-
Title
-
Pierwiastek ludowy w poezyi A. Mickiewicza (cz. 1-4) / Lud t. 4, 1898
-
Description
-
Lud t. 4, 1898, s. 31-60, cz. 2, 150-180, cz. 3, s. 256-274, cz.4, s. 381-401
-
Contributor
-
Polskie Towarzystwo Ludoznawcze
-
Creator
-
Zdziarski, Stefan
-
Date
-
1898
-
Format
-
pdf
-
Language
-
pol
-
Publisher
-
Polskie Towarzystwo Ludoznawcze
-
Rights
-
Licencja PTL
-
Subject
-
ludoznawstwo, poezja polska,
-
extracted text
-
Pierwiaste~ ludowy wpoezyi A. Mic~iewicza.
Jedną
z najgłówniejszych zasług, a zarazem znamieniem bardzo
było to, iż jego zwolennicy postawili sobie za
zasadę z poezyi ludowej zaczerpnąć ducha dla poezyi artystycznej. Romantyzm bowiem, sprzyjając wszelkim usiłowaniom indywidualizmu, podniósł też wysoko
prawa indywidualności u w~zystkich narodów.
Indywidualne zaś te cechy poszczególnych narodów leżały w jego zamierzchłej dClbie źycia, w jego legendach, zwyczajach, obrzędach
i pieśniach ludowych. Myty starożytnego świata klasycznego już po
tylekroć wyzyskiwane nie mogły dostarczyć nowego materyału,
zabrano si~ więc do pracy w innym kierunku i zaczęto zbierać podania i pieśni pogardzonego gminu. Z niepomiernym zapałem rzucono
się do odgrzebywania tych skarbów ukrytych w tajemniczem łonie
ludu, zaczęto czerpać dowoli z tego zapomnianego źródła, szukano
treści rodzimej, przydatnej do artistycznego obrobienia w odradzającej
się poezyi. Ruch ten idący równocześnie z kierunkiem romantycznym,
któr,· u narodów słowiańskich wyprzedził o wiele wcześniej sam romantyzm, wywołały d~iela Herdera: Uber Ossian und die Lieder der
alten Volker, - Aehnlichkeit der mittleren englisclien und deutschen
Diclttkunst, - Vorrede zu den Volksliedern i Stimmen der Volker in
Liedern. 1).
Pierwszym naszym uczonyn:, który zwrócił uwagę na doniosłe
znaczenie pieśni i podań ludowych, był Ks. Hugo Kolt(Jtaj, który
ważne m romantyzmu
1) W Dalmacyi wychodzi zbiór poez) i, pomi~dzy któremi znajdują, si~
i pieśni lodowe : A. K a s i c h. Ra z g o v o r u g od u i n a r o d a s l ov i n s kog a. Ven. 1801. U f::erbów w roku 1814. wydaje Vu k Stefan o v i ć Kar ad ż i ć swój zbiór - Mała prost o n ar o du a s la v e u os r p s k a p j e s u a r i ca ; w 1O lat później ogłasza tenże saw autor
Srpske ąarodne pjesme. U Czechów wydaje w latach 18221827. F. Uelakowskj·: Slovanske narodni piesne, R. Rittersberg: Ntirodni pjesne sebrauć ... Prah11 1825., tudzież
częściowo w zbiorze J. H. Gallas: .Muza .Moraw~ka. Bern. 1813.
Najwi~kszy ruch na tem polu ukazuje si'- w Rosyi, co zawdzięczyć należy
mnóstwu pracowuików jak: Kałatalin: Nowiejszij wsieobszczij
pjeseunik, 1810; Pracz (1815); Dan iłów: Drewnija ruskija
s t i c ho t w or e n i j a s t ar i n n y c h m a ł o r os s i j s k i c h p i es e ń. 1819.
Russkij" skaski 1820. 5 tomów; Popow: Nowiejszij wsieobnczij i połnyj piesennik.1819. 6 tomów; Hllsskija narodu.
piesui. i820. 2 tomy; w tym mniej więcej czasie, w latach 1823-18ż7.
wychc.dzi zbiór pieśui słowackich Szafarzika: Pisuć svćtske lidu
S l O V e n 8 k eh o.
też
-
32 -
w liście swoim pisanym dnia 15. lipca 1802 rc,ku z więzienia oło
munieckiego do Jana Maja, krakowskiego księgarza, rozwinął pomiędzy innemi vrojekt spisywania szczegółów tyczących się zycia,
zwyczajów i obyczajów ludu. List ten przesłano Tadeuszowi Czackiemu, a ten zakomunikował go„ Towarzystwu przyjaciół nauk" w Warszawie, skutkiem czego już wkrótce, bo w roku 1805. wydrukowano
w Pamiętnikit W ar sza wskim - Swa dwa, wesela, urodziny i ckrzciny
u ludu ruskiego Rusi Czerwonej W roku 1810. znowu drukuje Jan
Paweł Woronicz swoją Rozprawę o pidniacli narodowyclt, czytaną
jeszcze w roku 1805. na jednem z posiedzeń „Towarzystwa przyja
ciól Nauk" 1), w roku następnym wydaje lqnacy Czerwi,tski we Lwowie Opis obyczajów ludu ruskiego okolfry za-dniestrskiej między Stryjem
·a l.1omnicq,, a w sześć lat później Marya Czarnoicska przedstawia w
Dziennilcu Wilettskim zwyczaje ludu na Białorusi, przyczem podaje
p10snki przezeń spiewaoe 1).
Tymczasem wśród zaczync1jącej się JUŻ walki między dawnemi
a nowemi pojęciami u~azała się rozprawa, nie przechylająca się stanowczo na żadną stronę, a pisana z wielką ostrożnością i umiarkowaniem, - Brodzińskiego: O klasyczno.foi i romantyczno.,foi, drukowana
w pi~ciu zeszytach Pamirtnika Warszawskiego od maja do lipca
1818 roku. W niej odezwał się Brodziński do młodego pokolenia
uwielbiającego utwory ·romantyków niemieckich, którzy często, nieraz
nawet do znudzenia wprowadzali na scenę duchy i upiory, ażeby
„nie porywało się w niepewny lot", a natomiast wskazuje mu, skłt·l
winn0 czerpać. pomysły do J!Owych utworów.
„Jakó Polacy· przywiązani do ziemi ojców, nie szukajmy do
wspomnienia przodków wzorów w rycerskiej poezyi średnich wieko w,
malujmy ich sposobem obywatelskich rycerzów,· zaj~tych rad11 o ich
dobru, zyjących z rolnictwa, nie warujących się po skalach jak orły,
nie wypadających z gniazd swoich jak orły na zdobycz. po bliskich
równinach, nie za sławę dam swoich, ale za ziemię walczących ...
„Romantycznoś~ią naszą są nasze n'iegdy.~ ·miasta, kt6ryrlt obwody
j,uż
czarna rola przykryła, smutne grody,
w których nasi królowie
Roczniki Tow. Warsz. przyj. Nauk. VI. str. 308.
2) Szczegóły powyższe zaczerpnl}łein z niektóremi' zmianami lub dopełnieniami z dzieła Dr-a P. C hm i e l o wskiego : Ad am Mick i ew i cz Warszawa 1886. L str. 154 i' nast, jakoteż z jego referatu czytanego na zjeździe im. Kochanowskiego w Krakowie • p. t. J a k n a l e t y
t\'aktować utwory poezyi ludowej ·w historyi literatury
po I s k i r j. (A· r r, lf i w n m • Il o u z i ej ó w oś w i at y i 1 i te r a t. w P o Is ce. Kraków 1886. V. E-tr. 36-37).
•
1)
-
38 -
przemieszkiwali, a do których murów terai wieśniacy strzechy swoje
przytykają; stolica, gdzie teraz na oddzielnej ziemi spią dwie ukochane rodziny królów naszych i tylu rycerzów; Sybilla, gdzie marne
pozostałki świetności naszej przed zagładą uniesiono; mogiły ryce1·zów 1), które po niwach naszych wszędzie napotykamy; rycerstwo,
co na wzór Eaeasza zniszczoną opuściło Troję, nie dla zakładania
nowej siedziby na ziemi latyńskiej, ale dla dochowania oręża z okupem krwi za cudzą sprawę, aby z nim wrócić do grobu ojczyzny
z niesłychaną nadzieją".
Brodzi11ski idzie jeszcze dalej, wypowiada mianowicie zdanie,
kiedy i w jaki sposób literatura nasza będzie mogla się odrodzić
i skąd pozyska siły do nowego życia:
„Jeżeli jest powinnością poety - mówi w oświeconym
wieku szanować gust powszechny, jeżeli pamiętać będzie, że przepisy
sztuki nie są wymysłem, ale że je rozsądek z natury wyczerpał, że
te przeto równie jak natura każdemu za wskazówkę sluzyć powinny;
świętszym nierównie jest jego obowiązkiem czerpać z pieśni ludu,
jako z natury", gdyż „niezawodną jest rzeczq, że pieśni ludu są
.tródłem najpiękniejszej poezyi i że sztuka robiąca z nich całość,
uwiecznia zarazem i charakter narodu i jego oświecenie.... Na p1esniach ludu ugruntowała się poezya Greków, Anglików, do nich wrócili Niemcy".
Badania na polu etnografii nie ustawały tymczasem. Najsilniejszą
ich podporą był Adam Czarnocki, znany powszechnie pod nazwiskiem
Zoryana Dołęgi Chodakowskiego, - zagorza,ły czciciel starożytności
słowiańskich, który w tych latach rozpoczął był pieszą wędrówkę po
ziemiach polskich i ruskich. :i). Owocem tych mozolnych poszukiwań
była rozprawa jego p. t. O Slowict,tszczy.źnie przed Cltrześcija1istwem
1) T~ sam4 myśl powtarza Brodziński w swoim utworze p. t. O poe z y i. (Dr. Bełcikowski odnosi czas jego powstania do r. 1816).
»Na jakiej ziemi, z jakim ludem żyjesz razem,
Takiego twoje pienia niech będą, obrazem ....
Ty, cenią,c wszędzie piękność, wł as n 4 śp ie w aj ziem i ę,
Ruiny, smntne świadki dawnej .duchów chwały,
Mogiły, co z oj czy z n ą, synów pogrzebały".
:i) A. J. P y p i n. Z o r i a n D o ł ę g a C h o d a k o w s k i j ( W i e s t n i k
J ewropy. 1886). L. Sowiński-Zdanowicz. Rys dziejów literatury polskiej. Wilno. 1875. II. Fr. Rawita Gawroński.
Z o r y a n Do ł ~ g a C h o d a ko w ski (Pr ze w od n i k n a u ko wy i 1 iter ac ki. 1897.XXV.marzec i nast.), A. Pypin. Istorija russkoj
e t n o g r a fi i. III. 44 i nast.
3
-
34 -
drukowana w Owiczeniacli naukowych wydawanych w Krzemieńcu
w 1818 roku.
„Trzeba pójść i zniżyć się pod strzechę wieśniaka w różnych
odległych stronach,-pisał Chodakowski,-· trzeba spieszyć na jego uczty,
zabawy i różne przygody. Tam w dymie wznoSLl}cym się nad gło
wami, snują się jeszcze stare obrzędy, nucą się dawne spiewy i wśród
pląsów prostoty odzywają się imiona bogów zapomnianych. W tym
gorzkim zmroku dostrzec można świecące mu trzy księźyce, trzy zorze
dziewicze, siedm gwiazd wozowych. Tam zorza Lelowa zbliża się do
młodego miesiąea, miłość nowożeńców i gody zwiastuje; tam zorza
księżycem ogrodzona lub zawojką pokryta, ślubną przysięgę tłómaczy.
Dotąd jeszcze trzy rzeki płyną pod sieni lubowników, udzielają świę
tej wody do korowaja i kołaczów. Dotąd zawodzą się w nuceniach
podolskich wróżby na tychże rzekach, jak Bizantyckie kroniki wspominają. Jeszcze cichy Dunaj, jak ów Ganges, jest wodą świętą, pełną
uroków, miłości i szczęścia, i na powierzchni swojej niesie korab
czerwienny z okwitością swadziebną. Jeszcze sfop wyzłacać jadą d0
Lwowa. Dziewica między dwoma lwami stojąc bez bojaźni, oddaje
rękę Junoszy. Strusie pióra i pawie ogony zdobią wieńce i głowy
poszlubione, a czerwiec z maliną mięszany stanowi chwalę czystości
dochowanej. Rusa kosa pod Kijowem, zloty warkocz w Krakowie biorą
pierwszeństwo. Jelenie, rysie, łabędzie i sokoły nie zapomniały Jeszcze
przynosić kochankom wieńców i pierścieni. Sierocie iabierającej się
do ślubu opiewają dąbrowę pełną pni bez zieloności. Jeszcze mosty
ścielą się ze trzciny, gdy dzieci mają upaść do nóg rodzicom, a drugie usłane pierścieńmi i perłami znajdują się po drodze kochanków". 1).
Za przykładem Chodakowskiego rzucono się teraz z zapałem do
poezyi ludowej i wnet, bo już w tymże sawym roku, lfrystyan Laclt
Szynna, profesor warszawskiego uniwersytetu, otrzymawszy od tego
zbieracza wszystkiego, co się ludu tyczyło, zbiór pieśni wiejrskich doprzejrzenia, drukuje dwie z nich w oryginale czerwono-ruskim, jakoteż
w polskiej przeróbce w Dzieunikzt H'ilr,tskim, a w roku 1819 wydaje
w Pamiętniku .Naukowym naśladowanie ballady Burgera Lenora p. t.
lfoniilla i Leon, jako też swoje Uwagi nad ballad(J Biirgem „Leonura" 'J).
W. Surowiecki d'1lej pisze swoje spostrzezenia nad Chodakowskiego
U Slowiwtszczyżnie przed Chrzciciwtstwem, 3 ) w Pamirtniku zaś Naulcowym mamy podaną Wia<lomoić o dziełach W. Stef. Kamdżicza wraz
z krótką jego biografią. W roku znowu 1820 w czasopiśmie Pszczółka
1) Cytuję wedłag wydania Helzla. Kraków. 1835. str. 9-10.
2
) '1.' a m ż e. Il. str. 2 75 - 28 :2.
3) Pamilj)tnik Warszawski. 1819. XIV. str. 35 i nast.
-
35 -
Krakowska III. str. 3. drukuje J. K. RzesiJtski „dumę narodową" p. t.
Sobótka, jakoteż w tamże samem piśmie „dumę z powieści ludu
wiejskiego" p. t. Obrom i Nida (str. 161 ). O rok wcześniej już znajdujemy w T11godniku Wile1tskim (IX, str. 276-277) osobną rubrykę dla
rzeczy ludowych p. n. ,,Etologia", w której wydrukowano rzecz jakiegoś bezimiennego autora p. t. Oórzędy weselne ludu wiejskiego w gn •
bernii mi,tskiej w powiecie bm·ysowskim, przyczem pieśni weselne zarówno w oryginale jak i w polskim przekładzie były przytoczone,
potem czytamy tam Piosnkę pospólstwa esto,fakiego przetłumaczoną
przez Leona Rogalskiego i Emeryka Staniewicza - Spiewy ludu litewskiego 1). Tenże sam Rogalski drukuje dalej Piosnkę ukrai1tskq
o Bohdanie Chmielnickim l) i Piosnkę weselnq, ludu litewskiego 3). Ruch
w tym kierunku nie ustaje, owszem potęguje się, gdyż już w tym
samym roku drukuje J_an Łasicki swoją rozprawę 4) O bogach Źmu
azinów, w roku zaś 1820 mamy szereg pism z tego zakresu n. p.
O sobótce i O przesqdach ludu nieznaJomych autorów, tudzież Teodom
Narbutta O obyczajach ludu i O cudaeh historycznych.
Na szczególniejszą jednakże uwagę ze względu na tre8ć swoją
zasługuje list Lacha Szyrmy do redaktora Dziennika Wilettskiego, jako
przedmowa do drukowanych tamże przeróbek dwu wyżej wspomnianych pieśni - Jaś i Zosia i Zdanek i Halina. Ze wszech miar ciekawy ten list, należy on bowiem do jednych z pierwszych głosów
podniesionych u nas w sprawie pieśni ludowych i irh znaczenia dla
poezyi kunsztownej, przytaczamy go poniżej w calości tern bardziej,
że wszędzie bywał zazwyczaj milczeniem pomijany.
,,Przesyłam W. Panu dwie dumki szczerosłowiańskie, bo z podań ludu wiejskiego wyjęte, i podług dwóch śpiewów ruskich do siebie
dosyć podobnych osnowane. Dzięki winienem J. P. Chodakowskiemu,
który nie tylko tego źródła mi użyczył, lecz i cały swój zbiór śpiewów
wiejskich mozolnie zebrany do przeczytania pozwolił. Mając sposobność do przyswojenia myśli ogółu, spiewy wiejskie składających,
napojony ich duchem a szc:rngólniej ponurą ich smętnością, starałem
się ją przelać w moje rymy nie mięszając weń bynajmniej obcych,
nie pod naszem niebem urodzonych myśli, i nie odstępując nigdzie
od dawnej prostoty, chyba wówczas, kiedy ona w nieokrzesaną
1) Tamh. 1820. VIII. 377 i nast, IX. 5n-58, 118-121, 177183. X. 9-15, 187-192.
2) Tamże. IX. str. 347-350.
3) Tamże. X. str. 381.
4) Por. E. Mierzyński, Jan .tas_icki (Roczniki Tow.
przyj. n a u k. Kraków, 1870.)
-
36 -
gminność wpadała, i wyzszość światła wieku naszego wymagała koniecznie _jakiejś odmiany. Co się tyczy dodatków, które porównywując
moje dumki z dwoma tu dołączonymi śpiewami wit:ijskiemi za pierwszym rzutem oka dostrzec można, te zdawały mi się potrzebne dla
ich zaofrrąglema, i do nadania im niejakiej wyrazitości zwłaszcza, że
w podobnych pismach wolny polot wyobraźni jest dogodniejszy aniżeli niewolnicze naśladownictwo.
Wszelakoż i 'łv tem, co się dodawało, pilne miałem baczenie na to, ażeby wszystko albo zgadzało
się z dawnymi przesądami, zabobonnością i obyczajami, albo przynajmniej nie było im przeciwne. Pożyteczną nader byłoby rzeczą,
Mości Redaktorze, gdyby się zatrudnić zbieraniem pieśni gminnych,
baśni, powieści, przesądów, wróżb, śpiewów i t. p., zbieranina ta napozór tylko nikczemna i z ułamków tylko złożona mogłaby wielce
posłużyć do wyjaśnienia historyi obyczajów, rzuciłaby światło na
dzieje polityczne, na obrzędy religijne i bóstwa poprzedzające naukę
Chrystusa, co więcej, możeby idąc za podobieństwem sprawdziła te
szerzące się w świecie wnioski: że kolebka naszego dziecii1stwa
i plemienia jest nad Gangesem. Oprócz tego co za niP,przebrany skatb
byłby to dla rymotwórstwa naszego; wówczas to Mości Redaktorze nie
zarzucanoby „Dzienników",!,, Pamiętników" i Tygodników" i inszych
pism obcymi nam wyrażeniami, które będąc dla wielu niezrozumiałe
z obojętnością bywają przyjmowane, czczem tylko napełniając uszy
brzmieniem, a nie trafiając do serca i nie ogrzewając go. Na równinach słowiańskich, na polach naszych przodków między naszą bracią
nastręczają się nam skromne kwiaty zachwycenia: zbierajmy je troskliwie i w duchu wdzięczności dla naszych dawnych ojców. Nie
mogą one wprawdzie iść z owemi w porównanie, które kwitnęły
niegdyś pod niebem lagodnem Jonii, ani też ze swoją rodziną w pochmurnej Szkocyi, atoli hodowane i uprawiane od zwolenników dobrego smaku, od wielbicieli Greków, Rzymian, Teutonów i innych
narodów, które narodowość ważnym poezyi przedmiotem uczyniły,
łatwo się od skazy uchowają, rozmnożą się licznie i dla ojczystej
literatur'lf wydndzq plon obfity. Jeśli nie chcemy w naukach nadobnych
być tylko naśladowcami, lecz i oryginalne a do tego czysto narodowe
posiadać dziP.la, uratujmy te starożytne zabytki, na które czas coraz
ostrzejszy nastawa, i grozi utratą. Są one szczątkami gmachu niegdyś
okazałego, który runął w zwaliskach, ale może nam jeszcze do wzniesienia Świątyni Narodowości za w~gielny posłużyć kamień. Zniżmy
się więc pod strzechy tam nasza "s~dziwa narodowość." 1).
„
') Dziennik Wileński. 1818. I. str. 486-496.
