6b1bb0ef995543fa6a4309005db3be95.pdf

Media

Part of Do bulli gnieźnieńskiej / Lud, 1912, t. 18

extracted text
OPISY I NOTATKI.

Do bulli gnieźnieńskiej.
Chełstać — chełst.
Mamy na ziemiach polskich sporo miejscowości, nazywa­
jących się: Chełst, lub Chełsty. Jest wieś Chełsty,
albo Chełst, po niem. Selste w pow. brodnickim (W, Kę­
trzyński, O narodowości polskiej w Prusiech Zachodnich, Pa­
miętnik Akademii Umiejętności, Kraków, 1874, 1., 140) i wieś
Chełst w pow. Czarnkowskiem. W pow. płockim istnieje wieś
Chełstawo, w pow. ostrołęckim nad Narwią, wieś Chełsty, gniazdo
rodu Chełstawskich, w pow. nowomińskim osada Chełst,
a w powiecie wołkowyskim folwark Chełstowszczyzna,
puścizna oczywiście po Chełstowskich. Mamy dalej wieś Chełst
w powiecie opoczyńskim, a w powiecie olkuskim, w lesie, na­
leżącym do wsi Bukowno, ukryte jest obfitujące bardzo w źró­
dła jeziorko, które się dziś nazywa Chełst, w r. 1633 nazy­
wało się jednak: Chełsty (usque ad locum, dictum Chylsty,
A. Kraushar, Odwieczny spór o granice między dobrami Bole­
sław a miastem Olkuszem, Warszawa, 1880, 84).
Powtarzają się więc nazwy: Chełst i Chełsty na
obszarze etnograficznym polskim bardzo często. Co jednakże
znaczy: chełst, a w 1. m.: chełsty.
J. Karłowicz w swoim Słowniku gwar polskich podaje
zakomunikowany mu ustnie z płockiego prowincyonalizm:
112 —

Opisy i notatki

chełst w znaczeniu: „szum trzciny“. Ten, jak się zdaje, prowincyonalizm płocki mając na myśli tłumaczy A. Brueckner (Dzieje
języka polskiego, 58; porów. J. Rozwadowski, Materyały kom.
językowej, Kraków, 1909, IV, 447) Chełst (Chelzt), nazwisko
człowieka w bulli gnieźnieńskiej, jako szum. Jabym mniemał,
że pierwotne znaczenie wyrazu chełst jest inne. Dowiedzia­
łem się o tern przypadkiem, a jak się dowiedziałem, opowiem,
ponieważ wyjdzie przy tern na jaw ciekawy szczegół etnogra­
ficzny.
Spotkałem niedawno na ulicy w Sierpcu starą kobiecinę,
niosącą na sądach wiadra z wodą. Pływały w nich duże, kapu­
ściane liście. Zaciekawiony, coby miało za cel przykrywanie
wody w wiadrach kapuścianemi liśćmi, poprosiłem kobietę o wy­
jaśnienie.
„Włożyłam, prose pana“, odpowiedziała mi „dwa listecki,
ze sie to tak nie chełsce“.
Miało to znaczyć: nie chluszcze.
Taki pierwotny sposób zapobiegania chełstaniu się wody
w wiadrach zdarzyło mi się widzieć w Sierpcu raz tylko jeden.
Codziennie natomiast widywałem przyrządzik, przeznaczony do
spełniania tych samych funkcyi, co kapuściane liście, ale nie­
równie od nich praktyczniejszy. Ów celowo już zupełnie skon­
struowany przyrządzik jest to do objętości wiadra przystoso­
wany krzyżyk, zbity z cienkich, wąskich deseczek, wystającym
w górę na parę cali, a służącym do chwytania krzyżyka, ko­
łeczkiem. Gdy się idzie po wodę, krzyżyk spoczywa na dnie
wiadra. Skoro się zaś naczerpnie w wiadro wody, wypływa na
jej powierzchnię i, wirując podczas niesienia wiader na sądach,
zapobiega rozpryskiwaniu się płynu.
Okazuje się tedy, że chełstaćsię1) jest po prostu
odpowiednikiem chlustać się. Są to formy bliźniące. Wobec
tego sam przez się wysnuwa się już wniosek, iż
chełstać: chełst --= chlustać: chlust, że więc
chełst nie jest to właściwie szum, lecz chlust (wody).

') H. Łopaciński (Prace filologiczne, V, 937) notuje prowincyonajizm śląski: wychełstać, wychełtać. Ma to znaczyć: rozszerzyć. Chodzi
pewno o wychlustanie, wymulenie, wyżłobienie przez wodę.

