-
Title
-
Rozbiory i sprawozdania, cz.3 / Lud 1901, t. 7
-
Description
-
Lud 1901, t. 7, Rozbiory i sprawozdania, cz.3 , s. 328-336
-
Creator
-
Towarzystwo Ludoznawcze
-
Date
-
1901
-
Subject
-
ludoznawstwo, etnologia
-
extracted text
-
-
328
-
takiem powstawaniu czynności, jak ułożenia statu tu i odesłania go
władzom do zatwierdzenia co już uskuteczniono, a dalej rozbudzenia
zapału dla sprawy w jak najszerszych kołach i zjednania dla niej
jak najliczniejszych rzeczników, a to, aby zwołane w jesieni pierw
sze W alne zgromadzenie wybrać mogło Zarząd, który tak ważnej
sprawie nada właściwy kierunek.“
Dobrzycki Stanisław : O ta k zwanem m a zurow aniu w ję z y k u polskim . W K r a
kowie 1900. (O dbitka z tom u XXXII. R ozpraw W ydziału filolog. Akad. urn. w K ra
kowie), str. 28. w 8-ce i 1 m apka.
R ozpraw a p. D obrzyckiego dzieli się na dwie części; w pierw szej zestaw ia
narzecza polskie, w których nie m azurują,, a w ięc w ym aw iają regularnie: sz, cz, z,
d z i n arzecza w których m azurują, tj. z am iast-s», cz, z. d z w y m aw iają: s, c, z, d z,
sporadycznie także z zam . r& Z estaw ienie to je s t dokładne, o ile dotychczasow e
stu d y a dyalektyczne n a to pozw alają. W drugiej części Stara się autor dać w y ja
śnienie tego zjaw iska gram atycznego. Niestety je s t ono całkiem chybione. A utor nie
um iejąc objaśnić tego zjaw iska gram atycznego w padł n a dziw ny pom ysł przy
pisyw ania m azurow ania w pływ ow i jęz y k a fińskiego. Posłuchajm y dow odów ! Dzi
siejszy język fiński nie posiada dźw ięków sz i cz (chociaż język ugro-fiński je p o
siadał), polskie narzecza m azurujące nie posiadają także sz, cz, a zatem Rinnowie
spow odow ali, że M azurzy polscy m ó w ią: s u k a ć , c e k a ć i t. d. U żyw anie zaś s i с
zam. sz i cz w płynęło na to, że porzucono z i że dziś się m ówi n. p. z a b a, z a l ,
i t. d. Nie m am y w p raw d zie innych śladów języ k a fińskiego w języku polskim , jak
n. p. w y ra zó w fińskiego pochodzenia, ale to dlatego, »poniew aż tych Finnów było
niew iele«. A chociaż >o stosunkach polsko-fińskich nauka nic nie wie«, i chociaż
pom iędzy Finnam i a Polakam i m ieszkają dziś Litw ini, tak, że n a stykanie się
Finnów i Polaków nie pozw alają, to przecież »m ógł jak iś odłam , jeden szczep lub
pokolenie dotrzeć do siedzib m azurskich: tutaj ten szczep p o m ieszał się z lud
nością polską, czego śladem zostało m azurow anie«. A poniew aż Finnow ie przyszli
do sw ych siedzib około r. 800. a »pojedyncze plem iona m ogły jeszcze odbyw ać
w ędrów ki, mniej więcej w w ieku IX, przy p ad ło b y n a ten w iek m azurow anie«.
•Autor sam czuje słabość sw ego dow odzenia, bo za pew nik go nie podaje,
ale pow iada i »tłóm aczenie to w ydaje mi się praw dopodobne«, Nie je s t ono jednak
praw dopodobne.
Pytam y bowiem, ja k »tych niewiele Finnów «, znikających w m orzu
polskiem , jeżeli
w ogóle kiedy byli, m ogło w yw rzeć tak wielki w pływ na język
polski, że on w większej połow ie (bo m azurow ania u ży w a około 2/e ludności polskiej)
zap rz esta ł używ ania z, sz, cz, z, dz, tem bardziej, że, autor sam przyznaje, Finnow ie
byli kulturalnie słabsi od Polaków . Musieli oni być i politycznie słabsi boby byl
Polaków w yparli z ich siedzib lub narzucili im sw e panow anie. Jeżeli w ięc rzeczy
w iście jakiś odłam Finnów Zabłąkał się do Polski, jak chce autor, to z o stał pobity
i albo się cofnął albo został zam ieniony w niew olników ; w obu zatem razach nie
m ógł w yw rzeć w pływ u n a ludność polską a tem mniej spraw ić, aby ludność polska
sięgająca od, M azow sza aż do Pódhala, a naw et poza K arpaty w yrzuciła z m owy
swej dźwięki sz, cz, z, dz.
Czas zaczęcia m azurow ania, to je s t wiek IX., je st także bardzo dow olnie
obrany. A utor w iedząc, że od w. IX nie było żadnych stosunków między Finnam i
i Polakam i, »bo o stosunkach polsko-fińskich nauka nic nie wie«, cofnął się do
czasów przedhistorycznych polskich, w których bardzo łatw o .coś przypuszczać
m ożna, na co jednak trudno przytoczyć jaki dowód. Ale i przyjęty przez autora
w. IX. je st niem ożliw y. A utor sam przyznaje, że szczep ugrofiński nie m azurow ał,
F innow ie zaś odłączyli się od głów nego szczepu w w ieku IX, ja k m niem a autor.
M usielibyśm y w ięc przyjąć, że Finnow ie opuściw szy w spólne siedziby ugrofińskie
odrazu jakim dziw nym trafem przestali używ ać sz i cz i odrazu w szyscy m azuro
wali. Że takie przew roty w gram atyce nie dzieją się
odrazu, wiem y dobrze ;
potrzeba n a to stu i więcej lat. Ze w zględu więc n a pow olne szerzenie się ja
kiegokolwiek
gram atycznego praw idła, w danym razie na pow olne przyjm ow a
nie m azurow ania u Finnów trzeba początek tego objaw u językow ego przyjąć co
najm niej o jeden wiek później ; w takim razie m ielibyśm y w iek X. W tenczas do
piero m ogli F innow ie sam i m azurując, przelać tę w łaściw ość n a Polaków , co jest
znów niem ożliw e, bo od X. w ieku o stykaniu się Finnów z Polakam i absolutnie nic
nie wiemy. A utor w ięc uzasadniając sw oją teoryę pow inien b y ł udow odnić, że
Finnow ie ju ż w IX. w. m azurow ali, a to się udow odnić nie da. Przypuszczenie więc
w pływ u fińskiego na język polski jest w p ro st niepraw dopodobne i niem ożliwe.
