ca6fb3539c77f91da41df33236f85ead.pdf

Media

Part of Lud, 1937, t. 35

extracted text
LUD
ORGAN POLSKIEGO TOWARZYSTWA
LUDOZNAWCZEGO WE LWOWIE
ZAŁOŻONY W ROKU 1895

DI li mílii P1L0NAISE D'ETflHOLOGIE
REDAKTOR:

ADAM FISCHER

SERJA II - TOM XV — ZESZYT I-IV
OGÓLNEGO ZBIORU - TOM XXXV
WYD vNY Z ZASIŁKU MIN. W. R. I O. P.

Z 79 ILI fSTRACJAMI I 1 MAPĄ

LWÓW — WARSZAWA — KRAKÓW — POZNAŃ — WILNO
NAKŁADEM TOWARZYSTWA LUDOZNAWCZEGO WE LWOWIE.- SKŁAD
GŁÓWNY W WYDAWNICTWIE ZAKŁADU NARODOWEGO IM. OSSO­
LIŃSKICH, LWÓW, KALECZA 5. - WARSZAWA, NOWY ŚWI AT 72. -

KOMITET REDAKCYJNY „LUDU“:
PPCF. DR. WILHELM BRUCHNALSKI, PROF. DR. ADOLF CHYBIŃSKI,
PROF. DR. JAN CZEKANOWSKI, PROF. DR. ADAM FISCHER, PROF.
DR. EUGENIUS7 FFANKOWSKI, PROF. DR. LEON KOZŁOWSKI.
REDAKTOR : PROF. DR. ADAM I -SCHER.

LUD
wychodzi kwartalnie w r. -szytach objętości 4—6 arkuszy. —
Prenumerata zniiona z przesyłka pocztowa rocznie 12 zł.
I 'Zidphaie przyjmuje Administracja „LUDU“, oraz Wyda^
nictwo Zakładu Narodowego im. Os loliuik’ch i wszystkie
księgarnię.

Członkowie Towarzystv.-e Ludoznawczego we Lwowie,
którzy uiścili wkładkę statutem przepisaną, t. j. 12 zł. rocznie,
otrzymują „LUD“ i „Piace Etnograficzne“ bezpłatnie.
Rękopisy, listy, czasopisma i książki przeznaczone dla redak­
cji „LUDU“, oraz wszelkie pisma, odnoszące się do Towarzystwa
Ludoznawczego we Lwowie, a także sprawy administracyjne,
reklamacje, zamówienia wj'dawnictw, zgłoszenia do Towarzystwa
Ludoznawczego we Lwowie i wkładki należy adresować:
ADAM F'SCHER, LWÓW - UNIWERSYTET, ZAKŁAD ETNOLO­
GICZNY, UL. MARSZAŁKOWSKA 1.

„LUL

(Le peuple).

Rerve trimestrelle consacrée à l’étude d’ethnologie et d’anthropolo­
gie polonaises, publiée par la Société Polonaise d’Ethnologie à Lèopol.
Prix d’abonnement d’un an, 12 złoty.
„LUD“ signalera tous les travaux se rattachant à l’ethnologie et
à l’anthropologie. L’échange est accepté avec toutes les revues savantes.
Toutes les communications relatives à la rédaction, lettres, livres,
périodiques etc. devront être adressées à M. Adam Fischer, secrétaire de­
là Société Polonaise d’Ethnologie, Institut d’Ethnologie de l’Université
Jean-Casimir à Lèopol (Lwów, Pologne).

LUD
ORGAN POLSKIEGO TOWARZYSTWA
LUDOZNAWCZEGO WE LWOWIE
ZAŁOŻONY W ROKU 1895

KIEME DE Lii SOCIÉTÉ POLONAISE D’ETHNOLOGIE
REDAKTOR:

ADAM FISCHER

SERJA II - TOM XV — ROK 1937
OGÓLNEGO ZBIORU - TOM XXXV
WYDANY Z ZASIŁKU MIN. W. R. I O. P.

LWÓW — WARSZAWA — KRAKÓW — POZNAŃ — WILNO
NAKŁADEM TOWARZYSTWA LUDOZNAWCZEGO WE LWOWIE. SKŁAD
GŁÓWNY W WYDAWNICTWIE ZAKŁADU NARODOWEGO IM. OSSO­
LIŃSKICH, LWÓW, KALECZA 5. - WARSZAWA, NOWY ŚWIAT 72. -

CIENIOM

SEWERYNA UDZIELI
CZŁONKA HONOROWEGO

TOWARZYSTWA LUDOZNAWCZEGO
XXXV TOM „LUDU"
POŚWIĘCA

REDAKCIA „LUDU"

TADEUSZ SEWERYN

SEWERYN UDZIELA
24. XII. 1857, t 26. IX. 1937.

Z śmiercią twórcy Muzeum
Etnograficznego w Krakowie, śp.
Seweryna Udzieli, ubył Polsce nie
tylko nestor etnografów polskich,
którego cicha i mrówcza praca
budziła szacunek powszechny, ale
i nauczyciel-wychowawca i spo
łecznik, obywatel dobrze Rzeczy­
pospolitej zasłużony. To rozłama­
nie życia na połowy, które w prze­
glądzie
działalności
Seweryna
Udzieli tak wyraźnie się zaryso­
wuje, było naturalnym wyniKiem
jego warunków życiowych, szcze­
rego przejęcia się ideałami pozy­
tywizmu i naturalnym nurtem,
biorącym źródło z wrodzonych
umiłowań. One to splatają w jed­
ną całość pracę Udzieli-nauczyciela z pracą Udzieli-etnografa
i tak często sprawy nauki pod­
porządkowują sprawom szkoły.
W jego długim żywocie odbija się
jak w zwierciedle jeden z najcen­
niejszych typów nauczyciela byłej
Galicji, zapracowanego od dzieUc- *■ Seweryn Udziela
ciństwa i w najtrudniejszych wa(wedle fotografii z 24. II. l92o).
runkach życia gorejącego ideą słu­
żenia dobru ogólnemu. Wiele bezimiennego trudu ofiarnego wsiąkło
w wieś polską, — jeśli z rzeszy tych bezimiennych ostało się nazwi­
sko Udzieli, to tylko dlatego, że pracą swą związał się trwale z historią
etnografii polskiej.
Ojciec jego, Marcin, ukończył z odznaczeniem gimnazjum łaciń­
skie w Podolińcu na Spiszu, gdzie wszystkich przedmiotów nauczano

6
po łacinie, zapisał się na wydział prawniczy Uniw. Jag., ale trudne
warunki materialne zmusiły go do przerwania studiów. Przyjąwszy
posadę urzędnika sądowego w Starym Sączu, niedługo wytrwał
w tym zawodzie. Ogłuchłszy wcześnie po ciężkiej chorobie, zwol­
niony został z posady. Odtąd niedostatek nie opuszczał jego domu.
Ze skromnej emerytury, otrzymanej w drodze łaski w wysokości 20
guldenów miesięcznie, nie zdołałby wychować i wykształcić czworga
dzieci: Seweryna, Edmunda, Mariana i Czesławy, gdyby nie bez­
mierna pracowitość i zabiegliwość jego żony, która z nadludzkim
poświęceniem walczyła z przeciwnościami losu.
Najstarszy z rodzeństwa, Seweryn, ur. 24. XII. 1857 w Starym
Sączu, odziedziczył po matce pracowitość, wytrwałość, samodzielność
i upór w dążeniu do wytkniętego celu.
Początkowe nauki pobierał w szkółce, w której tryb szkolny by­
wał niezwykły. Dzieci, przybywszy do szkoły, czyściły buty i surdut
nauczycielowi, potem przynosiły wodę* do miednicy, a kiedy nauczy­
ciel umył się za tablicą, śpiewały rytualną w tej szkółce piosenkę:
Pod ostrogskim borem
Stoi wróg taborem.
Młody kozak spod Ostroga
Poległ z ręki wroga.

Naukę czerpał nie tylko ze szkoły, gdyż w domu uczyła go matka,
a ojciec doglądał odrabiania zadań piśmiennych chodząc po pokoju
i paląc fajkę. W „Wesołych opowiadaniach wesołego chłopca“ (Bibl.
Orlego Lotu nr 13) opowiada Seweryn Udziela swe przygody ze szkol­
nych lat, spędzonych w Starym, a potem w Nowym Sączu. Ruchliwy,
wszędobylski chłopiec towarzyszył matce na odpust, gdzie „po oby­
dwóch stronach drogi porozstawiane kramy z ciastkami, piernikami,
obrazkami świętych, różańcami i innymi świętościami, — całe gro­
mady dziadów śpiewały, zawodząc na różnę głosy nabożne pieśni
0 Matce Boskiej, ślepcy grali na lirach, inni prosili o jałmużnę, że
gwar i hałas był niesłychany“. Przypatrywał się tratwom płynącym
po Popradzie i Dunajcu, występował w cyrku wędrownym jako
ofiara kawałów klowna, niepostrzeżenie wszedł do mieszkania bi­
skupa, aby dowiedzieć się, jak mieszka tak wielki dostojnik, wybrał
się na poszukiwanie zaklętej królewny, a raczej zaklętej dziewczyny
Maciaszkówny, w szczelinie skalnej w Bukowcu, wsi leżącej na po­
łudniowy wschód od Ciężkowic itd. W r. 1872 skończył I klasę realną
w Nowym Sączu. Kiedy przyjaciele rodziny doradzili skierować go
do zawodu nauczycielskiego, piętnastoletni chłopak z zawiniątkiem
na plecach powędrował pieszo do Tarnowa, aby zapisać się tam do
seminarium nauczycielskiego. W pierwsze dni żywił się chlebem
1 serem, który mu matka dała na drogę, potem utrzymywał się z ko­
repetycji. Z humorem wspominał zawsze lekcje u Żydówki, handlarki
ryb, która miesięczne wynagrodzenie w wysokości 2 koron wypłacała
mu drobnymi i to tak zmieszanymi z łuskami rybimi, że myć musiał
pieniądze w misce, a po umyciu zawsze zdawało mu się, że ma
mniej niż miał.

7
Pilnemu chłopcu przyszedł z pomocą Wydział Krajowy, który
udzielił mu stypendium w wysokości 80 guldenów rocznie. Życie
zaczęło mu się układać pomyślniej. Wtedy odezwała się w nim żyłka
pisarska. Układa wiersze, np. „Przed bitwą“ (datowany 17. II. 1875),
„Z 1863 r.“ (pisany w dzień Bożego Narodzenia r. 1875), bajki, no­
wele, np. „Podróż po złoto“, „Miłość dla kraju“ itp. Skończywszy
seminarium z wyróżnieniem, r. 1875 otrzymał pierwszą posadę na­
uczycielską w szkole przy ul. Józefińskiej w Podgórzu, gdzie później
większą część życia spędził i gdzie życia dokonał. Złudzony ideami

Ryc. 2.

Seweryn Udziela wśród członków Zjazdu Młodzieży Krajoznawczej
w Krakowie 1935 r.

pracy apostolskiej wśród biednych i wydziedziczonych, przeszedł do
szkolnictwa prywatnego, przyjmując stanowisko wychowawcy w Za­
kładzie im. hr. Skarbka dla sierot i ubogich, ale po roku uciekł stam­
tąd, gdyż, jak sam pisał, „wolnej swej woli nie mógł poddać pod
kaprys niestałego charakteru przełożonych“. Zmieniając często miej­
sce pracy (w Raniżowie, Ropczycach, Lipniku) i trawiąc siły na
pracy społecznej, rzucał wzrok w przyszłość i wtedy doznawał smutku
rozdwojenia dążności życia. Chciał dostać się do miasta uniwersy­
teckiego, osiągnąć stopień naukowy i piąć się wzwyż po szczeblach
nauki, z drugiej znów strony pochłaniała go praca społeczna, którą
uważał za wyraz posłannictwa nauczyciela. W dzienniczku swym
pisze 4 I r. 1881: „Przede mną błyszczy jakieś światełko z daleka —
bardzo daleko, a wokoło zimno i straszno. Wyciągam ręce za błęd­
nym ognikiem, ale on do mnie zbliżyć się nie chce. Muszę iść do
niego, chociaż droga na pewno nieznana, niebezpieczna może, ale
ja pragnę światła — pójdę!“ Tymczasem ogrom nie odrobionej pracy

8
wokoło wabił go do siebie. Pisała o nim r. 1883 jego żona, Helena
z Piotrowskich: „Pracy ma bardzo wiele. Widząc, że inni nic nie
robią, chciałby robić za wszystkich. I tak: jest sekretarzem oddziału
Tow. Pedagogicznego w Ropczycach, który to oddział utworzył się
jego staraniem. Jest sekretarzem Tow. Ochrony Zwierząt. Pod jego
wpływem zawiązano także stowarzyszenie ku niesieniu pomocy nie­
zamożnym uczniom szkoły w Ropczycach i on do tego stowarzyszenia
ułożył statut i teraz jest jednym z najczynniejszych członków wy­
działu. Zanim założono to towarzystwo, zbierał dary w pieniądzach
i odzieniu na rzecz ubogich uczniów. W krótkim przeciągu czasu
założył bibliotekę dla ludu i dla młodzieży, liczącą ponad kilkaset
dzieł i czytelników przeszło 100. W r. 1883 założył czytelnię ludową,
w której miewał wykłady dla ludu, zmuszając moralnie innych do
wzięcia udziału w tej pracy. Nie była ona bezowocna, bo co niedzielę,
zamiast w szynku, tutaj zgromadzało się na parę godzin przeszło stokilkadziesiąt osób, przeważnie dorastającej młodzieży. Ze swych
szczupłych funduszów prenumerował nawet dzienniki dla ludu. Chciał
założyć koszykarnię albo szczotkamię, bo tak pręcia, jak i szczeci
jest tu bardzo wiele — byłoby to podniosło tutejszą ludność nieza­
możną materialnie i moralnie“...
Ale Seweryn Udziela widział, że ówczesna szkoła i nauczyciel
nie mogą sprostać zadaniom, jakich od nich wymaga życie. Trzeba
zmienić system kształcenia nauczycieli, wycłiować nowych ludzi,
stworzyć nowe metody, nowe programy, nowe szkoły. Ten to pro­
blem nieodpartej konieczności przemiany form wychowania intereso­
wał go żywo, toteż kiedy Rada Szkolna Krajowa, przystąpiwszy do
reformy i rozwoju szkolnictwa ludowego w Galicji, ogłosiła konkurs
na napisanie podręczników szkolnych i zaprojektowanie planów na­
uczania, Udziela zgłosił się do zawodów jako jeden z pierwszych.
Młody, bo zaledwie z kilkuletnią praktyką, nauczyciel odniósł sukces
nielada: wezwany został do Lwowa, gdzie przez kilka miesięcy z po­
lecenia wiceprezydenta Bobrzyńskiego pracował nad organizacją
szkolnictwa, metodyką nauczania i podręcznikami dla szkół ludo­
wych. Z powierzonego mu zadania wywiązał się chlubnie, toteż wła­
dze przełożone w nagrodę zasług zamianowały go inspektorem szkol­
nym. Pracując na tym stanowisku w Gorlicach, Grybowie, Wieliczce,
a wreszcie Podgórzu, zdziałał wiele.
W ciągu swej 33 letniej pracy inspektorskiej postawił około 50
budynków szkolnych, a otwarł nowych szkół około 100. Gdziekol­
wiek dostrzegł na wsi choćby najdrobniejszą iskrę inicjatywy spo­
łecznej, choćby najdrobniejsze pragnienie oświaty, starał się je pod­
sycać i dotąd zabiegał i kołatał na wsze strony, aż społeczna akcja
ludu znalazła ujście w budowie nowej szkoły. Ten zapał twórczy,
wspomagany wrodzoną przedsiębiorczością i konsekwencją w działa­
niu sprawił, że Udziela we wszystkich powiatach, w których inspek­
tom wał, podwoił liczbę szkół, a nigdy nie miał wypadku, by jaka­
kolwiek uczelnia była zamknięta z powodu braku nauczyciela.
Przejąwszy się duchem Komisji Edukacji Narodowej, dbał nie
tylko o szkołę, ale i nauczyciela. W Gorlicach (1891), Grybowie

9
(1893), Wieliczce (1896) i Podgórzu (1900) zakładał „Towarzystwa
wzajemnej Pomocy Nauczycieli ludowych“, które niejedną rodzinę
nauczycielską ratowały w potrzebie, a niejednokrotnie, stwierdziwszy
podczas wizytacji nędzę w domu nauczyciela, co rychlej starał się
poprawić jego byt.
W „Ziemi łemkowskiej przed półwieczem“ (Lwów, 1934) przed­
stawia smutny obraz doli nauczyciela w Nowicy na Łemkowszczyźnie.
Do wsi trzeba było jechać przez wysoki garb Magury Nowickiej, pe­
łen wyboi i kamieni sterczących w wypłuczyskach. Szkoła w walącej

Ryc. 3.

Seweryn Udziela wśród członków I męskiego obozu krajoznawczego
w Jurgowie na Spiszu 22. VIII. 1935.

się chyży. Przed oknami kupa nawozu. W klasie niecki z żytem, za
tablicą beczka z kiszoną kapustą. U tragarza uwiązany na sznurku
jedyny dla całej klasy kałamarz. Nauczyciel, ubrany jak Robinson
w strój własnego wyrobu, reprezentował typ wiejskiego biedaka. Aby
wyżyć z rodziną, zajmował się wyrobem łyżek drewnianych, korytek
do toczaka, fajek lub form do wyciskania kwiatków w maśle. Widać
niewiele dawał mu ten przemysł domowy, jeśli proboszcz z litości
posyłał nędzarzowi od czasu do czasu bochenek chleba. Insp. Udziela,
wzruszywszy się dolą tego zdegradowanego inteligenta, postarał się
0 podniesienie mu uposażenia rocznego o 50 guldenów, wysłał go na
kursy obróbki drzewa, a wreszcie wyjednał dla niego strugnicę
1 przybory stolarskie, by łatwiej mógł stolarką zarobić na utrzymanie
swej rodziny. Była to jedna z metod, którymi Udziela zjednywał so­
bie ludzi na zawsze — życzliwość, promieniująca z serca wrażliwego
na krzywdę ludzką. Te właśnie zalety duszy, obok sprawiedliwości
i wyrozumiałości w ocenie cudzej pracy, budziły dlań szacunek i mi-

10
łość w rzeszach nauczycielskich. Jako inspektor szkolny nie ograni­
czał się jedynie do spełniania swych obowiązków urzędowych.
W r. 1893 współpracował w układaniu planów dla szkół ludowych,
pisał czytanki dla „Szkółki III i IV“, a nie uznając szkoły za jedyny
wykładnik oświaty, inicjował żywo akcję oświaty pozaszkolnej. Je­
szcze jako nauczyciel ludowy założył czytelnię w Ropczycach, dla.
której w r. 1883 ułożył program wykładów zimowych z następują­
cych dziedzin: 1) historii Polski, 2) higieny i medycyny ludowej,
3) gospodarstwa rolnego, chowu bydła i koni oraz sadownictwa i wa­
rzywnictwa, 4) ekonomii społecznej, 5) nauki o ziemi i wszechświe­
cie, 6) nauk przyrodniczych oraz 7) wiadomości politycznych. Do­
szedłszy do przekonania, że drogi oświaiy torować może wśród star­
szego społeczeństwa wiejskiego jedynie tania książeczka, przystoso­
wana do potrzeb i psychiki ludu, zakłada w r. 1892 wraz ze Stani­
sławem Pallanem specjalne wydawnictwo 20 stronicowych książeczek
w cenie 2 centów i sam wprzęga się do pracy autorskiej. Pisze bro­
szurki pod tytułem: O ziemię, Wypadek na wsi, Pielgrzymka do
nieba, Jak Walenty przyszedł do majątku, Dziwne przygody Jakóba
Wąsika, Jak to Szymon chciał dogonić słońce, a pod pseudonimem
Jana Sandeczanina pisze Kłopoty i uciechy gospodarza z Kwiatowiniec. Do pracy tej, której poświęcał wiele zapału, wciągnął nawet
swoją żonę, Helenę z Piotrowskich, autorkę książeczki : Cudowna
lekarka. W wydawnictwie S. Udzieli i S. Pallana pisali: Józef Bałaban, ks. Marian Morawski, Franciszek Marzec, Wanda Ziółkowska,
Juliusz Starkel, Janina Sedlaczkówna i inni. W niespełna dwa lata
(1892—1894) wydrukowali wydawcy u J. Pisza w Tarnowie 240.000
książeczek popularnych, zawierających porady prawne, rolnicze, le­
karskie, treść historyczną, moralną. Dzięki konsystorzom biskupim,
nauczycielstwu oraz zleceniom namiestnika Stan. hr. Badeniego, roz­
chodziły się one po wsiach w stosunkowo dużych ilościach. Zasypana
nimi była cała południowa Polska od Olzy po Zbrucz. Niemniej wy­
dawnictwo to upadło. Zabiła ję zbyt niska cena, uniemożliwiająca,
po opłacie papieru, druku, przesyłki i administracji, wkalkulowanie
odpowiedniego procentu dla wędrownych handlarzy odpustowych.
Zabił je również ospały i nieudolny kolportaż, narzucany kierowni­
kom szkoły, proboszczom i sekretarzom Rad Powiatowych. Niemniej
sam pomysł wydawania książeczek, które nabyć może każdy pastu­
szek, każde najbiedniejsze dziecko, uznany był powszechnie za dobry,
jeśli zaraz po upadku wydawnictwa S. Udzieli i S. Pallana organizo­
wać się zaczęło analogiczne wydawnictwo im. Tad. Kościuszki.
Główną cechą obywatelskiej działalności Seweryna Udzieli był
patriotyzm, wyrażający się w czynnym pragnieniu, by narodowi przy­
sparzać jak najwięcej obywateli oświeconych i narodowo uświado­
mionych. Stwierdziwszy podczas jednej wycieczki na Orawę, że tam
ludność polska ulega madziaryzacji, wstąpił w r. 1904 do „Koła Spi­
skiego im. Klaudyny Potockiej“, które w Krakowie organizował inż.
Julian Teyseur. Towarzystwo to było konspiracyjne, gdyż rząd
austriacki nie chciał zatwierdzić statutu organizacji, mającej działać
na Węgrzech. Prezesem Koła Spiskiego został wybrany Seweryn

11
Udziela, do wydziału należeli: inż. Teyseur, Maria Siedlecka, w któ­
rej mieszkaniu przy ul. Szpitalnej 7 odbywały się zebrania organi­
zacji, Kaz. Skrochowski, śp. Oleś i inni. W czasie dziesięcioletniej
działalności tej grupki idealistów założono kilkadziesiąt biblioteczek
na Spiszu, a rozdano kilka tysięcy patriotycznych książek. Seweryn
Udziela organizował specjalne zbiórki w Krakowie, a dzieciom swym
przezornie zlecał, aby wycierały z zebranych książek podpisy wła­
ścicieli i pieczątki biblioteczne, po czym partiami wysyłał polskie
drukowane słowo na Śląsk, Orawę i Spisz. Polakom, studiującym
w uniwersytecie w Peszcie, wysyłano dzieła Mickiewicza, Sienkiewi­
cza, historię Polski, historię literatury polskiej itd. Akcja ta w dużym
stopniu przyczyniła się do rozbudzenia1 świadomości narodowej ludu
spiskiego i orawskiego, który później przemówił ustami ks. Ferdy­
nanda Machaya i Piotra Borowego za przynależnością do Polski.
Patriotyczna działalność Seweryna Udzieli sięgała też do braci za
kordonem rosyjskim. Kiedy klęski wojsk rosyjskich na polach Man­
dżurii obudziły powiew ruchów wolnościowych w b. Kongresówce
w r. 1906, Udziela oddaje siły swoje na usługi budzącej się szkole
polskiej za kordonem.
Interesował się także sprawą podniesienia położenia ekonomicz­
nego ludności wiejskiej przez ożywienie przemysłu ludowego.
W r. 1912 opiekował się kursem szycia gorsetów i strojów ludowych
w Chorkówce w pow. krośnieńskim, w r. 1914 kursem szycia gorse­
tów w Kamieniu w pow. niskim, współdziałał z Oddziałem Tow. Po­
pierania Przemysłu Ludowego Małopolski Zach. i Śląska, przepro­
wadzając inwentaryzację przemysłu ludowego w pow. żywieckim
i pisząc instrukcje dla zajmujących się organizacją tego przemysłu.
Zawsze czynny i ruchliwy, nie zasklepiający się w jednej dzie­
dzinie pracy, stara się swe spostrzeżenia, wiedzę i idee popularyzo­
wać, współpracując z różnymi czasopismami. Miesięcznik Towarzy­
stwa ochrony zwierząt (w którym ogłosił pierwszy swój artykuł
o sowie sówce w r. 1879), Przyjaciel zwierząt, Przegląd weterynarski,
Przegląd rzeszowski, Samorząd, Szkoła, Chata, Krakus, Gwiazdka,
Kwartalnik historyczny zawierają jego artykuły popularne z dzie­
dziny przyrodniczej, społecznej, pedagogicznej, historycznej i etno­
graficznej. Wreszcie zdecydowawszy się na jedną linię zainteresowań,
której już do końca życia pozostał wierny, służy jedynie etnografii
w pismach: Wisła, Lud, który przez dwa lata redagował wraz z prof.
Potkańskim, Ziemia, Orli Lot, Przemysł Rzemiosło Sztuka, Rzeczy
Piękne, Lud Słowiański, Kurier Lit.-Naukowy, Młody Polak, Płomyk,
do którego za namową p. Porazińskiej pisał różne opowiadania lu­
dowe, itp.
W uznaniu jego pracy badawczej Pol. Akademia Umiejętności
powołała go na członka współpracownika Komisji Fizjograficznej,
potem zaś, po wyodrębnieniu się nauk specjalnych w oddzielnych ko­
misjach, insp. Udziela pracował przez wiele lat w Komisji Etnograf.,
pełniąc funkcję zastępcy przewodniczącego.
Etnografem i krajoznawcą czuł się Udziela już od wczesnej mło­
dości. „Chciałem wszystko poznać — mówi w Orlim Locie (1925) -—

12
co mnie otaczało, chciałem wszystko wiedzieć: wspinałem się na
wieże kościelne, na wierzchołki gór i skał, aby się napawać wspa­
niałymi widokami, właziłem do sklepionych piwnic kościelnych
i w starych zamczyskach, do jaskiń podziemnych, chcąc zobaczyć,
co się tam kryje“. Czytając, co mu w rękę wpadło, zauważył wcze
śnie, bo już w 12 roku życia, że o pewnych rzeczach słyszanych
i widzianych w żadnej dostępnej mu książce nie było wzmianki.
Zaczął więc spisywać te rzeczy w zeszycie o 16 kartkach. Spisywał
naprzód rośliny, których ludzie używają na różne niedomagania
i choroby. Wnet jednak zarzucił tę pracę, dowiedziawszy się z wy­
pożyczonego od kolegi „Przyjaciela rodzinnego“ z r. 1856 czy 1857,
że zioła lecznicze i ich zastosowanie opisali już inni. Zaczął więc spi­
sywać zagadki. Gdy już miał ich około 600, wpadła mu w ręce ksią­
żeczka Józefa Chociszewskiego z r. 1872 „Zagadki i łamigłówki“.
I znowu zaniechał swej pracy, a mozolnie zebrany w latach 1870
do 1872 zbiór zagadek wyrzucił jako rzecz bezwartościową. Rozu­
mował bowiem w ten sposób: po co trudzić się nad tym, co już zo­
stało spisane i wydrukowane? Nie zrażony jednak niepowodzeniami
spisywać zaczął baśni, jakie słyszał od matki, babki, stryjów i słu­
żących. Opowiadaniami tymi wypełnił dwa zeszyty w r. 1872, któ­
rych już nie zniszczył. Pozostały one dlań drogą pamiątką z naj­
młodszych lat. W 14 i 15 roku życia wczytywał się już w rozprawy
etnograficzne i archeologiczne w Bibliotece Warszawskiej, w Przyja­
cielu Ludu z Leszna, w książkach Mączyńskiego, Konopki, a wreszcie
O. Kolberga, pod którego wpływem zaczął zwracać uwagę na zwy­
czaje ludowe. Od najmłodszych lat miał zamiłowania kolekcjoner­
skie. Zbierał wszystko. Spisywał zasłyszane bajki, opowiadania, le­
gendy, zagadki, pieśni, a zamiłowanie to rozwijało się w nim z bie­
giem lat. Systematyczne jednak zbieractwo materiałów etnograficz­
nych rozpoczął dopiero koło r. 1888. Jako inspektor szkolny miał
możność stykania się z ludem w różnych miejscowościach i rozsze­
rzania swej wiedzy etnograficznej na podstawie „badań terenowych“.
Wszelkie obserwacje i opowiadania skrzętnie zapisywał, a z notât tych
rodziły się później cenne artykuły naukowe i obszerne prace Ten
świat interesował go często więcej, niż urzędowy cel podróży inspek­
cyjnej. Bywało nieraz, że wszedłszy do klasy, usiadł w ostatniej
ławce, otwarł pojemny notatnik i pisał bez przerwy. Na nauczycielu
prowadzącym lekcję zimny pot występował, bo ani chwili nie wątpił,
że inspektor w tym momencie skwapliwie notuje wszystkie jego
błędy dydaktyczne. Tymczasem inspektor notował na gorąco szcze­
góły rozmowy z chłopem, który wiózł go do szkoły.
Podróże inspekcyjne obfitowały często w wiele niespodzianek.
Z humorem opowiadał, jak raz w domu biednego nauczyciela na
Łemkowszczyźnie poprosił, aby na obiad ugotowano mu kurę, ale
wnet ciężko tego pożałował, gdy w dużej misce podano mu kurę
ugotowaną wraz z wnętrznościami. Oczywiście tego dnia wyrzec się
musiał obiadu, pomimo że żona nauczyciela grzecznie usprawiedli­
wiała się, że po raz pierwszy w życiu gotowała kurę. Nieraz podczas
wizytacji odcięła go od świata śnieżyca, a wtedy zabawić musiał

13
u nauczyciela czas dłuższy i wraz z nim żywić się ziemniakami i ka­
pustą. Wtedy wszystkie chwile czekania na lepszą pogodę zużytkowywał na wywiady etnograficzne. „Co zresztą miałem czynić —
mawiał — gdy nie gram w karty, nie umiem palić ani pić, gdy nu­
dzi mię tzw. rozmowa towarzyska, zresztą tego też nie umiem. Mu­
siałem więc zajmować się etnografią, na inne rzeczy szkoda mi było
czasu“.
Stanowisko inspektora niesłychanie ułatwiało mu pracę etno­
graficzną. Nauczycielstwo bowiem, chcąc pozyskać względy swego

Ryc. 4.

Seweryn Udziela wśród ludu haczowskiegu, pow. Krosno, w czerwcu
1937 r.

przełożonego, starało się w miarę sił swoich spełniać jego życzenia,
tj. przede wszystkim dostarczać mu materiałów etnograficznych.
Współpracowników z dziedziny folkloru miał wielu, stosunkowo
trudniej było z wyszukaniem odpowiednich rysowników, którzy by
umieli trafnie notować okazy sprzętarstwa, budownictwa lub charak­
terystyczne motywy zdobnictwa stroju. A jednak i w tej dziedzinie
umiał Udziela zorganizować sobie współpracowników. Kierownik
szkoły w Krzęcinie, Stan. Pollek, wykonywał dlań rysunki chat, na­
uczycielka w Łagiewnikach, Helena Warchałowska rysowała gorsety
krakowskie, E. Zielińska malowała motywy zdobnicze na skrzyniach
krakowskich, nauczycielka w Podgórzu, Jadwiga Bober, malowała
gwaszem na ciemnym tle hafty krakowskie, Stanisława, córka Mi­
chała Grażyńskiego, kierownika szkoły w Dębnikach, rysowała piór­
kiem hafty krakowskie. Rysowała dlań kierowniczka szkoły w Ska­
winie, Zofia Piotrowska, nauczycielki w Podgórzu, Marcelina i He­
lena Zajączkowskie, Rudolf Lesiecki, pasierb nauczyciela Feliksa
Taroniego Aleksander Henoch, nauczycielka w Płaszowie, Maria
Pruskówka, dyr. szkoły realnej w Żywcu, Bronisław Gustawicz, prof.

