ea1171919eb2a48bdc3ef65bf143c252.pdf

Media

Part of Zdobywanie różnicy - list pewnej historyczki o nieukierunkowaniu pamięci autobiograficznej/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2005 t.59 z.2

extracted text
EUGENIO

Droga M i r e l l o ,
Pytałaś m n i e ostatnio, jak się czuje ktoś, k t o bije

BARBA

właśnie r e k o r d długowieczności. W październiku 2004
O d i n Teatret skończył czterdzieści lat. Kuszące jest za­
trzymanie się na chwilę i spojrzenie, dokąd zaprowa­

Zdobywanie różnicy

dziły nas te wszystkie lata t e a t r u . I zastanowienie się
n a d własną historią. A l e refleksje n a d sobą samym
prowadzą zawsze wzdłuż przecinających się l i n i i . Podą­

List do pewnej historyczki
o nieukierunkowaniu pamięci
autobiograficznej

żają poprzez dywagacje i przypuszczenia, przywołując
stare idee i znane historie. M o g ą one uniknąć pragnie¬
nia wyważonego bilansu jedynie jako f o r m a instynk¬
t o w n y c h reakcji na czyjeś p y t a n i a . Także osobiste
stwierdzenia - tak j a k uczucia, o których mówił Stani­
sławski, kiedy ostrzegał aktorów przed wyrażaniem się
wprost - ujawniają się w postaci myśli oswojonych,
nawet jeśli zwodzimy sami siebie, wierząc, że nasza pa¬
mięć może n a d a ć i m formę. Refleksje, które n a m prze­
kazują, są reakcjami. Zależą o d działania prawdziwego
bądź wyobrażonego partnera, który p o w o d u j e , że re¬

K i e d y więc twierdził, że definicja „teatru wielokul¬

agujemy.

t u r o w e g o " pasuje jak ulał, nie mogłem się z n i m nie
zgodzić. Jednak równocześnie nie jestem w

stanie

przyznać m u racji.

Jedna reakcja i wiele pytań

Jaki jest sens długowieczności naszego teatru? Czy
to, że jest złożony z ludzi i dla ludzi o różnym pochodze¬

W t y m w y p a d k u miałem partnera i był o n prawdzi¬

n i u albo przynajmniej o różnych tradycjach kulturo¬

wy. Seria i s t o t n y c h i związanych z t e m a t e m pytań, za¬

w y c h i teatralnych? N i e wydaje m i się to takie ważne.

d a n y c h m i przez przyjaciela, skłoniła m n i e do ujrzenia

Interesuje m n i e coś innego: możliwość, że k o n t a k t z in¬

O d i n Teatret w z m i e n i o n y m świetle. Przyjaciel, I a n

n y m i światami staje się sposobem dotarcia do samego

W a t s o n , k i l k a lat t e m u przeprowadzał ze m n ą w y w i a d

siebie, do własnych korzeni, do świata, do którego się

do swojej książki o wielokulturowości i teatrze. Jego

przynależy. Zeby dać początek czemuś i n n e m u .

zdaniem h i s t o r i a O d i n

mogłaby

zostać

D l a m n i e , w h i s t o r i i O d i n Teatret, w ludziach, któ¬

wyrażona

w f o r m u l e doświadczenia i p r a k t y k i w i e l o k u l t u r o w e j .

rych

Dowodził tego, powołując się na k o n k r e t n e przykłady.

w naszych strategiach przetrwania, najbardziej intere¬

spotkaliśmy, w związkach,

które

zawarliśmy,

Mówił: „Jesteście teatrem stworzonym przez osoby

sujący jest aspekt odrzucenia i ucieczki. Długotrwałe

pochodzące z różnych krajów i kontynentów, posługu¬

i uparte chronienie naszej różnicy. Różnicy o d kogo?

jące się różnymi językami. Przez bardzo długie okresy

I o d czego?

osiedlaliście się w krajach oddalonych o d D a n i i . Wasze

Przyjaciel I a n W a t s o n był raczej zaskoczony niż

spektakle są często wielojęzyczne. Oprócz normalnego

rozczarowany m o i m o p o r e m . Zaczął m n i e wypytywać,

h a n d l u dziełami i p r o j e k t a m i teatralnymi praktykujecie

dlaczego jestem tak bardzo przeciwny rozpatrzeniu tej

także bartery, to znaczy wymieniacie wasze spektakle na

kwestii z szerszej perspektywy i czemu cały czas próbu¬

p r o d u k t y kulturalne grup, które was goszczą: zabawy,

ję odpowiadać na pytania przez pryzmat mojej auto¬

tańce, muzykę, pieśni, działania artystyczne i performa-

biografii. Czyżbym uciekał przed w y m o g a m i pracy in¬

tywne w odległych wioskach, szkołach, szpitalach, wię¬

telektualnej? Czyżbym odrzucał możliwość poszerze¬

zieniach czy d o m a c h kultury. Ukuliście przedziwny ter­

nia mojego sposobu widzenia? To prawda, nastawienie

m i n „transformances", żeby zaznaczyć, że wasze projek­

autobiograficzne często jest sposobem na uchylenie się

ty nie ograniczają się do „performances", lecz są dąże¬

o d odpowiedzialności.

n i e m do zmiany, c h o ć na chwilę, wyglądu jakiegoś mia¬

przez konieczność przeprowadzenia przedmiotowego

sta. Te projekty sprawiają, że miasta rozkwitają i że

bilansu? A może marzyłem o i n n y m celu?

Czyżbym czuł się

zagrożony

w formie reprezentacji, krzyżując się i zmuszając do in¬

K i e d y przyglądam się h i s t o r i i O d i n Teatret, zwłasz¬

terakcji, stają się widoczne różne kultury, które je za¬

cza teraz, kiedy w większości m a m y ją już za sobą, w i ¬

mieszkują, i c h różne składniki".

dzę coś zupełnie różnego o d krzyżowania się i dialogu
kultur. Widzę teatr jako miejsce paradoksalne, w któ¬

I dodawał jeszcze jedno potwierdzenie naszego wie¬
lokulturowego powołania: fakt, że przy O d i n i e powsta¬

r y m tworzenie wspólnego dzieła zakłada nie tylko oso¬

ła I S T A - I n t e r n a t i o n a l School of Theatre A n t h r o p o ¬

bowości różnorodne, lecz osobowości o k r u t n i e i ego¬

logy, która o d 1979 r o k u jednoczy podczas swych sesji

istycznie o d siebie oddalone, nie tylko z p o w o d u różni¬

aktorów, reżyserów, mistrzów teatru i badaczy z róż¬

cy kultur, ale również dlatego, że przeciwstawne są i c h

n y c h kontynentów, z teatrów W s c h o d u i Z a c h o d u .

cele, ideologie i wrażliwość.

133

Eugenio Barba • Z D O B Y W A N I E RÓŻNICY

Pytania lana Watsona skłoniły m n i e do zapytania

samić się z historią, z m i t a m i , z tęsknotami i z ideała¬

siebie samego: jeżeli moje wybory nie wynikały z pra­

m i mojego k r a j u i mojego środowiska. Wybrałem spo¬

gnienia i dążenia do poszerzenia granic mojego obsza­

łeczną tożsamość emigranta, p r a c o w n i k a z Południa

r u kulturowego, to skąd się wzięły? Czego szukałem

w świecie całkiem na odwrót: w zimnej, luterańskiej

t a k zawzięcie przez tyle lat?

