2ea41288ea129aac54536672dd916ec5.pdf

Media

Part of Wymuszanie urodzaju na drzewach owocowych / Lud, 1912, t. 18

extracted text
JAN STANISŁAW BYSTROŃ.

Wymuszanie urodzaju
na drzewach owocowych.
Zwyczajem powszechnym w Polsce i w innych krajach
jest wymuszanie urodzaju na drzewach owocowych w najroz­
maitszy sposób; tak negatywny, jako to uważanie, by drzewu
nic nie szkodziło, by nie zeschło po śmierci gospodarza, by
pierwsze owoce, którym przypisuje się szczególne własności,
nie dostały się w niewłaściwe ręce, jako też i pozytywne śro­
dki, to jest ofiary dla drzew, trzęsienie ich, bicie, opalanie,
groźby, tańce i śpiewy: wszystko w tym celu, by podnieść uro­
dzajność drzewa.
Drzewa otaczane są na ogół troskliwą opieką. Nie można
więc na nie wchodzić w butach (koło Łańcuta, MAAE A VI. 253)
nie może go opatrywać ktoś, kto zmarłego ubierał do trumny
(Rzeszowskie, Wola Zgłobieńska MAAE, X. 134). W Niemczech
powszechny jest zwyczaj, że drzewa zawiadamia się o śmierci
właściciela, podobnież, jak czyni się to i u nas w stosunku do
pszczół; w niektórych okolicach drzewa się wtedy trzęsie, by
nadal rodziły, gdyż inaczej zeschłyby ze śmiercią właściciela,
’) MAAE = Materyały archeologiczno-antropologiczne i etnogra­
ficzne Akademii Umiejętności, Kraków.
WAK = Wiadomości do Antropologii krajowej.

— 92 —

Wymuszanie urodzaju na drzewach owocowych___________

podobnie, jak schną drzewa szczepione przez umierających.
(Sébillot, Le paganisme contemporain chez les peuples celtolatins, 1908, 250. Mannhardt, Antike Wald und Feldkulte, 1. Der
Baumkultus der Germanen und ihrer Nachbarstâmme str. 9.
Meyer, Deutsche Volkskunde 1898, str. 207, Wuttke, Der Deu­
tsche Volksaberglaube3 428). Także we Francyi zawiadamia się
drzewa o śmierci właściciela, przyczem się je wstrząsa, mówiąc:
zmieniacie pana. Jeśli się tego zaniedba
zasychają. Gdzie­
niegdzie wiesza się na drzewach czarne sukno; zwyczaje analo­
giczne stosuje się także do pszczół. (Sébillot, Le Folk-lore de
la France, 1904—1906, 111. 375, A. de Nore. Coutumes, mythes
et traditions des provinces de la France, 1846, 228). W Arnay
koło Liège w dzień Wszystkich Świętych rodzice zmarłego
kładą czarną wstążkę na drzewo zasadzone przez zmarłego,
następnie z każdego drzewa zrywają gałązkę i z wiązką gałązek
idą się modlić na grób; poczem wrzucają te gałązki w ogień,
gdyż inaczej drzewaby uschły. (Revue des Traditions populaires,
1910. 310). Widzimy tu blizki związek człowieka z drzewem,
które zasadził: z paraleli polskich wystarcza przypomnieć „Za­
czarowane Koło“ Rydla, gdzie ścięcie drzewa powoduje śmierć
danej osoby. W Monowicach, pow. bialski, w Galicyi zachodniej,
nie wolno dotykać cudzych drzew. Czasami jednak kradzieży
małych drzewek nie uważa się za grzech, gdyż skradzione le­
piej rosną (Jurkowszczyzna, pow. zwiahelski gub. kijowskiej,
WAK, XIII. 165); motyw kradzieży uświęconej spotyka się
dość często: w Krakowskiem i Miechowskiem a zdaje się też
i gdzieindziej wianek dożynkowy wije się ze skradzionego zboża,
w Boże Narodzenie często kradnie się u sąsiadów, a zwyczaj
to dawny, skoro na nim Wacław Potocki osnuł swą fraszkę,
w której to pan w święta dwukrotnie okradziony powiesić kazał
złodzieja (przytacza ją Brückner w „Polskich kazaniach średnio­
wiecznych“). Gdzieindziej jednak drzewo, które pierwszy raz
ma owoce, okradzione - usycha. (Meyer, Deutsche Volkskunde,
207). Wogóle pierwszy owoc zostawia się zazwyczaj na drzewie,
by zapewnić na rok przyszły urodzaj lub też zbierają go dzieci
noszone na ramionach i to sięgając ręką poza siebie. Przesąd
również panuje, że ten, kto zje pierwszy owoc, umrze. Zwyczaje
te powszechne są w całych Niemczech. (Meyer, Deutsche Volks­
kunde, 207. Wuttke, Der deutsche Volksaberglaube, 295. Jahn,
Die deutschen Opfergebràuche bei Ackerbau und Viehzucht,
93 -

Jan Stanisław Bystroń

1884. 209. 210). W Macedonii pierwszych owoców nie może
jeść kobieta niepłodna, lecz daje się je matce wielu dzieci —
podobne zwyczaje są w Bawary! i Austiyi. (Abbott, Macedonian
Folklore, Cambridge, 1903, 122). Zależność tę urodzajności
drzewa od kobiet spotykamy i w Palatynacie, gdzie kobiety w cza­
sie miesiączki nie mogą sadzić drzew. (Wuttke, Der deutsche
Volksaberglaube, 426). U wielu ludów owoce jak jabłko, gra­
nat itp. były symbolem płodności (A. Galtier, La pomme et la
fécondité, Revue des Traditions populaires, 1899. 65—71). Po­
dobnież w całych Niemczech przy każdym zbiorze pozostawia
się część jabłek, czasami dziesiątą, czasami kilka jabłek na
końcu dla nimfy drzew lub wiatru (Holzfräulein, Windfräulein)
w Szwecyi dla Glôsô. Gdzieniegdzie zostawia się je dla bie­
dnych, lub też mówi się: by było co do jedzenia na zimę
(w Luxemburgu) (Meyer, Deutsche Volkskunde. 207. Wuttke,
Der deutsche Volksaberglaube, 427. Jahn, Die deutschen Opfer­
gebräuche, 208, 209. Revue des Traditions populaires, 1907,
415). Zwyczaje te przypominają zostawianie ostatnich paru kło­
sów na polu „na borodku dla Spasa“, jak mówią Rusini, co
również ma na celu zapewnienie urodzaju na rok przyszły.
Nierównie jednak ciekawsze są zwyczaje bezpośredniego od­
działywania na drzewa, które obecnie w krótkim przeglądzie
zestawimy.
*
*
*
W Niemczech i we Francyi życzą wieśniacy swoim drze­
wom pomyślnego nowego roku, przypuszczając, że w ten spo­
sób uzyskają obfite zbiory.
We Francyi w okolicy Nantes mówi się do drzew: Bon
jour, bon an, — la paille au cul et le feu dedans; albo też:
Vu souhaite un’ bonne année,
Une bonne santé
La morve au nés, (choroba końska)
Toute l’année
Et une descente de toyaux
Jusqu’au dimanche des Rameaux.

