Bilad as-Sudan: Polska a strefa Sudanu

Dublin Core

Tytuł

Bilad as-Sudan: Polska a strefa Sudanu

Temat

Sudan a Polska

Opis

Bilad as-Sudan t.5, 294 s.

Twórca

Cisło, Waldemar (red.)
Różański, Jarosław (red.)
Ząbek Maciej (red.)

Wydawca

Bernardinum

Data

2017

Prawa

Licencja PIA

Relacja

oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6647

Format

application/pdf

Język

pol.

Typ

książka

Identyfikator

oai:cyfrowaetnografia.pl:6215

PDF Text

Text

Bilad as-Sudan
Polska a strefa Sudanu

Bilad as-Sudan
Polska a strefa Sudanu

Bilad as-Sudan

pod red. Waldemara Cisło,
Jarosława Różańskiego i Macieja Ząbka
1. W. Cisło, J. Różański, M. Ząbek (red.), Bilad as-Sudan
– kultury i migracje, Warszawa 2013.
2. W. Cisło, J. Różański, M. Ząbek (red.), Bilad as-Sudan
– napięcia i konflikty, Pelplin 2014.
3. W. Cisło, J. Różański, M. Ząbek (red.), Bilad as-Sudan
– dziedzictwo przeszłości, Pelplin 2015.
4. W. Cisło, J. Różański, M. Ząbek (red.), Bilad as-Sudan
– kultura i polityka, Pelplin 2016.
5. W. Cisło, J. Różański, M. Ząbek (red.), Bilad as-Sudan
– Polska a strefa Sudanu, Pelplin 2017.

Bilad as-Sudan
Polska a strefa Sudanu

Praca pod redakcją
Waldemara Cisło, Jarosława Różańskiego, Macieja Ząbka

2017

Recenzenci:
prof. UJ dr hab. Robert Kłosowicz
dr hab. Wiesław Lizak

Okładka:
foto str. 1: Nieukończona budowa Domu Polskiego w Chartumie
– inicjatywa byłych studentów z Polski. Foto: M. Ząbek.
foto str. 4: Wioska sudańska w północnej Ugandzie. Foto: M. Ząbek.

© Copyright by Jarosław Różański, 2017

Wydawnictwo „Bernardinum” Sp. z o.o.
ul. Biskupa Dominika 11, 83-130 Pelplin
tel. +48 58 536 17 57, fax +48 58 536 17 26
bernardinum@bernardinum.com.pl
www.bernardinum.com.pl
ISBN 978-83-8127-035-9

Skład, druk i oprawa
Drukarnia Wydawnictwa „Bernardinum” Sp. z o.o., Pelplin

SPIS TREŚCI
JACEK ŁAPOTT
Gdzie kraj Dogonów, a gdzie Polska?....................................... 7
LUCJAN BUCHALIK
Polska obecność wśród Kurumbów (1997–2017)................... 37
RYSZARD VORBRICH
Kamerun Północny – laboratorium polskiej
afrykanistyki antropologicznej............................................... 91
NINA PAWLAK
Hausa a sprawa polska. Od Orchideenfach
do współpracy rozwojowej................................................... 125
JOANNA BAR
Strefa Sudanu w badaniach
Jana Czekanowskiego (1908–1909)..................................... 139
BŁAŻEJ POPŁAWSKI
Sudan okiem dyplomacji PRL-owskiej.................................. 169
KRYSTYNA KAMIŃSKA
Jan Dybowski (1856–1928)
– zapomniany odkrywca Afryki............................................ 197
ANETA PAWŁOWSKA
Odzyskane Królestwo Makurii – skarby Galerii Faras
w Muzeum Narodowym w Warszawie.................................. 215

KATARZYNA ANNA MICH
Z Nubii do Polski – biskupi farascy
na Cmentarzu Bródnowskim w Warszawie........................... 247
ANNA NADOLSKA-STYCZYŃSKA
Opowieści znad Nigru. Francuska Afryka Zachodnia
w opisach Jerzego Giżyckiego.............................................. 261

JACEK ŁAPOTT

GDZIE KRAJ DOGONÓW,
A GDZIE POLSKA?
Wśród wielu grup etnicznych Afryki są też takie, które od dziesiątków już lat otoczone są nimbem tajemnicy, niedomówień czy
nawet formą popularności medialnej przekraczającej granice ich
odmienności. Do jednej z tych grup należą bez wątpienia Dogonowie. Społeczność rolnicza zajmująca się do niedawna żmudną,
kopieniaczą uprawą prosa na niewielkich górskich tarasach masywu Bandiagara gdzieś na południu Mali. Oczywiście, jak przy
wielu innych tego rodzaju encyklopedycznych skrótach, nie jest
to pełny obraz podstaw ekonomicznych tego plemienia1. Nie jest
to społeczność mała, liczy bowiem współcześnie około 400 000
członków. Tylko jej część (i to nie ta największa) żyje na tzw.
rumowisku skalnym u stóp masywu. To oni parają się malowniczą,
tarasową uprawą ziemi – ci Dogonowie żyjący czy to na płaskowyżu masywu, czy w dolinie otaczającej masyw, posiadają zgoła
„typowe” dla innych części Afryki pola i wioski.
Dr hab. Jacek Łapott – prof. US, Instytut Historii i Stosunków Międzynarodowych, Uniwersytet Szczeciński
1
Mocno wrośnięte w polską terminologię etnologiczną historyczne już
określenie „plemię” stosuję w sposób uproszczony, jako nieostrą jednostkę
klasyfikacji społecznej, bez wnikania w stopień spoistości społecznej i tożsamości
członków tej grupy.

8

Jacek Łapott

Zainteresowanie zarówno badaczy, jak i odwiedzających budzą
jednak głównie nie niecodziennie usytuowane wioski, a nie do
końca dziś opisany ich mit etiologiczny, wiedza astronomiczna
czy nietypowa twórczość artystyczna. Poczynając od dziesiątków
masek, a kończąc na nie mniejszej ilości rzeźb-fetyszy czy rzemiosła artystycznego. Początki tej popularyzacji zaczęły się tuż po
II wojnie światowej za sprawą niecodziennej publikacji M. Griaule’a pt. Dieu d’eau. Entretiens avec Ogotemméli2. Była ona jakby
finałem wieloletniego pobytu grupy etnologów francuskich wśród
tej społeczności. Powstało szereg fundamentalnych publikacji
przez lata niedostępnych w Polsce. Wydany w 1965 roku Le renard
pâle. I – Le mythe cosmogonique. I –La creation du monde tegoż
M. Griaule’a i G. Dieterlena przeszedł bez większego echa, mimo
że potwierdzał niecodzienną wiedzę astronomiczną wspomnianej
społeczności3.
Dopiero praca E. Guerriera (autora posiadającego wiedzę astronomiczną) z 1975 r. zatytułowana Essai sur la cosmogonie des
Dogon zwróciła zainteresowanie mediów na niecodzienne przekazy tego plemienia. Opisany w Le renard pâle mit nabrał zupełnie
innego wymiaru, gdy jego analizą zajął się ktoś mający odpowiednią wiedzę astronomiczną. W dobie „przedinternetowej” informacje te, traktowane zgoła jak sensacyjne „newsy”, szybko obiegły „cały świat” i wzmogły zainteresowanie tak niecodzienną
kulturą. C. Kleinitz omawiając historię badań kultury Dogonów,
stwierdza po prostu, że badania tej społeczności w ostatniej ćwierci XX w. mają „quasi-przemysłową” skalę i skutkowały ponad 1800
publikacjami na temat różnych aspektów kultury tego plemienia4.
Wyd. Paris 1948.
Wyd. Paris 1965.
4
Zob. http://www.necep.net/society (dostęp: 24.01.2010). NECEP – Non
European Components of European Ptrimony.
2
3

Gdzie kraj Dogonów, a gdzie Polska?

9

Wśród tej grupy znalazło się także ciągle powiększające się grono
Polaków.
Poznawanie i opisywanie kultury Dogonów jest trudnym zadaniem. Wiele z tych publikacji jest zbyt powierzchownych, by
traktować je poważnie, inne opierają się na materiale wtórnym,
jeszcze inne są li tylko kolorowymi albumami z niecodziennymi
fotogramami. Już podczas pierwszych kontaktów z Dogonami
w latach 30. XX w. M. Leiris pisał: Wydaje się, że nic nie posuwa
się naprzód i że ludzie, jeśli wyjawią kilka swoich małych sekretów,
starannie ukrywają to, co najważniejsze… Wspaniała religijność.
To co sakralne znajduje się we wszystkich kątach. Wszystko wydaje
się mądre i ważne5.
W Polsce poznanie niektórych aspektów kultury Dogonów
rozpoczęło się tak naprawdę za sprawą A. Mostowicza w latach
70. XX w. Popularyzował on wiedzę na temat „tych z kosmosu”
na łamach popularnych podówczas tygodników: „Dookoła Świata”, „Razem” czy „Tygodnika Powszechnego”6. To za sprawą obszernych artykułów na temat wiedzy kosmogonicznej tej społeczności, zamieszczonych w trzech kolejnych numerach „Dookoła
Świata”, uczestnicy Studenckiej Ekspedycji Etnograficznej AFRYKA 76–77 zmierzający do Kamerunu w celu penetracji po stu latach tzw. Trasy S. Rogozińskiego „odbili” w Niamey do Mali i do
kraju Dogonów7. Ta odważna decyzja zaowocowała nie tylko
interesującymi pracami magisterskimi i bogatymi zbiorami mu5
M. Leiris, L’Afrique fantôme, Paris 1934, cyt. za : I. Fiemeyer, Marcel Griaule
citoyen dogon, Paris 2004.
6
Artykuły te (z czasem poszerzone) przybrały formę książkową. Zob. A. Mostowicz, My z Kosmosu, Warszawa 1978 oraz wyd. II, kolejny raz poszerzone:
Warszawa 1984.
7
Zob. J. Łapott, Studencka Ekspedycja Etnograficzna AFRYKA 76–77 – sprawozdanie z przebiegu i wyników działalności etnologicznej wyprawy do Afryki, w:
„Materiały Zachodniopomorskie” 1978, t. 25, s. 283–319.

10

Jacek Łapott

zealiów, ale i kontynuacją tych zainteresowań zarówno przez nich
samych, jak i przez ich współpracowników w kolejnych dekadach8.
Z kronikarskiego obowiązku należałoby dodać, że pierwsze
kontakty Polaków z tą grupą etniczną nastąpiły zapewne wcześniej. Udokumentowany publikacją jest pobyt W. Korabiewicza
na początku lat 60. XX wieku9. Trudno dziś z perspektywy kilkudziesięciu lat ocenić jego opis uroczystości pogrzebowej we wsi
Banani: Harmider straszliwy, niesamowite zawodzenie. Od prochowego dymu powstaje swąd i tuman, a ponad tym wszystkim, na
dachu ten stary czarownik tańczy bez przerwy i dzwoni. Chyba
wprawił się w jakiś trans, skoro coraz to wali głową w mur i pada,
znowu zaraz się zrywa i znowu wali głową w mur. Obłędny, szalony
taniec furiata… Nagle rozległ się piskliwy wrzask, tłum zafalował,
rzucił się do panicznej ucieczki. W oczach niekłamane przerażenie,
patrzą w kierunku skalnej ściany. I oto gdzieś, jakby z podziemia,
wyłażą komiczne maszkarki, małe zgrabne kobietki w spódniczkach
z czerwonej rafii typu hula-hula, w maskach z muszelek białych,
piersi z takichże muszelek, bo nie są to wcale kobiety, tylko przebrani chłopcy… Przypatruję się uważnie maskom. Są bardzo prymitywnie i raczej niedbale sklecone, bez rzeźb i bez żadnych artystycznych walorów, prócz samej tylko, bardzo oryginalnej, powiedziałbym
dziwacznej inwencji10. Chciałoby się powiedzieć: inne czasy, inne
obyczaje zarówno opisującego, jak i opisywanych. Już po kilkunastu latach od pobytu wymienionego autora, w czasie wspomnianej pierwszej wyprawy, obyczaje zdawały się być nieco rozluźnione, a ocena sztuki dogońskiej zmieniła się diametralnie. Po
kolejnych trzydziestu pięciu latach, z racji swoistej inwazji turystów
(do 2012 roku), okazało się, że wszystko jest już na sprzedaż,
8
10 grudnia 2016 r. Muzeum Miejskie w Żorach zorganizowało spotkanie
z kilkoma uczestnikami tej wyprawy, czcząc 40-lecie tych zainteresowań.
9
Zob. W. Korabiewicz, Do Timbuktu, Warszawa 1967.
10
W. Korabiewicz, op. cit. s. 253, 254, 255.

Gdzie kraj Dogonów, a gdzie Polska?

11

a sprzedawane artefakty tworzone „w stylu dogońskim” powstawały bardzo daleko od kraju Dogonów.
Wracając do działań Polaków w tym rejonie, warto nadmienić,
że jednym z pierwszych naukowców, jaki trafił w ten rejon był
W. Filipowiak, archeolog, podówczas dyrektor Muzeum Narodowego w Szczecinie, silnie związany z Afryką z racji swoich poszukiwań i badań stolicy średniowiecznego Mali11. Zaproszony przez
organizatorów uczestniczył w Premier Colloque international de
Bamako (27 janvier – 1-er février 1975) zorganizowanym przez
Fondation SCOA pour la recherche scientifique en Afrique Noire
(Projet Boucle du Niger). W programie tego seminarium był także
krótki objazd kraju Dogonów.
Uczestnicy wyprawy z 1977 r. mogli się jeszcze zapoznać z informacjami na temat podróży po tym kraju z wydanej w Polsce
w roku 1960 książki J.-F. Waltera pt. Afrykańska włóczęga12. Jej
autor jako siedemnastolatek wraz z kolegą odbył podróż do ówczesnej Francuskiej Afryki Zachodniej, m.in. do kraju Dogonów.
Zamieszczone w książce informacje zgromadzone w okresie funkcjonowania administracji francuskiej są mocno niejednolite. Obok
informacji uzyskanych wśród rodzimych, francuskich rezydentów:
Nie jedźcie tam; „oni” ugotują z was rosół, a z waszych goleni i łopatek zrobią kastaniety… Dowódca okręgu Bandiagara notuje co
roku prawie sześćdziesiąt wypadków zaginięcia dzieci z sąsiednich
plemion. Kupują je Dogoni i składają jako ofiary ludzkie… widać
wyraźnie zainteresowania młodych „badaczy”: Uwagę naszą przyciągają tysiące szczegółów: domy, których fasady tworzą szachownice prostokątnych nisz, a wierzchołki obrzeżone są rzędem białych
kamieni; małe, malowane jaskrawo budowle, poobwieszane poczer11
Zob. W. Filipowiak, Ėtudes archéologiques sur la capitale médiévale du Mali,
Szczecin 1979 oraz tenże: Średniowieczna stolica królestwa Mali – Niani w VI–XVII
wieku, Wrocław-Warszawa-Kraków-Gdańsk-Łódź 1981.
12
J.-F. Walter, Afrykańska włóczęga, Warszawa 1960.

12

Jacek Łapott

niałymi fetyszami i czaszkami zwierząt; okrągłe chaty z kamienia,
do których przewodnik nie pozwala nam się zbliżyć; obszerna szopa
skonstruowana z trzech rzędów rzeźbionych słupów, na których
spoczywa gruba strzecha z łodyg prosa13.
Uczestnicy SEE Afryka 76–77 pomimo fascynacji opisami wiedzy kosmogonicznej Dogonów nie mieli ambicji związanej z jej
zgłębianiem. Jako początkujący afrykaniści terenowi postanowili skoncentrować się na innych dziedzinach kultury. R. Vorbrich
zainteresował się garncarstwem, W. Żukowski – budownictwem,
a T. Szymaniak – kowalstwem. Dalsze zainteresowanie Dogonami
pozwoliło R. Vorbrichowi rozwinąć tezy swojej pracy magisterskiej
w dwa źródłowe artykuły. Według autora: Garnek nawet bez ornamentów jest symbolem człowieka, tak więc w myśl doktryny Dogonów garncarka formując garnek, tworzy istotę ludzką, zaś przykładając do maty, nadaje mu cechy ludzkiej głowy. Powierzchnia
garnka zdobionego na macie piru rzeczywiście może przypominać
krótko ostrzyżoną głowę człowieka rasy nigryckiej (kręcone włosy)14.
Pokłosiem tej wyprawy był także kolejny artykuł przygotowany
przez niżej podpisanego pt. Tradycjonalizm kulturowy plemienia
Dogon z Mali. Tuż po pierwszym sezonie badawczym autor pisał
w nim: W sytuacji zachowania mechanizmu międzypokoleniowego
przekazu logicznie sprawnej i funkcjonalnej tradycji rola kontaktów
kulturowych nie jest decydująca i nie stanowi o upadku kultury. Lecz
odwrotnie – dostrzeżenie plemiennych różnic może wzmocnić po13
Ibidem, s. 64, 81. Autor ukończył studia antropologiczne, a następnie
wydał później drugą pracę ukazującą wyniki tych badań: La vie religieuse chez
les Dogons du Mali. Témoignages recueillis en 1952, Paris 2016.
14
Zob. R. Vorbrich, Naczynia gliniane Dogonów, „Materiały Zachodniopomorskie” 1980, t. 26, s. 471–488, cyt. na s. 477; Produkcja garncarska Dogonów,
„Etnografia Polska” 1982, t. 26, z. 1. Autor pokusił się o konwencję stosowania,
w miarę możliwości, przy wyliczaniu kolejnych prac dłuższych cytatów z ich
treści. Pozwala to ocenić czytelnikowi szeroki zakres poruszanych tematów.

Gdzie kraj Dogonów, a gdzie Polska?

13

czucie własnej odrębności i rodzimego dziedzictwa. W takim ujęciu
tradycjonalizm byłby świadomą, pełną akceptacją wartościowego
wzoru kulturowego pozostawionego przez przodków, wykształconego w ramach własnej historii i przekazywanego w sposób bezpośredni kolejnym pokoleniom15.
Z racji udziału w wyprawie pracownika Muzeum Narodowego
w Szczecinie jej uczestnicy gromadzili także artefakty ukazujące
w zasadzie wszystkie dziedziny życia odwiedzanych społeczności.
Zgromadzona w ten sposób kolekcja liczyła 1309 eksponatów,
z czego ponad 400 sztuk dotyczyło tylko Dogonów16. Zbiory te
w owym czasie były naprawdę niecodzienną kolekcją w naszym
kraju. Po powrocie ekspedycji do Polski zorganizowano kilka wystaw ukazujących plony wyprawy (nie tylko kulturę Dogonów):
w Szczecinie, Poznaniu i Kaliszu (Dogonowie i inni) oraz jedną
monograficzną w Museum für Völkerkunde w Dreźnie w roku 1979,
pod tytułem Dogon die Kultur eines westafrikanischen Bauervolkes.
W następnych latach, wskutek kolejnych kontaktów zbiory te sukcesywnie powiększano. Zaowocowało to nawet, zapewne jedyną
w Europie, stałą ekspozycją poświęconą tej społeczności w ramach
większej wystawy Afryka na południe od Sahary. Dziś zbiory dogońskie w Muzeum Narodowym w Szczecinie liczą ponad 800
sztuk różnorodnych eksponatów. Jedynym muzeum w Polsce
z porównywalnymi zbiorami kultury Dogonów jest Muzeum Miejskie w Żorach, gdzie jest ich około 35017.
15
Trzeci Świat w polskich badaniach etnograficznych, M. Parandowska (red.),
Warszawa 1987, s. 211–233. Cyt. ze strony 227.
16
J. Łapott, op. cit., s. 316; E. Prądzyńska, Zbiory afrykańskie Muzeum Narodowego w Szczecinie – historia gromadzenia, w: Afryka – 40 lat penetracji oraz
poznawania ludów i ich kultur, J. Łapott (red.), Szczecin 2004, s. 364.
17
Przed oddaniem tego artykułu do druku Muzeum Narodowe w Szczecinie
otworzyło wystawę czasową Zapatrzeni w niebo Dogonowie i ich sztuka powstałą
z części świeżo nabytej kolekcji.

14

Jacek Łapott

Ukazujące się z rzadka w latach 70. XX w. prace na temat kultur i historii Afryki częstokroć poświęcają poszczególne rozdziały Dogonom. Tak jest z Kosmogonią Dogonów w pracy S. Piłaszewicza pt. Afrykańska księga rodzaju czy w odpowiednich akapitach
książki M. Tymowskiego Historia Mali18.
Początek lat 80. XX wieku nie służył działalności terenowej
etnologów polskich w Afryce. Do tematu wrócono w roku 1984
za sprawą studentów etnografii Uniwersytetu Wrocławskiego,
którzy zorganizowali kolejną wyprawę na kontynent afrykański
– w tym także do kraju Dogonów. Niestety awaria samochodu
spowodowała przedwczesny powrót większości uczestników do
Polski. Jedynie L. Buchalik i S. Szafrański postanowili na własną
rękę dotrzeć do ojczyzny tego plemienia i odwiedzili kilka wiosek
masywu Bandiagara. Zainteresowanie Dogonami zaowocowało
pracą magisterską L. Buchalika opublikowaną następnie w dwóch
częściach w „Materiałach Zachodniopomorskich”. Nowatorska
w swym zamyśle praca omawiała szczegółowo Historię badań…
tej grupy etnicznej i jej kultury19. Kolejną pracą magisterską
poświęconą Dogonom była praca D. Iwińskiej, jednej z uczestniczek wyprawy Tkactwo i jego wyroby w plemieniu Dogon (Mali).
Praca powstała głównie w oparciu o zbiory Muzeum Narodowego w Szczecinie20.
Lata 80. XX w. to również okres zainteresowań m.in. krajem
Dogonów K. Izaka i studentów Uniwersytetu Jagiellońskiego,
którzy zorganizowali kilka ekspedycji do Afryki Północnej i ZaS. Piłaszewicz, Afrykańska księga rodzaju Mity i legendy ludów Afryki
Zachodniej, Warszawa 1978, s. 218–236; M. Tymowski, Historia Mali, WrocławWarszawa-Kraków-Gdańsk 1979.
19
L. Buchalik, Historia i stan badań kultury Dogonów, cz. 1, „Materiały Zachodniopomorskie”, t. 32, s. 455–518; cz. 2, t. 33, s. 391–420.
20
D. Iwińska, Tkactwo i jego wyroby w plemieniu Dogon (Mali), „Materiały
Zachodniopomorskie” 1987, t. 33, s. 327–365.
18

Gdzie kraj Dogonów, a gdzie Polska?

15

chodniej21. Wyprawy odbyły się w latach 1979/1980, 1981 oraz
1983/1984. Szczególnie istotna była wyprawa „Afryka 83–84”,
która zgromadziła podczas pobytu w kraju Dogonów 103 obiekty poświęcone kulturze tego plemienia (m.in. kompletne maski
ze strojami). Trafiły one ostatecznie do zbiorów Muzeum Narodowego w Szczecinie. Głównym celem ekspedycji było przeprowadzenie badań archeologiczno-etnograficznych w masywie skał Bandiagara. Uczestnicy wyprawy spenetrowali 25-kilometrowej
długości odcinek krawędzi masywu, na którym położone są najbardziej interesujące wioski Dogonów, oraz kilkukilometrowej szerokości pas w głębi płaskowyżu. W rezultacie penetracji archeologicznych
nie stwierdziliśmy osadnictwa starszego od kultury Tellem, której
początek datowany jest na VIII–IX w. n.e. Badania przeprowadzone
w grobach i chatach Tellemów przyniosły interesujące spostrzeżenia
z zakresu obrzędów kultowych i kultury materialnej tego ludu oraz
dostarczyły cennych zabytków w postaci ceramiki i figurek pogrzebowych22. Dziesięciotygodniowy pobyt w Mali zaowocował szczegółowym sprawozdaniem z nie zawsze rzetelnym opisem rzeczywistości kulturowej tego plemienia (bez wnikania w szczegóły):
Abstrakcyjne maski taneczne produkuje związek, którego członkami zostają chłopcy zwani „AWA” po odbyciu inicjacji. Nazwa ta może
oznaczać także wszystkie maski i strój taneczny. Matka masek, którą Dogonowie nazywają IMINA-NA, wykonana została jako symbol
pierwszego przodka. Po upływie 60 lat zastępuje się ją nową, identyczną maską. Matka masek ma wysokość ok. 10 m i kształt wąskiej
K. Izak, Badania Polskich Studenckich Wypraw Archeologicznych Uniwersytetu Jagiellońskiego w Afryce Zachodniej, w: „Materiały Zachodniopomorskie”
1984, t. 30, s. 219–244, cytat ze strony 231; idem, III Polska Studencka Wyprawa
Archeologiczna „Afryka 1983/1984”, w: „Materiały Zachodniopomorskie” 1985,
t. 31, s. 319–334, cytat ze strony 329; idem, Kronika dwóch wypraw, „Z otchłani
wieków” 1984, nr 50/3–4, s. 210–240.
22
K. Izak, 1984, s. 231.
21

16

Jacek Łapott

deski. U jej podstawy znajduje się właściwa maska nakładana na
głowę… Tych masek jest stosunkowo niewiele. Oprócz nich używa
się zwykłych masek twarzowych niezbędnych przy różnych uroczystościach. Są one pełne rozmachu, a wieńczące je przedstawienia
zwierzęce są realistyczne23.
Dopiero w roku 1986 ukazała się kolejna polska praca popularyzująca niektóre fragmenty kultury Dogonów za sprawą Z. Sokolewicz. Jej Mitologia Czarnej Afryki na kilkudziesięciu stronach
omawia bogato ilustrowaną mitologię tej grupy i jej kulturę24.
W 1991 r. przetłumaczono na język polski wyczerpującą pracę
R. K. G. Temple’a pt. Tajemnica Syriusza, gdzie obok dziejów tej
gwiazdy w historii mitologii i poznania kosmosu przez człowieka
znajdują się spore fragmenty poświęcone zarówno niecodziennej
wiedzy Dogonów, jak i Sudańskiemu Systemowi Syriusza25. Następuje fala popularyzacji kultury tego plemienia w Polsce. Coraz
więcej Polaków może ją już poznawać z autopsji – nie przekłada
się to jednak na ilość nowych publikacji źródłowych.
W roku 1990 trafia do kraju Dogonów kolejna wyprawa z Pol26
ski . Działania ekspedycji w kraju Dogonów były mocno ograniczone z racji poważnej choroby jednego z uczestników. Udało się
wyeksplorować pod kątem pozyskania kolejnej kolekcji artefaktów
jedynie niewielką liczbę wiosek. Do Szczecina trafiło dosłownie
kilka obiektów dogońskich (broń i sztuka). Rok później wyruszyła następna ekspedycja STAREM. Pobyt w kraju Dogonów trwał
K. Izak, 1985, s. 329.
Z. Sokolewicz, Mitologia Czarnej Afryki, Warszawa 1986, s. 239–259.
25
R. K. G. Temple, Tajemnica Syriusza (Dzieje Gnozy), t. 2, Poznań 1991. Zob.
ibidem: M. Griaule i G. Dieterlen, Sudański system Syriusza, s. 53–80.
26
Zob. J. Łapott, Ekspedycja Etnologiczna SAHARA SAHEL ’90 – sprawozdanie
z przebiegu i wyników działalności wyprawy do Afryki, „Materiały Zachodniopomorskie” 1992, t. 38. Działania ekspedycji w kraju Dogonów były ograniczone
z racji poważnej choroby jednego z uczestników.
23
24

Gdzie kraj Dogonów, a gdzie Polska?

17

dłużej, jego finałem było kilka wystaw fotograficznych T. Wierzejskiego (w Warszawie i Szczecinie) oraz popularna praca A. Piechowskiego pt. Lud Syriusza. Autor odważnie potwierdza tezę
o edukacyjnym wpływie kultury Tellem na tradycyjną kulturę
Dogonów: Coraz wyraźniej zdaje się narzucać jeszcze jedno rozwiązanie zagadki wiedzy tajemnej Dogonów. Może jej pierwotnymi
depozytariuszami byli właśnie Tellemowie? Prowadzone przez Holendrów wykopaliska archeologiczne wskazują, że już w roku 500
przed Chrystusem urwiska płaskowyżu Bandiagara zamieszkałe
były przez lud, który wytworzył wysoko rozwiniętą kulturę określaną jako „kultura toloy”. Jej kontynuatorami byli późniejsi Tellemowie, a wreszcie Dogonowie…27.
Popularne prace o charakterze reportażowym są nie tylko
dowodem na coraz powszechniejsze odwiedzanie kraju Dogonów przez Polaków, ale i na ich zmysł obserwacji. Niektórzy, jak
S. i M. Kulczykowie, robią to dodatkowo z racji zainteresowań
zawodowych: Teraz dociera do mnie, że Dogoni to naprawdę inne
plemię. Bo inne jest tu wszystko. Miast bezładnie rozrzuconych domów, zupełnie obronna wioska, z wąskimi, ujętymi murami uliczkami, zbiegającymi się na nieregularnych placykach. Zwykle nieco
wyniesione centrum tych ostatnich należało do togun, miejsc narad
starszyzny. Niskie, bo przeznaczone do siedzenia miejsce, ograniczone było kamiennymi zazwyczaj czterema-sześcioma filarami,
dźwigającymi płaski, belkowy dach28.
Niecodzienna kultura Dogonów intrygowała Polaków działających na różnych polach nauki. S. Jedynak podjął się zadania
omówienia implikacji filozoficznych związanych z symbolem graficznym tej grupy: Dogoni uważają, że myśl wyprzedza wszelką
27
A. Piechowski, Lud Syriusza. W poszukiwaniu tajemnic Dogonów, Warszawa
1994, s. 191.
28
M. Kulczyk, Okolice Timbuktu, Warszawa 2002, s. 184.

18

Jacek Łapott

postać egzystencji fizykalnej i że wszelka myśl może być oddana za
pomocą symboli, a te mogą być wyrażone w znakach graficznych.
Myśli i symbole istniały od początku. Zawierały się one wewnątrz
istoty duchowej – Ammy. Amma znajdował się wewnątrz wielkiego
jaja, z którym stanowił jedność. Pierwsza substancja, jaką się posłużył w kreacji, była woda. Można więc powiedzieć, że wszystko to,
co materialne, powstało z wody…29.
Na kolejne poważniejsze kontynuacje zainteresowań kulturą
Dogonów trzeba było czekać do drugiej połowy pierwszego dziesięciolecia XXI w. Wcześniej, w roku 2000, ukazuje się album
L. Buchalika pt. Kolorowy Sahel, w którym autor poświęca Dogonom obszerny, bogato ilustrowany rozdział Ludzie z glinianych
fortec30. L. Buchalik był uczestnikiem wspomnianych wypraw
z 1984 i 1990 r. Do czasu wydania tej książki odwiedził masyw
Bandiagara i jego mieszkańców pięciokrotnie. W kolejnych latach
prowadził badania na tym terenie (samotnie i w różnych grupach)
jeszcze jedenaście razy. Plonem tych działań są dwie kolejne książki: Niewolnicy kobiet, czyli pokrewieństwo żartów Dogonów i Kurumba. Studium z etnohistorii Afryki Zachodniej oraz Dogon ya
gali. Dawny świat Dogonów31. Obie stanowią wyczerpujące kompendia na temat tradycyjnej kultury tej społeczności – do tej pory
nieobecne w polskiej nauce. Szczególnie ta druga, bogato ilustrowana, jest rzeczową syntezą wiedzy o tradycyjnej kulturze Dogonów. Dla wszystkich zainteresowanych jest niejako odpowiedzią
na pytanie: co pozostało w kulturze Dogonów z tego obrazu, któS. Jedynak, Symbolizm graficzny Dogonów i jego implikacje filozoficzne, w:
Symbol w kulturze, G. Głuchowski (red.), Lublin 1995, s. 15–24, cyt. ze stron
16–17.
30
L. Buchalik, Kolorowy sahel, Żory 2000, s. 68–107.
31
L. Buchalik, Niewolnicy kobiet, czyli pokrewieństwo żartów Dogonów i Kurumba. Studium z etnohistorii Afryki Zachodniej, Wrocław 2009; tenże, Dogon
ya gali. Dawny świat Dogonów, Żory 2010, s. 632.
29

Gdzie kraj Dogonów, a gdzie Polska?

19

ry opisywał M. Griaule? We wstępie do niej autor pisze: Niniejsza
praca jest jedynie próbą napisania „przewodnika” po odchodzącej
w zapomnienie kulturze. Stąd tytuł Dogon ya gali – dawny świat
Dogonów. Czas dokonuje wielkich zmian w życiu społeczeństwa,
kultura ciągle ewoluuje. Tego procesu nie można zatrzymać ani
zmienić jego przebiegu, można jednak opisać to, co przemija. Niniejsza praca jest taką próbą pokazania dawnej kultury Dogonów,
tej z początków XX wieku, ale także tej bardziej współczesnej, z przełomu XX i XXI wieku32.
W 2006 r., po ponad pięćdziesięciu latach od I wydania francuskiego, ukazała się po polsku praca M. Griaule’a pt. Bóg Wody.
Rozmowy z Ogotemmelim. Praca wbrew pozorom niezbyt łatwa
w odbiorze i nie zawsze, w moim przekonaniu, przetłumaczona
zgodnie z „duchem kultury dogońskiej”33. Przełom wieków był
w naszym kraju okresem szybkiego nadrabiania tłumaczenia klasycznych prac etnologicznych – w kanonie tym znalazł się także
Bóg Wody…34
Po kilkudziesięciu latach dwaj uczestnicy SEE „Afryka 76–77”
równolegle wracają niejako „do korzeni” i przygotowują niezależnie dwa oddzielne projekty badawcze o tym kraju i jego mieszkańcach. R. Vorbrich z grupą studentów i nauczycieli zrealizował
nowatorski na gruncie afrykańskim projekt Pokaż mi swój świat
– pokaż mi swoją szkołę35. Zorganizowany był we wrześniu 2008
L. Buchalik, 2010, op. cit., s. 17.
M. Griaule, Bóg Wody. Rozmowy z Ogotemmelim, Kęty 2006. Rok później
ukazuje się polskie tłumaczenie pracy L. Scrantona pt. Kosmiczna tajemnica
Dogonów. Zadziwiające podobieństwa między mitami afrykańskiego plemienia
a naukowymi teoriami XX wieku, Warszawa 2007.
34
Z porządku kronikarskiego należy dodać, że pierwsze podejście do tłumaczenia Boga Wody nastąpiło 20 lat wcześniej. Wydawnictwo Iskry miało już
tę książkę w zapowiedziach wydawniczych serii Naokoło Świata.
35
W bezpośrednią realizację projektu zaangażowani byli: B. Jedlińska,
P. Maliński, T. Marciniak, K. Meissner, M. Polaszewski, M. Sobańska, K. Vorbrich,
32
33

20

Jacek Łapott

roku w trzech wioskach: Songho, Damasongo i Tireli. 2009 rok
to kontynuacja pierwszego projektu współfinansowanego w ramach polskiej pomocy zagranicznej udzielanej za pośrednictwem
MSZ RP w 2009 r. Projektem również kierował R. Vorbrich. W efekcie, poza wdrożonymi programami „edukacyjnymi”, ukazały się
dwie popularne publikacje. W Pokaż mi swój świat znalazły się
podsumowania działań w Afryce dokonane przez uczestników.
K. Meissner omawia m.in. temat Kim chciałbym zostać w przyszłości; Czego uczy mnie mama, czego uczy mnie tata, Piotr Maliński
opracował temat Z wizytą w afrykańskiej wiosce; Pogrzeb oczami
dziecka, M. Polaszewski omawia temat Pokaż mi swoją szkołę. Całość opatrzył redakcją naukową i merytoryczną R. Vorbrich36.
Oddzielną publikacją jest podsumowanie działań K. Vorbricha
w pracy Afryka. Mój Świat, moja szkoła37. Autor przedstawia założenia całości działań na łamach „Afryki” – Projekt badawczo-rozwojowy. Pokaż mi swój świat, pokaż mi swoją szkołę. Według
autora: projekty badawczo-rozwojowe należą do zaniedbanych form
aktywności etnologów-afrykanistów […]. W swoim sprawozdaniu
autor przekonuje nas, że jemu i jego zespołowi udało się przełamać
tę opinię38.

R. Vorbrich, W. Wiecki.
36
Kierownik swego projektu, przebywając kilkakrotnie w kraju Dogonów,
często przywołuje swoje doświadczenia z tego terenu w licznych publikacjach.
Zob. m.in.: Mali – kraj Dogonów, w: Pokaż mi swój świat. Edukacja rozwojowa
a antropologia wizualna, R. Vorbrich (red.), Poznań 2009, s. 26–31.
37
K. Vorbrich, Afryka. Mój Świat, moja szkoła, Poznań 2009.
38
R. Vorbrich, Projekt badawczo-rozwojowy „Pokaż mi swój świat, pokaż mi
swoją szkołę, „Afryka” 2009, nr 29–30, s. 186–192, cyt. ze strony 186. Temat
autor kontynuował w artykule: Język obrazu a dialog międzykulturowy, w: Pluralizm kulturowy i religijny współczesnego świata. Księga pamiątkowa dedykowana
Księdzu Profesorowi Henrykowi Zimoniowi SVD w 70. rocznicę urodzin, Z. Kupisiński
SVD, S. Grodź SVD (red.), Lublin 2010, s. 569–583.

Gdzie kraj Dogonów, a gdzie Polska?

21

W roku 2012 R. Vorbrich kontynuował badania wśród Dogonów
w ramach kolejnego projektu – tym razem KBN/NCN: Bierny beneficjent versus lokalny partner projektów rozwojowych. Konceptualizacja i strategie adaptacyjne w zakresie współpracy rozwojowej
wśród afrykańskich społeczności lokalnych (studium porównawcze).
Projekt zaowocował pojawieniem się kolejnych publikacji: „Sorghum wealth” versus „Money Wealth” or Hybrid Nature of Post-tribal Economies; „Zróbmy coś” – „dajcie coś”. Dwie konceptualizacje projektów rozwojowych, ale także najnowszą pracą autora
pt. Ziomkostwo – grupa pierwszego wyboru w organizacji pozarządowych przestrzeni rozwoju na przykładzie organizacji pozarządowych w Mali39.
Pisząc o działalności pomocowej Polaków w kraju Dogonów,
warto dodać, że kolejnym Polakiem zafascynowanym kulturą tego
plemienia był plastyk warszawski P. Althammer, który oprócz
nietypowych działań wśród Dogonów (występ w złotych, „kosmicznych” kombinezonach oraz występ w masce i stroju Koziołka Matołka) zaprosił do Warszawy dogońskiego rzeźbiarza Youssoufa Darę i wspólnie z nim zbudowali w Warszawie, w Parku
Rzeźby na Bródnie, togu na – dom spotkań mężczyzn „w stylu
dogońskim”. Dom, a właściwie wiata wsparta na ośmiu wspólnie
wyrzeźbionych, drewnianych słupach.
Drugi uczestnik SEE „AFRYKA 77” – J. Łapott – otrzymał z ówczesnego Komitetu Badań Naukowych grant habilitacyjny, który
stał się podstawą wielokrotnych wyjazdów, a finalnie zaowocował
R. Vorbrich, „Sorghum wealth” versus „Money Wealth” or Hybrid Nature of
Post-tribal Economies, „Hemispheres. Studies on Cultures and Societies” 2013,
vol. 28, s. 5–14; tenże, „Zróbmy coś” – „dajcie coś”. Dwie konceptualizacje projektów
rozwojowych, w: „Etnografia Polska” 2013, t. 57, z. 1. s. 9–22; tenże, Ziomkostwo
– grupa pierwszego wyboru w organizacji pozarządowych przestrzeni rozwoju na
przykładzie organizacji pozarządowych w Mali, w: Ex Africa semper Aliquid novi,
L. Buchalik, J. Różański (red.), t. 4, Żory 2017, s. 40–57.
39

22

Jacek Łapott

oddzielną, obszerną pracą pt. Dogonowie z Mali. Społeczność tradycyjna w procesie zmian40. Kilkuletni grant stanowił zapewne
najbardziej wszechstronną możliwość badania kultury Dogonów
przez Polaków41. Rozpoznanie przeprowadzono jeszcze przed
otrzymaniem grantu w roku 2006. Następne, nierzadko kilkumiesięczne wyjazdy miały miejsce w latach 2008, 2009 (dwukrotnie). Zakres penetracji wiosek był niespotykany, podobnie
jak ilość przeprowadzonych rozmów i wywiadów. Towarzyszący
grupie przewodnik i tłumacz Gadiolou Dolo był zdania, że tak
dużą ilość wiosek w kraju Dogonów odwiedził zapewne tylko
Marcel Griaule – ich odkrywca. Odwiedzono nie tylko wioski znane z „tras turystycznych”, takie jak: Banani, Ireli, Tireli czy Amani (nie mówiąc o Sangha), ale także 38 innych wiosek (w roku
2008). W roku 2009 (zimą – podczas krótkiego wyjazdu na początku pory deszczowej) odwiedzono 10 wiosek, w okresie lato–
jesień – 20 wiosek i miejscowości. Łącznie przeprowadzono 189 wywiadów o dość różnej długości, wszystkie zostały zarejestrowane
na nośnikach pamięci cyfrowej, czasami także na płytach
DVD. Wykonano setki zdjęć dokumentacyjnych ukazujących zarówno kulturę tradycyjną, jak i zachodzące zmiany. W książce,
która była finałem tych prac znalazło 91 kolorowych ilustracji
i 15 całostronicowych tablic42. Kończąc ją autor, pisał: Czas płynie
szybko. Do kolejnego święta sigui w 2027 roku zostało już tylko
15 lat, to także jeszcze kilka dużych świąt dama oraz piętnaście uroczystości związanych ze świętem siewów bulo. Chciałbym być pewny,
że wbrew moim wnioskom przedstawionym wyżej nic nie stanie na
Wyd. Szczecin 2012. Grant przyznany autorowi zgodnie z umową nr 2641/B/
H03/2008/35.
41
Na różnych etapach prac zaangażowani byli m.in.: J. Borowiak, L. Buchalik,
T. Buchalik, H. Łapott, J. Łapott, K. Podyma, E. Prądzyńska, M. Ząbek.
42
Zob. J. Łapott, Dogonowie z Mali. Społeczność tradycyjna w procesie zmian,
Szczecin 2012, s. 531.
40

Gdzie kraj Dogonów, a gdzie Polska?

23

przeszkodzie, aby sigui kolejny raz zaistniało w kulturze Dogonów
i jak mówi Walu Banga, szef tajnego stowarzyszenia Awa w Sangha:
„przebiegało zgodnie z porządkiem zdarzeń”43.
Dogonowie stają się także dla niektórych autorów inspiracją
do nowego spojrzenia na różne „nowe-stare” tematy. Tak jest
w przypadku Sztuki Afryki u progu XXI wieku – refleksje etnologa.
Obok współczesnej systematyzacji i podziału obecnych powszechnie w wioskach Dogonów artefaktów autor pisze: Z moich obserwacji i doświadczenia wynika, że kultura afrykańska, znalazłszy
się w warunkach zgoła ekstremalnych (w przypadku Dogonów jest
to swoista „inwazja turystyczna”), potrafi znakomicie dostosować
się do tych zmian. Podobnie jest w tym wypadku. Dogonowie potrafili wyraźnie rozdzielić swoje życie na dwie równie ważne części:
– pierwsza: związana z pobytem turystów w wioskach i wszelkimi działaniami powstałymi przez kontakt z nimi (w tym sprzedaż
tzw. pamiątek z zakresu „sztuki”, ale i obsługa hotelowo-campin­
gowa);
– druga: istniejącą wtedy, gdy „obcy” znajdą się poza wioską,
a życie codzienne toczy się według powszechnych zasad i norm44.
Lata pracy wśród Dogonów zespołu polskich badaczy skutkują licznymi artykułami w różnych opracowaniach monograficznych.
J. Łapott jest autorem tekstu pt. Atmo Domno – refleksje nad przywództwem i stratyfikacją społeczną u Dogonów z Mali. Temat wbrew
pozorom niełatwy, z dziedziny dwustronnych stosunków badacz
– badana społeczność. Atmo Domno nie był „zwykłym” Dogonem.
Z racji swego urodzenia należał do grupy wysoko postawionych
w hierarchii społecznej Dogonów, którzy decydowali o życiu nie tylIbidem, s. 416.
J. Łapott, Sztuka Afryki u progu XXI wieku – refleksje etnologa, w: Kultury
Afryki w świecie tradycji, przemian i znaczeń, w: A. Nadolska-Styczyńska (red.),
Toruńskie Studia o Sztuce Orientu, t. 4, Toruń 2009, s. 117–126, cyt. ze stron
120–121.
43

44

24

Jacek Łapott

ko wsi Yougo Na, ale i całego plemienia. Jego obecność w naszej
grupie nie była przypadkowa. Podobno nasze natarczywe i zbyt
szczegółowe pytania na niektóre tematy dotyczące kultury dogońskiej
budziły niepokój „starszych”. Atmo został więc „oddelegowany” jako
ich przedstawiciel na cały okres pobytu naszej ekipy w kraju Dogonów. To on miał w pewnym sensie decydować, jaki fragment wiedzy
tego plemienia można nam było udostępnić45. Ten sam autor publikuje następnie tekst pt. Czy w Afryce jest jeszcze miejsce na tajne
związki – rzecz o stowarzyszeniu Awa w plemieniu Dogon (Mali).
Można w nim znaleźć następujące informacje: Określenie Awa
w społeczności Dogonów ma kilka znaczeń. Awa to w tajnym języku
sigi so członek stowarzyszenia (Awa larani), to także sama maska,
a raczej jej strój z włókien, ale także pierwszy zmarły przodek zamieniony w węża (Awa duno), ale również tzw. romb (warkotka
– rodzaj czuringi), którego dźwiękiem rozpoczyna się święto dama
oraz sam dźwięk „głos Awa” (Awa non). Jest to także organizacja,
ale i związek osób należących do „społeczeństwa masek”. Może dlatego niektórzy badacze określają kulturę Dogonów jako „kulturę
masek”46.
W roku 2012 ukazał się kolejny artykuł inspirowany badaniami w Mali: Jesteśmy innej rasy i dlatego nasz dom nie jest dla nich
– piętno wykluczenia w społeczności afrykańskiej. Zarówno tytuł,
jak i treść zanotowana była w kraju Dogonów. Cytowany w pracy
Sekou O. Dolo twierdzi: U nas kaletnik i kowal należą do specjalnych
grup, do kast, z którymi szlachetny dogoński rolnik nie może się
J. Łapott, Atmo Domno – refleksje nad przywództwem i stratyfikacją społeczną
u Dogonów z Mali, w: Przywództwo i przywódcy we współczesnej Afryce, A. Żukowski (red.), Olsztyn 2008, s. 341–352, cyt. ze strony 343.
46
J. Łapott, Czy w Afryce jest jeszcze miejsce na tajne związki – rzecz o stowarzyszeniu Awa w plemieniu Dogon (Mali), w: Ugrupowania polityczne i ruchy
społeczne w Afryce, A. Żukowski (red.), Olsztyn 2009, s. 225–238, cyt. ze strony
232.
45

Gdzie kraj Dogonów, a gdzie Polska?

25

mieszać. Niemożliwe jest, by bez narażenia się na zhańbienie syn
szlachetnego rolnika poślubił córkę kowala. Lub na odwrót… Według
tradycji dogońskiej do wspomnianej „innej rasy”, w „której nie szuka się żony” (tumon ya-yeyyelen), należą:
– Przedstawiciele kast;
– Dogonowie „zepsuci” przez mezalians z kastą;
– Ludzie uważani za nosicieli brudu (lud/ród Manadonnos);
– „Ludzie dzicy” („ludzie natury”) tacy jak Fulbe czy Samo;
– Potomkowie niewolników (pochodzenia dogońskiego)47.
W tym samym roku ukazuje się artykuł pt. Yaa iye-i la („Wczoraj to nie dzisiaj”) – rozwój i zmiana w kulturze Dogonów. Cytując
kolejny raz fragment artykułu, czytamy: [Dogonowie] przez wielu badaczy postrzegani są jako lud niezwykle odporny na wszelkie
zewnętrzne wpływy i potrafiący chronić swoją prawdziwą, pierwotną kulturę w środku ulegającego zmianom kontynentu. Od wielu
dziesięcioleci lud ten uznawany jest za archetyp tradycyjnego afrykańskiego społeczeństwa (Doquet 1999: 13)… Ta swego rodzaju
idealizacja, żeby nie powiedzieć iluzja, w ocenie społeczeństwa Dogonów trwa do dziś za sprawą… biur podróży i polityki turystycznej
państwa. Tak jednostronne postrzeganie jakiejkolwiek społeczności
jest nie tylko nieuprawnione, ale jednocześnie mocno wypacza obraz
i proces rozwoju, nie tylko jej, ale i kultur sąsiednich grup z całego
regionu48.
Analogiczny temat został podjęty w innej publikacji zatytułowanej Plemiona Afryki Zachodniej wobec globalizacji na przykładzie
ludu Dogonów. Artykuł próbuje odpowiedzieć na kilka aktualnych
J. Łapott, Jesteśmy innej rasy i dlatego nasz dom nie jest dla nich – piętno
wykluczenia w społeczności afrykańskiej, w: „Stare” i „nowe” mocarstwa w Afryce,
A. Żukowski (red.), Olsztyn 2012, s. 205–319, cyt. ze stron 306 i 312.
48
J. Łapott, Yaa iye-i la („wczoraj to nie dzisiaj”) – rozwój i zmiana w kulturze
Dogonów (Mali), w: Rozwój a kultura. Perspektywy poznawcze i praktyczne, R. Vorbrich (red.), Wrocław 2012, s. 109–130, cyt. ze strony 113.
47

26

Jacek Łapott

zagadnień w związku z wpisaniem w roku 1989 części kraju Dogonów na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO jako obszaru
chronionego pod nazwą „Sanctuaire naturel et culturel de la Falaise Bandiagara…”. Rodzi się pytanie – co dzieje się z Dogonami
i ich kulturą w sytuacji, gdy połowa zamieszkałych przez nich wiosek i analogiczna część populacji zmieniana jest w rodzaj „żywego
skansenu”? Oczywiście można łatwo odpowiedzieć, że jest to znak
czasu i fragment procesu globalizacji. Organizacja Narodów Zjednoczonych – światowa organizacja, światowy program, światowe
fundusze na jego ochronę… Ważne jest jednak, jak odbierają to sami
Dogonowie, czy taka odgórna decyzja tworzy mechanizmy obronne.
Czy służy naprawdę ochronie ich rodzimej kultury, czy wprost przeciwnie – stawia przed nią wyzwania, którym być może nie uda się
im sprostać?49
Nieco wcześniej należałoby odnotować dwie kolejne publikacje na temat kultury tej społeczności. W roku 2010 ukazał się
Afrykański obraz świata białych – między kultem cargo a postawą
roszczeniową (na przykładzie Dogonów z Mali). Także tutaj podnoszonych jest kilka ważkich kwestii związanych z tematem współczesnej rzeczywistości tej grupy. Tworzy się zupełnie nowa jakość
w stosunkach z białymi (niezależnie od tego, czy trafią oni w końcu
na camping, czy nie) – pojawia się postawa roszczeniowa. „To musi
być twoja wina, że mnie się nie udało”. Płać za wszystko i to drogo
– za zdjęcie, za wynajęcie mnie jako tragarza, za pamiątki, muzykę
czy tańce. Nie jest ważne, że ceny nijak się mają do rzeczywistości:
„wolę nie sprzedać i niech się ta maska zniszczy, niż miałbym na tym
zarobić zbyt mało”. Na pytanie: „a właściwie czy wiesz, po co tutaj
przyjeżdżają biali turyści?” usłyszeć można często odpowiedź: „Oni
49
J. Łapott, Plemiona Afryki Zachodniej wobec globalizacji na przykładzie
ludu Dogonów, w: Społeczności lokalne wobec globalizacji i modernizacji, A. Makowski (red.), Szczecin 2011, s. 119–132, cyt. ze strony 121.

Gdzie kraj Dogonów, a gdzie Polska?

27

przywożą nam pieniądze… Widzą, jaką wspaniałą mamy kulturę,
ale widzą także, w jakich warunkach mieszkamy – i chcą nam pomagać. Budują studnie, wodociągi, szkoły i ośrodki zdrowia. My
z tego skorzystamy. Pieniądze i pomoc dla nas to rola białych”50.
Kolejną publikacją zagłębiającą się w zawiłości kultury dogońskiej jest opublikowany w 2011 roku artykuł pt. Wioska plemienia
Dogon jako symbol ciała mitycznego przodka – czyli co zostało z mitu?
Można z niego przytoczyć interesujące, mało znane aspekty ich
mitu: Mityczny przodek Dogonów – Nommo – był nie tylko postacią
obojnaczą, wcześniej był w połowie człowiekiem, a w połowie rybą.
Wiele postaci mitycznych Dogonów ma swoje artefakty w formie
rzeźb czy płaskorzeźb. Nie inaczej jest i z Nommo. Wyobrażenia tej
postaci, przedstawiają ją jako pół ryby, pół człowieka, jednak nieco
w innej konwencji niż ta, do której jesteśmy przyzwyczajeni. Głowa
mężczyzny o charakterystycznych męskich (?) rysach z niewielką
bródką, jaką do dziś noszą starcy, oraz „warkoczem” na plecach.
Intrygujące, że w wyobrażeniu tym „łuską” ryby pokryta jest górna
połowa ciała tej postaci. Ogon jest gładki z charakterystyczną płetwą
u dołu. Postać nie ma rąk. „Łusek” (?) jest osiem w poziomie, w dziesięciu rzędach. Łatwo obliczyć, że jest ich 80 i stanowią egzemplifikację wspomnianych wyżej 80 rodów „prawdziwych” Dogonów51.
W wydanej w roku 2012 bogato ilustrowanej pracy Maska afrykańska – między sacrum a profanum tematyka dogońska jest domi­
nująca. Obok szczegółowego katalogu masek dogońskich (zbiory
Muzeum Miejskiego w Żorach) znalazły się tam także artykuły
„podpierające” się wiedzą autorów uzyskaną podczas pobytu
J. Łapott, Afrykański obraz świata białych – między kultem cargo a postawą
roszczeniową (na przykładzie Dogonów z Mali), „Zeszyty naukowe Centrum Badań
im. Edyty Stein” 2010, nr 6, s. 69–84, cyt. ze strony 81.
51
J. Łapott, Wioska plemienia Dogon jako symbol ciała mitycznego przodka
– czyli co zostało z mitu, w: Rytmy i kroki Afryki, W. Mond-Kozłowska (red.),
Kraków 2011, s. 55–72, cyt. ze strony 66.
50

28

Jacek Łapott

w kraju Dogonów. L. Buchalik zastanawia się: Maska afrykańska
– sacrum czy profanum? Każda maska ma swój charakterystyczny
układ choreograficzny. Starzy uczą młodych tańców masek. Rodziny decydują, kto w jakiej masce tańczy. Silna osoba może tańczyć
w wysokiej, a co za tym idzie ciężkiej masce, np. sirige, słabsze w mniejszej, np. zająca, młodej dziewczyny. J. Łapott stawia kolejny znak
zapytania: Dziś prawdziwych masek w Afryce już nie ma…? Z powodu wzmożonej aktywności turystycznej na kontynencie afrykańskim wzrósł popyt na „oryginalne, rytualne maski”, w związku z czym
ich masowe fałszerstwo przybiera czasami formy zorganizowane,
aby nie powiedzieć przemysłowe… K. Podyma w artykule Maska
afrykańska w świecie sztuki europejskiej. Od transcendencji do wymiaru ekonomicznego podsumowuje opinie na ich temat w ten
sposób: Wzrost zainteresowania maską afrykańską spowodował
szybkie włączenie jej w struktury handlu zarówno lokalnego, jak
i międzynarodowego. Maska, stając się elementem artisanatu, bezpowrotnie utraciła element sakralności52.
Jedną z ostatnich polskich prac na temat kultury społeczności
Dogon jest zapewne praca E. Prądzyńskiej pt. Kasta dyam w kulturze Dogonów z Mali. Autorka w oparciu o własne badania podejmuje, kolejny raz, ważki temat stratyfikacji społeczności afrykańskich, w tym także w mało poznanym i niekojarzącym się
zwykle z kontynentem afrykańskim systemem kastowym. Autorka pisze: Skórnicy są dla „prawdziwych” Dogonów odrębna grupą.
Spełniają jednak w społeczeństwie ważną rolę i są jego istotną częścią.
Świadczy o tym chociażby fakt istnienia masek przedstawiających
Zob. Maska afrykańska – między sacrum a profanum, L. Buchalik, K. Podyma
(red.), Żory-Katowice 2012; L. Buchalik, ibidem, s. 11–22, cyt. ze strony 13;
J. Łapott, Dziś prawdziwych masek w Afryce już nie ma…?, s. 23–30, cyt. ze strony 25; K. Podyma, Maska afrykańska w świecie sztuki europejskiej. Od transcendencji do wymiaru ekonomicznego, s. 39–48, cyt. ze strony 43. Wszystkie artykuły
posiadają pełną wersję angielską.
52

Gdzie kraj Dogonów, a gdzie Polska?

29

ludzi z kasty dyam… Skórnicy nie cieszą się dobrą opinią wśród
„prawdziwych” Dogonów. Istnieje przekonanie, że nie należy wierzyć
w ich słowa. „Skórnicy nigdy nie mówią prawdy. […] Mają wiele
kolorów, to oznacza, że mogą mówić prawdę, mogą kłamać oraz
zmieniać zdanie” 53.
W 2015 r. wyszło drugie wydanie Dogonów z Mali… poszerzone o najnowsze obserwacje w kraju dokonane przez K. Meissner.
Autorka pisze o swoim pobycie w kraju Dogonów w 2015 roku:
Bycie jedyną „turystką” stanowiło anomalię zarówno dla mnie, jak
i dla samych Dogonów, zwłaszcza członków młodszego pokolenia
utrzymujących się z działalności turystycznej, hotelarstwa, obsługi
grup turystycznych, sprzedaży pamiątek i rękodzieła. Dlatego też
moja niespodziewana obecność ożywiła miejscowych handlarzy pamiątek, którzy już podczas pierwszego dnia przyjazdu do Banani
usiłowali pokazać mi swoje butiki, nim zdążyłam wysiąść z samochodu i znaleźć nocleg. Na nic zdały się moje tłumaczenia o badawczym charakterze pobytu oraz braku środków na zakup dogońskiego rękodzieła. W odpowiedzi usłyszałam wręcz błagalne (?) prośby
o zainteresowanie się ich butikami, nieustannie też powracały zdania typu: „Przyjdź i zobacz, to nic nie kosztuje” lub „Może zechcesz
coś kupić? Nie mamy pieniędzy, bo nie ma turystów. Cierpimy”54.
Ta sama autorka w roku 2014 opublikowała artykuł pt. Budu kuru,
czyli kasa kobiet. Dogońskie stowarzyszenie kobiece jako przykłady
lokalnych inicjatyw rozwojowych. Ta cząstkowa, zdawałoby się
(jeśli chodzi o całokształt kultury), praca podnosi ważny temat
odnalezienia się Dogonów we współczesnym świecie zmian i gloE. Prądzyńska, Kasta dyam w kulturze Dogonów z Mali, w: In gremio – in
praxi. Przedmioty skórzane na co dzień i od święta, A. B. Kowalska (red.), Szczecin
2015, s. 209–226, cyt. ze strony 216.
54
K. Meissner, Gdy zabrakło toubabou… Skutki wstrzymania turystyki masowej
wśród Dogonów z Mali, posłowie do II wyd. J. Łapott, Dogonowie z Mali…, op. cit.,
s. 419.
53

30

Jacek Łapott

balizacji. W Kraju Dogonów znaczna liczba stowarzyszeń powstała
z inicjatywy kobiet. Zasadniczo stowarzyszenia kobiece dzielą się
na dwa rodzaje: niezarejestrowane i zarejestrowane. W przypadku
stowarzyszeń niezarejestrowanych badacz ma do czynienia ze strukturą o dość wąskim polu aktywności społecznej z ograniczonym
dostępem do środków generowanych przez zachodnie organizacje
pozarządowe… Wymogi związane z zarejestrowaniem stowarzyszenia wydają się błahe, jednakże w realiach dogońskich, gdzie
znaczny odsetek kobiet nie potrafi czytać ani pisać w języku francuskim, przygotowanie zestawu dokumentów jest poważną barierą na
drodze do współpracy z organizacjami pozarządowymi55.
B. Szałek, szczeciński profesor, poliglota i językoznawca porównawczy, podjął się heroicznego tematu porównania tajnego
języka Dogonów – sigi so – z językiem sanskryckim. Język sigi so
używany jest w kulturze Dogonów rzadko, a właściwie bardzo
rzadko – raz na 60 lat w czasie największego okresowego święta
zwanego sigui.
Kwintesencją wieloletnich, systematycznych kontaktów z Dogonami i ich kulturą jest artykuł Pochwała afrykańskiej tradycji
oralnej (na przykładzie plemienia Dogon z Mali). W pracy można
przeczytać: Wielokrotne kontakty z Dogonami kierowanej przeze
mnie grupy (szczególnie w ostatnich kilku latach) sprawiły, że nasze
relacje stały się bliższe i zaczęto nas postrzegać jako osoby godne
zaufania… Następnego dnia, nieco z zaskoczenia, Pangale Dolo oraz
Gadiolou Dolo zabierają nas na skraj wioski… Nieco 100 m dalej
wznosi się niski (o wysokości do 10 m) masyw skalny z kilkoma
jaskiniami. Pangale prowadzi nas do jednej z nich. Jaskinia jest niska i rozległa. U góry, z boku znajduje się otwór, a w kącie szczelina,
55
K. Meissner, Budu kuru, czyli kasa kobiet. Dogońskie stowarzyszenie kobiece
jako przykłady lokalnych inicjatyw rozwojowych, w: Ex Africa semper aliquid novi,
A. Żukowski (red.), t. 3, Żory 2014, s. 203–2017, cyt. s. 207–208.

Gdzie kraj Dogonów, a gdzie Polska?

31

częściowo wypełniona kamieniami, której krańce są niewidoczne.
Pośrodku leży duży, płaski kamień. Ta jaskinia nazywa się Tonoma
(Tonommo). To tutaj wraz z burzą i piorunami, które zrobiły wspomniany otwór w sklepieniu skały: „przez ten otwór Nommo zstąpili z nieba w towarzystwie suma. W języku Dogonów słowo „zstąpił”
znaczy yalsugu. Yalsugu go – to miejsce zstąpienia Nommo… Nommo przybyli [z nieba, okolic] tolo diugu. To grupa gwiazd pojawiająca się w czerwcu. Gwiazdy te są przyklejone do nieba i nigdy się
nie gubią. Nie można ich dotknąć, zawsze są na swoich miejscach…
Gwiazdy i Nommo są zawsze razem… Sigi tolo [Syriusz] i słońce
nie są daleko. Sigi tolo jest czerwona… Według Pangale Dolo ostatni raz to miejsce odwiedzili obcy 24 lata temu. Byli to Germaine
Dieterlen i Jean Rouch. „Tak naprawdę Griaule był Dogonem, zorganizowaliśmy mu święto dama”. G. Dieterlen powiedziała, że to
miejsce jest zakazane dla turystów. I Dogonowie jej posłuchali… To
był przedostatni dzień naszego pobytu. Żegnają się z nami, Pangale
Dolo jakby kończył swoją opowieść: „To ojciec mi o tym opowiadał
[przekazał]. Dzisiaj mój ojciec już nie żyje. Wszyscy ludzie, którzy
pracowali z Marcelem Griaule’em zmarli już. I ja sam tutaj pozostałem… Tak wyglądał przekaz, który otrzymaliśmy. Opowiadany
spokojnie przez Pangale Dolo, czasami z przymkniętymi powiekami,
jakby dla lepszego przypomnienia i wyobrażenia całości. Z często
powtarzającymi się frazami czy wątkami rozwijającymi się w kolejny fragment opowieści. Całość uzupełniana rysunkami na piasku
samych Nommo, jak i korey [arki, w której przybyli „z gwiazd”]”56.
Pangale Dolo mówi dalej: Jesteśmy już razem [nie wy u nas, nie
obok, ale razem], my i wy i ten, kto chce to opisać, winien pisać
prawdę. Rodzi się pytanie, po ilu latach kontaktów i badań moż56
J. Łapott, Pochwała afrykańskiej tradycji oralnej (na przykładzie plemienia
Dogon z Mali), w: Europejczycy Afrykanie i inni, B. Nowak, M. Nagielski, J. Pysiak
(red.), Warszawa 2011, s. 374–390, cyt. ze stron 381, 384, 389 i 390.

32

Jacek Łapott

na zasłużyć na takie zaufanie Dogonów? Czy i jak można zweryfikować otrzymany przekaz? Ale to już zupełnie inna historia…

Bibliografia
Buchalik L., Historia i stan badań kultury Dogonów, cz. 1, „Materiały
Zachodniopomorskie”, t. 32, s. 455–518; cz. 2, t. 33, s. 391–420.
Buchalik L., Kolorowy sahel, Żory 2000, s. 68–107
Buchalik L., Niewolnicy kobiet, czyli pokrewieństwo żartów Dogonów i Kurumba. Studium z etnohistorii Afryki Zachodniej, Wrocław 2009.
Buchalik L., Dogon ya gali. Dawny świat Dogonów, Żory 2010, s. 632.
Buchalik L., Maska afrykańska – sacrum czy profanum, w: Maska afrykańska – między sacrum a profanum, L. Buchalik, K. Podyma
(red.), Żory-Katowice 2012, s. 11–22.
Fiemeyer I., Marcel Griaule citoyen dogon, Paris 2004.
Filipowiak W., Ėtudes archéologiques sur la capitale médiévale du Mali,
Szczecin 1979.
Filipowiak W., Średniowieczna stolica królestwa Mali – Niani w VI–XVII
wieku, Wrocław-Warszawa-Kraków-Gdańsk-Łódź 1981.
Griaule M., Bóg Wody. Rozmowy z Ogotemmelim, Kęty 2006.
Griaule M., Dieu d’eau Entretiens avec Ogotemméli, Paris 1948.
Griaule M., Dieterlen G., Le renard pâle. I – Le mythe cosmogonique. I –La
creation du monde Paris 1965.
Griaule M., Dieterlen G., Sudański system Syriusza, w: Tajemnica Syriusza (Dzieje Gnozy), t. 2, Poznań 1991, s. 53–80.
Iwińska D., Tkactwo i jego wyroby w plemieniu Dogon (Mali), „Materiały
Zachodniopomorskie” 1987, t. 33, s. 327–365.
Izak K., Badania Polskich Studenckich Wypraw Archeologicznych Uniwersytetu Jagiellońskiego w Afryce Zachodniej, w: „Materiały Zachodniopomorskie” 1984, t. 30, s. 219–244.
Izak K., Kronika dwóch wypraw, w: „Z otchłani wieków” 1984, nr 50/
3–4, s. 210–240.

Gdzie kraj Dogonów, a gdzie Polska?

33

Izak K., III Polska Studencka Wyprawa Archeologiczna „Afryka 1983/1984”,
„Materiały Zachodniopomorskie” 1985, t. 31, s. 319–334.
Jedynak S., Symbolizm graficzny Dogonów i jego implikacje filozoficzne,
w: Symbol w kulturze, G. Głuchowski (red.), Lublin 1995,
s. 15–24.
Korabiewicz W., Do Timbuktu, Warszawa 1967.
Kulczyk M., Okolice Timbuktu, Warszawa 2002.
Leiris M., L’Afrique fantôme, Paris 1934.
Łapott J., Studencka Ekspedycja Etnograficzna AFRYKA 76–77 – sprawozdanie z przebiegu i wyników działalności etnologicznej wyprawy do
Afryki, „Materiały Zachodniopomorskie” 1978, t. 25, s. 283–319.
Łapott J., Tradycjonalizm kulturowy plemienia Dogon z Mali, w: Trzeci
Świat w polskich badaniach etnograficznych, M. Parandowska
(red.), Warszawa 1987, s. 211–233.
Łapott J., Ekspedycja Etnologiczna SAHARA SAHEL ’90 – sprawozdanie
z przebiegu i wyników działalności wyprawy do Afryki, „Materiały
Zachodniopomorskie” 1992, t. 38.
Łapott J., Atmo Domno – refleksje nad przywództwem i stratyfikacją społeczną u Dogonów z Mali, w: Przywództwo i przywódcy we współczesnej Afryce, A. Żukowski (red.), Olsztyn 2008, s. 341–352, cyt.
ze strony 343.
Łapott Ł., Czy w Afryce jest jeszcze miejsce na tajne związki – rzecz o stowarzyszeniu Awa w plemieniu Dogon (Mali), w: Ugrupowania polityczne i ruchy społeczne w Afryce, A. Żukowski (red.), Olsztyn
2009.
Łapott J., Sztuka Afryki u progu XXI wieku – refleksje etnologa, w: Kultury Afryki w świecie tradycji, przemian i znaczeń, A. Nadolska-Styczyńska (red.), „Toruńskie Studia o Sztuce Orientu”, t. 4, Toruń
2009, s. 117–126.
Łapott J., Afrykański obraz świata białych – między kultem cargo a postawą roszczeniową (na przykładzie Dogonów z Mali), „Zeszyty naukowe Centrum Badań im. Edyty Stein” 2010, nr 6, s. 69–84.
Łapott J., Wioska plemienia Dogon jako symbol ciała mitycznego przodka
– czyli co zostało z mitu, w: Rytmy i kroki Afryki, W. Mond-Kozłowska (red.), Kraków 2011, s. 55–72.

34

Jacek Łapott

Łapott J., Pochwała afrykańskiej tradycji oralnej (na przykładzie plemienia Dogon z Mali), w: Europejczycy Afrykanie i inni, B. Nowak,
M. Nagielski, J. Pysiak (red.), Warszawa 2011, s. 374–390.
Łapott J., Plemiona Afryki Zachodniej wobec globalizacji na przykładzie
ludu Dogonów, w: Społeczności lokalne wobec globalizacji i modernizacji, A. Makowski (red.), Szczecin 2011, s. 119–132.
Łapott J., Dogonowie z Mali. Społeczność tradycyjna w procesie zmian,
Szczecin 2012, s. 531.
Łapott J., Jesteśmy innej rasy i dlatego nasz dom nie jest dla nich – piętno
wykluczenia w społeczności afrykańskiej, w: „Stare” i „nowe” mocarstwa w Afryce, A. Żukowski (red.), Olsztyn 2012, s. 205–319.
Łapott J., Yaa iye-i la („wczoraj to nie dzisiaj”) – rozwój i zmiana w kulturze Dogonów (Mali), w: Rozwój a kultura. Perspektywy poznawcze i praktyczne, R. Vorbrich (red.), Wrocław 2012, s. 109–130.
Łapott J., Dziś prawdziwych masek w Afryce już nie ma…?, w: Maska
afrykańska – między sacrum a profanum, L. Buchalik, K. Podyma
(red.), Żory-Katowice 2012, s. 23–30.
Meissner K., Budu kuru, czyli kasa kobiet. Dogońskie stowarzyszenie kobiece jako przykłady lokalnych inicjatyw rozwojowych, w: Ex Africa semper aliquid novi, A. Żukowski (red.), t. 3, Żory 2014,
s. 203–217.
Meissner K., Gdy zabrakło toubabou… Skutki wstrzymania turystyki masowej wśród Dogonów z Mali, posłowie do II wyd. J. Łapott, Dogonowie z Mali…, Szczecin 2015, s. 417–424.
Mostowicz A., My z Kosmosu, Warszawa 1978; wyd. II, poszerzone: Warszawa 1984.
Piechowski A., Lud Syriusza. W poszukiwaniu tajemnic Dogonów, Warszawa 1994.
Podyma K., Maska afrykańska w świecie sztuki europejskiej. Od transcendencji do wymiaru ekonomicznego, w: Maska afrykańska – między
sacrum a profanum, L. Buchalik, K. Podyma (red.), Żory-Katowice 2012, s. 39–48.
Piłaszewicz S., Afrykańska księga rodzaju. Mity i legendy ludów Afryki
Zachodniej, Warszawa 1978.

Gdzie kraj Dogonów, a gdzie Polska?

35

Pokaż mi swój świat. Edukacja rozwojowa a antropologia wizualna, R. Vorbrich (red.), Poznań 2009.
Prądzyńska E., Zbiory afrykańskie Muzeum Narodowego w Szczecinie –
historia gromadzenia, w: Afryka – 40 lat penetracji oraz poznawania ludów i ich kultur, J. Łapott (red.), Szczecin 2004, s. 362–377.
Prądzyńska E., Kasta dyam w kulturze Dogonów z Mali, w: In gremio – in
praxi. Przedmioty skórzane na co dzień i od święta, A. B. Kowalska
(red.), Szczecin 2015, s. 209–226.
Sokolewicz Z., Mitologia Czarnej Afryki, Warszawa 1986.
Temple R. K. G., Tajemnica Syriusza (Dzieje Gnozy), t. 2, Poznań 1991.
Tymowski M., Historia Mali, Wrocław-Warszawa-Kraków-Gdańsk 1979.
Scranton L., Kosmiczna tajemnica Dogonów. Zadziwiające podobieństwa
między mitami afrykańskiego plemienia a naukowymi teoriami
XX wieku, Warszawa 2007.
Vorbrich R., Naczynia gliniane Dogonów, „Materiały Zachodniopomorskie” 1980, t. 26.
Vorbrich R., Produkcja garncarska Dogonów, „Etnografia Polska” 1982,
t. 26, z. 1.
Vorbrich R., Projekt badawczo-rozwojowy Pokaż mi swój świat, pokaż mi
swoją szkołę, „Afryka” 2009, nr 29–30, s. 186–192.
Vorbrich R., Język obrazu a dialog międzykulturowy, w: Pluralizm kulturowy i religijny współczesnego świata. Księga pamiątkowa dedykowana Księdzu Profesorowi Henrykowi Zimoniowi SVD w 70. rocznicę urodzin, Z. Kupisiński SVD, S. Grodź SVD (red.), Lublin 2010,
s. 569–583.
Vorbrich R., „Sorghum wealth” versus „Money Wealth” or Hybrid Nature
of Post-tribal Economies, „Hemispheres. Studies on Cultures and
Societies” 2013, vol. 28, s. 5–14.
Vorbrich R., „Zróbmy coś” – „dajcie coś”. Dwie konceptualizacje projektów
rozwojowych, „Etnografia Polska” 2013, t. 57, z. 1, s. 9–22.
Vorbrich R., Ziomkostwo – grupa pierwszego wyboru w organizacji pozarządowych przestrzeni rozwoju na przykładzie organizacji pozarządowych w Mali, w: Ex Africa semper Aliquid novi, L. Buchalik,
J. Różański (red.), t. 4, Żory 2017, s. 40–57.
Walter J.-F., Afrykańska włóczęga, Warszawa 1960.

36

Jacek Łapott

Walter J.-F., La vie religieuse chez les Dogons du Mali. Témoignages recueillis en 1952, Paris 2016.

Where is the Dogon Country, and where is Poland?
Summary
The Dogons – an interesting agricultural community from Mali. For
decades they have been intriguing explorers. Among them there are also
a group of Poles. Their study is not only based on the traditional culture of the tribe, but also the evolution of changes within it. Research
material has lead to the publishing of books and articles covering the
subject. The latter of which are partial, but often very important. These
articles analyze fragments of the culture of this tribe.
Further work is in progress. More and more Polish specialists are
taking up the research.
Keywords: Dogons, the history of research, Polish researchers in
Africa

LUCJAN BUCHALIK

POLSKA OBECNOŚĆ WŚRÓD KURUMBÓW
(1997–2017)1
Wstęp
Kurumbowie są rolnikami zamieszkującymi północną część
Burkina Faso i pograniczne tereny w Mali2. Na przestrzeni swej
historii utworzyli kilka wodzostw, w literaturze przedmiotu nazywanych także królestwami3. Władzę polityczną i religijną pełnią
w nich wodzowie zwani a-yo, mający do pomocy kapłanów-ofiarników. Niezależni od wodza są władcy ziemi (Asendesa), wywoDr Lucjan Buchalik – Muzeum Miejskie w Żorach.
1
Większość badań prowadziłem samodzielnie i przyznaję, że w niektórych
kwestiach trudno mi uniknąć osobistego charakteru wypowiedzi.
2
Zamieszkują prowincje: Bam (Region Północno-Centralny), Soum (Region
Sahel), Yatenga i Loroum (Region Północny). Kraj Kurumbów to równina leżąca
na wysokości 300–330 m n.p.m., z rzadka urozmaicona wzniesieniami sięgającymi
400–520 m n.p.m. Znajduje się tam wiele okresowych zbiorników wodnych,
tylko nieliczne jeziora nie wysychają całkowicie (m.in. Boukou i Bam). Klimat
typu sahelskiego, odbiciem warunków klimatycznych jest charakterystyczna
dla sawanny fauna i flora.
3
Lurum rządzone jest przez Lurumyo, wodza wybieranego z rodu Konfe ze
stolicą w Pobe-Mengao, Tera, z władcą Teryo wybieranym z rodu Badini, stolica
w Bourzandze, Pela z władcą Pelayo wybieranym spośród rodu Ganame
i najbardziej oddalone na wschód Karo rządzone przez Karyo wybieranego z rodu
Maïga z siedzibą w Aribindzie.

