17e14c2cab59b7768485cf2fa5b0bd18.pdf
Media
Part of W kręgu sztuki trudnej do nazwania / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2005 t.59 z.4
- extracted text
-
sezonie letnim zainteresowanie sztuką nie
profesjonalistów rośnie. Odwołuje się do
stereotypów prowincji, ludowości, żongluje
rolami. W Państwowym Muzeum Etnograficznym
w Warszawie na wystawie kiczu (czerwiec 2005 r.)
widz ogląda dzieło Władysława Hasiora, nie dostrze
gając jego ironii, dowcipu. Niewiele później, w lipcu,
dużą wystawę dzieł Hasiora zaprezentowało Muzeum
Narodowe. Dowcip, drwina, mistrzowskie żonglowa
nie konwencjami plastyki prowincjonalnej, ludowej,
odpustowej, kościelnej (chorągwie). A we wspomnia
nym Muzeum Etnograficznym wielka ekspozycja twór
czości naiwnej, psychotycznej, dziwnej Talent, pasja,
intuicja, w 20 lat po wystawie tak nazywanej, którą
zrobiliśmy z Zofią Bisiakową w radomskim Muzeum
Okręgowym. Świetna wystawa, trudna w odbiorze, ro
zumiem, że nasi recenzenci wystaw z „Gazety Wybor
czej” i „Rzeczpospolitej” woleli jej nie zauważyć. Za
dużo problemów, niepewności, jak co ocenić, co jest
czym. Trochę wcześniej już „łatwa” wystawa w galerii
Studio: Nikifor (świetny zestaw!), Dembiński, Heródek, Wnękowa. Ekspozycję przeniesiono następnie do
Białegostoku (Muzeum im. Alfonsa Karnego).
Festiwal Nikifora, wywołany świetnym filmem
Krzysztofa Krauzego, z porażającą rolą pani Feldman.
Wyszła moja książka Świat Nikifora. Ważne wystawy
w Krakowie, w Płocku - doroczny konkurs Oto Ja, z re
welacyjnymi pracami twórców z domów opieki spo
łecznej. I teraz to, o czym chcę tu obszerniej napisać.
Wystawy wybitne. Łączy je jedno, talent autorów,
ich wyobraźnia i osobowość niedająca się sprowadzić
do żadnej formuły. Każdy z nich miał kłopot z określe
niem - kim jest? Z jakim środowiskiem może się iden
tyfikować.
Łatwo powiedzieć o nich „nieprofesjonalni”, „in
ni”, ale to niczego nie wyjaśnia, zresztą, ani nie są „in
ni”, ponieważ żaden rys osobowości tego nie wykazu
je, ani „nieprofesjonalni”, ponieważ umiejętności każ
dego z nich są wybitne. Jeśli się uczyć, to od nich. N a
iwni? Dlaczego? Ponieważ mają odwagę mówienia
o biedzie i nędzy - jak Władysław Rząb, czy o Golgo
cie i dziejach Starego Testamentu - jak Roman Śledź;
cieszenia się grą kolorowych plam, emocją działań, jak
Krzysztof Okoń, malując na szkle.
Każdy z nich jest jedyny i niepowtarzalny, ale nie
dzięki wymyślonej koncepcji dzieła, lecz przez to, że
wyraża ono najpełniej jego osobowość.
Jeśli miałbym szukać kręgu odniesienia dla Włady
sława Rząba, byłby to ekspresjonizm lat międzywojen
nych, i to w jego wydaniu niemieckim. Ekspresyjne,
ale tym razem w kontekście artystyczno-kulturowym,
są rzeźby Romana Śledzia. N a wystawie w Budlewie
(patrz: „Konteksty” 2004 nr 1-2), zestawiono je z ob
razami Krzysztofa Okonia. Ciekawe są takie zderzenia,
ujawniają często niedostrzegane związki, konteksty,
Śledź z Okoniem, całość podtrzymująca się wzajem-
ALEKSANDER JACKOWSKI
W
W kręgu sztuki
trudnej do nazwania
(Krzysztof Okoń,
Roman Śledź,
Władysław Rząb)
nie. Ekspresja rzeźb znajdowała uspokojenie w obra
zach, w ich blasku, nienarzucającej się warstwie tema
tycznej. Golgota w rzeźbach Śledzia ma ostrość, bru
talność scen filmowych, natomiast w obrazach Oko
nia jest tylko tematem, podjętym jakby bez emocji.
