Pamiątki z Atlantydy. Przyczynek do badań nad jugonastalgią/ Polska Sztuka Ludowa-Konteksty 2011, t. 65, nr 1

Item

Title
Pamiątki z Atlantydy. Przyczynek do badań
nad jugonastalgią/ Polska Sztuka Ludowa-Konteksty 2011, t. 65, nr 1
Description
Polska Sztuka Ludowa-Konteksty 2011, t. 65, nr 1, s. 101-111
Creator
Majkowska-Szajer, Dorota
Date
2011
Subject
antropologia wizualna
extracted text
15_Dorota Majkowska Szajer.ps - 8/1/2011 8:37 AM

DOROTA
MAJKOWSKA-SZAJER

Pamiątki z Atlantydy.
Przyczynek do badań
nad jugonostalgią
Jugosławia – państwo związkowe, socjalistyczna niezawisła demokratyczna wspólnota równoprawnych narodów i narodowości. Na SFRJ składają się: SR Bośnia
i Hercegowina, SR Macedonia, SR Słowenia, SR Serbia,
jak i Socjalistyczna Autonomiczna Prowincja Wojwodina
i SAP Kosowo, które są w składzie Socjalistycznej Republiki Serbii, SR Chorwacja i SR Czarnogóra. Stolicą jest
Belgrad. Leży w środkowej części północnej strefy umiarkowanej, między 40°51’ i 46°53’ szerokości północnej
i między 13°23 i 23°2’ długości wschodniej. Na północy
graniczy z Austrią i Węgrami, na północnym wschodzie
z Rumunią, na wschodzie z Bułgarią, na południu z Grecja i Albanią, na zachodzie i południowym zachodzie
z Włochami.
Leksikon YU mitologije, Zagrzeb – Belgrad 2004

Kartka z kalendarza
Jest wiele miejsc i wiele momentów, od których
mogłaby zaczynać się ta historia, ale dziś wybór padnie
na pewien chłodny listopadowy wieczór nad Vrbasem.
Mamy rok 2008 i jesteśmy na terenie Republiki Serbskiej, czyli północnej części kraju o nazwie Bośnia
i Hercegowina, zamieszkanej w większości przez ludność deklarującą przynależność do narodowości serbskiej. Przy drodze prowadzącej do Banja Luki na wąskim skrawku ziemi między pionową skałą a szerokim
nurtem rzeki wyrasta mały motel. Wprawdzie w pokojach nie ma światła, a w łazience ciepłej wody, ale za
to właściciel wita nas z sercem na dłoni. Goran (tak
ma na imię nasz gospodarz, sądząc po wyglądzie około
pięćdziesięcioletni) serwuje nam pyszną kolację, oprowadza nas po galerii niesamowitych okazów ryb wyłowionych w okolicy (obecnie zasuszonych i dumnie
eksponowanych w motelowej restauracji) i, po kolejnym toaście za nasze wspólne zdrowie, opowiada dobrze już nam skądinąd znaną teorię o międzynarodowym spisku, który doprowadził do bratobójczej wojny
na Bałkanach. Wolelibyśmy o tym nie rozmawiać
i czulibyśmy się lepiej, gdybyśmy, patrząc na sympatyczną twarz Gorana, nie musieli odruchowo zastanawiać się, gdzie był i co robił w ponurych latach 90.
Tymczasem nasz gospodarz znika i po chwili pojawia

się z pokaźnych rozmiarów rulonem, który pieczołowicie rozwija na uprzątniętym blacie stołu. I oto mamy
przed sobą zbiór luźnych kartek ze ściennego kalendarza. Na każdej z nich widnieje zdjęcie malowniczej
okolicy, a pod nim zestaw kolejnych dni kolejnego
miesiąca. Niegdysiejsze daty nie mają chyba dzisiaj
znaczenia, bo Goran zachęca nas, byśmy skupili się raczej na zatrzymanych w kadrze widokach. Wszystkie
pochodzą z okolic miasta Bihać (dziś północno-zachodni, jakby wciśnięty w terytorium chorwackie róg
Bośni i Hercegowiny) i wszystkie przedstawiają dolinę
rzeki Uny. „Stamtąd pochodzę” – wyjaśnia Goran
i z dumą stwierdza, że to jedno z najpiękniejszych
miejsc na ziemi. Na dowód przytacza lokalną legendę,
jakoby nazwa rzeki wzięła się od słów rzymskiego dowódcy, który dotarł tam na czele cesarskich legionów
i zachwycony widokiem wstęgi wody wijącej się w zielonym kanionie miał powiedzieć jedno słowo: „Una”,
czyli – „Jedyna”. Goran, przerzuca kolejne karty zdekompletowanego kalendarza, aż w końcu trafia na
ujęcie z lotu ptaka. Wskazuje palcem jeden fragment
nieprzeniknionej zieleni, z naszej perspektywy niczym
nieróżniący się od całej reszty, i wyznaje, że właśnie
gdzieś tam zostawił swój dom i gospodarstwo i że zamierza je sprzedać. Widząc, z jakim uczuciem o tym
miejscu opowiada, próbujemy nieśmiało namówić go,
żeby się z tą transakcją wstrzymał – może kiedyś jeszcze wróci w rodzinne strony. „Nigdy tam nie wrócę” –
ucina stanowczo. Szybko do nas dociera, że ten kalendarz jest od dawna nieaktualny i że na żadnej z jego
dwunastu stron nie zobaczymy miejsca, do którego
Goran mógłby wrócić – takie, jakimi je zapamiętał, nie
istnieją.

Przewodnik
Dawno, dawno temu, kiedy Goran był małym
chłopcem i beztrosko spędzał czas nad brzegiem najpiękniejszej na świecie rzeki Uny, w niedalekiej Polsce
opublikowano przewodnik po jego pięknej ojczyźnie
Jugosławii – drugie wydanie przewodnika, które mam
teraz przed sobą i które zawsze ze sobą zabieram, podróżując do krajów byłej Jugosławii, pochodzi z roku
1967.1 Wystarczy wczytać się w pierwsze zdania tekstu, by się zorientować, że nie do końca chodzi tu
o praktyczne informacje nadające się do wykorzystania w podróży. To skrupulatny, a chwilami poetycko
podniosły opis zrealizowanej utopii: piękno zróżnicowanej przyrody malowniczo współgra z harmonijnym
współistnieniem bratnich narodów, zjednoczonych
pod sztandarami walki z faszyzmem i budowy wspólnego dobrostanu. Na zdjęciach widzimy albo imponujące rozmachem kombinaty przemysłowe, albo wspaniałą architekturę (zabytkową, ale też nowoczesną,
socjalistyczną), albo elegancko ubranych obywateli
miast, albo folklorystycznie wystrojonych i upozowanych mieszkańców wsi (przy pracy i podczas święta).

