Rozmowy o polityce na targowisku / Kultura polityczna Polaków

Dublin Core

Tytuł

Rozmowy o polityce na targowisku / Kultura polityczna Polaków

Twórca

Malewska-Szałygin, Anna

Data

2004

Relacja

oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5664

Format

application/pdf

Identyfikator

oai:cyfrowaetnografia.pl:5266

PDF Text

Text

Kultura polityczna Polaków, red. B. Gołębiowski, Łomża, Oficyna Wydawnicza „Stopka"
2004, s. 387-410.
Anna Malewska-Szałygin

Rozmowy o polityce na nowotarskim targowisku (2001 r).

Terminem kultura polityczna,
określano

popularnym zwłaszcza w publikacjach z lat 70.,

„postawy wobec polityki", czasem także „wiedzę o polityce i ocenę faktów",

„wzory zachowań politycznych", „normy postępowania w życiu publicznym" lub „zespól
1

treści ideologicznych" . Ja chciałabym zaproponować spojrzenie z innej strony. Jest to ujęcie
językowe, bo tematem są rozmowy, ale nie językoznawcze. Chodzi o słowo splecione z
działaniem, o ten aspekt języka, który jest związany z mową i określany w fundamentalnym
rozróżnieniu de Saussure'a (1991) francuskim słowem parole, przeciwstawianym langue rozważaniu języka jako systemu znaków. A więc polem moich zainteresowań jest dyskurs o
polityce - potoczne rozmowy na temat polityki.
Targowe rozmowy o polityce.
Rozmowy

na

nowotarskim

targowisku

prowadzone

były

w

tygodniach

poprzedzających wybory parlamentarne w październiku 2001 r. Część z nich to wielogłosowe
debaty obejmujące kilku, niekiedy zmieniających się rozmówców. Niektórzy z nich mieli
poglądy podobne, inni przeciwstawne, co czyniło dyskusję bardziej ożywioną. Część z nich
była nieco pod wpływem alkoholu, którym „rozgrzewali się" sprzedając konie, prosiaki,
kożuchy, kapcie i inne towary. Byli to najczęściej ludzie w średnim wieku, ale było też kilka
osób po 70, w większości kobiet, których wypowiedzi charakteryzował duży dystans do
spraw bieżących, spojrzenie z perspektywy przeżytych dziesięcioleci i przez pryzmat
gospodyni. Swoje sądy ujmowały zwykle w zwięzłe, dosadne słowa.
Targowisko (podobnie jak bar) jest miejscem, gdzie ludzie często rozmawiają o
polityce, zwłaszcza na kilka dni przed wyborami. Tradycyjna etnograficzna metoda pukania
do domów w wybranej wsi (lub kilku wsiach) nie sprawdzała się w przypadku naszego
tematu badawczego, rozmowy były wymuszone i bezbarwne. Wybór targowiska okazał się
bardzo trafny.

Z łatwością udawało się zainicjować rozmowę na temat preferencji

wyborczych, a często po prostu włączyć się w zasłyszaną mimochodem rozmowę.

1

Te określenia są elementami definicji kultury politycznej zaprezentowanych przez Irenę Kamińską-Szmaj w
artykule Co to jest kultura polityczna? (1994).

1

W latach 1999-2000 we wsiach powiatu Nowy Targ prowadzone były badania
2

dotyczące rozumienia pojęć należących do

języka politycznego . Wówczas badacze w

oparciu o szczegółowy kwestionariusz starali się odtworzyć lokalne rozumienie takich pojęć
jak: polityka, demokracja, państwo, wybory, prezydent i in. Cel badań rozpoczętych w 2001 r.
3

był inny. Chodziło o uchwycenie specyfiki lokalnego, góralskiego języka rozmów o polityce .
Zatem technika badań zakładała jak najmniejszą ingerencję badacza po to, by zmniejszyć jego
wpływ na treść, a zwłaszcza formę wypowiedzi.

Badacze nie byli zaopatrzeni w

kwestionariusz. Zaczynali rozmowę od pytania na kogo będzie Pan głosował?, a potem brali
udział w spontanicznie rozwijającej się dyskusji, starając się doprecyzować wypowiedzi.
Zalecenie minimalnej ingerencji dotyczyło nie przerywania toku rozmowy kolejnymi
pytaniami, jednakże udawanie, że

badacza nie ma, ukrywanie jego udziału w dyskusji

byłoby niezgodne ze współczesnymi zasadami prowadzenia badań antropologicznych
(Tokarska-Bakir 1995), a przy tym byłoby nienaturalne. Milczący badacz przysłuchujący się
rozmowie zostałby zapewne posądzony o inwigilację. Toteż kolejne zalecenie dotyczyło nie
ukrywania własnych poglądów politycznych. Jeśli udział badacza w targowej dyspucie miał
być naturalny, powinien on tak jak inni uczestnicy ujawnić swoje przekonania. Efekt tej
dyrektywy był nadspodziewany, deklaracja głosowania na partię taką jak np. Platforma
Obywatelska, na którą nikt z targowych dyskutantów nie zamierzał głosować, budziła
oburzenie (wyrażane w nieparlamentarnych słowach) i niezmiernie ożywiała rozmowę.
Prezentując

wyniki badań zdecydowałam

się, zgodnie z zaleceniami

analizy

dyskursywnej, na uporządkowanie materiału według wyrażeń najczęściej powtarzających się
w naszych rozmowach. Zaczynam od stwierdzeń najpowszechniejszych, ale przedstawiam też
te pojawiające się rzadziej i takie, które występują zupełnie jednostkowo. Staram się
zaznaczać dla jakiej grupy rozmówców (wiek, wykształcenie, płeć) charakterystyczne są dane
sformułowania i nakreślić kontekst sytuacyjny, w jakim padają. Odwołując się do szerszego
kontekstu

historyczno-polityczno-gospodarczo-społecznego

próbuję

uchwycić

myśl

zamkniętą w takie właśnie, a nie inne słowa.
Rząd się nie sprawdza! - to najczęstsza opinia. Te słowa pojawiły się właściwie w
każdej wypowiedzi. Do czego się odwołują? Otóż, jak się okazuje, podstawą oceny rządu jest
sprawność w sferze gospodarczej. Sprawdzianem dla kolejnej ekipy rządzącej jest obniżenie
poziomu bezrobocia, poprawa zarobków, rent i emerytur, jednym słowem dobrobytu
2

Język polityczny to według autorów Rytualnego chaosu (1997) język jakim mówią się o polityce tzw. elity
symboliczne przemawiające przez media.
Według przytaczanego już rozróżnienia język rozmów o polityce to język potoczny, jakim mówią o sprawach
polityki ludzie nie należący do klasy politycznej, ani do elity symbolicznej i świata mediów..
3

2

społeczeństwa, a zwłaszcza, jak mówią nasi rozmówcy: prostego narodu czyli ludzi
niewykształconych, mieszkających na wsiach i w małych miastach. To spostrzeżenie
współgra z tezą, że poczynania władzy odnoszone są do sfery gospodarczej i w relacji do niej
oceniane. Powszechne w rozmowach z mieszkańcami

wsi utożsamienie

polityki z

4

gospodarką jest znaczące. Polityka rozumiana jako abstrakcyjne rozważania dotyczące
idealnego ustroju spraw państwa jest poza ich zasięgiem. Oni tak o niej nie myślą. Często
5

używane przez nich metafory porównujące rząd do gospodarza (premier to un jest jak gazda,
na gazdówce) lub ojca rodziny (un jest głowa - jak ojciec w rodzinie) pozwalają stwierdzić, że
dla ludzi słabiej wykształconych, mieszkających na wsi polityka to gospodarowanie
państwem, odbywające się według tych samych zasad co zarządzanie gospodarstwem.
Naturalne jest zatem, że sprawdzian umiejętności

gospodarowania jest podobny

-

ekonomiczny.
Kryzys pański
gospodarki jest

czysty! Dobrym

opowieść

80-cioletniej

przykładem

oceniania władzy

mieszkanki Łopusznej.

przez pryzmat

Jest to

historia jej

doświadczeń, zaczyna się w latach dwudziestych, a kończy współcześnie: Przed wojną no to
było nam nieźle, no byli biedniejsi, byli bogatsi, ale dobrze było - zapłacił podatku 20 zł to
sprzedał owcę za 20 zł i więcej go nic nie obchodziło. Co chciał to kupił, co chciał to miał.
No, za Niemców,

to później było źle. Oni nam zabierali: a to śmietany, mleko, grule, wszystko

trza było oddawać, no to jus ciężko, nie było nawet nieroz co jeść. No później te łosiem roków
[1945-1953] po wojnie to było cięsko nim się to wszystko trochę dźwigło do góry. No a
później

(...)

przepracowała

naprawdę nie było źle i zarobiło się, bo przecie robota była - ja

przecież

6

te 33 roki w kombinacie , no to nie było źle - możno było się najeść i kupić co,

bo niedrogo było. No a później, jak ta „Solidarność"

objęła [rządy], no to kryzys pański

czysty!!! Przemiany władzy są tu przedstawiane z powszechnie przyjętej perspektywy jakości życia rolników i ich dobrobytu. Dobra władza nie zabiera za wiele, daje ludziom
pożyć, stwarza im takie warunki, żeby mogli zarobić. Nie musi dawać specjalnych osłon
socjalnych, ważne, żeby tak zarządzała gospodarką, aby człowiek mógł zarobić i żeby ceny
towarów nie były tak wysokie, że dochody na nic nie starczajom. Na koniec warto zwrócić

4

O tym, że mieszkańcy wsi rozmowę o polityce od razu zamieniają w rozmowę o gospodarce i ekonomii pisał
Piotr Kędziorek (1996).
O przydatności analizy używanych metafor w procesie interpretacji wypowiedzi piał Lakoff (1988) oraz
Ohnuki-Thierney (1991) i inni.
Mowa tu o Kombinacie Przemysłu Obuwniczego „Podhale", powstałym w 1955 (Dzieje...1991),
zatrudniającym ok. 7.000 pracowników - największym zakładzie produkcyjnym Podhala, instytucji, w której
górale mogli posmakować luksusu pracy etatowej, regularnych zarobków, opieki socjalnej. Szybko się do tej
stabilności finansowej przyzwyczaili i boleśnie odczuli upadek kombinatu w 1992 r. Do tej spra wy wielokrotnie
nawiązywali w rozmowach.
5

6

3

uwagę na określenie: kryzys pański

czysty - łączy ono język mediów od lat 70-tych

mówiących o zmianach gospodarczych

w Polsce w kategoriach kryzysu, z często

powtarzanym na Podhalu (i nie tylko) wyrażeniem krzyż pański [mieć z czymś lub kimś krzyż
pański - oznacza mieć poważne i długotrwałe kłopoty]. Ta urocza zbitka nader syntetycznie
podsumowuje proces transformacji ustrojowej.
Oni sprzedali Polskę - jest to kolejny często powtarzający się motyw. Ten zarzut
dotyczył wyprzedawania majątku narodowego,

a zwłaszcza zakładów produkcyjnych,

zagranicznym inwestorom. Obejmował też ulgi podatkowe dla zagranicznych supermarketów,
które spowodowały osłabienie rodzimego handlu, a także import żywności powodujący, że
polski rolnik miał problemy ze zbytem. Pojawianie się formułki oni sprzedali Polskę prawie
w każdej rozmowie jest zadziwiające. Najczęściej nasi rozmówcy patrzą na sprawy polityki
przez pryzmat dostatku czy raczej przetrwania własnej rodziny, sprowadzają problemy
polityki do własnego podwórka i garnka (do którego nie mają co włożyć), a tu taka troska o
dobro wspólne, ogólnonarodowe. Sprzedaż majątku narodowego, wkraczanie obcego kapitału
kojarzy im się z okresami zależności, często przy tej okazji przywołują sytuację Polski pod
zaborami, ale najczęściej, zwłaszcza ludzie starzy, odnoszą ją do doświadczeń okupacji
niemieckiej i

zubożenia polskiego społeczeństwa poprzez odprowadzanie zysków do

Niemiec. Polakom pozostawała wówczas ciężka, źle opłacana praca, bez udziału w
wypracowanych dochodach. Strach przed powtórzeniem się tej sytuacji widać wyraźnie w
słowach starej kobiety: To mi się najgorzej nie podoba, że oni własność wyprzedają. Jak oni
se wyobrażają, że zrobią

nas Poloków i tych śtarsych i tyk młodyk niewolnikami innym

krajom!!! Tak będzie, jak oni wyprzedadzą co majom najlepsze. No to czym będziemy jak nie
niewolnikami? To mi się straśnie ni podobo i przeważnie tym starym syćkim się nie podobo.
Warto doprecyzować kim są oni, którzy sprzedają polski przemysł.
Oni się sami powybierają.

Oni to ci na górze lub ci przy władzy bardzo rzadko

nazywani są politykami. Oni są grupą hermetyczną, odległą, na którą zwykły człowiek ma
nikły wpływ. Takie przekonanie może szokować w sytuacji gdy od 1989 r. posłowie i radni
wybierani są w wolnych, wielopartyjnych wyborach. Tymczasem oświadczenie oni się sami
powybierają

należy do arsenału sformułowań najczęściej powtarzających się w rozmowach.

Na pytanie badacza: czy nie ma sposobu żeby wybrać dobrych ludzi? Kobieta w średnim
wieku, z wykształceniem średnim zawodowym odpowiada: to już od nich zależy, nie od nas, a
od nich. Niech się wybierają! Przyparty do muru pytaniami: czy to znaczy, że wybory są
fałszowane?

mężczyzna l . ok. 50, ze średnim wykształceniem odpowiada: w ostatnich

wyborach do rad niezależni obserwatorzy stwierdzili, że głosowało 30%, a oficjalnie podali,

4

że 60%. Dalej jest fałszowanie

wyborów. Przypadków oskarżeń o fałszowanie wyborów

odnotowałam zaledwie kilka, natomiast oświadczeń, że politycy powybierają

się sami

usłyszeliśmy bardzo wiele. Wypowiadający je często dodają mętne uzasadnienie, jak 80letnia kobieta z Łapsz Wyżnich, z wykształceniem podstawowym: Idziem do kościoła rano i
skreślim tam mniej więcej kogo rozumiem, a oni kogo chcą to sobie wybiorą, a to co my
skreślimy to i tak idzie gdzieś. Nie tak jest?
Wybory często postrzegane są jako swego rodzaju rytuał czy powinność, realny
związek między indywidualnym wyborem człowieka a oficjalnymi wynikami wyborów jest
luźny. Dlaczego tak jest? Sądzę, że pięćdziesiąt lat przyzwyczajenia do praktyki wyborczej
zalecającej głosowanie „bez skreśleń", gdzie samo wejście do kabiny wyborczej, za kotarkę,
jak mówią nasi rozmówcy, było uważane za brak zaufania do socjalistycznej władzy nie jest
tu bez znaczenia. Człowiek, który jednak pragnął skorzystać z możliwości „wolnych
wyborów" (jak wówczas nazywano wybory do sejmu, obecnie przez socjologów nazywane
„kontraktowymi") mógł co najwyżej dokonać niewielkich przesunięć na liście wyborczej
układanej wcześniej przez stronnictwa: PZPR. ZSL, SD. Skutek wymagającego odwagi
wejścia do kabiny był żaden. Przekonanie o tym, że wybory nic nie zmienią, a udział w nich
jest obowiązkiem jest niewątpliwie skutkiem doświadczeń z czasów PRL, ale nie tylko.
Sądzę, że związane jest także z obecnie stosowaną ordynacją wyborczą, która przewiduje
głosowanie na listy partyjne. Wyborca zakreślając nazwisko swojego kandydata oddaje głos
na partię (lub formację bezpartyjną). To, który z kandydatów będzie ją reprezentował jest
wynikiem wewnętrznej roszady dokonywanej po wyborach. Kolejną przyczyną przekonania
o bezsensowności wyborów jest układ okręgów wyborczych. Zwłaszcza w przypadku
wyborów lokalnych okręgi jedno-mandatowe mogłyby, jak się wydaje, poprawić sytuację.
Wymieniając czynniki historyczne i polityczne, które ukształtowały przekonanie o
tym, że wybory nie dają wpływu na władzę, warto podkreślić też zjawisko kulturowe o
bardzo starych korzeniach. Mam na myśli archaiczny sposób postrzegania władzy, o którym
pisali np. Van der Leeuw (1978) i M . Eliade (1994), który J. J. Roux (1988) nazywa
7

monarchicznym, a Michel Fouault (1998) opisem władzy w terminach suwerenności . Sfera
władzy jawi się w nim jako odległa od świata zwykłych ludzi, rządząca się własnymi
prawami, mająca swoją wiedzę tajemną, niedostępną

dla ludzi spoza jej kręgu. Tak

postrzegana władza różni się od społeczeństwa ontologicznie, jest bytem innego rodzaju,
często związanym z rzeczywistością sacrum przeciwstawianym profanum poddanych. W tym
7

Foucault przeciwstawia dwa sposoby mówienia o władzy: w kategoriach suwerenności i dyscypliny (1998, s.
45).

5

wizerunku źródłem władzy jest sacrum, które informuje o swoim wyborze poprzez znaki,
potwierdzone następnie rytuałami takimi jak koronacja czy „pomazanie" olejem świętym
(Roux 1988). Zwykły człowiek może odczytać znaki, ale nie dokonuje wyboru władzy, nie
może mieć na nią wpływu. Może zachować nadzieję, że władza zechce okazać się dla niego
łaskawa. Poddany może przedsiębrać rytualne działania w celu przebłagania czy zaklinania
jej, ale ona i tak pozostanie niezależna, poza zasięgiem jego działań, nie w jego mocy.
Oczywiście nasi rozmówcy nie uważają władzy za związaną ze sferą sacrum. Władza została
sekularyzowana już dawno, pozostał natomiast nawyk myślenia o niej jako o sile wyższej
oddziałującej na człowieka jednostronnie i zwykle wobec niego nieprzychylnej.
Oświeceniowa koncepcja „umowy społecznej" i wyboru reprezentantów rządzących w
imieniu ludu jest przeciwstawną wizją, wcielaną w życie przez twórców konstytucji Stanów
Zjednoczonych, a w Europie upowszechnianą po rewolucji francuskiej 1798 (Hobsbawm
1990, Mill 1995 i inni). Przysłuchując się naszym rozmowom, można odnieść wrażenie, że jej
echa pojawiają

się jedynie w wypowiedziach mężczyzn ze średnim wykształceniem

technicznym lub wyższym.
Głosować trza iść. Patrząc z tej perspektywy nieistotne jest na jaką partię obywatel
będzie głosował ważne jest dopełnienie rytuału. To przekonanie wyrażali wprost zwłaszcza
ludzie starzy i słabo wykształceni. Niektórzy

byli przekonani o tym, że wybory są

obowiązkowe: to jest przymus, że każdy musi iść, a jak nie idzie to oni po człowieka

przyjdą-

mówiła starsza kobieta. Inni przywoływali motywacje patriotyczne: pójść pójdę, bo jako
Polka, no to muszę. Większość jednak podkreślała, że choć głosować trza iść, powinno się to
niestety nie wiadomo na kogo, to jest obowiązek obywatela iść głosować, ale nie wiemy kogo
wybierać. Dlaczego nie wiadomo? Powodów jest kilka. Podstawowy to taki: w ostatniej
dekadzie istnienia PRL, coraz popularniejsze było przekonanie, że sposobem usunięcia
różnych nieprawidłowości w życiu publicznym i niewygód w życiu gospodarczym będzie
wymiana ekipy rządzącej z komuchów (jak nasi rozmówcy nazywali ówczesne elity rządzące)
na Solidarność. Obecnie już wiadomo, że obie formacje się nie sprawdziły, bo obie kradły po
równo. Zapytani o preferencje wyborcze sprzedawcy na targu (lat około 50) mówią: SLD?
Będą kraść jak tamci, tylko nie mają już co ukraść, bo „ Solidarność " już wzięła co było
najlepszego. Unia Wolności oni już dali nam taką wolność, że uch! Może SLD? Oni przejdą,
bo małymi kroczkami do władzy idą, ale dużymi krokami wylecą z rządu - bardzo trafnie
prorokował w 2001 r. mężczyzna ze średnim wykształceniem.
Może coś się zmieni w tej Polsce.

Te słowa padały zawsze jako komentarz -

uzasadnienie dlaczego pomimo braku wiary w skuteczność wyborów nasi rozmówcy brali w

6

nich udział. Racjonalnie rzecz biorąc nie wierzyli w realne skutki głosowania, co jest
zrozumiałe

w

świetle

ich przekonań

opisanych

wcześniej,

ale

mieli

NADZIEJĘ.

