2018274b9298cd7c7f14ac5f6df4080c.pdf

Media

Part of Boże Narodzenie w Radłowie / Lud, 1908, t. 14

extracted text
MATERYAŁY I POSZUKIWANIA.
—oc=zx>—

Boże Narodzenie w Radłowie
W tomie 10. w zeszycie drugim „Ludu“ za rok 1904 na
str. 154 zamieszczono szopkę z Radłowa, opowiedzianą przeze
mnie, a podaną przez profesora Dra Wład. Semkowicza p. t.
„Boże Narodzenie w Radłowie“.
Po nagromadzeniu atoli nowego materyału i przy własnej
abserwacyi, zauważyłem wiele braków tak w skreśleniu zwycza­
jów świątecznych, jako też i w przedstawieniu samej szopki, co
uzupełniwszy obecnie, w całości podaję.
Przy tej sposobności starałem się niektóre miejsca wyja­
śnić, które w dawnej szopce były może niezrozumiałe.
I. Wigilia Bożego narodzenia
jest dniem pełnym zabobonu i przesądów; — to, co czyni się
w wigilię, przez cały rok czynić się będzie.
Rano myją się domownicy w pieniądzach, by te zawsze
się ich trzymały.
W dniu tym nie należy nic pożyczać od drugiego, gdyż
1° można szczęście wydać z domu, 2° musiałoby się zawsze
pożyczać.

- 132
Gospodarze przygotowują siano, słomę i obrok1) dla koni
i bydła, aby już w dzień Bożego Narodzenia nie chodzić do
stodoły, „bo grzech“.
Parzonkę2) dla bydła przyrządza się jużto w wigilię na
dzień następny, już też wcale się jej nie daje. — Nie należy pić
wody w wigilię, bo się będzie miało pragnienie rok cały, zwła­
szcza podczas żniw. Syn słucha szczególnie w dniu tym rodzi­
ców, aby nie był karanym. — Rzeczy znalezionej nie przynosi
się do domu, bo można przynieść ze sobą chorobę. Tak n. p.,
jeśli ktoś ma wrzody na ciele, pociera je grochem, poczem na­
stępnie rozrzuca go na wsze strony; kto te ziarnka pozbiera,
ten ściągnie na siebie wrzody. Ktoby, znalazłszy podymę od
wozu, przyniósł ją do domu, ten sprowadziłby na swoje gospo­
darstwo mnogo szczurów.
W dniu tym, dla zabezpieczenia się przed bólem gardła
na rok cały, zjada się owoce, poświęcone wraz z zielem w dniu
Matki Boskiej Zielnej.
Dobrą również jest rzeczą gryzienie orzechów laskowych
dla uchronienia się przed bólem zębów w roku następnym.
Skoro nadejdzie wieczór i pierwsza gwiazdka sabłyśnie.
a roboty wszystkie już pokończone, zasiadają domownicy do
wieczerzy.
Wpierw, nim wezmą łyżki do rąk, łamią się opłatkiem,
składając sobie wzajemne życzenia.
Wieczerza składać się musi najmniej z siedmiu potraw,
jako to: kapusty, ziemniaków, barszczu z ziemniaczkami, kaszy
ze śliwkami, pęcaku z garuchem,3) grochu okrągłego, zasmażanego i paluszków.4) Z każdej potrawy należy nieco zostawić
na misce jako kolendę dla bydła.
Podczas wieczerzy rachują na ścianie cienie głów; czyjej
głowy cienia braknie, ten „nie doczeka się drugiej wilii“.

9 Obrok — mieszanina sieczki, owsa i plew służy za żywność ko­
niom na noc, zwłaszcza podczas robót wiosennych w polu.
2) Parzonka — jestto sieczka, polana gorącą wodą; zmieszana z gotowanemi ziemniakami, służy jako karma krowom w zimie.
3) Garuch -- polewka z gotowanych śliwek, gruszek i jabłek su­
szonych (płonek).
*) Kluski z pszenicznej mąki, podłużne, podobne do palców u ręki.

— 133 —
Pod każdą misę podkłada się kilka źdźbeł słomy w kształ­
cie krzyża, a na nie kładzie się opłatek. — Jakie źdźbło przy­
lepi się do dna miski, na ten gatunek zboża będzie urodzaj.
Po wieczerzy odbywa się „bicie kóp“.
Gospodarz rozciągnąwszy się na podłodze rzuca słomę za
obrazy: ile źdźbeł utrzyma się za obrazami, tyle kóp będzie
w roku następnym.
Gdy już uprzątnięto wszystko ze stołu, a gospodarz zała­
twił się z kopami, padają wszyscy na kolana, dziękując Bogu
w gorącej modlitwie „za szczęśliwe doczekanie tak wesołego
dnia“. Następnie kładzie gospodarz na stole kolendę: garść
siana, na niem składa się bochenek chleba pszennego, obok
struclę, w środku zaś nóż i opłatki, wszystko to nakrywa się
białym obrusem, a w kącie stawia snopek słomy.
Nóż ma leżeć prawą stroną zwrócony do spodu.
Kiedy już wszędzie spożyto wieczęrzę, gromadzą się chłop­
cy z całej wsi lub tylko z sąsiedztwa w celu wiązania drzew
w sadach i ogrodach. Jeden z nich bierze do ręki grubą pałkę,
drugi słomę i tak cała gromada udaje się do sadu. Tu trzyma­
jący pałkę uderza nią w drzewo, krzycząc: „Będzie rodziła“!
Inni odpowiadają: „Nie będzie rodziła“! — „Trza ją uciąć“! —
„Nie trza jej uciąć“! — poczem obwiązawszy drzewo słomą,
idą dalej.
Ta sama scena odbywa się przy każdem drzewie zosobna.
Gdy już odprawiono ceremonię wiązania drzew, urządzają
uczestnicy tejże ceremonii wspólne kolędowanie za oknami ca­
łej wsi. — 1 tak schodzi im czas na śpiewaniu aż do północy,
poczem udają się do kościoła „na pasterkę“.
Ale i dziewczęta nie próżnują w wieczór wigilijny; która
chce się dowiedzieć, z której strony przyjdzie do niej „kawaler“,
ma, wyszedłszy przed dom, nadsłuchiwać, skąd doleci ją szcze­
kanie psów, gdyż stąd przyjdzie do niej kawaler; rano już musiała policzyć, czy parzystą ilość drzewien przyniosła do pieca,
czy nie. Od tego bowiem zawisło jej wyjście za mąż.
Kawaler, chcący się dowiedzieć, która dziewczyna będzie
jego żoną, staje po pasterce przed kościołem i je jabłko.
Która dziewczyna przejdzie obok niego w chwili, gdy spo­
żywa ostatek jabłka, ta będzie jego żoną.
Przed i po pasterce zakłada się koniom i krowom sieczki
i koniczu, aby i one cieszyły się wraz z ludźmi narodzeniem
Zbawiciela.

