c2aa8e83e34806f7f19aafa02d810a6d.pdf
Media
Part of Wesele w Przyborowie, parafii szczepanowskiej / Lud, 1908, t. 14
- extracted text
-
— 253 dzirgać się — chwytać się
czuchać — myć, szurować
dziopa — dziewczyna
duchan — tytoń
fras — dyabeł
fryśno — prędko
gzić się — biegać (tak mówią o krowach, gdy biegają w czasie
skwarnego lata)
guzdrać się — bardzo pomału robić
hałęga — gałąź
ket — kiedy, gdy
kapać — biedować
lapsnąć — upaść
łogosz — ulicznik
łojnąć — uderzyć
niedojda — nie zdolny do niczego
ohabić — zostawić
odrajdać — zgubić
ściżyć — naglić
laptać — bajczyć
styrżeć — wystawać
tłoić — mieć pragnienie
wanat — próżniak
wyplizić — wystawić (n. język)
wyhad — grymas
przeklusieć — przecierpieć
porańdać — sparaliżować
puczyć — gnieść
żywan — człowiek grubijański.
Kołomyja, w listopadzie 1906.
Wesele w Przyborowie, parafii szczepanowskiej,
podał
Kazimierz Kaczmarczyk.
Raz się ujrzeli i już ich serca na zawsze do siebie należą.
Niema tu tego. Poznają się na odpuście, przy pracy w polu,
w kościele lub przy innej sposobności. Lubią się nawzajem,
— 254
czują skłonność ku sobie, ale żyć mogą też bez siebie. Gorą
cej miłości, egzaltacyi niema. Uroda pociąga, ale niemniej waż
nym warunkiem jest majątek. „Kawaler“ też przeważnie już od
dłuższego czasu plany układa, jeżeli się ma z dziewczyną że
nić. Z zamiarami swymi najpierw zwierza się przed ojcem lub
matką, na dziewczynę daje pozór, stara się jej przypodobać,
częściej się z nią stykać i rozmawiać. Kiedy jest mniej więcej
pewny, że dziewczyna go lubi i nie odrzuci, wybiera się zazwy
czaj z zaufanym sąsiadem lub krewnym, w braku tych z ojcem
na „zaloty“, do domu przyszłej. Wszystko naturalnie dzieje się
z „wiedzą ojców“. Biorą ze sobą „poczęstunek“, który stanowi
wódka i wino, rzadziej zaś piwo. Czasem kawaler wpierw sam
chodzi do rodziców dziewczyny z napiwkiem, a dopiero póź
niej idzie z ojcem lub sąsiadem, by się ojcowie umówili o „wiano“.
Młodzi w czasie targów zajęci są zwykle rozmową. Ustną ugodę
powtarzają podczas jarmarku lub targu przed notaryuszem w Brze
sku, nie zawsze bowiem mają do siebie zaufanie. Z posagiem
bywa rozmaicie, według zamożności, grunt lub pieniądze otrzy
mują młodzi. Oprócz tego dają rodzice krowy, konie, naczynia
gospodarskie na zagospodarowanie się młodych. Mieszkanie
mają przy rodzicach, lub też często dostają nową chałupę zu
pełnie, którą rodzice już nieraz kilka lat naprzód wybudowali,
przeznaczając ją dla córki lub syna.
Umowa o wiano często jednak nie dojdzie do skutku,
wtedy wszystko na nic, a strona zrywająca wraca koszta za „na
pitek" dobrowolnie lub też zmuszona sądownie lub „zaprzecze
niem ślubu“ przy sposobności.
Kiedy ugoda o majątek przyjdzie do skutku, idą młodzi na
„pacierze" do księdza w Szczepanowie. Jeżeli za pierwszym ra
zem ksiądz przekona się, że młodzi znają najważniejsze zasady
wiary, pacierze skończone. Często jednak zdarza się, że chodzą
po kilka razy obydwoje lub jedno z nich. Obydwoje starają się
odpowiadać jak najlepiej, gdyż w razie niepowodzeń przy pacie
rzach, narażają się młodzi na śmiechy we wsi. Po skończeniu
pacierzy dają na ślub i zapowiedzi; koszta ponosi „pan młody“.
W czasie zapowiedzi, głoszonych na sumie przez trzy nie
dziele powiadają na wsi:
„On szeroki, ona szersza,
To zapowiedź pierwsza.
On długi, ona gruba,
— 255
To zapowiedź druga.
