Kolekcja nieidealna (3) pamiętaj o mnie! / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2003 t.57 z.1-2

Dublin Core

Tytuł

Kolekcja nieidealna (3) pamiętaj o mnie! / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2003 t.57 z.1-2

Temat

pamięć

Opis

Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2003 t.57 z.1-2; s.243-250

Twórca

Baranowska, Małgorzata

Wydawca

Instytut Sztuki PAN

Data

2003

Relacja

oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5309

Format

application/pdf

Język

pol

Identyfikator

oai:cyfrowaetnografia.pl:4931

PDF Text

Text

Małgorzata Baranowska ♦ PAMIĘTAJ O MNIE

N

a pierwszy rzut oka wydaje się, że nie ma nic
prostszego, niż połączyć pocztówkę tematem pamięć. Pocztówka „ze swej natury” jest, często
ulotnym, dowodem pamięci i pamiątką. A jednak roz­
poznanie tematu zajęłoby być może wieczność. Bez na­
mysłu zakłada się, że kolekcja jest rodzajem źródła hi­
storycznego, obyczajowego. To oczywiście prawda. Nie
wyklucza to jednak faktu, że sprawa jest o wiele bardziej
skomplikowana. Trudno już dzisiaj poprzestać na kryte­
riach naiwnego neopozytywizmu, co bez namysłu czyni
większość opisywaczy kolekcji i wystaw pocztówek.
Nawet jeśli tego sobie nie uświadamiamy, poprzez
estetykę surrealizmu i ich zainteresowanie kiczem
i sztuką peryferyjną, jakby mimochodem, pocztówki
odegrały niebagatelną rolę w kształtowaniu się nowo­
czesnej antropologii i w dwudziestowiecznym pojmowa­
niu sztuki - w rozumieniu „nowości”, a także w rozu­
mieniu pojęcia kiczu jako czegoś, co nowości przeczy.
Cokolwiek przedstawia pocztówka i w jakimkolwiek
języku napisano na niej wiadomość, ducha karty pocz­
towej najlepiej oddaje zwrot PAMIĘTAJ O MNIE!
Może powinno się napisać: MYŚL O TO BIE. PA­
MIĘTAJ O MNIE. Bo pocztówka jest przede wszystkim
posłańcem uczuć, ambasadorem pamięci. A ponieważ
ona nie znosi niedomówień i chciałaby mieć gotowy
wzór na każdą okazję, więc często po prostu znajdujemy
na niej napis: pamiętaj o mnie, nie zapomnij mnie, po­
myśl o mnie, na przykład ułożone ze splecionych kwia­
tów, wśród których obowiązkowo niezapominajka.
Pocztówka chciałaby powiedzieć naraz wszystko
i zmieścić na małej powierzchni jak najwięcej symboli.
Oto nad napisem złotymi literami - pamiętaj o mnie bukiecik niezapominajek związany czerwoną wstążką,
na której zawieszono serduszko, krzyżyk i małą kotwicę.

4. N ie zapomnij mnie

243

K O L E K C JA N IE ID E A L N A

(3 )

MAŁGORZATA BARANOWSKA

Pamiętaj o mnie!

Czyli użyto symboli cnót najbardziej przez pocztówkę
uwielbianych: Wiary, Nadziei i Miłości. Na odwrocie
pisane o godzinie 10 wieczorem 29 marca 1918 roku:
N ie z słów się sk ład a m iło ści rozm ow a,
Starczy spojrzen ie za najczu lsze słowa,
M ó w i cz ęsto k ro ć w ięcej, niźli chcem y,
Je d e n jedyn y d ło n i u ścisk niem y.
Podpis - „Ten S a m ” i n ie cz y te ln a parafka.

Mówimy o uczuciach? Więc nie tylko miłość, cza­
sami nawet złość czy uraza skłania do wysłania pocz­
tówki z napisem: Nie zapomnij o mnie (oczywiście peł­
no tu niezapominajek). „List pisany dnia 5 marca 1920
rok. W pierwszych słowach mojego pisma donosze ci że
ty jesteś zadumna i straśnie się stawisz. I straśnie naro­
biłaś Nam wstydu do ciorta i trochę. Jak nie masz ży­
czenia z namy Rozmawiać. To trudno i więcej żebyś tak
Nierobiła nam Wstydu bo nie wiem Co by było z tobą”
(zachowałam oryginalną pisownię - MB).

