4e6adea784dd1826b6e2d49baefd2252.pdf
Media
Part of Recenzje i sprawozdania, cz.1 / Lud, 1911, t. 17
- extracted text
-
RECENZYE I SPRAWOZDANIA.
CCZZÖ
A. Leskien. Über Dialektmischung in der serbischen Volkspoesie.
Leipzig 1910. (Berichte über die Verhandlungen der kön. Sächsischen Ge
sellschaft der Wissenschaften zu Leipzig, Philologisch-historische Klasse,
62 Band, 1910, 5 Heft, str. 129—160).
Wiadomo, że teksty pieśni serbskich, jakie lud śpiewa w pewnej
okolicy, nie są pod względem języka odbiciem właściwości gwary miej
scowej, ale przedstawiają mieszaninę właściwości gwar różnych okolic.
Przeciwnie zaś w opowieściach ludowych, które lud powtarza i w ustnej
tradycji przekazuje następnym pokoleniom, uwydatnia się czysto miej
scowe narzecze ze zmianami jemu właściwemi.
Prof. Leskien w pracy powyżej wymienionej założył sobie wyka
zać w tekstach pieśni serbskich mieszaninę w zakresie zjawisk fonety
cznych, wynikającą z trojakiego sposobu wymawiania pierwotnego brzmie
nia słowiańskiego e przez ludność serbsko-chorwacką, w różnych oko
licach zamieszkałą. Pod tym względem ludność ta dzieli się na trzy
grupy, wyróżniane odpowiedniemi nazwami; grupy te są; 1. ekawcy,
t. j. wymawiające pierwotne e jak e (bądź krótkie, bądź długie), n. p.
ded, svet; 2. j ekawcy, wymawiający pierwot. e jak je, lub ije, n. p.
djed, svijet-, 3. ikawcy, u których pierwotne e zmieniło się na i; did,
svit (opuszczamy tu znaki długości i krótkości oraz akcenty nad literami
z powodu braku odpowiednich czcionek).
Na wstępie swej pracy autor mówi, że już Vuk Karadżić w przedr
mowie do wydania pieśni serbskich (Narodne srpske pjesme, Lipsk
1823 ns.l zaznacza fakt, że jeżeli jakakolwiek pieśń z Hercegowiny dostaje się do kraju dolnego, gdzie lud nie mówi narzeczem hercegowińskim, to lud tej miejscowości śpiewa tę pieśń w swoim narzeczu, n. p.
— 103 —
Recenzye i sprawozdania
wymawiając devojka, deca, leto, zamiast: djevojka albo díevojka, djeca,
al. dźeca, Ijeto 1’eto; przytym jednakże pozostaje coś z narzecza hercegowińskiego w wielu wyrazach, gdzie tego miara wierszowa wymaga;
n. p. jeżeli do tekstu pieśni przyniesionej wchodzą wyrazy takie jak:
lijepo, bijelo, vrijeme, to śpiewający już nie użyje ich w postaci: lepo,
belo, vreme (odpowiedniej formie devojka\ bo mu na to widoczna strata
jednej zgłoski w wierszu nie pozwala. Wzgląd tedy na miarę wierszową
zmusza śpiewających do zachowania postaci pewnych wyrazów ze zna
mionami obcego narzecza.
To przeciskanie się znamion jednego narzecza do narzecza dru
giego prof. Leskien ilustruje, podobnie jak Vuk, na wierszach, pocho
dzących z okolic jekawskich, a przeniesionych do miejscowości ekawskich. Są to pieśni w narzeczu sztokawskim, dziesięciozgłoskowe,
z cezurą po zgłosce 4-tej, n. p. wiersz: on ne ide u bijelu crkvu (że po
chodzi on z okolicy jekawskiej, widać z postaci bijelu); następujące po
nim dwa wiersze w ustach jekawców winny brzmieć:
već on ide u to polje ravno
te on sije bjelicu pśenicu
(— ale on idzie na to równe pole i sieje białą pszenicę). Tymczasem
wiersz ostatni w miejscowości ekawskiej rzeczywiście brzmi:
te on seje belicu pśenicu
(Vuk, Narodne sprske pjesme II., Wiedeń 1845, N. 3). A więc w wierszu:
on ne ide u bijelu crkvu, postać bijelu jekawska pozostała niezmienio
na, w następnych zaś zamiast form jekawskich : sije bjelicu wprowa
dzone są postaci ekawskie: seje belicu, zgodnie z wymawianiem miej
scowych ekawców, do których pieśń z okolic jekawskich przyszła. Forma
bijelu, jekawska, oczywiście pozostała niezmieniona ze względu na miarę
wiersza, gdyż zmiana jej na ekawską belu (on ne ide u belu crkvu) po
ciągnęłaby za sobą utratę jednej zgłoski w wierszu.
Podobne zmiany zachodzą w tekstach pieśni ikawskich, przenie
sionych w okolice ekawskie, lub też pieśni ikawskich, śpiewanych w oko
licach jekawskich. Ikawska n. p. pieśń :
da on vidi, draga dico moja,
da I istina Sto zbori svitina
(tak on widzi, drogie moje dziecko, czy to prawda, co mówią ludzie)
mogłaby być śpiewana zarówno po ekawsku:
da on vidi, draga deco moja,
je I istina Sto zbori svetina,
jako też po jekawsku:
da on vidi, drago djeco moja,
je 1 istina Sto zbori svjetina.
Z tej samej zaś pieśni wiersz:
beg im plina pravo podilio
(beg między nich rozdzielił zdobycz sprawiedliwie) mógłby być prze
kształcony na ekawski:
beg im plena pravo podelio,
ale nie może przybrać postaci jekawskiej:
beg im plijena pravo podijelio,
— 104 —
Recenzye i sprawozdania
wtedy bowiem miałby dwie zgłoski za wiele i pozbawionyby był cezury
po zgłosce 4-tej. Jeżeliby więc taka pieśń dostała się do miejscowości
jekawskiej, to miejscowy śpiewak musiałby albo zatrzymać w.niej formy
ikawskie, albo też wiersz zupełnie przerobić.
Jednakże takie wypadki przechodzenia znamion jednych narzeczy
do drugich stanowią tylko jedną z przyczyn tej ich mieszaniny, jaką wi
dzimy w poezji ludowej serbskiej. Sam fakt mieszania się narzeczy,
zdaniem autora nie jest tak prosty, jakby wnosić można z krótkiej o tym
uwagi Vuka. Według prof. Leskiena mieszanie się narzeczy, jakie widzimy
w pieśniach serbskich, może się odbywać w trojaki sposób :
1. Wskutek przeniesienia pewnej pieśni z jej pierwotnej miejsco
wości rodzinnej (A) do innej okolicy o innym narzeczu (B) i przerobie
nia z narzecza A na narzecze B, o ile na to pozwala miara wierszowa,
albo też odwrotnie.
