-
Title
-
Neapol i Luca Giordano (Luca Giordano, Trzej Królowie) / Polska Sztuka Ludowa-Konteksty 2012, t. 66
-
Description
-
Polska Sztuka Ludowa-Konteksty 2012, t. 66, s.334-339
-
Creator
-
Ziemba, Antoni
-
Date
-
2012
-
Subject
-
historia sztuki, malarstwo europejskie
-
extracted text
-
30_Historia jednego obrazu Giordano.ps - 6/13/2012 10:12 PM
Historia jednego obrazu –
Luca Giordano
na Lubelskiej
Siedziba teatru Studium Teatralnego,
Lubelska 30/32, Warszawa
Od redakcji:
Kontynuujemy dokumentację ze spotkań z cyklu
Historia jednego obrazu organizowanych przez Piotra
Borowskiego i zespół Studium Teatralnego w Warszawie przy ulicy Lubelskiej. O idei tych spotkań patrz
rozmowa z Piotrem Borowskim w: „Konteksty”, nr 2-3/2011, s. 338-347, tamże dokumentacja z pierwszego spotkania (s. 348-363). Kolejne poświęcone Józefowi Czapskiemu i Januszowi Przewłockiemu – patrz
„Konteksty” nr 4/2011, s. 202-218.
Sławomirowi Bobuli składamy podziękowania za udostępnienie zdjęć z albumu rodzinnego.
Zapis fotograficzny ze spotkania na następnych stronach. Fot. Maciej Łepkowski.
Piotr Borowski: Witam Wszystkich bardzo serdecznie. Przywitały Państwa pieśni neapolitańskie, które na ten wieczór aktorzy zespołu S/T specjalnie przygotowali, wcielając się w rolę śpiewających kelnerów
i którzy przez cały wieczór będą się Państwem opiekowali. Chcemy Państwa przenieść w nastrój południa
Włoch, do Neapolu, miasta, które jako jedno z niewielu miast na świecie fascynuje i przyciąga inspirującym
chaosem. Właśnie ten klimat pragniemy żeby tu zaistniał, choć na chwilę. Wszystko to za sprawą obrazu Luki Giordano, z końca XVII wieku, który udostępnił Sławomir Bobula, właściciel obrazu.
Posłuchamy o jego historii, w jaki sposób znalazł się
i ocalał w Warszawie. Towarzyszyć nam będą utwory muzyki barokowej. Posłuchamy kompozycji Georga Friedricha Haendla i innych – za przygotowanie tego koncertu
dziękuję bardzo naszym przyjaciołom, muzykom. Są to –
Julia Kubica (skrzypce), Wojciech Walczak (altówka), Filip Rzytka (wiolonczela). Śpiewać będą: Katarzyna Kalisz
(sopran), Anna Fijałkowska (alt), Jan Szutkowski (tenor)
z akompaniamentem Aleksandry Endzelm-Obertyn (pianino). W historię, klimat kulturowy, tradycję artystyczną
Neapolu, w jakiej ukształtował się twórca tego obrazu,
wprowadzi nas wybitny specjalista, historyk sztuki, który
na co dzień pracuje w Muzeum Narodowym i na Uniwersytecie Warszawskim profesor Antoni Ziemba.
Zanim jednak oddam mikrofon, już teraz chciałbym zapowiedzieć następne spotkanie. Odbędzie się
ono 4 września. Nazywać się będzie Urodziny poety.
Tutaj chciałbym Państwu powiedzieć, jak splot okoliczności i sytuacji, na które trafiamy podczas naszych
przygotowań do tych spotkań, ma tu swoje znaczenie
i odgrywa swoją istotną rolę.
Wiele powstaje i rodzi się z okoliczności, bo nie
chcę powiedzieć: z przypadku.
Kiedyś, będąc zaproszonym do domu pani Biety
Ficowskiej, zauważyłem, że ma dużo pięknych obrazów.
Witolda Wojtkiewicza i Brunona Schulza. Zapytałem
o Wojtkiewicza, czy możemy go pokazać. Bardzo chciałem tego Wojtkiewicza. Ale ona odpowiedziała: skoro to
jest historia j e d n e g o obrazu, to zróbmy historię obrazu, namalowanego przez mojego męża Jerzego Ficowskiego. On namalował tylko j e d e n obraz w życiu, i to było
wtedy, kiedy zabroniono go drukować i był zapis cenzury
na jego nazwisko. Wtedy on powiedział: jak nie, to nie,
to ja zacznę malować. Tak doszliśmy z panią Bietą do porozumienia, że właśnie dobrze jest ten jeden obraz pokazać. A dlaczego spotkanie będzie się nazywać „urodziny
poety”? Bo czwartego września wypadają urodziny Jerzego Ficowskiego, więc jak na urodziny przystało na pewno
będzie ogromny tort, duży stół, byśmy mogli przy nim
wszyscy zasiąść. Na pewno będą śpiewane jego piosenki.
Będzie wspólne czytanie jego wierszy. Już teraz serdecznie
Państwa na to spotkanie zapraszam. Poprowadzi je Gianna Benvenuto. Ja niestety będę nieobecny, ponieważ
w tym czasie będę w Bogocie reżyserował przedstawienie
w tamtejszym teatrze. To teraz już oddaję głos profesorowi Antoniemu Ziembie.
332
30_Historia jednego obrazu Giordano.ps - 6/13/2012 10:12 PM
333
30_Historia jednego obrazu Giordano.ps - 6/13/2012 10:12 PM
ANTONI ZIEMBA
Neapol
i Luca Giordano
ok Pański 1656 był w Neapolu rokiem strasznym. Rokiem hekatomby, apokaliptycznej
katastrofy. Kary za lukullusową rozpustę –
mówili jedni, ale i nadziei na nowe życie, nowej
szansy – myśleli ci, co przetrwali. Wymarło pokolenie starych, a młodzi mogli wstąpić na arenę publicznej kariery.
W roku tym miasto spustoszyła zaraza. Potężna
epidemia dżumy.
R
Neapol: historia i mit
Neapol jest miejscem owianym legendą, miastem-mitem. Wszyscy znamy chełpliwe powiedzenie jego
mieszkańców: „Vedi Napoli, e poi muori” – „Zobaczyć
Neapol i umrzeć”. Określa ono dawną chwałę, bogactwo i potęgę tej metropolii oraz jej teraźniejszą urodę
i malowniczość. W powszechnej świadomości – tej
dzisiejszej i tej historycznej – tkwią charakterystyczne
zmitologizowane wyobrażenia o Neapolu: miasto
w cieniu Wezuwiusza, miasto nad błękitną zatoką,
miasto słońca, stolica bukolicznej Kampanii, miasto
zabawy, miasto lirycznych pieśni, Złota Brama do
wnętrza Italii, dawny klejnot w koronie hiszpańskiej,
miasto mnichów i mniszek, miasto pobożnych procesji
i pochodów biczowników, miasto setek kościołów,
miejsce naznaczone piętnem śmierci, ciągłych trzęsień
ziemi i wielkich zaraz.
Wbrew swej nazwie – Nova Polis, Neapolis – jest to
jeden z najstarszych ośrodków władzy i kultury na Półwyspie Apenińskim. Powstał nad Zatoką Neapolitańską jako filia kolonii greckiej Cumae w Kampanii. Jako
wielki port, doskonale usytuowany na szlaku handlowym wiodącym z Grecji i Sycylii do Lacjum, Etrurii
i Rzymu, Neapol był jedną z najbardziej prężnych gospodarczo i cywilizacyjnie kolonii Wielkiej Grecji (tj.
południowej Italii i Sycylii), a potem, od IV wieku
p.n.e., głównym centrum rzymskiej Kampanii, w której
był nie tylko ośrodkiem handlu i żeglugi, ale przede
wszystkim uzdrowiskiem, miejscem rozrywki i willegiatury dla patrycjuszy Rzymu, spędzających tu w przyjemny sposób zimę. Sprzyjały temu zalety idyllicznego
krajobrazu, położenie nad spokojną i ciepłą tonią zato-
ki, ciągnącej się od przylądka Miseno na północy do
półwyspu Sorrento na południu, a także bliskość atrakcyjnych miejscowości podmiejskich na wyspach u wejścia do zatoki: Capri, Ischii i Procidy. Wokół wznosiły
się setki luksusowych wilii, ze słynną rezydencją konsula rzymskiego Luciusa Lukullusa na czele, którego pełne przepychu uczty w podneapolitańskich willach
i ogrodach przeszły do tradycji popularnych przysłów.
Równie sławna, a może raczej osławiona dzięki przekazom Swetoniusza i innych historyków, była rezydencja
cesarza Tyberiusza na Capri, miejsce pławienia się
w zmysłowych rozkoszach i rozpuście.
Stare miasto i wspaniałą willową zabudowę zniszczył wybuch Wezuwiusza w 79 roku n.e., który pogrzebał także Pompeje, Stabiae i Herkulanum, a sam w sobie stał się w tradycji nowożytnej toposem i mitem –
symbolem katastrofy, w której nieposkromiona Natura niszczy kultywowaną przez człowieka Cywilizację.
Miasto podniosło się jednak po tym ciosie, odbudowało i kwitło nadal, choć cień czającego się zagrożenia,
tchnienie śmierci i poczucie niepewności losu stały się
na zawsze składnikiem mentalności neapolitańczyków. Tym silniej zarazem życie miasta naznaczał pęd
do bujnej zabawy, do zapamiętania się w hałaśliwych
rozrywkach, ulicznych festynach, publicznych koncertach, plenerowym śpiewie. Tym też silniejszy stał się
w epoce chrześcijańskiej rys ekstatyczności, kompulsywności i ekspresji, znamionujący tutejszą religijność,
uderzający nas dziś, gdy słuchamy muzyki Giovanniego Battisty Pergolesiego albo patrzymy na płótna mistrzów baroku: Ribery czy Luki Giordana.
W VI wieku n.e. Neapol przeszedł pod władanie
Bizancjum, w XII wieku został podbity przez Normanów, którzy utworzyli tu i na Sycylii królestwo zwane
potem Królestwem Obojga Sycylii. W końcu XII
i w XIII wieku panowali tu niemieccy cesarze z dynastii Hohenstaufów, których w 1266 roku zastąpili
francusko-węgierscy Andegawenowie, a w 1442 –
hiszpańsko-węgierscy Aragonowie. W 1504 roku Neapol przeszedł pod panowanie hiszpańskich Habsburgów jako podległe im wicekrólestwo – i ten status
utrzymał się aż do 1707 roku.
Ugruntowało to pozycję Neapolu jako pośrednika
między czołowymi ośrodkami Włoch – Florencją, później Rzymem – a Hiszpanią. Tę funkcję kulturową
utrzyma on przez cały okres panowania hiszpańskich
Habsburgów w XVI i XVII wieku.
Wicekrólowie Neapolu powoływani byli przez
Habsburgów z najprzedniejszych rodów hiszpańskich.
Wielu z nich walnie przyczyniło się do znakomitego
gospodarczego i kulturalnego rozkwitu miasta. Za wicekrólów Manuela de Acevedo y Zúńiga de Monterrey (1631–1637) i diuka de Medina de las Torres
(1637–1644) nastąpił niebywały rozkwit neapolitańskiej produkcji artystycznej, wspierany zamówieniami
z Hiszpanii, głównie z iberyjskiej stolicy, Madrytu.
334
30_Historia jednego obrazu Giordano.ps - 6/13/2012 10:12 PM
Luca Giordano, Trzej królowie, XVII wiek.
Neapol
30_Historia jednego obrazu Giordano.ps - 6/13/2012 10:12 PM
Antoni Ziemba • NEAPOL I LUCA GIORDANO
Siedemnastowieczny Neapol był placem ustawicznej budowy. W obrębie murów miejskich wznoszono,
a raczej wciąż przebudowywano kościoły, klasztory
i pałace; od bram miejskich rozbudowywały się na zewnątrz przedmieścia. Częste trzęsienia ziemi o większej czy mniejszej skali stymulowały ów ruch budowlany: odbudowywano i przebudowywano zniszczone
gmachy na ich dawnym planie, dodając bogatą dekorację w tanim stiuku, pozwalającym nadawać budowlom nową, modną szatę w barokowych formach. Stąd
znamienna cecha neapolitańskiej architektury tamtego okresu: coraz bogatszy przepych dekoracyjny w ramach tradycyjnych schematów, planów i brył.
Barokowy Neapol to miasto dwóch skrajności.
Miasto zaiste Janusowe, miasto o dwóch obliczach.
Miasto pobożnych mnichów i pysznych arystokratów,
miejsce ascezy i mistycznych uniesień, a zarazem zabawy i ceremoniału. Dokumenty mówią, że w połowie
XVII stulecia były tu aż 304 kościoły, głównie zakonne, grubo ponad 100 klasztorów, 33 szkoły klasztorne,
11 szpitali; ilość zakonników i mnichów oblicza się na
około 4600. W końcu wieku funkcjonowały 104 opactwa i 40 konwentów, a liczba kościołów osiągnęła 504.
Historycy szacują, że w połowie XVIII wieku mieszkało w Neapolu blisko 15000 ludzi stanu duchownego.
