bb242b3aa6b59d95bdcb2c581148d781.pdf
Media
Part of Czaszki ludzkie z kłodkami / Lud, 1911, t. 17
- extracted text
-
J
BUKp,
STANISŁAW CISZEWSKI.
Czaszki ludzkie z kłódkami.
W pobliżu wsi Prenczowa, w tekowskiej stolicy na Słowaczyźnie, znaleziono jesienią 1901 r. dolną ludzką szczękę. Wisiały u niej z prawej strony dwie zamknięte kłódki. Szczęka
znajdowała się w usypanym z kamieni kopcu. Znalazło ją
trzech włościan, zajętych zwożeniem kamieni z tego kopca na
drogę. Znaleziskiem zainteresował się uczony archeolog sło
wacki, Andrzej Kmet’.’) Szczękę z kłódkami ofiarował do mu
zeum narodowego słowackiego w Turczańskim św. Marcinie,
jednocześnie zaś ogłosił drukiem dokładny jej opis wraz z po
dobizną.
Czy kopiec, w którym znalazła się szczęka, był ludzką mo
giłą, czy też powstał wskutek tego, że zrzucano na kupę ka
mienie, aby z nich oczyścić leżącą w pobliżu łąkę, nie wia
domo. Ponieważ jednak szczękę znaleziono na samym spodzie
kopca, ponieważ, prócz szczęki, znajdowały się tam i inne
jeszcze, zmurszałe szczątki kości, które przy rozwożeniu kopca
uległy zniszczeniu, ponieważ znajdowały się nawet skorupy
z garnka, więc możliwe, iż kopiec ów był istotnie ludzką
mogiłą.
Dzięki dalszym poszukiwaniom A. Kmetia i innych uczo
nych*2) wyszło na jaw, że takich szczęk i czaszek z kłódkami
’) A. Kmet’, Spodnia ćelust’ ćlovećia z dvama zamkami, Ćesky lid,
1902, XI, 353—356.
2) Cz. Zibrt, Ćesky lid, 1904, XIII, 257-258.
— 19
Stanisław Ciszewski
istnieje więcej. S. Szembery w Sudowciach posiada w zbiorach
swoich archeologicznych czaszkę z wiszącą u dolnej szczęki
jedną zamkniętą kłódką. Muzeum narodowe w Peszcie prze
chowuje czaszkę z dwiema kłódkami, które wiszą nie razem,
lecz jedna na jednym, druga na drugim końcu dolnej szczęki.
Właścicielem czwartej czaszki z kłódką jest wreszcie baron
A. Radwański z Radwania.
Czaszki z kłódkami wzbudziły w świecie uczonym wielkie
zaciekawienie, ale, o ile mi wiadomo, nie udało się dotąd wy
tłumaczyć ich znaczenia, aczkolwiek J. Stoczek') był już na
właściwym tropie.
„U ludów pierwotnych, powiada bezimienny autor notatki
w czasopiśmie Globus2), prawdopodobnie R. Andree, wyraźnej
jakiejś analogii, któraby tłumaczyła znaczenie czaszek z kłód
kami, nie znajdujemy. Zamykanie szczęki na kłódkę przypomina
tylko nieco zeszywanie warg głowie-mumji, odgrywającej rolę
skalpu u Indjan południowo-amerykańskich Jívaros, oraz zwią
zywanie czaszce-skalpowi włóknami roślinnemi dolnej szczęki
z górną, co znów praktykuje się na Nowej Gwinei“.
Zeszywanie i związywanie ludzkich warg, lub szczęk mo
głoby istotnie pozostawać w związku z zamykaniem szczęk
ludzkich na kłódkę, gdybyśmy wiedzieli z pewnością, że mamy
w obydwóch tych przypadkach do czynienia z zabiegami sym
patycznymi, t. j. z czynnościami, przedsiębranemi pod wpływem
jakiegoś wierzenia, czy przesądu. Ale, niestety, nie posiadamy
co do tego żadnej wskazówki. Równie zaś dobrze, jak zabiegi
sympatyczne, mogą to być także czynności, wypływające z po
budek nie wierzeniowych, lecz czysto praktycznych. Zeszywanie
warg zmumizowanej głowy może mieć po prostu na celu za
pobieżenie temu, aby wargi, zsychając się, nieskurczyły się
zbytnio i nie odsłoniły całkowicie jamy ustnej. Co zaś do zwią
zywania szczęk, to postępującym tak chodzi może o to, aby
dolna szczęka nie odpadła i stanowiła zawsze z górną jedną
całość.
