, po¬
chowanego na obrzeżach cmentarza. Dodać należy, iż zmarłego (dwukrotnego
wójta) szanowano, lubiano i uważano za porządnego człowieka, ale samobójcza
śmierć (przez zastrzelenie się) przesunęła go do grupy zmarłych „niegodnych",
których szczątki mogły podlegać znieważaniu. Proboszcz ten odnotowuje w swej
kronice (pod datą 6 września 1864 r.): „wiele bardzo pracy mię kosztowało, nim
mogłem tego nieszczęśliwego trupa od wykopania obronić", ponieważ „całą zimę
i stąd grożące nieszczęście lud przypisuje temu, iż ów wspomniany Wojciech
Walczak przy cmentarzu zaraz był pochowany" (Stolarczyk 1915, s. 12).
Zmiany w zakresie świadomości, postępujące znacznie wolniej niż cywili¬
zacyjne, poświadczają spotykaną jeszcze w okresie międzywojennym niechęć
do chowania zmarłych w naturalny sposób obok samobójcy. Tę swoistego rodza¬
j u fobię ilustruje przykład pochodzący z jednej ze wsi podhalańskich. Posze¬
rzenie terenu cmentarza spowodowało, że pozostające dotychczas poza murem
groby „niegodnych" znalazły się w jego nowych granicach. Parafianie odmawiali
grzebania swoich bliskich w tej części cmentarza. Zmienili swoje stanowisko
dopiero po publicznym oświadczeniu miejscowego proboszcza, w którym wy2 6
Pochowanie zmarłego czarownika (mieszkańca Łapsz) na cmentarzu spowodowało w prze¬
konaniu górali długotrwałe i ulewne deszcze uniemożliwiające jesienne prace polowe (wykopki).
W związku z tym wydobyto jego zwłoki i spalono: carownik był a skrepnoł i pochowali go na
poświeconej ziemi i loło, loło, a zbiórki były, no to wykopali i spalili i rozpogodziło się (MA.8).
W związku z postacią topielca, jak podaje Kazimierz Moszyński, na Rusi, w okresie suszy, wy¬
dobywano trupa z ziemi i wrzucano go do wody. Zwłoki traktowano jako ofiarę spełnianą pod¬
czas zabiegu magicznego określanego „karmieniem" żywiołów (1967, s. 509). W podaniach
z terenu Beskidu Śląskiego zachowały się informacje o okupie, który zastąpił ofiarę z człowieka
(Lehr 1984, s. 237).
255
„NIEKOCHANI ZMARLI"
raził on zdecydowaną wolę bycia pochowanym wśród nieakceptowanych, zmar¬
łych śmiercią nienaturalną.
Zróżnicowanie ceremonii pogrzebowej było bardziej widoczne we wsiach
gdzie istniały wyłącznie cmentarze wyznaniowe. Księża nie tylko odmawiali
rodzinie miejsca na nim ale i kościelnego pogrzebu. Duchowny uczestniczył
wyłącznie w ceremonii złożenia ciała do ziemi, w grobie usytuowanym przy
ogrodzeniu (Pilch 1996, s. 266). Przypadki takie miały miejsce na przełomie wie¬
ków (XIX i X X ) i jeszcze w okresie międzywojennym na terenie Śląska Cie¬
szyńskiego. Obecnie dopuszczalne jest nie tylko grzebanie samobójców na cmen¬
tarzu, ale również wprowadzenie trumny do kościoła, z tym, że nie ustawia się
jej przed ołtarzem, ale „pod dzwonami" (na środku kościoła). Jest to wynikiem
większej tolerancji i złagodzenia restrykcyjnych przepisów kościelnych doty¬
czących chowania zmarłych śmiercią samobójczą, interpretowaną obecnie jako
skutek choroby, a nie podszept diabła, w co dawniej powszechnie wierzono.
Argumentem przemawiającym na korzyść zmarłego w taki sposób, zezwalającym
na pogrzebanie go na cmentarzu, jest okazywane przez niego „w ciągu życia [... ]
przywiązanie do wiary i Kościoła" (Obrzędy... 1978, s. 26-27) .
27
28
Wierzono zwłaszcza, że również krzywoprzysięzcy umierali śmiercią nagłą
i niewytłumaczalną, określaną jako „śmierć z przysięgi" . Nie chowano ich na
cmentarzu, ponieważ taki człowiek „niegodzien leżeć ani na święconej ziemi",
a nawet „nie modlił się ta za nim wiera nik" (Suleja 1912, s. 414). W przekazie
z Podhala (pocz. X X w.) odnotowano, iż pogrzebanego nawet na własnym grun¬
cie ziemia nie chciała przyjąć wyrzucając trupa, trzykrotnie zakopywanego.
Dopiero postawienie w tym miejscu kaplicy oraz ofiarowanie tego terenu pod
budowę kościoła zapobiegło nadprzyrodzonym zjawiskom uważanym za inge¬
rencję boską (Suleja 1912, s. 414).
Akty bezczeszczenia szczątków zmarłych podejmowano wobec osób podej¬
rzewanych o zajmowanie się czarami, magią lub uważanych za strzygonie (upio¬
ry). Na niektórych terenach łączono postać rzekomej czarownicy i czarownika
29
2 7
Zdarzało się również, że podobne kłopoty z pogrzebem kościelnym miały niekiedy rodziny
działaczy organizacji robotniczych, zwłaszcza gdy zmarłemu członkowi towarzyszyli koledzy
„ze sztandarem w kolorze czerwonym". W zależności od poglądów politycznych proboszcza, nie
wpuszczano pocztu sztandarowego do kościoła (Pilch 1996, s. 266).
Samobójca, który przed targnięciem się na własne życie „dawał zgorszenie" traktowany
jest jako jawny grzesznik. Dekret Kongregacji Nauki Wiary z dnia 20 września 1973 roku reguluje
kwestie wydawania zezwoleń na pogrzeb katolicki. Wedle prawa kanonicznego ksiądz może od¬
mówić pogrzebu ateistom, schizmatykom osobom żyjącym w konkubinacie „lub w innych
cudzołożnych związkach" także tym, którzy „wybrali spalenie swojego ciała z motywów przeciw¬
nych wierze chrześcijańskiej" (Memento, 1998, s. 4). Zmiana stanowiska może nastąpić wówczas,
gdy potwierdzone zostaną przez wiarygodnych świadków „znaki pokuty". Należą do nich: „wzbu¬
dzenie zewnętrzne aktu żalu, np. przez bicie się w piersi, ucałowanie krzyża, przeproszenie za
zgorszenie itp." (Obrzędy... 1978, s. 27).
„Lezał na starej miedzy bez dusy - carny jak wągiel, ubranie na nim i całe ciało jego
zdarte, jakoby dzióbami i pazdorami halnych sempów i orłów abo wołów rogami sprute" (Suleja
1912, s. 411).
