0b4086dbaf8dcb01b7f8580a396d310a.pdf
Media
Part of Wierzenia ludowe w Małych Kończycach, koło Zebrzydowic na Śląsku / Lud, 1911, t. 17
- extracted text
-
OPISY I NOTATKI.
Wierzenia ludowe w Małych Kończycach, koło
Zebrzydowic na Śląsku.
Na przedgórzu Karpat zachodnich, w pobliżu Zebrzydowic,
stacyi kolei północnej, leżą Małe Kończyce, niewielka wioska
śląska. W tej to wiosce zbierałem w dniu 26. sierpnia, jakoteż
i w dniach 1. i 6. września, 1908 roku, materyały ludoznawcze
i, na nich się też obecnie głównie opierając, mam zamiar mó
wić w niniejszej pracy o wierzeniach tamtejszego ludu w świat
duchów, czyli w istoty nadprzyrodzone. Ponieważ czas, w któ
rym te materyały gromadziłem, był okresem żniw, więc też
i praca na szerszy zakrój była mi niemożliwą. Najważniejsze
wiadomości, z których tutaj korzystam, zawdzięczam w głównej
mierze Franciszce Bierskiej, młodej szkolniczce wiejskiej,
p. Franciszkowi Koczwarze, kierownikowi szkoły w Małych Koń
czycach, Katarzynie Sikorzynie, starej wieśniaczce, i p. Janowi
Grimmowi, serkorzowi u p. Jana Folwartschnego, właści
ciela tamtejszego dworu, osobom, które wśród ludu śląskiego
wzrosły i z jego przekonaniami się zżyły. Choć przestrzeń, na
której pracowałem, jest stosunkowo bardzo małą, to nieprzeszkadza to jednak temu, by wierzenia tamtejszego ludu nie miały
wychodzić poza jej granice i żeby nie można z danej kwestyi
wnioskować o stanie wierzeń ludowych w innych okolicach Ślą
ska Miałem sposobność przekonać się sam o tern, spotykając
się w Małych Kończycach mimochodem z różnymi przesądami,
— 60 —
Opisy i notatki
które dostały się do wsi z odleglejszych nawet miejscowości
drogą ustną. A zresztą wiara w duchy, przybierające najrozma
itsze postacie, czy to ludzkie, czy też zwierzęce, czy wreszcie
i przedmiotów nieżyjących, jest w ogóle pośród Słowian bardzo
rozpowszechnioną i wykazuje prawie wszędzie te same główne
rysy. Przedstawił to pięknie J. Machał w swem polecenia godnem dziełku: ,,Bajeslovi slovanske“, wydanem w Pradze w 1907
roku. Musimy tu naturalnie abstrahować od tych okolic Śląska,
gdzie znajdują się kopalnie, zwłaszcza kopalnie węgla kamien
nego, w których to miejscowościach wierzenia ludu całkiem od
mienne noszą znamiona, gdyż inne środowisko, jak zresztą wia
domo, wywołuje tworzenie się nowych i zupełnie odrębnych po
jęć. Wierzenia mieszkańców małokończyckich ograniczają się
przedewszystkiem do duchów wodnych. Nic w tern dziwnego,
gdyż większą część obszaru wioski zajmują stawy, zasilane wodą
Piotrówki, wpadającej do Olszy, z jej prawego brzegu. Nie brak
jednak i wierzeń, odnoszących się do duchów, przebywających
na ziemi, lub też do demonów, których miejscem działania są
poszczególne miejsca wsi, albo nawet i domostwa. Nie mały
wpływ na zanik prastarych podań i wierzeń ludu śląskiego wogóle mają z jednej strony stosunki z coraz to liczniej napływa
jącymi z zachodu Niemcami i Czechami i wywołana tern wza
jemna wymiana pojęć, a z drugiej strony szerzona oświata
i z czasem coraz to silniej utwierdzające się pojęcie religii chrze
ścijańskiej, które dawne tradycye powoli z pośród ludu wyko
rzeniają. Dlatego też wskazanem jest, póki jeszcze czas, ratować
to, co niedługo zupełnie zaniknąć może, zwłaszcza że rola tam
tejsza obfita w plon, a brak tylko rąk do zbierania kłosów.
