e9bd1808db851073ea3ee2c0da42fe4a.pdf

Media

Part of Krytyka i sprawozdania, cz. 2 / Lud, 1908, t. 14

extracted text
KRYTYKA I SPRAWOZDANIA.
----OCZZDC---Pracki Witold. O mowie wsi Turowa. Warszawa 1906. 8n str. 90.
Do nielicznych a tak bardzo pożądanych prac o mowie ludu polskiego
należy i ta p. Prackiego. Dodajmy odrazu, że należy do prac tego ro­
dzaju najlepszych i najciekawszych. Autor ugrupował zjawiska języ­
kowe i przedstawił umiejętnie, nie uciekając się do zbyt wyszukanych
sposobów ortograficznych, które w chwalebnej trosce o wierne oddanie
dźwięków przesadzają nieraz i więcej rzecz zaciemniają, aniżeli wyja­
śniają. Praca to bez wielkich pretensyi, jak drukowana dopieroco
w Ludzie „Gwara slesińska“, a bardzo cenna i ciekawa.
Turów leży w pow. radzyńskim, gub. siedleckiej. Wieś to mazur­
ska, której mowa „stanowi odłam wielkiej gwary wschodnio-mazurskiej
z wtrętami i wpływami gwar zachodnio-rusińskich, lubelskich“.
Wpływy ruskie są nieznaczne, ale są. Tym wpływom przypisujemy
takie formy, jak umer, der, ter, per zamiast ogólnie mazurskich umar
ar, tar, per = umarł, darł, tarł, parł; jak jidło zamiast jadło; jak jazyk
zamiast język itp. Słusznie przypisuje Szan. autor brak pochylenia a
w wyrazach: pan, dzban, Jan, rola, łaźnia, ptak, skarb, barsc tymże wpły­
wom. Do szczególniejszych ciekawości mazurszczyzny turowskiej należą
formy, jak remie, reno, reni (=ramię, rano, rani), znane nam już z wieku
XV. np. z Biblii królowej Zofii i z tłómaczenia praw Kazimierza W i Ja­
giełły z r. 1449, znane także z kaszubszczyzny. Największe rozmiary
zjawisko to przybrało, jak wiadomo, w pewnej części powiatu tarnobrze­
skiego w Galicyi (zob. pr ez podpisanego opracowaną Gwarę lasowską. Rozprawy Akad. Umiej, w Krakowie t. VIII). Jak w wielu in­
nych gwarach mazurskich, mamy i w tej: mówieł, nosieł, prosieł i t. p.
zamiast mówił, nosił, prosił, co ze staropolszczyzny również znamy. Do
osobliwości tej gwary w zakresie samogłosek należy an zamiast ę w od-