2 8
2 9
256
URSZULA LEHR
z jego pośmiertnym wcieleniem, jakim był upiór (Kaszuby). Zdarzające się przy¬
padki grzebania zmarłych w letargu stały się prawdopodobną podstawą dla tego
rodzaju sądów. Także inne fizyczne symptomy widoczne u zmarłego przed
pochówkiem, jak np. „żywy, czerwony odcień lica, niedomknięte oczy, zmiana
pozycji w trumnie, brak tężenia zwłok" (Kukier 1968, s. 272) czy wręcz zauwa¬
żalne anomalie u noworodka (rodził się z zębami, miał zrośnięte brwi (Lehr 1985,
s. 99) stanowiły przesłankę do podjęcia w sytuacjach krytycznych (niepokojenie
żywych, klęski elementarne, epidemie) aktów profanacji. Ludzi „dotkniętych"
siłą nieczystą obawiano się za życia; nietolerowano ich także po śmierci. Zdarzało
się, iż ksiądz odmawiał wyprowadzenia zwłok rzekomej czarownicy z domu, jak
to rejestruje podanie z okolic Żywca. Oponował również przeciwko urządzeniu
pogrzebu (Broda 1980, s. 11).
Wydarzenia tego rodzaju należą do przeszłości, nie na tyle jednak odległej
aby całkowicie zatarła się o nich pamięć. Zajmowanie się czarami, magią, uzna¬
ne przez ojców Kościoła za grzech ciężki, karano w ubiegłych wiekach śmiercią
na stosie . Płomienie były w tym przypadku symbolem ognia piekielnego,
wiecznego potępienia ale też ceremonią puryfikacyjną , uwalniającą w ten spo¬
sób świat żywych od istot grzesznych. Nienaturalne w takim przypadku okolicz¬
ności zgonu były przejawem nie tylko braku akceptacji skazanego w świecie
żywych, ale i umarłych poprzez odmówienie mu zwyczajowo przyjętej ceremonii
pogrzebowej. Można w tym miejscu przypomnieć rozważania Anny Grossman,
komentującej układ szczątków ludzkich znalezionych w zespole grobowym na
jednym ze stanowisk archeologicznych w Gąsawie (woj. kujawsko-pomorskie).
Przypuszcza ona, iż znajdujący się tam okaleczony szkielet kobiety (czego doko¬
nano przed pochówkiem) mógł należeć do osoby, której obawiano się także po
śmierci. Pozbawienie stóp i dłoni miało wyraz symboliczny i mogło, według
autorki, być zastosowane wobec szamanki, czarownicy, zielarki (Grossman 2000,
s. 77-85). Jakkolwiek źródła etnograficzne nie donoszą o takim traktowaniu zwłok
domniemanych czarownic, to zarejestrowane w materiałach źródłowych przekazy
informują o incydentach pośmiertnego okaleczania zwłok ludzi podejrzanych o to,
że byli strzygoniami, upiorami. Zachowane w pamięci mieszkańców wsi proce¬
dury dotyczące traktowania podejrzewanych o tego rodzaju metamorficzne prze¬
kształcenie po śmierci (w tym owczarzy posiadających wiedzę magiczną) wskazu¬
ją, iż dochodziło do bezczeszczenia ich zwłok. Przypisywano im bowiem rzekome
30
31
3 0
Ostatni proces czarownic na ziemiach polskich miał miejsce w 1775 r. w Doruchowie (wie¬
luńskie) w związku z wydaniem ustawy zakazującej sądom zajmowania się sprawami o czary.
Zdarzały się jednak samosądy. Jak podaje Bohdan Baranowski, po drugim rozbiorze Polski (po
1793 r.) doszło w zaborze pruskim do spalenia dwóch rzekomych czarownic (1981, s. 33). Cywi
lizacja dotarła prawie do każdego kraju, co nie zmienia faktu, że pod koniec XX wieku np. miesz¬
kańcy niektórych części Afryki południowej kamienują lub palą na stosie, względnie rzucają
krokodylom na pożarcie, osoby podejrzane o czary powodujące suszę, pomór bydła, powódź, po
uprzednim poddaniu ich osądowi starszyzny (Sezon... 1995, s. 9)
Znaczenie płomieni w polskiej kulturze ludowej jest ambiwalentne; wiąże się m.in. z ży
ciem i śmiercią, posiadaniem mocy oczyszczającej i niszczącej (Słownik... 1996, s. 304).
31
257
„NIEKOCHANI ZMARLI"
32
gnębienie i napastowanie ludzi: duszenie , gryzienie (Lehr 1984, s. 231; Kowalska-Lewicka 1985, s. 73; Chronografia... 1987, s. 235), wywoływanie śmiertelnej
choroby (Kukier 1968, s. 276). Podejrzanych zmarłych wykopywano z grobów,
obcinano im głowy (Renik 1985, s. 85; Kolczyński 2000, s. 186) i kończyny,
które przemieszczano lub wiązano (MA.3), względnie kładziono zwłoki na brzu¬
chu (MA.7). W trudniejszych przypadkach - jak to miało miejsce w 1719 r. we
wsi Ujsoły w żywieckiem - gdy nie poskutkowało nawet odcięcie zmarłemu
głowy, ponieważ „z głową uciętą chodził", po kolejnym wykopaniu zwłok „na
granice wywieźli i tam ręce nogi poobcinawszy, na stos drew włożono i tak spalo
no" (Chronografia... 1987, s. 521). Wierzenia w świat nadzmysłowy kierujące ludz¬
kimi zachowaniami doprowadziły w ten sposób w 1721 r. we wsi Rycerka (Beskid
Żywiecki) do profanacji zwłok starego ojca. Źle traktowany za życia przez człon¬
ków rodziny rzekomo straszył ich po śmierci. Komentarz autora sprowadza się do
tego, iż jakkolwiek nie zaprzecza on niepokojącym zjawiskom, wywoływanym
rzekomo przez ducha zmarłego, to nie pochwala dokonanego czynu (okaleczenia
i spalenia). Uważa, iż „tego czynić nie trzeba było, tylko za dusze Pana Boga
prosić i ratować, a za grzech ich żałować"(Chronografia... 1987, s. 538).