Z rów nem bowiem a naw et większem praw dopodobieństw em m ożnaby tw ierdzić, ze
polscy M azurzy wywarli w pływ na Finnów , bo Polacy byli i liczniejsi i potężniejsi
i mieli w iększą ośw iatę.
A utor w y g łasza jeszcze inne rów nie praw dopodobne, a raczej niepraw do
podobne przypuszczenie, jeżeli się kom u pierw sze nie podoba, m ianowicie, że m azu
row anie pow stało pod w pływ ąjn języ k a staropruskiego. Prusacy m ieszkali nad B ał
tykiem i choć na W ielkopolskę, w której jednak ludność nie m azurow ała i nie m azu
ruje, ciągle napadali, a więc Polakom znienaw idzeni byli i choć od czasów w prow a
dzenia zakonu krzyżackiego bardzo szybko ginęli i byli bardzo nieliczni, mieli
także w yw rzeć w pływ n a język polski. Kto chce niech w ierzy!
A utor twierdzi, że »wszelkie tłóm aczenie m azurow ania, oprócz w pływ u obcego
je s t w ykluczone«. Mniemam, że podobne zdanie je st za kategoryczne. M ożeby jednak
dało się m azurow anie w ytłum aczyć i ze stanow iska polskiego ? Zwracam uw agę
tylko na następujące rzeczy. W iem y że w jęz. starop. sz, cz, z zbliżało się do ś, ć, ź,
■jak to św iadczą w szystkie nasze p om niki; objaw ten je st dość ogólny; dalej mamy
dow ody, że ś zm ieniało się w s n. p. staropol. s i e r e e now opol. s e r c e , staropol.
w i e s i o ł y npol. w e s o ł y , oprócz tegò m am y obok starszego ż e l a z o m łodsze
z i ę l a z o , tak sam o ja k ¿li, (szli), Ś l ą s k (Szląsk), c i ę ż k o (dyal. obok c i ę ż k o )
i t. d. Mamy więc z jednej strony sz, cz, ż ś, ć, ź, a. z drugiej strony ś, c, z, s c, z,
czyli sz, cz, ż, s, c, z, coby było rozw iązaniem pow yższej kw estyi. Jest to tylko
myśl, którą dokładniej zbadana m ogłaby • przecież przyczynić się do rozjaśnienia
om aw ianego objaw u gram atycznego.
D r. J . Leciejewski.
Parczewski A. J : Sw anty Wid. Ż yw a nazw a w mowie ludu kaszubskiego
(O dbitka z R ocznika Tow . Przyj. Nauk Poznańskiego) Tom . XXVII. Poznań 1900,
str. 21. w w 8-ce.
Z nany badacz stosunków łużyckich i kaszubskich p, A. J. Parczew ski w racając
n o c ą z w ycieczki etnograficznej do pow iatu kartuskiego ujrzał błędny ognik. W o ź
nica jego, K aszuba rodow ity, zobaczyw szy to zjaw isko, n a zw a ł je S w a n t y W i d .
-
330
—
T o dało pow ód autorow i do zebrania dotychczasow ych w iadom ości o tern pogańskiem
bóstw ie słow iańskiem . Z ebrał więc bardzo skrupulatnie w szystkie w zm ianki w d aw
nych kronikach o tym bogu, zestaw ił w szystkie sądy i zapatryw ania o nim póź
niejszych uczonych, ro z trz ąsł w szystko krytycznie i doszedł do przekonania,
że jedynie u p raw nioną nazw ą tego bó stw a je s t ży jąca dotąd w ustach lu d u :
S w a n t y W id , na co się zupełnie zgodzić m ożna. W drugiej połow ie swej pracy
z astanaw ia się nad znaczeniem tej nazw y. S w a n t y radby tłóm aczyć jak o m o c n y
p o t ę ż n y ; je st to jednak niepraw dopodobne, choć, tłóm aczenie to pochodzi od
M iklosicha. Na poparcie znaczenia strsł. s v ę t u = m ocny, m am y tylko języki ger
m ańskie, głów nie got. s v i n t h - a - s m ocny zdrow y. W innych językach indoeurop.
braknie odpow iednich w yrazów z tern sam em znaczeniem . W szystkie zaś języki
słow iańskie, choć w iara chrześcijańska z różnych stron do Słom ian przychodziła,
znają w yraz s v ę t u tylko w znaczeniu s a n c t u s . Jeżeli do tego dodam y, że obok
lit. s z w e n t a s — św ięty, m am y i w aw. s p e n t a = św ięty, w tenczas daleko
praw dopodobniejsze w ydaje się przypuszczenie, że strsł. s v ę t u = indrp. k ’u e n t o - s
znaczyło ju ż od daw na tylko s a n c t u s , a nigdy v a l i d u s .
W yrazow i W id przyznaje znaczenie: ś w i a t ł o z tego pow odu, że w narzeczu
kaszubskim w edług Ram ułta [Słow nik jęz. pom orskiego] znaczy v i d obok w z r o k
także ś w i a t ł o i że lud kaszubski ognik błędny nazyw a W idem . Pozw alam sobie
ośw iadczyć się i przeciw tem u tłum aczeniu. Z naczenie w yrazu w i d =± św iatło jest
bardzo późne, które się w yrobiło z pierw otnego znaczenia w i d z e n i a , jak n. p.
