Siedzi baba na cmentarzu / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.1-2

Dublin Core

Tytuł

Siedzi baba na cmentarzu / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.1-2

Opis

Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.1-2, s.242-248

Twórca

Olędzki, Jacek

Wydawca

Instytut Sztuki PAN

Data

2002

Relacja

oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2882

Format

application/pdf

Język

pol.

Identyfikator

oai:cyfrowaetnografia.pl:2687

PDF Text

Text

Jacek Olędzki • SIEDZI BABA NA CMENTARZU

Może służyć do rozumienia zagadnienia uniwersalne­

JACEK

OLĘDZKI

go, i n t e r p r e t o w a n i a przez nieoświeconych treści Sta­
rego i N o w e g o Testamentu, z czym spotykamy się na
całym świecie. I o d razu d o d a m , nie jest to i n t e r p r e t a ­
cja gorsząca, ale wzbogacająca

Siedzi baba
na cmentarzu

judeochrześcijańską

doktrynę. Pośrednio zaś może służyć - w najlepszym
tego słowa r o z u m i e n i u - do uszanowania wszelkich
synkretyzmów, poczynając od h i n d u i z m u i buddyzmu,
kończąc na islamie.

Deus otiosus

Magdalena Zowczak, Biblia ludowa. Interpretacje wątków
biblijnych w kulturze ludowej.
Monografie Fundacji na rzecz Nauki Polskiej.
Wrocław 2000

Jak przystało na pracę wysokiej próby, autorka nie
pomija, więcej, akceptuje bez słowa l u b oszczędnie k o ­
mentuje poprzedników w u j m o w a n i u przedmiotu jej
dociekań. Śródtytuł to - jak w i a d o m o - t e r m i n w p r o ­

W

wadzony do wiedzy przez M i r c e a Eliadego - pogłębia
dalszej części tej zamierzchłej wierszowanki

go w części I I Bóg i światy...

dziecięcej jest: trzyma

kałamarzu.

lu rodzimych badaczach z B r u c k n e r e m na czele. Z b l i ­

baba

żając się do naszych czasów zapytuje:

Przyszedł

duch,

babę

nogi w
w brzuch,

fik,

a duch znikł. Powiedziała m i o t y m Magdalena Z o w ­

Wcześniej powiada o wie­

Dlaczego etnolodzy, tak otwarci na myślenie

mityczne

czak w batdzo szczególnej c h w i l i . Skończyliśmy zwie­

czy magiczne, kiedy dochodzi do opisu tzw. ludowej rełłgij-

dzanie cmentatza żydowskiego na Bródnie, który zo­

ności, wciąż powtarzają

stał „przerobiony" n a . . . park wypoczynku. To się wy­

nia, zapożyczone

darzyło w czasie stanu wojennego. Poszliśmy na t e n

ryzm, socjomorfizm,

cmentatz pewnie dlatego, aby mieć świadomość peł­

wią

niejszą absurdu i grozy. Parę lat wcześniej po zwiedze­

przeciw katolicyzmowi przez protestantów

n i u skansenu p o d Sierpcem wdrapała się na jakieś

nych? Dlaczego czynią to wybiórczo

drzewo i ttzymając dłonie przy ustach pohukiwała po­

ry chłopskiej,

godnie udając puchacza.

czenie, iż „osobiste"

Powiedziałem o t y c h pozornie mało

znaczących

pejoratywnie

od socjologów

powtórzenie

zabarwione

rytualizm,

sensualizm,

odwiecznych

zarzutów

doświadczenie

które

utylitastano­

kierowanych
czy

prawosław­

właśnie wobec

jakby wciąż jeszcze pokutowało

na najwyższych

określe­

z minionej epoki:

kultu­

przeświad­

sacrum jest dostępne

stadiach rozwoju? „O ile można sądzić

zdatzeniach, ale są one dla m n i e istotne dla rozumie­

podstawie dość skąpych

nia d e t e r m i n a c j i w osobowości, obecnie uczonej, au­

problem Hioba

t o r k i Biblii ludowej, dzieła niezwykłego, w i e k o p o m n e ­

istniał".

na

danych — pisze Ryszard Tomicki

w środowisku

ludowym praktycznie

nie

go, do którego powstania mogło dojść dzięki zachowa­

W t y m fragmencie książki (s. 33) można dopattzyć

n i u zdolności posiadania bezcennej cechy dystansu,

się założenia badawczego a u t o r k i , albo - mówiąc i n n y ­

a także poczucia h u m o r u .

m i słowy - tezy rozprawy n a u k o w e j . I chyba całe dzie­

Już na d r u g i m r o k u studiów e t n o g r a f i i na

UW

w 1974 r o k u - prowadziłem wówczas grupę prosemi-

ło wskazuje na t o , że się w pełni udała odpowiedź na
przyjęte założenia.

naryjną - udało się m i wyczuć, że Magda jest najlep­

Podzielam stanowisko Magdaleny Zowczak z nastę­

sza z nas. Chodziło o wybrane zagadnienia k u l t u r y re­

pującą uwagą: Wydaje się, że myśl starotestamentowa

ligijnej w Polsce. Wyczułem, że jest objawieniem.

jest wyłącznością j u d a i z m u . A n i w protestantyzmie,

Wcześniej, o d l a t pięćdziesiątych, obsetwowałem obja­

ani w prawosławiu, a t y m bardziej katolicyzmie nie

wienia w osobach Izy Cywińskiej czy Jetzego S k o l i ­

mogła zagościć dogłębniej. I już nie chodzi tylko o śro­

objawienia

dowisko ludowe, ale w ogóle o całość k u l t u r y religij­

w niczym nie wskazywały na to, że pozostaną w dyscy­

mowskiego. Wszelako owe wcześniejsze

nej, jaka kształtowała się w Europie. Myślenie H i o b a ,

plinie badawczej, a t y m bardziej w tak szczególniej jej

Koheleta, Daniela i w i e l u i n n y c h , nie stało się zrozu­

dziedzinie, jaką jest synkretyzm religijny. Oczywiście

miałe,

d u c h Jana Stanisława Bystronia na ulicy Hożej

74

oświeconych, jak nieoświeconych. Jest to dziedzictwo,

wciąż dawał się odczuć. A to w osobie Ryszarda To­

własność wybrańców. D o n i c h należą tylko statoza-

mickiego lub Zbigniewa Benedyktowicza otaz Jerzego

k o n n i , a więc sami Żydzi.