33
W podobny sposób traktowano zwłoki ludzi długowiecznych, chociaż w lite¬
raturze polskiej wzmianki na ten temat są znikome. W pewnej wsi na południu
Polski w okresie międzywojennym duch zmarłej, stuletniej kobiety, nie mogąc
zaznać spokoju, rzekomo nękał i krzywdził ludzi. Aby temu zapobiec nieboszczkę
„przewracano [...] w trumnie i wsypywano kawałki tłuczonego szkła" (Wieś
Dobra... 1938, s. 45). Jakkolwiek nie zarejestrowano uzasadnienia takiego zacho¬
wania wobec zmarłych osób długowiecznych to można przypuszczać, że osiągnię¬
cie w sposób naturalny wieku dłuższego niż przeciętny mogło wydawać się nie¬
możliwe bez ingerencji sił nadprzyrodzonych. Wyjaśnienia można doszukiwać
się również w umownie przyjętej granicy życia ludzkiego, uważanej przez miesz¬
kańców wsi za naturalną, stanowiącą punkt odniesienia, zmieniającą się jednak
wraz z przeobrażeniami społeczno-ekonomicznymi i postępem medycyny.
W tym miejscu, jako informację nawiązującą do związku przyczynowo-skut¬
kowego zachodzącego między długością życia a traktowaniem zmarłego, można
przywołać wierzenia z innego kręgu kulturowego i wyznaniowego. Wśród Buriatów - szamanistów istniało przekonanie, że „«jeżeli człowiek żył długo, to było
złym znakiem. Mówiono, że śmierć go nie chce»", a „długie życie jest grze¬
chem" (Kabzińska-Stawarz 1992, s. 137). Także wśród dawnych ludów tureckich
uważano pewien wiek (80 lat) za krytyczny dla żyjących członków rodziny, ży¬
cząc człowiekowi staremu, aby go nie dożył, względnie stosując usankcjonowane
3 2
Tak na przykład w opisie dziejów wsi żywieckich, tamtejszy wójt Andrzej Komoniecki
zapisał pod datą 1679 informację o nagłym zgonie 19 mieszkańców dwóch rodzin zamieszkałych
w Rajczy, który przypisano nie szerzącej się wówczas dżumie, ale kobiecie podejrzanej o to, iż
była strzygą (Chronografia... 1987, s. 235).
W XIX wieku w niektórych wsiach karpackich zamieszkałych przez Rusinów wierzenia
w upiory były tak silne, iż trudno byłoby znaleźć nienaruszony grób. Prawie każdy zmarły miał
odłączoną od korpusu głowę lub wbity do niej kołek (Kolczyński 2000, s. 186).
3 3
258
URSZULA LEHR
zwyczajem zabójstwo. Zmarły w wieku 81 lat podlegał szczególnemu obrzędowi
funeralnemu mającemu uchronić żywych. Zwłoki wywożono przed wschodem
słońca, układano głową skierowaną ku północy, czaszkę przebijano kołem, do
lewej ręki wkładano czarny kamień i zaopatrywano w specjalne modlitwy lamistyczne umieszczane na karku. Odchodząc z miejsca pochówku strzelano w stronę
gdzie leżał zmarły (Tryjarski 1991, s. 222-223).
ASPEKTY PROFANACJI CIAŁA
Stosunek do człowieka zmarłego w niecodziennych okolicznościach wskazuje
na pewną prawidłowość niezależną od kultury, wyznania a nawet czasu. Odma¬
wianie mu ceremonii pogrzebowej czy dokonywanie aktu bezczeszczenia jego
szczątków było wyrazem lęku przed nim, przejawem okazywanej mu wzgardy,
próbą symbolicznego unicestwienia, mogło być także ostrzeżeniem. Miało więc
znaczenie rytualne, kulturowe i społeczne.
W średniowieczu i w czasach późniejszych nie tylko samobójców nie chowano
na cmentarzu . Dotyczyło to zwłaszcza różnego rodzaju skazańców, a nawet
komediantów i prostytutek. W „czarnej Afryce", jak pisze L.V. Thomas, do ka¬
tegorii zmarłych „niegodnych", którzy nie zasłużyli na tradycyjny pochówek,
„należeli, obok szamanów, także kazirodcy, kobiety bezpłodne lub osoby, które
sprofanowały tajemnice inicjacji" (1991, s. 113). W Europie umieszczano w tej
grupie także wyklętych. Zwłoki palono lub porzucano (Aries 1989, s. 54, 56).
W cywilizacji przedegipskiej znane były przypadki rozczłonkowywania
zwłok (aby zmarły nie nawiedzał żywych). Cyganie rozbijali w tym samym celu
mały palec nieboszczyka, do którego przywiązywali czerwoną nitkę, a wśród
niektórych plemion afrykańskich wykłuwano zmarłemu oczy i rozbijano pisz¬
czele (Thomas 1991, s. 112). Nietypowy ceremoniał praktykowali Tuwińczycy
wobec ludzi „chciwych, zachłannych" i „pożądliwych". Ich zwłoki pozostawiano
na ziemi na 49 dni. Nietknięte przez zwierzęta i ptaki spalano uznając, że jest to
najlepszy sposób na zmuszenie duszy do opuszczenia ciała i uchronienie się przed
jej szkodliwym oddziaływaniem na otoczenie (Tryjarski 1991, s. 223).
Sprofanowane części ciała (palec, pas skóry, genitalia) czy wydzieliny (uryna)
służyły celom magicznym (Zaremska 1986, s. 100). Zajmowali się tym przede
wszystkim kaci, mający bezpośredni dostęp do ciał skazanych, na których
wykonywali wyroki. Wykorzystywanie do praktyk czarnoksięskich kości trupa
(niekoniecznie samobójcy) , których zazwyczaj dostarczał grabarz, było nie
34
35
3 4
W uzupełnieniu należy dodać, że np. Kościół we Francji nie zajmował tak radykalnego
stanowiska uznając, iż „Bóg nie karze dwukrotnie za tę samą zbrodnię", zezwalając na chowanie
ich ciał w ziemi poświęconej. Restrykcji takich domagało się, jak zauważa Philippe Aries, społe¬
czeństwo wieków średnich i czasów nowożytnych, usuwając nawet sądownie samobójców z cmen¬
tarza (Bretania pocz. XX w.) (1989, s. 56, 54).
Na przykład świeczka zrobiona z palca zmarłego Żyda lub małego dziecka miała przynosić
szczęście złodziejom (Burszta 1967, s. 192).
3 5
„NIEKOCHANI ZMARLI"
259
tak rzadkim zjawiskiem jeszcze w okresie międzywojennym, o czym świadczą
przekazy ludzi starszych z terenu Podhala i nowosądeckiego. Zakopywano je
najczęściej pod progiem .
Przypadki bezczeszczenia trupa w celu dania upustu emocjom: nienawiści,
zemście, zmierzające w konsekwencji do totalnego unicestwienia, zdarzają się
również obecnie w określonych środowiskach i okolicznościach, mimo nega¬
tywnej oceny takich zachowań, nieakceptowanych społecznie. Jako przykład
L.-V. Thomas podaje niszczenie twarzy w porachunkach gangsterskich zmierza¬
jące nie tylko do utrudnienia identyfikacji ofiary ale pozbawienia jej tożsamości.