-- 37 List ten Lacha Szyrmy miał bardzo doniosłe w swoim czasie
znaczenie, i kto wie, czy nie więcej oddziałał na młodzież, aniżeli
rozprawa Brodzińskiego. Mogłoby się atoli komu zdawać, że to przypuszczenie jest może trechę zanadto śmiałe. My wprawdzie nie mamy
na jego poparcie pewnych i jawnych dowodów, rozprawa jednakże
O klasyczno.fri i romantyczności, która, naszem zdaniem, nie miała
tak wielkiego znaczenia, jak to wielu jej przypisuje, nas na ten
waiosek naprowadrn. Brodziński bowiem nie mógł się jeszcze wtedy
był otrząść z pod przemożnego wpływu idyllicznego Gessnera; podnosi on wprawdzie pierwiastek ludowy w poezyi, jednakże nie w ta'1cim znaczeniu, jakbyśmy to dzisiaj rozumieli. Z jego pojęcia wieje
duch sentymentalny, gdyż zdaniem jego literatura nasza była narodową tak u Szymonowicza i Zimorowicza jak u Karpińskiego lub
Reklewskiego. Co się zaś tyczy sztuki, artyzmu w wykonaniu, - to
pod tym względem zapatrywania Brodzińskiego nie wiele się różniły od
dawnych, w czem właśnie widać dobrze to przywiązanie się do reguł
francuskiego pseudoklasycyzmu. n Poezya nasza, - pisał w jednam
miejscu, - ma tę szczególną własność, że nie tylko malowanie tegoczesnych OÓ?Jczajów i ob1·zędów nie jest stosowne Jej powadze, chyba
gdy je przez podobieństwo i przypomnienie do starożytności zbliżamy,
ale nawet naz1l'iska tegoczesne, a szczególniej z obcych wzięte narodów,
zdają się być odbijajqcemi i nieznośnemi w plynieniu śpiewów naszych,
gdy przeciwnie wszelkie starożytne nazwislca, szczególniej greckie
brzmiq najpi·zyiemniej•.
Te ciągle zastrzeżenia nie mogły nikogo zadowolnić. List zaś
Lacha Szyrmy miał tę wyższość nad rozprawą Brodzińskiego, iż dawał wyraźne wskazówki co do sposobu korzystania ze skarbów poezyi
ludowej, dlatego też musiał ku sobie bardziej pociągnąć mfode pokolenie, któremu nie wystarczała taka równowaga między sztuką a naturą, jakiej się radził trzymać Brodziński. Młodzież wolała bujać
wśród świata nadnaturalnych zjawisk, gdzie wszystko jest otoczone
tajemniczością, ona wolała stokroć romance hiszpańskie lub angielskie
i niemieckie ballady„ aniżeli sentymentalną poezyę, która nie miała
już więcej sit by nadal mogła wystarczyć znużonym nią umysłom.
Wpływ zatem Lacha Szyrmy, sądzę, musiał dalej sięgnąć, aniżeli
samej rozprawy Brodzińskiego.
Nikt wogóle nie był zadowolonym z niej ; - wnet bowiem, bo
już w styczniowym zeszycie Dzicnnilca TVile1,skiego 1819, I., str. 2- 27.
Jan Śniadecki zabrał głos w imię zdrowego rozsądku i dobrego smaku
przeciwko kierunkowi romantycznemu w swoich uwagach O pismach
lclasycznyclt i romantycznydt. Najzacięciej zaś występował przeciwko
wprowadzaniu czarownic, duchów i upiorów, czem rzeczywiście ów-
-
38 -
cześni poeci niemieccy nadmiernie się posługiwali: ,. Wprowadzają
dziś na scenę schadzki czarownic, ich gusła i wieszczby, duchów
chodzących i upiorów, rozmowy dyabłów i aniołów i t. d. Cóż tu
w tern nowego i dowcipnego? wszystkie baby wiedzą dawno o tych
pięknościach i mówią o nich ze śmiechem pogardy. Te niedołężności
i brednie przywołane z wieków grubijańst wa, łatwowierności i zabo •
bonu, mająż bawić i uczyć w ośmnastym i dziewiętnastym wieku,
nie tylko ludzi dobrze wychowanych, ale nawet nieokrzesane pospólstwo ? ".
"
Rozprawa ta Śniadeckiego wywołała wiele uwag i krytyk. Jeszcze
tego samego roku w Pamidniku Warszawskim XIV, str. 458-477 wydrukował jakiś bezimienny~ autor swoje Uwagi nad Jana Śniadeckiego
rozprawą o pisniacli k7 asycznyclt i romantycznych, który od samego początku nie szczędzi Śniadeckiemu nagany: .Nie przez płochość, powiada on - nie przez upór, ani chęć oryginalności romantyczność
się zrodziła, powstała ona z serca ludzkiego, równie jak wszystkifl
inne na świecie bądź w naukach, bądź w moralności odmiany. Zbieg
okoliczności, ponurość krajów pólnocnych, różność stanu. politycznego
Anglii i Niemiec, wydobyte szczątki starożytnej Skandynawów poezyi,
przvwiązanie mieszkańców do dawnych zwyczajów swojej ojczyzny,
nadały ich poez:vi charakter, który romantycznością nazwano. Chcieć
więc romantyczność wyśnliewać, jest chcieć wyśmiewać charakter
narodowy, który, chociażby nie był godny zalety, jako dzieło nie ludzi,
lecz samego przyrodzenia, ludziom wyrzucać i na urągowisko wystawiać jest to nierozsądkiem i rzeczą godną pogardy".
1.
W takiej to chwili ogólnej walki nowych prądów z zastarzałym
pseudoklasycyzmem francuskim, - zjawił się geniusz, który potrafił·
prawdziwego doszukać się piękna i nową pieśń stworzyć z zapomnianej ludowej legendy. I wszystko sprzyjało wielkiemu przeznaczeniu
poety .... Urodzony w zacisznym kącie litewskim, wychowany bądź na
wsi, bądż w niewielkiej mieścinie, miał sposobność zetknąć się· z ludem, którego fantastyczne płody były pierwszą karmą duchową Adama.
W latach dziecięcych, w tych latach „sielskich i anieiskich ", wzrastał
otoczony ludźmi, ktorych opowieści i legendy poważny nań urok wywierać umiały. Jednym z takich ludzi był stary sługa Błażej, przezwany przez o_ica poety Ulissesem, ,,bo co wieczór bajał o prawdziwych i zmyślonych swoich podróżach najdziwniejsze rzeczy, których
dzieci, zbiegłszy się do piekarni, tak chciwie słuchały, że ich potem
nakłonić nie można było do pójścia spać. Ulubionym przedmiotem
opowiadań jego były fantastyczne przygody, których jakol:>y doznał
w domu poprzedniego swego pana „farmazona", a więc „w zmowie z nieczystymi duchami".
Ktoś
raz wspomniał o nagłej
śmierci jednego z sąsiednich obywateli; na to Błażej tajemniczą
przybrał minę i odezwał się ponuro, że wie, co to znaczy. Oczywiście
zaezęto go prosić,, ażeby się wiadomością swoją ze słuchającymi podzielił Błażej milczał przez chwilę, a potem zaczął opowiadać, jak
był świadkiem równie nagłej a dziwnej śmierci w okolicy. Raz w lipcu
pan jego zawołał go wieczorem i kazał zaprządz sanki, wyprowadzić
je na tiziedziniec, a samemu pójść spać. Zdziwiony mocno takim
rozkazem, postanowił zbadać, co z tego będzie; uczepił się zatem
z tylu u sanek. zarzuciwszy na siebie dywan, którym- przykrył siedzenie. Tak przyczajony doczekał północy. Wówczas z;awil się pan
jAgo w dziwnem jakiemś ubraniu, długim płaszczem okryty, i siadłszy
do sani, wziął lejce i konie biczem zaciął. Sanie, lekko podniósłszy
się w górę, żwawo w powietrzu płynąć zaczęły, o łokieć jaki nad
ziemią. Pewny. że pan jego wcale się obecności sługi nie domyślił,
wychylił Błażej głowę z pod dywanu; a że noc była jasna, księżycowa,
doskonale mógł się • rzypatrywać tej cudownej podróży, Wkrótce
z różnych stron zaczęły się zlatywać takież same napowietrzne sanie,
i coraz to dłuższy orszak ciągnął w stronę dworu jednego znanego
„farmazona". Niebawem zajechano przed dom iskrzący się od świateł
w oknach. Korzystając z ogólnego zamięszania przy wysiadaniu z sań,
Błażej wyskoczył i wraz z służbą wszedł na pokoje. Znalazł tu
wszystkich, ,,farmazonów" z okolicy; byli tam panowie i panie w bogatych ubiorach, tylko dziwnie jakoś wyglądały twarze mężczyzn, a
u kilku dam ze zgrozą dostrzegł wystające z pod strojnych, wloką
cych się po ziemi sukień długie kosmate ogony. Kapela grała hucznie,
chciał się jej bliżej przypat-zyć i zobaczył, że struny skrzypiec z rozpalonego były drutu. Odwrócił się strachem przejęty i wziął z tacy
kieliszek wina; 5,zczęściem kapnęła mu na rękaw kropelka i jak iskra
przepaliła sukno; nie pił więc straszliwego płynu, miał się na baczności, zdaleka tylko patrzał i słuchał. Wkrótce ucichła mu :yka
i wśród uroczystej ciszy wszyscy udali się do sąsiedniej sali, gdzie
na ścianach kirem obitych wisiały portrety samych „farmazonów".
Naczelnik zgromadzenia powiedział wówczas, że jeden z braci zdradził, że nazwisko winowajcy dotąd niewiadome i że na to się zebrali,
aby się przekonać. kto był winien, i ukarać go z całą surowością.
Poczem wziąwszy świecę w rękę zbliżał się kolejno do każdego wizerunku i bacznie mu się przypatrując, zapytywał: czyś ty złamał
przysięgę? W ten sposób obszedłszy prawie całą salę, zatrzymał się
przed jednym s ostatnich portretów. Gdy strasine zaklęcie wymówił,
-
40 -
zaczerwieniły się na płótnie lica winowajcy. Wówczas ze wszystkich
stron podniosły się przekleństwa, a naczelnik zawoławszy groźnie :
winien, winien śmierci! - nożem przebił pierś zdrajcy. W kilka
dni później, - mówił Bła!ej, kończąc opowiadanie, - dowiedziałem
się, że nagle umarł ten „farmazon", którego portret był przekMty" 1).
Te podania i opowieści musiały głęboko się wyryć w pamięci
Adama, albowiem kiedy później podczas pobytu jego w Paryżu przyniesiono mu zbiory i,ieśni i bajek gminnych krakowskich~ litewskich,
ruskich, galicyjskich, powiedział przyjacielowi: ,,Dziwna rzecz, że
wszystkie z bardzo małymi wyjątkami, te pieśni słyszałem i wyuczyłem się ich dzieckiem, w Nowogródku, w rodzicielskim domu.
Służąca nasza Gąsiewska umiała je wszystkie i śpiewała z dziewfzętami przycbodzącemi prząść. Mogę dziś jeszcze każdą zanócić
i hłędy wydawców sprostować" 2 ).
Sama nadto okolica Nowogródka pagórkowata nieco, bawiła jego
oko rozmaitością widóków, musiała też pobudzać małego chłopczyn~
1) M. Gore ck a. Wspomnie n i a o A. Mick ie w i cz u, cytowane u Dr-a P. Chmielowskiego. A. Mickiewicz. I. str. 26-27,
2
) Rozmowa spisana przez Aleksandra Chodźkę 25. czerwca 1846 r.
w dziele Wł. Mi ck i e w i c z a. Ż y w o t A. Mi ck i e w i c z a , Poznań
1890. I. str. 8-9. - Mickiewicz wyraził też zdanie, ~e .,,najlepit:.j zebrane, bo sumiennie i bez pretensyi pieśni krakowskie, najgorzej klechdy
Wójcickiego. Są one pokiereszowane i to tylko treści naszych bajek". Znajdował „najpiękniejsze piosnki o kukułce i Psałterza pieśni. Arcydziełem
poezyi jest kolenda". Na egzemplarzu dzieła „Pieśni polskie i ruskie luda
ga1icyjskiego z muzykli instrumentowaną przez K. Lipińskiego zebrał i wydał Wacław z Oleska. We Lwowie 1833". Mickiewicz uczynił par~ poprawek w pieśni nr. 132 str. 105. W tekście drukowanem jest:
,, Sówka po boru Iata,
Kasia z J asienkiem gada,
Nie gadaj Kasiu z Jasiem,
Będziesz miała l'lokoła ! "
,,Cóż Ci sówko do tego,
Do eokoła m_ojego ?
Mam te ja rbdu dosyć".
Mickiewicz sprostował to zwrotkę jak następuje:
,,Nie gadaj Kasiu z Jasiem,
B~dzie sokół pod pasem,
Cóż ci sówko do tego,
Do sokoła mojego?
Mamie ja urody dosyć".
-
41 -
do częstych wycieczek, wśród których poznał dobrze lud litewski, po,,ku czemu zapewne
przyczyniło się i to, - pisze Ignacy Domejko, - że małe miasteczko
Nowogródek nie wiele się różniło od wsi i zaścianków naszych. Życie
szkolne było raczej wiejskie. Przypatrywał się kiermaszom, targom
i odpustom, bywał na weselach chłopskich, dożynkach i pogrzebach.
Stąd też za szkolnego jeszcze życia uboga strzecha i pieśń gminna
roznieciły w nim pierwszy ogień poetyczny". 1). Sam nawet poeta
mówi nam o tern w Pieśni Wajdeloty:
lubił jego pieśni i legendy, wierzenia i zabobony,
,, Słuchałem piosnek -
nieraz kmieć stoletni,
oraczem,
Stanął i zagrał na wierzbowej fletni
Pacierz umarłych; lub wymownym płaczem
Was głosił, wielcy ojcowie - bezdzietni:
Echa mn wtórzą, ja słuchałem zdała,
Tym mocniej widok i piosnka rozżala:
Żem był jedynym widzem i słuchaczem.
Jako w dzień Sfłdny z grobowca wywoła
Trlłcając kości żelazem
Umarłą przeszłość trąba archanioła,
Tak na dżwięk pieśni, kości z pod mej stopy
W olbrzymie kształty zbiegły się i zrosły.
Z gruzów powstajl} kolumny i stropy,
Jeziora puste brzmi'ł licznemi wiosły,
I widać zamków otwarte podwoje,
Korony książ11t, wojowników zbroje,
Śpiewają wieszcze, tańczy dziewic grono,
Marzyłem cudnie, srodze mię zbudzono!"
Nie będziemy tu kreślić stopniowego rozwoju umysłu Mickiewicza w czasach jego pobytu na uniwersytecie, zaznaczymy tylko ten
fakt, iź to głębokie uczucie, jakie wyniósł poeta ze swej pierwszej
młodości sp~dzonej z dala od gwaru miast, miłości legend i wszystkiego, co jest własnością twórczego zmyslu ludu, zostało w nim na
chwilę zagłuszone. Dla lepszej zaś illustracyi ówczesnych poglądów
l\Iickiewicza na istoty świata nadziemskiego, które niebawem w jego
utworach miały zająć niepoślednie miejsce, przytaczamy poniżej jeden
ustęp z poematu Tomaszewskiego i recenzyę tegoż przez naszego
poetę.
„Gdy tak oba swe ~ycie poświęcaj, sławie
I walczą, z sobą, żą,dzą, zwycięstwa zagrzani,
Jędza, chcąc dać Palisznie pomoc w tej rozprawie
Trą,ra Zaprzańca lecąc z piekielnej otchłani,
Ten pada na przemokłej rosą, ranną trawie .... "
1) O młodości Mickiew iczn. List J.Domejkido Jl.Zaleskiego
1872. IV. str. 37-38.
Przeglfłd lwowski.
-
42 -
Posłuchajmy też zarazem, jak się zapatruje nasz
krytyk na tę
istotę nadprzyrodzoną:
"~kąd się wzięła nagle ta jędz~? -
pisze Mickiewicz. Dlaczego
odpowiedzieć. Dodamy tylko, aby życzyć należało poetom, żeby albo na zawsze tę jędzę ze swoich poematów wygnali, albo przynajmniej nie tak
ją często i nie w tym sposobie wprowadzali".
S.łowem, poglądy Mickiewicza nie przekraczały w tym czasie
granic zakreślonych przez pseudoklasyczną krytykę i były niejako
dalekiem echem obcych pojęć, przejętych bądz to pod wpływem nau•
czycieli, bądź też filareckiego otoczenia.
Dopiero gdy się l\fickiewicz zaznajomił tak z utworami nowej
szkoły poetów niemieckich, jak nie mniej i z artykułami polemicznymi
za i pm~ciw nowemu kierunkowi, o których już wyżej była mowa,
kiedy ujrzał, że i jego koledzy jak T. Zan i Czeczot piszą na wzór
obcych utwory, w któryl'.!h lud ze Rwemi pojęciami na pierwszy plan
fię wysunął, wtedy dopiero w umyśle jego zaczęły się• odnawiać dawne słyszane legendy i pieśni, i one to wsunęły mu pióro do ręki .....
Ballady .Mickiewicza podniosły odrazu zapoznane dotychczas
prawa uczucia i fantazyi. J tli to bowiem samo, iż lud wieśniaczy
wraz z jego pojęciami i wierzeniami wprowadzono na scenę w rzeczywistej prostocie, Il'liwności i postaci, - było ogromnym krokiem
naprzód, który miał niebawem wydźwignąć literaturę naszą z upadku,
a nawet postawić ją na równi z poezyą i~.mych, ościennych narodów.
Minęły już bowiem czasy sielankopisarzy Gawińskiego, Szymonowicza i Zimorowiczów, minęły czasy zgnuśniałej saskiej epoki, kiedy
to lud występował jako niewolnicy żywcem z greckiej tragP-dyi wyjęci, świat też starożytny zbyt był nas odległy, zbyt przeżyte jego
ideały, aby poeci, którzy, nawiasem powiedziawszy, wcale ich nierozum'ieli, mogli się do nich zbliżyć, choćby tak tylko jak Jan z Czarnolasu. Umysły tak się były zrosły z pojęciami i wyobrażeniami koryfeuszów francuskiego pseudoklasycyzmu, na których ustach powtarzali się ciągle tacy prawodawcy jak Arystoteles, Quintilian i Horacy
a niej mniej i greccy tragicy, których atoli mało kto czytał w oryginale, mało kto ich myśli i ducha mógł pojąć i zrozumieć, iż trzeba
było wielkich sil i większych jeszcze nowych czynników, ażeby można
było uwagę społeczeństwa zaJąć, wyobraźnię oczarować i podniecić,
trzeba było nadto wrodzonego talentu i uczucia, które byłyby zdolne
wlać w te świeze czynniki właściwe im życie, we właściwem przedstawić je świetle.
Fantazya ludui - ta niewyczerpana krynica skarbów uczucia,
~ ięcej Palisznie niż Zaprzańcowi sprzyjała? N a to trudno
mogla tylko jedna poruszyć spiące umysły, znużone
ciągiem
powta-
-
43 -
rzaniem starożytnych poElań mitycznych, jako też greckich i rzymskich bohaterów. Wszak naród nasz posiadał swoich własnych Lecha z orlętami, Popiela, Piasta i aniołów bożych, Kraka i Wandę
i wielu, wielu innych, których dzieje snujące się oko-ło gontyn pogań
skich wśród odwiecznych lasów, bogów siedziby, zapisali jeszcze śre
dniowieczsi nasi kronikarze, wszak naród nasz posiadał, i starannie
z pokolenia w pokolenie prtekazywał swoje zabobony i wierzenia,
otoczone mdą tajemiczości i cudowności, wszak posiadał ty le pieśni,
które powtarzał z pokolenia w pokolenie - wszystko to atoli leżało
od wiek wieków odłogiem.
I teraz dopiero wskrzesił je nasz poeta do nowego życia, ażeby
poezyi narodowej. On poznał, czem można
zająć schorzałe umysły, w których atoli nie wygasł był jeszcze pociąg do nadnaturalnych, nadprzyrodzonych, niepojętych wydarzeń. Mickiewicz przynosił do swo1ch utworów wyobraźnię, jakiej było potrzeba,
ażeby owe motywy z ust gminu zaczerpnięte, odtworzyc z całą prawdą,
z calem życiem, ażeby one mogły przemówić do przekonania i uczucia ogółu. Mickiewicz posiadał ten zasób czucia dla wszystkiego, co
się ludu tyczyło, on go poznał do samej głębi jego duszy, on bacznie
umiał dostrzedz drobne nawet rysy jego charakteru i usposobienia.