(Proverbes et dictions du pays Nantais, Revue des Tradi­
tions populaires, 1910, 366).
— 94 -

Wymuszanie urodzaju na drzewach owocowych

Podobnie życzenia noworoczne z wyrażeniem nadziei
obfitego plonu i poparte groźbą wyrażają drzewom wieśniacy
w Walonii i Auxois.
(Sebillot, Le Folklore de la France, 111. 375, i Le paganisme contemporain, 250).
W Niemczech północnych życzenia noworoczne składają
wieśniacy w Wetterau, Hannowerze i Brandenburgii (Meyer,
Deutsche Volkskunde, 206). Podobnież czynią wieśniacy w Me­
klemburgii i Palatynacie, strzelając przytem w powietrze. (Wuttke,
Der deutsche Volksaberglaube 65, 426).
W Środkowych Niemczech w noc Sylwestrową śpiewają
dzieci, tańcząc wokoło drzew:
Freue ju Börne
Nüjar is körnen,
Dit Jar ne Kare vull,
Up et Jar en Wagen vull.

(Mannhardt, Antike Wald- und Feldkulte, 1. 9. Wuttke, Der
deutsche Volksaberglaube, 65).
Nie poprzestaje się jednak na platonicznych życzeniach,
ale także obdarza się drzewa, czasami nawet pieriiądzmi.
1 tak w Meklemburgu wkłada się drzewu srebrny pieniądz
pod korę (Wuttke, Der deutsche Volksaberglaube, 426). Dzieje
się to szczególnie wtedy, gdy drzewo jest jałowe lub też gdy
owoce zeń skradziono. Pieniądz powinien być srebrny lub też
ofiaruje się szyling jako monetę srebrną, wkładając ją pod korę,
lub kładąc na korzenie. (Jahn, Die deutschen Opfergebrauche,
211). Zaznaczyć należy, że odbywa się to milcząco. Podobnież
na Pomorzu i w Bawaryi- W Hannowerze (Salzdetfurth) ob­
chodzi się drzewa trzy razy, bijąc je i strzelając w ich korony,
następnie wbija się monetę w pień. (Meyer, Deutsche Volks­
kunde, 207). Zwyczaj ten wspomina już autor dziełka: Chemni­
tzer Rockenphilosophie, (5 wyd. 1759), pisząc: „Wenn man
einen Schwerdtpfennig (Kursächsischen Pf.) am Weynachtsheiligabend in den Stamm eines Obstbaumes schlägt, so trägt er
dasselbige Jahr gewiss Früchte“. (Jahn, Die deutschen Opfer­
gebräuche, 211).
Podobnież składa się ofiary drzewom w innych porach
roku. Powszechnie wyrzuca się pod drzewa resztki obiadu wi­
gilijnego. W północnych częściach Dolnej Austryi włościanie,
- 95 —

Jan Stanisław Bystroń

idąc na pasterkę, rzucają pod drzewa łupiny orzechów i jabłek.
Toż samo czynią Ślązacy, którzy rzucają także i ości ryb świą­
tecznych. Gdzieindziej rzucają drzewom wnętrzności zwierząt
lub też kości (Czechy). (Jahn, Die deutschen Opfergebräuche,
213. Wuttke, Der deutsche Volksaberglaube, 295).
W Usedom w noc św. Sylwestra kładą wieśniacy na drze­
wach placki „dla świętego Piotra“. W Górnej Austryi w wilię
Trzech Króli ktoś napełnia szeroko usta pączkami i całuje
drzewa, mówiąc:
Bâm i, bâm i
Buss di,
Wir sä voll (wird so voll)
As wie mä Mäul.

(Meyer, Deutsche Volkskunde, 207. Jahn, Die deutschen
Opfergebräuche, 212).
Całowanie drzew spotyka się także u nas, w Wileńskiem,
gdy podczas kucyi trzęsie się i całuje drzewa (zwyczaj polski
czy białoruski?) Wisła, 1905, 278 (Szukiewicz). Kodeks z XIV.
w. w St. Florian w Austryi powiada: die paum chust man so
werden se fruchtper des jars. (Jahn, Die deutschen Opferge­
bräuche, 212). W Kornwalji włościanie w Boże Narodzenie od­
wiedzają większe sady parafii, w każdym z nich wybierają
drzewo, mające reprezentować wszystkie inne, pozdrawiają je
w formie inkantacyi — a następnie wylewają nań jabłecznik.
Kończy uroczystość taniec koło drzew. (Sébillot, Le paganisme
contemporain, 251). W Gironde we Francyi wylewa się na pień
drzewa łyżkę rosołu we wtorek zapustny : tu te souviendras du
bouillon du mardi-gras. W Modenie posypuje się w Trzech
Króli drzewa popiołem, wyrażając życzenie, by pokryły się
owocami wielkimi i małymi. (Sébillot, Le folklore de la France,
111. 378, Le paganisme contemporain, 251). Podobnież za ofiarę
możnaby uważać „bicie rogiem“, plackiem świątecznym u połu­
dniowych Słowian, którzy za „rog“ chcą mieć „rod“ (urodzaj).
(J. S. Krauss, Volksglaube und religiöser Brauch der Südslaven.
34). Także i ofiary zwierzęce, a raczej ich przeżytki możemy
zauwaiyć. Tak np. w Żołyni, w powiecie przemyskim w Galicyi,
ażeby drzewa owocowe rodziły, zakopuje się pod korzeniami
zdechłego koguta lub kurę. (WAK, XIII. 74). Kogut jest naj­
częstszą ofiarą we wszystkich obrzędach ludowych wszystkich
— 96 -