Nie dziwi przeto, że miasto zwano wówczas „mnisią
metropolią”. Krajobraz i klimat miasta były więc przesiąknięte życiem religijnym: bryłami i fasadami setek
kościołów, klasztorów i szpitali, procesjami mnichów
i biczowników, figurami świętych. Budowa i dekorowanie nowych świątyń oraz rozbudowa wcześniejszych
kościołów i zespołów klasztornych stymulowały
ogromnie lokalną produkcję rzemieślniczą i artystyczną, a także przyciągały wybitnych mistrzów zagranicznych, np. przybyłego z Florencji rzeźbiarza Pietra
Berniniego (ojca słynnego Gianlorenza) czy zbiegłego
z Rzymu Caravaggia. W Neapolu przebywali też wielcy malarze bolońsko-rzymscy, fundatorzy barokowego
klasycyzmu: Guido Reni, Domenichino i Giovanni
Lanfranco – dekorowali oni wnętrza katedry, S. Giovanni Evangelista i innych kościołów. Ten żywiołowy
rozkwit budownictwa i dekoratorstwa kościelno-klasztornego i ekstatyczna religijność były też podłożem
wielkiej kariery malarzy: José de Ribery, Luki Giordana i innych.
Ale Neapol miał też drugie oblicze. Zwano go
„miastem markizów” – città dei marquesi. Miastem,
w którym dwór wicekrólów przyciągał z Włoch i Hiszpanii arystokratów, którzy kupowali stare pałace i domy, przekształcali je ustawicznie, znów sprzedawali,
zamieniali i na nowo rozbudowywali. Szukając rozrywki, ale też dążąc do ceremonialnego, ostentacyjnego
splendoru, zamawiali obrazy u malarzy, zatrudniali architektów, rzeźbiarzy, sztukatorów i dekoratorów.
Bernini i Naccherino wykuwali w marmurze ich portretowe popiersia. W środowisku arystokratów i najza-
możniejszych patrycjuszy modne stało się kolekcjonerstwo obrazów i rysunków. Plutokrata niderlandzkiego
pochodzenia, kupiec Gaspar Roomer, posiadał około
1640 roku bogatą kolekcję malarstwa, ponad 1500
dzieł, w tym płótna van Dycka i Rubensa. Bartolomeo
Picchiati był właścicielem słynnej Wunderkamery
i zbioru rysunków architektonicznych. Wielkim znawcą był też Aniello Falcone, kolekcjoner, badacz różnych dziedzin sztuk i nauk, a zarazem znaczący malarz.
Neapolitańscy nobili stawali się także protektorami,
mecenasami albo zwykłymi klientami muzyków. Około 1580–1615 rozkwitła tu tzw. szkoła neapolitańska,
w ramach której działali kompozytorzy dworskiej muzyki klawesynowej: Macque, Valente, Trabaci i Mayone. Neapol stał się przestrzenią, w której połączyły się
modele włoskiego dworzanina – pełnego ogłady i kultury corteggiano – oraz hiszpańskiego bitnego hidalgo,
dumnego granda.
Jak wyglądało środowisko artystyczne
w Neapolu w XVII wieku?
Sztuka neapolitańska epoki baroku przeniknięta
była silnie wpływem formuł hiszpańskich, importowanych tu przez habsburskich władców i hiszpańskich
arystokratów. Zarazem jednak wchłaniała ona chętnie
rozmaite nurty i zjawiska artystyczne wypracowane
w sztuce włoskiej.
Siedemnastowieczne malarstwo Neapolu miało
profil międzynarodowy. Pracowali tu najwięksi mistrzowie baroku rzymskiego i rzymsko-bolońskiego:
Caravaggio, Artemisia Gentileschi, Guido Reni, Domenichino, Lanfranco. Przebywał tu Johann Heinrich
Schönfeld – najwybitniejszy z mistrzów baroku niemieckiego. Tu działał Holender Mattias Stom. Pracowali tu także malarze z Lotaryngii: François de Nomé
i Charles Mellin.
Fundamentalnym składnikiem malarstwa neapolitańskiego była inspiracja klasycyzującą formułą bolońsko-rzymskiego kręgu Carraccich. Obrazy Annibala
Carracciego znajdowały się w tutejszych kolekcjach,
np. w zbiorze Gaspara Roomera i w kolekcji kardynała arcybiskupa Ascania Fiolomarino. W tych kolekcjach obecne były też dzieła Albaniego, Poussina,
Claude’a Lorraina, a także Voueta i Valentina de Boulogne. W latach 1612 i 1620-21 przebywał w Neapolu Guido Reni, którego klasyczna bella maniera stała
się źródłem klasycyzujących tendencji w tutejszym
malarstwie.
W latach 1630-41 działał tu Domenichino,
a w 1634-46 Giovanni Lanfranco pracował przy dekoracjach malarskich tutejszych klasztorów i kościołów.
Działalność Domenichina i Lanfranca przy dekoracji
najbardziej prestiżowych miejsc – takich jak kopuła
Gesù Nuovo czy kaplica Tesoro w katedrze – budziła
zawiść i niesnaski w środowisku rodzimych artystów,
ale w fundamentalny sposób zainspirowała rozwój
336
30_Historia jednego obrazu Giordano.ps - 6/13/2012 10:12 PM
Antoni Ziemba • NEAPOL I LUCA GIORDANO
nowego stylu – dekoracyjnego, dynamicznego, malowanego w technice fa presto – jaki miał się rozwinąć
po połowie wieku w twórczości Luki Giordana, a także Matti Pretiego, a potem Francesca Solimeny i Corrada Giaquinta.
Najpoważniejszym impulsem dla rozwoju malarstwa neapolitańskiego, impulsem, który miał mieć
konsekwencje dla kilku pokoleń artystów, było przybycie Caravaggia do miasta. Ów twórca nowego kierunku w malarstwie rzymskim słynął z awanturniczego
trybu życia. Popełnione przezeń w 1606 roku w porywie gniewu zabójstwo stało się przyczyną, dla której
musiał zbiec z Wiecznego Miasta. Schronił się w Neapolu. Tu zyskał zamówienia na obrazy i osiągnął
znaczny sukces u nowej klienteli. W 1607 roku udał
się na Maltę – zapewne w poszukiwaniu uznania i kariery w kręgu Zakonu Joannitów, wiedziony wizją dużych zamówień, jaka rysowała się przy okazji przebudowy katedry św. Jana w La Valletta. Cóż, skoro pobyt
na Malcie skończył się znów jakimś ekscesem awanturniczego malarza i osadzeniem w więzieniu, z którego uciekł i schronił się na Sycylii, gdzie w Syrakuzach,
Mesynie i Palermo wykonał szereg wybitnych późnych
dzieł. Źródła potwierdzają ponowny pobyt Caravaggia
w Neapolu w 1609 roku – oczekiwał tam na wiadomość o papieskim ułaskawieniu. Gdy wieść ta doń dotarła, wyruszył w drogę powrotną do stolicy Italii, ale
nie dane mu było tam dotrzeć, jako że zmarł w drodze,
w 1610. Pobyt Caravaggia w wicekrólestwie Neapolu
i Sycylii oraz na Malcie w latach 1607–1609 nie był
wcale pasmem ciągłych ucieczek – dość w nim było
momentów stabilizacji, by czas ten stał się okresem żywej twórczości malarskiej. Tak płodnej i ważnej, że
miała mieć ona dalekosiężne i długotrwałe oddziaływanie w środowisku neapolitańskim. Wzorcami nowej
światłocieniowej i ekspresyjnej formuły barokowej stały się dla mistrzów neapolitańskich monumentalne
obrazy Caravaggia wykonane w 1607 roku: Biczowanie
Chrystusa w ołtarzu kościoła S. Domenico Maggiore
oraz Uczynki miłosierdzia dla nowo budowanego kościoła Pio Monte della Misericordia (dziś oba w Museo Nazionale di Capodimonte w Neapolu). Dla wicekróla Neapolu, Conde de Benavente, wykonał
Caravaggio Męczeństwo świętego Andrzeja (w zbiorach
Cleveland Museum of Art). W czasie drugiego pobytu w Neapolu powstały dwie Salome z głową świętego
Jana (1609, Escorial, Madryt, oraz National Gallery,
Londyn) i Dawid z głową Goliata (1609, Galleria Borghese, Rzym).
Twórczość Caravaggia wyznaczyła kierunek całym
pokoleniom tutejszych mistrzów – malarstwu tenebrystycznemu, raz surowemu i brutalnemu w wyrazie, kiedy indziej bardziej lirycznemu. Tworzyli je Giovanni
Battista Caracciolo, zwany Battistello, Artemisia Gentileschi, Jusepe de Ribera, Filippo Vitale, Massimo
Stanzione, Francesco Guarino, Francesco Fracanza-
no, Bernardo Cavallino, Mistrz Zwiastowania Pasterzom, Andrea Vaccaro – i w swych młodych latach
właśnie Luca Giordano.
Ich dzieła były głęboko religijne, miały wyrażać ducha pobożności potrydenckiej. Twórczość neapolitańskich caravaggionistów wypełnia przesłanie Kościoła
katolickiego o zasadach wiary chrześcijańskiej, ustalonych w ramach reformy religii na soborze trydenckim
(1545-63). Wprowadzono ideę uprawiania religii
w bezpośrednim kontakcie z Bogiem, wiary indywidualnej, osobistej, pogłębionej, rozwijanej na wielu płaszczyznach: intelektualnej i teologicznej, mistyczno-kontemplacyjnej, sentymentalno-ludowej. Propagowano
modlitwę refleksyjną, mistyczną kontemplację i codzienną medytację. Szukano w wątkach ewangelicznych i przykładach świętych – męczenników, ascetów
i anachoretów, wizjonerów i mistyków, charyzmatycznych wyznawców i cudotwórców – wzorców żarliwej
wiary, którą chciano wzbudzić w szeregowych członkach Kościoła. Liturgia i muzyka, obrazy i rzeźby, kazania i modlitwy musiały przeto spełniać zasadę retoryki
zwaną persuasio, tj. zawładnąć uczuciami odbiorcy,
przekonać go psychologicznie, rozumowo i zmysłowo,
zapanować nad jego umysłem i duszą. Propagowano
metafizyczne doznawanie tajemnic wiary poprzez wizje
i ekstazy, uwzględniając zarazem prostą, uczuciową,
sentymentalną pobożność ludu i potrzebę doświadczania wiary w życiu codziennym. Obrazy Caravaggia i jego neapolitańskich kontynuatorów (w tym młodego
Luki Giordana) spełniały te założenia. Płomienna wiara oraz mistyka łączą się w nich z pobożnością szarego
człowieka.
Taki przekaz przesłań religijnych wymagał silnej
i zdecydowanej formy artystycznej. Kompozycja winna
być dramatyczna i podkreślać jeden uderzający moment narracji, moment jej przełomu, dramaturgiczną
kulminację zdarzeń. Te obserwować miał widz z bliska, ukazane na pierwszym planie przestrzennym, tak
by czuł bliskość wobec bohaterów ukazanego zdarzenia, by miał wrażenie współuczestnictwa w przedstawionej scenie. Podkreślać miały ten efekt mocny gest,
uderzający odbiorcę wyraz twarzy, ekspresyjna poza.
Ową dramaturgiczną retorykę gestów, twarzy i ciał
oraz wewnętrzne dynamiczne napięcie kompozycji
podkreślała retoryka światła. To właśnie światło jest
u Caravaggia, Ribery czy młodego Giordana nośnikiem „perswazji”: ostry światłocień, nasycenie i intensywność światła kształtują dramaturgię sceny. Jest to
światło realne, materialne, przedstawione z iluzyjną
sugestywnością, ale i zarazem – światło boskie, światło
Bożego natchnienia, iluminacji: numen, lux Dei. Światło wydobywa z mroku czy z cienia bohaterów dramatycznych wydarzeń, niekiedy brutalnych i okrutnych,
niekiedy konwulsyjnie ekstatycznych albo odwrotnie
– pełnych nabożnego, tkliwego skupienia. Otaczająca
przestrzeń często pozostaje pusta. Ta ciemna pustka
337
30_Historia jednego obrazu Giordano.ps - 6/13/2012 10:12 PM
Antoni Ziemba • NEAPOL I LUCA GIORDANO
tworzy poprzez kontrast siłę nastroju, pogłębia dramatyczność i patos figuralnej sceny.
Taka sztuka w naturalny sposób rozkwitła bujnie
w murach i cieniu niezliczonych neapolitańskich
klasztorów, kartuzji, szpitali, kościołów.
Dopiero wielka epidemia dżumy w 1656 roku dokonała tu drastycznych przemian. Wymarło niemal
całe pokolenie artystów zakorzenionych w dawnej formule sztuki, a na ich miejsce weszli młodzi neapolitańczycy, skłonni podążać w nowym kierunku – bujnej
dekoracyjności i pełnego, barokowego przepychu.
