„Codzienność peryferyjna”. Pamięć o PRL mieszkańców Ustronia – studium przypadku/ Polska Sztuka Ludowa-Konteksty 2011, t. 65, nr 1

Item

Title
„Codzienność peryferyjna”. Pamięć o PRL mieszkańców Ustronia – studium przypadku/ Polska Sztuka Ludowa-Konteksty 2011, t. 65, nr 1
Description
Polska Sztuka Ludowa-Konteksty 2011, t. 65, nr 1,
Creator
Kałwa, Dobrochna
Klich-Kluczewska, Barbara
Date
2011
Subject
pamięć zbiorowa, PRL, Ustroń (woj.śląskie)
extracted text
08_Dobrochna Ka‡wa, Barbara Klich-Kluczewska.ps - 8/1/2011 8:18 AM

istoria społeczna PRL jest w przeważającej
mierze historią makrospołeczną, która, wychodząc z założenia o uniwersalizmie porządku polityczno-społecznego PRL, niweluje wszelkie
odmienności wynikające z różnic społecznych, regionalnych, ekonomicznych czy geograficznych.1 Ponadto ujęcie makrospołeczne bardzo często oznacza
odwołanie do metod, a raczej ujęć narracyjnych bliskich socjologii czy wykorzystywanie źródeł o charakterze masowym, a co za tym idzie – stosowanie kategorii rodem z badanej epoki.2 Założenie to wzbudza
oczywiste zastrzeżenia, które pojawiają się, gdy
uwzględnimy zjawiska związane z codziennością rozumianą jako sfera aktywności i podmiotowości jednostki reagującej na otaczający świat i przez to
wpływającej na jej kształt,3 gdy przyjrzymy się peerelowskiej przeszłości z perspektywy mikrohistorycznej,
gdy zapytamy o specyfikę zjawisk analizowanych
w kontekście doświadczenia jednostkowego, lokalności i peryferyjności. W wyniku zmiany perspektywy
„scentralizowana historia PRL” rozpada się na tysiące
mikroświatów peerelowskiej codzienności, których
analiza synchroniczna i diachroniczna pozwala dostrzec zasięg centralnych, odgórnych wzorców funkcjonowania systemu oraz mechanizm ich adaptowania na poziomie lokalnym,4 a przede wszystkim
prowadzi do zakwestionowania interpretacji państwa
jako monolitycznej i wewnętrznie koherentnej struktury, w której jednostka sprowadzona jest jedynie do
biernego przedmiotu działania wszechmocnego państwa.
Obraz peerelowskiej codzienności multiplikuje się,
różnicuje i pogłębia w momencie, gdy staramy się nań
spojrzeć z perspektywy „zwyczajnych ludzi”,5 którzy
w mikrohistorycznej narracji przybierają postać abstrakcyjnych bytów zbiorowych lub w ogóle się w niej
nie pojawiają. Perspektywa mikrohistoryczna odwraca
porządek rzeczy w tym sensie, że umieszcza w centrum
przestrzeni badawczej to, co dotąd było jej peryferiami.
Przenosi bowiem punkt ciężkości nie tylko ku jednostce i jej indywidualnym doświadczeniom, ale także stawia w centrum pytania badawcze pozostające na marginesie klasycznych zainteresowań. „Zwyczajni ludzie”
przestają być marginesem, biernym przedmiotem zewnętrznych działań czy zobiektywizowanych procesów
historycznych, stając się aktywnymi aktorami historii,
których decyzje i działania kształtują rzeczywistość na
jej najbardziej podstawowym poziomie – codzienności.
Rangę tematów centralnych zyskują wówczas życie
codzienne z jego praktykami, rytuałami, porządek normatywny i formy jego przekraczania, prywatna sfera
z jej intymnym epicentrum osobistych myśli i emocji.
Źródłami o podstawowym znaczeniu zaczynają być autobiograficzne zapisy i osobiste świadectwa, wśród których szczególna rola przypada ustnym relacjom, powstającym dzięki inicjatywie historyków,6 pełniących

DOBROCHNA KAŁWA
BARBARA KLICHKLUCZEWSKA

H

Codzienność
peryferyjna
Pamięć o PRL mieszkańców
Ustronia – studium przypadku
funkcję „akuszerów” pracy pamięci. Są one zatem wynikiem dialogu między badaczem a świadkiem historii,
doświadczenia autobiograficznego Ja oraz kulturowych reguł tworzenia pamięci komunikacyjnej i pamięci zbiorowej.7
Te trzy aspekty – perspektywa aktora historii,8 problematyka badawcza i źródła – stanowią ramy analizy
historii PRL w kontekście peryferyjności trojakiego
rodzaju: przestrzeni kulturowej, jaką jest położony na
pograniczu polsko-czeskim Ustroń, przestrzeni badawczej, której przykładem będzie problematyka praktyk
życia codziennego i pracy pamięci oraz przestrzeni
swoistego „archiwum” składającego się z relacji ustronian, przeprowadzonych przez krakowską grupę badaczy historii mówionej.9

Historycy w terenie
Z wyjątkiem pomysłodawcy projektu Andrzeja
Drobika pozostali uczestnicy i uczestniczki byli outsiderami, nie tylko ze względu na miejsce urodzenia,
ale także z racji kulturowej specyfiki społeczności
ustrońskiej i jej lokalnej pamięci.10 Nasze wyobcowanie wynikało również z różnicy pokoleniowej –
większość przeprowadzających wywiady nie miała
własnych, niezapośredniczonych doświadczeń związanych z peerelowską rzeczywistością. Nie znaczy to,
że ich wiedza o PRL miała wyłącznie charakter naukowy, ale była również pochodną hegemonicznego
dyskursu pamięci oraz, by użyć określenia Marianne
Hirsch, prywatnej postpamięci. Tej podwójnej –
geograficznej i temporalnej – obcości towarzyszyła
jeszcze trzecia forma wyobcowania, a mianowicie rola klasycznego badacza historii lokalnej przypisana
nam przez naszych ustrońskich rozmówców, co prowadziło w początkowej fazie do nieporozumień i rozmijania się oczekiwań zaangażowanych w dialog badaczy i badanych.
Na ukonstytuowanie naszego statusu profesjonalnych historyków wpłynęło kilka czynników, wśród
których niebagatelną rolę odegrała współpraca z dyrektor Muzeum Ustrońskiego Lidią Szkaradnik, której
pomoc okazała się bezcenna i znacząca dla całości
57