14
gimnazjum w Krakowie, Hanna Sonnoburg Hebenstreit i prof. Sta­
nisław Jakubowski. Kilka grubych tek z rysunkami i akwarelami
wykonała za skromnym wynagrodzeniem Maria Eliasz Radzikowska,
której dziełem są akwarele przedstawiające hafty i stroje krakowskie,
stroje sądeckie, stroje i hafty góralskie, kolbuszowskie (Lasowiaków)
i inne. P. Maria Pollaschek Kirchnerowa, zamianowana w szkole
dopiero się budującej, wyzyskiwała wolny czas na malowanie pasów
sądeckich, góralskich i krakowskich, stroju myślenickiego, kolbuszowskiego, rzeszowskiego i podolskiego, sądeckich wycinanek z opłat­
ków, haftów krakowskich, góralskich, śląskich, rzeszowskich itp.,
a za pracę tę otrzymywała specjalne wynagrodzenie. Największe jed­
nak zasługi w tym dziale gromadzenia materiałów etnograficznych
mają dwaj nauczyciele podgórscy, przyjaciele Seweryna Udzieli, Ma­
ksymilian Guńkiewicz i Feliks Taroni. Ich to dziełem są sławne teki
sądeckie, znajdujące się dzisiaj w Muzeum Etnograficznym w Kra­
kowie, tylekroć podziwiane przez badaczy polskich i obcych, a nie­
stety, do dziś jeszcze nie wydane drukiem. Na zawartość tych tek
składa się kilkadziesiąt świetnie przez p. Guńkiewicza wykonanych
dużych tablic malowanych, przedstawiających zdobnictwo stroju są­
deckiego, oraz kilkadziesiąt wykonanych przez p. Taroniego tablic
z ozdobami ściennymi, kapliczkami, rysiami i przyczółkami chat,
obramieniami okien, planami domów, motywami zdobniczymi stroju
sądeckiego itp.
Na powiększanie się materiałów etnograficznych Seweryna
Udzieli wpływały w dużym stopniu także jego coroczne wyjazdy na
letnisko. Zmieniając często miejsce swych wywczasów, zmieniał tym
samym i teren swych badań etnograficznych. Towarzyszyli mu zwy­
kle z rodzinami dwaj nauczyciele: p. Guńkiewicz i p. Taroni, którzy
z nim razem chodzili na wycieczki i odpusty i razem namawiali upa­
trzonych ludzi, aby odważyli się stanąć przed obiektywem fotogra­
ficznym. Również i dzieci swe wprzęgał Seweryn« Udziela do swej
umiłowanej pracy. Najstarszy syn, Seweryn, obecnie dyrektor gim­
nazjum, fotografował chaty i typy ludowe, syn Mieczysław, obecnie
major W. P., rysował przyczółki i pazdury chat oraz kapliczki, zięć
Adam Brzostyński, obecnie prezes Sądu Apelacyjnego, sprawnie no­
tował melodie i pieśni, córki zaś: Helena, Zofia i Wanda, każda
wedle sił swoich pomocne były ojcu. Zbieractwo materiałów etno­
graficznych uprawiał Udziela ze względów osobistych, nosząc się
z zamiarem opublikowania ich drukiem, jako też ze względów natury
ogólniejszej, uważając pęczniejące coraz więcej teki za najcenniej­
szą część swych zbiorów muzealnych, pomieszczonych początkowo
w trzech pokoikach przy ul. Studenckiej, a potem w kazimierzow­
skiej budowli, b. seminarium duchownym im. św. Michała na Wa­
welu. Stąd to różne okoliczności, które w istocie mały związek miały
z etnografią lub muzeum, umiał dziwnym sposobem naginać do
swych celów. Wystarczy jeden przykład: Gdy po wyparciu Rosjan
z Małopolski organ Namiestnictwa, Centrala Krajowa Gospodarczej
Odbudowy Galicji, rozpoczęła akcję naprawiania ogromnych krzywd
wojny na obszarach, gdzie ludność znalazła się bez dachu nad głową,

15
dyr. Udziela zwrócił się imieniem Twa Muzeum do owej Centrali
z prośbą o subwencję na drukowanie prac z dziedziny zdobnictwa
ludowego i budownictwa oraz przeprowadzenie badań etnograficz­
nych w zniszczonych wojną powiatach. Prośbę tę argumentował
w ten sposób: „Obawiamy się wszyscy, aby zniszczona przez wojnę
częć kraju nie zatraciła przy odbudowie swego charakteru narodo­
wego i pragniemy ten charakter swojski, tak różnorodny, a lak
piękny, zachować i przekazać dalszej potomności. Muzeum Etno­
graficzne usiłuje także przyczynić się do zachowania rodzimej kul­
tury naszej wśród społeczeństwa, a szczególnie wpłynąć przy odbu­
dowie kraju na zachowanie budownictwa, zdobnictwa i stroju ludo­
wego“. Czytając takie argumenty, uśmiechamy się, ani na chwilę nie
wątpiąc, że Centrala odłoży tę prośbę ad acta, tymczasem, o dziwo,
urząd ten udzielił Muzeum Etnograficznemu subwencji w wysokości
2000 K na przeprowadzenie studiów nad strojem i zdobnictwem lu­
dowym w powiecie dąbrowskim, niskim, gorlickim i krośnieńskim,
a nadto przyrzekł udzielić subwencję 10.000 K na wydanie pracy
0 haftach sądeckich.
Niepojęte były też sposoby pozyskiwania dla Muzeum darów
1 depozytów etnograficznych i nie etnograficznych — bo insp. Udziela
w ogóle żadnymi darami nie gardził. Oto w jaki sposób stał się po­
siadaczem bogatej kolekcji zbóż z całego świata. Gdy Rada miasta
Krakowa postanowiła oddać Muzeum Etnograficznemu część zbiorów
dra Baranieckiego i selekcję okazów powierzyła inż. Stan. Tillowi,
niewiele wzbogacił się tym depozytem insp. Udziela. Inż. Till w naj­
lepszej wierze, zbyt dowolnie decydując, co ma wartość etnograficzną,
a co przemysłową, część kompletu poszczególnego stroju przeznaczał
do Muzeum Przemysłowego, a część do Muzeum Etnograficznego.
Żartowali już niektórzy, że mieczem Salomonowym dzielił na%\et
spodnie Seybeków i wianek mołodyci znad Wołgi. Insp. Udziela sta­
rał się jednak otrzymać tych połówek jak najwięcej, aby co rychlej
wynieść je z szopy przy klasztorze Franciszkanów, gdzie deszcz często
zaciekał, gdzie mole gospodarowały, a kurz spuszczał na wszystko
szarą zasłonę. Inż. Till przejrzał jednak łakomstwo insp. Udzieli
i zaczął stawiać warunki. Poprowadził go raz na strych i wskazując
na dwie szafy, pełne słoików z najrozmaitszymi gatunkami zbóż,
powiedział:
— Teraz pan weźmie to.
— A cóż mi po tym? — zapytał insp. Udziela.
— Pan się zajmuje chłopami, a chłop sieje zboże, to się to panu
przyda.
— Ależ panie inżynierze!...
— Albo — albo. Jeśli pan nie weźmie tego, to pan nie dostanie
tamtego.
— Ależ panie inżynierze, co ja z tym zrobię?
— Co? — da pan kurom...
Zabrał więc insp. Udziela owe słoiki, zawierające ponad 1000 ga­
tunków zbóż, zebranych przez naszych podróżników, przechowywał je
u siebie, by po wielu latach ofiarować je Uniwersytetowi Poznańskiemu.

16
Obrazek ten ilustruje warunki, wśród których insp. Udziela za­
kładał podwaliny Muzeum Etnograficznego na Wawelu.
Społeczeństwo krakowskie przyzwyczaiło się do tego, że Muzeum
Etnograficzne może utrzymywać się z drobnych zasiłków i jałmużny.
W tym przekonaniu utrzymywał je sam Udziela. W czasach, gdy
Ministerstwo W. R. i O. P. dawało Muzeum 18.000 zł subwencji, insp.
Udziela nie zdradzał się z tym nikomu, aby nie stracić innych, nie­
licznych zresztą źródeł zasiłku. Na zapytanie ciekawych, z czego
Muzeum żyje — zwykł był odpowiadać taką facecją: „Kiedy król
pruski Fryderyk zamianował hr. Steina wiceprezesem nowo utworzo­
nej Akademii Nauk w Berlinie, kazał mu wpisać do dekretu nastę­
pujące uposażenie: „Hrabia ma tępić wilkołaki, koboldy, topielce,
czarownice i błędne ogniki, a od każdej sztuki znalezionej w jezio­
rach, bagnach, trzęsawiskach, jaskiniach i jamach otrzyma hrabia
6 talarów. Ponadto do dochodów hrabiego należeć będzie czwarta
część odnalezionych skarbów zaklętych“. Otóż, proszę pana — cią­
gnął insp. Udziela — my też z tej czwartej części żyjemy.“ Potem
szły biadania na brak gotówki, brak pomocy ze strony społeczeństwa,
brak lokalu na pomieszczenie Muzeum i tym sposobem całe zagad­
nienie podstaw finansowych Muzeum rozpłynęło się w utyskiwaniach
i żalach. Toteż z niemałym zdziwieniem przyjęło społeczeństwo wia­
domość, że on, człowiek, który nigdy w życiu nie zaznał dostatku,
zebrał z darów i subwencji pokaźny fundusz na budowę Muzeum
Etnograficznego w Krakowie, bo 24.351,52 zł, a na budowę osiedla
muzealnego (Skansenu) w Lesie Wolskim 7337,75 zł. Te to fundusze,
które jako legaty przekazał Towarzystwu Muzeum Etnograficznego,
stały się realną podstawą, umożliwiającą realizację planów dalszego
rozwoju Muzeum Etnograficznego. Ten charakterystyczny rys ciułactwa, wyrażający się w całej jego gospodarce Muzeum, zaczynając
od przenicowywania starych kopert i zużytkowywania każdego kawa­
łeczka sznurka i skrawka czystego papieru aż do nad wyraz oszczęd­
nego dysponowania funduszami, przeznaczonymi na zakup eksponatów
i adaptację gmachu Muzeum, wywodzi się z jego trudnych warunków
życiowych, które od dzieciństwa zmuszały go do nieustannego liczenia
się z każdym groszem.
Powszechny szacunek, jaki otaczał tego starca o młodzieńczej
pogodzie życia, nie polegał tylko na uznaniu jego zasług, ale także
na podziwie jego wielkiej życzliwości względem wszystkich pracow­
ników na polu etnografii. Niezwykła usłużność zjednywała mu wielu
przyjaciół. Szczególnie umiał zaskarbić sobie miłość u młodzieży.
Jako nauczyciel i ojciec miał dar łatwego zaciekawiania dzieci opo­
wiadaniami o roślinach, skałach, bohaterach itp. Jako inspektor okrę­
gowy w Podgórzu wydał w r. 1906 zarządzenie, aby nauczyciele pro­
wadzili młodzież szkolną na przedstawienia teatralne Betlejem Rydla,
Noc Wigilijną itp., a czynem tym wyprzedził analogiczną akcję, sto­
sowaną od kilku lat w wychowaniu młodzieży w większych miastach.
Kiedy prof. Leopold Węgrzynowicz tworzył organizację Kół Krajo­
znawczych młodzieży, dyr. Udziela był, obok prof. L. Sawickiego,
jedynym, który podsycał w nim wiarę w powodzenie tej sprawy.

17
Współpracował z Komisją Kół Krajoznawczych, wygłaszał dla mło­
dzieży odczyty na tematy etnograficzne, a w Orlim Locie ogłaszał
kwestionariusze w sprawie święcenia ziela, Sobótek, zwyczajów
wielkanocnych, ogródków kwiatowych przed domem i kapliczek
przydrożnych, wyznaczał nagrody za najlepszy zbiór materiałów,
był jednym z tych, którzy organowi Kół Krajoznawczych nadali
charakter pisma etnograficznego. Młodzież odwzajemniała mu się
licznymi darami, które składała w ukochanym pzez niego Muzeum
Etnograficznym na Wawelu.
Pod wpływem rozwijającej się choroby z natury rzeczy rozluźnił
się ten serdeczny stosunek sędziwego starca do młodzieży. Zwęził się
zasięg jego trosk. Wszystkie myśli krążyły tylko dokoła głównego
dzieła jego życia, stworzonego własnym wysiłkiem, Muzeum Etno­
graficznego. One zasępiały jego wzrok, którym przemierzał długą
odbytą drogę i budziły obawę, że kiedyś los nielitościwy zniweczy
jego pracę, w którą włożył tyle zapału i ukochania. Z tą troską zmarł
26 września r. 1937.

KAZIMIERZ MOSZYŃSKI

ZASŁUGI S. UDZIELI NA POLU BADAN NAD KULTURĄ
MATERIALNĄ
Jak wiadomo, okres pierwszego rozkwitu etnografii polskiej przy­
pada na drugą połowę ubiegłego wieku. Wtedy to działali i pisali obok
siebie Jan Karłowicz (1836—1903), Oskar Kolberg (1814—1890)
i Zygmunt Gloger (1845—1910), zaś „Zbiór wiadomości do antropologii
krajowej“ (od r. 1877) i „Wisła“ (od r. 1887), przynosiły w każdym
zeszycie czy roczniku obfite materiały. Nić pomiędzy owym pierwszym
okresem a drugim, wszczynającym się u nas wkrótce po ukończeniu
wojny z Rosją, tzn. mniej więcej gdzieś około r. 1925, nie została zer­
wana. Coprawda „Wisła“ upadła, jednakowoż miejsce jej zajął lwowski
„Lud“ (od r. 1895); wprawdzie nie stało też Karłowicza, ale spadko­
biercą jego w naukowej pracy etnologicznej stał się poniekąd Stanisław
Ciszewski (1865—1930); podobnież bezpośrednim kon­
tynuatorem Kolberga został Seweryn Udziela
(1857—1937). Dzięki Ciszewskiemu, w bez porównania zaś większym
stopniu dzięki Udzieli dzisiejsza etnografia zachowała zupełnie bezpo­
średni i żywy kontakt z etnografią ubiegłego wieku, której właśnie
Udziela był doskonałym przedstawicielem w najlepszym rozumieniu
tego określenia. Światły, nad wiarę uczynny i nad miarę rozmiłowany
w rzeczach ludowych, był też zarazem niezwyczajnie wszechstronnym.
Choć i dla niego oczywiście, jak dla każdego niemal etnografa, niektóre
strony kultury ludowej (sztuka naprzykład) były szczególnie pociąga­
jące, nie zaniedbał jednak dla nich całej reszty; to też nietylko du;hpwa oraz społeczna kultura ludu znajdują wyraz w jego drukowTahych pracach, lecz także materialna.
.ud T. XXXV.

2

18
Już w roku 1890, ogłaszając jako 33-letni młody człowiek drugi
ciąg swej pracy „Materyjały etnograficzne zebrane z miasta Ropczyc
i okolicy“ pod nowym tytułem: „Lud Polski w powiecie Ropczyckim
w Galicyi:: (Zb., t. 14, r. 1890), dość szeroko uwzględnił budownictwo
i sprzęty (str. 8—15), odzież (str. 20—23), pożywienie (str. 23—25)
oraz zatrudnienia ludu (str. 26—31). Podobny charakter mają nie­
które z jego późniejszych prac ogólno etnograficznych jako to: „Kra­
kowiacy“ (r. 1924), gdzie na stronicach 11—30 podano nieco najważ­
niejszych informacji o budownictwie, odzieży, żywności i zajęciach 3),
„Dwory“12) (Prace i Mat., t. 4, r. 1925; na str. 3—7 nieco szczegółów
0 budownictwie, o nosidłach i pożywieniu), „Lud polski na Górnym
Śląsku“ (Ziemia, t. 13, r. 1928; na str. 245—246 o odzieniu, na str.
246—247 o pożywieniu), „Górale od Żywca“ (Wierchy, t. 2, r. 1924;
str. 152—153 — budownictwo, str. 153—154 — strój, str. 154—155 —
zajęcia), „Podhalanie przed trzystu laty“ (Ziemia, t. 12, r. 1927; str.
489—490 — budownictwo, str. 490—491 — odzież, str. 491—493 —
zajęcia), „Dunajcem z niziny nadwiślańskiej w Tatry“ (Przewodnik
dla wycieczki krajoznawczej XI zjazdu polskich lekarzy i przyrodni­
ków, r. 1911, str. 40—46 nieco do kultury ludowej m. i. materialnej),
„Ziemia łemkowska przed półwieczem“ (r. 1934; na str. 8 sq. i 21 sq.
sporo wiadomości o budownictwie, odzieży, żywności, gospodarstwie
1 przemyśle). Rozprawa „Etnograficzne ugrupowanie i rozgraniczenie
rodów Górali polskich“ (Przegląd Geograficzny, l. 1, r. 1919, str. 80—
91) wydatnie opiera się na danych z zakresu odzieży i budownictwa.
Nie zapomina też Udziela o kulturze materialnej ludu w krótkich
zarysach, umieszczanych w prasie („Z wycieczki na Polesie północne“,
Kuryer Literacko-Naukowy, r. 1925, nr 42; „Z puszczy Augustowskiej“,
tamże, r. 1927, nr 11 itp.). Obszerniej widzimy ją uwzględnioną w arty­
kule „Kilka słów o strojach, budowlach, sprzętach i naczyniach w Sądeczyźnie“ (Lud, t. 10, r. 1904, str. 168—192, 299—321, 423—433).
Najbardziej interesuje naszego autora strój ludowy. O nim nietylko nie zapomina nigdy, dając ogólne zarysy materialnej kultury,
ale niezależnie od tego poświęca mu caiy szereg przyczynków specjal­
nych, kładąc na tym polu niepożyte zasługi. Najobszerniejszymi i naj­
cenniejszymi dziełami z tego zakresu są „Ludowe stroje krakowskie
i ich krój“ (4°, r. 1930) oraz wspólnie z innymi opracowane względnie
wydane „Ubiory ludu polskiego“ (4°, zeszyt Í, r. 1904 i zeszyt 2, r. 1909:
Krakowskie; zeszyt 3, r. 1932: Górale beskidowi). Poza tym w 11. rocz­
niku Ludu (r. 1905) ogłasza Udziela opisy strojów z Podegrodzia w Są­
deckim (śtr. 195, z barwną tablicą) i z Łęk w pow. strzvžowskim (str.
407—410). Szczególną uwagę Jego skupiły na sobie piękne pasy mało­
polskie i śląskie (ob. Zeitschrift für Österreichische Volkskunde, t. 6,
r. 1900, str. 1—4; Sprawozdania z czynności i posiedzeń Polskiej Aka­
demii Umiejętności, r. 1919, nr 4, str. 21—22; Lud, t. 24, r. 1925, str.
104 127) oraz archaiczny krój guni góralskiej (Sprawozdania j. w.,
r. 1920, nr 3, str. 20—21). Wreszcie osobny artykuł poświęcił ma­
1) Porówn. też „Krakowiacy“, Ziemia, t. 8, r. 1923, str. 161—167
2) Wieś pod Oświęcimem.

19
gierze lub raczej jej wyrabianiu (Przemysł Rzemiosło-Sztuka, t. 2,
r. 1922, nr 2, str. 18—19. (Dawne stroje mieszczańskie w Żywcu opi­
suje w artykule pt. „Ze starego Żywca“: IKC, 1925, nr 197 ii).
To szczególne zainteresowanie się ludową odzieżą poniekąd nie­
wątpliwie tłumaczy się wielką wrażliwością Udzieli na piękno ludo­
wej sztuki i zdobnictwa. Jak wiadomo, stroje krakowskie i góralskie,
które opisywał, należą do najozdobniejszych w Polsce.
W zakresie ludowego budownictwa dorobek Udzieli jest bez po­
równania mniejszy. Pomijając dane umieszczone w ogólnych opisach
etnograficznych w rodzaju wymienionych powyżej, możnaby tu wska­
zać tylko przyczynek dotyczący chaty, a ogłoszony w „Wiśle“ (t. 3,
r. 1889, str. 660—662). Usilnym staraniem Zmarłego została wydana,
piękna zbiorowa praca St. Hupki i innych pt. „Budownictwo ludowe
w powiecie ropczyckim w Małopolsce“ (r. 1935).
Obszerny, pożyteczny kwestionariusz „Oświetlanie mieszkań“
umieścił Udziela w „Orlim Locie“ (t. 9, r. 1928, str. 74—78). Ze sprzę­
tów osobno opisał kołyskę („Kolebka u ludu polskiego“, Kuryer Lite­
racko-Naukowy, r. 1926, nr 20). (O ludowych skrzyniach krakowskich
wspomina w artykule pt. „Polski lud — polska sztuka zdobnicza“:
Ilustracja Polska, r. 1901, nr 9 34).
Zupełnie mało zajmowało Go zapewne pożywienie, jak zdaje się
wynikać z braku osobnych przyczynków w tym zakresie. „Serek owczy
z Przyborowa“, którego rysunek nadesłał dla „Wisły“ (t. 7, r. 1893,
str. 367), znalazł łaskę w Jego oczach z pewnością tylko dzięki oryginal­
nemu kształtowi i charakterystycznemu zdobieniu. Nie o wiele więcej
czasu oddał nasz ludoznawca narzędziom rolniczym, pisząc bardzo
krótko o pługu (Lud, t. 1, r. 1895, str. 188) i o cepach a zarazem dając
odnośny kwestionariusz (Lud, t. 7, r. 1901, str. 272—275). Natomiast
do pociągających Go tematów należał niezaprzeczenie „przemysł do­
mowy“ a więc znów dział kultury, co podobnie jak strój wkracza po­
niekąd w dziedziny sztuki. Nietylko ogłasza kwestionariusz pod tym
tytułem w „Ludzie“ (t. 21, r. 1922, str. 233—236), lecz oprócz tego dru­
kuje szereg mniej lub więcej cennych przyczynków w czasopiśmie
„Przemysł-Rzemiosło (-Sztuka)“ jak: „Przemysł drzewny w Koszara­
wie“5) (t. 1, r. 1921, nr 2, str. 79—82), „Wyrób sprzętów ludowych
w Skawinie pod Krakowem“ (t. 4, r. 1924, nr 1, str. 19—22), „Historja
garncarstwa w Polsce. Garncarze w Bieczu“ (t. 4. r. 1924, nr 2, str.
28—29), „Wełniane wyroby drutowe w Tyńcu pod Krakowem“ (t. 2,
r. 1922, nr 2, str. 18—19), „Kuśnierstwo w Starym Sączu“ (t. 3, r. 1923,
nr 1—2, str. 15—18)... Zresztą treść niektórych z tych artykułów tylko
w małej części należy do kultury materialnej, a i wogóle w pewnej
mierze wykracza poza zakres etnografii w najściślejszym znaczeniu
słowa.
Jak widać z powyższych zestawień, Udziela, pisząc ogólne zarysy
życia ludu, czuł się stale w obowiązku uwzględniać m. i. także przejawy
3) Przypisek Redakcji.
4j Przypisek Redakcji.
E) Wieś w powiecie żywieckim.

2*

20
kultury materialnej i wtedy w miarę możności starał się mniej lub
więcej wyczerpać schemat: budownictwo-odzież-pożywienie-zajęcia. 1
Natomiast, gdy zajmował się materialną kulturą z wolnej, że się lak
wyrażę, ręki, wtedy najczęściej (choć nie wyłącznie) obierał tematy
leżące na jej pograniczach ze sztuką.
Niemal wszystko, cokolwiek autor „Ludu polskiego w powiecie
Ropczyckim“ napisał z zakresu kultury materialnej nosi charakter
ściśle opisowy i polega na bezpośrednich obserwacjach, poczynionych
śród ludu lub na podstawie obiektów zebranych po wsiach. To też,
choć wszystko to nie zawsze stoi na poziomie wymagań współcze­
snych, jednakowoż niezaprzeczenie posiada dużą wartość.
Ale wspomniane dzieła stanowią tylko cząstkę zasług położonych
przez Zmarłego dla poznania ludowej kultury materialnej. O wiele
większą, po prostu ogromną, oddał On przez długoletnie, nad podziw
skrzętne i niezmordowane gromadzenie nieocenionych zbiorów Muzeum
Etnograficznego na Wawelu. O tym jednak będzie mowa w osobnej
rozprawce.

KAZIMIERZ DOBROWOLSKI

SEWERYN UDZIELA JAKO BADACZ KULTURY
SPOŁECZNEJ LUDU MAŁOPOLSKIEGO
Seweryn Udziela należał do ostatnich epigonów tego typu etno­
grafów, który wytworzył się u nas w początkach XIX w. pod wpły­
wem trzech prądów ideowych : ruchu narodowego, romantyzmu
i historyzmu. Wola utrzymania niezawisłości duchowej, wsparta
0 kult wielkiej przeszłości narodu polskiego, i spleciony z nią nowy
pogląd na świat, głoszący prymat uczucia nad rozumem, stały się tą
glebą, na której wyrósł u nas zwrot ku kulturze ludowej. Zaczął się
on w Polsce, podobnie jak w Anglii, we Francji i w Niemczech, od
zbierania pieśni, podań i tych odrębności kulturalnych ludu, które
uderzały wyobraźnię warstw elitarnych swoją stroną emocjonalną
1 utwierdzały w nich poczucie archaiczności i rodzimości kultury pol­
skiej. Zainteresowania etnograficzne Seweryna Udzieli biegły w dużej
mierze po linii, wytkniętej przez pierwszych naszych zbieraczy,
a skrystalizowanej w pracach Oskara Kolberga. Podobnie też har­
monizowała jego postawa uczuciowa wobec kultury ludowej z na­
strojem, jaki towarzyszył pionierom naszej etnografii. Tak jak oni
odnosił się Udziela z wielkim umiłowaniem do ludu, wierzył w jego
twórcze zdolności i w rodzimość wielu wytworów kulturalnych, prze­
chowywanych przez wieś.
Prace Seweryna Udzieli uwzględniały głównie literaturę ludową,
pieśni, baśnie, legendy, podania, teksty widowisk, dalej wierzenia
i praktyki magiczne, wreszcie niektóre działy kultury technicznej,
zwłaszcza strój ludowy i związane z nim zdobnictwo. Dotyczyły one
również kultury społecznej. Aby jaśniej uwypuklić działalność Udzieli
w tej ostatniej dziedzinie, wypada przede wszystkim sprecyzować, co

21
rozumiemy przez to pojęcie. Na kulturę społeczną składa się ogół po­
staw ideologicznych, działań i urządzeń, które określają stosunki
między ludźmi i normują zarówno współdziałanie i współpracę, jak
neutralność i walkę. Postawy ideologiczne oświetlają przede wszystkim
system wartości moralnych i obyczajowych, jaki obowiązuje w pew­
nym środowisku społecznym, a związane z nimi urządzenia i ich
funkcjonowanie mówią o faktycznym stanie życia społecznego. Spo­
łeczna kultura ludowa obejmuje ten sam zakres zjawisk z tą różnicą,
że główny nacisk kładziemy na postawy ideologiczne, działanie i urzą­
dzenie, które się opierają na tradycji ustnej i są specyficzne dla grup
ludowych.
Kultura społeczna ludu małopolskiego jako dynamiczna całość
nie była przedmiotem badań Udzieli. Uwagę jego przyciągały tylko
pewne jej fragmenty, zwłaszcza te, które opisywali poprzednicy
w swych pracach, w szczególności zwyczaje rodzinne, i niektóre zwy­
czaje należące do tzw. roku obrzędowego. Postawy ideologiczne, po­
glądy na właściwość lub niewłaściwość postępowania mało intereso­
wały Udzielę. Zaledwie tu i owdzie spotykamy w jego pracach
wzmianki o tradycyjnych zapatrywaniach na społeczną rolę kobiety,
0 społecznych funkcjach bogactwa ’), o moralności seksualnéj*2).3
Najobszerniej z tej dziedziny uwzględnił Udziela opinie, które od­
zwierciedlają wzajemny stosunek różnorodnych grup społecznych.
Wartość mają zwłaszcza te jego zapiski, które rzucają światło na po­
stawy chłopów wobec mieszczan i inteligencji małomiasteczkowej
1 odwrotnie charakteryzują postawę mieszczan wobec chłopów. Cenne
są też .,ego notatki o antagonizmach między ludnością tubylczą a na­
pływową '’), o wzajemnych sądach dwu gromad wiejskich i dwu od­
rębnych grup etnograficznych (górali i łachów) 4),* *o opiniach, jakie
występują na gruncie zetknięcia dwu grup etnicznych (ludności pol­
skiej i łemkowskiej) ). Spostrzeżenia Udzieli wszędzie ilustrowane
są anegdotami, przysłowiami i wierszami, które podnoszą plastycz­
ność jego przedstawienia.
W przeciwieństwie do tych zagadnień daleko więcej miejsca po­
święcił Udziela zwyczajom, które wytworzyły się na tle życia rodzin­
nego, zawodowego itp., a polegały na wykonywaniu ustalonych tra­
dycją czynności w określonych sytuacjach lub w oznaczonych porach
roku. Dla przykładu wspomnimy o opisie niektórych zwyczajów
przedślubnych, związanych ze staraniem się o rękę panny (maje)
i tzw. chodzenie na śmiecie7), o opisach zwyczajów, towarzyszących
narodzinom, weselu i pogrzebowi8) (na czoło wysuwa się tu zwłab Por. przykładowo Lud polski w powiecie ropczyckim, Kraków 1892, 17—19.
2) Ziemia łemkowska przed półwieczem, Lwów 1934, 32.
3 )- Lud polski 16, 22.
4) Lachy, Lud XI, 70—72; Z humoru ludowego, II. Kurier Codz., Kurier Lit
Nauk. 1925, nr 46 (23. XI.).
“) Ziemia łemkowska 20—21, 82—83.
°) Maj, II. Kurier Codz. 1925, nr 122 (4. V).
7) Ocieka, Zapiski etnograficzne, Lud XXIII, 128.
8) Lud polski w powiecie ropczyckim 80—120; Krakowiacy, Kraków 1924,
61—89.

22
szcza obszerne przedstawienie wesela chłopskiego i mieszczańskiego
w powiecie ropczyckim) oraz o materiałach, które dotyczą zwycza­
jów rolnych jak dożynki itp. lub zwyczajów świątecznych głównie
w ziemi krakowskiej i ropczyckiej 9).
Formy życia towarzyskiego, zagadnienia przemian kultury tra­
dycyjnej, wywołanych kontaktami ludności wiejskiej z innymi gru­
pami społecznymi, jej migracjami i wymieraniem dawnych rzemieśl­
ników wiejskich, zaledwie tu i owdzie są zaznaczone w pracach
Udzieli10).
Zjawiska powyższe ujmował Udziela w sposób opisowy. Ma­
teriały, zebrane przez siebie i pomocników grupował mniej więcej
wedle schematu, przyjętego przez Kolberga, wykazywał też silne po­
krewieństwo z tym autorem (i jego poprzednikami jak np. Mączyńskim), gdy chodzi o metodę opisu. Nie starał się zazwyczaj o wyja­
śnianie zjawisk, o wykrywanie ich pochodzenia, rozwoju i społecz­
nego ich znaczenia. Kierował się przede wszystkim trzeźwym zmy­
słem obserwacyjnym. Trudne warunki życiowe utrudniły mu pogłę­
bienie studiów i bliższy kontakt z nauką europejską.
Od czysto opisowego ujmowania zjawisk społecznych odchyla
się praca Udzieli, poświęcona „Etnograficznemu ugrupowaniu i roz­
mieszczeniu rodów górali polskich“, która od czasu Wincentego Pola
stanowi pierwszą próbę systematycznego opracowania tego skompli­
kowanego zagadnienia11). Kwestia ugrupowań etnograficznych zaj­
mowała Udzielę już w r. 1889, kiedy ogłosił szkic o „Rozsiedleniu się
Łemków“ 12),13wrócił też do niej jeszcze na kilka lat przed śmiercią1S).
Jako badacz nie osiągnął jednak Udziela odpowiedniego poziomu
metodycznego, merytoryczna zaś strona jego szkicu budzi też szereg
zastrzeżeń. Zagadnienie grup etnograficznych wymaga nie tylko sy­
stematycznego przestudiowania współczesnej kultury, ale też grun­
townego wyświetlenia rozwoju badanych zjawisk na podłożu geogra­
ficznym przy zastosowaniu również metody socjologicznej. Udziela
wysunął tylko dwa kryteria podziału na grupy etnograficzne: ubiór
i budownictwo. Do górali zalicza tzw. łachów sądeckich, starą lud­
ność rolniczą, zasiadłą gęsto w żyznej kotlinie nowosądeckiej, choć
ludność ta nie zmieszała się z pasterskimi nomadami, którzy napły­
nęli później od wschodu i południa jako tzw. ludność wołoska. Sze­
reg zastrzeżeń budzi też sposób stosowania wspomnianych kryteriów,
rozmieszczenie ugrupowań i granica północno-wschodnia terytorium
góralskiego, która wysuwała się dawniej niekiedy na północ, niekiedy
na południe od linii podanej przez autora a nieraz nie przebiegała
granicami wsi, lecz przecinała gminy w tych przypadkach, gdy niż­
sze części zasiedliła starsza ludność rolnicza, a północne lesiste stoki
9) Lud polski 120—123; Krakowiacy 31—60.
10) Por. np. Poczucie piękna u ludu ropczyckiego, Wisła III, 24; Kilka slow
o strojach, budowlach, sprzętach i naczyniach w Sądeczyźnie, Lud X, 190—191;
Ziemia łemkowska 30—31.
1J) Przegląd Geograficzny 1918, 80—91.
12) Wisła III, 654—660.
13) Ubiory ludu potskiego, zesz. III, Górale beskidowi, Kraków 1932, 9—10.

23
zostały zajęte przez młodszą ludność pochodzenia pasterskiego, jak
w Targanicach i w Choczni pod Wadowicami.
Obok współczesnej kultury społecznej ludu małopolskiego zaj­
mował się Udziela także jej h i s t o r i ą. Wśród paru przyczynków
z tej dziedziny, opartych głównie na archiwaliach parafialnych i księ­
gach sądowych, spotykamy też mały szkic o instytucji dożywocia
i zasadach prawa spadkowego we wsi Jazowsku w XVIII w.14). Parę
szczegółów o znaczeniu społecznym zawiera nadto praca o Podhala­
nach przed trzystu laty 1o) .
Na tych uwagach wypada zamknąć przegląd prac Udzieli, które
dotyczą kultury społecznej. Ogółem biorąc zjawiska społeczne tylko
w niewielkim stopniu przykuwały jego uwagę. Odnosi się to nie tylko
do kultury społecznej w ściślejszym tego słowa znaczeniu, ale też do
społecznej strony takich zjawisk, jak literatury ludowej, jak wiej­
skiego i małomiasteczkowego przemysłu ie). Kilkadziesiąt lat konse­
kwentnej pracy etnograficznej, podsycanej trwałą miłością do wszyst­
kiego, co było ze wsią związane, poświęcił Udziela głównie literac­
kiej, wierzeniowej, artystycznej i technicznej twórczości ludu mało­
polskiego Charakterystyczny to szczegół dla historii etnografii pol­
skiej na przełomie XIX i XX w.