Wasilewskiego... Dzisiaj sławnych i znaczących w na­
uce postaci.
Wymiar

a t y m samym ptzyswojone, zarówno przez

W swych rozważaniach n a d istotą rozumienia przez
l u d B i b l i i korzysta uczona o d pierwszych s t r o n swego

znaczenia

dzieła M a g d a l e n y Zowczak,

dzieła (8,51,478) z czasownika nakłada

się. Nakłada się

o którym dalej pragnę mówić szczegółowo, nie spro­

palto, czapkę albo jedzenie. N a t o m i a s t „porządki ty­

wadza się do kwestii lokalnej czy zgoła europejskiej.

pologiczne" w b i b l i i ludowej taczej się łączą, przenika-

242

-

Jacek Olędzki • SIEDZI BABA NA CMENTARZU

ją, współistnieją i t d . A l e jest to uwaga bez większego

t c h e m . W W i l n i e autorka dotarła do przechowywane­

znaczenia, jak w odniesieniu do słów wypadek i przy­

go w miejscowym A r c h i w u m H i s t o r y c z n y m rękopisu

padek. W

M . Dowojna-Sylwestrowicza. Jakim jest ów tekst rary­

pracach

n a u k o w y c h wolę spotykać

się

z przypadkami, a nie z w y p a d k a m i .

tasem, łatwo się przekonać.

Przejdźmy jednak do rzeczy. Deus otbsus to Bóg o d ­

Gdy już byl ulepiony, poszedł

legły. Zatem, nie — jak tego sam sobie życzę - obecny,

duszę człowiekowi.

istniejący we m n i e i drugiej osobie, lecz

ło człowieka

trwający

w rzeczywistości empirycznie niesprawdzalnej, wszela­
ko rozumianej, i n t e r p r e t o w a n e j .

pozostawił.

bel (Vemis) poklólje

wspomnianej s. 5 1 . Pochodzi o d mieszkanki Wileńsz-

przynieść

Bełzebub

(Bełzebuba)

ałbo

cale palcem. Gdy pszyszedł

ducha w nie wetchnąl

I z pierwszą taką interpretacją spotykamy się na

Bóg do nieba

Podczas gdy Bóg tę glinę czyli też cia­

znalazł je pokłóte palcem. Bóg za­

pytał szatana (Velnis): Czy ty to zrobiłeś przez swoją
godziwość?

dja-

Bóg aby

Djabeł zaś odpowiedział:
zapomni ciebie żadnego

Boże, ów

czyzny. C h o d z i o potop, który sprawił Pan Bóg z p o w o ­

człowiek

d u nieugoszczenia G o przez... gospodynię. D l a narra-

jest moich pokłuć,

t o r k i Bóg to Bóg. Sprowokowana przez prowadzącą

u Sylwestrowicza w y m i e n i o n e są owe cierpienia, mię­

rozmowę, będzie w y m i e n n i e mówiła Pan Jezus i Pan

dzy i n n y m i , kołtun, parchy, wrzody, choroby rozma­

Bóg. Ponownie nasuwa się uwaga bez większego zna­

ite, tudzież kłopoty życiowe bez k o ń c a oraz nędza.

czenia. O t o z ową przemiennością spotykamy się dosyć

I dalej już w oryginale. Wtedy Bóg odpowiedział,

powszechnie, chociażby w Warszawie, głównie pośród

uważa

kobiet, wierzących i niewierzących. Z byle p o w o d u

przyklęknąwszy

wołają albo o Boże!,

śmiertełną

albo - chociaż częściej - o Jezu!,

nie cierpiąc

nie-

stworzony
bółu. Ile tu

to tyle będzie miał bólów i cierpień.

za słuszne

i za to djabla nie karał.

Tu

że to

Później

na j)rawe kolano tchnaj człowiekowi

Bóg
nie-

duszę swoje. W oryginale nie m a spacji, ale

czy o Jezusie. Ponadto, jak dalej w dziele Zowczak bę­

tak przepisałem ów fragment z pracy M a g d a l e n y Z o w ­

dzie o św. Piotrze, postaci w l u d o w y c h przypowie­

czak, a l b o w i e m , wydaje m i się, że jest t u definicja nie

ściach komicznej, tak Jezus Pantokrator (co każdy wie

t y l k o duszy, lecz tożsamości człowieka. M i m o m a ­

z ikonografii średniowiecznej) może nagle w naszych

tactw diabelskich powstało istnienie ludzkie n a wzór

d o b r y c h czasach służyć za szyderczo wykrętne jezusik.

i podobieństwo.

Pan to taki jezusik, usłyszałem o d górala z Zakopanego,
bacy, kiedy zapytałem go w Bieszczadach, ile liczy jego
stado owiec. Oczywiście, baca w s p o m n i a n y m określe­
n i e m , wykręcił się o d podania liczby zwierząt, jakie
przygnano z odległych stron.

Tę część niezwykle ważną w Bibłii...

autorka zaty­

tułowała - zgodnie ze swym p o g o d n y m
n i e m - Pechowy demiurg.

usposobie­

Poprzedza o n rozważania

dalsze w relacji między d o b r e m i złem. Bóg, djabeł,
Matka

Boska.

M i e l e t i n s k i , o którym jest w książce,

ową relację (strukturę m i t u ) dobra i zła, badał w po­
wiązaniu mądrości i głupoty. Takie opozycje, w rodza­

Na wzór i podobieństwo własne

j u prawda i kłamstwo, piękno i brzydota, o d k r y w a
każdy, k t o wkroczył n a ścieżkę naszych zaintereso­
wań. Zdjęcie Michała

W części dzieła Zowczak, o stworzeniu człowieka,

w stosownej zbroi

Archanioła,

ów kardynalny aspekt Genesis nie występuje. W i a d o ­

rycerza, ale z twarzą p a n i e n k i (niczym wyraz na twa­

m o zaś, że ikonografia nie tylko chrześcijańskich l u ­

rzy samej a u t o r k i ) , zwyciężającego

dów świata pozwala orientować się, jak wizerunek Bo­

ny na płótnie, z X V I I I - X I X w i e k u w., znakomicie i l u ­

szatana, obraz olej­

ga jest ukazywany. A l e nie można się dziwić, że autor­

struje t e n f r a g m e n t w i e l k i e g o d o k o n a n i a M a g d a l e n y

ka ów aspekt pominęła. W świetle b o w i e m przekazów

Zowczak.

ustnych, jakie analizuje, człowiek - mówiąc krótko nie jest dziełem Stwórcy. To realizacja zespołowa, nie­

Zdrada albo zgroza

dołężnego starca oraz bardzo sprawnego, więcej, oso­
bliwie przebiegłego szatana. O t a k i c h w środku kraju
powiadają c h a c h m ę t .