— 134 —
Jest powszechnem mniemanie między ludem, jakoby zwie­
rzęta w wieczór wigilijmy rozmawiały ze sobą.
Podczas gdy młodzież spędza czas przed mszą pasterską —
właściwie anielską — na kolędowaniu, starsi zbierają się już
też w karczmie.
Jest wogóle przyjęty zwyczaj, że każdy musi się „coś na­
pić“, „choćby jednego“ w wigilię.
Bez wódki nie byłaby przyjemną, zwłaszcza w dawniejszych
czasach, wigilia.
Stąd częste bójki, kłótnie i nieporozumienia.

II. Boże Narodzenie.
Dzień to najważniejszy i najświętszy w roku.
W dniu tym nie godzi się zamiatać izby, ani wyrzucać
śmieci, po pierwsze dlatego, że Pan Jezus narodził się w bar­
łogu, powtóre aby nie zgrzeszyć, wykonując taką czynność, jak
zamiatanie, wyrzucenie śmieci z izby sprowadza zarazę na psze­
nicę, t. zw. śnieć.
Nie przystoi odwiedzanie wzajemne nie tylko obcych, lecz
nawet rodziny; — syn żonaty nie odwiedzi ojca, „bo grzech“.
Nie godzi się również gotować takich potraw, które wymagają
więcej trudu n. p. kluski.
O ile się gotuje kluski w Boże Narodzenie, to zrobiło się
je już w dniu poprzednim, a teraz zasypie się je tylko na wodę.
Śniadanie składa się zazwyczaj z kawy i z placka; na obiad
podaje się: kapustę, ziemniaki, rosół, kaszę jaglaną lub ryż, na
ostatku mięso.
Każdy, choćby najuboższy, musi mieć w dniu tym mięso
bydlęce, bo Pan Jezus wśród bydła się narodził.
Po obiedzie klękają domownicy do pacierza na podzięko­
wanie Bogu, że pozwolił im dożyć Świąt, tudzież prosząc Boga,
by mogli jeszcze razem zasiadać do stołu w roku następnym.
Cały wieczór w B. Narodź, schodzi zazwyczaj na opowia­
daniu różnych zdarzeń i scen z życia Pana Jezusa.

III. Św. Szczepan.
Wczas rano zbiera gospodarz „kolendę“ ze stołu, poczem
ukroiwszy kilka „skibek“ chleba podlepia pod nie opłatek kc-

— 135 —
lorowy i jako kolendę zanosi krowom; koniom daje się siano,
które leżało na stole i chleb, ale bez opłatka, bo koń nie chciał
nieść P. Jezusa, wymawiając się, że jest głodny“.
Za karę nigdy nasycić się nie może.
Na sumę biorą chłopcy a nawet i dorośli mężczyźni tro­
chę owsa i bobu do kieszeni lub do chusteczki w celu poświę­
cenia; pewną część dają święcić, a resztą obrzucają się wzaje­
mnie; starsi biją się zazwyczaj między sobą, a chłopcy rzucają
owsem, a niekiedy nawet i orzechami lub łupami z orzechów
umyślnie w tym celu przyniesionymi, na swoje dziewuchy.
Po powrocie z kościoła winno się śliwy w ogrodzie ob­
sypać owsem święconym, by dobrze rodziły; resztę ziarna po­
sypuje się kurom, aby nie miały pypcia.
Istniał dawniej zwyczaj, że po sumie we św. Szczepana
wypuszczano ze dworu konia, na którym siedział pajac, urobiony
ze słomy, ubrany w dziwne różnego koloru szaty. Koń ten pę­
dził przez całą wieś, nabawiając niejednego strachu.
Dziś atoli poszedł już ten zwyczaj w zapomnienie.
IV. Na Nowy Rok
zbiera się gromada dzieci rodziców przeważnie ubogich, a prze­
wiesiwszy przez ramię torby i zaopatrzywszy się w laski i kije
dla obróny przed psami udają się „po szczodrakach“ do do­
mów bogatszych.
Wszedłszy do sieni ozwą się chórem: „Na scęście! na zdro­
wie! na ten Nowy Rok, zęby sie wam darzyła pszenicka i groch“.
„Piecone tu scodrackił), powiadali nam; moja pani, grzecna
pani, dejciez ich tez nam — jak nie dacie scodracków, dejciez
chleba krom*2).
Siedzi Pan Jezus na przypiecku, daje dzieciom po scodracku i ten święty Jan.
Matka Boska na ławecce daje dzieciom po kromecce, dejcie też i nam.
A jak nam nie dacie, ciężki grzych ujrzycie. Miski, garki
potłucewa, co na safie macie“.
*) Scodrak, właściwie szczodrak, jest to mały bocheneczek chleba
umyślnie w tym celu pieczony.
2) Chleba krom, duża kromka chleba.