2. Pieśni mogą powstawać w pewnej okolicy, gdzie już mowa po
toczna życia codziennego jest narzeczem mieszanym.
3. Śpiewacy, którzy sami należą do pewnego narzecza miejsco
wego i mówią nim, umieją też i przejmują pieśni, które już przedsta
wiają język mieszany, i naśladują go, w tym razie język ich jest języ
kiem sztucznym, a przytem i oni sami mogą przydawać do niego coś
z form swojego miejscowego narzecza.
Punkt 1-szy przedstawiają jasno uwagi powyżej już skreślone.
Dla wyjaśnienia punktu 2-go autor przywodzi liczne przykłady pie
śni serbskich ze zbioru L. Marjanovića (Hrvatske narodne pjesme>
Sto se pjevaju u Gornjoj Krajini i u Turskoj Hrvatskoj I. Zagrzeb 1864),
pomiędzy któremi są utwory, przedstawiające pstrą mieszaninę gwary
ikawskiej i jekawskiej (n. p. z wyrazami użytemi w sąsiedztwie: bila
i bijela, sidoie i sjedoie, lijepa djevojka i lipa divojka, hliba biloga
i hljeba bijeloga i t. p.)
Przykłady, wyjaśniające punkt 3-ci, przedstawia autor z pieśni
w narzeczu czakawskim, którym mówi lud wybrzeża Adryjatyckiego
i wysp dalmackich, pomiędzy któremi na szczególną uwagę zasługuje
gwara tegoż narzecza na wyspie Lesina (słowian. Hvar, Far, t. j. staroż.
Pharos). Narzecze mieszkańców wysp różni się znacznie i pod wzglę
dem głosowym i formalnie od gwar sztokawskich. Jest to narzecze ikaw
skie, t. j. ma samogłoskę i zamiast jekawskich ije, je; w nim także Z na
końcu zgłoski nie przechodzi na o (n. p. pital, nie pitao), w pewnych
jednak razach to Z zanika, n. p. bi san (poi. był jeśm = byłem), zam. bil
sam (sztokaw. bio sam); zamiast samogłos. r ma zgłoskę ar (długą),
n. p. bardo (góraj zam. brdo; m w zakończeniach fleksyjnych zmienia się
na n, n. p. san (jestem) zam. sam, s bogon (z bogiem); brzmienie dj
(dź) zmienia się na j: mlajahan (młodzian) zam. mladźahan; Ij czyli
podniebienne Z’zmienia się na j:jubav (miłość) zam. l’ubav albo ljubav;
zamiast końcówek dopełniacza i celown. I. p. -oga, omu używane są:
-ega, -emu; zaimek pytający ro. nij, brzmi cza (ca; w sztokawskim jest
ito); zachowały się w nim dawne formy celownika, narzęd. i miejscow.
Im. (nie-Zmą); brak mu dopełniacza Im. na a zwykłego w serbskim {Tu
raka — Turków. nożeva-nożów, żena ~ żon); aoryst i imperfec. wyszły
105 —
Recenzye i sprawozda nía
oddawna z użycia i zastąpione zostały formami cz. przeszłego opisowemi.
W pieśniach w gwarze tej wyspy z ust ludu spisanych, ale po
wstałych na stałym lądzie (prof. Leskien jest w posiadaniu dużego ze
szytu rękopiśmiennego ze zbiorem tych pieśni z r. 1886), znajduje się
mieszanina form przyniesionych z innych miejscowości (np. sztokaws. je
sagubio, besidio) z miejscowemi (ukopał, san ubił — zabiłem); obok
postaci jekawskich, jak: bijela, są miejscowe, ikawskie: vrime, najlip$a>
rumenega evita (z sztokaw.-jekawskich: vrijeme, najlijepia, rumenoga
evijeta) i t. p. Osobliwe są w tej gwarze nowotwory celownika 1. m. takie
jak: svojiman sviman Salíaniman (= swoim wszystkim Salczanom), po
wstałe przez skrzyżowanie z sztokawskich lub czakawskich, zakończo
nych na -ima, oraz dodanej końcówki celownika lm.-/z, zwykłej w tej
gwarze (t. j. svojima-n). Podobne tedy i zapożyczenia i przekształcenia
składają się na mieszaninę językową w tekstach pieśni tej wyspy.
Autor w rozprawie swej daje pojęcie o tej mieszaninie narzeczowej na przykładach, zaczerpniętych z pieśni, które zostały zapisane
w wieku XIX-ym. Ale i przed wiekami proces tego mieszania się nie
w inny odbywał się sposób. Dowody tego spotkać można w wierszach
epickich w. XVI—XVIII, wydanych przez M i k 1 o s i c h a. Die Volksepik
der Kroaten, 1870 (Denkschriften der Wiener Akad. Philos-hist. Klasse,
T. XIX), a bardziej jeszcze w wyd. Bogiśića Narodne pjesme iz starijih najviSe primorskih zapisa, I. Belgrad 1878.
W ramach tedy powyżej zakreślonych mamy zawartą treść bardzo
ciekawej pracy jednego z pierwszorzędnych dziś slawistów. Rzeczą jest
niewątpliwą, że zjawiska w niej rozpatrywane na gr ncie serbsko-chorwackim, znajdują także analogje i w językach poezji ludowej innych na
rodów. Mamy mieszaninę narzeczy również i w poezji ludowej polskiej;
dość wspomnieć, że występuje ona w gwarach mazurskich, sąsiadują
cych z niemazurzącemi, że widoczna jest w pieśniach śląskich na po
graniczu z Czechami (ob. Bystroń, Rozpr. Wydz. filol. XII), jak również
w tekstach pieśni górali tatrzańskich, gdzie wcisnęło się dużo przymie
szek od sąsiedniej Słowacczyzny, obok innych także zapożyczeń, i t. d.—
wszędzie pole otwarte a wdzięczne dla badań djalektologicznych
Adam Ant. Kryński.
Stanisław Schneider. Badania nad źródłami twórczości Juliusza
Słowackiego w ostatnim okresie życia. (We Lwowie. Nakładem autora.
1911).