Norwegii. W

t y m p r o l e t a r i a c k i m świecie odkryłem

I w t e n sposób znowu stanąłem wobec konieczno­

walkę klas, skuteczność strajków i solidarności, lecz

ści ponownego mentalnego prześledzenia zmian, k t ó ­

także ksenofobię i rasizm. Byłem dago, byłem wop. To

re dobrze poznałem, szukając odpowiedzi. I znowu

są określenia nieprzetłumaczalne, ponieważ odnoszą

okazało się, że jestem zdezorientowany. By się zorien­

się do sytuacji bardzo odległych w czasie. We Wło¬

tować, potrzebowałem wyjątkowych sposobów, p o ­

szech emigranci, którzy z Południa przyjechali szukać

trzebowałem n o w y c h słów.

pracy na Północy, b y l i nazywani terroni. A l e ja, nawet
jeśli wyjechałbym z G a l l i p o l i , żeby pracować w Medio¬

A l e słowa nigdy nie są n o w e . T y m , co się zmienia,
jest światło, które je oświetla, cienie, które rzucają.

lanie czy Turynie i żeby zostać terrone, niósłbym ze so¬

Uzupełniające

teraz

bą znamiona mojego szlacheckiego pochodzenia. Na¬

w nadzwyczajny sposób ze sobą walczą, na gruncie zu¬

tomiast w N o r w e g i i m o j a emigracja była całkowita:

żytego t e r m i n u : różnica.

zostawiłem mój kraj, mój język, moją przeszłość i kla¬

się p r z e d t e m światło i cień,

Różnicy można doświadczać jako danej okoliczności,

sę społeczną. Musiałem nauczyć się mówić i myśleć po

która może generować cierpienie lub dumę. A l e wierzę,

norwesku, uważnie słuchając, by wychwycić podteksty

że różnica może być także p u n k t e m dojścia, trudną zdo¬

w słowach i zachowaniach ludzi dookoła m n i e . M o j a

byczą. Kiedy jesteśmy młodzi, czujemy się jak czarny

kondycja egzystencjalna uczyniła m n i e „innym", a ta

p u n k t w świecie, do którego nie należymy. Kiedy się sta¬

pozycja nie jest nigdy n e u t r a l n a . D l a niektórych Nor¬

rzejemy, okazuje się, że to właśnie przynależność jest czę¬

wegów stanowiła element negatywny, dla i n n y c h sama

sto t y m , co pozwala n a m żyć wewnątrz świata. Nauczy¬

w sobie była wartością. W t e d y t a m t a decyzja, nie zo¬
stała podjęta w pełni świadomie, ale teraz się jej nie

liśmy się, ile jest warta różnica, która wzbudza szacunek.

wstydzę: zostawić W ł o c h y , znaczyło odciąć swoje naj¬
głębsze korzenie, włoskie i szlacheckie, te które miały

Własna ziemia

i mogły m n i e chronić.
M o j e niebywale silne pragnienie, by wyrwać się
z włoskiego b a c k g r o u n d u nie przerodziło się w pragnie¬

K i e d y byłem dorastającym chłopcem, mieszkają¬

nie zostania N o r w e g i e m . Zdawałem sobie sprawę, że

c y m daleko na południu W ł o c h , wystarczyło, b y m po¬

„kulturowe korzenie" są synonimem ograniczenia, wy¬

j e c h a ł k i l k a kilometrów na północ, żebym czuł się cu¬

znaczonego horyzontu. Chciałem zerwać więzi, które

dzoziemcem, żebym czuł się „inny". W G a l l i p o l i , gdzie

ograniczały moją mentalną wolność, i zbliżyć się do

dorastałem, jako syn szlacheckiej rodziny, całkowicie

„inności" mrocznej i bez słów, znajdującej się wewnątrz

ignorowałem wszelkie przejawy k u l t u r y „popularnej".

mnie, w porównaniu z którą otaczająca m n i e k u l t u r a

W i e l e lat później, ze zdziwieniem, dowiedziałem się

okazywała się pełna przeszkód. N i e chciałem zostać za¬

z książek Ernesto D e M a r t i n o , że żyłem w kulturze ta-

korzeniony w jakimś narodzie, kulturze czy klasie.

r a n t y z m u : trans, muzyka i tańce, skonstruowane jako

Walczyłem o coś bardzo k o n k r e t n e g o , o t o , b y m

terapeutyczna i p e r f o r m a t y w n a ceremonia, której ist¬

mógł zapuścić korzenie w niebie, w k r a j u wartości bez

n i e n i a nawet nie podejrzewałem.

granic, gdzie prawdy byłyby o w o c e m k o n f l i k t u , a zara¬

Przez trzy lata uczyłem się w szkole wojskowej. Ma¬

zem osobistą zdobyczą.

j ą c osiemnaście lat, zniechęcony dyscypliną, uciekłem

Słyszę w sobie jeszcze echo tego doznania oświece¬

najdalej, jak się dało. W N o r w e g i i , jako emigrant, mu¬

nia, j a k b y m odziedziczył całą ziemię, wszystkie jej kra¬

siałem stawić czoło życiowemu p r o b l e m o w i w t o p i e n i a

je i wszystkie kultury, jej różnorodną przeszłość i nie¬

się w kontekst, w którym obyczaje, mentalność, rela¬

pewną przyszłość. Miałem osiemnaście lat. N i e wie¬

cje między płciami, hierarchia w pracy były dla m n i e

działem jeszcze, że otrzymanie spadku oznacza podda¬

p r a w d z i w y m i t r a u m a m i k u l t u r o w y m i . Musiałem prze-

nie go metamorfozie i że spadkobierca zawsze jest nie¬

formułować moje zachowania aż do samych korzeni.

wiernym.

Zmieniła się nawet m o j a świadomość historyczna.

W i e k pozwolił m i zrozumieć, że jeśli teatr jest od¬

U c z y l i m n i e , że w 1936 r o k u W ł o c h y zajęły Etiopię,

k r y c i e m , to bazuje o n o na zmartwychwstaniu przeszło¬

żeby zanieść cywilizację barbarzyńcom. Ileż razy m a t k a

ści, dokonującym się dzięki niepowtarzalnej, osobistej

powtarzała m i : kiedy przychodziłeś na świat, twój oj¬

barwie każdego z nas. A l e ta przeszłość nie była nazna¬

ciec był odważnym dowódcą na tej w o j n i e . A teraz,

czona przez jedną kulturę i jeden naród. Była symulta¬

N o r w e g o w i e i i c h książki, mówili m i o w o j n i e zagłady.

niczną współ obecnością wszystkich przeszłości.

Szok k u l t u r o w y uderzył w moją własną osobistą tożsa¬

To nie skrzyżowanie k u l t u r m n i e zafascynowało.

mość. I było wiele i n n y c h szoków.

N i g d y świadomie nie pragnąłem znaleźć się na t a k i m

Porzuciłem moje burżuazyjne środowisko i ciepłe,

skrzyżowaniu. Chciałem być „podróżnikiem Prędkości".

katolickie, południowe W ł o c h y , bo nie umiałem utoż134

Eugenio Barba • Z D O B Y W A N I E RÓŻNICY

Są ludzie, którzy żyją w jakimś narodzie czy w jakiejś

i organizacji pracy. A l b o ze względu na potrzebę odda­

kulturze. Są też tacy, dla których t e r y t o r i u m , na któ¬

lenia się o d swojej własnej pierwotnej perspektywy,

r y m żyją, wyznacza i c h własne ciało. Są jednak podróż¬

potrzebę ucieczki o d własnej ziemi, własnych korzeni,

nicy, przemierzający Kraj Prędkości, przestrzeń i czas,

żeby stworzyć n o w y Heimat,

niemające n i c wspólnego z krajobrazem i p o r a m i r o k u

Mały świat: mikrokosmos i mikrospołeczność.

w

miejscu, przez które przejeżdżają.

wszystko w książce Teatr. Samotność,

Opisałem

rzemiosło,

to

W

d o m sztuki, i n n y świat.

t y m o s t a t n i m w y p a d k u naleganie na wymiar

w i e l o k u l t u r o w y wytwarza więcej zamieszania niż jasno­

bunt.

