-
Title
-
Rozbiory i sprawozdania, cz.1 / Lud 1899, t. 5
-
Description
-
Lud 1899, t. 5, Rozbiory i sprawozdania, cz.1, s. 82-89
-
Creator
-
Polskie Towarzystwo Ludoznawcze
-
Date
-
1899
-
Subject
-
ludoznawstwo
-
extracted text
-
-
82 -
11 y avait n petit cheval gris,
Qui allait , Paris,
Petit galop, petit galop etc.
Przy tem podrzuca si~ lekko dziecię na kolanach.
A Rouen
Sur un petit cheval blanc,
Qui allait moyen galop etc.
Podrzuca się silniej.
A Saint - Brieux
Sur un pelit cheval hleu,
Qui allait grand galop etc.
Podrzuca sie bardzo silnie.
Jest to odmianka kołysanki bretońskiej podanej pod 1. 287 w t. VII.
Dr. Fr. Kr.
tegoż pism a.
Mętowanie. Stosownie do życzenia p. Krceka (Szkolnictwo na czeskiej wystawie ludoznawczej str. 65), podaję tu kilka formułek mtt'lwania.
Pierwsze mi;towanie pochodzi z Dzieszkowic w lubelskiem, dwa nast~pne ze Lwowa, a res:t.ła z pow. L\'rnwskiego.
1. Siedzi rabin na drabinie,
Trzyma w zebach dwa kaminie;
Aj waj ! co te, jest,
Czy to rabin, czy to pies.
2. Edum dedum didum da.lum ecum cecum cicum calom ebene bebene
hołkisz kołkisz mendełe ha.bene koje!
3. Szirig mirig hainces pirig jajces krepeł fełt am kepeł hoc poc pirge
mue sztremałe.
4. Une dnne reks fater fiter zeks, une dune raba fater fiter żaba.
por. Wisła. III. str. 3 36 nr. 45 a.
5. Jest tu mitdzy nami taka jura co wybira z kałamarza pióra, sucha rzepa suchy chrzan, kto sie zjawi a to ten. Z Krotoszyna (pow. Lwów).
M. K1'etlicz.
ROZBIORY I SPRAWO ZDANIA.
M. Ko,·alevsky: Tableau des otigines et de l' ivolittion de lafamille
et de la propr1·eu. Stockholm,, Ksią,żka prof. Kowalewskiego, którą, omówić
zamierzam, jest zbiorem odczytów o rodzinie i własności, jakie autor miał
w Stockholmie. Kowalewski, były profesor moskiewskiego uniwersytetu;
znany jest powszechnie jako sumienny badacz na polo prawa porównawczego,
socyologii i etnografii i autor wielu nad,1r cennych prac z tych dziedzin.
Obecna - przełożona jut na kilka j~zyków, a niebawem maj,ca się ukazać
w przekładzie polskim - jest trefoiw1 książkfł faktów etnograficznych i krytykfł dotychczasowych teoryi o rodzinie i własności, zasługuje na uwan
także z tego wzgl~du, te przytacza sporo faktów z życia Słowian i kaukazkich
-
83 -
górali, uzbieranych i zanalizowanych przez samego artora, które daj!\ mu
możność pomyślnego rozstrzygnięcia nader ciekawej, lecz dotąd jeszcze spornej k~est.yi o egzystencyi prawa macierzystego u Aryjczyków jak również
dołficzyć kilka nowych danych na potwierdzenie i ściślejsze 'umotywowanie
pewnych hypotez wcześniej wypowiedzianych.
Usuwaj4c zupełnie przypuszczenie o istnieniu bezładnych stornnków
płciowych, (promiscuite) w pierwotnych społeczeństwach, Ko -vale wski usiłuje
dowieść, że macierzyństwo, patryarchalna i indywidualna rodzina stanowią,
trzy typowe i elementarne fazy w rozwoju postępowym stosunków małżeń
skich. Ewolucyę tę spotykamy u wszystkich narodów, należllcych do rozmaitych ras i wyznających przeróżne religie; u jeduych tylko rysy poszczególnych form jasno i wyraźnie występują na zewnątrz, u innych są, ukryte, to
atoli blitsza i ściślejsza analiza wykazuje zawsze obecność tej lub innej fazy
rozwoju. Objawy zewnętrzne tych form zależ4 nietylko od rasowych własności,
lecz od różnic klimatu, gleby i wielu innych warunków, wśród których jeszcze szczep rodu Judzkiego 1-yje i rozwija się. Niema więc powodów przypuszczać i mniemać, jakoby u ludów aryjskich nie było macierzy11stwa !
