596f6c2ef9b48bb21c022066b5b4c474.pdf

Media

Part of Przeżytki w baśniach / Lud, 1911, t. 17

extracted text
B.

J.

STEFAN SZULC.

Przeżytki w baśniach.
i.
Cechą znamienną ustnej twórczości ludowej jest to, że
żyje ona, t. j. przekształca się tak, że utwór dzisiejszy nie bę­
dzie podobny do tegoż utworu z przed paru pokoleń. Wpraw­
dzie opowiadacz czy pieśniarz ludowy unika starannie wszelkich
zmian, lecz najusilniejsza chęć i najlepsza nawet pamięć ustąpić
muszą wobec takiego wroga, jakim jest ciągła zmiana wzorów
i poglądów codziennych. Pod tym wpływem zacierają się zwolna
w utworze dawne rysy, przedewszystkiem obyczajowe, i baśń
odzwierciedla w znacznej mierze dzisiejszy stan rzeczy.
Dotyczy to mianowicie akcesoryów przypadkowych bajki:
dłuższa nieobecność syna w domu bywa wyjaśniana służbą
wojskową; ktoś, komu wzbroniono przebywać na szklanej gó­
rze dłużej nad określony przeciąg czasu, po przybyciu na miej­
sce wyjmie zegarek i podług zegarka odmierzy ten czas '); księ­
żniczka wśród innych ujmujących zalet będzie posiadała umie­
jętność gry na fortepianie; właściciel gospody zamelduje policyi
przybycie wędrowca, który pozostaje u niego przez czas dłuż-

’) Kolberg, Lud. Serya XIV. str. 5. (Poznańskie),

40 —

Przeżytki w baśniach

z

szy ‘) i t. d. — Oczywiście podobne zmiany będą zachodziły
i w innych bardziej istotnych rzeczach 2).
Ale wśród tej zmienności istnieje jakiś rdzeń, opierający
się działaniu czasu, a zawierający rysy nieraz bardzo ciekawe,
bardzo pierwotne. Niekiedy bywa zachowany pierwiastkowy
związek pomiędzy faktami, pierwotny sposób wyjaśniania zja­
wisk. A nawet często niekonieczne jest zachowanie owego pier­
wotnego związku i sposobu wyjaśniania, by można było stwier­
dzić jakiś rys dawny ; drobny szczegół, niezrozumiały dla opowiadacza, a więc przeinaczony, zmodernizowany, nieraz pozwoli
wysnuć ciekawe wnioski, o ile skądinąd zdołamy zebrać do­
stateczną ilość materyału porównawczego.
Naprzykład: w baśni wędrowiec w lesie rozpala ogień,
używając jako podpałki kart, wydartych z książki ; gdzieindziej
ktoś w niezwykłej sytuacyi czyta książkę dla uprzyjemnienia so­
bie czasu. Zdawałoby się, że to rysy na wskroś współczesne,
gdyby nie to, że książka występuje bez logicznego związku z ca­
łością niewiadomo skąd i poco. Czem jest wogóle książka
w bajce i w wierzeniu? Odgrywa ona rolę zaklęcia: zaklęcie
ustne, t. j. pewne słowa, wymówione w odpowiednich warun
kach „magiczną“ drogą sprawiają pewien określony skutek;
„książka“, zawierająca zbiór tych zaklęć, oddziaływa podobnie,
tylko silniej jeszcze. Stąd nazwa „czarnoksiężnik" lub po pro­
stu „księżnik“; stąd, kto książkę odczytać potrafi, zdobywa moc
czarodziejską; stąd, gdy chodzi np. o przepędzenie nocy w zamku,
napastowanym przez duchy, obok koła, zakreślonego święconą
kredą, i wody święconej równie ważną rolę odgrywa odczyty­
wanie księgi („świętej“ — wpływ chrześcijański, ale zewnętrzny
*) I. c. str. 54 (Poznańskie!)
2) W ostatecznym rezultacie rozwój nowoczesny prowadzi do zu­
pełnego zaniku baśni jako gatunku twórczości, nieodpowiadającego no­
wym warunkom, nowym potrzebom, do zastąpienia jej wreszcie przez li­
teraturę drukowaną. W Niemczech baśnie, spisane z początku XIX. wieku
przez Grimmów, zanikły potem zupełnie jako żywa twórczość, a obecnie
wracają znowu do ludu okólną drogą przez szkołę ludową. U nas baśń
do dziś dnia żyje wśród ludu, a baśnie spisane w ostatnich czasach no­
szą wprawdzie niekiedy znamiona rozkładu, lecz wciąż jeszcze badania
przynoszą nowe, czasem niespodziane szczegóły, i słusznie mógł Karło­
wicz zacytować w podobnym związku słowa „Większa (daleko większa!)
pieśni mej połowa w głębi duszy mej się chowa“ (Wisła t. V. str. 447)
— większa nie tylko ilościowo, ale może i jakościowo.

— 41 —

Stefan Szulc

tylko); córka królewska w baśni jedzie na okręcie z kimś, kto
chce jej gwałt zadać; czyta wtedy na książce, „a tam stało
w tej książce, żeby się okręt z nimi zatopił“; naraz też okręt
się rozpadł, i wszyscy z wyjątkiem królewny utonęli ‘). — Czy
książka, występująca we wspomnianych baśniach, nie była pier­
wotnie taką księgą magiczną?-) Należałoby skrupulatnie prze­
szukać wątki pokrewne, a wtedy z ich zestawienia okazaćby się
mogło, że w tych baśniach zniekształconych, niezrozumiałych
w obecnej postaci, zachowały się jednak szczegóły dawne, da­
wniejsze — zdarzyćby się mogło, — aniżeli w innych, pełniej­
szych wersyach. Tylko warunkiem koniecznym jest, abyśmy po­
siadali wzrok dostatecznie wyostrzony, by szczegóły z pozoru
obojętne wzbudziły w nas podejrzenie i zachęciły do poszuki­
wań; zaś wyostrza w ten sposób wzrok, obok dokładnej zna­
jomości wierzeń pierwotnych wogóle, jedynie znajomość innych,
pokrewnych, a mniej zdefektowanych wersyi. Wtedy błaha wska­
zówka zdoła zwrócić naszą uwagę na możliwe pierwotniejsze
ukształtowanie.
tych czy z innych powodów wszędzie i zawsze niema!
baśń jest zbiorem wielu wątków; jest co do formy „nowelą“,
posiada fabułę, z którą połączone są różne niezależne pier­
wiastki powtarzające się w oddzielnych baśniach w różnych po­
łączeniach. Badając przeszłość, nie na tę nowelistyczną formę
zwrócimy uwagę przedewszystkiem: czy powikłanie wątków bę­
dzie większe czy mniejsze, zawsze zacząć trzeba będzie od tego,
żeby je wyosobnić, rozłożyć daną baśń na czynniki proste i po­
tem badać każdy z nich oddzielnie. Przykład to najlepiej wy­
jaśni. Przytoczę w tym celu schemat rozbioru znanej bajki
z Grimmów „Märchen von einem der auszog, das Fürchten zu
lernen , podany przez Gomme’a 3). Treści bajki, ogólnie zna­
nej, nie przytaczam. Mamy w niej kilka pierwiastków właściwie
niezależnych, z których każdy mógłby wystąpić oddzielnie, albo
w innej bajce w innym zupełnie związku. Otóż te różne pier­
wiastki Gomme dzieli z jednej strony A) z punktu widzenia fa­
buły danej bajki na wątki i) główne, 2) dodatkowe. 3) świeże;
’) Ciszewski, Krakowiacy t. I. str. 120.
2) Por. Kolberg serya XVI. str. 87: w zaklętym zamku królewicz
modli się na książce, potem wymawia słowa zaklęcia.
’) „Folk-Lore“ t. II.; cytuję według „Wisły“ t. V. str. 692.

