be8ef7f51f9c19ab72f3081229ddb9c5.pdf
Media
Part of Trąd wśród Gilaków i Ajnów / Lud, 1912, t. 18
- extracted text
-
BRONISŁAW PIŁSUDSKI.
Trąd wśród Gilaków i Ajnów.
Trąd, lub lepra, był i jest postrachem ludzkości, a pomimo
wysiłki badaczy dotychczas nie zbadano go do dna, chociaż już
dziesiątki wieków zna go Europa, jako okrutnego niszczyciela
rodzaju ludzkiego. Obecnie spotykamy trąd przeważnie w kra
jach o nizkim poziomie kultury ekonomicznej i nędznych wa
runkach hygienicznych, lecz nie zupełnie zanikła pamięć o trą
dzie w Europie, gdzie grasował począwszy od 8 wieku (od
czasu zetknięcia się z żydami i ludami Saraceńskimi), zaś szcze
gólnie od czasu wojen krzyżowych. Dziś jeszcze spotykamy
prawie wszędzie ślady istnienia wzbudzającej niegdyś współczu
cie, tak strasznej choroby. Oto np. w Neuchâtel, gdzie obecnie
przebywam, jedna z pięknych ulic nazywa się Maladière, bo
w średniowieczu były przy niej przytułki urządzane dla trędo
watych. Przypominają się więc tu czasy, gdy już walczono z za
razą nezwzględnem izolowaniem trędowatych, gdy coraz suro
wiej odnoszono się do nieszczęśliwych chorych, pozbawionych
wszelkich praw, wyrzucanych z życia społecznego a czasem mor
dowanych pod wpływem gniewu tłumów, przypisujących trędo
watym różne dyabelskie czyny — jak porywanie dzieci, zatru
wanie studzien, stosunki z dyabelską siłą i chęć szkodzenia
zdrowym ludziom.
— 79
Bronisław Piłsudski
___
W 17-ym wieku przytułki były już prawie puste i resztki
oddano we Francy i Zakonowi Św. Łazarza, który w 12 w. za
łożyli w Jerozolimie rycerze trędowaci. Zdawało się, że w XIX w.
trąd znikł przynajmniej w Europie środkowej w obec polepsze
nia odżywiania się, zdrowych mieszkań, stopniowego zwiększa
nia się urządzeń hygienicznych. Tymczasem wciąż jeszcze kon
statują sporadyczne wypadki trądu w Bretanii i w południowej
Francyi. A w niektórych częściach państwa Rosyjskiego (Prowincyach Nadbałtyckich, Bessarabii, Ziemi Kozaków Dońskich
trąd istnieje stale epidemicznie Na ostatnim (Xll-ym) zjeździe
lekarzy rosyjskich imienia Pirogowa (w 1910 r.) omawiano
kwestyę trądu, który nazwano jedną z klęsk Rosyi. W obec
niedokładnej statystyki naliczali jedni do 2.000, inni 10.000 cho
rych w całem państwie.
Dwa razy przejeżdżałem przez kraj, gdzie trąd wśród nie
licznej ludności jest zjawiskiem stałem. Są to puste smutne wy
brzeża jednej z największych izek na świecie, Amuru. Ludzie
boją się go tak, iż jadąc starają się nie jeść nic pochodzącego
ze wsi Amurskich, mieć jak najmniej styczności z mieszkań
cami, wśród których procent chorych na leprę jest ogromnie
duży.’ I dziwne, w jednej wsi, gdzie przebyłem 10 dni (Troickoje), zachorowała na trąd żona urzędnika pocztowego, która,
bojąc się tej choroby unikała wszelkiego zetknięcia się z lu
dnością i zabezpieczała się stale od możliwości zarażenia się
od chorych, czego np. ja ani inni nie robili.
Trąd istnieje również endemicznie wśród tubylców, zamie
szkałych na wybrzeżach Amura, między innymi u Gilaków,
szczepu, zaliczonego do grupy pale-azyatyckich ludów, któiego
ogólna liczba w r. 1897 wynosiła 4.500 osób. Chorobę tę uwa
żają Gilacy za najstraszniejszą ze wszystkich innych, i wiele
osób nie chce wymawiać nawet jej nazwy. Pomimo me dobre
długoletnie stosunki niejednokrotnie wprowadzono mię w błąd
i dawano odmowne odpowiedzi co do istnienia tej choroby
wśród Gilaków Sachalińskich. Zaledwie w ostatnim roku mego
pobytu na Sachalinie zdołałem otrzymać odpowiedzi szczere
i zawierające ciekawe szczegóły, które dalej przytoczę.