— 307 —
mianie słowa być: bandę, bańdzies, bandzie, bandziewa i w wyrazach,
jak manka, pandzie, przandza, ranka, świanty, piankny, prandko, wiancy;
nawet zamiast en, jak w wyrazie okienko = okienko, druchanka = druchenka, bochanka = bochenka. Zgodnie z opinią wielu gramatyków po­
wiada autor, że to an zachowało się w tych wyrazach i formach ze staropolszczyzny. Nie miejsce tu zbijać to zdanie, tembardziej, że Szan.
autor powtarza je tylko za drugimi, nie mogąc także w swej rozprawie,
poświęconej innemu celowi, zajmować się rozbiorem kwestyi, która wy­
maga osobnej rozprawy. W gwarze turowskiej czuje się różnicę w wymawia­
niu między h i ch, co słusznie przypisuje autor wpływom języka ruskiego.
W innych zjawiskach spółgłoskowych zgodną jest zresztą ta gwara z innemi mazurskiemi, ale i tu odrębnych szczegółów wiele. W całej Polsce
mówi nasz lud Miemiec zamiast Niemiec, lecz tutaj mamy także śmig
zam. śnig (=śnieg), mitka zam. nitka, mizko, miziuchno, miziuchny zam.
nizko, niziuchno, niziuchny. Oprócz zjawisk z zakresu głosowni, etymo­
logii i form przedstawił autor także imiona, nazwiska i przydomki osób,
nazwy zwierząt i nazwy topograficzne, a wszędzie zajdują się szczegóły
ważne i ciekawe z najrozmaitszych powodów. Dwie trzecie rozprawy
zajmuje słownik, zasługujący ze wszech miar na uwagę. Oto kilka przy­
kładów :
Wielgos zamiast wielki spotyka się prawie wszędzie u naszego
ludu, dawniej mieliśmy dziwos, dzikos, Niegos, Chodos itp., tutaj spoty­
kamy bagnos w znaczeniu mieszkaniec wsi błotnych i długos, otwór po­
dłużny ula. Ze względu na przyrostek tak samo ciekawy np. biedasny
(bardzo biedny), długosy (bardzo długi) gorun, przędza na czerwono far­
bowana. Zachował się tutaj odwieczny wyraz chłąd (rózga, pręcik), który
w języku naszym literackim dawno zaginął i żyje tylko w nazwach miej­
scowych lub nazwiskach rodowych, jak Chłędowski. Bardzo ciekawa na­
zwa dziedziły, nazwa zabaw towarzyskich, zwykle na Wielkanoc gry­
wanych przy stosownych śpiewach. Mamy nadzieję, że zabawy te Szan.
autor kiedyś szczegółowo opisze. Dzion w znaczeniu ula znany i z in­
nych gwar polskich, także gać, w znaczeniu grobla. Prastare i wielce
ciekawe są formacye gódza (chęć, życzenie) od gód i gródza (grodzenie),
z któremi porównać należy takie, jak gospodza, dziedza, jedzą itp. W ję­
zyku literackim zagubiliśmy już bardzo dawno wyraz grąd w znaczeniu
ziemi suchej, podniesionej wśród bagien, zachowuje się tutaj, podobnie jak
w „gwarze lasowskiej“. Od wykrzyknika hola, znanego dobrze na całym
obszarze ziem polskich, stworzono tutaj holokać, podobnie od paster­
skiego helo, znanego także powszechnie, uformowano w „gwarze ślesińskiej“ helokać, a od lelejs (=leles) powtarzanego w pieśniach paster­
skich, lelejsać. Tak samo od powtarzanych w pieśniach weselnych u nas
i na Rusi Łado, Ładko utworzono na Rusi ładować i ładkać. (Lud
X. 65). Dla wielkich uczonych może to rzeczy błahe a może i niepoko­
jące pewne ich ustalone teorye, ale dla skromnych zbieraczy, jak my,
każdy fakt rzeczywisty zasługuje na uwagę, więc go też skrzętnie notu­
jemy i staramy się go zrozumieć zamiast wyniośle traktować jako pija­
ckie czy karczemne wymysły, o których nie warto mówić. Ogromnie
stare i ważne są wyrazy jeda, jedka w znaczeniu gardziel, pierwotnie