102

15_Dorota Majkowska Szajer.ps - 8/1/2011 8:37 AM

„Niech żyje Tito” – mała stacja kolejowa pod Sarajewem (Bośnia i Hercegowina), 27.09.2009, fot. Dorota Majkowska-Szajer

15_Dorota Majkowska Szajer.ps - 8/1/2011 8:37 AM

Dorota Majkowska-Szajer • PAMIĄTKI Z ATLANTYDY. PRZYCZYNEK DO BADAŃ NAD JUGONOSTALGIĄ

No i wreszcie palmy nad Adriatykiem – nawet jeśli widziane na małej czarno-białej fotografii – muszą robić
wrażenie. I robią, rozbudzając wyobraźnię marzeniem
o niezbyt odległym, a jednak ciepłym kraju.
Niejeden obywatel PRL-u, stojąc w kolejce po
mięso lub chlapiąc się w zimnych wodach Bałtyku,
marzył o wczasach w Jugosławii, gdzie zawsze świeci
słońce, sklepy są pełne, i żyje się dostatnio – niby socjalistycznie, a jednak „jak na Zachodzie”. Jugosłowianie, posiadacze legendarnych „czerwonych” paszportów, jako jedyni spośród obywateli krajów
„demokracji ludowej” mogli swobodnie podróżować
po świecie. Wielu z nich do dziś wspomina np. spontaniczne wypady na zakupy do Włoch.
Na początku lat 60. i dla Polaków drzwi do świata
nieco się uchyliły, bo zniesiono obowiązek wizowy
między Polską Rzeczpospolitą Ludową i Socjalistyczną
Federacyjną Republiką Jugosławią, aby „pogłębić przyjazne stosunki między obu Krajami oraz przyczynić się
do wszechstronnego zapoznania swych obywateli z budownictwem socjalistycznym, historią i kulturą drugiego kraju”.2 Ci, którym udało się spędzić wymarzone
wczasy na Bałkanach, zapisali się w pamięci niegdysiejszych Jugosłowian jako uprawiający „pomidorową
turystykę”, bo próbując na wszystkim zaoszczędzić,
przywozili ze sobą zapas prowiantu – nawet pomidory.
Być może zabierali ze sobą również przewodnik,
z którego mogli się dowiedzieć co nieco o strukturze

jugosłowiańskiej federacji i jej historii. A jeśli czytali
te strony wnikliwie, mogli dotrzeć do wzmianki o tym,
że dzisiejsza symbioza jugosłowiańskich narodów nie
jest stanem odwiecznym i permanentnym. Owszem,
w przeszłości miały miejsce konflikty między poszczególnymi nacjami. Jeszcze w czasie II wojny światowej
część ludności wdała się we wstydliwy flirt z faszystami, jednak – całe szczęście – wszystkich ludzi dobrej
woli pogodziła socjalistyczna idea: „W walce przeciwko okupantom niemieckim i ustaszom [oddziały
Niezależnego Państwa Chorwackiego, proklamowanego po agresji sił faszystowskich na Jugosławię
w czasie II wojny światowej] wypaliły się wreszcie stuletnie antagonizmy i sprzeczności. Ramię w ramię walczyli katolicy, prawosławni i muzułmanie. Po wojnie,
w walce o odbudowę i społeczną przebudowę kraju,
zabliźniły się stare rany, znikły wielowiekowe urazy
i nienawiści”.3
Autorka mojego przewodnika odwiedza Jugosławię, mając w pamięci obraz kraju, przez który przetoczyła się wielka światowa wojna – wspomina pobyt na
pierwszym kongresie Młodzieży Jugosłowiańskiej
w 1945 roku i widziane po drodze spalone chaty, poszarpane pociskami szosy, groby przy drogach. Tak było kiedyś. Teraz, w Titowskiej Jugosławii kroczącej jasną drogą dynamicznego postępu, „Znikły wszystkie
ślady wojny, asfaltowa piękna szosa biegnie przez bogate wsie, na prawo w dole olbrzymia zapora wodna,

Tito w otoczeniu ikon i rodzinnych portretów na ścianie zakładu kowalskiego
w Prilepie (Macedonia) 22.07.2008, fot. Tomasz Szajer

104

15_Dorota Majkowska Szajer.ps - 8/1/2011 8:37 AM

Dorota Majkowska-Szajer • PAMIĄTKI Z ATLANTYDY. PRZYCZYNEK DO BADAŃ NAD JUGONOSTALGIĄ

