Antropolog w służbie publicznej / Antropologia stosowana

Dublin Core

Tytuł

Antropolog w służbie publicznej / Antropologia stosowana

Temat

antropologia stosowana - podręczniki

Opis

Antropologia stosowana, pod red. Macieja Ząbka; s.163-196

Twórca

Ząbek, Maciej

Wydawca

Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej UW
Międzynarodowe Centrum Dialogu Miedzykulturowego i Miedzyreligijnego UKSW

Data

2013

Prawa

Licencja PIA

Relacja

oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5491

Format

application/pdf

Język

pol

Identyfikator

oai:cyfrowaetnografia.pl:5107

PDF Text

Text

6
Maciej Ząbek

Antropolog w służbie publicznej
Pojęcie służby publicznej rozumiem tu szeroko, nie zawężając go do
służby cywilnej czy wąsko pojętego aparatu państwowego. Służba publiczna
to nie tylko praca w organizacjach publicznych, resortach i agendach rządowych, samorządach terytorialnych, edukacji, administracji, wojsku, policji
czy służbie zdrowia, ale także w fundacjach i stowarzyszeniach na szerokim
polu pozarządowym1. Organizacje pozarządowe (NGO2) zazwyczaj nie są
do niej zaliczane, gdyż należą do tzw. trzeciego sektora, często są tworzone
przez podmioty prywatne, jak fundacje, ale z założenia niezorientowane na
zysk i mające misję pomocową: humanitarną, rozwojową, prawo-człowieczą
lub polityczną, choć oczywiście nie należą do jawnych organizacji politycznych, takich jak partie polityczne. Niemniej to organizacje pozarządowe są
najważniejszymi partnerami społecznymi państwa w realizacji wielu jego
zadań. Powinny z nim współpracować, wypełniać luki lub monitorować jego
działania. Nie mówiąc już o tym, że wiele z tych organizacji, zwłaszcza większych, faktycznie finansowanych jest całkowicie lub częściowo przez rządy,
a zatem są pod ich kontrolą. Innymi słowy przez służbę publiczną rozumiem
pojęcie odwołujące się do troski o własne państwo, o dobro zbiorowości, której
jesteśmy częścią albo wobec której widzimy potrzebę naszego działania, przywołującej etos służby czy misji w interesie pro publico bono, ogólnie pojętego
dobra wspólnego i poprawy jakości życia.

 Organizacji pozarządowych, które mają powiązania międzynarodowe, jest na świecie
ok. 40 tys. Liczby w poszczególnych krajach są zwykle dużo większe. Najwięcej jest w Indiach,
gdzie szacuje się ich liczbę na ponad 3 mln. W Polsce według stanu na dzień 31 grudnia 2009 r.
w rejestrze REGON zarejestrowanych było 136 829 podmiotów, w tym 81 967 stowarzyszeń
i 10 451 fundacji, 14 113 jednostek organizacyjnych Kościoła katolickiego, 1462 jednostki innych
kościołów i związków wyznaniowych, 3782 organizacje społeczne oddzielnie nie wymienione,
18 800 związków zawodowych, 5678 organizacji samorządu gospodarczego i zawodowego,
236 partii politycznych oraz 340 organizacji pracodawców.
2
Non-governmental organization.
1

164

Maciej Ząbek

Dla absolwentów etnologii i antropologii kulturowej liczne organizacje
wchodzące do tak rozumianej służby publicznej od dawna stanowią potencjalne miejsce pracy. Nie kuszą wysokimi zarobkami, ale często dają nadzieję,
że zdobyta na studiach etnologicznych wiedza może znaleźć tu przynajmniej
częściowe zastosowanie, nawet jeśli zatrudniający nie biorą tego aspektu
w ogóle pod uwagę. Dla ciekawych świata etnologów tego typu instytucje
oferują szansę zdobycia rozległego doświadczenia, interesujących szkoleń,
możliwość ustawicznego kształcenia, wyjazdów i pracy w terenie. Sektor
publiczny gwarantuje ponadto względną stabilność zatrudnienia, co na niepewnym rynku pracy jest zaletą nie do przecenienia. Można wynegocjować
niekiedy nawet elastyczny czas zatrudnienia, pracę w niepełnym wymiarze,
co istotne jest zwłaszcza dla osób podejmujących studia doktoranckie lub
wychowujących dzieci. Dodatkowo, co dla wielu młodych etnologów z poczuciem misji najważniejsze, stosowanie antropologii nie musi tu wykluczać
jej zaangażowania w sprawy społeczne i kwestie lokalnie wrażliwe, a nawet
może do tego zachęcać, choć oczywiście w konkretnych sytuacjach nie musi
to wyglądać aż tak optymistycznie.
Pracę w administracji czy w dużych organizacjach pozarządowych można
także potraktować, jak robi to wielu, jako swego rodzaju przygotowanie do
pracy we własnym biznesie czy do założenia fundacji. Daje ona bowiem szansę
zdobycia, bez większego ryzyka, niezbędnego doświadczenia choćby w zakresie
uporządkowania wiedzy w niektórych kwestiach prawnych. Zazwyczaj osoby
prowadzące z sukcesem własne organizacje pozarządowe dysponowały właśnie
takim doświadczeniem. Dla zainteresowanych możliwe jest też przejście ze
szczebla administracji do polityki, co z perspektywy funkcjonowania państwa
jest bardzo dobrą praktyką.
Do negatywów, obok niskich zarobków, można zaliczyć także ograniczone
szanse na awans. Nie jest on możliwy tak szybko, jak w biznesie. Wymaga
cierpliwości i strategicznego podejścia do własnej kariery, podobnie zresztą,
jak i w świecie akademickim. Praca w administracji często zniechęca młodych
także swoimi procedurami, hierarchicznością i wszystkim tym, co wiąże się
z biurokracją i skostnieniem. Zauważyć jednak trzeba, że bywają w jej ramach
departamenty i biura odbiegające od stereotypu, dynamiczne i nowatorskie.
Ogólnie rzecz biorąc, w sektorze publicznym stale rośnie zapotrzebowanie na analityków i badaczy charakteryzujących się pewną niezależnością
myślenia, umiejętnością zarządzania i interpretowania ludzkich zachowań.
Urzędy, fundacje czy stowarzyszenia coraz częściej poszukują osób z konkretnym wykształceniem i określonymi kompetencjami, zwłaszcza w zakresie tzw.
umiejętności miękkich. Antropolodzy posiadają te zalety, choć zwykle wymagają

Antropolog w służbie publicznej

165

oni jeszcze dodatkowego przeszkolenia w zakresie niektórych dziedzin wiedzy.
Praca ta wymaga bowiem posiadania pewnej znajomości prawa, ekonomii czy
umiejętności menedżerskich.
Antropologia tzw. publiczna (public anthropology), o której wspomniałem
już we wstępie, przygotowująca studentów do podjęcia kariery w szeroko rozumianej służbie publicznej, jest w niektórych krajach oddzielnym kierunkiem
studiów. Obok klasycznego programu z etnologii dodatkowe wykłady z zakresu
prawa, zarządzania, negocjacji, rozwoju międzynarodowego, ćwiczeniowe projekty badawcze i praktyki pozwalają studentom zdobyć konieczne umiejętności
nie tylko w zakresie krytycznych dociekań, ale i rozwiązywania praktycznych
problemów w komunikacji publicznej, by potem móc pracować w takich
dziedzinach jak np. zarządzanie zasobami kultury, integracja uchodźców,
ochrona środowiska czy problemy etniczne. Uruchomienie takich studiów lub
wzbogacenie dotychczasowych będzie wskazane i w Polsce, jeśli chcemy, aby
nasi absolwenci mieli lepsze możliwości wykorzystywania antropologicznych
metod i teorii w zakresie praktycznego uczestnictwa w zmianie społecznej
i podejmowania bardzo złożonych i strategicznych problemów związanych
ze specyfiką sektora publicznego.

Zadania podejmowane przez antropologów
w służbie publicznej, w tym doświadczenia własne
Przypomnijmy jednak raz jeszcze, że z antropologią stosowaną mamy
do czynienia nie wtedy, kiedy nasz absolwent zostanie zatrudniony w jakiejś
organizacji, jako po prostu osoba z wyższym wykształceniem, ale w sytuacji,
kiedy dana instytucja zatrudnia właśnie antropologa, by lepiej realizować
swoje cele.
Antropolog może zostać zatrudniony do realizacji różnych zadań, zarówno
na stałe, jak i czasowo, do jednego tylko zagadnienia. W administracji państwowej lub samorządowej, a także w organizacjach pozarządowych może on
pracować np. jako specjalista od spraw mniejszości religijnych lub etnicznych,
konkretnych obszarów kulturowych, migrantów czy innych grup zagrożonych
wykluczeniem. Osobiście przez wiele lat byłem zatrudniony w Urzędzie ds.
Cudzoziemców przede wszystkim jako specjalista od Afryki i rozpoznawania
przypadków z tamtego obszaru. Była to praca bardzo ciekawa, znacznie rozszerzająca moją dotychczasową wiedzę, często o kwestie unikalne i trudne
do zdobycia w innym trybie, choć konieczność przestrzegania określonych
procedur i poddania się temu, co nazywane jest kulturą danej organizacji,
z pewnością stanowiła cenę tej wiedzy.

166

Maciej Ząbek

W podobnym charakterze, czyli np. jako specjalista od świata islamu czy
regionu Kaukazu, antropolog może zostać zatrudniony do przeprowadzenia
szkoleń z określonej tematyki. Wielokrotnie prowadziłem takie szkolenia dla
pracowników Mazowieckiego Urzędu Wojewódzkiego, realizującego programy
integracji uchodźców, oraz dla Oddziału Specjalnego Żandarmerii Wojskowej
w Gliwicach, uczestniczącego w polskich misjach wojskowych za granicą. Tego
typu szkolenie, zwłaszcza dla zawodowego wykładowcy, nie stanowi większego
problemu, niemniej w przeciwieństwie do sytuacji, gdy słuchaczami są tylko
studenci, oczekiwana jest tu od antropologa przede wszystkim umiejętność
przełożenia wykładanych treści na praktykę, jak w całej antropologii stosowanej. Nie wystarczy więc powiedzieć o roli życia rodzinnego i klanowości
struktur społecznych w kulturze Czeczenów, ale trzeba odpowiedzieć na
pytanie, jak przełożyć to na konkretne działania wśród imigrantów tej grupy
narodowościowej. Można próbować trzymać się zasady, postulowanej m.in.
przez Monikę Kosterę, że nie udzielamy praktykom porad co mają robić,
tylko najwyżej służymy im refleksją, inspirując ich poprzez problematyzację
określonego zagadnienia (2005, s. 23), ale i tak nie unikniemy konkretnych
pytań o praktyczne zarządzanie problemem.
Dana organizacja może zatrudnić antropologa także jako konsultanta
w trakcie projektowania programów, eksperta w ramach zespołu negocjacyjnego w konflikcie z daną społecznością lokalną lub grupą mniejszościową czy też jako fachowca do przeprowadzenia ekspertyzy sytuacyjnej
przy realizacji określonego projektu lub badań ewaluacyjnych już po jego
wykonaniu. Osobiście nie miałem w tym zakresie głębszych doświadczeń,
choć w trakcie moich badań terenowych na obszarze Dar Hamid w Sudanie
w 1991 roku, fińska organizacja pomocowa, realizująca w tym terenie program „walki z pustynnieniem”, zleciła mi przeprowadzenie takich badań.
Program tej organizacji zakładał sadzenie drzew i budowę studni w tym rejonie Sahelu, ale miał on też jak zwykle ukrytą misję społeczną, czyli innymi
słowy eksport współczesnej zachodniej ideologii. Była nią zaprojektowana
próba podniesienia statusu miejscowych kobiet, silnie dyskryminowanych
zwłaszcza w sferze publicznej, poprzez uaktywnienie ich przy pracy nad tym
programem. Warunkiem finansowania programu był udział w nim kobiet,
bezpośrednia ich praca przy budowie studni i przy opiece nad sadzonkami,
co powinno później przełożyć się na zwiększenie ich roli w ramach wiejskich komitetów. Zakładano bowiem, że kobiety będą chciały mieć władzę
przynajmniej nad tym, co same wykonały. Badania jednak szybko wykazały,
że dodatkowa praca kobiet wcale nie przekłada się na wzrost ich roli w sferze publicznej. Nie doceniono choćby roli religii w utrwaleniu się pewnych