Wymuszanie urodzaju na drzewach owocowych_____

krajów europejskich, czy to w obrzędach wiosennych jak n. p.
we Francyi, czy też w obrzędach żniwiarskich, jak n. p. na Li­
twie, gdzie to dziś jeszcze w czasie dożynek, rudinoi, zabijają
koguta i następnie go zjadają potajemnie. (Wolter, Materyjały
dla etnografji łatyszskago plemieni, 78) lub też w Niemczech,
gdzie ślady widzimy np. w nazwie uczty dożynkowej na Śląsku:
Arhenne (Erntehenne) lub też w zupie z drobiu, którą w West­
falii jedzą żniwiarze również w czasie dożynek (Drechsler,
Schlesische Erntegebräuche, Ztschrift des Vereines für Volks­
kunde, XII. 1902. 337-341. cf. także Jahn, Die deutschen
Opfergebräuche, passim.).
Na Śląsku i w Wetterau, gdy zdechnie pies podwórzowy,
zakopuje się go pod drzewem owocowem, co ma być środkiem
podniesienia urodzaju. (Wuttke, Der deutsche Volksaberglaube,
427). W jednej z okolic Niemiec łapią około Wielkiejnocy kota,
gotują i następnie w nocy zakopują go pod stojącem oso­
bno drzewem, by zły duch nie szkodził polu. Jestto więc ofiara
raczej dla pól, niż dla drzewa. (Wuttke, Der deutsche Volks­
aberglaube, 295). Także, chcąc, by drzewo obficie nosiło owoce,
przywiązuje mu się kamienie na gałęziach, jak n. p. w Bran­
denburgii i Turyngii. (Meyer, Deutsche Volkskunde, 207. Wuttke,
Der deutsche Volksaberglaube, 227). Zwyczaj ten przypomina
podobną praktykę przy żniwie, gdzie ostatni snop obciąża się
kamieniami, a żniwiarze z udanym trudem go dźwigają i od­
wożą do domu wozem zaprzęgniętym w szereg koni, czasami
jak np. w Anglii we wszystkie konie wioski — wszystko dla­
tego, by ten ostatni snop ciężki był pomyślną wróżuą na rok
nadchodzący. Także i w Polsce mamy ten zwyczaj poświad­
czony w Żołyni w powiecie przemyskim (Galicya), ale tu ów
kamień, który się przywiązuje do drzewa, a który waży do 20
kg. uważa się za karę dla niepłodnych drzew „nie chcesz ro­
dzić, to dźwigaj“. WAK, XIII. 74.
Również ciekawą formą zjednywania sobie urodzaju drzew
zapomocą obejmowania drzew rękami oblepionemi ciastem
świątecznem widzimy np. w Jaworniku w powiecie myślenickim
w Galicyi, gdzie gospodyni rękami nieobmytemi z ciasta obej­
muje drzewa nieurodzajne, zaklinając je: rodźcie! (MAAE VII.
42). Na Ukrainie gospodyni również nie obmywszy rąk robi
przewiąsła i obwiązuje niemi nieurodzajne drzewa (WAK III
124). Wieśniaczki morawskie na Boże Narodzenie zaklinają
97 —

Jan Stanislaw Bystroń

drzewa, by przyniosły wielki plon, pocierając je przytem rę­
kami, lepkiemi świątecznem ciastem. (Mannhardt, Antike Waldund Feldkulte 1. 9. Wuttke, der deutsche Volksaberglaube, 295).
Zwyczaj ten spotykamy także w Tyrolu (Alpach). (Jahn, Die
deutschen Opfergebräuche, 212). W zmienionej formie wi­
dzimy ten zwyczaj w Skawicy w Galicyi zachodniej (powiat
myślenicki), gdzie myje się w Wielką Sobotę drzewa owocowe
tą wodą, którą obmywano chleb podczas pieczenia (MAAE,
VII. 65). W Pieniążkowicach, w powiecie nowotarskim również
w zachodniej Galicyi chłopcy w czasie świąt obłapiają drzewa
rękami (MAAE, VII. 42).
Innego znów rodzaju dar drzewu złożony widzimy na
Śląsku austryackim w Spachendorf. W dzień świętego Ruperta
wywożą wieśniacy na pole bałwana ze słomy ubranego w skórę
owczą, którego się następnie rozbiera i wrzuca w ogień. Wtedy
z płonącego stosu każdy właściciel drzew owocowych zabiera
ze sobą wiecheć, by go powiesić na gałęzi drzewa lub też za­
kopać w roli. (Mannhardt, Antike Wald und Feldkulte I. 498).
Podobny przykład mamy z Czarnogóry, gdzie z płonącego
w noc wigilijną bandnjaka, czyli dębiny resztki niedopalone kła­
dzie się na młode drzewka owocowe, by uzyskać urodzaj. Po­
dobnież mają robić i Albańczycy (Mannhardt, Antike Wald- u.
Feldkulte, I. 225). W objaśnieniu dodać należy, że bandnjak jest
to niemiecki Christblock, francuski souche du Noël (buche du
Noël) angielski Christmasblock czy Yule-clog: pień drzewa,
który się pali w noc wigilijną i któremu przypisuje się szcze­
gólne własności (Revue des Traditions populaires, II. 534. Meyer,
Deutsche Volkskunde, 253, ogólnie rozpatruje zwyczaj ten
Mannhardt, Antike Wald und Feldkulte, I. 224—251, Christblock
und Weihnachtsbaum). Jest to oczywiście pewna forma demona
wegietacyjnego ; być może, że należałoby, jak to czyni N. W.
Thomas połączyć go ściśle z demonami zbiorów jesiennych,
który w zimie okazuje się w ten sposób. (N. W. Thomas, La
survivance du culte totémique des animaux et les rites agraires
dans le pays de Galles, Revue de l’histoire des religions, 1898).
Podobną zresztą myśl już wygłosił Mannhardt, przypuszczając,
że polskie „turonie“ świąteczne są właśnie duchami żytnimi, co
popiera także Frazer. (Frazer, The Golden Bough,3 V. The Spi­
rits of the Corn and of the Wild, I. 275).

— 98 —

Wymuszanie urodzaju na drzewach owocowych

Na Pokuciu, w okolicy Kołomyi, palą wieśniacy na Nowy
Rok rano słomę zebraną z podłogi i siano na stole od świąt
leżące między drzewami owocowemi. Ma to skutkować na uro­
dzaj i zarazem wytępić gąsienice. (Kolberg, Pokucie, 1. 131).
W Basiówce, polsko-ruskiej wsi koło Lwowa obwiązują drzewa
płonącą słomą ze świątecznego „diducha“, który również jest
postacią demona wegetacyjnego. (Wisła, IV, 787). Niemieccy
wieśniacy w Czechach okadzają w wilię drzewa ziołami, zebranerni w noc świętojańską, którym przypisuje się szczególne
własności. (Wuttke, Der deutsche Volksaberglaube, 426). W oko­
licach Malmédy (Wallonie prussienne) w wilię św Marcina pali
się snop słomy w sadzie mówiąc: Bon Saint Martin, avoyez
nos des pommes et des peûres (poires) et... don, don, s i v plait
bin. Zwyczaj ten praktykuje się też w Audrimont koło Liège.
(Sebillot, Folklore, 111, 376).
Ogromnie częstym jest zwyczaj obwiązywania drzew przewiąsłem Słomianem w pewne określone dnie świąteczne, naj­
częściej w Wilję, ale także i w same dni świąteczne, w dzień
św. Sylwestra, Nowy rok, Trzech Króli i t. p. Zazwyczaj więc
idzie gospodarz do sadu i obwiązuje drzewa słomą, zebraną
z podłogi chałupy : Bronowice w W. Ks. Krakowskiem (MAAE,
111. 171). Białobrzegi pow. łańcucki (Lud, VIII. 362). Brzeziny
powiat ropczycki (WAK, XVI, 261). Łodygowice pow. bialski
(MAAE, VII, 43). Żołynia pow. przemyski (WAK, XIII, 68).
Rudki we wschodniej Galicyi (Lud. V, 348). Krynice pow. to­
maszowski gub. Lubelskiej (Wisła, IV, 107). Łukowiec Mazo­
wiecki pow. garwoliński gub. siedleckiej (WAK VIII, 265). Głu­
szyn na Kujawach, (Kolberg, Kujawy, I. 92). Ziemia Dobrzyńska
gdzie zamiast słomy używają grochowin (WAK II, 21). Chlewo
pow. ostrzeszowski, W.Ks. Poznańskie (Kolberg, Poznańskie III,
106), (przyczem wieśniacy uważają, że słoma żytnia skuteczniej­
sza od pszennej — widzimy to także w czasie zbiorów jesien­
nych, gdy gdzieniegdzie tylko ze sprzętem żyta łączą się czyn­
ności obrzędowe), (tamże III, 39 I, 115). Czasami słomę do
wiązania bierze się ze sobą na jutrznię. W Iwoniczu w Galicyi
łunkcyę tę spełnia parobek boso. Podobnież K. W. Wóycicki
pisze w Zarysach domowych 111, 272 (przytoczono u Kolberga
Chełmskie, 1. 113): „gospodarz boso i w jednej koszuli pędzi
do sadu i drzewa częścią snopa wigilijnego okręca , by drzewo
to rodziło tak obficie, jak zboże, z którego wzięto tę słomę.
- 99 _

