9215cfb332606791c000e741461275b4.pdf
Media
Part of Palma, jajko i śmigus w praktykach wielkanocnych ludu polskiego / Lud, 1911, t. 17
- extracted text
-
J8UKOWSKL.
FRANCISZEK OAWEŁEK.
Palma, jajko i śmigus w praktykach
wielkanocnych ludu polskiego.
Wśród licznych przesądów i zwyczajów ludowych napo
tykamy wiele takich, które bardziej zwracają na siebie uwagę
już to swą oryginalnością, już też sposobem, w jaki się je pra
ktykuje i okolicznościami, jakie im towarzyszą.
Do takich więcej interesujących zaliczam zwyczaje wielka
nocne. Czas od środy popielcowej, albo jeszcze wcześniej, bo
od niedzieli zapustnej aż do Wielkanocy, jest bardzo zajmujący
ze względu na zwyczaje, jakie się spostrzega wśród ludu. Już
chodzenie w „ostatki“ z Zapustem, kozą, Turoniem, kurkiem,
Konikiem, Niedźwiedziem, przebieranie się za żydów, cyganów
i t. p.■') jest bardzo ciekawym zwyczajem i stanowiłoby wdzię
czny temat do opracowania. Zbadać genezę tych zwyczajów
i ich związek z życiem duchowem ludu, to byłaby praca wcale
pożyteczna.
Różne istnieją poglądy na pochodzenie zabobonów, prze
sądów, zwyczajów i podań ludu. Jedni *2) uważają je za zupełnie
') Zob. Z. Gloger. Rok polski w życiu, tradycyi i pleśni, War
szawa 1908.
2) Zob. R. W. B e r w i ń s k i. Studya o literaturze ludowej ze sta
nowiska historycznej i naukowej krytyki. Poznań 1854, 2 tomy. T. 1.,
XIX. + 207, II. 226.
— 15 —
Franciszek Gawełek
nowe, napływowe u nas, które wniosło dopiero chrześciaństwo,
drudzy1) dopatrują się w nich szczątków naszej pierwotnej
wiary, obrzędów pogańskich, inni wreszcie a) chcąc pogodzić te
dwa sprzeczne z sobą poglądy utrzymują, że dawne, pierwotne
wierzenia Słowian zlały się z nowymi, obcymi przesądami,
które przyszły do nas wraz z chrześciaństwem i z tego przez
assymilacyę wytworzyły się nowe pojęcia.
R. W. Berwiński dowodził, że wyobrażenia ludu, jego prze
sądy i wiara w upiory, przechodziły doń razem z chrześciań
stwem tysiącznemi drogami, że te wymarzone skarby są tylko
napływem obcych żywiołów różnych czasów, co wykazywał na
przesądach, gusłach i czarach; o uroczystościach ludu i obrzę
dach, o tym ceremoniale, wyrosłym z pojęć religijnych ludu,
z jego dogmatyki, nie mówi autor, jakkolwiek z wielu napom
knień i z całego toku rozumowania nie trudno pojąć, że i te,
wedle zdania autora, przywędrowały do nas od obcych. Wobec
takich twierdzeń, dwa tylko pozostają ostateczne wnioski: 1-ino
albo należy przypuścić, że był kiedyś czas, gdy umysł Słowian
był tabula rasa, na której potem narysowały się dopiero i roz
gościły potwory pogaństwa rzymskiego przywleczone wraz
z chrześciaństwem, albo też 2-do przypuścić trzeba, że przed
przyjściem owej wiary w czary, lud miał inne wyobrażenia,
które odrzucił jako przestarzałe, a przyjąć nowe. Zdaje się, że
*) Dr. I. Hanusz: Die Wissenschaft des slavischen Mythus etc.
Wien 1842, 8-vo, s. XX. + 432;
Jan Karłowicz: Psychologia zabobonu. Tydzień. (Lwów)
XI. 114 ;
Szymon Matusiak: Olimp polski. Lwów 1908;
Wł. Niedźwiecki: Ślady i znaczenie mytu o szklannej górze
w podaniach Słowian a szczególniej Polaków. Niwa XII., 580, 660,
730, 818;
Kustosz: Przeżytki pogaństwa w obrzędach i zwyczajach ludu
polskiego. Bies, liter. 1906, II. 510:
W. A. Maciejowski: Zabytki pogaństwa w Polsce. Biblioteka
Warszawska 1841, I. s. 1;
K. Szulc: O głównych wyobrażeniach i uroczystościach bałwo
chwalczych naszego ludu. Poznań 1857;
Świerzb i ński: Rok, bóstwo Słowian, jego kapłanki i obrzędy.
Dwutygodnik naukowy t. li. s. 481, 500, i inni.
2) Prof. Bruckner Aleksander: Literatura religijna w Pol
sce średniowiecznej. I. Kazania i pieśni. Szkice literackie i obyczajowe.
Warszawa 1902, s. 235.
— 16
Palma, jajko i śmigus w praktykach wielkanocnych ludu polskiego
t
już sam B e r w i ń s k i nie był zbyt pewny swego stanowiska,
jakie zajął wobec badanych przez siebie rzeczy, skoro na czele
swego dzieła umieścił słowa Ausona: „Alius alio plus invenlre
potest, nemo omnia“.
Podobnie Proł. A. Bruckner1) utrzymuje, że wszystkie
polskie wierzenia i przesądy są pochodzenia niepolskiego, że
przybyły dopiero do Polski wraz z chrześciaństwem, zapuściły
tu korzenie i rozrosły się, znalazłszy glebę urodzajną, na której
podobne pogańskie wierzenia od czasów najdawniejszych wybu
jały, te obce przesądy i wierzenia wyrugowały, zmieniły zassymilowały sobie starsze, miejscowe, pogańskie, tak, że granicy
między jednymi a drugimi oznaczyć niepodobna, że więc
i o śladach jakiegoś pogaństwa w tych gusłach ściślej mówić
nie wolno.
Mnie się zdaje, że niektóre przesądy i zwyczaje ludowe
bliżej rozpatrzone i zestawione z obcymi dałyby nam niejedną
cenną wskazówkę, jak tego rodzaju rzeczy badać, i jakie z tych
badań odnieść może nauka polska korzyści. Boć przecież niemożliwem się wydaje, aby Słowianie, jak to już wyżej wspo
mnieliśmy, nie mieli żadnego kultu religijnego, żadnych podań
i tradycyi, podczas gdy wszystkie inne, współczesne im ludy to
wszystko posiadały, a jeżeli mieli, jakżeż by mogli nagle utra
cić to, co do niedawna było dla nich świętością. Zapewne,
nowa wiara niusiała wyprzeć starą, ale nim się to stało, dużo
czasu upłynęło i z dawnego, żywego kultu, pozostało wspo
mnienie, zachowały się resztki w formie dziś t. zw. przesądów
i zabobonów. Zresztą wiemy, że kościół, wprowadzając wiarę
chrześciańską, nie mógł zabraniać nowochrzczonym wykonywa
nia dawnych, po przodkach odziedziczonych praktyk i obrzę
dów religijnych; kościół wiedział, że łatwiej odstąpiliby od no
wych dogmatów religijnych, aniżeli od uciech i zabaw, jakie
towarzyszyły ich uroczystościom. Stąd też, niektóre dawne prak
tyki uświęcał swą powagą, zwłaszcza zaś te, których cel pogań
ski łatwo mógł być zamieniony na chrześciański. Papież Grze
gorz W. wysyłając w 591 r. misyonarzy dla opowiadania wiary
Anglo-Sasom polecał im, by mieli wzgląd na zwyczaje miesz
kańców, by nie niszczyli ich świątyń, ale je raczej na kościoły
zamieniali, by nie wzbraniali obchodu uroczystości i składania
*) Opus, cit., s. 46.
— 17 —
'
’______ Franciszek Gawełek
ofiar w wotach, które się odbywały na cześć szatana, lecz by
je zamieniali na uczty religijne dla chwały prawdziwego Boga1).
Niema więc wątpliwości, że tym sposobem wiele dawnych
praktyk pogańskich do dziś się przechowało, w zmienionej
oczywiście szacie.
Rola palmy, w jakiej ją dzisiaj znajdujemy, została jej
nadana później, w czasach chrześciańskich, jednak nie wiele
odbiegła od swego pierwotnego przeznaczenia. W palmie, jaką
dzisiaj spotykamy wśród ludu, poświęcaną w kwietnią niedzielę,
dopatrujemy się szczątków dawnego kultu drzew, a w ogólno
ści roślin, poświęconych pewnym bóstwom.
Zanim powiemy o kulcie drzew u Słowian, musimy przy
pomnieć, jaką cześć oddawały drzewom inne narody w staro
żytności. Wszystkie niemal ludy południowe2) przywiązywały
do posiadania pięknych ogrodów największe szczęście tak da
lece, że ich Teogonia naznaczała dla dusz błogosławionych po
ogrodach wieczne mieszkania, w dowód czego posłużyć mo
gą pola Elizejskie, Raj ziemski, Ogrody Eden i Hesperyd
a później niebo muzułmańskie. Nierychlej potem słynęły wi
szące ogrody Babylonu, jeden z siedmiu cudów świata, ogrody
Lukullusa, Nerona, Dyoklecyana i t. d. Po wszystkie wieki
i pokolenia, kwiat uchodził za wzór doskonałości, okrasy,
przyjemności, a dar jego, jest hołdem wdzięczności i tkliwego
przywiązania.