Niezmiernie często pojawia się na pocztówce mo­
tyw listu. Ten list, który wychylając się z obłoku zawie­
szonego nad rozmarzoną panienką trzyma w ręce ele­
gancki młodzieniec, albo ten, który trzyma piękna ko­
bieta w chmurce, zawsze znaczy: pamiętaj o mnie. N a­
wet bez chmurki będącej rodzajem komiksowego dym­
ka, oznaczającej myśli osoby, która się pod chmurką
znajduje, rozumiemy, że list oznacza przesyłane myśli
i uczucia, a także jest widomym znakiem pamięci.
Główny podział w rozumieniu przez współczesnych
nam kolekcjonerów ich własnych kolekcji ma począ­
tek w rozumieniu czasu. Jeżeli czas historyczny umie­
ścimy na osi pionowej, a współczesność na poziomej,
to większość kolekcjonerów będzie swą kolekcję
„umieszczać w pionie”. Zgodnie z przekonaniem, że
niezależnie od wyboru tematu zbioru pocztówka jest
rodzajem dokumentu epoki. Tego rodzaju postępowa­
nie wynika z ugruntowanej tradycji, która, w naszej
kulturze, jak układ dziesiętny, nie podlega dyskusji.
Pocztówka jest dokumentem szczególnym, przede
wszystkim dokumentem uczuć. Ale i te nie są wolne od
ulegania historii. Epoka odciska na nich swe piętno i nie­
244

ustannie zmienia język uczuć. Najczęściej pocztówka se­
gregowana jest za pomocą potocznych kryteriów logiki
historii pojmowanej zawsze jako przebiegającej w czasie
linearnym. A jednak można sobie wyobrazić sytuację za­
burzenia owego porządku. Jakaś linia czasu, która miała
się już kiedyś w swej linearnej rzeczywistości zakończyć,
nagle zostaje pociągnięta dalej i można by powiedzieć
„obok”, przez inny punkt na linii poziomej, niż przebiega­
łaby, gdyby szła swym naturalnym rozpędem.
Tego rodzaju przykład wykorzystania kolekcji pocz­
tówek do stworzenia serii spirali czasu, czy może pętli
czasu, stworzył w literaturze Romain Gary w książce L ę­
ki króla Salomona: „Szybko spostrzegłem, że mimo wszel­
kiego bogactwa pan Salomon jest sam na świecie. Naj­
częściej zastawałem go przy wielkim biurku filatelisty,
z lupą w oku, bardzo zadowolony oglądał znaczki, jak
prawdziwych przyjaciół, a także pocztówki, które docie­
rały do niego z przeszłości i z wszystkich stron świata.
Nie były zaadresowane do niego osobiście, bo niektóre
zostały wysłane w zeszłym wieku, kiedy pana Salomona
prawie nie było na świecie, ale na koniec trafiły do jego
domu. [...] Jedna przedstawiała młodą dziewczynę,

Małgorzata Baranowska ♦ PAMIĘTAJ O MNIE

ubraną jak na początku naszych czasów, z czterema
chłopczykami w marynarskich ubrankach i słomko­
wych kapeluszach, ona mówiła kochanie, kochanie myśli­
my o tobie dzień i noc. Wracaj szybko i pamiętaj ubieraj się
ciepło i wkładaj twój flanelowy pas, twoja Maria. Najdziw­
niejsze jest to, że pan Salomon przeczytał tę pocztówkę,
a potem poszedł kupić sobie flanelowy pas.[...] Ta kart­
ka była z 1914 roku. [...] Nie wiedziałem, że pan Salo­
mon nie może ścierpieć zapomnienia, zapomnianych
ludzi, którzy żyli i kochali, i przeszli bez śladu, którzy by­
li kimś, a stali się niczym, pyłem, resztkami, tymi co są
«sprzed», bo teraz wiem, że tak ich nazywał”.1
„Pan Salomon znalazł u braci Dupin w pasażu Saint
Barthelemy pocztówkę z fotografią odaliski, mieli ta­
kie w Algerii, która była jeszcze francuska, a na od­
wrocie słowa miłości: nie mogę żyć bez Ciebie Ciebie mi
najbardziej brak na świecie będę w piątek o siódmej pod
zegarem na placu Blanche czekam na Ciebie z utęsknie­
niem twoja Fanny".2 Oczywiście pan Salomon szuka
odpowiedniego zegara, a przede wszystkim odpowied­
niej godziny. Znajduje konsjerżkę, która naprowadza
go na trop zegara, bo pamięta zegar i ulicę.
Pan Salomon miał 10 000 pocztówek, wszystkie
z tekstami silnie nacechowanymi uczuciowo, bo tylko
takie zamawiał u handlarzy pocztówkami, i obcował z ni­
mi jak z bliskimi. Bohater Gary’ego wprowadza „fabułę”
kolekcji do swojej teraźniejszości. Gary ma rację. Świet­
nie oddał on tu istotę ducha pocztówki, która przede