Rozprawy, w książce tej pomieszczone, w połowie ogłaszane po
przednio w wydawnictwach peryodycznych i księgach zbiorowych, mają
za przedmiot zbadanie źródeł twórczości poety w ostatnim, dotychczas
tak mało znanym i rozjaśnionym okresie jego życia. Trzy podstawowe
czynniki wyszczególnia autor: ideę palingenezy i jedności duchowej, po
mysł saturnowego smoka, czyli węża saturnowego i kosmicznej postaci
Helois-Sofos, którego źródłem są gnostyckie zapatrywania, wreszcie roz
maite elementy i formy wiary i wyobrażeń ludowych. Składnik pierwszy,
— 106 —
Recenzye i sprawozdania
idea palingenezy duchowej, odzwierciedla się najpełniej w „Samuelu Zbo
rowskim“, stanowiąc podstawę myślowej zawarto'ci dzieła. Trójca uosobień Helion, Atessa, Lucyfer odpowiada trójcy aniołów: słonecznemu,
miesięcznemu, globowemu, trójcy: Ducha, miłości, woli. Atessę utożsamia
z egipską Athor, boginią miłości; uwidacznia pewne analogie w koncepcyi Słowackiego z wierzeniami egipskiemi; Słowacki przyjmuje dwie
ewolucye: anioła słonecznego i ziemskiego, Heliona i Lucyfera, dążące
do „rozwiązań ostatnich“ — do wydania człowieka. Atessa utożsamiona
w jednem z ogniw rozwojowych z bóstwem kosmicznem Dyaną, jest
małżonką Heliona, odradzającego się w postaci Samuela Zborowskiego,
przedstawiciela ojczyzny. Atessa-Dyana obdarzoną zostaje przez poetę
atrybutami, zaczerpniętymi z Apokalipsy św. Jana i ujawnia się jako
uosobienie Polski, nowej Jeruzalem. Autor podaje wspólne źródło koncepcyi Słowackiego i Apokalipsy (niewiasta, rodząca dziecię, które smok
czyhający pożreć zamierza) z babilońskiego mitu. Lucyfer, duch podziem
ny, a „brat kochany lecz biedny“ toruje drogę, rycerzowi dumnemu —
niewolnicy w koronie z gwiazd i miesiąca, Polakowi-Polce, ostatniemu
przeobrażeniu Heliona-Atessy. Wreszcie wskazuje na analogię idei palin
genezy poety z koncepcyą ewolucyi podwójnej u Empedoklesa. Idea je
dności duchowej jest Słowackiemu wspólną z nauką Manichejczyków
(wedle wypisu z księgi biskupa Nemezyusa ilepi (jwreuis dvOpanrov) i gnostyków, godzących swe wyobrażenia z nauką Chrystusa o podwójnej
ewolucyi: duchów odkupionych (Helion) i pokutujących (Lucyfer). Sło
wacki-gnostyk, głosiciel prawdziwej wiedzy, nie będącej ani czystą religią, ani czystą nauką staje w krańcowem przeciwieństwie do Mickiewi
cza, kornego sługi Bożego, opierającego wszystko na stopniu wzmo
żonego czucia, wiary, tudzież pewności moralnej, a nie matematycznej,
do której dążył i którą utwierdzał autor „Króla-Ducha“. Pomysł powrotu
wszechrzeczy zaczerpnął również od Nemezyusza; koncepcyą ta, pocho
dząca od Pitagorejczyków i stoików, doznaje u Słowackiego przemiany
na dogmat egipski, ujmujący powrót wszechrzeczy w okresy trzechtysiącletnie; pogląd ten, nazwany przez samego poetę „oszukaństwem“,
przeobraża się w zapatrywanie o wieczności odradzających się zmien
nych kształtów. Symbolem, przedstawicielem tej wieczności jest wąż czyli
smok saturnowy, stworzony i czczony przez wiarę ludową a będący po
chodzenia fenickiego; Saturn, pierwsza z tajemnic chrześcijańskich, jest
u Słowackiego wyobrazicielem nieśmiertelnego ducha, twórcy wszelkiej
materyi. Ta wiara ludowa w smoka lub węża, spotykana też w pismach
mistyków innych (Boehmego, Swedenborga, Nemezyusza) dostała się do
nich za pośrednictwem gnostycyzmu; poeta polski zużytkował ludową
baśń o królewnie, pilnowanej przez smoka a wybawionej przez rycerza,
baśń, którą autor objaśnia na drodze rozważań mitologicznych, jako wy
swobodzenie i odrodzenie żywiącej przyrody z letargu zimowego. Uoso
bienie przyrody-żywicielki, postać kosmiczną Sofos identyfikuje autor
z gnostycką Mądrością Sofia, przybierającą u Słowackiego kształty Pol
ski. Węże, tak czczone przez wszystkie ludy już od zamierzchłej staro
żytności, upostaciowania wybitnych zmarłych spotykamy w wielkiej ilości
w Śnie srebrnym Salomei. Porównanie futoru Wernyhory z Trofoniu— 107 -
Recenzye i sprawozdania
szową jamą naprowadza autora na domysł, źe Wernyhora jest duchem
pokrewnym Trofoniuszowi, duchowi ziemnemu, żyjącemu pod postacią
węża; wspominanie cudownych źródeł wskazuje na reminiscencyę z le
ktury o grocie Trofoniosa i o spijaniu przed nią napoju z Lety i Mnemozyny; zwycięstwo, tryumfalnem Hosanna z powodu poznania ostate
cznej prawdy na łące Edenu przez trójcę duchów: Heliona, Helois i Tłómacza Słowa ogłoszone, a będące ubóstwieniem człowieka, upodabnia
autor do prawdy, wieszczonej przez Persefonę, boginię wężów, uosobie
nie Mądrości, postać wegetacyjną i transformacyjną. Pogląd o dwóch
mocach kosmicznych, (dwa na słońcach swych przeciwnych-Bogi), pod
stawą swą tkwiący w wyznawanej przez twórcę Beniowskiego zasadzie
jedności ducha, przejął poeta za pośrednictwem Platona z Empedoklesa.
Obrazowanie w pieśni VIII. Beniowskiego w. 37. i nast., mówiące o pra
wdzie i śnie Boskim, zaczerpnięte z Homera (Odyssea XIX. 560 -67),
Wergilego (Eneida VI, 893—96), Horacego (ks. III. oda 27, w. 38 i nast)
w treści swej myślowej uznające poprawczą wartość subjektywnej „złu
dy“, „wiary widzącej“, ujawnia pokrewięństwo pojęciowe z Empedoklesem. Wzmiankę o pieśni jaskółczej w jednym z waryantów „Króla-Ducha“, której początek ma być wedle dr. Sinki homerycki, wyprowadza p
Schneider z tradycyi nowogreckiej o obnoszeniu jaskółki, jako zapo
wiedzi zbliżającego się święta majowego ku czci odmłodzonej przyrody;
pieśń jaskółczą w Zawiszy Czarnym, świętej i niebieskiej miłości poświę
coną, przeciwstawia pieśni wroniej o miłości gminnej, bladej i oszuku
jącej — obie pochodzenia helleńskiego. Pieśń ta jaskółcza jest poświęcona
Bogu domowemu, błogosławiącemu danemu domowi pod postacią węża,
wcielenia Dobra, 'AyaObs Salpwv; jaskółka zwiastuje herosa słonecznego
Jerzego, którego właściwym ptakiem jest kogut, jedna z przemian i prze
obrażeń węża, ducha twórczego przyrody. Z innych przyczynków wymie
nić należy: wyprowadzenie etymologii wyrazu burłak (ks. Marek, s. II.