Antropolog w służbie publicznej

167

ról społecznych. Władza w komitetach pozostała i tak w rękach mężczyzn.
W związku z powyższym raport mój zawierał konkluzję, że dokładanie pracy
kobietom w sytuacji i tak dużego ich obciążenia obowiązkami domowymi
nie jest drogą do ich społecznej aktywizacji. Do pracy tej podszedłem sumiennie, poświęcając jej wiele starań i czasu, stąd byłem też zainteresowany,
jaki będzie odbiór mego raportu. Tym większe było moje zaskoczenie, gdy
okazało się, że nie został on nawet przeczytany. Jego treść nie miała żadnego
znaczenia, chodziło tylko o sam fakt przeprowadzenia badań ewaluacyjnych
i wydanie na ten cel pieniędzy, rozliczenie się wobec donatorów, co było
obowiązkiem wykonawców programu. Został powierzony akurat mi, gdyż
byłem na miejscu, a sprowadzenie kogoś tylko w tym celu z Europy byłoby
zapewne kosztowniejsze.
Tego typu potraktowanie wyników badań antropologa przez organizację
humanitarną nie należy do rzadkości. Krytycy organizacji pozarządowych przytaczają wiele tego typu przykładów pokazujących, że nie można zmienić świata,
zwłaszcza wtedy, gdy się go nie rozumie. Oczywiście nie można wszystkiego
uogólniać. Znane są studia w ramach antropologii rozwojowej (development
anthropology), które cieszą się dużym zainteresowaniem ze strony niektórych
praktyków. Przykładowo można tu wymienić choćby porównawcze badania
z Bośni i Konga Mary Anderson, Do no harm. Haw aid can support peace – or
war (1999), czy Południowego Sudanu, Rwandy i Angoli pod redakcją Sary
Pantuliano, Uncharted territory. Land, conflict and humanitarian action (2009).
Krytyczne studia nad pomocą, wyciągające wnioski z katastrof i konfliktów,
próbujące odpowiadać na pytanie, jakiego typu interwencje mają sens, a jakie są jego pozbawione, uwrażliwiające środowiska humanitarne na to, żeby
przede wszystkim nie szkodzić i uwzględniać w swych programach tzw. miękkie komponenty tych projektów, pisane przez antropologów mających często
długoletnią praktykę przy ich wprowadzaniu w życie, nie są odrzucane przez
humanitariuszy, o ile tylko nie negują one samej idei pomocy.
Antropolog najczęściej potrzebny jest, aby dowiedzieć się czy funkcjonowanie danej organizacji jest skuteczne na terenie jej działania albo rzadziej
w niej samej. Zwłaszcza w przypadku badań eksplorujących, rozpoznania
zjawisk ukrytych lub o których niewiele wiadomo. W tym względzie etnograficzne badania jakościowe są nie do zastąpienia. Zdarzało się wprawdzie,
że organizacje chcąc zaoszczędzić, próbowały wykonać je samodzielnie, ale
z reguły kończyło się to niepowodzeniem. Do nieco innego typu należą badania
poddające analizie funkcjonowanie całej organizacji lub jej wybranej części
w kontekście instytucjonalnym, mające na celu poprawienie efektywności jej
działania. Rozwijane są one w ramach tzw. antropologii organizacji, które

168

Maciej Ząbek

są nową subdyscypliną w ramach antropologii3. Jest ona raczej działalnością zbliżoną do antropologii stosowanej niż rodzajem właściwych badań na
zlecenie. Organizacje bowiem, zwłaszcza z sektora publicznego, raczej nie
ryzykują poddania się badaniu, gdyż niejako ze swej natury niełatwo poddają
się zmianie.
Trzeba pamiętać także, że prowadząc badania nawet na innym polu niż
sama organizacja, ale w końcu na terenie jej działalności, współpraca między
antropologiem a zlecającą te badania instytucją może różnie się układać.
Czasami jest bardzo dobra, gdyż niektóre z organizacji są otwarte i faktycznie
nastawione na zwiększenie efektywności swojej działalności, zwłaszcza w sferze
pomocowej. Przyjmują one z reguły wyniki badań ewaluacyjnych ze wszystkimi
ich konsekwencjami. Przykładem pozytywnym z mojego doświadczenia były
badania na zlecenie Polskiej Akcji Humanitarnej z funduszu europejskiego
programu Equal, dotyczące integracji społecznej i zawodowej cudzoziemców,
obejmujące m.in. tzw. działania preintegracyjne, prowadzone przez PAH
w ośrodkach dla uchodźców. Mimo że raport sceptycznie ustosunkowywał się
do tego programu, przyjęty został pozytywnie. Nie stwarzają zwykle większych
problemów także badania, które mają dopiero dany problem w określonym
terenie rozpoznać i nie dotyczą bezpośrednio działalności samej organizacji.
Zdarza się jednak, że antropolog krytykuje metody i skutki danej działalności, ujawnia błędy popełnione przez pracowników organizacji albo, co
gorsza, same jej cele. Może więc spotkać się z niezadowoleniem, zwłaszcza
że organizacje, których byt, a nawet legitymizacja zależy od różnego rodzaju
sponsorów i donatorów, są szczególnie czułe na punkcie swojego wizerunku
publicznego. Stąd często boją się „wtykających nos w nie swoje sprawy” antropologów. A przecież celem tych badań nie jest chęć zaszkodzenia danej
organizacji, lecz tylko zrozumienie dlaczego np. dany projekt poniósł porażkę,
znalezienie odpowiedzi na pytanie, jak go poprawić i uniknąć podobnych
błędów w przyszłości.
Antropolog pracujący na zlecenie uzależniony jest jednak od funduszy
danej organizacji, a co gorsza często także od możliwości dostępu do danego
terenu i ma niewielkie szanse przeciwstawienia się temu. Może dojść do sytuacji, że nie uwzględnia się wyników badań, a samego antropologa zwalnia
bądź naciska na niego, by zmodyfikował swoje podejście. Z moich doświad3
 W Polsce antropologia organizacji rozwijana jest przede wszystkim przez prof. Monikę
Kosterę z Wydziału Zarządzania UW. Dla czytelników zainteresowanych tym tematem godne polecenia są jej książki: Postmodernizm w zarządzaniu (1996), Antropologia organizacji. Metodologia
badań terenowych (2005) czy Kultura organizacji. Badania etnograficzne polskich firm (2007).

Antropolog w służbie publicznej

169

czeń mogę przytoczyć zajście, które miało miejsce, gdy podczas wizyty we
Władykaukazie na zaproszenie tamtejszego oddziału UNHCR mój referat
krytykujący koncepcję integracji w obozach dla uchodźców, przetłumaczony
na angielski, został umieszczony na wewnętrznych stronach tej organizacji. Już
następnego dnia miałem telefon z krajowego oddziału UNHCR ze stanowczą
prośbą napisania natychmiastowego wyjaśnienia, że moje badania w ośrodkach w Polsce były prowadzone kilka lat temu i od tego czasu sytuacja tam
diametralnie się zmieniła. Chcąc współpracować dalej z tą organizacją, nie
miałem wyjścia i musiałem spełnić ich prośbę, choć według mojego rozpoznania zmiany w ośrodkach, które faktycznie od tego czasu zaszły, nie dotyczyły
istoty zagadnienia poruszonego w tym tekście.
Podsumowując tą część wywodów, trzeba ponownie zauważyć, że w Polsce,
w przeciwieństwie do wielu innych krajów zachodnich, zatrudnianie absolwentów etnologii i antropologii kulturowej przez organizacje wchodzące do
szeroko rozumianej służby publicznej nie jest jeszcze powszechne. Tego typu
badania są często u nas wykonywane przez socjologów. Wielu zlecających ma
przekonanie o większej wiarygodności badań ilościowych, panuje mit „twardych
danych”, których symbolem są liczby, tabele, wykresy. Tymczasem obiektywizm
liczb jest często złudzeniem. Nawet w przypadku wspomnianych wyżej badań
na zlecenie PAH poproszono mnie o przeprowadzenie ich razem z socjologiem,
gdyż wyniki powinny zawierać „twarde dane”. Brak jest w dalszym ciągu szerszego zrozumienia, że badania ilościowe i jakościowe mają zupełnie inne cele.
O ile te pierwsze służą do testowania hipotez i uogólniania wyników na całą
populację, to te drugie poszukują zrozumienia badanych zjawisk, odpowiedzi
na pytania dlaczego, odkrycia tego, co na co dzień niewidoczne, a na tego
typu pytania organizacje często poszukują odpowiedzi. Stąd jest tylko kwestią
czasu, kiedy wiedza ta będzie w Polsce powszechniejsza.
Inną kwestią obecną w całej antropologii stosowanej jest za każdym
razem problem przekładania wyników badań na konkretne rekomendacje.
Zakładają one z góry uproszczenie pewnych kwestii, co prowadzi do konfliktu
z rozumieniem tych spraw na gruncie antropologii. Przykładem może być tu
kwestia integracji cudzoziemców albo ostatnio dyskutowana kwestia tzw. mowy
nienawiści na forum Komisji Ekspertów ds. Migrantów przy rzeczniku Praw
Obywatelskich. Praktycy oczekują tu prostych zaleceń, co np. bezwzględnie
zakazać, co można tolerować, a w jakich sprawach należy cudzoziemcom wyjść
naprzeciw. Nie rozumieją zwykle, że kultura nie jest zbiorem rzeczy, którą
można mechanicznie zmieniać. Coś dodawać lub odejmować i do tego w trybie
administracyjnym. Antropolog nie chcąc praktykom doradzać co mają robić,
powinien ich umiejętnie inspirować, aby określone rozwiązania padły raczej

170

Maciej Ząbek

z ich ust niż ze strony antropologa. Nie może jednak bez przerwy określonej
kwestii problematyzować, gdyż wówczas sama obecność antropologa w tego
typu gremiach staje się problematyczna.

Antropologia stosowana w wojsku i na wojnie
Formą zaangażowania antropologów w sprawy publiczne, budzącą zaciekawienie, ale wywołującą też wiele emocji i kontrowersji, jest ich praca
dla wojska, policji czy wywiadu. Nie potrzeba tu już chyba tłumaczyć, że
antropolog nauczony wnikania w rozmaite środowiska tubylcze, potrafiący
odkrywać to, co ukryte, może być osobą w tych służbach bardzo pożądaną.
Z drugiej jednak strony jego kodeks zawodowy nie pozwala na wykorzystywanie
tych umiejętności przeciw swoim własnym rozmówcom. Nic więc dziwnego,
że od początku tego typu zastosowanie antropologii zostało potępione przez
autorytety antropologiczne. Franz Boas już w 1919 roku w artykule Scientists
as spies (2005) potępił czterech antropologów, którzy pod pozorem badań terenowych prowadzili w czasie I wojny światowej działalność wywiadowczą na
terenie Ameryki Środkowej. Wyraził wówczas zdanie, podzielane do dziś przez
część antropologów, że wykorzystywanie antropologii do celów politycznych
to zdrada nauki i narażenie wiarygodności badań terenowych. Amerykańskie Towarzystwo Antropologiczne odparło wówczas ten atak twierdząc, że
w używaniu antropologii w służbie własnemu krajowi z pobudek patriotycznych nie widzi nic niestosownego, a sam Boas został usunięty nawet z rady
Towarzystwa (Price 2000).
Do czasów II wojny światowej zaangażowanie antropologów w armii nie
było jednak szerzej znane. Dopiero w jej trakcie wykorzystano zarówno patriotyzm, jak i konkretne ich umiejętności. Prawie 300 amerykańskich antropologów uczestniczyło w ten lub inny sposób w wysiłku wojennym swej ojczyzny
(Kluckhohn 1949, s. 168–195; Mead 1977, s. 149). Do ich grona należała
także Ruth Benedict, której słynna książka The Chrysanthemum and the Sword:
Patterns of Japanese Culture (1946, wyd. pol. 1999) także została napisana na
zlecenie armii. Uznanie dla ich ekspertyz sprawiło, że wzrosło zapotrzebowanie
na antropologów ze strony samego państwa i jego instytucji, a nauka ta zyskała
sobie w Stanach Zjednoczonych dużą popularność i rangę.
Udział antropologów w zbiorowym wysiłku podjętym przez państwo przeciwko totalitaryzmowi i rasizmowi ucieleśnianemu przez niemiecki nazizm
i japoński militaryzm nie budził w tym czasie niczyich obiekcji. W przypadku akcji militarnych USA w okresie zimnowojennym i współczesnej wojnie
z terroryzmem było już inaczej. Niemniej antropologów amerykańskich do