— 136 —
Po odśpiewaniu powyższych słów wchodzą gromadnie do
izby, a przywitawszy gospodarza i gospodynią pocałowaniem
w rękę, otrzymują kolędę.

V.

Szopka.
OSOBY:

1) SIWYKUBA (najstarszy pośród pasterzy). Ubrany w kożuch,
futrem na wierzch obrócony, na głowie kapelusz, oblepiony papierem
różowym, w kształcie pieroga, wąsy i broda z konopi, w ręce gruba
pałka, obwieszona dzwonkami. Przez ramię przewieszony róg do
grania.
2) MAŚCIBRZUCH (najstarszy po Siwymkubie; stąd tak na­
zwany, bo żyje najdostatniej). Gruby, ubrany podobnie jak pierwszy.
3) FURGOŁ (różni się od poprzedniego większym i okazalszym
kapeluszem).
4) CĘDZIMLIK (mleczarz). Ubrany podobnie jak Siwykuba
i Maścibrzuch; ma przewieszoną przez ramię obońkę na mleko;
czapka żółtym papierem oblepiona.
5) SUFLA (pogardliwa nazwa z powodu najmniejszej roli).
Czapka siwa, pałka duża i okuta na dolnym końcu żelazem. Ubrany
również w kożuch, jak poprzedni.

Wejście szopki do izby poprzedza przemowa Siwegokuby, tu­
dzież odśpiewanie kilku kolęd1) pod oknami.
SIWYKUBA (podszedłszy pod okno).
Przyślimy tu po kolendzie,
Niechaj nikomu zaprzykro nie bendzie;
Rac piosnecke wysłuchać
A nam kolendecke dać!
Haleluja!
Schodźcie sie bracia mili
Bedziewa coś nowego cynili!

!) Zob. „Lud“, t. XIII. zesz. II. „Zwyczaje świąteczne w Radłowie“.

137 —
(Następuje śpiew przy dźwiękach skrzypiec i przy wtórze basetli,
tudzież dzwonków, zawieszonych na pałkach).
1. Wiwant wiwant, zaspiwajmy
Ceśc i chwałę Pany dajmy
Jedni na graniu, drudzy śpiwaniu
Pana wychwalajmy.
2. Przywitajmy maleńkiego
I Maryę Matkę jego, —
O łaskę w niebie’)
Prosimy Ciebie,
Jako Stwórcę swego.
3. Nisko przed Niem upadajmy,
Honor Bogu oddawajmy —
Gościa małego,
Pana swojego
Mile pozdrawiajmy.
4. Pan to jest świata całego
Godzien tryumfu wielgiego —
Godzien i chwały,
Choć w ciele mały,
Od ludu całego!
5. Więc z takiej wielgiej radości
Wiejsujemy jegomości:
Roku Nowego,
Zdrowia długiego,
Wszelkiej pomyśności!
6. Niech jegomość wesół bendzie
Tej nasej scerej kolendzie —
Nam tak na graniu,
Jak i spićwaniu,
Bynajmnij nie zbendzie!

4) Ostatnie trzy wiersze śpiewa się dwa razy.

138 —
7. Napić sie z nas każdy może,
Jeśli bedzie co w gąsiorze —
Śpiewać bedziem „hoc“
Choć bez całą noc
Chwała Tobie, Boże !
8. Wiwant, wiwant! każdy powie,
Gdy bedzie pił pańskie zdrowie —
Jak wypijewa,
Podziękujewa,
Potem spać pódziewa!1)2 *
Po odśpiewaniu „koląd“, jeśli zostali zaproszeni, wchodzą kolę
dnicy do sieni, gdzie się zatrzymają, a do izby wchodzi:
S1WYKUBA (przechadzając się po izbie),
“Obec8) wszystkiem kolenda, chtórzyśmy tu przybyli,
Abymy państwu coś nowego oznajmili!
Za nasem staraniem, — by nie długo bawić —
Raccie państwo łaskawie swe usy nadstawić!
Siada na izbie i opowiada):
Bez lat stery tysionce uod grze'chu Adama
Zamknienta była ludziom niebios brama;
Pod ciężarem przekleństwa jencał naród cały,
Bo wciąż nad niem piekielne grzechy panowały.
Ale sie “Ociec niebieski zlitował nad światem,
Zesłał Syna swe'go, by sie nam stał bratem.
Syn “Ojca niebieskiego, gdy sie na świat rodzi,
Wesoła nowina na ziemie przychodzi.
Przychodzi Józef i Marya przychodzo aniołowie,
Każdy ze swem śpiewaniem, “oraz pastuskowie.
Kiedy sie z przecystej Maryi nam rodzi —
Pokój na świat przynosi, ciężar życia słodzi.
Pódziewa go przywitać, w jakiem przysed stanie
1 kogo se przywołał na pierse witanie.
) Potem śpiewają inne jeszcze kolędy, już to nabożne, już też
na cześć któregokolwiek z domowników. Zob. „Lud“, t. XIII. zesz ¡1 1907
2) “obec = obecnym, tu zebranym kolenda, t. zn. przychodzimy
do tutaj obecnych po kolędzie.

