c7857890667a2b455ab97b615eccca1f.pdf
Media
Part of Święty i przeklęty. ( Bocian) / Lud, 1908, t. 14
- extracted text
-
— 170
Pierwszych trzech formułek mentowania używają, szykując
się do „bawienio“ w „krycie“ i „ciuciubabkę“, kto ma dać
pierwszy „nocy“ albo w „zajoncki“, kto mo pierwszy zostać
„psem“. „Pana“ wybierają większością głosów.
Formułek IV., V. i VI. używają dzieci do bawienia się
w ten sposób, że podane wiersze powtarzają głosem śpiewają
cym i stosownie do taktu piszą kredą odpowiednią liczbę kre
sek, jaką wskazuje użyty sposób, więc przy czwartym 23, przy
piątym 16, a przy szóstym 21. Komu się to uda, ten wy
grywa.
Sposobem Vil. i VIII. bawią małe dzieci szczególnie, gdy
płaczą. W sposobie VII. powtarzając pierwsze trzy wiersze, po
kazuje się dziecku palcem na jego lewej dłoni dołeczek, udając
dzióbanie, a przy czwartym wierszu i dalszych pociąga się je za
końce palców, zaczynając od wskazującego, a kończąc na ma
łym przy wymawianiu słowa „fur do nieba“, przyczem własną
rękę podnosi się do góry.
Zaś przy formnłce VIII. bierze się dziecko na kolana i wy
mawiając każdą zgłoskę wiersza, podrzuca się je kolanami do
góry.
Formułki IX. używają, gdy dziecko domaga się z płaczem
pójść ze starszym n. p. do miasta, lecz tern jeszcze bardziej
pobudzają dziecko do płaczu. Wiersze pod X. powtarzają dzieci
między sobą przy każdej sposobności.
Dzieci, złapawszy biedronkę siedmiokropkę, kładą ją na
dłoni i, gdy ta wznosi się do lotu, wołają na nią:
„Krówko, borówko,
wkiej twoje wesele?
Za śtery niedziele!“
Józef Sulisz.
Święty i przeklęty.
(Bocian).
W powiecie tarnobrzeskim, gdy z wiosną zobaczą dzieci
wiejskie bociana, wołają: „Dokoła, Wojtusiu, dokoła 1“ bo im
większe zatacza koła i większe okrąży przestrzenie, tern lepiej
dla tych przestrzeni ze wszystkiem, co na nich jest: chroni to od
— 171 —
wszystkiego złego. A cóż dopiero za szczęście, gdy na czyjemś
gospodarstwie założy sobie gniazdo! Jak Polska długa i szero
ka, a tak samo w całej Słowiańszczyźnie (i poza nią n. p.
w Niemczech) wierzy lud, że to daje szczęście i chroni gospodorza od wszelkiego zła, a w szczególności od ognia, niebez
piecznych nawałnic, gradów i piorunów. Z tego powodu przy
nęca się nawet bociany do zakładania gniazd, umieszczając
w stosownem miejscu na drzewie lub budynku stare koło pod
gniazda lub coś podobnego.
Dziewczyna, która ujrzy z wiosną dużo lecących bocianów,
z pewnością w krótkim czasie się wyda. Tłuszcz z bociana,
rosół z bociana dobry na różne choroby, szczególniej na reu
matyzm. Na to zabija się bociany „jałowe“. Bo wogóle biada
temu, ktoby bez potrzeby lub dla swawoli bociana zabił. Kto
tak zabije bociana, traci szczęście na całe życie, syn mu umiera,
przez dziesięć dni deszcz pada, pioruny biją. Nie tylko „grzech“
zabić bociana, ale nawet go drażnić lub niepokoić, naruszyć
mu lub strącić gniazdo, pozabijać młode. Za to sam się potrafi
zemścić: przyniesie w dzióbie głownię i budynek podpali. W gnia
zda bocianów, w drzewa, na których one są, pioruny nie ude
rzają, grady nie padają. Gdy bocian wyrzuci z gniazda jaje, bę
dzie rok dobry, jeżeli młode — zły1). Atyla, król Hunów, który,
jak wiadomo, niemało miał Słowian w swem wojsku i koło
siebie, przez trzy lata dobywał Akwilei i już o zdobyciu zaczął
wątpić, „nakoniec, jak czytamy w żywocie św. Leona W. pa
pieża (440—461), gdy widział, iż się bociany z miasta
z dziećmi swemi wynosiły, wziąwszy stąd dobrą otuchę, mocną
ręką Akwilei dobył2)“.
