-
Title
-
Przepraszamy za usterki/ Polska Sztuka Ludowa-Konteksty 2012, t. 66, z. 3-4
-
Description
-
Polska Sztuka Ludowa-Konteksty 2012, t. 66, z. 3-4, Antropologia futbolu, s. 25-38
-
Creator
-
Dygat, Stanisław;
Holoubek, Gustaw;
Konwicki, Tadeusz
-
Date
-
2012
-
Subject
-
antropologia futbolu
-
extracted text
-
04_Stanislaw Dygat.ps - 11/6/2012 6:43 PM
Odpust w Białymstoku
czy wielki biznes?
STANISŁAW DYGAT
[Rozmowa 1]
GUSTAW HOLOUBEK
DYGAT: Ostatnio nigdzie nie słyszę o Konwickim
ani nie czytam, dopiero jak zaczynają się jakieś wielkie
wydarzenia sportowe, to pojawia się Konwicki, bo
wtedy wszyscy pytają o jego opinie. Co do Holoubka,
to jest trochę inaczej, bo dużo się o nim jednak mówi,
kiedy są jakieś akademie, jakieś wielkie zebrania itd.
Mnie się to troszkę znudziło, czuję w tym jakiś przymus. Dlaczego w Polsce każe się pisarzom i artystom
fachowo opiniować sport, wyczyny sportowe? A ja na
przykład byłbym ciekawy, co Konwicki myśli o ostatniej premierze Różewicza albo o ostatniej książce Bratnego. Uważam, że o takie rzeczy można by też czasem
spytać Deynę albo Gorgonia. Co do mnie, nie odmawiam wypowiedzi na temat sportu, przez układność
wobec pytających, no i przez przyjaźń dla samego sportu. Ale nie mam pewności, czy to sportowi jest do czegokolwiek potrzebne.
KONWICKI: Mnie się wydaje, że odczuwamy rodzaj przesytu, rodzaj zniechęcenia i przekory wynikającej stąd, że w tej chwili piłka nożna osiągnęła takie powodzenie i tak stała się modna, jak w swoim czasie
egzystencjalizm i właściwie w tej chwili jest po prostu
w dobrym tonie uczestniczyć w tych mistrzostwach w każdej formie.
DYGAT: Najlepszy dowód, że Rodowicz wyskoczyła na boisko pierwsza z Polaków.1 Wielkie widowiska sportowe stały się okazją do wykwintnego współzawodnictwa towarzyskiego jak kiedyś koncert
Paderewskiego albo występ Sary Bernhardt.
HOLOUBEK: Wydaje mi się, że to nie tylko to.
Jest to też wynik naszych możliwości przekazu. W tej
chwili sport, a szczególnie sport wyczynowy i to
wszystko, co się dzieje wokół najwyższych osiągnięć
sportowych, przenika kanałami informacji na cały
świat. W związku z tym sport, ja to tak rozumiem, szuka jak gdyby akceptacji u wszystkich. Racji bytu, potwierdzenia, słuszności. Sądzę, że nie tylko spodziewa
się od nas fachowych ocen – ile jest to raczej chęć potwierdzenia swojej egzystencji poprzez to, żebyśmy jako ludzie innej profesji, zajmujący się takimi szczególnymi sprawami jak pisanie, granie itd., wypowiedzieli
się ze swojego punktu widzenia na temat sportu. Gdyby takie było postawienie sprawy – to ja bym z kolei
protestował przeciwko temu, bo nie mam zamiaru
przyrównywać swoich wyobrażeń zawodowych czy też
swoich jakichś tam obciążeń profesjonalnych do tego,
co się dzieje w sporcie i nie widzę powodu, by doszukiwać się jakiejś analogii. Wolałbym być właśnie fachowcem i oceniać sport z punktu widzenia kibica.
A więc nie chciałbym, żeby to było traktowane jako
wypowiedź aktora na temat sportu, tylko po prostu –
co ja osobiście sądzę o konkretnym meczu.
TADEUSZ KONWICKI
Przepraszamy
za usterki*
DYGAT: Ale ja się obawiam, że to dzisiaj nie jest
takie proste, ponieważ sport stał się zawodem i wymaga zawodowego znawstwa. Ja na przykład na piłce nożnej przed wojną znałem się dużo lepiej niż w tej chwili, bo sprawy się skomplikowały tak dalece, że już
czytamy o różnych strategiach, że można strategicznie
mecz zremisować czy nawet przegrać. Poza tym stwarza się atmosfera oblężenia. W tych miastach ci sportowcy są chronieni przez policję przed możliwym fizycznym zagrożeniem poza boiskiem. Nie można
w żaden sposób odłączyć polityki wraz z jej najbrutalniejszymi skutkami od sportu. A jednocześnie urządza
się przepiękne święto braterstwa. Święto braterstwa
pod nadzorem policji. To na pewno też musi wpłynąć
na wyniki. Sądzę, że jednocześnie cały świat jakby usiłował odwrócić uwagę od nieokreślonego zagrożenia,
jakby szukał w sporcie rozgrzeszenia zastępczego przeżywania szlachetnych i wzniosłych uczuć.
KONWICKI: Myślę, że Dygat słusznie podniósł
ten aspekt mistrzostw. Mianowicie, jest to chyba jakaś
potrzeba ogólnoświatowego silnego narkotyku. Ja
zresztą sam traktuję sport jako swój osobisty narkotyk.
Po prostu sport mnie w jakiś sposób zagłusza, izoluje
od rzeczy przykrych, które mnie codziennie spotykają.
Oczywiście trudniejsza byłaby sprawa, gdybyśmy rozpatrywali ją z punktu widzenia poszczególnych rządów
czy reżimów, jakie one mają w tym narkotyku korzyści. Ale ciekawe jest to, że prawo tego narkotyku obowiązuje dzisiaj na całym świecie, od państw świeżo powstałych aż do starych państw przeżywających swoje
kryzysy mocarstwowe. Jest to ogromny narkotyk, dzisiejsze opium dla mas.
HOLOUBEK: Myślę, że zasada tego narkotyku
w ogóle jest dosyć stara, i psychologicznie słuszna
z punktu widzenia tych, którzy rządzą światem. Zawsze
tak było, że lud odpędzało się za pomocą podobnych
imprez od tego, co było istotne w państwach, w narodach itd. W końcu maksyma starorzymska: chleba
i cyrku – nie wzięła się z niczego innego, jak właśnie
z tych przesłanek. Tylko różnica, jak mi się zdaje, polega na tym, że wówczas zawodnik, to znaczy ten, który sport uprawiał, który robił ten cyrk, mobilizował się
25
04_Stanislaw Dygat.ps - 11/6/2012 6:43 PM
Stanisław Dygat, Gustaw Holoubek, Tadeusz Konwicki • PRZEPRASZAMY ZA USTERKI
do tego przez długi czas w samotności i z własnej woli
poczynał jechać na wielkie zawody, i tam konkurował
z przeciwnikami, w przytomności garstki widzów, która mogła zmieścić się na stadionie. Jego powrót wówczas, powrót klęski czy powrót zwycięstwa, był opromieniony legendą, istniał w wersji przekazu słownego,
a nie bezpośrednich świadków, wydarzenia te urastały
do rozmiarów bohaterstwa, do mitycznych rozmiarów.
Wobec tego sam sport, mówiąc nomenklaturą współczesną, był wówczas rodzajem półmistycznego konkursu. W tej chwili, przez to, że w telewizji równocześnie
widzi tego zawodnika miliard ludzi, różnica jest kolosalna. Sportowiec może być po prostu zdemaskowany.
Żaden mit, żadna legenda już mu nie towarzyszy. Może być sprawdzony. Tu, jak mnie się zdaje, leży przyczyna, dla której sport stał się zawodem.
DYGAT: Wyście uściślili to, co ja chciałem, żeby
zostało niedomówione. Podkreśliłem specjalnie, że
wyczuwam jakiś nieświadomy amok w tym zainteresowaniu piłką nożną – jakby ludzie chcieli odwrócić swą
uwagę od czegoś właściwie niewiadomego. Wyście to
tutaj uściślili, że chodzi o państwa, o to, że zawsze tak
było i że chleb, igrzyska itd. Mnie się zdaje, że tu jest
jakieś zjawisko powszechnego amoku, przypominające
krucjatę dziecięcą, i to ma swoje powody, których
można szukać. Może w gwałtownym przejściu do nowej epoki. Żyjemy ciągle jeszcze nawykami epoki, która gdzieś w historii od czasów Homera do dzisiaj będzie
uważana jako krótki okres historyczny, a już wkracza
w nasze życie, epoka, której zrozumieć nie możemy,
która wywołuje konflikty i w której nawet telewizja
jest staroświeckim sympatycznym jakimś rekwizytem.
KONWICKI: Mnie się wydaje, że świat stał się ciasny. Niezależnie od tego, iż teraz przypuszczalnie rytm
przemijania epok będzie szybszy, to zdajemy sobie również sprawę, że jest nas szalenie dużo na naszej planecie. W związku z tym wielkie igrzyska sportowe przypominają trochę wentyl – taki gigantyczny wentyl
bezpieczeństwa. Nagle w umówionej porze wypuszczamy w kosmos masę waporów, które się zbierają
w ogromnej masie ludzi. Wszystkich frustracji, niedopieszczeń, zawodów, niemożności rozładowania się
w jakichś innych sposobach, w innych ambicjach.
I nagle te wszystkie spaliny, gazy są wypuszczane –
w kosmos? w historię? Nie wiem jak to nazwać.
DYGAT: To jest na pewno zjawisko pozytywne.
Ale jeżeli chodzi o zjawiska negatywne związane
z wielkimi widowiskami sportowymi, chciałem przypomnieć, że my dwaj w czasie monachijskiej olimpiady
napisaliśmy przed tragedią w izraelskiej kwaterze, że
jest coś niepokojącego w całej atmosferze, w całym gigantyzmie, który otacza olimpiadę,2 i nie przyjmowaliśmy tego z jakąś radosną euforią, choć to nie minęło.
Choć mam nadzieję i myślę, że nic takiego się tym razem nie zdarzy, to jednak powracam ciągle do tego
czegoś niewiadomego, co ludzkość ogarnia i co stwarza
atmosferę pośrednią między euforią a zagrożeniem.