Był wśród nich Luca Giordano, urodzony w 1634
roku, młody jeszcze malarz, niespełna dwudziestolatek. Pierwsze jego dzieła, najwcześniejsze notowane
w 1653 roku, wykazują nieodparty wpływ Jusepe de
Ribery i jego caravaggionistycznego, tenebrystycznego
stylu, ciemnej maniery. Widać to w jego obrazach religijnych z lat 50. i wczesnych 60. XVII wieku oraz
w ekspresyjnych wizerunkach malowniczych typów
ludzkich, filozofów, mędrców, apostołów i świętych,
które powstały pod wpływem lektury uczonego traktatu o fizjonomice Giambattisty della Porta z 1586 roku.
Podróże do Rzymu w 1652 i 1653 roku zaznajomiły go z modną sztuką stolicy katolickiego świata, m.in.
z dekoracyjnym, bogatym, iluzjonistycznym stylem
Pietra da Cortona. Tam w kościele Chiesa Nuova i tu
na miejscu, w kolekcjach neapolitańskich, poznał obrazy Rubensa i przyswoił sobie jego manierę, pełną
swobody, wigoru i swady malarskiej. I z tą manierą
jeszcze silnie caravaggionistyczną, ale bardziej nasyconą barwnie, swobodniejszą, szorstką i strzępiastą
w kształcie plam malarskich, wkroczył Giordano na
arenę artystyczną Neapolu, uwolnioną przez zarazę od
dyktatu dawniejszych mistrzów. Zmarli wtedy Massimo Stanzione, Bernardo Cavallino, Francesco Fracanzano. Wcześniej zeszli ze świata Jusepe de Ribera,
Caracciolo, Francesco Guarino. W Rzymie Giordano
poznał też klasyków, również obecnych w kolekcjach
Neapolu: Poussina i Guido Reniego, i będzie to miało
silny wpływ na dalszą twórczość malarza.
Kolejne pobyty na północy Włoch, w Rzymie, Florencji i Wenecji, po 1665 roku, wzmocniły skłonność
do formuły albo swobodnie dynamicznej, albo sklasycyzowanej. A to przyniosło mu wielki sukces, wielką
karierę. Obok Matii Pretiego, stał się najbardziej wziętym neapolitańskim artystą. Już w latach pięćdziesiątych wykonał obrazy ołtarzowe dla S. Agostino degli
Scalzi, Certosa di S. Martino, S. Teresa a Chiaia, potem zamówienia sypały się niczym z rękawa, także od
wcześniej poznanych klientów-kolekcjonerów z Florencji i Rzymu. W latach 70. zaczął malować freski:
dostał prestiżowe zlecenia na malowidła sklepienia kościoła benedyktyńskiego opactwa w Montecassino,
a w samym Neapolu – kościołów S. Brigida i S. Gregorio Armeno. We Florencji, do której stale wyjeżdżał, wykonał dekorację biblioteki i galerii Palazzo
Medici–Riccardi (1683–1686), w Neapolu wymalował ścianę w kościele degli Gerolamini.
Kulminacją, szczytowym spełnieniem wielkiej,
międzynarodowej kariery Luki Giordana okazał się
wyjazd do Hiszpanii w 1692, wymalowanie sklepienia
klatki Schodów Cesarskich w Escorialu, a następnie,
w 1694, uzyskanie stanowiska nadwornego malarza
króla Hiszpanii, Karola II. Teraz posypały się kolejne
lukratywne i bardzo prestiżowe zamówienia: na freski
plafonowe w królewskim pałacu myśliwskim Buen Retiro, sklepienie zakrystii w katedrze w Toledo, malowidła w S. Antonio de los Portugueses o Alemanes
w Madrycie. Wkrótce po śmierci króla w 1700, Giordano w 1702 roku wrócił do Neapolu. Okazało się, że
na zawsze. Wykonawszy tu prace dla kościoła Gerolamini, Cappella del Tesoro w kartuzji S. Martino, zakrystii Santa Brigida i kościoła Donnaregina Nuova,
już przy wsparciu swego pomocnika Giuseppe Simonellego, Luca Giordano zmarł w 1705 roku.
Wołano nań Luca, fa presto – i stało się to jego
przydomkiem: „maluj szybko”, „prędki pędzel”, „szybki Luca”. Przeor Escorialu pisał do króla Karola II:
„Dziś Wasz Giordano namalował dziesięć, jedenaście,
dwanaście figur potrójnej wielkości naturalnej, a do
tego towarzyszące im anioły: moce, panowania, archanioły, serafiny i cherubiny, oraz chmury je podtrzymujące. A dwaj teologowie, których dostał na doradców
objaśniających tajemnice wiary, nie byli w stanie nadążyć z odpowiedziami na jego pytania za prędkością
jego pędzla”.
I nie da się tego fenomenu wyjaśnić jakąś szczególną techniką, procedurą technologiczną, niezwykłymi
zabiegami. Giordano malował w normalnym trybie
warsztatowym, jak inni wykonywał rysunki, szkice, bozetta. A osiągał niebywałą u innych sprawność. Ot,
cecha osobnicza, iskra talentu… Ale też miał wielu
pomocników, prowadził – jak każdy malarz-freskant –
wieloosobowy warsztat; miał owych asystentów niebywale licznych, podobno aż trzydziestu. Pomagali mu
i w części wykonywali zań dzieła i ich fragmenty m.in.
Giuseppe Simonelli, Nicola Russo, Domenico di Marino, Aniello Rossi.
338
30_Historia jednego obrazu Giordano.ps - 6/13/2012 10:12 PM
en obraz pochodzi z kolekcji Stanisława Wydżgi, który był warszawskim rejentem i miał tutaj swoją kancelarię prawniczą. Przywieziony
został z któregoś z wyjazdów do Włoch. Oni z żoną
Marią dużo podróżowali po Europie. Stanisław był kolekcjonerem sztuki. Właśnie podczas jednej z takich
wakacyjnych podróży ten obraz musiał zostać nabyty
i tak trafił do Warszawy. Kiedy to było dokładnie, nie
wiadomo, żadna data, żadna konkretna historia na ten
temat się nie zachowała. Wszystko, co tutaj mówię,
opiera się na tradycji rodzinnej. W latach 70., a to już
dobrze pamiętam, po wizycie polskiego historyka sztuki w naszym domu, który pierwszy ocenił, że jest to obraz Luki Giordano, mój ojciec Stanisław – (a może dla
ścisłości powinienem powiedzieć „ojczym”, bo jestem
jego pasierbem. Ale dla mnie zawsze był jak ojciec,
więc mówię ojciec) – który był inżynierem, specjalistą
w dziedzinie automatyki i elektroniki, a nie historii
sztuki, nawiązał kontakt z historykiem sztuki w Hiszpanii, specjalizującym się w twórczości Giordano, bo
Giordano przecież tam w Hiszpanii dużo malował, spędził tam kawał życia. Ojciec, przesłał mu fotografie,
jest jakaś korespondencja w tej sprawie. I na podstawie tych fotografii hiszpański historyk, stwierdzał, że
to obraz Luki Giordano, co więcej, napisał że jest jeden taki sam, identyczny niemal jego obraz, ale będący „lustrzanym odbiciem” tego tu oto, malowany na
szkle i znajduje się w którymś z kościołów w Hiszpanii,
już nie pamiętam dokładnie w którym. Pisał, że musiałby oczywiście zobaczyć ten obraz na miejscu, żeby
móc to w pełni ocenić. To były czasy trudne i nie
sprzyjające ani takiej korespondencji, ani dalszym
działaniom w tej sprawie. Sytuacja materialna ojca nie
była taka mocna, nie pozwalała na to, żeby mógł zaprosić tego eksperta. Gdzieś ta korespondencja w papierach jest zachowana, trzeba ją tylko odszukać. Ale
to nie jest łatwa sprawa, tych papierów jest masa, to
wymaga czasu.
Wracam, więc, do Stanisława Wydżgi rejenta i powiem kilka słów o nim i jego rodzinie.
Rodzina jest bardzo stara – nazwisko Wydżga notowane jest chyba od XII wieku, wywodzi się z Mazowsza, w XIII wieku rozdzieliło się to na dwie gałęzie: jedna poszła w rejon Małopolski i druga na wschód –
w rejon Wołynia. Bóg wie, jakich tam po drodze nie
było postaci. Wśród nich był i arcybiskup gnieźnieński, prymas Polski Jan Stefan Wydżga (1610-1685),
który pochodził z okolic Lwowa, zanim został prymasem, był biskupem łuckim, warmińskim, kanclerzem
wielkim koronnym. Jego Pamiętnik spisany podczas wojny szwedzkiej od roku 1655 do 1660 wydany w 1852 roku, posłużył Sienkiewiczowi jako źródło, pomiędzy innymi, podczas pisania Potopu.
W każdym bądź razie w połowie XIX wieku ta gałąź rodziny, a trzeba zaznaczyć, że to była zawsze dość
nieliczna rodzina, siedziała na wschodzie. Mój pra-
BOGUSŁAW (SŁAWOMIR)
BOBULA
T
O obrazie Trzej Królowie
Luca Giordano
i kolekcji
Stanisława Wydżgi
Stanisław Wydżga (1850-1919)
-pradziadek Wincenty Wydżga (1823-1882), ojciec
Stanisława posiadał majątek Zboryszów na Wołyniu,
leżącym jakieś sześćdziesiąt kilometrów od Lwowa. To
był malutki majątek ok. 200 hektarów, dzierżawił też
sąsiednią wieś, Wożuczyn się to nazywało, ok. 500 ha.
Koniunktura wtedy była taka, że z takiej powierzchni
z trudem dało się jako tako funkcjonować. Miał trzech
synów i córkę. Żoną jego była Wiktoria z domu Felińska,
nota bene siostra arcybiskupa Warszawskiego Zygmunta Szczęsnego Felińskiego znanej i ważnej postaci
w tamtych czasach. No więc, w tej rodzinie urodziło
się trzech synów: Stanisław Wydżga był najstarszy,
urodził się w 1850 roku. Na szczęście ojciec – Wincenty – dołożył wszelkich starań żeby tych wszystkich
trzech synów wykształcić. Wszyscy oni ukończyli studia, Stanisław i Bohdan ukończyli prawo, a najmłod-
339
30_Historia jednego obrazu Giordano.ps - 6/13/2012 10:12 PM
Bogusław (Sławomir) Bobula • O OBRAZIE TRZEJ KRÓLOWIE LUCA GIORDANO I KOLEKCJI STANISŁAWA WYDŻGI
ścianie. Bohdan bardzo mocno działał w okresie odzyskiwania niepodległości, szczególnie w komisji Dmowskiego, przy Lidze Narodów i dużo pracował na tym
polu w delegacji polskiej. Był także konsulem generalnym Drugiej Rzeczypospolitej we Francji i działał
w rządzie Paderewskiego. I był wielkim kolekcjonerem
sztuki, zresztą bardzo wysmakowanym, chyba większym, znaczniejszym od Stanisława.
Bohdan zaprzyjaźniony był z wieloma malarzami
Młodej Polski. Także z pisarzami i poetami, tłumaczył
poezję, pisał szkice literackie, eseje. Jest autorem przekładów Heinego, poezji Baudelaire’a, przetłumaczył
jego Kwiaty zła. Swoją kolekcję zapisał w latach trzydziestych, jeszcze za życia, Muzeum Narodowemu
w Warszawie, że po jego śmierci przejdzie to jako dar,
z takim jednym warunkiem, że dyrekcja muzeum w zamian za to miała jedną z sal nazwać jego imieniem, i że
to będzie w całości prezentowane w tej sali. Oczywiście, tak się nigdy nie stało, muzeum nigdy nie wywiązało się z tej umowy. A to piękna kolekcja była. Malarstwo, porcelana, meble, tkaniny, zbiór pasów
słuckich, broni białej i palnej.
Natomiast Stanisław – rejent – był kolekcjonerem,
ale takim bardziej konserwatywnym. O ile Bohdan
zbierał wtedy współczesne sobie malarstwo, to Stanisław raczej, malarstwo, sztukę tak z XVII, XVIII wieku, początek XIX w. Ale był też wielkim zbieraczem
pasów słuckich, miał jedną z większych kolekcji w Pol-
Stanisław Wydżga (1850-1919)
szy Bolesław, agronomię na Akademii Rolniczej w Puławach. Stanisław po skończeniu studiów, takie wtedy
były obyczaje, dostał nakaz przymusowej pracy w Rosji na dwa trzy lata i był sędzią w Kursku. Potem wrócił do Warszawy i otworzył kancelarie notarialną. Natomiast jego brat młodszy nota bene także wielki
kolekcjoner sztuki, nawet chyba większy od Stanisława, Bohdan Wydżga został adwokatem, specjalizującym się w korporacyjno-przemysłowych sprawach. No
i ten Stanisław całkiem dobrze funkcjonował ekonomicznie, stanął na nogi. Bo trzeba powiedzieć, że to
byli chłopcy, którzy materialnie z domów nic właściwie, czy niewiele wynieśli, tak że na studiach żyli podobno z korepetycji i biedowali mocno. Studiowali
w Warszawie na Wydziale Prawa i Administracji
Szkoły Głównej Warszawskiej, po drodze, wiem, że
Stanisław kończył Liceum w Petersburgu, bo mam nawet, znalazłem w dokumentach rodzinnych jego świadectwo. Ale studia skończyli w Warszawie. Ten młodszy Bohdan wcześniej studiował także w Dorpacie
medycynę, ale jej nie ukończył z jakichś tam powodów
i przerzucił się na prawo. O Bohdanie wydana została
niedawno książka Cień poety (ukazała się w wydawnictwie słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2011) monografia
napisana przez Krystynę Wydżgę. Mam jego portret
namalowany przez Leona Wyczółkowskiego, który zamieszczono na okładce książki, wisi u mnie w domu na
340
Okładka książki Krystyny Wydżgi Cień poety
(wyd. słowo/obraz terytoria). Portret Bohdana Wydżgi
namalowany przez Leona Wyczółkowskiego.