Dziwne także krążą o bocianie mity. Przynosi, jak wiado
mo, ludziom wiosnę3) i dzieci, a nawet sam pierwotnie był
człowiekiem, chłopem. Dominik Piękoś z Przybowki (w pow.
jasielskim) tak o tern rozpowiada: „Gdy Pan Bóg stworzył
świat i wszystkie zwierzęta, zobaczył, że za dużo namnożył
>) Kolberg. Krakowskie III. 111 Lud (OrganTow.ludoznawczego'
II. 161 V. 298. VIII. 358 XII. 265 XIII. 113. Cisek M. Materyały etno
graficzne (odbicie z XIII. tomu Zbioru wiadomości Komisyi antropolo
gicznej Akad. Umiej, w Krakowie) str. 19. Św i ętek Jan „Lud nadrabski“.
567, 569.
’) Skarga Piotr. Żywoty świętych (1889) t. IV. 132.
3) Ś w i ę t e k. Lud nadrabski. 585,
— 172 —
gadów i owadów. Zeszedł więc na ziemię i kazał w rozłożony
worek leść żabom, jaszczurkom, żmijom, różnym gadom i owa
dom. Gdy wszystko powłaziło, przywołał chłopa, kazał mu wo
rek, już zamknięty, zanieść do wody i utopić. Ale nie rozwiązuj
wora — rzekł Pan Bóg — pamiętaj!“ Wziął chłop wór i niesie,
ale przecież ciekawość nie da mu spokoju. Oglądnął się raz,
drugi, schował się za krzaki i wór rozwiązuje... A tu myk, myk,
myk! fru, fru, fru ! Zgłupiał chłop, a Pan Bóg przemienił go
za karę w bociana. I musi teraz do końca świata zbierać wszy
stkie gady, robaki i owady 1)“.
Nawet tam, dokąd odlatują, za morzami, w „ziemi bocia
nów“ 2), w „ciepłych krajach“ 3) lub „cieplicach“ 4), gdy tylko
na miejsce przybędą, przybierają, jak się dowiadujemy z inne
go, rugijsko-pomorskiego źródła, znowu postać ludzką i żyją,
jak ludzie, tylko że tak samo, jak u nas, żywią się gadami, ża
bami. Podróżującym po morzach nieraz się to przydarzyło, że
ich burza do tego kraju zaniosła, więc mieli sposobność poznać
się z tymi ludźmi i dowiedzieć się od nich, że to właśnie bo
ciany, które dobrze znały kraje podróżnych, nawet ich domy
i rodziny. Był tam n. p. jeden żeglarz z Rugii i jeden chłop
z okolic Kołobrzega na Pomorzu. Ten ostatni zastał tam swego
bociana, (którego jakiś czas pielęgnował w domu, bo miał
skrzydło złamane), jako możnego pana; miał jeszcze rękę w prze
pasce i wyglądał bardzo blado. Bardzo poczciwie chłopem się
zajął, choć żona i córka wiele się niegdyś nadokuczały chore
mu bocianowi ze skąpstwa. Co prawda, to baba chłopu wnet
umarła i wielki głód w kraju zapanował. Po zboże też do Da
nii wybrał się był właśnie chłopina, kiedy go burza na morzu
zaskoczyła i aż tam do kraju bocianów zagnała. Przy pożegna
niu darował mu ów możny pan, a dawniej bocian, jedwabną,
czerwoną chustkę dla córki i przykazał, żeby w podróży przy
wiązał ją na maszcie, gdyż ma moc zażegnywania burzy. Wró
cił chłop szczęśliwie do domu, ale gdy córce obwiązał chustkę
koło szyi, buchnęły z chustki płomienie i spaliły mu córkę na
czarny węgiel5).