Czekałem niecierpliwie na otwarcie mistrzostw, a teraz tym czekaniem jestem zmęczony. Te wszystkie wywiady, rozmowy i wypowiedzi! Potem zaczęło się
otwarcie: gigantyczne piłki, zespoły artystyczne. Czułem w czasie tego, jak zaczyna słabnąć moja energia,
moje zaangażowanie.
HOLOUBEK: Wydaje mi się, że to, co mówisz,
jest tęsknotą za czystością gatunku. Ciebie speszyło jako wytrwałego kibica i starego sportowca, że głowę ci
zawracają jakimiś intencjami niemającymi nic wspólnego z tym, co ma się wydarzyć. To tylko dowodzi, że
siedzi w tobie rasowy kibic. Ale żeby odnieść się jeszcze do tych kwestii ogólnych, wydaje mi się, że nie da
się uniknąć tego, co ty nazwałeś przejściem w nową
epokę, co Konwicki nazwał owym kolosalnym wentylem, jaki za pomocą igrzysk sportowych w tej chwili
ludzkość z siebie wypuszcza. Nie potrafimy tego uniknąć i wasze wrażenia z olimpiady monachijskiej, ten
niepokój, który nam towarzyszy w tej chwili przy mistrzostwach świata w piłce nożnej – wszystko to prawda. Nie potrafimy tego uniknąć, ponieważ ciśnienie
mas jest tak potworne, że po prostu nie możemy
przejść nad tym do porządku. Nie możemy zmienić
faktu udziału całej ludzkości w igrzyskach sportowych.
DYGAT: Wiecie, o czym cały czas marzyłem,
wczoraj w czasie meczu Brazylia–Jugosławia i w czasie tego okazałego otwarcia?3 Takie miałem ciche
marzenie, żeby się już rozpoczęły normalne ligowe
rozgrywki...
KONWICKI: Nas niepokoi, że wszystkie te wielkie
imprezy sportowe oscylują gdzieś na granicy bariery
ogólnego zbiorowego bezpieczeństwa, że siły użyte
i przyłożone, natężenia i napięcia tych sił są o krok od
jakiejś eksplozji. Eksplozja taka zdarzyła się na olimpiadzie w Monachium i kiedy teraz obserwujemy całą
dobrą wolę organizatorów, którzy tak wspaniale przeorganizowali, przedobrzyli, przefraternizowali te mistrzostwa, cały czas obawiamy się, że spod tej słodyczki zaczyna wyłaniać się jakiś kształt niewiadomej
dwuznacznej grozy. Wszystkie te wielkie wydarzenia
sportowe w ostatnich latach zatrzymują się nad jakąś
potężną przepaścią.
HOLOUBEK: Mnie się wydaje, że mecz Jugosławia–Brazylia, wychylę się może, był dość znamienny
dla całej uroczystości inauguracji. Ta uroczystość jak
gdyby nie tylko na tobie zaciążyła, ale i na zawodnikach, że to taki uroczysty mecz niedzielny, że się nie
grało o punkty. Odnosiłem wrażenie, jakby piłkarze
obu drużyn znali się jak łyse konie i grali nawet w podobny sposób.
KONWICKI: Ja odniosłem zupełnie inne wrażenie. Miałem uczucie, że na boisku pojawiły się dwie
poważne firmy o ogromnych kapitałach zakładowych.
Zatem obie drużyny poważnych byznesmenów zachowywały się z nadzwyczajną ostrożnością. Ja nie czułem
26
04_Stanislaw Dygat.ps - 11/6/2012 6:43 PM
Stanisław Dygat, Gustaw Holoubek, Tadeusz Konwicki • PRZEPRASZAMY ZA USTERKI
DYGAT: Ja też przypuszczam, że to wszystko się
rozkręci i nasze emocje sportowe zadominują nad tymi wszystkimi emocjami, o których w tej chwili mówimy. Do tych emocji ja chciałem dodać jeszcze jedno swoje wczorajsze przeżycie, oto doznałem
jakiegoś takiego tradycyjnego sympatycznego i niegroźnego uczucia wzruszenia „nacjonalistycznego”.
Mianowicie właśnie po tych wszystkich obcych pokazach, kiedy Murzyni z Zairu tańczyli i Niemcy
z RFN taniec święta winobrania, kiedy nagle nasz
mazur i ten krakowiak, który normalnie w telewizji
się widuje, i raczej się wtedy telewizję gasi – tutaj
doznałem jakiegoś takiego wzruszenia. We wszechświatowym chaosie nagle coś tak zwykłego, polskiego, jak krakowiak na tym boisku podziałało na mnie
uspokajająco.
HOLOUBEK: Mnie się wydaje, że ta przyczyna
między innymi powoduje wasze, bo nie moje tak zupełnie, zniechęcenie do meczu Brazylia-Jugosławia.
Mianowicie nasz nacjonalizm każe nam patrzeć po
prostu obojętnie na to, jak inne drużyny walczą. Ale
oprócz tego wyszło z nas jeszcze coś innego. Mianowicie, my krytykowaliśmy atmosferę zawodów sportowych, sugerowaliśmy, że coś tam nad nimi groźnego
wisi. Tymczasem przez waszą wypowiedź przewijało
się zupełnie inne rozczarowanie: że Jugosłowianie
w nich onieśmielenia uroczystościami czy majestatem
dnia rozpoczęcia igrzysk, mnie się wydawało, że oni są
po prostu obciążeni straszliwą odpowiedzialnością moralną, finansową i prestiżową.
DYGAT: Każdy to odbiera inaczej, prawdopodobnie na tle jakichś własnych emocji dawnych i obecnych, bo to, o czym powiedział Konwicki, mnie na
przykład kojarzyło się raczej z odpustem w Białobrzegach nad Pilicą przed wojną. Po odpuście dwie drużyny miejscowe rozegrały ze sobą mecz piłki nożnej.
Sprzedawano tam jednocześnie rogaliki, był też wywoskowany słup, taki, na który się włazi po kiełbasę nagrodę, był ring do tańczenia i inne wyborne imprezy,
i w ogóle było fajnie – tak fajnie, że ten mecz utonął
w tym wszystkim. Powróćmy na te dzisiejsze piłkarskie
uroczystości. Ołtarz, przy którym odprawia się nabożeństwo właściwie nie wiadomo do kogo, przytłacza
sportową stroną uroczystości i osłabia sportowe emocje. Myślę, że dlatego odczułem nagle tęsknotę za normalnymi ligowymi meczami: mój Boże, żeby tak spotkanie Gwardii z ŁKS-em zobaczyć!
KONWICKI: Stara prawda – że góra rodzi myszy.
Przy wkładzie tej ambicji, organizacji, pieniędzy wyszło na razie coś niezbyt efektownego i jakby rozczarowującego. Ale pamiętajmy, że to jest dopiero początek.
27
04_Stanislaw Dygat.ps - 11/6/2012 6:43 PM
Stanisław Dygat, Gustaw Holoubek, Tadeusz Konwicki • PRZEPRASZAMY ZA USTERKI
z Brazylijczykami nie pomordowali się po prostu, jak
byśmy tego po cichu oczekiwali. Ja nie mówię dosłownie oczywiście, tylko że gra nie była ostra, nie szła na
całego itd. Mnie się zdaje, że tylko pozornie, że przy
całej spekulacji, o której mówił Konwicki (bo przecież
pod koniec wydawało się, już było prawie pewne, że
Jugosłowianie są zadowoleni z remisu, a Brazylijczykom także ten remis nie przeszkadza), szła walka bardzo ostra – tylko mieliśmy do czynienia z fenomenalnymi graczami, ze znakomitą drużyną z jednej
i z drugiej strony. Spotkał się plus z plusem.
DYGAT: Ja się z tobą nie zgadzam dlatego, że my
z Tadziem nie czekaliśmy na krwawe zapasy, natomiast
czekaliśmy na to, czegośmy się nie doczekali – na jakąś
interesującą dramaturgię. Ten mecz był pozbawiony
dramaturgii, wyglądał trochę jak niektóre filmy polskie
bardzo dobrych reżyserów, które nie mają scenariusza.
Natomiast ja chciałem powiedzieć jeszcze, skoro już
przyznałem się do jakichś takich słabostek nacjonalistycznych, że jak dotąd bardzo jestem dumny z naszej
drużyny, z ich zachowania, z Górskiego i Gmocha. Ich
skromność, nienarzucanie się są sympatyczne. Dlaczego ja byłem przeciwko Brazylii? Bo Brazylię, czytałem
w gazetach, ten mecz w ogóle nie interesuje; oni myślą
o finałach? Nienawidzę tych przechwałek. Wszystkie
dotąd wypowiedzi naszych chłopców i kierowników
były naprawdę na właściwym poziomie sportowym.
I tutaj w tym tyglu międzynarodowym taka rzecz jak
krakowiak czy mądra, godna wypowiedź Gmocha albo
Górskiego lub Deyny sprawia człowiekowi satysfakcję
typu nacjonalistycznego, ale łagodzącego raczej, a nie
skłaniającego do chęci oglądania krwawych widowisk,
jak to powiedział Holoubek.
KONWICKI: Ale Holoubek tutaj poruszył rzecz
dla sportu dramatyczną i dosyć smętną, mianowicie
problem doskonałości. Drużyny piłkarskie osiągają
w tej chwili już taką doskonałość, że używając Holoubka metafory, plus zderzy się z plusem i nic z tego nie
wynika. Po prostu z doskonałości wyłonił się fenomen
jałowości. Gdzie te czasy, gdy w meczu o puchar Europy Real prowadził z Benficą 3:0, a mecz zakończył się
zwycięstwem Benfiki 5:3!4 Nie ma po prostu goli,
a przecież piłka nożna została wymyślona po to, żeby
strzelać bramki. Poza przyjemnym baletem dla oka czy
ciekawym ruchem na boisku chcemy, żeby padały
bramki, które tworzą dramat, tworzą fabułę na boisku.
Wydaje mi się, że coś niedobrego zaczyna się dziać
z piłką. Widzimy już od pewnego czasu mecze, które
się kończą niczym, kończą się nierozegraną, czyli jakimś niespełnieniem dramatu. W tej chwili został wybrany nowy przewodniczący Federacji Międzynarodowej Piłki Nożnej. Już piszą, że on ma kilka pomysłów
dziwnych, zdumiewających, dla mnie wariackich.
