95e35fed8d171ae83117d530e3512531.pdf
Media
Part of Wojskowa uroczystość zmieniania stówki / Lud, 1908, t. 14
- extracted text
-
178 —
ofiar z ludzi i zwierząt, które temu dyabłu, nazywanemu niegdyś
bogiem, składano. Trafił się też jeden Maciek, co aż „trzy boćka“
zgładził, z królewną się ożenił i królem został ').
I oto znowu przyczyna, dla której bocian przeklęty.
S. Matusiak.
Wojskowa uroczystość zmieniania stówki.
Dla żołnierza w ciągu jego trzechletniej służby jest dzień
jeden, jeden wieczór, w którym oswobadza się z więzów gniotocej go często dyscypliny, a w głębi jego jasnem i silnem wy
bucha płomieniem niedająca się niczem krępować radość, ra
dość szczera, czasem aż do dzikości sięgająca.
W dniu 24 maja od rana widać na wygolonych i uśmie
chniętych twarzach żołnierzy radosny nastrój.
Ci, którzy rok trzeci swej służby kończą, spotykając się,
wołają: „Serwus, Michale, wiele do urlopu?“ — „Sto dni, chło
pie“ odpowiada zapytany. — „Sztama do urlopu“, mówi pier
wszy. (Wyraz „śtama“ lub „sztama“ ma określać rodzaj soju
szu zaczepno-odpornego).
24 maja jest w swoim rodzaju wielkiem świętem w ko
szarach — świętem zmieniania stówki. Od dnia tego do wrze
śnia t. j. do czasu stałego urlopowania, żołnierzom, którzy rok
trzeci służą, pozostaje 100 dni, więc zmienianie tej ostatniej
stówki odbywa się uroczyście.
W życiu żołnierza stało się święto to tradycyą, stworzoną
przez samych żołnierzy, tradycyą, z którą napróżno walczyli
przełożeni, a dziś widząc ten radosny objaw pragnienia
swobody, po większej części objaw ten tolerują.
Uroczystość zmieniania stówki datuje się od czasu, w któ
rym ściśle określony został czas służby wojskowej.
Gdzie źródło tej uroczystości, nikt wskazać nie umie.
Z opowiadania starych żołnierzy wnioskować można, że po
wstała u nas, a później przyjętą została w pułkach niepolskich.
Uroczystość ta ma charakter ściśle wojskowy. Po ćwicze
niach i wieczornym „befelu“ (rozkazie) gromadzą się żołnierze
]) Świętek I. c. 357—361.
— 179 —
w swoim cugu (wspólnej sypialni a zarazem mieszkaniu jednego
„cugu“ t. j. oddziału żołnierzy), Wówczas to uroczystość rozpo
czyna się tradycyjną walką między „Michałami t. j. żołnierzami,
którzy służą rok trzeci, a „zielonymi Jaśkami“ t. j. rekrutami.
W walce tej za broń służy „kapuzdrak“ (Kopfpolster—słomiana
poduszka). Powstaje wir czasem gorącej walki i często na drugi
dzień spotyka się walecznych obu stron z podpuchniętemi oczy
ma lub rozbitym nosem. Podczas walki wołają „Michały":
„hurra! sto dni do urlopu!“ — albo— „Hej Jaśki zielone, ma
cie do urlopu, jak koń sztabowy do śmierci (koń sztabowy jest
to mały kucyk ciągnący bęben przy muzyce).
W walce na „kapuzdraki“ najczęściej zwyciężają „Michały“,
zwyciężeni Jaśki uciekają na „hot“ (podwórze). Na placu boju
pozostają „Michały“, by rozpocząć drugi tradycyonalny punkt
programu uroczystości, a to „rukowania“ i robienia „batailonshornistów.“ Rukowanie jest to burzenie łóżek, „festunków“, zaś
robienie „batailonshornistów“ zasadza się na wypchaniu „lańtuchami“ (prześcieradłami) „portek“, że przypominają kształt nóg
ludzkich, założeniu nóg tych na prostopadle ułożonym „śtruzaku“ (sienniku), dalej na przystrojeniu „kapuzdraka“ w bluzę,
której rękawy wypchane są także „Iańtuchami“ i na złączeniu
tego w jedną całość w przybliżeniu przypominającą figurę czło
wieka. Na głowę zrobioną ze zwiniętego „lańtucha“ zakłada się
„czako“, a na tak skombinowaną całość, cały rynsztunek „Jaśka“,
na którego „festunku“ hornist stoi.
