Dan Brown, jego macho i problem prawdy / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.1

Dublin Core

Tytuł

Dan Brown, jego macho i problem prawdy / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.1

Temat

literaturoznawstwo

Opis

Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.1 ; s.121-122

Twórca

Bałus, Wojciech

Wydawca

Instytut Sztuki PAN

Data

2007

Prawa

Licencja PIA

Relacja

oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6341

Format

application/pdf

Język

pol

Typ

czas.

Identyfikator

oai:cyfrowaetnografia.pl:5916

PDF Text

Text

14_Balus.ps - 4/25/2007 2:13 PM

WOJCIECH BAŁUS

N

a temat niedorzeczności zawartych w Kodzie Le­
onarda da Vinci Dana Browna napisano już spo­
ro. Głos zabierali specjaliści, wypowiedziała się
nawet Rada Naukowa Episkopatu Polski. Dalsze wylicza­
nie bzdur, uproszczeń i przekręceń, w jakie obfituje ta
książka, jak i inna powieść Browna, Anioły i demony, opo­
wiadająca o przygodach tego samego bohatera, mija się
z celem. Warte uwagi wydają się natomiast środki użyte
przez pisarza do skonstruowania głównej postaci oraz wi­
zja nauk o kulturze, jaka przeziera z kart obu książek
(świadomie pomijam ekranizację Kodu jako ciężki bubel
zaprawiony nachalną ideologią).
Bohaterem Browna jest Robert Langdon, „profesor
ikonologii religijnej na Uniwersytecie Harvarda”, jak
dowiadujemy się na początku Aniołów i demonów. Już
samo miejsce zatrudnienia Langdona jest rekomendacją
jego osoby. Znakomity amerykański uniwersytet musi
być gwarancją pierwszorzędnych kwalifikacji swego pra­
cownika. I rzeczywiście: Langdon bez trudu, choć - jak
przystało na trzymający w napięciu thriller - nie zawsze
w mgnieniu oka, rozwiązuje najtrudniejsze zagadki z za­
kresu historii sztuki, dziejów religii, tajemnic symboliki
chrześcijańskiej, pogańskiej i tajnych stowarzyszeń. Ma
w małym palcu wiedzę o kulturze starożytnego W scho­
du, pogańskim antyku i chrześcijańskiej Europie.
W tym jednak, co mówi, jak interpretuje znaki daw­
nych i obecnych kultur, a także w tym, jak się zachowu­
je, znaleźć można szereg elementów co najmniej dziw­
nych, dla badacza kultury czasami śmiesznych, momen­
tami zaś irytujących.
W Aniołach i demonach Langdon wraz ze swą towa­
rzyszką śledztwa dociera do rzymskiego kościoła Santa
Maria del Popolo w poszukiwaniu kaplicy grobowej Chigich. Tam okazuje się, że grobowiec Aleksandra Chigi
znajdować się ma „w pomocniczej lewej apsydzie”. By
ustalić, o jakie miejsce chodzi, Langdon „niechętnie się
odwrócił (...). Terminologia stosowana w katedrach
[sic!] przypomina wskazówki sceniczne - jest zupełnie
niezgodna z intuicją. Stanął twarzą do głównego ołtarza.
Środek sceny. Potem wskazał kciukiem przez ramię do ty­
łu”. Choć zawód historyka sztuki uprawiam od dwudzie­
stu lat, a wcześniej jeszcze pięć lat studiowałem ten kieru­
nek, nie widziałem w tym czasie nigdy ani w Polsce, ani za
granicą, by ktokolwiek „z branży” wykonywał w kościele
podobne gesty. Śmieszne zabiegi Langdona mają jednak
swój bardzo konkretny cel: prezentują mianowicie posia­
daną przez bohatera wiedzę jako coś trudnego i niepojęte­
go dla zwykłego śmiertelnika: „Terminologia stosowana
w katedrach - powtórzmy fragment cytatu odnoszącego
się do świątyni niebędącej kościołem biskupim, a zatem
na pewno nie katedry! - jest zupełnie niezgodna z intuicją”.
Trzeba więc najpierw poznać skomplikowany aparat poję­
ciowy złożony z niezrozumiałych słów, a następnie na­
uczyć się abstrakcyjnych reguł jego stosowania, by wyzna­
czyć określone miejsce w kościele. Langdon dokonuje te­
go po mistrzowsku, wskazuje bowiem miejsce Kaplicy

