Badacz osobny / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2004 t.58 z.3-4

Dublin Core

Tytuł

Badacz osobny / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2004 t.58 z.3-4

Temat

Olędzki, Jacek (1933-2004)

Opis

Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2004 t.58 z.3-4 ; s.245-248

Twórca

Mróz, Lech

Wydawca

Instytut Sztuki PAN

Data

2004

Prawa

Licencja PIA

Relacja

oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5438

Format

application/pdf

Język

pol

Identyfikator

oai:cyfrowaetnografia.pl:5056

PDF Text

Text

est jedną z najbardziej znaczących, oryginalnych
postaci powojennej ~tnologii. p~lskiej - naj~ardziej
twórczych i pracowttych. Nte Jestem pewten, czy
Jacek Olędzki kiedykolwiek spędzał urlop w sposób,
jaki zwykle kojarzy się z tym pojęciem -jako odpoczynek, oddalenie od pracy. Obserwacja, zastanawianie
się dlaczego coś jest takie, a nie inne i co znaczy - towarzyszyły mu chyba zawsze. Nieomal do samego koń­
ca, do śmierci, czytał, robił notatki, przygotowywał
szkic kolejnego tekstu. Był pierwszym, który podjął tak
wiele tematów, wcześniej w ogóle nie badanych lub
tylko marginalnie.
Charakterystyczne dla jego osobowości jest też, że
nie używał nieomal słów typowych dla języka naukowego- zawodowego żargonu, mądrze brzmiących, napuszonych zwrotów, które niejednokrotnie miały być
oznaką kompetencji naukowej autora. Pisał bardzo
prosto, zaś kompetencje widoczne były poprzez materiał, jaki prezentował i oryginalność analizy. Nieomal
nie odwoływał się do języka filozofii i nie zajmowały go
problemy filozofii, ale pytania, które go intrygowały
i na które szukał odpowiedzi, były pytaniami z zakresu
filozofii, choć odpowiedzi na nie szukał w rozmowie
z mieszkańcami wsi polskich, afrykańskich, czy mongolskich koczowisk.
Był umysłem niezwykłym, stale stawiającym pytania. Przez to często także denerwującym w kontaktach
z innymi osobami. Pytanie: "dlaczego?"- kierowane do
osób z bliskiego kręgu, niejednokrotnie konfudowało
albo złościło, było bowiem często stawiane w sposób taki, jak pyta wymagający nauczyciel leniwego lub niezbyt rozgarniętego ucznia. Niewątpliwie czasami zadawał je w sposób prowokacyjny, gdy znał już odpowiedź,.
Dlatego zapewne zmieniało się dość często grono osób
zafascynowanych jego osobowością. Wielu nie czuło
się zbyt dobrze w roli mało pojętnego rozmówcy.
Kiedyś, w latach 70, spotkała się u mnie grupka
naszych wspólnych przyjaciół. Był i Jacek. Prawie natychmiast po przyjściu zaczął przyglądać się starej rzeź­
bie ludowej, przedstawiającej Chrystusa Frasobliwego.
A potem zamiast miłej towarzyskiej rozmowy, padało
zadawane to denerwujące pytanie: "dlaczego?". Dlaczego głowa tego Chrystusa jest uniesiona ku górze,
podczas gdy zawsze w wyobrażeniach, nie tylko ludowych, skierowana jest ku dołowi. Próbował zrozumieć
dlaczego tak została przedstawiona postać, czy jest to
świadomy zamysł twórcy, czy też przypadek wynikają­
cy z cech materiału, lub niedoskonałości warsztatowej.
To bardzo charakterystyczna sytuacja dla osobowości
i umysłowości Jacka Olędzkiego.
Był osobą szczególnie wrażliwą na kształt, na formę, ale jako wyraz zamkniętej z niej treści. Potrafił
przy tym doskonale - fotografując, realizując zapis filmowy - wydobyć to, co istotne, wyeliminować to, co
zbędne; niepokój tła, elementy rozpraszające, potrafił
z fotografii dokumentującej jakieś zjawisko, zrobić fotografię artystyczną. Nikt chyba z polskich badaczy nie