08_Dobrochna Ka‡wa, Barbara Klich-Kluczewska.ps - 8/1/2011 8:18 AM

Dobrochna Kałwa, Barbara Klich-Kluczewska • CODZIENNOŚĆ PERYFERYJNA

projektu. Przede wszystkim współtworzyła ona listę
potencjalnych rozmówców, których wspomnienia
miały, jej zdaniem, wartość historyczną, przekonała
ich do udzielenia wywiadów (m.in. wskazując im znaczenie ich biografii dla lokalnej historii Ustronia),
udostępniła również pomieszczenia Muzeum, gdzie
nagrywaliśmy niektóre z wywiadów. Zorganizowała
ponadto publiczne spotkanie z mieszkańcami Ustronia, podczas którego uwidoczniły się relacje wewnątrz
społeczności, hierarchie i zależności, rola osób znaczących (significant Other) w kształtowaniu kanonu pamięci lokalnej, wewnętrzne napięcia i tematy stanowiące przedmiot sporu i konsensu lokalnych wspólnot
pamięci. Te „instytucjonalne” ramy, jak również zakorzenione w kanonie wyobrażenie, na czym polega praca historyka, w znaczący sposób wpłynęły na przebieg
i treść wywiadów. Część narracji ułożyła się w zbiorową monografię historii lokalnej, złożoną z konwencjonalnych, zobiektywizowanych narracji na temat rozwoju urbanistycznego, stosunków religijnych, sytuacji
ekonomicznej czy inicjatyw społecznych. Nie ma
w niej za to miejsca na tematy związane z codziennością, życiem prywatnym, sferą emocji, ponieważ w opinii rozmówców są nieistotne i mało interesujące dla
profesjonalnego historyka.11 Nie strach przed rozmową, ale stereotypizacja historyka okazała się głównym
problemem, z którym musieliśmy się zmierzyć.
Grono rozmówców w trakcie naszego pobytu uległo
poszerzeniu i zróżnicowaniu – obok osobistości lokalnej elity narratorami były również osoby spoza tego
kręgu, rozmówcami byli zarówno zakorzenieni od pokoleń ustronianie, jak i przyjezdni, mieszkający w mieście od kilkudziesięciu lat, a jednak wciąż postrzegani
jako obcy, przedstawiciele pokolenia międzywojennego
i generacji powojennych. Społeczność Ustronia okazała się znacznie bardziej zróżnicowana i bardziej mobilna, co znajdowało odzwierciedlenie w narracjach
wspomnieniowych, wpisujących się w odmienne porządki pamięci, zarówno tej lokalnej, jak i centralnej.
Spośród 43 wywiadów przeprowadzonych w Ustroniu wiosną 2007 roku wybrałyśmy tylko dwie relacje,
„obcego w Ustroniu” Tadeusza Ludwina i Marii Bukowczan – „kobiety stąd”.

odbiorcami akcji wojnickich amatorów przeszłości.
Między tymi dwiema grupami trwa rodzaj napięcia społecznego tworzonego przez istnienie sytuacji komunikacyjnej. (...) Poczucie społecznej tożsamości i emocjonalne identyfikacje nie istniałyby bez tego napięcia”.12
Czy tego rodzaju napięcie ma miejsce w wypadku
najnowszej historii Ustronia? Sprawę komplikuje niewątpliwie fakt, iż ważny wpływ na pamięć o powojennym Ustroniu może mieć skodyfikowana centralnie
ocena epoki, budowana w oparciu o upraszczającą kategorię państwa totalitarnego bądź – chociaż zdecydowanie rzadziej – koncept PRL jako nieudanego projektu modernizacyjnego. Taka ocena może, chociaż
nie musi, znaleźć swoje odbicie w kanonie lokalnym.
Znaczącą rolę odgrywa także brak przepracowanego
kanonu na poziomie lokalnym w odniesieniu do interesującej nas epoki.13 Istnieje jednak silny kanon myślenia o historii Ustronia, który dotyczy historii tego
miejsca w tzw. długim trwaniu, który zasadza się na
przekonaniu o trzech zasadniczych filarach budujących historyczną tożsamość tego miejsca i decydujących o jego rozwoju. Mowa o: mieście jako miejscu
rozwoju hutnictwa, mieście uzdrowisku oraz mieście
jako miejscu pokojowej koegzystencji wielu religii.
Z jednej strony podkreśla się, że uzdrowisko wyprzedziło rozwój hutnictwa i często stanowiło bardzo istotne źródło dodatkowego dochodu mieszkańców, ale
z drugiej strony hutnictwo, a z czasem przetwórstwo
żelaza (kuźnia) odgrywało bardzo istotną rolę jako
miejsce zatrudnienia. Tak kuźnia, jak i dom zdrojowy
decydowały o rozwoju urbanistycznym miasteczka.14
Co bardzo istotne, z tej perspektywy rozwój miasta
w okresie powojennym w skali makro stanowi raczej
kontynuację niż rewolucyjny przełom. Filary pozostały
nienaruszone, jednak jeden z nich zdecydowanie zaczął odgrywać rolę dominanty. Chociaż po II wojnie
światowej nadal kolejne pokolenia ustronian pracowały w miejscowej kuźni – największym pracodawcy
w mieście – niepomiernie wzrosła rola Ustronia uzdrowiska.

Ustroń – historyczne ramy pamięci
Tradycje uzdrowiskowe miasta sięgają drugiej połowy XIX wieku, kiedy to Ustroń, podobnie jak cały
Śląsk Cieszyński, należał do monarchii Habsburgów.
Wówczas to w miasteczku mieszkali obok siebie Polacy i Niemcy oraz w niewielkiej liczbie Żydzi i Czesi. Sytuacja taka utrzymała się zresztą do 1939 roku.
W powojennym dwudziestoleciu, kiedy to Ustroń
uzyskał status miasta (1956), działalność wypoczynkowa i uzdrowiskowa uległa w dużej mierze upaństwowieniu na rzecz Funduszu Wczasów Pracowniczych.
W 1967 roku miasto awansowało jednak, zyskując
status kurortu. Zadecydował o tym mieszkający
w Ustroniu wojewoda katowicki Jerzy Ziętek, który
osobiście zabiegał o rozbudowę uzdrowiska, przede

Ramy interpretacji
Do pewnego stopnia inspiracją, a także miernikiem różnorodności „doświadczenia PRL” była dla nas
idea tekstu apokryficznego i kanonicznego Jurija Łotmana, wykorzystanego w badaniach społeczności lokalnej Wojnicza przez Czesława Robotyckiego. W tym
ujęciu elity społeczności tworzą opis własnej kultury za
pośrednictwem mediów, w tym czasopism i wydawnictw, wystaw muzealnych oraz uroczystości lokalnych o charakterze upamiętnienia.
„Pozostali mieszkańcy (...) są potencjalnymi adresatami tych tekstów, świadomymi lub mimowolnymi
58