poi. w i d n y (jest w idno) o znacza w praw dzie pew ien stopień św iatła, ale pierw otnie
oznaczało coś, co m ogło b y ć w i d z i a n e , lub stan doby, w którym m ożna coś
widzieć, ja k : w i d n a n o c = noc, w której m ożna widzieć. Znaczenie w ięc w yrazu
v i d = ś w i a t ł o je st późne, którego do daw nych czasów przedhistorycznych odnieść
nie m ożna. Jeżeli zaś lud kaszubski nazyw a b łęd n y ognik W i d e m , to je st to reminiscencya daw nego b óstw a bez oznaczania jego w łaściw ości. P odług m niem ania
ludu słow iańskiego jest błędny ognik zaw sze czem ś bosk iem ;. podobnie i nazw a
w oźnicy Sw anty W id oznacza pop ro stu : św ięte bóstw o. Ze nazw ał je W i d e m
pochodzi stąd, że w edług objaśnienia autora bóg pom orski z w a ł się w szędzie W i d e m
otrzym ując tylko lokalne przydom ki, ja k : Jaru W id, Poru W id, Ruj W id. Opierając
się zaś n a podstaw ie językow ej nie m ożem y w i d łączyć ani z w è-jati (wiać), ani
ze ś w i t , strsł. s v i t u , lecz z ogólnie znanym pierw iasikiem indoerp. u e i d , skr.
v e d a = wiem, gr. f o i d e , łac. v i d e o , got. v á i t , lit. v ê i d a s oblicze, strsł.
v i d ê t i pol. w idzieć i t. d. obok strsł. v ê d ê t i pol. w i e d z i e ć i t. d. W i d
znaczy łb y więc w i d z ą c y , w i e d z ą c y .
Z naczenie to nie je st naciągane, lecz naturalne i odpow iada znakom icie w y
obrażeniu tego boga ze czterem a głow am i, zvrróconem i w cztery stro n y św iata.
Cztery jego głow y nie m ogą oznaczać ś w i a t ł a , lecz w i d z e n i e i w i e d z e n i e
w s z y s t k i e g o . O bdarzony tą w łasn o ścią m ógł w idzieć i w nocy, czego sym bolem
m oże być w łaśnie ów nocny ognik błędny. Z naczenie w idzenia w szystkiego i w iedzy
w szystkiego je s t w łaśnie przym iotem charakteryzującym najlepiej istotę boga p o
gańskiego.
Ustalenie nazw y Św iętego W ida je st bardzo w ażne, bo w yjaśnia nam nazw y
innych bogów , jak Porew ita, Jarew ita, Rujewita, które w edług m ego zdania czytać
należy na podstaw ie danego przez a utora objaśnienia: Poru W id, Jaru W id, Ruj-i
W id, a podobnie i Sw anta W id. Uw ażam bowiem »e« w Pora W id, Jare W id i t. d.
za głos zastępujący daw ne u, zachow ane skutkiem tego, że stoi niejako w środku
—
331
—
w yrazu, gdyż Poru W id, Jaru W id tw orzyły jak o b y jedno pojęcie i jeden w yraz.
R ozpraw ę p Parczew skiego uw ażam .za w ażny przyczynek do mitologii słow iańskiej,
dosyć zaniedbanej
Ľ r . J. Leciejewski.
Bujak Franciszek. Maszlcienice, w ieś pow iatu brzeskiego. Stosunki gospodarcze
i społeczne. W Krakowie. Nakładem Akademii Um iejętności, 1901, str. 100.
Opisow e badania gospodarcze znajdują się u .nas dopiero w początkach ro z
w oju. Szereg lepszych i słab szy ch opisów pojedynczych pow iatów naszego kraju
z inicyatyw y W łodzim ierza hr. D zieduszyckiego czyni w bardzo nieznacznej części
zadość potrzebie studyów opisow ych tego rodzaju. Studya te są pisane głów nie
przez nauczycieli ludow ych, niem ających odpow iedniego dc badań ekonom icznych
przygotow ania, oparte n a urzędow ej, a w ięc niedokładnej statystyce, m ało p rz y cz y
niają się do pogłębienia i u gruntow ania znajom ości naszego kraju. N apisanie n auko
wej m onografii tak zacznęgo co do. o bszaru i ludności kaw ałka ziemi, jakim je st
pow iat w Galicyi, je st zadaniem kilkuletniej mozolnej pracy, której się podjąć m oże
tylko człow iek w w yjątkow o pom yślnych w arunkach się znajdujący. P otrzeba przeto
poprzednio zaznaczona, m oże być zaspokojona jedynie za pom ocą badania dro
bniejszych całości, a więc pojedynczych w si lub parafij, albow iem w nich tylko za
znajom ienie się z ludnością, wniknięcie w e w szystkie stosunkie jej życia, tudzież ze
branie i opanow anie m ateryałów przyjść m oże z łatw o ścią badaczow i. '
Badanie stosunków społecznych i gospodarczych poszczególnych m iejsco
w ości może mieć oczyw iście znaczenie tylko w ów czas, jeśli się te m iejscow ości
uw aża za typow e. Postępow anie to posiada w ów czas dużo analogii z postępow a
niem, będącem pow szechnie w użyciu w naukach przyrodniczych przy badaniu ro
ślin i m inerałów , więc z tą presum cyą, że obserw acya przeprow adzona n a jednem
zjaw isku, um ożliw ia zbadanie konstrukcyi w szystkich innych zjaw isk tej samej kategoryi. I w naukach przyrodniczych naw et nie m ożna tej m etody przeprow adzić
z całą ścisłością ze w zględu na znaczne różnice, zachodzące pom iędzy poszczególnem i zjaw iskam i indyw idualnem i O ile w ięc m usi to zachodzić, gdy chodzi o z a
stosow anie p ostępow ania tego rod zaju do zjaw isk społecznych ? W postępow aniu
tego rodzaju indukcyjność je st tylko p ozorna Bo mimo wszelkiej dokładności i su
m ienności w ybór typu je st przecież n atury ściśle dedukcyjnej, często naw et natury
ściśle podm iotow ej. P rzyznaje to zresztą p. Bujak. „Ze tę w łaśnie w ieś w ybrałem ,
pow iada, pow odem je st mój do niej stosunek: je s t to m oja rodzinna wieś, więc
znam j ą dosk o n ale“. Z drugiej stro n y tw ierdzi autor, że wieś M aszkienice m oże
być uw ażana za typ w si rolniczo- robotniczej, tj. w si przeludnionej, której ziem ia
nie w y starcza na w yżyw ienie ludności bez znacznego obniżenia kulturalnego, z któ
rej w ięc ludność w znacznej części je st zm uszona do em igracyi za zarobkiem . Nie
chcę. zresztą bynajm niej przeczyć, że prace tego rodzaju, ja k p. Bujaka, zw łaszcza
tak sum ienne, p rzy n o szą pożytek nauce, zw łaszcza, że opisanie w iększych okręgów
terytoryalnych je s t połączone z nieprzezw yciężonem i trudnościam i. Chodziło mi
raczej o zaznaczenie mego m etodologicznego w tej kw estyi stanow iska, o zaznacze
nie, że typow ość M aszkienic m usi być u w ażana bądź co bądź za zjaw isko hipote
tycznej natury.