Starożytni Buddyści utrzymywali, że człowiek pochodzi
z kwiatu lotosu, i stąd też przy modlitwie składali odpowie
dnio ręce.
Odwieczne i wyniosłe drzewa, ogromną swą postacią, uży
tkiem i starością, głębokie uczyniły wrażenie na ludziach
(z rąk natury wychodzących): człowiek porównywując bowiem
słabość swoją z ich wzrostem, krótkość życia swego z sędziwością tych olbrzymów, tuląc się przed spieką pod ich cienie,
przenikał się wtedy poniewolnie ku nim wdzięcznością i usza
nowaniem, a stąd powstały u Greków, Rzymian, Gallów, Ger
manów i Słowian gaje, równie jak cześć odrębnych drzew,
’) Niedźwiecki. Niwa 1881, I. 577.
2) Zob. St hr. Wodzie ki: O wpływie oświaty ludów na ogrody
a nawzajem o wpływie ogrodów na obyczaje i szczęście domowe. Roz
prawa czytana na posiedzeniu Tow. Nauk. Krak, w dniu 15. czerwca
1817 r. Rocznik Tow. Przyj. Nauk. Kraków 1818 r., s. 68 i nast.
— 18 —
Palma, jajko i śmigus \y_praktykach wielkanocnych ludu polskiego_
którą widzimy dotąd dla drzewa Baobab, wzdłuż brzegów Gwi
nei i Senegalu. A kiedy z czasem człowiek obserwując życie
roślin, począł się zastanawiać nad ich początkami i spostrzegł
pewne podobieństwo do życia ludzkiego, nie trudno mu już
było w tych istotach dopatrzyć się przodków zaklętych za
jakieś przewinienie w drzewo. Stąd szacunek jego jeszcze bar
dziej się wzmagał.
Wedle świadectwa Cezara istniały w Gallii święte dąbrowy
w których druidowie złotymi nożami podczas uroczystości
ucinali jemiołę. Druidowie nie mieli nic świętszego nad
jemiołę i drzewo, na którem ona rośnie, a żaden obrządek
bez listowia dębu obejść się nie mógł. Jemiołę rosnącą na dę
bie uważają za dar nieba, sądząc, że Bóg ją dla tego wybrał 1).
Pismo święte, ile razy mówi o cedrze libańskim, z niejakiem
uszanowaniem o nim wspomina. Wiadomo z Pliniusza, ile prze
możni Rzymianie dla rozłożystych platanów mieli względów,
kiedy je zamiast wodą, mlekiem i miodem polewali.
Kiedy Kserkses wyprawiając się przeciw Grekom, natrafił
w pochodzie na jedno z tych drzew olbrzymich, tak się w niem
był zakochał, że nie tylko na jego gałęziach zawiesił swoje
i żon swoich drogie kosztowności, ale nie bacząc na sławę
całości wojska i cel wyprawy, dni siedm z nieprzeliczonym gmi
nem przy ulubionym platanie obozował i zaledwie szemrania
zgłodniałego ludu, zdołały go oderwać od tego drzewa. Wprzód
jednak na złotym medalu wizerunek jego wybić kazał i tenże
potem całe życie na szyi nosił.
Przesądni Rzymianie wierzyli, iż pomiędzy rośliną a czło
wiekiem istnieć może tajemniczy związek; historycy opisują, że,
kiedy który z cesarzów miał umrzeć, schło drzewo laurowe,
które obrzędowo zasadzał na Kapitolu. Drzewa sadzono często
na pamiątkę osób zmarłych, albo też jakiego wydarzenia
i wtedy nabierały one osobliwszego znaczenia, jak laur na gro
bie Wergiliusza, wierzba ocieniająca grób Napoleona I. na wy
spie św. Heleny i t. d.2)
*) Zob, Studyum Prof. J. Rostafińskiego p. t. Jemioła.
Wisła II. 85.
!) Man n ha rd t W.: Baumkultus und Märchen aus Westfalen.
Leipzig 1859; Seemann B.: Hannoversche Sitten und Gebräuche in
ihrer Beziehung zur Pflanzenwelt. Leipzig 1862; Reimann F.: Deutsche
Volksfeste. Leipzig 1880.
— 19 —
Franciszek Gawełek
__
__ ____
Według Eddy, Odyn stworzył pierwszych ludzi z jesiona
i olchy, drzew północy. Prawo salickie stanowiło, że jeśli kto
wyrzeknie się dziedzictwa ojców, musi złamać sobie nad głową
cztery gałązki olchy, tego drzewa uświęconego tradycyą, oświad
czając przed zgromadzeniem ludu, iż nic już nie ma wspólnego
pomiędzy nim a jego rodem.
W Indyach, skąd wyszedł kult drzew, jeszcze dzisiaj, w dniu
pierwszym maja, w Wizapur, sadzą ceremonialnie drzewo na
cześć Maji, matki bogów. Uroczystość podobną spotykamy pod
różnemi formami i nazwą u wszystkich narodów indo-europejskich, a w wielu miejscowościach zwyczaj ten zachował się do
czasów obecnych *).
Słowianom również znaną była cześć drzew a kult roślin
wogóle był szeroko rozpowszechniony. Hanus z w cytowanem dziele*2) powiada: Bei keinem Volke findet sich so sehr
die Sitte ausgebreitet, mit Blumen sich zu schmücken, Kränze
zu binden u. s, w., wie bei ben Slaven. Blumen und Kränze
spielen auf den meisten religiösen Versammlungen, die dazu
tauglich waren, die bedeutendste Rolle (Kollar: Slav. Boh.
p. 167).
Jak szeroko rozpowszechniona była cześć drzew u Cze
chów jeszcze w VIII. w., dowiadujemy się z dzieła Dra Zibrta,
pt. Seznam povér a zvyklostí pohanskyh z VIII. véku. W rozdziale
szóstym: „De sacris silvarum, quae nimidas vocant“ czytamy,
iż pewien ksiądz skarżył się w Rzymie, że lud czci lipę jako
bóstwo i przypisuje jej moc czynienia cudów, uzdrawiania cho
rych i t. p. Czesi długo trzymali się uporczywie kultu drzew
i lasów. Jeszcze Kosmas Praski pisze, że ks. Brzetysław II. ka
zał rąbać i palić lasy i gaje święte. W XII. wieku przeciwko tej
czci pówstaje „Homiliarz Opatowicki“.
Miasto Szczecin, główna siedziba bożka Trzygłowa, posia
dało dąb święty, ogromny, rozłożysty, z obfitym cieniem i źró
dłem z pod niego wytryskującem. Symbolem Trzygłowa, podo
bnie jak Jowisza i Zeusa, jak Perkuna litewskiego i Jorki pru
skiego, jest z pomiędzy drzew dąb, najtrwalsze i najpotężniej’) Zob Wisła VIII., 174 i nast. gdzie W. Marrene-Morzkowska, omawia Archivio per lo studio delle tradizioni popolari. Palermo
t. X—XII, 1891-1893.
2) Die Wissenschaft des slav. Mythus, s. 309.
20
Palma, jajko ¡ śmigus w praktykachwielkanocnych ludu polskiego
sze w tym klimacie drzewo x). U nas wiele było takich dębów
przed nawróceniem Mieczysława na wiarę chrześciańską,
a w kilkaset lat potem pokazywano jeszcze w Warmii pod
miasteczkiem Heiligenbeul dąb ogromny, do którego pruskie
i litewskie pogaństwo wędrowało *2). Dąb wyobrażał bożka Trzy
głowa3).
Cześć, jaką oddawano roślinom, przechowała się po dziś
dzień, a znalazła swój wyraz w licznych pieśniach i obrzędach,
zwłaszcza weselnych. Lud nie tylko otaczał i otacza czcią pe
wne rośliny, ale wprost opiewa losy niektórych kwiatów, jak
kaliny, ruty i t. p. 4) Bez roślin nie można się było nigdy
obejść: używano ich dla osiągnięcia pomyślnego lub niepo
myślnego skutku. Berwiński wylicza 50 przeszło roślin,
używanych do albo przeciw czarom a wiek XVI. zna kilka
zielników czarodziejskich. Podczas sobótek, głównych uroczy
stości letnich, posługiwano się zawsze bylicą (Artemisia vul
garis, L.) 5)
Powiedzieliśmy, że Słowianie znali kult drzew. Zachodzi
teraz pytanie, czy ten kult już na zawsze przepadł, czy też,
podobnie jak rozmaitych ziół, przetrwał do dzisiaj. Tak, prze
trwał, a odnaleźć go nie trudno wśród ludu. Wyrazem tej czci
jest palma, poświęcana w niedzielę, nazwana Palmową, Wierzbną, Kwietną, lub wreszcie Różdżkową. 6)
Palmie przypisuje lud szerokie znaczenie lecznicze i cza
rodziejskie. Spożywanie pączków gałązki wierzbowej, praktyko
wane jeszcze po dziś dzień wśród ludu, w celu zabezpieczenia
się przed bólem gardła, znane było już w XIV. wieku, o czem
’) S z. M a t u s i a k, op. cit.