Taki trup „jest już niczym, na zawsze został wymazany z listy ludzi" (1991,
s. 113). Na marginesie dodam, iż znane są w kręgach przestępczych przykłady
okaleczeń trupa po dokonanej egzekucji, spełniające funkcję ostrzegawczą oraz
informującą, jakiego rodzaju wykroczenia dotyczył wykonany na danej osobie
wyrok. W latach 90. X X wieku w jednej ze wsi podhalańskich odnaleziono zwłoki
zamordowanego mężczyzny (członka gangu samochodowego) z odciętymi pal¬
cami. Pozbawienie dłoni oznaczało, iż zamordowany dopuścił się kradzieży
wspólnych pieniędzy względnie prowadził interes na własny rachunek, nie rozli¬
czając się z grupą przestępczą, której był członkiem.
36
Podobną w swej wymowie kwestią w związku z traktowaniem ciała zmarłego
pozostają sytuacje ekstremalne, jakimi były np. zarazy i wojny. Podczas pandemii
zmarli grzebani byli najczęściej w wydzielonych miejscach, w mogiłach zbioro¬
wych, bez przyjętych ceremonii pogrzebowych z uwagi na ryzyko zarażenia. Roz¬
miary zjawiska narzucały specyficzny charakter pochówku, wynikający z koniecz¬
ności, ale nie będący w sprzeczności z podejmowanymi próbami okazania szacunku
zmarłym. Podobny los spotykał poległych w bitwach i wojnach. Inaczej natomiast
postępowano wobec jeńców, których zabicie nie zawsze było dostateczną satysfak¬
cją. W celu okazania pogardy wrogowi nie tylko pozbawiano go obrzędu pogrze¬
bowego, ale profanowano ciało okaleczając zwłoki, czego liczne przykłady dostar¬
czają nie tylko mity, ale i fakty historyczne (Thomas 1991, s. 112-113). Najwyż¬
szym przejawem znieważenia ciała ludzkiego jest potraktowanie go jako surowiec
do wyrobu różnorodnych produktów służących celom użytkowym (np. nawozu
z utylizowanych spalonych kości, materacy z ludzkich włosów, pergaminu z gar¬
bowanej ludzkiej skóry czy mydła z tłuszczu zamordowanych), co miało miejsce
w okupowanej Polsce w połowie X X wieku (Nałkowska 1968, s. 7-17, 64, 65).
37
Przypomniane tu przekazy oraz fakty potwierdzają, iż zmarli, zwłaszcza
w sposób nienaturalny, uważani dawniej za „istoty nieczyste" - „niepożądane"
i „niegodne", mogli być traktowany w sposób niekonwencjonalny. Dopuszczały
to również okoliczności szczególne a sytuacje krańcowe sprzyjały aktom kalania
3 6
Sprowadzać miały chorobę na osobę przekraczającą próg a w konsekwencji śmierć (MA.2).
Dokładnie na terenie zajętego przez Niemców Gdańska, gdzie mieścił się Instytut Ana
tomii prowadzony przez profesora Spannera oraz współpracujących z nim: dr Wohlmanna i pre
paratora von Begrena. Tam zwożono ciała zamordowanych w obozach koncentracyjnych, straco
nych w więzieniach, a nawet psychicznie chorych, poddając je „przetworzeniu". Niepotrzebne
części palono (Nałkowska 1968, s. 11-13).
3 7
260
URSZULA LEHR
ciał. Wydarzenia końca X X wieku i początku X X I w. wskazują na kontynuację
zachowań, polegających na wykorzystywaniu zwłok ludzkich do „twórczej obrób
ki". Mam tu na uwadze ruchomą ekspozycję dr Guntera von Hagensa zatytu
łowaną „Body worlds" (Świat ciała lub Cielesne światy) wystawianą w różnych
krajach od 1996 r. Prezentuje ona plastyfikaty (spreparowane ludzkie ciała)
zatrzymane w ruchu, pozbawione częściowo lub całkowicie skóry, z otwartą
czaszką lub wnętrzem (ukazującym układy szkieletowy, nerwowy, oddechowy,
pokarmowy, krwionośny) oraz poszczególne organy ludzkie (serce, płuca, mózg)
i płody z widocznymi objawami patologicznymi (ZI.3) . Obiekty, wedle autora,
są „dziełami sztuki" propagującymi, również w sposób budzący kontrowersje
„anatomiczność" , a intencją ekspozycji jest „demokratyzacja medycyny"
(Zl.3). Przeciwko wykorzystywaniu ciała ludzkiego do celów wystawienniczych
protestowały prawie wszystkie osoby (z wyjątkiem młodych) indagowane w son¬
dzie ulicznej przeprowadzonej w Sieniawie Żarskiej (pow. lubuski), miejscowości,
w której dr G. von Hagens planował założenie Zakładu „twórczej obróbki
zwłok" . Pomijam tu względy etyczne, wyznaniowe i estetyczne odzwierciedlają¬
ce postawę autora wobec ludzkiego ciała oraz jego działalność wiążącą się z tak
„wysublimowaną" ars macabre. Interesujący w związku z podjętym przeze mnie
tematem zdaje się być sposób pozyskiwania „obiektów". W większości są to
zwłoki więźniów, bezdomnych, zmarłych na gruźlicę, kupowane na Wschodzie
(np. w Rosji, Kirgizji) za kilkanaście euro oraz osób (pozostających w mniej38
39
40
41
42
43
44
3 8
Właściwe nazwisko Liebchen, ur. w 1945 r. w Skalmierzycach (pow.ostrowski) niemiecki
lekarz, patomorfolog i anatom, wynalazca nowatorskiej metody preparowania czyli plastyfikacji
(plastynacji) ludzkich zwłok (1977 r.), utworzył firmę BIODUR Products (1980 r.) zajmującą się
masową produkcją medycznych pomocy naukowych w oparciu o plastynację, powołał własny Insty
tut Plastfikacji w Heidelbergu (1993 r.), wykłada na Uniwersytecie Medycznym Dalian w Chinach
(od 1995 r.), od 1999 r. kieruje Instytutem Plastynacji Państwowego Uniwersytetu Medycznego
w Biszkeku w Kirgistanie. Znajduje się tam największa produkcja plastynatów na świecie (ZI.1, ŻI.8)
Do wiosny 2006 r. obejrzało ją 16-17 milionów osób na całym świecie. W latach 1997-2006
ekspozycja była wystawiana w Japonii. Niemczech, Austrii, Szwajcarii, Belgii, Anglii, Korei Płd.,
Singapurze, Tajwanie, USA, Kanadzie, w niektórych krajach kilkakrotnie (ZI.2; ZI.6)
Więcej informacji na temat techniki plastynacji zob. ZI.4.