Jan Stanisław Bystroń

Zauważyć należy, że zrzucanie ubrania częściowo czy też cał­
kowicie spotyka się często w czynnościach obrzędowych, zwła­
szcza tajemnych. W pewnych okolicach Niemiec sieje się nago,
więc w nocy. W Polsce praktyki czarownic mają się odby­
wać nago.
Z sąsiednich terytoryów etnograficznych podobne mamy
zwyczaje. W chełmskiem obwiązują wieśniacy drzewa przewiąsłami ze słomy jako obronę przeciwko mrozowi i na urodzaj.
(Kolberg, Chełmskie, 1, 113) Także w Jurkowszczyźnie, pow.
zwiahelski gub. kijowskiej obwiązywanie to służyć ma przeciw
mrozom. (WAK XIII, 165). Na Huculszczyźnie obwiązuje drzewa
gaździna (Szuchiewicz, Huculszczyzna, 111, 212). W Niemczech
zwyczaj ten istnieje od dawna : Seb. Franek w „Weltbuch’u“
(1567) pisze: Etliche binden jre bäum mit ein Stroband an der
Weihnacht für alle hagel, wurm und brandt. Podobneż świade­
ctwa mamy w: „Der alten weiber philosophey 1537“ i „Chem­
nitzer Rockenphilosophie“, gdzie autor podaje, iż w Turyngii
w pierwszej połowie XVIII. w. wszystkie drzewa łączono je­
dnym powrozem słomianym. Obecnie zwyczaj ten jest rozpo­
wszechniony w całych Niemczech. W Schleswig-Holstein i Me­
klemburgu używa się do tego słomy, na której leżały kiełbasy
świąteczne (Jahn, Die deutschen Opfergebräuche, 214, 215),
Na Pomorzu dopełnia tego aktu gruby chłop, dźwigający na
barkach drugiego: w Prusiech zaś parobek, którego niesie dzie­
wka; (Meyer, Deutsche Volkskunde, 207), jest to oczywiście
symboliczne wymuszenie na drzewie obfitego plonu.
W Czechach niemieckich w Wielki Czwartek smaruje się
nitkę miodem i następnie przed wschodem słońca przewiązuje
się drzewa (Wuttke, Der deutsche Volksaberglaube, 427). Mówi
się również, obwiązując drzewo: Drzewko, ja ci daję dar, a ty
mnie też obdaruj. (Frazer, The Golden Bough I, The Magic Art
and the Evolution of Kings, 11, 16). We Francyi, w Bretanii ró­
wnież obwiązuje się drzewa słomą, by zabezpieczyć je przed
mrozem : zwyczaj ten ma się datować jeszcze od Gallów, do
których wprowadził go pono cesarz Julian. (Alfred de Norę,
Coutumes, mythes et traditions des provinces de France, 1846,
str. 230, — Revue des traditions populaires, 11, 531, Basse Bre­
tagne). Wiemy na podstawie świadectw piśmiennych, że zwy­
czaj ten istniał we Francyi w XI. wieku i utrzymuje się jeszcze
gdzieniegdzie. W Cortèze obwiązuje się drzewa w wilię Bożego
— 100 —

Wymuszanie urodzaju na drzewach owocowych

Narodzenia, ale stosuje się to tylko do drzew jałowych, by wy­
różnić je jako przeznaczone w przyszłości do ścięcia. (Paul Se­
billot, Le paganisme contemporain, 252i. W Beauce i Perche
zwyczaj ten w ostatnich czasach zaginął. (Chapteau, Le folklore
de la Beauce et du Perche, I. 265.)
W Modenie młode dziewczęta obwiązują drzewa na uro­
dzaj nicią, które uprzędły w wilię. (Sebillot, Le paganisme con­
temporain, 252) W departamencie Oise we Francyi zanurza się
czerwoną nitkę w źródle St. Servien i następnie wiesza się na
drzewie jako lekarstwo na gorączkę. Mamy tu do czynienia naj­
prawdopodobniej ze spaczeniem zwyczaju pierwotnego. (Sebillot,
Notes sur le culte des arbres, Revue des Traditions populaires,
1899. 452). Dla Szwecyi zwyczaj ten poświadcza Jahn, w cytowanem często dziele (Jahn, Die deutschen Opfergebràuche, 215).
W Walonii także ten zwyczaj spotykamy. (Sebillot, Le folk-lore
de la France, 111, 375, Le paganisme contemporain, 250). Tutaj
wieśniak, obwiązując drzewa mówi do nich: „Obdarowuję cię,
więc jeśli nie chcesz nieść więcej owocu, to nieś tyle, jak po­
przednio“.
Zwyczaj ten wymaga paru objaśnień. Niewątpliwą jest jego
powszechność. Spotykamy go na bardzo szerokim obszarze, tak,
że mowy o tern niema, by, jak to czyni Ulrich Jahn, ograniczyć
go do szczepów germańskich Natomiast kwestya pochodzenia
i znaczenia tego obwiązywania jest sporna. I tak Frazer w „Gol­
den Bough“ uważa zwyczaj ten jako część integralną kultu
drzew, powszechnego w północnej Europie za czasów pogań­
skich, którego ślady widzimy dziś w zwyczajach ludowych. Sta­
nowisko wręcz przeciwne zajmuje tu Jahn, który ze względu,
że pochodzenie drzew owocowych w Europie jest dość świeżej
daty, sądzi, że w żadnym wypadku nie można uważać zwyczaju
tego za pierwotny, i wyjaśnia go w bardzo prosty sposób,
twierdząc, że opaski ze słomy nakładane na drzewa są obroną
przeciwko samiczkom Geometra brunata, które wychodzą po
pniach na drzewa, by w pączkach módz złożyć jajka. (Jahn,
Die deutschen Opfergebràuche, 217 _esq.)
Tłumaczenie to pozornie wystarczające, bo najprostsze,
jest jednak niewłaściwe, gdyż trudno przypuścić, by zwyczaj
ten pierwotnie czysto sadowniczy miał stracić z czasem zupeł­
nie ten charakter, by stać się czynnością zwyczajową, obrzę­
dową? Wszędzie, gdzie zwyczaj ten spotykamy, a jest on po— 101 —