ADAM FISCHER

ZASŁUGI SEWERYNA UDZIELI NA POLU BADAN NAD
KULTURĄ DUCHOWĄ

Z rozmaitych działów etnografii polskiej zajmowała Seweryna
Udzielę szczególnie kultura duchowa. Brak artykułu o tym niestru­
dzonym pracowniku jako badaczu kultury duchowej ludu polskiego
byłby więc w tomie „Ludu“ poświęconym Jego pamięci pewnym bra­
kiem zasadniczym. Dlatego gdy nie udało się uzyskać Redakcji „Ludu“
artykułów na ten temat od autorów, którzyby szczególnie wiele mogli
tu powiedzieć, choć w krótkim zarysie postaram się zobrazować dzia­
łalność zasłużonego etnografa także i w tej dziedzinie.
Kultura duchowa została uwzględniona w bardzo szerokim za­
kresie w różnych monografiach etnograficznych S.
Udzieli. W pracy pt. „Lud polski w powiecie ropczyckim“ (Kraków
1892, Odb. z XIV—XVI t. ZWAK. s. 322) znajdziemy legendy i opo­
wieści, związane z rozmaitymi miejscowościami, przezwiska i przysło­
wia, przesądy, czary, leki, wyobrażenia o przyrodzie, wiarę w duchy,
gry i zabawy, pieśni i opowieści ludowe. W zarysie pt. „Krakowiacy“
(Kraków 1924) na str. 90 uwzględniono wierzenia i wiedzę, następnie
świat nad zmysłowy, zamawiania chorób, opowiadania i pieśni (s. 104),14 15 1
14) Dożywocie w Jazowsku w powiecie nowosądeckim w XVIII w., Lud VIII,
257—262.
15) Ziemia 1927, XII, 467—471, 489—494.
16) Jest charakterystyczne, że nawet w pracy specjalnej, poświęconej Prze­
mysłowi ludowemu“ (Echo miast i wsi, Kraków 1934, nr 13—16) zaledwie parę uwag
jpoświęca organizacyjnej strome produkcji.

24
tańce i zabawy (s. 134), zagadki (s 144), sztukę ludową (s. 147). Szkic
pt. „Lud polski na Górnym Śląsku“ (Ziemia 1928, XIII, nr 15—16,
s. 242—251) zawiera także uwagi o grach, zabawach i pieśniach ludo­
wych. Artykuł pt. „Górale od Żywca“ (Wierchy II, 1924, s. 151—166)
omawia moralność, lecznictwo, czarnoksiężników, złe duchy, płanetnika, sposoby liczenia i mierzenia. Na uwagę zasługują też niektóre
szczegóły w artykule pt. „Podhalanie przed trzystu laty“ (Ziemia XII,
1927, 467—471, 489—494). Także w książce pt. „Ziemia łemkowska
przed półwieczem“ (Lwów 1934) opisano wiarę w duchy, gusła oraz
podano teksty opowiadań, pieśni i zagadek. Zapiski etnograficzne ze
wsi Dwory koło Krakowa pt. „Dwory“ (Kraków 1925) na str. 18—26
podają przykłady lecznictwa ludowego, wierzeń w istoty świata nadzmysłowego jak np. chmurnik, topielec, południca, diabeł, oraz kilka
opowieści ludowych. Notatki pt. „Ocieka“ (Lud XXIII 127—146) za­
wierają także wierzenia związane ze światem nadzmysłowym, jak np.
gniotki, mamuny lub boginki, nadto rozmaite czary, zabobony, prze­
sądy, leki, listy wierszowane i opowiadania, oraz tekst szopki. Sewe­
ryn Udziela nie tylko ogłaszał własne materiały, ale był też wydawcą
niektórych tek rękopiśmiennych Oskara Kolberga. Ogłosił najpierw
Kolberga „Szląsk Górny“ (MAAE VIII 140—212) z wielu dawnymi
pieśniami i opowieściami. Materiały Kolbergowskie wydane pt. „Tarnów-Rzeszów“ (MAAE XI 116—323) zawierają między innymi także
pieśni, opowieści, drobną literaturę tradycyjną, oraz wiele szczegółów
do wiary w duchy, do czarów, wróżb, wiary w sny, wyobrażeń o przy­
rodzie i lecznictwa ludowego.
Niektóre problemy z dziedziny kultury duchowej zajmowały Se­
weryna Udzielę szczególnie, jak np. wiara ludu w duchy
i istoty nadprzyrodzone. Na ten temat ogłaszał kwestiona­
riusze, jak np. pt. „Opowieści o istotach nadprzyrodzonych“ (Lud XXI
236—7), a także w kwestionariuszu pt. „Świat zmarłych“ (Wieliczka
1899) umieścił szereg pytań dotyczących duszy błądzącej i wracającej
na świat. Niezmienną wartość posiada praca Udzieli pt. „Świat nadzmysłowy ludu krakowskiego mieszkającego po prawym brzegu Wisły“
(Wisła XII 131—187, wierzenia związane z ciałami niebieskimi, zwie­
rzęta, zwłaszcza wąż, ogień, woda, topielec, Wisła XII 409—437, bo­
ginka, przypołudnica, Wisła XII 585—614, chmurnik łub płanetnik,
wiatr, skarbnik, biała pani, bóstwa chtoi liczni', w postaci zwierzęcej,
Wisła XIII 14—29, 65—88, 193—222, czart, oraz odb. Warszawa 1900,
s. 54, różne odmiany wierzeń o czartach, Wisła XIV 1—12, 132—144,
253 272, 399—411, 713 724, oraz odb. Warszawa 1901, s. 70. wiel­
koludy, czarownice, czarownicy, zmora, choroby, jak np. gościec, koł­
tun, powietrze). Także w pracy pt. „Topograficzno-etnograficzny opis
wsi polskich w Galicji“ (MAAE VI 1—123 oraz odb. Kraków 1901)
zajmują niestrudzonego pracownika nie tylko nazwy miejscowe, ale
także związane z nimi wyjaśnienia ludowe, oraz łączące się z tymi
miejscowościami opowieści o boginkach, diable, czarownicach, du­
szach pokutujących, strachach, błędnych światełkach, skarbach ukry­
tych. Z aktów sądowych wydobył Udziela ciekawe szczegóły pt.
„Z aktów i rozpraw sądowych“ (Lud X 214—216, 444—5) i dał przy­

25
czynki do wierzeń w czary, wilkołaki i opętania przez czarta. W kro­
nice z Milówki w pow. żywieckim („Z kronik kościelnych I. Kronika
w Milówce“. Lud XXI 153—159) znalazł ciekawe przyczynki do daw­
nej wiary w strzygonie, w dusze odprawiające nabożeństwa w noc zaduszną, w rozganianie chmur dzwonieniem itd. Praca pt. „Wisła w fol­
klorze“ (Monografia Wisły XIV. Warszawa 1920) zawiera wierzenia
w topielca na obszarach nadwiślańskich, rozmaite opowieści i pieśni
ludowe o Wiśle, oraz różne szczegóły z kultury duchowej flisaków.
W zapiskach ze wsi Stare Bystre koło Nowego Targu pt. „Kilka za­
pisków ze Starego Bystrego“ (Lud XI 76—81) nie brak też wzmianki
o płanetniku.
Wierzenia związane z czarownicami podano w notatce
pt. „Czarownica z Sieprawia w pow. wielickim“ (Lud XI 192—4)
a cudowne działanie ziół święconych w Kętach opisano w zapisce pt.
„Przesądy o mleczności krów“ (Lud IV 81—2). Rozmaite przyczynki
do wróżb można znaleźć w artykułach pt. „Wigilia św. Andrzeja“
(Orli Lot IV 146—7) oraz „Sen i loterya“ (Lud X 452). Religij­
ność ludu polskiego była przedmiotem rozprawki pt. „Religja i mo­
dlitwa u ludu ropczyckiego“ (Wisła III 592—601), przy czym zwró­
cono uwagę na zamiłowania ludu w barwnych, uroczystych nabożeń­
stwach, przekręcanie dogmatów kościelnych, teksty modlitw ludo­
wych tak ogólnych jak skierowanych do niektórych świętych, jak np.
do św. Macieja, św. Heleny, św. Barbary, św. Doroty, św. Mikołaja.
Artykuł pt. „Miejsce Święte w puszczy augustowskiej“ (Orli Lot XIII
19—22) opisuje grupę drewnianych krzyży, do której odbywa się
pielgrzymki w dzień św. Jana Chrzciciela.
W dorobku naukowym Seweryna Udzieli nie brak także mate­
riałów do wiedzy ludowej. Szkic pt. „Cholera w pojęciach
ludu ziemi sądeckiej“ (MAAE I 1—4) podał opowieść z Siekierczyna,
w pow. Grybów o cholerze, przedstawionej w postaci wysokiej, chu­
dej kobiety, a nadto opowiadania o tej chorobie, o środkach zapobie­
gawczych z nią związanych, o wywożeniu jej za granicę wsi itd. Na
podstawie protokołu ksiąg miejskich w Ciężkowicach pow. Grybów
podał Udziela oborywanie ochronne granic parafii Ciężkowice parą
bliźniaków chłopców i parą wołów bliźniaków wykonane w r. 1810
(„Oborywanie przeciw zarazie“, Wisła VI 734—6). Rozprawka pt.
„Rośliny w wierzeniach ludu krakowskiego“ (Lud XXX 36—75) za­
wiera wiele materiałów do własności leczniczych 149 roślin, stosowa­
nych przez lud krakowski tak dla ludzi jak zwierząt. Przeróżne typy
zabawek roślinnych na obszarze województwa krakowskiego opisał
Udziela pt. „Zabawki z roślin“ (Lud XXVIII 58—70). Sposoby lecze­
nia zwierząt domowych (konie, bydło, trzoda chlewna) podano
w artykule pt. „Materyały do polskiej weterynaryi ludowej I Powiat
gorlicki i grybowski“ (Przegląd Weterynarski 1900, nr 12 oraz odb.
Lwów 1900, s. 7). W rozprawce pt. „Pies w przysłowiach polskich
i zwrotach mowy“ (Odb. z „Opiekuna Zwierząt“ Kraków 1887, s. 11)
zebrano 143 przysłowi i powiedzeń o psie, niekiedy z wyjaśnieniem
genezy tych zwrotów przysłowiowych. Notatka pt. „Odmiany wil­
ków“ (Lud X 452) podajë zapatrywania ludu wielickiego na cztery

26
rodzaje wilków, a artykuł pt. „Mowa ptaków“ (Kuryer liter, naukowy,
Kraków 1925, nr 49) daje ludowe wyjaśnienie ptasich głosów.
W dziale kultury duchowej szczególnie zajmowały Seweryna
Udzielę opowieści ludowe. W artykule pt. „O potrzebie ze­
stawienia i uporządkowania opowiadań ludowych“ (Lud XI 389—393)
już w r. 1905 domagał się wydania księgi opowiadań, któraby zawie­
rała nie tylko zasadnicze wątki, ale także dokładny indeks, wedle
którego możnaby się łatwo zorientować w tak bogatym materiale.
Prócz tych rozważań teoretycznych ogłosił Udziela wiele tekstów po­
dań przez siebie zebranych. Materiały pt. „Opowiadania ludowe ze
Starego Sącza“ (Wisła VIII 227—236, 435—443, 521—541, IX 100—
103, X 1—11) zawierają następujące opowieści: 1. Droga do bogac­
twa. 2. „Nie bój się Jan“. 3. W piekle na służbie. 4. Trzy rady.
5. Szczęście. 6. O dwunastu królewiczach. 7. Cudowny woreczek,
trąbka i pasek. 8. O kocie. 9. Kto ślubuje Panu Bogu, ten powinien
dotrzymać ślubu. 10. Legendy o św. Kunegundzie. 11. Wielki dzwon
u fary w Starym Sączu. 12. Grzyby. 13. Pokuta. 14. Złodzieje.
15. Mądra królewna. W rozprawce pt. „O miastach zapadłych, ko­
ściołach i karczmach“ (Lud V 220—235) podał Udziela z różnych
okolic Ziemi krakowskiej piętnaście opowieści o zapadłych kościołach
i karczmach, na których miejscu powstają głębolde stawy. Udziela
nie poprzestał na podaniu samych tekstów, ale zwrócił uwagę także
na możliwą genezę tych opowieści tak w rzeczywistych wydarzeniach,
jak w literaturze kościelnej, w Piśmie Świętym i kazaniach. Wśród
„Bajek i opowiadań ludu krakowskiego“ (Lud IV 80—83) znajduje
się podanie o wędrówce po śmierci złego właściciela Grójca, Pana
Chwaliboga, powiastka o diable poturbowanym przez niedźwiedzia,
anegdotka o szewcach pijących w poniedziałek. Popularno-dydaktyczny charakter miały opracowania pt. „Dwanaście legend i podań
z pod Krakowa“ (Lwów 1899, s. 46), oraz „Kraków w podaniach
i legendach“ (Kraków 1933, s. 72). Na zaznaczenie zasługują także
„Legendy o św. Stanisławie Szczepanowskim“ (Kuryer literaeko-naukowy, Kraków 1926, nr 19), a nawet autobiograficzne „Wesołe opo­
wiadania wesołego chłopca“ (Orli Lot XV, 3, 22, 37, 58, 71, 97,
XVIII 25). Szkic pt. „Tyniec pod względem topograficzno-etnograficznym“ (Wieliczka 1897, s. 17) zawiera wielką ilość podań lokalnych,
objaśniających na podstawie etymologii ludowej powstanie niektórych
nazw. Wydawnictwo pt. Z podań i dziejów ziemi bieckiej“ (Tarnów
1899, s. 30, oraz Kraków 1926, s. 26) podaje opowieści o założeniu
miejscowości Biecza, Sietnicy i Ciężkowic. O Ciężkowicach pisał
Udziela także w „Orlim Locie“ XII, s. 122. Pewne tradycje histo­
ryczne uwzględniała również praca pt. „Wspomnienia z przeszłości
Ropczyc“, Tarnów 1888, s. 83. Nadto należy wymienić drobne przy­
czynki pt. „Dwie bajki ze Sławkowa w Królestwie Polskiem“ (Lud
IX 178—183) oraz „Jaskinia w Bukowcu“ (Orli Lot IV 134—137).
Wesołe opowiastki ludowe podano w notatkach pt. „Z humoru lu­
dowego“ (Kuryer literacko-naukowy, Kraków 1925, nr 46, o góralach)
i „Powołanie“ (Lud X 221).
Pieśń i poezja ludowa były także przedmiotem zainte­

27
resowań Seweryna Udzieli. W kwestionariuszu o sobótce pt. „Sobót­
ki“ (Orli Lot III 90—91) znajdziemy nawoływanie do zbierania
pieśni sobótkowych. W artykule pt. „Poezya na wsi“ (Lud X 39—è9)
podano przykłady rymowanych listów ludowych, powinszowań
i utworów satyrycznych. Polską hagadę („Hagada“, Lud IV 290—299)
z pod Wieliczki i Mogilan zestawił Udziela z tekstami żydowskimi
i niemieckimi. Zapiska pt. „Czy jest prawda na świecie?“ (Lud VIII
168—170) dała przyczynek do wpływu druków jarmarcznych na
ludowe tradycje.
Z rozważań na temat widowisk ludowych należy pod­
kreślić artykuły pt. „Szopki w kościołach orawskich“ (Ziemia XVI
174—6) oraz „Szopki“ (Kuryer literacko-naukowy, Kraków 1926,
nr 52). Udzielę zajmowały także gry dziecięce, jak tego
dowodzą „Mętowania dzieci wielickich“ (Wisła XV 395) zawierające
10 mętowań wielickich, oraz szkic pt. „W anioły i djobły“, zabawa
dzieci wielickich (Wisła XIV 492—498) polemizujący słusznie z po­
glądami p. Młynka na gry dzieci wielickich.
Wreszcie bardzo żywo interesował się Udziela sztuką lu­
dową i z tego raczej estetycznego punktu widzenia oceniał również
niektóre zjawiska w dziedzinie kultury technicznej. Wyrazem tych
zainteresowań był szkic pt. „Poczucie piękna u ludu ropczyckiego“
(Wisła III 19—24), w którym autor usiłował określić ideał piękna,
0 ile on się wyraża w chacie, w izbie, w odzieży, w śpiewie i muzyce.
Taki charakter ma też rozprawka pt. „Artyzm wiejski w Ziemi są­
deckiej“ (Lud słowiański I B. 92—B. 100) omawiająca ogólnie zdob­
nictwo ludowe w Sądeczyźnie i używane tam najczęściej zdobinki,
jak serce, topolki, ogóreczki, rapki czyli nóżki ptasie. Zbliżone pro­
blemy rozważa artykuł pt. „Polski lud — polska sztuka zdobnicza“
(Ilustracja Polska 1901, nr 9). Szczególnie wiele studiów poświęcił
Udziela haftom krakowskim. Więc najpierw pt. „Wzory ludowego
haftu białego“ (Lud V 265—6 oraz 4 tablice, a dalsze 4 tablice w Lu­
dzie VI) ogłosił hafty z Tyńca, Sierakowa, Branic, Luboczy i Bukowa.
Następnie pt. „Hafty ludu krakowskiego“ (Kraków 1906, 24 tablic)
wydał wzory haftów zwłaszcza na rogach chustek, ale także na
koszulach, spódnicach, kaftanikach i fartuszkach, przeważnie z końca
XIX w., choć nie brakło też wzorów starych jeszcze z roku 1840.
Wreszcie w formie bardzo starannej ukazały się hafty krakowskie
pt. „Polskie hafty ludowe, Gz I. Krakowskie hafty białe“ (Lwów
1930). Wydawnictwo ma cele praktyczne, dlatego podaje różne ściegi
1 dziergania, oraz tablice konturowe, ale wzornik zestawiony z ludo­
wych haftów krakowskich, wykonywanych w okolicy Krakowa,
posiada także znaczenie dla etnografa. Przedmowa do tego wydaw­
nictwa jest bardzo charakterystyczna dla Udzieli, który nie wnika
w technikę tych haftów, ale entuzjazmuje się nimi jako zjawiskiem
piękna w następujących słowach: „Dusza polska na skrzydłach or­
lich rwała się zawsze ku słońcu, szukała z utęsknieniem piękna.
Polak czy to pan czy chłop, kochał i śpiew i muzykę, kochał się
w pięknych strojach, lubił się otaczać sprzętami pięknymi, zdobił
dworek i chatę... Do ozdoby odzienia używano u nas od wieków

28
haftu... Ileż tu piękna w tych naszych polskich haftach? Jak wdzię­
cznie, jak oryginalnie, a jak artystycznie oddano tu całą piękność
naszych kwiatów polnych... Takim studium z zakresu etnografii stosoB
wanej były też „Hafty kurpiowskie“ (Kraków 1936. X tablic barwnych)
z przedmową o technice haftu kurpiowskiego. Równie piękną publikacją
były „Wycinanki ludu polskiego łowickie i kurpiowskie“ (Kraków 1925,
XIV tablic wielobarwnych). W rozprawce pt. „Piski w mieście Ropczy­
cach i w okolicy“ (Tarnów 1888, s. 12) omówił Udziela główne or­
namenty na pisankach, takie jak gwiazdy, palmy czy rózgi, drabinki,
łańcuszki, linie spiralne itd. Z zakresu ceramiki zasługuje na pod­
kreślenie artykuł pt. „Gliniane kropielniczki ludowe“ (PrzemysłRzemiosło-Sztuka 1924, zesz. 2, s. 25—27) oraz „Historja garncar­
stwa w Polsce. Garncarze w Bieczu“ (Przemysł-Rzcmiosło-Szl uka
1924, zesz. 2, s. 28—9). Zagadnienia zdobnictwa ludowego znalazły
także pewne uwzględnienie w artykułach „Kuśnierstwo w Starym
Sączu“ (Przemysł- Rzemiosło-Sztuka 1923, zesz. 1—2, s. 15—18)
i „Wyrób sprzętów ludowych w Skawinie pod Krakowem“ (Przemysł- j
Rzemiosło-Sztuka 1924, zesz. 1, s. 10—22). Możnaby także wymienić:
„Przemysł drzewny w Koszarawie pow. żywiecki“ (Przemysł i Rze­
miosło, 1921, s. 79—82) oraz „Wełniane wyroby drutowe w Tyńcu pod |
Krakowem“ (Przemysł-Rzemiosło-Sztuka, 1922, s. 18—19). Wreszcie)
ogłosił Udziela kwestionariusz pt. „Opis kapliczek“ (Orli Lot IV 148—
149, powtórzony Orli Lot XI, 16), w którym zgodnie ze swymi zainte­
resowaniami zwrócił szczególną uwagę na stronę estetyczną i wierze­
niową tego zagadnienia.
W takich ogólnych liniach dałaby się zawrzeć działalność Se­
weryna Udzieli jako badacza kultury duchowej ludu polskiego. Nie
ulega wątpliwości, że w tym zarysie niejeden artykuł Udzieli mógł
ulec przeoczeniu, gdyż była to twórczość bardzo bogata i bardzo
rozrzucona po różnych wydawnictwach. Ale już powyżej omówiony
materiał wystarcza, aby dać charakterystykę Udzieli jako pracow­
nika naukowego także na tym polu etnografii.
W swych usiłowaniach badawczych walczył z bardzo wielkimi!
trudnościami, gdyż nie tylko osobiste warunki życiowe utrudniały
pracę. W ciężkim własnym trudzie musiał pokonywać wszelkie opory,
sam sobie wytwarzać metody zbierackie. Niewątpliwie mogło to
i musiało oddziałać nieraz ujemnie, ale tym bardziej należy podzi­
wiać, że wyniki tego samouctwa są tak dodatnie. Nie pozostawił
bowiem wprawdzie jakichś grubotomowych wszechstronnych opraco­
wań, jedynie niezliczoną ilość przyczynków z różnych działów etno­
grafii, ale przyczynków podawanych rzetelnie, uczciwie, tak że na
tych materiałach można polegać. Nigdy bowiem nie szukał jakiegoś
taniego efekciarstwa w swych pracach, nie wyszukiwał w terenie
wiadomości dostosowanych do pewnych apriorycznych założeń, ale
z wielką sumiennością wiernie odtwarzał, co widział i słyszał. Dla­
tego też prace Seweryna Udzieli zachowają na zawsze trwałą wartość
jako bardzo obiektywne zdjęcia etnograficzne ludu małopolskiego
z końca XIX wieku.

29
3 TADEUSZ SEWERYN

1

SEWERYN UDZIELA JAKO TWÓRCA MUZEUM
ETNOGRAFICZNEGO W KRAKOWIE
Okrężnymi drogami wnikała do Polski działalność angielskiego
bractwa prerafaelickiego, idee społeczne sztuki głoszone przez Johna
Ruskina 'i propaganda roli pedagogicznej muzeów, prowadzona
w Niemczech przez Alfreda Lichwarka, dyrektora hamburskiej Kunsthalli — nie mniej z końcem w. XIX i pocz. w. XX pomysły tworzenia
muzeów z innych u nas rodziły się źródeł. W związku z ożywionym
ruchem patriotycznym w epoce przedwojennej obudziła się w Polsce
wzmożona działalność na polu kulturalnym, której jednym z wyrazów
były muzea. Zakładały je i rozwijały ofiarne jednostki, na ideach ro­
mantyzmu wyrosłe» opanowane troską ratowania kultury narodowej
przed zagładą i wychowywania oraz nauczania narodu na przykładach
wspaniałej przeszłości. Rzecz znamienna, że w czasach, gdy. w ludzie
siermiężnym widziano siłę zdolną odbudować państwo, nieliczni tylko
widzieli w nim także dziedziców tradycyjnej kultury, którą chronić
trzeba na równi z dorobkiem kultury szlacheckiej i mieszczańskiej.
Jednym z nich był okręgowy inspektor szkolny w Podgórzu koło Kra­
kowa, Seweryn Udziela. Nie on pierwszy zajmował się w Krakowie
zbieractwem przedmiotów, obrazujących kulturę ludową Polski.
Zasłużony lekarz, kresowiec, dr Adrian Baraniecki, twórca Mu­
zeum Techniczno-Przemysłowego w Krakowie, zgromadził w swych
zbiorach wiele okazów etnograficznych, ilustrujących pewne formy
przemysłu ludowego, prof. U. J. Józef Łepkowski zakupił do gabinetu
historii sztuki kilkaset przedmiotów z dziedziny zdobnictwa ludowego,
w P. Akademii Umiejętności znajdowało się kilkaset okazów, szcze­
gólnie z Białorusi. Stworzenia jednak muzeum o wyraźnym obliczu
i celu etnograficznym podjął się dopiero Seweryn Udziela. W r. 1905
powołał on do życia w jednej salce Muzeum Narodowego w Sukienicach, przy poparciu dr Feliksa Kopery, dyrektora tegoż muzeum, od­
dział etnograficzny, który składał się z okazów zebranych w ziemi kra­
kowskiej, na Sądeczyźnie, Śląsku i Podhalu. Oddział ten został jed­
nak rychło zwinięty z powodu braku miejsca i tym samym akcja two­
rzenia muzeum etnograficznego została wstrzymana. Część zbiorów
pomieszczono na półpiąterku, a potem je spakowano, resztę zaś zabrał
insp. Udziela do Podgórza i zmagazynował w składziku koło kaplicy
w Szkole im. J. Matejki oraz w prywatnym swym mieszkaniu, w kuchni
i przedpokoju. W przedpokoju tym mieścił się właściwy zrąb muzeum,
biblioteka, pracownia fotograficzna etc. We wszystkich zaś kątach
mieszkania, na szafach i piecach były filie tego muzeum. Oczywiście
z takiego rozkładu zbiorów dzieci p. Udzieli były niezmiernie zadowo­
lone, gdyż model chaty krakowskiej, tłuka z Jeleśni, piszczałki, gar­
nuszki itd. służyły im za zabawki, a śmigi modelu wiatraka stale były
w ruchu.
Tak przedstawia się pierwszy okres organizacji Muzeum. Zaczęło
się górnie od Sukienic i oddziału Muzeum Narodowego, a skończyło

30
śię na kuchni i przedpokoju w Podgórzu. A tymczasem muzea etnogra­
ficzne rozwijały się pięknie u wszystkich naszych sąsiadów. W samej
Pradze czeskiej były dwa, w Ołomuńcu, Bernie, Węgierskim Brodzie,
Wałaskim Międzyrzeczu, Dranicach, Opawie, Pilźnie, w Turczańskim
Św. Marcinie (słowackie), w Budapeszcie i Koloszwarze (węgierskie),
w Sybinie (Hermanstadt) saskie, w Serajewie, Czerniowcach, nawet
w Irkucku i Tomsku, Czyta i Minusińsku.
Wnet jednak zaczęły się zmieniać stosunki na lepsze. Kfaków od­
żył po długim śnie. We wszystkich dziedzinach życia dawał się odczuć
gorączkowy ferment twórczy. Miasto przygotowywało się do wielkiej
uroczystości 500-lecia zwycięstwa pod Grunwaldem, do powszechnego
zlotu Sokołów, rzucano setki planów, dyskutowano, polemizowano
i — pracowano. Koło r. 1910 miał Kraków 6 dzienników i jeden tygod­
nik i różne wydawnictwa literackie, artystyczne i zawodowe, miał
walkę o Barbakan i o Pochód na Wawel Szymanowskiego, miał budżet
wyrażający się w dochodach sumą 8 milionów koron, miał plan Wiel­
kiego Krakowa stworzony przez wielkodusznego prezydenta, prof. U. J.
dr Juliusza Lea, a wreszcie miał Wawel, oddany narodowi, przez Naj­
jaśniejszego Pana wzamian za wybudowanie szpitala garnizonowego
u wylotu ul. Długiej, wzamian za Sąd garnizonowy przy ul. Montelu­
pich i za koszary przy ul. Rakowickiej, — bo Najjaśniejszy Pan nic nie
dawał za darmo. Szczęśliwe to były czasy. Każda myśl żywotna, słu­
żąca dobru Krakowa i Polski, znajdywała naówczas poparcie społe­
czeństwa i zarządu miasta. Wtedy to prof. dr Julian Talko Hryncewicz
i insp. Seweryn Udziela rzucili inicjatywę założenia Muzeum Etnogra­
ficznego jako odrębnej instytucji, „aby w przyszłości nie powiedziano,
iż w naszym społeczeństwie nikt nie pomyślał wtedy, gdy to jeszcze
było możliwe, o ratowaniu resztek kultury ludowej“. Niezmiernie cha­
rakterystyczny dla współczesnych nastrojów („Braciom na otuchę“)
jest sposób poparcia tej inicjatywy przez krakowski „Czas“: „To nie
czczy sentymentalizm zamykanie wymierającej kultury do mauzo­
leum — będzie to środek walki o lepszą przyszłość, środek podnosze­
nia świadomości narodowej, budowa naszej kultury narodowej i arty­
stycznej“. Odezwa, podpisana przez prof. Hryneewicza i insp. Udzielę,
znalazła zrozumienie w społeczeństwie, a przede wszystkim wśród pro­
fesorów uniwersytetu i artystów i dzięki temu znalazło się grono osób,
którzy w przededniu uroczystości grunwaldzkich założyli Towarzystwo
Etnograficzne z prezesem prof. Talko Hryncewiczem na czele, prof.
Fr. Bujakiem jako skarbnikiem, dr Fr. Kiernikiem sekretarzem i Sewe­
rynem Udzielą jako kustoszem muzeum. Ponad to weszli do wydziału:
art. malarz Jan Bukowski, prof. Wiktor Czermak, prof. Stan. Estrei­
cher, prof. ks. Fr. Gabryl, prof. Stan. Kutrzeba, prof. J. Łoś, p. Feliks
Taroni, art. malarz Włodz. Tetmajer, art. malarz Winc. Wodzinowski
i prof. K. Żórawski. Na pomieszczenie muzeum wynajęto wnet od
1. XII. 1910 przy ul. Studenckiej (dziś Br. Pierackiego) na parterze
w oficynie lokal z trzech składający się pokoi i po ułożeniu w nich zbio­
rów S. Udzieli i grona ofiarodawców, otwarto uroczyście nowe muzeum
w lutym r. 1911.
W pierwszym zarządzie Twa Muzeum Etn. niezwykle czynnym

31
okazał się prof. Bujak. Z podziwu godnym talentem jednał przyjaciół
Towarzystwu, zabiegliwie zbierał składki, których sumu urosła aż do
2000 K. Wszyscy członkowie wydziału zobowiązali się do opłacania
przez przeciąg 3 lat wyższych składek, niż przewidywał statut. Wszyscy
członkowie grona profesorów wydziału teologicznego U. J. wpisali się
na członków Twa, zgłaszali się coraz nowi ofiarodawcy przedmiotów
do muzeum: Jędrzej Gierniak, Helena Dąbczańska, ks. K. Suwada,
prof. Bujak, Włodz. Tetmajer, A. Bystramowa, M. Dynowska, Wandalin
Szukiewicz, L. Węgrzynowicz, Bronisław Piłsudski, Cecylia Śniegocka,
Stan. Jakubowski i inni. Dzięki coraz życzliwszemu popieraniu sprawy
Muzeum przez społeczeństwo polskie, rychło wyłoniła się konieczność
zdobycia obszerniejszego pomieszczenia zbiorów etnograficznych. Prof.
Bujak wskazał wtedy kazimierzowską budowlę dawnego seminarium
duchów, im. św. Michała na Wawelu. Już w październiku r. 1911 wy­
jechał on w tej sprawie wraz z prezesem prof. Hryncewiczem i kusto­
szem Sewerynem Udzielą do marszałka kraj. Stan. hr. Badeniego we
Lwowie. Kiedy marsz. hr. Badeni przyrzekł delegacji swoje poparcie,
Towarzystwo Muz. Etn. zwróciło się do Wydziału Krajowego z nastę­
pującym memoriałem: „Sądzimy, a spodziewamy się, że nasz sąd po­
dziela ogół społeczeństwa, że w Polsce Kraków, a w Krakowie Wawel
jest najodpowiedniejszym miejscem dla polskiego Muzeum Etnogra­
ficznego, skoro wszyscy wiemy i czujemy, że w ludzie tkwi najstarsza
nasza przeszłość i najsilniejsza nadzieja na przyszłość. Godzi się nam
dzisiaj przed majestat królewskiego zamku na Wawelu dopuścić mu­
zeum ludoznawcze, jak niegdyś w czasach bolesławowskich i kazimie­
rzowskich był sam lud przed oblicze monarsze dopuszczony. Dzisiaj
muzeum ludoznawczego nie ma, a powołać je może jutro do życia,
stworzyć z niczego jedno słowo: Wawel, rzucone w polskie społeczeń­
stwo“.
W tym stylu utrzymane koturnowe argumenty, tak charaktery­
styczne dla owej epoki, trafiły do przekonania Wydziału Krajowego
i Sejmu, który 27. II. 1914 uchwalił oddanie Twu Muzeum Etnogr. bu­
dynku seminarium duchownego im. św. Michała na Wawelu na prze­
ciąg lat 20 z tym, że dzierżawa może być wcześniej rozwiązana za 3 let­
nim wypowiedzeniem i zwrotem kosztów włożonych przez Two w urzą­
dzenie. Uchwała ta stała się fundamentem bytu Muzeum. Przed Towa­
rzystwem stanęły teraz olbrzymie zadania. Otrzymany bowiem budy­
nek był ruderą, która wymagała wielkich wkładów, Towarzystwo zaś
było biedne. Prasa jednak zachęcała i snuła plany dalszego rozwoju
„mauzoleum narodowych pamiątek“. „Nowa Reforma“ głosiła:
„Z chwilą przeniesienia na Wawel Muzeum Narodowego nie trudno
będzie te muzea złączyć i utworzyć jedną wspaniałą całość, jedną
wielką, potężną świątnicę z napisem: Przeszłość — Przyszłości“. Społe­
czeństwo też nie szczędziło zachęty i pomocy. Jednorazowe subwencje
przyznały Muzeum Rada m. Krakowa, Wydział Powiatowy w Mielcu,
Kasa Oszczędności m. Krakowa, Tow. Wzajemnych Ubezp. w Kra­
kowie, austriackie ministerstwo wyznań i oświaty oraz c. k. minister­
stwo robót publicznych. Zabiegliwy Zarząd postarał się o to, że delegat
c. k. Centralnej Komisji ochrony zabytków w Wiedniu, radca rządu,