38

Lucjan Buchalik

dzący się z autochtonów, najstarszych rodów zamieszkujących
dany obszar. O ile władca wybierany jest spośród członków rodu
wodzowskiego, o tyle władca ziemi jest funkcją dziedziczną, piastowaną przez najstarszego z rodu. W trakcie badań prowadzonych
wśród Dogonów (Mali) przez etnologów francuskich pojawił się
wątek Kurumbów jako potomków kultury Tellem4. Późniejsze
badania z zakresu antropologii fizycznej i archeologii, podjęte
przez naukowców holenderskich, nie potwierdziły wspomnianych
wyżej hipotez5. Badania nad kulturą Kurumbów zaczęto prowadzić
w konsekwencji badań prowadzonych wśród Dogonów. Zauważono, że istnieje wzajemna sympatia pomiędzy Dogonami i Kurumbami. Naukowcy byli przekonani, że istnieje pomiędzy nimi
związek kulturowy6.

4
W literaturze etnograficznej połowy XX wieku można znaleźć informacje,
że ludność kultury Tellem, którą Dogonowie zastali w Falezach Bandiagary,
a potem wyparli na południe do Yatengi, to współcześni Kurumbowie, którzy
obecnie zamieszkują okolice Yoro (M. Griaule, Masques dogons, Paris: Institut
d’Ethnologie, Travaux et memoire de l’Institut d’Ethnologie 1938, s. 28;
G. Dieterlen, Les âmes des Dogon, Paris: Institut d’Ethnologie 1941, s. 5–6;
M. Griaule, G. Dieterlen, Le renard pâle. I – Le mythe cosmogonique. 1 – La creation
du monde, Paris: Institut d’Ethnologie, Musee de l’Homme 1965, s. 14–18;
A.-M. Schweeger-Hefel, W. Staude, Die Kurumba von Lurum, Wien: Verlag
A. Schendl, 1972, s. 16).
5
Problem ten omówiłem w pracach: L. Buchalik, Niewolnicy kobiet, czyli
pokrewieństwo żartów Dogonów i Kurumba. Studium z etnohistorii Afryki Zachodniej,
Wrocław: Polskie Towarzystwo Ludoznawcze 2009, s. 17–19 oraz L. Buchalik,
Dogon ya gali. Dawny świat Dogonów, Żory: Muzeum Miejskie 2011, s. 555–565.
6
W. Staude, La légende royale des Kouroumba, „Journal de la Société des
Africanistes” 1961, t. 31, nr 2, s. 258–259.

Polska obecność wśród Kurumbów (1997–2017)

39

1. Przygotowania do prowadzenia badań
Badania etnologiczne wśród Kurumbów – na północy Yatengi
– rozpoczęli Francuzi w trakcie Misji Lebaudy-Griaule (1938–1939)7.
Badania nad ich kulturą nie były przypadkowe. Francuski etnolog
Marcel Griaule dokonał świadomego wyboru, uważając społeczeństwo Kurumbów za w pełni niezależną formację społeczną
„zagrożoną niebezpieczną obcością: Moaga, Songaj i Peul”8.
M. Griaule uważał, że tożsamości Kurumbów zagrażają sąsiadujące ludy, które podporządkowały ich sobie militarnie i politycznie. Efektem badań wspomnianej misji były artykuły publikowane w literaturze fachowej9. W drugiej połowie XX wieku badania
zaczęli prowadzić naukowcy austriaccy i holenderscy, ci ostatni
koncentrowali się głównie na badaniach z zakresu antropologii
fizycznej10. Austriacy zaś – Anne-Marie Schweeger-Hefel i Wilhelm
Staude – podjęli się badań etnograficznych. Inspiracją ich prac
badawczych wśród Kurumbów (w 1961 roku) były badania fran7
M. Izard, Les Kurumba et la Mission Lebaudy-Griaule (1938–1939), „Journal
des Africanistes” 2001, t. 71, nr 1, s. 113–119.
8
M. Izard, Les Kurumba…, op. cit., s. 114.
9
G. Dieterlen, Note sur les Kouroumba du Yatenga Septentrional, „Journal de
la Société des Africanistes” 1939, t. 9, s. 181–189; M. Griaule, Le Domfé des
Kouroumba, „Journal de la Société des Africanistes” 1941, t. 11, s. 7–20; M. Griaule,
La mort chez les Kouroumba, „Journal de la Société des Africanistes” 1942, t. 12,
s. 9–24; J.-P. Lebeuf, Sur la circoncision chez les Kouroumba du Soudan Français,
„Journal de la Société des Africanistes” 1941, t. 11, s. 61–84.
10
J. Huizinga, New physical anthropological evidence bearing on the relationships
between Dogon, Kurumba and the extinct West African Tellem populations,
„Proceedings of the Koninklijke Nederlandse Akademie van Wetenschappen”
1968, t. 71, series C, s. 16–30; E. V. Glanville, J. Huizinga, Digital dermatoglyphics
of the Dogon, Peul and Kouroumba of Mali and Upper Volta, „Proceedings of the
Koninklijke Nederlandse Akademie van Wetenschappen” 1966, t. 69, series C,
s. 664–674.

40

Lucjan Buchalik

cuskie z lat 30. XX wieku. Wybrali oni teren „na południe od drogi przebytej przez grupę kierowaną przez M. Griaule’a”11. Obok
wielu artykułów będących efektem ich pracy na uwagę zasługuje przede wszystkim obszerna monografia Kurumbów z Lurum12.
Po przestudiowaniu dostępnej literatury rozpocząłem przygotowania do badań terenowych. Prowadzenie tego typu badań
w Afryce w czasach PRL-u nie było łatwe. By wyjechać z kraju
i prowadzić pracę badawczą za granicą, należało się odpowiednio
zorganizować. I tak, w 1982 roku, sześciu studentów etnografii
Uniwersytetu Wrocławskiego (wśród nich również autor niniejszego artykułu) postanowiło przeprowadzić badania w Afryce
Zachodniej. Pierwszym etapem przygotowań było opracowanie
programu badawczego. Biorąc przykład ze starszych kolegów13,
postanowili, że badania rozpoczną w kraju Dogonów (Mali) i będą
je kontynuować wśród rybaków Bozo (Mali), zamieszkujących
tzw. wewnętrzną deltę Nigru, uważanych za spokrewnionych
z Dogonami, oraz wśród Kurumbów (Burkina Faso).
Przygotowując wspomniany program badawczy, korzystali
przede wszystkim z literatury osiągalnej w owym czasie w Polsce.
Była to głównie literatura francuska, poświęcona Dogonom14,
oraz wspomniana monografia austriacka, poświęcona KurumW. Staude, La légende royale des Kouroumba, „Journal de la Société des
Africanistes” 1961, t. 31, nr 2, s. 210.
12
A.-M. Schweeger-Hefel, S. Wilhelm, Die Kurumba von Lurum, Wien: Verlag
A. Schendl, 1972. Praca ta jest efektem 11-letnich badań prowadzonych od 1961
roku.
13
Studencka Ekspedycja Etnograficzna Afryka 76–77, zorganizowana przez
studentów etnologii UAM.
14
G. Dieterlen, Les âmes…, op. cit.; M. Griaule, Dieu d’eau. Entretiens avec
Ogotemmêli, Paris: Fayard 1966; D. A. Lettens, Mystagogie et mistification.
Evaluation de l’oeuvre de Marcel Griaule, Bujumbura 1971; M. Palau-Marti, Les
Dogon, Paris: Presses Universitaires de France 1957; D. Paulme, Organisation
social des Dogon (Soudan français), Paris: Domat-Montchrestien 1940.
11

Polska obecność wśród Kurumbów (1997–2017)

41

bom15. Niestety Studencka Ekspedycja Etnograficzna Afryka’85
nie zakończyła się sukcesem. Jak wspomina jeden z jej uczestników: „zaplanowano badania etnograficzne i etnoarcheologiczne
w wioskach plemion Bozo, Dogon i Kurumba na terenie Mali
i Burkina Faso w Afryce Zachodniej. Zrealizowano je w niewielkim
stopniu ze względu na wypadek samochodowy i szybszy niż planowano powrót do kraju”16.
Pomysł prowadzenia badań etnologicznych wśród Kurumbów
pojawił się ponownie w czasie przygotowań do Ekspedycji Etnologicznej „Sahara-Sahel’90”17. „Przewidywano kontynuację badań
stacjonarnych u Somba (Betamaribe) w Beninie oraz ewentualnie
u Lobi w Burkina Faso, a także rozpoznanie wśród innych grup
etnicznych leżących na trasie podróży”18. Rozważano także możliwość wizyty na północy Burkina Faso u Kurumbów, w związku
z czym ponownie sięgnąłem po monografię tego ludu. Niestety
znowu nic z tego nie wyszło, gdyż planowaną trasę, a wraz z nią
zakres planowanych badań, znacznie ograniczył stan techniczny
samochodów.
Po przekształceniach ustrojowych w Polsce realna stała się
podróż do Afryki samolotem19. W 1995 roku po raz pierwszy poA.-M. Schweeger-Hefel, S. Wilhelm, Die Kurumba…, op. cit.
S. Szafrański, Jelczem do Mali, „Z otchłani wieków” 1988, t. 43, s. 26.
17
Ekspedycja realizowana była jeszcze sposobami znanymi w PRL, tzn. grupa
osób zainteresowanych wyjazdem zbierała środki finansowe, gromadziła towar
na wymianę barterową w Afryce i wspólnie wyjeżdżała samochodem. W czasach
PRL podróż lotnicza, poruszanie się w terenie lokalnymi środkami transportu,
wynajem samochodu terenowego na miejscu były bardzo kosztowne. Przekraczały
możliwości finansowe uczestników, dlatego wybierano tańszą metodę, tj. dojazd
z Polski do terenu badań w Afryce własnym samochodem.
18
J. Łapott, Ekspedycja Etnologiczna SAHARA-SAHEL’90 – sprawozdanie
z prze­biegu i wyników działalności wyprawy do Afryki, „Materiały Zachodnio­
pomorskie”1992, t. 38, s. 386.
19
Zaprzestano dużych, trwających kilka miesięcy wypraw samochodami
przez pół Europy i Saharę na rzecz bardziej zindywidualizowanych wyjazdów
15
16

42

Lucjan Buchalik

leciałem na badania. Prowadziłem je w kraju Dogonów, pośrednio
dotyczyły one także Kurumbów, nazywanych przez Dogonów
Tellemami. Odpowiadając na pytania o historię Dogonów, moi
respondenci bardzo często wspominali Tellemów, których zastali w Falezach Bandiagary i którzy później „poszli do Yoro i teraz
nazywają się Ganame”20.

2. Cel prowadzenia badań
O sens pracy badawczej w Afryce pytają zarówno rodacy etno­
loga, jak i przedstawiciele ludu, którego kulturę bada. U siebie
etnolog słyszy pytanie: „po co ty tam jeździsz?”, a w domyśle
pytającego pojawia się turystyczny cel wyjazdów. Tych drugich
ciekawi przyjazd białego do – z turystycznego punktu widzenia
– mało atrakcyjnego regionu. Zadają pytania: „kim jesteś?”, „po
co przyjechałeś?”. Początkowo odpowiadałem: „jestem turystą”,
bo wydawało mi się, że taką odpowiedź będzie łatwiej im zrozu-

lotniczych. Wyprawa mająca do dyspozycji ciężarówkę miała też swoje plusy.
Duża ilość sprzętu obozowego pozwalała na rozbicie obozu praktycznie wszędzie.
A kiedy brakowało miejsca, wielkość ciężarówki pozwalała na zanocowanie
w niej, bez potrzeby rozbijania obozu. Przyjazd ciężarówką znacznie też ułatwiał
transport zgromadzonych podczas badań zbiorów. Niedogodność polegała na
uzależnieniu od jej stanu technicznego. Przylot samolotem i poruszanie się
lokalnymi środkami transportu, wynajem ich w miejscu prowadzenia badań ma
też swoje minusy. Podróżując z plecakiem nie można zabrać większej ilości
zapasów, co skutkuje uzależnieniem (w wyborze miejsc noclegowych) od
mieszkańców odwiedzanych wiosek. Jest to pewne utrudnienie, ale jednocześnie
wielka szansa na zawiązanie kontaktów. Ułatwia to później pracę przy zbieraniu
informacji, uczestniczeniu w życiu lokalnej społeczności. W porównaniu do lat
80. w połowie lat 90. XX wieku nastąpiła jakościowa zmiana, jeśli chodzi o warunki
techniczne i sposoby prowadzenia badań.
20
Informator: Yogara.

Polska obecność wśród Kurumbów (1997–2017)

43

mieć. Ale w czasie mojej pierwszej wizyty w Pobe-Mengao21 mój
rozmówca, Almisi Sawadogo, powiedział: „ty nie jesteś turystą,
turysta nie zadaje takich pytań”. Był on wieloletnim współpracownikiem naukowców austriackich, korespondował nawet listownie z A.-M. Schweeger-Hefel. Znał więc specyfikę pracy etnologa. Jak się później okazało, w społeczności Pobe-Mengao
wiedza o badaniach etnologicznych prowadzonych przez Austriaków jest powszechna. Wielokrotnie pokazywano mi pracę pt. Die
Kurumba von Lurum. Książka napisana jest po niemiecku, więc
nie znają jej treści, ale bardzo chętnie pokazują siebie i swoich
przodków uwiecznionych na zdjęciach. Jak głęboka jest wiedza
o pracy etnologa, może ilustrować pewna scenka, która miała
miejsce w jednej z pijalń (buvete) w Pobe-Mengao. Młody człowiek
obserwujący moją pracę, po zakończeniu wywiadu zapytał wprost:
„co jest dobre, a co złe, co mam robić?”. Starsi na jego pytanie
zareagowali śmiechem i odpowiedzieli: „on się tym nie zajmuje,
nie ocenia tego, co robią ludzie, tylko pisze”. Później wytłumaczyłem mu, że interesuje mnie tradycyjna kultura i zmiany zachodzące w ich życiu, a nie ocena postępowania.
Austriaccy naukowcy w pewien sposób przygotowali grunt pod
badania następnych pokoleń. Porównując swoją pracę w Pobe-Mengao i innych wioskach, bardzo odległych od głównych szlaków (Ouahigouya – Djibo i Kongoussi – Djibo), gdzie nie pamięta się o badaniach Austriaków, zauważyłem dużą różnicę
w podejściu miejscowej ludności do pracy etnologa. W Pobe-Mengao nieskrępowane poruszanie się po wiosce i przeprowadzenie
wywiadu nie przedstawia żadnego problemu, podczas gdy w wioskach oddalonych od szlaków przyjazd białego jest zawsze sen21
Zapis Pobe-Mengao spotyka się w starszej literaturze, współcześnie stosuje
się zapis Pobé-Mengao, podobnie Gagaboulle = Gargaboullé, Toulfe = Toulfé.
Autor niniejszego artykułu stosuje pierwotną wersję zapisu.

44

Lucjan Buchalik

sacją. Przeprowadzenie wywiadu staje się trudnym, dużym przedsięwzięciem, w które zaangażowanych jest wiele osób. Bardzo
często odbywają się one w miejscach publicznych w obecności
sporej części mieszkańców wioski.
Naukowcy, szczególnie humaniści, często spotykają się z pytaniem, czemu służą te badania. O ile w przypadku nauk technicznych odpowiedź jest stosunkowo prosta i przemawiająca do
wyobraźni przeciętnego obywatela, o tyle w przypadku nauk
humanistycznych, szczególnie tych prowadzonych wśród obcych
kultur, udzielenie satysfakcjonującej odpowiedzi nie jest już takie
proste. Nie wystarcza mówienie o tym, że pozyskiwanie wiedzy
jest wartością samą w sobie. Prowadzenie badań niesie z sobą
wartość ulotną, w odczuciu przeciętnego obywatela – mało praktyczną. Ale etnologia może być użyteczna wobec problemu napięć
społecznych związanych chociażby z procesami migracyjnymi.
Może pomóc odpowiedzieć na pytanie, co zrobić, by powstrzymać
niekontrolowaną migrację ludności Afryki. Problem wykorzystania wiedzy etnologów-afrykanistów to szeroki temat wykraczający poza niniejsze opracowanie.

3. Techniki i metody badawcze
Przyjeżdżając do Kurumbów po raz pierwszy w 1997 roku posiadałem wiedzę przekazaną w publikacjach przez badaczy francuskich, austriackich i holenderskich oraz pewne doświadczenie
w prowadzeniu badań terenowych w Afryce wyniesione z poprzednich pobytów. Przygotowując się do badań, przeanalizowałem
sposób pracy etnologów francuskich i austriackich, a przez dwadzieścia lat, podczas których prowadziłem własne badania wśród
Kurumbów, wraz ze zdobywaniem doświadczenia modyfikowałem
swoje metody pracy.

Polska obecność wśród Kurumbów (1997–2017)

45

Najczęściej posługiwałem się obserwacją uczestniczącą, połączoną z wywiadem, bowiem „metoda ta pozostaje główną cechą
wyróżniającą profesjonalną antropologię”22. Odmienną wobec
wzoru anglo-amerykańskiego obserwację uczestniczącą wypracował wspomniany już M. Griaule23. Nie mogę jednak stosować
jego metody pracy, ponieważ najczęściej pracuję w terenie samotnie. Ma to swoje plusy, jak ten, że obecność jednego etnologa nie
zakłóca rytmu życia badanej społeczności, ale i minusy: niebezpieczeństwo przeoczenia drobnej, lecz istotnej kwestii. Żeby go
uniknąć, M. Griaule zaleca w swej metodzie, by sprawdzenia
zebranego materiału dokonywały dwie ekipy badawcze24. W przypadku prac prowadzonych przez jednego badacza jest to niemożliwe. Wraz ze wzrostem zaufania mieszkańców mogłem liczyć na
ich pomoc i zaangażowanie w proces dokumentacji uroczystości,
w których uczestniczyłem. Byli bardzo pomocni, gdy ceremonie,
w których uczestniczyła duża grupa ludzi, rejestrowali kamerą
video lub komentowali je i nagrywali swoje wypowiedzi na taśmie
magnetofonowej.
W badaniach terenowych w równym stopniu wykorzystuję dwie
podstawowe formy wywiadowcze: wywiad sformalizowany i spontaniczną rozmowę. Dużym wyzwaniem organizacyjnym są wy-

22
J. Clifford, Kłopoty z kulturą. Dwudziestowieczna etnografia, literatura
i sztuka, przekł. Ewa Dżurak (et al.), Warszawa: Wydawnictwo KR 2000, s. 43.
23
Uważał on, że samotny badacz nie może dokonać pełnej obserwacji
uczestniczącej. Dlatego w swoich badaniach do obserwacji wykorzystywał co
najmniej kilku etnologów. Duża ilość „obcych” zakłócała jednak proces badawczy.
Zwracali na to uwagę jego anglo-amerykańscy krytycy, preferujący „model
indywidualnej obserwacji uczestniczącej” (J. Clifford, Kłopoty…, op. cit.,
s. 70–88).
24
M. Griaule, Méthode de l’ethnographie, Paris: Presses Universitaires de
France 1957, s. 24–26.

46

Lucjan Buchalik

wiady zbiorowe, tłumaczone przez dwóch tłumaczy25. Rozmowę
trzeba prowadzić bardzo uważnie, wielokrotnie powtarzając pytania. Należy zwracać uwagę na to, kto udziela odpowiedzi i z kim
ją konsultuje, by móc potem zadać odpowiednie pytania weryfikujące.
Odpowiedzi informatorów często są dla mnie nie w pełni zrozumiałe. Dlatego wielokrotnie powtarzam te same pytania, omawiam z różnymi informatorami te same zagadnienia. W trakcie
rozmów pojawiają się nowe tematy, wywiady rzucają nowe światło na otaczającą rzeczywistość26. Zrozumienie sensu wypowiedzi
informatorów ułatwiają obserwacje wydarzeń. By obserwacja
uczestnicząca była wartościowa, badacz musi zostać zaakceptowany przez mieszkańców odwiedzanych wiosek, dlatego staram
się wchodzić w możliwie bliskie relacje z badanymi osobami, towarzysząc im w ich codziennych zajęciach i w ważniejszych uroczystościach, przede wszystkim rodzinnych. Po dłuższym czasie
udało mi się pozyskać zaufanie rodzin w wioskach, w których
prowadzę badania27. Pomogły mi osoby zajmujące się niesieniem
pomocy humanitarnej, o czym mowa będzie w dalszej części ar25
Do takich sytuacji dochodziło dość rzadko. Miały one miejsce w wioskach
– najczęściej z dala od szlaków – gdzie nie było szkoły, a co za tym idzie – osób
znających j. francuski.
26
Najbardziej było to widoczne w trakcie intronizacji Lurumyo (11 czerwca
2011 r.), kiedy to część mieszkańców Pobe-Mengao zarzucało nowemu władcy,
że nie został wybrany zgodnie z tradycją. W trakcie ceremonii intronizacyjnych
byłem świadkiem konsternacji uczestników wywołanej naruszeniem zasad
ceremoniału przez nowego władcę. Miałem okazję słyszeć na gorąco komentarze
uczestników ceremonii. W następnych latach mogłem śledzić, jak niechętnie
przyjęty (przez część poddanych) władca budował swój autorytet.
27
Na początku sądzono, że jestem turystą, w trakcie kolejnych rozmów
wyjaśniłem, że jestem etnologiem i próbuję bliżej poznać ich kulturę. Wielu
moich informatorów z królestwa Lurum, pamiętało pobyt etnologów austriackich.
Dobrze wspominali A.-M. Schweeger-Hefel i W. Staude, ta pierwsza, aż do śmierci
w 1991 r., korespondowała ze swoimi informatorami z Pobe-Mengao. Skojarzono

Polska obecność wśród Kurumbów (1997–2017)

47

tykułu. Nawiązanie przyjacielskich kontaktów z mieszkańcami
pozwala na bezpośrednią obserwację życia rodzinnego, która
niesie z sobą zupełnie inną jakość informacji. Czymś innym jest
wiedza uzyskana w trakcie wywiadów, które są w zasadzie deklaracjami rozmówcy o jego wyobrażeniu rzeczywistości, a czymś
innym jest wiedza potwierdzona przez własną obserwację. Na
przykład, przepytywani mężczyźni deklarowali niejednokrotnie,
że żony w małżeństwach poligynicznych żyją ze sobą w zgodzie.
Uczestnicząc w ceremonii zaślubin, miałem okazję widzieć reakcję żony już poślubionej – jeden z moich współpracowników poprosił, bym zrobił zdjęcie rodzinne w trakcie jego wesela. Oprócz
zainteresowanego i tulącej się do niego nowej żony, na fotografii
miały znajdować się również dzieci i pierwsza żona. Jej wyraz
twarzy nie pozostawiał wątpliwości odnośnie do tego, co myśli
o poślubieniu drugiej żony przez męża.
Najlepszymi moimi informatorami w sprawach dotyczących
historii i tradycji są ludzie starsi, pełniący określone funkcje w badanych społecznościach28. Zaś tematy związane z zachodzącym
procesem przemian najlepiej omawiać z tzw. funkcjonariuszami29
i osobami młodymi. Aby być pewnym uzyskanych informacji, należy zadawać pytania kontrolne, rozmawiać z wieloma informatorami w różnych okolicznościach, a także przeprowadzać wiele
wywiadów weryfikujących z różnymi osobami, w różnych miejscowościach i z udziałem różnych przewodników-tłumaczy.
Istotnym zagadnieniem wynikającym często podczas prowadzenia badań w Afryce są kompetencje rozmówcy w temacie posiadanej wiedzy oraz możliwości jej przekazania innym. Informatorzy udzielają odpowiedzi tylko na tematy dotyczące „zakresu
więc moją działalność z ich pracą, tłumaczyło to moją dociekliwość i ułatwiało
kontakt.
28
Kapłani, wodzowie wiosek, starsi rodów.
29
Urzędnicy różnych szczebli, nauczyciele.

48

Lucjan Buchalik

ich kompetencji”, przykładem może być mit o pojawieniu się
„żelaznego domu”. Może go opowiedzieć tylko przedstawiciel
rodu wodzowskiego (Konfe), najlepiej przez Lurumyo, którego
przodek przybył z nieba w „żelaznym domu”. Przedstawiciele
rodu Sawadogo, chociaż znają ten mit, nie chcą o nim mówić, bo
to należy do rodu sprawującego władzę. Z kolei tylko przedstawiciele rodu Sawadogo mogą rozmawiać na temat „władztwa
ziemi”, bo to właśnie do nich należy, itd. Nigdy nie nalegam, by
rozmówca poruszał tematy, do omawiania których nie ma kompetencji. Uporczywe dopytywanie „niekompetentnego” rozmówcy może spowodować, że chcąc „pochwalić się” swoimi kompetencjami, zaprezentuje nam swoje wyobrażenie na dany temat,
a nie realną wiedzę.
„Żelazny dom”, jego usytuowanie, konstrukcja i wszystko, co
się z nim wiąże, absorbowały moją uwagę od początku. Z jednej
strony wynikało to z naukowej ciekawości, ale z drugiej chyba
jednak z czystej przekory, bo podobno im bardziej nam się czegoś
odmawia, tym bardziej tego pragniemy, a skoro austriackim badaczom udało się tam dotrzeć, więc dlaczego ja mam zrezygnować?
W 1997 roku, w początkowej fazie badań poprosiłem ówczesnego
YoSigri30 o pozwolenie odwiedzenia „żelaznego domu” – teren
ten jest jednocześnie cmentarzem, miejscem spoczynku władców
Lurum. On jednak odmówił i wspomniał austriackich etnologów:
Jeden biały Monssieur Williams i jego żona Anne-Marie prosili o zgodę na zwiedzenie „żelaznego domu”. Williams poleciał samolotem
na miejsce, by zrobić zdjęcie „żelaznego domu”, po czym wrócił tutaj,
pokazał wszystkim zdjęcie i zmarł. Jego żona Anne-Marie również
Pełna nazwa władcy Lurum brzmi Lurumyo, mówiąc o konkretnym władcy
należy dodać jego zabyure (przydomek nadawany po wyborze na władcę).
W latach 90. XX w do władcy zwracano się Lurumyo Sigri lub Ayo Sigri. Kurumbowie
– w potocznych rozmowach – mówiąc o władcy, często opuszczają przedrostek
„a”, stosując skrót YoSigri.
30

Polska obecność wśród Kurumbów (1997–2017)

49

zmarła31. Osoby z otoczenia Lurumyo Sigri proponowały mi,
że pójdą do „żelaznego domu” i zrobią dla mnie zdjęcia – nie
skorzystałem. W tym samym czasie Hamado Sawadogo – mój
pierwszy przewodnik-tłumacz – opisał miejsce, gdzie znajduje się
„żelazny dom” oraz sposób, w jaki można do niego dotrzeć. W późniejszych latach, nawet wtedy, gdy nie pytałem, moi afrykańscy
znajomi wskazywali mi miejsce, gdzie znajduje się „żelazny dom”
– o kilkadziesiąt minut marszu od drogi głównej. Bez trudu mogłem tam dotrzeć. Jednak nigdy się tam nie wybrałem. Sądzę, że
niewiele by mi to pomogło w moich badaniach32, a na pewno
pogorszyłoby moje dobre relacje z lokalną wspólnotą.

4. Pokrewieństwo żartów (1997–2004)
Po raz pierwszy przyjechałem do kraju Kurumbów w marcu
1997 roku, „mobiletką” P-5033, wjeżdżając od strony Kongoussi
do Bourzangi, stolicy wodzostwa Tera. Z etnologicznego i archeologicznego punktu widzenia jest to bardzo interesujący teren
badawczy. Jednak realizowany wtedy temat dotyczący pokrewieństwa żartów spowodował, że bardziej interesujące było leżące bardziej na północ wodzostwo Lurum. Przyjeżdżając po raz
pierwszy do Pobe-Mengao, miałem nadzieję na spotkanie kogoś
z rodziny Petersango Konfe – przewodnika-tłumacza, z którym
pracowali austriaccy naukowcy34. Zdawałem sobie sprawę z kluFaktem jest, że W. Staude zmarł młodo, ale A.-M. Schweeger-Hefel dożyła
sędziwego wieku.
32
Cmentarzysko, to raczej miejsce pracy archeologa, a nie etnologa.
33
Był to bardzo zawodny pojazd często się psujący, ale za to bardzo łatwy
w naprawie i tani w eksploatacji. Przez następnych kilka lat był to mój podstawowy
środek lokomocji.
34
Zmarł w 1968 roku.
31

50

Lucjan Buchalik

czowej roli, jaką dla etnologa w terenie stanowi przewodnik-tłumacz. Liczyłem na to, że może ktoś z rodziny będzie chciał pójść
w jego ślady. Pomysł ten nie został zrealizowany, a moimi wieloletnimi współpracownikami zostali bracia Adama i Moussa/Samuel Sawadogo. W czasie pierwszego pobytu spotkałem Almisi
Sawadogo – jednego ze współpracowników etnologów austriackich. Ze względu na wiek nie czuł się na siłach, aby wspólnie ze
mną przemierzać kraj Kurumbów. Zadanie to zlecił swojemu najstarszemu synowi (niedawno przybyłemu z Abidjanu35) Hamado
Sawadogo, który niestety kilka tygodni po moim wyjeździe zmarł.
W następnych sezonach badawczych (aż po dziś dzień), będąc
w Pobe-Megao, korzystam z usług jego braci.
W trakcie rozmów z informatorami w czasie mojego pierwszego pobytu, szczególnie dotyczących historii, pojawiał się wątek
braterstwa z Dogonami. Kurumbowie uważają ich za swych braci. Twierdzenie to było o tyle interesujące, że w trakcie wcześniejszych badań w Falezach Bandiagary Dogonowie nie wspominali
o Kurumbach jako o braciach. Twierdzenia Kurumbów o szczególnych więziach łączących ich z Dogonami spowodowały, że
stało się to pierwszym moim tematem badawczym realizowanym
wśród Kurumbów. W latach 1998–2004 skoncentrowałem się
właśnie na badaniach dotyczących świadomości braterstwa między tymi dwoma ludami36.
Pierwszym etapem badań był Program Badawczy „Lurum’2000”
(opracowany wspólnie z J. Łapottem), realizowany na przestrzeni 2–3 lat. Jego celem było zgromadzenie danych i weryfikacja
Hamado pracował na Wybrzeżu Kości Słoniowej jako krawiec. Twierdził,
że dobrze mu się powodziło, a do Pobe-Mengao wrócił po to, by opiekować się
starzejącym się ojcem. To było interesujące, bo świadczyło o jego przywiązaniu
do tradycji, a to czyniło go dodatkowo „atrakcyjnym” źródłem wiedzy.
36
Efektem tych badań była wspomniana już publikacja: L. Buchalik,
Niewolnicy…, op. cit.
35

Polska obecność wśród Kurumbów (1997–2017)

51

poglądów na temat wspólnoty kulturowej plemion Dogon i Kurumba (w przeszłości i obecnie) oraz ewentualnych wpływów
kultury Tellem na owe ludy. W ramach programu zorganizowano
trzy misje badawcze (lata: 2000–200237). „Badania prowadzono
na terenie zamieszkałym przez plemiona Mossi, Kurumbów i Dogonów. Z zebranych materiałów wynika, że kultura materialna
tych ludów nie różni się. Środowisko naturalne oraz funkcjonowanie w obrębie jednego państwa na tyle zdominowało ich życie,
że trudno dostrzec jakieś różnice. Różnice, ale także i elementy
wspólne występują natomiast w sferze kultury społecznej i duchowej, i to stało się szczególnym obiektem moich zaintereso­
wań”38.
Kluczowymi osobami tego projektu byli Asendesa (władca ziemi), wspierany przez Almisi, oraz Lurumyo Sigri. Wszyscy oni byli
współpracownikami jeszcze Austriaków. Niektóre wątki pojawiające się z ich wypowiedziach badane były również w następnych
latach. Przykładem może być sytuacja z 1998 roku, kiedy w rozmowie o „żelaznym domu” Lurumyo wspomniał o sposobie sprowadzania deszczu – nie zwróciłem wtedy na to uwagi. Dopiero
kiedy w 2010 roku byłem świadkiem części ceremonii związanych
ze sprowadzaniem deszczu, moją uwagę przykuł właśnie ten fragment wywiadu. Brak deszczu, opóźniane się pory deszczowej, to
dla tutejszych rolników poważny problem, dlatego tak absorbuje
ich uwagę. Później miałem okazję wielokrotnie rozmawiać na ten
37
Uczestniczyli w nich: Lucjan Buchalik (etnolog) i Katarzyna Podyma
(historyk) z Muzeum Miejskiego w Żorach, Jacek Łapott (etnolog) i Mirosława
Kujda (przyrodnik) z Muzeum Narodowego w Szczecinie oraz Urszula Duda –
studentka etnologii Uniwersytetu Warszawskiego. Niestety z braku funduszy
i kandydata badań archeologicznych nie przeprowadzono.
38
L. Buchalik, J. Łapott, Sprawozdanie z realizacji programów badawczych
„Lurum 2000” oraz „Atacora-Lurum 2001” i „Yoro 2002”, „Ludzie i Kultury” 2003,
t. 1, s. 70.

52

Lucjan Buchalik

temat i obserwować elementy inicjujące ceremonię. Kulminacyjny moment ma miejsce przy „żelaznym domu”, który jest dla mnie
niedostępny.
Wielokrotne systematyczne odwiedziny na przestrzeni lat u tych
samych rodzin39, udział w ich życiu codziennym, wywiązywanie
się z obietnic (przywożenie wcześniej zrobionych zdjęć), utrzymywanie stałego kontaktu (listy, kartki świąteczne, telefony, SMS-y)
oraz udzielana im pomoc materialna (będzie o tym mowa w dalszej
części artykułu) pozwoliła na zdobycie ich zaufania. Z niektórymi
z czasem połączyła nić przyjaźni, co zaowocowało ich zaangażowaniem w zbieranie materiału badawczego. Sami opracowywali
materiały, najczęściej dotyczyły one historii wsi, genealogii wodzów40. Najciekawsze były poświęcone zwyczajom pogrzebowym
wodzów z Toulfe. Mimo iż w owym czasie nie był to mój główny
temat badawczy, poświęciłem mu sporo uwagi. Najpierw drogą
listowną, zadając pytania uszczegóławiające, sprawdzające. Potem
już w terenie, przeprowadzając wywiady z osobami wymienionymi w tekście, częściowo biorąc udział w opisanych zwyczajach41.
Równie istotny jak kontakt z mieszkańcami były relacje w władzami tak tradycyjnymi (Ayo, Kesu, Asendesa), jak i oficjalnymi
(prefekt, mer, nauczyciele). W urzędach można otrzymać oficjalNajczęściej mieszkam u rodzin: Badini w Bourzanga, Zoungrama w Nam­
siguia, Sawadogo w Pobe-Mengao, Konfe w Zana, Maïga w Belehede i Aribinda,
Ganame w Toulfe.
40
Gabriel Zoungrama przygotował dokument L’histoire de Namsiguia,
Namsiguia 2003. Boukari Maïga przepisał opracowanie D. L. Koundaba Douramane
Laribou, L’histoire de Belehede: source, Belehede, ~2004. Interesujący dokument
znaleźli Hassami i Mammoudou Ganame w Toulfe. Jest to historia Toulfe i wodzów
w niej panujących, począwszy od czasów mitycznych, aż po dzień współczesny,
spisana przez G. Ganame, Historique de village de Toulfe depuis sa creation, Toulfe,
2004.
41
Artykuł poświęcony mumifikacji u Kurumbów jest przygotowywany do
druku. W oryginalnym opracowaniu M. Ganame użył terminu „mumifikacja”
nawiązującego do okresu przechowywania ciała zmarłego w jego domu.
39

Polska obecność wśród Kurumbów (1997–2017)

53

ne dane dotyczące liczebności wiosek, a nieoficjalnie – dotyczące
składu etnicznego oraz codziennych problemów, z jakimi borykają się mieszkańcy.
Pierwszy wyjazd do Kurumbów zrealizowałem sam, w następnych latach w badaniach etnologicznych brali udział przede wszystkim: Jacek Łapott (Muzeum Narodowe w Szczecinie, Uniwersytet
Szczeciński) i Katarzyna Podyma (Muzeum Miejskie w Żorach).

5. Zmiany w tradycyjnej kulturze (od 2006 roku)
Pierwszy etap badawczy, poświęcony głównie zagadnieniu
pokrewieństwa żartów, był na tyle inspirujący, że rozpoczął okres
moich wieloletnich badań wśród tego ludu. Po zakończeniu opracowywania tego tematu w 2004 roku kontynuowałem badania
nad tematami podjętymi wcześniej. W tym też czasie w terenie
pojawiają się młodzi naukowcy, najpierw Ewa Prądzyńska (Muzeum Narodowe w Szczecinie), studenci ze Szczecina, Wrocławia,
Cieszyna, a później doktorantka Katarzyna Meissner (2014–2015;
prowadzi bardzo zaawansowane badania, o czym mowa będzie
w dalszej części artykułu). Od 2009 roku w wyjazdach do Kurumbów uczestniczą członkowie Centrum Misji i Ewangelizacji z Dzięgielowa, którzy koncentrują się na działaniach charytatywnych.
W latach 2010–2011 do Pobe-Megao przyjeżdżali członkowie
stowarzyszenia „Edukacja dla Pokoju” z Warszawy, celem tych
wizyt była budowa szkoły. Działania pomocowe prowadzone przez
wspomniane organizacje są doskonałą okazją do prowadzenia
badań nad procesem zmian zachodzących w tradycyjnej kulturze
Kurumbów. Od 2016 roku na terenach zamieszkałych przez Kurumbów badania prowadzą polscy archeolodzy.
Punktem wyjścia badań była wspomniana wcześniej literatura
przedmiotu. Później, po zgromadzeniu większej ilości materiałów

54

Lucjan Buchalik

własnych, to one stanowiły podstawę programu badawczego realizowanego w terenie. Porównując informacje zawarte w literaturze oraz wywiady i obserwacje, wyraźnie można zauważyć
zachodzący proces przemian. W przypadku tzw. „trudnych pytań”,
kiedy był kłopot z uzyskaniem odpowiedzi, powoływałem się na
austriackich poprzedników – szczególnie w sytuacjach, kiedy moi
informatorzy zasłaniali się niewiedzą lub twierdzili, że dane zjawisko nie występowało. Powtarzając pytanie, odwoływałem się
do znanych im postaci: „ale przecież Anna-Maria i Wilhelm o tym
pisali”. Wtedy wracaliśmy do tematu, a informatorzy starali się
odpowiadać, ale tylko moi starsi rozmówcy, którzy pamiętali jeszcze pracę z austriackimi naukowcami.
Dostęp badacza do intymnej, zastrzeżonej dla wtajemniczonych
sfery kultury badanego ludu zawsze budzi wątpliwości. Czy powinniśmy (my obcy) w nie wkraczać? Ród Sawadogo w Nenkate
(jedna z dzielnic Pobe-Mengao) ma dwa ważne dla siebie miejsca
sacrum, do których odmawiano mi wejścia. Jednym z nich jest
sanktuarium darakere42, a drugim ołtarz rodzinny kanay-daŋ.
Almisi Sawadogo, jeden ze starszych rodu, w marcu 1999 roku
na migi pokazał mi (nie znał francuskiego), żebym za nim poszedł.
Zaprowadził mnie do domu i wskazał na kanay-daŋ, po czym wymownie dał mi do zrozumienia, by nikomu o tym nie mówić, to
miała być nasza tajemnica. Almisi, pokazując mi ołtarz, nie przekroczył prawa rodu, był to bowiem jego ołtarz rodzinny. Nie wszedł
w kompetencje Asendesa i nie pokazał sanktuarium darakere.
Kilka lat później jego syn Adama, również w wielkiej tajemnicy
przed rodziną, pokazał mi ten sam ołtarz. W ten sposób ojciec
i syn, w tajemnicy przed sobą, pokazywali obcemu rodzinne świę42
Niewielka chatka (wykonana tradycyjnymi metodami) okrągła, kryta
strzechą, na której znajduje się strusie jajo. Mieszczą się w niej obiekty kultu,
zarządzana jest przez Asendesa.

Polska obecność wśród Kurumbów (1997–2017)

55

tości. W takich sytuacjach pojawia się trudny dla etnologa problem:
jak się zachowywać, by nie wchodzić zbyt brutalnie w rodzinne
relacje. To oczywiście nie jest jedyny przykład ingerencji etnologa w życie ludzi, których historię i kulturę bada. Jednym z takich
przykładów jest dla mnie zachowanie mojego współpracownika
Adamy, który od 2001 roku sam zaczął prowadzić własne badania,
zaopatrzony najpierw w długopis i notes, później w dyktafon,
aparat fotograficzny i kamerę. Kiedy kończyłem wywiad, Adama
pytał, czy zakończyłem już pracę i sam przechodził do zadawania
pytań. Słuchałem tych rozmów z dużym zainteresowaniem. Dzięki nim wiedziałem, co interesuje Adamę. Najciekawsze było jednak to, w jaki sposób prowadzi on rozmowę – można się było
wiele nauczyć. W konsekwencji tych działań Adama w 2003 roku
zaopatrzył się w pieczątkę o treści: „Adama Sawadogo historien
Kurumba”. Swoją wiedzę zaczął zapisywać i w 2008 roku mogłem
zapoznać się z wynikami jego pracy, którą prowadzi dwóch kierunkach: opracowania słownika języka koronfe i opracowania
historii Kurumbów, która zaczyna się od wyjaśnienia znaczenia
słowa sawadogo, co ma swoje uzasadnienie w tym, że ród Sawadogo uznawany jest za autochtonów na obszarze wodzostwa Lurum.
Wątek mitu etiologicznego o „żelaznym domu”, który wylądował w buszu, pojawiał się w badaniach od samego ich początku. Znaleźli go przodkowie dzisiejszych Sawadogo, ale wyszli
z niego przodkowie rodu Konfe. Między rodami doszło do walki,
w wyniku której ustalono zakres rodowych kompetencji: Konfe
zostali ustanowieni władcami ludzi, Sawadogo – władcami ziemi,
taki podział władzy honorowany jest do dzisiaj. Znając zapis mitu
dokonany przez austriackich naukowców i słuchając współczesnych
jego wersji, dostrzec można zmiany w jego narracji. Jednak bardziej interesujące było dla mnie to, że jedną z wersji mitu opowiadał Austriakom Hamidu (Medo) Konfe, znany mi jako YoSigri.

56

Lucjan Buchalik

Na początku XXI wieku wraz z rozwojem telefonii komórkowej
pojawiła się możliwość prowadzenia wywiadów na odległość.
Bardzo przydatna okazała się możliwość doprecyzowania informacji uzyskanych w trakcie terenowych wywiadów za pomocą
SMS-ów. Analizując wypowiedzi informatorów, niejednokrotnie
zauważałem pewne braki i niedociągnięcia, które szybko można
było skorygować drogą SMS-ową. Telefony komórkowe doskonale sprawdzają się również w informowaniu o ważnych ceremoniach
takich jak pogrzeby władców czy intronizacje.
W końcu marca 2007 roku otrzymałem wiadomość SMS o treści: On n’est pas loin des funeraille. Mimo że specjalnie przyjechałem na tę uroczystość, nie mogłem uczestniczyć w główniej części
ceremonii43. Można by odnieść wrażenie, że mój przyjazd był
stratą czasu, ale nie – nie dla etnologa. To była świetna okazja do
obserwacji zachowań w tym ważnym dla wspólnoty święcie. Tym
bardziej że w tym samym czasie w sąsiednim wodzostwie Lurum
odbywały się ceremonie związane z intronizacją Kesu44. Gdy zapytałem moich współpracowników z Pobe-Mengao, dlaczego nie
poinformowali mnie o tym wydarzeniu, odparli: i tak wiedzieliśmy,
że przyjedziesz, to miała być niespodzianka dla ciebie45. Telefonami
komórkowymi robili zdjęcia z uroczystości poprzedzających główne ceremonie, aby mi później je pokazać. Trzy lata później telefon
tegoż samego współpracownika (Mammoudou Ganame) poinformował mnie o rozpoczynających się ceremoniach introniza43
W trakcie poprzedniego pobytu, w październiku 2006 roku, obiecano mi,
że będę mógł uczestniczyć w ceremoniach pogrzebowych Pelayo. Niestety istnieje
różnica w rozumieniu terminu „pogrzeb”. Mieszkańcy Toulfe wyraźnie odróżniają
pochówek, w trakcie którego wynosi się ciało z domu zmarłego i przenosi na
cmentarz (wejście na cmentarz najczęściej jest zabronione dla obcych) od
ceremonii żałobnych, w których mogą uczestniczyć obcy.
44
Kapłan składający ofiary w imieniu wodza, zwany też „małym wodzem”.
45
Współpracownicy z Toulfe i Pobe-Mengao znają się i kontaktują ze sobą
za pomocą telefonów komórkowych.

Polska obecność wśród Kurumbów (1997–2017)

57

cyjnych Pelayo Kom z Toulfe. Uczestniczyła w nich cała wspólnota, było wielu zaproszonych gości, także obcych. Mogłem więc
bez przeszkód uczestniczyć w całej uroczystości.
Nowinki techniczne pozwalają na obserwację uroczystości,
w których etnolog nie uczestniczy osobiście. Dzięki rejestracji
video miałem możliwość obserwować uroczystości związane z pochówkiem Lurumyo, która w końcowej części była dla obcych
niedostępna. Kondukt wchodził bowiem na teren cmentarzyska
w pobliżu „żelaznego domu”. Rejestracja video wykonana przez
uczestnika uroczystości daje jedyną możliwość obserwacji.
Weryfikacja informacji uzyskanych w czasie wywiadów następuje czasami w dość przypadkowy sposób. Rozmówcy, szczególnie ci zaangażowani w promowanie kultury Kurumbów, podkreślali wagę języka koronfe. W ich mniemaniu wszyscy Kurumbowie
znają język koronfe, który jest istotnym elementem ich tożsamości. W czasie rozmów niejednokrotnie miałem okazję obserwować,
jak Kurumbowie rezygnują z własnego języka na rzecz języka
moore46. I tak w listopadzie 2016 roku wziąłem udział w oficjalnym
spotkaniu w prefekturze w Pobe-Mengao, dotyczącym projektu
remontu zapory wodnej. Uczestniczyli w nim właściciele ziemscy,
których pola zostałyby zalane po naprawieniu zapory. Wszyscy
musieli więc rozumieć treść prowadzonych rozmów. Adama –
odgrywający ważną rolę w działaniach pomocowych – chciał, by
spotkanie prowadzone było w języku francuskim (rozumianym
przez stronę polską) i języku koronfe (używanym przez autochtonów). Okazało się jednak, że część właścicieli ziemskich nie zna

46
Osobie nieznającej j. koronfe najłatwiej jest to zaobserwować na przykładzie
stosowania istotnych terminów, np.: Teng Saba (j. moore), zamiast Asendesa
(j. koronfe), Naaba (j. moore), a nie Ayo (j. koronfe).

58

Lucjan Buchalik

języka autochtonów i posługuje się językiem moore, używanym
przez Mossi (grupę dominującą w regionie)47.
Istotną sprawą w trakcie prowadzenia wieloletnich badań jest
konieczność zmian tłumacza-przewodnika. Ograniczenie się do
jednej osoby może spowodować, że będziemy otrzymywać standardowe odpowiedzi. By ułatwić sobie pracę, naszym kolejnym
rozmówcom tłumacz będzie „wkładał w usta” wypowiedzi poprzedników. Wywiady będą w ten sposób spłycane, niepełne
i przekłamane. Wraz z tym, jak rozwijałem badania korzystałem
z różnych tłumaczy-przewodników. W wodzostwie Pela korzystam
z usług osób z rodu Ganame, w Tera – z osób wywodzących się
z Badini, a w Karo – z Maïga. Są to przedstawiciele najważniejszych
w danym wodzostwie rodów. Moi najbardziej zróżnicowani tłumacze wywodzą się z wodzostwa Lurum, w którym przebywam
najczęściej. W samym Pobe-Mengao sytuacja jest o tyle prosta,
że wiele osób zna francuski i rozmawiając z młodymi i ludźmi
w średnim wieku, nie trzeba korzystać z pośrednictwa tłumacza.
W trakcie opracowywania wywiadów pozyskanych w terenie
pojawiają się tezy, które powinny być odpowiedzią na problem
badawczy, a które należałoby zweryfikować w terenie za pomocą
pytań kontrolnych. Pojawia się „syndrom niezadanego pytania”,
którego w dodatku nie można zadać przez telefon ze względu na
złożoność zagadnienia. W konsekwencji trzeba pojechać do Burkina, by w terenie zadać pytania kontrolne, na które odpowiedzi
powinny potwierdzić postawioną tezę. Bardzo często jednak pytania kontrolne otwierają nowe pola badawcze, powiększając w ten
Kwestia zmiany języka przez współczesnych mieszkańców Pobe-Mengao
może być ilustracją zachodzących przemian. W przeszłości Kurumbowie i Mossi
prowadzili ze sobą wojny, ci pierwsi zostali zdominowani przez Mossi. W wyniku
tych działań w złym tonie było używanie przez Kurumbów j. moore, a w obecności
władcy obowiązywał kategoryczny zakaz posługiwania się tym językiem. Zjawisko
to poddane jest silnej dynamice i wymaga dalszych badań.
47

Polska obecność wśród Kurumbów (1997–2017)

59

sposób zasób wiedzy. Wyraźne widać różnice między wiedzą
z połowy XX wieku, zawartą w monografii Die Kurumba von Lurum, a współczesną.

6. Tworzenie kolekcji muzealnej
Muzeum Miejskie w Żorach posiada obecnie największą w Polsce – znaczącą w skali europejskiej – kolekcję ilustrującą kulturę
Kurumbów, liczącą wraz z depozytem około 350 obiektów. Wspomniani wielokrotnie badacze austriaccy pracowali dla wiedeńskiego Muzeum Etnograficznego (Weltmuseum). Ich kolekcja,
składająca się głównie z obiektów sztuki (statuetek), pochodzi
z pierwszej połowy XX wieku i powstała głównie dzięki zainteresowaniom A.-M. Schweeger-Hefel (z wykształcenia historyka
sztuki), której badania koncentrowały się na sztuce w jej socjohistorycznym kontekście48. Kolekcja muzeum żorskiego to głównie
obiekty z przełomu XX i XXI wieku, tylko nieliczne pochodzą
z pierwszej połowy XX wieku. Składają się na nią przede wszystkim przedmioty codziennego użytku (ceramika, tkaniny, plecionki, itd.), obiekty sztuki (rzeźby, maski) stanowią niewielką część
zbioru. Biorąc pod uwagę czas, w którym powstawały obie uzupełniające się kolekcje, są one doskonałą ilustracją zachodzącego
w kulturze Kurumbów procesu przemian.
Mając świadomość, że prowadząc badania pod koniec XX wieku, nie nabędziemy „starych” obiektów, postanowiłem stworzyć
kolekcję ilustrującą współczesne życie Kurumbów. Szczególną
uwagę poświęcałem obiektom, które ilustrowały przemiany. Jed48
Oryginalną kolekcję posiada Musée du Korom-Wondi w Pobe-Mengao, jej
szczególna wartość polega na tym, że sami Kurumbowie są jej twórcami, przy
niewielkim udziale naukowców europejskich.

60

Lucjan Buchalik

nym z takich obiektów jest garnitur używany przez jednego z mieszkańców Pobe-Mengao, który w swym uszyciu łączy cechy tradycyjne i współczesne. Tradycyjny jest materiał, z jakiego został
wykonany – utkane pasy banderol o szerokości kilkunastu centymetrów. Współczesny zaś jest krój garnituru. Patrząc na niego
z większej odległości, trudno odróżnić go od innych strojów noszonych przez funkcjonariuszy. Dopiero z bliska widać wyraźne
oryginalne łączenia poszczególnych pasów tkaniny, co – jak sądzę
– było pomysłem właściciela (nikt inny takiego garnituru nie nosił), który chciał w ten sposób zaakcentować z jednej strony swoje przywiązanie do tradycji, z drugiej nowoczesne podejście do
kwestii stylu życia. Innym obiektem ilustrującym proces przemian
jest zakupiony w Toulfe, w grudniu 2014 roku, łuk z cięciwą ze
stalowego drutu. Według sprzedającego oryginalną cięciwę na
drut zamienił jego dziadek. Stan obiektu, występujące zabrudzenia, wskazują na to, że istotnie drucianą cięciwę zamontowano
w łuku dosyć dawno i że był on później używany. Zamianę cięciwy z naturalnej na przemysłową (stalowy drut, rowerową linkę
hamulcową itp.) mogłem obserwować na różnych terenach Afryki Zachodniej. W kolekcji Muzeum Miejskiego znajduje się taki
„kompilowany” łuk zakupiony u Wama (Benin). W 2016 roku
pojawili się u Kurumbów Kogle Woeogo49 uzbrojeni w broń myśliwską i odlane z aluminium proce, służące do miotania strzał
z tradycyjnego łuku. Broń taką kupiłem w październiku 2017 roku
od strażników pełniących służbę w Pobe-Mengao, dzięki czemu
udało mi się uzupełnić o nią muzealną kolekcję.
Nie tylko przedmioty się zmieniają, ale także sposób sprzedaży. Tkacze tradycyjnie sprzedawali swój towar na targach. Współ49
Strażnicy pilnujący porządku we wsi – formacja nawiązująca do tradycji
Mossi – pojawili się w Burkina Faso w odpowiedzi na zagrożenie bandytyzmem
po upadku rządów Blaise’a Campaore’a.

Polska obecność wśród Kurumbów (1997–2017)

61

cześnie coraz trudniej jest spotkać tkaczy na targowiskach, głównie dlatego, że coraz mniej osób trudni się tym zajęciem50. Ci zaś,
którzy nadal wytwarzają tkaniny wiedzą, że rynków zbytu należy szukać poza granicami regionu. Dlatego na oferowanych produktach zamieszczają informacje o możliwości zakupu przez
Internet, podają adresy mailowe – swoje lub handlarzy.
Początkowo mieszkańcy wiosek, w których prowadziłem badania nie rozumieli celu czynionych przeze mnie zakupów. Kiedy
jednak zauważyli, że na „starych” przedmiotach pochodzących
od nieżyjących dziadków czy też rodziców można zarobić, zaczęli mi je przynosić sami. Przykładem może być zakup w Pobe-Mengao w maju 2007 roku naszyjnika z agatów. Sprzedawca twierdził,
że właścicielką była jego matka, której naszyjnik kupił jej mąż
w latach 40. XX w. Kosztował wtedy tyle, ile kosztował osioł, był
to duży wydatek i świadczył o wielkim uczuciu, jakim mąż darzył
żonę. Według sprzedawcy o jego wyjątkowości świadczyło również
to, że: w Lurum są tylko dwa takie naszyjniki, ten od matki i jeszcze
jedna kobieta w Gargaboulle miała taki naszyjnik. Zakupy takie są
rzadkością, większość przedmiotów kupuję na targach, w zagrodach lub bezpośrednio u producentów.

7. Działania pomocowe51
W trakcie badań moi rozmówcy zwracali mi często uwagę na
swoje problemy materialne, prosząc o pomoc. Najpierw do żorProblemem jest przede wszystkim zmieniająca się moda, wejście
w powszechne użycie tanich tkanin, strojów fabrycznych. Koszt wykonania stroju
z tkaniny tradycyjnej jest wysoki, między innymi dlatego klienci preferują wyroby
przemysłowe.
51
W rozdziale wykorzystano materiały przygotowane przez Iwonę Nawrot
i Lidię Żur.
50

62

Lucjan Buchalik

skich parafii zwracałem się z prośbą o wsparcie potrzebujących.
Były to tzw. projekty miękkie: dofinansowywanie dzieci z rodzin
o niskim statusie materialnym, umożliwiające im chodzenie do
szkoły52. Chodziło głównie o sieroty ze wsi Namsiguia. Gabriel
Zoungrama przygotował listę sierot z Namsigui i okolicznych
przysiółków, w 90 procentach były to sieroty ze względu na brak
ojca. Taką dysproporcję tłumaczono faktem, że gdy mężczyzna
ma dwie żony i umrze, to osieraca wszystkie dzieci. Kiedy umrze
kobieta, to osieraca tylko swoje dzieci. Czyli gdy umiera mężczyzna, który ma dwie żony, to osieraca 100 procent swoich dzieci
w rodzinie, a gdy umiera jedna z dwóch żon, to osieraca 50 procent dzieci. Pośród powodów śmiertelności wśród mężczyzn wymieniano ciężką pracę w polu, kopalniach złota53 oraz niebezpieczeństwo związane z podróżami w poszukiwaniu pracy, wliczając
w nie częste wypadki w komunikacji samochodowej.
Później nawiązałem kontakt z Centrum Misji i Ewangelizacji
w Dzięgielowie, które w 2007 roku zaangażowało się w działania
pomocowe głównie na terenie wodzostwa Lurum54. Szczególnie
aktywni byli: Iwona i Jacek Nawrotowie, Lidia Żur, Damian Pomocka, ks. Grzegorz Giemza kierujący w owym czasie CME55.
Zróżnicowana pod względem zawodowym ekipa zaangażowana
Teoretycznie uczestniczenie w zajęciach szkolnych jest bezpłatne, ale
w praktyce trzeba wnosić pewne opłaty, pod koniec lat 90. XX wieku było to
1 000 F CFA (ok. 6,3 zł). Należy też kupować przybory szkolne.
53
Mowa o niczym niezabezpieczonych biedaszybach i podziemnych
korytarzach, gdzie dochodzi do niekontrolowanych osunięć ziemi, to z kolei jest
częstą przyczyną śmierci górników.
54
W grudniu 2008 roku przedstawiciele CME po raz pierwszy przyjechali
do Burkina, by zobaczyć efekty dwóch już zrealizowanych projektów: zakupu
podręczników i pomocy szkolnych dla dzieci ze szkoły podstawowej w PobeMengao oraz wspomnianego warsztatu krawieckiego.
55
W tym czasie w Arbindzie, w wodzostwie Karo, pracował polski misjonarz
o. Marcin Zeguła.
52

Polska obecność wśród Kurumbów (1997–2017)

63

w pomoc humanitarną pozwalała na działalność na różnych polach, często z inicjatywy samych Kurumbów, podczas rozmów
z którymi pojawiały się kwestie dotyczące działań pomocowych,
w zakresie skolaryzacji, pomocy kobietom, opieki medycznej itp.
Pierwszą inicjatywą zrealizowaną w Burkina Faso był warsztat
krawiecki w Namsiguia, w którym pracę znalazło kilka osób. Prowadzono także akcję dożywiania dzieci szkolnych i finansowano
akcję wydawania dzieciom aktów urodzenia. Uczniowie nieposiadający takiego dokumentu mogli chodzić do szkoły, ale nie
mogli otrzymać świadectwa ukończenia szkoły, co z kolei uniemożliwiało im dalsze kształcenie. Sfinansowano zakup i transport
z Polski ok. 2,5 tony darów (głównie przyborów szkolnych). W ramach ponadtygodniowej wizyty, w lutym 2010 roku w Pobe-Mengao, polska ekipa (wśród której byli również nauczyciele)
przygotowała i poprowadziła zajęcia z języka angielskiego, a także z zakresu profilaktyki dla dzieci w gimnazjum (prelekcje nt.
AIDS i udzielania pierwszej pomocy przedmedycznej). W szkołach
i dyspenserach rozdano przywiezione apteczki oraz podstawowe
leki, których brak stanowi wciąż ogromny problem.
Mieszkańcy Pobe-Mengao często wspominali o ciasnocie w istniejących dwóch szkołach podstawowych. Rozpoczęto więc przygotowania do utworzenia trzeciej szkoły, wydzielono uczniów
i nauczycieli. Szkoła zaistniała już „na papierze”, ale nie było
budynku, w którym mogłaby się mieścić. Uczniowie uczyli się
w cieniu drzew lub pod prowizorycznymi zadaszeniami. W opinii
mieszkańców istniała jednak paląca potrzeba zbudowania nowej
szkoły, określanej literą „C”, później nazwaną przez mieszkańców
„polską szkołą”. Centrum Misji i Ewangelizacji oraz warszawskie
stowarzyszenie „Edukacja dla Pokoju” zobowiązały się do pomocy w rozwiązaniu tego problemu. Społeczność Pobe-Mengao deklarowała pomoc w budowie szkoły na etapie przygotowań. Strona polska miała sfinansować prace wykonywane przez firmę

64

Lucjan Buchalik

budowlaną, a mieszkańcy mieli przywieźć materiały budowlane
dostępne w terenie (piasek, żwir). Ich początkowy zapał potwierdzał deklaracje, ale wraz z upływem czasu zaangażowanie mieszkańców malało i pod koniec budowy nie było już chętnych do
pracy. Wyjątkiem był mer (Inoussa Konfe), który czuł się zobowiązany do spełnienia obietnicy danej przez reprezentowaną przez
niego gminę. Z punktu widzenia badacza-etnologa potrzeba budowy szkoły – powszechnie artykułowana przez mieszkańców – nie
została w pełni potwierdzona. Można było domniemywać, że to
nauczyciele chcieli budowy szkoły, a mieszkańcom była ona obojętna. W 2016 roku wróciłem do kwestii „polskiej szkoły”, pytając
o to, jak jest ona postrzegana. Mieszkańcy raczej bez emocji odpowiadali, że owszem była potrzebna, bo: edukacja jest ważna.
Bardzo emocjonalnie zaś wypowiadali się rodzice dzieci do niej
uczęszczających. Ci dziękowali Polakom za zbudowanie szkoły,
chwalili niskie opłaty i wysoki poziom nauczania56. Z punktu widzenia badawczego problem braku trzeciej szkoły miał swoje trzy
odsłony: wyraźne sygnalizowanie potrzeby budowy szkoły, brak
zaangażowania w prace budowlane (w kontekście własnych obowiązków), zadowolenie z funkcjonowania szkoły.
Szczególnym zainteresowaniem osób prowadzących działalność
pomocową cieszyły się kobiety. W latach 2014–2015 w trakcie
przygotowywania projektu remontu zniszczonej zapory, w rozmowach prowadzonych z kobietami pojawił się problem braku
bielizny. Kobiety miały problem z zaopatrzeniem się w bieliznę
nie tylko z przyczyn finansowych. Na targu w Pobe-Mengao, który odbywa się co trzy dni, nie można było bowiem jej kupić. Zorganizowano wtedy akcję „Sekretna misja kobiet”. Od marca do
56
Te dwa czynniki spowodowały, że rodzice bardzo chętnie posyłają tam
dzieci, w efekcie znowu część dzieci uczy się w cieniu drzew. Szkoła stała się
„ofiarą własnego sukcesu”.

Polska obecność wśród Kurumbów (1997–2017)

65

listopada 2015 roku przeprowadzono w Polsce zbiórkę i wysłano
260 kg bielizny – wystarczyło dla każdej kobiety w Pobe-Mengao.
W efekcie tych działań handlowcy zwrócili uwagę na zainteresowanie tym towarem i na targu pojawiła się damska bielizna. Innym
projektem skierowanym do kobiet była akcja hodowli owiec w Pobe-Mengao. Kobiety otrzymały środki na zakup kilkudziesięciu
owiec, których hodowlą miały się zająć. Pieniądze pozyskane z ich
sprzedaży miały być przeznaczone częściowo na potrzeby zaangażowanych w hodowlę kobiet, a częściowo na zakup jagniąt.
Przy tej okazji można było zaobserwować podejście mężczyzn do
aktywności zawodowej kobiet. Na zebranie stowarzyszenia kobiet
„Dofre Hansi” nie przyszedł ani jeden mężczyzna z Pobe-Mengao.
Jedynym mężczyzną wspierającym kobiety był mieszkaniec pobliskiej Niamangi. Oficjalnie mężczyźni są zadowoleni z aktywności swoich żon, rzeczywistość wygląda jednak inaczej.
Wszystkie projekty realizowane przez Polaków były wcześniej
dyskutowane z lokalną wspólnotą i władzami: budowa szkoły
(w październiku 2010 roku), projektowana naprawa zapory (w listopadzie 2016 roku). Mieszkańcy z zadowoleniem zwracali uwagę na to, że nasze projekty są z nimi konsultowane i dla przeciwwagi wskazywali na salę narad wybudowaną wcześniej na
obrzeżach wsi, bez akceptacji mieszkańców na mocy porozumienia pomiędzy rządami Burkina i Stanów Zjednoczonych. Budynek
pięknie wygląda, ale usytuowany jest w dość dużej odległości od
centrum, w związku z czym zebrania wiejskie nadal odbywają się
w przy placu targowym.
We wszystkich tych działaniach (z wyjątkiem projektów dotyczących kobiet) uczestniczy Adama Sawadogo. Od dwudziestu
lat obserwuję zmiany, jakie zachodzą w postrzeganiu jego osoby
przez lokalną społeczność, początkowo ze względu na jego kontakty z etnologami, później ze względu na jego zaangażowanie
w działania pomocowe. W 2003 roku nastąpiły poważne zmiany

66

Lucjan Buchalik

w wyglądzie domu Adama. Mieszkańcy Pobe-Mengao mówili, że:
rodzina Sawadogo z Nenkate inwestuje sporo pieniędzy w dom, to
dzięki Adama. W ich domu na przełomie XX i XXI wieku znajdował
jedyny prywatny telefon we wsi. Dopiero później pojawiły się telefony komórkowe, które obecnie posiada niemal każdy dorosły
mieszkaniec wsi. Adama wyrósł ponad przeciętność, co doskonale ilustruje to, jak wygląda i w co wyposażony jest jego dom oraz
długa lista oczekujących na poranne spotkanie z nim. Jest to podstawowy temat badawczy Katarzyny Meissner.

8. Badania „współpracy rozwojowej”57
Prace terenowe wśród Kurumbów przeprowadzone były przez
K. Meisner w ramach projektu badawczego pt. „Wiejskie społeczności Afryki w poszukiwaniu projektów rozwojowych. Antropologiczne studium przypadku lokalnych pośredników rozwoju
w Mali i Burkina Faso”58. Badania zrealizowano podczas trzech
pobytów badawczych59. Celem naukowym projektu było przeprowadzenie studiów nad funkcjonowaniem i rolą lokalnych pośredników rozwoju w procesie redystrybucji dóbr i transmisji wiedzy,
określanym jako „współpraca rozwojowa”.
Z perspektywy antropologicznej istotne znaczenie dla funkcjonowania pośredników rozwoju mają wydarzenia zachodzące
57
Rozdział opracowano na podstawie materiałów przygotowanych przez
Katarzynę Meissner.
58
Projekt został sfinansowany ze środków Narodowego Centrum Nauki
przyznanych na podstawie decyzji numer DEC-2012/07/N/HS3/00866.
59
14.01. – 15.03.2014: Pobe-Mengao (badania stacjonarne), Djibo, Gargaboule,
Bougue, Bourzanga, Namsiguia, Titao, Toulfe, Rollo, Lessam, Oudouga, Mentao.
13.01. – 14.03.2015: Pobe-Mengao, Djibo, Titao, Ouindigui, Hitte, Toulfe, Aribinda.
24.08. – 13.11.2015: Pobe-Mengao, Djibo, Bourzanga, Bougue, Gargaboule,
Kaya, Zablo, Ouagadugu, Mentao.

Polska obecność wśród Kurumbów (1997–2017)

67

w latach 90. XX wieku. Kryzys państwa w Afryce oraz niepowodzenia makroprojektów rozwojowych (nadzorowanych i sterowanych przez władze centralne zainteresowanych państw) doprowadziły do zmiany w światowej polityce i retoryce rozwojowej.
W konsekwencji wcale niemalejący, a wręcz gwałtownie wzrastający w ostatnich latach przepływ zasobów zewnętrznych, a zatem
i „renta rozwojowa”, zaczęły przechodzić przez niezależne, zdecentralizowane sieci pośredników60. To spowodowało, iż mniej
więcej na przełomie XX i XXI wieku pojawił się i wykrystalizował
nowy typ pośrednika rozwoju – między ludźmi Północy i Południa,
między „rozwijającymi” a „rozwijanymi” – „lokalny pośrednik
rozwoju”61. Jego pojawienie się uzasadniło konieczność podjęcia
dalszych badań nad zjawiskiem „pośredniczenia”.
W kontekście przedstawianej wyżej problematyki K. Meissner
postawiła hipotezę, iż na przełomie XX i XXI wieku obecność lokalnych pośredników rozwoju zauważa się wszędzie tam, gdzie
realizuje się tzw. mikroprojekty i występuje zdecentralizowana
forma udzielania pomocy rozwojowej. Prowadzi to do sytuacji,
w której lokalni pośrednicy rozwoju odgrywają coraz większą rolę
na szczeblu lokalnym, regionalnym, państwowym i międzynarodowym. Założyła, że na gruncie analizy zjawisk społecznych i kulturowych związanych z przedsięwzięciami rozwojowymi spodziewany efekt końcowy ukaże wzrastającą podmiotowość wspólnot
lokalnych w Afryce, w szczególności aktywną rolę miejscowych
elit (tak lokalnych, jak i ściśle z nimi powiązanych grup „trzymaR. Vorbrich, Agent kontaktu – agent rozwoju. Od społeczeństwa kolonialnego
do społeczeństwa globalnego, w: R. Vorbrich (red.), Rozwój a kultura. Perspektywy
poznawcze i praktyczne, Wrocław: Polskie Towarzystwo Ludoznawcze 2012,
s. 131–147.
61
T. Bierschenk Thomas, J. P.e Olivier de Sardan, Les courtiers locaux du
développement. Un programme de recherche, „Bulletine de L’APAD” 1993, nr 5,
s. 71–76.
60

68

Lucjan Buchalik

jących władzę”) w przyjmowaniu i aplikacji projektów rozwojowych. Zjawiska te nie będą wartościowane, lecz analizowane pod
kątem roli i funkcjonowania pośredników rozwoju w lokalnej
społeczności.
Na miejsce stacjonarnych badań u Kurumbów K. Meissner wybrała Pobe-Mengao i zatrzymała się w tamtejszym campement.
Miejsce to okazało się idealne na urządzenie w nim bazy pobytowo-wypadowej nie tylko ze względu na komfortowe warunki
bytowe, ale przede wszystkim przez wzgląd na to, że jest to ulubione miejsce spotkań i przestrzeń życiowa gospodarza i głównego informatora (Adamy Sawadogo). Przed przyjazdem planowała, że będzie prowadzić klasyczne stacjonarne badania terenowe
w wiosce Pobe-Mengao, które rozpocznie od znalezienia lokalnych
organizacji rozwojowych, które doprowadzą ją do pośredników.
Metoda okazała się skuteczna w początkowej fazie badań. Okazało się, że w wiosce funkcjonuje kilkadziesiąt takich organizacji
o różnym profilu działalności, a w skali gminy i regionu jest ich
znacznie więcej. Zastana sytuacja skłoniła badaczkę do przejścia
od tego, co George Marcus nazywa „antropologią wioski” (village
anthropology), skupioną na jednym ograniczonym stanowisku,
do „antropologii wielostanowiskowej” (multi-side anthropology),
badającej nie miejsce, kulturę czy społeczność, ale „łańcuchy,
ścieżki, wątki i zestawienia różnych lokalizacji” 62.
Wybierając grupy badawcze, rozpoczęła od listy dostępnej
w prefekturze, zawierającej spis 59 organizacji kobiecych zarejestrowanych w gminie Pobe-Mengao w latach 2010–2012. Ze względu na szeroką skalę zjawiska zdecydowała się prowadzić badania
dwutorowo. Najpierw wytypowała losowo sześć organizacji we
wsi Pobe-Mengao, następnie po dwie z Bougue i Gargaboule.
G. E. Marcus, Ethnography In/Of the World: The Emergence of Multi-sited
Ethnography, „Annual Review of Anthropology” 1995, t. 24, s. 105.
62

Polska obecność wśród Kurumbów (1997–2017)

69

W trakcie badań zorientowała się, że Adama Sawadogo posiada
gęstą sieć kontaktów z organizacjami działającymi w miejscowościach sąsiadujących z Pobe-Mengao i bardziej oddalonych – w innych regionach. Łącznie przebadała 50 lokalnych organizacji
rozwojowych działających w Regionie Sahel: w gminach Pobe-Mengao i Aribinda, w Regionie Północnym: w gminie Titao oraz
w Regionie Centralno-Północnym: w gminach Bourzanga i Rollo.
Wywiady prowadzone z członkami organizacji rozwojowych
były świetną okazją do poznania lokalnych „liderów” rozwoju.
Duża w tym zasługa wymienianego wielokrotnie Adama Sawadogo, który jak się później okazało, był jednym z prężnie działających pośredników w skali ponadregionalnej. Jego sposób działania, które opierało się na „byciu w kontakcie” z członkami
lokalnych organizacji rozwojowych i innymi liderami, legitymizował jego pozycję. Dzięki jego przychylności inni liderzy, mimo
początkowych oporów, odkrywali przed badaczką świat pośredników – ich układów, przysług, kontraktów oraz strategii dostępu
i redystrybucji renty rozwojowej.

9. Badania archeologiczne63
W 1941 roku ukazał się artykuł Y. Urvoy poświęcony skupiskom
rytów naskalnych na skale Kuru w okolicy Aribindy64, które dzisiaj
stanowią jedną z atrakcji regionu. Był to jednak tylko opis miejsca
pozbawiony głębszej refleksji. Badania archeologiczne w kraju
Kurumbów rozpoczęły się nieco później niż badania etnologiczne.
Najpierw przeprowadzono je w Yatenga, na terenach graniczących
63
Rozdział opracowano na podstawie materiałów przygotowanych przez
Bogusława Franczyka i Krzysztofa Raka.
64
Y. Urvoy, Gravures rupestres dans l’Aribinda (Boucle du Niger), „Journal de
la Société des Africanistes” 1941, nr 11, s. 1–5.