Gilacy wewnątrz wyspy zamieszkali wzdłuż rzeki Tymi
i na wschodniem wybrzeżu nazywają leprę — kwatund, na
wybrzeżu zaś zachodniem i na lądzie Azyi u ujścia Amura
c h a ću d ź.
— 80
Trąd wśród Gilaków i Ajnów
Przyczynę jej przypisują Gilacy chorej rybie z gatunku łososiny (Salmo), która w ogromnej ilości zachodzi do wszyst
kich rzek Sachalinu i do Amuru i stanowi główne pożywienie
się miejscowej ludności. Otóż pośród wyłowionej ryby zdarzają
się okazy, mające wewnątrz na mięsie robaczka białego zwykle
w okolicy ogona. Ryba ta miewa już z zewnątrz trochę inny
wygląd, jest zwężoną i oko wprawnego rybaka odrazu ją po
zna, lecz nie polegając, na tej możliwości określenia i natych
miastowego odrzucenia chorego okazu, Gilacy skrzętnie oglą
dają każdą sztukę przy oczyszczaniu jej i dzieleniu na kilka
cienkich pasm mięsa, przeznaczonych do suszenia na słońcu
i zwanych powszechnie w Syberyi ju kołą. Nie bywa tej cho
rej ryby wiele, lecz mówili mi Gilacy na Amuru, iż w każdy
sezon trafia się w jednej wsi kilka takich sztuk. Niedokładne
oczyszczenie a następnie spożycie przez kogokolwiek takiej
chorej ryby (char ihry co, tj. z robakiem ryba) jest właśnie
zdaniem Gilaków przyczyną tej strasznej choroby, trądu.
Symptomy lepry określają Gilacy następująco : więc przedewszystkiem obrzęknięcie nad brwiami Ł) i wypadanie z brwi
włosów, następnie stan ogólnego obrzęknięcia, jak gdyby czło
wiek znacznie tyć zaczął. Wreszcie czernieje cera, chudnie ciało,
zjawiają się rany, zmiana głosu, osłabienie.
Już w pierwszem stadyum choroby Gilacy oddzielają cho
rego od reszty rodziny, będąc przekonani, iż trąd jest niebez
piecznie zaraźliwym. Tylko dziecko, podrostka zmuszeni są zo
stawić w domu wśród rodziny; wydzielają mu jednak osobny
kąt, pościel dla jego własnego użytku, i naczynie, którego już
nikt inny się nie dotyka. Dorosłego zaś dotkniętego trądem
oddzielają zupełnie, budują mu osobną chatkę i to najczęściej
nie w pobliżu osady, a co najmniej w kilku od niej kilome
trach i u innej rzeczki. Dostarczają tam choremu pokarmu, lecz
nigdy nie zmuszają go pracować.
Bywają wypadki, że chory samodzielny gospodarz zostaje
z dziećmi w jednym domu, lecz wówczas środki ostrożności
stosują już do całej rodziny. Częściej, jak opowiadają Gilacy,
chory właściciel domu, żałując żony i dzieci, sam się oddziela
b Wobec tego, iż Gilacy zdejmują odzienie, tylko w nocy i nigdy
jeden przy drugim nie obnaży się, pierwsze ślady lepry w formie plam
na ciele unikają ich świadomości.
— 81 —
’ Bronisław Piłsudski
'
_________
i rozpoczyna tylko staranne leczenie. Zostawiają też trędowa
tego w domu, w którym oznaki choroby jego się objawiły,
a reszta rodziny buduje sobie nowy dom, nie biorąc z sobą
nic, z czem trędowaty miał częstą styczność.
By nie zarazić się, Gilacy, biorąc w ręce jakiekolwiek rze
czy chorego np. naczynie, dotykają się go tylko końcami pal
ców i uważają, by na dłoni nie został choćby najdrobniejszy
proszek. Podchodząc do trędowatego, nie dopuszczają, by po
wiedział pierwszy jakie słowo, bo już i tą drogą zaraza może
przejść na zdrowego. Zawsze więc zdrowy spieszy rozpocząć
rozmowę. Niektórzy chorzy, wiedząc o tym przesądzie milczą
i czasem uśmiechając się, czekają z tą rezygnacyą ludzi ode
pchniętych i czujących swe upośledzenie. Żony trędowatego
nikt nie bierze, chociażby ona dłuższy czas była zdrową. Ró
wnież człowiek z oznakami tej choroby żony nie otrzyma, cho
ciażby była mu obiecaną.
