Muzyka greckich cieni / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2001 t.55 z.1-4

Dublin Core

Tytuł

Muzyka greckich cieni / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2001 t.55 z.1-4

Opis

Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2001 t.55 z.1-4, s.452-454

Twórca

Czaja, Dariusz

Wydawca

Instytut Sztuki PAN

Data

2001

Relacja

oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3080

Format

application/pdf

Język

pol.

Identyfikator

oai:cyfrowaetnografia.pl:2884

PDF Text

Text

Dariusz Czaja • MUZYKA GRECKICH CIENI

DARIUSZ

CZAJA

Muzyka greckich
cieni
1.
Wedle starego dobrego banału, starożytni Grecy
wiedzieli o sobie bardzo dużo, z jednym wszakże wyjąt­
kiem: że mianowicie są Starożytnymi Grekami. A prze­
cież, zanim zastygli w szacowny monument, zanim za­
mienili się w stateczny rozdział historii powszechnej,
byli, choć trudno czasem w to uwierzyć, żywymi ludź­
mi: jedli, popijali, śpiewali, tańczyli, uprawiali miłość,
modlili się. Wytrwale zgłębiali sekrety namiętności
i tajemnicę pojedynczej egzystencji, starali się opisać
sens różnicy między światem śmiertelnych a bogami,
którzy byli dmbrotoi, nieśmiertelni. T o więc my, dzisiej­
si, żyjący, rozprawiamy o nich, martwych, o ich staro­
żytnej starożytności. O n i zaś, zostawiwszy nam swoje
kamienie, teksty i inskrypcje, taktownie milczą. Stali
się, jak to z nie zawsze uświadamianą dwuznacznością
powiadamy: p r z e d m i o t e m naszych studiów. Doj­
mujący brak symetrii. Ale chociaż prawdą jest, że to
my ich czytamy czy nie jest też tak że w jakiś sposób
oni również czytają nas? Czy nie jest trafna teza że co
prawda to żywi studiują martwych ale że ci ostatni
przynoszą nam lustto w którym możemy się przejrzeć?
Bywa że to my jesteśmy materią ich dzieł
O dawnych Grekach wiemy coraz więcej, półki zawie­
rające studia i rozprawy o greckim antyku wciąż wydłu­
żają się. Wiele zagadek rozwiązano, teksty uznane nie­
gdyś za nieme, zaczęły mówić. Z poznawczego punktu wi­
dzenia pozostaje wszakże jeden fundamentalny dylemat,
którego nie rozwiążą najbardziej wyrafinowane techniki
badawcze. Nie wiemy i nie dowiemy się już (przynajmniej
w tym życiu), jak mówili starożytni Grecy, jak śpiewali,
jak brzmiały ich instrumenty. Zostały nam po nich tylko
teksty, tzeźby i architektura. Fonię wyłączono na amen.
Tajemnicę żywego głosu i dźwięku zabrali ze sobą do gro­
bu. I żadne narzędzia archeologiczne nie sprawią, że wy­
kopany trup starożytnego Greka przemówi do nas, że „da
głos". Kości nie potrafią śpiewać.
• - 2. •
jeśli uprzytomnić sobie ten oczywisty fakt, można
zrozumieć skalę trudności, z jakimi przyszło się zmie­
rzyć Maciejowi Rychłemu, prawdziwemu sprawcy pły­
ty Metamorfozy. Musie of Ancient Greece. Musiał on,