sztuczne jezioro, elektrownia, nieco dalej potężny
kombinat drzewny, nowe osiedla. Na brzegach górskich rzeczek tkwią samotni rybacy, migają szeregi różnokolorowych namiotów, samochody ze znakami
wszystkich niemal krajów europejskich, nowoczesne
restauracje i motele. (...) Nasze dzieciństwo i młodość
upłynęły w ponurym okresie, znaliśmy tylko głód, nierówną walkę, gruzy i śmierć i nagle stanęliśmy wobec
piękna, o którym tylko śnić mogliśmy w mrocznej nocy okupacji. Skąpana w blasku, błękitna, lekko pomarszczona tafla słowiańskiego Adriatyku mieniła się
w słońcu najczystszym srebrem, szmaragdowymi smugami prądów. Lekkie jak zjawy wyłaniały się z mgiełki
nadwodnej zarysy odległych wysp”. Cóż, przybysze ze
smutnego północnego kraju, możecie się rozgościć, już
czas rozpakować pomidory i konserwy. Witamy w socjalistycznym raju.
Podróżując z pomocą przewodnika z lat 60. przez
wszystkie jugosłowiańskie republiki, poznajemy ich
walory krajobrazowe, wspaniałe zabytki, barwny folklor, ale też charakterystykę lokalnych upraw i hodowli, najbardziej rozwinięte gałęzie przemysłu i zasoby
naturalne. W każdej dziedzinie zaobserwować możemy dynamiczny rozwój, urodzaj i świetlane widoki na
przyszłość. Na turystów czekają nowoczesne hotele,
restauracje z doskonale zaopatrzonym bufetem i szerokie, wygodne drogi. Warto się przy tym aspekcie przez
chwilę zatrzymać, bo jakość dróg, w sposób oczywisty
istotna dla podróżnych, ma dodatkowy wymiar w kontekście zjednoczenia jugosłowiańskich republik – konstruktorzy nowo powstającego państwa doceniali wagę dobrych połączeń komunikacyjnych między
poszczególnymi krainami, które miały sie zrosnąć
w jedną całość i nie bez kozery autostrada łącząca Belgrad z Zagrzebiem nazwana została „Autostradą Braterstwa i Jedności”:4 „Był to słuszny zamiar zabezpieczenia jednolitości wielce niejednolitego kraju za
pomocą dróg, które połączyłyby części tego sypkiego
ciała”5 – wspomina Bora Ćosić, pisarz odbywający
w jednej z powieści sentymentalną podróż do „nieznanego kraju swojej przeszłości”.6
Ilekroć trafiam w moim przewodniku na opis szerokiej, wygodnej drogi, powraca mi w pamięci scena
rozpoczynająca film Srdana Dragojevicia Lepa sela, lepo gore (Piękne wsie, pięknie płoną).7 Czarno-białe
zdjęcia naśladują estetykę kroniki filmowej, która
przenosi nas do roku 1971. Jesteśmy świadkami otwarcia wykutego w skale tunelu i od razu dowiadujemy
się, że to obiekt o wielkim symbolicznym znaczeniu:
połączy dwa sąsiadujące ze sobą regiony i dwa bratnie,
jugosłowiańskie narody. Doskonale wyreżyserowaną
uroczystość z udziałem wysokiego przedstawiciela partii, lokalnej ludności w strojach ludowych i ustawionych w równe szeregi pionierów, reprezentujących
kwiat socjalistycznej młodzieży, przerywa przykry incydent. Oto przecinający wstęgę partyjny prominent ka-

leczy się w rękę. Podniosłą atmosferę nieodwracalnie
mącą krzyk i widok krwi – aż nazbyt czytelna zapowiedź nadciągającej katastrofy.

Muzeum-mauzoleum
Bohaterowie powieści Nenada Veličkovicia, tytułowi Koczownicy,8 to rodzina próbująca przeżyć (i nie
oszaleć) w oblężonym Sarajewie w 1992 roku.9 Po
utracie zbombardowanego domu wszyscy przeprowadzają się do muzeum w ślad za ojcem, który jako dyrektor instytucji przeniósł się tam jako pierwszy, żeby
chronić bezcenne zbiory przed wojenną zawieruchą.10
Przez niezliczoną ilość dni i nocy trzy pokolenia znajdują tymczasowe i niepewne schronienie w muzealnej
piwnicy, „muzeum funkcjonuje jak dom”,11 choć brakuje tu wszystkiego, co potrzebne do codziennego życia i do tego, by poczuć się jak w domu – podczas ewakuacji było za mało czasu, by zabrać ze sobą przydatne
domowe akcesoria czy choćby rodzinne pamiątki.
Przestrzeń, w której osiedlają się koczownicy, wypełniona jest za to mnóstwem nieco dziwacznych
i w pewnym sensie niczyich przedmiotów. To muzealne eksponaty, które ze względu na bezpieczeństwo,
musiały opuścić wystawowe gabloty: „Okno zasłonięte jest drogocennymi kilimami, tylko przez kilka szpar
dostają się promienie światła. (...) Do jednego z pomieszczeń (...) ewakuowaliśmy muzealną starą broń.
(...) W drugim pomieszczeniu znajdują się obrazy.
W trzecim hafty i zgrzebne płótna, stroje, chusty i jedwabie. Obok nich kryształy, pozłacane zestawy
i srebrne puchary, miedziane naczynia, świeczniki,
jedna menora, komplety sztućców w skórzanych pudełkach z monogramami na wieczkach. (…) Kilka sal
przeznaczono na meble, jedną zamieniono w bibliotekę, w kolejnej umieszczono herbarze, albumy, dary filatelistów, kolekcjonerów owadów i motyli, starych listów, pocztówek i monet. Następnie szły albumy ze
zdjęciami, przeniesione w stan spoczynku aparaty fotograficzne, projekty i szkice domów, przedmioty przeniesione z dawnych rzemieślniczych sklepików”.12
Ten zbiór starych rzeczy trzeba chronić nie tylko
przed spadającymi na miasto bombami. Eksponaty,
którym można przypisać konkretną materialną wartość, stają się łakomym kąskiem w czasach, kiedy nie
ma już nic, co można by wymienić na kawałek chleba.
Z drugiej strony wciąż upominają się o nie przedstawiciele nowej władzy, znajdując praktyczne zastosowania dla pieczołowicie przechowywanych przez dziesięciolecia przedmiotów. Stara broń może się przecież
przydać na nowej wojnie, a haftowane ludowe koszule mają pomóc w przezwyciężeniu deficytu pieluszek
na szpitalnej porodówce (po raz kolejny Veličkoviciowi udaje się nakłuć balon patosu celnym ostrzem ironii). Wojskowi najchętniej odzyskaliby dla siebie budynek muzeum i pewnego dnia zjawiają się z decyzją
o ulokowaniu w nim sztabu Służby Obrony Kraju.

105

15_Dorota Majkowska Szajer.ps - 8/1/2011 8:37 AM

Dorota Majkowska-Szajer • PAMIĄTKI Z ATLANTYDY. PRZYCZYNEK DO BADAŃ NAD JUGONOSTALGIĄ