— 42 —

Przeżytki w baśniach

z drugiej B) ze względu na charakter samych wątków na 1) ży­
wioły pierwotne, których początek tkwi w bycie czy filozofii czło­
wieka pierwotnego 2) żywioły fantastyczne — wytwory fantazyi,
bez takiej podstawy realnej jak pierwsze 3) rysy uświetniające
4) rysy moralne. Otrzymamy tym sposobem tablicę następującą:
Wątki główne

Dodatkowe

Świeże

1

Żywioły
pierwotne

Wysłużenie sobie żony.
Dziedziczenie tronu przez
żonę: spokrewnienie się
przez kobietę.
Skarb strzeżony przez
duchy

2

Żywioły
fantastyczne



Przygody
w zamku
zaklętym



3

Rysy
uświetniające





Dwór
królewski

4

Rysy
moralne

Odwaga







Pomijamy szczegóły tej tablicy
powrócimy jeszcze do
niektórych, i okaże się wtedy np., że niektóre przynajmniej
„przygody w zamku“ zamiast do fantastycznych wypadnie zali­
czyć do dzikich żywiołów — okaże się to mianowicie po zesta­
wieniu ich z pokrewnymi tematami w innych baśniach. Lecz
w danej chwili nie o te szczegóły nam chodzi, a o zasadniczy
tryb badania; ten zaś będzie następujący, rozbijamy baśń wziętą
w całości na części składowe i te części klasyfikujemy według
pewnych zasad; żeby tej klasyfikacyi dokonać, należy każdy
wątek rozpatrzyć oddzielnie — starać się zrozumieć go, by módz
zaliczyć do odpowiedniej grupy, a zrozumieć rzecz, to znaczy
rozpatrzyć ją w związku z tym całokształtem faktów i pojęć,
z jakim była powiązana pierwotnie, gdy się narodziła. Gdy coś
w bajce nie będzie bezpośrednio jasnem — a i to, co zdaje się
bezpośrednio zrozumiałe napozór, nieraz tylko dlatego jest ja­
sne, żeśmy je źle pojęli — będziemy szukali przedewszystkiem
w innych baśniach szczegółów pokrewnych, może zrozumialszych; potem zaś zwrócimy się do faktów życia i wierzeń, które
zdołają rzucić rozstrzygające światło na te sprawy.
— 43 -

Stefan Szulc

Uderzającem jest na pierwszy rzut oka, jak często powta­
rzają się w bajkach zarówno takie same szczegóły, jak i całkowite
fabuły, nie tylko u jednego ludu, ale i u różnych, nieraz odle
głych. Jakim sposobem? Nieraz bezpośrednio widoczną jest za­
leżność literacka '); często przypuścić musimy ustną tradycyę
od narodu do narodu, czasem niezależne powstanie identycz­
nych wątków w różnych miejscach — stajemy oko w oko z cie­
kawą i ważną niewątpliwie kwestyą wędrówki wątków baśnio­
wych. Nie możemy wdawać się w szczegóły; lecz wystarczy dla
nas ogólne twierdzenie, o czem świadczy powtarzanie się tych
samych motywów.
Bez względu na to, czy mamy do czynienia z niezależnem
powstaniem w różnych punktach, czy z zapożyczeniem, bez
względu na sposób tego zapożyczania — zasadnicza idea
utworu, ton jego ogólny podlegać będzie nieustannym zmia­
nom. W tym sensie powiada Iwan Franko-): „Jeden temat nie­
zwykłej struktury, rozszerzając się z kraju do kraju, przecho­
dząc od narodu do narodu... z zachowaniem swej struktury
pierwotnej, służy najrozmaitszym celom, wyraża najrozmaitsze
Poglądy i tendencye w sferze twórczości duchowej... Współcze­
sna folklorystyka, śledząc i badając zarówno powstanie i wę­
drówki owych międzynarodowych form .. jak i treść właściwą
dorzuca ważne i ciekawe przyczynki z jednej strony do dziejów
ogólno-ludzkiej cywilizacyi, z drugiej strony do tej nieistnieją­
cej jeszcze, lecz rodzącej się już nauki psychologii mas ludo­
wych“. Tych zagadnień nie rozpatrujemy, tutaj nie obchodzi
nas wędrówka motywów. Ale winniśmy zarazem pamiętać, że
zapożyczenie odbywa się wtedy, gdy warunki bytu i wierzenia
ludu biorącego i dającego są wspólne: gdy więc wątek jakiś
') W znanej powieści z „1001 nocy“ o Ali Babie i 40 rozbójnikach“
skała otwiera się na słowa „Sezamie, otwórz się!“ Bajka ta w kilku odmiankach zapisana została z ust ludu w poludn. części gub. Kieleckiej;
niestety, sezam jest gatunkiem zboża u nas nieznanym, i oto mówi się
„Salsemo , „Żarnie“, „Cezanno“ „Siersanno — otwórz się!“ — a zagad­
kowy wyraz w rozumieniu opowiadającego nabrał znaczenia ni to nazwy
pewnego rodzaju skały, ni to imienia własnego tej skały. Najlepsze, że
i tu nieszczęśnik, który zapomniał słów zaklęcia, napróżno wymienia,
jak w oryginale, nazwy innych gatunków zbóż („Jęczmieniu i t. d’
otwórz się!“) Tu zapożyczenie jest bardzo jasne. Por. Ciszewski 1
c. str. 99. 101. 102.
*) „Wisła“ t. VII. str. 86 7.