Nie znając pobudek działania, lecz tylko dwa gołe fakty,
niepodobna tymi dwoma gołymi, zagadkowymi faktami tłuma
czyć trzeciego, który jest taką samą zagadką, jak i owe dwa
') Ćesky lid, 1902, XI, 496.
s) 1905, LXXXVII, 52.
20
Czaszki ludzkie z kłódkami
pierwsze. Należy koniecznie obejrzeć się za takimi faktami,
któreby umożliwiły wniknięcie w pobudki, zniewalające do za
mykania na kłódkę szczęki ludzkiej.
Dawno już zwrócił na to A. Potebnia1) uwagę, że zabieg
czarodziejski, któryby dla krótkości nazwać można wiązaniem
sympatyczne m, odpowiada najzupełniej ideowo zabiegowi
czarodziejskiemu, któryby zwać się znów mógł sympatycznem zamykaniem. Ztąd każdy węzeł (strp. nawęz) jest
w sztuce czarodziejskiej równoznacznikiem każdego zamku
z kłódką na czele.
Zaprowadziłoby mię to zbyt daleko, gdybym chciał scha
rakteryzować wszechstronnie stosunek czarodziejskiej metody
wiązania do metody zamykania, oraz nadzwyczajne na całym
świecie obydwóch tych czarodziejskich metod rozpowszechnienie.
Zaznaczam to więc tylko mimochodem i, pomijając zupeł
nie metodę sympatycznego wiązania, jako nie będącą w blizkim
związku z faktem, którym się tu zajmuję, przechodzę wprost do
metody sympatycznego zamykania, aby wyjaśnić w krótkości
na czem polega i w jakich przypadkach bywa stosowaną.
Niejaka M. G. z M., pozwaną będąc w r. 1647 przed sąd
ławniczy lipski2) zeznała, iż pragnąc się pomścić na niewiernym
kochanku, udała się do kościoła, w którym miał brać ślub
z inną dziewczyną i, w chwili gdy ksiądz wiązał nowożeńcom
ręce stułą, zamknęła na klucz wziętą z sobą umyślnie w tym
celu z domu kłódkę. Zamykając na klucz kłódkę, pragnęła
„zamknąć“ tym sposobem młodemu małżonkowi dostęp do
żony w ciągu pierwszej, poślubnej nocy3). Takiego złego zamiaru,
ażeby nie odmykać już nigdy owej kłódki, coby oczywiście po
ciągnęło za sobą odpowiednie następstwa, nie miała. Było to
zresztą niemożliwe, bo kłódka potrzebna była co dzień do za
mykania na noc drzwi od obory, więc tak czy owak, wciąż
zamkniętą pozostawać nie mogła. O skutkach, jakie w takim
1) O HiKOTOpmCB CHMBOJiaX’B BB CJiaBflHCKOH HapOßHOH noa3in, Char
ków, 1860, 113, 138-139.
2) K. G. Schoepsius, Disputatio juridica de serto virginum, Hala
1746, 38-39.
3) Zabieg ten sympatyczny stosuje lud niemiecki w takim samym
celu do dziś dnia. Obacz np. Fr. Schönwerth, Aus der Oberpfalz, Augs
burg, 1857, 1, 128; G Lammert, Volksmedizin und medizinischer Aber
glaube in Bayern, Würzburg, 1869, 154.
— 21 —
Stanisław Ciszewski
przypadku pociąga za sobą zamknięcie na klucz kłódki, oskar
żona słyszała, będąc jeszcze małą dziewczyną.
Pomimo przytoczonej przez samą podsądną bardzo ważnej
okoliczności łagodzącej, pomimo oświadczenia, obecnego na
sprawie, dawnego kochanka dziewczyny, „dass er nach der
Trauung zum ehelichen Wesen keinen Mangel verspüret“, sąd
skazał dziewczynę na dwa lata wygnania i zagroził jej, że w razie
powtórzenia się czegoś podobnego po raz drugi, oczekiwać ją
będzie kara jeszcze surowsza.
Powiada przysłowie, że klin wybija się klinem. Z tej wy
chodząc zasady, Gruzini i Ormianie1), ażeby zapobiedz z góry
złym skutkom, które pociąga za sobą dla młodej pary małżeń
skiej zamknięcie przez kogoś w czasie jej zaślubin kłódki na
klucz, radzą sobie w sposób następujący. Panu młodemu, wy
bierającemu się na ślub, kładzie się do kieszeni zamkniętą na
klucz kłódkę, on zaś, podczas brania ślubu, pokryjomu kłódkę
tę w kieszeni otwiera, paraliżując przez to akcyę przeciwną,
którąby ktoś w tym czasie przedsiębrał na jego szkodę.