Dusza poety była bowiem nadzwyczaj wrażliwą na wszystkie struny
i tony ludowej poezyi. Poezya zaś nasza potrzebowała właśnie takiego a nie innego geniuszu, ogół bowiem z pierwszemi balladamf
naszego poety zaczął tak na lud i twory jego fantazyi, jak też i na
poezyę innem patrzeć okiem. Teraz dopiero poznał on, jakie nieprześcignione skarby kryły się tyle stuleci wśród tych prostych tłu
mów; może nawet z początku, przyzwyczajony do poniżenia i pogardy dla niego, nie wierzył i nie chciał wierzyć, ażeby te piękności
od niego swoj brały początek. Dość na tern, iż umysły społeczeń
stwa wraz i jego fantazyę, która została silnie tym pierwiastkiem
cudowności podrażnioną, odrazu zawojowano. Terai dopiero pękły
węzły krępujące fantazyę, natura wzięła górę nad sztuką, sentymentalną czułostkowość zastąpiło rzewne, lecz prawdziwe uczucie, poezya stawała się teraz rdzennie narodową. Pieśń gminna odniosła
zupełne zwycięstwo nad zastarzałym duchem klasycyzmu, sam nawet
Mickie Nicz odczuwał dobrze tę potęgę i niezwyciężoną moc ludowej
legendy wołając w natchnionej Pidni lVajdeloty:
się stały podporą upadłej
„O wieści gminna ! ty arko przymierza
Mi~dzy dawnemi i młodszemi laty:
W tobie lud składa broń swego rycerza,
Swych myśli prz~dze i swych uczuć kwiaty.
-
44 -
Arko, tyś ~adnym nie złamana ciosem,
Póki ci~ własny twój lud nie znieważy ;
O pieśni gminna, ty stoisz na straty
Narodowego pamiątek kościoła,
Z archanielskiemi skrzydłami i głosem Ty czasem dziertysz i broń archanioła.
Płomień rozgryzie malowane dzieje,
Skarby mieczowi spustoszą, złodzieje,
Pieśń ujdzie cało, tłum ludzi obiega
A jeśli podłe dosze nie nmiejq,
Karmić ją talem i poić nadziE'ją,
Ucieka w góry, do gruzów przylega,
I stamt'ld dawne opowiada czasy .... "
Jak wielkiego mistrzostwa i geniuszu potrzeba było do owła
dnięcia tą gęślą czarodziejską, ażeby z niej choćby tylko znośne wydoł.yć tony, o tern przekonali się niebawem wszyscy nieudolni naśla
dowcy Mickiewicza, którzy na jego sposób i w jego duchu starali
się tworzyć ballady. Każdemu _z nich zdawało się, że to tak łatwo
wymyślić piewszą lepszą bajkę o upiorze, któraby się roiła w dalszym ciągu od duchów, mogił, krzyżów i t. p. hyperromantycznych
akcesoryów, dodać dalej do tego wszystkiego sporą dozę mglistości,
niejasności i ponurych krajobrazów, i ballada gotowa. ,,Nie dziw
1
więc, - pisze jeden z współczesnych ), że zamiast r,ięknego jelenia
łowią strasznego dzika lub potwornego niedźwiedzia. Posłyszeli, że
dziwność jest duchem, znamieniem i najwyższą romantyczności ozdobą,
chwytają więc z Goszczyńskiego sowy, puhacze i wisielców, z Mickiewicza czatyrdahy, namazy, kurhanki i 1 • d. nie· mając pojęcia, że
każdy płód poetyczny z sfery sobie właściwej czerpać powinien swoje
piękności".
Tak się też rzeciywiście rzecz miała z późniejszymi naśla
dowcami Mickiewicza, którzy, nie znając ludu bezpośrednio, a pamiętając słowa Fryderyka Schlegla, iż „dziko rosną piękne kwiaty
wiosenne w naszych lasach" a jeszcze piękniejsie u obcych narodów,
brali poszczególne motywy bądź z ballad naszego poety, bądź też
z ballad t. z. niemieckiej szkoły romantycznej, która często doprowadzała do ekstrawagancyi uczuciowych i fantastycznych. Wiadomo zaś,
iż każdy naród posiada odrębne cechy indywidualne leżące w podaniach i opowieściach ludowych, dlatego też musieli z połączonych
ze sobą; w jednę całość kilku sprzecznych elementów, stworzyć niemożliwą balladę. Mickiewicz wprawdzie korzystał takźe prócz z po1
)
Biblioteka polslia. Warszawa, 1826 III. str. 230.
-
45 -
dań ludowych nie mmeJ 1 z ballad niemieckich poetów, on atoli nie
kształcił
swoich utworów na płodach t. z. ,,szkoły romantycznej .. ,
lecz na balladach twórców odrodzenia niemieckiej poezyi jak Burgera,
Gothego i Schillera, a zapożyczywszy od nich samą tylko formę, starał się ją zapełnić treścią rodzimą, snutą na złocistej kanwie baśni,
legend i pieśni polskiego i litewskiego gminu.
Zanim przystąpimy do ballad naszego poety, musimy się
rozpatrzeć w jednym z jego utworów, pomiefi1zczonych pomiędzy balladami, którego aloli w żaden sposób do nich zaliczyć me można,
a który bezwarunkowo poprzedził ich napisanie. W Roraantycznołci
wprowadza Mickiewicz na scenę obłąkaną dziewczynę - Karusię,
która z żalu za zmarłym kochankiem postradała zmysły; nie mogąc
zaś zapomnieć o kochanku, zawsze i wszędzie go szuka, - my nawet
widzirny ją w chwili pieszczot ze zmarłym, słyszymy, jak z nim rozmawia, a po jego zniknięciu omdlewa. Wątek sam zatem epiczny,
którego poeta użył jako osłony i podpory dla wypowiedzema swoich
myśli i zapatrywań na nowy kierunek poezyi, wydaje się na pierwsze
wejrzenie być wymysłem fantazyi tem bardziej, że akcyi w nim szeroko zakreślonej nie ma wcale i zdaje mi się, że wszyscy o tej kwestyi do dzisiaj tak sądzili.
W kompozycyi tego utworu widzimy jeden pierwiastek, który
się przezeń ciągle przewija w ten sposób, że czytelnik nie wie właś
ciwie, czy Karusia widziała rzeczywiście kochanka, czy to tylko było
jej fikcyą. rra niejasność utworu jest, mojem zdaniem, zupełnie wytłómaczoną Mickiewicz bowiem chciał w tym utworze zastosować
motyw bardzo powszechny w wierzeniach ludu naszego, motyw, który
i później zualazł u niego raz jeszcze zastosowanie, - powrotu zmarłego na świat, jednak usłyszał równocześnie inn~ 0powieść ludową,
w któreJ podobnie jak w Romantyczności występuje kobieta na swój
los biadajqca. rre dwa atoli pierwiastki nie dały się tak sprządz
razem, aieby z nbh mogła powstać jedna całość i stąd tei czytelnik
popada w wątpliwość, o której co dopiero mówiliśmy.
A teraz przypatrzmy siQ blizej genezie samego utworu. Główny
podkład i wzór, na którym nasz poeta osnuł opowiedzianą przez
siebie scenę - stanowi opowieść ludowa, bardzo prosta w treści
jak i sam wypadek w Romantycznoici. Baśni takiej wprawdzie nie
zapisano u nas nigdzie, że zaś ona istnieć musiała, na to naprowadza
nas analogiczna ukraińska logenda.
Umarł w jednej wsi gospodarz, "pozostała po nim nieszczęśliwa
młoda wdowa z trojgiem niedorosłych sierót, poczęła bardzo smucić
się, tęsknić, płakać, na los swój wdowieński wyrzekać. Wyjdzie, bywało, na podwórze, albo wypadnie na ulice jakby nieprzytomna
46 i pocznie głosić; ,,Męzu ty mój, gołąbku ty mój miły ... jak że ty mnie
rozdzieliłeś ... jak ze ty mnie porzuciłeś samą jedn~ z gospodarką
i z sierotami ... a wróć się do mnie ... mój ty sokoliku najdroższy. Ty
i dziatki swoje osierociłeś i mnie nieszczęsną zrobiłeś" 1).
Z głównej myśli tej legendy przebija się też i sama akcya Romantyczności, Mickiewicz tylko zmienić ją musiał stosownie do swego
celu i zastosować do swojej sfery myśli mimo że prostoty wcale nie
uszczuplił. Zmienił tedy ową wdowę na dziewczynę, a męża tamtej
na kochanka, nić jednakże obu faktów ta sama, bo zarówno u Mickiewicza jak i tam kochanek umiera, dziewczyna płacze 1 tęskni, tak
samo dalej poznajemy ją na ulicy "miasteczka", obłąkaną, jak w ludowej legendzie „nieprzytomną". Opowieść .ednakże gminna nic nam
nie mówi o tern mniemanem okazaniu się zmarłego, słyszymy z ust
wdowy tylko podobne życzenie, i tu właśnie sięgn~ Mickiewicz po
odpowiedne akcessorya do wierzeń ludowych. Lud bowiem powiada,
iż tęsknota pozostałych i płacz ich, który nie może być odrazu zła
godzony, zaklc:>ca spokój zmarłemu, który chciałby zapomnieć o minionem życiu. W staje tedy z grobu i wychodzi na śv. iat, gdyż śmierć
nie może całkowicie przeciąć owych węzłów, jakie łączyły zmarłego
z pozostałymi. Według pojęć ludu musi koniecznie istnieć jakiś słały
związek pomiędzy tymi, którzy zeszli z tego świata, a tymi, którzy
ich zgon opłakują. Takie właśnie wierzenia dały Mickiewiczowi popęd do wprowadzenia zmarłego kochanka na płacz Karusi przed jej
oczy i dlatego to lud w jego baladzie powiada, że dusza zmarłego
jest „przy swej Karusi".
Wierzeń podobnych w powrót zmarłego do swojej żony lub kochanki, istnieje niezliczone mnóbtwo, o tern zresztą jeszcze raz obszerniej w innem będziemy mówić miejscu, tu tylko przestanę na podaniu kilku bibliograficznych wskazówek tego motywu. 2).
1
)
A. Pod ber e lil ki. Mate r y a ł y do dem o n o log i i lud u
Zbiór w i ad om. do a n trop o l. kr aj owej. IV.
str. 11-12.
2) Kolb erg O. Lud. Krakowskie. VII. Kraków, 1874. str.
64. nr. 133. 8. Cis ze w ski. L ud rol n i cz o - g 6 r n i c z y z okol i c
Sł a w ko w a w po wiecie olkuskim, Z bi ó r
w i ad. XI. str. 11.
nr. 7. str. 12. nr. 15--16. S. Ulanowska. Wśród ludu krak owskiego. W is la I. str. 99. J. Św 1 ~tek Lud n ad rabski.
Kraków, 1893. str. 495 i 499. A. Afanasiew. Russkija skaski.
Moskwa, 1860. V. str. 45, W. Bugiel. Aus dem rutheniscben
Volksglauben, Zeitschrift fur osterr. Volkskunde. 1895.
I. str. 295.
ukraińskiego,
- 47 Nadto i ten szczegół o niedobrej macosze jest żywcem z ludowego życia skreślony, jak też nie mniej i samo zniknięcie kochanka
na głos koguta znajduje potwierdzenie w zabobonach ludowych, które
mówią, że głos tego ptaka odpędza dyabły i duchy 1).
2.
Pierwsza ballada naszego poety w duchu nowej poezyi nie tylko
z ludowej piosenki, lee:.,; nawet musiała poniekąd. Mickiewicz nie tylko z zamUowania, lecz i z obowiązku na nim
ciężącego, jako na nauczycielu historyi literatury, zapoznał się był
juz z Wiesławem Brodzińskiego, drukowanym od lutego do czerwca
roku 1820. w szpaltach Pamiftnika Warszawskiego. W nim ujrzał nasz
poeta świat wiejski w zupełnie innej szar.ie, aniżeli go dotychczas
przedstawiano. Nie było tam postaci na wzór sielankowych bohaterów poprzedniego stulecia, lecz zato typy ludowe, wiernie z jego życia
codziennego zdjęte wraz z całą sferą obyczajów, zabobonów i pieśni.
Motywy ludowe wzięte ściśle z zycia narodowego, były w Wiesławie
z historyczną wiernością i dokładnością skreślone.
Bez wątpienia znal też już podówczas nasz poeta obszerną rozprawę dawnego swego profesora Leona Borowskiego p. t Uwagi nad
że wzięła treść swoję
poezyq. i wymowq, pod wzgl~dem iclt podobie,tstwa i różnicy, drukowaną
t. r. w Dzienniku Wile1tskim. Uczony ten poszedł w swoich zapatrywaniach cokolwiek dalej aniżeli sam Brodziński w rozprawie O klasyczno:Jci i Romantyczno:Jci, bo chociaż nie radził bawić się „oburzaniem imaginacyi i czułości wystawą okropnych zbrodni albo straszeniem obrazami duchów i upiorów", to przecie jako jedyne źródfo,
z którego poezya polska miała czerpać nowe siły żywotne, ażeby się
odrodzić w poezyę narodową, wskazywał pieśni i gminne podania.
n Gdybyśmy, - mówi Borowski, - chcieli być troskliwymi w ich
wysz.ukaniu, nietylko byśmy głębiej zdolali przeniknąć właściwy poetycki sposób myślenia i czucia przodków naszych, lecz może by si~
odkryły starozytne powieści, dumy religijne i historyczne podania,
godne iść w porównanie z pięknemi balladami angiebkierni i poezM
trubadurów. Dotąd, gdyśmy tego nie uczynili, wolimy się niedbale
1) L. Siemieński. Pod a n i a i Le gen dy. Poznań, 1845.
str. 46. Lu d wi k z Pok ie w i a. Lit w a. Wilno, 1846. str. 124 Z.
Gloger. ~abobony i muiemania ludu nadnarwiańskiego,
Zbiór wiad. I. str. 101. ll. Gustawicz. Podania, przes'}dy,
g a d k i i n a z wy 1 u d o we w d z i e d z i u i e p r z y r o d y, tamże V.
str. 160. nr. 3. Dr. R. Kain dl. Die lluzulen. Wien, 1894. str. 81,
-
48 -
stosować do naszego wieku, w którym światło filozofii spędziło blogi
urok poezyi i na wzór innych narodów usiłujemy śpiewać dla czystego rozsądku".
Teraz zaczął sobie :Mickiewic~ przypominać owe pieśni i wierzenia zasłyszane jeszcze w latach dziecięcych w domu rodzicielskim,
a że one tkwiły już silnie w jego umyśle, - na to najlepszym, sądzę,
dowodem będzie jego najpierwsza ballada - Lilie. Sam poeta przyznaje .si~ otwarcie, iż treść jej zaczerpnął „z pieśni gminnej", kazdy
nawet przeciętny czytelnik porównawszy tekst ballady z pieśnią ludową, zaraz łatwo tę zawisłość spostrzeże l). Nie powiedział nam
jednakze przez to samo jeszcze wiele, zamilczał bowiem zupełnie,
w jakim ją waryancie i w jakich okolicach słyszał, gdyż pieśni analogicznych z jego utworem mamy dość sporą ilość.
Dr. H. Biegeleisen w swojem studyum, tyczącem się tegoż samego
tematu, powiada wprawdzie, iż nasz poeta „słyszał t~ piosnkę najprawdopodobniej w warjancie pol.ikim z oko lic wileńskich" :1 J, lecŻ
cóż, gdy zaraz na następnej stronie wchodzi z wypowiedzianem co
dopiero zdaniem w sprzeczność mówiąc, ze Mickiewicz znał „prawdopodobnie najlepiej pieśń litewską". My atoli dziś żadnego z tych
dwu powyższych przypuszczeń na pewno przyjąć nie możemy, mając
na oku tę okoliczność, co nasz poeta przez „śpiewy gminne" rozumiał. W jednej bowiem z uwag do swojej rozprawki o Karpińskim
tak pisze: ,,Lud polski w Litwie mówi dyalektem ruskim zmieszanym z polską mową, albo językiem litewskim zupełnie od słowiań
skiej mowy różnym. Przez śpiewy gminne, o których wspominamy,
rozumiemy spiewy polskie, ballady i sielanki, powtarzane między drobną szlachtą i klasą służących mówiących po polsku Niektóre z tych
spiewów noszą piętno starożytności, ale kiedy się one tworzyły, czy
w Litwie, czy z Polski przeniesione, dotąd nikt sobie pracy nie zadał
wybadać". 3)
Nieraz wprawdzie odstępował nasz poeta od tej reguły, czerpiąc
materyał legendowy do swoich ballad z pieśni litewskich, te atoli są
tak różne całym swoim charak erem i kolorytem od ballad polskich,
Na to pokrewieustwo pierwszy zwrócił uwag~ K. Wł. W oj ci ck i.
1ud u Biało c hr ob at ów, Ma z ur ów i Rus i. Warszawa,
1836. I. str. 115.
2) Moty wy l ud o we w bal ad zie A. Mickiewicz a „Lil je".
(Wisła, V. str. 75).
3) Dr. R. Piłat.Nieznana rozprawka Mickiewicza o Karpińskim. Pami~tnik Tow. liter. im. A. Mickiewicza. 1890.
IV. str. 181.
1
)
Pieśni
ich na pierwszy rzut oka bez fr ndu mozna odróir~ •r Pieśni
polskich o liliach mamy tak znaczną ilo;;ć, i tak one w,:;iy3Lkie
zarówno dobrze podchodzą pod osnawę utworu l\Iickiewicu, iz wybierając z .vi.ch jednę a odrzuca;ąc inne, wielki byśmy nawet błąd
popełnili. Bo e:zyz „drnbna szłae:ht~ i kla~;a sluzących", • od których
mógł nasz poeta analogiczrnł pieśń słyszeć, nie pocllodzila z najrozmaitszych okolic? Któz zresztą mógłby zaręczyć, co najprawdopodobniejszem nam się wydaje, czy Mwkiewici nie slssiat I.ej ballady
w hilku lub kilkunastu wa1·yantach pochodzących z ruinych, czasem
jak najodleglejszych diielnic Polski, których warunki miejscowe mogły
dowolnie zmienić treść p10stmki '? Sądzę tedy, ze daleko mu iejszy błąd
popełnimy, porównując balladę .Miekie\\icza ze wszystkimi znanymi
nam jej waryantami, które tu poniżej podaję 1).
że wpływ
zaś
1) W ac ław z O1eska. Pi a śni po 1ski e o. m. str. 505. nr. 26 •
K. Wł. Wojci(;ki. Pieśni ludu o. m. IL str. 30i i 305. Tenże
Z ary s y dom owe. Warszawa, 1842. HL str. 233-234 nr. 1. J. Lip iński. Piosnki ludu Wielkop~>lskiego. Po.tmań, 1842. str.
6-8. K. Wł. W oj ci ck i. Hist IJ r y a liter at ur y polskiej. Warszawa 1846. I. str. 191 i 255-257. O. K:olbcrg. Pieśni ludu polskiego. Warszawa, 1857. str. 13-26. ur. 3 a--3 z. str. 301. nr. 3 dd
-3ee., muzyk~ f>Odał L. Sowiński. Chants polonais. nr. l. K.
Ko zł o ws ki. L ud, pieśni, podania, baśnie, zwycz~je i przes4dy ludu
z Mazowsza Czerskiego. Warszawa, 1867. str. 300-301. S. Petr ow.
Lud ziemi dobrzyńskiej, Zbiór wiad. o. m. Il. s1,r. 4142. nr. 9-10 i str. 61-62. nr. 54--55 i str. 82. nr. 91. O. Ko 1ber g.
Lud. W. Ks. Poznańskie. Kraków, 1879. Xll. str. 2HL nr. 423., te n że.
Lud. Lubelskie. Kraków, 1883. XV I. str. 294. nr. 480., te n że. Lud.
Kraków, 1884. XVH. str. 238. J. Lipiński. .Piosnki ludu wielkop o Isk i ego, Z b i ó r w i ad. Kraków, 1884. VHL str. 7 4. nr. 20.
Dr. A. C i n ci a ł a. ,pi e ś n i l u d u ś 1 ą s k i e g o z o k o l i c C i e s z y n a.
tamże. Kraków, 1885. IX. str. 24\:ł- 250. nr. 279. O. Ko 1 ber g,
Ma z o ws z c. Kraków, 1886. Il. str. 105. nr. 242. IV. str. 320. nr. ~45.
S. C is ze wski. Lud ro l n i cz o - g ó r n i c z y, Z b i ó r. w i ad. X. str.
295. M. Fe der owski. Lud z ok o lic Z arek, Siewie r z a
i Pilicy. Warszawa, 1~88. I. str. 201-2U3. nr. 127. S. Chełchowski.
M a t e r y a ł y d o e t n o g r a f i i 1 u d u z o k o l i c P r z a s n y s z a.
