Natknięcia/ Barbarzyńca 2008 nr 2 (12)

Dublin Core

Tytuł

Natknięcia/ Barbarzyńca 2008 nr 2 (12)

Opis

Barbarzyńca - pismo antropologiczne;s. 107

Wydawca

Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”

Data

2008

Prawa

Licencja PIA

Relacja

oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5581

Format

application/pdf

Język

pol

Identyfikator

oai:cyfrowaetnografia.pl:5190

PDF Text

Text

108

6TMOW\65C\
TRANS-AKCJA
W styczniu przed sądem stanęła czarodziejka, która w Przegini zdejmowała klątwę z małżeństwa.
W wyniku magicznych zabiegów Romki z Częstochowy, podającej się za „jasnowidzkę" z Chorwacji,
zniknęło ponad 8 tys. złotych. W kwietniu 2007 podjechała samochodem pod dom Bronisława i Danu­
ty S., pytając, czy mają do sprzedania stare garnki, koce lub opony. Do transakcji nie doszło, ponieważ
przerażona kobieta dostrzegła urok, który miał grozić śmiercią mieszkańcom domu. Bronisław S. po­
myślał, że klątwę mogła rzucić teściowa, z którą się pokłócił. Zaproszona do środka czarodziejka rozbiła
przyniesione jej jajko w celu wypędzenia z domu kołtuna - oznaki klątwy, która objawiła się obecnym
w postaci czarnych włosów pośród skorupek. Wyniesionej z kurnika kurze dała się napić święconej wody
ze swojej butelki. Zabieg się udał, pacjent zmarł - ptak zdechł w gwałtowny sposób. Miał zostać później
zakopany za stodołą. Ostatnią czynnością było schowanie wszystkich pieniędzy gospodarzy w jednym
miejscu. Wieszczka nakazała małżeństwu modlić się na klęczkach twarzami do ściany, kiedy ona będzie
chować zawiniątko z ośmioma tysiącami złotych pod wersalką. Następnie zabroniła tam zaglądać przez
trzy dni. Za zdjęcie klątwy chciała tylko jedzenie; dostała więc królika, kolejną kurę i jajka. Gospodarze
mieli jednak chwilę zwątpienia: Bronisław S. zapisał numery rejestracyjne samochodu, którym Romka
odjechała, a Dorota S. uparła się, żeby od razu zajrzeć pod wersalkę, w wyniku czego zdecydowali się po­
wiadomić policję o przestępstwie. Bronisław S. rozpoznał poszukiwaną osobę, notowaną za wielokrotne
oszustwa, jednak już w sali sądowej zarówno pokrzywdzeni, jak i podejrzana zaprzeczyli, by przebywała
ona kiedyś w Przegini. W czasie trwania śledztwa małżeństwo odwiedził wójt gminy romskiej, którego
córka była przez chwilę w kręgu podejrzanych, i dla uniknięcia kolejnego „konfliktu z Polakami" dał im
taką sumę, jaką stracili. Przed sądem Bronisław S. stwierdził, że „nie rozróżnia Cyganów i nic do nich
nie ma" i poprosił o uniewinnienie oskarżonej. Jednak proces trwa.
[źródło:

gazeta.pl]

DUCHOWA OBSTRUKCJA
Klątwa nałożona na kenijskich złodziei zmusiła ich do oddania skradzionego mienia. Wszystko
zaczęło się od zamieszek po ogłoszeniu 27 grudnia 2007 wyników wyborów prezydenckich, których
wiarygodność podważyła opozycja i obserwatorzy zewnętrzni. Nic dziwnego, skoro w jednym z okrę­
gów frekwencja podobno wyniosła 115%. Rozruchom, w których zginęło około 350 osób, towarzyszyła
fala kradzieży w całej Kenii. Jeden z okradzionych, pewien handlarz drewnem z Mombasy, zwrócił się
z prośbą do członka starszyzny o obłożenie złodziei klątwą. Podobno dał im dziesięć dni czasu na zwró­
cenie skradzionych przedmiotów. Na efekty nie trzeba było długo czekać: plotka o przekleństwie szybko
się rozniosła. A szabrownikom zaczęła podobno dokuczać choroba uniemożliwiająca wypróżnianie.
Złodzieje obawiali się wręcz o swoje życie, zagrożone działaniami duchów wezwanych przez czarowni­
ka. Już 8 stycznia w kenijskich stacjach telewizyjnych pojawiły się zdjęcia złodziei zwracających różne
przedmioty, m.in. drewno, łóżka i kanapy. Dla uniknięcia większego upokorzenia przynoszono je także
pod osłoną nocy. Z działania duchów najbardziej zadowolona jest miejscowa policja. Ma nadzieję, że
pomogą stróżom prawa nie tylko w Mombasie. My także...
[źródło:

fakty.interia.pl,

BARBARZYŃCA

wprost.pl]