Zderzenie stanowiska dyrektora instytucji, jedynego
wiernego strażnika muzealnej kolekcji i przedstawicieli władzy Niepodległej Republiki Bośni i Hercegowiny,
obecnej spadkobierczyni muzeum, prowadzi do następującej wymiany zdań:
„Czy pan wie, że to jest muzeum?
A czy dyrektor wie, że jest wojna? Po co nam muzeum, jeśli nie będzie już miasta?
Niepotrzebne nam też miasto, jeśli przetrwa bez
Muzeum”.13
Muzeum przetrwało. Kiedy zwiedzałam je jesienią
2009 roku, miałam okazję oglądać czasową ekspozycję
poświęconą różnym rodzajom koszul, tych noszonych
na wsi i w mieście – widać nie wszystkie zużyto na oddziale położniczym. Istnieje też miasto Sarajewo, choć
niektórzy mówią, że atmosfera sprzed oblężenia nigdy
już tu nie wróci. Żeby poszukać przedwojennej przeszłości, przenieśmy się do innego muzeum w innym
mieście (i – choć to oczywiste tylko z formalnego
punktu widzenia – w innym kraju).
W 1996 roku, w wyniku połączenia Centrum Pamięci „Josip Broz Tito” i Muzeum Rewolucji Narodu
i Narodowości Jugosławii powstało w Belgradzie, dziś
stolicy Serbii, Muzeum Historii Jugosławii.14 Po swoich poprzednikach przejęło ponad 200 tysięcy eksponatów i pytanie: co zrobić ze spornym dziedzictwem
historii nieistniejącego kraju i zmarłego kilkanaście lat
wcześniej przywódcy, otoczonego kultem usankcjonowanym i pobudzanym przez państwową propagandę.
Zresztą muzealne zbiory to tak naprawdę tylko część
symbolicznie skomplikowanej układanki. Samo muzeum znajduje się w budynku zaprojektowanym w prezencie dla marszałka Tity i otwartym w jego siedemdziesiąte urodziny, 25 maja 1962 roku, jako Muzeum
25 Maja – 3480 m2 miało pomieścić rozrastający się
z każdym rokiem zestaw darów otrzymanych przez jugosłowiańskiego przywódcę od wdzięcznych jugosłowiańskich obywateli. Część kolekcji można było oglądać na wystawie Efekt Tity, prezentowanej w MHJ od
14 marca do 4 maja 2009 roku. Przykłady ludowego
rękodzieła, makiety mostów, miniatury: wozu pancernego, pociągu, klasy szkolnej, gabinetu dentystycznego („Nasz cel: w każdej wsi” – głosi umieszczona na
gablocie tabliczka), wazy, statki i makatki z portretami
Tito... Trudno zliczyć te dowody miłości, jeszcze trudniej wyliczyć je w jakimś sensownym porządku.
Największą część zbiorów muzeum, liczącą około 22
tysięcy obiektów, stanowi kolekcja pałeczek z życzeniami urodzinowymi dla Tity, wręczanych mu co roku
przez przedstawicieli jugosłowiańskiej młodzieży. Mowa
tu o „sztafecie młodości”, która w SFRJ stanowić miała
metaforę jugosłowiańskości.15 Od końca II wojny światowej do 1987 roku (jeszcze 7 lat po śmierci Tity!), każdej wiosny organizowany był bieg, w którym uczestniczyło około miliona osób ze wszystkich regionów

federacyjnego państwa (trasa biegu obejmowała zawsze
wszystkie republiki), przekazujących sobie pałeczki z życzeniami urodzinowymi dla głowy państwa. Od 1957
sztafeta kończyła się wielka państwową uroczystością
na stadionie imienia Narodowej Armii Jugosłowiańskiej w Belgradzie, gdzie jeden z przedstawicieli młodzieży (nie trzeba chyba dodawać, że starannie dobrany) osobiście przekazywał pałeczkę prezydentowi,
a w całym kraju świętowano Dzień Młodości, jako że
młodość i młodzież były szczególnie bliskie przywódcy:
każdy uczeń zyskiwał miano „pioniera Tity”, czerwoną
chustę i granatową czapeczkę oraz przekonanie, że kocha marszałka Titę i jest przez niego kochany.16 Po latach okazuje się, że nie dla wszystkich był to jedynie element rządowej propagandy. Ale o tym za chwilę.
W 1975 roku, w otaczającym muzeum parku pojawiła się Kuća cveća (Dom Kwiatów), zaprojektowana
jako zimowy ogród z widokiem na Belgrad, miejsce do
pracy i odpoczynku dla jugosłowiańskiego prezydenta.
W tym właśnie pawilonie Tito został w 1980 roku pochowany, zgodnie z własną wolą. Jego pogrzeb to istotny element jugomitologii. Do dziś na jednej ze ścian
mauzoleum możemy podziwiać mapę świata z zaznaczonymi krajami, których przywódcy odprowadzali Titę w ostatnią drogę – dla Jugosłowian widoczny dowód
szacunku, jakim cieszył się w świecie ich prezydent.
A dzięki niemu oni sami.17
Mauzoleum jugosłowiańskiego prezydenta można
by zapewne potraktować jako obiekt zabytkowy, znak
minionych czasów i przyczynek do rozważań nad specyfiką minionego systemu. Jednak „obecność” marszałka trochę komplikuje status muzeum. W jaskrawy
sposób udowodniły to protesty przeciwko pobieraniu
opłaty za wejście na teren muzealnego kompleksu od
osób, które chciały złożyć kwiaty na grobie Tity
w trzydziestą rocznicę jego śmierci. Ale sprawa jest
bardziej złożona. Przy wszystkich próbach dystansowania się od minionej epoki i zapewnieniach, że muzeum
jest tylko zwierciadłem przeszłości, trudno uznać
trumnę ze zwłokami wodza narodu za jeden z wielu
eksponatów. Tym bardziej że dla wielu dawnych pionierów Tity jugosłowiański przywódca nie jest jedynie
postacią z podręcznika do historii. Świadczą o tym
chociażby wpisy w pamiątkowej księdze, wyłożonej
przy wejściu do Domu Kwiatów: „Dopóki bije moje
serce i Ty będziesz w nim żył” – deklaruje 3 maja 2009
roku mieszkanka Banja Luki.18 Pozwólmy sobie na
przytoczenie kilku przykładów na dowód, że głos ten
nie jest odosobniony:
Towarzyszu Tito, nadal jestem twoją pionierką, serce
mi to powiedziało szybkim biciem niegdysiejszego szczęścia... Tutaj trwa ono i dzisiaj. NIECH NAM ŻYJE
MARSZAŁEK TITO (podpis nieczytelny)
Na drogach Twoich zawsze kwitną róże, a na kartach
historii jedno imię błyszczy złotymi literami TITO, przyjacielu wszystkich narodów. Pojić Bronislav z Banja Luki

106

15_Dorota Majkowska Szajer.ps - 8/1/2011 8:37 AM

Dorota Majkowska-Szajer • PAMIĄTKI Z ATLANTYDY. PRZYCZYNEK DO BADAŃ NAD JUGONOSTALGIĄ