PARIS (IX ’).



wszystkim jest wehikułem uczuć. A że wszystko toczy się
w wyobraźni, także pasuje do świata pocztówki.
Kolekcjonowanie i odgrywanie uczuć zapomnia­
nych, pozostawionych na małych, kolorowych kartoni­
kach, zostało przez Gary’ego opisane jako skrajny prze­
jaw samotności. Ta samotność także została przedsta­
wiona oryginalnie. Pan Salomon mówi do pana Tonga,
tłumaczącego mu, że przecież nie znał tych ludzi z pocz­
tówek, którymi tak się przejmuje: „ - Pan nie potrafi zro­
zumieć. Pan stracił całą rodzinę w Kambodży. Pan ma
o kim myśleć. Ale ja nigdy nikogo nie straciłem. Wśród
tych sześciu milionów Żydów eksterminowanych za
Niemca nie miałem nikogo, choćby byle kuzyna. Nawet
moi rodzice nie zostali zabici. Zmarli przedwcześnie,
w pokoju i godności, przed Hitlerem. Mam osiemdzie­
siąt cztery lata i nikogo do opłakiwania. To straszne być
samotnym po stracie ukochanej istoty, ale jeszcze strasz­
niejsza jest samotność, jak się nigdy nikogo nie straciło.
No więc kiedy przeglądam ten album...”.3
Opłakiwanie utraty możliwości bezpośredniego
przeżycia tamtej straty pozwala Gary’emu opisać wcie­
lenie samotności po Zagładzie. Scenariusz żalu pisarz
zmienił w historię zbierania pocztówek, jeśli można to
nazwać zbieraniem pocztówek, a nie korespondencji,
albo może lepiej zbieraniem uczuć. W każdym razie
trudno tę kolekcje potraktować jak zwykłe, tradycyjne
muzeum. Niewątpliwie ta kolekcja należy do współ­
czesności jej właściciela, a nie do przechowywanej

Le Boulward Montmartre. — LL.

7
5. List w ręce postaci w chmurce nad główną postacią pocztówki oznacza „myślę o Tobie”, „pamiętam”
6. List w ręce może oznaczać zarówno nadejście poczty, jak i chęć wysłania owego listu
7. Kartka z Paryża z roku 1914 z charakterystycznym zegarem ulicznym. Pod podobny musiał się zapewne udać pan Salomon bohater po­
wieści Romain Gary’ego.