452

mając za współtwórców aktorów „Gardzienic", nie tyl­
ko rekonstruować i uzupełniać okruchy istniejących
muzycznych zapisów (a czasem także dopisywać nową
„grecką" muzykę), przede wszystkim musiał mieć prze- i
konującą w i z j ę całościowego brzmienia, musiał usły­
szeć tę muzykę w sobie tak, by przemienić ją w rilkeański „słyszalny krajobraz". Mówiąc krótko: trzeba było
mieć pomysł jak ożywić trupa, jak, najzupełniej do­
słownie, ucieleśnić go, a więc zaopatrzyć go w gardło,
język i usta, by mógł śpiewać, dodać sprawne ręce, by
mogły zabrzmieć harfy, flety i bębny. Słuchając kilka­
krotnie Metamorfoz nie mam wątpliwości, że wielce ry­
zykowny u swych początków pomysł powiódł się. Zda­
rzył się cud. T r u p ożył. N a płycie śpiewa, krzyczy, szep­
cze, dyszy, potrąca struny harfy, bębni, wydobywa
dźwięki z fletu. Ta muzyka oddycha Grecją.
Są na tej płycie obecne dwa bieguny starogreckiej
muzyki. Jest i apolliński spokój, muzyka przeniknięta
miarą, przemieniająca rzeczywistość w kosmiczny ład
i dionizyjska furia, wypływająca gdzieś z ciemnych, bez-rozumnych źródeł psyche. Najciekawsze, obdarzone naj­
większą energią wydały m i się te rekonstrukcje i orygi­
nalne kompozycje Rychłego, w których do głosu docho­
dzi żywioł dionizyjski. A więc te miejsca, w których
opuszczamy podręcznik z wizją Grecji harmonijnej, ja­
snej i słonecznej, a wstępujemy w świat chaosu, dzikiego
szaleństwa i frenetycznego uniesienia. Może w tych
utworach najbardziej słychać odległy idiom muzyczny
greckiego antyku. T o w sekundowych i trytonowych
tarciach, to w obsesyjnej nieparzystej rytmice mieści się
niedyskursywna wiedza o tym, czym mogła być grecka
mania. T o w tych, obco brzmiących dla dzisiejszego ucha
skalach, lepiej zaczynamy rozumieć spazm, szaleństwo
gniew śmiech i rozpacz bohaterów tragicznych Złorze­
czenia Medei czy skargę Orestesa Słuchając finałowego
Euoi Bakchai łatwiej pojąć co miał na myśli Nietzsche
pisząc o żywiole dionizyjskim Śpiewając i tańcząc uka­
zuje się człowiek jako członek wyższej wspólnoty — od­
uczył sie chodzić i mówić i zaraz wzięci tańcząc w nowie
trze" (Narodziny tragedii z ducha muzyki)
-

N o dobrze, ale skąd wiemy, że to, co słychać na pły­
cie jest z ducha greckiego poczęte? Co pozwala twier­
dzić, że oto słychać grecką muzykę w formie, w jakiej
mogła ona brzmieć niegdyś? Profesor Jerzy Danielewicz,
jeden z konsultantów uczestniczących żywo przy po­
wstawaniu Metamorfoz pisze w książeczce dołączonej do
płyty: „Oto spełnia się marzenie miłośników starożytno­
ści: usłyszenia pokaźnej liczby fragmentów muzyki staro­
greckiej w jej autentycznym i pełnym (choć z konieczno­
ści częściowo odtworzonym) brzmieniu (...)". Trudno
nie mieć wątpliwości, kiedy czyta się o owym „auten­
tycznym brzmieniu"... K t o i kiedy słyszał autentyczne

Dariusz Czaja • MUZYKA GRECKICH CIENI

d-

wykonanie antycznej greckiej muzyki i co by to miało
znaczyć? Czy zatem mówienie o w r a ż e n i u autentycz­
ności jest pozbawione sensu? Sprawa zdaje się nieco bar­
dziej skomplikowana. Konieczny będzie krótki ekskurs
w obszar wykonawstwa muzyki dawnej.

w źle zrozumianą wierność wobec dzieła. Także sam
Monteverdi tego nie chce, jest przecież muzykiem
z k r w i i kości, jest Włochem. Proszę więc wyzbyć się
obaw przed vibrato, przed ożywieniem, przed subiek­
tywnością, przed gorącym, śródziemnomorskim powie­
trzem, natomiast l ę k a ć się bardzo chłodu, puryzmu,
«historyzmu». Musimy zrozumieć prawdziwe intencje
muzyczne Monteverdiego i umieć oddać j e w posta­
c i żywej m u z y k i . Jako muzycy musimy próbować zo­
baczyć na nowo to, co w Monteverdim było i na za­
wsze pozostanie aktualne, ożywić to z powrotem,
odtworzyć zgodnie z naszym sposobem odczuwadwudziestowieczną mentalnością (...)"
(Dialog
podkr. D C ) . Wiedza? Jak najbar­

