55b9b7e8814da455343f1c1151316df2.pdf

Media

Part of Muszyna w powiecie Nowo-Sądeckim / Lud, 1908, t. 14

extracted text
— 246 —
Lubomirskiego „Rozmów Artaksesa i Ewandra“ (1694.) ustęp :
„Tylko tego czekać, żeby litery, wziąwszy duszę, albo skakały
jeszcze po arkuszu, albo z tym w tykwy poszły, co je czyta“
i w uw. 4. objaśnia : „w tykwy pójść = zacząć bójkę“. Wi­
docznie to humorystyczny zwrot przysł., oparty na przystoso­
waniu słowa tykać do tykwy.
197. Uciekać. Dod. z Załuskiego Z R 111. Addit. 2.: „ucie­
kała chyża, | Jako pokusa, gdy się zlęknie krzyża“.
198. Umarły 4. (i 2.) Prw. Appendix gnotnicam, wyd. przez
L. Sternbacha (RAU XX., 44. pod 1. 110.): „'hyapicrrov
evepyéreiv Kai veKpov pvpi^eiv e’v íau) Keirai“. Tosamo podają
Excerpta Parisina (tamże s. 69. pod 1. 2.) jako zdanie Plutarchosa, któremu też pod 1. 23. przypisano tu odmiankę: „ Oirre
trapa verpov ópi\íav oirre Trapa (f>i\apyvpov §eT yápiv éiriQtjreiv“.

199. Umrzeć 11. (prw. Młody 27. i 33.). Taksamo Tyrol­
czyk mówi: „Di Alta müassan und die Junga kónda stearba"
(ZUU Vil., 201). — Dod. z Wisły VIII., 264.: „Kto dla kogo
stworzony, to dla tego umrze“.
200. Umykać. Dod. z „Wieczoru cz. przypadków peruki“
J. I. Kraszewskiego (Noworocznik litew. 1831., 294.): „Zmykał,
jak najęty“, zwrot znany powszechnie. — Dod. z Szopki krak.
1. 5.: „Umyka... jak zmyty“.
Dr. Franciszek Rrcek.

Muszyna w powiecie Nowo-Sądeckim.
Napisał

Fr. J. Tryszczyła.
1. Położenie miasteczka.
Jadąc do Krynicy, perły naszych zdrojowisk polskich, prze­
jeżdża się przez małe miasteczko Muszynę. Leży Muszyna w ko­
tlince, będącej przedłużeniem doliny „Spiskiej“, w miejscu, gdzie
Poprad robi przełom wśród Karpat. Miasteczko otoczone wzgó­
rzami, a z dwóch stron wyższemi pasemkami Karpat, jak „Malnikiem“ i „Kodziejówką“ (nazwy miejscowe).

— 247 —
Posłuchajmy, jak położenie miasteczka określa wiersz lu­
dowy, tamże śpiewany:
„Muszyna miasteczko leży przy Popradzie,
Pomiędzy górami swe łożysko kładzie.
A tam dalej jest kościół Józefa świętego,
Załuski, Trzebicki1) fundatorzy jego.
A za tym kościołem cmentarz poświęcany,
Zaś na górze „Malnik“ jest krzyż malowany.“

MUSZYNA.

Tuż nad samym Popradem wznosi się pasemko górskie,
dość strome, pokryte dołem leszczyną i olchą, górą zaś sosną
i jodłą. Na szczycie tego pasma, skąd roztacza się wspaniały
widok, wznoszą się ruiny starego zamczyska, zwanego „Pollach“
Omszone mury zdają się wskazywać, że już kilka wieków na
niem zdrzemało. Zamek ten rzeczywiście sięga bardzo dawnych
czasów; wytrzymał on wiele napadów nieprzyjaciół, jak Szwe­
dów i innych ludów. Ciekawe są legendy o tym zamku, krążące
między tamtejszym ludem.
4 Biskupi krakowscy.