Pomimo tej bojaźni przed trądem nie jest on jednak uwa
żany za nieuleczalny. Przedewszystkiem pomaga specyalna dyeta,
a więc nie dają trędowatym ryżu, jaj, ikry, ani ryby lub jukoły i jagód. Mięso i tłuszcze zaś, nie wyłączając niedźwie
dziego jest zalecane, również wszelkie rośliny jadalne,
szczególniej czeremsza (Alium victoriale)1). Zabraniają też da
wać tłuszcz małej pstrej foki, a natomiast jest zalecany tłuszcz
foki dużego gatunku.
Chociaż zwykle w przeciągłych wypadkach chorób szaman
jest niezbędnym doradcą i lekarzem u Gilaków, lecz leczyć
trędowatego nie podejmuje się przeciętny szaman. Boi się ró
wnież, mówią Gilacy, by choroba nie przeszła na niego sa
mego. Porywają się do walki ze złym duchem, który chorobę
sprowadził, tylko najpotężniejsi szamani. Oto jak leczył sza
man z Adoływi starą kobietę z Natro : po seansie szamańskim
w nocy posadził chorą nagą do dużego kotła, z Mandżuryi
sprowadzonego (bez uszy), nalał tam trochę wody i zaczął
cale jej ciało skrobać przygotowanym uprzednio drewnianym
nożem (zrobionym według modelu zwykłego żelaznego). Tak
zeskrobał niby wszystkie robaki, które poobsiadały ciało trę») Na Sachalinie osiedlnicy i katorżnicy używają tej rośliny w dużej
ilości pomimo bardzo przykrego zapachu jako środek profilaktyczny
przeciw skorbutowi.
— 82
Trąd wśród Gilaków i Ajnów
dowatej, A były one, upewniał szaman, zupełnie podobne do
robaków w rybach odnajdywanych, głowy tylko ich były czarne.
Kocioł przywrócono dnem do góry i więcej go nie ruszano.
Chorej zaś miało się polepszyć i w 5 lat później umarła już
od innej choroby.
O drugim wypadku wyleczenia przez szamana również
trędowatej kobiety (nazywała się Awylk) ze wsi Lankri opo
wiadali mi Gilacy z pod Nikołajewska na Amurze. Udano się
na małą wysepkę w ujściu Amura i tam szaman tak samo po
sadził chorą do kotła i skrobał jej ciało swymi własnymi pa
zurami. Też poodpadały niby robaki, które zostawione były
w kotle, przykrytym innym takim samym. Wyrzucono też
i ubranie chorej, a odziano ją zupełnie nowem. Szaman odby
wał operacyę w ubiorze ze złotogłowia chińskiego, który Gi
lacy przechowują, jak skarb. Otrzymał go od krewnych chorej
jako zapłatę za podjęcie się leczenia. Chora wyleczyła się i syn
jej Lahbain i wnukowie są zupełnie zdrowi.
Lecz oto środki znane wszystkim, które stosowano bez
żadnej porady szamańskiej i czasem z pożądanym skutkiem :
1. Trędowatego nagiego wkładają do mrowiska, i jeżeli
go nie chcą kąsać mrówki, jest to zły znak, bo nadziei już ża
dnej nie ma; jeżeli zaś mrówki opanują ciało i kąsają, to zo
stawiają go ile możności jak najdłużej w mrowisku i chory
potem może uzdrowieć.
2. Daleko silniejszym środkiem na trąd jest krew i kał
świeżo zabitego niedźwiedzia. Dodają jednak wymaganie, by
sam chory zabił niedźwiedzia, potem rozpruł mu zaraz wnętrz
ności i wytarzał się w nich. Nazywają ten środek ćehył nour
pśund, tj. „brzuchem niedźwiedzia wymyć się“. Niedawno
umarł starzec z Kekrwo (na Wsch. brzegu Sachalinu), który
będąc młodym, wyleczył się pono takim sposobem od trądu.
3. Trzecim sposobem leczenia, o którym tylko od Gila
ków Amurskich słyszałem, jest częsta zmiana miejsca. Urzą
dzają choremu gdzieś w lesie, w niezaludnionem miejscu domek i przynoszą mu jedzenie, przy powtórnem przyjściu —
a odwiedzać go starają się jak najrzadziej — jeżeli widzą pe
wną poprawę, wyrażającą się powiadają, przedewszystkiem
w tern, że chory nic prawie nie je — to przeprowadzają go do
dalszego cichego miejsca i tam budują ponownie mały domek.