— 139 —
Co pasterze mówili, gdy im powiedziano,
I na co sie zdobyli, gdy im iść kazano.
Ujrzywa i Trzech Królów z dalekiej krainy
Jako śpiesą do żłóbka niebieskiej dzieciny.
Gwiazda ich prowadziła, scęśliwie przybyli
1 przed Jezusem — królem cołem uderzyli.
(wstając)
Dali koza, dali barán; „me“! bydełko moje,
Paście mi sie, paście, a w kupie “oboje!
A já se usiende, wezne swe skrzypecki,
Grać wám pieknie bende!
Zagrám já wám zagram bydełko spiescone, —
Ale mi nie chco grać, bo nie nastrojone
(Stroi skrzypce, siada powtórnie na ziemi i śpiewa):
Z tamty strony wody, Chodzo moje trzody; dody moja dody.
Z tamty strony pola, Chodzi trzoda moja; hola moja hola.
(Wpada Furgoł i Maścibrzuch).
MAŚCIBRZUCH (zwracając się do Furgoła).
Furgoł! chto tu grá?
FURGOŁ (wskazując).
Atoli nas Siwykuba siedzoncy grá sobie,
(zwracając się do Siwegokuby)
Jak já widzę, próżny rozkaz tobie.
Ty tu siedzis i na skrzypeckach grajes
A nie wieś, gdzie sie twoja trzoda pasie.
Zobácys durniu, ze bedzies wkrótce we wielkiem hałasie.
SIWYKUBA (oburzony).
Bodej twoje paści1) zawaliły wrzody,
Jak já stary pryk2) nie pilnuje trzody?!
Juz já kilka lát tern panuje

') paści = to co się pasie t. j. trzoda owiec.
2) stary pryk = stary pasterz.

— 140
FURGOŁ (wyzywająco).
Nie wychwalaj ty sam siebie,
Bo ja coś lepsego uod ciebie!
S1WYKUBA (z oburzeniem).
A coś ty lepsego uodemnie?
FURGOŁ (z dumą).
Ja jezdem z dziada, z pradziada,
Syn uojca pastucha,
Moja matka pasała kozły
A siostra z nią głucha.
S1WYKUBA (lekceważąco).
O ! toś ty wysokiego łoza,
Kiedy twój “ociec pasał świnie, a matka kiernoza!
MAŚCIBRZUCH (do Furgoła).
A jak to twojemu “ojcu było?
FURGOŁ.
Cebula Chwiejontko, co mie pobiuł cięsko, a nie letko!
Bo jak mie do dwora kozły paść wyprawił,
Dał mi dobry kożuch i to pało mie pobłogosławiuł.
(Pokazuje pałkę).
MAŚCIBRZUCH (z obojętnością).
A dobrze ci tam było ?
FURGOŁ (z zadowoleniem).
Ba! dobrze mi było, bom w kuchni bywdł,
Kucharzom rondelki językiem omyw&ł.
Dworzcy mie lubieli, bom gryw&ł. na lirze
I dawali mi cęsto oblizać talirze.
Winom pijał, konfitory jadał,
Co mi pan hajduk z pokoju wynosiuł!
MAŚCIBRZUCH (do Furgoła).
Dobre uone były, boś sie o nie prosiuł.

141 —
FURGOfc (ciągnąc dalej).
Był ci to pan dobry, zdrajca podstarości,
Boć nieraz porachował moje grzesne kości.
Bo jak mie posądzili, żem ukrad kury z góry,
To mi dobrze zrobili wele moji skóry.
(Ale co prawda, to nie grzech powiedzieć) —
Złapili mie raz w piwnicy,
Jagem sie dobywał do skrzyni woźnicy.
Stawym pańskie nawiedzał za górami.
Kiej sie chodziło do miasta z rybami.
A jagem posed do miłościwćgo pana,
To mie tak przywitał, jak złego hetmana.
A jak mie zacon łechtać po boku scćrze,
Tom tak grał na uoba końce, jak gdyby na lirze.
Dosłuzułem sie nie najgorzy potem —
Teraz skóra drży na mnie, jak se spomne o tern.
MAŚCIBRZUCH (z przekonaniem).
Takać to, taka zapłata u wielemoznych panów;
Lepi juz służyć u ksiendzów plebanów —
Bo chto służy u mościwego ksiendza,
Temu nie dokucy żadna bieda, ani nendza
S1WYKUBA (potakująco).
Prawdę mówis, bracie : przyznam ci ja tego,
Bo ja tez służył pół roku u ksiendza jednego.
Cłowiek sie wylezał — nigdy nic nie robiuł,
A w nocy kraść chodziuł 1
Był - ci gros w kieseni, a zwłasca uod fary,
Kiej sie wybierało z kościoła ochfiary.
Maścibrzuch i Furgoł (chcą odejść).
S1WYKUBA (z prośbą).
Powróćcie, powróćcie, bratkowie, do zgody,
Pomóżcie mi wygnać wilka z moji trzody.
Juz was prose, przeprasam, moi bracia mili,
Bo mi dwóch baranów wilcy z trzody wzieni.

— 142 —
MAŚCIBRZUCH i FURGOŁ (zostają mówiąc).
A widzis, ty durniu, jak sie nas to prosis,
Choć sie nad nas wszyćkich wynosi s,
To ty tu siedzis i na skrzypeckach grajes,
A nam strudzonem błazeństwa zadajes!
SIWYKUBA (uspakajająco).
Nie przeciwcie sie, moi bracia kochani,
Bo ja wam nie ucyniuł zńdny zły rany.
Przybliżcie sie do mnie, byśwa sie zgodzili,
W przyjaźności żyli!
MAŚCIBRZUCH (podając rękę Siwemukubie).
Ale kej są nasi drudzy?
SIWYKUBA (wskazując ręką).
Za jarząbkami smykają po lescie,
Bo co chtóry ułowi, do miasta przyniesie.
MAŚCIBRZUCH (z oburzeniem).
A nima to tam leśnych zęby pilnowali?
Zęby leśny zwierzyny łowić nie dawali!
SIWYKUBA.
Są leśni, ale sami, sami zjadają;
Zęby kraść mogli, chłopów namawiają.
(kiwając głową):
Tak to, tak! dobra sroka na chłopa i wrona —
Ale panu trza przynieś tłustą gęś, lub tłustego kapłona;
Bo chłop na wsi kapustą brzuch sobie wytłocy,
Wody sie napije, zdrów sobie podskocy!
FURGOŁ z oburzeniem).
Tak! tak! gadas ladaco, a nie gadas o tern,
Coby dla nas prostaków było pożytkiem na potem.
SIWYKUBA (zrywając się).
A bo ja to pański sługa ?

