Marginalia / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.2

Dublin Core

Tytuł

Marginalia / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.2

Opis

Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.2, s.

Twórca

Jackowski, Aleksander

Wydawca

Instytut Sztuki PAN

Data

1993

Relacja

oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2434

Format

application/pdf

Język

pol.

Identyfikator

oai:cyfrowaetnografia.pl:2260

PDF Text

Text

Marginalia
Hasła, podobne do tych, które widzimy obok, na fotografiach,
s p o t y k a ł e m w ubiegłym roku w Hiszpanii, w Niemczech, we Francji.
R e a g o w a ł e m podobnie - z a ż e n o w a n i e m . Jednak mniejszym, byłem
wszak turystą, obcym. U siebie z ł o boli więcej, stąd też potrzeba tych
refleksji. C h c i a ł b y m komentarz Adama Bartosza poszerzyć o kon­
tekst czasowy i kulturowy.
Zacznę od anegdoty. Prawdziwej. D z i a ł o się to we W r o c ł a w i u ,
w drugiej p o ł o w i e lat 70-tych. W mieście pojawiły się pisane n o c ą .
czerwonym sprayem, hasła antyradzieckie. Z a dnia zamazywano je,
nieudolnie, trudno tak z a m a z a ć , aby nie było widać treści. Samo
zamazanie już było treścią, m ó w i ł o co trzeba. Milicja, ponaglana
przez Partię, p o w o ł a ł a grupę operacyjną, s ą d z o n o , iż powstała
podziemna organizacja. Patrole krążyły nocą po mieście, bez
rezultatu. Wreszcie, po 2 tygodniach, wracający do domu funk­
cjonariusz zderzył się na rogu ulicy z c h ł o p c e m . Ten rzucił się do
ucieczki, co w i d z ą c milicjant w naturalnym odruchu wszystkich
policjantów na świecie, zaczął go gonić. Krzyknął, że strzela.
Chłopca doprowadzono na K o m e n d ę Milicji, dowody przeciw
niemu były niezaprzeczalne, zaczęty napis na domu, puszka sprayu.
Przestraszony w y d a ł „organizację", szef miał 15 lat, on 17, trzeci
uczestnik 16. Sprawę ujął w swe ręce major, prawnik, człowiek
mądry i przyzwoity. Dlaczego wypisujesz takie hasła? - zapytał.
Chłopiec spokojnie o d p o w i e d z i a ł - K t o ś musi o tym m ó w i ć , wy
przecież nie możecie... - No dobrze! ale co to za bzdury o Katyniu?
- T o nie bzdury, panie majorze. T o prawda. - Skąd o tym wiesz?
- M ó j dziadek zginął w Katyniu. Major speszył się, ale pytał dalej
- Dlaczego piszecie: „ R W P G to klęska gospodarcza Polski".
Przecież to nieprawda! - Pan się myli, chłopiec zaczął sypać faktami.
Znał dane statystyczne, c y t o w a ł je z pamięci. Major wiedział, że były
prawdziwe, zapytał więc zaciekawiony - skąd o tym wiesz? - Wy­
grałem o g ó l n o p o l s k ą olimpiadę wiedzy o Polsce i świecie współczes­
nym, o d p o w i e d z i a ł chłopiec. Sprawa skończyła się ł a g o d n y m wyro­
kiem - rodzice zapłacili 300 zł za brudzenie m u r ó w przez ich s y n k ó w .
Hasła pisane w ó w c z a s i dziś. C ó ż to za różnica. Pamiętam tamte
