95f3fd09b9a3e0e885d8a9407c362951.pdf
Media
Part of Z legend, przysłów i piosnek flisackich / Lud, 1910, t.10
- extracted text
-
Opisy i notatki
Z legend, przysłów i piosnek flisackich.
W tomie XItym „Ludu1, (S. 307) podana została przez
p. Emila Kipę zaczerpnięta ze źródeł węgierskich nieznana
piosnka flisów polskich z XVIII. wieku, w tomie zaś XIII.
„Ludu“ ogłosił Dr. Michał Janik dwa nieznane przysłowia fli
sackie. Jako dalsze rozpatrzenie studyów w tym zakresie, nie
chaj posłuży poniższy przyczynek.
I. Legenda o św. Piotrze. W notatkach p. Józefa
Ćwikła z Warszawy, (który pracując w charakterze technika
przed piętnastu laty przy urządzaniu tam na Wiśle i mając cią
głą styczność podczas wyjażdżek urządzanych z ludem wodnym,
zebrał wiązankę szczegółów językowych i obyczajowych, do
tyczących owego ludu,) wyczytałem po raz pierwszy termin fli
sacki piotrowi na i przywiązaną do niego opowieść, która
miała dać początek tej nazwie.
Otóż piotrowiną zowie się u naszych flisów i ryba
ków : odmęt czyli wir wodny, mianowicie miejsce przy brze
gach lub mieliznach, gdzie woda płynie kilka lub kilkanaście
łokci w górę rzeki, w przeciwnym kierunku jej biegowi. Pow
stanie zaś tej nazwy tak objaśniali p. Ćwikłowi przewoźnicy
warszawscy: Kiedy św. Piotr stanął pewnego razu nad rzeką
i ujrzał flisaków, zajętych mozolną pracą holowania statków
w górę, ulitował się nąd nimi i prosił Chrystusa, aby ten swą
mocą cudowną ulżył im w owej pracy. Chrystus wysłuchał
prośby św. Piotra i rozkazał wodzie płynąć miejscami w prze
ciwnym kierunku, t. j. wstecz, iżby flisacy mogli wypoczywać.
Dokonywując na podstawie powyższych danych przed
dwoma laty samoistnych wywiadów zdołałem stwierdzić, iż
wzmiankowana nazwa (w postaci piotrowiną albo też w for
mie, bardziej zbliżonej do fonetyki ludowej, pietrawina) za
chowuje się w żywej pamięci ludu wodnego w najbliższych
okolicach Warszawy. Natomiast szyprowie — polacy z Prus
Królewskich, często ukazujący się pod Warszawą, mówią w tern
samem znaczeniu „woda św. Piotra“ lub po prostu „św. Piotr“;
od nich również słyszałem, iż flisowie - niemcy zowią podo
bne miejsca na rzekach „Petrus wasser“, co upoważniałoby do
wniosku, że nazwa niemiecka ma takież tło legendowe.
— 179 —
Opisy i notatki
II. Ryza. „Ostatnia ryza płaci“. Ryza (z niem. Reise)
zowie się u flisów droga, jaką ma odbyć statek wodny, czyli
spław jednorazowy.
Przypowiastka powyższa, zaczerpnięta przezemnie również
z notatek p. Ćwikła, wyraża tę myśl, iż ostatni transport bywa
niekiedy najkorzystniejszy w całym sezonie spławnym.
III. Ogon.
»Do św. Jana, ucieka woda od ogona,
A po św. Janie idzie woda po ogonie«.
Ogonem zowią flisacy wierzchołek naspy piaszczystej
wśród rzeki i haku. W czasie małej wody wierzchołek ten bywa
widzialny; natomiast podczas przyboru wód w rzece, przypada
jącego zazwyczaj koło św. Jana, ulega całkowitemu zalaniu.
Por. u S. Adalberga („Księga przysłów“, str. 181. i 182.):
»Do św. Jana woła deszczu kania,
A po św. Janie chodzą po wodzie kanie«.
»Przed św. Janem o deszcz trzeba prosić,
Potym i sam będzie rosić«.
IV. Pieśń o św. Barbarze.
Za najpospolitszą pieśń polskich flisów należy chyba uznać
pieśń o św. Barbarze, którą z dawien dawna czci jako pa
tronkę zarówno nasz lud wodny jak i górniczy. O tej pieśni
wspomina już Klonowicz we „Flisie“, gdy mówi:
»Tam mądry rotman, siedząc na swej barce,
Złożył oną pieśń o św. Barbarce,
Tej pieśni, jadąc imo Sarkawice,
Nauczał fryce«.
Wedle opowiadań, jakie słyszałem z ust kilku starych ry
baków w okolicach Warszawy, jeszcze za ich pamięci, przed
jakiemi 50—40 laty, nasi flisacy śpiewali pieśń o św. Barbarze
po szczęśliwie odbytej drodze, gdy przyjeżdżali do pala, t. j. za
wijali do przystani. Wszakże ani jeden z nich nie umiał mi po
wtórzyć tekstu owej pieśni.
Wzmiankę o św. Barbarze mieści w sobie piosnka flisacka,
podarta w „Ludzie“ przez p. Emila Kipę. Co do tej ostatniej
piosnki winienem tu zauważyć, iż była ona znana, jeżeli nie
w całości, to przynajmniej w części jeszcze za czasów Wincen
tego Pola, który przytacza środkowy jej ustęp w takiem brzmieniu
— 180 —
Opisy i notatki
»Flisakowa żona
Siedzi sobie doma —
A flisaczek, nieboraczek,
Robi wiosłem, jak robaczek...
Płynie do Torunia!«
(Dzieła prozą, t. 4. str. 453.).
Taki sam tekst z drobnemi odmiankami zamieszcza i Kol
berg, dodając drugą zwrotkę następującej treści.
»Flisackowie z nieba,
Dajcież (nam tez) chleba,
Dawnoście tu nie bywali,
Chleba’ście nam nie dawali,
Teraz tez bywajcie,
Chleba nam dawajcie«.
Do powyższego tekstu piosenki dołączone są nuty (obacz
Krakowskie, cz. II. str. 194. i 195.).
Warszawa.
Bolesław Śląski.
Jesza czy Jasza czy Jasz ?
Wielką jest zasługą p. Matusiaka, że odnowił kwestyę po
gańskich bogów słowiańskich, a specyalnie polskich i swem
tłómaczeniem ustępu Długoszowego popchnął całą kwestyę na
nowe tory. Patrzymy teraz na olimp polski z innego punktu
widzenia. Mogą się wprawdzie nasuwać, pewne wątpliwości
w niektórych rzeczach, ale w każdym razie rozprawa p. M.
przyczyni się niepomiernie do wyjaśnienia ciemnej bardzo kwestyi naszych bogów pogańskich. Na jedną taką wątpliwość
pozwalam sobie zwrócić uwagę.
P. Matusiak bierze całkiem słusznie za podstawę badania
nazwy najwyższego boga formę podaną przez Długosza: J eszam
(4 przyp. 1. pojed.) i zestawia wyraz ten etymologicznie z wyra
zem jary (silny, a właściwie młody), jaro (wiosna). Żeby pogo
dzić e w Jesza z. a w jaro, jary, twierdzi, że polskie miękkie
a przechodzi przed ch i powstałem z niego sz w e Twierdzenie
to jest tylko częściowo słuszne, bo nie każde miękkie a (ja)
— 181
