Tom 7 (całość) / Lud 1901, t. 7

Item

Title
Tom 7 (całość) / Lud 1901, t. 7
Description
Lud 1901, t. 7, s. 1-340
Creator
Towarzystwo Ludoznawcze
Date
1901
Subject
Towarzystwo Ludoznawcze
extracted text
LUD
ORGAN

TOWARZYSTWA LUDOZNAWCZEGO we LWOWIE
POD REDAK CY Ą

Dra ANTONIEGO KALINY.

TO::b✓.1:

""'v"J:J:. (z tablicą.)

WE LWOWIE 1901.
NAKŁADEM

TOWARZYSTWA LUDOZNAWCZEGO
Z „ Drukarni Polskiej" Syk stu ska 6. (Pasaż Hausmana 5.).

Skłacl główny w Warszawie w ksi\!garni E

Wenclego i Sp. Krak. Przeclm. 9.

SPIS RZECZY •
zawarctych w VII. ttoczniku.

I. ltozprawy i zbiory mater:yalów.
Bruchnalski Wilhelm Dr. Dyabeł w Okszy 1649 roku
146
Ciszewski Stanisław Dr. O atał'ykacie .
54, 150
I , Gumplowicz Maksymilian Dr. Polacy na Wi;grzech, Studyum etnograficznostatystyczno-historyczne .
74, 19 2
I Gustawicz Bronisław. O ludzie Podduklańskim w ogólnoś'ci, a Iwoniczanach
w szczególności. Cz~ść wtóra. .
43, 128, 241
Zabobony myśliwskie
282
Jakóbiec Jan. Przyczynek do oznaczenia granicy Lachów
256
Jaworskij Julian. ,,Kumać po lembersku". Przyczynek do słownika lwowskiej
276
gwary złodziejskiej
302
'J Kaczmarczyk Kazimierz. Proces o „czarostwo 11 w r. 1688 i 1689.
Kr'ćek Franciszek Dr. Przyczynek do drugiego wydania „Ksi~gi przysłów"
29
S. Adalberga Setka Il.
205
Setka III. .
176
Młynek Ludu,ik. Pisanki wielkanocne z Zachodniej Galicyi
Piątkowska Ignacya. Zamek Sieradzki w historyi i powieści ludowej
113
Schnaider Józef. Z kraju Hucułów
65, 169, 259
Udziela Seweryn. Cepy .
272
Witort Jan. Filozofia pierwotna. (Animizm ) [Dok.]
1
Wysłouchowa Marya. Z ust górala Zakopiańskiego
.
181
Żmigrodzki Michał Dr. Kongres Folklorystów w Paryżu 1900 roku
78
Dwa odczyty na kongresie folklorystów w Parytu 1900 r.
%86
t

II. ltozmaitości.
• Cisło Ił. Pochodzenie głazu na szczycie Jaworzyny
, Cillzetoski St. Dr. Grób królowej polskiej na cmentarzu Żydowskim w Pradze
Czeskiej
EljałJz-Radzikowaki St. Dr. Świ~topeł'k, autor „MojeJ podróży do Karpat"
z r. 1830.

220
91
218

m.
/
Gargas Z. Dr. Statystyka samobójstwa a p0Jęc1e czci u ludów pierwotnych
"' .' Gustawicz Bronisław. Gregoryanki czyli gregoły
~
Jakóbiec Jan. Przyczynki do rozmowy z głuchym
/
Przyczynek do mętowania
/
Jaworskij J, Polski zbiór swahelskich ludowych powieści
/, Kaindl F. R. Dr. ,,Perepiczka" jako środek przy zamawianiu gradu
/
Krcek F. Dr. Młócka z użyciem bydła
/
Lek na chorobę skórną
W sprawie „Hagady"
Leciejewski J. Dr. Wróżenie z miecza .
Parczewski A. Badanie kresów polskich
Polivlca J. Dr. Odmianka anegdoty „Kapucyn z capią brodą"
Smołka Jan. ,,Konik Zwierzyniecki" a zabawy ludowe u lndyan boliwijskich „Aimara" i nLanlacos"
Zdziarski St. W sprawie baśni tenorowych

220
324
91
322
221
221
220
326
324
217

89
217

326
218

III. Rozbiory i sprawozdania.
Bujak F. Maszkienice, wieś powiatu brzeskiego. Stosunki gospodarcze i społeczne. (Dr. Z. Gargas.)
331
/
Dobrzycki S. O tak z wanem mazurowaniu w j~zyku polskim. (Dr. J.
Leciejewski.)
328
/
Klechdy czyli baśnie ludu polskiego na Śląsku. (St. Zdziarski)
, Kol es s a A. Ukraińska rytmika ludowa w poezyach •Bohdana Zaleskiego. 230
(::Jt. Zdziarski.)
227
I Ks i ę g a pamiątkowa na uczczenie setnej rocznicy urodzin A. Mickiewicza.
1.-11 (St. Zdziarski)
228
/ Materyały antropologiczno-archeologL·zne i etnograficzne. T. I -IV. (H.
Ulaszyn.)
221
~
Materjały do ukraińsko-ruśkoi etnologii. III. (H. .Ułaszyn.)
.
334
/
Młynek L. Zarys pierwotnej religii Lac-hów na tle podań ludowych. (J. Świetek.)
228
~ Parczewski A. J. Swanty Wid. Żywa nazwa w mowie ludu kaszubskiego.
( Dr. J. Leciejewski.)
329
Prace filologiczne. I. - V. (H. Dlaszyn.)
95
,/
S o z o n o w i cz I. K woprosu o zapadnom wlijanii na sławjnnskuju i russkuju
./i
poeziju. {St. Zdziarski.) .
231
,,.. Spr a w o zda n i a Komisyi językowej. I - V. ( H. UłaszynJ
224
I
Wisła, Tom XI. XII. (S. Udziela.)
92, 336
;/ Zał ę ski W, Królestwo polskie pod względem statystycznym. I· -II. (Gar•
gaa Z. Dr.)
226
I

IV. Sprawy Towarzystwa.
\

Posiedzenia Zarz4du centralneg~
Sprawozdanie z VII. Walnego Zgromadzenia .
Bilans kasowy za czas od 1. I. do 31. XII. 1900.

100; 233, 338
102
104

n+.
/

Bilans majątkowy za rok 1900.
Preliminarz na rok 1901
I Posiedzenia naukowe
f Sprawozdania oddziałów
// Spis nowych członków .
I Dary
f H. U łaszy n. t Bronisław Grabowski (nekrolog)
I St. Z. t Dr. Klemens Koehler
Sprostowanie

106
108
110, 234
110, 234, 338
111, 238, 340
235
238
340
340

Spis współpracowników,

(

którzy

zamieścili

swoje prace w roczniku VII.

Bruchnalski Wilhelm Dr. (Lwów).
Cisło Roman (Lwów).
Ciszewski Stanisław Dr. (Warszawa).
Eljasz-Radzikowski Stanisław Dr. (L,\·ów)
Gargas Zygmunt Dr. (Lwów).
Gumplowicz Maksymilian Dr. ś. p. (Wiedeń).
Gustawicz Bronisław (Kraków).
Jakóbiec Jan (Kraków).
Jaworskij Julian (Lwów).
Kaczmarczyk Kazimierz (Kraków). .
Kaindl Fryderyk Rajmund Dr. (Czerniowce).
Krcek Franciszek Dr. (Lwów).
Leciejewski Jan Dr. (Lwów).
Młynek Ludwik (Tarnów).
Parczewski Alfons (Kalisz).
Piątkowska Jgnacya (Smardzew, Król. Polskie).
Polivka Jerzy Dr. (Praga czeska).
Schnaider Józef (Pcczeniżyn).
Smołka Jan (Brzesk).
Świ~tek Jan (Kraków).
Udziela Seweryn (Podgórze).
Ułaszyn Henryk (Kraków).
Witort Jan (Poniewież. Litwa).
Wysłouchowa Marya (Lwów).
Zdziarski Stanisław (Lwów).
Żmigrodzki Michał Dr. (Sucha),

-~

.......

Filozofia pierwotna.
(Animizm.*)
VIII.
Kult zwierząt dotąd jest zagadką niewyjaśnioną; M. Lennan,
który pierwszy zwrócił nań uwagę powszechną, nie kusił się
nawet o wyjaśnienie ... Wyjaśnienia badaczy późniejszych okazały
się niezadowalniającemi albo wprost nawet błędnemi.
Najwięcej
przyczyniły się do wyjaśnienia' kultu zwierząt badania przedsię­
wzięte przez Instytut Smithsonjański oraz prace pp. Howitt'a i Fison'a. W każdym razie moina śmiało przypuścić, że jedną z głównych
podstaw tego kultu jest wiara w duchy, wcielone w zwierzęta
rozmaite. Tu przytoczę przykłady, podane prze:l Tylor'a na
str. 159-201, oraz jego określenie zasadnicze: »Naprzód tedy
dziki zdolny jest czcić zwierzę, jako takie, uważając je za obdarzone siłą, odwagą, chytrością, przechodzącemi jego ludzkie
przymioty, oraz duszą, jak człowiek, żyjącą po śmierci ciała
i mogącą, jak za życia, czynić źle lub dobrze. Powtóre, myśl ta
zlała się z pojmowaniem zwierzęcia, jako istoty, będącej wcieleniem bóstwa, które patrzy, słyszy i działa nawet z oddalenia
i nawet po śmierci powłoki cielesnej, do której boski duch
uleciał«.

Jakuci syberyjscy czczą niedźwiedzia: przed jego legowiskiem wychwalają go wierszami, prozą, podnosząc odwagę
i wspaniałomyślność »kochanego wuja«. P. Sieroszewski dokład­
nie opowiada o tern znaczeniu, jakie ma niedżwiedź wśród Jakutów. Przedewszystkiem to nie zwierzę, ale czarownik, wszystko
wiedzący i wszystko rozumiejący; mówić żle o nim nie można,
chociażby go w bliskości nie było, ponieważ słyszy wszystko
i nigdy nic nie zapomina. Niedżwiedź n~gdy nie napada na
dzieci i kobiety; te ostatnie winny pokazać mu piersi; nie na-

*) Zob. >Lud« VI., str. 33L

2
pada on też nigdy na spiących, dldtego myśliwi Jakuci zasuwaJą
żerdź do jego legowiska i wołają: »wstawaj. wojsko przyszło
bić się«. P. Sieroszewski podaje 1;>rzemów1enie błagalne: » Książe
lasów, pomyśl o lasach! Panie lasu, pomyśl o gaju ! Panie
gąszczu, pomyśl o nim!. Pójdż tam! My ciebie nie ruszamy, my
cię nie krzywdzimy, uwolnij nas«! To przemówienie należy wygłosić klęcząc.
Autor powyższy mówi, że w górach Wierchojańskich niedźwiedż zakochał się w dziewczynie, uprowadził ją
żył trzy lata (Jakuci, str 659).
niedźwiedzia za bóstwo; forma przysięgi
na głowę niedźwiedzia*), albowiem niedżwiedź
każdego kłamcę zje.
Lapończycy nie uznają niedźwiedzia za
zwierzę, ale 1a istotę wyższą od ludzi i rozumniejszą od nich;
wprawdzie przy sposobności zabijają go, ale potem przepraszają,
zwalając winę na Rosyan.
Byłem świadkiem sceny przeprosin
zabitego niedźwiedzia w końcu lipca 1878 r. około dużej wsi
pomorskiej Kandalakszy, leżącej przy ujściu rzeki Newki do zatoki Kandałaskiej, oddzielającej półwysep Kolski od lądu stałego.
Zwłoki niedżwiedzia leżały na podwyższeniu; wargi wysmarowano mu tłuszczem renifera, postawiono kieliszek wódki, w pysk
zaś wsunięto fajeczkę zapaloną. Starszyna rodowy, kłaniając się
aż do ziemi, rozpoczął przemowę, którą dosłownie przetłumaczyła
mi żona parocha z Kandałakszy; treść sprowadzała się do tego,
że potężny duch niedźwiedzia winien mścić się nie na biednych
Lapończykach, krzywdzonych przez wszystkich, ale na Pomorach
z Kandałakszy, którzy go zabili. Te uroczyste przeprosiny nie
przeszkodziły zjeść go tegoż dnia.

Ostjacy

to

uważają

przysięga

Na wyspach Georgijskich pewne gatunki czapli; zimorodków i dzięciołów uchodziły za bóstwa, którym z tego powodu
składano ofiary ; ich głosy przepowiadały przyszłość. Na wyspach
Tonga mieszkańcy uznają pewne gatunki ptaków, hai, wieloryba
i t. d. za formy, w których bóstwa odwiedzają ziemię. Gdy
zdarzy się przepływać około wieloryba, to rzucają mu nieco
kawy lub oliwy wonnej.
Do kultu zwierząt należy też kult wężów, rozpowszechniony
przeważnie w Afryce.
W Widah nad zatoką Benin, wedle
Bosman'a, cześć wężów jest powszechną, a od nich roi się po
wsiach i w mieście, ale największą cześć odbiera wąż duży,

*) Widziałem taką głow" w Maryinskim sądzie powiatowym gub. Tomskiej.

3
potwór prawdziwy, mieszkający w osobnym domku; skłc1dano
mu na ofiarę mięso, napoje, bydło, pieniądze i tkaniny. Kult
wężów cieszył się takiem uznaniem, że Holendrzy posługiwali
się nim, by odpędzić czarnych dokuczających.
W Hindostanie
jest szeroko rozpowszechniony kult zwierząt; święta krowa jest
bóstwem nietykalnem, odbierającem cześć w obrzędach dorocznych i codzienne odwiedziny i ukłony od ludu pobożnego,
który daje jej świeżą trawę i kwiaty; Hamman, bóg małpi, ma
świątynie i posążki, a Siwa wcielił się weń, tak jak Durgo
w szakale.
Wiemy dobrze, iż starozytni Egipcyanie czcili jako bóstwo
krokodyla.
Kult wężów nie był obcym ludom aryjskim: starożytni
Grecy i Rzymianie znali go. Wielki wąż bronił twierdzy Aten
i otrzymywał co miesiąc· placek z miodem. \V Rzymie geniusz
miejscowy, »genius loci« ukazywał się w postaci węża.
W Helladzie starożytnej Asklepjosa. bóstwo uzdrawiające,
wyobrażano zawsze jako węża, w którym jako oswojonym przebywało, albo przez węża tego się objawiało.
Ludy plemienia litewskiego czciły węże jako bóstwo domowe; najbardziej cześć ta rozwinęła się u Prusaków, wytępio­
nych doszczętnie przez Niemców.
Pewien misyonarz tak opisuje pojęcie Indyan północno­
amerykański eh z r. 1634: »Mówią też oni, że wszystkie zwierzęta danego gatunku mają slarszego brata, który jest począt­
kiem i źródłem wszystkich osobników; starszy brat jest niezwykle wielkim i potężnym. Starszy brat bobrów naszych jest
może tak duży, jak nasza chatka«.
U czerwonoskórców Ameryki północnej oraz u Australczyków panuje przekonanie, że jak ludzie posiadają swój ustrój
rodowy, tak i zwierzęta mają go też; ludzie i zwierzęta mają
swoich pra-rodziców, żyjących w krainie duchów a wyróżnia­
jących się swoją wielkością i siłą. Najwybitniej ten pogląd wystę­
puje u Australczyków. S. Krzywicki tak mówi o nim: »południowy Australczyk, powiada z tego powodu sumienny badacz
źródłowy, jakim jest Howitt i Fiso.n, spogląda na wszechświat
jako na olbrzymie plemię, w ktorem sam należy do jednego
z podziałów, a wszystkie przedmioty, które razem z nim wchodzą
do pewnej klasy, są cząstkami tej samej zwartej całości plemiennej, są one niemal ciągiem jego samego. Nie dziw, że dziki nie

4
zwierząt rodowych;
przynajm1eJ czyni to
a kiedy przynaglony głodem, zabije jakiś okaz'
utyskiwa mocno, usprawiedliwia się pokornie, a nawet kłamie
przed zamordowanym krewniakiem dla przekonania go, że nie
on jest sprawcą jego śmierci. Jest to swojego rodzaju obrząd
oczyszczenia się z bezbożnego występku. Takie zabójstwo jest
mordem, popełnionym wewnątrz własnej grupy rodowej, czynem„
który sprowadza furie na ślad mordercy« ... » ,vszędzie u plemion
północnej Ameryki istnieje wiara, że jak człowiek posiada ustrój
plemienny, podobnie też mają go i zwierzęta, jeden zaś i drudzy
pochodzą od wspólnego przodka i w gruncie rzeczy stanowią
jakby jedną społeczność, wrogą innym takim samym ludzkozwierzęcym, posiadającym byt
niezależny
a ukształtowanym
według tego samego wzoru«· (Wisła, 1893,
25 7-259). Dodam:
przeżytki kultu zwierząt spotykają się u wszystkich ludów sło­
wiańskich; dowodem mogą służyć bajki I-µdowe, w których
zwierzęta odgrywają tak ważną rolę, niekiedy zaś nawet postę
pują tak, jakby postępowali ludzie rozumni a dobrzy.
Bardzo powoli bóstwa poszczególne uogólniały się, przybierając charakter ogólny; tak z bóstw, mieszkających w drzewach poszczególnych, powoli powstał ogólny bóg lasów. Tu
należy przytoczyć zdanie Augusta Comte'a, na które powołuje
się Tylor w swojej: »Philosophie positive« odróżnia on bóstwa
właściwe, w ich charakterze ogólnym i abstrakcyjnym, od fetyszów właściwych (t. j. przedmiotów używotnionych). Fetysz
panuje tylko nad jednym przedmiotem, z którym jest nierozłą­
cznym, a bogowie rządzą całym szeregiem zjawisk w różnych
ciałach.
Gdy więc, ciągnie dalej, podobny rozwój wszystkich
dębów doprowadził do teologicznego uogólnienia objawów życia
tego drzewa, to istota nadprzyrodzona, otrzymana w ten sposób,
nie była już fetyszem jednego osobnika, ale bóstwem lasu. Tutaj przejście myśli od fetyszyzmu do politeizmu uległo nieuniknionej przewadze pojęć ogólnych nad indywidualnemic
(II., 200).
Tylor robi słuszną uwagę, że badanie rozwoju politeizmu
potwierdza stanowczo doktrynę aninizmu; dalej mówi: - bardzo
słusznie że bogowie wszelc'y utworzeni zostali na wzór i poclobieóstwo człowieka. Pewien filozof helleński, żyjący w w. V.
przed Chrystusem w Atenach, mówił, iż gdyby osły mogły rozumować, to utworzyłyby sobie boga na wzór i podobieństwo
swoje.

zabija ani

niechętnie,

spożywa

5
Człowiek

wyobraził

sobie Boga w postaci własnej, tylko
wyidealizowanej. Wielcy bogowie Hellady byli ludźmi zwykłymi,
tylko wyróiniającymi się przymiotami fizycznymi, a poniekąd
i umysłowymi: Zeus - to typ Hellena w wieku około lat 50,
Afrodyta - Hellenka, przedstawiająca typ piękności niewieściej
rasy aryjskiej. Wielkie zjawiska przyrody uderzyły wyobrażnię
ludzką i doprowadziły do uosobień ich w postaci bogów. Tylor
mówi: > Wyższe bóstwa politeistów zajmują odpowiednie miejsca
w ogólnym animistycznym systemie całej ludzkości. Samo z siebie wypływa, że jak człowiek służył za wzór dla bóstwa, tak
społeczeństwo ludzkie i urządzenia społeczne stały się wzorem
społeczeństwa boskiego. Czem dla ludzi są królowie i wodzowie,
tern dla niższych duchów są wielcy bogowie. Różnią się oni od
dusz i niższych istot nadprzyrodzonych, które dotychczas zajmowały głównie_ uwagę naszą, ale różnica ta jest raczej różnicą
·stanu, godnośd, niż natury. Są oni duchami osobowymi, rządzą­
cymi takimiż duchami. Potężne bóstwa panują nad duszami,
które opuściły ciało, nad cieniami przodków, gienjuszami, przywiązanymi do miejscowości, skał, źródeł i drzew, nad zastępami
dobrych i złych duchów i resztą społeczeństwa nadprzyrodzonego.
W pływ bóstw tyr,h dotyka tylko pośrednio potrzeb miejscowych,
lub' indywidualny~h; mogą one natomiast działać dowolnie
i bezpośrednio w obszernem swojem państwie i panować, oraz
rządzić za pośrednictwem niższych istot swego rodzaju, które są
sługami ich, pośrednikami i wykonawcami. Wielcy bogowie politeizmu, liczni i ściśle określeni w teologii świata ucywilizowanego, nie są jednak jej wytworem. Główne ich typy zarysowują
się już w religiach niższych ludów i odtąd postępująca, lub
wstecz się cofająca cywilizacya posiadała zawsze poetów swoich,
kapłanów, baśniarzy, historyków, teologów i filozofów, którzy
odnawiali, rozwijali, obalali lub poniżali potężnych władców
panteonu« (II., 205).
W Australii na czele rojów niezliczonych duchów stoją potężne duchy
Nguk-Wonga, duch wód, Biam, twórca pieśni
obrzędowych i sprawca: chorób, utożsamiony z Bajamem, stwórcą;
Nambadiandi i Warrugura, panowie nieba i świata podziemnego.
W Ameryce południowej występują w teologii tubylców Mauari i Saraua, dobry i zły duch, oraz d_wóch Gamainhaów,
duchów wód i lasów. U Algonkinów, czerwonoskórców z Ameryki północnej, widzimy ofiarę uroczystą wraz ze spisem dwunastu głównych »manitu« czyli bogów: na czele stoi Wielki

6
Manitu w niebie, potem Słońce, Księżyc, Ziemia, Ogień, W oda, bóg
Domowy, Ryż i cztery Wiatry, czyli strony świata. W Polinezyi
tłumy cieni przoc:lków i drobnych bóstw ziemi, morza i powietrza
podlegały wielkim bogom Pokoju i Wojny, Oro i Tane, bóstwom
narodowym Tahiti i Huahine, a także Rajtubuowi, stwórcy
nieba, I-linie. pomagającej mu w dziele tworzenia świata i ojcu
jej, Taaroaowi »niestworzonemu stwórcy«, mieszkającemu w niebie U Dajaków borneńskich pospólstwo duchów składa się
z dusz zmarłych, duchów leśnych i górskich, oraz unoszących
się nad wsiami
i pożerających zapasy ryżu; nad nimi panuje
Tapa, stwórca i opiekun człowieka, Jang ich nauczyciel religii,
Dżirong, zawiadujący urodzinami i zgonami ludzi, oraz Tenabi,
stworzyciel wszystkiego, oprócz człowieka.
U murzynów pobrzeża Niewolniczego duchy ożywiające całą
przyrodę, dobrz~ lub źle usposobione dla człowieka przebywają w polu, w l_esie, w górach i w dolinach, żyją w powietrzu i wodzie; część ich
- to dusze zmarłych, zatem przebywają około grobów i są w stosunkach z duchami podziemnymi czczonymi przez nie; najwyższym
jednak duchem jest Mawu. Samofedzi znają cały szereg duchów
drobnych, ale ponad nimi stoją Duchy lasów i rzek, Słońce,
Księżyc, Zły Duch i najwyższy, Dobry Duch. U Chond?w duchy
opiekują się ludźmi i zjawiskami przyrody, ale podlegają duchom
ludzi, którzy stali się bóstwami, ponad którymi stoi jednak
sześciu wielkich bogów; deszczu, wzrostu, myślistwa, granic,
żelazny bóg wojny, bogini pierwszych owoców, a obok nich
sędzia zmarłych.
Panem wszystkich bogów jest bóg-słońce
i stwórca, Boora Pennu, z· żoną, Tari Pennu, potężną boginą
ziemi. Hiszpanie zastali w Meksyku całą hierarchię bogów:
niższe odbierały cześć w chatach, na drogach, w gajach i świą­
tyniach; dalej szły bogi kwiatów »pulque«, myśliwych i złotni­
ków, w końcu zaś gromada wielkich bogów narodowych. panów świata; oto ich nazwy: Centeotl, bogini ziemi, Tlalok, bóg
wody, Huiciloposztli, bóg wojny, Miktlanteukli, pan piekła,
Tonatiuh, słońce i Mectli, księżyc.
Teraz można już rozklasyfikować wielkich bogów i wielkie
boginie; na czele ich zwykle stoi bóg nieba. W starozytnej
Helladzie bóg nieba panuje nad bogami wojny, morza, świata
podziemnego, wiatru i t. d. W Hindostanie dzisiejszym BrahmaWisznu-Siwa króluje nad całym szeregiem bogów, bogiń i duchów
np. Indra, bóg nieba, Sllrya, bóg sł.ońca, Agni, bóg ognia,

7
Pawana, bóg wiatrów, Waruna, bóg wód, Jama, pan świata
podziemnego, Kama, bóg miłości i Karttikeja, bóg wojny, Panczanana, zsyłający epilepsyę, Manasa, chroniący od ukąszenia
węża, boskie Rzeki, niżej stojące chochliki i t. d. (Tylor
II , 205-207).
Co się tyczy. bogów poszczególnych, to pierwszeństwo należy się bogu nieba·. U czerwonoskórców Ameryki północnej
występuje bardzo wyraźnie bóg nieba.
Misyonarz. Brebeuf na
początku w. XVII., powiada, że Huronowie zwracali uwagę
szczególnie na niebo; było ono dla nich bóstwem najwyższem.
W Afryce południowej u Zulusów niebo jest bóstwem najwyż­
~zem, którego głos można słyszeć; ten głos to grzmoty. W bajce
zuluańskiej o królewnie u.więzionoj przez pół ]udzi, żali się ona,
że
niebo nie spełnia JeJ żądat'.1 t. j. nie niszczy wrogów.
W Afryce zachodniej spotykamy boga nieba, który jest poję­
ciem przejściowem pomiędzy uosobieniem nieba a pojęciem boga
twórcy. » W Bonny jeden wyraz oznacza zarazem boga, niebo
i chmurę, a w Akuapim J ankupong znaczy: bóg najwyższy
i pogoda• (Tylor, II., 2 12). Tylor powiada dalej, powołując się
na słowa Riisa, że pojęcie to jest bardzo nieokreślone i niejasne,
przeto ten sam wyraz oznacza nietylko niebo, ale i niebiosa,
a nawet deszcz i grzmot. Słusznie mówi Tylor, że umysł Samojeda dzikiego nie rozróżnia nieba istotnego od bóstwa, noszącego
tę samą nazwę Num. U Finnów, kulturalnie stojących znacznie
wyżej, bóg nieba, Ukki, zachował w zasadzie rysy te same:
jest on :tStarcem nieba«, jego ojcem, podporą sklepienia niebieskiego, mieszkańcem powietrza, pasterzem chmur· i obłoków.
W państwowej religii chińskiej niebo Tien jest już dzisiaj
bóstwem najwyższem, wcieleniem ideału dobra i sprawiedliwości,
ale język i tradycya wskazują,· że kiedyś ono było tylko uosobieniem sklepienia niebieskiego. Nie mniej nasza rasa aryjska
zna ten kult nieba. Wordsworth tak mówi:
,. .... cały krąg niebieski był dla niego
oraz bogiem,
Wzywanym ze wz11iesionemi rękami i pie;niami «
Czującą istotą,

Prof. Maks. Miiller wyjaśnił to dostatecznie, na podstawie
badań językowych >Przedewszystkiem więc sanskrycki Dju
(Djaus), jasne niebo, występuje wyraźnie, jako. pojęcie dnia, jest
nawet mowa o burzach. które po nim przeciągają. Języki grecki
i łaciński współzawodniczą z wyrazem tym co do jasności:
end i os, znaczy >na świeżem powietrzu«, es, di os »przy jasnem
I

8
niebie, spokojnie«, sub di yo »na świeżem powietrzu«, sub
Jove frigido »pod zimnem niebem« (Tylor, II., 213). Maks.
Miiller pisze: »Nie można było nic powiedzieć o niebie, coby
w tej lub innej formie nie było przypisywane Zeusowi. Zeus
spuszczał deszcz, pioruny, śnieg, grad, błyskawice, gromadził
chmury 1 wypuszczał wiatry, podtrzymywał tęczę. Zeus utrzymywał w porządku dni i nocy, miesiące, pory roku i lata; czuwał nad polami, dawał obfite żniwa, opiekował się stadami;
mieszkał, jak niebo, na I?,aj wyższych górach i jak ono obejmywał
ziemię.
Był też jak niebo wie.cznym, niezmiennym, najwyższym
bogiem. W złem, jak w dobrem Zeus - niebo i Zeus - bóg
zbratani byli w umyśle Greków, mowa zwyciężała myśl, a podanie religię (Ty lor, II., 2 13).
Niekiedy bóg nieba jest też bogiem deszczu, jak to np.
było u Greków i Rzymian .. Marek Aureliusz zapisał charakterystyczną modlitwę Ateńczyków o deszcz: »Daj deszczu, deszczu,
o luby Zeusie, na role Ateńskie i niwy« ! Petroniusz, narzekając
na bezbozność swoich czasów mówi, że nikt już nie dba o J owisza, a dawniej kobiety chadzały na wzgórze bose, w stolach,
z rozpuszczo_nym włosem i sercem czystem, błagały Jowisza
o wodę, to też deszcz natychmiast lał jak z cebra i kobiety
wracały do domu przemokłe. We wschodniej części Afryki środ­
kowej duch wodza dawnego, mieszkający na spowitym w chmury
szczycie góry wysokiej odbiera cześć i modły wiernych, a odpo•
wiada na nie deszezem rzęsisty·m czy ulewnym. _U Damaran
bóg deszczu mieszka na północy dalekiej, a u Murzynów Afryki
zachodniej bóg nieba spuszcza deszcz i nosi nazwę deszczu.
»Paczakamak, peruwjański stworzyciel świata, ustanowił boginię deszczu, aby zraszała ziemię wodą i zsyłała grad i śnieg.<
Finnowie zwracali się do Ukka, boga nieba, z modlitwami podobnemi do następnej:
,. Ukko, o ty boże nad nami,
Ty, ojcze w niebiosach,
Ty, który panujesz w państwie chmur
I który pasiesz owieczki obłoczne,
Ześlij nam deszcz z nieba,
Niech chmury kapią miodem,
Niech pochylone kłosy spojrzą w górę,
Niech zboża szumią wesoło.«

Bóg deszczu u Chondów (Hindostan), Pidzu Pennu otrzymuje ofiary z jaj, ryżu, araku i owiec, a bywa błaganym modłami

9
patetycznemi, w których szczegółowo wymiemaJą się złe skutki
suszy, a bardzo dobre deszczów ulewnych. Plemię Kołów w Bengalu ma też swego boga deszczu Marang Buru. >Gdy w później­
szych czasach pola rolnika średniowiecznego cierpiały od suszy,
to szukał on innych opiekunów, którzy zajęli miejsce boga
deszczu i przez procesye i litanie szukał pomocy u św. Piotra,
lub św. J akóba, albo u więcej zbliżonej do mitologii Królowej
Nieba (Ty lor, II., 213-216). Dotąd jeszcze wiara podobna żyje
śród mas ludowych rolniczych, zwłaszcza w Europie południo­
wej i wschodniej. Dodam tu, że kościoły zachodni i wschodni
znają modły osobne o deszcz lub pogodę, modły, które odbywają się stosownie do okoliczności.
»Stanowisko boga grzmotu w religii P?liceistycznej jest
bardzo podobne, a w ~~ielu razach takie same, jak stanowisko
boga deszczu. Charakter jego jednak nacechowany j~st złośli­
wością, ale nie dobrocią. Trudno nam uprzytomnić sobie to jego
usposobienie od czasu, gdy śmiertelna trwoga wobec burzy
z piorunami, która ścina krew w .żyłach dzikiego, stała się nam
obcą i gd_y grzmot nie jest ~la nas objawem gniewu boskiego,
lecz przywróceniem równowagi elektrycznej. Mandanowie i inne
szczepy północno-amerykańskie słyszą w grzmocie i widzą
w błyskawicy, jak groźny ptak niebieski bije skrzydłami i błyska
oczyma; ptak ten należy do Wielkiego Manitu lub jest może
nawet jego wcieleniem«. •Plemiona Tupi w Brazylii są w tym
względzie typo'Yym okazem; u nich grzmot i sprawca jego, Tupan, uderzający niebieskiemi skrzydłami i błyskający światłem
niebieskiem, uległ takiej metamorfozie, ze stał się przedstawicielem
.bóstwa najwy.zszego, a nazwa jego przetrwała dotąd u chrześci­
jańskiego dziś ludu, jako imię Boga«.
» W Peruwii potężnem i powszechnie uznawanem bóstwem
był Katekuil, bóg-piorun, dziecię b~ga-nieba; on to wypuścił
plemię lndyan z ziemi, przewróciwszy ją rylcem złotym; on
wśród strasznego grzmotu rzuca z procy małe, okrągłe, gładkie
strzały piorunowe, które lud wiejski przechowuje jako fetyszów
ognia i amulety, podtrzymujące płomienie miłości. Jak silnie zarysowanym charakterem i jaką potęgą odznaczały się Grzmot
i Błyskawica (Czukui yllayllapa) w religii Indów, o tern sądzić
można z fetysza jego, czyli ~huaka«, stawianego na wybrzeżu,
obok posągów Stwórcy i Słońca w czasie wielkiej uroczystości
w Kuzko; gdy przeprowadzano mimo bo.zków tych zwierzęta, przeznaczone na ofiarę,
kapłani poczynali się modlić :

10
>O Stwórco, Słońce, Piorunie, bądźcie zawsze młodzi! Nie starzejcie się nigdy! Dajcie, niech wszystko będzie w pokoju! Niech
się ludzie mnożą, niech mają obfitość żywności, niech wszystkie
inne rzeczy wzrastają w dalszym ciągu«. U Zulusów grzmoty
i pioruny - to objaw woli boga nieba, natomiast u Jorubów
są to czyny nie pana nieba Oloruna lecz Szango, boga piorunu.
rzucającego z nieba
toporki kamienne, znajdywane w ziemi
i przechowywane jako świętość. U Osetynów na Kaukazie
boga grzmotu zastąpił prorok Eliasz.«
»Wedle odszczepieńców Mahometańskich historyczny Ali,
krewniak Mahometa, panuje w chmurach; grzmot - to głos
jego, a błyskawica - rózga, którą karci bezbożnych. W Wedach
Indra, bóg grzmotów i piorunów odgrywa rolę bardzo poważną:
> Teraz będę opiewał czyny bohaterskie Indry, które ten gromowładca spełnił na początku.
Zabjł on Ahi'ego,
potem wylał
wody, rozdzielił rzeki i góry. Zabił Ahi'ego koło góry; Twasztar
ukuł dla niego chwalebny pocisk«. Na Litwie dawniej mówiono,
gdy grzmiało: »Dewe Perkune, apsaugok mus!«= >Boże Perkunie
oszczędź na.s !« Dziś powiada~ą: »Perkunas grauja !« = :.Perkun
grzmi« albo ,, "\\' tzzajs barrahs ! « = »Stary mruczy« (Ty lor, II,
217-219).
W politeizmie ludów, choćby tak uspołecznionych, jak
Hellenowie starożytni, lub stojących na niższych szczeblach
rozwojowych, spotykamy boga wiatru; niekiedy 4 główne wiatry
stanowią bóstwa podrzędne, podległe ogólnemu bogowi wiatrów.
U Algonkinów, plemienia północno-amerykańskiego, istnieje
wierzenie w boga wiatru; wiatr zachodni, Mudżekindis, ojciec
wiatrów, dziećmi jego były: Wabun, wiatr wschodni, przynoszący
ranek, leniwy Szawondasi - południowy, i Kabibonokka, pół­
nocny, nieubłagany. Te wiP-rzenia - to treść poematu »Hiawatha«.
Te istoty odpowiadały czterem wielkim manitu Delewarów,
zwanym Zachód, PołudniP, W schód i Północ, którym to plemię
składało ofiary. Irokowie znali potężnego boga wiatrów, utrzymującego ich w niewoli w górach, w ojczyźnie wiatrów. Ellis
tak opisuje polinezyjskich bogów wiatru: »Na czele ich stali
Weromatautoru i Tairibu, brat i siostra, dzieci Taaroa, i mieszkali
w pobliżu wielkiej skały, która była podwaliną świata. Huragany,
wichry i wszystkie gwałtowne wiatY"y, były, jak twierdzono,
z niemi w ?.wiązku, a zadaniem ich było karać tych, którzy zaniedbywali czci bogów. Żeglarze i przyjaciele ich, pozostali na
brzegu, błagali miłosierdzia bogów wiatru, aby uśmierzyli burzę.

ll

Przypuszczano, że hojne ofiary sprowadzają ciszę i że chociażby
pierwsza ofiara pozostawała bez skutku;- nie należało się zniechęcać. Do tego samego środka uciekano się, aby wywołać
burzę, ale z mniejszem powodzeniem. Gdy wyspiarze dowiadywali się o zbliżaniu się nieprzyjaciół, składali natychmiast bogate
ofiary tym bogom, błagając, aby burzą zgładzili ze świata wrogów, znajdujących się na morzu w drodze do wyspy. Niektórzy
z najroztropniejszych ludzi wierzą jeszcze, że złe duchy miały
niegdyś wiP-lki wpływ na wiatry. i utrzymują, że od czasu obalenia bałwochwalstwa niema już takich burz, jakie dawniej szalały«. U Kamczadalów bóg nieba przejeżdża się sankami, a stąd
powstają śnieżyce i wiatry gwałtowne. W ogóle u Fin nów niema
głównego boga wiatru, bo nim jest Ukko. bóg nieba, 1 ale są
podrzędne. W wierzeniach ludów pierwotnych nie-aryjsklch widzimy początki tego, co u ludów aryjskich rozwinęło się tak
wspaniale. Wedle Wed l\faru towie, gnani wichrem gwałtownym,
wywołują ulewy gwałtowne, osłabiają światło dzienne i niszczą
lasy, jak słonie dzikie. Vv staro.żytnej Helladzie bogiem wiatru
był Eol, a od niego zależeli Boreasz, uosobienie wiatru półno­
cnego, zimnego, oraz Zefir łagodnego, ciepłego i wilgotnawego. (Tylor, II, 220-221).
Ludy słowiańskie w swych wierzeniach o wietrze są animistami zagorzały.mi: dość przewertować pracę Afanasjewa: Poetyczne poglądy Słowian na przyrodę«, by przekonać się o tern.
Śród ludu polskiego istnieją też wier~enia podobne: » \Viatr jest
to istota żywa. Jeździ on na wozie i ma do !:-wo jego rozporzą­
dzenia pomocników, którzy dmą w miechy. Miechów tych jest
siedm. najwięcej jednak może być czynnych cztery, w przeciwnym bowie.m razie, wiatr wszystkoby poprzewracał na świecie«
(Tylor, I, 431, przypisek p. J, KarłO\vicza*). Wedle Tylor'a
przeżytki kultu boga wiatru dotąd spotykają się jeszcze w Niemczech np w Szwabii, Tyrolu Górnym Palatynacie, a Słowieniec
") Na najwyższej górze w świecie siedzi na miechu Świstun. Lud go sobie
przedstawia jako człowieka olbrzymiej postaci, odzianego w szaty obłoczne
z wiecznie rozczochranemi kłaczyskami. Sapaniem swojem sprowadza wiatry, a gdy
się opije, porywa wtedy czapkę niewidzialności, spuszcza się ńa zielijię i tu, arnąc
w ~iechy, hula po świecie a cokolwiek napotka na drodze, choćby to były wiekowe
sosny, dęby olbrzymie, budynki lub płoty, wszystko wywraca, obala i niszczy.
Świstun przenosząc się z szybkością błyskawicy z miej_sca na miejsce, wydaje przeraźliwy świst, połączony z groźnym rykiem.