Można trwać w j e d n y m miejscu przez miesiące, na¬

ści. Tak naprawdę nie jest k o m p e t e n t n e . Koncentruje

wet lata i dalej być „podróżnikiem Prędkości", który

uwagę na zewnętrznej powłoce, nie na substancji.

przemierza tysiące lat i kilometrów razem z myślami

M o j a zawodowa biografia odpowiada d r u g i e m u

i reakcjami mężczyzn i kobiet, o d d a l o n y c h o d niego ze

przypadkowi. W ł a ś n i e dlatego, zastanawiając się n a d

względu na kolor i c h skóry czy historię. W Canoe z pa­

m o i m doświadczeniem wewnątrz mojego teatralnego

pieru. Traktacie o antropologii teatralnej miałem świado¬

Heimat,

mość,

dzykulturowości za przeszkodę, nie za pomoc, chociaż

że preekspresywna

analiza

nieeuropejskich

t e c h n i k p e r f o r m a t y w n y c h może łatwo przerodzić się
w

interpretację

„międzykulturową":

uznałem kategorie wielokulturowości i mię-

teatr mój nosi wielokulturową szatę.

mechaniczną

i dualistyczną, powielającą schemat W s c h ó d - Zachód

Podróże w stronę różnicy

ze wszystkimi jego bieżącymi odniesieniami politycz¬
nymi. W

tej książce stawałem po stronie „kultury

przejściowej". Wierzę, że europejscy Reformatorzy -

Zawsze można stosować perspektywę w i e l o k u l t u -

b u n t o w n i c y i heretycy, jak Stanisławski, M e y e r h o l d ,

rową, aby obserwować zjawiska teatralne, ale do uży¬

Craig, Copeau, A r t a u d i Brecht - b y l i twórcami t e a t r u

wania tej perspektywy trzeba się najpierw przyznać.

przejściowego. I c h życie i i c h dzieła zniszczyły wcze¬

N i c nie zabrania powiedzenia, że O d i n Teatret jest

śniejszy sposób oglądania i robienia spektakli, ustaliły

w i e l o k u l t u r o w y . Został stworzony w N o r w e g i i przez sa­

n o w y rodzaj relacji z widzem, pobudziły nową świado¬

mozwańczych aktorów, których reżyser włoskiego p o ­

mość i c h sztuki jako środka politycznego, etycznego

chodzenia przeżył swoją zawodową inicjację w Polsce.

i duchowego. Zaszczepiły wartość i znaczenie p o d nie-

Dzisiaj nasz teatr w H o l s t e b r o jest karawansera-

przenikalną skorupę naszego zawodu.

jem, który gości osoby i grupy z całego świata: Skandy-

To nastawienie m a swoje korzenie w stanie przej¬

nawów, W ł o c h ó w , Francuzów, Anglików, Hiszpanów,

ściowym, w odrzucaniu ducha czasu. N i e może zostać

Niemców, obywateli A m e r y k i Południowej i Północ¬

pasywnie przekazane następnemu p o k o l e n i u . Trzeba

nej, przybyszów z Japonii czy Sri L a n k i . Podróżujemy

wybrać bycie i c h spadkobiercami i zdobyć i c h dziedzic¬

i mieszkamy przez długie okresy w rozmaitych krajach.

two w s a m o t n y m wysiłku, który je przekształci i uczy¬

Nawiązaliśmy współpracę z a k t o r a m i i badaczami róż¬

n i naszym własnym.

n y c h narodowości. A l e wszystkich t y c h osób, kultur,

Powoli, odpowiadając I a n o w i W a t s o n o w i , zaczyna¬

tradycji, wszystkich t y c h obrazów, które widzieliśmy,

łem dostrzegać nie tylko mój wybór różnicy, lecz także

n a p o t k a n y c h przez nas spektakli i h i s t o r i i nie szukali¬

coś innego. Jak męczące jest to ciągłe odróżnianie się.

śmy po to, by się wzbogacić, ale ze względu na coś in¬

N o m a d z i z korzeniami, ale z korzeniami w niebie.

nego: aby pomogły n a m uciec. O d czego? O d naszej

Bohaterzy W i e l k i e j Reformy scen X X w i e k u , zmar¬

własnej kultury, o d tradycji teatralnych, w których się

l i , którzy na zawsze pozostają młodzi, roztrzaskali od¬

urodziliśmy. O d małych tradycji i pewności, które sa¬

wieczny m o d e l t e a t r u istniejący w Europie, stwarzając

m i ustaliliśmy.

miejsce dla pełnego nisz ekosystemu teatralnego, peł¬

Jeżeli patrzymy z bliska na naszą pracę i małe na¬

nego „małych nomadycznych t r a d y c j i " . Te „małe n o -

w y k i , na wartości, którym czujemy się zobowiązani do¬

madyczne tradycje", o u l o t n y c h t e c h n i k a c h , lecz po¬

trzymać wierności, na zmarłych żyjących w naszej pa¬

siadające silne i n d y w i d u a l n e motywacje, żyły krótko.

mięci, możemy odkryć niemożliwy do zdefiniowania

C h o ć podróżowały i ewoluowały, i c h wyjątkowe war¬

związek, pewną mentalność, dotyczącą jedynie pracy,

tości były zawłaszczane przez i n n y c h artystów, nieza¬

sprawiającą, że jesteśmy jakąś mikrokulturą, małym,

leżnie o d miejsca i początkowego k o n t e k s t u . Zdoby¬

odrębnym światem. Zawdzięczamy to wszystko powol¬

wane i zawłaszczane dziedzictwo zakłada oderwanie

n e m u zdobywaniu, a nie mieszaniu się i integracji kul¬

się o d własnych początków.

tur oraz tradycji.

N i e jest sam w sobie odkrywczy fakt, że osoby wy¬

„Mieć korzenie w niebie" wydaje się tylko pięknym

wodzące się z różnych tradycji jednoczą się. Interesu¬

porównaniem, pożytecznym z p u n k t u widzenia retory¬

jące jest natomiast pytanie, dlaczego tak się dzieje. Wy¬

k i . A l e kryje się za n i m rzeczywistość niespokojnego

daje m i się, że mogą istnieć d w a powody, całkowicie

życia, wybór ciągłej zmiany, który nie jest celem sam

przeciwstawne: albo dzieje się tak dlatego, że i c h róż¬

dla siebie, lecz próbuje zaprzeczyć naszej t e n d e n c j i do

ne k u l t u r o w e tożsamości jakoś się uzupełniają, w for¬
mie

zakorzenienia się. Kryje się za n i m niełatwy wybór nie¬

różnorodnych specjalizacji, w rodzaju podziału

stabilności. B y ć może wszystkie nasze najważniejsze
135

Eugenio Barba • Z D O B Y W A N I E RÓŻNICY

relacje, spotkania czy decyzje mogłyby zostać raz jesz­

t k a n i a między teatralną kulturą europejską i azjatycką.

cze opowiedziane w świetle tego ducha przygody bez

N i e istniała świadomość ważnej r o l i spektakli z i n n y c h

c h w i l i spoczynku.

kontynentów. T y m , co w t e d y budziło w Europie zain­

K i e d y patrzy się na własną przeszłość, często pró­

teresowanie, były przedstawienia Berliner Ensemble

buje się zapomnieć o niezliczonych zygzakach przy¬

B e r t o l t a Brechta, m i m M a r c e l M a r c e a u , który potrafił

p a d k u , o długich objazdach bez k i e r u n k u , do których

oczarować wielką publiczność nie używając tekstów,

zmuszają nas okoliczności. To nie są „poszukiwania"

posługując się jednie fizycznymi środkami wyrazu, oraz

czegoś, tylko objawy n i e p o k o j u , pragnienia przygody,

teksty

wrażenia, że gdzieś t a m czeka na nas szczęście. W i e l e

i Mrożka.

awangardy:

Ionesco,

Becketta,

Adamova

m o i c h nagłych i szalonych decyzji było o w o c a m i przy¬

A l e w książkach o d n o t o w a n o coś więcej. N a przy¬

p a d k u : spotkanie z kobietą, antypatia l u b sympatia

kład zainteresowanie M e y e r h o l d a , Eisensteina, D u l l i ¬

wobec jakiegoś mężczyzny. Teraz już w i e m - nie cho­

na, A r t a u d a , Claudela czy Brechta klasycznymi for¬

dziło o nauczenie się miłości, czy o ryzyko. Czerwony

m a m i t e a t r u azjatyckiego. To była wskazówka. N a w e t

szlak prowadził m n i e do mojego statusu emigranta,

o n i nie przeżyli doświadczenia t e a t r u azjatyckiego

wiecznego cudzoziemca. Przez t e n l a b i r y n t spotkań,

w praktyce. Z wyjątkiem Claudela, który mieszkał

k o n f r o n t a c j i i aspiracji popychała m n i e potrzeba obro¬

w C h i n a c h i w Japonii, żaden z w y m i e n i o n y c h przeze

n y mojej godności i nieprzynależności. Patrząc wstecz,

m n i e artystów nie widział aktorów azjatyckich w i c h

widzę jasno: doprowadziło m n i e to do odkrycia t e a t r u

własnych

jako wyspy niezależności. N i e do pojęcia. N i e zawsze

w kontekście europejskiego t e a t r u i europejskiej pu¬

do usprawiedliwienia. Zasadniczej.

bliczności. Jednak wizja A z j i była f u n d a m e n t a l n a dla

teatrach,

lecz jedynie podczas

tournée,

n i c h wszystkich.