Na Morawach2) metoda sympatycznego zamykania oddaje
wielkie usługi kobietom, które niechcą mieć dzieci. Wystarcza
w tym celu najzupełniej usiąść na zamkniętej kłódce, a nastę
pnie utopić ją w wodzie, życzyć sobie przytem, ażeby tak, jak owa
kłódka, zamknięty pozostał żywot osoby, która kłódkę zamykała.
Podczas gdy kobieta, życząca sobie pozostać bezpłodną,
„zamyka“ sympatycznie swój żywot, zamykając na klucz kłódkę,
najbliższe otoczenie kobiety rodzącej usiłuje znów przyjść jej
z pomocą, otwierając w domu wszelkiego rodzaju kłódki
i zamki3), ażeby, podobnie jak owe kłódki i zamki, otwarł się
żywot rodzącej matki.
*) I. Stiepanow, CdopHiim, MaTcpiajioB-L ;;jih owicaHin mIcthoctph
ineMera KanKa3a, Tyflis, 1894, XIX, dź. 2, 96, nr. 147; M. Grigorjew,
tamże, 1892, XIII, dź. 1, 115 nr. 43.
2) F. Bartosz, Lid a närod, Międzyrzec wielki, 1881, n, 157.
3) R. Lilientalowa, Wisła, 1900, XIV, 319. Żydzi polscy; P. Czubińskij, TpyflŁi, IV, Petersburg, 1877, 3, Ukraina; A. Bałow, OTiiorpa<j>H’iecKoe o6o3pteie, Moskwa, 1890, VI, 92, pow. poszechoński, gub. jarosław
onucas. MicTHOCTeS
ska; P. Siemionów, CÓopHHKŁ MaTepianoBi,
u naeM. KaBKaaa Tyflis, 1893, XVI, dź. 2, 4—5, kozacy terscy; M. Maszurko, tamże 1894, XVIII, dź. 3, 305, gub. tyfliska i kutaiska; J. F. Most,
Die sympathethischen Mittel und Curmethoden, Rostock, 1842, 136, nr.
85; G. Lammert, Volksmedizin u. medizinischer Aberglaube in Bayern,
Würzburg, 1869, 167; A. Wuttke, Der deutsche Volksaberglaube, Berlin,
1900, 378; F. Liebrecht, Zur Volkskunde, Heilbronn, 1879, 360, Szkocya ;
H. Ploss, Das Weib, Lipsk, 18913. II, 252, Nowogrecy i t. d.
h
22 —
Czaszki ludzkie z kłódkami
Gdy zabłąkanemu na pastwisku bydlęciu grozi niebezpie
czeństwo, iż stać się może pastwą wilka, właściciel bydlęcia, bądź to
sam, bądź też w zastępstwie jego znachor, zamyka na klucz
kłódkę, aby tak jak owa kłódka, zamknęła się paszczęka wil
cza i aby wilk nie mógł wyrządzić zbłąkanemu bydlęciu żadnej
krzywdy.
W powiecie homelskim1), na pograniczu Białej i Małej
Rusi, bierze w tym celu znachor kłódkę z kluczem od właści
ciela bydlęcia, zamyka ją i kładzie gdziekolwiekbądź w podwó
rzu domu owego gospodarza. Stara się ukryć kłódkę tak, aby
musiała ją znaleść gospodyni domu. Skoro znachor zamknie
kłódkę, można być pewnym, iż bydlę samo wróci do domu
w najlepszem zdrowiu.
W Czechach2) zamykano dawniej (w. XVIII) kłódkę nad
owcami w wilję Bożego Narodzenia, aby żadna z owiec nie
zginęła i ażeby żadnej nie pożarły wilki. I w Czechach więc
chodziło o sympatyczne zamknięcie wilczej paszczęki.
Pasterze wielkoruscy3) zamykają na klucz kłódkę w dzień
św. Jerzego, ale uciekają się do tego zabiegu sympatycznego
w innym nieco celu. Mniemają, że uda im się dzięki temu utrzy
mać zawsze bydło w karbach posłuszeństwa. Porzuconą przez
pasterza kłódkę bierze „zły“ i, stosownie do życzenia pasterza,
otwiera ją, lub zamyka, Gdy kłódka jest otwarta, bydło chodzi
po pastwisku; gdy ją „zły“, na rozkaz pasterza, zamknie,
bydło
przestaje chodzić, stoi w miejscu, albo się kładzie i leży.