Po kilku takich zmianach, czasem chory czuje się o tyle do— 83 —
Bronisław Piłsudski
brze, że ma już dostatecznie sił (jeżeli to mężczyzna) chodzić
na polowanie. Wówczas jest pozostawiony sam sobie. Poluje,
buduje sobie szałasy i gdy zupełnie dobrze się czuje, wraca
z powrotem do domu, do rodziny. Zdarzało się jednak nieraz,
że taki poprawiający się, zaskoczony zimą, zamarzał gdzieś
w dzikich, dziewiczych lasach.
Gdy zaś nie było nadziei na poprawę i choroba rozwijała
się, niszcząc stopniowo Organizm chorego, to, mówili mi zaprzyjaźnieni Gilacy, zabijano go. Omawiano takie zamierzone
zabójstwo z wpływowymi członkami rodu, dyskretnie, by nie
słyszała młodzież, dzieci, kobiety. Polecenie wykonania tej smu
tnej konieczności otrzymywał zawsze najbliższy krewny cho
rego: ojciec lub brat — mężczyzny, ojciec lub mąż — chorej
kobiety. Zjawiał się taki egzekutor do trędowatego i doradzał
przeniesienie się do innego miejsca i wybudowanie nowego
domku. 1 w chwili, gdy chory usiadał gdziekolwiek, wykonawca
rozkazu rodowego z tyłu z nienacka uderzał dzidą, starając się
trafić w okolicę serca. Na Sachalinie mówiono mi, iż używano
łuku i strzały. Oręż rzucano tu przy trupie, zostawianym bez
pogrzebu. Wykonawca oddalał się jak najszybciej, lecz po po
wrocie do domu nikomu ani słówka jednego nie mógł powie
dzieć o całem zajściu. Charakterystyczne jest to, iż u Gilaków
istnieje dotychczas srogo przestrzegana krwawa zemsta, zaka
zująca wszystkim członkom jednego rodu odemścić za zabój
stwo swojego śmiercią jakiegokolwiek mężczyzny z rodu za
bójcy. Tu zaś odważa się swój zabić swego bez bojaźni kary
boskiej. Przypuszczam, że odgrywa główną rolę więc w tych
wypadkach pobudka współczucia dla cierpień chorego, którego
beznadziejny stan jest widocznym, z drugiej zaś pełne rezygnacyi poświęcenie jednego dla zbawienia innych członków rodu.
Zabójstwo dokonane nad trędowatym, mówił mi Sachaliński Gilak
Ziemlak, jest najlepszym środkiem ukrócenia złowrogiej dzia
łalności złego ducha, prześladującego tą chorobą dany ród.
Ciekawą jest również mądra psychologia tego pierwo
tnego szczepu. Rozporządzić się życiem chorego można było
tylko wówczas, gdy był już on dorosłym. Osobnika młodego
(do 20 mniej więcej lat) nie śmiano zabijać, chociażby już
miano przeświadczenie o nieuniknionym końcu rozwijającej się
okrutnej choroby. Względem osoby młodej nie śmią tracić na
dziei w „vis medicatrix naturae“ i ona to przyzwyciężała wszel— 84
Trąd wśród Gilaków i Ajnów
kie osobiste i rodowe-egoistyczne uczucia, które mogłyby pod
suwać myśl prędszego usunięcia chorej jednostki, mogącej być
zarazkiem niebezpiecznym dla innych. Na ogół Gilacy są dla
swych chorych i niedołężnych członków rodziny bardzo wzglę
dni, po za chorobami uznanemi za zaraźliwe. Podczas epidemii
ospy chorych nietylko wydzielają do osobnych szałasów, lub
domków, lecz czasem zostawiają ich samych przenosząc się,
jeżeli mają możność, do innego nie zarażonego miejsca.
Oto jakie jeszcze ostrożności zachowują względem zmar
łych trędowatych, których, wydaje mi się, boją się jeszcze wię
cej niż żywych. Zapewne sądzą, że zły duch, który siedział
w chorym jest już oswobodzouy i czeka tylko sposobności,
by wcielić się w kogo innego. Tak np. gdy do bardzo źle już
mającego się trędowatego, przychodzi jego krewny niosąc mu
pożywienie (nigdy przytem nie dają mu jedzenia ugotowanego
w domu, otrzymuje zaś zapasy, z których sam musi, jeżeli
może, ugotować dania), to stara się nie wchodząc do szałasu,
lub domu, przekonać się, czy nie umarł już chory. Gdy brak
oznak życia, to nie wchodził, a pospiesznie wracał do domu.
Miejsce zaś, gdzie umarł trędowaty pozostawało na zawsze zabronionem do zwiedzania, do zbierania tam jagód, do polo
wania.
Chociaż przeważnie Gilacy swych zmarłych palą, jednak
trędowatych, którzyby zmarli w pobliżu osad, lub nawet
w domach zamieszkałych przez ich rodziny, chowają inaczej.