Antropolog w służbie publicznej

171

celów militarnych wykorzystywano jeszcze niejednokrotnie. W Wietnamie
w ramach programu Phoenix włączano ich do specjalnych plutonów piechoty
morskiej, które zamieszkiwały w wietnamskich wioskach (Price 2007). Antropolodzy nawiązywali realny kontakt z miejscową ludnością i prowadzili
taktyczne rozpoznanie. Dostarczali informacji na temat osób podejrzanych
o kontakty z siłami komunistycznymi w celu ich późniejszej „neutralizacji”.
W latach sześćdziesiątych przygotowywano, ostatecznie zarzucony, projekt
Camelot w celu zbierania informacji w krajach Trzeciego Świata o mogących
pojawić się konfliktach etnicznych i społecznych oraz określeniu ich przyczyn.
Dopiero w czasie wojny w Iraku i Afganistanie w 2005 r. Pentagon ponownie
sięgnął po antropologów. Antropolożki Montgomery McFate i Andrea Jackson
przyczyniły się do stworzenia programu pod nazwą Human Terrain System
(HTS), którego zadaniem było zniwelowanie braków świadomości kulturowej
na poziomie taktycznym przez dostarczenie dowódcom brygad pomocy przy
podejmowaniu decyzji operacyjnych adekwatnych do warunków kulturowych
i środowiskowych na danym obszarze. Założeniem Systemu było, że drużyny
HTS nie biorą udziału w walce ani nie zbierają informacji wywiadowczych typu
wojskowego. W praktyce antropolodzy mieli po prostu rozmawiać z ludźmi,
rozpoznając problemy, do których rozpoznania wojskowi nie byli szkoleni.
System zdawał egzamin. Niewielkim sześcioosobowym oddziałom, w skład
w których wchodził antropolog, docierającym do irackich i afgańskich wiosek
udawało się nawiązać znacznie głębszy kontakt z lokalną ludnością niż było to
do tej pory. Antropolodzy zauważyli np., że ludność niektórych wiosek wcale
nie zawsze popiera talibów, ale potrzebują oni wsparcia, aby się im oprzeć
albo dodatkowych źródeł zarobkowania, aby żołd w oddziałach Talibanu nie
był czynnikiem zachęcającym młodych do wstąpienia w ich szeregi. Niekiedy, jak to odkryły drużyny HTS, wystarczyło porozmawiać z miejscowymi
mułłami, zorganizować częstsze patrole, szkolenia zawodowe albo nawet
podarować siatkę do gry w siatkówkę, aby starszyzna danej wioski przestała
talibów wspierać4.
Obecność antropologów w oddziałach wojskowych w Afganistanie okazała się mieć, podobnie jak wcześniej w czasie II wojny światowej i wojny
w Wietnamie, wymierne efekty. Odnotowano spadek misji typowo bojowych,
w poszczególnych przypadkach nawet o 60–70%5. Nic więc dziwnego, że posta4
 Liczba publikacji internetowych dotyczących HTS jest ogromna. Patrz m.in.: http://humanterrainsystem.army.mil/impacts.html (lipiec 2011).
5
 Więcej na stronie: www.openanthropology.wordpress.com, gdzie zamieszczono liczne
artykuły dotyczące HTS.

172

Maciej Ząbek

nowiono rozszerzyć program, włączając antropologów do każdej z 26 brygad
stacjonujących w Afganistanie.
Ryzyko związane z wojną (w ciągu 4 pierwszych lat działania Systemu
zginęło trzech antropologów) i wysokie, przynajmniej z założenia, wymagania
sprawiają jednak, że antropolodzy, mimo dobrych zarobków nie palą się do tej
pracy. Wymagane jest obywatelstwo amerykańskie, znajomość języka regionu,
możliwość wyjazdu na 6–9 miesięcy i wysoka sprawność fizyczna (zdolność
do pracy przy małej ilości snu, noszenie obciążenia do 22 kg, mała wrażliwość
na warunki pogodowe i nie posiadanie więcej niż 40% tłuszczu w ogólnej
masie ciała). W praktyce, jak można dowiedzieć się z blogów, nie wszystkie
te kryteria są szczegółowo sprawdzane (Ephron, Spring 2008).
Ministerstwo Obrony Stanów Zjednoczonych przystąpiło zatem do realizacji projektu Minerva, zakładającego kształcenie wysoko kwalifikowanych
specjalistów w zakresie bezpieczeństwa na obszarach wysokiego ryzyka. Pod
uwagę wzięte zostały przede wszystkim kraje muzułmańskie i Chiny. Przystąpiono także z udziałem antropologów do tworzenia baz danych znaczących
osób w danych regionach, lokalnych struktur społecznych, nieformalnych
powiązań między klanami, funkcjonowania lokalnej gospodarki czy transportu
publicznego.
Interesujące jest jednak, że mimo docenienia przez amerykańskich wojskowych przydatności antropologów w działaniach militarnych, nie byli oni przez
armię wykorzystywani na szczeblu wyższym niż taktyczny. Decyzja inwazji na
Irak czy Afganistan nie była poprzedzona odpowiednimi badaniami (McFate
2011). Nie są znane przykłady, aby korzystano z ich ekspertyz przy podejmowaniu decyzji strategicznych. Być może to jest przyczyną, że choć armia
amerykańska wygrywa prawie wszystkie bitwy, to jednak przegrywa wojny.
Gdyby pytano antropologów, być może do niektórych wojen by nie doszło,
a jeśli już, to wiedziano by może, jak je wygrać. Tym bardziej, że w tekstach
typowo akademickich o wojnie w Afganistanie nie brakuje interesujących
pomysłów. Przykładowo psycholog kulturowy Karl Slaikeu (2009), pracujący
w Afganistanie jako mediator, proponuje działania polegające na opanowywaniu
każdej wioski z osobna i zapewnianiu jej mieszkańcom 100% bezpieczeństwa,
w tym wyraźną poprawę ich dobrobytu. Przy czym to mieszkańcy mieliby
decydować, co ma ulec poprawie (higiena, zdrowie, edukacja czy utrzymanie
rodziny). Nowe, odmienione wioski byłyby dla sąsiadów przykładem tego, jak
Afganistan może wyglądać po wygranej wojnie z talibami. Z kolei antropolog
wojny, badacz radykalnego islamu Ronald Holt (2009) proponuje, aby żołnierze
mieszkali z wieśniakami pod jednym dachem, pomagając miejscowej ludności swymi umiejętnościami, w ten sposób przekształcając ich w sojuszników.

Antropolog w służbie publicznej

173

Inną propozycją jest, aby szkolić, uzbrajać i opłacać wiejskie milicje, a dolary
wsparte rozpoznaniem antropologicznym powinny wygrać z dżihadem. Wbrew
pozorom rozwiązanie takie byłoby tańsze i przede wszystkim nawiązujące
poniekąd do sprawdzonych brytyjskich rozwiązań sprzed 100 lat.
Inną kwestią jest fakt, że projekty typu HTS czy Minerva budzą od samego
początku krytykę ze strony samych antropologów. Amerykańskie Towarzystwo
Antropologiczne po II wojnie światowej wycofało się ze swojego wcześniejszego
stanowiska i przyznało rację tezom Boasa. Kodeks etyczny, które przyjęło w 1971
roku, zakłada odpowiedzialność antropologa wobec badanych, stawianie ich
interesów na pierwszym miejscu w trakcie konfliktu, ochronę rozmówców oraz
szanowanie ich godności i prywatności. W 2007 roku Towarzystwo oficjalnie
potępiło udział antropologów w HTS, podkreślając, że obowiązkiem ich jest
przede wszystkim nie szkodzić osobom badanym i wyjaśnić kim się jest i w jakim
celu zbiera się informacje. Organizacja ta podkreśla, że antropolog w żadnym
wypadku nie powinien angażować się w pracę niejawną, naruszającą zaufanie
rozmówców, mogącą przyczynić się do krzywdy innych ludzi.
Antropolożka McFate stara się odpierać ataki na HTS, dowodząc, że
wspomniane drużyny działają jawnie, a pracujący w Systemie antropolodzy
przestrzegają podstawowych zasad etycznych. Nikt poza tym nie jest zmuszony do rozmawiania z przedstawicielami HTS. Wymiernym zaś rezultatem
„antropologizacji armii” jest spadek operacji ze skutkiem śmiertelnym. Wiedza
zaś z zakresu społeczno-kulturowych uwarunkowań może przyczynić się do
ograniczenia niepotrzebnej przemocy (McFate 2011).
Niemniej dylematy moralne, mimo tych argumentów, pozostaną, a każdy
z antropologów musi sam je rozstrzygać we własnym sumieniu. Musi odpowiedzieć sobie przede wszystkim, na ile działanie w służbie swojego państwa
i dla jego obrony są jego obywatelskim obowiązkiem, tak jak w czasie II wojny
światowej, a na ile wyłącznie realizacją imperialnych interesów i ukrytych
tendencji neokolonialnych. Na ile antropolog ma bronić zachowań tubylców
niezależnie od tego, co właściwie oni robią, a na ile uczestniczyć w próbie
ich zmiany. Pytania te nie dotyczą tylko dzisiejszej walki z terroryzmem, ale
i starych tematów tego typu, jak np. okaleczenia genitalne. Działać na rzecz
zmiany czy tylko tłumaczyć punkt widzenia tubylców. To są dylematy z zakresu
relatywizmu kulturowego, znane co najmniej od czasów Boasa.
Kończąc, można tylko stwierdzić, że polski antropolog nie będzie musiał
takich dylematów jeszcze rozstrzygać, ponieważ polska armia w przypadku
wyjazdu żołnierzy na misje stabilizacyjne ogranicza się tylko do zorganizowania im wykładów dotyczących sytuacji w regionie i wynajęcia tłumaczy.
Tymczasem udział antropologa w armii jest nie tylko przydatny w działaniach

174

Maciej Ząbek

typowo militarnych, ale także w misjach stabilizacyjnych czy pokojowych,
w których polscy żołnierze w ciągu ostatnich dwóch dekad służyli dość masowo. Na potrzebę badań antropologicznych w tym kontekście zwracał uwagę
m.in. Amitav Ghosh (1994).
W Polsce powstało jak do tej pory kilka prac magisterskich dotyczących
wojska. Z ostatnich wymienić tu można studia w bazie Babilon w Iraku Anety
Baranowskiej (2009) czy w Kosowie Anny Janickiej (2003). Niestety na razie
nie była to jeszcze antropologia zastosowana. Temat wojny i wojska pozostaje jednak ciągle interesujący zarówno dla antropologii akademickiej, jak
i stosowanej, a armia, nawet polska, to ciągle potencjalny dla antropologów
pracodawca. Pozostaje mieć nadzieję, że polscy dowódcy nauczą się czegoś od
swych amerykańskich kolegów i będą chcieli wykorzystać ich pomysły także
we własnej armii.

