6bd8c67e1123571635dcd8f10ab6dedc.pdf
Media
Part of Uciekanie przy ekranie / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1999 t.53 z.1-2
- extracted text
-
Uciekanie przy ekranie
Dorota Hall
„Kto potrzebuje 70 kanałów telewizyjnych? (...)
każdy (...) jest to bowiem sposób ucieczki (...) od absurdu do absurdu "
(Leszek Kołakowski)
1
Mówi się dzisiaj wiele o hiperrealności Baudrillarda,
o „śmierci odniesienia", o znakach rzeczywistości zastępują
cych rzeczywistość, o wszechobecnej symulacji. Przyczyn
jej wytworzenia upatruje się między innymi w ekspansji me
diów (które nasyciły otaczający nas świat obrazami i znaka
mi). Na współczesnym pustkowiu brakuje tego, co rzeczywi
ste, nadeszły czasy precesji symulakrów i w tym sensie
oglądanie telewizji (zacierającej granicę pomiędzy realnym
a wyobrażonym) to zapędzanie się w absurd (bo w hiperrealność). To ucieczka. Przed czym? Przed zawrotną prędko
ścią we wszystkich dziedzinach życia - mówi Kołakowski,
a Jameson tłumaczy: rzeczywistość przekształcona w obrazy
przyczynia się znacząco do utraty poczucia historyczności,
do rozdrobnienia czasu na serie wiecznych „teraz". Jeśliby
więc można uciec od prędkości, to tylko w bezczasowość.
Jeśliby można uciec od prędkości, to w rozdrobnienie, we
fragmentaryzację, w epizodyczność życia - w kondycję baudelairowsko-benjaminowego/7a/ie«ra spacerującego już nie
tylko po trotuarach, ale także, dzięki pilotowi, po telewizyj
nych kanałach.
2
3
4
5
Sama w sobie neotelewizja zlekceważyła ciągłość narra
cyjną (i montażową), funkcjonując w myśl zasady jak najsil
niejszego oddziaływania na widza, pobudzenia energetyczne
go. „Nie chodzi już, jak w wypadku utworów fikcjonalnych,
o wibrowanie w rytmie opowiadanych zdarzeń, l e c z
0
wibrowanie
w
rytmie
obrazów
1 dźwięków;
czysty
kontakt,
który
żywi się samym sobą i niczym wie
ce j . " W tej sytuacji „zasada pobudzenia energetycznego jest
pusta, nie odnosi się do żadnego przedmiotu", czyli, nawią
zując do wypowiedzi Kołakowskiego: jest absurdalna. Zjawi
sko zappingu, „skakania" (dzięki pilotowi) z kanału na kanał,
zwiększyło jeszcze fragmentaryzację telewizyjnego przekazu
- widz może w dowolnej chwili burzyć jego linearność. I to
już nie o to chodzi, że w gąszczu programów poszukuje tego
jednego, który odpowiadałby jego preferencjom; zapping jest
raczej stylem oglądania telewizji, jest intensywnym angażo
waniem własnego układu nerwowego, pobudzaniem energe
tycznym przez coraz to nowe obrazy i dźwięki. A pilotowi
przypadła w udziale (szlachetna?) rola wtyczki do sieci,
przedłużacza widza (na przykład - czemu nie? - jego kończy
ny).