44 —

Przeżytki w baśniach

występuje nie sporadycznie, ale masowo i w związku, btahą bę­
dzie rzeczą, czy jest zapożyczony, czy też powstał samoistnie —
w obu razach świadczyć będzie o istnieniu u ludu, gdzie się
spotyka, w mniej czy więcej odległej przeszłości, określonego
podłoża umysłowści — uderzająco zresztą podobnego na ca­
łym globie. To właśnie podłoże umysłowości i obyczajów pier­
wotnych będziemy starali się odsłonić — w „klechdzie“ t. j.
baśni fantastycznej przedewszystkiem, nie dotykając już sprawy
wędrówek.
II.
Zaczynamy od poszukiwania w baśni śladów obyczaj ó w dawno zaginionych nietylko w samem życiu, ale i w pa­
mięci ludu. Uwzględnimy sprawę stosunków małżeń­
skich, gdzie znajdziemy dużo materyału, ile że miłość —
małżeństwo występuje w każdej niemal baśni.
Przypomnieć należy, że dziś lud trzyma się całkowicie
doktryny chrześcijańskiej: monogamii i nierozerwalności związku
małżeńskiego. Pytanie, o ile stosunki małżeńskie w baśniach
są w zgodzie z tymi poglądami.
Są tam rzeczy, które stoją w sprzeczności z pojęciem nie­
rozerwalności związku. Łatwość, z jaką małżeństwo się zrywa,
jest uderzająca: żona porzuca męża z powodu jego nieposłu­
szeństwa, wymienienia swego imienia'); panna zwątpiwszy
o odnalezieniu ukochanego lub młodzieniec pod nieobecność
ukochanej wchodzi w związek małżeński z inną osobą — ale
zjawia się tamta pierwsza, niekiedy w chwili obchodu wesel­
nego: oczywiście co dawniejsze to lepsze i ma pierwszeństwo;
ale niekiedy ukochana odnajduje się dopiero po zawarciu zwią­
zku — wtedy następuje zerwanie nieprawego małżeństwa, nie­
prawa choć ślubna żona czasem zostaje skazana na śmierć —
okrucieństwo na pozór nie umotywowane, którego na razie nie
umiemy wyjaśnić — wreszcie kończy się na ożenku z „praw­
dziwą“ *2).

') Por. L. Krzywicki „Nasze gadki“ „Prawda“ r. 1895,
str. 518.
2) Np. Kolberg 1. c. serya III. str. 123.

— 45 —

__________________________ Stefan Szulc

Przytaczając schemat Gomme’a, mówiliśmy o wysługiwa­
niu żony: ten otrzyma rękę królewny, kto zdoła przenocować
w zaklętym zamku. Motyw bardzo częsty. Niekiedy, jak tu, wy­
stępuje w formie konkursu, turnieju: ten ją otrzyma, kto naj­
lepiej dokona jakiejś niezwykłej sztuki, np. wjedzie na szklaną
górę. Niekiedy wyraźniej: gdy młodzi chcą się ze sobą żenić,
ojciec panny wyznacza przyszłemu zięciowi jakąś określoną
pracę — a ponieważ to baśń — pracę zwykle tak trudną, że
spełnienie jej jest niemożliwe bez użycia sposobów niezwykłych.
Niewątpliwy to ślad znanych dawnych zwyczajów, gdzie aby
otrzymać dziewczynę, należy wysłużyć ją u rodziców, przyczem
honor konkurenta wymaga, aby ta służba była szczególnie
wierna, aby wykazał szczególną zręczność, spełniał prace naj­
trudniejsze
zwyczaje znane chociażby z biblijnej opowieści
o czternastoletniej (za 2 dziewczyny) służbie Jakuba u Labana,
albo z pieśni polskiej: „Cztery lata wierniem służył, Takiem so­
bie wszystko wróżył, Że dostanę swą Kasinkę za żonę“. —
Mamy tu zarazem przykład, jaką formę przybiera w baśni to,
co stanowiło niegdyś codzienną instytucyą życiową: staje się
opowieścią o czemś niezwykłem, niezwiązanem z całokształ­
tem stosunków, czemś „bajecznem“.
Owo wysługiwanie żony żyje i dziś przynajmniej w pie­
śni; znajdziemy jednak rzeczy bardziej jeszcze obce naszemu
ludowi. W bardzo wielu baśniach mowa jest o wyprawie po
żonę, o porwaniu dziewczyny bez jej wiedzy, albo częściej z jej
wiedzą, ale wbrew woli rodziców; ci wtedy rozpoczynają po­
goń, którą udaremniają czarodziejskie sposoby, stosowane przez
uciekających: z rzuconego poza siebie jajka wyrasta góra, ze
szczotki las i t. p., albo oboje zamieniają się, dajmy na to, je­
dno w drogę, drugie w babę zamiatającą. Gdy odejmiemy ży­
wioł fantastyczny, otrzymamy znowu wierny obraz porywania
żony u pierwotnych. Ciekawsze wnioski wypłyną z wątków,
gdzie bądź kilku mężczyzn udaje się na wyprawę po żony, a znaj­
dują tylko jedną dziewczynę czy wogóle liczbę dziewcząt nieodpowiadającą liczbie mężczyzn, bądź też jeden mężczyzna zdo­
bywa (w baśni: wyzwala z zaklęcia, z mocy czarownika) kilka
dziewcząt. Czuć tu na każdym kroku, że opowiadacz nie wie,
co z tern począć; królewicz wyzwolił 3 panny, powinien nastą­
pić ożenek, aleć można mieć tylko jedną żonę, trzeba wybierać,
więc powiada się: ożenił się z najmłodszą, z najstarszą, z naj46 —

Przeżytki w baśniach

śliczniejszą — oczywiście, skoro wybierać, trzeba przytoczyć po­
wód, ale czem inne zasłużyły na krzywdę? Albo: ktoś odkrywa,
że 7 panien zadaje się ze złym duchem, wyzwala je z jego mocy
i żeni się z najmłodszą „bo ta była jeszcze najlepsza“: umoty­
wowanie doprawdy oryginalne! Albo rozcina się węzeł w pro­
sty sposób; przytacza się jakiś powód, dla którego młodzieniec
w danej chwili wogóle nie może się żenić. Widoczna, że mamy
do czynienia z jakąś późniejszą poprawką.
Jeszcze dobitniej bezradność opowiadacza występuje tam,
gdzie ma on do czynienia z większą liczbą mężczyzn. A więc:
kilku junaków idzie w świat po żony (mniesza, czy zamiar
istniał już z góry, czy też dopiero później powstał, byle pozy­
skanie żon było ostatecznym rezultatem). Zwykle wtedy jeden
pada ofiarą zdrady towarzyszy, dwóch więcej innych przywłasz­
cza sobie zdobycz, w końcu jednak muszą ją zwrócić prawemu
właścicielowi. Występuje tu większa liczba osób po obu stro­
nach, a przytem zmienna w tej samej baśni — inna przed i inna
po zdradzie — powikłania, z któremi opowiadacz najzupełniej
nie wie, co począć. Panna może być jedna lub kilka; gdy jest
jedna, stosunek będzie uregulowany dopiero po ukaraniu zdraj­
ców, z początku jest np. 3, po zdradzie 2 mężczyzn na jedną
kobietę ; podobnie gdy są np. 3 panny, przypadnie na nie ko­
lejno 3, 2, wreszcie po ukaraniu zdrajców jeden mężczyzna.
Wobec tego opowiadają nam: wybawca właściwy 3 panien zdra­
dzony przez 2 braci swoich i ojca — wszyscy 3 zdrajcy mają
się żenić, każdy z jedną — po wykryciu zdrady ojciec żony nie
dostaje, dostają je natomiast obaj bracia zdrajcy ■); 4 mężczyzn
wyzwala 3 panny, trzech zdrajców ukarano, właściwy wybawca
żeni się z „najśliczniejszą“ -); albo jak wyżej mamy 3 panny,
4 mężczyzn, z nich 3 zdrajców, ale ukarano tylko jednego, gdyż
jakoby namówił innych do zdrady; inni otrzymali żony *3).2
Słowem, bajarz bierze się na różne sposoby, by zachować
pozór monogamii, która nie da się pogodzić z wątkami baśni:
bo nie ulega wątpliwości, że takie wątki mogły powstać tylko
na podłożu, gdzie bynajmniej nie uchodziło za rzecz zdrożną
posiadanie kilku żon i odwrotnie, gdzie kilku mężczyzn mogło
') Kolberg serya XIV. Nr. 22.
2) Ciszewski I. c. Nr. 111.
3) Kolberg serya XIV. Nr. 20.

