fb673ed24e5a5c0e2caff66bdd937bb6.pdf

Media

Part of Trepanowanie i skrobanie w celach leczniczych czaszek na Kaukazie / Lud, 1911, t. 17

extracted text
'0>nA r

STANISŁAW CISZEWSKI.

Trepanowanie i skrobanie w celach
leczniczych czaszek na Kaukazie.
Ciężką operacyę, polegającą na robieniu otworów w skle­
pieniu czaszki, wykonywano już w czasach bardzo odległych.
Dochowało się sporo trepanowanych czaszek z epoki przedhi­
storycznej. Trepanowali już czaszki zawodowi lekarze za czasów
Hippokratesa. Dzisiaj, rzecz prosta, podejmują się tego nie­
bezpiecznego rękoczynu jedynie wyszkoleni chirurdzy, lubo nie­
mal do ostatnich dni przedsiębrały także i wykonywały po bar­
barzyńsku tę operacyę niektóre ludy niższej kultury.
Zawodowi chirurdzy współcześni posługują się do trepanowania czaszek różnemi udoskonalonemu narzędziami. Główną
atoli przy tej operacyi rolę odgrywa narzędzie, odpowiadające
ideowo świdrowi. Ztąd i samo trepanowanie możnaby nazwać
świdrowaniem, wierceniem.
Ściśle biorąc takie tylko właśnie robienie w czaszce otwo­
rów świdrem jest naprawdę trepanacyą.
Od czasu atoli, gdy Broca w r. 1868 nazwał przez ana­
logię czaszką trepanowaną taką czaszkę, która, w rzeczy samej,
trepanowaną nie była, poczęli antropologowie, za jego przy­
kładem, nazywać czaszkami trepanowanemi wszelkie wogóle
czaszki z otworami w sklepieniu czaszkowem, bez względu na
to, w jaki sposób otwory te w kości powstały.
- 242

Trepanowanie i skrobanie w celach leczniczych czaszek na Kaukazie

Lekarze trepanują i trepanowali czaszki w celach leczni­
czych. W jakim atoli celu przedsiębrał operacyę tę człowiek
przedhistoryczny? O odpowiedź na to pytanie pokusił się nie­
dawno Profesor F. Luschan, ‘)
Zbadanie trzydziestu przeszło trepanowanych czaszek lu­
dów pierwotnych dawniej i współcześnie żyjących, doprowadziło
go przedewszystkiem do wniosku, iż wszystkie te ludy trepanowały i trepanują czaszki nie tak, jak to zwykli czynić chirurdzy
w świecie cywilizowanym. Barbarzyńska metoda trepanowania
polegała i polega nie na wierceniu, lecz na skrobaniu
kości. Tak, a nie inaczej, trepanowane są czaszki, należące do
przedhistorycznych mieszkańców Francyi południowej i wysp
Kanaryjskich, do dawnych Peruwiańczyków, jako też do współ­
czesnych Melanezyjczyków i niektórych innych jeszcze ludów.
Brzegi otworów, porobionych we wszystkich prawie tych cza­
szkach, dowodzą wyglądem swym niezbicie, że operacya po­
wiodła się w zupełności i kość się zagoiła. W jednym, jedynym
tylko przypadku, zabieg, jak się zdaje, nie udał się i nastąpiła
śmierć.
Oględziny pokaźnej, bo aż 52 czaszki liczącej seryi czaszek
przedhistorycznych z wysp Kanaryjskich, dały znów Profesorowi
Luschanowi możność stwierdzenia innego, bardzo ważnego faktu
naukowego.
Po wyłączeniu z tych 52 czaszek trzech czaszek trepano­
wanych, okazało się, że 20 tylko zaledwo z pozostałej reszty
jest zupełnie gładkich, na 29 zaś innych znajdują się mniej, lub
więcej głębokie, dobrze zagojone blizny. Blizny te są rozmaite.
Jedne przedstawiają się tak, iż robią wrażenie śladów po roz­
poczętej, ale niedoprowadzonej do końca trepanacyi. Inne są nie­
zawodnie natury traumatycznej Są też wreszcie i takie, których
pochodzenie jest ciemne.
Otóż, zróżniczkowawszy dokładnie wszystkie te blizny,
mniema Prof. Luschan, iż znaczna ich część zawdzięcza po­
wstanie swe jakimś celowo przedsiębranym zabiegom chirur­
gicznym.