32
prof, u ii i w. wiedeńskiego dr Michał Haberlandt przybył do Krakowa,
a po zapoznaniu się ze zbiorami Muzeum Etnograficznego przyrzekł
użyć wszelkich wpływów, by krakowskie Muzeum otrzymało siałą sub­
wencję rządową, umożliwiającą mu dalszy rozwój. Nim wybuch wojny
rozwiał wszelkie nadzieje poprawy finansowej, Muzeum rosło w chwa­
lebnym tempie dzięki darom, z pośród których szczególnie uwagi
godne były dary zakupione przez grono obywateli polskich z Kowieńszczyzny, a także dzięki bogatym depozytom. Uniwersytet Jagiel­
loński zdeponował w Muzeum zbiory etnograficzne gabinetu historii
sztuki, w ślad za nim poszła P. Akademia Umiejętności, a wreszcie pre­
zydium miasta, do którego zarząd Twa Muzeum zwrócił się z prośbą
0 przekazanie mu okazów etnograficznych, niszczejących w składzie
przy ul. Franciszkańskiej, jako że w nowym gmachu M. Muzeum Prze­
mysłowego przy ul. Smoleńsk 9 znaleźć się miały tylko okazy ilustru­
jące pewien rodzaj i poziom przemysłu.
Przyszła wojna. Śnieg i deszcz zaciekał do kaplicy seminaryjnej,
a mury nasiąkały wilgocią. Dyżury w Muzeum pełnili w niedziele
1 święta chłopcy ze szkoły wydziałowej, których stale przyprowadzał
tutaj p. Feliks Taroni. Nad rozwojem archiwum muzealnego czuwał
prof. Leopold Węgrzynowicz. Miłą pamiątką z tych czasów są w Mu­
zeum różne przedmioty i rysunki, które legioniści z okopów i frontu
przysyłali na ręce dyr. Udzieli. Świadczą one do dziś o żywej współ­
pracy młodzieży ideowej z zarządem Muzeum. Podczas wojny, choć
na Wawelu ani jedna sala muzealna nie była jeszcze otwarta dla
publiczności, odważyło się Muzeum na akcję propagandową zagranicą,
wysyłając 60 eksponatów z dziedziny ornamentyki i strojów ludowych
do Stockholmu na wystawę, urządzoną przez prasę wojenną. Był to
udały krok na drodze, po której w późniejszych latach często Muzeum
kroczyło.
Na chwilę uśmiechnął się los do instytucji, borykającej się z trud­
nościami, gdy Centrala dla odbudowy Galicji udzieliła w r. 1918 Mu­
zeum zasiłku 10.000 K na zebranie i wydanie ludowych haftów kolo­
rowych. Insp. Udziela potraktował ten zasiłek jako pomoc finansową
Muzeum i oto w r. 1920 otwarto dla publiczności dwie sale na parterze
umeblowane i urządzone. Muzeum zaczęło żyć na nowo, aczkolwiek
warunki jego układały się wcale niepomyślnie. W sprawozdaniu wy­
działu Twa Muz. Etn. za rok 1920 zanotował insp. Udziela: „Wobec
braku funduszów nie jest w Muzeum naszym wszystko tak, jak być
powinno, a dzisiejszy kustosz nie tylko kieruje sprawami Muzeum, pro­
wadzi kancelarię, jest preparatorem, ale musi najczęściej spełniać czyn­
ności służącego: przenosić szafy i gabloty, zamiatać i kurze ścierać.
A w zimie, gdy nie ma czym palić i nie ma kto palić, marznie, chcąc
chociażby najpilniejsze załatwić sprawy“. A przecież mamy za sobą
„dziesięć lat ustawicznej, celowej, usilnej pracy, ciągłych zabiegów
i starań o rozrost tej nowej placówki naukowej w Krakowie“. Żal wy­
rażony w tych słowach był zupełnie usprawiedliwiony, jeśli uprzytomnimy sobie, że była to praca, zdawało się, beznadziejna. Wszak ledwie
Muzeum zostało otwarte, już zarząd restauracji Wawelu oświadczył, że
w krótkim czasie ma zamiar przystąpić do gruntownej odnowy kazi-

33
mierzowskiej budowli pod Nr 7, wobec czego Muzeum będzie musiało
a, usunąć się z Wawelu. Mimo tych warunków, bynajmniej nie zachęca­
li jących do pracy dla dobra społecznego, dyr. Udziela odrestaurowywał
H ;edną salę za drugą, gromadził zbiory, odwoływał się do ofiarności
v publicznej i po kilku latach wypełnił eksponatami 14 sal, w których
t znalazły pomieszczenie okazy, obrazujące kulturę niemal wszystkich
fi grup etnicznych, zamieszkujących Polskę.
Twórca Muzeum wychodził bowiem z założenia (któremu jeden
- z członków Wydziału Tow. Muz. Etn. dał wyraz), że „w starej, dawi nej stolicy Polski, dokąd pielgrzymują wszystkie dzieci ojczyzny, po- winny one widzieć tu na Wawelu u stóp zamku królewskiego wszyst1, kich synów ojczyzny bez wyjątku; tutaj, gdzie stary Uniwersytet Kazi; mierzowski rozsiewa promienie światła na państwo całe, gdzie jest sie• dziba Akademii Umiejętności — nie wystarczy muzeum regionalne“.
Mało tego. Trzeba do celów porównawczych gromadzić okazy kul­
tury ludowej narodów sąsiednich, a nadto dać wyraz ekspansji myśli
i działania naszych podróżników i uczonych, którzy przewędrowali
Azję, Afrykę i Amerykę. Dyr. Udziela rzucił więc myśl utworzenia od­
działu egzotycznego przy Muzeum Etnograficznym. Wyznaczył nań
dawną kaplicę Seminarium Duchownego im. św. Michała ze stiukowym
Okiem Opatrzności na stropie. Ubikacja ta miała wygląd okropny, bo
właśnie tutaj, a nie gdzieindziej założyły wojskowe władze austriackie
ustęp. Po odnowieniu tej sali umieszczono w niej cenne zbiory
z Jawy, Sumatry i Borneo, zebrane przez prof. U. J. Mariana Racibor­
skiego, który przez kilkanaście lat był dyrektorem ogrodu botanicz­
nego w Buitenzorg na Jawie. Znalazły się tu okazy z Mongolii, zdepo­
nowane przez P. Ak. Urn., a zebrane przez prof. Talko-Hryncewicza;
dalej zbiory z Japonii, Chin, Korei, przedmioty odnoszące się do kul­
tury materialnej Samojedów, Ainów, Aleutów, Kamczadalów, Indian
z nad Amazonki. Weszły tu depozyty Rady m. Krakowa, okazy z Ka­
merunu, zebrane przez sławnego Szulc-Rogozińskiego oraz syberyj­
skie zbiory dra Benedykta Dybowskiego, przyjaciela i współpracownika
Jana Czerskiego, chluby Twa Geograficznego w Irkucku, zesłanego
w sałdaty po r. 1863. Zebranie w jedną całość prac tych zasłużonych
ludzi stawało się obowiązkiem względem przeszłości. Nie ubłagana jed­
nak rzeczywistość stanęła wpoprzek tym zamiarom. Przykro pisać
o tym, że zbiory, wiążące się z bohaterskim okresem naszej historii,
znajdują się dziś w magazynie wypełnionym pakami, bo brak miejsca
w Muzeum doprowadził do tego, że wogóle połowa zbiorów znajduje
się do dziś w skrzyniach, przypominających trumny. Wobec bezna­
dziejnie zarysowującej się przyszłości dyr. Udziela zdecydowany był
oddać te zbiory komukolwiek, kto organizując muzeum egzotyczne,
skupi przede wszystkim etnologiczny materiał naukowy zebrany przez
npszych zesłańców i podróżników uczonych pracujących w czasie, gdy
Polska wykreślona była z mapy Europy. Jeśli tego nie zrobi nasze po­
kolenie, to ci, co po nas pizyjdą, wstydzić się za nas będą, że w cza­
sach rojenia o mocarstwowej Polsce nie umieliśmy uszanować pracy
tych, co tę mocarstwowość tworzyli w najtrudniejszych warunkach —
wśród lodów syberyjskich głosząc polskie: Jestem! po wszystkich
Lud T. XXXV.

3

34
częściach świata pisząc dokumenty twórczego ducha polskiego i uni­
wersalizmu polskiej nauki.
'Podobny los, jak pomysł stworzenia oddziału egzotycznego w Mu­
zeum Etnograficznym spotkał ideę założenia w Lesie Wolskim koło
Krakowa polskiego Skansenu czyli osiedla muzealnego, w którym na
tle pięknego krajobrazu znalazłyby pomieszczenie drewniane kościoły,
kapliczki, wiatraki, spichrze, szałasy, mosty, chaty, a zabytkowe bu­
dowle otrzymałyby wierne wyposażenie wnętrz. Utworzył się specjalny
komitet, do którego weszli: dyr. S. Udziela, wiceprezydent miasta Wi­
told Ostrowski, dyr. Kaz. Witkiewicz, dr Tad. Seweryn, dr Marian
Morelowski, arch. Mąc-zyński, prof. K. Moszyński, prof. Wład. Sem­
kowicz, prof. Wład. Szafer, prof. Jerzy Smoleński i inni. Prasa żywo
poparła ten pomysł stworzenia nowej instytucji kulturalnej w Krako­
wie. Byłoby to bezsprzecznie najpiękniejsze z racji swego położenia
muzeum plenerowe w środkowej Europie. Omawiano wtedy układ wzo­
rowych osiedli muzealnych: Skansenu koło Stockholmu, Freiłuflsmuseum w Królewcu, duńskiego Lyngby, norweskiego Bydgö, muzeum
w Lund, Lillehammer, Jónkeping itd. Projektowano już urządzanie!
w owym Osiedlu większych widowisk o charakterze regionalnym. Ko­
mitet poczynił plany i kosztorys, przesłał do dyrekcji Funduszu Kul­
tury Narodowej memoriał z prośbą o zasiłek na rozpoczęcie tego
dzieła, niestety, bezskutecznie. Okres kryzysu ekonomicznego i kultu­
ralnego nie sprzyjał tej idei. Jedynym jasnym wspomnieniem z tych
czasów jest żywe poparcie tej sprawy przez dyr. Biura Personalnego
Min. W. R. i O. P., dr Michała Pollaka, dzięki któremu Muzeum Etn.
otrzymało kilka tysięcy złotych na zakupno krakowskiej chaty malo­
wanej z Powiśla Dąbrowskiego oraz kleci poleskiej. Zaczęli już zgła­
szać się nawet prywatni ofiarodawcy, deklarujący oddanie całych za­
bytkowych budynków, gdy tylko plan Osiedla przejdzie w stadium
realizacji. Niestety, brak docenienia tej idei przez czynniki lokalne, jako
też pogłębiający się w państwie kryzys ekonomiczny, a w związku
z tym specjalnie trudne warunki, w jakich znalazło się miasto, unie­
możliwiły rozpoczęcie budowy Osiedla muzealnego w Lesie Wolskim.
Nie to jednak stanowiło główny przedmiot trosk założyciela Mu­
zeum, który był tylko jednym z członków komitetu Osiedla. Poważną
obawę budziła w nim przyszłość samego Muzeum. Rozpadający się co­
raz bardziej w ruinę gmach kazimierzowski, w którym mieści się Mu­
zeum, wymagał rychłej restauracji. W gmachu tym, wedle planów Za­
rządu Odnowienia król. Zamku na Wawelu, miały znaleźć pomiesz­
czenie biura Zarządu. I oto Kancelaria Cywilna Pana Prezydenta Rzplitej, opierając się na art. 2 a kontraktu najmu, zawartym między Twem
Muzeum Etn. a Galicyjskim Wydziałem Krajowym z 30. VI. 1916, że
„dzierżawa może być w ciągu 20 letniego okresu rozwiązana za 3 let­
nim wypowiedzeniem“ — wypowiedziała Muzeum Etnograficznemu
lokal na Wawelu pismem z dn. 1. VIII. 1928. Przed Zarządem Twa Mu­
zeum Etn. stanęło groźne memento — data 1. VIII. 1931, w którym to
czasie Muzeum miało definitywnie opróżnić zajmowany przez siebie
lokal. Rozpoczęła się więc gorączkowa praca specjalnej komisji z pre­
zesem Twa prof. J. St. Bystroniem na czele, której zadaniem było wy­

35
szukanie nowego dla Muzeum pomieszczenia. Sytuacja stawała się bez­
nadziejna, gdyż zdobycie lokalu bezpłatnego było niepodobieństwem,
na wydzierżawienie zaś odpowiedniej kamienicy biedna instytucja nie
posiadała funduszów.
Wtedy to w pomoc Muzeum przyszły fakty zgoła nic oczekiwane.
Zawalił się mianowicie sufit jednej sali wystawowej na 1 piętrze,
a o praczce, która wtedy wpadła z II piętra do sali ze strojami lubel­
skimi i opoczyńskimi, szeroko informowała prasa, wołając głośno
0 prawa bytu dla zasłużonej instytucji Muzeum. Władze bezpieczeń­
stwa, które naówc.zas wizytowały lokal Muzeum, nakazały zamknąć
salę z eksponatami słowackimi, serbskimi, bułgarskimi i rosyjskimi,
uznawszy, że popękany strop w tej ubikacji zagraża bezpieczeństwu
zwiedzających. Równocześnie omal Śląski Urząd Wojewódzki, chcąc
ratować cenne dla kultury narodu zbiory Muzeum, narażone na nie­
bezpieczeństwo, wystosował na ręce prezesa Twa, prof. J. St. Bystronia,
pismo, w którym zapewniał całkowitą opiekę tym zbiorom, jeśli Mu­
zeum Etn. przeniesione będzie do Katowic. Wtedy to instytucje, które
zdeponowały w Muzeum poważną ilość zbiorów, a mianowicie P. Aka­
demia Um., Senat Uniw. Jag., Rada m. Krakowa i inne oświadczyły się
za koniecznością utrzymania Muzeum Etn. w Krakowie, wyrażając
opinię, że czynniki miarodajne winny zabezpUczyć warunki bytu na­
ukowej i kulturalnej placówce na Wawelu.
Wypadki te żywo przejmowały śp. Seweryna Udzielę. Widząc za­
grożony plon pracy życia swego, żywił nieufność do wszystkich planów,
zmuszających go do budowania Muzeum w nowych warunkach na
nowo. To też kiedy Kancelaria Cywilna, zgodnie ze swym pismem
jeszcze z 7. V. 1931, wyraziła gotowość oddania Muzeum Etnograficz­
nemu innego gmachu na Wawelu L. 9 pod warunkiem, że miasto usu­
nie zeń lokatorów wprowadzonych tam przez siebie, — śp. Udziela nie
chciał wiązać się z myślą opuszczenia ukochanego przez siebie miejsca,
w którym przeżył tyle radości, jaką daje zwycięskie łamanie wszelkich
przeszkód. Kiedy wiceprezydent miasta, Witold Ostrowski, imieniem
miasta wręczył Zarządcy Wawelu klucze od budynku Nr 9, zdawało
się, że przyszłość Muzeum jest zabezpieczona. Niestety, sentyment do
starego gniazda i zrozumiała u sędziwego człowieka samoobrona przed
rozpoczynaniem pracy na nowo wzięły górę nad wyrachowaniem
1 sprawa przeniesienia Muzeum do nowego gmachu na Wawelu utonęła
w bezpłodnych targach, czy umowa ma być spisana nä 5 czy 10 lat.
Ostatecznie Muzeum do dziś zajmuje dawny lokal ex lex, ale przyszłość
jego do dziś nie została zabezpieczona.
Mimo wielu wysiłków, jakie pochłaniała Zarządowi Muzeum
sprawa lokalu, Muzeum rozwijało żywą i chwalebną działalność w róż­
nych dziedzinach. Przede wszystkim rosło w zbiory. Do wielkich depo­
zytów P. Akad. Urn., U. J. i Rady miasta przyłączyły się depozyty serb­
skie i rosyjskie prof. dr Adama Wrzoska, wielkopolskie ks Edmunda
Maykowskiego, ruskie p. Heleny Dąbczańskiej, około 1000 lalek etno­
graficznych i artystycznych p. Stefanii Łazarskiej z Paryża, zbiory
hotentockie z połud.-zach. Afryki, przywiezione przez Romana Stopę
itd. Młodzież krajoznawcza oraz liczni przyjaciele Muzeum, rozsiani
3*

36
po całej Polsce, hojnie wspierali Muzeum swymi darami. Wedle obli­
czenia, dokonanego przez śp. Udzielą nie długo przed śmiercią, ilość
darów otrzymanych przez Muzeum w ciągu 25 lat wynosiła imponującą
liczbę, ho 7111 przedmiotów.
Zasiłki Ministerstwa W. R. i O. P. umożliwiły poczynienie wielu
zakupów, dzięki czemu zbiory powiększały się w takim tempie, że po
zapełnieniu 14 ubikacji i korytarzy, trzeba je było magazynować
w specjalnych pakach.
Że Muzeum służyło zawsze ochotnie uczonym i młodzieży kształ­
cącej się, to wypływa z jego obowiązków statutowych. Na podkreślenie
jednak zasługuje fakt, że śp. Udziela pierwszy w Krakowie wprowadził
zasadę bezpłatnego otwierania podwoi Muzeum dlá młodzieży szkolnej,
która pod kierunkiem nauczyciela przy pomocy eksponatów Muzeum
zapoznaje się z pewnymi zjawiskami naszej kultury. Uznając potrzebę
rozkrzewiania zagadnień etnograficznych w społeczeństwie, założył
śp. Udziela Wydawnictwo Muzeum Etnograficznego w Krakowie,
szczycące się do dziś 10 pracami, zaopatrzonymi w streszczenia w ob­
cych językach, dzięki czemu książki te stanowią dobrą propagandę
etnografii polskiej zagranicą. W Wydawnictwie tym ukazały się nastę­
pujące prace: Tadeusza Seweryna, Krakowskie skrzynie malowane,
1928, Parzenice góralskie, 1930, Seweryna Udzieli, Ludowe stroje kra­
kowskie i ich krój, 1930, Anny Kutrzebianki, Budownictwo ludowe
w Zawoi, 1931, Tadeusza Seweryna, Podłaźniki, 1932. Jana Sl. Bystronia, Typy ludowe J. P. Norblina, 1934, Tadeusza Seweryna, Krakow­
skie klejnoty ludowe, 1935, Stan. Hupki, Fel. Ossowskiego i Stan. Tabeńskiego, Budownictwo ludowe w powiecie ropczyckim w Małopolsce,
1935, Seweryna Udzieli, Hafty kurpiowskie, 1936 i Tad. Seweryna,
Polskie malarstwo ludowe, 1937.
Propagandę kultury ludowej prowadziło Muzeum także współ­
działając z analogicznymi instytucjami w kraju i zagranicą oraz uczest­
nicząc w wystawach o charakterze etnograficznym. Jeszcze w r. 1911
wysłał śp. Udziela wiele przedmiotów na wystawę zabawek w Pradze,
a w r. 1912 na wystawę prac kobiecych w Pradze. W r. 1917 wzięło
Muzeum udział w wystawie urządzonej przez prasę wojenną w Stock
holmie, potem w wystawie etnogr. w Sofii, w Koszycach i Florencji.
Na międzynarodową wystawę wesel w Tokio wysłało model wesela
krakowskiego, który wywołał wielkie zainteresowanie w stolicy Japomi. Współdziałało z poselstwem polskim w Helsinkach, przygoto­
wując eksponaty dla finlandzkiego muzeum historyczno-etnograficznego w Hartuli, a dzięki zasiłkowi Ministerstwa Spr. Zagr. wyposażyło
w eksponaty oddział polski w etnograficznym oddziale muzeum histo­
rycznego w Bernie szwajcarskim. Do listy tej dodać należy urządzenie
wspólnie z M. Muzeum Techn.-Przemysłowym w Krakowie wielkiej
wystawy etnograficznej w Krakowie w r. 1939, współudział w wystawie
sztuki Lud. w Insi. Propagandy Sztuki w Warszawie w r. 1937 itp.
Ten z roku na rok coraz bardziej zaznaczający się rozwój Mu­
zeum sprawiał, że dyr. Udziela z pogodą patrzał w przyszłość. Pomimo
wielu przeciwności wierzył, że kierowana przez niego instytucja do­
cieka się w społeczeństwie należytego szacunku i opieki. Nadzieja ta

37
dawała sens jego życiu. Tą myślą żył, dlatego do ostatka nie opuszczał
swej placówki. Zima czy lato, słota czy mrozy, dzień w dzień śpieszył
wzgórze zamkowe, kazał się wozić przed bramę swego Muzeum. Byna Wawel, a potem, gdy o własnych siłach nie mógł już wejść na
wało, że padał na stopnie kamienne, gdy siły w kruchym ciele wy­
powiadały posłuszeństwo jego upartej woli.
Ale choroba stawała się silniejsza nad to ukochanie, któremu
trud całego życia poświęcał. Przykuty do łoża, wszystkimi myślami
swymi był na Wawelu. One wypełniały całą istność jego do tego
stopnia, że jeszcze na kilka dni przed śmiercią nie o swej chorobie
i cierpieniach rozmawiał ze swą rodziną i przyjaciółmi, ale ciągle
i nieustannie o sprawach Muzeum.
Zasługi jego uczciło Walne zgromadzenie członków Twa Muzeum
Etnograficznego, odbyte w dniu 6 XI 1937, nadając stworzonej przez
niego instytucji imię Muzeum Etnograficznego im. Seweryna Udzieli
w Krakowie. Społeczeństwo odda hołd twórcy Muzeum, jeśli nadal
współpracować będzie z Muzeum Etnograficznym w dalszym jego
rozwoju, a czynniki państwowe i samorządowe — jeśli zabezpieczą
przyszłość dziełu stworzonemu ofiarnym wysiłkiem Obywatela, dobrze
zasłużonego kulturze Polski.

ADAM FISCHER

SEWERYN UDZIELA JAKO WSPÓŁPRACOWNIK
„LUDU“
Seweryn Udziela należał do pierwszych i głównych inicjatorów
założenia Towarzystwa ludoznawczego we Lwowie (Lud XI 419)- Dla­
tego już w pierwszym roczniku „Ludu“ z roku 1895 zaczynają się po­
jawiać Jego prace. Kiedy zaś założyciel pisma Prof. Antoni Kalina za­
chorował i w związku z tym Redakcja „Ludu“ została przeniesiona
dnia 30 stycznia 1904 roku do Krakowa, wtedy wspólnie z K. Potkańskim podjął się trudu kierowania pismem także Seweryn Udziela.
„Lud“ wychodził w Krakowie od roku 1904 do 1905, a wydane tam
wówczas Tomy X i XI odznaczają się nie tylko dobrą treścią naukową,
ale także i szata zewnętrzna „Ludu“ zmieniła się na korzyść dzięki
bardziej starannemu układowi graficznemu oraz ozdobnym winietom
Jana Bukowskiego.
O ile jednak jako redaktor działał Udziela tylko przez okres dwu­
letni, o wiele dłużej bo przez okres przeszło czterdziestoletni wspópracował jako zawsze chętny i ofiarny autor. Rozpiętość tematów, jakie
poruszał na kartach tego kwartalnika etnograficznego, była bardzo
wielka. Więc najpierw przyszłego twórcę Muzeum Etnograficznego
w Krakowie zajmowały problemy muzealnictwa. W artykule pt. „Mu­
zeum Etnograficzne w Krakowie“ (Lud X 322—327) wskazywał na
konieczność powstania Muzeum Etnograficznego w Krakowie i apelo­
wał do ofiarności społecznej na rzecz działu etnograficznego Muzeum
Narodowego w Krakowie. A później kiedy zdołał wreszcie stworzyć

38
odrębne Muzeum Etnograficzne, podawał dokładne sprawozdania
z działalności tego Muzeum za lata 1927, 1928, 1929, 1930 (Lud XXIX
190—193, XXX 266—268). Takież sprawozdania z działalności od­
działu Towarzystwa Ludoznawczego w Wieliczce podawał w roku
1899 jako przewodniczący tego oddziału. (Lud VI 111—112). Ze spra­
wozdania tego wynika, że na posiedzeniach wielickich czytał pracę
o grupie Kijaków, mieszkających w Piaskach Wielkich pod Krakowem,
oraz rozdawał kwestionariusz pt. „Świat zmarłych“ zachęcając do
współpracy przy zdobywaniu odpowiedzi. Udzielę zajmowały także
zagadnienia obszaru etnograficznego. Wyrazem tego może być kwestio­
nariusz dotyczący nazw topograficznych, miejscowości, pól, łąk, lasów,
gór i dolin (Lud XXI 237—8), a także takie artykuły jak „Lachy“ (Lud
XI 70—72) i „Cyganie“ (Lud X 451). W artykułach tych szczególnym
przedmiotem zainteresowania były nie tyle dokładne cechy pewnych
grup, ale raczej różne przypowiastki o cyganach, oraz wzajemne przy­
śpiewki łachów i górali.
Opisy niektórych miejscowości, jakie S. Udziela drukował w „Lu­
dzie“ nie wyczerpują wszystkich zagadnień etnograficznych, ale zwykle
ograniczają się do tych, jakie Go szczególnie zajmowały. Tak np.
w rozprawce pt. „Ocieka“ (Lud XXIII 127—146) znajdziemy ze wsi
Ocieka pow. Ropczyce zwyczaje związane ze świętami Bożego Naro­
dzenia, wierzenia dotyczące świata nadzmysłowego (gniotek, mamuny
lub boginy), rozmaite czary, zabobony, przesądy, lekarstwa, listy wier­
szowane, opowiadania. Natomiast pt. „Kilka zapisków ze Starego
Bystrego“ (Lud XI 76—81) zanotowano ze wsi Stare Bystre koło No­
wego Targu: 1) chodzenie ze śmierteczką, 2) orację drużbów proszą­
cych na wesele, 3) opowieść o płanetniku.
Wśród różnych prac zamieszczonych w „Ludzie“ nie brak także
przyczynków z dziedziny kultury materialnej. W odpowiedzi na kwes­
tionariusz „Ludu“ podał S. Udziela pt. „Pług“ (Lud I 188) nazwy części
pługa ze wsi Ciężkowice pow. Grybów, oraz sposób zaprzęgania do tego
narzędzia rolnego. Artykuł pt. „Cepy“ (Lud VII 272—5) zawiera opis
cepów z Jurkowa nad Dunajcem w pow. brzeskim, sposób sporządzania
ich, młócenie, oraz kwestionariusz dotyczący tego narzędzia. Inny
kwestionariusz pt. „Przemysł domowy“ (Lud XXI 233—236) miał na
celu prowadzenie poszukiwań w dziedzinie przemysłu domowego,
a więc odnośnie do jego wytwórców, materiału, narzędzi pracy, przed­
miotów wyrobu i zbytu wytwarzanych przedmiotów. Wiele wartościo­
wego materiału podała praca S. Udzieli pt. „Kilka słów o strojach, bu­
dowlach, sprzętach i naczyniach w Sądeczyźnie“. (Lud X, 168—192,
299—321, 423 —433). Autor opisał w pierwszej części dokładnie odzież
nowosądecką, jej wytwórców, krawców i szwaczki, oraz motywy zdob­
nicze stosowane w tej odzieży. W części drugiej omówiono budow­
nictwo, plan zagrody, kapliczki, a w trzeciej części wewnętrzne urzą­
dzenie domu, więc różne sprzęty, miski i dzbany, przy czym autor
usiłował dać pewne objaśnienia tej sztuki ludowej. Uzupełnieniem roz­
ważań nad strojem nowosądeckim była notatka pt. „Strój świąteczny
wieśniaka w Podegrodziu“ (Lud XI 195) zaopatrzona w barwną tablicę
malowaną przez Helenę Zajączkowską. W szkicu pt. „Z Łęk“ (Lud

39
ii XI, 406—410) opisał Udziela wieś Łęki w pow. strzyżowskim ze szcze­
gólnym uwzględnieniem odzieży, a dodane ilustracje przyczyniają się
4 do zrozumienia tekstu. Bogatą treścią odznacza się praca pt. „Pasy
wieśniaków polskich używane w południowej części Małopolski i na
Śląsku Cieszyńskim“ (Lud XXIV 104—127). Na podstawie klisz Dra
St. Tomkowicza zwrócił S. Udziela uwagę pt. „Budownictwo“ (Lud
J XI, 414—6) na kościół drewniany w Sękowej, pow. Gorlice, na kościół
. w Korzennej, pow. Grybów, oraz stary śpichlerz klasztorny na Zwie: rzyńcu pod Krakowem.
>|
Rozprawka pt. „Z Przecławia. Zapiski z 1899-go roku“ (Lud XXV
! 60—77) zawiera parę obrzędów dorocznych, związanych z Bożym Na. rodzeniem (wymuszanie urodzaju na drzewach owocowych, szopka,
r gwiazda i turoń) i Matką Boską Zielną (święcenie ziół). W artykule
n pt. „Dożywocie w Jazowsku w powiecie nowosądeckim w XVIII wieku“
(Lud VIII 257—262) z gromadzkiej księgi z Jazowska z lat 1754—1806
wydobył Udziela liczne przykłady na dożywocie, oraz formy dziedzi­
czenia.
Ze wszystkich zagadnień etnograficznych zajmował S. Udzielę
szczególnie dział kultury duchowej i z tego zakresu wiele prac wydru­
kował także w organie Towarzystwa ludoznawczego we Lwowie.
Kwestionariusz, zalecający zbieranie materiałów o wszelkich istotach
nadziemskich, ogłosił pt. „Opowieści o istotach nadprzyrodzonych“
(Lud XXI 236—7). Następnie pt. „Z aktów i rozpraw sądowych“ (Lud
X 214—216, 444—5) wydobywał różne przykłady żywych jeszcze lu
dowych przesądów, jak np. wiarę w wilkołaka w pow. krośnieńskim
w r. 1901, wypędzanie czarta z opętanego w Przemyślu w r. 1903, sąd
doraźny, wykonany na cyganach przez chłopów nowosądeckich
w r. 1901 itd. Podobnie pt. „Kronika w Milówce“ (Lud XXI 153—159)
wypisał wiele ciekawych szczegółów z kroniki kościelnej w Milówce
(pow. Żywiec) z lat 1673—1724, jak np. wzmianki o duszach odprawia­
jących nabożeństwa w noc zaduszną, o unieszkodliwianiu strzygonia,
o rozganianiu chmur dzwonieniem, o zaklinaniu węża wewnątrz czło­
wieka itd.
Ciekawe przyczynki do zapatrywań ludowych na przyrodę zawiera
notatka pt. „Odmiany wilków“ (Lud X 452), wedle której lud wielicki
rozróżnia wilki czworakiego rodzaju, gęsie, baranie, cielęce i końskie,
zależnie od zwierzęcia, na które się rzucają. Artykuł pt. „Rośliny w wie­
rzeniach ludu krakowskiego“ (Lud XXX 36—75) podał materiały do
własności leczniczych 149 roślin. O ile zaś roślina może być surowcem
przy wytwarzaniu różnych zabawek dla wiejskich dzieci, przedstawił
dokładnie S. Udziela w rozprawce pt. „Zabawki z roślin“ (Lud XXVIII
58—70), opisując owe przeróżne pukawki, piszczałki, sikawki, tyrkawki, wiatraczki. Praktyki czarownic podaje notatka pt. „Czarownica
z Sieprawia w pow. wielickim“ (Lud XI 192—4), a środki zapewniające
mleczność krów zawiera opis pt. „Przesądy o mleczności krów“ (Lud
IV 81—2). Niektóre wróżby wyprowadzane ze snu zawiera notatka pt.
„Sen i loteria“ (Lud X 452).
Seweryn Udziela już w r. 1905 rozumiał konieczność systematyki
polskich opowieści ludowych i domagał się tego w szkicu pt. „O po­

40

trzebie zestawienia i uporządkowania opowiadań ludowych“ (Lud XI
389—393). Projektowana przezeń „Księga opowiadań“ miała zawierać
wątki ludowych powieści z dokładnym indeksem rzeczowym, oraz
przekładem w obcym języku. Wyrazem zainteresowań Udzieli dla opo­
wieści ludowych mogą być ogłoszone różne teksty, jak „Bajki i opo­
wiadania ludu krakowskiego“ (Lud IV 80—83, artykuł ten wskutek
przeoczenia Redakcji powtórzono w „Ludzie“ VIII 58—61), jak
„O miastach zapadłych, kościołach, dzwonach i karczmach“ (Lud V
220—235), oraz „Dwie bajki ze Sławkowa w Królestwie Polskiem“
(Lud IX 178—183). W pracy pt. „Poezja na wsi“ ILud X 39—49) ze­
stawił Udziela ciekawe przykłady ludowych listów rymowanych, powinszowań i satyr. Szkic pt. „Hagada“ (Lud IV 290—299) zawiera niel
tylko teksty polskie Hagady z pod Wieliczki oraz z Mogilan zestawione
z tekstami żydowskimi i niemieckimi, ale zarazem ciekawe objaśnienie, '
że ta polska Hagada jest dodatkiem do modlitwy i posiada znaczenie
ochronne przed diabłem, gdyby się ukazał komuś przed północą i naglel
zaczął te pytania Hagady zadawać. W związku z krążącymi wśród ludu |
powiastkami o „prawdzie na świecie“ zwrócił uwagę S. Udziela w arty­
kule pt. „Czy jest prawda na świecie ?“ (Lud VIII 168—170), że po­
wiastka na temat: „Nie szukaj prawdy, bo jej nie znajdziesz“ znajduje
się w druku ludowym o „Nowym Kiwonie, męczenniku żydowskim“,
który kramarze roznosili po wsiach i odpustach, a z którego to druku
przeszły te tradycje do ludu. Jako przyczynek do humoru ludowego
możnaby nazwać rozmówki ludowe pt. „Powołanie“ (Lud X 221).
Również w „Ludzie“ ogłaszał S. Udziela pierwsze przyczynki do
ludowego krakowskiego hafciarstwa pt. „Wzory ludowego haftu białego“ (Lud V 265—266, oraz 4 tablice, następne cztery tablice wyszły
w VI tomie Ludu).
Wreszcie współpracował Seweryn Udziela także w charakterze
recenzenta i sprawozdawcy. Z pod pióra jego wyszły dokładne prze­
glądy treści następujących wydawnictw: Wisła X—XIV (Lud VI 410—
412, VII 92—5 336—7, VIII 87—9, 217—220), Wyd. Tow. Polska
Sztuka stosowana. Materiały. Zeszyt IV, V, VI (Lud X 352—3, XI 108—
109, 341), Słowo Polskie 1904, nr 337, 339, 341 (Lud X 453—8, pod­
kreślono artykuł pt. „Z nad górnej Wisły“ o życiu flisaków nadwiślań­
skich) . Szczególnie zajmowały Udzielę rozmaite prace dotyczące Śląska.
W związku z tymi zainteresowaniami powstały recenzje o następują­
cych pracach: Ks. J. Gregor, Mapa Górnego Śląska. Mikołów 1904 (Lud
XI 343—344), Ks. Józef Londzin, Bibliografia druków polskich w Ks.
Cieszyńskiem od roku 1716 do roku 1904. Cieszyn 1904 (Lud XI 109—
111), Herman Dónaj, Kolędy górnośląskie. Bytom 1925 (Lud XXV
109—110), Zbiór starych górnośląskich pieśni ludowych z nutami. By­
tom 1920 (Lud XXV 110—111), Jan Dolina, Pieśni ludowe Górnego
Śląska I Bytom 1920 (Lud XXV 111), Aus dem Beuthener Lande.
I Jahrgang. Bytom 1924 (Lud XXV 111—113). Wreszcie zostały oce­
nione przez Udzielę następujące prace: O przesądach i zabobonach.
Głosy katolickie 47 (Lud X 353—359), Arthur Pętak, Grabschriften
aus Oesterreich. Wiedeń 1904. (Lud X 367), Styl zakopiański, Zeszyt I.
Lwów 1904. (Lud X 463—467), Wincenty Badura, Chów drobiu i bydła

41
»

Ï oraz weterynaria ludowa w wioskach parafii Pobiedr i Krzęcin. Lwów
c 1901. (Lud IX 93—4).
Kiedy zaś w r. 1934 Towarzystwo Ludoznawcze przystąpiło do
wydawnictwa pt. „Prace Etnograficzne“, do pierwszego tomu nowej
publikacji udało się pozyskać bardzo ciekawą pracę Seweryna Udzieli
k pt. „Ziemia łemkowska przed półwieczem“. Zapiski i wspomnienia
; z lat 1888—1893.
W uznaniu tych zasług, jakie miał Seweryn Udziela nie tylko dla
polskiej etnografii wogóle, ale także dla Towarzystwa Ludoznawczego
we Lwowie i pisma tego Towarzystwa, kwartalnika etnograficznego
„Lud“ — Walne Zgromadzenie Towarzystwa Ludoznawczego we Lwo­
wie w maju roku 1926 obdarzyło Seweryna Udzielę najwyższą god­
nością, jaką Towarzystwo rozporządza, a mianowicie członkostwem
honorowym.