08_Dobrochna Ka‡wa, Barbara Klich-Kluczewska.ps - 8/1/2011 8:18 AM

Dobrochna Kałwa, Barbara Klich-Kluczewska • CODZIENNOŚĆ PERYFERYJNA

wszystkim z myślą o mieszkańcach Górnego Śląska.
W latach 60. i 70. w mieście powstały dwie dzielnice
wypoczynku i lecznictwa. Na Jaszowcu powstał kompleksowy ośrodek wczasowy dla 2500 osób, zaś
w dzielnicy Zawodzie kompleks leczniczo-uzdrowiskowy. Budowa ta, która zmieniła urbanistyczny obraz
miasta oraz zdecydowała o kierunku jego dalszego rozwoju społeczno-gospodarczego, była najważniejszym
wydarzeniem gospodarczym i urbanistycznym w historii powojennego Ustronia. W 1975 roku ukoronowaniem całego procesu stało się otwarcie Śląskiego Szpitala Reumatologicznego.
Dopiero postępujący kryzys drugiej połowy lat 70.
oraz degradacja środowiska w Polsce i sąsiedniej Czechosłowacji zahamowały rozmach projektów budowlanych. Niemniej jednak sława Ustronia jako miejsca
wypoczynku rosła nadal, a wielu niegdysiejszych „kąpielorzy”, jak nazywali ustronianie kuracjuszy i wczasowiczów, decydowało się na zakup działki w Ustroniu
lub jego najbliższej okolicy, by wakacje lub emeryturę
spędzić wśród zieleni Beskidu Śląskiego, z dala od kopalnianych szybów. Mit wojewody Jerzego Ziętka
(zmarł w 1985 roku), który znakomicie rozwijał się na
Górnym Śląsku, padł na równie dobry grunt w Ustroniu (szczególnie w obliczu kryzysu lat 80. oraz trudnych doświadczeń transformacji). Ziętek został m.in.
nazwany „wskrzesicielem tradycji uzdrowiska”, zaś po
jego śmierci zespół szpitala wystąpił o nadanie mu
imienia wojewody-generała. Na tablicy pamiątkowej
znalazło się nawet zdanie jego autorstwa: „Dbałość
o własne zdrowie to szacunek dla zdrowej i silnej
wspólnoty”.
Dla ustronian „kąpielorz” nawet w wydaniu masowym nie był niczym nowym, natomiast dla kąpielorza
Ustroń mógł jednak być egzotyczny ze względu na
rzadkie w PRL zróżnicowanie religijne. Ewangelicy,
katolicy oraz pomniejsze, ale zauważalne grupy wyznaniowe obecne w mieście po II wojnie światowej (adwentyści, zielonoświątkowcy) tworzyli unikalną już
w owym czasie mozaikę kulturową.

Mieli ziemię pod Małą Czantorią. Gospodarstwo było
duże: dwa konie, 15-20 świń, 12 krów, 40 gęsi, które
Łucja pasała jako 3-letnia dziewczynka, kury i kaczki.
Dziadkowie Łucji, ustrońscy rolnicy i pasterze, mieli
co prawda trójkę synów, ale dwaj z nich zmarli na hiszpankę podczas pierwszej wojny światowej w służbie
CK armii. Całe gospodarstwo przypadło więc ojcu Łucji, który zresztą także był żołnierzem i przebywał jakiś
czas w rosyjskim obozie jenieckim. Sytuacja jej i rodzeństwa zmieniła się radykalnie po śmierci ojca, który odmówił poddania się operacji żołądka. Jako 36-letni mężczyzna osierocił liczną już wówczas rodzinę.
Pragmatyczna matka Łucji postanowiła ponownie
wyjść za mąż.
Przed wojną dziewczynka zdążyła ukończyć siedem
klas szkoły podstawowej w Ustroniu. Chciała kontynuować naukę, ale jej ojczym nie wyraził na to zgody,
wymagał bowiem od pasierbów przede wszystkim pracy na gospodarce. W czasie wojny rodzina dostała tzw.
trójkę na liście narodowej (Volksliste) i dwaj bracia Łucji zostali zmobilizowani do Wehrmachtu. Obaj trafili
do radzieckich obozów jenieckich. Wrócili do Ustronia po wojnie. Łucja wciąż pracowała na ojcowiźnie.
Po wojnie postanowiła zostać pielęgniarką. Skończyła 1,5-roczny kurs pielęgniarski w pobliskim Cieszynie.
Już w trakcie kursu pracowała w Szpitalu Śląskim. Przepracowała tam 26 lat. Początkowo codziennie wstawała
o 4 rano żeby zdążyć na pociąg do Cieszyna, który odjeżdżał o 4:50. 40 minut później z innymi bardzo licznymi
ustrońskimi pracownikami fabryki i szpitala była na cieszyńskim dworzec i o 6 rozpoczynała pracę na pierwszej
zmianie. Komfort dojazdów do Cieszyna poprawił się
dzięki wprowadzonym w latach 60. liniom autobusowym, które odjeżdżały z pobliskiego rynku o 5:10. Mimo
to, gdy tylko pojawiła się możliwość pracy w nowo wybudowanym w Ustroniu Szpitalu Reumatologicznym,
podobnie jak inne ustronianki postanowiła opuścić
Szpital Śląski. Przez kolejne kilka lat pracowała w największym w Polsce szpitalu reumatologicznym. Nie wyszła za mąż. W wieku 55 lat zdecydowała się na przejście
na wcześniejszą emeryturę, by pomagać rodzinie siostry
i szwagra, z którymi wspólnie zbudowali dom na ojcowiźnie. I gdzie wspólnie – jak mówi Łucja – „żyją w zgodzie“.
Relacja Łucji to opowieść świadka. Świadka, który
wywołuje z pamięci dziesiątki miejsc i nazwisk osób,
które powinny zostać zapamiętane. Łucja pozostaje
obok. Mimo że opowieść jest do pewnego stopnia podporządkowana jej biografii (wczesne dzieciństwo –
szkoła – praca na gospodarstwie – wojna – szpital), to
jednak jest to tylko szkielet narracji. Łucja koncentruje się na życiu członków rodziny, głównie dziadków,
ojca i wujów, braci oraz sąsiadów.
Opowieść Łucji jest „wzorcową” niejako relacją
kobiety. Można dostrzec w niej niemal wszystkie charakterystyczne formy wypowiedzi, które zostały określone jako cechy charakterystyczne relacji biograficz-

Kobieta stąd
Rozmowa z Łucją była całkowicie odmienna od innych wywiadów przeprowadzonych przeze mnie podczas pobytu w Ustroniu. Łucja nie należała do grupy
wytypowanych wcześniej rozmówców, a rozmowa
z nią była dla mnie zaskoczeniem i przyjemnością jednocześnie. Czułam z nią swoistą bliskość. Łączyła nas
– przynajmniej do pewnego stopnia – podobna pamięć
rodzinnej historii. Łucja co jakiś czas zadawała pytanie, czy to, co mówi, może być dla kogokolwiek interesujące. Ja odpowiadałam, że oczywiście, a ona kontynuowała opowieść.
Urodziła się we wczesnych latach 20. XX w. w rodzinie ustrońskich rolników, katolików, jako jedno
z czworga dzieci. Jej rodzice gospodarowali na 32 ha.
59