W starużytnem ich prawodastwie i teraźuiejszych zwyczajach i obyczajach
spotykamy si:,oro znamiennych śladów owego etapu rozwoju form małżeń
skich. Tak n. p. słowo nbatn" u arabów znaczy rodzinę, ród, a właści
wie mówiąc, piersi czyli łono kobiety. Mówiąc o krewnycn, ich nazywają,
„Sabawahferut", t. j. z jednego łona macierzyńskiego. Członkowie jednej
tej samej rodziny zw4 się „Senatotoan", t. j. używającymi jedno sutem,
jedno „toto". Zatem wiele arabskich i pokrewnych im plemion nosi przybranie (imię) kobiece; mówi4 n, p. ,,Banu-Chindif", t. j. potomstwo kobiety,
„Chindif", lecz nikt tam nie wspomina imienia jej męża „Ilhos". Wreszcie
niektóre plemiona są. tego zdania, że ich dzieci odziedziczajfi charakter po
swym wuja (br:icie ich matki). Społeczne położenie dziecka określa się stanem społecznym matki, nie zaś ojea; syn n. p. niewolnicy i swobodnego
członka należy do pana (właśaiciela) swej matki, co świadczy wymownie,
że w samym początklł wspólnego pożycia władza ojca nie była znaną.. Jakkolwiek zwią.zki małżeńskie pomitdzy bliskimi krewnymi nie zawierajfł sii;,
gdyż „to przyniosłoby ntdzne, chorowite i wyrodniała potomstwo,,, to jednak
dozwolonem jest zawarcie małżeństwa kobiecie z bratem jej mtża. Wnioskujemy na tej podstawie, że ten ostatni nie liczył się jej krewnym, a ów
poglą.d istnieć może tylko w postaci przeżytku macierzyństwa. Sporo jeszcze
cytuje Kowalewski faktów, raison d'etre, które wybornie świadez4 o istnieniu prawa macierzystego a aryjczyków. Słowem, n aryjczycy jak inne narody,
dfłżyli w społecznym rozwoju po tej drodze, któr'l postępowały i inne rasy.
Podobnie ja.k ludy Ameryki, ich rozwój spoleczay rozpoczął się od macierzyństwa, którego ślady spotykamy w starożytnem prawie i ludowych podaniach".
U Słowian zachowało się stosunkowo dziś mało przeżytków, dotyczą
cych ich pierwotnego stano. Znamiona te jednak istnieją,. Dziejopisy Nestora, Kozmy Prazkiego wskazuJą. nam, iź u wielu słowiauskich plemion, np.
u Czechów stałych zwią,zków małżeńskich nie było i związek mężczyiny
z kobiet4 nie prowadził do stałego i cilłgłego współżycia. Nieznanie ojca
prq tych okolicznościach powoduje pierwszeństwo wuja (brata matki)
w ogniskil rodzinnem, - zjawisko napotyka.te u współczrsnych Serbów. Pierwszy artykuł Russkoj Prawdy" w liczbie innych mścicieli za zabójstwo
r
„
-
84 -
członka
rodziny wspomina o „Siestrinie synie". Te i temu podobne, co
prawda nader nieliczne i rozpierzchłe fakty wskazujl}, te prawo macierzyste
nie jest obce i słowiańskim 1:1zczepom.