Równie dobrze mogłaby to być scena mitologiczna,
bajka, ogród Edenu. Tylko w obrazach (wczesnych)
nawiązujących do klimatu Roualta ekspresja tematu
znajduje odpowiednik w warstwie malarskiej.
Krzysztof Okoń jest muzykiem, wiolonczelistą, wir
tuozem, członkiem do niedawna działającego Tria
Krakowskiego. Pedagogiem. Malować zaczął po to, by
mieć prezenty, potrzebne, gdy wyjeżdżał koncertować
za granicę, ale później, by znaleźć spokój, ciszę samot
nej pracy, bez stresów, tremy. Młodość spędził w Za
kopanem, otoczony opieką ciotki, która była kusto
szem działu sztuki w Muzeum Tatrzańskim. Dzięki
niej poznał zbiory malarstwa na szkle, technikę pracy.
Początkowo inspirował się ludowymi obrazami, póź
niej zaczął tworzyć sceny malarskie, posługując się wy
nalezionym przez siebie sposobem. Kształtował kolor,
natężenie barwnych plam, osiągając, tak jak na wio
lonczeli, pożądaną temperaturę dźwięku. Świadomość
artystyczna, doświadczenie w jednej dziedzinie w muzyce - pomogły mu stworzyć swój styl wypowie
dzi, osiągnąć w wielu obrazach znakomite rezultaty.
Jednak, co zrozumiałe, poziom prac tworzonych w cza
sie jednego seansu bywa różny. Są wybitne, dobre, nie
złe i nieudane. Te ostatnie... tłucze. Nic naprawić się
nie da. Pierwsza decyzja w malarstwie na szkle jest za
razem ostatnią. Można zrobić inny obraz, ale nie po
prawić ten, nad którym się pracuje. Do procesu malo
wania dochodzi więc konieczność selekcji. Ocena od
biorcy zależna jest więc od tego, co mu artysta poka
zuje.
Etap wyboru zawsze następuje post factum, podczas
gdy w obrazach na płótnie (jak np. Rząba) istnieje
możliwość domalowania, przemalowania, doskonale
nia.
U Okonia temat zdaje się nie odgrywać zasadniczej
roli, na widza ma działać ekspresja kolorów, ich nasy
cenie, konfiguracja, natomiast dla Śledzia ważny jest
109
Aleksander Jackowski • W KRĘGU SZTUKI TRUDNEJ DO NAZWANIA (KRZYSZTOF OKOŃ, ROMAN ŚLEDŹ, WŁADYSŁAW RZĄB)
Wniebowzięcie Eliasza, Roman Śledź
Krzysztof Okoń. Z cyklu Sceny Biblijne, olej na szkle
(za: Aleksander Jackowski Sztuka zwana naiwną)
Św. Sebastian, Roman Śledź
Biczowanie Chrystusa, Roman Śledź
110
Aleksander Jackowski • W KRĘGU SZTUKI TRUDNEJ DO NAZWANIA (KRZYSZTOF OKOŃ, ROMAN SLEDZ, WŁADYSŁAW RZĄB)
przede wszystkim temat, dramat Golgoty, męka krzy
żowania.
Nieważna jest precyzja kształtu, nogi Pana Jezusa
są w Piecie niepomiernie długie, ale to ma znaczenie
w działaniu na widza. Deformacja jest podstawowym
środkiem wyrazu. Deformacja służąca ekspresji. Wy
obraźnia artysty jest ogromna, przekłada biblijną opo
wieść na język rzeźby, na jej kształt, wyraz. N a wysta
wie pokazano niemal czterdzieści scen Golgoty, każda
powstała - jak to w rzeźbie drewnianej czy kamiennej
- a vista, w pierwszym, a więc w istocie jedynym ge
ście. Modelować, kształtować można w glinie, gipsie
(a więc i brązie), tam gdzie forma może podlegać zmia
nie, ale nie w rzeźbie powstałej w drewnie. Niezręcz
nego cięcia nie zasłonisz, pierwsza decyzja jest jedyna.