2) W o d z i c k i, op. cit.
3) Niedźwiecki, op. cit.
4) Gruszecki Artur.: O znaczeniu świata roślinnego w poda
niach i poezyi. Biblioteka Warszawska 1877, t. III. s. 426 i IV. s. 392.
5) Wspomina o tern Rej w Postylli, list 201 a, Czarownica
powołana s. 22. (wyd. w Gdańsku 1714), Berwiński w op. cit. II.
83 i inni. Zob. Fr. Gawełek. Przesądy, zabobony, środki lecznicze
i wiara ludu w Radłowie, s. 8 ', gdzie zestawiono wierzenia ludu z ró
żnych stron, odnoszące się do roślin. (Mat. antrop. arch. i etnograf.
Akad. Umiej, t. XI.)
°) Janota E.: Lud, etc. Przewodu, nauk, i literacki. Lwów 1878,
s. 362 i nast.
-21-
Franciszek Gawełek
wspominają kaznodzieje 9, a Mikołaj Rej w Postylli, wyda
nej w roku 1556 w Krakowie, w kazaniu na niedzielę 17 po
św. Trójcy, w liście 201 A. wyraźnie mówi: „W Kwietną nie
dzielę, kto b a g n i ą t k a nie p o ł k n ą ł a dębowego Kristusa
do miasta nie doprowadził, to już dusznego zbawienia nie
otrzymał“.
Jak silnie tkwi wiara w moc leczniczą pączków palmy
wśród ludu, wystarczy przytoczyć takie przykłady, jak zwyczaj
dawania ich bydłu wraz z ziemniakami, aby je zabezpieczyć przed
chorobą. W okolicy Osieczan, biegają z palmą do stajni i chle
wa i mieszają nią w żłobach, aby zaraźliwej choroby w nich
nie było, krowy nią omiatają, koniom nozdrza obcierają, aby
żadnej choroby nie powąchały, poczem kładą ją na jabłoń,
aby uschła i chowają za krokiew.*2)
Prócz leczniczych, posiada palma i własności czarodziej
skie. Uderzenie palmą bydła przy wypędzaniu go pierwszy raz
w pole, ma być pomocnem przeciw szkodliwości czarów, a kro
wom ma przysporzyć mleka. Praktykuje się to zarówno wśród
ludu polskiego, jak i rosyjskiego i czeskiego. Ten sam zwyczaj
aczkolwiek w innej porze, spotykamy wśród Niemców.3) Wie
czorem w wigilię św. Marcina przebiera się pasterz, i chodząc
od domu do domu, obdarza każdego wieśniaka t. zw. różdż
ką św. Marcina, posiadającą własności lecznicze. Różdżkę
tę wiją z gałązek brzozowych lub palmowych z kocankami,
bardzo starannie przyozdobionych wstążkami. Przy wręczaniu
pasterz życzy, by trzody, role i łąki były płodne i urodzajne
w następnym roku. Te gałązki kładą wieśniacy poza drabinę
’) Prof. Brückner. Op. cit., s. 52.
2) Ks. J u c e w i c z w pracy p. t. Litwa pod względem starożytnych
zabytków, obyczajów i zwyczajów, Wilno 1846, s. 381, opisuje nam
bardzo ciekawy sposób leczenia u Litwinów na febrę. Na karcie papieru
wypisuje się historyę choroby, imię i nazwisko osoby chorej, poczem
udaje się z tą kartą nad brzeg rzeki. Tu trzymając w lewej ręce trzy
latorośle wierzbowe, a w prawej wspomnianą kartkę, odczytuje się hi
storyę choroby. Przyszedłszy do słów: „miał paroksyzmów“. karbują ich
liczbę na tegorocznem kolanku latorośli. To się powtarza trzy razy
i ucięte kolanka tegoroczne rzucają do wody, a przeszłoroczne, wróci
wszy do domu, palą“.
3) Zob. Bronisław Gustawicz: O zwyczajach świętomarcińskich, Lud XVI. s. 3. i nast.
22
Palma, jajko i śmigus w praktykach wielkanocnych ludu polskiego
żłobu, na dachu, lub też wieszają nad drzwiami stajni, gdyż
chronią bydło przed czarami i złemi przygodami.
Starodawni Germani uważali te różdżki za ucieleśnienie
w drzewie żyjącej duszy, będącej bóstwem wzrostu, urodzajno
ści i płodności.
U nas w XV. w. pasterz czynił to samo na Nowy rok.
Pręty przez niego rozdawane były święte i nie godziło się ich
brać gołą ręką, lecz „kosmato“.1)
Palma zatknięta za obrazy i sufity domów i chlewów, ma
je chronić przed burzami i pożarem. Czesi dla zabezpieczenia
się przed piorunami trzymają na dachach netresk (sempervivum
i h romo ve ko re n i) a w polach wtykają święcone gałązki
wierzby, by uchronić zasiewy od gradu. Wierzą, że taka wierz
ba rzucona pod wiatr odpędza burze, rzucona zaś w płomie
nie, zmniejsza ich żarłoczność. Spotykamy jeszcze i dziś gałą
zki zatykane na końcach łanów, jako mające bronić plony przed
gradem. Podobny zwyczaj istniał wśród ludu i w XIV. wieku,
przeciw czemu występowali ostro kaznodzieje.
Czesi wierzą, że przy pomocy poświęconej wierzby i trzech
pręcików białego orzecha można odnaleźć zaklęte skarby, jak
u nas to samo osiągnie się przy pomocy kwiatu paproci.
Na zakończenie tego, cośmy o drzewach powiedzieli, po
zwolę sobie przytoczyć średniowieczną legendę, tłumaczącą nam,
dlaczego pewne drzewa pewną barwę przybrały.
Gdy po śmierci Chrystusa cała natura pogrążona była
w smutku, sosna wyrzekła: „On umarł, więc na znak żałoby
przybiorę ciemny kolor i szukać będę miejsc odludnych. Wi
norośl w Sorrento szepnęła: „Z żalu zczernieją moje jagody
a z prasy, w której wyciskać je będą, spłynie „Lachryma
Christi“.
Wierzba babilońska posłyszawszy straszną wieść
z Golgoty, westchnęła: „On umarł, teraz smutne moje gałęzie
zwieszać się będą zawsze ku wodom Eufratu i płakać łzami
jutrzenki“.
Cedr Karmelu jęknął: „On umarł, odtąd ocieniać będę
tylko groby, i ani dzikie gołębie, ani piegże nie będą słały
gniazd na moich gałęziach“.
') Prof. B r ii c k n e r, op. cit. s. 48.
— 23' —
Franciszek Gawełek
Cis się odezwał: „On umarł, teraz będę rósł tylko na
cmętarzach, pszczoła pod karą śmierci nie dotknie się moich
zatrutych kwiatów, ptaki w mych gałęziach śpiewać nie będą,
a wyziewy moje zarażą febrą nieroztropnych, którzyby pod
moim cieniem szukali spoczynku“.
Kwiat fryzu rzekł: „On umarł, więc na zawsze po
kryję fioletem swój złoty kielich, i nosić będę wieczną ża
łobę“.
Jedynie tylko dumna topola pozostała niewzruszoną:
„Cóż mnie to obchodzi ? — wyrzekła —■ On zmarł z powodu
grzeszników, a ja jestem niewinna, zostanę taką, jaką byłam“.
1 za ten brak czucia, liście topoli skazane są na ciągłe
drżenie. (Polskie podania ludowe podają inny powód drżenia liści
topoli, a mianowicie: gdy żadne drzewo nie chciało użyczyć
Judaszowi swych gałęzi na jego zbrodniczy zamiar, wówczas
topola ofiarowała mu swe konary i od tej pory, za karę, drży
przed Panem Bogiem).
Poetyczna ta legenda świadczy o silnie wkorzenionych
w szczep aryjski panteistycznych poczuciach, pokrewieństwie
między człowiekiem a rośliną w poezyi Indusów, która tu zna
lazła swój wyraz, gdy cała natura opłakiwała śmierć BogaCzłowieka i wdziewała po nim żałobę“.
*
*
*
Drugim zwyczajem wielkanocnym o podkładzie pogań
skim, jest zwyczaj święcenia i spożywania jaj wielkano
cnych.
Już od najdawniejszych czasów ’) jajko odgrywało bardzo
ważną rolę w życiu ludzkiem. Mity indyjskie wyprowadzają
początek świata z jednego olbrzymiego jaja. „Die indische
Mythe vom Weltei und die parsische vom Weltstier sind im
Oriente so miteinander verschmolzen, dass sich im späteren
Parsien auch der Mythus vorfindet, in welchem der Welt-Stier
das Welt-Ei mit seinem Korne sprengt, woraus die einzelnen
Weltwesen hervorgehen“ *2).i
*) Zob. Witold Klinger: Jajko w zabobonie ludowym u nas
i w starożytności. Kraków 1908, s. 30, (Odbitka z tomu XLV. Rozpraw.