30_Historia jednego obrazu Giordano.ps - 6/13/2012 10:12 PM
Bogusław (Sławomir) Bobula • O OBRAZIE TRZEJ KRÓLOWIE LUCA GIORDANO I KOLEKCJI STANISŁAWA WYDŻGI
Wśród postaci: Stanisław i Maria Wydżgowie na Krymie 1898. Zdjęcie z albumu rodzinnego Stanisława Wydżgi,
z archiwum Bogusława Bobuli.
sce, ale niestety te wszystkie rzeczy zaginęły w czasie
wojny. Wśród nich właśnie jego zbiory tkanin, pasów
słuckich i „masoników”, bo tym także bardzo się interesował. Właściwie została tylko część mebli i obrazów. Resztę, porcelanę, jego zbiory tkanin, pasów
i „masoników” wywieźli Niemcy, albo szabrownicy –
kto, tego nie wiemy.
Stanisław miał mieszkanie pięciopokojowe na Krakowskim Przedmieściu. Pomieszkiwał w nim z lokajem, który mu gotował, podobno bardzo dobrze. Samotnie żył chyba do 38 roku życia i wtedy się dopiero
ożenił, zresztą z dziewczyną młodziutką bardzo, bo siedemnasto, osiemnastoletnią – Marią Szlenkier, córką
Karola Jana Szlenkiera, jednego z najbogatszych wtedy warszawskich przemysłowców. Zabiegał o nią moc-
no, bardzo był zakochany. To była bardzo lubiąca się
para i dobrze funkcjonujące małżeństwo. Oni przenieśli się potem, chyba na ulicę Kopernika. Bardzo dużo
jeździli po Europie. Co roku w lecie wyjeżdżali głównie
na południe – do Grecji, Włoch, na południe Francji.
Nawet raz byli w Egipcie i Turcji. Jakieś zdjęcia się nawet z tej podróży zachowały – Dolina Królów, Luksor.
Wszystko to było w końcówce XIX wieku. Ich ślub był
w 88 roku, i – tak, może do 1905 – co roku podróżowali. Potem już Stanisław zrobił się starszy. Zresztą
w 1900 zmarł jego teść.
Maria wniosła w posagu udziały w fabryce, to się
nazywało Szlenkier, Wydżga i Weyer Fabryka Firanek,
Tiulu i Koronek w Warszawie, znajdowała się na ulicy Dzielnej. Duża fabryka, w związku z tym on nawet,
341
30_Historia jednego obrazu Giordano.ps - 6/13/2012 10:12 PM
Bogusław (Sławomir) Bobula • O OBRAZIE TRZEJ KRÓLOWIE LUCA GIORDANO I KOLEKCJI STANISŁAWA WYDŻGI
Trzy pokolenia Stanisław Wydżga (1850-1919); Stanisław Wydżga (1896-1932); Stanisław Wydżga (1926-2009).
Zdjęcie z albumu rodzinnego Stanisława Wydżgi, z archiwum Bogusława Bobuli.
30_Historia jednego obrazu Giordano.ps - 6/13/2012 10:12 PM
Bogusław (Sławomir) Bobula • O OBRAZIE TRZEJ KRÓLOWIE LUCA GIORDANO I KOLEKCJI STANISŁAWA WYDŻGI
Dom na ul. Pilickiej 46
w końcówce XIX zamknął kancelarię i przez kilka lat
zajmował się dyrektorowaniem w tej fabryce. Aczkolwiek, wybitnie zdolnym menadżerem raczej nie był.
Potem w XX wieku zajmował się już tylko stroną
prawną. Zmarł w 1919 roku. Ta fabryka działała właściwie do lat pięćdziesiątych, kiedy została upaństwowiona.
Maria i Stanisław mieli trzy córki i dwóch synów. Jego młodszy syn, też Stanisław to był mój dziadek. Młodo
zmarł, bo stosunkowo wcześnie rozpoznano u niego SM
– stwardnienie rozsiane, zmarł w wieku trzydziestu sześciu lat chyba. Drugi syn Jan Wydżga został rozstrzelany
przez sowietów na Polesiu w 1940 r. (lista białoruska –
nadal nieznana, także miejsce śmierci i pochowania nieznane).
Było, więc trzech Stanisławów, trzy pokolenia. Mój
ojciec też miał na imię Stanisław.
Niezwykłe w całej historii tego obrazu, jest nie tyle to, jak znalazł się w kolekcji Stanisława, ale jak
przetrwał i ocalał w powstaniowej Warszawie. Mimo
wojny, mimo zniszczeń, mimo zagłady całego miasta
po Powstaniu Warszawskim. Być może stało się tak
dlatego, że ten dom, w którym obraz ocalał, willa na
Mokotowie, dokładnie na ulicy Pilickiej 46. Ten dom
stoi tam na miejscu do dziś. Wtedy znajdował się właściwie na peryferiach miasta. To były okolice ul. Mal-
czewskiego, pięćdziesiąt metrów dalej zaczynały się już
pola. Rodzina się tam wprowadziła, zresztą chyba
w październiku 1939 roku, już po kapitulacji Warszawy, bo przedtem wynajmowali mieszkanie na Wilczej.
I ten dom świeżo powstały, taki nie do końca był wykończony, jak w nim już w trakcie wojny zamieszkali.
A potem w Powstaniu dom się znalazł w strefie, która
należała do powstańców, była pod ich kontrolą.
Myślę też, że nie bez znaczenia było to, że w pobliżu na Mokotowie były rejony, gdzie zamieszkiwali
Niemcy, wiec może dlatego nie palili tej części miasta.
To były peryferie Warszawy. Ta część nie została nigdy
zniszczona i spalona. Stosunkowo chyba późno była
szabrowana. Bo trzeba pamiętać, że Warszawa była
szabrowana właściwie w taki zorganizowany sposób już
od sierpnia 44go roku. A ta część jakoś przetrwała. No
i to absolutnie zadziwiająca sytuacja, ponieważ dom
stał pusty.
Tam niedaleko, na Mokotowie mój ojciec walczył
w Powstaniu, należał do batalionu „Baszta”, był w drużynie razem z Janem Józefem Lipskim, z którym przez
całe życie się przyjaźnili, od początku, kiedy ta drużyna powstała byli bardzo blisko, jeszcze w Liceum. To
byli chłopcy z Reytana. Po kapitulacji Powstania ojciec oczywiście poszedł do Pruszkowa i potem do stalagu. Matka, z którą w tym domu w czasie wojny
mieszkał, została wywieziona na roboty, gdzieś na Pomorze. Wywieziona została w listopadzie. I dom został
przez trzy, trzy i pół miesiąca pusty, bez żadnego nadzoru. Natomiast kiedy Niemcy tylko wycofali się
z Warszawy, to w ciągu dwu tygodni pojawił się tam
nasz kuzyn, którego dom w śródmieściu spłonął, więc
wykorzystał to, że tutaj stał pusty dom rodziny i w nim
zamieszkał. I on zaczął już jakoś wtedy ten dom chronić. Kiedy jednak wrócili do niego, już po okresie tego
bezhołowia, to zastali sytuację, że wszystkie drobne
rzeczy były wyniesione z domu. W dużym pokoju na
parterze były ślady rozpalania ogniska, palono tam
zresztą dokumentami rodzinnymi, jakimiś akcjami,
obligacjami, bo to przecież była zima, mróz. Szabrownicy próbowali rozpalić ognisko, żeby się ogrzać. Wynieśli wszystkie tkaniny, srebra i porcelanę, włamali
się do sejfu, który tam stał, dużego sejfu i XVI wiecznej, żelaznej skrzyni, którą rozpruli, no i te rzeczy wynieśli. Natomiast o dziwo, nie ruszyli obrazów i mebli.
Te ocalały. Pośród nich i ten właśnie obraz. Więc to
rzeczywiście był cud.
To, co przetrwało na Pilickiej, to tylko znikoma
część, bo kolekcja Stanisława Wydżgi była dużo większa. Na przykład w początkach XX wieku kupił majątek w lubelskim, Skierbieszów chyba to się nazywało,
gdzie wybudował pałacyk i w 1914 go ukończył. Wyposażył 24 pokoje w piękne stare meble, rzeżby i obrazy. Raz tylko jeden tam przenocował, po czym przeszedł w 1915 front i wszystko doszczętnie spłonęło. To
też jest opowieść o jego kolekcji… Miał poza tym duży
343
30_Historia jednego obrazu Giordano.ps - 6/13/2012 10:12 PM
Bogusław (Sławomir) Bobula • O OBRAZIE TRZEJ KRÓLOWIE LUCA GIORDANO I KOLEKCJI STANISŁAWA WYDŻGI
Stanisła Wydżga. Zdjęcie z albumu rodzinnego Stanisława Wydżgi, z archiwum Bogusława Bobuli.
majątek na Polesiu, kilka tysięcy hektarów w Duboi-Juchnowiczach, gdzie mieli duży dwór, który oczywiście przepadł. Tak, że to było rozproszone. Oni mieli
piątkę dzieci, jedna z tych córek zmarła w młodym
wieku, to zostało podzielone pomiędzy te dzieci. To,
co pozostało na Pilickiej to właściwie jakaś część wyposażenia tego domu. Ja dzisiaj korzystam z biurka,
które Stanisław dostał od pracowników Fabryki Firanek na urodziny i ja to biurko mam do dzisiaj. Bardzo
piękne biurko, zrobione specjalnie dla niego w Kolbuszowej. Ani ojciec, ani ja nie przesiąknęliśmy pasją ko-
lekcjonowania. Chodziło raczej o to by zachować to,
co pozostało. Wiem, ze z jakiś powodów ta kolekcja
ojca – to co ocalało zostało zinwentaryzowane po wojnie przez konserwatora wojewódzkiego, który ją spisał
metodą: „obraz XVIII wiek, rozmiar, w złotej ramie,
autor NN”. Nie zachowała się porządna dokumentacja kolekcji Stanisława, ani nawet Bohdana, który robił przed wojną wystawę części swoich zbiorów tkanin
i pasów słuckich. Nie mamy żadnego katalogu. Przecież to były dwie największe kolekcje tych pasów
w Polsce. Przepadły bez śladu.
344
30_Historia jednego obrazu Giordano.ps - 6/13/2012 10:12 PM
HISTORIA JEDNEGO OBRAZU
PIOTR BOROWSKI
Dziękuję wszystkim za to dzisiejsze spotkanie. Tak
jak mówiłem na początku, „Historia jednego obrazu”
ma swój program. Chociaż przygotowujemy się do
tych spotkań solidnie, wiele pojawia się tu spraw niezaplanowanych. Chcę się tym z Państwem na koniec
podzielić. Właśnie uświadomiłem to sobie dzisiaj. Bardzo nam na tym zależało, żeby te spotkania z obrazami nie odbywały, się jak w muzeach. Żeby prowadziły
do innego sposobu widzenia i obcowania z obrazem.
Żeby łączyły z jednej strony tę głęboką profesjonalną
wiedzę historyka sztuki z żywą historią ludzi związanych z pokazywanymi tu obrazami. Dla tego bardzo
dziękuję i profesorowi Ziembie i Sławomirowi Bobuli.
– Dziękuję artystom, którzy dziś muzyką i śpiewem towarzyszyli nam dzisiaj. Ale dzisiaj, uświadomiłem sobie, że waga tych historii opowiadanych tu na Lubelskiej, które przecież nie jest muzeum, jest tym
większa, że to wszystko dzieje się tu w Warszawie.
W tym tak zniszczonym, ogołoconym mieście. A do
tego zaczynają się splatać jakieś niezwykłe wątki ludzkie. I to, o czym chcę w tej chwili powiedzieć, naprawdę nie było, nie mogło być zaplanowane. Dzisiaj, mianowicie zdałem sobie sprawę, że tworzą się tu w tej
naszej sekwencji spotkań z obrazami jakieś niezwykłe
powiązania… kiedy pomyślę, że przecież ojciec Piotra
Kłoczowskiego, który na zeszłym spotkaniu mówił
o Józefie Czapskim i Januszu Przewłockim, że ojciec
Sławka Bobuli, który zgodził się pokazać dzisiaj obraz
Luki Giordano i o nim mówił – byli w tym samym Batalionie „Baszta”, walczyli w powstaniu. W tym samym batalionie był i walczył też Jerzy Ficowski, którego urodziny, jak zapowiadałem, będziemy obchodzić
tu na Lubelskiej i o którym mówić będziemy na kolejnym spotkaniu. Czytać jego wiersze. No to jest, coś
niezwykłego! Dlatego tym bardziej gorąco zapraszam
wszystkich Państwa na następne spotkanie!