Mam w swojej płytotece pięć różnych nagrań Vespro
delia Beata Vergine Claudio Monteverdiego. Co jakiś
czas słucham, porównuję. Z braku miejsca, w ich opi­
sie pozostańmy na poziomie przymiotników. Parrott gtzeczny, nie nachalny, Christie - precyzyjny i eleganc­
ki, Jacobs - muzykalny, finezyjny, Savall - soczysty,
wyrównany, znakomicie brzmiący, Harnoncourt - żar­
liwy, liryczny, drapieżny, monumentalny, ekstatyczny.
Które z nagrań jest „najlepsze"? W którym Montever­
di brzmi „najprawdziwiej"? W którym muzyka najbar¬
dziej przemawia do serca i wyobraźni? Nigdy nie mia­
łem wątpliwości: nagranie Harnoncourta z Concentus
Musicus nie ma sobie równych. Czy inne są złe? Wolne
żarty! Każde ze wspomnianych nagrań ma swoje nieza­
przeczalne zalety (są wcale liczni i nieprzejednani entu­
zjaści wykonania Savalla, a istnieją przecież jeszcze na­
grania Junghanela, Berniusa czy Rademanna), ale tyl­
ko słuchając Harnoncourta odnoszę wrażenie że słyszę
prawdziwego" Monteverdiego że głębia i geniusz tej
muzyki dopiero w nagraniu austriackiego dyrygenta
objawiają się w pełni K t o usłyszał raz Gloria Patris z tej
płyty ten już zawsze będzie wiedział co znaczy werty
kalny wymiar muzyki Rekonstrukcja i wykonanie Har
noncourtanie należą (tylko) do faktów z dziedziny m u

dziej. A l e bez uwewnętrznienia tej muzyki, bez nasyce­
nia jej własnymi emocjami, do grania zostają tylko nu­
ty. Efektem jest solenna i nudna jak flaki z olejem mu­
zykologiczna poprawność.
4.
Powróćmy zatem do nagrania Metamorfoz. Czy mu­
zyka tam pomieszczona, to „prawdziwe" dźwięki staro­
żytnej Grecji? Czy tak właśnie ona brzmiała? Czy tak ją
wykonywano? Kwestie nierozstrzygalne z powodów
wskazanych wyżej. Skądinąd sam Maciej Rychły nie
ma złudzeń: „Nie uważam mojej pracy za rekonstruk­
cję. Rekonstrukcja jest t u po prostu niemożliwa. Nie
twierdzę, że tak brzmiała muzyka antyku". Powiedzmy
przy tym, że kompozytor-rekonstruktot miał t u o wiele
trudniejsze zadanie, niż muzykolog-wykonawca muzyki
dawnej dysponujący często pełną, bądź prawie pełną
partyturą utworu, nierzadko też mający dostęp do trak­
tatów muzykologicznych z epoki. Tutaj z paru nut,
z domysłów i domniemań, została wyczarowana
ż y w a muzyczna rzeczywistość. Może więc zamiast zO"
bowiązującego pojęcia rekonstrukcji, lepiej byłoby uży­
wać w t y m przypadku pojęcia i n s p i r a c j i , tym bar­
dziej że w jego etymologii pobrzmiewa niejasno tak
ważna dla twórców gardzienickiego nagrania idea
przywracania życia ożywiania re-animacji (łac inspl
rare — dąć w coś nadymać natchnąć)