Mianowicie chce on, żeby poszerzyć bramkę, żeby
łatwiej wpadały gole. Myśli też o tym, by tak jak
w hokeju wprowadzić przepis o możliwości wymiany
dowolnej ilości graczy na boisku. O wykluczaniu zawodników z gry. Dla mnie, który 30 lat temu kopał
z taką zajadłością piłkę pod Wilnem, wydają się to zamiary światoburcze i właściwie nie do przyjęcia, ale
być może one jednak ożywią futbol. Oczywiście ożywią
na pewien czas. Bo na nowe rozluźnienia przepisów
będą wymyślane nowe sposoby obrony bramki.
HOLOUBEK: A to, co mówiliście o tych przechwałkach Brazylijczyków i naszej skromności. Mnie
się wydaje, że to jest także taktyka. Mam kolegę takiego, co 25 lat mówił, że jest najznakomitszy. I dziś już
wszyscy w to uwierzyli.
DYGAT: Ale widzisz, u ciebie to jest coś innego:
twój kolega aktor mówi – a inni w to wierzą, ale nie
można uwierzyć, że się już zdobyło puchar Rimeta.5 Ta
skromność nasza i Górskiego jest o wiele sympatyczniejsza.
HOLOUBEK: Oczywiście w jakimś sensie to jest
taktyka. Bardzo rozumna taktyka, wynikająca z realistycznego spojrzenia na sprawę. Górski wie dobrze
o tym, że nasze szanse są dość nikłe, wobec tego oddala od nas bardzo słusznie (i to jest chyba pierwszy przypadek trenerski, o ile ja pamiętam!) te wszystkie bodźce, które by zawodników pobudzały do euforii, obrony
Częstochowy itd. Ten sposób bycia Górskiego sprawia, że podpiera zawodników psychicznie.
DYGAT: Ja nie sądzę, żeby przyjechali tam z nastawieniem, że nie mają po co przyjeżdżać. Mnie jest
tych chłopaków serdecznie żal, ponieważ podejrzewam, że oni nie mają takich samych bodźców, jak
mają RFN-owcy czy Włosi, czy Jugosłowianie; prawdopodobnie drużyna polska jest drużyną najbardziej
zasługującą na miano amatorskiej, nie jeżeli chodzi
o kwalifikacje, ale jeżeli chodzi o jej udział. Polacy nie
będą walczyć zażarcie o te wspaniałe dziesiątki tysięcy marek, o których się pisze w gazetach. Ja uważam,
że to nie jest dobrze. Że jest najwyższy czas, żeby jednak nasz sport został uznany za zawód, za bardzo ciężki zawód, który zasługuje na wynagrodzenia takie samo, jak wynagradzani są na całym świecie, może
w stosunku do bogactwa naszego kraju, ale przynajmniej tak jak nagradzani są pisarze, artyści, którzy tak
samo dostarczają ludziom emocji, choć innego rodzaju. Myślę, że naszą drużynę cechuje pewna bezinteresowność.
KONWICKI: To właśnie jest ciekawy eksperyment. Nasi walczą o śliczne dyplomy uznania, tamci
walczą o ciężką gotówkę. Zobaczymy, jak z tej konfrontacji wyjdziemy.
Odtworzone z taśmy magnetofonowej, 14 czerwca 1974 r.
Zwycięstwo szeryfa
[Rozmowa 2]
DYGAT: Po wczorajszym meczu Polska–Argentyna6 zostawimy chyba na boku wielkie problemy,
28
04_Stanislaw Dygat.ps - 11/6/2012 6:43 PM
Stanisław Dygat, Gustaw Holoubek, Tadeusz Konwicki • PRZEPRASZAMY ZA USTERKI
a pomówimy raczej o bezpośrednich naszych emocjach z tym meczem związanych.
HOLOUBEK: Ja jestem wstrząśnięty tym meczem.
Nie dlatego, żebym sądził, ża to był najlepszy mecz polskiej drużyny, jaki kiedykolwiek rozegrała, nie o to
chodzi. Wstrząśnięty byłem całkowicie odmienną od
dotychczasowej atmosferą panującą w drużynie, jej
taktyką i opanowaniem psychicznym. Wszystkie nasze
to znaczy moje, oczekiwania, co do korzystnego wyniku tego meczu, opierałem na mniemaniu, że Polacy po
prostu bohatersko rzucając się pod nogi przeciwników,
zamurują bramkę, licząc na szczęście, na cud, z ambicją straszną, z maksymalnym wysiłkiem fizycznym, no
przypadkowo wygrają. Tymczasem spotkałem się
z drużyną niezwykle rozumną, realizującą precyzyjnie,
spokojnie wszystkie założenia taktyczne, grającą bardzo inteligentnie i po prostu wzorowo pod każdym
względem. Jeśli idzie o pierwszą połowę szczególnie.
A w drugiej połowie, już powiem za chwilę dlaczego,
troszkę było inaczej. Patrzyłem na to jak na swoiste
objawienie dlatego, że nie zgodziło mi się to w ogóle
z moim obrazem dotychczasowym w stosunku nie tylko do drużyny piłkarskiej, ale do naszych wszystkich
występów zagranicznych. Nie tylko w sporcie. Do tej
naszej pasji i ambicji często bardzo prowincjonalnej
dorównania światu za wszelką cenę, przy pomocy której nadrabialiśmy brak wiedzy czy rzetelnego rzemiosła. Nadrabialiśmy ambicją, duchem, wolą zwycięstwa,
modlitwą i wszystkim innym, co nie ma nic wspólnego
z umiejętnościami. Tutaj było przeciwnie. Bez żadnego wysiłku, lekko, nieomal nonszalancko zaproponowaliśmy widowisko godne najlepszych wzorów. Druga
połowa była o tyle słabsza, o ile piłkarzy opuściły siły.
Wydaje mi się, że jeżeli można o coś się obawiać po
wczorajszym meczu, to o kondycję naszych zawodników. Po prostu oni osłabli fizycznie i ten akt ostatnich
15 minut był aktem walki z własnym zmęczeniem.
KONWICKI: Chciałbym wygłosić wielką pochwalę Górskiego. Wydaje mi się, że wczorajszy dzień to
ogromna zasługa przede wszystkim trenera i jego najbliższych współpracowników. Myślę tutaj o Gmochu
i o Strejlau. Przecież pamiętamy, czego zawsze nie dostawało naszej drużynie. A mianowicie: elementu dorosłości. Nasi piłkarze powodowali się zawsze jakimiś
kompleksami. Widziało się w nich niewiarę we własne
siły, widziało się w nich rodzaj histerii, która czasem
sprawiała, że rzucali się do rozpaczliwego ataku i zwyciężali, ale najczęściej ta histeria sprawiała, że po prostu przegrywaliśmy w sposób irytujący. Górski dokonał
wspaniałej metamorfozy. Mnie się wydaje, iż nauczył
ich po prostu wiary we własne siły: że są mężczyznami,
że też potrafią grać i osiągnąć jakieś umiejętności
techniczne. Po prostu zbudował ich od nowa, jako ludzi i jako zawodników.
DYGAT: Chcę coś dodać na temat Górskiego.
Wydaje mi się, że Górski jest pierwszym trenerem,
Stanisław Dygat
który stronę psychiczną, wychowawczą, i to wychowawczą w sensie jak najbardziej rozumnym, wychowawczo-boiskowym, postawił na równi ze sprawami
wyszkolenia i jak gdyby wciągnął je w wyszkolenie, bo
rzeczywiście widzimy zupełnie innych piłkarzy. To opanowanie polskiej drużyny, ten spokój, to rzeczywiście było dla nas coś nowego i ja bym powiedział, że coś, o czym
zawsze marzyliśmy! Przy tym sama osoba Górskiego jest
dla mnie szalenie interesująca, wizualnie nawet. To jest
człowiek, który się kojarzy z jakimś rozumnym szeryfem
z dobrego westernu. Jest oszczędny w słowach, czasem
się uśmiechnie, nie robi gwałtownych gestów, jest opanowany, mówi tyle tylko, ile trzeba. Mam wrażenie, że
można też tu chyba mówić o działaniu jakiejś osobowości Górskiego. Bo mnie się na przykład postawa naszych
piłkarzy na boisku jakoś kojarzy z osobowością Górskiego, tak jak go się widuje w telewizji, a czasem, znacznie
rzadziej, w życiu. Ale chcę dodać, że kiedy się mówi
o Górskim, nie wolno też zapominać o Gmochu. On im
także coś przekazał ze swojej natury.
KONWICKI: Tak, ale w naturze doskonałość
osiąga się na krok przed śmiercią. I w tym uroczystym
29
04_Stanislaw Dygat.ps - 11/6/2012 6:43 PM
Stanisław Dygat, Gustaw Holoubek, Tadeusz Konwicki • PRZEPRASZAMY ZA USTERKI
by umożliwiał uprawianie sportu w sposób zawodowy.
W następstwie tej sztucznej kultywacji amatorstwa
możemy nie osiągać w przyszłości już żadnych wyników. To, co się stało w tej chwili, jest potwornym wysiłkiem ludzi, którzy być może lawirują jak mogą, i doprowadzają drużynę narodową do wyników. A więc jest
małe kłamstwo czy też duże kłamstwo na dnie tego wszystkiego i nad tym trzeba byłoby się zastanowić.7
DYGAT: Obiecywaliśmy sobie mówić dziś tylko
o wrażeniach z wczorajszego meczu, ale jest tyle problemów, które nas wciągają, że trudno jednak zatrzymać się tylko na tym meczu. Mówiłem już poprzednio,
że mnie tych chłopców jest żal. Bo oni dają z siebie
wszystko, a my mamy prawo zapytać, co oni za to mają? Poza tym, że kwiatami się ich wita na lotnisku,
względnie jeżeli gorzej im się powiedzie, to nikt na to
lotnisko nie przychodzi. Mam wrażenie, że sprawa dojrzała do tego, ażeby zażądać postawienia kwestii profesjonalizmu sportowców, piłkarzy przede wszystkim,
ponieważ piłka na świecie liczy się tylko zawodowa.