— 143 —
FURGOŁ.
Jeśliś nie pański sługa, marś w pole do pługa!
MAŚCIBRZUCH (wskazując).
Kłótnie zaprzestajcie,
Swary zaniechajcie.
Siądźwa se na ziemi,
Radźwa nad drugiemi.
SIWYKUBA (z zaniepokojeniem).
Ale dobrze moji, bracia mili,
Kej sie nas Cędzimlik obraca z kozłami ?
MAŚCIBRZUCH (j. w.).
Tuła sie po leście! Boże rac być z nami,
By go jaka skoda nie potkała;
SIWYKUBA (j. w.).
Lec nie bez przycyny, jak nie widzę jego,
Truła moje serce bońdź od cego złego!
FURGOŁ (z przerażeniem).
Broń Boże, by go jaka skoda spotkać miała,
Bo sie ta bezdyja1) wele ścian tułała,
Bez swego miskania.
MAŚCIBRZUCH (wskazując z zadowoleniem).
Atoli na łonce stare kozły zgania.
(Cędzimlik wpada zdyszany)
SIWYKUBA (zwracając się do niego).
A witajze, Cędzimliku, kendyześ ty bawiuł?
Byś ty barana lub uowce lichocie2) ostawiuł?
') bezdyja = bestya. Tu prawdopodobnie wilka uganiającego za
owcami.
2) lichota = nieszczęście, przypadek.

— 144 —
CĘDZIMLIK (pomięszany).
A bodajże was, bratkowie, kośnica1) srodze potrzepała,
Jak sie moja trzoda nadzwycaj rozbiezała.
A gdy mi w tej trzodzie zabrakło jednego barana,
Ja go długo sukał od samego rana,
A jak mi sie nieboga wilcy do trzody zbliżyli,
W “owce mi skocyli, barana mi wzieni!
SIWYKUBA (z ciekawością).
A jaki ten baran był? jaki?
CĘDZIMLIK (namyślając się).
Kędzierzawy, biały,
Co chodziuł na przodzie — łaskawy i śmiały.
SIWYKUBA.
Ty wis dobrze uo tern,
Ze kędzierzawego i śmiałćgo psy targają pod płotem,
CĘDZIMLIK (z rezygnacyą).
Ach moi bratkowie! nie spominajcie mi ta uotem !
Co mi ta uo tern spominacie wiele.
Lepi, ty bracie Furgoł, dobońdź butelki z kobiele ;
A ty, Maścibrzuchu, “olejku zytnego,
Pocenstujcie mnie słuzbowanego.
Boć to dobrze wiecie, ize na frasonek,
Abo sie powiesić, aby dobry tronek.
(Wyjmuje flaszę i pije).
FURGOŁ (do Maścibrzucha).
Dobywajze, Maścibrzuchu, z torby gorzalice!
MAŚCIBRZUCH (pijąc do Cędzimlika).
Byś zdech, Cędzimliku, jak ci zdrowid zyce.

') kośnica = zimica = febra.

— 145 —
CĘDZIMLIK (w dobrym humorze).
Ba! cartaś zjad !
Jak mój uociec umar, ja miał zdychać,
Juz to uo tych przypowieściach dawno było słychać.
Bo jak sie nieborak carno kapusto zepsował,
To jaz na pionty tydzień zachorował.
A matka nieboga, jak uobiad sprawiła
To tak spuchła, ze ledwie łaziła.
A ja, jagem sie na tern uobiedzie dorwał
Tom sie tak obrypał, ze mie wszystkie kichy bolo,
bigosu ze solo,
A jagem zjad scurzy uogon,
Tom dostał zatwardzenie na dwudziesty pionty zńgon.
MAŚCIBRZUCH (śmiejąc się).
Ho! Ho! Ho!
Pijze sobie Cędzimliku ku zdrowiu swojemu,
[jak coś poćciwego
A potem sie napijes do Furdygała brata mego.
CĘDZIMLIK (kosztując).
Jakaż to jest? mecizna1), cy-li mientowa?
FURGOfc.
Pij, nie uważaj, bo to anyżowa!
MAŚCIBRZUCH (znacząco).
uOn bedzie zgadał, póki nie skostuje,
A jak skostuje, to i wychld!
CĘDZIMLIK (wykrzywiwszy usta).
Musi być ankiernik, bo go w pempku cuje.
MAŚCIBRZUCH (poufale).
Prostaku, prostaku! nie wis, co dobrego,
Bo to uod harendarza tutejsego,
Co ja zanio dublizowa,
Po polsku mientowa.
') mecizna = wódka przepalana z cukrem i ziołami.
Lud. Rocznik XIV.

10

— 146 —
SIWYKUBA (potrząsając głową).
A to niezcipempkowa, co jo nazywajo... (namyśla się)
Bo jo nase niewiasty dobrze znajo.
Bo jak sie ji napije, to sie i połocy,
Nie tylko raz, ale i dwa razy.
MAŚCIBRZUCH (potrzymując opowiad.).
Nie tylko niewiasty, ale i dziewecki
Rady sie napijać dobry gorzńłecki,
Bo jak sie ji napijo srodze,
To sie na drugi dzień wywracajo po drodze!
CĘDZIMLIK (do Maści brzuch a).
Kiedy taka, zdrowa, póki jesce zyje,
Podej Maścibrzuchu, niech sie ji napije!
MAŚCIBRZUCH (do Cędzimlika).
Byś zdech!
CĘDZIMLIK (zwracając się do Maścibrzucha).
By cie kaci zjedli 1
SIWYKUBA (rozkazująco).
Doś tego chłeptania! Teraz sie prześpijcie,
A jutro rano wstaniecie uo świcie.
A ja stary pryk przypilnuje trzody,
Zęby nie przypadły jakie złe przygody.
(Maścibrzuch, Furgoł i Cędzimlik kładą się do snu). Siwykuba
chodzi po izbie, nucąc kolendę.
MAŚCIBRZUCH (przebudziwszy się trąca Furgoła).
Cy ty Furgoł śpis, cy ci się co zdaje ?
FURGOŁ (oburzony).
Spałbyś, bajduro, bo ci tych figlów nadzwycaj niestaje!
CĘDZIMUK (podnosząc się, przeciera oczy).
Ach! mówię wam, bratkowie, zgoła,
Tak mie przęsło światło trzy razy dokoła;