70

Lucjan Buchalik

z krajem Dogonów65. Natomiast w kraju Kurumbów w królestwie
Karo prowadzenie badań archeologicznych rozpoczęto w latach
80. XX wieku66. Na początku XXI wieku amatorskie badania archeologiczne prowadził na tym terenie Jörg Lange, który dokonywał opisu stanowisk archeologicznych i kolekcjonował kamienne rzeźby.
W październiku 2016 roku, w królestwie Lurum, rozpoczęli
badania polscy archeolodzy: Krzysztof Rak i Bogusław Franczyk.
Mogą one rzucić nowe światło na historię osadnictwa na tym terenie. W czasie pierwszego sezonu archeolodzy wytypowali miejsca do przeprowadzenia wykopalisk: w okolicy Pobe-Mengao
(Gidjambo, Seneboulli i Danfelenga-Damgonde) i Namsiguia.
W poszukiwaniu śladów ludzkiej działalności zalegających na
powierzchni ziemi przeprowadzono badania powierzchniowe.
Znaleziono fragmenty ceramiki, kamienne narzędzia i odpadki
powstałe w wyniku ich produkcji.
Do najbardziej spektakularnych odkryć należy zaliczyć rdzeń
wykonany techniką lewaluaską. Artefakt, będący jednym z najstarszych w całym Burkina Faso wytworów wykonanych przez
człowieka, należy łączyć z tzw. afrykańskim Later Stone Age. Ze
względu na powierzchniowy charakter znaleziska ustalenie przyPrzy okazji własnych badań A.-M. Schweeger-Hefel prowadziła również
badania archeologiczne. Co prawda nie była archeologiem, ale wykonała kilka
prostych badań, głównie rejestracji pochówków ze stelami i pochówków
w naczyniach oraz kopców. Zebrane w ten sposób materiały wykorzystała w wielu
publikacjach. Później badania prowadzili: Jean-Yves Marchal (Vestiges d’occupation
ancienne au Yatenga (Haute Volta). Une reconnaissance du pays Kibga, „Cahiers
ORSTOM” 1978, t. 15, nr 4, s. 449–484) oraz Bruno Martinelli (Trames
d’appartenances et chaînes d’identité. Entre Dogons et Moose dans le Yatenga et la
plaine du Séno (Burkina Faso i Mali), „Cahiers des Sciences Humaines” 1995,
t. 31, nr 2, s. 365–405).
66
G. Dupré, D. Guillaud, Archéologie et tradition orale: contrubition a l’histoire
des espaces du pays d’Aribinda. Province de Soum, Burkina Faso, „Cahiers d’Études
Africaines” 1986, t. 22, nr 1, s. 5–48.
65

Polska obecność wśród Kurumbów (1997–2017)

71

należności kulturowej oraz dokładne jego wydatowanie wymaga
dalszych badań. Ponadto w okolicy miejscowości Gidjambo zarejestrowano późnoplejstoceńską krzemienicę, w skład której wchodzi 114 przedmiotów wykonanych techniką łupania. Przez wzgląd
na zaobserwowane charakterystyczne cechy inwentarza zaliczyć
ją należy do West African microlithic technocomplex (ok 30 000–8000
p.n.e.). Nieopodal stanowiska rozpoznano wychodnię kwarcu,
z której ówczesny człowiek epoki kamienia pozyskiwał surowiec
do produkcji narzędzi. Odkryto zabytki świadczące, że teren ten
był zamieszkiwany na długo zanim przybyli tam Kurumbowie, co
jest zgodne z ich tradycją ustną. Archeolodzy skupili się na badaniach powierzchniowych, podczas których rozpoznano trzy strefy: Namsiguia (2 punkty osadnicze), Gidjambo (67 punktów
osadniczych), Pobe-Kone (21 punktów osadniczych). Dodatkowo
zbadano kilkanaście stanowisk z rytami naskalnymi w miejscowościach Irimpele oraz Seneobuli.
Pierwsza strefa to okolice miejscowości Namsiguia. Obserwacje w terenie pozwalają stwierdzić, że aż do tego miejsca dochodziła strefa pochówków w naczyniach. Strefa tego typu pochówków ciągnie się mniej więcej od zakola Czarnej Wolty, szerokim
(niekiedy na 200 km) pasem biegnącym na północ od Ouagadogou, mniej więcej wzdłuż granicy z Mali, aż nad Niger w rejon
Niamey. Ciekawostką jest fakt, że stanowisko przy drodze z Namsiguia do Pobe-Mengao było jednym z największych kopców,
jakie zarejestrowano podczas pierwszego sezonu badawczego.
Płaszcz kopca jest mocno zniszczony i dosyć niski, ale jego powierzchnia to okręg o średnicy prawie 10 m. Trudno jednak dookreślić jego wielkość, gdyż od północnego wschodu został on
zniszczony przez pole uprawne, a od zachodu przecina go piaszczysta droga do Pobe-Mengao. Zarejestrowano kilkanaście pochówków w naczyniach (pitosach) – zarówno w pojedynczym
naczyniu, jak i w podwójnym układzie naczyń zwróconych do

72

Lucjan Buchalik

siebie wylewami. Wypełnisko tych obiektów zawierało elementy
naczyń ceramicznych, które archeolodzy traktowali jako część
wyposażenia grobowego (np. ceramiczna pokrywka do naczynia
flaszowatego). Oprócz ceramiki archeolodzy natknęli się na przedmioty wykonane z żelaza, kości i zęby ludzkie oraz pojedyncze
bransolety mocno zerodowane, o średnicy około 4 cm. Pochówki
towarzyszące temu założeniu spotykane były na okolicznych polach w odległości prawie 50 m od samego kopca.
Najwięcej czasu archeolodzy spędzili w drugiej strefie, w Gidjambo. Zarejestrowali głównie kopce/kurhany, stanowiska z rytami naskalnymi, wychodnie kwarcu (które mogły być wykorzystywane do produkcji narzędzi kamiennych), litofony oraz
punkty osadnicze. Znalezione tam kopce można podzielić na dwie
grupy. Wysokie (najwyższy miał około 170 cm wysokości), posiadające najczęściej płaszcz kamienny, z małą ilością ceramiki w pobliżu oraz niskie (często poniżej 50 cm) i mocno spłaszczone
z pochówkami w naczyniach (jak w Namsiguia). Trudno je ze
sobą powiązać, określić czas ich powstania czy związek z jakąś
grupą etniczną. Na stanowisko o roboczym numerze 24 składa
się kopiec drugiego typu z 28 pochówkami w naczyniach oraz
kilkoma w odległości większej niż 20 m od kopca. Kopiec ma około 8 m średnicy, a większość pochówków otaczała kopiec od północnego wschodu i południa. Naczynia zawierają pojedyncze
kości ludzkie, w jednym z nich bardzo dobrze rysowała się czaszka. Praktycznie brak jest przedmiotów żelaznych (zarejestrowano
na powierzchni tylko jeden gwóźdź żelazny). Szczególnie interesującym jest to, że wspomniany kopiec prawdopodobnie zawiera
słabo czytelne konstrukcje ziemno-kamienne w postaci niskich
wałów. Tworzą one łuki, które w przeszłości – według B. Franczyka – być może otaczały kopiec. Są jednak na tyle słabo widoczne,
że nie sposób ich nie pominąć lub nie uznać za całkowicie przypadkowy układ kamieni. Taki obiekt, według A.-M. Schweeger-

Polska obecność wśród Kurumbów (1997–2017)

73

-Hefel, był dogońskim założeniem grobowym, które miało odzwierciedlać ruch spiralny, właściwy przy tworzeniu świata przez
boga Amma. Spirale te miały być wykonywane z małych wałów
ziemno-kamiennych, a wpisywane w nie pochówki w naczyniach
miały przypominać rozrzucane nasiona fonio – ważne podczas
aktu kreacji świata67. Na obecnym etapie badań trudno jednak
udowodnić taką interpretację, nie prowadzono bowiem żadnych
badań inwazyjnych. Byłoby to jednak niesłychanie inspirujące
natknąć się w terenie na pochówki dogońskie, których formuła
byłaby odzwierciedleniem ich mitologii.
Trzecia strefa według B. Franczyka jest najciekawsza, niestety
tutaj badania prowadzono bardzo krótko. Rzecz dotyczy Pobe-Kone (Stare Pobe). Można je podzielić na trzy części: wzgórze
tellowe nazywane Damfelenga-Damgonbde, cmentarzysko z pitosami na wschód od tellu i na południe od wzgórza – dwa wzniesienia określane mianem Aguloderga. W pierwszym przypadku
nie prowadzono poważniejszych badań. Trudno jest tu określić
powierzchnię – zapewne kilka hektarów. Na podstawie wywiadu
z Ismaelem Sawadogo oraz badań powierzchniowych wyróżniono tu strefę działalności kowali (pozostałości dymarek, „soczewki” popiołu zalegające na powierzchni oraz fundamenty zabudowań). Pojedyncze groby, bardzo słabo czytelne na powierzchni,
oraz miejsce wydobycia kamienia do budowy (zlepieniec). Miejsce to jest bardzo obiecujące, ale do dalszych badań wymagany
będzie bardziej zaawansowany sprzęt (geofizyka) oraz oficjalne
pozwolenia. Cmentarzysko z pitosami leżące na wschód od tellu
położone jest na terenie, przez który przepływa strumień okresowy, dlatego też większość z nich jest mocno zniszczona. Żadne
67
A.-M. Schweeger-Hefel, Frühhistorische Bodenfunde im Raum von Mengao
(Ober-Volta, Westafrika), Wien, Österr. Akademie d. Wissenschaften, philosophischhistorischen Klasse Verlag: VÖAW Erscheinungsjahr 1965; L. Buchalik, Dogon
ya gali…, op. cit.

74

Lucjan Buchalik

prace, oprócz dokumentacji fotograficznej pojedynczych grobów,
nie były tutaj prowadzone.
Największą niespodzianką dla archeologów było trzecie z wymienionych miejsc. Dwa wzgórza Aguloderga nazwano roboczo
„W” oraz „E” (od kierunków, w które są zwrócone). Na ich szczytach nie zarejestrowano praktycznie niczego. Brak ceramiki (albo
pojedyncze skorupy), pojedyncze kości zwierząt, które mogły
przynieść drapieżniki oraz zaledwie pięć, raczej pradziejowych
odłupków kwarcytowych wykonanych techniką łupania. Według
Ismaela Sawadogo było to miejsce refugialne dla mieszkańców
Danfelenga-Damgonbde w czasach obcych najazdów i niepokojów
politycznych. Na północnym skłonie wzgórza „E” zlokalizowano
wychodnię granitu w formie grupy dużych głazów tworzących
mały zespół. Większość z nich nosiła ślady obróbki mechanicznej
dokonanej przez człowieka i długie odbicia wskazujące na próbę
uzyskania płaskich wiórów granitowych. Na ziemi znaleziono
bardzo dużo kamiennych odłupków noszących wszelkie ślady
potwierdzające wykonanie odbić ręką ludzką. Archeolodzy bardzo
szybko odrzucili możliwość spękania skały w wyniku działania
warunków atmosferycznych. Brak jest jakichkolwiek elementów
ceramiki czy żelaza, jak również śladów ognia, który mógłby zostać wykorzystany do łupania skały. Z pomocą przychodzi
A.-M. Schweeger-Hefel, która twierdzi, że w rejonie Pobe-Mengao
jeszcze na początku XX wieku tak właśnie łupano granit (kamieniem o kamień), podczas gdy w Bourzandze miano stosować
ogień68. Jest to o tyle ciekawe miejsce, że w odległości około 240 m
(na zachodnich stokach wzgórza „W”) znajduje się stanowisko ze
stelami nagrobnymi, które najprawdopodobniej pozyskiwano we
wskazanej wychodni.
A.-M. Schweeger-Hefel, L’art Nioniosi, „Journal de La Société Des
Africanistes” 1966, t. 36, nr 2, s. 251–332.
68

Polska obecność wśród Kurumbów (1997–2017)

75

10. Badania parazytologiczne69
Badania parazytologiczne w sierpniu 2011 roku prowadziła
w kraju Kurumbów (Pobe-Mengao, Djibo, Bourzanga) Anna Pinkas. Ich wyniki zawarła w swojej pracy magisterskiej pt.: Prewalencja parazytoz skórnych w wybranych krajach kontynentu
afrykańskiego, napisanej na Wydziale Opieki Zdrowotnej Uniwersytetu Medycznego w Katowicach. Jedną z najważniejszych dróg
zarażenia dla większości tropikalnych pasożytów skórnych jest woda,
która niedostatecznie gotowana, filtrowana, oczyszczana stanowi
doskonałe siedlisko dla tych chorób. W krajach o klimacie gorącym
nikt z tamtejszej ludności nie myśli o tym, aby gotować wodę, gdyż,
jak sami Afrykańczycy twierdzą, trzeba później czekać aż woda ostygnie. Jest to też dla nich bardzo nieekonomiczne. […] Parazytozy
skórne wywoływane są inwazją pierwotniaków, robaków oraz stawonogów pasożytniczych. Jest to bardzo szeroka grupa chorób,
która atakuje bez względu na wiek i powoduje duży odsetek zgonów,
a także poważne zniekształcenia twarzy, całego ciała, prowadząc
do izolacji chorych od otoczenia, a w ostateczności do śmierci. Parazytozy skórne często prowadzą do wtórnych infekcji i zakażeń
w wyniku ciągłego drapania i rozdrapywania zmian, często silnie
swędzących, co sprawia, że przy braku pomocy medycznej i podstawowych leków początkowo niegroźne zmiany powodują poważne
powikłania70.
Praca, po przetłumaczeniu na język francuski, została przekazana personelowi medycznemu szpitala w Djibo, na jego życzenie.
Lekarze z Djibo twierdzili, że nie posiadają dostatecznej wiedzy
69
Rozdział opracowano na podstawie materiałów przygotowanych przez
Annę Pinkas.
70
A. Pinkas, Prewalencja parazytoz skórnych w wybranych krajach kontynentu
afrykańskiego, Katowice 2012, s. 4.

76

Lucjan Buchalik

o chorobach skórnych, na które cierpią ich pacjenci. Przez brak
dostępu do laboratorium nie potrafią przeprowadzić dostatecznych
badań, by skutecznie leczyć. O problemie tym wspomina Linda
Polman, pisząc, że niektórzy lekarze stawiają niewłaściwą diagnozę, gdyż nie znają „miejscowych chorób ani pasożytów”71.

11. Wykorzystanie wyników badań terenowych
Efektem prowadzonych badań są referaty wygłaszane w czasie
konferencji naukowych, publikacje oraz projekty realizowane
w muzeum. Wyniki badań wykorzystałem na 13 konferencjach,
w których brałem udział, organizowanych w Polsce72 i za granicą73.
Publikacje zawierające informacje zebrane w trakcie badań znajdują się w bibliografii.
Dla Katarzyny Podymy74 z Muzeum Miejskiego w Żorach badania terenowe wśród Kurumbów stanowią bazę informacji naukowej, która wykorzystywana jest jako bezpośredni materiał do
71
L. Polman, Karawana kryzysu. Za kulisami przemysłu pomocy humanitarnej,
Wołowiec: Wydawnictwo Czarne, 2011, s. 82.
72
Konferencje były organizowane przez: Polskie Towarzystwo Afrykanistyczne
(Pieniężno, Obra, Szczecin, Żory), Instytut Nauk Politycznych Uniwersytetu
Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie, Muzeum Narodowe w Szczecinie, Koło
Naukowe Kultury Orientu, Wydział sztuk Pięknych Uniwersytetu Mikołaja
Kopernika w Toruniu, studenckie koła naukowe (Wrocław, Kraków, Cieszyn).
73
Konferencja „Africa for sale”: Analysing and Theorizing Land Claims and
Acqusitions zorganizowana w Groningen w październiku 2010 roku przez
Nederlandse Vereniging voor Afrika Studies. 12th Conference of Africanists: „Africa
in the changing world development paradigm” zorganizowana w Moskwie w maju
2011 roku przez Russian Academy of Sciences, Institute for African Studies; Panel
18 „Religion in Contemporary Sub-Saharan Africa: The Fate of Traditional Beliefs
in Present-day Conditions” (ze względu na nieobecność autora referat został
wygłoszony przez K. Podymę).
74
Opracowano na podstawie materiałów przygotowanych przez K. Podymę.

Polska obecność wśród Kurumbów (1997–2017)

77

wystąpień konferencyjnych w kraju75 i za granicą76 (uczestniczyła w ośmiu konferencjach) oraz publikacji (wymienionych w bibliografii). Na podstawie przeprowadzonych wywiadów oraz
obserwacji bezpośrednich opracowuje artykuły poświęcone szeroko traktowanemu pojęciu sztuki afrykańskiej, ze szczególnym
uwzględnieniem tradycyjnej sztuki Kurumbów. Zebrane materiały stanowią również podstawę badań własnych na użytek pracy doktorskiej: Jak Feniks z popiołów. Społeczny kontekst odrodzenia tradycyjnej sztuki Kurumbów z Burkina Faso. Program
naukowy związany z tematem pracy doktorskiej, realizowany
w latach 2008–2012 w trakcie wypraw etnologicznych organizowanych przez Muzeum Miejskie w Żorach, koncentruje się wokół
problemów związanych z tradycyjną sztuką i zachodzącymi w niej
zmianami.
Pośrednio wiedza pozyskana w trakcie badań stanowi dla K. Podymy źródło pomysłów i wiedzy do działań wystawienniczych
i edukacyjnych. W zakresie działań edukacyjnych na podstawie
przeprowadzonych badań zrealizowano cztery projekty77. Owe
działania edukacyjne były nagradzane za profesjonalizm i wymiar
naukowy projektów. Organizator – Muzeum Miejskie w Żorach
– otrzymało między innymi nagrody i wyróżnienia. Pozyskane
Polskie Towarzystwo Afrykanistyczne (Pieniężno, Obra, Szczecin), Instytut
Nauk Politycznych Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie, Muzeum
Narodowe w Szczecinie, Koło Naukowe Kultury Orientu, Wydział sztuk Pięknych
Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, studenckie koła naukowe (Wrocław,
Kraków).
76
12th Conference of Africanists: Africa in the changing world development
paradigm zorganizowana w Moskwie w maju 2011 roku przez Russian Academy
of Sciences, Institute for African Studies; Panel 18 „Religion in Contemporary SubSaharan Africa: The Fate of Traditional Beliefs in Present-day Conditions”, referat
„When the non-art becomes the art. Changes in treating of the objects which are
the integral part of social and religious life West African peoples”.
77
Bliżej Afryki (2001), JA – TY – MY MOI – TOI – NOUS (2001–2002), Sztuka
– interaktywna droga poznania (2002-03), Ex libris – wszystko o Afryce (2006).
75

78

Lucjan Buchalik

w trakcie wypraw obiekty, dokumentacja fotograficzna oraz wiedza merytoryczna o nich były podstawą do opracowania wystaw78.
Doświadczenia i wiedza pozyskane w trakcie badań zostały wykorzystane przy opracowaniu projektów muzeologicznych: „Yatenga” oraz „Polskie poznawanie świata”. Projekt „Yatenga” został
zaprezentowany na konferencji: Muzeum XXI wieku, a następnie
opublikowany w pokonferencyjnym wydawnictwie w formie artkułu: Muzeum Yatenga – Spotkania Kultur Świata. Budowa innowacyjnego kompleksu muzealnego w Żorach.
K. Meissner wygłosiła referaty prezentujące jej badania w trakcie czterech konferencji organizowanych w Polsce79. Publikacje
zawierające informacje zebrane w trakcie badań znajdują się
w bibliografii.
Archeolodzy K. Rak i B. Franczyk wykorzystali efekty swoich
badań w trakcie konferencji krajowych (Kraków, Warszawa, Wrocław, Łódź, Olsztyn). Zrelacjonowali swoje dokonania także w prasie ogólnopolskiej.

„Tkanina artystyczna Afryki Zachodniej”, wystawa sztuki we współpracy
z L. Buchalikiem (2005), „Opowiem o ich życiu w Afryce”, wystawa fotograficzna
we współpracy z L. Buchalikiem (2006), „Sztuka Afryki Zachodniej”, wystawa
sztuki (2007), „Maska afrykańska – między sacrum a profanum”, wystawa
etnograficzna połączona z elementami sztuki (2012), „Bóg wody”, wystawa
etnograficzna (2015).
79
Konferencje były organizowane przez: Katedrę Etnologii i Antropologii
Kulturowej Uniwersytetu Szczecińskiego; Instytut Etnologii i Antropologii
Kulturowej Uniwersytetu Warszawskiego, Instytut Dialogu Kultury i Religii
Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, Katedrę Studiów Europejskich
Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, Polskie Towarzystwo Afrykanistyczne
(Warszawa, Żory).
78

Polska obecność wśród Kurumbów (1997–2017)

79

12. Perspektywy badawcze
Prowadząc przez długi czas badania na określonym terenie,
badacz dostrzega zmiany zachodzące w życiu jego mieszkańców
i ich tradycyjnej kulturze. Odeszło pokolenie, które pracowało
z austriackimi etnologami w połowie XX wieku. Pojawili się nowi
ludzie pełniący role autorytetów w zakresie wiedzy tradycyjnej.
Trudno określić, jaka dziedzina życia Kurumbów najszybciej ulega zmianie: język koronfe poddawany silnej presji języka moore,
stroje, tradycyjna religia ustępująca przed religiami uniwersalistycznymi (głównie islamem). Pojawiły się nowe zjawiska: telefonia komórkowa, która „zrewolucjonizowała” kontakty z rodziną rozrzuconą po świecie; migracje z kraju Kurumbów, głównie
w kierunku dużych miast Afryki Zachodniej, bardzo pożądane
wyjazdy na Wybrzeże Kości Słoniowej i sporadyczne do Europy80
i wreszcie – rozwijająca się powoli turystyka81. Elity Kurumbów
wiążą z turystyką wielkie nadzieje na rozwój regionu. Według
Abdoullaye z Pobe-Mengao: Turystyka jest pierwszym krokiem do
zrozumienia. Wiadomości w telewizorze, radiu, gazetach nie wystarczą, aby zrozumieć naszą rzeczywistość.
Najlepszą ilustracją zachodzących zmian może być podejście
do tradycji obecnego Lurumyo Pilan. Kiedyś wizyta u władcy
80
Starzy chętnie patrzą na czasowe wyjazdy młodych do pracy, bo wracając
przywożą pieniądze i pomagają w pracach polowych. Niechętnie patrzą natomiast
na wyjazdy stałe: pieniądze przysyłają, ale nie ma komu pomagać w pracach
polowych.
81
Sytuacja zmieniła się po kolejnych niepokojach na północy Mali, związanych
z powstaniem samozwańczego państwa Azawad. W 2011 roku przez Pobe-Mengao
przejeżdżały silnie uzbrojone samochody armii burkińskiej i francuskiej, od tego
czasu zmienił się też stosunek mieszkańców do mnie. Wcześniej mogłem siedzieć
w lokalnej pijalni piwa przy drodze. Później mi to odradzano, zapraszając do
środka na podwórze, mówiono „tam jest bezpieczniej”.

80

Lucjan Buchalik

w czerwonym stroju nie była możliwa, dzisiaj nie stanowi problemu. Na podwórzu zagrody Lurumyo Pilan stoi mercedes (oznaka
nowoczesności) i koń (ze względu na tradycję). Austriacy opisywali, jak w trakcie dorocznego święta żniw Apilan-Donda, Ayo
wjeżdżał do Pobe-Mengao na koniu. Kiedy po raz pierwszy uczestniczyłem w tym święcie (w 2003 roku) YoSigri wjeżdżał na mojej
mobiletce, zaś Lurumyo Pilan używa samochodu. To proste zestawienie ilustruje, jak szerokim frontem postępuje proces przemian.
W tej sytuacji naturalnym wydają się być badania nad „Kulturą Kurumbów w procesie przemian” – od pierwszych badań francuskich z początku XX wieku, poprzez pracę Austriaków, po lata
20. XXI wieku.

***
Opis w krótkim artykule 20 lat polskiej obecności wśród Kurumbów jest zadaniem trudnym, dlatego siłą rzeczy poruszyłem
tu tylko niektóre kwestie. Prowadzenie przez długi czas badań
w jednym konkretnym miejscu skutkuje nawiązaniem emocjonalnych więzi międzyludzkich, specyficzną identyfikacją badacza
z ludem, którego kultura jest obiektem badań.
Przeglądając materiały do niniejszego artykułu, zauważyłem
błędy popełniane na początku mojej pracy terenowej – jakże przeszkadzał mi mój europocentryzm. Podczas analizy rozmów przeprowadzonych po „europejsku” trudno było mi zrozumieć zawarte w nich treści. Przykładem mogą być opowieści o szczególnych
relacjach łączących Kurumbów i święte krokodyle w stawie w Pobe-Mengao. Mówiono mi, że krokodyl nigdy nie zaatakuje mieszkańca wsi, a gdy jest zbyt gorąco, krokodyle przychodzą do wiejskich zagród, by ludzie je schłodzili. Trudno było pogodzić mi się
z myślą, że dzikie zwierzę przychodzi z własnej woli do ludzi. Do
tych opowieści podchodziłem więc z pewnym dystansem, sądząc,

Polska obecność wśród Kurumbów (1997–2017)

81

że opierają się one raczej na czymś w rodzaju licentia poetica. Kiedy jednak w kwietniu 2012 roku pokazano mi krokodyla w zagrodzie, pod zadaszeniem, gdzie ludzie polewali go wodą – zrozumiałem, że mówili prawdę. Najlepszą formą konfrontacji
wiedzy czerpanej z literatury są badania terenowe. Dziś – patrząc
z perspektywy czasu – inaczej poprowadziłbym rozmowy, tyle
tylko, że nie ma już moich rozmówców. Odeszli i już nigdy się nie
dowiem się, jak należało rozumieć ich słowa, co mogli i co chcieli mi przekazać.

Bibliografia
Bierschenk Thomas, Jean Pierre Olivier de Sardan, Les courtiers locaux
du développement. Un programme de recherche, „Bulletine de
L’APAD” 1993, nr 5, s. 71–76.
Buchalik Lucjan, Afrykańskie dzieci piszą list, „Kalendarz Żorski 2003”,
Żory: Muzeum Miejskie 2003, s. 157.
Buchalik Lucjan, Apilan-donda, czyli Nowy Rok u Kurumbów, „Kalendarz
Żorski 2005”, Żory: Muzeum Miejskie 2005, s. 165–171.
Buchalik Lucjan, Archeologia i tradycja ustna. Próba rekonstrukcji historii regionu na przykładzie królestw Kurumbów (Burkina Faso), w:
Rafał Wiśniewski i Arkadiusz Żukowski (red.), Afryka. Między
tradycją a współczesnością. Wybrane przykłady kontynuacji i zmian
w historii, polityce, gospodarce i społeczeństwie, Warszawa: Polskie
Towarzystwo Afrykanistyczne, t. 1 (2013), s. 113–125.
Buchalik Lucjan, Dogon ya gali. Dawny Świat Dogonów, Żory: Muzeum
Miejskie 2011.
Buchalik Lucjan, Doroczne święto Apilan-donda jako ilustracja mitu etiologicznego Kurumbów (Burkina Faso), w: Jacek Jan Pawlik, Małgorzata Szupejko (red.), Afryka na progu XXI wieku. Kultura i społeczeństwo, Warszawa 2009, s. 85–96.

82

Lucjan Buchalik

Buchalik Lucjan, Granice etniczności w relacjach między Mossi i Kurumbami w Burkina Faso, w: Arkadiusz Żukowski (red.), Forum Politologiczne. Przestrzeń i granice we współczesnej Afryce, t. 10, Olsztyn 2010, s. 69–84.
Buchalik Lucjan, Historia i stan badań nad kulturą Dogonów, „Materiały
Zachodniopomorskie” 1986, nr 32, s. 455–518; nr 33 (1987),
s. 391–420.
Buchalik Lucjan, Historia Kurumbów z Lurum (Burkina Faso), „Materiały Zachodnio-Pomorskie” 2000, nr 46, s. 601–634.
Buchalik Lucjan, Intronizacja Kesu, „Kalendarz Żorski 2008”, Żory: Muzeum Miejskie 2008, s. 201–203.
Buchalik Lucjan, Kolekcja pozaeuropejska, The non-european collection
in Żory, w: Lucjan Buchalik, Katarzyna Podyma (red.), Polskie
poznawania świata. Kolekcja Pozaeuropejska Muzeum Miejskiego
w Żorach, The Polish way of learning the world. Non-European collection of the Municipal Museum in Żory, Żory: Muzeum Miejskie
w Żorach 2015, s. 175–193.
Buchalik Lucjan, Kolorowy Sahel, Żory 2000.
Buchalik Lucjan, Kurumbowie – rolnicy z Burkiny Faso, „Toruńskie Studia
o sztuce Orientu” 2009, t. 4, s. 53–64.
Buchalik Lucjan, Ludy refugialne w obliczu kolonizacji, w: Jacek Łapott,
Ewa Prądzyńska (red.), Ex Africa Semper Aliquid Novi, Żory-Warszawa: Muzeum Miejskie w Żorach – Polskie Towarzystwo Afrykanistyczne 2014, t. 1, s. 138–153.
Buchalik Lucjan, Maska afrykańska – sacrum czy profanum? The African
Mask – the Sacred or the Profane, w: Lucjan Buchalik, Katarzyna
Podyma (red.), Maska afrykańska między sacrum a profanum.
African Mask – Between the Sacred and the Profane, Żory-Katowice: Muzeum Miejskie w Żorach – Muzeum Historii Katowic 2012,
s. 11–20.
Buchalik Lucjan, Niewolnicy kobiet, czyli pokrewieństwo żartów Dogonów
i Kurumba. Studium z etnohistorii Afryki Zachodniej, Wrocław:
Polskie Towarzystwo Ludoznawcze 2009.
Buchalik Lucjan, Narodziny u Kurumbów, „Lud” 2001, nr 85, s. 223–238.

Polska obecność wśród Kurumbów (1997–2017)

83

Buchalik Lucjan, Rola pokrewieństwa żartów w tworzeniu się współczesnego społeczeństwa Burkinabe (Burkina Faso), „Zeszyty Naukowe
Centrum Badań im. Edyty Stein” 2010, t. 6, s. 85–97.
Buchalik Lucjan, Shifting Patterns of Land Use and Ownership in Burkina
Faso with a Case Study of Two Kurumba Villages – Bourzanga and
Pobe-Mengao, w: Sandra J. T. M. Evers, Caroline Seagle and Froukje Krijtenburg (ed.), Africa for Sale? Positioning the State, Land
and Society in Foreign Large-Scale Land Acquisitions in Africa, Leiden – Boston: Brill, 2013, s. 203–219.
Buchalik Lucjan, The social role of the rain-making rituals in the modernizing society of West Africa, w: 12th Conference of Africanists: „Africa in the changing world development paradigm”, Moscow, May
24–26.2011. Abstracts, s. 162–163.
Buchalik Lucjan, Tradycyjna sztuka Kurumbów, w: Sławomir Szafrański,
Małgorzata Kadziela, Marta Tabota, Maciej Ząbek (red.), Sztuka
Afryki w kolekcjach i badaniach polskich, Szczecin: Muzeum Narodowe w Szczecinie 2014, s. 465–482.
Buchalik Lucjan, Trwałość słowa, w: Bronisław Nowak, Mirosław Nagielski, Jerzy Pysiak (red.), Europejczycy, Afrykanie inni. Studia ofiarowane Profesorowi Michałowi Tymowskiemu, Warszawa: Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego 2011, s. 391–410,
Buchalik Lucjan, Wodzowie Kurumbów i ich królestwa (Burkina Faso),
w: Arkadiusz Żukowski (red.), Forum Politologiczne. Przywódcy
i przywództwo we współczesnej Afryce, t. 7, Olsztyn 2008, s. 353–
383.
Buchalik Lucjan, Zaklinanie deszczu, „Kalendarz Żorski 2011”, Żory:
Muzeum Miejskie, s. 148–151.
Buchalik Lucjan, Żelazny dom Kurumbów, w: Jacek Łapott (red), Afryka
– 40 lat penetracji oraz poznawania ludów i ich kultur, Szczecin
2004, s. 215–226.
Buchalik Lucjan, Łapott Jacek, Sprawozdanie z realizacji programów
badawczych „Lurum 2000” oraz „Atacora-Lurum 2001” i „Yoro
2002”, w: Irena Bukowska-Floreńska (red.), Ludzie i Kultury,
Żory: Muzeum Miejskie w Żorach 2003, s. 69–82.

84

Lucjan Buchalik

Buchalik Lucjan, Katarzyna Podyma, Krótka relacja z wyprawy etnologicznej „Somba 2009”, „Kalendarz Żorski 2010”, Żory: Muzeum
Miejskie 2010, s. 209–210.
Clifford James, Kłopoty z kulturą. Dwudziestowieczna etnografia literatura i sztuka, przekł. Ewa Dżurak (et al), Warszawa: Wydawnictwo KR 2000.
Dieterlen Germain, Les âmes des Dogon, Paris: Institut d’Ethnologie 1941.
Dieterlen Germaine, Note sur les Kouroumba du Yatenga Septentrional,
„Journal de la Société des Africanistes” 1939, nr 9, s. 181–189.
Dupré Georges, Guillaud Dominique, Archéologie et tradition orale: contrubition a l’histoire des espaces du pays d’Aribinda. Province de
Soum, Burkina Faso, „Cahiers d’Études Africaines” 1986, t. 22,
nr 1, s. 5–48.
Glanville E. V., Huizinga J., Digital dermatoglyphics of the Dogon, Peul
and Kouroumba of Mali and Upper Volta, „Proceedings of the Koninklijke Nederlandse Akademie van Wetenschappen” 1966,
nr 69, ser. C, s. 664–674.
Griaule Marcel, Dieu d’eau. Entretiens avec Ogotemmêli, Paris: Fayard
1966.
Griaule Marcel, Le Domfé des Kouroumba, „Journal de la Société des
Africanistes” 1941, nr 11, s. 7–20.
Griaule Marcel, Masques dogons, Paris: Institut d’Ethnologie, Travaux
et memoire de l’Institut d’Ethnologie 1938.
Griaule Marcel, Méthode de l’ethnographie, Paris: Presses Universitaires
de France 1957.
Griaule Marcel, La mort chez les Kouroumba, „Journal de la Société des
Africanistes” 1942, nr 12, s. 9–24.
Griaule Marcel, Dieterlen Germaine, Le renard pâle. I – Le mythe cosmogonique. 1 – La creation du monde, Paris: Institut d’Ethnologie,
Musee de l’Homme 1965.
Huizinga J., New physical anthropological evidence bearing on the relationships between Dogon, Kurumba and the extinct West African
Tellem populations, „Proceedings of the Koninklijke Nederlandse
Akademie van Wetenschappen” 1968, nr 71, ser. C, s. 16–30.

Polska obecność wśród Kurumbów (1997–2017)

85

Izard Michel, Les Kurumba et la Mission Lebaudy-Griaule (1938–1939);
„Journal des Africanistes” 2001, t. 71, nr 1, s. 113–119.
Lebeuf Jean-Paul, Sur la circoncision chez les Kouroumba du Soudan
Français, „Journal de la Société des Africanistes” 1941, nr 11,
s. 61–84.
Lettens Dirk A., Mystagogie et mistification. Evaluation de l’oeuvre de Marcel Griaule, Bujumbura 1971.
Łapott Jacek, Ekspedycja Etnologiczna SAHARA-SAHEL’90 – sprawozdanie z przebiegu i wyników działalności wyprawy do Afryki, „Materiały zachodniopomorskie” 1992, nr 38, s. 385–414.
Marchal Jean-Yves, Vestiges d’occupation ancienne au Yatenga (Haute
Volta). Une reconnaissance du pays Kibga, „Cahiers ORSTOM”
1978, t. 15, nr 4, s. 449–484.
Martinelli Bruno, Trames d’appartenances et chaînes d’identité. Entre Dogons et Moose dans le Yatenga et la plaine du Séno (Burkina Faso
i Mali), „Cahiers des Sciences Humaines” 1995, t. 31, nr 2,
s. 365–405.
Marcus Georg E., Ethnography In/Of the World: The Emergence of Multi-sited Ethnography, „Annual Review of Anthropology”: 1995,
nr 24, s. 95–117.
Meissner Katarzyna, Cele jawne – cele ukryte. Niezgodność scenariuszy
na lokalnym polu współpracy rozwojowej, w: Waldemar Cisło, Jarosław Różański, Maciej Ząbek (red.), Bilad as-Sudan. Napięcia
i konflikty, Pelplin-Warszawa: Bernardinum – Instytut Dialogu
Kultury i Religii WT UKSW 2014, s. 7–24.
Meissner Katarzyna, Czego nie widać? Projekt jako mechanizm kreowania
lokalnych pośredników rozwoju – perspektywa antropologiczna, w:
Katarzyna Jarecka-Stępień, Aleksander Surdej (red.), Tożsamość
i efektywność: w poszukiwaniu mechanizmów zrównoważonego
rozwoju, Toruń: Wydawnictwo Adam Marszałek 2016, s. 67–85.
Meissner Katarzyna, Konflikty interesów we współpracy rozwojowej na
przykładzie projektów hydrotechnicznych w Pobé-Mengao (Burkina
Faso), w: Piotr Maliński (red.), Człowiek – Woda – Kultura, Szczecin: Wydawnictwo Naukowe Wydziału Humanistycznego US –
MINERWA 2014, s. 10 (przyjęte do druku w pracy zbiorowej).

86

Lucjan Buchalik

Meissner Katarzyna, Logique d’accumulation, stratégie de redistribution
et légitimité du statut des courtiers du développe chez les Kurumba
de Burkina Faso, „Cahiers d’Études africaines” 2017, t. 202, s. 22
(złożone do druku).
Meissner Katarzyna, Les objectifs non-cachées – les objectifs cachées. L’incompatibilité des scénarios sur les champs local de la collaboration
de développement, w: Waldemar Cisło, Jarosław Różański, Maciej
Ząbek (red.), Collectanea Sudanica, Figuil-Warsaw: Wydawnictwo Bernardinum 2017, s. 51–68.
Palau-Marti Montessera, Les Dogon, Paris: Presses Universitaires de
France 1957.
Paulme Denise, Organisation social des Dogon (Soudan français), Paris:
Domat-Montchrestien 1940.
Pinkas Anna, Prewalencja parazytoz skórnych w wybranych krajach kontynentu afrykańskiego, Katowice 2012.
Podyma Katarzyna, Afrykańska kolekcja Muzeum Miejskiego w Żorach,
„Gazeta Antykwaryczna” 2005, nr 4, s. 16–17.
Podyma Katarzyna, Narodziny czy renesans? Paradoks sztuki Kurumbów
na tle społeczno-ekonomicznych zmian życia codziennego, w: Sławomir Szafrański et al. (red.), Sztuka Afryki w kolekcjach i badaniach polskich, Szczecin: Muzeum Narodowe w Szczecinie 2014,
s. 483–494.
Podyma Katarzyna, When the non-art becomes the art. Changes in treating
of the objects which are the integral part of social and religious life
West African peoples, w: 12th Conference of Africanists: „Africa in
the changing world development paradigm”, Moscow, May
24–26.2011. Abstracts, s. 162–163.
Podyma Katarzyna, Lucjan Buchalik, Bogolan, korhogo i inne tkaniny
Afryki Zachodniej, „Archiwum Etnograficzne” 2005, nr 43,
s. 261–269.
Polman Linda, Karawana kryzysu. Za kulisami przemysłu pomocy humanitarnej, przekł. Ewa Jusewicz-Kalter, Wołowiec: Wydawnictwo
Czarne 2011.
Schweeger-Hefel Anne-Marie, L’art Nioniosi, „Journal de La Société Des
Africanistes” 1966, t. 36, nr 2, s. 251–332.

Polska obecność wśród Kurumbów (1997–2017)

87

Schweeger-Hefel Anne-Marie, Frühhistorische Bodenfunde im Raum von
Mengao (Ober-Volta, Westafrika), Wien, Österr. Akademie d. Wissenschaften, philosophisch-historischen Klasse Verlag: VÖAW
Erscheinungsjahr 1965.
Schweeger-Hefel Anne-Marie, Zur Frage megalithischer Elemente bei den
Kurumba (Ober-Volta, Westafrika), „Zeitschrift für Ethnologie”
1963, t. 88, nr 1, s. 266–291.
Schweeger-Hefel Anne-Marie, Staude Wilhelm, Die Kurumba von Lurum,
Wien: Verlag A. Schendl 1972.
Staude Wilhelm, La légende royale des Kouroumba, „Journal de la So­ciété
des Africanistes” 1961, t. 31, nr 2, s. 209–259.
Szafrański Sławomir, Jelczem do Mali, „Z otchłani wieków” 1988, nr 43,
s. 26–44.
Urvoy Yves, Gravures rupestres dans l’Aribinda (Boucle du Niger), „Journal de la Société des Africanistes” 1941, nr 11, s. 1–5.
Vorbrich Ryszard, Agent kontaktu – agent rozwoju. Od społeczeństwa kolonialnego do społeczeństwa globalnego, w: R. Vorbrich (red.),
Rozwój a kultura. Perspektywy poznawcze i praktyczne, Wrocław:
Polskie Towarzystwo Ludoznawcze 2012, s. 131–147.
Informatorzy/Rozmówcy:
Abdoullaye, Kurumba, mieszkaniec Pobe-Mengao, ~40 lat, muzułmanin
Almisi, Kurumba, mieszkaniec Pobe-Mengao, ~70 lat, religia trady­cyjna
Adama, Kurumba, mieszkaniec Pobe-Mengao, ~50 lat, muzułmanin
Boukari, Kurumba, mieszkaniec Belehede, ~30 lat, muzułmanin
Gabriel, Mossi, mieszkaniec Namsiguia, ~40 lat, chrześcijanin
Hassami, Kurumba, mieszkaniec Toulfe, ~35 lat, muzułmanin.
Mammoudou, Kurumba, mieszkaniec Toulfe, Titao, ~35 lat, muzuł­
manin
Yogara, Dogon, mieszkaniec Tireli, ~60 lat, religia tradycyjna

Rękopisy
Ganame Georges, Historique de village de Toulfe depuis sa creation, Toulfe 2004.

88

Lucjan Buchalik

Koundaba Douramane Laribou, L’histoire de Belehede: source, Belehede
~2004.
Zoungrama Gabriel, L’histoire de Namsiguia, Namsiguia 2003.

Polish presence among the Kurumba (1997–2017)
Summary
The article describes the twenty-year presence of Polish people in
areas inhabited by the Kurumba (northern lands of Burkina Faso). In
the initial phase, mainly employees of the Municipal Museum in Żory
and the National Museum in Szczecin were engaged in this research.
Preparations for field research among the Kurumba began in the 1980s.
The work of French and Austrian scientists conducting research in this
area in the 20th century constituted a starting point. A monograph of
the latter, Die Kurumba von Lurum (1972), was a basic source of knowledge during the initial stage of research. In the first period (from 1997),
the research mainly focused on the problem of mutual, familiar relations
between the Dogon and the Kurumba and they resulted in a publication
entitled Niewolnicy kobiet (2009).
Research on various fields of culture were conducted in the second
stage (from 2006). Over time, The Kurumba started to treat the works
of ethnologists with more and more confidence. Mutual relations were
visible not only in the scientific field but also in aid. Many Kurumba
people were involved in the work of ethnologists, they worked on interesting research topics, helped during interviews, informed about approaching ceremonies which were important for their traditional culture. Due to the involvement of Polish organizations multiple aid projects
were carried out. The most important one was a construction of a primary school in Pobe-Mengao. Apart from the human factor, these actions
were a great opportunity to conduct research on the process of transformation happening in their lives.
During the last period, the following people were involved in research
among the Kurumba: A. Pinkas (parasitology studies), K. Meissner (co-

Polska obecność wśród Kurumbów (1997–2017)

89

operation on development), K. Rak and B. Franczyk (archaeological
studies), as well as students from Szczecin, Wrocław and Cieszyn.
Materials gathered during ethnographic studies have been used for
the writing of papers presented during conferences in Poland and abroad, articles published in specialist literature and in the academic book
entitled Kolorowy Sahel (2000). The ethnographic collection, which
illustrates the process of transformation that happened in their culture,
was created in the Museum in Żory, thanks to conducted research. Gathered information and illustrative materials are also used in the exhibition and educational projects, organized in the aforementioned Museum.
Key words: Relationship of jokes, process of transformation, research techniques, the Dogon, the Mossi

RYSZARD VORBRICH

KAMERUN PÓŁNOCNY
– LABORATORIUM POLSKIEJ
AFRYKANISTYKI ANTROPOLOGICZNEJ
Kamerun, zwłaszcza jego północna część, stał się od ponad
40 lat prawdziwym laboratorium polskiej afrykanistyki antropologicznej1. Na taką sytuację złożyło się kilka czynników związanych
z geograficznymi i kulturowymi cechami tego regionu, jak i uwarunkowaniami wynikającymi z historii polskiej obecności w Kamerunie.
Naświetlenie tych uwarunkowań należy rozpocząć od przedstawienia charakterystyki tej części Afryki. Północny Kamerun
swymi granicami wytyczonymi sztucznie w XIX wieku, w dobie
podboju kolonialnego2, wciska się od południa klinem w rozległą
Prof. dr hab. Ryszard Vorbrich – pracownik Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej, Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.
1
Niniejsze opracowanie, powstałe z perspektywy czterech dekad doświadczeń,
w dużej mierze (choć nie wyłącznie) opiera się na autopsji i autorefleksjach.
2
Kamerun jest dobrym przykładem państwa powołanego do życia od podstaw przez kolonizatorów. Wielokrotnie zmieniał swe granice, obejmując skrajnie
różne strefy geograficzno-klimatyczne. Funkcjonują tam dwa języki oficjalne
(angielski i francuski). Zamieszkiwany jest przez mozaikę ludności mówiącą
ponad dwustoma językami lokalnymi. Funkcjonują odwołania do dwóch uniwersalnych religii (islamu i chrześcijaństwa). Kamerun wykreowany został jako
twór całkowicie sztuczny w procesie rywalizacji europejskich mocarstw kolo-

92

Ryszard Vorbrich

nieckę Jeziora Czad. Jest to strefa Sudanu (na północy obejmująca także strefę Sahelu). Cechuje ją suchy klimat3.
W tak zakreślonych granicach kraju (regionu) wyróżnić można, idąc od północy, bagniste brzegi Jeziora Czad (wysokość lustra:
283 m n.p.m.) i wpływające do niego zlewisko rzek Logone i Szari. Przechodzą one w rozległą, nachyloną ku północy, płaską, suchą (z wyjątkiem doliny rzeki Benoue) równinę, opierającą się
od południa o rozległy masyw Adamaoua4, tworzący naturalną,
południową granicę regionu zwanego Kamerunem Północnym.
W różnych częściach tak zakreślonej krainy leży kilka izolowanych
masywów górskich, sięgających 1885 m n.p.m. (Aiguille – „Igła”
– Saptou w Masywie Alantika), 1665 m n.p.m. (Hossére Gode
w Masywie Poli) oraz 1442 m n.p.m. (Tourou w masywie Mandara).
Właśnie mieszkańcy tych izolowanych masywów w latach 70.
ubiegłego wieku przyciągnęli polskich etnologów/antropologów
szukających kultur określanych jako tradycyjne, zachowujące
oryginalną kulturę afrykańską, „nieskażoną” obcymi (europejskimi) wpływami.

nialnych. Ziemie obecnego Kamerunu nie stanowiły nigdy krainy naturalnie
zintegrowanej, np. elementami fizjografii, nie tworzą go zlewiska jakiejś rzeki,
nie obramowują masywy górskie. Jego granice wytyczono drogą traktatów pomiędzy Niemcami, Francją i Wielką Brytanią (a także Hiszpanią – na
południu).
3
Średnia rocznych opadów deszczu oscyluje tu od 600 mm na północy do
1200 na południu (1400 wyspowo w wyższych partiach masywów górskich).
J. Boulet, Atlas regional Bénoue, Yaoundé 1966.
4
Rozległy (rozpostarty na przestrzeni 700–800 km) i osiągający w najwyższych partiach wysokość ponad 2000 m n.p.m (nie licząc, będącego jego przedłużeniem, leżącego na wybrzeżu Mont Cameroun Fako, który osiąga
4070 m n.p.m.) stanowi naturalną barierę powstrzymującą wilgotne masy powietrza idące od równika. Dzieli w ten sposób Kamerun na dwie części: wilgotną
na południu i suchą na północy.

Kamerun północny – laboratorium polskiej...

93

Przed kilkoma wiekami region ten stał się miejscem, w którym
ludność reprezentująca pierwotne warstwy osadnicze (kulturowe)
Afryki chroniła się przed ekspansją ludów (państw) muzułmańskich. Na przełomie XVIII i XIX w., pod naporem imperium (kalifatu) Adamaoua od zachodu (później także od południa), państwa
Baguirmi od wschodu oraz królestwa Mandara od północy ziemie
dzisiejszego północnego Kamerunu (oraz sąsiednich regionów
dzisiejszej Nigerii) stały się jednym z najlepiej zachowanych obszarów refugialnych5 Afryki. Strumienie uciekinierów i migrantów
przemieszczały się i krzyżowały się tu w różnych proporcjach,
w różnym stopniu przejmując cechy rasowe, język, wierzenia
i zwyczaje. W ten sposób niemal do końca XX w. zachowały się tu
pozostałości pierwotnej warstwy osadniczej Afryki subsaharyjskiej,
zwanej „cywilizacją paleonigritycką” (paléonigritique).
W epoce przedkolonialnej ukształtował się w tym regionie
specyficzny typ organizacji przestrzeni – „górskich zespołów osadniczych”. Taka spójna politycznie i gospodarczo jednostka organizacji społecznej obejmowała zwykle dające się wydzielić masywy górskie. Ich granice nie były jednoznacznie delimitowane,
bowiem rozdzielały je niezamieszkałe doliny śródgórskie. Najgęściej zaludnione (i w największym stopniu przekształcone antropogenicznie) były w tym układzie wierzchołki masywów oraz
ulokowane pomiędzy nimi wewnętrzne płaskowyże. Niemal bezludne i pozostawione odłogiem pozostawały natomiast podgórskie
równiny lub doliny oddzielające masywy, ponieważ były one narażone na cykliczne napady Fulbejów6.
Od łac. refugio – ‘cofać się’, ‘chronić się’, ‘uciekać’.
Pod koniec XX wieku w typowo refugialnych masywach gęstość zaludnienia
wahała się do niedawna średnio między 25 a 40 osób na km2 (niekiedy nawet
dochodziła do 150–200 osób/km2), podczas gdy gęstość zaludnienia na pogórzu
rzadko przekraczała 10 osób na km2, a na otwartych dolinach utrzymywała się
z reguły na poziomie poniżej 5 osób na km2. Zob. Atlas du Cameroun, Paris,
5
6

94

Ryszard Vorbrich

Stłoczone w swoistym tyglu liczne ludy i grupy etniczne liczące od kilku do kilkudziesięciu tysięcy osób, przez dekady odmawiały podporządkowania się scentralizowanej władzy politycznej
i broniły się przed zasymilowaniem przez ekspansywną cywilizację islamu. Zawziętości oporu zawdzięczały one także swój egzoetnonim – Kirdi7, co w języku najeźdźców oznacza „niewiernego”,
„parszywego psa”. Pod względem politycznym i kulturowym te
specyficzne strefy „bez państwa” tworzyły zupełnie odmienny
świat, świat mikrogrup etnicznych, niezależnych wspólnot lokalnych, zachowujących struktury plemienne, ceniących niezależność
i wiernych wierzeniom przodków. Ludy te nie tylko stawiały skuteczny opór ekspansywnym państwom muzułmańskim epoki
przedkolonialnej, ale później także odrzucały władzę europejskich
kolonizatorów, a w epoce postkolonialnej kontestowały dominację muzułmańskich elit, które przejęły władzę w regionie. Można
Yaounde 1973, Planche XII; A. Beauvilan, Nord-Cameroun: crises et peuplement,
(these de doc.), Rouen 1989, s. 497.
7
W literaturze etnologicznej termin Kirdi (pochodzący z języka ba-guirmi)
odnosi się obecnie do ok. 30 niemuzułmańskich ludów północnego Kamerunu
oraz sąsiednich rejonów Nigerii i Czadu. Ludy te liczą ponad 3 mln osób. Początkowo termin był pejoratywnym określeniem stosowanym przez muzułmańskich najeźdźców (Fulanów) w stosunku do plemion górskich (głównie z masywu
Mandara), broniących swej niezależności; z czasem został przejęty przez administrację kolonialną i literaturę etnologiczną jako nazwa zespołu plemion (m.in.
Daba, Guidar, Fali, Mofu, Mafa), reprezentującą pierwotną warstwę osadniczą
Afryki i archaiczną kulturę paleonigrycką – cechującą się acefaliczną organizacją
społeczną (opartą na patriarchalnej rodzinie) i kopieniaczą uprawą roli (sorgo,
fasola, orzechy arachidowe). W epoce przedkolonialnej i kolonialnej, a także
w pierwszych latach niepodległości Kamerunu Kirdi poddani byli opresyjnej
polityce ze strony fulbejskich feudałów (obracano ich w niewolę lub siłą nawracano na islam) i sprzymierzonej z nimi administracji państwowej. W latach 90.
XX wieku pojawił się tu ruch emancypacji kulturowej i politycznej Kirdi, głoszący
ideologię kirditude, afirmującą rodzimą kulturę ludów tubylczych Północnego
Kamerunu. Por. R. Vorbrich, Kirditude. Idéologie de la Majorité Opprimée au
Cameroun, „Ethnologia Polona” 2002, t. 23, s. 39–54.

Kamerun północny – laboratorium polskiej...

95

powiedzieć, że w latach 70. XX w. (gdy dotarli tu polscy etnolodzy,
a wcześniej jeszcze polscy misjonarze) dawały obraz swoistej skamieliny, jednej z ostatnich na kontynencie afrykańskim enklaw
tradycyjnej kultury Afryki.
Na tak uformowany obszar „laboratorium” badań antropologicznych zwrócili uwagę polscy studenci etnologii (i innych kierunków studiów), którzy postanowili wykorzystać otwierające
się w Polsce w latach 70. (po raz pierwszy w okresie powojennym)
możliwości zdobywania doświadczeń zawodowych na innych
kontynentach. Należy pamiętać, że wizja świata tych młodych
etnologów (poza Europą, poza „żelazną kurtyną”) była anachroniczna, wyidealizowana i daleka od realiów. W formacji uczestników ówczesnych wypraw studenckich silnie pobrzmiewał etos
odkrywcy, żeby nie powiedzieć „zdobywcy”8. A poziom doświadczenia i kompetencji zawodowych umożliwiających prowadzenie
badań na terenach pozaeuropejskich ówczesnych polskich etnologów (jak się wówczas mówiło: etnografów) był stosunkowo
niewielki9. W skali kraju zaledwie kilka osób posiadało doświadczenie pracy badawczej na terenach Azji i Ameryki, jeszcze rzadziej
Afryki.
W tym czasie (w połowie lat 70.) w różnych ośrodkach akademickich Polski pojawiło się kilka inicjatyw studenckich stawiająEtos odkrywcy odnaleźć można w (przytoczonych niżej) założeniach naukowych SEE „Afryka 76” mającej dotrzeć do „nieznanych”, „niezbadanych”
zakątków Afryki. W gotowości do poruszania się w trudnym terenie górskim
z karawaną tragarzy itp. Postawa zdobywcy ujawniła się np. w zachowaniach
członków innej wyprawy (o której nieco szerzej piszę niżej). We wsi Mandama
wywiesili oni biało-czerwoną flagę, co skończyło się interwencją żandarmów.
9
Studenci etnografii tamtej epoki mieli (trudny do wyobrażenia dla dzisiejszego pokolenia) bardzo ograniczony dostęp do literatury światowej. Jedyny
przedmiot kursowy studiów poświęcony kulturom pozaeuropejskim (30 godzin)
opierał się na skryptach powstałych w latach 40. XX wieku (a one z kolei na literaturze z lat 30. lub wcześniejszej).
8

96

Ryszard Vorbrich

cych sobie za cel osobiste poznanie realiów Afryki i zdobycie doświadczenia zawodowego na tym kontynencie. W tym czasie,
w epoce bez grantów, NCN-ów (i prawie bez stypendiów zagranicznych) jedyną możliwość przeprowadzenia badań na terenach
pozaeuropejskich był tzw. „wyprawy”. Formuła wypraw (przedsięwzięć samowystarczalnych, na wzór wypraw wysokogórskich)
była jedynym sposobem pokonania barier dewizowych i politycznych (obostrzeń paszportowych itp.).
W połowie lat 70. XX w., w sytuacji względnego „zelżenia”
systemu politycznego w Polsce, poszerzyły się możliwości organizowania „wypraw naukowych”. W kilku ośrodkach akademickich
w Polsce pojawiły się inicjatywy tego rodzaju. Największym „zagłębiem” wyprawowym stał się Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, a konkretnie tamtejsze środowisko etnografów10.
Podobne projekty pojawiały się też w innych ośrodkach. Wśród
tych inicjatyw dwie udało się doprowadzić do szczęśliwego końca. Dwie grupy entuzjastów (studentów UAM w Poznaniu i UŁ)
dotarli w drugiej połowie lat 70. do Kamerunu.
Na wybór tego kraju jako miejsca penetracji naukowych wpływ
miały dwa – czysto polskie – czynniki. Pierwszą sprzyjającą okolicznością była pamięć o „I polskiej wyprawie naukowej do Afryki” – wyprawie wielkopolanina – Stefana Szolc-Rogozińskiego
z lat 1882–188511. Organizatorzy poznańskiej Studenckiej Ekspedycji Etnograficznej „Afryka 76”, wybierając Kamerun jako
10
W latach 1976–1981 etnografowie poznańscy zorganizowali sześć wypraw
naukowych do Azji, Ameryki i Afryki. Był to prawdziwy fenomen w skali kraju.
11
Wyprawa S. Szolc-Rogozińskiego oprócz oficjalnych celów naukowych
(odkrycie mitycznych jezior Liba, które w rzeczywistości nie istniały) miała
także ukryte cele kolonizacyjne („wykrojenia skrawka polskiej niepodległości”).
W latach 1883–1885 na małej wyspie Mondoleh (leżącej opodal stałego lądu)
funkcjonowała polska stacja naukowa. Było to wówczas jedyne miejsce na świecie, nad którym powiewała biało-czerwona flaga.

Kamerun północny – laboratorium polskiej...

97

miejsce swych penetracji naukowych, liczyli na to, że hasło „Rogoziński” przysporzy im sponsorów, co – jak się okazało – sprawdziło się w praktyce, zwłaszcza w wypadku Kalisza – rodzinnego
miasta S. Szolc-Rogozińskiego. O wyborze północnej części Kamerunu jako miejsca badań naukowych zadecydowała z kolei
obecność w tym regionie polskich misjonarzy ze zgromadzenia
Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej, którzy od 1970 roku
pracowali w tym regionie12. Mieszcząca się w Poznaniu Prokura
Misyjna Polskiej Prowincji Oblatów (w osobie ówczesnego prowincjała o. Alfonsa Kupki) udzieliła studentom UAM (organizatorom ekspedycji) pomocy merytorycznej, udostępniając literaturę naukową (i popularnonaukową) dotyczącą ludów
Północnego Kamerunu oraz wiele wskazówek praktycznych. Była
to w ówczesnych czasach nieoceniona pomoc w kraju pozbawionym dostępu do publikacji i informacji praktycznych dotyczących
Afryki13.
Działalność polskich misjonarzy w Kamerunie nabrała szczególnie dużego
rozmachu w latach 1975–1997, kiedy w prowincji tej funkcjonowała zakonna
Delegatura Polskiej Prowincji Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej w Figuil
(zwana w skrócie „Delegaturą Figuil”). Personel misyjny Delegatury Figuil utrzymywał się przeciętnie w granicach 30 misjonarzy. Ogółem w latach 1970–2010
w Kamerunie pracowało 69 polskich oblatów Maryi Niepokalanej. W latach
90. XX w. polscy oblaci obsługiwali aż 13 misji (nie licząc kilku na południu
Kamerunu) i stanowili prawie połowę duchowieństwa archidiecezji Garoua.
Należy dodać, że od 1974 pracę misjonarzy oblatów wspomagały polskie siostry
zakonne ze zgromadzenia Służebniczek Najświętszej Maryi Panny – Śląskich.
W sumie kilkadziesiąt sióstr z Polski prowadziło działalność w szkolnictwie
(i formacji kobiet) oraz w zakresie opieki zdrowotnej (m.in. prowadzą leprozoria). Pozostały one w Kamerunie także po wyjeździe większości polskich oblatów
w pierwszej dekadzie XXI w.
13
Wśród udostępnionych publikacji znalazła się m.in. popularnonaukowa
książka francuskiego misjonarza Yvesa Schallera, Les Kirdi du Nord-Cameroun,
Strasbourg 1973. Na owe czasy była to pierwsza kompleksowa monografia
poświęcona ludom Kirdi, jedyne opracowanie dotyczące Północnego Kamerunu
w zbiorach polskich. Ten drobny szczegół dobrze ilustruje ubóstwo polskich
12

98

Ryszard Vorbrich

Polskim misjonarzom oblatom przypisać należy także pierwsze
polskie działania o charakterze naukowym w Północnym Kamerunie. W tym kontekście pionierem był misjonarz o. Antoni Kurek,
pracownik naukowy Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie,
który w latach 1976–1977 badania nad religijnością ludu Guidar
łączył z pracą katechety w gimnazjum w Guider14. Zdobytą wiedzę
i doświadczenie przekazywał później zarówno w Kamerunie, jak
i w Polsce pokoleniu młodych polskich misjologów. Docent A. Kurek użyczył też swej wiedzy członkom Studenckiej Ekspedycji
Etnograficznej „Afryka 76”, organizując dla nich ad hoc seminarium naukowe podczas ich pobytu w Lam. Dla uczestników tego
seminarium było to pierwsze osobiste zetknięcie się z naukowcem
dysponującym wysokim poziomem wiedzy dotyczącej etnologii
Kamerunu.
Omówienie polskich badań stricte etnograficznych w Kamerunie15 rozpocząć musimy od zaprezentowania przebiegu i dokonań
wspomnianej już wyżej Studenckiej Ekspedycji Etnograficznej
„Afryka 76”. Jej przygotowanie zajęło dwa lata. W ramach Koła
Naukowego Studentów Etnografii powołano Sekcję Afrykanistyczną. Z 30 osób, które początkowo zgłosiły do niej akces, aktywny
udział w pracach organizacyjnych i merytorycznych (naukowych)
zasobów źródłowych dotyczących omawianego regionu i zarazem sposoby
pokonywania barier w dostępie do źródeł.
14
Efekty swych badań terenowych przedstawił później w swej pracy
habilitacyjnej pt. Wierzenia i obrzędy ludu północnokameruńskiego. Studium
historyczno-hermeneutyczne (Warszawa 1988). Obszerna rozprawa (495 stron)
omawia kwestie religioznawcze w szerokim kontekście historycznym i etnicznym.
15
Gwoli ścisłości należy dodać, że w wśród publikacji naukowych z lat 60.
i 70. XX poświęconych Kamerunowi Północnemu pojawia się nazwisko polskie
– André Michela Podlewskiego – demografa i etnografa z Uniwersytetu Paryskiego, autora licznych opracowań z zakresu demografii i etnografii (m.in. La
dynamique des principals populations du Nord Cameroun, etre Bénoue et lac Tchad,
Yaoundé 1964; Notes sur les objets sacrés traditionnels Mboum (Adamaoua, Cameroun), „Journal des africanistes” 1978, Vol. 48, Numéro 2, s. 102–120).

Kamerun północny – laboratorium polskiej...

99

brało zaledwie kilku studentów ówczesnego II i III roku16. Z czasem ukonstytuował się Komitet Organizacyjny Ekspedycji, który
uzyskał poparcie kierownictwa ówczesnej Katedry Etnografii UAM
(szczególnie prof. dr. hab. Józefa Burszty oraz doc. dr. hab. Zbigniewa Jasiewicza)17 oraz władz rektorskich uniwersytetu. Ostatecznie udział w wyprawie wzięło czterech studentów etnografii
UAM (Paweł Kostuch, Tomasz Szymaniak, Ryszard Vorbrich oraz
Włodzimierz Żukowski). Kierownikiem tak skonfigurowanego
zespołu został dr Tomasz Schramm – historyk z UAM), opiekę
naukową objął mgr Jacek Łapott – etnograf z Muzeum Narodowego w Szczecinie18. W skład ekspedycji weszli także Andrzej
Polaszewski (lekarz wyprawy) oraz Leon Bąbelek (kierowca mechanik). Już w Afryce (w Niamey) po dwóch miesiącach do zespołu dołączył fotoreporter PAP – Zbigniew Staszyszyn. Tuż po
dotarciu do Afryki dr T. Schramm z powodu choroby odleciał
z Algieru do Polski. Od tego momentu kierownictwo organizacyjne ekspedycji sprawowali Włodzimierz Żukowski (grudzień 1976
– luty 1977 roku) oraz Paweł Kostuch (luty – maj/czerwiec 1977
roku).
SEE „Afryka ‘76” wyruszyła statkiem PLO (M/S „Siematycze”)
na początku grudnia 1976 roku i powróciła do kraju z kameruńskiego portu Douala (dwoma statkami PLO) w maju i czerwcu
Przygotowania objęły zarówno działania czysto organizacyjne (pozyskiwanie sponsorów, sprzętu i żywności oraz usług transportowych i procedur
wizowych), jak i prace o charakterze merytorycznym (działalność samokształceniową, konceptualizację celów i metod naukowych).
17
Późniejszy profesor Zbigniew Jasiewicz, który jako jeden z nielicznych
polskich etnologów posiadał w tym czasie doświadczenie w prowadzeniu badań
terenowych na obszarach pozaeuropejskich, został promotorem prac magisterskich przygotowywanych przez studentów – organizatorów ekspedycji.
18
Muzeum Narodowe w Szczecinie miało już doświadczenie w badaniach
naukowych w Afryce i włączyło się w przygotowania do wyprawy na cztery
miesiące przed jej wyruszeniem.
16

100

Ryszard Vorbrich

1977 roku. W tym czasie przebyła ona w Afryce samochodem
terenowym Star 266A (użyczonym nieodpłatnie przez Fabrykę
Samochodów Ciężarowych w Starachowicach) trasę ok. 13 000 km,
odwiedzając pięć krajów (Algierię, Niger, Mali, Nigerię i Kamerun). Członkowie wyprawy prowadzili badania terenowe głównie
w Mali (wśród Dogonów) oraz w Kamerunie (wśród Daba i w mniejszym zakresie wśród Guidar)19.
W tym miejscu skupię się na omówieniu prac badawczych
w Północnym Kamerunie. Badania terenowe trwały niecały miesiąc i objęły kilka wsi zamieszkałych przez ludy Daba i Guidar.
Podczas pobytu w tym regionie ekspedycja korzystała z gościny
polskich misjonarzy oblatów, zwłaszcza w misjach w Figuil, Mandama i Lam. Po rozpoznaniu sytuacji, na miejscu, na teren bardziej
szczegółowych badań wytypowano wsie Mandama, Teleki i Lam.
Krótkie obserwacje etnograficzne dokonano także w Kopea i Djii
(zamieszkałych przez lud Gude/Chede). Ponieważ szukano bardziej izolowanych wspólnot lokalnych, najdłuższe badania przeprowadzono w śródgórskiej wsi Teleki, położonej z dala od misji.
Prace badawcze w Mandamie i Lam miały uzupełniający cha­rakter.
Takie podejście wynikało z założeń programu badawczego
ekspedycji (ułożonego przez młodych, „spragnionych egzotyki”
Krótsze penetracje badawcze prowadzono także w kilku innych miejscach
Afryki, np. wśród ludu Buduma nad nigeryjskim brzegiem Jeziora Czad oraz
dokumentując tzw. trasę Rogozińskiego w południowym Kamerunie. Pełniejszy
opis przebiegu i efektów SEE „Afryka” można znaleźć w kilku publikacjach:
J. Łapott, Studencka ekspedycja etnograficzna „Afryka 76–77” – sprawozdanie
z przebiegu i wyników działalności etnologicznej wyprawy do Afryki, „Materiały
Zachodniopomorskie” 1978 (1982), t. 24, s. 283–319; R. Vorbrich, Studencka
Ekspedycja Etnograficzna „Afryka 76”, „Lud” 1980, t. 64, s. 356–359; R. Vorbrich,
Studencka ekspedycja Etnograficzna „Afryka 76” a doświadczenia indywidualnych
badań terenowych, w: Na egzotycznych szlakach. O polskich badaniach etnograficznych w Afryce, Ameryce i Azji w dobie powojennej, L. Dzięgiel (red.), Wrocław
1987, s. 75–101.
19

Kamerun północny – laboratorium polskiej...

101

adeptów etnografii). Program ten zakładał skupienie się na badaniu społeczności względnie izolowanych, w których zachowały się w jak największym stopniu tradycyjne (archaiczne) elementy kultury afrykańskiej. Ówczesną postawę badawczą członków
ekspedycji dobrze ilustruje charakterystyka punktów badawczych
SEE „Afryka 76”, sformułowana przez jej kierownika naukowego
– mgr. Jacka Łapotta. „Zasady wyboru określonych ludów Afryki
Zachodniej”, które miały być obiektem badań SEE, były następujące:
1. wybrany lud winien zamieszkiwać wyodrębnione środowisko
geograficzne, jego kultura materialna winna być w miarę jednorodna i odrębna od kultury społeczeństw sąsiednich;
2. winien to być lud o stosunkowo małym stopniu skażenia wpływami zarówno tzw. „wielkich cywilizacji Afryki Zachodniej”
i islamu, jak i nowszymi kontaktami z cywilizacją europejską;
3. kultura materialna tego ludu winna być na tyle prosta, aby jej
wybrane zagadnienia można było poznać w czasie niezbyt
długich badań stacjonarnych;
4. problemy badawcze opracowywane przez uczestników wyprawy winny dotyczyć tematów i kultur stosunkowo mało znanych,
aby ich wkład do etnologii polskiej miał jak największe znaczenie”20.
Cytowane powyżej zestawienie założeń metodologicznych
(i metodycznych) ukazuje ówczesny stan polskiej etnografii krajów pozaeuropejskich, ambicje uczestników wyprawy oraz ich
świadomość ograniczonych własnych możliwości badawczych.
Uwzględniając poziom kompetencji badawczych (merytorycznych i językowych) młodych uczestników wyprawy, jako tematy
badań wytypowano dziedziny kultury łatwo poddające się oglądowi, wybrane zagadnienia kultury materialne, takie jak: garn20

Zob. J. Łapott, Studencka ekspedycja…, s. 285.

102

Ryszard Vorbrich

carstwo, kowalstwo i budownictwo (wraz ze strukturą i fun­kcjami
tradycyjnej zagrody rodzinnej). W badaniach stosowano głównie
metody obserwacji i w mniejszym zakresie wywiadu etnograficznego. „Wąskim gardłem” wyprawy była bowiem bariera językowa.
Oczywiście nikt z członków zespołu nie znał miejscowego języka
daba (i guidar używanego w Lam). Zaledwie jedna osoba (lekarz)
władała płynnie językiem francuskim (językiem urzędowym w tym
regionie Kamerunu). Tylko jeden ze studentów (R. Vorbrich) posiadał znajomość języka francuskiego na poziomie podstawowym21.
Taka sytuacja wymusiła podział zespołu badawczego na mniejsze
(2–3-osobowe) grupy. Gdy jedna z nich prowadziła wywiady (tłumaczone przez Andrzeja Polaszewskiego), pozostali adepci etnogra­
fii zajęci byli obserwacją wybranych przez nich dziedzin kultury
oraz wchodzeniem w luźne kontakty interpersonalne z mieszkańcami wsi.
Pomimo tych ograniczeń efekty przeprowadzonych badań (tak
w Kamerunie, jak i innych rejonach badań) uznać można za więcej niż zadowalające. Studenci uzyskali cenne doświadczenie,
przydatne dla części z nich w dalszej drodze zawodowej etnologa22.
Dla trzech studentów zebrana w terenie dokumentacja stanowiła podstawę źródłową napisanych przez nich prac magisterskich.
Ich tematem było garncarstwo, budownictwo i zagroda afrykańBarierę językową pogłębiał dodatkowo brak znajomości języka francuskiego
wśród mieszkańców badanych wsi. O ile we wsiach misyjnych Mandamie i Lam
(gdzie od kilku lat działała 4-letnia szkoła podstawowa) można było spotkać
młodych ludzi znających nieco język francuski, o tyle w Teleki (gdzie nie było
szkoły) znajomość języka francuskiego była „zerowa”. W takich okolicznościach
wielką pomocą służyli młodzi wychowankowie misji. Jeden z nich towarzyszył
nam podczas pobytu w Teleki.
22
Z pięciu etnologów – członków wyprawy – dwóch kontynuuje profesjonalną
„przygodę z Afryką”. Trzech uzyskało z czasem stopień doktora nauk humanistycznych, z których jeden posiada stopień doktora habilitowanego, a jeden
tytuł profesora.
21

Kamerun północny – laboratorium polskiej...

103

ska23. Były to wówczas (w roku 1978) pierwsze w Polsce prace
magisterskie z zakresu etnografii, powstałe w oparciu o w pełni
oryginalny, osobiście zebrany w terenie pozaeuropejskim materiał
dokumentacyjny24. W kolejnych latach ukazały się w periodykach
naukowych artykuły prezentujące wybrane aspekty dorobku SEE
„Afryka 76”25.
Niebagatelnym efektem prac terenowych wyprawy była pozyskana kolekcja wytworów kultury materialnej. Wielkość i jakość
w pełni opracowanej naukowo (pod względem etnograficznym
i muzealniczym) kolekcji zawdzięczać należy członkowi wyprawy
– pracownikowi muzeum – Jackowi Łapottowi. W sumie członkowie SEE „Afryka 76” zebrali i przekazali polskim placówkom
muzealnym kolekcję liczącą około 1300 sztuk często unikatowych
eksponatów, z których 614 sztuk pozyskano wśród ludów Kirdi26.
Eksponaty przekazane w darze polskim placówkom muzealnym
23
P. Kostuch napisał pracę magisterską dotyczącą zagrody ludu Daba, R. Vorbrich był autorem pracy poświęconej garncarstwu Dogonów, a W. Żukowski
poświęcił swą pracę dyplomową budownictwu Dogonów.
24
W sumie podczas całej wyprawy „nakręcono” ponad 2000 m kolorowego
materiału filmowego w formacie 16 mm (zmontowane z tego materiału filmy
były emitowane przez TVP), ponad 1000 kolorowych diapozytywów, 500 zdjęć
kolorowych i 3000 czarno-białych. Niestety kolorowe zdjęcia, a zwłaszcza diapozytywy, wykonane na materiale ORWO straciły po latach wiele ze swej wielobarwności. Zarejestrowano ponad 10 godzin nagrań dźwiękowych.
25
Uwzględniając tylko publikacje poświęcone Kamerunowi, zob. m.in. J. Łapott, Kowalstwo w życiu codziennym plemion Daba i Guidar w Kamerunie Północnym, „Materiały Zachodniopomorskie” 1984 (1987), t. 30, s. 245–262; P. Kostuch,
Zagroda północnokameruńskiego plemienia Daba, „Materiały Zachodniopomorskie”
1981 (1985), t. 27, s. 281–305; R. Vorbrich, Gospodarcza i społeczna rola daru
w życiu rodziny i społeczności lokalnej Daba z Kamerunu, w: Kulturowa funkcja
daru, A. Zambrzycka-Kunachowicz (red.), Zeszyty Naukowe UJ: Prace Etnograficzne, z. 25, Kraków 1988, s. 149–165; R. Vorbrich, Trade as element of the
Daba economy in Northern Cameroon, „Etnologia Polona” 1987 (druk 1988),
t. 13, s. 153–182.
26
Były to głównie egzemplarze broni, ozdoby, wytwory sztuki i rzemiosła.

104

Ryszard Vorbrich

(Muzeum Narodowemu w Szczecinie, Muzeum Okręgowemu
w Kaliszu oraz Muzeum Instrumentów Muzycznych w Poznaniu)
została wyceniona przez samych beneficjentów na łączną wartość
1 437 500 zł, co ponad dwukrotnie przewyższało ogólne koszty
wyprawy (szacowane na 700 000 zł).
Studencka Ekspedycja Etnograficzna „Afryka 76” otworzyła
40-letni okres aktywności badawczej polskich naukowców (w przeważającej mierze etnologów) w Północnym Kamerunie. W kolejnych latach do regionu tego wracali członkowie SEE, ale także
przedstawiciele młodszego pokolenia.
Pod koniec 1977 roku do Mandamy dotarła (via Nigeria) kolejna polska wyprawa studencka – Wyprawa Studenckiego Koła
Naukowego Biologów Uniwersytetu Łódzkiego – Afryka 79. Jak sama
nazwa wskazuje, nie miała ona charakteru etnograficznego27, lecz
swymi zainteresowaniami objęła także sferę kultury poznawanych
ludów. Z publikowanych sprawozdań28 wnosić można, że działalność członków wyprawy na niwie etnograficznej sprowadzała
się głównie do pozyskiwania kolekcji eksponatów29. Publikowane
omówienia dorobku naukowego tej wyprawy mają charakter po27
W jej skład wchodziło pięcioro studentów biologii UŁ (Piotr Frankiewicz,
Mirosław Karolak, Jerzy Nadolski, Marek Wanat i Joanna Wojciechowska) oraz
jeden student archeologii UŁ (Sławomir Szafrański) oraz Paweł Królikowski
(lekarz) i Andrzej Krawczyk (kierowca). Zob. A. Nadolska-Styczyńska, J. Nadolski, Kultury Północnego Kamerunu i Nigerii jako przedmiot zainteresowań
wyprawy naukowej studentów biologii Uniwersytetu Łódzkiego – Afryka 79, w:
Afryka – 40 lat penetracji oraz poznawania ludów i ich kultur, J. Łapott (red.)
Szczecin 2004, s. 287–308.
28
Por. J. i J. Nadolscy, O etnograficznych wynikach afrykańskiej wyprawy
biologów, w: Na egzotycznych…, op. cit., s. 103–108.
29
Które później (w liczbie ponad 500 egzemplarzy) wzbogaciły polskie muzea. Zob. A. Nadolska-Styczyńska, J. Nadolski, Kultury…, op. cit., s. 290; A. Styczyńska, Kolekcja zabytków z Północnego Kamerunu i Nigerii – dar wyprawy łódzkich
biologów, w: Prace i materiały Muzeum Archeologicznego i Etnograficznego w Łodzi,
„Seria Etnograficzna” 1991–1995, nr 30, s. 105–130.