W tej chwili zrobiłam sobie krótką przerwę w pisaniu te
go tekstu i (no cóż) dla rozluźnienia i rozrywki (mimo iż 70
kanałów nie posiadam) mszyłam pilotem (tak jak się msza
ręką albo nogą) i włączyłam telewizor. Jakoś jednak nie do
końca się zrosłam z moim przedłużaczem (a może po prostu
mam niedowład pilota), bo poza przyciskiem włączają
cym/wyłączającym sprzęt używam prawie wyłącznie tego
z cyfrą 9. A to dlatego, że nie opuszcza mnie świadomość
braku czasu na dłuższe posiedzenie przed szklanym ekranem,
a ewentualny niedobór energetycznych bodźców świetnie
i szybko mogę sobie zrekompensować kryjącym się pod nu
merem 9 muzycznym kanałem Viva Zwei. (To jest dopiero
królestwo bezczasowości, wiecznego „teraz", ahistoryczności zrodzonej z wymieszania gatunków różnych epok!) Tak
więc włączyłam telewizor i trafiłam na piosenkę zespołu Eurythmics (z roku 1983; Viva Zwei nie nadaje samych nowo
ści) pt. Sweet Dreams. Teledysk mógłby być świetną ilustra
cją dla tekstów traktujących o fragmentaryzacji, epizodycz
ności, spacerowiczach i wszelkich innych pielgrzymach bez
swojej Mekki. Obrazy opisuję z pamięci: śpiewająca Annie
Lennox, w czarnym żakiecie, ze wskaźnikiem, przed ekra
nem w zaciemnionej sali konferencyjnej, David Stewart „stu
kający" w klawiaturę komputera, za chwilę obydwoje na łą
ce, z krowami, on cały czas przy komputerze, potem obydwo
je pędzą krowy (on w karnawałowej masce, czy to nie ten te
ledysk?), a potem (a może w międzyczasie?) siedzą „w loto
sie", w medytacji, zbliżenie na czerwoną kropkę na czole,
chyba znowu łąka, znowu sala, ona przy komputerze, z kro
wą, oko w oko (dosłownie) z krową, medytacja, obrazy się
przenikają, widać czyjeś oczy, w końcu ona, w pościeli, gasi
lampkę nocną, pod lampką leży książka pt. Sweet Dreams
(wszak granica pomiędzy realnym a wyobrażonym się zacie
ra). A oto tekst piosenki (śpiewany dwa razy):
Sweet dreams are made of this
Who am 1 to disagree ?
I travelled the world and the seven seas
Everybody's looking for something
Some of them want to use you
Some of them want to get used by you
Some of them want to abuse you
Some of them want to be abused
Keep your head on (Moving on)
Hold your head on (Moving on)
6
158
Przytoczona piosenka opisuje nasz świat, pełen ludzi cho
dzących we wszystkich kierunkach, pełen „wieloazymutowych" ludzkich celów, różnorodny. Z tej różnorodności (jak
widać) jasno zdajemy sobie sprawę. Na temat jej niewątpli
wych zalet nieraz wypowiadają się filozofowie i badacze kul
tury współczesnej, choć z drugiej strony boleją nad jej re
wersem - trudnością ukonstytuowania się osobowości,
podmiotowości. „Człowiek ponowoczesny potrzebuje twar
dego kręgosłupa i mocnych nerwów" - pisze Zygmunt Bau
man. „Keep your head on moving on" - doradza zespół Eurythmics. Może przy takim stanie rzeczy nie ma co mówić
o jakimś u c i e k a n i u z absurdu w absurd w przypadku
oglądania telewizji (nawet 70 jej kanałów), gdyż nasza tele
wizja jest właśnie taka, jakie jest nasze życie w świecie, a jej
oglądanie - takie jak postrzeganie światowej różnorodności.
7
8
Okazuje się, że już nie mamy s k ą d , ani d o k ą d ucie
kać, że jedno z dwojga: albo nie ma rzeczywistości i jest tyl
ko telewizyjna hiperrealnośc, albo (co na jedno wychodzi)
nie ma hiperrealności, a telewizja wiernie odwzorowuje rze
czywistość codzienną. A o uciekaniu od absurdu do absurdu
możemy mówić o tyle, o ile od absurdu do absurdu uciekamy
na co dzień (kiedy mami nas to, tamto i owo, kiedy s'nimy na
sze „sweet dreams").