Przypatrzmy się teraz wierzeniom mieszkańców Małych
Kończyc w świat istot nadprzyrodzonych nieco bliżej. Nie wy
czerpuje ich wprawdzie niniejsza praca zupełnie, ale podaje ona
przynajmniej główne kontury tego, z czem się w tamtejszych
okolicach codziennie spotkać można.
1. Dusze zmarłych.
W pojęciach wieśniaków małokończyckich utrwaliło się to
przekonanie, że dusze zmarłych błąkają się po śmierci po świę
cie, przyjmując na siebie różne kształty. Nim jeszcze człowiek
umrze, ukazują się różne dziwne z n o k i, które zwiastują ry— 61
Opisy i notatki
chły zgon danej jednostki. Znaki te dają się widzieć, lub odczu
wać najczęściej w nocy i to wtedy, gdy człowiek chorujący prze
bywa kryzys swojej choroby. Zwykle wtedy w “okno coś
trzi razy zaburzy głośno, albo po sieni zacznie coś ha
łasować i rozbijać się. Czasem przyjdą trzy baby pod dom, całe
po b i o ł u ubrane i przez szyby do wnętrza patrzą. Miało się
to, zdaniem Joanny Brachaczkowej, zdarzyć przy śmierci Anny,
jej córki. Lub znowu spanie “okrutne przichodzi
kole północ ka na człowieka, a we śnie ukazuje mu się
trumna, albo inne jakieś widziadło, jako znak śmierci kogoś
z blizkich mu osób. Znaki takie dają się widzieć i osobom nieinteresowanym. Najczęściej ukazuje im się wtedy postać małej,
trzechletniej dziewczynki, idącej w niewielkiem oddaleniu, od da
nej osoby, która to postać nagle potem ginie wśród krzaków,
lub bylin przydrożnych. Czasem znów można zobaczyć umiera
jącego w jego własnem ciele, jak siedzi na kopcu granicznym
przy miedzy, żywy i w biel odziany. Przeważnie jednak stosuje
się dany znak do zajęcia jakiegoś osobnika za jego życia. Jeśli
ktoś był przy młeń ku zajętym, to m ł e n e k z chwilą jego
śmierci iść przestanie, a gdy ktoś był za życia stolarzem, to
piłka znać mu daje, kiedy na niego koniec przyjdzie. Ciekawą
jest rzeczą, że liczba trzy i postać biało odziana największą
w dawaniu znaków przed śmiercią odgrywaję rolę. Inne znaki,
więcej uchwytne, dają także i zwierzęta. Kiedy n p. pies wyje,
pysk na dół zwiesiwszy, lub gdy krowa opoł dwanostej
żałośnie ryczeć zacznie, znak to nieomylny, że ktoś wkrótce
umrze. To samo oznacza nastrój smutku w rodzinie, zwłaszcza
wtedy, jeśli pieśni żałobne lub pogrzebowe same na usta się
cisną. Na zachowanie się zwierząt należy jednak dobrze uważać.
Bo gdy n. p. pies wyje, ale pysk zadrze do góry, a nie spuści
go w dół, to oznacza to już, że gdzieś ogień ma wybuchnąć.
Jeśli człowiek zakończył życie bez pojednania się z Bo
giem, albo też niechrzczony, lub gdy sam sobie śmierć zadał,
ma dusza jego po świecie po śmierci wędrować i straszyć ludzi;
trwa to tak długo, póki czas jej kary nie minie, lub też ktoś
nie wymodli u Boga dla pokutującej duszy zlitowania. Miejscem
pokuty takiej d uszeczk i jest zazwyczaj okolica domu, albo
też i obejście domowe samo, w którem człowiek umarł. Duch
taki rozpala sobie ogień koło miejsca swej śmierci i grzeje się
przy nim, bo mu zimno. Jest on stary i wielki, lub też młody
— 62 —
Opisy i notatki
i mały, jak niedorosłe dziecko. Jeśli w dzień się okazuje, to sie
dzi cicho i nic się nie odzywa; natomiast w nocy rozbija się
po strychu, brzęczy łańcuchami, hałasuje po całym domu,
szus ci po krzokach, zaczepia ludzi i omamia ich, pro
wadząc ich w takie strony, gdzieby zginąć musieli. Poznać też
można takie dusze po ich dziwnem i niezwykłem zachowaniu
się wobec ludzi. Raz przejdzie taka dusza koło człowieka spo
kojnie i tak nieznacznie, że nie słychać kroków, przez nią sta
wianych, i nie odpowie ani słowem na chrześcijańskie pozdro
wienie, to znowu sama napada na przechodzących i straszy ich.