— 248 —
2. Legendy.
W tern miasteczku jakoteż i w samym zamku mieszkali
ludzie tak wielcy, że gdy n. p. jeden mężczyzna stanął na wierz­
chołku góry „Malnik“, a drugi na górze „Kodziejówce“, (odle­
głość jednej góry od drugiej wynosi w przzbliżeniu 200—250 m)
to wzajemnie mogli sobie podać ręce. Ludzie ci umieli mówić
po łacinie tak dobrze, jak sam biskup. (Czyżby to mieli być
jeszcze Rzymianie)?
Druga legenda o samym zamku „Pollach“.
Oto według wersyi, krążącej między ludem, ma się znaj­
dować w tern zamczysku dwoje skamieniałych dzieci: chłopczyk
i dziewczynka. Chłopczyk ma na palcu pierścień, wysadzany bry­
lantami, dziewczynka zaś paciorki z pereł. W ogromnej sali, do
której prowadzą żelazne drzwi (drzwi te widoczne jeszcze przed
kilku laty, dziś zawalone) jest „zaklęte wojsko“. Gdy w nie­
dzielę palmową podczas procesyi ksiądz trzy razy uderzy krzy­
żem w główne drzwi kościelne, obróci się nieco pierścień chłopca,
otwierają się żelazne drzwi, zaklęci rycerze odzyskują mowę,
zasiadają do stołu, pełnego najwykwintniejszych potraw i ucz­
tują, w czem usługuje im owa dzieweczka w perłowych pacior­
kach. Uczta trwa dość krótko; po niedzieli palmowej, znowu
wszystko kamienieje. Tak powtarza się co roku, dopóki „pier­
ścień brylantowy“ chłopcu skamieniałemu nie zsunie się z palca.
Gdy to nastąpi, rycerze odkamienieją, staną pod dowództwem
chłopca, połączą się ze „śpiącem wojskiem w Tatrach“, stoczą
okrutną walkę z Moskalami i odbiorą Polskę. Wtedy owa dziew­
czynka ofiaruje każdemu rycerzowi jedną perłę na pamiątkę wy­
bawienia ojczyzny.
3. „Czarny Wir“ w Muszynie.
Wspaniałą wstęgą płynie Poprad dość wartko. Pod samym
zamkiem od wschodniej strony przyjmuje małą rzeczułkę „Muszynkę“, od strony zaś północnej niebezpieczny „Szczawniczek“.
Następnie zwraca się nieco Poprad w stronę węgierską, potem
rozlewa się na niewielkiej przestrzeni, gdzie płynie wolno w miej­
scu, zwanem „Mikową“. Otóż tu znajduje się ów słynny w oko­
licy „Czarny Wir“. Rzeczywiście woda w tern miejscu obraca się,
kotłuje, a ma być tak głęboka, że ustawione dwa kościoły je-

— 249 —
den na drugim nakryłyby się. O północy wychodzą z tej głę­
biny topielce i panny wodne; słychać wtedy śmiechy, klaskanie
rękami, płacz i jęk, wołanie o ratunek. Topielce te i panny wo­
dne wychodzą na brzeg, bawią się, zwodzą ludzi, których to­
pią. Jeżeliby wtedy szedł człowiek i ujrzał topielca lub wodną
pannę, zaraz ma uciekać na orne pole, bo one tam nie mają
do niego przystępu (waloru). Jak wieść gminna niesie, mają być
w tej głębinie wspaniałe pałace i mnóstwo skarbów.
4. Ubiór tamtejszych kobiet
Nie będę się tu rozwodził osobno nad ubiorem mężczyzn,
bo ci już dawno przyjęli strój tandetny, lecz warto wspomnieć
o ubiorze kobiet, noszą­
cych tak zwane „chustki
czepione“. W miastecz­
ku są dwie lub trzy ko­
biety, czepiące wszystkim
prawie mieszczankom
owe chustki, od czepie­
nia których płaci się
10 ct. Czepienie odbywa
się mniej więcej w ten
sposób: Kobieta, której
ma się zaczepić chustkę,
siada na krześle. Włosy
musi mieć stosownie uczesane. Chustka zrobio­
na jest z tiulu białego
lub mułu, a kosztuje od
4 — 6 zł. Dość wielki
kawałek tiulu w kształ­
cie kwadratu, którego
dwa końce są obszyte
koronką, składa się w
krzyż tak, aby końce z
koronką przylegały do
siebie. Końce te spina się szpilką. Teraz składa się ten tiul w kil­
ka fałd tak, aby owe końce z koronką wystawały przynajmniej na
P/2 dm. Następnie przykłada czepiarka tak przygotowany tiul