Podług Kowalewskiego p r a w o m a ci e r z y st e n i e j e st wy r az em z w i ą z ku p om i ę d z y d z i e ck i e m a m at k ą,, jak o tem twierdził
powszechnie, którzy przypuszczajlł,, że w pierwotnym bezładzie małżeńgkim
ojciec był nieznany i niepewny, matka więc przekazywała dziecku swoje nazwisko rodowe, Ie cz pomiędzy dzieckiem a rodem matki: dziecko
bowiem pozostawało w rodzie matki, gdyż ojciec był tylko przychodzl}cy.
Władza tego ostatniego jednak stopniowo rozwija si~, w pierwszej linii skutkiem
wi~kszego rozrostu rodu: trudno albowiem było utrzymac się wszystkim razem na jednem terytoryum. Mężowie zaczęli przesiedlać sii; z tonami dalt;j, tym
sposobem żona okazała sii; nie m,~diy członkami swego rodu, nie pod opiek11
swych braci, lecz w obozie męża; naturalnie, że wówcza~ mą,t poczyna siebie liczyć jednym i jedynym opiekunem swej tony, Mundvald'em jej pełno•
władnym i „ojcem swych dzieci". Tl} drogą, powstaje „manus", t. j. władza
nad kobietą, i „patria potestas" władza ojca nad dzieckiem.
Powstała wi~c nowa fa-,.a rozwoju rodziny, patryarchat, która, Jak o tem
wymownie świadczy świat Słowian, stopniowo rozpada si~ na indywidualne
pojedy11cze rodziny czyli monogamiczne związki małżeńskie.
Równolegle z powyżej naszkicowaną ewolucn faz p:erwotnej rodziny
się i formy własności, od pierwotnej komunistycznej do obecnej
indywidualnej,- przytem tak, że z rozwojem ostatnich w swych p0dmioto wych podstawach zmieniajlł sii; pierwsze.
Społeczny byt pierwotnych plemion nosi na sobie charakter komunistyczny, dzieki kolektywnemu wytwarzaniu, owemu profession de foi podziało
i zamiany. Etnografia albowiem pokazuje, że na niższych szcieblach kultury
rodowej, przy małej wydajności pracy, ludzie zmu~zeni są walczyć o byt
grupami (en hordes). ,,Człowiek pierwotny musi walczyć wspólnie 7 gdyt
wszelka asocyacya poti;guje siły''. Dopiero z biegiem czasu, wskutek zwi~kszenia się prod11kcyjności pracy, następuje indywid11alne przyswojenie nasamprzód rzeczy belpośredn:ego użytku: odzież, oręż, tywaość etc. Z chwili}
pojawienia się rolnictwa, ziemia staje sii; wówczas pr1.edmiotem przyswojenia; pierwszymi właścicielami jej Sl:ft zwil}zki rodowe. ,, Nam si~ zdaje,
pisze Kowalewski, że zasada własności (przyswojenia) znajduje si~ w tem
samem społecznem wytwarzaniu, które ongi spowod.Jwało przyswojenie rozmaitych przedmiotów ruchomych.
Gdy już zjawa sii; prywatna własność, wst~puje ona w rażl}cą, sp1·zeczność z uprzedni4 formlł społecznego przyswojenia. Tam gdzie rozwój materyalnych sił wytwórt:zych odkrywa coraz większe pole dla .,, indywidualnych
namii;tności ", społeczna własność prędko unicestwia się, zachowują,c miejscami postać rudymetralną,. Naturalnie, żo ów pro~es rozkłada pierwotnej wła
sności społecznej zależy od mi jsca i czasu, tudzież właściwości rasowych.
W pobieżnych, ogólnych zarysach tak się przedstawia ksif}żka Kowalewskiego, b~dłłca nader cennym nabytkiem w popularnej literaturze socyologicznej, gdyż w formie przystępnej przedstawia nam myśli Morgana, M'c
Lennana, Bachofena, Posta, Girand Teolina i innych, motywoj11c je nieraz
bystro i trafnie faktami z życia Słowian wziętymi.
H. Kasperowicz.
rozwijały
-
85 -
Izvestlja muze,jskega drustva za Kranjsko, uredil Anton Ko- .
blar. Letnik V. VI. VlI. (Wiadomości towarzystwa muzealnego dla Krainy
pod redakcn Ant. Koblara Rocznik V. VI. VII.) Lublana 1895-1897.