’) Lieber eine Schädelsammlung von den Canarischen Inseln, Lipsk,
1896 str. 8—10, 33. Odbitka z dzieła H. Meyera p. t. Tenerife, Lipsk, 1896
str. 285 i nast.

— 243 —

Stanisław Ciszewski

Tyle udało się osiągnąć przez zbadanie samych czaszek. Ale
to dopiero połowa zadania. Wciąż nierozwiązanem pozostaje
jeszcze nadal pytanie, do czego zmierzał człowiek przedhisto­
ryczny, trepanując czaszkę, lub wykonywując na sklepieniu czaszkowem takie jakieś chirurgiczne operacye, które pozostawiały
po sobie na powierzchni czaszki głębokie blizny?
Zdaniem Prof. Luschana, na które chętnie zgodzi się
każdy, jedyną drogą, która prowadzi do znalezienia jakiej takiej
odpowiedzi na te ciekawe pytania, jest zwrócenie się po nią
do współcześnie żyjących ludów pierwotnych. Trafiają się bowiem
między tymi ludami takie ludy, które bądźto trepanują czaszki
dotąd, bądź też trepanowały je do bardzo niedawna.
Zapoczątkowywując poszukiwania w tym właśnie, nowym,
przez siebie wskazanym, kierunku, streszcza Prof. Luschan 1)
w swej pracy dane, zebrane o trepanacyi czaszek przez dwóch
francuskich lekarzy kolonialnych w Algierze, w prowincyi Kon­
stantynie. Według relacyi tych lekarzy,2) niektóre plemionka
kabylskie, zamieszkujące Konstantynę, uciekały się do trepanowania czaszek jeszcze w latach sześćdziesiątych ubiegłego stu­
lecia. Trepanowano tam czaszki z różnych powodów. W razie
strzaskania kości. Przy innego rodzaju nadwerężeniach sklepienia
czaszki. W celu zapobieżenia ciężkim bólom głowy. W choro­
bach kości.
Ale bywały i inne jeszcze przypadki, w których także przed­
siębrano trepanacyę czaszek. O jednym wspomina A. Paris.
Dwóch Kabylów wszczęło kłótnię, a następnie bójkę. W kilka
dni później jeden z tych Kabylów, który żadnego cięższego
obrażenia czaszki bynajmniej nie poniósł, poddał się jednak
trepanacyi czaszki, ażeby wymusić tym sposobem na swym prze­
ciwniku odszkodowanie za ciężkie obrażenie ciała. L. T. Martin
zapewnia znowu, iż widział na własne oczy ludzi, którzy się
poddawali trepanacyi czaszki po pięć, a nawet po sześć razy
w życiu.
’) str. 35-37.
2) Podaję tu za Prof. L. tytuły prac obydwóch tych badaczy, ponie­
waż są one nadzwyczaj rzadkie i mało znane L. T. Martin, La trépana­
tion du crâne, telle qu’elle est pratiquée par les Kabyles de l’Aurès,
Montpellier, 1867; A- Paris, De la trépanation céphalique, pratiquée
par les médicins indigènes de l’Aouress (Constantin). Gaztmédicde VA 1 gérie, 1868.