w. 744—752) z nowogreckiego (iovpKÓ\aKas, oznaczającego zdrowego, czer
stwego upiora; termin nowogrecki ma pochodzić z rekonstruowanego
przez autora wyrazu starogreckiego: jSoÚKoÁaf, oznaczającego demona
pasterskiego. Wyraz Dziedzilla, upodobnionej do helleńskiej Irydy, („Król
Duch“), a wyprowadzony z grec. SaiSaKea, oznacza uosobienie tęczy,
sprowadzającej deszcz na ziemię; polski „maik“ i „gaik“, pozostający
w związku z obrzędami, mającymi deszcz sprowadzać naprowadza autora
na serbski wyraz Dodola, z którego powstała polska Dola. Pomysł ko
nia białego, który uniósł Wernyhorę (Be iowski, XI. w. 558 i nast., Sen
sr. Sal. a. V. w. 448 i nast.) zaczerpnął z Apokalipsy św. Jana (roz. XIX.)
wedle interpretacyi Swedenborga, który konia ujął myślowo i widzi
w nim symbol rozumu; koncepcya, żyjąca w poezyi ludowej, wykazuje
u Słowackiego oryginalne sprowadzenie dwóch elementów: nadziem
skiego i podziemnego do wspólnej miary duchowej. Pająk jest u poety
naszego symbolem Boga; wierzenia ludowe upodabniały siatkę pajęczą
z krzyżem swastykalnym; Słowacki zlewa je w synonima woli, siły i mocy
duchowej Boga, powstałej z pustki, z niczego. Autor „Króla-Ducha“,
znający topografię elizyum z Wergilego Eneidy, ks. VI., prawdopodobnie
też szczegóły o pszczołach efezkiej Artemidy i eleuzyńskiej Demetery,
— 108 -
Recenzye i sprawozdania
widzi w pszczołach („Genezis z Ducha“, waryanty „Króla-Ducha“) sym
bol palingenezy. W Beatrix Cenci uznaje p. dyr. Schneider nowe bóstwo,
będące zespoleniem dawnych bóstw żeńskich w myśl synkretyzmu gre
ckiego, jedno z ogniw w łańcuchu kosmicznych wcieleń niewieścich od
Pratorani indyjskiej i egipskiej Izydy do Matki Boskiej i do Polski
„Piękności, córki łowa“. — Oto krótka treść badań, które szan, autor
w księdze swej złożył. Bogata erudycya, dążność do wszechstronnego
ujmowania i oświetlania kwestyi, drobiazgowa analiza badanych przez się
szczegółów — oto właściwości, jakie w pierwszym rzędzie czytelnika
dzieła p. Schneidra uderzą. Jakkolwiek nie można odmówić wartości po
czynionym przezeń poszukiwaniom, przecież niezbędnem jest podanie
kilku krytycznych zastrzeżeń, modyfikujących lub kwestyonujących bez
względną ważność sądów autora. Przedewszystkiem nie można się w ca
łej rozciągłości zgodzić na to tak silnie przez autora podkreślone źródło
koncepcyi Słowackiego: wierzenia ludowe w najrozmaitszych ich posta
ciach i formach. Nie były one bowiem bezpośredniem źródłem
jego pomysłów; badania wogóle nie dojdą tak prędko do odnalezienia
i stwierdzenia wszystkich źródeł; raczej, z analogiami i pokrewieństwami
mamy do czynienia aniżeli ze źródłami. Pomysły pewne o charakterze
przeważnie symbolicznym, przez lud utworzone, stały się własnością po
wszechną umysłów mistycznych, symbolami w swein myśleniu operują
cych; raczej więc do pism mistyków i teozofów po źródła nam zwrócić
się należy. Wątpliwemi szczególnie stają się wywody autora wówczas,
gdy dla intepretacyi pewnych szczegółów o charakterze raczej poetyckodekoratywnym, niżeli ściśle ideowym poszukuje źródeł w wierzeniach
ludowych nowożytnych lub antycznych ; tak n. p. odnosi się to do uży
cia owych węży, do upodobnienia Wernyhory z Trofoniuszem, zwłaszcza
gdy sam autor stwierdza (str. 72), iż porównanie jest tylko niewyra
źnie zaznaczone, że sam Wernyhora o wężu nie wspomina, źe dęby,
kołyszące nad jego futorem „Sybilińskie listeczki“ raczej dębowi w Do
donie (?) niżeli „jamie Trofoniuszowej“ odpowiadać mogą; nie przeko
nywa też zestawienie wzmianki o cudownych źródłach z Lete i Mnemozyne; nie można się też zgodzić na etymologię wyrazu burłak z nowogr.
(iovpKÓ\nKas wobec mechanicznego tłumaczenia autora i dokonanej prze
zeń rekonstrukcyi antycznego
nie ma też rzeczowej i uzasa
dnionej podstawy do włączenia Beatryx Cenci w łańcuch rozwojowy
wcieleń kosmicznych. Ciekawe i w niektórych szczegółach trafne są wy
wody autora o genezie pomysłu konia białego z Apokalipsy, o symbolu
pająka i pszczół, o pieśni jaskółczej, (jakkolwiek bardziej przemawia do
przekonania wskazanie przez prof. Sinkę początku homeryckiego), o pe
wnych analogiach z Empedoklesem za pośrednictwem wpływu Platona.
Bogactwo erudycyi i poświęcanie bacznej uwagi drobnym szczegółom
sprawia, iż autor zbyt dalekie kręgi zaznacza szczegółowym swym tłuma
czeniom, które przy uproszczeniu zyskałyby na pewniejszem uzasadnie
niu; w każdym razie rozprawy, w książce p. dyr. Schneidra pomieszczo
ne, stanowiące w niektórych momentach ciekawy materyał dla psychologii
i rzeczowej interpretacyi twórczości Słowackiego w ostatniej epoce życia,
winny być w dalszych badaniach uwzględnione i wzięte pod baczną uwagę.
Mieczysław Kalityński.
Lwów.
— 109 —
Recenzye i sprawozdania
Franciszek Gawełek. Nowe Muzeum w Krakowie. Nakładem Tow.