12

wiesza naczynie drewniane z ofiarą na drzewie, stojącem około
jego domu, by wiatr ni& wyrządził mu szkody żadnej.
U ludów Ameryki, jak północnej, tak i południowej, spotykamy głęboką wiarę w boga ziemi: >Algonkini spiewali pieśni
czarodziejskie Ziemi Mesukkummik Okwi, wielkiej prababce
wszechrzeczy«. W panteonie Inków ziemia zajmowała stanowisko
poczesne, mianowicie trzecie; pierwsze i drugie należały się
słońcu i księżycowi ; w czasie żniw składano jej w ofierze zboże
mielone oraz >cziczę«*). W Afryce zachodniej Murzyni miejscowi
na miejscu pierwszem stawiają boga nieba, na drugiem - Ziemię,
na trzeciem fetysze; Murzyn, przedsiębiorąc coś ważniejszego,
składa ofiary mówiąc: »Stwórco, przybądź, pij l Ziemio, przybądź,
pij! Bosumbra, przybądź, pij!« U krajowców Indyj, plemion
Bajga, cześć ziemi jest powszechna: zowią ją matką i część pokarmów, spożywanych codziennie, składają jej w ofierze. Niema
bodaj ludu na ,świecie, któryby tak głęboko czcził ziemię jak
Chondowie w Hindustanie. »Chondowie z Orysy zdają się oddawać
bogini ziemi bezwzględnie pierwszeństwo przed innemi bóstwami
i przypisywać jej największą władzę. Bora Pennu czyli Bella
Pennu, bóg światła, ]ub słońca, stworzył Tari Pennu, boginię
ziemi i obrał ją za małżonkę ; od nich pochodzą wszyscy inni
bogowie. Powstała kłótnia w potężnem stadle i żona postanowiła
krzyżować dobre postępki męża; od niej to pochodzi wszelkie
zło fizyczne i moralne«. W wierzeniach Tunguzów i Burjatów
ziemia nosi miano matki. W Niemczech jeszcze na początku
XIX w. składano w dzień Bożego Narodzenia ofiary ziemi,
zakopując w nią potrawy. Sród ludów słowiańskich kult ziemi
jest najbardziej ro_zwinięty u Białorusinów: wielkich grzeszników
»ziamla nie prymaje«: ziemia jęczy, gdy mają nastąpić wielkie
klęski społeczne ; jęki jej są różne: przed głodem słychać płacz
dzieci, przed zarazą - śpiewy pogrzebowe, przed wojną tupanie
nogami ludzkiemi i kopytami końskiemi. Białorusin, opuszczając
swą
z1em1ę
rodzinną,
nigdy nie zapomni zabrać z sobą jej
szczypty, którą nosi na piersiach obok krzyża, lub szkaplerza;
umierając prosi, by mu nią zasypano -oczy. Najstraszliwsza forma
przysięgi u Białorusina to przysięga, złożona z garścią ziemi
w ręku, lub kawałkiem darniny na głowie« (Wisła, 1897, 581582). Białorusini nigdy tak brzydko nie wymyślają, jak Rosyanie,
*) Gatunek piwa,

13
by nie obrazić matki ziemi. Wierzenie podobne dzieli też lud
litewski.
Wogóle w wierzeniach ludów pierwotnych nie można doszukać się wiary w jakieś osobne bóstwo wodne, chociaż każdy
strumyk, każde jeziorko, rzeka i t. d posiadaja swe duchy odrębne. Mieszkańcy okolic nadmorskich, należący do ludów pierwotnych, nie wytworzyli też boga morza, acz n. p. Lampongowie
z Sumatry, gdy po raz pierwszy ujrzą morze, składają mu ofiary.
J asnem jest, by wytworzyć pojęcie boga wód lub morza, należy
posiadać znaczną zdolność do uogólnień teologicznych, której
nie posiadają ludy pierwotne. Dopiero wśród Hellenów starożyt­
nych powstał wielki bóg morza Pozejdon, który u ludów italskict
zamienił się w Neptuna.
Wynalazek ognia był to krok pierwszy, umożliwiający podniesienie się ludzkości ze stanu zwierzęcości do wyższych form
bytu, zwłaszcza po poznaniu i zastosowaniu metalów. J asnem
jest, że ogień z powodu usług tak licznych i pożytecznych już
na najniższych szczeblach rozwoju ludów pierwotnych odbierał
cześć boską. Przykładów kultu ognia dostarczają wszystkie rasy,
zamieszkujące kulę ziemską. Misyonarz Loski el z X VIII w.
opowiada, że czerwonoskórcy A mery ki północnej leżeli na ziemi
twarzą ku ziemi w razie nieszczęścia lub klęski wielkiej około
ognia roznieconego, rzucając weń od czasu do czasu garście tytoniu, wygłaszając modlitwę następną: » Weź, weź i pal, daj się
przebłagać, a nie czyń
mi krzywdy«! Oczywiście - ogień
uważano za jakieś bóstwo potężne. W stosunkowo bardzo
rozwiniętej religii Azteków starożytnych bóg ognia cho.ciaż pokrewny bogowi słońca, posiadał jednak rysy zupełnie odrębne
i nazywał si~ panem ognia, Ksiuhteuktli, a także bogiem starym
Huehueteotl. Bogu temu, dającemu światło, ciepło, umożliwia­
jącemu pieczenie chleba i mięsa oddawano cześć wielką, rzucając
w ogień części potraw sporządzonych i ofiarując codziennie kadzidła. Dwa razy do roku obchodzono uroczyste święto. W pierwsze spalano drzewo ścięte, rozniecano wielki ogień i wrzucano
weń ludzi, naznaczonych na ofiarę, z którymi uprzednio tańczono
wkoło niego. Zwłoki ich oddawano kapłanom. W święto drugie
rozniecano nowy ogień tarciem przed posągiem K.siuhteuktli na
podwórzu świątyni; przed tym ogniem pieczono Z\Vierzynę,
upolowaną na polowaniu
wielkiem, rozpoczynającem to świPcto
i spożywano ją wspólnie. U Polinezyjczyków jest bóg ognia,
Mahnika, podsycający żar wulkanu na ognisku swcm podziem-

li
nem; Maui udaje się tam po ogień dla ludzi. Natomiast na
wyspach oceanu Południowego niema prawie śladów czci ognia.
U Ajnów, mieszkańców pierwotnych archipelagu Japońskiego,
istnieje bóg ognia, Abe kamui, dobroczyńca ludzi, poseł do
innych bogów, uzdrawiający chorych Szczepy turańskie uznają
ogień za żywioł święty. Oto ustęp z pieśni weselnej Mongołów :
» Matko Ut, królowo ognia. ty, którą zrobiono z drzewa wia.zowego, rosnącego na szczytach góry Czanggc1j-Czan i BurczatuCzan, ty któraś powstała, gdy niebo i ziemia rozdzieliły się, ty,
coś wyszła ze śladów stóp Matki ziemi i coś stworzoną została
przez króla Bogów! Matko Ut, której ojcem jest twarda stal,
a matką krzemień. której przodkami są drzewa wiązowe, co jasność ich dosięga nieba i przenika ziemię! Bogini Ut, przynosimy
ci żółtą oliwę w ofierze i białego barana z żóŁtą głową, tobie,
która masz dzielnego syna, piękną synowę i śliczne córki! Tobie,
Matko Ut~ co zawsze patrzysz w górę, przynosimy wódkę
w czarach i tłustość w obu rękach! Daj powodzenie synowi
króla (narzeczonemu), córce króla (narzeczonej) i wszystkim
luclziom«.
U cywilizowanych narodów starożytności, Egipcyan, Asyryjczyków i Babilończyków, niema wyraźnych śladów kultu
ognia, natomiast u Aryów ślady te są wyraźne. Dotąd jeszcze
w lndyach można spotykać czcicieli ognia: >Święty świder drewniany, zapomocą którego niecono nowy og1en przez tarcie
drzewa (arani), nie wyszedł z użycia, a Agni odradza się coraz
na nowo wierceniem jego i otrzymuje masło topione w ofierze«.
Dotąd i w Indyach i na Kaukazie w Baku ·utrzymują .się gminy
wyznaniowe czcicieli ognia, zwanych Ghebrami; są to starożytni
Parsowie, niewątpliwie Aryowie najczystszej krwi. W Baku
Ghebrowie mają swoją świątynię; kult ich jest uznawany
i ochraniany przez prawo rosyjskie. Ostatnie przeżytki czci ognia
spotykamy w Europie wśród resztek plemion turańskich i niż­
szych warstw ludów aryjskich. Estońska panna młoda składa
ofiarę Ogniowi, rzucając w komin monetę albo kładąc ją na kominie czy piecu; ogień u Estończyków nazywa się Tule-ema.
(Tylor, II, 229-235).
Wieśniak słoweński rzuca do ogniska tłuszcz, by uchronić
swój dom od pożaru. Na Białej Rusi każda rodzina posiada
swój ogień, który w razie zmiany mieszkania przenosi się do
nowego. U Hucułów, jakem wspomniał uprzednio, w wigilię

15
Bożego

Narodzenia roznieca się przez tarcie żywy ogień, który
przez rok cały.
J as nem jest. dlaczego kult słońca jest tak roz po wszechnion y na nieco wyższych szczeblech rozwoju ludów pierwotnych:
słońce jest bogiem, dającym
ciepło i światło, a ożywiającym
przyrodę całą. U starożytnych Peruwiańczyków kult słońca był
-panującym;
dynastya panująca uważała się za dzieci słońca.
Inka był synem słońca a bratem księżyca. U czerwonoskórych
Ameryki północnej kult słońca też był znany: wodzowie z nad
zatoki i ludsońskiej trzy razy puszczali dym tytoniowy na cześć
wschodzącego słońca. Na wyspie Vancouvera mieszkańcy modlą
·się do słońca, około południa.
Krykowie poczytywali ~łońce za boga wielkiego i zawierając ugodę a paląc fajkę pokoju, posyłali mu pierws1.y kłąb
dymu.
•Cześć słońca dosięgła szczytu tego u Naczeów luizjańskich,
blisko spokrewnionych z wieloma innemi plemionami sąsiedniemi.
·Co rano o wschodzie słońca »wielki wódz« jego stawał na progu
-doll'u, z twarzą zwróconą ku wschodowi, wydawał trzykrotne
-okrzyki i padał na ziemię, poczem zaczyn.1ł palić i pierwszy
dym tytoniowy 'puszczał ku wschodowi, a następnie na resztę
stron świata. Świątynia słońca była okrągła, ze średnjcą około
30-tu stóp, i dachem w kształcie kopuły: na środku jej utrzymywano wieczny ogień, trzy razy dziennie zanoszono modlitwy
i przechowywano podobizny, fetysze i kości zmarłych wodzów.
Rząd plemieni~ Nacze był hierarchią słoneczną. Na czele jego
stał wielki wódz, zwany Słońce, albo Brat Słońca, wielki kapłan
i pan samowładny narodu. Obok niego znajdowała się siostra
jego, albo najbliższa krewna, wódz rodzaju żeńskiego, która jedyna z kobiet miała wstęp do świątyni Słońca. Stosownie do
zwyczaju dziedziczenia po kądzieli, rozpowszechnionego u niż­
szych ludów, syn jej dziedziczył dostojeństwo i panowanie.
Słoneczna rodzina wybierała sobie mężów i fony 7. pospólstwa
i uważała ich za podwładnych; zabijano ich na pogrzebie wyżej
urodzonego męża, lub żony, aby im towarzyszyli w pośmiertnej
wędrówce< (Tylor, II, str. 238-239). W świątyniach starożytnego
Meksyku wschód słońca witano graniem trąb i kadzeniem wonnem; oprócz tego składano w ofierze przepiórki i trochę . krwi,
którą ofiarnik wytoczył sobie z ucha.
W Peru protoplastą
dynastyi Inków było słońce; panujący Inkowie brali sobie za
żony dziewice Słońca, a ich potomstwo było plemieniem słonależy utrzymywać

16
necznem, arystokracyą panującą. Słońce miało niezliczone trzody
lam, uprawne pola w dolinach, świątynie w całym kraju,
z których najwspanialszą była w Kuzko, zwana »Złotem Miejscem<
Ta świątynia posiadała szczerozłote wyobrażenie słońca ustawione
tak, że pierwsze promienie wschodzącego słońca padały na nie ; .
w niej też w dzień święta dorocznego, Raymi, niecono nowy
ogień. Inkowie kult słońca zrobili religią państwową, narzucana
przez nich ludom podbitym. W Aµstralii i Polinezyi bóg słońca
należy raczej do mitów niźli do religii. W Afryce cześć słońca
była mało rozpowszechnioną, ale doszła do znaczenia wielkiego
w Egipcie starożytnym. Kult słońca rozwinął sie w Indyach
północno-zachodnich: plemiona Bodo i Dhimalów uważają je za
bóstwo, wszakże niższe od rzek świętych. Kołowie bengalscy,
Mundanie, Oraonowie, Santalowie uznają za najwyższe bóstwo
i czczą boga słońca, Singbonga. Śród pierwotnych Aryów, wówczas jeszcze koczowników, powstały pieśni wedyjskie, których
twórca opiewa boga Surję. Zbliżmy się do Surji a posłuchajmy
modłów, doń zanoszonych: ,>O Sawitarze, po odwiecznych drogach twoich, bez kurzu, utartych w powietrzu, po tych dobrych
ścieżkach prowadź
nas, zachowaj i błogosław. nam, o boże !c
(Tylor, II, 242).
Bramin co rano oddaje cześć słońcu, wyciągając ku niemu
ręce, a przytem modli się tak:
»Promienie światła zwiastują
wspaniałe, potężne słońce, wschodzące prześlicznie, aby świat
oświecić!« > Wstaje on przedziwny, oko słońca, wody i ognia,
potęga zbiorowa bogów; napełnia on niebo, ziemię i sklepienie
niebieskie siecią światła; jest on duszą wszystkiego, co ruchome
lub nieruchome«. »Najdobro'czynniejsze oko to wstaje czyste ze
wschodu; obyśmy żyli sto lat, obyśmy słyszeli sto lat«. »Obyśmy
strzeżeni boską mocą, podziwiali niebo nad państwem ciemności,
zbliżali się do bóstwa, najjaśniejszego ze świateł« (Tylor, II, 242).
Lubo dużo wiemy o religii Egipcyan starożytnych, lubo dobrze
znamy ich formułki religijne, zaklęcia, imiona bogów i bogiń, ale
treść tych wierzeń religijnych pozostaje ukrytą, wszakże mówi Tylor, że zasadnicze pojęcia o słońcu przenikają całą teologię
egipską.

Do przeżytków kultu słońca należy niewątpliwie obchód
święta Bożego
Narodzenia; prawdopodobnie pocZć\tek tego
święta datuje się od zwycięzkiej wyprawy Aureliana na wschód
w r. 2 7J naszej ery. Dziei1 ten nazw ano dniem urodzenia niezwyciężonego słońca »Dies Natalis Solis invictic. Symbolicznie,

17
ale bez żadnych podstaw historycznych, dzień ten w kościele zachodnim uznano za dzień urodzenia Jezusa Chrystusa, potem zaś
i kościół wschodni zaczął święcić ten sam dzień jako Dies
Natalis.
»Z pism ojców kościoła po ustanowieniu święta
tego można wnosić o niezaprzeczonem słonecznem pochodzeniu jego«...... > Pamięć obrzędów słonecznych, w związku
z przesileniem zimowem, przechowała się dotąd w Europie
i dostarcza również świadectwa, iż dzień Bożego narodzenia
był pierwotnie świętem słońca, że przypomnimy tu tylko ognie
zwane w Anglii »yule-log«, a we Francyi »souche de Noel«
(Tylor, II, 246-24 7).
U ludów pierwotnych, zamieszkujących Amerykę południową,
kult księżyca występuje wyraźnie. Dzicy brazylijscy regulują
wszystkie swe czynności życiowe księżycem. Podnoszą ręce do
księżyca z okrzykami »teh ! teh ! « każą też czarownikom okadzać
·dzieci, by je ochronić w ten sposób od chorób, zsyłanych przez
księżyc, a kobiety podnoszą
niemowlęta ku promieniom
jego.
Botokudowie, wyznaczając księżycowi Toru pierwsze miejsce
wśród ciał niebieskich, uznają go za sprawcę grzmotu. błyska­
wicy, nieurodzajów w roślinach i owocach; czasem spada on na
ziemię i wówczas
wielu ludzi umiera. Dawniej Karybowie
więcej czcili księżyc niż słońce ; na nowiu wybiegali, krzycząc:
>Oglądajcie księżyc." Ahtowie na wyspie Vancouvera czczą
księżyc i słońce, męża i żonę, zanosząc modły głównie do pierwszego. Huronowie uważali księżyc, Aataencik, za stwórcę ziemi
j człowieka i za babkę J ouskehy, słońca, z którem wspólnie
rządzi światem. Kult księżyca w Afryce można zauważyć tam,
gdzie niema kultu słońca. Plemiona południowo-afrykańskie wi•
tają na nowiu księżyc radosnymi
okrzykami: > kuac ! i modlą
się doń głośno.
U ludów pierwotnych stosunek księżyca do
słońca przyrównywa się do stosunków
małżeńskich,
niekiedy
zaś do stosunków brata do siostry.
>Obok meksykańskiego boga słońca, Tonatiuh, znajdował
się Mectli, księżyc, który miał mniejszą piramidę i świątynię«
(Tylor, II, 249). Księżyc w Bogocie, utożsamiony ze Złym Bogiem,
miał w świątyni miejsce i obraz swój obok słońca,
które było
mu mężem.
Zakończę ten rozdział słowami Tylor'a:
,,Badając
rozwój
czci przyrody, przekonaliśmy się, że chociaż Ogień, Powietrze,
Ziemia i Woda nie zostały przez ludy niższe ułożone w system
2

18

czterech żywiołów, to jednak w czci ich, oraz w czci słońca
i księżyca, przeświecają już w kulturze pierwotnej typy wielkich
bogów, ktore w wyższem wielobóstwie dalej się rozwijały«

(II, 251).

IX.
Na wyższych szczeblach rozwojowy;::h, mianow1c1e w pierwszym okresie barbarzyństwa, zjawia się już rolnictwo lub jego
początki; nawiasem mówiąc jest to niewątpliwie wynalazek kobiety, co jest ściśle udowodnionem. Okoliczność ta wymagała
stworzenia bóstwa osobnego, opiekującego się rolnictwem. Długo
jednak bóstwo to odgrywa rolę podwójną: długo ono jest raczej
bóstwem płodności niż rolnictwa, ponieważ płodność ludzi,
zwierząt i roślin porównywają się z sobą.
Na wyspach Samoanskich wzywano pomocy boga domowego rodziny, ojca lub matki. W Peru księżyc spełniał tę rolę ;
ta sama myśl powtarza się w Meksyku. W teologii klasycznej
Grecyi i Rzymu boska małżonka boga nieba, Hera, Junona~
opiekuje sie małżeństwem i urodzinami na ziemi. • Co do bóstw
rolniczych, to one są albo istotami nadzmysłowęmi, kierującemi
pogodą i wzrostem roślin pożytecznych, albo też mitycznymi
dawcami roślin i takimiż nauczycielami ich uprawy. U !roków
Heno, Piorun, jeżdżący na chmurach, a rozszczepiający drzewa
strzałami piorunowemi, spuszczał deszcze, wzywano
go przy
małżeństwach i siejbie, a lndyanie, jego dzieci, nazywali go
dziadkiem. Plemiona brazylijskie oddają cześć boską piorunowi i błyskawicy, zwanemu Tu pan, ponieważ on ich nauczył
rolnictwa. Guarani, plemię indyjskie, poczytało starca niebios za
nauczyciela rolnictwa. W Meksyku bogini osobna, Centeotl,
opiekowała się wzrostem i sprzętem zboża; corocznie obchodzono
jej święto dwudniowe. W Polinezyi spotykamy bóstwo rolnictwa,
Ofanu, na wyspach Tonga po żniwach składano mu ofiary
z jamu. U Karenów w Azyi pracowita Ceres siedzi na pniu
drzewa i pilnuje wzrostu zboża, by napełnić spichrze pracowitych. Chondowie w każdej wsi przy kamieniu lub drzewie
oddają cześć bogini roślinności i bogowi deszczu; ich nazwy
Burbi Pennu i Pidzu Penuu. U Finnów i Estończyków Matka

19
.ziemia opiekuje się wyłącznie płodami ziemi. U Hellenów Demetra spełnia to samo zadanie, a u Rzymian Ceres; często
\l ważana za jedno z Demetrą, jest raczej boginią ziarna i uro·dzajów, jak meksykańska Centeotl.
Bogi wojny są znane ludom wszystkim i zajmują bardzo
poważne miejsce w ich panteonach. Areskowe, bóg wojąy !roków, jest bodaj owem wielkiem bóstwem niebieskiem, któremu
składają
ofiary z· ludzi i męczą • jeńców, albowiem ulubionem
jego pożywieniem jest mięso ludzkie, a cierpienia ludzkie sprawiają mu dużo przyjemności. W
Polinezyi było dużo bogów
wojny, ale Tylor przytacza tylko jeden przykład, tak charakterystyczny, że go podaję w całości: • Tairi był bogiem wojny króla
Kamehameha na wyspach sandwickich; ohydny posąg jego,
pokryty czerwonemi piórami, ozdobiony zębami_ hai, mający oczy
z konchy perłowej i ozdobę w kształcie hełmu z włosów 1udzkich,
wiedziony był na wojnę przez osobnego kapłana, który wykrzywiał twarz w najwstrętniejszy sposób i wydawał przeraźliwe wycie, uważane za głos boga« (II, 255). Chiński bóg wojny, Kuang
Ta, to duch wojownika wielkiego i dworaka z czasów dyna5tyi
Han; władcy późniejsi dodawali mu coraz to nowe tytuły i godności, a kult potężniał coraz
bardziej. Ponieważ nie można
zbadać dokładnie
natury bogów wojny ludów klasycznych,
Aresa u Hellenów a Marsa u Rzymian, Tylor icn pomija.
Już na
najniższych
szczeblach rozwojowych ludy pierwotne uczuły konieczność wytworzenia bogów, którzyby rządzili
krainami zmarłych i duchami, zamieszkującymi je. U czerwonoskórców Ameryki północnej bóg nieba, Tarenjawagon, zabiera
wielkich wojowników do krainy, obfitującej w zwierzynę i posiadającej
polowania doskonałe, a ~ojowników tchórzliwych
nikczemnych zabiera babka śmierci, ~ahencik. W plemieniu
Tupi bóg krain podziemnych zabiera do raju dusze wojowników wielkich i czarowników, a dusze nikczemne, nędzne i tchórzliwe zabiera bóstwo złe, Ajgnan. U Azteków bóg wody i władca
raju ziemskiego, Tlalok, przeciwstawiony jest bogu ciemnych
krain podziemnych, Miktlanteuktli.
W Peru starożytnem istniało wierzenie, że dusze zmarłych
łączą się ze stwórcą i nauczycielem świata. »Umieść nas też blisko siebie .... abyśmy mieli szczęście blisko ciebie, o Uira-Kocza« !
Istniał tu też świat podziemny, w którym panował demon Supaj.
»Ale mało jest równie oryginalnych pomysłów, jak pojęcie Samoańczyków o bóstwłe Saveasiuleo, które włada przeznaczeniem,

20
wojną

i innemi sprawami ludzkiemi i jest władcą podziemnego Bulotu. Górna część ciała boga tego jest ludzka i mieszka w wielkim
domu własnym wraz z duchami zmarłych wodzów, a dolna, wyglądająca jak ogon węgorza lub
węża,
przebywa w morzu•
(Tylor, II, 25 7). Gdy górna połowa ciała odbywa wędrówki,
ogon zawsze pozostaje na miejscu, przeto może zawsze wiedzieć,
co się dzieje w dwóch miejscach. Mowa tu o Hikuleo tongańskim.
Zabierał on zwykle pierworodnych synów wodzów tongańskich,
by zaludnić wyspę błogosławionych ; gdy ludzi pozostało bardzo
mało, wówczas bogowie Tangaloa i Maui pochwycili Hikuleo~
otoczyłi łańcuchem, którego jeden koniec przymocowali do nieba,
drugi do ziemi. Inny bóg zmarłych, jasno określony Tiki raro
tongański, duch przodków, jak w Nowej Zelandyi, posiada długi
dom, do którego ·muszą udawać się umarli. Śród plemion turań­
skich Samojedzi wierzą w bóstwo >A«, panujące nad krainą
zmarłych i posyłające ludziom i renom śmierć i choroby; panuje
też ono nad masą duchów, które są duchami przodków.
U niektórych ludów pierwotnych zachowały się podania
o człowieku pierwszym jakby praojcu ludzkości całej; zwykle
takie osoby bywają ubóstwiane. U plemienia Mingo człowiek
pierwszy ącalał z potopu wielkiego; czczą go i stawiają obok
Pana Życia, niekiedy nawet z nim utożsamiając.
Indyanie z nad Misisipi twierdzą, że człowiek pierwszy
wstąpił do nieba i grzmi stamtąd, a Dog-ribowie utrzymują,
że to on stworzył słońce i księżyc. U Guaranjan Tamoi, starzec
i ich pradziad żył razem z nimi, był pierwszym ich przodkiem
i nauczył rolnictwa, a potem wstąpił do nieba od wschodu,
obiecując pomagać ludziom w potrzebie, zabierać ich po śmierci
z drzewa świętego do nowego życia, w którem spotkają się
wszyscy, nie uczuwając braku polowania. Wierzenia o przodku
boskim Polinezyi rozwinęły grupę bóstw przyrody, zlewających
się z sobą. Ludzie pochodzą od Maui nazwanego przez Europejczyków Adamem Nowej Zelandyi, albo od Tiki Rarotougau,
zapewne mu równoznacznego; on zjawia się jako Tii na wyspach Towarzyskich. Jednakże Adamem polinezyjskim jest Taataczłowiek, syn Tii'ego, przodek rodzaju ludzkiego.
Według Tylor'a można utożsamiać Maui'ego i pierwszego
człowieka z A keą, pierwszym królem hawajskim, który po zgonie zstąpił do państwa podziemnego, obejmując rządy· nad zmarłymi; ci obozują pod drzewem rozłożystem Kou, piją wodę

21
z rzek piekielnych, a żywią się jaszczurkami i motylami.
U Kamczadalów człowiek pierwszy był krewnym stworzyciela;
nie jest on jednak z nim utożsamiony. Po zgonie wstąpił w kraj
podziemny, przyjmuje tam zmarłych Kamczadalów, prowadząc
życie podobne do ziemskiego, ale tylko w spokoju i dostatku,
jak to było kiedyś na ziemi, gdy Kutki, stwórca przebywał na
ziemi. W religii Aryów spotykamy bóstwo, podobne opisanym
powyżej ; jest to J arna. Prof. Maks. Miiller tak mówi o niem :
:.Słońce, pojmowane jako zachodzące, lub umierające co wieczór,
jest pierwsiym podróżnym, który przebył ścieżkę żywota od
wschodu do zachodu, pierwszym śmiertelnikiem, który pokazał
na·m drogę, gdy wędrówka nasza się skończy i gdy słońce nasze zajdzie na zachodzie. Tam to udawali się ojcowie za Jamą,
tam siedzą z nim, radując się; tam też i my podążymy, gdy
wysłannicy jego (dzień i noc) nas znajdą .... J arna przeszedł podobno przez bystre wody, aby pokazać drogę innym, gdyż on
jeden znał gościniec, którym kroczyli ojcowie nasi« (Tylor,

II. 260-261).
U ludów pierwotnych można spotykać przeciwstawienie
bogów, dobrych i złych, ale w tej kwestyi trzeba być bardw
a bardzo ostrożnym, ponieważ Europejczycy, przesiąknięci poję:
darni dualistyczno-chrześcijańskiemi, albo źle rozumieli i źle tłó­
maczyli wierzenia ludów pierwotnych, albo też naginali je do
swojej teoryi lub, co najmniej, zabarwiali po swojemu. Tylor
mówi, że wśród tubylców Australii istnieje podanie o bogu dobrym Nambadżandi, mieszkającym w raju, a pełnym ucztutują­
cych cieni czarnych; wszakże istnieje podanie o duchu złym,
Warnigura. obdarzonym rogami i ogonem (Australia nie posiada
zwierząt rogatych. Oczywiście to reminisencya dyabła ludów
europejskich). Tylor przytacza przykład jeszcze jaskrawszy: hernhucki misyonarz Loskiel z 1794 r. takie podaje szczegóły o Algonkinach i !rokach: :.Pojęcia o dyable, księciu ciemności,
otrzymali oni (Indyanie) dopiero w czasach nowożytnych od
Europejczyków. Uważają go za bardzo potężnego ducha, który
może czynić tyłko złe; stąd nazywają go Złym. Tak więc wierzą
teraz w dwa wielkie duchy, doorego i złego; pierwszemu przypisują wszystko dobre, drugiemu wszystko złe«
(Tylor II, 263).
Dalej tenże misyonarz opowiada, że przed 30 Iaty zdarzył się
u Indyan wielki przewrót religijny: niektórzy kaznodzieje miejsoowi byli w niebie i rozmawiali z Bogiem. Opowiadali rzeczy

22
różne, zgadzając się

jednak wszyscy pomiędzy sobą, że. droga do
nieba jest ciężka, trudna i bardzo nie bez piecz na, ponieważ prowadzi okqło bram piekielnych, a tam czuwa dyabeł. Cj, którzy
miną to miejsce niebezpieczne, przychodzą na przód do Syna Bożego, a potem do samego Boga, który nakazał nauczać Indyan,
jaka jest droga do nieba; oni oznajmili Indyanom, że niebo jest
mieszkaniem Boga, a piekło Dyabła. Wobec takich faktów należy

1

zachować

możliwie

największą

ostrożność,

wnioskując

o wierzeniach religijnych ludów pierwotnych, wszakże w tych
wierzeniach można doszukać się początków dualizmu, występu­
jącego już u niektórych ludów na wyższych szczeblach uspołe­
cznienia i rozwoju.
Zulusowie opowiadają o trzechdniowej zaciętej walce pomiędzy duchami dobrymi a złymi o mężczyznę i kobietę; duchy dobre zwyciężyły, ale złe wykopały zaczarowane worki
z urokami, które zakopano, i rzuciły je pomiędzy ludzi, aby wywołać choroby. Tylor mówi, że śród Indyan północno-amery­
kańskich znaleziono niewątpliwe przeżytki dualizmu pierwotnego.
Najbardziej charakterystycznym mitem dualistycznym jest rriit
!roków o braciach bliźniętach; w r. 1825 wódz plemienia Tuskaroran, Dawid Cusick, chrześcianin, zapisał go: » U staroży­
tnych, powiada on, były dwa światy: niższy pogrążony był
w ciemności i był w posiadaniu potworów; wyższy zamieszkiwali ludzie. Kobieta, której czas się zbliżał, spadła raz z wyższego
świata do niższego i oparła się tam na żółwiu; hvł on przeznaczony na jej przyjęcie i miał trochę ziemi na grzbiecie; wkońcu
stał się wyspą. Niebiańska matka wydała na ciemny świat synów,
bliźnięta, i umarła. Żółw rozrósł się i stał się wielką wyspą,
a bliźnięta rosły. Jeden z braci miał dobrą na turę i nazwano go
Enigorjo, Dobry-Duch, a drugi miałł zły charakter i nazywał -się
Enigonhahetgea, Zły Duch. Dobry Duch nierad z ciemności
zapragnął stworzyć wielkie światło, ale Zły duch chciał, ażeby
świat
pozostał bez zmiany.
Dobry Duch wziął głowę matki
i uczynił z niej słońce, a z reszty ciała zrobił księ~yc. Miały
one dawać jasność dniowi i nocy. Stworzył on też wiele innych
świateł, które są gwiazdami; miały one rządzić dniem i nocą,
porami roku, oraz latami. Gdy światło rozeszło się po ciemnym
świecie, potwory były z tego niezadowolone i ukryły się w głębiachp
aby człowiek nie mógł ich znaleść. Dobry duch nie przestał
działać: stworzył wiele wysp i zatok na Wielkiej Wyspie, a także

23
wielkie i małe

mające mieszkać w lesie, i ryby, maw wodach. Stworzywszy świat, począł rozmyślać
o istotach, któreby rządziły Wielką Wyspą. Uczynił z pyłu
ziemi dwa obrazy na podobieństwo swoje, z których jeden był
mężem, a drugi kobietą, a tchnąwszy w nozdrza ich,
dał im
żywe dusze i nazwał Ea-gwe-howe, to znaczy »prawdziwi ludzie«.
Oddał Wielką Wyspę wszystkim zwierzętom na wyżywienie,
ustanowił grzmot, aby zraszał ziemię częstymi deszczami, tak, iż
wyspa stała się urodzajną, a roślinność dostarczała zwierzętom
pożywienia. Zły duch przeszedł przez wyspę i •stworzył wysokie
góry i wodospady, oraz urwiska i szkodzące ludziom płazy.
Ale Dobry Duch przywrócił wyspę do stanu pierwotnego. Zły
Duch zrobił dwa bałwany z gliny na podobieństwo człowieka,
ale stały się one małpami. Dobry duch dokończył dzieła stwoa
rzenia, a pomysły Złego Ducha oczywiście złe były. Tak więc
spróbował oddzielić od ludzi wszystką zwierzynę na ziemi, ale brat
wypuścił ją znowu na wolność; ślady stóp zwierząt widoczne są
na skale, gdzie były zamknięte. W końcu bracia poczęli walczyć
ze sobą o panowanie nad światem. Dobry Duch wmówił bratu,
że można go zabić przez bicie sitowiem, a sam posługiwał się
właśdwem narzędziem śmierci, rogami jelenia. Po dwóch dniach
walki, Dobry Duch zabił brata i wtłoczył go w ziemię. Ostatnie
słowa Złego Ducha były, że po śmierci będzie miał taką samą
moc (jak brat) nad duszami zmarłych. Potem poszedł na wieczne
potępienie i stał się złym duchem. Dobry duch odwiedzał ludzi,
a potem opuścił ziemię na zawsze« (Tylor, II, 266-267).
Tylor przytoczywszy ten mit, pisze wyra.foie, że wpływ
chrześcijaństwa można w nim podkreślić stanowczo. Dalej mówi,
że ten mit został zapisany w r. 1636 przez misyonarza ks. Brebeuf'a, który tak opowiada: >Aataencik, księżyc, spadł z nieba
na ziemię i zrodził dwóch synów: Taoniskarona i J ouskehę,
którzy dorósłszy pokłócili się: osądźcie, powiada misyonarz, czy
to nie przypomina śmierci Abla. Wszczęli bójkę, każdy zaopatrzony w inną broń. J ouskeha miał rogi jelenia, Taoniskaron
kilka jagód głogu, wyobraziwszy sobie, że gdy tylko trafi
w brata, to ten padnie mu u nóg bez życia. Ale wyrachowanie
zawiodło go, bo J ouskeha uderżył go w bok tak silnie, że krew
trysnęła strumieniem. Nieborak począł uciekać, a z krwi, którą
broczył, utworzyły się krzemienie,
nazwane od imienia jego
Taoniskara. Okazuje się tedy, że pierwotny mit o braciach
jące przebywać

zwierzęta,

24
Białym

i Ciemnym nie zawiera żadnego pierwiastka moralnego.
Mit ten jest prawdopodobnie mitem przyrodniczym, objaśniają­
cym walkę Dnia z Nocą, bo Huronowie wiedzą, że J ouskeha był
słońcem, tak jak matka, czy babka jego, Aataencik, była księ­
życem.
Ale samo przeciwieństwo tych dwóch istot obudziło
w umysłach Huronów zarodkowe pojęcie o sprzeczności Dobrego
i Złego Ducha. \V'iemy dowodnie, że dzicy Indyanie uważali
J ouskehę słońce za dobroczyńcę: nie gotowałoby się w kociołku.
gdyby nie ono, bo ono się nauczyło od żółwia sztuki niecenia
ognia. Gdyby nie ono, ludzie nie mieliby szczęścia w polowaniu;
ono sprawia, że zboże rośnie. J ouskeha, słońce, opiekuje się ży­
wymi i wszystkiem, co ma zwi<\zek z życiem, i dlatego, powiada
misyonarz, mówią, że jest dobry. Ale Aataencik, księżyc, stwórca
ziemi i człowieka, sprawia, że ludzie umierają, i rządzi duszami
zmarłych; powiadają przeto, że jest zły. Słońce i Książyc mieszkają razem w chacie, na końcu świata; tam był cel ich mitycznych wędrówek, które przytaczaliśmy już tu niejednokrotnie.
Zgodnie z dobrem. swem usposobieniem, Słońce przyjmuje mile
podróżników i ratuje ich od zguby, którą gotuje dla nich piękny
ale szkodliwy księżyc« (II, 267-268). Tylor zgadza się najzupeł­
niej z poglądem znakomitego Waitz'a, że w pierwotnych wierzeniach czerwo noskórców Ameryki północnej, poglądy dualistyczne były bardzo jasno wyrażone, ale zetknięcie się z misyonarzami i wpływy europejskie spaczyły je i wykoszlawiły.
Tylor stanowczo twierdzi, że wśród tubylców Ameryki połud­
niowej wierzenia dualistyczne są bardzo wyraźne. Tylor powołuje się tu na świadectwo Martius'a, głośnego badacza tubylców
południowo-amerykańskich, przytaczając jego słowa: > Wszyscy
Indyanie mają silne przekonanie, że zły jakiś pierwiastek ma
moc nad nimi: wielu z nich przeczuwa dobro, ale mają dla
niego mniej czci, niż strachu przed złem. Możnaby przypuścić,
że uważają dobrą istotę za wywierającą słabszy wpływ na los,
niż złac (II, 269).
Na tejże samej stronicy i na następnej Tylor przytacza
kilka przykładów. Plemię Makusi zna dobrego stwórcę Makunaimę,
pracującego w nocy, i złego przeciwnika jego Epela czy Horjucha; wszystkie dobre a pożyteczne siły przyrody - to utwór
ducha dobrego, szkodliwe zaś złego. Miarką tego korzyść
plemieńców. Drugi przykład jest tak charakterystyczny, że po•
daję go dosłownie: » Uauiiloa i Lokozy, dobre i złe bóstwo

25
plemienia J umana, mieszkają ponad ziemią, w okolicy słoń ca;
złe wzbudza w nich trwogę, a dobre przybywa po śmierci czło­
wieka i spożywa z nim owoce, zabierając duszę jego do siedliska
swego. Z tego powodu grzebią zmarłych skulonych w wielkim
garnku glinianym, z twarzą zwróconą ku wschodowi i kładą im
na kolanach owoce. Nawet dzicy Botokudowie wierzą podobno
we wrogie sobie pierwiastki dobra i złego w uosobieniach
słońca i księżyca« (II, 269~2 70). Mieszkańcy Chili, Araukanie,
mieli dwóch duchów podrzędnych: jednego dobrego, przyjaciela
ludzkości, imieniem Meulen, drugiego zaś złego, Huekuwu;
on to wywoływał trzęsienia ziemi, on to był sprawcą chorób
i zgonów. W Afryce też spotykamy wierzenia dualistyczne.
W Loango Murzyni miejscowi wierzyli w dwa bóstwa, dobre
i złe; pierwsze było sprawcą dobra wszelkiego, drugie zaś
wszelkiego złego; poniew:i.ż dobre bóstwo zawsze pozostawało
dobrem, przeto oni czcili daleko więcej złe, wstrzymując się od
spożywania pokarmów· niektórych.
W Afryce zachodniej śród ludności miejscowej utrzymywało
sie wierzenie w istotę najwyższą, pod któtej władzą znajdują się
dwa duchy, Ombwiri i Onjambe, dobry i zły. Pierwszy troskliwie
opiekuje się. ludźmi, drugi zaś szkodzi im zawsze; jego 1m1ę
wspomina się bardzo rzadko. U Egipcyan starożytnych istniało
wierzenie w dwa pierwiastki, dobry i zły, pierwszy uosabiał
Ozyrys, drugi zaś - Seti. W ogóle wśród ludów pierwotnych
można zaobserwować wyraźną walkę pomiędzy d wierna potęgami
przyrody: dobrą, pożytecmą dla ludzi, i złą, szkodliwą im.
U Chondów w Orysie dwa te pierwiastki występują bardzo
jaskrawo: dobry - bóg światła czy słońca, Bura Pennu lub
Bella Pennu i zły Tari Pennu; oba te pierwiastki walczą z sobą
zacięcie; pierwszy stworzył świat bez troski, rodzaj raju, drugi
powstał przeciw niemu. Ten drugi duch jest rodzaju żeńskiego.
Ona stworzyła dzikie drapieżne zwierzęta, gady jadowite, trucizny roślinne i mineralne, a niwy zamieniła w dżungle, bagna
i skały. Śród tego ludu istnieją dwie sekty religijne : stronnicy
złego ducha twierdzą, że walka
trwa dotąd, przeciwnicy ich
mniemają, że dobry zwyciężył. Szczytów swego rozwoju dualizm
dosięgnął w religii Persów starożytnych; dzis gdy święte księgi
Zend-Awesty są dla nas dostępne, możemy określić dokładnie
podstawy tej wiary; jest to wielki system religijny, który wywarł
wpływy pewne na religie inne. Jest to odszczepieństwo od tej
wielkiej religii przyrody, którą mamy wyłożoną w Wedach;

1

26
dziś

ona spaczona
wykoszlawiona w stopniu najwyższym
jPst przez Hindusów współczesnych. Sprzeczność zasadnicza pomiędzy światłem a ciemnością, dniem a nocą uosobiła
się w postaciach Ahura Mazdy i Anra-Majnju, Ormuzda i Arymana, dobrego i złego bóstwa. U współczesnych Persów czy
Gwebrów zachowały się do~konale wierzenia Zaratustry, założy­
ciela tej religii wielkiej, jak się to pokazuje w ich spowiedzi:
»Co było życzeniom Ormuzda, stwórcy, co powinienem był pomyśleć a czego nie pomyślałem, co powinienem był powiedzieć,
a czego nie powiedziałem, co powinienem był zrobić, a nie zrobiłem;
za grzechy te żałuję, myślą, mową i uczynkiem, za cielesne, zarówno jak za duchowe, ziemskie i niebieskie, mowi4c te trzy
słowa: przebacz. o Panie, żałuję za grzechy. To, co było życze­
niem Arymana, czego nie powinienem był pomyśleć, a co pomyślałem, czego nie powinienem był powiedzieć a jednak powiedziałem, czego nie powinienem był uczynić a jednak uczyniłem, za grzechy te .żałuję myślą,
mową i uczynkiem,
cieleśnie
zarówno jak duchowo, za grzechy ziemskie, zarówno jak niebieskie,
mówiąc te trzy ~łowa: Przebacz, o Par.ie, żałuję za grzechy« ...
>Niech . Aryman będzie pon,iżony, niech Ormuzd wzrasta w potęgę« (Tylor Il, 272- 273). Tu Tylor przytacza cały ustęp
o czcicielach szatana: > Plemię Izedi, czyli J ezidi*), zwane także
czcicielami dyabła, jest licznym, chociaż uciśnionym ludem
w Mezopotamii j krajach ościennych. Cześć ich dla słońca
i obawa pokalania jego potwierdza przypuszczenie, że wiara ich
ma perskie pochodzenie (po persku ized = bóg), zatarte nieco
przez naleciałości żywiołów chrześcijańskich i muzułmańskich.
Sżczególnie ta sekta odznacza się odrębną formą dualizmu. Przyznając istnienie najwyższej istoty, oddaje przedewszystkiem cześć·
szatanowi, wodzowi zastępów anielskich, który ma moc szkodzenia ludzkości, ale gdy wróci do władzy, będzie mógł ludzi nagradzać. >Czy szatan nie wynagrodzi biednych [zedów, którzy
jedni nigdy źle o nim nie mówią i tyle cierpią dla niego?«
>Męczeństwo za sprawę szatana! woła podróżnik niemiecki, któremu tę swoję nadzieję wyraził siwobrody wyznawca dyabła«
(Tyl or, II, 2 73).
wyznawaną

,

Tu podaję mały kawałek z >Ludu« (r. 1899, str. 53) o przeżytkach dualizmu śród ludu polskiego; można ich znaleść daleko

*) Należy do Kurdów.