Powyższe „Wiadomości" nie prz lstawiają, żadnego poszczególnego
kierunku naukowego, czyto historyczneg
ezyto archeologicznego, lecz s11
zbiorem wszystkich gałęzi nauk, jeżeli Sił v zwią,zku z Krainą,, znaną, prowincn ełowieńską. Mamy tam wi~c rozprawy historyczne, literackie, przy czynki odnosz,ce sit; do zuajomości ośw:aty, sztuk pii;knych i stosunków
spółecznych Krainy, a nawet rozprawy przyrodoznawcze. Wiadomości odnoszących sit; do ludoznawstwa znajdu~emy w nich mało i to prawie tylko
w „drobnych przyczynkach ii.
Z większych rozpraw należy tu tylko I. Ubowca: ,, Gorski zakon in
gorske prawde". (Kodeks i prawa wł 1 ścicieli winnic) w roczn. VII, str. 37,
69, 101, 145 nast. Był to ciekawy objaw swego czasu, że chłopi slowieńscy,
którzy zreszt1 byli niewolnikami prawie swych panów, mieli jako właści
ciele winnic wyją,tkowo własny kodeks prawny, według którego sprawy w zakres gospodarstwa winniczego wchodzą,ce sami rozsą,dzali. Wyroki s11dów
takich były prawomocne nawet w stosunku ich do dziediica.
Z drobniejszych przyczynków należy tu wiadomość o liczbie rzemieśl
ników w Lublanie przed 93 laty, o zapomnianym patronie przeciw trztlsieniom ziemi, św. Wenancyjuszu, krótka wzmianka o chatach słowieńskich
w roczn. V. a z rocznika VI: charakterystyka słowieńskiego ludu podług
Jana Grzegorza Dolnicara: Discursus politicus z r. 1680, i krótka wiadomość o tańcach w dniach odpustowych i świ1tecznych.
Ogólne wrażenie, jakie ~Izwestja" na czytelniku sprawiają, jest korzystne. Niektóre rozprawy Bił bardzo sumienne i na badaniach źródłowych
oparte.
J. L.
Ks. lVtadyslaw Sarna: Opis powiatu KrC1śnie1tskiego. pod wzgl~dem geograficzno-historycznym. Nakładem autora i prenumeratorów. Przemyśl, z drukarni Józefa Styfiego 1898 ·r.
Obszerna monografia puwiato Krośnieńskiego, napisana przez ks. Sarnę, proboszcza w Szebniach powstałe, jak autor w przedmowie donosi
- raz pod wpływem uchwały 2 go wiecu historyków we Lwowie r. 1890,
gdzie orzeczono konieczność badań na i historyą, witlkszych miast i - pod
wpływem konkursu z r. 1893 na opis geograficzno-historyczny któregokolwiek powiatu kraju, ogłoszonego przez Zarząd Muzeum im. Dzieduszyckich.
Ks. Sarna należy tło autorów, którym komisya konkursowa przyznała jedn~
z nagród. Ksią,żka ma także cel praktyczny, t. j. ażeby dla nauczycieli
lodowych w powiecie Krośnieńskim być wskazówką. dla uczenia geografii
metodą, wsteczną, dzisiaj w nauczaniu tego przedmiotu przyj~tą i ażeby także zach~cić nauczycieli i ksii;źy na prowincyi do podejmowania tego rodzaju prac, bez kwestyi pożytecznych z wielu bardzo wzgl~dów.
Jako skutek dwóch niejako impulsów psychicznych, przedstawia praca
ks. Sarny - dwoistość w układzie i w treści. CztlŚĆ pierwsza, któr11 autor
zatytułował krótko n Geografia powiatu Krośnieńskiego", jest "geografilł"
powiatu tylko na pierwszych 12 stronicach, co nawet nie może być ze
wzgltldu na sam11 objętość wyczerpują,clł „geografii" i nie jest też ni1 w treści. Naturalnie! przecież geografia dzisiejsza stała si~ nauką, tak obszernt, że np. sama geografia Karpat - jest w opr~cowaniu prof. Rehmana -
-
86 -
obszernem dziełem i tak samo prawie mogłaby wyglą,dać ściśle JJmiejętnie
napisana geografia powiatu Krośnieńskiego, czego jednak od ks. Sarny domagać się niemożna. To, co autor dać chciał, t. j. szkic geograficzny dla
praktycznych celów szkoły - dał nam w dostacznej mierze, i - co również ważue traktuje część geograficzną, w myśl dzisieji:;zego stanu wiedzy - jako naukę przyrodoznawczą,.