J

LECH MRÓZ

Badacz osobny

potrafił tego dokonać w takim, lub choćby zbliżonym
stopniu i na takim poziomie. Jego fotografie intrygują,
zwracają uwagę- przekonać się łatwo sięgając do publikacji Jacka. Inni niekiedy próbowali je naśladować,
fotografując taki sam motyw. Ale efektem była zwyczajna fotografia, jakich dziesiątki można widzieć
w publikacjach etnologów, obrazek dołączony jako ilustracja publikowanego tekstu.
Wieś polska lat 50. i 60. zmieniała się szybko. Odchodzili starsi ludzie, których wiedza, sposób widzenia
świata i postrzeganie otoczenia ulegały zapomnieniu,
nie przekazywane następnym pokoleniom, eliminowane wpływem miasta, edukacją, ucieczką młodzieży ze
wsi. Wtedy właśnie Jacek prowadził badania na Kurpiach i Podlasiu. Nikt później nie potrafił tak interesująco pokazać tego tradycyjnego stosunku do przyrody,
pokazać kryteria estetyki mieszkańców wsi kurpiowskich czy podlaskich. Do dzisiaj - mimo tak znaczące­
go przyrostu literatury- teksty te znajdują się w zestawie ważnej literatury dla studentów etnologii. Jeżeli
prześledzić bibliografię publikacji Jacka Olędzkiego,
zamieszczonych w "Polskiej Sztuce Ludowej", a potem
w: "Konteksty. Polska Sztuka Ludowa", łatwo przekonać się, jak bardzo oryginalny był w swoich pracach
i podejmowanych tematach.
Wiosną 1960 rozpoczął realizację kolejnego swojego filmu. Jego tematem były ludowe przedstawienia
Chrystusa Frasobliwego. Byłem wówczas na pierwszym
roku studiów i wespół z kolegą z roku zgłosiliśmy się do
pomocy. Niestety nie ma tego filmu. Rezultaty wielodniowej pracy Jacka uległy zniszczeniu w trakcie wywoływania. Nie wiem jak do tego doszło, ale ten niezwykły zapis filmowy nie istnieje. Jako początkujący
etnograf mogłem obserwować sposób pracy Jacka. Widzieć, w jaki sposób przygląda się przedmiotowi, jak
analizuje formę, chcąc dotrzeć do zawartej w niej treści i do osobowości twórcy. Jak posługuje się światłem,
wydobywając to czego nie dostrzega się nawet przy
uważnym oglądzie . Możliwość towarzyszenia tamtej
realizacji, podglądania jego sposobu pracy i fotografowania dały mi ogromnie dużo, pamiętam tę ważną lekcję do dziś. Jego publikacje o twórcach i ich dziełach,
o artystach ludowych i naiwnych, są przykładem
i efektem tego borykania się Jacka z tematami, które
go intrygowały.