Losie! Wróć nam życie z lat 1960-1980, nie z powodu młodości, ale z powodu spokojnego życia, dobrego i wysokiej jakości życia i wizerunku, jakim cieszyliśmy się na
świecie. Mówisz, że to niemożliwe!? W takim razie część
takiego życia podaruj naszym następnym pokoleniom, które nadejdą za dwieście lat i więcej. Univ. Prof. dr Branka
Martime
Drogi towarzyszu, ojcze, bracie, synu, nasz kochany
prezydencie, nasz i wieczny wodzu. Twoja idea żyje i dzisiaj, i teraz, teraz, które jest wieczne i które nigdy się nie
skończy. Jesteśmy twoimi bojownikami, twoimi uczniami,
na drodze, która nas prowadzi do braterstwa i jedności,
nas, twoich synów (...) Dziękujemy ci, za to, że kwiat
młodości nigdy nie zwiędnie w naszych sercach, które biją
i trwają dla ojczyzny, dla jakiejś Nowej Jugosławii. Lew
Liliew Midžić, przewodniczący Młodzieżowej Partyzanckiej Brygady Bihać.19

„Do grobu Tity”
Do grobu Tity (podobnie jak do chaty, w której Josip Broz podobno przyszedł na świat, dziś znajdującej
się na terenie skansenu w chorwackim Kumrowcu)
pielgrzymują niegdysiejsi Jugosłowianie. Przywożą ich
tu autokary z tablicami rejestracyjnymi młodych
państw: Macedonii, Bośni i Hercegowiny czy Słowenii. W tych krajach Tito ma nadal (lub na nowo) swoje ulice, place i rzesze wiernych wielbicieli. W muzealnym sanktuarium można dać upust tęsknocie za
bezpowrotnie utraconą krainą młodości. Można złożyć
kwiaty na grobie zmarłego przywódcy albo zabrać ze
sobą do domu jugopamiątkę – w ofercie muzealnego
sklepiku znajdziemy zestaw modnych gadżetów: ekotorby, zestawy papeterii, kubki, podstawki pod kubki,
parasole, breloczki, wizytowniki, zakładki, znaczki do
wpięcia w klapę – wszystko to z portretem Tito lub godłem Jugosławii, oprócz tego koszulki, plakaty i podkładki pod myszkę z motywami partyzanckimi –
i wreszcie dwa przydatne podczas jugonostalgicznych
manifestacji rekwizyty: pionierską chustę i pionierską
czapkę. Można sobie zrobić w nich zdjęcie i wrzucić na
Facebooka. Jest już tam zarejestrowanych półtora tysiąca jugosłowiańskich pionierów z całego świata.20

Leksykon utraconej codzienności
Wspólnota jugonostalgików nie jest tak oczywista,
jakby się mogło na pierwszy rzut oka wydawać, i nie
składa się wyłącznie z osób, które marzą o powrocie do
Titowskiej dyktatury. Gdyby przyjrzeć się zjawisku
uważniej, można się przekonać, że postać przywódcy
jest tylko jednym z elementów, na których ma się
oprzeć odbudowa poszarpanej, a wywodzącej się z Jugosławii tożsamości. „Jeśli czytelnik wyobrazi sobie
państwo jako dom – wyjaśnia w jednym z esejów o rozpadzie swojego kraju Dubravka Ugrešić (dziś nazywana pisarką chorwacką) – łatwiej mu będzie uzmysłowić sobie, że jednocześnie z wojną i utratą państwa

wielu Jugosłowianom skonfiskowano jeszcze inne rzeczy – nie tylko ich ojczyznę i dobytek, ale i pamięć.
W powszechnym i widocznym nieszczęściu nikt nie
bierze pod uwagę strat niezauważalnych. W spisie
strat najważniejszych zarówno dla tego, kto traci, jak
dla obserwatora, pierwsze miejsce zajmuje samo życie,
potem utrata bliskich, a jeszcze dalej materialnego dobytku. Dopiero wtedy przychodzi kolej, o ile to w ogóle nastąpi, na rzeczy nienamacalne. W czasach rzeczywistej śmierci rozmowa o nich jest niestosowna”.21
W końcu jednak, wbrew osobistym zamierzeniom
i ogólnie przyjętym konwenansom, dochodzi do głosu
nostalgia, objawiająca się, zdaniem pisarki, w sposób
przypominający rozpoznane przez neurologów zjawisko „bólów fantomowych”22 – to doznania płynące
z okaleczonej części ciała: pacjent wciąż skarży się np.
na ból nogi, która została mu amputowana. Z nagłą
utratą części samego siebie niełatwo sobie poradzić.
Zwykle wymaga to długotrwałej terapii.
Jeszcze w 1989 roku Dubravka Ugrešić, Dejan
Kršić i Ivan Molek rozpoczynają prace nad Leksykonem
Yu Mitologii. Przedsięwzięcie zostaje zawieszone na czas
wojny, ale w 1999 roku zyskuje nowy rozmach: powstaje strona internetowa www.leksikon-yu-mitologije.net
i zaczynają na nią spływać propozycje haseł, które powinny znaleźć się encyklopedii zbiorowej pamięci Jugosłowian. Zespołem redaktorów kieruje przekonanie, że
wspólną i bezpowrotnie minioną przeszłość mieszkańców nieistniejącego kraju trzeba wyartykułować.
W przeciwnym razie nigdy nie zostanie zapamiętana,
a przecież jest ważnym elementem tożsamości ludzi,
którym przyszło spędzić część życia w ojczyźnie, której
nie da się odnaleźć na żadnej aktualnej mapie. Intuicję
tę podziela Bora Ćosić (dziś nazywany pisarzem serbskim, od lat tworzący na emigracji, a obecnie mieszkający w Niemczech): „Gdy zacznę wyliczać wszystko, co
bym pragnął zabrać do innego kraju, dopiero wtedy
może przypomnę sobie, co miałem”.23
Leksykon... w wersji papierowej zostaje opublikowany w 2004 roku przez dwa wydawnictwa: zagrzebskie
„Postscriptum” i belgradzki dom wydawniczy Rende.24
Jak na biblię nostalgików jest to dzieło niezwykle wesołe. Ironiczny ton i alfabetyczny porządek haseł leksykonu to sprytny sposób na ucieczkę przed podejrzeniami
o ideologiczną, polityczną lub historyczną stronniczość. Zatem mamy tu: „A” jak „Antyfaszystowski
Front Kobiet” (Antifašistički Front Žena – socjalistyczna organizacja na rzecz emancypacji kobiet), „B” jak
„Šaban Bajramović” (największy śpiewak cygańskich
pieśni), „C” jak „Cocta” (jugosłowiańska imitacja coca-coli), „Dž” jak „Dragan Džajić” (jeden z najlepszych
jugosłowiańskich piłkarzy wszech czasów, o którego
popularności najdobitniej świadczy wartość w kolekcjonerskiej serii zdjęć „Piłkarze i drużyny” Fudbaleri i timovi: za jednego Džajicia można było dostać 10 innych