— 308 pysk, tak samo z nimi etymologicznie spokrewniony jadki, cięty, ostry,
pochodzący od wyrazu jad. (np. u wężów, skąd także jadowity). Jak od
dziad żeńska forma była dziedza, tak od jad mieliśmy jedzą (zob. Słów
Lindego), w ustach Rusi jeża i jiża, u Słowieńców jeża w znaczeniu
złość, gniew. To też starożytne Erynnye i Furie tłómaczyliśmy przez
Jedze, (Furiae), Jedzybaby (boginie gniewu). Jak z piękny, miedzy zrobi­
liśmy przez nieprozumienie piękny, między, tak Jedze przekształciły się
na Jędze. Jędza (u Kaszubów Jędzona) zaczęła odtąd brzmieć na Rusi.
Jaża, Jazia, (bo nasze ę miękkie wymawia Ruś jak ja: porów, pięć i piat’)
a także Jadzia, bo przypominała imię Jaga. I oto, skąd się wzięła bo­
gini Jagababa. Równie stare i ciekawe są wyrazy jastewność, żerczość
i jastewny, żerczy, jak wiadomo, także od jad pochodzące. Bardzo cie­
kawy jest jarcak, pies pierworodny; kaluch, pędzel do bielenia; kędziuch,
brzuch, znany i „gwarze lasowskiej“ w formie kendzioch; kłódka, pia­
sta u koła, znana w tern samem znaczeniu także Lasowiakom tarnobrze­
skim. Krzyć brzmi u Lasowiaków krsyć i powstało też z tego, a to
z krszyć, kruszyć. Kuca, zagroda na cielęta, jest wyrazem ruskim, polski
brzmiałby kąca, zamiast czego zachodnia słowiańszczyzna używała wy­
razu kąta i kącina. Stąd to pomorscy nasi bracia za czasów Ottona
bamberskiego (początek wieku XII.) zowią swe świątynie pogańskie kątinami. Ciekawy jest bardzo lesc, kij leszczynowy i lesca, rózga, gałąź
leszczynowa i nie mniej ciekawy lędzian, groch polny, czerwono kwi­
tnący, który otrzymał stąd nazwę, że się go siało na lędzi t. j. na ugo­
rze, a wiadomo, jaką rolę odgrywa wyraz lęda w nazwie Lęchów, La­
chów. Lasowiacy mówią zadować komuś Jes (=łeż), Turowianie zaś za­
dawać komuś łges, co naturalnie powstało z łes pod wpływem łgać,
łgasz, łga, itp. Drążek Żarnowy zowie się u Lasowiaków i gdzieindziej
żarnówką, tutaj zaś bardzo ciekawym wyrazem mion. Motowionzek,
sznurek do przewiązywania pasem na motowidle, jest przekształceniem
z motowązek, motowęzy zaś znane już z Biblii królowej Zofii w zna­
czeniu frenzle, mają u Lasowiaków jeszcze znaczenie pierwotne zwiesza­
jącej się, niedorobionej u płótna przędzy. Niepodobna wchodzić w objaśnie­
nia wszystkich ciekawszych wyrazów, dość będzie przynajmniej niektóre
wymienić: niewidoba, ciemnota; obałek, tłuczek, okrągły kawałek drzewa
do tłuczenia np. ziemniaków; obiegnik, goniec; obrada, uciecha; odbit,
nagniotek na nodze, jest i u Lasowiaków w tern samem znaczeniu (jak
od wić — wiję mamy wit (zwit, zwitek), tak od bić — biję było bit,
skąd odbit; było i bita w naczeniu bitwa, skąd bitka, która u Słowień­
ców ma znaczenie bitwy); owaleniec, leniuch, u Lasowiaków obal; jak
od Wojciech formowano Wojtyga (stąd tego brzmienia nazwisko rodowe,
od Łada — Ładyga, skąd Ładyżyn i Ładyżyński), tak od pała uformowali
Turowianie pałyga; pastwa, pasza, równie ciekawa, jak jastewność lub
jastewny, również piekwa w znaczeniu spieka, gorąco; plecień, płot
chróściany; płomię, płomień; płosek, zagonek; podół, podołek, zapaska;
pochwiść, wiatr silny, deszcz z wiatrem; pochwiścielnik, wisus, łotr; pokoncie, najdalsze miejsce w piecu chlebowem ; stary, jak Słowiańszczyzna
pokón, w znaczeniu początek; polica, zdrobnienie od poła, deseczka
o sochy, przytwierdzona do grądziela z jednej a do podsośników z dru-