Śledź bierze klocek lipy i odrzucając niepotrzebne
strużyny, kształtuje przedstawianą scenę. Tak, jak ją
zamyślił. Bez rysunku, szkicu. Są to przeważnie kom
pozycje wysokie na 35 cm, jedynie rzeźby wykonywa
ne do kościołów niemieckich (w Gelsenkirchen
i Caciliengorodzie) są większe, mają 80 cm. Dekoracja
malarska jest konwencjonalna, szaty postaci są ciem
noszare, ciemnobrązowe, kaski żołnierzy srebrne i zło
te, drewno krzyża nie ruszane, prześcieradło oczywi
ście białe. W Betlejem maleńki Jezusik leży pod białym
przykryciem, niczym całunem, w pozie takiej jakby na
krzyżu. Prefiguracja tego, co nastąpi.
N a wystawie budlewskiej pokazano ok. 40 rzeźb
Śledzia i 30 obrazów Krzysztofa Okonia. W surowej
scenerii, na tle zmurszałych desek obory, świetnie
oświetlone obrazy zalśniły, a rzeźby ustawione na słup
kach tworzyły wariant Drogi Krzyżowej. Co ważne, by
ły ustawione na właściwej wysokości, z czego niestety
często nie zdają sobie sprawy pracownicy muzeów et
nograficznych. Nie dostrzegają tego, iż każda rzeźba
ma swój punkt oglądu, swój horyzont, perspektywę,
która uwidacznia ich walory czasoprzestrzenne. Eks
pozycję przygotowała pani Zofia Bisiak.
Rzeźby Śledzia są inne od tych, do widoku których
przywykliśmy, oglądając wystawy sztuki ludowej, ama
torów czy profesjonalistów. Są jego, i to jest w istocie
jedyna sensowna klasyfikacja. Nie mieści się w żadnej
przyjętej. Ale w naszym kraju przez lata żądano, by
ktoś do czegoś należał, i było wiadome, jak księgować
czyjąś twórczość. Artystą był członek Związku Plasty
ków, ludowym - członek Stowarzyszenia Twórców
Ludowych. A Śledzia przez lata nigdzie nie chciano
zaliczyć. Zachwycali się nim wybitni artyści, zamawia
li jego dzieła w Niemczech, w Stanach Zjednoczo
nych, zdobią one protestanckie kościoły, fotografiami
rzeźb ilustruje się książki (w Niemczech!), ale u nas to
nic nie znaczyło. Nie jest ludowy - twierdziła Cepelia
i odsyłała mu rzeźby. Nie jest amatorem ani członkiem
Związku artystów Plastyków; kim jest? - zastanawiali
się pracownicy urzędu bezpieczeństwa, wzywając go
na przesłuchania, pobierając odciski palców. Szpieg?
Podejrzany, jako że przyjeżdżają do niego zagraniczni
kolekcjonerzy.