107

15_Dorota Majkowska Szajer.ps - 8/1/2011 8:37 AM

Dorota Majkowska-Szajer • PAMIĄTKI Z ATLANTYDY. PRZYCZYNEK DO BADAŃ NAD JUGONOSTALGIĄ

zdjęć!), „E” jak „Eurokrem” (pierwszy jugosłowiański
czekoladowy krem do smarowania pieczywa, robiony
na włoskiej licencji przez fabrykę Takowo z Górnego
Milanovca i wspierany bombastyczną propagandą państwową), „M” jak „Mendo Mendović” (miś z programu
dla dzieci, nagrywanego przez TV w Zagrzebiu), R jak
Radne akcije (w Polsce powiedzielibyśmy „czyny społeczne”), „T” jak „Titovi govori” (czyli złote myśli przywódcy, jak ta: „My dzisiaj mamy to, czego inni nie mają. Wielu ma to, czego my nie mamy. Ale to
nieważne”), „Y” jak „Yugo 45” (model do własnoręcznego sklejenia: naklejcie stronę na karton, radzą autorzy, wytnijcie, złóżcie na zgięciach i stańcie się posiadaczami własnego Yugo). To oczywiście tylko garść
wybranych przykładów, dająca wyobrażenie o pojemności tego pudła z pamiątkami i o tym, jak zróżnicowana jest jego zawartość.
„Tą książką spróbowaliśmy zbadać topografię kulturowej i życiowej przestrzeni, którą przez pięćdziesiąt
lat budowaliśmy i dzieliliśmy” – wyjaśniają we wstępie
do książki twórcy Leksykonu i dodają, że przyszło im
działać w specyficznych warunkach: powstałe po rozpadzie Jugosławii państwa zastosowały różne strategie
wobec minionego okresu w życiu swoich obywateli: od
konfiskaty pamięci i reinterpretacji przeszłości do zupełnego zanegowania tego, co było, i nowego liczenia
czasu, wyznaczeniu jakiegoś rodzaju „godziny zero”.25
Tymczasem odgórne unieważnienie niewygodnej przeszłości nijak ma się do codziennego życia, w którym
amputowane wspomnienia boleśnie domagają się uwagi. Dojmujące obrazki z przeszłości powracają bez jednoznacznie ustalonej hierarchii, bez podziału na mniej
i bardziej wartościowe, mądre i głupie. Zbieranie i sklejanie nieprzystających do siebie skrawków minionej
rzeczywistości to próba odzyskania zbiorowej pamięci,
która ma prowadzić do odbudowywania indywidualnej
tożsamości, zburzonej w historycznej i symbolicznej zawierusze. Drobne, a nawet śmieszne składniki codzienności mają pomóc w odzyskaniu gruntu pod nogami
tym, którzy zawiśli w znaczeniowej próżni. Żeby lepiej
to zrozumieć, zajrzyjmy jeszcze raz do Leksykonu (przy
czym warto tu mieć w pamięci, że pierwsze propozycje
haseł zostały nadesłane przez Jugosłowian z Jerozolimy,
Londynu, Paryża i Nowego Jorku).
Pod literą „G” znajdziemy hasło Gastarbajteri,
a w nim zaprawiony gorzką ironią wizerunek jugosłowiańskich emigrantów: „Gastarbajterzy: Jugosłowianie
tymczasowo pracujący za granicą. Na początku lat 60.
duża część obywateli wyjeżdża do Szwecji, Austrii i,
zwłaszcza, do Niemiec Zachodnich, bo za dobrze żyło
im się u siebie. Nasi zatrudniają się głównie jako neurochirurdzy, adwokaci i profesorowie niemieckiej literatury, lokalne środowiska przyjmują ich serdecznie
i z szacunkiem. Na przekór temu gastarbajterzy ciągle
tęsknią za ojczystymi stronami. Smutek zabijają alkoholem i czymś, co dobiega z kaset, na których niepew-

nymi literami napisano: Šaban, Jašar i Zorica. Jedyne,
co ich naprawdę cieszy, to sen o powrocie do domu.
A jako że we śnie mają garaż, regał i traktor, gastarbajterzy tymczasem oszczędzają, odkładając życie na lepsze czasy. Ale one jeszcze nie nadeszły”.26
Doświadczenie przebywania na obczyźnie i tęsknota za domem, do którego „na razie” nie można wrócić,
łączy rzesze byłych Jugosłowian wyjeżdżających za
chlebem, ale też uciekających przed okrucieństwami
wojny, tych, którzy wyjechali „na Zachód” i tych, którzy wyjechali za miedzę, zmuszeni do przekroczenia
świeżo wyznaczonych granic, bo nieszczęśliwie mieszkali akurat w tym rejonie swojej ojczyzny, gdzie nie byli już mile widziani albo gdzie – z różnych powodów –
przestali czuć się jak u siebie. Tak jak Goran, który
przeniósł swoje życie znad brzegu swojej jedynej rzeki
na nabrzeże innej. Pozostało mu tylko od czasu do czasu tęsknie spoglądać na zdjęcia w starym kalendarzu.
„Bezimienni eksjugosłowiańscy uchodźcy – pisze
Ugrešić – rozproszeni po wszystkich krajach i kontynentach świata, zebrali w swoim tułaczym tobołku nikomu
niepotrzebne, bezsensowne pamiątki (jakiś wiersz, fotografię, obrazek, widok, melodię, ton, słowo...). W tym
samym tobołku pamięci mieszają się ze sobą strzępy minionej rzeczywistości, które już nigdy więcej nie ułożą się
w jedno, a także sceny z koszmarów wojennych”.27