— 309 —
giej strony; pósew, gen. poświ, lm. poświe, u Lasowiaków poswa, zdrobn.
posewka. Pośnik, w znaczeniu wigilia, znany i w innych gwarach, ale
o prastarym potaku (to je to, co cywki wije) rzadko gdzie słychać, ró­
wnież o potrzodce i potrzodniku, pomocniku pastucha. O prysku w zna­
czeniu zgliszcze, żarzące się węgle, zarzewie, iskry nie łatwo gdzie sły­
szeć; przastek, uformowany zapewne od przeć — pre, przeje, placek,
upieczony pod popiołem, znany nam dopiero z tej gwary. Odwieczne
jest wyrażenie przeborny w znaczeniu „gardy“, wybredny; również przegała (od goły), luka, przegalina, miejsce puste, łyse ; również przeklon
w znaczeniu klątwa; również przegacina w znaczeniu: 1) otwór w gaci
(w jazie), w który stawiają się więcierze; 2) przejście w jakiem zagro­
dzeniu, między budynkami, pasaż ; 3) przestrzeń ciała między sutkami
(mamalia). Komuby się wydawała dziw, forma Prowa (od prow(y-a-o), nazwa
boga Słowian starogrodzkich koło Holsztynu, niech się przypatrzy wyra­
zowi przeciwa (od przeciw(y-a-o) w znaczeniu: 1) przekora, człowiek
sprzeciwiający się wszystkiemu, złośliwy; 2) duch złośliwy, kuszący po
rozstajnych drogach. Rost, zamiast powszechnego wzrost, odwieczny, za
to rozgracyja, znana w tej samej postaci i Lasowiakom, nowa zupełnie,
jest przekręceniem łacińskiego rekreacya. Oryginalne jest siodło, w zna­
czeniu siedlisko, siedziba; również sikut, małe dziecko, dziewczyna
w znaczeniu pogardliwem; smaga, pragnienie, zgaga; smyk, drewno, na
którem chodzi nóż (rzezak) w sieczkarni ręcznej; swach, swacha w zna­
czeniu teść, teściowa. Skik, skikać w znaczeniu skok, skakać znają i Lasowiacy, ale ślada, stopa, ślad stopy ludzkiej zgoła im nieznana, a i in­
nym gwarom. Nie wiem także, czy jeszcze która gwara zna odwieczny
wyraz ton w znaczeniu przyrębli lub zacion, ślad cięcia toporem; ogól­
niej znana tylko natoń, miejsce rąbania drzewa na obejściu gospodarskiem. Zamiast ustygować Lasowiacy mówią ustyzgować w tern samem
znaczeniu narzekać; waługa, niezdara, mazgaj Lasowiakom nieznany, mó­
wią zamiast tego obal. Zagwa, hubka do zapalania krzesiwa, znana i La­
sowiakom, także zapał, czerwone płótno na wsypy pierza, ale zamiast
zapalina, deska lub deski (zbiorowo), oddzielające sąsiek od klepiska,
mówią Lasowiacy zapole i rozumieją przez to właśnie to, co Szan. autor
sąsiekiem nazywa. Ciekawa bardzo zdzoga, zimno, flaga, powstała
z z-deżdż-oga (porów, deszcz= deżdż, gen. dżdżu), jak z ostr(y)-ostroga,
a nie mniej i zjedz, drobiazg, małe dzieci.
Dotknęliśmy tylko niektórych osobliwości tej gwary, lecz i z tego
może czytelnik nabrać wyobrażenia, ile w niej nieocenionych wiadomo­
ści, jak niepospolitą jest zasługa autora i jak pożądane są takie prace,
które dla badacza naszego języka i naszej przeszłości stają się kopalnią
najrozmaitszych skarbów.
S. Matusiak.