Przypisują to szczególnie w a n i e 1 i k o m po ich śmierci, z któ
rych każdy ma iść do piekła. Jeśli duch pokutujący straszy, to
przybiera on wtedy na siebie różne postacie. To ukaże się jako
telki mały synek w strzachatym kłobuczku na
głowie, to znów n. p. jako czarne psisko z długimi kudłami
i świecącemi ślepiami i ujadając głośno pędzi za człowiekiem.
Czasem ukaże się dusza jako biała płachta, leżąca kole
krziża, lub też wywołuje ona szum w powietrzu i pośród
drzew, albo nawet mostem zatrzęsie i zatrzeszczy. Innym razem
znowu zadudni ona tak, jakgdyby ktoś kulę od kręgli po po
dłodze toczył, albo rąbie siekierą drzewo, będąc dla każdego
niewidzialną. Można jednak takie pokutujące dusze spotkać
i w większej nawet gromadzie. A więc idą one we dwoje gro
blą wzdłuż stawu, nic nie rozmawiając, przystaną przy “obroz k u, pocałują się i znikają, to znów w liczbie sześciu jako
czarno ubrane baby ukażą się w kościele, choć drzwi do niego
zamknięte. Takie trudniejsze do wytłómaczenia wypadki, jak n. p.
ten ostatni, wywierają na mieszkańców Małych Kończyc nie
zwykłe wrażenie. Lud boi się tego coś, czego nie widzi i z czego
nie może sobie zdać sprawy, uciekając z trwogą od miejsc za
klętych, gdzie to c o ś straszy. Wypadek taki miał się zdarzyć
w sąsiedniej wsi, w Kaczycach, gdzie rodzina jednego gazdy
z obawy przed strachami dom swój porzuciła. Szczególniej ko
ściół i cmentarz są ulubionem miejscem takich strachów, które
nawet jako olbrzymie i kudłate Iwy ukazywać się mają. Są to
naturalnie twory zbyt wybujałej wyobraźni ludu wiejskiego, do
patrującego się w każdym niezwyklejszym wypadku działania
i interwencyi duchów. Niebezpieczną jest jednak rzeczą zadzie
rać z takimi duchami, bo są one bardzo mściwe i mają nadto
moc odurzania człowieka. Jeśli się im wchodzi w drogę, to go— 63 —
Opisy i notatki
nią one za człowiekiem, albo też kludzą go po polach i po
gąszczu, nie dozwając swojej ofierze patrzeć przed siebie, tak
że ta często ginie w wodzie. W niedalekim Haźlachu miała się
taka pokutująca dusza jednemu z wieśniaków pod postacią ko
sza ukazać, który za nim przez dłuższy czas pędził. Takie dusze
potrzebują koniecznie ratunku i jedynym środkiem na uśmie
rzenie ich cierpień i kary jest odprawienie Mszy świętej za nie
i modlitwa na ich intencyę odmówiona. Jeśli komuś taka dusza
się ukaże, lub też jeśli gdziekolwiek straszy, to należy tylko
rzekać za nią, a wtedy strach ustąpi.
Takim samym środkiem należy się posługiwać, gdy komuś
zdarzy się b ł e n d n y uo g i e ń spotkać. Takie bowiem błędne
ogniki nie są niczem innem, tylko również pokutującemi du
szami, potrzebującemi pomocy ludzkiej. Nawet i ci z pośród
mieszkańców Małych Kończyc, którzy dobrze wiedzą z nauki,
że są to tylko palące się gazy węglowodorowe, powstałe z roz
kładu ciał organicznych, przechylają się ku wierzeniu, że są to
raczej pokutujące duszyczki. Ma się rozumieć, że ukazują się
one tylko w okolicach bagnistych. Działają one ze szkodą lu
dzi, wodząc ich po manowcach i topiąc w błocie. Wogóle uka
zują się pokutujące dusze najchętniej około północy, i to zwy
kle jako coś biało ubranego, strasząc aż do chwili, gdy brzask
dnia zaczyna rozpraszać ciemności nocy. O ile zaś za dnia je
spotkać można, to nie widzi się nic, jak tylko skutki ich życia
się spostrzega, które bądź to jako szum, lub łamanie gałęzi,
bądź też jako rozpalane ogniki się uwidaczniają.