Jan Stanisław Bystroń

wszechny, nawiązuje go się do pewnych dni, najczęściej świąt
Bożego narodzenia, do pewnych pór dnia i do pewnych wa­
runków szczegółowych np. co do jakości słomy lub co do
sposobu wiązania itp. Odrzucenie tłómaczenia Jahna (co zre­
sztą wyraźnie czyni Frazer) wcale nie zmusza do uznania zwy­
czaju tego za „pierwotnie pogański“. System wierzeń i zwycza­
jów nie jest czemś jednolitem pierwotnem, ale ma swoją historyę, swój długi i ciekawy rozwój. Jeśli w czasach „pierwo­
tnie pogańskich“ nie było drzew owocowych — więc i nie
było wierzeń i zwyczajów do nich się odnoszących. Nie wynika
jednak z tego, aby nie mogły się one wytworzyć w czasach,
gdy drzewa te do nas wprowadzono i to w łączności z innemi
wierzeniami i praktykami współczesnemi. Być może, że należa­
łoby zwyczaj ten połączyć ścisłym węzłem ze zwyczajami żni
wiarskimi, które bezwątpienia są daleko wcześniejsze. Otóż
wiemy, że po żniwach przyniesiony wianek dożynkowy zacho­
wuje się przez carą zimę w domu: zboże zeń wykruszone sieje
się jako zadatek pomyślności przyszłych zbiorów, lub też daje
się ptactwu domowemu, również dlatego, by lepiej się chowało.
Duch żytni, który w czasie zbioru jest w łanie zboża, przez
zimę uktywa się w chacie. Święta Bożego Narodzenia w wielu
szczegółach mają charakter święta agrarnego, w którem wróży
się na rok nadchodzący i gdzie, jak np. w polskich zwyczajach
spotykamy postacie zwierzęce, które możnaby bez zbytniej lek­
komyślności połączyć ze zwyczajami jesiennymi. W ten sposób
możnaby zrozumieć znaczenie snopka wigilijnego, stawianego
na stole czy też w kącie izby, słomy na podłodze i siana pod
obrusem
wszystko to byłoby symbolem ducha żytniego, oka­
zującego się w czasie zimy. Dołączyć by tu można zwyczaje
jak np. stawianie snopka wigilijnego na polu w dzień Nowego
Roku, palenie świątecznego diducha na Rusi, które również ma
na celu podnieść urodzaj
wreszcie przykłady, przytoczone
poniżej ze Śląska austryackiego i Czarnogóry zdają się potwier­
dzać tę hypotezę. Nie naszym zresztą celem starać się o uza­
sadnienie tego pomysłu, który choć poruszany przez Mannhardta, Frazera, Thomasa nie został dotąd rozwinięty — lecz
tylko chodzi tu o wskazanie, że w ten sposób można wytłómaczyć powstanie zwyczaju obwiązywania drzew na urodzaj
i stosunek jego do całości systemu wierzeń ludu naszego w od-

- 102

Wymuszauie urodzaju na drzewach owocowych

ległych latach bez konieczności przyjęcia nieprawdopodobnego
tłómaczenia Jahna.
Sposobem wymuszenia urodzaju na drzewach, również
często używanym jest ich trzęsienie lub bicie, połączone z for­
mułami lub tańcami około drzew. Czasami też spotyka się
formułę samą jak np. na Huculszczyźnie, gdzie gaździna ob­
wiązując drzewo na Boże Narodzenie mówi: »Jak te święta
nigdy nie przemijają, tak ażeby ten sad nigdy nie przeminął,
ażeby się w nim wszystko rodziło!“ Na tak zabezpieczonem
drzewie nie osiada nigdy grzybek. (Szuchiewicz, Huculszczyzna,
111, 212). Krótką formułą „rodźcie“, zaklina drzewa gospodyni
w Jaworniku, pow. myślenicki. (MAAE, VII, 43). Czesi w Wielki
piątek padają na kolana przed drzewami, mówiąc: „Modlę się,
ażeby Bóg uczynił was urodzajnymi“. (Mannhardt, Antike Waldund Feldkulte, I, 277). Szeregi podobnych zaklęć widzimy
w zwyczajach francuskich tzw. dimanche des Brandons.
W Jaworniku (pow. myślenicki w Galicyi) włościanie, wra­
cając z pasterki potrącają drzewa, zawiadamiając je: Wstańcie,
bo 'narodził się Jezus Chrystus! (MAAE, VII, 43.) Lud w Galicyi
Zachodniej trzęsie drzewa w Wielki Czwartek, Wielką Sobotę
lub Niedzielę Wielkanocną. (Wieliczka, WAK, XVI, 262, Sanockie,
Lud, XII, 311). Z Wileńskiego podobny zwyczaj notuje Wandalin Szukiewicz; wieśniacy w Wilję Bożego Narodzenia trzęsą
drzewa, a następnie je całują. (Wisła 1905, 278). Zwyczaj ten
szeroko rozpowszechniony w krajach germańskich. W Niem­
czech wypowiada się przytem formułę:
Ich schiittel’ dich, ich riittel’ dich,
Du sollst mir tragen, dass die Aeste beugen sich.

(Jahn, Die deutschen Opfergebrauche 211).
W Palatynacie górnym trzęsie się drzewa w czasie postu,
w Niemczech południowych i Czechach (niemieckich) w noc św.
Sylwestra, św. Tomasza lub Wielki Piątek (Wuttke, Der deutsche
Volksaberglaube, 426). W Szwabii potrząsa się drzewa orze­
chowe tak mocno, że liście opadają. (Mannhardt, Antike Waldu. Feldkulte, 1, 277).
Częstszym jest zwyczaj uderzania drzew: odbywa się to
w formie bicia, pukania czy biczowania: czasami spotykamy
tylko groźbę bicia lub ścięcia. W Poznańskiem parobek obwią­
zuje drzewa słomą, a gospodarz puka kilkakrotnie w każde
— 103 —

