-
extracted text
-
S
T
U
D
I
A
I
M
A
T
E
R
I
A
Ł
Y
„Etnografia Polska", t. X L V I : 2002, z. 1-2
PL ISSN 0071-1861
ANITA BRODA
Warszawa
TOŻSAMOŚĆ „PRZESIEDLEŃCA"
O LUDNOŚCI PRZESIEDLONEJ PO I I WOJNIE ŚWIATOWEJ ZE WSCHODNIEJ POLSKI
W REJON DZIATŁOWSKI (ZACHODNIA BIAŁORUŚ)
1
WSTĘP
W latach 1944-1947 na wschodnich ziemiach Polski (okolice Białegostoku
i Bielska) została przeprowadzona akcja przesiedleńcza, będąca wynikiem ukła
du zawartego pomiędzy Białoruską Socjalistyczną Republiką Radziecką (BSRR)
a Polskim Komitetem Wyzwolenia Narodowego (Mironowicz 1993, s. 136).
Celem owej akcji było przemieszczenie zamieszkującej te tereny ludności bia
łoruskiej, identyfikowanej na podstawie wyznania prawosławnego, na obszar
Białorusi, szczególnie zaś na jej zachodnią część. Przeprowadzone działania
były niejako „lustrzanym odbiciem" wydarzeń mających miejsce na terenie
ówczesnej BSRR, gdzie podobne wysiedlenia dotyczyły osób narodowości pol
skiej wyznania katolickiego, udających się na tzw. Ziemie Odzyskane. Ludność
białoruska miała, w założeniu organizatorów, przejąć ziemię i gospodarstwa
opuszczających Związek Radziecki Polaków. Akcja, według deklaracji, miała
wyłącznie charakter dobrowolny. Na tereny polskie zostali zatem wysłani pełno
mocnicy, których zadaniem było przekonanie potencjalnych zainteresowanych
do zamieszkania za wschodnią granicą . Zakończenie przesiedleń planowano po
czątkowo na rok 1945, trwały one jednak do 1947. W okresie tym ze wschodnich
terenów Polski zostało wysiedlonych ok. 36388 osób (Mironowicz 1993, s. 143).
2
1
Artukuł jest częścią pracy „Być przesiedleńcem. Przykład ludności przesiedlonej po I I woj
nie światowej ze wschodnich terenów Polski w rejon dziatłowski", napisanej pod kierunkiem
mgr Katarzyny Waszczyńskiej w Instytucie Etnologii i Antropologii Kulturowej UW, w ramach
grupy laboratoryjnej „Obrazy grup narodowych, etnicznych, wyznaniowych i społecznych - Bia
łoruś, czyli o tożsamości ludności okolic Słonimia i Dziatłowa".
Nie była to pierwsza tego typu inicjatywa dotycząca tych terenów. W latach 1915-1918
przeprowadzono podobną akcję przesiedleńczą, określaną potocznie jako „bieżaństwo". Akcja
dotyczyła ludności prawosławnej zamieszkującej gubernię grodzieńską i wileńską. Główną za
stosowaną metodą była, tak jak w przypadku przesiedleń po I I wojnie światowej, agitacja pełno
mocników, przysłanych z carskiej Rosji specjalnie w tym celu. Ich działalność odniosła ogromny
skutek - masowy odpływ ludności przerażonej wizją represji stosowanych przez postępującą na
wschód armię niemiecką (Mironowicz 1999, s. 26).
2
182
ANITA BRODA
Duże grupy tzw. przesiedleńców trafiły do Grodna, Baranowicz, Słonimia.
Ponad 40 rodzin rozpoczęło nowe życie w Dziatłowie , mieście oddalonym
ok. 40 km od Słonimia.
Moje pierwsze zetknięcie ze zjawiskiem „przesiedleńców" na terenie Biało
rusi miało miejsce w trakcie badań etnologicznych przeprowadzonych w 2000 r.
w wioskach należących do rejonu dziatłowskiego , jak i w samym mieście.
Istnienie takiego problemu uświadomiło mi spotkanie z rodziną, zamieszkałą
obecnie we wsi Moskalowce, która w 1947 roku wyjechała z Maleszy - miejsco
wości położonej niedaleko Bielska (Polska). Wieś Moskalowce to niewielka,
licząca zaledwie kilkadziesiąt domów osada, zamieszkana głównie przez ludność
wyznania katolickiego, gdzie jedynymi prawosławnymi są właśnie przyjezdni
z Polski. Wtedy też po raz pierwszy pojawił się termin „przesiedleniec", kluczowy
dla całych moich późniejszych badań, jak i dla treści mojej pracy licencjackiej
oraz tego artykułu. Wtedy również, jeszcze nie całkiem wyraźnie, ukazał się pro
blem, od którego rozpoczęły się moje poszukiwania: jak rodzina przyjezdnych,
która przed półwieczem wyjechała z Polski i tu znalazła dom, poradziła sobie
z aklimatyzacją w nowym miejscu? Jak przyjęli ich miejscowi? Jak to wtedy
wyglądało i czy teraz sytuacja uległa jakiejś zmianie? Grupa badanych przeze
mnie osób została więc początkowo dobrana na podstawie ich „inności", a tym
co mnie głównie interesowało był charakter relacji pomiędzy dwiema zbiorowościami - miejscowych i przybyłych. Łatwo było zorientować się, że przy
jezdnych z Polski, z Maleszy czy z innych wiosek województwa białostockiego,
jest w Dziatłowie i okolicach więcej. Rozmówcy wskazywali siebie nawzajem,
konsekwentnie używając określenia „przesiedleniec" . Podczas rozmów nie
odmiennie powracał motyw wyjazdu z Polski, wspominanego w sposób bardzo
emocjonalny, zjawisko „podwójnej ojczyzny", ale występujący także całkowity
brak jakichkolwiek związków z krajem pochodzenia, nieprzywiązywanie do nich
wagi, marginalizowanie tego okresu życia.
Wtedy pojawiła się refleksja: czy może mam do czynienia ze specyficzną,
jedyną w swoim rodzaju jakością? Jakie znaczenie dla poczucia tożsamości
moich rozmówców ma fakt, że urodzili się poza granicami Białorusi i że zostali
na te tereny gwałtownie, w krótkim czasie „przeniesieni" ze wszystkim, co po
siadali? Wówczas zrozumiałam, że problem, który początkowo ograniczał się do
relacji „swój" - „obcy" uzyskał nowy wymiar. Pojawiło się pytanie czy wydarze
nie życiowe, jakim jest zmiana miejsca zamieszkania może wpływać na kształ
towanie się tożsamości jednostki, a więc czy może istnieć coś takiego jak tożsa
mość „przesiedleńca" i jaka ona jest? Moje badania, które przeprowadziłam
wśród ludności zamieszkałej w Dziatłowie i jego okolicach, miały odpowiedzieć
na te pytania, a poniższa praca prezentuje ich wyniki.
3
4
5
6
3
Polska nazwa - Zdzięcioł.
Są to wioski: Moskalowce, Raklewicze, Butwiełowicze i Wiązowiec.
Miałam wrażenie, jakby słowo to było kluczowe - niezbędne w procesie wyodrębniania
z grupy.
Porównaj: relacja „swój"-obcy", w: Religia i obcość, E. Nowicka (red.), Kraków 1991.
4
5
6
183
TOŻSAMOŚĆ „PRZESIEDLEŃCA"
Tłumaczalnyj słounik biełaruskoj literaturnoj mowy pod hasłem „pierasialeniec" zawiera bardzo ogólną definicję tego pojęcia: „przesiedleniec" to „czieławiek jaki pierasialijsia ci pierasialajecca na nowaje miesta". W definicji tej
został jedynie podkreślony fakt zmiany miejsca zamieszkania na nowe, doko
nywany p r z e z j e d n o s t k ę . Słownik nie zawiera terminu „przesiedlenie".
Według Krystyny Kersten, historyka, badaczki przesiedleń w X X wieku, pro
blem ten nie jest zjawiskiem o wymiarze jednostkowym, gdyż jest to zorgani
zowane przemieszczenie zbiorowości, zarówno przymusowe, jak i dobrowolne,
które ponadto „obejmuje nie tylko wyrwanie z dotychczasowego otoczenia, lecz
również trwałe osiedlenie w nowym miejscu" (Kersten 1997, s. 19). Posługując
się tą wskazówką postanowiłam pokazać w pracy zarówno moment „wyrwania",
zaznaczając jego przyczyny i okoliczności, jak i moment „osiedlenia". Ale histo
ria tego tak ważnego dla większości moich rozmówców wydarzenia to tylko
część opowieści. Drugim, niemniej ważnym elementem, jest odpowiedź na pyta
nie, kim jest przesiedlony dzisiaj. Istotne więc będzie zarówno to, co rozmówca
pamięta i w jaki sposób, jak i to, jak ten bagaż wspomnień wpływa (i czy wpły
wa) na jego samookreślenie.
Przed przystąpieniem do dalszych rozważań uważam za konieczne zaznaczyć,
że w moich badaniach skupiłam się wyłącznie na relacjach i opiniach samych
„przesiedleńców", także w przypadku ich kontaktów z „miejscowymi" . Będzie
to zatem historia przesiedlenia widziana wyłącznie oczami samych „przybyszów" .
Grupa moich rozmówców obejmowała 30 rodzin przesiedlonych z Polski
w latach 1944-1947 z wiosek: Zaczerlany, Lewickie, Maleszy, Wojszki, Ryboły,
Białki, Pawlinowo, Niewadzica Norgilewska, Solniczki. Część tych osób wyje
chała dobrowolnie (okolice Bielska - Wojszki, Ryboły, Pawlinowo, Białki), część
- pod przymusem, w wyniku różnego rodzaju represji (wioski położone blisko
Białegostoku - Zaczerlany, Lewickie, Niewadzica Norgilewska, Solniczki; wy
jątkiem są Maleszy położone w rejonie bielskim) . Obecnie mieszkają w Dzia
tłowie oraz w wioskach położonych w jego okolicy: Moskalowcach, Raklewiczach, Butwiełowiczach i Wiązowcu . Wśród 32 rozmówców było 14 mężczyzn
7
8
9
10
7
Tzn. ludność urodzoną na Białorusi, zamieszkującą Dziatłowo i jego okolice w momencie
przyjazdu „przesiedleńców" i obecnie. W dalszej części artykułu grupę tę będę również określać
jako „ludność miejscową".
W ten sposób określam ludność wyznania prawosławnego, która została przesiedlona
z terenów polskich na obszar Białorusi w latach 1944-1947.
Przeprowadzone przeze mnie badania wskazują na to, iż przejmowanie inicjatywy w kwe
stii wyjazdu ma ścisły związek z położeniem miejscowości, z której pochodzi rozmówca. Im
bliżej Białegostoku położona była wioska, tym mniej dobrowolny wyjazd. Wiąże się to naj
prawdopodobniej z tym, że w okolicach dużego miasta działalność różnego rodzaju band była
dużo aktywniejsza a sytuacja bardziej napięta. Na południe od Białegostoku oddziaływanie band
było mniejsze. Tu z kolei przejmowali inicjatywę przedstawiciele władzy sowieckiej, którzy
namawiali ludzi do przeniesienia się na Białoruś.
W większości przypadków Dziatłowo i okolice były punktem docelowym, choć nie
wielka grupa mieszkała także początkowo w Darachanowie, w okolicach Bobruj ska (wsch.
część Białorusi).