Część m ateryałów pracy p. B ujaka je st zaczerpnięta z kancelaryi gminnej,
.szkolnej i parafialnej, tudzież z ksiąg gruntow ych i hipotecznych, przew ażna część
m ateryałów natom iast zebrana w drodze ankiety, albo z całą ludnością, albo też
z kilkom a gospodarzam i, w ybornie znającym i m iejscowe stosunki, albo wreszcie
z tym jednym gospodarzem , którego dana sp raw a dotyczyła.
—
332
—
A utor uw zględnia stosunki społeczne M aszkienic przew ażnie od r. 1848, czę
ściowo tylko sięgając i do czasów daw niejszych. W ieś istn ia ła ju ż w początkach
XIV. w. Dzięki zachow aniu się m etryki w urzędzie parafialnym w ładow nikach od
pierw szej połow y XVIII. w. przedstaw ia autor rozw ój zaludnienia M aszkienic od
pó łto ra wieku, W ostatnich dw udziestu latach da się zauw ażyć osłabienie w zro stu
ludności.
A utor zau w aży ł rów nież zn aczn ą ruchliw ość ludności wiejskiej nietylko
w obecnej dobie, ale i za czasów pańszczyźnianych, częste zaś zm iany nazw isk
gospodarzy osłabiają g ło szo n ą w nauce trw ałość pokoleń i rodów n a w si w prze
ciw ieństw ie do m iasta. O bszar, zajęty przez poszczególne kultury, w cale nie zm ienił
się w ciągu ćwierci w ieku, ubyło tylko ról 2 morgi, z czego pew na m niejsza część
obrócona z o stała n a łąki, a w iększa oznacza rozszerzanie się koryta U szw icy. Co
się tyczy rozdziału ziemi, to M aszkieniće przedstaw iają obraz rozdrobienia ziemi.
Na jednego m ieszkańca w y p ad a w praw dzie około 1 m org gruntu, co oczyw iście
m ogłoby w ystarczyć na m ierne utrzym anie, gdyby ten grunt b y ł zupełnie rów no
m iędzy całą ludność podzielony i gdyby b y ł choć ze trzy razy lepszy. Ogółem też
tylko 11 rodzin m ogłoby uchodzić za w cale zam ożne, 30 rodzin za średnio zam ożne
65 rodzinom ziem ia daw ałaby jeszcze dostateczne utrzym anie, a 105 rodzin ju żb y
się z niej w yżyw ić nie m ogły, 25 zaś rodzin pozo staw ało b y w zupełnej nędzy.
Jeśli nie Zawsze działo się tak faktycznie to tylko dlatego, poniew aż rodziny te nie
czerpały w szystkich dochodów z ziemi tylko. W każdym razie stosunki w tym kie
runku b y ły sm utne. Nic dziw nego tedy, że z pośród rodzin zagrożonych, 15, z ro
dzin w alczących z niedostatkiem około 80 w y sy ła sw ych członków na zarobek
w świat.
Pod względem technicznym rozdrobienie przedstaw ia się ieszcze jaskraw iej.
Przeciętna parcela obejm uje tu 370 kw adr, sążni, a w ięc nieco mniej niż ćwierć
morga. Bardzo dużo posiadłości gruntow ych są to p a sy bardzo długie i w ązkie,
niejednokrotnie przytem rozrzucone. W braku m iedzy dozw ala zw yczaj dostępu
i dojazdu w poprzek cudzych zagonów , za w yrządzoną przez to szkodę m ają
w łaściciele praw o żądania w ynagrodzenia, ale go praw ie nigdy nie żądają. W ła sn o ść
w spólna wcale nie istnieje, m ajątek gm inny je st ograniczony do bardzo drobnych
rozm iarów .
Ceny gruntów okazują tendencyę zw yżkow ą. O gólną w artość gruntów m aszkienickich szacuje autor na 362.800 zł. Z w yżka cen ziemi spow odow ana jest w y
łącznie przez chłopów , którzy nietylko kupują grunta m iędzy sobą, ale i parcelują
obszary dworskie.
W kw estyi przenoszenia w łasności ziemi drogą spadku zauw ażył autor cały
szereg objaw ów ujem nych. I tak sąd pow iatow y dzieli zaw sze pole w zdłuż, bez
w zględu na jego szerokość, bo stosow anie p o d z ia łu . całości na idealnie rów ne
części, które później geom etra n a m apie w ykreśla, je st łatw iejsze i mniej nastręcza
trudności niż podział realny, o znaczaiący ju ż z góry fizyczne cząstki gruntu (parcele),
m ające stanow ić części rów now artościow e. T ym czasem chłopi w olą raczej dzielić
sw ój grunt w poprzek, ratując przez to ile m ożności szerokość gruntów’, w olą
także dzielić pojedyńczem i posiadłościam i gruntow em i. W ola sądu zostaje zap isan a
do ksiąg urzędow ych. Spadkobiercy jednak rzadko sto su ją się do niej, pozostając
p rzy podziale przez rodziców oznaczonym , jak o rozsądniejszym i to staje się po
w odem niezgodności ksiąg z faktycznym stanem . T o też nie trudno znaleść grunta,
których jeden człow iek je s t posiadaczem , drugi dzierżaw cą, trzeci podatnikiem ,
w arty właścicielem , choć jego nazw isko w cale nie figuruje w księgach gruntow ych.