Jan Stanisław Bystroń
drzewo „kultą“ czyli kijkiem */<—*(2 łokcia długim, służącym
do otrzepywania lnu, mówiąc: żebyście tak plenowały, żebyście
owoców więcej jak liścia miały. (Kolberg, Poznańskie, II. 57,
okolica zachodnia). Z. Gloger przytacza podobny zwyczaj z nad
Narwi zdaje się: chłopcy i dziewczęta obwiązują drzewa po­
wrósłami ze słomy i uderzają je kilkakrotnie laską grożąc:
„Będziesz rodziła, będę po tobie chodziła“. (Wisła 1888). W Ka­
liskiem obchodzą wieśniacy w wilię sad ze szczapą drzewa,
aby obfitość owocu była na rok przyszły. (Wisła 1889, Piątko­
wska). Częstokroć spotykamy ten zwyczaj połączony z groźbą,
ścięcia i dyalogiem, — przykłady niżej. W południowej Styryi
Słowieńcy uderzają w Wielką Sobotę drzewo, niechcące rodzić,
pomietłem. (Lud, VIII, 341). W Serbii i Bułgaryi gospodarz
grozi jałowym drzewom: Ako ne ćeś ragjati, ja ću te posjeći 1
Nie chcesz rodzić to cię zetnę. W Dalmacyi i Sławonii bije się
korzenie drzewa „rogiem“ to jest kawałkiem (piętką) ciastka
świątecznego, mówiąc: ja tebe rogom, a ti mene rodom; ja cię
biję rogiem, a ty mnie bij urodzajem. Jestto zresztą w formie bicia
podana ofiara, lub sympatyczny środek na urodzaj. (Krauss,
Volksglaube und religiöser Brauch der Südslaven, 1890, str. 33).
Także Czesi w noc z Wielkiego Piątku na Sobotę biegają po
sadach, wołając: Drzewa, wypuszczajcie pączki, bo będę was
bił prętem! (Mannhardt, Antike Wald u. Feldkulte, I. 277).
W Rumunii w dzień św. Piotra i Pawła (29. czerwca)’ parobcy
zrzucają pałkami owoce z drzew: zwyczaj ten przypuszczalnie
jednak tu nie należy. (Mannhardt, Antike Wald- und Feldkulte,
I, 277). Bardzo częstym jest ten zwyczaj w Niemczech. W czasie
pobytu Antoniego Praetoriusa w Büdingen, wedle świadectw
współczesnych z r. 1597, wieśniacy w nocy św. Walpurgi (z 1
na 2 maja) chodzili gromadą ze strzelbami, strzelali w kierunku
pól (przykłady polskie cf. powyżej) i bili drzewa, aby odpędzić
czarownice. Obecnie dzieje się to dotychczas w Meklemburgu,
Oldenburgu, Szwabii, Tyrolu i Kurlandyi, w noc Sylwestrową,’
w czasie postu, w wielki tydzień lub dzień niewiniątek. W Ranggen w Tyrolu, gdzie robi się to w niedzielę wielkanocną, mówi
się przytem: Barn wach und trag, heint ist der heilige tag.
Także we Flandryi bito drzewa biczem i śpiewano przytem
pieśń na urodzaj. W Anglii (Sussex, Devonshire etc.) gonili
chłopcy w dzień św. Sylwestra całemi gromadami po sadach,
otacza!' drzewa po kolei kołem i śpiewali, bijąc je kijami:
104 —

Wymuszanie urodzaju na drzewach owocowych
Stand fest root, bear well top,
Pray God send us a good howling crop.
Every twig apples big,
Every bough apples enou,
Hats fuli, caps fuli,
Fuli quarters sack fuli!

(Mannhardt, Antike Wald- u. Feldkulte, I. 276, 277).
Ogólnie dla Niemiec zwyczaj ten stwierdza Jahn (Die deutschen Opfergebràuche, 211). Pieśń zupełnie podobną do osta­
tnio przytoczonej podaje Herbert M. Bower, (The Elévation and
Procession of the Ceri at Gubbio, 1897, 75), z hrabstwa Kent,
nadmieniając, że chłopcy domagają się następnie poczęstunku
względnie podarku, a w razie przeciwnym przeklinają drzewa.
W Sussex gospodarze dają drobne pieniądze dzieciom,
które tańczą wokołó drzew, śpiewając pieśni, wyrażające na­
dzieję obfitych zbiorów. ^Sébillot, Le paganisme contempo­
rain, 251 y.
Także w Modenie w święto Trzech Króli bije się drzewa,
wymawiając przytem formułę, by w nadchodzącym roku po­
kryły się owocami. (Sébillot, Le paganisme contemporain, 253).
W Holandyi (Limbourg) w czasie postu w dzień św. Gertrudy
zapalają wielkie ognisko, dzieci tańczą koło niego, śpiewając:
Vastenavond !
Vonk, vonk, fakerelen,
Zoo menigeen vonk
Zoo menigeen appelen.
[iskra, iskra, pochodnia,
ile iskier,
tyle jabłek (niech będzie)]

(Revue des Traditions populaires, 1908, 10).
Liczne przykłady tu należące spotykamy we Francyi. Wie­
śniacy dolno-bretońscy w wilię Bożego Narodzenia biją drzewa
owocowe carsprenne’m, to jest częścią pługa, której przypisują
własności czarodziejskie. (Revue des Traditions populaires, II,
531. Sébillot, Le paganisme contemporain 253), Najczęściej je­
dnak praktykowano ten zwyczaj w niedzielę Invoncavit, zwaną
powszechnie la dimanche des brandons. Zapalano wtedy ognie
i z pochodniami goniono po polach i ogrodach, przytenr czę>
— 105

Jan Stanisław Bystroft

sto grożono drzewom, że się je spali lub zetnie, jeśli nie będą
rodziły. Nazwa brandons pochodzi przypuszczalnie, jak sądzi
Cortet, od niemieckiego Brand. (Cortet, Essai sur les fêtes re­
ligieuses et les traditions populaires qui s’y rattachent, 1867,
99). Niedziela ta już w roku 1222 zwie się dominica brandonum albo też brandones — w Lotaryngii dies focorum (1254).
(Mannhardt, Antike Wald- und Feldkulte, I, 456, 536). Zwyczaj
ten był ogólnie praktykowany we Francyi w pierwszej połowie
XIX. wieku. Dziś również jeszcze się go spotyka. (Sébillot, Le
paganisme contemporain, 252. Alfred de Nore, Coutumes, my­
thes et traditions des provinces de la France, 1846, 39). Śpie­
wano wtedy przy palącym się ogniu:
Brandons, brûlez,
Par ces vignes, par ces blés,
Brandons, brûlez,
Pour les filles a marier
— w dniu tym bowiem czyniono wróżby. (Chapteau, Le folklore
de la Beauce et du Perche, I, 315). Zwyczaje te przenoszono
czasami na dzień Trzech Króli, jak n. p. we Franche Comté,
Champagne, w Ardennach, Normandyi. Także w Hiszpanii
w Festa de los Reges tańczono i krzyczano przy świetle pło­
nących pochodni, przyczem temperament południowy zamieniał
zabawę w orgię „un effroyable charivari — on dirait une légion
de diables en déroute". (Coitet, Essai sur les fêtes religieuses,
40) W departamencie L’Ain, młodzież po nieszporach chodziła
po wsi krzycząc: „Pourta, pomi, atant dé foliet que de frui“
(ile liści tyle owoców) — obdarzano ich jabłkami i orzechami.
Z nadejściem nocy zapalali pochodnie i biegali znów po wsi
krzycząc: „Pourta pomi“ albo też „Pourta noyi“ (drzewo orze­
chowe) atant dé foliet que de gnui“ (orzechów). Starcy tłóinaczyli ten zwyczaj jako ochronę przeciw mrozom i gąsienicom.
(Revue des Traditions populaires, II, 25). Podobnież dzieje się
w niedzjelę brandonum w Loire et Cher, gdzie ma to być
ochroną przeciw kretom; w Champagne zależy od tego wynik
żniwa. (Mannhardt, Antike Wald- und Feldkulte, I, 536). W Va­
lenciennes gonili chłopcy uzbrojeni w smolne pochodnie zwane
„bouhours“ przez ulice, krzycząc:
Bour peumes, poires,
Des chérisses toutes noires, i t. d.
— 106 -