27
więcej, ale wystarcza ten jeden. ponieważ jest nader charakterystyczny: >Religia ta polega na oddawanin czci dwom »nostarsym«,. przeciwnym sobie »Dziwom: Białemu i Cornemu Dobremu i Złemu - Cudowi i Strachowi (Swientemu i Zoklentemu)« tj . .,Bogu i Cartowi«. J t'St to grupa ludu, zowiąca siebie
Lachami, granicząca ze Ślązakami, a mieszkająca w Karpatach.
U ludów pierwotnych bardzo często spotykamy kult duchów
złych, którego podstawą główną jest obawa, strach przed nimi.
W dalszym rozwoju tych ludów poglądy religijne stopniowo
zmieniają się w miarę zwiększania się dobrobytu materyalnego,
skutek coraz większego opanowywania przyrody. Nie należy
mniemać, hy współczesny parsyzm oraz wierzenia i poglądy Jezidów. tych sekciarzy, prześladowanych przez wszystkich, mogły
wywrzeć wpływy jakiebądź, wcale nie, ale dawniej zoroastryzm
wywarł wpływy potężne: »Musimy cofnąć się do czasów bardzo
odległych, aby wyśledzić zetknięcie się jego z judaizmem i z chrześ­
cijaństwem. Niejednokrotnie wyrażano słuszną uwagę, że stosunki,
łączące Żydów z Persami, w płynęły czynnie na wytworzenie
różnicy między
późniejszemi
żydowskiemi księgami rabinów,
a Żydami Pięcioksiągu. Rysem wybitnym zmiany tej było uwydatnienie systemu dualistycznego. Podobnie w czasach później­
szych (około czwartego stulecia) zetknięcie się nauki Zoroastra
z wiarą Chrystusową wytworzyło zapewne manicheizm« (Tylor,
II, 2 73- 2 74). O Manicheizmie wiemy bardzo mało, a to, co
wiemy, wiemy od jego przeciwników; .w każdym razie nie ulega
ani najmniejszej wątpliwości, że zetknięcie się zoroastryzmu
z chrześcijaństwem wpłynęło tak. że to ostatnie ogromnie podniosło znaczenie ducha złego. Tyl or mówi: »Manicheizm... opierał się na sprzecznych
pierwiastkach złego i dobra, ducha
i ciała. Bóg, pierwiastek dobra i źródło jego jedyne, pierwsze
światło i pan królestwa światłości, ma wroga w osobie księcia
ciemności, pana królestwa mroku. materyi, zamieszania i zniszczenia. Teorya ciągłego zatargu dwóch tych potęg staje się rozwiązaniem zagadnienia o stronie moralnej i cielesnej przyrodzenia, oraz biegu wszech rzeczy. Z pośród wszystkich sekt chrześ­
cijańskich, lub półchrześcijańskich, manichejczycy są przedstawicielami posuniętego do ostatecznych granic dualizmu. Nie potrzeba chyba dodawać, że dualizm chrześcijański nie ogranicza
się tą lub ową wyjątkową sektą. Ile Zły duch wraz z otaczają­
cemi go podwładnemi potęgami ciemności istnieje i działa

28
w niezawisłości poniekąd od Najwyższego Bóstwa i towarzy~zą­
cych mu duchów światłości, o tyle szkoły teologiczne przyjmują
w bardzo różnym wprawdzie stopniu, filozofię przyrody i życia,
opartą raczej na dualizmie, niż na jednobóstwiec (II, 273-274).
Tylor, przystępując do omówienia monoteizmu, zrobił kilka
zastrzeżeń, które zawsze i wszędzie należy uwzględniać. Nie można badać pojęć religijnych ludów pierwotnych ze stanowiska
teologii ścisłej, ponieważ takie badania, znacznie rozszerzone,
doprowadziłyby do wniosków bardzo dziwnych.
Wogóle nie
można
twierdzić,
by ludy lub masy ludowe, stojąc na
szczeblach rozwoju względnie niskiego, mogły wyznawać monoteizm czysty, acz dużo ludów pierwotnych wyznaje go,
czcząc Istotę najwyższą,
ale z całym szeregiem podrzęd­
nych a podwładnych jej duchów.
>Istoty, przez teologię
chrześcijańską i muzułmańską zwane aniołami, świętymi, dyablami, są bogami w religiach politeistycznych, pomimo jednostajności swej natury. Rzecz ta nie ulega wątpliwości, ale nie
zawadzi poprzeć jej faktycznymi dowodami. Czuwasze, plemię
pokrewne Tatarom, czczą podobno boga śmierci, który zabiera
do siebie dusze zmarłych i którego nazywają hsrel. Dziwne to
jest, że Castreu, pisząc o tern, nie wspomniał nawet, że bóstwo
to jest poprostu Azraelem, aniołem śmierci, przyję_tym od Mahometan. W religii Czerkiesów, powstałej z połączenia chrześci­
jaństwa z pogaństwem, którą w obecńym jej stanie zaliczyć
trzeba do wielobóstwa, Najwyższa Istota ma pod sobą cały
zastęp bóstw potężnych, acz podrzędnych. Najważniejszemi są:
J ele, bóg piorunu, Tleps, bóg ognia, Seoseres, bóg wiatru
i wody, Misitcza, bóg lasu, i Mariam, Najświętsza Panna<r:
II, 2 74-275).
Przykładów podobnych można przytoczyć więcej ; p. Sieroszewski określa dokładnie, czem jest kościół wschodni u Jakutów,
którego dogmaty pomięszali oni ze swojemi wierzeniami. Jeżeli zasadę Najwyższej Istoty, stojącej na czele całego szeregu duchów
potężnych, ale podwładnych,
zastosujemy do wierzeń ludów
pierwotnych, to wnioski nasze muszą być bardzo opaczne. Tylor
mó"'i: >Plemiona północnej i południowej Ameryki, Afryki i Polinezyi, uznając licznych wielkich bogów, uchodzą zwykle za
politeistyczne, a jednak zasługują zarazem na miano monoteistycznych, gdyż wiele z nich uznaje Najwyższego Stwórcę. Aby odgraniczyć ściśle zasady jednobóstwa, trzeba przedewszystkiem

29
określić bliżej

przymioty, właściwe tylko Stwórcy wszechmocnemu. Zapatrując się na rzeczy z tego punktu widzenia, spostrzegamy, że nie spotkano dotąd żadnego dzikiego plemienia czystych monoteistów; niema też wcale przedstawicieli niiszej kultury, którzyby byli w ścisłem znaczeniu panteistami. Hołdują
oni powszechnie wielobóstwu, uznającemu władzę najwyższego
bóstwa. a skłonnemu do jednobóstwa, albo do panteizmu«

(II, 275).
Jan Witort.

PrZYCZY~ki ~O ~ru~ie~o WY~a~ia ,,Ksi~~i ~rzysłowu
S. Adalberga.

S e t k a II-ga*).
Tym razem uwzględniłem przedewszystkiem »Bibliotekę
pisarzy polskich«, wydawaną przez Akademię Umiejętności
w Krakowie i materyały narzeczowe, zebrane w t. IV.-V.
»Sprawozdań komisyi językowej« tejże Akademii (K. Matyasa
z ok. N. Sącza, L. Rzeszowskiego z ok. Żywca, ks. Wł. Siarkowskiego z ok. Pińczowa, Wł. Matlakowskiego z ziemi czerskiej,
W. Grzegorzewicza z Przasnyskiego i Br. Dembowskiego
z Podhala). Rozumie się, że z pracy ostatniego wypisuję tylko
to, co rozrzucone jest pod różnemi hasłami jego słownika podhalskiego, zbioru niezmiernie ważnego i poważnego, nie rozpisałem zaś wcale tego, co D. sam zebrał pod hasłem: przymowa,
a jest tego pełna setka. O świeżości i doborowości materyału
tego świadczy choćby ta okoliczność, że z tych 100 »przymów«
( SKJ. t. V. str. 404-6) odnalazłem w »Księdze« p. Adalberga
zaledwie 38 następujących w postaci mniej lub więcej podobnej:
1) Dziura 11.; 3) - Cudze 43.; 4) - Śmiać się 11.;
6) - Miska 1. i 11.; 7) - Golić 8.; 9) - Kończyć 2. odm.
Kolb.; 10) - Skąpy 38.; 11) - Leniwy 36.; 12) - Ptak 56.;
13) ·- Deszcz 12.; 14) - Ptak 32; 15) - Prawda 86.; 23) Człowiek 120.;
26) - Bóg 208.; 34) - Lenić się 1.; 38) Gromnica 15.; 44)
Bóg 294. ;· 54) Obiecywać 14.;

*) Zob. »Lud« VI. str. 27 i nast.

30
Głupi

191.; 57) Nadzieja 15.; 59) - Karczma 7.;
60) - Chwała 14.; 61) - Sowa 8.; 65) - Dziad 1.; 66) - Przyganiać 5.; 70) Ręczyć 4.; 73) Użyć 3.; 77) Wina 6.;
82) Wdowa 7.; 84) - Miły 3.; 85) - Strawa 2.; 86) Koło 7.; 90) PJewa t>.; 91) - Honor 2.; 93) - Cieśla 2.;
94) - św. Agnieszka 5.; 95) - Las 8.; 99) - Dźwigać 2.
~foszę zaś nadmienić, że nie uwzględniałem przytem przysłów bardzo drastycznych, bo i p. _-\.. wykluczył je zasadniczo
ze swego zbioru, więc brak ich w »Księdze« nie może być dowodem, że jej wyda wca ich nie zna.
»Bibliotekę
pisarzy polskich« wciągnąłem w tym celu,
ażeby wykazać, ile jeszcze ważnego :materyału do chronologii,
gienezy i innych momentów, niezbędnych dla krytycznej obróbki
przysłów naszych, kryje się w dawnych drukach.
Wreszcie rzuciłem parę wskazówek co do odpowiedników
obcych i żródeł możliwych tego lub owego przysłowia na próbę:
a nuż kto rzuci się na to ,vdzięczne, a ugorujące pole? > Księga«
dała materyał surowy lata mijają, a nikt nie przystępuje do
porównawczego obrobienia tego materyału, któreby wykazało,
co jest naleciałością obcą, co wspólną prastarą spuścizną, co
wreszcie wynikiem polskiego światopoglądu. Może przecież ktoś
się zabierze do tego!
Jak w setce I., wys u wam i tym razem na czoło skrócenia,
których będę używał w dalszym ciągu obok dawniejszych:
Bł = M. Bł'ażew~kiego Setnik przypowieści uciesznych 1608. wydał dr. W.
55j

-

Bruchnalski, w Krak. 1897.
Br = Trzy broszury prawne z r. 1607.
1612. wydał dr. B. Ulanowski.
W Krak. 1893.
BS = Marcina Bielskiego Satyry I. Sen majowy, II. Rozmowa baranów,
III. Sejm niewieści. Wydał dr. Władysław Wisłocki. W Krak. 1889.
C = Ciekliński P., Potrójny z Plauta 1597. wydał J. Czubek, w Krak. 1891.
D = Dembowski Br., Słownik gwary podhalskiej, 8KJ V.;
F = Fortuny i cnoty różność 1524. wydał St. Ptaszycki, w Krak. 1889.
Grz = Grzegorzewicz W., O języku ludowym w pow. przasnyskim,
SKJ V.;

HL = Historya prawdziwa, która się stała w LandŻie 1568. wydał' dr.
Z. Celichowski, w Krak. 1891.
HP =.a Historya prawdziwa o przygodzie Żałosnej ks. finlandzkiego Jana
i królewny Katarzyny 1570. wydał A. Kraushar, w Krak. 1892.
HR = Historye rzymskie (Gesta Rornanorum) wydał dr. J. Bystroń.
W Krakowie 1894.

HT = Historya trojańska 1563. wyd. S. Adalberg w Krak. 1893.
HZ = Historya o chwalebnym zmartwychwstaniu Pańskim Mikołaja z Wilkowiecka, wydał dr. St. Windakiewicz w Krak. 1893.

31
Mdt = Matyas K, Słowniczek gwary ludu, zamieszkującego wschodnio-poN Sącza S[(J IV.;
Matl = Matlakowski Wł, Słownik wyrazów ludowych, zebranych w Czerskiem
i na Kujawach, SKJ V. ;
Pr ----:- Proteus abo Odmieniec. Satyra z r. 1564. wydał dr. Wł. Wisłocki,
W Krakowie 1890.
RK = Ruch katolicki, zrazu cza,sopi:5mo, a następnie dziennik we Lwowie.
RL = Rozmowa Polaka _ z Litwinem. 1564. Wydał dr. J. Korzeniowski
.Kraków 1890.
Rz = Rzeszowski L., Spis wyrazów ludowych z okolicy Żywca SKJ IV.;
S = Siarkows~i Wł., Słowniczek gwary ludowej z okolic Pińczowa SlIJ IV.
Sl(J = Sprawozdania komi5yi j"zykowej Akademii umiejętności w Krakowie.
SOec = 1. Seklucjana Oeconomia albo gospodarstwo. 1546. Wydał dr. Z.
·Celichowski. W Krakowie 1890.
Strum = O. Strumieńskiego O sprawie, sypaniu, wymierzaniu i ry;,ieniu
stawów. 1573. Wydał F. Kucharzewski. W Krakowie 1897.
ZM = T. Zawackiego Memoriale oeconomicum. 1616. Wydał dr. J. Rostafiński. W Krakowie 1891.
ZW = J. Zawiszy z Kroczowa Wskrócenie prawnego procesu koronnego
1613. Wydał dr. A. Winiarz. W Krakowie 1899.
ł'udniową okolicę

1 o 1. A 1. Prw. niem. >Wer A gesagt, muss B sagen « = lit.
kur's a pasa.kęs, tur' ir be sakj·ti; kurs ką pradejęs, tur' tai if
iszwesti (Kurschata Dt.-;ch. lifau,. Wtbuch p. w . .A.)
102. Afekt. Dod. z ,Murdeliona> Z. Kaczkowskiego (Dz. II.
207): »Od aspektu do afektu jeszcze I oo mil i jedna«.
103. Agnieszka św.
13. odm. Lom. podaje i objaśnia M.
Rybo wski na str. 16 - 1 7 rozprawki swej o »Skowronku« (odb.
z >Opiekuna źwierząt«, w Krak. 1888.)
104. Albertus.
Jak szybko dzieje Albertusa, parobka, którego pleban wyprawił na wojnę, a który stchórzywszy po powrocie opowiada księdzu dziwy o swych czynach bohaterskich,
weszły w przysłowie, dowodzi ZW. 49., gdzie autor, przemawiając przeciw zwo]nieniu księży od ciężarów wojskowych, radzi
albo odebrać im dobra, albo żeby powinni » wżdy wojnę równo
z drugiemi przez najemnych zastępować, nie A 1 bert us a wypraw i a ć i samym sie zawsze wykręćić«.

105. Ale. Prw. niem.:
»es ist ein .A.ber dabei« i lit. cżia
dar kas klitlwa (kliudina) (Kurschata DL W. p. w. Aber str. 7.).
106. Baba 105. (Ryś.) Knap. = napis XCVII. Bł. o zmianie pozornej. - 110. (u A. bez źródła) czytam w »Gnieździe Nieczujów« Kaczkowskiego (Dz. III. 71.) - Dod .. ,Co hłop wozę

32
do hałupy przywiezie, to baba hnet w podołku wyniesie«, D.
356. p. w. gaździna.
107. Bać się 27. (prw. Lękać się 3.) Tę samą myśl znajduję
w >Zaklętym dworze« Wal. Łozińskiego, wyrażoną zdaniem:
>Głupców własny cień straszyc. Odm. Reja (Zywot J6ze/a w.
1195-6.) brzmi poprawnie: >A za dyabła młodość stoi, kto się,
swego cienia boi«.
108. Bajać 3. zna już BS. II. 329-30:
Nuż zasię
Jeśli

ony baby, co siedzą n a trecie,
z niemi targujesz, z ab aj ą ć kalecie.

109. Bartłomiej św. 14. Według ZM. 4 7. dopiero w dzień,
Jerzego (1. września) »wstępuje jeleń w wodę«.
I I o. Bas. Dod. >wziąć kogo na bas«, ogólnie znane we
Lwowie = >Wziąć kogo na kawał«. Rozumie się, że tu o basie„
narzędziu muz. niemoże być mowy.
Mamy tu do czynienia
z wyr. tureckim ba h s = zakład, przejętym do albańskiego
i bułgarskiego - a dodam i (ruskiego, a stąd do) polskiego w postaci bas = bez zmiany znaczenia (prw. Gust. Meye~a
>Etymologisches Worterbuch der alban. Sprache« 1891., s. 28.)
111. Bez. Gluź. 567. zna tylko pierwszą połowę, nie całość,
jak A. podaje.
112. Bęben. Dod. >hodzić z bębnami na zające« t: j. rozgadywać przedwcześnie i przed byle kim zamiary swoje D. 381.
p. w. nie chodź.
113. Biedz 6. Co napisałem w >Setce pierwszej« pod 1. 88.,.
to należy tutaj; muszę więc odwołać twierdzenie, jakoby przysłowia, tam podanego, niebyło u p. A. W każdym razie dopiero
cytat mój zawiera wyjaśnienie tego wyrażenia. - 17. Ryś. ale
tylko pierwsza połowa: »Nie biegasz, nie masz« w nap1s1e
LXXXV. Bł. Na końcu uznaje to starożytnem przysłowiem:
»dawno ludzie mówią«.
114. Bieda. Dod. z Z. Kaczkowskiego > Męża szalonego«
i »Murdeliona« (Dz. I. str. 62. i II. 93.): >Kto buduje, procesuje
a leczy, tego bieda ćwiczyc. - Dod. D. 343.: >Bieda to w trzeci
dzień za wilkiem strzelać« i »Bieda mądrzejsa jako cłowiek«.
1 15. Biesiada. Dod. zwrot > biesiady sobie stroić z kogoś«
z BS. III. 173. = żartować, drwić sobie z kogoś. ZW. str. 20.
używa w ternie znaczeniu zwrotu:
>Z kogoś śmieszki sobie
św.

stroić«.

116. Bity 3. Artykuł XVI. Sposób z r. 1607. wystosowany
est »przeciw prawu: bity płacze«, które bezimiennemu autorowi

33
nie podoba się. »Owszem - powiada - kiedy go broniąc się
kto ubije, niech cierpi, gdyż tego umyślnie niektórzy szukają,
a kto czego szuka, bodaj znalazł.« Czytamy też w ZW. str.
30-1.: »A wszędzie o każde pobicie szlacheckie aby scrutinium
było, do(j)ść 'tego i wywiedzieć sie, czyj początek, kto i jako dał
przyczynę, bo i ować ustawa abo powieść polska niebarzo
consona rationi : b i t y p ł a c z e. «
117. Błażej św. 2. brzmi:
J>Św. Błażej po świecach łazi«.
Można to bezwątpienia odnosić do tej okoliczności, że dzień
tego świętego następuje bezpośrednio po 2. lutym (NPM. Gromnicznej). Ale mnie nasuwa uwaga Andresena (w dziełku p. n.
>Uber deutsche Volksetymologie« wyd. III. 1878., str. 64.) myśl,
że dowcip ludowy pije tu do .innego faktu.
Mianowicie święty
ten jest patronem stróży nocnych, którzy wychodzą na miasto
po zgaszeniu świateł (>łażą po świecach«).
118. Błoto 7. znajduję w i.Półdyablu weneckiemc Kraszewskiego przytoczone jako przysłowie.
119. Bogaty. Dod. z SOec. 59. jako przypowieść pospolitą:
» 1 en nie moze przed wielkim bogactwem być bogatym.«
120. Bosy._ Dod. J>Chodzić boso po grudziec z RS. III. 310.;
prw. też tamże 686.: :1>(radźcie tak,) jakoby sie z naszych spraw
nie ogrudził bosy«.
121. Bóg. 51. (i 53.) odm. podhalska: »Pan Bóg nie skwapny, ale potrefny ;« odm. mazurska: »Bóg nie ruchliwy, ale sprawiedliwy« D. 4-i5-6. - 53. odm. napis nru II. Bł.: »Bóg nie
rychły, ale łuczny«. Do 336. odm. tamże w., 44.: •Bóg
z pomstą i na chromym - jak mówią - dogoni«. 94. odm.
napis XXXIV. Bł.: •Czego Bóg nie dał, kowal nie ukuje«. 104. Józef Lange z Krakowa w art. » Przed wyborami« (S ł o w o
polskie 1900. nr. wieczorny z 27. łut. str. 2.) przytacza odm.:
, »człowiek myśli, Pan Bóg kreśli«. - 157. Ern. odm. napis XXI.
Bł.: »Jakby trzeci dzień z Bogiem gadał«. Znaczenie tego wyrażenia wyjaśnia koniec tej bajki.
Chodzi tu o świętoszka. 193., 196-9. i 202-4. Prw. HP. przedm. str. 1.: »Pospolicie jest
przy sł o w ie u ludzi, - które Salomon, on król, mądrością
swą po wszystkim świecie zawołany, i owszem, raczej Duch
święty przezeń, powiedział w te słowa: iż kogo Pan Bóg miłuje,
tego trestkce. « A dalej po różnych przykładach na str. 2.,
» A wo to pewna jest, co się na przodku powiedziało ; iż kogo
Pan Bóg miłuje, tego j~ż tym, już owym kłopotem nawiedza,
ani się mu zawsze po woli dzieje«. - 292. w tekście Głuż. 542.
3

popraw »pomocy« na »mocy«! Dod. napis LXXXVI. Bł.:
»Co Bóg obiecał, nikogo nie minie«. Dod.: »kany (= gdzie)
w imie Boze dwók, tam pan Bóg trzeci« D. 365. p. w. kany.
122. Bryja (u A. niema). D. 345.: »Z bryje (= lemieszki) to
pońcochy kiełzajom, a z miesa to i kierpce nie kcom« - i 444.:
>kie fces co zwysyć (= zaoszczędzić), to musis hłopie sydłem
bryje hli pać«.
123. Brzuch. Podane tu pod 1. 46. przysłowie brzmiało
w w. XVI. o wiele drastyczniej, a jaśniej: »Trudno z jedną
rzycią na
dwoje gody«, jak oddaje po polsku myśl przysłowia łać. »Ex uno fictili duos parietes dealbarec pisany wokabularzyk łać.-polski, który w r. 1561. był własnością ks. Andrzeja Janiszowskiego, a został wydany przez J. Bystronia w t.
II. PF. (str. 280). Dodam nawiasem, że Potocki, umieszczając
w Argienidzie wiersz : »Trudno zażyć jednego na dwoje gód
brzucha«, widocznie znal przysłowie to w brzmieniu wokabularzyka, a nie Knapskiego (»Z jednym brzuchem na d\voje
gody«).
124. Bucefał (u A. niema). »Dosiadł Bucefała i drała«
czytam w >J asełkachc Kraszewskiego. Tam także znajduję znany
wierszyk makaroniczny, obcy A. owi: > Vitu brevis; kiedy umrzesz,
nigdy niewiesz «.

125. Burza 5. prw. HL.

w. 448.:

»z wielkiej burze onej

mało snadź dżdża było«.

126. Bzdury. Z. podaje pod tym wyrazem widocznie przysłowiowy dwuwiersz, jakby wyjęty z jakiejś powiastki o »Żonie

upartej«:
To wszyćko, panie, na b z du r y,
Co jo na dół, to ona do góry. -

(p. PF. III. 304). Objaśnia też tam wyraz ten, ale niefortunnie:
głupstwa, fraszka; »na bzdury« bowiem jak myśl zdania poucza - znaczy tyle, co »na próżno, na darmo«. Sam zaś wyraz
nie jest prowincyonalizmem będzińskim, znam go i z lwowskiego
bruku. Dwu wiersza podanego nie znalazłem u p. A., choć zna
widocznie pracę p. Ziemby (prw. Setki pierwszej 1. 11 .)
127. Chleb 19. (prw. 18. i 30. odm. »Chleb, woda i niema
- w >Hołocie« Kraszewskiego. - 81. odm. należy dodać
źródło: Głuż. 492. 100. (= Ząb 6.) Ryś. =
napis XCVIII.
głodu«

35
Bł.

O Bogu. - Dod. napis L VI. Bł.: >Chleb z solą Qobry na
Szerzej wyraża to samo na końcu:

świebodzie«.

. . . . . lepszy chleb z solą
W dobrej wolej, aniŻH pasztety z niewolą.

128 .. Chłop 85. (u. A. bez źródła) czytam w >Gnieździe Nie~zujówc Z. Kaczkowskiego (Dz. III. 58.) - 91. odm. tamże: >Niewarto chłopa smarować miodemc.
129. Chmura 4.

Ryś. już

wyrażono tę samą myśl
padają«

w napisie nru X. Bł. Odmiennie
na końcu: »z wielkich burz małe dżdże

(prw. 1. 125.)

Chodzić 50. (prw .. Pr z y chodzić)
odm. najbliższa
»Kto nieskoro przychodzi, sam se skodzie D. 355. p.
w. fto.
13 1. Chory 19. Pokr ewną myśl wyrażają przysł. podhalskie :
»I j! bory i tyś ni móg (= chorował), a z garka tak kieby
wymiótc (D. 381. p. w. niemóc) i »rzekomo hory, a zje tak, jako
i boć któryc (tamże str. 411.)
132. Chudy. Podhalanie mówią o chudnącym, że »miso sie
kańsi ś niego podziewa, kieby go wrony jadły« ( D. 442. p. w.
130.

Cinć.:

1

zrzednałJ.

133. Chudoba 3. Jak źle A. zrobił, że nie utworzył z »piskorzac h~sła osobnego, dowodzi przysł. wskazane. Uznał za oś jego
chudobę, a tymczasem jest nią piskorz. Dowodem Stt-um, 44 .,
gdzie barwne przedstawienie szachrajstw >Urzędnika« (ekonoma)
z chłopami kończy konkluzya: »a panu wszędy piskorze. Myśl
tego przysł. wyjaśnia zdanie na str. 45. : >A panu przedsię defekt, (a nie »krzywda«, jak chce A.) kiedy sie chtopi z urzędni­
kiem o szkody zgadzając.
134. Chybić 1. W liście Fr. Smolki do żony z 2 1. marca
1849. (p. K. Widmanna »Franciszek Smolka« Lw. 1886, str. 784.)
czytam odm.: »albo chybił, albo trafił«.
135. Ciapukapusta. Znam to wyrażenie ze Lwowa, ale
w postaci odwrotnej: »ciapu groch, ciapu kapusta«.
136. Ciągnąć 8. prw. BS. II. 737.; mówi tam: >By(ś) się ciąg­
nął jako lis, tobie płacić panie, co pisarek w gospodzie za strawę
zostaniec. Odpowiada to myślowo zwrotowi o wiciu się, jak
piskorz.
137. Cierpieć 1.

Piękniej

i» Z drużyną i cierpieć miło c.

wyraża

to napis XXVII.

Bł.~

36
138. Cnota. Dod. napis VII. Bł.: >W piękności swojej cnota
nie blakujec.
139. Cudze 43. (= Szczypta 2.) dod. z Głuż. 513.: >Jak
ty kogo szczyptą, to ci z innej strony djabeł ujmie całą garściąc.
140. Cyfra (niema u A.) dod. z w. 34. XCV. BI. vv:yrażenie:
>Za cyfrę poczytaćc, które znaczy to samo, co »mieć kogo za
cztery literyc (prw. o tym zwrocie t. V. str. 377. Ludu).
141. Czapka 5. odm. zbliżona do Gzeł. 96. w >Mężu szalonymc Z. Kaczkowskiego (Dz. I. str. 193.): »to czapką, to papką„
to szkap ką (ludzi sobie niewolił)c.
142. Czas 20. też w »Murdelioniec Z. Kaczkowskiego (Dz.
II. 183.). - 53. Ryś. odm. napis LXXIX. Bł.: >Kto czasu· czeka,
czas traci«. Bliższy Ryś. jest tekst końcowy: >Kto mając czas„
a czasu czeka, ten czas traci«.
143. Czerwiec. Dod. ZM. 34. dwuwiersz:
Czerwca oracz obchodząc łąki abo zboże,
w myśli, jakie gumno nawieść może.

Pokłada

oraz str. 80. czterowiersz:
Nie pij w czerwcu piwa młodego,
Wina się chroń, miodu mocnego ;
Jedz sałatę z podróżnikiem,
Wodę zdroju pij nachyłkiem I

144. Człowiek 23. Jestto tylko przekład dosłowny łacińskiego
zdania: »Homo homini lupus«. - 134-5. Podobnie Prot. w.
756.: »Jesteśmy wszyscy ludzie, a nie aniołowie«. - Dodaj
HT. str. 5 7.; »Dla człowieka miłego nie dbam o krewnego ża­
dnegoc; że to przysłowie, dowodzą słowa poprzedzające je >jako
ono mówiąc.
145. Czynić 5. Godna uwagi, że odm. Reja z Wizerunku:
»Cokolwiek czynisz, roztropnie czyń, a patrz końca!« z jedyną
zmianą przy~łówka na »mądrze« odnajduje się w opowieści o Domicyanie w HR. str. 90. jako jedna z 3 mądrości, które pewien
kupiec chciał sprzedać temu cesarzowi za drogie pieniądze. 9. Ryś. odm. napis LXX. Bł.: »Co tobie nie miło, drugiemu nie
czyń!« Nie znajduję wśród licznych przysłów, zebranych pod
tern hasłem, tego, które HT. str. 50. podaje w postaci: >jako
ono mówią: co czynisz, mądrze czyń a dobrze. Lepiejci nierychło a dobrze, niż prędko a źle.«
146. Dać 97. pochodzi z wyrażenia prawniczego rzymskiego,
jak wnoszę z RL. 24., gdzie czytamy: >Dawno mówią nihil dat,

37
,qui non habetc i znajdujemy powołane: Dig. lib. XII. tit. VI,
15. i 1. XX. tit. I., 16.
147. Dar 6. Mącz. tak samo dosłownie napis XXX. Bł.
Dodać należy, że Darmo 4. jest ułomkiem tego przysłowia, bo
drugą połową.

148. Djabeł

78. dod. odm. Głuż. 470.: »Nie taki jednak
straszny jak go malują«. - 98. O wiele barwniej wyrażono to samo w BS. II. 276.:
djabeł

(Patrzcie zasię doktora, jak receptą szali,
Zmówi się z aptekarzem,) czart pogan u gali.

Podobnie BS. Ili. 659.:
Tamże

cz ar ci e z po g a n e m używaj swej rady !

149. Dłużnik 7. odm.: :.ode złego dłuźnika to bierz i płowy«

D. 392. p. w. płowy.
150. Dowcip.

Dod. LXXIX.

Bł.

w. 15.:

>Z dowcipem le-

nistwo się braci«.
151. Dół 8. Ryś. niemal taksamo brzmi napis XXV. Bł., bo
tylko zamiast wyr. »dołek« czytamy tu »dół«.
152. Droga 6. Wprawdzie rymy podobne, ale myśl odmienną znajduję· w zdaniu: »Niema złej drogi do mojej niebogic,
które zapisuję na razie z książki J. Gordona »Gdy się było
młodym«, choć nie jestto jedyne źródło mej znajomości tego dwuwiersza. - Do 13. odm. :.Fto drogi prostuje, ten doma nie nocujec D. 335. p. w. fto.
153. Drop (niema u A.). Wł. Bukowiński w art. :. Jeszcze
pan Rabski« (Prawda Warsz. 1900. str. 67.) przytacza przysłowie,
którego nie znajduję u A. (ani pod h. Celować, ani pod Strzelać,
ani pod Konopie): »Celując w dropie - strzelał w konopiec.
15·4. Drwina. Wyraz ten zachodzi pod h. Dziecko 41. W skorowidzu niema go wcale, a przecie zasługiwał na umieszczenie
choćby dla swej postaci niezwykłej. Rozumie się, że tu niechodzi
o drwiny = kpiny, szyderstwo, jeno o wyraz, który dziś znamy
w postaci: drzewina =· drzew(k)o.
155. Drzewo 28. odm. oryginalną stanowi napis XI. Bł.:
•Na pochyłą gałąź i kozy skacząc. Odm. >Na pochyłe drzewo
to i kozy wyłażąc - ćzytam w art. J. Węgrzynowicza p. n.
Smocza jama (Przyja,ciel ludu, Lw. 1897. nr. 1., str. 11). - Dod•
I
SOec 45.: »(jako pospolicie mówią) gdy drzewo w jego starości
szczepić mają, nigdy !Się z niego owocu nie doczekając.

38

-

156. Dwaj 3. odm. napis LXXXII. Bł.·; >Dwaj się biją,
trzeci bierze•. Na. końcu zaś: »ze dwu wojujących trzeci korzyść miewa«. 9. Ryś. taksamo napis XL. Bł.
157. Dzban 2. Knap. odm. napis LI. Bł.: »Póty dzban
wodę nosi, aż się urwie«. Koniec jednak zbliża się do odm. Pot.
Jow., bo brzmi: >Ze dzbanem, aż się urwie, po wodę więc
chodzą«.

158. Dziad. Dod. :.iś(ć) do dziada«= iść precz Mat. 321. Dod. też zwrot: »nie zaskakuj (nie naprzykrzaj się), jak dziad
na syćkie święta (t. zn. na Wszystkich Świętych)« D. 438.
159. Dziewanna Podaje też Gloger P. F. IV. 815.
160. Dzięcioł 1. odm. Gzeł. 89. przypominają »J unakowie« Z.
Kaczkowskiego (:Oz. I. s. 277.): »Dzięciol drzewo kuje, ale i nos
sobie psuje«.
161. Fałagi (niema u A.) W » Wielkiej encyklopedyi ilustr.«
t. XXI. str. 23. pod tern hasłem podano wyrażenia przysł.: »zadać tęgie fałagi« i »wziąć tęgie fałagi« na oznaczenie, iż ktoś
pobił bardzo drugiego, lub sam otrzymał razy; tam też wyjaśniono, że wyraz ten pochodzi z tur. jałaka (narzędzie z drzewa
z postronkiem, którym ściskają nogi winowajcy, gdy go należy
bić w pięty kijami).
Od siebie dorzucę domysł, iż może wyr.
pałyga, który słyszałem nieraz w zwrotach takich, jak »wziąć
pałygąf i t. p. powstał pod wpływem słoworodu
ludowego
z tur. fałagi. - Również z tur. przejęto wyr. basałyk (bicz
nakształt maczugi z drzewa nieokrzesanego, niekiedy z ołowiem
na końcu) w zwrocie »sprawić komuś basałyki« (1. basałygi, jak
sam nieraz słyszałem), niezapisanym przez A., ale podanym na
str. 86. t. I. »Encyklopedyi Macierzy polskiej«.
162. Fałsz 1. odm. LXXXIII. Bł. w 33.: >fałsz wyniknie
jednak, zdrada się wytoczy«.
163. Filip 4. Po trafnych wywodach Darowskiego, Rostafińskiego i A., oraz wybornem ich streszczeniu przez dra J. Karłowicza w t. XXII. »Wielkiej encyklopedyi ilustr.« (p. hasło
Filip z Konopi) powtarzać jeszcze takie brednie. jakie czytamy
na str. 384. t. 1. >Encyklopedyi Macierzy polskiej« to przecie
rzecz, warta wytknięcia publicznego, ażeby czytelnicy tej encyklopedyi nie poszli na lep naiwnych wywodów bezimiennego
autora, który stoi na stanowisku lwowskiego Przyjaciela domowego
z r. 1851. (p. s. 20-21. wytłumaczenie przysł. tego).
164. Firleje. To przysł. ma na myśli B'6. II. 701., gdy
mówi o kobietach, które »popiwszy się, to stroją rozliczne fir

leje«. Nie rozumiem rozumowania J. K. K(ochanowskiego) na
str. 598. t. XXII. Wielkiej encykl. ilustr.: »Znakomitość i bogact~o
rodu ·Firlejów nie było pono (bezpośredniem ?) źródłem powstania
znanego przysł. pol.: Stroi baba firleje (=- fryje, figle,
koncepty), kiedy sobie podleje, używanego w w. XVI,
a nawet,- jak chce A. Bruckner, jeszcze wcześniej. Wyraz firleJe,
użyty w znaczeniu żartów, podsunąć mógł wszelako językowi
polskiemu jedynie chyba tylko ród Firlejów, wygasły dopiero
w r. 1730. « Widocznie panu K. nie chce pomieścić się w głowie,
żeby mogły istnieć firleje obok Firlejów.
A przecie tak jest.
Mniejsza o genealogję drugich, ale pierwsze pochodzą od franc.
virelai, które oznacza nie tylko pieśń rondeau, ale też pewien
taniec, znany na dworach niemieckich już za czasów minezengierów (też w przekręconej nazwie Fiel'lefe. prw. uwagę l\feiera
w Zeitschr. f deutsche Philol XXV. str. 92. z powodu str. 549.
t. I. drugiego wydania dzieła A. Sr.hultza »Hofisches Leben«).
Zgodność nagłosu polskiego wyrazu z niemieckim nie pozostawia
najmniejszej wątpliwości o bezpośredniej ojczyźnie naszych
»firlejów".
165. Flaki 4. odm. »Fto płuce flaki, to myśli, że kazdy
taki« D. 355.
166. Frasunek. Dod. ZM. 123.:
Wybije frasunek z głowy
Muzyk do lutnie gotowy.

Gadu 1. Nie-Owidyus w swej stałej kronice wierszowanej »Z 2 tygodni«, drukowanej w Smigusie, powolywa w nagłówku przysłowie to w nrze 4. z r. 1900. na str. 2. w postaci:
»Hopa ! hopa ! a psy w krupach!«
168. Gapić się 1. odm.: >wywalujes ocy, jak wół na nowe
wrota« D. 434. Ze Lwowa znam odmiankę o ·cielęciu, gapiącem
się na »malowane« wrota.
169. Garnek 2. odm.: >jakiemi garnek przywarami nawre,
takiemi śmierdzi«. D. 407. Inna odm. w napisie . LIII. Bł.:
> W czym się garniec naskwarzy, tym skorupa śmierdzi«.
Prw.
też Skorupa 2, zwłaszcza odm. J. Kochan.: »Czym skorupka
nawrzała, tego się i garnek nie puści«, Petr. Ekon., Falib. Dyslc.
Na końcu mówi Bł:
167.

. . . . jakiej się tłustości garniec więc napije,
Takąż skorupy śmierdzą, choć się już rozbije.
170. Gazda. Dod.: »Gdzie nima gazdy, tam je głupi kazdy«
>(ty jeś) taki gazda, jak sroka na kuliku (= żerdce)« D. 356.

40
171. Gęba

1. Odsyłacz

do 24. nie na mieJscu, bo znaczenie
tu, wcale odmienne, mianowicie takie, jak Język 55. Sam znam
z bruku lwowskiego zdanie: :.Nie rób z gęby cholewy!« t. zn.
dotrzymaj słowa! 33. odm. XXXII. Bł. w. 14.: »Umilkli
wszyscy, jakby gęby im zawiązał«. - 56. Znam z bruku lwowskiego. - Do 61. odm. »Rada gęba, gdy pan śpi« w Zaporożcu
H. Rzewuskiego. 66. Knap. odm. napis. XLVIII. Bł. :
>Wyż(sz)ej gęba niżli nos«. Na końcu zaś: :.A przecię on, niżli
nos, wyż(sz)ej gębę wzniesie«.
172. Głowa 8. stanowi napis nru I. Bł. - 36. też napis
XL VII. : »Głową muru nie przebijesz«.
17 3. Głuchy 10. Krom. odm. napis LXXXIV. Bł.: >Jak
głuchemu bajał«. Na końcu zaś: •Jak głuchowi bajał«.
1 74. Głupi 31. (i 36) odm.
»Głupi dostanie i w kościele
baty« (Gaz. lud. Ełk. 1897 ., nr. 82. str. 1.). - Przysłowia, zapisane pod 1. 95., 182. i 183., o zasadniczej myśli, że Bóg (wzgl.
szczęście) jest przyjacielem głupich,
to bardzo stara szlachta.
Jak świadczy t. zw. warttikam do gramatyki • Paniniego 6, 3,
21 - buddhyści indyjscy raczyli głupców (zaszczytnem poprzednio) mianem: dewuntun p1·1ja (t. zn. przyjaciel bogów); podobnie
skr. hariprija (przyjaciel boga Indry) ozn~cza błazna. Także Niemiec powiada: »Dummrian hat's best~ Gliick« (prw. uwagę A.
Webera w Ind. Stud. V. str. 13 7 -8 i Benfeya w Orient u. Occident l., 374.). Do 169. Warto zaznaczyć, że przysłowie to,
w niem. znane pod postacią: »Am Lachen erkennt man den
Narren« wykazuje w dziele »Sprichworter der germanischen und
romanischen Sprachen vergleichend zusammengestellt von Ida
von Diiringsfeld und Otto Freiherrn von Reinsberg-Diiringsfeld«
(w Lipsku t. I.) 167 odmianek (prw. rec. w Zt. f. dt. Phil. V.
1 874, 119-20., gdzie podano do niektórych przysłów cenne uzup.
ze staroniem.) 178. (prw. 92., 146., 158.) Pełniejsze jest przysłowie, podane w odcinku Czasu z r. 1854. nr. 271. z 21. listop.
w artykule p. n. Muchomory: »Kamienia nie ugryziesz, po ścianie
nie _wyleziesz, głupiego nie przegadasz<!'. - Dod. Strum. 62.: »ile
głupców, tylu mędrców; (niewszystkośmy sie filozofy porodzili)c.
- Dod. napis XXXII. Bł.: »Głupiego mowa: nie mniemałemc.
1 75. Gnać. Dod.:
•Za glajcarz (= grejcar, ce_nt) by gnał
psa za dziesiątom granice« - mówią o chciwym na Podhalu
(D. ·356.) Z bruku lwowskiego znam wyrażenie: :.Za grejcar
dałby się powiesić« - również określające wysoki stopień łakomstwa i skąpstwa.


41
1 76.

Gnida. Dod. drastyczny dwuwiersz końcowy XXII. Bł.:
Lecz to najżałośniejsza człowiekowi bida,
Gdy nietylko wesz gryzie, ale też i gnida.

I 77. Gniew IO. (= Złość 13.) znam ze Lwowa.
178. Golić 8. Ryś. ale z liczbą mnogą: »Jednym _gim« napis XC. Bł.
179. Gołąb 8. odm. LIV. Bl. w. 14-15.:

dru-

. . .. niebyła za wieku naszego,
Aby kiedy pieczone goł~bie latały.

Gospodarz 4. odm.: :.Co chłop wozę do chałupy przywiezie, to baba hnet w podołku wyniesie« D. 356. Do 26.
-odm. w »Gnieździe Nieczujów« Z. Kaczkowskiego (Dz. III. 83):
>Kiedy gospodarz w ganku, mało gości doma«.
181. Gospodyni 12.
odm.: »Gaździna trzy węgły trzyma
w hałupie, a gazda ino cwarty« D. 356. p. w. gaździna.
I 82. Gościec (niema u A.)
»Kazdy elek ma swego gośćca
( = chorobę, dolegliwość)« - tak Podhalanie wyrażają myśl,
znaną nam z przysłowia o mólu, co każdego gryzie (p. Mól 1.)
- Powiadają też tam: »Gościec trzyma swoje złe końce«; zwrot
zaś: l>trafić komu na gościec« znaczy dogodzić komu, D. 358.
Charakterystycznie wyraża tę myśl niem.: »Ein jeder Mann hat
seinen Wurm, Copernicus den seinen« (Goethe), które R. Kohler
(Zeitschr. f. dtsch. PhilrJl. III. str. 480.) odkrył już w wolnym przekładzie Jakuba Baldego wiersza »De vanitate mundi«:
180.

Ein jeder ist seins Wurmbs vergwist,
Copernicus des seinen.

183. Gościniec 1. Gem. I. 46. odm. najbliższa w HR. str. 90:
nie opuszczaj dla ścieżki«, jako druga z 3 mądrości,
które pewien kupiec chciał sprzedać drogo ces. Domicyanowi.
Ale na str. 91. i 93. nieco odmienny szyk: •Nie opuszczaj
gościńca dla ścieżki«.
1 84. Gotować
1 . Odm. w HT. str. 2 7. gdzie powiedziano,
że Aleksandros cz. Parys »tej sromoty, której nawarzył, musi
sie jej sam więcej (czytaj: więc) najeść«.
185. Gotowe. Dodaj wyrażenie Rozpusty w C. w. 36-7,;
»Gościńca

Ale gdy z gotowego gonty lecą, drugich
Nie pomyślam przybijać.

Tak sobie wyrzuca ta postać alegoryczna w ustępie, dodanym
przez tłumacza polskiego, zapomnienie o niszczeniu majątku
innych wskutek tego, że zajmuje się wyłącznie jednym młodzień­
cem, który i tak już jest marnotrawcą.

42
186. Góra. Dod.: »ozpatrzuj (= rozpatruj) sie nad górom,
co byś nie płakał nad dziurom« D. 388.
187. Granica. RK. 1897. nr. 2. z 2. paźdź. w liście z Żywca
przytacza jako przysłowie zdanie: »każda rzecz ma swoje
granice«.
188. Groch 1 1. Do licznych tekstów dawniejszych tego
zwrotu przybywa z C. w. 260.: »Nie pomogło gbchemu, na
ścianę-m groch miotał«. Plautus nie ma nic odpowiedniego.
189. Grosz 50. odm. »Kto grosza nie szanuje, ten szeląga
niewart« w Hołocie Kraszewskiego. - Do 69. odm.: »nie wtykaj
nosa, kieś ta nie dał grosa« D. 366. p. w. kie.
190. Gród. A. podaje to przysł. z Czelakowskiego. Tymczasem rozchodzi się tu o przysł. niepolskie, jak wynika z »Zaporożcac
H. Rzewuskiego, gdzie zdanie to podano wyraźnie
jako >stare _przysłowie ruskie<. Bezwątpienia Rrzewuski jest
źródłem Czelakowskiego.
191. Grudzień. Dod. ZM. 63. dwuwiersz:
Grudzień ogrążnym zimnem roku dokończywa,
A tu kto chce zdrowym być, niech ciepła używa.

oraz ze str. 83. czterowiersz:
Grudnia głowę zakrywaj,
A z jej żyły krwie upuszczaj;
Jedz z chrzanem nogi wieprzowe!
Mycie częste nie jest zdrowe.