2. Zły duch.
Z pojęciem pokutujących duchów mieszają mieszkańcy Ma
łych Kończyc często także i pojęcie szatana. Dzieje się to
zwłaszcza wtedy, gdy tak dyabeł, jak i błąkająca się dusza pod
podobnymi kształtami występują. Postać jego odpowiada w zu
pełności wyobrażeniom chrześciańskim, które z ducha przyrody
zewnętrznej, stającej człowiekowi nieraz na przeszkodzie, zro
biły demona złego, w znaczeniu religijnem i moralnem. A za
tem jest on czarny, ma końskie kopyta, długi c h w o s t i rogi
na głowie, a z gęby zieje ogniem. Nosi on miano djobła,
ale od swojej barwy także i czertem się pisze. Miejscem jego
pobytu jest cały świat, a nawet i we wodzie siedzi. Omija on
— 64
Opisy i notatki
zato starannie wszystkie miejsca, budynki i figury poświęcone
Bogu, gdzie władza jego ustaje zupełnie. Celem jego jest gu
bienie ludzi. W Starem Mieście, na północny zachód od Frysztatu leżącej miejscowości, miał on się w jednej chałupie zjawić,
i kazać się modlić zgromadzonym ludziom. Ci ze strachu na
ces tę uciekli, gdzie wszyscy martwi na ziemię popadali. Uka
zuje on się jednak stosunkowo bardzo rzadko, a przeczuwają
jego obecność więcej zwierzęta, niż ludzie. Jeśli kura n. p. sie
dząc na ziemi k y r c z e ć zacznie, jest to oznaką, że czart przez
kalenicę leci. Gdy umiera jakiś bezbożnik, to zjawiają się cza
sem dyabli w liczbie kilku, zwykle dwóch, na czarnym powozie,
w czarne zaprzężonym konie i sami czarno ubrani, jakby jacyś
światowi bywalcy, wpadają do mieszkania konającego, porywają
mu duszę i uciekają z nią do piekła, znikając z przed oczu pa
trzących. Dusza woła ratunku, ale nikt jej pomódz nie może.
Jako chłop po czornu odziany straszy sztan koło tartaku
i tuż obok znajdującego się mostu na Piotrówce, zwłaszcza
porą wieczorną, gdy już pierwszy zmierzch zapadnie. Siada on
wtedy przechodzącym na ramiona, lub też czepia się pleców
ich i gna ich przed sobą naprzód. Dziwnem szczególnie jest to,
że lubi on najbardziej pijanych ludzi. Możnaby o tych ludziach
powiedzieć śmiało, że to nie dyabeł, ale dusza im na ramieniu
siedzi, ale nie pokutująca, tylko ich własna. W Bernie na Mo
rawach miano widzieć czarta pod postacią czarnego, kudłatego
psa, który koło północy wylazł z wody. Miał on “ognie
w “oczach i jenzykwpysku rozpajdzony mu się
jarzył, a siarka strzykała ś nigo na wszystkie strony.
Przyczem warczał ciągle. Najczęściej można ujrzeć dyabła wie
czorem, ale z chwilą, gdy dzwon i om na klenkanie
w kościele, ustępuje czartowska siła i szatan musi uciekać. Naj
skuteczniejszym środkiem na niego jest zresztą pokropienie go
wodą święconą, której boi się jak ognia i dlatego też czemprędzej znika.