Wymuszanie urodzaju na drzewach owocowych

(A. de Norę, Coutumes, mythes et traditions 338).
Słowo „bour“ objaśnia Mannhardt o. c. 536, jako beurre,
masło. Nie widzę sensu w zdaniu, gdyby tak „bour“ tłómaczono — może raczej należałoby złączyć je z nazwą pochodni,
bouhours, która spotyka się także we formach behourd, bihourt,
bohourt, bouhourt, behourdich i była w średniowieczu nazwą
świętą, a pochodzi przypuszczalnie od behoorten, behoorden,
z którego też francuskie heurter się wywodzi. (Cortet, Essai sur
les fêtes religieuses 97). Zdarzało się też, jak np. w Auvergne,
że wychodzono na drzewa z pochodniami. (Revue des tradi­
tions populaires, XIII, 92).
W Normandyi Dolnej chłopcy i dziewczęta z zapalone mi
pochodniami krążyli po sadzie śpiewając. (Sébillot, Le folklore
de la France, III. 376.) W Bourbonnais pod wieczór compère
bierze swą conmère pod rękę i oboje idą z zapalonymi wie­
chciami słomy do sadu, gdzie opalają gniazda gąsienic, recytu­
jąc przytem okolicznościowe strofki. Potem zapala się wielki
stos, i jest to zarazem dzień przyrzeczeń i zaręczyn. (Perot, Le dimanche des Brandons. Revue des Traditions populaires
1911, 9 str.).
Podobnież w Auxois, życząc drzewom dobrego Nowego
Roku i bijąc je przytem trzymają dzieci zapalone wiechcie
w ręku. (Sébillot, Le folklore, III, 375. Le paganisme 250). We
Franche Comté podczas palenia pochodni dzieci wyrażają ży­
czenia pomyślnych zbiorów; jeśli które z nich formułę prze­
kręci, ma to skutek przeciwny. Podobneż zwyczaje są w Cham­
pagne, w Ardennach również w dzień Trzech Króli, a w pier­
wszą niedzielę postu w 1’Aube i Marne. (Revue des Traditions
populaires, III, 113 — 116). W departamencie de 1’Orne zwyczaj
ten zwie się coulines; opala się tu mech na drzewach a śpiewa
ciekawą piosenkę. (A. de Norę, Coutumes, mythes, traditions,
253—254). Podobnież brzmi ta pieśń w Normandyi (Calvados,
La Manche) w wilię Trzech Króli. (Revue des Traditions popu­
laires, IV, 112). Zwyczaj ten stwierdza Dawid Ferrand w poło­
wie XVIi. wieku. Grożą także wieśniacy francuscy drzewom
ucięciem „ręki i nogi“, jeśli bydło domowe nie wyzdrowieje.
Mannhardt, Antike Wald- und Feldkulte, I, 12). W Perche grożą
dzieci drzewom, trzymając zapalone pochodnie. (Sébillot, Le
folklore, III. 376). Czasami też spotyka się groźby bez poparcia
biciem lub opalaniem. W Sabaudyi wieśniacy mówią drzewom:
— 107 —

Jan Stanisław Bystrofi

Regardez, si vous ne portez pas de bons fruits, vous serez arrad.es selon le mot d’Evangile“. (Sébillot, Le folklore, III, 376).
Groźby te rozwijają się czasami w następującą pantominę:
jedna osoba, zazwyczaj właściciel drzewa, chce ściąć nieuro­
dzajne drzewo, lecz druga osoba broni drzewa, ręcząc,' że w tym
roku obrodzi. Tak np. w Polsce, w wilję gospodarz idzie do
sadu z siekierą i zamachuje się na drzewo; gospodyni, czy też
parobek przyrzeka urodzaj w tym roku, wobec czego gospo­
darz opuszcza siekierę, zostawiając drzewu rok czasu „do po­
prawy“. Oczywiście ścięcie nigdy nie następuje, choćby już dla­
tego, ze powszechny jest przesąd, że ten, co ścina drzewo owo­
cowe albo sam wkrótce umrze, albo też straci kogo z rodziny
Żołynia, pow. przemyski (WAK, XIII, 74), koło Łańcuta, (MAAE
VI, 253), Borowa pow. pilzneński (MAAE VII, 100). Przykłady
analogiczne dyalogu notuje Ulanowska u Górali zwanych Za­
górzanami w Nowotarskiem koło Rabki, (Wisła 1888), dalej
(Kolberg, Krakowskie, I. 194, Tyniec: gospodyni i czeladź wy­
praszają tu drzewo do ścięcia), Radłów, pow. brzeski, gdzie
parobcy gromadnie chodzą po sadach (Lud, X, 156, XIV, 133)
Złota, również brzeski powiat, (Lud IV, 326), w okolicy Rop­
czyc (miasto powiatowe), (WAK, X, 88, IV, 40), Przebieczany
pow. wielicki (MAAE IV, 112), Tarnawa, pow. żywiecki, Łody­
gowice, pow. bialski (MAAE VII, 42), w tarnobrzeskim, (WAK
inno 161)’ Zabno p0Wl Krasnostawski, gub. lubelskiej (Wisła
1902, 371), Jagodne w Siedleckiem, (Z. Wasilewski, Jagodne,
str. 104), Radomskie, gdzie drzewa biją wałkiem od maglownicyl
(Kolberg, Radomskie, I. 74), w Kieleckiem zwyczaj ten prakty­
kuje się na Nowy Rok — Sławków, (WAK X. 221), w Siera­
dzkiem (Lud, IV, 419). Także Staniszewska (Wisła 1902) opisuje
podobny zwyczaj, gdzie na groźby gospodarza gospodyni od­
powiada: będzie rodzić, tylko trzeba ze święconej słomy pasek
zrobić. Obwiązawszy wszystkie drzewa, gospodarz strzela na
wiwat, poczem odbywa się powszechnie znane w Polsce „ci­
skanie kóp — wróżba urodzaju na rok nadchodzący.
Zwyczaje te jednak nie są właściwe wyłącznie tylko pol­
skiemu ludowi. Południowi Słowianie również odgrywają przed
drzewem tę scenę: właściciel drzewa trzykrotnie zamachuje się
siekierą na jałowe drzewo, a drugi wieśniak obok stojący broni:
ne sijeći, rodiće ; nie siecz, będzie rodziło. Po tej ceremonii
drzewo z wszelką pewnością obrodzi. (Krauss, Volksglaube und
— 108 —