— 47

Stefan Szulc

posiadać wspólnie kobietę. W tym i tylko w tym wypadku
wszystkie powikłania rozwiązują się prosto. Mamy wreszcie coś
jakby bezpośrednie szczątki tego pierwotnego brzmienia, gdy
np. ktoś wybawia 2 panny, żeni się z jedną, ale udając się
w wędrówkę po świecie, zabiera ze sobą i drugą 4): albo gdy
z 2 zdrajców „jeden miał pannę dostać za żonę, a ten drugi
miał być taki drugi poboczny“ ’). To upoważnia do wniosku, że
w bajce zachowały się ślady stosunku małżeńskiego nie opar­
tego na monogamii i to stosunku, który nie jest nawet uregulowanem wielożeństwem czy wielomęstwem; bo jeśli uznajemy,
że wybawienie dziewczyny było pierwotnie jej porwaniem, to
w takim razie wybawienie zbiorowe przez kilku mężczyzn znaj­
dzie analogię np. w zwyczajach australskich, gdzie podobnież
kilku mężczyzn udaje się wspólnie na wyprawę po dziewczynę,
ze względu na niebezpieczeństwo takiego przedsięwzięcia, i gdzie
dziewczyna porwana na czas pewien staje się wspólną żoną
wszystkich uczestników — nie będzie to już poliandria jako
uregulowana instytucya społeczna, ale przeżytek bezładnego sto­
sunku płciowego — cecha okresów rozwoju bardzo wczesnych.
Bodaj jeszcze krok wstecz możemy zrobić: gdy mowa
o kilku mężczyznach, często są oni braćmi, kobiety — siostrami.
W takim razie, gdy przypuścimy między takiemi grupami istnie­
nie stosunku, nie opartego na ścisłem rozgraniczeniu par mał­
żeńskich — będziemy mieli rzecz również niezmiernie pierwo­
tną, której ślady najmniej byśmy się spodziewali odkryć u nas —
grupę małżeńską swojacką — gdzie kilku braci wspólnie po­
siada żonę, lub kilka sióstr — męża.
1 wreszcie, prawie niewątpliwe są ślady istnienia stosunków
małżeńskich pomiędzy bratem i siostrą*3);2 lecz w rozbiór tej
kwestyi jako zbyt zawiłej, gdzie trudno wyznaczyć doniosłość
faktów, nie będziemy się tu wdawali. Zresztą w tych kwestyach
wogóle, by dojść do ostatecznych rezultatów, należałoby po­
równać wątki, pochodzące od ludu, stojącego na wysokim sto­
pniu rozwoju, z takimiż wątkami ludów najpierwotniejszych.
W ten sposób postępując, niewątpliwie znaleźlibyśmy jesz­
cze niejeden rys obyczajowy, który, zanikł w życiu, a przetrwał
’) Kolberg serya XIV. Nr. 40.
2) Kolberg serya III. Nr. 1.
3) Por. np. Kolberg serya VIII. Nr. 10. 11. 12.

— 48

Przeżytki w baśniach

choć w skażonej formie, baśni, lecz wrócimy się teraz do innej
strony zawartych tu przeżytków, bodaj jeszcze ciekawszej — do
śladów pierwotnej filozofii — a w tym celu zająć się musimy
rozbiorem tego, co się uważa przedewszystkiem za rys charakte­
rystyczny baśni — t. zw. pierwiastków fantastycznych, — tych
różnych czarów, istot „nadprzyrodzonych“, zamków zaklętych,
przedmiotów o cudownych własnościach i t. p.
Zamek opanowany przez duchy (czy przez dyabłów) wy­
stępuje w baśni często, nieraz w tym samym związku, jak w przy­
toczonej powyżej baśni niemieckiej, zwykle jednak z pewnymi
szczegółami odmiennymi, a pierwotniejszymi, aniżeli tam.
Z tych szczegółów ciekawy jest „worek samochwyt“. Różnie
to bywa. Często np. żołnierz weteran otrzymuje od staruszka,
którego wsparł ostatnim groszem, taki worek czy torbę, że gdy
zawoła „marsz do worka!“ — ten, do którego słowa są zwró­
cone, natychmiast się tam znajdzie. Przy pomocy worka żoł­
nierz wyzwala zamek od dyabłów, zamykając ich w worku; po­
maga królowi w wojnie, pakując do worka wojsko przyjaciel­
skie; wreszcie często zamyka tam śmierć, nosi ją przez kilka
lat, a nikt przez ten czas nie umiera i t. d. — Czy ów worek
albo torba jest poprostu wytworem fantazyi, czy może ma jakie
głębsze podstawy w filozofii pierwotnej?
Zdaje się plączą się tu 3 różne pojęcia, nie zawsze ściśle
rozgraniczone: 1) o jakimś małym przedmiocie, w którym może
się pomieścić coś wielkiego >) — spotyka się niezbyt często;
2) _ dość częste — o jakimś przedmiocie, stołku, oknie i t. p.
od którego po dotknięciu nie można się oderwać (czasami jest
mowa o przylepieniu się dyabłów do torby); 3) torba czy
worek w ścisłem znaczeniu, w którym istotnie zamyka się
duchy czy dyabłów (co na jedno wyniesie, boć „dyabeł“ naogół
jest tylko chrześcijańską etykietą dla owych chmar duchów włó­
czących się po świecie). Ten trzeci przypadek mamy właśnie za­
miar rozpatrzyć.
Zwykle wystarczają najprostsze słowa zaklęcia „dyabli,
szast do worka“ lub podobne, aby wywołać pożądany skutek;
duchy znajdują się w worku, skąd nie mogą się wydostać. Moi) Np. w łupinie od orzecha mieści się pół świata majątku (Kol­
berg 1. c. serya VIII. Nr. 5), jest torba taka, „że włożysz do niej co
zechcesz, a nie powiększy się ani nie zacięży,“ („Wisła“ t. VIII. str. 436.)