9 Krakus (pismo ludowe) z r. 1893. Nr. 16 str. 7.
2) Lud VIII. 313.
3) Świętek. 1. c. 585.
*) Świętek 1. c. 585.
5) Lud. VIII. 281-283.
— i7á —
Co do dzieci, to podług podań rugijskich, bocian przynosi
je tylko w lecie, w innych zaś porach roku łabędź. Tam, w Wi
towie, koło Brzegów(Breege) pokazują nawet „kamień bociani“,
na którym bocian suszy dzieci, gdy je wydobył z morza, potem
dopiero zanosi je matkom. „Bocianimi kamieniami“ zowią tam
także małe okrągławe kamienie czarnego lub mleczno-białego
koloru, które dzieci rzucają sobie wstecz przez głowę, prosząc
boćka o braciszka lub siostrzyczkę. Są tam i „kamienie łabę
dzie“, a i miejscowe podania, jakoby w tych kamieniach, czy
pod nimi, znajdowały się dzieci, skąd je łabędzie zabierają i przy
noszą. Jeden z tych kamieni zowie się nawet „boskim“ (bugskam = boski kamień) ')• Ale to widocznie pomysły późniejsze,
gdyż podług wyobrażeń słowiańskich dusze przed przyjściem na
świat, przebywały w „raju“, daleko za morzami i stamtąd tylko,
z kraju wiecznej wiosny, mogły je przynosić bociany i łabędzie,
tamte lecąc, te płynąc. Do „ziemi bocianiej“ niesłychanie zresztą
daleko i nikt dobrze nie wie, gdzie się ona znajduje. Dość wie
dzieć, że daleko, daleko na południe jest szeroka przestrzeń
wody. Gdy się wędrowiec do niej dostanie, pobudza go coś
samo przez się do klaskania w ręce, a gdy klaśnie, wzlatuje
zaraz jako bocian wysoko w górę, przeleci morze i osiada na
drugim brzegu, jako człowiek. Kto chce znowu z tamtego kraju
przybyć do nas, a na wiosnę przychodzi ta chęć wszystkim
mieszkańcom owej krainy, przybywa nad brzeg owego morza,
musi klasnąć, a gdy klaśnie, już jest bocianem i jako bocian
przybywa tutaj. A tak żaden z tamtejszych obywateli nie
może do nas przybyć inaczej, jak tylko w postaci bociana *2).
Jednem słowem, dziwne to stworzenie ten bocian: Ptak,
a z pochodzenia człowiek, i dotąd w tych dwu postaciach, w dwu
odrębnych krainach żyjący. Dziwny jako człowiek w owej „zie
mi bocianiej“, skoro mógł darować chłopu taką chustkę, o ja
kiej wspomnieliśmy wyżej, dziwny także jako ptak u nas. Nie
wolno go tknąć, a cóż dopiero zabić. Jego łaska przynosi
szczęście, a niechęć klęski. Do czego się zbliży, co okrąży, już
bezpieczne od złej przygody, na jego usługi są deszcze, burze,
grady, pioruny, jego ciało po śmierci ma moc leczniczą. Święty
i potężny!
') Opowieści z Rugii. Lud. VIII. 281—283.
2) Opowieść z Pomorza Wschodniego. Lud. VIII. 313.
— 174 —
Ale mimo to wszystko lud nasz, choć nawet mówi, że
„grzech“ bociana zabijać, świętym bociana nie nazywa i za
świętego go nie uważa. Te same dzieci, które, zobaczywszy go,
jak nad wsią lub pastwiskiem krąży, wołają: „Dokoła, Wojtu
siu, dokoła!“ gdy go usłyszą klekocącego na gnieździe, odzy
wają się szyderczo :
Klekle, Wojtuś, klekle,
Twoja matka w piekle,
Gotuje se kluski
Na śtyry garnuski.