Można zrozumieć kłopoty cepeliowskich etnogra
fów, życie stwarza wciąż nowe problemy, a definicje
ograniczają, petryfikują zjawisko. Nie tyle wskazują,
co zakazują. Zwłaszcza gdy są niejasne, sztucznie wy
myślone. Co to bowiem znaczy rzeźba ludowa? Profe
sor Frankowski, pisząc w latach trzydziestych ubiegłe
go wieku o sztuce ludowej, pomijał rzeźbę. Jej wzory
pochodziły z ikonografii kościelnej, do niej starano się
dostosować. Rzecz jednak w tym, że nie każdy miał
taką sprawność, by zachować konwencję znaną z ka
pliczek i druków kościelnych. W rzeźbie nie istniał
przekaz rodzinny, wiejscy bogorobi sami dochodzili do
wprawy w rzemiośle, na które byli w środowisku ska
zani. Ktoś musiał zniszczone figury zreperować, wyko
nać rzeźbę potrzebną do kapliczki. Jeśli w wycinance,
hafcie, tkactwie różnice między dziełem mistrzow
skim a najsłabszym były w istocie niewielkie, mieściły
się w konwencji, rzeźby bywały zarówno mistrzowskie,
jak i okropne, nieudolne. Tyle że wykonywali je lu
dzie ze wsi, a więc tzw. lud. Józef Grabowski, historyk
sztuki zajmujący się sztuką ludową, określił podstawo
we parametry rzeźb. Zwrócił uwagę na statykę, rów
nowagę brył, symetrię, rytmizację, znaczenie orna
mentu. Brak przesadnej ekspresji, emocji. Przyjął jako
oczywiste, że są to pojedyncze figury. Ale już gdy to
pisał, powstawało w latach sześćdziesiątych nowe zja
wisko - sztucznie zresztą wywołane. Tematyczna rzeź
ba ilustracyjna, przedstawiająca życie wsi, najchętniej
propagandowo dzieliła je na dwie części - nędza, bie
da, zło w dawnej „pańskiej” wsi i szczęśliwe życie
w nowej, socjalistycznej.
Za sprawą kolekcjonerów, muzealników, Cepelii
powstało nowe zjawisko, zwane współczesną sztuką lu
dową. Pozwoliło ujawnić się i wypowiedzieć tysiącom
ludzi, mniej czy bardziej utalentowanym.
Muzea, organizując konkursy, zachęcały do podję
cia nowej, niereligijnej tematyki, co było zgodne z anty
kościelną polityką władzy, ale też rozwijało wyobraźnię,
odrywało ją od istniejących wzorów. Wokół najciekaw
szych twórców gromadzili się naśladowcy, dzięki czemu
można było mówić o rzeźbie np. sierpeckiej, łęczyckiej,
o Paszynie itd. Mechanizm tworzenia się sztuki ludowej
znajdował tu potwierdzenie. Ruch istniał, dopóki przy
nosił dochód, przyjeżdżali kolekcjonerzy, zwłaszcza
Niemcy, kupowali, zamawiali. Dobre lata Cepelii to
tamte, kiedy rzeźby stały w witrynach sklepów. Rzeźby
różne, także takie, które dalece wykraczały poza kon
wencję stylistyczną rzeźb kapliczkowych.
Mówiono ludowe, ale w istocie była to często rzeź
ba samorodna, oderwana od tradycji, środowiska.
Rzeźba ludzi marginesu, tworzona z potrzeby we
wnętrznej, psychicznej. Rzeźba poza konwencją sztuki
ludowej. N a świecie nazywa się ją Art Brut, Outsider
Art. Są to dzieła wiejskich i miejskich odmieńców.
111
Aleksander Jackowski • W KRĘGU SZTUKI TRUDNEJ DO NAZWANIA (KRZYSZTOF OKOŃ, ROMAN ŚLEDŹ, WŁADYSŁAW RZĄB)
Nazwać je ludowymi byłoby absurdem, nie wiążą się
ani z kulturą środowiska, ani regionem, ani stylem.
Z taką rzeźbą, której przykłady widzimy w Państwo
wym Muzeum Etnograficznym, jest kłopot, jednak po
strzegamy ją w kontekście ludowym, ponieważ psychi
ka twórców (Mucha, Sobota, Oleksy) zdaje się wiązać
z odniesieniami chłopskimi.
Ale co zrobić z Romanem Śledziem? Nie jest, broń
Boże, prymitywem, niczym się nie różni od miejskiego
inteligenta, czyta książki. Biblię zna lepiej od wielu
z nas. Więc nie Art Brut (żaden „Art Brut” nie jeździ
volkswagenem!). W odróżnieniu od „ludowych”, jego
rzeźby - przedstawiają grupę postaci, podejmują tema
ty nie „oswojone” przez ikonografię kościelną, są dy
namiczne, ekspresyjne, ze świadomie stosowaną defor
macją, nieprzeznaczone do kapliczek, powstałe z po
trzeby psychicznej. Ich „styl” jest wyraźnie definiowal
ny, autorski.