Kiedy to piszę, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że takich
rejterad dokonywaliśmy (my, ludzie) zawsze. I zawsze mieli
śmy poczucie uciekania, zawsze od absurdu do absurdu. Jed
nak śpieszę sobie tłumaczyć, że zawsze odbywało się to
wzdłuż (czy może - skoro ucieczka - to w poprzek) jakiegoś
szlaku, że można było mówić o uciekaniu, ale względem cze
goś, względem drogi prowadzącej do jakiegoś celu. Absur
dem było wtedy wszystko znajdujące się poza wytyczoną
ścieżką. Dzisiaj, jak głoszą myśliciele, nie ma szlaku, jest
niezliczona ilość dróg, kierunków, kłącze, brak centrum. Mo
że poczucie uciekania jest słabsze. Może znamieniem na
szych czasów jest, że na to uciekanie głośno przyzwoliliśmy
(w końcu liczy się teraz ilość i intensywność właśnie w i e
l o r a k i c h wrażeń)? Nie wiem, sądzę raczej, że gdyby tak
było, to nikt by o spacerowaniu nie mówił „dreams", ani nie
nazywał go uciekaniem (a już tym bardziej od absurdu do ab
surdu). Z drugiej strony zastanawia mnie, czy aby na pewno
epizodyczność (którą tak łatwo zdeprecjonować nazywając
absurdem właśnie) wyklucza pielgrzymowanie? Bo ja raczej
skłonna byłabym twierdzić, że tak nie jest.
PRZYPISY
' L. Kołakowski, Nasza wesoła Apokalipsa. Kazanie na ko
niec wieku, „Gazeta Wyborcza", 25-26 października 1997, s.
8-10
Zob. J. Baudrillard, Precesja symulakrów, s. 176, [w:] Post
modernizm. Antologia przekładów, (red.) R. Nycz, Kraków 1997.
L. Kołakowski, op. cit.
Zob. F. Jameson, Postmodernizm i społeczeństwo konsump
cyjne, [w:] Postmodernizm. Antologia przekładów, (red.) R.
Nycz, Kraków 1997
W odróżnieniu od paleotelewizji, zob. U. Eco, Przejrzy
stość utracona, [w:] tenże, Semiologia życia codziennego,
2
3
4
5
Warszawa 1996, a także M. Przylipiak, Kryzys zjawiska pro
jekcji/identyfikacji jako podstawowego modelu odbioru filmu
fabularnego, „Kultura Współczesna", nr 2(4), 1994 г.,
s. 40-49
F. Casetti, R. Odin, De la paleo- a la пео-television, „Com
munications", 1990 г., nr 51, s. 21, cytuję za: M. Przylipiak, op.
cit. s. 44-45
Zob. np. Z. Bauman, Nowoczesność i zagłada, Warszawa
1992, oraz tegoż, Wieloznaczność nowoczesna, nowoczesność
wieloznaczna, Warszawa 1995
Z. Bauman, Wieloznaczność... op. cit.
6
7
8
Żyć w rytmie
230 bitów na minutę*
Marcin Kafar
Pożarłszy wszystko inne, podmiot pożera
siebie samego [...]. A dokąd zdążamy,
pozostaje mrocznym pytaniem.
Give Staples Lewis, Odrzucony obraz
W recenzji zbioru tekstów pt. Mitologie popularne. Szki
ce z antropologii współczesności („Konteksty", nr 2, 1995)
jej autorka - Iwona Kurz - przedstawiła, moim zdaniem, bar
dzo interesującą myśl, dotyczącą tego nowego nurtu we
współczesnej polskiej humanistyce, który określany jest mia
nem „antropologii współczesności". „Książka [Mitologie po
pularne - przyp. M . K] - powiada autorka - mieści się w ra* Recenzja z książki Tomasza Szlendaka, Technomania. Cyberple»4 w zwierciadle socjologii. Graffiti ВС, Toruń 1998
mach antropologii, która pozwala odbiorcy określić swoje
miejsce we własnej kulturze. To ogromny obszar badawczy,
jeszcze chaotyczny, mało precyzyjnie określony. Stąd też ry
zyko, że antropologia pop-kultury może się stać pop-antropologią".
Obawa Iwony Kurz nie jest odosobniona. Podzielają ją
także i inni antropolodzy - nierzadko apologeci rzeczonej an
tropologii współczesności - którzy dostrzegają w niej, prócz
bardzo przydatnego narzędzia do oglądu dzisiejszej polisemantycznej kultury, także szczególne zagrożenie dla myśle159