Wisła, 1888.Il. str.133-134 ur. 3. Z. Gloger. Długosz i pieśni
polskie, tamże, 1889. lli. str. 6-7. tegoż. Starodawne dumy
i pieśni. atr. 68. Z. Wasilewski. Jagodne. Warszawa, 1889. str.
184-187. nr. 119. Kolberg. Lud . .t~czyckie. Kraków, 1889.
XXII. str. 130. nr. 222., tegoz. Mazowsze. Kraków, 18~0. V. str.
287-288. nr. 316. Z. Gloger. Pieśni Ludu, muzyk~ opracował Z.
Noskowski. Kraków, 1892. str. 167- 169. nr. 33. J. Świ~tek. Lud
nadrabski. litr. 169. B. Pawłowicz. Kilka rysów z iycia ludu
w Z al a s o wej , Ma tery a ł y a n trop. - ar che o l. I. str. 263-264.,
4
-
50-
Mickiewicz ni~ omylił się tym razem w wyborze tematu, bo za•
równo jego starożytność 1), jak też nie mniej i ta okoliczność, że
zbrodnia popełniona przez żonę i kara za nią nastręczały doskonały
wątek do utworzenia ballady, musiały go zachęcić do opracowania
tej ponętnej a prostej ludowej piosenki. Pobudką zaś do napisania
Lilij nie mógł być atoli ów tragizm w pieśni „skutków niewierności
niewieściej, około której obracało się w życiu i w poezyi zranione
serce poety", a który utkwił „tak glębobo w jego fantazyi", jakby
tego chciał Dr. Biegeleisen (str. 75.) Bo że ta ballada powstała w roku
1820., na to się nawet sam Dr. Biegeleisen zgadza, (str. 82.), a wówczas przecież nie mogło być jeszcze mowy o jakichś przejściach lub
zawodach miłosnych u naszego poety, których dopiero niebawem miał
się stać ofiarą.
Porównując pieśni
ludowe z balladą Mickiewicza, musi każdy
odrazu zauważyć ten szczegół, iż na dziesięć początkowych wierszy
ballady aż dziewięć wcielił poeta do swego utworu. Celem zaś lepszego uwidocznienia zestawiam analogiczne ustępy obok siebie:
(pieśń ludowa):
.,,Pa n i pa n a z ab ił a,
(wszystkie wary anty).
S c h o w a ł a go w ogr o d zie (Poznańskie)
Przy tej studziennej wodzie,
Lelij na nim nasiała (Przasnysz)
I tak sobie sp ie w a ła: (Warszawa)
Ro ś n ij , rutko, wys o ko ,
Jak pa n 1e ż y g ł ~bok o. (prawie zawsze)
. . . . . . . . . . .
Śliczniejszy k w i a t,
niźli ja".
(Żychlin.)
L. M a g i e r o w s k i. K i 1 k a w i a d o m o ś c i o I u d z i e p o 1s k i m z e
wsi Wesołej, Zbiór wiad. XIII. str. 162. nr. 1.
Rusko-ukraińskie: Gał o w ac kij. N ar o d n ij a pi es n i g a 1 i ck oj
i ugorskoj Rusi. Moskwa, 1878. II. str. 729. i nast. P. Czubiń
s kij.Trudy etnograf. st at is t. e ks pe di ci i w z ap ad n o rus ski
kraj. S.Pietierburg. V. str. 839-841. nr. 410. Dr. H. Biegieleisenj
Motywy ludowe str. 95.
.
Białoruskie: W. W ery ho. Du m k i b i a ł or u s k ie ze wsi Gł~
bokiego w pow. Lidzkim gub. wileńskiej, Zbiór w i ad. Kraków, 1889.
XIII. str. 84. A.· Hur y n o w i cz. Zbiór rzec z y białoruskich,
tamże. Kraków, 1893. XVH. str. 173-174. nr. 98.
1) Por. Z. Gloger. Zk~d powstała ballada Lilie? Kłosy.
1888. II. str. 432., t ego ż. Dług os z i pieśni str. 1-8., gdzie autor
odnosi jej genez~ do analogicznego wypadku w XV. stuleciu. Przedrukował
Dr. H. Biegeleiseu: Motywy ludowe, str. 94-95.
(Li I ie):
,,Pani zabija pana,
Zabiwszy grzebie w g aj u ,
Na łl}czce p r z y r u c z a j u ,
Grób 1 i 1 i j Ił z a s i e wa ,
Zasiewajl}C tak sp ie w a:
Rośnij kwiecie wysoko,
J a k p a n I e ź y g ł ~ b o k o.
J a k p a n 1e ź y g ł ~ b o k o,
Tak ty rośnij wysoko".
Analogia ta jest zbyt wyrąźna, abyśmy potrzebowali o meJ
choćby cośkolwiek jeszcze więcej powiedzieć; świadczy ona nadto
wymownie o tern wielkiem wrażeniu, jakie pieśń ludowa pozostawiła
na umyśle poety.
Fakt sam zabójstwa męża przez niewiern, żon~ był, jak to już
wyżej powiedzieliśmy, doskonałym wątkiem, na którym mozna było
śmiało os'.luć całą balladę, - pieśń jednakże ludowa, rozbrzmiewająca po dziś dzień na szerokich obszarach Polski, nie zawierała sama
w sobie nadmiaru materyałów, którychby mógł był poeta użyć do
swego utworu. Pieśr1 ludowa z właściwym sobie realizmem musiała
przedstawić zemstę braci i karę za grzech przez „panią" popełniony,
Mickiewicz atoli, którego pociągał podówc·zas ku sobie nadnaturalny
bieg wypadków, odstąpił w znacznej części od obranego wzoru. Poeta
bowiem nie chciał wprowadzić do swojej ballady owej zwierz~cej chuci
krwawego odwetu, a chociaż i u niego „pani" straszną kar~ za swą
zbrodnię ponosi z przyczyny zamordowanego męża, chociaż i~ niego
złe ·nie odnosi podobnie jak i u ludu zwycięstwa rad dobrem, - to
wszystko jednakże inną postępuje drogą. .Mickiewicz wolał wprzódy
roztoczyć przed oczyma czytelnika obraz duszy tej morderczyni męza,
wolał podwoić karę tem, i.z własne sumienie odbiera jej przytomność
z ciągłej obawy przed karą, jaka niechybnie nastąpić musiała. Prowadzi nas tedy wraz z „skrwawioną" zabójczynią, w której się natychmiast bezpośrednio po spełnionej zbrodni głos sumienia rozbudza,
do lasu, do chatki zgrzybiałego starca-pustelnika. Od pierwszej juz
chwili, w której splamiła swoje ręce krwią niewinnie zgładzonego
męża, ciągle juz kroczy za nią owa odwieczna lecz zaw5ze tą. sama
Nemezis. W oczach „pani'' wszystko wygląda inaczej, każdy szelest
ją trwoży, - i tam dopiero, przed pustelnikiem odsłania si~ w całej
nagości jej czarny charakter, tu dopiero dowiadujemy się, jaka była
przyczyna tego straszliwego jej kroku. Powód zabójstwa nie był
inny jak w pieśni ludowej, bo i tam podobnie jak w Liliach spełnia
ona ten czyn dlatego, że pod nieobecność m~ża, który na wojn~ wyruszył, ,,syna powiła" ...
-
52 -
Mickiewicz atoli wyzyskawszy ten szczegół do swego utworu,
nie omieszkał równocześnie go w innej przedsta.wić szacie. Poeta
podkłada w tym miejscu tło dziejowe, zgodne zupełnie z prawdą
historyczną, przenosząc nas w Ciasy Bolesl'awa Smiałego i jego wyprawy na Ruś Cierwoną w o bro11 ie wypędzonego księcia Izasława.
Tak samo bowiem wedtug opo~ ieści naszych kronikarzy, - wiele
niewiast nie mog:1cych s;ę doczekać powrotu męzów, weszło w haniebne zwią/4ki z pozostałymi w domu, gdy król atoli z wyprawy powrócił, srodze ubrał wiarołomne żony. 1).
Nie inaczej miała się tei rzecz i w Liliach. nP.mi" nnie dochowała wia1'y" mę~owi, który „z królem Bolesławem poszedł na Kijowiany", teraz więc z słusznej obawy przed karą, chcąc się pozbyć
Obkarzycie-la, bez wahania przyk?ada swoją rękę do tego straszliwego
czynu. Sumienie własne jednaKowo~ nie daje jej spokoju, ono jeszcze
teraz obudza w niej niepewność, czy ta nowa zbrodnia się nie wykryje. Woli zatem wszystko poświęcić, byleby jej zbrodnia w ukryciu
nadal pozostała, a sumienie ucichło ... Lecz starzec wnet z jej słów
poznaje, iż nie przychodzi do niego z prawdziwym żalem i skruch4
w sercu, - bojażń tylko- przed karą była jednym i wyłącznym tego
czynnikiem. Kilku więc nic nieznacz~cemi napozór słowy przywraca
jej chwilowy spokój:
,,Rzuć bojaźń, rozjaśń
lica,
Wieczna twa tajemnica.
Bo takie są,dy boże,
Iż
co ty zrobisz skrycie,
tylko wydać może;
A mą.ż twój stracił życie".
Mą,ż
Tajemnicze te słowa zdołały bez wielkiego trudu przekonać
„pani4", że wina jej nie tak znowu wielka, jak ona sama przedtem
s;idzi.a. Mickiewicz zwolna odsłania nam coraz głębiej jej charakter,
teraz ona „z wyroku rada" nie wahałaby się raz jeszcze taki sam
popełnić uczynek, gdyby tego konieczność wymagała. Ani nawet
drobne dzieci, nieznaczna reminiscencya z piosenki ludowej, nie s~
zdolne wzbudzić w niej żalu, - i tu spełniają się słowa pustelnika:- ów strach przed karą zakreśla przed jej oczyma jakieś fantasty~
czne kształty strasznych widziadeł, na kazdym kroku widzi ona jakąś
marę, każdy szmer wprawia j4 w nieopisane przerażeaie:
1) Por.
Fr.
Stefczyk.
Upadek
Bolesława
(Ateneum 1885. I. str. 294). od słów: ,,Rege siquidem" ...
Śmiałego·
"Nie wygnać z myśli grzechu.
Zawsze na sercu nudno,
Nigdy na ustach śmiechu,
Nigdy snu na źrenicy I".
Poeta skreślił nam doskonale obraz tych katuszy, jakie zabójczyni ponosić musiała, już samo kilkakrotne powtórzenie powyższych
słów bylo w stanie wywołać w czytelniku należyte wrażenie. rreraz
zapożycza się znowu Mickiewicz z pieśni ludowej, bo i u niego powracają bracia z dalekiej wyprawy:
,,Id ż Ha n ko przez dziedziniec,
C z y n i e j a d fł tu goście.
Idź na dziedziniec i w las,
Czy kto n ie j e dz ie do n as?".
'rak samo i owa zbrodniarka z ludowej :ballady mówi:
,,Wyjrzyj, dziewcz~, w ciemny las,
Czy n i e j e dz i e kto do n as".
Nadto też i w słowach „pani", wyrzeczonych do pustelnika, sły
chać odgłos powyższych wierszy:
,,I pójdę do klasztoru,
I pójdę w ciemny las" ....
W odpowiedzi dalej sługi na powyższe zapytanie "pani",
ludowych strofek:
znać
wyraźny wpływ
,,J a d ą, , j a d l1 w ti;: stron~,
Tuman na drodze wielki,
Rżą, rżą, k o n i k i w r o n e ,
Ostre błyszczą, s z ab e I k i ,
Jad ą,, j a d ą, p a n o w i e,
Nieboszczyka bratowiel''.
Z małemi tylko zmianami mówi taż sama sługa we wszystkich
prawie waryantach ludow0j ballady:
,,Jad fł, jad Ił pa n o wie,
Nieboszczyka bratowie;
Poczem żeś ich poznała,
Coś ich braćmi nazwała?
P o k o n i k a c h p o w r o ny c h,
Po pałaszach oprawnych".
(Płock.)
-
54 -
I w dalszym ciągu ballady Mickiewicza nie ust~puje ta zawisłośó: tak samo też w pieśni ludowej przyjeżdżają bracia:
,,P y tają, si ~ o brat a:
W i t a J n a m b r a t o w a,
Nieboszczyka katowa !
Gd z i e ś nam brat a podziała ?
N a woj n e m go wysłała".
W balladach atoli ludowych bracia wiedzą już o krwawym czynie,
jakiego się dopuściła ich bratowa, dlatego też nie dziw, w jaki się
z nią sposób i jakiemi słowy witają. Przeciwnie Mickiewicz nie chciał
w ten sposób prowadzić akcyi swego utworu, która tą drogą musiałaby się niebawem zakończyć, a zakończyłaby się niechybnie
krwawą zemstą. Mickiewicz wybrał tu o wiele poetyczniejszy motyw,
- przemienią mianowicie mścicieli w kochanków, a z tą zmianą mu·
siał też naturalnie znacznie od pieśni ludowoj odstąpić. U niego bowiem bracia nic nie wiedzą o tern, co zaszło przed ich przybyciem,
spodziewają się zastać brata w domu:
,,A witajże, czy zdrowa,
W i t aj ż e n a m b r a t o w a.
Gd z ie brat?" i,Nicboszczyk brat,
Już pożegnał ten świat''.
,,Kiedy?'' - ,,Dawno rok miną,ł,
Umarł... n a w oj n ie zginllł".
,,Brat zdrowy i ochoczy,
Ujrzysz go na twe oczy';.
Pani ze sttachu zbladła,
Zemdlała i upadła" ....
Dlatego też w balladzie Mickiewicza starają się "panią" uspokopodczas gdy w pieśni ludowej bez namysłu na jej kl;imstwo, iż
brat dotychczas z wojny nie powrócił, - oświadczają iż
ić,
. . . . ,,my z wojny jedziemy
nie widzieli
Brataśmy
Jak bratowa ujrzała,
To aże im zemglała''.
(Radomskie).
Z pnemianą braci-oskarzycieli i sędziów w kochanków bratowej,
odstępuje poeta całkowicie od treści ludowej ballady. Mickiewicz bowiem wzi4ł z niej sam fakt tylko jako tez niektóre pomniejsze akcessorya, w wykonaniu zaś kary na wiarołomnej „pani" innym poszedł
torem. Pomija całe śledźtwo prowadzone przez braci, pomija dalej
samo zakończenie utworu, tam bowiem, -
z pieśni tak silny wionie
realizm, że poeta nie mógł się w żaden sposób zdecydować na przyjęcie tego motywu do swojej ballady. Poprowadził natomiast akcyę
tak, ażeby zbrodnia sama na jaw wyjść musiała; nie są tu bracia
przyczyn11 rozwiązania całej akcyi, lecz właśnie owa nadnaturalna
siła, do której zarówno lud w swoich wierzeniach jak nie mniej sam
Mickiewicz nie małą przywiązywał wagę w zastosowaniu do artystycznej poezyi.
W Liliar.lt bracia na prośby bratowej zostają u niej, ona zaś
widząc, iż zbrodnia się ukryła przed światem i ludźmi, postanawia
do dawnych zbrodni jeszcze jednę dorzucić. I rzeczywiście, myśli
jej i zamiary niedługo mają się spełnić. W sercach obu braci wzmaga
się z dniem każdym miłość ku bratowej, o której zbrodni nic a nic
nie wiedzą, niebawem nawet widząc, iż brat nie powraca, nabierają
przekonania, że istotnie musiał poledz na wojnie.
Nie zwlekają zatem dłużej, lecz każdy spieszy wyznać swą miłość bratowej. ,, Pani" udaje się znów do pustelnika, znów po raz wtóry
słyszymy z ust jej spowiedź, lecz ciągle bez skruchy. Nieustanna ta
obawa przed karą, na jaką zasłużyła, jednakże już nie z ręki ludzkiej, strach i lęk przed zemstą jakąś niewidomą czy to z ręki męża
- nieboszczyka, czy Boga samego, odbiera jej przytomność. Strach
ten odbiera jej zarazem całe szczęście, jakie jej teraz stoi otworem,
bo gdzie krokiem się ruszy, tam larwy jakieś wyrastają z pod ziemi·
a co usłyszy, to jęk jakiś dziwny i „coś", co straszy w komnatach.
Wszystkie te widma - to głos jej sumienia, które jeszcze nie zamarło na zawsze, to były jego ostatnie wysiłki, ażeby morderczynię
przywieść do opamiętania i pokuty. Mimo, iż wie dobrze, że nad
nią „boża kara" zawisła, mimo rad pustelnika, ona na samo wspomnienie, iż może zabitego męża jeszcze ujrzeć, - popada w tak
gwałtowne przerażenie, te traci zupełnie prawie samowiedzę. Pomię
szanie to niezwykle i ten lęk nieustanny przebija si~ jak najlepiej
w jej odpowiedzi: ona początkowo nie chce wierzyć, iż coś podobnego pustelnik przed chwil11 powiedział, sądzi, że to tylko się
jej przysłyszało.
,,Co, co ? jak, jak? mój ojcze !
Nie czas już, ach nie czas !
To źelazo zabójcze
Na wieki dzieli nas!"
I ta ostatnia próba odwrócenia zbrodniczej kobiety od nowego
grzechu - nie powiodła się znowu. Przestrach jej atoli umie pustelnik jak pierwej kilku słowami odwrócić:
-
56 -
,.Idź
za mą,!, póki pora,
Nie lękaj siQ upiora.
Martwy si~ nie ocuci,
Twarda wieczności brama;
I mąż twój nie powróci,
Chyba zawołasz sama".
Lecz czy te słowa
miały jakie znaczenie,
a raczej jaką podwionie z nich niewypowiedziana? Ja sądzę,
iż w ustach pur..Lelnika jako rada, o której „pani" na przyszło5ć winna
była pamięfać niem:lannie, miały one donośne :1.naczenie. Lud bowiem
wierzy 1 iż zmarły na wezwanie któregokolwiek z krewnych lub przyjaciół może się ukazać 1) i właśnie o tern powinna była ,,pani" nie
zapominać, gdyż właśnie przez to, iż chciała tego mieć mężem, czyje
lilie w wieńcu ślubnym były, wywołała z grobu zabitego męfa. Oprócz
tej rady nie omieszkał jej pustelnik dać sposobu, w jaki miafa wybrać sobie męża. A sposób ten był od dawna praklykowany, gdyż
właśnie przypomina on t. z. ,,sądy boże" z wieków średnich. Zreszt~
c~y właśnie te słowa pustelnika:
stawę, gdyż tajemniczość
,.Najlepsza będzie droga,
si~ na los i Boga'· ....
Zdać
nie są jakąś daleką, choćby drobną reminiscencyą tychże?
A ów pustelnik w balladzie Mickiewicza, czy nie jest tez poniekąd figurą wziętą wprost z legend i opowiadań ludowych? Każdy
z nas nasłuchać. się musiał dość bajek, w których nader często występują na scenę świątobliwi starcy, co zdała od zgiełku światowego
pobożny pędzą żywot i często dobrą radą ludziom w pomoc przychodzą. Sądzę, że ta osoba pustelnika jest tak skreśloną, jak ją sobie
nasz lud wyobraża, bo i cała postać jego, i ta chatka w dzikiem
ustroniu leśnem, i te poważne słowa, jakie z ust- jego słyszymy, są
zapewne dalekiem echem tych legend, jakich poeta nie mało słyszał
w dzieciństwie. Przytoczonych zresztą poniżej tu kilka legend, kreślących posłanie pustelników 2), wskazuje, że i taż postaó w Liliach
z ust ludu wyjść mogla.
1) J. Gluziński. Włościanie polscy z okolic Zamościa
i R r ub i es z o w a. (K. Wł. W ó j ci ck i. Ar c h i wu m d o m o w e. Warszawa, 1856. str. 524.) przedl'ukowal O. Ko Iber g. Lud. XVII. str.
96. nr. 6.
2) O. Kolberg. Lud. III. str. 153. nr. 20. i 188-189. nr. 40;
VIII. str. 69. nr. 27 i str. 82. nr. 81 i str. 94. nr. 36; XIV. str. 166.
nr. 36. B. Grabowski. Podania i legendy_ zapisane u autorów
-
57 -
„
Lecz mimo tego, iż „pani„ sądzi, że już teraz nie boi si~ upiora",
jednakże ciągle ją jakiś nieopisany strach goni, kiedy szmer liścia
złowrogim się do niej odzywa jękiem,· wszystko w około niej powtaua
te straszne słowa: ., To ja twój mąz, twój mąż !". Zatwardziałość
atoli zabójczyni jest już za wielka, ażeby się w niej żal mógł obudzić,
- bez namysłu wykonuje radę pustelnika.
Obaj bracia zrywają kwiaty, plotą wieńce, a ona wybiera z nich
jeden ... Teraz dopiero zaczyna się los nieubłagany mścić na morderczyni. Bracia nie mogą rozpoznać swoich wieńców, obaj bowiem
z lilij je uwili. Od słów zwaqy przychodzi do krwawej między nimi walki.