245

Małgorzata Baranowska ♦ PAMIĘTAJ O MNIE

8. Nie wiadomo czy pan Salomon udał się i na spotkanie tych ludzi. Paryż w czasie powodzi (styczeń 1910). - Rue du B ac

skrzętnie przeszłości. Ale przecież zbiera pocztówki
dlatego, że nadawcy i odbiorcy należeli do przeszłości
i ich uczucia miały zostać zapomniane.
Strażnikiem i aktorem tych uczuć staje się stary, cał­
kowicie samotny Zyd. On staje się też wcieleniem pa­
mięci. Tylko jakiej? Tylko czyjej? Narratorowi opowieści
kraje się serce, kiedy nagle pojmuje, że pan Salomon zo­
stał „adoptowany” - na chwilę, bo przecież co chwilę
zmieniał obiekt swej kontemplacji - przez pewną rodzi­
nę bretońską z pocztówkowego zdjęcia z roku 1905.
To jakaś efemeryda pamięci, która wyłania ulotne
chwile, nie mogąc w żadnym razie objąć całości.
W pewnym sensie mamy tu też analizę samej kolekcji,
która zawsze będzie ułomna, jeśli nie jest kolekcją pa­
ru określonych, możliwych do zgromadzenia przedmio­
tów. Na pewno jednak nie może to dotyczyć ani zbioru
pocztówek, ani zbioru życiorysów czy wydarzeń z życio­
rysów nadawców i odbiorców 10 000 pocztówek.
Tutaj muszę wprowadzić rodzaj historycznego anek­
su do tematu „kolekcje pocztówek i pamięć”, jak rów­
nież do fabuły Lęków króla Salomona. W roku 1967
w „Stolicy” ukazał się tekst o znanym, świetnym zbiorze
pocztówek inżyniera Stanisława Rzeźniackiego, stano­
wiącym dzisiaj trzon zbioru Biblioteki Uniwersyteckiej
w Toruniu. Sam Rzeźniacki to postać bardzo ciekawa
- podróżnik mimo woli, bo jako obywatel Księstwa Po­
znańskiego przebywający w zaborze rosyjskim został po
wybuchu I wojny internowany i zesłany na Sybir. Jako
wygnaniec, a potem jako wędrowiec, także po Tybecie,
spędził w Azji osiemnaście lat. Wrócił do kraju w roku

1932. Już przed wojną miał wielką i cenną kolekcję,
z której 25 000 spłonęło w powstaniu warszawskim. To,
co dotarło do Torunia, to 60 000 pocztówek,4 chociaż
uważano za jego życia, że doszedł do większej ilości.
Zacytujmy bardzo charakterystyczny list tego na­
miętnego zbieracza, który uległ, jak to mawiano na po­
czątku dwudziestego wieku, „manji kartkowej”:
„W pocztówkach mam wszystko - pisze Rzeźniacki - na­
wet poezję i muzykę na pocztówkach; mam albumy ge­
niuszów z całego świata, a jaki ciekawy Watykan
z wszystkimi papieżami, wykopaliskami Pompei, Egiptu
i grobowcami, mumiami, piramidami, sfinksami, azjatyc­
kie pagody, meczety, minarety - jednym słowem, cały
świat na pocztówkach - istne muzeum w miniaturze”.5
W artykule Sto lat kartki pocztowej i 100 000 pocztó­
wek, w „Stolicy” z 1967, poświęconym właśnie kolekcji
inżyniera Rzeźniackiego, Antoni Trapiński pisze
o pierwszej w Warszawie wystawie pocztówek w roku
1900: „Wystąpiło 10 wydawców i około 30 kolekcjone­
rów modnego artykułu produkcji krajowej i zagranicz­
nej, który jako nowość bił wówczas rekord uznania i po­
wodzenia. Wystawiali pp. Kiesewetter i Semadeni z Lu­
blina, panna Rozalia Klopfert z Warszawy i p. Henry
z Petersburga (podobno od tego czasu datuje się naj­
większe muzeum w Związku Radzieckim, powstałe z ko­
lekcji prywatnej i liczące obecnie około miliona sztuk).
Próżno u nas szukać śladów po takich zbiorach i wy­
stawcach, jak pp. Ignacy R. Barabasz, Maksymilianowa
Baruch, Eustachy Goldfeder, L. i S. Kapłan, Halina Hochenlinger, Izydor Katz, Helena i Stefan Lewentalowie,

246

Małgorzata Baranowska ♦ PAMIĘTAJ O MNIE

Jan Samuelson, Friede Rundo i Rzecznik z Warszawy.
[... ] Wymienione nazwiska jednak świadczyć mogą, dla­
czego p. Rzeźniacki pozostał na placu boju jedynym
w kraju stutysięcznikiem w swej dziedzinie”.6
W Europie Środkowej i Wschodniej nie trzeba na­
wet takiego akapitu komentować. Niech więc tylko
stanowi mikroskopijną pamiątkę tamtych ludzi i tam­
tych kolekcji także w moim tekście.
Niektórzy historycy żartem powiadają, że wszystko
ginie, tylko papier jest niezniszczalny. To się nie może
sprawdzić, zwłaszcza w mieście w osiemdziesięciu pro­
centach zburzonym i spalonym, jakim jest Warszawa.
A jednak czasami ma się takie złudne wrażenie i nagle
trafi się w antykwariacie na pocztówkę z okresu narzeczeństwa babci naszych bliskich znajomych, albo na
pocztówkę z wojny, albo w Paryżu natknie się na świe­
żutkie - z roku 1919 - wiadomości z Warszawy. Na
przykład jakiś podporucznik, Francuz, prosi rodziców,
żeby przysłali mu kepi i żeby pamiętali, że ma dużą gło­
wę. Pisze też, że w Warszawie jest piękna pogoda i pój­
dzie z kolegami na spacer. A wszystko na pocztówce
z kościołem Najświętszej Marii Panny.
Na pocztówkach zapisuje się pamięć miasta, co w wy­
padku Warszawy ma znaczenie nadzwyczajne. Nieistnie­
jące ulice. Nieistniejące kamienice. Gmachy przerobione