— 147
Bo jagby na mnie z pod ziemi wołało —
Pod sumieniem wam mowie, ze sie mi nie śniło.
MAŚCIBRZUCH (do Furgoła).
Zaświć mu ta, zaświć pało miedzy “ocy,
A on bedzie myślał, ze mu słońce świeci w nocy
FURGOL do Cędzimlika).
Chyba ci to, chyba kury po wsi piejo,
Dziwki z karćmy ido i rade sie Śmiejo.
Abo tez słowiki na hojnie śpiwajo,
Abo też gołombki na dachach gruchajo!
SIWYKUBA, który dotychczas, nucąc pod nosem, nie zwracał uwagi
na rozmowę towarzyszy, zbliża się nagle do nich, wołając:
Powstajcie, powstajcie! bratkowie, powstajcie!
Kendy jasność bije, pilnie uważajcie.
Sufla, który do tej chwili stał w sieni pode drzwiami, wpada nagle
i rozglądając się po izbie, krzyczy.
SUFLA.
Ach 1 ach bratkowie!
SIWYKUBA (zwracając się do niego).
Co ci to? Cy cie przestrasono, cy cie kijem pobito?
SUFLA (nabierając odwagi).
Jaka mie tez jasność ogarnyła;
Cy tu u was taka była?
SIWYKUBA (oburzony).
Idźze, ty głupi duda! Chrystus sie nam narodziuł,
Chtóry będzie z nami po kolędzie chodziuł!
SUFLA (z ciekawością).
A gdzie to, bratkowie?
MAŚCIBRZUCH.
Anioł nam powiedział:
W sopie bedzie leżał.

— 148 —
SUFLA (zdecydowany).
A toby trza wziońść coś dla Niego!
SIWYKUBA.
Zagrać mu bratasie! ’)
SUFLA (niechcąco)
Brzuch mie boli po wcorajsy kasie.
Ustawiają się następnie w kółko do tańca. Laski podnoszą
w górę i potrząsając niemi, w takt muzyki śpiewają:
1. Hola, hola, pasterze, z pola
Idźcie, Pana witójcie,
A co macie, to dejcie,
Wołajo aniołowie:
Pódźcie, mili bratkowie:
Wolasku, Kubasku, zagrajcie,
Stanasku, Wojtasku dudajcie.
2. Hola chłopy, dali do sopy,
Idźcie pana witajcie,
A co macie, to dejcie:
Śliwki, gruski jabłuska
Dla Józefa staruska.
Syrki i gumułecki,
Dla mały Panienecki.
Kukle*2), kacki, kurcontka,
Dla małego Dzieciontka!
Po odśpiewaniu tej zwrotki występuje z koła Siwykuba, a uklę­
knąwszy przed szopką, mówi:
SIWYKUBA.
Dzienkuje ci aniele, coś nam opowiedział,
Gdzie Pana sukać mamy, każdy bedzie wiedział
I innem opowiemy, gdy sie do kupy zydziemy.

Suną wS tai bra,a5i““8raimu' brade: "a *°
2) kukła, prawdopobnie kukiełka.

*

— 149 —
(Zwracając się do pasterzy):
Ja na rogu zagram i pódziewa w parze,
Cędzimlik nam zagra na swoji fujarze;
A ty Maścibrzuchu ze swojo hłonico
I ty Sufla z Furgołem wywijajcie palico!
(Po tej zapowiedzi wstępuje Siwykuba powtórnie do koła
i tańczą dalej, śpiewając:
3. Hola chłopy, dali do sopy;
Idźcie Pana witajcie,
A co macie, to dejcie,
Masło, kukle, kurcontka,
Dla małego Paniontka!
(Po tym śpiewie następuje „ochfiara“: stawiają szopkę na
stole, zapalają w niej świeczki i każdy z osobna, zbliżywszy się do
szopki, składa swe dary).
SIWYKUBA (z politowaniem).
UO mój drogi Panie! co ci sie to stało,
Ze Cie górne niebo na ten świat zesłało;
Drzys na tern mrozie, ślicne Paniontecko,
Bardzo mi Cie zál, z nieba Dzieciontecko.
Naści uodemnie masła gárnusek,
A jutro Ci przyniese susonych grusek (Odchodzi).
MAŚCIBRZUCH (drżąc).
A já téz Maścibrzuch dałbym ci ten syrek, lec suchy nieboze
A chto zombków ni má, tego zgryś nie może,
Dałbym ci téj kasę, ale ni más zombków,
Ale Ci przyniese pieconych gołombków. (Odchodzi).
FURGOŁ (j. p.).
Já, Furgoł ubogi, dałbym Ci ten kożuch, ale na Cie srogi.1)
Lec mám w torbie koźlo gómułecke,
A jutro Ci przyniese susono spyrecke. (Odchodzi).
*) srogi = duży, obszerny.