Jeżeli przeprowadzał badania terenowe według klasycznego kwestionariusza, to musiało to być bardzo
dawno. Jego wczesne publikacje zdają się jeszcze o rym
świadczyć. Bowiem sposobem pracy doszedł dawno do
tego, co dzisiaj jest już oczywistością. Jego praca- wła­
ściwie nie używał terminu: "badania" - to były długie
rozmowy o wielu wątkach, tak jak zwykle wielowątko­
wa jest rozmowa z kimś znanym sobie, z osobą, z którą wymieniamy poglądy, rozmawiamy, a nie tylko zarzucamy ją pytaniami, na które chcielibyśmy otrzymać
syntetyczną, zwartą odpowiedź. Tak często jednak
sprowadzającą się do niespójnych, zdawkowych wypowiedzi, wynikających z chęci szybkiego pozbycia się
natrętnego badacza. Tę sztukę rozmowy doskonalił Jacek, jak sądzę, latami. Nie wiem na ile był to proces
planowany, przemyślany dokładnie, a na ile intuicyjny,
jak akt twórczy. Sądzę, że jego książka habilitacyjna
Murzynowo. Znaki istnienia i tożsamości kulturalnej
mieszkańców wioski nadwiślańskiej XVIII-XX w. (Warszawa 1991), jest najpełniejszym wyrazem takiego sposobu pracy.
Było kilka wyraźnie zaznaczonych, czy zauważal­
nych poprzez publikacje, okresów życia i twórczości
Jacka Olędzkiego. Najpierw okres zainteresowań sztuką oraz estetycznymi i duchowymi potrzebami mieszkańców Podlasia i Kurpiowszczyzny - formami i postaciami realizacji tych potrzeb. Nie ograniczał się do
tych jedynie obszarów geograficznych i tej tak rozległej tematyki. Uczestniczył w badaniach nad pasterstwem górskim, realizowanych przez zespół pracowników ówczesnego (pierwszej połowy lat 60) Zakładu
Etnografii Instytutu Historii Kultury Materialnej
PAN. Próbował poznać w jaki sposób ludność wypę­
dzona z Beskidu Niskiego, podczas Akcji ,;wisła",
a osiedlona w koszalińskim, oswaja nowe środowisko
i oswaja siebie z morzem i zupełnie innymi warunkami
krajobrazowymi i gospodarczymi. Prócz prac pisanych
zrealizował na ten temat także film.
Jeszcze w latach 60 dołączył- jako jeden z pierwszych - do zespołu kierowanego przez prof. Witolda
Dynowskiego, podejmującego pracę w Mongolii. Kilkakrotne wyjazdy do Mongolii przyniosły nie tylko nowe publikacje. Powstał duży zbiór fotografii, i zapisy
filmowe. Pokazujące także, że Jacek szukał już wówczas takich elementów ludzkich zachowań i ludzkiego
myślenia, takiej artykulacji potrzeb duchowych, które
nie są tylko polskie, czy tylko mongolskie, lecz mają
walor uniwersalny. Kiedyś miałem możliwość zapoznania się z jednym z notatników-ksiąg, gdzie Jacek zapisywał rozmaite obserwacje poczynione w trakcie pobytu w Mongolii, gdzie szkicował elementy wyposażenia
jurty, czy klasztoru, notował intrygujące go wypowiedzi rozmówców. To niezwykły dokument, wart studiów
sam w sobie, jako świadectwo oryginalności i wielkiego talentu obserwacyjnego, refleksyjności - świadec­
two nieustającej pracy autora.
Potem nastał czas wyjazdów do Afryki i równie

konsekwentnego, równie zdeterminowanego studiowania sztuki, potrzeb estetycznych, postaci zachowań
religijnych. Zarówno podejmowane tematy, jak sposób
ich pokazania, dociekliwość i oryginalność są ilustracją niezwykłej konsekwencji i samodzielności badawczej. Dla wielu uczonych nie jest to walor. Jacek nie
odwoływał się do aktualnych tendencji w nauce, do
modnych prądów teoretycznych i wątków uznanych
za ważne. Zbyt wiele jest jego osobistego odczucia
i własnego rozumienia tego, co opisuje i analizuje oceniali niejednokrotnie uczeni.
A później nastał czas Murzynowa. W Murzynowie,
niedaleko Płocka (przez wiele lat autobus do Murzynowa odjeżdżał z Placu Jedności Afryki), istnieje Stacja badawcza Wydziału Geografii i Studiów Regionalnych UW. Budowa zalewu na Wiśle pociągnęła wysiedlenie wielu rodzin żyjących nad rzeką i z rzeki. Jacek,
wówczas już pracownik tego wydziału (po likwidacji
Studium Afrykanistycznego UW), przekonał stosowne instytucje, pod których zarządem znajdują się brzegi zalewu, by pozostawić jedną z typowych dla tamtejszego pejzażu chat, stojących na skarpie wiślanej i dlatego przeznaczonej do rozebrania. Porządkując zniszczone domostwo, usuwając - z pomocą niewielkiej
garstki przyjaciół - gromadzone dziesięcioleciami
śmieci, rozpoczął tworzenie niezwykłej placówki. Nazwał później tę chatę Muzeum im. Stanisława Murzynawskiego (syna niegdysiejszego właściciela wsi Murzynowo), autora pierwszego, z roku 1551, przekładu
na język polski Nowego Testamentu. Z jego też, z Jacka inspiracji wydanego powtórnie w Płocku, w roku
2003.
Ta chata była przez wiele lat jego domem - tu
mieszkał i pracował, gromadził sprzęty otrzymane od
mieszkańców Murzynowa. Stworzył niepowtarzalne,
specyficzne muzeum, będące istotnym unaocznieniem, ilustracją jego wykładów dla studentów geografii i etnologii, a także spotkań z gromadami młodzieży
szkolnej. Dziś jest to muzeum o charakterze regionalnej izby pamięci; trudno mieć o to pretensje. Tego rodzaju instytucje czy dzieła żyją w pełni tak długo, jak
długo żyje autor idei, ich twórca i gospodarz.
Przedstawiona tu chronologia zainteresowań Jacka
Olędzkiego jest tylko przybliżona; to uproszczony obraz ewoluowania tematów i obszarów jego badań.
Przez cały długi czas swojej aktywności zakres jego zainteresowań obejmował przede wszystkim sztukę i potrzeby estetyczne człowieka. Równie ważne w jego biografii są zainteresowania duchowymi potrzebami i postaciami ich uzewnętrznienia oraz formami rytualizacji.
Przejście na emeryturę i opuszczenie Murzynowa
było dla Jacka bardzo trudnym momentem, choć dzię­
ki życzliwości władz wydziału nadal dysponował pomieszczeniem do pracy i możliwością bezpośredniego,
codziennego kontaktu z uczelnią. Przez kolejne lata
przychodził tu dwukrotnie w ciągu dnia. Pierwszy raz