Podłożywszy kłódkę pod maślniczkę w której się robi
masło, lub włożywszy ją w t. zw. „pójkę" czyli picie dla krowy,
wyobraża sobie wieśniak czeski na Morawach4), iż „zamknął
na kłódkę ręce i „moc“ czarownicy i że nie jest ona już
w stanie zrobić mu szkody w nabiale, czy w bydle.
Chłopu wielkoruskiemu”) zdaje się znowu, że nic łatwiej’) Z. Radczenkowa, 3airnci:n II. Pyc. Ieorpa<j>. Odmecma no OT«ł.9THorpa<j>in, Petersburg, 1888, X111, zesz. 2, str. XVI. (wstępu).
2) Cz. Zibrt, Ćesky lid, 1898, VII, 198.
3) W Villiére de-Lile-Adama, 3anncnn H. Pyec. leorpa$. OwnecTBa no 0TAł,n. 9TnorPa$in, Petersburg, 1871. IV, 315. Wieś Kniażaja góra,
położona w pow. łuskim, gub. petersburskiej.
*) F. Bartosz, Ćesky lid, 1891, I., 128, 126.
■' ) W. Dal, o noiApMX'L, cyeB'hpiítxT. n npeffpaacyaKairb pyccnaro
napo^a, Petersburg—Moskwa, 18802, 69.
jishíio
23 —
Stanisław Ciszewski
szego, jak zamknąć kłódką krwiotok z nosa. Należy trzymać
w tym celu pod nosem zamkniętą kłódkę, ale tak, aby krew,
idąca z nosa, ciekła przez znajdujący się w niej otwór.
Przyjrzyjmy się teraz, jaką ciekawą rolę odgrywa zamknięta
kłódka, lub jej miniaturowawa podobizna, w obrzędzie symbo
licznym, praktykującym się u Chińczyków po przyjściu na świat
dziecka.
Po urodzeniu się dziecka1) bierze położna w rękę kłódkę
i wymawiając rozmaite, mile dla ucha chińskiego brzmiące
wyrazy, przykłada ją dziecku naprzód do ust. Czyni to w tym
celu, ażeby zamknąć z nich wyjście brzydkim słowom i kłam
stwu. Następnie przykłada babka dziecku kłódkę do nóg i do
serca. Do nóg dlatego, aby, zamknięte będąc sympatyczną
kłódką, nie nosiły dziecięcia tam, gdzie się chodzić nienależy, do
serca zaś dlatego, aby uniemożliwić dostęp do niego wszelkiego
rodzaju złu.
Obok ceremonii zamykania w sposób sympatyczny ust,
nóg i serca nowonarodzonego niemowlęcia, miewa też jeszcze
miejsce w tymże samym czasie u Chińczyków2) ceremonia za
wieszania na szyi dziecka talizmanu, zwanego „zamkiem stu
rodzin“. Ów „zamek stu rodzin“ jest to miniaturowa podobizna
kłódki, nabyta przez ojca dziecięcia za pieniądze, uzbierane na
ten cel wpośród krewnych i znajomych.
Jak widzimy, zabieg czarodziejski, polegający na zamyka
niu kłódki z tą myślą, iż podobnie jak owa zamknięta kłódka,
zamkniętem ma być to, lub owo, należy do czynności czaro
dziejskich, przedsiębranych przez człowieka w rozmaitych oko
licznościach i w celach bardzo również rozmaitych. Prócz tych
przypadków, które już znamy, zabieg ów stosowany atoli bywa
niekiedy w takich okolicznościach i w takim celu, iż gdy do
wiemy się jeszcze o jego stosowaniu w tym właśnie specyalnie
celu i w takich specyalnie okolicznościach, zrozumiemy może,
skąd się wzięły na Słowaczyźnie czaszki z wiszącemi przy nich
kłódkami i co owe kłódki mają przy tych czaszkach do roboty.
Mieszkańcy powiatu pińskiego, w gub mińskiej, t. zw. Poleszucy3), grzebiąc zmarłego członka rodziny, rzucają do jego
’) P. Piasecki, Karci acaByii, a ji&aaTB KaTaau,Ei, Moskwa, 1882, 13.