— 150 —
SUFLA (z wesołą miną).
A ja, Sufla ubogi, cóz Wam podaruje?
Mam trochę przepalanki1), to Was pocęstuje:
Napij sie, Józef z Maryą, bo na mrozie drżycie;
Dobra przepalanka na zimno, dobrze o tern wiecie.
(Wyciągając ręce):
Ach, Boże łaskawy! przyjmij od nas te dary,
Aby Iepse przepalanki na świecie bywały,
I aby Iepse packi tutoniu trafikarki dawały!
Po tej ofierze znów ustawiają się w koło i śpiewają:
4. Hola chłopy, dalej ze sopy!
Przyjechali królowie, wara, wara, bratkowie!
Ustompcie sie panicom,
Niechaj skarby wylicom:
I piniondze i złoto,
Bo przyjechali po to,
By Pana nawiedzili,
Łaskę Jego kupili. —
Ustomp sie Skocylasie,
Żebyś nie był w hałasie,
Idźze i ty prec Wachu,2)
Byś nie narobiuł strachu.
Hoj dyna, hoj dyna, hoj dyna,
Niech zyje Pan Jezus Dzicina (dwa razy).
Po ukończeniu śpiewu i tańca bierze dwóch kolędników szopkę
do góry, a trzeci pokazuje „cudaki“, t. j. lalki, które, odpowiednio
przez niego poruszane, wykonują ruchy w takt skrzypiec. Ilość lalek
jest względną, Najczęściej występuje dwanaście par: starosta ze sta­
rościną — tańczą poloneza,3) pan młody z panią młodą — tańczą
mazura, drużba pierwszy z najbliższą, t. j. pierwszą druchną — tań­
czą krakowiaka, ułan z druchną — tańczą polkę, drużbowie z druchnami, góral z niedźwiedziem na łańcuszku, żyd z żydówką - tańczą
walczyka żydowskiego, dziad z torbą, dzwoniąc dzwonkiem, przyszy*) przepalanka = wódka przepalana w odróżnieniu od surowicy.
2) Skrócenie imienia Wawrzyniec. Redak.
3) Każdej parze skrzypek gra inny kawałek.

— 151
tym do torebki, umieszczonej w obydwóch rękach, prosi widzów
o jałmużnę; i nie ustąpi pierwej, póki nie dostanie chociażby parę
groszy; jeżeli nic nie ma w torbie, przychodzi babka, a zaglądnąw­
szy wewnątrz do worka, bije dziada kijem po głowie; kiedy nato­
miast znajdzie u niego jakiś datek, pocałuje go w brodę, poczem za­
tańczą sobie na ostatek. Potem wychodzi jeszcze dziad po raz drugi,
lecz po to tylko, by stać się łupem nielitościwej śmierci, która ścina
go kosą. W końcu zjawia się ksiądz z kropidłem, a pokropiwszy
wszystkich, znika.
Na tern kończy się całe widowisko szopki.
Przed odejściem zaśpiewają jeszcze kolędnicy:
Wiwant Wiwant juz idziemy,
Za kolende dzienkujemy
Przez narodzenie Jezusa,
W niebie bedzie Wasa dusa
Królowała.
Wiwant, wiwant juz idziemy,
Za kolende dzienkujemy,
Przez narodzenie Jezusa
W niebie bedzie wasa dusa
Królowała! (trzy razy).
Niech bedzie pochwalony Jezus Chrystus!

W dalszym ciągu podaję widowisko:

„Chodzenie z królem Herodem“.
OSOBY:
1) KRÓL HEROD (ubrany w szaty królewskie: długi, jaskrawy
płaszcz królewski, korona z papieru na głowie, w ręce berło kró­
lewskie, przepasany szeroką, złotą szarfą przez ramię, wąsy i broda
z konopi).
2) MINISTER PIERWSZY (ubrany po wojskowemu, miecz dre­
wniany u boku, czapka wysoka ze złotego papieru, wąska przepaska
pąsowa przez ramię — bez wąsów.
3) MINISTER DRUGI (ubrany jak pierwszy).

— 152 —
4) ŻYD (ubrany w długi chałat żydowski, przepasany sznur­
kiem, długa broda i wąsy z konopi, czapka futrem na wierzch obró­
cona. W ręce ma złoconą laskę).
5) DYABE-E (czerwone spodnie, czarna bluza, twarz pomalo­
wana sadzami na czarno, nos czerwony, na głowie nakrycie czarne
z przyprawionymi doń rogami, w jednej ręce widły, w drugiej łańcuch).
6) ŚMIERĆ (okręcona w białe prześcieradło, twarz pomalowana
na biało, głowa okręcona białą chustką. W ręce kosa).
7) DWÓCH WIEŚNIAKÓW, mających reprezentować pospólstwo;
ubrani w zwykłe szaty. Na twarzy pomalowani).
Wchodzi król
HERÓD (z dumą).
Jam jest król Herod potęga narodu ludzkiego. Wszystkie gwia­
zdy są pod mojo władzo. Jak ginie berło, korona, niech ginie cała
moja fortona. (Po chwili namysłu) Ale nie wiem, co dziś moje (sic)
ministry wojny nie przybywajo?
MINISTROWIE (wchodzą).
Witamy cie najjaśniejsy panie
I oddajem ci hołd i usanowanie.
(Składają miecze na krzyż na znak szacunku przed królem).
HERÓD (rozkazująco).
Idźcie i wyrzynajcie wszystkie dzieciontka.
(Odchodzą).
(Gdy ministrowie odeszli, Herod chodzi po izbie zamyślony. Mini­
strowie po chwili wracają).
MINISTROWIE (kłaniając się).
Rozkaz ostał wypełniony.
HERÓD (z zadowoleniem).
Dobrze 1
(Za chwilę wchodzi żyd).
Ż} D (wszedłszy do izby, przewraca sie)
Ny! nie wiedziałem, ze sie pańskie klamki otwierajo. (Po chwili)
Ny jegomoś! co wam przysło z tego,
Zeście kazali zabić Jabramka mojigo?!