—
333
U praw a roli p o czyniła ogrom ne postępy w ostatnich 50 latach. Porzucono
stare olbrzym ie i ciężkie drew niane pługi, które m iały tylko sam e ostrza lichą
blachą żelazną kute. Obecnie są w użyciu tylko pługi żelazne. Z arzucono także
system g o sp odarow ania trójpolow y, istnieje on tylko szczątkow o i jest stosow anym
na w yjątkow o złych gruntach. Od lat co najm niej 25 obow iązującym sposobem
upraw y roli je st gospodarstw o dow olne. Naw ożenie roli co trzeci rok je s t rzadkie
i uw ażane za niedbałość, to też grom adzeniu obornika i jego konserw ow aniu p o
św ięca się wiele uw ag i choć gnojów ka jeszcze nie zdobyła sobie należnego uznania,
to jed n ak ju ż niektórzy gospodarze w yw ożą ją w pole, zw łaszcza n a łąki lub w y
puszczają n á przyległe zabudow aniom grunta.
C zynsz dzierżaw ny jest niezm iernie w ysoki, tak, że naw et dla bogatszych
w łościan w ypuszczanie w dzierżaw ę ich gruntu, o ile go sam i z rodziną obrobić
nie m ogą, je st w cale korzystne. D zierżaw ca osiąga bardzo drobne korzyści.
Bardzo jask raw ą w adą gospodarki rolnej, jest zupełne niedbalstw o o odw od
nienie pól. M aszyny i ulepszone narzędzia rolnicze nie mają, z drobnym i w yjątkam i,
zastosow ania w M aszkienicach.
Chów b y d ła i koni stoi tu w stosunku do wielù sąsiednich okolic w cale w y
soko mimo to, że o ustaw ę o licencyonow anie rozpłodników nikt się w okolicy nie
troszczy, podobnie ja k nikt nie stosuje się do przepisów w eterynarskich.
T en znaczny i sta ły postęp tak w upraw ie roli, jak i w chowie inw entarza
p rzypisać należy, o ile chodzi o czasy daw niejsze, kilku gospodarzom , którzy
przedsiębrali dalsze w ypraw y handlow e, o ile z aś chodzi o czasy późniejsze, w z ro
stow i ośw iaty i coraz dalej postępującem u uśw iadom ieniu społecznem u.
Najem ników u żyw a się bardzo m ało, bo zaledw ie w 3 0 —40 gospodarstw ach.
O najm ow aniu robotnika rozstrzygają w wielu w ypadkach przyczyny nie w ynikające
bezpośrednio z gospodarstw a, np. wiek podeszły lub zw rócenie się w łaściciela do
zarobkow ania w świecie, które z łatw ością pokryw a stratę z najm u robotnika p o
chodzącą, bo przynosi mu co najm niej podw ójną płacę, dzienną m iejscową. Dodać
trzeba, że sąsiedzi pom agają sobie w zajem nie w pracy, albo posy łają sw e dzieci na
wzajem do siebie n a odrobek, zw łaszcza pow szechnie to się praktykuje p rzy sa
dzeniu i kopaniu ziem niaków . Nie dzieje się to dla zarobku, ale dla oszczędzenia
sobie trudu przez pracę w tow arzystw ie.
P łaca dzienna w ynosi w cżasie głów nych robót polnych 50 ct., w w yjątko
w ych w ypadkach p odnosi się do 60 ct Dzień roboczy trw a zw ykle od w schodu do
zachodu, ale często opaźnia się rozpoczęcie roboty, gdyż dopiero o w schodzie w y
ru sz a się w pole.
Stała służba, u żyw ana do codziennych u słu g gospodarskich, znachodzi się tu
dość rzadko. N aw et zam ożniejsi gospodarze jej nie trzym ają, jeśli m ają dzieci m ogące
ju ż sprostać w całości obow iązkom gospodarstw a dom ow ego.
Z byt sz czu p ły w a rstat pracy, nadm iar sił roboczych, m ałe ich zap o trzeb o
w anie spraw ia, że em igracya za zarobkiem odbyw a się w dość obszernych ro z
m iarach. W ychodźctw o to kieruje się przew ażnie do O straw y. Robotnicy, p ochodzący
z M aszkienic, są w połow ie cieślami, w połow ie robotnikam i ziemnymi. Sèzon ro
boczy ma przeciętnie 26 tygodni czyli 130 dni roboczych. O szczędność zaw isła
przew ażnie od wielkości dziennej płacy i h artu woli.
Robotnicy m aszkieniccy, em igrujący z a zarobkiem , stanow ią z reguły najniższą
w arstw ę społeczną. Ż yją razem ze sobą, co spraw ia w iększą ich odporność naro
dową, ale też utru d n ia przynoszenie ośw iaty do w si rodzinnej. O drębną kategoiyę
-
sU —
em igrantów za zarobkiem stanow ią obieżysaski, em igrujące do M agdeburga, W estfalii,
Danii i t. d.
Z arobki coroczne w siąkają w g ospodarstw a w e w si. Z nich pokryć trzeba
pom oc w obrobieniu pola, bez której p o zostałe żony nie mogą, się obejść, jeżeli
niem a doroślejszych dzieci lub pola je s t więcej i to odleglejszego. T rzeba następnie
kupić niekiedy paszy dla bydła, spłacić jak ieś długi, spraw ić ubranie i przedew szytkiem trzeba dołożyć do dochodów z ziemi osiągniętych, aby przeżyć rok cały.
T rzeba dalej uzupełnić iw entarz żyw y i m artw y, dokończyć lub postaw ić budynki
i uregulow ać stosunek do rodzeństw a, z w łasn o ści ziemi w ynikający. W ogóle w j'chodźtw o za zarobkiem przynosi M aszkienicom ogrom ne korzyści, tak pod względem
ekonom icznym , jak i pod względem kulturalnym .
W przem yśle m aszkięnickim najw ybitniejsze stanow isko zajm uje tkactw o,
upraw iane przez 6 m iesięcy w roku i siciarstw o, upraw iane naw et praw ie przez
cały rok. T ak jedno ja k i drugie m a jednak niew ątpliw e cechy przem ysłu dom owego.
Z akupno i sprzedaże odbyw ają się za jednym zachodem w okolicznych,
m iejscow ościach targow ych. We w si istnieją 4 sklepiki, 2 żydow skie i 2 chrześci
jańskie. Kółko rolnicze, utrzym ujące dawniej sklepik, obecnie zupełnie jest bezczynne.