8
9
1 0
184
ANITA BRODA
i 18 kobiet. Bardzo istotny jest wiek badanych: przeważająca liczba to ludzie
pomiędzy 65 a 70 rokiem życia, tzn. tacy, którzy w momencie wyjazdu byli
jeszcze bardzo mali (ok. 5-7 lat), lub ci, którzy przekroczyli siedemdziesiątkę
(wiek w momencie wyjazdu - 11-16 lat). Najmniejszą grupę (dwie osoby) sta
nowili rozmówcy po 80-tym roku życia. Moi rozmówcy to przede wszystkim
emeryci z wykształceniem podstawowym (jedynie dwie panie były czynne za
wodowo, w tym jedna z wyższym wykształceniem). Najprawdopodobniej udało
mi się dotrzeć do wszystkich żyjących w Dziatłowie „przesiedleńców". Uznaję,
że grupa ta liczy obecnie ok. 30 rodzin .
Artykuł składa się z dwóch części. Pierwsza dotyczy historii przesiedle
nia, opisanej przez rozmówców z perspektywy lat, złożonej z ich własnych
wspomnień i relacji bliskich. Druga pokazuje obecną sytuację „przesiedleńca"
ukazaną poprzez jego osobiste sądy i opinie, oraz zawiera próbę odpowiedzi na
pytanie, kim jest on dzisiaj.
11
CZĘŚĆ I
BAGAŻ „PRZESIEDLEŃCA", CZYLI HISTORIA WYJAZDU Z POLSKI
Rozpoczynając analizę materiału dotyczącego historii wyjazdu, jego przyczyn
i okoliczności oraz wszystkich wspomnień o tym wydarzeniu, chciałabym wyjaś
nić dlaczego będzie to stanowić tak istotną część artykułu. Zagadnienie to mogę
podzielić na trzy oddzielne tematy, które składają się na obraz tego, co cytowana
już K. Kersten określa mianem „wyrwania z rodzimego środowiska - «małej
ojczyzny»" (Kersten 1997, s. 17):
1. Opis życia w Polsce przed wyjazdem (sytuacja materialna i wspomnienia
z kraju pochodzenia);
2. Okoliczności wyjazdu (przyczyny, bagaż, informacje i wyobrażenia na
temat miejsca przeznaczenia a także nastrój, jaki towarzyszył podjęciu
decyzji o opuszczeniu Polski);
3. Miejsce przybycia (subiektywna ocena miejsca przybycia, także sytuacji
życiowej, relacje z innymi „przesiedleńcami", kontakty z miejscowymi).
Próba dotarcia do indywidualnej historii „przybysza", jego subiektywnej
wizji tego, co wydarzyło się w jego życiu, była ważnym elementem moich badań
nad „tożsamością przesiedleńczą". Interesował mnie charakter tych wspomnień,
czyli to, co w opisywanych zdarzeniach było dla rozmówcy najważniejsze i co
najbardziej utkwiło w jego w pamięci. Równie istotna dla analizy zagadnienia
była osobista ocena wydarzeń dokonywana przez rozmówców, stosunek do nich,
odczucia i emocje. Chodziło mi o zdobycie jak najpełniejszego obrazu tego
okresu ich życia. Nie było i nie jest moim celem weryfikowanie uzyskanych
11
Wnioskuję to z tego, że pod koniec moich badań w relacjach rozmówców nie pojawiało się
już żadne nazwisko „przybysza", którego bym nie znała i z którym nie udałoby mi się prze
prowadzić rozmowy.
TOŻSAMOŚĆ „PRZESIEDLEŃCA
185
1
w rozmowach informacji i porównywanie ich z odpowiednimi źródłami histo
rycznymi. Obiektem mojego zainteresowania jest wyłącznie historia widziana
przez pryzmat wypowiedzi „przesiedleńców".
PRZED WYJAZDEM
Na zawarty we wspomnieniach rozmówców opis życia sprzed wyjazdu z Polski
składają się dwa elementy: z jednej strony, charakterystyka sytuacji materialnej
i ocena warunków życia (w niektórych rozmowach ten temat bywał rozszerzany
0 omawianie relacji między ludnością prawosławną a „Polakami" ), z drugiej
- mniej lub bardziej zatarty obraz rodzinnej miejscowości i jej okolic. Ilość
1 jakość udzielanych na ten temat informacji jest uzależniona głównie od wieku,
w jakim byli rozmówcy w czasie gdy opuszczali Polskę - u tych najmłodszych
zatarte już wspomnienia z kraju narodzin były prawdopodobnie odświeżane
opowieściami rodziców, przez co są rodzajem „relacji pośredniej". Poza tym zde
cydowana większość „przesiedleńców" z Dziatłowa odwiedziła co najmniej raz
Polskę, czy to, aby spotkać pozostałych tam krewnych, czy to w celach zarob
kowych. Miało to najprawdopodobniej wpływ na ich obraz kraju pochodzenia.
Charakter wspomnień zależy jednak także od tego, czy rozmówcy wyjeżdżali do
Polski dobrowolnie, czy też pod przymusem . Być może wpływ na wspomnienia
miał także fakt, że w życiu rozmówców był to pierwszy tak znaczący wyjazd .
Opis życia przed wyjazdem jest wyraźnie umieszczony w kontekście sytua
cji, w jakiej znaleźli się „przesiedleńcy" na Białorusi. Ocena warunków życia
w Polsce jest zawsze w relacjach rozmówców zestawiona z tym, co zastali oni
po przyjeździe. To ciągłe porównywanie sprawia, że często tych dwóch opisów
nie można od siebie oddzielić. Należy poza tym zaznaczyć, że na pytania
dotyczące wspomnień z Polski odpowiadano chętnie i bez specjalnych oporów.
Opisując warunki życia w Polsce podkreślano, że były one zbliżone do tych,
z którymi rozmówcy spotkali się na Białorusi lub nawet gorsze. Jest to zrozumiałe
u tych osób, które wyjechały z Polski dobrowolnie , dla których względy
ekonomiczne, m.in. mała ilość ziemi, często stawały się przyczyną wyjazdu:
Ziemli tam nie była, rabotać nie balszo, no siudaprijechali, tut haziajstwo imieli,
jeszczo kałchozaw nie było w ta wremia tut, tut haziajstwo wziali, stali rabotać
na haziajstwie, no i żyli ot, tak [3].
12
13
14
15
1 2
Mianem „Polaków" określam, za moimi rozmówcami, ludność wyznania katolickiego, za
mieszkującą wioski w Polsce, z których przybyli „przesiedleńcy".
Pod określeniem „wyjazd dobrowolny" rozumiem sytuację, kiedy „przesiedleńcy" samo
dzielnie podejmowali decyzję o wyjeździe, gdyż było to dla nich, w ich pojęciu, dobre. Nie
wykluczam w tym wypadku, że byli oni do opuszczenia Polski namawiani przez wyznaczonych
do tego celu pełnomocników, nie można tu jednak mówić o wyjeździe wymuszonym. W ten
sposób wyjeżdżali ci, którzy obawiali się represji ze strony tzw. band, których działalność stano
wiła zagrożenie dla ich mienia, zdrowia a nawet życia.
90% moich rozmówców stwierdziło, że dla nich, a także dla ich rodziców, był to pierwszy
i ostatni poważny wyjazd. Podczas pobytu w Polsce wybierali się od czasu do czasu do Białego
stoku ale poza tym prowadzili zdecydowanie osiadły tryb życia.
Tzn. ok. 60% moich rozmówców.
13
14
1 5
186
ANITA BRODA
U niektórych rozmówców wyraźnie widać zadowolenie ze zmiany warunków
życia, jaka nastąpiła po opuszczeniu Polski. W tym kontekście dokonywana jest
ocena sytuacji sprzed wyjazdu Zamiana własnego gospodarstwa, do którego
utrzymania konieczna była ciężka praca, na zatrudnienie w kołchozie u części
rozmówców budziło uczucia pozytywne.
Jeśli chodzi o relacje z Polakami to tylko w nielicznych rozmowach pojawił się
opis tego typu kontaktów. Były one na ogół określane jako pozytywne, pełne wza
jemnej sympatii, przynajmniej do chwil bezpośrednio poprzedzających wyjazd.
Zupełnie inaczej kształtuje się ocena życia w kraju urodzenia we wspomnie
niach tych, którzy wyjechali pod wpływem represji i w atmosferze strachu .
Według nich, życie w Polsce było dużo łatwiejsze i przyjemniejsze niż to w miejs
cu przesiedlenia. Oto typowa wypowiedź na ten temat: / hruzij szto choczesz.
I kartoszku brali z domu swaju, u nas kartoszka była dobraja, no ziemia dobra
była tam. Rasło wsio. Żywinu trymali, było czym dobrać. No. Samy abrablali
gaspodarku, nikogo nie najmali... Dom był u nas dobryj, nowy, na hutorie
żyli. Usio było swajo...
- Duży był dom?
- Duży. Maładzioż była drużnaja, usie hulali i świata sprawiali i... drużno
żyli. A patom pamału, pamału i zradzilisie ety bandy i wsio [7].
Drugim elementem składającym się na opis sytuacji przed przesiedleniem
jest zapamiętany przez rozmówców wygląd wioski, jej charakterystyka, oceny
estetyczne itd. Większość moich rozmówców miała dosyć ogólny obraz miejsco
wości, w której mieszkali w Polsce. Informacje na ten temat ograniczały się do
określenia wielkości wioski, głównie na podstawie liczby domów. Dokładniejsze
wspomnienia, naznaczone większym zaangażowaniem emocjonalnym, są rzad
sze i wiążą się przeważnie z poczuciem przynależności do miejsca urodzenia,
z tęsknotą za nim. W takich opisach można odnaleźć zarówno żal spowodowany
wyjazdem, jak i podświadomą chęć powrotu.
Spotkałam się jedynie z dwoma przypadkami, w których rozmówcy nie potra
fili nic powiedzieć na temat swojego miejsca urodzenia, tłumacząc to tym, że
w momencie wyjazdu byli bardzo młodzi i zbyt dużo upłynęło czasu.
Podsumowując: znaczna większość moich rozmówców nie idealizowała życia
przed wyjazdem, zarówno sytuacji materialnej, jak i wyglądu okolicy, w której
się urodzili. Na postrzeganie obu zagadnień ogromny wpływ miały przyczyny
wyjazdu. Ci, którzy wyjechali dobrowolnie wspominają to, co ich skłoniło do
opuszczenia Polski, a był to przeważnie niski standard życia. Co do wyglądu
wioski - twierdzą zwykle, że była ładna, ale nie potrafią dokładnie jej opisać.
W przypadku wyjazdów przymusowych wspomnienia dotyczące wioski są już
bardziej szczegółowe, ale tylko w wyjątkowych przypadkach naprawdę dokładne
(wtedy, gdy rozmówcy czują silną więź z miejscem pochodzenia). Przymus
16
17
16 Przymusowa kolektywizacja rolnictwa zachodniej Białorusi została przeprowadzona w la
tach 1949-1952 (Mironowicz 1999, s. 180).
Tzn. ok. 40% moich rozmówców.
1 7
TOŻSAMOŚĆ „PRZESIEDLEŃCA'
187
towarzyszący przesiedleniom wpływa natomiast na pewną idealizację warun
ków życia w Polsce. Rozmówcy uważają, że spotkała ich krzywda, gdyż po
przyjeździe na Białoruś standard ich życia obniżył się. Jest to jednak zasada,
od której także zdarzają się wyjątki.