On prosty, ona z waszecia
To zapowiedź trzecia“.
W ciągu lub po zapowiedziach oznaczają termin wesela,
które odbywa się przeważnie w pierwszy dzień u panny mło
dej, w drugi u pana młodego, a rzadziej przez obydwa dnie
u panny młodej, jeśli nowożeńcy nie są z tejsamej wsi.
Spraszanie gości weselnych należy do pana i panny mło
dej, którzy też w tym celu chodzą do sąsiadów, przyjmowani
gościnnie, gdyż zaproszenie na wesele należy do zaszczytów, o któ
re się często ubiegają. Pierwsze miejsce między weselnymi ma
starosta i starościna, jego żona jego też najpierw zapraszają, idąc
z piwem lub wódką. Jeżeli zgodzi się być za starostę, ma obo
wiązek postarać na czas wesela o wóz i woźnicę. Starostów
jest zwykle dwóch. Do pana młodego należy teraz zmówić so
bie „nąjbliższego drużbę“ i dalszych; wszystkich jest zazwyczaj
trzech, jak również i drużek, których razem z „najbliższą druchną“ jest tyle, co i druchów. Drużki zmawia panna młoda. Do
stojników tych weselnych wybierają z pośród najbardziej znajo
mych kolegów i koleżanek. Muzykę zmawia najbliższy drużba.
Muzykę stanowi: „pierwszy skrzypek“, „sekundant“, „klarneci
sta“ i „basista“.
Dzień przed ślubem wieczorem zbierają się „skrzypkowie“
i drużbowie u najbliższego na tak zwaną „dobranoc“ Od niego
udają się wszyscy do starosty, gdzie przepędziwszy na tańcach
dwie godziny, idą do pana młodego, a od tego razem już pó
źno w nocy lub nad ranem do panny młodej, u której są już
wszystkie druchny obecne, ubrane w bieli. Tu każda druchna przy
pina swemu drużbie bukiet do kapelusza, składający się z wstążki
i mirtu, panna młoda przypina panu młodemu. Najbliższa dru
chna przypina bukiet staroście, skrzypkom i braciom lub blizkim krewnym pana i pani młodej, jeżeli ci nie są drużbami.
Po przypięciu bubiektów drużki i pani młoda idą do „ku.
mory“ gdzie pani młoda płacze, najbliższa zaś drużka stojąc
we drzwiach z „wiechą“ zrobioną z drzewka małego, na którem
powieszano wstążki, orzechy, pomarańcze i bukiety, śpiewa:
„Z wieczora ja jabłoneczkę wsadziła,
Z wieczora się jabłoneczka przyjęła ;
Już też mojej jabłoneczce rok mija,
256 —
Już się moja jabłoneczka rozwija;
Już też mojej jabłoneczce dwie lecie,
Bo na mojej jabłoneczce są kwiecie.
Już też mojej jabłoneczce trzy lata,
Bo na mojej jabłoneczce są jabłka.
Nie wydam ja mojej córki „lelije“,
Jeszcze do mnie pan starosta nie pije;
Nie wydam ja mojej córki cyprysa,
Jeszcze do mnie starościna nie wyszła;
Nie wydam ja swojej córki „lelije“,
Jeszcze do mnie pan najbliższy nie pije;
Nie wydam ja mojej córki, nie wydam,
Póki do mnie muzykanci nie wyjdą“.
Teraz stara się wyprowadzić najbliższy drużba pannę młodą
z komory, ale ta nie chce z nim iść. Drużba na to wyrębuje
drzwi, aby się mogła przecisnąć, polewa podłogę wodą, by się
prędzej ślizgała. Potem zaś wyprowadza po jednej drużce za
rękę z komory przed starostę i pyta, ,,cy bedzie ta?“ Starosta
odpowiada: „jesce nie ta“. Przy drużce najbliższej starosta po
wiada: „podobna, ale jesce nie ta“. Teraz idzie już po panią
młodą, przyprowadza ją do stołu, gdzie starosta powiada, że
już ta. Nim przychodzi do błogosławieństwa rozgrywa, się jesz
cze przedtem targowanie się starosty z najbliższą drużką o wie
chę. Starosta bowiem trzymając w ręku prostą gałąź lub
drzewko świerkowe chce je zamienić z najbliższą drużką na wie
chę. Nie chcą sobie nawzajem ustąpić, a drużką mówi wtedy:
„Panie starościu, nie będziemy się targować, bo nie będziemy
krowy ani konia kupować“. Na to odpowiada starosta, że jego
wiecha ładniejsza. Drużką jednak nie daje się zbić z tropu i od
powiada :
„Nieprawda, bo moja taka i siaka,
A pana starosty wszystka jednaka.