3. Czarnoksiężnicy.
Trudno znaleźć w czarach dzisiejszych na Śląsku wogóle
jakiegoś czarnoksiężnika. Mimo to żyje on jeszcze w podaniach,
a czasem znajdzie się nawet tu i ówdzie jakaś jednostka, o któ
rej lud twierdzi, że umie ona zaklinać duchy, albo wywoływać
czartów i do swoich ich celów używać. Szczególnie “owczo- 65
Opisy i notatki
rz e mieli się zajmować tego rodzaju rzeczami. Do celów owych
mieli się oni posługiwać czornom ksionżkom, przy po
mocy której mogli bez narażenia się na niebezpieczeństwo
w konszachty z duchami wchodzić. We Wielkich Kończycach,
leżących w sąsiedztwie Małych Kończyc, miał żyć taki pastuch
owiec, który pewnego razu, gdy p r z i szło “ogromne
słońce, tak że nie można było nigdzie cienia znaleźć, wy
szedł ze swoją czarną księgą na pole i z jej pomocą żar sło
neczny zmniejszył. Potem jednak, jeszcze za swego życia, cier
piał on tak wielkie cielesne i duchowe męki, że musiał spalić
swoją tajemną księgę i wyrzec się wszelkich czarodziejskich
sztuk. Tacy ludzie są pod nazwą czorowników znani da
leko i szeroko na Śląsku. Obok takich czarnoksiężników z za
wodu zajmują się jednak zaklinaniem i wywoływaniem złych
duchów i ludzie prywatni. We Frysztacie, powiatowem miaste
czku Śląskiem, miał jeden z mieszczan o północy wywołać dyabła, stanąwszy w kole, zakreślonem kredą święconą, i mając
obok siebie na wszelki wypadek święconą wodę .Celem jego było
dowiedzenie się od szatana, gdzie się jakiś wielki skarb w ziemi
znajduje. Dyabeł się ukazał i pokazywano nawet niewiernym
odciski jego kopyt na glinie izdebnej podłogi, ale mieszczanin
podobno nic u niego nie wskórał. W Piotrowicach, mających
przy linii kolei północnej własną stacyę, miał znowu jeden ga
zda zniewalać duchy do posłuszeństwa sobie. Musiał on z czarną
książką w ręku obejść przed wschodem słońca całe swoje pole
razem z obejściem, czytając z tajemniczej książki treścią odpo
wiednie ustępy. Robił on to w tym celu, by mu nie kradziono
jego własności. Ginęły mu bowiem często obręcze na beczki, ze
stromów zrobione i brony do bronowania pola. Jakoż od
tego czasu nie pokazywało się to więcej, ale wieśniak musiał
za jakiś czas potem książkę czarną zniszczyć, gdyż czuł ciągłe
wyrzuty sumienia.
4. Duchy snu.
Zwykłe i niemal codzienne zjawisko somnambulizmu i lunatyzmu uważają ludzie małokończyccy za objaw jakiejś nieczy
stej siły, lub też za wodzenie przez duchy, władające nad snem
człowieka. Przy ich też pomocy może człowiek wykonywać naj
bardziej karkołomne ćwiczenia gimnastyczne, bez narażenia się
66 —
Opisy i notatki
na utratę życia. Jeśli takim duchom spodoba się jednak, usunąć
człowieka ze świata, to mogą one to łatwo uczynić, odbierając
chodzącemu we śnie przytomność, względnie równowagę. Zda
rza się to jednak w bardzo nielicznych wypadkach. Tego ro
dzaju kludzenie po śpionczku zachodzi w Małych Koń
czycach nader rzadko, stąd też lud nie ocenia w zupełności tego
chorobliwego objawu i nie wyrobił sobie jeszcze co do tej kwestyi stałego i jednolitego przekonania. Jedni przypisują to du
chom, jak już powiedziałem, inni uważają to znowu za czy
sto duchową chorobę, idąc w tern za zdaniem ludzi oświeceńszych.
Jednym z najbardziej dla człowieka nieprzyjaznych duchów
jest mora, nachodząca ludzi tylko we śnie. Lud nie odnosi
zjawisk, ukazujących mu się we śnie, do zjawisk czysto fizycznej
natury, tylko twierdzi niezbicie, że jest to działanie zmory, która
się rzeczywiście ukazuje i człowieka dusi. Przybiera ona zazwy
czaj olbrzymią postać, sięgającą aż do powały. Mimo swego
ogromu może ona nawet przez dziurkę od klucza przeleźć. Zwy
kle jest to piękna i smagła cyganka, rosłego wzrostu i o roz
winiętej kibici. Może nią jednak być i wstrętna czarownica i wogóle niedobro kubieta, co jednak rzadziej się zdarza.
