95cfe4d28ed02eb49012cf7db4d68af7.pdf

Media

Part of W sprawie spuścizny naukowej po J. Lompie / Lud, 1911, t.17

extracted text
Opisy i notatki

W sprawie puścizny naukowej po J. Lompie.
Jak widzę z referatu S. Udzieli,1) Komisya antropologiczna
Akademii naszej postanowiła ogłosić drukiem część odnalezio­
nej puścizny naukowej po J. Lompie. Ma być mianowicie wy­
dana praca jego p. t. „Rozmaitości górnośląskie“, zawierająca
cenne materyały do etnografii Górnoślązaków. Wobec zamie­
rzenia Komisyi antropologicznej, które bogdaj jak najprędzej
dało się urzeczywistnić, zwracam uwagę osób, krzątających się
około tej sprawy, iż kto wie, czy nie dałoby się odszukać in­
nych jeszcze zbiorów rzeczy ludowych górnośląskich, ręką J.
Lompy spisanych.
W roku 1848 wydrukował K. Weinhold artykulik, zatytu­
łowany: „Frau kein wildes Thier“.2) Na czele tego artykułu pisze Weinhold, co następuje:
„Oberschiesisch — slavische(l) Hochzeitsgebrauche, wel­
che mir für meine Sammlung schlesischer Sagen, Märchen u. Ge­
bräuche von Herrn Schullehrer J. Lompa in Lubschau (Lubszo)
bei Woischnik (Woźniki) mitgetheilt wurden, geben den Be­
weis“ i t. d.
Był więc K. Weinhold, jak się z powyższych słów jego
okazuje, w blizkich stosunkach z J. Lompą, który spisywał dla
uczonego germanisty polskie podania i bajki ludowe, oraz do­
starczał mu opisów zwyczajów ludowych polskich z górnego
Śląska.
O ile mi wiadomo, K. Weinhold żadnego większego zbioru
polskich rzeczy ludowych śląskich nie ogłosił. Musiały więc spi­
sane dla niego przez J. Lompę materyały etnograficzne pozo­
stać po śmierci K. Weinholda w jego papierach. Ponieważ Weinhold zmarł niezbyt dawno, sądzę przeto, że dałoby się coś
z tych rękopisów J. Lompy w papierach po K. Weinholdzie
odszukać, i że należałoby poczynić w tym celu odpowiednie
kroki.
We wspomnianym artykule podaje K. Weinhold za J. Lom­
pą kilka ciekawych szczegółów o obrzędach weselnych górno-

’) Materyały... etnograficzne, Kraków, 1908, X. str. VIII.
2) Zeitschrift für deutsche Alterthum, 1848, VI, 462—464.

— 128 —

Opisy i notatki

śląskich. Przedrukowuję je tutaj, bo ukryte w czasopiśmie, poświęconem germanistyce, mało któremu z etnografów naszych
są znane.
,,W okolicy Lubsza występuje na każdem weselu dwóch
starostów. Starszy starosta przemawia w imieniu pana młodego,
młodszy — w imieniu panny młodej. Po komicznej oracyi star­
szego starosty, prowadzą przed pana młodego z komory, zawi­
niętą w rańtuch, kulejącą, starą babę i zapytują go się, czy to
jest panna młoda, na co młodszy starosta w imieniu pana mło­
dego odpowiada, że nie jest to panna młoda, tylko bydlątko.
Prowadzą wtedy przed pana młodego jedną z druhen. Okręca
się ona dookoła starosty i ucieka prędko z powrotem do ko­
mory, a starosta robi uwagę, że takie płochliwe bydlątko nie
może być panną młodą. Wówczas inna druhna podaje panu
młodemu na talerzu zieloną gałązkę, oraz wieniec i mówi:
Młoda pani wieniec posłała,
O dukat się postarać kazała.
Młoda pani z komory nie wyjdzie,
Póki dukat za wieniec nie będzie.

W odpowiedzi na słowa druhny, pan młody kładzie na
talerzu z wieńcem talar, lub kilka talarów, druhna wraca i przed
pana młodego wyprowadzają prawdziwą pannę młodą, którą
ten ostatni poznaje i uznaje jako autentyczną.
Rozpoczynają się owacye starostów, rodzice udzielają pp.
młodym błogosławieństwa, pp. młodzi okręcają się trzykrotnie
dookoła i cały orszak weselny udaje się do kościoła.
Około jedenastej godziny wieczorem mają miejsce ocze­
piny, w czasie których tańczą z panną młodą wszystkie obecne
kobiety i druchny.
W Oleśnie, każda z uczestniczących w oczepinach kobiet,
trzyma, tańcząc, w ręku zapaloną świecę. Po oczepinach od­
prowadzają kobiety pannę młodą do domu pana młodego.
W okolicy Kluczborka, pan młody, skoro zjawi się przed
ślubem w domu panny młodej, otrzymuje od niej w podarunku:
jabłko, piernikowe serce, chustkę od nosa zieloną gałązkę
i wianek. Doręcza to wszystko panu młodemu druhna, zwra­
cając się doń z następującą przemową :
Moi mili panowie starostowie,
Paniczowie i drużbowie
I ty, panie młody!

— 129 —

Opisy i notatki

Ja tu jest z tym wianeczkiem od
paniej młodej posłana,
Co go sama młoda pani wiła,
I nad nim się trudziła
I łzami pokropiła.
Cztery nocy nie spała,
Cztery świecie spaliła,
Co się nad nim turbowała.
Nie była żadna próżniaczka,
Nie szukała po wsi ziółeczka;
Zaszła do swego ogródeczka,
Narwała swego ziółeczka.
Sto dukatów nie położycie,
Młodej pani nie obaczycie.
Pójdzie ona do swego ogródeczka,
Będzie wianki wiła
I będzie taką panną,
Jako przedtem była,
I ja z nią.
Pan młody ofiarowuje talara. Druhna mówi, że to mało.
Pan młody dokłada więcej i coraz więcej, aż póki nie zado­
woli druhny, która odchodzi. Wówczas, podobnie jak to miewa
miejsce w Lubszu, zjawiają się kolejno przed panem młodym:
stara baba, druhna i wreszcie sama panna młoda, zawinięta
w biały rańtuch.
Ody orszak weselny wyrusza do kościoła, wszyscy, znaj­
dujący się w orszaku goście, zasypują przyglądających się im cie­
kawych małemi krajankami weselnego placka“.
Stanisław Ciszewski.

— 130 —

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.