2) S. Gieorgiewskij, MaeaaecKia noaapł.Hia a mmh KaTaaneBt,
Petersburg, 1892, 88—89.
3) D. Bułhakowskij, HaHayra, Petersburg, 1890, 186.
— 24 —
Czaszki ludzkie z kłódkami
grobu kłódkę. Mniemają oni, że zapobiegną przez to powtó
rzeniu się w rodzinie wypadku śmierci. Podobnie1) gdy często
mrą komu dzieci, aby zapobiedz złemu na przyszłość, powinna,
według Poleszuków, babka, która stale odbiera dzieci, zamknąć
na klucz kłódkę i włożyć ją leżącemu w trumnie, ostatnio zmar
łemu dziecięciu pod plecy. Gdy to babka uczyni, urodzone
później dzieci nie będą już więcej umierały.
Tak w pierwszym, jak i w drugim przypadku, chodzi,
oczywiście, o to, aby zamknąć śmierci dostęp do tych członków
rodziny, którzy pozostali przy życiu.
Od wrzucania zamkniętej kłódki do grobu, lub kładze
nia jej trupowi do trumny, daleko jeszcze, co prawda, do
zamykania na kłódkę szczęk umarłego. Ale zobaczmy, co
czynią Tatarzy2) gdy panuje we wsi mór na bydło. Wziąwszy
nową kłódkę, zamykają oni nią gębę pierwszej padłej sztuce,
którą zakopują następnie we wrotach, prowadzących z podwó
rza na pole. Są najmocniej przekonani, że po zastosowaniu
tego środka, mór na bydło we wsi ustanie.
Skoro środkiem zapobiegawczym przeciwko pomorowi na
bydło może być dziś jeszcze zamykanie pierwszemu zdechłemu
bydlęciu gęby na kłódkę, to dlaczegóżby ten sam zabieg nie
mógł być również gdziekolwiekbądź stosowany w celu zapobie
żenia szerzeniu się morowej zarazy wśród ludzi?
Po tern wszystkiem, co dotychczas o znaczeniu sympatycz
nego zamykania miałem sposobność powiedzieć, zdaje mi się,
iż przypuszczenie takie nie byłoby może zbyt śmiałem. O ile
zaś ostałoby się ono istotnie, w takim razie zagadkowe słowac
kie czaszki z kłódkami przestałyby być zagadką i cel, który
miano na widoku, zamykając dolne ich szczęki na jedną, lub
dwie kłódki, byłby zupełnie zrozumiały.
Tylko o szczęce z Prenczowa możnaby na upartego po
wiedzieć, że pochodzi z samotnej mogiły. O pochodzeniu innych
czaszek i szczęk z kłódkami niema wiadomości, gdzie miano
wicie zostały znalezione. Ponieważ ludzi, zmarłych na zarazę,
grzebie się zazwyczaj nie na cmentarzu, lecz gdzieś na uboczu,
więc kopiec kamienny pod Prenczowem, w którym znaleziono
szczękę z kłódką, krył może zwłoki człowieka, który padł
') Bułhakowskij, tamże, ¡88.
2) K. Nasyrow, Iloirfcpi.a u oßpapu Ka3aHCKHxi> TaTapi, Peters
burg 1890, 25.
25
Stanisław Ciszewski
ofiarą morowej zarazy, a zamknięcie szczęki jego na kłódkę
miało zamknąć dostęp do wsi morowemu powietrzu.
Dr. Semayer’), który opisał czaszkę z kłódką, znajdującą
się w zbiorach muzeum narodowego w Peszcie, jest zdania, że
kłódka ta zamknięta została na ogołoconej już z ciała szczęce
ludzkiej. Na czem opiera to twierdzenie swoje, nie wiem. Gdyby
jednak nawet tak być miało, to nie sądzę, aby fakt ten świad
czył przeciwko wypowiedzianemu tutaj przeze mnie przypu
szczeniu o pochodzeniu czaszek z kłódkami. Opierając się
na zwyczaju, praktykującym się dotąd, mniemam, co prawda,
iż szczęki osób, do których należały czaszki z kłódkami, za
mknięto na kłódki wkrótce po śmierci, gdy kładziono zwłoki
zmarłego do mogiły. Ale nie jest wykluczonem, iż w niektórych
przypadkach mogło to miewać miejsce i później, gdy zwłoki
uległy już rozkładowi i na szczękach nie było części miękkich.