345
-
30_Historia jednego obrazu Giordano.ps - 6/13/2012 10:12 PM
Historia jednego obrazu –
Luca Giordano
na Lubelskiej
Siedziba teatru Studium Teatralnego,
Lubelska 30/32, Warszawa
Od redakcji:
Kontynuujemy dokumentację ze spotkań z cyklu
Historia jednego obrazu organizowanych przez Piotra
Borowskiego i zespół Studium Teatralnego w Warszawie przy ulicy Lubelskiej. O idei tych spotkań patrz
rozmowa z Piotrem Borowskim w: „Konteksty”, nr 2-3/2011, s. 338-347, tamże dokumentacja z pierwszego spotkania (s. 348-363). Kolejne poświęcone Józefowi Czapskiemu i Januszowi Przewłockiemu – patrz
„Konteksty” nr 4/2011, s. 202-218.
Sławomirowi Bobuli składamy podziękowania za udostępnienie zdjęć z albumu rodzinnego.
Zapis fotograficzny ze spotkania na następnych stronach. Fot. Maciej Łepkowski.
Piotr Borowski: Witam Wszystkich bardzo serdecznie. Przywitały Państwa pieśni neapolitańskie, które na ten wieczór aktorzy zespołu S/T specjalnie przygotowali, wcielając się w rolę śpiewających kelnerów
i którzy przez cały wieczór będą się Państwem opiekowali. Chcemy Państwa przenieść w nastrój południa
Włoch, do Neapolu, miasta, które jako jedno z niewielu miast na świecie fascynuje i przyciąga inspirującym
chaosem. Właśnie ten klimat pragniemy żeby tu zaistniał, choć na chwilę. Wszystko to za sprawą obrazu Luki Giordano, z końca XVII wieku, który udostępnił Sławomir Bobula, właściciel obrazu.
Posłuchamy o jego historii, w jaki sposób znalazł się
i ocalał w Warszawie. Towarzyszyć nam będą utwory muzyki barokowej. Posłuchamy kompozycji Georga Friedricha Haendla i innych – za przygotowanie tego koncertu
dziękuję bardzo naszym przyjaciołom, muzykom. Są to –
Julia Kubica (skrzypce), Wojciech Walczak (altówka), Filip Rzytka (wiolonczela). Śpiewać będą: Katarzyna Kalisz
(sopran), Anna Fijałkowska (alt), Jan Szutkowski (tenor)
z akompaniamentem Aleksandry Endzelm-Obertyn (pianino). W historię, klimat kulturowy, tradycję artystyczną
Neapolu, w jakiej ukształtował się twórca tego obrazu,
wprowadzi nas wybitny specjalista, historyk sztuki, który
na co dzień pracuje w Muzeum Narodowym i na Uniwersytecie Warszawskim profesor Antoni Ziemba.
Zanim jednak oddam mikrofon, już teraz chciałbym zapowiedzieć następne spotkanie. Odbędzie się
ono 4 września. Nazywać się będzie Urodziny poety.
Tutaj chciałbym Państwu powiedzieć, jak splot okoliczności i sytuacji, na które trafiamy podczas naszych
przygotowań do tych spotkań, ma tu swoje znaczenie
i odgrywa swoją istotną rolę.
Wiele powstaje i rodzi się z okoliczności, bo nie
chcę powiedzieć: z przypadku.
Kiedyś, będąc zaproszonym do domu pani Biety
Ficowskiej, zauważyłem, że ma dużo pięknych obrazów.
Witolda Wojtkiewicza i Brunona Schulza. Zapytałem
o Wojtkiewicza, czy możemy go pokazać. Bardzo chciałem tego Wojtkiewicza. Ale ona odpowiedziała: skoro to
jest historia j e d n e g o obrazu, to zróbmy historię obrazu, namalowanego przez mojego męża Jerzego Ficowskiego. On namalował tylko j e d e n obraz w życiu, i to było
wtedy, kiedy zabroniono go drukować i był zapis cenzury
na jego nazwisko. Wtedy on powiedział: jak nie, to nie,
to ja zacznę malować. Tak doszliśmy z panią Bietą do porozumienia, że właśnie dobrze jest ten jeden obraz pokazać. A dlaczego spotkanie będzie się nazywać „urodziny
poety”? Bo czwartego września wypadają urodziny Jerzego Ficowskiego, więc jak na urodziny przystało na pewno
będzie ogromny tort, duży stół, byśmy mogli przy nim
wszyscy zasiąść. Na pewno będą śpiewane jego piosenki.
Będzie wspólne czytanie jego wierszy. Już teraz serdecznie
Państwa na to spotkanie zapraszam. Poprowadzi je Gianna Benvenuto. Ja niestety będę nieobecny, ponieważ
w tym czasie będę w Bogocie reżyserował przedstawienie
w tamtejszym teatrze. To teraz już oddaję głos profesorowi Antoniemu Ziembie.
332
30_Historia jednego obrazu Giordano.ps - 6/13/2012 10:12 PM
333
30_Historia jednego obrazu Giordano.ps - 6/13/2012 10:12 PM
ANTONI ZIEMBA
Neapol
i Luca Giordano
ok Pański 1656 był w Neapolu rokiem strasznym. Rokiem hekatomby, apokaliptycznej
katastrofy. Kary za lukullusową rozpustę –
mówili jedni, ale i nadziei na nowe życie, nowej
szansy – myśleli ci, co przetrwali. Wymarło pokolenie starych, a młodzi mogli wstąpić na arenę publicznej kariery.
W roku tym miasto spustoszyła zaraza. Potężna
epidemia dżumy.
R
Neapol: historia i mit
Neapol jest miejscem owianym legendą, miastem-mitem. Wszyscy znamy chełpliwe powiedzenie jego
mieszkańców: „Vedi Napoli, e poi muori” – „Zobaczyć
Neapol i umrzeć”. Określa ono dawną chwałę, bogactwo i potęgę tej metropolii oraz jej teraźniejszą urodę
i malowniczość. W powszechnej świadomości – tej
dzisiejszej i tej historycznej – tkwią charakterystyczne
zmitologizowane wyobrażenia o Neapolu: miasto
w cieniu Wezuwiusza, miasto nad błękitną zatoką,
miasto słońca, stolica bukolicznej Kampanii, miasto
zabawy, miasto lirycznych pieśni, Złota Brama do
wnętrza Italii, dawny klejnot w koronie hiszpańskiej,
miasto mnichów i mniszek, miasto pobożnych procesji
i pochodów biczowników, miasto setek kościołów,
miejsce naznaczone piętnem śmierci, ciągłych trzęsień
ziemi i wielkich zaraz.
Wbrew swej nazwie – Nova Polis, Neapolis – jest to
jeden z najstarszych ośrodków władzy i kultury na Półwyspie Apenińskim. Powstał nad Zatoką Neapolitańską jako filia kolonii greckiej Cumae w Kampanii. Jako
wielki port, doskonale usytuowany na szlaku handlowym wiodącym z Grecji i Sycylii do Lacjum, Etrurii
i Rzymu, Neapol był jedną z najbardziej prężnych gospodarczo i cywilizacyjnie kolonii Wielkiej Grecji (tj.
południowej Italii i Sycylii), a potem, od IV wieku
p.n.e., głównym centrum rzymskiej Kampanii, w której
był nie tylko ośrodkiem handlu i żeglugi, ale przede
wszystkim uzdrowiskiem, miejscem rozrywki i willegiatury dla patrycjuszy Rzymu, spędzających tu w przyjemny sposób zimę. Sprzyjały temu zalety idyllicznego
krajobrazu, położenie nad spokojną i ciepłą tonią zato-
ki, ciągnącej się od przylądka Miseno na północy do
półwyspu Sorrento na południu, a także bliskość atrakcyjnych miejscowości podmiejskich na wyspach u wejścia do zatoki: Capri, Ischii i Procidy. Wokół wznosiły
się setki luksusowych wilii, ze słynną rezydencją konsula rzymskiego Luciusa Lukullusa na czele, którego pełne przepychu uczty w podneapolitańskich willach
i ogrodach przeszły do tradycji popularnych przysłów.
Równie sławna, a może raczej osławiona dzięki przekazom Swetoniusza i innych historyków, była rezydencja
cesarza Tyberiusza na Capri, miejsce pławienia się
w zmysłowych rozkoszach i rozpuście.
Stare miasto i wspaniałą willową zabudowę zniszczył wybuch Wezuwiusza w 79 roku n.e., który pogrzebał także Pompeje, Stabiae i Herkulanum, a sam w sobie stał się w tradycji nowożytnej toposem i mitem –
symbolem katastrofy, w której nieposkromiona Natura niszczy kultywowaną przez człowieka Cywilizację.
Miasto podniosło się jednak po tym ciosie, odbudowało i kwitło nadal, choć cień czającego się zagrożenia,
tchnienie śmierci i poczucie niepewności losu stały się
na zawsze składnikiem mentalności neapolitańczyków. Tym silniej zarazem życie miasta naznaczał pęd
do bujnej zabawy, do zapamiętania się w hałaśliwych
rozrywkach, ulicznych festynach, publicznych koncertach, plenerowym śpiewie. Tym też silniejszy stał się
w epoce chrześcijańskiej rys ekstatyczności, kompulsywności i ekspresji, znamionujący tutejszą religijność,
uderzający nas dziś, gdy słuchamy muzyki Giovanniego Battisty Pergolesiego albo patrzymy na płótna mistrzów baroku: Ribery czy Luki Giordana.
W VI wieku n.e. Neapol przeszedł pod władanie
Bizancjum, w XII wieku został podbity przez Normanów, którzy utworzyli tu i na Sycylii królestwo zwane
potem Królestwem Obojga Sycylii. W końcu XII
i w XIII wieku panowali tu niemieccy cesarze z dynastii Hohenstaufów, których w 1266 roku zastąpili
francusko-węgierscy Andegawenowie, a w 1442 –
hiszpańsko-węgierscy Aragonowie. W 1504 roku Neapol przeszedł pod panowanie hiszpańskich Habsburgów jako podległe im wicekrólestwo – i ten status
utrzymał się aż do 1707 roku.
Ugruntowało to pozycję Neapolu jako pośrednika
między czołowymi ośrodkami Włoch – Florencją, później Rzymem – a Hiszpanią. Tę funkcję kulturową
utrzyma on przez cały okres panowania hiszpańskich
Habsburgów w XVI i XVII wieku.
Wicekrólowie Neapolu powoływani byli przez
Habsburgów z najprzedniejszych rodów hiszpańskich.
Wielu z nich walnie przyczyniło się do znakomitego
gospodarczego i kulturalnego rozkwitu miasta. Za wicekrólów Manuela de Acevedo y Zúńiga de Monterrey (1631–1637) i diuka de Medina de las Torres
(1637–1644) nastąpił niebywały rozkwit neapolitańskiej produkcji artystycznej, wspierany zamówieniami
z Hiszpanii, głównie z iberyjskiej stolicy, Madrytu.
334
30_Historia jednego obrazu Giordano.ps - 6/13/2012 10:12 PM
Luca Giordano, Trzej królowie, XVII wiek.
Neapol
30_Historia jednego obrazu Giordano.ps - 6/13/2012 10:12 PM
Antoni Ziemba • NEAPOL I LUCA GIORDANO
Siedemnastowieczny Neapol był placem ustawicznej budowy. W obrębie murów miejskich wznoszono,
a raczej wciąż przebudowywano kościoły, klasztory
i pałace; od bram miejskich rozbudowywały się na zewnątrz przedmieścia. Częste trzęsienia ziemi o większej czy mniejszej skali stymulowały ów ruch budowlany: odbudowywano i przebudowywano zniszczone
gmachy na ich dawnym planie, dodając bogatą dekorację w tanim stiuku, pozwalającym nadawać budowlom nową, modną szatę w barokowych formach. Stąd
znamienna cecha neapolitańskiej architektury tamtego okresu: coraz bogatszy przepych dekoracyjny w ramach tradycyjnych schematów, planów i brył.
Barokowy Neapol to miasto dwóch skrajności.
Miasto zaiste Janusowe, miasto o dwóch obliczach.
Miasto pobożnych mnichów i pysznych arystokratów,
miejsce ascezy i mistycznych uniesień, a zarazem zabawy i ceremoniału. Dokumenty mówią, że w połowie
XVII stulecia były tu aż 304 kościoły, głównie zakonne, grubo ponad 100 klasztorów, 33 szkoły klasztorne,
11 szpitali; ilość zakonników i mnichów oblicza się na
około 4600. W końcu wieku funkcjonowały 104 opactwa i 40 konwentów, a liczba kościołów osiągnęła 504.
Historycy szacują, że w połowie XVIII wieku mieszkało w Neapolu blisko 15000 ludzi stanu duchownego.