Muzeum Etnograficznego w Krakowie, 1911, 16°, str. 14.
W broszurze tej zajmuje się autor sprawami i potrzebami Muzeum
Etnograficznego, tłumaczy jego wartość i doniosłość kulturalną, wyjaśnia
i wskazuje, co przedewszystkiem należałoby w Muzeum takiem groma
dzić. Słusznie wzywa autor: „Niech każdy uczeń przyniesie ze świąt je
den tylko okaz przemysłu swojskiego (tj. wytwórczości ludowej), jak to
czyni młodzież w Helsingforsie, a już po jednych feryach świątecznych
utworzymy wcale pokaźne muzeum. Trzeba tylko trochę dobrej woli,
trochę zapału dla sprawy dobrej, szlachetnej, trochę zaparcia się samego
siebie, a cel będzie osiągnięty, muzeum etnograficzne się utrzyma, roz
szerzy i zacznie rzetelnie oddawać przysługi społeczeństwu. Uważajmy
to muzeum za „kościół narodowych pamiątek“ i tam składajmy na ołta
rzu wszystko, na co nas stać“... Muzeum etnograficzne powołać i utrzy
mać się może istotnie bez nadwyczajnych kosztów; trzeba tylko powsze
chnego zainteresowania się jego sprawami, trzeba dobrej woli. Spodzie
wać się należy, że odezwy Tow. Muzeum Etnograficznego w Krakowie
i broszurka Fr. Gawełka, który zresztą około nowego Muzeum położył
liczne zasługi, trafią wszędzie do przekonania i znajdą zrozumienie. Wów
czas Muzeum Etnograficzne będzie miało byt ugruntowany.
Dr. Miecz. Treter.
Sztuka Stosowana. Wydawnictwo Towarzystwa Polska Sztuka Sto
sowana
w Krakowie. Rok 1910. Zeszyt 14.
Kraków 1910. Tablic 134-
1 nl„ 4°.
Zeszyt ten daje nam poznać w udatnych reprodukcyach artysty
cznie urządzane wnętrza Sanatoryum Dra Dłuskiego w Zakopanem: Czy
telnia urządzona według projektu Karola Frycza, Salka muzyczna według
proj. Henryka Uziembły, wreszcie Salon, według projektu Jana Rembo
wskiego (ten ostatni niezbyt udany, zwłaszcza ściana, reprodukowana na
str. 7.).
W dalszej części zeszytu są reprodukcye szkiców Kaz. Sichul
skiego do kartonu na mozajkę: „Sztuka“, kartonu na witraż „Wniebo
wzięcie i kartonu na mozajkę „Madonna“. Rzeczy te jednak nie mogą
wyjść dobrze w reprodukcyi jednobarwnej, czarnej, jako utwory silnie
kolorystyczne. Przedewszystkiem zaś należałoby raz wreszcie witraże
i mozajki Sichulskiego wykonać. Zeszyt kończy reprodukcya artysty
cznej okładki (wytłaczanej w skórze i złoconej ręcznie) pomysłu Bona
wentury Lenarta; wykonano ją we wzorowym warsztacie introligatorskim
przy Muzeum Techniczno-Przemysłowem w Krakowie.
„Sztuka Stosowana“, jedyne w tym rodzaju wydawnictwo polskie,
spełnia swe zadanie bardzo dobrze, a w rozwoju swojskiego przemysłu
artystycznego, czerpiącego soki żywotne ze skarbnicy ludowej, odgrywa
rolę ważną.
Dr. Miecz. Treter.
— 110 —
Rećenzye i sprawozdania
Man. (A monthly record of anthropological science. — published
under the direction of the royal anthropological institute af Great Bri
tain and Ireland.) — Vol. XI. Nr. 1. styczeń.
W szeregu umieszczonych w tym numerze komurçjkatôw najwię
ksza ilość przypadła na Afrykę. Alexander M. D. daje wykazy orna
mentów kobiecych, używanych przez Womdeo-poganki, sekcyi Marghi,
od dzieciństwa aż do pożycia małżeńskiego, a składających się z wzra
stającej równolegle do rozwoju fizycznego liczby sznurów pereł (z na
sion „Cheddia“-drzewa urobionych lub od Europejczyków nabytych) pó
źniej zaś pasów skórzanych, zasłaniających przód ciała kobiecego, i z że
laznych branzolet na ramieniu i powyżej stóp. John Parkinson
przytacza parę szczegółów, odnoszących się do społecznej organizacyi
ludów zachodniej Gold-Coast kolonii. Rozpadają się one na dwanaście
familii czy totemów; Odumina-fu stanowi arystokracyę, a będąc „siostrami
Annono-fu czy Parrot-plemienia nie może zawierać wzajemnych związ
ków małżeńskich; Affiadi-fu składa się z dzieci niewolników Parrot-Totemu, musi więc pozostawać w stosunku podległości do panów swych.
Każda z familii posiada pewien uroczysty dzień; tydzień składa się z dni
dwunastu, miesiąc z sześćdziesięciu ; dzieci nazywane wedle dnia, w któ
rym się urodziły, należą do totemu matki, choć w razie wojny staje
w „klasie“ ojcowskiej; mężczyzna żyje w separacyi od żony „swej“ po
narodzinach dziesiątego dziecięcia; stąd dziewięcioro stanowi maximum
liczby dzieci; nierzadkie są wypadki zabijania niemowląt lub emigrowania
niewiasty z dziesiątem dzieckiem do sąsiednich plemion ; starcy zażywają
poważania i opieki totemu. A Lang, zwróciwszy się w stronę Australii,
wymienia imiona poddziałów z Kabi-plemienia, prostując wiele szczegó
łów, podanych dawniej przez J. Mathew’a. M. W. H. Beech zamieszcza
ciekawą anegdotę o „świni z Delaga“, opowiedzianą autorowi na Borneo
przez pewnego Penghulu-Arsat, rezydenta w Labuan. H. S. Cowper,
zajmuje się 204 kawałkami, celowo przez człowieka obrobionymi i zao
strzonymi, a znalezionymi na płaszczyźnie piaszczystej na zachód od no
wożytnego miasta Hilwan w dolnym Egipcie; postać ich wskazuje na to,
iż są ostrzami dzid lub hakami na strzałach i wędkach ; co do wieku
można tylko negatywnie oznaczyć, że nie pochodzą z epoki paleolitytycznej; ilość ich i rozmaitość postaci pozwala wnosić, iż płaszczyzna
Hilwan była ogniskiem ich fabrykacyi. W dziale recenzyi spotykamy
gruntowną, sprawozdawczą i krytyczną ocenę pióra E. Sidney Hart
land’a z książki prof. Frazera o totemizmie i exogamii (Totemism and
Exogamy : A Treatise on certain Early Forms of Superstition and Society
— w 4 tomach). W zeszycie lutowym p. Seligman podaje notatkę
o sprowadzonym z Yambio (Afryka centr.) t. zw. Avungura Drum
w kształcie byka (lub krowy), którego głowa zrobiona jest z jednego ka
wałka drzewa, a pozozostającego w wielkim religijnym poszanowaniu.