Zob. artykuł Jana Cieciucha zawierający bardziej szczegółowe relacje z wystawy wraz
z komentarzem autora (ZI.3)
Od takiej formy naukowego upowszechniania anatomii odcięło się Polskie Towarzystwo
Anatomiczne, (podobnie jak niemieckie Anatomische Gesellschaft), również przedstawiciele Pol
skiego Związku Artystów Plastyków i przedstawiciele Kościoła polskiego (ZI.10) (także nie¬
mieckiego) (ZI.5, ZI.9).
Argumentem zasadniczym, mającym przekonać polskie władze lokalne oraz ułatwić do¬
prowadzenie do sfinalizowania planowanego przedsięwzięcia, było duże bezrobocie w tej miejsco¬
wości (ZI.5; ZI.10). Podobne uzasadnienie - mimo protestów mieszkańców niemieckiego Guben
- znalazło oddźwięk wśród władz miejscowych, które sprzedały dr G. von Hagensowi stary ra¬
tusz z przeznaczeniem na fabrykę plastynacji zwłok (ZI.9). W latach 90.XX wieku na terenie
Polski zatrudniał on nielegalnie ludzi do polerowania kości kolanowych (ZI.6).
„Z Kirgizji miał otrzymać 30 tys. kg ludzkiego mięsa, to jest 488 nieboszczyków, 44 części
ciała i 10 płodów", jak wynika z oficjalnych dokumentów (ZI.6). Pomijając kwestię traktowania
ciała ludzkiego jako towaru, sposób ich pozyskiwania nie zawsze był legalny, o czym świadczy
proces, jaki miał miejsce w Nowosybirsku (ZI.6).
3 9
4 0
4 1
4 2
4 3
4 4
261
„NIEKOCHANI ZMARLI"
szości), które w zamian za określoną kwotę podpisały deklarację o przekazaniu
dr G. von Hagensowi swojego ciała po śmierci.
Pozbawianie człowieka ceremonii pogrzebowej było i jest sprzeczne nie
tylko z tradycją i kulturą polską, ale wyznaniem, prawem , zasadami etyczny¬
mi. Przypadki profanacji ciała, o których pisałam, motywowane przesądami,
lokalnymi wierzeniami, tłumaczone mogą być generalnie - patrząc na to z per
spektywy czasu - jako zabobon wynikający z lęku przed zmarłym. W przypadku
wystawy dr G. von Hagensa, poza motywacją samego autora, jego postępowanie
ze zwłokami nie znajduje uzasadnienia kulturowego i społecznego. Bezczesz¬
czenie ciał, zwłaszcza tych, w których obronie nikt nie stanie, a którym w imię
„sztuki" czy nauki nadaje się status eksponatu, nie wydaje się dostatecznym
argumentem . „Obiekty" dr G. von Hagensa, okaleczane, aby nadać im wyraz
artystyczny, pozostają sprofanowanymi ludzkimi szczątkami, którym odebrano
tożsamość, odmówiono pochówku i wystawiono na widok publiczny. Są przy
kładem kontynuacji zachowań niekonwencjonalnych, exemplum współczesnych
„niekochanych zmarłych".
45
46
Warto jednak w tym miejscu zwrócić uwagę na zróżnicowane reakcje zwie¬
dzających wystawę np. w Niemczech (od podziwu do potępienia) i argumenty
niektórych z nich wskazujące na akceptację działalności dr G von Hagensa oraz
wynikające z niej deklaracje przekazania po śmierci swojego ciała. Najczęściej
spotykaną motywacją potencjalnych „obiektów" była perspektywa wiecznego
istnienia, a więc niedopuszczenia do rozkładu ciała, bycia podziwianym przez
innych, służenia celom badawczym (ZI.6) oraz aspekt finansowy . Wypowiedzi
takie wskazują na tendencję zmierzającą w kierunku przewartościowania po¬
glądów względem losów pośmiertnych własnej powłoki cielesnej, którą dobro¬
wolnie i z rozmysłem zamierza się powierzyć „artystycznej" obróbce. Ideą wio¬
dącą zdaje się być iluzja nieśmiertelności , za którą dodatkowo otrzymuje się
47
48
49
4 5
Prawo polskie w tej kwestii reguluje art.262 kodeksu karnego, wyrażający w sposób jed
noznaczny zakaz znieważania zwłok ludzkich, prochów lub miejsca pochówku (ŹI.5), dotyczy to
również preparowania ciała ludzkiego dla celów wystawienniczych, nawet za zgodą zmarłych
lub bliskich (ŹI.7)
Od najdawniejszych czasów wykorzystywano ciało ludzkie do celów badawczych (nauki
medyczne) (Leociak 2005). Preparowanie zwłok zdeterminowane było religią, wierzeniami (mumifikacja - np., Starożytny Egipt, Nowa Gwinea). Niektóre z nich znalazły miejsce w salach
muzealnych (np. British Museum) lub w udostępnionych do zwiedzania podziemiach klasztor
nych (Kraków) i katakumbach (Wigry). Ludzkie szczątki traktowane jako relikwie znajdują się
w kościołach a kości i czaszki w osuariach (ŹI.4). Ciała tych zmarłych (poza służącymi do badań
naukowych) pozostały jednak nienaruszone.
Pisze na ten temat dziennikarz Bolesław A. Uryn, który odwiedził wystawę w Monachium
(ŹI.4). Władze polskie nie wyraziły zgody na zorganizowanie wystawy w Poznaniu i w Warsza
wie argumentując to determinantami kulturowymi (ŹI.2, ŹI.7).
Nie zawsze okazywał się on być dostatecznym argumentem. Propozycja skierowana do
rosyjskiego koszykarza Aleksandra Sizonienki z Petersburga, cierpiącego na gigantyzm, została
przez niego odrzucona, mimo iż potrzebuje on pieniędzy na leczenie (ŹI.6).
Osiągnięcia współczesnej medycyny pozwalają na praktykowaną w USA hibernację osób,
które stać nie tylko na zabieg krioniki, ale i opiekę nad zamrożonym ciałem do czasu, gdy zostanie
4 6
4 7
4 8
4 9
262
URSZULA LEHR
pieniądze. Zatem akt, który dawniej oznaczał znieważenie (okaleczenie, pozba¬
wienie ceremonii pogrzebowej) oraz wymazanie z pamięci, dla pewnych osób
nabiera wręcz przeciwstawnego znaczenia. Należy jednak przypomnieć, że nikt
nie pytał o przyzwolenie większości tych, których ciała służą dzisiaj jako ekspo¬
naty. Nie zasięgnięto również opinii rodziny. Zostali pozbawieni ludzkiej
god111ności, stali się towarem, „materiałem sztuki" (ZI.3), „nieśmiertelnymi"
być może mimo własnej woli.