Więc piłkarze mają prawo domagać się, aby mieć zabezpieczoną jakąś przyszłość. Bardzo często sportowcy
potem się deprawują, my narzekamy, że taki był świetny sportowiec, co się z nim stało. Cała sprawa sportu
i sportowców ma swój aspekt społeczny, który u nas
nie jest rozwiązany, a który rozwiązany być powinien.
KONWICKI: Powiem rzecz, która się wielu nie
spodoba. Jestem zdania, że naszym piłkarzom czołowym powinno się zezwolić, aby mogli grać w drużynach zagranicznych.8 Tacy gracze robią światowe kariery, przysparzają sławy i pieniędzy swemu krajowi,
a potem częstokroć stają się znakomitymi światowymi trenerami. Cały czas mnie gnębi myśl o Lubańskim. Jestem zdania, że sukcesy dzisiejsze naszej drużyny są też jakąś małą zasługą Lubańskiego, który
swoją postawą, swoimi umiejętnościami, swoim koleżeństwem pracował nad skonsolidowaniem naszej
świetnej drużyny. Cały czas o tym myślę, że gdyby
dwa lata temu pozwolono Lubańskiemu grać w Feyenoordzie na przykład czy w Ajaksie, może dziś nie leżałby w klinice austriackiej, oglądając mistrzostwa
w telewizorze.
HOLOUBEK: Ja bym się zgodził ze zdaniem Tadeusza co do udziału naszych graczy w zagranicznych
drużynach zawodowych, pod pewnym warunkiem
jednakże. Bo obawiam się, że jeżeli tego warunku by
się nie spełniło, nie poprawilibyśmy złej sytuacji,
o której tutaj mówimy. Mianowicie, pozostawienie
możliwości wyjazdu graczom do drużyn zawodowych
zagranicznych sprawiłoby, że znowu cała piłka nożna,
począwszy od powiatowej, nastawiona byłaby wyłącznie na to, aby wyjechać za granicę, urwać się, jak to
się mówi, i tam zrobić karierę. Mnie się wydaje, że jest
to możliwe tylko wtedy, jeżeli u nas będzie zawodowstwo. To znaczy, że ta baza zawodowa w Polsce z możliwością konkurowania w jakiś sposób z zagranicznymi
Tadeusz Konwicki
dniu pełnym miłych zadowoleń myślę, czy nie warto
parę słów powiedzieć o pewnym kryzysie piłki nożnej
w naszym kraju. Słyszy się, że Legia się rozpada, widzimy zdumiewający upadek tak wspaniałego klubu jak
Górnik Zabrze i ogarniają nas różne niewesołe myśli.
Mianowicie wydaje mi się, że status naszej piłki nożnej, tej piłki powiatowej czy wojewódzkiej, jest jakoś
niejasny i nieokreślony. Górski wyciągnął naszą piłkę
reprezentacyjną, piłkę kilkudziesięciu graczy, na najwyższy poziom światowy. Ale piłka popularna, ta piłka ludowa, wydaje mi się w dalszym ciągu na bardzo
niskim poziomie. I chyba są jakieś tego przyczyny.
HOLOUBEK: Na pewno są tu jakieś przyczyny,
strukturalne czy też personalne nawet, systemowe.
Nie jestem pewien, czy główną przyczyną tego nie jest
kurczowe trzymanie się amatorstwa. To znaczy zapewniania sobie [takiej sytuacji], że w tej chwili jesteśmy
ostoją amatorstwa na świecie i że nasi chłopcy, nasza
młodzież dojrzewa do wyczynu sportowego tylko z tego powodu, że ma taką ambicję, że tak się do tego
przykłada, że nie zaniedbując normalnej nauki, uprawiania zawodu, sport traktuje jako margines życia,
a mimo to osiąga wspaniałe rezultaty dzięki ambicji,
dzięki jakimś tam przesłankom na pół uczuciowym.
W tej chwili sport stał się określonym zawodem. Nie
ma mowy w tej chwili, aby zawodnik najwyższej klasy
mógł się zajmować czymkolwiek innym niż sportem.
Więc trzeba by było może bezwstydnie zastanowić się
nad tą formą amatorstwa i wprowadzić system, który
30
04_Stanislaw Dygat.ps - 11/6/2012 6:43 PM
Stanisław Dygat, Gustaw Holoubek, Tadeusz Konwicki • PRZEPRASZAMY ZA USTERKI
mecze w grupie i czy jest szansa, żeby nasza drużyna,
którą już w tej chwili kochamy, doszła do finału?
DYGAT: Więc ja sądzę, że szansa jest, ale jestem
dość daleki od wielkiego optymizmu. Ja się bardzo boję,
po tym, co widziałem, że Argentyna jest w stanie wygrać z Włochami;9 czy my z Włochami wygramy na
pewno – nie wiem, i kiedy się wytworzy sytuacja taka,
że wszyscy będą mieli tę samą ilość punktów, zadecyduje stosunek bramek.10 Ja mówię to dla przykładu, bo
jeszcze do tego trzeba wygrać z Haiti, która, wydaje mi
się, wcale nie okazała się gorszą drużyną od Bułgarii czy
Szwecji na przykład11 i która jest niebezpieczna, skoro
potrafiła prowadzić z Włochami. Ja nigdy nie lubię przepowiadać, ponieważ pod tym względem jestem zabobonny, a poza tym odbiera mi to jakoś emocje. Chcę,
żeby była sprawa otwarta. Więc tylko chciałem powiedzieć, że do przejścia do ćwierćfinału jest jeszcze daleko.
HOLOUBEK: Ja już wróżyłem niestety, na pytanie
agencji PAP odpowiedziałem przed rozpoczęciem mistrzostw, że Polska zajmie pierwsze miejsce w grupie,
a że mistrzem świata będzie Holandia.12 Byłem jednym
z dwudziestu, którzy wymienili Holandię. Ja myślę, że
są szanse, żeby Polska także, nie chciałbym zapeszyć,
broń Boże, zajęła pierwsze miejsce w grupie, pod warunkiem że wygra z Haiti i zremisuje z Włochami. Haiti, ja się nie zgadzam z Dygatem, Haiti jest strasznie
słabiutką drużyną, bardzo słabą i Włosi po prostu przehisteryzowali ten mecz.13
KONWICKI: Zdradzę wam w zaufaniu, że posiadam
w sobie siłę nadprzyrodzoną. Całą mocą zahipnotyzuję
w najbliższych dniach historię mistrzostw świata i spowoduję to, że Argentyna zremisuje z Włochami, a nasi
wygrają z Haiti, co da nam automatycznie przejście do
następnych gier.14 Wobec tego do meczu z Włochami
też telepatycznie zasugeruję trenerowi Górskiemu, żeby
wystawił rezerwową drużynę opartą na Wiśle Kraków.15
Niech młodzi bez obciążenia psychicznego pohasają sobie z Włochami. Jak wygrają, a przypuszczam, że w takiej
sytuacji wygrają – dobrze, jak przegrają – też dobrze, bo
nasi będą już w ćwierćfinale. A co dalej, to zobaczymy,
bo musiałbym się jeszcze bardziej w sobie skupić.
HOLOUBEK: Wolałbym, żeby zajęli pierwsze miejsce w grupie, bo będą mieli za przeciwnika drugiego
menadżerami zaistnieje, bo wtedy po prostu ta płaszczyzna – handlu – stanie się zdrowa, naturalna.
DYGAT: Nie tylko zagraniczna, ale również konkurencja wewnątrz, w kraju, między piłkarzami, by się
zaostrzyła i podniosła naszą piłkę na wyższy poziom.
Jeśli ty masz zastrzeżenia do tego, co powiedział Tadeusz, to ja powiem, że udział naszych wybitnych piłkarzy w innych europejskich drużynach zawodowych nie
odbiłby się ujemnie na poziomie naszej piłki nożnej.
Twierdzę, że byłoby przeciwnie, bo to są bodźce. U nas
jest brak tych bodźców.
KONWICKI: Wtrącam słowo: Jugosławia, o której nie możemy powiedzieć, że jest słabą drużyną, oddała wielu graczy drużynom zagranicznym i nadal gra
świetnie. Rywalizacja jest wspaniałym dopingiem, rywalizacja podnosi ogólny poziom, a nie obniża tego
poziomu.
HOLOUBEK: Ja chciałbym uprzedzić ewentualny kontrargument, który często się słyszy z ust działaczy, kierowników sportu w naszym kraju: mianowicie, że zawodowstwo w jakiś sposób obniżyłoby to, na
czym nam najbardziej zależy, to znaczy tę jakąś naturalną ambicję wynikającą z przynależności do danego
narodu, innym słowem tzw. patriotyzm, o którym się
tak często mówi, a który jest bardzo często opacznie
rozumiany. Więc ten patriotyzm, ja jestem głęboko
przekonany (i tutaj nie ma żadnych dowodów prócz
dowodów teoretycznych), że nie może być w ogóle
mowy o przeciwstawieniu tych dwóch zjawisk: zawodowstwa i patriotyzmu. Podobnie jest na przykład
w sztuce, która przecież na pierwszy rzut oka, dla
przeciętnego odczucia społecznego, jest zjawiskiem
bezinteresownym. Nie zastanawiamy się nad tym, czy
Fryderyk Chopin napisał balladę dla pieniędzy, nie
zastanawiamy się nad tym, czy Michał Anioł malował Kaplicę Sykstyńską dla pieniędzy... Nie, po prostu sądzimy, że sztuka to właśnie jest to coś, co emanuje z ducha, jest bezinteresowne, co jest wynikiem
właśnie tego odruchu, powiedzmy, patriotycznego
w najlepszym tego słowa znaczeniu. Tymczasem tak
nie jest. Każda sztuka od początku świata była robiona za pieniądze i, więcej powiem, była robiona na zamówienie. U Michała Anioła Juliusz II zamówił Kaplicę Sykstyńską, i on robił to po to, żeby żyć i żeby
zarobić. Jan Sebastian Bach też pisał dla dworu brandenburskiego po prostu na zamówienie. I to wcale
jedno drugiemu nie przeszkadza, przeciwnie, to jest
moralnie absolutnie zdrowsze niż wymaganie od człowieka wysiłku bezinteresownego, za nic, powołując
się na jakieś abstrakcyjne rzeczy, kiedy obok tego ci,
którzy domagają się od niego tego wysiłku, biorą za
to forsę.