— 244 —

Trepanowanie i skrobanie w celach leczniczych czaszek na Kaukazie

Dokonywał zazwyczaj operacyi domorosły, kabylski lekarz,
coś pośredniego pomiędzy lekarzem, a szamanem, t. zw. thebibe,
w którego rodzinie sztuka trepanowania przechodziła zwykle
z ojca na syna. Operatora takiego, zarówno jak i pacyenta, pod­
dającego się trepanacyi czaszki, otaczali Kabylowie czcią, grani­
czącą niemal z czcią religijną.
Rozpoczynała się operacya od cięć na skórze w kształcie
krzyża. Udostępniał sobie tym sposobem operator pole opera­
cyjne. Wziąwszy potem pomiędzy dłonie narzędzie, podobne do
naszego szydła, a więc takie, które zbyt głęboko wejść w kość
nie mogło, robił niem w czaszce szereg otworów, wiercąc jeden
przy drugim dookoła tego kawałka kości, który miał być z cza­
szki usunięty.
Kończył w ten sposób rozpoczętą operacyę rozmaicie.
Jeśli otwory, porobione w czaszce szydłem, zrobione były dość
gęsto, wyłupywał wówczas obwiercony kawałek kości rozmai­
tego rodzaju dłótkami, łopatkowatego kształtu elewatorami, zakrzywionemi haczykami i t. p. narzędziami. W przeciwnym razie
posługiwał się prostemi, lub zakrzywionemi piłkami.
Po usunięciu kawałka kości, oczyszczał operator starannie
brzegi rany, wygładzał je, poczem nakładał na ranę opatrunek,
składający się zwykle z masła i pokarmu kobiecego. Jaki był
procent śmiertelności przy tego rodzaju operacyach, lekarze
francuscy nie mówią. Powiadają tylko, że gdy się która z nich
nie udała i pacyent przypłacił operacyę śmiercią, pocieszano się
słowy: „Tak mu widać było sądzone. Umarłby był i tak, choćby
się nie był poddawał trepanacyi“. Tyle Prof. Luschan o trepanowaniu czaszek u Berberów.
Przechodzę teraz do paru świadectw etnograficznych, które
mnie się udało odszukać, a z których wynika, iż skrobanie i tre­
panowanie czaszek praktykowało się też do niedawna jeszcze na
Kaukazie.
Opowiada o tern dwukrotnie M. Grabowski. Raz *) w pracy,
skreślonej w maju 1868 r., a dotyczącej wszystkich wogóle ple­
mion czeczeńskich, zamieszkujących w r. 1865 górzystą część

ł) pKOHOMHHecKiH u flOMautHiS ómt-b adweneii FopcKaro yiacTita HhrytueBCHaro OKpyra. CdopirtiK-L CBł^iiHiii o KaBKa3Citnx'f, ropnaxT>, Tyflis, 1870, 111, artykuł 5, str. 24—25.

— 245 —

Stanisław Ciszewski

dawnego inguskiego okręgu ') drugi raz 2) w rozprawie, traktu­
jącej specyalnie o inguszach, a datowanej dnia 26-go grudnia
1876 roku.
U wszystkich plemion czeczeńskich, w czasie gdy Grabo­
wski miał sposobność je obserwować, była jeszcze na porządku
dziennym pomsta krwawa i istniały różne sposoby godzenia się
wróżdujących zsobą stron. Zdarzały się też często bójki na kije.
Te atoli, o ile któryś z zapaśników nie otrzymał w czasie walki
razu w głowę, nie pociągały za sobą poważniejszych następstw
prawnych i o całem zajściu rychło zapominano. Inny obrót
przybierała sprawa dopiero wtedy, skoro jeden z walczących
uderzony został przez drugiego kijem, lub kamieniem, w głowę.
Na razie, jeżeli uderzenie było słabe, nie zbyt boleśne i nie po­
zostawiło po sobie żadnego śladu, i wtedy nawet, gdy chodziło
o głowę, kończyło się wszystko na niczem. Puszczano obelgę
w niepamięć. Szła ona w zapomnienie na rok, nawet na dłuższy
jeszcze przeciąg czasu. Niech, się jednak kiedykolwiek później
zdarzyło, że człowiek, uderzony kijem, lub kamieniem, w głowę,
cierpieć począł bóle głowy, nie wątpił on ani chwili, iż są one
następstwem owego, zadanego mu w głowę razu i pozywał zaraz
sprawcę swoich cierpień przed sąd.
Przysądzenie, lub nieprzysądzenie w takich razach przez
sąd odszkodowania zależało w zupełności od orzeczenia rzeczo­
znawców. Funkcye rzeczoznawców spełniali lekarze. Byli to,
oczywiście, domorośli, kaukazcy lekarze. Ci to lekarze, zdarłszy
powodowi skórę z głowy, badali mu czaszkę i orzekali, czy zo­
stała uszkodzoną, czy też nie. Wówczas, gdy orzekali, iż czaszka
jest uszkodzona, twierdzili, iż widzą w czaszce szpary (pęknięcia).
„Być może, powiada Grabowski, że ta metoda przeprowa­
dzania dowodu prawdy wyda się niejednemu dziką i nieprawdopo*) W roku 1865 okręg inguski składał się z sześciu terytoryów.
Z wąwozu, którym przepływa rzeka Arm-chi (Kistynka), zamieszkałego
przez Dżerachowców i Kistyńców. Z terytoryum, leżącego nad rzeką
Assą, zamieszkałego przez Gałgajewców i Coryńców. Z terytoryum, le­
żącego nad rzeką Gechi, zamieszkałego przez Akińców i z terytoryum,
leżącego nad rzeką Fortangiem, zamieszkałego przez Meredżyńców. W r.
1866. Akińcy i Meredżyńcy wyłączeni zostali z okręgu inguskiego, a przy­
łączeni do okręgu arguńskiego.
2) IlHryniH, hxt> Htii3Hb ii oOwuaii, Cóop huki c r i. ,rŁ h i S o
KaB i;as
ro pnax'K, Tyflis. 1876, IX, art. 2.