Także teatr azjatycki miał dla m n i e przede wszyst¬
k i m przemożną siłę mirażu, który trzeba ścigać, ścież¬

Jako samouk miałem obsesję na p u n k c i e profesjo¬

k i , prowadzącej poza moje granice. N a początku był to

n a l i z m u . M i m o b r a k u doświadczenia, musiałem na¬

sposób przeskoczenia h o r y z o n t u k u l t u r y włoskiej. Za¬

uczać tych, którzy chcieli zostać m o i m i a k t o r a m i . Za¬

nurzyłem się w książkach o hinduizmie i buddyzmie.

cząłem o d ćwiczeń, które widziałem w teatrze G r o t o w ­

Zostałem marynarzem, aby zobaczyć miejsca, gdzie żył

skiego, kiedy byłem w O p o l u . C i spośród m o i c h kan¬

Ramakrishna. M o j a „Azja" to było k i l k a nazw miejsc,

dydatów na aktorów, którzy uczęszczali na kursy dla

zamieszkanych przez filozofów i eremitów. To był re¬

mimów albo balet, zostali „instruktorami" dla swoich

gion K r a j u Prędkości.

kolegów. A l e nie b y l i mistrzami. Okazali się początku¬

K i e d y zacząłem pracować w teatrze, ta wyśniona

jącymi. Nasza k u l t u r a teatralna była więc nie tyle mie¬

A z j a stała się dla m n i e najważniejszym przewodni¬

szana, czy synkretyczna, ile raczej przypominała misz-

k i e m . Przykładem na wpół o d k r y t y m , na wpół wymy¬

masz. Jak wydobyć porządną wiedzę z miszmaszu?

ślonym: ideą dynamiczną, która pomogła m i uwolnić
się z więzów samouctwa.

Szukałem książek, w których mógłbym

znaleźć

k o n k r e t n e przykłady i rady. Stanisławski,

Dullin

Pierwsze lata bycia samoukami, konieczność cią¬

i W a c h t a n g o w okazali się niezwykle pożyteczni. Stu¬

głego usprawiedliwiania w y b o r u pracy teatralnej oraz

diowaliśmy dokumentację pracy pedagogicznej i spek¬

poszukiwania źródeł, by ją ugruntować w środowisku,

t a k l i europejskich Reformatorów,

które było wobec nas obojętne, to m o i m zdaniem

ćwiczenia, mające zrekonstruować postawę aktorów.

c z y n n i k i determinujące historię O d i n Teatret. Wła¬

A p o t e m zrobiliśmy k o l e j n y k r o k , użyliśmy także zdjęć

śnie trudności i konieczność uciekania, bardziej niż

z t e a t r u k a b u k i i opery pekińskiej. Ożywiając nieru¬

żeby

opracować

idee i teorie, doprowadziły nas do nieoczekiwanych

chome obrazy, aktorzy razem ze m n ą tworzyli struktu¬

rozwiązań.

rę dynamiczną, kolejne „ćwiczenie", które dołączali¬

J e d n ą z t y c h konieczności - zasadniczą dla tech¬

śmy do naszego t r e n i n g u . N i e sądziliśmy oczywiście, że

nicznej i emocjonalnej tożsamości O d i n a - była emi¬

te ćwiczenia, nazywane przez nas chińskimi czy japoń¬

gracja z N o r w e g i i do D a n i i . N a s i norwescy aktorzy

skimi, mają naprawdę c o k o l w i e k wspólnego ze sposo¬

m i e l i trudności z p o r o z u m i e n i e m się z duńskimi widza¬

b e m , w j a k i grają chińscy czy japońscy aktorzy, ale to

m i w naszej nowej siedzibie w H o l s t e b r o . Stało się to

postępowanie nas stymulowało i niosło konsekwencje.

dla nas kwestią przetrwania. Musieliśmy zacząć two¬

A te konsekwencje były nasze. To samo działo się, gdy

rzyć spektakle, których dramaturgia nie byłaby oparta

zajmowaliśmy się głosami różnych śpiewaków, o d wło¬

wyłącznie na i n t e r p r e t a c j i tekstu i r o z u m i e n i u słów,

skiej opery po A r m s t r o n g a , o d chorałów gregoriań¬

lecz na bliskości i intymności, na akcjach l u b „atrak¬

skich po Y m a Sumac, o d improwizacji o p a r t y c h na

cjach" - j a k nazwałby je Eisenstein - mogących pobu¬

h i n d u s k i c h raga po myśliwskie pieśni Pigmejów, o d jo-

dzić percepcję widza na poziomie zmysłowym, wokal¬

r u r i (pieśń b u n r a k u ) po deklamację sycylijskich zmy¬

n y m i dynamicznym.

śleń. Powtarzaliśmy i c h intonacje, pomyłki i modula¬
cje głosów, podejmując wysiłek o d k r y w a n i a i ożywie¬

N i k t nie posługiwał się t e r m i n e m „wielokulturow o ś ć " p o d koniec lat 50., kiedy zacząłem interesować

nia na n o w o możliwości i k o l o r y t u ludzkiego głosu,

się teatrem. N i k t nie zajmował się zagadnieniem spo-

posiadanego o d urodzenia. Głosu, który tracimy, po-

136

Eugenio Barba • Z D O B Y W A N I E RÓŻNICY

nieważ wybieramy tylko dźwięki potrzebne do używa¬

Przełamali delikatne i cenne schematy, które wypra¬

nia języka, w którym dorastamy.

cowaliśmy sobie w O d i n i e . Nieraz w y p y c h a l i nas z na¬

N a szczęście nie byliśmy zbyt u z d o l n i o n y m i naśla¬

szego porządku.

d o w c a m i . Dzięki t e m u odkryliśmy nasze głosy.

Zdaję sobie sprawę, że obserwowane z zewnątrz, lo¬

Przez te pierwsze lata teatry azjatyckie jawiły m i się

sy O d i n Teatret mogą wydać się naznaczone dążeniem

niczym swego rodzaju teatralna A r k a d i a , i c h bohater¬

do zjednoczenia różnych k u l t u r teatralnych, do i c h

k i były silne, a w o j o w n i c y pełni łaski, sceny wypełnia¬

k o n f r o n t a c j i i odkrycia i c h komplementarności. A l e

ły fantastyczne ryczące zwierzęta, zacumowane łodzie,

gdy w s p o m i n a m moje młodzieńcze sny o teatrze azja¬

morza z błękitnej emalii, ciche szczyty gór... A wszyst¬

t y c k i m , kiedy myślę o m o i c h relacjach z Sanjuktą, czy

ko to ucieleśnione dzięki sztuce jednego aktora. M o ¬

z i n n y m i mistrzami, wydaje m i się, że co innego było

del, który chcieli stworzyć samoucy z O d i n Teatret, to

najważniejsze. Magiczny świat t e a t r u azjatyckiego był

zawodowa doskonałość. N i e szukaliśmy „autentyczno¬

dla m n i e liną, której się trzymałem i mogłem dzięki te¬

ści" mitycznego O r i e n t u z jego filozofią, skodyfikowa-

m u wychylić się poza oczywistość - nie tylko świata te¬

ną techniką i sugestywnymi obyczajami. D l a nas teatr

atralnego, do którego nie chciałem należeć, ale także

był pracą wobec polis, możliwością zajęcia pozycji i po¬

poza oczywistość naszych

dążania drogą odrzucenia. Z tej perspektywy teatry

wymyśliliśmy i czego nie mogliśmy porzucić, bo byli¬

zasad, tego wszystkiego, co

azjatyckie z pewnością nie były dla nas bardzo istotny¬

śmy zbyt b i e d n i , a może za bardzo przestraszeni. N a

m i modelami.