Panie starościu, do mojej wiechy chłopcy się śmieją.
Panie starościu, com się na to nazbierała,
Tom siedem par butów styrała,
Panie starościu, jakem na tę ruszczkę zbierała,
To mnie baba z pociośkiem ścigała.
Panie starościu, jescem się tego nie tyle bała,
Zęby mie zbiła, alem się tego bała,
— 257 —
Zęby mnie nie posmoliła,
Panie starościu, nim ja do tej ruszczki usiadła,
Tom pieczonego chleba zjadła.
Panie starościu, nim ja tę ruszczkę uwiła
Tom siedem beczek piwa wypiła“.
Na tak długie przemówienie drużki kładzie starosta talary
z rzepy i marchwi na stole.
Na to drużka:
„Panie starościu, położ dukata,
Bo ja nie sierota.
Panie starościu, przejdź się od ławy do ławy
I połóż dwa talary.
Panie starościu, połóż franie i banie,
Zachulamy sobie za nie,
Panie starościu, połóż,
Pojedziemy w podróż.
Panie starościu jeszcze więcej,
Bo jeszcze nie brzęczy,
Panie starościu, bo czas się kroci,
Pani młoda się smuci“.
Na to przychodzi już do zgody, starosta daje talara, a drużka
daje mu wiechę, swoją zaś rzuca starosta za piec.
Teraz następuje już błogosławieństwo. Na stole leży bo
chenek chleba, na nim kukiełka pod obrusem białym. Na Chle
bie kładą ręce pan młody, pani młoda, starosta, starościna, druż
ba i drużka najbliższa, po czem ta ostatnia śpiewa:
Błogosławże ją, Jezusie,
Od tej kochanej mamusie,
Błogosławcie ją, ściany,
Od tej matusi kochanej
Błogosławcie ją, progi,
Od tej matusi ubogiej,
Błogosławcie, ją ojcowie,
Ostatni wianek na głowie.
Błogosławcie ją, sąsiedzi,
Dopóki tutaj, siedzi,
Błogosławcie ją, sąsiady,
Którzyście na nią nieradzi,
— 258 —
Błogosławcie ją, drużbowie,
Ostatni wianek na głowie,
Błogosławcie ją druchneczki
Jej na głowie wstążeczki.
W porządku tym, jak najbliższa śpiewa, błogosławią ją wszy
scy. Przy tej sposobności wymowniejsi przemawiają dłuższe
słowa, mniej zaś wymowni poprzestają na zrobieniu krzyża nad
rękoma młodych.
A kiedy najbliższa śpiewa:
„Przełaśże Maryś progi,
Uchyć matusię za nogi.“
pani młoda całuje ojca i matkę w ręce.
Kukiełka leżąca na stole należy się basiście, on też zaraz
ją bierze po błogosławieństwie, a biorąc mówi:
„Niech cię Bóg błogosławi
i ja cię tą kukiełką błogosławię.“
Bochenek chleba zabiera ze sobą najbliższa do kościoła,
ofiarując go grubarzowi, po ślubie zaś młodzi kosztują go po
odrobinie.
Wszyscy wychodzą z izby na dwór, muzyka gra, a cały
orszak weselny wsiada na wozy. Woźnica siada na konie, cią
gnące wóz,, drużbowie siedzą na własnych. Kiedy już wszyscy
mają ruszyć z miejsca, ojciec lub matka pani młodej kropi wodą
święconą odjeżdżających, pani młoda zaś wyrzuca wtedy słomę
z wozu, aby jej rówieśniczki prędzej wyszły za mąż. Przy sta
rościnie siedzi pani młoda, obok starosta i najbliższa drużka.
Muzyka i reszta gości weselnych siedzi na reszcie wozów. Przed
wozami na przodzie jadą drużbowie, w tyle pan młody i naj
bliższy drużba, jak wyżej wspomniałem, na koniach. Po drodze
muzyka gra, reszta zaś śpiewa. W pobliżu kościoła muzyka ci
chnie, weselni zaś zaczynają śpiewać pieśni: „Witaj królowo
nieba“. Wszyscy obecni są na mszy św. Podczas ślubu niema
specyalnych zwyczajów ani przesądów. Po ślubie opuszczają
kościół, wsiadają na wozy, drużbowie w galopie jadą naprzód.