Postawiła przed progiem,
Pomisała ozogiem.
Wojtuś przyleciał: Kle kle-kle,
Juz nima nic 1).
Albo też:
Klekle, ino klekle,
Siedzi matka w piekle.
Co ona tam robi ?
Kioski żabom drobi 2).
A więc nie tylko nie święty, ale wielce podejrzany o coś
wręcz przeciwnego. Matka jego w piekle, widać dyablica, bo
nie jest na mękach, syn tam do progu piekła przylatuje i żywi
się jadłem, ugotowanem przez matkę dyablicę w ogniu piekiel
nym. Warzy ta jego matka kioski i żabom, ale to tylko po
twierdza jej dyabelstwo, bo żaby to stworzenia, w których skó
rze tkwią czarownice 3).
Nikt też niepowiada, żeby ta wielka moc, którą ma bocian,
pochodziła od Pana Boga, niektórzy uważają go za półdyabła4),
a był nawet czas, kiedy go identyfikowano z jakimś kosmatym,
olbrzymim potworem o trzech głowach i więcej aż do siedmiu,
przebywającym po norach i jaskiniach, z których wychodzi no
cami, żeby pożerać zwierzęta i ludzi — i tego to potwora, po
’) Z okolic Tarnowa, zresztą powszechne. Lud. V. 46.
2) Z okolic Krakowa. (Zresztą także powszechne). Lud. II. 340.
’) Świętek. 592. Lud. XIII. 227. (Z Pokucia).
*) Świętek. 1. c. 585.
— 175
prostu smoka, dyabta, nazwano imieniem boćka, co się gdzie
niegdzie i podziśdzień dzieje‘).
A więc ten sam ptak podług wyobrażeń tego samego ludu
i święty i przeklęty ! Jakże się to stać mogło ? Co to może
być i znaczyć? Spróbujmy rozwiązać zagadkę.
Czy tkwi może co nadzwyczajnego w samej nazwie ptaka?
W naszej polskiej wcale nie. Dzięki zbiorom ludoznawczym
nazw zwierzęcych i nazwa: bocian, boćko, bociek staje
się jasną. Formy boćko, bociek są zdrobnieniem pierwszej
i u ludu w powszechnem używaniu, forma bocian u ludu,
o ile nam wiadomo, zamarła, a miasto niej w bardzo wielu
okolicach, szczególniej na Podkarpaciu, ustaliła się forma bocoń*2), a gdzie nie mazurzą, boczoń3). Boczoń jest taką
samą formacyą, jak nazwy wołów: boczoń4), kwiatoń,
gniddoń, mrozoń (w rodzaju żeńskim: boczula, kwiatula, gniadula, mrozula)5) obok których były dawniej
formy na an: boczan, sroczan, rosian, kozian,
krecian, gniedzian, mrozian, w rodzaju żeńskim:
boczana, sroczana, rosiana, koziana, gniedziana, mrozian a6)- Czy się powiedziało boczan, czy bo
czoń, to na jedno wyszło, bo znaczenie było to samo: tak
nazywauo każde zwierzę, u którego boki innej były maści,
aniżeli grzbiet i brzuch: stąd nazwa6). Nazwa odnośnie
do naszego ptaka bardzo trafna, boć grzbiet i brzuch u niego
białe, a boki czarne z powodu czarnych lotek w skrzydłach.
Ześmy pierwotnie mówili boczan, nie bocian, dowodzi
nie tylko czeska nazwa boczan, ale i nasza boczoń, bo
czula. Forma bocian powstała niezawodnie pod wpływem
form miękkich, jak kwiecian, gniedzian, mrozian,
rosian, wobec których forma boczan, choć w rzeczywi
stości jest miękka, wydała się czemś twardem i nie naturalnem
i musiała się zmienić na podobną do tamtych z chwilą, gdy
zerwał się etymologiczny związek nazwy z wyrazem bok.
’). Świętek. 1. c. 484. 357,
2, Świętek. 1, c. 585.
3) W pow. łańcuckim (Hussów). Lud IX. 12.