Kredyt odgryw a tu oddaw na w ybitną rolę, ale ludność nauczona sm utném
dośw iadczeniem z Bankiem w łościańskim , unika zaciągania długów hipotecznych
a poszukuje kredytu osobistego i pryw atnego, w oląc nieraz płacić w iększe procenta,
niż być n arażo n ą na spłacanie długu, ściśle określonego ratam i, których niejedno
krotnie dotrzym ać nie je s t w stanie. Również zm niejsza się także poszukiw anie kre
dytu bieżącego, każdy stara się zaw sze zadow alać w łasnym i środkam i, a nie szukać
obcej pom ocy i woli raczej przebiedow ać lub obejść się zgoła, niż pożyczać
pieniądze.
Kredytu in n a tu ra udzielał dawniej śpichlerz gm inny. Obecnie spichlerz ten
ju ż nie istnieje. N atom iast funkcyonuje bardzo praw idłow o kasa pożyczkow a gm inna.
Od żydów pożycza się niewiele. Interesam i kredytow ym i zajm ow ało się też 8 g o
spodarzy. K redyt hipoteczny najwięcej z n ajd o w ał zasto so w an ia w ia ta c h 1876— 1880.
Kredytu tego używ ano jed n ak n a cele ściśle osobiste, a nie na cele gospodarstw a,
słow em m arnotraw iono go formalnie.
W trzech ostatnich latach odbyła się parcelacya o b sz a ru dw orskiego. W parcelacyi w zięło u d z ia ł 39 rolników i 43 robotników , przyczem ci ostatni nie zaciągali
z tego tytułu żadnych praw ie długów (w przeciw ieństw ie do rolników ). M ajątek ten
b y ł od daw na zresztą skazany n a parcelacyę, poniew aż w szystkie grunta były
chłopom w ydzierżaw ione, a nie było ani inw entarza, ani budynków gospodarczych.
Materyjały do ukrainśko-ruśkoi etnol'ogii. D r. Z . G -argas.Lvròv/, 1900, t o m í n ,
(str. 182-[-27-¡-5) z rysunkam i i tablicam i Pod redakcyą Chw. W owka.
Recenzyę tom u I. pióra F. R. G zam ieściliśm y w tomie VI. (str. 402); tom II.
tych M aterjałóiv zawnera początek pracy W łodzim ierza Szuchiew icza o H ucułach,
odkładam y więc recenzyę tego tom u do czasu aż ukaże się cała praca. Tym czasem
zaznajom im y czytelników z treścią III. t. M ateryałów , stanow iącego odrębną całość.
Na czele um ieszczono pracę p. C h w . W o w k a p. t. P rzedm ioty znalezione
w mogiłach pom iędzy w siam i W erem iem i Stretijów ką (5 m ogił) i około P ry p o la
(3 m ogiły) w gubernii kijow skiej (str. 1 — 11). Rzecz ta dopełnia krótką notatkę, p o
d aną w t. I. (str. 223). M ogiły te z o stały rozkopane przez p. Chwojkę, a n a p o d sta
w ie dostarczonych przez niego m ateryałów p. Wo'wk opisał w ykopane przedm ioty
(naczynia gliniane, krzem ienne siekierki, posążek, klam erki i t. p.), nie w dając się
W żadne rozum ow ania i uogólnienia. T ekst ¡Ilustrują odpow iednie ryciny.
—
335
—
P. W łodzim ierz H n a t i u k w artykule p. t. Tkactwo we wschodniej Q-alicyi
(str. 12 — 26) zw raca g łów ną uw agę n a term inologię, w a rstat i roboty n a nim d o k o
nyw ane, począw szy od opisu przędziw a a skończyw szy n a oddaniu płótna w łaści
c ie lo w i.. Na podstaw ie term inologii, odnoszącej się do tkactw a, zebranej w oznaczonej
m iejscow ości, przy szed ł on do przekonania, że w arstat tkacki je st w ytw orem obcym,
k ro sn a zaś — w łasnej kultury, że tem sam em k ro sn a m uszą być w ytw orem starszym ,
aniżeli w arsztat. Do artykułu dołączono dokładne rysunki części w arstatu.
Andrzej W e r e t e l n y k opisuje B abunie i przygotow anie drzew a w kam ieniec
kim powiecie (str. 28 —32), rów nież ¡Ilustrując rzecz rysunkam i.
M ichał Z u b r y c k i w pracy p. t. K alendarz ludow y podaje zw yczaje i w ie
rzenia ludow e przyw iązane do dni tygodnia zapisane w M szance i sąsiednich w siach
starom iejskiego pow iatu (str. 3 3 —60).
Bardzo ciekaw y je st arty k u ł p. M. B. p. t. Pożycie n a w iarę w śród sybirskich
w ieśniaków (str. 6 1 —69). Jak się okazuje pożycie nieślubne, »na wiarę«, dwojga
ludzi różnej płci, je st n a Syberyi zjaw iskiem rozpow szechnionem . Z apatrują się na
nich ja k na m ałżonków ślubnych; n azyw ają ich i siebie sam ych zow ią: mężem
i żoną. Pożycie n a w iarę polega n a wzajem nej um owie, zaw artej zw ykle n a pewien
czas, po upływ ie którego ustępuje się »żonę« innem u. Jeśli um ow ę zaw iera się
z dziew czyną zależną od siebie sam ej, to płaci się jej pew ną kw otę za »wieniec«,
w innych w ypadkach opłacać potrzeba t. zw. »kałym« ojcu dziew czyny. Pieniądze
te idą n a w ypraw ę i n a w esele. Z darzają się w ypadki, iż dw u m ężczyzn żyje
z jed n ą kobietą, lub też i n a odw rót: jeden m ężczyzna żyje z dw iem a »żonam i«.