Powtarzające się, na przykład, wypadki śmierci mogły wzbudzić
podejrzenie, że są to następstwa pozostawienia otworem ust
któregoś z dawniej zmarłych współobywateli. W takim razie
jedynie wskazaną drogą wyjścia byłoby odkopanie mogiły
i zamknięcie na kłódkę szczęki kościotrupowi. Wszak t. zw.
strzygom' i upiorów odkopywano, aby odciąć trupowi głowę
i przebić mu serce osikowym kołem, dopiero nieraz w wiele
tygodni po śmierci, gdy zachodziły takie wypadki, które poczy
tywano za jego sprawki. Coś podobnego mogło się więc po
wtórzyć i w tym przypadku.
Lubo przez zamknięcie na klucz kłódki zapobiega się dal
szym wypadkom śmierci zarówno wówczas, gdy się ją zamknie
i wrzuci do trumny lub grobu, jak również i wtedy, gdy się nią
zamknie gębę padłego zwierzęcia, to jednakże różnice, istnie
jące pomiędzy temi dwiema metodami zapobiegania szerzeniu
się śmierci, dają do myślenia, tembardziej, że druga z pomiędzy
owych metod dziwnie jakoś przypomina zamykanie kłódką
szczęki ludzkiej, coby rozumieć także można jako zamykanie
ust. Jeżeli istotnie chodziło tu atoli o zamknięcie zmarłemu
w sposób sympatyczny ust, tak jak w analogicznym przypadku
chodziło o zamknięcie padłemu zwierzęciu gęby, to dlaczegóż
właśnie ust?
’) R. Andree, Globus, 1905, LXXXV1I, 52.
26 —
Czaszki ludzkie z kłódkami
Ażeby na pytanie to znaleźć odpowiedź, musimy poznać
niektóre wierzenia, dotyczące rozmaitego rodzaju upiorów
i wogóle ludzi zmarłych.
W Górnej Lgocie na Słowaczyźnie, pisze w r. 1848 W.
Duszan 1), zmarł przed kilkunastu laty kościelny. Był to wielki
dziwak, człowiek małomówny i ponurego usposobienia. Gdy go
niesiono na cmentarz, tak się rzucał w trumnie, że ją ledwo
można było utrzymać. Skoro goście pogrzebowi powrócili
z cmentarza do domu, ku wielkiemu swemu zdziwieniu, wszystko
jadło, przygotowane na stypę, zastali zjedzone. Zjadł je ów
świeżo zmarły kościelny, bo gdy udano się natychmiast na
cmentarz i grób jego odkopano, miał jeszcze resztki jadła
w ustach. Odcięto mu więc głowę rydlem i położono ją po
między nogami, przebito serce kołem, poczem zakopano grób
na nowo i przywalono go kamieniem. Nie wiele to atoli po
mogło. 1 później jeszcze straszył on ludzi, nosząc odciętą głowę
pod pachą. Dopiero gdy go znów odkopano i pogrzebano na
granicy wsi, przestał ludzi niepokoić.
Cóż z tego jednak, kiedy zabezpieczywszy się od odwie
dzin upiora, ściągnęli sobie mieszkańcy Lgoty na kark inną
biedę. W sprawę wdały się władze i ofiary przesądu poniosły
karę.
Jak widać z opowieści Duszana, cechą charakterystyczną
słowackiego upiora jest przedewszystkiem żarłoczność. Zjada
on naraz niemożliwe ilości jadła. Żarłoczność zdaje się być
wogóle jedną z najbardziej charakterystycznych cech upiora
wszędzie. Pożąda on zwłaszcza krwi, którą wysysa z ludzi
i zwierząt i od której ciało jego nabiera czerwonego koloru.
Łaknie krwi i tuczy się krwią ludzką chorwacki2) i bułgarski3)
wilkołak, łaknie jej również czeska4) i nasza zmora, chociaż,
co się zmory tyczy, to nie jest ona już właściwie upiorem.
Wierzenie to zresztą odwieczne i rozpowszechnione nadzwy
czajnie5 ).
’) Ćasopis Museum ćeskeho, 1848, II, 334.
2) S. Ljubić, Obićaji kod Morlakah u Dalmacii, Zadar, 1846, 41.
3) K. Jireczek, Cesty po Bulharsku, Praga czeska, 1888, 633—634.
4) Cz. Zibrt, Staroćeske vyrocni obyćeje, Praga czeska 1889,
210—215.
5) C. Meyer, Der Aberglaube des Mittelalters, Bazylea, 1884,
345-347, 268-273.