— 49

Stefan Szulc

żna wtedy robić z nimi, co się żywnie podoba: nosić przez do­
wolny przeciąg czasu, przekłuć szpilką dziurkę, wypuścić jednego,
poczem otwór zatkać; można worek kuć na kowadle — biedne
duchy wtedy jęczą, wreszcie po otworzeniu wylatują pokieraszowane w najokropniejszy sposób: oddzielnie głowy, ręce, nogi
i t. d. Wszystko to zgadza się z pojęciem pierwotnem o du­
chach, o których wiadomo, że mogę zmieścić się w najdro­
bniejszym otworze: wystarcza przekłuć igłą poduszkę, aby dyabeł mógł się tam ukryć '); że je można złapać na haczyk, na
pętlę, ręką wreszcie; że je można związać i oczywiście także
zamknąć; dusza ludzka, która w czasie snu swego właściciela
wlazła do naczynia z wodą, nie może zeń wyleźć, bo nakryto je
pokrywą; dyabeł może być zamknięty w studni i zapieczęto­
wany; choroba może być umieszczoną w dziurze wywierconej
w drzewie, zatknięta kołkiem — skąd nie może się wydostać *2);
w ten sam sposób można zamknąć śmierć — czy to w dziurze
w drzewie, czy we flaszce i t. p. Ciekawe jest opowiadanie o pa­
robku, który służył w piekle, a wracając na ziemię, wystrugał laskę
z drew, którymi palił pod kotłami, powywiercał w niej dziury, za­
nurzył w kotle, gdzie dusze warzyły się w smole, i tym sposo­
bem wyniósł na ziemię całą chmarę dusz, które następnie odstą­
pił Panu Jezusowi — a były takie ciężkie, że ledwie mógł laskę
udźwignąć 3), Wobec tego wszystkiego teoretycznie oczywiście
niema powodu, aby duchów nie można było zamknąć w torbie;
ale znajdziemy w obrzędach i wierzeniach pierwotnych analogie
zupełnie bezpośrednie do motywu baśniowego.
U Sojotów szaman leczy chorobę w następujący sposób:
spełnia ceremonie przygotowawcze, bębni, zwabia ku sobie du­
chy, które wszedłszy w człowieka wywołały chorobę, wreszcie
zgarnia je rękoma do bębna, wynosi po za chatę i tam je wy­
trząsa 4). Bezpośrednie przejście od tej praktyki szamańskiej do
’) D o w o j n a-S ylwestrowicz. Podania żmujdzkie, t. 1.
str. 384.
2) „Wisła“ t. VI. str. 140, i gdzieindziej często.
3) Kolberg 1. c. serya III. Nr. 15.
4) Rzecz tę podaję o tyle z zastrzeżeniem, że znam ją jedynie
z ustnej, acz wiarygodnej relacyi z odczytu p. Feliksa Kona, wygłoszo­
nego w Uniwers. Ludowym w Krakowie w grudniu 1907 r. W rosyjskiej
broszurze tegoż p. t. „npeąBapHTejn>Hi>iii ot-kt-ł no 9Kcneąnu,in bt YpaHxa«cKyio 3eMjuo“ — szczegółu tego nie znalazłem.

— 50

Przeżytki w baśniach

naszego worka-samochwytu istnieje w bajce żmujdzkiej1), w której
chodzi również o wyzwolenie zamku z mocy dyablów, których
tam „pełno wszędzie jak komarów“, „jonas“ (imię bohatera)
zaczyna grać na skrzypcach (szaman gra na bębnie), które ka­
żdego zmuszają do tańca. Tu jest ta cudowna własność instru­
mentu ; lecz w obrzędach pierwotnych muzyka i śpiew wogóle
działa podobnie. Więc tedy „tańczą dyabli jak szaleni. Tańco­
wali tak do 12 godziny, popadali na ziemię. Bierze wtedy Jo­
nas bębenek (który tu odgrywa rolę zwyklejszego w naszych
warunkach worka) i młotek (również cudowny) i chodzi, a zbiera
w bębenek dyabłów. Co któremu bębenek do nóg podstawi,
a młotkiem po nogach trąci, już dyabeł w bębenku siedzi“.
W końcu oczywiśce „kowale z całego królestwa“ wielkimi mło­
tami obrabiają bębenek z zamkniętymi w nim dyabłami2).
Czy w opowieści tej nie mamy praktyk nieraz takich sa­
mych, jakich dokonywa szaman sojocki? A z drugiej strony
opowiadanie w zupełności odpowiada ogólnie znanym bajkom
o worku w zamku zaklętym. Słowem, zamykanie duchów
w worku 1) jest w zupełnej zgodzie z pierwotnymi poglądami
na naturę tych istot 2) wiąże się z jakimiś — mniejsza z ja­
kimi — obrzędami okresu pierwotnego, pokrewnymi do owego
leczenia choroby przez sojockiego szamana. Przestajemy patrzeć
na worek jako na wytwór fantazyi : ma on swoją ścisłą logikę,
choć dla zrozumienia tej logiki trzeba przenieść się w zupełnie
odmienny od dzisiejszego świat myśli.
Czy inne występujące w bajkach przedmioty o cudownych
własnościach także dadzą się powiązać z szerszym kompleksem
pojęć filozofii pierwotnej, czy też są one wyłącznie wytworami
fantazyi, która pragnie obdarzyć bohaterów możliwie niezwyklejszemi cechami ? Prawdopodobnie jedno i drugie. Rozpatrzmy
jeszcze dla przykładu „kij-samobij" i „dywan-samolot“.
„Kij-samobij“ po wymówieniu słów zaklęcia, sam, t. j. nie
kierowany niczyją ręką, poczyna bić osobę, przeciw której zwra­
cano zaklęcie. Występuje bardzo często, w baśniach bardzo ró­
żnego charakteru, zacząwszy od obyczajowych o zakroju nieco
humorystycznym, jak o 2 braciach, z których jeden był biedny,
’) Dowojna-Sylwestrowicz 1. c. t. I. str. 158.
2) Por. np. Boropa3i „MaTepiajibi no nsyieHiro nyKOTCKaro h3i,iKa h (pojiKjiopa“ t. 1. str. 200/1.