08_Dobrochna Ka‡wa, Barbara Klich-Kluczewska.ps - 8/1/2011 8:18 AM

Dobrochna Kałwa, Barbara Klich-Kluczewska • CODZIENNOŚĆ PERYFERYJNA

to te gołębie to tak wokół niego chodziły. To było
wielkie przeżycie”.16
Opowieść o powrocie z wojska została przetworzona w rodzinnej pamięci na wzór ludowej baśni, w której nie jest istotna prawda o gołębiach, ale fakt, że powrót mężczyzny do domu nabrał znaczenia
wyjątkowego, niespodziewanego, cudownego wydarzenia. Wydarzenia, które przyniosło domowi spokój.
Mimo końca wojny dopiero ten powrót oznaczał zwrot
ku pewnego rodzaju normalności. Mitologizacji historii brata sprzyjało zapewne także obowiązujące w PRL
tabu. Przekaz historii o służbie w Wehrmachcie dokonywał się bowiem przez cale lata tylko w formie przekazu ustnego w obrębie rodziny.
Rodzina Łucji odtąd znowu była razem, ale jej
Ustroń zmieniał się. Legenda o powrocie brata bardzo
wyraźnie kontrastuje z historią nowego otwarcia
w dziejach miasta – „złego początku”. Przestrzenie
społeczne i geograficzne Ustronia ulegały transformacji. Znikają ludzie. Znane miejsca są zaludniane obcymi. I żadna zmiana w historii Ustronia, także ta stanowiąca podstawę kanonu lokalnej historii, czyli
rozbudowa uzdrowiska, nie może się z nią równać. Akcenty są położone w całkiem innych miejscach. Kolejne historie o powojennych samosądach, wywózce do
obozu i wymuszonej emigracji to historie zmiany społecznego krajobrazu sąsiedztwa Łucji.
„W sąsiedztwie najbliższy dom sąsiedzki, za dróżką to
była własność jednego generała (...). To byli naprawdę
solidni ludzi, nikomu nic nie robili złego. A po wojnie tak
się z nim odprawili... W Bielsku, w przytułku, prawie głodową śmiercią zmarł. Odebrali ten majątek, żona z córką
i szwagierka jakoś im się udało, że wyjechały do Austrii
(...). To była piękna willa. To wzięli. Po wojnie to się takie grupy poszkodowanych robiły. I chodzili, oglądali,
gdzie coś pięknego, co by można było, to zabierali. Te
wille zabrali. Tych osób już dawno nie ma. Tę połowę
willi sprzedali. I całkiem obcy. No może nie całkiem obcy, bo z Górnego Śląska, ze Świętochłowic tu przyszli”.
Łucja opowiedziała mi ze szczegółami historię kilkorga osób, które wymieniła z imienia i nazwiska. Pod
koniec opowieści zwykle zawieszała głos, albo pytała
retorycznie: „czy to jest po ludzku?”.
Hierarchizacja zdarzeń oraz rola, jaką nadaje im
rozmówca, okazuje się kluczowa dla zrozumienia przemiany, jaka dokonała się w mieście. Moje pytanie
o rozbudowę uzdrowiska zostało w zasadzie przez Łucję pominięte jako nieistotne. Odparła jedynie: „Tak,
to było dobre. To jeszcze profesor Szczepański zaczął”.
W jej opowieści, która roi się od nazwisk i nazw miejscowych, ani razu natomiast nie pada nazwisko
Edwarda Gierka czy Jerzego Ziętka.
Ważnym punktem odniesienia jest dla Łucji pozytywnie wartościowane dwudziestolecie międzywojenne
– niezależnie od własnych trudnych doświadczeń związanych z postacią ojczyma. Lata 20. i 30. to raj utraco-

nej kobiet. Na tę swoistość zwróciły uwagę badaczki
feministyczne, chociaż wypowiadali się już wcześniej
w tej sprawie psychologowie pamięci.
Nie ma psychologicznych dowodów na inne pamiętanie kobiet i mężczyzn, w sensie żywości i dokładności pamiętania. Z drugiej strony jednak psychologowie wskazują bardzo mocno na pewne dowody
lepszego pamiętania przez kobiety tego, co dotyczy
prywatności. Odzwierciedla to zwykle odrębne doświadczenia kobiet i mężczyzn w wielu społecznościach oraz podział prywatne – przynależne kobietom,
publiczne – przynależne mężczyznom. W oral history
takie różnice genderowe dostrzegano u samego zarania tej dyscypliny. Początkowo budziło to nawet zdziwienie badaczek, jak to miało miejsce w wypadku badań przeprowadzanych wśród kobiet w Birmingham.15
Łucja często stosuje zaimek „my”. To także wskazuje na bardziej „kobiecy” niż „męski” sposób opowieści. Podobnie jak licznie obecne w relacji cytaty oraz
generalnie mowa zależna, która wskazuje na koncentrację raczej na drugiej osobie niż na własnej roli
w biegu wydarzeń. Bardzo ciekawym elementem jej
opowieści jest także ogląd i ocena wydarzeń z punktu
widzenia moralności (to, co dobre, vs to, co złe)
Węzłowym punktem jej opowieści są lata krótko
po wojnie, które stają się – niezależnie od osobistych
i zawodowych doświadczeń życia w powojennym
Ustroniu – kluczowym elementem oceny powojennej
rzeczywistości miasta, funkcjonujących tu mechanizmów władzy oraz legitymizacji, a raczej braku legitymizacji władzy nowych włodarzy miasta.
Kulminacyjnym punktem opowieści o początkach
życia w powojennym Ustroniu jest historia o gołębiach,
które powróciły do domu wraz z jednym z jej braci, którzy zjawili się w Ustroniu w kilka miesięcy po zakończeniu wojny:
„Moich braci do wojska wzięli. No bo dostali tę
volkslistę trójkę. Musieli iść. A ten starszy to był całe
cztery lata w Rosji (…) ale szczęśliwie wrócił. Przyszli
obydwaj, i to było wielkie przeżycie …(…) Jak pisali:
nic innego, ino samo piekło widzieli.
I jak ten młodszy miał przyjść… to jest taka niby
błahostka. Ale ten młodszy to hodował gołębie.
A jak go wzięli do wojska, to te gołębie się stracili,
odleciały, nie było ich. Przez cały czas nie było ich.
Co jakiś czas tylko przelatywały. Takie ptactwo.
Zniknęły i nie ma.
Jak miał przyjść, to przyszły trzy gołąbki i przed
drzwiami siostra Hanka woło: „Mamo chodźcie, gołąbki przyszły”. I zaraz im nasypali ziarna. I tak mówiliśmy:
„Czy może abo kto przyjdzie. Abo jeden, abo drugi”.
Za jakie dwa czy trzy dni, jedzie jeden mężczyzna
i woła na moją mamę: „Hanko, tyś to jest? Dobrą nowinę ci powiem. Spotkołech synka twojego, z Bielska
idzie piechotą. Teraz jest we Skoczowie”. (…) A można powiedzieć, że to nic, głupota. A jak on przyszedł,
60