Mervyn W. H. Beech, M. A. ogłasza kika szczegółów ciekawych
o plemieniu Punans, mieszkającym w gęstej dżungli wewnątrz Bolongan,
na wschodnim krańcu Borneo; podzieleni na sto klas (rodów) żyją dziko
na drzewach, bez domów i własności; starzeją się szybko, odznaczają
się ruchliwością elastyczną i gibkością ciała; handel zamienny w mil- 111 —
Recenzye i sprawozdania____________ ___
czeniu prowadzą zapomocą odpowiednich znaków. J. Maes opisuje
Kese i Tambue fetysze ludu Wazimba (popularnie Bangs Bango nazywa
nego) w Kongo mieszkającego; fetysze te, rozmaite funkcye spełniające
(jako to: zwalczanie chorób, opieka plantacyami i t. p.) w większości
wypadków postać ludzką wyobrażające z narządami płciowymi silnie
uwydatnionymi, rysami fizyognomii, ubiorów i fryzury przesadnie wyżło
bionymi, sięgające do wysokości 40 kilku cm., używane bywają w ozna
czonych wypadkach z odpowiednim, ustalonym już ceremoniałem.
Aylward M. Blackman, B. A. tłumaczący egipski hieroglif
t, wyprowadzając jego wartość alfabetyczną z staroegipskiego słowa,
oznaczającego namuł Nilowy t’ Kapitan A. J. N. 1 rem earn e za
mieszcza dwa przyczynki do folkloru „Hausa“ z zach. Afryki, a są niemi
dwa opowiadania: jedno o chłopcu który oszukał śmierć i o tern, jakchłopiec uciekł od czarownicy. W bogatym dziale recenzyj znachodzimy
oceny książek poświęconych darwinizmowi (Novicow: La critique du
Darvinisme Social i Poulton’a Charle Darwin and the Origin of Species),
folklorowi (Opowiadania ludowe z południowej Negeryi i v. Gennep’a
o urabianiu się legend, Paryż 1910), socyologii (v. Gennep; Les Rites de
Passage), etnografii i t. d. — Omówione powyżej pismo, posiadające
charakter dobrego sprawozdawcy z świeżego ruchu na polu badali antro
pologicznych, zaopatrzone w należycie wykonane ilustracye i doborową
treść, informuje dostatecznie o wybitniejszych przejawach pracy w tej
dziedzinie, dlatego zasługuje na baczną uwagę.
Lwów.
. , _.
Mieczysław Kalitynski.
Franciszek Gawełek. Konik Zwierzyniecki. (Szkic krytyczny). Kra
ków 1910. Skład główny w księgarni D. E. Friedleina. Str. 15.
Czytelnicy „Ludu-* przypominają sobie zapewne ciekawy artykuł
o „Koniku zwierzynieckim w Troi“, ogłoszony w r. 1909. w naszem pi
śmie przez p. Przemysława Mączewskiego. Autor, pracujący nad mono
grafią o Wyspiańskim, zwracał wtedy uwagę na znaną scenę z „Achilleidy“, w której wielki poeta wprowadza żywcem zwierzynieckiego Laj
konika (a wraz z nim podstępnych Greków) w mury Pryamowego grodu,
podając w ten sposób niezwykle piękną, a zarazem bardzo udatną i po
mysłową interpretacyę owej prastarej naszej zabawy. Genialna intuicya
poetycka starała się tu rozplątać trudny problem mitologiczny, upatru
jąc rodowód Konika krakowskiego w odwiecznym, indoeuropejskim kul
cie wody; bo, że ów „koń trojański“ z Iliady i cyklików, przedzierżgnięty przez Wyspiańskiego w Lajkonika, jest fetyszem Poseidonowego
kultu, stwierdzono już dawniej. Obecnie zagadnienie Konika zwierzy
nieckiego w tym samym duchu, co niegdyś Mączewski, podjął znany
folklorysta, p. Gawełek i w zajmującej, choć drobnej, broszurze rozpa
trzył metodycznie całą sprawę nanowo.
Dawniejsze poglądy na genezę i znaczenie obrzędu Konika, wyra
żone przez W. Eljasza Radzikowskiego (studyum w „Bibliot. Krak.“
1898), Wiślickiego, Krzywickiego i innych, nie przemawiają autorowi do
przekonania. Nie podobna — zdaniem jego — odnosić początków tej
— 112 —■
Recenzye i sprawozdania
uroczystości do napadu tatarskiego z r. 1281, gdyż ów napad (a więc
także pobicie pogan przez włóczka wiślanego i jego tryumfalny powrót
w przebraniu tatarskiem do Krakowa, o którym mówi podanie) przypada
na grudzień, a uroczystość odprawiana bywa oddawna w lecie, w oktawę
Bożego Ciała. Historyczność powstania Konika w XIII. w. upaść musi
ponadto jeszcze dlatego, że podanie mówi o napadzie w Boże Ciało,
a uroczystość ta wprowadzoną została do Polski wogóle dopiero w XIV.
stuleciu. Również nie ma racyi bytu wersya inna, że obrzęd ten zapro
wadził dopiero Konst. Majeranowski, redaktor „Pszczółki Krakowskiej“
w r. 1820.. przejąwszy go od Francuzów, albowiem już w r. 1814. — jak
p. Gawełek stwierdził — starali się włóczkowie u władz o pozwolenie
na ten obchód. Stawia tedy p. G własną hypotezę odmienną: Konik
zwierzyniecki jest zabytkiem religijno-obrzędowym z czasów pogańskich,
żywym szczątkiem jakiejś uroczystości pradawnej na cześć bóstw wo
dnych; koń, który w kulcie religijnym, głównie wodnym, u Słowian
(także innych ludów) bardzo doniosłą odgrywał rolę, był w całym tym
obrzędzie istotą najważniejszą; włóczkowie prowadzili go niegdyś w or
szaku z pogańskiej gontyny (na wzgórzu, gdzie dziś Norbentanki) przed
dom arcykapłana (dlatego dziś przed biskupi pałac), następnie dokoła
rynku, gdzie się odbywały wiece, poczem, wracano znów w świątynne
zacisze. Porządek dzisiejszego obchodu może być dla nas najlepszą
wskazówką przy rekonstruowaniu starego rytuału. A nazwa „Lajkonika“ ?