OKOLICZNOŚCI W Y J A Z D U
Przystępując do kwestii opisu samych okoliczności wyjazdu należy najpierw
wyjaśnić pewne zawiłości terminologiczne. Jednym z najważniejszych proble
mów są przyczyny przesiedlenia, widziane przez rozmówców. Zdecydowałam
się dokonać rozróżnienia na wyjazd wymuszony i dobrowolny, posługując się
typologią migracji proponowaną przez amerykańskiego socjologa, Williama
Petersena (Petersen 1958, s. 256). Określenie „wymuszony" uważam za traf
niejsze niż „przymusowy". Moi rozmówcy samodzielnie dokonywali wyboru
- zostać czy wyjechać, mieli więc teoretycznie możliwość pozostania (określe
nie „przymusowy" sygnalizuje, jak się wydaje, brak jakiegokolwiek wyboru),
wyjazd wiązał się jednak z chęcią ochrony życia lub zdrowia. Oznacza to,
że „przesiedleńcy" znaleźli się pod presją - poprzez zastraszenie (działalność
różnego rodzaju band) zasugerowano im, jaką decyzję powinni podjąć. W ich
przekonaniu była to jedyna szansa na normalne, spokojne życie.
PRZYCZYNY WYJAZDU
Większą część moich rozmówców (ok. 60%) stanowią ci, którzy wyjechali
z Polski dobrowolnie. Głównym motywem była, z całą pewnością, trudna sytua
cja materialna - nieduża ilość ziemi lub utrata domu w wyniku działań wojen
nych. Rozmówcy (lub ich rodzice) wierzyli w to, że wyjazd pomoże im „stanąć
na nogi", szczególnie, że przedstawiciele władzy sowieckiej (ruskie ahienty,
ahitatory, werbowszczyki) roztaczali przed nimi wizję dobrobytu, panującego
w BSRR. Były jednak i inne przyczyny, np. możliwość bezpłatnego kształcenia
dzieci. Zdarzało się także, że opuszczano dotychczasowe miejsce zamieszkania,
by znaleźć się bliżej jednego z członków rodziny, przebywającego na terenie
Związku Radzieckiego.
W przypadku wyjazdów dobrowolnych w relacjach moich rozmówców poja
wia się postać agenta, zwanego werbowszczykiem lub ahitatorem. Jego nakła
nianie do wyjazdu uważają oni za bezpośrednią przyczynę podjęcia decyzji
o przesiedleniu: - Można była astatsa?
- Można, etoż nikto nie zastawiał nas, no prosta zahitirowali, szto tam łuczsze budziecie żyć cziem tut. No i atiec padumał i pojechał.
- No kto wam skazał szto zdies budziet łuczsze?
- No ety, tam byli, ety... no, priedstawicieli, werbowszczyki no, adsiuda, zRasieji,
z Sajuza. No i szto liepsza żyźń, szto łuczsze, patamu szto tam biedna żyli... [14].
Z niektórych wypowiedzi można wręcz dosłownie wyczytać, że gdyby nie inge
rencja owych przedstawicieli „przesiedleńcy" nie opuściliby swoich gospodarstw.
188
ANITA BRODA
Dlatego też część moich rozmówców właśnie ich obarcza winą za rozczarowa
nie, jakie ich spotkało po wyjeździe: Można byłaby nie jechać, no zadumał atiec
i wsio. No padwieszczali, szto charaszo żyć i wsio, liudzi pawieryli. No szto żyli
tam [niezrozumiałe] eta nie chuże była, eta jasna... Как rabotał eta imieł wsio.
Sam siebie haziajnem... [14].
Druga grupa rozmówców (ok. 40%) to ci, których wyjazd z Polski został
wymuszony. Tu sprawa jest dużo bardziej skomplikowana. W przypadku moich
rozmówców określenie wyjazd wymuszony odnosi się raczej do ingerencji
tzw. b a n d niż do oficjalnych działań władz państwowych, zaangażowanych
w akcję przesiedleńczą. W każdym razie rozmówcy nie wiążą działalności „ban
dytów" z oficjalną polityką rządową, podkreślając nawet, że była to działalność
bezprawna, której stanowczo się przeciwstawiano.
Najczęściej pojawiające się określenia dotyczące grup, które wymogły na
części moich rozmówców opuszczenie granic państwa polskiego to: bandity,
partizany bandy. Spotykałam jednak nazwy, które pozwalają sprecyzować, kim
- według „przesiedleńców" - oni byli: chłopcy z lasu, bandy Mikołajczyka, Palaki,
Narodna Armia. Nie było przedmiotem moich badań dociekanie, jaka jest prawda
i kim faktycznie były bandy, których działalność w tak wydatnym stopniu wpły
nęła na losy moich rozmówców. Interesowało mnie jedynie, jak ten problem
wygląda z punktu widzenia samych zainteresowanych, dlatego skupiłam się
wyłącznie na ich opiniach. Duża rozbieżność w wypowiedziach rozmówców
nie pozwala ostatecznie określić, kto jest odpowiedzialny za wyjazd ludności pra
wosławnej z Polski. Rozmówcy zgadzają się jedynie co do tego, że byli to Polacy.
Przyczyny takiego postępowania „prześladowców" były niezrozumiałe dla
prawie wszystkich osób, z którymi rozmawiałam. Tylko dwoje rozmówców
podało konkretny cel działalności band - potrzebowali oni domów dla siebie
i swoich rodzin przesiedlanych z Białorusi: No wyrzucali, jak eto skazać, ani
wyrzucali patamu, szto im nada byli dama, ani adsiuda sabrali swai rodzicieli,
panimajecie iii niet? No to prijeżdżali polskije siemii tuda do Polski a prawo
sławne ujeżdżali siuda do Rosji. Im potrzebny był dom. Iw etom dzieła. No przy
szli nocziu i dwadzieścia cztery godziny, sztoby żywego duchu tu nie było i wsio.
W tom dzieło [21].
Niektórzy rozmówcy podkreślali, że kwestią decydującą o wyjeździe było
wyznanie: Jakoś mówili w ten czas, że Polska powinna być Polaka - katolika,
a już jeśli my byli tam prawosławne to, no to tak, że nie wszystkie tam chacieli,
no o takie przyjdzie eta... kampania tech, które chacieli, sztoby wyjechać, to
treba zrobić tak, sztoby wyjechać [8].
Uzasadnienie wyjazdu nie przedstawia większych trudności: wyjeżdżali, po
nieważ obawiali się o życie swoje i swoich rodzin.
Co istotne, u większości rozmówców fakt „wygnania" z Polski nie budzi więk
szych emocji i nie wpływa na negatywny obraz wszystkich Polaków, choć zda
rzają się i takie opinie: Ale szto za duszy u waszych Polaków, wy skazy tie, szto za
serce takoje, jak to tak? Tady pośle wajny byli, to jany biełaruskowo czieławieka
nienawoczy! [2].
189
TOŻSAMOŚĆ „PRZESIEDLEŃCA"
Jedynie nieliczna grupa rozmówców nie mogła podać przyczyn swojego wy
jazdu z Polski. Twierdzili, że niewiele pamiętają i niewiele ich to zagadnienie
interesuje. Wypowiedzi takie charakteryzują osoby, które miały 4-5 lat w mo
mencie wyjazdu, przez co nie dociekały jego przyczyn i nie brały udziału
w przygotowaniach: Jaż mówię, takie lata, szto jeszczo i nie pytali się. Nakar
mili, napoili ipałażyli spać... Ispij. Nas nie intieresowało [16] .
Niezależnie od tego, czy wyjazd był dobrowolny czy wymuszony, opuszcza
niu wioski zawsze towarzyszyło uczucie przygnębienia, wiążące się z pozosta
wieniem domu, gospodarstwa, rodziny oraz miejsca, które moi rozmówcy znali
i w którym czuli się bezpiecznie. Bardzo często, nawet w przypadku wyjazdów
dobrowolnych, rozmówcy wyjeżdżali tylko w wyniku stanowczej decyzji jednego
z członków rodziny, najczęściej ojca. Sami nie deklarowali wyraźnego zaintere
sowania możliwością przesiedlenia.
18
BAGAŻ
Gdy w rozmowach poruszałam kwestię bagażu (jego ilości i jakości) intere
sowało mnie, co bierze, a co zostawia człowiek „przenoszący swoje życie"
w inne miejsce oraz, jaki wpływ na status „przesiedleńca" miała ilość rzeczy,
które ze sobą zabrał. Odpowiedzi na oba te pytania były podobne we wszystkich
prawie rozmowach. Po pierwsze, „przesiedleńcy" mieli prawo zabrać ze sobą
wszystko, co zdołali przewieźć, tak że często tym, co zostawało był jedynie
pusty dom oraz ziemia. Po drugie, wielkość bagażu zależała od pomocy sąsia
dów i liczby wagonów przydzielonych rodzinie , a także od czasu, którego
zwykle mieli od dwóch tygodni do kilku miesięcy. Spotkałam się tylko z jednym
wyjątkiem od tej reguły, gdzie rodzinie na wyjazd dano trzy dni.
Zabierano zwierzęta (konie, krowy, świnie, drób), proste umeblowanie
domu, narzędzia gospodarskie, ubrania, pościel, produkty żywnościowe itd.
Czasami brano również zboże i kartofle, ale znacznie częściej zdawano je
i wpisywano w tzw. ewakuacjonnyj list, aby odzyskać jego równowartość po
przyjeździe na Białoruś. Podobnie działo się z acenką domu i ziemi, pozo
stawianych w Polsce. Wszystko, co „przesiedleńcy" zostawiali mieli odzyskać
w nowym miejscu. Nie jechali więc z pustymi rękami, a to, jak twierdzą roz
mówcy, miało wielki wpływ na ich pozycję po przyjeździe. „Przesiedleniec",
według nich, to ten, kto przyjeżdża z całym dobytkiem, w związku z czym
dobrze mu się powodzi, a bieżency - anyż z pustymi rukami. Eta raznica [6].
Istotne jest to, że fakt wyjazdu nie czynił z „przesiedleńców" biedaków i nie
obniżał gwałtownie, jak można by przypuszczać, ich społecznego statusu.
Wprost przeciwnie - bagaż, który wyjeżdżający zabierali ze sobą zapewniał im
najczęściej dobry start w nowych warunkach.
19
1 8
1 9
Rozmówczyni stanowi wyjątek, bowiem wyjechała z Polski, mając lat 14.
Tj. od 1 do 3.
190
ANITA BRODA
WYOBRAŻENIA I INFORMACJE N A TEMAT MIEJSCA
PRZEZNACZENIA
Decyzja o wyjeździe, jak wynika z relacji, była jedną z najpoważniejszych,
jakie musiała podjąć rodzina rozmówcy. Jej przyczyny starałam się przybliżyć
wcześniej. W tym miejscu zajmę się przedstawieniem wizerunku Białorusi jako
miejsca przeznaczenia. Był on na ogół wynikiem zarówno własnych przemyśleń,
jak i opinii sąsiadów, znajomych i krewnych. Składała się na niego raczej ograni
czona wiedza, jak też wiele przypuszczeń i wyobrażeń. Interesowało mnie rów
nież to, czy rozmówcy wiedzieli, gdzie jadą i czy mieli jakiś wpływ na wybór
miejsca zamieszkania.
Z przeprowadzonych przeze mnie rozmów wynika, że większość dziatłowskich „przesiedleńców" nie wiedziała dokąd jedzie. Oto typowa odpowiedź na
pytanie o cel podróży: My nie znali kuda nas wiezut. Prosta tak jechali i jechali.