Woźnica trzaskając z bicza rusza z miejsca, muzyka zaczyna
grać, drużki zaś śpiewają rozmaite śpiewki n. p.:
„Woźnico, woźnico, kierujże koniami,
Byś nas nie wywrócił do góry kołami.“
— 259 —
lub:
„Pan młody, pan młody, daj nam gorzkiej wody,
Będziemy śpiewały twojej pani młodej“.
„Z nasnej starościny dobra gospodyni,
Całemu weselu krzywdy nie uczyni“.
staroście zaś:
„Starosiu, starosiu, wielemozny panie,
Gdzie nase wesele z chorągiewką stanie“.
Przed każdym mostem ginie gdzieś bat, woźnica staje.
Wtedy najbliższy przyjeżdża do drużek i wybiera od nich pie
niądze na bat i daje woźnicy, a ten zacina konie i jedzie daiej.
Jest też w zwyczaju, że na mostkach trzymają warty chłopacy,
dopiero starosta częstuje ich wódką i okupuje w ten sposób
wszystkich, aby jechać mogli już bez przeszkody dalej. W po
bliżu domu zaczynają śpiewać:
„Jedziewa, jedziewa, juzmy przyjechali
Jak nie wyjdziecie po nas, pojedziewa dali.
Cyście radzi, cy nie radzi,
Ze się nas tu tyle prowadzi?
Jakeście radzi, otwórzcie,
Jakeście nie radzi, zamknijcie.“
Drużki zaś:
„Drużbowie, drużbowie, wy o nas nie dbacie
Ze nas z tego wozu nie powysadzacie.“
Jeżeli jest to możliwe objeżdżają cztery razy dokoła dom
wszyscy na wozach, woźnica trzaska z bata, a kiedy stanie, wszy
scy wysiadają z wozu, woźnica zaś wypija cztery szklanki piwa,
od każdego konia jednę. Za starostą wchodzi reszta orszaku do
izby, poczem zaczyna się śniadanie. Po skończeniu jedzenia
śpiewają:
„Witaj królowo nieba“,
po której następuje kilka słów początkowych z kolędy:
„Zagrzmiała, rumiała Betleem ziemia“,
wszyscy chwytają się do tańca, na czele woźnica z starościną,
starosta z żoną woźnicy, „najbliższy“ z „najbliższą“ itd.
Pierwszą pieśń rozpoczyna woźnica:
„Moja starościno, pójdź do mnie tańcować,
Nie będziemy umieć, będziemy próbować.
— 260 —
Moi starościnie tąniec bardzo służy
Rozcerwieniła sie kiejby krzacek róży“.
Starosta śpiewa, tańcząc z żoną woźnicy:
„A ja swoi Zosi to se kupię cosi
Włożę do kosyka, niechże Zosia nosi.
Trzeci z rzędu tańczy najbliższy z najbliższą i śpiewa z nią
naprzemian:
On. Na środku pola
Stoi topola,
Powićdze mi, moja miła,
Cy bedzies moja?
Ona. Nie umiem wiedzieć,
Jak ci powiedzieć,
Bo ja młoda,
Jak jagoda,
Nie umiem robić.
On. Chocia królewic,
A musi robić,
Chodzi po sięni,
Ręce w kiesęni,
Pocekaj na mnie,
Choć do jęsięni.
Ona. Cózes ty za pąn,
Co cie cekać mąm.
Nimas żadnej majętności,
Capa barania.
On. Tyś co za pani z majętnościami?
Nimas żadnej majętności,
Wiąnek ruciany.
Ona. Nad moim wiankiem organy grają,
A nad twoją baranicą wrony krakają.
Tańczy i pan młody, śpiewając przytem przed muzyką:
Ozeniułem się, niechże ta, niechże ta,
Chociaż ta nieładna, bedzię ta, będzie ta,
Juzem się ożenił, juz na wieki amen
Juzem się utopił, jak we wodzie kamień.
Po tych przedwstępnych tańcach i śpiewach, idą spraszać
sąsiadów i krewnych na wesele. Jeżeli zbliża się sąsiad który
— 261 —
ku domowi, wychodzi naprzeciw niego na podwórzec muzyka
z całym orszakiem, drużbowie klaskają w ręce, bębnią na ko
newkach i cebrzykach i wśród śpiewów wprowadzają gościa do
izby, sadowią za stołem i goszczą. Po drodze rzuca gość kilka
centów muzyce do basów, „kaśką“ przez weselników zwanych.