P. Gawełek wywodzi ją, nie, jak czyniono dotąd, od niemieckiego „lauf“,
lecz od naszego „lać“ Jej“ (dziś jeszcze Śmigus nazywają Lejem, mówią
o dniu św. Leja), coby również przypominało ów kult wodny. Obrzęd
Konika nie jest przywiązany jedynie do Krakowa, lecz da się odnaleźć
i gdzieindziej u nas, nadto n. p. we Francyi i Tyflisie.
Rozprawka p. Gawełka, zostająca niewątpliwie pod urokiem czarownej fantazyi Wyspiańskiego i pod wpływem artykułu Mączewskiego,
rzuca mimo to nowe światło na kwestyę Konika i wskazuje, zdaje się,
jedynie trafną drogę do ostatecznego rozwikłania zagadki.
Stanisław Łetnpicki.
Franciszek Gawełek. Przesądy, zabopony, środki lecznice i wiara
ludu w Radłowie, w powiecie brzeskim. Kraków. Nakł. Akademii Umiej:
1910. Str. 59. — Tenże. Czarownik w Rząchowej, w pow. brzeskim.
Kraków. Nakł. Akademii Umiej. 1908. Str. 8.
Wystarczy pobieżnie przerzucić Kolberga, Wisłę, nasz Lud lub
Zbiór wiadomości antropolog., aby się przekonać, ile to już ciekawych
materyałów, przyczynków, szczegółów, dotyczących przesądów, zabobo
nów i czarów u ludu naszego, zebrano i sumiennie zestawiono; mamy
przecież nawet (my, tak ubodzy w monografie etnograficzne!) osobne
prace tej właśnie stronie rodzimego folkloru poświęcone, np. „Studya
Berwińskiego, rozprawy pomniejsze R. Zawilińskiego i Udzieli. Czyż je
dnak powiedzieć możemy, że wszystko już pod tym względem zrobione,
że materyał jest kompletny, a opracowania wyczerpujące i dostateczne?
Z pewnością nie! Prace cząstkowe przedewszystkiem są potrzebne
skrupulatne grupowania i zestawienia danego już materyału, które uła-
— 113 —
_____ _______________Recenzye i sprawozdania___________________
twiają jasny przegląd i pozwalają zarazem na pewne wnioski, uogól
nienia szerszej natury; a z drugiej strony sam materyał, w tak
przepysznem bogactwie istniejący wciąż jeszcze u ludu na całej połaci
ziem polskich, domaga się gwałtem, by go spiesznie i skrzętnie noto
wać, komentować i wydawać. Dlatego też z zadowoleniem odczytujemy
dwie prace p. Franc. Gawełka, ogłoszone w odbitkach z „Materyałów
antropol.-etnograficznych“ Krak. Akademii; tego rodzaju publikacye przedewszystkiem umożliwiają badaczowi ogarnianie coraz rozleglejszych
i pełniejszych obszarów geograficznych i rzucają nieraz bardzo wiele
światła na problem geograficznego rozprzestrzenienia się pewnych wie
rzeń, czy zwyczajów ludowych. Pierwsza książeczka p. Gawełka zajmuje
się przesądami, lecznictwem i wiarą ludu wsi Radłowa, położonej w Galicyi, w pow. brzeskim. Autor nie pisze tutaj rzeczy krytycznej, daje tylko
materyał, nader pilnie i dużą wiedzą specyalną zebrany rozumnie usy
stematyzowany i naukowo wydany. Zaczyna się ten zbiorek od „świata
nadzmysłowego“, do którego zaliczono, jak zwyczajnie, czarownice, czary,
gusła, płanetników, topielców, światełka, wiatr, widma i zmory; rozdziałek drugi obejmuje „przyrodę“, a więc opowiadania i wierzenia, przywią
zane do pewnych zwierząt, ptaków, świata roślinnego; część trzecia —
to meteorologia, a więc znowu spostrzeżenia gospodarskie, przepowie
dnie atmosferyczne na różne dni w roku; dalej (ustęp IV.) następują
„wierzenia i przesądy“, odnoszące się do rozmaitych świąt i osób świę
tych; ustęp V. podaje obszernie medycynę wiejską, recepty domorosłe
na wszelkie choroby, zaś r. VI. rozmaite przesądy okolicznościowe. Nad
mieniać nie potrzeba, że owa „demonologia“ i „meteorologia“ radłowska
nie zawiera rzeczy zupełnie nowych; w odmiennym niejednokrotnie sfor
mułowaniu czy zabarwieniu spotykamy tu w rzeczywistości szczegóły
znane doskonale skądinąd, w bardzo wielu wypadkach ogólno-polskie
czy ogólno-prowincyonalne. Metoda wydawnicza pochwały godna, bo
autor rozłożył materyał przejrzyście, zamknął w paragrafy, opatrzył
w hasła i numery, a u dołu wypisał liczne odsyłacze do literatury przed
miotu. Dokładny skorowidz nazw jest też bardzo pożyteczny. Dodam
chyba jeszcze, że wśród przytoczonych tu opowiastek ludowych wiele
prawdziwych perełek bujnej, wrażliwej wyobraźni.
Pięknie uzupełnia powyższy zbiorek inna rozprawka p. Gawełka,
wcześniej wydana. Jest to relacya o czarowniku z Rząchowej koło Brze
ska, niejakim Józefie Smorugu, staruszku 75-cio letnim, który po wojen
nych włóczęgach po całej prawie Europie, osiadł w swej wiosce, stolarzując, robiąc buty, a niekiedy „radząc drugim w potrzebie“. Mile przy
jęty przez owego starucha, wydostał od niego p. Gawełek arcyciekawą
„książeczkę czarodziejską“, w której ów Faust rząchowski ma spisane
„sposoby, jak można drugim szkodzić i pomagać“. Odpis wierny tego
dziwnego dokumentu ludowej sztuki czarowniczej, złożonego z 45 uwag,
rad, przepisów, podaje właśnie autor rozprawki, eksplikując zakazaną
niekiedy terminologię.
W obu rozprawkach p. Gawełka przybywa więc naszej literaturze
etnograficznej bardzo cenny przyczynek.
Stanisław Łempicki.
— 114 —
Recenzyeisprawozdania
Frantiśek PospiSil: Meiovy tanec na slovanske püde, Ndrodopisny V&stnik ieskoslovansky. Roin\k VI. Ć. 2 a 3. linor a Brezen, s. 25—56.
Praha 1911.