KONWICKI: Jesteśmy w stanie euforii przedzawałowej po wczorajszym meczu. Może spróbujmy wobec
tego zaryzykować wróżbiarstwo. Co sądzicie o dalszych
losach naszej drużyny, jak będą wyglądały następne
Gustaw Holoubek
31
04_Stanislaw Dygat.ps - 11/6/2012 6:43 PM
Stanisław Dygat, Gustaw Holoubek, Tadeusz Konwicki • PRZEPRASZAMY ZA USTERKI
z drugiej grupy, a nie pierwszego, i to jest korzystniejsze.
DYGAT: Tutaj popełniasz błąd, dlatego że wszyscy
ze wszystkimi grają w drugiej grupie.16 Jest w tym roku
inaczej, niż było dawniej. A mnie się poza tym ten występ Tadzia jako Madame Soleil tak szalenie podoba,
że właściwie na tym chciałbym zakończyć.
Cieszę się meczem, który dzisiaj widziałem,18 Polska wygrała ten mecz i wygrała we wspaniałej formie
sportowej, wbrew oczekiwaniom niektórych, że nasi
wdadzą się w jakieś kalkulacje, jakieś kombinacje.
Chcę nawiązać do tego, co Holoubek mówił w poprzedniej naszej rozmowie. Że sportowcy wielkiej klasy są zawodowcami w tym samym stopniu, jak artyści
czy pisarze. I otóż bałem się, że ci sportowcy zechcą
naśladować niektórych naszych artystów czy pisarzy,
którzy od czasu do czasu przez kalkulację grają złe role i piszą nie bardzo dobre książki. Przez kalkulację to
się jakoś inaczej opłaci. Tutaj na szczęście była czysta
sportowa sprawa i czysta sportowa walka, widowiskowo – niesłychanie piękna.
HOLOUBEK: Masz rację, bo przecież, kalkulując,
można było sądzić, że przegrana jest korzystniejsza o tyle, że będziemy w słabszej grupie. Ale abstrahujemy od
tego, która grupa jest słabsza, bo w tej chwili trudno
przewidzieć, jak będzie grała Brazylia na przykład, która dotąd, no, tak spacerkiem sobie przeszła przez eliminacje, ale może się zdarzyć, że będzie faworytem, że
zmieni w ogóle cały układ i wszystkie przewidywania.19
Po prostu ten mecz dzisiejszy był, jak słusznie mówisz,
najznakomitszy przez to, że szło po prostu o wygraną
drużyny polskiej, nawet nie o remis, ale o wygraną.
Boję się trochę o kondycję naszych, ale najprawdopodobniej to nie jest brak kondycji, tylko zmiana taktyki na defensywną. Tam Gmoch wleciał w pewnej
chwili na boisko, coś powiedział zawodnikom i po tym
momencie oni zeszli do pełnej defensywy, grali cofnięci, tylko dwóch zostawili w przodzie. Chyba to stworzyło pozory braku kondycji.
DYGAT: Chciałem zwrócić uwagę, że we wszystkich dotąd rozegranych meczach ostatnie 15 minut
budziło wątpliwości co do kondycji Polaków. A przecież przechodząc do defensywy, raz za razem bardzo
dla przeciwników niebezpiecznie kontratakowali jego
bramkę.
KONWICKI: Najbardziej mi się podoba w naszej
drużynie podczas tych mistrzostw to, że prezentuje ona
cechy, które nam się nie najczęściej zdarzają. Nasi grają ładnie, elegancko, pomysłowo, czysto. Wydaje mi
się, jakby nawet utrata kondycji w ostatniej części drugiej połowy tego meczu też miała w sobie coś eleganckiego, mianowicie zmęczenie to sugeruje, że nie są to
osiłki, w sposób totalitarny przygotowane z uszczerbkiem dla zdrowia do wielkiej imprezy sportowej. Mnie
się podoba po prostu styl gry naszej drużyny i to, że za
każdym razem sprawia ona niespodziankę, niespodziankę nie tylko dla nas, ale przede wszystkim dla całego świata sportowego.
HOLOUBEK: Obawiałem się, znając drużyny i ich
umiejętności, że z tymi drużynami, z którymi się Polska spotykała w innych meczach, Polacy będą bezradni w ciężkiej sytuacji wobec rutyny, taktyki i techniki
przeciwnika. Tymczasem za każdym razem spotykam
Odtworzone z taśmy magnetofonowej, 16 czerwca
1974 r.
Przepraszamy za zakłócenia
Szczęśliwy koniec pierwszego aktu
[Rozmowa 3]
DYGAT: Na początek zacytuję fragment końcowy Alcesty Eurypidesa. Notabene o wystawienie jej
w mojej adaptacji bezskutecznie zabiegałem przez rok
u Holoubka w Dramatycznym.17 „Jakże zmienne jest
oblicze woli bogów. To, czego nie oczekujemy, bogowie często spełniają, to, na co czekamy, nie nadchodzi”. Myślę, że tak może wzdychać wiele drużyn
w mistrzostwach świata. Co tyczy naszej drużyny,
można chyba powiedzieć, że odnosi się do niej pierwsza część tej kwestii, i wyrazić nadzieję, że nie odniesie się druga.
32
04_Stanislaw Dygat.ps - 11/6/2012 6:43 PM
Stanisław Dygat, Gustaw Holoubek, Tadeusz Konwicki • PRZEPRASZAMY ZA USTERKI
należałoby się jednak powstrzymać z dalszymi uwagami co do rezultatów meczów następnych, do finału
mistrzostw świata. Mogą nas czekać jeszcze ogromne
niespodzianki, spotykamy się z drużynami bardzo silnymi, i chciałbym z góry zaasekurować się, że cokolwiek się stanie: że wypadniemy z grupy, że nie dojdziemy do czwórki najlepszych drużyn świata – to już
właściwie czuję się w pełni usatysfakcjonowany faktem, że osiągnęliśmy to, co osiągnęliśmy. W końcu jesteśmy w ścisłej czołówce światowej, stanowimy jedną
z ośmiu najlepszych drużyn świata w nomenklaturze,
że tak powiem, turniejowej, i to jest fakt nieodwracalny. Więc możemy się tylko w tej chwili zastanowić
nad ewentualnościami, które mogą nastąpić w następnej fazie turnieju.
DYGAT: Ja bardzo jestem za tym momentem psychologicznym i to się wiąże z cytatem z Eurypidesa,
który na początku podałem. Właśnie naumyślnie.
W tym sensie również, że nie jest wcale taki pewny dalszy ciąg polskich zmagań, a nie wiadomo, jak to się dalej potoczy. Nie można tego wiedzieć. Bowiem nie tylko los, ale i sport rozmaicie kieruje zdarzeniami. Można
powiedzieć, że los w sportowych wydarzeniach zaskakuje częstokroć także zawodnika czy drużynę, która
znajduje się w znakomitej formie. Następuje ciąg takich rozmaitych psychologicznych zbiegów okoliczności, że najlepsza drużyna może odpaść. Ja z tym ciągle
się liczę, mając zresztą w pamięci swoje własne porażki,
kiedy uprawiałem sport, krótko i w wąskim zakresie, no
ale zawsze wiem, co to jest sport.
Zdarzyło mi się przegrać, będąc w znakomitej formie, z kimś bardzo słabym. Jedno takie zdarzenie
szczególnie utkwiło mi w pamięci. Przegrałem w tenisa z Gombrowiczem. To było w momencie, kiedy ja
naprawdę bardzo dobrze grałem. Z Maksem Stolarowem mało nie wygrałem seta na turnieju w Milanówku. Więc byłem kiedyś na Legii i nikogo nie było, i taki facecik podszedł do mnie i mówi: proszę pana, może
pogramy? Tak mi wyglądał na takiego jakiegoś
z MSZ-u, ale myślę, mogę i z nim pograć. Zagraliśmy,
i ja z nim przegrałem, chociaż dziś nie można równać
jego poziomu gry i mojego. Wyprowadził mnie z równowagi jakimś takim płaskim, nietenisowym gombrowiczowskim uderzeniem. Ale przecież ja byłem rzeczywiście zawodnikiem, młodym, dobrze zapowiadającym
się, a on był amatorem. Zresztą nie wiedziałam, że to
Gombrowicz, i dopiero w jakiś czas potem w „Wiadomościach Literackich” zobaczyłem jego fotografię
i przeczytałem fragment z Ferdydurke. Tak się tym
przejąłem, że rzuciłem sport i zacząłem pisać. Do dziś
nie jestem pewien, czy dobrze zrobiłem.
KONWICKI: Z tego by wynikało, że nasza drużyna to w piłkarskim artyzmie trochę Gombrowicz.
Dzięki dziwnym uderzeniom i niezwykłemu stylowi gry
wyeliminowała w końcu mistrza nad mistrzami. Ale
teraz rozpoczyna się najdramatyczniejsza runda, druga
się z czymś zdumiewającym. Tamta drużyna jak gdyby
przestaje istnieć. Zarówno Argentyna, jak i Włosi
stracili jak gdyby cechy własne, jakby przestali umieć
grać w piłkę. Co dowodzi, że nasi grają wspaniale, że
odpowiadają na ich taktykę czymś, co ich całkowicie
zaskakuje, demobilizuje. Ja na tyle się nie znam na piłce, żeby dostrzec, na czym to polega, bo można oczywiście z obserwacji wyciągać wnioski, że zwalniają
w środku pola, że długo czekają, potem następuje
szybki atak. Ale to nie tylko to, bo w końcu inne drużyny też grają szybkimi atakami. I Włosi, i Argentyńczycy. Ale w naszym przypadku nie udaje im się tego
zrealizować. Kiedy dzisiaj patrzyłem na mecz z Włochami, wydawało mi się chwilami, w pierwszej połowie, że gra pierwszoligowa drużyna z B klasą. Wprawdzie dochodziły słuchy, że we włoskiej drużynie dzieje
się coś niedobrego, że są jakieś niesnaski. No, nie grał
Riva, nie grał Riveira, ale to także niczego nie dowodzi, bo Argentyńczycy, u których niesnasek nie ma,
także byli bezradni wobec nas. Coś musi być w tej naszej drużynie, co jest absolutnie cudowne, cudowne
z tego powodu, że przecież przed mistrzostwami świata
liczyliśmy na cud, na szczęście, a tutaj się spotykamy
po prostu ze znakomitą znajomością rzeczy.