Kuda? W Biełarusiu, w Biełarusiu. A kuda w Biełarusi, ilisiuda, iii gdzie indziej,
Bielarus toz nie malienkaja, tożesz, mahli i tut sieść, mahli gdzie ta, ło, pojechać
na Paliesie iii kuda nibudź dalsze... No, tut o, prijechali i tut naszli [3].
Byli jednak i tacy (mniej liczni), których wypowiedzi świadczą o tym, że
znali cel trasy, czasem nawet sami go wybierali: Nam skaz... powiedzieli, my
chcieli jechać w Stołpowski rajon niekij, Stołpcy, ło, tam my chcieli jechać. Nam
powiedziali, że tam nie ma miestow, ło. I my użo zapisali ździeś, o, na hety, na
Baranowicze, w etu storonu, posowietul tam uże w Bielsku nam, eto wakucjonnyj
list takije dajuć i tamże zapisane, gdzie my pojedziem. I że my wiedzieli, gdzie
my uże jedziemy [4].
Jeśli chodzi o opinie dotyczące miejsca przeznaczenia, to nie są one zbyt
liczne i w większości negatywne. Są one „zlepkiem" własnych przemyśleń oraz
rad, jakich udzielali „przesiedleńcom" ich krewni i sąsiedzi : Okna tolko wzięli,
ety... bo u nas nie mówili, szto tam dadzą dom, może ziemianki budziem kapać
to choć okna buduć.
- Ale tak ludzie mówili, ze wam nie dadzą domu? Kto tak mówił?
- No, abhawarywali ludzi, oj, nie, nie buduć domy [15].
Z przeprowadzonych przeze mnie rozmów wynika, że uwagi dotyczące życia
na Białorusi, jakie „przesiedleńcy" zebrali przed swoim wyjazdem (przynajmniej
ze strony najbliższych) były najczęściej krytyczne. Przeciwwagą dla raczej
negatywnego obrazu miejsca przeznaczenia, jaki posiadali „przesiedleńcy" była
idealistyczna wizja przedstawiana przez wspomnianych już agitatorów. Celem ich
działalności było właśnie wykorzenienie tego pierwszego, negatywnego obrazu.
Przyjęcie przez rozmówców informacji, jakich dostarczali im agenci było zwykle
równoznaczne z podjęciem decyzji o wyjeździe lub taką decyzję ułatwiało.
Właściwie więc wiedza moich rozmówców na temat nowego miejsca była
niewielka. Być może byłoby inaczej, gdyby nie fakt, że większość z nich nigdy
wcześniej sama nie była w tych okolicach. Cała wizja „nowego życia" opierała
20
2 0
Z przeprowadzonych przeze mnie rozmów wynika, że „przesiedleńcy" zasięgali opinii
znajomych (w tym także sąsiadów wyznania katolickiego) przed podjęciem decyzji o wyjeździe.
TOŻSAMOŚĆ „PRZESIEDLEŃCA
1
191
się z jednej strony na negatywnym obrazie przedstawianym przez otoczenie, z dru
giej - na zachęcających opowieściach agitatorów. Żaden z tych obrazów nie był
prawdziwy, a jak było w istocie - „przesiedleńcy" mieli okazję przekonać się sami.
MIEJSCE PRZYBYCIA
Chciałabym przejść do ostatniego punktu składającego się na historię prze
siedlenia, czyli do „miejsce przybycia". Temu fragmentowi historii „przesiedleń
ców" poświęciłam stosunkowo dużo miejsca w badaniach. Interesowało mnie,
jak rozmówcy odbierali nieznaną wcześniej miejscowość, czy im się podobała,
jak szybko przebiegła adaptacja. Istotne były także relacje z miejscową ludno
ścią - nawiązywanie kontaktów, przełamywanie oporów i różnic kulturowych.
Równie ciekawym zagadnieniem okazały się kontakty z innymi „przesiedleń
cami". Zależało mi też na ustaleniu, jak duże znaczenie dla rozmówców miały
związki z tymi, którzy mieli podobne do nich doświadczenia.
OCENA MIEJSCA PRZYBYCIA
Interesujące jest, że duża część moich rozmówców na pytanie, czy podobało
im się Dziatłowo (lub sąsiadująca z nim wioska, w której zamieszkali) odpo
wiadała, że nie miało to wtedy dla nich żadnego znaczenia - nie mieli bowiem
innego wyjścia i musieli tu zamieszkać: Żyć nada była. Ot tak. A padabało
sie, nie padabało sie - nikto nie smatrieł. Ot tak [16]. W wyborze miejsca nie
kierowali się estetyką, lecz kwestiami praktycznymi. Dużo istotniejszy od wy
glądu Dziatłowa był np. stan domu czy urodzajność ziemi. Dlatego też ocena
miejsca przybycia ogranicza się niemal wyłącznie do opisu sytuacji materialnej,
jaką zastali. Warto tu przytoczyć kilka wypowiedzi dotyczących właśnie domu,
który rozmówcy otrzymywali na Białorusi. Niektórzy szukali go sami, innym
miejscowe władze przydzielały go odgórnie na podstawie dokumentów przy
wiezionych z Polski. Powodowało to, że zadowoleni mogli być tylko ci, którzy
przyjeżdżali stosunkowo wcześnie - później nie było już w czym wybierać:
- / jak ten dom, w jakim on był stanie?
- Mały i stareńki taki był dom, padniszczeny takij był, znajecie. Nie da
smotra on był. Nie da smotra... No ale pamalieńku, papa jeho padremoncirował
i pierestroił, padniał, wysze zrabił, wsio, no i aczyścili, zrabili domik jak
domik, patamu szto papa był samym dobrym stolieram, to papa znaczit się
to znał etu rabotu [16].
Czasami opisowi domu towarzyszyły narzekania na poprzednich gospodarzy,
na to, że nie potrafili dobrze zbudować lub zaniedbali go: Jak pryjechali to tut
kuchnie stali, woda zamarzała [...] nic nie zrobione było, padłoga była zgnite, to
ja sam rabił padłogu bo było, jak my przyjechali to tu jamy byli [11].
Zdarzały się przypadki, że za jeden dobry, murowany dom w Polsce przy
jezdni otrzymywali dwa drewniane, znajdujące się w bardzo złym stanie. Musiało
to budzić rozczarowanie i zniechęcenie.
192
ANITA BRODA
Jeśli chodzi o przydział ziemi, to rozmówcy przeważnie twierdzili, że było jej
więcej niż posiadali w Polsce, niedługo jednak mogli się nią cieszyć. Zorganizowa
nie kołchozów pozbawiło ich ziemi. Większość przesiedlonych odczuła to jako
osobistą klęskę i krzywdę. Poczuli się oszukani, gdyż nikt, jak wynika z przepro
wadzonych przeze mnie rozmów, nie spodziewał się tego. Nie byli jednak skorzy
do wygłaszania opinii na temat systemu gospodarczego, w jakim przyszło im żyć.
Choć rozmówcy, oceniając miejsce przybycia, głównie skupiali się na domu
i ziemi, udało mi się zebrać kilka opinii na temat wyglądu Dziatłowa. Były to
zwykle wypowiedzi lekceważące, może dlatego, że prowokowała je prośba
0 porównanie życia w wiosce (Polska) z życiem w mieście (Białoruś). Oto bardzo
typowa wypowiedź jednego z rozmówców: Oj, tam takoje miasta, takoje była
miasta, szto eta [śmiech] trecia czaść ciepier żesz nie. Sczas wsio padastraiwałpsia, to i toże mała jak i wioska była. Nicziewo tut nie było. Eta czietwiorta uże
czaść, może piataja Dziatłowa astałasie ad tych ło, katoryje prijechali. A eta
sczias uże było, nastawiali chat sczias uze, ło, to był hor ad wastał. A tak...
wioska była ta sama. A nikto nikoho nie pytał -padabajetsa iii nie podobajetsa.
Chocież - bieri, a nie to... szukaj dalej [17].
Z przedstawionych opinii wynika, że przybysze nie byli zadowoleni z za
stanych warunków. Podsumowując wypowiedzi można jednak stwierdzić, że
tak naprawdę ich sytuacja materialna nie uległa jakiejś zasadniczej zmianie.
Mamy tu do czynienia z „podróżą życia" - przeniesieniem się w inne miejsce
osób, które do tej pory nie ruszały się ze swej osady, nie znajduje to jednak
odbicia w odczuwalnych zmianach warunków egzystencji.
21
KONTAKTY Z I N N Y M I „PRZESIEDLEŃCAMI"
Rozpatrywanie zagadnienia kontaktów pomiędzy osobami, które przybyły
z Polski po I I wojnie światowej rozpoczęłam od ustalenia, czy taka relacja w ogóle
istniała. Ogromna większość moich rozmówców zadeklarowała, że ich rodzice
lub oni sami utrzymywali ścisłe kontakty z innymi „przesiedleńcami" na krótko po
przyjeździe i jeszcze w jakiś czas potem. Najbliższe kontakty wiązały ich z tymi,
którzy przyjechali z tej samej wioski z Polski. Więzi te były najsilniejsze, być
może dlatego, że przybyszy łączyło zarówno sąsiedztwo w Polsce, wspólny wy
jazd, wspólnie przebyta droga, jak i sąsiedztwo w nowym miejscu zamieszkania.
W opisach relacji, jakie łączyły rozmówców z innymi „przesiedleńcami" bar
dzo często pojawiają się określenia „jak radnia", „jak rodstwienniki": Daże et
jeśli niescziasno słuczi, plocho kakij to, tak uże wsie bolsze как radstwienniki
prichodiat odwiedzawati, adprawaditi wpoślednijpuć [9].
Z wypowiedzi tych można wnioskować, że ludzie, którzy urodzili się w Polsce
1 których spotkał ten sam los musieli w krótkim czasie przenieść się w nowe,
nieznane miejsce - odczuwali względem siebie bliskość i byli sobie potrzebni.
2 1
Powstawanie kołchozów przypada na lata 1946-1950, wtedy to realizowano pięcioletni
plan odnowy i rozwoju narodowej gospodarki w BSRR. Zakładał on między innymi tworzenie
kołchozów i sowchozów (Istorija Biełarusi 2000, s. 98, 100, 137).
TOŻSAMOŚĆ „PRZESIEDLEŃCA
193
1
Związane było to m.in. z potrzebą bezpieczeństwa. Przyjezdni mieli bowiem do
siebie zaufanie a w grupie czuli się silniejsi.
Utrzymywanie bliskich kontaktów z osobami pochodzącymi z innych miejsco
wości w Polsce jest rzadsze, ale również występuje. Interesujący jest sposób od
najdywania się „przesiedleńców", już po przybyciu na nowe miejsce. Zwykle do
chodziło do tego w miejscu pracy lub w cerkwi, albo po prostu na ulicy, gdyż - jak
twierdzili rozmówcy - Dziatłowo to małe miasto, w którym wszyscy się znają.
Ciekawe jest, że przy nawiązywaniu bądź odnawianiu kontaktów „pieresieleńcy" nie dokonywali analizy charakteru drugiego człowieka, nie oceniali, czy
warto utrzymywać z nim bliższe kontakty. Nie to było ważne. Byli przecież
„jak radnia", a rodziny się nie wybiera... Potrzeba odnalezienia osób w pewnym
sensie bliskich w obcym środowisku jest najlepiej widoczna w tym, z jaką ochotą
moi rozmówcy osiedlali się w miejscu, gdzie żyli już inni „przesiedleńcy": Zdies
uże byli z Biełastoka, [niezrozumiałe] nasze pieresieleńcy i как radzicieli uznali
ich, to tut srazu dali dama nam wsiem [5].