I tak m a m y w tej niezwykłej pracy. K o n s t r u k c y j k a

O w e przekazy ustne, jakie zgromadziła w kraju i po­

tego dzieła składa się z wielu cząsteczek. Posłuchajmy:

za jego granicami, są rewelacyjne. Może podobne błą­

Diabeł

zawsze stawał

na poprzek i np. jak

kają się t u i t a m , lecz giną jak u Kolberga czy Federow-

stworzył pszczołę,

skiego w ogromie wszelkich i n n y c h kwestii k u l t u r o ­

tworzył i zaczął ten diabeł dokuczać

w y c h . N a t o m i a s t w przypadku Zowczak podziwiać na­

wtedy Pan Bóg zepchnął

leży jej niezwykły talent skupienia się na kluczowych

dziesz tworzył, będziesz

w tej kulturze zagadnieniach. Czy tylko ludowej?

bie naśladować,

Boże dzieło to fuszerka, to jeden pech. A l b o akt
przyzwalający na zepsucie, grzeszność, okropieństwa
najgorsze,

to diabeł

muchę,

Pan

Bóg

ale jak tak dużo

na-

też Panu Bogu,

więc

go do otchłani

że: już nic nie bę­

tylko cierpiał i ci, którzy będą cie­

tak samo będą cierpieć.

Ale na

początku

to diabeł tak samo tworzył, tworzył [•••] jak Pan Bóg kro­
wę - diabeł

kozę.

cierpienie. Takie rodzą się stwierdzenia

O j , bardzo dociekliwa jest nasza badaczka. Tekst po­

w kontekście wypowiedzi zgromadzonych przez nie­

chodzi z płockiego. Wiele lat tam buszowałem i m i się nie

zwykłą badaczkę. Czyta się je w książce z zapartym

udało podobnej wypowiedzi zanotować. Niesamowite!

243

Jacek Olędzki • SIEDZI BABA NA CMENTARZU

Przemiana światów

Już nie żyją Jan Małkowski Dziadek i H e n r y k G u r dziński z M u r z y n o w a . A l e Magdalena Zowczak u t r w a ­
liła i c h pamięć w i m i o n a c h swego synka.

To śródtytuł w t y m dziele. Po T o m i c k i m mamy

N i e w i a d o m o , o d jakiej damy pochodzi cytowana

Greimasa. K t o by się spodziewał takiej erudycji. C h o ­

wyżej wiadomość, ale czytajmy dalej. Może się uda

dzi wszak o rolę Trójcy Świętej w dziejach, waloryzację

rozgryźć to dzieło. N i e w i e m , czy podołam. Erudycja

trzech różnych jej epok. O d czasów starożytnych zna­

a u t o r k i sprawia kłopoty. Po Sylwestrowiczu pojawia

na jako postępujący upadek, aż po zagładę. Zowczak

się A . L . Greimas, La quete de la peur (1970).

dostarcza t u sporo n o w y c h i wielce poruszających, nie­

Intrygująca, zgodnie z zapowiedzią, staje się w t y m

znanych d a n y c h . O d razu d o d a m , że z t a k i c h oryginal­

dziele, relacja M a t k a Boska i diabeł. Otóż, jak udało

n y c h d a n y c h zbudowana jest ta cała, frapująca anali­

się dociec autorce, po pierwsze: po powodziach oraz

za badawcza. Posłuchajmy, to dopiero s. 90, a całość,

upałach, które nawiedziły Polskę (bratowa w czasie

bez d o d a t k u b a r w n y c h ilustracji, to s. 527:

t y c h upałów zapomniała wyłączyć pralkę i mieszkanie

Miłżyny [wielkoludy...]

na Górskiej 44 zalało).

dzie do łasu, największe

A teraz po drugie: anioł się nie pokłonił Matce Boskiej
i stał się diabłem. I to by było na tyle. Czytajmy dalej.

sie. A mówi: Co tam za robak po połu łazi? 1 na rękę
człowieka

świat będzie. A pośłe nas będą krasnołudki,
nastu człowieka

Edukację seksualną A d a m a w raju autorka zatytuło­
Rozpoczyna o d przedstawienia

nauczycieli. Pierwszy owad to anielski, pozostałe diabel­

że będzie

dwu­

jednego koguta kroić [ zarzynać - M . Z. J.

Na but powiedzą:

Co to za wieża? ]ak gdzie zostanie but
[rej. solecznicki, 1992].

nasz. Drugi świat powstanie...

M i t o degradacji rodzaju ludzkiego znają Pigmeje

skie. Wszystkie trzy stosują tę samą metodę (od Przemy­
śla po Troki) kaszą A d a m a w tyłek. Pikantność, niczym
u Rabelais'go czy Diderota, ujawniają teksty cytowane
w dziele, teksty polskich i litewskich wieśniaków.

A f r y k i Środkowej. Z materiałami z Biblii ludowej k o r e ­
spondują wiadomości z północnej części k r a j u o p u b l i ­
kowane przed laty przez Tadeusza Baraniuka.
Wertykalną budowę wszechświata - piekło w otchła­

Kiedyś wyszedł Adam z Ewą w podróż, przyszli do rze­
czułki. Ewa wzięła chustkę

wziął

z koniem. To jak ten świat zamykał się. A wyszła

kobieta, matka czy Żona, mówi: ]ak my pomrzemy, to taki

Pszczoła, osa albo bąk
wała Kłopoty z jabłkiem.

wielkie i silne dawniej były, pój­

drzewo, sosnę, na grzbiecie przynie­

n i ziemi, zaś niebo ponad nią - bliską w szczególności

do nosa i pomyła jemu, a po­

buddystom, a n a d czym się rozwodził onegdaj Ryszard

wiesić nie miała gdzie. Widzi ona, że coś u tego

Adama

T o m i c k i , nasza autorka, niespodziewanie wzbogaca i za­

jest. A bąk był w postaci diabełskiej.

nadoja-

razem uzupełnia o bliskie jej pojęcie zaświatów:

A Adamowi

dło i przytulił się, a bąk go uciął w tyłek i świat z tego po­
szedł [rej. t r o c k i , 1991]. I jak t u się nie cieszyć, że są
badacze

tacy jak

Magdalena

Zowczak.

Pozornie

s k r o m n i u t k a , a okazuje się, że to istota ścichapęk.
0 rany, o niebiosa.