Nie dziwi przeto, że miasto zwano wówczas „mnisią
metropolią”. Krajobraz i klimat miasta były więc przesiąknięte życiem religijnym: bryłami i fasadami setek
kościołów, klasztorów i szpitali, procesjami mnichów
i biczowników, figurami świętych. Budowa i dekorowanie nowych świątyń oraz rozbudowa wcześniejszych
kościołów i zespołów klasztornych stymulowały
ogromnie lokalną produkcję rzemieślniczą i artystyczną, a także przyciągały wybitnych mistrzów zagranicznych, np. przybyłego z Florencji rzeźbiarza Pietra
Berniniego (ojca słynnego Gianlorenza) czy zbiegłego
z Rzymu Caravaggia. W Neapolu przebywali też wielcy malarze bolońsko-rzymscy, fundatorzy barokowego
klasycyzmu: Guido Reni, Domenichino i Giovanni
Lanfranco – dekorowali oni wnętrza katedry, S. Giovanni Evangelista i innych kościołów. Ten żywiołowy
rozkwit budownictwa i dekoratorstwa kościelno-klasztornego i ekstatyczna religijność były też podłożem
wielkiej kariery malarzy: José de Ribery, Luki Giordana i innych.
Ale Neapol miał też drugie oblicze. Zwano go
„miastem markizów” – città dei marquesi. Miastem,
w którym dwór wicekrólów przyciągał z Włoch i Hiszpanii arystokratów, którzy kupowali stare pałace i domy, przekształcali je ustawicznie, znów sprzedawali,
zamieniali i na nowo rozbudowywali. Szukając rozrywki, ale też dążąc do ceremonialnego, ostentacyjnego
splendoru, zamawiali obrazy u malarzy, zatrudniali architektów, rzeźbiarzy, sztukatorów i dekoratorów.
Bernini i Naccherino wykuwali w marmurze ich portretowe popiersia. W środowisku arystokratów i najza-
możniejszych patrycjuszy modne stało się kolekcjonerstwo obrazów i rysunków. Plutokrata niderlandzkiego
pochodzenia, kupiec Gaspar Roomer, posiadał około
1640 roku bogatą kolekcję malarstwa, ponad 1500
dzieł, w tym płótna van Dycka i Rubensa. Bartolomeo
Picchiati był właścicielem słynnej Wunderkamery
i zbioru rysunków architektonicznych. Wielkim znawcą był też Aniello Falcone, kolekcjoner, badacz różnych dziedzin sztuk i nauk, a zarazem znaczący malarz.
Neapolitańscy nobili stawali się także protektorami,
mecenasami albo zwykłymi klientami muzyków. Około 1580–1615 rozkwitła tu tzw. szkoła neapolitańska,
w ramach której działali kompozytorzy dworskiej muzyki klawesynowej: Macque, Valente, Trabaci i Mayone. Neapol stał się przestrzenią, w której połączyły się
modele włoskiego dworzanina – pełnego ogłady i kultury corteggiano – oraz hiszpańskiego bitnego hidalgo,
dumnego granda.
Jak wyglądało środowisko artystyczne
w Neapolu w XVII wieku?
Sztuka neapolitańska epoki baroku przeniknięta
była silnie wpływem formuł hiszpańskich, importowanych tu przez habsburskich władców i hiszpańskich
arystokratów. Zarazem jednak wchłaniała ona chętnie
rozmaite nurty i zjawiska artystyczne wypracowane
w sztuce włoskiej.
Siedemnastowieczne malarstwo Neapolu miało
profil międzynarodowy. Pracowali tu najwięksi mistrzowie baroku rzymskiego i rzymsko-bolońskiego:
Caravaggio, Artemisia Gentileschi, Guido Reni, Domenichino, Lanfranco. Przebywał tu Johann Heinrich
Schönfeld – najwybitniejszy z mistrzów baroku niemieckiego. Tu działał Holender Mattias Stom. Pracowali tu także malarze z Lotaryngii: François de Nomé
i Charles Mellin.
Fundamentalnym składnikiem malarstwa neapolitańskiego była inspiracja klasycyzującą formułą bolońsko-rzymskiego kręgu Carraccich. Obrazy Annibala
Carracciego znajdowały się w tutejszych kolekcjach,
np. w zbiorze Gaspara Roomera i w kolekcji kardynała arcybiskupa Ascania Fiolomarino. W tych kolekcjach obecne były też dzieła Albaniego, Poussina,
Claude’a Lorraina, a także Voueta i Valentina de Boulogne. W latach 1612 i 1620-21 przebywał w Neapolu Guido Reni, którego klasyczna bella maniera stała
się źródłem klasycyzujących tendencji w tutejszym
malarstwie.
W latach 1630-41 działał tu Domenichino,
a w 1634-46 Giovanni Lanfranco pracował przy dekoracjach malarskich tutejszych klasztorów i kościołów.
Działalność Domenichina i Lanfranca przy dekoracji
najbardziej prestiżowych miejsc – takich jak kopuła
Gesù Nuovo czy kaplica Tesoro w katedrze – budziła
zawiść i niesnaski w środowisku rodzimych artystów,
ale w fundamentalny sposób zainspirowała rozwój
336
30_Historia jednego obrazu Giordano.ps - 6/13/2012 10:12 PM
Antoni Ziemba • NEAPOL I LUCA GIORDANO
nowego stylu – dekoracyjnego, dynamicznego, malowanego w technice fa presto – jaki miał się rozwinąć
po połowie wieku w twórczości Luki Giordana, a także Matti Pretiego, a potem Francesca Solimeny i Corrada Giaquinta.
Najpoważniejszym impulsem dla rozwoju malarstwa neapolitańskiego, impulsem, który miał mieć
konsekwencje dla kilku pokoleń artystów, było przybycie Caravaggia do miasta. Ów twórca nowego kierunku w malarstwie rzymskim słynął z awanturniczego
trybu życia. Popełnione przezeń w 1606 roku w porywie gniewu zabójstwo stało się przyczyną, dla której
musiał zbiec z Wiecznego Miasta. Schronił się w Neapolu. Tu zyskał zamówienia na obrazy i osiągnął
znaczny sukces u nowej klienteli. W 1607 roku udał
się na Maltę – zapewne w poszukiwaniu uznania i kariery w kręgu Zakonu Joannitów, wiedziony wizją dużych zamówień, jaka rysowała się przy okazji przebudowy katedry św. Jana w La Valletta. Cóż, skoro pobyt
na Malcie skończył się znów jakimś ekscesem awanturniczego malarza i osadzeniem w więzieniu, z którego uciekł i schronił się na Sycylii, gdzie w Syrakuzach,
Mesynie i Palermo wykonał szereg wybitnych późnych
dzieł. Źródła potwierdzają ponowny pobyt Caravaggia
w Neapolu w 1609 roku – oczekiwał tam na wiadomość o papieskim ułaskawieniu. Gdy wieść ta doń dotarła, wyruszył w drogę powrotną do stolicy Italii, ale
nie dane mu było tam dotrzeć, jako że zmarł w drodze,
w 1610. Pobyt Caravaggia w wicekrólestwie Neapolu
i Sycylii oraz na Malcie w latach 1607–1609 nie był
wcale pasmem ciągłych ucieczek – dość w nim było
momentów stabilizacji, by czas ten stał się okresem żywej twórczości malarskiej. Tak płodnej i ważnej, że
miała mieć ona dalekosiężne i długotrwałe oddziaływanie w środowisku neapolitańskim. Wzorcami nowej
światłocieniowej i ekspresyjnej formuły barokowej stały się dla mistrzów neapolitańskich monumentalne
obrazy Caravaggia wykonane w 1607 roku: Biczowanie
Chrystusa w ołtarzu kościoła S. Domenico Maggiore
oraz Uczynki miłosierdzia dla nowo budowanego kościoła Pio Monte della Misericordia (dziś oba w Museo Nazionale di Capodimonte w Neapolu). Dla wicekróla Neapolu, Conde de Benavente, wykonał
Caravaggio Męczeństwo świętego Andrzeja (w zbiorach
Cleveland Museum of Art). W czasie drugiego pobytu w Neapolu powstały dwie Salome z głową świętego
Jana (1609, Escorial, Madryt, oraz National Gallery,
Londyn) i Dawid z głową Goliata (1609, Galleria Borghese, Rzym).
Twórczość Caravaggia wyznaczyła kierunek całym
pokoleniom tutejszych mistrzów – malarstwu tenebrystycznemu, raz surowemu i brutalnemu w wyrazie, kiedy indziej bardziej lirycznemu. Tworzyli je Giovanni
Battista Caracciolo, zwany Battistello, Artemisia Gentileschi, Jusepe de Ribera, Filippo Vitale, Massimo
Stanzione, Francesco Guarino, Francesco Fracanza-
no, Bernardo Cavallino, Mistrz Zwiastowania Pasterzom, Andrea Vaccaro – i w swych młodych latach
właśnie Luca Giordano.
Ich dzieła były głęboko religijne, miały wyrażać ducha pobożności potrydenckiej. Twórczość neapolitańskich caravaggionistów wypełnia przesłanie Kościoła
katolickiego o zasadach wiary chrześcijańskiej, ustalonych w ramach reformy religii na soborze trydenckim
(1545-63). Wprowadzono ideę uprawiania religii
w bezpośrednim kontakcie z Bogiem, wiary indywidualnej, osobistej, pogłębionej, rozwijanej na wielu płaszczyznach: intelektualnej i teologicznej, mistyczno-kontemplacyjnej, sentymentalno-ludowej. Propagowano
modlitwę refleksyjną, mistyczną kontemplację i codzienną medytację. Szukano w wątkach ewangelicznych i przykładach świętych – męczenników, ascetów
i anachoretów, wizjonerów i mistyków, charyzmatycznych wyznawców i cudotwórców – wzorców żarliwej
wiary, którą chciano wzbudzić w szeregowych członkach Kościoła. Liturgia i muzyka, obrazy i rzeźby, kazania i modlitwy musiały przeto spełniać zasadę retoryki
zwaną persuasio, tj. zawładnąć uczuciami odbiorcy,
przekonać go psychologicznie, rozumowo i zmysłowo,
zapanować nad jego umysłem i duszą. Propagowano
metafizyczne doznawanie tajemnic wiary poprzez wizje
i ekstazy, uwzględniając zarazem prostą, uczuciową,
sentymentalną pobożność ludu i potrzebę doświadczania wiary w życiu codziennym. Obrazy Caravaggia i jego neapolitańskich kontynuatorów (w tym młodego
Luki Giordana) spełniały te założenia. Płomienna wiara oraz mistyka łączą się w nich z pobożnością szarego
człowieka.
Taki przekaz przesłań religijnych wymagał silnej
i zdecydowanej formy artystycznej. Kompozycja winna
być dramatyczna i podkreślać jeden uderzający moment narracji, moment jej przełomu, dramaturgiczną
kulminację zdarzeń. Te obserwować miał widz z bliska, ukazane na pierwszym planie przestrzennym, tak
by czuł bliskość wobec bohaterów ukazanego zdarzenia, by miał wrażenie współuczestnictwa w przedstawionej scenie. Podkreślać miały ten efekt mocny gest,
uderzający odbiorcę wyraz twarzy, ekspresyjna poza.
Ową dramaturgiczną retorykę gestów, twarzy i ciał
oraz wewnętrzne dynamiczne napięcie kompozycji
podkreślała retoryka światła. To właśnie światło jest
u Caravaggia, Ribery czy młodego Giordana nośnikiem „perswazji”: ostry światłocień, nasycenie i intensywność światła kształtują dramaturgię sceny. Jest to
światło realne, materialne, przedstawione z iluzyjną
sugestywnością, ale i zarazem – światło boskie, światło
Bożego natchnienia, iluminacji: numen, lux Dei. Światło wydobywa z mroku czy z cienia bohaterów dramatycznych wydarzeń, niekiedy brutalnych i okrutnych,
niekiedy konwulsyjnie ekstatycznych albo odwrotnie
– pełnych nabożnego, tkliwego skupienia. Otaczająca
przestrzeń często pozostaje pusta. Ta ciemna pustka
337
30_Historia jednego obrazu Giordano.ps - 6/13/2012 10:12 PM
Antoni Ziemba • NEAPOL I LUCA GIORDANO
tworzy poprzez kontrast siłę nastroju, pogłębia dramatyczność i patos figuralnej sceny.
Taka sztuka w naturalny sposób rozkwitła bujnie
w murach i cieniu niezliczonych neapolitańskich
klasztorów, kartuzji, szpitali, kościołów.
Dopiero wielka epidemia dżumy w 1656 roku dokonała tu drastycznych przemian. Wymarło niemal
całe pokolenie artystów zakorzenionych w dawnej formule sztuki, a na ich miejsce weszli młodzi neapolitańczycy, skłonni podążać w nowym kierunku – bujnej
dekoracyjności i pełnego, barokowego przepychu.
Był wśród nich Luca Giordano, urodzony w 1634
roku, młody jeszcze malarz, niespełna dwudziestolatek. Pierwsze jego dzieła, najwcześniejsze notowane
w 1653 roku, wykazują nieodparty wpływ Jusepe de
Ribery i jego caravaggionistycznego, tenebrystycznego
stylu, ciemnej maniery. Widać to w jego obrazach religijnych z lat 50. i wczesnych 60. XVII wieku oraz
w ekspresyjnych wizerunkach malowniczych typów
ludzkich, filozofów, mędrców, apostołów i świętych,
które powstały pod wpływem lektury uczonego traktatu o fizjonomice Giambattisty della Porta z 1586 roku.