Rozwiązywanie konfliktów.
Negocjacje z udziałem antropologa
Nie ma zbiorowości ludzkich wolnych od konfliktów. Ludzie wykazują
głęboką skłonność do tworzenia grup wewnętrznych i zewnętrznych, a tam,
gdzie są takie grupy, dochodzi do napięć i problemów, gdyż jako istoty społeczne
instynktownie opowiadamy się zawsze po jednej lub drugiej stronie. Całkowite
ich wyeliminowanie nie jest możliwe ani nawet pożądane. Obok negatywnych
skutków konflikty przyczyniają się niejednokrotnie do wzrostu motywacji, innowacyjności albo stanowią sygnał o złym funkcjonowaniu i dysfunkcjonalności
określonych systemów i obszarów. Przedłużające się i nierozwiązane konflikty
powodują jednak napięcia i niepokoje, obniżają efektywne osiąganie celów,
dezorganizują pracę, prowadzą niejednokrotnie do jawnej agresji zarówno na
poziomie grup, jak poszczególnych jednostek.
Podejmowane często tradycyjne strategie wobec konfliktów poprzez ich
ignorowanie, deprecjonowanie, separację, reorientację, czyli wskazanie tzw.
kozła ofiarnego i odwrócenie uwagi od istoty problemu, aż po otwartą walkę,
której wynikiem są wojny i konflikty zbrojne nie są uważane za metody efektywne. Za takie uchodzą natomiast negocjacje mające za zadanie rozpoznanie
sytuacji konfliktowych i podjęcie rokowań w celu osiągnięcia porozumienia,
zawarcia transakcji lub rozwiązania problemu między stronami konfliktu
(Sikorski 2005; Kamiński 2004).
We wszystkich negocjacjach jest jedna podstawowa zasada. Ten, kto wie
najwięcej – wygrywa. Dlatego zdiagnozowanie danej sytuacji, określenie
źródeł konfliktu, jego dynamiki i charakteru, poznanie historii związków mię-

Antropolog w służbie publicznej

175

dzy stronami i zrozumienie potrzeb drugiej strony należą do podstawowych
elementów przygotowania się do negocjacji. Kluczową kwestią odniesienia
sukcesu jest przy tym tzw. BATNA (Best Alternative to Negotiated Agreement),
czyli najlepsza alternatywa negocjowanego porozumienia, a innymi słowy
w miarę dokładne określenie zarówno swoich interesów, jak i przede wszystkim
interesów drugiej strony, leżących u podstaw sporu. Realna siła negocjacyjna
stron zależy przede wszystkim od tego, na ile atrakcyjne dla każdej z nich jest
lub nie jest osiągnięcie porozumienia (Fisher, Ury, Patton 2009, s. 148).
Absolwenci etnologii i antropologii kulturowej będąc wyczuleni na zrozumienie drugiego człowieka, dysponując szeroką wiedzą faktograficzną o różnych
grupach społecznych i kulturowych oraz mając umiejętność bezpośredniego
kontaktu z ludźmi, umiejąc słuchać i zadawać pytania, są potencjalnie dobrze
przygotowani do prowadzenia negocjacji, zwłaszcza typu międzykulturowego. Może brakować im tylko wiedzy i ćwiczeń z zakresu samych technik
negocjacyjnych.
Negocjacje dzielą się zazwyczaj na tzw. negocjacje pozycyjne – polegające na przetargu o stanowiska i integracyjne – będące procesem budowania
porozumienia na podstawie analizy interesów stron. Można je prowadzić
samodzielnie albo w zespole. W skład zespołu, poza szefem podejmującym
decyzje, wchodzi bardzo często ekspert w zakresie danego tematu lub analityk (tudzież doradca czy obserwator), którym może zostać oczywiście antropolog. Może on zostać także doproszony (zwłaszcza gdy negocjacje utkną
w martwym punkcie) również w charakterze mediatora6. Jeśli występuje jako
strona w konflikcie, może dostać zlecenie przeprowadzenia badań dotyczących
strony przeciwnej.
W negocjacjach pozycyjnych celem jest dojście do punktu docelowego czyli
punktu oporu drugiej strony. Na początku mamy zwykle do czynienia z tzw.
pierwszą ofertą, ale przystępując do negocjacji zakładamy, że strona gotowa
jest pójść na ustępstwa. Nie podejmuje negocjacji ten, kto nie chce ustępować.
Różnica między pierwszą ofertą a punktem oporu to właśnie obszar negocjacyjnego porozumienia. Można jednak próbować zmienić ten punkt oporu,
w najgorszym razie trzeba zawsze próbować się do niego zbliżyć. Dobrze jest
jednak wcześniej znać możliwy obszar negocjacyjnego porozumienia, a więc
poznać swojego rozmówcę, w tym celu etnograficzne ekspertyzy mogą być
wręcz niezastąpione.
6
Mediator to osoba trzecia, z założenia neutralna i bezstronna, której zadaniem jest
w bardziej poufny sposób dochodzenie do rozwiązania sporu i zawarcia satysfakcjonującego
obie strony porozumienia.

176

Maciej Ząbek

Przykładem klasycznych negocjacji pozycyjnych są oczywiście negocjacje
cenowe, a te, do których dochodzi na arabskim targowisku, mogą być wręcz
wzorcem tego typu negocjacji. Arabowie uwielbiają negocjować, umiejętność
targowania się jest częścią ich kultury. Mają dobrze wystudiowane czynienie
ustępstw i taktyk w rodzaju podpuszczania czy ociągania się z podjęciem
decyzji. Negocjują też do samego końca, nawet wówczas, gdy wydaje się, że
transakcja została już zawarta. Nic więc dziwnego, że arabski kupiec europejskiemu turyście jest w stanie zazwyczaj sprzedać dużo więcej niż on miał
zamiar kupić i to za cenę wyższą niż ten był gotów początkowo zapłacić.
Pamiętać jednak trzeba, że negocjacje mogą dotyczyć różnych kwestii
konfliktowych nie tylko z zakresu kupna i sprzedaży czy ogólnie rzecz biorąc
kwestii biznesowych. W zasadzie zdarzają się we wszystkich aspektach życia,
a pracując w szeroko rozumianej służbie publicznej, będąc przedstawicielem
administracji, policji czy organizacji pozarządowej ma się z nimi do czynienia
wręcz na co dzień. Najczęściej dotyczą kwestii banalnych, np. terminu wydania
decyzji administracyjnej, czy zakresu udzielenia świadczeń społecznych. Błędem negocjacyjnym jest tu zwykle wykazanie niezrozumienia drugiej strony
i ograniczenie się do wyjaśnień formalnych. Prowadzi to zwykle do zaognienia
konfliktu. Obietnica przyspieszenia procedury, wykazanie zrozumienia, empatii i współczucia jest tu strategią o wiele bardziej pożądaną, prowadzącą
do rozładowania konfliktu, nawet jeśli z praktycznego punktu widzenia nie
zmienia to sytuacji petenta.
Poważniejsze negocjacje dotyczą jednak konfliktów będących już w stanie
znacznego zaawansowania, jak protesty czy strajki różnych grup lokalnych,
zawodowych, etnicznych czy religijnych, gdzie żądania nie dotyczą tylko postulatów płacowych, ale np. zachowania różnych przywilejów czy równego
traktowania. Mogą dotyczyć też takich kwestii konfliktowych, jak np. zgoda
lokalnej społeczności na budowę autostrady, zapory wodnej czy rozszerzenia
obszaru parku narodowego oraz poziomu ewentualnych rekompensat z tego
tytułu. Przykładem znanym mi z własnego doświadczenia może być strajk
osób ubiegających się o status uchodźcy, mieszkających w ośrodku pobytowym
w Polsce. Postulatem protestujących było zezwolenie na legalne opuszczenie
przez nich Polski i możliwość ubiegania się o status uchodźcy w innych krajach
Unii Europejskiej. Przedstawiciele Urzędu ds. Cudzoziemców, po rozpoznaniu
sprawy założyli, że ubiegający się dobrze zdają sobie sprawę, że władze nie
przyjmą tego typu żądań, chociażby z powodu obowiązującej konwencji dublińskiej. Trzymając się więc swego stanowiska, zaproponowali protestującym
tylko nieznaczną poprawę warunków w ośrodku. Usłyszeli wówczas listę żądań dotyczących kwestii związanych zarówno z zarządzaniem ośrodkiem, jak

Antropolog w służbie publicznej

177

i szybszego wydawania decyzji statusowych. W tym przypadku po miesiącu
przetargów udało się zakończyć protest niezobowiązującą obietnicą ze strony
Urzędu przyspieszenia procedur i przeniesienia na inne stanowisko nielubianego kierownika ośrodka. Niemniej nie jest to najlepszy sposób rozwiązywania
sporów. Nie prowadzi on bowiem do trwałego porozumienia, ale co najwyżej
do przesunięcia rozwiązania konfliktu aż do następnego strajku.
Strony nie zawsze chcą ustępować w tak prosty sposób, a chcąc zwiększyć
szanse na porozumienie korzystne dla siebie, stosują klasyczne taktyki opóźniania rozmów, obstrukcjonizm, straszenie odejściem od stołu, czy klasyczną
grę w tak zwanego dobrego lub złego policjanta i inne podobne posunięcia.
Co więcej, gdy negocjatorzy targują się wokół stanowisk, zazwyczaj zamykają
się w nich. Jest to widoczne zwłaszcza ze strony przedstawicieli administracji
rządowej, którzy nie chcąc stracić twarzy i w trakcie negocjacji zwykle coraz
bardziej identyfikują się ze swoim stanowiskiem. Sprawia to, że efektywne
rozwiązanie sporu, czyli takie, gdzie osiąga się pogodzenie interesów obu
stron, jest właściwie niemożliwe (Fisher, Urry, Patton 2009, s. 35).
Antropolog będący ekspertem w takim sporze, niezależnie od tego czy
pracuje dla Urzędu czy został wynajęty przez którąś z organizacji pozarządowych do pomocy uchodźcom, będzie miał, jak na wojnie, dylematy etyczne,
jeśli jest zaangażowany w interesie tylko jednej ze stron. Dlatego powinien on
dążyć do zmiany formuły negocjacji na negocjacje typu integracyjnego, polegające na dokładnej analizie rzeczywistych potrzeb stron, gdzie tym bardziej
jego kompetencje mogą zostać docenione.
Podręcznikowym, udanym przykładem odejścia od przetargu pozycyjnego
były negocjacje pokojowe między Egiptem i Izraelem w Camp David. Egipt
pragnął odzyskać utracone terytoria na Synaju, a Izrael nie chciał utraty bezpieczeństwa. Konieczne było znalezienie takiego rozwiązania, które zapewniłoby realizację żądań obu stron konfliktu. Znaleziono ją w formule integracji
terytorialnej Egiptu w zamian za bezpieczeństwo Izraela. Egipt odzyskał
Półwysep Synaj, ale za cenę jego demilitaryzacji.
W przypadku konfliktu służb migracyjnych z poszukiwaczami azylu,
potrzeby tych pierwszych są zogniskowane na przestrzeganiu prawa, umów
międzynarodowych i przyjętych procedur. Natomiast prawdziwy interes ubiegających się o azyl polega na tym, aby wyrwać się z niekończącej się wegetacji
w ośrodku i rozpocząć prawdziwe życie. Pozostaje więc wiele miejsca dla
negocjacyjnego porozumienia. Dzięki wewnętrznej restrukturyzacji urzędu
można skrócić procedury statusowe do ustawowego minimum, a w przypadku przedłużającego się oczekiwania dać ubiegającym się prawo do pracy, jak
również prawo mieszkania poza ośrodkiem, nie naruszając przy tym obowią-

178

Maciej Ząbek

zującego prawa. Postulaty te po latach częściowo zostały zrealizowane, co
znacząco zredukowało liczbę strajków w ośrodkach. Możliwe jest więc osiąganie
mądrych porozumień, które umożliwiają realizację uzasadnionych interesów
stron w maksymalnym stopniu w zakresie tego co możliwe i względnie trwale
rozwiązują konflikt interesów. Należy jednak zmierzać nie tyle do zwycięstwa,
ile do obustronnej satysfakcji. W przypadkach naprawdę trudnych trzeba wyjść
do drugiej strony z atrakcyjną propozycją, zbudować dla niej „złoty most”, jak
zalecał Sun Tzu, aby mogła się wycofać, wciągnąć w tworzenie porozumienia
i pomóc w zachowaniu twarzy (Ury 2009, s. 122–176). Przy rozwiązywaniu
konfliktów zarówno na gruncie biznesowym, jak i tym bardziej w sferze publicznej tylko tego typu negocjacje mogą być naprawdę efektywne.
Antropolog, jeśli zostanie zatrudniony w charakterze negocjatora, to jednak
przede wszystkim z uwagi na to, że jest uznany za specjalistę od stosunków
międzykulturowych. Znaczenie różnic kulturowych przy podejmowaniu negocjacji, zwłaszcza z obcokrajowcami, dostrzegają niemal wszyscy autorzy
podręczników na ten temat. Podkreślają oni coraz częściej bariery, jakie wynikają z faktu z odmienności stylów i celów negocjacji, które uwarunkowane
są kulturowo oraz kosztów, jakie z tego tytułu muszą ponosić. Próbują jednak
uporać się z tematem samodzielnie, czego skutki są podobne, jak w przypadku
tych organizacji, które próbują samodzielnie przeprowadzić badania jakościowe. Amerykańska specjalistka od konfliktów, polityki publicznej i negocjacji
antropolożka Jayne Docherty przyrównuje to do próby nauczenia się angielskiego przez wkuwanie słówek ze słownika bez znajomości gramatyki (2004,
s. 711). Sposób rozumienia kultury w popularnych książkach o negocjacjach
jest daleki od antropologicznego, zawierając szereg błędnych założeń na ten
temat. Ich autorzy widzą zwykle to, co na powierzchni, nie uwzględniając przy
tym dynamiki i zmienności kultury. Powstają w ten sposób pewne katalogi
nakazów, zakazów i uwag, o których negocjator powinien pamiętać, w stylu:
naucz się podstawowych zwrotów i poszukaj informacji w Internecie, szanuj
różnice kulturowe, zwracaj uwagę na mowę ciała, pamiętaj, że Hiszpanie mają
skłonność do czynienia obietnic, a Francuzi do stosowania gróźb, Niemcy są
konkretni, a Rosjanie nie uznają kompromisów, jeśli spotkasz Japończyka, to
ukłoń się głęboko, a w przypadku Araba uważaj przy zapraszaniu go na obiad.
W ramach tych katalogów sporządza się też oddzielnie zbiór wskazówek dotyczących rozmawiania z płcią przeciwną7.
7
Dobrym przykładem tego typu zaleceń są np. książki Michaela Donaldsona, Negocjacje
dla bystrzaków (2008), Magdaleny Kendik, Negocjacje międzynarodowe (2009) czy też Grażyny
Rosa, Komunikacja i negocjacje w biznesie (2009).