Bywa też - pisze - że układ trójdzielny traci
ność w związku
światom;

z przeciwstawieniem

wówczas

łokałizuje

rze*, to oryginalna wypowiedź ze święciańskiego, z 1992
łach rzadziej niż „wertykalna",

N o więc chodzi o jabłko, symbol występku wobec
Pana. A u t o r k a tak rzecz relacjonuje.

mistrz Twardowski,

się w naszych

materia­

tłumaczy jednak,

dlaczego

porzucony przez diabła przed progiem

piekła, zawisł na niebie bądź wylądował

Zeszli aniołowie d o Edenu. Jeden grał na flecie pro­

Na

stym, d r u g i na skrzypcach, a trzeci m u wtórował, też

za­

się «piekło koło nieba, w gó­

r o k u . Ta interpretacja, pojawiająca

Czytajmy dalej.

wertykał-

naszego świata

na

księżycu.

początku swego dzieła, za Marią

Ossowską,

Magdalena Zowczak najskromniej, jak można, mówi,

na skrzypcach. Po prostu jak w kapeli żydowskiej. A l e

że jej „biblia l u d o w a " , to kwestia (w oryginale k a n o n )

spójrzmy do tekstu. C o się okazuje?

rolniczego etosu. A l e już w części przed chwilą cyto­

N a razie zostawmy sprawę jabłka na b o k u .

wanej, należy się dopatrywać czegoś znacznie więcej.

Przed n a m i obrazek na szkle ukazujący A d a m a

Myślę, że zapewne uniwersalnej dla w i e l u kultur, rów­

1 Ewę (jako dzieci) p o d drzewem, którego konar spowi­

nież pozaeuropejskich. Nasuwa się również myśl, że

jał wąż. Dookoła różne zwierzaki. Jest i kogut, i na koń­

Słowianie - być może — rodzajem wyobraźni przecho­

cu, tego dziełka z 1835 г., kto? Ślimak, który wylazł ze

wują pamięć o swym pasterskim rodowodzie. Łagodne

swego d o m k u i się przygląda zdarzeniom gorszącym.

słowo krojenie - jako uśmiercanie zwierzęcia - to nie

Noe chodził kilka lat do jakiejś pracy z siekierką,
na nie wiedziała
wiedziała.

praktyka rolników, lecz pasterzy. B u t jak wieża, to nie

a żo­

łapeć z łyka, ale bucisko z cholewą, odpowiednie do

dokąd chodzi- Diabeł ją kusił, żeby się do­

Ukręcił

z nosa wódki

i powiedział

Żeby mu się dała napić, to jej się przyzna.

jego

jazdy na k o n i u . N o i jest też jeździec, a nie człek z m o ­

żonie,

To tekst spisa­

tyką czy z płachtą i ziarnem.

ny ptzez E. K l i c h a , pochodzi spod L i m a n o w e j , 1910 r.

Bliny, kasza, zacierki

Same precjoza w tej książce.
O t o po K l i c h u E. R. Leach i R. Stichel. Swobodnie
porusza się nasza pani w literaturze, o d francuskiej po
angielską oraz niemiecką. Zadziwiające.

To niewątpliwie atrybuty etosu rolniczego. Wszela­
ko w j a k i c h się pojawiają kontekstach i jak swobodnie

244

Jacek Olędzki • SIEDZI BABA NA CMENTARZU

można je bezcześcić. O t o baba b l i n e m podtarla dziec­

bzzz, bzzz, brzęczy. Wąż zagniewał

ku tylek. Powoduje to zrozumiały gniew boży. Często­

i chciał jaskółkę

wanie Boga lub Pana Jezusa, kiedy chodzili po ziemi

żył ją ukąsić i wykąsić

b l i n e m „spostponowanym". Jest m o w a o czorcie (pa­

ski, 1992,

zjeść, ale jaskółka

się bardzo na
uciekła

jaskółkę

i tylko on zdą­

ogon w taki trójkąt [ rej.

poniewie-

Litwinka].

sterze do dzisiaj się go szczerze w M o n g o l i i , nawet

M o w a jest dalej o i n n y c h wersjach r a t o w a n i a a r k i .

w stolicy, więcej niż lękają). Otóż ów czort w orańskim

N i e wąż, lecz żmija lub żaba zatyka dziurę. K i e d y zaj­

rejonie, bogatemu gotów zlotem okrasić kaszę. A l e

mowałem się samą żabą w k u l t u r a c h świata, zwróci­

b i e d n e m u „w zacierki nasra" (s. 95). Jeśli mamy tu

łem się d o M a g d a l e n y Zowczak z prośbą o k o n s u l t a ­

symbole rolnicze, toć o w o r o l n i c t w o chyba nie m a pra­

cję. Dowiedziałem się wówczas niebywale więcej, ani­

starej m e t r y k i . I b y m się wahał przed użyciem t e r m i n u

żeli w 3 przypisach zamieściła a u t o r k a w swej książce,

„etos" rolniczy. Wydaje m i się, że czegoś brakuje. M o ­

to t y l k o dowód jej wielkiej skromności. Zaba nagro­

że słów na poły? Jak je zwał, tak zwał, nie ma to więk­

dzona została za swoje poświęcenie. Jej ciało nie roz­

szego znaczenia. Przedstawione uwagi to mądrzenie

kłada

się mądrali. Faktem jest, że autorka wśród imponują­

u znawców p r z e d m i o t u . Udałem się do I n s t y t u t u Zoo­

cego bogactwa i rozmaitości d a n y c h , jakie zgromadzi­

logii P A N . D w ó c h najlepszych w Warszawie znawców

ła, porusza się z gracją i sobie właściwym wdziękiem

płazów przyjęło m n i e z życzliwością. Jeden z l a p t o p e m

się. K o n t y n u o w a ł e m

zbieranie

wiadomości

w i e l k i m . Jest w n i m między i n n y m i coś, co można by

przed sobą, d r u g i o b o k księgozbioru. Długo się zasta­

nazwać archaizmem, z cicha pęk.

n a w i a l i , osoba z l a p t o p e m patrzyła w m o n i t o r . Wresz­
potop

cie się dowiedziałem. Zaba dlatego się nie rozkłada po

i kłosy. Zasadniczą część wywodów p o m i j a m , w szcze­

śmierci, że nie tylko oddycha płucami, ale również

gólności kwestię zredukowania kłosów zbóż (drzewa

„przez skórę"

Jesteśmy w części zatytułowanej: Kataklizmy,

kosmicznego) d o rozmiarów obecnych. Dosyć o t y m

Wyjechałem wkrótce do M u r z y n o w a i pierwszego

wydarzeniu pisano. I . K . Kubiakowie (1980), d o p a t r u ­

napotkanego mieszkańca

jąc się drabiny Jakubowej, J. S. Wasilewski (1989), al-

0 to samo. Odpowiedź była natychmiastowa: oddycha

lomorfy.