*) Stale pow. tarnobrzeski.
R) Wisła V. 922, 923.
6) Wisła V. 922, 923.
— 176 —
Polska nazwa bociana jest więc ciekawą, ale nie pozostaje
w żadnym związku z zagadnieniem, o które nam chodzi. Ina
czej ma się rzecz z nazwami tego ptaka u południowych Sło
wian, mianowicie u Serbów, u których nazywa się nie tylko
boczan (u Bośniaków), ale także rod a (Serbia i Sławonia)
i lelek (Dalmacya). Dwie ostatnie nazwy wprowadzają nas
w samo jądro rzeczy, bo wskazują, że bocian był u pogańskich
Słowian ptakiem najwyższego boga, którego przydomkiem było
imię Rod a (Rodzic) i Lei (Wielki), jak to mieliśmy zaszczyt
szczegółowo tę rzecz objaśnić na innem miejscu *). Przybywał
do nas, co wiosna z krainy wiecznej wiosny, gdzie najwyższy
bóg Jarowit (władca wiosny) wypoczywał po dziennym tru
dzie, wiec nic dziwnego, że przynosił wiosnę; przybywał
do nas z raju, z krainy rozkoszy, gdzie przebywały dusze umar
łych i urodzić się mających, pod władzą potężnęgo boga Niegi
(Rozkoszy), więc cóż dziwnego, że podług wiary prostaków
przynosił stamtąd także dzieci. Ale to tylko prostacy tak wie
rzyli i nie tylko tak, bo po innych stronach mniemali znowu,
że R o d a rzuca je z powietrza w postaci grudek ziemi. Ale to
przesądy pospólstwa, każdy oświeceńszy wiedział, że je daje
odwieczny Rod a, rodzic bogów i ludzi w sposób wiadomy.
Uświęcony opieką najwyższego boga, przybywający z krainy,
uświęconej pobytem najwyższego boga, nadto pobytem święte
go potężnego Niegi, a zapewne i innych bóstw, cóż dziwne
go, że sam uświęcony, uświęcał bocian sobą wszystko, z czem
się zetknął, że przynosił szczęście obejściu, które sobie obrał
za siedzibę i chronił je przed nieszczęściami, cóż dziwnego da
lej, że takim będąc i takiej zażywając opieki, nie mógł być
krzywdzony, że za jego krzwdę ujmował się sam najwyższy
Roda i mścił ją piorunami, gradami, ulewami, pożarami i innemi karami. Bo to, żeby on sam przynosił w dzióbie głownie
z ognia i zapalał budynki, to oczywiście wymysł nieoświeconego gminu.
Oto, dlaczego bocian święty! Lecz dlaczego zarazem
przeklęty?
Gdy zawitało do nas chrześcijaństwo, powtórzyło się u nas
to samo, co gdzieindziej stało się już po wiele razy. Dawni bo-
*) Zobacz nasz artykuł: Olimp polski.
177 —
gowie i boginie zeszli do roli dyabłów i dyablic’), potworów
i potworzyć, smoków (wężów) i smoczyc. Dawniej grzmiał
w chmurach lei roda Jarowit czyli Jesza (wielki
ojciec Jarowit czyli Jesza), teraz grzmi potwór*2), dyabeł. Dyabeł z pewnością, gdyż dla zażegnania i odpędzenia go zapala
się gromnice, wynosi obrazy świętych, dzwoni dzwonkami lo
retańskimi i umyślnie na ten cel po wsiach umieszczanymi3),
bo dzwon doświadczony to i wypróbowany dawno środek na
odpędzenie dyabła, mamon, południc lub dziwożondyablic4). Skutkiem tego nawet roślina dzwonkiem zwana,
nabrała tej samej mocy, co dzwonek prawdziwy 5).6 Ale z chwi
lą, jak dawni bogowie i boginie zamienili się w dyabły i dyablice, napoiło się dyabelstwem i to wszystko, co do nich nale
żało lub w ścisłym z nimi zostawało związku. Los ten musiał
trafić przedewszystkiem bociana, któremu dawano nawet przy
domki najwyższego boga, nazywając go, jak już wiemy ro d ą
i lelkiem. Nazwano też tego boga, gdy się stał potworem,
nawet jego imieniem, boćko, bojąc się widać używać właści
wego, aby nie wywoływać wilka z lasu. Tak samo na Śląsku
poświęcony najwyższemu bogu raraszek (rarog)0), stał się
imieniem dyabła, którego imię właściwe zachowało się tam je
dnak, bo niekiedy zamiast wyrazu raraszek używa się
nazwy jaraszek, co jest takiem samem zdrobnieniem
formy zgrubiałej Jarach (Jarowit), jakiem jest for
ma Staszek w stosunku do formy Stach (Stanisław).