Kamerun północny – laboratorium polskiej...

105

pularyzatorski i reportażowy30 lub sprowadzają się do informacji
praktycznych (jakie i za ile można kupić „eksponaty”)31.
Doświadczenie i dokumentacja naukowa zdobyte w ramach
SEE „Afryka 76” skłoniły mnie do powrotu do Kamerunu, do kraju Daba, w 1982 r. Tym razem wyjazd był odpowiednio przygotowany merytorycznie dzięki kwerendzie archiwalnej i sprowadzonym z zagranicy publikacjom32. Badania trwały tym razem
trzy miesiące (marzec–kwiecień) i były możliwe dzięki pomocy
władz UAM (który kupił bilet lotniczy), a także gościnności (i pomocy logistycznej) polskich misjonarzy oblatów oraz sióstr ze
Zgromadzenia Sióstr Służebniczek NMP. Moją bazą została ponownie misja w Mandamie. Za miejsce głównych badań stacjonarnych obrałem liczący ok. 80 zagród (ok. 500 mieszkańców)
zespół osadniczy we względnie izolowanym masywie Nive33. Był
on odległy o 14 km od Mandamy i pozbawiony wówczas połącze30
Zob. S. Szafrański, Z biologami na afrykańskim szlaku, „Z otchłani wieków”
1983, z. 3.
31
Materiał fotograficzny (ze wspomnień uczestników wyprawy potencjalnie
interesujący) uległ niestety w najbardziej wartościowej części prześwietleniu
(por. A. Styczyńska-Nadolska, J. Nadolski, Kultury…, op. cit., s. 288).
32
Koszty podróży lotniczej pokrył UAM, a koszty pobytu w Kamerunie prywatne stypendium Ireny i Jaquesa Driveta (z Douala). Wielką pomoc (gościnę)
otrzymałem także od polskich lekarzy: Krystyny i Krzysztofa Haslingerów podczas
pobytu w Yaounde (kwerendy archiwalnej i bibliotecznej w Université de Yauondé oraz ORTSTOM).
33
W Nive spędziłem około 50 dni (przedzielonych wizytami w Mandamie
i innych wsiach). Zamieszkałem tam w opuszczonej zagrodzie przydzielonej mi
przez miejscowego wodza. Prace badawcze w Mandamie miały w tym wypadku
zdecydowanie uzupełniający charakter. Pobyt na terenie misji służył także odnowie biologicznej i pracom organizacyjnym oraz opracowywaniem materiału
naukowego). Krótkie 1-4 dniowe penetracje etnograficzne przeprowadziłem
także w kilkunastu innych wsiach zamieszkałych przez Lud Daba (i Chede):
Bourngala, Dane Klvin, Djifi, Douroum, Gueleng, Gorom, Koalar, Kopea, Matalao,
Ndouzeng Tima le Bas, Tima le Haut, Tra, Popologozom, Vinde Yola
i Vourmoutch.

106

Ryszard Vorbrich

nia drogowego ze światem (Mandamą). Nie był objęty działalnością misji, co z punktu metodologii i metodyki badań miało pozytywne i negatywne skutki. Do pozytywów zaliczyć można
niezakłócony zewnętrznymi wpływami obraz miejscowej kultury.
Do negatywów – brak osób władających językiem francuskim.
Problem pomogli mi rozwiązać młodociani tłumacze (wychowankowie misji w Mandamie), którzy towarzyszyli mi podczas badań
prowadzonych poza Mandamą.
Badania z roku 1982 były w pewnym sensie kontynuacją i rozwinięciem prac z roku 1977. Ich przedmiotem badań był szeroko
rozumiany system gospodarczy ludu Daba, zarówno w aspekcie
materialnym, jak i społecznym (organizacja pracy, system własności, dystrybucja i konsumpcja dóbr). Nieco dłuższy okres badań
stacjonarnych pozwolił na zastosowanie metod jakościowych.
Należały do nich: analiza relacji pomiędzy stosunkami pokrewieństwa a formami współpracy gospodarczej, dystrybucji dóbr
itp. W tym celu w dwóch dzielnicach sąsiadujących z „moją zagrodą” dla kilkunastu (18) zagród założyłem karty informacyjne,
zawierające dane o mieszkańcach zagrody (liczba, wiek, miejsce
urodzenia, stopień pokrewieństwa, powiązania z innymi mieszkańcami wsi, masywu i ze światem zewnętrznym). Karty zawierały także dane z inwentaryzacji majątku ruchomego (także zwierząt hodowlanych), powierzchni, położenia i jakości ziemi
uprawnej. Uzyskane dane stały się podstawą do szczegółowej
analizy relacji ekonomicznych zachodzących w sferze relacji pokrewieństwa (rodzina podstawowa, rozszerzona, ród) oraz w sferze poszczególnych ogniw organizacji terytorialnej (dzielnica –
wspólnota lokalna). Podobne prace prowadziłem wyrywkowo
w pozostałych 10 dzielnicach Nive. Prace te niestety nie zostały
ukończone we wszystkich aspektach z powodu odmowy przedłużenia mi wizy kameruńskiej. W badaniach stosowałem też metody ilościowe. Używałem ich w celu uzyskania danych dotyczących

Kamerun północny – laboratorium polskiej...

107

zagadnień mikroekonomii (działalność produkcyjna w ramach
gospodarstwa rodzinnego, budżetu rodzinnego itp.). Posłużyłem
się także metodami ekstensywnymi w postaci ankiet (dotyczących
m.in. struktury upraw, asortymentu targów lokalnych itp.) zbieranych w sąsiednich wsiach przez moich piśmiennych współpracowników – mieszkańców Mandamy.
Podstawowym, stałym elementem warsztatu badawczego były
codzienne obserwacje i wywiady, uczestniczenie w życiu ceremonialnym (na tyle, na ile pozwalał mi status „obcego”) – pogrzebach, przenosinach „panny młodej”, wyprawach ludycznych
i handlowych do okolicznych targów itp. Szczególnym doświadczeniem poznawczym było obserwowanie konfliktów i sporów
(np. o ziemię), interpretowanych „na gorąco” przez uczestników
i innych świadków. Nowym rysem programu badawczego z roku
1982 było objęcie obserwacją i analizą dynamiki zmian kulturowych, jakie już wówczas można było zauważyć u Daba. Celem
badań nie było już tylko dementowanie i odtwarzanie „tradycyjnej” kultury, ale szukanie nowych elementów i analiza sposobów
ich włączania w życie codzienne górali.
Można powiedzieć – jeśli mogę wpleść tu nieco osobistej nuty – że
trzymiesięczne badania z roku 1982 uformowały mnie jako badacza
terenowego. A doświadczenie wówczas zdobyte wykorzystywałem
w kolejnych 20 sezonach badawczych w 10 krajach Afryki.
Naukowym efektem dwóch pierwszych sezonów badawczych
w Północnym Kamerunie (1977 i 1982) była praca doktorska
pt. „System gospodarczy społeczności plemiennej. Na przykładzie
grupy Daba z Północnego Kamerunu” (1987). Wyniki badań wykorzystywałem w następnych latach w licznych publikacjach naukowych oraz w pracy dydaktycznej34.
Zob. R. Vorbrich, Daba – Górale Północnego Kamerunu. Afrykańska gospodarka tradycyjna pod presją historii i warunków ekologicznych, Wrocław 1989.
34

108

Ryszard Vorbrich

W latach 80. i 90. XX wieku w Północnym Kamerunie ciekawym
uzupełnieniem szeroko zakrojonej działalności misyjnej polskich
misjonarzy oblatów były publikowane przez nich opracowania
naukowe i popularnonaukowe. Obok wspomnianego wyżej doc.
dr. hab. Antioniego należy wymienić w tym kontekście przede
wszystkim o. Mariana Biernata – autora monografii małej wspólnoty lokalnej z grupy etnicznej Daba – Masyw Popologozom (maszynopis, bez miejsca i daty wydania) oraz zwięzłego opisu wierzeń i obrzędowości tego ludu.
Nieco później, w latach 90., badania nad społecznym wymiarem religii ludów Kirdi prowadził o. Krzysztof Zielenda, pracujący m.in. na misjach w Poli i Mandamie35. Wyniki swych badań
przedstawił on w swej dysertacji doktorskiej pt. Wspólnotowy
wymiar tradycyjnych religii północnokameruńskich ludów kirdyjskich
(Warszawa: ATK 1998).
W tym samym czasie szerszą i wielozakresową działalność
badawczą w Północnym Kamerunie rozwinął oblat – (późniejszy
prof. dr hab.) Jarosław Różański. Ojciec J. Różański przyjechał
do Kamerunu po raz pierwszy na staż misyjny, pracując na misjach
w Lam, a także w Mandamie, Moutouroua i Karna, w latach
1991–1993. Mający bardzo szeroką formację naukową, teologiczną, misjologiczną i filologiczną (ukończył także studia polonistyczne) zainteresował się początkowo literaturą ustną ludów
Kirdi, zwłaszcza Guidarów i Guiziga. Efektem pierwszych jego
prac badawczych były publikacje prezentujące bajki i legendy,
głównie ludów Guidar i Guiziga, wśród których prowadził działalność misyjną36. Prace terenowe nad tym zagadnieniem kontyW późniejszym okresie pełnił on kolejno funkcję wykładowcy w seminarium
duchowym, w Maroua i rektora seminarium duchowego w Yaoundé.
36
Zob. m.in. J. Różański, W kręgu większych form narracyjnych u ludów Północnego Kamerunu, „Literatura Ludowa” 1992, nr 4–5, s. 3–22; W cieniu góry
Lam, Gorzów Wlkp. 1994; Z tradycji ustnej sawanny kameruńskiej, „Afryka”
35

Kamerun północny – laboratorium polskiej...

109

nuował także później (w Figuil, Garoua i Maroua) w latach 2001–
2011. W latach tych poszerzył tematykę swych badań o szeroko
pojęte zagadnienia z zakresu historii misji (i kościoła rodzimego),
religioznawstwa, antropologii kulturowej, etnopsychologii itp.
Efekty studiów nad historią misji katolickich w Kamerunie
o. J. Różański wykorzystał w swej dysertacji doktorskiej pt. Dojrzewanie północnokameruńskiej prowincji kościelnej Garoua w latach 1946–1996 (Warszawa: ATK 1998)37. W ramach problematyki misjologicznej koncentrował się on na historii polskich misji
w Kamerunie38. Szczególnie dużo miejsca poświęcił też relacjom
pomiędzy tradycyjną religią i kulturą ludów Kirdi, a metodami
ich ewangelizacji. Uwzględniając okoliczność, iż jednym z głównych celów misji jest zakorzenianie się chrześcijaństwa w miejscowych społecznościach, analizował, w jakim zakresie działania
misjonarzy mogą uwzględniać lokalną kulturę i w jaki sposób

2002, nr 15, s. 43–64; Mali’i ahin ti maya ta. Przysłowia gizigijskie, Warszawa
2000.
37
Zob. też J. Różański, Umiędzynarodowienie misji północnokameruńskiej,
„Saeculum Christianum” 2004, t. 11, nr 2, s. 133–167.
38
Spośród wielu publikacji przywołać można jedynie kilka najważniejszych.
Zob. J. Różański, Polskie misjonarki i misjonarze w Afryce, Warszawa 2012; J. Różański, Udział polskich Sióstr Służebniczek NMP – Śląskich w pracy misyjnej w północnym Kamerunie, „Annales Missiologici Posnanienses” 2003, t. 13, s. 111–129;
Działalność polskich oblatów Maryi Niepokalanej w Kamerunie (1970–2010),
Warszawa 2015; J. Różański, Wkład misjonarzy i misjonarek w poznawanie i ocalanie kultur kirdyjskich, w: Afryka. 40 lat penetracji oraz poznawania ludów i ich
kultur. Materiały z sesji naukowej zorganizowanej przez Muzeum Narodowe w Szczecinie 18–19 kwietnia 2002 r., Szczecin 2004, J. Łapott, E. Prądzyńska, B. Zaborowska (red.), s. 165–178; Figuil – zarys dziejów miasta i centralnej misji polskich
oblatów Maryi Niepokalanej w Północnym Kamerunie, w:, Bilad as-Sudan –
dziedzictwo przeszłości, W. Cisło, J. Różański, M. Ząbek (red.), Pelplin 2015,
s. 163–197; Cameroon – Africa’s Largest Polish Roman Catholic Mission Center,
w: Poland’s Relations with West Africa, (ed.) Zygmunt Łazowski, Warsaw 2004,
s. 200–210.

110

Ryszard Vorbrich

lokalne kultury wpływają na postawę misjonarzy39. W końcu
przedmiotem badań i analiz o. Jarosława Różańskiego były także
przemiany społeczne i kulturowe społeczeństwa Kamerunu Północnego w dobie globalizacji40.

39
Zob. J. Różański, Wkład misjonarzy i misjonarek w poznawanie i ocalanie
kultur kirdyjskich, w: J. Łapott, E. Prądzyńska, B. Zaborowska (red.), Afryka.
40 lat penetracji oraz poznawania ludów i ich kultur. Materiały z sesji naukowej
zorganizowanej przez Muzeum Narodowe w Szczecinie 18–19 kwietnia 2002 r.,
Szczecin 2004, s. 165–178; J. Różański, Inkulturacja Kościoła wśród ludów Środkowego Sudanu, Poznań 2004; Misjonarze wobec rodzimych kultur, w: Afryka na
progu XXI wieku, t. 1, Kultura i społeczeństwo, J. Pawlik, M. Szupejko (red.),
Polskie Towarzystwo Afrykanistyczne, Warszawa 2009, s. 287–296; Missions in
Northern Cameroon and development of local cultures, w: M. Ząbek (ed.), Sustainable development in Sub-Saharan Africa, University of Iringa (Tanzania) &
Institute of Ethnology and Cultural Anthropology University of Warsaw, Iringa-Warsaw 2015, s. 139–154; J. Różański, Matka-rodzicielka – kobieta w tradycji
północnokameruńskiej, w: Ewangelia między tradycją i współczesnością, J. Różański,
P. Szuppe (red.), Warszawa 2003, s. 71–84; Tradycyjne religie afrykańskie w listach misjonarzy, w: E. Śliwka (red.), Wypłyń na głębię. Materiały Pierwszego
Ogólnopolskiego Kongresu Misyjnego Zakonów i Zgromadzeń Męskich i żeńskich,
t. 2, Refleksja (Sesja naukowa), Gdańsk-Pieniężno 2004, s. 377–384.
40
Zob. J. Różański, Miejscowa kultura wobec przemian społecznych
i gospodarczych w środkowym Sudanie, w: Zagrożenie tożsamości? Problematyka
globalizacji w zainteresowaniach polskiej antropologii, A. Nadolska-Styczyńska
(red.), Wrocław-Łódź 2005, s. 240–249; Przemiany w systemie społecznopolitycznym północnokameruńskich Kirdi, w: Forum Politologiczne, t. 7, Przywódcy
i przywództwo we współczesnej Afryce, A. Żukowski (red.), Olsztyn 2008, s. 309–
340; Fulbe w strefie Sudanu. Migracje, władza i pieniądze, w: Bilad as-Sudan –
kultury i migracje, W. Cisło, J. Różański, M. Ząbek (red.), Warszawa 2013, s. 47–64;
Kształtowanie się tradycyjnych struktur społeczno-politycznych w kraju Gidarów
(północny Kamerun), w: Ewolucja społeczeństw i państw afrykańskich. Polityka,
bezpieczeństwo i historia, Kubicki R., Saletra W. (red.), Kielce 2015, s. 231–245;
Tradycyjne religie Kirdi – kontynuacja i zmiany, w: Forum Politologiczne, t. 23,
Tradycja i nowoczesność w Afryce. Społeczeństwo – kultura – sztuka, A. Żukowski
(red.), Instytut Nauk Politycznych Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego
w Olsztynie, Olsztyn 2017, s. 51–72; Dzieci żyjące na ulicy – nowe zjawisko miast
afrykańskich, Warszawa 2004.

Kamerun północny – laboratorium polskiej...

111

Do Kamerunu i do Daba wróciłem po 17 latach, w roku 1999.
Była to już zupełnie inna epoka, inna Afryka i inna Polska41. Dawna metoda badań terenowych w postaci „wypraw”, adekwatna
do warunków panujących w PRL, stała się już zbyt archaiczna
i niedostosowana do realiów okresu postkomunistycznego. Sześć
sezonów badawczych w Kamerunie (w latach 1999, 2000, 2001,
2003, 2004, 2011) finansowanych było w ramach grantów KBN,
NCN oraz PTPN42. Problematyka tych projektów badawczych nawiązywała do zakresu dynamicznych zmian, jakie zaszły w Kamerunie w ostatnich dwudziestu latach ubiegłego wieku oraz
w pierwszej dekadzie obecnego stulecia. Koncentrowała się ona
głównie na różnych aspektach procesów etnicznych, zmianie społecznej i kulturowej oraz zagadnieniach z zakresu antropologii
Była to już epoka nasilonej globalizacji. W Północnym Kamerunie rozwinął
się wielopartyjny system polityczny (wpływający na etnicyzację polityki), pojawiły się pierwsze struktury organizacji pozarządowych (np. stowarzyszeń
prorozwojowych), znikały już ostatnie miejsca poza siecią dróg i systemu ochrony
zdrowia i szkolnictwa powszechnego (ostatnią znaną mi wsią, w której powstała
szkoła podstawowa była w 2003 roku wieś Nive), co diametralnie zmieniło sposób
życia, sieć kontaktów i wizję świata członków wspólnot lokalnych. W Polsce
w ramach zmiany systemu polityczno-gospodarczego dawny sposób pozyskiwania funduszy na badania naukowe stracił rację bytu wobec powstania takich
instytucji jak Komitet Badań Naukowych czy późniejsze Narodowe Centrum
Nauki.
42
W sezonach badawczych styczeń–marzec 1999 oraz styczeń–luty 2000
roku realizowałem w Kamerunie projekt badawczy KBN „Procesy etniczne i migracyjne w Kamerunie”. W sezonie listopad–grudzień 2001 roku realizowałem
badania w ramach projektu UAM i Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk
„Środowiskowe uwarunkowania kultury w Afryce”. W sezonach styczeń–luty
2003 oraz listopad–grudzień 2004 roku realizowałem projekt badawczy KBN.
Natomiast w sezonie styczeń–luty 2011 roku prowadziłem badania w ramach
projektu KBN/NCN „Bierny beneficjent versus lokalny partner projektów rozwojowych. Konceptualizacja i strategie adaptacyjne w zakresie współpracy
rozwojowej wśród afrykańskich społeczności lokalnych (studium porównawcze)”.
W wypadku tego ostatniego projektu prace terenowe prowadzone były nie tylko
w Kamerunie, ale także w Mali (2012) i w Maroku (2013).
41

112

Ryszard Vorbrich

rozwoju. Tematyka kolejnych realizowanych na przestrzeni 13 lat
projektów badawczych uzupełniała się i była formatowana w oparciu o materiał badawczy i doświadczenie zdobyte w sezonach
poprzednich. W ten sposób Kamerun Północny stał się dla mnie
prawdziwym laboratorium terenowym, pozwalającym dotrzeć
do enklaw tradycyjnej kultury, ale pozwalającym, na przestrzeni
kilku dekad, obserwować dynamikę kultury afrykańskiej.
Brak tutaj miejsca na dokładniejsze omówienie przebiegu prac
terenowych. Wspomnę jedynie, że koncentrowały się one na opisanej już wspólnocie lokalnej Nive. Pole badawcze rozszerzyłem
także na etnicznych Daba, emigrujących do innych regionów kraju, a także o inne grupy etniczne Kamerunu (od Pigmejów na
południu kraju, do Fulbejów na północy). W Północnym Kamerunie badania stacjonarne i krótsze penetracje prowadziłem (licząc
od północy regionu) w Waza, Oudjilla, Kapsiki, Tokombere, Maroua, Douroum, Tra, Figuil, Garoua, Bibemi, Sebore (wśród emigrantów Daba), Rey Bouba, Tcholire oraz Poli, Karna i Nagaoundere.
Nie sposób omówić, nawet pokrótce, przebieg moich badań
oraz ich efekty. Wymienię tu jedynie najważniejsze aspekty (problemy badawcze) oraz zilustruję je odniesieniami do poszczególnych, najważniejszych publikacji.
1. Badania z zakresu antropologii ekonomicznej i antropologii
rozwoju objęły zagadnienia związane z miejscową („tubylczą”)
konceptualizacją pracy i bogactwa (kapitału)43.

43
Zob. R. Vorbrich, Praca i kapitał w tradycyjnych systemach gospodarczych
Afryki, „Annales Missiologicae Posnanienses” 2000, t. 11, s. 249–257; „Sorghum
Wealth” versus „Money Wealth” or the Hybrid Nature of Post-tribal Economies,
„Hemispheres. Studies on Cultures and Societies” 2013, vol. 28, s. 5–14.

Kamerun północny – laboratorium polskiej...

113

2. Studia nad ekologicznymi uwarunkowaniami kultury i sposobami zarządzania zasobami strategicznymi – ziemią i wodą44.
3. Badania procesów migracyjnych, zwłaszcza związanych z pokonywaniem barier naturalnych i politycznych45.
4. Studia nad procesami etnicznymi i powstawaniem nowych
typów tożsamości46.
5. Badania z zakresu antropologii historycznej i politycznej; zjawisko trybalizmu, funkcjonowanie społeczeństwa plemiennego i postplemiennego a kwestia praw obywatelskich47.
Zob. R. Vorbrich, Człowiek i woda w masywie Mandara – Kamerun Północny,
w: Afryka. 40 lat penetracji…, op. cit., s. 101–109; Land and the environment
versus customary and statute laws. Environmental and political pressures on the
Daba of northern Cameroon, „Collectanea Sudanica”, vol. 1, s. 31–50.
45
Zob. R. Vorbrich, Mikro- i makromigracje w Kamerunie. Przestrzeń a bariery
adaptacji kulturowej, w: Upadek imperiów i rozwój migracji, J. E. Zamojski (red.),
Migracje i Społeczeństwo, nr 8, Wydawnictwo Neriton, Warszawa 2003,
s. 175–197.
46
Zob. R. Vorbrich, Trybalizm a wieloetniczne państwo afrykańskie, „Sprawy
Narodowościowe” 1999 (2000 druk), z. 14–15, s. 183–192; Kirditude. Idéologie
de la Majorité Opprimée au Cameroun, „Ethnologia Polona” 2002, t. 23,
s. 39–54.
47
Zob. R. Vorbrich, Wódz jako funkcjonariusz. Despotyzm zdecentralizowany
w społeczeństwie postplemiennym Kamerunu, „Lud” 2004, t. 88, s. 219–236; Lamidat. Państwo przedkolonialne w państwie postkolonialnym, „Afryka”. Biuletyn
Polskiego Towarzystwa Afrykanistycznego 2005, nr 21, s. 7–28; The idea of
consensus and tribal identity in relation to democratic elections in an African State.
The case of Cameroon, w: Exploring home, neighbouring and distant cultures,
L. Mróz, A. Posern-Zieliński (red.), Wydawnictwo DiG, Warszawa 2008,
s. 209–224; Etniczność a trybalizm w Afryce, w: Afryka na progu XXI wieku, t. 1,
Kultura i społeczeństwo, J. J. Pawlik, M. Szupejko (red.), Oficyna Wydawnicza
ASPRA-JR, Warszawa 2009, s. 311–323; The clay pot and the iron pot. The tribal
society confronted with the nation and the global society, „Hemispheres”. Studies
on Cultures and Societies 2009, nr 24, s. 143–154; Plemienna i postplemienna
Afryka. Koncepcje i postaci wspólnoty w dawnej i współczesnej Afryce, Wydawnictwo
Naukowe UAM, Poznań 2012, s. 427; Kwestia tubylcza a status obywatela w Kamerunie, w: Obywatelstwo na progu XXI wieku. Konteksty prawne i kulturowe,
Maciej Ząbek (red.), Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej UW, Biuro
44

114

Ryszard Vorbrich

6. Procesy oraz instytucje rozwojowe48.
7. Problematyka religioznawcza; obrzędowość tradycyjna i zmiany struktury religijnej49.
Efektem studiów nad sposobami zarządzania zasobami strategicznymi stał się także uruchomiony i koordynowany przeze
mnie program rozwojowy „Woda dla Sahelu”. Dzięki pozyskanym
przeze mnie w Polsce (i w Australii) środkom i sponsorom w latach
2001–2006 powstało w Północnym Kamerunie 11 studni dostarczających pitną wodę w regionach od lat odczuwających narastającą suszę50.
W tym samym czasie prace badacze w Północnym Kamerunie
prowadziły też inne osoby. Jedną z nich była Donata Popławska
(studentka etnologii UAM w Poznaniu), która w październiku
Krajowe UNHCR w Polsce, Międzynarodowe Centrum Dialogu Międzykulturowego i Międzyreligijnego UKSW, Warszawa 2013, s. 177–186; Sukcesja substancjalna a legitymizacja władzy w wodzostwach Północnego Kamerunu. Między
perspektywą antropologiczną a historyczną, w: J. Banaszkiewicza, M. Kara,
H. Mamzer (red.), Instytucje „wczesnego państwa” w perspektywie wielości
i różnorodności kultur, IAiE PAN, Poznań 2013, s. 91–104.
48
Zob. R. Vorbrich, Tradycyjna społeczność afrykańska a szkoła. Systemy
wychowawcze i edukacyjne w pluralistycznym społeczeństwie Kamerunu, „Lud”
2002, t. 86, s. 105–130; Bierny beneficjent versus lokalny partner projektów
rozwojowych w Afryce, w: W. Cisło, J. Różański, M. Ząbek (red.), Bilad as-Sudan
– dziedzictwo przeszłości, Pelplin: Instytut Dialogu Kultury i Religii WT UKSW,
s. 231–256.
49
Zob. R. Vorbrich, Tradycyjne religie Kamerunu wobec chrześcijaństwa i islamu,
„Lud” 2000, t. 84, s. 37–48; Święto duchów – czyli jak przetańczyć święto, w:
Rytmy i kroki Afryki (Rhythms and steps of Africa), red. W. Mond-Kozłowska,
Akademia Ignatianum, Wydawnictwo WAM, Kraków 2011, s. 167–172.
50
W tym kontekście wyrazy podziękowania należą się wszystkim sponsorom
z Polski i Australii. Pragnę szczególnie serdecznie podziękować misjonarzowi
o. Władysławowi Koziołowi, który włożył zasadniczy wkład w ten projekt jako
radiosteta i organizator prac oraz panu Ireneuszowi Brzechwie (z Obornik Wlkp.)
i pani Marioli Strzałek (z Australii) – mojej koleżance ze studiów etnograficznych – za ich wkład finansowy oraz działania na rzecz pozyskania kolejnych
sponsorów.

Kamerun północny – laboratorium polskiej...

115

i listopadzie 2004 roku zajmowała się tam obrzędowym okaleczaniem kobiecych narządów płciowych. Jej bazą było Ngaoundere (gdzie korzystała z gościny polskich misjonarzy). Przebywała także w kraju Daba (w Mandamie). Materiały zgromadzone
podczas badań terenowych były podstawą napisanej przez nią
i obronionej pracy magisterskiej pt. Praktyka okaleczania żeńskich
narządów płciowych a tradycja i współczesność Afryki i Bliskiego
Wschodu (Poznań 2005).
W październiku i listopadzie 2005 r. działał w Kamerunie pięcioosobowy zespół badawczy złożony z etnologów i historyków
sztuki, pracowników kilku polskich muzeów. W jego skład wchodzili: dr Jacek Łapott (weteran SSE „Afryka 76”), mgr Agnieszka
Tomaszewska (oboje z Muzeum Narodowego w Szczecinie) oraz
mgr Katarzyna Podyma i mgr Lucjan Buchalik (pracownicy Muzeum Miejskiego w Żorach)51. Przedmiotem obserwacji członków
grupy była tradycyjna kultura i sztuka Kamerunu. Po badaniach
w południowej części Kamerunu w północnej części kraju ekipa
muzealników swą penetracją objęła głównie obszar etniczny mało
zbadanej grupy Duupa (należącej do ludów Kirdi), zamieszkującą izolowany i trudno dostępny masyw Alantika. W tym regionie
obserwacje etnograficzne prowadzono we wsiach Hoy, Sari,
a zwłaszcza w N’inga. Ze względu na swe położenie (w trudnym
terenie górskim – Pic de Ninga ma 1748 m n.p.m.) nieliczni już
członkowie tej górskiej wspólnoty lokalnej (50 osób) jeszcze w tym
czasie reprezentowała typ archaicznej, izolowanej kultury paleonigrityckiej. Członkowie zespołu odwiedzili także (w drodze do
Czadu) m.in. miejscowości N’Dingtire, Mougeni, Lugunde i Liwa,
gdzie prowadzono obserwacje wśród ludów: Fulbe, Tchiamba,
Geunu i Gembe. W dalszej części swej podróży badawczej odwieOba muzea mają jedne z największych i najcenniejszych kolekcji afrykanistycznych w Polsce.
51

116

Ryszard Vorbrich

dzono także masyw Mandara (miejscowości Rumsiki, Amsa, Haou
i Mokolo). Ostatnim regionem Kamerunu penetrowanym w ramach
tej wyprawy był kraj Musgum (opodal Jeziora Czad), znany z oryginalnego budownictwa. Efektem opisanej inicjatywy badawczej
była głównie kolekcja ponad 150 eksponatów etnograficznych,
które wzbogaciły polskie placówki muzealne. Rezultaty naukowe
prezentuje publikacja Lucjana Buchalika52.
W 2013 roku krótką penetrację antropologiczną przeprowadzili prof. dr hab. Maciej Ząbek oraz prof. dr hab. Jarosław Różański. Badania były elementem większego projektu „Sudańscy
uciekinierzy i wypędzeni. Dyskurs o uchodźcach i zachodniej
pomocy humanitarnej” i obejmował, oprócz Sudanu, także kraje
sąsiednie. Badano wówczas wywiady z samoosiedlającymi się
przedstawicielami uchodźców-koczowników Mbororo z Republiki Środkowoafrykańskiej na pograniczu Kamerunu, w okolicach
granicznej miejscowości Garoua Boulai. Podjęta wówczas próba
przeprowadzenia badań w leżącym bardziej na północ, w prowincji Garoua, likwidowanym wówczas obozie Langui dla Czadyjczyków, nie powiodła się z uwagi na bardzo niechętną (wręcz
wrogą) reakcję zarządzającego obozem przedstawiciela UNHCR.
Ponad 40 lat obecności polskich misjologów, religioznawców
i antropologów nadało temu regionowi Afryki szczególny status
laboratorium terenowego, jedynego o takim znaczeniu (być może
obok Sudanu) w skali polskiej humanistyki.

L. Buchalik, Ludy refugialne w obliczu kolonizacji, w: Ex Africa Semper Aliquid
Novi, J. Łapott, E. Prądzyńska (red.), t. 1, Żory 2014, s. 138–153.
52

Kamerun północny – laboratorium polskiej...

117

Bibliografia
Atlas du Cameroun, Paris, Yaounde 1973, Planche XII.
Beauvilan A., Nord-Cameroun: crises et peuplement, (these de doc.), Rouen 1989.
Buchalik L., Ludy refugialne w obliczu kolonizacji, w: Ex Africa Semper
Aliquid Novi, J. Łapott, E. Prądzyńska (red.), t. 1, Żory 2014,
s. 138–153.
Kostuch P., Zagroda północnokameruńskiego plemienia Daba, „Materiały Zachodniopomorskie” 1981 (1985), t. 27, s. 281–305.
Łapott J., Studencka ekspedycja etnograficzna „Afryka 76–77” – sprawozdanie z przebiegu i wyników działalności etnologicznej wyprawy do
Afryki, „Materiały Zachodniopomorskie” 1978 (1982), t. 24,
s. 283–319
Łapott J., Kowalstwo w życiu codziennym plemion Daba i Guidar w Kamerunie Północnym, „Materiały Zachodniopomorskie” 1984 (1987),
t. 30, s. 245–262.
Nadolska-Styczyńska A., Nadolski J., Kultury Północnego Kamerunu
i Nigerii jako przedmiot zainteresowań wyprawy naukowej studentów biologii Uniwersytetu Łódzkiego – Afryka 79, w: Afryka – 40 lat
penetracji oraz poznawania ludów i ich kultur, J. Łapott (red.),
Szczecin 2004, s. 287–308.
Nadolscy J. i J., O etnograficznych wynikach afrykańskiej wyprawy biologów, w: Na egzotycznych szlakach. O polskich badaniach etnograficznych w Afryce, Ameryce i Azji w dobie powojennej, L. Dzięgiel
(red.), Wrocław 1987, s. 103–108.
Podlewski A. M., La dynamique des principals populations du Nord Cameroun, etre Bénoue et lac Tchad, Yaoundé 1964; Notes sur les
objets sacrés traditionnels Mboum (Adamaoua, Cameroun), „Journal des africanistes” 1978, Vol. 48, Numéro 2, s. 102–120.
Różański J., W kręgu większych form narracyjnych u ludów Północnego
Kamerunu, „Literatura Ludowa” 1992, t. 4–5, s. 3–22.
Różański J., W cieniu góry Lam, Gorzów Wlkp. 1994.

118

Ryszard Vorbrich

Różański J., Z tradycji ustnej sawanny kameruńskiej, „Afryka” 2002,
nr 15, s. 43–64.
Różański J., Mali’i ahin ti maya ta. Przysłowia gizigijskie, Warszawa 2000.
Różański J., Wkład misjonarzy i misjonarek w poznawanie i ocalanie kultur kirdyjskich, w: Afryka. 40 lat penetracji oraz poznawania ludów
i ich kultur, w: Materiały z sesji naukowej zorganizowanej przez
Muzeum Narodowe w Szczecinie 18–19 kwietnia 2002 r., J. Łapott,
E. Prądzyńska, B. Zaborowska (red.), Szczecin 2004, s. 165–178.
Różański J., Matka-rodzicielka – kobieta w tradycji północnokameruńskiej,
w: Ewangelia między tradycją i współczesnością, J. Różański,
P. Szupejko (red.), Warszawa 2003, s. 71–84.
Różański J., Udział polskich Sióstr Służebniczek NMP – Śląskich w pracy
misyjnej w Północnym Kamerunie, „Annales Missiologici Posnanienses” 2003, t. 13, s. 111–129.
Różański J., Umiędzynarodowienie misji północnokameruńskiej, „Saeculum Christianum” 2004, t. 11, nr 2, s. 133–167.
Różański J., Cameroon – Africa’s Largest Polish Roman Catholic Mission
Center, w: Poland’s Relations with West Africa, Z. Łazowski (ed.),
Warsaw 2004, s. 200–210.
Różański J., Dzieci żyjące na ulicy – nowe zjawisko miast afrykańskich,
Warszawa 2004.
Różański J., Inkulturacja Kościoła wśród ludów Środkowego Sudanu, Poznań 2004.
Różański J., Tradycyjne religie afrykańskie w listach misjonarzy, w: „Wypłyń na głębię. Materiały Pierwszego Ogólnopolskiego Kongresu
Misyjnego Zakonów i Zgromadzeń Męskich i żeńskich, t. 2, Refleksja, E. Śliwka (red.), Gdańsk-Pieniężno 2004, s. 377–384.
Różański J., Miejscowa kultura wobec przemian społecznych i gospodarczych w środkowym Sudanie, w: Zagrożenie tożsamości? Problematyka globalizacji w zainteresowaniach polskiej antropologii,
A. Nadolska-Styczyńska (red.), Wrocław-Łódź 2005, s. 240–249.
Różański J., Przemiany w systemie społeczno-politycznym północnokameruńskich Kirdi, w: Forum Politologiczne, t. 7, Przywódcy i przywództwo we współczesnej Afryce, A. Żukowski (red.), Olsztyn 2008,
s. 309–340.

Kamerun północny – laboratorium polskiej...

119

Różański J., Misjonarze wobec rodzimych kultur, w: Afryka na progu
XXI wieku, t. 1, Kultura i społeczeństwo, J. Pawlik, M. Szupejko
(red.), Polskie Towarzystwo Afrykanistyczne, Warszawa 2009,
s. 287–296.
Różański J., Polskie misjonarki i misjonarze w Afryce, Warszawa 2012.
Różański J., Fulbe w strefie Sudanu. Migracje, władza i pieniądze, w: Bilad
as-Sudan – kultury i migracje, W. Cisło, J. Różański, M. Ząbek
(red.), Warszawa 2013, s. 47–64.
Różański J., Figuil – zarys dziejów miasta i centralnej misji polskich oblatów Maryi Niepokalanej w północnym Kamerunie, w: Bilad as- Sudan – dziedzictwo przeszłości, W. Cisło, J. Różański, M. Ząbek
(red.), Pelplin 2015, s. 163–197.
Różański J., Kształtowanie się tradycyjnych struktur społeczno-politycznych w kraju Gidarów (Północny Kamerun), w: Ewolucja społeczeństw i państw afrykańskich. Polityka, bezpieczeństwo i historia,
Kubicki R., Saletra W. (red.), Kielce 2015, s. 231–245.
Różański J., Missions in Northern Cameroon and development of local
cultures, w: M. Ząbek (ed.), Sustainable development in Sub-Saharan Africa, University of Iringa (Tanzania) & Institute of Ethnology and Cultural Anthropology University of Warsaw, Iringa-Warsaw 2015, s. 139–154.
Różański J., Działalność polskich oblatów Maryi Niepokalanej w Kamerunie (1970–2010), Warszawa 2015.
Różański J., Tradycyjne religie Kirdi – kontynuacja i zmiany, w: Forum
Politologiczne, t. 23, Tradycja i nowoczesność w Afryce. Społe­
czeństwo – kultura – sztuka, A. Żukowski (red.), Olsztyn 2017,
s. 51–72.
Schallers Y., Les Kirdi du Nord-Cameroun, Strasbourg 1973.
Styczyńska A., Kolekcja zabytków z Północnego Kamerunu i Nigerii – dar
wyprawy łódzkich biologów, „Prace i Materiały Muzeum Archeologicznego i Etnograficznego w Łodzi. Seria Etnograficzna”
1991–1995, nr 30, s. 105–130.
Szafrański S., Z biologami na afrykańskim szlaku, „Z otchłani wieków”
1983, z. 3.

120

Ryszard Vorbrich

Vorbrich R., Studencka Ekspedycja Etnograficzna „Afryka 76”, „Lud” 1980,
t. 64, s. 356–359.
Vorbrich R., Studencka ekspedycja Etnograficzna „Afryka 76” a doświadczenia indywidualnych badań terenowych, w: Na egzotycznych szlakach. O polskich badaniach etnograficznych w Afryce, Ameryce i Azji
w dobie powojennej, L. Dzięgiel (red.), Wrocław 1987, s. 75–101.
Vorbrich R., Gospodarcza i społeczna rola daru w życiu rodziny i społeczności lokalnej Daba z Kamerunu, w: Kulturowa funkcja daru, A. Zambrzycka-Kunachowicz (red.), Zeszyty Naukowe UJ: Prace Etnograficzne, z. 25, Kraków 1988, s. 149–165.
Vorbrich R., Trade as element of the Daba economy in Northern Cameroon, „Etnologia Polona” 1987 (1988), t. 13, s. 153–182.
Vorbrich R., Praca i kapitał w tradycyjnych systemach gospodarczych Afryki, „Annales Missiologicae Posnanienses” 2000, t. 11, s. 249–257.
Vorbrich R., Tradycyjne religie Kamerunu wobec chrześcijaństwa i islamu,
„Lud” 2000, t. 84, s. 37–48.
Vorbrich R., Trybalizm a wieloetniczne państwo afrykańskie, „Sprawy
Narodowościowe” 1999 (druk 2000), z. 14–15, s. 183–192.
Vorbrich R., Kirditude. Idéologie de la Majorité Opprimée au Cameroun,
„Ethnologia Polona” 2002, t. 23, s. 39–54.
Vorbrich R., Tradycyjna społeczność afrykańska a szkoła. Systemy wychowawcze i edukacyjne w pluralistycznym społeczeństwie Kamerunu,
„Lud” 2002, t. 86, s. 105–130.
Vorbrich R., Mikro- i makromigracje w Kamerunie. Przestrzeń a bariery
adaptacji kulturowej, w: Upadek imperiów i rozwój migracji,
J. E. Zamojski (red.), Migracje i Społeczeństwo nr 8, Wydawnictwo Neriton, Warszawa 2003, s. 175–197.
Vorbrich R., Człowiek i woda w masywie Mandara – Kamerun Północny,
w: Afryka. 40 lat penetracji oraz poznawania ludów i ich kultur.
Materiały z sesji naukowej zorganizowanej przez Muzeum Narodowe w Szczecinie 18–19 kwietnia 2002 roku, J. Łapott (red.), Muzeum Narodowe w Szczecinie, Szczecin 2004, s. 101–109.
Vorbrich R., Wódz jako funkcjonariusz. Despotyzm zdecentralizowany
w społeczeństwie postplemiennym Kamerunu, „Lud” 2004, t. 88,
s. 219–236.

Kamerun północny – laboratorium polskiej...

121

Vorbrich R., Lamidat. Państwo przedkolonialne w państwie postkolonialnym, „Afryka”. Biuletyn Polskiego Towarzystwa Afrykanistycznego 2005, nr 21, s. 7–28.
Vorbrich R., L’Afrique face au problem des mutilations génitales, „Africana Bulletin” 2006, t. 54, s. 131–145.
Vorbrich R., The idea of consensus and tribal identity in relation to democratic elections in an African State. The case of Cameroon, w: Exploring home, neighbouring and distant cultures, L. Mróz, A. Posern-Zieliński (red.), Wydawnictwo DiG, Warszawa 2008, s. 209–224.
Vorbrich R., Etniczność a trybalizm w Afryce, w: Afryka na progu
XXI wieku, t. 1, Kultura i społeczeństwo, J. J. Pawlik, M. Szupejko (red.), Oficyna Wydawnicza ASPRA-JR, Warszawa 2009,
s. 311–323.
Vorbrich R., The clay pot and the iron pot. The tribal society confronted
with the nation and the global society, „Hemispheres”. Studies on
Cultures and Societies 2009, nr 24, s. 143–154.
Vorbrich R., Święto duchów – czyli jak przetańczyć święto, w: Rytmy i kroki Afryki [Rhythms and steps of Africa], W. Mond-Kozłowska
(red.), Akademia Ignatianum, Wydawnictwo WAM, Kraków 2011,
s. 167–172.
Vorbrich R., Plemienna i postplemienna Afryka. Koncepcje i postaci wspólnoty w dawnej i współczesnej Afryce, Wydawnictwo Naukowe
UAM, Poznań 2012, s. 427.
Vorbrich R., Kwestia tubylcza a status obywatela w Kamerunie, w: Obywatelstwo na progu XXI wieku. Konteksty prawne i kulturowe,
M. Ząbek (red.), Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej UW,
Biuro Krajowe UNHCR w Polsce, Międzynarodowe Centrum Dialogu Międzykulturowego i Międzyreligijnego UKSW, Warszawa
2013, s. 177–186.
Vorbrich R., Sukcesja substancjalna a legitymizacja władzy w wodzostwach północnego Kamerunu. Między perspektywą antropologiczną a historyczną, w: Instytucje „wczesnego państwa” w perspektywie wielości i różnorodności kultur, J. Banaszkiewicz, M. Kara,
H. Mamzer (red.), IAiE PAN, Poznań 2013, s. 91–104.

122

Ryszard Vorbrich

Vorbrich R., „Sorghum Wealth” versus „Money Wealth” or the Hybrid Nature of Post-tribal Economies, „Hemispheres. Studies on Cultures
and Societies” 2013, vol. 28, s. 5–14.
Vorbrich R., „Zróbmy coś” – „dajcie coś”. Dwie konceptualizacje projektów
rozwojowych, „Etnografia Polska” 2013, t. 57, z. 1, s. 9–22.
Vorbrich R., Rywalizacja o ziemię a bariery rozwojowe w Kamerunie. Przykład lokalnych wspólnot z masywu Mandara i terenów pogórza, w:
Bilad as-Sudan napięcia i konflikty, W. Cisło, J. Różański, M. Ząbek
(red.), Instytut Dialogu Kultury i Religii WT UKSW, Pelplin 2014,
s. 25–50.
Vorbrich R., Bierny beneficjent versus lokalny partner projektów rozwojowych w Afryce, w: Bilad as-Sudan – dziedzictwo przeszłości, W. Cisło, J. Różański, M. Ząbek (red.), Pelplin: Instytut Dialogu Kultury i Religii WT UKSW, 2015, s. 231–256.
Vorbrich R., Land and the environment versus customary and statute laws.
Environmental and political pressures on the Daba of northern Cameroon, w: Collectanea Sudanica, W. Cisło, J. Różański, M. Ząbek
(red.), t. 1, s. 31–50.

North Cameroon – a laboratory of Polish anthropological
African Studies
Summary
He presented the achievements of four decades of Polish anthropological research in North Cameroon. In the category of research „anthropological” included studies in the field of missiology and folklore.
The particular importance of Cameroon as a field laboratory of Polish
anthropologists was due to the specific cultural features of the region
(as a relatively isolated area, with conservative culture) and certain
typical Polish historical and logistical conditions (Rogoziński’s Expedition of 1882-85, the presence of Polish missionaries since 1970).
The author opposes the specifics of finalizing and organizing african
field research in the Communist era, the method of finalizing such studies of the realities of the capitalist economy (grant system)

Kamerun północny – laboratorium polskiej...

123

The article discusses the research and the effects (publications) of
students’ scientific expeditions from the 1970s, once the individual fieldwork of several Polish anthropologists and missionaries, including:
L. Buchhalik, A. Kurek, J. Lapap, J. Różańki and R. Vorbrich.
Keywords: Cameroon, field research, anthropology, missiology,
folklore

NINA PAWLAK

HAUSA A SPRAWA POLSKA.
OD ORCHIDEENFACH
DO WSPÓŁPRACY ROZWOJOWEJ
Wstęp
Polskie kontakty z Afryką są często skutkiem indywidualnych
inicjatyw, a ich los zależy od wsparcia instytucjonalnego i zainteresowania, jakie mogą okazać im znane osoby i szersza publiczność. Naturalnym zapleczem instytucjonalnym dla tych kontaktów
mógłby być kierunek kształcenia określany terminem „afrykanistyka”, usytuowany na wydziałach, na których są inne regionalne
specjalizacje, zarówno z obszaru europejskiego, takie jak anglistyka, romanistyka, hungarystyka, jak i specjalizacje ukierunkowane na regiony pozaeuropejskie, tradycyjnie reprezentujące
orientalistykę, wśród nich: sinologia, arabistyka, tybetologia.
Polska afrykanistyka od dawna sygnalizuje problemy z tożsamością, ich przejawem jest m.in. dyskusja na temat afrykanistyki

Prof. dr hab. Nina Pawlak – Uniwersytet Warszawski, Katedra Języków
i Kultur Afryki, główny obszar zainteresowań: języki Afryki, w tym głównie język hausa.

126

Nina Pawlak

na łamach „Afryki”1, która pokazuje dokonania badawcze w niektórych obszarach, m.in. etnologii2, ale także stawia pytania o sens
uprawiania afrykanistyki w Polsce3. Przedmiotem zainteresowania w tej dyskusji są też języki afrykańskie4, które są nauczane
wyłącznie w ramach specjalizacji językowo-kulturowej, a znajomość
tych języków nie jest komponentem wiedzy afrykanistycznej z innych obszarów badawczych. Także w kręgach biznesu panuje
powszechne przekonanie, że „dogadanie się” z afrykańskimi partnerami jest możliwe za pośrednictwem języków europejskich
i znajomość Afryki z poziomu innego niż oficjalny nie jest w tych
kontaktach potrzebna. Sami Afrykańczycy umacniają takie przekonanie, widząc w nim potwierdzenie swych internacjonalnych
kompetencji i profesjonalnych umiejętności. Problemy pojawiają
się dopiero wówczas, gdy się okaże, że porozumienie oznacza
inne rozumienie tej samej treści.
Polska afrykanistyka językowo-kulturowa od czasu swego powstania w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku skupia się na
badaniu i nauczaniu języków ważnych w skali Afryki (suahili,
hausa, amharskiego) i obszarach, na których te języki są używane. Jej dorobek jest mało znany w polskim społeczeństwie i nie
jest wykorzystywany w polityce zmierzającej do poprawy naszych
relacji z Afryką czy zwiększenia polskiej obecności w Afryce. Ten
pogląd będzie zilustrowany przykładem języka hausa, ale osiągnięcia polskiej hausanistyki będą zinterpretowane w świetle
1
J. Mantel-Niećko, Jaka dziś powinna być rola afrykanistyki?, „Afryka”
1995, t. 2, s. 5–13.

R. Vorbrich, R., Polskie badania afrykanistyczne z zakresu etnologii i antropologii kulturowej, „Afryka” 2000, t. 11, s. 74–81.
3
N. Pawlak, Samotny wojownik czy specjalista do wynajęcia?, „AFRYKA. Biuletyn Polskiego Towarzystwa Afrykanistycznego” 2000/2001, t. 12, s. 83–87.
4
A. Boniewicz, Wszystko i nic o Afryce? Refleksje dotyczące sposobu prowadzenia studiów w Zakładzie Języków i Kultur Afryki Uniwersytetu Warszawskiego,
„Afryka” 2001, t. 13, s. 90–96.
2

Hausa a sprawa polska...

127

założeń deklaracji o współpracy rozwojowej, których Polska jest
sygnatariuszem.

Językowe świadectwa kontaktów
W historii polskich kontaktów ze społecznością5 Hausa z Afryki Zachodniej możemy szukać wyjaśnienia, dlaczego wiedza o języku (i szerzej kulturze) hausa w Polsce jest nikła. Niewielki zakres
lub wręcz brak wzajemnych relacji odzwierciedla słabe zakorzenienie nazwy ‘hausa’ w języku polskim i problemy z deklinacją
tego wyrazu. W literaturze pojawiły się formy ‘Hausy’, ‘w Hausie’6,
na wzór ‘Birmy’, ‘w Birmie’, jako przejaw tego samego paradygmatu fleksyjnego (od ‘Birma’, ‘Kuba’ etc.), jednak ta modyfikacja
w obrębie spółgłosek tematycznych w sposób istotny narusza cechy identyfikacyjne nazwy własnej ‘Hausa’ i nie jest akceptowana
przez afrykanistów, którzy starają się ją zachować poprzez dodawanie członu ogólnego, np. kraina Hausa. Pewien problem stwarza również etnonim, w użyciu są bowiem dwie nazwy: Hausowie
i Hausańczycy, obie oparte na wzorze z końcówką przypisaną
raczej odległym narodowościom.
Podobnie problem rysuje się z drugiej strony. Nazwa ‘Poland’
u użytkowników hausa jest rzadko kojarzona z naszym krajem,
a wobec charakterystycznej dla języka wymowy szczelinowej głoski /p/ i alternacji między ‘f’ i ‘h’ (jak w wyrazach fula = hula
‘czapka’) jest często mylona z Holandią (Holland). Także nazwa
Ponad 25-milionowa społeczność, dla której hausa jest językiem ojczystym,
jest uznawana za naród, który w swojej historii wykształcił struktury polityczne,
ale współcześnie jego obszar znajduje się w granicach kilku państw, głównie
Nigerii i Nigru.
6
Takich form używał m.in. Maciej Kuś w pracy Boża ścieżka i jej rozstaje.
Dżihad Usmana ɗan Fodio i dzieje emiratów fulańskich, Kraków 2003.
5

128

Nina Pawlak

języka polskiego nie jest utworzona na podstawie regularnego
wzoru derywacyjnego nazw języków (Turanci ‘język angielski’,
dosł. europejski < Turai ‘Europa’, Jamusanci ‘język niemiecki’
< Jamus ‘Niemcy’), tylko opiera się na konstrukcji złożonej harshen
Poland, dosł. ‘język Polski’.
Brak wiedzy o języku i kulturze Hausa wśród wykształconych
Polaków zaświadczają kandydaci na afrykanistykę, którym oferuje się wybór języka do dalszej nauki i bardziej pogłębionych
studiów. Pierwszy ich wybór pada zwykle na suahili, ponieważ
o tym języku już słyszeli, na hausa lub amharski decydują się
wówczas, gdy dowiedzą się więcej, jak te języki sytuują się na
mapie Afryki. Hausa pozostaje językiem nie tylko odległym terytorialnie, ale też obcym przez swój kulturowy kod islamu. Nie
wprowadzili go do polskiej wiedzy potocznej ani podróżnicy, ani
misjonarze, ani nawet fikcyjni bohaterowie książek (jak to się
stało ze suahili za sprawą przygód Stasia i Nel – bohaterów W pustyni i w puszczy Henryka Sienkiewicza). Doświadczenia brytyjskiej
władzy kolonialnej, która uczyniła hausa językiem komunikacji
z wieloma społeczeństwami w Afryce Zachodniej i narzędziem
polityki rządów pośrednich, nie miały większego wpływu na rozwój kontaktów polsko-hausańskich.

Hausanistyka jako specjalizacja w ramach
afrykanistyki językowo-kulturowej
Miejsce języka hausa w świadomości Polaków jest zupełnie
nieadekwatne do roli, jaką pełni on w Afryce i jaka jest wiedza
o nim w innych krajach europejskich. Kontekst europejski może
uzasadniać fakt, że na Uniwersytecie Warszawskim (w Katedrze
Języków i Kultur Afryki) rozwija się regionalna specjalizacja w ramach afrykanistyki, skoncentrowana na języku i kulturze hau-

Hausa a sprawa polska...

129

sa7. Hausa do Polski „sprowadził” polski semitysta, prof. Stefan
Strelcyn, który położył podwaliny pod rozwój polskiej afrykanistyki (początkowo tylko związanej z językiem amharskim, od roku
1962 także z hausa, nieco później ze suahili), powielając w ten
sposób strukturę europejskich akademickich ośrodków afrykanistycznych, w których te języki odgrywały największą rolę. Zaliczana do Orchdeenfächer specjalność z gatunku egzotycznych swą
akademicką tożsamość upatruje w formule studiów regionalnych
o charakterze wielodyscyplinarnym. W Polsce uprawiana jest tylko w jednym ośrodku i realizuje głównie cele naukowe, a ze względu na brak szerszego środowiska akademickiego o tej specjalności (niezbędnego dla jej rozwoju w kategoriach instytucjonalnych)
polscy hausaniści są lepiej rozpoznawani przez naukowców zagranicznych niż przez rodzimych badaczy z pokrewnych specjalności (polonistów, anglistów, iberystów i in.), którzy są „zanurzeni” w bliższym im obszarze badawczym. Hausanistyka (i szerzej
afrykanistyka o profilu językowo-kulturowym) w polskim środowisku naukowym trąci egzotyką, co sprawia, że siła jej oddziaływania zarówno na polu naukowym, jak i popularnonaukowym
jest niewielka.
Osiągnięcia polskiej hausanistyki nie mają także żadnego odzwierciedlenia w funkcjonowaniu polskich instytucji odpowiedzialnych za kontakty z Afryką. Absolwenci w podejmowanej po
ukończeniu studiów pracy zawodowej nie mają okazji wykorzystać
swojej wiedzy o języku i kulturze hausa i szybko zapominają o tym,
czego się nauczyli na studiach. Wyjątkiem jest Jacek Wróblewski,
misjonarz zgromadzenia Ojców Białych Misjonarzy Afryki, który
pracuje na terenach, gdzie dominującą religią jest islam.

Zob. S. Piłaszewicz, Afrykanistyka, w: Maciej Popko (red.), 75 lat Instytutu
Orientalistycznego Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2007, s. 23–36.
7

130

Nina Pawlak

Hausa w kontekście polskich kontaktów z Nigerią
Bezpośrednie kontakty Polski z Nigerią, a więc także z hausa,
rozwinęły się po roku 1960, jednak nie dostarczyły one okazji do
umocnienia pozycji tego języka w Polsce. Znajomość hausa nie
była zupełnie brana pod uwagę przy wyborze ambasadorów czy
innych pracowników placówek dyplomatycznych w Nigerii. Przeświadczenie o znajomości języka angielskiego wystarczającej do
reprezentowania polskiego rządu w kontaktach z rządem nigeryjskim i jego instytucjami było (i jest nadal) powszechne. W praktyce utrzymywanie bliższych relacji z Nigeryjczykami ograni­czało
się do południa Nigerii, w tym głównie do kontaktów z przedstawicielami Ibo i Joruba, co sprawiało, że poza ich zasięgiem pozostawała Północ, mająca ogromny wpływ na aktualną sytuację
społeczno-polityczną kraju. Z polskiej perspektywy Hausa sytuowani byli gdzieś poza granicą cywilizowanej Nigerii, a miarą
takiej wiedzy jest pytanie, jakie zadał mi przedstawiciel polskiego
rządu (jeszcze z poprzedniej epoki) w konsulacie w Kano: „Czy
oni [Hausa] mają jakąś kulturę?”.
Także polscy specjaliści pracujący w Nigerii, zwłaszcza wielka
grupa polskich wykładowców na Uniwersytecie Ahmadu Bello
w Zarii, rekrutowanych przez „Polservice” w latach siedemdziesiątych i na początku lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku, którzy przybliżyli Polsce Nigerię, nie poprawili w sposób istotny
wizerunku hausa w polskiej przestrzeni komunikacyjnej. Specjaliści różnych zawodów podczas kilkuletnich (nieraz wieloletnich)
pobytów spotykali się w różnych sytuacjach z nigeryjskimi kolegami, byli zapraszani na rodzinne uroczystości i oficjalne wydarzenia, nawiązywali też bliższe relacje osobiste. Doświadczenia
te zostały utrwalone w czterech tomach pod wspólnym tytułem
Polacy w Nigerii, wśród nich jest tom drugi, który otrzymał pod-

Hausa a sprawa polska...

131

tytuł Wspomnienia8. Specjaliści w swoich relacjach przekazali
wiele językowych świadectw obecności hausa także poza terenem
ojczystym w Nigerii, które odnosiły się do pozdrowień (barka,
sannu), nazw produktów żywnościowych i potraw (naman shanu,
fura da nono) czy fraz „rytualnych” o funkcji ekspresywnej (shi
ke nan). Zapadły w pamięć, ponieważ były słyszane na co dzień.
Pozostały we wspomnieniach, które można uznać za kapitał na
odbudowanie relacji gospodarczych i kontaktów Polski z Nigerią.
Ich efektem jest pozytywne postrzeganie Polski i Polaków w Nigerii, mające także wpływ na istotne zwiększenie liczby Nigeryjczyków w Polsce. Jednak to nie Hausańczycy zaczęli częściej
przyjeżdżać do Polski, lecz przedstawiciele nigeryjskiego Południa,
w tym Ibo, których diaspora europejska jest dziś najliczniejsza
właśnie w Polsce. Ponieważ w przekazie medialnym dominuje
patrzenie na Afrykę przez pryzmat państw, a nie grup etnicznych,
Hausa są odbierani przede wszystkim jako Nigeryjczycy. Przypadki negatywnie ocenianej działalności Nigeryjczyków w Polsce
rzutują także na negatywny wizerunek Hausa.

Co znaczy Boko Haram po hausa?
Zwiększenie zainteresowania, a nawet swoisty rozgłos uzyskał
język hausa wraz z nagłaśnianymi przez media informacjami
o działalności Boko Haram w Nigerii. Wprawdzie Maiduguri,
miejsce powstania w 2002 r. tej organizacji terrorystycznej znajduje się poza terenami ojczystymi hausa, a założyciel (Ustaz Mohammed Yusuf) pochodził ze społeczności Kanuri, każdy przekaz
o działaniach terrorystycznych dość jednoznacznie jest utożsamiany ze społecznością Hausa. Paradoksalnie etykieta języka Boko
8

Z. Łazowski (red.), Polacy w Nigerii, t. 2, Wspomnienia, Warszawa 1998.

132

Nina Pawlak

Haram zwiększyła zainteresowanie samym językiem. Przemówienia przywódców (z których największy rozgłos zyskały kazania Abubakara Shekau) były wygłaszane właśnie w hausa.
Pewne wieloznaczności w przekazie medialnym kreuje sama
nazwa Boko haram, a zwłaszcza jej komponent leksykalny boko
(drugi człon haram oznacza ‘wszystko, co jest niezgodne z muzułmańskim prawem i zasadami islamu’). Wśród licznych fraz
uznawanych za odpowiedniki Boko haram są następujące: ‘Zachodnia edukacja jest zakazana’, ‘wszystko, co europejskie, jest
zakazane (bo niezgodne z islamem)’, ‘Książki to grzech’, ‘Zakazać
zachodniej oświaty’, ‘Nowoczesne wychowanie to grzech’ i in.
Znaczenie wyrazu boko jest uznawane za semantyczne rozszerzenie angielskiego zapożyczenia o podstawowym znaczeniu
‘książka’ (ang. book). Tymczasem słowniki uznają wyraz boko za
rodzimy o znaczeniu ‘oszustwo, fałszywka, nieautentyczny produkt’ i zdaniem Paula Newmana9 ewolucja treści tego wyrazu ma
takie podstawy. Za „podrobiony”, czyli nieautentyczny, uznany
został w pierwszym rzędzie alfabet łaciński, zaadaptowany na
początku XX wieku do zapisu języka hausa, który miał już wówczas
ugruntowaną własną tradycję zapisu alfabetem arabskim (ajami).
Ponieważ szkoły, które zaczęły funkcjonować w czasach brytyjskiej
administracji kolonialnej, stosowały wyłącznie zapis alfabetem
łacińskim (także w nauczaniu innych przedmiotów), semantyczne rozszerzenie boko do znaczenia ‘zachodnia edukacja’ stało się
oczywiste, ale w tym znaczeniu wyraz pojawia się tylko w złożeniach, np. makarantar boko – ‘szkoła typu europejskiego’, karatun boko – ‘edukacja typu europejskiego’. Zasadne skojarzenie
wyrazu boko z zachodnią edukacją we frazie Boko haram jest
9
P. Newman, The Etymology of Hausa boko, publikacja internetowa (2013),
http://www.megatchad.net/publications/Newman-2013-Etymology-ofHausa-boko.pdf (dostęp: 25.10.2017).

Hausa a sprawa polska...

133

propozycją figuratywną, której treść może być rozpatrywana odmiennie w zależności od uwzględnienia w niej kontekstu rodzimego lub wpływów obcych.

Współpraca hausanistyki polskiej i nigeryjskiej
Dynamiczny rozwój polskiej hausanistyki rozpoczął się w latach
80. ubiegłego wieku, gdy polski specjalista, prof. Stanisław Piłaszewicz podjął pracę w charakterze wykładowcy języka i kultury
hausa na Uniwersytecie w Maiduguri, a polscy studenci hausanistyki wyjechali na staż językowy na Uniwersytet Ahmadu Bello
w Zarii10, wypełniając w ten sposób zapis polsko-nigeryjskiej umowy międzyrządowej o wymianie studentów i pracowników uczelni obu krajów. W 1986 roku Uniwersytet Warszawski wizytował
prof. M. K. M. Galadanci, hausanista rangi międzynarodowej
i ówczesny rektor (Vice-Chancellor) Uniwersytetu Bayero w Kano.
Podczas tej wizyty zostało podpisane porozumienie o współpracy
między uczelniami. Współpraca, zapisana w formie bardziej listu
intencyjnego niż konkretnych zobowiązań, zaczęła się dynamicznie rozwijać i po roku 2000 obejmowała już nie tylko wzajemne
wizyty pracowników i studentów, ale także wspólne konferencje,
publikacje, uczestnictwo w rozwijaniu kadry naukowej z głosem
opiniującym w procedurach awansu naukowego11. Obok celów
akademickich współpraca ta miała jeszcze jeden wymiar, odnoszący się do zbudowania relacji partnerskich, które zdały egzamin
Doświadczenia akademickie i kontakty kulturowe grupy przebywającej
w roku 1985 w Zarii zostały opisane w tomie Wspomnienia w artykule Niny
Pawlak pt. „Uczyć się hausa w Nigerii” (Łazowski, op. cit., s. 124–136).
11
O szczegółach niektórych przedsięwzięć zob. N. Pawlak, Most polsko-afrykański na Uniwersytecie Warszawskim, „Kwartalnik UW” 2005, nr 4, z. 25,
s. 31–34.
10

134

Nina Pawlak

w czasach kryzysu zaufania do nigeryjskich instytucji i negatywnego wizerunku Nigeryjczyków popadających w konflikt z prawem
polskim i międzynarodowym. Wszelkie kontakty bezpośrednie
inicjowane w ramach porozumienia z nigeryjskimi partnerami
miały rekomendację nigeryjskich „strażników” umowy międzyuczelnianej, nawet wówczas, gdy te kontakty wykraczały poza
uczelnię, z którą umowa była podpisana. Rekomendacje te oznaczały, że kandydaci ubiegający się o studia doktoranckie w Polsce,
o krótki staż naukowy czy nawet przyjazd na konferencję przybywają do Polski w celach akademickich i mają motywację, by
uczynić ten wyjazd trampoliną do rozwijania własnej kariery
w Nigerii. Dwa doktoraty hausanistyczne w Uniwersytecie Warszawskim12 i poddawana aktualnie procedurze obrony dysertacja
Jibrila Shu’aibu Adamu są przede wszystkim wyrazem osiągnięć
polskiej hausanistyki, które jednocześnie służą wspieraniu rozwoju hausanistyki nigeryjskiej w jej rodzimym środowisku13. Wkład
polskiej afrykanistyki w rozwój kadr stanowiących zaplecze intelektualne rozwijającej się Nigerii14 i decydujących o jej przyszłym
rozwoju może być także zinterpretowany w kategoriach współpracy rozwojowej, choć ten rodzaj aktywności nie był dotychczas
12
H. M. Yakasai, Hausa Reduplication in the Process of Grammaticalization
and Lexicalization, praca doktorska, Wydział Orientalistyczny Uniwersytetu
Warszawskiego, Warszawa 2006; I. Y. Chamo, The Changing Code of Communication in Hausa Films, praca doktorska, Wydział Orientalistyczny Uniwersytetu
Warszawskiego, Warszawa 2012.
13
Także staże badawcze na Uniwersytecie Warszawskim Yakubu Azarego
(2008) z BUK i Abubakara Zarii Ibrahima z ABU Zaria (2016) przyspieszyły
prace nad doktoratami, przygotowywanymi pod kierunkiem nigeryjskich
promotorów i umożliwiły przygotowanie prac, które zyskały pozytywną opinię
recenzentów, a ich autorom pozwoliły rozwijać dalszą karierę akademicką
w rodzimym ośrodku akademickim.
14
Liczne funkcje akademickie absolwenta polskiej uczelni, profesora Hafizu
Miku Yakasai (kierownika katedry, dziekana wydziału, prorektora) służą upowszechnianiu współpracy akademickiej także poza hausanistyką.

Hausa a sprawa polska...

135

brany pod uwagę w programach pomocowych. Rozwijanie rodzimych filologii w krajach, w których używane są języki afrykańskie
o dużej tradycji akademickiej w Europie, angażuje liczne kadry
absolwentów rodzimych uczelni, którzy widzą swoją przyszłość
we własnym kraju. Odpowiedź ze strony krajów rozwiniętych na
problem ubóstwa i braku wykształcenia może więc dotyczyć także obszarów, które rozwijają się na gruncie wiedzy o własnych
językach i kulturach. Doświadczenia hausanistyki pokazują, że
są to najszybciej rozwijające się kierunki akademickie15, które
kształcą kadry nawiązujące dialog z badaczami z całego świata,
są kuźnią elit intelektualnych i politycznych we własnym kraju.

Bibliografia
Boniewicz A., Wszystko i nic o Afryce? Refleksje dotyczące sposobu prowadzenia studiów w Zakładzie Języków i Kultur Afryki Uniwersytetu Warszawskiego, „Afryka” 2001, t. 13, s. 90–96.
Chamo I. Y., The Changing Code of Communication in Hausa Films, praca doktorska, Wydział Orientalistyczny Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2012.
Łazowski Z. (red.), Polacy w Nigerii, t. 2, Wspomnienia, Warszawa 1998.
Mantel-Niećko J., Jaka dziś powinna być rola afrykanistyki?, „Afryka”
1995, t. 2, s. 5–13.
Newman P., The Etymology of Hausa boko, publikacja internetowa
(2013), http://www.megatchad.net/publications/Newman-2013-Etymology-of-Hausa-boko.pdf (dostęp: 25.10.2017).

15
O dorobku hausanistyki nigeryjskiej zob. H. M. Yakasai, A. Mu’azu, Hausa
studies in the 21st century: prospects and challenges, w: N. Pawlak, H. RubinkowskaAnioł, I. Will (eds.), African studies. Forging new perspectives and directions,
Warszawa 2016, s. 31–52.

136

Nina Pawlak

Pawlak N., Samotny wojownik czy specjalista do wynajęcia?, „AFRYKA.
Biuletyn Polskiego Towarzystwa Afrykanistycznego” 2000/2001,
t. 12, s. 83–87.
Pawlak N., Most polsko-afrykański na Uniwersytecie Warszawskim,
„Kwartalnik UW” 2005, nr 4, z. 25, s. 31–34.
Piłaszewicz S., Afrykanistyka, w: Maciej Popko (red.), 75 lat Instytutu
Orientalistycznego Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2007,
s. 23–36.
Vorbrich R., Polskie badania afrykanistyczne z zakresu etnologii i antropologii kulturowej, „Afryka” 2000, nr 11, s. 74–81.
Yakasai H. M., Mu’azu A., Hausa studies in the 21st century: prospects and
challenges, w: N. Pawlak, H. Rubinkowska-Anioł, I. Will (eds.),
African studies. Forging new perspectives and directions, Warszawa
2016, s. 31–52.
Yakasai H. M., Hausa Reduplication in the Process of Grammaticalization
and Lexicalization, praca doktorska, Wydział Orientalistyczny
Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2006.

Hausa and the Polish question.
From Orchideenfach to development cooperation
Summary
The paper aims at interpreting achievements of the African Studies
relating to languages and cultures in Poland in terms of the Polish national interests that this academic field has not been previously identified
with. The history of Hausa studies in Poland is currently being evaluated through its membership in the international society of Africanists
dealing with African languages, Chadic in particular. Official contacts
between Poland and West African countries (especially with Nigeria)
do not include the status of the language in these countries, the knowledge of the Hausa language and culture among the graduate students
of the African studies program in Poland is not considered, neither.
Moreover, some factors (such as Boko Haram) create negative image of
the Hausa society in our country. The paper shows, that some activities

Hausa a sprawa polska...

137

aimed at the development of academic cooperation within Hausa studies between the University of Warsaw and Bayero University, Kano implement broader goals that are consistent with the declarations of partnership by developed and developing countries that was signed by
Poland. By supporting the development of Hausa studies in its native
environment, Poland participates in educating people who will become
intellectual base of the developing Nigeria and will determine directions
of its future development.
Key words: development cooperation, Nigeria, Hausa studies, the
Hausa language

JOANNA BAR

STREFA SUDANU W BADANIACH
JANA CZEKANOWSKIEGO (1908–1909)
Wstęp
Wiosną 1907 r. Jan Czekanowski rozpoczął prowadzenie badań
terenowych w Afryce w ramach niemieckiej interdyscyplinarnej
ekspedycji badawczej, zorganizowanej i poprowadzonej przez
Adolfa Friedricha, księcia Meklemburgii. Głównym jej celem było
systematyczne zbadanie północno-zachodnich terytoriów ówczesnej Niemieckiej Afryki Wschodniej, rowów środkowoafrykańskich
położonych pomiędzy jeziorami Kiwu i Alberta oraz północno-wschodnich obszarów granicznych państwa Kongo. Prowadząc
badania jako antropolog i etnolog wyprawy1, zebrał materiały,
które stały się następnie podstawą pięciotomowej publikacji Forschungen im Nil-Kongo-Zwischengebiet2, integralnej części zbioru
Dr hab. Joanna Bar – prof. UP, Instytut Politologii, Uniwersytet Pedagogiczny w Krakowie, historyk i politolog, główne kierunki badań: Afryka
Wschodnia.
Rozróżnienie to pojawia się w tym tekście zgodnie z nomenklaturą używaną
przez J. Czekanowskiego.
2
J. Czekanowski, Forschungen im Nil-Kongo–Zwischengebiet, Leipzig 1911–
1927; szczegółowe informacje dotyczące poszczególnych tomów zostały zamieszczone w spisie bibliograficznym.
1

140

Joanna Bar

Wissenschaftliche Ergebnisse der Deutschen Zentral-Afrika-Expedition 1907–1908 unter Führung Adolf Friedrichs, Herzogs zu Mecklenburg3, złożonego z prac pozostałych członków ekspedycji:
topografa, geologa, meteorologa, botanika i zoologa. Ze względu
na późniejsze publikacje w języku polskim, w kręgu polskich afrykanistów najbardziej znane stały się wyniki badań prowadzonych
w pierwszym roku pobytu w Afryce, w tym przede wszystkim
w Rwandzie. Praktycznie nieznane są natomiast rezultaty prac
kontynuowanych przez Czekanowskiego na południowych rubieżach Sudanu od maja 1908 do kwietnia 1909 r. Prace te prowadzone były już samodzielnie po rozstaniu się z ekspedycją, która
ze względu na problemy zdrowotne dwóch uczestników wróciła
do Europy wiosną 1908 r., rok wcześniej niż pierwotnie zakładano. Z planów skrócenia trasy wyłamał się jedynie Czekanowski,
który kontynuował badania w dorzeczu rzek Uele i Ituri, próbując
określić kształt stosunków etnicznych i antropologicznych południowych rubieży Sudanu, przylegających od północy do lasu
dziewiczego dorzecza Konga. Tematyka prowadzonych przez
niego wówczas badań stała się przedmiotem niniejszej analizy.

Publikacje Jana Czekanowskiego
dotyczące badań przeprowadzonych w Afryce
Jak wspomniano, ostateczne wyniki badań przeprowadzonych
w Afryce Centralnej Jan Czekanowski opublikował w języku niemieckim w pięciotomowym dziele zatytułowanym Forschungen
im Nil-Kongo-Zwischengebiet. Dwa pierwsze tomy tej publikacji
3
J. Czekanowski, Eg. F. Kirschstein, M. Weiss et al., Wissenschaftliche Ergebnisse der Deutschen Zentral-Afrika-Expedition 1907–1908 unter Führung Adolf
Friedrichs, Herzogs zu Mecklenburg, Leipzig 1910–1927.

Strefa Sudanu w badaniach Jana Czekanowskiego

141

(1917, 1924) zawierają tekstowy materiał etnologiczny, tomy
trzeci i piąty (1911, 1927) materiał ilustracyjny – fotografie. W tomie czwartym (1922) zaprezentowana została część zebranych
materiałów z dziedziny antropologii fizycznej, mianowicie obserwacje na osobnikach żywych4.
Tom pierwszy zawiera wyniki badań przeprowadzonych na
terenie Międzyjezierza Afrykańskiego; rozdziały poświęcone organizacji badań ekspedycji, ogólnym informacjom o Międzyjezierzu i jego historii oraz 14 rozdziałów dotyczących Rwandy. Do
tomu dołączony został suplement prezentujący materiały muzykologiczne. Tom liczy 412 stron tekstu i 14 stron zapisów nutowych,
zawiera również 186 ilustracji oraz 4 tablice z wzorami ornamentów rękodzieła ruandyjskiego.
Szeroko rozumianej strefy Sudanu dotyczy natomiast znaczna
część rozdziałów tomu drugiego, na który składają się wyniki
badań przeprowadzonych wśród 16 grup etnicznych zasiedlających
północno-wschodnie obszary państwa Kongo, podsumowanie
badań etnograficznych oraz aneks będący skrótowym opracowaniem badań lingwistycznych. Tom ten liczy łącznie 714 stron tekstu i 294 ilustracje.
W obu tomach autor zastosował klasyczny dla badań etnologicznych schemat konstrukcji rozdziałów, w większości będących
monografiami poszczególnych społeczności plemiennych. Rwandzie poświęcił jednakże aż 14 rozdziałów, szerzej potraktował
również organizacje państwowe Azande i Mangbetu. Omówił
zasiedlane terytorium, typy osadnictwa, kulturę materialną
i duchową, zajęcia ludności, stosunki rodzinne i organizację społeczną. W przypadku społeczności o rozwiniętych strukturach
4
Druga część badań antropologicznych – materiały kraniologiczne – które
pierwotnie miały być opublikowane w osobnym tomie Forschungen…, ukazały
się jako artykuł Badania antropologiczne w Afryce i ich wyniki opublikowany
w 1963 roku w „Przeglądzie Antropologicznym”.