O bliczenia autora w ykazują, iż w 10 w siach sąsiednich, p ołożonych w gubernii
Jenisajskiej, n a 1120 rodzin — 84 żyje »na w iarę«. Stanow i to 7 l/20/oP okrew ną tej ostatniej — co do treści — je st następ n a p raca p. P. L i t w i
n o w ej p. t. Weselne obrzędy i zw yczaje we w si Ziem iance czernihow skiej gubernii
(str. 7 0 — 173). W esele posiada u ludu znacznie w iększe znaczenie niż ślub, zdarza
się bowiem często, iż dwoje ludzi żyje ze so b ą bez ślubu, »na w iarę«, spraw iw szy
tylko bodaj m ałe w esele. Bez tego ostatniego nie m ogą oni żyć razem nawet, jeśliby
byli m ałżonkam i ślubnym i. O pisując obrzędy i zw yczaje w eselne przytacza autorka
pieśni obrzędow e; rów nież oddaje w ielką usługę badaczom dołączając do opisu
rysunki objaśniające korow aj i inne niezbędne p rzy obrzędach w eselnych przedm ioty.
M ateryał podany przez p. L itw inow ą przedstaw ia tem w iększą w artość, że pochodzi
z okolicy głuchej i zapadłej, m ało kom unikującej się ze św iatem .
T ą p racą kończy się dział m ateryałów ; n astępują w dalszym ciągu sp ra w o
zdania ze zjazdu archeologicznego w Kijowie w r. 1899, z działu etnograficznego,
dotyczącego się Rusi podczas w ystaw y pow szechnej w P aryżu w r. 1900, z m iędzy
n arodow ego uniw ersytetu (Ecole internationale de l’E xposition) urządzającego od
czyty podczas trw an ia tejże w ystaw y, z m iędzynarodow ego archeologiczno-antropologiczneho kongresu w P aryżu w sierpniu 1900 r. i z kongresu folklorystów odbytego
tam że we w rześniu tegoż roku. N otatka o now em w ydaniu G. i A. d e M o r t i l e ť a
L e P réhistorique, origine et ľ antiquité de l’homme (Paris, 1900) — kończy ten dział
(str. 1 7 4 -1 8 2 ).
W D odatkach do tom u III. M ateryałów znajdujem y obszerny, u łożony przez
ś. p. M. D y k a r e w a K w estyonaryusz do zbierania • tciadomości o tow arzystw ach
i zebraniach m łodzieży wiejskiej (o w ieczornicach, dośw itkach), poprzedzony obszer
nym, krytycznym w stępem . K ończą tom III. M ateryałów dw a indeksy: ruski i fran*
—
336
cüski. Podnieść jeszcze w ypada dodatnią stronę tego w y daw nictw a: liczne rysunki
objaśniające tekst
H e n ry k U łaszyn.
„W isła “ m iesięcznik geograficzno-etnograficzny W arszaw a. Tom XII. 1898 r.
Tom ten nie ustępuje ani pod w zględem treści ani form y rocznikom p oprzed
nim »W isły« i zaw iera, jak zw ykle, b ardzo bo g aty m ateryał naukow y Rozpoczyna
się obszernem i bardzo gruntow nem studyum Ignacego R a d l i ń s k i e g o »Apokryfy
judaistyczno-chrześciańskie. N otatka w stępna do literatury apokryficznej polskiej«.
Skrom nie przez autora nazw an a »notatką« liczy praca ta 114 stronic druku w tym
tomie »W isły« i obejm uje oprócz w stę p u : A pokryfy prorocze, a m ianow icie: Księgi
Sybilskie, ich dzieje zew nętrzne i w ew nętrzne i treść, tudzież apokalipsy, księgę
E nocha i księgi czw arte E zdraszow e, gdzie autor bada osoby E nocha i E zdrasza,
dzieje ich ksiąg i treść. — A leksander S a l o n i prow adzi dalej pracę rozpoczętą
w tomie poprzednim : »Lud wiejski w okolicy Przew orska« i podaje ro z d ziały :
III. O brzędy św iąteczne, przesądy, g u sła i czary. IV. O brzędy dom ow e t. j. wesele,
chrzciny i pogrzeb. V. O brzęd rolniczy: dożynki. VI. Klechdy, gadki i bajki (28).
VU. Zagadki (18). VIII. Z abaw y (!/2). — Sum ienna p raca p. A. Saloniego. w ypełnia
lukę w literaturze etnograficznej, bo podaje nam m ateryały z okolic dotychczas nie
badanych, i nie o p isy w a n y c h .-— K saw ery C h a m i e c »Nowy przyczynek do tater
nictwa« podaje treściw e spraw ozdanie z wycieczki E dw arda Strassburgera opisanej
w długim artykule p. t. »Die hohe Tatra« w »Deutsche Rundschau«. — Jan K a r
ł o w i c z »Gwara K aszubska«. W ostatnich czasach m ow a K aszubów b y ła przed
miotem - gruntow nych i um iejętnych badań praw ie -w szystkich polskich uczonych
językoznaw ców , z których jedni widzieli w niej odrębny język, drudzy tylko gw arę
języ k a polskiego. Dr. Jan K arłow icz w pracy pod pow yższym tytułem w y k azał jasn o
i udow odnił niezbicie, iż m ow a K aszubów je s t tylko gw arą języka polskiego. —
L udw ik K r z y w i c k i »Z psychologii ludów. L udożerstw o i w ilkołactw o«. Autor
w uczonej rozpraw ie w ykazuje, że ludożerstw o w ynika ze szczególnego zboczenia
psychiczno-fizyologicznego, o którem p sy ch ik a ludożerców -gw ałcicieli europejskich
daje pewme pojęcie. W wiekach średnich, oraz u ludów , które ju ż potępiły ludożerstw o, tego rodzaju typy dają początek w ilkołactw u. — Seweryn U d z i e l a »Świat
n adzm ysłow y ludu krakow skiego, m ieszkającego po praw ym brzegu W isły«. A utor
zgrom adził tu m nóstw o (151) baśni charakteryzujących pojęcia ludu o św iecie nadzm ysłow ym i w tom ie niniejszym »W isły« pom ieścił ro z d ziały : I. Ciała niebieskie:
słońce, księżyc i gw iazdy. II. Zw ierzęta i wąż. III. C ztery żyw ioły: ogień, w oda
(topielec, boginka, chm urnik), w iatr, ziem ia (skarbnik), b iała pani, istoty postaci
zwierzęcej. Autor p ragnął zgrom adzić ja k najwięcej klechd i baśni ludow ych z. ziemi
krakow skiej, aby n a podstaw ie tego obszernego m ateryału dokładnie przedstawić,,
scharakteryzow ać te isto ty nadzm ysłow e, którem i lud tutejszy zap ełn ia ziemię, w odę
i pow ietrze. Praca ta zestaw iona z dziełem A. C zarnego »Istoty m ityczne Serbów
łużyckich«, w ykazuje, ja k wielkie podobieństw o istnieje m iędzy pojęciam i o świecie
nadprzyrodzonym u obydw u tych ludów, pom im o tego, że Serbow ie łu ży ccy przed
-wiekami oderw ani od Polski stracili z nią b ezpośrednią łączn o ść i oddani zostali na
silny w pływ niem czyzny. — W dalszym ciągu (już od roku 1897) czytam y
obszerną pracę Adolfa C z e r n e g o »Istoty m ityczne Serbów łużyckich«, a m iano
wicie ro zd ział IX. Czarodziejka, czarow nica, czarodziej i X. W ilkołak. — W ielce
z asłu żo n y i niezm ordow any badacz i uczony dr. Jan K arłow icz ro z p o cz ął drukow ać
przed laty »System atykę pieśni«, zestaw iając um iejętnie pieśni ludow e polskie p o
dobne treścią i porów nyw ując je z pieśniam i innych ludów o podobnym w ątku.