I ten motyw walki o rękę kobiety mógł wziąć Mickiewicz taHe
z poezyi ludowej, gdyż element ten jest czesto przedmiotem pieśni i legend gminnych. Tak n. p. w jednej bardzo dawnej piosence, bo wspomnianej już przez Górnickiego 1), znajdujemy ślady podobnego sporu
braci: "Ono trzy braciszkowie spierali się o jodnę dziewczynę, któryby ją dostać miał. Jeden mówi: ,,to moja", drugi mówi: ,;jak Dóg
da", a trzeci mówi: ,, moja najmilejsa, cemuieś tak nie wesoła?" 2 ).
Motyw ten zresztą jest szeroko rozpowszechniony wśród ludów sło
wiańskich 3); Mickiewicz przyjął tez go do swojej ballady widząc, iż
on jest zupełnie z duchem poezyi ludowej zgodny. Co prawda, zmienił też go zupełnie tak, iż w jego utworze należy on do bardzo drobnych reminiscencyi. Przez to atoli, iż pani zapomniawszy zupełnie
o przestrodze pustelnika, by nigdy nie wzywała zabitego męfa, właśnie
go teraz sama wywołała chcąc zostać żoną tego, czyje by?y lilie
w wianku jej ślubnym, - katastrofa od dawna nad nią wi,;;ząca
spada nagle, niespodzianie. Mąt-upiór na jej wezwanie wstaje z grobu
staropolskich, Wisła. IV. str. 39. nr. 18. A. Federowski Lud
okolic Ż 1 arek. II. str. 325. A. Leskien u. K. Brugmann Litbauische Volkslieder u. Miihrchen. Strassburg, 18~2. str. 490.
i nast. nr. 41. J. Chudiakow. Wielikorusskija skaski. Moskwa, 186~.
III. str. 11.
1) K. Wł. Wójcicki. Zarysy domowe. II. str. 223. III. str. 234.
J. Świętek. Lud nadrabski. str. 219. nr. 61.
2) Dr. W. Kętrzyński. O MBzurach. Poznań, 1872. str. 55--60.
Por. O. Kolberg. Lud. II. str. 144-. nr. 175. IV. str. 47-48. nr. 208209. VI. str. 329. Wacław z Oleska. Pieśni str. 504. nr. 24. Wł.
Wojcicki. Pieśni. I. str. 127, 136, 317. II. str. 291. Nesselman.
Dainos. nr. 183. Czubinskij. Trudy V. str. -223-224. nr. 448.
3) Dr. Biegieleisen wylicza w swojej rozprawie o Motywach lud o·
wych str. 79 -80. mn651two przykładów, świadczl}cych, jak dalece był ten
element używany w poezyi ludowej.
-58 i wchodzi do kościoła. Teraz już niechybnie kara musi spotkać niewierną.
Lecz i ten rys nadzwyczaj charakterystyczny, iż zmarły wstaje
z grobnego posłania, ponieważ z jego grobu lilie do wianka zerw~no,
jest takte zupełnie zgodny z duchem wierzeń ludowych. Motywu tego
użył też i później Mickiewicz w swojej balladzie p. t. Switeź, gdyż
i tam kara za zerwanie lilii ,,car-ziela" spotyka każdego śmiałka.
A tradycya ludowa obcych wprawdzie narodów podaje nam podobne
wierzenia; tak n. p. lud we wschodnich Prusiach wierzy, iż kto zerwie „sedum telephium' 1 z grobu zmarłego, ten tym czynem pozbawia
go spokoju 1).
,, W strz~sła si~ cerkwi posada,
Z zrębu wysuwa się zrą,b,
Sklep trzeszczy, głąb zapada,
Cerkiew zapada się w gł(łb.
Ziemia j(ł zwierzchu kryje,
Na niej rosną. lilije,
A rosną, tak wysoko,
Jak pan leżał głęboko".
Ślady podobnych wierzeń, iż wiarołomstwo żony w nadprzyro-
dzony sposób zasłużon~ otrzymuje karę, znajdujemy często w poezyi ludowej. Motyw ten zarówno jak i zabójstwo męża przez żonę
znajduje szerokie zastosowanie w ustach ludu, który opowiada, iż
gdy żona po mniemanej śmierci męża wyszła po raz drugi za mąż,
- jej pierwszy małżonek przybywa w postaci wilkołaka pod drzwi,
a gdy go zapytano kim by był, - odpowiada temi samami słQwami,
co i mąż zabity w balladzie Mickiewicza: - ,,To ja, twój mąż !",
poczem rzuca sit; na żonę i pożera ją 2), w innej znowu baśni ze
sobą porywa 3). Podobnych wierzeń mamy bardzo wiele, jak o tern
świadczy wymownie ich spis bibliograficzny \\ studyum Dr-a Biegeleisena 4). Mickiewicz jednakże wybrał inny rodzaj kary, który jest
bardzo szeroko rozpowszechniony między wszystkimi ludami indo1) Biegeleisen. su-. 93.
2) L. Siemieński. Podania i legendy str. 137-138. nr. 142.,
przedrukował K. Wł. Wojcicki. Klechdy, starotytne podania i powieści ludowe. Warszawa, 1876. str. 63.
3) O. Kolberg. Lud. XIX. str. 231-233. K. Brzozowski. Pieśni
ludu nadniemeńskiego z okolic Aleksoty. Poznań, 1884. str.
122-123.
4) Motywy ludowe, str. 102-103.
-
59 -
europ. plemienia, a o którym przy rozbiorze 8witezi nieco obszerniej
pomówimy. Cerkiew zapada si~ w ziemię 1), a z nią wiarołomna żona
i morderczyni męża i obaj kochankowie, bracia zabitego ....
Oprócz tych głównych motywów, z których poeta złożył ramy
swojej ballady, widzimy w samym utworze jeszcze wiele drobniejszych elementów pochodzących bądź z wierzeń, bądż też z przesądów
ludowych. I tak owe lilie, które wyrastają z krwi niewinnie zgladzonege mc;ża, ażeby się potem stać bezpośrednim powodem wykrycia
zbrodni i kary za nią, znajdują się w wierzeniach wszystkich ludów
słowiańskich, motyw ten nadto sięga bardzo odległych czasow, gdyż
już w serbskich rapsodach ludowych z krwi zabitej przez brata siostry, - kwiaty u i polu wyrastają. 2).
Dalej owo krakanie wron złowróżbne i jęki puhaczy w czasie
gdy ,.pani skrwawiona'' udaje się do pustelnika po radę, jest również
jednym z pomniejszych ornamentów, których źródło leży w zabobonach ludu naszego; lud bowiem wierzy, iż głos tych ptaków jest
1) W jeziorze Trzemeszeńskiem zapadł się ko~ciół i dzwony. Por. O.
Kolberg. Lud XV. str. 52-53. Pod wsią Trzebonią miało w jeziorze
zatoną,ć miasto, niedaleko zaś jeziora w rozpa.dtinie kościół.
O. K n o op.
Podania i opowiadania z W. Ks. Poznańskiego, Wisła. VIII. str.
780. nr. 4., koło wsi Strzelczewa kofoiół, str 732. nr. 9; tak samo stało
się pod Swarczynowem, str. 733. nr. 11., pod Konecznikiem i Mogilnem
str. 735. nr. 3-4, w stawie Murzyńskim zapadł się kościół. nr. 5; pod
Ociętem zaś zamek i kofoiół, IX. str. 344. nr. 9. Por.: S. Udziela. Lud
polski w powiecie Ropczyckim w Galieyi, Zbiór wiad. XVI. str.
36. nr. Sa2. A. Czołowski. Z przenłości Jezupola i okolicy, Przewodnik naukowy i literacki 1889. XVII. str. 824. W. Rugiel. Aua
dem ruthenischen Volksglanben. I. str. 306. Dr. R. Kaindl. Die
Buzulen. str. 101. A. Afanasief. Poeticzeskija wozzrienija Sła
wian na prirod.u. Moskwa, 1869. II. str. 630-631. M. Małynowskij.
Proetonarod n i opowidan ia, (Kalendar Towarystwa i meny Kac zkowskoho. Lwiw, 1888. str. 171. E. Veckenstedt. Mythen, Sagen
n. Legenden der Zamaiten (Lithauer.) Heidelberg, 1883. II. str. 188.
nr. 6, 8, 12, 13. E. Je I i nek. Ja sem i st i nem. V Pradze, 1894.
II. itr. 72.
2) Por: Vnk Stefanovic Karadzić. Srpeke narodne pjeeme·
U Bei!u, 1845. I. str. 14--18. Podobne wierzenie znajdują sio też i u B,
Petra n o wicza: S rp s ke narod ne pj es me iz Bo s ne i Herc o gov i n e.
U Beogradu, 1867. Zdaje się jednak, źe pieśń ta jest tylko parafrazą, po przedniej. Przełożono ją i na język niemieoki. Talvj. Volkslieder der
Serben. Leipzig, .J.853. I. str. 28:J-287. Por: E. Bojanowski. Piefoi
serbskie. Marzanna, noworocznik. Wrocław, 1834. str. 191. O przemianie dusz zmarłych w lilie por: Dr. H. Biegelei,qen. Motywy Indowe,
str. 88-89 i str. 92., tudzież moje przypiski do Switezi.
-
60-
głosem jakiegoś nieszczęścia. Zbroczona zaś suknia pani krwią
męża, jest także reminiscency11 z pieśni ludowych, w których bracia
znalazłszy krew na szatach, pytają bratowę o powód jej • rozlania.
Nie mniej też i owe strachy, jakie głos sumienia wywołuje przed jej
oczyma, są zupełnie zgodne tak z duchem wierzeń ludowych, jak i
poezyi romantycznej. Jak bardzo zaś przejął się Mickiewicz ludową
piosenką - na to najlepszym dowodem będzie ta okoliczność iż
rytm swojej ballady urobił na rytmie tejże i zastósowal prostotę wyrażenia do dykcyi ludu. Słowem, ballada ta wskazuje nam na początkującą ale zdolną rękę poety, który zaczynał naprawdę kłaść wę
gielny kamień pod budowę nowej świątyni Muz - nie helikońskich.
Stanisław Zdziarski.
Antropologia rasowa.
Ludwilc Krzywicki'.. Kurs systematyczny antropologii. I. Rasy fizyczne. Warszawa. Druk K. Kowalewskiego, Mazowiecka 8° r. 1897.
Czrm jest, czyli jakie miejsce pośród innych nauk zajmuje antropologia, najtrafniAj określił jeden z najzn~komitszych wspókzesnych antropologów Qua trnfago s.Pisze on tak: ,,Antropologia bada
człowieka w sposób monograficzny tak, jak czyni to naturalista
względem kazdego stworzenia. Wyraz ów (tj. antl'opologia) oznacza
historyę naturainlł człowieka, jak m:imo]ogia historyę ss;:1 ków
entomologia - historyę owadów. Nauka ta obejmuje opis zewnę
trzny człowieka, studya porównawcze nad organami i ich dzia,talńo§cią, badanie odmian, jakie spostrzegamy w typie zasadniczym
wreszcie analizę instynktów ludzkich i zwyczajów". St6sownie do
tego zakresu -- dzielimy antropologię na 4 działy. Te s~ : 1. zestawienie organizmu ludzkiego ze zwierzęcymi, azeby cz,fowiekowi wyznaczyć przynalezne miejsce w 5kali klasyfikacyjnej gatunków;
jestto t. zw. ,, antropologia zoologiczna". 2. Rodow6d grup plemiennych i wpływ tego składu na zwyczaje i instytucyo ludów, tj. antropologia etniczna 3. Stosunek między naturą człowieka a objawami zycia gromadnego - tj. antropologia społeczna; wreszcie 4.
antropologia rasowa, zajmująca się specyalnie róznicami t. zw. ras
ludzkich. Ksiązka p. Krzywickiego, którą om6wić zamierzamy jest popularnym .kursem" - antropologii rasowej; autor zapowiada.
-
160 -
poszczególnych. Tak w pow. Poniewieskim był folwark, do którego należało utrzymanie w dobrym stanie grobli, prowadqcej
przez błoto, co pociągało koszta znaczne; korzystali z niej wło
ścianie 3 wsi pobliskich .... Otóż kilka razy do roku wraz z dworem poprawiali tę groblę; dwór nigdy nie płacił, ale zawsze
suto raczył robotników. Gdy roboty większe, wówczas dla pracowników warzą piwo.
Oczywi~cie - jestto już przeżytek dawno minionej epoki,
nowych form zrzeszenia pracy lud nie zna.
Jan Witort.
PierwiasM ludow~ w poez1i A. Mic~iewicza.
(Ciąg
dalszy"').
3.
Mickiewicz przekonawszy się na Liliach, jak takie motywy dadoskonale do artystycznej zastosować poezyi, kształcił nieu-
dzą się
stannie swoj~
wyobraźnię
i udoskonalał pióro.
O tem możemy się
przekonać choćby z samej tylko Świtezi, w której postęp poety jest
odrazu widoczny, postęp mianowicie w tym kierunku, że poeta umie
już zgromadzić większą liczb~ luźnych elementów nawet bardzo od
siebie dalekich i tak je z sob~ połączyć, jak gdyby były z jednego
wykute kamienia. tastanówmy się więc chwilę nad genezą samego
pomysłu ballady.
Sam pomysł utworu wziął, podobnie jak większa część ballad,
swój początek z gminnych podań i pieśni. A że takie podan:a o jeziorze
~witezi krązyły w ustach okolicznego ludu, na to wskazują wymownie
własne słowa Mickiewicza, wypowiedziane w późniejszych latach do
Aleksandra Chodźki, e chwilach najszczęśliwszych w zyciu poety podczas pobytu w 'ruhanowiczach: ,, Wystucltawszy raz bardzo zajmu,jgccj bajki, opowiadanej przez rybaka, Marya (Wereszczakówna) obmcajfJC s1·ę do mnie, zawołała: ,, Oto poezya, napisz coś takiego. 'Pe wyrazy
głęboko wpoiły się w duszę mojq i'. odt(Jd wzi<Jlem mój kiet·imek poety-
*J Zob. Lud IV. st.r. 31.
-
151 -
czny" 1). Mając tedy poddostatkiem materyałów surowy{!h, wziętych
z ust ludu, a ze wszech miar przydatnych do artystycznego obrobienia, jak: rusałki, podania o zapadnięciu się miast, charakterystyczne
z~ola - ,1cary", za których zerwaniem każdy trupem paść musi, mając zatem gotowy epicki wątek, który mu był niezbędnie potrzebnym
do utworzenia ballady, łatwo je wszystkie razem połączył w swoim
twórczym umyśle, połączył przyczynę, dla której się miasto w ziemię
zapadło zo skutkiem: niewiasty chcąc ujść sromoty i hańby, zo
stały w świtezianki zamienione. Pomysłu zaś do niej dostarczyła mu
nazwa ziół rosnących bujnie nad brzegiem jeziora, jak nie mniej
gminne podanie i ludowe wierzenia o przemianie ludzi w drzewa
lub kwiaty. Treść więc już miał gotową, złożoną z rodzimych pierwiastków, które jego fantazya zręcznie połączyć umiała.
Poznawszy w ogólnych zarysach czynniki, które skłoniły poetę
do napisania Switezi, rozpatrzmy je bliżej, abyśmy mogli dokładnie
je zbadać, miarę ich wpływu należycie oznaczyć, a nadto też poznać,
jak one się kolejno w wyobraźni poety przeksitalcać musiały, ażeby
mu mogły posłużyć jako obrobiony materyał do sformowania togo
utworu.
Cala ballada da się podzielić na dwie zupełnie odrębne części,
z których jednę stanowi opis jeziora i opowiadanie o przygotowaniach do wykrycia tajemnic Switezi; należy tu również akcya sama
aż do połowu prześlicznej mieszkanki spokojnych wód litewskich
W ogóle można powiedzieć, iż prawie cała połowa ballady, mianowicie - od początku aż do tego ustępu, gdzie rusałka zaczyna opowiadać o dziejach miasta, które stało na miejscu jeziora, jest tylko
ramą otaczającą wątek balladowy, jest niejako introdukcyą, wstępem
do właściwej ballady. Opowieść zaś świtezianki stanowi część drugą,
a raczej samą, że tak powiem, balladę.
Co się zaś tyczy motywów, których Mickiewicz użył do napisania obu części Świtezi, możemy śmiało powiedzieć, iż brał je
w pierwszej części ballady z nielicznymi tylko wyjątkami z wł~snych
wrażeń i własnej wyobraźni, w drugiej dopiero części czerpał obficie
z nieprzebranego skarbu legend, pieśni i wierze11 ludowych, które
były dlań niejako pochodnią rozświecającą dalsz4 drogę w pierwszej
dobie jego poetyckiej twórczości.
Opis jeziora zgadza się jak najzupełniej z opisem tegoż, skreślo
nym przez Domejkę, który powiada, że jest ona, "opmwuc odwie,·zu('1) Wł. Mirki ew i cz. Żyw ot.. I. str. 9-10.
11
-
152 -
mi sosnami i Jodłami, porosłe na brzegach ajerem i trzciną, a czyste
ja/.~ zwierciadło w przestrzeni." 1). Według Mickiewicza jest Hwitei
tak samo:
„gę st ą,
p o b o k ac h p us z c z ą, o c z e r n i o n a
A gładka jak szyba lodu''.
Również i dalszy ciąg opisu tego prześlicznego krajobrazu podczas nocy księżycowej, kiedy to człowiek stanąwszy nad brzegiem,
przeciwległego końca jeziora wśród nocnej mgławicy dojrzeć nie może,
a z pod stóp jego praw ie aż ku n ie b u szklana się ro z pościer a równina, jest jak najwierniejszem odbiciem wrażm1
poety, który jak wiemy z jego własnego opowiadania "całe noce
w lasach nad jeziorami" nieraz przepędzał, i zapewne rozmarzony
tym przepięknym widokiem Świtezi, swój zachwyt w formie poetyckiej wyraził.
rreraz więc właśnie przypomina sobie Mickiewicz opowieści starca
o widmach i upiorach, które tam nad jeziorem w nocy między sobą
bój toczą zażarty, - a każdego na ich wspomnienie dziwny jakiś niepokój ogarnia. Te słowa wypowiedziane przez poetę w balladzie, dają
nam znowu najlepsze świadectwo o tern, iż Mickiewicz musiał znać
podania o tern jeziorze krążące wśród okolicznego ludu, one wskazują nam nadto, jak silnie musiały działać na wyobraznię młodego
romantyka te rodzime, w kraśną, fantastyczną szatę przybrane legendy, - i tu już wkracza w twórczość poety gminna poezya:
,,Nieraz śród wody gwar jakoby w mieście,
Ogień i dym bncha g~sty,
I zgiełk walczlłcych i w r z a s k i n i e w i eś c i e
I dz w o n ów g w a ł t i zbrój chrz~sty.
Nagle dym spada, hałas si~ uśmierza,
N a brzegach tylko szum jodły,
W wodach gadanie cichego pacierza,
I dziewic i a ł os n e modły".
W całej Polsce istnieje niezliczone mnóstwo podań i baśni o zamiastach, zamkach, kościołach i domach, na których miejscu
wystąpiły jeziora. Winę przypisuje zazwyczaj ludowa legenda bezbozności mieszkańców, których Bóg za ich grzechy, podobnie jak biblijnych mieszkańców Sodomy i Gomory, w ten straszny sposób ukapadłych
1
) O młodości Mickiewicza, str. 38--39.
-
153 -
rał.
Lecz nie dość na tem, - i teraz jeszcze daje się słyszeć nieraz
daleko z pod wody dobywający chrzęst mieczów lub odgłos dzwonów
ponury, który ludziom nieustannie przypomina winę i karę bozą. Podania takie traktujące bądź o zapadłych miastach lub dzwonach itp.
przytaczam ponizej, 1) tu tylko jedno powtórzę w całości, ono bowiem
jest zupełnie analogiczne z powyzej przytoczonym ustępem ballady
Mickiewicza: ,,Na wzgórzach Luba~za miał stać niegdyś zamek, za
karę jednak zapadł się on w ziemię, tegoz samego losu doznał i kościół w poblizu stojący. Teraz tez częstokroć dqbywają się ze środka
ziemi ponure dźwięki dzwonów, często tez widzą okoliczni mieszkańcy
1
) Nie tylko u nas,
lecz pośród wszystkich narodów słowiauskich
ogromna ilość podań i legend, uależą,cych do tego cyklu baśni, które
od wielu wieków utkwiły eHnie w pami~ci ludu. Niektóre z nich dopiero historycy wieków średnich z zapomnienia do życia na nowo wskrze sili, jak n. p. czeskie podanie o mieście Winecie, którem si~ obszernie zajmował Szafarzyk: O jmenu a polozeni mesta Vinety, jinak Jumina 1
Julina, Jomsburku. Sebrane spisy. Praha, 1865. III. str. 45-71.