Do późnego wieczora tańczą i bawią się.
Wieczorem następują „cepiny“. Najbliższy odpina panu
młodemu bukiet, najbliższa pani młodej. Starościna sadza panią
młodą na krześle i kładzie na jej głowie „cepek“. Wśród tego
śpiewają drużki i inne kobiety, znajdujące się w izbie, znane po
wszechnie :
„Chmielu, chmielu, rozkoszne liście,
Wzięliście Hanusię, zacepiliście“ i t. d.
Przy tej sposobności wyśpiewują całe szeregi okoliczno
ściowych pieśni, jak:
„Nasa pani młoda poźrej do powały,
Zęby twoje dzieci siwe ocka miały.“
Starościna prowadzi teraz panią młodą przed skrzypków,
tańczy z nią i śpiewa:
„Przypatrzcie się ludzie,
Jak jej ładnie w cubie,
Przypatrzcie się i wy w sięni,
Zebyście se taką wzięni,
Juz to nie Hanusia, tylko se niewiasta,
Weźmie se kosycek i pójdzie do miasta“.
Drużki tańczą same i śpiewają, a z czasem najbliższy bierze do tańca matkę pani młodej i śpiewa:
„Wesele się końcy,
Matusia nie tańcy,
Nie bedzie wiedziała,
Ze córkę wydała“.
Na to hasło bierze każdy swoję i tańczą dalej mężczyźni
i kobiety już razem, podczas gdy przy cepinach tańcą same ko
biety, czasem tylko który z drużbów, wdziawszy spódnicę jako
intruz tańczy razem.
Jeżeli wesele trwa dwa dni, czepiny odbywają się dopiero
w drugi dzień wieczorem. Goście zaś nad ranem rozchodzą się
Lud. Rocznik XIV.
18
— 262 —
do domów, lub mając daleko, śpią w domu weselnym zazwy
czaj na słomie, przyniesionej do izby, lub w stodole, jeśli we
sele odbywa się w lecie. Jeżeli wesele się kończy i goście opu
szczają dom, wychodzi pierwszy starosta, pożegnawszy się wpierw
ze wszystkimi, odprowadzony przez muzykę, w jego dopiero
ślady idzie reszta gości weselnych. Ostatni z placu ustępują
drużbowie i drużki.
W następującą niedzielę odbywają się zazwyczaj po niesz
porach „poprawiny“ z „muzyką“ lub „bez muzyki“. Ci sami
goście schodzą się i tańczą, jak wśród wesela, a czasami popra
winy przeciągają się aż do południa w poniedziałek.
Pieśni dziewcząt jurgowskich na Spiżu
przez
Józefa Stokłosę.
Wszystkie piosenki oddałem w dosłownem brzmieniu narze
cza miejscowego. Zachować je było łatwo, gdyż wszystkie były
napisane przez góralki. Usunąłem tylko pisownię słowackoczęską, a starałem się zachować właściwą narzeczu.
Twórczość miejscowa nie stworzyła wcale odrębnych pio
snek. Pobliże Galicyi, Słowaczyzny, oraz zlewanie się Rusinów
z ludnością wpłynęły na zanik tejże. Natomiast napływowe
piosnki otrzymują zabarwienie miejscowe.
Z przytoczonych pieśni przebija się najoczywiściej wpływ
polski. Prócz kilku o silniejszem zabarwieniu słowackiem, mimo
że z niem walczy silnie wpływ polski, reszta to przeważnie kra
kowiaki lub polki, przeniesione na Spiż, lecz o treści nieco
zmienionej. Natomiast śmiało można twierdzić, iż pieśń kościelną
opanowali Słowacy, względnie wyrugowali polską, wdzierając
się powoli do pieśni zwyczajnych.
Podłoże wpływu polskiego stanowią dwa względy: histo
ryczny i geograficzno-etniczny.
Przez kilkowiekową przynależność do Polski Spiż wraz
z całą okolicą Tatr oraz Karpat od Pienin aż po Babią górę
wytworzył skutkiem podobnych warunków życia, upodobań, miej
scowych stosunków społeczno-politycznych i wogole kultury
góralskiej prawie jednolity typ społeczności góralskiej, jakby