W

świetle istniejących d a n y c h , zboża ( i c h

całym

t a m t y c h stron

zapytałem

ciałem.

kłosy) były niebotyczne, albowiem miały wykarmić o l ­

Przywołałem te zdarzenia dlaczego? Otóż dlatego,

brzymów. Zatem niczym las się pieniły. Dopatrzyć się

że dzieło Zowczak aż k i p i o d błyskotliwości i n a t y c h ­

w tej wielkości axis m i m d i , pojedynczej k o l u m n y nie­

miastowości, więcej - życzliwości, wypowiedzi a n o n i ­

bios, niełatwo, trzeba mieć pomyślunek giganta. N a t o ­

m o w y c h osób. A l e aby do n i c h dotrzeć, trzeba się bar­

miast nowe, i jak w całej książce oryginalne, są dane

dzo natrudzić, no i mieć talent badacza. Badacza d o ­

z rozległych badań terenowych a u t o r k i oraz kierowa­

świadczonego i niezłomnego. Redakcja, która zechce

n y c h przez nią grup s t u d e n c k i c h .
Zainteresowały

mnie

t e n tekst drukować, może już w t y m miejscu go skró­

szczególnie

wiadomości

o zwierzętach i owadach. Rejestr otwiera pies i k o t ,
których krzywdzić nie można. I na szczęście, stereoty­

cić. Wszelako nie odmówię sobie radości pisania o Bi­
blii dalej, a jest o czym.
N o więc o psie i kocie, kotce.

p o w y c h chłopskich ocen nie spotykamy. Jak chociaż­
by wobec kota, że to bestia fałszywa. N a w e t komar jest

Wilk i kołowate

p o t r a k t o w a n y życzliwie:
Noe wszystkich

zwierząt

i ptaków

po parze bral, żeby

(zdumiewa t e n d e m i n u t y w , JO)

nie zginęły. I myszka

Oprócz dwóch gadów w losie a r k i N o e g o m a rów­

wąż

nież swój udział k o t k a . A u t o r k a na całej stronie o p i ­

i ogon wsunął do tej dziury, żeby woda nie szla

suje, jak się rzeczy miały. I chociaż mówi „także w źró­

Noe

dłach współczesnych", w o l i odwołać się do istnieją­

Pan Bóg, czym

cych, głównie d r u k o w a n y c h , o d k o ń c a X I X i począt­

będą żywili się. A wąż nie podpelzl, dlatego, że byl ogon do

k u X X w i e k u . A to wielka szkoda. A l b o w i e m f a k t

przedrapala
zobaczył

łódź i na pewno ta łódź potonęlaby,

dalej i potem, kiedy potop skończył
wszystkich

po parze i każdemu

ale

się, wypuszczał

powiedział

tej dziury wsunięty, to pyta się dlaczego. „Dlatego,

że mam

trwałych do dzisiaj w świadomości prastarych legend,

ogon wsunięty do tej dziury, trzyma łódź". To w

nagrodę

bajek i t d . , które pottafiła „wywołać", to najcenniejsza

pożywie­

warstwa w jej d o k o n a n i u , po prostu rzecz sama w so­

dla niego powiedzieli:

Co ty chciałbyś

jeść, jakie

stwo­

bie. I już obecnie sugeruję wydanie tych materiałów

rzonko. On chciał usłużyć, że czyja smaczniejsza krew, to

j a k o właśnie rzeczy osobnej, już bez uczonego wykła­

stworzenie, będzie pożywieniem węża. On teraz na

d u , natomiast, w całym tego słowa znaczeniu, literac­

nie? /.../.

On nie wie co, wówczas

komar, malutkie

go siada, wiadomo jak komar, i krew kosztował
człowieka

i wiadomo najsmaczniejsza

leciał powiedzieć,

jaskółka

zapytała

niejsza. Mówi do niego: pokaż języki
zyk, jaskółka

wyciągnęła

krew człowieka,

k i m przedstawieniu osób, okoliczności i t p . Sukces

i on

gwarantowany. Nadrealistyczny g a t u n e k

literatury

najsmacz­

w uszczegółowionych realiach lat osiemdziesiątych

Komar pokazał ję­

1 dziewięćdziesiątych Polski, L i t w y , Białorusi. Kogo

jego, jaka

język, jemu urwała.

leciał do węża, ale bez języka

każde­

i usiadł na

Komar przy­

i nie może mówić,

z zawodowych pisarzy współczesnych stać byłoby na

tylko tak:

coś podobnego?

245

Jacek Olędzki * SIEDZI BABA NA CMENTARZU

Możemy dalej mówić o kotce. Mysz stworzona przez

Zapytałem wybitnego znawcę zagadnienia dr. A n ­

diabla gryzie d n o b a r k i . C h u s t k a a l b o . . . rękawiczka

drzeja Goryńskiego dlaczego psy afrykańskie nie szcze­

stają się p o m o c n e . D o zatkania dziury? B y n a j m n i e j !

kają? Odpowiedź była natychmiastowa i krótka, bo nie

W c u d o w n y sposób - w zależności o d pochodzenia re­

zostały do tego przyuczone.

lacji - Prokurimas, Łajma, Pan Bóg, N o e czy M a t k a

Można by jeszcze dalej rozwijać temat. Po co wyją

Boska powołują do istnienia kotkę. I dlatego koty l u ­

psy w i l k o w a t e . A l e to już za daleko byłaby rozwinięta

bią ciepło (rękawiczka) i się stale myją (chustka).

dygresja. Dlatego w śródtytule jest słowo w i l k .

D o w i a d u j e m y się, jak niesłychaną życzliwością l u d

Napisałem na początku tego tekstu, że dzieło M a g ­

litewski, ale również chyba Polacy na L i t w i e , obdaro­

daleny Zowczak m a charakter uniwersalny, b o w i e m

wują swych w i e r n y c h przyjaciół, k o t a i psa. W i ę c e j

dotyczy synkretyzmów wszelkich religii światowych.

oczywiście zaskarbia serca pies. O n b o w i e m , ale w i n ­

O b e c n i e d o d a m , że ów uniwersalizm wyraża się rów­

nej wersji również k o t , przyczynili się aby coś pozosta­

nież w t y m , że dzięki tak rewelacyjnym z L i t w y wiado­

ło z kosmicznego kłosa. Poznajemy świadectwa wiesz­

mościom, jak o psie i kocie, pobudza, a nieraz zmusza

czych cech obydwu zwierząt. Pies gromadzi i c h więcej.

do pogłębionej refleksji n a d kulturą ojczystą i prowa­

A u t o r k a u n i k a jak ognia socjologicznej czy m e n t a l ­

dzi do poszukiwania analogii. W systemach wartości

nej, albo też s t r u k t u r a l n e j , k o m p a r a t y s t y k i . Daje t y m

B Y Ć , a do n i c h należą Indie, wiele jest zwierząt szano­

samym świadectwo bezwzględnej metody. W przypad­

w a n y c h , a nawet czczonych. W M o n g o l i i d o t a k i c h

k u przedmiotu swych zainteresowań nawiązuje do

zwierząt należy owca. Chociaż jest chłebem powsze­

folklorystycznych p r a k t y k ,

jakie wykształcił Julian

d n i m pasterzy, uzyskała przywileje, j a k i c h i n n e zwie­

Krzyżanowski i jego pierwszy asystent Jan S a d o w n i k .