Rozpraw~ t~ przei:ożono też i na j~zyk niemieaki w Jordan a : Ja hr buch
f ii r s 1 a v i s c h e L i t t e r a t u r , K u n s t u u d W i s s e n s c h a f t. I V.
'.22-29, 189-193 i 216 -221.
Z miejsc, gdzie dziś jeziora istniej1, a gdzie dawniej miasta według
wierzeń
ludu znajdować si~ miały, wymieni~ niektóre, przyczem podajQ
odnośną, bibliografi~. Cz~ść miasta Żnina w Poznańskiem miała si~ zapaść
pod wod~. Kolberg O. Lud. V. 15, 361 48. IX. str. 37. X. str. 17,
128, 139- -140. XI. str. 10-11, 15, 109. XXI. str. 142. W powiecie
Rówieńskim gubernii Woły11skiej zapadła si~ w jezioro wieś Poczajów. E.
Hulikowski. Zapiski etnograficzne z Ukrainy, Zbiór wiad. III. str.
73. nr. 11. Por. VII. str. 69. nr. 129. S. Ciszewski. Lud rolniczog ó r n i c z y VIII. str. 58. nr. 3. M. R a w i cz - W i t a n o w ski. L u d w s i
Stradomia str. 118-119, nr. 1-2., tudzież w osobnej odbitce str.
l O:i-1 OG. ill'. 1-2. S. Ul a il o wska. Ł ot y s ze 1 n f la il t po l ski c 1t,
Zbiór wiad. XVIII. str. 234. O. Kolberg Lud. XXIlI. str. 222.
w przypisku i 223. Pod Odrzywołem zapadło si~ miasto w ziemi~, granic~
zaś jego oznaczaj11i góry okalają,ce kotlin~. K. Ko zł o w ski. Wy c ie cz k a
w Opończyńskie. Kronika rodzinna. Warszawa, 1876. II. str.
300. nr. 19., przedrukował. O. Ko 1ber g. Lud, XX. str. 252. nr. 17.
Pod Straupitz w .Łużycach miało jakieś miasto zatoną,ć we wodzie, w jeziorze zaś białogórskiem pod Pieni11i zatoną,ł jakiś bliżej nieokreślony starożytny zamek, według innej zaś wersyi tegoż podania miasto Stary Chociebuż. E. Ku h n. lJ er Spr ee w ald n ud se i n e Ile w o h ner. Kottbus,
1889. We wsi Łysinach, w Poznańskiem jest staw zwany Stilzsee, na którego miejscu stać niegdyś miało miasto pogańskie. O. K n o op. P od a n i n
i op o w i ad a n i a, VIII. str. 730. nr. 3. Opodal wsi Zielonej Góry zapadło
si~ miasto w ziemi(J tamże: str. 734. nr. 5. w Miłosławiu zamek, tamże :
str. n3. nr. 1O., a koło wsi Wińca karczma, ti.omże nr. 13. Podobny fakt
zaszedł pod Kaszczorem o. m. IX. str. 307-309. nr. 7-8. Pod wsią
kr11iży
.,,
-
154 -
okropne u-idma i slyszq niezro:mmicde glosy; luz .fJd/1 pó1uoc w/1 i'~!J
nilcnq, wszystkie zjrrwi."1a,, widać tylko migające się światełka, pod ziemią tylko pł'zyttumione glosy jutrznię cltomlnn spiewr(jlf H 1).
Niemożliwą
dziś
jest rzeczą wskazać na pewno, jakiej p()eta
użył legendy, czy tej, czy moze innej; takich bowiem poua11, jak to
juz widzieliśmy, istnieje niesłychana ilość. Doiść, że zapadnięcie się
miasta było jednym z głównych motywów, na których :Mickiewicz
snuł nić swego utworu, około niego dopiero grupowały się inne pierwiastki ludowej wiary, których tez wpływ pozostał mniej lub więcej
widoczny. Ta okoliczność naprowadza nas nadto na przypuszcze ie,
iż Mickiewicz przyjął tt:n element z baśni ludowej bez żadnej zmiany,
zwroty nawet poszczególne są u niego takie same, jak w gminnem
podaniu, a że w przytoczonej legendzie zapadł się zamek w ziemię,
nie zaś w jezioro, to, sądzę, nie potrzebuje osobnego wytłu
maczenia.
Dalszy ciąg utworu wydaje się być płodem fantazyi, którego,
jak to dotychczas mniemano, zmuszała konieczność, ażeby połączyć
w jakiś sposób początek z balladą, jak też nie mniej i ta okoliczność,
aby sam fakt prawdopodobniejszym się dla czytelnika wydał i tern
silniej przemawiał do jego przekonania i uczucia. r_rak jednak nie jest,
treści bowiem, surowego materyału, dostarczyła Mickiewiczowi znowu
ludowa legenda, zapisana jeszcze przez Stryjkowskiego 2), a że nasz
poeta znał w tym samym czasie, kiedy pisał Świtei, jego Kronil.·ę,
o tern, sądzę, nie potrzebujemy chyba nic więcej powiedzieć. Z lej
Hutkami w krakowski em zapadła si~ karczma, a na jej miejscu powstał staw.
S. Ciszewski. Krakowiacy. Kraków, 1895. I. str. 20. nr. 33.
Zresztą, por: O. Knoo p. Podani a VIII. str. 740-745. nr. 2- 20. IX.
str. 341-344. nr. 3-10. str. 470-472. nr. 1, 4, 5, 11. str. 475. nr.
4-6. z. Gloger. Podróż Niemnem. Wisła, 1888, II. str.
63-64. M. Toppen. Wierzenia mazurskie. Wisła, 1893. VlI.str.
10 i 18. Dr. K. Maty as. Nasze sioło, tamże, str. 99---100. Dr. A.
Mierzyński.
Przyczynki do mitologii porównawczej.
Warszawa, ld67. str. 11. Ks. Sadok Ilarą,cz. llajki, po dania ....
n a Rus i. Tarnopol, 1866. str. 76 - 80. B. Gos ta w i cz. Wyciec z ka
w Czorsztyńskie. War:tzawa, 1881. str. 156-157. Hr. 10. M. Dowojna Sylwestrowicz. Podania tmujdzkie. I. s,r. 176. IL str.
52, 402, 418. Najobszerniej o tym przedmiocie traktuje prof. M. S u me o w. Podania o zapadłych miast1P,ch. Charków, 1896.
1) L. Siemie11ski. Podania i legendy. str. 58. nr. 51., jest
to przedruk, jak inne legendy jego, z jakiegoś staropolskiego historyka, którego atoli nie cytuje.
'J) Wiadomość t~ zawdzi~czam uprzejmości prof. Dra R. Piłata
-
155 -
to legendy zaczerpnął Mickiewicz szczegó.ły o przygotowaniach do
zbadania tajemnic jeziora. Celem zaś lepszego uwydatnienia tej zawisłości poety od Kronild Stryjkowskiego przytaczam ponizej cały
ów ustęp:
,.Ukazała się i wz,iawiła pokusa jakaś w tejze Krakowskiej ziemi: albowiem jezioro niektóre bardzo szerokie przenagabianiem djabelskim od używania i łowienia ryb ludziom było odjęte; a gdy w zimie lodem umarzło, zebrali się do niego sąc,ierlzi, z processią kap.ła
nów, chorągwie z krzyżami i reliquiami świętymi, ch~ąc tym gwałt
djabelski odpędzić, niosąc i letanje spiewając; przywieźli też z sobą
niewody i sieci i wody święconej na opętaną. A gdy niewód zapuścili
w przerębli: za pierwszym razem, gd_v ciągnęli rybitwowie, trzy małe
rybki wywlekli, drugim ciągnieniem nic, tylko niewód zwiniony i powikłany, za trzecim zaś razem pokussę, albo cudo jakieś okrutnie
straszliwe z kozią głową, a na kształt ognia pałającymi oczyma wyciągnęli'' 1).
Na pierwszy rzut ,,ka każdy łatwo pozna, iż Mickiewicz z tego
właśnie źródła utworzył odpowiedni ustęp swojPj balladv. Nie mówił
nam wprawdzie o tern. tak jak Stryjkowski, że rusałki obrawszy sobie
w tem jeziorze mieszkanie, nie dozwalały połowu ryb, lecz że tak
być musiało, tego dowodzi ta pewność poety, który wie dobrze, iż
rybacy ,,pewnie nie złowią ni oka". Tak samo też w Switezi, jak
i u Stryjkowskiego"
„Tak wi~c na msz~ w niejednym ko,ciele
I ksilldz przyjechał z Cyryna.
na brzegu, ubrał si~ w ornaty,
Przeżegnał, prac~ pokropił" ...
Stam,lł
Podobnie jak Stryjkowski tak też i Mickiewicz siecie nazywa
,,niewodem", i chociaż nie opisuje wcale owej straszliwej dziewicy,
którą rybacy podług Kroniki mieli wyciągnąć, wpływ jednakże tego
miejsca uwidocznił się także w balladzie, kiedy Mickiewicz się pyta,
czy ma powiedzieć „ jakie złowiono straszydło".
Na tam kończy się też cała analogia, poeta bowiem nie chciał
wprowadzać na scenę jakiejś straszliwej larwy, i tu już wkracza
Mickiewicz w świat wierzeń ludQwych tego cyklu, który jest może
1) Kronika polska, litewska, zmódzka i t. d. Warszawa,
1846. I. str. 313-314. Przedrukowali L. Siemie11ski. Podania, str.
44 i O. I{ o l ber g. Lud. V. str. 23-24. nr. 24.
-
156 -
najbardziej rozpowszechnionym wśród ludów słowiańskich. Pierwotne
bowiem ludy, w zamierzchłych wiekach starożytno<§ci, upostaciowały
wszystkie zjawiska przyrody. U wszystkich ludów można odnaleźć
ślady tych upoetyzowanych wierzeń, jakoby w obłokach mieszkały
dziewice. Z biegiem jednakże stuleci zmieniły się te fantastyczne
wierzenia, a z tą zmianą przeszły i dziewice, zwane odtąd wodnemi
lub morskiemi pannami, na ziemię. W taki też sposób pojawiają się
z kolei Najady, Syreny, Nereidy, u Rzymian nimfy różnego rodzaju,
bądź w lasach, bądź też w głębinach rzek i jezior zamieszkałe,
u Germanów Niksy, u Serbów Wiły, u Rosyan i Rusinów - Rusałki
]ub :Majki, w Czechach wodne panny, na Litwie Świtezianki i t. p.
inne poetyczne postacie. że wiara w te istoty sięga u Słowian hardzo
odległej doby - na to mamy wiarygodne świadectwo kronikarza Prokopiusza, który mówi, że „Słowianie czcili rzeczne nimfy''. Poławianie zaś
siecią tych tajemniczych mieszkanek jeziór jest także dość powszechnym
motywem: i tak np. pani S. Ulanowska zapisała jedno takie podanie
mianowicie, że pewien chłop łapiąc ryby, złowił w stawie topielca 1),
podobną wersyę przytacza i Gliński z tą tylko odmianą, że u niego
miejsce topielca zajmuje urocza rusałka 2).
Legend takich istnieje wiele 3) - prawdopodobnem jest tedy, iż
:Mickiewicz musiał słyszeć podanie takie, w którem występowała rusałka, podobnie jak w powyżej wzmiankowanej baśni, lub też że chcąc
się zastosować do obranego tematu, samowolnie zmienił topielca na
rusałkę. Jakie podanie słyszał Mickiewicz - dowodów wprawdzie na
to nie mamy, ja jednakże sądzę, iż o wiele pewniejszem byłoby przypuszczenie, ze poeta użył tu właśnie legendy o rusałce, gdyż, jak to
później zobaczymy, całą piękność Świtezianek i ich urok, jaki na
ludzi wywierają, odtworzył wiernie podług gminnych wierzen i zabobonów. Uwagę zaś jego na tego rodzaju opowieści zwrócić musiało
Wśród ludu krakowskiego, str. 73.
Bajarz polski. Wilno, 1862. IV. str. 35.
3) Podobn" legendę przytacza K. M. Br z o z owski. Pie ś n i I ud u,
str. 20-21. nr. 9. L. Siemieński. Podania, str. 44-45. m·. :35.
M. Dragomanow. Swod małoruskich priedanij. Kijew, 1876.
str. 48. A. Zwongow. Oczerk wierowanij krestian Jełatom
s ka w o uje zda (Et n ogr.
Ob o z r ie n i je. II. str. 71'>.). W Poznauskiem opowiadają, że pod wsią, Kaszczorem ukazała si~ tajemnicza
dziewica w ziemnej rozpadlinie, K n o op. O. Pod a G i a i op owi a da n i a,
JX. str. 307-308. nr. 7. Taki sam wypadek wydarzył się tcź w Pritdacll, tamże, nr. 8.
1
2
)
)
-
157 --
podanie zapisane przez Str1jkowskiego, a zwłaszcza samo zakoń
czenie.
świtezianka ta była doskonale obmyślanem przez poetę zjawiskiem, ona bowiem dostarczyła mu nietylko materyału poetycznego
z podań i legend ludowych, lecz takze nadarzyła doskonalą sposobność do uświetnienia rodu Wereszczaków, osobliwie zaś jego ukochanej l\Iaryli i tu podkłada poeta tło historyczne, równie jak
wprowadzone postacie bajecznej osnowy. Z jej to ust dowiadujemy
się o dziejach zatopionego miasta, którego ona była heroiną:
,,Lękasz się niewcześnie,
Idź k~d.y sława cię woła,
Bóg nas obroni: dziś nad miastem we śnie
Widziałam jego anioła.
Okr4żył Świteź miecza blyskawiclł
I nakrył złotemi pióry
I rzekł mi: póki męże za g1·anic fł,
Ja bronię żony i córy''
Ten szczegół o sile nadprzyrodzonej, broniącej miasto od przemocy wrogów, wziął Mickiewicz takze z poezyi ludowej. Wszak powszechnie u nas znana legenda o obronie Częstochowy przez ks.
Kordeckiego głosi, iz lud widywał podczas oblęzenia klasztoru przez
Szwedów Przenajświętszą Pannę unoszącą się nad tą malutką twierdzą i odwracającą pociski nieprzyjaciół. 1) Podobna legenda krąży takze
o obronie miasta Lwowa od Kozaków, 2) o obronie twierdzy Salzwedel,
gdzie aniołowie osłaniali szańce i okopy 3), jakotez i o obronie Poczazowa od hordy tatarskiej, gdzie Matka Boska raziła pociskami oblę
gających 4).
Gdy więc car ruski nadciagnął pod miasto, ona jedna nie traci
nadziei w pomoc boską, nie rospacza, a choć lęka się hańby ze strony
wrogów, stara się wszelkim sposobem odwieść towarzyszki od strasznej zbrodni samobójstwa, gdy jednakże tego osiągnąć nie może,
błaga Boga o śmierć z Jego ręki :
1) K. Wł. W oj ci ck i. li isto r y a lit c rat u ry, I. str. 94.
2) Dr. F. Pappće. Historya miasta Lwowa. Lwów, 1894.
str. 115.
3
) Grimm.
Ha u s ma. r c he n. I. str. 224.
6) W. Hnatiuk. Lirnyki. (Etnograficznyj zbirnyk. Lwiw,
1896, Il. str. 31. nr. 7).
-
158 --
,,W tern jakaś białość nagle mię otoczy,
Dzień zda si~ sp~dzać noc ciemnfl,
Spuszczam ku ziemi przerdone oczy,
J oż ziemi nie ma podemną.
Takeśmy uszły zhańbienia i rzezi,
Widzisz to ziele dokoła,
To są małżonki i córki Świtezi,
Które Bóg przemienił w zioła''.
I tu także do skreślenia tego obrazu przemiany niewinnych
dziewic w symbol czystości -- lilie, użył poeta barw prostych lecz
harmonijnych z wieści i gminnej legendy. Sam bowiem nawet o tem
wspomina w objaśnieniach do Gra.Ż!Jny. że ,.słyszał od profesora
Onacewicza, iż w rękopisie kronikarza Wołyńskiego jest wzmianka
o dawnym czynie niewiast jakiegoś miasta litewskiego, które po
wyjściu mężów na wojnę, same murów broniły, a nie mogąc oprzeć
się nieprzyjaciołom, przeniosły dobrowolną śmierć nad niewolę" 1). To
atoli podanie nie wystarczało poecie do określenia takiej sytuacyi,
jaką widzieliśmy w balladzie: tu bowiem Bóg sam wyzwala oblężone
niewiasty z rąk wroga przez zatopienie miasta, podczas gdy tam
widzimy tylko scenę wzajemnego mordu. Mógł wprawdzie Mickiewicz
połączyć te wszystkie motywy: scenę mordu, element obrony miasta
przez nadnaturalną siłę i nakoniec wierzenia o zatopion reb miastach
w jedną całość - i w ten sposób stworzyć sytuacyę kończącą utwór.
Więcej jednak prawdopodobnem wydaje nam się to, iż poeta połą
czyć mógł tylko ową scenę wyżej przytoczonej przez siebie legendy
z jakąś drugą, gdzie już moc Boża chroni w analogiczny, co i u niego
sposób, ludzi podobnym losem zagrożonych. Że zaś to było bardzo
możliwem -- na to dowód w legendzie z pod Krakowa, która opowiada, że kiedy w czasie napadu Tatarów mniszki śćigane przez nich
schroniły się do kapliczki i gdy dzicz pogańska była już blisko, kapliczka zapadła się w ziemię, ,. a dotgd s(IJSZ.'J lud nielciedy z 1wd ziemi
gfos dz1ronka i .~piew zakonnic" 2). Widzimf zate,m, ze obie sytuacye
w s,,•itezi w tej legendzie są tak do siebie zbliżone, że trudno nawet
powątpiewać, by poeta z podobne~o podania przy tworzeniu wspom niliuego ustępu nie mógł korzysta~, polączywszy go zręcznie z poprzednim.
1) Dzieł a A. Mick ie w i cz a wyd. Dr. H. Biegeleiscn. Lwów,
1893. I. str. 266.
2) O. Kolberg. Lud. V. str. 15.
-
159 -
Tak samo i szczegóły o liliach, które jako znamiona niewinności
wyrastają na miejsce dziewic Switezi, zaczerpnął równiez Mickiewicz
z wierzeń ludowych 1). U wszystkich bowiem narodów indo-europejskich
panuje silna wiara w przemianę ludzi w kwiaty, w których dusza zmarłego
nadal po śmierci tyje. Najwięcej ślHdów tych wierzeń za~howało się
w pieśniach ludu ukraińskiego 2). Ponizej podaję bibliograficzne wskazówki lagend tłumaczących nam przemianę ludzi w kwiaty i dalsze
zycie dusz ludzkich, jakotez znaczenie lilij w naszych pieśniach ludowych. 3)
Mickiewicz jednakze przejął z wierzeń ludowych lilie nietylko
jako symhol czystości, on poszedł wraz z wiarą ludu je~zcze dalej,
nadal bowiem, jak widzimy, tym kwiatom moc nadnaturalną, czaro·
1
) Ludwik
z Pok ie w i 11. Lit w a. str. 81. Ness e 1ma n n.
Dainos oder lithauische Volkslieder, Berlie, 1835. str. 185
-186. Przyrodnik. Lwów, 1873. str. 42-43. A. Grusze ck i. Z n ac ze n ie świata roślinnego w podaniu i poezyi. Biblioteka
W ars z a wska. 1877. IV. str. 405. O. Ko 1ber g. Lud. XV. str. G2 -64. S. C h eł c bo w ski: P o wie ś ci i op o w i a d a n i a l u d o w c
z okolic Przasnysza. I. str. 131.
2) A. Afanasiew. Poeticzeskija wozzrieni.ia. II. str.
4 15, 478--480. III. str. 214., tegoż: Rnskija ska ski. I. str. 120.
A. Nowosielski. Lud ukraiński. I. str, 105, 194-. IT. str. 267,
5 00 --508. Para zakochanych umiera z miłości, dziewczyna zamieniła się
w lilię, kozak w rozmaryn. Bes id a. 1872. VI. str. 29. Por: Et n ogr a f.
zamitki N. Sumcowa (Etnogr. Obozrienije.) Moskwa. 1889. III.
str. 120. Gałowackij. Narodnij a piesni III. str. 254. Matka
otruła syna i synowę: na grobie syna wyrasta jawor, nad synową brzoza,
tamte: II. str. 585. O metamorfozie w kwiaty: N. Kos tom ar o w.