Od str. 12-64 zajmuje si~ ks. Sarna ekonomicznymi stosunkami powiatu. I tu również nie może być mowy o zupełnem i ściśle umiejętnem
wyczerpaniu przedmiotu, ale też bez kwestyi jestto ::.a.der zajmujl}CY szkic
gospodarczy, moglłCY ponadto - w części statystycznej stanowić podstawę
do dalszych w tym kierunku opracowa1L Trudno mi wchodzić w szczegóły;
zreszt'ł książka ks. Sarny powinnaby być czytan11i nie tylko ze sprnozdań;
tyle zaznaczam, że w swym szkicu ekonomicznym - uwzględnił autor
w dostatecznej mierzr rozwój drobnego i wielkiego przemysłu w powiecie
i, że rozwój ten jest dla powiatu tego, jako podgórskiego główną, arteryfł
życia gospodarczego, bo ziemia mniej urodzajna, lub góry nie pozwalaj!} na
zastosowanie w Krośnieńskim - gospodarczego typu przeważnie rolniczego.
Konieczność stwarza cudy -- to też powiat Krośnieński posiada dzisiaj do·
brze rozwinięty przemysł tkacki - jut maszynowy i dwie gałęzie zupełnie
kapitalistycznej prodokcyi, t. j. przemysł drzewny i naftę. Co więcej, chłop
z pow. Krośnieńskiego wyszedł z swej drobnorolnej nieruchliwości; w drobnym handlu po wsiach konkuruje zwycięsko z kupcami żydowskimi, jest
wzorem galicyjskiego wiertacza nafty - wreszcie, jak każdy ruchliwy ży
wioł, z chęcią, szuka lepszej doli w Ameryce, ale nie na stałe; przeciwnie
wraca z pieniądzmi i podnosi dobrobyt swój i rodziny w kraju. Dobrobyt
względny powiatu -- przedstawi L się jasno także z bilansu handlowego ;
w latach 1890-92 wywóz wynosił tutaj w ogólnej sumie róż:iych produktów 161, 393 tono, a przywóz 95.345 t., t. j. o 66.048 t. mniej. Szkoda,
że ks. Sarna tonny nie przeliczył na gotówkę.
Ruchliwość gospodarcza, widoczna w całym powiecie występuje
wyrainiej w części mazurskiej, ale nie brak jej także u ruskich „Łemków"
i „Zamieszańców". Ks. Sarna stara się stan gospodarczy powiatu - przedstawić objektywnie i bez teoretyzowania; mimoto od czasu do czasu jakby
odruchowo --· przebija w słowach autora antysemityzm. Że takowy w pow.
Krośniei'1skim istnieje nie wątpię ani na chwilę po ostatnich tamże rozruchach, ale . . . . ki. Sarna jeszcze czegoś innego dopatrzył się, oto, że
ów ruchliwy gospodarczo chłop krośnie11ski „popsuł się" w stosunku do
d~orów i plebanii. Ks. Sarna są,dzi, że stało się tak pod wpływem „g a·
ze tek"; i to czQściowo możliwe, ale czy „gazetki" nie są, tylko strawą, dla
niezadowolenia wśród ludu żyw i o ł o w o się szerzą,"ego? ! Na to chyba także trodnoby było odpowiedzieć przeczfłCO; Sijd~ę nawet, że „gazetki" są,
dzisiaj mimo swego radykalizmu - raczej klapą, bezpieczei'1stwa, aniżeli
agitacyjnym czynnikiem dla „psucia się", to jest de facto dla społeczno
politycznej emancypacyi ruchliwego już - jak w Krośnieńskiem, luda. Mogę
nawet autora a priori prawie z ap ew n i ć, że w miarę, jak chłop galicyjski
będzie się wyzbywał swej nieruchliwości gospodarczej - emancypacya jego społeczna stenie się z gazetkami, czy nawet bez gazetek koniecznością, społe
czną i faktem. Że w dą,teniu do tej emancypacyi nie małlł rolę z najróżno
rodniejszych względów gra także antysemityzm, jest, jak wspomniałem, faktem, tylko że myli si~ autor i inni, którzy tak samo jak on rozumieją,,
-
87 -
jakoby element antysemicki miał zadecydować zupełnie o przyszłych rozmiarach i celach ruchn ludowego w kraju.