E(1E) ? D 0 8

109

PASTERZ Z DYPLOMEM
Zazwyczaj zarówno umiejętności, jak i obowiązki związane z hodowlą owiec przechodzą z ojca na
syna. Wprawdzie hodowla owiec jest ważnym elementem gospodarki Karpat Południowych (Rumu­
nia), jednak nigdy nie organizowano tam kursów pasterskich, a profesja bacowska nie była zawodem
dyplomowanym... Aż do tej pory. Pomysł wprowadza w życie rumuńska Izba Przemysłowo-Handlowa,
zainspirowana prawdopodobnie prowansalskimi kursami pasterskimi, bo to na nich będą wzorowane
szkolenia. Zostaną zrealizowane w lipcu, w miejscowości Fogarasz (rum. Fdgdrac) w centrum Rumu­
nii. Uczestnictwo ma być darmowe, a pomysłodawcy starają się o dofinansowanie ze środków unijnych.
Kurs trwał będzie 720 godzin, z czego 240 godzin zajmą wykłady prowadzone przez wykładowców
z uczelni rolniczych, natomiast zajęcia praktyczne poprowadzą pierwszorzędni bacowie z okolicy. Kur­
sanci dowiedzą się, jak wytresować psa pasterskiego, jak zareagować na atak niedźwiedzia, a także jak
zgodnie z prawem europejskim wyrabiać i sprzedawać przetwory mleczarskie. Szkolenie jest dostępne
dla wszystkich, niezależnie od płci, wieku i dotychczasowego doświadczenia w hodowli owiec. Dyplom
bacy, który otrzymają absolwenci kursu, będzie respektowany we wszystkich krajach Unii Europejskiej.
Ciekawe, co na to polscy juhasi?
[źródło:

onet.pl]

DAROWANEMU SŁONIOWI...
Opublikowane w kwietniu podsumowanie wykopalisk potwierdza legendę, według której słonie kar­
łowate mogą zawdzięczać swoje przetrwanie na Borneo pewnemu sułtanowi. Najmniejsze z istniejących
słoni zostały zidentyfikowane w 2003 roku jako podgatunek słonia azjatyckiego. Według jednej z teorii na
budowę tych zwierząt wpłynęła izolacja z powodu odłączeniu się wyspy od lądu 18 000 lat temu. Jednak
część badaczy uważa, że zostały sprowadzone z Jawy pomiędzy XVI a XVIII wiekiem. Oznaczałoby to,
że uznane za dawno wymarłe słonie jawajskie przetrwały na Borneo. Za drugą hipotezą przemawia za­
równo brak wykopalisk świadczących o ich długotrwałej obecności na wyspie, jak i fakt, że nie zasiedliły
jej w całości. Należałoby uznać za prawdziwe miejscowe przekazy opowiadające o sprowadzeniu słoni
przez jednego z władców sułtanatu Sulu, muzułmańskiego państwa istniejącego w latach 1450-1899
(dziś Filipiny). Zwierzęta mogły wówczas stanowić rodzaj dyplomatycznych upominków przesyłanych
statkami. Oprócz małych rozmiarów borneańskie słonie cechuje wyjątkowa uległość i pasywność, co
może wskazywać, że pochodzą z udomowionej kolekcji sułtana. Dziś populacja liczy nie więcej niż
tysiąc osobników i znów jest zagrożona, gdyż zamieszkiwany przez nią las równikowy kurczy się w bły­
skawicznym tempie.
[źródło:

sciencedaily.com, en.wikipedia.org]

PROJEKTOWANIE DUSZY
12 kwietnia ruszyły prace nad sztucznymi osobowościami finansowane przez Unię Europejską. Inży­
nierowie reprezentują dziesięć uczelni z siedmiu krajów. Na realizację czteroletniego projektu Lirec (od
ang. Living with Robots and Interactive Companions) przewidziano 6,6 miliona funtów. Prace skoncen­
trują się na długotrwałym kontakcie robotów z ludźmi w różnych sytuacjach życiowych. Każdy ochot­
nik może zamieszkać z maszynami w wybudowanych w tym celu pomieszczeniach w Hatfield. Jednym
z głównych celów projektu jest wyodrębnienie takich cech maszyny, które powodują przywiązywanie
się do niej ludzi. Funkcjami przyszłych automatów (czy jeszcze automatów?) będzie pomoc w pracach
domowych, dostarczanie towarzystwa, zakupy on-line, opieka nad starszymi osobami. Ostatnią z tych