192. Gruszka 14. P. Chlebowski w artykule nadesłanym
w Gazecie polskiej (Warsz.) nr. 30. z 3 1. grudnia 1826 r. na str.
125. w uwadze pisze: >Na tak niespodziane zakończenie przypomina się mimowolnie przysłowie: Wlazł na gruszkę, rwał
pietruszkę, a czy słodka cebula?«
W sprostowaniu (nr. 1. z r.
1827. str. 4) pisze: >Przysłowie w notce, dopisane ręką jednego
z czytających przed podaniem do druku, pomimowolnie przez
zapomnienie umieszczone zostałoc.
193. Grzeczność 7. Dod. podobne przysł. z »Murdeliona«
Z. Kaczkowskiego (Dz. IL str. 12 2.): »Za grzeczność nikogo
nie bijąc.
194. Grzeszyć 12. (prw. 3.) odm.: >Czem grzeszymy, tern
1
cierpimy« w Sfinksie Kraszewskiego.
195. Grzyb 16. odm.: >Wte (= wtedy) na grzyby chodzom,
kiedy sie rodzomc D. 432. p. w. wte.
196. Gu~t. Krytyk bezimienny tomiku wierszy J. Mejznera,
wyd. w Warsz. 1827 r. p. n. >Bronisława«, powiada na str. 230.

43

rocznika 1827. Gazety polskiej (warszawskiej): >skończyć nam
trzeba na przysłowiu: różne są gusta na świecie«. Dodam nawiasem, że Gust. 1. jest dosłownym przekładem franc.: Chacun
a son goflt.
197. Guz 4. Poetycznie wyraża tę myśl Prot. w. 122.:
>Ledwo ten ujdzie guzów, który na nie goni«.
198. Hak. Do ustępów z pisarzy XVI. w. dodaj C. w.
255-6:
I przywiedli go by li raz ci burkownicy
Na taki hak, Że o włos gardła i czci nie zbył.

Wiersze te należą do ustępu, który jest niezależnym od wzoru
- Dod. »iść na kogo hakiem« BS. III. 374. (Pójdziem na te opiłe męże nasze hakiem) i »jeździć na haki«
tamże 629.
199. Harap 1. W HZ. Proklus, jeden ze strażników przy
grobie Chrystusowym, odpowiada na wezwanie innych, _by zajrzał do grobu (w. 376.):

łacińskiego.

"Wczas, panowie, po harabie,
A Kristusa już nie w grobie«.
200.

Idzi. 6. Gluź. 571. popraw: »przydzi« !

Dr. Frańciszek Kr cek.

O lu~zie Po~~utlaństim wo~ólności, alwoniczanac~ w szcze~ólności.
Część wtóra.*)

Zabawy, pieśni i gadki.
7. Gadki. Gadki uważa lud tutejszy za wielki i cenny skarb
swój, bo w nich mieści się dla niego i nauka i estetyka, reguły
obyczajności, historya i humorystyka. Dzieli on też je na gadki
śmieszne, ładne i piękne czyli dobre.
Smiesznemi są gadki zawierające zdarzenia awanturnicze,
humorystyczne i komiczne. Osobliwie parobcy umieją tego rodzaju gadek bardzo wiele. Gdy spostrzegą u kogo jaką niedorzeczność,
wówczas dla okazania zadowolenia z komiczności
*) Zob. >Ludc VI, 340.

44
opowiadają stosowną

gadkę

odpoczynek, wolna chwila od
gadki nowe a podobne.

śmieszną,

zajęć,

a gdy to jest święto,
wtedy obecni opowiadają

Gadki ładne - to już legendy, zdarzenia cudowne, tragiczne, tudzież historyczne i tłumaczące zjawi'ska przyrody w spo„
só b mniej więcej do prawdy podobny lub cudowny. Dzieci
szczególniej lubią takie gadki, jakoteż i stare baby; parobcy zaś
traktują je po większej części jako śmieszne, a baby opowiadają
je z powagą i niezachwianą wiarą w prawdziwość zdarzenia.
Do gadek pięknych czyli dobrych należą gadki przysłowiowe
wogóle treści moralnej. Tego rodzaju gadki cenią mądrzy gospodarze, owe zaś 11 ładne i śmieszne" potępiają i »n ie biorą
sobie do głowy«, chyba że im do poparcia >nauki jakiej<
posłużyć mogą. Gospodarz wysyłając służbę do żniwa zachęca
do pilności, opowiadając im gadkę o tym, co to aż do śniadania
wyżął dwa stajania. Ojciec wyprawiając syna dorosłego na targ,
przestrzega o »sztukach złodziei« gadkami o leśniczym (68,),
o chłopie, co złodzieja kupił (54.), co ornat kupował ( rn.), gadkę
»Lala ne« i t. p. »Formanowi«, udającemu się w dalszą podróż,
a dawniej przed laty aż do »siedmioracki ziemi«, opowiada
gadkę p. t. »Co masz złego zrobić dziś, odłóż na jutro« (67.).
Niechcącego się zaś uczyć na elementarzu synka zachęca gadką
o Twardowskim, który się godzinkami od piekła uwolnił (5 7.).
Gdy zaś żeni syna, wtedy nie może mu się dość naopowiadać
gadek wykazujących, jak to nie trzeba wierzyć kobietom,
jak trzeba być skrytym przed niemi (9.).
W końcu wspomnieć muszę, iż obecnie lud nie tworzy nowych gadek, lecz jako nowe opowiada zdarzenia codzienne, mianowicie wypadki »prawujących się«, które go najwięcej
zajmują. Wzbogacają także zasób gadek wysłużeni żołnierze,
którzy przynoszą je z innych okolic, osobliwie gadki »śmie­
szne«. Dawniejszemi zaś laty przywozili furmani rozmaite opowieści o Węgrzech, Siedmiogrodzie czyli
»si ed mi or a ck i
ziemi«, o Podolu i Bukowinie. Jeden furman ·przekonywał
mieszkańców swojej wsi, że kolej żelazna nie jest wymysłem
czartowskim, opowiadając, że on sam był obecny, jak w >Si ed mi or ac ki ziemi, koło Hermanstatu«, wykopali papiery,
w których stało, że przed potopem była kolej żelazna, jeno
tych »drótó w koło drogi« (telegrafu) nie było.

45

a) Gadki śmieszne.

12 Wilk i liszka.
Złapał wilk liszke. A ona: >Tej pocóż mie trzymasz ?c Nie wiesz poco? zjem cie. - »Ej, kiedy ja grzeszna., trzaby
przody pość na spowiedźc. - »No, to chodź, tu cie wyspowiadam«. - No dobrze! - Tej liszka wyszukała miejsce na . katedre 1) i spowiada· sie : >Tum k ó re u k radła, tum k ó r e
ukradłac, a tu patrzy, kieby uciec i jak już dużo nazmyślała,
wilk sie zadumał, a ona świst i do dzióry. - Wilk za nią
i złapał ją za noge. A liszka: »Przecie za korzeń, przecie
z a kor zeń!« Wilk myślał, że prawda i puściał, a hszka c h a I
cha! cha! w dziórze.

13. Wilk i baran.
Złapał wilk barana. »No, teraz cie zjem«. »Ej, bedziesz mie gryz, to mie bedzie boleć, ja.bym inakszy rady dodał«.
- »A jaki?« - Siądż se tu pod górką, paszczeke otwórz, a ja ci
wskocze cały i nie bedziesz mie gryz«. - »No, to jeszcze lepi«.
- A baran sie cofa, cofa, jak sie rospęndzi, jak wyrznie w paszczeke, rozbiał mu pysk i uciek. Wilk sie przewróciał na
ćmiele ), rozwalił jim chałupke i brzenczą koło
niego, a on:
»Brzęncz, brzęncz, kiedy ja cie już zjad«. On myślał, że to
baran w brzuchu brzęnczy.
2

14. Wilk na weselu.
Złapał wilk psa bardzok chudego. >Tej, ja cie zjem«. Ja biedny, na mnie sie nie pożywisz«. - Wilk: »Prawde mówisz, a u dobrego ty gospodarza? »Ej, dzie tam, bogaty, ale mi
nie chce dać jeść«. - >No, to czekejże, a ma on dzieci?« »A ma małego chłopca«. - »Wiesz co, a dzie on sie bawi?«
» Pod oknem, o wej z ty strony« i pokazał
mu, bo to było
blizko domu. - »No, to czekejże, tobie bedzie dobrze, ja cie
naucze, ja tego chłopca porwe, ty leć, charkej, ja puszcze, ty zaniesiesz i dobrze ci bedzie; bedom myśleć, żeś odbiał«. Tak

1) Konfesyonał'.
Trzmiele.

2)

sie stało. Wilk porwał chłopca z pod ściany, pies za nim,
wilk puściał, a pies wziąn na plecy, tej przyniós, a go~podarz
patrzał bez okno uradowany wyleciał z chułupy, odebrał syna
i psa zaraz wziąn do izby, dawał mu jeść, bardzo dobrze mu
było. Wilk se myśli za kilka czas: »Ej, pies sie obaczał 1 ), póde
to go zjem, bo ja na to mu tak poradziat, żebym miał lepsze
mięnso z niego«. Przyszał on do p-;a i pyta sie go: >A cóż,
dobrze ci tu?« - » A dobrze, dobrże. Ale I tyś mi dobrze zro •
biał, ja ci tyż zrobie, jeszcze lepi. Tu !l sąsiada je wesele,
je tam mięnsa, kołaczy, wódki, w~zystkiego dosyć. Teraz poszli
do karczmp. - A to było już kawałek z wieczora, ludzie byli
w karczmie. - »Ja wiem, dzie co je, chodżmy jeno a dopiero
użyjemy«. »A dobrze, dobrZf', to chodźmy«. - Tej poszli
pod komore, wilk wykopał dzióre pod. spodek i wleżli. Pies
jako znajomy dobył kołaczy, masło, mięnso, tej potym wódke;
jedzą, piją. Ale wilk skosztował wódki, zasmakowało mu,
jak
zacznie pić, tak se dobrze pod piał; jak zacznie wyć, wyje i wyje;
pies mówi mu: »Cicho, cicho, bo nas usłysząc - ale wilk nie
wiedział już o świecie. Ludzie usłyszeli, zbiegli sie z kołamii zatłukli wilka, a pies uciek tą dziórą co wilk wykopał, wołał
i wilka, ale on tak był pijany, że już nie móg trafić.

15. Wilk, co dal prawa. schować.
Wilk dostał po ojcu Rpadek. Było ich więncy braci, ale że
jego ojciec nawięncy lubiał, ta jemu wszytko zapisał. A bracia,
zazdrość jim to było, szlakowali go i chcieli mu odebrać. Wilk
to spostrzeg i myśli, dzie schqwać. Spotkał on psa, tej mówi do
niego: »Wiesz ty co? ty tam mieszkasz na wsi, to schowej mi
tam prawa, bo ja tu nie mam dzie, a tam w chałupie choć dzie
wrazisz«. - Pies wziąn i myśli se: » Ta dziesz ja tu schowam,
wysoko nie wylejze, hm!« - Tej tak se dóma. W tym nadchodzi kot: »Wiesz ty co? mnie dał wilk schować prawa, ale ja
wysoko nie wylejze, to weźno ty i schowej tam dzie.« - Kot
wziąn i wraział za łatę pod strzechą, a mysz przyjszła i zjadła.
A bracia wilka podali sie do procesu o ojcowizne. Wilk
wtedy do psa po destament, pies do kota, kot po prawa, a mysz
kończy gryźć.
W raca sie i ·opowiada psu. Pies opowiada całą
sprawe wilkowi. A wilk rozłościa.t sie, tej dali na psa, pies
w nogi i uciek mu przecie i myśli se: >Czekej, takjem sie strachu najad, dam ja ci kocie I« tej na kota, ale kot uciek na po1) Przyszedł do siebe.

47
wałe;

kot zaś na mysz. I od tego czasu taki za wziątek:
na psa, pies na kota, a kot na mysz.

Wilk

18. Dye bal i św. Marcin.
Dyebał

jak Pan Bóg Adamowi przeznaczał różne
to dla ludzi, to dla bydła, - a dyebłom nic
nie przeznaczał. Tej dyebal proś Pana Boga, żeby i jemu co
.zostawiał. Ale Pan Bóg jeszcze rzepy i owsa nikomu nie przeznaczał, tej, owies i rzepa ta nie tak dobre zboże. )) To
masz rzepe i owies«. - A dyebał powtórza se: •Rzepa i owies,
rzepa i owies« i jidzie. A św. Marcinowi żal było owsa i rzepy,
bo, choć to nie nalepsze zboże, ale la ludzi dobre. zawsze, tej
krzyknął na dyebła, a dyebał ze strachu zapomniał jakie mu
Pan Bóg zboże dał, i pyta sie św. Marcina. A św. Marcin powiada mu: • Rzep i oset«, a dyeblisko sie ucieszyło: >Aha, to!
to! rzep i osetq.. I odtąd zawsze między zbożem sieje se
dyebał oset, a rzep zaś koło domów, jakby to, co sie w ogrodzie
sieje: bandórki, kapusta.
zboże, żeby

widział,

siał,

17. Pieski w niebie szczekaj~.
Jeden pan lubiał barz słuchać bajki. Chłop jeden umiał
-dobrze zmyślać, tej chodział do. niego, a on mu płaciał. Ten
chłop miał brata chudobnego.
Baba mu zawsze głowe suszy:
>A widzisz, twój_ brat pójdą do pana, powiedzą coś nowego
i dostaną za wsze coś, a ty nic, jidź-no ty i co powiedz! c Chłop
poszal i powiada panu, że słyszał: »pieski w niebie szczekają«.
Pan tu na niego: »A, ty durniu, a słyszał jeś kiedy, żeby w niebie pieski były?« - I wytrąciał go, jeszcze obiecał wybić. Chłop
zaturbowany przyszał do dom, tej P?wiada babie, a baba
zlęnkła sie, że ona go namowieła i poszła do brata, żeby co poradział.
Ten poszał -do pana i powiada: •Panie! niesłychana
rzecz sie stała! C
»A co? »Hm! jechał jakiś wielgi pan
w pojeździe i miał pieska. Jakoś trza mu było wyleźć i piesek
za mem. Nie uważał, a piesek został. Wtedy jajstrząb spad
i porwał i jeszcze było słychać jak szczekał, choć go nie było
widać, a to śliczny piesek.« - •Hej, żono!« - zawoła pan
do pani, - »to ja wczora niesprawiedliwie potempiał tamtego,
to on tego pieska słyszał,« - i kazał go zawołać i zapłaciał
mu za gadkę. A ten zaś brat, co dobrze zmyślał, przyszał do
niego i powiada mu: •żebyś sie lepi nie zrywał więncy do ga-

48

dek, kiedy nie umiesz; teraz jem cie wyratował od kary, ale
nie zawsze sie tak uda«. - I od tego czasu ani mu w myśli nie
postało, aby miał pość panu gadki gadać.

18. Z czego grzyby;
Szał p. Jezus z św. Pietrem bez las, spotkał jim sie żołmirz
co szał na órlop. Żołmirz lamenci, że głodny. P. Jezus dobył
pieniądze ~ worka, wziąn 9 centów, żeby kupiał 3 kukiałki po
3 grejca.ry. Żołmirz wziąn i posza.ł do miasta, a P. Jezus z św.
Pietrem czekali go pod bukiem. Ale żołmirz był łakomy, kupia.ł
po 2 grejcary trzy, a czwartą za trzy. Przychodzi i daje te po
dwa. A P. Jezus mówi: >Jakiesi małe!«
>E, bo to teraz
przednowek, to drogie«. Tej nic, zjadli te kukia.łki każdy po
jedny; jidą dali. A żołmirz szał na zadzie; tej trzyma te kukiałke
za trzy grejcary . i nie może wytrzymać; zawsze uskubie i do
gęmby i do gęmby. A P. Jezus wiedział i obróci sie do niego
i zacznie coś gadać, a żołmirz ma odpowiedzieć, a tu kukiałka
w gęmbie, ta zawsze sie obróci i wypluje za siebie. A św. Pietr
tyż spostrzeg, że żołmirz coś gryzie, ale przy żołmirzu nie śmió.ł
nic mówić, jaż kiedy żołmirz sie oddzielił od nich; wtedy on
gada. do P. Jezusa: >Ej, szkoda Panie, żeś mu dał zjeść, to i tak
poszło na zagubęc.
>Nic nie poszło na zagube, bo z tegobedą grzyby«. I zrobieły sie grzyby.

19. Jeszcze o św. Michale.
Św. Michał spostrzeg z nieba, jak ludzie nieśli trómnez umarłym. Nie wiedział, co to je; tak sie pyta P. Boga: >Panie, co to?« - »E, to umarłego chowając. -- >Jak to? to wszytcy
ludzie tak będą umierać?« - >A wszytcyc. - »No to, jak tak
będą składać w trómnach, to w końcu, aż do nas sie dostaną
i wtedy tu zaś bedzie kłopot; bedą sie pchać i tacy, co tu niegodni być w niebie.« - ])Ej, dej no pokój, nie bój sie, bo na
tym miejscu, gdzie trómna bedzie leżeć, to nietylko, że nie bedzie góry, ale jino dolinac. I tak tyż jest, bo na grobie to
sie ziemia zakląka.

20. Bez zazdrość w niebie nie badzie.
Matka św. Pietra była w piekle, bo nie miała żadny zasługi
jeno, co dała raz przendziwa ubogiemu. Św. Pietr chciał ją jako
dostać stamtąd; jidzie on do P. Jezusa i prosi. P. Jezus powiada~

49
>No, jeźli ją wyciągniesz na tym przendziwie z piekła do nieba,
to dobrze«. Św. Pietr ponadstawiał włókno do włókna i dostało do piekła. Matka sie uwiesiła i ciągnie ją i byłby ją wyciągnął. Ale że jinsze dusze sie ji pochytały i tyż byłyby sie
do nieba dostały. A matce Piotrowy zazdrość było, że one tyż
bedą w niebie: ta jak już blizko była, jak sie siepnie, tej urwała
te niteczke i spadła z innymi do piekła.

21. O kocie, co na koniu jeżdziil.
Jeden forma.n miał takiego kota, co na koniu jeździał; siad
se za chomontem i siedział. Przyjechał ten forma.n w takie kraje,
dzie nie znali kotów. Jeden pan spostrzeg i spodobał mu sie.
Pyta sie fórmana, co to je, a forma.n mu powiedział, że to je
kot. - »A nie przedalbyś mi tego kota?« - »A czemu nie,
sprzedam. C - Tej zgodzieli sie. Ale pan zapomniał sie go pytać, co ten kot je; wysłał on lokaja, żeby sie spytał. Lokaj
poleciał i pyta sie: »A co ten kot je?« »Co mu dasz«, tak powiada ten fórman. A lokaisko sie przesłyszyło i myślało :
> Was«. Lokaj sie zląk, leci do pana i powiada: »Panie, ta ten
kot nas bedzie jad«, - Pan sie zląk; co tu robić? A no miał
on śpiklerz nowy, dopiero co wystawiał; kazał zamknąć tam kota
i podpalić, a ludzie wszytcy i ten pan uciekli do lasa, po jakby
kot sie wydar, to by ich móg podusić. Jeno jeden fornal ostał,
co podpalał i to miał konia, aby podpalić i zaraz na konia i do
lasa. Ale kot jakoś wydar sie bez okno ; stłuk-ci szybe, kocisko
wielgie, jak walnął łabą, to szyba penkła. Jak wyłaz ze śpikle­
rza, tej na żóraw, co tam był u studni, i z żórawia na konia,
bo koń był u żórawia uwiązany. Koń sie zląk, oderwał sie, tej
do lasa za jinszymi końmi. Ludzie patrzą zdaleka: »Kot na koniu jedzie, parobka zjad, ta teraz po nas jidzie« - i uciekli na
drzewa. Ale koń zalaz w gąszcz, kot spad. ,Był tam niedźwiedź,
co sie schował pod liście przed ludźmi, i jeno mu ogon było
widać.
Kot myślał, że to mysz, tej za ogon; a tu niedźwiedź
brm; ko.t sie zląk, tej na drzewo, na to, dzie byli ludzie. Strach l
Ludzie pospadali i pozabijali sie, a kocina. ze strachu uciek
dzieś i już go więncy nie widzieli.

22. Rusin sprzedał skore na niedźwiedziu.
Poszś.ł

Rusin do żyda i powiada mu: > Kup se skore
z niedźwiedzia«. - >Ny, a dzie je ?c - >No, to nie znasz skóry
4

50
.z niedźwiedzia ?c - »Ny, a co chcecie?« - Tej zgodzieli sie,
Rusin nie chciał dużo, ta żyd sie złakomiał i dał· mu pieniądze.
Ale Rusin skóry nie niesie. Żyd jidzie do Rusina i upomina.
sie. - ])E, skóra jeszcze na niedźwiedziu, dopiero pode zabićc.
- ])Ny, a dzie są ?c - »Tej w lesie, jest jich tam niemało, stare
i malec. - »Ny, jeno wielgiego zabijcie, łacniej bedzie, bo stary,
to słabszy«. - »No, to chodźmy«. - Tej poszli do lasa. Chłop
pokazuje mu jame, a żyd boi sie póść blizko, właz za jodke
i poziera. Chłop pijany i zaczął szturać do dzióry, dzie niedźwie­
dzie. Niedźwiedź wyłaz, tej na Rusina; Rusin sie przewrócia.ł
i udał, że nieżywy. Niedźwiedź •powąchał go, uciął go łabą
i poszał do dzióry. Rusin wstał potym i przylaz do żyda. »Śliszysz, ja dobrze ze skóry nie wyskoczał, jak-jem sie przypatrzał na twoich poniewierków, ale co on ci do ucha mówia.ł ?c
- l)Pytał misie, dzie ten żyd, co skóre moją kupiał i o to mie bia.ł,
ale ja cie nie wyda.le. - »Ny, nie wytlejcie wy mie, ja wam
dam pieniądzów, kupa dużo«. - I żydzisko dawał zawsze Rusinowi pieniądze, bo go straszał, że go wyda.

23. P. J'ezus obiecał św. Pietrowi kobyle.
P. Jezus powiedział do św. Pietra: »Zmów pacierz, to ci
dam kobyle, jeno żebyś o niczym inszym nie myślał, jeno o pacierzuc. - •O, dobrze zmówiec. - Tej mówi. Mówi, mówi i pyta
sie: »A bedzie i kulbaka ?c - •A bedzie, ani konia nie dostaniesz; miałeś o niczym nie myśleć, jeno o pacierzu, a myśla.łjeś
o kulbacec.

24. Baba mloci
P. Jezus i św. Pietr do jedny baby na noc 1). Prosieli co jeść, a baba sie wyprasza.: •Ja gdowa, nie ma chłopow,
nie ma. kto młócićc. - A P. Jezus . powiada:. »No, my ci namłóciemyc. »Ta, dobrzec. - •Jeno_ nam• dej świeczkic. Baba jem dała, a oni poszli do boiska.IP ....Jezus dał św. Pietrowi
trzymać świeczke, a sam wziąn snop i potrzymał nad płomy­
kiem, strzepał i rzució.ł do konta, a zia.rka opadły. Baba była
ciekawa, czy młócą; słucha, nie słychać cepów, poszła pod
Przyszał

1) nocleg.

51

wrota i widzi, jak P. Jezus młóci. - >Ej, kiedy to tak młócą,
to ja już se sama bede młócieła«. - Tej ugotowała jem tam coś.
A jak poszli, baba poszła do stodoły sprobować, czy tyż i ona
potrafi tak młócić, jak P. Jezus. - A św. Pietrowi trza sie
było obejźreć i widzi, że sie stodoła pa.li; tej pyta sie: »Pa.nie
to sie pali tam, dzieśmy nocowali«. >E! nie, to baba
młóci«. -

25. Xasia młynarzowa jidzie za P. J'ezusa.
Była jedna

Kasia, młynarska. córka. Nie chciała za nikogo
póść, jeno za P. Jezusa abo za św. Pietra. Dwa parobcy, dobre
filuty, dowiedzieli sie o tym, przebrali sie niby za św. Pietra
i P. Jezusa, nabrali chleba w mieście, kiela butelek wina; tej
poszli na zaloty do młyna. A tam przed młynem był stawek,
wino włożyli oni do tego stawka, a chlib do krzaków. A jak
przyszli do młyna, pytają sie jich, co oni za jedni. A oni:
>Przyszlimy na .zaloty do waszy Kasie. - >Ej, dyć ona nie
chce pość jino za P. Jezusa abo za św. Pietrac. - A jeden, ten,
co był św. Pietrem, powiada. tak na P. Jezusa: >A dyć to Pa.n
Jezus«. - To ci powstawali, żegnają sie tam. A P. Jezus:
J) Jidź no, Pietrze, do stawka po wino, a do krza.kó\V po chlib,
tam znajdziesz«. - J)O l kiedy tak, to P. Jezus«, - pomyśleli se.
Tej nic. Św. Pieter posza.ł po wino i chlib, przyniós, najedli,
napieli. A P. Jezus potym powiada: •No, to pódz.iemy, Kasio,
do nieba«. - Młynarz, bogaty chłop, nadawał ~ieniendzy, przyodziewki, co móg. - A P. Jezus powiada.: >Jak bedziecie widzieć jasność na tamty górze, była tam góra niedaleko, wej
jakby nasz Hiszpak 1} - >to sie żegnejcie, bo my wtedy pódziemy do nieba«. - Ale toci nazbierali naprzód jedliny suchy,
jałowcu i jak przyszli nazad, podpalieli, a tamci sie żegnali
i mówieli: >Ej, nasza Kasia jidzie do nieba, nasza Kasia jidzie
do niebac. - A !oci filuty koło ognia, rozebrali Kasie z przyodziewki, a póty.~ j:~z!czną bić Kasie, tej zbieli, zbieli, pieniadze zebrali,,Kas1e ~nfi.li do dom i poszli. Już było w nocy,
we młynie, spu,.;~ ~ a tu dur, dur do okna. Młynarka sie
obudzieła: >A to· ty K-asio?« - >Ja,ja, puście mie ta.m«. » A tożeś nie poszła do nieba ? Co to cie nie puścieli?
My sie
1

1)

Góra w obr~bie gminy Iwonicza, 483 m. npm.

52
tak żegnali«. - »Aha, tak, żeby was byli tak zerżnęli, to byście
tu i za rok nie przykadalic.

26. P. Jezus i św. Pieter nocują w karczmie.
P. Jezus i św. Pieter pszyszli na noc do karczmy, a tam
na pijali żołmirze, co masierowali. Św. Pieter powiada: »Panie,
ta lążmy se na piecu, ale ja se legę z kraja, bo jak to-ci pijacy
popiją sie, to może zaczną sie bić, to i nas może zaczepią; ta
jak już padnie, to ja wole odebrać!« - »Ta dobrze«. - Polegali se, P. Jezus od ściany, św. Pieter z kraja. Żołmirze sie po
pieli, tej jeden sie obejźrał i widzi, że ktoś spi na piecu: »Co
ta za dziady, będą nam tu śmierdzieć!« - ,,Trza ich obić«, drugi zawoła. - Tej orżneli tego z kraja, a to był św. Pieter. I poszli pić. A potym św. Pieter: »Panie, ląż-no se ty z kraja«.
- I przemienili sie. A żołmirze zaś przyszli do nich : > To
wyście jeszcze tu? A draby, trza jim jeszcze co dać! C >Ale
teraz tamtemu od ściany, bo ten już dostał«. - I tak zaś św.
Pieter dostał. Jak wyszli z karczmy, św. Pieter odzywa sie do
P. Jezusa: >Panie, trza by jim coś za to zrobić«. - »A cóż jim
to zrobieć ?« - "Niech jich dyszcz bije, jak będą masierować«. I od tego czasu, jak wojsko masieruje, to zawsze dyszcz leje.

-27. O źolmirzu, co serce zjad.
Szał P. Jezus z św. Pietrem i nadybali żołmirza.
był głodny

Żołmirz

i prosi jich o kawałek chleba: »Jak przydziemy do
miasta, tobym wam oddał«. - A P. Jezus: »Ej, kieby nam ten
pastuch przedał barana, toby lepi było«. ~ »O, ja umie kolo
tego robić« - mówi żołmirz. Tej poszli do pastucha, co tam
pś.s barany, ku pieli, a żołmirzowi kazał P. Jezus upiec,- a oni se
polegali P. Jezus z św. Pietrem. Żołmirz upiek i zjad serce,
a potym poszał i zbudział tamtych: »Wstawejcie, bo gotowe«.
- Gotowe, ta gotowe, - wstali i poszli do ognia; P. Jezus
roztalował1) na trzy częnści i pyta sie : »A dziesz serce i« >Serca nie było«. - »Ale, dziesz tam, każdy stwór ma serce,
chyba, żeby był kamieniem abo trawą«. - , We, tyć nie było I
Sumiennie, sprawiedliwie, że nie«. - >Ano, nie było, to nie«.
Zjedli oni, a J;>. ,Jezus dał na 4 bochenki chleba fołmirzow
1) rozćwiartował'.

53
Żołmirz ciekawy: »Komu tyż to te_n czwarty, kiedy nas tylko
trzech«. - A gdy przyniós, P. Jezus dał każdemu po jednemu,
a czwarty położył koło siebie na ziemi. A żołmirz sie pyta :
>Panie, a komuż ten czwarty?( - >A to temu, co serce zje.de.
- »A to Panie, ja zjad, ja; ja jino tak powiedział«. - >A, kiedyś serce zjad, ta i chlib zjedz, jino nie rób tak dalie.

28. Uparta baba,.
Jeden chłop miał barz upartą babe. Jak ji co było powiedzieć, to ona zawdy inaczy, jak ji w prawo, to ona w lewo.
Raz poszła do miasta, tej woda była wielga i utopieła sie.
Chłop poszał ją szukać, wziąn grabie i idzie rzyką pod wode
i sztura, czy dzie nie namaca. Jakiś chłop zaś u widział go i powiada mu: »Tyć nie chodźcie pod wode, jeno za wodą, bo może
jich woda poniesła na dół«. - >Ej, dzie tam, to uparte, jak
woda na dół, to ona na góre, ona pewnie jeszcze dali na górze
bedzie«.

29. Dyebał boi sie lyczaka lipowego.
Był jeden młynarz i robilt se młyn. Ale nie móg żadnym
sposobem dóść końca. Ta raz zafrasowany powiada. se: »A! żeby
m·i i dyebał pomóg, tobym mu już odstąpia.ł z jeden kamień,
niechby se ta myłł !« - A dyeblisko usłyszało, tej przyszał do
niego; pomóg mu młyn zrobieć na 12 kamieni i jeden kamień
se dyebał wziąn i myłł se. Ale nie umiał i za.wsze mu sie psuło.
Młynarz mu z początku naprawiał, ale potym mu sie sprzykrzyło
i raz mu nie naprawiał. Dyebał sie pogniewał i powyrzucał mu
wszytkie kamienie. Młynarz w lament, co tu robieć? widzi, że
sam nie da rady, siad za stołem i płacze. Przychodzi babka po
chałupach. »Tej, niech bedzie pochwalonye. - »Na wieki
wieków, amen. Witejcie babko!« - »Ej, cóż wam to?« - >A
tlejcie tam pokój le - »No przecie, może ja co poradze, przecie
ja chodze mięndzy ludźmi, to tyż może co wiem!« - I opowiedział i całą sprawę. >Ej! i smucicie sie tam, tyć to wnet
sie zaradzi; wej, a nie macie tyż łyczó.ka ?e - >A ma.me. I dał ji a ona zrobieła se kluczlie i poszła do młyna, dzie dyeba.ł
se młyn naprawiał. A zajszła mu ze zadu, a dyeblisko miś.ł
portki ze zadu podarte, a baba mu zajszła po cichutku, tej

54

-

zarzucieła

mu kluczke na jajca wziena kija i zagnała go do
pusty karczmy i tam za piecem go uwiązała. Potymś wrócieła
do młyna; młynarz ją obdarzał i poszła. A dyebał siedział za•
piecem. Szał żołmirz na órlop; burza wielga sie zrobieła; tej
w la.z do ty pusty karczmy. Siad se za stołem i siedzi. A tu z~
piecem coś piszczy. - >Co tam le - »Ej! żebyś mie ty odwią­
zał, tobym ci dał pieniendzy«. -- I żołmirz go odwiązał. A dyebał powiada: >No, bratku, pienięndzy ci nie dam, ale zrobie
cie dochtorem, to se zarobisz. Jest tu we dworze panna, ja do nij
wlejze, a ty przydziesz i wygonisz mie. Bedzie dużo dochtorów
chodzić do nij, ale daremnie; ty, przydź, powiedz, że wygonisz,
a jak cie puszczą, połóż ji ręnke na głowie; ja cie poznam i wylejze, a tobie zapłacą doskonale«. - Tak sie zrobieło. Dyebał
właz do panny; dużo dochtorów, Bóg wie skąd, sprowadzali,
ale darmo; jaż ten żołmirz przyszał i wygnał go, a pan sie ucieszał i bardzo dobrze mu zapłaciał. -- Potym dyebał powiedział
mu, żeby zaś w drugie miejsce poszał. Dyebał właz do jednego
pana; nicht mu nie móg poradzić; jaż ten pan narajał tego
-żołmirza, tej żołmirz poradział i dostał pienięndzy wielgą moc,
ale dyebał nie kazał mu już więncy wyganiać go, choćby go
i jak prosie li, bo mu łeb ukręnci. Ale cóż? Dye bał w la.z do
jedny pani; tu sie rozgłosieło, że fołmirz umie radzić; przychodzą do niego, proszą, on nie chce. Ale złapali go, wsadzieli go
do pojazdu i musiał wyganiać dyeblisko. • Ale jak położył ręnke
na głowe ty pani, dyebał wyskoczył i łap żołmirza: »Nie mówiał jem ci, żebyś już nie wyganiał; teraz śmierć twoja«. >Ale słuchej-no, ja nie po to tu przyszał, żebym cie wygnał,
ale baba ta z łyczakiem już jidziec. - Dyeblisko sie zlęnkło,
tej w nogi, uciek dzieś jaż za czerwone morze i nie męnczał
więncy ludzi, a fołmirz miał spokój; zabrał pieniądze i poszał
do dom.
Bronisław Gustau·icz.
El8E)

O a t a ł y k a c i e.
Pamięci

Stosława Łaguny.

.
Niewyc~er-panym był człowiek pierwotny w wysnuwaniu z wielku~go k!ębka idei pokrewieństwa coraz nowych i nowych nici .i nitek
pokrewieństw fikcyjnych, gdy chodziło o pomnozenie dzięki temu

55
slu.zących ku wzmac~ianiu więzi społecznej.
za temi nićmi, aby, jak pająk, spleść uiemi
w najrozmaitszych kinunka('h siebie i wszystkich, którzy mu by li
potrzebni, a których w imię idei o pokrewieństwie najpewniej pozyskać było mozna. Sposobność do zespolenia się z kimś obcym
więzami pokrewieństwa fikcyjnego dawało cdowiekowi, między
innemi, powiększenie się jego rodziny. Nowonaroclzone niemowlę,
oddane na wychowanie obcym piastunom, stawało się ogniwem,
lącząctm więzami pokrewieństwa fikcyjnego rodzinę dzieeka z niemi i ich rodziną. Niewinne to na pozór w Ol'zach naszych
kumoterstwo sui generis, w społec7.eństwic pierwotnem, którego zaeady solidarności ~prowadzają się ,·ałkowicie <lo idei pokrewit>ństwrL
odgrywa "'szakze rolę pott;żne,i spój ui społeczuej i wyrasta do rozmiarów pow a.zn ej instytucyi at a łyk a tu.
Nalezy się najpierw od nas czytelnikowi parę słów wyjaśnienia
z powodu tureckiej nazwy tej instytucyi, którą często wypadnie
nam E-ię posługiwać w toku ro7-prawy naszej.
Turedde at a znac•zy: ojciec, przodek, samiec; at ag = zastępca ojC'a; at a łyk do~·łownie: posiacfająpy ojca (porów.
en eł y k = poBia<lający matkę), wychowawca, pia8tun. W Chiwie
.i Bu<·hane wyiaz at al y k omarzał najpierw wych<1wawcę <lzieci
chana, a później oznaezać począł zarazem najwyzszego urz(.'.dnika
dworskiego, cieszącego się wpływem na samego chana. W jęz:yku
czuwaskim ad ały c h znaczy: zastępująey miejsce ojca, tj. przybrnny ojciec, piastun. Miano takie nosi jednak przybrany ojeiec
tylko do dnia· ślubu swego wychowańca. Qd chwili zawarcia ślubu
nowożeńcy zwą go:
chyjmatłych-chonim (porów. tatarsk.
k y j a mat ł y k z ara bsk. k i a m a t = przyszłe zmartwychwstanie
zma1łych w dzień ~ądu ostatecznego, a także wierny przyjłwiel),
inni zaś po prostu: c h y j mat łych. Krewni pana młodego, panny mło­
dej i chyjmatlycha zwą się wzajemnie między sobą: w urdach ł y m
[ od tureck. ort a, kaz.-tat. ur ta = środek; porów. ur tak =
uczestnik: ur tak łyk = kompanja; d~ag at. ur tak cy = towarzyez] 1). Wychodząc z tureckiej nazwy at a łyk, M. Kowalewskij
urobU i wprowadził do socyologii termin atałykat; służący na
oznaczenie instytucyi społecznej, dotąd rozpowszechnionej bardzo na
Kaukazie, a polegającej na tem, iz ojciec, wkrótce po urodzeniu się
dziecka, wyszukuje dlań atałyka., tj. przybranego ojca, któremu
powierza dziecko na wychowanie. Ponieważ prace Kowalewskiego
wyrobiły już atałykatowi pewną popularność w nauce, woleliśmy
więc zatrzymać gotowy, przez socyo_loga rosyjskiego
stworzony
termin, niz kuć jakiś nowy polski i powiększać bala8t terminologii
socyologicznej. Prawdopodobnie odpowiednie polskie nazwy na ozna-

liczby

sposobów,

Uganiał się wciąz

1) H. Vambery, Ćagataische Sprachstudien, Lipsk, 1867, 214, 204; tenże
Etymologisches Worterbuch d. turkotatarischen Sprachen, Lipsk, 1878, 24; M.
Z(oł'otnickij), Nazvanija rodstvennych otnosenij u Cuwas, Kazań, 1871, 14, 15; K.
Zoł'otnickij, Komevoj Cuvassko-russkij słowar, Kazań, 1875, 140.

56
pojęć atałyk i atałykat istniały kiedyś w polszczyźnie.
ślady, że atałykat jako instytucya społeczna, znany był
u nas jeszcze w wieku trzynastym. Niestety wsżakże, źródła historyozne, które zachowały jakie takie ślady istnienia w Polsce
atałykatów, a wi~c i instytucyi atałykatu, nic nie wiedzą_ o ich
polskiej nazwie. Znają tylko łacińskie nutritor i paedagogus.

czeme


O tern zresztą później.
Gdyby wiadomości naSEe o atałykacie ograniczały się do przytoczonych przed 1!hwilą danych słownikowych, niepodobna byłoby
wyrobić sobie dokładnego pojęcia o charakterze t~j instytuc_vi ~połecznej. Na szczęście tak źle nie jest. Już F. Dubois de Montpereux 1),
pod.rózujący po Kaukazie w trzecim dziesiątku lat przeszłego stulecia, dopatr7.ył tę ciekawą instytucyę i przyjrzał się jej wcale dokładnie u- Czerkiesów. Opowiada, iż między książętami czerkieskimi
panuje zwyczaj, że dzieci swoje, jeszcze w młodym wieku będące,
powierzają na wychowanie wasalom, którzy zabrawszy je do swego
domu, opiekują się niemi jak swemi, zaprawiają do rzemiosła wojennego, uczą konnej jazdy i wogóle wszystkiego, co wojowniczemu
młodzieńcowi czerkieskiemu potrzebuem być może w późniejszym
wieku. Cenne niezmiernie i daleko bardziej szczegółowe dane o atały­
kacie u Czerkiesów podają w pracach swych M. Duhrowin 2)
i T. J. Leontowicz 3). Wkrótce po przyjściu na świat dziecka w rodzinie czerkieskiego księcia, lub szlachcica, zjawia się u niego cała
proce3ya poddanych, pragnących wziąć na wych.owanie uowonarodzonego i zostać jego atałykiem. Ojciec wybiera z nich osoby najbardziej zaufane, czasami zaś oddaje tez syna komuś, z obcego
książęcego rodu. Według zwyczaju bowiem, książę może oddać
dziecko swe na wychowanie zarówno szlachcicowi, jak księciu, sam
jednak w domu swym wychować może tylko dziecię z k3iąż~clł
krwią w żyłach. Chętnych do zostania atałykami nigdy nie brakuje
a im ·wybitni~jsze stanowisko społeczne zajmuje ojciec, tern ich
bywa więcej, Przyjmujący dziecko na wychowanie piastun pozyskuje
względem niego wszystkie prawa rodzonego ojca. Ale z obowiązków
względem wychowańca swego wywiązuje się prawdziwie po ojcowsku.
Gdy dzieciak podrośnie, uczy go jeździć konno, strzelać do celu,
znosić bez szemrania głód, trudy i niebezpieczeństwa. Później wodzi
go osobiście, lub posyła pod opieką zaufanych osób, na wyprawy
rozbójnicze. Najpierw śle go na mniej niebezpieczne, a skoro chło­
piec włoży się już trochę do tego nowego dlań rzemiosła, bynajmiej
nie hRńbiącego, lecz zaszczyt przynoszącego w oczach Czerkiesa,
wysyła. go i na więc~j niebezpieezne. Do obowiązków atałyka
należy też zaznajomienie wychowańca
swego z zasadami wiary
1) Voyage autour du Caucase, Paryż, 1839, I, 115-116.
Istorjia wojny i włady~Źestwa russkich na Kawkazc, Petersburg, 1871, I
180 i nast.
8) Adaty kawkazskich gorcew. Materiały po obycznomu
prawu sewiernawo
wostocznawo Kawkaza, Odesa, 1882, 163 i nast. Porów. też M. Kowalewsk.ij, Zakon
obyczaj na Kawkaze, Moskwa, 1890, I, 14 i nast.
8)

-

67

i zwyczajami plemienia, do którego riależy, oraz wodzenie go na.
zgromadzenia i sądy. Czasami nawet atałyk zajmuje się ożenieniem
swego wychowańca 1 ). Ukończyw8zy wychowanie młodego księcia.,
atałyk obdarza go pięknem ubraniem, bronią, koniem i odprowadzl\
do ojca. Odtąd kończą się obowiązki wychowawcze atałyka, ale nie
kończy się ścisły niezmiernie stosunek, który się zawiązał między
nim, a jego pupilem. Rzecz bowiem całkiem zrozumiała, że wychowaniec może kochać więcej atałyka, niż rodzonego ojca, którego
przez cały szereg lat nie znał i nie widywał zupełnie. To też bywały wypadki, iż w kłótniach między ojcem, a atałykiem, wychowaniec stawał po stronie swego piastuna, a nie po stronie rohonego ojca. Stu3unek, jaki się zawiązuje między wychowańcem.
a atałykiem. tudzież między ich rodzinami, je3t w oczach Clerkie3lł.
święty.
,, Nie tylko cała rodzina atałyka, pisze D11browin 1),
stawała się krewną w sto3uku do jego wyl.!howa.ńca, lecz zfarzało
się częstokroć, iż mieszkańcy całej jego W8i, członkowie <'ałych rodów. a nawet ludność całych prowincyi uważała się za atałyków
wychowanego wpośród niej chłopca, pochodzącego z możnej jakiej
rodziny". Ł1two chyba wobec tego zrozumieć, jakie kolo3alne
znaczenie społeezne i polityczne od.grywać mu3iała i o.lgrywa je3zc~~
ta instytucya u Czerkiesów. To też, jak już W3porninq,li~my,
o zaszczyt zostania piastunem dziecka z arystokratycznego rod11
Czerkiesi dobijają się po prostu. ,,Czasami między kandydatami na
atalyków .powstaje spór, i książę, aby wszystkich zadowolić, mg.si
zezwolić, aby dziecko jego, przebyw3zy kilka lat u jednego atałyka,
przechodziło następnie do drugiego, a potem do trzeciego". 3 )
Podczas gdy dziecko znajduje się na wychowaniu u atałyka, ojciec
nie może sobie pozwolić na żadne względem niego czułości i pie3zczoty, a przy spotkaniu z niem musi udawać, że go zupełnie nie
zna. Tak samo w podobnym wypadku myślą i postępują Oseci,
którzy również dobrze znają instytucyę atałykatu '). Kilku dyrektorów gimnazyów w Tyflisie dostarczyło w tym względzie M. Kowalewskiemu 0 ) bardzo ciekawych szczegółów. Chcąc zrobić _przyjemnojć
ojcom młodych Oaetów, uczęszczających do gimnazyum, zaprosili
ich na popis, na którym miano chłopcom doręczyć nagrody. Za.proszeni ojcowie nie tylko wszakże nie okazywali radości na widok
tryumfu swoich dzieci, ale wyrazali najwięlrszą niecierpliwość
za każdym razem, gdy synów ich wywoływano z nazwiska.
Skoro atałyk odprowadzi ojcu syna, obowiązkiem jest ojc&
wynagrodzić piastuna za jego trudy i wydatki. Nagroda taka bywl\
różną, stosownie do zamozności i hojności ojca. Ksiązi:ta naprzykład,

1) Dub!lis de Montpereux, o. m., I. 116.
11) O. m. I, 181.
B) Leontowicz, o. m., 164
') Dubrowin, o. m. I, 342.
6) Droit contumier Ossetien eclaire par l'histoire comparee,

Paryż,

1893,

190.