— 27
Stanisław Ciszewski
Szkodzą także ludziom upiory i w inny jeszcze sposób.
Nasz1), na przykład, i albański2) strzygoń, usiłuje chuchnąć
spotkanemu człowiekowi w usta. Kto do tego dopuści, musi
umrzeć, ponieważ tchnienie strzygonia jest zabijające.
Kronikarz czeski, Neplach3)* (1322—1368), opowiada, że
r. 1333 przebito w pewnej wsi w Czechach kołem i spalono
zwłoki pasterza, nazwiskiem Myslata, ponieważ był on upiorem,
i chodząc nocami po wsiach dręczył i dusił ludzi. „Quemcunque ex nomine in nocte vocabat“, kończy swą opowieść Nep
lach, „infra octo dies moriebatur“.
Lud polskił) z okolic Krotoszyna i Ostrzeszewa wierzy
iż gdy „z dwojga chłopców przyjaciół, pobratymów (tak!?)
i rówieśników, t. j. w jednym będących wieku , umrze jeden,
wówczas ten umarły, jako wieszczy, wchodzi w nocy
na wieżę blizkiego kościoła i z tamtąd wrzeszczy strasznym
głosem na okolicę. Głosem tym przyciąga on do siebie t. j.
wywołuje śmierć wszystkich w równym wieku z nim
będących młodzieńców, a naprzód towarzysza“. To samo wie
rzenie słyszał O. Kolberg5) w Targoszycach i Dobrzycy. Wiesz
czy, gdy umrze i pochowają go, wychodzi z grobu, idzie na
cmentarz kościelny, włazi na wieżę kościelną i wrzeszczy,
wymieniając imiona różnych ludzi. Powiadają, iż jak daleko
słychać jego krzyk, tak daleko ludzie umierać muszą. Aby
wieszczego zrobić nieszkodliwym, ucinają mu głowę i kładą
trupowi pomiędzy nogi.
W Bułgaryi6) (okręg tyrnowski)znowu utrzymuje lud, że t. zw.
’) J. Świętek, Lud nadrabski, Kraków, 1893, 495, 498; S. Ciszewski,
Lud rolniczo-górniczy... w pow. olkuskim, Kraków, 1887, 161, nr. 8.
2) J. Hahn, Albanesische Studien, Jena, 1854, 163.
3) J. Jireczek, Ćasopis Ć. M., 1863, 1, 13—14; Cz. Zibrt, Staroćeskć
vyrocni obyćeje, 211, = J. Emler, Fontes rer. bohemie., III, 480, 481.
Zwracam tu mimochodem uwagę i na inny jeszcze, ciekawy szczegół
w opowieści Nony. Paleplacha. Myslata, powiada on, „tumebat sicut bos
et terribiliter rugiebat“. Otóż według Ł. Ilića (Narodni słavonski obićaji,
Zagrzeb, 1846, 294), wilkołak chorwacki, gdy mu przebiją głowę ciernio
wym kołem, ma także „kao vol rikati“.
*) O. Kolberg, Lud, serja XV, Kraków, 1882, 33, nr. 2. Obacz
akże R. Andree, Ethnographische Parallelen, Sztutgard, 1878, 1, 80 i dalej.
5) tamże, 33, ur. 1.
6) Qinczow, CSopHHK'b aa Hapo/i,HH yMOTBopemia, Sofja, 1892, VI11.
dź. 3, 152.
28 —
Czaszki ludzkie z kłódkami
„jednomiesięcznik“ („jednomiesięcznikami“ nazywają się dzieci,
urodzone w jednym miesiącu chociażby nawet w różnych la
tach i z różnych rodziców) „woła“ po śmierci pozostałego przy
życiu rówieśnika swego na tamten świat i ten nieodwołalnie
musi umrzeć.
Z powyższego wynika, iż zmarły upiór może^ również
powodować śmierć innych ludzi, wołając na nich, aby szli za
nim na tamten świat.
Oczywiście, że niezbędnym do tego warunkiem, ażeby
módz jeść, ssać, chuchać albo wołać, jest posiadanie wolnych,
nieskrępowanych ust. Zakneblowanemi ustami jeść, ssać, chu
chać i wołać niepodobna. Ponieważ w danym przypadku za
leżało właśnie na uniemożliwieniu upiorowi wykonywania tych
wszystkich czynności, cóż więc było prostszego, jak nałożyć
mu na usta sympatyczny knebel w postaci kłódki.
1 tak, zdaniem mojem, możnaby również tłumaczyć po
chodzenie słowackich czaszek z kłódkami.