DYGAT: Myśmy z Tadziem oglądali ten mecz razem i naszą uwagę zwróciło to, że często drużyna włoska była zupełnie zdezorientowana, jakby nie rozumiała, o co Polakom chodzi, i Tadzio przypomniał sobie,
że Gmoch zapowiadał Włochom jakieś niespodzianki.
My oczywiście, którzy patrzymy na piłkę, nie znamy
dobrze wszystkich jej tajemnic, bo to zrobiła się wiedza
bardzo złożona, ale wydaje mi się, że być może Polska
do piłki nożnej wprowadziła coś nowego. Jest wielki
wspólny wysiłek. Zeszłym razem mówiliśmy o Górskim,
dzisiaj chciałbym powiedzieć parę słów o Gmochu. Postać Gmocha ma w sobie coś londonowskiego. Na meczu Express–Kadra, mecz bez znaczenia na boisku Legii, Gmoch na samym początku w zderzeniu z własnym
bramkarzem został kontuzjowany i także wyeliminowany do końca życia z piłki nożnej. Jednak w gruncie rzeczy on wyeliminować się nie dał, i całą swoją
ogromną wiedzę piłkarza, wiedzę człowieka uczonego,
inżyniera, który skończył politechnikę, poświęcił temu
wszystkiemu. Nie przestał być aktywnym piłkarzem.
I myślę, że oni razem z Górskim wnieśli coś nowego do
światowej piłki nożnej. I tak to właśnie los, nie wiadomo jak, kieruje sprawami. Kto wie, czy gdyby wtedy
Gmoch nie odniósł tej kontuzji, doszłoby dziś do togo,
co na stadionach Stuttgartu i Monachium widzimy
w wykonaniu polskiej drużyny.
HOLOUBEK: Złapaliśmy się wszyscy na tym, że
dużo mówimy o samym meczu z Włochami, chociaż
od naszej ostatniej rozmowy działo się wiele ciekawych rzeczy. Nic dziwnego: byliśmy jedynymi, co nie
stracili punktu. Graliśmy wspaniale, więc nic dziwnego, że na tym ostatnim akcie się zatrzymaliśmy. Może
33
04_Stanislaw Dygat.ps - 11/6/2012 6:43 PM
Stanisław Dygat, Gustaw Holoubek, Tadeusz Konwicki • PRZEPRASZAMY ZA USTERKI
runda, która na pewno dostarczy nam najmocniejszych wrażeń. Wydaje mi się, że w tej sytuacji, zgadzając się z Gustawem, ja bym apelował do wszystkich
kibiców, żeby poluzowali trochę nacisk moralny w stosunku do naszej drużyny. Chciałbym, żeby już w tej
chwili nie szantażować naszej drużyny nawet pewnym
typem komplementów, z których wynika żądanie dalszych wspaniałych i błyskotliwych sukcesów. Jestem
zdania, podobnie jak Gustaw, że nasi wykonali wspaniale normę. A teraz powinni bez najmniejszych obciążeń po prostu ładnie grać w piłkę.
HOLOUBEK: Miejmy nadzieję, że sędzia w meczu
Jugosławia–Polska wykluczy z dwóch zawodników jugosłowiańskich z boiska, bo to, co się działo w meczu
ze Szkocją...
DYGAT: Dodajmy oczywiście, o ile tak będą grali
jak ze Szkotami.
HOLOUBEK: No właśnie, o ile tak będą grali,
a grać będą na pewno, bo zwykle tak grają.
DYGAT: Ale ja znowu wierzę w naszych chłopców, że oni nie wdając się w rewanże, potrafią jakoś
sobie z tym poradzić. Ja myślę, że ich krzepa, w najlepszym pojęciu tego wyrazu, pozwoli im jakoś zamortyzować ewentualnie brutalne wybryki, które mogłyby się
zdarzyć. Niestety Jugosławia trochę zakłóciła tę jakąś
bardzo elegancką sportową atmosferę w meczu ze
Szkotami.
HOLOUBEK: Na pewno. Są drużyny, które stwarzają atmosferę do brutalnej gry.
DYGAT: Ja mam nadzieję, że z Polakami oni nie
będą starali się grać brutalnie.
HOLOUBEK: Przecież, o ile pamiętam, Włosi też
grają bardzo ostro i brutalnie, a w dzisiejszym meczu
zachowywali się jak dżentelmeni, w ogóle nie było mowy o żadnych złośliwościach.
DYGAT: Ale w ogóle mało w tych mistrzostwach
świata niesportowych incydentów. Moim zdaniem
pod względem sportowym stoją one na bardzo wysokim poziomie.
Ja myślę, że powiedzieliśmy na dzisiaj już dosyć. Jesteśmy pod wrażeniem tego meczu, który widzieliśmy
pół godziny temu. Jesteśmy rozgorączkowani, ale jednak usiłujemy zachować zdrowy rozsądek. Potrzebujemy też jeszcze kondycji – na dziś, bo jeszcze czeka nas
w telewizji jedno wielkie przeżycie sportowe. Mianowicie spotkanie zawodnika niesłychanie ambitnego i bojowego – Hanuszkiewicza z publicznością.20 Niepokoję
się o niego, ponieważ w zeszłym spotkaniu Zanussi był
w sposób niesłychanie brutalny faulowany, a sędzia,
wydawało się, nie znał zasad gry. No i boję się, czy Hanuszkiewicza nie spotka to samo co Zanussiego. Więc
chciałem dzisiaj pokibicować też Hanuszkiewiczowi.
KONWICKI: No, chyba Hanuszkiewicz stylem
walki raczej przypomina Jugosławię niż Haiti. Mnie się
wydaje, że kibicując Hanuszkiewiczowi, będziemy spokojniej patrzeć na ekran niż godzinę temu.
DYGAT: Tak – z tym że Hanuszkiewicz jednak nie
fauluje.
HOLOUBEK: Ze zrozumiałych względów nie będę
się w ogóle na ten temat wypowiadał, tylko wtrącę takie skromne jedno zdanie. Ponieważ w naszym zawodzie spotykamy się codziennie z publicznością, bo między innymi naturą tego zawodu jest bezustanna walka
z publicznością, z opinią publiczną, z chęcią podobania
się, z wygwizdywaniem itd., podziwiam tych, którzy
jeszcze chcą to zrobić poza zawodem. Trudno powiedzieć: podziwiam, po prostu dziwię się.
DYGAT: No a mnie się zdaje, że my będziemy teraz czekać na mecz Polska–Szwecja w środę i na spotkanie Sam na sam z Holoubkiem.
HOLOUBEK: Do tego spotkania mam nadzieję
nie dojdzie, z powodu walkoweru na korzyść tych,
którzy ewentualnie mogliby mnie zaprosić do tej audycji.
DYGAT: To, czego nie oczekujemy, bogowie często spełniają. To, na co czekamy, nie nadchodzi.
Odtworzone z taśmy magnetofonowej, 23 czerwca 1974 r.
Przepraszamy za zakłócenia
Mniejsza o medale
[Rozmowa 4]
DYGAT: Dzisiaj pierwszy raz rozmawiamy bezpośrednio po meczu. Jesteśmy w stanie pomeczowego
rozgorączkowania. Ja przyznaję, że mam chaos w głowie. Słuchajcie! Od olimpiady mówi się, że Polska ma
szczęście.21 Teraz też niektórzy wciąż powtarzają, że
Polska ma szczęście. Ten mecz z Jugosławią przyniósł
ogromne emocje.22 Bardzo różnorodne. Na początku
byliśmy przerażeni słabą grą Polaków. Teraz już nie jestem pewien, czy to była słaba gra. Czy nie była to taktyka wytrzymania tego naporu, z rachubą na to, że
w pewnym momencie Jugosłowianie stracą siły. Wydaje mi się, że tak właśnie było. Nie, to nie jest sprawa szczęścia i za każdym razem szczęścia. Niestety,
kiedy Polacy coś bardzo dobrze robią, to inni Polacy
patrzą na to trochę podejrzliwie. Albo jakaś lipa, albo
coś na lewo, albo cholerne szczęście.
HOLOUBEK: Ja nie przyjąłem meczu ze Szwecją
tak jak większość. Że to była obniżka formy Polaków,
choć na pewno obserwowało się kryzys. Ale ten kryzys
wynikał, jak sądzę, z faktu, że to był czwarty mecz.
O ile mi wiadomo, w turniejach właśnie te czwarte
mecze są najbardziej depresyjne dla każdej drużyny.
Polacy wygrali ze Szwecją zasłużenie. Zasłużenie, tak
jak prawie zawsze zasłużenie wygrywa każda wygrywająca drużyna mimo optycznej przewagi przeciwników.
Tutaj widocznie taktyka obronna i pewna nieudolność napastników szwedzkich spowodowała, że wynik
34
04_Stanislaw Dygat.ps - 11/6/2012 6:43 PM
Stanisław Dygat, Gustaw Holoubek, Tadeusz Konwicki • PRZEPRASZAMY ZA USTERKI
HOLOUBEK: Moim zdaniem polska drużyna grała fantastycznie. Zaraz wytłumaczę się, dlaczego. Kiedyś, dawniej, panowało przekonanie – kiedy ja przyszedłem do teatru, jeszcze ono obowiązywało
w praktyce – że aktor nie musi być inteligentny, byle
miał talent. Podawali tysiące przykładów z przeszłości,
z naszej i innej teatralnej tradycji, gdzie jacyś aktorzy
o nikłym stopniu inteligencji, na pół analfabeci, grali
wielkie, wspaniałe role i sprawdzały się im one na scenie w całej rozciągłości. Widzowie byli oszołomieni
tym, że tak precyzyjnie i mądrze są interpretowane.