58
ofiarowywali dawniej atałykowi dwie lub trzy rodziny chłopskie,
co na pieniądze stanowiło bardzo znaczną sumę
Poniew3ż atały kat W) twarzał więzy pokrewieństwa fik~~yjnego między całą rodziną ataly ka a ralą rodziną dziecka, nadawał
się więc jeszc·ze wybornie jako ~rodek do kładzenia tamy wrózdzie,
panującej rni~dzy ~woma rodami lub rodzinami. W tym celu zabójca,
na którym c·iążyla pomsta krwawa, sam lub przy pomocy czyjf'jkolwiek. usilo" ał z rodziny, w której popełnił zabójstwo, porwać
cichaC'ztm cbltipea. Gdy mu się to powiodło„ wyc•howywał dziecko
z troskliwością największą i skoro chłopiec doszedł do pełnoletności,
obdarowawf'zy '\\ yehowańea u braniem, zbroją i rumakiem! wiódł go
cen·monialnie do domu rodziców lub krewnych. Jako atałykowi
"los na'\\ et nie rnc1gł mu już sr,aM z gfowy i między wróżdającemi
rodziuami nast~po\\ ało p()jednanie. 'faki porwany i wychowany
przez kogoś chłopiec, w celu położenia kresu pomście krwawej,
nazywał się: t 1e ce z ap ka n = ,. (w Lamian) za krew wychov. any•
CaJą tę rn·ocedurę uprasze.zano też niekiedy w taki sposób, i.z zabójca platił z gó1 y rodzinie ofia1y połowę zagłównego i .za jej zgodą
bl8ł nastE:puie ('hJ<pC'a na WJf'hov. anie, aby .zostać atalykiem 1).
Jak już wsp,,minaliśmy, instytucya atałykatu znaua jest na
całym Raukazie. Znają ją tez pokrewni Czerkiesom Kabardyńcy:i),
znają mifsikań('y Mingrelii i Grm.yi 3 ), podobnie jak i Tatarzy gó·
rale, t. z. Karaczajewcy•J. Przynajmniej witmy na pewno, i.z zwyczaj ten utrzymuje się w ith rodach książęcyc:h. J em cek, t. j.
wychowaniec tatarskiego atały ka, nie mnże wstępować w związki
małżeńskie z dziewczyną z rodu swego piastuna. Jest to oczywistym
dowodem, ze i wśród Tatarów atałykat wytwarza między obydwiema
stronami bardzo daleko sięgająee więzy pokrewieństwa fikeyjnego 5).
Zatrzymamy się teraz dłużej nad atałykatem w Abchazyi,
o którym w ostatnich czasach ogłoszone zostały drukiem wazne
bardzo dane 6).
Wobec panującego do niedawna w Abchazyi ustroju feodalnego
atalykat był irn:Jtytucyą pierwszorzędnej wagi zarówno dla abchaskich feodałów, jak i dla ich poddanych chłopów. Pierwszym służył
jako środek do wzmocnienia władzy i wpływów, drugim, o ile byli
tak szczęśliwi, iż mogli otrzymać na wychowanie dziecko książęce,
lub szlacheckie, zapewniał opiekę i protekcyę pańską. Z tego po1) Dubrowin, o. m. I, 222.
Leontowicz, o. m 248.
8) Dubrowin, o. m. li, 247.
') A. T,epcow, Sbornik materiałow dlja opisanija mestnostiej i plemien Kawkaza, Tyflis, 1892, XIV, dz. 1, 173 ; Kowalewskij, Zakon, I, 2 I 5.
6) U Eskimosów grenlandzkich, gdzie atałykat także się praktykuje, więzy te
nie zdają się sięgać tak daleko. Takby przynajmniej sądzić należało ze słów D.
Cranza (Historie von Gronland, Barby, bez roku, I, 209), który pisze: ,.Dwoje obcych
ludzi, którzy będąc dziećmi, wychowywali się w jednym domu, bardzo rzadko
wstępują między sobl\ w związki małżeńskie«.
8
) M. Dzanaszwili,
Zapiski kawkazskawo otdeła J. R. Gieograf. Obczestw.,
Tyflis, J 89-ł, XVI, 19 i nast.; M. Albow, Żiwaja Stadna, Petersburg, J 893, III.
319-320.
9)

59

wodu, jak świadczy Dzanaszwili, teraz nawet jeszcze mema
w Abchazyi takiego chłopa, który by nie był wychowawcą kilku
książąt i szlachciców, a ledwo jeden procent znalazłby się szlachty,
wykarmionej piersią własnych matek.
Skoro zbliza się chwila porodu w rodzinie arystokraty
(di de bul i) abchaskiego, do połoznicy ściągają z jednej strony
krewne i przyjaciółki, z drugiej przyszłe wychowawczynie spodziewanego potomka w towarzystwie mężów i krewnych, aby z nalezytą okazałością wrócić później do swej wsi z otrzymanem na wychowanie nowonarodzonem niemowlęciem. •
Po szczęśliwem rozwiązaniu, w dzień, wyznaczony na odjazd
mamki z dzieckiem, rodzice dziecięcia wyprawiają uczty i obsypują
karmieielkę podarkami. Otrzymuje ona materyę na ubraniP, bieliznę
i wszy~tko, co potrzebne jest dla dziecka w kołysce, nadto miedziany
kociołek do mycia niemowlęcia i wiele innych jeszcze drobiazgów.
Od tego dnia karmicielka dziecka przybiera zaszczytne miano:
anadzdze i = dosłownie: matka-mamka, mąż zaś: a badzdzei =
dosłownie: ojciec mamka, nntritot·, i obydwoje cieszą się najwyższym
szacunkiem ogółu. Dziellko. oddane ua wykarmienie i wy1~howanie,
z chwilą. gdy się znajdzie w domu swych piastunów, uważa się
jako achy n ha') t. j. wychowaniec całej roJziny, do której nalezą
piastunowie. Przybrani rodzice otaczają niemowlę najtkliwszą opieką
i troskliwością. Po upływie dwu lub trzech lat niosą je na pokaz
rodzicom, zabierając z sobą jeduocześnie w podarunku dla nich dwa
byki, kozła, kilka kapłonów. wino, chleb i t. p. Rodzice dziecięcia
znów wyprawiają ucztę, na którą spraszają są8ia(lów. Na uczcie tej
i w ciągu całych odwiedzin honorują atałyków w wszelki możliwy
sposób. Tu pierwszym, na przykład, przysługnje prawo mycia rąk
po jedzeniu, a gdy juz odjeżdżają, rodzice wychowańca. trzymają
im strzemię przy wsiadaniu na konia. Oczywi:§cie, ze nie skąpią
im takze podarunków w postaci bydła. odziezy i pieuii:dzy.
Wychowaniec pozostaje u swych piastunów do dziewięciu lat:1),
p_oczem odwożą go rodzicom. Rzecz prosta, że dziecko przywiązuje
się przez ten czas do swoich przybranych rodziców, wakutek czego
i później wolno mu udawać się do nich często w odwiedziny. Jeśli
wychowaniec jest sierotą, w takim razie pozostaje w domu swych
wychowawców aż do ożenku.
Wychowaniec winien jest popierać i bronić interesów całej rodziny, w której się wychował. Nalezy, na przykład, do jego obowiązków odszukiwanie zgubionych przez atalyków rzeczy. odnajdywanie złodzieja, który ich okradł i odbieranie od niego skradzionych
p~zedmiotów. Hańbą okrywa· się wychowaniec, jeśli tego wszystkiego
me potrafi dokazać. Podobnie również, jeśli wychowawcom ubliży
1) h w a c h y n h a oznacza przydech przed a.

li) Według Albowa o. m., 320, przez lat dwanaście, a chłopiec

szesnastu.

nawet do lat

- · 60
ktośkolwiek, ci zaś ze względu na· wiek swój P.odeszły nie mogą
należycie pomścić się na osobie, która ich obraziła, obowiązek wyręczenia ich w pomście lety na wychowańcu. O ile on sam jest na
to za młody, zastępują go rodzice. Nie na tern jednak koniec obowiązków wychowańca względem swych atałyków. Bierze on udział
we wszystkich wogóle ważniejszych chwilach ich zycia, czy to radosnych, czy smutnych. Tak, na przykład, w razie śmierci jednego

z przybranych rodziców, lub którego z ich dzieci,

wychowaniec

opłakuje zmarłego, wkłada po nim żałobę, zapufoiw8~Y
nadto
tak.ze włosy na znak załoby, kupuje na swój rachunek trumnę
i zawiaduje obrzędem zawodzenia nad zmarłym, oraz całym pogrzebem. Na "Dziadach", odprawianych na czeM duszy zmarłego,
on równie.z dostarcza potrzebnego na ofiarę barana lub konia
i obejm uje przewodnictwo w całej uroczystoJci.
Pierwszorzędną rolę gra wychowaniec i wtedy, gdy syn jego
przybranej matki porywa sobie dziewczynę za żonę. Skoro rodzina
dziewczyny puszcza się w pogoń za uwodzicielem, wychowaniecksiążę słowem i czynem wspomaga. swego mleczneg,) brata, bądźto
usiłując nakłonić rodziców dziewczyny do odstąpienia i przyzwolenia
na małżeństwo, bądź tez, gdy perswazye nie pomagają, broniąc
uwodziciela i nie dopuszczając do odebrania dziewczyny przez jej
rodzinę. W jego też domu znajduje ona
schronienie po porwaniu,
aż póki się nie uspokoją namiętności. Jest to
najbezpieczni~jsza

kryjówka dla porwanej dziewczyny, gdy.z nikt z jej krewniaków
nie ośmieli się już napaść na dom księcia. Jem zaś wesele syna
piastuna odbywa się za zgodą obustronną, w takim razie wychowaniec-książę jest pierwszym drużbą pana młodego i obdarza pannę
młodą koniem, pieniądzmi i innemi rzeczami.
Wychowawcy nie pozostają też w tyle w pełnieniu . uświęco­
nych zwyczajem obowiązków względem swego „słonka" (tak zwą
pieszczotliwie wychowańca, na którego imię zaklinają się i przysięgają) nawet po ukończeniu wychowania.
Rok rocznie około Bożego Narodzenia wiozą mu w podarunku
ser, kapłony i chleb ; na Wielkanoc jagnię lub koźlę. Podarunki
te są niezbędnemi, zewnętrznemi oznakami przyjaźni, gdy się one
urywają, przerywa się i wzajema przyjaźń.
W razie śmierci wychowańca, zal i rozpacz piastunów nie m~ją
granie. Oni łożą pieniądze na koszta pogrzebu, oni dostarczają bydła
na 9 Dziady", odprawiane na cześć jego duszy. Gdy się wychowaniec
żeni, wspomagają go i okazują mn także życzliwość swoją wszelkiemi siłami i sposobami, czyto nie szczędząc swych trudów pod•
czas uroczystości weselnyeh, czyto darząc jego i żonę bydłem
i innymi podarunkami.
Mleczni bracia wychowańca są też najserdeczniejszymi towarzyszami i pomocnikami w nocnych, łupieżczych wyprawach. Każdy
ksią,zę lub szlachcic, przedsiębiorąc podobną wypraw~. zawsze zabiera
z sobą ewoich mlecznych braci, gdyż wie, ze w potrzebie gotowi oni
ofiarować zań zycie.

-

61

Podobnie, jak dzieci książąt i szlachty, chłopi abchascy
również dzieci osób duchownych,
kupców, a nawet równych im urodzeniem chłopów. Według Albowa. 1) pozwolić sobie na wychowywanie dzieci swych przez obcą osobę
mogą wszakże tylko bardzo zamożni chłopi, gdyż pociąga to za
sobą znaczne wydatki na upominki dla wychowawców. Bywają
zdarzenia, że i sdachta bierze na wychowanie dzieci potężnych
i cieszących się wpływami książąt.
Tak samo jak u Czerkiesów i w Abcha2yi 2) atałykat służy
jako środek do godzenia wróżdujących mi~dzy sobą rodów. Skoro mści­
ciel nie chciał się w żaden sposób dać nakłonić do zgody i przypieczętowania jej zawarciem z rodziną ofiary pokrewieństwa fikcyjnego,
przez ssanie piersi żony lub matki zabitego, strona przeciwna
usiłuje wykraąć lub zmamić do siebie i zatrzymać na wychowa.nie
jego syna lub bliskiego krewniaka. Gdy się to powiedzie, mściciel
zmuszony jest prz.ystać na pojedna.nie, gdyz niepodobna mu już
przecie godzić na życie wychowawcy syna lub krewniaka „Byłoby
to pohańbieniem piersi•, powiadają Abchazcy, którzy postępek taki
uwazają za niegodny szanującego honor swój junaka.
Przenieśmy się teraz z Kaukazu w głąb Azyi, w doliny leżące między zachodnim Pendżabem, a Hindukuszem, do tak zwa~
nego Dardistanu. Spotykamy się tu znowu z instytucyą atałykatu.
Cieszy się ona popularnością. wśród Szinów 3 ), jednego z najpotęż­
niejszych plemion górskich Dardistanu, powstałego, jak się zdaje,
z mieszaniny Aryów z Mongołami. Po urodzeniu się syna, lub córki,
rodzice oddają dziecię mamce, w której domu pozostaje bez przerwy
od sześciu do siedmiu lat, nie widziane ani raiu prze~ matkę ani
ojca. Cala rodzina matki mlecznej znajduje się na usługach wychowańca. Poniewaz zaś przez matkę mleczną, między jej rodziną całą
a dzieckiem powstają więzy pokrewieństwa mlecznego, stąd losy
wszystkich członków rodziny przybranej matki wiążą się odtąd
nierozerwalnie z losami wrhowańca, bez względu na nieszczęścia,
jakieby go mogły spotkać w późniejszem życiu, lub na występki,
którychby mógł się dopuścić. Gdy tego zajdzie potrzeba, rodzina
matki mlecznej towarzyszy, na przykład, wychowańcowi na wygnanie
i na od wrót. Jeżeli wszakże wychowańcowi szczęści się w życiu
i dobija się jakiego wysokiego stanowiska, ojciec mleczny zostaje
jego najbliższym i n~jzaufańszym doradcą, zaś bracia mlec z
się wykonawcami takich jego zleceń, do których przywiązuje największą wagę. Są pewne dane, przemawiające za. tern, iż ta.
rożytnej Persyi ') praktykował się atałykat. Tak na przykład
syn dobrze znanego z Szach-nameh Za.mesa chował się u Adergudumbadesa, e. Vararan V u Arabów. Często też mowa jest
wychowują

o. m. ~19.
Dzanaszwili, o. m. 13; porów. Albow, o. m. 31g.
8 ) Beaddolf, Narody nasieljajuszczije Hindu-Kusz, Aschabad, 1886, 110.
') Fr. Spiegel, Eranische Alterthumskunde, Lipsk, 1871, III, 682-683.
1)

11 )

G2
w źródłach historycznych
wśród Ormian.

perskich o istnieniu podobnego zwyczaJU

Badając dalej rozpowszechnienie instytucyi atałykatu, musimy
1
zajrzeć aż do Mikronezyi. PO!Jnehajmy, co pisze R Parkinson )
o mieszkańca<ih wysp Gilberta. zalicunych zazwyczaj do Mikronezyjczyków, jakkolwiek z punktu wiJzeriia etuologicznego stanowią
oni ogniwo p17.ejściowe międ7.y Mikro- a Polinezyj~zykami. Jesteśmy
w domostwie pary małzeńskiej, spodziewającej się lada chwila
przyjścia na świat potomka Skoro małżonkowie nalezą do zamoż­
nych mieszkańców wsi, zjawiają się natychmiast kandydaci, którzy
życzyliby sobie wziąć dziecię na wychowanie, ponieważ pozostaje. ono u rodziców tylko przez eiąg okresu ssania 2), później
zaś zał-ierają je przybrani rodzice. Rodzice mającego się urodzić
dziecka wybierają z pomiędzy przybyłych przybraną parę rodzicielską dla swego potomka, która tymczasem opiekuje się matką-położ­
nicą. Ta ich opieka nad matką ustaje wszakże z chwillł urodzenia
się dziecka, gdyż odtąd całą swą pieczołowitość zwracają wyłącznie ku niemu. J eśJi uowonarodzone niemowlę jest chłopcem,
nosi p<>źniej imię swego przybranego ojca ; jeśli dziewczyną - imię
przybranej matki. Zamożni rodzice nie mają żadnych trudności

z pozyskaniem przybranych rodziców dla oczekiwanego dziecka.
Wybierają zaś zwykle takich. po których można się spodziewać,
iż potrafią opiekować się dobrze spodziewanym, młodym obywatelem.
Przybrani rodzice, zaraz po owym obiorze, zawiadamiają ojca
i matkę dziecięcia, co z majątku swego ofiarować zamierzają wychowańcowi. Zazwyczaj daje się kawałek ziemi Niezamożni rodzice
rzadko znajdują dla swego dziecka zamożną przybraną parę rodzi-

1) Internationales Archiv fiir Ethnographie, Lejda. 1889, II, 33.
1) Okres ssania, według świadectwa Parkinsona (o. m. 36), trwa na wyspach
Gilberta od dwóch do trzech lat Nie należy eJna-< do rzadkości widzieć przy piersi
cztero- a nawet sześcjoletni~h malców. Zabawnie W\'glqda, gdy taki dobrze wyśmigły
w górę, sześcioletni dzieciak, którego przed chwil4 widzieliśmy puszczającego z ust
kłęby dymu tytuniowego, grzebiącego się w piasku nadbrzeżnvm, lub baraszkującego
w wodzie, pędzi do matki, aby się przypiąć do jej piersi. Takie niezmiernie długie
trzymanie dzieci przy piersi praktykuje się zresztą często wśród ludów niższej kultury.
Przytoczymy tu choć jeden jeszcze przykład „Matka tatarka, pisze A. Zacharow (Sbornik
materiałow dlja op1sanija miestnostej i plemen Kawkaza Tyflis, 1894, XX, dź. I, 104)
o Tatarach Zakaukazkich, karmi zazwyczaj niemowlę piersi4 do lat dwóch Często
jednak spotykać można we wsiach tatarskich sześcio-, siedmio-, a nawet dziesięcio­
letnie dzieci, hez Żadnych wyrzutów sumienia ssące pierli swojej matki. Ciekawy
przedstawia widok, gdy ośmioletni dzieciak. schwyciwszy matkę na ulicy, wszczyna
z nią poprostu bójkę, domagając się gwałtownie piersi. Zngjem nawet pewnego
dwudziestoletniego (taki) parobka, który me mógł patrzeć obojętnie na pierś swojej
matki. Tatar ten, gdy długo me ssał, tęsknił za piersią i sechł. Zapl:lwniano mię, że
nie possawszy, nie mógł zasn4ć i Że budz4c się nocami, zaczynał kwilić i płakać
jak małe dz!ecię, domagające się piersi. Jeśli matka odmawiała mu piersi, dostawał
epilepsyi«. Ow dwudziestoletni parobek był oczywiście psychopat4 i nie może wchodzić w rachubę. Zresz~ jednak opis Z. zadziwiaj4co przypomina stosunki mikronezyjskie. W Egipcie starożytnym matki karmiły niemowlęta do lat trzech. (A. Erman
Aegypten, Tubjnga, bez roku, 235).

63
cielską. Zdarza się też ezasR.mi, iż z chęcią wz1ęma dziecka na wychowanie nikt się nie zgłasza, W takim razie rodzice dają dziecku
pó.foie,i imię jednego z przodków. Zwyczaj wybierania dziecku
prz_ybr·anego ojca istni~je również, jak się zdaje, na wyspach Pelau,
jakkolwiek domyślać się tylko tego mozna. wstawiając bardzo lakoniczną wiadomość o nim, podaną przez J. Kubarego 1), z bogatszym
w szczegbłv opisem Parkinsona Uczony nasz tak pisze: "Dziecku
nadaje imi~ ojciec, zazwyczaj imię jednego z krewnych. Krewny
ten stoi odt!ld w bliżs1.ym. niż poprze.inio. stosunku do dzieeka.
Gdy dziecko podrośnie, oj,~iec obdarza takiego kuma podarunkiem
zwanym: o 1 ok o 1 tu g i a k 1, składa jącvm się z wyszukanych jadeł
lub przedmiotów pochodzt>nia europejskiPgo. Kum odwdzięcza si~
ofiarując znów dar pieniężny dzieekt1". W dziele H. Plossa 2) znajdujemy jeszcze wzmiankę, iż na wyspach M;i.ryańskich nowonarodzony
dzieciak otrzymywał imię od przyjaciół domu, ktbrzy wskutek tego
wchodzili z nim w stosunek pewnego rodnju pokrewieństwa i na
których ciążyły pewne określone· obowiązki względem dziecka.
Jakiego rod1;aju były te obowiązki, Ploss, niestety, nie mówi.
U tego samego autora 1 ) zgromadzone są n'ł.dto wiadomości dotyczące nadawania imienia nowonarodzonemu dziecku przez matronę (u Guanczów, pierwotnydi mie~7.kańców wysp Kanary:-1kich,
nale:>.ąoych do plemion berberskich l lub t'"'z nada.wania mu swoicłi
imion przez krewniak/iw lun pr~yjaciół (u plemienia. Munda- Kolłi
w górach C ✓.ota-Napuru. n·-1. p·>łnfoio zachód od Kalkuty. i u Pehuenczów. plemi,•nia Indyan Arankań~ki1~h) W ocza(ih wsp()mnianych
plemion wytwarzało to również więzy pokrewieństwa fikcyjnego
mię,lzy dzieckiem, a o~obą. na,lającą mu imię. Obawiamy się jednak
wiązać te fakty z atałykatem, poniew~ż samo nadawa.nie przez
pewną osobę imienia dziecku mogło już być uważane za dostateezny
powód do zespolenia jej z tern dzieckiem więzami pokrewieństwa
fikcyjnego. Uderzającem tylko jest, że _jednak i ua. wyspach Gilberta, gdzie in~tytucya atałykatu istnieć się zdaje z wszelką pewnością,
ściśle wiąże się z nią nadawanie dziecku imienia, co
widzimy i na wy~pach Pelau. Tymczasem, z powodu braku pewnych i wyczerpujących danych, musimy kwestyę tę pozostawió
nierostrzygniętą.

O atalykacie wśród plemion, zamieszkujących współcześnie
kontynent afrykański, głucho zupełnie w literaturze etnograficznej.
Posiadamy jednak ciekawy, fakt z przeszłości egipskiej, który
wprawdzie nie dowodzi, że w Egipcie starożytnym istniał ata.łykat
w sensie ke.ukazkim, świadczy wszakże o istnieniu specyalnych wychowa.wców dzieci królewskich i daje sporo do myślenia z racyi ich
nazwy. Egipscy•) książęta krwi wychowywali się w części królewskiego pałacu, umyślnie dla nich przeznaczonej zwanej : s che p.
1) Die socialen Einrichtungen der Pelauer, Berlin, 1885, 57.
Das Kind in Brauch und Sitte der Volker, Berlin, 1882, I, 162.
1) Das Kind, I, 163. 167.
.
•) A. Errnan, Aegypten, Tu binga, bez roku, 117.
1)

64
Wychownwcą bywał zawsze ktoś należący

do rzędu najwyższych
dostojników dworskich, który, rzecz szczególna, zwal się „mamką•.
Tak, na przykład, Pabri, książę El Kaby, był za panowania
Amenhotepa I. "mamką• księcia Uad'mesa; Senmut, ulubieniec
królowej Chnentamun, był "mamką" księzniczki Ranofru, a Hegerneheh, dostojnik na dworze Amenhotepa II., ,,mamkował" następcy
tronu Dhutmosemu IV. i siedmiu innym ksią~tom. Należy dodać,
że oprócz takich „mamek" rodzaju męskiego, bywały na dworze faraonów i prawdziwe mamki. Wiemy, na przykład, iż na dworze
króla-odstępcy Chuenetena, znajdowała się, jak mówi papirus, jego
„wielka mamka, która karmiła boga (t. j. faraona) i przybierała
króla'' i że należała do osób wpływo.wych 1). Erman myśli, iż to
.przybieranie" króla dotyczy jakichś specyalnych funkcyi mamek,
spełnianych przez nie podczas korona cyi. Jakim zresztą był stosunek
egipskich wychowawców i mamek do swych wychowańców i jak
starożytni Egipcyanie zapatrywali się na pokrewieństwo mleczne,
nie mamy żadnych bezpośrednich danych. Sprobujmy w~zakze do
powyiszych wiadomości nawiązać parę jeszcrn innylh szczegół<'>w.
Istnieją rzeźby i malowidła staroegipskie 2), przedstawiające
boginię, dającą. piersi królowi. Bogini jest najczęściej w postaci
ludzkiej, czasami wszakże bywa w postaci krowy Hathor. Raz widzimy ją stojącą, drugi raz siedzącą lub skurczoną, ssący zaś boginię król stoi lub też siedzi na jej kolanach i trzyma pierś ręką.
Obok tego rodzaju scen, plastycznie przedstawionych, mieszczą się
zazwyczaj napisy takiej na przykład trnści: ,,Je suis ta mere
Anoukit, dame d'Abou, qui te nourrii;i dans mes bras", albo: ,,Je suis
ta mere Isis, dame de Nubie et je t'ai donne les penegyries d'avenement avec mon bon lait, afin queles entrent entes membres, en
vie et force". Niekiedy napis nie bawi się w objaśnianie przedstawianej przez artystę Sl'eny ]ecz stwierdza tylko jej następstwa:
,,Je t'accorde, dit Miritskro, dame de l'Ouest, le di van de Tanen,
les royantes de Hor dans Pou". Maspero, posługując się metodą
etnologiczną, trafnie, zdaniem naszem, tłumaczy te sceny z życia
staroegipskiego jako ceremonię adoptacyi, względnie zawierania pokrewieństwa fikcyjnego przez zastosowanie symbolu ssania. Symbol
ten adoptacyjno-pobratymczy jest, jak wiadomo, niezmiernie rozpowszechniony na kuli ziemskiej i dotąd ma zastosowanie wśród
mieszkańców państwa Szoa, znanych pod nazwą plemienną Amhara
a mówiących jednym z t. zw. dyalektów etynpskich. Dyalekty te
należą do tej samej rodziny językowej, do której lingwiści zaliczają
również język sta.roegipski 3 )
Praktykuje się wśród Amharów')
zwyczaj, iz jednostka, życząca sobie posiąść względy i protekcyę
jakiegoś wpływowego mężczyzny, zwraca się do niego z propo1) Erman, o. m., 174.
') G. Maspero, Proceedings of the society of biblica:l archaelogy, 1892, XIV~
308-309.
1 ) Erman, o. m., 53.
') J. Borelii, Ethiopie meridionale, Paryż, 1890, 124-125.

65
zycyą zostania jego tu t-1 id że m. Tut 1id ż znaczy po amharsku
dosłownie: dziecko przy piersi. Skoro otrzyma przyzwolenie, bierze
w usta pierś swego protektora i uważa się odtąd za jego przybrane
dziecko. Samemu Borelliemu jeden z dworzan menelika szoańskiego
proponował zawarcie tego rodzaju pokrewieństwa, na co wszakże
autor nasz nie przystał, wiedząc, że chodzi tu o pozyskanie pre·
tekstu do wyzysku. W edłud Maspero 1), w Abisynii, osoba, życząca
sobie zostać usynowioną, chwyta za rękę usynawiającego i ssie

jeden z. jego palców.
Nie chcemy w wyciąganiu wniosków posuwać się za daleko.
Uderzającem jest ws,akze, jak starożytne rzeźby i malowidła
egipskie, łącznie ze współczesnym zwyczajem amharskim, dziwnie
harmonizują ze szczegółami o staroegipskich wychowawcach, zwanych „mamkami" i o mamkach w naszem rozumieniu tego słowa.
Myślimy, ze osobliwa ta harinonia tyle może przynajmiej pozwala
się domyślać, iż idea pokrewieństwa mlecznego nie musiała też być
obcą i Egipcyanom starożytnym.
St. Ciszewski.

Hucułó-w.

Z k!!aju
(Ciąg

dalszy.~)

VIII.

Gadki.
1.
Spotkawszy raz bób rybę na drodze, tak do meJ rzecze:
- ,, Pomajbih rozplujchlibe" :i).
- ,,Podaj zdorow rozbyjczerewo" 3) odpowie ryba, a zagniewani rozeszli się.
Po roku spotkali się znowu.
mówi bób.
9 Pomajbih pańska potrawo" - ,,Podaj zdorow chłopśka pidporo" - przeprosiwszy się,
odrzekła ryba.
1) o. m. 311.
1) Gdyz chł'op je rybę z ośćmi, a wypluwając
z którym je rybę.
8) Poniewaz od bobu· dostaje się wzdęcia.
*) Zob. •Ludc VI., str. 257.

ości,

wypluwa

chleb,

66
2.
Przyszedł „łegiń" do dziewezyny na „swad'bę", a ta wyszedł­
szy do sieni płakać poczęła.
- ,~Czó ty płaczesz?" - pyta ją matka.
- ,,Czołowik bude, a kołyski ne ma", - odpowiedziała córka
i dalej w płacz obie.
Ojciec zapytawszy o przyczynę, też płakać zaczął. A swatowie widząc to, wszyscy ze śmiechu pouciekali.

3.
Przyszła pewna baba do

chorej swej kumy. Chora rzecze :
- ,,Proszcziej mie kumko", a baba nie zrozumiawszy, tak
odpowiada:
- ,, Wid szewcie idu; druhyj raz dałam 6 banok, tretyj raz
Andrij pidszywaw".
„Prostybih kumko luba za proszczenie hryhiw" - rzecze
chora.
4.
Poszło pięciu chłopców kraść owoce do sadu sąsiada. Złapani
przez gospodarza, tak kląć się poczęli:
1.: Ja wihme ni (zamiast: Ja bihme ni).
2.: Abym tak szyw (zamiast: Abym tak zyw).
3.: Aby pnie Hospod' pobyw (zamiast: Aby mnie Hospod'
pobyw).
4.: Abym sowi hołowu utiew (zamiast: Abym sobi hołow11
utiew).·:
5. : Aby w młyni duszi ne buło (zamiast: aby w meni duszi
ne buło).
Gospodarz winę wszystkim darował, tylko pierwszego ukarał,
gdy.z się lekko za.klął.

5.
Szedł pewien żyd drogą, a spotkawszy dwa wilki, zdjął k&•
pelusz z głowy, założył na laskę i krzyczy:
,,Hulu, hulu sziepkie wid palyczki; was dwi, taj nas dwi,
- hulu wowk wid meni".

67
6.
Przyszedł chłop do pana (niemca), a zastawszy go w łóżku
chorego, zapytał:
,, Wy słabi pana?"
- ,,Słabyj Petro".
- ,,Hospody ozmy z was duszu, 1 ta daj wam zdorowie".
A !na to pan do swej żony :
,,Babi daj tam Petru wódki za to".

7.
Pewien gospodarz umierając, tak synowi swemu powiedział :
- nSynu I abys moływ B'.lha za mene, taj tobi Bih dast'".
Syn po pogrzebie upiwszy się w karczmie, przyszedł do domu,
stanął przed obrazami i rzecze :
- ,,Hospody Nykołaju pryjmy moho tata do carstwa nebesnoho ! pryjmesz? każe abyś tak zdorow, jakby Ty
pryjmyw".

8.
Posłał mąż zonę do sklepu, aby za 7 et. kupiła
soli, a ta
przepiwszy pieniądze z ko~hankiem, z niczem do domu wróciła.
Na zapytanie męża, co za tych 7 et. kupiła, taką mu daje
odpowiedź: - ,, Żdy, naj ty wirachuju, - 7 na sil, 7 za sil, za
7 soły kupyła, a 7 z kumow propyła".
Mąż rozgniewany uderzył ją w twarz, a żona na to:
- ,,A Boh by tie pobyw, jakes mie wdaryw u hubu, szore
zabufa i rachu bu; skaraj tie Boże, rachuj sam teper".

9.

-

Pewna córka tak rzecze do chorej swej matki :
- ,,Mamko moja luba, jak my ziel za wamy, szo wy słabi,
jakjem jiła w czetwer u weczer, ta aż w pietnyciu rano".
10.

Za szoby mene Boh karaw? cy ja w cerkwy ne buwaw, cy
może korszmu koły mynaw, cy może szo ne wkradu, jak my pryjde
do ładu.

68

11.
Do p.ewnej żony przyszedł jej kochanek i stanął pod ścian1Ona nie mogąc mu dać znać, że mąż jej w domu, stanęła w oknie
i mówi:
•Wo imie 0tca, Syna,
9 Nema bohaćkoho syna .
• Sydyt bida na peczy.
, Ta der.żyt buk na płeczy.
,,Zawtra czołowik pide do młyna,
,, Tohdy bude wołeńka twoja.
Mąż słysząc ją mówiącą u okna, zapytał, co ona mówi.
- .Czere~ diawolski d'ity ne możu sie bohu pomołyty".
odrzekła żona. 12.

Pt wna zamęina kobieta miała swego lu basa. Kiedy raz przyszedł do niej i siadł z jej mę.zem za stołem, kochanka nag otowala
pierogów, postawiła miskę przed nimi i zaczęła polewać omastą.
Ile razy 2aczerpnie łyżką maFła, obniesie w okolą miski
i pr.zed kochankiem wyleje, tak, że pierogi przed kochankiem były
-omaszczone, przed mężem zaś zupełnie suche.
Widząc to mąż, chwycił miskę, obrócił omaszczone pierogi do
siebie mówiąc : ;
.otak ja swojij żinci wiezy wikruczu".

IX.
Przysłowia.

1.
Małyj

prostybih, bo małyj kołacz.

2.
Stoit towar koło płota,
Jaka płata taka robota.
3.

Ne troje melut, ne szczupaj.

69
4.

J akij pomajbih, takij podajzdorow.

5.
Czoho byk nawyk, toho rycze.
6.

Jak sie Bohu mołysz, tak ty Bib daje.

7.
Syn wid tata ne widrodywsie.
8.

Jaka jablinka, taki jabłoka.
9.

Jaka mamka, taka lalka dońka.
10.
Mała weczeri,

malyj Otczenasz.
11.

(Gdy kto szepcze, mówią:)
,,Prosyły diwkie szeptom mukie,
Aby ne cnły parobkie".
12.
(Jeśli

kto komu nie miły, mówią:)
,,Chodyt towar po uboczy,
A bida popered oczy".
13.
(Żona do męża w sprzeczce:)

,, Wiliż bido z toji wody,
Lipsze z bidow, jak bez bidy".
14.

(Gdy ojciec i syn kradną :)
,,Jakij tato, takij syn,

70 Ponosyły masło, syr,

Do swoji kobyły
Na zaloty chodyły".
X.

Zagadki.
1.

Mij brat, prokurat popid nmlu
dwir zbuduwaw, 777 ludej pochowaw:

schodyw,

stebełce

nosyw,

Mak.
2.
Z za lisa, z 2a prelisa kaEztan koni honyt:
Hrebiń.

3.

Za lisom, za prelisom zoloti fusta wysiet :
Zuby.
4.

Za lisom, za prelisom żowte tele rycze:
Trombeta.
5.

U rykuli eztyry kuli, a w hyholi dwi:
U korowy 4 dijki a w kobyły 2.

6.
Sered sela riżut woła, w kozdij chati po bukati, łysz w odni
ne ma:
U kożdij chati je picz, lysz w cerkwy ne ma.

7.
Czornyj wołyszcze kriz stinu swyszcze:
Swerdeł.

71
8.

Krywe horbate na płeczi lize :

Koromesło.

9.
Małeńkie, kryweńkie use połe szczepurdaje:

Kosa.
10.
Sztyry bratczyki odnu sziepku nosiet:
Oborih.
11.
Sztyry bratczyki u oden korcz strilejut:
Z sztyroch dijok u odnu rlijnyciu mołoko dojat.
12.

Szcze sie tato ne wrodyw, a syn po świtu chodyw:

Dym taj watra.
13.
Szyłowyfo,
woryło,

motowyło popid nebesa
po turećki zawodyło:

chodyło,

po

nimećki

ho-

Łastiwka.

14.
Korowa tilna, a w korowi tele tilne:
Sływka.

15.
Biłyj bełej

na wodu bresze :
Prannyk.
16.

U lisi rosło, na komeni schło, pisdo w seło, lud'my trieslo:
Skrypki.
17.
N a Chomieku rubajut, na Lianowi kłajho kryczyt :
Hrim.

72
18.
Ide w lisi, ne trisne -

ide w wodi, ne plusne :
Misieć.

19.

Ni wikon, ni dweryj, powna r.hata ludyj:
Harbuz.
20.

Upaw snip na uwes świt, na kincy' kowali kujut:
Nicz - rano kohuty pijut.
21.
Maleńkie, czorneńkie kołodu ruszyt :
Błycha.

22.
Bizyt mochnaczka popid
doma mordun :

wuhłaczka,

pytaje swystuna, cy
Mysz, kohut i kit.

23.

Sydyt kohut na werbi, pustyw kosy do zemli :
Dzwin z postoronkamy.
24.

Dowhe. lasie protiehła sie, jakby wstała, neba by distała :
Doroba.
25.

Sydyt pan na ganku, dywyt sie na pohe.nku :
Pulares.
26.

Sztyry koźi na odni noźi :
Snuwałka.

27.
Sztyry tyki, dwa patyki, semyj zawychajlo:
Korowa.

73
28.

Ide w lis, dywyt sie w seło, -

ide z lisa, dywyt sie w lis :
Sokiera..

29.
Bez obrucziw, bez dna, powna boczka wyna, a. szczoby jeji
naprawyty, na to majstra ne ma:
Jajce.
30.

Szuwarowa doczka szuwarom iszla., sim sot soroczok na.
sobi nesla:
Wiwcie.
31.

Sydyt pan na piecku -

howoryt po nimecktt:
Horszczok.
32.

Biżyt pesok,

popid lisok, zaszczuryw nosok :
Sani.
33.

Diwka w komori, kiska na dwori:
Morchow.
Józef &hnaider.
1BtW.a1

-

74

Polacy na Węgrzech.
Studyum etnograficzno-siatystyczno-historyczne. *)
III. Stolica Liptowska.
I. Pogla,d historyczny 1).
W r. 1458 udało się wspomnianemu już szlachcicowi polskiemu
Piotrowi Komorowskiemu wyprzeć za pomocą wojsk hussyckich
słynnego Raubrittera Pongracza Szent Miklosy ze Starego Hradu
i na jego miejsce zostać Nadżupanem (Komesem) Liptowa. Nabył
on następnie zamki: Swaty Mikulasz, Hradek, Rużomberok i Likawę w Stolicy Liptow8kiej. R. 1474 wypędził go jednak król
Matyas.
Pod względem etnograficznym krótkie panowanie jego w Liptowie nie miało zdaje się żadnego wpływu, bo okrąg tych czterech
zamków do dziś dnia jest czysto słowacki.

II. Ludność polska na Liptowie.
O .}udnofoi polskiej w stolicy liptowskiej wspomina po raz
pierwFzy konskrypcya Józefińska, która ośm wsi w tej stolicy
oznacza jako pol8kie. Są to według Szembery 2) następujące:
W i e 1k i _e B or o w e i M ale Bo r ow e czy li Św i n i ark i (razem
mieszkańców 10b9), Huty (900) w okręgu sądowym Mikułaskim
w bezpośredniem sąsiedztwie dziś zesłowaczonych, niegdyś polskich
miejecowofoi: Żuber e c (Zabór) i Biały Potok na Orawie.
O tych wsiach wspomina także Zejszner 3), który twierdzi, że
Huiy zamieezkale są "·yłąc2nie przez Polaków, Borowe po części
pr2e2 Polaków po czę8ci przez Słowaków. Przy tej sposobności
Zejs2ner podnosi kwestyę, czy też Słowacy ze Żuberca nie wcisnęli
się klinfm między Polaków, o których przecież znikąd najmniejszego
śladu nie ma, jakoby kiedykolwiek byli tu przywędrowali.
*) Zob. ,,Lud" VI., str. 361.
1
) Źródła:
Długosz, Historya ks. XIJ. Bonfinius: Rerum Hungari-

caru m De ca des Li b. IV., VII.; - H yro s z (po słowacku) Monografia zamku
Likawskiego: Hyros Stefan Nikołaj - Z amok Lykava a jeho pani.. ..
Tur c. S v. M a r t i n. 1 8 7 6.
1
) Mn oho 1 i jest Cech 1i, Mor a va n fi a S 1o va ku a k de oby v aj i
Cas o pis Ce sk. Mus ea, 1876 str. 21 i 44.
8) Bibl. Warsz. 1853 III. str. 337

75
Reszta, pięć wsi na Liptowie, leżą wszystkie w południowo•
zachodnim kącie okręgu Ruzom berskiego. Są to następujące:
Osada
1200 mieszkańców
Łuzna (Łęzna)
. . . . 2045
n
Górna Rzewuca (Rew u ca)
,,
... • • Dolna
,,
,,
1831

l

f

Średnia

"
" odosobnioną wyspę lingwistyczną
które to pięć miejscowości
tworzy
polską.