Zaranie śląskie. Kwartalnik literacki. Rok pierwszy, zeszyt trzeci’
Pismo to literackie, wychodzące na Śląsku, w Cieszynie, którego
zeszyt trzeci mamy właśnie przed sobą, witamy z najwjększą radością,
nietylko dlatego, że tam, w Cieszynie, wychodzi, ale przedewszystkiem
dla jego wartości literackiej, dla jego obfitej, starannie dobranej, przyLud. Rocznik XIV,

21

— 310 —
stępnej i sympatycznej ze wszech miar treści. Mamy też nadzieję, że
i poza Śląskiem znajdzie rozpowszechnienie. Mówimy o tern piśmie, gdyż
ma ono znaczenie i dla folklorystyki, umieszczając materyały ludoznaw­
cze ze Śląska.
W tym zeszycie zamieszczono np. zwyczaje wielkanocne. Rzecz na­
der ciekawa, że na Śląsku używają jeszcze podziśdziefi wyrazu wieli
zamiast wielki w wyrażeniach: wieli piątek, wiela sobota.
Szkoda, że przytem nie zaznaczono, czy mówi się także wieli t y d z i e fi,
wiela noc zam. wielki tydzień, Wielkanoc. Na samym początku zeszytu
jest nawet trochę lingwistyki. Wszczął się mianowicie spór między uczo­
nymi, czy rzeka, płynąca przez Cieszyńską ziemię, ma się nazywać O 1za, jak dzisiaj tam Ślązacy mówią zgodnie z Niemcami, którzy ją piszą Olsa, czy też Olsza, jak to wypływa z Długosza i innych źródeł
historycznych. Wielu się oświadczyło za Olszą, jak Parylak, Janik, Zawiliński, mając na względzie źrdódła historyczne, a i tę okoliczność, że
ziemia to pierwotnie polska, więc nazwa rzeczki musi być polska,
a wielka moc jest nazw polskich, które tak brzmią, o Olzy zaś
nikt nigdy nie słyszał. Ale Ślązacy, nawykłszy do Olzy, chcą koniecz­
nie przy niej zostać, powołując się przytem na niemożliwe etymologie.
W ostatniej chwili przyszedł im nawet z walną pomocą dr. Nitsch i usi­
łuje dowieść, że Ślązacy mają sułszność, upierając się przy nazwie Olza.
W szczegóły wchodzić na tern miejscu nie możemy, zaznaczamy tylko,
że poczciwi Ślązacy nie mają racyi, jak to powie każdy, kto zajmował się
topograficznemi nazwami polskiemi tego rodzaju. Przedewszystkiem trzeba
wiedzieć, że rzeczkę przezwano od wsi Olszy, która nad tą rzeczką
leży, a która wprawdzie dzisiaj także Olzą się nazywa, ale niegdyś nie
tak się nazywała, bo skądże u Długosza i w innych źródłach znalazłaby
się nazwa O 1 s z a, Olscha. Źródła historyczne przy nazwach mają
zawsze wielkie znaczenie, cóż dopiero tam, gdzie schodzą się różne ję­
zyki i z czasem na swój sposób nazwę przekształcają. Kto zajmował
się nazwami słowiańskiemi n. p. w dawnej Połabszczyźnie, ten wie, że
Niemcy słowiańskie sz, bardzo często przekraczają na s lub c (z), stąd
to i nietylko w Połabszczyźnie, ale i na naszych ziemiach, n. p. w pow.
ostrzeszowskim z nazwy Olszyna zrobili O 1 z i n a, skąd nasi stwo­
rzyli Ol czyn a, tak samo tam z naszej Olszycy zrobili Niemcy
Olzitz, a nasi za nimi Ol czy ca. Gdyby nie historya nie mogli­
byśmy rozstrzygnąć, co było pierwotnie. Że i śląską Olszę Niemcy
nietylko nazywali Olsa ale i Olza (wymów Olca), a Olszka, mała
Olsza, wymawiali OIcka, dowód w dokumencie z r. 1531, w którym
Olszę nazwano Oldsa i w dopływie Olszy, który się nazywa
Olecka. Wywód nazwy, zaproponowany przez dra Nitscha od nie­
bywałego prasłow. O 1 i g a, zbija sam siebie już przez to, że w takim
razie nie mielibyśmy Olecka, jak się drowi Nitschowi wydaje, lecz
O 1 e ż k a (jak od księga, książka).
S. Matusiak.
Uwaga. Zanim ukazała się powyższa recenzya, wyszedł czwarty
zeszyt Zarania, a w nim dalsze wywody o Olszy, do których powrócimy.
S. M.