— 250 —
do czoła siedzącej, obwija głowę końcami bez koronek, które
mają zostać w tyle i utworzyć na czole „czubę", którą spina
się szpilkami. Po bokach czuby daje się drobne kwiaty białej,
czerwonej, lub niebieskiej barwy. Tak zaczepioną chustkę noszą
mieszczanki na wielkie święta lub w niedzielę.
Zwyczaje tamtejszego ludu. Potrawy.
Każda niemal miejscowość w Polsce, czyto wioska czy
miasteczko ma swoje lokalne zwyczaje, objawiające się jużto
w ubiorze, w specyalnych potrawach, już też w przesądach.
O ubiorze wspomniałem już krótko, teraz należałoby opisać
niektóre potrawy, będące specyalnością tamtejszych mieszkań­
ców. Do charakterystycznych potraw należą: bulaniki, kluski
ziemiaczane, bobalki i dziady. Po krotce przedstawię sposób ro­
bienia każdej potrawy.
Bulaniki. Oskrobane ziemiaki surowe trze się na tarełku,
potem nakłada się na liść z kapusty trochę owych tartych ziemiaków, robi się na niem placek, a ten wsadza się do pieca.
W piecu trzyma się 25—30 minut. Po wyjęciu smaruje się świeżem masłem i je się.
Kluski ziemniaczane. Bierze się jak poprzednio tarte zie­
miaki i wyciska się z nich wodę do osobnego naczynia. Woda
ta ziemiaczana musi jakiś czas stać, aż opadnie na dno mączka
czyli skrobia. Następnie wodę się zlewa, a biały osad miesza
się z tartymi ziemiakami. Z tej mieszaniny robi się małe kulki,
które rzuca się na wrzącą wodę i gotuje się 35 — 40 minut. Po
wyjęciu i ostudzeniu polewa się smażonem masłem.
Bobalki. Do zwykłej, pszennej mąki daje się 2—3 jaj za­
leżnie od ilości; robi się ciasto, a z niego walcowate kluski,
które się suszy. Po wysuszeniu rzuca się na wrzącą wodę. Po
wyjęciu i ostudzeniu polewa się miodem.
Dziady. Mąkę przygotowuje się tak, jak do bobalków, z tą
tylko różnicą, że zarabia się nie wodą, lecz mlekiem. Z ciasta
robi się dość wielkie, grube płaty, które rzuca się na kipiącą
wodę. Po wyjęciu polewa się świeżem masłem i posypuje serem.
Wierzenia i przesądy.
Jak w innych okolicach, tak i tu ma lud swe gusła, któ­
rym przypisuje nadzwyczajne znaczenie. I tak:

— 251 —
1. Gdy ktoś z domowników znajdzie kawałek podkowy
i przybije ją na drzwiach, w tym domu będzie więlkie szczęście.
2. W piątek nigdy nie należy udawać się w podróż, bo
z pewnością spotka człowieka coś złego.
3. Do starego domu nie należy dobudowywać, boby kto
umarł w rodzinie.
4. Jak się komuś zrobi „jęczmień“ pod okiem, trzeba wziąć
7 ziarnek jęczmienia, stanąć tyłem do pieca i siedm razy rzu­
cić owe ziarnka na piec, potem trzy razy się przeżegnać, a ję­
czmień pewnie zginie.
5. Jak kogo głowa boli, mówią, że ma „uroki“. Trzeba
więc te „uroki“ zrucić (według tamtego języka).
W tym celu bierze się szklankę zimnej wody, do niej rzuca
się 9 żarzących węgli, licząc wspak to zn. od 9 do jednego. Je­
żeli dużo węgli opadło na dno szklanki, to jest silny ból. Wody
tej trzeba się trzy razy napić, a głowę obmyć, czy według tam­
tejszego języka „pociapkać“.
6. Jeżeli się piecze chleb, nie śmie wejść do izby inna go­
spodyni, boby się chleb nie udał, ponieważ go „urzekła“.
7. Wielką wagę przywiązują do wigilii przed Bożem Na­
rodzeniem i Nowym Rokiem. Kto w tym dniu pierwszy wejdzie
do domu innego gospodarza, mówią, że on ten dom „pod­
szedł“, a pod tym wyrazem rozumieją to, czy za jego „podej­
ściem“ będzie się dobrze powodziło temu gospodarzowi, czy nie.
8. W czasie wieczerzy wigilijnej kładą pod każdą potrawę
opłatek. Jeżeli opłatek przyczepi się do miski, to znak, że bę­
dzie urodzaj na ten gatunek zboża, z jakiego potrawa jest zro­
bioną; n. p. jeżeli to są pirogi, to na pszenicę.
9. W wigilię Bożego Narodzenia zamyka się stajnie na noc,
by czarownice nie przyszły krowom odebrać mleka. W tym dniu
mają one jeździć na łopacie od domu do domu.
10. Podczas gotowania wieczerzy wigilijnej, trzeba się ob­
myć w misce, do której dodaje się srebrny pieniądz, to cały
rok będzie się zdrowym.
11. Gdy sikorka zaglądnie do okna, napewno przyjedzie
gość.
12. Gdy na dachu jakiegoś domu znajdzie się kruk, to
w tym domu musi ktoś umrzeć do tygodnia.
13. Jeżeli ktoś w czasie jedzenia uderza ostrzem noża o stół,
przywołuje do tego domu biedę.