Określając charakter relacji pomiędzy „przesiedleńcami", moi rozmówcy
wspominali o wzajemnej pomocy w „zadomowieniu się" w nowym miejscu, ale
także o wspólnym obchodzeniu świąt, także rodzinnych. Naturalne było zapra
szanie na wesela, chrzciny i pogrzeby. Reasumując można stwierdzić, że utrzy
mywanie kontaktów z innymi przyjezdnymi było jednym z najważniejszych
elementów życia moich rozmówców. Żadna z osób, z którymi rozmawiałam nie
przyznała się do braku jakichkolwiek więzi łączących ją z innymi „przesiedleń
cami" w tym okresie.
KONTAKTY Z MIEJSCOWĄ LUDNOŚCIĄ
Temat ten jest szeroki, dlatego - dla przejrzystości tekstu - zawężę go do
kilku punktów, które pokażą jak układały się (bezpośrednio po przyjeździe) kon
takty między „przesiedleńcami" a ludnością miejscową. Należy w tym miejscu
zaznaczyć, że będzie to relacja jednostronna, gdyż moje badania obejmowały
jedynie grupę przesiedlonych. Było to z mojej strony świadome założenie, gdyż,
jak już zostało wcześniej zaznaczone, interesowała mnie historia „przesiedleń
ców" „widziana ich oczami".
JĘZYK
Interesowało mnie, czy język miejscowy różnił się od języka przesiedlonych
i czy w związku z tym mieli oni problemy ze zrozumieniem go. Analiza tego
zagadnienia miała mi pomóc w określeniu tempa „wtapiania się" przybyszów
w otoczenie. Drugą interesującą mnie kwestią było: czy „przesiedleńców" roz
poznawano na podstawie języka, to znaczy do jakiego stopnia byli identyfiko
wani z odmienną mową.
22
2 2
Mam tu na myśli zjawisko asymilacji kulturowej, definiowanej jako „proces wzajemnego
przenikania się i zlewania kultur" (Kubiak, Paluch, 1980). Ważne w tej definicji jest wyraźne
zaznaczenie, że proces, o którym mowa ma działanie obustronne.
194
ANITA BRODA
W kwestii różnic językowych pojawiły się dwie sprzeczne opinie. Część roz
mówców twierdziła, że były one niewielkie lub żadne i że na ich podstawie nie
dało się zidentyfikować „przesiedleńca". Twierdzili oni, że język, którym posłu
giwali się w Polsce był na tyle podobny (lub taki sam), że nie istniały kłopoty
z komunikacją. Oto potwierdzająca to wypowiedź:
- Ale jak było z językiem, rozumieliście co ludzie mówią jak tu przyjecha
liście?
-Au
nas na futorie tak i hawarili.
- Tak samo?
- [śmiech] No. Jak da mnie tut z Bielszczyny prijechali to wsie tak hawarili
a jak treba było z wioski to po polsku uże hawarili [12].
Inni twierdzili natomiast, że istniały wyraźne różnice językowe, które utrud
niały kontakty: [...] a razmowa jak, łojl Na stołek - hedoń (?),jak śnieg pada,
zawierucha - kutaza, oj, eta ich jazyk, ja nie razumieł, szto ani mówią. Kutaza...
- Ale to oni po jakiemu...
- O! Dla konia chabut - kulbaczka, na siodełko, siodełko, takie co - kulbaczka,
o, takie [15]. Odmienności językowe pozwalały także bardzo łatwo ustalić, czy
dana osoba przyjechała z Polski, czy nie: [śmiech] No, srazu poznawali, szto
pieresielenka bo rozgawor nie toj.
- Ale czy oprócz języka jeszcze po czymś ludzie poznawali, że pani z Polski
przyjechała?
- Nie.
- Tylko po języku?
- Po języku. Jak staniesz hawarić to tady [15].
Jak widać, trudno jest jednoznacznie określić czy język, którym posługiwali
się „przesiedleńcy" był podobny do używanego w okolicach Dziatłowa, czy też
zasadniczo się od niego różnił. Dodatkowo komplikuje tę kwestię to, że część
rozmówców czyniła rozróżnienie na język „prosty" - ten, którym mówili
w Polsce, i białoruski - obowiązujący w nowym miejscu. Niektórzy podkreślali
poza tym, że ich język w Polsce był bardziej podobny do ukraińskiego i stąd
wynikały owe utrudniające komunikację różnice: U nas w dzierewniu, u naszej,
w asnawnom razhawariwali na chachłackom jazykie, na ukraińskam. Ot nie
„gdzie" hawarili a „de". „De"piszoł... takijesława. To u nas bolszez chachłackim. A tut ot, biełaruski, ruski kanieszna, tak szto [5].
Wszyscy moi rozmówcy podkreślali jednak, że nie mieli kłopotów z przy
swojeniem sobie nowego języka. Przy języku „przywiezionym" z Polski pozo
stały, według rozmówców, tylko osoby najstarsze - rodzice lub dziadkowie. Stąd
przeprowadzanie identyfikacji „przesiedleńców" na podstawie różnic języko
wych nie sprawdziło się.
PORÓWNANIE: JA -
MIEJSCOWY
Konieczność zadawania pytań dotyczących zauważalnych różnic kulturowych
jest łatwa do wytłumaczenia. Interesująca mnie ludność przenosząc się w nowe
TOŻSAMOŚĆ „PRZESIEDLEŃCA'
195
miejsce zabierała z sobą wspomniany już „bagaż przesiedleńca". W tym wypadku
chodziło mi jednak o pewien światopogląd, przyzwyczajenia czy zwyczaje.
W wypowiedziach rozmówców szukałam odpowiedzi na pytanie czy dostrzegali
oni różnice kulturowe i czy miały one dla nich jakieś znaczenie. Słowem, czy
rozmówcy (krótko po przyjeździe) porównywali siebie z ludnością miejscową
i jaki wpływ miało to na ich poczucie odrębności. Czy można tu mówić o zja
wisku „szoku kulturowego" ? Zastanawiało mnie również czy możliwe jest
stworzenie autowizerunku „przesiedleńca" na podstawie takich opinii.
Niemal wszystkie zaobserwowane i zapamiętane przez rozmówców różnice
kulturowe dotyczą zachowań w życiu codziennym. Nie spotkałam się z opisami
innego sposobu obchodzenia świąt, innego wyglądu czy stroju. Rozmówcy spo
radycznie porównywali konkretne cechy charakteru, przypisywane wszystkim
„przesiedleńcom" i wszystkim miejscowym. Do wymienionych zalet przybyszów
należała schludność, pracowitość, „akuratność". Rozmówcy nie wyrażali w tym
wypadku, jak twierdzili, swoich opinii - takie zdanie miała o nich ludność
miejscowa: Tut ruhalis matam, brytkimi sławami, a nasze prijechali to naszych
uważali, szto nasze takie grzeczne, uważitielnyje. I uważali nas oczień, patamu
szto... ot nie znaju, prijechali i uważali oczień sobstwienno...
- Ale coś mówili, jacy wy jesteście...?
- No sczytali nas takimi akuratnymi [7].
Oprócz pozytywnych cech, „przesiedleńcy" posiadali umiejętności, których,
według ich opinii, nie miała ludność miejscowa, np. przyjezdne kobiety świetnie
gotowały: U nas usie kobiety umieli smaczno hatowić. Piakli ciastki, poncziki,
u mienie mama hatowiła... A eta nasielenia, no takoje, tut katore żyli, one nie umieli
takprigatowić wsio, a nasze kobiety usie, pieresieleńskije, ani hotowali smaczno.
I u nas czysto u chatach było, akuratna i nas uważali za eta, eta nasilenie nas
uważała [18]. Stwierdzenie „nas uważali" pojawia się w większości wypowiedzi.
Zalety i umiejętności odróżniające przybyłych od miejscowych to jednak nie
wszystko. „Przesiedleńcy" przyznają, że mieli inne obyczaje, przyzwyczajenia,
w których wyniku ich życie zaraz po przyjeździe nie było łatwe. Do najczęś
ciej wymienianych różnic należą innowacje gospodarskie, jakie przyjezdni znali
z Polski, a jakich nie znaleźli na Białorusi. Dziwiło ich wiele rzeczy, m.in.
zwyczaj trzymania kur w chacie, podczas gdy w Polsce rozpowszechnione były
kurniki: kury wa wsich byli, ja nie priedstawliaju ciepier, nas u Polszczę
wabszcze eta w chacie kab kury byli, noczowali. I wypuskali zimoj karmić ich
u ety, u chaci. A chat nie piereharodzina, to ony na krawacie te kury lecieli i na
stół, prilecieli na stół [niezrozumiałe]. My to musić toże dzierżali srazu jak adnu
zimu, bo nie było gdzie ich. A patom kurasznik pastwili, patom usie naczali
kuraszniki stroić na ulicy, ciepier nikto, szto ty, łojl [1]. Równie kłopotliwe były
23
2 3
Pojęcie szoku kulturowego przytaczam za antropologiem K. Obergiem (Oberg 1960). Rozu
miał on pod tym pojęciem zaburzenie funkcjonowania psychosomatycznego wywołane przedłu
żającym się kontaktem z odmienną, nieznaną kulturą i dostrzeżeniem różnic w funkcjonowaniu
własnej i obcej kultury.
196
ANITA BRODA
24
tzw. ruskie piece . „Przesiedleńcy", przyzwyczajeni do „normalnych" grzew
czych płyt, nie potrafili w takim piecu gotować. Kontrowersje wzbudzał również
brak firanek w oknach. Rozmówcy opowiadali, jak trudno im było znieść wraże
nie, że są ciągle podglądani. W tym wypadku także wystąpili jako prekursorzy.
Ich „innowacje" w postaci firanek, tak jak i kurników, naśladowali mieszkańcy
tej samej ulicy lub całej wioski. „Przesiedleńcy" odczuwali też pewną obcość ze
względu na obyczaje. Przykładem mogą być zwyczaje związane z wioskowymi
zabawami: / wie pani, u nas takij zakon był, że, u Polszczy - dziewczyna sama
nie pójdzie na tancy, jeśli chłop jej nie przygłosi, o. A tu, nie! Aby muzyka za
grała - przyjdzie i pamierli [4] oraz kwestią podziału ról w rodzinie: Jak mama
to nigdzie nie rabila paka nie umierła. Tata ot, takije raboty rabil i kazał:
Ty hoduj dzieciej, a ja budu zarabiać chleb, na to ty haziajka. A tut żesz wsie
robiać, tut mużczyny i żenszczyny robiać, wsie! Tut nie ma, tut nikto nie skazał
z mużczyn, szto ty haziajka, tobie trudna, ciażka, tut nie [15].
Rozmówcy widzieli dokładnie te elementy swojej kultury (ułatwiające życie
innowacje, normy obyczajowe), które odróżniały ich od ludności miejscowej.
Więcej, chlubili się nimi i byli konsekwentni w ich podtrzymywaniu, a nawet
ekspansywni kulturowo. Ich samoocena była wysoka: czuli się lepsi, jako
przedstawiciele wyższej, bardziej rozwiniętej cywilizacji.
25
OKREŚLENIA DOTYCZĄCE PRZYJEZDNYCH
W wypowiedziach moich rozmówców pojawia się kilka nazw, którymi okreś
lali ich miejscowi. Każda z nich ma inne znaczenie i kładzie nacisk na co innego.