Wolińskija narodnija piesni Małorusskij litieraturnyj
Sb O r n i k. Saratow. 1859. str, 234. Et n ogr a f. Ob o z r ie n i je. VI. str.
234., a nadto rozprawa Jaszcz ur z Y ń ski ego: O p r ie w rias z cz ieni j ac h w m a ł o ruski c h s k a s k a c h , K i j e w s ka j a S t a r i n a
1891. I. str, 445-465,
3 ) O znaczeniu lilii w pieśniach
polskich: Go ł ę bi owski. Lu d
polsk·i. Warszawa. 18}l0, str. 72. K. Wł. Wojcicki. Pieśni ludu.
J. str. 4 7. IT. str. 27. Ze go ta Pa u I i. Pieśni 1ud u po Is kic go
w Galicyi. Lwów, 1896. str. 111---112. K. Wł. Woj cieki. Zarysy
domowe. II. str. 324. III. str. 349. O. Kolberg. Pieśni ludu. str.
10 22 168 170. tegoż: Lud. III. str. 236, 261, 278, 295. IV. 24-,
25: 35: VI. ~tr. 123, 152. IX. str. 275. X. str. 217, 301, 309. XI. str.
197. XII. str. 223. XVIII. str. 96, 141. A. Petrow. Lud ziemi Hobrzyńskiej. II. str. 74. Ks. Wł. Siarkowski. Materyały do
e t n O g r a t i i l u d u p o l s k i e g o z o k o 1 i c K i e l c. Z b i ó r w i a d.
IV. str. 120,167, O. Kolberg. Właściwości, pieśni i ta1ice
ludu ziemi dobrzyńskiej, tamże: VI. str. 145. Ks. W. Siar-
-
160 -
dziejską, gdyż
kto tylko poważy s:ę po nie rękę wyciągn,11, mus i do•
ich potęgi i mocy, która nań działa zabójczo. Motyw ten
jest dosć powszechnym elementem tradycyi ludowej, i tak np według tyrolskiego podania, chłopiec, który zerwał lilię, z grobu św.
Andrzeja z Rimi, ściągnął na swoją rodzinę tyle nieszczęść, że mało
z niej kto naturalną zmarł śmiercią , w nadreńskiej znowu balladzie
wójt wziąwszy na siebie koszulę utkaną z roślin rosnących na gro•
back, umarł w dzień swego ślubu. 1) Przykładów takich znalazłoby się
znacznie więcej, niestety u obcych tylko narodów. Ja sam w ciasie
moich poszukiwań etnograficznych słyszałem często przestrogę, aieby
nie zrywać kwiatów rosnących na cmentarzu, prlyczyny jej jednakze
nie udało mi się nigdy wyśledzić. Mimo to jednak chociaz nie spot„
kalem podobnego przykładu w wierzeniach naszego ludu, jestem przekonany o ich istnieniu, chociażby tylko z tego zabobouu, o którym
co tylko mówiłem. Że zaś ich nigdzie dotychczas nie zapisano, tłó
maczę tem, iż u nas dopiero w najnowszych czasach zaczęto kłaść
większy nacisk na tego rodzaju szczegóły, podczas gdy przedtem spi •
sywano tylko pieśni i prozaiczne legendy ludowe. W kaźdym razie
najlepszym na to, że istniały i źe je Mickiewicz znać mu1:,iał, do wo dem, będą słowa naszego poety wypowiedziane pod koniec balladyświadczyć
,, Choć czas te dzieje wymazał z pami~ci,
Pozostał sam odgłos kary,
Dotąd w swych baśniach prostota go święci,
I kwiaty nazywa cary".
Widzimy zatem, że na genezę Switezi złożyło się wiele motywów. Mickiewicz sięgał po maleryały do surowych, jeszcze nie obrobionych wzorów, pomysłu zaś samego dostarczyło mu nieprzebrane
źr6dło legend i wierzeń ludowych, które się następnie w balladzie
około trzech głównych ugrupowały motywów, a niemi byly podanie o przygotowaniach do połowu rusałki, obrona miasta przez niewiasty i na koniec jego zatonięcie w jezioro.· Jednakze ono nie nak o w s k i. M a t e r y a ł y do e t n o gr a fi i 1u du z o k o 1i c P i n c z o w a.
IX. !iltr. 17-19, str. 60. nr. 52. Dr. A. Cinc iała. Pieśni lud n str.
178. nr. 17. str. 190. nr. 55. w pieśniach litewskich: Ness el man.
D a i n o s. str. 2 7, 48, 8 5, 9 2, 11 7, 179 . i w. i n. O. K o I h e r g. P i e ~ n i
ludu I i tewskiego. str. 194, 200, 202, 219. P. Kih ort. Próbki
piosnek litewskich, Wisła, 1887. I. str. 194,271. K. Brzozowa k i. P i e ś n i 1 u d u. str. 44 - 4 5. nr. 2 7.
:i) K. Ge i b. V o 1 ks s a gen des Rhei n land es. Heidelberg.
1828. st1·. 130. cytow~ue u Hi e g el eis en a. o. m.
-· 161 stępuje
tak jak u ludu za karę za grzechy, owszem przeciwnie - jako
pomoc od Boga w cudowny sposób. Nie możemy się zatem nigdy
zgodzić z lakiem przypqszczeniem, jakoby właśnie „pomysł do ballad o świteziankach nasunę,ły poecie epizody włoskiego poematu,
w którym Tasso z wielkim smakiem i artyzmem odtworzył fantastyczne kreacye młodzieńczej wyobraźni ludów południa i zachodu".
Pan Chlebowski, gdyź on to _postawił tę hypotezę, opiera się na niektórych analogicznych punktach, jakie widział w Jerozolimie i Swifezi.
,,Ów bór litewski, wśród którego ,,szatan wyprawia harce"
i „larwy się szamocą", gdzie „śród wody gwar jakoby w mieście,
ogień i dym bucha gęsty", gdzie się rozlega ,,zgiełk walczących
i wrzaski niewieście i dzwonów gwałt i zb1 ój chrzęsty, - mówi
szanowny autor, - jest zmniejszoną i zmodyfikowaną kopią lasu,
w którym rycerze Goffreda tak długo walczą z prr.eEzkodami złych
duchów.
Jeden z tych odważnych:
. . . . ,.obaczy w lesie
Ogniste miasto . . . .
. . . . nagle ognie znikntłY straszliwe
A na ich miejscu g~ste chmul'y ~stały
Wiatr, pisk, szum morski, ogień nadstawiony
I ryk zwierzęcy .
"
Pod wpływem tych strachów serce mężnego Tankreda :
,,Fałszywym
larwom zwieść się dopuściło".
,, Ów anioł, którego widziała we śnie córka Tuhana z ballady,
jak nokrążył Świteź miecza błyskawicą i nakrył zlolemi pióry", występuje kilkakrotnie w ,,Jerozolimie" jako specyalny stróż Goffreda,
którego osłania skrzydłami przed ciosami nieprzyJaciół". 1 J
Przypuszczenie to możnaby przyjąć, choć sama analogia bardzo
daleka i niepewna, gdybyśmy nie wiedzieli, że Mickiewicz miał pried
sobą gotowe wzory ludowej poezyi. Mickiewicz znał wprawdzie dobrze poemat Tassa, znal jednak też zarazem o wiele wcześniej takież same motywy ludowe, bo już w czasach swego dzieciństwa. Mo1) Grażyna i jej stosunek do „Jerozolimy" Tassa
w przekładzie Kochanowskiego. Ateneum, 1885. Ili. str. 28 -29.
-
162 -
żebnem
jest tylko to, że epizody tego poematu zwróciły uwagę naszego poety na analogiczne legendy ludowe, pomysł sam jednak stworzył Mickiewicz z wierzeń i baśni gminnych".
Zresztą te same analogiczne zwroty są, jak to widzieliśmy, w ludowych podaniach o wiele
więcej zbliżone do Swiłezi, aniżeli ustępy z ~rassa.
4.
Nieraz już, tak w rozbiorze ballad Mickiewicza 1), jak też
i w szkicu, który miał wykazać wpływ naszego poety na Szewczenkę 1).
powtórzył Dr. Tretiak twierdzenie, jakobv Mickiewicz rusałki swoje
"natchnął wyższą myślą" zarówno w S1nite.ziance, o której jeszcze
mówić będziemy, jak też nie mniej i w Rybce.
"Jego Świtezianki, - mówi autor, - nie są syrenami wabią
cemi w zdradzieckie nurty każdego wędrowca jedynie przez wrodzoną
chęć gubienia męskiego rodzaju, ale występują jako mścicielki mę
skiej wi~rolomności wzglęiłem kobiet~ '). Zdanie to utrzymało się czas
dłuższy niepoddawane przez nikogo w wątpliwość, dopóki Dr. A. Kolessa w swojem dziele, w którvm wykazał jak n::1jdokladniej wpływ
oezyi naszego wieszcza na utwory największego z poetów ukraiń
skich Szewczenkę, jakoteż zarazem ogromne braki w roznrawie. Dra Tretiaka tyczącej się tego samego tematu, nie zbił rzeczowymi a poważnymi dowodami tej hipotezy 1). Dr. Tretiak jednakże nie dał za
wygran~, w recenzyi bowiem powyższego dzieła Dra Kolessy 5) widząc, że nawet małej C'zęści uczynionych mu zarzntów odeprzeć nie
zdoła, postanowił przynajmniej rzeczy tyczące się ściśle Mickiewicza
ratować z pod ostrego pióra bardzo naówczas młodego literata.
Jednakże
gdyby był bliżej nad samą zastanowił się
treścią zamiast zapuszczać się w wycieczki przeciwko osobie Dra
Kolessy, byłby poznał. dlaczego ta rusałka w balladzie p. t. S,ritezianka karze tak straszną śmiercią młodego strzelca, czy może za
grzechy ludzkie? Nie. Młodzian kochał ją przedtem gorącą miłością,
kiedy mu się objawiła w postaci zwykłej „dziewczyny z pod lasku",
1) M i c k i e w i cz w W i I n i e
Kownie. Lwów, 1884. JL
str. 45.
2
)
P r o w p ł y w M i c k e w y c z a n a p o e z i j u S z e w c z e n k a,
Krakiw, 1892. str. 8.
3
} Mfokiewicz
w Wilnie. II. str. 36-37.
") M i c k e w y c z a S z e w c z e n k o. Lwi w, 18 9 4-. str. 24.
5) Kwartalnik Historyczny. Lwów, 1895. str. 550-551.
-
163 -
a kochał ją dlatego, że nie ujrzał dotąd jeszcze piękniejszeJ od niej
istoty. Lecz kiedy mu się ukazała w takiej pełni wdzięków i krasy,
o jakiej on nigdy pomyśleć się nawet nie ważył, wtedy też bez namysłu pociągnęła ku sobie tego, któl'y jej dozgonną miłość był zaprzysiągł. A więc za cóż karze go „Swilezianka", - czy może za
,,grzechy ludzkie"? - bynajmniej, tylko za krzywdę jej samej wyrzą
dzoną, za wiarołomstwo względem niej popełnione.
Zupełnie tak samo ma się rzecz i w llybce. Mickiewicz bowiem nic nam nie mówi o grzechach, jakich ów pan mógl się dopuścić przed poznaniem nieszczęśliwej Krysi, ona zatem karze go
znowu tylko za niewierność względem niej, a nie względem jakiejś
innej dziewczyny. A ze to Krysia o śmierć go przyprawić musiała,
nie zaś jej "siostry Świtezianki", jakby tego chciał Dr. Tretiak, na to
dowód jego jest wcale niedostateczny. Szan. autor snać gdyby był sobie
przeczJtał uważniej balladę, byłby sam odpowiedź na swój dowód
znalad, gdyż zaraz w następującej zwrotce, po przytoczonych przez
niego wierszach, tłómaczy sam poeta jak najwyraźniej powód narzekań Krysi, które według zdania Dra Tretiaka „ nie mają sensu"
wobec dowodu Dra Kolessy. Owszem, - mają one sens i to wielki,
Krysia bowiem żali się przed świteziankami na sw(.j los okrutny dlatego jedynie, ażeby usprawiedliwić choć w części swoją winę, jakiej
się dopuszcza przez samobójstwo, groźba zaś jej wskazuje właśnie
na to, że w razie, gdyby pan przyMzedł nad rzekę, to ona sama go
ukarze, wcale zaś nam nic nie mówi o zemście świtezianek. Sądzę,
ze nie było to tak trudnem do zrozumienia, iż zarówno „Świtezianka"
jak i „Uybka" karzą kochanków za krzywdę im tylko wyrządzoną, nie
zaś za ich grzechy, o których zresztą nic a nic nie wiemy.
Widzimy zatem, ze rusałka Mickiewicza wyobrażona w Rybce
nie ma tego charakteru „istot karzących grzechy ludzkie", gdyz poeta odtworzył ją wiernie podłu~ wyobrazeń ludu niciego z nich nie
ujmując. W tej atoli balladzie ukazuje się nadto jeden zupełnie nowy
motyw, jaki powstał w duszy poety pod wpływem ówczesnych prądów
czasu i jego młodocianego wieku. Mickiewicz patrzeic na to życie
ludu, dostrz.3gł w niem jedną wadę fatalną, która przygniatała najświ~tsze jego uczucia, gdyż nieraz przemoc brutalna zdzierała świę
tokradzką ręką wianek ze skroni dziewiczej. On patrzał na bezprawia, jakich się dopuszczali zupełnie bezkarnie panowie na tym
biednym, poniżonym ludzie od radła i brony: ,, Kobietę w czasie głodu
na Białorusi przedawano w Petersburgu za t0O franków. Ze wstydem
wyznać należy, iż panowie niektórzy polscy tego towaru dostarczali",
powiada :Mickiewicz w przypiskach do Dziodó11,.
164 :W obronie tedy owych nieszczęśliwych, znieważonych dziewcząt,
przed areopagiem ludzkości podniósł nasz poeta głos, jeden z pierwszych w naszej literaturze. Owocem zaś tego głębokiego zastanowienia się nad niedolą ludu i zywego z nim wspókzucia, była ballada, druga
z daty napisania w cyklu ballad świteziowych, jakoteż nie mniej odpowiedni ustęp drugiej części Dziadów, kiedy to pod oknem kaplicy pojawia
się widmo nieboszczyka pana wioski, proszącego zebranych na zaduszki o małą miarkę wody, lub o dwa ziarna pszenicy. Ptaki jednakże duchy zmarłych jego poddanych, z których jeden zginął
pod rózgami z rozkazu owego okrutnego dziedzica, i wdowa zamarzła z dziecięciem na drodze nie znalazłszy przytułku we dworze,
zjadają wszystkie pokarmy, jakie guślarz strasznemu widmu podaje:
,,Nie znałeś litości panie!
Hej, sowy, puhacze, kruki,
I my nie znajmy litości:
Szarpajmy jadło na sztuki,
A kiedy jadła nie stanie,
Szarpajmy ciało na sztuki,
Niechaj nagie świec, kości".
Zawiązek osnowy Rybki,
który zrodził się w umyśle poety, by
panów nad chłupami, rozszerzył l\lickiew icz pod wpływem ludowej opowieści, jakoteż własnej twórczej wyobraźni. Już sam fakt niewierności pana dla biednej wiejskiej dziewczyny,
która go „tak szczerze kochała", że ·nie ważyła się na wet pomyśleć
0 zmienności uczuć kochanka, wydarzał się niestety tak często, iż
żył nie tylko w pamięci współczesnych mu świadków, lecz przeszedł
nawet i do ustnej tradycyi ludowej. Oto n. p. ,,syn bogatego gospodarza Maciej pokochał ubogą dziewczynę i przyrzekł z nią się oże
nić. Nie dotrzymał słowa jednakże, porzucił biedną i postanowił poślubić bogatszą. Porzucone dziewczę umierając wyrzekło zaklęcie, iżby
przeniewierca po smierci swej przemieniony został w kamień" .1)
Przypatrzywszy się tej legendzie, :A) łatwo poznać, iż w niej mieści
się cała prawie osnowa Rybki, że zaś Mickiewicz mesiał znać podobną opowieść, na to mamy wiarygodne jego świadectwo w przypisku
umieszczonym zaraz pod tytułem ballady, sam bowiem poeta mówi,
przeciwdziałać
znęcaniu
się
1) I. Piq,tkowska. Z życia ludu w ziemi Kaliskiej.
Wisła, 1889. III str. 7ol.
2) Stosunki miłosne wieśniaków skreśliła najlepiej i najobszerniej:
E. J c le 11 s k a. W i e ś K o m ar o w i c z c w p o w i c c i c M o z y r s ki m.
Wisła, V. str. 322-331 i 494- 495.
165 jej zaczerpnął „ze sp1ewu gminnego". Tak bowiem
opowiei;ci ludowej, jak i u l\Iickiewicza bogacz pokochał
biedną wiejską dziewczynę, przysięga jlł nawet zaślubić, wnet jednak
opuszcza kochankę, która jego słowu zupełnie zawierzyła i „księżnę
za zonę bierze". Ludowa opowieść milczy wprawdzie zupełnie
o dziecięciu, które przynosiło wstyd matce, i chociaż Mickiewicz mógł
znać te motywy, gdyż i one się często w ustach lucłu powtarzaj4,
chociaż mógł je żywcem wciągnąć do swej ballady, my atoli nie mając pewnych na to dowodów, zgodzić się z tem musimy, że poeta,
któremu ta ludowa opowieść, jaką co tylko przytoczyliśmy, była za
szczupł4, aby mogla wypełnić całą balladę, sięgał po nowe ornamenta
do swojej wyobraźni, która mu też jak najlepsze podała motywy,
zupełnie z życiem ludu zgodne, że poeta chc4c dalej konsekwentnie
przeprowadzić karę, jaka spotkała pana za grzech jego, dał dziewczynie dziecko, a tern samem też powiększył wagę występku bogatego pana i jego wiarolomności. Bez tego bowiem dziecięcia wina
jego byłaby za mała, aby mogła tak straszną wywołać karę.
Krysia widząc swój wianek dziewiczy stargany, wiedząc też
dobrze, iż odtąd stanie się pośmiewiskiem wsi całej, nie zna iunego
środka, jak tylko śmierć, która jedna mogła znmknąć jej uszy na
obelzywe glosy, jakie miały ją już odtąd ciągle prześladować. Motyw
ten śmierci nieszczęśliwej dziewczyny widzioliśmy już w ludowej
opowieści, Mickiewicz przyjął go też bez wahania do swego utworu,
on bowiem niósł zarazem i cudowność wydarzeń, któr4 lud do zmarłych tak chętnie przywiązuje. Krysia topi się w rzece pozostawiając
swoje dziecię na opiece wiernego sługi" i przemienia się w rybkę•
rusałkę. Że element ten fantastyczny zgadza się w zupełności z wiarą
litewskiego ludu, - na to mamy niezbity dow6d w pismach L. A .
.Jucewicza (Ludwik z Pokiewia), który między innemi powiada, iż
uziewczyna, która utopiła się z rospaczy, lub któr4 mściwa utopiła
ręka, zamienia się według wierzenia Litwinów w narzeczonq rzeld.luh
iz
w
treść
„
jez1·(1ra. 1)
1'lotyw ten zgonu Krysi mogł też Mickiewicz widzieć i w innej
która jest szeroko rozpowszechniona na obszarach całej
Polski, Litwy i Ukrainy, a ta mówi, że królewicz ożeniwszy się
z ubogą sierotką, której brat przemienił się w baranka lub wołu,
gdy napił si~ z jego śladu wody, wyjechał raz z domu i wtedy to
zona powiła mu syna. Wiedźma jednakze zazdroszcząc królowej
szczęścia, utopiła ją, swoją zaś córkę w jej szaty ubrała. Po powrobaśni ludowej,
1) L u d w i k z Po k i e w i a. Lit w a. str. 35.
-
166 -
cie król nie domyślił się niczego, nowa królowa atoli znalazła się
w kłopocie. gdyż nie miała mleka, ażeby karmić niemowlę. Wt',ł
tedy, który wiedział o wszystkiem, nosił codziennie dziecię na rogach
nad sadzawkę i śpiewał i
,,Rysiu, Rysiu siostro moja,
Dziecia płacze, cycki chocze,
Dziecia płacze, cycki chocze" 1).
Na ten głos śpiewającego wynurzała się z wody pół-kobieta,
pM-ryba i karmiła dziecię, które następnie wół odnosił napowrót do
domu. Gdy sit; król jednak o lem od słuzby dowiedział poszedł sam
nad wodę, aby wybadać tajemnicę. Rybka opowiedziała mu całą swoją
1) Por.: strofki ludowe w podobnych opowieściach:
a)
"Marysiu ! rysiu !
Śliwon płacze,
Piersi chocze".
L. Siemiei'1ski. Podania. str. 123. nr. 126.
o)
,,Marysiu rybko !
