f4e47beea268fae313341f4853782d77.pdf
Media
Part of Wierzenia ludowe ze Suchej / Lud, 1910, t. 16
- extracted text
-
Materyały i poszukiwania
Skumoś = niby.
Na ogóla = pro forma.
Ściapkować = zbierać np. ma
Obujek = kołnierz.
sło z drążka w maśniczce.
Osve = osobno.
Śluga
= gość niepotrzebny na
Pilajda — pieszczuch.
weselu, który stoi pod drzwia
Podołek = łono.
mi i przypatruje się tańczą
Podufały = dumny.
cym.
Polcyrebizur = insp. policyi.
Pomładziny = chmury wycią Śwircki = łzy.
Tetajsy = mający tyle lat, co
gnięte.
i drugi.
Postrzelony = roztrzepany.
Umurzany
= zawalany.
Przebyrkować = przebierać.
Przeklaśny = wybredny w je Wolor = prawo. (Używają tego
słowa w opowiadaniu o du
dzeniu.
chach, np. jeśli się dom po
Pulic się = wykrzywiać usta.
święci, to już duchy nie mają
Ragać = ruszać, przetrząsać.
Regracyo = zabawa, lekka praca do niego woloru.)
Rozbuchany = rozpuszczony. Wrodzić się = brzydzić się.
Zamodrzeć = zapleśnieć.
Sergi = łachmany.
Zmeresony = pogmatwany.
Sfok = wujek (mąż ciotki).
Zmysony = spocony.
Skidać się — zlecieć, spaść.
Skrzas = spokój, np. nie dał Zurzyć = podburzać.
Zwucyć = zwałać.
mu skrzasu = spokoju.
Zygać = drażnić kogo patykiem lub kijem.
Często zdarza się, że suche snopy zboża po zwiezieniu do
stodół wilgotnieją. Ludzie wtedy mówią, że żyto (owies lub
pszenica) ożyło.
Jeśli rok jest mokry i deszcze bardzo często padają, mó
wią: „tako juz uroda w tym roku na desc“.
Edmund Kołodziejczyk.
Wierzenia ludowe ze Suchej.
Zebrał Szymon Gonet.
Strzygonie.
„Dawni krzcili u nas na jedno imię: to jedna dusza była
święta, a ta druga, niekrzcona szła na potępienie i szukała wy
bawienia na ziemi. Wieś Strysawa należała przed niedawnym
casem do kościoła w Suchej, a osobnego cmentarza nie było,
- 86 -
Materyały i poszukiwania
bo dopiero za nieboszcyka księdza Ciesielskiego kupili gront
na osobny cmentarz, tak umarłyk i ze Suchej i ze Strysawy
chowali na cmentarzu kole kościoła. Był chłop na Strysawie,
co miał dwa duchy. Jak ten chłop pomar, tak jeden duch był
w grobie, a drugi chodział po świecie. Baba jego nie miała ni
kogo do gospodarki, tak ten chłop przychodziuł w nocy o dwu
nasty godzinie i młóciuł w stodole. A ten nieboszcyk gróbarz,
stary Piontek wiedział o tern, że ten chłop z cmentarza w Su
chej ucieka do Strysawy i râz przyszczég się na niego i czekał
aż ten duch będzie wracał. Czekał na niego na dzwonicy, jak
jes wielki odpus, to ksiądz mówi z nié kazanie. Jak gróbarz
tego strzygonia z daleka uwidział, że idzie, leciał prendko na
dzwonicę, aby uderzyć we wielki dzwon poświęcany. Strzygoń
to czuł i jeszcze prędzy leciał, że jak gróbarz wyskocuł na
dzwonicę, był już przy nim i chciał go chycić, ale gróbarz
prendko uderzuł w dzwon i strzygoń rozlał sie w kupę smoły,
ta smoła jest tam do dzisiadnia pode dzwonem. A teraz krzci
sie małe dziecko na dwa imiona, aby po śmierci nie było
strzygoniem“.