Antropolog w służbie publicznej

179

Bardziej wyrafinowane podejście do kultury w podręcznikach do negocjacji
polega na przedstawianiu listy cech dychotomicznych kultur, które dzielą je na
wysoko i nisko kontekstowe, indywidualistyczne i kolektywistyczne, egalitarne
i hierarchiczne, protransakcyjne i propartnerskie, o długim i krótkim horyzoncie czasowym8. I dopiero w tym kontekście opisywane są ich cechy przydatne
z punktu widzenia negocjatorów. Tłumaczą one zainteresowanym czytelnikom, dlaczego przedstawiciel kultury wysokiego kontekstu, np. Chińczyk, nie
oczekuje zapisania w umowie wszystkich wynegocjowanych szczegółów, gdyż
opiera się często na komunikacji pośredniej, np. poprzez niewerbalne gesty,
w przeciwieństwie do Amerykanina, przedstawiciela kultury niskiego kontekstu, dla którego umowa to rodzaj instrukcji obsługi danego przedsięwzięcia,
w której wszystko musi być dokładnie wyszczególnione. Przedstawiciele z kolei
kultur egalitarnych są mniej wrażliwi na kwestie rangi i przywileje niż kultur
hierarchicznych. Reprezentantów kultury indywidualistycznej może z kolei
mniej martwić odchodzące od konwenansu zachowanie strony przeciwnej
niż negocjatorów z kultury kolektywistycznej. Ci pierwsi w przeciwieństwie
do drugich nastawieni są na zawarcie jednorazowej transakcji, nie mają potrzeby trwałych kontaktów, słabo są zainteresowani rezultatem drugiej strony.
Przedstawiciele kultur protransakcyjnych, jak np. Skandynawowie, są zwykle
skupieni na zadaniach, a propartnerskich, jak kultury arabskie czy latynoamerykańskie – na ludziach, na ustanowieniu dobrych relacji między nimi. Stąd
niejednokrotnie zdarzało się, że negocjatorzy arabscy zrywali uzgodniony już
kontrakt, jeśli do jego podpisania wysyłano osobę, która tego z nimi nie negocjowała, a więc nie była z nimi wcześniej zaprzyjaźniona. W tym wszystkim
zauważa się także niezmiernie istotne różnice, jeśli idzie o percepcję czasu.
Istnieją kultury, jak np. chińska, o długim horyzoncie czasowym i krótkim,
jak np. amerykańska. Podejście do czasu mierzone jest nawet tzw. wskaźnikiem LTO (long term orientation), który dla tych pierwszych wynosi 118,
a dla tych drugich tylko 29, co obrazuje różnice w podejściu do negocjacji,
ale też i w przestrzeganiu terminów. Przykładem tego typu różnic może być
historyczny fakt zupełnie innego podejścia do negocjacji pokojowych między
Wietnamem a Stanami Zjednoczonymi. Amerykanie przyjeżdżając do Paryża
wynajęli hotel na tydzień, Wietnamczycy zaś na 2,5 roku.
Zdaniem Jayne Docherty ten sposób jest o tyle lepszy, że nie tylko
zwiększa zdolność ze zdawania sobie sprawy ze znaczenia kultury w negocjacjach, ale przede wszystkim uświadamia stronom konfliktu, że oni sami
 Podziały te oparte są zwykle na koncepcjach Edwarda Halla (1959, 1966) i Geerta Hofstede (1997).
8

180

Maciej Ząbek

także posiadają kulturę (2004, s. 715). Doświadczamy jej bowiem zwykle
dopiero wtedy, gdy jesteśmy zmuszeni uznać, że nie wszyscy myślą w ten
sam sposób co my. Autorka przytacza przykład konfliktu we Francji na tle
noszenia symboli religijnych w szkole, kiedy to negocjacje wydają się w zasadzie niemożliwe, gdyż każda ze stron w trakcie rozmów stoi na gruncie
swojej kultury. Dla muzułmańskich uczniów i ich rodziców nakrycia głowy dla
dziewcząt są kwestią nienegocjowalną. Z drugiej strony francuscy urzędnicy
odmawiają imamom posiadania autorytetu i prawa do włączenia się w proces
negocjacji. Jak wówczas negocjować? Możemy się wówczas skupić, twierdzi
badaczka, na tym, co druga strona robi źle wobec nas. Postuluje raz jeszcze
przede wszystkim uczenie kultury negocjatorów w taki sposób, aby podnieść
u nich świadomość własnej kultury, a także uznania tego, że kultury nie
muszą odnosić się wyłącznie do etnosów, ale także do grup zawodowych,
organizacji i innych lokalnych grup. Nawet spotkanie dwóch osób może być
wielokulturowe, gdyż po pierwsze każda z nich może należeć do wielu grup.
Po drugie ważne jest, aby w procesie negocjacji pomóc zrozumieć uczestnikom mechanizmy, które przekazują kulturę i po trzecie – prawie nigdy dana
kultura nie jest w całości podzielana przez wszystkich członków danej grupy.
Jednostki mają zdolność selektywnego jej przyjmowania i dostosowywania
się do wielu kultur. Stąd nie można zakładać, że każda osoba z kultury X zrobi y. Dlatego każde międzykulturowe spotkanie, jakim są często posiedzenia
negocjacyjne, wymaga dużej dozy improwizacji, doświadczenia i po prostu
„zdrowego rozsądku”. A także pamiętania, że żadnej z kultur nie są obce
konflikty, choć nie wszystkie te same problemy spostrzegają jako konflikt
lub mają te same założenia, jak ludzie powinni na nie reagować. Autorka,
której misją jest, jak sama pisze, wykorzystać pozytywną energię konfliktu,
jednocześnie minimalizując jej destrukcyjny potencjał, twierdzi, że wszyscy
mimo wszystko należymy do jednej kultury ogólnoludzkiej, dlatego mimo
różnic możliwe jest rozwiązywanie konfliktów i strategiczne budowanie
pokoju (Docherty 2004, s. 711–722).
Kończąc ten podrozdział, należy zauważyć, że udział antropologów
w zespołach negocjacyjnych nie stał się jeszcze normą ani na gruncie międzynarodowym, ani tym bardziej krajowym. Niemniej od dawna uczestniczą oni
często w charakterze mediatorów między różnymi społecznościami tubylczymi a władzą państwową, samorządową, organizacjami pozarządowymi lub
firmami prywatnymi, np. firmami turystycznymi, ale też wszelkiego rodzaju
inwestorami.
Wspomnieć można jeszcze, że antropolożka Hazel Weidman (1976) rozwinęła koncepcję pośrednictwa kulturowego (cultural brokerage) w odniesieniu

Antropolog w służbie publicznej

181

do instytucji pomocy społecznej i ochrony zdrowia. Stwierdziła ona istnienie
różnych, konkurujących ze sobą systemów w obrębie kultury zdrowotnej,
zależnej od etniczności i zaplecza kulturowego jednostek w nią zaangażowanych. Stwierdzenie to pozwoliło jej na stworzenie projektu interwencyjnego,
którego celem była zmiana relacji pomiędzy koegzystującymi systemami,
a w konsekwencji dostosowanie publicznej opieki zdrowotnej do potrzeb grup
mniejszościowych. Wykreowała w ramach programu zdrowotnego Departamentu Psychiatrii Uniwersytetu w Miami zawód tzw. brokera kulturowego,
czyli osoby, która ułatwia ludziom przekraczanie granic z jednej kultury do
drugiej. Brokerami kulturowymi powinny zostawać osoby znające obie kultury,
ale niekoniecznie bikulturowe, doświadczające pewnego dystansu wobec ich
obu, czyli np. socjolodzy lub antropolodzy (Willingen 2002).
Należy mieć nadzieję, że dzięki wzrostowi świadomości roli czynników
kulturowych, zwłaszcza w międzynarodowych negocjacjach, a także przy
postępującej globalizacji biznesu i nieumiejętności radzenia sobie z kulturą
przez dotychczasowych ekspertów, będzie to potencjalnie duży rynek pracy
dla antropologów.

Od szkół po wioski tematyczne.
Inne przykłady zastosowań antropologii w służbie publicznej
Możliwych zastosowań antropologii, poza murami instytucji naukowych,
jest jeszcze wiele. Poniżej przedstawiam przykłady tylko kilku z nich, podejmowanych na zlecenie resortów rządowych lub instytucji samorządowych.
Edukacja
Pierwszym z nich mogą być przykłady zastosowań antropologii w edukacji, realizowane w Stanach Zjednoczonych. Ten kierunek wykorzystania
praktycznego antropologii poza medycyną i rolnictwem należy zresztą w tym
kraju do najczęstszych. Ma on poza tym długą tradycję, której początki można
datować od artykułu Niny Vandewalker opublikowanego w The American Journal of Sociology w 1898 r., postulującego konieczność połączenia pedagogiki
i studiów nad kulturą (Greenman 2005, s. 266). Ważną rolę w tej sprawie
odegrała książka Margaret Mead Coming of Age in Samoa (1928), wywierając
z czasem ogromny wpływ na pedagogikę na Zachodzie. Trwały związek natomiast między nią a antropologią datuje się w USA od konferencji w Carmel
Valley w 1954 r., z udziałem pedagogów i antropologów, gdzie po raz pierwszy wyraźnie stwierdzono, że antropologia może przyczynić się do poprawy
nauczania (Spindler 2000).

182

Maciej Ząbek

Antropolodzy w swym podejściu do edukacji od początku zwracali uwagę
przede wszystkim na środowisko pozaszkolne, edukację nieformalną i enkulturację, czyli po prostu w jaki sposób dzieci uczą się kultury (Greenman
2005, s. 263). Te badania otworzyły później drogę do dalszych szczegółowych
pytań: Jak i gdzie uczą się dzieci? Kim są nauczyciele? W jaki sposób zachodzą
zmiany w edukacji? Co się dzieje, gdy otrzymują one sprzeczne przekazy? Jak
powinna wyglądać edukacja w środowisku wielokulturowym?
Współcześni badacze zwracają szczególną uwagę na konteksty, które
mogą mieć wpływ na naukę i wychowanie dzieci, na znaczenie wpływu
rodziców i rodziny, miejsca zamieszkania i szeroko pojętego środowiska
pozaszkolnego. Antropolożka Nancy Greenman postuluje, aby kwestię nabywania kultury i rozpoznania całego środowiska edukacyjnego uczynić
zadaniem najważniejszym i dopiero z tej perspektywy podjąć się projektowania i realizacji programów, które przyczynią się do poprawy nauczania
(2005, s. 280).
Do podstawowych metod badawczych należą oczywiście rozmowy i obserwacja uczestnicząca, ale też i wywiady grupowe. Korzysta się też z materiałów
zastanych, tworzy filmy i dokumentację fotograficzną, wykorzystywaną później
w dyskusjach nad tematem. Badania mogą mieć miejsce zarówno w klasie
podczas zajęć szkolnych, na boisku, w trakcie wycieczek, jak i w czasie wolnym, nie tylko wśród uczniów, ale i ich rodziców czy konkretnej społeczności,
do której należą badane dzieci.
Obecnie działa w USA kilkaset placówek zajmujących się stosowaniem
antropologii w edukacji, m.in. Rada ds. Antropologii i Edukacji przy Amerykańskim Towarzystwie Antropologicznym z licznymi komisjami koordynującymi
projekty zgodnie ze swoim profilem. Otrzymują one szereg zleceń na tego typu
badania zarówno od konkretnych szkół, jak i agencji rządowych, organizacji
pozarządowych czy muzeów. Specjalnością ich są oczywiście badania etnograficzne prowadzone w szkołach, do których uczęszczają dzieci z mniejszości
etnicznych, w rezerwatach indiańskich, w obozach dla uchodźców czy w ogóle
wśród mniejszości imigranckich.
Przykładem takiej antropologii stosowanej w dziedzinie edukacji wielokulturowej mogą być badania Jerry’ego Lipka wśród Eskimosów Yup’ik i Theresy
McCarty wśród Indian Navajo, które miały za cel wypracować kompromis
pomiędzy ich kulturami i ich sposobami uczenia się a państwowym ustawodawstwem obowiązującym w edukacji (Lipka 1998, McCarty 2002). Były też
badania Nancy Greenman nad problemem dlaczego dziewczęta pochodzenia
latynoskiego i afrykańskiego nie odnosiły znaczących sukcesów w nauce,
zwłaszcza w przedmiotach ścisłych (2005) czy projekty prowadzone np. przez