rzęta nie mają. Przede wszystkim zabija się ją bezbole­

Jako etnołog, który świadomie, bardzo wcześnie uznał

śnie i bez przelewu k r w i .

konieczność poszukiwania sensu, istoty, poprzez szero­
k i i zarazem bardzo odległy o d k r a j u kontekst k u l t u r o ­
wy (azjatycko-afrykański), nie zrezygnuję w t y m tek­
ście z sięgnięcia do faktów z o d m i e n n y c h niż nasza

Święta Anna Samotrzecia

s t r u k t u r k u l t u r o w y c h . N i m to uczynię, dla osłabienia

W przerwie kontemplowania dzieła Magdaleny Zow­

znaczenia użytych stwierdzeń przedstawię zdarzenie,

czak za namową dobrego przyjaciela poszedłem zoba­

które odnosi się d o pierwszej osoby w podziękowaniu

czyć nowe prace W i k t o r a Gajdy w galerii Belłotto pro­

na końcu książki.

wadzonej przez Jadwigę Dzierwę w pobliżu placu Zam­

Spędzaliśmy wakacje w d o m k u k l u b u żeglarskiego

kowego w samej stolicy. Zachwycony oglądałem nowe

w Jadwisinie. Była już jesień, żeglarze opuścili przystań.

wcielenie Gajdy, odkąd znalazł się po opuszczeniu War­

Byliśmy sami i kotka, porzucona przez yachtsmanów.

szawy na bezludziu w Stroniu Śląskim w Sudetach. Ze

Wygłodniała i domagająca się pomocy. Obecny prof.

złoconych brązów, które każdy nowobogacki chętnie

Lech Mróz sypiał z nią na wznak, trzymając drapieżni­

chciałby mieć na k o m i n k u , rzeźb porażających perfek-

ka na piersi, blisko gardła, grdyki, czyli jak t o jest szcze­

cjonizmem, artysta sięgnął po k l o c k i bukowe, suche ze-

jabłka A d a m a .

włoki żab, zwykłe gwoździe czy karteczki, czyłi rekla­

Oczywiście nie podzielam poglądu powszechnego u l u ­

mówki agencji towarzyskich. M i m o tej wzruszającej po­

du naszego, że k o t potrafi udusić śpiące dziecko, zain­

etyki myślałem uparcie o t y m , co jest w Biblii

gółowo objaśnione w Biblii

ludowej,

ludowej.

teresowany czymś poruszającym się m i a r o w o . Miałbym

W komercyjnej galerii sztuki znajdują się stałe roz­

jednak wiele oporów, chociaż wychowywałem wiele

maitości różnego pochodzenia i wartości. Zaintereso­

kotów, by spać w podobnej pozycji, w d o d a t k u z k o t e m ,

wała m n i e bardzo udana kopia znanej

p o n a d t o nieznanym. Podziwiałem mego przyjaciela.

z Dzieciątkiem z Krużlowej. Pani prowadząca galerię

Madonny

życzliwie powiedziała m i , że t o dzieło ucznia K u l o n a ,

Zdolności głosowe psów, których k o t y nie mają,
powodują, że w kręgu k u l t u r y M I E C , uzyskują pozy­

który potrzebuje pieniędzy, i dlatego za tak niską cenę

cję d o m i n a n t a . Inaczej jest w kręgu k u l t u r y B Y Ć ,

można u niej kupić jego pracę. Pokazała m i obrazeczek

p r z y n a j m n i e j , w obszarze w i e l u miejsc

Środkowej

przedstawiający jakąś rzeźbę gotycką Świętej A n n y Sa-

A f r y k i . O t ó ż rodzime psy afrykańskie nie szczekają.

motrzeciej. Prawidłowo wypowiedziała o w o słowo sta­

M o ż n a przemierzyć s a m o c h o d e m tysiące kilometrów

ropolskie, zarazem t e r m i n , j a k i dotyczy owego wzorca

przez t e n k o n t y n e n t i nie zdarzy się c h o ć j e d e n przy­

ikonograficznego. Pokazała m i przedstawienie świętej

pojazdem,

aby powiedzieć, że artysta, którym się opiekuje, rzeźbi

a cóż d o p i e r o , j a k t o w naszej ojczyźnie, jego oszalały

właśnie o w o wyobrażenie. I t u k u m e m u zadziwieniu

bieg za pojazdem. I co się okazuje? - że w t y m obsza­

dowiaduję się, że Samotrzecia, to św. A n n a z d w o m a

rze świata k o t , a nie pies, może być d o m i n a n t e m

na rękach Dzieciątkami Jezus. Już nie pytałem, dlacze­

w zagrodzie, r o d z i n i e . N o c ą w y c h o d z i się z k o t e m ,

go tak uważa, a było, oj było w a r t o .

padek ujadania psa za przejeżdżającym

a nie psem, bo pierwszy przed wężem się zatrzymuje,

My, badacze, stale powtarzamy to uchybienie. Jeste­

a d r u g i go o m i j a , nie ostrzegając t y m samym o nie­

śmy tak zadziwieni, a nieraz olśnieni osobliwością uzy­

bezpieczeństwie.

skanej wiadomości, że zapominamy o próbie pójścia

246

Jacek Olędzki • SIEDZI BABA NA CMENTARZU

nieco

powstała

0 c h ę ć powiedzenia sobie, j a k i charakter mają analizo­

z c h u s t k i czy rękawiczki. Wystarczająca pozostaje sama

dalej,

zapytania, dlaczego

kotka

wane wątki, a dalej podjąć próbę oceny owej k u l t u r y

wiadomość. I t a k i jest charakter p u b l i k o w a n y c h w Bi­

ludowej, w której dokonał się wybór t a k i c h , a nie i n ­

blii tekstów. N i e odnalazłem prób nękania rozmówcy

n y c h treści. A l e przed t y m pojawia się pytanie, czy był

do końca. Oczywiście z góry można przewidzieć, że

to wybór. W w i e l u przypadkach tak, lecz również czę­

w przeważającej ilości przypadków nic konkretnego

sto nie. Stworzenie przez Pana Boga A d a m a i Ewy czy

i oczekiwanego nie pojawi się. D o w i e m y się tylko, że

kara p o t o p u to wątek biblijny. N a t o m i a s t wędrówki

tak mówili poprzednicy i już. A l b o że jest, jak mówię,

Pana Jezusa z św. P i o t r e m po ziemi i towarzyszące te­

bo w i e m . Wszelako może się zdarzyć, że coś dodatko­

m u zdarzenia to licentia poetica d a w n y c h narratorów

wego nastąpi. D o niewiarygodnej konfabulacji czy zgo­

rodzimych w swej oryginalnej twórczości słownej ko­

ła zmyśleń i fantazjowania stającego się dziedzictwem,

rzystających ze skarbnicy plebejskiej czy chłopskiej r u -

tradycją ustną, na koniec zaskakującego fałszowania

baszności, m u l t i p l i k a c j i , dygresyjności,

w najlepszej wierze treści, chociażby b i b l i j n y c h lub tyl­

niezwykłości przekazu. Jeśli widzieć w t y m wpływy sa­

ko ewangelicznych, zdolni są zarówno niekształceni,

mej B i b l i i , to - j a k się wydaje - w warstwie moraliza­

jak też kształceni. Jednakże ci pierwsi, osadzeni w k u l ­

torskiej, a może też dydaktycznej.