wiele razy. Gmachy odbudowane jako czysty kształt, jak
Pałac Jabłonowskich (kiedyś Ratusz), i nienapełnione
dawną treścią. Można powiedzieć, że większość Warsza­
wy podzieliła los globu ziemskiego umieszczonego na
gmachu Poczty Głównej przy placu Wareckim, którą za­
częto budować na początku roku 1900. Tego globu nie
znajdujemy już na pocztówce z lat trzydziestych, a po II
wojnie nie znajdujemy nawet gmachu.
Czasami natrafia się na coś, co zaskakuje nawet
kogoś, kto nieźle zna historię Warszawy, jak fotografia
minaretu warszawskiego z ogrodu księcia (stąd ulica
Książęca) podkomorzego wielkiego koronnego Kazi­
mierza Poniatowskiego, brata króla. Pocztówka zosta­
ła wydana przez Franciszka Karpowicza w Warszawie
w serii zdjęć ważnych miejsc miasta, na których zosta­
ło „podłożone” niebem koloru łososiowego lub różo­
wego zachodu słońca. Ukazuje się nam miasto odreal­
nione.7 W ten sposób budynki i drzewa utrzymane
w mocnym ciemnym tonie zyskują na plastyczności
i na tajemniczości jednocześnie. Mają coś wspólnego
z tym nawiązującym do symbolistycznych wizerunków
miast starożytnych, obrazem miasta wyludnionego,
statycznego, groźnego i mitycznego, który czasem uzy­
skiwany jest na pocztówkach za pomocą kolażu lub fo­
tografii wyolbrzymiającej niektóre jego fragmenty.

Wurazatru. Główna 1‘w-zta,

9.

Gmach Poczty Głównej w Warszawie na placu
Wareckim, przed rokiem 1914
10. Paryż nocą. Opera
11. Minaret w ogrodzie Na Książęcem, ok. 1905