08_Dobrochna Ka‡wa, Barbara Klich-Kluczewska.ps - 8/1/2011 8:18 AM

Dobrochna Kałwa, Barbara Klich-Kluczewska • CODZIENNOŚĆ PERYFERYJNA

ny, podobnie jak dzieciństwo, do którego nie ma już
powrotu. Kontrastowanie rzeczywistości PRL oraz
dwudziestolecia odnosi tak do oceny sposobu zarządzania miastem, jak i codzienności jej mieszkańców:
„Po [pierwszej] wojnie tego nie było. Nasz marszałek dbał o Polskę. To było dobrze”.
„Po wojnie moda jakaś, żeby ścieki do rzeki spuszczać. Dobrze, że teraz kanalizację robią. A przed wojną się tam kąpaliśmy, ale i braliśmy wodę do gotowania, a w lecie mieliśmy tam łazienkę”.
Wyjątkiem jest tutaj praca zawodowa Łucji.
W kontekście doświadczeń Łucji z czasu niewolniczej,
jak sama mówi, pracy na gospodarstwie dla ojczyma,
swą pracę jako pielegniarki, pomimo trudności z dojazdem, ocenia jednoznacznie pozytywnie. Łucja ponownie wymienia z nazwiska osoby lekarzy, którzy jej
zdaniem zasłużyli sobie na dobrą pamięć (charakterystyczne, że wymienia nazwiska osób „dobrych”, a unika nazywania po imieniu „złych”). Uważa, że zespół
był bardzo zgrany, a dzięki organizowanym przez
związki wycieczkom udało jej się zwiedzić spory szmat
Polski.
W opowieści Łucji trudno odnaleźć elementy
ustrońskiego kanonu. Jej relacja, w której chronologię
zastąpił porządek zdarzeń budowany w oparciu o osobiste przekonanie rozmówczyni o randze odnajdowanych w pamięci faktów, jest historią prywatną i osobistą. To historia odrębna. Nie tylko skonstruowana
w oparciu o inne zasady – zasady pamięci, ale zbudowana z odmiennych elementów. Innych rozdziałów.
Nie są to elementy kanonu, które zostały przekształcone i przyswojone w formie apokryfu. To odmienne
puzzle, z których przez lata budowano własną lokalną
historię.
Czy elementy tej opowieści mają szansę stać się
częścią powstającego kanonu?

otworzyć własny zakład na Górnym Śląsku, uważając,
że „tam, gdzie są kominy”, są również ludzie, których
stać na usługi krawca. Rzeczywiście, spośród 42 krawców w Nowym Bytomiu i Wirku Franciszek był
jednym z dwóch, którzy odnieśli sukces finansowy. Jego zakład, w którym zatrudniał kilkunastu pracowników, produkował do 40 ubrań tygodniowo i przynosił
na tyle wysokie dochody, że w latach 30. Ludwin zainwestował w budowę domu czynszowego dla robotników, familoka. W 1939 roku zaczął myśleć o budowie
następnej kamienicy, tym razem urzędniczej, jednakże
wojna pokrzyżowała te plany. W 1942 roku Józef został powołany do Wehrmachtu i wysłany na front
wschodni. W trzy lata później, ranny podczas walk
w Rumunii, trafił do szpitala w Pradze, z którego tuż
przed wyzwoleniem miasta przez Armię Czerwoną
uciekł i schował się u swojej siostry, mieszkającej ze
swoim czeskim mężem w Pradze. W czasie nieobecności Józefa zakład krawiecki nie przestał funkcjonować
dzięki jego żonie mającej do pomocy jednego pracownika, mieszkańca podkrakowskiej wsi.
Po wojnie Ludwin senior wrócił do Rudy Śląskiej
i dalej prowadził zakład krawiecki, choć nie zatrudniał
już pracowników. Nie do końca wiadomo, jak wyglądała sprawa własności familoka – według słów jego syna nowe władze odebrały Ludwinowi prawo do dochodów z czynszówki, zostawiając mu wyłącznie
obowiązek administrowania i ponoszenia związanych
z remontami kosztów. W latach 50. wstąpił do Stronnictwa Demokratycznego (został delegatem Górnego
Śląska na kongresie partii), działał również w Polskim
Komitecie Obrońców Pokoju. Mimo strat finansowych na przełomie 1949 i 1950 r. kupił w Ustroniu
parcelę i pięć lat później rozpoczął budowę własnego
parterowego domu. Obu synów Franciszek wysłał na
studia – starszego na Akademię Górniczo-Hutniczą
w Krakowie, młodszego Tadeusza do Wyższej Szkoły
Pedagogicznej w Katowicach (wydział chemii). Edukacja w oczach Ludwina seniora była bowiem najwyższą wartością i najlepszym zabezpieczeniem życiowym.
Znaczenie, jakie przypisywał wykształceniu, wynikało
z tego, że sam takiej możliwości nie miał. W 1958 roku rodzice Tadeusza przenieśli się na stałe do Ustronia, gdzie prowadzili pensjonat, Józef pracował jednocześnie jako pracownik administracyjny w tamtejszym
technikum. W 1953 roku, jako dziesięcioletni chłopak, Tadeusz po raz pierwszy przyjechał do Ustronia
i przez długi czas spędzał tam wakacje. W okresie budowy domu i w następnych latach Roman przyjeżdżał
do Ustronia wyłącznie latem.
Po ukończeniu studiów w 1967 r. Tadeusz przez
pół roku zatrudniony jest w Miejskim Przedsiębiorstwie Gospodarki Komunalnej w Rudzie Śląskiej, po
czym zaczyna pracę w liceum pielęgniarskim. Po roku
pracy decyduje się wstąpić do PZPR, jak podkreśla,
z własnej woli. Wkrótce zostaje dyrektorem szkoły

Mężczyzna „stamtąd”
Z Tadeuszem Ludwinem spotkałam się w jego domu-pensjonacie, który położony jest w Zawodziu, tuż
koło charakterystycznych dla krajobrazu ustrońskiego
piramid – sanatoriów budowanych w latach 60. Krętym korytarzem od niewielkiego przedsionka, po schodach wchodzimy do przestrzennego salonu z kominkiem, rozłożystą sofą, ławą. Tam odbędzie się nasza
kilkugodzinna rozmowa, która w większości stanowiła
swobodny monolog, przeplatany anegdotami, refleksjami o przeszłości z nieodłącznym, jak się okazało,
elementem oceny czasów PRL.
Tadeusz Ludwin urodził się w Rudzie Śląskiej
w 1943 r. w rodzinie drobnomieszczańskiej. Z Ustronia pochodził jego ojciec, Franciszek, który w 1918 r.
w wieku 10 lat opuścił miasto po śmierci matki (jego
ojciec zmarł kilka lat wcześniej). Franciszek wyuczył
się w Cieszynie krawiectwa i po okresie praktyk (odwiedził wówczas m.in. Lwów i Gdynię) postanowił
61