Wydz. filolog. Akademii Umiejętności w Krakowie).
2) Hanusz, op. cit., s. 197 i nast.
24 —
Palma, jajko ¡ śmigus w praktykach wielkanocnych ludu polskiego_
Podanie ukraińskie opowiada, że dawnymi czasy, gdy
ziemia była jeszcze pusta, zesłał Bóg na ziemie koguta, aby ją
ożywił. Kogut zniósł jajko, z którego wypłynęło siedm rzek,
te zrosiły doliny i wkrótce wszystko pokryło się zielonością,
ożywiło kwiatami, napełniło owocami.
Stosowanie jajka, jako środka oczyszczającego, znane było
w medycynie starożytnej (o czem znajdujemy wyraźne wzmianki
u Ovid i usa Ars amandi II. 329—30; J u v e n. IV. 517 518,
V. 84-85; Martial is VII. 54; Lucian, Dial. mort. I., 1 ;
Clemens Aleks. Strom. VIL, 4, 26; A p u 1. Met. VI. i t. d.).
Owidyusz radzi młodzieńcowi, aby w razie choroby swej uko
chanej, udał się po radę do znachorki :
Et veniat quae lustret anus lectumque locumque
Praeferat et trémula sulphur et ova manu.
(Niech przyjdzie babka, by dom i łoże oczyścić i w drżą
cej dłoni niech niesie przed sobą siarkę i jaja).
Podobnie Juwenal i inni radzą używać jajka w różnych
wypadkach choroby. Bardzo często ciało chorego obwodzono
dokoła jajkiem, poczem wynoszono je na rozstajne drogi i wy
rzucano w tern przekonaniu, że tym sposobem odrzuca się ró
wnież chorobę od danej osoby. Jest to po prostu najtańsza
i najprostsza forma metody kuracyjnej t. zw. „transplantatio
morbi s. mali“
Według Klemensa Aleksandryjskiego, jaja użyte
do podobnej operacyi traciły zdolność dalszego rozwoju ').
Jajko bowiem, jako dające początek nowemu życiu, samo z na
tury rzeczy uważane było za samoistną, żywą w stanie chwilo
wego uśpienia pozostającą istotę, symbol siły tworzącej i ni
szczącej, dnia i nocy, żywota i śmierci, tego przebytego życia,
które zgasło i tego nowego, które się ma zacząć, *2)3 i jako takie,
mogło uchodzić za dostateczą przynętę dla demona, czy ducha,
od którego człowieka lub bydlę uwolnić należało. ’) Zwyczaj
wynoszenia jaj oczyszczających na rozstajne drogi, dał z cza
sem powód do uważania ich jako ofiary na cześć Hekaty.
*) Zob. Wisła XIX. 485 i n.
2) Borzywojowicz: Dawne zwyczaje Wielkanocne. Wiedza
i praca 1905, s. 49.
3) Klinger, op. cit,
- 25 —
Franciszek Gawełek
Jako siła przeciwdziałająca złym duchom, jajko używane
było w kulcie umarłych jako t. zw. „coena novemdialis“, t. j.
uczta dziewiątego dnia zamykająca okres żałoby. Jajko wkła
dane nieboszczykowi do grobu (o czem później), miało go
oczyścić ze wszystkich nieprawości: wiara ta do tego stopnia
była rozszerzona, iż utrzymywano, jakoby nieboszczyk, któremu
tego nie uczyniono, zjawiał się po śmierci, żądając od przyja
ciela ofiary.
Skoro już raz przyjęła się wiara w moc przeciwdziałającą
złemu duchowi, poczęto jajka używać nawet tam, gdzie ono
było zupełnie zbyteczne, np. przy zakładaniu nowego domu
(z tern łączy się wiara w potrzebę ofiary przy wszelkim po
czątku, jako to: zakładaniu miast, wznoszeniu ogromnych bu
dowli i t. p. Por. Schreiber, Twórcy bogów, podanie o zabój
stwie brata przy budowaniu wieży Maryackiej i t. d.) Żydzi,
według świadectwa „T o z e f t y“ z 111. w. po Chrystusie, wkła
dali jaja lub ich skorupy w ściany domów, co miało je bronić
przed złymi duchami. Wróżenia za pomocą jaj rozwinęły się
szeroko w Indyach, Indochinach i Indomezyi.
Jak u starożytnych, jaja mają wielkie znaczenie i u Sło
wian w obrzędach pogrzebowych. U południowych Słowian
rodzina zmarłego udaje się na mogiłę i pozdrawia go sło
wami : „Chrystus zmartwychwstał“, poczem stacza z mogiły
jajko i zakopuje je tam, gdzie się samo zatrzyma (Klinger,
str. 9).
W Chorwacyi dotąd utrzymuje się zwyczaj kładzenia na
świeże jeszcze mogiły jaja, jabłka i chleba dla zmarłych. W Małorosyi, każdemu, kto umiera w W. Tydzień, dają do rąk jajko
malowane na czerwono, a w Święta Wielkanocne odprawiają
po cmentarzach nabożeństwo żałobne za dusze zmarłych.
W Brusturach w W. Czwartek, dzieci ubogich rodziców otrzy
mują od zamożniejszych jako jałmużnę za dusze zmarłych, perepiczki lub pisanki. 0
Zwyczaj wkładania jaj do trumny, jako środka oczyszcza
jącego, praktykowany bywa jeszcze i w czasach dzisiejszych.
W „Ludzie“ z r. 1909, na s 356 czytamy notatkę Dra Wł.
Kosińskiego, z której się dowiadujemy, że w Maniowie,
wiosce ruskiej nad granicą węgierską matka włożyła dziecku do
0 Dr. Fr. Kr cek. Pisanki W Galicyi. Lud IV., s. 186 i nast.
- 26 —
Palma, jajko i śmigus w praktykach wjelk^ocnych hHju polskiego
trumny jajko. Na zapytanie sędziego, w jakim celu je tam wło
żyła, odpowiedział wójt: „żeby się dziecina miała czem bawić .
W „Czasie“ z r. 1861, nr. 51 czytamy, że umarłemu włożono
do trumny oprócz różnego gatunku ziarna, jak żyto, jęczmień,
owies, tatarka, proso, konicz i rozsada, także miód i jajo,
kawałek słoniny i kiełbasy i nakryto książką do modlenia.
Jak dawniej ten zwyczaj wkładania jaj do trumny, był
szeroko rozpowszechniony, przekonują nas o tern wykopaliska.
W kijowskiem muzeum, wśród przedmiotów pochodzą
cych z mogilnika słowiańskiego przedchrześciańskiej doby, roz
kopanego przez W. Chwojkę i S. Mazarakiego, w po
bliżu wsi Browarek, powiatu Hadziackiego (gub. Połtawska),
oglądać można malowane kurze jajo. Również bardzo starą,
bo z IV. w. po Chrystusie pochodzącą pisankę znaleziono
w trumnie kamiennej w Herrnsheimie pod Wormacyą, obok
zwłok dziewczęcia i monet, wskazujących na czas około 320
po Chrystusie. Ł) W Monumenta Poloniae historica, w t. IV.
na s. 601, czytamy, że gdy syn Alberta, sędziego z Pruśnic do
ósmego roku nie mógł chodzić, matka jego Beatrix zaniosła
go do grobu św. Jadwigi i modliła się do świętej o wyzdro
wienie dziecka, stał się istotnie cud: „Puer se subito elevans
appodiavit sepulcro stansque erectus accipit ovum ibidem coram se positum et gaudens circumibat sepulcrum. Domina vero
Petronila, tunc custos sepulcri, aliud pictum ovum accipiens proiciensque ante puerum, inpulit ilium a sepulcro, pro
quo similiter accipiendo puerulus iit et ad matrem suam gradiens rediit“.
Zwyczaj urządzania w Wielki Tydzień ofiar oczyszczających
na grobach zmarłych, zwłaszcza u południowych Słowian, na
prowadza nas na stwierdzenie faktu, że Słowianie istotnie w po
rze wiosennej obchodzili święto umarłych, podobnie jak w Grecyi i dawnej Italii. Tak w Italii w miesiącu lutym, tym, według
objaśnienia starożytnych, miesiącu „oczyszczeń (Ovidius Fa
sti II. 19), obchodzono święto Feraliów albo Parentaliów, po
święcone czci i łagodzeniu gniewu zmarłych przodków, którzy
w tym czasie mieli opuszczać mogiły i snuć się po świecie. Poł) Por. notatkę w Internat. Archiv für Ethnographie t. IX. 1897.
s. 213. Wiadomość tę powtarzam za Drem Krcekiem.
— 27 —
Franciszek ^jawełek
dobnie było w Grecyi starożytnej. Na Rusi, według świadectwa
„Stogłowu“ w W. Czwartek lud wywoływał duchy ').