Zwrócenie uwagi na działalność dr G. von Hagensa, na marginesie rozważań
o traktowaniu zmarłych, było celowe z kilku powodów. Przede wszystkim jest
ona ingerencją w pośmiertne losy ciał ludzi z marginesu społecznego, co nie
powinno mieć miejsca, narusza dotychczasowe tabu kulturowe, być może zaini¬
cjowała również nowe treści światopoglądowe. Pociąga to za sobą wkraczanie
w inny, nie całkiem bezpieczny, wymiar człowieczeństwa, bardziej materialny
niż duchowy, chociaż zbieżny z ideą starożytnych i odwiecznym dążeniem czło¬
wieka do nieśmiertelności. Wiążą się one jednak z egzystencją człowieka pojmo¬
waną w kategoriach fizycznych - przetrwanie ciała w postaci plastynatu, a nie
duchowych. Czy jest to wystarczająca argumentacja dla człowieka X X I wieku?
Jaki będzie status zmarłego i jego miejsce w kulturowym obrazie ludzkości, o ile
praktyki tego rodzaju uzyskają społeczną akceptację?
LITERATURA
A d a m c z y k M i e c z y s ł a w 1967, Z dziejów ciemnoty i zabobonu na Podhalu, Wierchy,
R. 35, s. 168-171.
A r i e s P h i l i p p e 1989, Człowiek i śmierć, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa.
B a r a n o w s k i B o h d a n 1981, W kręgu upiorów i wilkołaków, Wydawnictwo Łódzkie, Łódź.
B o g u c k a M a r i a 1994, Staropolskie obyczaje wXV1-XV11 wieku, Państwowy Instytut Wy¬
dawniczy, Warszawa.
B r e n c z A n d r z e j 1987, Polska obrzędowość pogrzebowa jako obrzęd przejścia, Lud, t. 71,
s. 215-229.
B r i a n I n n e s 1999, Granice śmierci, Dom Wydawniczy Bellona, Warszawa.
B r o d a Jan 1980, O czarownicach, utopcach i nocnicach, Beskidzkie Towarzystwo SpołecznoKulturalne, Bielsko-Biała.
B u r s z t a J ó z e f 1967, Zwyczaje i obrzędy pogrzebowe, [w:] Józef Burszta (red.), Kultura
ludowa Wielkopolski, t. 3, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań, s. 177-195.
B y l i n a S t a n i s ł a w 1992, Człowiek i zaświaty. Wizje kar pośmiertnych w Polsce średnio
wiecznej, Wydawca: Upowszechnianie Nauki - Oświata „UN-O" sp. z o.o., Warszawa.
wynalezione skuteczne lekarstwo na śmiertelną chorobę, na jaką cierpi pacjent (Brian 1999,
s. 35-137). Pozostają oni jednak w zawieszeniu przy braku stuprocentowej pewności przywróce¬
nia ich organizmu do życia, podobnie jak „nieśmiertelni" dr G. von Hagensa, których trwałość
niekoniecznie może być tak długa jak mumii egipskich. Różnica polega jednak na tym, że ci
pierwsi nie umarli i teoretycznie mogą być ożywieni (na razie nie ma stuprocentowej pewności),
ci drudzy takiej szansy nie mają. Ponadto w przypadku nieudanego eksperymentu rozmrożenia
hibernowani zostaną pochowani wedle obowiązującego ceremoniału, „eksponaty" zostaną po
jakimś czasie złożone w magazynie, w przypadku oznak psucia gdzieś pogrzebane.
„NIEKOCHANI ZMARLI"
263
B y s t r o ń Jan S t a n i s ł a w 1916, Słowiańskie obrzędy rodzinne. Obrzędy związane z naro
dzeniem dziecka, G. Gebethner i Spółka, Kraków.
- 1980, Tematy, które mi odradzano. Pisma etnograficzne rozproszone, Ludwik Stomma
[wybrał i opracował], PIW, Warszawa.
Chronografia...
1987, Chronografia albo Dziejopis Żywiecki..., (wydali w ramach Pracowni
Wydawnictw Źródłowych Instytutu Historyczno-Prawnego Uniwersytetu Jagiellońskiego
Stanisław Grodziski, Irena Dwornicka), Towarzystwo Miłośników Ziemi Żywieckiej,
Żywiec.
C i s z e w s k i S t a n i s ł a w 1886, Lud rolniczo-górniczy z okolic Sławkowa w pow. Olkuskim,
Zbiór Wiadomości do Antropologii Krajowej, t. 10, s. 187-336.
D e l i m a t a M a ł g o r z a t a 2004, Dziecko w Polsce średniowiecznej, Wydawnictwo Poznań
skie sp. z o.o., Poznań.
F i r t h R a y m o n d 1965, Społeczności ludzkie. Wstęp do antropologii społecznej, PWN, War¬
szawa.
F i s c h e r A d a m 1921, Zwyczaje pogrzebowe ludu polskiego, t. 3, Wydawnictwa Biblioteki
Zakładu Narodowego im. Ossolińskich, Lwów.
Gajda Tomasz 1986, Zanikające zwyczaje i wierzenia związane ze śmiercią, Polska Sztuka
Ludowa, R. 40, nr 1-2, s. 39-44.
G r o s s m a n A n n a 2000, Kim była kobieta z zespołu grobowego na stanowisku 6 w Gąsawie,
woj. Kujawsko-pomorskie? [w:] Czarownice. Funeralia Lednickie 2, Jacek Wrzesiński
(red.), „AKME" Zdzisław Wiśniewki - Wrocław, Muzeum Ślężańskie im. S. Dunajew¬
skiego w Sobótce, Wrocław - Sobótka, s. 77-85.
J a k i m o w i c z R [ o m a n ] 1916, Mogiły ludzi zmarłych gwałtowną śmiercią, Wisła, t. 20, z. 1,
s. 24-29.
J a s t r z ę b o w s k i S z c z ę s n y 1916, Pamięć o zmarłych, Wisła, t. 20, z. 1, s. 97-108.
J o s t o w a Wanda 1983, Zwyczaje pogrzebowe ludności polskiej Orawy, Rocznik Muzeum
Etnograficznego w Krakowie, t. 8, Wydawnictwo Literackie, Kraków, s. 105-118.
K a b z i ń s k a - S t a w a r z I w o n a 1992, Nic w przyrodzie nie ginie, Etnografia Polska, t. 36,
z. 1, s. 135-159.
K a r y dla s a m o b ó j c ó w 1997, (Mikołaj Szymański) Magazyn Gazety Wyborczej, nr 50
(198), s. 18.
K o l b e r g O s k a r 1963, Dzieła wszystkie. Mazowsze, t. 24, cz. 1, Polskie Towarzystwo Ludo¬
znawcze, Wrocław.
- 1967, Dzieła wszystkie. Tarnowskie - Rzeszowskie, t. 48, Polskie Towarzystwo Ludo¬
znawcze, Wrocław.