STANISŁAW SZCZOTKA

MATERIAŁY DO DZIEJÓW ZBÓJNICTWA
W ŻYWIECCZYŹNIE
Pamięci Dyrektora Seweryna Udzieli, inicjatora
Muzeum Ziemi Żywieckiej.
1. Kto jest autorem Pieśni o standrechcie i Proćpakowej bandzie w 1795 r.Ÿ
2. Relacja ks. Augusdna o Proćpaku. 3. Podania ludowe o Proćpaku. 4. Pieśni zbój­
nickie z Żywiecczyzny. 5. Podanie o zbójniku Cukrzyku.
*

*
*

1. Dyrektor Juliusz Zborowski ogłaszając w Ludzie (S. II, T. VIII.
1929 r.) Pieśń o standrechcie i Proćpakowej bandzie w 1795 r., wyraził
przekonanie, iż jej autor nie był Polakiem, lecz „Niemcem, piszącym
i mówiącym po polsku bardzo mizernie“, za czym przemawiają liczne
germanizmy. Podejrzewał nawet, „że pozgonne żywieckim zbójnikom
ułożył ów „oberleśniczy“, o którym poemat wspomina“.
Nam udało się jednak ustalić, że autor nie był ani Niemcem, ani
też „owym oberleśniczym“. Ksiądz Franciszek Augustin, proboszcz ży­
wiecki, w swej kronice napisanej w 1842 r., która obecnie znajduje się
w zbiorach rękopiśmiennych Muzeum Ziemi Żywieckiej („Jahrbuch
oder Zusamenstellung geschichtlicher Thatsachen, welche die Gegend
von Oswieczym und Seypusch angehen“), na stronie 250 podaje wia­
domość, że u zarządcy dóbr w Wieprzu, Łukomskiego, znanego nam
z Pieśni o standrechcie i Proćpakowej bandzie, „mieszkał jego stary
ojciec, który historię Proćpaka ujął w rymy ludowe pod tytułem „Godzynki Zbujeckie“. Kronikarz stwierdza dalej, że stary Łukomski był
naocznym świadkiem procesu i dlatego jego rtpis jest wiarygodny.

42
Autorstwo „Godzinek Zbójeckich“ potwierdza również znany ba­
dacz Żegota Pauli w rękopisie Bibl. Jagiell. Nr 5391.
Według wszelkiego zatem prawdopodobieństwa możemy przyjąć,
że „Godzinki Zbójeckie“ to właśnie Pieśń o stcindrechcie i Proćpakowej
bandzie w roku 1795, a autorem utworu jest stary Łukomski.
2. Do źródeł o dziejach „familii“ zbójnickiej Proćpaka, zawartych
w opowiadaniu Delaveaux (Górale bieskidowi zachodniego pasma Kar­
pat, Kraków 1851, str. 110—117) i materiałach ogłoszonych przez Dy­
rektora J. Zborowskiego (Pieśń o standrechcie i Proćpakowej ban­
dzie — Lud S. IL t. VIII), pragniemy dorzucić na tym miejscu najważ­
niejsze, bo nie z literackiego punktu widzenia napisane, opowiadanie
ks. Franciszka Augustina, proboszcza żywieckiego, autora kroniki
rękopiśmiennej „Jahrbuch oder Zusammenstellung geschichtlicher
Thatsachen, welche die Gegend von Oswieczym und Seypusch angehen“, napisanej w 1842 r., a znajdującej się obecnie w zbiorach
Muzeum Ziemi Żywieckiej.
Wiadomości zawarte w opisie ks. Augustina pozwalają nam przede
wszystkim stwierdzić, iż prawdziwe nazwisko harnasia to Fiedor (dziś
we wsi Kamesznicy wiele rodzin góralskich nosi to nazwisko), a Proč­
pak to przydomek. Tu podajemy in extenso życiorys Proćpaka w tłu­
maczeniu polskim, w rękopisie kroniki mieści się on na str. 245—2501).
W 1795 r. rzucił zbójnik Pročpak recte Fiedor wraz ze swoimi to­
warzyszami postrach na całą okolicę, jak długa i szeroka. Był on rodem
z Kamesznicy, żonaty, a mieszkał razem z ojcem w małej chałupie,
trudniąc się kłusownictwem. W 1792 r. zastrzelił przypadkowo ja­
łówkę, którą wziął za zwierzynę. Ponieważ tego jednak nikt nie widział,
więc ją oprawił; jednak przez skórę, którą sprzedał za granicę na Śląsk,
wydało się. Fiedora aresztowano i odesłano do więzienia w Wiśniczu.
Przesiedziawszy tam pół roku, umknął i przyszedł z ogoloną głową
w nocy do żony i przebywał u niej kilka dni w ukryciu. Tymczasem
przyszedł do dominium list gończy, aby szukano zbiega, dowiedziała
się o tym jego żona i Pročpak obawiając się rewizji w domu, schronił
się do lasu.
Po ostatnim polowaniu schował swoją strzelbę wraz z prochem
w wypróchniałym buku, poszukał jej teraz i znalazł wszystko, co do­
dało mu ochoty do dalszego uprawiania kłusownictwa. Często odwie­
dzał swą żonę, przynosząc jej nieraz zająca lub sarnę, a także i pie­
niądze. Ale przebywał w domu zawsze krótko i w wielkiej tajemnicy,
gdyż był rozkaz, aby o nim natychmiast donosić do dworu.
W ciągu przebywania w lasach spotkał Pročpak drugiego kłusow­
nika, dezertera z wojska, z którym się prędko zaprzyjaźnił, a przez
niego poznał się z dwoma urlopnikami. Byli to zuchwali zawadiacy
i uprawiali kłusownictwo na wielką skalę. Zarówno w lasach koło
Jabłonkowa, jak i w Kamesznicy robiono obławy na kłusowników,
więc ci uciekli na Babią Górę, gdzie przebywali w szałasach, a ponieważ
tam zwierzyny było za mało, stąd ich pierwszy rabunek.
1) Tłumaczenie zawdzięczamy uprzejmości Prof. St. Łaszczyńskiego z Żywca,
za co składamy mu na tym miejscu serdeczne podziękowanie.

43
Dwaj kupcy domokrążcy z Węgier zdążali do Polski od Polhory,
wioząc towary blaszane, jedwabie i ałun. Pročpak z dwoma towarzy­
szami zastąpił im drogę, żądając oddania pieniędzy i towaru. Ponieważ
obaj krzepcy Słowacy bronili się, strzelił Pročpak jednemu z pistoletu
w głowę; popłynęła krew — początek był zrobiony. Chociaż drugi już
nie stawiał dalszego oporu, zastrzelił go zbójnik, obawiając się niewy­
godnego świadka. Los został rzucony, z kłusowników stali się morder­
cami i rabusiami.
Od tego czasu rozchodziły się pogłoski o nocnych włamaniach
i rabunkach, bądź tu, bądź też na Śląsku i na Węgrzech. Naprzód na
Kasperkach samotnie mieszkający, zamożny handlarz płótna został
w nocy obrabowany, przed śmiercią znęcali się zbójnicy nad nim i jego
żoną. W Rycerce Górnej zaszedł wkrótce podobny wypadek, mąż zo­
stał zabity, a kobietę zostawiono zakneblowaną na ziemi, zrabowano
tam 1400 zł. Według opisu kobiety rozpoznano Proćpaka jako sprawcę.
Wkrótce potem przyszło sześciu ludzi do Zawoji i wywołali orga­
nistę do chorego. Gdy wyszedł z domu, trzymając w ręce klucze od koś­
cioła, chwycił go jeden z nich za kołnierz i zawlókł go na bok ku resz­
cie i tam rozkazano mu udać się z nimi dó księdza i oświadczyć pleba­
nowi, że go potrzeba do chorego, grożąc śmiercią na wypadek oporu.
Zrobił jak rozkazali. Ksiądz polecił służącej otworzyć, a gdy się to
tylko stało, pochwycono ją i wpakowano do wielkiej kadzi stojącej
w sieni, inni tymczasem pytali księdza o pieniądze. Biedaczysko miał
112 złotych całego majątku. Zbójnicy kazali feię mu ciepło ubrać i wsa­
dzili do gospodyni do beczki, którą przyłożyli ciężarem, żeby nie mogli
jej otworzyć. Potem zabrano bieliznę, organista musiał z nimi pójść
ku Babiej Górze i dopiero nad ranem zwolniony pobiegł, by we wsi
narobić alarmu i księdza uwolnić. Także i w tym wypadku rozpoznano
według opisu Proćpaka.
Wkrótce potem nadeszła wieść, że w Trzcianie na Węgrzech obra­
bowano i zamordowano żyda. Potem handlarz płótna z Mistka, który
wracał z Orawy przez Jeleśnię, zginął, jego przyjaciele stwierdzili, że
go w Krzyżowej i Jeleśni jeszcze widziano, ale potem po nim wszelki
ślad zaginął. Przypuszczano więc, że on gdzieś koło Jeleśni został za­
bity, co się też w zeznaniach rozbójników potwierdziło później.
Już po pierwszym morderstwie syndyk z zarządu w Wieprzu, Łukomski zrobił doniesienie do władz rządowych i zażądał asystencji
wojskowej, ponieważ chłopi byli podejrzani, bądź też nie posiadali od­
wagi i patrole zarządzone przez niego nie przynosiły żadnych rezulta­
tów. Ów Wincenty Łukomski, zarządca dóbr i syndyk, nakazał, aby
sąsiad sąsiada miał na oku. Nareszcie przybyły dwie kompanie wojska
i zostały rozlokowane po wsiach; robiono obławy, gdzie w lesie wi­
dziano obcego, o czym donosili pasterze, tam las przeszukiwano, nie
znajdując zwykle niczego.
Natomiast w dalszym ciągu dochodziły wieści o nowych rabun• kach. A zatem przybyło dwóch sądowych od spraw karnych do
i Wieprza, zdwojono komendę wojskową i robiono obławy na Śląsku
ci Węgrzech. Wszystko nadaremnie.
n
Pewnej niedzieli przybył baca szałasów Szczotki, które to szałasy

44
jeszcze z dawnych czasów Burego i Portasza ~j były znane jako miejsca
schronienia zbójników. On opowiedział, że przyszło do niego czterech
ludzi znużonych i głodnych i żądało chleba, ponieważ jednak chleba
nie posiadał, więc poszli do lasu, byli zaopatrzeni w strzelby, z wszelką
pewnością — twierdził — należą do ludzi Proćpaka. Natychmiast ze­
brano dwie kompanie wojska, wszystkich gajowych i leśniczych, chło­
pów z Ciśca, Milówki i Rajczy i ruszono na obławę. Otoczono las wie­
czorem, a rankiem wkroczono ze wszystkich stron równocześnie, po­
suwając się za wskazówkami gajowych do środka, badając dokładnie
każde drzewo i krzak. Wreszcie pod wystającą skałą znaleziono tlejący
popiół z ogniska, miejsce, gdzie w nocy ludzie leżeli i kości ogryzione
z pieczeni, wszystko to dowodziło, że rankiem byli tu zbójnicy i jeszcze
nie mogli zbiec. Zaraz ścią'gnięto tu część ludzi, by stworzyć drugi kor­
don, ażeby, co ujdzie pierwszemu, wpadło na drugi. Znaleziono jed­
nego zbójnika w wyprćchniałym drzewie, ten miał powiedzieć, gdzie
są inni i wielu ich jest; gdzie oni są, tego on nie wiedział, gdyż każdy
ratuje się jak może, na noc było ich tu sześciu, gdyż, jak mówił, nie
pozwala się im nocować pod dachem jak ludziom.
Przy dokładnym szukaniu znaleziono jeszcze dwóch wciśniętych
w rozpadliny skalne, czwartego zdradziły wrony na gęsto oliścionym
drzewie. Tych czterech odprowadzono do Milówki, a stąd do Wieprza,
las dalej trzymano w osaczeniu i przeszukiwano bezowocnie do dnia
następnego.
Na przesłuchaniach wyznali ci czterej, że ich wielu pozostaje
z bandą w przyjaznych stosunkach, ale liczby dokładnej nikt nie zna.
Według zeznań pojmanych przeprowadzono rewizje po domach i aresz­
towano do siedemdziesięciu ludzi, których odesłano do Wieprza.
Wszyscy, którzy widzieli lub rozmawiali ze zbójnikami, a nie donieśli
o tym, zostali wychłostani kijami, a ci. którzy ich nocowali, albo z nimi
pili, tańczyli i bawili się, a nie donieśli, zostali odesłani do więzienia
w Wiśniczu, takich było czterdziestu. Zaś czterech pojmanych zbójni­
ków powieszono powyżej Wieprza tam, gdzie się droga skręca do Radziechów, na dwóch szubienicach.
Radcowie do spraw karnych zażądali z powodu wielkiej liczby
delikwentów nowych syndyków do pomocy. Przesłuchiwania trwały
całymi dniami i nocami.
Do pomocy między innymi przydzielono syndyka bialskiego, który
omal przez przesłuchiwanego dezertera z wojska nie został zabity. Już
o godzinie dziesiątej musiał być ten, dopiero po południu dostawiony,
a bardzo podejrzany aresztant przesłuchany. Przyprowadzono go za­
kutego do izby przesłuchań. Syndyk kazał woźnemu wykonać coś za
drzwiami, gdy ten wyszedł, aresztant skoczył ku syndykowi, zgasił
światło i zarzucił mu kajdany na szyję. Na krzyk syndyka wpadł
woźny do izby i straż i uwolnili go. Delikwentowi zaś udowodniono
rabunek i odesłano do pułku na egzekucję.
Z zeznań aresztowanych okazało się, że Milówka i Kamesznica
były głównym gniazdem zbójników, a Proćpak hersztem, któremu2
2) Por.
Komonięcki
Andrzej,
Dziejopis
Szczotka, Żywiec 1937, t. I, str. 177—8, 271 i 273—4.

Żywiecki,

wyd.

S t.

45
przysięgali posłuszeństwo. Ściągnięto więc całe wojsko do Milówki
i przesłuchiwano w tej wsi.
Zima spędziła zbójników z pola i skłoniła ich do szukania domów;
wielu połapano przy tej sposobności, tylko Proćpaka nie można było
dostać. Jego stary ojciec i żona siedzieli w Milówce w kajdanach, by
wyznali, gdzie się Pročpak ukrywa, czego jednak naprawdę nie wie­
dzieli. Przypadek sam go w końcu wyzdradził.
W grudniu 1795 r. udał się jeden z przysięgłych ze wsi Kamesz­
nicy na chrzciny do Milówki, kumą była młoda wdowa, która mieszkała
we własnym domku wraz ze służącą. Gdy po chrzcie według zwyczaju
wstąpiono do karczmy, rozprawiano tam wiele o najnowszych zdarze­
niach i o świeżych oskarżonych, także o ojcu i o żonie Proćpaka, su­
rowo więzionych którzy już dostali chłostę, by wyznali, gdzie się Proč­
pak ukrywa. Gdy potem kumowie z dzieckiem szli ku Kamesznicy do
domu i jak naturalnie od wódki stali się rozmowni, kum rzekł: — „Żal
mi tego starego ojca, który w tym wieku przez swego syna niewinnie
musi znosić takie maltretowanie. Jest to przecie ze strony Proćpaka
wielkim okrucieństwem dozwalać, by ojciec tak cierpiał. Przecie
mógłby gdzieś z odległości dać jakiś znak od siebie, żeby tu wiedziano,
że ojciec nie może dać o nim żadnej wiadomości“. — Ńa to kuma od­
rzekła: — „Prawda, muszę mu to powiedzieć“. — Natychmiast jednak
urwała, stała się niespokojna tak, jakby się niepotrzebnie wygadała.
Kum zauważył to, ale nie dał tego znać po sobie i zwrócił rozmowę
na rzeczy obojętne. Ponieważ tę samotną kobietę podejrzewano i tak
o miłostki, przysiężny uważał swój domysł za uzasadniony i oddawszy
chrześniaka, odszedł i udał się do leutnanta, który mieszkał w Kamesz­
nicy. Ten zabrał go natychmiast do kapitana w Milówce i złożył mel­
dunek komisji, szybko odkomenderowano dziesięciu ludzi z dwoma
gajowymi, by przeprowadzono rewizję w domu wdowy.
Była północ, gdy oddział przybył do domku: obstawił go, zapu­
kano na okno, ale nikt się nie odezwał, więc żołnierz uderzył kolbą
karabinu do drzwi i zawołał — otwierać! Za chwilę zapytano się przez
okno, co się dzieje, odpowiedź była prosta — otwierać! z dodatkiem
żołnierskich przekleństw. Wreszcie ktoś wyszedł i otworzył drzwi,
czterech żołnierzy i dwóch gajowych wpadło do sieni, dwóch'żołnierzy
skrzyżowało karabiny na progu. Wtedy zaświecono latarnię i kilka
łuczyw i przeszukano każdy kąt małej izdebki. Gospodyni stała tak, jak
z łóżka wyskoczyła, w kącie; przeszukano łóżko, wyrażano przypusz­
czenie, że dwie osoby w nim leżały, ale nic nie można było znaleźć.
Przeklinano, rzucano groźby, żądano to od służącej, to od gospodyni
wyjaśnień, kto drugi leżał w łóżku, ale obie temu przeczyły. Oświetlono
sień, kilku weszło pod dach, wszystko bezskutecznie.
Z niezadowoleniem wychodzili żołnierze na pole, ale gajowy,
który szedł na końcu, sięga ręką poza drzwi, ponieważ w tym miejscu
zwykle wieszano słoninę, by jednak jakąś zdobycz pochwycić i trafia
na włochatą głowę, więc woła głośno: — Zatrzymać się! On tu jest!
Natychmiast^ żołnierze z powrotem wpadają do domu i rzeczywiście
znaleźli Proćpaka, który spał u tej piękności wiejskiej i tak niedelikatnie został obudzony.

Zaraz go skuto, spytano o strzelbę i znaleziono w piwnicy, która
była osobno poza domkiem, ładną dubeltówkę i dwa kosztowne pisto­
lety. Potem Proćpaka z gospodynią i służącą odstawiono do Milówki.
Skoro więc już ten wielki cel osiągnięto i gdy teraz sami areszto­
wani twierdzili, że są już wszyscy połapani, ustalono dzień egzekucji.
A ponieważ dwudziestu zbójników uznano za kandydatów szubienicy,
więc na górze przy Kamesznicy obok mostu ustawiono siedm szubienic.
Jednego dnia powieszono siedmiu, drugiego siedmiu, a trzeciego sześ­
ciu z Proćpakiem. Zaproszono księży z całego dziekanatu do dyspono­
wania delikwentów na śmierć.
Ze złośliwości zbójnicy zapodali także organistę ze Zawoji, jako
swego wspólnika, który im u księdza w Zawoji musiał pomagać. I cho­
ciaż on stale zapewniał, że poza tym jednym razem, kiedy był do tego
zmuszony, nigdy z żadnym ze zbójników nie widział się, to jednak on
wraz z nimi na śmierć skazany i miał drugiego dnia być powieszony.
Kanonik Pawluszkiewicz, proboszcz jeleśniański3),. człowiek poważny,
słuchał spowiedzi organisty, który na wszystkie świętości zapewniał
o swej niewinności. Ksiądz zdobył się na odwagę i prosił komisję o uła­
skawienie organisty, przytaczając, że według spowiedzi robi on wraże­
nie rzeczywiście niewinnego. Oświadczenie księdza źle zostało przyjęte
przez radców sądowych, którzy odpowiedzieli, że wydali wyrok nie
według spowiedzi, lecz według zeznań czterech świadków z pośród sa­
mych zbójników, nie można go więc uwolnić. Skoro jednak w dniu
stracenia dwaj zbójnicy przed śmiercią wyznali, że organistę oskarżyli
jako uczestnika napadu za to, iż ich wydał, uniewinniono więc ska­
zańca.
Przez cały czas śledztwa od września do dnia 20 grudnia ukarano
chłostą ponad 100 ludzi, 70 odesłano do więzienia karnego, 28 powie­
szono, 4 urlopników i dezerterów odstawiono celem ukarania do puł­
ków. Od tego czasu był spokój.
Relacja ks. Augustina dorzuca więc trochę nowych nieznanych
nam szczegółów o działalności Proćpaka, naogół zaś potwierdza dane
zawarte w Pieśni o standrechcie i Proćpakowej bandzie, która przez
to zyskuje na wartości historycznej.
3. Osobno pragniemy zestawić podania o Proćpaku (zwanym
przez górali Kroćpakiem), jakie się między ludem utrzymały 4).
Franciszek Białożyt z Kamesznicy, lat 45, opowiadał nam, że Proč­
pak ze swymi towarzyszami ukrywał się w „piwnicach“ niedaleko drogi
wiodącej ze szczytu Baraniej Góry na Halę Baranią. Tu zbójnicy pod­
czas słotnych dni, gdy nie można było urządzać dalszych wypraw,
pragnąc skrócić wlokący się czas, zaprzęgali się sami do radła, które
ze wsi przynieśli i orali. Jeszcze dziś w lesie pokazują chłopi ślady
„zbójnickich zagonów“.
Jeden ze zbójników miał się odznaczać niezwykłą siłą. Kiedy ude3) Por. o nim Karbowiak Antoni, X. Ignacy Pawluszkiewicz i jego
dziełko pedagogiczne z 1771 r. (Muzeum, R. XXI, 1905).
Lucjan Malinowski zebrał podania o Proćpaku, znane na Śląsku,
por. Powieści ludu polskiego na Śląsku (Materiały antropologiczno-archeologiczne
i etnograficzne, t. IV) Kraków 1900, str. 49—53.

47
rzył ręką w skałą, na głazie odbił się ślad jego olbrzymiej dłoni. I ta
„zbójecka ręka“ zachowała się na skale poniżej „zbójnickich zagonów“.
Ślady zbójeckich kryjówek dochowały się również na Iiarolówce
nad drogą prowadzącą na Baranią Górę.
Śp. nasz ojciec Stanisław Szczotka, zmarły w Milówce w 1028
w wieku 76 lat, opowiadał, że dzieckiem będąc widział „Proćpakowe
piwnice“ na Przysłopie koło Plebańskiego lasu, które wtedy rozbierali
chłopi ze Szarego, zabierając kamienie do budowy piwnic i fundamen­
tów pod domy. Wydaje się jednak, iż raczej mogły to być jakieś maga­
zyny zbudowane przez górników, którzy tu pod Przysłopem w pierw­
szej połowie XIX w. kopali rudę żelazną do huty w Węgierskiej Górce.
On również opowiadał, że jeden ze zbójników, któremu w potyczce
wybił żołnierz zęby, chronił się w Kamesznicy u kobiety w kryjówce
między podwójnym dachem. Ponieważ z powodu rany nie mógł jeść,
karmiła go ona swą piersią.
O stosunku Proćpaka do biednych chłopów świadczy nam inne
podanie, opowiedziane przez Franciszka Białożyta. Koło kapliczki przy
I drodze do Milówki niejednokrotnie dopytywał się zbójnik przechodzą­
cych ludzi o Proćpaka, sam nie dając się poznać. Naogół chwalono go
za to, że wspierał biednych Zadowolony z takiej odpowiedzi obdaro­
wywał przechodzących pieniądzmi, płótnem i suknem. Jednego razu
zapytana baba poczęła złorzeczyć Proćpakowi, nazywając go rabusiem
i złodziejem i prosząc Boga o jego rychłą śmierć. Wówczas prosił ją,
aby mu z Milówki przyniosła od kowala gwoździ, nie przeczuwając
złego, spełniła ona życzenie zbójnika. Proćpak poustawiał gwoździe
gęsto główkami na pniu ściętego drzewa, a później usadził na nich ko­
bietę i dopiero teraz przyznał się, iż jest właśnie przywódcą zbójników,
którego tak nienawidziła 5).
Często jednak zbójnicy napadali na bogatszych chłopów. Jan Wełniak z Milówki, lat 67 takie nam opowiedział zdarzenie. Pod koniec
XVIII w. był wójtem we wsi Szare jego prapradziad, mieszkający „na
Chałupisku“. Zbójnicy dowiedzieli się, że posiada on w domu 800
„siajnych ryńskich“ i postanowili go okraść. Nie mogąc się dobić do
drzwi, zrobili podkop pod ścianą i tędy weszli do domu. Bili Wełniaka,
ale ten udał zabitego. Wówczas zapalili ogień i włożyli doń łańcuch,
aby nim wójta przypiec. Wtedy jednak udało się nieszczęsnemu uciec
przez dziurę w dachu. Teraz zbójnicy wzię i na męki jego żonę, wiercąc
jej świdrem dziurę w kolanie. Wijąc się w straszliwych mękach, nie
mogła im wydać pieniędzy, gdyż nie wiedziała, gdzie je mąż schował.
Wówczas towarzysze Proćpakowi zabili jałówkę, upiekli ją i unieśli ze
sobą, zabierając bryndzę, masło i słoninę.
Ciekawy szczegół egzekucji opowiedział nam Michał Jeleśniański,
lat 67 z Milówki. Jeden z „familii“ Proćpaka, syn bogatej wdowy, która
go źle wychowywała, pozwalając mu na wszystko, został skazany na
powieszenie. Przed śmiercią prosił o zezwolenie na pożegnanie się
z matką, a gdy zbliżyła się do niego, oświadczył, że chce jej coś powie­
dzieć na ucho. Gdy nachyliła głowę do niego, chwycił ją zębami za6
6) Również Wojciech Zawada z Ciśca, lat 78, opowiedział to zdarzenie .Tanowi
Gródeckiemu, sekretarzowi gminnemu w Milówce.

48
ucho (ręce miał związane) i kopnął nogą w brzuch. W zębach zostało
mu ucho, które wypluwszy, krzyknął: — ,.Giń ze mną niedobra
matko!“
Jakże żywo przypomina to opowiadanie zbójnicką pieśń podha­
lańską, w której zbójnik przed śmiercią śpiewał:
Matuś moja miła cemuś mie nie biła,
Cemuś mie nie biła, robić nie ucyła ?
Kiej mie bedom wiesać, bedzies sie gańbiła.

4. Poza dwiema pieśniami ludowymi o Proćpaku, ogłoszonymi
przez L, Delaveaux ‘j w jego Góralach Bieskicloun/ch, które zresztą
nieznane są wśród górali żywieckich, nie znaliśmy żadnych pieśni zbój­
nickich z Żywiecczyzny. Dziwne to zjawisko i godne zastanowienia,
gdy zważymy, że przecie tu w przeszłości kwitnęło zbójnictwo na
wielką skalę.
W ciągu ostatnich kilku lat ustawicznie robiliśmy wśród miejsco­
wej ludności poszukiwania, śledząc usilnie za pieśniami i legendami,
które tradycja łączy ze zbójnictwem. Dopiero w sierpniu 1937 r. udało
nam się zanotować kilka pieśni zbójnickich i te poniżej zamieszczamy.
Na pierwszym miejscu musimy uwzględnić pieśni o Proćpaku, Ja­
nosiku Żywiecczyzny. Słyszeliśmy je od Franciszka Zawady, lat 31
z Kamesznicy, miejsca urodzenia i stracenia harnasia.
1. Obiło sie echo az po moje usy,
Ze ślakla na Gody do łasa wyrusy.
2. A Kroćpocek 7) nie śpi, kraju łasa sfrzeze,
Kto w głomb niego wejdzie, do niego sie bierze.
3. Godzecie, godzecie wcionz wele Kroćpoka,
A on nie zadługo wyskocy zzo krzoka.
4. Kiedy kcecie wiedzieć, jak Kroćpok wyglondo,
Dawojcie piniondze, bo on tego zondo.

Prócz tej większej pieśni o Proćpaku śpiewał Zawada i inne jedno­
zwrotkowe.
1. W Sarćm na gronicku siubienicka słoi
Na tego Kroćpoka, co sie ji nie boi.
2. Skondbyście ziandary gajdanów nabrały,
Cobyście Kroćpoka do nik powionzały.

W „zbójeckich piwnicach“ ukrywali się towarzysze Proćpaka na
Baraniej Górze i w związku z tym powstały następujące pieśni:
®) L. Delaveaux,
Górale bieskidowi, str. 116—117; Zborowski,
Pieśń o standrechcie, str. 4.
7j Górale żywieccy nazywają Proćpaka Kroćpokiem, Dziś Kroćpok to obraźliwe
przezwisko mieszkańca wsi Kamesznicy, por. także .1. Zborowski, Rusnak,
pročpak, janosik, Język Polski 1914, II, str. 213, gdzie wzmianka, iż tak w Żywiec­
czyźnie jak i w Nowym Targu „proćpak“ oznacza gbura, złodzieja lub niedołęgę.

49
1. Na Barani piéknie, na Barani śmiało,
Ino na Barani spokojności mało.
2 Baranio, Baranio, dróżka cćmbrowano,
Cćmbrowali chłopcy przy miesioncku w nocy.
3. Zbójnik jo se, zbójnik na Barani Górze,
Cekom na Ślezioka z piniondzami pudzie.