Kaznodzieje polscy XIV. i XV. wieku stale nąpominają
wiernych, by już raz zaprzestali tych praktyk pogańskich kar
mienia dusz w Wielki czwartek *2)- „W W. czwartek nie umywają
po wieczerzy mis — powiada kaznodzieja — a niektórzy zosta
wiają umyślnie na nich resztki potraw — karmią się niemi
w nocy dusze umarłych, lub demon, zwany ubożę, którego
chowają po domach dla szczęścia i mienia“. W inneni miejscu
nie ogranicza kaznodzieja tego zwyczaju do wieczerzy wielkoczwartkowej, a twierdzi ogółem, że się we czwartek zostawia
ostatki wieczerzy dla demonów, zwanych ubożami. Obie wersye
— powiada prof. Briickner — mają słuszność: dusze zmarłych
częstowano rzadziej, raz lub kilka razy, n. p. na wiosnę i jesień,
lecz ubożę, t. j. pionka (skrzata lub latawca) przebywającego
stale przy domu, należało co dzień lub co tydzień uraczać.
Obyczaj zostawiania resztek czwartkowej wieczerzy dla
„ubożą“ był w Polsce ogólny; czytamy więc w „Postępku
prawa czartów s kiego“ zr. 1570: „gdy się (chłopce)
stanie, jako wierzy, mówi czartu ku czci modlitwy, miece swoje
włosy (jest to rzeczywiście zabytek pogaństwa) na ogień, ofiary
czyniąc, we czwartek po wieczerzy zostawia po
traw i zjada to w nocy nie wiem kto“. W „Sejmie pie
kielnym“ (wyd. 1622) opowiada nocny Lelek: „ We czwart
ków dzień po wieczerzy broję troje dziwy. Ludzi straszę...
Przeto warzy ubogiemu we czwartki nie dają, tak z naczy
niem niepomytem to dla nas chowają“. W „Czarownicy powo
łanej“ również z tym samym zwyczajem się spotykamy. Cie
kawe przykłady tegoż zwyczaju mamy u Czechów. Znany je
zuita i patryota czeski, Balbin3) (Miscellanea histórica 1681)
opowiada o sobie, jak rolę Daniela wobec kapłanów Bela naśla
dował: „Memini me puerum, cum ancillae nostrae post coenam
diei Jovis nescio quid tale relinquissent laribus (przedtem mówił
o cavere ne in pervilegio diei Veneris mensa vacua relinquatur,
lares scilicet illis relinquiis pasci), farinam tota mensa sparsisse
ac mane felis domestica vestigia et pedum vaginulas demon') Klinger ibidem.
2) Prof. Briickner ibidem, pag. 49.
3) Patrz Prof. Brückner. Op. cit. s. 49.
28 -
Palma, jajko j śmigus w praktykach wielkanocnych ludu polskiego
strasse, hic illis lar fuit“. Ks. Wacław Klugar opowiada
w Katechizmie (r. 1745) „kterák u son, seda mych rodicüv
u vecer ctvrtecní a sobotni na misách nechávali... deera (jeho)
pravila: tato, jste li pak vy hospodarem nebo jinsiho hospodaficka máme? Já to sním a nic nenechám. Takyjest to strávila,
nádoby umyla a spat se polozila za pee“. Michał z Jano
we a (kaznodzieja XV w.) użycza następującego, ważnego przy
czynku. W Wielką Środę, mówi on dosłownie, trzeba parafian
upominać, by nie palili stosów, t. zw. gromadek, wedle obrządku
pogańskiego, na pamiątkę dusz sobie miłych (Prof. Bruckner).
Według O. Kolberga1) na Pokuciu przez cały W. Tydzień
płoną ognie na polach, co zapewne ma chronić mieszkańców
przed powracającemu duszami. Zwyczaj ten, jak mi opowiadano,
istniał do niedawna. Dopiero w ostatnich czasach, z powodu
nadużyć, jakie się często działy, został zniesiony.
U nas, w Krakowie, jeszcze po dziś dzień istnieje zwyczaj
obchodzenia święta umarłych, we wtorek po Wielkanocy. Jest
to t. zw. Rękawka2). Nie będę się tu zastanawiał nad samą na
zwą tej uroczystości. Chodzi mi o sam fakt istnienia zwyczaju
i jego znaczenie. Nawiasem wspomnę tylko, że Łepkowski na
zwę tę usprawiedliwia okolicznością, iż tam ręce łapiących głó
wną odgrywają rolę. Podobnie prof. Rostafiński.
Jaja gotowane — mówi Łepkowski — główną tu od
grywają rolę. Rzucane z kopca wskazują, że to obrzęd pogrze
bowy, pamiątka śmierci założyciela grodu. To Dziady nagro
bne, t r y z n a słowiańska, ukraińska i litewska chautura,
stypa pogrzebowa, p a n i c h i d a ruska. Istnieje nawet tenże sam
obyczaj (i pod tęż samą porę) na Białorusi, u Serbów, Słowian
nadelbiańskich i Rosyan, zwany tam Radów nicą, Radun i c ą, R a d i t e I s k o j i Raduńcem. Jajecznica i jaja przy
tych ucztach na mogiłach, a tłuczenie jaj i tarzanie ich po kur
hanach jest w obrzędach owych koniecznością nieodzowną. Za
duszki takie, jak jak to już wspomnieliśmy wyżej, przypadają
wszędzie u wymienionych ludów na wiosnę, około czasu Wiel
kanocy3).
’) O. Kolberg: Pokucie, t. 1. s. 149 i nast.
2) Józef Łepkowski.- Przegląd krakowskich tradycyj. Czas
z r. 1886, nr. 31, s. 2; Prof. J. Rostafiński: Historya trzech kopców
krakowskich. Przegląd polski z r. 1910, t. IV. s. 32 i nast.
3) Łepkowski, loc. cit.
— 29
Franciszek Gawełek
Prastara praktyka z jajami od Słowian zapewne przeszła
do Gruzinów Kaukazu, gdzie również spotykamy praktyki reli
gijne na grobach umarłych. Podobnie Żydzi Polski, Litwy i Kau
kazu po pogrzebie krewnych zwykli spożywać jaja, przynie
sione przez kogoś z postronnych, nie tyle na znak smutku,
ile raczej jako symbol zmartwychwstania po śmierci. Nie mniej
ważną rolę odgrywa jajko w obrzędach weselnych różnych lu
dów, jak n. p. Malajczyków, gdzie każdy z gości weselnych
otrzymuje bukiet kwiatów sztucznych strojny we wstęgi i jajka
czerwone. U Rusinów w pierwszym dziesiątku XIX. w.*1) jajkami
ubierano korowaj, poczem zjadało je młode małżeństwo. W Ra
domskiem narzeczona przesyła narzeczonemu po Wielkanocy
pisane kraszanki, śmigusem zwane. Jako symbol oczyszczający
i chroniący przed złą mocą spotykamy jajko u cyganów siedmio
grodzkich, gdzie mąż, chcąc ustrzedz żonę od niepłodności,
przebija otwór z obu stron jajka i wdmuchuje zawartość jej
w usta, w Rosyi, gdzie wszyscy, którzy w jakikolwiek sposób
zatrudnieni byli przy narodzinach, muszą się oczyścić wodą,
do której wrzucają chmiel, jajo i owies. Zawieszanie skorup jaj
u sufitu spotykane dość często w chatach ludu polskiego ma
je zapewne ochronić przed mocą nieczystą. Jajko posiada je
szcze i inną własność, a mianowicie ma pomagać człowiekowi
do osiągnięcia bogactwa. Kto chce posiąść inkluz (t. j. pieniądz,
który raz wydany zawsze wraca do właściciela) ma jajo od
czarnej kury włożyć za krokiew, a włożywszy, nie myć się przez
dziewięć dni i przez tyleż dni nie odmawiać pacierza. W dzie
wiątym dniu zrodzi się inkluz2).
Wspomnieliśmy już poprzednio, iż jajku przypisywano moc
oczyszczającą, która to moc w czasach chrześcijańskich wzmaga
się jeszcze przez kościelne poświęcenie. Dawne święto wiosenne
ku czci zmarłych zostało przeniesione na chrześcijańską Pas
chę i zlało się z nią niejako w jedną całość. Oficyalnem zaś
świętem umarłych jest dziś, jak wiadomo, dzień zaduszny.
Wiara w zjawienie się duchów w porze wiosennej nie zni
kła jeszcze, owszem napotyka się ją bardzo często. W Wielki
*) Swactwa, wesela i urodziny u ludu ruskiego.
Nowy Pamiętnik warszawski 1805, t. XVIII., s. 368 i nast.
2) Fr. Gawełek. Czarownik w Rząchowej. Mat. antrop. arch.
i etnograf., t. X. s. 48.