Jednak rzeźb Śledzia nie można także widzieć
w kontekście sztuki współczesnej. Są odrębne. Niczy
je, niezwiązane z żadnym programem. Sztuka współ
czesna łamie konwencje, zaskakuje przykładami, za
równo kontynuującymi, jak i kontestującymi wczoraj
sze i dzisiejsze wzory. Ale cały czas gra toczy się w krę
gu współczesnych problemów, w przestrzeni innej niż
twórczość Śledzia. On się w niej nie mieści, jak zakon
nik zanurzony w swoją rzeczywistość. Poza czasem
i przestrzenią (przecież pierwszy raz widząc rzeźby Śle
dzia, nie umiałbym określić ani czasu, ani miejsca,
z którego pochodzą). On chce pokazać cierpienie, po
nieważ to jest w jakimś sensie i jego cierpienie, jego
przesłanie do świata, potrzeba dania świadectwa naj
ważniejszym momentom w dziejach świata - Golgocie.
Nigdy nie komentuje rzeźb, dlatego tak ważne są sło
wa, które wypowiada w filmie Andrzeja Różyckiego:
„Trzeba być wierzącym. To najważniejsze. Czuję się
jak Apostoł”.
Dlatego rzeźbi sceny z Ewangelii, ze Starego i N o
wego Testamentu. Dla ludzi? Oczywiście, ale i dlate
go, że sam ich potrzebuje, że chce je przeżyć.
Śledź mieszka w rodzinnej wsi, Malinówce, w poło
wie drogi między Lublinem a Chełmem. Rzeźbi od
1968 r. Z głębokiej potrzeby. Ma w domu dwie prace,
reszta „poszła w świat”. Obliczamy, że wykonał ok.
tysiąca rzeźb. Wiele jest w Stanach Zjednoczonych
i w Niemczech (Gelsenkirchen, Caciliengorod), karty
z fotografiami jego rzeźb wysyłane są w czasie świąt
Wielkiejnocy, reprodukcje zdobią książkę o medyta
cjach Sehr welh ein Mensch. Pokaźny zbiór rzeźb mają
państwo Formanowiczowie, właśnie z niego powstała
wystawa, o której piszę. O Śledziu wyjdzie niedługo
pięknie ilustrowana książka (z moim tekstem), wyraz
wdzięczności państwa Formanowiczów dla artysty.
Pierwsze ujęcia filmowe o panu Romanie nakręcił A n
drzej Wajda, później, w ostatnich latach Andrzej Ró
życki - Artysta ludowy?
Wystawa prac Władysława Rząba miała miejsce
w tym samym czasie, w czerwcu 2005 r. w warszaw
skiej galerii GaGa. Kilkadziesiąt obrazów, linoryty,
rzeźby. Świetna kultura wystawiennicza, liczna, dobo
rowa publiczność na wernisażu, z udziałem prezydenta
Zgierza, rodziny artysty. Pięknie wydana książka - ka
talog Władysław Rząb, z wieloma kolorowymi repro
dukcjami.
Po raz pierwszy w Warszawie pokazano twórczość
jednego z najciekawszych ekspresjonistów w naszej
sztuce, artystę, który niestety istniał poza środowi
skiem. Poza oficjalnym obiegiem artystycznym. Samot
ny, gorzki, niezrozumiały, a konsekwentny w działaniu.
Jego twórczość nie wynikała z mody artystycznej, nie
była w żadnej mierze koncepcją. To było życie, gorycz,
którą czuł od dzieciństwa, przekonanie, że ma ludziom
coś do przekazania. Prawdę życia, nieszczęsny świat nę
dzy, pracy, wyrzeczeń. „Dzieciństwa nie miałem - pisał.