Według Szembery wszyscy Polacy na Liptowie mają być
przybyszami, co także .zdaje się przypuszczać Maciej Bel.
Wszystkiego więc razem liczymy na Liptowie 8 wsi z ludnością
polską 7065 dusz.

IV. Stolica Spiska.
I. Pogla,d historyczny.
Połozony

nad starodawną, z rzymskich jeszcze czasów pochoSpisz był siedzibą starej kultury i główną
arteryą rl!chu handlowego między Węgrami a Polską 1). Z tego tez
powodu był on zawsze przedmiotem sporów między temi dwoma
dzącą drogą

handlową

państwami.

Dzisiejsza stolica spiska składa się właściwie z czterech od
siebie znacznie rózniących się okręgów, które dopiero z· biegiem
czasu zrosły się w jedną polityczną cafośr. 8ą to mianowicie nastę­
pujące okręgi: a) Ziem i a gór n i k ów (Griindner Boden,
Loci
fodinarum); b) mała stolica spiska; c) okrąg 24 miast
czyli ziemia saska (Sachsen Boden); d) okrąg Podoliniecki
(Districtus Podoliniensis, Pud]einer Gebiet).
1) Sadowski: O drogach handl owych Greków i Rzym i a n w oko•
lic ach Odry i Wis ł' y. - O podaniach odnoszących się do tych dróg handlowych
wspomina Szczęsny Morawski w dziele „Sądecczyzna" (1863) str. 78. Według
Maciejowskiego (Pi e rwo t n e dz i ej e Po l s ki i L i t wy str, 603) pod Tatrami
za Sączem we wsi Mogilno w blizkości drogi greckiej wykopują srebrne i złote
monety cesarzy rzymskich I. -IV. wieku, w których czasach wojska rzymskie tam
stać miały obozem w celu bronienia tamtejszym mieszkańcom przejścia przez
Karpaty.

76
a) Ziemia górników1),

al bo tak zwany S p i s z d o 1ny, jest to szerokie porzecze Gnilca
i Smolnika, obejmujące 12 mil D, a od reszty Spiszu odgraniczone
wysokiemi pasmami gor. Ziemia ta „zawsze uważaną była jako
terytoryum odrębne różniące się od właściwego Spiszu". Tak nadanie Beli IV. z r. 1255 wyraża się w ten sposób: ,,fluvius Gylnich
qui separat terris et metis Scepus".
Podobnież dokument jeden króla Władysława IV. Kumana
z r. 1285 wylicza „terram Scepusiensem una cum Gylnichbanya. et
terram Nyr ... •, z czego widać, że już wtedy ziemia ta uważaną
była jako należąca do Spiszu, jakkolwiek leżąca po za właściwym
Spiszem. Póżniej dopiero pojawia się nazwa „terra oppidorum montanorum Scepusii" albo też „campus viridis" (w 16. wieku).
Osadzenie ziemi tej Niemcami popierali głównie Premonstr&•
tensi probostwa Jaszów w stolicy Aba.ujskiej (Jasso), założonego
przez Kolomana, księcia na Spiszu i Szaryszu. Następnie brat jego
Bela IV. wyposażył ziemię tę licznemi wolnościami dla osiadają­
cych tam kolonistów (1235-1253).
Glównem miastem tej ziemi była G n i 1i ca czyli Ge lnic a,
(Golnitz), wyposażona przez króla Belę IV. licznemi wolnościami,
a następnie przez Stefana IV. podniesiona do godności „wolnego,
królewskiego miasta.", w którem znajdował się trybunał dla górnowęgierskich miast górniczych.
Inne miejscowości tej ziemi górników były :
.W o n dr y se 1 (Wagendriissel); - Stel bach (Stillbach), wyposażone wolnościami przez króla Władysława V. r. 1290;
miasto Sm o 1n i k, (Szomolnok), założone r. 1332 przez króla
Karola Roberta; nareszcie
Mniszek (Einsiedel, Remete), Stos (Stoos) i Szwedlar
(Sch wedler) ;
następnie zesłowaczone dziś zupełnie wsi Ż akar o wce (Zsakaróc, Sockeldorf), Koj sów (Koiso-Seiffen), Fo 1 km ar, Jak 1o wce (Jekelsdorf), Margi cza ny (Margetzan, St. Marga, Margitfalva),
Krom pak i Helcma no wce (Helzmanovitz).
Później doliczono do tychże nad północnym Hornadem leż1ce
miejscowości górskie: KI u k n a we. (Flecknau), Ryc h n a w a (Rich1) Porówn. monografl~ E. Schwab'a: ,,Die Grii ndner Stad te" w sprawozdaniu gimnazyum ołomunieckiego z r. 1865; także Krones'a: Deutsche
Ges chich t s- u. Re c h t s q u e 11 en a u s O b er-Ungar n w 34 tomie : Ar c h i v
fiir oesterreichische Geschichte

77

nau) i miasto N o w a Wieś (lgló), które wszystkie należały właś­
ciwie do miejscowości saskich, od których miejscowości górników
odróżniają się takze narzeczem gómo-niemieckiem (austryackiem).
Miejscowości górników zaś jako leżące na południe od Tatr
i Hornadu, nie należały nigdy do Polski 1) i prócz żywych stosunków handlowych z Krakowem nie ulegacły żadnemu wpływowi polskiemu.
b) Mała stolica Spiska.

od Hornadu dostała się do
1132-1312 r. Pierwotnie bowiem
należał kraj ten, jako na północo-wschód od Tatr położony, do
Polski na zasadzie układu między ś. Wojciechem a ś. Szczepa.nem,
mocą którego Tatry miały stanowić granicę między obu państwami :1).
Według podania zachowanego przez Wagnera 3), a niezawiśle od
niego także przez J. Z., rzeka Hornad stanowiła w wieku XII.
granicę polsko-węgierską. Zdaje się jednak, że Węgrzy albo już
pierwotnie albo po wybuchu pierwszych sporów z Polską wystawili
warownie graniczne na północnym brzegu Hornadu. PrzynajmmeJ miejscowość R ran o w n ie a czyli Gr an i ca zdaje się
wskazywać pierwotną linię graniczną XII. w. Między temi miejscowościami
lezały
węgier.skie warownie
Straże (Michelsdorf),
Straż ka (Eor) pod Kieżmarkiem i słynna owa twierdza L et o n
czyli Lapis refugii (Schauberg) przy Hrabuszycach strzegąca w XII.
wieku granic przeciw Polsce, a która podczas napadów tatarskich
służyła ludności okolicznej za przytulisko (mons refugii)').
Wspomniane miejscowości wraz z małym Spiszem tworzyły
północne pogranicze wojskowe Węgier przeciwko Polsce.
Ten „mały Spisz" był to okrąg uprzywilejowany szlacheckich
dóbr tak zwanych dziesięciu, póżniej czternastu wsi szlacheckich
Cala stolica Spiska na

północ

Węgier dopiero w latach międ?.y

1) Za

czasów

króla Władysława

świętego

-

(1074-1095) należały już do

Węgier.

2) Układy między królem węgierskim ś. Władysławfm a polskim Władysła­
wem Hermanem r. 1095.
1) Analecta Scepusii (1774-78) Tom III. str. 1.
4) Miejscowość S t r aż ka wskazuje na zapędy Węgrów ku północy;
również miejscowość Ł u czy w n a (Lautschburg), dalej miejscowość Że gr a
(Zsegre) (z tureckiego Segri = zamek np. Segri-Iskendere, Sękowski Kolektanea
z dziejó":' tureckich I. 37). Jeżeli zważymy, że język kumański podobnym jest do
tureckiego, to staje się prawdopodobnem, że to był posterunek graniczny Żołnierzy
kumańskich bądź ze strony polskiej bądź węgierskiej założony.

78

czyli „dzi"edziny ziemiańskie" kopi.ników (comitatus nobilium de Scepus). Były to mianowicie następujące mi~jscowości:
A braha mo wce (Abrahamfalva), Be tł a no wce (Betlenfalva), Lewkowce, Filice, Janowce (Janl)cz), Haduszowce
(Hadusfalva), Horka, Hozelec, Kiszowce (Kis<>ez), Mahalovce (Machalfalva), Komarowce (dziedzictwo niegdyś Komorowskich), Swa ty A n d rej (Sient Andrea3), Pi ko wce, Cze nczyc e. Ta „mała Stolica" powdtała p'rawdopodobnie za panowania
królów Beli II. (1131- 1141) i Geizy II. (1141-1161); pisemne
potwierdzenie starych praw swoich (elndem quam ab antiqua habnerunt libertatem) otrzymały te miejscowo~ci kopijników dopiero
w r. 1243 od Beli IV. w nagrodę za waleczność okazaną podczas
napadów tatarskich 1). P1·awa te potwierdził im n'l.stępnie król Karol Robert (1312), a nawet je3zcze Ferdynand I. (1552). Z posunięciem jednak granicy polskiej na północ miej3cowości te straciły
dawne znaczenie strategiczne i stały się tylko dworami szlacheckimi,
a w końcu małoznacznemi osadami słowackiem i.
Strażnicami granicznemi przeciwko Polsce były: Gr od zis ko
(Hradisko) między Twarożną (Dllrlddorf) a Abrahamowcami ; następnie G- ro dz isk o i Br a n i s ko na granicy Szaryskiej ; przedewszystkiem zaś starodawny Spiski Z am e k, od którego należąca
doń ziemia na północo-wschód od Tatr wzięła nazwę „kasztelanii"
spiskiej.
(Dokończenie nastąpi.)

Maksymilian Gumplowicz.

Kongres F olklorystow w Paryżu
_1900 roku.
Opis kongresu tradycyonidtów, który się odbył w Paryżu
w dniach 10-12 września biezą.eego roku, trzeba koąiecznie za.cząć od rzutu oka na poprzedzający go kongres historyi religii.
Był to fakt ogromnej "doniosłoś,!i w dziejach ruchu umysłowego
w ogóle, bardziej szczegółowo we Franeyi a w najbliż.3zem okrealeniu, w czasie ostatniej wystawy. B:l.rdziej dokładny opis jego
podałem już w naszych czasopismach (Czas 26 i 27 wrzeania), tu
zaś to tylko nadmienię, co dotyczy bezwzględnie naszego kongre3u,
1) Wagner l. c. I. 102.

79
złożonego w wielkiej części z tych samych ludzi a rozpoczętego nazajutrz po zamknięciu kongresu historyi religii.
W tym kongresie sekcya I. była poświęcona religiom ludów
nieucywilizowanych, z natury więc rzeczy przyszedł cały szereg
referatów, które na równi odpowiarlały celom obu kongresów. Takim naprzykład był referat P. Pi n eau, który - wziąwiłzy pewną
legendę skandynawską, analizował ją w kierunku mytologicznym;
takim był o fetyszyzmie i totemizmie orlczyt p. DJ la G ras serie,
oparty na fakta(ih, dziś jeszcze igtniejących nie tylko u dzikich lu·
dów, lecz również i u nMzych europejskich. Ciekawym a ogromnej
doniosłości dla religii hył odczyt p. Si er os ze ws k ie go o zwyczajach i zabobonach Jakutów, a doniosłość naukowa tego referatu,
sama przez się wielka, podniosła. się ogromuie wskutek licznych

porówuawczych uwag, dodanych pi:zez p. Marillier, profesora Sorbony,
prezesa 1. sekcyi, właściwie zaś mówiąc, jej prof e ::1 or a. Nie wgzygtkie referaty były bardzo zajmujące, ale komentarze do nich, dana
przez prezesa, były zawsze pierwszorzędnej wagi.
Do rzędu folklorystycznych odczytów na kongresie historyi
religii trzeba zaliczyć odczyt p. Bug ie la p. t. n Demonologia
polskiego ludu". Zaznaczywszy, iż źródłem do jej zbacfania g1 wyti,.~znie baśnie i podania ludr,we, podzielił ca.ty s-,.ere~ dem mic,rny,ih
postaci na.~zeg I lud11 na. kilka gcup: duchów le ➔ ny ·h, pfllowych,
wodn_vch i t. p. i w ten sposób pr1,ept·owa.d1.:ił je przed wyobrabią
zebranych słu, :haczy. Ula. nas to rzeezy ba.r łzo :,mane. wiel,,e -1 powszed niałe, ale dla oh(iyt~h ui•~zl.\'ykle ciekawe, o ezem świadczyło to
zajęr.ie. z jakiem słuehano teg,> o.lcz_ytu.
Tc;r,eha równiei polic.7._yÓ
p. Bugielowi za za.sługę to. że i le kroć natl'lrzyh ~ię ~po~l)bnfl3Ć naszemi lndowemi wierzeniami lub tradycyami do lar. komentarz do
ogólnej dyskusyi, nigdy tego nie omieiłzkat. Pl'óez dwóJh, w.-3pomnianyeh tylko co Polaków, należeli juszJze do kongre-3u Ja n K 'l rł o w i cz, lecz tylko nomiualuie, jakai p11ni Pl:l,llrt1slu \V a.nJ.a (?)
z Warszawy i autor obecnego opisu, o czem p1źniej. Wielkiej wagi
referatem na tym kongresie był odczyt p. Ma r i 11 ie r o znaczeniu stuciyów ludoznawczych dla. history1 religii a tr-1.kt·it te n
odczytano na publicznem zgromadzeniu ws1.:ystkioh sekc_yi kongreg u.
Było to rzeczą nie małej wagi. Ci, którzy ludowe tradycye studyują, wiedzą doskonale, że to jest prz~d miot tak ściśle naukowy,
jak wszystko, co należy do historyi cywilil-acyi; ci j~dnakże, którzy zdaleka na to patrzą, nawet wielka liczba u3z mych, cenią te
studya, w najlepszym razie, j;i,ko sport naukowego charakter11,
a nie mało naliczysz i takich, którzy tylko z grzecznośd nie nazywają tego dziwactwem - nieszkodliwem ... Wystąpienie więc prezesa jednej z kornisyi kongresu z publicznem wezwaniem folklorystów do wspólnej pracy i pomocy było nie małej doniosło~ci
w sprawie, że tak powiem, nobilitacyi tej, sto3unkowo młodej,
nauki.
.
Przejdźmy do opisu samego kongresu. W sobotę zamkmęto w bardzo uroczystym i serdecznym nastroju kongres historyi religii a w poniedziałek zgromadzili się w pałacu kongre30 wym.
1

80 fo]klory~ci. Był to już trzeci, względnie czwarty między n ar od o. wy kongres tych uczonych; ściśle jednak biorąc, był dopiero drugi
i tak to ogół rozumiał. Pierwszy odbył się 1889 r. także w czasie
wystawy i muszę powiedzieć z niewielkim udziałem. Trzeba
jednakze to :podnieM, że ci, którzy się 2ebrali, nie dali się tern
zniechęcić. Kongre~, aczkolwiek w malem kole i na małą skalę,
spełnił to wszystko, co kongres pierwszy spełnić moze i powinien. A zatem zrobiono przegląd materyałów, nagromadzonych w rozmaitych krajach. Każdy z przedstawicieli narodowości podał bodaj
krótką bibliografię f-Wego folk-loru. P. Karłowicz zapowiedział, że da
naszą, lecz nie przybył i rozprawy nie przysłał. Naprędce zebrałem około 30 tytułów i to odrzytalem na posiedzeniu, zapowiadając
bardziej obszerną pracę w przyszłości. Najwazniejszą rzeczą było to zawiązanie się stosunków między ludźmi najrozmaitszych narodowości.
Dwa miesięczniki Tradycyonistów w Paryżu: Revue des Tra dit i o n s pop u 1a i res, redagowana przez p. Sebill ot. i T ra dit i o n,
redagowana przez H. Carnoy, przeistoczyły się najzupełniej na organa międzynarodowe a roczniki pierwszych lat po owym kongresie
są pełne niefrancuzkiego tradycyonizmu. O Anglii pisali Davidson
i Stie]er, o Grecyi i Wschodzie Nicolaides, Trapellas, Gigli,
o Danii Feilberg. o Finlandyi Krohn. o Belgii Harou i Desrouseau
o Rosyi Dragomanow i Sołowiew. o Kanadzie Bourton, o Włochach
Prato i Martini, o Annamitach Dumoutier, o Indyanach w Ameryce Quinet •i Bekker, o Montenegro hrabina Martinengo CesareRco,
o Niemczech Ristelhuber, o Japonii Stiebel. Wziąłem na siebie
dział polski i, pokąd inne sprawy nie oderwały mnie od te.1 pracy
umieściłem tam cały szereg artykułów o naszym kraju. W Re vue
wydałem: ,,La mere et }'enfant" ,,Bihliographie du .Folklore polonais", obejmującą do 3W tytułów - kilka drobnych urywków i zarząłem - ,,Folklore polonais-II, Pologne dn 'Midi Ukraine"*). Lerz tu musiałem urwać. To miało być, a Bbg pozwoli,
i.z bfdzie dal~zJm eiągiem: .,Folklore polonais-I. Cracovie et ses
environs". które "głosiłem w Tra di tion około 130 stronic ścisłym
drukiem. Tak samo postępowali przedstawiciele innych narodowości.
Ostatecznie kongres uchwalił zbierać się peryodycznie i następp.y
zjazd naznaczono do Londynu na 1891 rok. - Anglicy jednakże
nie umieli się wznieść na stanowisko międzynarodowej bezstronności.
To hył ziazd folklorystów Anglii a z tak wybitnym t~j wyłącz­
ności charakterem, że zraził cud1.oziemców, szczególnie Francuzów.
Gdy zapowiedziano kongres w Chicago a mnie wezwano do rady,
byłem obowiązany starać się o formacye miej~cowych komitetów.
Odezwałem się do kolegów we Francyi, lecz ci mi ostro odpowiedzieli: ,,oth ! mamy już po szyję angielskich kongresów•. Kongres
w Chicago jednakze był rzeczywiście międzynarodowym, lecz tak
odrębnego charakteru, że zaledwie mogę tu wspomnieć o nim. Amerykanie nie tyle 1::iię troszczą o jednostki, ile o ogół. Nie idzie im

*) To było drukowane w „Ludzie" roku 1896.

81
tyle o wykształcenie naukowe jednostek chociażby w stopniu najwyższym, ile o uswojenie danej nauki w jak najszerszych kołach.
Ze stu kilkadziesiąt kongresów (zwanych ogółem A u x i l i a r y*), odbytych w czasie wystawy w Chicago, zaledwo na kilku były
dyskusye i tylko w wyjątkowych razach, a zwykły przebieg kongresu był tylko szeregiem odczytów, o których dobór i rozkład
starali się komitetowi, w ten sposób, by one razem wzięte dawały
całość pewnej nauki w formie, przystępnej dla ogółu. Korzyść
i zajęcie ogółu daną sprawą to główny cel tego rodzaju zgromadzeń w Ameryce, tam bowiem twierdzą, iż szkoda czasu i sił
zajmować s1ę sprawą,, której ogół nie rozumie, a przez to oczywiś­
cie i nie popiera. Jest w tern wiele prawdy. Takie jednakże kongresy
nie posuwają nauki naprzód; dlatego ten trzeci kongres folklorystów nie może się bezwzględnie liczyć do szeregu zjazdów, rozpoczętych
1889 roku.
Po tej krótkiej historyi międzynarodowych kongresów folkloru przejdźmy do opisu odbytego we wrześniu r. b. Już sam
skład tego kongresu i liczbą i nastrojem był inny, niz pierwszy.
Liczba członków przeniosła 150, a nadto wielu a wielu byli to
dobrzy znajomi z przed 10 laty. Gdy się zgromadzono dnia pierwszego, nie widziałeś w tych kołach i kółkach, schodzących się i rozchodzących w sali zakłopotania i zamknięcia się w sobie, jakie
zwykle panuje na pierwszych kongresach, gdy na twarzy każdego
czytasz zapytanie "Czy też pójdzie?... i jak pójdzie?" Tu nikt sobie tego pytania nie stawiał. Przeciwnie! było dość gwarno, znajomi szukali się wzajemnie, co chwila słyszałeś wy krzyk powitania "Hej, lata panie! lata" ... ,,Wypraszam sobie wszelkich impertynencyi, wszelkich wzmianek o siwiznie !" ... ,, Przeklęta chronologia".
Otwarto posiedzenie - wybrano biuro prezydyalne - prezesem został p. Be a u qui er, deputowany Izby posłów, sekretarzem
p. Se bi 11 ot, może najbardziej ruchliwy ze wszystkich folklorystów Francyi a obecnie główny badacz ludowych tradycyi Bretanii.
Wybrano 10 wiceprezesów - 2 z Francyi, 2 ze Stanów Zjednoczonych, po jednemu z Anglii, Kanady, Szwajcaryi, Belgii, Włoch
i Polski (antora obecnego opisu). Potem odczytano listę delegatów
od szesnastu instytucyi i towarzystw. To w ar zys two między­
n a rodowe Chi ca go wskie wyznaczyło 8 delegatów, w połowie
Amerykanów, w połowie innych narodowości, do których liczby
byłem zaliczony - To w ar zys t w o A n gie l s k ie przysłało takze
8 delegatów, od innych Towarzystw po jednym lub po dwórh Towarzystwa Lud oz na w czego we Lwowie delegatami
byliśmy ja i Wołków, a ten był również delegatem To w ar zys twa sł o wiań ski e g o w P r a. d z e i S ze w cz e n ki we
L w o w i e. Pod względem narodowości liczby tego kongresu są nastę­
pujące: Anglików było 11, Amerykanów 7, Niemców 5, Polaków
*) Patrz artykuł' pod tym
Lwów 1894 i odbitka._

tytułem

w „Przewodniku naukowym i literackim«
6

82
4, - Belgów i Armeńczyków po 3 po dwóch zaś Findlanczyków, Węgrów i Włochów, i po jednemu z Rusi, Dalmacyi, Serbii,
Rumunii, Rosyi, Portugalii, Szw3:jcaryi, Grecyi i Danii. - C11dzoziemców zatem było 48, niemal wyłącznie profesiorowie uniwersytetu lub gimnazyów - reszta to Francuzi również z tego kola.
przeważnie około 20 członków Akademii, Instytutu i Sorbony.
Wielce miłe wrażenie wywarł na zgromadzonych list Nestora.
studyów ludowych J óz. Pitre w Palermo, ośmdziesięcioletniego
starca, założyciela pierwszego czasopisma. tych studyów p. t. Are h i v i o p e r 1o s t u d i o d e 11 e t r a d i z i o n i p o p o 1 a r i. W liście tym, rozpoczętym gorącemi życzeuiami dla kongresu, sza.nowny autor podnosi konieczność stwonenia kompendyum bibliograficznego folklorystycznych prac u wszystkich narodów. Zgroma.dzenie wyraziło życzenie, by przesłać p. Pitre ·telegramem serdeczne
podziękowanie za życzenia i myśl podaną. Co do t~j myJli mu3zę tu
nadmienić następujące jej dzieje.
Przekonany byłem i jestem, że
Folklore wtedy tylko jest ogromnej wagi, jeżeli do niego jest zastosowana metoda porównawcza w granicach co najmniej jednego
szczepu a jeżeli to możebne to znosząc nawet i te granice. W tej
myśli kołatałem zaraz po kongresie 1889 r. o urządzenie w każdej
narodowości i n form a/c yj n ego biur a. Rozumiałem to w sposób
następujący. Folkloryści każdej narodowości postarają się o zróbienie w formie słownika kartkowego wykazu treściowego ich prac
ludoznawczych. Ktoś na przykład studyuje postać wiedźmy, więo
pisze listy do owych biur i otrzym11je cały szereg wskazówek. Od
narodu zaś, którego języka nie .zna, prócz wzmianki, ze w jego literaturze jest. w sumie, d3:jmy na to 46 kartek o wiedźmie, w takich a takich dziełach, dostaje jeszcze wiadomość, że przetłumacze­
nie treściwe ich będzie kosztowało tyle a tyle. Przy takiem
urządzeniu za sumę stosunkowo niewielką można dostać do ręki
cały pożądany materyał.
Koledzy z Paryża radzili podać referat
na kongres w Londynie. Zrobiłem referat, załączyłem na prób~
taki słowniczek z jednego tomn Kolberga (Krakowskie I.), a nie
mogąc osobiście wziąć udziału, wysłałem to pocztą do prezydyum.
Prózno czekałem na odpowiedź, nie wiedziałem czem to tłumaczyć,
aż dopiero 1893 roku wykrzyk kolegów z Paryża: ',,dosyć nam już
tych angielskich kongresów" wytJumaezył mi owo utonięcie referatu i wniosku w tece sekretaryatu ko11gresu w Londynie. Potem
nie było sposobności do podniesienia tej sprawy, dziś w trochę odmiennej formie wraca ona inną drogą do programu przyszłych mi~
dzynarodowych prac w zakresie ludoznawstwa*).

*) Nim to jednak się stanie w formie, odpowiedniej zupełnie naukowym potrze'.)om naszych studyów, można tymczasem, choć w części, posiłkować się dziwnego rodzaju księgarnią niejakiego E. Rolland w Paryżu (2 rue Chantie~ 2), który
zebrał' przeszło 1,000.000 broszur, wycinków, anonsów biblio 6 raficznych z rozmaitych działów naukowych, przeważnie jednak z Folk-Joru, sam bowiem tym przedmiotem zajmuje się. Jego księgarnia składa się z szeregów tek, na których grzbiecie
s4 napisy treściowe. O~o naprzykład w dziale Arche o I ogi i litera C. ma teki nast~

83
Po przemowie inauguracyjnej prezesa, zakończonej oddaniem
czci umarłym w ostatnich latach kolegom studyów (Ralston, Villemarque, Sauve, Luzel, Blade i Ploix dawny prezes Towarzystwa),
resztę czasu przed południem poświęcono odczytaniu referatów tych
członków kongresu, którzy nie mogli przybyć. Bardzo ważnym z nich
był referat pana N. W. rho ma s'a z Londynu o totemizmie w,kód
ludów Europy, który był pierwszym szkicem dalszej pracy a zapytaniem zwróconem do kongresu. P. Thomas rezesłał kwe3tyonaryu3z
w tej sprawie, a· po zebraniu odpowiedzi przystąpi do ostatecznego
sformułowania swych zapatrywań*). Odczytano następnie szereg
małych referatów, przysłanych przez dalmatyńca Vuletica-Vuka3ovića z Curzoli, wśród których wielu zaciekawił referat o ornamentach
Serbów w obecnym czasie w porównaniu z ornam~ntami w cza::1ach
dawniejszych. Po południu mieliśmy niezwykle ciekawe po3ied~enie dr.
A z o ul a y z towarzystwa antropologów Fra.ncyi Przedstawiw3zy
ustrój i sp(?sób użycia fonografu, zaklął duchy spiewaków z całego
świata do wnętrza wielkiej mosiężnej trąby i kazał im spiewać po
kolei. O koncertowej wartości tej produkcyi muzykalnej mowy być
nie może, aparat bowiem nie jest doprowadzony już do doskonałości,
wszystkie więc tony wybornych tenorów, alMw i t. p.
nabierają charakteru brzęczącego. Z dmgiej jednak strony żaden
koncert nie .może tak dobrze oddać ludowych odcieni. N aj bardziej N dzimy spiewak, występując przed publicznoacią, nie może się pozbyć
tego wrażenia. iż jest słuchany, a przez to mimowoli albo zaciera akcent, lub go usila uiewłaściwie. Te zaś pieśni, któreśmy
słysr.eli,
były łapane prze2, maszynę bez świadomości spiewaka,
który spiewał w szynku. w lesie, w polu, bo mu si~ właśnie na
spiew zebrało. Fouograf oddał juz ogrc,mne usłngi lingwistyczne
a teraz coraz więcej uzywa się go w studyach ludowych.
Bela Vikar, który 1897 roku otrzymał od ministra oświaty
w Węgrzech sybsydyum, zebrał 500 cylindrów pieśni ludowych ;
Jul. Sebestyen utrwalił opowiadanie całego szeregu historycznych
epopei tegoz kraju ; Ker noz zebrał pieśni tureckie w Węgrzech.
Z tych pieśni, któreśmy słyszeli, zwróciły moją uwagę pieśni
Tybetu, niezwykle podobne do tak zwanych sołdackich pieśni
w rossyjskiem woj~ku; sł:Yszymy tam to samo zaciąganie wy~okich
nut i końcowe urwane wykrzyki. Przy następnym odczytiie p.
Blemont, znanego poety, o tradycyi poetycznej wywiąr.ała
się dyskusya między referentem, Bugielem i Marillierem. _Bugiel zarzucał, ze p Blemont uwzględnił tylko wpływ tradycyi na literaraturę pisaną, a byłoby do zyczenia zebrać jak najwięcej objawów

pujące: Cafe, Canaux, Canotage, Cartes, Catholicisme, Ceramique, Cćreales, Chansons
Frany., Chansons etrang., Chansons popul., Chasse, Chat, Chauffage, Chemin de
fer, Cheval, Cheveux, Coiffure, Chien, Chimie, Christianisme, Commerce, Compte,
Conche, Contes, Costume, Cuisine.
*) Jeden egzemplarz został przesłany Towarzystwu Ludoznawczemu we
Lwowie i jest wydrukowany niżej.

84_
vplywn literatury na tradycye. P. Marillier zastrzegał się przed
dawaniem wielkiej wagi tradycyom. charakteru historycznego. P.
1Uemont bronił ich znaczenia.
Do jakich niezwykłych rezultatów może doprowadzić metoda.
porównawcza w naszych studyach, dowiódł p. Le o n Pi n eau
swoim rozbiore_m skandynawskich pieśni. Do dziś ogół ich przypisywano zwykle epoce między XII. a XV. wiekiem, porównawszy
jednak te pieśni z pieśniami innych ludów, okazuje się, iż tam są.
trzy warstwy. Najnowsza tylko, właściwie skandynawska, należy
do XII.- XV. wieku. Pod tą warstwą jest pokład germański,
WFpó1ny całemu szczepowi, a najgłębsza warstwa, przewaznie pieśni
magi<·zne są tak różnegc od poprzednich charakteru, że autor zmuszony jest U?.nać je za pochodzące od innego :r.upe!nie szczepu,
wskutek czego stawia hypotezę, że to są utwory tej ludności,
która zasiedlała Europę przed wejściem do niej Aryów. Zawiązała.
siP gorąca dyskusya na ten temat przy udziale pp. Beauquier, l\Iarirner i Monseur, profesora uniwersytetu z Brukseli, która się skoń­
oyla przyznaniem hypotezie p. Pineau wartości naukowej, zawsze
jednakie tylko hypotezie, potrzebującej jeszcze dowodów. P. Pineau
W) dał już I. tom swej pracy, za który Akademia przyznała mu
na gro tlę. Przy tym odczycie niech mi wolno nadmienić, ze cały
:kongres stał na zasadzie porównawczej, o wiele więcej ni.z poprzednie.
Do rzędu takich należaHakże odczyt p. Se bi 11 ot o zmianach
kostyurnów ludowych. Znany badacz jest równie.z pasyonowanym
zbierPczem i posiada jeden z najbogatszych zbiorów ludowych strojów wogóle a szczególnie francuzkich, nie tylko w obecnej c~wili,
ale i z przeszłych wieków. Na podstawie właśnie tego zbioru wykazał. że i w ludowych strojach są zmiany nie tak wprawd2.ie
cz<_'.ste i zasadnicze, jak w naszych, jednakże są a to niemal zawsze
w kierunku uproszczenia. Najsilniej opiera się zmianom czepek kobiecy. Tu przys2Ja niezwykle ciekawa uwaga pana Pineau wykazująea ogromne podobieństwo strojów Bretonii do strojów Skandynawii, a jezeli dodamy do tego uderzające podobieństwo strojów
Krak,,wskirh i Szwedzkich, co tyle razy zaświadczyli mi ze zdziwic,niem Szwedzi, to staje przed nami dziwny obraz stosunków tych
krnjów, gdzieś tam w owych czasach, które zowiemy epoką przedhistorycrną. Dah1zym ciągiem odczytu p. Sebillot był odczyt p. He nr.
Ge li n, który przedstawił historyę strojów ludowych przy Poitou,
popierając swe twierdzenia równie.z szeregami rysunków z wieku
przeszłego i dzisiejszego.
rregoz posiedzenia mieliśmy jeszcze parę odczytów, dotyczący eh
ludowej medycyny. Dr. Cab a n es dał paralelę tej medycyny z rzeczywistą, naukową, a komentował ten odczyt p. Mar i 11 ie r, znany
ba<larz etnografii dzikich ludów a zarazem medyk. W _ścisłym
.związku z medycyną ludową stoją amulety, o których rozpraw~
podał Adryan de Mortillet, klasyfikując je wedle materyacłu, z któ-

85

rego są zrobione. W mojem przekonaniu to słaby punkt wywodów
p. Mortilleta, w których było bardzo dużo wielce ciekawych szczegółów; w dyskusyi zaś, która się nad tem zawiązlł.ła, pan Pineau
podał ciekawy szczegół, że już u starych Skandynawczyków bursztyn był zupełnie tak samo uważany za me.teryę pełną sił
cudownych.
Cale posiedzenie popołudniowe we wtorek poświęcone było
sprawie powstania i rozwoju legend. J. Sebestyen'a rozprawa na
drodze. archeologicznej i lingwistycznej dowodziła, że hunno-ugryjskie legendy żyją jeszcze na Węgrzech w tej samej formie, jak
w średnich wiekach. Autor zebrał taką masę dowodów, że słuchacze
1iznllli,
iż bliższy rozbiór tej rozprawy może być dokonany tylko
po j~j wydrukowaniu. P. Minas •r che raz mówił o początkn
i rozwoju legend Armenii i doszedł do wniosku, 1) że wszystkie
legendy nie poszły z Indyi, lecz z Baktryi a nadto. że 2) autorem
ich był jakiś geniusz, przy którym stały szeregi naśladowc<'•w
i przerabiaczy. Pp. Monseur, Marillier, Rosieres, Vinson, st~n~li
w opozycyi przeciw temu twierdzeniu jako zwolennicy teoryi samr>istnego powstawania legend w rozmaitych krajach.
Najważniejszą w sprawie legend rozprawą był odczyt p. R.
Ros ie res, w którym twierdzi, iż wprawdzie materyał nie ,iest
jeszcze zupełnie wyczerpany, a nadto ogromnie rozsiany po różnych.
narodach, to jednak mozna już próbować syntezy, a ta da wyniki
nie zawsze wprawdzie pewne, jednakże bezsprzecznie wielce o~w1etla-•
jące naturę legend jakoteż ich istnienie. Kilka praw m >Żna _jut
dziś sformułować. I) U wszystkich narodów tych samych zdolu0~ci
umysłowych, wyobraźnia działa w ten sam sposób i wytwarza podobne postacie. 2) W miarę tego, jak z latami, czy z wiekil.mi
pewna legendowa postać traci na wzięciu, stworzona na je~o
cześć legenda przerhodzi na iunego bohatera. 3) Każda legenJa,
skoro tylko przechodzi do innego otoczenia, zmienia się stosownie do względów etnograficznych i społ~cznych. Ludo;maw3two
drogą analityczną <laje ogromną, pomoc naukom historycz11ym,
szczególnie w epoce wielce zamierzchłej przeszłości, pozwala bo,
wiem wyłuszczyć z powłoki legendowej jądro treściwie historyezne.
Na potwierdzenie zdań wygłoszonych, przez p. Rosieres, przytacza
p. Sebillot swe dzieło p. t. Lege n dy I o kal n e B re to n i i ;
w którem właśnie próbowal on wejść już na drogę syntezy, jak również w swej monografii Legendy mor z a i zgad7.a. się zupełnie
z przekonaniem p. Rosiers'a. że w poszczególnych kierunkach można.
już rozpocząć pracę syntetyczną*). Był jeszcze w tej sprawie pracowicie obrobiony odczyt Włocha St. Prato z Fabriano, jednakże
wskutek dziwnej wymowy prelegenta można było zrozumieć i ~oce•) Niech mi tu wolno zrobić uwagę, Że przed 15 laty moja książka pod ty„Die Mu\ ter", napisana również w kierunku syntetycznym, nie zyskała wiele
uznania w prasie francuzkiej, więcej w niemieckiej a najwięcej w rosyjskiej. Czasy i poglądy zmieniają się.

tułem

86
nić

poszrzeg6lne myśli i ustępy a sąd o całości trzeba odłożyć
do "hwiJi, gdy ta praca będzie drukiem ogłoszoną.
Po godzinie czwartej ruszyliśmy in gremio do Trocadero, by
zwit dzić tAm wielkiej wartości muzeum ludowe Francyi. O ile wiem,
fą tPm już na sUadzie przedmioty, należące do ogólno-europejfkiego folkloru. jednakże o ułożeniu ich w jakąś całość jesz<'ze nie mo.że być mowy. Może właśnie przez wzgląd, iż za lat
kilka trzeła będzie pomyśleć o większym niż dotąd lokalu, by
ws2ystkie te zbiory umieścić, ta niewielka sala, w której obecnie
'\\ ysta'\\ iono dział francuzki, jest po prostu zapchana przedmiotami.
~ala 1a w roku 1889 była jefzcze do8Ć swobodną po środku, pod ścianami
zasię był urządzony cały szereg zakątków, z których każdy przedsts wiał wnętrze izby tej lub innej okolicy, z 5-6 manekinami,
11ad7wyć2'8j wiernie zrobionymi nietylko pod względem strojów, lecz
Tiawet i typów twarzy. Zgrupowane one były zawsze przy jakiejś
pracy gospodarczej. W ciągu tych 10 lat przybyło jeszcze kilka
zakątków pod ścianą; rzeczy, które tam stały, wysunięto na śro­
dek, a wskutek tego stała się wielka ciasnota. Reforma tego muzeum iest już rzeczą piekącą.
Wielka jest ilość uczonych, którzy nie mogą się zgodzić
z myślą, .że my, wychodźcy z Azyi, weszliśmy do pustyń i dziewiczych lasów Europy z pewną sumą wierzeń i podań, z dość ustalonJm rytuałP-m zwyczajów i obrzędów. Drudzy znowu robią zupełny przewrót pojęć w dziedzinie archeologii przedhistorycznej,
twierdząc, iż nie z .A.zyi do Europy przyszli Aryowie, lecz przeciwnie, myemy wyszli gdzieś tam z puszcz Białowieży, poszli na
pofodnie a jfdną gałęzią sięgnęli aż po C~jlon. A jednak dość
przejść pilnie zebrane tu okazy etnograficzne Francyi, mając zarazem inne eu.ropejskie na pamięci, by odczuć, że ta wędrówka z zacb ocl u na wschód jest wielce wątpliwą. Gdy myślą będziemy ciągle
robili porównawcze rzuty od Francyi do Rusi między Dniestrem
i Dnieprem, to się przekonamy, iż między haftami i rozmaitemi
rzeczami, ku upiększeniu odzieży służącemi, wielkanocnemi farbowanemi jajami, wieńcem panny młodej, wieńcem żniwiarek i jeszcze
wielu innemi neczami ludowych zwyczajów w tych obu krajach
zachodzi ta różnica, jaka zachodzi między rzeczą jeszcze żyjącą w pierwotnym utworze, a wspomnieniem jej, dość zmienionem przez zapomnienie jakoteż przez chęć złagodzenia form. prostaczych U nas
kraszanki i pisanki idą z rąk do rąk, im więcej tem lepiej, tem
więcej uciechy przy ich tłuczeniu. To prostacze, ale pierwotne.
We Francyi czerwone jaja na wielkanoc są ujęte w jakiś kołacz,
który oczywiście leży na stole tylko dla jego ozdoby. To więcej
ucywilizowane, ale to tylko wspomnienie tego, co było U nas jajo
wielkanocne, idąc z ręki do ręki, prowadzi oczywiście do myśli
ornamentowania go symbolitznymi znakami, we Francyi to zginęło„
bo ciasto ten symbol zakryje. U nas przyjaciółki znoszą pannie
mfodej czarowne zioła, by one ją broniły od napaści szatana, i z tych
ziół tworzą się olbrzymie wieńce świeżej zieleni i kwiecia. N arzeczona fr~ncuzka ma także olbrzymi wieniec, ale 7e złota i zielonej

87
lub barwistej blaszki - to tylko wspomnienie. Wieniec żniwiarek,
zrobiony w polu, na poczekaniu, z ostatnich użętych ździebeł i kło­
sów, zmienił się we Franeyi na jakiś czworokątny wachlarz, który
wymaga długiej roboty, a zostaje w chacie rolnika tak samo do
żniwa przyszłego, jak i nasz wieniec*).
Przy opisie tego muzeum ludowego w Trocadero niech mi
wolno zrobić tę uwagę, że wystawa tegoroczna w Paryżu pod
względem etnografii, antropologii i folkloru stała o wiele niżej od
wystawy 1889 r., gdzie były nietylko ogromr1e działy, wyłącznie
temu poświęcone. ale nadto, dokąd tylko człowiek się zwrócił, wszę­
dzie spotykHł folklore Nawet w restauracyach kapele były
z rzeczywistych krajowców, w prawdziwych strojach, i słyszałeś
melodye odpowiedniego kraju. Jaka to pyszna była kapela rumuńska z klasycznym fletem, ]ub węgierska z cymbałami, lub dziwaczne ale ciekawe wschodnie, jak naprzykład owa, aż strzykająca
w uszach jawańska, i tyle innych niezwykłych. A oweż osady dzikich
ludzi prawdziwych, a nie jak tego roku farbowanych lukrecyą Singa•
lezów, którzy wrzeszczeli, jak opętani, na komendę Anglika. Strona.
jarmarcrna wzięła przewagę. Ileż razy na przeszłej wystawie spę­
drrnlem cały wieczór w po 1Jlizu dzikich osad, w których za nadejściem nocy i usunięciem się nieznośnej publiki, poczynało się
takie życie) jak gdzieś tam na brzegach Nigru, lub Spokojnego
oceanu. Napróżno szukałem takich studyów w tym roku.
W dniu ostatnim kongresu przyszedł jeszcze do odczytania
szereg rozmaitych referatów; wśród nich bardzo ciekawym był
refernt Hrn bi ego de Char en ce y o Fo 1k-1 or e Negrów w Am ery ce, mianowicie o formowania się podań. Analizując niektóre podania, widzimy. ze Olle ~kładają się z trzech cz(;'.ści 1) z tradycyi
przyniesionych z Afryki, 2) z tradycyi Indyan i 3) z domieszek literackieh - co wezystko zlało się w jednolitą na pozór całość.
P. Sebillotmówił o legendach związanych z megalitami,
zwanymi mylnie kamieniami druidów, a twierdził, że tradycye
krwawych kultów, które są w związku z nimi, są naleciałościami
z najpóźniejszej - literackiej już epoki. W tym względzie mam
zupełnie inne .zdanie, jak o tern będę mówił przy moich odczytach.
Najwięks2ą doniofłość takie kongresy międzynarodowe mają
pnez to, iż zaraz na miejscu znajdują się głosy, które czyto potwierdzeniem, czy też przeczeniem rzucają wielkie światło na faktaJ
które pozostawione bez porównania byłyby zupełnie odmiennej doniosłości. Tak na przy kład p. T. W olkow, po odczytani u rozprawy
M. Franka o r u c h u tra dy cy o n i st ó w w Ga 1 i cy i. czytał
rozprawę dr. Ochrymowicza o zabytkach komunizmu roln i czego w Ga 1i cy i. Okazało się, ze to nie wyłączne galicyjskie;
pp. Pineau i Sebillot zaświadczyli, iż to samo spotyka się przy
Poitou i w Breton ii. Gdy następnie p. Wolkow ;wygłosił własny

*) Patrz „Wisła" 1890 rok -

Kongr. Folklor. 1889 w Paryżu M. Zm.