— 30
Palma, jajko i śmigus w praktykach wielkanocnych ludu polskiego
piątek odbywają nieczyste duchy schadzki i wspólne zabawy,
zbierając się zwykle na Łysej górze ’) a wiara ta tak jest silnie
zakorzenioną, że trudno nawet spotkać wieśniaka lub wieśnia
czkę, któraby coś nie słyszała o Łysej górze i nie wiedziała
o życiu i ucztach czarownic. W Gruzyi W. Czwartek uważany
bywa za dzień czarownic, w okolicach Niemiec — pierwszy maja
jako t zw. Walpurgisnacht*2).
Wiedźma i dyabeł, powiada p. Klinger, moce piekielne, są
chronologicznie późniejszą zamianą krwiożerczych i złośliwych
umarłych, chwilowo wyrywających się na wolność i korzystają
cych z niej gorączkowo. Przyjąwszy to twierdzenie, łatwo zro
zumiemy znaczenie jajka wielkanocnego. Posiada ono siłę
oczyszczającą i broni żywych przed powracającymi w tym cza
sie złymi duchami na ziemię. Jajko miało być niby metaforą
błyskawicy i słońca, a zatem odżywczych sił przyrody i jako
takie nazywane było błyszczącem, złotem lub czerwonem. Li
tewska zagadka tak określa jajko: „rozbiłem lód (skorupę), znala
złem srebro (białko), rozbiłem srebro, znalazłem złoto (żółtko)3).
Pozostaje nam jeszcze powiedzieć o jajku jako pisance.
*) Por. K o 1 b e rg: Lud VII. 95; Wisła IV. 869; Kolberg III.
103 i przypisy do ser. VII. cz. III., s. 349; Federowski: Lud Białoru
ski t. I. s. 81.; Gołębiowski: Lud polski, jego zwyczaje, zabobony,
s 159 Warszawa 1830: Zbiór wiad. do antropolog, kraj. VI., Dział
lik, s. 202, 237,. 276, 298; Wisła III. 755, 757, 860, VIII. 757. X. 124, XII.
188, XIV. 251, XV. 501, XVII. 326, 437; Berwiński: Studya o gusłach,
czarach, zabobonach i przesądach ludowych, t. II. s. 13. Wrocław 1840;
Świętek: Lud nadrabski. Kraków 1893; Fr. Gawełek: Przesądy
w Radłowie, s. 52. Mat. antrop. Kraków 1910, t. XI.
2) Pamięć o nocy czarownic zachowuje się wśród ludu niemieckiego,
osobliwie zaś w tych stronach, gdzie niegdyś żyły słowiańskie plemiona,
z czasem uciemiężone i starte. Długi czas jeszcze po narzuceniu tym po
gańskim ludom chrześcijaństwa kapłani dawnej wiary starali się zachować
jej zwyczaje i święta. Jednem z świąt takich był dzień pierwszy maja. Ażeby
obchodowi jego przeszkodzić, otaczano gaje święte i uroczyska chrześcijańskiemi strażami. Zgromadzeni poganie dla odpłoszenia ich, przebierali
się w dziwotworne postacie i wpadali na nie z wrzaskiem, ogniem i ło
skotem. Chrześcianie, nawykli widzieć we wszystkich obchodach sprawę
szatańską, uciekali, biorąc to za zjawisko piekielnych duchów, poczem
lud swobodnie odbywał swoje obrzędy. R. ¿morskiego przyp. do utworu
p. t. „Pierwsza noc czarownic“. Poezye — Lipsk 1866 s. 200.
3) Wł. Niedźwiecki: Święcone. Niwa 1881, t. XIX. str. 578
i nast.
— 31
Franciszek Gawełek
Że pisanki są bardzo stare, o tern nie wątpimy. Znajdujemy je
na grobowcach starożytnych, w wykopaliskach i t. d.')
Jajo malowane*2) w połowie czarno, w bachicznych i orficznych misteryach znamionuje już to dzień i noc, już to śmierć
i życie, już teraźniejszość i przyszłość. Jest ono tam symbolem
tellurycznego organizmu, jakby oznaczeniem siły tworzącej i ni
szczącej zarazem. Spotykamy się z niemi w pitagorejskich nau
kach. Mamy je w indyjskiej kosmogonii, w mitach egipskich,
u Fenicyan, Chaldejczyków, Persów. Na rzeźbach
grobów rzymskich i greckich, jako najpowszechniejszy symbol
śmierci się powtarza. Mnóstwo przykładów przytoczyćby mo
żna wykazujących, iż już w najodleglejszych czasach używano
pisanek jako godła przebytego życia i tego nowego, co się ze
śmiercią zaczęło. Mity, rzeźby, malowania, a nawet jaja wypa
lone z gliny, znajdywane w grobach rzymskich, greckich i sło
wiańskich, mogłyby posłużyć tutaj za wymowny dowód tego
twierdzenia3).
Skorupy jaj farbowanych mają także swe znaczenie. W Krakowskiem, we wsi Wola Filipowska, wyrzucają je za chałupę
i do ogródka w tern mniemaniu, że w pierwszym razie urośnie
z tego macierzanka a w drugim bukszpan. W Galicyi wscho
dniej Rusi ni wrzucają je do wody dla Rachmanina i święcą
potem dzień dwudziesty, który się nazywa RachmańskiWełykdeń. Dwudziestego bowiem dnia skorupy dopłyną do kra
iny Rachmanów, a wówczas i tam jest święto 4).
1 w Polsce od najdawniejszych czasów znano pisanki.
W przypiskach do Kroniki W. Kadłubka, w kodeksie
Eugeniańskim tejże kroniki, wydanym przez A. Przezdziec k i e g o, na s. 194, znajdujemy wyraźną wzmiankę o pisan
kach. Mistrz Wincenty wyrzucając Polakom ich niestałość, po’) Materyał do pisanek, zob. Dr. Kr cek. Pisanki w Galicyi (ze
stawienie materyału zebranego wr. 1897, staraniem Tow. Ludoznawczego).
Lud IV.; 186; Nikosiewicz Kajetan: W sprawie pisanek. Lud IV.
326; Młynek L.: Pisanki wielkanocne w zachodniej Galicyi. Lud VII
176—180. Tenże: Do pisanek w zachodniej Galicyi. Lud IX. 168.
2) Zob. Lepko wski op. cit.
•’■) Zob. B a c h o f e n : Gräbersymbolik der Alten; Mannhardt.
Germanische Mythen; Nark, Friedreich, Hanus z, Grohmann
i t. d.
4) Ulanowska Stefania: Pisanki, czyli kraszanki wielkano
cne. Tygodnik Illustrowany 1884, ser. IV. tom VIII., s. 253—254.
— 32 —
Palma, jajko i śmigus w praktykach wielkanocnych Judu polskiego
wiada, że się bawią ze swymi panami (królami), jak z malowanemi jajkami. Co do pochodzenia pisanek, lud przypisuje im
bardzo dawne pochodzenie. W siedleckiem lud wierzy, że pi
sanki powstały z kamieni, którymi zadano śmierć św. Szczepa
nowi ’). Nakoniec musimy jeszcze wspomnieć o sposobie przy
rządzania dziś pisanek. Pisanki nazywają się rozmaicie. Ufarbowane na jeden kolor, czy to przez gotowanie, czy przez mocze
nie w pewnym barwiku, noszą nazwę malowanek, kra
szanek lub byczków. Jeżeli na tern jednostajnem tle wy
skrobany jest deseń, to jajko nazywa się skrobanką lub
rysowanką. Wreszcie, jeżeli jajko zdobi różnokolorowy de
seń, przez pokrycie woskiem pewnych jego części a następnie
gotowanie w barwnikach, to zowią je pisanką a sposób ma
lowania — pisaniem. Poznawszy w ten sposób rodzaje i od
miany pisanek przypatrzmy się sposobowi ich przyrządzania,
czyli jak się im nadaje pewne barwy.
Barwniki (mówi Gl. s. 171.) otrzymuje lud zwykle z roślin.
Na kolor żółty gotują jaja w łupinach cebuli, w odwarze z kory
dzikiej jabłoni, lub w pączkach kwiatu knieci błotnej (caltha
palustris); na brunatny w brazylii, lub moczą w wodzie stojącej
w wydrążeniu pnia dębowego ; na fioletowy w listkach kwiatu
ciemnej malwy (Altea rosea); na zielony—w kotkach osiki z ału
nem, w listkach jemioły lub żyta młodego; na pomarańczowy
— w krokusie (Carthamus tinctorius); na czarny — w korze
z olchy i młodych liści klonu czarnego (Acer tabaricum); na
czerwony — w odwarze z robaczków „czerwcem“ zwanych.
Pisanki sporządzane bywają najczęściej przez kobiety, rza
dziej przez mężczyzn... Pisanie polega na nakładaniu wosku na
jaje przy pomocy szpilki, igły ze złamanem uchem lub, lub pa
tyczka rozłupanego na końcu, gdzie osadzona jest cieniutka
rurka blaszana, cienki pieniążek lub koniec sznurowadła. Dese
nie, jakie spotykamy, bywają zazwyczaj wykonywane dowolnie,
„z własnej głowy“ a nie z jakichkolwiek wzorów. Z form po
jedynczych, prostych, wyrodził się powoli ornament złożony,
’) Inne tłómaczenia ludu, zob. Kozłowski K.: Lud Mazowsza
Czerskiego; Roczn. Tow. Nauk. Krak. t. XL1. s. 224; Zbiór w i a d.
do antropol. kraj. t. I., s. 73, II. 9, III. Iz5, XVII. 294; Kolberg: Chełm
skie 1.139; Tenże: Lubelskie I. 118 ; A P 1 e s z c z y ń s k i: Bojarzy
międzyrzeccy; Wisła IV. 819.