—
W
¡omie
VII.
»W isły«
zw rócił
387
a u to r
uw agę 'etnografów polskich n a pieśni lu
dow e opiew ające ójća nieszczęśliw ego, który w y ó h iw a ł i w y p o saż y ł trzy córki,
a gdy sam , w nędzy będąc, zw rócił się do nich o pom oc, udzieliła mu jej tylko
najm łodsza i najbiedniejsza córka — i odezw ał się do osób m iłujących rzeczy sw oj
skie, aby poszu k iw ały takich pieśni. O dezw a nie p o z o stała bez skutku, bo
w tom ie XII. w artykule z atytułow anym : »Nowe odm ianki pieśni n a tem at króla
Leara« podaje p. L o p a c i ń s k i dwie odm ianki (już 17 i 18) tej pieśni. — Z najdu
jem y tu dalej Adolfa S t r z e l e c k i e g o ciąg dalszy arty k u łu : »M ateryały do ludozn aw stw a polskiego. Dzieła i artykuły z lat 1878 do 1894«, obejm ującego litery R, S,
od num eru 1587 do 1801. — Pani Z. A. K o w e r s k a o bdarzy ła tego roku »W isłę«
znow u jed n ą bajką zap isan ą w powiecie K rasnostaw skim w Zalnie » 0 Iw anie z ło
dzieju«, który idąc o zakład z dziedzicem w ioski, u k rad ł m u konie, w oły, dziecko,
a naw et księdza proboszcza. — E razm M a j e w s k i »Przegląd literatury przed- i protohistorycznej z ostatniego dziesięciolecia«. Z nany i ceniony archeolog, redaktor
i w ydaw ca jedynego polskiego pism a archeologicznego »Sw iatow ita«, podaje ocenę
lub przynajm niej w zm iankę o 48 najnow szych dziełach z zakresu archeologii w ję
zykach : polskim , czeskim , chorw ackim , rosyjskim , niemieckim, francuskim i angielskim
»dla m iłośników nie specyalistów «, ja k autor zazn acza w słow ie w stępnem , »aby
im ułatw ić zapoznanie się z piśm iennictw em bieżącem i w sk azać prace cie k aw sz e« .—
Regina L i l i e n t a l o w a »Przesądy żydow skie« w liczbie 62. — Jan W i t o r t »P rzy
czynek do artykułu : m ałżeństw o przez k upno i pow stanie posagu« um ieszczonego
w tom ie X. »W isły«, o którym w spom nieliśm y ju ż w roku ubiegłym . M ichał Rawicz
W i l a n o w s k i »Rycerze przy grobie Chrystusa« w Łęczycy, w Brdowie, w Kole,
w Białkowie i w Kościelcu. — M ichał B r e n s z t e i n »Ubiór św iąteczny Ł otew ski
ze w si Papensee« z ryciną. — Erazm M a j e w s k i »K ukułka w mowie, pieśni i po
jęciach ludu naszego« n a podstaw ie m ozolnych p oszukiw ań w licznych pracach
etnograficznych piękne opracow anie. — A leksander B r ü c k n e r »Z przeszłości gw ar
polskich« podaje wiele ciekaw ych anegdotek o M azurach z rękopisów w XVI i XVII
w., w których znajduje się wiele w yrazów gw arow ych. P odał tu autor także kilka
naście zagadek spisanych w XVII w ieku, z których wiele dosłow nie do dnia dzi
siejszego znajduje się w ustach ludu. — W acław N a ł k o w s k i podaje »Kronikę
geograficzną za rok 1896 i 1897« rów nie bogatą, ja k w latach poprzednich, co
ocenić ju ż m ożna z przeglądu kw estyj, jakie podaje, a w ięc: Zm iana długości dnia,
zboczenia pionu, siła ciężkości geoid,4 dzieje ziemi, petrogeneza, rozkład lądów ,
m erfom etrya, badanie geogenetyczne, zjaw iska w ulkaniczne, n ajgłębszy otw ór świdrowy, doliny erozyjne, zm iany rzek, ruch w ody, rzeki peryodyczne, zm iany jezior,
głębokość oceanów , b ad an ia polarne, antrop.ogeografia, kartografia, w y so k o ść lądu,
doliny, jeziora, zboczenia w iatrów , karstow e cechy lodow ców , osady dyluw ialne,
m oreny, oceanografia, organizm y i etnologia.
Bardzo b o g aty m ateryał mieści się w dziale zatytułow anym »Poszukiw ania«.
O bejm ują one obfite w treść ciekaw e zapiski dotyczące lecznictw a ludow ego, kuli,
chaty, przysłow i, pam ięci o zm arłych, pisanek, m aku, sobótek i chleba. W reszcie
bibliografia i krytyka dzieł i czasopism fachow ych dopełnia całość. O prócz rysunków
w tekście książki pom ieszczonych, znajdują się tu dwie osobne tablice, z których
jed n a przedstaw ia dziew czynę z K obyńskiego, ry so w an ą przez J. I. K r a s z e w s k i e g o
druga budow nictw o ludow e przez M aryana W a w r z e n i e c k i e g o .
Sew eryn Udziela.