Płyń a płyń szybko,
Twój synek mały,
Płacze zgłodniały
Chce piersi ! "
AJ. Gliński. Bajarz. I. str. 202-218.
c) W innej legendzie matka zamienia się w goł~bicę
przyleciawszy
w n~cy woła:
,,Kucharzu, kucharzu!
mi okieneczko,
Nakarmię se dziecią,teczko,
A czy spilł psy pod kuchnicą,,
Czy spi pan mój z niewolnic1''.
Otwóż że
K. Kozłowski. Lud. str. 300-304.
d)
,,Kucharzu, szafarzu!
ty niewolnik z niewolnicfł,
Podaj że mi dzieciąteczko,
Niech go nakarmi,;, niech go nakarmi~ I"
Czyś
-
1G7 -
niedolę, winę swą wiedi ina życiem przypłaciła,
żył szczęśliwie
a król z dawną żoną
i długo, mówi ludowa legenda ).
la wzięła, jak to niebawem zobaczymy, nie mały udział
w genezie Ryblci. Mickiewiczowi bowiem nie wystarczał sam motyw
sprzeniewierzenia się pana i kary za to poniesionej, przemieniwszy
zaś Krysię w rybkęrusałkę, szukał jakiegoś łącznika pomiędzy nią,
a jej dziecięciem. ł„ącznik zaś ten niezbędnie potrzebny, nasunęła mu
znowu opowieść ludowa. Mickiewicz bowiem widząc, że w niej baranek lub wół przynosi dziecię nad wodę, zamienił go w sługę, który
równi ez musiał dziecię do „rybki" nad wodę przynosić, ażeby jego
g,tód zaspokoić i maleństwo od płaczu utulić.
W słowach starego sługi, który woła Krysię, by dała ssać dzieciątku, słychać wyrainy oddiwięk ludowych strofek:
1
Opowieść
T am ż e: str. 307.
c)
,,Kuku, kucharzu, cy śpis, cy nie cujes?
Cy śpi poganica, mego kochanica?''
J. Chełchowski.
78. nr. 70.
f)
Powieści
opowiadania. II. str.
70-
,,Przypły11, przypłyń gąsieuko,
Przypłyu, priypłyń. siostreńko,
Niech nie płacze dzieciąte11ko''.
O. Kolberg. Lud. XVII. str. 187-188. nr. 4.
g)
,,Wypłyń,
wyply1\ złote kaczę,
r.rwoje dziecifJ bardzo płacze''.
K. Sarnowska. Dwie bajki z Łowicza.
799- 801. nr. 2.
Z)
S. Ciszewski.
Wisła,
VIII. str.
,, Wypuyu, wyptlYń, z110ta piana
Twoje dzieci~ zapi1kane".
Krakowiacy.
W waryancie zapisanym przez
I. str. 75. nr. 64.
D r. K. Maty as a nie ma ani
śladu owych rymowanych strofek. Por: Z z a kr a k o ws k i h ro g at e k.
Wisła, VIII. str. 237. nr. 1.
1) Dr. J. Karłowicz. Podania i bajki zebrane na Litwie. Zhiór wiad. IX. str. 253--255. nr. 17.
12
c
-
168 -
,,Ach któż da piersi dzieci4tku !
Ach! gdzie ty, Krysiu, ach gdzie ty?''
I w dalszym ciągu ballady widzimy ci11głą zawisłość od tejże
ludowej legendy, gdyż w niej „na ten spiew poruszały się fale i głos
odpowiadał :
,.Mech płacze! cóż mu płacz nada!
M oj e o c z k i rosa wy j a d a ,
Moje r4czki w trawie wi~znfł,
Moje nóżki w piasku grzęzn4 !
Wybija się z sił z ostatka
Biedna matka!" 1)
Niedalekiem niejako echem tych słów cichej skargi nieszczęśli
wej matki są słowa odpowiedzi rusałki Krysi Mickiewicza:
,,Tu jestem w rzece u spodu,
Cichy mu głos odpowiada:
Tutaj drż~ cała od chłodu,
A ż w i r m n i e o c z ki wy J a d a.
Przez :i wir, przez ostre kamuszki
Fale mnie gwałtowne niosą,
Pokarm mój kor alk i, muszki,
A zapijam zimn4 rosą."
Mickiewicz jednakże poszedł nie tylko w tern za ludowemi legendami, wyrazy nawet poswzególne zapamiętał i do swego wprowadził utworu, jak o tern moze poświadczyć słowo "kamuszek",
które się cz~sto powtarza w pieśniach ludu litewskiego 2), a które
dopiero za pośrednictwem Mickiewicza dostało się do Husalki Dniep1·ow,u' Puszkina 3).
1) A. J. Gliński. Bajarz. I. str. 202--218. Motywy Rybki widzimy też w ukraiu.skich pieśniach i podauiach : U ud cz e n k o. Już n or us ski ja skaski. IL str. 51. M. Dragomauow. Swod. mał. pried.
str. 352. P. Czubi11skij. Trudy. IL str. 459-465. nr. 141. Kulisz. Zapiski o jużnoj Rusi. II. str. 24. Etnograficzeskoje
Obozrienije. VIII str. 155. J. Moszyńska. Bajki i zagadki
1udu ukraiuskiego. Zbiór wiad. IX. str. 99--102. nr. 8.
W niemieckiej legendzie: Grimm. Bajki dom o w e i dziec i n n e
I. str 69-71. nr. 11.
:1) Lud w i k z Pok ie w i a. Li twa. str. 82. A. Petr o w. Lud
ziemi dobrzyuskiej, str. 62. nr. 54.
3) Dr. O. Tret i a k. Pr o w p ł y w 1\1 i c k e w y c z a. str. 9-1 O.
169 -
W końcu na usilne prośby sługi wynurza się z kryształowej
wód toni matka dziecięcia w postaci złocistej rybki:
,, Wtem rybią łuskę odwinie,
Spojrzy dziewicy oczyma.
Z głowy jasny włos wypłynie,
Szyjka cieniuchna Rię wzdyma.
ł{a
licach różana krasa.
Piersi jak jabłuszka mleczne,
Rybią, ma pletwę do pasa'' ....
Również
i ten fakt wynurzenia się rusałki wziął l\Iickiewicz
bez żadnej zmiany z ust ludu, w przytoczonej bowiem powyżej legendzie wypływa tak samo świtezianka, aby dać piersi
dzieciątku. Tu atoli, świtezianka występuje w odmiennej anizeli w poprzedniej balladzie postaci, tu b0wiem do połowy tylko ma postać
dziewicy. Kształty jej równie piękne jak w Sw1'.tezt'., urocze, pociąga
jące, a jednak li tylko z legend i wierzeń ludowyeh skreślone, bo
i w gminu opowieściach ukazuje się często „pół-panna, pól-ryba zachwycającego lica, cudownych oczu, uroczego uśmiechu, czarownego
głosu i wdzięcznej po pas kibici" 1).
rrak samo też jak w ludowej legendziP, matka - rusałka nakarmiwszy dziecię, kołysze je do snu, a napieściwszy się z niem do
woli, napowrót postać rybki przybiera. Myśl samą o tej macierzyń„
skiej trosce Krysi o niemowlę mogły l\Iickiewiczowi nasunąć oprócz
ludowej legendy także i wierzenia ludu, z którego pieśni on nową
nić wysnuł do swojej poezyi.
Wszak i lud wierzy, iż matka po
śmierci przychodzi często do swego dziecięcia, ,,karmi je, kółysze do
snu i potem znowu do ciemnPj odchodzi mogiły 2). Wierzenia te są
rozpowszechnione szeroko, o czem można się przekonać z ponizej
przytoczonych bibliograficznych wskazówek.
dosłownie,
1) A. ,J. Gli11ski. Bajarz. IV. str. :35. Por: O. Kolberg. Lnd.
VII. str, 25. nr. 35. VIII. str. 9. nr. 6. XII. str. 277. nr. 536. te n że
Mazowsze, V. str. 367, Z. Wasilewski. Jagodne. str. 96. nr. 24.
l) Grimm. Hausmiirchen str. o0. nr. 9. str. 70. nr. 10. W.
No wicki. S tu dy u m n ad w i er z en i am i i wy o braże n i am i l ud u u as ze go. Bibl. Warsz. 1893. IV str. 97. A. Petrow. Lnd ziemi dobrzyńskiej str. 129. nr. 67. A. Afanasiew. Poeticz. wozzr. nr.
str. 545. O. Kolberg. L n d. VII. str. 58. nr. 117. XIX. str. 114. nr.
446. Gazeta Lubelska. 1871. ur. 40. Dr. T. Kopernicki. Przyczynek do etnogr a fi i I u cl u ruskiego n a W o ł y n i u. Zbiór w i ad. XI.
str. 196, 1\1. Top pen. Wierzenia m:1zurskic. str. 794. Kolh erg
*
-
170 -
Nareszcie przyszla godzina kary za tę ciężką zbrodnię, jakiej
pan względem uwiedzionej dopuścił dziewczyny. Niebaczny wychodzi z żoną na przechadzkę w to właśnie miejsce, gdzie Krysia
niedawno śmierć w falach z jego przyczyny znalaiła. Długo nie było
widać starego sługi z dziecięciem, który nie śmiał wyjść nad rzekę
przed powrotem pana, lecz gdy noc nastała nareszcie, a nikt nie powracał, wyszed,t sługa z gęstwiny, w której się był ukrył z diiecię
ciem, gdy w tem :
się
,, Uderza go widok nowy,
Gdzie pierwiej rzeczułka ciekła,
Tam suchy piasek i rowy.
Na brzegach porozrzucana
Wala się odzież bez ładu,
Ani pani, ani pana
Nie widać nigdzie ni śladu.
Tylko z zatoki połowE&
Sterczał wielki głazu kawał
I dziwną kształtu budową
Dwa ludzkie ciała udawał."
Próżno wolał na Krysię nikt się nie ukazał.
Przypominamy sobie, że dziewczyna umierając zaklęła kochanka,
by po swej śmierci w kamień się obrócił. ,,I tak też się stało niebawem. Maciej umarł, a ziemia go przyjąć nie chciała, lecz w postaci kamienia wyrzuciła na powierzchnię". 1) Że przykładów takich
znalazłoby się znacznie więcej, - o tern ani wątpić nie można. Wiara
bowiem luda w zakl~cie jest nadzwyczaj silna, a początek swój wzięła
w bardzo dawnych czasach, bo i dzisiaj zachowały się jej ślady w naszych przysłowiach n. p. ,,kląć w żywe kamienie" lub „milczy jak
Ohełms kie, wydał
Dr. J. Kopem icki. Kraków. 1891. Il. str. 140. Wi-
sła, VIII. str. 148 i 150. nr. 7. XI str. 586 A. Ile z ze nb erg er. Lit t ha u is che
Forschungen. str. 83-84. Dr. J. Karłowicz. Sierota w pieśniach
ludu. Upominek dla Orzeszkowej. Petersburg, 1893. str. 279. B.
Petranowić. Srpske nar. pjesme. str. 377-386 L. Siemie{1ski.
Pieśni skandynawskie
Poznau., 1843. str. 42. i nast. L. Potocki.
Pieśni ludu na północy. Biblioteka Warszawska. 1844. II. str.
295 i 524-527. l\I. Fed er owski. Lud biało r n ski. 1. str. 53.
nr. 158-159. i str. 58. nr. 172 -173. Noworocznik płci pi~knej
poświęcolly. Warszawa, 1833. str. 135--130.
1) I. Pi ą, t ko wska. Z życia I ud u o. m. Por: l\I. Do w oj n o
Sylwestrowicz. Podania żmojdzkie. II. str. 65.
-
171 -
Inna znowu legenda ludowa mówi, że „w kamień przez zaklęcie. obróconą zo~tała dziewczyna we wsi Młynach pod Strzelnem.
Poszła ona po wodę i długo nie wracała. Zniecierpliwiona gospodyni
zawołała: ,,A bodaj się w kamień zamieniła I kiedy tak długo z wodą
nie wraca". I zamienioną została owa dziewczyna w kamień, który
po dziś dzień niedaleko tej wsi się znajduje". 1)
Widzimy zatem, że i motyw tej strasznej kary, jaka spotkała
uwodziciela, zaczerpnął znowu Mickiewicz z nieprzebranej skarbnicy
wierzeń i przesądów ludu, który nie znając dokładnie praw przyrody,
a mając nadto nadzwyczaj bujną wyobraźnię, tłumaczy sobie wszystkie zjawiska na swój sposób, one są dla niego czemś niezwykłem,
zaklęty".
niepojętem.
W genezie zatem Rybki należy rozróżnić dwa główne motywy,
na których osnuł Mickiewicz całą baJladę, -- jednym z nich - opowieść o niewiernym kochanku, drugim baśń o rusałce, która dziecię co wieczór karmiła. Około tych dwóch elrnentów ugrupował poeta
cały szereg szczegółów zgodnych zupełnie z wiarą ludu, całą mas~
pomniejszych ornamentów, które nie tylko ze sobą się razem zgadzały,
lecz wogóle mogły dać o poecie bardzo chlubne świadectwo, że się
kształcił w łączeniu poszczególnych motywów, że umiał je zmieniać
i zastosowywać według potrzeby tak, iż nieraz dość od siebie dalekie akcesorya wychodziły z pod jego pióra jako wykończona całość.
Dr. rrretiak :i) atoli sądzi, iż poeta nie umiał połączyć należycie matki
rusałki z dziecięciem. ,,Dwa te motywy, powiada szan. autor, nie dały się sprządz tak, aby je można zakończyć razem: to też
1) O. Kolberg. Lud. XV. str. 51. nr. 3. Por: tamże, nr. 4,
5, 6. III. str. 34. przypisek. V. str. 48. X. str. 139. A. A fa n asie w.
Poeticz. wozzr. II. str.503. i n. str. 674 i n. P.Czubińskij. Trudy
I. str. 89. 1\I. F cd er o w ski. Lud ok o I i c Ż arek. Il. str. 328. O.
Kuo op. Po dau i a. IX. str. 477. nr. I. str. 478. nr. 3. wogóle 477481. M. I. Mały n o w ski j. Pr os to n ar od n i op o wid a n i a. str.
185 i 190. N. 1. Siła roditielskago zaklatija po narodnim
r a ·z ka z am K np i a 1'.t ska go u j ez da C h ark o ws ko j gu b. Et n ogr a fi cz. Ob o z r ie n i je. III str. 41. L. Siemieński. Pod a n i a.
str. 86-87. nr. 83. W. von Schulenburg. Die Steine im Volksg I a u b e n d e s S p r e e w a I d e s. Z e i t s c h r i f t f tł r E t h n o I o g i e.
Berlin, 1880. XII. str. 252-260. K. W. W o J ci ck i. Kl ech dy. str.
9 3 - 9 4. R. Z a w i I i i1 s k i. P o d a o i a g ó r a l i b e s k i d o w y c h. W i s ła ,
II. str. 23-24. Tworzymir. Wyjaśnienie pocz1Jitku niektó•
ryc h przysłów. Bib I i ot eka W ars z a wska. 1864. I. str. 274-.
i nast. M. Fed er owski. Lud białoruski I. str. 165. nr. 512
-514 ..
:i) A. Mick ie w i cz. li, str. 48-49.
-- 172 ·pier·wszy motyw się skończył, kiedy drugi wisiał i poeta nie wiedział,
co z nim zrobić. Odrzucić go całkiem ·1 Szkoda! ten drugi motyw
wprowadził właśnie do ballady najpiękniejsze strofy... Więc cóż
innego? Oto rzucić taJcmnicę na zakończenie i w jej cieniu urwać
nić drugiego motywu".
Ja ato'i sądzę, że i ten pogh1d Dra Trr,tiaka nie jest zupełnie
słuszny. Owszem, oba motywy t. j. matkę ; dziecię połączył poeta
tak razem, ze je równocześnie zakończył nie urwawszy wcale drugiego. ~ądzę nawet, źe nie potrzebuję moich słów bliżej uzasadniać,
gdyż za zniknięciem Krysi-świtezianki musiał się skończyć i drugi
motyw, -- sługa nie miał już po co przychodzić z dziecięciem, które
zresztą nie było działającą osobą, autorowi Rybki nie chodziło o nie
wcale, gdyż ono nie mogło się było przyczynić do rozwoju akcyi
balladowej.
5.
Wszystkie niemal ballady i romance są ściśle związane z wypadkami życia poety, szczt,gólniej zaś te, które powstały w okresie
niepewności, jaka ogarniała Mickiewicza przed ślubem Maryli. Kiedy
Mickiewicz po feryach wakacyjnych 1820 roku wyjechał do Kowna,
unosząc ze sobą gałązkę cyprysu i splotek włosów kochanki - widząc
się zagrożonym w swoich marzeniach przez możniejszego rywala,
jakkolwiek jeszcze nie tracił nadziei w spełnienie swoich zamysłów,
popadał jednak już wtedy czasami w melancholijną zadnmę, do czego
się zapewne musiała przyczynić i ta samotność, w jakiej podczas pobytu w Kownie pozostawał. Owocem takiej chwilowej zadumy była
romanca -- Kurhanek Maryli, w której poeta wieszczem niejako ogarniony przeczuciem przewidział niedaleki koniec swoich miłosnych
zapałów.
Powszechnie dotychczas mniemano, iż ów napis pod nagłówkiem
utworu umieszczony - ,,myśl ze ipfrwn litew~kie!Jo", jest pozbawiony
wszelkiej fakty~znej podstawy, a został chyba dlatego tylko wydrnkowany, ażeby tem lepiej ukryć i zaciemnić stosunek poety z Marylą.
My jednakze ośmielamy się nad tem zdaniem położyć, jeśli dziś nie
stanowcze vetu, to przynajmniPj wielki znak pytania.
Wiadomem jest to, iz lud białoruski i litewski udaje się w dzie11
zaduszuy na groby i tam nuci zalosne śpiewy, których początek sięga
bardzo odległej starożytności: ,,Matka po córce lub synie - córka
po ojcu lub matce - żona po męfo, ko<;hanka po ulubionym i t. d.
de iure głosić czyli płakać muszą .... Naiwność ich wyrzeka1i, używa
nych do tego śpiewu jest do nieopisania l Jest to długa rozmowa
-
173 -
z umarłym w kształcie narzekań, zapytywań 9 przeprosin i t. cl." 1).
Na podstawie więc tego szczegółu sądzę, iz przypisek Mickiewicza,
jakoby myśl do Kurhanka :Maryli została z poezyi ludu zaczerpnięta,
- nie jest dla nas bez znaczenia. Bo czyż inaczej przedstawia się
nam cała akcya zawarta w utworze? Wszak i tam tak samo kochanek, matka i przyjaciółka wychodzą nad mogiłkę .Maryli, aby zapła
kać nad jej przedwczesnym zgonem, wszak i u Mickiewicza eały
sposób nawet ich wysłowienia się i owych skarg nadgrobnych odpowiada zupełnie pojęciom i wyobrażeniom prostego ludu. Weźmy n. p.
taką zwrotkę ze skargi matki :
,,Kto nas na obiad zawoła?
Kto z nami 1,itdzie do stola ?
Niemasz, ach niemasz komu!"
lub ze skargi przyjaciółki:
,, Któż mi zwierzy sit szczerze,
si~ ja powierzt ?"
Komuż
a czyż nie czuć w nich dźwięku żałobnej mudy litewskiej :
,,A! kto mi teraz ręce, kto nogi ogrzeje ?
J{to włos mej głowy zaczesze i splecie ?
Kto mi twan moję obmyje ?
Kto mi słodkie powie słowo?" 2).
Myśl więc
sama mogła być wzięta z jednego z takich spiewów
)udowych, co zaś to była za pieśń. z której Mickiewjcz zaczerpnął
pomysł, a może poniekąd i treść do ·swego utworu, tego mimo
długich 1 mozolnych poszukiwań wykryć nie byliś1riy w stanie. Wszystkie wogóle osoby byłyby zupełnie zgodnie przedstawione z charakterem czysto ludowym, gdyby nie sama forma, w jakiej Mickiewicz
akcyę utworu starał się przepruwa<lzić.
Niezawodnie pod wpływem
Karpińskiego, - uciekł się do wyraźenia skargi ludu w formie konwencyonalnej sielanki, która mogła odpowiadać uczuciom tylko wyzszych warslw społeczeństwa, nigdy zaś ludu.
1
A. Rypi11ski. Białoruś. Paryż, 1840. str. 61-62. Por.
XI. str. 586.
2
) J. I. Kraszewski.
Litwa, Wilno, 184fi. I. str. 314. Por.
tenże, Daiuos. (Athaeneum 1844. II. str. 147-149. nr. 3--5).
)
Wisła,
C, d, n.
Stanisław
Zdziarski.