Gilacy na Amurze układają zmarłego na trąd do dużego kotła,
przykrywają innym takim samym kotłem, zawiązują siecią i od
noszą taką trumnę możliwie daleko do lasu, co najmniej 5 ki
lometrów. Jeszcze częściej przewożą na drugą stronę rzeki
i również porzucają ją w głębi lasu a nigdy nie zostawiają ko
tła z trupem blisko wody. Obok trumny układają wszystkie
rzeczy, używane przez chorego. Wracają potem uczestnicy po
grzebu do domu, okrążając długo las i sypiają w nim w ró
żnych miejscach 2—3 noce.
Na Sachalinie trędowatego również nie palą, lecz pogrzebu
moi przyjaciele nie umieli mi opisać, którzy mi z pewnym
strachem wszystkich danych o trądzie udzielali. Mówili tylko,
że uczestnicy pogrzebu wracając zasypywali ślady swych nóg
próchnem (nazywają to pizif heuwewund, tj. swoją drogę
zakryć). Przytem, by zmęczyć i oszukać złego ducha, który
— 85 —
Bronisław Piłsudski
prawdopodobnie stara się ich dopędzić, robią stale zakręty, idąc
i wracając, przeskakując przez krzaki, zbaczając wciąż z drogi
prowadzącej do ich wsi. W pewnem miejscu przygotowuje się
dla wszystkich świeże odzienie. Nie dochodząc do niego, roz
bierają się do naga rzucają odzienie, w którem podczas po
grzebu byli ubrani, i znowu starannie przysypując prochem
ślady swoje, podchodzą do czystego ubrania. Wdziawszy je,
idą już spokojniej i prędzej do domu. Zły duch trądu, w po
staci robaka zawsze pojmowany, ma nie znosić próchna, zasy
pującego mu oczy, i przy zastosowaniu opisanych środków
ostrożności jest oszukanym, ludzie zaś są pewni, iż niebezpie
czeństwo już tak bliskie zachorowania na trąd jest tym razem
usunięte.
Co do rozpowszechnienia trądu, to Gilacy i na Sachali
nie i na Amurze jednozgodnie upewniali mię, iż najczęściej
trąd się spotyka wśród Olczów (Margunów) zamieszkałych mię
dzy Gilakami i Goldami. Na Sachalinie zaś trąd zdarzał się na
północy, zarówno na wybrzeżu wschodniem, jak i zachodniem.
Przeważnie chorowali ludzie zamożni, tak iż są przekonani Gi
lacy, że „zły duch trądu lubi bogatych“J). Gilacy z rzeki Tymi
i na południowej granicy ich rozsiedlenia zamieszkali pono ni
gdy na trąd nie zapadali, również nie słyszeli, by na trąd za
padali Ajnowie.
Niestety badacze życia Gilaków jak L. Schrenk, L. Stern
berg nie wspominają o trądzie i tylko Dr. Zeland (z Warsza
wy), który przebył kilka lat w Nikołajewsku nad Amurem no
tuje, że „trąd wśród Gilaków czasem się spotyka“. Lekarz ten
widział „dwa wypadki u ojca i syna, wówczas gdy drugi syn
był zupełnie zdrów“*2). Osobiście nie udało mi się zobaczyć
trędowatego Gilaka, chociaż w tym celu zwiedziłem w 1905 r.
leprozoryę w pobliżu Nikołajewska przez rząd urządzoną. Je
dnakże nie zastałem ani jednego chorego z pośród tubylców.
Przełożona, siostra miłosierdzia, Łotyszka z pochodzenia, która
się poświęciła opiece nad trędowatymi, opowiadała mi, iż kilku
') Porównać np. francuskie określenie trądu z 13. w., które mówi,
że ta choroba nie szczędzi ani króla, ani hrabiego (ki n’espargne ni roi
ni conte). La Grande Encyclopédie. Lepreux.
2) Dr. Zeland — O Gilakach. Izwiestija Antropologicznego Oddziału
Tow. Miłośników Przyrodoznawstwa, Antropologii i Etnografii w Mo
skwie XL1X tom, str. 123.
— 86 —
Trąd wśród Gilaków i Ajnów
zmarło, parę zaś osób zabrali krewni po wydaniu nowego roz
porządzenia miejscowej władzy, znoszącego przymusowy pobyt
chorych w leprozoryi. Wprowadzony był on w tym kraju
w 1896 r., lecz pod wpływem opinii zjazdów lekarskich został
cofnięty. Zdarzały się bowiem wypadki, że chorzy tubylcy woleli samobójstwem przerwać swe smutne dnie, niż iść pod
przymusem policyjnym do wydającego się im strasznym przy
tułku przez rząd uformowanego 1). Fakt zabrania chorych z po
wrotem przez krewnych pomimo świadomości niebezpieczeń
stwa choroby dowodzi, że litość dla trędowatych dominuje
nad strachem przed nimi.