247

Małgorzata Baranowska ♦ PAMIĘTAJ O MNIE

Z pocztówki z minaretem wyłania się cień modne­
go osiemnastowiecznego ogrodu Na Książęcem, gdzie
minaret stanowił tylko jeden z elementów egzotyzmu.
Były tam też sztuczne groty, stawy z wyspami z praw­
dziwymi małpami i sztuczne kaskady. Chociaż dla nas
równie dziś egzotyczny wydaje się kształt przedwojen­
nej Katedry św. Jana z jej koronkowymi neogotyckimi
wieżyczkami. Nie mówiąc o zaskakującej pasiece, tak,
pasiece przy gimnazjum Batorego w Warszawie.
Jasne, że pocztówek, zwłaszcza tych zapisanych i wy­
słanych, nie należy szukać w miejscu, skąd pochodzą,
zwłaszcza w miejscu nawiedzanym przez wojny. Między
innymi dlatego pocztówki w Warszawie są tak drogie.
Ostatnio jednak, odkąd tak łatwo przekracza się granice,
wiele do Warszawy wróciło. Zostały przywiezione z Nie­
miec, Rosji i nawet z Francji, gdzie się zachowały. Cieka­
we, że wśród mód na tematy pocztówkowe zmieniają się
też mody na miejscowości. Wydaje mi się, że trzydzieści
lat temu więcej było ludzi zbierających pocztówki z ta­
kich miast jak Wiedeń, Paryż, Moskwa, Odessa, a teraz
muszą to być jakieś szczególne okazy. Ceny niesłychane
natomiast osiągają pocztówki z małych miejscowości.
Należy sądzić, że to jeden z wyznaczników naszych cza­
sów, czyli czasów poszukiwania korzeni. Czy stworzy się
przez to mit małych miejscowości? Całkiem możliwe.
W zeszłym roku (2002) prasa paryska podawała, że
na aukcjach pocztówek największe ceny osiągają pocz­
tówki z najmniejszych miejscowości i ogłosiła triumf
regionalizmu. Najbardziej dzisiaj poszukiwane są pocz­
tówki, na których uwieczniono codzienne czynności,
widoki ulic, uprawa roli. I nagle okazało się, że tak kie­
dyś we francuskich kolekcjach dominujące karty pocz­
towe specjalnie przez ilustratorów projektowane jako
pocztówki, i do tego jako karty fantastyczne, a raczej
może należałoby przetłumaczyć „fantazyjne”, tak, jak
to się nazywa w czasopiśmie „Listek”, ponieważ we
Francji istnieje osobny dział - cartes de fantaisie muszą
ustąpić pola kartom dla miłośników regionalizmu. Co
nie znaczy, że inne nie mają swoich amatorów, ale re­
gionalizm zapanował podobno w 95%. Podobny pro­
ces zaszedł w kolekcjonerstwie polskim. Tyle, że regio­
nalizm wyparł tutaj przede wszystkim tzw. malarstwo
i w pewnym stopniu także pocztówkę patriotyczną.
Tylko nieliczni kolekcjonerzy wybiorą oś poziomą.
Oczywiście przez to poszczególne egzemplarze nie prze­
staną być dokumentem epoki. Ale w niektórych kolek­
cjach nabiorą znaczenia współczesnego w stosunku do
czasów zbieracza. Tak robił Paul Elurad stosując cha­
rakterystyczną dla surrealistów praktykę, która polega­
ła na anachronicznym przypisywaniu dawnym dziełom
cech własnej poetyki. Oczywiście, jak i inni, powoły­
wali się surrealiści na artystycznych przodków, ale trak­
towali ich bardziej bezceremonialnie, chwilami bez ce­
regieli traktując ich jak własnych współczesnych. Jeśli
chodzi o pocztówki, Eluard sam pisał o pocztówkach
z ich złotego okresu, traktując je tradycyjnie jako ro­
dzaj dokumentu przeszłości. Ale w tym samym czasie,

w swoich albumach układał je na własny poetycki spo­
sób, tak żeby tworzyły tajemniczy, jego własny szyfr i, za
pomocą odpowiednich skojarzeń, rodzaj poematu.
Niektórzy czciciele kiczu, oczywiście to także po­
tomkowie surrealistów, traktują wszystkie przedmioty
kiczu jako po prostu własną współczesność. I w pew­
nym sensie czas historyczny jest dla nich ważniejszy
z powodu ceny antykwarycznej danego przedmiotu, bo
starszy bywa droższy, niż z powodu ich stosunku do ko­
lekcji. Czciciele kiczu są dziś najbardziej podobni do
dawnych zbieraczy i twórców muzeów osobliwości.
A kolekcje pocztówek, mimo że ich ceny są teraz rela­
tywnie wysokie, są najtańszymi zbiorami osobliwości.
Specjalny egzotyzm pocztówkowy, niekoniecznie
tożsamy z egzotyzmem w zbiorach Rzeźniackiego, często
jest mocno podejrzany z punktu widzenia dobrego sma­
ku. Ale to właśnie niewątpliwie pociąga nowoczesnych
zbieraczy pocztówkowego kiczu, czcicieli kampu, będą­
cego według opisu Susan Sontag „[8]... miłością do te­
go, co przesadne, co «się nie mieści» (off), do rzeczy-będących-tym-czym-nie-są). Najlepszym przykładem jest
secesja, najbardziej typowy i najbardziej rozwinięty styl
kampowy. Secesyjne przedmioty przemieniają coś w zu­
pełnie coś innego: instalacje oświetleniowe mają kształt
kwitnących roślin, salon w rzeczywistości jest grotą”.8
„[23] W naiwnym, czyli czystym kampie zasadniczym
elementem jest powaga; powaga, która zawodzi. Oczy­
wiście nie każdą chybioną powagę można odkupić mia­
nem kampu. Tylko taką, która jest właściwą mieszanka
przesady, fantazji, zapału i naiwności”.9 „[54] Kamp
twierdzi, że dobry smak nie jest po prostu dobrym sma­
kiem; że istnieje dobry smak złego smaku”.10
Oczywiście to tylko ułamek teorii kampu, ale za to
najlepiej pasujący do rozumienia kiczu „opromieniają­
cego” zbiory pocztówek. Najciekawsze jest, że w ogóle
powstała potrzeba utworzenia nowego w stosunku do
„kiczu” pojęcia z tej samej przecież dziedziny. Dowodzi
to, że mamy do czynienia z pojęciem zmieniającym się
i w naszej współczesności żywotnym.
Zdaję sobie sprawę, że tekst mój specjalnie napisa­
ny z myślą o pojęciu „pamięci” dotyka wielu nieroz­
wiązanych tu problemów. Ale wiele lat obcując z pocz­
tówkami i kolekcjami pocztówek, spotykam się z wiel­
ką liczbą kwestii nie tylko nigdy nie analizowanych,
ale i trudnych do rozwiązania.
Podam tu pewien podstępny przykład. Zarówno
zbieracze „naiwni”, jak i doświadczeni zwracają oczywi­
ście uwagę na udział pocztówki w obiegu pocztowym,
czyli oglądają stempel, daty listów, miejsca napisania
i nadania kartki, jeżeli można je na kartce odczytać.
Muszę tu opowiedzieć o pewnej instytucji, która
była wspominana i potraktowana bardzo poetycko
przez Louisa Aragona w Wieśniaku paryskim i o sposo­
bie zwodzenia prasy i wielbicieli przez Marlenę Die­
trich, co opisywałam w poprzednim odcinku.
Teraz cytat z artykułu Z[uzanny] R[abskiej] Z dzie­
jów pocztówki: „«Międzynarodowe Towarzystwo kart