Przypada ona do piersi śpiącego i wysysa z nich krew, tak że
te nabierają modrej barwy. Jeśli napadniętemu uda się krzy
knąć, to mora znika Najlepiej jest jednak w razie takiego wy
padku, jeśli ktoś z obecnych przy tern wbije szybko nóż w po
dłogę, by zmorę w ten sposób do ziemi przybić. Ludzie światlejsi tłumaczą jednak to zjawisko napchanym żołądkiem, lub
też złem leżeniem we śnie.
5. Leśne duchy.
Ciemne i ponure haszcze, z pośród których gdzieniegdzie
sosna, lub jodła w górę wystrzela, poprzerzynane małymi stru
mykami, napełnił lud dziwnymi mieszkańcami. Nazwa leśnika,
choć rzadko już dziś spotykana, nabawia strachem każdego. Kto
to jednakże jest, nikt o tern na pewno nie wie. Jeśli ktoś idzie
czasem samotnie przez gaje i zarośla, to go coś straszy. Jednej
z małokończyckich wieśniaczek, Annie Foltynce, miał się ukazać
jakiś chłop, cały w bieli, który wyszedł z lasu na górze Ka
mieńcu i stanął na jego brzegu. Gdy ta poczęła uciekać, wrócił
— 67 —
Opisy
notatki
się napowrót do swej ciemnej siedziby. Taki leśnik może przy
bierać na siebie także i postać zwierzęcą. Najczęściej ukazuje
on się jako zając, ale nie obawia się niczego i strzelać do niego
nie można, bo się go nie ubije, tylko rozdrażni. Goni on wtedy
za człowiekiem i straszy go. Jedynie tylko rzeka nie do
Wszyć kich Swientych może uwolnić napastowanego od
tego zawziętego nieprzyjaciela.
6. Duchy domowe.
Znaczenie ducha domowego zeszło w Małych Kończycach,
jak się to mówi na psy. W całej wsi nikt o nim nigdy nie sły
szał. Że jednak taki duch kiedyś istnieć musiał i rzeczywiście
istniał, świadczy o tern po dziś dzień istniejąca pośród tamtej
szego ludu nazwa s k r z o t, albo skrzotek, mająca jednak
znaczenie więcej ubliżające, niż pochlebne. Oznacza ona bowiem
małego, smarkatego chłopca, albo i dziewczynkę, ubranego nie
chlujnie i z nieuczesanymi włosami. Jak z tego wnosić można,
stało się to imię poprostu przezwiskiem, którego nikt już dzi
siaj nie rozumie. Nazwa ta jednak oznaczała pierwotnie du
cha opiekuńczego domu, pilnującego w nim porządku. Zdaje
mi się również, że i te różne ostrzeżenia, jakie objawiają się
przed czyjąś śmiercią, lub też większem nieszczęściem, począ
tkowo takiemu duchowi domowemu przypisywano.