- Urodziłem się jako szóste dziecko w rodzinie robotni
czej”. Jeszcze kiedy był mały, ojca zabrano przymusowo
na roboty do carskiej Rosji. „Z biedy jeden z moich bra
ci zmarł, wołając przed śmiercią jeść i chleba”. Za dwa
króliki kupił stare skrzypce, nauczył się grać i muzyką
uspokajał się po pracy, wtedy, gdy w domu brakło pie-
Władysław Rząb. W Kruchcie, olej/płótno (za: Aleksander
Jackowski Sztuka zwana naiwną)
112
Aleksander Jackowski • W KRĘGU SZTUKI TRUDNEJ DO NAZWANIA (KRZYSZTOF OKOŃ, ROMAN ŚLEDŹ, WŁADYSŁAW RZĄB)
niędzy, jedzenia. Później, po pracy robotnika, by utrzy
mać żonę i troje dzieci, nocami grał na zabawach i we
selach. Malował. Sprawiało mu to przyjemność, two
rzył więc sceny batalistyczne, portrety. Ale, pisze: „ni
gdy nie zaznałem satysfakcji i pełnego zadowolenia.
Szukałem drogi po omacku. Pracowałem ciężko, nieza
dowolony, nie mogąc osiągnąć tego, co chciałem”.
Zmieniał zawody, niezadowolony z pracy, z życia.
Był listonoszem, robotnikiem, lakiernikiem, malarzem
ściennym, kierownikiem świetlicy, dekoratorem w te
atrze. „Zrozumiałem, że muszę w sztuce oddać siebie”
- zanotował. Więc żadnych oleodruków, żadnych
zręcznych portretów - zaczął malować świat, jaki jest,
jaki go otaczał. „Przestałem zważać na poklask ludzi,
ale i na krytykę tych, którzy zarzucali mi, że tworzę
krzywe obrazy”. Uczył się malowania w pracowni prof.
Adam a Rychtarskiego, coraz bardziej wchodząc
w swój świat przeżyć. „Wciąż szukam - pisał. - Bez
sztuki moje życie byłoby proste, bez żadnej wartości.
Czuję nieodpartą potrzebę tworzenia, wiem, że moje
prace są coraz lepsze, często odczuwam satysfakcję,
patrząc na nowy twór, w który wkładam część siebie”.
Rzeźbił w drewnie skręcone z bólu figury, malował
obrazy dla widzów - brzydkie, świadomie antyestetyczne. Czuł, wiedział to, że jest „inny”. „Już w młodości
czułem się skrzywdzony i niezrozumiany. Nie miałem
nikogo, kto odnosiłby się przychylnie do mojej «innej»
osobowości”. Pisywał do mnie listy. „Ileż ja przeżyłem
upokorzeń! - żalił się. - Nikomu nie jestem potrzeb
ny! Gdzie tu warunki dla twórcy, który pragnie zosta
wić po sobie trwały ślad na tej ziemi”.
Narzekał: „Nie mogę zaopatrywać się w sklepach
w odpowiednie farby i inne rzeczy, ponieważ nie je
stem zrzeszony w ZPAP”. Nie umiano, nie chciano do
strzec jego twórczości, nie mieścił się w swoim czasie.
A tworzył przecież znakomite rzeźby, obrazy i linoryty,
naprawdę nieustępujące klasą Massarelowi. Zakończę
fragmentem listu, który do mnie napisał: „Najszczę
śliwsze chwile życia spędziłem, malując, rzeźbiąc, wy
konując grafiki. Bez sztuki nie potrafiłbym żyć, odna
lazłem w niej sens swego istnienia i bardzo wierzę, że
ona mnie przeżyje”.
Dobrze, że galeria GaGa zainteresowała się sztuką
Rząba.
Władysław Rząb. Przy Chorej Matce, olej/płótno (za: Aleksander Jackowski Sztuka zwana naiwną)
113
Aleksander Jackowski • W KRĘGU SZTUKI TRUDNEJ DO NAZWANIA (KRZYSZTOF OKOŃ, ROMAN ŚLEDŹ, WŁADYSŁAW RZĄB)
Il. 1 Roman Śledź. Namaszczenie w Betanii
Il. 2 Krzysztof Okoń. Z cyklu Sceny
Biblijne, olej na szkle (za: Aleksander
Jackowski Sztuka zwana naiwną)