początku byliśmy „inni", ponieważ byliśmy młodzi i te¬

Tylko w 1973, dziesięć lat po konsolidacji O d i n Te-

atralnie niedoświadczeni, bo przyszliśmy na świat poza

atret, doświadczyliśmy t e a t r u japońskiego, dotykając

w i e l k i m i z a c h o d n i m i t r a d y c j a m i . Potem staliśmy się

nie tylko różnych stylów i spektakli, ale tego wszyst¬

„inni" z w y b o r u i z powołania.

kiego, co się za n i m i kryje. Oglądaliśmy pracę t a k i c h

I właśnie dlatego, dla m n i e , teatr nie może ograni¬

artystów j a k Sawamura Sojuro, Hisao i H i d e o Kanze.

czać się do spektaklu. M u s i przez cały czas szukać no¬

Dzięki p o m o c y Franka H o f f a zorganizowaliśmy w H o l -

w y c h sposobów karmienia własnej rewolucji. Bardzo

stebro seminarium, które w t a m t y c h czasach wydawa¬

szczególnego typu rewolucji, którą hamują nie tylko

ło się niemożliwe. Udało się n a m zebrać p o d t y m sa¬

idee, przekonania czy przyzwyczajenia i n n y c h ludzi, ale

m y m d a c h e m teatry k a b u k i , n o i aktorów ze współcze¬

także nasze własne bogactwa, przeświadczenia, drobne

snego t e a t r u S h u j i Terayama.

wygody, r u t y n a i wiedza, zamykające nas w więzieniu.
Już o d pierwszych d n i mojej działalności reżysera i pe¬

D w a lata później O d i n Teatret zorganizował semi¬
n a r i u m poświęcone t e a t r o w i tańca z Jawy i Bali. Dzię¬

dagoga byłem owładnięty dwiema myślami, na których

k i t e m u spotkałem I M a d e Pasek Tempo, mistrza z Ba¬

punkcie zresztą dalej m a m obsesję. Pytanie pierwsze

l i , który w 1980 r o k u znalazł się wśród założycieli I S T A

brzmi: dlaczego Stanisławski i M e y e r h o l d wymyślili

i współpracował ze m n ą aż do swojej śmierci w 1991

swoje „ćwiczenia" dla aktorów? Doświadczenie podpo¬

r o k u . Oprócz tego w 1977, podczas seminarium O d i n a

wiada m i , że aktor bezbłędnie wykonujący ćwiczenia,

poświęconego tańcowi i teatrowi h i n d u s k i e m u , spo¬

nie jest często w stanie zachować tej samej jakości na

tkałem młodą tancerkę Odissi Sanjuktę Panigrahi i jej

próbach czy w czasie przedstawienia. N i e m a żadnej

męża Ragunatha. To było jak spotkanie siostry: inteli¬

łączności między efektami t r e n i n g u a osiągnięciami

gentnej, pięknej, silnej, wrażliwej, odważnej i h o j n e j .

twórczymi. Po co w t a k i m razie ćwiczenia?

Głęboko ją pokochałem. Przypominają m i się liczne

Także drugie pytanie pojawiło się szybko, kiedy

pytania, które zadawaliśmy sobie nawzajem, nasze dłu¬

w I n d i a c h po raz pierwszy obejrzałem spektakl K a t h a -

gie rozmowy, noc, kiedy wszyscy i n n i poszli spać, jej do¬

kali. To było w 1963 r o k u . Mówiłem o t y m wiele razy:

kładne, ale sugestywne prezentacje i bardzo osobiste

nic nie wiedziałem o tego rodzaju teatrze, ponieważ nie

wyjaśnienia. Sanjukta była nie tylko jedną z założycie¬

było w t e d y a n i książek, a n i i n f o r m a c j i o K a t h a k a l i . N i e

lek I S T A , była jego bezdyskusyjną królową.

rozumiałem języka i nie był dla m n i e jasny k o d działań

Zbieranie funduszy na sesję I S T A wymaga ogrom¬

aktorów - tancerzy. Wiedziałem jedynie co nieco o hi¬

nego wysiłku, pisania i przepisywania nieskończonej

storiach, które prezentowano, i byłem zmieszany i c h

ilości podań, robienia i odrabiania kosztorysów, zaci¬

hałaśliwym i l u d o w y m kontekstem. A jednak w pew¬

skania zębów i niepoddawania się. Zmęczenie i mękę

n y c h m o m e n t a c h , a k t o r o w i udawało się przykuć moją

zawsze osładzała myśl, że oto raz jeszcze spotkam K a t -

uwagę, pobudzić moje zmysły, wciągnąć m n i e w swoje

suko A z u m ę ,

Ragunatha.

działania, jedno po d r u g i m . Jak m u się to udawało? Jak

I przede wszystkim Sanjuktę. N i g d y nie zaakceptuję

to się mogło zdarzyć? Jakie były aktywne składniki na¬

K a n i c h i Hanayagiego,

niesprawiedliwości jej przedwczesnej śmierci.

szej interakcji? Czy była to tylko kwestia t a l e n t u , łaski,
indywidualnego temperamentu? A może to miało coś

Indie, Japonia, B a l i - i c h k u l t u r a i tradycja to od¬

wspólnego z techniką? A jeżeli tak, to w j a k i sposób?

ległe krainy. A l e ludzie, którzy przez lata stali się kole¬
gami z pracy, są częścią mojego k r a j u . Przyniosły i c h

Te pytania, te dwie zagadki nie do rozwikłania, sta¬

do niego umiejętności, lecz także wymagania. Sprawi¬

ły się obsesjami i jeszcze teraz m n i e prześladują. Wy¬

l i , że we m n i e samym narodziła się n o w a ciekawość.

znaczyły d w a najważniejsze obszary m o i c h zawodo-

137

Eugenio Barba • Z D O B Y W A N I E RÓŻNICY

w y c h poszukiwań: obszar doskonalenia rzemiosła oraz

łem jego całkowicie przypadkowe początki, w okolicz¬

a n t r o p o l o g i i teatralnej (preekspresywne f u n d a m e n t y

nościach, kiedy O d i n nie mógł pokazać swoich doko¬

wydajności i siły aktora i tancerza). W dużej mierze

n a ń i nie był w stanie zaprezentować się poprzez dzia¬

wyznaczyły zatem także moje praktyczne wybory i ko¬

łanie artystyczne mieszkańcom małej włoskiej wioski,

lejne przemiany. Dzięki n i m powstała I S T A . Dzięki

w której mieszkaliśmy przez k i l k a miesięcy. N i e mogli¬

n i m wybrałem ludzi, którzy m n i e otaczają. Te poszuki¬

śmy powiedzieć: wystawimy spektakl. Powiedzieliśmy:

w a n i a określiły w a r u n k i mojej pracy.

spotkamy się. M y coś przyniesiemy, a wy, oczywiście,
zrobicie to samo. Tak odkryliśmy drogę „barteru" te¬
atralnego.

Ziemia niczyja

Potem i n n i podchwycili ten pomysł i używali go na
różne sposoby, zgodnie ze swoimi potrzebami, konteksta¬

D l a m n i e i dla m o i c h towarzyszy z O d i n a , stworze¬

m i i celami. Był stosowany przez grupy teatralne i ta¬

nie naszego t e a t r u nie różniło się o d stworzenia spek¬

neczne, przez psychologów i badaczy, przez duńską an-

t a k l u . Nasz pierwszy akt twórczy nie wyrósł z porząd¬

tropolożkę M e t t e B o v i n w jej pracach dotyczących Afry¬

k u i metody, z tego, co znamy, z jakiegoś wyobrażenia,

k i . Tak dzieje się zawsze, a przynajmniej p o w i n n o się

które by nas przekonywało albo upewniało, ale z pier¬

dziać z t y m i pomysłami czy działaniami, których wartość

w o t n e j , wciąż odnawianej nieregularności, połączonej

wykracza poza projekt osoby, która je wymyśliła.

z u p o r e m . G d y przyglądam się naszej przeszłości, wy¬

O d i n Teatret nie jest właścicielem idei b a r t e r u , na¬

daje m i się, że w t e n sposób stworzyliśmy także naszą

w e t jeśli barter jest czymś, co wywodzi się z naszej hi¬

artystyczną biografię: odrywając się o d porządku, tak¬

storii i naszej wizji świata. A l e nie czujemy się zuboże¬

że o d naszego porządku.

n i a n i pominięci, jeśli z tej m e t o d y korzysta jakaś gru¬
pa w I n d i a c h czy B o l i w i i .