Najczęściej występujące określenia to: „pieresieleniec", „bieżeniec", „Palak"
i „pryjeżdyj". To pierwsze jest powszechne - dlatego też pojawiło się w prawie
wszystkich rozmowach. Użyłam go także jako teoretycznego „pojęcia" do okreś
lenia przedmiotu moich badań. „Przesiedleniec", według rozmówców, jest
nazwą neutralną. Brak jej w każdym razie negatywnego zabarwienia. Wynika
wprost z faktu przesiedlenia - przeniesienia się w inne miejsce.
Jak już wspomniałam, w niektórych przypadkach określenie „pieresieleniec"
zestawiane było ze słowem „bieżeniec". To drugie, z punktu widzenia samych
zainteresowanych, było wartościowane negatywnie. Rozmówcy podkreślali,
że dla „bieżeńców" jedyną przyczyną wyjazdu z kraju pochodzenia był strach,
jednoznacznie kojarzony z tchórzostwem. A oto, jaka jest definicja tego słowa
stworzona przez samych rozmówców: Jany uciekali ad wajny. Jany uciekali ad
frontu, ad bandziożek, wot tamu jany uciehali i biehli. Jak z Czieczni ciepier
uciehajut ludzi. I wsie jany uciehajut, jany mianawita uciehajut ad wajny. Jany
nie zastajutsa na miestie a uciehajut [6]. Oba określenia dotyczyły sytuacji ma
terialnej przybyłych, z tym że „bieżeniec" to ten, który przyjechał „z jedną
walizką", „pieresieleniec"zaś - ten, który ma ze sobą cały swój dobytek.
2 4
Tym mianem był określany zrobiony z gliny piec piekarski, nie posiadający płyty grzew
czej. W jego wnętrzu nie tylko pieczono, ale także gotowano.
Mam tu na myśli pojęcie autostereotypu, rozumianego jako wyobrażenia o grupie własnej,
wyrażane poprzez sądy przekonaniowe (Szarota 1995, s. 4).
2 5
TOŻSAMOŚĆ „PRZESIEDLEŃCA"
197
Nieco inaczej rozumieją rozmówcy znaczenie słowa „pryjeżdżyj". Występo
wało ono, jak wynika z wywiadów, obok określenia „pieresieleniec", i pełniło
funkcję wzmacniającą. „Pryjeżdżyj" to ten, który nie jest „swój", jest „obcy".
Najlepiej wyjaśnia to jedna z rozmówczyń: Eta pryjeżdżyje - każe. Eta nie naszy
eta pryjeżdżeny. Ot takie jak ja - ot pryjeżdży, pryjeżdży ot, pieresieliliś [16].
Pewne kontrowersje towarzyszyły natomiast kwestii użycia określenia „Palaki" w odniesieniu do moich rozmówców. W niektórych przypadkach moje
pytanie budziło zaskoczenie. Osoby, z którymi rozmawiałam twierdziły, że
nigdy nie zwracano się do nich w ten sposób, gdyż nie są Polakami. Zadawane
pytanie wynikało jednak z kilku wywiadów, w których pojawiło się takie stwier
dzenie: U nas czysto u chatach było, akuratna i nas uważali za eta. Eto nasilenie
nas uważała, o, to Palaki. Ani nas nazywali Palakami, Palaki, o, to Palaki [18].
W tej wypowiedzi widać, że określenie to miało również charakter pozytywny,
podkreślało bowiem poziom kultury.
Należałoby dodać, że niemal w 100% pozytywnie oceniono przyjęcie „prze
siedleńców" przez ludność miejscową. Spotkałam się tylko z jednym złym
wspomnieniem: / tut my pewnyj czas nie moglipryżitsa, bo nas nazywali bieżeńcami, abrażali nas, bo tut ludzi żyli, jeny swoj eto, swaja [niezrozumiałe] była
i im heto było nie z usim to spadoba. Bo kali żyłosie na prykład u hetu chatu
czeławiek, ludzkij czeławiek, kali koło było ludzki susiedzi, to wiadomo, etim
susiedom nie padabałosia ety swojaki, szto prijechali niekije tut żywuć. Etot
men tali tet heto zwyczajna posta czeławieka i tut niczeho nie zrabisz [6].
Najlepiej jednak kwestię kontaktów „przesiedleńców" z ludnością miejscową
podsumowuje wypowiedź jednej z rozmówczyń:
- No, niech pani powie, jak oni was tu przyjęli?
- No... No, nie powiedzieć, szto nieważna, no, my byli dla nich... cudzyje [20].
Widać zatem, że z jednej strony relacje można określić jako poprawne - brak
konfliktów, dobre traktowanie nowo przybyłych, z drugiej jednak strony „prze
siedleńcy" byli odbierani jako „obcy" i zachowywano wobec nich dystans.
CZĘŚĆ II
K I M JEST „PRZESIEDLENIEC" DZISIAJ?
Obecnie w Dziatłowie i okolicach żyje ponad 30 rodzin, które przyjechały
z Polski po I I wojnie światowej. Wiek tych ludzi waha się od 60 do 80 lat. Więk
szość z nich wychowała się na Białorusi i tu spędziła całe swoje dorosłe życie.
Są związani z tym miejscem, ale przecież urodzili się w Polsce. Powstaje więc
pytanie: czy i jak oba te miejsca funkcjonują w ich świadomości? Kim jest
dzisiaj „przybysz zza zachodniej granicy"?
RELACJE Z LUDNOŚCIĄ MIEJSCOWĄ
Na wstępie muszę zaznaczyć, że interesowało mnie tylko to, co wiązało się
bezpośrednio z postrzeganiem „przesiedleńców", z tym, czy moi rozmówcy
198
ANITA BRODA
nadal są określani jako przybysze i czy są na tej podstawie identyfikowani
i wyodrębniani. Chciałam się dowiedzieć, czy „przesiedleńcy" traktowani są
obecnie przez miejscowych jak „swoi", czy też spotykają się z jakąkolwiek
manifestacją obcości.
Pierwszym i podstawowym dowodem na wyodrębnianie przesiedlonych
spośród mieszkańców Dziatłowa i okolic jest fakt, że nie miałam problemów
z odnalezieniem interesujących mnie osób. „Przesiedleńców" potrafili wskazać
zarówno starsi mieszkańcy, jak i wiele osób spośród młodzieży. Świadczy to
o tym, że pamięć o przesiedleniu istnieje w świadomości ludności dziatłowskiej.
Funkcjonuje też w dalszym ciągu określenie „przesiedleniec". Na pytanie, które
kierowałam do rozmówców, czy mieszkańcy Dziatłowa wiedzą o tym, że przy
jechał on z Polski otrzymywałam prawie zawsze odpowiedź twierdzącą: - Ale
czy teraz, dzisiaj, wszyscy w wiosce wiedzą, że pani z Polski przyjechała?
- No a czemuż nie? Ja uże ad sorok wasmowo hoda tut żywu to czemuż nie
wiedajut? Wiedajut. Szto z Biełastoku, szto z Lewickich. A gmina Juchnowiec...
- Wiedzą wszyscy? A młodzi też wiedzą? Młodzież?
- No a czemu nie wiedzą? Jaż każu - piendziesiat uże tri hody tut żywu to
znajuć [12].
Dodać także należy, że sami „przesiedleńcy" udzielali mi rad, jak można ich
odnaleźć w dalszych wioskach: Так как pójdziesz w Narbutowicze pytajsia,
kto tut z Polszy - skażuć [1]. Rady te świadczą o tym, że zdają sobie sprawę ze
swojej odrębności. Zdarzały się jednak wypowiedzi (bardzo rzadko), w których
rozmówcy mówili mi, że nikt już nie pamięta o ich przyjeździe i powszechnie są
uważani za miejscowych:
- A miestnyje liudzi - ani sczitajut was toże miestnymi iii ani dalsze gawariat,
szto wypieresieleńcy?
- No uże zabyto, uże sczas nie tak, uże, no ransze to... a sczas uże wsio praszło. Pieresieleńcy - eta kto tam? [14].
Mimo takich jednostkowych wypowiedzi mogę stwierdzić, że określenie
„pieresieleniec" ciągle jeszcze funkcjonuje, a ludzie określani tym mianem
są wyodrębniani z grupy „miejscowych". Wydaje się natomiast, że fakt po
chodzenia z Polski niewiele dzisiaj już znaczy. Nie idzie za tym żadna głębsza
treść. „Przesiedleniec" to już nie to samo co „akuratny", nie jest to już słowo
- klucz do określenia „jakości" człowieka. Proces ten postępuje w bardzo
szybkim tempie.
RELACJE Z I N N Y M I „PRZESIEDLEŃCAMI"
Opisując historię „przesiedleńców" stosunkowo dużo miejsca poświęciłam
kontaktom, jakie utrzymywali oni pomiędzy sobą. Interesowało mnie, czy w tak
trudnej sytuacji życiowej, w jakiej się znaleźli szukali oni oparcia w grupie ludzi
o podobnych doświadczeniach. Czy tak traumatyczne wydarzenie mogło stwo
rzyć więź grupową, czy mogło w końcu stworzyć grupę? W pełni na to pytanie
można odpowiedzieć tylko po przyjrzeniu się „przesiedleńcom" dzisiaj.
TOŻSAMOŚĆ „PRZESIEDLEŃCA"
199
Trudno jest jednoznacznie stwierdzić, że „przesiedleńcy" podtrzymują
ścisłe kontakty ze swoimi „ziemlakami" , czy też, że takie relacje w ogóle
nie istnieją. Większość osób, z którymi rozmawiałam potrafiła wskazać kolej
ne nazwisko, choć czasem bez adresu. Zwykle rozmówca informował mnie
o jednej lub dwóch takich osobach. Czasem trudności sprawiało określe
nie miejsca zamieszkania, co może wskazywać, że odwiedziny nie są obecnie
specjalnie praktykowane.
Nie obowiązuje też zasada, że rozmówcy wskazują przede wszystkim osoby,
które pochodzą z tej samej miejscowości, co oni. Wygląda na to, że przez czas,
który upłynął od przyjazdu z Polski większość „przesiedleńców" poznała się
wzajemnie i fakt pochodzenia z jednej miejscowości przestał odgrywać tak
zasadniczą rolę integracyjną. Teraz jednoczy ich raczej przynależność dojednej
grupy. Nie są już „przesiedleńcami z Maleszy", „z Zaczerlan", „z Ryboł". Nie
zawsze potrafią nawet określić, z jakiej wioski przyjechał sąsiad lub znajomy:
No znaju, szto ziemlaki, a z jakoj wioski dapuścim, eto znaju, szto sasied byl,
no jak sasied... no karocze i tut pa sąsiedztwie i tam, on z hutora a ja z dzierewni
byl. A Liebiedzinskoj to nie znaju, iii tam z Parosław iii z gdzie tam, to szto
riadam gdzie tam byli. Gdzie ta riadam byli [17].
Prawie wszystkie osoby, z którymi rozmawiałam potrafiły wskazać innych
„przesiedleńców". Przyznawały się jedynie do tego, że nie utrzymują z nimi
kontaktów z powodu dużej ilości zajęć (Dziatłowo) lub odległości (okoliczne
wioski). Nawet długo nie widziani spotykają się niczym rodzina i biorą udział
w ważnych uroczystościach, takich jak wesele, chrzciny czy pogrzeb (dziś głów
nie w tych ostatnich).