Ks. Sarna, czynny członek "Tow. ludoznawczego", jest cło pewnego
stopnia specyalistą, w etnografii; to też nie dziw, że pominł}wszy kilka refleksyi natury społecznej, etnograficzna część jego pracy jest napisa.ną, umiejętnie, wyczerpuj11ico prawie bez zarzutu. Niedostateczni, co prawda jest
analiza antropologiczna, bo skonsta.towanie faktu etnicznego, że powiat K.
zamieszknją,: Polacy, Rusini i Żydzi - nie jest nią wcale; widocznie autor
antropologię pominąJ zupełnie i tem obszerniej zajqł si~ etnografią, właściwą,.
Dokładnie bardzo przedijtawia ks. Sarna wierzenia lodowe i obrLędy chrztu,
ślubu i pogrzebowe; wogóle opisuje zawsze odrębnie ludność polskfł i roskl},
dzielqc ponadto ostatnią, według lokalnych typów etnicznych na. ,,Łemków•
i "Zamięszańców". Ci ostatni okazujfł silny stopie11 zbliżenia się do etnicznych właściwości lJdu polskiego; pierwsi przedstawiają, odmianę wybitną,,
a wiemy sk'ld inąd, że ten typ etniczny opiera się wczęści także na dość
wyróżnionym typie antropologicznym.
O ludzie żydowskim - ks. Sarna nie pisze ; być może, że zna. go
pobieżnie; a szkoda, albowiem przeżytkowe właściwości luda żydowskiego
należą, dzisiaj do najciekawszych badań etnogt·aficznych. Ciekawsze jeszcze
są one dla uogólnień etnologicznych, ale tych w prdcy ks. Sarny nie znajdujemy wcale.
Druga czę~ć pracy ks. Sarny nosi tytuł "Historya powiatu Krośnień
skiego". Tytuł odpowiada tutaj dokładnie treści z tą, małą, modynkacyą, że
jestto przedewszystkiem bistorya Krosna. Ostatnia - stanowią,ca przedmiot
osobnych studyów autora - jest napisaną, źródłowo i wogóle krytycznie.
Historyę Krosna w pracy autora można jednak uważać za część odrębn!Ji,
dają,cł} się z całości wydzielić; mniej ściśle napisaną, jest historya innych
miast, miasteczek i wsi, wcbodz11icych dzisiaj w skład powiatu Krośnieńikiego.
Dą,żenie do objektywizmu historycznego wiJocznem jest w niekorzystnej ocenie charakteru kupca Krośnieńskiego Wojciecha Porcyusza mimo, że ten był
wielkim dobroczyńcą kościoła. Nie waha si,; także ks. Sarna piętnować cytatami źródłowymi nadużycia i gwałty publiczne, ba nawet zabójstwa dokonywane na mieszczanach Krośnieńskich przez szlachtę i wojsko szlacheckie od
połowy XVII. w. począ.wszy. Te o p mstę do nieba wołają.ce czyny „rycerskie" -- to jedna z głównych przyczyn upadku Krcsna, które przedtem od chwili otrzymania od Kazimierza W-go prawa magdeburskiei{o, aż po
czasy „złotej wolności" szlacheckiej było miastem - jeśli nie kwitną.P.em,
to w każdym przecież razie zamożnem, wzrastaj,cem w ludnoś(\ przemysł
cechowy i rozszerzającem swe stosunki handlowe ku Krakowowi, Rusi i Wę
grom. Dopiero pod rzą,dem austryackim i to powoli - od zaprowadzenia
konstytucyi voczęło zamienione w ruinę Krosno polskie XVIII. wieko, podnosić się z upadku.