Doświadczenie poprzednich wyborów jej przeczyło, ale nie było w stanie podważyć
nieracjonalnej wiary w lepsze jutro. Trudno przyjąć, że będzie jeszcze gorzej gdy rolnictwo
całkiem leży, a zakłady posprzedawali, pozostaje wierzyć, że będzie lepiej: może coś się
zmieni w tej Polsce, ta partia co teraz jest to nic nie zrobiła, ci poprzedni co tam byli - też.
Ot, posprzedawali

to i tamto. Oni tylko kłamią - to kłamczuchy, biedę w kraju zrobili jak

cholera.
Oni ino grabiom do siebie. To wyrażenie należy chyba do rekordzistów jeśli idzie o
ilość powtórzeń. Wypowiedź ta dotyczy rządu i ludzi władzy, którzy najczęściej nazywani są
krótko oni. Przekonanie o działaniu dla własnej korzyści, a nie dla dobra wspólnego, było
wyrażane powszechnie zarówno przez ludzi słabo wykształconych: każdo kuro ku sobie
grzebie, każde grabie ku sobie grabiom lub inaczej: oni chcą sami pojeść na nas nie patrzą,
na wieś, na tych robotników, chłopów w ogóle nie patrzą jak i z wykształceniem średnim:
złodziejska władza - ustawę w sejmie se przegłosuje za 3,5 mld zł, kupi ustawę i zrobi taki
podwójny biznes. Wypowiedzi ludzi lepiej wykształconych świadczą o ich zorientowaniu w
bieżących wydarzeniach - potrafią wskazać przykłady prywaty i korupcji, jakich dopuszczają
się politycy. Ludzie mniej wykształceni utyskując na władzę chętnie korzystają z ogólników i
wyrażeń pochodzących z języka propagandy PRL-u, jak np. charakterystyczna dla tamtego
okresu zbitka słowna robotników i chłopów. Sentencja o grabiach, które grabią do siebie
pojawiała się kilkakrotnie w wypowiedziach ludzi starych. Ton, jakim była wygłaszana,
pozwala sądzić, że należy do potocznych prawd - podstawowych, ogólnie znanych, zasad
działania władzy. Tego rodzaju prawa odnoszą się do władzy jaka istnieje zawsze i wszędzie,
do władzy w ogóle. Skąd pochodzi przekonanie, że władza kradnie? Podstawą jest obserwacja
gospodarczej sytuacji w kraju. Wszyscy płacą podatki (rolnicy odczuwają to bardzo wyraźnie,
sprzedawcy na targowisku również), a pieniędzy na renty, emerytury, służbę zdrowia, pensje
w placówkach budżetowych nie ma - nasi rozmówcy uważają to za podstawowy dowód na
rzecz tezy, że władza kradnie. Afery pokazywane w telewizji, komentowanie zeznań
podatkowych polityków - to kolejne argumenty stanowiące materiał dowodowy w tej
sprawie. Szczególnie bolesną dla naszych rozmówców jest informacja o poborach, jakie
przyznawane są posłom, radnym, burmistrzom, wójtom, członkom rządu i innym urzędnikom
państwowym. Trudno tu użyć określenia kradzież, gdyż są to legalnie przyznane pensje, diety
itp. jednak dysproporcja pomiędzy dochodami naszych rozmówców a poborami urzędników
jest tak wielka, że powszechnie uważana jest za złodziejstwo sankcjonowane prawem i budzi

7

straszne rozgoryczenie: Telo ich w rządzie jest i telo im brać miesięcznej pensji. Po co telo
tych urzędników, gdy bieda na świecie jest. Niech se dadzą mniej, a podzielą się z innymi. W
tej wypowiedzi człowieka w średnim wieku, z zasadniczym wykształceniem rolniczym,
słychać niechęć do złej władzy, która działa dla własnej korzyści i marzenia o dobrej, która
powściągnie swoje apetyty i da żyć ludziom. Propozycję naprawy państwowych finansów
przedstawia 75-letnia góralka, z przedwojennym, czteroklasowym wykształceniem: Bierą po
te 15, 16 tysięcy, a nom, biedocie to 470 [zł] renty dajom, bo jesce trza tej biedocie ująć, a
kiej by oni se ucięli, to by tej biedy nie było na świecie. Niech oni se ubierą trochę z tej kieseni
hrubej, a puscą tak na tą biedotę, to będzie lepiej na świecie. Takie postawienie sprawy jest
związane z tradycyjnym obrazem władzy i z przekonaniem, że istnieje władza zła, która dba o
siebie i władza dobra, która dba o społeczeństwo, na wzór dobrego i złego króla, o którym
pisał Roux. Na tym czarno-białym podziale opiera się też legenda Janosika oraz wiele
kampanii przedwyborczych. Warto też zwrócić uwagę na sformułowanie niech se dadzą
mniej. Wyrasta ono z przekonania, że politycy sami ustalają swoje pobory. Jest ono nie
pozbawione prawdy, bowiem zarówno radni w gminach jak i posłowie sami zatwierdzają
wysokość diet i innych dochodów, jakie czerpią z piastowanych funkcji. Ten fakt jest dla
naszych rozmówców ważnym argumentem potwierdzającym, że mamy tu do czynienia z
sankcjonowanym prawnie okradaniem społeczeństwa, z władzą, która grzebie pod siebie.
Zdanie: niech se dadzą mniej współgra z oni się sami powybierają,

w obu przypadkach

władza jest samodzielna, żeby nie powiedzieć samowolna, a Szary Człowiek nie ma na nią
żadnego wpływu - może jedynie żywić (płonną) nadzieję, że władza się sama powściągnie,
co wydaje się naszym rozmówcom wątpliwe wobec powszechnie znanych, odwiecznych,
potocznych zasad działania władzy.
Radzą, radzą a to na nic idzie. Kontynuując rozważanie cytowanej wypowiedzi warto
przytoczyć jeszcze kolejny fragment rzucający światło na potoczną wiedzę o władzy. Oni idą
na dietę, dietę bierą, setke na dzień mo taki i tam radzą i radzą i wse to na nic idzie, wse idzie
do powietrza, jak dym. Nie wszyscy nasi rozmówcy wyrażali ten pogląd tak poetycko jak ta
starsza kobieta, ale w wielu rozmowach pojawia się sugestia, że politycy, z zwłaszcza
parlamentarzyści to darmozjady. Oczywiście, to przekonanie opiera się na charakterystycznej
dla rolników i robotników wizji pracy. Za pracę uważają przede wszystkim pracę fizyczną najczęściej wytwarzanie jakiegoś produktu materialnego: żywności, butów itp. Pracą są też
usługi takie jak budowanie domu czy prowadzenie gospodarstwa. Ważne, żeby efekt pracy
był widoczny i wymierny, podlegający rozróżnieniu na dobrze i źle wykonaną pracę.
Wątpliwe jest, czy polityk jeżdżący dobrym samochodem z bankietu na bankiet w ogóle

8

pracuje. Za pracę nasi rozmówcy są skłonni uznać udział w obradach sejmu, jednak
transmisje z sali sejmowej, które jesienią i zimą rolnicy często oglądają, przekonują ich, że
posłowie jeśli pracują to źle, bo ławy sejmowe są puste. Absencja posłów oznacza ich nie
przyjście do pracy, co dla ludzi wdrożonych do wymogów regularności pracy np. w
kombinacie obuwniczym jest jednoznaczną przyczyną zwolnienia: Mnie to krew zalewa jak
widzę ten Sejm. Jak pani idzie do pracy, to ma pani obowiązek i jak pani do roboty nie
przyjdzie,

to wyleją, a tam, jakieś prawa mają ustalać, pińć

osób siedzi w ławach, jeden

pieprzy sam nie wie co i co to jest Sejm? Kopa w dupę im i do domu. Ludzie w średnim
wieku, z wykształceniem średnim podkreślają także, że

efekty pracy parlamentarzystów

jakimi są ustawy, a szerzej prawo są produktem niskiej jakości. Ujmują tę oceną w dosadne
słowa: w Polsce jest prawo do dupy.
Za komuny było lepiej. Kolejnym z najczęściej powtarzających się zwrotów jest
zdanie: za komuny było lepiej. Należy tu wyraźnie podkreślić, że nostalgia za czasami PRL,
szeroko opisywana w

literaturze

socjologicznej

[Nim

będzie...(1997),

PRL...(2001),

Nostalgia.. (.)] jest zjawiskiem różnorodnym. Czym innym jest młodzieżowa moda na stroje,
muzykę czy polskie komedie z tego okresu, czym innym wypowiedź górala handlującego
odzieżą

na targowisku. Skupiając się na góralskiej wersji nostalgii za PRL-em warto

podkreślić, że

stwierdzenie za komuny było lepiej prawie we wszystkich przypadkach

pojawia się z uzupełnieniem:

bo każdy

miał pracę.

Górale wielokrotnie mówili o

mankamentach dawnego ustroju. Nawet niewykształceni ludzie mówiąc o korzyściach
zmiany wymieniali: opuszczenie terytorium Polski przez radzieckie wojska, zwiększenie
swobód religijnych i ułatwienia w prowadzeniu prywatnej działalności gospodarczej. Było to
dla mnie zaskoczeniem - mieszkańcy mazurskiej gminy, w której prowadziłam badania w
latach 1994-1996, wracając pamięcią do kolejnych dekad PRL-u albo chwalili ten okres, albo
narzekali na niesprawiedliwość w rozdziale środków do produkcji rolnej, pralek czy
papierosów, ale nikt nie uważał za problem obecności obcych wojsk w Polsce. Zasadniczo
tęsknili do czasów PGR-ów. Nowotarscy rozmówcy w większości byli bardziej krytyczni
wobec PRL i jeśli w ich wypowiedziach pojawiał się ton aprobaty to dotyczył luksusu jakim
było stałe zatrudnienie. Dla nich największym problemem związanym z transformacją była
utrata etatowej pracy. Choć nie pasuje to do stereotypu górala - gazdy - właściciela własnego
gospodarstwa, kombinat obuwniczy „Podhale" zatrudniający około 7 tysięcy pracowników,
miał dla góralskich budżetów domowych ogromne znaczenie. Zarobki w nim nie były
wielkie, ale pewne i regularne - dawały poczucie, że bez względu na to czy letnicy dopiszą
czy nie, czy dobrze się sprzeda wyhodowane zwierzęta, na podstawowe potrzeby wystarczy.

9

Utrata tej bezcennej stabilności skłaniała naszych rozmówców do stwierdzeń, że za komuny
było lepiej. Trzeba tu jeszcze dodać, że „Podhale" nie było jedynym zakładem produkcyjnym
w tym regionie. Fabryka nart w Szaflarach i zakłady produkcyjne i usługowe (jak domy
wczasowe FWP, państwowe restauracje, bary, sklepy) zatrudniały pracowników na etat i były
źródłem niewysokich, ale bardzo regularnych zarobków. Ta stabilność finansowa zasadniczo
odróżnia czasy PRL-u od obecnych. Oczywiście dziś można założyć własne przedsiębiorstwo
i zarabiać znacznie lepiej niż było to możliwe w czasach PRL-u, ale żadne przedsiębiorstwo
nie zagwarantuje takiej pewności finansowej jak ówczesna państwowa posada. To ona jest
wspominana z nostalgią, a nie ówczesny system: zarobiło się wtedy, bo przecie robota w
kombinacie była dla każdego.
przedsiębiorstwach

także,

Rolnicy

wspominając

indywidualni,
czasy

PRL-u

nie pracujący w państwowych
podkreślają

przewidywalność

ówczesnych relacji gospodarczych: przedtem jak my uchowali cosik, to my mogli sprzedać. A
dziś chowaj i proś się: cy kupi? cy nie kupi?, Przedtem na wózek [prosię] zabrali i ile ważyło,
tyle wypłacili.
Pojęcie komuna często używane przez naszych rozmówców odnosi się do systemu
polityczno-gospodarczego PRL, do władz PRL i całej ówczesnej rzeczywistości, czasem z
8

rozróżnieniem na kolejne dekady nazywane nazwiskami I Sekretarzy PZPR . Jest to pojęcie
dość nieostre, dlatego warto prześledzić je w kontekstach słownych w jakich się pojawia:
Za komuny było lepiej, bo każdy miał pracę - słowo komuna odsyła do ówczesnego sposobu
organizacji stosunków gospodarczych i związanej tamtym układem

ekonomicznym

rzeczywistości życia codziennego.
Komuna długów narobiła... - w tym kontekście chodzi o elitę władzy, grupę ówcześnie
rządzącą podobnie jak w sformułowaniu: komuna odeszła lub komuna upadła - odchodzi
dymisjonowany minister, upada rząd, który stracił votum zaufania. Zarzut, że władze PRL
obarczyły Polskę ogromnym długiem był jednym z najczęściej przytaczanych argumentów
przeciwko ówczesnemu systemowi i ówczesnej władzy. W sporach jakie prowadzili ze sobą
nasi rozmówcy często stosowaną odpowiedzią na ten zarzut były słowa: ale

„Solidarność"

teraz narobiła ich więcej przy czym „Solidarność" w tym kontekście oznacza rządy koalicji
partii wywodzących się z „Solidarności".
Za komuny to mnie stać było na traktor - tu określenie za komuny wydaje się być przede
wszystkim elementem periodyzacji przeszłości i wówczas byłoby synonimem za czasów PRL.

8

Periodyzacja dziejów według „władców" (tzn. za Gomułki, za Gierka itp.) potwierdza przypuszczenie, że w
naszych rozmowach pojawia się wiele elementów tradycyjnego modelu władzy.

10

Pomimo, że w tym kontekście chodzi głównie o określenie czasu, można też doszukać się
pewnych odniesień wartościujących do ówczesnej sytuacji gospodarczej.
I wywalczyli my „Solidarność"

i doprowadziła

do biedy. Warto tu rozważyć

porównania pomiędzy władzą przed i po 1989 r. Takie porównania są zwykle wyrażane w
sposób bardzo emocjonalny, a to dlatego, że ze zmianą ustrojową zwaną przez naszych
rozmówców upadkiem komuny wiązano ogromne nadzieje przede wszystkim na poprawę
etyczną elit rządzących i całego życia polityczno-publicznego. Kolejne afery, w które
zamieszane były kolejne partie boleśnie unaoczniły płonność tych nadziei. Wiara w to, że
ludzie wywodzący się z dawnej „Solidarności" będą uczciwsi w polityce okazała się
nieuzasadnioną - stąd rozczarowanie: miało być niewiadomo co, a co jest? Bieda

narobili,

rozkradli Polskę, wyśprzedali. Po tych doświadczeniach i związanym z nimi rozgoryczeniu
pojawia się problem: na kogo głosować, nikomu teraz nie można wierzyć! Smutny bilans
pierwszej dekady nasi rozmówcy kwitowali słowami: za komuny kradli, ale i ludziom dali, a
ci teraz kradną, a ludziom nie dają. Ta wypowiedź odzwierciedla rozczarowanie faktem, że
partie po-solidarnościowe nie wprowadziły uczciwych ludzi do sfery polityki, zawiera też
obserwację dotyczącą obniżenia osłon socjalnych w porównaniu z latami PRL-u.
Tera bałagan, bajzel jest w tym kraju. Tak uważają wszyscy nasi rozmówcy. Mają na
myśli wzrost przestępczości, nasilenie się afer, nieprzestrzeganie

prawa. Bardzo często

uważają, że ma to zawiązek z kolektywną władzą, która jest niesprawna decyzyjnie i
rozmywa odpowiedzialność.

Zapytani wprost czy są zwolennikami demokracji nasi

rozmówcy odpowiadają twierdząco. Natomiast wielu z nich kilka zdań później

mówi: ale

żeby się, nowy Piłsudski narodził, to by on, kurwa, zrobił porządek. Tu za mordę trzeba, tu
inaczej nie da rady, za mordę wszystkich, cały naród i doprowadzić

do jakiego takiego

porządku, jak to zrobił Pinochet w Chile. Potrzeba silnej władzy, zgoła niedemokratycznej,
podyktowana jest przede wszystkim poczuciem zagrożenia. Przestępczość, ale przede
wszystkim ekonomiczna niepewność jutra są przyczynami marzeń o silnej władzy, która
zapanuje nad sytuacją, uczyni ją stabilną i przewidywalną. Mówienie o władzy w skali
państwa często opiera się na sądach wysnutych na drodze wnioskowania przez analogię w
odniesieniu do codziennych doświadczeń, do bliskich naszym rozmówcom, codziennych
sytuacji. Władzę porównuje się do gospodarza czy ojca w rodzinie, te analogie omówione w
akapicie początkowym pokazują, że wzorzec relacji władzy w skali mikro postuluje wzór
władzy w skali makro, która także powinna być skupiona w jednym ręku, odpowiedzialność
nie powinna być rozmyta, a decyzje muszą być podejmowane jednoosobowo. Podsumowując
warto zauważyć, że jedną z podstawowych cech władcy w modelu tradycyjnym jest

11

jednoosobowe ponoszenie odpowiedzialności, której król nie może przesunąć na nikogo
(Roux 1988).
My się w politykę nie bawimy.

Ta deklaracja powtarzana była w prawie każdej

rozmowie. Zwłaszcza kobiety odżegnywały się od polityki, ale nie tylko one. Uczciwy
człowiek powinien pracować, a nie zajmować się politykowaniem. Warto przyjrzeć się
czasownikowi politykować, a zwłaszcza sytuacjom i kontekstom w jakich się pojawia.
Zwykle oznacza gadać po próżnicy jak w zdaniu: mój to jak pójdzie politykować

do

„Krokusa" [baru wiejskiego] to potem do roboty żadnej niezdatny. Politykowanie to próżna
gadanina, strata czasu, natomiast bawienie się w politykę oznacza chęć dojścia do władzy.
Jest to sytuacja bardziej obciążająca. Uczciwi ludzie nie pchają się do żłobu. Uprawianie
polityki to wejście w sferę, brudną, nieetyczną. Jeden z rozmówców powiedział nam
dosadnie: polityka to dziwka, zawierając w tym zdaniu i niemoralność oraz sprzedajność
polityków - cechy powszechnie przypisywane ludziom władzy przez naszych rozmówców.
Jo bym roz w ten telewizor pieprzła kamieniem. W sprawach polityki państwowej
najlepiej orientują się mężczyźni 30 - 60 letni ze średnim wykształceniem technicznym lub z
licealnym. Oni deklarują, że regularnie oglądają „Wiadomości" TVP1, często „Panoramę" i
„Teleekspres", niektórzy także programy publicystyczne. Nasi rozmówcy z reguły nie kupują
gazet, jeśli już to sobotnio-niedzielną „Gazetę Krakowską", a zwłaszcza jej podhalański
dodatek lub „Dziennik Polski" także z dodatkiem podhalańskim.
Starzy mężczyźni często deklarują, że słuchają I Programu Polskiego Radia, kobiety w
ich wieku częściej słuchają

„Radia Maryja", jak 75-letnia góralka z podstawowym

wykształceniem: Jo ani nie patrzę na te „Dzienniki"(jak
patrzała) tak to jo mom „Radio Maryja"

była tragedia tam w Ameryce - tom

to słucham, modlę się i nie pozierom tam. Wiele

osób nie mogło oglądać telewizji ponieważ buńczuczne wypowiedzi polityków, a jeszcze
gorzej ostre spory budzą w nich złość taką, że jak bym to wiedziała ze cie zabijem, to bym roz
w ten telewizor pieprzła kamieniem.
Targowa debata (wielce symptomatyczna).
Przykładem, gdzie wizerunek władzy okazał się bliższym

oświeceniowej

umowie społecznej jest gorąca dyskusja, w której brali udział mężczyźni relatywnie lepiej
wykształceni (technikum, liceum z maturą) i młodsi (40-50 lat). Wyraźnie widać różnicę
używanych wyrażeń. Widać też przeciwstawność poglądów i związaną z nimi odmienność
argumentów

9

zależną od opcji jaką przyjmują . Perspektywa, z której patrzą na spory

9

Analizy tej dwubiegunowej debaty targowej dokonuję w oparciu o zalecenia Argumantative Discourse
Martina Hajera (1995)

12

Analisys

polityczne często jest kontynuacją tradycji rodzinnej wyniesionej z domu, a czasem wynikiem
decyzji, jakie podjęli

w

latach PRL-u: przynależności

do

PZPR lub

działalności

solidarnościowej. Przedstawiciele opcji pro-solidarnościowej mają inne preferencje wyborcze,
inaczej wspominają czasy PRL, inaczej oceniają polityków po 1989 r. I tak w 2001 jeden ze
sprzedawców, l . ok. 45, z maturą, deklarował, że zamierza głosować na „Prawo i
Sprawiedliwość", drugi uczestnik omawianej tu targowej rozmowy -pięćdziesięcioletni
sprzedawca, także z wykształceniem średnim zamierzał głosować na SLD argumentując: mam
zaufanie do poprzedniej ekipy. Ich spór jest tak charakterystycznym zapisem specyfiki
wypowiedzi jednej i drugiej strony, że postanowiłam potraktować go jako typowy przykład.
Głosuję na „PiS", bo wreszcie zaczyna się coś dziać, we więzieniach więcej, choć jeszcze i
tak Kaczyński

za mało powsadzał

- mówił zwolennik tej opcji

wierząc, że być może

marzenia o uczciwej władzy uda się zrealizować partii „PiS", choć jak wynika z całej
wypowiedzi był on świadom, że poprzednim partiom po-sierpniowym to się nie udało. W
swojej wypowiedzi podkreślał moralny aspekt władzy - uczciwość rządzących i szerzej, życia
politycznego. Jego adwersarz, zwolennik SLD uwypuklał natomiast przede wszystkim
gospodarczą skuteczność rządów w lat ach 1989-2001, podsumowując rzecz krótko: teraz to
jest, kurwa, dziadostwo. W jego ocenie: przedtem dobrze było, pomimo trudności, a teraz
bida. Sprowokowany przez współrozmówcę do etycznej oceny władzy podkreślał, że nie ma
różnicy moralnej między politykami SLD a AWS zwłaszcza, że choć formalnie się nie
zgadzają, co nasz rozmówca ujął w słowa: choć jeden na drugiego pieprzy, to jego zdaniem
razem gorzołkę piją i ręka w rękę pod siebie garną. Kiedy spór przeniósł się na problem
wyboru prezydenta (który miał miejsce w 2000 r.) zwolennik SLD ostro krytykował
kandydaturę Mariana Krzaklewskiego określając go terminami: bajuch, ślimok,

bydle,

wygłup. Muszę tu zaznaczyć, że prowadząc rozmowy przed wyborami prezydenckimi w 2000
r spotykałam bardzo często podobne określenia, padały wówczas najczęściej z ust ludzi
głosujących na SLD lub PSL. Słowo bajuch odnosi się do często wyrażanego przekonania, że
one wszystkie cyganiom, tzn. że kandydaci w kampaniach przedwyborczych obiecują wiele
rzeczy, których nie planują spełnić, krótko mówiąc, opowiadają bajki. Slimok odsyła do małej
aktywności kandydata na prezydenta. Określenie wygłup nawiązuje do specyficznej maniery
przemawiania M . Krzaklewskiego w czasie przedwyborczych wystąpień - powszechnie źle
ocenianej. Zwolennik „PiS" ripostował: Kwaśniewski
chodzisz, to czemu na Żydów i komunę głosujesz?
delikatne punkty ludzi myślących podobnie jak
często, już od czasów PRL

wytykają

to Żyd i komuch! Ty do

Ta wypowiedź

trafia w dwa bardzo

nasz wyborca SLD. Przeciwnicy bardzo

im sprzeczność pomiędzy

13

kościoła

materialistycznym

światopoglądem, na którym opierają się partie komunistyczne a religią. Z moich doświadczeń
wynika, że problem ten jest bardziej wyraźny na Podhalu niż na Mazurach. Przynależność do
PZPR, a obecnie głosowanie na SLD w oczach zwolenników AWS uważane jest za
wykluczające chodzenie do kościoła i przystępowanie do sakramentów (problemem była
zawsze zwłaszcza I komunia dzieci). Zwolennicy SLD i dawni członkowie PZPR często
uważali inaczej.
Problem Żydów w polityce to otchłań. Przekonanie, że Żydzi rzondzom
powtarzane bardzo często przez ludzi w średnim wieku i starszych, wykształconych słabo i
tych z maturą, przez kobiety i mężczyzn. W rozważanym tu sporze żydowskie pochodzenie
prezydenta Kwaśniewskiego jest koronnym argumentem przeciw niemu, jakim posługuje się
zwolennik „PiS". Jest odpowiedzią na ślimoka i bydloka - słowa skierowane przeciw M .
Krzaklewskiemu. Żyd dyskredytuje A. Kwaśniewskiego w większym stopniu, zwłaszcza w
zbitce słownej: żyd i komuch odwołującej się do określenia żydokomuna, popularnego przed i
po wojnie, stanowiącego, dziś rzadziej używaną, obelgę polityczną najcięższego kalibru.
Kiedy biorący udział w rozmowie badacze próbowali uściślić znaczenie tych określeń
dowiedzieli się, że Kwaśniewski jest Żyd, bo się w Jedwabnem w takiej ich czapeczce modlił.
Dalsze drążenie tematu przyniosło więcej informacji:

Unia Wolności to 99,9 % Żydzi,

Suchocka to też Żydówka, Socjaldemokracja to 65% Żydzi. Wyznaczniki „żydowskości" nie
są jasne. Jak twierdzili nasi rozmówcy, większość Żydów w polityce ma zmienione nazwisko
(jak prezydent), często też zmieniają swój wygląd (farbowanie włosów, soczewki kontaktowe
jak Suchocka), mimo to powszechnie wiadomo, że są Żydami. Na pytanie co złego jest w
tym, że są Żydami pada odpowiedź oni nie Polsce służą, im dobro Polski nie leży na sercu. Za
obelgą polityczną Żyd kryje się przekonanie, że są to obcy, nie różniący się wyglądem od nas,
a jednak działający na rzecz dobra swojej grupy, przeciwko interesom Polski. Utożsamienie
większości polityków z Żydami jest prostym sposobem wyjaśnienia dlaczego w kraju nie ma
dobrobytu. Oni działając na własną korzyść szkodzą państwu

i zubożają społeczeństwo.

Prawdziwy Polak tak nie postępuje! Te przekonania znakomicie zgadzają się z ele mentami
stereotypu Żyda na wsi polskiej opisanego przez Alinę Całą (1987). Wymianę obelg pod
adresem prezydenta i jego wyborczego adwersarza z 2000 r. kończy zgodne stwierdzenie
przedstawicieli obu opcji, że posłów trzeba by wszystkich zagazować albo samolot pasażerski
na ten sejm puścić.
Niechęć

do

parlamentarzystów

wyrażana

przez

zasadniczą

większość

rozmówców idzie w dwóch kierunkach. Wiąże się z opisywanym już przekonaniem, że praca
w sejmie to nie praca (popieprzą, popieprzą ot i cała ich robota) oraz że efekty ich pracy są

14

nie zadawalające (do dupy takie prawo co oni je tworzą). Następnym punktem, który w
dziwny

sposób łączy obu

panów jest problem Kościoła. Zwolennik

„PiS" ocenia

jednoznacznie gdyby nie kościół to by nas już nie było jak wiele narodów nie ma z czego
można wnosić, że docenia rolę jaką odegrał Kościół dla zachowania polskiej tożsamości
podczas rozbiorów, okupacji i w czasach PRL. Zaczepnie dorzuca, że post-komuniści

gadają

na Kościół. Jego przeciwnik odpiera ten zarzut mówiąc ja jestem za SLD, ale na Kościół
nigdy nie ubliżam, na księży można, ale na kościół nigdy. Ta wymiana zdań wydaje mi się
charakterystyczna

dla

Podhala,

gdzie

religia,

a

zwłaszcza

papież

cieszy

się

niekwestionowanym szacunkiem.
Kolejna wymiana zdań sprowokowana została pytaniem: dlaczego Panowie, tak
zorientowani w sprawach polityki, nie zaangażują się, nie wstąpią do wybranej partii, albo
nie założą własnej? Odpowiedzi są znamienne: Tu na jarmarku zebralibyśmy podpisów, tylko,
że jak tu jest nas dwóch to mamy dwa różne zdania, a jak czterech to cztery. Problem
rozbieżności poglądów i nieumiejętności zawarcia kompromisu po to, by występować
wspólnie jest wyraźnie widoczny nawet w skali targowiska, a cóż mówić w skali kraju. Jak
wynika z tej i innych wypowiedzi, sfera polityczna w państwie postrzegana jest na wzór
targowiska - wielu ludzi, wiele poglądów, żadnej szansy na kompromis. Takie wnioskowanie
per analogiam, wyobrażanie sobie polityki w skali makro na podstawie doświadczeń w skali
mikro jest bardzo charakterystyczne dla dyskursu lokalnego i szczególnie dobrze widoczne w
używanych metaforach. Kontynuując dalej rozmowę panowie żartują, że gdyby założyli
własną partię byłaby to „Polska Partia Wykiwanych" , byłaby to partia liczna, bo ilość
wykiwanych szacują na tak z 60 % społeczeństwa.

Te pełne goryczy żarty odzwierciedlają

zawiedzione nadzieje - po upadku komuny miało być lepiej, a nie jest. Kontynuując swoistą
statystykę społeczną nasi rozmówcy liczą, że prócz sześćdziesięciu

procent wykiwanych,

dwadzieścia procent tych co za komuny mieli i tera też majo, dziesięć procent to takie co to
się ustawiom jak wiatr zawieje, a dziesięć procent to mafia. Ci co mieli, to i majo - to
sformułowanie, padające dość często, odwołujące się do powszechnie znanego prawa
potocznego, że bogaty zawsze spada na cztery łapy. Bogatym zawsze jest lepiej, choćby nie
wiem jak się zmieniała sytuacja. To przekonanie szczególnie dobitnie wyrażane jest w
rozmowach o nierówności bogatych i biednych wobec prawa, o czym już pisałam. Ta
potoczna zasada wywodzi się z mądrości ludowej ujętej w szereg przysłów

i powiedzeń:

biednemu zawsze wiatr w oczy, bogatemu diabeł dziecko kołysze, itp. i opisywanej przez
autorów prac o tradycyjnej kulturze ludowej.

Następna wymieniana

grupa społeczna to

takie co to się ustawiom jak wiatr zawieje. Ludzie, którzy zmieniają poglądy są przez

15

wszystkich naszych rozmówców oceniani negatywnie. Znacznie lepiej jest

oceniany

człowiek, który był w PZPR i konsekwentnie głosuje na SLD niż ludzie, którzy zmienili
poglądy. Szczególnie irytujące wydają się takie przypadki, kiedy człowiek dawniej głoszący
hasła socjalistyczne na pochodach pierwszomajowych zaczyna nosić chorągiew na procesji
Bożego Ciała. Mówi się o takich, że się przechrzcili

wyrażając swoja pogardę mniej lub

bardziej dosadnie. Dziesięć procent to mafia - przekonanie o tym, że mafia jest istotnym
elementem sfery władzy w Polsce jest powszechne. Słowo mafia pojawia się w różnych
kontekstach. Najczęściej jako obelżywe wtedy, gdy mowa o władzy, o politykach.
Porównanie elit rządzących do mafii ma podkreślać ich nieuczciwe cele oraz fakt, że stanowią
grupę hermetyczną rządzącą się własnymi prawami. Bardzo często, zwłaszcza gdy mowa o
lepiej znanym ludziom elitach lokalnych użycie słowa mafia służy podkreśleniu rodzinnych
powiązań pomiędzy ludźmi zatrudnionymi w gminie. W takim kontekście ujawnia się rodowy
aspekt mafii. W rozważanej tu rozmowie słowo mafia odnosi się do organizacji przestępczej,
która jak sugerują nasi rozmówcy ma znaczny wpływ na elity władzy. Przekonanie to wyrosło
zapewne z wciąż odkrywanych przez dziennikarzy powiązań polityków ze światem
przestępczym. Rozmówca, który na chwilę wtrącił się do omawianej tu dyskusji (w
podobnym wieku i z podobnym wykształceniem jak jej uczestnicy) stwierdził: Nie ma siły,
żeby nie mieli powiązań

z organizacjami przestępczymi,

bo pieniędzy

na kampanię,

na

politykę nie mają. Po czym padło sarkastyczne zdanie: mafia jest lepsza jak ten rząd cały,
skuteczna jest, bez prokuratorów,

bez czekania dwa lata na rozprawę, bez umorzeń. Ta pełna

goryczy wypowiedź odnosi się do często poruszanego problemu nieskuteczności władzy w
radzeniu sobie z przestępczością i nadużyciami. Tymczasem zapewnienie bezpieczeństwa
poddanym jest najstarszym i najbardziej podstawowym obowiązkiem władcy. Gdy nie ma
jednoosobowej, odpowiedzialnej władzy nikt nie jest w stanie egzekwować stanowionego
prawa.
Analizowana tu rozmowa przemieniła się w żywiołową potyczkę słowną po deklaracji
10

jednego z badaczy, że zamierza głosować na Olechowskiego: P : Co na tego ubeka, który się
przyznał, że współpracował?

J: Już lepiej, że się przyznał. Olechowski sobie zrobił lustrację,

grzeszki mu odpuścili i może dalej kraść i cyganić. L: Oni to mają nieodpowiedzialnych
ministrów! Do rozemocjonowanej grupy podszedł sprzedawca z dużą rzeźbą Janosika na
ramieniu i wtrącił swoją nader syntetyczną i przekrojową ocenę aktualnej sytuacji politycznej:
UW rozeszli się z A WS-em półtora roku przed wyborami, teraz ich 600 idzie do Platformy i

1 0

Duże litery w tym fragmencie są inicjałami imion naszych rozmówców.

16

chce się łączyć z A WS-em i SKL-em. To jest normalnie, za przeproszeniem, pojebane. Jak my
się rozeszli to po co my się mamy schodzić? Pchają ryje do koryta i nic więcej! Ta krótka
analiza przedwyborczej roszady politycznej zamknęła usta pozostałym rozmówcom. Soczysty
język jest charakterystyczny dla góralskich rozmów o polityce, gdyż jak nam wyjaśniła 80letnia kobieta ło tym myśleć to nerwy bioro. Rozmowy pełne są goryczy, a nade wszystko
poczucia bezsilności, któremu obelgi i niecenzuralne słowa przynoszą chwilową ulgę. Ideowe
spory i rozłamy, przedwyborcze są traktowane jako działania pozorujące,

maskujące

prawdziwy cel poczynań polityków czyli pchanie ryja do koryta to jest fakt, że zależy im
nade wszystko na osobistych korzyściach z zajmowanych stanowisk. Taka postawa budzi we
wszystkich uczestnikach targowej dyskusji oburzenie. Warto zwrócić uwagę na dobrą
znajomość wydarzeń politycznych zaprezentowaną w tej rozmowie, związaną z relatywnie
wysokim wykształceniem i średnim wiekiem rozmówców. Zapytani o źródła informacji, z
jakich korzystają wymieniają programy telewizyjne: P: Telewizja polska, Jedynka i Dwójka,
ale one są typowo socjalistyczne. L: A twój TVN to najbardziej fałszywy! i Lisek farbowany!
Jak widać wybrane stacje telewizyjne zależne są od preferowanej opcji. Oglądanie takiej a nie
innej wersji wiadomości pozwala doprecyzowywać poglądy polityczne, a przede wszystkim
dostarcza języka

specyficznego dla

danej formacji:

określeń,

argumentów,

strategii

retorycznych.
Omówiona powyżej wielogłosowa rozmowa ukazuje wyraźnie odmienność dwóch
rodzajów retoryki anty i pro-komunistycznej. Zwroty i pojęcia używane przez przedstawicieli
każdej z nich konwencjonalne i typowe.

Retoryka anty-komunistyczna
Nie dopuścić, żeby te komuchy wygrały.

Aby scharakteryzować każdą z opcji,

odwołam się do wypowiedzi ludzi jednoznacznie zdeklarowanych po jednej ze stron.
Wypowiedź sprzedawcy galanterii, lat około 50, ze średnim wykształceniem zawiera
sformułowania

charakterystyczne dla retoryki

dylematów przedwyborczych:

pro-solidarnościowej. Warto zacząć od

coś trzeba wybrać, to jest dylemat, bo iść trzeba i nie

dopuścić, żeby te komuchy wygrały. To bardzo częste postawienie sprawy. Jest się albo za
komuną

albo przeciw. Ludzie wybierający nie-komunistów najczęściej określali swoje

stanowisko

jako przeciwstawne opcji prokomunistycznej, natomiast trudniej im było

zdefiniować własne stanowisko czy preferowaną partię toteż zwykle opisywali je jako
opozycyjną do SLD czyli komuchów. Wybór którejś z partii po-sierpniowych był często dość
przypadkowy.

17

Oni chcieli dobrze! Charakterystyczne dla sympatyków dawnej „Solidarności" jest
usprawiedliwianie wywodzących się z niej ekip rządzących. Fakt, że nie okazały się bardziej
uczciwe, moralne w rządzeniu krajem jest podkreślany przez wszystkich i u wszystkich budzi
rozgoryczenie. Ich wyborcy starają się jakoś to wytłumaczyć argumentując często podobnie
jak 78-letnia gaździna z wykształceniem podstawowym: oni chcieli dobrze ino ze mieli
złodziei koło siebie i ich wygryźli. Co najgorse to oni się nie zorganizowali do kupy jak
wygrali!!! (...) [Ci złodzieje] to łoni ino „Solidarność"pobudzali,

żeby łóni się żłobu dostali,

a w tym żłobie to przecież to wszystko jest komunizm. To za komunizmu byli naucani tak
grabić, ino wtedy jesce tym biedniejszym dali zarobić, a dziś nic. Niekorzystna przemiana
dawnych działaczy „Solidarności" jest wiązana z doborem złych doradców i brakiem
jedności. W tej wypowiedzi

pojawia się słowo komunizm w znaczeniu

gospodarczym w tym żłobie to przecież

polityczno-

to wszystko jest komunizm i temporalnym: to za

komunizmu byli naucani tak grabić. Warto zauważyć, że w rozmowach prowadzonych na
Mazurach bardzo rzadko pojawiało się słowo komunizm, zwykle używano określenia
socjalizm.
Inną linią obrony poglądów po-sierpniowych była argumentacja: za szybko wszystko
chcieli zmienić, trzeba liczyć siły na zamiary. Potrzebna była kasa, a kasy nie było, to plują
na nich teraz. (...)

AWS popełniła

błąd niestety, wprowadziła

reform tyle, że temu ta

budżetowo dziuro jest tako, no takich zmian się nie da wprowadzić za 3 lata. Te argumenty w
oczach przychylnych uzasadniają działania nie-komunistycznych ekip rządzących, gorzej,
gdy trzeba przyznać, że nie były one bardziej uczciwe od przeciwników. Gorzko jest
przyznać: a prócz tego jeszcze te afery różne i tak dalej, to się nie bierze tak z powietrza,
trochę prawdy musi w tym być. Rozczarowanie niemoralnością polityków formacji, w którą
się wierzyło i z jaką wiązało się nadzieje na uczciwość w polityce owocuje dylematem:
naprawdę nie wiadomo na kogo głosować, bo jest cały czas obawa, że następny będzie to
samo robił. Pytanie: na kogo głosować w tej sytuacji pojawiało się właściwie we wszystkich
wypowiedziach ludzi, którzy nie byli zwolennikami SLD.
Ruski skurwysyn.

Najczęściej

rozmówcy

uzasadniając

wybór

jakiejś

opcji

dyskredytowali przedstawicieli strony przeciwnej: najgorszym Polakiem to jest ten Miller, to
nie jest Polak, to jest, kurwa, ruski skurwysyn, nic więcej. Ruski człowiek przez komunę
wychowany w Moskwie, a oni tam mają swoje metody, żeby wyszkolić dobrze. Jest to strategia
podejmowania decyzji wyborczych przez negację: każdy byle nie Miller. Warto przyjrzeć się
zawartym w tym zdaniu zarzutom. Najcięższe z nich to nie jest Polak (choć zmiękczone
wahaniem najgorszy

Polak - nie Polak?).

18

Jak już była o tym mowa w rozdziale o

przypisywanym politykom żydowskim pochodzeniu, najgorszy polityk to ten, który nie jest
Polakiem, rządząc Polską służy obcym siłom - dość niejasnym w przypadku żydów, bardzo
klarownym, gdy chodzi o Moskwę. Wychowany przez komunę w Moskwie - człowiek, który
przeszedł rodzaj obróbki ideologicznej, „prania mózgu", o czym mówią słowa oni tam mają
swoje metody, ktoś komu zmieniono osobowość, przestał być Polakiem stał się Ruski
zaprzedany Rosji, służący jej interesom. W

-

innej wypowiedzi mężczyzny około 50-tki, z

wykształceniem zawodowym Leszek Miller jest utożsamiony z ekipą dawnego PZPR. Tak jak
ta partia, reprezentowane przez nią idee i styl sprawowania władzy powinien odejść ze sceny
politycznej: żeby on miał odrobinę honoru, to odszedł by już dawno, bo reprezentuje tę
komunę

francowatą.
Pinochet nie wpuścił komuchów.

Przykładem często przywoływanym przez anty¬

komunistycznie nastawionych sprzedawców targowiska jest casus chilijski. Co

zrobił

Pinochet jak chcieli w Chile komunę wprowadzić? Nie wpuścił komuchów i całkiem inaczej
ludzie żyją teraz. Było cierpienie, zgadza się, nie ma rewolucji bez ofiary, sądy go ścigają, że
to było ludobójstwo, ale nie chciał wpuścić komuny, bo wiedział czym to grozi. Chile jest
często przywoływanym przypadkiem uratowania kraju przed czerwoną zarazą. Rozmówcy
sięgający po ten przykład podkreślają zwykle dwa aspekty jego przesłania. Po pierwsze
przenikliwość Pinocheta, który dojrzał w komunizmie zagrożenie i nie dał się nabrać na
pozornie pro-społeczne

hasła.

Po

drugie

siłę jego

autokratycznej

władzy,

często

przeciwstawianą nieudolności demokratycznych rządów. W obliczu skuteczności władzy, za
którą tęsknią nasi rozmówcy, cierpienia niszczonej opozycji wydają się konieczną ceną
zapłaconą za dobrobyt ogółu.
Gdzie jest Tiśner?

Interesując się lokalnym

dyskursem, a więc rozmowami,

wypowiedziami - światem słów nie śledziliśmy działań, jakie nasi rozmówcy podejmowali
w sferze polityczno-publicznej. Warto jednak uczynić wyjątek i opisać przykład wspierania
„Solidarnościowej"

opozycji w

1981

r. przez starszą kobietę,

słabo

wykształconą,

podhalańską sąsiadkę ks. Józefa Tischnera: Ich dziesięcioro było u Tiśnera w bacówce i my im
nosili jeść. Jo se tak ide z góry nad moją chałupą, patrzę, a oni [UB] przyjechali i za nim
pytają: gdzie Tiśner? Gdzie Tiśner? Jo tak stojem, patrzę na drogę a Tiśner mi za plecami
siedział [Bacówka ks. Tischnera była tuż obok] i mówię: Tiśnera bacówki ni ma tutaj! A on
[pracownik UB] upiera się: bo tu jest. Jo mówię no jest, ale jego brata Kazimierza, godom, i
po tamtej stronie. A którędy się mamy dostać? Jo godom którędy i pokazała i pośli. Jo się
cofłam i godom: Józek uciekaj, bo jest tako i tako sprawa. No to oni w nogi i las. No przeciez
oni by oberwali! Ta opowieść jest o tyle charakterystyczna, że opozycyjne zaangażowanie

19

naszej rozmówczyni było podyktowane racjami czysto ludzkimi, bo oni by oberwali! Nie
formułowała żadnych uzasadnień ideologicznych, nie nawiązywała do etosu „Solidarności" i
wielkich słów. O takiej bliskości codziennych spraw, realnego życia, konkretnych sytuacji
pisze Antoni Kroh w swojej książce o Podhalu, zmagającej się z upowszechnionym
stereotypem górala - „wolnego syna Tatr" (2000).