Wydaje się, że więzi wciąż istnieją, ulegają jednak osłabieniu z uwagi na wiek
rozmówców, którym trudno jest przemierzać duże odległości, aby się spotkać,
a także fakt zaadaptowania się do nowej sytuacji. Kontakty, które miały miejsce
zaraz po przyjeździe nie są już konieczne. „Przesiedleńcy" nie potrzebują od
siebie tak dużego wsparcia jak wówczas. Czują jednak wspólnotę, na co wskazują
kontakty przy naprawdę ważnych okazjach.
26
KONTAKTY Z OSOBAMI POZOSTAŁYMI W POLSCE
W zagadnieniu dotyczącym kontaktów z bliskimi pozostałymi w Polsce za
wiera się nie tylko sama relacja z krewnymi, ale także wszelkie próby utrzymania
związków z krajem pochodzenia. Interesowało mnie to, czy rozmówcy wiedzą,
jak żyje w Polsce ich rodzina, czy interesują się jej losami, czy się odwiedzają.
Jakie formy kontaktu są praktykowane? Ważne było również to, czy posiadanie
rodziny w Polsce stanowi element tożsamości „przesiedleńca", czy odczuwa on
przez to swoją „częściową" przynależność do kraju pochodzenia. W tym miejscu
warto także wspomnieć o wiadomościach, jakie posiadają rozmówcy o Polsce,
np. czy interesuje ich sytuacja polityczna, społeczna.
6
„Ziemlak" - rodak. W tym wypadku dotyczy to krewnych pozostałych w Polsce.
200
ANITA BRODA
Prawie wszyscy moi rozmówcy (poza jednym) posiadają rodzinę w Polsce,
w większości przypadków wiedza o niej jest jednak niewielka. Są to na ogół ci,
którzy nie chcieli bądź nie zdążyli wyjechać. Większość moich rozmówców
deklarowała, że jeździła w odwiedziny do rodziny przynajmniej raz. Byli i tacy,
którzy jeździli do Polski kilkanaście razy, w niewielkich odstępach czasu.
Podczas wizyt w Polsce rozmówcy nie tylko odwiedzali (i odwiedzają) krew
nych, z których duża część mieszka obecnie w Białymstoku, ale także jeżdżą
do swoich rodzinnych wiosek, aby „odnowić" wspomnienia z dzieciństwa lub
młodości. Odnajdują swój dom i często poznają jego obecnych mieszkańców.
Podczas tych wizyt dochodzi czasem do trudnych konfrontacji. Jedna z rozmów
czyń opowiadała mi, jak w trakcie pobytu w Polsce odwiedziła człowieka, który
był członkiem bandy wyganiającej jej rodzinę z Polski: Ja uże zajechała tuda
ipaszła w hosti ipaszła da etoho, szto hnał on nas. Ja waszła a on tak abruciłsia,
on lieżał, eta akurat było na Boże Narodzenie jak ja była... i on tak uże siebie
priedstawliajet, szto on tak nie uznał, no za dziesięć Het, szto ja zmieniłaś
i wsio. Ja każu: nie, ja nie zmieniłaś. No, jak żywietie, a to, a to, jak dzieci?
- Jak dzieci? Stali rabotać, skończyli spiecjalność... I żyć majom gdzie [10].
Spotkałam również osoby, które nie czuły konieczności odwiedzania rodzin
nych okolic. Tłumaczyły to na ogół po prostu brakiem potrzeby, kiedy indziej
- możliwości. Gdy z różnych przyczyn nie dochodzi do odwiedzin, „przesie
dleńcom" pozostają listy i telefony. Moi rozmówcy twierdzili jednak, że listy
przychodzą do nich rzadko a telefonowanie za granicę kosztuje zbyt wiele. Stąd
kontakty się urywają. Tylko nieliczni potrafili opowiedzieć, jak teraz żyje ich
rodzina i co u niej słychać. Wyraźnie jednak nie jest to dla nich kwestia ważna
- niezbędna do normalnego funkcjonowania.
Podobnie jest z informacjami dotyczącymi Polski. Rozmówcy oglądają pol
ską telewizję i słuchają radia, gdyż nie wymaga to specjalnych starań . Gorzej
jest z prasą. Osoby z którymi rozmawiałam twierdziły, że kiedyś kupowały
polskie gazety (nie potrafiły podać tytułów, tylko niektórzy przypominali sobie
Przyjaciółkę), ale teraz już się to nie zdarza . Stąd ich wiadomości na temat
sytuacji w Polsce są bardzo skąpe, prawie żadne. Takie wypowiedzi zdarzały się
niezwykle rzadko: U sio ja paważanie wiedaju, szto ciepier u Polsce robitsa,
szto wasz Kwaśniewski prinimaje reszeniu, wiedaju pra supołki biełoruskije
na Biełastoczczynu, widaju pra peznatajki (?) żywiot u Warszawie, usio heta ja
wiedaju, usio heto ja czytaju usim.
- No właśnie, czyta pani, ale co, jakieś gazety?
27
28
2 7
Większość moich rozmówców ma dostęp do telewizji satelitarnej, gdzie ogląda TV Polo
nia i inne programy polskiej telewizji. Jednocześnie istnieje także możliwość odbioru „Radia
Maryja" oraz I Programu Polskiego Radia.
Problem polega głównie na braku pieniędzy na prenumeratę polskiej prasy. Poza tym ofer
ta jest bardzo uboga: rozmówcy mogą kupować właściwie jedynie Głos znad Niemna. Dostęp do
prasy wydawanej w Polsce jest dla mieszkańców Dziatłowa zdecydowanie kłopotliwy i wymaga
sporo wysiłku.
2 8
201
TOŻSAMOŚĆ „PRZESIEDLEŃCA'
- Wiadomo tego że, panienoczka, wiadomo, hazetu czytaju. Nu i jaś [nie
zrozumiałe] u Polsce zagoju. Dobra wiedaju palitycznemu nawierno ja wiedaju
i ekonomicznemu [6].
Tak więc, kontakty z krewnymi pozostałymi w Polsce nie są czymś ważnym
w życiu „przesiedleńców" dziatłowskich, ale mimo to w opowieściach o kraju
pochodzenia pojawiają się jako istotny element. Niewielka jest też wiedza
0 współczesnej Polsce a jednak rozmówcy wspominali kraj pochodzenia z roz
rzewnieniem. Jak to pogodzić? Na to pytanie spróbuję odpowiedzieć w dalszej
części artykułu.
SAMOOKREŚLENIE „PRZESIEDLEŃCA"
Jednym z istotniejszych zagadnień jest to, za kogo uważa się sam „przesiedle
niec", kim się czuje i z kim się identyfikuje. Interesowało mnie, jak w świado
mości rozmówców zostają pogodzone dwie (już wielokrotnie wspominane) kwe
stie: pochodzenia z Polski, z której wyjechali, oraz obecnego życia na Białorusi.
Myślę, że w tym punkcie warto też poruszyć problem dokonywanej przez roz
mówców oceny losu, jaki ich spotkał.
Jak już starałam się pokazać, identyfikacja „przesiedleńca" z miejscem po
chodzenia nie jest duża. Nie ma on zbyt wielu informacji na temat Polski i nie
jest ich zdobyciem zainteresowany. Jednocześnie jednak część moich rozmów
ców starała się mówić do mnie w języku polskim. Wręcz wstydzili się tego, że
słabo pamiętają ten język, tak jakby źle to o nich świadczyło. Spotkałam także
1 takich „przesiedleńców", dla których mówienie w języku polskim (czasami
nawet lepiej niż miejscowa ludność katolicka) jest wartością . Wyraźnie wiąże
się to z pamięcią przynależności do kultury wyższej, za jaką uważano kulturę
polską. Najlepiej można zauważyć to w sposobie, w jakim rozmówcy opowiadają
o różnicach kulturowych, jakie zauważyli tuż po przyjeździe: Ot, daże my na
wiosce żyli to my żyli akuratniej, bolie kulturna żyli my jak tut. Potem prijechali
w miasteczko tak jany wsie kazali - o, heta Palaki, heta szlachta! Patamu szto
u nas byli paścieli, u nas było akuratno ścirano, akuratna robliena tak i wsio. A tut
hetowo nie było. Ot, ja hawaruprawdu... Kultura tam była wyższa czem tut [16].
Wynika z tego, że przynajmniej część „przesiedleńców" czuje swoją inność
opartą na wywodzeniu się z „wyższej kultury". Za tym poczuciem nie idzie
jednakże identyfikacja z Polakami. „Przesiedleńcy" wywodzą się wprawdzie, jak
twierdzą, z kultury polskiej (w znaczeniu lepszej, bardziej rozwiniętej cywiliza
cji) i są z tego dumni, ale nie uważają się za Polaków.Na bezpośrednie pytania
o to, kim się czują, większość odpowiada, że miejscowymi: Ja uże jeść jak
29
2 9
Mam tu na myśli zamieszkujących Dziatłowo katolików, którzy znają język polski
z kościoła lub (ci starsi) z przedwojennych polskich szkół. „Znajomość" ogranicza się w tym
wypadku głównie do rozumienia tego języka. Jednak wyznanie katolickie jest wciąż utożsa
miane z narodowością polską (katolik=Polak). Więcej na ten temat można znaleźć w książce
Iwony Kabzińskiej (1999).
202
ANITA BRODA
miescowy, to ja prażył tut jeśli skazać... piać, to ot tak ot... piedziesiat siem a tam
wsioż że piać, to jak ja mogu sczitać siebie... ja sczitaju siebie miescowym.
0 tak... Ja szkołu kończył, ja szto ucziłsia koncził wsio, adrabił uże i pienśjanier
uże, na piensi darabił, ot tak... Ja uże miescowy Ja tolka tam piać Het prażył [17].
To właśnie ilością lat przeżytych w jednym i w drugim miejscu najczęściej
tłumaczone jest poczucie przynależności.
Najczęstszym przypadkiem identyfikacji jest identyfikacja na podstawie wy
znania. Ponad połowa moich rozmówców określiła siebie jako prawosławnych.
Określenie „Biełarus", także pojawiające się w wypowiedziach, było przez
rozmówców utożsamiane z pojęciem „prawosławny", według zasady: „Polak-katolik", „Ruski-Biełarus-prawosławny". Jest ono stosowane wymiennie i nie
koniecznie oznacza identyfikację z narodowością białoruską.
Żaden z moich rozmówców nie stwierdził, że czuje się Polakiem dlatego, że
urodził się w Polsce. Dla kilku jednak osób fakt urodzenia w Polsce ma do dziś
bardzo duże znaczenie:
- Ale czy to ma dla pani znaczenie, że pani przyjechała z Polski?
- Anita, czy majet dla was znaczenie to, szto kali wy byli maleńka, wy chadzili w dzieciaczyj sadzik?
- No tak, no chyba tak [śmiech].
- Tak, tak. Tak jenu jest u waszoj biohrafii, tak samo i dla mienie, takoje dla
mienia majut znaczenije, eto majo życio, eto etap majeho życia i jon jest mój
1 nikuda jeho nie bierz [6].
Zdarza się, że tęsknota za krajem urodzenia jest tak duża, że rozmówca zaczyna
nią żyć . Nikt jednak z moich rozmówców nie wyraził chęci powrotu do Polski.
Przyczyny są zarówno ekonomiczne (zniechęca konieczność zakupu ziemi
i domu na miejscu), jak i rodzinne - dzieci i wnuki, które mieszkają na Białorusi.
Nawet w przypadku tych osób, które odczuwały silną tęsknotę za Polską nie
wchodzi w grę możliwość wyjazdu. Pod tym względem „przesiedleńcy" są bar
dzo mocno osadzeni w swoim „nowym" miejscu.