K i e d y byliśmy jeszcze bardzo młodą grupą teatral¬

D l a nas barter nie jest spontanicznym b r a t a n i e m

ną i spędzaliśmy wiele czasu zamknięci w naszej siedzi¬
bie, pogrążeni w samotniczej pracy, zdarzało się, że py¬

się. W y m a g a w i e l u d n i , w niektórych w y p a d k a c h na¬

tano: j a k to możliwe, że żyjecie tak bardzo zamknięci

w e t t y g o d n i przygotowań. N i e jest wcale spotkaniem

w sobie, a za każdym razem, kiedy się pojawiacie, pre¬

ekspansywnym, rezultatem i m p e t u wzajemnej sympa¬
t i i . O p i e r a się na dobrze opracowanej polityce relacji,

zentujecie całkiem inną twarz?
Jest jedno zdjęcie O d i n Teatret, które wyjątkowo

i n t e r a k c j i i m a ściśle wyznaczone cele. K o n t a k t y , na¬

k o c h a m . Przedstawia głównie pejzaż - o t w a r t y i pusty.

wiązane przez nas z różnymi osobami czy stowarzysze¬

W rogu znajduje się mała grupka ludzi. Patrzą na ko¬

n i a m i , które z n a m i współpracują, są u k r y t y m moto¬

goś, stojąc w n i e m a l doskonałym kręgu, skupieni na

r e m danego wydarzenia oraz następnych wydarzeń. Są

odbywającym się w jego środku prawie n i e w i d o c z n y m

partyturą, p u n k t e m dojścia, u k r y t y m celem. K o n t a k t y

spektaklu. Bardziej niż d o k u m e n t , jest to dla m n i e ide¬

zawsze rodzą się z w y m i e r n y c h i nie tylko naszych „in¬

ogram, stworzony przez młodego Duńczyka Petera By-

teresów": lokalne k o n t a k t y muszą jasno zakładać kon¬

steda, który dziś jest bardzo znanym grafikiem. Przed¬

kretne korzyści wynikające z wymiany.

stawia t r u d n e okoliczności towarzyszące b a r t e r o w i

Te sytuacje mogą zatem na n o w o ożywić istniejące

w peruwiańskiej wiosce w A n d a c h . W wiosce brako¬

relacje oraz ustalić nowe, stworzyć nieprzewidywaną

wało koniecznej przestrzeni, dlatego wybraliśmy pole

wcześniej dynamikę, wydobyć na jaw możliwości, po¬

daleko o d zabudowań. M o m e n t spotkania i w y m i a n y

m ó c l o k a l n y m wspólnotom zjednoczyć się dzięki spo¬

stał się chwilą zawieszenia b r o n i , przerwą w czasie,

t k a n i u z przybyszami z zewnątrz. Może się też okazać,

a przestrzeń przekształciła się w ziemię niczyją. To wła¬

że ci przybysze, poprzez wydajność swojej zabawy,

śnie widać na zdjęciu: f o r m a kręgu sprawia, że t u b y l c y

w jednej c h w i l i pozbawiają swoich gości przesądów.

i przybysze są nie do odróżnienia. Wszyscy jesteśmy za¬

Sprawia n a m wielką przyjemność tworzenie mo¬

razem a k t o r a m i i n i e a k t o r a m i , uczestnikami i obser¬

m e n t u poza czasem, innego m o m e n t u . I jeszcze to oso¬

w a t o r a m i . Obraz daje poczucie zjednoczenia i integra¬

biste zaangażowanie organizatorów, c h ę ć poruszenia

cji, ale także samotności c e r e m o n i i zagubionej w nie¬

czegoś na i c h własnym t e r y t o r i u m . W y n i k a to z naszej

skończoności przyrody. Samotna postać w kręgu przy¬

potrzeby dawania życia n o w y m rozwiązaniom i rela¬

w o d z i m i na myśl m n i e samego w p o d o b n y c h sytu¬

c j o m , żeby nie popadać w stagnację. Cieszy nas to

acjach: jestem w środku, a jednak na zewnątrz.

w p o d o b n y sposób, jak te tygodnie, podczas których

To zdjęcie wzrusza m n i e nie tylko dlatego, lecz

odbywają się sesje I S T A - źródłem radości jest kosz¬

również z i n n y c h , n i e r a c j o n a l n y c h powodów, których

t o w n a u t o p i j n a zabawa, bankiet, w którym jako goście

nie da się wyrazić słowami. Mówi o smoku, który pil¬

uczestniczą mistrzowie starożytnych tradycji razem

nuje złota we m n i e . Prawie to samo dzieje się w t y m

z najmłodszymi i najmniej z n a n y m i spośród grup Trze¬

splocie p r a k t y k , strategii, wygód i przesądów, które na¬

ciego Teatru, n a u k o w c y pełni ciekawości i starzy przy¬

zywamy barterem.

jaciele, których k o c h a m .

Barter nie powstał dzięki i d e i albo poszukiwaniu

Sesja I S T A jest teatralną wioską, istniejącą przez

oryginalności przeze m n i e czy m o i c h kolegów. Opisa-

czternaście d n i , przez połowę tego czasu w rygory-

138

Eugenio Barba • Z D O B Y W A N I E RÓŻNICY

m i się to przede

Mógłbym podzielić książki na dwie kategorie: te,

wszystkim dlatego, że stwarza przestrzeń paradoksal¬

stycznym odosobnieniu. Podoba

które zawierają przede wszystkim i n f o r m a c j e sche­

nego spotkania.

matyczne, napisane w m a r n y m stylu, ale uderzające

Jest jednak coś jeszcze, coś delikatniejszego i nie-

m o c n o . Przykładem może być wiele spośród dzieł

przekładalnego na słowa. Mógłbym spróbować opisać

M e y e r h o l d a , które wywarły na m n i e duże wrażenie.

to tak: zapraszasz gości, którzy cię interesują, którzy

D o drugiej grupy zaliczyłbym książki zbudowane we¬

mają posłużyć c i za przewodników w różnych sytu¬

dług w y r a f i n o w a n e j i świadomej d r a m a t u r g i i scenicz¬

acjach. O n i muszą znaleźć wielkie sumy potrzebne na

nej,

przeprowadzenie sesji I S T A l u b p o w i n n i poinformo¬

słów, „rzeczywistości rzeczywistości", s y m u l t a n i c z n o -

wać cię o detalach, które albo cię dotkną, albo uderzą.

ści i zmysłowości, charakterystycznej dla s p e k t a k l u .

Zbierasz wokół siebie jeszcze raz t w o i c h aktorów, wiel¬

O d n o s i się to także do niektórych dzieł o h i s t o r i i te­

pozwalające

doświadczyć,

za

pośrednictwem

k i c h mistrzów, ludzi, dla których O d i n jest p u n k t e m

a t r u . N a przykład Il trucco e l'anima A n g e l o R i p e l l i -

odniesienia, i tych, którzy uwielbiają oglądać nasz te¬

no:

atr przy pracy. Lecz są też tacy, których musisz chociaż

w przestrzeni" i o t w i e r a d r z w i doświadczenia. Więzi,

na chwilę skłonić, by cię akceptowali, c h o ć nie są do

które łączą m n i e z niektórymi z n a w c a m i t e a t r u , są

tego zbyt skłonni. W k o ń c u zbierasz, na n e u t r a l n y m

reakcją na środowisko akademickie czy dziennikar¬

jego zaklinająca

siła p o r y w a n i c z y m

„poezja

gruncie, na ziemi niczyjej przyjaciół, sceptyków, prze¬

skie, które zatrzymuje się zawsze jedynie n a naskórku

ciwników, t y c h wszystkich, o d których jesteś uzależ¬

naszego zawodu i przez to zaciemnia obraz jego wła¬

n i o n y i tych, którzy oczekują, że znajdą t u coś dla sie¬

ściwej substancji: p o t , m e n s t r u a c y j n a krew, sperma

bie. Potem czekasz. Wcześniej czy później z jakiejś

k o n k r e t n y c h ludzi, w określonych

strony, z zewnątrz bądź z wewnątrz, o d t w o i c h akto¬

W i z j a akademicka m a skłonności do abstrakcji, redu¬

rów, o d przyjaciół, o d nieznajomego przechodnia, o d

kuje wszystko do nurtów, i d e i , wpływów, powodów

najmniej zaangażowanego młodzieńca, o d najbardziej

oraz jasnych i m i e r z a l n y c h efektów, zakrywając w t e n

wrogiego starca nadejdzie komentarz, gest, reakcja,

sposób podziemną, mglistą i materialną historię te¬

która będzie j a k sygnał. D z w o n e k , może niechciany,

atru.