K o l c z y ń s k i J a r o s ł a w 2000, Ofiara z człowieka, Etnografia Polska, t. 49, z. 1-2, s. 173-191.
K o p a l i ń s k i W ł a d y s ł a w 1985, Słownik mitów i tradycji kultury, Państwowy Instytut Wy¬
dawniczy, Warszawa.
K o r a n y i K a r o l 1932, O pochodzeniu zwyczaju tzw. „oślego pogrzebu", Lud, seria 2, t. 11,
s. 44-47.
K o t u l a F r a n c i s z e k 1970, Hej, leluja, czyli o wygasających starodawnych pieśniach ko¬
lędniczych w Rzeszowskiem, LSW,Warszawa.
K o w a l s k a - L e w i c k a A n n a 1985, Wierzenia i zwyczaje związane ze śmiercią, [w:]
Anna Kowalska-Lewicka (red.), Studia z kultury ludowej Beskidu Sądeckiego, Zakład Na¬
rodowy im. Ossolińskich, Wrocław, s. 53-89.
- 1994, Zmarli są wśród nas. O obcowaniu zmarłych z żyjącymi, Rocznik Muzeum Etno¬
graficznego, t. 11, Kraków.
K o w a l s k i P i o t r 1998, Leksykon. Znaki świata. Omen, przesąd, znaczenie, Wydawnictwo
Naukowe PWN, Warszawa - Wrocław.
K r a c i k Jan 1991, Pokonać czarną śmierć. Staropolskie postawy wobec zarazy, Wydawnic¬
two M, Kraków.
264
URSZULA LEHR
K u c h o w i c z Z b i g n i e w 1975, Obyczaje staropolskie XVII-XVIII wieku, Wydawnictwo
Łódzkie, Łódź.
K u k i e r R y s z a r d 1968, Kaszubi bytowscy. Zarys monografii etnograficznej, Wydawnictwo
Morskie, Gdynia.
K w a ś n i e w i c z K r y s t y n a 1998, Zwyczaje doroczne polskich górali karpackich, Woje
wódzki Ośrodek Kultury w Bielsku Białej, Bielsko-Biała.
L a b b u d a A n d r z e j 1983, Liturgia pogrzebu w Polsce do wydania Rytuału Piotrkowskiego
(1631). Studium historyczno-liturgiczne, Akademia Teologii Katolickiej, Warszawa.
Le G o f f Jacques, T r u o n g N i c o l a s 2006, Historia ciała w średniowieczu, Czytelnik,
Warszawa.
L e h r U r s z u l a 1984, Wierzenia w istoty nadzmysłowe, Etnografia Polska, t. 28, z. 1,
s. 223-250.
- 1985, Wierzenia demonologiczne [w:] Anna Kowalska-Lewicka (red.), Studia z kultury
Beskidu Sądeckiego, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław, s. 91-116.
- 1988a, Demon wodny czyli rzecz o utopcu, Zaranie Śląskie, R. 51, nr 3-4/88, s. 330-348.
- 1988b, Demonological Symbols Associated with Human Behaviour in Polish Carpa
thians, Ethnologia Polona, vol. 14, pp. 23-32.
- 1995, Magia czasu śmierci, Zeszyty Interwencji Kryzysowej, Zygmunt Pucko (red.),
nr 5/1995, Wojewódzki Ośrodek Interwencji Kryzysowej, Kraków, s. 25-38.
- 2000, Obrzędowość rodzinna, [w:] Danuta Tylkowa (red.), Podhale. Tradycja we współ
czesnej kulturze wsi, Biblioteka Etnografii Polskiej nr 55, Instytut Archeologii i Etno¬
logii PAN, Kraków, s. 305-347.
L e o c i a k Jacek 2005, Spotkanie z trupem: sekcja zwłok, Konteksty, R. 59, nr1 (268), s. 88-101.
Ł o w m i a ń s k i H e n r y k 1979, Religia Słowian ijej upadek (w. VI-XII), PIW, Warszawa.
M a j c h r z a k J ó z e f 1978, Kodeks Mikołaja z Koźla i zawarte w nim elementy folklorystyczno-muzyczne, Śląski Kwartalnik Historyczny Sobótka, R. 33, nr 1, s. 19-32.
M a l i c k i L o n g i n 1947, Materiały do kultury społecznej Górali Śląskich, Prace i Materiały
Etnograficzne, t. 4, Polskie Towarzystwo Ludoznawcze, Lublin s. 77-127.
Memento 1998, Memento. Miesięcznik funeralny, R. 2, nr 5(17).
M a r c i n e k Jan 1947, Funkcja odpraszacza, Prace i Materiały Etnograficzne, t. 6, s. 187-199.
M o s z y ń s k i K a z i m i e r z 1967, Kultura ludowa Słowian, t. 2, Książka i Wiedza, Warszawa.
N a ł k o w s k a Z o f i a 1967, Medaliony, Czytelnik, Warszawa.
N e k r o l o g . . . 1997, Nekrolog naszych czasów, Katarzyna Montgomery, Gazeta Wyborcza,
16 maja.
N o l a d i A l f o n s o M. 2006, Tryumf śmierci. Antropologia żałoby, Universitas, Kraków.
Obrzędy...
1978, Obrzędy pogrzebu: dostosowanie do zwyczajów diecezji polskich, Księgarnia
Św.[iętego] Jacka, Katowice 1978.
P a r y s k a - R a d w a ń s k a Zofia 1991, Zielnik Brata Cypriana z Czerwonego Klasztoru, Polish
Botanical Studies, Guidebook Series, no. 5, Polish Academy of Sciences, W. Szafer Institute
of Botany, Kraków.
- 1992, Słownik gwarowy góralskich nazw roślin z Tatr i Podtatrza, Tatry i Podtatrze, nr 1,
Tatrzański Park Narodowy, Zakopane.
P e r s z o n Jan ks. 1999, Na brzegu życia i śmierci. Zwyczaje, obrzędy oraz wierzenia pogrzebo¬
we i zaduszkowe na Kaszubach, Towarzystwo Naukowe Katolickiego Uniwersytetu Lubel¬
skiego, Źródła i monografie nr 181, Wyd. Diecezji Pelplińskiej „Bernardinum", Pelplin.
P i l c h J ó z e f 1995, Umarł człowiek..., Kalendarz Cieszyński 1996r, Cieszyn, s. 264-266.
Przemijanie...
2001, Przemijanie w kulturach. Obyczaje żałobne, pocieszenie i wsparcie,
Colin M. Parkers, Pitt Laungani, Bill Young (red.), ASTRUM, Wrocław.