142

Joanna Bar

państwowych zamieścił także informacje historyczne, przechowywane w tradycji ustnej badanych ludów i pochodzące z innych
źródeł. Mimo niewątpliwej wartości naukowej, żaden z tomów
Forschungen… nigdy nie został przetłumaczony na język polski.
W okresie międzywojennym w języku polskim ukazały się jedynie dwie relacje z badań etnologicznych przeprowadzonych
w Afryce, mianowicie artykuł Badania w międzyrzeczu Nilu i Kongo opublikowany w 1910 r. na łamach „Rozpraw Wydziału Matematycznego-Przyrodniczego AU”5 oraz zaledwie dwunastostronicowy tekst Ostateczne wyniki badań w Afryce Środkowej w latach
1907, 1908 i 1909, opublikowany w 1924 r. w „Przeglądzie Geograficznym”6.
W 1961 roku na łamach „Przeglądu Socjologicznego” ukazało
się jeszcze jedno cenne opracowanie naukowe, mianowicie czterdziestostronicowy artykuł zatytułowany Feudalne państwa pasterskie afrykańskiego Międzyjezierza7. Dzięki niemu zagadnienie
historii i organizacji państw pasterskich Międzyjezierza jako jedno z nielicznych doczekało się szczegółowego opracowania w języku polskim8.
Wcześniej jeszcze, w 1958 r., ukazała się najbardziej znana
polskim czytelnikom publikacja odnosząca się do badań prowadzonych przez Jana Czekanowskiego w Afryce. Był to fragment
wspomnień zatytułowany W głąb lasów Aruwimi. Dziennik wypra-

5
J. Czekanowski, Badania w międzyrzeczu Nilu i Kongo, „Rozprawy Wydziału
Matematyczno-Przyrodniczego AU”, Kraków 1910, ser. B, s. 605–669.
6
J. Czekanowski, Ostateczne wyniki badań w Afryce Środkowej w latach
1907–1909, „Przegląd Geograficzny” 1924, t. 4, s. 138–150.
7
J. Czekanowski, Feudalne państwa pasterskie afrykańskiego Międzyjezierza,
„Przegląd Socjologiczny” 1961, t. 15, s. 21–60.
8
Pełny wykaz prac J. Czekanowskiego dotyczących w całości Afryki i opublikowanych w języku polskim został zamieszczony w spisie bibliograficznym.

Strefa Sudanu w badaniach Jana Czekanowskiego

143

wy do Afryki Środkowej9. Treść tego tomu powstała na bazie fragmentu dziennika prowadzonego przez polskiego badacza, obejmującego środkowy okres badań, prowadzonych od 1 grudnia
1907 do 24 marca 1908 r. na terenie Międzyjezierza Afrykańskiego i w dorzeczu rzeki Aruwimi.
Publikacja ta nie zawarła w sobie jednak pełnej treści dziennika, który powstał podczas pobytu badacza w Afryce. Na przeszkodzie wydania całości wspomnień w języku polskim stanął
wybuch II wojny światowej i jej skutki. W 1937 r. Jan Czekanowski otrzymał bowiem propozycję zredagowania i wydania skróconej polskiej wersji Dziennika. Planował wówczas wydanie łącznie trzech tomów, zatytułowanych odpowiednio: Do źródeł Nilu
(t. 1), W głąb lasów Aruwimi (t. 2), Na rubieżach Sudanu (t. 3).
Jedyny egzemplarz rękopisu pierwszego tomu, złożony do archiwum Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego,
uległ zniszczeniu podczas powstania warszawskiego. Dlatego też
po wojnie, w 1958 r., została wydana niezniszczona, niegotowa
w 1939 r. (i dlatego nieprzekazana do ministerstwa) druga część
wspomnień – jako tom W głąb lasów Aruwimi… 10 W latach
1951–1954 Czekanowski pracował nad rekonstrukcją części pierwszej, która nie została wówczas sfinalizowana. Nigdy nie została
także zredagowana trzecia część wspomnień.
Oryginalny Dziennik wyprawy ekspedycji antropologiczno-etnologicznej do Afryki Środkowej w latach 1907–1909, pisany według
wymagań organizatorów ekspedycji na bieżąco podczas wyprawy,
nie został opublikowany do dnia dzisiejszego, choć zachowały się
w bardzo dobrym stanie dwa niemal pełne komplety tekstów napisanych w przeważającej części w języku niemieckim (fragmen9
J. Czekanowski, W głąb lasów Aruwimi. Dziennik wyprawy do Afryki Środkowej, Wrocław 1958.
10
J. Czekanowski, W głąb lasów Aruwimi..., op. cit., s. 31.

144

Joanna Bar

ty także po francusku, polsku i w językach lokalnych). Ten obszerny zbiór liczy 11 zeszytów i 1 teczkę o łącznej ilości 1187 kart.
Egzemplarz należący do Anny Czekanowskiej-Kuklińskiej, córki
badacza, obecnie jest przechowywany jako jej depozyt w Gabinecie Rękopisów Biblioteki Uniwersyteckiej w Warszawie11.
W 2014 r. nakładem Polskiego Towarzystwa Afrykanistycznego opublikowany został fragment pierwszej części Dziennika wyprawy, odtworzony przez Jana Czekanowskiego w latach 1951–
1954, przygotowany do druku na podstawie maszynopisu autora.
Tekst, oprócz rozdziałów o charakterze biograficznym i dotyczących przygotowań do wyprawy, prezentuje poszczególne etapy
pierwszych miesięcy podróży: morskiej, a następnie realizowanej
koleją z Mombasy do Port Florence, ówczesnej stacji końcowej
kolei kenijsko-ugandyjskiej oraz parowcem przez Jezioro Wiktorii do Bukoby, dokąd członkowie ekspedycji dotarli 9 czerwca
1907 r.
Rok później, w 42. numerze czasopisma „Afryka” z 2015 r.,
został opublikowany artykuł napisany na podstawie rękopisu
Dziennika wyprawy, będący próbą rekonstrukcji kolejnego etapu
badań Jana Czekanowskiego prowadzonych pomiędzy czerwcem
a listopadem 1907 r. Głównym celem tej publikacji była próba
połączenia wydarzeń opisanych przez Jana Czekanowskiego na
kartach Dziennika podróży afrykańskiej (do 9 czerwca 1907 r.)
i tomu W głąb lasów Aruwimi (od 1 grudnia 1907 do 24 marca

W latach 2003–2004 w ramach grantu przyznanego przez KBN Wydawnictwu Towarzystwa Naukowego KUL sporządzono transkrypcję tego zbioru
oraz wprowadzono jego treść do plików komputerowych. Podjęte wówczas prace
są prowadzone również obecnie. Starania o pozyskanie środków na przygotowywanie rękopisów do druku i wydanie ich w językach oryginału zakończyły
się sukcesem w 2017 r., pozytywną oceną projektu w ramach programu „Uniwersalia” 2.1 NPRH. Projekt ten jest obecnie realizowany.
11

Strefa Sudanu w badaniach Jana Czekanowskiego

145

1908 r.)12. Po sfinalizowaniu tej publikacji do odtworzenia pozostał jeszcze ostatni etap podróży, pokrywający się chronologicznie
z planowanym, a nigdy nieukończonym tomem Na rubieżach Sudanu. Cel ten został zrealizowany w artykule opublikowanym
w 44. numerze czasopisma „Afryka” z 2016 r., dotyczącym ostatniego, samodzielnie realizowanego etapu badań, prowadzonych
w dorzeczach Uele i Ituri, w okresie pomiędzy 1 kwietnia 1908
a 1 kwietnia 1909 r.13
We wspomnianych powyżej trzech publikacjach, powstałych
na bazie oryginalnego Dziennika wyprawy, przedmiotem analizy
były przede wszystkim informacje dotyczące przebiegu podróży
oraz zastanych realiów społeczno-politycznych. Podsumowania
i wnioski naukowe z prowadzonych badań są natomiast dostępne
w odnośnych tomach Forchungen…, a dla nieznających języka
niemieckiego, w wydanych w Polsce wspomnianych opracowaniach Jana Czekanowskiego, niestety bardzo skromnych objętościowo14.

Badania Jana Czekanowskiego na południowych
rubieżach Sudanu – zasięg geograficzny
Głównym celem naukowym analizowanego etapu podróży
i prowadzonych wówczas badań było stworzenie mapy etnograficznej sawanny południowych rubieży Sudanu, przylegających
J. Bar, Dziennik podróży afrykańskiej Jana Czekanowskiego, czerwiec – listopad
1907 r. Rekonstrukcja wydarzeń, „Afryka” 2015, nr 42, s. 103–124.
13
J. Bar, Dziennik podróży afrykańskiej Jana Czekanowskiego – ostatni etap
podróży (31 marca 1908 – 1 kwietnia 1909 r.). Rekonstrukcja wydarzeń, „Afryka”
2016, nr 44, s. 109–129.
14
Por. J. Bar, Afrykanistyczne badania Jana Czekanowskiego w stulecie wyprawy, Kraków 2007.
12

146

Joanna Bar

od północy do lasu dziewiczego dorzecza Konga15. Zdecydowana
większość badań tego okresu realizowana była w granicach obecnej Demokratycznej Republiki Konga, z wyjątkiem odcinka powrotnego, prowadzącego przez terytoria współczesnej Ugandy
i Sudanu Południowego.
Czekanowski zostawił za sobą strefę lasów deszczowych wraz
z wymarszem z posterunku Gumbari (5 maja 1908 r.). Stamtąd
wyruszył w kierunku północno-wschodnim, by przez Vanker­
ckhovenville, Faradje i Aba 1 czerwca dotrzeć do osady Yei, stanowiącej najdalej na północny-wschód wysunięty punkt tego
etapu podróży16. Mijane wioski zamieszkiwane były przez ludność
plemion Azande, Logo, Avokaya i Kakwa. Ich głównym pożywieniem nie były już banany, które dominowały w pożywieniu plemion
strefy leśnej, lecz proso i kukurydza. Osada Yei znajdowała się na
terenie Enklawy Lado, położonej w zachodniej części dorzecza
górnego Nilu na północ od jeziora Albert-Nyanza17.
Stamtąd Czekanowski wyruszył na zachód, w kierunku posterunku Dungu. Dotarł tam 14 lipca, konstatując, iż nazwa posterunku jest identyczna z nazwą rzeki, która niegdyś wyznaczała
od strony południowej granicę terenów opanowanych przez Azande. Około dwudziestu lat przed podróżą Czekanowskiego, a więc
w latach 90. XIX w., sięgnęli oni jednak również po część terenów
należących do Logo, wypierając tych ostatnich w kierunku połuJ. Czekanowski, W głąb lasów Aruwimi…, op. cit., s. 18–19.
Tekst Forschungen…, jako oficjalnie opublikowane podsumowanie wyników
badań przeprowadzonych podczas ekspedycji, stanowi główne odniesienie w pisowni nazw etnicznych i geograficznych.
17
Enklawa Lado, położona w części dorzecza górnego Nilu na północ od
jeziora Albert-Nyanza, od 1894 r. administrowana przez Państwo Niezależne,
po śmierci Leopolda II miała wrócić w posiadanie anglo-egipskiego Sudanu.
J. Czekanowski, W głąb lasów Aruwimi…, op. cit., s. 184, por. także Lado Enclave,
https://www.britannica.com/place/Lado-Enclave#ref246249 (dostęp:
12.12.2016).
15
16

Strefa Sudanu w badaniach Jana Czekanowskiego

Schematyczny plan podróży Jana Czekanowskiego

147

148

Joanna Bar

dniowym. Powszechnym językiem handlu i komunikacji tych
terenów pozostawał bagala, którym porozumiewali się ludzie
z różnych plemion18.
Po opuszczeniu Dungu Czekanowski ruszył w kierunku posterunku Amadi, który stał się najdalej na zachód wysuniętym punktem jego podróży. Pobyt w Amadi zaowocował zestawieniem
danych statystycznych dotyczących poszczególnych grup ludności z tego okręgu, znajdującego się na styku obszarów zasiedlonych
przez plemiona Abarambo, Madyo i Azande.
Opuściwszy stację, badacz ruszył na południowy wschód, w kierunku posterunku Poko, wędrując terenami zasiedlonymi przez
Abarambo i pozostającymi pod silnym wpływem kulturowym
Mangbetu. 12 września Czekanowski przybył do Nala, 29 września
wrócił do Gumbari, zamykając zarazem pętlę ponadczteromiesięcznego okresu podróży.
Kolejne jej etapy (Entebbe, Kampala, Hoima) wiązały się już
z powrotem do Europy. Z map dołączonych do pierwszego tomu
Forschungen…19 wiemy, że podróż do Entebbe wiodła przez Irumu,
Fort Portal i Bukobę, a następnie wodami Jeziora Wiktorii. Z osady Mahagi położonej nad jeziorem Alberta podróż kontynuowana była drogą wodną, wodami Nilu, aż do Nimule, do którego
Czekanowski dotarł 15 marca 1909 r. Ostatni etap samodzielnie
zorganizowanej podróży trwał dwa tygodnie i realizowany był
lądem. Zakończył się 1 kwietnia wraz z zaokrętowaniem się na
statek rejsowy w Gondokoro nad Nilem.

„W Uele analogiczną pozycję [do kishuaheli – przyp. J. B.] zdobył sobie
język bangala, wprowadzony przez administrację Państwa Niezależnego, która
tam posunęła się z obszaru opanowanego przez język bangala nad rzeką Kongo”,
por. J. Czekanowski, W głąb lasów Aruwimi…, op. cit., s. 367.
19
J. Czekanowski, Forschungen…, op. cit., t. 1, s. 7.
18

Strefa Sudanu w badaniach Jana Czekanowskiego

149

Mapa etniczna
Mając na uwadze podział etniczny międzyrzecza Nilu i Konga,
Czekanowski stwierdził, że obszar ten, ujęty jako całość, dzieli
się pod względem geograficznym na cztery prowincje odpowiadające w dużym przybliżeniu również etnicznemu i antropologicznemu zróżnicowaniu mieszkańców: Międzyjezierze, obszary
dżungli basenu Konga, sawanny basenu Uele oraz stepy górnego
Nilu (Bahr-el-Gebel). Dwie ostatnie dotyczą szeroko rozumianej
strefy Sudanu.
Według Jana Czekanowskiego dla ukształtowania stosunków
etnicznych obszarów sawanny położonych na północ od strefy
dżungli decydujące znaczenie miała ekspansja ludów Azande
i Abandja. Spowodowała ona rozproszenie autochtonów basenu
Uele, ich dyslokację w kierunku wschodnim oraz w większości
ich asymilację. Rdzenna ludność basenu Uele przed pojawieniem
się Azande należała do grupy plemion Mundu na wschodzie, na
zachodzie zaś do wzajemnie spokrewnionych plemion Abarambo
i Bomu. Napór skierowany wzdłuż Uele ku wschodowi spowodował ich znaczne przesunięcie, przy czym ucierpiały również bardziej na północ położone plemiona Ababua. W konsekwencji
plemiona te pojawiły się w basenie Bili20.
Podsumowując wyniki badań prowadzonych na południowych
rubieżach Sudanu, Czekanowski zwrócił uwagę na potrzebę klasyfikacji występujących na badanym obszarze licznych plemion
oraz konieczność rozgraniczenia obszarów zamieszkiwanych przez
ludy Bantu i ludy sudańskie.

Podstawą informacji zawartych w tym rozdziale stały się odnośne rozdziały
Forschungen…; J. Czekanowski, Forschungen…, op. cit., t. 2, s. 21–237.
20

150

Joanna Bar

Sawanny, rozciągające się na północ od lasów pierwotnych,
zamieszkiwane były w przeważającej większości przez plemiona
sudańskie, noszące wyraźne ślady wpływów północno-wschodnich. Do grupy tej zaliczeni zostali Azande oraz plemiona grup
Mundu i Abarambo.
Azande, którzy swym przybyciem silnie przeobrazili mapę
etnograficzną basenu Uele, zasiedlili poza wielkimi obszarami
na północy Uele również liczne pasy ziemi na południu i północy sawanny. Czekanowski wymienił opanowane przez nich pojedyncze wsie oraz rozległe obszary w basenach Chinko i Bahrel-Ghasal. Azande centralni, południowi i wschodni rządzeni
byli przez ród Avungura, zaś zachodni przez ród Abandja. Na
wszystkich obszarach podbitych przez Azande pozostawały liczne warstwy ludności autochtonicznej, podlegającej szybkiej asymilacji.
Do grupy Mundu Czekanowski zaliczył plemiona: Mundu, Bere-Bangba, Mayogu i Mangbele, określając zarazem szczegółowo
ich siedziby. Peryferyjne położenie plemion grupy Mundu na
obrzeżach strefy ekspansji Azande i ich powinowactwo z plemionami Ubangi posłużyły Czekanowskiemu za dowód, że byli oni
rzeczywistymi autochtonami basenu Uele, którzy zostali przesunięci daleko na wschód i południe w stosunkowo niezbyt odległej
przeszłości.
Abarambo, włącznie ze spokrewnionymi z nimi blisko plemionami Duga, Pambia i Akare, Czekanowski wymienił jako następną grupę, do której postulował zaliczenie również plemion Abiri
i Angadi. Plemiona te uważał za autochtonów obszarów basenu
północnej Uele, którzy utrzymali się w pasie granicznym między
obszarami zasiedlonymi przez centralnych Azande i Abandja.
Abarambo mieli przywędrować z leżących na zachodzie ziem położonych na obszarze między rzekami Uele i Bomokandi. Jedna
ich podgrupa miała przekroczyć Bomokandi, zaś plemiona Duga,

Strefa Sudanu w badaniach Jana Czekanowskiego

151

luźno spokrewnione z pozostałymi Abarambo, zawędrowały dalej, na prawy brzeg Uele.
Czekanowski stwierdził, iż obszar górnego Nilu pod względem
etnicznym wyodrębniony był bardzo wyraźnie. Do ludności zamieszkującej badane przez siebie obszary górnego Nilu Czekanowski zaliczył Niloto-Chamitów w centrum, plemiona Shilluk
na wschodzie oraz plemiona Madi na południu i zachodzie. W kierunku północno-wschodnim od ziem tych ostatnich miał się rozciągać obszar zamieszkiwany przez plemiona Mittu.
Plemiona należące do grupy Madi, które według Czekanowskiego miały wykazywać powinowactwo z grupą Momvu, zamieszkiwały wschodnie brzegi basenu Uele, sięgając na południu aż
w pobliże południowego brzegu Jeziora Alberta, a na wschodzie
poza dolinę Nilu. Wkroczenie wypartych przez Azande Mundu
podzieliło obszar plemion Madi na dwie części: w północnej, w basenie Yei, osiąść mieli Moru i Avokaya-Oisila, zaś część południowa była zamieszkiwana przez plemiona: Avokaya-Oigiga, Logo,
Lugware, Kaliko, Nil-Madi i Lendu.
Północno-zachodni, luźno spokrewnieni sąsiedzi plemion grupy Madi – plemiona Mittu i Baka – osiedli między rzekami Jaro,
Meridi, Issu a wododziałem Uele. Także oni mieli ucierpieć wskutek pojawienia się Azande, tworząc wówczas na południu swej
strefy osiedlenia małe, rozproszone wyspy.
Grupa plemion Shilluk zasiedliła rozległe tereny na wschód
od ziem Madi, częściowo na prawym brzegu Nilu Wiktorii. Czekanowski zaliczył do nich, poza plemionami Gang (Acholo lub
właściwi Shuli), również plemiona Lur, Ja-Luo, Shifalu, Berri
i Lango – na wschodzie, plemiona Shilluk – osiadłe na północy
oraz plemiona Belanda, Dyur i Dembo – na północnym zachodzie.
Zachodnia grupa Niloto-Chamitów obejmowała plemiona Bari,
Kakwa, Fadjulu, Yambara, Liggi i Kuku, zaś Latuka zostali przez
Czekanowskiego zaliczeni do grupy wschodniej. Badacz zaznaczył

152

Joanna Bar

również, że Niloto-Chamici, jako Chamici, nie należą do plemion
sudańskich. Ich siedziby wsunęły się jednak na zachód od Nilu
klinem w obszar zamieszkiwany przez plemiona Madi i przez to
stali się oni istotnym czynnikiem w ukształtowaniu się etnicznych
stosunków wschodniej części międzyrzecza Nilu i Kongo.
Podejmując temat podziału języków sudańskich, Czekanowski
stwierdził, że choć wydzielenie oddzielnego kompleksu języków
sudańskich nie przedstawiało trudności, to ocena ich wzajemnych
relacji, ze względu na zróżnicowanie pojedynczych grup, nie była
łatwa21.
Zamieszczone na pięciu stronach Forschungen… porównanie
liczebników poszczególnych plemion sudańskich pozwoliło Czekanowskiemu stwierdzić, że plemiona Momvu, Lendu i Madi
prawdopodobnie w przeszłości tworzyły większą całość. Czas tej
wspólnoty miał nastąpić po okresie ściślejszego współżycia Lendu
z plemionami Momvu. Dopiero później Lendu weszli w bliższy
związek z wyodrębnionymi plemionami Madi, zaś stosunki z plemionami Momvu rozluźniły się. Brak zwyczaju wybijania dolnych
siekaczy u Lendu, w przeciwieństwie do plemion Madi, stanowić
mógł ślad tych czasów.
Języki plemion Abarambo i Madyo oraz języki Azande i grupy
Mangbetu były pozostałością najmłodszych przesunięć etnicznych.
Wypowiadając się na temat języków plemion Abarambo i Madyo,
Czekanowski podkreślił, że mimo różnych postaci liczby mnogiej,
posiadały te same liczebniki 2 i 3. Plemiona Mangbetu i Azande
charakteryzowały się z kolei odmiennymi formami tworzenia
liczby mnogiej i z pewnością nie były wzajemnie spokrewnione,
będąc sobie obce również pod względem innych dziedzin kultury. W przeciwieństwie jednak do zupełnie odizolowanych Mangbetu, Czekanowski dostrzegał pewne podobieństwa Azande i Aba21

Ibidem, s. 575 i nast.

Strefa Sudanu w badaniach Jana Czekanowskiego

153

rambo, nieznajdujące jednak swego potwierdzenia w sposobie
tworzenia liczebników.
W badanych językach sudańskich Czekanowski skonstatował
skutki postępującego zróżnicowania pierwotnej całości, której
późniejsze podgrupy weszły w różnorodne stosunki wzajemne.
Ze względu na wspólne liczebniki niższe Czekanowski przypuszczał, że grupy językowe Mundu, Bwaka, Banda i Sango wcześniej
tworzyły pod względem językowym jedność wyższego rzędu.
Późniejsze wpływy tych czterech grup sięgały nie tylko na obszary pozostałych, pierwotnie z nimi spokrewnionych plemion, lecz
także sąsiednich plemion Bantu – Mabudu, Mabali, Balika i Babira.
Podobne procesy zostały stwierdzone u plemion Madi i Momvu.
Tam na okres starszej wspólnoty nałożyło się intensywne współżycie plemion Momvu i Lendu, zastąpione później związkami
Lendu z plemionami Madi, widoczne w kulturze materialnej tych
plemion jeszcze w czasie pobytu Czekanowskiego.
Niejasne pozostały związki Madyo i Abarambo z plemionami
Bwaka i Banda, mimo zgodności występujących w niższych liczebnikach. Ze względu na różnice w gramatyce języków plemion
powyższe zgodności zostały jednak uznane za zapożyczenia.
W przypadku kultury materialnej poszczególnych plemion nie
sposób w ograniczonym objętościowo artykule zaprezentować
bogactwa treści opracowania Czekanowskiego. W największym
skrócie warto jednak przypomnieć, że według ówczesnych dyfuzjonistów na obszarze międzyrzecza Nilu i Kongo stykały się ze
sobą kultura zachodnioafrykańska ze wschodnioafrykańską oraz
sudańska. Rozgraniczenie obszarów poszczególnych kultur napotykało jednak na wielkie trudności, zwłaszcza przy próbie klasyfikacji pojedynczych zjawisk kulturowych. Trudności te – według
Czekanowskiego – wynikały z faktu, że różne kategorie wytworów
ludzkiej działalności rozprzestrzeniały się drogą zapożyczeń z roz-

154

Joanna Bar

maitą prędkością. Ze względu na kształt budynków mieszkalnych
Czekanowski wydzielił na obszarze badań ekspedycji trzy prowincje. Stanowić je miały: obszar zachodnioafrykańskich chat ze
szczytowym dachem, obszar chat ulowych Międzyjezierza oraz
obszar okrągłych chat sudańskich z dachem stożkowym. Sawanny południowego Sudanu były krainą występowania odzieży ze
skóry, która zastępowała tam materiały wyrabiane z kory drzew,
powszechne na obszarach lasów deszczowych. Warto zwrócić
uwagę na fakt, iż obserwacje poczynione podczas podróży poświadczały na interesujących nas terenach sudańskich sawann
wzrost wpływów europejskich, silniejszych niż w Rwandzie i w strefie dżungli, zauważalnych zarówno w nowej modzie na budowę
przez starostów domów na wzór europejski, jak i w zwiększającym
się udziale w handlu lokalnym towarów europejskich. Nic w tym
dziwnego, gdyż na tych terenach „misja cywilizacyjna” białych
zaczęła być realizowana wcześniej niż na niektórych obszarach
Międzyjezierza, np. w Rwandzie. Jednocześnie jednak to właśnie
w dorzeczu Uele Czekanowski podróżował po obszarach, na których kultura i obyczaje mieszkańców najbardziej odbiegały od
norm i obyczajów akceptowanych przez Europejczyków (kanibalizm).

Historia, organizacje państwowe
i struktura społeczna
W zakresie stosunków społecznych głównym podmiotem badań
były sudańskie państewka plemienne, oparte na niezwykłym
ustroju feudalnym, którego podstawę stanowiło oddawanie kobiet
w lenno. Ówczesne objęcie tych obszarów administracją Niezależnego Państwa Kongo doprowadziło do pewnej stabilizacji i zabezpieczyło ludność przed najazdami Arabów. Tym samym doszło

Strefa Sudanu w badaniach Jana Czekanowskiego

155

do zatrzymania plemion sudańskich uchodzących ku południowi,
gdzie powodowały niemniejsze spustoszenia od wypraw Arabów.
Monografia Azande, najobszerniej opracowana, zajmuje
90 stron druku tomu drugiego Forschungen…, zatytułowanego
Etnographie Uele/Ituri/Nil Länder, na których traktuje o wszystkich
niemalże dziedzinach życia tego społeczeństwa plemiennego,
obrazując także całokształt życia społecznego: wewnętrzną organizację plemion, wzajemne stosunki między przedstawicielami
poszczególnych szczebli drabiny feudalnej państwa, ówczesne
związki i wpływy władzy belgijskiej. Omawia również życie rodzinne członków wieloplemiennego społeczeństwa. Podrozdział
Klan wzbogacony został dwustronicową tabelą zawierającą wynotowany przez badacza spis 86 klanów Azande, wraz z informacjami o obszarach występowania i przynależnych tym klanom
totemach22.
Tytuły podrozdziałów świadczą o tym, jak głęboko udało się
Czekanowskiemu przeniknąć tajemnice historii Azande, choć
w sposób typowy dla afrykańskich społeczeństw niepiśmiennych
ograniczała się ona jedynie do dziejów dynastii. Historia bowiem
tego ludu to historia podboju prowadzonego przez wybitnych
przywódców dwóch panujących rodów: Avungura i Abandja. Kolejne etapy opanowywania basenu Uele związane były z imionami wybitnych wojowników. Sporym osiągnięciem Czekanowskiego stało się również stworzenie mapy etnograficznej plemion
zamieszkujących tereny basenu Uele przed podbojem Azande
oraz opis procesu asymilacji klanów, które w całości stawały się
następnie tworzywem późniejszego narodu Azande.
Ze względu na obszar, na którym Czekanowski mógł prowadzić
swe badania, większy nacisk położony został na dzieje Avungura
– rodu panującego we wschodniej części państwa Azande. Owo22

Ibidem, s. 21–109.

156

Joanna Bar

cem przeprowadzonych badań, oprócz dokładnego opracowania
tekstowego (podrozdziały 2–8, łącznie 17 stron druku), stał się
7-stronicowy ciąg tabel genealogicznych, rozbudowany w kierunku potomków dwóch najwybitniejszych – co w owych czasach
znaczyło tych, którzy przeżyli bratobójcze walki o władzę – członków dynastii: Mabenge i Tombo. Badania nad historią podboju i powstania państwa Azande polski uczony uzupełnił bliższymi
w czasie informacjami o najazdach i pacyfikacji ze strony posuwających się od północy Arabów nubijskich. Opisał ponadto
okres rozciągnięcia się na te tereny administracji europejskiej,
która okazała się siłą stabilizującą w walce zarówno z agresorami
z północy, jak i z muzułmańskimi handlarzami kości słoniowej i niewolników znad Aruwimi. W tekście zamieszczono również nieco krótszą historię rodu Abandja, władającego na zachodzie podbitych terenów, także zaopatrzoną w tablicę genealogiczną
Wedle ustaleń Czekanowskiego współczesne jego badaniom
stosunki etniczne panujące na północnych kresach dżungli basenu Kongo przyjęły swą ówczesną postać pod wpływem wydarzeń
drugiej połowy XVIII i całego XIX wieku. Wówczas to Azande
zmiażdżyli w potężnej ekspansji terytoria osiadłych tam ludów.
Zetknąwszy się z Mangbetu posuwającymi się jednocześnie w kierunku północno-wschodnim znad Aruwimi, spowodowali cały
szereg migracji, których skutek był odczuwany na terenach całego międzyrzecza Nilu i Konga, a nawet poza jego granicami.
Sudańscy Azande stworzyli według Czekanowskiego najpotężniejszą społeczność północno-wschodniej części basenu Kongo.
Ich liczba miała sięgać 600 tysięcy osób, łącznie jednak z niezasymilowanymi do końca członkami podbitych plemion, stanowiącymi często ponad 3/4 ludności państwa. Przy braku dokładnych
danych, opierając się jedynie na własnych spostrzeżeniach oraz
na szacunkach rozwijającej się dopiero belgijskiej administracji,

Strefa Sudanu w badaniach Jana Czekanowskiego

157

Czekanowski przyjął powyższe dane, określając gęstość zaludnienia na 5–7 mieszkańców na kilometr kwadratowy, w zależności od badanych okręgów.
Obszar zajmowany przez Azande określił badacz granicami
rzek: Uele na południu i Meridi i Yei na wschodzie, przy pominięciu wielkich enklaw Azande znajdujących się w basenach Likati,
Bima i Bomokandi. Ujmując te granice na mniejszym poziomie
szczegółowości – w północnej części basenu Kongo oraz części
Bahr-el-Ghazal.
Społeczeństwo Azande pod względem zajmowanego terytorium
podzielone zostało przez badacza na trzy wielkie grupy: Makrakra,
Abandja oraz Azande właściwych. Każda z tych grup została dokładnie scharakteryzowana w stosunku do zajmowanych siedzib.
Charakterystyka ta pozwoliła badaczowi na określenie pierwotnych
– wschodnich i wtórnych – południowych kierunków dziewiętnastowiecznej ekspansji.
Azande wschodni rządzeni byli przez ród Avungura. Wewnętrzne pokrewieństwo panujących nadawać miało społeczności pozór
jednolitej organizacji państwowej
Badania nad instytucją klanu prowadzone na terenach Azande wykazały, że klan (tunga) w większości przypadków był egzogamiczny. Wyjątek stanowiło kilka klanów Azande, w tym rządzący klan Avungura, w których zachowywana była endogamia.
Klany Azande posiadały swoje totemy. Przedmiotami czci były
zwierzęta oraz pewne zjawiska przyrody, jak np. błyskawice, ujmowane zoomorficznie. Z totemami wiązano tabu niezabijania
i niespożywania, jasno określając stosunki między członkami
klanu, a ich totemami. Azande po śmierci zmieniali się w zwierzę
totemiczne, a więc zakaz ich spożywania wiązał się z szacunkiem
dla przodków: nie było bowiem wiadomo, kto może tkwić w napotkanym zwierzęciu. Pewna liczba klanów tworzyła związek
wyższego rzędu, plemię, a nawet organizację ponadplemienną.

158

Joanna Bar

Jak stwierdził Czekanowski, na badanych przez niego obszarach
plemiona posiadały własny język, samookreślającą nazwę oraz
w różnym stopniu rozwinięte poczucie solidarności. Ta ostatnia
cecha, wysoko rozwinięta w społeczeństwie Azande, wraz z istnieniem własnej dynastii pozwoliła mówić w tym przypadku
o społeczności na kształt państwowej.
Wyższe formy organizacji państwowej występowały jedynie
w dwu częściach międzyrzecza Nilu i Kongo: w Międzyjezierzu
Afrykańskim oraz właśnie na sawannach na północ od lasów dziewiczych, gdzie Czekanowski stwierdził istnienie formacji parapaństwowych szczepów Azande, Mangbetu i Madjagga.
Na obszarach, gdzie liczne klany połączyły się w większe jednostki państwowe, podbici byli rządzeni albo przez pojedyncze
klany, albo przez związki wyższego rzędu, które jednak również
składały się z grupy klanów zdominowanych przez pojedyncze
rody. Pierwszy z tych dwóch przypadków Czekanowski obserwował właśnie na obszarach sawann, m.in. u Azande. W Międzyjezierzu Afrykańskim istniały natomiast stosunki drugiego typu.
Tam nawarstwiały się już nie klany, lecz kompleksy klanów (jak
na przykład Bahima w Nkole z panującym zarówno w Nkole, jak
i w południowo-wschodnich krajach sąsiednich rodem Bahinda).
Jak sądził Czekanowski, bez wątpienia właśnie ta różnica wyjaśniać miała wysoki stopień stabilizacji długowiecznych państw
Międzyjezierza i krótkotrwałych, słabych i rozpadających się
struktur państwowych obszarów sawanny. Niski poziom ekskluzywizmu, idący w parze z olbrzymią siłą asymilacyjną Azande,
pozwoliły im stworzyć w krótkim czasie bardzo silny sojusz etniczny, lecz stały się przeszkodą w rozwinięciu rygorystycznego,
stabilnego i, co najważniejsze, trwałego organizmu państwowego. Nie pozwoliło to bowiem warstwie panującej skutecznie oddzielić się od poddanych. Konsekwencją tego miał być właśnie
niezmiernie szybki rozkład organizacji państwowej na zdobytych

Strefa Sudanu w badaniach Jana Czekanowskiego

159

przez nich olbrzymich terenach, jeszcze przed pojawieniem się
Arabów i Europejczyków.

Wartość naukowa badań Jana Czekanowskiego
w opinii późniejszych badaczy
Nie ulega wątpliwości, iż ocena wartości afrykańskich badań
Czekanowskiego wiąże się ze stopniem wykorzystania jego prac
w dalszych eksploracjach tego kontynentu.
Jako jeden z pierwszych badania J. Czekanowskiego dotyczące Azande wykorzystał Georg Schweinfurth, który w trzecim,
poszerzonym wydaniu swej pracy Im Herzem von Afrika23 powołuje się na publikację Etnographie des Nil – Kongo Zwischengebiets,
która ukazała się w czasopiśmie „Petermanns Mitteilungen” w 1912
roku24. Nazwisko Czekanowskiego pojawia się w pracy Schweinfurtha czterokrotnie, w przypisach. Przytaczane są opinie polskiego badacza na temat przynależności plemion Madi, Mayogu
i A-Sandeh (Niamniam, Azande) oraz informacje na temat ich
rozprzestrzenienia. Źródłem była tu mapa ludności tamtych obszarów, jaką Czekanowski dołączył do wspomnianej publikacji
z 1912 r. G. Schweinfurth pozytywnie ocenił wykorzystane informacje jako pokrywające się zupełnie z jego własnymi obserwacjami, podkreślając zwłaszcza szczegółowość opublikowanej mapy
etnicznego rozmieszczenia ludności. Niemiecki badacz nie mógł
się wtedy powoływać jeszcze na wydany dopiero w 1924 roku
tom Forschungen…, dotyczący omawianych obszarów.

G. Schweinfurth, Im Herzen von Afrika, Leipzig 1918.
J. Czekanowski, Ethnographie des Nil-Kongo-Zwischengebiets, „Petermanns
Mitteilungen” 1912, 1911–1927, s. 22–25 + mapa
23
24

160

Joanna Bar

Znakomitą analizę źródeł dotyczących badań prowadzonych
wśród Azande przeprowadził w późniejszym okresie wybitny ich
znawca Edward Evans-Pritchard w pracy The Azande. History and
Political Institutions25. We wstępie do wspomnianego opracowania Edawrd Evans-Pritchard przedstawił i skomentował prace
swych poprzedników – podróżników, administratorów, misjonarzy i wreszcie uczonych prowadzących obserwacje wśród Azande.
Źródła zostały podzielone na dwie grupy, a wyznacznikiem
był tu czas ich powstania i publikacji. W grupie badaczy wcześniejszych znalazł się Carlo Piaggia, Włoch, który przebywał wśród
Azande w latach 1863–1865. Następnie Niemiec G. Schweinfurth,
podróżujący przez najdalej na wschód wysunięte dystrykty Azande w towarzystwie arabskiej karawany przez trzy miesiące w 1870
r. oraz Wilhelm Junker, także Niemiec, z zawodu lekarz, który
spędził wśród Azande 10 lat w okresie 1875–1885. W końcu Gaetano Casati, Włoch, oficer i kartograf, przebywający wśród Azande w latach 1881–1884. E. Evans-Pritchard wskazał na ich nieprzygotowanie do badań socjologiczno-etnograficznych oraz brak
zrozumienia dla istniejących instytucji politycznych i społecznych
Azande. Mała wartość pozostałych po nich publikacji – poza pracą Junkera – spowodowana była również dwuetapowym ich opracowywaniem. Pamiętniki nieprzygotowanego do takich eksploracji Piaggię wydane zostały przez G. A. Pellegrinettiego blisko
80 lat po jego powrocie z Afryki (1941) i różniły się znacznie od
pierwszych wersji relacjonowanych przez C. Piaggię czy jego towarzysza O. Antonioriego. Notatki G. Schweinfurtha i G. Casatiego przepadły jeszcze w Afryce i ich autorzy musieli odtwarzać
zarówno treść, jak i rysunki z pamięci.

25

1971.

E. E. Evans-Pritchard, The Azande. History and Political Institutions, Oxford

Strefa Sudanu w badaniach Jana Czekanowskiego

161

Druga, późniejsza grupa źródeł dotyczących Azande, bezpośrednio poprzedzających badania terenowe E. Evansa-Pritcharda,
prowadzone w latach 1926–1929, posiadała o wiele poważniejsze
znaczenie naukowe. W grupie tej znalazło się sześciu autorów:
Adolphe de Calonne-Beaufaict (belgijski administrator w regionie
Uele w latach 1905–1915, który planował wydanie obszernej monografii etnograficznej Azande), Armand Huttereau (żołnierz
zawodowy służący w regionie Uele w latach 1896–1909, który
również zamierzał opracować historyczno-etnograficzną monografię Azande), dominikanie: ojcowie Lagae i Vanden-Plas (prowadzący misje na terenach Azande należących do Niezależnego
Państwa Kongo) oraz major P. M. Larken (przebywał około 20 lat
na wschodnich terenach Azande). Duża wartość zgromadzonych
przez nich materiałów związana była przede wszystkim z ukierunkowaniem prowadzonych badań oraz etnograficznymi zainteresowaniami autorów. Przypadek sprawił (przedwczesna śmierć
de Calonne-Beaufaicta i Huttereau), że mimo dużych rozbieżności czasowych prowadzonych obserwacji (1896–1926), ich główne, ostateczne opracowania ukazały się drukiem w przeciągu
sześciu lat (w latach 1921–1927). Złożyło się to na ich absolutną
niezależność i oryginalność. W przypadku trzech ostatnich autorów wartość ich prac polegała również na dogłębnej znajomości
języka badanych przez nich społeczności.
Wyniki badań J. Czekanowskiego zostały natomiast wykorzystane we wszystkich niemal rozdziałach wyżej wspomnianej pracy E. Evansa-Pricharda, który powoływał się również na mapę
etnograficzną tamtych regionów opublikowaną przez Polaka.
Evans-Pritchard zwrócił uwagę na słuszność wniosków Czekanowskiego, który wielokrotnie podkreślał złożoność etniczną
państwa Zande. Na najgęściej zaludnionych obszarach południowych, gdzie prowadził badania Czekanowski, znaczną większość
stanowiły ludy obcego pochodzenia, podbite, lecz wciąż niezasy-

162

Joanna Bar

milowane. Na terenach na południe od Bomokandi zaledwie 1/4
ogółu mieszkańców stanowiła ludność należącą pod względem
rasowym do politycznie dominującej warstwy Zande. Evans-Pritchard podkreślił, że poprzednicy Czekanowskiego w ogóle nie
zdawali sobie sprawy z istnienia w społeczeństwie Zande klanów
totemicznych. Czekanowski był więc jednym z pierwszych badaczy instytucji klanu, gdyż – jak zostało wspomniane powyżej –
równolegle prowadzone badania miały autonomiczny charakter.
Jednak obserwacje Czekanowskiego w jednym wypadku nie były
do końca sprawdzone. Evans-Pritchard stwierdził bowiem, że ze
względu na nieznajomość języka i krótki czas przebywania wśród
badanej społeczności Polak nie zdawał sobie sprawy z różnorodności totemów klanowych. Jego stwierdzenie, że liczba różnych
totemów jest stosunkowo mała, okazało się dalekie od prawdy.
Mimo tego błędu podkreślono, że Czekanowski bardzo często
miał rację w swych identyfikacjach klan – totem.
Wielokroć zostały wykorzystane przez Evansa-Pritcharda terenowe obserwacje Czekanowskiego (a zwłaszcza te, które dotyczyły sfery budownictwa, broni, ubioru, biżuterii, obyczajów
zniekształcania ciała, a dalej sprzętów domowych, instrumentów
muzycznych, wyroczni i trucizn). Anglik wykorzystał także dane
zebrane przez Polaka, które dotyczyły relacji między władcą a poddanymi. Szczególnie ciekawe okazały się wzmianki mówiące, że
władca, nieufny w stosunku do wpływowych Azande, szukał poparcia dla swego autorytetu wśród najniższych, obcych etnicznie,
warstw ludności. Szczególnie cennym przyczynkiem do wyjaśnienia przyczyn późniejszej słabości państwa Azande była informacja Czekanowskiego o trudnościach komunikowania się między
poszczególnymi dzielnicami. Król już za swego życia obserwował,
że uzależnia się od prowincjonalnych urzędników, z konieczności
oddając w ich ręce coraz więcej władzy. Zanotowane przez Czekanowskiego dane personalne rodziny królewskiej (Polak miał

Strefa Sudanu w badaniach Jana Czekanowskiego

163

również dostęp do nieopublikowanych notatek Huttereau) dostarczyły Evansovi-Pritchardowi wiele rzeczowych informacji na
temat rozmieszczenia terytorialnego dzielnic poszczególnych
członków panującej dynastii w czasach, które z jego punktu widzenia były już historią. Materiały te stały się więc jednymi z pierwszych źródeł pisanych historii państwa Zande.
Sporządzona przez Czekanowskiego lista klanów uzupełniła
własny spis Evansa-Pritcharda. Szczęśliwie bowiem ich badania
dotyczyły dwóch odmiennych regionów geograficznych, co pozwoliło na uzupełnienie brakujących danych. Dla brytyjskiego
badacza ważny okazał się także wielokroć wzmiankowany przez
Czekanowskiego kontekst zapożyczeń i wpływów, dotyczący przeważnie kultury Mangbetu. Brytyjski antropolog generalnie polegał na autorytecie Polaka, podkreślając zwłaszcza wagę dostarczonych obserwacji bezpośrednich i statystyk. Poważne błędy
zostały zauważone tylko dwukrotnie: przy sposobie używania
słowa „niewolnik”, przeznaczonego według Evansa-Pritcharda
jedynie do określenia jeńców wojennych i ewentualnie dziewcząt
służebnych oraz przy mylnym, według Brytyjczyka, stwierdzeniu,
że tylko dzieci zrodzone z endogamicznych małżeństw są prawowitymi Avongara.
W swej pracy Position of Women in Primitive Societies and other
Essays in Social Anthropology26 Evans-Pritchard usiłował rozstrzygnąć kwestię, czy ludożerstwo wśród tego ludu istotnie było tak
rozpowszechnione, jak wówczas powszechnie uważano. Powołał
się na znane mu opinie badaczy, takich jak: Piaggia, Casati, Emin
Pasza, Junker i Schweinfurth, którzy na podstawie własnych obserwacji wypowiadali się na ten temat. Na podstawie porównań
ich prac oraz własnych badań terenowych rozprawił się z wieloma
E. E. Evans-Pritchard, Position of Women in Primitive Societies and other
Essays in Social Anthropology, London 1965.
26

164

Joanna Bar

z ich poglądów. W tej kwestii Czekanowski także nie oparł się
krytyce, choć Evans-Pritchard zgadzał się z głównymi tezami Polaka. Czekanowski twierdził, że praktykowany na szeroką skalę
przed przybyciem Europejczyków kanibalizm nie dotyczył nigdy
członków własnego plemienia, lecz jeńców wojennych i niewolników, tj. ludzi pozbawionych opieki publicznej. Twierdził również,
że kobiety nigdy nie jadły ludzkiego mięsa. Wbrew jednak Czekanowskiemu, który podawał przykład dwóch członków rodziny
panującej pomawianych o ludożerstwo, Evans-Pritchard uważał,
że rządzący ród Avongara nigdy nie praktykował kanibalizmu.
Co więcej, dowodził, że praktyka ta nie dotyczyła w zasadzie trzonu Zande – warstwy Ambomu, lecz stanowiła rezultat wpływów
obcych ludów, wchłoniętych przez państwo Zande. Trzeba jednak
podkreślić, że wśród fantastycznych relacji innych badaczy, u których ludożerstwo budziło zawsze wprost chorobliwe zaciekawienie, relacja Czekanowskiego wyróżniała się rzeczowością i zasadniczo pokrywała się z wnioskami brytyjskiego autora.
Na badania Czekanowskiego powołuje się również Hermann
Baumann, współautor niemieckiej pracy Völkerkunde von Afrika
(1940)27. W części zatytułowanej Ludy i kultury Afryki Baumann
prezentuje opinię Czekanowskiego, w której opisuje on grupę
Mangbetu jako lud osobników z długimi czaszkami, sztucznie
uwydatniającymi jeszcze tę cechę rasową, jaśniejszą skórą i uderzająco wdzięczną budową ciała. W rozdziale dotyczącym obszarów południowo-wschodniego Sudanu Baumann wymienia Czekanowskiego obok Evansa-Pritcharda, Santandrei i Tuckera jako
badaczy, dzięki którym był w stanie przedstawić wyczerpująco
we wspomnianym rozdziale sytuację etniczną na obszarach między Nilem i Kongo.
27

1940.

H. Baumann, R. Thurnwald, D. Westermann, Völkerkunde von Afrika, Essen

Strefa Sudanu w badaniach Jana Czekanowskiego

165

Na badania Czekanowskiego powołuje się także Charles G.
Seligman w pracy Pagan Tribes of the Nilotic Sudan (1965)28, wykorzystując dane statystyczne dotyczące gęstości zaludnienia
poszczególnych obszarów, a także dokonane przez Polaka pomiary i obserwacje antropologiczne.

Bibliografia
Źródła
Czekanowski J., Dziennik wyprawy ekspedycji antropologiczno-etnologicznej do Afryki Środkowej w latach 1907–1909, rękopis, Biblioteka Uniwersytecka w Warszawie, Gabinet Rękopisów, nr inw.
4933.
Opracowania
Bar J., Afrykanistyczne badania Jana Czekanowskiego w stulecie wyprawy,
Kraków 2007.
Bar J., Dziennik podróży afrykańskiej Jana Czekanowskiego, czerwiec–listopad 1907 r. Rekonstrukcja wydarzeń, „Afryka” 2015, nr 42,
s. 103–124.
Bar J., Dziennik podróży afrykańskiej Jana Czekanowskiego – ostatni etap
podróży (31 marca 1908 – 1 kwietnia 1909 r.). Rekonstrukcja wydarzeń, „Afryka” 2016, nr 44, s. 109–129.
Baumann H., Thurnwald R., Westermann D., Völkerkunde von Afrika,
Essen 1940
Czekanowski J., Badania w międzyrzeczu Nilu i Kongo, „Rozprawy Wydziału Matematyczno-Przyrodniczego AU”, Kraków 1910, ser. B,
s. 605–669.
Czekanowski J., Forschungen im Nil – Kongo – Zwischengebiet, t. 1–5,
Leipzig 1917–1924.

28

Seligman, C. G., Pagan Tribes of the Nilotic Sudan, London 1965.

166

Joanna Bar

Czekanowski J., Ethnographie des Nil – Kongo – Zwischengebiets, „Petermanns Mitteilungen”, 1911–1927, s. 22–25 + mapa.
Czekanowski J., Ostateczne wyniki badań w Afryce Środkowej w latach
1907–1909, „Przegląd Geograficzny” 1924, t. 4, s. 138–150.
Czekanowski J., W głąb lasów Aruwimi. Dziennik wyprawy do Afryki
środkowej, „Prace Etnologiczne” 1958, t. 6, Wrocław.
Czekanowski J., Struktura etniczna Afryki a nawarstwienia najmłodsze,
„Lud” 1960, t. 45, s. 13–34.
Czekanowski J., Feudalne państwa pasterskie afrykańskiego Międzyjezierza, „Przegląd Socjologiczny” 1961, t. 15, s. 21–60.
Czekanowski J., Badania antropologiczne w Afryce i ich wyniki, „Przegląd
Antropologiczny” 1963, t. 29, s. 13–16.
Czekanowski J., Kirschstein E. F., Weiss M. et al., Wissenschaftliche
Ergebnisse der Deutschen Zentral-Afrika-Expedition 1907–1908
unter Führung Adolf Friedrichs, Herzogs zu Mecklenburg, Leipzig
1910–1927.
Czekanowski J., Dziennik podróży afrykańskiej, opr. nauk. J. Bar, Warszawa 2014.
Evans-Pritchard E. E., Position of Women in Primitive Societies and other
Essays in Social Anthropology, London 1965.
Evans-Pritchard E. E., The Azande. History and Political Institutions,
Oxford 1971.
Schweinfuirth G., Im Herzem von Afrika, Leipzig 1918.
Seligman Ch. G., Pagan Tribes of the Nilotic Sudan, London 1965.
Materiały pozyskane z Internetu
Lado Enclave, https://www.britannica.com/place/Lado-Enclave#ref246249 (dostęp: 12.12.2016).

Strefa Sudanu w badaniach Jana Czekanowskiego

167

Region of Sudan in the Research
of Jan Czekanowski (1908–1909)
Summary
The purpose of the article is to attempt to reconstruct and to evaluate
Jan Czekanowski’s researches conducted between May 1908 and April
1909 in the in the basin of the Uele and Ituri river. The main basis for
the article was his five-volume work entitled Forschungen im Nil-Kongo-Zwischengebiet, being an integral part of the entire set of publications,
Wissenschaftliche Ergebnisse der Deutschen Zentral-Afrika-Expedition
1907–1908 unter Führung Adolf Friedrichs, Herzogs zu Mecklenburg.
Volume two of article, beginning with the general information on
the north-eastern areas of the state of Congo, encompasses the results
of studies, conducted among the 14 ethnic groups (i.a. Azande, Mangbetu, the tribes of the Uele basin, Abarambo, Ababwa, Mabudu, Baamba
and Mabali, Babira, Bakondjo, the Momvu group, the tribes of Madi).
Until now, the Forschungen... have not been translated from the German,
and the contents of this work is not known to majority of the Polish researchers.
Keywords: Jan Czekanowski, Central Africa, Sudan

BŁAŻEJ POPŁAWSKI

SUDAN
OKIEM DYPLOMACJI PRL-OWSKIEJ
Inspiracje teoretyczne
Wedle Alexandra Wendta, politologa, przedstawiciela konstruktywistycznej teorii stosunków międzynarodowych, „życie
codzienne polityki międzynarodowej to niekończący się proces
przybierania przez państwa tożsamości w stosunku do «innych»,
nadawania im odpowiednich przeciwstawnych tożsamości i rozgrywania owych relacji”1. Przyjęcie takiej perspektywy badawczej
pozwala na przeprowadzenie analizy kontekstualnej, która definiuje politykę międzynarodową jako „konstruowany społecznie
i kulturowo proces”2. Konstruktywizm bowiem „przywraca możliwość patrzenia na wymianę międzynarodową jako na przestrzeń
żywych interakcji, konkurujących tożsamości, deficytu wiedzy
oraz problemów z poznawaniem i rozumieniem rzeczywistości”3.
Błażej Popławski – absolwent Uniwersytetu Warszawskiego, doktor
historii, socjolog, członek Polskiego Towarzystwa Afrykanistycznego.
A. Wendt, Społeczne teoria stosunków międzynarodowych, Warszawa 2008,
s. 29.
2
Ibidem, s. 11.
3
P. Wawrzyński, Mit kulturowy jako czynnik kształtujący stosunki międzynarodowe, Toruń 2011, s. 8.
1

170

Błażej Popławski

W ujęciu takim dyplomacja staje się przestrzenią silnie nasyconą
ceremoniami i rytuałami kulturowymi. Jak pisał politolog Jacek
Czaputowicz: „Państwa przypisują innym państwom określone
tożsamości oraz stale reprodukują własną tożsamość w codziennej praktyce społecznej. […] Tworzenie instytucji jest procesem
uzewnętrznienia nowego rozumienia siebie i innych, polega na
przyjęciu nowych tożsamości, czyli nowego postrzegania roli poszczególnych aktorów”4.
Poniższy artykuł stanowi – utrzymany w duchu konstruktywizmu – przyczynek do odtworzenia obrazu nowo powstałych państw
wchodzących w skład krainy geograficznej Sudanu5, który to wyłania się z praktyki dyplomacji Polski Ludowej. Analiza działalności instytucji państwowych PRL wobec krajów tego regionu,
badanie wzajemnych relacji między zjawiskami politycznymi
a postawami dyplomatów, stanowi formę uszczegółowienia znaczeń i symboli nadawanych „Czarnemu Lądowi” przez Europejczyków. Politolodzy James G. March i Johan P. Olsen twierdzą:
„Interpretacyjną spójność w niejednoznaczności życia politycznego zapewniają symbole, rytuały, ceremonie, historie i dramaty,
którymi polityka jest przesiąknięta w subtelny i trudno uchwytny
sposób”6. Poniższy artykuł jest próbą rekonstrukcji owej „subtelności” polityki, jej symbolizmu i tkwiących w dyskursie wyobrażeń
o Afryce. Realizacja tego założenia opiera się na analizie treści
4
J. Czaputowicz, Teorie stosunków międzynarodowych. Krytyka i systematyzacja, Warszawa 2007, s. 307.
5
Sudan jako kraina geograficzna obejmuje następujące państwa: południowy
i wschodni Senegal, wschodnią Gambię, Gwineę Bissau, środkową i wschodnią
Gwineę, środkową i wschodnią część Sierra Leone, północno-wschodnią część
Liberii, południową część Mali, graniczące z Republiką Mali rejony Mauretanii,
Burkina Faso, północną część Wybrzeża Kości Słoniowej, Ghany, Togo, Beninu,
Nigerii i Kamerunu, większą część Nigru, Czadu i Sudanu.
6
J. G. March, J. P. Olsen, Instytucje. Organizacyjne podstawy polityki, Warszawa 2005, s. 64.

Sudan okiem dyplomacji PRL-owskiej

171

dokumentów dyplomatycznych ze szczególnym uwzględnieniem
odtworzenia form komunikacji politycznej z liderami państw Sudanu, mechanizmów nawiązywania współpracy, stopnia rytualizacji zauważalnego np. w organizacji wizyt oraz innych form
realizacji „liturgii dyplomacji” – protokołu dyplomatycznego.
Analiza form komunikacji między władzami polskimi a afrykańskimi przeprowadzona została w oparciu o teorię działania
komunikacyjnego niemieckiego socjologa Jürgena Habermasa.
Habermas dzieli formy działania na: teleologiczne (skupione na
urzeczywistnianiu celu), regulowane przez normy (oparte na
wspólnych wartościach), dramaturgiczne (celem jest stworzenie
określonego wizerunku) i komunikacyjne. Dla socjologa najbardziej zaawansowaną formą działania jest działanie komunikacyjne, zachodzące, „kiedy uczestnicy koordynują plany działania nie
przez egocentryczną kalkulację (szans) sukcesu, lecz przez akty
dochodzenia do porozumienia. W działaniu komunikacyjnym
uczestnicy stawiają własny sukces na drugim planie; zmierzają
do osiągnięcia własnych celów pod warunkiem, że mogą swe plany działania wzajemnie zestroić na gruncie wspólnych definicji
sytuacji. Z tego względu negocjowanie definicji sytuacji stanowi
istotny składnik dokonań interpretacyjnych wymaganych w działaniu komunikacyjnym”7.
Habermas łączy formy działania z określonymi formami
ra­cjonalności: działanie teleologiczne – z racjonalnością kogni­
tywno-instrumentalną; działanie regulowane przez normy – z racjo­nalnością moralno-praktyczną; działanie dramaturgiczne – z racjonalnością ekspresywno-estetyczną, działanie komunikacyjne
– z racjonalnością komunikacyjną. Wykształcenie się racjonalności komunikacyjnej opierać się musi na negocjacjach, działaniu
J. Habermas, Teoria działania komunikacyjnego. Racjonalność działania
a racjonalność społeczna, t. 1, Warszawa 1999, s. 473.
7

172

Błażej Popławski

retorycznym oraz tzw. prawdziwym przekonywaniu. Mianem
negocjacji Habermas określił wymianę informacji o preferencjach,
formułowanie wstępnych obietnic i gróźb celem optymalizacji
obustronnych interesów (aspekt obiektywny komunikacji). Działanie retoryczne skupia się na uzasadnianiu swojej tożsamości
i przekonywaniu drugiej strony do własnej racji (aspekt subiektywny). Ostatni z rodzajów komunikacji – prawdziwe przekonywanie – nastawione jest na negocjowanie konsensusu (aspekt
społeczny). Według Habermasa odnoszenie się do tych trzech
wymiarów – obiektywnego, subiektywnego i społecznego – pozwala na wykształcenie ram interpretacyjnych, w obrębie których
możliwe jest powstanie racjonalności komunikacyjnej i osiągnięcie porozumienia.

Ars scribendi
Do najprostszych form komunikacji na szczeblu międzypaństwowym, niewymagających nakładów finansowych, należała
wymiana kurtuazyjnej korespondencji. Mogła ona stanowić zarówno fazę początkową zawierania stosunków (w modelu Habermasa: działanie regulowane przez normy), jak i – w przypadku krajów afrykańskich o znaczeniu drugorzędnym dla PRL
– podstawową ich formę (działanie teleologiczne).
Zależność tę łatwo zauważyć na przykładzie zainicjowania
relacji polsko-gwinejskich8. Początek współpracy obu krajów wiąże się z wymianą kurtuazyjnych depesz. Zawierały one uznanie
państwa – akt prawny, będący jednocześnie manifestacją poli8
O historii relacji polsko-gwinejskich zob.: J. Knopek, Z dziejów kontaktów
z Gwineą, w: Z. Łazowski (red.), Państwa Afryki Zachodniej, t. 2, Warszawa 2006,
s. 232–234.

Sudan okiem dyplomacji PRL-owskiej

173

tyczną9. 4 października 1958 r. prezydent Gwinei, Ahmed Sekou
Touré, przesłał depeszę adresowaną do Aleksandra Zawadzkiego,
przewodniczącego Rady Państwa, zawiadamiającą o proklamowaniu republiki i proponującą nawiązanie stosunków dyplomatycznych. Dwa tygodnie później Zawadzki odpowiedział depeszą
o gotowości i chęci nawiązania relacji dyplomatycznych.
Wysyłanie depesz takich jak wspomniane polsko-gwinejskie
stanowiło najszybszą reakcję na proces powstawania nowych
państw, stanowiącą substytut wysyłania delegacji na uroczystości
niepodległościowe. Treść depesz przedstawiała się dosyć schematycznie. Polacy podkreślali doniosłość chwili, uroczysty moment
wydarzenia. W jednym z takich telegramów, wysłanym z Warszawy do Chartumu, stwierdzono: „Z okazji historycznej dla narodu
sudańskiego decyzji ogłoszenia niepodległości Sudanu przesyłamy narodowi sudańskiemu i Waszej Ekscelencji [prezydentowi
Ibrahimowi Abbudowi] jak najserdeczniejsze gratulacje i wyrazy
przyjaźni od narodu polskiego, Rady Państwa PRL oraz ode mnie
osobiście [Aleksandra Zawadzkiego]. W tych doniosłych dla narodu sudańskiego chwilach naród polski śle najlepsze życzenia

Praktyka międzynarodowa wyróżnia uznanie de facto i de iure (np. na drodze
akredytacji niepełnoprawnego przedstawiciela dyplomatycznego) – podział ten
wynika ze stopnia nadania relacji charakteru prawnego, zgodnie z protokołem
dyplomatycznym. Najbardziej powszechną formą uznania państwa jest nawiązanie i utrzymywanie oficjalnych stosunków, poprzedzone tzw. uznaniem milczącym (bez relacji na szczeblach dyplomatyczno-handlowych). Stosunki dyplomatyczne dzielić można na dorywcze (realizowane w ramach okresowych
kontaktów międzynarodowych) oraz stałe (gdy towarzyszy temu ustanowienie
przedstawicielstw). Uznanie państwa nie implikuje automatycznego nawiązania
trwałych stosunków politycznych. Było to zauważalne w sferze normalizacji
relacji z podmiotami prawa międzynarodowego niebędącymi państwami – np.
ruchami narodowowyzwoleńczymi.
9

174

Błażej Popławski

utrwalenia suwerenności państwowej i wszechstronnego, pokojowego rozwoju”10.
Przytoczyć można kilka innych przykładów rozpoznawania
potencjału kraju afrykańskiego jedynie na poziomie racjonalności kognitywno-instrumentalnej oraz moralno-praktycznej, w oparciu o kurtuazyjną korespondencję. Początek relacji Polski z Kamerunem ograniczył się do wysłania dwóch depesz gratulacyjnych
związanych z uzyskaniem niepodległości oraz uznaniem przez
ONZ. Politycy kameruńscy – jeszcze przed proklamacją suwerenności – kilkukrotnie występowali do polskiego MSZ z prośbą
o uznanie Rządu Tymczasowego Unii Jedności Kamerunu rezydującego w Konakry oraz udzielenie pomocy finansowej i materialnej. Polacy nie zajęli jednak w tej sprawie oficjalnego stanowiska, mając jednocześnie świadomość, że niektóre kraje
demokracji ludowych, np. Czechosłowacka Republika Socjalistyczna (CSRS), zaangażowały się w konflikt zbrojny w Kamerunie, wysyłając tam broń. Zachowawczość polskiej strategii dyplomacji uzasadniono faktem ignorowania działaczy kameruńskich
przez Kwame Nkrumaha11. Departament V „zaproponował, aby
w ostatecznej odpowiedzi na propozycję Kamerunu udzielić po
konsultacji z ZSRR i CSRS”12.

AMSZ, Dep V, 24/59, Sudan, 1959, 221-086, Uznanie Sudanu przez Polskę,
k. 1–2. O historii relacji polsko-sudańskich zob.: Stosunki dyplomatyczne Polski
1944–1979 r. Informator, t. V, Afryka i Bliski Wschód, J. Patryas (oprac.), Warszawa 1982, s. 285–290.
11
O historii relacji polsko-ghańskich w PRL zob.: J. Knopek, Z dziejów…,
op. cit., s. 94–96.
12
AMSZ, Dep. V, Wydz. II, 9/64, Kamerun 2421, Notatki polityczne 1960,
12/988/40, Notatka dotycząca relacji i naszych stosunków z Kamerunem,
3.10.1960, k. 2. O historii relacji polsko-kameruńskich zob.: J. Knopek, Z dziejów
polskich kontaktów z Kamerunem, w: Z. Łazowski (red.), Państwa Afryki Zachodniej…, op. cit., s. 556–559.
10

Sudan okiem dyplomacji PRL-owskiej

175

Ndeh Ntuzumah, działacz One Kamerun Movement, dwa lata
po uzyskaniu niepodległości przez Kamerun wysłał do KC PZPR
21-stronnicowy list zapraszający Polaków do współpracy13. Przedstawił w nim sytuację w ojczyźnie, wyraził rozczarowanie wobec
polityki ONZ oraz chęć współpracy z ZSRR i krajami socjalistycznymi. Obszerny tekst sprowadza się de facto do omówienia historii Kamerunu. Polska pojawia się w nim tylko w pierwszych trzech
linijkach, gdzie władze PRL proszone są o zgodę na przyjazd do
Europy Kameruńczyków (założyć można, że identyczny list z inną
trzylinijkową „arengą” otrzymały władze innych krajów socjalistycznych). W wysłanym rok później liście do Zarządu Głównego
Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Afrykańskiej Kameruńczycy najpierw pokrótce scharakteryzowali sytuację polityczną w ich kraju, po czym przedstawili długą listę oczekiwań wobec Polski (poproszono o coroczne dostarczanie: jednego miliona dolarów
amerykańskich, po 10 radioodbiorników, kamer, aparatów fotograficznych, powielaczy, 20 walizek z lekarstwami, 50 lornetek,
30 kompasów, 100 mundurów oraz 4 samochodów). Tym razem
jednak nieco wyraźniej nawiązano do „wspólnej przeszłości w walce z nazizmem”, pisząc o korzystaniu z Mein Kampfu przez władze
faszystowskie w południowej części Kamerunu14. To jeden z niewielu odnotowanych przez polską dyplomację przykładów sformułowania przez Afrykanów zindywidualizowanego, ukierunkowanego na Polskę przekazu w pierwszej fazie nawiązywania
stosunków. Sytuacje takie polski MSZ skrzętnie odnotowywał, co
pośrednio oddziaływało na opinię o danym kraju.

13
AAN, KC PZPR, WZ, 237/XXII-1085, Sektor Analiz Politycznych, Kamerun,
1962-1963, k. 3-24.
14
Ibidem, k. 3.

176

Błażej Popławski

W zbliżony sposób przedstawiała się także oferta „współpracy”
skierowana do KC PZPR przez Komunistyczną Partię Nigerii15.
W połowie obszernego listu pojawia się passus: „Po przeszło dwuletnim istnieniu bez pomocy z zewnątrz i z wewnątrz KC KP Nigerii uważa za konieczne poinformować KC PZPR o sytuacji w Nigerii, cytadeli CIA oraz poprosić o pomoc w postaci przeszkolenia
kadr i pomoc materialną dla rozszerzenia pracy Partii”16 – dalej
następuje długie wyliczenie „niezbędnej pomocy”: po 10 instruktorów ideologicznych, fotografów i operatorów filmowych, propagandystów, instruktorów milicji i partyzantki, 12 instruktorów
szkolenia pielęgniarek, 15 związkowców, 9 dziennikarzy, 8 drukarzy, 8 instruktorów młodzieżowych i wychowania fizycznego,
16 instruktorów w zakresie kooperacji spożywczej, budowlanej,
rolniczej i wytwórczej, 9 instruktorów w zakresie hodowli drobiu,
świń i bydła mlecznego. W sumie korpus ten, zakładając, że jedna osoba to specjalista w jednej dziedzinie, powinien liczyć ponad
100 osób. Nigeryjczycy podkreślili, że warunki te związane są
z polskim „ogromnym doświadczeniem” sięgającym jeszcze kampanii wrześniowej: „Po starannej rozwadze doszliśmy do wniosku,
że Polacy najlepiej znają taktykę niemiecką na tym polu, ponieważ
właśnie oficerowie sił zbrojnych Niemiec Zachodnich szkolą personel nigeryjskiego lotnictwa i budują fabryki zbrojeniowe dla
Rządu Federalnego Nigerii”17.

15
Dzięki staraniom Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Nigeryjskiej historia kontaktów między PRL a Nigerią jest znakomicie udokumentowana w czterotomowej
pracy Polacy w Nigerii: t. 1, red. J. Małachowski, Z. Łazowski, W. Kozak, Warszawa
1997; t. 2, red. Z. Łazowski, Warszawa 1998; t. 3, red. Z. Łazowski, J. Wójcik,
Warszawa 2000; t. 4, red. Z. i S. Łazowscy, Warszawa 2000.
16
AAN, KC PZPR, WZ, 237/XXII-1211, Sektor Kontaktów z Bratnimi Partiami,
Nigeria, 1963, List KP Nigerii do KC PZPR, k. 10.
17
Ibidem, k. 11.

Sudan okiem dyplomacji PRL-owskiej

177

Zauważyć należy, że przychodzące do różnych instytucji PRL
listy tego typu musiały wpłynąć – wbrew intencjom ich autorów
– na pogłębienie przedmiotowego oglądu kontynentu i umocnienie scharakteryzowanej przez Habermasa racjonalności kognitywno-instrumentalnej. Jedynym wymiarem aktywności Afrykanów dostrzegalnym po lekturze „petycji” była ich skłonność do
wysuwania próśb, która przybierała często formy nieuzasadnionej,
aroganckiej roszczeniowości.