Retoryka pro-komunistyczna.
Ja jestem stały. O nostalgii za PRL-em pisałam już w akapicie Za komuny było lepiej.
To stwierdzenie pojawia się nie tylko w wypowiedziach zdecydowanych zwolenników opcji
pro-komunistycznej, choć oczywiste jest, że akceptacja PRL-u i tęsknota za tamtymi czasami
jest u dawnych członków PZPR najbardziej wyraźna. Wypowiedzi tych ludzi bardzo często
zaczynają się od słów: ja to stary komuch jestem. Sarkazm zawarty w tych słowach sugeruje,
że zdają sobie sprawę z obelżywego aspektu słowa komuch, ale też zakładają pewna sympatię
społeczną wobec osób, które nie ukrywają swoich poglądów i mówią o tym otwarcie. Sadzę,
że są świadomi tego, jak negatywnie postrzegani są koniunkturaliści zmieniający poglądy
toteż często dodają z dumą: stały jestem - będę głosował na SLD i w poprzednich wyborach
też na nich głosowałem.

Każdemu pomocną

dłoń podawali. Podstawowy

arsenał

argumentów pro-komunistycznych składa się z wyliczenia zasług PRL w dziedzinie
podniesienia poziomu życia i zamożności
biedniejszych

rolników,

mieszkańców

wsi

ludzi
i

słabo wykształconych,
małych

miast.

robotników,

Mężczyzna

około

sześćdziesięcioletni, ze średnim wykształceniem wspomina każdemu wtedy rękę podawali:
jak się uczył dostawał stypendium, miejsce w internacie za darmo, a teraz co? Ile kosztuje
nauka? On i jemu podobni podkreślają, że zwłaszcza sytuacja młodzieży była dużo lepsza w
PRL: dostępność nauki, pewność pracy to najczęściej przywoływane argumenty.
Przedtem była praca dla każdego. To hasło powtarzane przez wszystkich, nie tylko
zwolenników dawnego systemu. Przypominam je w tym miejscu, bo dla zadeklarowanych
wyborców SLD jest fundamentalnym i najmocniejszym argumentem uzasadniającym ich
wybór, zrozumiałym dla wszystkich, także dla zwolenników opcji przeciwnej. To jest
tragedia, dla narodu to jest tragedia, jeśli młodzież nie ma pracy. Z tym twierdzeniem
zgadzali się wszyscy nasi rozmówcy.
Przez ostatnie lata nic nie zrobiono.
związanych z

Podobnie jak w wypowiedziach osób

partiami pro-solidarnościowymi tak i w tych ważnym elementem jest

dyskredytowanie przeciwników. Ocena efektów działań rządów po-solidarnościowych jest w
tej opcji najbardziej krytyczna. Od krytyk i inwektyw, których najczęstszym celem w r. 2000

20

był prof. Leszek Balcerowicz (un jest diabeł wcielony!!!),

po krótkie gówno

zrobiono.(...)

Przejebali wszystko i ten AWS to już nie ma szans - o czym informował nas z rozgoryczeniem
mężczyzna około 40-tki, nieco podpity, co jest na targu zjawiskiem dość zwyczajnym
(zwłaszcza po południu).
U księży nie ma bezrobocia. Charakterystyczne dla wypowiedzi wyborców SLD są
elementy anty-klerykalne. Należy tu podkreślić, że krytykowani są zwykle księża, a nie
Kościół jako instytucja - co dobitnie podkreślał jeden z uczestników rozmowy rozważanej
wcześniej.

Krytykuje

się często przypadki zachowań niegodnych księdza jak

brak

wyrozumiałości, nie udzielanie pomocy biednym, zachłanność na pieniądze, zbyt zażyłe
kontakty z kobietami czy pijaństwo. Takie konkretne, personalne zarzuty do księdza mają
zwykle nie tylko zwolennicy SLD, różnica polega na tym, że pozostali parafianie starają się
nie informować o tym przybysza, natomiast ludzie o poglądach pro-komunistycznych mówią
chętnie, są to w końcu argumenty na rzecz ich opcji. Często też mówią o klerze ogólnie podkreślając, że księża są od 1989 r. w bardzo uprzywilejowanej sytuacji: u księży każdy ma
pracę, elegancko, mają etaty w szkołach, w kuratorium i pięknie jest! I co? - podatku nie
płacą, a im to się za wszystko płaci.
Kombinat skończyła „Solidarność".

Kombinat

przemysłu

obuwniczego

„Podhale" w ogromnym stopniu zmienił sytuację ekonomiczną Podhalan, dając im stabilność
finansową jakiej dotąd nie mieli. Powstanie i istnienie zakładu było jednym z najważniejszych
argumentów na rzecz tezy, że za Komuny nie było aż tak źle, a nawet za komuny było lepiej każdy pracę miał. Wszyscy zwolennicy lewicy podkreślali znaczenie "Podhala". Mówili, o
tym, że dla górali, którzy nigdy nie byli w stanie utrzymać się jedynie z rolnictwa i musieli
szukać źródeł zarobku poza regionem Kombinat był wielką szansą na to, by żyć dostatnio bez
zarobkowych wyjazdów do Ameryki, na wyrąb lasu w Bieszczady, do kopalń Śląska czy
stoczni wybrzeża. Praca na miejscu, regularne pobory wszystko to jest wciąż pamiętane i
bardzo wysoko wartościowane przez wszystkich naszych rozmówców, nie tylko zwolenników
dawnego systemu. Dlatego właśnie przywołanie kombinatu jest mocnym argumentem. We
wspomnieniach przedsiębiorstwo przedstawiane jest jako świetnie prosperujące do końca, to
jest do ogłoszenia upadłości i zlicytowania majątku w 1992 r. Zlikwidowanie miejsca pracy
tylu ludzi budzi złość wyrażaną żywiołowo przez byłego członka PZPR, lat około 60,
wykształcenie średnie: Kombinat skończyła „Solidarność",

te chamy, kurwa - przepraszam,

te chamy, które teraz tak okropnie rządzą. Dopuścili do upadłości! A przecież to taki zakład
był! Wiodący na Podhalu! Tyle tysięcy ludzi robiło - mieli robotę. Z jednego domu to dwóch,
trzech w kombinacie robiło.

21

Za komuny wszyscy byli prawie że równi.

Argumentem,

który

pojawia

się

wypowiedziach dawnych członków PZPR i obecnych zwolenników SLD jest podkreślanie
ogromnych różnic majątkowych które pogłębiają się począwszy od 1990 r. W PRL-u takich
przepaści nie było - wiadomo, że członkom PZPR lepiej się powodziło niż innym ludziom,
wiadomo, że dygnitarze żyli na poziomie odpowiednim dla zajmowanyc h stanowisk. Wtedy
to złościło, „Solidarność" walczyła z tymi dysproporcjami, ale teraz, z perspektywy, wydają
się one nieznaczące. Obecnie elita ma potąd pieniędzy

[tu wymowny gest]. A reszta co?

Ledwie mogą przeżyć!
A ja na „Samoobronę"

będę głosował! Nowym nurtem w targowej debacie są

wypowiedzi zwolenników „Samoobrony". Ta formacja, będąca opcją dla ludzi, którym nie
odpowiada żadne ze stron bilateralnego podziału na komunę i solidarność, funkcjonującego w
latach 90. ma własną, nową linię argumentacji. Przed wyborami w 2001 r. sprzedawca jabłek,
lat około 60, z wykształceniem zawodowym deklarował: Ja na „Samoobronę"

będę głosował

(...)bo on [Andrzej Lepper] godo prowdę jak w Polsce jest, jak ma być - nie owija wełnę w
bawełnę jak inni (...) Na Leppera, bo jest najprostszy i najbardziej praktycznie myśli (...) bo
jest za rolnikami. (...) On jest przynajmniej taki prosty chłop - kurwa - udowodnił ludziom, że
potrafi, że jest skuteczny. Chcieli go posadzić - nie posadzili. On ni ma programu - nie
powiem - ni ma programu, ale jest równy gościu.

Argumenty pojawiające się w tej

wypowiedzi są zasadniczo różne, a niekiedy nawet sprzeczne z tymi, jakie pojawiały się w
badaniach z lat 90. i dotyczyły preferencji wyborczych zarówno wyborców partii po¬
sierpniowych jak i po-komunistycznych. Z reguły podkreślano obycie i przygotowanie
kandydata. Tu jest odwrotnie, określenie prosty chłop jest użyte w sensie pozytywnym, jest
atutem. Prosto,

praktycznie po

chłopsku

myśli,

mówi językiem

zrozumiałym

dla

mieszkańców wsi (nie owija wełnę w bawełnę), jest blisko chłopskich spraw. Nie należy do
warstwy inteligentów, uconych, którzy spierają się o górnolotne idee. Mówi o gospodarce, a
tylko ona interesuje naszych rozmówców. Stwierdzenie on nie ma programu nie jest ciężkim
zarzutem. Programy należą do sfery idei, w której większość naszych rozmówców nie czuje
się pewnie, a w dodatku dla wszystkich jest oczywiste, że program to wyborcze obietnice bez
pokrycia, nie przystające do realnego życia. Program to nieistotny, a zwykle oszukańczy
ozdobnik (obiecanki, cacanki

według słów 70-letniej rozmówczyni). Natomiast bardzo

ważna jest skuteczność w działaniu. Człowiek, który ma sprawować władzę musi być
skuteczny, przede wszystkim we własnym otoczeniu, w swoim gospodarstwie. Nikt na sołtysa
nie wybiera biednego, bo jeśli o siebie zadbać nie potrafi, nie zadba o dobro społeczności.
Dlatego, choć brzmi to szokująco, fakt, że nie udało się Andrzeja Leppera osądzić jest

22

przywoływany jako miernik

skuteczności jego

działań.

Skoro państwowa

maszyna

biurokratyczna nie może go skazać, to znaczy, że potrafi ją przechytrzyć, a o to przecież
chodzi.
Podsumowanie
Biorąc udział w targowych rozmowach, a potem przesłuchując nagrane kasety i
analizując wypowiedzi zdanie po zdaniu, można odkryć obraz władzy jaki się z tych słów
wyłania. Jak postrzegają sferę władzy ludzie, którzy mówią o niej w taki sposób? Widać
wyraźnie w tym sposobie myślenia (i mówienia) elementy tradycyjnego wizerunku władzy.
Tęsknota

do władzy

silnej,

jednoosobowej,

odpowiedzialnej,

skutecznie

chroniącej

obywatela, egzekwującej przestrzeganie prawa to marzenie o władzy królewskiej, takiej jaką
opisuje Roux w książce Król. Mity i symbole (ilustrowanej przykładami z kultur plemiennych
i europejskich kultur tradycyjnych). Ten ideał władzy uzupełniany jest wzorem władzy
gospodarskiej - sprawnego zarządcy, organizującego sferę gospodarczą tak, żeby zapewnić
dobrobyt. Cały czas mamy do czynienia z mówieniem o władzy w kategorii suwerena (w
rozumieniu M . Foucaulta). Ten tradycyjny model pojawia się dość wyraźnie, z czego można
wnosić, że medialna publicystyka polityczna w słabym stopniu oddziałuje na naszych
rozmówców, zwłaszcza tych starszych i słabiej wykształconych. Wcześniejsze nasze badania
pokazywały, że język mediów jest w słabym stopniu zrozumiały dla ludzi niewykształconych,
obecne potwierdzają, że porozumienie pomiędzy elitami symbolicznymi (dziennikarzami,
ekspertami itp.) a mieszkańcami wsi jest niewielkie. Ich wiedza o polityce zakorzeniona jest
we

własnym

gospodarskim

doświadczeniu,

relacjach

rodzinnych

i

tradycyjnych

wyobrażeniach o władzy przywodzących na myśl Franciszka Józefa i jeszcze dawniejsze
czasy.
Od tego tradycyjnego modelu odbiegają wyraźnie rozmowy z niektórymi, lepiej
wykształconymi mężczyznami w średnim wieku. Ich zainteresowanie sprawami polityki
owocuje znaczną wiedzą na ten temat, pewnym wyrobieniem i sprawnością wypowiadania się
na tematy polityczne. Oni też dostrzegając różnice programowe i potrafią opowiedzieć się za
wybraną partią. Umieją posłużyć się argumentami charakterystycznymi dla wybranej opcji, z
czego można wnosić, że uczą się z mediów. Jeśli w naszych rozmowach można odnaleźć
okruchy oświeceniowego modelu umowy społecznej, demokracji reprezentywnej (Mill 1995),
udziału w sferze publicznej (Taylor 1996) - to tylko w ich wypowiedziach.
Bibliografia:
Cała A. 1987, Wizerunek Żyda w polskiej kulturze ludowej, Warszawa.
Dzieje miasta Nowego Targu 1991, red. M . Adamczyk, Nowy Targ.

23

Eliade M . 1994a, Mefistofeles i Androgyn, Warszawa.
Eliade M . 1994b, Historia wierzeń i idei religijnych, t. III, Warszawa.
Foucault M . 1977, Archeologia wiedzy, Warszawa.
Foucault M.1998, Trzeba bronić społeczeństwa, Warszawa
Foucault M . 2002, Porządek dyskursu, Gdańsk.
Hajer M . 1995, The Politics of Environmental Discourse, Oxford.
Hobsbawm E. 1990, Nation and Nationalism since 1789, Cambridge.
Kamińska-Szmaj I . 1994, Co to jest kultura polityczna? w: Język polityki a współczesna
kultura polityczna, red. J. Anusiewicz, B. Siciński, Wrocław, s. 8 -20.
Kędziorek P. 1996, Chłopskie zrzędzenie, „Polska Sztuka Ludowa - Konteksty" nr 1-2, s. 114¬
123.
Kroh A. 2000, Sklep potrzeb kulturalnych, Warszawa.
Lackoff G., Johnsoon H., 1988, Metafory w naszym życiu, Warszawa.
Leeuw van der G. 1978, Fenomenologia religii, Warszawa.
Mill J. S. 1995, O rządzie reprezentatywnym Warszawa.
Nim będzie zapomniana 1997, red. S. Bednarek, Wrocław.
Nostalgia. 2002, Eseje o tęsknocie za komunizmem, red. F. Modrzejewski, M . Sznajderman,
Wołowiec.
Ohnuki Thierney E. 1991 Embedding and Transforming Polytrope: The Monkey as Self in
Japanese Culture, w: Beyound Metaphor. The Theory of the Tropes, J. Fernandez (red.),
Stanford.
PRL z pamięci, 2001, red. Cz. Robotycki, Kraków.
Roux J. P. 1998, Król. Mity i symbole, Warszawa.
Rytualny chaos 1997, Studium dyskursu politycznego, M . Czyżewski, S. Kowalski, A.
Piotrowski (red.), Kraków.
Saussure de F. 1991, Kurs językoznawstwa ogólnego, Warszawa.
Taylor R. 1996, Polityka libaralna a sfera publiczna, w: Społeczeństwo liberalne, red. K.
Michalski, Kraków.
Tokarska-Bakir J. 1995, Dalsze losy syna marnotrawnego. Projekt
etnografii
nieprzezroczystej „Polska Sztuka Ludowa. Konteksty" nr 1.

24

181

A N N A M A L E W S K A - S Z A Ł Y G I N - dr hab., adiunkt
w Instytucie Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwer­
sytetu Warszawskiego. W latach 1999-2005 realizowała na
Podhalu projekt badawczy zakończony książką pt. Wyobra­
żenia o władzy i państwie we wsiach nowotarskich (2008). Wy­
niki badań prowadzonych w latach 1993-1996 na Mazurach
dotyczących lokalnych wizerunków władzy gminnej zostały
podsumowane w pracy pt. Wiedza potoczna o sprawach pu­
blicznych (2003). Tematem wcześniejszych prac badawczych
była wiedza lokalna o przeszłości wsi i okolicy. Wyniki ko¬
lejnych projektów badawczych relacjonowała w artykułach
ukazujących się w „Etnografii Polskiej", w „Kulturze i Spo­
łeczeństwie" oraz zbiorowych publikacjach anglojęzycz¬
nych i w internetowym czasopiśmie „Anthropology Mat¬
ters" (1/2006).

182

Anna Malewska-Szałygin

WIDZ WOLNY CZY BEZWOLNY?

Na pytanie „media wolne czy bezwolne?" proponuję odpowiedź antropologiczno-etnologiczną. Patrząc z antropologicznego punktu widzenia,
czyli z perspektywy bliskiej codziennemu ludzkiemu doświadczeniu, moż­
na zapytać o wolność egipskiej chłopki oglądającej telewizyjne melodramaty,
o wolność młodych nigeryjskich Hausa komentujących bollywoodzkie seriale,
o wolność indyjskich wieśniaków śledzących ekranizację Ramayany. Kompli­
kując nieco kwestię wolności mediów, proponuję rozważenie tego, w jakim
stopniu odbiorca bezwolnie poddaje się przekazywanym przez media przesła¬
niom, a w jakiej mierze może je przetworzyć i dostosować do swoich celów.
Proponuję zapytać o to, co dzieje się z przesłaniem przekazywanym przez me¬
dia w chwili, gdy zderza się ono z wiedzą i językiem zupełnie odmiennym od
dyskursu p r o d u c e n t ó w medialnych, gdy natrafia na lokalną wiedzę potoczną
słabo wykształconych, wiejskich odbiorców. Odpowiedzi na te pytania zamie­
rzam poszukać w publikacjach referujących wyniki etnograficznych badań te¬
renowych.
Specyfika mediów masowych
Aby rozważyć odbiór mediów z zaproponowanej perspektywy, trzeba po­
czynić kilka założeń. Jako fundamentalne należy przyjąć dość oczywiste twier¬
dzenie, że wytwarzany przez producentów przekaz medialny nie jest odbiciem
rzeczywistości. W przypadku programów referujących bieżące wydarzenia, me¬
dialne obrazy i narracje kompilowane są z rozproszonych zapisów zdarzeń rze¬
czywistych. Arjun Appadurai proponuje określenie „mediaobrazy" (mediascapes)
na opisanie „produkowanych przez prywatne czy państwowe przedsiębiorstwa
- obrazocentrycznch, narracyjnych relacji ze skrawków rzeczywistości" (Appa­
durai 2005, s. 52 i 55). Owe narracje są wynikiem producenckich wyborów i po¬
mysłów kompilacyjnych. Warto podkreślić arbitralność tych decyzji i ich zależ¬
ność od linii ideowej rady programowej danej stacji telewizyjnej czy radiowej.
W efekcie program relacjonujący bieżące wydarzenia jest raczej „uprzedmio-

183

Anna Malewska-Szałygin

1

towionym światopoglądem" (Debord 2006, s. 34) niż odbiciem rzeczywistości.
Założenia ideowe producentów, będące podstawą konstruowania mediaobrazów,
Michel de Certeau nazywa „strategiami" (De Certeau 2008, s. X L I I ) . T e n kom¬
ponent ideologiczny zwykle jest ukrywany poprzez stosowanie specyficznej kon¬
wencji przekazu pozwalającej producentom na „wykreowanie wrażenia obiek¬
tywności", „stworzenie iluzji gruntownej faktyczności" (Herzfeld 2004, s. 405).
Dlatego producenci opatrują emitowane programy nazwami „Wydarzenia" czy
„Fakty". Tego rodzaju tytuły zwieńczają wysiłek wytwarzania iluzji czystej referencyjności, fikcji o doskonałej przystawalności do rzeczywistości.
O ile zakładany przez producentów odbiorca może uznać mediaobrazy za
odbicie „czystych wydarzeń" i „nagich faktów", o tyle badacze mediów zgodnie
podkreślają, że relacja pomiędzy medialnym obrazem a rzeczywistością jest tak
dalece zapośredniczona, że można je nazwać „symulakrami", czyli anty-znakami, które nie odsyłają do znaczonej realności, ale przeciwnie wypierają i unice¬
stwiają rzeczywistość, zastępując ją „hiperrealnością" (Baurdillard 2005, s. 41).
W wyniku tego procesu wypierania to nie fakty czy wydarzenia, ale „opowieści
o tym, co się dzieje, stanowią naszą ortodoksję". Symulakry „»zakrywają zdarzenie« to znaczy czynią z niego nasze legendy. [...] Opowieści owe mają nie­
zwykłą moc [...] wytwarzania rzeczywistości za pomocą pozorów" (De Certeau
2008, s. 187).
Jeśli zaufać Michelowi de Certeau, producenci przekazu medialnego mają
moc wytwarzania obrazu tak sugestywnego, że zastępuje i wypiera rzeczywistość.
T y m samym zyskują fundamentalną władzę określania tego, co jest rzeczywiste.
Odnosząc się do popularnych stwierdzeń opisujących media jako czwartą władzę,
należałoby uznać, że moc stanowienia rzeczywistości jest władzą zupełnie podsta¬
wową, a zatem raczej pierwszą niż czwartą. T a absolutyzująca, totalizująca wizja
potęgi mediów byłaby niezwykle przygnębiająca, gdybyśmy nie spojrzeli na cały
proces z drugiej strony i nie zapytali, co z przekazem medialnym robią odbiorcy.
Co dzieje się z wytwarzanymi przez producentów mediaobrazami, gdy docierają
do konsumentów? T o pytanie zmusza do przyjrzenia się relacji pomiędzy ide¬
owym przesłaniem emitowanych programów a lokalną wiedzą potoczną widza czy
słuchacza.
1

„Życie społeczeństw, w których panują nowoczesne warunki produkcji, przypomina olbrzymie zbiorowisko
spektakli. Wszystko, co dawniej przeżywano bezpośrednio, oddaliło się, przybierając postać przedstawienia.
[...] Cząstkowe ujęcia rzeczywistości scalają się w nową, ogólną jedność, tworząc wyodrębniony pseudoświat. [...] W spektaklu nie należy się dopatrywać zwykłego nadużycia technik masowego rozpowszechniania
obrazów. Jest to raczej wizja świata, która stała się rzeczywista, znalazła materialny wyraz; uprzedmiotowiony
światopogląd" (Debord 2006, s. 33-34).