sprzyjających

turze opowieści przekazywanych z pokolenia na poko­

W opowieściach l u d o w y c h akceptowana jest Świę­

lenie, mogą cieszyć się wśród nas, etnografów, więk­

ta Rodzina, bywa, że aż do granic przeniewierstwa.

szym i w pełni uzasadnionym zainteresowaniem.

Nazywano ją jeszcze na początku X X w. w niektórych

Pana Boga, w jednej z dalszych części

częściach Polski Świętą Trójcą! N a u k i Jezusa zawarte

swej pracy, autorka zamieściła na s. 328 fotografię obra­

w Ewangeliach osobliwie nie stanowią poważniejszego

W Towarzyszu

po jeziorze Genezaret. O t y m obrazie

tworzywa s n u t y c h niegdyś z zapałem opowieści. To

wystawianym raz do r o k u na Boże Ciało w Rokiciu,

chyba mroczny cień, j a k i pada na ludową percepcję

a będącym własnością wsi M u r z y n o w o , obrazie replice

świętego Słowa. Z dwunastu apostołów tylko dwóch

wcześniejszych, o d poł. X V I w., pisałem onegiś w „Kon­

spotkało się z większym zainteresowaniem. Należą do

zu: Jezus chodzący

tekstach"; Zagadnienie czasu mitycznego i historycznego.

t y c h wybrańców św. Piotr oraz Judasz. Pierwszy stał się

Zamieściłem w t y m tekście wypowiedzi dotyczące per­

prawdziwym ulubieńcem prześmiesznych anegdot je­

cepcji przedstawienia wizerunku Jezusa ratującego św.

m u poświęconych. N a w e t jego imię nie zostało oszczę­

osób.

dzone. M i e ć pietra. N a z w a n o obecność w l u d o w y c h

Wśród n i c h tylko dwie kobiety potrafiły prawidłowo,

opowieściach ulubionego apostoła k o m i z m e m św. Pio­

Piotra. Rozpoznanie

dotyczyło kilkudziesięciu

w nawiązaniu do przekazu ewangelicznego, powiedzieć

tra. Znane są od dawna owe zabawne przypowieści

o rzeczywistej, zgodnej z t y m , co jest, treści obrazu. Po­

związane ze świętym, kiedy towarzyszył Panu Jezusowi

zostałe interpretacje były nieprawdziwe. Redaktor jed­

w wędrówce po ziemi. W każdej z tych opowieści ko­

nej z gazet płockich, urodzony i mieszkający w M u r z y ­

miczny bohater zbiera cięgi albo osobliwie wzbogaca

nowie, upierał się, że obraz przedstawia Jezusa w łodzi

świat przyrody - to o grzyby, to o ryby. „Sum z j a j a m i "

łowiącego ryby. Można by poprzestać na t y m wzruszają­

pod p o d n i e b i e n i e m albo w żołądku to nie k t o inny, jak

c y m zafałszowaniu. Jednakże miałem cierpliwość nękać

sam św. Piotr. W Biblii ludowej znalazły się jednak nie­

rozmówcę. I dowiedziałem się, że dlatego taki, a nie i n ­

znane d y k t e r y j k i . A u t o r k a odkryła je na L i t w i e :

ny temat jest treścią obrazu, że wieś była kiedyś rybac­
ka. Najważniejsza jednak część tej wypowiedzi to samo
jej zakończenie: Ten obraz jest apoteozą

pracy.

Sin. Piotr wszystkich wpuszcza do nieba, ale już ślepy
1 głuchy. Jakimś

on cudem przepuścił

nego. W niebie zrobili awanturę,

Można z dużym prawdopodobieństwem przyjąć, że

szukali księdza

Zyda nie

ochrzczo­

że trzeba go

ochrzcić,

i nie znaleźli. N i g d y nie przypuszczałem,

po wielu latach, kiedy już d a w n o m n i e nie będzie,

że tak niegościnne jest niebo dla księży. I jeszcze jedna

a nasza dyscyplina uzyska nową nazwę, n p . scientolo-

z w i e l u przypowiastka:

gii k u l t u r o w e j , jakiś nawiedzony badacz doszpera się
d o owej wypowiedzi o apoteozie pracy. I można rów­

Sw. Piotr deszczami rządzi, grzmotami i jeździ na

ko­

niach w wozie, skry się sypią, to na obrazie widziałem

sta-

nież przyjąć, że nie p o t r a k t u j e jej jako w i e r u t n e j bzdu­

rinnym, jak zacznie padać

Bóg

ry, ale będzie nią oczarowany. Odnajdzie związki mię­

powiedział:

dzy fałszem wypowiedzi a wieloletnią edukacją osoby

leje gdzie popadło

w k r a j u k o m u n i s t y c z n y m . N i e w s p o m i n a m już o b u d u ­

deszcz, to leje i leje. Pan

Lej tam gdzie pyl, a on usłyszał: gdzie był. 1 on
(s. 3 2 9 ) .

W części zatytułowanej Dziwne

sądy boże o d n a j d u ­

jącym aspekcie zatrudnienia Pana Jezusa w ciężkiej

jemy dosyć dwuznacznie ukazywaną postać Chrystusa

pracy rybaka, w d o d a t k u łowiącego samemu, niczym

w wypowiedziach zgromadzonych na L i t w i e w latach

hemingwayowski Stary człowiek.

1990 i 1992.

Wątki

Gorzka percepcja

Interpretacje wątków biblijnych w kulturze ludowej. To
podtytuł omawianej t u książki. Można już pokusić się

o podstęp niegodny osoby boskiej, a ostatecznie o zła-

247

A u t o r k a nie próbuje wprost powiedzieć, że chodzi

Jacek Olędzki • SIEDZI BABA NA CMENTARZU

manie 5. przykazania. Rzecz z zakresu złowieszczej ety­

czynie dawnego Zairu. Siedzimy przed kościołem. D o ­

k i nazywa pseudoracjonalizacją. Posłuchajmy:

okoła elegancko ubrani w i e r n i , skupieni uroczyście.