— 33 —
Franciszek Gawełek
tchnący bogactwem formy. Z rozkrojonego jabłka na połówki
powstał deseń „w jabłuszka“, dzwonek polny dał „dzwoneczki“,
sosna „sosenki“ i t. d. (O rozwoju sztuki ludowej i powstaniu
zdobnictwa, zob. K. Mokłowski: Sztuka ludowa w Polsce. Lwów.
1903).
*
*
*
Trzecim, również bardzo dawnym, bo do czasów przed
chrześcijańskich odnieść się dającym zwyczajem, jest zwyczaj
oblewania się wodą w drugi dzień Wielkanocy, zwany pospoli
cie śmigusem albo dyngusem. Pomijając kwestyę filologiczną co
do samego wyrazu śmigus i dyngus, czy jest on pochodzenia
niemieckiego, jak chcą niektórzy ’), czy jakiego innego, konsta
tuję w tym zwyczaju fakt użycia samej wody, w czem dopatruję
się przeżytku dawnego kultu tegoż żywiołu. Prof. Bruckner
uważa śmigus, jak inne tego rodzaju praktyki ludowe za pozo
stałość po kolonistach niemieckich *2); może jednak raczej należy
je uważać za jeden z pozostałości, ale nie niemieckich, lecz da
wnych, pogańskich. A nawet, żebyśmy przyjęli, że przyszły one
do nas z Niemiec, to przecież i w Niemczech nie były nowe, ale
utrzymały się tam z dawnych czasów. Zwyczaj bowiem oblewania
się wodą jest znany u różnych ludowa jeżeli w różnych krajach
zachował się jako zabytek kultu wody, to dlaczegóżby się nie
miał zachować u nas. Znając konserwatyzm naszego ludu, nie
trudno nam stwierdzić, że wiele w dzisiejszych przesądach jest
pogańskiego, że lud nie tak łatwo pozbywa się starych nawyknień i zmienia swe przekonania. Ze źródeł XV. wieku — słowa
prof. Brucknera — da się stwierdzić, jak dalece lud i na polu
wierzeń jest konserwatywny, jak mało zmieniają się, nawet
w przeciągu pięciu wieków, pojęcia i zwyczaje w pewnem stadyum rozwoju, jak próżne są nakoniec usiłowania Kościoła
walczącego od wieków a na darmo z gusłami3). A więc jasno
') Karłowicz: Dyngus = Ding, Dingnus, dingnis, dingen = wy
kupywać się.
2) Prof. A Brückner: Dzieje literatury polskiej w zarysie. T. I.
s. 60. (Warszawa 1902). T en że: Literatura religijna w Polsce średnio
wiecznej, t. I. s. 53.
3) Literatura religijna, t. I. s. 45. n. p. od podpalenia, rabunku i t. p.
Śmigus = Schmackostern, Schmeckostern, Schmagostern, Schmagustern =
uderzać rózgą brzozową.
— 34 —
Palma, jajko i śmigus w praktykach wielkanocnych ludu polskiego
tu mamy stwierdzony konserwatyzm ludu; przyjąwszy teraz, że
Słowianom znany był kult wody, co stwierdzają wszyscy histo
rycy kultury, trudno przypuścić, by się ten kult nie przechował
do XIV. wieku, to jest do czasów kolonistów, a następnie, by
nie dotrwał aż do naszych czasów. Wszak już kaznodzieje wieku
XV. grożą klątwą tym, którzy się bawią igrzyskami „zwyczajem
pogańskim, co się zwie dyngus“ 1). W rękopisie zaś do powyż
szych słów dodano na boku ,,a przecież mistrz w Raciónale
pozwala to, gdyż dyngusy nie są bez mistycznego znaczenia“.
Zatem, gdyby dyngus u nas był czemś nowem, zaszczepionem
dopiero przez Niemców w wieku XIV., to napewno kaznodzieja
wieku XV. nie nazywałby go zwyczajem pogańskim i nie wy
stępowałby przeciw niemu, jak występował przeciw wielu innym
przesądom (superstitiones), ale powiedziałby wprost: „zaprze
stańcie tej obcej dla nas zabawki, porzućcie ją“. Notatka, „dyn
gusy nie są bez mistycznego znaczenia“, upewnia nas w naszem twierdzeniu, że śmigus, dyngus, jest zabytkiem kultu wody,
że dzięki wzajemnemu oblewaniu, uczestnicy zyskują duchowe
oczyszczenie się, odradzają się.
Ponieważ często zdarzały się wypadki zatonięcia, więc też
stale zakazywano urządzania śmigusa; zakazywał go Michał
z Janowca, statuty biskupa poznańskiego, Andrzeja Ła
sk ar za (zm. 1426 r.): „Dingus prohibetur“. W części pierw
szej t. V. „Starodawnych prawa polskiego pomników“ (Kraków
1878) ogłoszono uchwały synodu dyecezyi Poznańskiej, odby
tego, jak się zdaje w r. 1420; w uchwałach tych znajdują się
postanowienia przeciw niektórym zwyczajom zabobonnym, pra
ktykowanym naówczas w dyecezyi. Czytamy tam między innymi:
„Dingus prohibetur“ w art. XXXIV.: „Zabraniajcie, aby w dru
gie i trzecie święto wielkanocne mężczyźni kobiet a kobiety
mężczyzn nie ważyli się napastować o jaja i inne podarunki,
co pospolicie się nazywa dyngować, ani do wody ciągnąć“...2)
Z dalszych dziesiątków tegoż wieku posiadamy dość obfite
wiadomości o oblewaniu wielkanocnem u nas.
Przypatrzmy się teraz, jak się inni pisarze zapatrują na
śmigus, a następnie, jakie woda ma zastosowanie w ceremonia
łach ludu.— Han usz spowinowacą obyczaj owego oblewania
’) Op. cit. s. 53.
2) Jan Karłowicz: Dyngus i Śmigus. Wisła V., s. 278 i nast.
35 —
Franciszek Gawełek
wodą w Wielkanoc ze skandynawską czcią Thora i z słowiańskiem bóstwem wiosny Pogodą, wykazując istnienie takiegoż
zwyczaju z tąż samą myślą w Indyach i Persyi. Kazimierz
Szulc (w rozprawie o ludowych bałwochwalczych uroczysto
ściach) odnosi śmigusy do czci trackiej Atesa, bóstwa słońca
i bogini ziemi Kybeli. Grajnert (Studya nad podaniami) wi
dzi początek zwyczaju w pogańskiem święcie Nii, czyli Niwy,
żony Peklenca, witającej na wiosnę ziemię w towarzystwie pa
chołka swego Dyngusa. Marcinkowski zastanawia się nad
tożsamością śmigusa u nas i nad Gangesem, gdzie należy do
obrzędów świąt wiośnianych, które tam Huli nazywają. Kar
łowicz wreszcie pisząc o śmigusie nie wypowiada swego zda
nia co do jego pochodzenia, mimo, że mu przyznaje bardzo
stare pochodzenie4).
Najsnadniejszą drogą w badaniach takich — mówi Lep
ko w sk i — jest zgodzenie się z Marcinkowskim na pewnik, iż
cywilizacya pogańska ludów słowiańskich miała równie, jak cywilizacya innych ludów starożytnych, jedną tradycyę nauki ezo
terycznej, przechowaną w micie religijnym społecznym. Mit re
ligijny zaginął częściowo a odnaleźć go można w różnych pra
ktykach obyczajowych ludu, przestrzeganych nieraz jakby relikwie
świętej przeszłości.
Słowianom znany był zarówno kult ognia, jak i kult wody.
„So wie die Verehrung des Feuers als eines Lebenden bei den
späteren Slaven bis in die slavischen Kosmogonien zu reichen
scheint: so ist das Wasser das zweite Element, das mit dem
Feuer als das weltbindende Prinzip im indischslavischen My
thus auftritt“ *2).
Słowianie czcili wody i w fantazyi swej zapełniali je ru
sałkami, wiłami i t. p.; dziękując za jakieś otrzymane dobro
dziejstwo wrzucali do wody srebrne monety (Krok. 11. p. 501;
Karamsin), co było również zwyczajem i w Indyach. Kos
mas i Nestor wspominają o darach, jakie składano wodom
’) O znaczeniu wody u Czechów pisał Grohman, u Rosyan —
Sniegirew (Moskowskia Wiedomosti z roku 1838, nr. 19, s. 258).
w Słowańszczyżnie — Hanus z, u nas — Lelewel, Wójcicki,
Gołębiowski, J ecewicz i inni. Wszyscy traktują głównie o zwy
czaju topienia śmierci na wiosnę.