248

Małgorzata Baranowska ♦ PAMIĘTAJ O MNIE

W ARSZAW A,

Małgorzata Baranowska ♦ PAMIĘTAJ O MNIE

pocztowych illustrowanych» rozsyłało na cztery strony
świata swoich agentów, którzy wysyłali «widokówki»
z wszystkich kątów ziemskiego globu do roznamiętnionych abonentów. Chodziło o to, aby kartka z widokiem
np. Kairu miała stempel Kairu”.11 Tylko filateliści mo­
gli wpaść na taki pomysł. Ponieważ sądzili oni, że zbie­
ranie pocztówek to coś jak zbieranie odciętych ko­
niuszków cygar. A taki stempel mógł zbieraczowi pocz­
tówek nagrodzić to, że zbiera śmieci, i wprowadzić go
w krąg ludzi zajmujących się sprawami poważnymi.
Dzisiejsi zbieracze kiczu włączający kicz do własnej
współczesności i bez żenady wielbiący stare pocztówki
tym bardziej, im bardziej są kiczowate, nie mają już
tamtych kłopotów z początku wieku. Ale i tak zbiera­
cze dalej hołdujący poczciwemu czasowi linearnemu
historii aż nazbyt tradycyjnej mają nad grzejącymi się
w promieniach kiczu miażdżącą przewagę.

Przypisy
1 R. Gary

(E. Ajar) Lęki króla Salomona, przeł. M. Braunstein, A.

Daniłowicz-Grudzińska, Warszawa 1982, s. 20-21

2
3
4

op. cit., s. 21
op. cit., s. 24-25
Por. J. Kotłowski Zbiór pocztówek w Bibliotece Uniwersyteckiej
w Toruniu, w: Aksjosemiotyka karty pocztowej, pod red. P. Bana­
sia, Wrocław 1992

5
6

A ntoni Trepiński Sto lat kartki pocztowej i 100 000 pocztówek,

7

Por. Grażyna Machel Idealny obraz miasta na karcie pocztowej, w:

Cytuję za J. Kotłowski Zbiór pocztówek...
„Stolica” 1967 nr 12-13
Aksjosemiotyka karty pocztowej

8

Susan Sontag Notatki o Kampie, przeł. Wanda Wertenstein, „Li­
teratura na Świecie” 1979, nr 9, s. 310

9
10
11
17. Symbole pamięci i szczęścia w nadmiarze

250

op. cit., s. 315
op. cit., s. 321
Z. R[abska] „Naokoło Świata” 1924, nr 7

Cytat

Baranowska, Małgorzata, “Kolekcja nieidealna (3) pamiętaj o mnie! / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2003 t.57 z.1-2,” Cyfrowa Etnografia, Dostęp 1 lipca 2022, https://cyfrowaetnografia.pl/items/show/10348.

Formaty wyjściowe