W)

PD08

BARBARZYŃCA

110
funkcji już teraz pełnią japońskie roboty. W planach naukowców jest stworzenie „duszy domu", która
będzie mogła kontrolować stan zdrowia podopiecznego, sprawdzając, czy zażył leki i czy nic mu się nie
stało. Dzięki zdolności do przyswajania cech właściciela będzie mogła nawiązać z nim bardziej „osobistą"
relację. Innym pomysłem jest wykorzystanie nowej generacji maszyn w procesie rozwojowym niepeł­
nosprawnych dzieci. Przykładem takiego robota jest humanoidalny KASPAR o wyglądzie dwuletniego
chłopca, skonstruowany przez naukowców z uniwersytetu w Hertfordshire.
Projekt zdaje się odpowiadać na rosnące zapotrzebowanie na to, by w przedmiotach już kiedyś mecha­
nicznie ożywionych znajdować obdarzonych inteligencją i charakterem towarzyszy. Ich wszechobecność
w naszym życiu i czas, jaki im poświęcamy, mogą powodować, że nie wystarcza już samo personifikowanie
ich, nadawanie im imion czy przypisywanie cech charakteru. Tak u Tima Danta (patrz s. 1 0 1 ) . m
[źródło:

kopalniawiedzy.pl]

CURRE-MECUM'.
13 kwietnia, jak co roku, odbył się Maraton Londyński. Dzięki pomocy brytyjskiej organizacji chary­
tatywnej Greenforce wśród ponad 35 tysięcy biegaczy znalazło się sześciu masajskich wojowników z pół­
nocnej Tanzanii. Wzięli udział w biegu, by kwestować na rzecz rodzinnej wioski Eluai, która nie ma
dostępu do czystej wody. Najbliższe i niestety zanieczyszczone źródło jest oddalone dziesięć kilometrów
od osady, a ponieważ w kulturze Masajów zaopatrywanie domu w wodę nie jest obowiązkiem mężczyzn,
dystans ten codziennie pokonują kobiety wraz z dziećmi. W londyńskim maratonie wojownicy pobiegli
w swoich codziennych strojach, w kraciastych tunikach ozdobionych biżuterią, trzymając kije i podłużne
tarcze oraz śpiewaj ąc masaj skie pieśni. Na nogi włożyli sandały zrobione z opon samochodowych. Jeszcze
przed przyjazdem do Wielkiej Brytanii otrzymali specjalny czterostronicowy poradnik napisany przez
wolontariuszy z Greenforce. Wśród różnych ostrzeżeń i rad w tekście pojawiły się następujące punkty:
- nie trzeba przejmować się nadąsanymi minami przechodniów, którzy mogą wyrażać w ten sposób
niechęć do swojej pracy w biurze, a nie do cudzoziemców, i choć uśmiechają się mniej, niż powinni, to
są bardzo przyjaźni;
- lepiej polegać na zegarku niż na słońcu, które wschodzi i zachodzi o różnych porach;
- w Anglii nie można pluć na ulicach, lepiej zrobić to dyskretnie lub do umywalki;
- w nagłej potrzebie powinno się znaleźć toaletę publiczną, a nie korzystać z krzaków i drzew;
-Anglicy są serdeczni, ale nie należy im zabierać przedmiotów, które nam się spodobały;
- jeżeli przy łapaniu złodzieja zrobi mu się krzywdę, odpowiada się za to przed sądem;
-warto pamiętać, że wszystkie zwierzęta gospodarcze mają swoich właścicieli;
- trzeba uznać krótkie spodenki za rzecz normalną i nieobraźliwą, a pod ubraniem należy nosić bie­
liznę;
- kiedy Anglicy piją alkohol, zachowują się głupio i dziwnie, a przykładem tego może być już znane
Masajom zachowanie wolontariuszy w Tanzanii...
Pozostaje tylko mieć nadzieję, że również Europejczycy będą w stanie dostosować się do tych
zasad podczas zagranicznych wizyt.
[źródło:

onet.pl]

Wiadomości zebrali i zredagowali Michał Nieniewski i Agnieszka Bukowczan

1

W odróżnieniu od vademecum („idź ze m n ą " ) , znanego określenia na poradnik, ta nowa zbitka słowna ma oznaczać

„biegnij-ze-mną"...

BARBARZYŃCA

E(1E) ? D 0 8

Cytat

“Natknięcia/ Barbarzyńca 2008 nr 2 (12),” Cyfrowa Etnografia, Dostęp 6 października 2022, https://cyfrowaetnografia.pl/items/show/11472.

Formaty wyjściowe