Nie będąc specyalistą-lekarzem, ale wobec niepoznanej
dotychczas etiologii trądu, pozwalam sobie poruszyć jedną cie
kawą kwestyę dla mnie niewyjaśnioną, a mianowicie, czemu
Ajnowie będąc otoczeni z północy Gilakami, z południa Japoń
czykami, wśród których trąd grasuje2), sami prawie że nie za
padają na niego.
Dodaję prawie, bo jednak wypadki trądu wśród Ajnów
Sachalińskich podobno się zdarzają, przynajmniej według ich
słów własnych: nazywają oni tę chorobę para i ko ni lub
para a raga3), dodając przytem, że to japońska choroba
dosu, dosi (ludowa japońska nazwa trądu, częściej przera
biana przez Ajnów na słowo tosi). Mam jednak pewne wąt
pliwości co do uznania para i koni za trąd. Opowiadano mi
np. o dwóch, jakie mogli opowiadający mi Ajnowie (Sachalińscy) zapamiętać, wypadkach zachorowania na trąd: kobiety Wenturimy ze wsi Sakajamy i mężczyzny z Tunajeri. Lecz ponie
waż mówiono mi, iż oboje byli wzięci do szpitala okręgowego,
więc pytałem lekarzy i dowiedziałem się, że oboje byli
chorzy na syfilis. Z opowiadań też Ajnów o symptomatach
’) Za czas 1896—1909 przebyło w nim do 100 ludzi. IIpHaitypie.
M. 1909. 194 str.
2) Rząd japoński w 1907 r. zatwierdził prawo registrowania i do
gląd ania chorych na leprę. Oficyalna statystyka podała jednocześnie
30.000 trędowatych. Lecz misyonarze chrześcijańscy, którzy uprzednio
jedni opiekowali się tymi nieszczęsnymi po kraju całym porozrzucanymi
uważają, że cyfra ta jest zbyt niską i liczą minimum 100.000. (Melanges
Japonais r. 1907).
3) ¡koni i araga oznacza jedno i to samo „choroba, ból“; pa
ra — „szeroki“.
— 87 —
Bronisław Piłsudski
para-a rag a nie wyniosłem przekonania, iż mówią o pra
wdziwym trądzie. Bardzo być może, iż pewne formy syfilisu
wyróżniają od objawów zwykłych zaliczanych do kaxtaj
a r a ga (syfilis). Potwierdzają te moje przypuszczenia dwie no
tatki Dra Dobrotworskiego ’), który jako lekarz wojskowy prze
był 5 lat na południowym Sachalinie i miał możność widzieć
i leczyć sporą ilość Ajnów. Oto pisze on, że „w 1867 r. spotkał
wypadek para araka (ale nie poró-araka) u Maurukari
z Sumao-kotana. Ta choroba, według zdania Ajnów, z dawnych
czasów nie ma związku z syfilisem, co, ma się rozumieć, jest
błędem“. Dalej podając statystykę chorych, którą prowadził
w 1870 r. podczas swej wycieczki z południa na północ, przy
tacza „dwa wypadki para-araka (jeden z ranami na nogach,
syfilis), drugi — brodawki po całem ciele“. W słowniku zaś,
zapewne ze słów Ajnów podaje : „para araka (nie poro
araka) upnitaaa“, tj. trąd*2). Że p. Dobrotworski nie wierzył
w istnienie u Ajnów trądu widać jeszcze i z tego, że w swym
opisie Ajnów3) nie wspomina zupełnie o trądzie, chociaż na
3 str. pisze o chorobach i medycynie u Ajnów4). Nie mówi też
nic o trądzie inny lekarz N. Kiriłow, który przebywał na Sachali
nie w latach 1896—1899 i napisał artykulik o Ajnach w Sachalińskim kalendarzu5) za 1897 r., opierając się na własnych spo
strzeżeniach i również na pracach japońskich, szczególniej Dra
Segiby z Sapporo o chorobach u Ajnów wyspy Jezo.