Trwa to do zmroku. Z zapadaniem zmroku rozpoczyna
się punkt trzeci uroczystości, a mianowicie świecenie świeczek.
Najuboższy „Michał“ w dniu tym zdobędzie się najmniej na 4
świeczki. Zapalone świeczki stawiają na oknach, pułkach i wtykają
w koniec lufy wiszącego „gweru“ i w tak rzęsisto oświeconym
„cugu“ rozpoczyna się libacya.
Składają się „Michały“ na gorzałkę, jeden da szóstkę, drugi
mniej, trzeci więcej, uzbiera się czasem sporo na litr, dwa a na
wet więcej. Piją „Michały“ i śpiewają:
Już ja więcej po tem mieście
Spacerować nie będę,
Miłowałem piękne Helki,
Już miłować nie będę.
— 180 —
Libacyę przerywa trąbienie capstrzyku. Trąbienie to ma
także charakter uroczysty: mianowicie wszyscy „horniści“, znaj
dujący się w koszarach, gdy pozwoli oficer inspekcyjny, groma
dzą się na „hofie“ i trąbią capstrzyk razem, gdy zaś zabroni
pomimo zakazu, trąbią z okien.
Po ..abszlagu“, to jest haśle zakończenia dnia, kto żyje
w koszarach woła: „Hurra! sto dni do urlopu!“ — Z setek piersi
wznosi się okrzyk radosny i głosi, że w piersi tych ludzi wspo
mnienie swobody nie wygasło wśród trudu i rygoru, że tęsknią
do niej, że jej pragną.
Po capstrzyku światła gasną i względna cisza panuje
w „cugach“. Gdzieniegdzie wspominają sobie „Michały“ ciężkie
czasy, czasy „kiwań“ (znęcania się nad nimi i szykan....) Cisza
ta i spokój jest względną, „Michały“ nie śpią. Czekają na „wi
zytę“. Zwykle po capstrzyku, a zwłaszcza w takich okoliczno
ściach, przychodzi oficer inspekcyjny oglądać, czy wszystko jest
w porządku. Po „wizycie“ rozbudza się napowrót życie, wstają
„Michały“ i „rukują“ ze śpiącemi „Jaśkami“ t. j. odpinają sztabki
żelazne u boku łóżek i nagłem pociągnięciem przedniej części
powodują upadek śpiącego wraz z łóżkiem na ziemię. Powstaje
rumor, rozpadających się łóżek, kinie rozbudzony „Jasiek“,
a „Michały“ się śmieją. Wśród hałasu tego, ci, którzy spali, bu
dzą się, a później rozbawieni, usnąć nie mogą i długo trwa
jeszcze rozhowor, śmiechy i hałas.
Hałas ten czasem zwabi znienawidzonego „zupaka“ —
podoficera dłużej służącego — ukazanie się jego uspokaja na
chwilę rozbawioną gromadę, ale zaraz po wyjściu jego rozlegają
się śmiechy i głośne aluzye i żarty pod jego adresem.
Po północy ledwie uspokajają się „Michały“. Teraz pu
szczają wodze wyobraźni, widzą się już wolnymi w rodzinnej
wiosce. Marzy się im o tańcu i o dziewczynie.
A „Jaśki“?— niejeden z nich zapłacze gorzko pod derką,
gdy pomyśli, wiele to trudu i dni jeszcze upłynie do chwili tej,
w której to on tak radośnie wykrzyknie: „Hurra! sto dni do
urlopu!!“
Kapral.