okolicznościach.

który o z n a j m i nadejście c h w i l i , kiedy raz jeszcze po¬

Ja na początku nie odczuwałem potrzeby pisania.

rzucimy nasze małe przekonania, pewności, w któ¬

Zacząłem wcześnie, ale tylko dlatego, że chciałem za¬

rych, choćby na m o m e n t , szukamy zwykle wygody.

protestować przeciw niesprawiedliwości: ciszy, oskar¬
żeniom i dezinformacji dotyczącym pracy Grotowskie¬
go. Pisarstwo jest sposobem w a l k i z władcami informa¬

Hermafrodytyczna historia teatru

cji, t y m i , którzy komponują k r o n i k i swoich czasów
i dokumentują historię t e a t r u . Z upływem lat pisar¬
stwo stało się sposobem na to, by zostawić po sobie

W mojej pracy z a k t o r a m i reaguję, j a k w i e l u in¬

ślady, które przełamią uporządkowane schematy histo¬

n y c h reżyserów, na to, co „działa", co m i się wydaje

r i i . Traktuję to jako obowiązek: wydobywać zawikłane,

„żywe", „organiczne", co zawiera wibracje, które jawią

lecz dobrze określone i n t r y g i mrocznych sił, prowadzą¬

m i się jako ambiwalentne, hermafrodytyczne. Podwo¬

cych nas w naszym zawodzie.

jenia, jak sądzę, mogą rozszerzyć możliwe znaczenia

Czasem m a m wrażenie, że piszę dla mojego alter

sekwencji działań czy sceny. Szczególny proces pracy

ego, całkowicie różnego ode m n i e , które narodzi się za

łączący aktora i reżysera nie opiera się na teoriach, ale

sto lat i które poprzez teatr wścieknie się, by poruszyć

na w i e l u czynnikach, między i n n y m i na sugestiach re¬

nie tylko swój i n d y w i d u a l i z m , ale d o k o n a ć też procesu

żysera, na jego pragmatyzmie, i n w e n c j i , zdolności re¬

i n d y w i d u a c j i . Także to jest dla m n i e dziś teatrem:

agowania na bodźce materialne, na działania i błędy

możliwość r a t o w a n i a mojej tożsamości w kontekście

aktorów, na niezrozumienie, na przygodne zdarzenia,

społecznym, p o l i t y c z n y m i e k o n o m i c z n y m , to znaczy

na przypadek.

mojego i n d y w i d u a l i z m u , a równocześnie procesu oso¬

N a początku, większość mojej teatralnej wiedzy po¬

bistego dorastania, i n d y w i d u a c j i , dzięki wieloletniej

chodziła z książek. Miały dla m n i e ogromne znaczenie,

pracy z i n n y m i j e d n o s t k a m i .

ponieważ nauczyły m n i e przeczuwać, jak dbać o ambi-

Wydaje m i się, że ta transformacja doświadczenia

walencję. N i e opowiedziały m i o t y m : ale czytając je,

w świadomość i refleksję zaczęła się wraz z w i e l k i m i eu¬

zauważałem przebłyski czegoś, co należało do m n i e .

ropejskimi r e f o r m a t o r a m i teatru, aż do Grotowskiego.

Były wśród n i c h fascynujące biografie artystów, któ¬

To było coś więcej niż proste przekształcenie p r a k t y k i

re stały się moją gwiazdą polarną. A l e książki były też

w teorię. To był milczący przekaz czegoś zasadniczego.

użytecznymi narzędziami pracy, dzięki opisom tech¬

W i e l u bohaterów przemiany z początku X X w i e k u

nicznym, które raz przetrawione stawały się osobiste

nie było p r o f e s j o n a l i s t a m i . B y l i o u t s i d e r a m i l u b dyle­

i nadawały się do działania. L e k t u r a pozwalała m i

t a n t a m i , j a k A n t o i n e i Stanisławski. Niektórzy wy¬

wchłaniać tę wiedzę, możliwą do sformułowania na po¬

w o d z i l i się ze środowiska muzyków, j a k A p p i a czy Ja-

ziomie w e r b a l n y m i k o n c e p t u a l n y m , komplementarną

cques-Dalcroze. A l b o b y l i p o e t a m i , j a k M a l l a r m é ,

wobec wiedzy aktywnej, która żyje dzięki praktyce.
139

Eugenio Barba • Z D O B Y W A N I E RÓŻNICY

Paul Fort, S t r i n d b e r g . N i e b y l i ograniczeni przez nor¬

A l e stało się jeszcze coś ważniejszego: w pełnym

m y l u b przyzwyczajenia, przez reguły i sposoby życia,

różnic społeczeństwie teatr stał się przestrzenią para¬

przez m e n t a l n e schematy czy przez ustalone r u t y n y

doksalną.

teatralnego świata. Tworzyli swoje własne małe n o -

Paradoks to nie jest dziwaczna opinia. To koherent¬

madyczne tradycje: n o w e sposoby myślenia i postę¬

na myśl, u której podstaw leżą zasady i n n e niż te, n a

powania,

których bazują rozprzestrzenione opinie i przeważają¬

n i g d y wcześniej

niewymyślone

techniki

i cele. Sposoby myślenia niepodzielane przez więk¬

ce teorie. Paradoks, nawet wówczas, gdy nie można go

szość, ciągle ulegające z m i a n o m . Sposoby myślenia,

po prostu odrzucić, nie przeważa:

które n i e mogły zostać przekazane, więc trzeba było

jest też zdobywany.

nie zdobywa, ale nie

znaleźć kanały, aby mogły n a d a l zarażać. Także dlate¬

O t y m myślę, kiedy mówię o teatrze jako o prze¬

go w i e l c y reżyserowie z początku X X w i e k u „wymyśli¬

strzeni paradoksalnej, znajdującej się w samym sercu

l i " teatralne pisarstwo.

własnej epoki, ale do niej nienależącej. To przestrzeń
możliwe

„święta", w sensie „oddzielona", w c e n t r u m sporów

przekazanie tego milczącego i i n t y m n e g o k o d u , który

i ciśnień bez rozwiązania, m i k r o k u l t u r a indywiduali¬

pomaga rozszyfrować i zrekonstruować racje i m o d a l -

stów owładniętych

Artyści umierają bezdzietni. N i e jest

potrzebą

tworzenia k o h e r e n c j i

ności artystycznej wyjątkowości. A l e każdy z nas re¬

między własnym wewnętrznym w u l k a n e m ,

żyserów wszystko, co m u s i wiedzieć, w i e o d Stani¬

p r y w a t n y m i zachowaniem scenicznym. Ta potrzeba

życiem

sławskiego, M e y e r h o l d a , B r e c h t a czy A r t a u d a . Wie¬

wciąż popycha nas d o robienia i zaprzestawania. Jeste¬

my, n a ile, w b r e w naszej w o l i , ucieleśniamy i c h dzie¬

śmy pogrążeni w świadomej iluzji nieprzerwanego ćwi¬

d z i c t w o . N a ile nasze życie, k r u c h o ś ć , pasje i ślepe

czenia, będącego inicjacją przed t y m pustym rytuałem

obawy są u w a r u n k o w a n e podążaniem za l u b odrzuce¬

spektaklem - który oczekuje, b y zostać nasyconym

n i e m t y c h powiewów w i a t r u i chmur, które nazywa¬

przez nierówne motywacje każdego, k t o go w i d z i i k t o

m y i c h „ m e t o d a m i " . Stały się częścią nas, b o życiory¬

go w y k o n u j e . To przestrzeń, która istnieje tylko t a k

sy mistrzów są przykładami wewnętrznej spójności,

długo, j a k długo t l i się w nas potrzeba o p o r u .

o p o r u , ciągłego zaczynania o d n o w a . S ą ideałami d o

O p o r u wobec czego? N i e żyjemy w czasach dyktatury.

prześcignięcia.