7. Duchy zwodzące.
Zdaniem mieszkańców małokończyckich istnieją pewnego
rodzaju duchy błąkające się po świecie, których jedynym celem
i zadaniem jest zwodzenie ludzi i wciąganie ich w miejsca,
gdzieby koniecznie zginąć musieli. Duchy te są w tamtejszych
okolicach jako mamony dobrze znane. Przybierają one zwy
kle na siebie postać i wygląd zwierząt. A więc jest to albo tęga
krowa, przeważnie czarnej maści, lub też gronotne cielę,
które masarczyk, także duch, zdaje się prowadzić na zabicie,
albo wreszcie i szykowno Świnia. Czasem ukaże się taki
duch także jako ognista beczka, która toczy się jakiś czas po
drodze i wpada potem do wody, znikając zupełnie z oczu ludz
kich. Zjawiają się też te widziadła najczęściej koło wody, aby
tern łatwiej mogły kogoś do niej wciągnąć. Nieraz, gdy ktoś
68 —
Opisy i notatki
idzie przez kładkę nad wodą, kładka zaczyna pod nim k r u mp i e ć i trzeszczeć, co powoduje czasem i to, że przechodzący
chcąc, nie chcąc, do wody wpada. Takie zwodzące duchy za
czynają działać dopiero wieczorem; zdarza się jednak, że i w po
łudnie się one ukazują. Ten motyw wskazuje na to, że pod tymi
mamonami należy także rozumieć i południce, których
nazwa jest w Małych Kończycach nieznaną. Zdarzyło mi się
spotkać z takiem pomieszaniem nazw i w Wadowicach, powiatowem miasteczku w Galicyi, gdzie, jak mi jeszcze dnia 24-go
lipca, 1901 roku, mój kolega szkolny, Kazimierz Grudniewicz,
opowiadał, miały się też we wodzie Choczenki, małej rzeczułki
tamtejszej, wpadającej z lewego brzegu do Skawy, ukazywać
o dwunastej godzinie w południe różne zjawiska, jak n. p. su
nący się po dnie rzeczki zegarek, pływająca gęś, topielec, na
kładce siedzący, albo też mały, czerwono ubrany chłopczyk,
które to zjawiska nieostrożnych do wody zwabiały i zatapiały.
W tamtejszych okolicach nie znano również wtedy nazwy p oł u d n i c, a widziadła te określano tylko jako strachy, nazwą,
która nie zawiera w sobie zresztą żadnej dokładniejszej definicyi.
Do duchów, omamiających ludzi, należą także i n oc z n i c e, ukazujące się, jak na to sama ich nazwa już wska
zuje, tylko w nocy. Mniej o nich już dzisiaj w Małych Kończy
cach słychać, ale prawdą jest to, naturalnie w wierzeniach ludu
tamtejszego, że chcą one człowieka uo m o t a ć i na zgubną
wprowadzić go drogę. Jednemu chłopu miała się taka n ocznica ukazać jako mały chłopiec i wodzić go po polach,
łąkach i groblach wzdłuż stawów, aż do samego rana. Szczę
ściem nie wpadl on do wody, a ocucił się na jakiejś bruździe
między zagonami. Niekiedy znowu zjawia się ten duch nocny
pod postacią małego światełka, które skacze, biegnąc przed
człowiekiem i zbija go z tropu. Nie należy w tym wypadku
identyfikować n o c z n i c y z błędnym ognikiem, gdyż ten uka
zuje się tylko na moczarach, a świecąca n o c z n i c a tylko na
miejscach suchych. Zdaje mi się jednak, że lud śląski pomięszał
pojęcie tego ducha z pojęciem ducha domowego, a raczej gra
nicznego, gdyż takie światełka ukazują się głównie na miedzach,
dzielących dwa różne pola, do różnych właścicieli należące. Rola
ich polegała prawdopodobnie w tym wypadku na odpędzaniu
w każdy możliwy sposób nieproszonych gości od majątku osoby,
którą się taki duch opiekował.