08_Dobrochna Ka‡wa, Barbara Klich-Kluczewska.ps - 8/1/2011 8:18 AM

Dobrochna Kałwa, Barbara Klich-Kluczewska • CODZIENNOŚĆ PERYFERYJNA

wiednik pierwszomajowych pochodów w innych regionach kraju. Ludwin przedstawia je jednak jako lokalny, obcy obyczaj, z którym się nie utożsamia i którego on, „człowiek miasta”, nie rozumie. Ustroń i jego
codzienność pozostają wątkami peryferyjnymi w jego
relacji, bo nie z tym miejscem wiąże się centralny temat – ambiwalentna pamięć o PRL człowieka, który
należał do lokalnej elity władzy w Rudzie Śląskiej.
Rozmowa o przeszłości stała się katalizatorem do pracy pamięci, zrozumienia swojej decyzji o wstąpieniu do
PZPR i politycznego zaangażowania, reinterpretacji
oceny minionego okresu zgodnie z nowym, powstałym
po 1989 r., porządkiem pamięci.
Pamięć o PRL, jaka wyłania się z opowieści Tadeusza Ludwina, jest daleka od jednoznaczności postkomunistycznej nostalgii, która traktuje przeszłość jako
zrozumiałą, oswojoną utraconą rzeczywistością. Autobiografia peerelowskiego okresu życia Ludwina toczy
się na kilku planach zbudowanych wokół różnorodnych kategorii konstytuujących odmienne interpretacje i opisy PRL, nawiązujących do różnych porządków
pamięci zbiorowej. Ta wielowymiarowa narracja,
w której odmienne obrazy przenikają się wzajemnie,
ewoluują i komplikują się wraz z rozwojem opowieści,
jest świadectwem pracy pamięci, która nie zakończyła
się wraz z końcem naszej rozmowy. Ambiwalentny
charakter pamięci ujawnia się już na poziomie językowym. Ludwin, mówiąc o swoim członkostwie w PZPR,
używa zapożyczonych z dyskursu publicznego określeń
(bandyta, uczestnik reżimu, kolaborant) i choć wobec
nich się dystansuje, to nie kwestionuje tamtego wyboru, który w jego oczach tylko częściowo wynikał z pobudek politycznych: „nie kryję, że cechował mnie,
mówię jasno, normalny oportunizm. Po prostu wiedziałem, że jestem skazany na socjalizm, dlatego że ja
interesowałem się zagadnieniami politycznymi, społecznymi”.17 Kilka minut później pojawia się inny rodzaj motywacji, w którym przynależność partyjna staje się środkiem do celu, jakim była efektywna praca na
rzecz szkoły, którą kierował. Istotna jest tu nie tyle
szczerość usprawiedliwienia, ile sam fakt, że Ludwin
się usprawiedliwia i że przywiązuje duże znaczenie do
tego, by tamtą decyzję wyjaśnić, co można interpretować jako polemikę z centralnym kanonem pamięci.
Legitymacja partyjna zwiększała w sposób znaczący
jego kapitał społeczny w postaci znajomych sekretarzy
POP działających w zakładach przemysłowych czy
członków lokalnych struktur politycznych, która
w znaczący sposób zwiększała jego możliwości menedżerskie, jak dzisiaj byśmy je nazwali. Wykorzystuje
kontakty z pierwszymi sekretarzami komitetów zakładowych („tak zwany kierownik polityczny”), by wybudować szkolne boisko czy zorganizować tanie noclegi
na potrzeby szkolnych wycieczek w zakładowych domach wczasowych. Ludwin nie ukrywa, że znajomości
te były przydatne również prywatnie – dzięki nim zała-

i koordynatorem szkolnych POP podlegających Komitetowi Środowiskowemu Oświaty PZPR. W tym czasie
nawiązuje bliskie, przyjacielskie kontakty ze środowiskiem elity partyjnej w Rudzie Śląskiej, członkami komitetu miejskiego i sekretarzami POP głównych zakładów pracy. W liceum podejmuje modernizację
budynku szkolnego (pierwotnie były to koszary), „buduje” boisko szkolne i wprowadza system wyjazdów
klasowych na tygodniowe wycieczki. Żona Tadeusza
jest również nauczycielką w liceum handlowym, co
okazuje się istotnym kapitałem w czasach kryzysu, kiedy to dzięki byłym uczennicom pracującym w handlu
Ludwinowie mają łatwiejszy dostęp do towarów pierwszej potrzeby. Pod koniec lat 70. Roman decyduje się
na budowę domu wczasowego w Ustroniu. Potrzebny
kapitał uzyskuje dzięki „załatwionemu” kredytowi
bankowemu, a także na drodze pożyczek od rodziców
i znajomych. Dom budowany do spółki z bratem staje
w pobliżu „piramid” – nowych sanatoriów, z którymi
nawiąże współpracę. W 1982 r. przeprowadza się stopniowo do Ustronia, gdzie od roku mieszka już jego żona, która dzięki pracy w szkole zaczyna nawiązywać
nowe znajomości i potrzebne kontakty. Tadeusz znajduje pracę w technikum i jednocześnie zajmuje się
prowadzeniem pensjonatu. Po przejściu na emeryturę
staje się już w pełni przedstawicielem lokalnej „inicjatywy prywatnej”.
Wielowątkowa autobiografia opowiedziana przez
Ludwina zbudowana jest z kilku równoległych opowieści: o ojcu uosabiającym mieszczański etos self-made mana, o własnym zaangażowaniu politycznym
w okresie PRL, o strategiach życiowych, które pozwoliły mu odnieść sukcesy zawodowe, na marginesie,
o Czechosłowacji oglądanej przez pryzmat mieszkającej tam rodziny, o wycieczce do Związku Radzieckiego. Ustrońskie wątki okazują się mniej istotne w narracji Ludwina, który definiuje siebie jako outsidera
funkcjonującego na zewnątrz ustrońskiego „tu” znajdującego się w opozycji do górnośląskiego „tam”. Jego
pamięć autobiograficzna jest szczególnym przykładem
apokryfu zupełnego, chociaż Ustroń przewija się
i uobecnia w jego wspomnieniach nastolatka, który
spędzał wakacje, pomagając rodzicom w prowadzeniu
domu wczasowego, czy w opowieściach o budowie
i prowadzeniu pensjonatu w latach 80. Nie ma jednak
w tej historii odwołania się do kanonicznych elementów lokalnej pamięci Ustronia, takich jak kuźnia
i uzdrowisko, które u Ludwina pojawiają się wyłącznie
w kontekście aktywności zawodowej, ani fundacyjnego wątku tygla multireligijnego. Nie ma także, charakterystycznej dla lokalnych narracji pamięci, topografii
miasta, w której nieformalne nazwy czy nazwiska służą jako punkty orientacyjne w przestrzeni. Nie znaczy
to, że ów kanon nie jest mu znany. Pytany o dożynki
bez trudu posługuje się wiedzą na temat roli tego święta, postrzeganego przez Ustronian jako lokalny odpo62