Autor wymienionego w nagłówku artykułu postawił sobie za za
danie przedstawić taniec t. zw. zbrojny albo mieczowy Słowian połu
dniowych. Przytacza więc cały szereg tańców, którym towarzyszą
głośne krzyki i podrzucanie miecza w górę, oraz liczne pieśni
z melodyami śpiewane podczas zabawy. Tańce wykonywane by
wają przy różnych okolicznościach, jak wesele, odpust, okres świąt Bo
żego Narodzenia i t. p., a na dowód tego podaje cały szereg cytatów
z różnych autorów. Za najoryginalniejszy uważa autor taniec Czarnogórców wykonywany pojedynczo, z mieczem w ręce. Niektóre z podanych
przez p. P. tańców przypominają nam nasze, jak n. p. opis tańca na
str. 36 podobny jest bardzo do tańca naszych kolędników, gdy ci usta
wiwszy się w koło, tańczą z podniesionymi w górę pałkami, ozdobio
nymi dzwonkami z łańcuszkami, których dźwięk nadaje gronu uczestni
ków bardzo charakterystyczny, wojowniczy wyraz. (Zob. „Lud“ 1908,
gdzie podpisany podaje opis świąt Bożego Narodzenia w Radłowie).
Tańcowi mieczowemu towarzyszą niekiedy wystrzały z rewolweru.
Na końcu rozprawy skarży się autor na brak materyałów poró
wnawczych z ziem słowiańskich. Z polskich rozpraw znany p. P. artykuł
prof, Brücknera umieszczony w Archiv, für slavische Philologie, XIV.,
318—319, Pawińskiego w Ateneum 1892, 1.1., artykuły ze Słownika gwar
polskich, t. II. s. 158, Słownika języka polskiego warsz., Wisły t. 11. s.
115, gdzie znajduje się opis tańców góralskich. Szkoda, że autor nie ko
rzystał ze zbiorów Stopki, gdzie znalazłby dużo materyałów w pieśniach
do tańców góralskich, artykułów Eliasza pomieszczanych w Pamiętniku
Towarzystwa Tatrzańskiego opisujących życie górali, gdzie nawet znaj
duje się podobizna obrazu przedstawiającego taniec zbójnicki z XVIII.
zdaje mi się wieku, i innych.
Ogółem rozprawa p. P. przedstawia się bardzo sympatycznie.
Kraków.
Franciszek Gawelek.
Dr. Maurycy Maciszewski: Brzeżany w czasach Rzeczypospolitej
polskiej. Monografia historyczna. W Brodach 1911. Feliks West. str.
XII. + 4 nlb + 223. in 8-vo.
Nie jedno zastrzeżenie da się w stosunku do tej książki postawić.
Nie wyzyskano należycie literatury drukowanej zarówno starszej jak
i nowszej, nie tykano wcale pierwszorzędnej wartości zbiorów archiwum
X. Czartoryskich w Krakowie i archiwum Bibl. Poturzyckiej we Lwowie,
z którego niedawno tak ciekawe i cenne przyczynki do Sieniawskich
i Piotra Wielkiego ogłosił w Zapyskach naukowoho Tow. im. Szewczenka p. Stefan Tomaszewski, nie zbadano naostatek należycie aktów
archiwum parafialnego rzymsko-kat. w Brzeżanach, które aczkolwiek
ubogie i w części zatracone nie jeden drobiazg godny uwagi posiada.
I poglądy autora nie ze wszystkiem dałyby się utrzymać. Ocena n. p.
Adama Mikołaja Sieniawskiego płynie tylko z osobistych, niewątpliwie
szlachetnych i uznania godnych sympatyi autora, który badając historyę
115
Recenzye i sprawozdania
Brzeżan zżył się i pokochał ród założycieli miasta. Jeżeli autor wspo
mina, że „posądzano go (t. j. Adama Mikołaja S.)( że przy pomocy Piotra
Wielkiego spodziewał się uzyskać koronę dla siebie“, to szkoda wielka,
że autor nie znał gotowych projektów w tej materyi, spoczywających
dziś w arch. bibl. Dzieduszyckich, a ogłoszonych lat temu przeszło 60
w Bibliotece Ossolińskich (1843. VI.). W tym stanie w jakim otrzyma
liśmy książkę p. Maciszewskiego mamy raczej szereg rozdziałów z historyi miasta aniżeli jednolitą i wyczerpującą monografię.
Mimo wszystko jednak wdzięczni jesteśmy autorowi za podjętą
pracę. Pod względem bogactwa nowego materyału i obfitości szczegółów
stoi ona o całe niebo wyżej od rozlicznych innych prawie co rok wyda
wanych tego rodzaju publikacyi. Bo też w tern, co autor dał, znać wytra
wnego i wyszkolonego pisarza, o pięknem i gładkiem piórze i żal tylko,
że na skutek specyalnych warunków, w jakich się autor znajduje, nie
było mu danem więcej dla nauki historycznej pracować. Dla ludoznawstwa mamy w książce szereg drobiazgów zwyczajowych z których naj
ważniejsze, dotyczące czarów, z rozdziału o sądownictwie niniejszem za
znaczamy. Za rok 1631 mamy w aktach sądowych sprawę Doroty Wró
blewskiej, która powiedziała Jankowej Wucha, że jest czarownicą i „jakoby
jej miała zadawać czary z buta“. Na sądzie Wróblewska cofa swe powie
dzenie. Pod r. 1634 skarży Gradowski mieszkaniec Brzeżan rajczynię
Jurkową Markowskę o gusła i czary, gdyż rzuciła w dom jego wieniec
i ziele. Pani rajczyni tłumaczy się, że nie dla czarów ale na kucharkę
Maruchnę rzuciła wieńcem. Wobec gotowości rajczyni do przysięgi Gra
dowski od sprawy odstąpił. W r. 1638 Lesko Kowal z żoną Tanką oczer
nili Jana Krawca i jego żonę Annę, że pierwszy mąż Anny umarł nie
naturalną śmiercią, bo Tanka widziała jak „Anna przed jego śmiercią
rzuciła pod ścianę domu skorupy garncowe, które soliła“. Przed sądem
Tanka odwołuje swe gadanie. (Str. 147—148). Przy oddaniu domu nowonabywcy przez sprzedającego uczestniczy zawsze burmistrz, a dzieje się
to albo symbolicznie, przez „podanie różczki zielonej“ albo na miejscu
faktycznie przez oddanie kluczy (str. 128).
Emil Kipa.
Omyłki druku.
Str.
Tom XVI.
Tom XVII.
»
»
wiersz z dotu
zamiast
czytaj
409
1
16
1
36 uwaga 1 wiersz
2 z dołu
Strzegonia
przyjąć
Jecewicz
Przegonią
Przyjął
Jucewicz
DRUK UKOŃCZONO 15. MAJA 1911.
ODPOWIEDZIALNY ZA REDAKCYĘ: ADAM FISCHER.
— 116