Wszyscy zadawali pytanie: skąd się to bierze, że aktor,
który ma nikłe wykształcenie, może zrozumieć zawiły
tekst, podać go w taki sposób, że jest on dla wszystkich
zrozumiały. Otóż zawsze podawałem w wątpliwość to
twierdzenie. W tej chwili jakoś podobnie patrzę na
piłkarzy. Chyba przyszedł taki czas, że bez inteligencji
ani rusz. Ludzkość dojrzała. Być może, że to, co ludzkość spotyka i spotkało w niedalekiej przeszłości, te
kataklizmy, wstrząsy, wojny i tak dalej, sprawiły, że ludzi już nie można okłamywać emocją zewnętrzną, entuzjazmem, wzruszeniem, demonstracją uczuć. Jest im
w tej chwili potrzebny rozum, wnikliwość, inteligencja, aby sami byli przekonani co do sensu jakiegoś
działania i żeby mogli innych o nim przekonać. Otóż
w drużynie polskiej na pierwszy plan wybija się rozum,
inteligencja. Gra ona w ten sposób, jak gdyby była kierowana niewidzialną ręką i we wszystkich akcjach niebezpiecznych dla naszej drużyny i w akcjach optymalnie dobrych dla naszej drużyny, przejawia się jakiś typ
inteligencji, jakiś typ rozsądku, rozumu.
Na początku, po pierwszej rundzie meczowej, mówiliśmy o tym, że polska drużyna jest zdumiewająco
inna i nie zgadza się z naszym pojęciem o polskiej drużynie piłkarskiej, jakie z nią wiązaliśmy. Chodzi o różne Somosierry, obrony Częstochowy itd. W tej chwili
już wiemy, że cechą naszych piłkarzy jest inteligencja
i rozum, a nie rozpaczliwe odwoływanie się do sił nadprzyrodzonych.
KONWICKI: Tutaj interesujący jest pewien moment psychologiczny, który w jakiś sposób potwierdza to,
co mówił Gustaw. Mianowicie my nie zawsze dorastamy
był 1:0 dla nas, a nie przeciwnie. Co do dzisiejszego
meczu, muszę powiedzieć, że zaczynam wierzyć w duchy. No, ja w duchy wierzyłem już dawno. Są. W tym
wypadku chodzi o duchy, które obdarzają nas zdolnością przeczuwania, przewidywania. Wymarzyłem sobie, aby taktyka dzisiejszego meczu była taka:
Wytrzymać maksymalnie długo atak Jugosłowian,
który niewątpliwie nastąpi, i nie dopuścić do utraty
bramki. Potem przejść do kontrataku, kiedy Jugosłowianie będą wyczerpani. Byłem pewien, że nasze ataki będą sporadyczne i że tylko to jest jedyna szansa
na uzyskania korzystnego wyniku. Tak się właśnie
stało. Tyle że los był jeszcze bardziej łaskawy.
W chwili naporu Jugosłowian strzeliliśmy bramkę
z rzutu karnego. Potem wszystko się rozegrało tak,
jak sobie wymarzyłem. Jestem zbyt poruszony, aby
formułować coś ogólnie. Niepokoję się w tej chwili
o kontuzjowanych: Deynę i Szarmacha. Czy te kontuzje są poważne, czy potrafi się je wyleczyć przed
meczem z RFN?23
Poza tym zmęczyła mnie ta kawalkada piłkarska.
Najchętniej czekałbym teraz na niewielkie trzęsienie
ziemi, które by przerwało mistrzostwa i zawiesiło je
w takiej nierozegranej formie. Jestem ledwo żywy, najgorzej wytrzymuję interwałowe napięcia.
DYGAT: W takim razie nie powtarzajcie ciągle, że
nasi piłkarze nie mają kondycji. Bo jeżeli my siedząc
tutaj i popijając w czasie meczu herbatę, straciliśmy
kondycję, to co mają oni powiedzieć?
KONWICKI: Wczoraj szedłem sobie na spacer i zobaczyłem na Nowym Świecie dojeżdżającą do ronda furgonetkę. Na tej furgonetce był duży kolorowy napis „Polska–Jugosławia 2:1”. Tak mnie zaintrygowało to
proroctwo, że popatrzyłem, do kogo należy ta furgonetka.
Furgonetka należała do handlu miejskiego. Nasz
handel ma potężną siłę wieszczenia. Oczywiście,
w sporcie.
DYGAT: Dotąd przed każdą naszą rozmową coś
sobie tam w głowie układałem. Biorąc pod uwagę, że
mamy zawsze mało czasu na to, żeby tę rozmowę przeprowadzić, nastawiałem się na jakieś ogólne tematy, na
sens których wynik spotkania nie mógł całkowicie
wpłynąć. Wychodziłem z założenia, że naszą rzeczą
w związku z mistrzostwami nie jest krytyka czy komentowanie gry, ponieważ robią to dużo lepiej od nas fachowi znawcy. Na dzisiaj miałem też coś przygotowane. Nawet w tej chwili nie pamiętam. Wszystkie
eleganckie pomysły runęły mi w czasie gry. Gra pochłonęła mnie bez reszty i na żadne wspaniałe intelektualne komentarze nie ma w głowie miejsca. Nawet mi się
nie chce tego miejsca szukać. Ponieważ tak się składa,
że ja akurat ten mikrofon trzymam w ręku, od czasu do
czasu czuję się tak, jak reporter, który przychodzi na
wywiad. Więc chciałem przeprowadzić z wami wywiad.
Czy panowie uważają, że polska drużyna grała dobrze, czy źle?
Tadeusz Konwicki Gustaw Holoubek, kadr z filmu
Słońce i Cień, reż. Jan Holoubek.
35
04_Stanislaw Dygat.ps - 11/6/2012 6:43 PM
Stanisław Dygat, Gustaw Holoubek, Tadeusz Konwicki • PRZEPRASZAMY ZA USTERKI
może być dobrym piłkarzem i drużyna składająca się
z takich zręcznych a nieinteligentnych zawodowo piłkarzy nie może być dobrą drużyną. Wydaje mi się, że
w tym sensie nasza drużyna błyszczy inteligencją i ma
przewagę nad innymi. Ja nie zwykłem snuć żadnych
przewidywań dotąd i nie będę tego robił. Jednak,
w pewnym sensie mniej się boję RFN, niż bałem się Jugosławii. Tutaj nie chodzi mi o wygraną czy o przegraną. Z mniejszym bodaj napięciem będziemy to oglądali, spotkanie z Jugosławią stanowiło jakiś punkt
szczytowy. Mamy na pewno medal. Poza tym bałem się
Jugosłowian. Bałem się fizycznie. Nie chcę oceniać
w sposób stanowczy ich gry, twierdzić, że grają brutalnie. Są pewne subtelności w piłce nożnej trudne do
uchwycenia z trybuny. Często nam się zdaje, że został
sfaulowany nasz zawodnik, a jest przeciwnie. Niemniej
Jugosłowianie chyba grają za ostro.
HOLOUBEK: Co się tyczy rzutu karnego, twierdzę, że był słuszny. Oczywiście był słuszny. Przewinienie było niewątpliwe i bez precedensu. Sędzia mógł tylko powziąć decyzję albo rzutu pośredniego z miejsca
faulu z wykluczeniem czerwoną kartką zawodnika, który faulował, albo rzut karny. Wybrał tę drugą ewentualność. Nie ma wątpliwości, że albo Jugosłowianie
winni grać w dziesiątkę, albo powinien być wykonany
rzut karny.
KONWICKI: Bardzo dobrze. Jesteśmy szczęśliwi.
Ale czy przeglądacie wyniki naszych drużyn w Pucharze Lata? Chyba nie. A tam padają rozstrzygnięcia dla
nas bardzo smętne i żałosne. Czy uzyskanie dobrego
miejsca w tych mistrzostwach wpłynie jakoś ozdrawiająco na naszą piłkę?
Czy wy obaj, gdybyście byli na miejscu prezesa Polskiego Związku Piłki Nożnej, zdecydowalibyście się
sprzedać naszych graczy reprezentacyjnych? Jak wiemy,
koło naszej bazy w Murrhardt krążą panowie z czarnymi teczkami. Wiemy także, że na niektórych najlepszych naszych zawodników polują menedżerowie słynnych klubów europejskich. Co w takiej sytuacji robić?
Czy umożliwić dalszą wspaniałą światową karierę kilku
zawodnikom, a przez to stworzyć doping dla ich krajowych następców, czy zasklepić się w swoim sukcesie na
sposób prowincjonalny i strzec każdego piłkarza jak oka
w głowie, licząc na to, że oni tutaj podniosą tę naszą powszechną, popularną piłkę nożną na wyższy poziom?
DYGAT: Ja uważam, że tę sprawę trzeba będzie
rozważyć na chłodno. W tej chwili jest za wcześnie.
W tej chwili, jeżeli pomyślelibyśmy sobie, że nasi
wspaniali gracze będą pojutrze jeden w Bayern, drugi
w Atletico Madryt, a trzeci w Feyenoordzie, to robi mi
się trochę przykro. Ale ja jestem w zasadzie, tak jak już
mówiliśmy, za tym, żeby gracze nasi grali w zawodowych drużynach zachodnioeuropejskich. Jak najbardziej. Jeżeli popatrzymy na to z naszego punktu widzenia, z punktu widzenia także propagandy polskiej,
spraw polskich, na pewno odda to nam może wiele
do sytuacji. A myślę tutaj o sytuacjach wyjątkowo
trudnych i wyjątkowo odpowiedzialnych w życiu ogólnym, że tak powiem – globalnym. Pójdę nawet dalej:
wydaje mi się, że istnieje rodzaj kompleksu, że my się
boimy tych ostatecznych, najbardziej wyśrubowanych
sytuacji. Mamy wiele kompleksów, które wyrażają się
chociażby w naszych histerycznych lękach przed każdym meczem. Otóż wygląda na to, że nasza drużyna
piłkarska przełamała te dziwne bariery naszych powszechnych kompleksów. Bo mimo to, że nam się ta
gra miejscami nie za bardzo podoba, mimo to, że wolelibyśmy, aby nasi byli w nieustannym, wspaniałym,
błyskotliwym ataku – patrząc obiektywnie na sytuację
boiskową, musimy przyznać, że oni po prostu wykonują doskonale to, co do nich należy. Wygrywają mecze.
Wygrali piąty z kolei mecz. Wygrali wielką wojnę z naszymi kompleksami. Jeśli nie ze wszystkimi, to przynajmniej z moimi.