rłr\ nnflimat-nlnoii TY\

J n ym i
znac zn i e ' wiecei
ę j n iz' nodb
p
udo wana m uzyk o l ogez
racjami „gra na autentycznych instrumentach, w zgo• z praIn/k
• kusprawie
: d zie
ty ą wyk onawczą epo k i" . A le ja
Gliwic racjonalnieswoją tezę. Uczywiscie, można by
znaleźć naprędce kilka argumentów, ogromna tempe¬
ratura nagrania wynikająca z rejestracji Iwe, wspaniale
wygrana przestrzenność chorow, świetnie brzmiąca
sekcja dęta, eteryczne głosy i olzer Knabenchor, oszala­
ły Kurt bąuiluz, i t d itd. A l e czy te argumenty mają
moc zniewalającą. Uczywiscie, nie. Jak zawsze w tego
typu rozważaniach, argumentem ostatecznym i rozsttzygającym pozostaje, bo pozostać musi: podbudowa­
na wiedzą intuicja.
Myślę jednak, że tym, co najbardziej zniewalające
w rejestracji Vespro przez Harnoncourta jest - trudno
tego nie usłyszeć - jego emocjonalny, niezwykle osobi­
sty stosunek do arcydzieła Monteverdiego. Nic z muzy­
kologicznej pedanterii, raczej akcent na walory ekspre­
syjne i żywość przekazu. W uwagach na temat wyko­
nawstwa muzyki Monteverdiego pisał Harnoncourt:
„Oczywiście pragniemy posiąść znajomość ówczesnej
praktyki wykonawczej, poznać warunki, w jakich wy­
konywane były utwory Monteverdiego, ale nie chcemy
popaść w fałszywy puryzm., w fałszywy obiektywizm,

Kompozytot nie twierdzi, że zdeszyfrował muzykę
greckiej starożytności. Nie udaje Greka. Zaprasza ra­
czej słuchacza do imaginacyjnej podróży w świat grec­
kiej fonosfery przefiltrowanej przez wrażliwość współ­
czesnego muzyka. Słuchając płyty obcujemy tedy
z „muzykologią światów możliwych", wobec których
najbardziej stosowna wydaje się kategoria prawdopo­
dobieństwa, a nie prawdy czy autentyczności.
Ważne jest co innego. Niezależnie od opinii fachow­
ców, którzy - nie da się wykluczyć - zaczną precyzyjnie
odmierzać linijką odległość jaka dzieli muzykę Meta­
morfoz od domniemanej Prawdy Historycznej, ten mu­
zyczny projekt jest przekonujący. Ta muzyka pulsuje,

453

Dariusz Czaja • MUZYKA GRECKICH CIENI

Metamorfozy.

Fot. Zbigniew Bielawka

tętni, ściera się w dysonansowych współbrzmieniach.
Naprawdę żyje.
Nie dysponujemy, jak dotąd, wehikułem czasu. Nie
dowiemy się już jak rzeczywiście btzmiała muzyka
Monteverdiego, muzyka średniowieczna, a tym bar­
dziej muzyka starogrecka. W naszym odniesieniu do
minionych tradycji duchowych zawsze będziemy skaza­
n i na niebezpieczeństwa dwóch skrajnych postaw, za­
wsze będziemy musieli dryfować między naiwnością
kustosza-archiwisty, wierzącego, że możliwe jest niekonfliktowe ustalenie „jak to było naprawdę" a swawo­
lą badacza-prezentysty, który nie licząc się zupełnie

z oporem materii, wpisuje w historyczny przekaz głów¬
nie własne projekcje. Co lepsze? Jeszcze raz Harnoncourt: „Z dwojga złego lepsze są już wykonania historycz­
nie całkiem fałszywe, ale żywe muzycznie" (Muzyk
mową dźwięków). W miejsce archiwalnej martwoty,
w miejsce złudy autentyzmu, hermeneutyczne z ducha,
twórcze p t z y s w o j e n i e . D o takiego właśnie mode­
lu czytania znaków przeszłości bez wątpienia należą
gardzienickie Metamorfozy.
' „Lękać się chłodu...", przestrzegał Harnoncourt. Co
jak co, ale zmora zimnej muzykologicznej poprawności
i pedantycznego historyzmu temu nagraniu nie grozi, j

Cytat

Czaja, Dariusz, “Muzyka greckich cieni / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2001 t.55 z.1-4,” Cyfrowa Etnografia, Dostęp 1 lipca 2022, https://cyfrowaetnografia.pl/items/show/11393.

Formaty wyjściowe