Antropolog w służbie publicznej

183

Biuro Stosowanych Badań w Antropologii9 dotyczące tego, jak młodzież latynoamerykańska doświadcza różnych form nierówności w szkole albo w jaki
sposób dzieci uchodźców z Somalii przystosowują się do amerykańskiej szkoły
i co ona może zrobić, aby ułatwić im adaptację.
Wyniki tych i innych badań wprowadza się w życie. Mają one przede
wszystkim na celu stworzenie przyjaźniejszego i efektywniejszego środowiska
sprzyjającego nauczaniu. Należy jednak podkreślić, że podobnie jak w innych
projektach antropologii stosowanej, nie wszystkie miały pozytywne konsekwencje. Badacze i ich sponsorzy też mają kulturę i to ona wpływa często na
wybory, których dokonują. Na te same kwestie różni antropolodzy mogą patrzeć z różnych perspektyw, tym bardziej, że w badanych społecznościach też
występują różne, często skrajnie odmienne głosy. Jedni popierają np. edukację
dwujęzyczną, inni tylko w zakresie języka rodzimego, a jeszcze inni opowiadają
się za nauką języka dominującego. Skutki mogą być różne, wzbudzające często
kontrowersje, stąd badacze zajmujący się antropologią stosowaną w edukacji
powinni mieć świadomość ich istnienia.
Na amerykańskim tle zaangażowanie polskich antropologów w edukację
prawie nie istnieje, choć wiadomo, że nasi absolwenci dość często podejmują
pracę w szkołach. Zazwyczaj jednak są tylko nauczycielami niektórych przedmiotów humanistycznych lub języków obcych, choć należy się spodziewać, że
używają również swojej wiedzy etnologicznej przynajmniej tak często, jak mają
ku temu okazję. Zapewne też wyjaśnianie zagadnień kulturowych przez nich
jest dużo bardziej profesjonalne niż innych nauczycieli. Najlepiej, jak trafiają
do gimnazjów i liceów niepaństwowych, gdzie istnieje nieco większa szansa
samodzielnego kształtowania programu, a nawet dołączenia do niego jakiegoś
wstępu do antropologii czy zajęć o mniejszościach etnicznych lub etnografii
regionu. Jest to oczywiście też pewien rodzaj stosowania antropologii, ale
niestety bardzo nieformalny.
Pewną szansę na zatrudnienie antropologów stwarzają także programy
związane z koniecznością przeprowadzenia badań w zakresie edukacji specjalistycznej, np. na temat społecznego kontekstu żywienia niemowląt w związku
z dość jednostronnym potraktowaniem tego tematu przez szkoły rodzenia.
Jedna z absolwentek etnologii warszawskiej wystąpiła z projektem tego typu
badań do Urzędu Miasta. Tego typu inicjatywy mają dużą szansę realizacji,
jeśli wniosek zostanie odpowiednio przedstawiony i uzasadniony. Jest to jednak jednocześnie przykład, że antropolog w Polsce sam musi wyjść z pewną
inicjatywą, musi przeszukiwać także strony internetowe różnych organizacji,
9

Bureau of Applied Research in Anthropology (BARA) założone w 1952 r. w Arizonie.

Maciej Ząbek

184

żeby dowiedzieć się o ogłaszanych konkursach na tego typu badania, a nie
tylko oczekiwać, że dana instytucja zgłosi się do niego sama z odpowiednim
zleceniem. Dotyczy to oczywiście nie tylko projektów z zakresu edukacji.
W ramach nowej podstawy programowej przewidziano wprowadzenie
obowiązkowej dla uczniów edukacji regionalnej w celu, jak napisano: „kształtowania trwałych więzi z małą ojczyzną, świadomości własnych korzeni,
odnajdywania w kulturze źródeł najistotniejszych wartości, zaangażowania
do aktywnego działania na rzecz środowiska” (Ministerstwo..., 2009). Może
to stanowić także pewne wyzwanie i szanse dla absolwentów etnologii, ale
zapytać można, dlaczego MEN nie zaangażował antropologów do współpracy
nad nową podstawą programową, aby sprawdzić choćby, jakie są społeczne
(lokalne) oczekiwania i potrzeby wobec proponowanych zajęć? Badań tego
typu jak amerykańskie, o ile mi wiadomo, nie prowadzi się jeszcze w Polsce,
choć niektórzy studenci i absolwenci robili już takie badania w ramach wolontariatu na zlecenie organizacji pozarządowych. Dotyczyły one przeważnie
problemów adaptacji cudzoziemców w szkole czy też źródeł powstawania
konfliktów międzykulturowych. Przykładem tych ostatnich mogą być badania
w ramach prowadzonych przez mnie warsztatów z antropologii stosowanej, na
zlecenie Fundacji Polskie Forum Migracyjne, w szkole w warszawskiej dzielnicy Targówek, do której uczęszczają dzieci czeczeńskie z pobliskiego ośrodka
dla uchodźców. Istnieje więc pewna szansa, że kiedyś staną się one normalną
praktyką, zwłaszcza w sytuacjach problemów kulturowych w szkole. W ramach
obowiązujących do niedawna minimów kształcenia na pedagogice przewidywano również wprowadzenie antropologii. Niestety, osobiście miałem okazję
zaobserwować, że wydziały pedagogiki przeznaczały na nie niewystarczającą
liczbę godzin albo w ogóle z nich rezygnowały. Podsumowując, trzeba stwierdzić,
że kontakt między antropologami i pedagogami jak dotychczas jest w Polsce
zbyt wątły i aby coś się zmieniło, trzeba go przede wszystkim rozszerzyć.
Rybołówstwo
Zupełnie innym przykładem na wykorzystanie antropologicznych badań
społeczno-kulturowych mogą być badania nad rybołówstwem na zlecenie
Departamentu Gospodarki Stanów Zjednoczonych10. Miały na celu z jednej
strony zaradzenie ubytkowi zasobów rybnych w oceanach, a z drugiej pomoc
w przetrwaniu lokalnych społeczności rybackich. Podjęcie tych badań wiązało
się z zakazem połowu mieczników na Hawajach, zagrażających populacji żółwi
Dokładnie przez jednostkę wchodzącą w jego skład zajmującą się łowiskami morskimi
i rybołówstwem (National Marine Fisheries Service http://www.nmfs.noaa.gov/).
10

Antropolog w służbie publicznej

185

morskich. Konsekwencją tego było jednak bankructwo lub zubożenie społeczności rybaków wyspecjalizowanych w połowach mieczników. Nie pomogły
dotacje rządowe i próba ich przejścia na połowy tuńczyków, gdyż pieniądze
z dotacji okazały się niewystarczające, a zmiana specjalizacji wymagała czasu,
aby nauczyć się nowych technik połowu (Allen, Gough 2006). Początkowo
nie uznawano tego za problem, ale po przegraniu kilku procesów sądowych
postanowiono jednak zbadać podłoże tego zjawiska, zlecając badania antropologom (Abbott-Jamieson, Clay, Colburn, 2006).
Badania nad rybołówstwem różnych grup tubylczych zawsze interesowały wielu antropologów, stąd i tym razem nie było problemu ze znalezieniem
chętnych, zwłaszcza gdy pojawiły się środki przeznaczone na ten cel. Zadali
oni podstawowe pytania o to, jak są zorganizowane społeczności rybackie?
Dlaczego rybacy podejmują się tego zawodu? Jak klasyfikują obszary swoich
połowów i ich faunę? Jak wygląda ich życie w różnych grupach etnicznych?
Jaki wpływ mają na nich działania rynkowe w skali globalnej?
W przypadku wspomnianych rybaków z Hawajów pochodzenia wietnamskiego pokazano, jak jedna decyzja administracyjna potrafi rozbić silnie dotąd
zintegrowaną społeczność rybacką, doprowadzić do kłótni wewnątrz rodzin,
zmusić kobiety do podjęcia pracy zarobkowej, wpłynąć negatywnie na wychowanie dzieci. Badania pokazały też dużą zdolność adaptacyjną badanej grupy,
ale za cenę zmiany miejsca zamieszkania (emigracji do Kalifornii) i obniżenia
dotychczasowego poziomu życia (Allen, Gough 2006). Porównawcze badania
przeprowadzone z kolei na Puerto Rico pokazały natomiast, jak wiedza lokalna
na temat środowiska morskiego może przyczynić się do wzbogacenia wiedzy
akademickiej w tym temacie. Ze studiów podjętych na tym terenie przez
antropologa Carlosa Garìa-Quijano wynika, że rybacy portorykańscy rozpoznają zadziwiająco dużą liczbę gatunków żyjących w wodach przybrzeżnych
i klasyfikują je według miejsca występowania i typów podwodnych środowisk.
Przyjęli też inną strategię niż rybacy z Hawajów, nie koncentrując się na
jednym gatunku, lecz na odławianiu różnych ryb i skorupiaków i utrzymując
się na rynku poprzez dostarczanie świeżych owoców morza wysokiej jakości
(Garìa-Quijano 2007).
Badania tego rodzaju pokazały, że specjalizacja w połowie określonego
gatunku staje się coraz bardziej ryzykowna, przyczynia się do naruszenia
równowagi w środowisku, a w rezultacie grozi utratą dotychczasowych łowisk. Strategia rybaków portorykańskich jest natomiast pewnym sposobem
zapobiegnięcia temu. Antropolodzy pokazali tu raz jeszcze, że są świetnymi
„tłumaczami” między społecznościami lokalnymi a naukowcami od ochrony
środowiska i administracją państwową. Dzięki dużej wartości danych zdo-

186

Maciej Ząbek

bytych dzięki tym badaniom, amerykańskie agencje rządowe obecnie stale
przyznają środki na prowadzenie badań nad rybołówstwem, które stają się
coraz popularniejsze wśród tamtejszych antropologów.
W Polsce niestety nikt nie zlecił antropologom przeprowadzenia badań
jakościowych na ten temat, choć akurat w kwestii rybołówstwa byłyby one
niesłychanie potrzebne i naglące, gdyż sytuacja polskich rybaków po wprowadzeniu przez Unię Europejską, w ramach tzw. Wspólnej Polityki Rybackiej,
kwot połowowych zbliżona jest do tych z Hawajów. Na etnologii warszawskiej
i szczecińskiej studenci podjęli badania tylko w ramach przygotowywanych
prac magisterskich. Niestety, pisane są na użytek wyłącznie akademicki, a nie
z uwagi na możliwość ich zastosowania11.
Domy spokojnej starości w Danii
Praktyczne stosowania antropologii nie ograniczają się tylko do obszaru
Stanów Zjednoczonych. Przykładem badań stosowanych w Europie mogą być
badania duńskich antropologów Jensa Kofoda i Anny Birkemose w domach
spokojnej starości (2004). Wykonane zostały one na zlecenie duńskiego Ministerstwa Zdrowia z uwagi na zaskakujący fakt stwierdzenia u pensjonariuszy
tych domów niedożywienia. Było to tym bardziej bulwersujące, że mamy tu
do czynienia z taką sytuacją nie w ubogim państwie Trzeciego Świata, lecz
w Danii, gdzie w tego typu domach panują wręcz doskonałe warunki i jest
oczywiście pod dostatkiem jedzenia. Każdy z lokatorów ma własny pokój, balkon
i ogródek, a kuchnia przygotowuje posiłki przynajmniej w dwóch zestawach.
Są organizowane zajęcia gimnastyczne, wycieczki, wieczorki taneczne i inne
imprezy okolicznościowe. A jednak u jednej trzeciej pensjonariuszy stwierdzono
niebezpieczny dla zdrowia spadek wagi ciała.
Władze próbowały się z tym problemem początkowo uporać same, tworząc
specjalne domy eksperymentalne, w których starano się włączyć pensjonariuszy do wspólnych zajęć, także przy gotowaniu, gdzie mieli się oni poczuć jak
we własnym domu. Dopiero gdy okazało się, że niechętnie włączają się oni
w takie zajęcia, a indeks ich masy ciała nie wzrósł znacząco, dopiero wówczas
rozwiązanie zagadki powierzono antropologom.
Antropolodzy na przykładzie czterech wybranych domów przeprowadzili
z ich mieszkańcami typowe badania etnograficzne na temat ich postrzegania
11
 Na etnologii warszawskiej jedna z tych prac została już obroniona: N. P u c i a t o, Jastanicy, przedsiębiorcy, ekolodzy i ryby – debata na temat zmian w rybołówstwie związanych
z wprowadzeniem Wspólnej Polityki Rybackiej, pod kierunkiem prof. UW, dr hab. A. MalewskiejSzałygin (archiwum IEiAK, UW).