R e n i k K r z y s z t o f 1985, Powracanie zmarłych w świetle ludowej wyobraźni, Przegląd Po¬
wszechny, nr 4/764/85, (Miesięcznik poświęcony sprawom religijnym, kulturalnym i spo¬
łecznym), Warszawa, s. 76-91.
265
„NIEKOCHANI ZMARLI"
Sezon... 1995, Sezon polowań na czarownice, (REUTER, AFP, Wojciech Jagielski) Gazeta
Wyborcza, 29 czerwca.
S i m o n i d e s D o r o t a 1988, Od kolebki do pogrzebu. Śląskie wierzenia, zwyczaje i obrzędy
rodzinne w XIX w., Instytut Śląski, Opole.
Słownik...
1996, Słownik stereotypów i symboli ludowych, t. 1, Jerzy Bartmiński (red.), Wy
dawnictwo Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej, t. 1, Lublin.
S t o l a r c z y k J ó z e f ks. 1915, Kronika Parafii Zakopiańskiej 1848-1890, A. Wrzosek [red.
i wstęp], W.L. Anczyc i Sp., Kraków.
S u l e j a A n d r z e j 1912, Śmierć z przysięgi, Ziemia, t. 3, s. 411-414.
S u l i m a R o c h 2001, Glosy tradycji, Wydawnictwo DiG, Warszawa.
T h o m a s L o u i s - V i n c e n t 1991, Trup. Od biologii do antropologii, Wydawnictwo Łódz
kie, Łódź.
T u r e k K r y s t y n a 1993, Ludowe zwyczaje, obrzędy i pieśni pogrzebowe na Górnym Śląsku,
Uniwersytet Śląski, Katowice.
- 1999, Religijność ludowa czasu śmierci (na przykładzie społeczności lokalnych Górnego
Śląska), [w:] Teresa Smolińska (red.), Folklorystyczne i antropologiczne opisanie świata.
Księga Ofiarowana Profesor Dorocie Simonides, Uniwersytet Śląski, Opole, s. 136-142.
T r y j a r s k i E d w a r d 1991, Zwyczaje pogrzebowe ludów tureckich na tle ich wierzeń, PWN,
Warszawa.
Wieś... 1938, Wieś Dobra w pow. Limanowskim. Wybór materiałów zebranych przez uczestni
ków V instruktorskiego żeńskiego obozu krajoznawczego w Dobrej, Kraków.
W ó j c i c k i K a z i m i e r z W ł a d y s ł a w 1965, Fantastyczne postacie ludowe, Kłosy, t. 1,
s. 284.
Z a r e m s k a H a n n a 1986, Niegodne rzemiosło. Kat w społeczeństwie Polski XIV-XVI w., Pań¬
stwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa.
Materialy archiwalne (MA.)
(MA.1) - Beskid Sądecki (Obidza), inf. ur. 1922, nr inw. 1512/76, Archiwum Pracowni Etno¬
logii Instytutu Archeologii i Etnologii Polskiej Akademii Nauk w Krakowie
(MA.2) - Beskid Sądecki (Łącko), inf. ur. 1898, nr inw. 15775/78, APE IAE PAN
( M A . 3 ) - Beskid Śląski (Brenna), inf. ur.1906, nr inw.1586/78, APE IAE PAN
(MA.4a) - Beskid Śląski (Istebna), inf. ur.1903, nr inw. 1556/77, APE IAE PAN
(MA.4b) - Beskid Śląski (Istebna), inf. ur.1894, nr inw. 1556/77, APE IAE PAN
( M A . 5 ) - Beskid Śląski (Istebna), inf. ur.1925, nr inw. 1563/77, APE IAE PAN
( M A . 6 ) - Beskid Śląski (Koniaków), inf. ur. 1934, nr inw. 1828/2004, APE IAE PAN
( M A . 7 ) - Beskid Żywiecki (Sól), inf. ur. 1935, nr inw. 1717/87, APE IAE PAN
( M A . 8 ) - Podhale (Brzegi), inf. ur. 1903, nr inw. 1760/92, APE IAE PAN
(MA.9a) - Podhale (Brzegi), inf. ur. 1934, nr inw. 1761/92, APE IAE PAN
(MA.9b) - Podhale (Brzegi), inf. ur. 1949, nr inw. 1761/92, APE IAE PAN
( M A . 1 0 ) - Podhale (Bustryk), inf. ur.1924, nr inw. 1763/92, APE IAE PAN
( M A . 1 1 ) - Podhale (Brzegi), inf. ur. 1952, nr inw. 1780/93, APE IAE PAN
( M A . 1 2 ) - Podhale (ząb), inf ur. 1928, nr inw. 1787/93, APE IAE PAN
50
Źródła internetowe (ZI.)
(ZI.1)
(ZI.2)
5 0
- Gunter von Hagens (http:://pl.wikipedia.org/wiki/Gunter_von_Hagens)
- Body Worlds. From Wikipeda (http://pl.wikipedia.org/wiki/Body_Worlds)
Wszystkie materiały pochodzą z tego samego źródła, w związku z tym dalej podaję jego
formę skrótową - APE IAE PAN
266
URSZULA LEHR
(ZI.3) - Wystawa trupów (J. Cieciuch) (http://www.tygodnik.com.pl)
(ZI.4) - Körperwelten. Profesor Günter von Horror i jego wystawa trupów (B.A. Uryn)
(http://www.racjonalista.pl)
(ZI.5) - Skandalista dzieli wieś (http://wiadomosci.wp.pl)
(ZI.6) - Kolekcjoner ciał (M. Dercz) (http://www.ozon.pl)
(ZI.7) - Kim jest doktor śmierć? (http://www.aspektpolski.pl)
(ZI.8) - Gunther von Hagens. Dr Gunter von Hagens: A Life in Science
(http://www.koerperwelten.de/en/pages/gunther_von_hagens.asp
(ZI.9) - Niemcy: część mieszkańców przeciwko inwestycji Hagensa (http://www.pulsbiznesu/pl
(ZI.10) - Lekcja anatomii (http://serwisy.gazeta.pl)
URSZULA LEHR
THE NOT-LOVED DEPARTED
Summary
The subject of the article concerns the issues of the relationships between the living and the
dead presented in the context of funeral rites and beliefs concerning "the ultimate moment". The
discussed rites and beliefs concern mainly those of the dead who died unnatural death. The author
distinguishes two categories of the "not-loved departed' whom she calls "the undesired" and
"unworthy". She gives examples of unconventional attitudes and behaviour taken from folk tales
and literature. At the end of her consideration she discusses the case of "body worlds"- the expo¬
sition of "plastinates" by dr Gunter von Hagens.
Translated by Anna Kuczyńska
Adres Autorki:
Dr Urszula Lehr
Pracownia Etnologii
Instytut Archeologii i Etnologii PAN
ul. Sławkowska 17, 31-016 Kraków
e-mail: Lehr@archeo.pan.krakow.pl