Dan Brown, jego macho
i problem prawdy
Chigich bez pomocy wzroku. Jego skierowany „przez ra­
mię do tyłu” kciuk to symboliczny gest naukowego macho
z profesorską dezynwolturą okazującego swą klasę eksper­
ta najwyższej próby.
Wyposażony w takie umiejętności bohater nie ma żad­
nych kłopotów, by rozpoznać najdziwniejsze nawet rytu­
ały. W Kodzie Leonarda da Vinci to on zadaje Sophie pyta­
nia bezbłędnie opisujące oglądane przez nią ceremonie
tajnego stowarzyszenia. To, że trafia w czas, gdy obrzęd się
dokonał, to oczywiste. Ale Langdon wie z góry, że męż­
czyźni i kobiety byli ubrani na biało i czarno oraz że mieli
maski w kształcie ludzkich twarzy. W konsekwencji
stwierdza, że ceremonia, którą widziała Sophie, „nazywa
się hieros gamos (...). Ma ponad dwa tysiące lat. Kapłani
i kapłanki egipskie odprawiali ją regularnie, by uczcić ko­
biecą moc rozrodu, zdolność dawania życia”.
Każdy, kto zajmował się badaniem dziejów religii
i kultury, wie, że hierogamia to coś znacznie więcej niż
obrzęd egipski, że oznacza ona przede wszystkim boskie
zaślubiny, powtarzane następnie w rytualnych formach
przez ludzi. Takie rytuały nie mają jednolitej oprawy, bo
nigdy nie zostały skodyfikowane w jakiś zamknięty sys­
tem, i są znacznie starsze niż cywilizacja egipska i po­
wszechniejsze od niej. Prawdziwy badacz kultury i jej
symboliki nie mógłby więc, jak Langdon, pytać o stroje,
lecz o istotę dokonującego się obrzędu: faktycznie o czas
jego odbycia (bo moment przesilenia wiosennego jako
czas odrodzenia jest tu decydujący) oraz o jego fazy, czyli
wewnętrzną strukturę. To logika następstw rytuału decy­
duje bowiem o jego sensie. Dan Brown wkładając w usta
swego bohatera pytania, na które uzyskuje potwierdzają­
ce odpowiedzi, osiąga jednak bardzo jasny cel. Przydaje
wiedzy naukowego macho cechę absolutnej pewności.
Stąd już tylko krok do następnego składnika wiedzy
o kulturze w wydaniu Dana Browna - do jej całkowitej
jednoznaczności. Oglądając nagrobek w Capella Chigi,
Langdon dostrzegł w kopule „dwanaście znaków Zodia­
ku”, które od razu określił jako pogańskie. „Jednak naj­
większe wrażenie wywarły na nim dwie wielkie rzeźby z­
decydowanie dominujące w tym pomieszczeniu. Wpatry­
wał się w nie w niemym zdumieniu. To niemożliwe - po­
wtarzał sobie. To po prostu niemożliwe! Po obu stronach
kaplicy wznosiły się marmurowe piramidy (...). Langdon
nie mógł oderwać oczu od piramid. Co robią piramidy
w chrześcijańskiej kaplicy?". Profesor Harvardu wie, że Zo­
diak to wymysł pogański, podobnie jak piramidy. Relacja