Błażej Stańco, lat 62, znany dudziarz ze wsi »Szarego, śpiewał pieśń,
która stanowić ma przyśpiewki Pročpak a w karczmie na muzyce, gdy
równocześnie jego towarzysze dobierali się do komory i stajni karczmarki.
1. Tańcuj ze se, tańcuj karcmarecko tłusto,
Bédzies ty płakała, stajenecka pusto.
2. Dolinom, dolinom z tom cćrwonom kalinom;
Pochyl ze sie za buka, bo ci widaj kłabuka.
3. A ty głupi Tomku, kiełbasy na kołku
Sukno na wygléndzie, syćko naše béndzie.
4. Tańcuj ze se, tańcuj, wisi na ciekańcu,
Wisi i gańdziara, cobyś tańcowała.

Przyśpiewki te zawleczone zostały prawdopodobnie do Żywiec­
czyzny z Podhala. Wszak już Sabała je śpiewał, opowiadając o wyczy­
nach zbójnika Matěji, który śpiewał w tańcu z karczmarką:
1. Oj, tańcuj ze se, tańcuj, oj kacmarecko tłusta,
O, bo na jutro bedzie kumurecka pusta.
2. Ej, shylaj ze sie Józek, bo ci kłabuk widno;
Ej, jak kacmarz uwidzi, bedzie z nami biedno.
3. Hej, zbierajcie, zbierajcie, chłopcy uciekajcie,
Ej, na mnie we wąwozie w Kirak pocekajcie.
4. Oj, kacmarecka rada, ze sie wytańcyła,
Ej, ale kacmarz nie rad, bo bedzie hoj co jad !
5. Pinioski brzękajom. niekze nie brzękajom,
Bo jak to usłysom, to nás pohytajom8).

Od tegoż „gajdoska“ słyszeliśmy i inne pieśni zbójnickie.
1. Jaworze, jaworze sćrokiego liścia;
Uzyc Panie Boże zbójnikowi scenścio9).
2. Kiedy se zbójnicek na gronicku strzelił,
Wtedy sie gtonicek cały rozweselił.
8) Stopka A., Materiały do etnografii Podhala (Materiały antropologicznoarcheołogiczne i etnograficzne, t. III) Kraków 1898, str. 104. Por. Hoesick F.,
Legendowe postacie zakopiańskie, Warszawa 1922, str. 241—3; Kantor J., Pieśń
ludowa Podhala (Rocznik Podhalański), Zakopane 1914—1921, str. 138.
J ®) Znane również na Podhalu.
Lud Ť. XXXV.

4

50
3. Jesce jo nie widzioł tali dziéwcyny pîakaj,
Jak moja płakała, kiej mie mieli łapaj.
4. Magura, Magura, za Magurom góra;
Zabili bacoska, wisi z niego skóra.


%

J

Podobny wypadek znany jest w pieśni podanej nam przez Franciszkę
Waligóra, lat 53 z Nieledwi:
Olili, olili, bacoska zabili,
Na kocieł wrazili, w zéótycy warzyli.

Co zresztą znane jest i pieśni podhalańskiej;
Chycili na holi bacoska zbójnicy,
Bódom go warzyli na kotle w zéntycy,

Do powszechnie znanych w Żywiecczyźnie należy pieśń o napa­
dzie zbójnika na przejeżdżającego przez las furmana. Słyszeliśmy ją
od Jana Czecha, lat 60 sołtysa z wsi Radziechów, Filipa Kubicy, lat 56
z Kamesznicy i Franciszki Waligóra, lat 53 z Nieledwi.
1. Wyjezdzoj furmanku, bo juz na cie cas,
Bo tam nie przejedzies,
Bo tam nie przejedzies przez tén génsty las.
2. Furmanek wyjechoł, z bica wytocył,
Juz mu rozbójnicek,
Juz mu rozbójnicek drogę zaskocył.
3. Furmanie, furmanie! Gdzie piniondze mos ?
Tam w zadku na wozie,
Tam w zadku na wozie, to se ik weźcie.
4. Zbójnicy, zbójnicyl Boga sie bójcie!
Konia i wóz weźcie,
Konia i wóz weźcie, życie darujcie!
5. Zbójnicy, zbójnicy! Źle słychać na wás;
Na Podolu kowal kuje,
Na Podolu kowal kuje gajdany na wás.

Pieśń ta znana jest również na Śląsku i to w dwóch odmiennyc
wersjach.
1. Wyjeżdżaj furmanku, bo już z tobą czas,
Bobyś nie przejechał przez ten gęsty las.
2. Wyjechał furmanek, z bicza wytoczył
I zaraz zbójniczek z łasa wyskoczył.
3. Powiedz mi furmanku, kaj piniondze mosz,
Bo jak mi nie powiesz, zabija zaroz.
4. Mom cić jo pieniążki w żadnej kosynie,
Weź se ich zbójniczku, nie zabijaj mnie.
5. Bo jak byś mnie zabił, byłby o mnie płacz,
Płakałaby żona, płakałyby dzieci, płakałaby o mnie cała rodzina.

^

t

Lut

51
Redakcja krótsza (pow. tarnogórski i pszczyński) zna tylko treść pierw­
szych trzech zwrotek10).
Obawa przed służbą w wojsku austriackim często była przyczyną
do zbiegania w lasy i łączenia się ze zbójnickimi „familiami“. Ambroży
Grabowski zanotował w swych pamiętnikach pieśń górali żywieckich,
która nam przedstawia strach przed wojskiem i przez to łączy się także
z genezą zbójnictwa na przełomie wieków XVIII i XIX.
A gdy nadejdzie twoja nieszczęsna godzina,
Tedy cię w nocy porwą jako sk... syna,
Związanego jak zbójcę do Żywca powiozą,
Gdzie na ciebie cesarską, zgrzebną kitlę włożą,
I potem cię popędzą od swoich zdaleka,
Gdzie na ciebie za Niemców śmierć niechybna czeka11).

5. Po zlikwidowaniu Proćpakowej bandy nie od razu zamarło zbójnictwo w Żywiecczyźnie. Działał tu na początku XIX w. głośny harnaś
Cukrzyk, o którym świadczą nam podania ludowe z okolic Soli, Ujsoł
i Rycerki.
Dzieje Cukrzyka opowiedział nam w 1936 r. Józef Szczotka z Ry­
cerki Górnej lat 67, który słyszał je od swego dziadka, urodzonego
w 1792 r., a zmarłego 1872 r. Zanotować musimy, że Józef Szczotka
w kilka miesięcy później zmarł w grudniu 1936 r.
Cukrzyk zorganizował swą bandę we wsi Oszczadnicy na Słowaczyźnie, skupiając jednak w swych szeregach sporo górali żywieckich
zwłaszcza z wsi Soli i Rycerki Górnej. Z biegiem czasu towarzystwo
jego objęło swą działalnością Orawę, Słowaczyznę i Żywieckie, często
ukrywali się zbójnicy w lasach Rycerki Górnej, w miejscu, które dzisiaj
nazywa się „Zbójnicokiem“. Tu w Rycerce Górnej „na Swancarzach“
mieszkała kochanka Cukrzyka Zośka Ciasnocha, do której znosili zbój­
nicy zrabowane łupy.
W stosunku do napadniętych był Cukrzyk bezwzględny. Jednego
razu napadł ze swą „familią“ juhasów na Magurze na pograniczu
polsko-orawskim. Po zabraniu owiec i sera ugotowali zbójnicy bacę
w żentycy za stawiany im opór. Celem wymuszenia zeznań stosował
Cukrzyk przypiekanie żelazem rozpalonym lub wiercenie dziur w ko­
lanie świdrem. Na Słowaczyźnie, Orawie i w Żywiecczyźnie posiadał
harnaś swych szpiegów, którzy mu donosili o nadarzających się oka­
zjach rabunku, w Polsce przewodził zwiadowcom nieznany nam z na­
zwiska Wałek, na Orawie Gumola.
Do dziedzica wsi Soli Szwarcemberga posłał Cukrzyk list, w któ­
rym żądał okupu w kwocie czterystu cwancygierów, które polecił zło­
żyć pod krzyżem u Zwardońskiej Słannicy. Do napisania tego listu
zmusił Cukrzyk jedynego piśmiennego chłopa w Soli Jurka Szczotkę,
który posługując księżom w Rajczy, nauczył się czytać i pisać. Szczotka
został ujęty przez Szwarcemberga i półtora roku przesiedział w więzie10) Pieśni ludowe z polskiego Śląska, wyd. Jan St. Bystro ń,
1934, str. 92—3.
J1) S t. Estreicher, Wspomnienia Ambrożego Grabowskiego,
i909, t. II, str. 372.

Kraków
Kraków
4*

52
niu, skąd uwolniono go wskutek zabiegów księży. Zamiast okupu posłał
dziedzic uzbrojonych pachołków, którzy w utarczce zabili czterech
zbójników. W straszliwy sposób mścił się Cukrzyk na chłopach, któ­
rych podejrzewał o udzielenie pomocy Szwarccmbergowi; ludność była
wzburzona jego postępowaniem. Pod kierownictwem pandurów wę­
gierskich chłopi z Ujsoł, Soli i Rycerki robili obławy na zbójników, co
jednak tylko na pewien czas zmusiło Cukrzyka do zaprzestania napa­
dów, aby następnie bardziej jeszcze się srożyć.
Kiedy chłop z Ujsoł Andrzej Szypuła sprzedał woły, w nocy na­
padli go towarzysze Cukrzykowi, żądając wydania pieniędzy, czego nie
chciał uczynić. Związali go więc zbójnicy lejcami od uprzęży na konia
i zawiesili pod powałą, a wiszącego w powietrzu przypiekali żelazem,
podobnież męczyli jego żonę przybitą za włosy do ściany. Torturami
zmuszono chłopa do wskazania schowku z pieniądzami.
Zamożny chłop z Rycerki Jakub Carbas od dłuższego czasu spo­
dziewał się odwiedzin zbójników. Aby się do tego przygotować, uwią­
zał w sieni nad drzwiami bronę (włókę), obciążoną kamieniami. Gdy
jednej nocy zbójnicy przyszli i poczęli wyłamywać drzwi, spuścił Garbas bronę na wkraczających do domu. Jeden ze zbójników przytło­
czony ciężarem zmarł, inni zaskoczeni tym zbiegli, lecz Garbas odtąd
całymi nocami musiał z siekierą w ręku pilnować swego obejścia.
Nocą z dziesięciu zbójnikami wdarł się Cukrzyk do walkowni
w Rycerce Górnej. Walkarz z żoną poczęli się bronić, lecz zbójnicy
ujęli ich i wsadzili do sypunku na zboże, przywalając wieko kamienia­
mi. Zrabowane sukno zanieśli zbójnicy do kochanki Cukrzyka, Zofki.
Chłopi nie mogli przeboleć straty sukna i zebrawszy się, poszli zbrojnie
do Zofki, gdzie znaleźli sukno i wełnę zakopane w ziemi. Zaledwie
piętnastu parobczaków zdołało unieść zbójeckie łupy.
Niedługo później skradli zbójnicy chłopu z Rycerki woła, chłopa
zaś zabili. Ludność, lękając się o swoje mienie, poczęła się zbroić
w kosy, widły i topory i gromadnie stawiała odpór zbójnikom. Teraz
więc przeniósł się Cukrzyk ze swą familią na Słowaczyznę. W Zborowie obrabowali zbójnicy kościół, zabierając kielichy i monstrancję,
a proboszczowi ubranie i bydło. W Rystrzycy zmusili sołtysa, przypie­
kając go smołą, do wydania gromadzkich pieniędzy, w Starej Ry­
strzycy zrabowali sklep, a właściciela z żoną przywiązali do topoli. Na
Orawie kradli woły, które sprzedawali później rzeźnikom z Jabłon­
kowa. Łupy zrabowane na Węgrzech przechowywali zbójnicy u dru­
giej kochanki Cukrzyka, Maryny w Kosarzyskach.
Zośka Ciasnocha dowiedziawszy się o niewierności kochanka, po­
stanowiła się na nim zemścić, donosiła więc władzom o wspólnikach
Cukrzyka i kryjówkach. Sama zaś zabrała przechowywane w jej domu
pieniądze i zbiegła z nimi do swego stryja do Wrzeszczówki na Słowaczyźnie. Tam jednak wzburzona ludność chciała ją pojmać, spodzie­
wając się, że więcej wtedy powie o zbójnikach, co przyczyni się do ich
pojmania. Zdradzona kochanka zbójnicka zdołała ujść i pod obcym
nazwiskiem wprosiła się na służbę w żywieckim zamku, skąd jednak,
poznana, uciekła do Skalistego. Tam pojmali ją Słowacy w niedzielę
po sumie na wieży kościelnej. Uwięziona wydała dwa tysiące dukatów

53
i dziesięć tysięcy cwancygierów, równocześnie zaś wskazała nowych
wspólników Cukrzyka. Wspólnicy zdradzili kryjówkę w „Zbójnicoku“,
gdzie służba Szwarcemberga pojmała Cukrzyka i jego towarzyszy. Tu
znaleziono liczne zapasy żywności, pieniądze i ubrania, w pobliżu zaś
kości ze zjedzonego bydła, które zdołano zaledwie pomieścić na sześciu
drabiniastych wozach. Całe procesje Orawców, Słowaków i Polaków
schodziły się tutaj, aby rozpoznać i odebrać zrabowane sobie rzeczy.
Resztę łupów odwieziono do Żyliny.
Do Żyliny również skuci w kajdany szli Cukrzyk i towarzysze,
a także obie kochanki harnasia Zośka Ciasnocha i Maryna z Kosarzysk.
Na moście nad Kisuczą w Czadczy polecono Cukrzykowi pożegnać się
ze swymi kochankami, zbójnikom zaś z rodzinami. Każdy zbójnik na
znak, że ostatni już raz w swym życiu przechodź' przez Kisuczę, mu­
siał całować most, chłopi zaś, którzy byli wspólnikami zbójników, po
pożegnaniu z krewnymi, czołgali się przez most na kolanach.
Ostatni rzeczywiście raz widzieli fale Kisuczy. Cukrzyk, towarzysze
jego i wspólnicy zawiśli na szubienicach, Zośka do śmierci siedziała
w kazamatach więziennych, jedynie Marynę z Kosarzysk po dwunastu
latach zwolniono z aresztu i pozwolono jej wrócić do domu.
Kraków w listopadzie 1937 r.

SEBASTIAN

FLIZAK

DZIADOWSKIE OBIADY
W mowie górali podgorczańskich istnieje zwrot, którym gopodarz
albo gospodyni gani sługę lub córkę, gdy skrobiąc ziemniaki do goto­
wania dla rodziny, naobierała ich więcej, niż chwilowo potrzeba:
„Skrobies jak na dziadowski obiad“. Wyrażenie to pochodzi z dawno
zapomnianego zwyczaju, ugaszczania dziadów, żebraków, sutym obia­
dem po pogrzebie zamożnego chłopa, który w tesłamencie na ten cel
zostawił odpowiedni legat. Wyraźne choć nieliczne dowody istnienia
tego zwyczaju znajdujemy w chłopskich rozporządzeniach ostatniej
woli, oraz w inwentarzach mas spadkowych z końca XVIII i z po­
czątku XIX wieku, natomiast tradycja ustna prawie już nic o nim
nie wie.
Żebractwo, daleko liczniejsze w dawnych czasach niż dzisiaj, opie­
kowało się niejako zawodowo dusznym zbawieniem zamożniejszej war­
stwy chłopskiej i z jej ofiarności się utrzymywało. W szeregach żebra­
ków bywali nie tylko kalecy niezdolni do pracy, nie tylko próżniacy
i włóczęgi, lecz także i ludzie, którzy z powodu starości i związanej
z tym niezdolności do pracy znajdowali ostatnią ostoję w torbie i kiju.
Przydarzało się to nawet poważnym gazdom, gdy ich pasierby czy
nawet niegodziwe własne dzieci z chałupy wygnały. Jeszcze przed kilku
laty, widywano w Mszanie Dolnej chodzącego po żebrach byłego wójta
z pewnej wsi okolicznej, który po zapisie gospodarstwa dzieciom po­
dobno został przez nie zmuszony do utrzymywania się z proszonego
chleba.

54
Każda wieś miała swój poczet dziadów. Raz w roku, w dzień za­
duszny, występowali oni in gremio z całej parafii w celu odebrania
generalnej jałmużny. Gospodynie przynosiły po małym bochenku
chleba albo po kołaczyku i wręczały go ustawionym przed kościołem
w dwa szeregi żebrakom obojga płci. Bogacze wiejscy dostarczali pełne
koszyki, a dwór z Kasinki przysyłał cały wóz. Osobny wójt dziadowski,
ustanowiony przez proboszcza, czuwał nad porządkiem. Przy takich
okazjach bywało w Mszanie Dolnej przed pół wiekiem około stu że­
braków.
Miłosierdzie chrześcijańskie i troska o los duszy na drugim świecie
były tym źródłem, z którego żebractwo czerpało swe soki żywotne. Gdy
chłop sporządzał testament, prosił o pomoc dla duszy nie tylko swoje
dzieci, swych spadkobierców, lecz polecał się także modłom ubogich,
przeznaczając im wedle stanu zamożności cielę, jałóweczkę, pewną ilość
ziarna lub jakąś kwotę pieniędzy. Tak np. Wawrzyniec Kołodziej
z Dobrej w testamencie z 1807 r. przeznacza na pogrzeb „dla kapłanów
przy kościele parafialnym 120 tynfów, a na jałmużnę dla ubogich
cielę“. — Spadkobiercy zaś Szymona Palaca z Koniny oddają „dziad­
kom do szpitala“ 3 ćwierci owsa na intencję za duszę spadkodawcy.
(Szpital było to schronisko dla ubogich przy kościele parafialnym
w Niedźwiedziu). W inwentarzu majątku po Wojciechu Kuczaju z Łętowego z 1818 r. znajdują się przeznaczone dla ubogich pół korca psze­
nicy i 3aU korca owsa. Antoni Kozyra z Lubomierza przekazuje „na
szpital i ubogim, aby o mojej duszy pamiętali, 100 Złotych Górskich“.
Zamożniejsi i hojniejsi zabezpieczali sobie pamięć żebraczego stanu
jeszcze skuteczniejszym środkiem, mianowicie obfitą ucztą, urządzaną
po pogrzebie.
Najpierw przytoczę krótsze i ogólnikowe wzmianki o tej formie
szczodrobliwości. W inwentarzu majątku po Janie Tańculi z Podobina
z 1802 r. znajduje się pozycja: „Krowę 1 zostawują dla ubogich na
obiad“. Inwentarz majątku po Agnieszce Tramowej z Poręby W. za­
wiera pozycję: „1 krowa dziadom na obiad“. W inwentarzu majątku
po Jadwidze Dobrolce z 1805 r. znajdujemy na samym końcu pozycję:
„Ekspensa pogrzebowe na pochowanie matki i sprawienie obiadu dla
ubogich podług osobnej likwidacji 209 Zł. Górskich 20 groszy“. — Piotr
Wcisło z Łostówki w testamencie z 1815 r. poleca żonie, aby mu pogrzeb
przyzwoity sprawiła i „każdego zboża, jakie jest, czwartą część zmełla
i jałówkę zabić kazała, obiad dla ubogich za duszę moją sprawiła“. —
Z tego źródła nie można wywnioskować, jak wielkie były zapasy tej
mąki i chleba, natomiast w testamencie Wawrzyńca Miechorczyka
z Łętowego znajdujemy co do tego dokładne cyfry. Czytamy tam mia- |
nowicie: „Na pogrzeb oddaję 60 reńskich, a dla ubogich na obiad ozi- |
miny 2 korce, jęczmienia 2 ćwierci, bobu 1 ćwierć, sadło, które jest,
ziemniaków 4 korce, owsa 6 korcy, 1 krowę“. Jak z tego widać, roz- I
miary „obiadu“ były wcale pokaźne i jeżeli to miało być skonsumo­
wane na jednym posiedzeniu, to liczba uczestników musiała obejmo­
wać dziadów z całej parafii. Jeżeli się zważy, że przygotowanie tak
obfitego i różnorodnego jedzenia wymagało przynajmniej kilku dni
czasu, to trzeba przyjąć, że obiad nie mógł się odbyć w dzień pogrzebu, |

55
na trzeci dzień po zgodzie testatora, lecz w jakimś późniejszym termi­
nie. Potwierdza to zresztą rozporządzenie Franciszki Adamczykowej
z Lostówki z 1813 r. Testatorka obowiązuje swego (drugiego) męża do
sprawienia obiadu dla ubogich. „A że brakuje twardego ziarna na obiad
i jarzyny, ma sobie wyprowadzić nawóz na ten grunt, obsiać i zasa­
dzić podług potrzeby, a zebrawszy dopiero obiad sprawić. Prosię, które
zostaje, to ma być chowane, żeby było do obiadu. Krowy dwie: jedną
zabić na obiad, a drugą na egzekwie“. — Zanim więc pozostały mąż
uprawił pole, zasiał i zebrał zboże, upłynęło 7 miesięcy, bo testament
nosi datę 7 lutego 1813 r.
Wynika stąd, że „obiad dla ubogich“ nie był zwykłą stypą pogrze­
bową, jeżeli mógł być odłożony do tak odległego terminu. Przeciwnie,
nosił charakter dzieła miłosierdzia, czegoś w rodzaju fundacji, przez
którą zmarły chciał się upamiętnić.
Jak się odbywała ta uczta, jaki obowiązywał przy niej ceremoniał
i porządek, o tym źródła nie podają żadnej wiadomości. Po 1818 roku
nie spotyka się już o niej wzmianki. Być może, że wielka drożyzna
i ucisk podatkowy, który koło tego czasu zapanował, a na który czyta
się w zapisach i kontraktach skargi, położył kres hojności nawet naj­
zamożniejszych i najpobożniejszych chłopów.
Tradycja ustna nie przekazała wiadomości o tym zwyczaju. Na­
wet najstarsi ludzie, zapytywani w tej kwestji, nie umieją dać żadnych
informacyj, tak że jedynie w cytowanym na wstępie wyrażeniu pozo­
stał po nim pewien ślad.
.Mszana Dolna, w czerwcu 1936.

SEBASTIAN

FLIZAK

MODA W NADAWANIU IMION CHRZESTNYCH
U GÓRALI POD GORCAMI
Wybór imienia dla dziecka zależy w pierwszym rzędzie od rodzi­
ców, w niektórych miejscowościach dokonują go rodzice chrzestni,
wreszcie w pewnych wypadkach ksiądz, który dziecko chrzci, wybiera
mu imię według swego uznania.
Są pewne zasady, którymi się kieruje lud przy wyborze imion.
Ponieważ imię jest niejako legitymacją dla człowieka na cale życie,
ponieważ powinno ułatwiać a nie utrudniać życie, dlatego nie śmie być
brzydkie ani dziwaczne ani bardzo obce. Które imiona są brzydkie,
a które ładnej o tym rozstrzyga panujący w danej epoce i w danej
okolicy gust. Obok tego zamiłowanie do tradycji odgrywa także pewną
rolę.
Najczęściej rozstrzyga o wyborze matka dziecka. Zwykle wybiera
imię osoby bliskiej i miłej sobie. Często wnuk dziedziczy imię dziadka
a wnuczka babki, siostrzeńcy i siostrzenice przejmują imiona po wu­
jach i ciotkach, bratańcy po stryjach, zwłaszcza jeżeli ci są równo­
cześnie chrzestnymi rodzicami.

56
Niekiedy uwzględnia matka życzenie, propozycję starszego dziecka,
które chciałoby się bawić z braciszkiem lub siostrzyczką takiego a nie
innego imienia. Nie śmie więc być imię brzydkie. Za takie uchodzą
w okolicy Mszany Dolnej imiona: Gerwazy, Gwalbert, Cyprian, Grze­
gorz, Maciej, Kasper i inne. Z żeńskich są niepopularne: Bibiana, Sa­
bina, Cecylia (w pospolitej wymowie Cecuła) Brygida, Margośka (Mał­
gorzata), Kunegunda, Kordelia (Kordula) i inne. Te imiona zostają dla
dzieci nieślubnych. Niektórzy bowiem księża stosują sankcje względem
lekkomyślnych dziewcząt w ten sposób, że ich dzieci chrzczą niepopu­
larnymi, wyśmiewanymi imionami. Pewien proboszcz starej daty
chrzcił wszystkie nieślubne dzieci jednym imieniem: chłopcom nadawał
imię Anastazy, dziewczętom Anastazja. W ten sposób cała parafia
miała ułatwioną ewidencję nieślubnych urodzeń i stanu moralności. —
Matka jednak bardzo często nie uznaje tego stanu rzeczy i w domu
woła na dziecko innym, dowolnie wybranym imieniem, a dopiero
w szkole, gdy dziecko zaczyna się uczyć, wołają na nie nauczyciele
imieniem nadanym na chrzcie, co w danym wypadku sprawia mu
przykrość.
Często otrzymuje też dziecko imię tego świętego, którego dzień
zbiega się z dniem jego urodzenia. Jest to stanowisko kościoła, dość
powszechnie przez lud podzielane. Niektórzy księża trzymają się go
bardzo uporczywie i nie uwzględniają życzeń rodziców, co prowadzi
do Liiemiłych konfliktów. Pokrewny zwyczaj zaś nakazuje nadawać
imię patrona parafii.
Tą okolicznością tłumaczy się w niektórych okolicach wielká liczba
imion gdzieindziej niespotykanych, jak w parafii niedźwiedzkiej Se­
bastianów. Ale powolne odstępowanie od tego zwyczaju daje się za­
uważyć.
Nareszcie bywa też i tak, że kumotrowie zastrzegają sobie wybór
imienia, uważając to za najważniejszy przywilej swego urzędu. W tych
wypadkach właśnie dziecko otrzymuje imię jednego z chrzestnych
rodziców.
Czy dzieci dziedziczą imiona po rodzicach ? Zasadniczo nie. Jest
bowiem pizesąd, że z dwóch osób tego samego imienia w rodzinie, np.
gdyby to był ojciec i syn, córka i matka, dwóch braci lub dwie siostry,
jedna musi umrzeć. Jeżeb jednak spotyka się wypadki, że syn nosi
imię ojca, to dziecku nadano imię w czasie, gdy ojciec był ciężko chory
i nie rokował nadziei życia, lub gdy syn jest pogrobowcem.
Ten przesąd jest powszechny wśród ludu" Wyjątkowe zjawisko,
pozostające w sprzeczności z powyższym przesądem stanowi fakt, że
w pierwszej połowie XIX wieku wśród ludu pod Gorcami był dość roz­
powszechniony zwyczaj nadawania tego samego imienia dwom synom
albo dwom córkom współcześnie żyjącym, niekiedy nawet wiekiem
nieznacznie się różniącym. Mianowicie na obszarze 14 wsi w zachod­
niej części powiatu limanowskiego dało się stwierdzić 59 wypadków
nadania tego samego imienia dwom synom albo dwom córkom w tej
samej rodzinie i w tym samym domu. Następująca tabelka przedstawia
to zjawisko w statystycznym ujęciu.

Dwóch braci jednocześnie żyjących imieniem
Jan
Wojciech
Jakub
Mateusz
Józef
Antoni
Tomasz
Marcin
Jędrzej

było w 14 wypadkach
4*
55
55
55
55

55

55

55

55

55

>,

>,

55

55





2
O
*->
55
1 wypadku

55

55

1

55

Razem 31 wypadków
Dwie siostry jednocześnie żyjące imieniem
Katarzyna
były w 8 wypadkach
Marianna
55
55
^
55
Regina
Agnieszka
55
55
55
Zofia
„ „ 1 wypadku
Tekla
55
55
1
55
Agata
Razem 28 wypadków
31 wypadków jednoimiennych par chłopców
28„„„ dziewcząt
59 wypadków jednoimiennych par dzieci.
Według rozmieszczenia terytorialnego przypada na wieś
Łostówkę
12 wypadków
Porębę W.
9
Mszanę Górną
7
Koninę
6
Lubomierz
5
Dobrą
5
Kasinę W.
4 wypadki
Podobin
2
Łętowe
2
Hyszówki
2
Jurków
2 wypadki
Wilczyce
1 wypadek
Gruszowiec
1
Niedźwiedź
1
Razem 59 wypadków
Tych 59 wypadków, zanotowanych w źródłach w latach od 1796—
1832 a więc w okresie jednej generacji, zaszło w 54 rodzinach, gdyż
3 rodziny liczyły więcej niż po jednej parze jednoimiennych dzieci,
a mianowicie: Marcin Kubowicz z Kasiny W., zmarły w 1814 roku'
miał wśród ośmiorga dzieci 2 synów Antonich i 2 Janów. Antoni Sutor
z Łostówki, wspomniany w dokumencie z 28 kwietnia 1818 r. w związku
z działem spadkowym, miał z 3 małżeństw dziewięcioro dzieci a wśród

58
nich 2 Tekle i 2 Katarzyny (jedna Tekla z pierwszej, druga z trzeciej
żony, jedna Katarzyna z pierwszej, druga z drugiej żony). Atoli rekord
w tym dziwactwie ustanowił Maciej Rusnak z Poręby W., zmarły
w 1815 r. Ten miał z dwóch żon dziesięcioro dzieci a. wśród nich 2 An­
tonich, 2 Agnieszki i 2 Janów. Imię Antoni nosił najstarszy syn z pierw­
szej i najmłodszy z drugiej żony. Obaj stanowili niejako krańcowe filary
w długim szeregu swego rodzeństwa. Trzeba dodać, że jednoimienne
pary tworzą dzieci przyrodnie w 25% na ogólną cyfrę wypadków.
Celem uniknięcia pomyłek i nieporozumień w urzędowych doku­
mentach dodawano do imienia określenie: starszy, młodszy. Np.: „Ob­
lata testamentu Wojciecha starszego Polaka z Mszany Górnej dnia 24
listopada 1817 r. zrobionego a na dniu 14 listopada 1818 r. potwierdzo­
nego“. — Agnieszka Janiowa z Łętowego zapisuje dnia 9 lutego 1819 r.
grunt synowi Mateuszowi młodszemu, gdyż drugi syn Mateusz starszy
służy w wojsku. — Jędrzej Jarosik z Koniny w testamencie z dnia 18
czerwca 1829 r.wylicza swoje dzieci: „Dzieci zaś mam sześcioro: dwóch
synów a córki cztery, to jest: najstarszy syn Jan, córka Zofia,
Agnieszka, Katarzyna, Regina, Jan młodszy“. — Iw tym wypadku
jak w wielu innych, ale oczywiście nie we wszystkich, najstarsze
i najmłodsze dziecko nosi to samo imię.
Przytoczone tu dane nie są bynajmniej wyczerpujące. Zaczerpną­
łem je bowiem ze zachowanych szczątków źródeł rękopiśmiennych J).
Dokładne studium metryk parafialnych ujawniłoby daleko więcej wy­
padków i pozwoliłoby ustalić czas nastania i zaniku tej mody.
Nie była ona jednak ograniczona do wsi na północ od Gorców le­
żących, lecz istniała także na Podhalu i to w dość odległej przeszłości, jak
świadczą ogłoszone przez K. Dobrowolskiego rozporządzenia ostatniej
woli tamtejszych górali*2). W 3 testamentach jest ten zwyczaj wyraźnie
poświadczony, a mianowicie: Krzysztofa Stramy z Maruszyny z dnia
9 czerwca 1649 r., Wojciecha Staszla z Międzyczerwiennego z dnia
19 lutego 1768 r. i Jana Zwoleńskrego z Czarnego Dunajca z dnia 14
czerwca 1790 r. Pierwszy miał dwóch synów Tomaszów, drugi wśród
6 córek dwie Reginy, trzeci dwukrotnie żonaty miał 13 dzieci a wśród
nich 2 synów Walentych i 2 córki Anny. (Z pierwszej żony Walenty
i Anna i z drugiej żony Walenty i Anna). Ponieważ atoli na 120 testa­
mentów tylko w 3 wyżej wymienionych występują pary jednoimiennych dzieci, i to na przestrzeni dość długiego okresu bo od 1649—
1791 r., przeto można przyjąć, że zwyczaj nie był szeroko rozpowszech­
niony.
Przedstawiony tu zwyczaj ma, jak się zdaje, głębsze podłoże niż
zamiłowanie do igraszki imionami. Mamy tu prawdopodobnie prze­
jaw kultu w pewnych rodzinach dla wybranych świętych lub przynaj­
a) Są to akta spraw gromadzkich z dworu wielko-porębskiego, wielko-kasińskiego i dobrskiego. Z dworu wielko-porębskiego dochowało się 6 tomów a zaginęło
13, z wielko-kasińskiego 1 tom, z dobrskiego 1 tom. Przechowywane w sądzie grodz­
kim w Mszanie Dolnej zostały w ostatnim czasie przeniesione do Archiwum Państwo­
wego w Krakowie.
2) K. Dobrowolski, Włościańskie rozporządzenia ostatniej woli na Podhalu,
Kraków 1933. Studia i materiały.