Li ojca był jeden syn. A Pan Jezus przechodzi,
chłopczyk

a ten

mówi, dziecko, pokazy! I ten chłopczyk
Jezusem i na kładce

poleciał

Pan Jezus jego utopił /.../.

Nagle p o n a d głowami postrzegam, jak z plantacji bana­

ten

nów wychodzi rząd przygarbionych Pigmejek, dźwigają

z Panem

pełne kosze i gdzieś znikają. Poza m n ą n i k t nie patrzy

Dzieciaka

na tych, któtzy i n n y m pozwalają dzień święty święcić.

sobie lata. Jak to mnie przez rzekę przejść,

mi utopił! A Pan Jezus tak mówi: Co chcesz? Ten twój syn

W

U n i e j e w i e jeden z najbogatszych

gospodatzy

byłby straszny zbój i ty prosiłby jego śmierci. A teraz u cie­

z całą rodziną odświętnie i dostojnie udaje się do Ro-

bie urodzi się syn i będzie wielkim doktorem.

kicia na mszę. Jego parobek zostaje w gospodarstwie

/.../.

Skóra cierpnie, c i a r k i przeszywają ciało, gdy zasta­
n a w i a m się n a d zdolnościami l u d u sąsiedniego, ale
również pewnie niegdyś naszego, wzbogacania obrazu

i oporządza, a także k r o w y d o i . . .
Hipokryzja? Znieczulica?

Kłamstwo

i bigoteria?

Może jeszcze coś, czego nie czujemy albo czuć nie

Boga. W Ewangeliach źródłem mogłoby stać się u w o l ­

chcemy. Sam już nie w i e m , a w omawianej książce o d ­

nienie o p ę t a n e g o . . . , strącenie z urwiska stada świń.

powiedzi nie znajduję. I , broń Panie Boże, nie obcią­

Wszelako ów akt, chociaż napawający grozą i również

żam t y m b r a k i e m a u t o r k i .

etycznie niezbyt dzisiaj pojętny, dokonał się w szcze­

W tej części dzieła ujawnia się najwyraziściej p o w o ­

gólnym systemie wartości, pielęgnowanym i szanowa­

łanie z prawdziwego zdarzenia Magdaleny Zowczak,

n y m . A m i a n o w i c i e k u l t u r o w e g o ostracyzmu w sto­

a także jej zdyscyplinowanie, jak ptzystało na uczone­

sunku do zwierząt nieczystych. Wydaje m i się jednak,

go (uczoną). N i e wdaje się w jakieś oceny i nie poka­

że źródło jest i n n e zupełnie. Należy chyba dopuścić t u

zuje po prostacku palcem ptzyczyny, w sposób ptzed-

rolę p o b i e r a n y c h n a u k w kościołach, w których księ­

stawiony przeze

ża l u b o w a l i się w swych kazaniach korzystać z „budu­

z w i e l k i m poświęceniem i doskonale uporządkowany

j ą c y c h " ptzykładów. Mogę oczywiście się mylić, j e d ­

ogromny zbiór wiadomości niechaj służy pogłębione­

m n i e nieco

wyżej. Zgromadzony

nakże próbuję zrozumieć o w o zjawisko przyzwalania

m u zastanowieniu, samodzielnemu myśleniu. W t y m

na okrucieństwo. N i e pomaga

d u c h u skonsttuowana jest cała książka i , oczywiście,

t e m u zrozumieniu,

ptzy analizie patalelnego wątku z A n i o ł e m Stróżem
i dziećmi na m o s t k u , przywołanie wypowiedzi „tak so­
bie", nieocenionej, przewspaniałej A n n y

Kunczyń-

skiej-Irackiej. Podobnie, jak autorka, potrafiła żarto­
wać (s. 3 3 7 ) .

jej partie końcowe.
Pojawia się pytanie retoryczne: C Z Y

ISTNIEJE

T E O L O G I A „ L U D O W A " ? Istnieje synktetyzm r e l i ­
gijny, o którym mówiłem na początku. I chyba okolicz­
ności, sposób przekazywania o f i c j a l n y c h racji określo­

Przyjmuję więc, że twórcy o k r u t n y c h ptzypowieści,

nej religii, powoduje, że przetworzenia mogą być gor­

nie oszczędzających Jezusa Chrystusa czy Anioła Stró­

szące lub nie. M o g ą uwznioślać sens objawienia albo

ża, są n i e w i n n i , więcej, podziwiać i c h wypada za zdol­

go - przykro to powiedzieć - profanować.

ności kreowania oryginalnych tekstów. Przyczyny na­

Z wdziękiem pojawia się zakończenie, w którym nie

leżałoby poszukiwać poza osobami, które wprowadziły

ma - tak jak to bywa w i n n y c h n a u k o w y c h dyscypli­

w obieg społeczny owe porażające opowieści. Sadzę, że

n a c h - jakichś b a n a l n y c h k o n k l u z j i , natomiast jest

unikamy w t y c h przypadkach powiedzenia o mizerii

P O D Z I Ę K O W A N I E , między i n n y m i księdzu M a t k o w i

katechezy, o wątpliwych sposobach głoszenia Dobrej

Statowieyskiemu za... udostępnienie domowej biblio­

Nowiny.

teczki.

Zbliża się październik, i j a k co r o k u zobaczę z mego

W dziełach powstałych w pracy badawczej zespoło­

o k n a tłum wyelegantowanych mężczyzn - to myśliwi.

wej, będących skarbnicą wiadomości, p o w i n i e n znaj­

Uzyskają błogosławieństwo w Katedtze Polowej. Będą

dować się bezwarunkowo indeks rzeczowy! A u t o r k a

w niej nawet nie rozgrzeszeni, ale przeciwnie, zachęce­

mówi, że to jej w i n a . N i e - w y d a w c y ! , d o d a m , wielce

n i do łamania 5. przykazania. Tylko garstka studentów

czcigodnego. O b y się pojawiło drugie wydanie z i n ­

pojawi się z transparentem naptzeciw i n i k t z kościoła,

deksem.

ani z pokrzepionego na d u c h u homo necans, nawet nie
raczy spojrzeć na o w y c h narwańców.
Kiedy to piszę, staje m i przed oczyma to, co ogląda­

Warszawa, 18 września 2001

łem daleko o d kraju. Msza niedzielna w jakiejś wiosz­

tydzień p o . . .

248

Cytat

Olędzki, Jacek, “Siedzi baba na cmentarzu / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.1-2,” Cyfrowa Etnografia, Dostęp 19 sierpnia 2022, https://cyfrowaetnografia.pl/items/show/10736.

Formaty wyjściowe