lata, każde hasło biło w oczy, j a k reflektor. Nie m o ż n a było go nie
zauważyć, przejść obojętnie, jakby to był plakat minionego koncer­
tu. Mury mówiły. Krzyczały. N a w o ł y w a ł y (no, wpadłem w patos).
Podobnie jak w latach okupacji.
Dziś pisanie niczym nie grozi, m o ż e karą za brudzenie ścian, ale ile
takich spraw?
Dlaczego zacząłem od anegdoty? P o n i e w a ż pomaga dostrzec, ile
się zmieniło w kontekście towarzyszącym hasłom, pojawiającym się
na murach. M o ż n a zrobić wykres, ukazujący ścisły ich związek
z wydarzeniami, jakie miały miejsce w ostatnim ćwierćwieczu
(dokładnie, od marca 1968 г.). Zmieniała się treść napisów, ich
adresat, zmienił się nadawca i reakcja publiczności. Wpłynęły na to
przede wszystkim dwa czynniki: zmiany polityczne, z a c h o d z ą c e
w kraju oraz zmiany w przestrzeni wizualnej, która nas otacza.
Wpływ sytuacji politycznej jest oczywisty. W okresie dławienia
swobody wypowiedzi, cenzury, presji propagandowej ( T V - Urban,
prasa), mury stały się ścienną gazetą opozycji. Przestrzenią przez nią
anektowaną. Opozycji wszelkiej, każdy gest przeciw liczył się
przecież, dopiero później nastąpiło zróżnicowanie. Pisali, rysowali
ci, którzy byli przeciw - z racji ideowych, ale także kontestujący
wszelki establishment, porządek, świat dorosłych. Próby reżymu
skanalizowania ruchu mazania na murach nie miały szans, śmieszne
i głupie (tablice w parkach przeznaczone do pisania, taki warszawski
Hyde Park).
Z kolei drugi czynnik, też zresztą związany z przemianami
ustrojowymi. M a ł a ilość reklam, wszelkiego rodzaju informacji
zapełniających krajobraz miast, mniejsze zanieczyszczenie prze­
strzeni wizualnej, a co za tym idzie większa czytelność (i siła
oddziaływania) k o m u n i k a t ó w , n a p i s ó w , rysunków na murach.
Rozsypanie się ustroju, m o ż l i w o ś ć głoszenia wszelkich haseł
• poglądów z jednej strony, a z drugiej natłok reklam, informacji,
ulotek, p l a k a t ó w sprawiły, że mur nie przemawia dziś do nas z taką
siłą, jak jeszcze przed czterema laty. Hasła mijamy obojętnie, nie
dostrzegamy ich, m u s z ą być szczególnie ciekawe, wyraziste, by je
zobaczyć, zapamiętać, jak np. w przejściu pod A l . Ujazdowskimi
zabawny rysunek trzech rakiet wystrzelonych w przestrzeń i napis
- księża na księżyc.
Przykład ten wskazuje na zasadniczą zmianę w charakterze haseł,
pstre, polityczne ustąpiły miejsca mniej lub bardziej dowcipnym,
" u r y przestają być narzędziem (mur narzędziem!) walki politycznej,
stają się rodzajem publicznej gazety ściennej, w której m o ż e m y
wyczytać z a r ó w n o k o m u n a ł y , jak i inteligentne, zabawne konstata­
cje (Bóg umarł! Nietzsche i pod tym: Nietzsche umarł! Bóg).
Stajemy się krajem normalnym (co nie koniecznie znaczy - sym­
patycznym). Wystawa, którą niedawno oglądaliśmy w warszawskim
Centrum Sztuki Współczesnej stanowi artystyczną transformację