— 246 —

Trepanowanie i skrobanie w celach leczniczych czaszek na Kaukazie

dobną. A jednak, metoda ta, chociaż dziś już nie jest stosowaną,
(pisał w r. 1868) była jednak przez lud, który opisują, do nie­
dawna stosowaną. Znam osobiście kilkunastu górali, którzy,
wytoczywszy przed sąd sprawę o razy, zadane kijem w głowę,
poddawali się takiej ekspertyzie, oglądałem ich głowy, które
noszą na sobie ślady przebytej operacyi.“
Według zwyczaju, przy ekspertyzie tego rodzaju, musieli
być obecni mułłowie, należący do aułu, a nadto kilkanastu
wiarogodnych świadków ze strony pozwanego. Skoro świadko­
wie się zeszli, przystępował domorosły lekarz do operacyi.
Ująwszy w rękę zwykły kindżał, rozcinał nim powodowi na
cztery części skórę na głowie i odwracał ją. Jeśli bezpośrednio
pod skórą nie widać było na czaszce żadnych uszkodzeń, za­
bierał się wówczas lekarz do skrobania wskazanego przez po­
woda, bolącego miejsca,. Skoro i takie skrobanie nic nie ujaw­
niło, nasuwał najspokojniej zdartą skórę na czaszkę i zeszywał
ją, mułła zaś i obecni świadkowie, na podstawie orzeczenia lekarza-rzeczoznawcy i zgodnie ze swem uznaniem, wyrokowali,
że skarga powoda była nieusprawiedliwioną i że pozbawia go
się na przyszłość prawa dochodzenia jakiegokolwiek odszko­
dowania. Wyrok ten zadawalał zwykle powoda w zupełności
i nie zdarzało się, aby kiedykolwiek później wszczynał jeszcze
powtórnie sprawę.
W takich razach, gdy oględziny lekarskie wykazały isto­
tnie jakieś uszkodzenie czaszki, wycinał Operator uszkodzone
części kości, sąd zaś skazywał winowajcę na zapłacenie ustano­
wionej przez zwyczaj grzywny, którą ten bez żadnego szemra­
nia płacił. Górale zapewniali Grabowskiego, że operacya tego
rodzaju wcale nie jest trudną, a jest zawsze dla chorego z po­
żytkiem Usuwa chorobę. „Ile w tern prawdy, powiada nasz
autor, nie wiem. Upewniam tylko, że nie przypominam sobie
ani o jednym takim przypadku, w którymby ktoś, poddawszy
się podobnej operacyi, skarżył się później na ból głowy. A jednak,
z tą głową jego, jak to już powyżej zaznaczyłem, nie robił sobie
lekarz-ekspert zbyt wielkich ceremonii“.
I druga, późniejsza relacya Grabowskiego, dotycząca specyalnie Inguszów, ważną jest bardzo, dowiadujemy się z niej wielu
bowiem szczegółów, pominiętych przez autora w pierwszej pracy.
Przedewszystkiem co do samego przebiegu operacyi J).
J) CóopiMR-i, IX. 89—90.