2) H a n u s z, op. cit. p. 291.
— 36 —
Palma, jajko i śmigus w praktykach wielkanocnych ludu polskiego
w ogólności. (Schlözer II., 99). Hanusz, w cytowanej pracy, na
s. 295 powiada: Die Vergötterung und Heilighaltung des Was
sers bei den Slaven findet sich ebenfalls bei ihren Stammver
wandten, den Lithauern und Preussen, ja der Wasserkultus der
selben wirft, wie in den meisten Fallen, auf den slavischen das
meiste Licht“. O czci wody u Litwinów pisze Narbutt ido niego
też odsyłam po szczegóły ’).
Oblewanie się wodą znane było w Indyach, (zob. Wien.
Jahrb. der Lit. 1818, HI. p. 153), znane u Persów i innych,
o czem Hanusz. U Czechów zwało się Oblevaöka.
Dr. Z i b r ts) pisze o czci wody u Czechów: Zakazy skła
dania ofiary, robienia wróżb, powtarzają się w uchwałach sy
nodów, a jednak kult wody był tak głęboko zakorzeniony, że
przeżytki jego do dziś dnia istnieją w zabobonach ludowych.
Ciekawy obrządek opisuje Burchard z Wormacyi z wieku XII.
W czasie suszy dziewczęta oprowadzają małą dziewczynkę nagą.
Napotkawszy roślinę, zwaną blekot (belisa) wyrywa ją małym
paluszkiem prawej ręki, przywiązuje sobie do małego palca
prawej nogi i tak wlecze ją do rzeki. W rzece roślinę topią,
a dziewczęta gałązkami, które trzymają w rękach, pokrapiają
nagą towarzyszką, a potem odprowadzają do wsi, prowadząc
nawspak rączym śladem. Taki sposób ściągania potrzebnego
deszczu do dziś dnia istnieje. Na dowód przytacza Z i b r t zwy
czaj ludowy w Tyrolu wzajemnego polewania się wodą przez
dziewczęta i chłopców, dalej perperyę nowogrecką, p e p er u gę bułgarską, dodolę serbską, topolyę wielkoruską,
oraz obrzędy z Lazarem na Kaukazie.
Wracając do kultu wody u nas, o którym wspomnieliśmy
już na samym początku, że istniał u nas w XIV. wieku, przy
patrzmy się dzisiejszym praktykom ludowym. Woda uchodzi
zawsze za symbol oczyszczający, stąd też nawet ogień, który
jest samą czystością, zbrukany przez zetknięcie się ze światem,
musi się oczyszczać w wodzie: gdy woda wre, to on
') Narbutt: Dzieje narodu litewskiego, 1835, t. I. s. 175.
2) Dr. Cz. Z i brt: Seznam povér a zwyklostí pohanskych z VIII.
véku. (Indiculus superstitionum et paganiarum). Jéko vyznam pro vśeobecnou kulturni historii i pro studiám kulturnich preżitku v nynejśim
lidovém podani se z vlaStnim zretelem k ceské lidovédé objasñuje...
Praga 1894, s. 176. (Rozprawy akad. czeskiej. Roczn. III. nr. 2).
— 37 —
Franciszek Gawełek
właśnie kąpiąc się w niej, wywraca takie koziołki. Ogień wy
mieciony z pieca piekarskiego należy przeżegnać i postawić
przy nim garnek z czystą wodą, bo się w niej będzie ogieniaszek czyścił’). Uroki można odpędzić od chorego tylko przy
pomocy wody, do której należy wrzucić 9 węgli i uważać, czy
węgle syczą i czy poszły na dół, lub pływają po powierzchni.
Wodą tą należy natrzeć pulsa, czoło i piersi, a następnie wypić
pewną dozę*2). Wodą polewa się każde nowokupione bydlę, by
je zabezpieczyć przed chorobami i „złym wzrokiem“, wodą
obmywa się oczy przy pierwszem zobaczeniu jaskółki na wio
snę, aby były zdrowe, woda, według wiary ludu ma związek
z światem zaziemskim a wrzucone doń skorupy jaj dopłyną do
krainy Rachmanów i zwiastują umarłym święto zmartwychwsta
nia, w wodzie obmywa się dusza po wyjściu z ciała i stąd to
w sąsiedniej chacie, gdzie leży umarły, nie pijają wody z rana3).
A czemże jest zwyczaj puszczania wianków na wodę, jeśli
nie uwydatnieniem tej wiary w moc wody, która jako mająca
styczność z krainą duchów, ma wywróżyć dziewczynie jej przy
szłość. Dziewica puszczając swój wieniec na wodę, składa w nim
niejako swój los, składa w nim nadzieję, w przekonaniu, że się
nie zawiedzie, że życzenia jej zostana odgadnięte. Wiadomo, że
człowiek pierwotny, żyjący na łonie natury, tylko z tą naturą
miał do czynienia. On w niej widział wszystko i ona mu też
wszystkiego użyczała, a czując swą od niej zależność, był wo
bec niej zobowiązany. Więc też ubóstwiał siły przyrody i starał
się zawsze tak postępować, by niczem i nigdy nie obrazić Bó
stwa. Stąd to wstępując razem z przyrodą w nowy okres życia,
w nową porę roku, człowiek widział jej odnawianie się, widział
*) M a t u s i a k, op. cit. s. 26.
2) Zob. Wisła IX. 14, X. 14 ; Ś w i ę t e k 639; Gustawicz Mat.
antrop. t. V. s. 117; Mat. antrop. VII. 16; Gołębiowski. Lud, s. 122;
Gawełek. Przesądy, s. 101
3) O zwyczajach Kałmuków Dońskich i wierze w obmywanie się
dusz, zob. Pamiętnik Warszawski z r. 1818, t. XII., s. 314
i nast: O Kałmukach Dońskich, ich religii, zwyczajach i t. d. Paul Sart o r i w pracy p. Ł: Das Wasser in Totengebrauche (Zeitschrift des Ve
reins für Volkskunde, 18 Jahrgang, r. 1908, zesz IV.) wykazuje, jak sze
roko rozpowszechnioną jest wiara u różnych ludów w cudowną moc
oczyszczającą wody, która tak zmarłego, jak pozostałych przy życiu
może uchronić od złego.
— 38
Palma, jajko i śmigus w praktykach wielkanocnych Judu polskiego
oczyszczanie z brudów zimy i sam starał się podobnie odno
wić, oczyścić na duszy i ciele, by podobnie jak ta jego opie
kunka, rozpocząć życie nowe.
Cześć dla wody do tego stopnia jeszcze dziś się zacho
wała, że lud uważa wprost za grzech wrzucać do wody coś nie
czystego. Woda nie tylko na ludzi, ale i na martwą przyrodę,
jak drzewa, może wywierać swą moc zbawienną. W Tomicach,
w pow. Poznańskim, jeżeli drzewo owocowe przestało rodzić,
trzeba pójść na Resurekcyę, i nie oglądając się, w milczeniu
przynieść wody święconej, pokropić drzewo, zapukać trzy razy
do pnia i powiedzieć: „Wstawaj! Przyszedł czas, że musisz no
sić owoce' Od tego czasu drzewo będzie miało owoce1).
Nie tylko u nas, ale i u innych Słowian kult ten jeszcze
żyje. Wedle Bogdanowicza2), lud na Białej Rusi dotąd czci reli
gijnie „jeziera, kładziezi i istocznicy", a woda źródlana „żywa"
uznaje się za ważny środek lekarski.
Reasumując to wszystko, cośmy dotychczas powiedzieli
o wodzie, przychodzimy do wniosku: wiara w oczyszczającą
moc wody, datująca się od najdawniejszych czasów, doszła do
nas w różnych formach, a między innymi i w śmigusie. Woda
oczyszcza żywych, jak ogień czyści dusze umarłych, a jako ma
jąca styczność z krainą pozaziemską, wróży niekiedy człowie
kowi jego przyszłość.
Oto, co w krótkości dało się wysnuć z naszych wierzeń
i zwyczajów ludowych, odnoszących się głównie do Wielkanocy.
Przechowują się te zwyczaje odwieczne, chociaż oddawna myśl
ich zwietrzała. Jedność wewnętrznego życia człowieka z przy
rodą, ta sympatya ze wszystkiem, co go otacza, zawiązała się
jeszcze na Wschodzie, na łonie tej olbrzymiej kreacyi, gdzie
człowiek wydaje się porównaniu z nią, niby ów robaczek ko
łysany w kielichu mitycznego lotosu.
Kraków, 1911.
’) Knoop Otto: Podania i opowiadania z W. Ks. Poznańskiego.
Z niem. streściła Z. A. Kowerska. Wisła IX., s. 501, nr. 88.
2) O oblewaniu się wodą na Awie, jako obrzędzie religijnym, oczy
szczającym, zob. Czasz roku 1851, nr. 94, gdzie podano notatkę z po
dróży majora Symes’a opisującą ten obrzęd.
— 39