88

referat o a r y t m e ty c e a n a w e t g e o m e t r y i pr o st e g o l u d u
na Ukrainie, znowu ciż sami dwaj panowie wykazali podobne
fakta z własnych okolic. To jest oczywiście świadectwem, iż myśl
ludzka przy podobnych warunkach i potrzebach działa tak samo
w duszy dwóch różnych porhodzeniem narodów. Na ternie p1siedzeniu czytał p. Bugiel swoją rozprawę o wpływie literatury
ludowej na Adama Mickiewicza. Rozebrał szczegółowo
kilka sonetów i ballad i skończył zachęcaniem folklorystów wszystkich krajów do poznania utworów tego poety, niezmiernie ważnych
w tym względzie.
Tutaj wypadałoby powiedzieć o udziale, jaki wziąłem w tym
kongresie. Miałem dwa odczyty: jeden o hist or y i pie rwo t n ej religii, okazanej na tablicy, obejmującej 1500 monumentów, naznaczonych swastyką lub pokrewnymi symbolami - drugi
o tra dy cy ach, przywiązanych do Megalitów i o ich
pochodzeniu. To był właściwie nie odczyt, lecz krótkie zapytanie,
skierowane do kongresu. Ponieważ oba te odczyty mam zamiar
ogłosić w następnym zeszycie n Ludu", tam również przenoszę opowiadanie. Nadmienię to tylko, iż widząc, jak na kongresie religii
ciągle mówiono o folklorze, na tym zasię mówiono ciągle o religii,
przyszedłem do przekonania, iż one w przysdo~ci powinny si~
jednocześnie i w tern samem miejscu odbywać. Pl)dałem więc wniosek do •prezydyum, by kongre8 folkloru kończył się· w przed~dniu
otwarcia kongresu bistoryi religii i był w ostatnim dniu swoim
poświęcony wyłącznie sprawom religijnym, a przez to pr~ygotowaniem do następnego. Zupełnie taki sam wniosek był już podany
przez p. 1\fonseura a do nas dwu przyłączyło się jeszcze kilim, popierając ten wniosek.
Kongres zakońezył się dyskusyą nad sprawą, podniesión~
listem p. Pitrego, jak to na początku nadmieniłem. Stanęło na tem,
iż będzie odezwa do wszystkich narodowych towarzystw z Żlłda.­
niem, by w ich łonie formowały się komitety bibliograficzne w celll
jak najśpieszniejszej publikacyi poszczególnych bibliografii - podobny komitet, zawiązany w 1889. roku dla. Francyi, oświadczył, iż
jest już na ukończeniu swej pracy.
Przyszedł wreszcie nie najważniejszy, lecz stanowczo najmilszy i najweselszy epizod kongresu, a mianowicie bankiet. W Palays-Royal w ogromnej i pięknie dekorowanej sali zasiadło około
60 osób, w liczbie których około 10 pań z czterech narodowości.
Po obiedzie miał nastąpić koncert, więc tylko prezes wzniósł toast
na podziękowanie gościom, a profesor dr. Gubernatis z Rzymu
odpowiedział humorystycznem podziękowaniem "Matce gęsi, że tak
doskonale karmi swe gąsięta". Aluzya do godła paryzkiego Towa•
rzystwa
Wyniesi-0no stoły i poczęły się śpiewy. - Najpierw pani
Mole-Truffier śpiewała pieśni panny Chaminade, która jej-· towarzyszyła na fortepianie. Po tej uczonej muzyce przyszedł Ormianin
ze swemi niezwykle pięknellii, pełnemi smutku pieśniami; szczegół-

89
nie pełną uroku była pieśń, która się roieszła wśród ludu po strasznej rzezi, dokonanej przez Turków. Łzy, rozpacz, a zarazem gorąca.
modlitwa do Boga drgały w boleści pełnych tonach tej pieśni.
Potem przyszedł cały szereg pieśni bretońskich, śpiewanych przez
Bretonów wieśniaków, w ich ludowych, niezmiernie ciekawych, a malowniczych strojach. Pani Clark, Amerykanka, znajoma. moja.
z Chicago, zdradziła mię przed innemi paniami, żem trochę śpiewak,
więc kazano mi śpiewać. Zrobiłem z moimi słuchaczami muzykaln11
podróż Mlowiańską. Najpierw przedstawiłem im obraz stepów
ukraińskich, po których przesunął się pułk kozaków śpiewając n Hej
na hori taj żenci żnut ! A popid horoju, popid zełenoju Kozaki
idut" ! Potem z wyżyn Karpatów huknąłem „Hej Wisła na.sza!
Wisła". Potem wprowadziłem chór Czechów niemal religijnego
nastroju: ,,Byvali Cechove, statni junaci ! Byvali rekove, mu~~, co
kvet" ! Zakończyłem zaś obrazem śpiącego jeszcze Krakowa, gdy
w maj u o 5. rano z wi~ży maryackiej płyną wśród ciszy poważne
tony pieśni ,,Boże coś Polskę", granej na dw11 trąbkach .... podobało się!

Dr. Michał Zmigrodzki.

ROZMAITOSCI.
Bada.nie kresów polskich. Dla ułatwienia badań kresów obszaru

etnograficznego polskiego podajemy wyciąg z referatu A. Parez ew ski ego, wygłoszonego na III. zjeździe historyków polskich
w sekcyi etnograficznej, a to tern chętniej, że wskazówki te pochodzą od badacza gruntowego, sumiennego, mającego w tej mierze
wielkie doświadczen;e.
„ Poszukiwania przedsiębrać należy w zakresie jednego lub
co najwyzej kilku powiatów. Im mniejszy teren wybrany zostanie
do zbadania, tem więcej można przedmiot pogłębić i rezultaty poszukiwań będą gruntowniejsze. Najwłaściwszą porą roku do przedsiębrania wycieczek jest wrzesień i październik. W czasie wysokiego
lata. forsowna robota przy żniwach utrudnia a nieraz wprost
uniemozliwia zbliżenie się do ludu. Zimowe miesiące pod względem
trudów podróży i krótkości dnia, nie bardzo nadają si~ do poszukiwań, z uwagi jednak na przedmiot są może jeszcze więcej odpowiednią chwilą, ile, że wtedy ludność wychodz\ca latem na roboty,
powraca do domów i wogóle ma najwięcej wolnego czasu do
obcowania.
Że każdy, zamierzający przedsięwziąć wycieczkę tego rodzaju,
powinien przedewszystkiem zawczasu poznać literaturę krajoznawczą
całej pre. wincyi,
speeyalnie zaś monografie dotyczące wybranej
okolicy, jest rzeczą chyba zbyteczną do przypomnienia. Pod wzglę­
dem przyswojenia sobie metody poszukiwań i obrobienia zebranego
materyału, należy każdemu zapoznać się z wzorowem opracowaniem
stosunków serbsko-łużyckich przez dra Ernest a Mu kę (Statistika Łu~iskich Serbow. Budyszin 1884-6). W podróży koniecznem
jest posiadanie kart geograficznych odnośnych powiatów.

90
Oczywiście oprócz zasadniczego celu podróży, wskazanem jest
nadto zbieranie wszystkich przez etnografów zwykle gromadzonych
szczegółów, a także, o ile można. spostrzeżeń dya lektologicznych.
Groma<lzenie materyałów tych jest najzupP-łniej ułatwionem, ile że,
główne zadanie wędrówki wymaga na każdym krok. u bezpuś redniego
zetknięcia się z ludem. Poprzestawanie wyłącznie na in formaeyach
udzielanych przez miejs~owe powagi (duchowny, nauczyciel, szynkarz) jest niejednokrotnie bardzo zwodniczem.
Co do li1~zebnego obrachowania ludności polskiej na kresach,
przedewi;;zystkiem wypada postarać się o oficyalne dane ogólnego•
zaludnienia pojedynczych wsi i obwodów dominialnych; następnie
w wszystkich wsiach przeważnie polskich należy zapomocą przeprowadzonego na miejscu badania wypośrodkować ilość rodzin
i osobników, należącyeh do narodowości obcej (up. ruskiej, niemieckiej i t. d.). Dopełniwszy odejmowanie, otrzymujemy istotną liczbę
ludności polskiej w danem miPjs<>u. Na odwrót w wsiach przeważnie
z obcą narodowością, trzeba obliczyć ilość rodzin respeitive jednostek
polskich. Na calem pograniczu językowem, zwracać należy starannie
uwagę na następujące punkta i pytania:
1. Jeki jest język potoczny (die Umgangssprache) w danej
miejscowości?
2. Jeżeli językiem tym jest polski, to czy obcują w nim na wsi,
czy także i w karc7mie, czy może tylko wyłącznie w rodzinach?
3. Czy językiem polskim mówią wszyscy mieszkańcy, czy

tylko starsi i w jakim mianowicie wieku?
4. Czy po polsku mówią dzieci szkolne i jeżeli nim mówią,
to czy pomiędzy sobą, czy tylko z rodzicami, dziadkami i wogóle
ludźmi starszego pokolenia?
5. Czy odbywają w języku polskim kazania w kościele katolickim i całe nabożeństwa w tymze języku w kościele ewangielickim?
6. Jeżeli odbywają się, to czy mają miejsce wyłącznie w ję­
zyku polskim, czy też współcześnie z kazaniem respective
calem nabożeństwem w języku niemieckim i w tym ostatnim wypadku jaka zachowaną je st między nimi proporcya co do ilości
, i terminów ?
7. Jaka jest frekwencya na każde z tych nabożeństw?
8. Jeżeli nie ma już kazań respective nabożeństwa w języku
polskim, to kiedy mianowicie ustały?
9. Czy ewangielikom bywa przynajmniej komunia udzielaną
w języku polskim i jak często?
1O. Jeżeli nie, to kiedy to miału miejsce po raz ostatni?
11. Jakie są, a także jakie były w przeszłości cyfry komunikantów polskich i niemieckich ?
12. Kiedy w zborze ewangielickim miała miejsce poraz
ostatni konfirmacya w języku polskim?
13. Czy Polacy umieją czytać i pisać po polsku?
14 Czy do wsi dochodzą czasopisma polskie, jakie mianowicie
i w jakiej ilości?"
Alfons Parczewski'.

91

Grób królowej polskiej na. cmentarzu żydcwskim w Prad1e Czeskiej.
N a cmentarzu zydowskim w Pradze Czeskiej znajduje się nagrobek,
wyryty jest herb, składający się z trzech pól~ Na
środkowym mieszczą się trzy gwiazdy, na· obydwóch bocznych po
lwie. Według napisu na nagrobku spoczywać tu ma niejaka Anna
Szmidesowa, lecz według podania, krążącego między ludem pragskim,
jest to mogiła jakiejś królowej polskiej, która w ojczyźnie swojej
biła pieniądze. Przez króla polskiego została królowa ta wygnana
jakoby za niewierność, poniewaz zaś dawni jej poddaui godzili na
jej zycie, umknęła przeto do Czech i ukryła się w zydowskiej

na którym

dzielnicy miasta Prngi. Żydzi pragscy przyjęli ją chętnie dla tego,
i.z z racyi swego kró]ewskiego pochodzenia miała prawo bić pieniąd1.e. Przed śmierc·ią, wyguana królowa przyjęła, według podania,
judaizm, czem się tłómaezy, ze ją pochowano na cmentarzn zydowskim ; w przeciwnym bowiem razie nie byłaby przecie.z ziemia
przyj~la na łono swe ciała c:hrześcijańskiego. Herb z gwiazdami
i lwami wyryto na nagrobku zmarłej na pamiątkę jej królewskiego
pochodzenia, zaś o nazwisku jej właściwem przemilczano, umieszczaJąc natomiast 11apis, ze jest to miejsce wiecznego spoczynku
Anny Szmidesowej. Bali się bowiem Żydzi, że zwłoki byłej królowej
mogą zostać wykopane z grobu i przewiezione do Polski w celu
pogrzebania ich na cmentarzu chrześcijańskim". (Józef Sv at e k,
Prazske povesti a legendy, Praha 1883, 185).
St. Ciszewski.

Przyczynki do rozmowy z głuchym. W Słotwinie, powiat Żywiecki,
nie spotkałem się z rozwiniętym dyalogiem: ,,Jak się macie
Bartoszu?" Natomiast znalazłem inne, trochę dłuższe, bo o Bartoszu
tylko pytanie i odpowiedź. Rozmowa ta, według zdrowego rozumu
chłopskiego, nie może się toczyć z głuchym, bo ten przecie.z nic nie
słyszy, a najczęściej jest także równocześnie „mierny", jeno z takim
,,co walnie nie dosłysy•. Dy9:log połączony jest z objaśnieniem.
Ostatni przyszedł rok temu z Zywca do Słotwiny.

1. O gęsi.
Chłop

niós na sprzedoj gęś a drugi go doseł'. ji tak go powitoł:
• Witej Bartosie".
- ,,Niesie gęsi w kosie".
,, Jak sie ta nasi mająm ? "
,, Trzi złote mi za nie dająm ''.

2. O wróbla.k.
Seł'. joden chłop a chłopiec dosta.joł wróble na goju, ji powiado
ee tak:
,,Pochwolus Chrystus, chłapce I"
A chłopiec mu odpowiedzioł :
,,Jo q.ostaje wrabce".

92
1A chłop mu godo:
,,Jo ci godom pozdrowieni".
A chłopiec mu :
,,Jesce nie sąm obrośnieni".

3. O prosięńciu.
Kupił se chłop prosie i gnoł go, a drugi chłop jidzie ji
godo mu:
,, Chłopku za wie la to prosie ?"
A ón mówi : "Z J eleśnie".
Potem sie pyto: ,,Chłopku, skąndzeście ?"
A 6n mu godo : ,, Za pietnoście"'.
A ón mu: ,,E, chłopku, głupiście".
A ten se mówi: "A kto głupi to kupi i pozenie se ku chałupie•.

4. O głuchej pannie ze Żywoa.
,
Panna Bla naprzeciw ulicąm i spotkała kawaliera.
Qn ji godo: ,,Dzień dobry pani".
Qna mu odpowiado: ,, W jatcem była".
Qn sie ji pyto: Co słychać, pani?
Qna mówi: ,,Pluckam kupiła".
Qn ji mówi: ,,A cy pani osalała ?"
Ona mówi: ,,Seś centów dala".
Tak ón ji godo: ,,Całuj mie w d ... !"
A óna, mówi: ,,Ja, ja, zarqs, jeno pieprzu kupie".
Ona se myślała, jize ji godoł, coby jus Bla,
Jan Jakóbiec.

ROZBIORY 1 SPRAWOZDANIA
geograficzno-etnograficzny. Tom X, XI, XII, xm,
Warszawa r. 1896, 1897, 1898 i 1899. (Ciąg dalszy).
Tom XI, >Wisłyc, obejmujący 872 stronic dużej ósemki, jest rocznik starannie
redagowany jak rocznik poprzedni i mieści treść niemniej, jak tamten bogatą. Dość
przytoczyć tylko ważniejsze rozprawy, artykuły i materyały, aby podziwiać wielki!
troskliwość o rozwój pisma czcigodnego redaktora dr. J. Karłowicza i nader umiejętną rękę w prowadzeniu dzieła do wytkniętego celu. Tom ten zawiera następujqce
prace: Dr. Józef Pesz k e >Urywki dawnej szopki kaliskiej z roku 1850c. H. Sarnowska >Dwie melodye dożynkowec. H. Łopaciński >Dwa ustępy
w gwarze mazowieckiej, wyjęte z rękopisów z XVIII w.c. Dr. Karol Matyś.s
>Przezwiska ludowe w powiatach tarnobrzeskim, rawskim i brzeskim w Galicyic
jest to dokończenie pracy rozpoczętej w tomie X. i zawierającej razem 292 przezwisk.
Ad o lf Str ze Ie ck i podaje dalszy ciąg >Materyałów do bibliografii ludozn11.wstwa
polskiegoc. i dochodzi w tym tomie do litery p włącznie, pomieściwszy 1586 prac.
Dr. Jerzy Pol i w ka >Doktor wszystkowiedz. Ze studyów powiastkowychc. Znan11
u nas powiastKą o chłopie Świerczku wróżu, który odnalazł dziedziczce zgubiony
,,Wiała. 11

miesięcznik

93
pierścień,

a doświadczającemu jego wiedzy panu odgadł, iż do wazy złapano
- porównuje autor z podobnemi powiastkami europejskiemi i azyatyckiemi, z rękopiśmiennymi zabytkami XVI i XVII wieku i stwierdza, że powiastka
ta z małemi zmianami znana jest powszechnie wszystkim ludom. Z jakim nakładem
pracy, z jak4 znajomością przedmiotu napisał autor tę rozprawę, wyrobić sobie
można sąd, jeżeli weźmiemy J".a uwagę, Że zgromadził w rozprawie odmianki tej
powiastki indyjskie, arabskie, tatarskie, wielkorosyjskie, białoruskie, ukraińskie,
polskie, czeskie, morawskie, słowackie, bułgarskie, litewskie, żmudzkie, norwegskie,
irlandzkie, niemieckie, francuskie, włoskie i hiszpańskie.
W ac ław N a ł k o ws k i > Kronika geograficzna za rok 1895 c (dokończenie)
W roczniku poprzednim umieszczoną kronikę uzupełnia autor podaniem wyników
badań nad głębokością oceanu, temperaturą wody morskiej, prądami morskiemi,
badaniami antarktycznemi, temperaturą wód płynących, gradem i teoryą jego powstawania, dziennem wahaniem w poziomie wody rzek alpeJskich, klimatem, lodowcami,
epoką
lodową,
zorzami polarnemi i geograficznem rozprzestrzenieniem malaryi.
J. Ki bort •Burtininkasc to jest czarownik Żmudzki, a odpowiada naszemu znachorowi, gdyż leczy ludzi, odczynia uroki, zadaje i niszczy zadane czary. U nas tu
i ówdzie zjawiają się tacy cudowni lekarze ludowi, a o każdym prawie sławniejszym
opowiadają, Że naprzódtwie, z czem kto do niego przychodzi. Toż samo słowo
w słowo czytamy tu o burtininkasie Juszkisie, mieszkającym w pobliżu Kalwaryi
świerszcza

żmudzkiej.

Z. A. Kowerska opowiada kilka bajek z Józwowa: ,.Q mysir:n kożuszkuc,
dziewczynie, z którą po śmierci żony chciał się ożenić ojciec, ale matka nieboszczka
poradziła jej, aby uciekła z domu w mysim kożuszku i przyjęła służbę w dworze
dalekim, gdzie się z nią później pan ożenił. ,.Q trzech pannach, co ich dyabeł
zaniósł na tamten świat. Kawalerowie tych panien dowiedzieli się, gdzie one, poszli,
najmłodszy spuścił się na łańcuchu pod ziemię, pobił dyabła i panny uwolnił'.
Dwaj pozostali na ziemi ; wyciągnęli panny, jego nie, wyniósł go dopiero orzeł
wielki. •Bajka o kłamstwach«, w której chłop bawi pana opowiadaniem nieprawdzi•
wych rzeczy, a pan potakuje mu tak długo, dopóki nie powiedział, Że pański brat
pasł świnie. ,.Q bycku i o sierocie«. Macocha dokuczała pesierbicy i zadawała jej
prace niemożliwe do wykonania. Robił za nią byczek, którego pasła. Gdy byczka
zarznięto, sierota wyjęła z wnętrzności jego jabłko i zasadziła pod oknem. W trzech
dniach wyrosła piękna jabłoń i okryła się owocami. Przyjechał' pan, chciał dostać
jabłek, ale tylko sierota mogła je zrywać. Pan ożenił się z nią i zabrał z sob4,
a jabłoń poszła za nimi. ,,O Cycuchu i dziadku«. Cycuch sto lat miał a ssał jeszcze,
był też bardzo mocny. Dobrał sobie dwóch siłaczy, Wirwiwodę i Wirwidęba i poszli
w las. Tam odwiedzał' ich dziadek na łokieć wysoki z brodą na pięć łokci i zjadał
im obiad. Dopiero Cycuch zbił go i wypędził'. •O Maćku złodziejuc, który o zakład
ukradł panu ogiera, byczka, pieniądze, koszulę z pani a wreszcie panią samą.
K. Krynic ki „z powiatu nieszawskiegoc opisuje wyzwoliny na rakarza
(wątrobą z padłego konia maże się kandydata), leczenie wzdęcia u bydła, zaciąg na
oku u konia, a na zakończenie podaje nazwiska ludowe. B W. Kor otyński.
>Djabeł'kic, opowiadaniem warszawskiem uzupełnia w X. tomie >Wisłyc podaną
rozprawkę _dr. Poliwki osnutą na tle Reyowej facecyi •Chytry jad niewiasta«.
Karo 1 Ho fm a n •Rycerze przy grobie Chrystusac w Topoli Królewskiej. pod
Łęczycą: L. S. Korotyński „z życia cechowego w dawnych wiekachc. Autor
podaje i omawia drukowane w początku XVII w. przepisy, jak się ma zachowywać
uczeń i czeladnik rzemieślniczy, wyd~ne ~•-s~~m na arkuszu pod napisem: •Sługa

I

94
abo uczeń co powm1en panu swemu w rzemioślec przez Franciszka Śniadeckiego
z podobizną napisu i rysunku tytułowego. H. Ł op a ci ń s k i >Zabytki cywilizacyi
pierwotnejc, Pod tym tytułem podaje autor drobne szczegóły, dopełnienia i uwagi
do przekładu Edwarda B. Tylora >Cywilizacya pierwotnac nie wymienione ani
w tekście Tylora, aui w dodatkach p. J. Karłowicza. Czytamy więc: 1. Niecenie
ognia przez tarcie, jako zabawa. 2. Przesądy przy grze w karty 3. Przeciąganie
przez węgle. 4. Lewą nogą wstać. 5. Zagadki. 6. Pozdrowienie kichającego.
7. Ofiary z ludzi i istot żywych. 8. Wierzenie ludu, Że żyd nie tonie. 9. Wróżby.
10. Wróżby z sita, rzeszota. K. A. Pleszczyńsk i >Cokolwiek ze starych szpargał'ówc. Autor przytacza siedm zabobonów spisanych w XVU w. w >Silva rerumc.
Ja n Wit ort >Dwie bajki z pod Poniewieża«. W jednej mowa o księdzu, który
zaprzedał' się dyabł'u, aby uzyskać głos piękny. Żył' jednak pobożnie, a za pokutę
i karę kazał sobie obciąć ręce i rwgi i był zbawiony. W drugiej opowiadanie
o księdzu, któremu przepowiedział' nieznajomy, że matka umrze za 2 tygodnie a sam
za rok, jeśli czegoś nie ukradnie. Gdy matka umarła rzeczywiście za 2 tygodnie,
bojąc się, aby i na nim nie spełniła się przepowiednia przed terminem śmierci,
oznaczonym mu, przebrał' się i sprowadził na plebanię swoją złodziei, których wyłapano a ksiądz nie umarł. Z. Bitne r »Baśń koszykarza z pod Wiślicyc o trzech
braciach, z których najmłodszemu za zboże w czasie głodu, wyłupił' starszy oczy
i osadził pod figurą. W nocy kruki - złe duchy przyleciały i opowiedziały, jak
wyleczyć się z ślepoty, królewnę uzdrowić i miasto zaopatrzyć w wodę. Ślepy wykonał te rady, przejrzał i został bogaty, a bracia z zazdrości wyłupili sobie oczy
i poszii pod figurę, gdzie rozszarpały ich kruki. J. Ki bort „Szlachcic ł'apciowy
na Wołyniu« jest to bardzo zajmująca i oog-ata w treść rozprawa o ubogiej
szlachcie zagonowej na Wołyniu. Autor opisał strój, pożywienie, gospodar9two,
chaty i garść opowiadań o czarcie, o wiedźmach. zmorze, duchach, dobrej i złej
doli, skarbach zaklętych, o pochodzeniu bociana i t. p. H. K. >Chrzciny u ludu
biał'oruskiegoc. G. J. Zie I iński
„zaręczyny i zaproszenie
na wesele we wsi
Łażyn«. W. Mos z ko w >Słów kilka o jednym z międzynarodowych ubio:-ów głowy,
bardzo zajmujqce studyum ctnografiiczne, porównawcze o stroju kobiecym na głowie
objaśnione licznemi rycinami«. J. Wit ort „ Legenda o Sici11skim puśle Upickimc
zestawiona umiejętnie z faktami historycznymi. Hip. Ł opaci ń ski „Legenda
o pustelniku skruszonym przez dyabła do popełnienia trzech grzechów«, któr4
opracował J. I.
Kraszewski i Tołstoj. Mary a Paprocka „Wesele w zakątku
lit'ewskim « w okolicy Wilkomierza. A. Chu dz iński „ Cech krawiecki w Brodni cyc.
Przyczynek do historyi cechów w Polsce. H. Ł opaci ń ski „Najdawniejsze świa­
dectwo polskie o wróżbach w wigilię św. Andrzeja« wyszukał w utworze Marcina
Bielskiego pod napisem „Komedya Justyna i Konstancyi z roku 155 7. Mary a n
Wawrzeniecki >Proces o czary w Nieszawie roku 1721« Mamy tu wypisane
z aktów dwa proc.esy o czary przeciw dwom kobietom obwinionym o stosunki
z czartem i zako11czone wyrokiem skazującym obydwie na stos. He Ie n a Wind ak ie w i cz o w a >Rytmika ludowej muzyki polskiejc okazująca, według zdania
autorki, we frazesie nieparzystym, a zwłaszcza siedmi0aktowym wysoce oryginaln,
jntuicyę artystyczn4 ludu polskiego i wstręt do zdawkowej sym etryi. Aleks a n der
S a 1o n i rozpoczął obszern4 pracę >Lud wiejski w okolicy Przeworska«, w której
zaznajamia nas z m~scowości4 i podaje charakterystykę ludności, jej ubiór i zajęcie,
jej mieszkanie i go~darstwo domowe. Pracę zdobi4 liczne rysunki.
Tak zwane >poszukiwaniac rr-~ szczą bardzo bogaty materyał' naukowy
do 1. lecznictwa ludowego, 2. obszar·1 etnograficznego. 4. chaty, 5. przysłów

95
6. zwyczai prawnych, 7. pisma obrazowego, 8. pogl4du ludu na przyrodi;, 9. nazw
typograficznych, 10. niecenie ognia za pomoc4 tarcia, 11. pamięci o zmarłych.
12. pisanek, 13. ludoznawstwa żydowskiego, 14. maku, 15. sobótek, 16. istot nadprzyrodzonych i 17. Szwedów, Tatarów i Turków. Oprócz wielu dr o bnych zapisków
znajdujemy często nawet obszerne i poważne artykuły, Że wymieni«;- tylko: Osi po-,
w i cz a, Nazwy ludowe niektórych chorób z wymienieniem środków używanych po
wsiach na iclt leczenie w dawnym Augustowskim,. Dr. Talko H ryncewicza.
>Kilka słów o medycynie tybetańskiej i jej stosunku do folkloruc - lub I gna cy
Piątkowskiej •Ludoznawstwo Żydowskie,.
Również obficie jest reprezentowany dział sprawozdań i oceny dzieł i czasopism. Cenny bo na znajomości przedmiotu i doświadczeniu op arty artykuł E. Majewskiego •Wskazówki do konserwowania przedmiotów starożytnych, wprowadza
nas niejako i zachęca do badania kultury przedhistorycznej. W reszcie nekrologii
Alfreda Romera, Edwarda Jelinka i Łucyana Malinowsk ego dopełniaj4 bogatej treści
tego tomu • Wisłyc, który zdobią oprócz wielu ilustracyj w tekście nadto cztery
na osobnych kartach piękne ryciny. (Ciąg dalszy nastąpi).

Seweryn Udziela.
,,Prace filologiczne 11 t. I-V. Warszawa, 1885-1899.
sprawozdanie z pii;ciu tomów •Prac filologicznych, w „Ludziec.
czasopiśmie ludoznawczym, zmuszeni będziemy z tego powodu wymienić tylko
bardzo nieznaczną liczbi; prac - w stosunku do ogólnej, zawartych w pii;ciu tomach tego wydawnictwa.
Prace, które niżej omawiamy, ze wzgli;du na treść podzieliliśmy na dwie
kategorye: na dział materyałów dyalelctologicznych wraz z recenzyami z tegoż rodzaju
dzieł' i na dział opracowań, tak poszczególnych dyalektów, jak też wogóle prac,
z zakresu językoznawstwa o charakterze syntetycznym.
Do działu matergałów etnograficznych, a właściwie dy alektologicznych, naleŻ'ł
następuj4ce prace:
Dzies~ć pieśni mazurskich (II, 56-i - 577), wydrukowanych pierwotnie
w •Altpreussiche Monatssehriftc (w t. XX[) przez H. Friesehbiera, podług materyał'ów dostarczonych przez Sembritzkiego (sic/) z Margrabowej i Sakowskiego
z Tylkowa (pow. S~czycieński), a podanych do •Prac filologicznych, Przez Jana
Karłowicza. W końcu J. Karłowicz dodaje kilka uwag o odmianach tych pieśni,
nietylko polskich, - niemniej i co do niektórych wyrazów gwarowych. Godne s4 bliż­
szej uwagi dwie ostatnie piosnki, ułożone w duchu i języku ludowym przez jakiegoś
wieszcza sielskiego.
Przyczynki do słownictwa polskiego (HI, 71-91) Stanisława Ciszewskiego
zawieraj4ce terminy używane do oznaczenia zagłębień i wydrążeń ziemnych przez
lud okolicy Sławkowa i Skały, w Olkuskim. S4 to wyrazy ludności rolniczej i górników, a zebrane •przeważnie, z ust ludu, Obok wyrazów, bi;d4cych dziś w uży­
ciu jako imiona pospolite, przytacza autor w wielu miejscach te same wyrazy
użyte jako imiona własne; wyjaśnia więc w ten sposób do pewnego stopnia proces
uosobienia sii; wyrazów, dzięki któremu, pewna ich liczba, wychodz4c z użycia
w ogólnie znanym języku, przechowała się tylko jako imiona własne. O tymże
ludzie z okolic Sławkowa pisze autor w >Zbiorze wiadomości do antropol. krajowej
w t X. i XI.c (Kraków 1886-1887), podaj4c nader obfity materyał, dotycz,cy
strony duchowej życia rolników i górników tej okolicy : ich wyobrażenia o świecie
i o przyrodzie, demonologię, wierzenia i gusł'a, podania o zwierzętach, roślinach i L p.
Zamieszczając

96
Słownik prowincyonalizmów powiatu b(Jdzińskiego (gub. Piotrkowskiej) J. S.
Ziemby (III, 302-312, 489-502). Autor dzieli swą, pracę na trzy części według
pewnych grup wsi i miasteczek. Spis ten wyrazów; w których wiele znajduje si,;
przyjętych od gómo-Śl\zaków, przybywających w te miejscowości dla zarobku.
poprzedza autor wazmeJszemi prawidłami i właściwościami tej gwary.
Przyczynki do nowego słownika j(}Zyka polskiego Refała Lubicza. Część I.
(IV, 173-279). W tomie V. tenże autor pod rzeczywistym swoim nazwiskiem Hieronim Łopaciński - podał drugą część tych »przyczynkówc (681-976). Praca
ta, dość obszerna, obejmuje w alfaberycznym porz11dku zbiór prowincyonalizmów
używanych przewainie na Kujawach, w Kaliskim, Kieleckim, Lubelskim, na Podlasiu
w Łomżyńskim (w. cz. I.) i następnie na Ślązku, Podhalu, w Kujawach Pruskich
i Poznańskim (w cz. Il.); najwięcej zaś wyrazów z okolic Bychawy i Wąwolnicy
(gub. Lubelskiej). Do drugiego przyczynku weszła również znaczna ilość wyrazów
myśliwskich, niezamieszczonych w pracy W. Kozłowskiego p. t. >Pierwsze początki
terminalogii łowieckiej (Warszawa 1822) i w słowniku Wileńskim; następnie wiele
wyrazów z terminologii górniczej, flisackej, bednarskiej, garncarskiej, oraz innych
rzemiosł' po wsiach i miasteczkach wyprawianych, jak również i wiele słów
szkolnych i żakowskich. Oprócz wyrazów gwarowych, zebranych przez autora
lub też przez kilkanaście osób mu dostarczonych - wcięgnął' jeszcze autor pewn4
llość wyrazów powszechnie używanych w mowie Żywej, których jednak niema
w słownikach Lindego, Wileńskim i innych. Jest to praca ogromnej wartości,
pomimo, ii w wielu wypadkach nie mógł autor dostatecz~ie uwzględnić wymawiania
ludowego. Słownik ów poprzedza spis nazw miejscowości, z których wyrazy umieszczono w słowniku, jak również i spis dzieł pomocniczych ~ między niemi
znaczna ilos;ć ·wydawnictw, zawierających obfite materyały ludoznawcze.
Przyc:,;,ynek do dyahkfologii polskiej (IV, 280-292) Jana Bystronia - zawiera
spis wyrazów, uzupełniający słownik wyrazów narzecza >Lachów ślązkich« zamieszczony jako dodatek do rozprawy tegoż autora p. t. >O mowie polskiej
w dorzeczu Stonawki i Łucyny, w Księstwie cieszyńskimc (Kraków 1885).
Słow11ik gu·ary ludowej w okręgu
Tykocińskim (IV, 795-904) Zygmunta
Glogera, zawierający wyrazy i wyrażenia ludowe, które autor jeszcze około
r. 1865 zaczął spisywać; za punkt jednak wyjścia przy układaniu tego słownika
przyjął autor
mowę starszego pokolenia ludu, w ten więc sposób słownik ten
jest niejako zbiorem archaizmów w mowie ludu Tykocińskiego.
Przyczynek do słownictwa ludowego z okolic Krakowa (V, 150 - 158 )
W. Prackiego, a mianowicie zbiór >Ciekawszychc wyrazów, używanych w wyliczonych przez autora wsiach, w okolicy Krakowa położonych.
Słowniczek wyrazów ludowych u·e wsi Jaksicach, położonej w powiecie
pińczowskim (gub. Kieleckiej) nad Wisłą, na pograniczu austryackim - zebrał
Zygmunt Wasilewski. W końcu autor podaje również kilkanaście zwrotów mowy.
Do wyżej wyliczonych prac dodać jeszcze należy: Wyrazy gwarowe z okolic
Tarnowa (IV, 306-310) żebrane przez P. B. i Erazma Majewskiego: Nazwy ludowe
łartofla i ich słoworód (IV, 645-654); zakończymy zaś wyszczególnione prace
należące do działu materyał'ów dyalektologicznych,
pracami dotyczącemi kaszubszczyzny.
A więc najpierw Jan Sembrzycki w Przyczynku do narzecza kaszubskiego
(III, 297-301) porównuje wyrazy kaszubskie wypisane ze »słownika polsko-niemieckiego" Mrongowiusza (wyd. I. Gdańsk, 1823) z wypisanemi ze słownika
kaszubskiegoc ks. G. Pobłockiego (Chełmno, 1887). W końcu podaje również

97
z Mrongowiusza >kaszubskie zapraszanie na weselec. W tomie II. (313-326).
>Prac filol.c J. Karłowicz podaje obszerne sprawozdanie, wypisujl}C w z,1acznej
ilości materyał słownikowy z wymienionego wyżej Słownika kaszubskiego z dodatkiem
iilyotyzmów chełmskich i kociewskich ks. G. Pobłockiego. Słownik ów poprzedził'
autor - ks. Pobłocki - fonetyką narzecza kaszubskiego, które uważa za gwarę
polską tj. gwarę dyalektu wielkopolskiego. J. Karłowicz nazywa pracę tę >przyczynkiem poważnymc; takim on się nam jednak nie wydaje, tak ze względu na
brak odpowiednich podstaw naukowych autora, jak również i z wielu innych
powodów.
Drug11 pracl\ poświęconą kaszubszczyźnie jest Słownik kaszubski porówttawczy Aleksandra Berki (III. 257 -442, 585-696), w którym autor zestawia
wyrazy kaszubskie, zawarte w słownikach lub pracach: Cenowy, Hilferdinga,
Pobłockiego, Derdowskiego, Biskupskiego i innych; w >dodatkuc zaś podaje trzy
notatki w narzeczu kaszubskiem >O wieszczych czyli upiorachc i ustęp >W imię
prawdyc skierowany przeciwko ks. Pobłockiemu, autorowi małej wartości słownika
·kaszubskiego i jeszcze mniejszej wartości >Uwag gramatycznych«, dodanych do
tego słownika, a wykazujących zupełn~ nieznajomość przedmiotu, o którym pisze.
Do wymienionych prac dodać jeszcze potrzeba dwie recenzye, a mianowicie
Jana Hanusza: Beitrti.ge zur slawischen Dialektologie von L. Biskupski. I. (Lpz. 1881)
(I. 232-235), w której to rozprawie autor zajmuje się głosownią jednej z gwar kaszubskich w Prusach zachodnich, a mianowicie gwarą J3rodnicy i miejsc przyległych
w obwodzie Kartuzkim, następnie zaś obszerny referat prof. A. Kaliny na podstawie
pracy Stefana Ramułta >Słownik języka pomorskiego czyli kaszubskiegoc (Kraków
1893) - p. t Mowa Kaszubska jako narzecze j~zyka polskiego (IV. 905-936).
Większa - jeśli nie cała część tego referatu prof. Kaliny poświęcona jest dowodzeniom, Że >niepodłego. Żadnej wątpliwościc, Że mowa Kaszubów i Słowieńców
jest narzeczem polskiem, Że twierdzenia zatem Ramułta o odrębności języka kaszubskiego są bezpodstawne, i że przyczyną tego, iż St. Ramułt doszedł do takiego
wniosku jest okoliczność, iż przy porównaniach języka pomorskiego z jezykiem
polskim autor >słownika kaszubskiego„ za punkt wyjścia brał z jednej strony
narzecze środkowo-kaszubskie, z drugiej zaś nie cały język polski z jego narzeczami
a. tylko drobną część jego - język literacki, książkowy, język, będący kreacyll
sztuczną, na którą składa się refleksya piszącychc.
Na zakończenie tego działu naszego sprawozdania działu mat.eryałów
dYalektologiczny eh, wymieniamy jeszcze kilka prac, których recenzye znajdują się
w >Pracach tilologicznychc,
Gross- und Klein-Russisch von Dr. Carl Abel (Berlin 1885). Recenzya J.
Hanusza pracy zupełnie bezwartościowej (I, 255-258).
Frantisek Bartos: Dialektologie moravska. Część I. Berno 1886. (Rec. J. Bystronia II, 303-309). Dzieło ogromnie ważne, zawierające bardzo obfity materyał
dyalektologiczny. Opisał tu autor dokładnie trzy narzecza_ morawskie i morawskoszlązk.ie. NajbhŻej obchodzi ta część jego książki, która się zajmuje narzeczem laskiem, używanem w zachodniej •części księstwa Cieszyńskiego, zalicza ją do gwar
polskich. W temże dziele znajdują się skriętnie zanotowane podania, przysłowia,
zwyczaje, wierzenia i t p. materyały ludoznawcze.
Gustaw Waniek: Zum Vocali.<rmus der Schlesischen Mundarl. Bielsk 1880.
(Rec. J. Bystronia; II., 786-787.) Jest to praca dyalektologiczna, nader ciekawa
s tego względu, że poświ"cona jest zbadaniu właściwości językowych niewielkiej
. wysepki położonej wśród ludności polskiej we wschodniej częsci ksi"stwa Cieszyń7

98
skiego i w zachodniej Galicyi około miast Biał'y i Bielska, a przeto ulegającej
coraz bardziej działaniu potężnego pn1du polskiego.
V. Prasek: Cestina v Opavsku. Ołomuniec 1877. (Rec. J. Bystronia II, 788790). Praca ta dotyczy Szlązka austryackiego. Autor, doskonały znawca gwar
ludowych z okolic Opawy, chce dowieść, że gwary ludowe w zachodniej części
Szlązka austryackiego są czeskie a nie poi skie.
Florinskij : Lekcii po slawiańskomu jazykoznaniju Czast 2. Siewierozapadnyj e
sł'awiańskyje jazyki (cżeskij, sł'owackij, polskij, kaszubskij, sł'owackij, serbo-łużyckij
i połabskij). KiJow 1898. (Rec. St. Dobrzyckiego; V, 996-1007). W dziele tem
prof. Florinskij mówi o języku polskim (na str. 345-547) i o kaszubskim (str.
548-582), uważając ten ostatni na podstawie rozprawy prof. Baudouina de Courtenay
pt. Kaszubskij jazyk, kaszubskij narod i kaszubskij wopros« za język odrębny.
Wielk; zaletą tej pracy prof. Floryńskiego jest omówienie, stosunkowo dość obszerne
narzeczy polskich, jest to pierwszy krok w tym kierunku przez rosyjskiego uczonego uczyniony - i podanie >probek« tych narzeczy. Ocena tej pracy jest zbyt
ostra, przeto niesłuszna.
Samuel Adalberg: Ksi~ga przysł6w, przypowieści i wyrażeń przysłowiowycll
polskich. Warszawa 1889 - 1894 (Rec: Ad. Ant. Kryńskiego; V. 277 - 279).
W księdze tej jest również spora garstka wyrazów gwarowych, prowincyalizmów
i przysłów wziętych z ust ludu. Dla zajmują:ych się ludoznawstwem dzieło to, poświęcone przez autora >pamięci Oskara Kolberga« - jest bardzo ważnem.
Stanisław Ciszewski: Kmkowiacy. Monografia etnograficzna. Kraków 1894
(Rec. A. A. Kryński; V 288-289). Jest to na szerszą skalę pomyślanego dzieła
tom I. zawierający nader bogaty materyał językowy i etnograficzny. Mamy tu zapisane obrzędy, podania, zwyczaje, powias,ki i pieśni ludu krakowskiego >zamiesz.kującego południową część Królestwa Polskiego... Wielką zaletą tego dzieła jest
dokładne oznaczenie właściwości fonetycznych badanego narzecza, wskutek czego
stanowczo oddać mu potrzeba pod tym względem pierwszeństwo przed >krakowskimc
(4 tomy) A. Kolberga. Tenże recenze:it - Ad. Ant. Kryński - podaje sprawozdanie
z dwóch tomów (X i XI) Zbioru wiadomości do antropologii krajowej (Kraków 1886
i 1887) wydawanych staraniem komisyi antropologicznej Akademii Umiejętności
(II, 347-3499; III, 568-569) i z trzech pierwszych tomów >Wisły« (Warszawa
1887-188) wraz z pięcioma - również pierwszemi - tomami wydawanej przy
tym miesięczniku Biblioteki Wisły (Warszawa 1888-1889), zawieraj4cej obszerniejsze
rnateryał'y etnograficzne (III, 575-57B),
Z działu opracowań, uogólniań pewnych zjawisk językowych na podstawie
zebranego materyału, - postawić winniśmy na pierwszem miejscu obszerną i pic;kną pracę prof. Łucyana Malinowskiego, twórcy dyalektologii polskiej: Studya nad etymologią ludową (I, 135-158, 269-317; Il. 240-262, 4!i2-465; III, 741-786). Etymologia ludowa czyli słoworód ludowy (Volksetymologie) jest to zjawisko językowe
nader ważne i ciekawe, a polegające na tern, iż wyrazy zapożyczone z obcych języków
lub też po raz pierwszy usłyszane, lud usiłuje sobie przyswoić, łącząc te wyrazy
z podobnymi dźwiękami rodzinnymi, przyczem, rzecz oczywista, • wyrazy te ulegaj11
wówczas odpowiednim fonetycznym zmianom, będącym w zgodzie z ogólnemi prawami głosowemi języka przyswajającego. Otóż w ten sposób zmienione przez lud
niezrozumiałe dla niego wyrazy prof. L. Malinowski w wymienionej pracy zebrał,
opracował' i podzielił na następujące działy: I. Etymologia ludowa w nazwach
roślin, lekarstw, rzeczy śniednych, napoJow i t. p. II. W nazwach i wyrazach
odnoszących się do świata zwierzęcego. III. W nazwach geograficznych i topogra-