Wzajemne wizyty
Drugą, generującą większe koszty finansowe, formą potwierdzenia podmiotowości państw afrykańskich było wysłanie specjalnej delegacji, w której skład wchodzili najczęściej politycy oraz
eksperci sondujący potencjał gospodarczy danego kraju (w modelu Habermasa – działanie dramaturgiczne). Na etapie tym dochodziło do wstępnego kształtowania wizerunku państw Sudanu
opartego na dwóch rodzajach dyskursu – autorami jednego z nich
byli „praktycy”, drugiego zaś „teoretycy” i „badacze”. „Główna
różnica między nimi – jak pisał politolog Józef Kukułka – polega
na tym, że badacze mają większe szanse uwzględnienia informacji nieoczekiwanych i kreślenia wizerunków zobiektywizowanych,
podczas gdy praktycy – ze względu na swe usytuowanie w hierarchicznych strukturach zależności polityczno-rządowych – częściej biorą pod uwagę informacje zamówione i pożądane, jak
również wykazują skłonność do tworzenia wizerunków stronniczych lub koniunkturalnych […]. [Teoretyków] z natury rzeczy
interesuje środowisko operacyjne, tzn. zestawienie elementów
wizerunków z rzeczywistymi działaniami i interakcjami państwa,
podczas gdy tych drugich [praktyków] interesuje kreowanie środowiska aspiracyjnego, tzn. odpowiadającego własnym wyobra-

178

Błażej Popławski

żeniom i oczekiwaniom”18. Rozbieżność w percepcji Sudanu okiem
„teoretyków” i „praktyków” jest zauważalna w materiałach MSZ
– często po jednym raporcie przygotowanym w duchu „afrooptymizmu” pojawia się seria sprawozdań „afropesymistycznych”19.
Dysonans ten jednoznacznie wskazuje na brak spójnej percepcji
państw Sudanu w spojrzeniu polskiej dyplomacji. Chaos narracji,
rozbieżności między wnioskami „badaczy” i „praktyków” musiały wpłynąć na brak spójnej strategii polityki PRL wobec krajów
tego regionu.
Polscy dyplomaci zdawali sobie sprawę, że do zawarcia relacji
międzypaństwowych niezbędne są regularne wizyty i rewizyty,
umożliwiające – jak pisałby Habermas – wykształcenie się racjonalności komunikacyjnej. Proces ten zyskiwał na znaczeniu w realiach afrykańskich, gdzie kontakty „twarzą w twarz” do dziś
odgrywają niezmiernie istotne znaczenie.
Placówki dyplomatyczne często występowały do centrali w Warszawie z prośbą o przysłanie delegacji. W jednej z nich przeczytać
można: „Wobec znaczenia, jakie szczególnie na terenie Afryki
mają kontakty osobiste mężów stanu, wizyta tow. Zawadzkiego
– pierwsza na kontynencie afrykańskim na najwyższym szczeblu
– przyczyniłaby się poważnie do umocnienia naszych pozycji
w Afryce. Wizyta ta miałaby szersze znaczenie, stanowiłaby przeciwwagę częstych wizyt wysokich osobistości z państw kapitalistycznych”20. Do wizyt takich dochodziło jednak rzadko – zwykle
o odmowie przesądzały względy natury finansowej, relatywnie
skromny budżet polskiego MSZ.
J. Kukułka, Wstęp do nauki o stosunkach międzynarodowych, Warszawa
2003, s. 157–158.
19
Terminologia zaczerpnięta z pracy etnografa Macieja Ząbka: Biali i Czarni.
Postawy Polaków wobec Afryki i Afrykanów, Warszawa 2007, s. 75–89.
20
AMSZ, Gabinet Ministra, 243, Ogólne stosunki polityczne RP z państwami
obcymi, 1962, 26/25/3, 4/65, Pilna Notatka, 27.03.1962, k. 27.
18

Sudan okiem dyplomacji PRL-owskiej

179

Polskie władze z dużym dystansem podchodziły także do kwestii przyjmowania wizyt Afrykanów. Zdawano sobie sprawę, że
zgoda na wizytę afrykańskiego polityka stanowiła wyraźny gest
deklaratywny, zauważalny przez władze innych państw europejskich, a także afrykańskich. Stąd częste, aczkolwiek mieszczące
się w ramach protokołu dyplomatycznego, odmowy. Przykładowo,
polski MSZ, mimo nacisków ze strony senegalskiego MSZ, wyraźnie odmawiał prośbom o zgodę na przyjazd Leopolda Senghora21.
W notatkach opiniodawczych na marginesach kolejnych raportów
przeczytać można, że przyjęcie Senghora byłoby możliwe „tylko,
gdy ten odwiedzi inne kraje socjalistyczne”22. Polski MSZ starał
się zatem nie „wychodzić przed szereg” dyplomacji państw socjalistycznych, uważnie śledząc poczynania innych krajów.
Na takich właśnie zasadach w 1961 r. Polskę odwiedził przywódca Ghany – Nkrumah. Organizacja tej wizyty stanowiła duże
wyzwanie dla polskiego MSZ. Do obsługi wizyty Nkrumaha delegowano ośmiu tłumaczy znających angielski oraz maszynistkę.
Byli to pracownicy różnych departamentów MSZ. Polskich urzędników przeszkolono w zwrotach z języków rodzimych Ghany:
„Niech żyje pokój!” (Asomdwoee ntena ho ndaa!), „Niech żyje
przyjaźń i współpraca narodów Polski i Ghany!” (Ayonkoye Ne
nkutahodie a Eda ghanafoo Ne polandfoo ntam no ntena ho daa!)23.
To nieczęste przypadki uwzględnienia w protokole dyplomatycznym specyfiki językowej danego regionu Afryki. Jednocześnie
przygotowano broszurkę z ogólnymi informacjami o Ghanie, którą wysłano do Władysława Gomułki, Józefa Cyrankiewicza, AlekO historii relacji polsko-senegalskich zob.: J. Knopek, Z dziejów polskich
kontaktów z Senegalem, w: Z. Łazowski (red.), Państwa Afryki Zachodniej…,
op. cit., s. 429–432.
22
AMSZ, Dep. V, 22/50, Senegal 1965, Notatka Ambasady PRL w Dakarze
z dnia 3.02.1965, k. 1.
23
AMSZ, Dep. V, 19-64, w. 4, Ghana 074, 1961, Notatka z 15.07.1961, k. 1.
21

180

Błażej Popławski

sandra Zawadzkiego, Edwarda Ochaba, Romana Zambrowskiego,
Mariana Spychalskiego, Piotra Jaroszewicza, Karola Langego,
Romana Fidelskiego. Przy opracowywaniu tez do rozmowy skonsultowano się z Moskwą. Starano się odtworzyć dyskurs używany
przez Nikitę Chruszczowa wobec przywódcy Ghany – zarówno
w sferze tytulatury („Towarzysz Nkrumah”), jak i tematyki (walka z kolonializmem, konflikt w Kongo, zmiany w strukturze ONZ).
Polski MSZ uzupełnił tezy do dyskusji kwestiami socjalizmu afrykańskiego, panafrykanizmu, rozbrojenia granicy na Odrze i Nysie,
wyzwolenia Angoli, walk w Algierii oraz apartheidu.
W pierwszej fazie relacji PRL z Afryką głównym partnerem
w regionie była jednak Gwinea. Już na początku 1959 r. – a zatem
kilka miesięcy po uzyskaniu niepodległości od Francji – do Polski
przybyła delegacja Gwinejczyków. Władze Polski zostały zawiadomione o planowanej wizycie w dniu wylotu z Gwinei, co w znacznym stopniu utrudniło organizację spotkań, a pośrednio wpłynęło negatywnie na postrzeganie przez polski MSZ stopnia
profesjonalizmu i znajomości protokołu dyplomatycznego przez
afrykańskich polityków.
KC PZPR zadecydował, że odpowiedzialny za opiekę nad dele­
gacją będzie: Komitet Współpracy Gospodarczej i Naukowo-Technicznej z Zagranicą, uzupełniony przedstawicielami Ministerstwa
Spraw Zagranicznych i Ministerstwa Handlu Zagranicznego. Delegację powitano uroczyście na Okęciu. Zakwaterowano ją w budynkach rządowych w Warszawie przy ul. Klonowej. W programie
wizyty znalazł się spacer po Starym Mieście oraz pokaz filmowy
o Szopenie. W część tę zaangażowano także przedstawicieli Stołecznej Rady Narodowej. Zestaw podarków wręczonych Afrykanom
obejmował: kryształy, porcelanę, radioodbiorniki oraz albumy
historyczne. Przed przyjazdem Nkrumaha do Polski długo debatowano nad przygotowaniem daru w postaci specjalistycznego
ambulansu do leczenia chorób tropikalnych. Ostatecznie idee te

Sudan okiem dyplomacji PRL-owskiej

181

przekreślił brak specjalistów mogących przygotować ową karetkę.
Kolejnym pomysłem Polaków było wyposażenie pracowni chemicznej. Ostatecznie zadecydowano się na wręczenie pługa do
orki zwykłej, pługa obracalnego, wieloraka (pielnika wielorzędowego) i kultywatora. Oprócz tego podarowano: kupony na
ubranie „Elana”, portfele skórzane dla urzędników najwyższego
szczebla, teczki skórzane dla urzędników niższego szczebla, kupony na sukienki bawełniane i wisiorki z bursztynu dla urzędników towarzyszących. Wszystkim wręczono zestawy polskich wódek, lornetki, szkatułki z CEPELII oraz albumy o Warszawie24.
Delegacja gwinejska określona została Misją Dobrej Woli. Mianem tym nazywano wyjazdy dyplomatów w celu utrwalenia
współpracy gospodarczej oraz poszerzenia zakresu pomocy dla
Afryki z Europy. Głównym celem Gwinejczyków było zaś zapewnienie stałego eksportu bananów do krajów demokracji ludowej
w wysokości 50 tysięcy ton rocznie w zamian za kredytowe dostawy. Oprócz tego wysłannicy Sekou Touré mieli przeprowadzić
sondaż co do możliwości dostawy maszyn oraz wynajmu specjalistów na kontrakty do Gwinei. Wedle informacji uzyskanych od
dyplomatów z NRD celem misji było także uzyskanie pomocy
w wyekwipowaniu sił bezpieczeństwa, policji i armii – zarówno
w broń, jak i instrumenty orkiestr wojskowych25. Uprzedzeni o tym
fakcie Polacy, szybko dali do zrozumienia, „że nie chcemy angażować się w dostawy broni”26.
Bezpośrednim skutkiem wizyty było założenie przedstawicielstwa dyplomatycznego w stolicy Gwinei w 1960 r. Polacy przybyli do Konakry w okresie gorączki wyborczej. Atmosferę napięcia w społeczeństwie gwinejskim wzmacniał proces pokazowy
AMSZ, Dep. V, 19-64, w. 4, Ghana 074, 1961, Notatka z 20.07.1961, k. 1.
AMSZ, Dep. V, Wydz. II, 11/64, Gwinea 074, 12/802/33, Wizyty i delegacje,
Notatka, 16.02.1959, k. 3.
26
Ibidem, k. 27.
24
25

182

Błażej Popławski

domniemanych spiskowców. Tłumaczy to sceptyczny ton pierwszych raportów przysyłanych do centrali przez polskich dyplomatów. Narzekali oni na „atmosferę bojaźni, unikania kontaktów
z białymi oraz odnoszeniu się z lekceważeniem przez miejscowe
władze”27. Głównym źródłem informacji o sytuacji w Gwinei okazały ambasady krajów bloku wschodniego zainstalowane w Konakry przed polską, a zwłaszcza ZSRR, CSRS i NRD – czyli materiały, które można było uzyskać de facto w Warszawie.
W zbliżony sposób do przyjmowania delegacji afrykańskich
odbywały się wizyty polskich dyplomatów w państwach regionu
Sudanu. Z pierwszą taką podróżą udała się do Akry polska misja
handlowa w styczniu 1959 r. Przewodniczył jej wiceminister handlu zagranicznego Janusz Buraszkiewicz. Wnioski formułowane
podczas takich spotkań – w terminologii Habermasa na podstawie
działań dramaturgicznych – w znacznym stopniu wpływały na
postrzeganie Afryki i dalsze strategie polskiej dyplomacji. Jak
stwierdził politolog Jacek Knopek: „Pierwsze doświadczenia z wizyt były obiecujące i wręcz zachęcające do bardziej perspektywicznych działań”28.
Do Nigerii, jednego z naszych głównych partnerów gospodarczych, z misją nawiązania kontaktów gospodarczych wysłano
naczelnika Wydziału Departamentu Traktatów II MHZ Jana Giedwidzia. Odbył on szereg rozmów z nigeryjskimi politykami celem
dokładnego rozeznania warunków zawarcia umowy. 8 października 1960 r. w Ministerstwie Ekonomicznego Rozwoju doszło do
spotkania między przedstawicielem PRL a lokalnymi urzędnikami. Podczas niego po raz pierwszy poruszono kwestię otwarcia
placówki dyplomatycznej. Kolejne spotkanie odbyło się pięć dni
27
AMSZ, Dep. V, Wydz. II, 11/64, 22/62, 9/64, Gwinea 084, 12/806/33,
1959–1960, Nawiązanie kontaktów dyplomatycznych, Notatka, 28.11.1960,
k. 21-23.
28
J. Knopek, Stosunki polsko-zachodnioafrykańskie, Toruń 2013, s. 174.

Sudan okiem dyplomacji PRL-owskiej

183

później w Ministerstwie Finansów. Tego samego dnia Giedwidź
uczestniczył w konferencji w Ministerstwie Handlu i Przemysłu,
gdzie próbował wynegocjować preferencyjne układy handlowe,
mimo że PRL nie była członkiem GATT (Układ Ogólny w sprawie
Taryf Celnych i Handlu). 18 października doszło do spotkania
w nigeryjskim MSZ, dwa dni później powtórzono wizytę w Ministerstwie Handlu i Przemysłu. Podczas obu spotkań poruszono
kwestię bezpośrednich zakupów kakao.
Analiza raportów powstałych po powrocie Giedwidzia pozwala stwierdzić, że głównym celem wizyty w Nigerii była próba ominięcia niekorzystnych casusów prawnych i ułatwienia wymiany
handlowej bez konieczności zakładania przedstawicielstwa dyplomatycznego. Do wniosku tego nie jest jednak łatwo dojść.
Większą część sprawozdania zajmuje bowiem analiza procesu
dekolonizacji, walki narodowo-wyzwoleńczej w Afryce oraz próba charakterystyki idei socjalizmu afrykańskiego. W dalszej części niniejszego artykułu skupiono się na opisie tych trzech zjawisk
w percepcji dyplomacji PRL.

Proces dekolonizacji
Jednym z zadań placówek dyplomatycznych było gromadzenie
materiałów o lokalnych ruchach komunistycznych. Do Polski napływały aktualizacje składów rządów, najważniejsze przemówienia przedstawicieli władz. Informatorami Polaków byli najczęściej
urzędnicy niższego szczebla oraz biznesmeni. Źródło to dostarczało szczegółowej, lecz subiektywnej wiedzy dotyczącej wybranych zagadnień.
Autorom raportów często zarzucano brak pogłębionej analizy
i powierzchowność ocen sytuacji w regionie Sudanu. Atakowano
zwroty używane w sprawozdaniach, sugerując ich nieadekwatność

184

Błażej Popławski

do sytuacji w Afryce (w ocenie przyczyn upadku Nkrumaha zanegowano znaczenie polityki wewnętrznej29). Jednocześnie podawano alternatywne wytłumaczenia odwołujące się do metawyjaśnienia w ramach marksistowskiego kostiumu narracyjnego
(waloryzacja „spisku sił neokolonialnych”). Zdarzały się jednak
przypadki pogłębionych ekspertyz świadczących o świetnym rozeznaniu w realiach Afryki, dokładnego tłumaczenia obszernych
wystąpień lokalnych działaczy. Przykładowo materiały wysłane
do Polski po ogłoszeniu niepodległości przez Sudan zawierały:
informacje ogólne o kraju, porównanie Sudanu z jego sąsiadami,
charakterystykę środowiska geograficznego, sytuacji językowej,
potencjału gospodarczego (wyliczenie bogactw naturalnych, projektów oraz barier ekonomicznych), opis relacji z zagranicą, krótki rys „opinii publicznej” (wybór jej liderów, głównych ośrodków
opiniotwórczych) oraz sceny politycznej (podziału na partie oraz
ich programów). Na koniec umieszczono opis możliwości współpracy, poziomu wiedzy o Polsce w Sudanie (okazało się, że – zdaniem autora raportu – PRL kojarzy się przeciętnemu Sudańczykowi z Poznańskim Czerwcem, naczyniami emaliowanymi oraz
herbatnikami marki „Kaliszanka”)30.
Moment zauważenia postaw komunistycznych (bądź antykomunistycznych) u danego polityka w pewnym stopniu przesądzał
o zwiększeniu podmiotowości jego kraju w oczach polskich dyplo­
matów (zaczęto przywiązywać większą wagę do wydarzeń, dokład­
niej sondować opinię publiczną). Pierwsze pogłębione analizy
życia politycznego w Gwinei przypadają na połowę 1960 r., kiedy
Sekou Touré w kilku wystąpieniach skrytykował ideologię komunizmu: „Komunizm nie jest drogą przyszłości dla Afryki, walka
29
AMSZ, Dep. V, 57/70, w. 2, Ghana, 1967, Sprawozdanie i ocena oprac.
Kornackiego, 241-1-67, 20.11.1967, k. 1-3.
30
AMSZ, Dep. V, Sudan, 24/59, 11/64, Raport o sytuacji politycznej w Sudanie, 12-511-21, k. 1-29.

Sudan okiem dyplomacji PRL-owskiej

185

klasowa uniemożliwia wyrównanie klas społecznych. W Afryce
istnieją tylko warstwy socjalne, rodzina jest podstawą naszego
społeczeństwa. Zawsze istniała wspólnota – taka, jaka istnieje na
wsi”31.
Z kolei czytając sprawozdania powstałe w Bamako, dostrzec
można, że znaczną ich część spisywano w okolicach świąt narodowych. 1 maja 1965 r. dokładnie odnotowano i przeanalizowano hasła na plakatach: „Niech żyje proletariat międzynarodowy!”,
„Zwiększenie produkcji podstawą budowy socjalizmu!”, „Nie –
rasizmowi! Nie – apartheidowi w Afryce Południowej! Nie – kolonializmowi portugalskiemu! Nie – imperializmowi i kolonializmowi!”, „Niech żyje jedność afrykańskich związków zawodowych!”,
„Imperialiści amerykańscy – precz z Kongo! Imperialiści amerykańscy – precz z Wietnamu!”, „Pozdrawiamy Konferencję Afro-azjatycką w Kairze i OJA [Organizację Jedności Afrykańskiej]
w Akrze!”, „Socjalizm to lepsze życie dla mas pracujących!”32. Co
ciekawe, dyplomaci traktowali święta narodowe jako probierz do
oceny powszednich postaw społecznych. Prowadzić to mogło do
przekłamania wizerunku Afryki jako przestrzeni nadmiernie rewolucyjnej, nastawionej entuzjastycznie wobec dokonywanych
reform społeczno-politycznych.
Najwięcej raportów o rozwoju sytuacji w krajach Sudanu powstało w Roku Afryki (1960). Z państw zaliczanych do tego regionu niepodległość wówczas uzyskały: Kamerun, Senegal, Togo,

31
AMSZ, Dep. V, Wydz. II, 9/64, Gwinea 221, 12/808/33, Ustrój, rząd, parlament, Korespondencja z Konakry, 20.04.1960, k. 8.
32
AMSZ, Dep. V, 55/70, Mali, 1965, 24121, Notatka z dnia 3.05.1965, k. 2.

186

Błażej Popławski

Burkina Faso, Wybrzeże Kości Słoniowej33, Niger34, Dahomej35,
Mali36, Czad37, Nigeria i Mauretania. Wizerunek „Czarnego Lądu”
uległ wtedy zmianie, został wzbogacony o wiele nowych informacji z mniej lub bardziej pogłębionych ekspertyz polskiej dyplomacji. Już 9 marca 1960 r. Departament V przygotował obszerną
analizę rozwoju sytuacji w Afryce na posiedzeniu Kolegium MSZ
w sprawach Azji i Afryki. Jednocześnie zwrócono się do ambasadorów Maghrebu z prośbą o przygotowanie raportów wiążących
sytuację na północ od Sahary z krajami na południu. Zasugerowano oparcie się na informacjach uzyskanych od przedstawicieli lokalnych związków zawodowych oraz partii komunistycznych38.
Postulowano jednocześnie zwiększenie obsady Wydziału Afrykańskiego: „Daleko niewystarczająca jest obsada Wydziału Afrykańskiego. Przy istniejącym stanie etatów Wydział ten nie może
śledzić z konieczną dokładnością niezwykle szybkiego tempa
rozwoju sytuacji politycznej różnych krajów Afryki (których liczba wraz z koloniami wynosi 46), zwłaszcza że obok dwóch istniejących w niedalekiej przyszłości zamierzamy otworzyć tam dalszych
sześć placówek. Zważywszy, że problematyka polityczna i gospodarcza Afryki jest w Polsce mało znana, zachodzi potrzeba podej33
O historii relacji Polski z WKS zob.: J. Knopek, Z dziejów polskich kontaktów
z Wybrzeżem Kości Słoniowej, w: Z. Łazowski (red.), Państwa Afryki Zachodniej…,
op. cit., s. 526–529.
34
O historii relacji Polski i Nigru zob.: idem, Z dziejów polskich kontaktów
z Nigrem, w: ibidem, s. 373–375.
35
O historii relacji Polski i Beninu (do 1975 r. obowiązywała oficjalna nazwa
Dahomej) zob.: idem, Z dziejów polskich kontaktów z Beninem, w: ibidem,
s. 145–147.
36
O historii relacji polsko-malijskich zob.: idem, Z dziejów polskich kontaktów
z Mali, w: ibidem, s. 318–321.
37
O historii relacji polsko-czadyjskich zob.: Stosunki dyplomatyczne Polski
1944–1979…, s. 47–48.
38
AMSZ, Dep. V, Ogólne 013, 9/64, Materiały na Kolegium MSZ, 1960,
12/1136/46, Do Ambasady w Rabacie, 6.04.1960, k. 20.

Sudan okiem dyplomacji PRL-owskiej

187

mowania pionierskich niekiedy studiów nad tymi zagadnieniami
w Departamencie i sporządzania opracowań, które absorbują
wiele czasu”39.
Swoistym podsumowaniem zmiany percepcji Afryki w 1960 r.
jest przygotowany przez MSZ obszerny, nasycony dyskursem
„afrooptymizmu” dokument charakteryzujący rozwój sytuacji
w regionie w kontekście polskiej polityki zagranicznej. Wizerunek
Afryki w nim zarysowany uległ wyraźnemu ustabilizowaniu i ociepleniu. Działania polskiej dyplomacji wpisać się miały w „ogólnoświatową walkę z kolonializmem i utworzenie światowego
systemu socjalizmu”40. W dokumencie tym znalazły się passusy
świadczące o pragmatyzmie jego twórców: „Praktyczne formy
i rozmiary tych stosunków są oczywiście uzależnione od naszych
realnych możliwości, a te określają, że zasadniczą płaszczyzną
dla nich będzie stanowiła obok politycznej współpraca gospodarcza i handel”41. Podkreślono jednocześnie wagę współdziałania
w dziedzinie szkolnictwa (wspominając jednak tylko o programach
stypendialnych dla Afrykanów i pracy polskich wykładowców
i nauczycieli w Afryce). Zasugerowano także skorzystanie z płaconych przez PRL składek do ONZ w celu utworzenia większego
ośrodka szkoleniowego. Autorzy raportu podkreślili rolę w gromadzeniu informacji o zmianach społecznych w Afryce, jaką muszą odgrywać polscy dyplomaci z placówek m.in. w Chartumie,
Konakry i Gwinei. W celu usprawnienia pracy placówek zwrócono się z sugestią o utworzenie kolejnych m.in. w: Lagos (Nigeria),
Dakarze (Senegal), Abidżanie (obejmującym WKS oraz Górną

AMSZ, Dep. V, 22/62, 9/64, Ogólne 011, Sprawy organizacyjne, 12/1135/46,
Notatka dyr. Rodzińskiego do min. Rapackiego, 26.03.1960, k. 2-3.
40
AMSZ, Dep. V, Ogólne 013, 9/64, Materiały na Kolegium MSZ, 1960,
12/1136/46, Notatka, k. 30.
41
Ibidem, k. 30.
39

188

Błażej Popławski

Woltę42, Niger i Dahomej) i Jaunde (Kamerun oraz Gabon, Kongo
Francuskie, Republika Środkowoafrykańska, Czad). W raporcie
znaleźć można także fragmenty mówiące o konieczności wysyłania większej liczby Polaków do Afryki – zarówno w charakterze
dyplomatów, jak i naukowców. Szczególną uwagę zwrócono na
kraje, które wkrótce odzyskają niepodległość oraz międzynarodowe kongresy i konferencje43.
Raporty przygotowane przez polskich dyplomatów w okresie
bezpośrednio po Roku Afryki cechuje przeświadczenie, że zauważalne zmiany przebiegają w pożądanym kierunku. W niektórych
raportach znaleźć można nawet fragmenty głoszące szczególne
– spośród państw bloku wschodniego – „posłannictwo” Polski
w Afryce: „Polska ma w Afryce szczególną szansę jako partner
nie największy w naszym bloku, a więc «nieprzytłaczający», a przez
to niedrażniący mocarstw zachodnich”44.
Cezurą w zmianie oceny Afryki wydaje się rok 1965. MSZ sytuację na południe od Sahary przedstawia od tego momentu jako
„znaczna porażka sił postępu na wszystkich frontach: antykolonialnym, politycznym (kolejne, konsekwentne eliminowanie postępowych rządów i ośrodków) i gospodarczym (wzrastające
uzależnienie się krajów afrykańskich od Zachodu)”45. Przyczyny
pogorszenia się warunków uprawiania aktywnej polityki państw
socjalistycznych w krajach rozwijających się dzielono na wewnętrzne i zewnętrzne. Czynniki wewnętrzne klasyfikowano z kolei na
42
O historii kontaktów Polski z Burkina Faso (do 1984 r. oficjalna nazwa
kraju to Górna Wolta) zob.: J. Knopek, Z dziejów polskich kontaktów z Burkina
Faso, w: Z. Łazowski (red.), Państwa Afryki Zachodniej…, op. cit., s. 174–176.
43
AMSZ, Dep. V, Ogólne 013, 9/64, Materiały na Kolegium MSZ, 1960,
12/1136/46, Notatka, k. 35.
44
AAN, TPPA, 2071/20, Sprawozdanie z działalności, Dział Zagraniczny
1962–1966, k. 3.
45
AMSZ, Dep. V, 56/70, Ogólne, 22, Problematyka ogólna w odniesieniu
do sytuacji w Trzecim Świecie, 11.05.1966, k. 11.

Sudan okiem dyplomacji PRL-owskiej

189

ekonomiczne (rosnące zadłużenie) i polityczne (nepotyzm, korupcja i masowa protekcja, dezintegrująca rola władzy plemiennej, postkolonialny system administracyjny, brak kadry urzędniczej). Zwracano też uwagę na znaczenie czynników personalnych
pierwszego pokolenia liderów Afryki (autokratyzm, bezwzględne tłumienie opozycji, ambicje osobiste i materialne).

Socjalizm afrykański
i ruch narodowo-wyzwoleńczy
Polskie placówki dyplomatyczne starały się poznać nastroje
w partiach komunistycznych, posiłkując się lokalnymi informatorami. Zazwyczaj wybierano działacza niższego rzędu, pozostającego w konflikcie z władzami partii. Starano się w ten sposób
kontrolować poziom uzyskiwanych informacji i kształtować jak
najbardziej obiektywny wizerunek Afryki.
Brak zaufania do afrykańskich działaczy partyjnych i chaos
panujący na lokalnych scenach politycznych to dwie pierwsze
impresje towarzyszące „rozpoznawaniu” krajów regionu Sudanu.
Sytuacja ta nie zmieniała się jednak szybko. Winą za to obarczano najczęściej samych Afrykanów, akcentując niski poziom prezentowanej przez nich kultury politycznej: „Bardzo słaba znajomość
wśród Malijczyków zagadnień politycznych, niedyskutowanie na
te tematy jest więc dla nich bardzo wygodne. Na ten temat rzeczy
skarżą się wszyscy bez wyjątku dyplomaci. Wymiana informacji
i poglądów odbywa się więc w zasadzie między dyplomatami,
ekspertami ONZ i francuskimi z kooperacji”46.

AMSZ, Dep. V, 57/70, w. 4, Mali, 1967, 22, Stosunki malijsko-polskiej,
15.12.1967, k. 1.
46

190

Błażej Popławski

Polskie placówki dyplomatyczne przywiązywały dużą wagę
do wytypowania lidera młodych ruchów komunistycznych – postaci porządkującej wizerunek sceny politycznej. W realiach częstych zmian personalnych, czystek oraz delegalizacji ugrupowań
lewicujących zabieg ten okazywał się trudny. Za lidera najczęściej
uznawano osobę, która sama zwróciła się do Polaków z prośbą
o pomoc.
Partie afrykańskie traktowane były en masse jako ruchy młode,
efemeryczne, o niesprecyzowanym jeszcze charakterze. Raporty
polityczne dotyczące Nigerii na początku składały się z wyliczenia
kilkunastu ruchów politycznych47. Każdy z nich charakteryzowano w dwóch, trzech zdaniach. Warto podkreślić schematyzm i powtarzalność narracji. Jednocześnie starano się przybliżać nigeryjskie spojrzenie na Polskę: „Podczas gdy w sferach politycznych
i intelektualnych Nigerii traktuje się Polskę z punktu widzenia jej
samodzielności w obozie socjalistycznym, co wpływa na ośmielenie narodowych elementów nigeryjskich wobec całego obozu
socjalistycznego, to koła rządzące Nigerią widzą w Polsce głównie
interesującego partnera o rozwiniętej już gospodarce, z którym
współpraca w dziedzinie gospodarczej może być dla Nigerii pożyteczna”48. Zauważyć należy sprzężenie zwrotne w powyższym
mechanizmie percepcyjnym – jeśli dany ruch polityczny wykazywał pozytywną postawę wobec Polski, uznawano go za „postępowy” i waloryzowano całość narracji o nim.
Z racji na ograniczoną dostępność informacji zbudowanie klarownego i spójnego wizerunku danej partii zajmowało dużo czasu. Pierwsze bardziej precyzyjne opisy programów politycznych
Nigeryjczyków były opracowane w okresie lokalnych wyborów.
47
AMSZ, Dep. V, 24/69, Nigeria, 1964, 24120, Federacja Nigerii, k. 1-2, 4;
AMSZ, Dep. V, 24/69, Nigeria, 1964, 24121, Wybory w Nigerii, k. 1-5 oraz Dalsze
informacje o sytuacji przedwyborczej, k. 1-7.
48
AMSZ, Dep. V, 55/70, Nigeria, Stosunki polityczne, 22, 01.1965, k. 1-2.

Sudan okiem dyplomacji PRL-owskiej

191

W sytuacjach braku klarownych wyróżników orientacji politycznej danego ugrupowania afrykańskiego, polscy dyplomaci używali bardziej wyszukanych metafor i porównań, choćby do sekt49.
Po wstępnej charakterystyce danej partii starano się doprecyzować charakter rozumienia przez Afrykanów zasad socjalizmu,
opisać stopień jego internalizacji: „Leitmotivem wszystkich niemal
wystąpień prezydenta Modibo Keity był «socjalizm». Z dużym
naciskiem podkreślał przy licznych okazjach «nieodwracalność
opcji malijskiej partii», zaznaczając zawsze, że «socjalizm w Mali
będzie się wyrażał przede wszystkim w coraz większych wyrzeczeniach». Wyjaśniał również, że będzie to socjalizm niezależny,
niewzorujący się mechanicznie i niepodporządkowany organizacyjnie czy politycznie «innym krajom lub grupie krajów socjalistycznych». […] Stwierdził, że dobry muzułmanin jest czymś
więcej niż socjalistą […]. Wszystkie przemówienia w sposób generalny głoszą hasło zacierania różnic społecznych i ostro piętnują «malwersantów» i «aferzystów». […] Modibo często używa
sformułowania, że głównym problemem malijskiego socjalizmu
jest konieczność zlikwidowania różnic między «średniowieczem»
mas a rażącym XX-wieczem niektórych warstw”50. Podobnie krytyczne uwagi na temat socjalizmu ghańskiego znaleźć można
w sprawozdaniu Ryszarda Kapuścińskiego przygotowanym dla
MSZ: „Nawet czołowi przywódcy Ghany nie orientują się, na czym
polega wiele podstawowych problemów Europy np. kwestie granicy na Odrze i Nysie. Pomieszanie pojęć w dziedzinie spraw politycznych i ideologicznych jest fantastyczne. […] Marksizm,

49
AMSZ, Dep. V, 24/71, Republika Malgaska, 1964, Notatka z Moskwy,
3.12.1964, k. 4.
50
AMSZ, Dep. V, 24/69, Mali, 1964, 242, Raport nr 4 Ambasady w Bamako,
01.1964, k. 11-13.

192

Błażej Popławski

leninizm jest – jak twierdzą – ideologią białego człowieka, a więc
nie do przyjęcia dla Afryki”51.
Na początku lat siedemdziesiątych zaobserwować można istotną zmianę w dyskursie polskiej dyplomacji względem krajów
regionu Sudanu. Polacy przestali odgrywać rolę obserwatorów
doszukujących się pierwiastków postaw rewolucyjnych i oceniających stopień internalizacji socjalizmu u Afry­kanów. Starali się
operacjonalizować – przy świadomości ograniczonych środków
– założenia polityki wspierania ruchów narodowowyzwoleńczych.
Za cezurę można uznać Decyzję Prezydium Rządu z dnia 23 marca 1972 r. w sprawie pomocy materialnej dla ruchów narodowowyzwoleńczych w Afryce. Na jej podstawie minister obrony narodowej został zobowiązany do bezpłatnego oddania sprzętu
i wyposażenia wojskowego do dyspozycji Zarządu Głównego
Polskiego Komitetu Solidarności z Narodami Azji i Afryki (PKSzNAiA). MHZ nie mogło pobierać opłat celnych od materiałów
przewożonych do Afryki na statkach Ministerstwa Żeglugi. Zarząd
Główny PKSzNAiA odgrywał rolę filtra decydującego o dalszym
rozdziale środków. W 1972 r. ponad połowę funduszy otrzymała
Afrykańska Partia Niepodległości Gwinei i Zielonego Przylądka.
Między rokiem 1971 a 1972 dokonało się prawie dziesięciokrotne
zwiększenie wydatków przeznaczanych na ten cel52. W oficjalnych
dokumentach z tego okresu często można przeczytać, że: „Polska
udziela ofiarom kolonializmu i apartheidu poparcia politycznego,
moralnego i pomocy materialnej. Każdego roku prowadzi się u nas
regularną kampanię solidarności w środkach masowego przekazu i w społeczeństwie; wiece odbywają się w zakładach pracy,
AMSZ, Dep. V, 9/64, Ghana, Notatki polityczne, 42/800/33.
AMSZ, Dep. V 8/81/1; Notatka Departamentu V na temat dotychczasowej
pomocy Polskiego Komitetu Solidarności z Narodami Azji i Afryki dla MPLA
z dn. 24 września 1975 r.
51

52

Sudan okiem dyplomacji PRL-owskiej

193

szkołach i wyższych uczelniach; podejmowane są odpowiednie
rezolucje”53.
Należy przy tym podkreślić, że w latach siedemdziesiątych
w analizach mechanizmów uprawiania polityki przez dany kraj
afrykański w większym stopniu niż w poprzednich dekadach starano się interpretować kontekst, specyfikować czynniki zewnętrzne i wewnętrzne przemian. Zauważalny jest znaczny wzrost profesjonalizmu w opisach i jego uszczegółowienie.

Podsumowanie
Zastosowanie perspektywy konstrukcjonistycznej oraz teorii
racjonalności komunikacyjnej Jürgena Habermasa pozwala na
ocenę wysokiego stopnia rytualizacji działań polskiej dyplomacji,
nastawionej na rozwijanie kontaktów bilateralnych – działalności
dążącej do wykształcenia się racjonalności komunikacyjnej. W zachowaniach polskich dyplomatów brakowało jednak postawy
opartej na dialogu, prób zrozumienia i zmiany postrzegania państw
afrykańskich i ich elit. Wymiana depesz, raporty zawierające wiele błędów i przeinaczeń, nieumiejętnie organizowane wizyty oficjalne są dowodami sui generis „zatrzymania się” racjonalności
polskich dyplomatów na poziomie kognitywno-instrumentalnym
oraz moralno-praktycznym i niezwykle powolnego zmierzania
w stronę wykształcenia się racjonalności komunikacyjnej.
Warto przy tym zaznaczyć, że główną determinantą tego procesu – choć trudno wychwycić to w oparciu o dostępny w Polsce
AMS, Dep. V, 18/77/5, Pismo wicedyrektora Departamentu V Włodzimierza
Paszkowskiego do Departamentu Międzynarodowych Organizacji o pomocy dla
ruchów rewolucyjnych w Afryce, 27 stycznia 1973; por.: AMS, Dep. V 8/81/7,
Decyzja nr 92/75 Prezydium Rządu z dnia 14 lipca 1975 r. w sprawie pomocy
dla ruchów narodowowyzwoleńczych w Afryce.
53

194

Błażej Popławski

materiał archiwalny – była polityka Kremla. PRL, będąc w orbicie
wpływów ZSRR, nie mógł prowadzić suwerennej polityki zagranicznej. Decyzje, z jaki krajem afrykańskim i kiedy należy rozwijać relacje międzynarodowe, zależne były od Moskwy. Jak pisał
politolog Jacek Knopek: „Polityka Kremla była prosta, wyrachowana i chłodna. Chciano pomagać tym krajom afrykańskim, które gotowe były wprowadzać i respektować zasady ustanowione
przez Związek Radziecki oraz honorować jego hegemonię w świecie”54.
Analiza dyskursu polskiej dyplomacji – skupienia go na hasłach
afrykańskiego socjalizmu, walki narodowowyzwoleńczej, dekolonizacji – pozwala na stwierdzenie stopniowej ewolucji spojrzenia na Afrykę Subsaharyjską od postawy „afrooptymizmu” (1960
rok) do „afropesymizmu” (dekadę później).

Bibliografia
Archiwalia:
Archiwum Akt Nowych
• Komitet Centralny Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, Wydział Zagraniczny.
• Towarzystwo Przyjaźni Polsko-Afrykańskiej.
Archiwum Ministerstwa Spraw Zagranicznych
• Gabinet Ministra.
• Departament V.

54

J. Knopek, Stosunki polsko-zachodnioafrykańskie…, op. cit., s. 154.

Sudan okiem dyplomacji PRL-owskiej

195

Opracowania:
Czaputowicz J., Teorie stosunków międzynarodowych. Krytyka i systematyzacja, Warszawa 2007.
Habermas J., Teoria działania komunikacyjnego. Racjonalność działania
a racjonalność społeczna, t. 1, PWN, Warszawa 1999.
Knopek J., Stosunki polsko-zachodnioafrykańskie, Toruń 2013
Kukułka J., Wstęp do nauki o stosunkach międzynarodowych, Warszawa
2003.
Łazowski Z. (red.), Państwa Afryki Zachodniej, t. 2, Warszawa 2006.
Łazowski Z. i inni (red.), Polacy w Nigerii, t. 1–4, Warszawa 1997–2000.
March J. G., Olsen J. P., Instytucje. Organizacyjne podstawy polityki,
Warszawa 2005.
Stosunki dyplomatyczne Polski 1944–1979 r. Informator, t. 5, Afryka i Bliski Wschód, J. Patryas (oprac.), Warszawa 1982.
Wawrzyński P., Mit kulturowy jako czynnik kształtujący stosunki międzynarodowe, Toruń 2011.
Wendt A., Społeczne teoria stosunków międzynarodowych, Warszawa
2008.
Ząbek M., Biali i Czarni. Postawy Polaków wobec Afryki i Afrykanów,
Warszawa 2007.

Sudan in the eyes of the diplomacy of the PPR
Abstract
The paper focuses on the preliminary exploration of the newborn
countries included in the geographical land of Sudan by diplomacy of
the Polish Peopleʼs Republic – until the development of, as Jürgen Habermas wrote, the basis of the communicative rationality. The importance of exchanging the diplomatic telegrams, the first official visits
were described. The main elements of discourse shaping the image of
Sudanese countries were discussed.
Keywords: diplomacy, constructionism, theory of communicative
action, Polish Peopleʼs Republic, Sudanese states, socialism, national
liberation struggle, decolonisation

KRYSTYNA KAMIŃSKA

JAN DYBOWSKI (1856–1928)
– ZAPOMNIANY ODKRYWCA AFRYKI
Wprowadzenie
W Polsce postać Jana Tadeusza Dybowskiego (franc. Jean Thaddée Dybowski), cenionego podróżnika i znawcy Afryki z przełomu
XIX i XX wieku, zawsze pozostawała w cieniu Benedykta Dybowskiego1, jego kuzyna i wybitnego badacza Syberii. Dybowski urodził się we Francji, ale świadomość polskich korzeni nigdy go nie
opuściła. Przez całe swoje życie bardzo dobrze władał językiem
polskim i zawsze podkreślał polskie pochodzenie. Naturalizowany został bowiem we Francji dopiero w 1893 roku2.

Dr Krystyna Kamińska, Akademia Humanistyczna im. Aleksandra
Gieysztora (Pułtusk).
1
Benedykt Dybowski (1833–1930) – stryjeczny brat Jana. W latach 1865–1879
przebywał na Syberii. Początkowo jako zesłaniec w rejonie jeziora Bajkał, a później, w latach 1879–1883, dobrowolnie na Kamczatce, na której prowadził badania
naukowe dotyczące tamtejszej fauny. Po powrocie do Polski pracował na Uniwersytecie Lwowskim jako profesor zoologii.
2
P. Daszkiewicz, Afrykańskie badania i kolonialne wyprawy Jana Dybowskiego,
„Geografia” 2005, nr 4 (24), http://www.up.krakow.pl/konspekt/24/dasziewicz.
html (dostęp: 01.10.2016), s. 1.

198

Krystyna Kamińska

Dybowski aktywnie włączył się również w działania zmierzające do przywrócenia Polski na mapę Europy. Natomiast po odzyskaniu przez Polskę niepodległości zabiegał, także na arenie
międzynarodowej, o przyznanie Polsce jako państwu mandatu
kolonialnego przez Ligę Narodów3. Jednak ani jego aktywność
na rzecz kraju przodków, ani nawet pełnienie w latach 1925–1928
funkcji profesora w Państwowym Instytucie Gospodarstwa Wiejskiego w Puławach nie wpłynęły na zwiększenie zainteresowania
jego osobą ze strony polskiego środowiska naukowego czy opinii
publicznej. W tamtym czasie był przecież uznanym już badaczem
Afryki o międzynarodowej renomie i wysoko cenionym specjalistą w zakresie rolnictwa tropikalnego, czego dowodem była m.
in. publikacja dotycząca rozwoju rolnictwa w tropikach, zatytułowana Traité Pratique des Cultures Tropicales4.
Na przełomie XIX i XX wieku jego nazwisko często pojawiało
się w licznych periodykach wydawanych przez europejskie towarzystwa geograficzne lub przyrodoznawcze, w których publikował
oprócz tekstów naukowych również doniesienia o swoich odkryciach w Afryce. W czasie afrykańskich wypraw zarówno eksplorował tamtejszy świat fauny i flory, jak i zdobywał wiedzę o życiu
autochtonów. Jego publikacje z tego zakresu ukazywały się także
w Polsce, swoje artykuły zamieszczał m.in. w popularnym wówczas czasopiśmie ilustrowanym „Wędrowiec”. Był autorem cyklu
tekstów, które ukazały się pod wspólnym tytułem: W krainie ludożerców5.
Dybowski w swoim bogatym życiu zawodowym nie tylko wiele podróżował, lecz także był członkiem licznych towarzystw naukowych oraz założycielem znanych i cenionych placówek naP. Daszkiewicz, op. cit., s. 3.
Hommes et Destin, „Afrique Noire” sous la direction de Jacques Serre, T. 11,
Paris 2011, s. 284–286.
5
J. Dybowski, W krainie ludożerców, „Wędrowiec” 1893, s. 573–621.
3
4

Jan Dybowski (1856-1928)...

199

ukowych we Francji. Z jego inspiracji powstał w 1899 roku Jardin
Colonial de Nogent-sur-Marne, czyli ogród botaniczny o szacie
roślinnej z różnych stref klimatycznych w lesie Vincennes pod
Paryżem. Dzięki jego inicjatywie w 1902 roku utworzono we Francji Ecole Nationale Supérieure d’Agriculture Coloniale. Z kolei zwieńczeniem jego kariery publicznej było kierowanie Ministerstwem
do spraw Kolonii. W 1905 roku został odznaczony orderem Legii
Honorowej6.

Rys biograficzny
Jan Dybowski urodził się 28 kwietnia 1856 roku w Charonne
we Francji. Ojciec Dybowskiego – polski oficer czasów powstania
listopadowego – po przegranej walce zdecydował się na emigrację, by uniknąć rosyjskich represji. W 1875 roku (zaraz po ukończeniu nauki w Lycée Charlemagne w Paryżu) Dybowski podjął
studia w École Nationale d’Agriculture w Grignon. Dwa lata później
– po otrzymaniu dyplomu – rozpoczął staż w Musée Nationale
d’Histoire Naturelle. W 1879 roku Dybowski powrócił do swojej
macierzystej uczelni, gdzie dalej rozwijał swoje przyrodnicze pasje. W krótkim czasie został doceniony zarówno ze względu na
posiadane kompetencje zawodowe, jak i kwalifikacje pedagogiczne, bo z myślą o nim zostało utworzone stanowisko Maȋtre de
Conference d’Horticulture7.
Jego aktywność zawodowa, której świadectwem były pierwsze
osiągnięcia naukowe z dziedziny warzywnictwa, została szybko
dostrzeżona. Już w 1883 roku został sekretarzem Société Nationale d’Horticulture, a publikacja naukowa pod tytułem: Guide de
6
7

Hommes et Destin, op. cit., s. 284.
Ibidem, s. 282.

200

Krystyna Kamińska

jardinage8 (wydana w 1889 roku) przez wiele lat wyznaczała nowe
trendy w tej dziedzinie. Jego kariera naukowa przeplatana pracą
w administracji państwowej i licznymi podróżami rozwijała się
bardzo dynamicznie. Kilkuletni okres, w którym następowały
(jedna po drugiej) wyprawy do Afryki, Dybowski zakończył w 1895
roku podróżą do Tunezji. Jednak tam inaczej realizował swoje
pasje, a ukoronowaniem jego tunezyjskiej aktywności było utworzenie w Tunisie w 1898 roku Ecole d’Agriculture Coloniale, dla
której osobiście opracował program nauczania. W 1899 roku został dyrektorem Institut National Agronomique, którym kierował
aż do przejścia na emeryturę w 1927 roku9.
Zainicjowana w 1924 roku współpraca z Państwowym Instytutem Gospodarstwa Wiejskiego w Puławach zaowocowała w 1925
roku objęciem pieczy nad Wydziałem Ogrodniczym, w tym także
kierownictwa Zakładu Warzywnictwa. Dybowski z jednej strony
przenosił do Polski najnowsze rozwiązania organizacyjne poprawiające funkcjonowanie instytutu, a z drugiej inicjował uprawę
niektórych odmian roślin tropikalnych do tej pory mało znanych
w kraju, co bezpośrednio wpłynęło m.in. na zwiększenie prestiżu
tegoż wydziału w polskim środowisku naukowym10. Jan Dybowski zmarł nagle w 18 kwietnia 1928 roku w Mandres-les-Roses
we Francji.

Jan Dybowski i jego afrykańskie podróże
Pierwszą podróż do Afryki odbył Dybowski w 1889 roku. Wówczas na południu Algierii poznawał tamtejsze tradycyjne rolnictwo
J. Dybowski, Guide de jardinage, Paris 1889.
Hommes et Destin, op. cit., s. 282–286.
10
Z. Wróblewska, Warzywnictwo i ogrodnictwo w Instytucie Puławskim, „Pamiętnik Puławski”, Zeszyt Jubileuszowy 1862–1962, 1965, s. 412–413.
8
9

Jan Dybowski (1856-1928)...

201

oraz badał możliwości zagospodarowania terenów pustynnych
i półpustynnych. Gdy ponownie przybył do Algierii (rok później),
jego zainteresowania badawcze wychodziły daleko poza sferę
afrykańskiej flory czy agrotechniki. Dybowski prowadził bowiem
na Saharze różnorodne prace badawcze, m.in. z zakresu paleontologii, geologii, hydrologii, klimatologii i zoologii, pozwalające
lepiej poznać pustynne obszary Afryki.
Publikacje autorstwa Jana Dybowskiego dokumentujące przebieg jego afrykańskich podróży stanowiły zarazem wyraz jego
poszukiwań i odkryć naukowych11. W czasach Dybowskiemu
współczesnych przedstawione w nich wyniki, pokłosie jego ekspedycji badawczych, zostały we Francji ocenione bardzo wysoko
ze względu na zupełnie nowe podejście do badanych zjawisk.
Dybowski zaproponował m.in. nowatorskie rozwiązanie dotyczące zagospodarowania Sahary związane z wykorzystaniem studni
artezyjskich w procesie nawadniania12.
Pobyty w Algierii zapoczątkowały całą późniejszą serię jego
wypraw badawczych. Przez lata penetrował różne rejony Afryki.
W 1891 roku podążając w kierunku jeziora Czad, eksplorował nie
tylko obszar dzisiejszej Republiki Środkowoafrykańskiej, w tym
ziemie leżące wzdłuż rzeki Szari, lecz poznawał także dorzecze
Ubangi. Jego ekspedycja, której droga początkowo wiodła nurtem
rzeki Kongo, następnie zaś Ubangi, pozwoliła na poznanie rozległych obszarów na północ od równika położonych w głębi kontynentu. Dybowski nie poprzestał na tej wyprawie – powrócił do
Konga w latach 1893–189413. Z kolei przemieszczając się po AfryJ. Dybowski, Le Sahara algérien entre Biskra et El Golea, „Revue de Géographie”, vol. 26, 1890; J. Dybowski, L’extrême Sud algérien. Contribution à histoire
naturelle de cette région, Angers 1892.
12
P. Daszkiewicz, op. cit., s. 1–2.
13
J. Dybowski, Vers le Tchad, „Le Tour du Monde” 1894, no 65; J. Dybowski,
Voyage sur la côte du Congo, „Compte rendu de la Société de Géographie de
11

202

Krystyna Kamińska

ce wzdłuż i wszerz, Dybowski eksplorował obszar dzisiejszego
Senegalu oraz Mali (dawny Sudan Francuski), a także Gambii
i Gwinei14. W czasie jednej z podróży odwiedził również Kamerun15.
Podczas podróży po Afryce Dybowski ze szczególną uwagą
przypatrywał się sposobom uprawy roślin, poszukując zwłaszcza
tych nieznanych mu wcześniej, oraz hodowli zwierząt. Interesował się konkretnymi uprawami, przyglądał się bliżej wzrostowi
roślin, które znał już z Europy, np. kukurydzy, ale obserwował
także te, które występują powszechnie jedynie w Afryce, jak sorgo czy maniok. Ponadto badał, w jaki sposób tworzone są np.
plantacje bananowców. Odkrył w Afryce poletka, na których uprawiano bawełnę czy tytoń, czyli rośliny, które nie występują w tamtejszym ekosystemie16.
Już podczas pierwszej ekspedycji w Algierii Dybowski zbierał
wybrane okazy fauny i flory. Gromadzona przez lata kolekcja
przyrodnicza, w tym botaniczna i zoologiczna, liczyła ponad 2 tys.
okazów. Według Dybowskiego jego zbiory nie tylko miały dostarczyć wiedzy o konkretnym regionie, który badał, ale także świadczyć o jego wyjątkowym bogactwie z przyrodoznawczego punktu widzenia 17. Większość jego kolekcji, a zwłaszcza okazy
Paris”, 1894; J. Dybowski, Mission au Congo (littoral), „Compte rendu de la
Société de Géographie Commerciale de Bordeaux”, 1894; J. Dybowski, Pygmées,
„La Nature” 1894, vol. 10/13; J. Dybowski, Le Congo méconnue, Paris 1912.
14
J. Dybowski, Mission en Guinée française. Extrait du rapport. L’ Agriculture
de Pays chaude, 1904.
15
J. Knopek, Stosunki polsko-kameruńskie. Geneza, struktura, funkcjonowanie,
„Wrocławskie Studia Politologiczne” 2013, nr 14, s. 24–26.
16
A. Arnera, Sciences et colonisation: la mission Dybowski (1891–1892), „Outremer”, t. 89, no 336–337, 2e semestre. Traités et esclavages: vieux problèmes,
nouvelles perpectives?, 2002, s. 326.
17
La mission Dybowski, „Comptes rendues de la Société de Géographie de
Paris” 1892, no 1, s. 460.

Jan Dybowski (1856-1928)...

203

afrykańskiej fauny, wzbogaciło później ekspozycję Musée d’Histoire Naturelle w Paryżu. Dybowski przywiózł bowiem z Afryki
m.in. czaszki i szkielety naczelnych18.
Przez lata Dybowski starał się gromadzić nie tylko kolekcję
okazów fauny i flory afrykańskiej (która pozwoliłaby z jednej
strony na bardziej wnikliwe i dogłębne poznanie, a z drugiej ułatwiłaby opisanie i skatalogowanie), lecz także różne artefakty
ukazujące świat kultury rdzennej ludności Afryki. Dzięki temu
pozostawił potomnym świadectwo nie tyle tego, jak żyli dawni
mieszkańcy tego obszaru, ile ukazał jak bardzo byli zróżnicowani. Jego rozległa wiedza naukowa, zwłaszcza z zakresu przyrodoznawstwa, i odbyte wcześniejsze podróże po Afryce umożliwiły ukazanie społeczeństwu europejskiemu tego skrawka
afrykańskiego kontynentu.
Jego publikacje – zwłaszcza te opisujące świat kultury i codzienne życie rdzennych mikrospołeczności w Afryce, uwzględniające ich różne przypisanie etniczne – pozwalały przełamywać
istniejące wówczas w Europie stereotypy o ludności tubylczej.
Jednocześnie mnogość i różnorodność artefaktów w ekspozycjach
muzealnych prezentujących zbiory Dybowskiego o charakterze
etnograficznym zmuszała do refleksji i zmiany poglądów osoby
odwiedzające owe wystawy.

18

A. Arnera, op. cit., s. 325–326.

204

Krystyna Kamińska

Jan Dybowski i jego dokonania
w ramach własnych poszukiwań etnograficznych
(na przykładzie wyprawy obejmującej obszar
dzisiejszej Republiki Środkowoafrykańskiej)
W wielu swoich podróżach po Afryce Dybowski zajmował się
nie tylko rozwojem rolnictwa czy szeroko rozumianym przyrodoznawstwem, ale także poznawał świat afrykańskiej kultury. Korzystał z różnych okazji, by lepiej poznać Afrykę. Niepowodzenie
afrykańskiej misji francuskiego podróżnika Paula Crampela19 dało
Dybowskiemu kolejną, niepowtarzalną szansę poznania jeszcze
nieodkrytego przez Europejczyków obszaru Afryki20. W czasie
wyprawy w 1891 roku – będącej raczej misją poszukiwawczą zorganizowaną z ramienia Comité de l’Afrique Française – podjętej
w celu poznania losów Crampela, który zaginął na niezbadanym
wówczas terytorium między jeziorem Czad a rzeką Ubangi, Dybowski penetrował tamtejsze obszary Afryki bardzo wnikliwie.
Idąc po śladach swojego poprzednika, Dybowski wyruszył
z Bangi (wówczas małego francuskiego posterunku wojskowego
usytuowanego na brzegu rzeki Ubangi), kierując się na północ.
W swojej marszrucie podążył w stronę jeziora Czad, jednak zamiast
skupić się wyłącznie na celu misji poszukiwawczej, zajmował się
gromadzeniem okazów tamtejszego świata przyrody i wzboga19
Paul Crampel (1864–1891) – francuski podróżnik przemierzający Afrykę.
W 1890 roku wyruszył na czele ekspedycji, by dotrzeć do jeziora Czad od strony
rzeki Kongo. W czasie podróży, wskutek nieprzewidzianego splotu wydarzeń,
zginął wraz z wieloma innymi członkami wyprawy.
20
Jan Dybowski po krótkim okresie aklimatyzacji w Libreville (stolicy Gabonu) i odpowiednim wyposażeniu wyprawy podążył w kierunku francuskich
posiadłości kolonialnych w Kongu. Zaokrętował się w Loango (dzisiejsze Pointe-Noire) i rzeką Kongo podążył do Brazzaville, a stamtąd do Bangi.

Jan Dybowski (1856-1928)...

205

caniem własnej kolekcji etnograficznej. Interesował się też stosunkami wodnymi na poznawanym przez siebie obszarze. Dlatego świadomie zbaczał z wytyczonego kilka miesięcy wcześniej
przez Crampela szlaku i przemierzał okolicę wzdłuż niewielkich
rzek: Ombella, Kémo i Tomi, zasilających Ubangi, jeden z dopływów rzeki Kongo21.
Później, kierując się ku płaskowyżowi Dar El Kouti, Dybowski
dotarł do nieznanej mu wcześniej dużej rzeki, którą tubylcy nazywali Bangoula. Wody rzeki płynęły w kierunku północno-zachodnim, czyli przeciwnym do tego, w którym podążały – badane przez Dybowskiego – pomniejsze, mijane poprzednio
strumienie i rzeki, stanowiące elementy dorzecza Ubangi. Według
przeprowadzonych wówczas przez Dybowskiego obliczeń dowodzona przez niego ekspedycja odnalazła koryto rzeki Szari (Chari), zasilającej swoimi wodami jezioro Czad. W powrotnej drodze
Dybowski zdecydował się jeszcze na przejście przez obszar leżący wzdłuż brzegu rzeki Kouango, by poznać nowe, nieznane dotąd obszary oraz wytyczyć nowy szlak22. Osada Kémo, a w niej
posterunek zorganizowany przez Dybowskiego, była, jego zdaniem,
nie tyle właściwym miejscem postoju dla przyszłych wypraw eksploracyjnych, które podążałyby drogą wodną (przez terytoria
przynależne do Francji), począwszy od Brazzaville przez obszar
Sudanu, aż do odległej Algierii, ile punktem, z którego powinny
wyruszać kolejne ekspedycje zmierzające w stronę Czadu23.
Śmiała wizja, która przyświecała Crampelowi24, czyli możliwość
połączenia francuskich zdobyczy kolonialnych w Afryce Północnej,
J. Dybowski, La route du Tchad. Du Loango au Chari, Paris 1893, s. 206.
Ibidem, s. 282.
23
Ibidem, s. 348.
24
Właśnie dlatego Paul Crampel wyruszył w 1889 rok na wyprawę w celu
poznania dorzecza rzeki Ubangi, która miałaby pozwolić na znalezienie połączenia z rzekami mającymi swoje ujście w Morzu Śródziemnym.
21

22

206

Krystyna Kamińska

Środkowej i Zachodniej w jedną całość i wytyczenia drogi wodnej
łączącej Algierę przez Czad z posiadłościami francuskimi w głębi
kontynentu w pewien sposób została urzeczywistniona przez Dybowskiego poprzez odkrycie biegu rzeki Szari (Chari), ale nigdy
nie doczekała się realizacji. Zatem hydrologiczny sukces Dybowskiego nie został należycie doceniony i niewiele też wniósł w sensie naukowym25.
Podczas tego pobytu w Afryce Dybowski zorganizował jeszcze
jedną wyprawę w stronę dorzecza Szari (przyjazd jego następcy
Maistre’a opóźniał się). Przebieg zarówno pierwszej, jak i drugiej
wyprawy opisał Dybowski na kartach swojej książki zatytułowanej La route du Tchad. Du Loango au Chari. Jej treść to zapis m.in.
jego kontaktów ludnością tubylczą. Kreślone wówczas przez Dybowskiego notatki dotyczące jej codziennego życia nawet po latach
mają wartość bezcenną. Należy jednak pamiętać, że Dybowski
był naturalistą, a więc dokonywał analiz kulturoznawczych w sposób typowy dla ludzi przełomu XIX i XX wieku, którzy odbierali
rdzenne ludy Afryki przez pryzmat zupełnie innych relacji.
W trakcie drugiej wyprawy Dybowski pokonywał kolejne odcinki marszruty o wiele szybciej niż za pierwszym razem, bo nie
podążał już szlakiem Crampela, lecz odwiedzał tylko te miejsca,
których poznaniem był sam zainteresowany i pod tym kątem wytyczał kolejne etapy i miejsca postoju. Podczas eksploracji (raczej
stricte etnograficznej) Dybowski dostrzegał zarówno zmieniające
się ukształtowanie terenu, jak i roślinności, przechodzącej od lasu
tropikalnego do sawanny. Po wkroczeniu na ziemie zamieszkałe
przez lud Langoussis posuwał się dalej na zachód, by dotrzeć do
osad jeszcze innych, nieznanych wcześniej grup etnicznych, np.

P. Kalck, Histoire de la Republique Centrafricaine. Des origines à 1966, Paris
1992, s. 142–143.
25

Jan Dybowski (1856-1928)...

207

Tokbos26. Tamtejsza ludność, złożona z ludów Langouassi, Dakoua, N’Gapou, Togbo, nie przedstawiała jednej, lecz wiele różnych
kultur o odmiennym rodowodzie. Rozproszona na dużym obszarze tworzyła ona niewielkie skupiska zamkniętych społeczności,
konstruując własny świat kultury ograniczony ramami własnej
spuścizny.
Dybowski obcując z autochtonami, wyraźnie widział różnice
dzielące różne wspólnoty etniczne, zwłaszcza te występujące wśród
ludów zamieszkujących wzdłuż brzegów Ubangi i jej rozlicznych
dopływów. Mieszkańcy wiosek położonych bliżej rzeki byli niższego wzrostu, bardziej zwinni, ale cechowała ich słabsza muskulatura ciała. Mężczyźni trudnili się zarówno rolnictwem, jak i rybołówstwem, a częstszy kontakt z przybyszami sprawiał, że nie
bali się obcych27. Z kolei im bardziej Dybowski oddalał się od
dorzecza Ubangi, posuwając się w głąb sawanny, przedstawiciele napotykanych przez niego grup etnicznych byli wyżsi i lepiej
zbudowani. Charakteryzował ich też odmienny wygląd zewnętrzny, widoczny zwłaszcza w postaci fryzowania włosów i zdobienia
ciała, a także ubioru28.
Do niewątpliwych zasług Dybowskiego należy zaliczyć dotarcie do nieznanych wcześniej Europejczykom grup etnicznych oraz
ich opisanie. Pozostawiona przez Dybowskiego dokumentacja
jest tym cenniejsza, że niektóre z tych społeczności nie miały wcześniej kontaktu z „białym” człowiekiem. Potwierdzeniem tego spostrzeżenia był jego własny zapis kontaktu z ludem Dakoua. W ich
wiosce Dybowski nigdzie nie dostrzegł przedmiotów, na których
widoczne byłyby ślady bytności Europejczyków29.
J. Dybowski, La route du Tchad. Du Loango au Chari, Paris 1893, s. 330.
J. Dybowski, Les races et moeurs des populations de L’Afrique centrale,
„Bulletins de Société d’ anthropologie de Paris” 1893, vol. 4, no 1, s. 108.
28
Ibidem, s. 110.
29
J. Dybowski, La route du Tchad. Du Loango au Chari, Paris 1893, s. 299.
26
27

208

Krystyna Kamińska

W trakcie obu tych wypraw Dybowski nawiązywał stosunkowo
bliskie kontakty z mieszkańcami mijanych małych osad czy większych wiosek. Bez przeszkód podpatrywał więc ich zachowania
i obyczaje. Interesował się m.in. relacjami społecznymi panującymi w wiosce oraz stosunkami sąsiedzkimi poza jej obrębem.
Ciekawiły Dybowskiego tradycje, w tym zwyczaje, które znajdowały swoje odbicie w wyglądzie zewnętrznym Afrykanów: ubiorze, uczesaniu czy ozdobach. Bacznie śledził codzienne życie
mieszkańców, gromadząc przy tym różnorodne artefakty: narzędzia, naczynia, broń, instrumenty muzyczne czy przedmioty zdobiące ciało. W kolekcji etnograficznej przywiezionej przez Dy­
bowskiego do Francji znalazły się bardzo różnorodne elementy
kobiecego stroju, np. spódniczki ze skóry czy rafii, także ozdoby,
w tym wiele wykonanych z kości słoniowej, drewna, żelaza czy
miedzi, począwszy od zapinek, poprzez grzebienie, do bransoletek. Niektóre z nich zdobiły bezpośrednio ciało, inne tylko włosy.
Bezsprzecznie największym osiągnięciem ekspedycji Dybowskiego z lat 1901–1902 było przywiezienie przez niego bogatych
zbiorów etnograficznych. Wśród licznych przedmiotów na uwagę
zasługuje duża kolekcja instrumentów muzycznych, która zawierała liry, tam-tamy, piszczałki, grzechotki30. Niektóre z nich były
przedmiotami kultu wspomagającymi działanie medycyny ludowej (naturalnej). W sposób szczególny zaintrygowały Dybowskiego narzędzia i broń z żelaza używane przez tubylców oraz sposób
ich wyrobu. Zaskoczyła go znajomość metalurgii, albowiem na
tych terenach wytapiano przedmioty z itabirytu, minerału bogatego w rudę żelaza31. Natomiast w niektórych wioskach powszechną bronią ludności tubylczej były noże wykute z żelaza32. W czaA. Arnera, op. cit., s. 328.
J. Dybowski, Les couteaux de jet de l’Oubangui, „Bulletins de la Société
d’anthropologie de Paris” 1893, IVe Série, T. IV, s. 97–100.
32
A. Arnera, op. cit., s. 329.
30
31

Jan Dybowski (1856-1928)...

209

sie drugiej wyprawy odnalazł nawet złoże tych rud, których
próbki przywiózł do Francji 33.
Bilans jego osiągnięć jest jeszcze bardziej imponujący, gdy
weźmie się pod uwagę wartość i różnorodność zgromadzonych
zbiorów. Dybowski dokumentował przemierzane przez siebie
połacie ziem na północ od rzeki Ubangi nie tyle w kontekście
czysto krajoznawczym, co etnograficznym – rejestrując życie
i obycza­je tamtejszych etni. Jego wnikliwe obserwacje wyglądu
zewnętrznego przedstawicieli każdej napotykanej po drodze grupy etnicznej były przez niego utrwalane zarówno poprzez dokładny opis, jak i dzięki fotografiom czy rysunkom34. Efektem opisanej
powyżej eksploracji otoczenia przez Dybowskiego i działań podejmowanych na rzecz społeczności lokalnych (które przyniosły
wymierny rezultat w dłuższym horyzoncie czasowym) było zainicjowanie swoistego procesu urbanizacji na terenach bardzo
odległych od Bangi. Założony niegdyś przez Dybowskiego posterunek w Kémo i powstała przy nim osada zamieniły się z czasem
w miasto.
Jednym z wątków, który jest zwykle pomijany w opisie wypraw
Dybowskiego, jest pewna wzmianka zawarta w raporcie wysłanym
przez wojskowych rezydujących w Bangi (Lettre du 6.IX.1891)
dotycząca zakupu 33 kg kości słoniowej przez misję Dybowskiego35. Dalsze losy tego zakupu nie są znane, ale (z dzisiejszej perspektywy) rysuje on sylwetkę Dybowskiego w trochę innym świe-

P. Daszkiewicz, op. cit., s. 2.
J. Dybowski, La route du Tchad. Du Loango au Chari, Paris 1893 ; J. Dybowski, Les races et moeurs des populations de L’Afrique centrale, „Bulletins de
Société d’ anthropologie de Paris” 1893, vol. 4, no 1.
35
R. Coutalier, Les débuts difficilles de la capitale de la République Centrafricaine. Bangui de 1889 à 1893, „Cahiers d’études africaines” 1974, vol. 14, no 54,
s. 314.
33
34

210

Krystyna Kamińska

tle, chociaż zdaje się, że względy ekonomiczne prawie nie miały
miejsca w podjętej przez niego ekspedycji.

Zakończenie
Po latach wszelkie działania podejmowane w Afryce przez Jana
Dybowskiego należy rozpatrywać w kilku aspektach: geograficzno-hydrologicznym, przyrodniczym czy wreszcie etnograficznym.
Na naukową spuściznę Jana Dybowskiego rzadko spogląda się
przez pryzmat jego dokonań etnograficznych. Wydaje się więc,
że postrzeganie Jana Dybowskiego jedynie jako człowieka nauki
wyrosłego z epoki, w której żył i pracował, to swego rodzaju odebranie mu tych sukcesów, które nie tylko wtedy, ale i dziś mają
znaczenie. Może nadszedł już czas, by docenić jego rolę w rozwoju współczesnej afrykanistyki czy równie popularnej obecnie
antropologii kulturowej.
Dybowski przyglądając się życiu rdzennej ludności Afryki,
zwracał uwagę na takie aspekty ich aktywności, które wcześniej
nie były przedmiotem badań naukowych, np. na rozwój metalurgii i poziom zaawansowania technologii w niektórych tamtejszych
grupach etnicznych. W zgromadzonej przez Dybowskiego kolekcji broni afrykańskich wojowników szczególne miejsce zajmują
tzw. couteau de jet en fer (żelazne noże do rzucania). Ich wyrób
stanowił wręcz zachętę do zajęcia się tym zagadnieniem bardziej
wnikliwie kilkadziesiąt lat później z punktu widzenia tak historii,
jak i antropologii36.

36
B. Martinelli, Patrimoine sinérurgique traditionnel en Centrafrique, „Revue
Centrafricaine d’Anthropologie” 2008, no 1, http://recaa.mmsh.univ-aix.fr/
numeros/1/Pages/1-4.aspx (dostęp: 16.07.2017).

Jan Dybowski (1856-1928)...

211

Postać Dybowskiego jako odkrywcy części interioru afrykańskiego jest współcześnie niedoceniana, a przecież niektóre tereny,
przez które przemieszczał się były wówczas w Europie prawie
nieznane. Stanowiły bowiem jedynie przedmiot zainteresowania
nielicznego grona podróżników. W tamtym czasie na mapie Afryki wiele było tzw. „białych plam”. Nawet u progu XX wieku swego
rodzaju wyzwaniem dla francuskich wojsk (stacjonujących np.
w Kongo) były tereny dzisiejszej Republiki Środkowoafrykańskiej.
Formalnie ówczesna „biała plama” przestała istnieć wraz z powołaniem do życia francuskiej kolonii o nazwie Ubangi-Szari w 1903
roku37. Utworzenie tej jednostki administracyjnej nie byłoby jednak możliwe bez wcześniejszych eksploracji. Jan Dybowski był
jednym z pionierów, którzy badali rozległe terytorium przyszłego
Ubangi-Szari, jednocześnie – jako wysłannik rządu francuskiego
– był bardziej zainteresowany poznawaniem wybranych obszarów
Afryki w aspekcie etnograficznym niż nanoszeniem na mapę „nowych zdobyczy terytorialnych” Francji. Nie zmienia to faktu, że
nowe „odkrycia geograficzne” w Afryce utrwalały w świadomości
społecznej Europejczyków i na arenie międzynarodowej konkretne przypisanie kolonialne danego obszaru.

Bibliografia
Arnera A., Sciences et colonisation: la mission Dybowski (1891–1892),
„Outre-mer” 2002, t. 89, no 336-337, 2e semestre. Traités et esclavages: vieux problèmes, nouvelles perpectives?, s. 321–332.

37
Dekret o utworzeniu kolonii Ubangi-Szari (fr. Oubangui-Chari) ze stolicą
w Bangi został wydany 29 grudnia 1903 roku. Od 1960 roku dawna kolonia
francuska Ubangi-Szari jest niepodległym państwem, które przyjęło nazwę –
nadaną przez Barhélémy’ego Bogandę – Republika Środkowoafrykańska.

212

Krystyna Kamińska

Boulvert Y., Exploration, création d’ un pays nouveau; découverte scientifique: les cas du Centrafrique de 1880 à 1914, w: Milieux et Pasages,
sous la direction Y. Chatelin et G. Riou, Paris 1986, s. 89–103.
Boulvert Y., Bangui 1889–1989, Paris 1989.
Brunache P., Itinéraire de la mission Jean Dybowski de Bombé à El Kouti,
„Tour du Monde” 1892, no .
Coutalier R., Les débuts difficilles de la capitale de la République Centrafricaine. Bangui de 1889 à 1893, „Cahiers d’études africaines”
1974, vol. 14, no 54, s. 299–316.
Daszkiewicz P., Afrykańskie badania i kolonialne wyprawy Jana Dybowskiego, „Geografia” 2005, 4 (24), http://www.up.krakow.pl/
konspekt/24/dasziewicz.html (dostęp: 01.10.2016).
Dybowski J., Guide de jardinage, Paris 1889.
Dybowski J., L’extrême Sud algérien. Contribution à histoire naturelle de
cette région, Angers 1892.
Dybowski J., La route du Tchad. Du Loango au Chari, Paris 1893.
Dybowski J., Le Congo méconnue, Paris 1912.
Dybowski J., Le Sahara algérien entre Biskra et El Golea, „Revue de Géographie” 1890, vol. 26.
Dybowski J., Les couteaux de jet de l’Oubangui, „Bulletins de la Société
d’anthropologie de Paris” 1893, IVe Série, T. IV, s. 97–100.
Dybowski J., Les races et moeurs des populations de L’Afrique centrale,
„Bulletins de Société d’ anthropologie de Paris” 1893, vol. 4, no 1,
s. 104–111.
Dybowski J., Mission au Congo (littoral), „Compte rendu de la Société
de Géographie Commerciale de Bordeaux” 1894.
Dybowski J., Mission en Guinée française. Extrait du rapport. L’ Agriculture de Pays chaude, 1904.
Dybowski J., Notre force future, Paris 1919.
Dybowski J., Pygmées, „La Nature” 1894, vol. 10/13.
Dybowski J., Traîté pratique de la culture tropicale, Paris 1902.
Dybowski J., Vers le Tchad, „Le Tour du Monde” 1894a, no 65.
Dybowski J., Voyage sur la côte du Congo, „Compte rendu de la Société
de Géographie de Paris” 1894.
Dybowski J., W krainie ludożerców, „Wędrowiec” 1893, s. 573–621.

Jan Dybowski (1856-1928)...

213

Hommes et Destin, „Afrique Noire” sous la direction de Jacques Serre,
T. 11, Paris 2011.
Kalck P., Histoire de la Republique Centrafricaine. Des origines à 1966,
Paris 1992.
Knopek J., Stosunki polsko-kameruńskie. Geneza, struktura, funkcjonowanie, „Wrocławskie Studia Politologiczne” 2013, nr 1.
La mission Dybowski, „Comptes rendues de la Société de Géographie de
Paris” 1892, no 1.
Martinelli B., Patrimoine et culture matérielle centrafricaine, Paris 2006.
Martinelli B., Patrimoine sinérurgique traditionnel en Centrafrique, „Revue Centrafricaine d’Anthropologie” 2008, no 1, http://recaa.
mmsh.univ-aix.fr/numeros/1/Pages/1-4.aspx (dostęp:
16.07.2017).
Wróblewska Z., Warzywnictwo i ogrodnictwo w Instytucie Puławskim,
„Pamiętnik Puławski” – Zeszyt Jubileuszowy 1862–1962, 1965.

Summary
Jan Dybowski (1856–1928) was a cousin of the famous explorer of
Syberia – Benedykt Dybowski. However, unlike the latter Jan Dybowski
was an envoy of the French government and traveled within Africa. In
his journeys he explored – in that time unknown for an European – the
region of what is now Central African Republic. Also, he was doing research on agrotechnical possibilities of French colonies (he was an agriculture engeneer). After his first journey to Algeria he collected many
exemples of flora and fauna, as well as their scientific description. The
next trip to Africa had a goal to explore the drainage-basin of the Congo.
The 1891-92 expedition headed northeast along the river, thereafter
continuing the journey of the earlier French party, managed to reveal
vast areas in the drainage-basin of Bangi (Ubangi) and to north from
the equator.
Keywords: Jan Dybowski, African exploration, etnographical research

ANETA PAWŁOWSKA

ODZYSKANE KRÓLESTWO MAKURII –
SKARBY GALERII FARAS W MUZEUM
NARODOWYM W WARSZAWIE1
„Wykopaliska w Faras rozpoczynaliśmy, nie mając ani odpowiednich funduszów, ani kart inwentaryzacyjnych przystosowanych do prowadzenia dokumentacji, a braki w zaopatrzeniu obozu były olbrzymie”2 – tak opisywał w książce Od Edfu do Faras
początki działania polskiej misji archeologicznej w Nubii nubiolog
i twórca tzw. „polskiej szkoły archeologii śródziemnomorskiej”3
– Kazimierz Michałowski (1901–1981)4. Efektem owych zmagań
jest współczesna Galeria Faras w Muzeum Narodowym w WarProf. dr hab. Aneta Pawłowska – Katedra Historii Sztuki, Uniwersytet
Łódzki, historyk sztuki/afrykanista. Główne kierunki badań: sztuka
i kultura Afryki.
Autorka chciałaby serdecznie podziękować kustosz Muzeum Narodowego
w Warszawie Bożenie Mierzejewskiej za wnikliwe oprowadzenie po Galerii Faras,
które pomogło niezmiernie w przygotowaniu niniejszego tekstu.
2
K. Michałowski, Od Edfu do Faras, Warszawa 1983, s. 158.
3
Nowatorstwo prof. Michałowskiego polegało na włączaniu do zespołu
badaczy różnych specjalności. Wkrótce stało się to codzienną praktyką wielu
archeologów.
4
O postaci K. Michałowskiego pisali szerzej: A. Sadurska, Nekrologi, „Archeo­
logia” 1981, nr 32, s. 243–246; M-L. Bernhard, Kazimierz Michalowski. „Eos”
70 (1982) 1, s. 5-23; J. Lipińska, Kazimierz Michalowski, „Bulletin du Musée
National de Varsovie” 2001, nr 42, s. 7–13.
1

216

Aneta Pawłowska

szawie (MNW), która w swej najnowszej odsłonie z 17 października 2014 r. nosi imię owego badacza. Jest ona galerią stałą5,
której ekspozycja pozostanie w założeniu jej twórców niezmienna przez wiele lat. Jednocześnie galeria ta jest jedynym w Europie
i wyjątkowym w skali światowej miejscem ukazującym zabytki
kultury i sztuki nubijskiej z okresu chrześcijańskiego.
Celem artykułu jest prezentacja zarówno współczesnego kształtu galerii oraz zebranych w niej eksponatów, jak też jej poprzedniej odsłony pochodzącej z lat 70. XX w. wraz z krótkim omówieniem działań polskich archeologów uczestniczących w latach 60.
w objętej patronatem UNESCO wielkiej międzynarodowej akcji
ratowania pozostałości dawnych kultur Doliny Nilu. Działania te
zostały podjęte w związku z budową w 1960 r. Wielkiej Tamy na
Nilu pod Asuanem i tworzeniem od roku 1964 sztucznego Jeziora Nasera, co groziło zalaniem wielu zabytków starożytnego Egiptu i Sudanu6. Wskutek protestów archeologów UNESCO rozpoczęło w roku 1960 operację ratowania owych niezwykłych skarbów
kultury materialnej. 24 największe obiekty zostały przeniesione
do wyżej położonych miejsc lub oddane krajom, które brały udział
w tej operacji. Najbardziej znanym przykładem jest akcja ochrony
świątyń skalnych w Abu Simbel, w której brali udział także polscy
archeologowie7. Tamę ukończono 21 lipca 1970 r.
Tak zwana „Kampania Nubijska” z lat 1960–1970 okazała się
prawdziwym przełomem w badaniach nad starożytną i średnio5
Inne galerie stałe w MNW to: Galeria Sztuki Średniowiecznej, Galeria Sztuki
Dawnej, Galeria Sztuki XIX Wieku oraz Galeria Sztuki XX i XXI Wieku. Na podstawie
http://www.mnw.art.pl/kolekcje/galer/ (dostęp: 21.08.2017).
6
Zalany obszar miał wymiary 500 na maksymalnie 35 km. Por.: „Malowidła
z Faras – 50 lat w Polsce” – konferencja w Warszawie, http://naukawpolsce.pap.
pl/aktualnosci/news,406776,malowidla-z-faras---50-lat-w-polsce--konferencjaw-warszaw (dostęp: 21.09.2017).
7
K. Michałowski, Od Edfu…, op. cit., s. 195–201.

Odzyskane Królestwo Makurii...

217

1. Kazimierz Michałowski na tle malowideł z Faras,
Muzeum Narodowe w Warszawie, lata 60. XX w. [fot. zbiory MNW]

218

Aneta Pawłowska

wieczną Nubią, czyli krainą historyczną obejmującą środkowy
bieg Nilu pomiędzy Asuanem a Chartumem (między VI a I kataraktą), obecnie ziemie te znajdują się na terenie południowego
Egiptu i północnego Sudanu.
Nazwa Nubia pochodzi z okresu rzymskiego8. Kraina ta nie
była tworem jednolitym. W VI wieku na terenie Nubii znajdowały się trzy królestwa: Nobadia ze stolicą w Pachoras, Makuria ze
stolicą w Dongoli i Alodia ze stolicą w Sobie. Królestwa przeszły
na chrześcijaństwo w latach 543–575, przystosowując dawne
świątynie dla potrzeb nowej wiary i wznosząc nowe9. Makuria
odparła arabską inwazję w połowie VII w., a traktat, który w wyniku tego podpisano, znany jako Baqt, zapoczątkował okres względnego pokoju pomiędzy stronami, pokoju trwający do XIII stulecia.
Najprawdopodobniej jeszcze w czasie arabskiej inwazji albo za
panowania króla Merkuriosa Makuria dokonała aneksji swojego
północnego sąsiada – Nobadii (Dolna Nubia)10. Okres pomiędzy
latami 750 a 1150 to czas prosperity królestwa, tzw. Złoty Wiek.
Choć części bezcennych stanowisk nie udało się uratować, odkryto i zbadano wiele starożytnych świątyń, a także ponad 50 średniowiecznych kościołów w większych ośrodkach miejskich, takich
jak: Kasr Ibrim, Faras, Gebel Adda. Ocalono przed bezpowrotnym
zniszczeniem wiele zabytków dawnych kultur rozwijających się
na terenie Doliny Nilu od czasów prehistorycznych.
8
W XIX wieku zaczęto stosować nazwę Sudan wywodzącą się z arabskiego
Bilad as-Sudan (po polsku:. „Kraj Czarnych”).
9
Por. K. A. Mich, Problem zakorzenienia chrześcijaństwa w lokalnej kulturze,
w: J. Różański, M. Ząbek (red.), Sudan: archeologia i historia, Warszawa 2015,
s. 83–83.
10
Historyczne potwierdzenie unii datowane jest na rok 704. Szerzej na temat
połączenia Makurii i Nobadii oraz wpływu, jakie miało ono dla późniejszych
dziejów Nubii chrześcijańskiej: W. Y. Adams, The United Kingdom of Makuria
and Nobadia. A Medieval Anomaly, w: W. V. Davies (red.), Egypt and Africa.
Nubian from Prehistory to Islam, London 1991, s. 257–263.