51

Stefan Szulc

naiwny i łatwo dający się oszukać, drugi bogaty i przebiegły,
aż do zaklętych zamków, walk z dyabłami i t. p. Niekiedy wy­
stępuje jako „pałasz rąbiący“, aż wreszcie widzimy rzecz już
odmiennego rodzaju — pałasz, który nie działa sam, ale, użyty
przez bohatera, czyni go niezwyciężonym. — 1 tu także można
przytoczyć pewne analogie. W odmiance znanej baśni o „Jasiu
i Marysi“ (czy Małgosi), zapisanej przez Matyasa „u krakowskich
rogatek“ 1), ojciec wyprowadziwszy dzieci do lasu, oddala się,
niby żeby drzewo rąbać — słychać istotnie uderzenia siekiery,
ale gdy dzieci zniecierpliwione udają się na poszukiwania, oka­
zuje się, że to nie ojciec rąbie, ale pozostawiona przezeń pałka
„sama w drzewo puka“. U Czukczów w baśni czarownica po­
syła za zbiegami rzemień, który zachowuje się jak żywa istota'2).
Wogóle czarownicy (w naszych baśniach także) posługują się
przedmiotami martwymi jak żywymi, otrzymują od nich informacye i t. p. (o tym niżej). Jest prawdopodobne, że i kij-samobij można będzie powiązać z tym kompleksem wierzeń, gdzie
przedmioty dla ogółu ludzi „martwe“ zachowują się jak żywe
na usługach osoby, która ma wiedzę czarodziejską.
Nie wdajemy się w szczegóły, bo chodzi nam i o stwier­
dzenie tego zasadniczego faktu, że wiele na pozór opartych wy­
łącznie na fantazyi szczegółów baśni da się wyjaśnić w szer­
szym związku wierzeń i praktyk bardzo pierwotnych.
Wspominaliśmy już parokrotnie o praktykach szamań­
skich: w związku z nimi znajdują się torby chwytające, według
wszelkiego prawdopodobieństwa kije bijące, dywany latające;
ale odnajdujemy je przedewszystkiem tam, gdzie mowa o walce
z duchami. Szaman jak wiadomo wstępuje w zapasy z duchami
w sposób taki, jakby chodziło o walkę istotnie fizyczną. Używa
różnych środków, jak bicie w bęben, śpiew, aby wywrzeć na
duchy wpływ, lecz przedewszystkiem wkłada w walkę całkowitą
swoją siłę, może zwyciężyć, ale może i uledz, a porażkę prze­
płaca nawet śmiercią, w każdym razie wyczerpanie jest zawsze
następstwem walki. — Jeżeli w polskiej baśni ktoś mający prze­
nocować w zaklętym zamku, kreśli dokoła siebie koło kredą świę­
coną, zaopatruje się w święconą wodę i przez cały czas za­
wzięcie modli się na świętej książce — to akcesorya noszą
') „Wisła“ t. VIII. „Zaklęta w kaczkę“.
2) B o r o p a a 1, c. Str. 194.

— 52 —

Przeżytki w baśniach

wprawdzie pozór chrześcijański, lecz sposób ich działania fizy­
cznie namacalny zupełnie odpowiada poglądom pierwotnym.
Walka sama i dziś jeszcze nieraz opisywana bywa bardzo pla­
stycznie. Często występuje w ręku walczącego jakieś cudowne
narzędzie, szabla czy kij, którym tłucze dyabłów przez całą noc;
kiedyindziej kropi ich, co sił starczy, święconą wodą, „a gdy mu
brakło święconej wody, to kotłem od niej bił a walił, a „to“
się darło i darło do niego“ 1). Inny „trzy dni bez jadła i na­
poju pasował się z duchami, aż je pokonał“ 2). Niekiedy chodzi
tylko o to, aby nie uledz pokusie, nie przemówić, nie Obejrzeć
się, mimo wszelkich strachów i mąk zadawanych przez duchy.
I wtedy „było straszne trzaskanie i zgrzytanie, aż się... zalał
potem i aż mu krew uszami szła od tego stuku
i trzaskania“. Niekiedy czarty tak go męczą, że „omdlewa
i pozostaje jako nieżywy“ aż go ocuci ktoś, posiadający moc
czarodziejską; czasem czarty rąbią występującego do walki
w kawałki, które jednakże można złączyć i ożywić za pomocą
wody żywej, maści i t. d. Niekiedy ulega w walce; lecz wtedy
zwykle wraca zaopatrzony w doskonalszą broń i ostatecznie
zwycięża 3). Opowiadacz zapewne zwykle nie bardzo już rozu­
mie, o co chodzi; ale sam opis, gdy pominiemy zmodernizo­
wanie, ściśle odzwierciadla postępowanie szamanów wobec du­
chów, podczas walki. Podobnie opowiadanie o walce czarno­
księżnika z uczniem, gdzie obaj zamieniają się w coraz to inne
zwierzęta i przedmioty martwe, zupełnie odpowiada opisowi po­
jedynku walki dwóch szamanów u ludów, gdzie ta instytucya
po dziś dzień istnieje. A szczegóły te są tern ciekawsze, że skąd­
inąd nie wiemy o istnieniu u naszych przodków ludzi, odgry­
wających rolę szamanów.
W ten sposób postępując krok za krokiem, moglibyśmy
wyjaśnić każdy lub prawie każdy szczegół naszych baśni. Wkra­
czamy powoli w świat myśli odmienny od naszego, ale konse­
kwentny w sobie, całkowity, świat filozofii pierwotnej. Poprze­
stając na podanych przykładach, nie będziemy już rozpatrywać
') Kolberg 1. c. serya XIV. str. 76.
5) „Wisła“ t. VII. str. 36.
3) Temat ten powtarza się niezmiernie często; szczególniej chara­
kterystyczne opowieści przytacza Kolberg z Poznańskiego (serya XIV.,
np. str. 82, 79, 84). Por. także serya VIII. str. 82, tudzież Dowojna Sylwestrowicz „Podania Żmujdzkie“ t. II.

53 —

Stefan Szulc

poszczególnych wątków, natomiast postaramy się nakreślić jeszcze
nieco rysów tego świata, jak odzwierciadla się w baśniach —
mianowicie niektóre poglądy na przyrodę ożywioną i nieoży­
wioną.
Zwierzętom dziś jeszcze lud przypisuje pod pewnymi wzglę­
dami wyższość nad człowiekiem, np. gdy chodzi o wiedzę o rze­
czach przyszłych; o zwierzęciu w baśni możnaby napisać całą
rozprawę. Prawie niema bajki, w którejby zwierzę nie oddawało
nadzwyczajnych usług człowiekowi. Niema w tern jeszcze nic
nadzwyczajnego, gdzie zwierzęta wykonywują za człowieka jakąś
pracę, którejby bez nich nie był w stanie spełnić, ale która dla
zwierząt istotnie w zasadzie nie jest niemożliwa do wykonania,
np. gdy ptaki wybierają mak z popiołu, ryba odszukuje i przy­
nosi klucz, który wpadł do morza i t. p.; choć i tu inteligencya, nadawana zwierzętom, tudzież przypisywane im uczucie
wdzięczności dla człowieka, którego wynikiem jest pomoc, cał­
kowicie wprowadza nas do filozofii pierwotnej. Że zwierzę mó­
wić umie, to także rzecz zwykła: nie każdy tylko mowę tę po­
jąć może, trzeba, żeby się tego wyuczył, jak wyuczyć się trzeba
umiejętności czarów, albo trzeba, żeby był z góry przeznaczony
do czegoś niezwykłego i wobec tego z natury posiadał tę zdol­
ność. Często spotykamy rzeczy znacznie charakterystyczniejsze.
Ktoś, by dowiedzieć się, gdzie przybywa zaginiona osoba, lub
gdzie się znajduje jakiś przedmiot niezwykły, udaje się do pu­
stelnika, czarnoksiężnika (— szamana), który ma władzę nad
zwierzętami, ptakami, zwołuje je za pomocą uiszczałki, żadne
zwierzę nie umie nic powiedzieć, wreszcie kruk, najmędrszy ptak,
który wszystko wie, udziela potrzebnych wiadomości 1). Niedość
tego, nietylko udziela wiadomości, ale okazuje czynną pomoc:
zwierzę nosi człowieka na swoim grzbiecie, wilk przytem bie­
gnie po ziemi, ale z niezwykłą szybkością, ptak szybuje po po­
wietrzu, a drobne ptaszę mysi królik zdolne jest unieść na so­
bie człowieka; udziela mu wszelkich rad, wie, co go spotka,
gdy uczyni tak, a co, gdy inaczej postąpi; umie go poratować
w nieszczęściu; wie, gdzie rośnie trawa, rozrywająca mury wię­
zienne, gdzie znaleźć i jak użyć wody gojącej, ożywiającej; może
zamienić się w co chce, wogóle posiada w wysokim stopniu
sztukę czarnoksięzką. Opowiadają nam często, że to właściwie
*) Por. np. Kolberg serya VIII. Nr. 20.