Sucha, 1907.
Bandura Józef, kościelny.
Dopisek. Celem lekkiego poruszania dzwonem, smaruje się
go mazią w czopie, a krople, tej ociekającej mazi, spa
dają na podłogę dzwonnicy i znajduje się skostniała
pod dzwonami od wielu lat. Pod tą dzwonnicą, o której
w poprzednim ustępie jest mowa, mieści się grobowiec,
w nim spoczywają zwłoki dwóch sióstr Hołyńskich, t. j.
Emmy Scalon i hr. Anny Branickiej Aleksandrowej.
Józef Gierat opowiada:
„Raz bawiły się dzieci na cmentarzu koło kościoła
i rzucały kamieniami do drzwi grobowca i wołały :
„Wyjdź śmiercico !“ Naraz otwarły sie drzwi i wyleciało
z nich coś szarego i uciekało do drogi, którą prze
jeżdża ksiądz z Panem Jezusem. Dzieci rozprószyły sie,
uciekły za kościół i stamtąd patrzały. To szare, to był
strzygoń, ale mu nie było wolno dali lecieć tylko do
té drogi; a właśnie jechał ksiądz z Panem Jezusem,
tak ten strzygoń wróciuł sie do grobowca, a drzwi za
nim same się zawarły i były zamknięte“.
— 87 —
Materyały i poszukiwania
Topielce.
Sucha leży u ujścia rzeki Stryszawki do Skawy.
„Sumera Wojtek jechał se od Wadowic, a kole Zembrzyckiego mostu przysiad sie ku niemu chłopak i prosiuł, żeby go
zawióz na most Makoski. Gwarzyli se oba przez dróge, a chło
pak mu powiedział, że jak go na most Makoski przywiezie,
żeby prendko nawracał i nie oglondał sie za siebie. Tak, jak
Sumera przyjechał na most, chłopak zeskoczył do wody, a to
był „topiec“. Sumera sie patrzy i widzi, że sie bijom dwa to
pielce: Zembrzycki z Makoskim z pod Salca. Tak sie te dwa
topielce bili, aż sie Skawa zacerwieniła. Sumera nawróciuł, zacion
konia i pojechał, ani sie obeźrał. Sam Wojtek Sumera o tern
opowiada".
Malczewskiemu Jakóbowi opowiada rybak ze Zembrzyc:
„Raz wzdłuż brzegu Makoskiego zastawiałem wieńciórki
na ryby. A było to już na noc, księżyc świeciuł widniusieńko.
W tern ciągle przelatuje przede mnie jakiś chłopak i ciągle mi
mówi: „A ozwionze ci; a ozwionze ci!“ Zrazu niemu nie mówiułem, ale mie to w końcu i ozgniewało i powiadam: „A to
bestyjo ozwionz!“ I chłopaka niema. Ja se dali zastawiam wień
ciórki i ide ku górze rzeki Skawy na jaki kilometr drogi. Wra
cam się potem z koszykiem na dół wybierać ryby nachytane;
ide do pierszego wieńciórka, a tu cały zmotany; ide do dru
giego to samo i tak pomatał mi ten topiec wszystkie wień
ciórki. A szkoda, żem sie nie sposzczeg, a nie powiedział mu,
żeby mi ryb napendziuł do wieńciórki.
Topiec (pluralis: topielce) jest to nieduży chłopak, ładnie
ubrany, ubranie na nim pstrokate; ma wstonżecki, i przewija
niemi; wabi ku sobie dzieci, a na dnie wody pokazuje im złote
zegarki; topi dzieci i zabiera“.
Świeczniki.
„W późną jesień i na wiosnę, a najwięcej w Adwencie
chodzi taki duch, co tylko pokazuje rękę z palcami rozłożo
nymi ; każdy palec mu sie świeci, a każdy inną barwą światła.