121

14_Balus.ps - 4/25/2007 2:13 PM

Wojciech Bałus • DAN BROWN, JEGO MACHO I PROBLEM PRAWDY

pomiędzy plastycznym znakiem a jego znaczeniem jest
dla tego „uczonego” całkowicie jednoznaczna. Podobnie
dzieje się w Kodzie Leonarda da Vinci z krzyżem równora­
miennym. Taki krzyż - zdaniem Langdona - „datował się
na dobre tysiąc pięćset lat przed Chrystusem” i nie miał
„żadnych związków z chrześcijańskim ukrzyżowaniem”.
„Ich budowa”, tłumaczył Sophie, „sprawia, że nie nadają
się do ukrzyżowania, a równowaga między elementem
pionowym a poziomym przekazuje informację o natural­
nej jedności pierwiastka męskiego i kobiecego”.
Całkowita jednoznaczność stworzonych przez ludzi
symboli jest fikcją, o czym wie każdy, kto zetknął się z wy­
tworami kultury. Krzyż chrześcijański jest także symbolem
kosmicznym i można na to przytaczać cały szereg tekstów
od średniowiecza poczynając. Nie ma też co dodawać, że
krzyż tak interpretowany przyjmował często postać rów­
noramiennego crux quadrata. Piramidy w chrześcijańskiej
kaplicy w żadnym wypadku nie powinny dziwić profesora
„ikonologii religijnej”, gdyż w nowożytnej Europie były
dość powszechnie uważane za symbol nieśmiertelności.
Te subtelności są jednak Brownowi obce. Konsekwentnie
buduje on obraz nauki o kulturze jako wiedzy całkowicie
pewnej i jednoznacznej. Odwołuje się w ten sposób do ste­
reotypów scjentyzmu, którego przedstawiciele widzieli
w nauce jedyną ostoję prawdy absolutnej: pewnej, bo do­
wodzonej w sposób niebudzący wątpliwości i jednoznacz­
nej, a więc wykluczającej wszelką możliwość wątpienia.
Tak skonstruowana wiedza staje się sprawnym narzę­
dziem w rękach akademickiego macho. Dzięki niej rozwią­
zuje on kryminalne zagadki w obu powieściach. Rola scjentyzmu u Browna na tym się jednak nie wyczerpuje. Dąże­
nie do jednoznaczności i całkowitej wyjaśnialności symbo­
liki pojawiło się w katolicyzmie w wieku XIX. W ówcze­
snych kompendiach ikonograficznych katalogowano pra­
widłowe i nieprawidłowe sposoby ukazywania Chrystusa,
Marii, świętych oraz wydarzeń ze Starego i Nowego Testa­
mentu. Z książek tych można się było np. dowiedzieć, że
„dopiero Albigensi zaczęli przedstawiać obydwie nogi”
ukrzyżowanego Chrystusa „jednym gwoździem przybite
i bez podpórki. Więc błędu tego dla samego jego źródła he­
retyckiego należy koniecznie unikać, tak samo jak umiesz­
czania rąk wysoko i pionowo do góry, bo to wynalazek Jansenistów, chcących przez to okazać, że Pan Jezus umarł za
małą cząstkę wybranych; gdy tymczasem ręce powinny być
równolegle umieszczone i rozwarte na oznaczenie, iż Chry­
stus umarł za wszystkich i pragnie zbawienia wszystkich”
(Ks. Antoni Brykczyński, Podręcznik praktyczny ikonografii
chrześcijańskiej). Takie podejście wiązało się z próbą unaukowienia badań historycznych i nadania im znamion wie­
dzy ścisłej. Wynikało jednocześnie z zamknięcia Kościoła
na otaczający świat. Katolicyzm ówczesny odcinał się od
inaczej myślących - od innowierców, heretyków, socjali­
stów i wolnomyślicieli. Ściśle odgradzano sztukę „chrześci­
jańską” od „pogańskiej”, starając się wymieść z kościołów
wszystko, co miało antyczny rodowód, od nagich postaci
poczynając, poprzez elementy stylowe architektury (np.