— 54 —

Przeżytki w baśniach

było nie zwierzę a „niby św. Mikołaj“, albo zaklęty królewicz
czy księżniczka, posiadająca umiejętność czarów, pod postacią
zwierzęcia; ale motyw występuje tak często i tak charaktery­
stycznie, że nie ulega wątpliwości, iż mamy do czynienia z nie­
zwykłą rolą, przypisywaną przez człowieka pierwotnego zwie­
rzęciu, które ma być wiele potężniejsze, mędrsze, aniżeli, czło­
wiek, a więc między innemi musi również lepiej umieć spełniać
te czyny, które wymagają specyalnej wiedzy — czary. I jak ludy
pierwotne nie przypisują tych niezwykłych własności pierw­
szemu lepszemu okazowi danego gatunku, lecz jakiemuś władcy,
praojcu gatunku, tak i w naszych baśniach występuje, choć rzadko,
król zwierząt ’): wilk zjadł człowiekowi konia, a człowiek siada
na wilka, ten go niesie do „króla wilczego“ („co to był niby
św. Mikołaj“), ten, by wynagrodzić krzywdę, daje mu cudowną
chusteczkę, potem król niedźwiedzi daje mu sygnet, król lwi
klamrę i t. d. *2)
Nietylko zwierzę, ale i przyroda nieożywiona występuje
w innej roli, aniżeli w pojęciu człowieka cywilizowanego. Oto:
ktoś, potajemnie uciekając z pokoju, pluje na okno, pytającym
przez drzwi odpowiada następnie ślina 3). Że ślina może prze­
mawiać za tego, który ją wypluł, wynika stąd, że cząstka zawsze
zachowuje związek z całością, od której została oddzielona: że,
wogóle mówić może — stąd, że dla baśni, jak dla człowieka
pierwotnego, niema przedmiotów martwych w naszem znaczę
niu. Bo oto wdzięczność czują i okazują nietylko zwierzęta,
którym darowano życie, wybawiono od śmierci, wyleczono, ale
i studnia, którą oczyszczono, jabłoń, z której strząśnięto doj­
rzałe owoce. Różne sprzęty domowe, których używano w spo­
sób należyty, z właściwym szacunkiem, nie wydają, gdzie są
dzieci, którym grozi niebezpieczeństwo, jedynie dłuto, które
zbyt boleśnie po głowie bito, zdradza tajemnicę4). Fujarka,
którą wyrobiono z trzciny czy wierzby wyrosłej na grobie za­
bitego, wyjawia zabójcę; po spaleniu fujarki na tern samem

’) Tylko króla wężów o 7 głowach spotyka się częściej, nie tylko
w baśniach, ale i dziś jeszcze w wierzeniach naszego ludu.
2) Kolberg serya VIII. str. 71 n.
3) Kolberg serya VIII. Nr. 23 serya XIV. Nr. 9.
*) Ciszewski I. c. Nr. 74. Podobny motyw znany jest ogółowi
z opracowania Czajkowskiego p. t. „Baśń o żelaznym wilku“.

- 55 —

Stefan Szulc
miejscu wyrasta drzewo ze śpiewającemi jabłkami *). Próg, nad
którym przeniesiono trupa, może opowiedzieć to czarownikowi;
by uniknąć tych konsekwencyi, należy nieboszczyka przenieść
pod progiem 2). Słowem — przedmiot martwy także żyje, ma
świadomość, może mówić; choć tu niklejsze widzimy ślady, niż
gdy chodziło o niezwykłą moc zwierząt.
III.
Szkicowy z konieczności rozbiór powyższy wystarczy, by
stwierdzić, czego możemy się spodziewać po tego rodzaju me­
todzie badania, tudzież żeby wysnuć parę uogólnień co do ogól­
nego charakteru baśni, ich znaczenia i t. d.
Metoda da nam przedewszystkiem zrozumienie jeżeli nie
wszystkich to większości motywów baśniowych, pozwoli wni­
knąć w ich pierwotne znaczenie. Następnie — pozwoli nam głę­
boko wniknąć w przeszłość obyczajową, a szczególnie wierze­
niową, Wierzenia, obyczaje przekształcają się — i to te przedewszyst­
kiem, które stają w sprzeczności z poglądami, pojęciami moralnemi późniejszych pokoleń; inne, „neutralne“, pozostają dłużej,
ale również ulegają wpływowi zmienionych warunków i wreszcie
zanikają. Podobnie dzieje się z baśnią: to przedewszystkim, co
ma związek z żywotnemi sprawami życia, przekształci się, co
będzie raziło, zostanie usunięte; ale pozostanie szkielet wątku,
zmieniony, ale nie tak, żeby nie można było w większości wy­
padków dojść pierwotnego znaczenia i stanie się zajmującą ane­
gdotą, której zasadniczej treści — niema powodu zmieniać. Np
jeżeli baśń opowiadała o wyprawie rabunkowej grupy braci po
dziewczynę, która stawała się ich zbiorową żoną, to ze zmianą
pojęć moralnych te szczegóły nie tylko mogły, ale musiały
uledz przekształceniu; gdy taż baśń zamieniła się w niewinną
historyę o wyzwoleniu zaklętej królewny przez królewicza —
pojęcia moralne mogą się dalej przekształcać, nie naruszając już
wątku. I dzięki temu właśnie możemy, badając baśni, odkryć
') Toe ppe n, Podania Mazurskie „Wisła“ t. VII. str. 23.
W dalszym ciągu z ogonka jabłka powstaje znowu zabity: mamy więc
3 idee: 1) przedmiot „martwy“ może mówić 2) wie o rzeczach, które
z nim były w styczności 3) może się zamienić w przedmiot, z którym
był w związku.
‘) Cisze wsk i 1. c. Nr. 56.
- 56