Podróże do Rzymu w 1652 i 1653 roku zaznajomiły go z modną sztuką stolicy katolickiego świata, m.in.
z dekoracyjnym, bogatym, iluzjonistycznym stylem
Pietra da Cortona. Tam w kościele Chiesa Nuova i tu
na miejscu, w kolekcjach neapolitańskich, poznał obrazy Rubensa i przyswoił sobie jego manierę, pełną
swobody, wigoru i swady malarskiej. I z tą manierą
jeszcze silnie caravaggionistyczną, ale bardziej nasyconą barwnie, swobodniejszą, szorstką i strzępiastą
w kształcie plam malarskich, wkroczył Giordano na
arenę artystyczną Neapolu, uwolnioną przez zarazę od
dyktatu dawniejszych mistrzów. Zmarli wtedy Massimo Stanzione, Bernardo Cavallino, Francesco Fracanzano. Wcześniej zeszli ze świata Jusepe de Ribera,
Caracciolo, Francesco Guarino. W Rzymie Giordano
poznał też klasyków, również obecnych w kolekcjach
Neapolu: Poussina i Guido Reniego, i będzie to miało
silny wpływ na dalszą twórczość malarza.
Kolejne pobyty na północy Włoch, w Rzymie, Florencji i Wenecji, po 1665 roku, wzmocniły skłonność
do formuły albo swobodnie dynamicznej, albo sklasycyzowanej. A to przyniosło mu wielki sukces, wielką
karierę. Obok Matii Pretiego, stał się najbardziej wziętym neapolitańskim artystą. Już w latach pięćdziesiątych wykonał obrazy ołtarzowe dla S. Agostino degli
Scalzi, Certosa di S. Martino, S. Teresa a Chiaia, potem zamówienia sypały się niczym z rękawa, także od
wcześniej poznanych klientów-kolekcjonerów z Florencji i Rzymu. W latach 70. zaczął malować freski:
dostał prestiżowe zlecenia na malowidła sklepienia kościoła benedyktyńskiego opactwa w Montecassino,
a w samym Neapolu – kościołów S. Brigida i S. Gregorio Armeno. We Florencji, do której stale wyjeżdżał, wykonał dekorację biblioteki i galerii Palazzo
Medici–Riccardi (1683–1686), w Neapolu wymalował ścianę w kościele degli Gerolamini.
Kulminacją, szczytowym spełnieniem wielkiej,
międzynarodowej kariery Luki Giordana okazał się
wyjazd do Hiszpanii w 1692, wymalowanie sklepienia
klatki Schodów Cesarskich w Escorialu, a następnie,
w 1694, uzyskanie stanowiska nadwornego malarza
króla Hiszpanii, Karola II. Teraz posypały się kolejne
lukratywne i bardzo prestiżowe zamówienia: na freski
plafonowe w królewskim pałacu myśliwskim Buen Retiro, sklepienie zakrystii w katedrze w Toledo, malowidła w S. Antonio de los Portugueses o Alemanes
w Madrycie. Wkrótce po śmierci króla w 1700, Giordano w 1702 roku wrócił do Neapolu. Okazało się, że
na zawsze. Wykonawszy tu prace dla kościoła Gerolamini, Cappella del Tesoro w kartuzji S. Martino, zakrystii Santa Brigida i kościoła Donnaregina Nuova,
już przy wsparciu swego pomocnika Giuseppe Simonellego, Luca Giordano zmarł w 1705 roku.
Wołano nań Luca, fa presto – i stało się to jego
przydomkiem: „maluj szybko”, „prędki pędzel”, „szybki Luca”. Przeor Escorialu pisał do króla Karola II:
„Dziś Wasz Giordano namalował dziesięć, jedenaście,
dwanaście figur potrójnej wielkości naturalnej, a do
tego towarzyszące im anioły: moce, panowania, archanioły, serafiny i cherubiny, oraz chmury je podtrzymujące. A dwaj teologowie, których dostał na doradców
objaśniających tajemnice wiary, nie byli w stanie nadążyć z odpowiedziami na jego pytania za prędkością
jego pędzla”.
I nie da się tego fenomenu wyjaśnić jakąś szczególną techniką, procedurą technologiczną, niezwykłymi
zabiegami. Giordano malował w normalnym trybie
warsztatowym, jak inni wykonywał rysunki, szkice, bozetta. A osiągał niebywałą u innych sprawność. Ot,
cecha osobnicza, iskra talentu… Ale też miał wielu
pomocników, prowadził – jak każdy malarz-freskant –
wieloosobowy warsztat; miał owych asystentów niebywale licznych, podobno aż trzydziestu. Pomagali mu
i w części wykonywali zań dzieła i ich fragmenty m.in.
Giuseppe Simonelli, Nicola Russo, Domenico di Marino, Aniello Rossi.
338
30_Historia jednego obrazu Giordano.ps - 6/13/2012 10:12 PM
en obraz pochodzi z kolekcji Stanisława Wydżgi, który był warszawskim rejentem i miał tutaj swoją kancelarię prawniczą. Przywieziony
został z któregoś z wyjazdów do Włoch. Oni z żoną
Marią dużo podróżowali po Europie. Stanisław był kolekcjonerem sztuki. Właśnie podczas jednej z takich
wakacyjnych podróży ten obraz musiał zostać nabyty
i tak trafił do Warszawy. Kiedy to było dokładnie, nie
wiadomo, żadna data, żadna konkretna historia na ten
temat się nie zachowała. Wszystko, co tutaj mówię,
opiera się na tradycji rodzinnej. W latach 70., a to już
dobrze pamiętam, po wizycie polskiego historyka sztuki w naszym domu, który pierwszy ocenił, że jest to obraz Luki Giordano, mój ojciec Stanisław – (a może dla
ścisłości powinienem powiedzieć „ojczym”, bo jestem
jego pasierbem. Ale dla mnie zawsze był jak ojciec,
więc mówię ojciec) – który był inżynierem, specjalistą
w dziedzinie automatyki i elektroniki, a nie historii
sztuki, nawiązał kontakt z historykiem sztuki w Hiszpanii, specjalizującym się w twórczości Giordano, bo
Giordano przecież tam w Hiszpanii dużo malował, spędził tam kawał życia. Ojciec, przesłał mu fotografie,
jest jakaś korespondencja w tej sprawie. I na podstawie tych fotografii hiszpański historyk, stwierdzał, że
to obraz Luki Giordano, co więcej, napisał że jest jeden taki sam, identyczny niemal jego obraz, ale będący „lustrzanym odbiciem” tego tu oto, malowany na
szkle i znajduje się w którymś z kościołów w Hiszpanii,
już nie pamiętam dokładnie w którym. Pisał, że musiałby oczywiście zobaczyć ten obraz na miejscu, żeby
móc to w pełni ocenić. To były czasy trudne i nie
sprzyjające ani takiej korespondencji, ani dalszym
działaniom w tej sprawie. Sytuacja materialna ojca nie
była taka mocna, nie pozwalała na to, żeby mógł zaprosić tego eksperta. Gdzieś ta korespondencja w papierach jest zachowana, trzeba ją tylko odszukać. Ale
to nie jest łatwa sprawa, tych papierów jest masa, to
wymaga czasu.
Wracam, więc, do Stanisława Wydżgi rejenta i powiem kilka słów o nim i jego rodzinie.
Rodzina jest bardzo stara – nazwisko Wydżga notowane jest chyba od XII wieku, wywodzi się z Mazowsza, w XIII wieku rozdzieliło się to na dwie gałęzie: jedna poszła w rejon Małopolski i druga na wschód –
w rejon Wołynia. Bóg wie, jakich tam po drodze nie
było postaci. Wśród nich był i arcybiskup gnieźnieński, prymas Polski Jan Stefan Wydżga (1610-1685),
który pochodził z okolic Lwowa, zanim został prymasem, był biskupem łuckim, warmińskim, kanclerzem
wielkim koronnym. Jego Pamiętnik spisany podczas wojny szwedzkiej od roku 1655 do 1660 wydany w 1852 roku, posłużył Sienkiewiczowi jako źródło, pomiędzy innymi, podczas pisania Potopu.
W każdym bądź razie w połowie XIX wieku ta gałąź rodziny, a trzeba zaznaczyć, że to była zawsze dość
nieliczna rodzina, siedziała na wschodzie. Mój pra-
BOGUSŁAW (SŁAWOMIR)
BOBULA
T
O obrazie Trzej Królowie
Luca Giordano
i kolekcji
Stanisława Wydżgi
Stanisław Wydżga (1850-1919)
-pradziadek Wincenty Wydżga (1823-1882), ojciec
Stanisława posiadał majątek Zboryszów na Wołyniu,
leżącym jakieś sześćdziesiąt kilometrów od Lwowa. To
był malutki majątek ok. 200 hektarów, dzierżawił też
sąsiednią wieś, Wożuczyn się to nazywało, ok. 500 ha.
Koniunktura wtedy była taka, że z takiej powierzchni
z trudem dało się jako tako funkcjonować. Miał trzech
synów i córkę. Żoną jego była Wiktoria z domu Felińska,
nota bene siostra arcybiskupa Warszawskiego Zygmunta Szczęsnego Felińskiego znanej i ważnej postaci
w tamtych czasach. No więc, w tej rodzinie urodziło
się trzech synów: Stanisław Wydżga był najstarszy,
urodził się w 1850 roku. Na szczęście ojciec – Wincenty – dołożył wszelkich starań żeby tych wszystkich
trzech synów wykształcić. Wszyscy oni ukończyli studia, Stanisław i Bohdan ukończyli prawo, a najmłod-
339
30_Historia jednego obrazu Giordano.ps - 6/13/2012 10:12 PM
Bogusław (Sławomir) Bobula • O OBRAZIE TRZEJ KRÓLOWIE LUCA GIORDANO I KOLEKCJI STANISŁAWA WYDŻGI
ścianie. Bohdan bardzo mocno działał w okresie odzyskiwania niepodległości, szczególnie w komisji Dmowskiego, przy Lidze Narodów i dużo pracował na tym
polu w delegacji polskiej. Był także konsulem generalnym Drugiej Rzeczypospolitej we Francji i działał
w rządzie Paderewskiego. I był wielkim kolekcjonerem
sztuki, zresztą bardzo wysmakowanym, chyba większym, znaczniejszym od Stanisława.
Bohdan zaprzyjaźniony był z wieloma malarzami
Młodej Polski. Także z pisarzami i poetami, tłumaczył
poezję, pisał szkice literackie, eseje. Jest autorem przekładów Heinego, poezji Baudelaire’a, przetłumaczył
jego Kwiaty zła. Swoją kolekcję zapisał w latach trzydziestych, jeszcze za życia, Muzeum Narodowemu
w Warszawie, że po jego śmierci przejdzie to jako dar,
z takim jednym warunkiem, że dyrekcja muzeum w zamian za to miała jedną z sal nazwać jego imieniem, i że
to będzie w całości prezentowane w tej sali. Oczywiście, tak się nigdy nie stało, muzeum nigdy nie wywiązało się z tej umowy. A to piękna kolekcja była. Malarstwo, porcelana, meble, tkaniny, zbiór pasów
słuckich, broni białej i palnej.
Natomiast Stanisław – rejent – był kolekcjonerem,
ale takim bardziej konserwatywnym. O ile Bohdan
zbierał wtedy współczesne sobie malarstwo, to Stanisław raczej, malarstwo, sztukę tak z XVII, XVIII wieku, początek XIX w. Ale był też wielkim zbieraczem
pasów słuckich, miał jedną z większych kolekcji w Pol-
Stanisław Wydżga (1850-1919)
szy Bolesław, agronomię na Akademii Rolniczej w Puławach. Stanisław po skończeniu studiów, takie wtedy
były obyczaje, dostał nakaz przymusowej pracy w Rosji na dwa trzy lata i był sędzią w Kursku. Potem wrócił do Warszawy i otworzył kancelarie notarialną. Natomiast jego brat młodszy nota bene także wielki
kolekcjoner sztuki, nawet chyba większy od Stanisława, Bohdan Wydżga został adwokatem, specjalizującym się w korporacyjno-przemysłowych sprawach. No
i ten Stanisław całkiem dobrze funkcjonował ekonomicznie, stanął na nogi. Bo trzeba powiedzieć, że to
byli chłopcy, którzy materialnie z domów nic właściwie, czy niewiele wynieśli, tak że na studiach żyli podobno z korepetycji i biedowali mocno. Studiowali
w Warszawie na Wydziale Prawa i Administracji
Szkoły Głównej Warszawskiej, po drodze, wiem, że
Stanisław kończył Liceum w Petersburgu, bo mam nawet, znalazłem w dokumentach rodzinnych jego świadectwo. Ale studia skończyli w Warszawie. Ten młodszy Bohdan wcześniej studiował także w Dorpacie
medycynę, ale jej nie ukończył z jakichś tam powodów
i przerzucił się na prawo. O Bohdanie wydana została
niedawno książka Cień poety (ukazała się w wydawnictwie słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2011) monografia
napisana przez Krystynę Wydżgę. Mam jego portret
namalowany przez Leona Wyczółkowskiego, który zamieszczono na okładce książki, wisi u mnie w domu na
340
Okładka książki Krystyny Wydżgi Cień poety
(wyd. słowo/obraz terytoria). Portret Bohdana Wydżgi
namalowany przez Leona Wyczółkowskiego.