Odzyskane Królestwo Makurii...

219

Dzięki pracom badawczym prowadzonym przez zespół prof.
Michałowskiego na terenie starożytnego dużego ośrodka miejskiego Faras11 (zwanego wówczas Pachoras), podległego królestwu
Makurii (płożonego na północnych obszarach dzisiejszego Sudanu), odkryto dobrze zachowane ruiny kościoła katedralnego biskupów Faras z VIII w. Za dokładną datę wzniesienia katedry
przyjęto rok 707, który pojawia się w tekstach dwu inskrypcji
fundacyjnych w językach greckim i koptyjskim, w narożniku południowej ściany12. Budowla ta służyła wiernym w okresie od VIII
do XIV wieku. W tym czasie była kilkakrotnie przebudowywana.
Było to założenie na planie zbliżonym do kwadratu o boku około
dwudziestu czterech metrów, z absydą tradycyjnie zwróconą na
wschód. Budowla usytuowana była pośród zabudowy miejskiej.
Jej ściany zostały pokryte malowidłami o tematyce religijnej pochodzącymi z okresu od wieków VIII do XIV. Zespół tak zwanych
„fresków z Faras” (w rzeczywistości nie są to freski, lecz malowidła wykonane farbą temperową na suchym tynku, czyli techniką
al secco, mułowym) liczący ponad 150 malowideł okazał się jednym z największych i najciekawszych odkryć „Kampanii Nubijskiej”.
Należy podkreślić, iż jest to zbiór reprezentatywny dla średniowiecznego malarstwa tego regionu. Sztuka i architektura chrzeWykopaliska w Sudanie rozpoczęto w 1961 r. w miejscowości Faras. Stanowisko to według umowy musiało być przekopane ostatecznie w ciągu trzech
lat. Obszar koncesji był olbrzymi, wynosił 7 km2, toteż wiązało się to z wielomiesięcznymi wyprawami. W pierwszej kampanii do niezmiernie ciekawych
osiągnięć dotarli polscy archeologowie w partii wschodniej, wydobywając ok.
150 bloków pokrytych reliefami i inskrypcjami, pochodzących ze świątyni ufundowanej przez Faraona Totmesa III. Por. M. L. Bernhard, Wykopaliska archeologiczne Muzeum Narodowego w Warszawie, „Rocznik Muzeum Narodowego
w Warszawie” 1962, t. 6, s. 176.
12
Kazimierz Michałowski i Stefan Jakobielski datują powstanie kościoła na
V w., jednak Peter Grossmann proponuje, aby przesunąć datę budowy przybytku
na VI w. Por. Galeria Faras im. Profesora Kazimierza Michałowskiego. Przewodnik,
red. K. Kornat, Warszawa 2014, s. 59.
11

220

Aneta Pawłowska

ścijańskiej Nubii czerpała z bogactwa Bizancjum i innych terenów
chrześcijańskiego świata, ale wytworzyła własne sposoby wyrazu
i kanony. Ikonografia sztuki nubijskiej wskazuje na doskonałą
i głęboką znajomość tradycji chrześcijańskiej oraz tekstu Pisma
Świętego. Nubia była ważnym ośrodkiem wiary chrześcijańskiej,
z kontaktami (widocznymi również w sztuce) nie tylko z koptyjskim Egiptem i z Etiopią, ale i z całym kręgiem kultury bizantyjskiej
– od Armenii po Syrię. Chrześcijańska sztuka Makurii czerpała
obficie ze wszystkich tych źródeł, tworząc własną, odrębną osobowość kulturową. Różnorodna tematyka przedstawień obejmuje nie tylko święte wizerunki i sceny z Pisma Świętego typowe dla
wystroju wnętrza o przeznaczeniu liturgicznym, ale także wyobrażenia miejscowych biskupów i świeckich dostojników dworu,
przez co repertuar przedstawień zwyczajowo stosowany w chrześcijaństwie staje się znacznie bogatszy. Ponadto wartość przedstawień polega też na tym, iż ze względu na fakt, że znajdowały
się na kolejno nakładanych po sobie warstwach tynków, a uzupełnione o bezcenną listę kolejnych biskupów Pachoras znajdującą się w baptysterium, pozwoliły na precyzyjne prześledzenie
chronologii zmian stylistycznych w malarstwie nubijskim.
Dzięki wysiłkowi konserwatorów z Muzeum Narodowego
w Warszawie, którym pomagali wszyscy członkowie ekipy, ze ścian
faraskiej katedry udało się zdjąć większość malowideł. Uratowano również wiele elementów dekoracji architektonicznej i innych
bezcennych zabytków z terenu całego miasta.
Zdejmowanie malowideł ze ścian było operacją trudną13. Komplikowały ją piętrzące się problemy techniczne, brak odpowiedSzerzej np.: K. Michałowski, Badania naukowe nad starożytnością w Muzeum Narodowym w latach 1946–1961, „Rocznik Muzeum Narodowego w Warszawie” 1962, t. 6, s. 158–160 oraz H. Jędrzejewska, Konserwacja dwóch malowideł
ściennych z Faras, „Rocznik Muzeum Narodowego w Warszawie” 1965, t. 9,
s. 217–264.
13

Odzyskane Królestwo Makurii...

221

2. Anioł (fragment), IX w.,
malowidło z Sudańskiego Muzeum Narodowego [fot. www.mnw.art.pl]

niego sprzętu i materiałów, trudne warunki klimatyczne, a przede
wszystkim ograniczona ilość czasu wymuszająca na ekipie pośpiech14. Zgodnie z wcześniejszą umową pomiędzy Polską a SuTechnika wykonywania tej skomplikowanej pracy była następująca: arkuszami delikatnej bibułki japońskiej, a następnie żelazkami osadzonymi na długich
drążkach wprasowano w powierzchnię przez bibułkę jedną lub dwie warstwy
specjalnej mieszaniny z wosku pszczelego, żywicy weneckiej i kalafonii ogrzanych
do odpowiedniej temperatury. Warstwy mieszaniny oddzielano warstwami gazy.
W górną część każdego malowidła wprasowano pasy lnianego płótna, do których
potem przyszyto sznury. Miały one posłużyć do przeniesienia odciętych od ścian
fragmentów tynku z malowidłami na specjalne drewniane konstrukcje przypominające płytkie skrzynie lub ekrany, a następnie do ich przymocowania. Po
przystawieniu gotowej konstrukcji do ściany konserwatorzy uzbrojeni w noże
i piły na długich uchwytach przystąpili do odcinania fragmentów tynku z zabezpieczonymi przedstawieniami, a następnie do ostrożnego przenoszenia ich
na ekrany. Po usunięciu nadmiaru tynku z odwrotnej strony malowideł oraz
14

222

Aneta Pawłowska

danem znaleziska zostały podzielone pomiędzy oba kraje. Inne
zabytki pochodzące z tego stanowiska trafiły do Sudańskiego
Muzeum Narodowego w Chartumie.
W wyniku partage’u do Muzeum Narodowego w Warszawie
trafiło 67 malowideł, część kamiennych elementów wystroju architektonicznego katedry oraz innych kościołów i budowli w Faras, epitafia miejscowych biskupów i kapłanów, a także wyroby
nubijskich rzemieślników, w tym duża grupa malowanych naczyń
ceramicznych wyprodukowanych w miejscowych warsztatach.
Ów zbiór stanowi dziś największy i najcenniejszy zespół zabytków
archeologicznych pochodzących z wykopalisk prowadzonych za
granicą, jaki kiedykolwiek udało się pozyskać do polskich zbiorów
muzealnych15.
Nowa odsłona Galerii Faras została zaprezentowana publiczności 17 października 2014 r. w gmachu głównym Muzeum Narodowego w Warszawie. Autorką scenariusza wystawy była Boże­
na Mierzejewska, kustosz Kolekcji Nubijskiej. Projekt ekspozycji
wykonali architekci z Politechniki Warszawskiej: Grzegorz Rytel
i Mirosław Orzechowski, zaś koncepcję galerii przygotował Alfred

wzmocnieniu jej gipsem malowidła zostały zawinięte w bawełniane koce i zapakowane do drewnianych skrzyń. Szerzej na ten temat w: H. Jędrzejewska,
op. cit. oraz eadem, Konserwacja malowidła z niszy z katedry z Faras, „Rocznik
Muzeum Narodowego w Warszawie” 1970, t. 14, s. 431–457.
15
Zabytki z Faras stały się zaczątkiem kolekcji nubijskiej Muzeum Narodowego w Warszawie, która w następnych latach powiększała się sukcesywnie
o znaleziska z wykopalisk w Starej Dongoli, stolicy średniowiecznego królestwa
Makurii, prowadzonych od 1965 r. do dziś. W 2010 r. do Muzeum trafił duży
zespół zabytków z wykopalisk ratunkowych w rejonie IV katarakty, głównie
depozytów grobowych – naczyń ceramicznych, ozdób i elementów uzbrojenia
z okresu postmeroickiego (IV–VI w.n.e.) i chrześcijańskiego wczesnego (ok.
650–975), dotąd słabo reprezentowanych w zbiorach muzeum. Kolekcja nubijska
w Warszawie pozostaje do dziś największym i najbogatszym zbiorem średniowiecznych zabytków nubijskich w Europie.

Odzyskane Królestwo Makurii...

223

Twardecki, kurator Zbiorów Sztuki Starożytnej i Wschodniochrześcijańskiej, który był także kierownikiem przedsięwzięcia.
Podstawowym założeniem projektu była całkowita zmiana
sposobu prezentacji obiektów, które znajdowały się w galerii od
1972 r. Dawna wystawa ukazywała zbiór chronologicznie w przestrzeni typu „white cube”. Była to wyalienowana przestrzeń laickiego sacrum, gdzie prezentowano bok siebie obiekty „zanurzone
w postawie obiektywizmu i bezosobowości”16. W przestrzeni tej
było też zakodowane świadome przekłamanie związane z modernistycznym pragnieniem wskazania liniowego „rozwoju sztuki”, bowiem malowidła pochodzące z tego samego miejsca, ale
różnych okresów prezentowano we wzajemnym oddaleniu, za to
zgodnie z hierarchią czasową. Dodać należy, iż freski były intensywnie prezentowane jeszcze przed pierwszym otwarciem galerii, np. podczas obrad polskiego komitetu ICOM17 we wrześniu
1966 r.18, a następnie w październiku 1967 r. w związku z Dwudziestoleciem ICOM i Drugą Międzynarodową Kampanią Muzealną, której uroczysta inauguracja odbyła się w Warszawie. Wówczas otwarto w Muzeum Narodowym wielką wystawę zabytków
z Faras, gdzie pokazano już czterdzieści uratowanych malowideł
ściennych19. Kolejne prezentacje odbyły się we Wrocławiu, Berlinie i Essen w 1969 r. oraz w Wiedniu w 1970 r.20 Wobec silnej
świadomości doniosłości posiadania tak wspaniałej kolekcji ma16
Ł. Guzek, Od „white cube” do „alternative space”, w: M. Popczyk (red.),
Muzeum sztuki. Antologia, Kraków 2005, s. 475.
17
ICOM – International Council of Museums – Międzynarodowa Rada Muzeów.
18
U. Popłonyk, Wystawy Muzeum Narodowego w Warszawie 1945–1975,
„Rocznik Muzeum Narodowego w Warszawie” 1976, t. 20, s. 472.
19
K. Michałowski, Faras malowidła ścienne w zbiorach Muzeum Narodowego
w Warszawie, Warszawa 1974, s. 8.
20
Na podstawie: E. Łukasiak, Wystawy zorganizowane przez Muzeum Narodowe w Warszawie za granicą, „Rocznik Muzeum Narodowego w Warszawie”
1976, t. 20, s. 420–567.

224

Aneta Pawłowska

3. Oprowadzanie po wystawie malowideł katedry z Faras, ok. 1972,
autor fotografii nieznany [fot. zbiory MNW]

larstwa nubijskiego w Polsce zdziwienie może budzić fakt, że od
momentu, gdy zbiór po raz pierwszy został w całości udostępniony zwiedzającym MNW w 1972 r. przez 40 lat ekspozycja pozostawała niemal niezmieniona, a zabytki nie podlegały żadnym
większym renowacjom. Podstawowym problemem był jak zawsze
brak stosownych środków finansowych na gruntowna modernizację. Dopiero hojna pomoc prywatnego darczyńcy – Wojciecha
Pawłowskiego z rodziną – który całkowicie sfinansował modernizację, pozwoliła na całkowite przearanżowanie prze­strzeni.
Powtórne otwarcie Galerii Faras zostało objęte honorowymi
patronatami UNESCO oraz Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego Małgorzaty Omilanowskiej. Zmodernizowana galeria
została doceniona i nagrodzona przez Narodowy Instytut Muze-

Odzyskane Królestwo Makurii...

225

alnictwa i Ochrony Zbiorów prestiżową Sybillą Grand Prix 2014
jako wydarzenie muzealne roku, a także Sybillą 2014 w kategorii
„Wystawy historyczne i archeologiczne”, a ponadto nagrodą MUSE
Awards przyznawaną przez Amerykańskie Stowarzyszenie Muzeów (American Alliance of Museums)21.
Istotą nowej ekspozycji stało się odwrócenie dotychczasowego
sposobu prezentacji zabytków w układzie chronologicznym, zmiana istniejącego ciągu komunikacyjnego oraz stworzenie przestrzeni o charakterze informacyjnym i edukacyjnym, tj. pomieszcze­
nia dla multimediów i małej sali kinowej. Wnętrza te ulokowano
na samym początku, oddzielono od przestrzeni ekspozycyjnej
i potraktowano jako wstęp do poznawania ekspozycji przez zwiedzających. W sali I ulokowano makietę (wykonaną w skali 1:25)
odkrytej katedry, co daje możliwość zapoznania się ze zrekonstruowaną architekturą świątyni i jej topograficznym układem.
Ponadto na ścianach makiety znajdują się miniatury malowideł znajdujących się na ekspozycji w Muzeum Narodowym w Warszawie. Program multimedialny zawiera obszerne informacje
o katedrze i pochodzących z niej malowidłach, badaniach archeologicznych i pracach konserwatorskich. W niewielkim pomieszczeniu z prawej strony zwiedzający mogą obejrzeć filmy dokumentalne o Faras, prof. Michałowskim oraz film w technologii 3D
(dostępny w całej krasie po założeniu specjalnych okularów znajdujących się na wyposażeniu muzeum) prezentujący architektoniczną rekonstrukcję katedry22. Dzięki nowoczesnej animacji
Galeria Faras, http://www.mnw.art.pl/kolekcje/galer/galeria-faras/ (dostęp: 26.09.2017).
22
Autorem projektu Faras 3D jest Władysław Jurkow – reżyser filmowy,
dziennikarz, twórca filmów dokumentalnych i kurator wystaw sztuki współczesnej. Film został wyprodukowany przez Fundację Wyższej Szkoły Artystycznej
Homo Faber we współpracy ze studiem filmowym Arkadia Film oraz Muzeum
Narodowym w Warszawie.
21

226

Aneta Pawłowska

4. Model katedry faraskiej z sali I
[fot. A. Pawłowska]

i grafice komputerowej widz może odbyć wirtualną podróż po
prezbiterium, nawach, kaplicach i przedsionku w sposób pozwalający zrozumieć pierwotne rozmieszczenie malowideł, którymi
na przestrzeni kolejnych wieków pokrywano ściany kościoła.
Można tu zaznajomić się nie tylko z dziełami, które znalazły się
w Muzeum Narodowym w Warszawie, ale również zobaczyć te,
które trafiły do Sudańskiego Muzeum Narodowego w Chartumie.
Ekspozycję wzbogacają pokazy filmów archeologicznych oraz
fotografii archiwalnych. Prezentowana w ramach tej części ekspozycji cyfrowa rekonstrukcja wnętrza katedry w technologii
stereoskopowej 3D pozwala zwiedzającym po raz pierwszy od
ponad tysiąca lat wejść do nubijskiej świątyni23. Walory poznaw23
Na podstawie: Tak powstawała Galeria Faras w Muzeum Narodowym, http://
www.propertydesign.pl/przestrzen_publiczna/108/tak_powstawala_galeria_faras_w_muzeum_narodowym,2907.html (dostęp: 21.09.2017).

Odzyskane Królestwo Makurii...

227

cze ekspozycji zwiększają przygotowane polsko- i angielskojęzyczne wydawnictwa, które towarzyszą ekspozycji: przewodnik
i folder. Zwiedzający, obok multimediów, mogą korzystać z bezpłatnych druków edukacyjnych oraz audioprzewodnika (w wersji polskiej, angielskiej, hiszpańskiej, niemieckiej, francuskiej
i rosyjskiej). Zawierają one rozbudowane informacje o dziejach
nubijskiego chrześcijaństwa i jego sztuce, pracach archeologów
i konserwatorów, o ikonografii poszczególnych dzieł.
W dalszej części kolejnej wydzielonej sali dostępne są gry edukacyjne (np. puzzle). Dzięki multimediom, dla których przeznaczona została specjalna przestrzeń, widz, również niepełnosprawny, zapozna się z dziejami Nubii chrześcijańskiej, architekturą,
malowidłami katedry, a także z ich ciekawą ikonografią. Ułatwieniem dla osób z zaburzeniami widzenia jest specjalnie wykonana
uproszczona makieta z absydą i syntronenem24, uzupełniona
systemem audio z słuchawkami emitującym opis w standardzie
audiodeskrypcyjnym25. Dostęp dziennego światła o zmiennym
natężeniu, barwie i kierunku padania został wyeliminowany. Dla
lepszego podkreślenia eksponowanych obiektów zabytkowych
zastosowano skupione światło LED o ciepłej barwie26.
Chronologiczny układ malowideł poprzedniej aranżacji został
zastąpiony w nowej galerii przez porządek topograficzny. Obiekty rozmieszczono tak, by było to możliwie bliskie ich pierwotnemu usytuowaniu na ścianach katedry w Faras. Ze względu na
podjętą próbę odtworzenia otoczenia nawiązującego do dawneMurowana kilkustopniowa trybuna dla duchowieństwa.
Szerzej o udostępnianiu sztuki widzom z dysfunkcją wzroku: A. Pawłowska,
J. Sowińska-Heim, Audiodeskrypcja dzieł sztuki – metody, problemy, przykłady,
Łódź 2016, s. 9–40.
26
Muzeum Narodowe w Warszawie. Założenia projektowe i architektoniczne,
http://www.mnw.art.pl/kolekcje/galer/galeria-faras/zalozenia-projektowe-i-architektoniczne/ (dostęp: 21.08.2017).
24
25

228

Aneta Pawłowska

go kościoła katedralnego architekci Grzegorz Rytel i Mirosław
Orzechowski, w pracy nad projektem nowej aranżacji Galerii Faras, za najistotniejsze uznali stworzenie wnętrza, które w oparciu
o klasyczne formy architektoniczne stanowić będzie tło dla ekspozycji obiektów zabytkowych.
W głównej sali węższego, wschodniego traktu galerii (sala IV)
przestrzeń uporządkowana została poprzez obustronne wprowadzenie na jej dłuższych ścianach rytmu płytkich arkad. Podkreślone bakłażanowym kolorem blendy w arkadach są tłem ekspozycyjnym dla malowideł i kamiennych detali architektonicznych.
Znajdują się tu: Maiestas Crucis, Archanioł (Rafał?) w stroju
cesarza bizantyńskiego, Matka Boska z Dzieciątkiem (Eleusa), Święty Merkuriusz zabijający cesarza Juliana Apostatę, Anioł Pański
z mieczem. Na szczególną uwagę zasługuje malowidło widniejące
niegdyś na wschodniej ścianie klatki schodowej prowadzącej na
galerię nad nawą południową katedry, ukazujące popiersie Matki Boskiej z małym Chrystusem Emmanuelem na rękach, czyli
Eleusę. Proste, szerokie obramienie imitujące ramę ikony wskazuje, że pierwowzorem był zapewne otoczony szczególną czcią
obraz tablicowy. Pod malowidłem widoczne są ślady zamocowania haka, na którym zawieszona była lampka olejowa. Maria
w purpurowej szacie pochyla głowę w kierunku Syna. Prawą ręką
podtrzymuje nóżki Jezusa, lewą obejmuje go za ramiona. Dzieciątko ubrane w strój antycznego filozofa, biały chiton i żółty himation, obejmuje oburącz szyję Matki i unosząc twarz, przytula
policzek do jej policzka. Typ przedstawienia Matki Boskiej tulącej
czule małego Chrystusa, określany przez badaczy greckim terminem Eleusa (Miłosierna), ukształtował się około VI w. na Wschodzie, być może w Egipcie, skąd pochodzą najstarsze znane nam
przedstawienia tego rodzaju i skąd zapewne dotarł do Nubii.
Źródłem egipskich przedstawień Eleusy były zapewne homilie
wygłaszane lub odczytywane publicznie podczas obrzędów kul-

Odzyskane Królestwo Makurii...

229

5. Widok ogólny sali IV
[fot. profil facebookowy Muzeum Narodowego]

towych, często przypisywane znanym autorom chrześcijańskim.
Wyrażały powszechne w tym czasie przekonania o roli Marii
w dziejach Zbawienia, opisywały czuły, intymny, ludzki związek
łączący Matkę z Synem27. Doskonałym uzupełnieniem malowideł
z sali IV są flankujące je po bokach nisz głowice kapiteli zdobionych
płaskorzeźbioną dekoracją geometryczna lub floralną w wielu
przypadkach pochodzącą z czasów meroickich, lecz o przearanżowanej dekoracji z naniesionym wtórnie motywem krzyża. Kapitele umieszczone są na metalowych nieosłoniętych wspornikach

27
T. Gołgowski, Malowidła z katedry w Faras przedstawienia Marii z Chrystusem typu Eleusa i Galoktotrophusa, „Rocznik Muzeum Narodowego w Warszawie” 1970, t. 14, s. 389–408.

230

Aneta Pawłowska

na wysokości 2,2 m od podłoża28. W przypadku mniejszych malowideł w niszach umieszczone są też inne fragmenty dekoracji
kamiennej np. z nadproży, węgarów, zwieńczeń krat okiennych
lub gzymsów. Tu również, na wysokości około 1,5 metra, znajduje się specjalny współcześnie wykonany fragment nadproża, pozwalający osobom niewidzącym haptycznie zapoznać się z rzeźbiarskimi elementami wystroju świątyni. Bakłażanowy sufit
(który zdaniem architektów oraz muzealników dobrze współgra
z barwami nubijskich malowideł) z zamontowanym kierunkowym
oświetleniem w postaci rzędów reflektorów spaja pomieszczenie.
Jasnougrowy kolor ścian znajduje swoje doskonałe dopełnienie
w podłodze o podobnej barwie. Jak zaznaczają architekci: „Na
posadzkach galerii ułożono taki sam gatunek kamienia jak 80 lat
temu w hallu głównym i na reprezentacyjnych schodach Muzeum
Narodowego w Warszawie. Obróbkę powierzchni i układ kamiennych płyt dobrano stosownie do charakteru wnętrz. Rustykalna
faktura tynków na ścianach i ich kolor nawiązują do faktury i barwy teł konserwatorskich, na których eksponowane są malowidła”29.
Na podkreślenie zasługuje fakt, iż w sali wykonano w skali 1:1
fragment ozdobnego nadproża z katedry, który jest eksponowany na wysokości 1,2 m. Obiekt ten służy osobom niewidomym do
W wyniku kolejnych kampanii wykopaliskowych w Farsa odkryto między
innymi około 60 kapiteli i ich fragmentów. Obecnie kapitele znajdują się w Muzeum Narodowym w Warszawie oraz w Muzeum Sudańskim w Chartumie;
nieliczne fragmenty pozostały w Faras. Muzeum Narodowe w Warszawie posiada
w swych zbiorach 16 kapiteli, które są jednocześnie przykładami większości
typów kapiteli chrześcijańskich, występujących w Faras. Wśród nich jest 13 kapiteli z piaskowca, 1 kapitel z marmuru (prawdopodobnie import) oraz 2 kapitele
z granitu. Kapitele te odznaczają się lokalnym charakterem dekoracji, świadczącym o dużej odrębności artystycznej sztuki faraskiej. Szerzej na ten temat
w: I. Ryl-Preibisz, Chrześcijańskie kapitele z Faras ze zbiorów Muzeum Narodowego
w Warszawie, „Rocznik Muzeum Narodowego w Warszawie” 1970, t. 14,
s. 339–388.
29
Muzeum Narodowe w Warszawie. Założenia projektowe, op. cit.
28

Odzyskane Królestwo Makurii...

231

6. Model nadproża z katedry faraskiej w sali IV
przeznaczony dla osób z dysfunkcją wzroku [fot. A. Pawłowska]

haptycznego zaznajomienia się z architektonicznym wystrojem
budynku.
Kolejna sala (V) zawiera przedmioty związane z tradycyjnym
pochówkiem biskupów faraskich m.in. biskupa Ignatiosa, Matthaiosa, Stefanosa i Joannesa. Są tu epitafia, a także przedmioty,
z którymi zostali pochowani. Jest to bardzo interesujący aspekt
ekspozycji, bowiem odnosi się do tradycji lokalnej, gdyż zwyczaj
chrześcijański nie przewidywał wyposażania zmarłych w dary
grobowe dla biskupów w Faras zrobiono wyjątek. W komorze
grobowej Joannesa i jego czterech następców znaleziono amfory,
naczynia do wody, lampki olejowe i krzyże. Na uwagę zasługuje
także obecność lampek, które były zostawiane zapalone obok
ciała, aby ogień usunął z krypty tlen, co spowalniało rozkład zwłok.
W podobny sposób postępowano w kościołach europejskich, gdy

232

Aneta Pawłowska

7. Epitafia biskupów faraskich z sali V
[fot. A. Pawłowska]

8. Widok ogólny sali VI
[fot. profil facebookowy Muzeum Narodowego]

Odzyskane Królestwo Makurii...

233

chowano zmarłych pod podłogą. Informacji o zmarłych dostarczają epitafia w językach greckim i koptyjskim30.
Przestrzeni sali VI, która mieści główną ekspozycję malowideł
ściennych, nadano hierarchiczny i kierunkowy charakter. Jak było
powiedziane, projekt nie przewidywał odtworzenia wszystkich
pomieszczeń tej budowli w ich rzeczywistym kształcie, a jedynie
stworzenie w głównej sali ekspozycji wnętrza nawiązującego wyglądem do nawy kościelnej poprzedzonej przedsionkiem. Tu
umieszczono większość malowideł. Dodatkowo klimat pierwotnego wnętrza katedry pomagają odtworzyć liturgiczne śpiewy
mnichów koptyjskich pozyskane z Muzeum Koptyjskiego w Kairze.
Osiowa kompozycja poprzecznych arkad wydziela kolejne aneksy i buduje perspektywę wnętrza, zamkniętą absydą z syntrononem, tak by powtórzyć układ nawy głównej i dwóch naw bocznych
oryginalnej katedry. W całej sali dominuje kolor jasnougrowy na
ścianach i suficie oraz jasnobeżowy na podłodze. Bakłażanowa
barwa pojawia się na suficie. Zgrupowano tu malowidła z nawy
północnej przeznaczonej dla kobiet (zwierających zatem wi­zerunki
świętych niewiast, patronek i wstawienniczek), nawy południowej
(przeznaczonej dla mężczyzn) oraz naw głównej i środkowej.
Ponieważ kaplic bocznych nie uwzględniono w rekonstrukcji
wnętrza, toteż zgromadzono tu także malowidła w nich odnalezione oraz pochodzące z narteksu. To odtworzenie (choć częściowe) architektury wnętrza katedry faraskiej pozwala współczesnemu widzowi lepiej zlokalizować malowidła w przestrzeni
sakralnej oraz odczuć proporcje pomiędzy ich wielkością a strukturą budynku. Malowidła zostały zgrupowane w podobny sposób
jak miało to miejsce w oryginalnym kościele, gdzie rozmieszczone były w nieregularnych odstępach na wysokości około 1,5–2 m
Galeria Faras im. Profesora Kazimierza Michałowskiego. Przewodnik, op. cit.,
s. 92–93.
30

234

Aneta Pawłowska

nad poziomem posadzki. Trudności przysparzał fakt, iż malowidła często były nanoszone warstwowo na siebie w trakcie kolejnych
wieków istnienia świątyni, np. przedstawienie Matki Boskiej
z Dzieciątkiem z niszy świątynnej wymagało rozdzielenia od
spodniej, odmiennej chronologicznie warstwy malarskiej. Rozdzielenia wymagały też malowidła spodnie przedstawiające Świętego w stroju biskupim i górnego z wyobrażeniem Świętego
męczennika Kaaua z „Kaplicy południowej”31. Kuratorzy zadecydowali, aby wyeksponować także freski, pochodzące z głębszych
warstw, często znacząco uszkodzone, przeznaczając im wyższe
partie ścian galerii (ok. 3 m od posadzki). Tam też znalazły swe
miejsce rzeźbione kraty okienne zdobione motywem plecionkowym. Dzięki wprowadzeniu zasady topograficznego uporządkowania prac wizerunki świętych niewiast patronek kongregacji
znalazły się obok siebie. Na szczególną uwagę zasługuje tu fragmentaryczne malowidło Świętej Anny, które przez wiele lat pełniło rolę logo Muzeum Narodowego w Warszawie. O tym, że jest
to zapewne fragment większego niezachowanego malowidła
świadczy napis głoszący, iż jest to: „Św. Anna Matka Bogurodzicy
i…”. Najprawdopodobniej matka Marii namalowana była na nim
z córką. Kanon przedstawień tej świętej w sztuce chrześcijańskiej
wzorowano na wyobrażeniach Matki Boskiej z Jezusem. Annę
malowano podobnie, w pozycji stojącej lub siedzącej z małą Marią. Oryginalną cechą malowidła jest palec na ustach świętej,
nakazujący ciszę. Być może to aluzja do „ciszy Bożej”, w której,
jak pisał św. Ignacy Antiocheński, dokonały się trzy tajemnice
związane z Marią: cudowne poczęcie, dziewictwo i narodzenie
Syna Bożego. Gest ten interpretowany jest także po prostu jako

31

Ibidem, s. 176.

Odzyskane Królestwo Makurii...

235

znak modlitwy32. Inne malowidła umieszczone po tej samej stronie sali VI to: Święty Arcybiskup, Święty Biskup (św. Ignacy Antiocheński?), Podróż Mędrców ze Wschodu, Archanioł Michał.
Z nawy północnej (czyli przeznaczonej dla kobiet) pochodzą
też wyobrażenia Matki Boskiej (fragment postaci), Matki Boskiej
z Dzieciątkiem i Świętego Jana Apostoła. Tu znajdował się też monumentalny wizerunek Matki Boskiej Karmiącej określanej w Kościele Wschodnim jako Galaktotrophousa, na zachodzie zaś jako
Maria Lactans, czyli „Maria karmiąca mlekiem”. Malowidło to
znajduje się w specjalnie wymodelowanej przestrzeni absydalnej
niszy odwzorowującej jego pierwotne umiejscowienie w katedrze,
gdzie było ono uzupełnione o dwa nieomal identyczne przedstawienia Galaktotrophousy, które znalazły swoje miejsce w kolekcji
muzeum chartumskiego. To częściowo zniszczone malowidło
przedstawia Matkę Boską karmiącą piersią małego Emmanuela
(czyli Galaktotrophousa). Maria ubrana w purpurowe, królewskie
szaty zasiada na tronie z wysokim oparciem, ozdo­bionym klejnotami i wyściełanym poduszką, opierając stopy na niskim podnóżku. Na jej kolanach siedzi mały Chrystus w złotej tunice i lewą
rączką przytrzymuje rękę Matki podającą mu do ssania pierś.
Poprzez układ, w którym twarze postaci są zwrócone ku sobie,
a ich nogi – w przeciwnych kierunkach, malowidło przypomina
starożytne egipskie wizerunki bogiń karmiących piersią mło­dego
boga (lub utożsamianego z nim faraona) umieszczane na ścianach
Domów Narodzin w egipskich świątyniach, a szczegól­nie późnohellenistyczne wizerunki Izydy tronującej, karmiącej piersią małego Horusa siedzącego na jej kolanach. W VI–VII w. w Egipcie
pojawiły się podobne chrześcijańskie przedstawienia Marii kar32
M. Kuc, Otwarcie Galerii Faras, 2014, http://www.rp.pl/artykul/1136036Otwarcie-Galerii-Faras.html#ap-3 (dostęp: 21.09.2017) oraz K. Michałowski,
Faras malowidła…, op. cit., s. 78–74.

236

Aneta Pawłowska

miącej małego Chrystusa33. Były one nieco zła­godzonym wariantem uroczystych, hieratycznych, frontalnych wizerunków Teotokos tronującej z Dzieciątkiem na kolanach. Obraz Marii karmiącej
piersią Chrystusa-Boga pojawia się po raz pierwszy w Protoewangelii Jakuba, a potem w syryjskich utworach poetyckich św. Efrema Syryjczyka, stale przewija się w koptyjskich homiliach poświęconych Matce Boskiej. Homilie często mówią o Marii
karmiącej „mlekiem dziewiczym Syna Bożego” i o Chrystusie,
który „jako dziecię był karmiony piersią przez Dziewicę” i „ssał
jej piersi”. Zarówno obraz Marii karmiącej, jak i sam termin Galaktotrophousa stały się przedmiotem kon­trowersji doktrynalnej34.
Na uwagę zasługują malowidła pochodzące z dwóch kaplic po
południowej stronie kościoła. Są to: Portret pustelnika Amone
(Ammonios) z Tuna el Gebel, Święty Jan Złotousty, wizerunki
nubijskich biskupów Petrosa ze świętym Piotrem Apostołem i Ma33
Większość znanych egipskich przedstawień Marii karmią­cej to malowidła
ścienne w kościołach klasztornych lub w prywat­nych celach mnichów (np. w Bawit i Sakkara w Górnym Egip­cie, w klasztorze św. Antoniego nad Morzem Czerwonym). Są to również przedstawienia w rękopisach klasztornych świadczące
o popular­ności tego tematu w środowiskach monastycznych. Występowanie
przedstawień zarówno Marii Eleusa, jak i Marii Galaktolrophusa w malarstwie
z Faras wiąże się ze sprawami obrządku panującego w danym okresie w katedrze
– głównym kościele starożytnego Pachoras. Za episkopatu biskupa Kyrosa (zm.
w 902 r.) panuje w katedrze obrządek monofizycki, wprowadzony do niej być
może nawet wcześniej. Począwszy od episkopatu biskupa Joannesa, który otworzył ponownie dla kultu katedrę zniszczoną podczas pożaru w 926 r., oraz jego
bezpośrednich następców, panuje w katedrze obrządek melkicki (ortodoksyjny),
utrzymujący się przez pierwszą połowę XI w., aby później być może ustąpić znów
miejsca monofizytom. Ten krótki stosunkowo okres panowania melkitów w katedrze uwidacznia się w malarstwie powstaniem serii omawianych w niniejszym
artykule przedstawień Marii. Szerzej na ten temat w: T. Głogowski, op. cit.,
s. 406.
34
Szerzej na ten temat w: P. van Moorsel, Die stillende Gottesmutter und die
Monophysiten, w: E. Dinkler (red.), Kunst und Geschichte Nubiens in christlicher
Zeit, Recklinghausen 1970, s. 281–288.

Odzyskane Królestwo Makurii...

237

rianosa z Matką Boską i Dzieciątkiem, Drzewo (fragment wyobrażenia Chrystusa ze świętym Menasem), Zmartwychwstały Chrystus
z Marią Magdaleną.
Z nawy głównej katedry pochodzi najbardziej barwne przedstawienie z całego zbioru fresków, określane jako Władca nubijski.
Malowidło zaskakujące żywą kolorystyką i bogactwem ornamen­
tów widniało na licu wschodnim pierwszego od zachodu pilastra
filaru pomiędzy nawą główną a południową. Przedstawia środko­
wą część postaci królewskiego namiestnika królestwa Nobadii,
które po zjednoczeniu z królestwem Makurii zachowa­ło duży
stopień autonomii. Namiestnik, w znacznym stopniu niezależny
od króla rezydującego w Dongoli, nosił bizantyński tytuł eparcha
Nobadii35. Podlegał mu obszar pomiędzy I a II katarak­tą. Pełnił
funkcje administracyjne i wojskowe, kontrolował pobór podatków,
dystrybucję dóbr, handel zagraniczny, zarządzał skar­bem, miał
władzę wojskową i sądowniczą. Do jego zadań należa­ła również
obrona granic. Prawdopodobnie eparchami Nobadii zostawali
książęta krwi królewskiej, być może dziedziczni, którzy przybierali czasem tytuł króla (pum). Nosili oni insygnia podkre­ślające
ich rycerski stan: hełm (lub turban) z rogami ozdobionymi dzwonkami, zwieńczony półksiężycem, oraz łuk, a niekiedy rów­nież
włócznię i tarczę. Przedstawiony dostojnik jest ubrany we wzorzysty kaftan i spódnicę ozdobioną wzorem medalionów wypełnionych barw­nymi rozetami. W obu rękach trzyma insygnia eparcha, to jest diadem ozdobiony bukranionem (motywem głowy
byka), z bia­łymi wstęgami (prawdopodobnie rozwinięty turban),
oraz łuk re­fleksyjny, symbol władzy wojskowej36.
Szerzej na ten temat: S. Jakobielski, Nubia w okresie chrześcijańskim, w:
M. Tymowski (red.), Historia Afryki do początku XX wieku, Wrocław-Warszawa-Kraków 1996, s. 549.
36
Odkrycie podobnych portretów w klasztorze w Starej Dongoli umożliwiło
rekonstrukcję przedstawienia. Dostojnikowi towarzyszyła święta patronka ka35

238

Aneta Pawłowska

Salę VI zamyka odtworzona półkolista absyda. Malowidło na
ścianie absydy było prawdopodobnie najstarszym przedstawieniem
w katedrze. Wskazuje na to rodzaj tynku odbie­gającego strukturą i barwą od tego, jaki położono w innych czę­ściach kościoła.
Obecny stan zachowania pozwala prześledzić cztery stadia dekoracji charakterystyczne dla stylów malarstwa katedry od IX do
XII w. Malowidło nosi ślady licznych napraw i przemalowań. Zachował się jedynie fragment kompozycji na półkolistej ścianie
powyżej syntrononu, zaś przedstawienie na sklepieniu uległo
zniszczeniu, kiedy konstrukcja runęła lub została rozebrana. Ściana absydy jest podzielona wyraźną poziomą linią na dwa pasy
różnej wysokości. W dolnym, węższym pasie, biegną­cym bezpośrednio nad górnym stopniem syntrononu, znajduje się fryz arkad
wspartych na kolumnach (prawdopodobnie 24). Pod łukiem każdej z arkad wyobrażony jest ptak (orzeł lub gołąb) sto­jący obok
małego ołtarza, unoszący skrzydła do lotu. Głowę ptaka wieńczy
mały krzyż, a pole pod arkadą, nad głową ptaka, wypełnia duża
rozeta. W drugim, wyższym pasie przedstawiona była tronująca
Maria, a po bokach tronu kolegium apostołów rozdzielone na
dwie gru­py. Apostołowie ubrani w szaty greckich filozofów – chiton i himation – trzymają księgę Ewangelii. Prawdopodobnie na
początku X w., kiedy ściany kościoła na nowo otynkowano, do
istniejącej kompozycji domalowano postać nubijskiego władcy
stojącego frontalnie na pierwszym planie. Zasłoniła ona starsze
przedstawienie Matki Boskiej, które przemalowano, oraz środkową część arkadowego fryzu z ptakami. Ciemnoskóry monarcha
tedry, Maria (jej palce są widoczne na prawym ramieniu eparcha, a poniżej
prawego łokcia dostojnika widać fragment jej ciemnoniebieskiej tuniki i purpurowego maforionu), z drugiej strony przedstawiony był prawdopodobnie Chrystus.
Święci patroni kładący dłonie na ramionach dostojnika symbolicznie brali go
w opiekę i legitymizowali jego władzę. W. Godlewski, Some Remarks on the Faras
Cathedral and its Painting, „Journal of Coptic Studies” 1992, nr 2, s. 99–116.

Odzyskane Królestwo Makurii...

239

ubrany jest w uroczysty strój bizantyńskiego patrycjusza zakładany na szczególne, świąteczne okazje, takie jak liturgia Bożego
Narodzenia i Objawienia Pańskiego. Długa, biała tunika (chiton)
monarchy jest przewiązana w talii pasem, a spięty na prawym
ramieniu płaszcz (chlamida) zdobi na wysokości piersi duża purpurowa wstawka (gr. tablion, łac. tabula), jaką nosili wysocy dostojnicy bizantyńskiego dworu. W prawej dłoni król dzierży niewielki złoty krzyż wskazujący zapewne na niższe święcenia
duchowne (diakonat), dające władcy prawo wstępu do prezbiterium podczas liturgii37.
Postać monarchy w absydzie to jedna z kilku ciemnoskórych
postaci znajdujących się na freskach faraskich (inne to młody
władca nubijski, biskup Petros, dostojnik nubijski, procesja Nubijczyków oraz biskup Marianos o oliwkowej karnacji). To te właśnie malowidła przypominają osobom oglądającym kolekcję
w galerii, iż jej eksponaty pochodzą ze strefy Bilad as-Sudan.
W kolejnych salach – VII i VIII – w szklanych gablotach umieszczono krzyże z kręgu Kościoła wschodniego, a w tym kolekcję
krzyży etiopskich Wacława Korabiewicza oraz ceramikę nubijską
i koptyjską, a także fragmenty tkanin koptyjskich.
Warto dodać, iż pewnym drogowskazem dla muzealników,
jeśli chodzi o obecny sposób zaprezentowania kolekcji były zbiory galerii z malowidłami romańskimi z Museu Nacional d’Art de
Catalunya w Barcelonie. Prace nad nową galerią trwały ponad
cztery lata, były one także okazją do wnikliwej konserwacji mocno zakurzonych fresków (które od lat 70. XX w. nie były zasadniczo konserwowane), badań z zastosowaniem nowych technik (co
pozwoliło na ujawnienie dodatkowych informacji).
37
Por.: W. Godlewski, op. cit oraz Galeria Faras im. Profesora Kazimierza
Michałowskiego. Przewodnik, op. cit., s. 188–197; K. Michałowski, Faras malowidła…, op. cit., s. 128–142.

240

Aneta Pawłowska

9. Sala VIII z gablotami z ceramiką nubijską
[fot. A. Pawłowska]

Architekci starali się prostymi, ponadczasowymi środkami architektonicznymi uzyskać nastrój panujący w historycznym wnętrzu sakralnym wczesnochrześcijańskiej świątyni, jednak bez
dosłownych odniesień do architektury katedry w Faras. W założeniu kuratorów Muzeum Narodowego nowa ekspozycja w Galerii Faras daje zwiedzającym możliwość zbliżenia się do pierwotnego znaczenia malowideł z faraskiej katedry, zapoznania się
z nimi w kontekście przestrzeni, która odnosi się do pierwotnego
układu wnętrza kościoła. Trudno nie zgodzić się z tą uwagą, bowiem freski poprzez zastosowanie nisz i poprzecznych ścian odtwarzających układ naw, mają okazję do wzajemnej interakcji
i silniejszej reakcji z widzem, którego nieomal otaczają, zmuszając niejako do dialogu. Tym samym wizerunki sprzed wieków
odzyskują swoją utraconą moc i – jak twierdzi w przewrotnym

Odzyskane Królestwo Makurii...

241

10. Prace konserwatorskie, oczyszczanie powierzchni malowidła
(przed otwarciem Galerii Faras w nowej aranżacji)
[fot. profil facebookowy Muzeum Narodowego]

eseju pt. Czego chcą obrazy – W. J. T. Mitchell: „mówią do nas –
czasem dosłownie, a czasem metaforycznie; albo patrzą na nas
w ciszy poprzez «otchłań, której brzegów nie łączy most języka»”38.

38

W. J. T. Mitchell, Czego chcą obrazy?, Kraków 2015, s. 67.

242

Aneta Pawłowska

Bibliografia:
„Malowidła z Faras – 50 lat w Polsce” – konferencja w Warszawie, http://
naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,406776,malowidla-zfaras---50-lat-w-polsce--konferencja-w-warszaw (dostęp:
21.09.2017).
Bernhard M. L., Wykopaliska archeologiczne Muzeum Narodowego w Warszawie, „Rocznik Muzeum Narodowego w Warszawie” 1962, nr 6,
s. 165–187.
Bernhard M. L., Kazimierz Michalowski, „Eos” 1982, t. 70, nr 1, s. 5–23.
Dobrzeniecki T., Święta Anna z Faras w Muzeum Narodowym w Warszawie. Symbolika gestu milczenia, „Rocznik Muzeum Narodowego
w Warszawie” 1988, t. 32, s. 95–214.
Galeria Faras im. Profesora Kazimierza Michałowskiego. Przewodnik, red.
K. Kornat, Warszawa 2014.
Galerie stałe, http://www.mnw.art.pl/kolekcje/galer/ (dostęp:
21.08.2017).
Godlewski W., Pachoras. The Cathedrals of Aetios, Paulus and Petros. The
Architecture, Warszawa 2006.
Godlewski W., Some Remarks on the Faras Cathedral and its Painting,
„Journal of Coptic Studies” 1992, nr 2, s. 99–116.
Guzek Ł., Od „white cube” do „alternative space”, w: M. Popczyk (red.),
Muzeum sztuki. Antologia, Kraków 2005, s. 466–489.
Jakobielski S., Nubia w okresie chrześcijańskim, w: M. Tymowski (red.),
Historia Afryki do początku XX wieku, Wrocław-Warszawa-Kraków
1996, s. 545–569.
Jędrzejewska H., Konserwacja malowidła z niszy z katedry z Faras,
„Rocznik Muzeum Narodowego w Warszawie” 1970, t. 14, s. 431–
457.
Jędrzejewska H., Konserwacja dwóch malowideł ściennych z Faras, „Rocznik Muzeum Narodowego w Warszawie” 1965, t. 9, s. 217–264.
Lipińska J., Kazimierz Michalowski, „Bulletin du Musée National de Varsovie” 2001, t. 42, s. 7–13.

Odzyskane Królestwo Makurii...

243

Łukasiak E., Wystawy zorganizowane przez Muzeum Narodowe w Warszawie za granicą, „Rocznik Muzeum Narodowego w Warszawie”
1976, nr 20, s. 420–567.
M. Kuc, Otwarcie Galerii Faras, 2014, http://www.rp.pl/artykul/1136036-Otwarcie-Galerii-Faras.html#ap-3 (dostęp:
21.09.2017).
Mich K. A., Problem zakorzenienia chrześcijaństwa w lokalnej kulturze,
w: J. Różański, M. Ząbek (red.), Sudan: archeologia i historia,
Zakład Badań Etnicznych i Międzykulturowych Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej UW, Warszawa 2015, s. 73–94.
Michałowski K., Badania naukowe nad starożytnością w Muzeum Narodowym w latach 1946–1961, „Rocznik Muzeum Narodowego
w Warszawie” 1962, t. 6, s. 133–164.
Michałowski K., Faras malowidła ścienne w zbiorach Muzeum Narodowego w Warszawie, Warszawa 1974.
Michałowski K., Od Edfu do Faras, Warszawa 1983.
Mitchell W. J. T., Czego chcą obrazy?, Kraków 2015.
Moorsel (van) P., Die stillende Gottesmutter und die Monophysiten, w:
red. E. Dinkler, Kunst und Geschichte Nubiens in christlicher Zeit,
Recklinghausen 1970, s. 281–288.
Muzeum Narodowe w Warszawie, http://www.mnw.art.pl/kolekcje/
galer/ (dostęp: 21.08.2017).
Muzeum Narodowe w Warszawie. Założenia projektowe i architektoniczne,
http://www.mnw.art.pl/kolekcje/galer/galeria-faras/zalozenia-projektowe-i-architektoniczne/ (dostęp: 21.08.2017).
Popłonyk U., Wystawy Muzeum Narodowego w Warszawie 1945–1975,
„Rocznik Muzeum Narodowego w Warszawie” 1976, t. 20, s. 420–
526.
Sadurska A., Nekrologi, „Archeologia” 1981, t. 32, s. 243–246.
Spotkanie z zabytkami, https://issuu.com/hereditas/docs/spotkania_11-12_2014 (dostęp: 21.08.2017).

244

Aneta Pawłowska

Spis ilustracji:
1. Kazimierz Michałowski na tle malowideł z Faras, Muzeum Narodowe
w Warszawie, lata 60. XX w. [fot. zbiory MNW]
2. Anioł (fragment), IX w., malowidło z Sudańskiego Muzeum Narodowego [fot. www.mnw.art.pl]
3. Oprowadzanie po wystawie malowideł katedry z Faras, ok. 1972 r.,
autor fotografii nieznany [fot. zbiory MNW]
4. Model katedry faraskiej z sali I [fot. A. Pawłowska]
5. Widok ogólny sali IV [fot. profil facebookowy Muzeum Narodowego]
6. Model nadproża z katedry faraskiej w sali IV przeznaczony dla osób
z dysfunkcją wzroku [fot. A. Pawłowska]
7. Epitafia biskupów faraskich z sali V [fot. A. Pawłowska]
8. Widok ogólny sali VI [fot. profil facebookowy Muzeum Narodowego]
9. Sala VIII z gablotami z ceramiką nubijską [fot. A. Pawłowska]
10. Prace konserwatorskie, oczyszczanie powierzchni malowidła (przed
otwarciem Galerii Faras w nowej aranżacji) [fot. profil facebookowy
Muzeum Narodowego]

Streszczenie
Artykuł dotyczy współczesnej Galerii Faras znajdującej się w Muzeum Narodowym w Warszawie (MNW), w swej najnowszej odsłonie
z 17 października 2014 r. Galeria ta jest jedynym w Europie i wyjątkowym w skali światowej miejscem ukazującym zabytki kultury i sztuki
nubijskiej z okresu chrześcijańskiego. Ekspozycja powstała w oparciu
o malowidła pochodzące z wykopalisk prowadzonych przez zespół prof.
Michałowskiego na terenie starożytnego dużego ośrodka miejskiego
Faras (zwanego wówczas Pachoras), podległego królestwu Makurii
(płożonemu na północnych obszarach dzisiejszego Sudanu). Odkryto
dobrze zachowane ruiny kościoła katedralnego biskupów Faras z VIII
wieku. Tak zwana „Kampania Nubijska” z lat 1960–1970 okazała się
prawdziwym przełomem w badaniach nad starożytną i średniowieczną
Nubią, czyli krainą historyczną obejmującą środkowy bieg Nilu pomiędzy Asuanem a Chartumem (między VI a I kataraktą), co więcej wyko-

Odzyskane Królestwo Makurii...

245

paliska te zapobiegły zalaniu bezcennych skarbów przez wody Tamy
Asuańskiej. Dzisiejsza nowoczesna forma ekspozycji fresków i innych
znalezisk z Faras jest drugą odsłoną tej kolekcji po ponad 40 latach.
Słowa klucze: Makuria, Faras, Muzeum Narodowe w Warszawie,
Kazimierz Michałowski, freski, wystawa

Regained Kingdom of Makouria – Salvaged Treasures
of the Faras Gallery at the National Museum in Warsaw
Abstract
The article is concerned with the contemporary art Gallery Faras,
which is located on the premises of the National Museum in Warsaw
and it describes the latest opening of this gallery, which occurred on
October 17th 2014. The Faras Gallery is the only gallery of its kind in
Europe and it is quite unique and exceptional in the scope of the whole
wide world, as it displays the relics of the Nubian art and culture from
the Christian period. The exposition was composed based on various
paintings acquired during the archeological excavations conducted by
a team of archeologists led by professor Michałowski, on the territory
of an ancient large municipal centre called Faras (at the time it was
called Pachoras). Faras was a subordinate area to the Kingdom of Makouria (located on northern outskirts of today’s state of Sudan) and
during the excavations, very well preserved ruins of the Faras bishops’
cathedral church from the 8th century, were discovered. The so-called
“Nubian Campaign” which was organized during the period from the
1960s till 1970s, turned out to be a truly historical breakthrough in the
field of research concerning ancient and mediaeval Nubia, which was
a historical land stretching from the central run of the Nile river, between Aswan and Khartoum (located between the sixth and first cataract).
Moreover these excavations prevented the destruction of the priceless
treasures by the water floods from the Aswan Dam. The present day’s
modern form of exposition of the various frescoes and other findings

246

Aneta Pawłowska

from the Faras area, is only the second official display of this invaluable
collection after more than forty years.
Key words: Makouria, Faras, National Museum in Warsaw, Kazimierz Michałowski, frescoes, exhibition

KATARZYNA ANNA MICH

Z NUBII DO POLSKI – BISKUPI FARASCY NA
CMENTARZU BRÓDNOWSKIM
W WARSZAWIE
Wstęp
Wśród wielu grobów na Cmentarzu Bródnowskim w Warszawie jeden, choć niczym prawie nie odróżnia się od reszty nagrobków, jest wyjątkowy. Jedynie napis „Grób kapłański” bez wymienionych imion i nazwisk może wskazywać, że jest to miejsce
pochówku zbiorowego. Grób jest tak tajemniczy, iż niewielu nawet wie, kim są ludzie w nim pochowani.
A są nimi zapomniani biskupi z Faras znajdującego się w odległej Nubii (na terenach dzisiejszego Sudanu). Liczące tysiąc lat
szczątki zostały przywiezione w latach 60. XX wieku przez antropologa Tadeusza Dzierżykraja-Rogalskiego z Zakładu Archeologii
PAN po zakończeniu badań archeologicznych w Faras pod kierunkiem prof. Kazimierza Michałowskiego. Po przeprowadzeniu
specjalistycznych ekspertyz pojawił się problem co z nimi zrobić.
Wiele lat przeleżały w magazynie, by w końcu w 1994 r., z inicjatywy prof. Piotra Bielińskiego, kości trzynastu biskupów zostały
pochowane w Warszawie na cmentarzu na Bródnie.
Katarzyna Anna Mich – doktorantka misjologii, Instytut Dialogu Kultury i Religii, Wydział Teologiczny Uniwersytetu Kardynała Stefana
Wyszyńskiego w Warszawie.

248

Katarzyna Anna Mich

Doczesne szczątki biskupów czekają na zmartwychwstanie
daleko od swej ojczyzny i bez łączności ze swoimi wiernymi, są
bowiem wśród obcych w Warszawie. Czy kiedykolwiek wrócą do
Faras? Do katedry już nie, bowiem wody Jeziora Nasera zalały
katedrę, ale może do Nubii? Warto więc w oczekiwaniu na ostateczność choć wspomnieć ich, zaświecić świeczkę na ich grobie,
by nie czuli się osamotnieni i zapomniani wśród imiennych grobów,
gdyż nawet ich imion nikt nie przeczyta i nie przystanie na chwilę zadumy.
Biskupi z Faras na warszawskim Bródnie, jak się okazuje, mają
swoje imiona i swoją historię, którą znamy dzięki badaniom archeologicznym i epigraficznym. I choć ich katedra znajduje się
pod wodami, to uratowane zostały nie tylko ich szczątki, ale również portrety namalowane na jej ścianach. Można je zobaczyć
zarówno w Warszawie na wystawie w Muzeum Narodowym, jak
i w Chartumie w National Museum.
Przywracając pamięć o pasterzach Kościoła nubijskiego, przywraca się również pamięć o wyjątkowym i niezwykłym chrześcijaństwie, które istniało na terenach Dolnej Nubii przez ponad
tysiąc lat wśród piasków pustyni.

Faras
Faras, starożytne i średniowieczne miasto nubijskie, znajdowało się na zachodnim brzegu Nilu na terenie dzisiejszego Sudanu w pobliżu granicy z Egiptem. Obecnie znajduje się pod wodami Jeziora Nasera. Było ważnym ośrodkiem aglomeracyjnym już
od czasów Średniego Państwa1. W okresie meroickim w Faras
S. Jakobielski, Faras III. A History of the Bishopric of Pachoras on the Basis
of Coptic Inscriptions, Warsaw 1972, s. 19.
1

Z Nubii do Polski – biskupi farascy...

249

(Phrs) znajdowała się stolica prowincji Akin (I BC – III AD). Po
upadku Mereo w okresie IV–VI wieku było dobrze ufortyfikowanym ośrodkiem miejskim i najprawdopodobniej stanowiło siedzibę władców Nobadii. Nobadia oficjalnie przyjęła chrzest w roku
543 z rąk misjonarzy monofizyckich przysłanych z Konstantynopola przez cesarzową Teodorę2. W VII wieku nastąpiło zjednoczenie Nobadii z Makurią, sąsiednim królestwem, a Faras stało
się stolicą Maris, gdzie znajdowała się rezydencja eparcha (gubernatora) Nobadii3.
Biskupstwo w Faras powstało na początku VII wieku i podległo
monofizyckiemu patriarchatowi w Aleksandrii. W okresie funkcjonowania zjednoczonych królestw Faras przeżywało rozkwit
gospodarczy i kulturowy. Upadek miasta jako zespołu urbanistycznego rozpoczął się w XIII wieku, a w XVI lub XVII wieku na
jego gruzach powstałą cytadela arabska, która funkcjonowała aż
do XIX wieku w okresie powstania Mahdiego. Następnie powstała w niej mała osada Farasindiffi4.
Pierwsze badania archeologiczne w Faras prowadziła w latach
1908–1909 pod kierunkiem Geoffreya S. Milehama amerykańska
ekspedycja z Uniwersytetu Pensylwania. Przebadano wówczas
zachodnią część miasta z Kościołami Północnymi i Południowym
z VII wieku5. Kolejne badania w latach 1909–1912 prowadził Francis L. Griffith z Uniwersytetu Oxford, który odkrył wówczas nekropole meroickie i chrześcijańskie, egipskie świątynie, mury
2
W. H. C. Frend, The Missions to Nubia: An Episode in the Struggle for Power
in Sixth Century Byzantium, „Études et Travaux”1976, t. 8, s. 9–17.
3
D. A. Welsby, Medieval kingdoms of Nubia: pagans, Christians, and Muslims
along the middle Nile, w: D. A Welsby, D. W. Phillipson (red.), Empires of the Nile,
London 2008, s. 338.
4
S. Jakobielski, Faras, w: D. Bagińska (red.), Wielkie Królestwa Chrześcijańskie
w Nubii, Poznań 2013, s. 15.
5
G. S. Mileham, Churches of Lower Nubia, t. 2, Philadelphia 1910, s. 22–36.

250

Katarzyna Anna Mich

forteczne oraz zabudowę wokół centrum (m.in. tzw. „Kościół przy
Bramie Rzecznej” z przełomu VI i VII wieku)6. W 1960 roku w Faras była przeprowadzona przez Williama Y. Adamsa prospekcja
terenowa w ramach przygotowań do międzynarodowej akcji ratowania zabytków w Nubii7. Rok później badania wykopaliskowe
rozpoczęła w Faras misja Polskiej Stacji Archeologii Śródziemnomorskiej w Kairze pod kierunkiem prof. Kazimierza Michałowskiego. Badania trwały do kwietnia 1964 r., i zakończyły się krótko przed zalaniem Faras przez powstałe w wyniku spiętrzenia
Nilu Jezioro Nasera. W trakcie prac prowadzonych przez Kazimierza Michałowskiego przebadano zespół architektoniczny
w centrum miasta, w którym odkryto kilkakrotnie przebudowywaną katedrę i inne kościoły, klasztor, pałac, domy mieszkalne
oraz groby biskupów z IX/X wieku na przyklasztornej nekropolii.
Najważniejszym odkryciem jest katedra biskupów faraskich i unikatowy zbiór malowideł, które zdobiły jej ściany8.

Biskupstwo w Faras
Przyjmuje się, że około 543 roku władca Nobadii przyjął chrzest
z rąk biskupa Juliana w obrządku monofizyckim. Monofizycki
patriarcha Aleksandrii Teodozjusz I miał przed swoją śmiercią
wyznaczyć dla Nobadii biskupa Longinusa, którego wyświęcił
i wysłał, aby dokończył dzieło rozpoczęte przez Juliana. Longinus
miał wybudować pierwszy kościół w Nobadii, ustanowić kapłanów
F. L. Griffith, Oxford Excavations in Nubia, „Annales of Archaeology and
Anthropology” 1921, t. 8, s. 1–4.
7
W. Y. Adams, An Introductory Classifications of Christian Nubian Pottery,
„Kush” 1962, t. 10, s. 245–288.
8
K. Michałowski, Faras I. Fouilles polonaises 1961, Warszawa 1962; K. Michałowski, Faras II. Fouilles polonaises 1961–1962, Warszawa 1965.
6

Z Nubii do Polski – biskupi farascy...

251

oraz zorganizować liturgię. Dawne świątynie poświęcone pogańskim bóstwom zostały zamienione na kościoły, wznoszono również
nowe miejsca kultu dla nowego Boga. Pojawiły się ośrodki życia
monastycznego, wzniesiono wiele klasztorów na skraju doliny
Nilu9.
Biskupstwo w Faras zostało założone najprawdopodobniej
w pierwszej ćwierci VII wieku, kilkanaście lat po oficjalnej chrystianizacji Nobadii. Od początku było podporządkowane jurysdykcji monofizyckiego patriarchatu w Aleksandrii. Jako jedyne
w Nubii posiada zachowaną Listę Biskupów, która znajduje się
w apsydzie baptysterium katedry. Wymienia ona 27 biskupów: od
Aetiosa zmarłego ok. 630 roku do Iesu II, który zmarł około 1175
roku10. Lista zostawia jedną wolną pozycję, najprawdopodobniej
dla biskupa Marianosa, który zmarł w Qasr Ibrim, oraz pomija
ostatnich biskupów od końca XII do pierwszej połowy XIV wieku11.
Dzięki Liście Biskupów i innym inskrypcjom takim jak stele
nagrobne czy legendy przy malowidłach możliwe było odtworzenie dziejów biskupstwa w Faras od założenia do roku 1169,
w tym na ustalenie z dużą dokładnością dat i okresu episkopatu
poszczególnych biskupów. Lista pozwoliła również na wydatowanie portretów biskupich, a to z kolei pozwoliło na stworzenie
podstawowej chronologii malarstwa w Faras12.

9
S. Jakobielski, Chrześcijaństwo nubijskie w świetle najnowszych badań, w:
A. S. Atiya, Historia kościołów wschodnich, przekład zbiorowy, Warszawa 1978,
s. 385–393.
10
J. M. Plumpey, The Stele of Marianos Bishop of Faras, „Bulletin du Musée
National de Varsovie” 1971, t. 11, fasc. 4, s. 77–84.
11
W. Godlewski, Początki biskupstwa w Pachoras: katedra Aetiosa, „Światowid”
2000, t. 2, fasc. A, s. 43–48.
12
S. Jakobielski, Katedra w Faras…, op. cit., s. 23.

252

Katarzyna Anna Mich

Biskupi z Faras na Bródnie
Do Polski Dzierżykraj-Rogalski przywiózł szczątki czternastu
biskupów w celu przeprowadzenia szczegółowych badań, które
zostały opublikowane w „The Bishops of Faras. An Antropological-Medical Study” w 1985 roku. Wśród nich na podstawie źródeł
archeologicznych dziesięciu biskupów zostało zidentyfikowanych,
a trzech określono jako „Anonymous”13.
Tych dziesięciu znanych z imienia biskupów zostanie przedstawionych chronologicznie, zostanie również ukazany ich episkopat na tle historii królestwa. Trzeba nadmienić, że około 707
roku Nobadia została włączona do sąsiedniego królestwa Makurii14, a episkopaty biskupów, którzy zostali przywiezieni do Polski,
pochodzą z okresu zjednoczonych królestw Nobadii i Makurii.
Matthaios był biskupem Faras w latach 730–766. Był on siódmym biskupem w Faras na podstawie zachowanej listy. Był monofizytą i jego episkopat wchodzi zakres panowania królów Abrahama, Markiosa i Kyriakosa15. W tych czasach potęga Nubii
musiała być znaczna, bowiem Kyriakos wyruszył zbrojnie do
Egiptu około 748 r., by uwolnić monofizyckiego patriarchę Michaela więzionego w Aleksandrii przez egipskiego gubernatora
Abd’ al-Malika. Egipt po klęsce koło Konstantynopola w 717 r. był
osłabiony i niespokojny przez wewnętrzne problemy, które wynikły z wysokich podatków nakładanych na Koptów. Sytuację
dobrze wykorzystał król zjednoczonych królestw Makurii i Noba-

13
T. Dzierżykraj-Rogalski, Faras VIII. The Bishops of Faras. An AntropologicalMedical Study, Warszawa 1985.
14
D. A. Welsby, op. cit., s. 294.
15
S. Jakobielski, Faras III…, op. cit., s. 52–63.

Z Nubii do Polski – biskupi farascy...

253

dii, Kyriakos, by zademonstrować swoją potęgę i zapewnić pokój
dla swojego kraju16.
Grób Matthaiosa był zlokalizowany na zewnątrz katedry na
południowej stronie wspólnego kompleksu z grobami biskupów
Ignatiosa i NN17. Stela Matthaiosa z typowym tekstem w języku
greckim znajdowała się w piasku jeden metr od jego grobu18.
Ignatios był biskupem w Faras od 766 do 802 roku i ósmym na
Liście Biskupów. Prawdopodobnie był monofizyckim mnichem.
Przybył do Nubii jako biskup najprawdopodobniej z Antiochii. Na
podstawie Listy Biskupów i kommemoratywnej steli znalezionej
koło grobu jego poprzednika Matthaiosa określono, że Ignatios
żył około 78 lat, z czego 58 spędził w klasztorze. Biskupstwo w Faras było jedynie częścią jego życia jako mnicha, bowiem zgodnie
z koptyjską tradycją powołuje się mnichów na stanowisko biskupa19.
Druga połowa VIII wieku jest dla Nubii okresem pokoju i konsolidacji. Zjednoczone królestwo przeżywa rozkwit pod panowaniem króla Michaela i Ioannesa I, ale w Egipcie zaczynają się
prześladowania chrześcijan. Dynastia Abbasidów, która przejmuje władzę po Ummajadach, likwiduje klasztory i uciska Koptów.
Tym razem królowie nubijscy nie interweniują w Egipcie20.
Dla biskupstwa w Faras ważniejsze były wydarzenia w Bizancjum. W drugiej połowie VIII wieku pod panowaniem cesarza
Konstantyna V (741–775) rozpoczęła się w Cesarstwie walka ikonoklastów z kościelnymi dygnitarzami, mnichami i klasztorami
głoszącymi kult ikon. Liczni mnisi zostali zmuszeni do emigracji,
zwłaszcza do Italii. Jest bardzo prawdopodobne, że Ignatios był
D. A. Welsby, op. cit., s. 279.
T. Dzierżykraj-Rogalski, Faras VIII…, op. cit., s. 44.
18
J. Kubińska, Faras IV. Inscriptions grecques chrétiennes, Warszawa 1974,
s. 24–26.
19
S. Jakobielski, Faras III…, op. cit., s. 67–72.
20
T. Dzierżykraj-Rogalski, Faras VIII…, op. cit., s. 66.
16
17

254

Katarzyna Anna Mich

emigrantem z Bizancjum. Jego imię, które było bardzo popularne
w Bizancjum, zwłaszcza w Antiochii, może potwierdzać taką możliwość21.
W kompleksie grobów obok pochówków Matthaiosa i Ignatiosa znajdował się jeszcze jeden. Trzeci biskup, w opracowaniu
Dzierżykraja-Rogalskiego opisany jako Anonymous I nie jest
znany jednak z imienia22. Po śmierci Ignatiosa w 802 r. tron biskupi przejmują kolejno Ioannes (I) (802–809?), Ioannes II (po
809 r.?), Marcos (810–826) oraz Chael (I) (826–827). Jakobielski
uważa, że tym trzecim biskupem mógłby być Chael, który na stolicy biskupiej był bardzo krótko, bowiem zmarł już po roku rządów
biskupich w 827 roku23. W tym okresie, na początku IX wieku,
zauważa się bliższe kontakty Makurii z Alodią. W 822 roku król
Zachariasz wstąpił na tron i odmówił płacenia baqtu, daniny narzuconej przez Egipt w 641 roku24.
Kolejnymi biskupami pochowanymi w Warszawie są: Kolluthos,
Stephanos, Aaron I. Ich pochówki znajdowały się bardzo blisko
siebie25.
Kolluthos, siedemnasty biskup w Faras, pełnił urząd biskupa
przez dwadzieścia lat (903–923). Czasy jego rządów nad Kościołem w Faras przypadły na czas potęgi Nubii. Grób Kolluthosa został odkryty w południowo-wschodniej ścianie katedry, dokładnie
na osi grobów kolejnych biskupów: Stephanosa i Aarona. Nadbudowa jego grobu miała formę regularnej mastaby26.
Cały X wiek jest dla zjednoczonego królestwa Nubii okresem
wyjątkowego rozwoju. W 915 r. po śmierci króla Georgiosa władzę
S. Jakobielski, Faras III…, op. cit., s. 67–69.
T. Dzierżykraj-Rogalski, Faras VIII…, op. cit., s. 79–98.
23
S. Jakobielski, Faras III… op. cit., s. 75.
24
D. A. Welsby, op. cit., s. 281.
25
T. Dzierżykraj Rogalski, Faras VIII…, op. cit., s. 104–169.
26
Tamże, s. 104.
21

22

Z Nubii do Polski – biskupi farascy...

255

przejął Zacharias III, który kontynuował sprawną politykę swojego ojca. Dla Nubii jest to okres rozwoju handlu, wielkiego dobrobytu i tolerancji religijnej27.
Po śmierci Kolluthosa biskupem został monofizyta Stephanos,
osiemnasty biskup w Faras. Sprawował władzę w latach 923–926.
Stephanos wedle inskrypcji zmarł 14 lipca 926 r., mając 52 lata
i 7 miesięcy28. Grób Stephanosa znajdował się obok grobu jego
poprzednika, pod wspólną mastabą29. Formuła steli obydwóch
biskupów jest po grecku, ale w rycie monofizyckim, co jest dziwne, bowiem językiem używanym w rycie monofizyckim był koptyjski30.
Aaron I był dwudziesty na tronie biskupim i pełnił urząd w latach 952–972. Umarł w wieku 61 lat. Za jego czasów katedra
została całkowicie odbudowana po pożarze w roku 927, za episkopatu biskupa Eliasa (926–952)31. Aaron został pochowany
koło Kolluthosa, a dokładnie w jego grobie. Identyfikacja nastąpiła dzięki jego steli z inskrypcją w języku koptyjskim32. Dla królestwa pod rządami Georgiosa II był to czas największej potęgi.
W 956 r. Nubijczycy zaatakowali Egipt, a w roku 966 okupowali
ważną część Górnego Egiptu z Asuanem i Edfu. W Egipcie tron
przejęli Fatymidzi w 969 roku, ale nie zmieniło to sytuacji33.
Kolejnym biskupem pochowanym na Bródnie jest (7) monofizyta Petros I, będący na liście dwudziesty pierwszy. Był zwierzchnikiem Kościoła w Faras w latach 974–999. Był on metropolitą

D. A. Welsby, op. cit., s. 281.
S. Jakobielski, Faras III…, op. cit., s. 104.
29
T. Dzierżykraj Rogalski, Faras VIII…, op. cit., s. 123.
30
S. Jakobielski, Faras III…, op. cit., s. 104.
31
Tamże, s. 119–123.
32
T. Dzierżykraj-Rogalski, Faras VIII…, op. cit., s. 149.
33
D. A. Welsby, op. cit., s. 282.
27

28

256

Katarzyna Anna Mich

przez 23 lata. Zmarł w wieku 93 lat34. Jego grób znajdował się
obok katedry, przy „Kościele na Południowym Stoku” i miał formę
małej, oddzielnej kaplicy przykrytej kopułą, która znajdowała się
na południowej ścianie kościoła35. W katedrze, w pomieszczeniu
nazwanym „Bishops Room”, znajdował się również jego dobrze
zachowany portret na zachodniej ścianie. Przedstawia on czarnego biskupa pod protekcją świętego Piotra36. Dzięki świetnie
zachowanemu szkieletowi można stwierdzić, że portret przedstawia realnie historyczną osobę37. Episkopat Petrosa przypada
na czasy króla Georgiosa II, władcy, który miał bardzo przyjacielskie stosunki z Egiptem rządzonym przez Fatymidów.
W trakcie ostatnich dwóch lata episkopatu Petrosa I – od 997
do 999 roku – tron biskupi w Faras został przejęty przez melkitę
Ioannesa III. Był on biskupem Faras w latach od 997 do 1005,
kiedy umarł w wieku 82 lat. Ryt melkicki w Faras wydaje się być
rezultatem przyjaznych relacji z Egiptem, gdzie w tych czasach
był bardzo promowany38. Wspólny grób pięciu biskupów: Ioannesa III (997–1005) i czterech ostatnich biskupów z Listy: Petrosa II (1058–1062), Georgiosa (1062–1097), Chaela II (1097?–
1125/30), Iesu II (1125/30–1170/75) został odkryty w tzw.
kaplicy Świętej Dziewicy, która przylegała do wschodniej ściany
katedry.
Pomiędzy Ioannsesem i Petrosem jest 57 lat różnicy, nie wiadomo dlaczego do grobu Ioannesa dołożono kolejne cztery pochówki biskupów. Bezpośrednimi następcami Ioannesa III byli
biskupi melkiccy Marianos (1005–1036) i Mercurios (1037–1056),

S. Jakobielski, Faras III…, op. cit., s. 132–139.
K. Michałowski, Die Kathedrale aus dem Wüstensand, Köln 1973, s. 82, 95.
36
Malowidło znajduje się w Muzeum Narodowym w Warszawie.
37
T. Dzierżykraj-Rogalski, Faras VIII…, op. cit., s. 169.
38
S. Jakobielski, Faras III…, op. cit., s. 143–146.
34

35

Z Nubii do Polski – biskupi farascy...

257

których pochowano gdzie indziej39. Marianos został pochowany
w Qasr Ibrim40, a grobu Mercuriosa nie odnaleziono41.
Petros II był monofizytą i był biskupem w latach 1058–1062.
Zmarł w wieku 67 lat. W czasach panowania króla Salomona rola
Kościoła monofizyckiego w Nubii wzrosła. Monofizytą był również
Georgios, którego episkopat w Faras datowany jest na lata 1062–
1097 i przypadał na okres panowania króla Georgiosa III i Basiliosa. Zmarł on wieku 97 lat. Na biskupach Chaelu II i Iesu II lista
z Faras się kończy. Obaj byli melkitami. Chael był na tronie biskupim w latach od 1097 do 1125–1130. Zmarł w wieku 80 lat. Iesu
pełnił urząd episkopatu w latach od 1125–1130 do 1170–1175,
gdy władzę królewską najpierw sprawował Georgios IV, a następnie Moise. Zmarł w wieku 88 lat42. Jego episkopat przypada na
czas wojen Nubii z Egiptem za panowania dynastii Ajjibidów43.
W katedrze odnaleziono jeszcze dwa pochówki, których nie
zidentyfikowano. Najprawdopodobniej są to szczątki pochodzące z późnego okresu funkcjonowania biskupstwa z Faras i mogące należeć do ostatnich biskupów w Faras. Jednak ich wyda­towanie
jest bardzo trudne. Zostały one opisane przez Dzierżykraja-Rogalskiego jako Anonymous II i Anonymous III i mogą pochodzić
z okresu 1170/1175–1372, kiedy Timotheos został nazwany tytularnym Biskupem Pachoras44.