184

Widz wolny czy bezwolny?

Od wiedzy potocznej do metis
Rozważenie związku pomiędzy przekazem medialnym a wiedzą potoczną
wypada rozpocząć od objaśnienia tego ostatniego pojęcia. Badacze społeczni lat
sześćdziesiątych interesowali się zasadami konstruowania „wiedzy życia codzien­
nego" (Shutz 1984), sposobami „społecznego tworzenia rzeczywistości" (Berger,
Luckamnn 1983). Opisywali procesy typizacji, generalizacji, idealizacji, poprzez
które ludzkie doświadczenia są utrwalane, przetwarzane i zmieniane w wiedzę
potoczną. Antropologowie uzupełniali te dociekania, wskazując kulturowe uwa¬
runkowanie myślenia potocznego i podkreślając wielość kulturowo zróżnicowa¬
nych zdrowych rozsądków (Geertz 2005). Twierdzili przy tym, że zależność po­
między common sense a doświadczeniem nie jest prosta i w żadnym razie nie można
uważać wiedzy zdroworozsądkowej za wywiedzioną wprost z doświadczenia, gdyż
stanowi ona raczej zbiór kategorii uprzednich, umożliwiających interpretację bie¬
żących doświadczeń (Geertz 2005, Sahlins 2006).
Filozofowie od czasów Oświecenia nieufnie odnoszący się do funkcji po­
znawczych zdrowego rozsądku (Hołówka 1986) podkreślali heterogeniczność
wiedzy potocznej, na którą składają się okruchy różnych systemów idei, takich
jak teorie naukowe czy doktryny religijne, z których użytkownicy kierowani prag¬
matyczną potrzebą spójnej wizji świata konstruują całość pseudohomogeniczną
(Niżnik 1991). W ten sposób powstaje specyficzne narzędzie poznawcze, które
użytkownikom wydaje się spójną całością, a epistemologom niekoherentnym,
niemetodycznym bricolage'm - jeśli użyć terminu Claude'a Levi-Straussa.
Z czasem pojęcia „wiedza potoczna", myślenie zdroworozsądkowe, common
sense w publikacjach antropologicznych ustąpiły miejsca kategorii dyskurs zwykle
uzupełnionej przymiotnikiem potoczny lub lokalny. Od czasów Michela Foucaulta i Pierre'a Bourdieu kategoria ta stała się popularnym narzędziem badaczy spo­
łecznych. Dyskurs łączy wiedzę ze sposobami jej wyrażania. W dyskursie idee
są nie tylko ujawniane za pomocą mowy, pisma, działań czy gestów, ale przede
wszystkim są w dyskursie konstruowane i nieustannie przekształcane. Najkrócej
rzecz ujmując, dyskurs to sposób myślenia/mówienia dotyczący określonej sfery
rzeczywistości, który pokonał inne sposoby myślenia/mówienia i stał się obowią¬
zujący (czy inaczej hegemoniczny) dla danej grupy ludzi, w konkretnym czasie
i miejscu. Przyjmując takie uproszczone objaśnienie, należy pamiętać, że istnieje
wiele definicji tego pojęcia, od klasycznych, oskarżanych o zapędy totalizujące
ujęć Foucaulta, po bardziej użyteczne dla antropologa podejścia Nigela Rapporta
(2000) czy np. Perle M 0 h l (1997). Wiele jest też szczegółowych wytycznych jak
badać dyskursy (Dyskurs... 2001, Krytyczna... 2008).

185

Anna Malewska-Szałygin

Na przełomie wieków X X i X X I popularność w naukach społecznych zy­
skały kategorie podkreślające znaczenie komponentu wyobraźni w konstruowa­
niu pewników wiedzy potocznej. Jako przykład można przywołać „wyobrażenia"
i „obrazy" (scapes) należące do języka teorii Arjuna Appadurai (2005, s. 52-58) czy
„imaginaria społeczne" Charlesa Taylora (2010, s. 37). Objaśnienia tych termi­
nów są dość odległe od Durkheimowskiej koncepcji „wyobrażeń zbiorowych",
przede wszystkim unikają jej obiektywizującego charakteru. Warto tu zaznaczyć,
że Appadurai często powraca do języka Emila Durkheima, na przykład chcąc pod¬
kreślić współczesny wpływ wyobraźni na ludzkie decyzje i działania, pisze, że
współcześnie „wyobraźnia przekształciła się w kolektywny fakt społeczny" (Appadurai 2005, s. 13). Ja również posłużyłam się pojęciem wyobrażenia, interpretu¬
jąc góralskie rozmowy na temat państwa i władzy (Malewska-Szałygin 2008).
Obecnie modne stało się przywoływanie greckiej kategorii métis, przypo­
mnianej przez Detienne'a i Vernanta (1978). T o pojęcie okazało się nośne, ponie¬
waż podkreśla nie tylko związek wiedzy i języka jak kategoria dyskurs, ale także
wiąże pojęciowym węzłem sferę praktyk. Métis - to „pewien rodzaj inteligencji,
która jest zawsze »zanurzona w jakiejś praktyce«, w której łączą się »inteligencja, przenikliwość, przewidywanie, elastyczność myślenia, podstęp, zaradność,
baczna uwaga, wyczucie chwili, różne umiejętności, nabyte stopniowo doświadczenie«" (De Certeau 2008, s. 82). Vernant, jako przykład métis, podaje sprytne
fortele Odyseusza (Vernant 2000). James Scott, popularyzujący tę kategorię w an¬
tropologii, uważa métis za „broń słabych" , za najistotniejszy czynnik ograniczają¬
cy dyscyplinujące starania wielkich instytucji nowoczesnych, takich jak państwa,
wielkie korporacje, światowe organizacje czy media, których totalizujące zapędy
nie zmniejszyły się w czasach późnej nowoczesności (Scott 1998). Métis to lokalna
„cunning inteligence" (Scott 1998, s. 313), czyli przebiegłość, spryt, chytrość słowem
„praktyczne umiejętności niezbędne by radzić sobie w nieustająco zmieniającym
się naturalnym i społecznym środowisku", umożliwiające „skuteczną adaptację
do wciąż pojawiających się nowych sytuacji" oraz „ciągłe przechytrzanie nie tylko
ludzkich przeciwników" (tamże, s. 313). Métis to wiedza „partyzancka" (tamże,
s. 318), opozycyjna do hegemonicznego dyskursu. Wiedza adekwatna do konkret¬
nej rzeczywistości i dzięki temu unikająca uproszczeń wielkich, abstrakcyjnych
teorii (tamże, s. 316). T o opis rzeczywistości dostarczający praktycznych reguł
postępowania w danej, ściśle określonej sytuacji (tamże, s. 316) i dlatego zawsze
mający charakter lokalny (tamże, s. 317). Tak objaśniana métis bierze udział w pro¬
cesie odbioru mediów masowych.
2

2

Nawiązanie do najpopularniejszej książki Jamesa S cotta Weapons of the Weak (1986).

186

Widz wolny czy bezwolny?

Przekaz medialny a metis
Stuart Hall w słynnym szkicu Encoding/decoding (1980) podkreślał, że wi¬
dzowie i słuchacze nie są biernymi odbiorcami przekazu medialnego, ale aktyw¬
nymi podmiotami twórczo przekształcającymi ten przekaz w procesie odbioru.
De Certeau dowodził, że choć producent ma swoje „strategie" (2008, s. X L I I )
kierujące tym, jak i w jakim celu konstruuje nadawane treści i obrazy, konsument
odpowiada na nie specyficznymi „taktykami" odbioru (tamże, s. X L I I )
Zracjonalizowanej, tyleż ekspansywnej co scentralizowanej, hałaśliwej
i spektakularnej produkcji odpowiada inna produkcja zwana „konsump­
cją": jest ona podstępna i rozproszona, przenikająca wszędzie, cicha i jak­
by niewidoczna, gdyż nie ujawnia się za pomocą własnych produktów, ale
przez sposób używania produktów narzuconych przez dominujący porządek
(tamże, s. X X X V I ) .

Tak rozumiane taktyki to dowody lokalnego sprytu, przejawy lokalnej
metis. Podążając za myślą de Certeau, badacz odbioru mediów powinien postawić
pytania: jak odbiorcy „używają produktów narzuconych przez dominujący porzą­
dek przekazu medialnego"?, jaki „użytek środowiska »popularne« czynią z kultu­
ry »elit« wytwarzających język"?, jak „narzucony zasób wiedzy i symboliki [staje
się] przedmiotem manipulacji dokonywanych przez użytkowników nie będących
jego wytwórcami" (tamże, s. 33).
Przyjmując, że „media odznaczają się [...] wyraźną ciągłością ze sferą co¬
dziennego doświadczenia, której w pewnym stopniu nadają też kształt i poprzez
którą są interpretowane" (Herzfeld 2004, s. 407), można zapytać, w jaki sposób
przekaz medialny oddziałuje na codzienne doświadczenia rozmówców oraz jak wy¬
korzystują oni własne doświadczenia i kategorie uprzednie do interpretowania tre¬
ści przekazywanych przez media. W swoim wywodzie o mediach Michael Herzfeld
podkreśla, że medialne wizerunki stają się „krytycznym składnikiem" potoczności
(tamże, s. 416), i postuluje, by badając oddziaływanie owego krytycznego składnika,
przyjrzeć się wnikliwie „sile , z jaką przedstawienia medialne uczestniczą w konstru¬
owaniu współczesnych wyobraźni, tożsamości i stosunków władzy" (tamże, s. 404).
Etnograficzne badanie odbioru przekazu medialnego
Zainteresowanie „użytkowaniem" mediów wymusza zmianę technik ba¬
dawczych. Badania odbioru mediów prowadzone są zwykle przez specjalizują¬
ce się w tym firmy działające na zlecenie producentów. Tego rodzaju badania
mające najczęściej charakter ilościowy, uzupełniane są badaniami jakościowymi,

187

Anna Malewska-Szałygin

prowadzonymi metodami socjologicznymi. Tymczasem badanie „użytkowania"
mediów wymaga zupełnie innych procedur. Aby uchwycić to, co z przekazem
medialnym robi konsument, trzeba być na miejscu czas dłuższy, trzeba wejść
z nim w pewną zażyłość, trzeba „podzielać ich doświadczenie społeczne" (Ha¬
strup 2008) . Wszystkie te wymogi spełnia technika etnograficznych badań tere¬
nowych, czyli „badań prowadzonych w warunkach społecznej zażyłości, z udzia¬
łem rzeczywistych informatorów" (Herzfeld 2004, s. 406). „Etnografia daje nam
możliwość idealnego dostępu do miejsca, w którym zbiegają się z jednej strony
lokalne formy percepcji i praktyki, z drugiej zaś produkowane na skalę masową
formy przedstawiania" (tamże, s. 410).
Podejście etnograficzne umożliwia dostrzeżenie tego, jak przekaz medial¬
ny jest użytkowany, które z jego elementów przenikają do dyskursów lokalnych
i wpływają na praktyki. Trafiając do dyskursu lokalnego, treści wyrwane z kon¬
tekstu przekazu medialnego ulegają transformacji. Badanie metodą etnograficz¬
ną pozwala na uchwycenie tego dyskursywnego „udomowienia" języka mediów
w języku wiejskich rozmów. Okruchy przekazu medialnego przenikające do lo¬
kalnych dyskursów stają się motorem nowych praktyk, nie do końca zbieżnych
z intencjami producentów. Badania etnograficzne, polegające na dłuższym poby¬
cie w terenie i na podzielaniu doświadczenia rozmówców dają możliwość zaobser¬
wowania tego rodzaju praktyk oraz wychwycenia ciągłości pomiędzy dyskursami
a praktykami.
3

Etnograficzne badania użytkowania mediów na przełomie XX i XXI w.
Pół wieku temu wyrażano obawy, że telewizja, integrując „globalną wio¬
skę" doprowadzi do homogenizacji kultury (McLuhan 2004, s. 458). Liczne ba¬
dania etnograficzne pokazały, że była to sugestia upraszczająca, bowiem odbiorcy
„mogą interpretować przekazywane przez telewizję treści w sposób całkowicie
odmienny od zamierzeń ich twórców" (Herzfeld 2004, s. 413). Dzieje się tak dla¬
tego, że „ludzie podchodzą do mediów z perspektywy swych licznych subiektyw¬
ności, na które wpłynęło całe »mnóstwo praktyk dyskursywnych«, z jakimi mieli
do czynienia na przestrzeni całego życia" (tamże, s. 412).

3

„Choć oczywiście nie możemy doświadczać świata z perspektywy innych, możemy jednak podzielać
ich doświadczenie społeczne. W istocie nie istnieje doświadczenie niepodzielane z nikim. Podzielanie go
oznacza natomiast, że jesteśmy częścią wydarzeń: właśnie to miejsce daje nam zupełnie wyjątkowy klucz do
zrozumienia światów i tego, jak się je konstytuuje i przekształca; jak w obrębie badanego przez nas układu
wydarzeniowo-przestrzennego przypisuje się jednostkom pozycje" (Hastrup 2008, s. 65).

188

Widz wolny czy bezwolny?

Jeden z barwniejszych przykładów lokalnej interpretacji znacznie odbiega­
jącej od zamierzeń producentów opisał Brian Larkin w tekście dotyczącym odbio­
ru filmów z Bollywood w północnej Nigerii (1997). Dla islamskiego ludu Hausa
indyjskie produkcje okazały się zwiastunami rewolucji obyczajowej! Bollywoodzkie filmy stanowiły dla nich kluczowe źródło wiedzy o tym, jak wygląda odległy,
nowoczesny, wolny świat, w którym młodzi są pozbawieni kontroli starszyzny ple¬
miennej. Filmowe wizje, budując w młodych Hausa poczucie zniewolenia pętami
islamskiej moralności, rodziły rewolucyjną potrzebę podążania za głosem roman¬
tycznej miłości. Taki odbiór indyjskich filmów jest o tyle zaskakujący, że euro¬
pejskim widzom filmowe intrygi z Bollywood kojarzą się z dziewiętnastowieczną
literaturą obyczajową, a problemy poślubienia wybranki serca wbrew woli ojca nie
wydają się ideą wywrotową. Badania Larkina pokazują, jak dalece różne może być
odczytanie przekazu medialnego w zależności od kontekstu kulturowego, w któ¬
rym jest on odbierany, oraz jak bardzo wolnościowe przesłanie mediów zależy od
rozumienia wolności charakterystycznego dla lokalnej wiedzy potocznej.
W późniejszym tekście Brian Larkin (2002) rozważa inny aspekt oddzia¬
ływania mediów na mieszkańców Nigerii. W tym przypadku skupia się na zna¬
czeniu kina rozumianego materialnie, jako budynek, a ściślej miejsce do którego
„się chodzi". Z analizy literatury przedmiotu wynika, że w czasach kolonialnych
brytyjscy kolonizatorzy budowali kina przy eleganckich hotelach, traktując je
jako miejsce rozrywki, kultury i edukacji dla białych. W latach powojennych,
zbudowano w nigeryjskim mieście Nano kino dostępne dla miejscowej ludno¬
ści. Jak wynika z badań terenowych, dla muzułmańskiej społeczności Hausa kino
było przestrzenią ze wszech miar podejrzaną. Umieszczono je w tej części miasta,
w której nie mieszkają „porządni ludzie", a raczej przebywający z dala od swych
rodzin robotnicy najemni, gdzie znajdują się lokale rozrywkowe i prostytutki.
W efekcie pójście do kina w mieście Kano było zupełnie innym doświadcze¬
niem dla Brytyjczyka i dla Hausa. Co więcej, było czym innym dla nigeryjskiego
mężczyzny i kobiety, dla kobiet bowiem organizowano osobne spektakle, umoż¬
liwiające im obejrzenie filmu bez podzielania zamkniętej przestrzeni z obcymi
mężczyznami. Rozważania Larkina pokazują wolnościowe przesłanie nie tylko
przekazu medialnego, lecz nawet samej przestrzeni kontaktu z mediami, jaką
jest kino. Można tylko zadumać się nad tym, czy „wolność od" islamskiego ładu
moralnego prowadziła do jakiejś nowej konstruktywnej „wolności do", mówiąc
językiem Ericha Fromma.
O ile Larkin rozważał oddziaływanie mediów jako narzędzia upowszech¬
niania bardziej nowoczesnych wzorów obyczajowych, o tyle Faye Ginsburg

189

Anna Malewska-Szałygin

podkreśla przeciwstawny aspekt mediów. Analizując fenomen powstania tubyl¬
czej telewizji emitowanej od 1991 r. przez Iniutów zamieszkujących autonomicz¬
ny okręg nad Zatoką Hudsona w Kanadzie, pokazuje, że telewizja może stać się
potężnym narzędziem pozwalającym nie tylko na „zobiektywizowanie własnej
tożsamości" i pokazanie jej szerokiej telewizyjnej widowni, lecz również może
się stać narzędziem przywracania społecznej pamięci poprzez filmowanie wspo¬
mnień starych ludzi, poprzez rekonstrukcję dawnych sposobów mieszkania, polo¬
wania czy obróbki skór. Innym sposobem ożywiania tradycji może być ujmowanie
w nową, filmową formę dawnych eposów czy mitów, czego przykładem jest inuicki film Atanarjuat nagrodzony w Cannes w 2001 r. Najważniejszym wnioskiem
z badań Ginsburg jest przekonanie, że media są nie tylko nośnikiem nowinek
obyczajowych, lecz także mogą „nadawać nowy autorytet starej kulturze oralnej"
(Ginsburg 2002, s. 43). Wracając do terminologii Fromma, opisywane przez Gins¬
burg oddziaływanie mediów to niewątpliwie ciekawy przykład realizowania „wol¬
ności do". W tym przypadku media umożliwiają nagłośnienie lokalnego dyskursu
i udostępnienie lokalnej wiedzy szerszemu odbiorcy. W procesie obiektywizacji
i popularyzacji tożsamość, tradycja, wiedza potoczna Inuitów ulegają zmianom,
nie do końca przewidywanym.
Pozostając w kręgu kultur postkolonialnych, warto przywołać tekst Richar¬
da Wilka (2002) relacjonujący wyniki badań w środkowoamerykańskim, karaib¬
skim państwie Belize. Wilk podkreśla rolę czynnika czasowego w konstruowaniu
i podtrzymywaniu dominacji kolonialnej. Twierdzi, że zapóźnienie było kon¬
stytutywną cechą kolonii, do których nowinki z metropolii docierały zawsze po
pewnym czasie. Lokalna elita, mająca lepszy kontakt z metropolią, była grupą,
która wcześniej od innych przyswajała sobie nowoczesne rozwiązania kulturowe,
techniczne czy technologiczne, umacniając tym samym swój społeczny prymat.
Kolonialne wykorzystanie czasu jako narzędzia i gwaranta dominacji zostało prze¬
łamane przez anteny satelitarne, w sposób natychmiastowy przekazujące progra¬
my telewizyjne z jednej części świata do drugiej. Rewolucyjna rola telewizji sate¬
litarnych polega na tym, że najnowsze filmy, seriale, przeboje muzyczne docierają
wszędzie w tym samym momencie. W ten sposób media satelitarne dokonują
zamachu na postkolonialną dominację. Znosząc dystans czasowy między dawną
metropolią i koloniami, dają mieszkańcom tych ostatnich wolność jednoczesnego
uczestnictwa w globalnej kulturze popularnej, uwalniając dawne kolonie od stygmatyzującego zapóźnienia. W efekcie dyskurs lokalny w Belize absorbuje nowo¬
ści w tym samym momencie, w którym docierają one w inne miejsca na ziemi, co
zasadniczo zmienia jego „tubylczy", czyli „zapóźniony" charakter.

190

Widz wolny czy bezwolny?