Kalendarz po raz drugi – reaktywacja?
Do powojennej rzeczywistości krajów byłej Jugosławii28 świetnie pasuje to, co Paul Ricoeur napisał o dziedzictwie założycielskiej przemocy, na którym oparta
jest krucha tożsamość wszystkich wspólnot historycznych: „To, co świętujemy pod mianem wydarzeń założycielskich, to w istocie akty przemocy, uprawomocnione po fakcie przez państwo oparte na chwilowym
porządku (...) Te same wydarzenia oznaczają dla jednych chwałę, dla innych upokorzenie. Świętu jednych
odpowiada żałoba drugich. W ten oto sposób gromadzą się w archiwach zbiorowej pamięci rzeczywiste
i symboliczne rany”.29 Ucieczka pod sztandary idei
międzynarodowej południowosłowiańskiej wspólnoty
może być strategią wyłączenia się z nieustającego rachunku wzajemnych krzywd (przy czym nie mam zamiaru rozstrzygać, na ile taka taktyka jest uprawomocniona i skuteczna), odmową wzięcia udziału
w historycznej wyliczance zmieniających się ról kata
i ofiary. Postawa taka wydaje się dość popularna.
W samej Serbii sto tysięcy osób deklaruje narodowość jugosłowiańską.30 W Lublanie, stolicy dzisiejszej
Słowenii nadaje się jednej z głównych ulic imię Marszałka Tity. W miejscowości Sanski Most w Bośni
i Hercegowinie młodzież organizuje czyny społeczne,
a w Sarajewie 86 proc. ankietowanych mieszkańców
uznaje jugosłowiańskiego przywódcę za pozytywną postać historyczną (pozostałe 14 proc. nie ma zdania).
W Suboticy, na północy autonomicznego okręgu Woj-

108

15_Dorota Majkowska Szajer.ps - 8/1/2011 8:37 AM

Dorota Majkowska-Szajer • PAMIĄTKI Z ATLANTYDY. PRZYCZYNEK DO BADAŃ NAD JUGONOSTALGIĄ

Popularny lokal w centrum Sarajewa. Wystrój nawiązuje do estetyki minionej epoki, a każdy paragon opatrzony jest
partyzanckim „Smrt fasizmu! Sloboda narodu!”. Na zewnątrz, na transparencie rozpostartym nad głowami klientów hasło
jugiosłowiańskich pionierów „Mi smo Titovi”. Bośnia i Hercegowina, 25.09.2009, fot. Tomasz Szajer.

wodina, powstaje Mała Jugosławia, rekreacyjna przestrzeń odwzorowująca topografię federacyjnego państwa z przeszłości. W Krivej Palance w Macedonii
członkowie Stowarzyszenia Wielbicieli Josipa Broz-Tity i Jego Dzieła organizują pieszą „pielgrzymkę” do grobu przywódcy (473 kilometry w 14 dni). W Podgoricy,
stolicy dzisiejszej Czarnogóry, samozwańczy konsul
SFRJ wydaje wirtualne jugosłowiańskie paszporty.
W Umagu, miejscowości na chorwackim wybrzeżu
Adriatyku, od czterech lat wyrusza spod cukierni Tito
oddolnie organizowana sztafeta młodości.
W Konjicu, niewielkiej miejscowości położonej
przy drodze z Sarajewa do Mostaru (Bośnia i Hercegowina), spotykamy się z przewodniczącym lokalnego
ruchu antyfaszystowskiego. Jest słoneczny wrześniowy
poranek. Ivan, niegdysiejszy Titowski partyzant, bohater II wojny światowej, wspomina dawne dni chwały –
przyniósł ze sobą order nadany za zasługi w walce
z niemieckim okupantem i zdjęcia z rocznicowych obchodów upamiętniających zwycięstwa jugosłowiańskiej armii. Kilka fotografii podarowuje nam na pamiątkę, dokładając dwa najnowsze numery
antyfaszystowskiego czasopisma i ścienny kalendarz
na rok 2009. Starszy pan przeprasza nas, że nie ma
jeszcze nowszej wersji (za trzy miesiące kalendarz się
skończy), ale nam i tak wydaje nam się on zaskakująco aktualny, biorąc pod uwagę, że z każdej strony spogląda na nas marszałek Tito, na przemian poważny al-

bo ludzki, wyprężony jak strzała albo opiekający nad
ogniskiem szaszłyki, w towarzystwie żony Jovanki
i białego pudelka, ubrany w jeden ze swoich legendarnych paradnych mundurów albo kąpiący się w basenie. Zatem powrót do przeszłości jednak jest możliwy?
Dubravka Ugrešić wspomina, że zaraz po wybuchu
wojny na Bałkanach funkcjonującą w powszechnym
(i międzynarodowym) obiegu metaforą Jugosławii stała
się Atlantyda – mityczny kraj, który wywołał gniew bogów i zapadł się pod wodę. Już wtedy los Jugosławii wydawał się przesądzony, a jej zniknięcie – nieodwracalne.31 Nie zmienią tego dzisiaj świadectwa tych, którzy
deklarują, że ocaleli z potopu. Uratowane przez nich
drobiazgi nie są nawet wystarczającym dowodem na to,
że ich pogrążona w otchłani ojczyzna rzeczywiście istniała. Ale tym, którzy je pieczołowicie przechowują, pomagają utrzymać się na powierzchni i nie utonąć w zapomnieniu. Każdy ratuje to, na czym najbardziej mu zależy:
jedni wzniosłe ideały socjalistycznego braterstwa i ordery za chwalebną walkę z faszyzmem, inni hity jugosłowiańskiej kinematografii i przeboje gwiazd jugosłowiańskiej sceny muzycznej: Idoli czy Bjelo Dugme.32
Swoje wspomnienia z Atlantydy mamy także my,
pomidorowi turyści. Wiemy, że nasze wczasy w Jugosławii dobiegły końca, więc z ociąganiem żegnamy się
z mieszkańcami socjalistycznego raju, pakujemy nasze
pamiątki i ostatni raz zaglądamy do przewodnika: „Pociąg rusza powoli. Migają w przelocie domy, hotele,

109

15_Dorota Majkowska Szajer.ps - 8/1/2011 8:37 AM

Dorota Majkowska-Szajer • PAMIĄTKI Z ATLANTYDY. PRZYCZYNEK DO BADAŃ NAD JUGONOSTALGIĄ

w dali widnieją oryginalne kształty pawilonów wystawowych, zielone prostokąty zieleńców i proste linie
ulic nowego Belgradu. Wjeżdżamy na most kolejowy.
Szare fale Sawy toczą się leniwie (...), na brzegach
barwne budynki klubów sportowych, pełno rozbawionej młodzieży. Gorące słońce wrześniowe zalewa piasek plaży, złocistymi plamami migoce w wodzie, błyska
w srebrzystych liściach przybrzeżnych topoli. Tylko
niewidoczna niemal mgiełka przypomina, że już wkrótce jesień zabarwi czerwienią drzewa. Żal. Żal lata, słońca, kryształowej wody Adriatyku, piękna prastarych
murów, radości życia. Przed nami słoty października,
dokuczliwe wiatry listopada, mrozy styczniowe...”33