Usterek faktycznych w historycznej części kil. Sarny nie dostrzegłem;
wątpi~ tylko, czy Krosno powstało za Kazimierza W-go. Kuimierz obdarzył
je tylko ogólnym przywilejem magdebnrgskim, że jednak w chwili kiedy ten
fakt zaszedł, gmina Krośnieńska ma już dziedzicznych niemieckich wójtów,
otóż są,dzę, że stało si~ tutaj to samo, co równocześnie we Lwowie ; mianowicie, że działa.lność Kazimierza W-go nie była z a łoże n iem miasta,
ale, co ostatecznie prawie na jedno wychodzi rozszerzeniem istniejfł •
-- 88 cego już przedtem samorz1du gminy niemieckiej na wszystkich mieszkań
ców miasta.
Opisujl}c inne miejscowości powiatu Krośnieńskiego - przyj11ł ks. Sarna
podział na parafie, co okaiuje stę wcale korzystnem dla tego rodzaju monografii.
Kończą.c wzmiankę o tej gruntownej i pięknej pracy ks. Sarny, mogę
na zakończeniu powtórzyć od siebie życzenie autora, ażeby także inni księża
na prowincyi zaji;li się podobni prac11i; w nauczycielstwa ludowem - ruch
krajo i ludoznawczy już się obudził.
Dr. Kazimierz J. Gorzycki.
Georg Polivka. Seft welche1· Zeit werden die Greise nicht mehr
getotet 1 S_lavische Parallelen mitgeteilt von. . . (Zeit s c hr i ft d e s V e
reins fiir Volkskunde). 1898. str. 25-29).
Ślady zwyczaju zabijania starców, niegdyś szeroko rozpowszechnionego
u wszystkich ludów, zachowały si~ nader wyraźnie w średniowiecznych opowieściach. I tak Jan Pauli powiada, iż kiedy młodzi ludzie zapragnęli sami
sprawować rządy miasta, wymordowali wszystkich starych rajców. Jeden
tylko młodzieniec zatrzymał swojego ojca przy życiu. Król tymczasem postanowił wypróbować swoich obywateli i poł'rosił ich o radę, w jaki sposób
mógłby uchronić sól, któr11i mu cil}gle robaki zjadały. Młodzi ojcowie miasta nie umieli podać stosownego środka, tylko jeden młodzieniec wiedział
o tym sposobie, gdyż zapytał się wprzódy swego roztropnego ojca; król,
powinien był skropić sól mlekiem muła, chc11c j1 zabezpieczyć przed robakami. Wtedy dopiero poznali młodzi rajcowie - jak wielk11i korzyść przynosz11i ludzie starzy. Podobna tradycya zachowała się i w ustach ludów południowo i wschodnio-słowiaóskich ; znajdujemy jlł u Bułgarów, Kroatów,
Rosyan, Małorusinów, a nawet u .Łotyszów.
Prof. Polivka zadał sobie wiele- trudu, zbieraj11ic analogiczne opowiadania, przyczem nie omieszkał wykazać, w jakich szczegółach się między
sobą, różni'ł, Jedne bowiem opowiadania mówifł tylko o pożytku starc6w,
milcz11i zaś całkowicie o icb m11idrej radzie. Przyczyna tego zjawiska leży
w tern, iż szczegół ten został zapomniany, b1dź teź, że dostał si~ do ]udowych legend z średniowiecznych opowieści i połą,czył si~ z motywem o korzyści, jaką, przynosz1 starzy Judzie. Białoruska zato baśń odBtępuje zupełnie od wspomnianych podań: synowie przystrajaj11 wnętrze chaty tałobfł,
stawiają, katafalk, zapalaj1 świece i chc1 starca SO-letniego zamordować
pałkfł. D@piero na błagania i gorące prośby ojca zo:itawiajlł mu jeszcze
dwa lata życia. Stary nie przeżył wyznaczonej ilości Jat, Wymownem jest
ta legenda dla nas świadectwem, iż n Białorosinów panował ów barbarzyń
ski zwyczaj mordowania starców. Prof. Polivka zgadza si~ w tej mierze
w zopełności z prof. Sumcowem (Po r. Ra z bor e t n o i raf. tr ud o w
E. R. Romanowa. Petersbnrg. 1894:. str. 54:) co do istnienia tego
obyczaju u Słowian - przynnjmniej na terytoryum dzisiejszej Ukrainy
północnej Rosyi.