A jak ze smokami (węzami-dyabłami) toczą s;ę walki,
tak i z tym potworem boćkiem, bo gdzie boćko jest, tam
„nikt w nocy nie śmie się pokazać, boby go boćko zaraz
zjadło“. „A musiało to boćko kogo koniecznie zjeść i jak na
wsi nie mogło złapać, wybijało okna do chałup, porywało
pierwszego lepszego człeka lub bydlę i zeżarło“. Pamięć to
’) Grimm 1. c. 11. 936—982.
2) Wisła VII. 113.
’) Świętek 1. c. 102, 552, 553.
4) Grimm 1. c. I. 428. II. 1039, 1040.
■') Świętek. 1. c. 474.
6) Jak mamy bat i batog w tern samem znaczeniu, tak mieliśmy
rariraróg, atorar zgrubiało się na rach lub zdrobniało na ra
raszek, porównaj Stanisław, Stach i Staszek.
Lud. Rocznik XIV.
12
178 —
ofiar z ludzi i zwierząt, które temu dyabłu, nazywanemu niegdyś
bogiem, składano. Trafił się też jeden Maciek, co aż „trzy boćka“
zgładził, z królewną się ożenił i królem został ').
I oto znowu przyczyna, dla której bocian przeklęty.
S. Matusiak.
Wojskowa uroczystość zmieniania stówki.
Dla żołnierza w ciągu jego trzechletniej służby jest dzień
jeden, jeden wieczór, w którym oswobadza się z więzów gniotocej go często dyscypliny, a w głębi jego jasnem i silnem wy
bucha płomieniem niedająca się niczem krępować radość, ra
dość szczera, czasem aż do dzikości sięgająca.
W dniu 24 maja od rana widać na wygolonych i uśmie
chniętych twarzach żołnierzy radosny nastrój.
Ci, którzy rok trzeci swej służby kończą, spotykając się,
wołają: „Serwus, Michale, wiele do urlopu?“ — „Sto dni, chło
pie“ odpowiada zapytany. — „Sztama do urlopu“, mówi pier
wszy. (Wyraz „śtama“ lub „sztama“ ma określać rodzaj soju
szu zaczepno-odpornego).
24 maja jest w swoim rodzaju wielkiem świętem w ko
szarach — świętem zmieniania stówki. Od dnia tego do wrze
śnia t. j. do czasu stałego urlopowania, żołnierzom, którzy rok
trzeci służą, pozostaje 100 dni, więc zmienianie tej ostatniej
stówki odbywa się uroczyście.
W życiu żołnierza stało się święto to tradycyą, stworzoną
przez samych żołnierzy, tradycyą, z którą napróżno walczyli
przełożeni, a dziś widząc ten radosny objaw pragnienia
swobody, po większej części objaw ten tolerują.
Uroczystość zmieniania stówki datuje się od czasu, w któ
rym ściśle określony został czas służby wojskowej.
Gdzie źródło tej uroczystości, nikt wskazać nie umie.
Z opowiadania starych żołnierzy wnioskować można, że po
wstała u nas, a później przyjętą została w pułkach niepolskich.
Uroczystość ta ma charakter ściśle wojskowy. Po ćwicze
niach i wieczornym „befelu“ (rozkazie) gromadzą się żołnierze
]) Świętek I. c. 357—361.