— 69 —
Opisy i notatki
8. Wodne duchy.
Z pośród rodzaju tych duchów, co ludziom nie wydają się
wiele czynić złego, wyróżniają się duchy, przebywające w wo
dzie. Znane są one w Małych Kończycach pod nazwą u t o pc ó w, lub też wasermonów, imieniem, świadczącem najle
piej o tern, jak z czasem zanika rodzimy pierwiastek, nawet
i w takich kwestyach, jaką jest tradycya wierzeń. Takie u t opce przebywają najchętniej w rzece, albo w stawach, jeśli woda
ich jest niezmąconą, lub też przy źródłach. Nie gardzą one je
dnak i bar ze n am i, tarzając się z ochotą w ich błocie. Uka
zują się one dość często, a wiedzą o wszystkiem, cokolwiek
ktoś robi. Jednej babie miał się w chwili, gdy ta bieliznę w rzece
prała, ukazać taki w a s e r m o n, i powiedzieć jej, że widzi i sły
szy wszystko, co ona tylko mówi, lub czyni. Zazwyczaj wynu
rza się utopiec z wody tylko częściowo, ale niekiedy wychodzi
on także i zupełnie ze swej siedziby, ukazując się nawet
i w ciernioch nadbrzeżnych. Określają go, jako dzi
wnego źwierza, który ludzi straszy, nie wyrządzając im
jednak żadnej szkody. Nieraz przychodzi do kobiet, piorących
szaty w rzece, z prośbą, by mu dały coś, coby mu mogło być
potrzebnem. Z wyglądu jest on zwykle mały i ubrany w czer
woną odzież. Naocznie miała go widzieć p. Anna Koczwarowa,
żona kierownika szkoły w Małych Kończycach, w poblizkim,
niewielkim lasku. Idąc do kadłubka po wodę ujrzała ona
małego syneczka w strzachatym kłobuku, tak wiel
kim, że cała postać utopca przypominała swym wyglądem
jakiś olbrzymi grzyb. Nagle chłopiec ten znikł gdzieś za drze
wem i, mimo wszelkich poszukiwań, nie ukazał się więcej. Cza
sem jednak można zobaczyć tego ducha i pod postacią jakie
gokolwiek niewielkiego zwierzęcia. Miano go raz n p. widzieć
jako wiewiórkę, która z drzewa piasta do wody. Nie zoba
czono tej wiewiórki więcej, gdyż woda, podskoczywszy silniej,
niż zwykle, do góry, zamknęła się napowrót za sobą, ukrywa
jąc w swej głębi utopca przed wzrokiem ciekawych. Takie
wasermony boją się ludzi bardzo i raczej one przed kimś,
niż ktoś przed nimi ucieka. Częstokroć, gdy zobaczono w as e r m o n a, stojącego w stawie koło upustu, lub też kole s ozawicy, i zbliżono się do niego, znikał on we wodzie, wy
kręcając się w ten sposób sianem przed nieuniknioną zaczepką.
— 70 —
Opisy i notatki
Mimo to wszystko żywią ludzie przed nim zabobonny strach.
Przyczyna tego leży w tern, że taki u t o p i e c lubi osobom, znaj
dującym się w wodzie, lub koło wody, płatać różne figle. Cza
sem n. p. spowoduje nagłe wezbranie wody w rzece, a gdy wi
dzi, że ludzie uciekają, śmieje się w kułak ze swego dowcipu.
Albo znowu wywołuje we wodzie blamborzenie i zsyła
wiatr, rozrzucający ognisko rybaków nad brzegiem rzeki, czy
też stawu, i wyrywający rozrosłe drzewa razem z korzeniami.
Gdy rybacy uciekną, naprawia szkodę, przywodząc wszystko do
pierwotnego porządku. Czynność wasermonów rozpoczyna
się z chwilą, gdy w kościele dzwon rozpocznie na Anioł Pań
ski dźwięczeć. Pochodzenie utopców jest dwojakie. Są to
częścią dusze tych, co mimo swej woli w nurtach wody śmierć
znaleźli, i te duchy należy zaliczyć do dusz pokutujących. Czę
ścią zaś są to pierwotne duchy i władcy wody, postacie, nale
żące w wierzeniach ludowych na Śląsku wogóle, a w Małych
Kończycach w szczególności, do jednych z najwdzięczniejszych,
jakie kiedykolwiek fantazya człowieka wymyśleć mogła.
Do duchów wodnych należy także jaroszek, często
bardzo ze złym duchem na równi stawiany. Pokazuje on się
zwykle pod postacią ludzką, najczęściej jako małe dziecko
w czerwonej czapeczce na głowie. Miejscem jego pobytu jest
woda rzeczna, szczególniej tam, gdzie są miejsca głębokie. Na
obszarze małokończyckim ukazuje on się tylko wieczorem i to
wtedy, gdy już na k 1 e n k a n i e oddzwonią. Jeśli się go prze
żegna, znika natychmiast, i jest to jedyny środek na niego. Na
zwy jaroszka używają także, chcąc określić niedobry i prze
wrotny charakter jakiegoś człowieka. Geneza tego ducha jest
według pojęć mieszkańców Małych Kończyc dwojaką. Są to
albo pierwotni szatani, t. z. ci, którzy z nieba strąceni zostali,
albo też dusze, które po śmierci po wodach błąkać się muszą,
pokutując za grzechy, za życia popełnione.
Lwów, 1908.
Jan Koczwara.
71 —