T. Dzierżykraj-Rogalski, Faras VIII…, op. cit., s. 37.
Zobacz przypis 10.
41
T. Dzierżykraj-Rogalski, Faras VIII…, op. cit., s. 218.
42
Tamże, s. 193.
43
D. A. Welsby, op. cit., s. 282–283.
44
T. Dzierżykraj-Rogalski, Faras VIII…, op. cit., s. 193.
39
40

258

Katarzyna Anna Mich

Zakończenie
Biskupi pochowani na Cmentarzu Bródnowskim byli świadkami zarówno wyjątkowego rozwoju chrześcijańskiego królestwa,
jak i jego stopniowego upadku. Kościół w Nubii przez wiele wieków kwitł, czego potwierdzeniem były potężne kościoły z monumentalnymi malowidłami. Dzięki sekwencji malowideł w katedrze
w Faras i jej korelacji z Listą Biskupów możliwe było przyporządkowanie stylu malowideł do odpowiedniej chronologii.
Kościół w Faras był podporządkowany monofizyckiemu patriarchatowi aleksandryjskiemu, jednak dzieje biskupstwa pokazują, że możliwe były zmiany w religijnej wierności przez władców
pomiędzy monofizytyzmem i melkizmem. W latach 999-1057 to
właśnie biskupi melkiccy przejęli tron biskupi w Faras.
Historia biskupstwa w Faras ściśle wiąże się z wizją polityczną
królów najpierw Nobadii, a następnie Makurii. To historia podszyta polityczną grą, do której wciągnięto pasterzy Kościoła.

Bibliografia
Adams W. Y., An Introductory Classifications of Christian Nubian Pottery,
„Kush” 1962, t. 10, s. 245–288.
Dzierżykraj-Rogalski T., Faras VIII. The Bishops of Faras. An Antropological-Medical Study, Warszawa 1985.
Frend W. H. C., The Missions to Nubia: An Episode in the Struggle for
Power in Sixth Century Byzantium, „Études et Travaux” 1976, t. 8,
s. 9–17.
Godlewski W., Początki biskupstwa w Pachoras: katedra Aetiosa, „Światowid” 2000, nr 2, fasc. A, s. 43–48.

Z Nubii do Polski – biskupi farascy...

259

Jakobielski S., Chrześcijaństwo nubijskie w świetle najnowszych badań,
w: A. S. Atiya, Historia kościołów wschodnich, przekład zbiorowy,
Warszawa 1978, s. 385–393.
Jakobielski S., Faras III. A History of the Bishopric of Pachoras on the
Basis of Coptic Inscriptions, Warsaw 1972.
Jakobielski S., Faras, w: Bagińska D. (red.), Wielkie Królestwa Chrześcijańskie w Nubii, Poznań 2013, s. 15–16.
Jakobielski S., Katedra w Faras, w: Bagińska D. (red.), Wielkie Królestwa
Chrześcijańskie w Nubii, Poznań 2013, s. 21–25.
Kubińska J., Faras IV. Inscriptions grecques chrétiennes, Warszawa 1974.
Michałowski K., Faras I. Fouilles polonaises 1961, Warszawa 1962.
Michałowski K., Faras II. Fouilles polonaises 1961–1962, Warszawa 1965.
Michałowski K., Die Kathedrale aus dem Wüstensand, Köln 1973.
Mileham G. S., Churches of Lower Nubia, t. 2, Philadelphia 1910.
Plumpey J. M., The Stele of Marianos Bishop of Faras, „Bulletin du Musée
National de Varsovie” 1971, t. 11, fasc. 4, s. 77–84.
Welsby D. A., Medieval kingdoms of Nubia: pagans, Christians, and Muslims along the middle Nile, w: Welsby D. A, Phillipson D. W. (red.),
Empires of the Nile, London 2008, s. 197–515.

From Nubia to Poland – Bishops of Faras
at the Bródno Cemetery in Warsaw
Abstract
The mysterious grave at the Bródno Cemetery in Warsaw hides a mystery, which not many know who are buried in it. It turns out that the
tomb described as the „Priest’s Tomb” was buried with 14 bishops from
distant Faras.
Key words: Bishops, Bródno Cemetery, Faras, Nubia, Cathedral in
Faras

ANNA NADOLSKA-STYCZYŃSKA

OPOWIEŚCI ZNAD NIGRU.
FRANCUSKA AFRYKA ZACHODNIA
W OPISACH JERZEGO GIŻYCKIEGO
Działalność podróżnicza, kolekcjonerska, pisarska i fotograficzna Jerzego Mikołaja Giżyckiego stanowi od lat temat moich
działań badawczych, a obraz Francuskiej Afryki Zachodniej (AOF)1,
jaki możemy odnaleźć w relacjach tego podróżnika, od dawna
budził moje zainteresowanie. Już na samym początku mojej drogi zawodowej opracowałam bowiem artykuł opisujący współpracę Jerzego Giżyckiego z Miejskim Muzeum Etnograficznym w Łodzi. Zwróciłam w nim wówczas uwagę między innymi na
specyfikę tekstów tego autora dotyczących tego „biało-czarnego”
świata francuskich kolonii afrykańskich2. Z perspektywy czasu
Dr hab. Anna Nadolska-Styczyńska – etnolog, historyk nauki, muzeolog, Katedra Etnologii i Antropologii Kulturowej UMK, Wydział Nauk
Historycznych UMK.
Afrique Occidentale Française.
A. Styczyńska, Rola Jerzego Giżyckiego w tworzeniu kolekcji afrykanistycznej
Miejskiego Muzeum Etnograficznego w Łodzi, „Kronika Miasta Łodzi” 1992, z. 1,
s. 131–138; A. Styczyńska, Wyprawa Ferdynanda Ossendowskiego do Afryki
Zachodniej we wspomnieniach jej uczestników, w: M. Głosek (red.), Archeologia
i starożytnicy. Studia dedykowane prof. Andrzejowi Abramowiczowi w 70. rocznicę
urodzin, Łódź 1997, s. 253–264.
1
2

262

Anna Nadolska-Styczyńska

stwierdzam, że moje ówczesne interpretacje nie były do końca
adekwatne, co wynikało na równi z mojego niedoświadczenia
badawczego, jak i ze stosunkowo niewielkiej ilości zebranych
wówczas materiałów, które nie pozwalały na głębszą analizę treści relacji tego autora licznych artykułów i książek inspirowanych
kilkuletnimi podróżami po Zachodniej Afryce.
Postanowiłam zatem wrócić po latach do tej tematyki i wskazać w opracowaniach wspomnianego podróżnika niektóre wątki
opisujące charakter i sposób funkcjonowania AOF lat 20. XX wieku i pokazujące stosunek autora do opisywanej rzeczywistości
kolonialnej. Pod uwagę wzięłam dwie publikacje książkowe3,
które uzupełniłam ponadto tekstem niepublikowanych wspomnień
Jerzego Giżyckiego4.
Jerzy Giżycki – pisarz, podróżnik, dyplomata, absolwent studiów agronomicznych w Hale – trafił do Afryki Zachodniej w 1925
roku, wraz z wyprawą Ferdynanda Antoniego Ossendowskiego,
w której pełnił funkcję fotooperatora. Jednak kolejne pięć lat spędził tam, pracując na rzecz Francuskiego Ministerstwa Kolonii,
wykonując opisy i fotografie poszczególnych placówek administracyjnych i gospodarczych AOF5. Zaowocowało to nie tylko kolekcją interesujących fotografii, z których niektóre uzupełniały
publikowane teksty6, ale także opisami sytuacji, jakie zastał w koJ. Giżycki, Biali i Czarni – fragmenty kolonialne, Warszawa 1934 oraz J. Giżycki, Między morzem a pustynią, Warszawa 1936.
4
G. N. Ordon, The Winding Trail, The Polish Library London, 576/RPS, Obecny
numer: MW 33. Do części materiałów dotyczących życia i działalności Jerzego
Mikołaja Giżyckiego, w tym do wspomnianego maszynopisu wspomnień, zdołałam dotrzeć dzięki stypendium Fundacji Lanckorońskich z Brzezia, zrealizowanemu w listopadzie 2016 roku.
5
Wykonywał je dla potrzeb gospodarczych i turystycznych. Porównaj:
G. N. Ordon, op. cit., s. 223.
6
Fotografie ilustrują między innymi książkę Biali i Czarni… oraz Między
Morzem…, a także niektóre artykuły zamieszczane w czasopismach. Stanowiły
3

Opowieści znad Nigru...

263

loniach, stosunków panujących w poszczególnych placówkach
czy stolicach okręgów, ludzi, którzy pełnili funkcje gospodarcze,
administracyjne itp. oraz efektów ich działań7. Dawał w tych materiałach wyraz swoim poglądom i dość ostro oceniał zarówno
samo funkcjonowanie kolonii, jak i przedstawicieli metropolii,
z którymi przyszło mu się spotkać lub współpracować8.
Pierwszą z opowieści jest publikacja „Biali i Czarni. Fragmenty kolonjalne” wydana w 1934 roku. Jest to ułożona chronologicznie relacja z podróży. Kolejna książka – „Między morzem
i pustynią” – jest wyborem pewnych tematów, z których nie wszystkie pojawiły się w pierwszej opowieści, znacznie bardziej kry­tyczna,
momentami gorzka w wymowie (wydana w roku 1936). Trzecie
opracowanie stanowi maszynopis niewydanej książki, pisanej już
w latach powojennych. Autor szeroko wykorzystał w niej obie
przedwojenne polskojęzyczne publikacje, jednak fragmenty dotyczące przedwojennych podróży afrykańskich są tu nieco zmody­
fikowane co do treści i nazwisk osób występujących w opowieści9.
też uzupełnienie kompletowanej przez podróżnika kolekcji obiektów etno­graficznych.
7
Celowo pomijam w niniejszym opracowaniu teksty o charakterze etno­
graficznym, bowiem staną się one niebawem tematem moich kolejnych
opracowań.
8
Biogram Jerzego Mikołaja Giżyckiego złożyłam niedawno do druku w redakcji słownika: Etnografowie i ludoznawcy polscy. Sylwetki, szkice biograficzne,
t. 5 (Polskie Towarzystwo Ludoznawcze), który powinien ukazać się na początku
przyszłego roku.
9
J. Giżycki był także autorem książek dla młodzieży: Na Czarnym lądzie.
Opowieść dla młodzieży, Warszawa, 1935; Janek i Samba. Powieść dla młodzieży,
Warszawa 1937. Ze względu na temat artykułu i poruszane w nim wątki skupiam
się na publikacjach o charakterze reportażowym i adresowanych do dorosłego
czytelnika. Jerzy Giżycki pisał także liczne felietony afrykańskie, które w tym
opracowaniu pomijam, bowiem w większości przypadków autor dołączył je do
wydanych nieco później obu wspomnianych książek. Wykaz ich tytułów zamieszczam w bibliografii. Kolejne opowiadanie, Na południe od piekła, także
częściowo oparte na afrykańskich wspomnieniach i wcześniejszych publikacjach,

264

Anna Nadolska-Styczyńska

Jak wspomniałam, terenem jego ówczesnych penetracji podróżniczych i tematem omawianych relacji była Francuska Afryka Zachodnia lat 20. XX w., ale głównie tereny leżące na południe
od Sahary10. Warto zatem przybliżyć scenerię interesujących nas
narracji.
Dzieje francuskich posiadłości afrykańskich sięgają wieku XVII.
Pierwszym punktem zaczepienia gospodarczego Francji w Afryce Zachodniej było przybycie w roku 1650 do miejscowości Ndar,
która leżała w górnym odcinku rzeki Senegal11 i założenie tam
faktorii.
Do połowy XIX wieku wzdłuż wybrzeża Afryki Zachodniej powstawały wspólnoty wodzowskie mające charakter polityczno-gospodarczy, których istnienie oparte było na kontaktach z europejskimi, w tym francuskimi kupcami. Jednakże w II połowie
tego stulecia kontakty Europy z obszarami afrykańskich wybrzeży przestały wystarczać. Dalsza eksploatacja kontynentu była
uzależniona od zdobycia obszarów interioru. Kontakty gospodarcze z państwami afrykańskimi, z którymi dotychczas Europejczycy często współpracowali, stały się niewystarczające, a istniejące
organizmy państwowe często stawały się swoistą przeszkodą na
drodze do pozyskiwania dalszych wpływów. Zaczęto podejmować
inne, pozahandlowe sposoby działania i przez kolejne lata posiadłości francuskie, pozyskiwane w drodze ekspansji gospodarczej,
wojskowej, a także mniej lub bardziej świadomej metyzacji, poukazywało się w kolejnych numerach „Związkowca” (Toronto) od sierpnia roku
1958 (nr 64) do lutego (?) roku 1959. Zawiera ono bardzo wiele elementów
i motywów wspólnych z omawianymi w publikacjach powstałych w latach 30.
XX wieku, ale jest pisane z innej perspektywy, w znacznym stopniu zbeletryzowane, łączące rozmaite doświadczenia autora i adresowane do zupełnie innego
czytelnika. W efekcie wymaga osobnego potraktowania i opracowania.
10
Jerzy Giżycki wracał w późniejszych latach do Afryki. Jednak w innych
okolicznościach i w odmienne obszary kontynentu.
11
Późniejsze Saint-Louis.

Opowieści znad Nigru...

265

szerzały się12, by wreszcie na mocy konferencji berlińskiej z roku
1884/1885 roku objąć znaczące obszary zachodniej części kontynentu13.
Francuskie terytoria kolonialne istniejące w zachodnim obszarze kontynentu zostały na mocy kilku dekretów (w latach 1895–
1904) określone mianem Francuskiej Afryki Zachodniej. Ostatni
z owych dekretów, nazywany Kartą Francuskiej Afryki Zachodniej,
został przyjęty 18 października 1904 roku i określał jej granice,
system polityczny (posiadała swój rząd i radę administracyjną14)
oraz rolę generalnego gubernatora. Sekretarz generalny kierował
wydziałami prac publicznych, administracyjnych i społecznych,
ale także między innymi działem finansowym, edukacją i służbą
zdrowia.
Każda z ośmiu kolonii miała swoje władze: gubernatora i sekretarza generalnego (wyjątkiem była Mauretania). Były to: wydzielony z Senegalu okręg Dakaru administrowany przez gubernatora generalnego oraz Kolonia Senegalu z działającą tu Radą
Kolonialną i zarządzana przez gubernatora generalnego. Mieszkańcom czterech gmin tej kolonii przyznano francuskie obywatelstwo i prawo kierowania własnego kandydata do Zgromadzenia Narodowego. Kolejna to kolonia Sudanu Francuskiego
(stolica w Bamako – obecne Mali)15; Kolonia Mauretanii (terytorium militarne); Kolonia Gwinei Francuskiej ze stolicą w Konakry;
Kolonia Wybrzeża Kości Słoniowej; Kolonia Dahomeju (obecnie
12
B. Ndiaye, Françaftique. Stosunki francusko-afrykańskie wczoraj i dziś,
Olsztyn 2010, s. 21–37; R. Vorbrich, Plemienna i postplemienna Afryka. Koncepcje
i postaci wspólnoty w dawnej i współczesnej Afryce, Poznań, 2012, s. 205–208.
13
Podczas wspomnianej konferencji państwa europejskie ustaliły zasady
podziału kontynentu. Porównaj: R. Vorbrich, op. cit., s. 209.
14
Od roku 1925 w ich skład wchodzili także Afrykańczycy. Porównaj: B. Ndiaye,
op. cit., s. 43.
15
Jej nazwy zmieniały się z biegiem lat, ale ostatecznie nazwa ta została
zatwierdzona w roku 1920.

266

Anna Nadolska-Styczyńska

Beninu) i Kolonia Nigru. Istniała jeszcze, utworzona w 1919 roku
we wschodnich rejonach Sudanu Francuskiego, Kolonia Górnej
Wolty (obecnie Burkina Faso), lecz została ona w roku 1932 rozwiązana, a jej terytoria dołączono do sąsiednich: Wybrzeża Kości
Słoniowej, Sudanu Francuskiego i Nigru16.
System kolonialny wprowadzony we francuskich obszarach
Afryki na przełomie XIX i XX wieku polegał na „administracji bezpośredniej”17, opartej na zasadzie asymilacji.
Ryszard Vorbrich, analizując rozmaite systemy władzy kolonialnej w Afryce, wyjaśnia, że system rządów bezpośrednich oparty był na „demontażu zastanych struktur władzy tradycyjnej oraz
wyłonieniu i wyedukowaniu (od podstaw) zupełnie nowej warstwy
elit społecznych”18. Tradycyjne struktury władzy na poziomie ponadlokalnym likwidowano, a struktury istniejące na poziomie
lokalnym skutecznie ograniczano.
System sankcjonował istnienie dwóch kategorii obywateli francuskich zamieszkujących kolonie: tych pochodzących z metropolii i „tubylców”. Z kolei wśród miejscowej ludności kolonii wydzielano trzy grupy. Pierwszą stanowili mieszkańcy kilku najstarszych
kolonii, mający status obywateli. Pozostali Afrykanie stanowili
grupę „tubylców” niezasymilowanych, mających status poddanych
oraz „tubylców” zasymilowanych, tworzących kategorię pośrednią19.
16
Na przełomie XIX i XX wieku posiadłości francuskie w Afryce obejmowały
znaczne obszary Afryki Północnej, Środkowej (Francuska Afryka Równikowa)
i Zachodniej (AOF). Francuzi kontrolowali także obszary tzw. Somali Francuskiego. Podczas II wojny światowej AOF uznawała do roku 1942 rząd w Vichy.
17
Określano go także „systemem francuskim”.
18
R. Vorbrich, op. cit., s.224.
19
Ibidem, s. 219–221.Wszyscy Afrykanie mogli teoretycznie starać się o status
obywatela, spełniając pewne warunki majątkowe, opłacając podatek od nieruchomości i udowadniając stopień asymilacji przez zdanie egzaminu poświadczającego znajomość języka francuskiego i prawa republiki. Ibidem, s. 221.

Opowieści znad Nigru...

267

W efekcie mieszkańcy kolonii reprezentowali dwa całkowicie
odmienne światy – obywateli (w tym Afrykanów zasymilowanych,
korzystających z praw obywatelskich Republiki) i grupę miejscowych mieszkańców pozbawionych uprawnień.
Metropolia próbowała przez promowanie osadnictwa w koloniach rozwiązać problem własnej biedy, przy równoczesnej potrzebie ograniczania kosztów zarządzania. Ustalono, że wydatki
ponoszone na terytoria kolonialne winny były pochodzić z miejscowych podatków. W roku 1881 rząd francuski wprowadził we
wszystkich swoich koloniach „Kodeks tubylczy”, który narzucał
obowiązek pracy na rzecz AOF, między innymi obowiązkowe dostarczanie siły roboczej do prac drogowych i do niektórych prac
na rzecz urzędników, zakaz podróżowania nocą, podatki pogłówne i podatki od posiadanych zapasów.
John Iliffe w pracy Afrykanie. Dzieje kontynentu podkreśla, że
w okresie wczesnokolonialnym podatki były mniej uciążliwe niż
wspomniane powyżej świadczenie robocizny w postaci dostarczania tragarzy i pracowników do robót budowlanych. W zachodnich obszarach kolonii francuskich każdy mężczyzna musiał nieodpłatnie odpracować na rzecz kolonizatorów 12 dni w roku20.
W istniejącym systemie zarządzania uznawano niektórych
miejscowych mieszkańców (wspomnianych obywateli) za pośredników, wykorzystując miejscowe stosunki i autorytety. W efekcie
doprowadziło to do rozpadu miejscowego społeczeństwa na grupy współpracujących (współrządzących) oraz ludzi, którymi rządzono21. Francuzi kierowali dystryktami i niższymi jednostkami
podziału terytorialnego, natomiast kantonami i wioskami zarządzali podlegli im wodzowie afrykańscy. W niektórych obszarach
20
J. Iliffe, Afrykanie. Dzieje kontynentu, Kraków 2011, s. 243. W Kongo wymiar
ten wynosił w 1903 roku 40 godzin miesięcznie. Ibidem, s. 243–244.
21
A. Więcek, Kolonializm w Afryce i jego skutki – model brytyjski i model francuski, „Przegląd Prawniczy, Ekonomiczny i Społeczny” 2012, nr 4, s. 79–93.

268

Anna Nadolska-Styczyńska

(na przykład w Futa Dżalon) wykorzystano miejscowe struktury
polityczne, w innych (na przykład u Mossi) miejscowy władca
został pozbawiony przywództwa. Inne grupy podlegały szefom
kantonu rekrutowanym spośród Afrykanów, lojalnych i posiadających podstawowe umiejętności pisania i czytania, w tym często
byłych wojskowych22.
Tematykę dotyczącą zarówno samej struktury i organizacji
AOF, jak i realizacji jej zadań odnajdziemy w relacjach Jerzego
Giżyckiego. Jego opisy kolonialnej rzeczywistości można podzielić na relacje dotyczące:
a. wyglądu poszczególnych miejscowości oraz placówek administracji i wojska;
b. gospodarności i zasad zarządzania poszczególnymi koloniami
i placówkami;
c. ludzi: urzędników, lekarzy, handlowców, budowniczych i wojskowych. Ich kompetencji i zasad doboru;
d. stosunków międzyludzkich panujących w koloniach;
e. postaw moralnych „koloniali23”;

1. Miejscowości i budynki
W swoich siedmioletnich podróżach po Afryce (1925–1931)
Jerzy Giżycki wędrował po obszarach Afryki Zachodniej – od Senegalu i Wybrzeży Zatoki Gwinejskiej po dzisiejsze Mali, Burkina
Faso, Wybrzeże Kości Słoniowej. Jednak najlepiej poznał i najszczegółowiej opisał obszary Sahelu. Odbył między innymi kilWarto pamiętać o licznych przymusowych powołaniach miejscowej ludności
do wojska. W czasie I wojny światowej Francja zwerbowała około pół miliona
mężczyzn. Porównaj: J. Iliffe, op. cit., s. 244.
23
Le colonial – biały mieszkaniec kolonii: administrator, agent handlowy,
członkowie ich rodzin itd.
22

Opowieści znad Nigru...

269

kumiesięczną podróż wodną Nigrem od Koulikoro do Timbuktu
i Gao. Zatrzymywał się w poszczególnych nadrzecznych miejscowościach i podejmował wędrówki samochodowe, konne oraz
motocyklowe, odwiedzając istniejące centra administracyjne,
budowy, faktorie, plantacje, a także podejmując wyprawy ło­wieckie.
W publikacjach odnajdujemy relacje mówiące o wielu miejscowościach. Od centrów administracyjnych po wioski i małe
osady. Znajdziemy pośród nich między innymi: Bobo-Dioulasso,
Bouakė, Boromo, Gao, Houndé, Konakry, Koulikoro, Markala,
Mopti, Sėgou, Timbuktu, Wagadugu i mniejsze osady lub miejsca
szczególnej działalności rolniczej czy hodowlanej jak Nienebale,
Sarana i inne.
Autor zwracał uwagę na zabudowania tubylcze, ich różnorodność architektoniczną i charakter związany z kulturą mieszkańców.
Znajdujemy tu zarówno opisy wiejskich zagród, jak i zabudowy
starych subsaharyjskich miast. W niniejszym tekście skupię się
jednak na budownictwie „kolonialnym”, którego opisy są liczne
i pełne osobistych komentarzy autora. Oto kilka przykładów:
Z niewielkiego pagórka, na który wszedłem, widzę sporą wieś
murzyńską. Ani śladu jednakowych wielkich, paskudnych „kaz24”
z niewypalonych cegieł, które stanowią w tych stronach mieszkanie
białych25.

Nazwa pochodzi od określenia: „une case” i oznacza pomieszczenie.
J. Giżycki, Między morzem…, op. cit., s. 7. Autor nie precyzuje położenia
geograficznego tej wsi ani nie podaje jej nazwy, skupiając się na problemie panującej w niej śpiączki. We wszystkich cytatach zachowuję pisownię oryginału.
24

25

270

Anna Nadolska-Styczyńska

Kolejny:
Na tle czerwieni [słońca – przyp. ANST] odcinał się wyraźnie
masywny sześcian z mieszanej gliny, owego „banko”26, które nowi
władcy przejęli od murzynów jako ulubiony budulec kolonjalny27.
Giżycki był przeciwnikiem budowania z banko budynków dla
Europejczyków: […] kurz, kurz i kurz z glinianego klepiska, ze
ścian, z toczonych przez „tare”28 belkowań sufitu…29. Porównuje
warunki pobytu francuskich i brytyjskich urzędników, wyrażając
sympatię dla angielskiego systemu. Był zdania, że pracownicy
administracji angielskiej nawet w brussie30 mają wygodne domy
dla podróżujących, podczas gdy w AOF panuje w nich bałagan i brud31.
Autor przedstawia też swoje poglądy dotyczące bezsensownej
w jego opinii organizacji kolonialnych prac budowlanych: Około
tysiąca tych niewolnic, oderwanych od prac polowych w okresie najpilniejszych robót, przez całą porę deszczową kopało glinę, zasiewając peryferie miasta dołami – istnemi wylęgarniami roznoszących
malarję i żółtą febrę komarów. […] zapacykowywały niem dziury
w tarasowatych dachach-sufitach, przez które potoki brudnej, cuchnącej wody lały się na głowy białych cywilizatorów32.
26
Autor tłumaczy to słowo jako glina. Terminem tym, pochodzącym z języka
mande, określa się jednak zarówno glinę służącą za budulec, jak i cegłę suszoną
na słońcu.
27
J. Giżycki, Między morzem…, op. cit., s. 10. Mowa o zabudowie Wagadugu.
Nie wszystkie przytoczone przeze mnie sytuacje i przypadki dotyczą bezpośrednich doświadczeń Giżyckiego. Wiele z zawartych w omawianych publikacjach
sytuacji jest podawanych niejako z drugiej ręki, jako opowieści dotyczące doświadczeń osób, z którymi autor zetknął się podczas swoich wędrówek.
28
Mowa o owadach będących szkodnikami drewna. Autor wyjaśnia, że chodzi
o „owady, żywiące się suchem drewnem”.
29
J. Giżycki, Biali i Czarni…, op. cit., s 260.
30
Giżycki używa spolszczonej wersji francuskiego „la brousse” – busz, gąszcz,
zarośla.
31
Ibidem, s. 262.
32
J. Giżycki, Między morzem…, s. 12.

Opowieści znad Nigru...

271

W tekstach powtarzają się komentarze dotyczące wspomnianego wydobywania gliny na budynki w obrębie albo na obrzeżach
miejscowości gęsto zaludnionych i tworzonych tym samym bajor
pełnych brudnej wody, stwarzającej zagrożenie biologiczne. Opisom tym towarzyszą komentarze dotyczące niegospodarności,
bezmyślności lub zwykłej głupoty ich realizatorów. Na przykład
w Wagadugu miejscowy „agent sanitarny” mierzył systematycznie
głębokość istniejących studzien. Wykonywał to zadanie na polecenie naczelnego lekarza, który mając świadomość istnienia w wodzie najrozmaitszych organizmów szkodliwych dla zdrowia (w tym
larw owadów sprowadzających malarię), sprowadził rybki chińskie, które miały je wyjadać. Uznał to ponoć za sposób lepszy, bo
tańszy od powszechnie stosowanego wypalania benzyną. Rybki
ze studni znikały, bo wyławiała je miejscowa dzieciarnia, ale lekarz
kazał mierzyć wodę w studni, pragnąc udowodnić, że woda wycieka do położonej nieopodal rzeczki i taki raport skierował do
władz33.
Giżycki daje także kilka opisów francuskiego budownictwa
o charakterze gospodarczym. Niektóre z nich dotyczą budowy
dróg oraz tam związanych z projektami rolniczymi. Jako ilustrację bezsensownej niegospodarności w tym zakresie podaje przykład tworzenia wałów przeciwpowodziowych w okolicach Bamako i prac kierowanych przez wojskowego z piechoty kolonialnej,
który „[…] w cywilu krył dachy, a w wojsku awansował na wielkiego inżyniera”. W efekcie wykonywanej „na oko” pracy wały
okazały się w niektórych miejscach zbyt wysokie i ów dyletant
krzyczący „[…]chrapliwym głosem syfilitycznego alkoholika”

33

Ibidem, s. 10.

272

Anna Nadolska-Styczyńska

rozkazał robotnikom rozwalać dabami34 zbyt wysokie elementy
wału wykonanego z drogiego cementu35.

2. Nieudane inwestycje
Przykładem skrajnej niegospodarności opisywanym przez autora we wszystkich trzech tytułach36 są podejmowane próby organizacji umieszczanych w pobliżu Nigru eksperymentalnych
plantacji i stacji hodowlanych. Urzędnik odpowiedzialny
w Bamako za działania związane z geodezją i nawadnianiem
(p. Blafier) uznał, że „[…] południowy podsaharyjski pas piachów
i marnej brussy jest wymarzonym krajem dla bawełny”. Był przekonany, że teren wybrał idealnie i zorganizował prace irygacyjne
związane z budową tam kanałów i grobli. Sprowadzono wielką
pompę parową, wykopano kilometry kanałów, zbudowano dom
dla dyrektora projektu. Założono plantację, na której bawełna
rzeczywiście wyrosła, ale kompletnie zalał ją Niger. Podejmowano próby tych działań przez trzy kolejne lata, aż wreszcie uznano,
że skoro dla bawełny wylewy rzeki są zabójcze, to należy wykorzystać je do uprawy ryżu. Okazało się jednak, że Niger wylał tak
obficie, iż zalał także ryż. „I znów lata pracy i setki tysięcy franków
poszły na marne” – słowa te Giżycki włożył w usta miejscowego
lekarza (Leontjewa)37.
Przy okazji omawiania tej eksperymentalnej plantacji Giżycki
pisze o kolejnym przykładzie niegospodarności. Otóż wspomniaDaba – narzędzie rolnicze (rodzaj motyki) o długim stylisku i stosunkowo
dużym ostrzu. Nazwa stosowana w wielu krajach Afryki.
35
Ibidem, s. 47.
36
J. Giżycki, Biali i Czarni…, op. cit.; J. Giżycki, Między Morzem…, op. cit.;
G. N. Ordon, op. cit.
37
J. Giżycki, Między morzem…, op. cit., s. 49–51.
34

Opowieści znad Nigru...

273

ny Pan Blafier pragnął w podległych mu obszarach (plantacjach)
wprowadzić uprawę pługiem. Pod jego nieobecność, aby zrobić
dobre wrażenie na pryncypale, jego podwładny (nazwiskiem Lelong) zamówił zakup dziesięciu tysięcy pługów. Giżycki komentuje to jednoznacznie jako ewidentną, a łatwą do przewidzenia
bzdurę. Podkreśla, że nawet w Gwinei, gdzie próbowano wprowadzać pługi 10 lat wcześniej, często widać narzędzia i woły stojące w cieniu, a pracowników używających tradycyjnych dab.
Skomentował także powyższe poczynania uwagą o powszechnej
chęci przypodobania się władzom metropolii rozmachem podejmowanych poczynań. „[…] dziesięć tysięcy pługów brzmi poważnie w raporcie”38.
W powstałej dwa lata wcześniej książce Biali i Czarni… Giżycki również opisuje plantacje, w tym reprezentacyjną placówkę
w Sarana, o której miał niezłe zdanie, bowiem widział ją w odpowiedniej porze roku. Jej dyrektor – Rosjanin – Nikołajew rozwiał
przy kolejnej wizycie jego złudzenia, stwierdzając, że zbiory nie
były udane, a jego długotrwałą pracę polegającą na wyselekcjonowaniu próbek poszczególnych gatunków bawełny zniweczyło
bezmyślne działanie dozorcy39.
Kolejnym dziwnym przedsięwzięciem była ferma doświadczalna w Banfora. Hodowano tam bydło, które padało ze względu na
obecność muchy tse-tse. Rośliny też nie były szczęśliwie dobierane. Ani kauczuk, ani rycynus, ani rośliny uprawne nie były dochodowe. Ostatecznie zaczęto hodować drzewa owocowe, ale
mimo dobrych efektów nadal ferma była deficytowa, bo nie rozwiązano problemu właściwego transportu dla eksportu owoców40.

38
39
40

Ibidem, s. 57.
J. Giżycki, Biali i Czarni…, op. cit., s. 60–61.
Ibidem, s. 331.

274

Anna Nadolska-Styczyńska

Podobnie nieudana była próba prowadzenia plantacji bawełny
finansowanej przez jeden z francuskich banków w miejscowości
Sama. Giżycki, wróciwszy tam po dwóch latach niebytności, zastał
jedynie rdzewiejące maszyny. Okazało się, że dobrano niewłaściwy gatunek rośliny41. W innej plantacji (w miejscowości Dire),
będącej koncesją domu handlowego, utrudniano Giżyckiemu
wykonanie potrzebnych zdjęć, a i tematu trudno było doszukać
się w mizernych efektach działalności. Po jakimś czasie wyjaśniono mu, że plantacja jest nie tyle eksperymentem, ile pretekstem,
bowiem prawdziwe pieniądze zarabia się na giełdzie, sprzedając
jej akcje42.
Kolejnym nieudanym eksperymentem gospodarczym okazał
się „sławetny” tartak w Boromo, którego zapleczem materiałowym
miał być rosnący powyżej biegu Nigru las i spławiane rzeką bale
drewna. Mimo negatywnej oceny specjalisty, dotyczącej „spławialności” tego typu drewna, władze nakazały kontynuację prac.
Jednak przy pierwszej próbie spławienia, cała partia drewna poszła na dno. Odtąd tartak stał nieużywany, a drewno wożono
wiele kilometrów do Bobo-Dioulasso43. Podobnie sprawa przedstawiała się z młynem wybudowanym w Timbuktu. Dla oszczędności zastosowano tu technologię banko i ściany zaczęły pękać
przy pierwszym uruchomieniu maszyn. W efekcie młyn zamknięto „raz na zawsze”44.
Giżycki opisuje także farmę doświadczalną w Nienebale, o której pisze dobrze, zwracając uwagę na zupełnie nietypowe jak na
miejscowe stosunki działania jej kierownika – pana Bouviera.
Uwagę podróżnika zwróciła szczególnie organizacja pracy robotników rolnych, owocująca bardzo dobrymi efektami. Afrykanie
Ibidem, s. 214.
Ibidem, s. 263–264.
43
Ibidem, s. 147–149.
44
Ibidem, s. 277.
41

42

Opowieści znad Nigru...

275

pracowali bowiem tutaj dla siebie, pod nadzorem i radą specjalistów, którzy następnie pomagali spieniężyć im jak najpomyślniej
uzyskane zbiory. Autor uważał, że sukces jest wynikiem osobistych
walorów kierownika. Wyraził więc obawy, że po jego odejściu
cały świetnie działający system runie, bo jest oparty na uczciwości i skrupulatności rozliczeń. Nie przystaje zatem do otaczających
realiów45.

3. Pracownicy kolonialni
Jednym z głównych tematów poruszanych przez Giżyckiego
są ludzie zatrudniani w kolonii oraz ich wzajemne stosunki, w sposób znaczący wpływające na pracę administracji. Autor wymienia
liczne nazwiska, lecz można podejrzewać, że nie są one w pełni
zgodne z rzeczywistością46. Nie podważa to jednak, jak sądzę,
istoty opisywanych zdarzeń i sytuacji. Można więc przyjąć, że
nawet jeśli opisy są nieco podkoloryzowane, to dotyczą prawdziwych, napotkanych i zasłyszanych w podróży sytuacji.
Jerzy Giżycki nie miał o miejscowych „kolonjalach” dobrego
zdania. W jednym z pierwszych rozdziałów książki Między morzem
Ibidem, s. 177–178.
Autor we wszystkich trzech opracowaniach podaje nazwiska osób, o których pisze i jedynie w niektórych przypadkach ogranicza się do monogramów.
Jednakże we wspomnieniach The Winding Trail, które powstały w okresie powojennym i to w wersji angielskojęzycznej, opisując te same sytuacje zmienia
niektóre nazwiska na zupełnie inne, nie zawsze zachowując narodowość osoby
opisywanej. Ponadto dokonuje tu znaczących skrótów opowieści. Nie tylko łączy
kilka epizodów w jeden i zmienia ich chronologię, ale nawet postacie kilku
służących Giżyckiemu w ciągu opisywanych pięciu lat podróży „boyów” w tym
opracowaniu zlały się w jedną postać młodego mężczyzny pochodzącego z ludu
Lobi. Należy zatem przyjąć, że podawane w opracowaniach nazwiska urzędników
i osób napotkanych w podróży nie muszą być zgodne z rzeczywistością.
45
46

276

Anna Nadolska-Styczyńska

a pustynią czytamy: Mamy jeszcze kawał do celu naszego marszu,
małego ośrodka administracyjnego, gdzie kilku białych, topiąc nudę
w aperitifach, przy pomocy belotki i często zmienianych czarnych
konkubin przepycha czas dzielący ich od następnego sześciomiesięcznego urlopu we Francji47. Pisarz podkreśla także, że tak jak w Ameryce jednym z głównych celów życia jest zdobycie pieniędzy, tak
w AOF najwyższą formą szczęścia jest „święta Emerytura”, którą
można uzyskać na tyle wcześnie, że „[…] pogrąża w letarg czterdziestoletnich ludzi”48. Jest zdania, że system ciągłego przenoszenia urzędników z miejsca na miejsce także się w praktyce nie
sprawdza. Jeśli ktoś okazał się skuteczny w działaniach na jakimś
miejscu i poczynił pewne sensowne posunięcia, to istnieją niestety znaczące przesłanki, aby wyciągnąć wnioski, że jego następca
już w początkowym okresie swojego urzędowania zniszczy wszystko, i to nie tylko z braku zainteresowania dla tych właśnie spraw,
ale z czystej chęci zatarcia śladów po poprzedniku49. Następnie
nowo mianowany przechodzi przez etap powierzchownego poznawania własnego rejonu działań, a na końcu przez etap podejmowania prób reformatorskich, z których rezygnuje ze względu
na „inercję, głupotę lub złą wolę” otoczenia50.
Autor nieczęsto pisze o miejscowych przedstawicielach paryskiej metropolii pozytywnie. Na palcach jednej ręki można policzyć
osoby, które tolerował, darzył sympatią lub przyjaźnią i o których
pisał rzeczywiście dobrze. Znaleźli się wśród nich lekarze: dr Leontiejew z Bamako, a także Bucharow – Rosjanin, o którym Giżycki pisze bardzo dobrze. Nie znaczy to, że wszyscy przedstawiciele tego narodu zyskali dobrą opinię autora. Przykładem jest
Bogonosow – dyrektor służby geodezyjnej w Bamako, mąż osoby
J. Giżycki, Między morzem…, op. cit., s. 6.
J. Giżycki, Biali i Czarni…, op. cit., s. 117.
49
Ibidem, s. 140–143.
50
Ibidem, s. 144–145.
47

48

Opowieści znad Nigru...

277

określanej kpiarsko przez miejscowych Europejczyków mianem
„księżniczki”. Para ta zdołała bowiem zniechęcić do siebie absolutnie wszystkich, snując intrygi i krzywdząc tych, którzy nie
chcieli się podporządkować narzuconym przez nich stosunkom
i układom51. Mocna pozycja tego człowieka była efektem osobistej,
zdaniem niektórych, protekcji, natomiast miejscowi Rosjanie byli
przez niego traktowani w sposób szczególny. Otóż Giżycki wspomina, że podczas jednej z rozmów prowadzonych w gronie miejscowych urzędników i pracowników kolonialnych poruszono
problem wydanego przez Bogonosowa zakazu porozumiewania
się przez rosyjskich emigrantów w języku rosyjskim nawet podczas
zupełnie prywatnych spotkań. Oto przytoczony przez autora komentarz jednego z rosyjskich lekarzy: Przyjmują nas, wychodźców
rosyjskich, bo, primo, nie mogą dostać Francuzów za te marne pieniądze, jakie nam płacą, a secundo Bogonosow, oczko w głowie pana
Blafier, dawno by był w szpitalu albo na cmentarzu, gdyby stosował
do Francuzów swoje brutalne metody. My cierpimy, bo nie mamy
wyboru. Pan wie, że we Francji pracy nie dostaniemy z wyjątkiem
szoferowania na taksówkach, roznoszenia żelaziwa i zamiatania
hal po fabrykach paryskich, albo tańczenia na Montmartre „lezginki”52 z nożami w pyskach53.
Natomiast wśród Francuzów Giżycki wskazuje zaledwie kilka
osób, które jego zdaniem były warte uwagi i znajomości. Są to na
przykład: Pan Ruyché – wysoki urzędnik kolonialny, który mógł51
Ponadto Giżycki i inni mieli wiele do powiedzenia na temat zasad moralnych
państwa Bogonosow. Zob. J. Giżycki, Między morzem…, op. cit., s. 48–61.
52
„Lezginka” to tradycyjny ludowy taniec pochodzenia kaukaskiego, o metrum 6/8.
53
J. Giżycki, Między morzem…, op. cit., s. 49. Po wybuchu rewolucji i po
zakończeniu I wojny światowej bardzo wielu Rosjan wyemigrowało lub pozostało
na zachodzie Europy. Wielu z nich zatrzymało się we Francji, a ich udziałem
stały się wszelkie problemy spadające na uchodźców politycznych.

278

Anna Nadolska-Styczyńska

by, zdaniem Giżyckiego, świetnie sprawdzić się jako gubernator
„[…] gdyby miał bardziej giętki kark”. Zdaniem podróżnika był
to człowiek prawy, lojalny, inteligentny i dowcipny54.
Kolejnym był pan Lalande – szef Biura Badań Geodezyjnych,
dawny lotnik i kierowca samochodów wyścigowych. Człowiek
zdystansowany do świata, nieprzejmujący się konwenansami
i nieprzebierający w słowach, który okazał się niezwykle lojalnym
przyjacielem, stawiając na szali swoją własną karierę w obronie
jednego z lekarzy odsyłanego w wyniku intryg z kolonii55.
Kolejnym „kolonjalem” wartym uwagi był zdaniem Giżyckiego
Pan Dribaud – „[…] dyrektor olbrzymiej radiostacji i elektrowni,
zdolny inżynier, poważny specjalista radjowy”. To w kontekście
jego osoby podróżnik pisze:
[…] Więc jednak niezawsze Afryka podzwrotnikowa paczy charakter. Nawet pomimo długiej karjery kolonjalnej, można zachować
równowagę duchową, zainteresowanie rzeczami leżącymi poza i ponad kwestjami rang, awansów, przywilejów służbowych i wszelkiego rodzaju „dodatków do poborów”56.
Dodaje przy tym, że w gruncie rzeczy to nie pobyt w koloniach
wypacza charakter. Ludzie są tacy, jacy są i jedynie specyficzne
warunki te cechy charakteru uwypuklają. Pisze także, iż francuska
opinia mówi, że „[…] «kolonjale» to narwańcy, fajtłapy, którzy
we Francji zdechliby z głodu, lub podejrzane osobistości. Tak źle,
na szczęście, nie jest. Są wyjątki, coraz to liczniejsze, które częściowo przynajmniej ratują dobrą sławę białych w kolonjach”57.

Ibidem, s. 53.
Ibidem, s. 54.
56
Ibidem.
57
Ibidem, s. 55.
54

55

Opowieści znad Nigru...

279

4. Nadużycia finansowe
Giżycki opisuje jednak w swoich opracowaniach całe rzesze
ludzi o wątpliwych postawach moralnych, dorobkiewiczów, cwaniaków wykorzystujących stanowisko do własnych, głównie zarobkowych celów. Niekompetentnych, chciwych i niszczących
tych, którzy nie chcieli podporządkować się panującym w koloniach
„układom”.
Znalazł się wśród nich między innymi pan Boussac, handlujący bawełną i posiadający wiele punktów skupu tego surowca oraz
fabryczek oddzielających włókno od ziarna. Miał on zdaniem
Giżyckiego „[…] potężne plecy w Paryżu, a naczelnicy okręgów
słuchają, bo pan Boussak umie sypnąć frankami, gdy potrzeba”58.
Była to ponoć tak wpływowa postać, że właściwie rządził w obszarze Boromo, a nawet i poza nim, bowiem było wiadomo, że
niektórzy miejscowi urzędnicy mieli z nim powiązania finansowe59.
Interesem „rodzinnym” o wątpliwej reputacji była spółka handlowa braci Beaumarchand60, którzy zrobili spory majątek na
panującej w Paryżu modzie na futra z czarnych małp. Gdy moda
przeminęła, mieli już „[…] trzy wielkie faktorie przy drodze przecinającej dwie kolonie” i własne ciężarówki, które woziły z portu
sól, paciorki, perkale i przykłady „[…] wszelkiej tandety fabrykowanej specjalnie dla «dzikusów»”61.
Dość obszernie pisze Giżycki o spotkanym w Wagadugu panu
Dombrier: „[…] masywny bon vivant, z brzuchem smakosza,
J. Giżycki, Między morzem…, op. cit., s. 72.
Ibidem, s. 75.
60
Jeden z braci znany był pod imieniem „Żorża rogacza”, bowiem jego żona
wróciła do metropolii z młodym urzędnikiem kończącym właśnie służbę w koloniach. Porównaj: J. Giżycki, Między morzem…, op. cit., s. 39.
61
Ibidem.
58
59

280

Anna Nadolska-Styczyńska

przekrwioną cerą alkoholika i apoplektycznem karczydłem przekarmionego sangwinika, lubił dobrze zjeść, lepiej wypić, a przede
wszystkim gardłować. […] Imponować kolonjalnym półinteligentom swą swadą, zastępującą nieraz z powodzeniem erudycję,
i swym tupetem maskującym poważne braki wykształcenia”62.
Był on delegatem „sąsiedniej kolonii” do Rady Kolonialnej, ale
pełnił tę funkcję niedługo, bo ponoć posunął „już trochę zbyt daleko tradycyjne wykorzystywanie mandatu dla celów osobistych”63.
Czytamy między innymi:
[…] pan delegat pragnął zrobić fortunę. W jakikolwiek sposób.
Jakimikolwiek metodami, byle prędko. Ten pośpiech kilka już razy
postawił go na granicy konfliktu z prawem. Nawet tak elastycznym,
jak to, które się stosuje w kolonjach do białych, posiadających dobre
plecy polityczne64.
Była to rzeczywiście antypatyczna postać. Autor opowieści
wkłada w jego usta także tyrady dotyczące konieczności sprowadzenia z Francji żandarmów, którzy powinni „wziąć negrów za
pysk”65.
Równie nieciekawą postacią był jego wspólnik – p. Bornait –
współwłaściciel faktorii w Bobo-Dioulasso, o którym Giżycki pisał,
że „[…] miał dwie pasje: małoletnie dziewczynki i pieniądze”66.
W cytowanej rozmowie autor opisuje nadużycia, których dopuścił
się on ponoć w Gabonie, przywłaszczając sobie pobory jednego
z przedstawicieli swojej faktorii, ratując się tym samym z problemów finansowych. Ów przedstawiciel zginął zaatakowany na
polowaniu przez bawoła. Niektórzy oskarżali Bornaita wprost,

Ibidem, s. 13; G. N. Ordon, op. cit., s. 296.
J. Giżycki, Między morzem…, op. cit., s. 13; G. N. Ordon, op. cit., s. 296.
64
J. Giżycki, Między morzem…, op. cit., s. 13.
65
Ibidem, s. 14.
66
Ibidem, s. 13.
62
63

Opowieści znad Nigru...

281

ale ostatecznie nic mu nie udowodniono. Musiał jednak zamknąć
faktorię i wyjechać z kraju67.
Autor w swoich opowieściach podkreślał niekompetencję urzędników, wspominając też o wszechobecnym nepotyzmie i zwykłej
zawiści, która decydowała o ludzkich losach. W Wagadugu działał w owym czasie pan Maes: […] młody urzędnik kontraktowy
zarządu okręgu, którego trzymają tu głównie dlatego, że jego ojciec
zmarł w kolonji na jakąś chorobę tropikalną…68. Natomiast administrator naczelny Bamako – pan Delouche – mówił ponoć jedynie
o poborach, a do obecnej rangi doszedł, bo rozpoczął karierę w czasach, gdy awansowano automatycznie i wystarczył staż 20 lat spędzonych za biurkiem, żeby z „gryzipiórka” stać się administratorem69.
To on właśnie przeniósł między innymi do Ségou młode małżeństwo
Montsoliersów tylko dlatego, że wspomniany wcześniej przeze mnie
pan Ruyche spotykał się z nimi towarzysko, unikając kontaktów
z administratorem70.
Nieudane nominacje nie omijały także armii. W miejscowości
Hounde dowódcą załogi osady i cywilnym naczelnikiem okręgu,
leżącego pośród „krnąbrnych plemion”, które ponoć mocno się
dały we znaki francuskiej administracji, był słabeusz niepotrafiący podjąć żadnej decyzji: I to półtora nieszczęścia dowodzi murzyńską załogą w niepewnym kraju […]. Ten maminsynek ma pewnie
dobre plecy – to grunt. Wobec tego inne kwalifikacje czy brak kwalifikacyj, ustępują na drugi, albo dziesiąty plan71. Giżycki wkłada
tę wypowiedź w usta jednego z handlowców, ale można domniemywać, że sam jest podobnego zdania.

J. Giżycki, Między morzem…, op. cit., s. 20; G. N. Ordon, op. cit., s. 300.
J. Giżycki, Między morzem…, op. cit., s. 9.
69
Ibidem, s. 55.
70
Ibidem, s. 55.
71
J. Giżycki, Biali i Czarni…, op. cit., s. 122.
67

68

282

Anna Nadolska-Styczyńska

Przykłady takie można by mnożyć, ale podane opisy wystarczą,
żeby pokazać, iż był to jak widać często nie tylko świat ludzi niekompetentnych, ale także świat rządzony osobistymi sympatiami
i antypatiami, pełen zawiści i zwykłej zazdrości, w którym awans
lub wydalenie z kolonii powodowane były nie efektami wykonywanej pracy, a intrygami, w których niemałą rolę odgrywały towarzyszki życia kolonizatorów.
Wątkiem często przewijającym się przez narrację omawianych
książek, w których powtarzają się podane powyżej osoby i nazwiska, są nadużycia finansowe i oszustwa handlowe, a także wykorzystywanie pracy miejscowych mieszkańców do własnych, prywatnych zysków.
Pierwszy przykład dotyczy Georgesa („Żorża”) Beaumarchanda. Gdy dotarła do niego wiadomość, że komendant miejscowego
okręgu nakazał wszystkim przywódcom murzyńskim znosić bawełnę pod swój dom, a nie do faktorii, handlowiec tak to skomentował: […] ubzdrał sobie, że my, kupcy, naciągamy murzynów
i teraz sprzedaż ma się odbywać pod kontrolą urzędową. A w dodatku ten bolszewik ustalił pewną cenę minimalną, poniżej której żaden
negr nie ma prawa sprzedać72. Znalazł jednak – jak się okazało – i na
to sposób, bowiem przebrał się, wykorzystując sprzedawane w faktorii stare mundury, w ubiór kawaleryjski, postawił na zewnątrz
faktorii wagę i „przejmował” tragarzy bawełny, udając komendanta i jego miejsce skupu73. Kolejną nieciekawą postacią był p.
Rossé – handlarz i plantator znad jeziora Tingrella, który pobrał
w europejskich sklepach AOF towar dla faktorii i spieniężył go
syryjskim handlowcom, a następnie zapłacił pilniejsze długi i uciekł
z Afryki. Jerzy Giżycki natrafił potem w gazecie paryskiej na in-

72
73

Ibidem, s. 41.
Ibidem, s. 42; G. N. Ordon, op. cit., s. 259.

Opowieści znad Nigru...

283

formację, że handlarz założył w Paryżu biuro turystyki łowieckiej,
zebrał od klientów pieniądze i zniknął z zebraną gotówką74.
Ponieważ wspomniany już ustosunkowany pan Boussak skupywał na wielką skalę bawełnę, nakazano miejscowym mieszkańcom uprawiać tę roślinę kosztem upraw żywieniowych. Ponadto:
„[…] przekupieni naczelnicy okręgów wyznaczają arbitralnie
wysokie kontyngenty, które ma dostarczyć dane terytorjum”75.
Efektem był oczywisty niedobór upraw roślin jadalnych i niedostatek rolników. Gdy w pewnym okręgu zbiory bawełny były zbyt
niskie, rolnicy, aby uniknąć represji, dokupywali surowiec w sąsiedniej kolonii z wyraźną stratą finansową76. Rolnicy zmuszani
byli do sprzedawania Boussakowi całego zbioru bawełny, a w zamian musieli u niego kupować towary sprowadzane z Francji,
w tym imitacje bawełnianych samodziałów77. Świadome działania
na szkodę miejscowej ludności były zdaniem Giżyckiego pow­
szechne.
Giżycki podkreśla ponadto, że w swoich faktoriach Boussak
– tak jak wielu innych handlowców – oszukiwał na wadze. Podróżnik opisuje, że jednym z najczęściej stosowanych metod było
„trickowanie” mechanizmu wagi. Dotyczyło to wszelkich towarów,
od masła karite po bawełnę.
Autor cytuje tekst słynnej depeszy, jaką pan Huchard – uczciwy
i broniący interesów miejscowych mieszkańców naczelnik okręgu
Boromo – wysłał do gubernatora AOF:
Panie Gubernatorze. Mam zaszczyt prosić o udzielenie mi nieograniczonego urlopu wypoczynkowego. Dziś rano ważyłem na wadze rządowej osiemdziesiąt pięć kilo. Dziś popołudniu, na wadze
J. Giżycki, Między morzem…, op. cit., s. 112–113; G. N. Ordon, op. cit.,
s. 247.
75
J. Giżycki, Między morzem…, op. cit., s. 72.
76
Ibidem, s. 72.
77
Ibidem, s. 76.
74

284

Anna Nadolska-Styczyńska

jednego z tutejszych handlarzy, ważyłem już tylko siedemdziesiąt
kilo. Straciwszy piętnaście kilo w przeciągu kilku godzin, uważam
się za najgroźniej chorego Europejczyka w kolonji78.
Autor tej depeszy był ostatecznie niepopularny zarówno wśród
handlowców, jak i urzędników: Ten zacny i prawy człowiek cierpiał
nad wyzyskiwaniem murzynów przez nieuczciwych traderów uciekających się bez skrupułów do fałszywych wag i podobnie nieetycznych metod, i buntował się, nie bez racji, przeciw nadmiernie biurokratycznym nawykom administracji kolonialnej79.
Jednak także ten uczciwy i dobrze opisywany przez Giżyckiego człowiek nie był w stanie przezwyciężyć miejscowych „układów”.
Giżycki opisuje sytuację, gdy przejeżdżając przez teren podległy
Huchardowi, zobaczył umęczonych Murzynów budujących drogę
oraz: „tu i ówdzie czerwony fez «garda» dozorującego pracowników z nahajem w ręku i krótkim karabinkiem przerzuconym na
rzemieniu przez ramię”. Po dotarciu do Boromo dowiedział się,
że Huchard dostał taki rozkaz z Kudugu od naczelnika okręgu.
Podobno Boussak skarżył się na stan miejscowych dróg, zrujnowawszy je najpierw przejazdami wielkich, bardzo ciężkich platform
bawełny ciągnionych przez traktor80.
Giżycki wspomina także, że w Bobo-Dioulasso jeden z handlowców chwalił się, iż nie płaci swoim „boyom” należności, bo
nakłada na nich liczne kary pieniężne za najrozmaitsze przewinienia i odlicza je z wypłaty. Autor opatruje to uwagą, że nic dziwnego, iż Biali są okradani, skoro są zmuszeni do zatrudniania
byłych więźniów, gdyż nikt inny nie chce podjąć się takiej pracy81.
Kolejnym wątkiem pojawiającym się w omawianych tekstach
są nadużycia pracowników administracji pobierających podarki
Ibidem, s. 76.
J. Giżycki, Biali i Czarni…, op. cit., s. 114.
80
J. Giżycki, Między morzem…, op. cit., s. 73.
81
Ibidem, s. 14.
78
79

Opowieści znad Nigru...

285

i żywność w odwiedzanych wioskach w formie darów, inkasując
na to znaczne środki przeznaczone na objazdy terenowe. A jeśli
nawet płacą, to śmiesznie niskie kwoty wynikające z ustalanych
przez siebie stawek82.
Giżycki porusza także sprawę istnienia „specjalnego rynku”
przeznaczonego dla białych. Określa to jako: […] cyniczny wyzysk
okolicznych murzynów, zmuszonych dostarczać na „rynek” administracyjny żywności, drzewa, węgla drzewnego i.t.d. za trzecią,
czwartą, czy nawet piątą część ich wartości83.
Podobnie krytycznie odnosi się do prac przymusowych, jakie
w ramach obowiązującego prawa miejscowi mieszkańcy muszą
wykonywać na rzecz administracji kolonii84. Jest to kolejne pole
do nadużyć i wykorzystywania robotników do prywatnych celów.
Przywołuje tu burmistrza Wagadugu, który wykorzystując więźniów i najemnych robotników, których wynagrodzenie ponoć
defraudował, budował sklepy, składy i domy dla nowych towarzystw handlowych. Ponadto „organizował” przy pomocy presji
wywieranej na miejscowych wodzach wiosek robotników, których
wysyłał między innymi w zabójczy dla nich klimat Wybrzeża Kości Słoniowej85.
Giżycki cytuje tu jednego ze swoich bliskich znajomych, który
w kontekście tych poczynań wypowiadał się na temat „idjotów”
działających w którejś z komisji parlamentarnych, dla których
tego typu działania gubernatora są dowodem jego gospodarności
i oszczędności86.
Problem złego, czasem okrutnego i bezmyślnego traktowania
miejscowej ludności był wielokrotnie poruszany na łamach wszystJ. Giżycki, Biali i Czarni…, op. cit., s. 124; 206.
Ibidem, s. 125.
84
G. N. Ordon, op. cit., s. 304.
85
J. Giżycki, Biali i Czarni…, op. cit., s. 114.
86
Ibidem, s. 126.
82
83

286

Anna Nadolska-Styczyńska

kich trzech opracowań podróżnika. Jednym z wątków są podejmowane przez metropolię i jej urzędników oszczędności, narażające zdrowie i życie Afrykanów. Poruszając problematykę
medyczną, autor pisał między innymi: […] służbę sanitarną, jako
mało efektowną, traktuje się tu po macoszemu. […] A przecież powinna być najważniejsza, gdyż jedynem prawdziwem bogactwem
tego kraju są tubylcy, bez których się tu nigdy do niczego nie dojdzie,
jest ich zaś o wiele za mało. Dziesiątkuje je niesłychana śmiertelność
dziecięca i różne choróbska, które z braku lekarzy próbują leczyć
sami, po dawnemu, zamawianiami i okadzaniam. W Kamerunie,
gdzie Francuzi mieli kilka razy mniej lekarzy i czarnych felczerów,
aniżeli ich było za czasów niemieckich, śpiączka tak się rozpanoszyła, jak zresztą i we francuskiem Kongo, że aż Liga Narodów się tem
zainteresowała i dopiero pod jej presją Francja, z bólem serca, musiała podnieść pobory lekarzy werbowanych do tej ciężkiej, niewdzięcznej i niebezpiecznej roboty i zorganizować jako tako walkę z tą klęską, trzebiącą ludność tubylczą87. Złe wynagrodzenia odbijały się
na jakości kadry. Wiele do myślenia dają opisy działań medycznych
lekarza o nazwisku Thomas, który zdecydował się na przyjazd do
Afryki, licząc na lepsze możliwości kolekcjonerskie, bo był namiętnym zbieraczem znaczków88. Niewiele interesowały go natomiast sprawy zawodowe. Wstrząsający jest także casus lekarza
wojskowego, który nie chciał leczyć za darmo, świadomie skazując ludzi (na przykład tubylców) na śmierć89. Wątek zabójczych
oszczędności w zakresie służby zdrowia i tragicznych jego konPowyższy tekst autor zamieścił jako własną wypowiedź w przytaczanej
dyskusji w Między morzem… na s. 51. Autor istoty problemu poszukuje w totalnym jego zdaniem braku higieny wśród Francuzów i wynikającej z niej niedbałości
o zdrowie swoje i innych. Problematyce tej poświęcił także prawie cały rozdział
książki Biali i Czarni…, s. 11–16.
88
J. Giżycki, Biali i Czarni…, op. cit., s. 36–38; G. N. Ordon, op. cit., s. 227.
89
J. Giżycki, Biali i Czarni…, op. cit., s. 193.
87

Opowieści znad Nigru...

287

sekwencji przewija się we wszystkich trzech opracowaniach. Czasem jako fragment rozmowy, czasem opis tragicznych przypadków
niekompetencji lekarskich lub braku pomocy medycznej na jakimś
obszarze, czasami jako obszerny komentarz, uzupełniony powoływaniem się na innych autorów poruszających te kwestie w odniesieniu do kolonii francuskich90.

5. Zachowania nieetyczne
Kolejnym wątkiem dotyczącym bezpośrednio także miejscowej
ludności jest sprawa moralności „koloniali”. W książkach jest wiele opisów miejscowych kobiet będących stałymi towarzyszkami
życia i matkami dzieci francuskich urzędników oraz uwag dotyczących powszechnych okazjonalnych kontaktów seksualnych
Europejczyków z Afrykankami. Giżycki komentował także nadużycia, jakie towarzyszyły kontaktom „koloniali” z miejscową
ludnością, wzajemnym powiązaniom, dwustronnym interesom
itd.91
Podróżnik przytacza także przykłady zainteresowania żon
urzędników walorami afrykańskich młodzieńców oraz wspomina
o przypadkach gwałtów i wykorzystywania seksualnego młodych
chłopców i dziewcząt92. Nadmienia także między innymi, że wspominany już „Żorż Rogacz”, pozbawiony stałego towarzystwa kobiety, zwykł zatrzymywać podczas swoich wędrówek dowolnie
upatrzoną kobietę idącą skrajem drogi i zmuszać ją do czynności
seksualnych93.
Ibidem, s. 11–16, s. 51.
Ibidem, s. 132–133.
92
Ibidem, s. 255; 278–279; 324; G. N. Ordon, op. cit., s. 275.
93
J. Giżycki, Między morzem…, op. cit., s. 39.
90
91

288

Anna Nadolska-Styczyńska

Z kolei Rosjanin Nikołajew, dyrektor jednej z doświadczalnych
plantacji, miał zwyczaj wybierania jako stałych towarzyszek dziewcząt przed inicjacją, bowiem starsze, poddane wyrzezaniu go nie
interesowały, i który komentował to w sposób następujący: […]
w Europie siedziałbym już dawno za kratkami. Jesteśmy jednak na
szczęście w Afryce, gdzie nie ma głupich przepisów co do tego, kiedy
mężczyzna ma prawo dopomóc dziewczynie do stania się kobietą94.
Ponadto Giżycki opisuje też sytuację, w której serdecznie i szczerze rozbawiła tego człowieka tragedia, jaka spotkała jego służącego, muszącego obserwować patroszenie krokodyla, który był
jego totemem i wiązał się z tabu polowania95.
Giżycki podkreślał także absurd organizowania francuskich
uroczystości państwowych obchodzonych w sytuacji kolonialnej.
Opisuje groteskową sytuację, gdy administrator opowiadał o zdobyciu Bastylii przedstawicielom ludu Lobi, którym nakazano zostawić w buszu wszelką broń, a porządku pilnowali umieszczeni
za węgłem domu uzbrojeni milicjanci, rekrutowani „pośród innych
plemion”96.
Pisarz boleje także nad poziomem intelektualnym i kulturalnym
„kolonieli”. Zwraca między innymi uwagę na prymitywne rozrywki Francuzów, którzy na przykład z okazji święta państwowego (14 lipca) organizowali oprócz pokazów tanecznych konkursy
piękności połączone z obmacywaniem kandydatek do tytułu miss.
Wspomina także bawiące wyłącznie kolonizatorów zawody wspinania się Afrykanów po namydlonym palu lub wyciąganie przez
nich zębami z miski wypełnionej mąką umieszczonych w nich
monet97.
J. Giżycki, Biali i Czarni…, op. cit., s. 66.
Ibidem, s. 70; G. N. Ordon, op. cit., s. 278.
96
Ibidem, s. 42.
97
J. Giżycki, Między morzem…, op. cit., s. 107.
94

95

Opowieści znad Nigru...

289

Te zabawy powiązane były z powszechnie spotykanymi wówczas poglądami pełnymi etnocentryzmu i rasizmu. Postawy te
znajdowały ujście także w innych sferach życia: stosowanym słownictwie, codziennym traktowaniu Afrykanów, w zdziwieniu i lekceważeniu, jakie było reakcją na informację o ludoznawczych
zainteresowaniach Giżyckiego. Bardzo dobrym przykładem takich
poglądów jest opowieść, którą uraczył Giżyckiego wielokrotnie
już wspomniany Georges („Żorż”) Beaumarchand, chwalący stopień wytresowania pewnej czarnej małpy: […] nigdy się nie poniży do podania ręki negrowi. Ha, ha, ha, Tak, panie, to mądra
bestja! Mądrzejsza od tego deputowanego, co tu był niedawno. Ten
przed każdą murzynką zdejmował hełm w szarmanckim ukłonie:
Madame… Madame… Ha, ha, ha… A do pierwszego lepszego parszywego negra mówił: „obywatelu”! Pan sobie wyobraża? Konaliśmy
ze śmiechu. Dobrze jednak, że pan deputowany nie długo się tu obijał, boby tym czarnym małpom całkiem we łbach przewrócił98.
Wspomniane zwierzę miało między innymi także zwyczaj straszenia dzieci niosących olej, które rzucając się do ucieczki tłukły
naczynia z przenoszonym cennym płynem. Powszechne było także porównywanie Murzynów do zwierząt, głównie do wspomnianych powyżej małp.
Giżycki opisuje także zabawę „kolonieli” polegającą na straszeniu klaksonem pieszych niosących towary i prowadzących
juczne zwierzęta99. Sporo miejsca poświęca też przykładom najzwyklejszego znęcania się na Afrykanami i stosowania wobec nich
siły100.
Podróżnik zamieszcza w swoich opracowaniach także informacje dotyczące sądownictwa kolonialnego, przytaczając przyIbidem, s. 40.
J. Giżycki, Biali i Czarni…, op. cit., s. 218–219; G. N. Ordon, op. cit., s. 332.
100
J. Giżycki, Biali i Czarni…, op. cit., s. 342; G. N. Ordon, op. cit., s. 274,
329.
98
99

290

Anna Nadolska-Styczyńska

kłady licznych pomyłek i niesprawiedliwości, wynikających tak
z braku rozeznania w miejscowym prawie zwyczajowym, jak
i z braku znajomości języków tubylczych i korzystania z niekompetentnych tłumaczy101. Takie przykłady można by mnożyć.

Zakończenie
Oczywiście przytoczone opisy ukazujące patologię, przykłady
niegospodarności, bezmyślności i nędzy moralnej102 nie są jedynymi wątkami omawianych książek. Autor opisuje w nich przecież
swoje spotkania z Afrykanami, zwraca uwagę na ich kulturę, relacjonuje polowania, przygody przeżywane podczas spływu Nigrem, tańce i zabawy organizowane w wioskach z okazji przybycia podróżnych, a także wiele zabawnych sytuacji związanych ze
stosunkami międzyludzkimi. Niemniej jednak zawarty w nich
ogólny obraz Francuskiej Afryki Zachodniej – państwa kolonialnego, opartego na pracy miejscowej ludności rządzonej w sposób
„bezpośredni” – jest przygnębiający i oceniany negatywnie. Może
być przykładem wszystkich dobrze znanych i wielokrotnie opisywanych, krytykowanych i potępianych cech kolonializmu. Momentami można nawet odnieść wrażenie, że mamy do czynienia
z tekstami zawierającymi wątki znane nam z opracowań pisanych
w kontekście nurtów postkolonialnych103. Jednakże relacje te za101
Porównaj rozdział „Temida pod zwrotnikami”. J. Giżycki, Między morzem…,
op. cit., s. 76–85.
102
W opracowaniach podawane są także przykłady zabójstw popełnianych
przez Europejczyków i na Europejczykach oraz konfliktów i przemocy w rodzinie.
Porównaj: J. Giżycki: Biali i Czarni…, op. cit., s. 170; G. N. Ordon, op. cit., s. 235,
242, 261.
103
Edward Said, pisząc o cechach dyskursu kolonialnego, wymienia między
innymi: przeświadczenie o naturalnej wyższości cywilizacji starego świata i prawie do zarządzania obszarami innych kontynentów, czy odmawianie miejscowym

Opowieści znad Nigru...

291

wierają także wiele wątków charakterystycznych dla dyskursu
kolonialnego104: pewien dystans do opisywanej rzeczywistości,
stosunek pewnej pobłażliwości dla swoistej „dziecinności” tubylców, z czym wiąże się przekonanie o potrzebie sprawowania nad
nimi opieki i zagospodarowywania terytoriów zamorskich przez
europejskie mocarstwa. Autor ma świadomość tymczasowości
swojego pobytu w Afryce. Opisuje świat z perspektywy osoby
„spoza” i z wyższej pozycji mieszkańca Europy. Musimy jednak
pamiętać, że Jerzy Mikołaj Giżycki pisał swoje książki w latach
30. XX wieku. I chociaż był dość nietypowym dzieckiem swojej
epoki, mającym krytyczne spojrzenie na kolonializm i kolonie,
jednak przyjmował do wiadomości fakt ich istnienia i chyba nie
wyobrażał sobie innej możliwości. Widział natomiast potrzebę
przeprowadzenia reform zarządzania podległymi terytoriami:
ich dofinansowania, przygotowania odpowiednich kadr i ukrócenia powszechnych nadużyć, w tym złego, nieludzkiego traktowania miejscowych mieszkańców. Jednocześnie uważał, że Afrykanie nie byli już w stanie sami przetrwać w ówczesnym świecie.
Interesował się ich kulturą, opisując jej najprzeróżniejsze przejawy i utrwalając je w swoich fotografiach, było to jednak zainteresowanie ludoznawcy opisującego ludzi obcych. Momentami
bardzo zmęczonego opisywaną i przeżywaną rzeczywistością.
Było to także spojrzenie człowieka wrażliwego na krzywdę ludzi,
ale ludzi odmiennych od niego i pozostających niewątpliwie poza
obszarem głównego nurtu życia starego świata.
mieszkańcom prawa do samostanowienia. Porównaj: E. Said, Orientalizm, Warszawa 2005. Dyskurs postkolonialny poprzez analizy najrozmaitszych form
pisarskich wskazuje na zawarte w nich cechy charakterystyczne dla kolonializmu.
A. Loomba, Kolonializm/postkolonializm, Poznań 2011.
104
Porównaj między innymi: M. Coetzee, Białe pisarstwo. O literackiej kulturze
Afryki Południowej, Kraków 2009; M. L. Pratt, Imperialne spojrzenie. Pisarstwo
podróżnicze a transkulturacja, Kraków 2011.

292

Anna Nadolska-Styczyńska

Kolonialną Francuską Afrykę Zachodnią Jerzy Mikołaj Giżycki oceniał bardzo krytycznie, ale nie podważał samej idei rządów
europejskich na tym kontynencie. Postulował natomiast daleko
idące reformy i renegocjacje terytorialne. Daje tym poglądom
wyraz pod koniec książki Biali i Czarni…105, zadając pytanie o zasadność posiadania przez Francję tak rozległych obszarów kolonialnych. Sugeruje, że […] najprostsza sprawiedliwość […] nakazywałaby raczej podzielić się trochę z narodami, nie mogącemi
wprawdzie pochwalić się takiemi masami złota, jak te, które leżą
bezczynnie w podziemiach Banque de France, ale które posiadają
natomiast rzeczy może cenniejsze: ludzi młodych duchem i jędrnych
ciałem, którzy nie uważaliby pracy na egzotycznych terenach, dających tak wdzięczne pole dla męskiej energji i inicjatywy, za łamiące życie wygnanie106.

Bibliografia
Giżycki J., Biali i Czarni – fragmenty kolonialne, Warszawa 1934.
Giżycki J., Między morzem a pustynią, Warszawa 1936.
Giżycki J., Żegluga na Nigrze i Senegalu, „Morze” 1935, z. 12, s. 18–19.
Giżycki J., cykl: Od Zatoki Gwinejskiej do Sahary, w: „Kurier Literacko-Naukowy” 1932: Afryka mówi, nr 14.03, s. 10; Pochodzenie Murzynów, nr 21.03, s. 10; Religia Murzynów, nr 04.04, s. 10; WieW pozostałych opracowaniach brak jest tak wyraźnych deklaracji.
J. Giżycki, Biali i Czarni…, op. cit., s. 348. Warto jednak zaznaczyć, że
Jerzy Mikołaj Giżycki nie piastował żadnej funkcji w działającej w Polsce Lidze
Morskiej i Kolonialnej i polskie marzenia kolonialne skrytykował mocno w omawianych wspomnieniach. Natomiast w kilka lat po powrocie do kraju rozpoczął
działalność dyplomatyczną, objąwszy stanowisko konsula tytularnego w Addis
Abebie. Jednocześnie w znacznie późniejszych, nieopublikowanych wspomnieniach, Giżycki wyraźnie krytykuje pomysły kolonialne Polski międzywojennej.
G. N. Ordon, op. cit., s. 355–356.
105

106

Opowieści znad Nigru...

293

rzenia i przesądy, nr 11.04, s. 10; W kraju plemienia Habe, nr 18.04,
s. 11.
Giżycki J., cykl: Od Zatoki Gwinejskiej do Sahary, w: „Kurier Literacko-Naukowy” 1933: Łowy afrykańskie, nr 23.01, s. 10; Czarna Róża,
nr 24.07, s. 8–9; Chwytanie żywcem krokodyla. Fragment z kolonii
afrykańskich, nr 14.08, s. 8–9; Rybołówstwo u Murzynów, nr 20.11,
s. 8–9.
Giżycki J., cykl: Od Zatoki Gwinejskiej do Sahary, w: „Kurier Literacko-Naukowy” 1934: Bandyci afrykańscy, nr 21.05, s. 14.
Iliffe J., Afrykanie. Dzieje kontynentu, Kraków 2011.
Ndiaye B., Francaftique. Stosunki francusko-afrykańskie wczoraj i dziś,
Olsztyn 2010.
Loomba A., Kolonializm/postkolonializm, Poznań 2011.
Said E. W., Orientalizm, Warszawa 2005.
Styczyńska A., Rola Jerzego Giżyckiego w tworzeniu kolekcji afrykanistycznej Miejskiego Muzeum Etnograficznego w Łodzi, „Kronika
Miasta Łodzi” 1992, z. 1, s. 131–138.
Styczyńska A., Wyprawa Ferdynanda Ossendowskiego do Afryki Zachodniej we wspomnieniach jej uczestników, w: M. Głosek (red.), Archeologia i starożytnicy. Studia dedykowane prof. Andrzejowi Abramowiczowi w 70. rocznicę urodzin, Łódź 1997, s. 253–264.
Więcek A., Kolonializm w Afryce i jego skutki – model brytyjski i model
francuski, „Przegląd Prawniczy, Ekonomiczny i Społeczny” 2012,
nr 4, s. 79–93.
Vorbrich R., Plemienna i postplemienna Afryka. Koncepcje i postaci wspólnoty w dawnej i współczesnej Afryce, Poznań 2012.
Opracowania nieopublikowane
Nadolska-Styczyńska A., Jerzy Mikołaj Giżycki, w: Etnografowie i ludoznawcy polscy. Sylwetki, szkice biograficzne, t. 5 (w przygotowaniu).
Ordon G. N., The Winding Trail (maszynopis), The Polish Library London,
576/RPS, obecny numer: MW 33.

294

Anna Nadolska-Styczyńska
Tales from Niger. French West Africa in descriptions
of Jerzy Giżycki
Abstract

Jerzy Mikołaj Giżycki was a Polish traveler, author, passionate ethnographer, photographer and a collector. In the 1920s he traveled across
West Africa, working for the French Ministry of Colonies, describing and
photographing various administrative and economic institutions of the
AOF. The author discusses his depictions regarding these peregrinations,
focusing on selected themes that show character and functioning
of French West Africa.
The materials bring an interesting yet joyless picture of the colonial
reality, and at the same time show the author’s attitude to the events
and phenomena he depicted. The article deliberately omits narrations
regarding ethnic cultures paying special attention to the organization,
economy and staff of the French colony. The article uses books written
by Jerzy Mikołaj Giżycki, which were supplemented with the text of his
unpublished memories.
Keywords: French West Africa, Polish travelers, colonialism of the
1920s

Kolekcja

Cytat

Cisło, Waldemar (red.), Różański, Jarosław (red.) i Ząbek Maciej (red.), “Bilad as-Sudan: Polska a strefa Sudanu,” Cyfrowa Etnografia, Dostęp 4 grudnia 2022, https://cyfrowaetnografia.pl/items/show/6234.

Formaty wyjściowe