113

Opisy i notatki

Ztąd: 1) chełst (1. m. chełsty) — miejsce, w którem
woda chełszeze, czyli chluszcze, wytryskując strumieniem z ziemi,
źródło; 2) chełst = bałwan, fala wodna (K. Nitsch, Dyalekty
polskie Prus wschodnich. Materyały... kom. język., 1907, III,
474); 3) chełsta = ulewny deszcz, niepogoda, burza, flaga.
(W. Pracki, Prace filologiczne, VI, 221), a w dalszem jeszcze
rozwinięciu znaczenia (chełstać — chlustać — skakać); —
4) chełst — skok. Chełstem — skokiem jest właśnie, jak
mniemam, Chełst w bulli gnieźnieńskiej, zaś chlustać =
skakać istnieje dotąd w Sierpcu (S. Ciszewski, Lud, XVII, 161).

Ł u k n a.
Miejscowość, którą bulla gnieźnieńska nazywa: Lecna,
inne dokumenty XII. i XIII. w. piszą stale: Łu kn a. A. Brueckner (Prace filologiczne, VI, 597) tłumaczy to poprostu fał­
szywą pisownią, ale, jak słusznie zaznacza J. Rozwadowski
(Materyały... kom. językowej, VI, 455), zanadto jakoś często po­
wtarza się ta pisownia i to właśnie daje do myślenia. Rzecz
bądź co bądź ciekawa, iż w staroczeszczyźnie mamy wyraz
1 u k n o = naczynie, miara na miód (lukno mellis), który to
wyraz H. Jireczek (Slovanske prd,vo w Cechach a na Morave
Praga, 1863, I, 87 i 1864, II, 59) wywodzi od łyka, przypuszcza­
jąc, że 1 u k n a z łyka właśnie były robione. U Słowaków miara
do mierzenia zboża służąca do dziś dnia nazywa się lukno.
Zaznaczyć też warto, iż dawni podróżnicy arabscy oraz perscy,
widywali u Słowian drewniane naczynia na miód i że spotykali
ludzi, którzy wyrabiali rocznie po całej setce takich naczyń
(A. Szelągowski, Najstarsze drogi z Polski na Wschód, Kraków,
1909, 58—59).
*
*
*
Na zakończenie kilka jeszcze rozmaitych uwag.
Wobec tego, że posiadamy gwarowe młp. tyrpnąć, po­
ty rpnąć = potrącić, popchnąć, zaustawowane w bulli na
zwisko Tyrpis czytaćby się może dało poprostu: Tyrpisz,
t. zn. potrącacz, popychacz. Porów. Ochwisz, okpisz, wykpisz itd.
Z racyi nazwy miejsc. V z o r o u i c i (467) zaznaczam, iż
w Małopolsce nazywają wzorem, albo wzorkiem kawałek
- 114 —

Opisy i notatki

ziemi ornej, odznaczającej się równością. Nazwa powtarza się
często. Wzór (Sułkowice, pów. olkuski). Wzór („takie równe“,
Maszków, pow olk.). Wzór („Jak to ta takie równe, równizna,
dobry kawałek grontu“. Zerkowice, pow. miechowski). Średni
(w)zór (Szarbia, pow. miech.). Wzorek („Równy taki plac“, Luborzyca, pow. miech.). Wzorek („Pole równe“, Pobiednik, pow.
miechowski).
Czeczelowie i Czekelowie są to Szeklerzy. W r. 1614 nie­
jaki Adam Czeczeli był cechmistrzem w Sławkowie, w powiecie
olkuskim. Z tego powodu, Czeczelówkę, a może i czeskie Ćećelice, z pomiędzy przykładów, podanych przez Rozwadowskiego
na str. 479 należy chyba usunąć.
Lwów, 1912.

Stanisław Ciszewski-

Kijanki.
Lato 1911 roku spędziłem na Żmudzi, przejeżdżając z miej­
sca na miejsce; z wędrówek tych postanowiłem skorzystać i ze­
brać do warszawskich zbiorów etnograficznych trochę okazów
zdobnictwa drewnianego; brak znajomości języka litewskiego
i niemożność bezpośredniego obcowania ze wsią utrudniały
nadzwyczaj robotę i sprowadziły ją prawie do zera, potwier­
dzając dobitnie znane przysłowie, że nie tylko „przez posły
wilk nie syty“, ale tern bardziej przez tłómaczy. W każdym ra­
zie udało mi się zebrać kilkanaście okazów bogato rzeźbionych
kijanek (pralnik, po litewsku kułtuwies) z różnych okolic gub.
kowieńskiej. W kijankach tych obok zdobnictwa, wielce zbliżo­
nego do zakopiańskiego, uderzyła mnie forma, zupełnie od­
mienna od znanej mi w Królestwie a, jak miałem możność
przekonać się podczas wędrówek, stała i niezmienna dla całej
guberni kowieńskiej.
Kiedym po powrocie do Warszawy zebrane okazy złożył
w zbiorach etnograficznych Muzeum przemysłu i rolnictwa ')
i zechciał porównać z okazami, pochodzącymi z okolic czysto
polskich, przekonałem się ze zdumieniem, że kijanek w zbio') Warszawa, Krakowskie Przedmieście 66.

- 115

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.