Ten duch chodzi po polach i drogach i jak człowiek idzie, to
palcem świeconcym miga na niego i woła: „Pódź i pódź!“
Potem prowadzi go po bagnach, kępach, potokach, a jak sie
ma ku ranu, zaklaśnie w ręce, zaśmieje sie i ucieknie. Ten
duch nazywa się świecnik.
— 88 —
Materyały i poszukiwania
Romek Kulig nakupnił na Orawie wołów, a nie wolno
ich było stamtąd sprowadzać i wiód je z chłopem leśnemi dro
gami. Wieczorem weśli już do Suskich lasów i pokazały się za
nimi świeczniki. Romek z chłopem myśleli, że ich ziandarmy
goniom i majom latarki. Zrazu uciekali, a świecniki za nimi.
Nié mogli se już dać rady, bo co sie oglondnom, to latarki za
nimi, tak uwionzali woły u gâji w lesie, a sami wyleźli na gaje
i czekali tam aż do rana. Jak sie ozwidniało, patrzom, a tu
żadnych światełek nié ma. Tak dopiero poznali, że to nie byli
ziandarmy, ale że ich świecniki tak wyrygtowały. Woły spendzili na gościniec i przyśli do Suchej“.
Sucha, 1906.
Stefan Janiczak.
Dusze zmarłe.
„Jechał raz chłop przez cmentarz i koń mu napaskudziuł
na cmentarzu. Chłop tak powiedział: „Wstańcie umarli, będzie
cie zarli!“ Zajechał do domu, a w nocy przyszły te dusze
z cmentarza i opominajom sie, żeby im dał jeś. Sprzeczali sie
z nim, ale przyszła 12 godzina i dusze poszły, ale mu przed
tern tak powiedziały: „Jak nam jutro nie dasz jeś, pójdziesz
razem z nami“. Chłop sie przelonk i pomyślał se: „Co ja im
tu dam jeś, jak przyjdom?“ Poszedł do spowiedzi, a potem na
radę do księdza. Ksiądz powiedział: „Dam ci patene, weź obrus,
nakryj stół, te patene połóż i nadkryj te patene serwetom“.
Na drugi dzień w nocy przyszły dusze. Każda dusza poszła do
stołu i pocałowała patene, a o jedzenie już sie nie opominały.
Ostatnia dusza, która szła całować, pocałowała i powiedziała:
„Dziękujemy za tak dobrą wieczerzę!“
Sucha, 1907.
Maryan Kyadyna.
Sowa-śmierć.
„W drewnianych domach jest przy oknie deska, aby woda,
ściekająca ze szyb, spływała po desce na ziemie, a nie na
ściany. Ta deska nazywa sie: „odlewa“. Było to na Nowym
Świecie, przysiółku Suchej. Jak miała w jedny chałupie matka
umrzeć, siadła sowa na odlewie i kukała, a na trzeci dzień
matka umarła“.
Sucha, 1904.
Jan Humpola.
— 89 —
Materyąły i poszukiwania
Suszenie pieniędzy.
„W Kwietną niedziele, jak ksiądz śpiewa w czasie sumy
ewangielije przy ołtarzu, to po takich niektórych dziurach otwiera
sie i widać pieniądze. Te pieniądze suszą sie przez catom ewan
gielije. Raz poszła jedna baba z dzieckiem ku taki dziurze
i czekała, aż sie otworzy. Jak się otworzyło, włazła tam z dzie
ckiem, nabrała pieniędzy do fartucha i wyszła, a dziecko zo
stawiła tam na stole, bo se zapomniała je wziąść. Chciała po
tem wleź po to dziecko, a tu już było zawarte. Chodziła do
księdza i radziła sie, co ma zrobić. Ksiądz kazał jé na drugi
rok iś tam o tym samym czasie. Na drugi rok poszła tam; jak
wlazła, uwidziała dziecko na stole, a jak je położyła, tak sie
działo, a w ręce miało jabko i bawiło sie. Wziena dziecko,
poszła do domu, to sie zawarło i już więcy w to miejsce nie
chodziła“.