klasyczne porządki kolumnowe), a na piramidach kończąc.
Poszukiwanie własnej tradycji było poszukiwaniem jedynej
właściwiej prawdy.
Dan Brown też poszukuje jedynej właściwej prawdy prawdy odgrodzonej od katolickiej prawowierności i jej
przeciwstawnej. Jak już na to zwracano uwagę, przesłanie
Kodu Leonarda da Vinci ma wyraźnie ponowoczesną wymo­
wę, zakropioną ideologią Ery Wodnika. Langdon, odkry­
wając prawdziwy sens symboli i rytuałów, demaskuje rze­
kome wielowiekowe kłamstwo Kościoła katolickiego i do­
ciera do głębokiej „wiedzy” o Jezusie, Marii Magdalenie
i Świętym Graalu. Staje się w ten sposób kolejnym „mi­
strzem podejrzeń”, wskazującym, że wszystko to, co do­
strzegamy, na co dzień jest kamuflażem. Ponowocześni
myśliciele kontynuują ten sposób widzenia człowieka, włą­
czając jednak w obręb swych krytycznych analiz również
naukę. Dla Michaela Foucault wiedza równoznaczna była
z władzą, a więc instytucją społecznej opresji. Dan Brown
nie sięga oczywiście tak głęboko. Nauka jest dla niego nie­
kwestionowanym autorytetem. Stereotyp humanistyczne­
go scjentyzmu wprzęga on na służbę ponowoczesnych
bzdur parareligijnych, ekspercką sprawnością Langdona
uprawomocniając opowieści o małżeństwie Jezusa, Graalu
i Leonardzie da Vinci.
Swe drugie dno prawda ma także w Aniołach i demo­
nach. Otrucie papieża może być cienką aluzją do spekula­
cji bulwarowej prasy na temat przyczyn śmierci Jana Paw­
ła I. Pod koniec książki oczekujący na wynik konklawe lu­
dzie są świadkami „cudu”: najpierw niezwykłej światłości
pośród nocy, a następnie objawienia się kamerlinga na da­
chu bazyliki watykańskiej, choć wcześniej - za pośrednic­
twem telewizji - widać było, że wsiadał on do helikoptera.
Ten cud jest oczywiście nieprawdą: w powietrzu wybuchł
pojemnik z antymaterią, a kamerling skoczył z helikoptera
na spadochronie. Kościół katolicki tylko przypadkiem da­
je tłumom widowisko, które interpretują oni w katego­
riach wydarzenia nadprzyrodzonego.
Anioły i demony powstały w roku 2000. Świadomość, że
za parę lat faktycznie musi nastąpić konklawe, nie była za­
pewne Brownowi obca. Wydarzenia z kwietnia roku ubie­
głego całkowicie jednak sfalsyfikowały jego wizję. To, co
wówczas nastąpiło, nie miało żadnych znamion niezwykło­
ści. Oto umierał stary człowiek. W tym odejściu Papieża
nie było nic z manipulacji, nic z „drugiego dna”, nic rodzą­
cego jakiekolwiek podejrzenia. W całkowitej fizycznej bez­
radności Jana Pawła II objawiła się w całej swej prostocie
prawda o ludzkiej kondycji i o mocy wiary. I to ona właśnie
porwała miliony ludzi, każąc im wyjść na rzymski plac
Świętego Piotra, podążyć do kościołów lub godzinami pa­
trzeć na telewizyjne relacje z Watykanu. Nikt nie oczeki­
wał cudownych objawień czy świetlnych znaków. Okazało
się po prostu, że istnieją wydarzenia, których nie da się do
niczego innego zredukować, wyjaśnić takim lub innym
partykularnym interesem czy ideologią. Prawda zjawiła się
bezpośrednio - poza wszelkimi „kodami”, fałszywymi
„aniołami” i scjentystycznymi ekspertami.

122

Cytat

Bałus, Wojciech, “Dan Brown, jego macho i problem prawdy / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.1,” Cyfrowa Etnografia, Dostęp 30 czerwca 2022, https://cyfrowaetnografia.pl/items/show/11082.

Formaty wyjściowe