Stanisław Zdziarski.
Nazwy słowiańskie w ziemi cfeszyńsklrj (Gwiazdka Cieszyńska,
1895). Por. ocent w Ludzie (Ili, str 381). Autor ich, ks. Józef
Firla, wikary w Istebnej, nadesłał do redakcyi Ludu pismo, i w niem
odkrywa swe nazwisko,
89
Id1c za zdaniem wyrdonem w moJeJ ocenie, coby naletało istotnie
jbierać z nazw miejscowych w ustach ludu używanych, jeżeli sio ma przyałużyó nauce, nie wdaj,c się przytem zgoła w wytłómaczenie nazw tak trudne
i nadaj11ce sio tylko
do obrobienia dla specyalistów - podaje ks. Firla
nieco przyczynków, które niżej powtarnm.
W-ieś Wis ł ~ ma.i'ł mieezkańey nazywać w liczbie mnogiej: Wie ł y
i mówi'ł : do W i se ł, n a W ie ł y, n a Wisła c h. Mieszkaniec Wisł1
nazywa sio W i ś I a n, kobieta W i ś l a n a albo W i ś I a n ka, przymiotnik
wi ś l a ń s k i,
M6wi11c już o Wiśle dodam, że byłoby rzecz1 nadzwyczaj ważnił, zebranie podań ludowych o górali wiślańskich, oczywiście najlepiej w ich na.
rzeczu i z możliw'ł wierności'ł, Zwłaszcza chodziłoby o wyśledzenie, czy też
przypadkowo nie dochowały si~ jeszcze tam szczfltki naszych pierwotnych podań
narodowych o Wandzie, Kraku itp.
Dr. St. ElJasz-Radzikowski.
=
SPRAWY TOWARZYSTWA.
I. Posiedzenia Zarządu.
S z 6 st e po siedzenie Zarzą,du odbyło sio dnia 28. grudnia 1898.
Obecni pp. Bal, prof. Dr. Dybowski, Rawita - Gawroński, Dr. Gorzycki,
Ihnatowicz, Dr. Krcek i Dr. Eliasz - R11dzikowski. Przewodniczył prezes
Tow. prof. Dr. A. Kalina.
1) Przyjoto 9 nowych członków.
2) Uchwalono w zasadzie drukować kwes~yonaryusz p. Koskowskiego
,,O żywieniu si~ ludu wiejskiego".
3. Zatwierdzono oddział pow. Tow. w Krakowie, zorganizowany pod
przewodniczę,cym p. Świętkiem.
4) Uchwalono podziokować p. Bołsunowskiemu 1. Kijowa za dar dla
muzeum etnograf„ mianowicie za l:łO plomb drohiczyńskich i zamianowano
go członkiem koresp. Towarzystwa..
5) Podzi~kowano p. Gawrońskiemu za zbiory etnograficzne, ofiarowane
de muzeum.
6) Uchwalono odbyć Walne Zgrom. Tow. w połowie stycznia 1899 r.
7) I. zeszyt "Ludu" za r. 1899 postanowiono drukować w 600 egz.
8) Na najbliższy odczyt wyznaczono prac~ Dr. Eliasza-Radzikowskiego.
9) Uchwalono kontynuować wydawnictwo „Pieśni nabożnych".
10) ,,Zjednoczeniu", stow. młodzieży we Lwowie, zniżono wkładk~ do
2 złr. w. a rocznie.