— 311 —
Revue des Études Ethnographiques des Sociologiques. Nry 3,
4—5. Marzec-Maj 1908. Str. 129-320.
Najciekawszym artykułem w tych zeszytach jest praca redaktora
von Gennepa o nowem piśmie murzyńskiem i o jego doniosłości teore­
tycznej. Dotąd znano tylko jeden system pisania napewne wynaleziony
przez murzynów : jestto pismo vaï, które było przedmiotem licznych
badań, omówionych w artykule Maurycego Delafosse w Anthropo­
logie (T. X, 1899). Świeżo misyonarz kameruński Göhring podał
w Der Evangelische Heidenbote do wiadomości Europy stwo­
rzenie w kraju niezbyt odległym od Vaï nowego systemu pisma. Gennep zwrócił na to uwagę, odrazu zrozumiawszy, że zawikłane zagadnie­
nie początku pisma i alfabetów posunie się nagle wielki krok naprzód.
W korespondencyi prywatnej z Göhringiem zebrał szczegóły, które obe­
cnie w przeglądzie swoim wykłada. Oto w Kamerunie niemieckim, w kra­
inie Bamum, rządzi młody król Ndżoja: na jego to rozkaz i pod jego
kierunkiem utworzone zostało nowe pismo. Za panowania jego ojca
przybyli do Bamum kupcy z książkami arabskiemi i szesnastoletni naówczas Ndżoja kupił bardzo drogo kilka książek. Zdawałoby się naturalnem, że młody Ndżoja wyuczy się poprostu pisma arabskiego, aby
je — wstąpiwszy na tron — rozszerzyć w swem państwie. Nic z tego;
przez dumę i ksenofobię królewic nie chciał przyjąć obcego pisma, jak
równeż nie chciał czerpać wiedzy od misyonarzy i urzędników kolonial­
nych. Postanowił obdarzyć swój lud nowem pismem. Zebrał gromadę
żołnierzy i kazał każdemu z nich myśleć nad pismem sylabicznem; potem
oddane sobie znaki sam porównał i zestawił. Ułożywszy pismo, zabrał
się do uczenia poddanych — i w r. 1907 przeszło 600 tubylców umiało
czytać i pisać. Nadto król zaczął składać archiwa w nowem piśmie, wpi­
suje do ksiąg dochody i wydatki itd. Van Gennep podaje kilkaset zna­
ków władcy Ndżoja. Mamy tu ciekawy przypadek eksperymentacyi w etno­
grafii, a doświadczenie nie jest skończone: p. Göhring może śledzić
z bliska przeobrażenia tego pisma, które będzie się musiało upraszczać
i przybrać charakter kursywny, chyba że król Ndżoja wpadnie na myśl
odlania czcionek i utrwalenia w ten sposób hieroglifów swego wyna­
lazku. — P. Gaudefroy-Demombynes pisze o lingwistyce i socyologii;
panna A. Werner z Londynu o buszmanach, Walter E. Roth o jednej z za­
baw w Gwinei angielskiej, A. Bel o ludności muzułmańskiej w Tlemsen
w Algeryi; nadto dalsze ciągi artykułów pp. Delafosse i Ferrand (p. Lud
1908, str. 193). Wiele rozbiorów i zapisków bibliograficznych, ni. in.
o książce p Maksymiliana Barucha „Boże stopki“ (Warszawa 1907).

Tad. Smól.

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.