30
ZAKOŃCZENIE
Na podstawie przeprowadzonych wywiadów mogę stwierdzić, że fakt wy
jazdu z Polski stanowi ważny element życia rozmówców. Wnioskuję to z braku
jakichkolwiek oporów w rozmowie na ten temat, jak i dużego zaangażowania
w opowieść. Analizując rozmowy przeprowadzone z „przesiedleńcami" mogę
stwierdzić, że moi rozmówcy po przyjeździe czuli się źle w nowej sytuacji
życiowej, co w niektórych przypadkach było pogłębione przez fakt gwałtow
nego, wymuszonego wyjazdu. W większości odczuwali pewną obcość kultu
rową, opartą na różnicach językowych lub też obyczajowych. Byli wyodrębniani
3 0
Rozmówczyni przez cały czas wywiadu mówiła do mnie po polsku, bardzo płynnie
i z dobrym akcentem. Wydawało się jakby wyjechała z Polski zupełnie niedawno.
203
TOŻSAMOŚĆ „PRZESIEDLEŃCA"
spośród ludności miejscowej poprzez określenia „przesiedleńcy", „bieżeńcy",
„Palaki", „pryjeżdżyje"; czuli się silnie związani z innymi „przesiedleńcami" na
zasadzie wspólnoty losów.
Wielu „przesiedleńców" ma liczne i często drobiazgowe, w większości po
zytywne, wspomnienia z kraju pochodzenia. W większości utrzymują kontakty
z krajem ojczystym, choćby dzięki pozostałym tam krewnymi. Podkreślają
znajomość języka polskiego, w większości utrzymują stosunki z innymi „prze
siedleńcami" a przynajmniej znają ich nazwiska. Różnice kulturowe, które
wyodrębniały ich spośród ludności miejscowej, wciąż mają dla nich znaczenie,
choć ulegają zatarciu.
Jednocześnie jednak moi rozmówcy nie wyrażali chęci powrotu do Polski,
gdyż nie widzieli możliwości lub sensu takiego kroku. W większości uważali, że
wtopili się w otoczenie, choć ciągle można ich odnaleźć na podstawie określe
nia „przesiedleniec". W większości akceptują fakt przesiedlenia, choć niektórzy
wciąż żywią pewną urazę (dotyczy to głównie tych, których wyjazd został
wymuszony).
Na podstawie przeprowadzonych badań można stwierdzić, że fakt wyjazdu
miał ogromny wpływ na ukształtowanie się tożsamości „przesiedleńca" - osoby,
która z racji zmiany środowiska życia „otrzymała" dwie ojczyzny, z którymi
łączą j ą silne więzi, choć mają one różny charakter. Polska to miejsce, z którym
wiążą się przyjemne wspomnienia z dzieciństwa, miejsce, gdzie życie jest naj
prawdopodobniej łatwiejsze. Jest to ojczyzna, którą musieli z różnych względów
opuścić, stąd większość czuje się jej w jakiś sposób pozbawiona . Nie jest
to jednak strata zbyt dotkliwa, w każdym razie nie do tego stopnia, by chcieli
wrócić. Polska to także miejsce wyższej kultury, którą, w swoim mniemaniu,
reprezentują także i dzisiaj moi rozmówcy. Białoruś zaś, to kraj, gdzie się wycho
wali i (lub) osiągnęli dorosłość i gdzie spędzili większą część życia. Rozmówcy
czują się „miejscowi" poprzez lata przeżyte w tym miejscu, a także poprzez swoje
prawosławne wyznanie.
Wynika z tego, że na tożsamość „przesiedleńca" składa się podwójna identy
fikacja - bycie zarazem „z Polski" i „z Białorusi", bycie „przybyszem" i „miejs
cowym" jednocześnie. Najlepiej obrazują to słowa jednego z rozmówców: Mnie
każetsa szto ja [niezrozumiałe] dwie rodziny. W adnoj radziłsie a druhaja katoraja spitała mnie. O, ů katoraj ja żywut. O, to wsio takoje [17].
Warto jeszcze zaznaczyć, że badana przeze mnie grupa jest niezwykle nietrwała,
gdyż ulega wtopieniu a przede wszystkim wymiera . Jest to grupa zanikająca,
na badania wyczerpujące to zagadnienie nie zostało więc zbyt wiele czasu...
31
32
3 1
Określenie „przymus" dotyczy w tym miejscu nie tylko sytuacji wyjazdu wymuszonego, ale
także decyzji podjętej nieodwołalnie przez rodziców, z którą moi rozmówcy musieli się pogodzić.
Grupa „przesiedleńców" mieszkających w Dziatłowie to osoby w wieku pomiędzy 65
a 90 rokiem życia. Zakładam w tym wypadku, że dziecko „przesiedleńca" urodzone na Białorusi
nie jest „przesiedleńcem", choć z problemem tym należałoby dokładniej zapoznać się w terenie.
3 2
204
ANITA BRODA
SPIS WYWIADÓW CYTOWANYCH W P R A C Y
33
1. Kobieta ur. 1936 r. w Malieszach (Polska), Białorusinka, prawosławna, Moskalowce, 28.06.2001
2. Kobieta, 1. ok. 65, ur. w Malieszach (Polska), Białorusinka, prawosławna, Raklewicze,
29.06.2001
3. Mężczyzna, 1. ok. 65, ur. w Malieszach (Polska), Białorusin, prawosławny, Dziatłowo, 3.07.2001
4. Kobieta, 1. ok. 80, ur. w Malieszach (Polska), Białorusinka, prawosławna, Dziatłowo, 3.07.2001
5. Kobieta ur. 1939 r. w Wojszkach (Polska), Białorusinka, prawosławna, Dziatłowo, 7.07.2001
6. Kobieta ur. 1940 r. w Lewickich (Polska), Białorusinka, prawosławna, Dziatłowo, 9.07.2001
7. Kobieta ur. 1931 r. w Białkach (Polska), Białorusinka, prawosławna, Dziatłowo, 10.07.2001
8. Kobieta i mężczyzna, 1. ok. 70, ur. w Barszczewie (Polska), w Zaczerlanach (Polska), Biało
rusini, prawosławni, Dziatłowo, 10.07.2001
9. Kobieta i mężczyzna, 1. ok. 70, ur. w Lewickich (Polska), Białorusini, prawosławni, Dziatłowo,
7.07.2001
10. Kobieta, 1. ok. 90, ur. w Zaczerlanach (Polska), Białorusinka, prawosławna, Dziatłowo,
10.07.2001
11. Mężczyzna, ur. 1921 r. w Lewickich (Polska), Białorusin, prawosławny; Kobieta, ur. 1922 r.
w Pawlinowie (Polska), Białorusinka, prawosławna, Wiązowiec, 31.12.2001
12. Kobieta, ur. 1919 r. w Lewickich (Polska), Białorusinka, prawosławna, Wiązowiec, 31.10.2001
13. Kobieta, ur. 1929 r. w Wojszkach (Polska), Białorusinka, prawosławna, Dziatłowo, 2.11.2001
14. Mężczyzna, ur. 1940 r. w Wojszkach (Polska), Białorusin, prawosławny, Dziatłowo, 3.11.2001
15. Kobieta, ur. 1928 r. w Solniczkach (Polska), Białorusinka, prawosławna, Dziatłowo, 3.11.2001
16. Kobieta, 1. ok. 70, ur. w Zaczerlanach (Polska), Białorusinka, prawosławna, Dziatłowo, 3.11.2001
17. Mężczyzna, ur. 1940 r. w Zaczerlanach (Polska), Białorusin, prawosławny, Dziatłowo, 4.11.2001
18. Kobieta, 1. ok. 65, ur. w Lewickie (Polska), Białorusinka, prawosławna, Dziatłowo, 5.11.2001
19. Mężczyzna, 1. ok. 70, ur. w Wijszkach (Polska), Białorusin, prawosławny, Dziatłowo, 6.11.2001
20. Kobieta, ur. 1925 r. w Zaczerlanach (Polska), Białorusinka, prawosławna, Dziatłowo, 6.11.2001
21. Mężczyzna, ur. 1932 r. w Niewadzicy Norgolewskiej (Polska), Białorusin, prawosławny, Dzia
tłowo, 7.11.2001
LITERATURA
K a b z i ń s k a I . 1999, Wśród „Kościelnych Polaków".
Wyznaczniki tożsamości
etnicznej
(narodowej) Polaków na Białorusi, Warszawa.
K e r s t e n K. 1997, Przymusowe przemieszczenie ludności, [w:] Utracona ojczyzna, H . Orłow
ski, A. Sakson (red.), Poznań, s.
M i r o w i с z E. 1993, Białorusini w Polsce 1944-1949, Warszawa.
- 1999, Białoruś, Warszawa.
O b e r g K. 1960, Cultural shock: Adjustment cultural environments, Practical
Anthropology,
nr 7, s. 177-182.
P e t e r s e n W. 1958, General Typology of Migration, American Sociological Review, vol. 23,
s. 256n.
S z a r o t a Т. 1995, Stereotypy narodowe jako temat badań historycznych w Polsce, Dzieje naj
nowsze, t. 2, s. 3-13.
Tlumaczalnyj słounik... 1999, Tłumaczałnyj słounik biełaruskoj literaturnaj mowy, M . N . Kryłko
(red.), Mińsk.
Założenia teorii... 1980, Założenia teorii asymilacji, H. Kubiak, A.K. Paluch (red.), Wrocław.
Wszystkie wywiady były przeprowadzane przez autorkę artykułu.
TOŻSAMOŚĆ „PRZESIEDLEŃCA"
205
ANITA BRODA
THE IDENTITY OF "TRANSPLANTED INHABITANTS"
POPULATION REMOVED FROM THE EASTERN TERRITORY OF POST-WAR POLAND
TO WESTERN BELARUS I N THE YEARS 1944-1947
Summary
The study deals with the identity of a "transplanted inhabitant", i.e. that of a person who,
either voluntarily or under pressure, changed suddenly his/her previous place of residence. The
problem is studied on the case of the Russian Orthodox population inhabiting the eastern areas of
post-war Poland and, in the years 1944-1947, removed to Belarus to the district of Dziatlowo.
The author tries to answer the question i f sudden change of locality can contribute to shaping
a particular kind of individual's identity and i f so, what is the identity like. Another question con
cerns social ties and group identity which might be created i f a group of people is moved together.
The article consists of two parts. In the first one the author presents the process of the popula
tion transplantation as it was remembered and related by the informants themselves. It included
life in Poland before the displacement, removal to the new place and the beginnings of new life:
relationships with other "displaced persons" and with local inhabitants.
The other part of the study concerns present life and identity of those once transplanted: their
relationships with people with whom they arrived to Belarus, with indigenous inhabitants, with
friends and relatives in Poland. The author is interested in self-definition of the people she studies.
Stories recalling the first period after removal show that at the beginning the newcomers were
regarded as strangers and discriminated from among the "local people". They had the sense of not
belonging to the new environment and that is why they felt close social bond with their own
group. They identified themselves with their place of origin and were identified with it by their
new neighbours as well. Now they have strong connections with Poland, having relatives there,
being attached to Polish language, but at the same time the "transpalanted inhabitants" are
attached to Belarus since so many years have been spent in that country by them.
The article points at the problem of the formation of a very specific identity of "transpalanted
person" embodying, as a matter of fact, two identifications: that of a person "from Poland" and the
one "from Belarus"; "the local" and "the newcomer" at the same time. The element of "two
homelands" can contribute to the the integration of the group and become a meaningful pillar
of group identification.
Translated
by Anna
Kuczyńska-Skrzypek