— 153 —
HEROD (dumnie).
To wszystko według rozkazu mego. —
(Po chwili namysłu odzywa się Herod do żyda).
HEROD (ze złością).
Żydzie, rabinie, niegodziwy synie, gdzie sie narodziuł Bóg?
ŻYD (bez namysłu).
Ny, buk? buk narodziuł sie w leście.
Przysły chłopy ze siekierami, z toporami, zerzneli buk, spalili
buk, nima buk!
HEROD (j. w.).
Ale zydzie, rabinie, niegodziwy synie, gdzie sie narodziuł Bóg?
ŻYD (j. w.).
Bób narodziuł sie na pole. Przysły chłopy ze sierpami, z ko­
sami, zezeni (zeżęli) bób, nima bób.
HEROD (oburzony).
Ale zydzie, rabinie, niegodziwy synie, gdzie sie

narodziło

Dzieciontko ?
ŻYD (j. w.).
Ny 1 ja dziś nie zarobiuł nie tak dziesiontko (dziesiątkę) ale
nawet piontko! (Zaczyna opowiadanie):
Jak my se jechali na halamuzy(?), to my sprzedali kobyłkę
nie mały, nie duży. (Nucąc):
Ja jest rabin pensyjonowano!
Na wszyćkigo to ja jestem znano 1
Moja Rywcie sprzedawuje na targ śledzie :
Aj waj, co to bedzie?
HEROD (j. w.).
Ale zydzie, rabinie! gdzie sie narodziło Dzieciontko?

— 154 ŻYD (z namysłem).
Ny! dzieciontko narodziło sie w Betlejem.
Já tam byłem widziałem i te złoto lásecke dostałem.
(Wychodzi z izby).
HERÓD (z rozpaczą).
Ach biada, biada mnie Herodowi, wieldze utrapionemu królowi.
(Wchodzi śmierć z kosą).
ŚMIERĆ (odgrażając się).
O ty nędzny królu! Siedm lát za tobom chodzieła i te kosem
na ciebie ostrzyła. (Chwyta go kosą za głowę).
(Wpada do izby dyabeł).
DYABEŁ.
A ty nędzny królu! wpńdeś w moje rence
A já twoje duse na widłach wykrence!
(Trzepiąc martwym Herodem wynosi go z izby).
Wchodzą chłopi, nucąc : ,,Z narodzenia Pana'1.
(Wnoszą szopkę do izby; jeden ukryty za szopką przemawia w imie­
niu lalki, którą wystawił w szopce).
PIERWSZA LALKA.
Ach dlá Boga! co za trwoga!
Bartłomieju, Bartłomieju, bo cała wieś płonie!
DRUGA LALKA.
Co sie wám to śni po głowie?
Nie wicie, ze sie nám tu Dzieciontko narodziło?
A co mamy, to dejmy. — Já masła osełecke — já syrek,
.
[bom stary.
Wyście stary i ja stary, bierzwa sie za bary. (Mocują się).
(Zjawia się policyant).

155 —
POLICYANT.
Co wy tu chłopy taki rajwach robicie?
Cy nie wicie, że sie nam Dziciontko narodziło.
— Mars chłopy z ty sopyl
(Wychodzi starościna z jednego, a starosta z drugiego rogu szopki).
STAROŚCINA śpiewa:
Nima to ci nima, jak u chłopa na wsi,
Utnie psu ogona, kapustę omaści. (Tańczą).
DRUŻBA Z DRUCHNĄ: drużba śpiewa:
Widzis ty, dziewcyno, ten kamień nad wodo,
Jak kamień popłynie, ozenie sie z tobo.
DRUCHNA:
Widziałeś ty, durniu, zęby kamień pływał?
Nie miałeś sie żenić, pocoś u mnie bywał? (Tańczą).
KRAKOWIAK śpiewa:
Krakowiacek ci ja, w Krakowiem s e rodziuł,
Sześć latek mi było, do szkołym już chodziuł. (Tańczy).
ŻYD.
Ja ino głowę wystawiuł,
Zaraz sie śmierć i djaboł zjawiuł;
Ale z tego wszyćkiego zaśpiewam sam sobie samego;
Jagem sie stawiuł przed króla Herodzie, zona w domu, dzieci
[sześ
Ceka na mnie wszyćko sześ. — Halki kim!
Wychodzi żydówka — tańczą.
DZIAD z babką śpiewa:
Napiuł sie dziaduś ciepłego winka, tańcuł z babulą wele ko­
minka; babusia rada ronckami klasce; jesce ze dziaduniu, jesce ze,
jesce! (Po przetańczeniu jednego kawałka, prosi dziad o wsparcie):
prosi tez dziaduś na rany, bo mu sie trzęso łachmany — a wszyćko
co uprosi, zanosi babce Zosi.
Jeżeli co dostanie, zatańczy z babką jeszcze jeden kawałek,
w przeciwnym razie wychodzi.

— 156
Na tem kończy się widowisko.
Przed odejściem zaśpiewają:
Wiwant, wiwant już idziemy,1)
Za kolende dzienkujemy,
Przez narodzenie Jezusa
W niebie bedzie wasa dusa
Królowała !

Franciszek Gawełek.

Zagadki ze wsi Łoniowy
w pow. brzeskim.
1. Dał sługa Panu to, czego sam nie miał, i co jeszcze
na świecie nie było.
(Św. Jan Chrzciciel ochrzcił Pana Jezusa).
2. Przyszło dwóch sprawiedliwych do jednego niesprawie­
dliwego prosić o więcej, jak o Królestwo niebieskie i on
im dał to.
(Józef i Nikodem prosili Pi­
łata o ciało Pana Jezusa, ażeby
im pozwolił zdjąć z Krzyża.)
3. Nie rodził się a umarł, a drugi sie urodził a nie
umarł, a nie żyje.
(Kto się nie rodził a umarł,
to Adam ; żona Lotowa się uro­
dziła a nie umarła a nie żyje.)
4. Rośnie w ziemi a niema korzeni, ani nie rodzi kwiatu
A przyda się całemu światu.
(Sól.)
5. Jestem tem, czem jestem,
Nie jestem tem, czem jestem.
’) Zob. „Szopkę“.

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.