Antropolog w służbie publicznej

187

życia w takich domach, relacji z innymi mieszkańcami i oczywiście ich opinii
na temat przygotowywanych tam posiłków.
Wyniki może były do przewidzenia, choć niekoniecznie w Danii, gdzie
tego typu domy opieki na seniorami stały się już czymś zupełnie naturalnym.
Rodzina oddająca swoich bliskich nie musi obawiać się krytyki otoczenia,
posądzenia o egoizm i brak troski, jak może zdarzyć się to jeszcze w Polsce.
Pozornie ludzie starsi też są zadowoleni z takiego rozwiązania. Rozmówcy
antropologów mówili im, że sami podjęli decyzję o przeprowadzce, gdyż nie
chcieli być dla nikogo ciężarem. Okazało się jednak, że był to wybór ich rodzin. To one planowały przeprowadzkę, wynajdywały odpowiednią placówkę
i załatwiały formalności. Tymczasem taka zmiana wiązała się z zawieszeniem
dotychczasowej roli społecznej i staniem się uzależnionym od personelu i regulaminów ośrodka pensjonariuszem. Dlatego podejmowali walkę o utrzymanie
odrobiny niezależności. Odmawiali uczestniczenia w różnych programach,
ponieważ traktowali je jak zamach na swoją niezależność. Najbardziej jednak
manifestowała się ona podczas posiłków, tym bardziej, że przy tej okazji byli
często na siłę wyciągani ze swoich pokojów albo karmieni przez personel.
Niejedzenie było więc jedną z nielicznych możliwych do zastosowania przez
nich form buntu i zachowania swojej autonomiczności. Mimo że personel
ciągle podkreślał, że w ośrodku panuje atmosfera domowa, to trudno było ją
za taką uznać w sytuacji, gdy stosunek do nich był paternalistyczny, jak do
małych dzieci. Istotne było także, że, jak pisze Kofod, nie tylko jedzenie jest
ważne, ale także z kim się je. A musieli oni jeść z ludźmi, z którymi z reguły
nie mieli nic wspólnego (2006).
Wniosek antropologów z tych badań był taki, że problemu niedożywienia
nie można rozpatrywać jedynie w kontekście medycznym lub kulinarnym.
W tym przypadku ważna była podmiotowość badanych, trudna czy wręcz
niemożliwa do zachowania w „instytucji typu totalnego”12. Pensjonariusze, nie
znajdując innego wyjścia z sytuacji, wybierali bierny opór, unikanie wszelkich
kontaktów i niejedzenie.
Podsumowując, antropolodzy wywiązali się z powierzonego im zadania
i odpowiedzieli na pytanie, dlaczego pensjonariusze domów spokojnej starości
chudną. Odpowiedzi na pytanie, jak temu zaradzić, zlecenie już nie przewidywało. Można podejrzewać tylko, że zleceniodawca, jak w innych tego typu
przypadkach, nie byłby z odpowiedzi zadowolony, jeśli wybiegałaby ona poza
12
 Nawiązanie do koncepcji E. Goffmana, który to „instytucjami totalnymi” nazywa wszystkie
te miejsca zamieszkania i pracy, gdzie większość przebywających tam osób prowadzi wspólnie
zamknięty i formalnie administrowany tryb życia (1961/1991).

188

Maciej Ząbek

dotychczasowy przyjęty i społecznie aprobowany system w postaci istnienia
instytucji domów spokojnej starości.
Wioski tematyczne
Ostatni z przytoczonych tu przykładów zastosowań antropologii dotyczy polskiej wsi i zarazem interwencji w jej życie kulturalne. Koncepcja „wsi
tematycznych” to idea ożywienia gospodarczego, polegająca na uczynieniu
danej miejscowości atrakcyjną dla ruchu turystycznego i swego rodzaju pomysł na zarabianie pieniędzy poprzez wykorzystanie specyfiki dziedzictwa
kulturowego i kapitału społecznego mieszkańców z określonych miejscowości
wiejskich. Polega głównie na wykorzystaniu popularności agroturystyki, ale
wobec terenów, na których pozornie nie ma nic szczególnie interesującego,
gdzie bez specjalnych zabiegów nie mogłaby się ona rozwijać. Zaletą tej
koncepcji rozwoju są niskie, przynajmniej na początku, nakłady finansowe
potrzebne na uruchomienie takich projektów i objęcie nim praktycznie całej
społeczności wiejskiej.
Idea wsi tematycznych, w której aktywnie uczestniczą antropolodzy, nie
jest nowa. Praktykowana jest już od dawna na terenie Stanów Zjednoczonych,
Francji, Niemiec czy Austrii. W Polsce pojawiła się dopiero od niedawna. Rozwija
się ona w odpowiedzi na kryzys lub wręcz upadek tradycyjnego rolnictwa, tam
gdzie lokalna społeczność nie była w stanie z różnych przyczyn dostosować
się do współczesnych zmian w tym sektorze.
W Polsce inicjatorem i koordynatorem projektu „Wioski tematyczne”
został Wacław Idziak13, który wraz z organizacjami pozarządowymi (Biurem
Partnerstwa „Razem”, Fundacją Wspomagania Wsi, Koszalińskim Towarzystwem Społeczno-Kulturalnym i innymi) pozyskał środki unijne z programu
operacyjnego EQUAL, Europejskiego Funduszu Społecznego do wprowadzenia
tej idei w życie.
Pierwszym etapem jest poznanie wspomnianego dziedzictwa kulturowego i ukrytego potencjału społecznego, istniejącego w danej społeczności
lokalnej oraz analiza potencjału zasobów lokalnych i sprawdzenie możliwości
ich wykorzystania. Następnym jest przeprowadzenie badań etnograficznych
i w razie potrzeby archiwalnych. Stąd współpraca realizatorów programu
z naukowcami i studentami antropologii. W trakcie badań, w których uczest13
 Wacław Idziak, naukowiec i działacz społeczny, zainteresowany kulturą wsi, wykładowca
socjologii i takich przedmiotów, jak zachowania organizacyjne czy zarządzanie rozwojem lokalnym na Politechnice Koszalińskiej i Wydziale Nauk Ekonomicznych i Zarządzania Uniwersytetu
Szczecińskiego.

Antropolog w służbie publicznej

189

niczą mieszkańcy wsi, dokonuje się wymiana wiedzy między badaczami
a badaną społecznością, w wyniku czego pojawia się oczekiwany efekt
sprzężenia zwrotnego i powstają w końcu pomysły na specjalizację danej
wsi. Największą trudnością są tu, jak pisze Wacław Idziak, bariery związane
z myśleniem, obawą narażenia się na śmieszność, jeśli się nie uda (2005).
Antropolog musi tu także wejść w rolę negocjatora, umiejętnie przekonywującego do danego pomysłu.
Przykładem tego typu projektów może być jeden z nich pod tytułem
„Iwięcino – wieś z końca świata”. Wykorzystano tu obraz „końca świata”
z miejscowego kościoła, który pozwolił uruchomić wśród badanej społeczności różne interpretacje związane z tym zagadnieniem, np. końca świata
przyrodniczego, historycznego czy dziecięcego. Na tej podstawie mieszkańcy
Iwięcina, dawnej wsi cysterskiej, stworzyli produkt w postaci zajęć o tematyce
historycznej, astronomicznej i różnicach kulturowych, a wspólnie z antropologami udało im się odnaleźć w przestrzeni społeczno-kulturowej wsi swoiste
ślady owego tytułowego „końca świata”. Powstała w ten sposób ścieżka dydaktyczna o nazwie „Końce świata w Iwięcinie”, po której wędrując można
obejrzeć obelisk, kościół, cmentarz i grodzisko w lesie. Uzupełnieniem tego
pomysłu stał się targ cysterski oraz warsztaty regionalne na temat tradycji
bożonarodzeniowej (krucha tajemnica bombek choinkowych) i wielkanocnej
(malowanie i kraszenie pisanek, zabawy z jajem). Dla dzieci przygotowano
program pod nazwą „Misiowa kraina na końcu świata”. Z czasem wymyślono
nowe imprezy, np. nocne zwiedzanie kościoła pt. „Nocą daj poprowadzić się
aniołom”, a dzięki temu, że przez wieś przebiega fragment nadmorskiego szlaku
kolarskiego, otworzono przy szkole podstawowej schronisko młodzieżowe im.
Kazimierza Nowaka, podróżnika, któremu jeszcze w latach trzydziestych udało
się objechać na rowerze Afrykę. Zorganizowano nawet konferencję naukową
pt. „Pomorskie końce świata”. Dopiero tego typu program pozwolił rozwijać
we wsi dochodową agroturystykę. Przy okazji udało się mieszkańcom Iwięcina
pozyskać pieniądze na renowację zabytkowej ambony, chrzcielnicy i tablicy
inskrypcyjnej oraz nowej remizy strażackiej służącej za świetlicę wiejską.
Powstało też monograficzne opracowanie historii Iwięcina.
Idea „wsi tematycznych”, bazująca na własnych pomysłach mieszkańców,
stała się szansą szczególnie atrakcyjną dla miejscowości pozbawionych atrakcji turystycznych, jak np. typowe wsie popegeerowskie na Pomorzu. Tak np.
w Sierakowie Sławieńskim zainspirowano się Tolkienem, budując bajkowe
domki z gliny i słomy, organizując jarmarki hobbickie, warsztaty z pamiątkarstwa i rękodzieła, gry terenowe, liczne imprezy okazjonalne, jak majówka
w wiosce hobbitów, a przy okazji serwując jadło hobbickie i oferując noclegi.

190

Maciej Ząbek

W Paprotach inspiracją do pomysłu okazały się okoliczne źródła i liczne poplątane ścieżki między gospodarstwami. I tak Paproty stały się „wioską labiryntów i źródeł”, gdzie odbywają się liczne gry i zabawy. Dąbrowa, w której
zachowała się znajomość zielarstwa, stała się natomiast „wioską zdrowego
życia” z własnym ogrodem medytacyjnym, ścieżką zdrowia i zdrową kuchniąb a zwłaszcza produkowanymi tam wyrobami wędliniarskimi, miodami,
syropami i oczywiście ziołami.
Idea się przyjęła i obecnie w całej Polsce można już spotkać wioski, które
reklamują się jako np. Kraina Bajek i Rowerów, Królestwo Żab, Biegun Zimna
i Sera itp. Poza pomysłem na powiększenie swych dochodów poprzez przejście z niedochodowego rolnictwa do sektora usług, zaletą tego typu programów okazało się przede wszystkim to, że mieszkańcy tych wsi nauczyli się
współpracować i wierzyć, że potrafią sami realizować swoje marzenia. Dla
antropologów natomiast programy tego typu stały się miejscem dodatkowego
zatrudnienia, gdyż wymagają one kogoś, kto potrafi wejść w system społeczny
wsi i wprowadzić jej mieszkańców w obszar gospodarki opartej na wiedzy.