59
mniej echo takiego dawniej żywego kultu. Potwierdzają to przypusz­
czenie nierzadkie wypadki, gdy mąż owdowiały bierze w powtórnym
ślubie za małżonkę imienniczkę pierwszej żony, mając nadto z pierw­
szego małżeństwa dziecko noszące imię matki, lub naodwrót, gdy ko­
bieta owdowiała, wychodzi za imiennika pierwszego męża, mając
z pierwszego małżeństwa syna tego samego imienia.
W przytoczonych źródłach znalazłem pewną liczbę takich wypad­
ków i trudno przypuszczać, żeby kumulowanie identycznych imion
w jednej rodzinie było dziełem czystego przypadku 3).
Badanie imion chrzestnych w różnych czasach ukazuje nam pro­
ces powszednienia i zaniku pewnych imion a występowanie nowych.
Tak np. imiona Kasper i Maciej, uważane za rdzennie ludowe, już
w pierwszej połowie XIX w. ukazują się rzadko a obecnie nigdzie się
ich na wsi nie uświadczy. Natomiast pod koniec XIX w. wprowadziła
moda imiona męskie zżeńszczone, jak Józefa, Stanisława, Michalina,
Bronisława, w poprzednim okresie nie spotykane, tudzież imiona ze
sfery inteligenckiej, jak Władysław, Julian, Henryk i inne. — Żywot­
nymi okazują się, jak świadczą powyższe zestawienia, imiona Jan
i Katarzyna. Popularność ich jest ustalona od dawna wśród ludu pol­
skiego, jak świadczy poezja ludowa, która parom kochanków naj­
częściej nadaje powyższe imiona w spieszczonej formie: Jaś i Kasia.
Ale podczas gdy Jan stale cieszy się popularnością, to dla Katarzyny
nadchodzi zmierzch. To imię ulega również spowszednieniu i coraz
mniej dziewcząt wiejskich otrzymuje je na chrzcie.
Moda imion miejskich i inteligenckich wkracza nawet do za­
padłych wsi i wypiera dawne tradycyjne imiona. W takim Łętowem,
wsi zapadłej głęboko w Gorcach, oddalonej od szlaków komunikacyj­
nych, niema obecnie — jak mię informowano — dzieci z imionami
Marcin, Kuba, Sobek, Maciek; natomiast pojawiają się coraz częściej
Władysław, Bolesław, Mieczysław, Alfred, Wilhelm, Gizela, Danusia,
Henryka i inne. — Z tą modą idzie w parze druga: nadawanie dwóch
imion na chrzcie.
W imionnictwie ludowym odzwierciedlają się prądy kulturalne,
i zaznaczają upodobania, które lud wiejski przejmuje od warstw wyż­
szych wraz z innymi ich społecznymi wytworami.
Sanok w styczniu 1938.

s) Jakub Wsót z Niedźwiedzia, dwukrotnie żonaty, miał według wzmianki
z 1822 r. obie żony Katarzyny i dwie córki Katarzyny z obu małżeństw.
Kazimierz Piwowar z Mszany G. miał dwie żony Reginy według wzmianki
z 1811 r.
Regina Krupina z Mszany G. po stracie pierwszego męża Bartłomieja wyszła
za Bartłomieja Drobolę. Z pierwszego małżeństwa miała syna Bartłomieja. (Zapis
przedślubny z 1797 r.).
Regina Niedośpiałowa z Łostówki miała dwie córki Reginy, najstarszą i naj­
młodszą, z jednego małżeństwa. (Zapis przedślubny z 1820 r.l

60
ADAM FISCHER

DRZEWA W WIERZENIACH I ORRZĘDACH LUDU
POLSKIEGO
1. Brzoza.
1. Brzoza brodawkowata (Betula verrucosa Ehrh.) zwana także
ze względu nu białą korę, brzozą białą (Betula alba L.) rośnie w Polsce
na całym niżu i niższych położeniach karpackich.
2. W polskich rękopisach średniowiecznych wspomina się o niej
bardzo często, a także o jej różnych wytworach, jak oskoła i dziegieć.
3. Brzoza posiada wielkie znaczenie w kulturze material­
nej ludu polskiego. Najpierw w pożywieniu ludowym. Na
wiosnę spuszcza lud z brzozy słodki sok zwany „oskołą“, który służy
jako napój. Słowianie od tego nacinania brzóz nazwali też pierwszy
wiosenny miesiąc (trzeci lub czwarty w roku) bsr bńb. Jak to zajęcie
było ważne dla ludu, świadczy o tym fakt, że Mazurzy augustowscy
wczesną wiosnę tj. czas kiedy oskoła z drzew wychodzi, nazywali
wprost oskołami. Dawne polskie rękopisy wspominają o oskole już
w roku 1472, tak też rozumie ją Knapski w XVII wieku, gdy mówi
0 niej, że jest to betulae incisae succus. Taki sposób wydobywania
soku z brzozy można zauważyć na różnych obszarach Polski północnowschodniej (Pomorze, Warszawskie, Tykocińskie, Chełmskie), ale
także na Śląsku, gdzie sok ten wydobywano w większych ilościach
1 spuszczano nawet do naczyń, w których przemieniał się w napój
słabo alkoholowy. Poza tym pije się ten sok w Małopolsce w celach
leczniczych. W latach głodowych jadano w Polsce mieloną korę brzóz.
Kory brzozowej używa się w Bocheńskiem do oświetlania izby,
a także w Lidzkiem prócz sosny używa się na łuczywa i drzewa brzozowego. Spróchniałe drzewo brzozowe zwane „czyr“ lub „czer“ służy
do chwytania iskier przy krzesaniu ognia. Na Mazowszu kilkuletnia
brzózka ścięta wraz z gałęziami i liśćmi, nazywana „chlust“, służy do
wycierania sadzy w kominach, a z prętów brzozowych robi się miotły.
Z brzozy wyrabia się także różne narzędzia gospodarcze, plecie płoty
oraz wyplata niektóre narzędzia rybackie. W Tykocińskiem kobiety
farbują w korze brzozowej przędzę na kolor zielony do wyrobu kolo­
rowych płócien, zowiąc to farbowaniem w „brzezinie“. W Borszczowskiem służą bazie brzozowe do barwienia pisanek. Z kory brzozowej
wypalano też w Polsce dziegieć, o którym mamy już wzmianki w pol­
skich rękopisach średniowiecznych. Kaszubi wyrabiają z kory brzozo­
wej rozmaite przedmioty, zwłaszcza tabakierki.
4. Brzoza odgrywa znaczną rolę przy świętach dorocz­
nych. Na niedzielę palmową wije się niekiedy palmę z gałązek brzo­
zowych, którym przypisuje się moc leczniczą i czarodziejską. W No­
wej Wsi pod Czarnkowem zrywają gałązki brzozowe w niedzielę pal­
mową i kładą do naczynia z wodą. Jeśli gałązki rozwiną się do Wielkie j
Nocy, oznacza to szczęście w domu. W Międzyrzeckiem (Lubelskie),
jak wogóle w Polsce północno-wschodniej brzoza jest uważana za

61
drzewo dobre sprowadzające szczęście. Takie gałązki brzozowe zwią­
zane w pęki służą młodzieży do wypędzania śpiochów z łóżek w nie­
dzielę wielkanocną. Na Kaszubach odbywa się to uderzanie gałązkami
brzozowymi w poniedziałek wielkanocny i nazywa się „dingusem“.
Chłopcy dostają za to różne podarki, jaja, a nawet trochę drobnych
pieniędzy. Na polskim Pomorzu chłopcy dyngują t. zn. smagają wtedy
dziewczęta rózgami brzozowymi. Na Zielone Święta lud zdobi po­
wszechnie chaty gałązkami brzozowymi. W Rybarku w pow. staro­
gardzkim przed dom, gdzie mieszka ich „wybrana“, zanoszą mło­
dzieńcy brzózkę i okopują ją jako symbol swych uczuć. W Międzyrzeckiem (Lubelskie) w wilię Zielonych Świąt pastuszki wiją wieńce
z brzeziny i mają nimi łby i rogi swego bydła. W Pińczowskiem pasterz
wypędzając bydło pierwszy raz na paszę uderza rózgą z brzeziny trzy­
krotnie każdą krowę, a gdy wróci do domu, zatyka rózgę za stragarz
w stajni, aby uchronić się przed czarownicami. W Tarnowskiem
pasterz idący pierwszy raz z bydłem na paszę otrzymuje do poganiania
bydła rózgę brzozową, do której przywiązane są dzwonki (Hypericum
perforatum) święcone na Matkę Boską Zielną. W Polsce powszechnie
przystraja się domy i kościoły na Boże Ciało gałązkami brzozowymi,
które mają potem znaczenie profilaktyczne. W Brodnickiem gałązki te
wkłada się do ogrodu w ziemię, aby ustrzec zagony przed kretem.
Przechowywane zaś w oborze i stajni chronią zwierzęta przed zarazą.
W Kieleckiem wtyka się te gałązki szczególnie w zagony lnu i konopi
w celach ochrony przed kretami. W Jasielskiem w podobny sposób
także ochrania się kapustę. W wilię św. Jana ozdabia się w Żywieckiem
domy, drzwi i okna brzozą, która w całej Polsce należy do roślin za­
tykanych na św. Jana w strzechy, ściany itd. W Małopolsce Zachod­
niej (Bochnia, Brzozów, Chrzanów, Nowy Targ, Wadowice) w noc
sobótkową chłopcy biegają między łanami zboża z zapalonymi mio­
tłami brzozowymi. W Lubawskiem z dniem tym wiąże się tego rodzaju
wierzenie, iż kto wówczas dojdzie do brzozy i z odwróconą od niej
twarzą utnie gałąź, uzyska w ten sposób laskę czarodziejską. W Krakowskiem święci się gałązki brzozowe na Matkę Boską Zielną wraz
z innym zielem.
5. Brzoza występuje także w obrzędach rodzinnych
i domowych. W Lubelskiem po postawieniu krokwi na zrębie
domu, przytwierdzają wiechę zrobioną z gałązek brzozy. W Jeżycach
w pow. lubelskim, gdy dziecko przyniosą od chrztu, kładą pod progiem
chaty i biją rózgą brzozową trzykrotnie, aby nie trzeba było go później
bić. Przy tym mówią: „Bedzies dobry“? — „Bede“ i biją rózgą.
6. O ile w w i er z e n i a c h wschodniosłowiańskich brzoza od­
grywa znaczną rolę, w Polsce niewiele tych wierzeń, tylko w Poznańskiem zapisano niegdyś wierzenia, że w brzozy przechodzą dusze zmar­
łych dziewcząt i że w lutym i marcu tańczą one przy księżycu, zatańcowując na śmierć ludzi, którzy się między nie dostaną. Odpowiada to
ruskim opowieściom o rusałkach, które kołyszą się na brzózkach z roz­
puszczonymi włosami i śpiewają czarowne pieśni. Również w Poznańskiem brzoza samotnie rosnąca na polu oznacza, że pod nią leży i po­

62
kutuje duch jakiegoś człowieka zabitego, a w drzewie takim zamiast
soków krąży krew nieboszczyka.
7. Brzozie przypisuje lud polski rozmaite właściwości
lecznicze. Przede wszystkim stosuje się ją na różne choroby dróg
oddechowych. Lud w Małopolsce zachodniej (Tarnobrzeg, Nisko, Wie­
liczka) pije sok brzozowy przeciw suchotom, kaszlowi silnemu i dy­
chawicy. W Bocheńskiem brzozowe listki wiosenne gotuje się i używa
do kąpieli dla chorych na gruźlicę. W Kieleckiem na ból gardła piją
odwar z brzeziny, która zdobiła ołtarze w oktawę Bożego Ciała. W Ropczyckiem służy brzoza do leczenia chorób ocznych. Gdy się komu na
oku robi łuszczka (katarakta), winien nad ogniem z brzozowych prętów
potrzymać zimny obuch siekiery, a skoro na nim osiądzie rosa, posma­
rować nią oko, a łuszczka ginie. W Kieleckiem wspomina się nawet
w formułce zażegnującej łuszczkę, że „szedł Pan Jezus z Najświętszą
Panną dróżką, spotkał się z rysim pazurem i łuscką. Wezmę sobie
różdżkę brzozową na tego rysiego pazura i łuscki siekanie, rzezanie
itd.“. W Międzyrzeckiem (Lubelskie) patyki z miotły brzozowej spa­
lone na stali, dają olejek, który z białkiem jajka usuwa bielmo i po­
maga na ból zębów. W Poznańskiem (Czarnków) soku z brzozy używa
się ponoć także na porost włosów. W pow. konińskim nalewki ze spi­
rytusu na brzozowych listkach używa się przeciw febrze, a w pow.
lipnowskim (woj. warszawskie) leczą febrę brzozową korą ususzoną
i utartą na proszek w wódce. W Olsztynku na Mazowszu idzie się do
brzozowego ląsku i trzęsie drzewami brzozowymi, mówiąc „trząś mnie,
jak ja ciebie, a potem przestań“. W Lubelskiem leczy się reumatyzm
w ten sposób, że zbiera się w marcu, maju lub listopadzie pączki brzo­
zowe, moczy w spirytusie i smaruje bolące członki, a zarazem daje na­
pój wewnątrz. Pączki przyrządzane w smalcu służą także przeciw reu­
matyzmowi. Także w Przemyskiem gotuje się pączki wiosenne brzozy
przeciw cierpieniom reumatycznym. W Radzyńskiem przykłada się
świeże liście brzozowe na reumatyczne członki i nosi tak dobrze owi­
nięte tydzień lub nawet dłużej. W Lubelskiem napar z majowych
listków pomaga na niestrawność. W zaściankach szlacheckich, w Oszmiańskiem węgiel brzozowy rozciera się i pije z mlekiem od kataru
kiszek.
Również brzoza jest pomocna na rany. Koło Wieliczki młode
pączki liści brzozowych należy moczyć w spirytusie, a gdy nastąpi
krwotok z jakiejś rany, przykładają na tę ranę szmatki moczone
w owym spirytusie, na to kładą szmatki suche i obwiązują, a krwotok
ustanie. W Krakowskiem jeśli mucha usiądzie na ranie i może ją zajątrzyć, wtedy narośl na drzewie brzozowym krają w cienkie płatki, za
lewają wodą i gotują w garnuszku nakrytym i szczelnie zasklepionym.
Płatki te po mocnym wygotowaniu przykłada się trzy razy dziennie,
przemywając ranę jednocześnie tym wywarem, a zarazem pijąc po
dwie łyżeczki na raz od czasu do czasu. W Chełmskiem na zaognione
rany lud przykłada kawałek białej kory brzozowej, cienko odartej.
W Oszmiańskiem korę parzy się w mleku i przykłada „jak narywa“.
W Pińczowskiem szuka się mrowiska pod brzozą, po czym mrówki te
moczy w spirytusie i przykłada na zastrzał w nogach. W Międzyrzec-

63
kiem (Lubelskie) kąpiel z mrowiska z pod brzozy używana bywa po
połogu, przeciw paraliżowi i suchotom. W Kieleckiem panuje przeko­
nanie, że można komuś złośliwie mocz zatrzymać przy pomocy gałązki
brzozowej, na której robi się karby i wbija się ją na dnie źródła,
a wtenczas osoba znienawidzona będzie miała zatrzymany mocz na
tyle dni, ile jest karbów na gałązce. O takich czarach wspomina już
Haur (1693), przy czym zaleca, by zaczarowany puszczał mocz na
miotłę zrobioną z brzozowego chrustu, genisty i hebdu wetkniętą
w ziemię.
Wreszcie znajduje brzoza zastosowanie także w chorobach dziecin­
nych. W Dukielskiem wodę po kąpieli noworodka wylewa babka pod
brzozę, jeśli dziecko jest chore, w przeciwnym razie pod słodką gruszkę.
Polacy nadniemeńscy robią z brzozowych liści zmieszanych z mchem
śląskim i wrzosem kąpiel dla chorych dzieci. W Krakowskiem, gdy
dziecko dostanie wielkiej choroby, uderza się je gałązką święconej
brzeziny, a choroba je opuści.
Brzozę stosuje się także przy leczeniu zwierząt. Już Haur (1693)
wspomina o tym, że na urok zadany koniowi należy okurzyć go korą
brzozową, mirą, kadzidłem i białym krowieńcem. W Chehnskiem młode
odrośle tego drzewa lub święcone wianeczki zeń wite gotują na odwar
dla bydła w czasie panującej zarazy. W Tarnowskiem nie biją zwie­
rzęcia brzeziną, boby uschło. W Bocheńskiem chropowata kora z czar­
nej brzozy (Betula obscura Kot.) spalona na popiół i zmieszana z wodą
służy do mycia zwierząt celem wygubienia wszy. W Radzyńskiem
chore wymiona krowy nacierają gałązkami brzeziny i wrzosu. Nato­
miast na Pomorzu sporządzano z brzozy ter, który służy jako lekarstwo
dla bydła na rany, albo na zapobieżenie zrzucania płodu.
8. Nie brak też różnych opowieści ludowych o brzozie.
W Chrzanowskiem w opowieściach o boginkach mamy następujące
zalecenie: gdy matka spostrzeże odmianę swego dziecka przez boginkę,
powinna wybić to dziecko rózgą z brzozy cmentarnej na progu izby,
a wtedy boginka słysząc płacz swego dziecka przybiega i oddaje skra­
dzione dziecko. Inna opowieść w Wielkopolsce mówi o tzw. brzozie
gryżyńskiej. Lud opowiada o krnąbrnym dziecku, które uderzyło matkę
i za to po śmierci poty wystawiało rączkę z mogiły, póki matka rózgą
jej nie obiła, a z tej rózgi zasadzonej na grobie wyróść miała brzoza,
która ocieniała kościółek pod Gryżyną, niedaleko Kościana. Motyw
ten powtarza się w rozmaitych podaniach i pieśniach polskich. Ňie
brak także podań na tle Nowego Testamentu. W Kieleckiem opowia­
dają, że Pan Jezus spotkał w drodze brzozę i topolę. Brzoza kłaniała
się i dlatego odtąd ma ciągle rozpuszczone w powietrzu gałęzie i wiatr
nimi szeleszczę, a topola stoi wyprostowana i wznosi ku obłokom swój
wierzchołek. Wedle podania łańcuckiego wdzięczną postać brzozie na­
dał Chrystus za to, że ochroniła i otuliła gałęziami przed deszczem
Matkę Bożą i Jezusa w czasie ucieczki do Egiptu.
O brzozie i gałązkach brzozowych wspominają też często ludowe
pieśni polskie na Mazowszu, w Lubelskiem i w Krakowskiem.
Literatura: Szafer 167; Rostafiński, Symb. I 141; Laguna; Sarna 40, 99;
Linde, I 184—5. Zbiór VI 233, VII 117, X 95, XIV 198, XVIII 10; Karłowicz I 123.

64
184, 295, III 81; Orli Lot X 43, 47, XI 106; Maurizio 37, 134; Moszyński,
Kultura ludowa Słowian I 13, II 1, 148—9. AEL pod brzoza; PF IV 802, 852; Lud
IV 215, 317,
VI 127, VIII 253, IX 361, XII 266—7, XV 233, słl 365,
XVII 22, XXX44; Wisła II 432, III 759, 764—5, V 240, 419. 508. 585, VI 412, IX 502,
XIII 436, XV 357; Gulgowski, Von einem Volke 141, 178, 211; Pleszcz. 60, 90, 100,
111, 163, 200; Biegeleisen, U kolebki 493; Stelmachowska, Rok obrzędowy 124,160,
164, 174; Fed. ŻSP 265, 279; Udz. Med. 120, 122, 174, 234, 240; Zbliska i zdaleka
III 86; Kosmos II 231; Klb. Przem. 235; Klb. Ch. II 185; Klb. XIII 12, XV 62, 64;
MAAE XI 286; Treichel, Westpreussen 4: PF II 567: Tyg. illustr. 1864, IX 47—8;
Polaczek, Pow. chrzan. 69; Kopernicki 8; Wiedza o Polsce III 292; Moszyński, Atlas
II, tabl. 2.

2. Buk.
1. Buk zwyczajny (Fagus silvatica L.) rośnie po lasach na dobrej
glebie szczególnie w Polsce południowej i zachodniej. Buk jest drze­
wem, które wzbudziło wielkie zainteresowanie ze względu na swój
zasiąg. Zwłaszcza w dyskusji nad określeniem praojczyzny Słowian za­
siąg ten odgrywa dużą rolę. Z faktu, że nazwa buka jest zapożyczeniem
germańskim, wysnuto wniosek, że go w praojczyźnie Słowian nie było.
A zarazem powstała mapka, na której zasiągi buka (Szafer), cisu (So­
kołowski) , bluszczu (Koczwara) i grabu (Szafer) wyznaczają zamkniętą
wśród tych linij domniemaną praojczyznę Słowian (Czekanowski,
Wstęp do historii Słowian 86). Rozmieszczenie nazw miejscowości uro­
bionych od nazwy wskazuje, że linia ta musiała być niegdyś posunięta
dalej na wschód, a przesunęła się w związku ze zmianami klimatycz­
nym-' w Europie i w Polsce, gdzie również swego czasu buk tworzył
piękne wielkie lasy, których szczątki ledwie utrzymały się do dni dzi­
siejszych. Określanie tego zasięgu na podstawie samych nazw napotyka
na pewne trudności, gdyż wedle A. Briicknera Słowianie buk nazywali
grabem, a w związku z tym zasiąg trzebaby określać nie tylko na pod­
stawie miejscowości od słowa buk, ale i grab. (Kosmos 1928, LIII
44—59).
2. W polskich glossach średniowiecznych wspomniany jest nieraz
buk jak i jego owoc bukiew. Naogół wzmianki nie są zbyt częste, po­
nieważ nie miał on znaczenia w medycynie średniowiecznej, a tylko
w gospodarstwie ówczesnym odgrywał wielką rolę, jako pokarm dla
nierogacizny (RS I 138). Ale w Małopolsce lud spożywa także bukiew,
która w kulturze zbierackiej odgrywała dużą rolę, gdyż wyciskano
z niej olej, a po wysuszeniu i wyługowaniu mielono na mąkę. Ługowa­
nie to jest konieczne ze względu na szkodliwe składniki, jakie zawiera.
(Maurizio 45). Zjedzenie większej ilości bukwi działa odurzająco,
z czego lud sobie zdaje sprawę. W latach głodowych jada lud liście
buku jako kapustę lub szpinak. (Maurizio 81).
W Małopolsce z buku wyrabia się bardzo chętnie sprzęty domowe
(Żywiec), oraz narzędzia gospodarcze, jak. grabie, cierlice, sieczkarnie,
koła itd. (Łańcut). W Żywieckiem (Sól, pow. Żywiec) szczapy do
oświetlania izby, tzw. „ślajsy“ darto dawniej z drzewa bukowego (Orli
Lot X 51). Spróchniałego drzewa bukowego zwanego „czyrem“ uży­
wano do krzesania ognia.
3. Z kwitnięcia buków wróżą o zimie. Gdy buki słabo kwitną,
mrozy będą słabe, (Pow. Tarnobrzeg, Nisko), a jeśli gęsto, to zima bę­

651
dzie ciężka (Pow. Ropczyce). Jeżeli na św. Filipa i Jakóba (1 maja)
rozwijają się buki, to na Jakóba (25 lipca) będzie żniwo i przeciwnie.
(Pow. Wieliczka).
4. Niekiedy stosuje się także w celach leczniczych. Syreński (1613)
zaleca słać liście bukowe z wieprzyńcem (Peucedanum officinale)
w posłanie dziecinne, aby dzieci były krzepkie. (Zbiór XVIII 74). „Wia­
domość ciekawa“ (1769) zaleca popiół z bukwy ze smalcem przykładać
na biodra w celu leczenia puchliny. (Zbiór XVIII 10). Także w Bocheńskiem popiół z bukowego drzewa rozpuszcza się w wodzie i moczy
w niej bolące nogi. Bukwy łuszczy się i je na apetyt. Na Śląsku Cie­
szyńskim używają buku także do czarów miłosnych. W tym celu szuka
się w lesie buku, który rośnie blisko jodły tak, że przy powiewie wiatru
0 nią się ociera. Trzeba z tego miejsca, gdzie się te drzewa ocierają,
uskrobać trochę, spalić i dać wypić ulubionej osobie, która wkrótce
zapłonie wielką miłością. (Zaranie śląskie V 154).
5. -Buk należy do drzew szczególnie wspominanych w pieśni gó­
ralskiej, ale także i w innych obszarach Polski (np. w Krakowskiem
1 na Śląsku).
Literatura: Szafer 170; Laguna; AEL; Tyg. ilustr. 1864, IX 120; Liid III
66—67, 272, VI 152, IX 361, 365—67; Karłowicz I 295; Zbiór VI 252, X 105, XIV 212;
Zaranie śląskie V 45, 223; MAAE III 82, 97—102, 111, 114, 117, 144; Brückner, SE 48.

3. Cis.
1. Cis (Taxus baccata) bywa wspominany czasem już w dawnych
glossach polskich (Rostafiński, Symb. I 103), a w Polsce istnieje bardzo
wiele nazw miejscowości pochodzących od cisa, świadczących że nie­
gdyś był on powszechny w całej Polsce zachodniej i środkowej (Kos­
mos LIII 60—61).
2. Cis już w czasach piastowskich ma wielką wartość, ponieważ
z powodu twardości drzewa służy do wyrabiania łuku, strzał i dzid.
Niegdyś w średniowieczu budowano z cisa domy w Nowosądeckiem.
W ludowych pieśniach weselnych do dziś wspomina się o cisowych
domach, wrotach, skrzyniach, a szczególnie o cisowym stole, około
którego panna młoda chodzi, bije czołem przed nim, a rozsypuje na
nim w dziewiczy wieczór rutę, z której potem wyplata się wianki.
(Gloger, O W 17, 22, 33, 47, 63—68). Dawniej w braku łuczywa sosno­
wego oświetlano izby także łuczywem cisowym. (Moszyński, KLS I 589).
3. Dawne źródła polskie z XVI i XVII wieku podają, że cień cisa
jest szkodliwy, może nabawić choroby a nawet zabić. Powiadają tak
zgodnie Crescentyn, Marcin z Urzędowa, Syreński i Haur. (Zbiór XVIII
14). Również wedle wierzeń ludowych liście cisa mają własność odu­
rzającą i przy użyciu odwaru z nich można dostać „omany“ szału, nie­
przytomności. Gałązki cisa używała młodzież do zdobienia kapeluszy, >
która to ozdoba odznaczała odważnych. (Podhale). W dzień Trzech.
Króli święcą kawałki cisa i okadzają nimi bydło (Pow. Myślenice
\ Nowy Targ). CAsina wchodzi w skład palmy na Niedzielę palmową
(Pow. Sanok, Dukla, Żywiec). W pow. Sanok lud okadza gałązkami
cisiny chore bydle i odpędza nimi czarownice. (Lud XII 310) koło
Lud T. XXXV.
5

66
Dukli palmy z cisa stosuje się tylko do okadzania koni, a naogół służą
do odpędzania wszystkich nieszczęść. Cis czasem jak np. w pow, Ży­
wiec święci się także na Matkę Boską Zielną. W Zakopanem (Pow.
Nowy Targ) w wilię św. Jana Chrzciciela nakruszy się ziół z wianków
święconych w Boże Ciało i daje z kawałkiem cisa wraz z solą i mąką
bydłu w celu uchronienia go przed czarownicami, wścieklizną i wszyst­
kim złem. (Zbiór VI 298). W Borach Tucholskich wtykają kobiety ga­
łązki cisowe do placków świątecznych. (Ziemia X 91).
4. Cis a zwłaszcza kora cisowa bywa używana jako środek przeciw
wściekliźnie. W Zakopanem w razie ukąszenia przez wściekłego psa
zalecają szybkie wypłukanie rany zimną wodą, aby się jad nie rozszedł, po czym skrobie się cis i przykłada na to miejsce, napluwszy
albo dawszy trochę wody. Odmienia się do 9 razu, trzy razy na dzień.
Z Polski mamy nadto wiele innych przykładów, że stosuje się cis
przeciw wściekliźnie. (Pow. Częstochowa, Kielce, Wieluń, Łowicz,
Warszawa, Międzyrzec, Polacy nad Niemnem, Wołyń). Szczególnie
bywa cenione to drzewo, które zostało przywiezione z Częstochowy,
gdzie na Jasnej Górze sprzedają je baby zielarki. Drzewem tym radzą
kadzić albo naskrobać i z chlebem dać pić. Czasem trociny cisowe
daje się z mlekiem jako lek przeciw wściekliźnie. (Pow. Rawa).
W Kieleckiem mówi się o ułamaniu gałązki cisowej nawet przy zażegnywaniach wścieklizny. Lud czasem uważa cis za uniwersalne lekarstwo,
a odwarem leczy kołtun, zapuszczony w celu wyleczenia gośćca. (Biecz).
Nadto cis służy często do okadzania krów po ocieleniu, oraz po
wypędzeniu na pierwszą wiosenną paszę, w celu ochronienia bydła
przed chorobami. Cis wchodzący do palmy służy później do okadzania
chorych koni i krów, oraz do odpędzania czarownic. (Pow. Sanok).
W Małopolsce Zach. wprawia się kawałki cisa do stępli od maślniczek.
W pow. Nowy Targ określa lud okadzania jako stosowane w tym celu,
by ochronić się od zejścia z psem wściekłym. W pow. Żywiec uważano,
że pyłek kwiatowy cisa jest szkodliwy dla owiec, gdyby go razem
z powietrzem wdychały i rzekomo dlatego też niszczono to drzewo.
Literatura: Szafer 18; Zbiór VI 288, XVIII 14; Linde I 313; Hrynie­
wiecki, Zarys historii botaniki w Polsce 3; Wł. Spausta, Cis. Lwów 1893; Tyg. III.
1864, IX, 48—49; Pleszczyński 59; Laguna; MAAE III 115; Kosmos XXV 519; AEL
s. v. cis; Lud III 239, 267, VI 58, 76—77, 304, XII 310; Sylwan 1830, VII, 259- Sylwan 1912, 289; Zdrowie 1898, 221; Wisła II 275, 606, XII 296; Biegelcisen, Lecz. 30,
116-, Ziemia I 165, IV 266; Udziela 224—225; Orli Lot VI 126; Spr. Kom. Fizj. I
272—273; Sokołowski, Cis na ziemiach polskich, Ochrona przyrody 1922; P. Koniny,
Aus der Vergangenheit der Eibe in Polen, Warszawa 1937.



*
4. Dąb.