— 252
14. Gdy ktoś siedzi przy stole i rusza lewą nogą, mówią,
że dyabła kołysze.
15. a) Gdy ktoś kichnie trzy razy w poniedziałek, usłyszy
dobrą nowinę;
b) we wtorek będzie miał wielką szkodę;
c) we środę otrzyma list;
d) we czwartek usłyszy wiadomość o śmierci;
e) w piątek spełnią się mu wszystkie życzenia;
f) w sobotę wszystkie dobre przedsięwzięcia spełzną na
niczem.
16. Gdy mąż opuścił żonę n. p. wyjechał do Ameryki, lub
innego miejsca, lecz bez jej wiedzy i dłuższy czas nie powraca,
żona zaś tęskni za nim, czyli „cnie" się jej, może go sprowa­
dzić, jeżeli weźmie jego stare, białe „eksprymable“ (gacie lub
kalesony), da do młynka domowego tak zw. żarn, będzie obra­
cała kamieniem i mówiła następujące wyrazy:
„Mój młyneczku, obracaj,

A ty Jasiu powracaj!"
Tak trzeba mówić 9 razy. Całą tę czynność trzeba wyko­
nać o 12 godzinie w nocy, a mąż napewno powróci. Tak też
robią i dziewczęta, gdy którą kawaler porzucił.
17 a) Gdy dziewucha kocha młodzieńca, lecz ten nie oka­
zuje jej wzajemnej miłości, trzeba mu dać powąchać specyalnie
uzbieranego ziela, czyli jak tam mówią, trzeba mu „porobić“,
to natychmiast będzie kochał ową dziewczynę.
b) albo: uciąć mu trochę włosów, zawiązać silnie sznu­
reczkiem jedwabnym i schować je w szparze węgła. To trzeba
zrobić, gdy jest pełnia księżyca, aby zawsze był pełen miłości.

Wyrazy używane między tamtejszym ludem.
Bandzior — głębina
bogańcze — trzewiki podarte
bortak - człowiek głupi
burdać — pomierzwić (n. p. włosy na głowie)
bajdać — pleść niestworzone rzeczy
chybaj — chodź tu
chodak — chłopiec
czyrać —• mieniąc

— 253 dzirgać się — chwytać się
czuchać — myć, szurować
dziopa — dziewczyna
duchan — tytoń
fras — dyabeł
fryśno — prędko
gzić się — biegać (tak mówią o krowach, gdy biegają w czasie
skwarnego lata)
guzdrać się — bardzo pomału robić
hałęga — gałąź
ket — kiedy, gdy
kapać — biedować
lapsnąć — upaść
łogosz — ulicznik
łojnąć — uderzyć
niedojda — nie zdolny do niczego
ohabić — zostawić
odrajdać — zgubić
ściżyć — naglić
laptać — bajczyć
styrżeć — wystawać
tłoić — mieć pragnienie
wanat — próżniak
wyplizić — wystawić (n. język)
wyhad — grymas
przeklusieć — przecierpieć
porańdać — sparaliżować
puczyć — gnieść
żywan — człowiek grubijański.
Kołomyja, w listopadzie 1906.

Wesele w Przyborowie, parafii szczepanowskiej,
podał

Kazimierz Kaczmarczyk.
Raz się ujrzeli i już ich serca na zawsze do siebie należą.
Niema tu tego. Poznają się na odpuście, przy pracy w polu,
w kościele lub przy innej sposobności. Lubią się nawzajem,

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.