08_Dobrochna Ka‡wa, Barbara Klich-Kluczewska.ps - 8/1/2011 8:18 AM

Dobrochna Kałwa, Barbara Klich-Kluczewska • CODZIENNOŚĆ PERYFERYJNA

twił kredyt w banku, a także materiały budowlane,
które w większości przywoził ze Śląska, bo tam miał
znajomości. Ten aspekt codzienności peerelowskiej
wpisuje się w autoprezentację Ludwina jako zaradnego
i rzutkiego przedsiębiorcy, który poszedł w ślady ojca
i odniósł sukces zawodowy i ekonomiczny. W te ramy
wpisuje się jego opowieść o wyprawach na Opolszczyznę, skąd przewoził mięso z nielegalnego uboju czy zakupy na zapleczu w latach kryzysu. Partyjna działalność zostaje ujęta w ramy strategii codzienności, przez
co automatycznie kwestie dotyczące systemu i praktyk
władzy zepchnięte zostają na plan dalszy, co potwierdza tezę Jana Szackiego o roli, jaką doświadczenie codzienności odgrywa w procesie niwelowania pamięci
o PRL jako systemie politycznym.18 Nie znaczy to, że
Ludwin unika ocen i opinii dotyczących kwestii politycznych, umieszcza je jednak w innym kontekście.
PRL jest narzuconym porządkiem politycznym, który
pozbawia ludzi „skazanych na socjalizm” jakichkolwiek
możliwości wyboru z wyjątkiem przystosowania (tu
znowu ojciec jest autorytetem legitymizującym wybory
Tadeusza). Podkreśla swój krytyczny stosunek do PRL,
przejawiający się w zaangażowaniu w budowanie struktur poziomych w PZPR oraz różnych formach „opozycjonowania”, by odwołać się do terminu Anki Grupińskiej. Represyjny charakter państwa Ludwin łączy
jednak wyłącznie z okresem stalinowskim, polemizując
tym samym z wizją omnipotencji państwa w latach 70.
i 80., kiedy sam znajdował się po stronie władzy i miał
świadomość polaryzacji politycznej w społeczeństwie,
której skutków sam także doświadczył.
Ambiwalentna pamięć Ludwina jest przykładem
próby pogodzenia kanonu centralnej pamięci o PRL
z osobistym doświadczeniem, konstytuującym się w opozycji do niektórych wartości i ocen wpisanych w ów kanon. Nie odrzuca go w całości, ale tworzy apokryf pozwalający mu na częściową przynajmniej redefinicję
własnej biografii według nowego porządku pamięci.

mym apokryfy multiplikujące pamięci lokalne, co
z kolei może, przynajmniej potencjalnie, prowadzić do
modyfikacji dotychczasowego kanonu. Ta nieustanna
interakcja zachodząca pomiędzy kanonem a apokryficznymi z natury autobiografiami ujawnia podmiotowość członków lokalnych wspólnot pamięci, którzy
dalecy są od biernego przyswajania zawartych treści
kanonu, lecz odwrotnie – twórczo się nimi posługują,
wykorzystując je do budowania subwersywnych pamięci. Apokryficzność relacji autobiograficznych,
o której tu mowa, dotyczy nie tylko odmienności interpretacyjnej, ale przede wszystkim innej struktury
narracji, która wynika z charakteru sytuacji komunikacyjnej. Ustną opowieścią rządzą odmienne reguły
retoryczne niż typograficznymi źródłami wspomnieniowymi, nie bez znaczenia jest również konwencja
przekazu werbalnego, który skupia się na tematach
i wątkach nieobecnych lub zmarginalizowanych
w przekazie kanonicznym, który w dużym stopniu
czerpie wzorce narracyjne z historiografii. To, co kanon i historiografia uznają za niewarte uwagi, w apokryfie autobiograficznym zajmuje często centralne
miejsce, zmuszając w konsekwencji badaczy do refleksji nad strukturą narracji o przeszłości.
Opowieść autobiograficzna nadaje nowe dla historyka sensy i znaczenia pojęciu codzienności i badaniu
życia codziennego. Pokazuje człowieka w codzienności
nie jako biernego odbiorcę i „konsumenta”, ale jednostkę aktywną, która wypracowuje własne – stosując
pojęcie de Certeau – taktyki postępowania i poruszania się w świecie. Polegają one m.in. na nadawaniu
sensów rzeczom i zdarzeniom. Na ciągłej interpretacji
i reinterpretacji. Takie podejście rodzi oczywiście
groźbę rozpadu syntetyzujących wizji dziejów PRL na
dziesiątki mikrohistorii, lecz z drugiej strony pomaga
uniknąć grzechu nieuzasadnionych generalizacji
i uproszczeń. Wymaga to jednak skierowania uwagi na
peryferie, zaś umieszczenie peryferii w centrum zainteresowania niesie w konsekwencji przesunięcie epistemologiczne w kierunku antropologii i jej sposobu postrzegania rzeczywistości. Nie bez przyczyny
mikrohistoryczna perspektywa stała się znakiem rozpoznawczym badań prowadzonych w nowym paradygmacie, kształtującym antropologię historyczną.

Kanon i apokryf
Przedstawione tu dwie analizy ustnych relacji, mimo wszelkich różnic wynikających z odmienności biografii i odmienności interpretacji, ukazują procesualny
charakter pamięci, tak na poziomie jednostkowym,
jak i zbiorowym, uświadamiają również złożoność relacji między autobiografią, kanonem i apokryfem.
Wspomnienie mówione jest zapisem pracy pamięci
świadka historii, który nie tyle zdaje relację z tego, co
było, ile nadaje wybranym wydarzeniom znaczenia
i sensy, co pozwala mu zachować poczucie ciągłości
tożsamości „Ja”. W trakcie pracy pamięci ujawnia się
funkcja kanonu jako rezerwuaru potocznej, ale odrębnej wiedzy o przeszłości przydatnej w konstruowaniu
własnej, niejednokrotnie odmiennej od kanonicznej
wersji wydarzeń. Mogą przesuwać akcenty i modyfikować znaczenia zapisane w kanonie, tworząc tym sa-

Przypisy
1

63

O uniwersalizacji zjawisk społecznych i politycznych
świadczą np. rozbieżności między tytułami prac naukowych a lokalnością materiału empirycznego stanowiącego podstawę analizy historycznej, traktowanie centralnych decyzji i działań w kategoriach niezmienialnego
wzorca, jak również – gdy materiał źródłowy obejmuje
różne obszary geograficzne – brak analizy porównawczej
w odpowiedzi na pytania o lokalną specyfikę i odmienność od ogólnych mechanizmów. Zob. K. Kosiński, Nastolatki ’81. Świadomość młodzieży w epoce „Solidarności”,