246

Lech Mróz • BADACZ OSOBNY

około

9. Sygnaturka na kościele Wizytek, dzwoniąca
na Anioł Pański, była znakiem południowej przerwy
na odpoczynek i obiad. Do swojej izdebki na Uniwersytecie wracał około 15 i pracował tam do wieczora.
Potrzebował rozmówców, ale też słuchaczy. Studenci etnologii niezwykle cenili jego zajęcia. Choć
rzadko podejmował się je prowadzić, zwłaszcza w latach późniejszych. Nigdy jednak nie odmówił pomocy,
proszony o indywidualną opiekę nad studentem. Pracował z nimi zmuszając do wysiłku, do własnych przemyśleń. Przynosiło to bardzo pozytywne efekty, choć
nie wszyscy byli w stanie znieść ciężar tych rozmów
i zadawanej do wykonania pracy.
Jak wiele zapewne wybitnych osobowości, bardzo
indywidualnych badaczy, był osobą nie łatwego charakteru; często apodyktyczny, zrażający rozmówców,
nawet spośród oddanych mu przyjaciół. Zarazem bardzo potrzebował tych rozmówców, słuchaczy, współ­
pracowników. Lgnął do nich i odpychał zrażony, że nie
są tacy, jak potrzebował. Zapewne dlatego krąg osób,
z którymi utrzymał do końca kontakty był stosunkowo
niewielki.
Pod wieloma względami jest człowiekiem niespeł­
nionym. Zmiany miejsc pracy - w wyniku własnych
decyzji, lub reorganizacji - rozproszyły część dorobku

Afryka. Fot. Jacek Olędzki

zwłaszcza fotograficzno-filmowego. Nie pozouczniów, nie dokończył nowo podjętych tematów. Nawet tytułu profesorskiego nie doczekał. Mając
doskonałe opinie o dorobku, pozytywne wyniki oceny
na kolejnych etapach i szczeblach procedury, zmarł,
gdy całość wszczętych działań zmierzała ku końcowi.
Można jednak przyjąć inne kryteria spełnienia. To,
że realizował samego siebie, że rytm pracy i jej rodzaj
wybierał sam, że sam decydował nad czym będzie pracował i w jaki sposób - nie poddając się naciskom. To,
że podjął jako pierwszy wiele tematów i że pozostawił
wiele ogromnie wartościowych, stale aktualnych publikacji, że ciągle zauważalny i wyraźny jest jego wpływ
na środowisko etnologiczne w Polsce, że uznawany jest
za autorytet i osobowość wybitną. A także, że jego oddziaływanie na studentów, także na tych młodszych,
którzy osobiście nie poznali go, jest widoczne poprzez
studenckie inicjatywy - przeglądy filmów etnograficznych. Wówczas można uznać, że jest spełniony w stopniu daleko większym, niż wynikałoby to z bycia od
dłuższego czasu na uboczu życia instytucji, z dala od
kariery i awansów. Spełnionym w stopniu daleko
większym, niż wielu innych, uczonych i bardziej utytułowanych badaczy.

Jacka,
stawił

Cytat

Mróz, Lech, “Badacz osobny / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2004 t.58 z.3-4,” Cyfrowa Etnografia, Dostęp 30 czerwca 2022, https://cyfrowaetnografia.pl/items/show/11413.

Formaty wyjściowe