413ad780cb5c760799e0fdf567903f0b.pdf

Media

Part of »Polski most<< / Lud, 1911, t. 17

extracted text
Opisy i notatki

dniami musieliby mię wozić.“ Drugi miał inne życzenia. „Jabym sobie, bracie, leżak cały dzień pod brzóstem w chłódku,
a wybyście musieli paść moje świnie i krowy.“ Trzeciemu, bar­
dziej, aniżeli o wypoczynek, chodziło o jadło. Zapytany przeto
odrzekł: , Ja, zostawszy królem, jadałbym tylko światłe placki
z zielonemi, cebul owenii piórami.“ Wypadało teraz z kolei, ażeby
wypowiedział się z zamiarami, coby robił, zostawszy królem,
czwarty pasterz. Gdy go jednak o to koledzy spytali, odparł:
„Nie wiem, cobym robił, bo wy trzej wybraliście wszystko, co
jeno było najlepszego, więc dla mnie nic już nie zostało“.
Zestawmy wszystkie te chłopskie rojenia. Dziwnie one do
siebie podobne. Zarówno dla naszego, jak dla czeskiego, sło­
wackiego, oraz chorwackiego chłopa ideałem jest dolce far
niente i pełny żołądek. To właśnie, czego w życiu częstokroć
upragnie. Więc, ze wszystkich tych rozkoszy, których w wy­
obraźni jego zażywa król, najponętniejszą jest dlań możność niepracowania i użycia na dobrem jadle.
St. Ciszewski.

„Prflski most“.
Któż nie zna rysunków humorystycznych Franciszka Kostrzewskiego. Często czerpie do nich artysta tematy z polskiej
wsi. A na polskiej wsi nie trudno się jeszcze spotkać z „pol­
skim mostem“. Zna go dobrze Kostrzewski i ów „polski most“
posłużył mu za temat do jednego rysunku.
Wczesna wiosna. Na skraju wsi przystanęła, w czwórkę koni
zaprzężona, dworska landara i wyliberjowany stangret rozpytuje
z kozła przechodzącego chłopa o drogę. A filuternie uśmiech­
nięty chłop udziela objaśnień, że zrazu brać się należy na prawo,
później na lewo, a potem już jechać wypada prosto, prosto,
„tylko będzie tam taki jeden mostek, co go niema“. To wła­
śnie on, ten słynny „polski most“. Kto jednak nazwał go
„polskim“ ?
Na wołowej skórze nie spisałby tych docinków, których
słuchać musi od wieków poczciwy Mazur od niemazura. Wszystko,
co mazurskie, jest śmieszne. Ale nie „Sibretkowie“ przecież
wymyślili te uszczypliwe żarciki, których im się nie szczędzi,
bo nikt sam na siebie bicza nie kręci. Wszelkie tego rodzaju
— 135 —

Opisy i notatki

docinki powstają u sąsiadów. Taksamo więc musiało być
i z „polskim mostem«.
Przysłużył się nam nim chyba krytycznie na rzeczy pa­
trzący, ale niezbyt sympatycznie dla nas usposobiony sąsiad.
Czyż trudno zgadnąć, kto mianowicie był tym sąsiadem ?
Niemiec.
I rzeczywiście, dowcip niemiecki od dawna ostrzy sobie
zęby na „polskim moście“. Staroniemiecka pogwarka1) tak się
o nim wyraża:
„Ein polnisch bruck, ein bömischer mönch, ein schwebische nonn, ein osterrychischer Kriegsman, wälsche andacht und
der tütschen fasten geltend ein bonen“.
Według innej znowu staroniemieckiej pogwarki 2) :
„Ein boemisch moench und schwaebisch nonn
Ablass, den die Kartheuser hon,
Ein polnisch brueck und wendisch treu,
Huener zu stehlen Zigeuner reu,
Der Welschen andacht, Spanier eid,
Der Deutschen fasten, Koellnisch maid.
Ein schoene tochter ungezogen
Ein roter bart und erlenbogen
Fuer diese dreizehn noch so viel
Gibt niemand gern ein pappenstiel.“
Są także łacińskie wersye tego przycinka. Oto jedna, bar­
dzo popsuta, którą podaje W. Wackernagel 3) według rękopisu
monachijskiego z XV. wieku:
„monacus Bohemicus, pons Polonicus, mOnialis Suevica,
vestis ruratica(?), largitas Bavarica, castitas Austriaca, fides
Judaica, ieiunia Italica, glosa Judaica(?), merdam valent omnia“.
Przysłowiowy „polski most“ przywędrował więc do nas
z Zachodu. Jest to dowcip niemiecki.
Ale nie tylko sąsiad z Zachodu, lecz także i sąsiad ze
Wschodu lubi czasami przypiąć nam łatkę. Dowodem następu­
jące przysłowie wielkoruskie:4) y naca. bt> floabrub, h^tt, xo*) A. Schultz, Deutsches Leben im XIV. u. XV. Jahrhundert. Wy­
danie obszerniejsze, Praga czeska, 1892, I, 4.
2) A. Schultz, tamże, 6.
3) Zeitschrift für deutsche Alterthum, 1848, VI, 255.
4) W. K. Magnickij, HpaBH h oöliu:ih bi. HeöoKcapcKOMi.
Kazań, 1888, 115—116.

— 136 —

Opisy i notatki
3flnna óojibine, a y nacTb Ha Pyen, npeacae xo3HHHa noupocn“.

Znaczy to : . U nas w Polsce niema więcej gospodarza (pana
domu), a u nas na Rusi — należy naprzód poprosić gospoda­
rza (o zezwolenie)“.
Co do nas, to przypomnę tylko, że za „polski most“ od­
wdzięczyliśmy się Niemcowi ,.niemieckiem kazaniem“, a choćby
i samem mianem : Niemiec, które jest właściwie uszczypliwym
docinkiem. Niemiec znaczy: niemy, niemowa.
Niejaki Krzystof Keler, mieszczanin i rajca Wittenberski,
który w r. 1562 kopał kruszec na terytoryum kopalnianem
miasta Sławkowa (pow. olkuski), należącem wówczas do bi­
skupstwa krakowskiego, figuruje w sławkowskiej księdze żupniczej jako ,,Slavny pan Kristoff Niemek, przezwany Keler“. My­
ślę, że należy to chyba odwrócić i czytać : „Stawny pan Krzy­
sztof Keler, przezwany Niemek“, t. j. Niemiec — niemy.
Nam się dostał od Niemców przysłowiowy „polski most“,
ale i nasze przysłowia wędrowały także i to wcale daleko. Je­
dno zawędrowało aż do Chorwatów. Znalazłem je w zbiorze
przysłów chorwackich J. Daniczića, 9 a brzmi ono tak: Jedno
Vloh dości popsovat’ mjestacki“. Przysłowie to pochodzi ze
starego rękopisu, a osoba, która je zanotowała, dopisała przy
niem wyraz: „Poljak“, oznaczając w ten sposób, że to jest
przysłowie polskie. Dodała też i chorwacki przekład polskiego
przysłowia: „Jedan Latinin dosta za iśtetit’ jedan grad“.
Stanisław Ciszewski.

’) Poslovice, Zagrzeb, 1871, 39, nr. 1401.

— 137 —

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.