08_Dobrochna Ka‡wa, Barbara Klich-Kluczewska.ps - 8/1/2011 8:18 AM

Dobrochna Kałwa, Barbara Klich-Kluczewska • CODZIENNOŚĆ PERYFERYJNA

2

3

4

5

6

7

Warszawa: Trio, 2002; idem, Historia pijaństwa w czasach PRL. Polityka, obyczaje, szara strefa, patologie, Warszawa: Neriton, Instytut Historii PAN, 2008; A. Leszczyński, Sprawy do załatwienia. Listy do „Po Prostu”
1955-1957, Warszawa: Wydawnictwo Trio, 2000; idem,
Anatomia protestu. Strajki robotnicze w Olsztynie, Sosnowcu i Żyrardowie, sierpień – listopad 1981, Warszawa: Wydawnictwo Trio, 2006; K. Madej, Spółdzielczość mieszkaniowa. Władze PRL wobec niezależnej inicjatywy społecznej
(1961-1965), Warszawa: Wydawnictwo Trio, Instytut
Pamięci Narodowej, 2003; M. Tymiński, PZPR i przedsiębiorstwo. Nadzór partyjny nad zakładami przemysłowymi
1956-1970, Warszawa: Wydawnictwo Trio, 2001.
Faktycznie w ten sposób, pomijając problem bezkrytycznego wykorzystywania badań socjologicznych z epoki
stanowiących znakomite źródło w pierwszej kolejności
raczej dla badań dyskursu, historycy odwołują się do
„tradycyjnej” socjologii, która zdaniem samych socjologów swą świetność ma już za sobą: „Novum socjologii życia codziennego to nie tylko tematyka, ale cel poznawczy. Nie chodzi już (...) o poszukiwanie prawidłowości
dziejowych. (...) Nie chodzi też o dostarczenie zagreogowanego statystycznie opisu społeczeństwa pod względem
wyabstrahowanych pojedynczych zmiennych. Socjologia
(...) chce dostarczyć orientacji, rozumienia, pogłębionej
interpretacji i ujawnienia sensu tego, co dzieje sie w naszym życiu, a co ukryte dlatego, że czynimy to bezrefleksyjnie, rutynowo, nawykowo”. P. Sztompka, Życie codzienne – temat najnowszej socjologii, w: Socjologia
codzienności, red. P. Sztompka, M. Bogunia-Borowska,
Kraków: Znak, 2008, s. 48
A. Lüdtke, Introduction. What is the History of Everyday
Life and Who are its Practitioners, w: The History of Everyday Life Reconstructing Historical Experiences and Ways
of Life, red. A. Lüdtke, Princeton: Princeton University
Press, 1995, s. 5 passim.
Przykładem tego typu podejścia mogą być badania Dariusza Jarosza poświęcone okresowi stalinizmu. Zob. D.
Jarosz, Polacy a stalinizm 1948-1956, Warszawa: Instytut
Historii PAN, 2000.
Niemiecki termin kleine Leute jest w anglosaskiej literaturze tłumaczony jako ordinary people. Por. A. Lüdtke,
op.cit., s. 3
O roli historyka w powstawaniu relacji ustnych zob.
M. Kierzkowski, Oral history – Historia Badającego i badanego. Uwagi o specyfice relacji ustnych w kontekście
badań historycznych, w: Obserwacja uczestnicząca w badaniach historycznych. Zbiór studiów, red. B. Wagner,
T. Wiślicz, Zabrze: inforteditionis, 2008, s. 35-40;
D. Kałwa, Kozetka historyka: oral history w badaniach życia prywatnego, w: Rodzina – prywatność – intymność, red.
D. Kałwa, A. Walaszek, A. Żarnowska, Warszawa: Wydawnictwo DiG, 2006, s. 181-191; V. R. Yow, „Do I like
them too much?”: Effects of the oral history interview on the
interviewer and vice-versa, w: Narrative Methods, red.
P. Atkinson, S. Delamont, t. I: Narrative perspectives,
London-Thousand Oaks-New Delhi: Sage Publications,
2006, s. 211-234; M. Kubiszyn, Historia (nie) mówiona,
„Scriptores”, 2003, nr 2, s. 91-105
Odwołujemy się tu do koncepcji pamięci zbiorowej Jana
i Alejdy Assmanów, którzy rozróżniają dwa rodzaje tej pamięci – kulturową i komunikacyjną. Ta ostatnia, której
cechami charakterystycznymi są: forma reprodukcji pamięci w ramach codziennej komunikacji pokoleniowej,
ograniczony do 80-100 lat zakres czasowy ulegający stałe-

8

9

10

11

12

13

14

15

16

17

18

64

mu przesunięciu w stosunku do teraźniejszości, brak specjalizacji i płynność tematyczna, konwersacyjny charakter
przekazu budowanego w zgodzie z obowiązującym w kulturze modusem konwersacji i komunikacji ustnej. Pamięć
komunikacyjna jest formą wiedzy odrębną formą wiedzy
J. Assmann, Collective memory and cultural identity, „New
German Critique”, 1995, nr 65, s. 126-127
Parafrazując w tym miejscu pojęcie Goffmana, wskazujemy na fakt, że pomimo koncentracji na doświadczeniu
jednostkowym mamy pełną swiadomość spolecznych relacji, w jakich jednostka funkcjonuje. Jedną z nich jest
niewątpliwie także relacja, które wiąże historyka i jego
rozmówcę podczas wywiadu.
W projekcie zrealizowanym przez stowarzyszenie Artefakty wzięli udział: A. Drobik, M. Jarząbek, D. Kałwa,
B. Klich-Kluczewska, J. Komperda, A. Mikołajczyk,
D. Mucha, M. Pyzio, K. Żłobecka.
Połowa grupy pochodziła z Górnego Śląska, co się okazało przydatne w trakcie prowadzenia wywiadów i miało
pośrednio wpływ na relacje tworzące się w trakcie trwania projektu, ponieważ w ich wypadku niektóre elementy wspólnot pamięci – górnośląskiej i ustrońskiej – nachodziły na siebie, czy wręcz się pokrywały.
Nierzadko rozmówcy posługiwali się własnymi opracowaniami dotyczącymi ich działalności zawodowej, czy
nawet własnymi publikacjami o charakterze historycznym opublikowanymi w regionalnym periodyku.
Cz. Robotycki, Historia-folklor-tradycja a kwestia „małej
ojczyzny”, w: idem, Nie wszystko jest oczywiste, Kraków:
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, 1998,
s. 56-57
Jest to zauważalne np. w syntezie historii Ustronia wydanej w 2005 roku, ktorej obszerny II tom poświęcony jest
jego historii najnowszej: Ustroń 1305-2005, t. I: I. Panic,
t. II: red. L. Szkaradnik, K. Szkaradnik, t. II, Ustroń: Galeria „Na Gojach”, 2005-2007. Narrację II tomu z nielicznymi wyjątkami (zob. przyp. 14) zdominował kronikarski
opis dziejów politycznych i gospodarczych miasta.
G. Kubica, Przemiany społeczno-kulturowe Ustronia z perspektywy socjologicznej i antropologicznej, w: Ustroń… op.
cit., t. II, s. 637
Badaczki feministyczne szybko przyswoiły tę szczególną
cechę relacji kobiecych do tego stopnia, że Diana Gittns,
która przeprowadzała wywiady o antykoncepcji wśród robotnic w Lancashire i odkryła, że mówią one z większym
entuzjazmem o swej pracy w tkalni niż o rodzinie, określiła zebrane relacje chlubnym wyjątkiem poprzez bliskość tematyczną w odniesieniu do narracji mężczyzn.
S. Leydesdorff, L. Passerini, P. Thompson, Introduction,
w: Gender and Memory, red. S. Leydesdorff, L. Passerini,
P. Thompson, Oxford-New York: Oxford University
Press, 1996, s. 2. Na temat szczególnego chareakteru historii mówionej, w której tak świadkiem historii, jak
i osobą zadającą pytania jest kobieta zob. D. Kałwa, Kobieca historia mówiona, na stronie: http://www.crisisintervention.free.ngo.pl/psychologia/bps21.html
Wywiad z M.B., marzec 2007, rozmawiała B. Klich-Kluczewska, Archiwum Stowarzyszenia Historii Mówionej
„Artefakty”.
Wywiad z R.T., marzec 2007, rozmawiała D. Kałwa, Archiwum Stowarzyszenia Historii Mówionej „Artefakty”.
J. Szacki, Dwie historie, w: Fik Marta (et al.), Spór o PRL,
wstęp P.S. Wandycz, Kraków: Wydawnictwo Znak,
1996, s. 68-74

Item sets
Konteksty 2

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.