Przeżytki w baśniach

rzeczy tak bardzo pierwotne. Tylko pamiętać należy, że sama
baśń potrzebuje klucza — klucza tego dostarczyła etnologia,
nauka nowa — dlatego niedawno dopiero zrozumieliśmy, czem
jest właściwie baśń.
Poglądy w tym względzie wahały się zawsze między dwoma
biegunami: albo z pogardą spoglądano na „baśni, które niańka
dzieciom opowiadała“, albo bezkrytycznie uwielbiano ten „wy­
twór prostej a bogatej duszy ludowej“. Jedno i drugie łączy
się ściśle z zupełnym brakiem zrozumienia, o co właściwie
chodzi.
A więc fałszem jest samo określenie „baśni, które niańka
dzieciom opowiadała“ — fałszem, mimo iż sięga czasów odle­
głych, wrosło w nasz umysł tak, iż dość wymówić „bajka“, by
echo odbrzmiało „niańka“ i „pokój dziecinny“ '). Już samo ro­
zejrzenie się w treści tych opowieści wykaże mylność tego ro­
dzaju skojarzeń. Wprawdzie zbiór Grimmów może od biedy
uchodzić za potwierdzenie takiego określenia, ale wiemy, że
mamy tam sprawę z baśnią, w zaniku, przystosowaną do po­
koju dziecinnego, dla którego nie była przeznaczona pierwotnie.
Baśni w zbiorach polskich (gdy pominiemy takie, jak „Bajarz“
Glińskiego, spisywane według wspomnień dzieciństwa) zupełnie
nie mają charakteru utworów „dla dzieci“. Zresztą baśń jest
wytworem ludowym, a dziecko ludu niańki na swe usługi nie
posiada *2).
Rzecz dziwna, że prawie żaden z licznych zbieraczy baśni nie
zanotował, o ile wiem, gdzie i kiedy baśń bywa opowiadana, ani
przeważnie nawet, w jakich sam spisywał swoje notatki3). Skąd’) Grimm przytacza cały szereg świadectw autorów od Strabona,
Plutarcha zacząwszy aż do Lutra i nowożytnych, gdzie co krok jest
mowa o „baśniach opowiadanych dzieciom“, „bajkach nianiek“ i t. d,iK i n d e r undHausmarchen“ t. 111. Getynga 1856, str. 273 m.
2) Łatwo wyjaśnić tego rodzaju nieporozumienia: ktoś oczywiście
bajki, które znał, słyszał od swojej niańki, wie, że wszyskie niańki wszyst­
kim dzieciom bajki opowiadają i t. d. — uogólnia to, jeżeli przypadkowo
dowiedział się, że i w innych warunkach bajki opowiadają, uważa to za
rzecz mniejszej wagi — nie uświadamia sobie, że ma do czynienia
z prawdziwą ludową bajką, a nie ze specyalnyin rodzajem „niańczynej“ pe­
dagogiki.
3) Np. Jedną tylko mam notatkę tego rodzaju. Ciszewski 1. c. str.
168 zapisał, że bajkę opowiada pasterz, który ją „słyszał od takiego ku­
lona, co robi w kopalni w Dąbrowie“.

— 57 —

Stefan Szulc

inąd wiemy, że u nas bajki opowiadane są w zimie, podczas
robót, wykonywanych zbiorowo przez kobiety; opowiada bądź
stara kobieta, bądź mężczyzna-bywalec, żołnierz wysłużony, pa­
stuch — słuchają wprawdzie i dzieci, ale nie dla nich się opo­
wiada, głównym słuchaczem jest dorosła młodzież żeńska i mę­
ska. Opowiada nie niańka, ale ktoś specyalnie uzdolniony i wy­
szkolony w tym kierunku. Podobnie u ludów pierwotnych:
niema „specyalistów“ bajarzy poświęcających się jedynie i wy­
łącznie temu zajęciu, ale są osoby, do których inni stale się
zwracają, gdy chodzi o opowiadanie, którzy umieją opowiedzieć
lepiej i więcej od innych.
Z charakteru treści i warunków, w jakich opowiadana
i słuchana bywa baśń wynika, że jest poważną częścią skła­
dową życia duchowego ludu, w którym zajmuje miejsce podo­
bne, jak najpotężniejsze utwory literatury pisanej w życiu inteligencyi: jedno i drugie wynika z zasadniczo tych samych po­
trzeb, a i napięcie natchnienia twórczego bodaj jest równe, tylko
że u współczesnego autora mamy szersze widnokręgi, większą
ilość faktów znanych i uświadomionych, wogóle rozszerzoną
świadomość własnych i cudzych przeżyć, no i subtelniejszą, bar­
dziej zróżniczkowaną wrażliwość.
Nawet tak uważny obserwator jak Goethe powiada o ba­
śni1). „Das Märchen ist bewusste Unwirklichkeit, es fesselt die
Neigierde, reizt zur voreiligen Lösung undurchdringlicher Rätsel,
täuscht die Erwartungen, verwirrt durch das Seltsame, macht be­
sorgt, rührt und befriedigt endlich durch Umwendung eines schein­
baren Ernstes im geistreichen Scherz, hinterlässt der Einbildungs­
kraft Stoff zu neuen Bildern und dem Verstände solchen zu fer­
nerem Nachdenken“. Tkwi w tern powiedzeniu błąd metodolo­
giczny : by określić, czem jest zjawisko, rozpatruje się, czem
jest ono dla nas — w danym razie, gdy chodzi o przejaw twór­
czości literackiej, poeta stara się poddać wrażeniu i otrzymane
wrażenie formułuje jako fakt objektywny. Rzecz jasna, że „fantastyczność“ baśni, napozór przypominająca erę rozkiełzanej
wyobraźni autora senzacyjnych romansów, a zarazem, tak po­
ciągająca prostotą i naiwnością, ma sprawić wrażenie jak po­
wyżej przytoczone na człowieku, który tak daleko odbiegł od
’) Cytuję według Adolf Thimme „Das Märchen Lipsk
1909, str. 70.

— 58 —

Pizeżytki w baśniach

świata tych motywów baśniowych, a którego etnologia porów­
nawcza nie nauczyła rozumieć ich właściwego sensu. Dziś wiemy,
że w baśni „fantastyczność“ jest uwarunkowana pewnemi zasa­
dami, niema w niej „cudów“ jako przełamania praw przyrody
za przyczynieniem się siły nadprzyrodzonej; nie tylko dlatego, że
nasze pojęcie „prawa przyrody“ tam nie istnieje: nie potrzeba
niczego przełamywać, skoro wszystko wiąże się doskonale z ca­
łokształtem poglądu na świat.
Wszystkie te „fantastyczne“ motywy baśni bynajmniej nie
są świadomą nierzeczywistością — ale tworzą te tylko przy­
padkowo dochowane do naszych czasów „disiecta membra“
świata, w którym to wszystko było możliwe, poglądów, które
musimy uznać za mylne, ale którym jednego nie można odmó­
wić: konsekwencyi; nie w sensie nieistnienia sprzeczności, ale
w znaczeniu zasadniczej jednolitości, zgody w kwestyach pod­
stawowych.
Warszawa 1910.

- 59 -

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.