O trądzie u Ajnów na Hokkaido (czyli Jezo) nie mówi
żaden ze znanych mi autorów, którzy poświęcili temu cieka
wemu dla Europejczyków szczepowi krótsze lub dłuższe opisy,
czy poważniejsze prace. Jedyny A. H. Savage Landlor 6) mówi
iż widział jedną starą kobietę we wsi Jamakka (nad rzeką Tokaci) z oznakami lepry. Lecz autor ten chciał przedstawić całą
swą podróż niełatwą co prawda (konno przez Hokkaido)
’) Ajno-Russkij Słowar. Kazali 1875. Priłożenija. str. 68—69.
2) Słownik, str. 245. Każdym razem dla ścisłości autor zaznacza:
lecz nie poro araka, co oznacza „bardzo boli, silna choroba“.
3) Wstęp do słownika str. 31—46.
*) Niestety nie znam broszury tegoż autora: „Russkaja narodnaja
medicina srawnitelno z narodnoju medicinoju Sachalińskich Ajnów. Ka
zań 1874 r.
5) N. Kiryłow. Ajny. Sachalińskij kalendar za 1897 r.
6) Alone with the Hairy Ainu London 1893. str. 54.
88
Trąd wśród Gilaków i Ajnów
w takich barwach, iż żadnych przejaskrawień nie żałował, bu
dzi słusznie pewne niedowierzanie do swych przesadnych
opisów.
Ajnowie zaś z Hokkaido sami, z którymi się stykałem (ze
wsi Sirawoj, Piratori, Nikap, Mobet) twierdzili stanowczo, że
trąd Ajnów nie dotyka, chociaż znają tę chorobę i wiedzą, że
wśród Japończyków jest ona silnie rozpowszechnioną. Nawet
istnieje z dawnych czasów połajanka dla Japończyków, którą
zanotowałem też w jednej dość starej, bo sięgającej przymuso
wych robót, na Japończyków, piosence: tosi wej siśam, tj.
„trędowaty zły Japończyk“.
Niema powodów przypuszczać, że mogą w danym wy
padku odgrywać rolę warunki klimatyczne lub wogóle geogra
ficzne. Bo na Hokkaido chorych Japończyków jest sporo, a na
Sachalinie trąd wśród ludności białej był odnaleziony przez
lekarzy, którzy już uprzednio mieli do czynienia z tą chorobą,
więc daje to większą pewność, iż diagnoza nie była mylną.
Prawda miało to miejsce w środkowej części Sachalinu, we
wsiach nad rzeką Tymi i jej dopływach leżących, lecz w ka
żdym razie na tern terytoryum, gdzie Gilacy, posiadający tam
silną przymieszkę krwi Ajnoskiej na trąd nie chorowali. Połu
dniowa część Sachalinu jest jedyną miejscowością na tym pasie
ziemi od Amura zaczynając i kończąc archipelagiem japońskim —
co do której brakuje pewnych danych o pojawieniu się tam
trądu wśród ludności białej i Japończyków. Lecz różnice fizyograficzne tej części Sachalinu od sąsiedniej lub północnej części
Hokkaido nie są tak wielkie, by można było tylko im przypi
sać ten wyjątek. Raczej negatywne dane co do trądu w tej czę
ści Sachalinu mogą być przypisane mniejszemu dozorowi le
karskiemu, bo wsie nie były tak skupione jak w środkowym
Sachalinie a były porozrzucane na ogromną przestrzeń na
wschodnim i zachodnim brzegu, które widziały lekarza tylko
w razie jakiejś sądowo-medycznej sprawy. Kilka tysięcy doje
żdżających na sezon rybołowny japońskich rybaków, kilkuset,
którzy zostawali na zimę, było zupełnie pozbawionych pomocy
lekarskiej — nie licząc jednego lekarza japońskiego przez wiel
kiego przedsiębiorcę p Dembi z Mauki sprowadzonego na lato,
i bardzo powierzchownej kontroli przyjezdnych odbywanej
w głównym punkcie Korsakowsku na statkach.
— 89 —
Bronisław Piłsudski
Brakuje mi wiadomości, czy zapadają na trąd mieszańcy
z Japończyków i Ajnów, których istnieje spora ilość na Hok
kaido 1). Lecz w obec przedstawionych wyżej danych, śmiem
zrobić przypuszczenie, iż Ajnowie nie są skłonni do trądu.