— 247 —

Stanisław Ciszewski

Domorosły lekarz-ekspert, zwykłym, tylko nieco zakrzywionym
nożem,- przecinał powodowi skórę na czaszce w tern miejscu
gdzie został zadany raz. Jeżeli na sklepieniu czaszki znalazł
ciemne piętna, będące oznaką psucia się kości, wyskrobywał
je zaraz nożem. Wyskrobywanie i wycinanie psującej się kości
miało też miejsce i wtedy, gdy ekspert stwierdził pęknięcie
czaszki. Usunąwszy próchniejące kawałki kości, badał domo­
rosły chirurg, czy została, lub też nie została naruszona twarda
opona mózgowa, t. zw. przez Inguszów „druga miękka kość“
i komunikował o tern, co znalazł, sędziom, ażeby ci mogli do
kładnie określić wysokość odszkodowania za ranę. Kończyła
się cała operacya zaszyciem rozciętej skóry.
Jako zabieg leczniczy, takie wyskrobywanie i wycinanie
z czaszki kawałków próchniejącej kości stosowane było przez
domorosłych inguskich chirurgów nie tylko na sprawach są­
dowych, lecz i wogóle przy leczeniu wszelkich ran, zadanych
w głowę, a operowany pacyent wytrzymywał zawsze operacyę
ze zdumiewającym wprost stoicyzmem. „Widywałem też nieraz
dodaje jeszcze Grabowski, u Inguszów takie rany, co do któ­
rych, zdawało się nie ulegać żadnej wątpliwości, że muszą być
śmiertelne. Nasi lekarze skazali już rannego na śmierć. A je­
dnak, ludzi tych, ku niemałemu memu zdziwieniu, spotkałem
później zupełnie wyleczonych“.
W roku 1874 dokonywanie sądowo-lekarskiej ekspertyzy
czaszki było już Inguszom przez władze rosyjskie wzbronione.
Leczenia jednak ran, zadanych w głowę, chirurgom ich nie
wzbraniano. Musieli tylko otrzymywać na to każdorazowo ze­
zwolenie od okręgowego, rosyjskiego lekarza. Jeżeli zaś pacyent
domorosłego takiego chirurga pozywał następnie osobę, która
go okaleczyła, przed sąd, to sąd, chcąc powziąć wiadomość
o jakości rany powoda, musiał już poprzestawać na opinii do­
morosłego lekarza, który go miał w kuracyi, lub też zadowo­
lić się świadectwem lekarza rosyjskiego.
Jak to wyraźnie zaznacza Grabowski ’), inguska ekspertyza
sądowo-lekarska czaszki pozostawała w jaknajściślejszym związku
z panującym jeszcze za czasów Grabowskiego wśród Inguszów
obyczajem pomsty krwawej. Lekarz ekspert musiał dokładnie
określić jakość zadanej rany, ponieważ od tego zależała wyso*) 1. c. str. 83.