Kontynuując rozważanie problemu wolności mediów, warto zwrócić uwagę
na szeroki nurt badań etnograficznych dotyczących udziału mediów w procesie
konstruowania tożsamości zarówno indywidualnych, jak i narodowych. Warto tu
przypomnieć tezę Stuarta Halla (1980), że kontrolowane przez państwo media
starają się konstruować „dominujące kody" państwa narodowego. T e n proces jest
szczególnie ostro widoczny w państwach postkolonialnych. Dobrych przykładów
dostarczają badania Purnimy Mankekar prowadzone w małych miastach nieopodal
New Delhi. Jej monografia ScreenigCulture, ViewingPolitics (1993) opowiada o tym,
jak w debacie z promowanymi przez media ideałami rekonstruowane są lokalne
wyobrażenia o tym, co to znaczy być kobietą, matką, żoną. Książka niesie też istotne
przesłanie dotyczące tożsamości narodowej - ukazuje, jak w postkolonialnych In­
diach ekranizacja wielkiego tradycyjnego eposu Ramajana, wzmacniając hinduską
tożsamość narodową, nasiliła niechęć do innych narodów i grup etnicznych, a co
gorsza - dostarczyła ideowych uzasadnień stosowanej wobec nich przemocy. Au¬
torka pokazała, w jaki sposób dość kiczowaty serial stał się kluczowym elementem
bieżącej „mitopolityki", konstruując „telemitologię" (2002, s. 146) ewokującą silną
nostalgię za wspólnotą czystą i potężną, opartą na esencjalistycznej wizji kultury.
Serial, choć opowiadał o dalekiej, heroicznej przeszłości, stanowił ważne narzędzie
krytyki bieżącej polityki. Wyniki badań Mankekar pokazują ogromną siłę sprawczą
telewizji widoczną w kształtowaniu poglądów i prowokowaniu do działań. Uzmy¬
sławiają też moc mediów w ustanawianiu hegemonicznego dyskursu tożsamości
koncesjonowanej przez siły aktualnie będące u władzy.
T ę wizję komplikują wyniki badań L i l i Abu-Lughod prowadzonych
w Egipcie, które choć prowadzą ją do wniosku, że „telewizja jest kluczową in¬
stytucją produkującą kulturę narodową w Egipcie" (2005, s. 7), pokazują, że to
oddziaływanie nie jest proste, należy bowiem brać pod uwagę wielogłosowość
przekazu medialnego. Różne stacje telewizyjne produkują i emitują odmienne
dyskursy medialne, pozostające na usługach różnych interesów narodowych, eko¬
nomicznych i klasowych, które zgodnie z przewidywaniami Gramsciego konkuru¬
ją ze sobą, walcząc o hegemonię, czyli o „rząd dusz" (tamże s. 43). W efekcie do¬
minujący dyskurs elit władzy jest nieustannie zagrożony i w każdej chwili może
zostać zastąpiony przez dyskurs konkurencyjny. Zatem choć telewizja odgrywa
znaczącą rolę w konstruowaniu tożsamości narodowej, walka toczy się pomiędzy
różnymi wizjami czy wręcz definicjami narodu i jego kultury. Konkurujące dys¬
kursy walczą finezyjnymi metodami, bowiem skuteczność telewizji w budowaniu
egipskiej tożsamości narodowej jest możliwa głównie dzięki temu, że oddziału¬
jąc na poziomie kulturowym i socjopolitycznym, rozwija swoją magię poprzez

191

Anna Malewska-Szałygin

przyjemność i „podświadome kadrowanie obrazu", a nie poprzez przymus (tamże,
s. 9). W efekcie zwycięski dyskurs z ogromną siłą narzuca hegemoniczną wizję toż¬
samości poprzez rozrywkę, niekojarzącą się ze sferą politycznych sporów. T o kole¬
iny przykład silnie podporządkowującego i ograniczającego wpływu mediów.
Nieco odmienne jest przesłanie monografii Dramas of Nationhood (2005),
wieńczącej egipskie badania L i l i Abu-Lughod. Książka jest skonstruowana jako
zderzenie dwóch ważnych głosów w dyskursie medialnym: głosu producentów,
z którymi autorka przeprowadzała wywiady w Kairze i Aleksandrii, oraz głosu
konsumentek przekazu telewizyjnego, wieśniaczek z Górnego Egiptu i pomocy
domowych w Kairze. Przykładem głosu producenckiego są wypowiedzi autorki
scenariuszy popularnych seriali, takich jak Żniwa miłości, sześćdziesięcioletniej
Fathiyy al-'Assal, lewicowej aktywistki, kairskej feministki, socjalistki, pisarki,
prześladowanej przez cenzurę, a nawet więzionej. Fathiyya al-'Assal deklarowała,
że tworząc scenariusze, stara się promować wartości charakterystyczne dla miesz¬
czańskich klas społeczeństw zachodnich, takie jak partnerstwo w związkach mał¬
żeńskich i dążenie do samorozwoju jednostek, w tym także kobiet. Słuchając jej
głosu, wydawać by się mogło, że zdolność mediów do upowszechniania i ugrunto¬
wywania nowych systemów wartości i nowego typu tożsamości jest ogromna.
Jakkolwiek oddziaływanie mediów na konstruowanie tożsamości jest nie¬
zaprzeczalne, rozmowy z egipskimi wieśniaczkami i pomocami domowymi w Ka¬
irze pokazują, że oddziaływanie to nie jest takie proste, a „strategie" producentki
wskutek zastosowania lokalnych „taktyk" odbioru ulegają zmianie. Abu-Lughod
pisze, że wioskowe rozmówczynie w swoich wypowiedziach konstruują obraz sa¬
mych siebie na wzór heroin telewizyjnych melodramatów. Konfrontując tak zbu¬
dowany własny wizerunek z bohaterkami serialów, dochodzą do wniosku, że ich
życie znacząco odbiega od promowanego przez media wzoru, co owocuje poczu¬
ciem przegrania, wykorzystywania i marginalizacji.
Paradoksalnie jednak konfrontacja z telewizyjnymi wzorami osobowymi
nie popycha wiejskich kobiet w stronę świata zachodniej nowoczesności, ale
w stronę nowych form islamu. Nowa oferta islamskich duchownych wychodzi na¬
przeciw potrzebom nowych tożsamości jednostkowych, znacznie bardziej zindy¬
widualizowanych niż dawne, określane poprzez umiejscowienie w zależnościach
społeczności rodowej. Ta wizja nowej, dążącej do samorozwoju jednostki ludzkiej
została wytworzona i upowszechniona między innymi poprzez media. Odpowie¬
dzią na nią są szkolenia dla kobiet, organizowane w meczetach, pozwalające na
odnalezienie miejsca we współczesnym świecie „godnego nowoczesnej kobiety
islamu". T e n paradoks opisany przez Abu-Lughod w szkicu z 2002 roku znacząco

192

Widz wolny czy bezwolny?

komplikuje problem relacji media a wolność. Z jednej strony przekaz medialny
ma moc wdrażania nowych wartości i wzorów tożsamości, z drugiej okazuje się,
że po przeniesieniu ich na lokalny grunt powstają trudne do przewidzenia hybrydyczne sploty zarówno wartości, jak i tożsamości. Konkludując, choć potęga
mediów jako czynnika zmiany jest oczywista, kierunek rzeczywistych zmian jest
często zaskakujący.
Podsumowując krótki przegląd wyników etnograficznych badań mediów,
trzeba stwierdzić, że przezwyciężając jedne zniewolenia, media konstruują inne.
Kategoria zniewolenie, podobnie jak pojęcie wolność, są bardzo różnie rozumia¬
ne, zmienne i zależne od kontekstu kulturowego. T o , co jest wolnością jednych,
bywa zniewoleniem innych. Jedno jest pewne, przewidując oddziaływanie me¬
dialnych produkcji na odbiorców należy brać pod uwagę lokalną wiedzę potoczną
mającą zdolność sprytnego przekształcania dowolnego przesłania w ideę często
zupełnie niezgodną z zamierzeniami twórców, ale pasującą do lokalnego obrazu
świata. Lokalna metis, chytrze unikając totalizującej siły mediów, staje się odpo¬
wiedzialna za to, że intencje producentów medialnych chybiają celu, a recepcja
mediów okazuje się odmienna od zamierzonej. Relacja jest jednak dwustronna.
Lokalny dyskurs absorbuje nowe obrazy i treści przynoszone przez media, łącząc
je z dotychczasową wizją rzeczywistości, zmieniając ją i rekonfigurując. Zrozu¬
mienie tej skomplikowanej relacji wymaga pogłębionych badań jakościowych,
które biorą pod uwagę kontekst kulturowo-ideowo-społeczny produkowania
i odbioru mediów. W przypadku społeczeństw postkolonialnych i społeczności
postchłopskich badania prowadzone metodą etnograficzną wydają się szczególnie
skuteczne. Kierując się takim przekonaniem, zamierzam rozpocząć nowy projekt
badawczy pozwalający na stwierdzenie, w jaki sposób przekaz medialny oddziału¬
je na opisywane przeze mnie wiejskie wyobrażenia o władzy i państwie (Malewska-Szałygin 2008) oraz w jaki sposób nowotarska metis przekształca obrazy i treści
przenikające z mediów do lokalnego dyskursu o tożsamości i polityce.

193

Anna Malewska-Szałygin

Bibliografia:
Abu-Lughod L . , 2002, Egyptian Melodrama - Technology of the Modern Subject?, [w:] Me­
dia Worlds. Anthropology of New Terrain, eds. Faye D . Ginsburg, Lila Abu-Lughod,
Brian Larkin, Berkeley, Los Angeles-London, s. 115-133.
Abu-Lughod L., 2005, Dramas of Nationhood. The Politics of Television in Egypt, Chicago.
Appadurai A., 2005, Nowoczesność bez granic. Kulturowe wymiary globalizacji, tłum. Z. Pucek,
Kraków.
Baudrillard J., 2005, Symulakry i symulacja, tłum. S. Królak, Warszawa.
Berger P., Luckmann T., 1983, Społeczne tworzenie rzeczywistości, tłum. J. Niżnik, Warszawa.
Człowiek Grecji, 2000, red. Jean-Pierre Vernant, tłum. P. Bravo, Warszawa.
Debord G., 2006, Społeczeństwo spektaklu oraz Rozważania o społeczeństwie spektaklu, tłum.
M . Kwaterko, Warszawa.
Dyskurs jako struktura i proces: praca zbiorowa, 2001, red. T e u n A. van Dijk, tłum. G. Gro¬
chowski, Warszawa.
De Certeau M., 2008, Wynaleźć codzienność: sztuki działania, tłum. K. Thiel-Jańczuk, Kraków.
Detienne M . , Vernant J.-P., 1978, Cunning Intelligence in Greek Culture and Society, Atlantic
Highlands, N.J.
Geertz C., 2005, Myśl potoczna jako system kulturowy, w: Wiedza lokalna. Dalsze eseje z zakresu
antropologii interpretatywnej, tłum. D . Wolska, Kraków, s. 81-100.
Ginsburg F. D., 2002, Screen Memories: Resignifying the Traditional, [w:] Indigenous Media,
[w:] Media Worlds. Anthropology of New Terrain, eds. Faye D . Ginsburg, Lila AbuLughod, Brian Larkin, Berkeley, Los Angeles, London, s. 39-57.
Hall S., 1980, Encodingfdecoding, [w:] Culture, Media, Language, eds. Stuart Hall, Dorothy
Hobson, Andrew Lowe, Paul Willis, London, s. 128-138.
Hastrup K., 2008, Droga do antropologii. Między doświadczeniem a teorią, tłum. E. Klekot,
Kraków.
Herzfeld M . , 2004, Antropologia. Praktykowanie
tłum. M . M . Piechaczek, Kraków.

teorii w kulturze

i społeczeństwie,

Hołówka T., 1986, Myślenie potoczne, Warszawa.
Krytyczna analiza dyskursu: interdyscyplinarne podejście do komunikacji społecznej, 2008,
red. A. Duszak, N . Fairclough, Kraków.
Larkin B., 1997, Indian Films and Nigerian Lovers: Media and Creation of Parallel Modernities,
„Africa" 67 (3).
Larkin B., 2002, The Materiality of Cinema Theaters in Northern Nigeria, [w:] Indigenous Media,
[w:] Media Worlds. Anthropology of New Terrain, eds. Faye D . Ginsburg, Lila AbuLughod, Brian Larkin, Berkeley, Los Angeles-London, s. 319-336.

194

Widz wolny czy bezwolny?

Malewska-Szałygin A., 2008, Wyobrażenia o państwie i władzy we wsiach nowotarskich 1999-2005,
Warszawa.
Mankekar P., 1999, Screening Culture, Viewing Politics: An Ethnography of Television, Woman­
hood, and Nation Postcolonial India, Durham NC.
Mankekar P., 2002, Epic Contests: Television and Religious Identity in India, [w:] Indigenous
Media, [w:] Media Worlds. Anthropology of New Terrain, eds. Faye D . Ginsburg, Lila
Abu-Lughod, Brian Larkin, Berkeley, Los Angeles, London, s. 134-151.
McLuhan M . , 2004, Zrozumieć media, tłum. N . Szczucka, Warszawa.
M0hl P., 1997, Village Voices. Coexistence and Communication in a Rural Community in Central
France, Copenhagen.
Niżnik J., 1991, Potoczność jako kategoria teoretyczna, [w:] Kategoria potoczności, red. A. Jaw¬
łowska, Warszawa.
Rapport N . , 2000, Discourse, [w:] Social and Cultural Anthropology. The Key Concepts, eds.
N . Rapport, J. Overing, London-New York, s. 117-126.
Sahlins M . , 2006, Wyspy historii, tłum. I . Kołbon, Kraków.
Schutz A., 1984, Potoczna interpretacja ludzkiego działania, [w:] Kryzys i schizma, red. E. Mo¬
krzycki, tłum. D . Lachowska, Warszawa, s. 137-192.
Scott J.C., 1985, Weapons of the Weak, New Haven, Conn.
Scott J., 1988, Seeing like the State. How Certain Schemes to Improve the Human Condition Have
Failed, Yale, New Haven-London.
Taylor Ch., 2010, Nowoczesne imaginaria społeczne, tłum. A. Puchejda, K. Szymaniak, Kraków.
Wilk R., 2002, Television, Time, and the National Imaginary in Belize, [w:] Indigenous Media,
[w:] Media Worlds. Anthropology of New Terrain, eds. Faye D . Ginsburg, Lila AbuLughod, Brian Larkin, Berkeley, Los Angeles-London, s. 171-188.

195

Polacy o sobie. Współczesna autorefleksja: jednostka, społeczeństwo, historia, red. Piotr
Kowalski, Łomża: Oficyna Wydawnicza „Stpoka" 2005, s. 17-34. Prawa autorskie
zastrzeżone.

Anna Malewska-Szałygin

Autoportret z negatywu czyli czego można się dowiedzieć o Polakach z góralskich
wypowiedzi na temat władzy.

Tytułowe sformułowanie odwołuje się do zaproponowanego przez Ludwika
Stommę określenia portret z negatywu, którego użycie autor Antropologii kultury wsi
polskiej

XIX w. uzasadnia w ten sposób „wyobrażenia

przeciwstawieniem, swoistym negatywem wyobrażeń
więc odwrócenie

tych wyobrażeń, przekształcenie

danej grupy o sobie są

tej grupy o obcych".

Wystarczy

negatywu w pozytyw, by

uzyskać

własny portret grupy, by dowiedzieć się jakie warunki musi spełniać „swój" (Stomma
1986, s. 63). Zgodnie z tym zaleceniem postaram się odczytać jaki portret własny kreślą
nowotarscy górale rozmowach na temat polityki i władzy.
Badania prowadzone od

1999

r. na Podhalu przez Instytut Etnologii

i

Antropologii Kulturowej dotyczyły wiejskich wyobrażeń na temat władzy państwowej.
Technika badań przewidywała długie, swobodne rozmowy (porządkowane wytycznymi
zawartymi w dyspozycji badawczej), prowadzone we wsiach powiatu Nowy Targ. Muszę
zastrzec, że termin górale stosuję w szerokim znaczeniu, nie rezerwując go dla górali
tatrzańskich, z okolic Zakopanego. Naszymi rozmówcami byli w większości ludzie w
wieku 30 - 70 lat, słabo wykształceni (w większości absolwenci szkoły podstawowej lub
zawodowej,

rzadziej technikum). Celem badań

było przyjrzenie

się lokalnemu

dyskursowi na tematy polityczne i dlatego rozmowy ogniskowały się wokół pojęć:
początkowo słów zaczerpniętych z dyskursu publicznego, a potem, kiedy już oswoiliśmy
się z językiem lokalnych rozmów o władzy, doprecyzowaliśmyokreślenia, którymi
posługiwali się nasi rozmówcy.

1

W tym tekście skupię się na pojęciu władza i jego znaczeniach. Wyłania się z
nich góralski obraz władzy, ale jeśli zastosować wytyczne Stommy można też zobaczyć
portret samych siebie, jaki kreślą nasi rozmówcy. Zalecenia Stommy dotyczą badania
stereotypów o „obcych". Można zapytać: na ile demokratycznie wybrani przedstawiciele
są widziani przez społeczeństwo jako „obcy"? Z naszych rozmów wynika, że ludzie
władzy, politycy są tak właśnie postrzegani. Wybrani spośród społeczeństwa kandydaci
po dojściu do władzy przechodzą rodzaj metamorfozy, odtąd stosuje się do nich kategorię
oni i uznaje za przeciwieństwo prostego narodu.
Górale o władzy.
Kiedy w rozmowie padało słowo władza nasi rozmówcy objaśniali je na różne
sposoby: władza to jest polityka mnie się wydaje [Kobieta, lat 45]; władza to ktoś kto
rządzi [Kobieta lat 55], ktoś kto będzie kierował, jak w pracy tak i w państwie [Kobieta
lat 33], ktoś kto lepiej, rozsądniej

to zorganizuje, musi być taka „głowa

domu"

[Taksówkarze lat 35-50]. Pierwsze z zacytowanych zdań potwierdza przekonanie, że
pojęcia władza i polityka mają częściowo wspólną płaszczyznę znaczeniową, choć
oczywiście rozważywszy wszelkie konotacje nie są to pojęcia pokrywające się, już
choćby dlatego, że w rozmowach zwykle występują w innym kontekście słownym.
Stwierdzenie władza

to ktoś kto rządzi,

podobnie jak następne, odsyła do

zasadniczej funkcji władzy - kierowania i zarządzania: władza powinna być mądra i
dobrze zarządzać [Mężczyzna lat 60]. Takie krótkie quasi definicje nie pojawiały się
często. Chętniej stosowaną strategią objaśniania pojęć abstrakcyjnych było odwołanie się
do przykładu. Zwykle był on wzięty z życia i tłumaczył abstrakcyjną ideę, poprzez
odniesienie jej do zjawisk znanych i bliskich, podobnie jak przypowieść: Władza to jest
tako jak łojciec, abo matka w domu. O to jest władza! Jak matka dobrze rzundzi, to ma z
cego cyrpać, a jak nie, to ni mo i mo przerombane - objaśniał nas sześćdziesięcioletni
rolnik. Porównań do ojca lub matki w rodzinie używali najczęściej ludzie starsi. Prócz
nich wiele kobiet w średnim wieku (ok.40), objaśniło problem rządzenia krajem poprzez
odniesienie do życia rodzinnego. Przy czym, co zaskakujące w patriarchalnych
góralskich rodzinach, głową, o której mówiły była kobieta - zwykle nasza rozmówczyni:
niechby tak rządzili jak ja w domu rządzę - postulowała pięćdziesięcioletnia rencistka.

2

Inna kobieta w jej wieku wtórowała: ja w domu rządzę i mnie słuchają to oni w państwie
też tak powinni .
Objaśnianie pojęć abstrakcyjnych poprzez odwołanie się do rzeczywistości znanej
z własnego doświadczenia opisywał Jacques Le Goff (2002) szukając odpowiedzi na
pytanie: w jaki sposób ludzie średniowiecza tworzyli wyobrażenia o odległej dla nich
rzeczywistości? Jego zdaniem rozszerzali wiedzę o dobrze znanej człowiekowi mikro
skali codziennego życia na makro skalę wyobrażeń o nieznanym świecie. Zaskakujące,
ale podobnie postępowali również nasi rozmówcy. Odległe zjawiska objaśniali przez
odniesienie do bliskich im i dobrze znanych realiów rodziny lub pracy: władza powinna
być jak dobry gazda, żeby ludziom nie brakowało ani chałupy, ani chleba. Na pierwszym
miejscu chleba! - mówiła siedemdziesięcioletnia kobieta. Władza to powinna być taka
kierownica,

to tak samo jak

na przykład

gospodarz na wsi...

-

postulował

czterdziestoletni kowal. Jak mówi góralskie przysłowie „jak nie ma gazdy, głupi kazdy"
- wtórowali nowotarscy taksówkarze, to jak na bacówce, jak ni ma bacy - nic z tego uzupełniał sześćdziesięcioletnie mężczyzna. Co wynika z takiego sposobu mówienia o
władzy oprócz spostrzeżenia, że wielkie problemy objaśnia się poprzez odniesienie do
codziennych? Jeżeli władza to gazda czy baca, jakie jest miejsce naszych rozmówców w
tym układzie? Wydaje się, że pełnią oni rolę inwentarza, owiec, baranów, ale także
juhasów, dzieci i parobków w gospodarstwie, w którym gospodarz czy ojciec rodziny
organizują pracę. Społeczeństwo byłoby zatem grupą ludzi, której pracą trzeba tak
pokierować, żeby zapewnić dobrobyt. To spostrzeżenie potwierdzałyby słowa cytowane
na początku rozdziału o kierowniczej funkcji władzy. Władza, zatem powinna zarządzać
pracą społeczeństwa tak, żeby ta przynosiła jak najwięcej korzyści. Gdy pytaliśmy
naszych rozmówców czy można to tak ująć, niektórzy odpowiadali: aby oni tylko nie
szkodzili! W tych słowach zawiera się realistyczny program minimum: skoro władza w
Polsce nie umie dobrze zarządzać gospodarką, niech choć nie zarządza na niekorzyść.
Warto tu po raz kolejny podkreślić, że - zdaniem naszych rozmówców - głównym
zadaniem władzy jest zarządzanie gospodarką tak, aby ludzie swoją pracą mogli
wypracować dobrobyt.
Porównania „gospodarskie" niosą jeszcze inne przesłanie. Są zdecydowanie
przeciwstawne

idei

władzy

kolektywnej.

Gazda

czy

baca

uosabiają

władzę

3

jednoosobową, odpowiedzialną i stanowczą: to musi być stanowczy człowiek, żeby mógł
coś zrobić! Tak jak gazda jest stanowczy. - twierdził sześćdziesięcioletni rolnik. To
zdanie podkreśla

podstawową,

zdaniem naszych rozmówców,

stanowczość. Siedemdziesięcioletni rolnik objaśniając

cechę

władzy

-

nam czym jest władza też

uwypuklał ten aspekt: to tak jak pasterz idzie owce paść, to som takie co sie dobrze
pasom i takie co uciekajom. Dla tych to pasterz musi być ostry, musi je kochać i gonić.
Kara musi być! Dyscyplina!