W poszukiwaniu jakichkolwiek objaśnień tego zjawiska
odrazu nasuwa się myśl, iż główną przyczyną był sposób od
żywiania się. Ajnowie byli narodem żyjącym prawie wyłącznie
tylko mięsem, i tylko w ostatnich czasach ryba zajmuje już
pierwsze miejsce wśród pokarmów. W bajkach prawie zawsze
opowiada się o polowaniu na zwierzęta i o mięsie, jako poży
wieniu. Ludożerstwo było uprawiane niegdyś na wielką skalę,
bo i teraz zachowały się o niem tradycye. Znawca życia Ajnów
z Hokkaido misyonarz angielski J. Batchelor jako jedną z przy
czyn znacznego zmniejszenia się ilości Ajnów widzi między innemi w zmianie odżywiania się po zabronieniu zabijania jeleni
i odebraniu rybołownych stacyi, tak iż Ajnowie stali się pra
wie wegeteryanami2). Bogactwo Sachalinu w niedźwiedzie, re
nifery i inne lądowe i morskie zwierzęta oraz ptactwo, i ła
twość polowania na nie, ściągało na wyspę i Gilaków i są
siednich Olczów. Mięso na stole mieszkających na Sachalinie
jest daleko częściej niż u ludności Amura.
W tym też kierunku szła ludowa myśl spostrzegawcza.
Gilacy jak widzieliśmy wyżej, chorym na trąd zalecają jeść
mięso i poprawiający się chodzi na polowanie i żyje wyłącznie
wówczas ze zwierzyny zabitej. U Japończyków istnieje również
wiara, że trąd można zwalczyć. Pamiętam, jak po wydaniu
wspomnianego wyżej rozporządzenia administracyi kraju Nadamurskiego co do zebrania wszystkich trędowatych do urządzo
nego leprozoryum, kilka bogatszych chorych z ludności rosyj
skiej uciekło do Japonii, by tam rozpocząć leczenie. Mówiono
mi wówczas, że leczą tam pokryjomu ludzkiem mięsem. Nie
chciałem temu wierzyć. Lecz w 1906 r. podczas pobytu mego
w Tokio odbywał się proces potwierdzający ten przesąd. Młody
») Gilacy nad Tymi i na południowej części zachodniego brzegu,
gdzie albo na wpół, albo w pewnej części mają krew Ajnoską, na trąd
nie chorowali
2) J. Batchelor. The Ainu and their Folk-lore. London 1901 17—18
str. Sądzę że autor uogólnia niesłusznie zjawisko, które może być za
stosowane do kilku lepiej znanych autorowi miejscowości. W większości
wypadków Ajnowie odżywiają się rybą w morzu lub w rzekach łowioną.
- 90 —
Trąd wśród Gilaków i Ajnów
człowiek, który ukończył gimnazyum - i parę lat studyował
w wyższej szkole obcych języków, zakochał się w dziewczynie,
siostrze wybitnego poety, pochodzącej atoli z rodziny trę
dowatych. Chcąc zbawić swą narzeczoną od możliwego obja
wienia się trądu i u niej, nieszczęśliwy młodzieniec zabija kil
kunastoletniego chłopca, gotuje z niego zupy i karmi tern swą
ukochaną. Proces dzięki temu tłu romantycznemu wywołał
wielką sensacyę a moi znajomi Japończycy potwierdzili mi, iż
lud wierzy głęboko w możność wyleczenia się od trądu ludzkiem mięsem. W Chinach istnieje pono taki sam przesąd. Zre
sztą i w Europie w 12 w. istniała powszechna wiara, którą za
notowaną spotykamy i w życiorysach świętych i w zbiorach
literackich, że trąd może być wyleczonym za pomocą kąpieli
z ludzkiej krwi. Dlatego też p. A. Giry (La Grande Encyclopé
die. Lepreux) sądzi, że zbrodnie, które przypisywano trędo
watym w średnich wiekach, nie zawsze były zmyślone.
U Jakutów, według Sieroszewskiego 1), trąd jest rozpo
wszechniony na północy w błotnistych miejscowościach, gdzie
mieszkańcy karmią się przeważnie najgorszego gatunku rybami.
Prof. J. Talko-Hryncewicz, który przebył 16 lat w Troickosawsku, na zjeździe przyrodników i lekarzy polskich w Kra
kowie w 1911 r. wypowiedział swoje spostrzeżenie, iż Mon
gołowie, którzy odżywiają się przeważnie mięsem, na trąd
nie chorują, a odwrotnie trąd się spotyka wśród Mongołów
tam, gdzie jako pokarm zjawia się ryba.
Ma się rozumieć, że trzeba specyalistom pozostawić roz
strzygnięcie tej kwestyi, lecz niech wolno będzie i etnografom
przyczynić się, o ile to jest w ich możności do zbadania tej
strasznej plagi ludzkości i może dopomódz tym ofiarnym je
dnostkom, które dla walki z leprą poświęciły swe życie.
*) 12 lat w kraju Jakutów. Warszawa 1900. str. 121.
— 91