99
ficznych, więc w nazwach osad, krajów, prowincyi, rzek, ulic i t. p. IV. W imionach
i nazwiskach osób. V. W terminach oznaczających tytuły, godności, powołania,
urzędy, zawody i tp. VI. W nazwach i terminach
odnoszących się do spraw
urzędowych, wojskowych, naukowych - w nazwach, służących do oznaczenia instvtucyi i miejsc, urządzeń, narzędzi, sprzętów, odzieży, pojęć religijnych, chorób i tp.
VII. W przymiotnikach. VHI. W słowach. IX. W partykułaclł, wyrażeniach wy•
krzyknikowych, przysłowiach i tp. X. Niektóre ludowe skażenia tekstów w pieśniach,
modlitwach, zagadkach i tp.
Do tej samej kategoryi prac należy rówmez: Stanisława Ciszewskiego
Przyczynek do studyów nad słoworodem ludowym (III, 443-446). Wyrazy zamieszczone w tym przyczynku, zebrał autor w Stawiszynie, w powiecie kaliskim.
Łucyana Malinowskiego: • Niektóre wyrazy polskie litewtikiego pochodzenia (I,
180-191). W pracy tej autor dla porównania przytacza znaczn4 ilość wyrazów ludowych polskich z różnych narzeczy. W części pierwszej mówi o :.wyrazach pospolitych«, w drugiej - o - >niektórych nazwach rodowych litewskiego pochodzenia«.
Do tej ostatniej części dodaje w tomie Il. (587-589) .l.; Karłowicz : Kilka słów
o nazwiskach litewskich.
Ad. Ant. Kryńskiego : Postaci osobliwe przysłówków staropolskich i dzisiejszych
gwarowych (l[, 593-598). Rozpatruje tu autor przysłówki na - ski powstałe
z narzędnika licz. mn. deklinacyi rzeczownikowej przymiotników w dawnej polszczyźnie (np. jest polsk11 popysana .... = po polsku), jak również i osobliwe postaci
przysłówków spotykanych w dzisiejszym języku ludowym (np. hetk-precz, zupełnie
i t. p.). Tenże autor podaje recenzyę pracy Jana Hanusza p. t. Z języ.,,oznawstu,a
i literatury ludowej, odbitka z »Przeglądu polskiego" z r. 1886), bardzo ważnej dla
zajmujflcych się ludoznawstwem, a będącej streszczeniem dzieła prof. Gustawa
Meyera, językoznawcy, badacza i zna.wcy rzeczy ludowych: >Essays und Studien
zur Sprachgeschichte und Volkskunde«. Berlin 1885. (II, 337).
Na zakończenie tego drugiego działu nasz~go sprawozdania wymienimy jeszcze
tytuły rzeczy drobnych, lecz będących bardzo cennymi przyczynkami dla dyalektologii, a w wielu wypadkach i wogóle dla etnologów. J. Karłowicz omawia Imiona
z~iorowe typu »bracia« (I, 121), dodatkami zaś zaopatrują: A. A. Kryński (I, 124
i II, 352), S. Ciszewski (II, 590) i sam autor (V, 148). Tenże autor podaje: Wykrzykniki z końcówkami czasow11mi (I, 125), A. A. Kryński zaś - dodatek (Ir, 591).
Dalej: .Asyn J. Karłowicza (I, 131), Nimam,inimog~ L. Malinowskiego (I, 191; V, 112).
Niektóre złożone nazw11 ptaków w j~zykach sł'owiań.jkich, tegoż, (I, 193), Mleziwo młodziwo, tegoż (II,' 264); Rafał Lubici dopełnia objaśnienia Karłowicza i Malinowwskiego dotyczące wyrażenia „ Do siego roku« (III, 301), Grupy spółgłosek tr, str, dr,
w niektó,-ych gwarach w Galicyi zachoiniej. L. Malinowskiego (IV, 304) i tegoż
autora Drobiazgi j~zykowe (IV, 655: V. 112 - o wyrazach podhalskich; V, 606-626),
Wyrazy polskie z litewskie_ąo przyswojone (II, 262) i D11ale'a11czne wtórne przedłuże­
nie _ on na -· an (II, 759), oraz ostatecznie A. A. Kryńskiego: Niektóre postaci
ludowe imion ch,-zestnych (V, 139).
W dalszym ciągu chcemy jeszcze zwrócić uwagę na kilka artykułów, pozostających w ścisłym związku z badaniami etnograficznemi, a mianowicie • J. Karło­
wicza: Wista - o pochodzeniu tej nazwy (I, 163), również o temże J. Hanusz (I,
169), Skierniewice - L. Malinowskiego (I, 193), a nastc;pnie bardzo ciekawym
i zachęcajflcym jest do urządzenia u nas czegoś podobnego - artykuł' Łopaciń­
skiego Dyalektologia na Wystawie ludoznawczej w Pradze w r. 1895 (V, 299-302)
i na koniec dwa ważne referaty J. Karłowicza: P.,-ojekt termifłOlogii j~zybozlłait'czej

100
pou,kiej (I, 102-120) i O ile

należałoby uwzg~nić narzecza ludowe w gramatykach

(V, 186-192).
Na zakończenie zaś tego sprawozdania notujemy, iż w tomie I, w obszernym
Przeglądzie bibliograficznym prac naukowych o j'}zyku polskim, ułożonym przez K.
Appla i A. A. Kryńskiego - znajduje się. specyalny dział o~naczony C. III. p. t.
Dyalektologia (str. 663-680). Dzieła w dziale tym wymienione podzielono na dwie
kategorye, na a) badania gwar] ludowych i b) zbiory pieśni, podań ludu i t. p. rnateryałów etnograficznych. Pod tytułem każdego wymienionego dzieła sprawozdawcy
ci podajl\ krótką tresć i zarazem spis recenzyi i sprawozdań o tern dziele.

Henryk Ułaszyn.

SPRAWY TOWARZYSTW A.
L Posiedzenia, Zarzaidu centralnego.
S z ó s te posiedzenie odbyło sic; 31. października 1900 r. Obecni p. p. Bal,
dr. Kalina, dr. Krcek, dr. Leciejewski, dr. Pazdro, Soleski, Sołtys, dr. Twardowski,
Wróński i Zdziarski. Przewodniczył Prezes Tow. dr. Kalina.
1. Przyjęto 9 nowych członków.
2. Uchwalono zrobić drugie wydanie pracy dr. SL Eljasza-Radzikowskiego
p. t. ,, Styl zakopiański.".
3. Prezes zakomunikował list otrzymany od Kasy im. J. Mianowskiego,
·w sprawie dzieła śp. Dr. Matlakowskiego, który postanowiono ogłosić w „Ludzie";
jakoteż podał do wiadomości dwa listy, otrzymane od rektora Uniw. Jagiel. w Krakowie z podziękowaniem za adres i „Lud" ofiarowany w dniu Jubileuszu wszech nicy.
4. Dr. Eljaszowi-Radzikowskiernu uchwalono pisemne podziękowanie za. starania, połQŻone około artystycznego wykonania adresu dla wszechnicy Jagiellońskiej.
5. Prezes zakomunikował, Że Tow. otrzymało na wystawie przyrodniczo-lekarskiej w. Krakowie dyplom honorowy za zbiory i wydawnictwa.
6. Na wniosek p. Zdziarskiego uchwalono pierwszy zeszyt „Ludu" z r. 1901
powiększyć o arkusz druku.
Si ód rn e posiedzenie odbyło się 6. grudnia 1900 r. Obecni p. p. Bal, dr. Kalina,
dr. Leciejewski, dr. Pazdro, Wroński i Zdziarski. Przewodniczył prezes Tow.
1. Przyjęto 2 nowych członków.
2. Uchwalono podj4ć akcyę celem założenia muzeum etnograficznego krajowego.
3. Stosownie do zaproszenia Tow. historycznego wybrano dwu delegatów:
dr. Kalinę i Wrońskiego do ankiety mającej rozpatrzeć projekt założenia Tow. dla
popierania nauki polskiej.
4. Uchwalono wnieść podania o subwencyę do Ministeryurn ośw., Sejmu kraj.
i Rady m. Lwowa.
5. Postanowiono w r. 1901. bić „Lud" w 650 egzemplarzach.
6. Rezygnacyi dr. Twardowskiego z godności członka Zarządu nie przyjęto.
7. Termin najbliższego posiedzenia naukowego naznaczono na 13. grudnia.
Ósme posiedzenie odbyło się 12. stycznia 1901 r. Obecni p. p. Bayger,
dr. Bruchnalski, dr. Kalina, dr. Leciejewski, dr. Pazdro, Soleski, Sołtys i Zdziarski.
Przewodniczył Prezes Tow.
1. Przyjęto 47 nowych członków.

101
2. Mianowano delegatem Tow. p. Fr. Leichtfrieda w Podłężu, a p. J.
udzielono pełnomocnictwo na założenie oqdziału Tow. w Dębicy.
3. Przyjęto rezygnacyę z godności członka Zarządu p. dr. J. Niemca.
4. Uchwalono wydać zamiast drugiego zeszytu _,,Ludu" za r. 1901. ,,Podręcznik ludoznawstwa" w 1500 egzemplarzach.
5. Uchwalor,o powiększyć „Lud" o 4 arkusze rocznie począwszy od r. 1901
6. Na posiedzeniu tajnem ułożono propozycye dla Walnego Zgromadzenia na
prezesa, wiceprezesa i 4 członków zarządu w miejsce ustępujących: dr. Krceka, dr.
Kolessy, dr. Gorzyckiego i dr. Niemca, który zrezygnował.
7. Termin Walnego Zgromadzenia naznaczono na 26. stycznia i ułożono
porządek dzienny.
Szydłowskiemu

W wykonaniu uchwały powziętej w Sekcyi etnograficznej III. Zjazdu historyków
polskich w Krakowie 1900 r. wysłał Zarząd Towarzystwa ludozn. odezwę do Komitetu kasy im. Mianowskiego w sprawie wydawnictwa· 2-go tomu dzieła śp. Matlakowskiego, na którą otrzymał następujące pismo:

Do Towarzystwa ludoznawc1ego we Lwowie.
Otrzymaliśmy

odezwę Zarządu L. 2f> 1 z d. 22. z. m. i przyłączamy się do
wyrazów ubolewania z powodu zwłoki, jaka zachodzi od szeregu lat w doprowadzeniu do skutku cennego rękopisu ś. p. Matlakowskiego p. t. •Zdobienie i sprzęt
ludu polskiego na Podhaluc. Ponieważ ze sprawozdań, jakie nas doszły o pracach
sekcyi etnograficznej III. Zjazdu historyków polskich w Krakowie z Żalem przekonaliśmy się, Że nikt z osób uczestniczących w sekcyi tej, nie wyjaśnił obecnym,
jaki jest stan faktyczny zaniedbanej od tak dawna sprawy, pozwalamy sobie pokrótce wyłuszczyć Zarządowi Towarzystwa ludoznawczego, jako wykonawcy uchwał
sekcyi pomienionej, okoliczności fak,yczne, należycie sprawę cał4 wyświetlające.
Nieboszczyk ś. p. Matlakowski na kilka miesięcy przed śmiercią, w marcu
1895 r., zwrócił się do Komitetu Kasy naszej ·z prośbą o podjęcie wydania pracy
wyżej nazwanej, w rękopisie jeszcze nie ukończonej, wskazując, iż wydawcą dzieła
będzie kolega i przyjaciel jego Dr. Józef Peszke. Ten ostatni akceptował włożone
nań obowiązki na oryginalnej odezwie autora rękopisu. Komitet Kasy skwapliwie
propozycyę przyjął, o czem autora bezzwłocznie zawiadomił. Gdy Matlakowski
zmarł, zwrócił się do Komitetu kasy Dr. Peszke, powołując się na porozumienie
swe z wdową po zgasłym przyjacielu, z ponowieniem zapewnień, iż dochowa
obowiązków włożonych przez nieboszczyka i dzieł'l najzupełniej do druku przygotuje. Koszt obliczył wówczas na 2-3 tysięcy rubli. Komitet przyjął to do wiadomości i kwotę 3.000 rubli na wydanie dzieła zarezerwował. W ciągu roku 1896
i 1897 na Żądanie Dra Peszke wypłacono różnym za roboty przy przepisywaniu
rysowaniu i odbiciu klisz do dzieła około 900-1000 r., gdy jednak o rozpoczęciu
druku nic słychać nie było, jeden z członków Komitetu upomniał się u wydawcy
o wiadomości, co się dzieje z wydawnictwem. Pod dniem 10./X. 1897 objaśnił'
Dr. Peszke Komitet o przyczynach zwłoki, zawiadamiaj4c, iż niebawem druk rozpocznie. Komitet odezwę tę przyjął do wiadomości, lecz~ odpowiadając na niq
Drwi. Peszke, zaznaczył, iż zwłoka jest mu przykrą i prosi o ukończenie rękopisu
najdalej na I. IV. 1898. Jednocześnie Komitet przyjflł wszelkie uwagi i Życzenia
wydawcy co do sposobu wydania. ksi4Żki i t. p. Następnie prowadzono z wydawc4
za pośrednictwem jednego z członków Komitetu, pertraktacye celem ustalenia terminu stanowczego i rozpoczęcia druku, aż wreszcie, na z~sadzie tych rokowań
pod d. 5 kwienia 1898 r. określono termin ostateczny ukończenia rękopisu na I
tycznia 1899 r. Terminu tego wydawca nie dotrzymał { Żadnych od tego czasu

102
nie dał Komitetowi wiadomości. Dr. Peszke jest wydawcą dzieła z woli autora,
z upoważnienia wdowy po nim pozostałej, w jego ręku znajduje się rękopis
i wszelkie materyały. Komitet zaś jest tylko przedstawicielem i czasowym dysponentem funduszu, jaki od r. 1895 na cel wydania książki jest w kasie odłożony,
a którego reszta wynosi obecnie z górą 2000 rubli. Środki swe do przynaglania
wydawcy Komitet, jak mu się zdawało, wyczerpał'.
Z otrzymanej obecnie odezwy~ jednak Komitet o tyle skorzysta, Że ją prześle
w 01 yginale zalegającemu wydawcy z prośbą o dokładne przedstawienie, w jakim
stanie praca nad wydawnictwem się znajduje.
Komitet tuszy sobie, Że przedstawienie w krótkim szkicu właściwego stanu
rzeczy w materyi, przez sekcyę Zjazdu poruszonej, wyświetli należycie stosunki,
które na posiedzeniu sekcyi niedość bezstronnie przedstawione zostały.
Za członka Komitetu sekretarza:

J. Natanson.

Wiceprezes Komitetu: . .:·:.:i;~J
R. Dobrski.

II. Sprawozdanie z VII. Walnego Zgromadzenia.
Si6d.me n,yczajne Walne Zgromadzenie członków Towarzystwa ludoznawczego
się
26. stycznia b. r. w sali botanicznej uniwersytetu we Lwowie. Przewodniczył' prezes Tow. Dr. A. Kalina, protokół prowadził' sekretarz Towarzystwa
St. Zdziarski.
I. Po zagajeniu, wypowiedzianem przez Dra Kalinę, w którem nakreślił
główne
rezultaty zeszłorocznej pracy Zarządu i wskazał, jakie zad~nia Tow. na
odbyło

przyszłość czekają,

St. Zdziarski szczegółowe sprawozdanie z czynności Zarządu za
Tow. na polu naukowem była tak wydatną jak nigdy
dotąd.
Spowodował' ją Zjazd historyków polskich w Krakowie, którego sekcyę
etnograficzną zorganizowaliśmy, zapewniwszy jej referentów i korreferentów. Jakie
były rezultaty prac naszych nad sekcyą o tern świadczą wymownie gorące
dyskusye, które toczyły się nad referatami. Nie na tern wszelako skończyła się
nasza praca dla Zjazdu, sekcya bowiem etnograficzna przekazała wykonanie, zapadłych uchwał, Tow. ludoznawczemu. Nie zwlekając długo, rozpatrywała osobna
komisya wybrana przez Zarziid, jeszcze w lipcu całii sprawę i niektóre z tych
uchwał o ile były możliwe do wykonania obecnie, już załatwiła pomyślnie, bo
przewodnik etnograficzny w przyszłym miesiącu opuści prasę drukarską, a dzieło
ś. p. Dra Matlakowskiego pojawi się niebawem. W ogólno3ci ze Zjazdu historyków
wynieśliśmy
to niezłomne, a poparte wielu dowodami przekonanie, iż Tow.
nasze ma wielk4 powagę u naszyeh i u obcych, Że może liczyć na poparcie ogółu
skoro nam powierzono wykonanie uchwał tam zapadłych, skoro jak najsympatyczniej
się o nas wyrażano tak, że kiedy jeden z referentów zaznaczył, iż Tow. nasze
w r. 1899 nie otrzymało subwencyi Sejmowej, wyrazom oburzenia nie było końca•
Z pomiędzy członków Zarziidu w Zjeździe brali udział;: Dr. A. Kalina, Dr. Fr.
Krcek i St. Zdziarski. W łonie Tow. ruch naukowy nie ·zmalał także, gdyż odbyliśmy 5 posiedzeń naukowych, na których odczytano 6 prac. Objętość »Luduc nie
zmniejszyła się również, a za to staraliśmy się o dobór prac i zwiększenie liczhy
ilustracyj, których pomieścił zeszły rocznik tyle, ile Żaden dawniejszy. Ponadto wydaliśmy w odbitkach prace Dra Krceka i Dra St. Eljasza-Radzikowskiego. Praca ta
ostatnia rozeszła się w ciągu 3-ech miesięcy w 500 egzemplarzach, ponieważ zaś
ciągle nadchodzą liczne zamówienia, przeto postanowiliśmy przystąpić do ponownego
II.

rok

odczytał

ubiegły.

Działalność

103
jej wydania. Wydaliśmy na koniec kwestyo naryusz prof. Br. Gustawicza w sprawie
nazw miejscowych, jakoteż informacyę Dra Krceka dla fotografów w sprawie zdjęć
przydatnych folklorystyce. Pod koniec wreszcie ut;,iegłego roku podjęliśmy akcyę
celem założenia krajowego muzeum etnograficznego, którego jedyna ze wszystkich
krajów koronnych Galicya nie ma dotąd. Kończąc sprawozdanie z pracy naszej
naukowej zaznaczyć musimy, iż Tow. wzięło udział w wystawie przyrodniczolekarskiej w Krakowie, gdzie otrzymało najwyższą nagrodę - dy p 1om honor o wy
za zbiory i wydawnictwa, a w Zjeździe lekarzy i przyrodników polskich w Krakowie
jakoteż w międzynarodowym Zjeździe folklorystów w Paryżu przez delegatów.
Wcale nie w parze z naszą pracą wydatną, uznaną przez Zjazd historyków
i Zjazd przyrodników i lekarzy, szło poparcie materyalne. Sejm Krajowy bowiem
przyznał Tow. tylko 200 koron subwencyi, podczas gdy rownocześnie sekcyi
etnograficznej Tow. im. Szewczenki udzielił sumę 2000 kor. Reprezentacya miasta
Lwowa, która jak dawniej tak i nadal nas popiera gorliwie, przyznała nam subwencyę
w tej wysokości, co i dawniej, - 400 koron. Mimo to przecież wyszliśmy bez
deficytu z nadwyżką 547 koron, co mamy do zawdzięczenia przeważnie wielkiej
ilości nowych członków, która wyniosła w r. b. 89, jakoteż tej okoliczości, Że zaprowadziliśmy administracyę odbitek z >Ludu«, co przynosi
nam także pewien,
dochód, i Że zyskaliśmy wstęp dla >Lu~u« w Rosyi. Daliśmy wreszcie baczniejszą
niż dawniej uwagę bibliotece i uzyskaliśmy ogółem wyż 200 dzieł w przeszło 250
tomach, których wartość śmiało można liczyć na 600 koron. Dzięki ofiarności autorów i wydawców uzupełniliśmy niemal wszystkie dawnieisze braki i uzyskaliśmy
niemal wszystkie dzieła etnograficzne polskie, wyszł'e w r. ub. Rok jubileuszu
Jagiellońskiej wszcehnicy, w którym wzięliśmy udział przez
wysłanie delegata
z adresem od Tow. i poświęconym uniwersytetowi rocznikiem >Ludu«, możemy
śmiało liczyć do najpomyślnijszych. Sprawozdanie to przyjęło Walne Zgromadzenie
do wiadomości.
III. Na wniosek p. Soleskiego uwolniono skarbnika Tow. od czytania bilansu
kasowego i majątkowego za r. 1900, a nadto uchwalono wyrazić mu podziękowanie
za niezmordowaną pracę dla dobra Tow.
IV. Skarbnik Tow. p. St. Bal referował preliminarz budżetowy na rok 1901,
który Walne Zgr. zatwierdziło, a który wraz z bilansem kasowym i majątkowym
podajemy poniżej.
V. Imieniem komisyi kontrolującej p. Rybowski postawił wniosek udzielenia
Tow. absolutoryum, który uchwalono.
VI. Bibliotekarz dr. Krcek przedłożył sprawozdanie biblioteczne, poczem wyrażono sekretarzowi Tow. .podziękowanie za staranie
około pozyskania nowych
zarządowi

ksiłlŻek.

VII. Prezesem Tow. na wniosek dr. Leciejewskiego obrano dr. A. Kalinę przez
zostali wybrani wiceprezesami: p. Fr. Rawita-Gawroński
i J. Ihnatowicz, czł'onkami zarzl\du: pp. J. Bayger, dr. Fr. Krcek,: dr. J. Leciejewski
i dr. z. Pazdro, a czł'onkami komisyi kontrolującej : pp. ks. Kre.:howicz, Lewicki
i Rybowski.
VIII. Na wniosek p. Soleskiego postanowiono wydać: kwestyonaryusz z za•
kresu lecznictwa ludowego, a na wniosek ks. Krechowicza postarać si-; o zbieranie
melodyi ludowych, jakoteż planów budynków wiejskich.
aklamacyę. Przez głosowanie

104

I. Bilans
za czas od 1. stycznia
Przychód.

Ir
II.
li.

III.

IV.
V.

VI.
VII.

I

Szczegółowo

T y t u ł

K.

Razem

I h.

K.

I h.

633

-

1905

90

600

-

Reszta kasowa z roku 1899: .

1. gotówką
2. w pocztowej kasie oszczędności
Wpisowe i wkładki członków:
1. zamiejscowych :
a) wpłacone
a) z~l:głe 156·26 ) gotówką 400·38
b) b1ezące 837·64 J b) przez poczt.
c) nadpłac. tO·k. oszcz. 603·52
2. miejscowych:
--a) zaległe
54·50
b) bieżące
847·50
Subwencye:
1. Rady król. stoł'. miasta Lwowa
2. Sejmu krajowego
Prenumerata czasopisma „Lud"'
Dochód z wydawnictw Towarzystwa:
1. ze sprzedaży
2. zwrot kosztów przedruków przez
autorów
Odsetki
Prze bieżne

432
200

90
10

1003

90

902

-

400
200

-

-

154

290

91

283

44

-

583

35
34
31

4464

90

574
14

We Lwotcie, dfłla

Dr. Antoni Kalina
prezes.

105

kasowy

do

31.

grudnia

1900.
Bozchód.

l 1:1

~

I.

T y t u ł
Wydatki administracyjne:
1. kancelaryjne
2. druk odezw, zaproszeń i t. d.:
11 ·24
zaległe
173·53
b) bieżące
3. portorya
4. oprawa książek
5. kursor
6. oddziałom Towarzystwa regułaminowa 50/o należytość
7. różne
Wydatki na czasopismo nLud":
1. druk i papier
2. broszurowanie
3. ekspedycya i drobne wydatki Redakcyi
4. rabat księgarniom
5. zwrot wydatków autorom
Wydatki na wydawnictwa Towarzystwa:
1. druk i papier:
278·96
a) zaległe
323·91
b) bieżące
2. broszurowanie, klisze, portorya i t. d.
3. rabat księgarniom
Wydatki na kwestyonarze z ludoznawstwa:
1. zaległe
2. bieżące
Prze bieżne
Reszta kasowa na rok 1901:
1. w pocztowej Kasie oszczędności
2. w gotówce

Szc~egółowo

K.

I h.

54

28

184
125
112
77

77
11
90
85

37
33

45
27

1492
53

52
66

269
28
12

20
76

Razem
K.

I h.

a)

..

II.

III.

IV.

V.
VI.

31. grudnia 1900.

Stanisław Bal
skarbnik"

625

63

-

1856

14

602
127
80

87
98
27

811

12

21
20

66
41
583

66
31

217
329

78
26

547
4464

04
90

-

-

106

II.

B i 1a n s
za

Stan czynny.

I

Tytuł

I.
II.

III.

IV.

Reszta kasowa z dniem 31. grudnia 1900
odsetki w pocztowej Kasie
oszczęd: ości za r. 1900
Zaległ'e należytości czynne:
1. Wkł'adki zaległ'e :
a) 8 czł'onków miejscowych 27·li) 82
,,
zamiejscowych~
2. zaległ'a prenumerata „Ludu":
a) u 2 prenumeratorów
5·50
b) w księgarniach (netto)
295·72
Biblioteka (okoł'o 1050 tomów) w ~ i

Szczegółowo
K.
I h.

Razem
K-.- , - ~

594

82

301

22

okoł'o

V.

VI.

VII.

547

04

4

40

896

04

1525

-

Zaległ'e

Zapas roczników czasopisma "Lud" (po
5 koron)
1. rocznika I. (1895) 139 kompletnych
egzemplarzy
2 rocznika Il. (1896) 144 kompletnych
eg~emplarzy
3. rocznika III. (1897) 72 kompletnych
egzemplarzy
4. rocznika IV. (1898) 45 kompletnych
egzemplarzy
5. rocznika V. (1899) 79 kompletnych
egzemplarzy
6. rocznika VI. (1900) 62 kompletnych
egzemplarzy
Zapasy wydawnictw Towarzystwa :
1. w komisie księgarskim (ceny netto)
2 w przechowaniu wł'asnem „
"
Wartość przedmiotów muzeum ludoznawczego (153 numerów)

695

-

720

-

360

-

225

-

395

-

310

-

2705

-

916
2684

85
80

3601

65

200
9479

13

-

We Lwowie, dnia

Dr. Antoni Kalina
prezes.

107
majątkowy

rok 1900.
Stan bierny.
~

Szczegółowo

Tytuł

~

K.

Pobrane naprzód za rok 1901 wkładki
Nadwyżka stanu czynnego jako czysty
majątek Towarzystwa:
1. w zaległych należytościach czynnych
2. gotówką:
a) w poczt. Kasie }
oszczędn. 217 78
fund. Żel. 230·50
b) w kasie
Tow.
319·26 fund. zap. 306·54
3. w bibliotec~'lsach wyda~
i zbiorze muzealnym

I.
li.

I

h.

900

44

537

04

8031

65

\

Razem
K.

I h.

10

-

9469

i~

9479

13

81, grudnia 1900.
Stanisław

Bal

skarbnik.
Eomisya kontrolująca zbadała na dniu dzisiejszym przedłożone sobie porachunki i potwierdza, że znajdują się w ścisłej zgodności pod każdym
względem z księgami Towarzystwa.
wyższe

We LwOłltie, dnia 24. Btycznia 1901.

Bolesław Lewicki.

Ks. J6zef Krechotoicz.
Mikołaj Rybowski.

108

:P1:telimina1:tz
Wymogi.
Wynikłość

z r. 1900

Tytuł

K.

I.

Wydatki administracyjne:
1. kancelaryjne
2. druk odezw, zaposzeń i t. d. :
a) zaległe
b) bieżące

II.

III.

3. portorya
4. oprawa książek
5. kursor
6. oddziałom Towarzystwa regula~inowa 50/o należytość
7. różne inne
Wydatki na czasopismo "Lud":
1. druk i papier
2. broszurowanie
3. ekspedycya i drobne wydatki Redakcyi
4. n1bat księgarniom
5. zwrot wydatków autorom
Wydatki na wydawnictwa Towarzystwa:
1. druk i papier
a) zaległe

IV.

b) bieżące
2. broszurowanie, klisze, portorya i t. p.
3. rabat księgarniom
Wydatki
na kwestyonarze
z ludoznawstwa:
1. zaległe
2. bieżące

Preliminarz

powyższy

I h.

54

28

11
173
125

24
53

Preliminuje się
r.a r. 1901

I h.

K.

55

112
77

85

180
130
120
80

37
33

45
27

40
35

1492
53

52
66

1500
52

I1

90

269

20

28
12

76

270
50
8

278

96

323
127

91

7oO

98

80

27

130
150

21
20
3334

66
55

60
3560

uchwaliło

Walne

zgromadzenie

Dr. Antoni Kalina
prezes.

109

n a

:tt o k

1'90t.

Pokrycie.
~
~

Wynikł ość

z r. 1900

Tytuł

K.
I.

Il.
III.
IV.

V.
VI.
VII.
VIII.

Wpisowe i wkładki członków:
1. zaległe:
a) członków miejscowych
zamiejscowych
b)
-~
"
,n
2. bieżące:
O)
00
a) członków miejscowych
b)
zamiejscowych
" zapłacone za rok 1901
3. naprzód
Subwencye:
1. Rady król. stoł'. miasta Lwowa
2. Sejmu krajowego
Prenumerata czasopisma „Lud"
Dochód z wydawnictw Towarzystwa:
1. sprzedaż .
2. zwrot kosztów przedruków przez
autorów
Odsetki
Zapas kasowy z roku 1900 :
230·50
1. fundusz zelazny
306·54
2. fundusz zapasowy
Bilansowa różnica zapasów kasowych
z lat 1899 i 1900
Preliminowany niedobór w roku 1901.

I

.o{

54
156

50
26

.

847
837
10

50
64

400
200
154

-

.

.

skarbnik.

Bal

I

h.

-

-

-

-

400
200
160

290

91

400

-

283
14

44
34

15

-

306

54

178

46

3560

-

-

96

85

I 55

I
Towarzystwa ludoznawczego dnia 26. stycznia 1901.

K.

} 1900

3334

Stanisław

h.

Preliminuje się
na r. 1901.

110

m Posiedzenie naukowe.
Cz w arte posiedzenie naukowe odbyło się 31. paździeraika 1900 r, na
którem sekretarz przedstawił pracę dr. Stanisława Cis ze w ski ego, •O atałykaciec.
Praca ta jest zamieszczona w niniejszym zeszycie •Ludu«. W dyskusyi zabierali
głos p. p. Jan Grzegorzewski i dr. A. Kalina.
Piąte posiedzenie naukowe odbyło się 17. listopada 1900 r., na którem p.
Marcin W ro ń s k i mówił' • O potrzebie zebrania materyałów do prawa zwyczajowego
w Galicyi«. Treści odczytu, który został osobno wydany przez autora (Lwów, 1900.),
nie podajemy wcale.
Stanisław Zdziarski

Dr . .A. Kalina

sekretarz.

prezes.

III. Sprawozdanie Oddziałów.
Oddział w Chrzanowie.

Trzecie posiedzenie Zarządu Oddziału odbyło się dnia 10.listopada
1900 r. w Chrzanowic pod przewodnictwem prof. Br. Gustawicza.
Obecni : Bieroński Jan, Makuch Michał, Polaczek Stanisław i Topolecka
Ludwika.
1. Do Oddziału przystąpił p. Ceremuga Jan nauczyciel w Libiążu Wielkim,
który od r. 1895 jest członkiem Towarzystwa ludoznawczego. Oddział liczy tedy
26. członków 1).
2. Rada Szkolna Krajowa rozp. z 21.VII. 1900 L. 162000 (reskr. R. S. O.
z 28.VII. 1900 L. 1209) postanowiła udzielić tut. Oddziałowi na przeciąg jednego
roku pozwolenia 11a odbywanie posiedzień i odczytów w budynkach szkolnych
w Chrzanowie, Krzeszowicach, Jaworznie, Szczakowej i Alwerni, a to w czasie
wolnym od nauki.
3. Za pośrednictwem Rady Szk. Okr. w Chrzanowie rozesłano do wszystkich
nauczycieli i nauczycielek szkół ludowych w pow. chrzanowskim odezwę z prośb'ł
o przystępowanie do Oddziału, tudzież o zebranie materyału w myśl trzech doł'll­
czonych kwestyonaryuszy a) topograficznego, b) językowego i c) dotyczącego
pisanek.
4. Zarząd otrzymał do tej pory materyał w powyższych kwestyach z Chełmku,
Paczołtowic i Krzeszowic.
5. Prezes uprasza p. Michała Makucha, kierownika szkoły pięcia-klasowej
w Chrzanowie o gorętsze popieranie Oddziału przez zyskiwanie członków wśród
inteligencyi chrzanowskiej.
Stanisław Polaczek
Bronisław Gustawicz
sekretarz.
przewodniczący.
C w a r te p o s i e d z en ie Z ar z ą d u O d d z i a ł' u odbyło się dnia 29. grudnia
1900 pod przewodnictwem prof. Br. Gustawicza.
Obecni pp.: Bieroński Jan, Makuch Michał, Polaczek Stanisław; jako goscie
pp. Woźnowski Stanisław Bieroński Władysław.
1) W sprawozdaniu z II. posiedzenia Zarządu, wydrukowanem w Ludzie z r.
1900, str. 314, wiersz 4. od dołu, opuszczono, między nowymi członkami : p. Wand9
Konopkównę, nauczycielkę z Grojca. Oddział' liczył' wtedy 25, a nie 24 członków,
jak wydrukowano.

111
1. Po odczytaniu protokołu z trzeciego posiedzenia,

tudzież

pism gł'ó.vnego

Zarządu, nadesłanych ·do Zarządu Oddziału w sprawie wkładek, uchwalono zwołać
Walne Zgromadzenie członków na 12. stycznia 1901 w Krzeszowicach.
2. Ponieważ p. Ed. Rybacki, aptekarz w Krzeszowicach, nie przysb\pił' jako
członek zwyczajny do Oddziału, przeto liczba członków Oddziału wynosi 25.
a nie 26.
3. P. Teodor Pisiewicz, nauczyciel w Długoszynie, nadesłał materyał ludoznawczy w odpowiedzi na kwestyonaryusze topograficzny, językowy i w sprawie
pisanek, za co Zarząd .Oddziału składa mu na tern miejscu: >Bóg zapłać I«
4. W końcu przewodniczący prof. Gustawicz odczytał sw4 prac; p. t.
• O ziołach i korzeniach czarodziejskich«, która w wysokim stopniu zaciekawiła
zgromadzonych. Pracę tę uzupełnioną i zaopatrzon4 w rysunki przeszłe autor
Redakcyi >Ludu« do druku. Dlatego treści jej nie podajemy.
Stanisław Polaczek
Bronisław Gustawicz
sekretarz
przewodnicz4cy,
Drugie posiedzenie naukowe

odbyło się

dnia 10. listopada 1900 r.
i gości. Przedmiotem posiedzenia
był' odczyt prezesa Oddziału prof. B r, Gu s ta w i c z a : >O Serbach dolno-luŻyckida.
Wrażenia z podróży etnograficznej«. Skreśliwszy położenie i granice dzisiejszych
Łużyc i ich podział' na górne i dolne, wykazawszy różnice w ich konfiguracyi
naziomowej i wytyczywszy granice etnograficzne mowy serbskiej, tak górno-, jak
dolr.o-łużyckiej,
przystąpił
prelegent do dokładniejszego opisu topograficznego
Łużyc dolnych, które były głównym celem jego wycieczki naukowej podczas feryj
letnich, a przedewszystkiem krainy położonej nad wieloramienną Sprowi4 (Sprew4)
między Chociebużem (niem. Cottbus) a Bukowi n ą Serbską (niem Wendiscla
Buchholz), zwanej przez Serbów >Błotami«, a przez Niemców >Spreewaldc
(bory nadsprowiańskie). W bardzo żywem przedstawieniu zapoznał' prelegent
słuchaczów swoich z wyglądem i naturą tych Blót, prawdziwych żuław nadsprowiańskich, w każdej porze roku, z ich glebą, fauną i florą, jakoteż z dzisiejsz•
tubylczą ludnością, która mianuje się >Serb am i«, a którą Niemcy •We n dam ie
zowią, z ich fizyonomią, sposobem Życia, ubiorem, chatami, sposobem gospodarowania, a wreszcie z ważniejszymi zwyczajami, jak np. z prządkami, dożynkami
i obchodem weselnym, wykazując na każdym kroku wiele podobieństwa i wspólności z zwyczajami naszego ludu. Po odczycie mile przez słuchaczy przyjętym
odbyła się krótka dyskusya, wywołana przez p. St. Polaczka z Krzeszowic, w sprawie religii Serbów; w końcu wyrażono życzenie, by prelegeRt na najbliższem
posiedzeniu zaznajomił zgromadzonych z Serbami łużyckimi jeszcze w innym kierunku ludoznawczym, jak np. z zwyczajami zachowywanymi przy chrzcinach, pogrzebach, uroczystych świętach, albo też z wierzeniami, przesądami i podaniami
w dziedzinie przyrody i t. d.

w Chrzanowie przy licznym udziale

ezłonków

IV. Spis nowych członków:
578. Badura Winc. E. st. fil. Kraków.
579. Bentke Maks. nacz. st. urz~d. kol.
Moderówka.
580. Bie!1kowski Kaź. nacz. st. urzęd. kol.
Trzciana.

581. Dr. Blatt Gerson, prof. gimn. Brody.
582. Czernicki Leon, nacz. st. kol. Jedlicze.
583. Czyżewicz St. naucz. w Sterkowcu.
584. Dembowska Marya, Zakopane.
585. Drewko Józ. naucz. w Kowalowych

112
586. Dreziński Kar. urzędn. kol. państw.
Wola Łużańska.
587. Eisenbach Józ. urzęd. kol. państw.
Sucha.
588. Fabiański Henryk lekarz weteryn.
Dębica.

589. Florek St. nacz. st. kol. Strzyżów.
590. Fischler Wolf urzędn. kol. państw.
Dębica.

591. Dr. Gabryszewski Ant. doc. uniw.
Lwów.
592. Gernand Fr. nacz. stac. kol. Ropczyce.
593. Giertowski Józ. prof. szk. realn.
Lwów.
594. Grzegorzewski Jan Lwów.
595. Janes Józ. nacz. st. kol. Sucha.
596. Janik Mich. prof. gimn. Brody.
597. Jaworski Jgn. nacz. st. kol. Sędziszów.
598. Dr. Kallenbach, prof. uniw. Fryburg.
Szwajcarya.
599. Kowalski Boi. urzędn. kol. państw.
Podlęże.

600. Kowatsch Artur, nacz. '5tac. kol.
Czarna.
601. Krogulski Aug. urzęd. kol. państw.

610. Łukasiewicz Wład. urzęd. kol. pań
Rzeszów.
611. Maślonka Lud. urzędn. kol. państw.
Kraków.
612. Michałka Jan nacz. st. kol. Nadbrzeże.
613. Minnicki Miecz. nacz. st. kol. Czudec.
614. Mlcoch Jan nacz. st. kol. Rymanów.
615. Ks. Mysor Wład. prof. seminaryum
Tarnów.
616. Niezgoda Fr. urzędn. kol. państw.
Trzcin nica.
617. Rabczański Wład. nacz. stac. kol.
Rozwadów.~
618. Rychlewski Jul. nacz. st. kol. Frysztak.
619. Stadnikiewicz Alfred nacz. st. kol.
Wiśniowa.

620. Starka Józ. telegrafista kol.

państw.

Podłęże.

621. Stączek S~. urzęd. Dyrekc. kol. pań.
Kraków.
622. Stephan Fr. nacz. st. kol. Krosno.
623. Strzok Mich, telegrafista kol. pań.
Sędziszów.

624. Szczepka Henr. naucz. Dobczyce.
625. Szczerbiński Jan, właść. realnośc­
Dębica.

Jasło.

602. Krzyszkowski Wacl'. nacz. st. kol.
Wola Łużańska.
603. Kurczabiński Konst. nacz. stac. kol.
Biadoliny.
604. Kuzyk Andrzej, nacz. st. kol. Iwonicz.
605. Leichtfried Fran. nacz. stac. kol.

626. Szydłowski Józ. prof. kier. gimn.
Dębica.

627. Towarzystwo kasynowe Peczeniżyn.
628. Trauczyńska Helena naucz. Łańcut.
629. Twardowski Ant. nacz. stac. kolej.
Kłaj.

630. Wodziczko Feliks, inżyn. kom. bud.

PodłęŻe.

606. Leśniakowski Józ. urzędn. kol. pań.
Podgórze.
607. Lichtenstein Aleks. urzęd, kol. pań.
Swoszowice.
608. Liptak Fr. naczelnik stacyi kolej.
Bogumiłowice.

609. Łoś Jan prof, uniw. Petersburg.

Dębica.

631. Wrzesiński Juliusz, inżyn. kom. bud.
Słotwina.

632. Zięba Jan

urzędnik

koleji

państw.

Dębica.

633. Żegiestowski Kaź. urzędn. kol. pań.
Stróże.

Z >Drukami Polskiej« we Lwowie (Pasaż Hausmana 5.).

Item sets
Lud 2

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.