248 —

Trepanowanie i skrobanie w celach leczniczych czaszek na Kaukazie

kość mającego być za nią przysądzonego powodowi odszko­
dowania.
Inguskie prawo zwyczajowe rozróżniało kilka rodzajów
ran: 1) rany na sklepieniu czaszki, czyli „na części czaszki, przy­
krytej zwykle papachą“ (czapką baranią); 2) rany twarzy, uszu
i odsłoniętej części szyi ; 3) rany tułowia; 4) rany rąk; 5) rany
nóg. Nas tutaj interesują wyłącznie rany głowy. Otóż, za rany,
zadane w głowę, przewidywało prawo zwyczajowe inguskie ta­
kie odszkodowania:
1) Lekkie rozcięcie skóry na czaszce, bez obrażenia ko­
ści, uchodziło winowajcy płazem. Nie płacił za to nic. Obo­
wiązany był tylko wyprawić ucztę pojednania, składającą się
z barana i kotła wódki.
2) Za skaleczenie, połączone z zadraśnięciem kości czaszki
czyli za ranę, która „musi być wyczyszczona nożem przez chi-^
rurga“ — należało się od winowajcy — trzy cielne krowy.
Prócz tego: uczta pojednania, składająca się z barana i czte­
rech kotłów wódki.
3) Za strzaskanie czaszki „aż do drugiej, miękkiej kości“,
to znaczy: za strzaskanie czaszki, sięgające twardej opony
mózgowej — pięć cielnych krów. Prócz tego : uczta pojedna­
nia, składająca się z wielkiego barana i sześciu, lub też tylko
czterech kotłów wódki.
4) Za strzaskanie czaszki, połączone z przecięciem oby­
dwóch opon mózgowych, twardej i pajęczej, czyli, czyli jak się
wyrażali Ingusi, za strzaskanie czaszki „aż do mózgu, choć go
jeszcze nie widać“ — ośm cielnych krów. Oprócz tego : uczta
pojednania, składająca się z wielkiego barana, jagnięcia i sześciu
kotłów wódki.
5) Za strzaskanie czaszki, połączone z przecięciem wszyst­
kich trzech opon mózgowych, czyli takie strzaskanie czaszki
„ kiedy to zaraz widać mózg“ — a) dziesięć cielnych krów
i tak zw. ust-deri, t. j. byk i kawałek bawełnianej materyi,
wartającej 3 ruble, albo: b) dwanaście cielnych krów bez ża­
dnych innych dodatków, wyjąwszy nieidącą w rachubę ucztę
pojednania, składającą się z jednego wielkiego barana, jednego
małego barana i sześciu kotłów wódki.
Odszkodowanie za rany, zadane w głowę kobiecie, było
takie same zupełnie, jak i za rany, zadane w głowę mężczyźnie
z tą jedynie różnicą, że zarówno krowy, jak i wszystko inne,
— 249 —

Stanisław Ciszewski

stanowiące odszkodowanie, musiało być wówczas najprzedniej­
szego gatunku i że poszkodowana otrzymywała nadto jeszcze coś­
kolwiek z kobiecej odzieży. Jeżeli atoli, czy to podczas leczenia
rany, czy też w czasie ekspertyzy sądowo-lekarskiej, wypadło
zgolić rannej część włosów, w takim razie za tę poniesioną
przez nią stratę, niezależnie od zwykłego odszkodowania, otrzy­
mała jeszcze jedną cielną krowę więcej.
Po wydaniu przez sąd wyroku, płacił pozwany powodowi
przypadające mu za ranę odszkodowanie, poczem następowało
uroczyste pojednanie się stron, połączone z bardzo ciekawemi
obrzędami, o których nie mogę się tu jednak rozwodzić. Roz­
wiodłem się tylko trochę o wysokości płaconego ongi u Inguszów za rany, zadane w głowę, odszkodowania, a to dlatego,
ażeby wyszło na jaw, jak dokładnie obznajomieni byli z anato­
mią głowy.
Jeszcze prostszemi narzędziami, bo najzwyklejszym wiórem
obsydjanowym, ostrym rekinim zębem, lub kawałkiem ostrej
muszli trepanują do dziś dnia w celach leczniczych i profylaktycznych, i to z pomyślnym w większości przypadków skutkiem,
czaszki Melanezyjczycy. Rozpisuje się o tern obszernie w po­
śmiertnej śwej pracy R. Parkinson 1), do której, interesujących
się tą sprawą, odsyłam.

*) Dreissig Jahre in der Siidsee, Stuttgart, 1911, 108—114.

250 —

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.