Wymuszanie urodzaju na drzewach owocowych

religiöser Brauch der Südslaven, str. 33. Frazer, The Golden
Bough, I, The Magic Art, 11, 21). W Ucria na Sycylii w Wielką
Sobotę chce gospodarz ściąć drzewo, lecz towarzysz jego broni
je i drzewo odtąd zaczyna rodzić. (Sébillot, Le paganisme con­
temporain, 253. Frazer, The Golden Bough, 1. The Magic Art,
II, 22). Podobnież dzieje się w Abbruzzach w dzień św. Jana
nad ranem i w Armenii. Na Lesbos, jeśli drzewo pomarańczowe
lub cytrynowe nie niesie owoców, gospodarz bierze czasami
lustro, ustawia je przed drzewem, sam zaś zamierza się siekierą
w kierunku odbitego w lustrze drzewa, krzycząc z gniewem
„Nieś owoce lub cię zetnę“. Ale nawet poza granicami szczepu
aryjskiego zwyczaj ten napotykamy. W Estonii wieśniak nad
ranem ubrany tylko w koszulę, dopełnia tej czynnej groźby.
We wschodnich Indyach Malajowie hodują drzewo durian, da­
jące dobre, choć nieprzyjemnie pachnące owoce. Kolo Jugra
w Selangorze, gdy drzewo to źle obrodzi, w pewnym oznaczo­
nym dniu gromadzi się cała wieś; jeden z czarowników miejsco­
wych bierze siekierę i kilkakrotnie uderza najmniej płodne
drzewo mówiąc: „Chcesz rodzić, czy nie? Jeśli nie, to cię zetnę“.
Na to odpowiada ktoś z drzewa magortin (gdyż drzewo durian
wysyła pierwsze gałęzie na znacznej dopiero wysokości, tak, że
wspiąć się na nie niepodobna) „Tak, już będę rodziło, proszę
cię, byś mnie nie ścinał“. Podobnież i w Japonii na groźby
ścięcia drzewa przyrzeka ktoś, siedzący między gałęziami, że
drzewo będzie obficie rodziło. (Frazer, The Golden Bogh, 1. The
Magic Art II, 21, 22).
Nie łączymy bynajmniej wszystkich tych przykładów osta­
tnio przytoczonych w jedną całość i nie wyprowadzamy ich
z jednego źródła: byłoby to niewłaściwe. Przypuszczać należy,
że zwyczaje te rozwinęły się niezależnie od siebie w różnych
punktach świata; rozwój tego zwyczaju w Europie tłumaczyć
należy istnieniem tamże szeregu zwyczajów co do drzew owo­
cowych, mających na celu wymuszenie ich urodzajności,
a w pierwszym rzędzie bicia drzew, które samo przez się jest
pojmowane częstokroć jako groźba. Pierwotnie jednak inne ma
ono znaczenie. Widzimy, że oprócz kija, używa się często do
tego celu i narzędzi rolniczych, gałązek itp., więc nie idzie tu
o ból, któryby drzewu można zadać, tylko o samo uderzenie;
czy ono jest lekkie, czy silne, to rzecz drugorzędna. Ale nie
tylko drzewa bije się w tym samym dniu — czasami stosuje
— 109 -

Jan Stanisław Bystrofi

się to i do ludzi. Tak np. w Rhôngebirge w dzień niewiniątek
dzieci biją prętem każdego dorosłego na ulicy, ażeby go zmu­
sić do daru — a równocześnie bije się także i drzewa. (Mannhardt, Antike Wald- und Feldkulte, I, 276). W Macedonii w dniu
Nowego Roku, gdy dzwonią na ranną mszę, dzieci biją wszyst­
kich gałązkami, krzycząc: „Niech święty Bazyli da wam dużo
pszenicy, dużo żyta, dużo dzieci“ — za to obdarza się je orze­
chami, figami itp. (Abbott, Macedonian Folklore, 81). Mordowcy
w Carevokoksajsk podobnież wypędzają „szajtana“, bijąc mury,
ławki, kizesła i piece w każdym domu. Być może, że zwyczaj
ten powstał pod wpływem wielkoruskim, ' choć mógł też po­
wstać zupełnie niezależnie. (Smirnov-Boyer, Les populations
finnoises des bassins de la Volga et de la Kama, 1898, I, 187).
W innych chwilach, choć wyłącznie na wiosnę, spotykamy ten
zwyczaj w Polsce, gdzie w niektórych okolicach podczas Śmi­
gusa bije się też gałązkami wierzbowemi. Zwyczaj ten tak czę­
sty jest w Palmową niedzielę, zwą ją gdzieniegdzie wierzbną —
werbna na Rusi, gdzie mówią przytem; Ne ja bju, werba bje,
za tyżdeń wełykdeń. Bydło po raz pierwszy wychodzące na pa­
szę bije się gałązkami wierzbowemi. W Niemczech w Wielki
tydzień dzieci biją gałązkami dorosłych, oczekując za to datku;
byłem sam świadkiem tego zwyczaju na Śląsku opawskim’
Ogromną ilość podobnych przykładów przytacza Mannhardt
(Wald- und Feldkulte 1. 251-303, Der Schlag mit der Lebensrute). Zwyczaj ten stoi w ścisłym związku z szeregiem podo­
bnych zwyczajów, mających swe źródło w poglądach na naturę:
gałązki w tym zwyczaju, który opisujemy, nasz gaiczek, maiczek
niemiecki Maibaum, także we Francyi częsty, t. zw. mai d’aout,
Erntemai, gałąź zatknięta na ostatnim snopie, souche de Noël,’
Yule Aog, Weihnachtsbaum, bandjak — wszystko to są symbole
wegetacyjne, mające podnosić urodzajność pól i drzew, lub też
zabezpieczyć zdrowie ludziom. W ten też sposób należy bicie
drzew objaśnić, jako symboliczne ich ożywianie i podnoszenie
ich płodności. Dołączają się tu częstokroć groźby — jestto już
oczywiście późniejszy dodatek, skoro zatracono sens zwyczaju
i pojmowano go jako strofowanie drzew biciem. Więc i groźby
samorodne zresztą, jak widzieliśmy wSelangorze i Japonii —
wkrótce się tu dołączyły, tak, że dziś w poszczególnych wy­
padkach trudno określić, czy mamy tu do czynienia wyłącznie
z groźbą, czy też w biciu upatrywać należy szczątek pierwo— 110 —

Wymuszanie urodzaju na drzewach owocowych

tnych zwyczajów wiosennych. Dlatego też przykład ten może
być pouczający dla metodyki badań folklorystycznych. Mamy tu
do czynienia bezwątpienia z rzeczywistością historyczną, ale
musimy się ograniczyć do nakreślenia ogólnych linii rozwoju,
posługując się ku temu celowi przedewszystkiem porównaniem.
Nie możemy z wszelką pewnością określić pochodzenia tego
lub owego zwyczaju, jestto niemożliwe z powodu braku źródeł
dokładnych i wątpliwości terenu, skoro wkraczamy w czasy
dawniejsze. A zresztą, choćbyśmy nawet zdołali to uczynić ilość
włożonego w to wysiłku nie stałaby w odpowiednim stosunku
do rezultatów; stąd więc i praktyczne względy nakazują nam
ograniczenie się do określenia znaczenia zwyczaju, jego części
składowych i najogólniejszego szkicu rozwoju historycznego, tj.
rozpowszechnienia, łączenia się z innymi zwyczajami, wreszcie
wypaczenia i zaniku.
Paryż, 1912.

— 111

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.