Żeby sie bali pasterza! W tych słowach teoretyczne

rozważania czym jest władza zostały odniesione do specyfiki

polskiej,

a polskie

społeczeństwo porównane do stada niesfornych owiec. Wielokrotnie spotykaliśmy się z
poglądem, że Polacy są społeczeństwem zwaśnionym i trudnym do rządzenia, a przez to
wymagającym szczególnie silnej ręki. Zapewne to założenie było podstawą twierdzenia,
że cechą dobrej władzy w Polsce jest żeby umiała rygor trzymać. Czterdziestoletni
elektryk uściślał ten pogląd: Dla Polaków to rząd silnej ręki najlepszy, bo tak w ogóle to
najlepsza jest demokracja. Wtórował mu siedemdziesięcioletni rolnik: No jesce się taki
nie urodził, abo nie dorósł taki, co by to chycił w łapy i to tak twardo na 100%. Polsce
potrzebna strasnie twarda władza! Bardziej wykształceni rozmówcy mówili o potrzebie
zmiany uprawnień polskiego prezydenta. Uważali, że silna władza prezydencka na wzór
amerykańskiej byłaby optymalną formą władzy w Polsce. Amerykański dobrobyt
przytaczali jako koronny argument na rzecz tej tezy.
Często

podkreślanym

zadaniem

władzy

było

też

zapewnianie

ludziom

bezpieczeństwa. Górale bardzo przeżywali wzrost przestępczości jaki nastąpił po 1989 r.
Często o tym mówili, czuli się zagrożeni i wygłaszali sądy ostateczne typu: świat sie
kończy! Pani! Kto to kiedy takie rzeczy widział! Gdy pytaliśmy czy opisywane nam
przestępstwa wydarzają się we wsiach wokół Nowego Targu czy też wiedzą o nich z
telewizyjnych wiadomości, często mieszali wydarzenia bliskie, znane z sąsiedztwa i
dalekie, znane z telewizora, które razem składały się na obraz szalejącej przemocy.
Oczywiście winą za to obarczali władzę (czasem używali wówczas słowa rząd), która
jest zbyt słaba, aby przeciwstawić się przestępczości, zwłaszcza zorganizowanej. Padały
wówczas porównania do władz PRL, o których nasi rozmówcy mieli różne zdania, ale
byli zgodni, że przestępców umiały trzymać pod kontrolą. Większe bezpieczeństwo na

4

ulicach było jedynym aspektem rzeczywistości PRL, który był jednoznacznie dobrze
oceniany.
Prócz funkcji dyscyplinarnych władza powinna również wykazywać się troską o
podwładnych. Element troski, podobnie jak rygoru jest dobrze widoczny w porównaniach
władzy do matki lub ojca w rodzinie, do gazdy czy pasterza. Wszystkie te osoby mają
prawo do narzucania swojej woli i wymuszania posłuszeństwa, ale mają też obowiązek
działania dla dobra rodziny, gospodarstwa czy powierzonych ich opiece owiec. Nie sądzę
jednak,

żeby

chodziło

o troskę

rozumianą

w wzór

karmienia

inwentarza

w

gospodarstwie. Myślę raczej, że chodzi o organizację pracy taką, aby nikomu nie brakło
ni chałupy, ni chleba.
Dwa sposoby mówienia o władzy.
Przysłuchując

się naszym

rozmowom można

zauważyć

wyraźną

cezurę

oddzielającą dwa, różne sposoby mówienia o władzy. Tą cezurą jest wykształcenie,
zwykle skorelowane z wiekiem mówiącego. Większość naszych rozmówców, którzy
ukończyli technikum lub liceum (zwykle byli to ludzie w wieku 30-50lat) albo nie
posługiwała się terminem władza zastępując je słowami rząd, sejm, posłowie
stosując to pojęcie objaśniała je jako instytucje sprawujące

albo

władzę, które potrafili

wymienić. Można stwierdzić, że większość wykształconych respondentów posługiwała
się w rozmowie monteskiuszowskim podziałem władzy czego przykładem może być taka
wypowiedź pięćdziesięcioletniego sprzedawcy, po technikum ekonomicznym: państwo
musi mieć władzę ustawodawczą i wykonawczą. Musi panować ład, porządek.
Inaczej było w przypadku ludzi słabo wykształconych i starszych. Oni najczęściej
używali określenia władza na opisanie mglistej sfery onych. Sfera władzy była dla nich
tak odległa, że jawiła się nieostro jako tajemnicza, niepojęta, inna. Trudno było coś o niej
wyraźnie powiedzieć, trudno mieć do niej zaufanie, wzbudzała raczej niepokój. Te
spostrzeżenia przywołują na myśl obserwacje Floriana Znanieckiego o władzy, która jest
1

dla chłopów odległa i niepojęta jak Bóg .

Wynikałoby z tego zestawienia, że

1

Polityczny porządek jawi się chłopu jako w pewnej mierze bezosobowa moralna siła, absolutnie
tajemnicza, której przejaw można w jakiś sposób przewidzieć, ale której istota i prawa nie dadzą się
zmienić dzięki ingerencji ludzkiej.(...) Nieograniczona władza przypisywana państwu oraz tajemnica, jaką
w wyobraźni chłopa otoczeni są przywódcy, sprawia, że często chłop wiąże z nimi najbardziej niedorzeczne
nadzieje i daje dostęp najbardziej czasem absurdalnym obawom. Jeśli nawet bowiem przywódcy kierują się
motywami zrozumiałymi dla chłopa, działają oprócz tego w nieograniczonym kręgu nie znanych mu

5

wyobrażenia o władzy zmieniają się bardzo powoli i te opisywane przez Znanieckiego
wciąż są rozpoznawalne obecnie, choć najczęściej u ludzi starszych.
Nasi słabiej wykształceni rozmówcy używając słowa władza zaskakująco szeroko
zakreślali jego pole semantyczne. Często pytani o władzę odpowiadali to ci tam we
Warszawie, albo jeszcze szerzej i mniej precyzyjnie no to ci bogaci, no. Jakkolwiek te
objaśnienia są niejasne, można dopatrzyć się w nich echa dawnych podziałów
organizujących życie na wsi, a przede wszystkim
rozmówcom władza kojarzyła się z wyższą sferą:

podziału stanowego. Naszym

władza to te wszystkie co som na

stanowiskach, a my to ino pionki. My tu daleko od Warszawy, to tak musimy robić jak uni
każą

-

twierdził

sześćdziesięcioletni

rolnik. Wtórowała

mu

sześćdziesięcioletnia

rencistka (rolniczka): władza to zawse musi być wyzsa jako my bidni ludzie. To ci co na
stanowisku. O jak ksiądz! On ttyz jest na stanowisku. No to juz jest wyzso, bo on sie na to
kształci. No tacy [ludzie władzy - A. M . Sz.] oni tez sie na to kształcili żeby cosi wiedzieli
jak trzeba rządzić. Ludzie władzy to elita, wyższa sfera, której życie obserwowane z
perspektywy mieszkańców wsi ma wiele cech dawnego życia pańskiego. Określenie oni
tam żyją po pańsku pojawiało się bardzo często. Wiele cech przypisywanych tym na
górze to przymioty, które Józef Chałasiński przypisuje inteligencji polskiej.
Góralskie wyobrażenia o ludziach władzy.
Ludzi władzy i mieszkańców wsi różni przede wszystkim wykształcenie, ogłada i
pieniądze. Ten na stanowisku to musi być wykształcony

-

twierdziła cytowana

rozmówczyni, inna, osiemdziesięcioletnia rolniczka, uzupełniała to musi być ktoś, kto
głowę ma na to, co sie orientuje w tej polityce, w tem wszystkiem. Bo my to nie, my som
za głupie na takie coś. Tam musą być ludzie wykształcone i mądrzejsze, nie takie jak my,
co tam dozo gadać. Władza to ludzie obyci, przygotowani do wyższych zadań: człowiek
nie obyty nie wykształcony,
wiedzieć

co powiedzieć

nie ma po co tam iść, on się musi umieć wypowiedzieć

i

[Kobieta lat 55]. Zwłaszcza kobiety w średnim wieku

podkreślały, że: musi się umieć odpowiednio zachować

w wielu sytuacjach, bo na

przykład poprzedni prezydent [Lech Wałęsa - A. M . Sz.] to nie umiał, a ten [Aleksander
Kwaśniewski - A. M . Sz.] to wręcz przeciwnie, zawsze zachowuje się Wizerunek

motywów i planów, dokładnie tak jak Pan Bóg. (...) Reprezentując nadprzyrodzony porządek, państwo jest
jednocześnie źródłem nieograniczonych możliwości (Thomas, Znaniecki 1976, s. 133)

6

człowieka z wyższej sfery uzupełnia postawa fajna, ubranie na nim, no i umiejętność na
tej mównicy [Mężczyzna lat 65].
Zdaniem naszych rozmówców pieniądze to podstawowy wyznacznik władzy.
Ludzie władzy są bogaci. Warto rozważyć wypowiedź czterdziestoletniego pracownika
firmy krawieckiej dotyczącą wprawdzie problemów finansowych, ale wiele mówiącą na
interesujący nas temat: Skąd oni biorą tą średnią krajową? Ja się pytam kto zarabia te
osiemnaście baniek?[1.800zł

- A. M . Sz.] No może posłowie tyle mają. Tu w Nowym

Targu to jak ktoś zarobi 8 baniek [800 zł - A. M . Sz.] to podskakuje ze szczęścia.
Warszawa ma lepiej, bo przy żłobie jest, nie!. Ostatnie zdanie sugeruje, że władza
„promieniuje"

pieniędzmi.

Kto jest bliżej

władzy

ma większe

szanse zarobić.

Potwierdzają to potoczne wyobrażenia o warszawiakach przyjeżdżających na Podhale na
letnisko czy na zimowisko. Mieszkając w Warszawie czyli w centrum są bardziej
zamożni, obyci, pewni siebie - opromienieni bliskością władzy. Sądzę, że czasownik
promieniować

prowadzi nas do ważnego aspektu wyobrażeń o władzy. Władza ma

swoje centrum - miejsca, gdzie jej atrybuty: stanowiska, obycie, pieniądze są najbardziej
skondensowane.

Z

tego

ośrodka

rozchodzą

się

koncentrycznymi

kręgami,

rozmywającymi się w miarę oddalania. Na wieś splendory władzy centralnej nie
docierają.
Dojście do władzy to niegodny wprawdzie, ale najszybszy sposób wzbogacenia
się. Władza

- wiadomo, to potem ułatwia

ludziom inne sprawy

- twierdziła

czterdziestoletnia właścicielka małego sklepu. To samo, choć bardziej poetycko
formułował siedemdziesięcioletni rolnik: trza tam blisko złobka siedziec i nabić do
kiesonka. Na pytanie: czemu ludzie starają się zdobyć władzę, sześćdziesięcioletnia
rencistka odpowiadała: Zeby było lepi cłowiekowi. No na pewno mu jest lepi. On jedzie
tam, on jedzie tu i nie musi płacić, bo jemu płacom.

No, chleba zawse więcej se na tym

dorobi. No jak Wałęsa był na chwile tem prezydentem. Jak się jego dzieciom powodzi? A
jak by był pracował to by im się się było na pewno tak nie powodziło.

Choćby krótka

styczność z władzą bardzo szybko owocuje poprawą kondycji finansowej całej rodziny.
Jest to aksjomat, podstawowy pewnik potocznej wiedzy o władzy. Wejście w sferę
władzy kładzie się blaskiem złotego na całej rodzinie. Nasi rozmówcy nie mają
rewolucyjnych poglądów uważają, że muszą być bogaci i biedni. Tak zawsze było, jest i

7

będzie. Ale pomału trzeba się bogacić, a nie w ciągu roku i już bogaty! - irytował się
starszy mężczyzna. Tu dochodzimy do sedna: bogactwo zdobyte ciężką, często
wielopokoleniowa pracą jest wysoko cenione przez naszych rozmówców. Pieniądze
szybko zdobyte poprzez dojście do władzy, podobnie jak poprzez udział w ciemnych,
interesach uważa się ze niegodne.
Tym, którzy są blisko żłobka władza objawia swą złocistą

stronę, zwykłym

ludziom jawi się przeciwnie, jako nienasycony poborca podatków: ten rząd to tak nam
daje w dupę, że nawet tego nie można określić

- narzekał na ciężary fiskalne

czterdziestoletni elektryk w 2000 r. Pięćdziesięcioletni stolarz formułował podobne
zarzuty tyle, że pod adresem sejmu: oni się tam zbierajo, codziennie siedzo tam no i
radzo, ażeby kogoś upieprzyć. No i zawsze tego robotnika, tego rolnika upieprzo! Siebie
przecież

nie upieprzo! Ucisk podatkowy zwykle opisywany był w emocjonalnych,

ostrych słowach, choć czasem, zwłaszcza młodsi, lepiej wykształceni

rozmówcy

przedstawiali go w długich wyliczeniach mających nam wykazać jak zbójeckie są
powinności, które trzeba płacić na rzecz państwa. Warto zauważyć, że w rozmowach o
fiskalizmie nasi rozmówcy zwykle posługiwali się terminem państwo, a nie władza.
Rozbuchany fiskalizm państwa nie jest w stanie nasycić Lewiatana, a ściślej
szalonych apetytów ludzi władzy. Formułowany przez Edwarda Shilsa (1994) postulat
samoograniczenia jako podstawowej cnoty obywatelskiej jest politykom zupełnie obcy.
Naszym rozmówcom trzęsły się ręce ze złości, gdy mówili o zarobkach ludzi władzy i o
wszelakich synekurach: Jak taki dyrektor w Krakowie zarabia 2 miliardy 700 milionów ,
to taki zwykły śmiertelnik nie zarobi do końca życia tego co on za miesiąc. To jak to może
być! Jeden i drugi ma taki sam żołądek! - krzyczał kowal na bazarze w Nowym Targu.
Wysokie podatki i opłaty na ZUS, fantastyczne zarobki ludzi władzy płacone z
pieniędzy podatnika budziły złość, ale prawdziwą nienawiść, często mieszającą się z
rozpaczą budziła wyprzedaż majątku narodowego: jak można sprzedać fabrykę czy dom
towarowy jednemu biznesmenowi, jak to było budowane przez cały naród? To przecież
nie jest jednej osoby, to przecież nie jest władzy. Teraz to nie wiadomo komu sprzedają, a
to było całego narodu - zaperzała się rencistka, w średnim wieku. Czem tu mają rządzić,
jak wszystko sprzedali? - pytał retorycznie pięćdziesięcioletni stolarz - a ile tam oni
piniędzy majom!!! Niech to diabeł jasny weźmie! Wyprzedaż majątku narodowego jest

8

najcięższym zarzutem wobec władzy. Często padały porównania do rozkradania państwa
przez zaborców, czy

do pobierania kontyngentów w czasie okupacji niemieckiej.

Władza, która nie tylko nie wywiązuje się z umowy, ale jeszcze kradnie i wyprzedaje
majątek narodowy działając ewidentnie na niekorzyść obywateli, a tak tę sytuację
opisywali nasi rozmówcy, jest podejrzewana o służenie obcym interesom. Jest to
najcięższy zarzut jaki można sformułować. Emocjonalne wypowiedzi oni obcym
interesom służą! Nie o Polskę dbają!, porównania do okupacyjnych kolaborantów
sugerują oskarżanie władzy o zdradę. Ludzie władzy działając gospodarczo na szkodę
Polski dopuszczają się zdrady wobec społeczeństwa. Ten proceder politycy ukrywają pod
fasadą kłamliwych słów.
Hipokryzja władzy budzi w naszych rozmówcach największą furię. Zapewnienia
parlamentarzystów o służeniu dobru społecznemu odbierane jako okrutny fałsz. Głosów
pełnych oburzenia i złości zanotowaliśmy wiele. Wyjątkowo kwiecista była wypowiedź
siedemdziesięciolatki, która mówiła o sobie: ja mam dwie klasy i żem zrobiła w Ameryce
obywatelstwo i wszystkie dzieci, żem wypchała i wszystkich wnuków. Ja sześcioro dzieci
miała i wszystko żem wypchała, bo co tu biedaki mieli robić. A pisać i cytać nie umim. Ta
niepiśmienna gaździna o władzy mówiła w ten sposób: A żeby ślak ich wszystkich trafił!
Po co to fałszystwo?! My proste, biedne ludzie, skoły nie mamy, a w ten telewizor teraz
troszkę popatrzymy i to widzimy, że tam chamstwo, cygaństwo jest! Bedom sie kochać,
kiedy bedom chcieć. Fałszywe takie! Cymu jeden drugiemu tak dokuca?! Cymu ich tam
taka kupa?! W Ameryce to ich jest dziesięciu, a nie dziewięciuset

dziewięćdziesiąt

dziewięć. Uni uceni!!! A dać im łopate niech idom rowy kopać! W państwie
nauczycielom mało pensji nie płacom, pielęgniarkom

bieda,

tyz, a łoni majom! Łoni majom!

Jeno siedzo i sie obyczajo! Po co ten fałsz?! (...) A cygaństwo jak sie widzi to az śkoda
patseć na to. Ja to w swoim głupim rozumie rozumiem i jak widze posła to bym tak
napluła w ocy. Jakoś to oni skromniej powinni! A nie żeby im brzuchy rozsły a my ze
karkami zgiętymi!!

Obłuda i zakłamanie władzy przemawiającej z telewizora budzą

straszne rozgoryczenie. Słowa parlamentarzystów o uchwalaniu uchwał i podejmowaniu
działań dla dobra społecznego zderzone z aferami, przekrętami,

informacjami o

zarobkach płynącymi z tego samego ekranu odbierane są jako kłamstwo niezmiernie
irytujące.

Powodem

złości jest

fakt,

że kłamstwa

władzy unicestwiają

realną

9

rzeczywistość. Wobec zastępowania doświadczanej rzeczywistości przez wykreowaną
fikcję nasi rozmówcy czują się zupełnie bezradni. Mamy tu jak sadzę do czynienia z
simulacrum, o którym Jean Baudrillard (1998) pisał, że znosi rzeczywistość. Oficjalny
dyskurs polityczny kreuje nierzeczywistość, zastępując nią doświadczaną przez naszych
rozmówców realność. W ten sposób ich prawda nie ma szans zaistnienia, znika podobnie
jak przeżywana przez ludzi codzienność. To budzi irytację, choć jak powiedział jeden z
naszych rozmówców do mijania się rzeczywistości z fikcją kreowaną przez polityków
zdążyli przyzwyczaić już w latach PRL-u.
Na koniec warto zapytać o to, jak to się dzieje, że zwykli ludzie, w tym także
pochodzący ze wsi stają się ludźmi władzy? Targowi sprzedawcy mieli na ten temat jasną
odpowiedź: Nie ma człowieka, który idzie do władzy żeby zachował swoje...[cechy - A.
M . Sz.] traci wtedy swoją tożsamość, traci honor, wiele, wiele traci. Idzie tak jak koń z
klapkami na oczach, on rządzi i wszystko. Nie ma człowieka u władzy, żeby cos nie
przeskrobał

- twierdził pięćdziesięcioletni mężczyzna. Ten pogląd podzielało wielu

naszych rozmówców. Władza zmienia ludzi. Wstępując do tego środowiska nawet
porządny człowiek przechodzi przemianę i nabiera cech negatywnych: staje się kimś
„wyższym", bogatym i zaczyna się interesować wyłącznie własnym dobrobytem. Należy
do sfery, na którą, jak twierdzili wszyscy nasi rozmówcy, zwykły człowiek nie ma
żadnego wpływu, co znów przypomina wnioski Znanieckiego.
Góralskie wyobrażenia o „dobrej władzy".
Nasze rozmowy w ogromnej mierze wypełniały narzekania, żeby nie powiedzieć
pomstowania na władzę czy polityków. Próbowaliśmy odnaleźć jakieś pozytywne oceny
lub jakiś idealny wzorzec zadając pytanie o dobrą władzę. Zwykle

uzyskiwaliśmy

odpowiedzi odwołujące się do wartości: uczciwy powinien być. Ten kto sprawuje władzę
powinien być uczciwy [Kobieta lat 55]. Słowo uczciwy padało najczęściej, streszczając
wszelkie etyczne wymagania wobec kandydata do władzy. Nieco mniej popularne, ale
dobrze uzupełniające poprzedni termin, było określenie sumienny: byle oni sumiennie
rządzili [Kobieta lat 60] lub powinien być solidny, sumienny i nie myśleć tylko o sobie,
ino o wszystkich [Kobieta lat 55]. Określenie sumienny i uczciwy jest używane w
znacznym stopniu wymiennie - chodzi o to, aby człowiek władzy żył zgodnie z

10

sumieniem ukształtowanym przez dekalog i miłość bliźniego. Wszystkie postulaty tego
typu kończą się stwierdzeniem, że obecnie jest dokładnie na odwrót.
Gdy zadawaliśmy pytanie o dobrą władzę wielu rozmówców porównywało ją do
służby:

Władza

służyć

powinna

Polakom,

społeczeństwu,

każdemu

człowiekowi

[Mężczyzna lat 50]. Jak się przekonaliśmy władza rozumiana w kategoriach służby
stanowiła idealny wzór wszelkiej władzy. Ten ideał wcielał, zdaniem górali, tylko jeden
człowiek - papież Jan Paweł I I : władza nie powinna być władzom, tylko po prostu służyć,
tak jak papież, nasz Ojciec Święty. On jest autorytetem, oni powinni się od niego uczyć.
On niby rządzi całym światem, ale służy - objaśniała pięćdziesięcioletnia kobieta. Takie
rozumienie władzy niewątpliwie zostało ukształtowane na gruncie chrześcijaństwa.
Postać Jana Pawła I I jest niezwykle istotna dla zrozumienia góralskich wyobrażeń
o władzy. Nasi rozmówcy, zwłaszcza ci wychowani w czasach PRL, bardzo ostro
rozdzielali sfery polityki i religii, charakteryzując tę pierwszą jako sferę brudną, drugą
zaś jako wzniosłą (Lubańska 2005). W przypadku Jana Pawła I I ten podział jest
nieistotny, Ojciec Święty jest ponad nim: papież całą tą politykę utrzymuje, bo on jest
podstawą tej polityki, (...) nie chce wojny, nie chce robić zła, chce jak najlepiej, zawsze
czyni dobrze - podkreślał sześćdziesięcioletni mężczyzna. Polityczna rola Ojca Świętego
jest podkreślana we wszystkich wypowiedziach, podobnie jak w rozmowie taksówkarzy
w Nowym Targu: proszę Panią, wojnę przekroczył Papież, Reagan i Gorbaczow. Tych
trzech ludzi załatwiło to i dalej tę politykę formują. My bez Papieża to byśmy już 18
republiką

byli dawno! Rolnik, emeryt uzupełniał: on był tą iskrą, która

rozpaliła

wszystko, a wielu naszych rozmówców mówiło po prostu: on komunizm obalił.
Zaskakujące, ale w osobie Jana Pawła I I polityka nie tylko nie jest przeciwieństwem
religii czy moralności przeciwnie, zdaniem górali on potrafił wnieść do brudnej polityki
dobro, przemieniając ją tym samym w sferę, nadal obcą i odległą dla zwykłego
człowieka, ale nie diaboliczną. Według naszych rozmówców stało się tak dlatego, że
Papież wniósł ewangeliczne wartości do świata polityki: Ojciec święty pokazuje jak
wyciąga rękę do każdego. Miał spotkania ekumeniczne nawet z żydami. No najgorzej mu
idzie z prawosławiem,

ale do każdego wyciąga rękę - mówiła pięśdziesięcioletnia kobieta

- i ta jego tolerancja! To jest podstawowa rzecz! Papież przeprasza, on do każdego
wyciąga rękę! Starsza gaździna uzupełniała: Ojciec Święty powiedzioł:

on psyjmuje i

11

żydów i muzułmanów i każdego szanuje i powinno się tolerować każdego cłowieka: cy to
katolik, cy to zyd, cy cygon. Młodsza kobieta, dawniej należąca do PZPR dodawała:
Ojciec Święty pokazuje jak być tolerancyjnym w stosunku do tych, którzy wierzą w co
innego niż my. O tolerancję mu chodzi i o pokój. Władza sprawowana w myśl zasad
chrześcijańskich uległa przemienieniu. Stało się to za sprawą siły duchowej Jana Pawła
I I , którą nasi rozmówcy uważali za tak wielką, że zdolną przemieniać ludzi i narody: on
był ta iskrą potrzebną w narodzie, żeby się ludzie obudzili, żeby uwierzyli po prostu w to,
że pewne rzeczy są możliwe. Ludzie stali się dużo odważniejsi, takiej otuchy nabrali, bo w
ten cas był jesce taki ustrój komunistyczny i to tak różnie było, po prostu my tacy byli
zniewoleni, ze nic nie wolno było mówić, nic tego... i po prostu ludzie takiej otuchy
nabrali - tak objaśniała studentom fenomen oddziaływania Ojca Świętego staruszka,
która ukończyła 2 klasy (rolniczka).
Jej wypowiedź dobrze charakteryzuje stosunek górali do Papieża: No to my tu w
Ludźmierzu Papieża bardzo szanujemy, bo jesce jak był biskupem w Krakowie, to cęsto
psyjezdzoł do Ludźmierza, przeważnie na odpusty. No to sie go widziało, i wiedzieli my ze
to ten i jak go wybrali na papieża to kazdy był zadowolony, że to taki, co my go znamy,
nie! Dalszy ciąg jej wypowiedzi dotyczy zdarzenia istotnego dla rozważań na temat
władzy: I jesce takie zdazenie było, ze jak było koronacjo tej Matki Boskiej

Ludźmierskiej

w 1963, to te figurę jak podnosili, to jakoś im się pochyliła i berło jej wypadło z rąk i on
to chwycił, żeby nie upadło na ziemię. Chwycił to berło! I zaraz śmiali sie z niego księża i
biskupi śmiali się z niego, że wróży mu sie jakaś władza i potem było właśnie ta władzo!
Opowieść o pochwyconym berle słyszeliśmy od wielu osób. Ludzie opowiadali nam ją
wielokrotnie, abyśmy zrozumieli że, władza Ojca Świętego pochodziła od Boga.
Opisywane zdarzenie interpretowali jako znak z nieba, rodzaj objawienia woli bożej,
element planu bożego wcześniej wiadomy i zakomunikowany wybranym (góralom
oczywiście). Odwołując się do sakralnego pochodzenia władzy, o którym pisał zarówno
Mircea Eliade (1988), Jean Paul Roux (1998) jak i inni autorzy sądzę, że można pokusić
się o przeciwstawienie władzy pochodzenia boskiego i ustanowionej przez ludzi.
Reprezentanci wybierani przez elektorat i na mocy umowy społecznej oddelegowani do
decydowania w ich imieniu, mają wszystkie ludzkie przywary: samolubność, skłonność
do prywaty, nepotyzmu itp. Inaczej z władzą z boskiego nadania, którą Bóg ustanawia i

12

wzmacnia swą siłą, która pozwala wybrańcowi przemieniać duchowo całe narody.
Dlatego ten rodzaj władzy stanowi niedościgły wzór dla władzy ludzkiej. Ucieleśniający
go Jan Paweł I I o oczach górali ma wszelkie cechy „bożego pomazańca" - jest wybrany
przez boga, jest pośrednikiem pomiędzy światem ludzi i sferą sacrum: w obliczu
Najwyższego uosabia rodzaj ludzki wstawiając się za nim, na ludzi oddziałuje mocą,
której źródło jest ponad naturalne.
Portret z negatywu.
Próbując z tych rozważań odtworzyć obraz własny naszych

rozmówców

zacznijmy od porównań, którymi się posługiwali. Postaci gazdy, bacy, pasterza to jak
pisze Sherry Ortner metafory źródłowe, o których można powiedzieć, że są jednym z
rodzajów symbolu kardynalnego, który bywa symbolem służącym do

porządkowania

doświadczenia

i uchwycenia go w kategoriach danej kultury, symbolem, który pomaga

nam wymyślić

w jaki sposób owo doświadczenie

tworzy całość (Ortner 2003, s. 110).

Jaki obraz własny ujawnia się w tak znaczącej metaforze? Jak już sugerowałam pierwsze
skojarzenie to inwentarz w gospodarstwie, owce, które trzeba pilnować, karmić, poić.
Jest też możliwa mniej deprecjonująca interpretacja: społeczeństwo to juhasi, członkowie
rodziny gospodarza, słowem ludzie, którzy wespół z nim wypracowują dobrobyt, a od
niego oczekują zorganizowania pracy tak, żeby była jak najbardziej efektywna. Pierwsza
interpretacja nie zakłada podmiotowości. W drugim ujęciu Polacy, a w każdym razie
górale, postrzegają się jako samodzielne podmioty, wymagające jedynie pokierowania.
Jeżeli od władzy oczekują przede wszystkim dobrego organizowania gospodarki oznacza
to, że uważają, iż sami odnajdą się w rzeczywistości rynkowej, o ile prawo, które
reguluje tę sferę będzie sprzyjające i przejrzyste.
Porównanie władzy do stanowczego pasterza niesfornych owiec wprowadza
ważny element autoportretu polskiego społeczeństwa. Oczywiście uzasadnia potrzebę
silnej władzy,

ale przede

wszystkim niesie informację

o samoocenie

naszych

rozmówców, którzy uważają, że Polacy są niesubordynowani, mają kłopoty z samo
organizacją i współdziałaniem. Są społeczeństwem zatomizowanym, które jednoczy się
w obliczu silnej władzy.
Czy zatem idea działania dla wspólnego dobra jest im obca? Przeczą temu bardzo
emocjonalne

i liczne wypowiedzi na temat rozkradania i wyprzedaży

majątku

13

narodowego. Wiele z nich zawierało argumenty, że przecież był to majątek wypracowany
przez społeczeństwo. Można się zastanawiać, na ile jest to wynik oddziaływania
socjalistycznych idei upowszechnianych przez radiowęzeł w kombinacie „Podhale".
Warto jednak przypomnieć, że górale mają wyjątkowo zakorzenione poczucie własności.
Nigdy nie odebrano im ziemi, nie powstały na Podhalu PGR-y. Może to być zatem
poczucie więzi i współ wytwarzania czegoś, co nie jest majątkiem konkretnego
właściciela, ale wspólnoty narodowej. Z tego wynika, że nasi rozmówcy zakładają
istnienie takiej wspólnoty, że czują się składową narodu, wspólnoty, którą Benedict
Anderson nazywa wyobrażoną (1997). Jak górale wyobrażają sobie naród, to temat do
zbadania, tutaj chciałam jedynie złagodzić indywidualistyczną wizję społeczeństwa, jaką
zawiera się w metaforze niesfornych owiec.
Władza

oprócz

funkcji

organizacyjnych powinna zapewniać obywatelom

bezpieczeństwo - ten postulat jest chyba najstarszym i najbardziej uniwersalnie
formułowanym oczekiwaniem wobec wszelkiej władzy i trudno się dziwić, że wciąż jest
aktualny.

Tymczasem ludzie czują

się zagrożeni,

bezradni wobec

narastającej

przestępczości, zwłaszcza zorganizowanej. Porównanie z latami PRL jeszcze pogłębia to
wrażenie. Całkiem niedawno było na ulicach dużo bezpieczniej. Po przełomie 1989 r
przestępczość bardzo wzrosła, a przede wszystkim znacznie nasiliło się zainteresowanie
mediów. Efektem jest społeczne odczucie gwałtownego spadku bezpieczeństwa.
Nasi rozmówcy czują się również zagrożeni gospodarczo - zmieniające się
przepisy i obciążenia fiskalne powodują, że nikt nie jest pewny jak długo jego mała
wytwórnia, zakład usługowy, stragan czy gospodarstwo będzie rentowne. Gdy państwo
zmieni przepisy, podniesie VAT, opłaty na ZUS drobny przedsiębiorca splajtuje i zwolni
pracowników. W efekcie nikt nie jest pewien jutra, wszyscy obawiają się utraty pracy i
narzekają na bardzo słabe zarobki u „prywaciarza", który obciążony świadczeniami na
rzecz państwa, nie chce lepiej płacić pracownikom. Większość z nich porównując obecną
sytuację z czasami PRL-u z nostalgią wspomina komfort, jakim była stała pensja
przynajmniej jednego z członków rodziny pracującego w kombinacie obuwniczym
2

„Podhale" . Warto podkreślić, że górale w stopniu większym niż mieszkańcy innych

2

Kombinat przemysłu obuwniczego "Podhale" zbudowano w Nowym Targu w 1957 r. W okresie
największego rozkwitu, w l. 70., zatrudniał do 10.000 pracowników. Został zlikwidowany w 1990r.

14

regionów, byli od pokoleń przyzwyczajeni do tego, że dochód z górskiego gospodarstwa
nie wystarcza na wyżywienie rodziny i trzeba szukać zarobku w rzemiośle lub w pracy za
granicą.

Mimo, że niepewność jutra nie jest dla nich niczym nowym, po latach

zatrudnienia w państwowych zakładach zapewniających stabilność zarobków, obecna
sytuacja jawi się jako niepewna. Poczucie niepewności i niestabilności gospodarczej
dominuje w wypowiedziach.
Wiele o lokalnym autoportrecie mówią opowieści o ludziach władzy, o tym kto
może zostać politykiem, jakie cechy predestynują do władzy itp.

Nasi rozmówcy

uważają się za radykalnie różnych od polityków. Polityk to człowiek wykształcony,
obyty, bogaty przywykły do dobrobytu i lekkiej a dochodowej pracy. Ludzie, z którymi
rozmawialiśmy - przeciwnie - czują się nieznaczącymi pionkami. Mówią o sobie my
bidne ludzie lub my - prosty naród. To poczucie niskiej wartości uzasadniają brakiem
edukacji, ogłady, a przede wszystkim biedą. Uważają, że za ciężką pracę są słabo
wynagradzani i choćby się zapracowali, nie są w stanie zarobić tyle, by żyć godnie.
Zwłaszcza starsi ludzie uważają, że przyszło im żyć z karkami zgiętymi. Młodsi są
bardziej konkretni i szukają przyczyn tego, że w Polsce człowiek pracujący fizycznie nie
może się dorobić, a w USA czy Niemczech - tak. Za tą poniżającą dla nich sytuację
obwiniają fiskalizm państwowy i złe zarządzanie gospodarką. Pod tym określeniem
mieszczą się wszystkie afery gospodarcze, nieuczciwości związane z likwidacją i
prywatyzacją przedsiębiorstw oraz wyprzedaż majątku narodowego. Są to sprawy bardzo
bulwersujące, nasi rozmówcy czują się wobec nich bezsilni. Pracują, ale zyski z ich pracy
czerpią inni. W efekcie trudno mówić o poczuciu własnej wartości, gdy walczą o
utrzymanie siebie i swoich rodzin. Jedyne co im pozostaje to przekonanie o tym, że w
porównaniu do polityków są bardziej uczciwi,

sumienni, etyczni. Porównanie z

politykami pod kątem wygody życia i dostatku wypada zdecydowanie na niekorzyść
naszych rozmówców, rekompensatą za to jest korzystne dla ciężko pracujących ludzi
porównanie pod względem moralnym.
Wyrzucanie ludziom władzy prywaty, nieuczciwości, zakłamania wiele mówi o
wiejskim systemie wartości, w którym uczciwa praca jest jedną z najwyższych wartości.
Ciężka, codzienna praca, powolne dorabianie się, bogacenie przez pokolenia są
przeciwstawiane obecnym karierom, kiedy to majątek zbijany jest w kilka lat. Czerpanie

15

korzyści dawniej z przynależności do PZPR, a obecnie z uczestnictwa w polityce lokalnej
czy centralnej jest negatywnie wartościowane. Jak wynika z naszych badań: polityka to
nie jest uczciwa praca (Rozmowy...2005). Podkreślają to również wypowiedzi dotyczące
przemiany moralnej człowieka, który wchodzi w sferę władzy - gdzieś gubi się jego
kręgosłup moralny i zrozumienie dla problemów sąsiadów. Dla naszych rozmówców
wartością jest sumienna praca, działalność polityków uważają za dorobkiewiczostwo.
Co wynika z kreślonego przez

górali wzorca idealnego? Ideał władzy

formułowany w kategoriach służby zakłada podmiotowość tego, komu ta władza służy.
Idea służby jest swego rodzaju dowartościowaniem owego podmiotu. Zmienia to
diametralnie istniejącą sytuację, w której nasi rozmówcy czują się pionkami. W modelu
idealnym następuje odwrócenie: to oni są godnym poszanowania podmiotem, wobec
którego władza pełni funkcje służebne. Takie ujęcie pokazuje silną tęsknotę za
poszanowaniem, dostrzeżeniem, zaistnieniem w sferze publicznej. Władza, która służy
człowiekowi dostrzega jego problemy i dąży do tego, aby je rozwiązać. W takim ujęciu
ludzie, również niewykształceni, są znaczący. Zważywszy, że mówimy tu o sytuacji
pożądanej, a nie realizowanej, można wnosić, że nasi rozmówcy czują się nieistotni,
lekceważeni, odsunięci o wpływu, a często poniżeni.
Wielka irytacja jaką budzą zapewnienia ludzi władzy, o tym, że służą dobru
społecznemu wynika z tego, że prawda jest inna, zdaniem naszych rozmówców.
Publiczne wypowiedzi polityków o poszanowaniu wyborców i działaniu dla ich dobra,
unicestwiają rzeczywistość zastępując ją sielankowa wizją. To budzi w naszych
rozmówcach wielkie rozgoryczenie. Media dopuszczają do głosu polityków, głos ludzi
niewykształconych jest niesłyszalny. Ich prawda o rzeczywistości nie ma, jak uważają,
możliwości zaistnienia. Jest wyparta z dyskursu publicznego i zastąpiona obłudnymi
deklaracjami. To wzmaga jeszcze poczucie odsunięcia i tego, że dla polityków nasi
rozmówcy stanowią masę, łatwo poddająca się manipulacji.
Co objawiają wypowiedzi dotyczące Jana Pawła II? Niewątpliwie ujawniają
marzenia o władzy etycznej, zainteresowanej człowiekiem, akceptującej każdego, nawet
prostych ludzi; władzy, która ich szanuje na tyle, że chce im służyć. Te marzenia
powstają na gruncie przekonania, że w rzeczywistości jest odwrotnie. Wyrastają z
poczucia nieposzanowania, okpienia, lekceważenia bidnych ludzi, którzy są pionkami.

16

Oczywiście

nie

dotyczy to

całego

społeczeństwa,

ale prostego

narodu

ludzi

niewykształconych, pracujących fizycznie, mieszkających z dala od centrum władzy i
bogactwa.
Wypowiedzi naszych rozmówców dowodziły, że podział na Polskę „pańską" i
„chłopską" jest wciąż aktualny. Józef Burszta wywodzi go ze średniowiecznego
porządku społecznego, pokazuje jak umacniał się w czasach renesansu, racjonalizował w
dobie oświecenia, nabierał emocjonalnego
młodopolskim. O dwudziestoleciu

zabarwienia w okresie romantyzmu i

międzywojennym pisze, że wówczas podział był

doświadczany w kategoriach kultury chłopskiej i

szlachecko-inteligenckiej (1985, s.

274). Józef Chałasiński podobnie charakteryzuje go w latach pięćdziesiątych, kiedy
przybiera postać opozycji kultura chłopska - kultura inteligencka. Burszta pisze o jego
aktualności w latach

osiemdziesiątych. Najnowsze wcielenie tego przeciwstawienia

Izabella Bukraba Rylska (2005) nazywa dyskursem miejsko-inteligenckim i wiejsko
plebejskim.
Podsumowując, warto zauważyć, że kreślony przez górali autoportret zakłada
bardzo głęboki podział społeczny, wywodzący się jeszcze z czasów społeczeństwa
stanowego, a jak widać wciąż aktualny pomimo zmian prawnych włączających warstwę
ludową do grona obywateli współdecydujących o losach Polski. Czym charakteryzuje się
prosty naród

przeciwstawiany tym, którzy żyją po pańsku?

skupieniem na sprawach gospodarczych,
zapewnić utrzymanie rodziny

Przede wszystkim

na pracy, pozwalającej odegnać biedę i

(Stomma 1986, Kroh 2002). Sprawy gospodarcze są

zawsze priorytetowe, a polityka interesuje ich o tyle, o ile ma wpływ na gospodarkę
(Rozmowy...2005). Dlatego najistotniejsze są te wartości, które łączą się z pracą uczciwość i sumienność.

Stanowiąca zasadniczą większość społeczeństwa grupa ludzi

słabiej wykształconych ma poczucie odsunięcia. Ich cele, dążenia, wyznawane wartości
nie przebijają się do dyskursu publicznego. Medialne debaty w małym stopniu dotyczą
optymalizacji rozwiązań gospodarczych,

skupiają się na sprawach politycznych, o

których nasi rozmówcy mówili, że są fanaberią

dla bogatych, co nie muszą

ciężko

pracować.
Bibliografia:
Anderson B.

17

1997

Wspólnoty wyobrażone, tłum. S. Asmsterdamski, Kraków.

Baudrillard J.
1998

Procesja symulakrów, w: Postmodernizm,

red.

J. Nycz,

tłum.

T.

Komendant, Kraków, s. 175-189.
Bukraba-Rylska I .
2005

Na temat wsi i socjologii wsi (pomiędzy dyskursem wiejsko-plebejskim a

miejsko inteligenckim),Warszawa.
Burszta J.
1982

Osobowość chłopa polskiego u progu niepodległości jako wynik przemian

agrarnych i społeczno-ekonomicznych, w: Dzieje szkolnictwa i oświaty na wsi polskiej,
red. S. Michalski, t. I, Warszawa.
1985

Chłopskie źródła kultury, Warszawa.

Chałasiński J
1997

Przeszłość i przyszłość inteligencji polskiej, Warszawa.

Eliade M .
1988

Historia wierzeń i idei religijnych, t. 1, tłum. S. Tokarski, Warszawa

1994

Historia wierzeń i idei religijnych, t. 2, tłum. S. Tokarski, Warszawa

Goff Le J.
2002

Kultura średniowiecznej Europy, tłum. H. Szumańska-Grossowa, Gdańsk,

Warszawa.
Lubańska M .
2005

Religia i polityka. Ich wzajemne relacje w powiecie nowotarskim, w:

Rozmowy z góralami o polityce, red. A. Malewska-Szałygin, Warszawa, s. 125-140.
Ortner Sh. B.
2003

O

symbolach kardynalnych, w:

Badanie

kultury. Elementy

teorii

antropologicznej, tłum E. Klekot, Warszawa, s. 106-116.
Rozmowy...
2005

Rozmowy z góralami o polityce, red. A. Malewska-Szałygin, Warszawa.

18

Roux J. P.
1998

Król. Mity i symbole, tłum. K. Marczewska Warszawa.

Schils E,
1994

Co to jest społeczeństwo obywatelskie?, w: Europa

i

społeczeństwo

obywatelskie. Rozmowy w Castel Gandolfo, red. K. Michalski, tłum. D. Lachowska,
Kraków.
Stomma L.
1986

Antropologia kultury wsi polskiej XIX w, Warszawa

Thomas W. I . , Znaniecki F.
1976

Chłop polski w Europie i Ameryce, tłum. M . Metelska, Warszawa.

19

Cytat

Malewska-Szałygin, Anna, “Rozmowy o polityce na targowisku / Kultura polityczna Polaków,” Cyfrowa Etnografia, Dostęp 6 października 2022, https://cyfrowaetnografia.pl/items/show/11454.

Formaty wyjściowe