O p i e r a ć się t o znaczy nie d a ć się uwieść głosowi

Czasem zdarza m i się o czymś mówić w kontekście
„dziedzictwa". A l e m a m w t e d y n a myśli

szepczącemu w głębi każdego z nas: o t o t w o j a ziemia.

przede

T u możesz się zatrzymać.

wszystkim f o r m y zarażania c h o r o b a m i i wątpliwościa¬
m i . Rozprzestrzenianie

-

Myślę o h i s t o r i i w i e l k i c h mistrzów t e a t r u i widzę

się wirusów. Jak utrzymać

świetlisty meteor, który w y b u c h a - wirujący sztuczny

przy życiu wirusa, który w f o r m i e legend, książek, wy¬

ogień. J e d n ą z oszałamiających m i s t y f i k a c j i h i s t o r i i

obrażeń i wyborów może być przekazywany człowie¬

t e a t r u jest zdolność d o p r e z e n t o w a n i a się, j a k o eks¬

k o w i przez człowieka albo p o k o l e n i u przez p o k o l e n i e .

pozycja jednej t r a d y c j i , podczas gdy w rzeczywistości

Ja sam nie zostałem zarażony przez żadne wirusy po¬

m a m y d o czynienia z systemem słonecznym, złożo¬

chodzące z odległej i niezrozumiałej przeszłości, któ¬

n y m z p l a n e t i satelitów o różnych c y k l a c h i obro¬

re odrywałyby m n i e o d spraw teraźniejszych. W zagu¬

t a c h , temperaturze, faunie, florze i metafizyce. Dla¬

b i e n i u w a r s t w a p o warstwie zapalenie opanowywało

tego t a k ważne jest wyodrębnienie się, w y b r a n i e , d o

mój mózg, w k o ń c u gorączka zawładnęła całym orga¬

jakiej t r a d y c j i się należy. Tradycja, stworzona przez

n i z m e m . Jest tak, że zmarli się w nas osadzają j a k nie¬

ciebie w pierwszej osobie, oczyszczona z n a l o t u po¬

widzialne m i k r o b y . Powodują halucynacje i sprawia¬

b o c z n y c h bodźców. M a ł a „tradycja-w-życiu",

ją, że wierzymy w możliwość i s t n i e n i a i n n e g o porząd¬

jest t y l k o t w o j a , zbudowana n a podstawie spotkań,

k u p o d przekonującą postacią „metody". M e t o d y

biografii, książek, wydarzeń, anegdot, d e t a l i , które

która

w ciągłym r u c h u , zmieniającej się. Zamieszkują w nas

zyskują w y m i a r emblematyczny, a p r z y n a j m n i e j nada¬

j a k pasożyty, zachęcani absolutną i paradoksalną ko¬

ją, w sposób e w i d e n t n y i hermetyczny, sens tobie

herencją.

i t w o j e m u działaniu.

Reformatorzy dwudziestowiecznego t e a t r u , d o któ¬

Tę tradycję musisz sobie stworzyć dzięki własnym

r y c h ciągle p o w r a c a m , wyznaczają b i g bang t e a t r u ,

decyzjom. Jest o n a mapą idealnego t e r y t o r i u m , które¬

eksplozję tradycji, tworzenie małych nomadycznych

m u chcesz dochować wierności, zapuścić swoje zawo¬

tradycji wraz z i c h specyficznymi ideałami, zadaniami

dowe korzenie, wydobyć n a światło jego różnorodne

pedagogicznymi, zasadami gry aktorskiej, celami spo¬

warstwy geologiczne. To t w o j a droga, która zaprowa¬

łecznymi i estetycznymi, z i c h wyjątkową publiczno¬

dzi cię d o miejsc, gdzie nie będziesz musiał wszystkie¬

ścią. Po n i c h teatr przestał być k o n t y n e n t e m , stał się

go wystawiać n a pokaz, zaprowadzi cię do odnalezie¬

archipelagiem. I c h wysiłki koncentrowały się n a jed¬

nia p r a k t y k , które zmienią twoje czasy i otaczającą cię

n y m celu, poza fizyczną obecnością i c h spektakli: na

epokę. To poszukiwanie t w o i c h przodków, m a r t w y c h ,

wymiarze

z których wysysa się bycie-w-życiu pracy, będącej orga¬

artystycznym, d y d a k t y c z n y m ,

wewnętrz¬

n y m , politycznym, etycznym, r e w o l u c y j n y m ,

nihili-

n i c z n y m przedłużeniem genealogii w poszukiwaniu

stycznym, d u c h o w y m .

jeszcze nienarodzonych wnuków.

140

Eugenio Barba • Z D O B Y W A N I E RÓŻNICY

Paradoksalna przestrzeń teatru

Jestem wyjątkowo zainteresowany tą nieprzezroczystą
przestrzenią teatru, która jest zawirowana, odległa o d

Razem z moją grupą O d i n Teatret podróżuję po

świateł i o d uwagi ekspertów czy tych, co wydają opinie.

świecie przez pół r o k u . Tylko przez niewielką część te¬

Ta sprzeczność skłania mnie do refleksji: teatry zaniedba¬

go czasu jesteśmy gośćmi bogatych i szanowanych te¬

ne, marginalne i niezgrabne są tymi, które poszukują war¬

atrów. Większość czasu spędzamy w przestrzeniach

tości i nowych znaczeń dla działania, będącego chwaleb¬

Trzeciego Teatru. Dokądkolwiek idę, znajduję środo¬

n y m reliktem modelu szybko zanikającego społeczeństwa.
Doświadczyłem teatru jako emigracji. Pozwolił m i do¬

wiska utworzone przez zmotywowane mniejszości, lu¬

trzeć do wnętrza wielu klas, kultur i społeczeństw. A tak¬

dzi szukających transcendencji poprzez teatr.
Słowo „transcendencja" może brzmieć filozoficznie

że do wnętrza wielu klas i kultur, które noszę w sobie.

lub religijnie. D l a m n i e jest czymś przeciwnym: czymś

Wartość teatru kryje się w jakości relacji tworzonych przez

całkowicie p o z b a w i o n y m doktryny. Czymś związanym

niego między jednostkami i między różnymi głosami

z zasadami skromnego i dokładnego postępowania rze¬

w środku jednej osoby. N i e wierzę we wzajemne rozumie¬

mieślników. Kojarzy m i się z pozorną

samotnością

nie. Wierzę w nieprzezwyciężalną niemożliwość porozu¬

anarchistycznych artystów, którzy walczyli o wolność

mienia między tymi, którzy razem działają. O w o c i c h ak¬

K a t a l o n i i (tych, których Hans Magnus Enzensberger

cji, owszem, może być wspólny. Wierzę w teatr jako „pu¬

spotkał na w y g n a n i u ) , ze sposobem, w j a k i p o t r a f i l i za¬

sty" rytuał, nie w znaczeniu czegoś błahego czy bez sensu,

chować godność i sens swojej r e w o l u c j i dzięki anoni¬

ale dlatego, że nie daje się o n podporządkować doktry¬

mowej sztuce.

n o m . T u ktokolwiek może jechać na własnej „różnicy",

Dzisiaj, w naszym w i e l o k u l t u r o w y m

może ją odkryć i wzmocnić, bez tłumienia różnic innych.

społeczeń¬

stwie, w porównaniu z czasami, kiedy r e n o m o w a n y te¬

Droga Mirello, dla Ciebie jako historyczki to wszystko

atr wydawał się j e d y n y m p u n k t e m odniesienia, jest

jest ważne, chociaż to już inna kwestia. Także na t y m

dużo t e a t r u „transcendentnego". M a m y do czynienia

przez wieki polegało życie teatralne. Jest dwuznacznym

z wielością f o r m spektaklu, wiele z n i c h rozwija się

i prereligijnym sposobem zachowania i zbierania różnic.

t a m , gdzie społeczne rany są najgłębsze, a mechanizmy

Zanim przeważy nakaz. Dzisiaj, wybór.

spychania na margines najsilniejsze: więzienia, szpita¬
Przełożyła Katarzyna

le, społeczności emigrantów.

Spotkanie kończące część sesji ISTA w Krzyżowej, fot. Francesco Galli

141

Kasia

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.