18

19

20

Przypisy
21
1

2

3
4
5

6
7

8

9

10

11
12
13
14

15

16

17

Maria Krukowska, Jugosławia, Wiedza Powszechna,
Warszawa 1967.
Z tekstu Umowy z 2.08.1963, dostępnego na stronie internetowej polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych: www.msz.gov.pl/bpt/documents/10798/pdf; Do
Jugosławii można było jeździć na „wkładkę paszportową”, dokument uprawniający do podróży po krajach
„demokracji ludowej”, jednak – w odróżnieniu od innych państw bloku socjalistycznego – jednorazowy.
Krukowska, op. cit., s. 246
Ibidem, s. 162
Bora Ćosić, Podróż na Alaskę, przeł. Danuta Cirlić-Straszyńska, wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2008, s. 128
Ibidem, s. 7
Film zrealizowany w roku 1996 rozpoczyna dedykacja:
„Film dedykowany kinematografii kraju, którego już nie
ma”.
Nenad Veličković, Koczownicy, przeł. Dorota Jovanka
Cirlić, wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2005.
„Wszyscy jesteśmy tu zakładnikami zarówno (i po równo) tych, którzy nas atakują, jak i tych, którzy nas bronią” – stwierdza jeden z bohaterów, ibidem, s. 19
„Myślę, że nie będę w stanie zwykłemu obcemu czytelnikowi wytłumaczyć obiektywnie, bez cienia stronniczości,
czemu toczy się tu wojna. Zapewne, jak w wypadku innych wojen, chodzi o podbój terytoriów i zwykłą grabież.
Ale dlaczego jedno miasto wraz z blisko pół miliona jego
mieszkańców bombardowane jest dzień i noc z okolicznych wzgórz, na to nie odpowiem nic przekonującego” –
zastrzega na wstępie główna bohaterka i narratorka powieści, kilkunastoletnia Maja, ibidem, s. 12
Ibidem, s. 12
Ibidem, s. 27-28
Ibidem, s. 31
Informacje na temat Muzeum Historii Jugosławii dostępne na jego oficjalnej stronie: www.mij.rs
Jak mogliśmy przeczytać w artykule poświęconym wystawie Efekt Tity na stronie internetowej patrona medialnego, grupy medialnej B92 25.02.2009.
Mi smo Titovi, Tito je naš (My jesteśmy Tita, Tito jest
nasz) – brzmiało pionierskie zawołanie.
Efektem międzynarodowych podróży Tity i jego spotkań
z przedstawicielami władz na wszystkich kontynentach
jest ekspozycja w tzw. Starym Muzeum, w którym oglądać można zbiory określane jako etnograficzne: stroje re-

22
23

24

25

26

27
28

29

30

31
32

33

110

gionalne, sztukę użytkową i przedmioty obrzędowe – dary przywódców państwowych z całego świata.
Ten i wszystkie kolejne cytowane wpisy zostały przeze
mnie odnotowane 3 maja 2009 roku i pochodzą z dwóch
ksiąg pamiątkowych: z Domu Kwiatów i z Muzeum Historii Jugosławii, gdzie w tych dniach dobiegała końca
wystawa Efekt Tity.
Dodać należy, że muzeum odwiedzają nie tylko wyznawcy Tity: „To wszystko trzeba zakopać, żeby już nikt więcej
nie oglądał wstydu narodu serbskiego, a wampira z całej siły
przebić głogowym kołkiem!!!”- wpisał na pamiątkowych
stronach księgi niejaki Rajno R.
Grupa „Titovi pioniri” na Facebooku liczy 1523 członków, przy czym wielu z nich jest zbyt młodych, by móc
się poszczycić pionierskim epizodem w swoim życiorysie.
Stanowią oni tylko część jugonostalgików w różnym wieku, którzy deklarują sentyment do nieistniejącego kraju
za pomocą tego społecznościowego portalu: facebookowy profil SFRJ ma blisko sto tysięcy fanów.
Dubravka Ugrešić, Kultura kłamstwa (eseje antypolityczne), przeł. Dorota Jovanka Ćirlić, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 1998, s. 293
Ibidem, s. 299
Bora Ćosić, Deklaracja celna, przeł. Danuta Cirlić-Straszyńska, wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2003, s. 13
Wprowadzenie książki na rynek wydawniczy, dwie nieprzypadkowe daty: 25 maja (dawniej, przypomnijmy,
Dzień Młodości) pierwsi czytelnicy dostają książkę do
rąk, a 29 listopada – jugosłowiańskie święto państwowe
ustanowione na pamiątkę powołania SFRJ – odbywa się
promocja w Belgradzie.
Cyt. za: http://www.superknjizara.hr/index.php?page=knjiga&id_knjiga=14660
Autorem hasła jest Dejan Novačić, tekst dostępny na
stronie Leksykonu, www.postyu.info
Ugrešić, op. cit., s. 300
„Ex-ju” to popularna w mediach nazwa działu z aktualnościami z regionu.
Paul Ricoeur, Nadużycia pamięci naturalnej: pamięć powstrzymana, pamięć manipulowana, pamięć narzucona,
przeł. Wojciech Bańkowski, „Konteksty” 2003: 1-2,
s. 47-48
Taką liczbę podaje działające w Serbii Centrum na rzecz
Społeczeństwa Obywatelskiego, starające się o nadanie
ludności jugosłowiańskiej statusu mniejszości narodowej.
Ugrešić, op. cit., s. 303
Fenomenem postjugosłowiańskiej mitologii jest tragicznie zmarły macedoński piosenkarz Toše Proeski, ale to
już temat na osobną historię.
Krukowska, s. 278

15_Dorota Majkowska Szajer.ps - 8/1/2011 8:37 AM

Maciej Bieniasz, Skrzynka, 1975.
Fotografia pochodzi z katalogu wystawy: „Cudowne lata” Muzyka. Poezja. Malarstwo. lata 70., 80.
Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza, Warszawa 2009.

Item sets
Konteksty 2

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.