Tutaj zaznaczyć jeszcze pragnę, że podobnie jak ust upio
ra, jest także zasada lękać się i jego oczu. „Podług mniemania
ludu“, pisze Tworzymir1) w artykule p. t. „Wyjaśnienie początku
niektórych przysłów, używanych w Wielkopolsce“, człowiek,
który rodzi się z zębami, zostaje po śmierci upiorem. Wycho
dzi on wtedy z grobu i różne szkody wyrządza. 1 tak, np.,
patrzy nadół, a jak daleko wzrok jego pada, tak daleko wszy
scy ludzie, będący w jednym wieku z upiorem, wymierają“. To
samo wierzenie istnieje też w okolicach Łowicza 2).
Nie tylko zresztą upiór, lecz najzwyklejszy nawet niebo
szczyk wypatruje po śmierci z pośród swego otoczenia
nowe ofiary. Aby temu przeszkodzić, gdy kto umrze, przymyka
mu się zaraz po skonie powieki3) a nawet przyciska4) je trzy’) Biblioteka warszawska, 1864, I. 271.
i) M. Wawrzeniecki, Materyały etnograficzne, Kraków, 1907, IX.
dz. 3 237. W pow. łowickim kładą strzygoniowi do grobu sierp. Wobec
tego należy przewidywać, że w grobach naszych z odleglejszej trochę
epoki znaleść się mogą sierpy.
3) O. Kolberg, Lud, Krakowskie, ser. VII, Kraków, 1879, 179; Z. Wa
silewski, łagodne, Warszawa, 1889, 112; P Czubińsk.j Tpras, IV. Peters
burg 1877 699; M. Federowski, Lud Białoruski na Rusi litewskiej, Kra
ków,’ 1897,’ 1, 319; A. Qusiew, CöopHHKt Maiep. «na onuc, mhcth. h nneMeHi> KaBHaaa, Tyflis, 1893, XVI, dź. 1, 331, nr. 9, kozacy terscy, A.
Wuttke, Der deutsche Volksaberglaube, Berlin, 1900, 458, i t. d.
ł) A. Pietrow, Zbiór wiadomości do antrop., Kraków, 1888, dź. III,
30, nr. 3. Ziemia dobrzyńska.
— 29 -
Stanisław Ciszewski
groszniakami. Nie na wiele się to jednak wszystko przyda
gdyż, zdaniem Wotiaków1), jeżeli za świeżo zmarłym ma jeszcze
podążyć niebawem ktoś drugi, powieki nieboszczyka, mimo
wszelkich usiłowań, aby je domknąć, wciąż się będą podnosiły
do góry i żadnym sposobem przymknąć się nie dadzą.
Wnioskując z pewnego zabiegu, do którego, w razie czyjejś
śmierci, uciekają się Czuwasze2), należy nawet przypuszczać,
że miejscami przynajmniej utrzymuje się przekonanie, iż zmarły
człowiek szkodzić może po śmierci żyjącym nie tylko mową
i wzrokiem, ale i innymi zmysłami. Zabieg ów polega na tern,
iż którakolwiek z kobiet podchodzi do leżącego w trumnie nie
boszczyka i zatyka mu uszy, nozdrza, oczy i usta kłębkami
jedwabnych nici, zwracając się doń jednocześnie z taką prze
mową: „Jeśli cię zapytają na tamtym świecie umarli, odpo
wiedz im: uszy moje nic nie słyszały, nozdrza moje nic nie
czuły, oczy moje nic nie widziały, usta moje nie wyrzekły ża
dnego złego słowa“.
Trudno, oczywiście, z pewnością powiedzieć, co mianowi
cie pragną osiągnąć Czuwasze, zatykając nieboszczykowi kłęb
kami jedwabiu uszy, nozdrza, oczy i usta. Kto wie atoli, czy
i oni nie czynią tego w tej myśli, ażeby uniemożliwić zmarłemu
wysłuchiwanie, wywąchiwanie, wypatrywanie i wywo
ływanie z pośród żyjących nowych ofiar, któreby podążyły za
nim do mogiły.
') B. Gawryłow, Tpy,n;H ’leTBepiaro apxeonorzHecKaro csfoSa iri,
Poccin, Kazań, 1891, II, dż. IV i V, 150.
J) W. Magnickij, Maiepiajna kł oi?i>5icneniio CTapoS HyBanicKofi iri.pu,
Kazań, 1881, 161.
— 30 —