DYGAT: Więc zgadzamy się, że naszą drużyną rządziła jakaś mądra i wcale nie nadprzyrodzona siła. Tą
mądrą siłą jest z wszelką pewnością wspólne zaangażowanie całego zespołu i trenerów, wspólne wymyślenie
sposobu na granie w piłkę nożną. Jak powiedział Pelé,
Polska wniosła do futbolu coś nowego. Myślę, że i Jugosłowianie zostali zaskoczeni nietypowością tego, co się
odbywa na boisku. My, oglądający, byliśmy z początku
przerażeni. Byliśmy przerażeni nawet ciągle po tym 1:0,
a zrozpaczeni, kiedy padło wyrównanie. A przecież, jak
patrzeć na mecz wstecz, wydaje się, że był prowadzony
konsekwentnie. Nasz młody przyjaciel, który tutaj
przyszedł i który się znakomicie zna na piłce nożnej,
powiedział: „No, teraz Jugosłowianie siądą”. Nie wyglądało na to, ale za chwilę Jugosłowianie siedli rzeczywiście i myślę, że nie jest to przypadek, ale że doprowadziła do tego taktyka. I dlatego zdaje mi się, że i ten
mecz został rozegrany znakomicie. Nie mówiliśmy
o meczu Polska–Szwecja, ale mecz Polska–Szwecja też
został rozegrany bardzo dobrze. Nie było to zwycięstwo
przypadkowe. Wracając do tego, co Gustaw mówił na
temat inteligencji aktorów – ja się spotkałem z wieloma aktorami, którzy cieszyli się opinią głupich, nieinteligentnych, a byli wybitnymi aktorami. Nie chcę wymieniać nazwisk, skoro się w ten sposób o nich mówi.
Ta opinia wynikła z niemożliwości doceniania przez ludzi przeciętnych pewnej szczególnej, subtelnej inteligencji ludzi wykonujących w sposób doskonały swój zawód, którzy nie mają czasu ani miejsca na inteligencję
pań z kawiarni. Piłka nożna, sport w ogóle, bo widzimy
to na tak wspaniałej osobie jak Szewińska, tak bardzo
się skomplikował, stał się czymś więcej, niż był dotąd,
i jego zasady, taktyka, technika, przygotowanie psychologiczne tak bardzo się skomplikowały, że uprawianie go zawodnicze wymaga tej inteligencji. Inteligencji
uprawianego zawodu. Piłkarz, który nie posiada inteligencji swojego zawodu, ale tylko zręczność w nogach
i ewentualnie w głowie w sensie główkowania, nie
36
04_Stanislaw Dygat.ps - 11/6/2012 6:43 PM
Stanisław Dygat, Gustaw Holoubek, Tadeusz Konwicki • PRZEPRASZAMY ZA USTERKI
dobrych usług. W tej chwili jednak cieszymy się naszym świętem w krajowej skali.
HOLOUBEK: No, poczekajmy jeszcze jakąś godzinę, bo jak RFN przegra ze Szwecją, a my przegramy
z RFN, to jeszcze te medale się mogą nam oddalić.
DYGAT: Może. Jednak cokolwiek będzie, ja już jestem zaspokojony. Jeżeli będzie tak, jak ty powiedziałeś, trudno. Przedtem podchodziliśmy pod szczyt.
W tej chwili już na tym szczycie jesteśmy. Mniejsza
o medal.
10
11
12
13
Odtworzone z taśmy magnetofonowej, 30 czerwca
1974 r.
14
15
Opracował Przemysław Kaniecki
*
Pierwodruk: „Literatura” 1974, nr 25 z 20 VI, nr 26 z 27
VI, nr 27 z 4 VII i nr 28 z 11 VII. Pierwsze dwa odcinki noszą
tytuł Przepraszamy za usterki, kolejne – Przepraszamy za zakłócenia; pozostawiamy ten układ tytułów. Przygotowanie przedruku i przypisy: Przemysław Kaniecki (w przedruku została
zmodernizowana pisownia i interpunkcja, niekiedy w stosunku
do tekstu z pierwodruku, przygotowywanego najwyraźniej pośpiesznie, wprowadzono również drobne retusze stylistyczne).
16
17
Przypisy
1
2
3
4
5
6
7
8
9
Maryla Rodowicz śpiewała podczas ceremonii otwarcia
turnieju piosenkę Futbol.
Zob. S. Dygat, Olimpiada, „Literatura” 1972, nr 30;
T. Konwicki, Relacja z Monachium, „Literatura” 1972
nr 29, przedr.: tegoż, Wiatr i pył, s. 302-304. Gdy 5 IX
palestyńscy terroryści zabili 11 izraelskich sportowców,
Konwicki napisał esej Śmierć w Monachium, „Literatura”
1972 nr 30; przedr. w tomie Wiatr i pył, s. 305-316.
X Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej rozpoczęły się
13 VI 1974 r. meczem Jugosławia–Brazylia (grupa B w fazie eliminacyjnej), zakończonym remisem 0:0. Brazylijczycy występowali w RFN jako drużyna mistrzów świata,
przy tym tytuł zdobyty w 1970 r. był ich trzecim z rzędu
zwycięstwem na mistrzostwach (Puchar Rimeta, dotąd
przechodni, przekazany został Brazylijskiej Federacji Piłki Nożnej).
Mowa o finale Pucharu Klubowych Mistrzów Europy
w Amsterdamie 2 V 1962 r. SL Benfica rzeczywiście
zwyciężyła 5:3 z Realem Madryt, przy czym początkowo,
do bramki kontaktowej, portugalski zespół przegrywał
nie 3:0, ale 2:0.
Zob. przyp. 3.
Na stadionie w Stuttgarcie drużyna polska wygrała z argentyńską 3:2.
Fragmenty oznaczone kursywą usunęła cenzura. Przywrócone na podstawie „Informacji nr 142 o bieżących
ingerencjach” z dn. 20 VI 1974, dokument w zbiorach
Archiwum Akt Nowych, Główny Urząd Kontroli Prasy,
Publikacji i Widowisk, sygn. 1079, k. 76.
Większość piłkarzy reprezentacji po tych mistrzostwach
nadal nie otrzymywała zgody na grę za granicą.
W meczu 19 VI w Stuttgarcie Argentyna zremisuje
z Włochami 1:1.
18
19
20
21
22
23
37
23 VI Polacy wygrają z Włochami 2:1 na stadionie
w Stuttgarcie. Ostatecznie wyjdą z grupy D na pierwszym miejscu z 6 punktami, na drugim miejscu znajdą się
Argentyńczycy z 3 punktami (tyloma co Włosi – i tu decydowała już ilość bramek).
Wspomniane zespoły bułgarski i szwedzki znajdowały się
w grupie C (z której do dalszej gry przeszły Holandia
i Szwecja).
Holandia znajdzie się ostatecznie w finale, rozegranym
na stadionie olimpijskim w Monachium 7 VII. Przegra
jednak z RFN 1:2.
Mecz Włochy–Haiti (z 15 VI), w którym pierwszą bramkę strzelili Haitańczycy, zakończył się ostatecznie wynikiem 3:1. 19 VI Polacy wygrają z Haitańczykami 7:0.
Zob. przyp. 9 i 13 oraz 10.
Trener Kazimierz Górski najwidoczniej nie odebrał tych
sugestii. W meczu zagrał stały skład: Jan Tomaszewski
(bramkarz), Antoni Szymanowski, Jerzy Gorgoń, Władysław Żmuda, Adam Musiał, Kazimierz Deyna, Henryk
Kasperczak, Zygmunt Maszczyk, Grzegorz Lato, Robert
Gadocha, Andrzej Szarmach (zmieniony pod koniec
meczu przez Lesława Ćmikiewicza). Wynik – zob. przyp.
10. Por. też początek kolejnej rozmowy.
Por. początek kolejnej rozmowy.
Holoubek był wówczas dyrektorem Teatru Dramatycznego (zob. o tym okresie zwłaszcza wspomnienie w książce M. Terleckiej-Reksnis Holoubek – rozmowy, Warszawa
2008). Z greckich tragedii Dygat opracował wcześniej już
Edypa króla i Medeę (przedstawienie Edypa w Dramatycznym z 1961 roku, z Holoubkiem w roli głównej, jak również późniejsza wersja przedstawienia w teatrze telewizji,
oparte było na tej adaptacji tekstu), przy czym były to autorskie parafrazy oryginałów, których podstawą były filologiczne przekłady francuskie. Zob. Marta Dudkowska,
www.dygat.pl/tlumacz.html.
Polska–Włochy – 2:1. Zob. przyp. 10.
W rundzie eliminacyjnej Brazylia znajdowała się w grupie B. Do rundy drugiej przeszła z drugiego miejsca (za
Jugosławią) po meczach: z Jugosławią – 0:0, ze Szkocją –
0:0, z Zairem – 3:0. Skądinąd o przejściu do kolejnej
rundy zadecydowała ilość bramek, bo Brazylia miała tyle
samo punktów, co Szkocja; niezakwalifikowanie się
Szkotów do półfinałów było przy tym historycznym precedensem – drużyna ta nie przeszła się bowiem do kolejnej
fazy, mimo nieprzegrania żadnego meczu. Ostatecznie
Brazylia zajmie w mistrzostwach 4. miejsce, przegrywając
mecz o podium z Polakami 0:1 (Monachium, 6 VII).
Mowa o bardzo popularnym cyklu telewizyjnym Sam na
sam.
Podczas IO w Monachium w 1972 r. polska drużyna piłki nożnej zdobyła złoty medal.
Rozegrany 30 VI 1974 r. na stadionie we Frankfurcie
mecz Polska–Jugosławia zakończył się wynikiem 2:1;
pierwszy gol dla Polaków został strzelony z rzutu karnego. Wcześniejszy mecz (26 VI, Stuttgart) Polaków ze
Szwedami – 1:0.
Deyna zagra w meczu z RFN, natomiast Szarmach nie
(wróci na boisko dopiero w meczu z Brazylią, 6 VII).
04_Stanislaw Dygat.ps - 11/6/2012 6:43 PM
Adam Adach, Fan, 2012, olej, płótno, 40 x 30 cm.