zjawiska, o którym piszę. Jenny Holzer p o k a z a ł a m i n . cykl plaka­
t ó w z truizmami. Wywieszane w przejściach podziemnych dosko­
nale wpisywały się w kontekst ulicy. Autorka wybrane hasła
umieściła także na wielkich tablicach reklamowych, w hali głównej
Dworca Centralnego, w dużych magazynach. W swym charakterze
nie odbiegały od tych, które m o ż e m y dostrzec na ulicach miasta,
oczywiście od haseł „inteligenckich", dowcipnych, nieagresywnych
czy plugawych. Oto kilka: Brakuje dzisiaj niepodważalnych
prawd;
Czasem nauka rozwija się szybciej niż powinna; Głupi ludzie
nie powinni się rozmnażać;
Dekadencja może być celem samym
w sobie.
M u r stał się publiczną salą w y s t a w o w ą , miejscem lepszych czy
gorszych p o p i s ó w plastycznych, haseł bezinteresownych. Podobnie
za granicą, w Niemczech, w Szwecji. Uderza podobna stylistyka
graffiti, nawiązująca do estetyki k o m i k s ó w i filmów Disneya.
Anonimowe, pokoleniowe przejawy buntu, manifestacja własnej
tożsamości. Nie tylko frustracji.
U nas obserwując to, co się dzieje na murach, zwłaszcza w War­
szawie, dostrzegam wyraźny w p ł y w P o m a r a ń c z o w e j Alternatywy.
Dowcip. Często świetny, ostry. Nigdzie takiego nie widziałem poza
Polską.
T u wracam do p o w o d ó w tych uwag - haseł na zdjęciach. Nie
przeceniam ich znaczenia, nie demonizuję faktu pojawiania się
plugawych n a p i s ó w , czy to w ubikacjach, czy na ścianach. Trzeba je
dostrzegać, ale nie w kontekście graffiti, lecz ogólnej degradacji
kultury w naszym kraju. Nie miejsce tu na analizę przyczyn,
w s p o m n ę tylko, że lata powojenne to migracje, rozbijanie więzi
międzyludzkich, upadek autorytetów, kłamstwa propagandy, szczu­
cie jednych przeciw drugim. M o ż n a m ó w i ć wręcz o zespole zjawisk
degradacyjnych. Głupie hasła na murach są ich cząstką i p o c h o d n ą .
Trzeba je widzieć na tle: wulgaryzacji s ł o w n i c t w a , niszczenia apara­
t ó w telefonicznych, wnętrz a u t o b u s ó w , tablic informacyjnych na
przystankach, łamania ławek, niszczenia urządzeń do zabawy dla
dzieci (Łazienki!!!), demolowania cmentarzy żołnierzy Armii Czer­
wonej, ż y d o w s k i c h , ewangelickich, p r a w o s ł a w n y c h , katolickich
(Warszawa!). Żyjemy w okresie w z m o ż o n y c h z a c h o w a ń agresyw­
nych i to różnie się wyrażających. Ź r ó d ł e m ich są frustracje, wynikłe
z n i e p o w o d z e ń , złości na tych, którzy się dorobili (zwłaszcza
„obcych"), bezrobocie, brak perspektyw na mieszkanie, pracę,
godziwe życie. Wszystko to powoduje narastające poczucie za­
grożenia, r o z ł a d o w y w a n e - nieraz w s p o s ó b barbarzyński (pogromy
C y g a n ó w w Mławie).
Na tym tle widzę hasła wypisywane na murach. T o , że są, nie
powinno dziwić, istotne tylko - na ile ich siła oddziaływania jest
duża, i z jakim się spotykają przyjęciem.
W tym miejscu powiedzieć muszę, iż byłem niedawno w G d a ń s k u .
Kiedy przyjechałem, na ścianach w pobliżu dworca wisiały ulotki
z hasłami - antymasońskimi, antyżydowskimi. Głupie, obłąkane.
N a s t ę p n e g o dnia były zerwane. Nie przez policję! A więc ktoś pisał,
drukował, nalepiał, ale i ktoś zrywał. Nie widziałem przy tym
nikogo, kto by chciał się zatrzymać, przeczytać długi elaborat, o tym,
jak to Żydzi rządzą A m e r y k ą , masonerią itd.
Zmieniło się oczekiwanie na prawdę. Nie szukamy jej na murach.
Kto chce - pisze. Gazet mamy do wyboru, do koloru. Plugawe też są.
Posłowie opluwają się w sejmie, dobre s ł o w o p o z o s t a ł o w kościo­
łach na niedzielę, przez sześć dni słuchamy wszędzie inwektyw
i to jest pejzaż, na tle którego należy postrzegać brudne hasła. (A
propos tarnowskich, wyraźnie widać, że kilka z nich kreśliła ta sama
ręka.)
N a zakończenie kilka uwag o rodowodzie haseł „anty". Kiedy
czytam „Żydzi do piachu", „Żydzi do gazu" przypomina mi się
kampania haseł prowadzona przez Partię od marca 1968 r. „Pisarze
do piór, robotnicy do fabryk", a zwłaszcza „Syjoniści do Syjamu"
(!!!). Kretynizm tego hasła znajduje kontynuację i dzisiaj. W moim
ulubionym przejściu (plac N a R o z d r o ż u ) w y c z y t a ł e m ostatnio
„Żydzi do domu". Nie sądzę, by ten, który je pisał wiedział c o ś
o Tuwimie, Słonimskim, Leśmianie, by pomyślał, że domem tysięcy
P o l a k ó w z dziada, pradziada, o j a k i m ś tam procencie krwi ż y d o w s ­
kiej (wg ustaw norymberskich) - jest Polska właśnie. C o to więc
znaczy - Gebert do domu? M a iść na Nowy Świat?
Warto pamiętać, że wojnę na hasła wprowadziła Partia. Przed
wojną mury były (pomijając okres w y b o r ó w ) czyste. Między innymi
dlatego, że domy należały do prywatnych właścicieli, pilnowali je
dozorcy. Propagandziści reżymu powtarzali hasła opluwające ( „ A K
- zapluty karzeł reakcji") i gloryfikujące (o Z S R R , Armii Czer­
wonej, P Z P R ) wierząc, że rzecz tysiąc razy zobaczona, usłyszana,
kształtuje ś w i a d o m o ś ć . O k a z a ł o się, że spece od reklam (Ociec,
prać?, Dziękuję ci. Orno) biją ich na głowę. P o k ł o s i e m partyjnej
frazeologii są hasła, które przytacza Bartosz.
Problemem rzeczywistym, w a ż n y m , jest niski stopień tolerancji.
U nas i w innych krajach.
Aleksander Jackowski

77

Cytat

Jackowski, Aleksander, “Marginalia / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.2,” Cyfrowa Etnografia, Dostęp 1 lipca 2022, https://cyfrowaetnografia.pl/items/show/5977.

Formaty wyjściowe