2574a406b7055de0a396a5996eee30ff.pdf
Media
Part of Dwie baśnie na tle lenorowem z Mikluszowic / Lud, 1908, t. 14
- extracted text
-
181
Dwie baśnie na tle lenorowem z Mikluszowic
powiat Bochnia.
Jedęn żołnierz zakochał się w jedny dziewcynie. Na imię mu
było Jaś, a ony Kasia: Pojechał na wojnę, długo nie było go widać:
Kasia za nięm wciągle płakała, az ji ocy podpuchły; mało co
jadła, ino myślała o swojęm kochanku. Tak, minęło dużo lat.
Dopiero raz w nocy przysed do ni bardzo nierychło kochanek;
długo sie nie bawiuł, ino si ji spytał, cy z nięm pojedzie. Ona
bardzo go lubiła, dlatego nie chciała mu odmówić, wsiadła
z nięm na siwego kąnia i pojechała. Po drodze wciągle pytał
się ji Jaś, cy się nie boi, ale ona mówiła, ze nie, bo z nięm
jedzie. Zęby nie zmarzła, wziena se ze sobą pierzynę. Jechali
razęm długi cas, az przyjechali na cmęntarz i stanęli nad grobęm swiezęm. Jaś chciał, zęby ona wlazła do grobu, ale Kasia
nie chciała i po długięm mówięniu i sprzecce popchnęła go do
grobu i wrzuciła na niego pierzynę. W tęn momęnt zapiał tez
kogut i zięmia sie zatrzasła.
Jedęn Jaś zakochał sie w jedny dziewcynie, który na imię
było Kasia. Ale nie docekał sie wesela, bo wnetki pojechał na
wojnę, a na wojnie umar. Przedtęm jesce pogniewał sie na nię
i powiedział ji, że jak umrze, to bedzie chodziuł do ni w nocy
o dwunasty godzinie, a ona musi mu wyrzucać paciorki z ró
żańca, a jak paciorków braknie, ma mu wynieś pierzynę. Jak
powiedział, tak tez zrobiuł. Jak ino umar, zaraz przysed do ni
w nocy; ona wyrzuciła mu ziarko, a on go zgryz i zniknął. To
było co noc juz długi cas, az nareście brakło ji paciorków.
Jedny nocy przysed, jak zwykle. Kasia wyrzuciła mu ojcenasa
jedne'go, bo ji brakło zdrowasiów. On pocąn wtedy krzyceć,
zęby mu przegryzła zdrowasia na dwa kawałki, ale ona nie
usłuchła go, ino cały wyrzuciła. On sie o to bardzo na nią
zgniewał i nie przychodziuł przez dwie nocy. Dopiero w trzecią
noc przysed i kazał ji wynieś teraz pierzynę. Ona mu wyniosła.
Wtedy kazał ji za sobą iść. Ona posła; zaprowadziuł lą do łasa
nad jedne dziurę. Teraz chciał, zęby ona wlazła do dziury,
a on za nią. Ale Kasia nie wlazła, bo się bała, ino popchnęła
go samego do dziury, przywaliła go pierzyną i uciekła do dąmu.
On ze złości posarpał pierzynę na kawałecki i od tego casu
do ni przestał chodzić, ino z pierzyny zabierał co noc po jednęm piórku.
Kazimierz Kaczmarczyk.