30_Historia jednego obrazu Giordano.ps - 6/13/2012 10:12 PM
Bogusław (Sławomir) Bobula • O OBRAZIE TRZEJ KRÓLOWIE LUCA GIORDANO I KOLEKCJI STANISŁAWA WYDŻGI
Wśród postaci: Stanisław i Maria Wydżgowie na Krymie 1898. Zdjęcie z albumu rodzinnego Stanisława Wydżgi,
z archiwum Bogusława Bobuli.
sce, ale niestety te wszystkie rzeczy zaginęły w czasie
wojny. Wśród nich właśnie jego zbiory tkanin, pasów
słuckich i „masoników”, bo tym także bardzo się interesował. Właściwie została tylko część mebli i obrazów. Resztę, porcelanę, jego zbiory tkanin, pasów
i „masoników” wywieźli Niemcy, albo szabrownicy –
kto, tego nie wiemy.
Stanisław miał mieszkanie pięciopokojowe na Krakowskim Przedmieściu. Pomieszkiwał w nim z lokajem, który mu gotował, podobno bardzo dobrze. Samotnie żył chyba do 38 roku życia i wtedy się dopiero
ożenił, zresztą z dziewczyną młodziutką bardzo, bo siedemnasto, osiemnastoletnią – Marią Szlenkier, córką
Karola Jana Szlenkiera, jednego z najbogatszych wtedy warszawskich przemysłowców. Zabiegał o nią moc-
no, bardzo był zakochany. To była bardzo lubiąca się
para i dobrze funkcjonujące małżeństwo. Oni przenieśli się potem, chyba na ulicę Kopernika. Bardzo dużo
jeździli po Europie. Co roku w lecie wyjeżdżali głównie
na południe – do Grecji, Włoch, na południe Francji.
Nawet raz byli w Egipcie i Turcji. Jakieś zdjęcia się nawet z tej podróży zachowały – Dolina Królów, Luksor.
Wszystko to było w końcówce XIX wieku. Ich ślub był
w 88 roku, i – tak, może do 1905 – co roku podróżowali. Potem już Stanisław zrobił się starszy. Zresztą
w 1900 zmarł jego teść.
Maria wniosła w posagu udziały w fabryce, to się
nazywało Szlenkier, Wydżga i Weyer Fabryka Firanek,
Tiulu i Koronek w Warszawie, znajdowała się na ulicy Dzielnej. Duża fabryka, w związku z tym on nawet,
341
30_Historia jednego obrazu Giordano.ps - 6/13/2012 10:12 PM
Bogusław (Sławomir) Bobula • O OBRAZIE TRZEJ KRÓLOWIE LUCA GIORDANO I KOLEKCJI STANISŁAWA WYDŻGI
Trzy pokolenia Stanisław Wydżga (1850-1919); Stanisław Wydżga (1896-1932); Stanisław Wydżga (1926-2009).
Zdjęcie z albumu rodzinnego Stanisława Wydżgi, z archiwum Bogusława Bobuli.
30_Historia jednego obrazu Giordano.ps - 6/13/2012 10:12 PM
Bogusław (Sławomir) Bobula • O OBRAZIE TRZEJ KRÓLOWIE LUCA GIORDANO I KOLEKCJI STANISŁAWA WYDŻGI
Dom na ul. Pilickiej 46
w końcówce XIX zamknął kancelarię i przez kilka lat
zajmował się dyrektorowaniem w tej fabryce. Aczkolwiek, wybitnie zdolnym menadżerem raczej nie był.
Potem w XX wieku zajmował się już tylko stroną
prawną. Zmarł w 1919 roku. Ta fabryka działała właściwie do lat pięćdziesiątych, kiedy została upaństwowiona.
Maria i Stanisław mieli trzy córki i dwóch synów. Jego młodszy syn, też Stanisław to był mój dziadek. Młodo
zmarł, bo stosunkowo wcześnie rozpoznano u niego SM
– stwardnienie rozsiane, zmarł w wieku trzydziestu sześciu lat chyba. Drugi syn Jan Wydżga został rozstrzelany
przez sowietów na Polesiu w 1940 r. (lista białoruska –
nadal nieznana, także miejsce śmierci i pochowania nieznane).
Było, więc trzech Stanisławów, trzy pokolenia. Mój
ojciec też miał na imię Stanisław.
Niezwykłe w całej historii tego obrazu, jest nie tyle to, jak znalazł się w kolekcji Stanisława, ale jak
przetrwał i ocalał w powstaniowej Warszawie. Mimo
wojny, mimo zniszczeń, mimo zagłady całego miasta
po Powstaniu Warszawskim. Być może stało się tak
dlatego, że ten dom, w którym obraz ocalał, willa na
Mokotowie, dokładnie na ulicy Pilickiej 46. Ten dom
stoi tam na miejscu do dziś. Wtedy znajdował się właściwie na peryferiach miasta. To były okolice ul. Mal-
czewskiego, pięćdziesiąt metrów dalej zaczynały się już
pola. Rodzina się tam wprowadziła, zresztą chyba
w październiku 1939 roku, już po kapitulacji Warszawy, bo przedtem wynajmowali mieszkanie na Wilczej.
I ten dom świeżo powstały, taki nie do końca był wykończony, jak w nim już w trakcie wojny zamieszkali.
A potem w Powstaniu dom się znalazł w strefie, która
należała do powstańców, była pod ich kontrolą.
Myślę też, że nie bez znaczenia było to, że w pobliżu na Mokotowie były rejony, gdzie zamieszkiwali
Niemcy, wiec może dlatego nie palili tej części miasta.
To były peryferie Warszawy. Ta część nie została nigdy
zniszczona i spalona. Stosunkowo chyba późno była
szabrowana. Bo trzeba pamiętać, że Warszawa była
szabrowana właściwie w taki zorganizowany sposób już
od sierpnia 44go roku. A ta część jakoś przetrwała. No
i to absolutnie zadziwiająca sytuacja, ponieważ dom
stał pusty.
Tam niedaleko, na Mokotowie mój ojciec walczył
w Powstaniu, należał do batalionu „Baszta”, był w drużynie razem z Janem Józefem Lipskim, z którym przez
całe życie się przyjaźnili, od początku, kiedy ta drużyna powstała byli bardzo blisko, jeszcze w Liceum. To
byli chłopcy z Reytana. Po kapitulacji Powstania ojciec oczywiście poszedł do Pruszkowa i potem do stalagu. Matka, z którą w tym domu w czasie wojny
mieszkał, została wywieziona na roboty, gdzieś na Pomorze. Wywieziona została w listopadzie. I dom został
przez trzy, trzy i pół miesiąca pusty, bez żadnego nadzoru. Natomiast kiedy Niemcy tylko wycofali się
z Warszawy, to w ciągu dwu tygodni pojawił się tam
nasz kuzyn, którego dom w śródmieściu spłonął, więc
wykorzystał to, że tutaj stał pusty dom rodziny i w nim
zamieszkał. I on zaczął już jakoś wtedy ten dom chronić. Kiedy jednak wrócili do niego, już po okresie tego
bezhołowia, to zastali sytuację, że wszystkie drobne
rzeczy były wyniesione z domu. W dużym pokoju na
parterze były ślady rozpalania ogniska, palono tam
zresztą dokumentami rodzinnymi, jakimiś akcjami,
obligacjami, bo to przecież była zima, mróz. Szabrownicy próbowali rozpalić ognisko, żeby się ogrzać. Wynieśli wszystkie tkaniny, srebra i porcelanę, włamali
się do sejfu, który tam stał, dużego sejfu i XVI wiecznej, żelaznej skrzyni, którą rozpruli, no i te rzeczy wynieśli. Natomiast o dziwo, nie ruszyli obrazów i mebli.
Te ocalały. Pośród nich i ten właśnie obraz. Więc to
rzeczywiście był cud.
To, co przetrwało na Pilickiej, to tylko znikoma
część, bo kolekcja Stanisława Wydżgi była dużo większa. Na przykład w początkach XX wieku kupił majątek w lubelskim, Skierbieszów chyba to się nazywało,
gdzie wybudował pałacyk i w 1914 go ukończył. Wyposażył 24 pokoje w piękne stare meble, rzeżby i obrazy. Raz tylko jeden tam przenocował, po czym przeszedł w 1915 front i wszystko doszczętnie spłonęło. To
też jest opowieść o jego kolekcji… Miał poza tym duży
343
30_Historia jednego obrazu Giordano.ps - 6/13/2012 10:12 PM
Bogusław (Sławomir) Bobula • O OBRAZIE TRZEJ KRÓLOWIE LUCA GIORDANO I KOLEKCJI STANISŁAWA WYDŻGI
Stanisła Wydżga. Zdjęcie z albumu rodzinnego Stanisława Wydżgi, z archiwum Bogusława Bobuli.
majątek na Polesiu, kilka tysięcy hektarów w Duboi-Juchnowiczach, gdzie mieli duży dwór, który oczywiście przepadł. Tak, że to było rozproszone. Oni mieli
piątkę dzieci, jedna z tych córek zmarła w młodym
wieku, to zostało podzielone pomiędzy te dzieci. To,
co pozostało na Pilickiej to właściwie jakaś część wyposażenia tego domu. Ja dzisiaj korzystam z biurka,
które Stanisław dostał od pracowników Fabryki Firanek na urodziny i ja to biurko mam do dzisiaj. Bardzo
piękne biurko, zrobione specjalnie dla niego w Kolbuszowej. Ani ojciec, ani ja nie przesiąknęliśmy pasją ko-
lekcjonowania. Chodziło raczej o to by zachować to,
co pozostało. Wiem, ze z jakiś powodów ta kolekcja
ojca – to co ocalało zostało zinwentaryzowane po wojnie przez konserwatora wojewódzkiego, który ją spisał
metodą: „obraz XVIII wiek, rozmiar, w złotej ramie,
autor NN”. Nie zachowała się porządna dokumentacja kolekcji Stanisława, ani nawet Bohdana, który robił przed wojną wystawę części swoich zbiorów tkanin
i pasów słuckich. Nie mamy żadnego katalogu. Przecież to były dwie największe kolekcje tych pasów
w Polsce. Przepadły bez śladu.
344
30_Historia jednego obrazu Giordano.ps - 6/13/2012 10:12 PM
HISTORIA JEDNEGO OBRAZU
PIOTR BOROWSKI
Dziękuję wszystkim za to dzisiejsze spotkanie. Tak
jak mówiłem na początku, „Historia jednego obrazu”
ma swój program. Chociaż przygotowujemy się do
tych spotkań solidnie, wiele pojawia się tu spraw niezaplanowanych. Chcę się tym z Państwem na koniec
podzielić. Właśnie uświadomiłem to sobie dzisiaj. Bardzo nam na tym zależało, żeby te spotkania z obrazami nie odbywały, się jak w muzeach. Żeby prowadziły
do innego sposobu widzenia i obcowania z obrazem.
Żeby łączyły z jednej strony tę głęboką profesjonalną
wiedzę historyka sztuki z żywą historią ludzi związanych z pokazywanymi tu obrazami. Dla tego bardzo
dziękuję i profesorowi Ziembie i Sławomirowi Bobuli.
– Dziękuję artystom, którzy dziś muzyką i śpiewem towarzyszyli nam dzisiaj. Ale dzisiaj, uświadomiłem sobie, że waga tych historii opowiadanych tu na Lubelskiej, które przecież nie jest muzeum, jest tym
większa, że to wszystko dzieje się tu w Warszawie.
W tym tak zniszczonym, ogołoconym mieście. A do
tego zaczynają się splatać jakieś niezwykłe wątki ludzkie. I to, o czym chcę w tej chwili powiedzieć, naprawdę nie było, nie mogło być zaplanowane. Dzisiaj, mianowicie zdałem sobie sprawę, że tworzą się tu w tej
naszej sekwencji spotkań z obrazami jakieś niezwykłe
powiązania… kiedy pomyślę, że przecież ojciec Piotra
Kłoczowskiego, który na zeszłym spotkaniu mówił
o Józefie Czapskim i Januszu Przewłockim, że ojciec
Sławka Bobuli, który zgodził się pokazać dzisiaj obraz
Luki Giordano i o nim mówił – byli w tym samym Batalionie „Baszta”, walczyli w powstaniu. W tym samym batalionie był i walczył też Jerzy Ficowski, którego urodziny, jak zapowiadałem, będziemy obchodzić
tu na Lubelskiej i o którym mówić będziemy na kolejnym spotkaniu. Czytać jego wiersze. No to jest, coś
niezwykłego! Dlatego tym bardziej gorąco zapraszam
wszystkich Państwa na następne spotkanie!
345