Konkluzje
Szeroko rozumiana służba publiczna, do której wchodzą instytucje i organizacje międzynarodowe, rządowe, samorządowe i pozarządowe, jest
potencjalnie dużym i względnie atrakcyjnym rynkiem pracy dla absolwentów etnologii i antropologii kulturowej. Projektują one i wdrażają corocznie
szeroką gamę programów w niemal wszystkich dziedzinach życia zarówno
w kraju, jak i za granicą. Programy te stwarzają wiele unikalnych możliwości
zastosowania wiedzy antropologicznej i etnograficznych badań jakościowych.
W przeciwieństwie do zastosowań wyłącznie biznesowych mają szersze cele,
przeniknięte nierzadko ideologią mającą na uwadze aktywne zmienianie świata
dla wspólnego dobra. Poza tym często pozwalają etnologom i antropologom
kontynuować zainteresowania badawcze poza murami uczelni, z korzyścią
także dla nauki akademickiej.
Prawdą jest, że w warunkach polskich tego typu organizacje nadal zbyt
rzadko mają świadomość praktycznych możliwości wykorzystywania antropologii. Należy jednak przypomnieć, że zdarza się to nadal także w Stanach
Zjednoczonych i innych krajach zachodnich. Przykładem może być opisana
wyżej decyzja administracyjna w sprawie połowów mieczników. Nie zawsze
jest to tylko kwestia niewiedzy lub chęci zaoszczędzenia środków na badania
antropologiczne. Jest to także często problem arogancji władzy w ogóle lub
poszczególnych organizacji, które są skłonne wdrażać swoje pomysły bez szer-

Antropolog w służbie publicznej

191

szych konsultacji czy mediacji z grupami lokalnymi, nie patrząc na możliwe
skutki ich interwencji w delikatną materię życia społecznego.
Przykładem mogą być konflikty między inwestorami (prywatnymi, ale
także publicznymi), którzy dokonują dajmy na to wyburzeń lub budowy czy
modyfikacji pewnych obiektów, a społecznością lokalną lub urzędem. Dochodzi
do tego często już po zakończeniu realizacji danej inwestycji bez wcześniejszej
konsultacji i partycypacji społecznej. W Polsce zbyt często dopuszcza się do otwartej konfrontacji w takich sytuacjach. W analogicznej sytuacji np. w Hiszpanii,
kiedy pojawił się problem zagospodarowania byłego więzienia z czasów Franko,
które to miejsce było przez wiele lat pustostanem, a jednocześnie miejscem
kultowym dla graficiarzy, władze dzielnicy Carabanchel w Madrycie, na którego terenie znajdował się ten pustostan, zamówiły u antropologów badania
jakościowe na ten temat14. W rezultacie przeprowadzono inwentaryzację
obiektu, nakręcono film o historii i obecnym stanie więzienia, pokazano go
mieszkańcom dzielnicy, potem przeprowadzono z nimi wywiady na temat ich
stosunku do obiektu, ale także i ich pomysłów, co z nim zrobić. Kiedy okazało
się, że większość z nich opowiedziała się za budową szpitala w tym miejscu
i ewentualnie stworzenia w nim niewielkiej izby pamięci, dopiero wówczas
ruszyły prace rozbiórkowe. Uniknięto w ten sposób większych protestów, co
niestety w Polsce jest na porządku dziennym w tego typu sytuacjach.
Należy tu podkreślić, że zastosowaniu antropologii w sferze publicznej
sprzyja rozwój instytucji i przestrzegania praw społeczeństwa obywatelskiego. Przykłady jej niestosowania, zwłaszcza przez samorząd terytorialny, są
zawsze dowodem na niedorozwój tych instytucji i brak poszanowania reguł
demokracji.
Inną kwestią jest, że antropolodzy chcący zatrudnić się w służbie publicznej muszą wykazać się pewną własną inicjatywą w tym zakresie, a nie
po prostu oczekiwać na propozycje, tym bardziej, że w Polsce brak tego typu
stowarzyszeń, jak w USA, które mogłyby pełnić funkcje swego rodzaju pośrednictwa pracy dla antropologów. Powinni też pamiętać o uzupełnianiu swojego
wykształcenia, szczególnie w zakresie znajomości prawa, ekonomii, technik
negocjacyjnych czy umiejętności menedżerskich. Muszą też nauczyć się pracować w pewnych określonych limitach czasowych, do których zobowiązują
programy realizowane przez organizacje. Poza tym powinni umieć przekładać
wyniki swych badań na praktykę, mieć umiejętność pisania skondensowanych
raportów i rekomendacji, a nie tylko rozpraw i esejów naukowych, pamię Informacje na ten temat otrzymałem z relacji absolwenta etnologii Gawła Walczaka,
który pracował jako mediator kulturowy właśnie w tej dzielnicy.
14

192

Maciej Ząbek

tając przy tym, że też nie są z natury obiektywni, też mają kulturę i mogą
popełniać błędy.

Literatura
Abbott-Jamieson S., Clay P., Colburn L.L.
2006 – Anthropological Applications in the Management of Federally Managed
Fisheries: Context Institutional and Prospectus, „Human Organization”,
Washington, vol. 65, s. 231–240.
Allen S.D., Gough A.
2006 – Monitoring Environmental Justice Impacts: Vietnamese-American Longline
Fishermen Adapt to the Hawaii Swordfish Fishery Closure, „Human Organization”, Washington, vol. 65, nr 3, s. 319–329.
Anderson M.
1999 – Do no harm. Haw aid can support peace – or war, London.
Baranowska A.
2009 – Proces kształtowania się tożsamości w instytucji totalnej na przykładzie
żołnierzy obozu Babilon w Iraku, w: J. Maciejowski, W. Nowosielski (red.),
Tożsamość społeczna grup dyspozycyjnych, Wrocław.
Bednarek S.
1998 – Czym jest regionalizm?, Wrocław – Ciechanów.
Benedict R.
2003 [1946] – Chryzantema i miecz. Wzory kultury japońskiej, tłum. E. Klekot,
Warszawa.
Birkemose A., Kofod J.
2004 – Meals in nursing homes, Scand J Caring Sci, 18, s. 128–134.
Boas F.
2005 [1919] – Scientists as Spies, „Anthropology Today”, June, vol. 21, p. 27.
Docherty J.S.
2004 – Culture and negotiation: Symmetrical anthropology for negotiators, „Marquette Law Review”, 87(4), 711–722.
Donaldson M.C.
2008 – Negocjacje dla bystrzaków, Gliwice.
Dul R.A.
2009 – I cóż to za zawód, ten antropolog?, „Etnografia Nowa”, nr 1, s. 155–157.

Antropolog w służbie publicznej

193

Dżurak E.
2010 – Antropolog z karabinem na ramieniu, „(op.cit.)”, nr 41.
Ephron D., Spring S.
2008 – A gun in one hand, a pen in the other, „Newsweek Magazine”, Apr 12.
Ervin A.M.
2005 – Applied Anthropology: Tools and perspectives for contemporary practice,
Boston.
Fisher R., Urry W., Patton B.
2009 – Dochodząc do tak. Negocjowanie bez poddawania się, Warszawa.
Garìa-Quijano C.
2007 – Fishers’ Knowledge of Marine Species Assemblages: Bridging Between Scientific
and Local Ecological Knowledge in Southeastern Puerto Rico, „American
Anthropologist” Washington, vol. 109, s. 529–537.
Goffman E.
1961 [1991] – Asylums: Essays on the social situation of mental patiens and other
inmates, London.
Gonzales R.J.
2007 – Phoenix Reborn?, „Anthropology Today”, Dec., vol. 23, s. 21–22.
Greenman N.P.
2005 – Anthropology Applied to Education, w: Applied Anthropology: Domains of Application, S. Kedia, J. Willingen (eds.), Westport and London, s. 262–306.
Griffith D.
2006 – Editor’s Foreword: The Puertoricanization of North American Fisheries
Research, „Human Organization”, Washington, vol. 65, s. 229–231.
Hall E.T.
1987 [1959] – Bezgłośny język, Warszawa.
1978 [1966] – Ukryty wymiar, Warszawa.
Holt R.L.
2009 – Afghan Village Militia: A People-Centric Strategy to Win, www.samllwarsjournal.com (maj 2012).
Hofstede G.
2000 [1997] – Kultury i organizacje. Zaprogramowanie umysłu, Warszawa.
Idziak W.
2005 – Wieś tematyczna, www.witrynawiejska.pl/strona.php?p=455/ (lipiec 2012).

194

Maciej Ząbek

Janicka A.
2003 – Doświadczenie miejsca misji pokojowej przez polskich żołnierzy Kosovo Force,
(niepublikowana praca magisterska, archiwum IEiAK UW, Warszawa).
Kamiński J.
2004 – Negocjowanie. Techniki rozwiązywania konfliktów, Warszawa.
Kedia S., van Willingen J. (eds.)
2005 – Applied Anthropology: Domains of application, Westport and London,
s. 262–306.
Kendik M.
2009 – Negocjacje międzynarodowe, Warszawa.
Kofod J.
2006 – Waiting to go into a Danish Nursing Home, Generation Review, vol. 16,
nr 2.
Kluckhohn C.
1949 – Mirror for Man: The Relation of Anthropology to Modern Life, New York
– Toronto.
Kukuczka J.
2010 – Antropologia na wojennej ścieżce. Wojny i konflikty jako wyzwanie dla
współczesnego etnologa, w: F. Wróblewski, Ł. Sochacki, J. Steblik (red.),
Antropologia Zaangażowana, „Prace Etnograficzne”, z. 38., s. 75–83.
Lipka J. (ed.)
1998 – Transforming the culture of schools: Yup’ik Eskimo examples, Mahwah.
Mead M.
1928 – Coming of Age in Samoa, New York.
1977 – Applied Anthropology: The State of the Art, w: E.M. Eddy, W.L. Partrige
(eds.), Applied Anthropology in America, New York, s. 425–437.
Ministerstwo...
2009 – Ministerstwo Edukacji Narodowej, rozporządzenie z dnia 15 lutego 1999
roku, /Dz.U. 1999 Nr 14, poz. 129/ o „Edukacji regionalnej”.
McCarty T.
2002 – A place to be navajo: Rough Rock and the struggle for self-determination in
indigenous schooling, Malwah.
McFate M., Fondacaro S.
2008 – Cultural Knowledge and Common Sense, „Anthropology Today”, Feb.,
vol. 24, s. 27.

Antropolog w służbie publicznej

195

2011 – Reflections on the First 4 Years of the Human Terrain System, „Prism. Journal, National Defense”, vol. 2, no 4.
Pantuliano S.
2009 – Uncharted territory. Land, conflict and humanitarian action, Warwickshire.
Price D.
2000 – Anthropology as Spies, „The Nation”, November, 20. http://www.thenation.
com/issue/november-20-2000 (lipiec 2012).
2007 – Anthropology, Counterinsurgency, the Kill Chain, and Plagiarism, http://
zeroanthropology.net/2007/10/31/david-price-anthropology-counterinsurgency-the-kill-chain-and-plagiarism/ (lipiec 2012).
Puciato N.
2012 – Jastanicy, przedsiębiorcy, ekolodzy i ryby – debata na temat zmian w rybołówstwie związanych z wprowadzeniem Wspólnej Polityki Rybackiej, praca
magisterska pod kierunkiem prof. UW, dr hab. A. Malewskiej Szałygin
(archiwum IEiAK, UW).
Rosa G.
2009 – Komunikacja i negocjacje w biznesie, Szczecin.
Satish Kedia and John van Willigen (eds.)
2005 – Applied Anthropology: Domains of Application, Westport, Connecticut.
Sikorski C.
2005 – Język konfliktu. Kultura komunikacji społecznej w organizacji, Warszawa.
Slaikeu K.
2009 – Winning the War in Afghanistan: An Oil Spot Plus Strategy for Coalition
Forces, www.samllwarsjournal.com (maj 2012).
Słaboń A.
2008 – Konflikt społeczny i negocjacje, Kraków.
Spindler G. (ed.)
2000 – Fifty Years of Anthropology and Education 1950–2000, Mahwah.
Weidman H.
1976 – On getting from „here to there”, „Medical Anthropology Newsletter”, vol.
8,1, s. 2–7.
Winch A. i S.
2010 – Negocjacje. Jednostka, organizacja, kultura, Warszawa.

196

Maciej Ząbek

Willingen J. van
2002 – Applied anthropology: an introduction, Greenwood Publishing Group.
Ury W.
2009 – Odchodząc od nie. Negocjowanie od konfrontacji do kooperacji, Warszawa.
Vandewalker N.C.
1898 – Some Demands of Education upon Anthropology, „American Journal of
Sociology”, 4,69.

Netografia (maj – czerwiec 2012):
American Anthropological Association: www.aanet.org.
Alliance for Applied Research in Educational Anthropology: http://antropology.usf.
edu/aarea/.
Bureau of Applied Research in Anthropology: http://bara.arizona.edu/index.htm
Council on Anthropology and Education: www.aanetorg./section/cae/.
Human Terrain System: www.humanterrainsystem.army.mil.
Ministerstwo Obrony USA: www.defenselink.mil.
National Association for the Practice of Anthropology: www.practicinganthropology.
org/.
National Marine Fisheries Service: http://www.nmfs.noaa.go.
Partycypacja społeczna: www.abc.com.pl/problem/1500/4/.
Wioski tematyczne: www.wioskitematyczne.org.pl/.

Kolekcja

Cytat

Ząbek, Maciej, “Antropolog w służbie publicznej / Antropologia stosowana,” Cyfrowa Etnografia, Dostęp 4 grudnia 2022, https://cyfrowaetnografia.pl/items/show/7676.

Formaty wyjściowe