Sucha, 1905.
Franciszek Szklarczyk.
Strasaki.
Janiczak Stefan opowiada:
„Szewc napity szed z rynku do domu i niós pod pachą
skórę na buty. Przechodził koło cmentarza, uwidział biało
ubraną babę i myślał, że to jego kumotra. Wołał na nie, aby
go poczekała. Ona go poczekała i szła z nim na cmentarz.
Tam owlekła go po wszystkich grobach, włosy mu obtargała
z głowy, a skórę straciuł. Dopiero nad ranem przyszed do
domu; żona poszła na cmentarz i skórę nalazła“.
„Chłop szed koło cmentarza, a tam jest stara wierzba.
Z té wierzby wyszed chłopiec bez nóg i szed z chłopem. Chłop
nic mu nie mówił, bo sie bał. Chłop przyszed do domu,
a strach siedzi przed domem. Jak to chłop uwidział, wyszed
z domu, wzion kamienia, rzuciuł na niego i zaklon, a strach znik'.
„Mój dziadek trudniuł sie ciesielkom. Raz szed z roboty
z księżego lasu, ogląda się, a za nim tulâ sie gnâtek. Jak on
stanął i gnâtek stanął i jak on szed i gnâtek sie tułał. Dziadek
wzion siékiére, nabiuł na ten gnâtek i wzion go na plecy, jak
to cieśle robiom. Przychodzi dziadek przed dom, obgląda sie,
a na plecach nié ma gnâtka, tylko siekiera“.
„A raz jechał dziadek kole cmentarza i siadło mu na wóz;
taki bez rąk i nóg; a jak przyjechali przed dom, to zeskoczyło
z wozu i znikło“.
— 90 —
Materyały i poszukiwania
Przepowiednie.
„Moja babka opowiada, że jedna kobieta żyła, co zaspała,
to znaczy, że myśleli, iż ona umarła, a ona spała. Ta kobieta
sie przebudziła i mówiła, że Szwedzi, jak przechodzili przez
Suchą, przez potok Janiczaków, zakopali 7 beczek złota, a jak
to miejsce oborają chłopcy bliźnięta, byckami bliźniaczkami, to
te pieniądze wyorają. A to oboranie będzie także na to, że
grad tam nie zbije, ani woda nie zabierze“.
„Ojciec mój opowiada, że jego dziadek, a mój pradziadek,
jak pas konie, to widział, że 2 śmierci tańcowały i śpiewały:
„Będzie wojna, będzie mór,
Bedom kłaś dziesięci w jeden grób“.
1 później był głód i mór. A głód był taki, że jak babka
mówiła ludzie trawę jedli i wszystko sie spełniło, jak óne
śpiewały.“
Woły — przepowiednia pogody.
„Raz jeden austrolog przysed do bogatego gospodarza kole
Wadowic i prosiuł go o nocleg. A było to w lecie. Gospodarz
powiedział mu, że sie może przenocować u niego w stodole,
ale ten austrolog powiada, że sie dobrze prześpi w brogu siana,
który stał przed stodołom. „Jagże pan będziesz spał, kiedy
w nocy bedzie dész?“ — mówi mu gospodarz. Austrolog pa
trzy na niebo; czyściuteńkie, nié ma ani jedny chmurki. Nie
poszed do stodoły, ale spał w brogu. Po północy lunął dész,
a austrolog dosiedział do rana pod stodołom. Rano mówi
austrolog: „Mój gospodarzu, poczem poznaliście wczoraj wie
czór, że w nocy bedzie dész ?" — Mâm pare wołów, które
w lecie légajom na noc w ogrodzie pole stodoły; to te woły
jak sie ma na dész, same idom wieczór do stajnie, a na po
godę to ostajom w ogrodzie. Wczoraj wieczór poszły do stajnie
i widział pan, że w nocy lało“.
Sucha, 1906.
Malczewski Jakób.
91