1. Dąb szypułkowy (Quercus robur L ) nie bywa przez lud wy­
różniany od dębu bezszypułkowego (Quercus sessilis Ehrh.). W daw­
nych źródłach staropolskich drzewo to bywa często wymieniane po­
dobnie jak jego owoce i narośle, zwane galasówkami. (Rostafiński,
Symb. I 139).
2. Żołędzie służą do karmienia nierogacizny, ale w latach głodu
służą także jako pożywienie dla ludzi. (Maurizio 42). Na dębowych

67
dużych liściach piecze lud chleb i wierzy, że kto je taki chleb, dostaje
siłę dębu. (Maurizio 319). Oddawna jest materiałem budowlanym,
a także służy do wyrobu sprzętów domowych i gospodarczych. W Małopolsce zachodniej szczególnie podwaliny są zawsze dębowe. W Górach
Świętokrzyskich sporządzano z młodego dąbka nawet drewniane sworz­
nie u wozów. (Moszyński KLS I 279). Na Pomorzu (Pow. Kartuzy)
z młodych dębczaków rozszczepionych na dziewięć części, a potem
splecionych i związanych u cienkiego końca woskowanym szpagatem,
sporządza się biczyska. (Ziemia IV 377). Kora dębowa była używana
dawniej w Polsce (około 1830) do wyrabiania koloru czarnego. Sto­
larze żywieccy używają jako farby odwaru z galasówek na liściach
dębowych. Lud w Polsce połudn. wschodniej używa kory dębowej do
barwienia na kolor brunatny pisanek, albo też używa się jej także jako
składnika wraz z innymi środkami barwierskimi do uzyskiwania czar­
nego barwika na pisanki (Ziemia IV 186; Lud IV 215, XVII 33).
3. Dąb uchodzi podobnie jak u innych Słowian za drzewo budzące
cześć. Dotyczy to szczególnie drzew starych bardzo rozrośniętych, jak
np. w Kazimierzu nad Wisłą, gdzie wielkiemu dębowi podanie przypi­
suje tysiąc lat. Badania nad kopcem Krakusa dowiodły, że także na
kopcu Krakusa w Krakowie rósł niegdyś kilkusetletni dąb olbrzym,
który był zapewne drzewem świętym, ale już w roku 1603 znajduje się
Boża Męka może w celu zatarcia odprawianego tutaj dawniej kultu
pogańskiego. Podobnie do dzisiaj w całej Małopolsce zachodniej za­
wiesza się na dębach kapliczki, krzyżyki, obrazki święte. Takich sta­
rych dębów nie ścinano, czasem jak np. w Kaliskiem (Pow. Kalisz)
powstałe zarazy przypisywane ścięciu takiego jakby świętego drzewa
(Biegeleisen, KOM 454). Podobnie do starego dębu na zamku w fyit'dzicy pow. Nowy Targ jest przywiązana legenda, że obłamanie się jego
konarów wróży śmierć (Orli Lot II 9).
Wogóle już w dawnych źródłach jak u Crescentyna, dym z liści
dębowych bywa uważany „za skuteczny przeciw mocy diabelskiej, oraz
czyści zarażone powietrze“. A także wedle Haura liście i drewno dębowe
stosowano jako środek przeciw czarom (Zbiór XVIII 16—17). Dlatego
także groby wisielców i topielców przebijają kołem dębowym aż do
trumny a to w tym celu, aby nie wstawali w nocy i nie szkodzili lu­
dziom (Pow. Hrubieszów). Rózgę weselną wije się nieraz z witek dębo­
wych, a również w pieśniach weselnych nieraz o dębie wspomina. Dąb
należy do roślin zatykanych na św. Jana w strzechy, ściany zwłaszcza
w Krakowskiem, rzadziej w Łódzkiem, Wileńskiem i Stanisławowskiem. Koło Żywca przystraja się kapliczki i obrazy święte w maju
w gałązki dębowe, podobnie w oktawę Bożego Ciała, a w wilię św. Jana
rano o świcie wieśniaczki wtykają w pola gałązki dębu.
W Międzyrzeckiem lękają się tego drzewa i mówią, że dąb jest
„niełapsy“ tzn. nieszczęśliwy, dlatego też nie sadzą go obok domów
(Pleszczyński 100). Jeśli dąb samotnie rośnie na polu lub przy drodze,
oznacza to, że pod nim leży i pokutuje duch jakiegoś zabitego czło­
wieka, a w drzewie takim zamiast soków krąży krew nieboszczyka.
(Kolberg XV 62). Czarownice w Kaliskiem szkodziły niegdyś na zdro­
wiu w ten sposób, że suszone liście dębowe wtykały w ściany domu,
5*

mówiąc zaklęcie: „Jako te liście uschły, tak z całym domem niech
schnie gospodarz i dzieci“. Czarownice jeździły też nie tylko na łyse
góry, ale także na dębiny. (Lud XXVII 60). Natomiast w ludowych
opowieściach kieleckich liście dębowe przykładane na czoło i na pier­
siach mają moc wskrzeszania człowieka. (Kolberg XIX 229—231). Nie
brak wreszcie opowieści o sierotkach-kopciuszkach, które znajdują
końską czaszkę, a w niej żołądź, z której wyrasta potem dąb ze złotymi
liśćmi i żołędziami. Szczególnie liczne są opowieści o charakterze półhistorycznym, jakie nawiązują się do starych dębów. Około dębu we
wsi Bartków pow. kieleckiego krążą opowieści, że pod tym dębem
spoczywał Jagiełło i Sobieski, przy czym Sobieski wracając z wyprawy
wiedeńskiej rozkazał włożyć do wnętrza rusznicę, szablę turecką, tu­
dzież butelkę wina, co pono z czasem zarosło korą i po dziś dzień tam
się znajduje. (Ziemia III 30).
Żołędzie służą do rozmaitych wróżb o przyszłym urodzaju. W Poznańskiem, jeśli we wrześniu jest pajęczyna na żołędzi, będzie zły rok.
Jeśli koło niej wiele much, będzie urodzaj średni. Jeśli robaki ją po­
czynają toczyć, będzie rok obfity i do ożenku dobry. Pusta żołądź ozna­
cza śmiertelność i pożary. Zbyteczny żołędzi zbiór czy też ilość oznacza
mroźną zimę z mnóstwem śniegu i obfitym rybołówstwem. Jeśli jądro
żołędzi twarde, będzie dużo zboża, ale zarazem morderstw i wilkoła­
ków. Jeśli chuda żołądź, trzeba się przygotować na wielkie upały i brak
wody. Wilgotne jądro zapowiada mokry rok i powodzie. Zupełnie po­
dobne są przekonania w Glińsku (wojew. Lwów), które mówią, że jeśli
na św. Michał rozkroi się żołądź, a znajdzie ją wewnątrz piękną i białą,
będzie lato piękne i urodzaje obfite. Jeżeli zaś dębianka jest wewnątrz
mokra, lato będzie mokre, a wreszcie jeśli jest sucha, takież będzie lato.
Robak znachodzący się wewnątrz zwiastuje rok dobry. Próżna żołądź
oznacza pomór. Jeśli wczas i obficie pojawia się żołądź, będzie zima
wczesna i ostra. W innych okolicach (Tarnów, Rzeszów) obfita żołądź
zapowiada urodzaj na bób, albo (Wieliczka) zapowiada to urodzaj na
żyto, a jeśli zaś na dębach jest mało żołędzi, dziki będą ryły ziemniaki.
(Tarnobrzeg, Nisko). W Sandomierskiem (Sandomierz) wczesne opa­
danie liści wróży wczesną zimę i ostrą, późne lekką.
4. Już u Crescentyna wymieniona jest żołądź jako antitoxicum.
Poza tym stosuje lud w różnych chorobach. Więc gdy dziecko jest
„klinowate“ czyli niewydarzone, trzeba je przez dąbek trzy razy prze­
sadzić, mówiąc Anioł Pański, a potem należy wbić klin w środek dąbka,
a jeśli dziecko uśnie, będzie żyło, jeśli nie — umrze. (Pow. Bochnia).
(Zbiór XVI 259). Następnie powszechnie leczy się liszaje albo sokiem
z galasówki, albo sokiem z młodej gałązki dębowej, warzonej na ogniu,
albo wywarem z kory dębowej. (Pow. Płock). W razie krosty pod języ­
kiem przenosi się tę chorobę pod dąb przez zrobienie dołka pod dębem,
naplucie doń trzy razy, tyleż razy obejście go dokoła, a wreszcie odej­
ście w inną stronę. (Krościenko). Również stosuje się przeciw bólowi
zębów, przy czym wywarem z kory dębowej płucze się jamę ustną.
Także przy zamawianiu bolu zębów wspomina się o dębie, obok ka­
mienia i zająca. Na Podolu stosuje się szczególnie trzaski dębowe od­
łupane przez piorun. W Międzyrzecu używa lud także odwaru z kory

69
dębowej do płukania gardła. Odwar z żywej kory dębowej pomaga
na boleści przy wydzielaniu moczu. (Międzyrzec). W Poznańskiem
chłopca chorego na „kiłę“ przeciągają trzykrotnie przez rozłupany
pień dębu, który napowrót zbijają, a gdy drzewo się zrośnie, znika cho­
roba. Wreszcie bywa stosowany w rozmaitych chorobach żołądkowych.
W pow. Bochnia z żołędzi gotują kawę przeciw czerwonce. W Wileńskiem przeciw cholerze stosuje się następujący środek zapobiegawczy.
Trzy dziewczyny pod przewodnictwem chłopca idą do lasu, tam wy­
rębują dębczak, do którego chłopiec je zaprzęga i popędza napowrót do
wsi, w taki sam sposób obchodzą wioskę do koła i w miejscu, skąd za­
czął się pochód, wyciosują z przyciągniętego dębczaka krzyż i wkopują
go w ziemię. (Wisła XVII 443). W pow. Konin leczy się także odmro­
żenia przez moczenie w odwarze kory dębowej. Również krzywiznę
(rachitis) u dzieci leczy się wygotowaną korą dębową, oraz zapalenie
kiszek, a kąpiele w tym wywarze leczą także świerzb. (Pow. Bochnia).
W wojew. krakowskim zalecają brać kąpiele z odwaru kory dębowej
przeciwko suchotom. Czasem (wojew. Warszawa) stosuje się korę dę­
bową w spirytusie jako środek przeciw wypadaniu włosów. W Polsce
połudn. wsch. używa się przeciw krwotokom proszków z młodych lato­
rośli, które dąb wkoło swego korzenia co wiosnę puszcza, suszonych
i utartych. Także przeciw reumatyzmowi przyrządza się kąpiel, do któ­
rej sypie się korę dębową i sól. (Krakowskie). Również przy zażegnywaniu postrzału (reumatyzmu) mówi się: „Idźże postrzale na lasy, na bory
suchy dąb łupać...“ (Kieleckie). Koło Brzeska robią kąpiele z wywaru
liści dębowych. W pow. Wieliczka zaparza się dębową korę z 7—9
dębów „ale tylko samców“ i robi się z niej kąpiel w celu leczenia su­
chot. Przeciw febrze pije się odwar z dębowych gałek i kory. (Pow.
Stanisławów). Także w chirurgii ludowej dąb odgrywa pewną rolę,
gdyż łubki do składania złamanych kości są przeważnie robione z dę­
bowej kory. (Pow. Żywiec). W pow. Łańcut bydło chore z leśnej paszy
leczy się przy pomocy odwaru z kory dębowej z niesolonym masłem.
Dąb jest także bardzo częstym motywem w pieśniach, przysło­
wiach i zagadkach ludowych. W rozmaitych porównaniach poetyc­
kich pojawia się bardzo często zwłaszcza w pieśniach erotycznych np.
z motywem gołębi gruchających na dębie, albo też w pieśni komicznej
0 „komarze, co z dęba spadł i złamał sobie w boku gnat“. W przy­
słowiach polskich jest zawsze symbolem siły.
Literatura: Szafer 170; Linde I 401; Brückner SE 85; AEL s. v. dąb; Lud
1 19, II 73, 274, III 23, IV 215, 365, V 166, VI 153, VIII 156—7, 368, IX 269, 276, 360,
363, XI 400, XIV 215, 377, XV 234, 240, 244, XVI 38—9, XVII 11, 14, 20, 33,
XVIII 6, 11, XXVII 60, XXX 61; Wisła III 764, V 422—3, VI 423, X 128, 521,
XII 293, XIII 437, XIV 652, XVII 443; Sylwan VII (1830), 258; Talko-Hrync. 131,
160, 267, 351, 354, 368; Ziemia III 30, 552, 571, IV 186, X 74; Treichel 17—18;
Gloger, OW 14, 74 Moszyński, Atlas II tabl. 2—3; Sama 64; Zdrowie 1898, 223;
Pleszczyński 67, 113, 171, 209; Biegeleisen, KOM 454, 464, 469, 478; Biegéleisen,
Lecz. 11, 191; Wójcicki, ZD II 239, 242, 243; Tyg. 111. IX (l864), 12—13; Gulgowski
131; Oświata 1880, 2021; Laguna; Udziela 99, 143, 148, 152, 162, 172, 197, 235, 240,
242; Köpernicki 8; Zbliska i zdaleka III 86; Orli Lot VII 110, IX 188, 197, XVI 155;
Zbiór VI 194, 285, IX 174, X 95, XIV 212, 216, XVI 259, 265; MAAE III 89, IV 132,
XI 287, XIII 72; Kolberg, Lud VII 137, XIII 140, XV 63.

70
5. Olsza.
1. Olsza czarna (Alnus glutinosa Gaerin.) oraz olsza szara (Alrnis
incana Moench.) nie są przez lud wyróżniane, a także w dawnych
glossach staropolskich pod nazwami: olsza, olszyna zupełnie nie są
wyodrębniane. (Rostafiński, Symb. I 142).
2. Olszyna była używana do wydobywania barwika. Zwłaszcza
kora służyła do wyrabiania koloru brunatnego, fioletowego i czarnego,
którym barwiono tkaniny w Lubelskiem i Wileńskiemu, a pisanki
w Małopolsce, gdzie lud używa także szyszek olchy czarnej do wytwa­
rzania czarnej barwy.
3. Olszynę otaczają liczne wierzenia i opowieści. Wedle ludu rze­
szowskiego miejsca zarosłe olszyną nad rzekami i potokami zamiesz­
kuje diabeł-topielec. Drzewo to odgrywa również rolę w opowieściach
na temat współzawodnictwa diabła z Bogiem przy stwarzaniu świata.
Oto wilk stworzony przez Boga albo Bogu na złość przez diabła nie dał
się ożywić na diabła moc, a dopiero na bożą moc ożył, skoczył na
diabła, który się schronił przed nim na olszę, ale wilk schwycił, diabła za
piętę, a krew z niej rozlała się po drzewie i odtąd olsza ma korę czerwo­
ną, a gdy się ją natnie, jakby krwią ocieka. (Zbiór VI 222). W opowieści
łańcuckiej zamiast wilka występuje lis. W Wielkopolsce lud opowiada,
że drzewo się zaczerwieniło, gdy diabeł obił swą babkę kijem olszo­
wym. Koło Dukli mówią, że diabeł uciekając przed św. Michałem schro­
nił się na olchę i drzewo to odtąd okrwawił. W Kieleckiem opowieść
ma tę formę, że diabeł w konkurencji z Bogiem naśladując stworzenie
owcy stworzył kozę i ciągnął ją za ogon do Boga. W drodze urwała się
mu koza, a jucha z urwanego ogona okrwawiła rosnące olchy i odtąd
kozy nie mają ogonów, a olchy mają czerwoną korę. Zgodnie z tymi
opowieściami posiada olsza pewne specjalne apotropiczne właściwości
i należy do roślin, które zatyka się na św. Jana w strzechy lub ściany
(Wojew. Poznańskie, Łódzkie, Kieleckie, Śląskie i część Krakowskiego).
Zwyczaj znany także na Kujawach. W celach ochronnych zatyka się
olszynę także w zagony jęczmienia (pow. Łańcut, Przemyśl, Wyrzysk),
aby krety nie podgryzały korzeni, albo w pokosy lnu leżące na polu,
aby uzyskać dobre wyschnięcie i wybielenie lnu (pow. Gniew), albo
pod snopki do zapola, aby uchronić zboże od szczurów i myszy (pow.
Pińczów), albo też pod spód sterty czy brogu daje się liście olszyny,
aby myszy nie tknęły zboża (pow. Mościska). Czasem w Zielone Świątki
mają okna i drzwi gałęziami olszy czarnej, która odwraca nawałnice,
grady i pioruny (koło Tarnowa). Olszyna należy czasem do ziół świę­
conych na M. B. Zielną.
4. W pow. Tarnobrzeg i Nisko istnieje przekonanie, że woda prze­
pływająca przez korzenie olszyny jest czarna, a ktoby się w takiej wo­
dzie kąpał, będzie miał czarne ciało, jak cygan i nie będzie chorował.
(Zbiór XIV 214). Dlatego też przestrzegają przed kąpaniem dzieci w od­
warze liści olszowych, gdyż byłyby czarne; wedle przekonania ludo­
wego cyganie w ten sposób nadają sobie ciemną barwę, a cyganki
w tymże celu kąpią porwane dzieci. (Pow. Lublin, Kozienice, Ropczyce,
także Reymont w „Chłopach“ III 216).

71
Gałęzie olszowe zerwane w wilię św. Jana Chrzciciela i ususzone
służą na Kujawach jako lekarstwo na wrzody i rany. Liście olszynowe
przykłada się na rany i skaleczenia (Łowickie, Lubelskie, Krakowskie,
Wileńskie, Rzeszowskie, Lwowskie, Kieleckie, Stanisławowskie, Ka­
szuby) . Czasem także obmywa się rany i wrzody odwarem z liści olszo­
wych. (Kieleckie). Suszone liście olszowe przykłada się także na
puchlinę. W pow. Czarnków stosuje się odwar gałęzi olszowych jako
pewnego rodzaju inhalację przeciw bólowi gardła lub zębów. Odwar
z szyszek olszowych z cukrem pije się jako lek przeciw biegunce. Od­
war z liści olszyny, którą majono ołtarze na Boże Ciało, pije się na
zimnicę (Małopolska). W Wileńskiem doradzają przy ataku febry iść
do lasu i siąść na świeżo zrąbanym pniu olszowym, a febra wstąpi do
pnia. Lokalnie spotyka się przykłady stosowania liści olszowych także
w innych chorobach, jak przy częściowym paraliżu, przy nabrzmieniu
piersi mlekiem, a także bolące oczy zakrapiają nalewką z szyszek
olszowych.
W Chełmskiem odwar z młodych odrośli lub święconych wianusz­
ków uwitych z olszyny stosuje luď jako lekarstwo dla bydła w czasie
panującej zarazy. Parzonymi liśćmi olszyny goi się długo jątrzące się
rany u bydła. W odwarze liści olszowych i słomy jęczmiennej macza
się szmatę i owija nogę bydlęciu choremu na „skułę“ czyli chorobę
racic.
„Wiadomość“ (1769) zalecała liście z rosą zbierać i rzucać na pod­
łogę w celu tępienia pcheł. Podobne przykłady możuaby przytoczyć
także ze współczesnych wierzeń ludowych na Pomorzu.
5. Olszyna bywa wspominana bardzo często w pieśniach tak we­
selnych, jak powszechnych szczególnie w Lubelskiem i na Podhalu.
Wśród tych pieśni dawna jest pieśń zaczynająca się od słów „W olszy­
nie ja wołki pasła, w olszynie mnie nocka zaszła“. (Lud VIII 237).
Literatura : Szafer 169; Brückner SE 379: Linde III 548; Karłowicz-J 126
Lud II 155, III 497, IV 215, VI 59, 65, VII 179, VIII 237, 359,
94, XII 61—2’
XVII 33, XXIX 10, XXXI 98; AEL s. v. olsza; Sylwan VII (1830) 258; Ziemia IV
186, 1933, 100; Laguna 83; Wisła III 763, V 643, 646, VII 167, IX 505 X 124 XVII
439; Pleszczyński 67, 101, 125, 128, 195, 224; Udziela 67, 70, 111, 117, 173, 179, 207
217, 218, 232; Zbiór VI 221—2, VII 109, IX 25, X 85, XI 52, XIII 75, XIV 214; Glo­
ger OW 13, 15; Moszyński, Atlas II tabl. 8, 10; Kolberg, Lud III 95 XIII 51 XVII
164; Kolberg, Maz. IV 137; MAAE III 74, VI 253, XIII 76: Zbliska i zdaleka III 86;
Gulgowslu 204; Federowski ŻSP II 267; Talko-Hrync. 163, 226; Kolberg Chełm
II 192; Stelmachowska 133.

6. Jasion.
1. Jasion wyniosły (Fraxinus excelsior L.) wymieniany bywa już
w dawnych glossach staropolskich tak jako jasień, jesień, jak jasion,
jesion. (Rostafiński, Symb. I 267). W ięc wówczas już wyróżnia się
właściwość dialektyczna Małopolski, która w przeciwieństwie do reszty
Polski mówi jasion, a nie jesion (W. Taszycki, Z dawnvch podziałów
dialekt, jęz. połsk. Lwów 1934 Cz. II 46—51).
2. Drzewo było powszechnie używane do wyrobu sprzętów, oraz
do przyrządów, gdzie była potrzebna sprężystość drzewa; dlatego sprę­
żyna do paści góralskiej robiona była z pręta jasionowego, a wedle

72
Kluka także drągi pod kariolki robiono niegdyś z jasieniny. Z kory
wydobywano barwik żółty, a do barwienia pisanek wytwarzano bar­
wik zielony. Dawni zbójnicy tatrzańscy byli uzbrojeni też w bunkosz
(z węg. bunko — maczuga) czyli maczugę jasionową, którą wedle powie­
dzenia góralskiego tak robiono: „jasień sieka się na wiosnę, to siekane
bule po nim rosną“ (Lud III 271—2).
3. Drzewo otaczano dawniej znacznym kultem, a może śladem
tego jest ludowy zwyczaj umieszczania także na tym drzewie kapliczek
i obrazów świętych, oraz fakt, że najstarsze kościółki wiejskie otaczają
zwykle stare jasiony. Oddawna uchodzi j. za środek odstraszający
węże. Już w dawnych zielnikach (Crescentyn i Marcin z Urzędowa)
zaznaczono, że węże wolą iść w ogień niż między jego liście. (Zbiór
XVIII 28). Dlatego też w Zakopanem okurzają jasionem bydło przy
pierwszym wypędzaniu na paszę, aby wąż go się nie „trzymał“., W pow.
Maków dla oddalenia wężów z domu w wilię św. Jana Chrzciciela za­
tyka się wszystkie szpary liśćmi jasionowymi. W pow. Limanowa robi
się to w tymże celu w wilię Zielonych Świątek, a w Zakopanem zatyka
się gałązki j. pod żłób i pód dyle w stajni. Jasion należy do roślin zaty­
kanych na św. Jana w strzechy i ściany w połudn. zachodniej części
Krakowskiego, czasem w wojew. stanisławowskim, oraz na Mazowszu
pruskim. Może to mieć pewną łączność z połudn. słów. stosowaniem
j. przeciw demonom (Moszyński, Atlas II tabl. 9—10). Liście jasionowe
były używane zapewne także do czarów, jak to wynika z sielanki Szy­
mona Szymonowicza (1614), który Teokrytowe liście wawrzynowe za­
stąpił jasionem (Lud XIX 128).
4. W dawnych zielnikach polskich jasion bywa nieraz wspominany jako środek leczniczy. Owoc i nasienie, zwane w dawnych glossacli
polskich „ptaszy język“ (z łac. lingua avis) uważa się jako afrodisiacum, a liście i sok jako antitoxicum. Wedle Kluka drewno z jasionu
ściętego między 12 sierpnia a 16 września samym dotykaniem leczy
rany. Kora zaś włożona w wypróchnały ząb wywabia z niego robaka,
który powoduje ból zębów. (Zbiór XVIII 28). Wedle popularnej ksią­
żeczki pt. „Wiadomość wielce użyteczna“, w Polsce bardzo swego czasu
rozpowszechnionej, palenie ogni z drzewa jasionowego i jałowcowego
chroniło przed zarazą (Wisła VII 168). Korze jasionowej przypisy­
wano własności lecznicze chininy. Lud dawniej leczył rany liśćmi ja­
sionowymi. W Międzyrzecu odwar kory służy jako środek przeciw
reumatyzmowi w mięśniach. Polacy w pow. Stanisławów przeciw
wściekliźnie radzą zbierać majki (Meloe proscarabeus) z jasionu, go­
tować na gęsto i dać pić.
Literatura: Szafer 567; Linde II 268; Briickner SE 200; SKJ III 365;
Małecki-Nitsch, Atlas językowy polskiego Podkarpacia. Kraków 1934, mapa 301;
kloszyński KLS I 57; Sylwan VII (1830), 258; Pam. Tow. Tatrz. 1 45; Tyg. ikistr.
1863, VIII 501; Kopernicki 8; Zbiór VI 256; AEL s. v. jasion; Udziela 218; Pleszczyński 116; Talko-Hrync. 313; MAAE XIII 77; Lud IV 214; Wisla VI 341.

7. Osika.
1. Osika (Populus tremula L.) wymieniana w dawnych glossach
średniowiecznych jako osica lub osika. (Rostafiński, Symb. I 138).
W gwarach znana też jako osina.

2. Drewno było dawniej używane do niecenia ognia i może
w związku z tym łączą się tak liczne wierzenia z tym drzewem. Bazie
osiki służą do wydobywania barwika na pisanki. Odwar tych bazi
i ałunu daje zielony barwik.
3. Drżące liście wywołały ogólne polskie powiedzenie „drżeć jak
osika“, oraz rozmaite opowieści ludowe o przyczynie drżenia tych
liści. Najczęściej objaśnia lud to tym, że na tym drzewie Judasz po­
wiesił się (powszechnie zwłaszcza w Małopolsce), albo też chciał się
powiesić, osika przerażona nie przyjęła go, więc powiesił się na jarzę­
binie, ale osika z tego lęku trzęsie się do dzisiaj (pow. Myślenice). Inne
wyjaśnienie powiada, że osika trzęsie się za karę, gdyż w obawie o sie­
bie nie udzieliła schronienia Matce Boskiej i Jezusowi podczas ucieczki
do Egiptu. W innych opowieściach trzęsienie się osiki powstało na
pamiątkę drżenia Chrystusa ha Górze Oliwnej (pow. Łańcut) albo też
jako ukaranie osiki za to, że gdy w chwili śmierci Chrystusa wszystkie
drzewa ucichły, jedna tylko osika poruszała liśćmi (pow. Tarnobrzeg
i Nisko). Inne opowieści jakby pozostawały w związku z opowieściami
o olszy, gdyż objaśniają, że osika drży od tegę czasu, gdy schronił się
na nią przerażony diabeł lub chłop w ucieczce przed wilkiem.
Osika jest drzewem posiadającym czarodziejskie właściwości, dla­
tego pod tym drzewem nie można stawać, gdy grzmi, bo w nie najprę­
dzej grom uderzy (pow. Kielce). Osika jest drzewem, które się na św.
Jana zatyka w strzechy i ściany, ale tylko w Polsce półn.-wsch. (wojew.
wileńskie, poleskie i wołyńskie). Idzie tu może o ochronę przed czarow­
nicami. W pow. Ropczyce radzą od św. Łucji do Bożego Narodzenia
przynosić z lasu po gałązce osiki, potem te gałązki w dzień B. Naro­
dzenia zapalić, a wtedy przyjdzie czarownica. W dawnych zapiskach
spotyka się też wiadomość, że znachor idący rozplątać szkodliwy zakręt
w życie, wywija nad głową trzema osikowymi drzewkami, następnie
w miejscu, gdzie był zakręt, zatyka je w ziemię ostrymi końcami na
dół, a korzeniami do góry. Wogóle wedle ludu krakowskiego gałęzie,
koły i patyki osikowe miały przeciw duchom, strachom i mocy czartowskiej być skuteczną ochroną. (Kolberg, Lud VII 132). Kołkiem osi­
kowym przybijano diabłu w ludzkiej postaci lub czarodziejowi połę
do ziemi, a czarownicę za warkocz przybijano tym kołkiem, aby się
już ruszać nie mogła. Takiego kołka osikowego używa się także prze­
ciw upiorom (Polska półn.-Wsch.), a podejrzanym o to zmarłym prze­
bija się serce, albo ucina głowę i przybija do tułowia tym kołem.
W formie łagodniejszej widzimy to w pow. kartuskim, gdzie zmar­
łemu kładą na piersiach trzy krzyżyki z osiny, aby zmarły jako
wieszczy nie powstał z mogiły i podczas snu nie ssał krwi swym
krewnym, przyprawiając ich o śmierć. Praktyki takie stosuje się
szczególnie do ludzi zmarłych nienaturalną śmiercią. W Chełmskiem przebija się samobójcy gardło kołkiem osikowym, aby dusza
nie błądziła w ciele jako upiór i nie niepokoiła pozostałych przy ży­
ciu (Kolberg, Chełm. II 141, 250). Środkiem zaradczym przeciw cza­
rowaniu owiec jest kawał zwłok żydowskich gotowanych wśród nocy
na osikowym ogniu, po czym takim wywarem kropi się chore owce.
(Żarki, Siewierz, Pilica). Przy pomocy osiki wykonywa się także pewne

74
czary przeciw złodziejom. Na Mazowszu gdy wyświdruje się osinę
i wetknie do niej coś z rzeczy, z których złodziej ukradł, trzęsie złodzie­
jem, podobnie się dzieje, o ile ktoś zatnie na czczo w święto osikę pod­
czas dzwonienia.
4. Febrę leczy się przez wywiercenie świderkiem dziurki w osice
i zabicie tej dziurki kołeczkiem, febra zostaje wtedy w osice, a człowiek
zdrów wraca do domu (pow. Ropczyce). W Małopolsce Wschodniej
robi się dziurkę w drzewie, wkłada do niej pęk włosów, uciętych przy
uszach, paznogcie ucięte z rąk i nóg, włosy z pod pazuchy i wkońcu
chuchają w ten otwór trzykroć i silnie go kołkiem zabijają, aby „chłod­
na“ nie wyszła i do chorego nie wróciła. W celu zabezpieczenia się od
cholery stawiają w czterech rogach wsi krzyże z drzewa osikowego,
które ucina się w lesie bez mierzenia. Dopóki krzyże stać będą, dopóty
we wsi nie pojawi się cholera. (Pińczów) Popiół z drzewa os. przy­
kłada się do wrzodu, który pod wpływem tego leku pęka. Kijem osinowym wygniata się brzuch przy silnym wzdęciu. (Międzyrzec).
W pow. olkuskim leczą kołtun, wygotowując w wodzie 9 wierzchołków
osiczyny, którą smarują całe ciało. Brodawki leczy się sokiem płyną­
cym z gorejącej osiny, albo też przykładaniem osikowego popiołu.
Także martwa kostka ginie pod popiołem z kory osikowej (pow. Tarno­
brzeg i Nisko). Natomiast małych dzieci nie kąpie się w liściach z drzew
osikowych, boby się im potem głowa trzęsła jak osice.
Rozmaite leki dla chorych owiec przygotowuje guślarz zawsze na
osikowym ogniu. Chorą krowę można odrazu uleczyć przez zatknięcie
nowego kołka osikowego w to miejsce, gdzie krowa krwawo moczyła.
Kora osikowa zmieszana z żytnią mąką służy do dezynfekowania
mieszkania od pasorzytów. (Wileńskie).
5. Nawet w pieśniach ludowych osika bywa zestawiana w rymie
do nieuczciwych dziewcząt. (Krakowskie, Podhale).
Literatura: Szafer 172; Brückner SE 384; Linde III 592; Tyg. illustr.
VIII (1863) 501—2; Lud II 228, IV 215, 365, VI 63, VII 139, VIII 253—4, IX 362,
366, XV 338, XVII 33, XXXI 98; Zbiór VI 281—2, VII 117—8, IX 46, X 87, 96,
XI 52, 57, XIII 75, XIV 200, 214; Wisla VI 418, VII 108; Laguna 83, 85; Kopernicki 7; MAAE III 112, 120, VII 46—7, XIII 58, 69; Kolberg, Chełm. II 260; Mo­
szyński, Atlas II tabl. 8; Fedorowski ZSP 239; Wójcicki ZD II 277; Talko-Hrync.
121, 245, 311, 312; AEL s. v. osika; Gulgowski 177; Polaczek 71; Pleszczyński 100,
126; Udziela 187, 206, 260; Stelmachowska 126.

OBJAŚNIENIE SKRÓTÓW.
AEL — Materiały rękopiśmienne Zakładu Etnologicznego UJK we Lwowie.
Biegeleisen KOM — H. Biegeleisen, U kolebki, przed ołtarzem, nad mogiłą.
Lwów 1929.
Biegeleisen Lecz. — H. Biegeleisen, Lecznictwo ludu polskiego. Kraków 1929.
Brückner SE — A. Bruckner, Słownik etymologiczny języka polskiego. Kra­
ków 1927.
Federowski ŻSP — M. Federowski, Lud okolic Żarek, Siewierza i Pilicy.
I—II. Warszawa 1888—1889.
Gloger OW — Z. Gloger, Obrzęd weselny polski. Warszawa 1901.

75
Gulgowski —■ E. Gulgowski, Von einem unbekannten Volke in Deutschland.
Berlin 1911.
Haur — J. K. Haur, Skład abo skarbiec znakomitych sekretów ekonomiey
ziemiańskiey. Kraków 1693.
Karłowicz — J. Karłowicz, Słownik gwar polskich. I—VI. Kraków 1900—1911.
Kluk — K. Kluk, Koślin potrzebnych utrzymanie, rozmnożenie i zażycie.
I—III. Warszawa 1786—1788.
[Kolberg, Lud — O. Kolberg, Lud. Seria I—XXIII. Kraków 1865—1890.
Kolberg, Chełm. — O. Kolberg, Chełmskie. I—II. Kraków 1890—1891
Kolberg, Maz. — O. Kolberg, Mazowsze. I—V. Kraków 1885—1890.
Kopernicki — I. Kopernicki, O wyobrażeniach lekarskich i przyrodniczych,
oraz o wierzeniach naszego ludu o świecie roślinnym i zwierzęcym.
Lwów 1876.
Kosmos — Kosmos. Lwów 1876, t. I i n.
Linde — M. S. B. Linde, Słownik języka polskiego. I—VI. Lwów 1854—1860.
Lud — Lud. Organ Towarzystwa Ludoznawczego. I—XXXIV. Lwów 1895
do 1937.
Laguna — S Laguna, Teki etnograficzne. Rękopis Zakładu Narodowego £m.
Ossolińskich.
MAAE — Materiały antropologiczno-arcbeologiczne i etnograficzne. 1—XIV,
Kraków 1896—1919.
Maurizio — A. Maurizio, Pożywienie roślinne i rolnictwo w rozwoju dziejo­
wym. Warszawa 1926.

Moszyński KLS — K. Moszyński, Kultura ludowa Słowian. 1—II. Kraków
1929—1934.
Moszyński, Atlas — K. Moszyński, Ałlas kultury ludowej w Polsce. I—II.
Kraków 1934—1935.
O] .i Lot — Orli Lot. Miesięcznik krajoznawczy. I i nast. Kraków 1920 i nast.
Pam. Fiz. — Pamiętnik fizjograficzny. I—XIX. Warszawa 1881—1907.
PF — Prace Filologiczne. I—XVI. Warszawa 1885—1934.

Pleszczyński — A. Pleszczyński, Bojarzy międzyrzeccy. Warszawa 1892.
Polaczek — St. Polaczek, Powiat chrzanowski. Kraków 1898.
Rostafiński, Symb. — J. Rostafiński, Symbola ad historiam naturalem medii
aevi. Pars I—II. Cracoviae MCM.
Sama — Wł. Sarna, Opis powiatu jasielskiego. Jasło 1908.
SKJ — Sprawozdania Komisji językowej Akademii Uimejętności. I—V. Kra­
ków 1880—1894.
Spr. Kom. Fizj. — Sprawozdania Komisji fizjograficznej Akad. Urn. w Kra­
kowie. 1867. T. I i n.
Stelmachowska — B. Stelmachowska, Rok obrzędowy na Pomorzu. Toruń 1933.
Szafer RP. — W. Szafer, S. Kulczyński, B. Pawłowski, Rośliny polskie. LwówWarszawa 1924.
Talko Hrync. — J. Talko Hryncewicz, Zarysy lecznictwa ludowego na Rusi
Południowej. Kraków 1893.
Treichel — A. Treichel, Volkstümliches aus der Pflanzenwelt Westpreussens.
Schriften d. Naturforsch. Gesellschaft zu Danzig. NF. V. h. 3.
Tyg. Ul. — Tygodnik ilustrowany. Warszawa 1863—64.
Udziela — M. Udziela, Medycyna i przesądy lecznicze ludu polskiego. War­
szawa 1891

76
Wisła — Wisła. I—XX. Warszawa 1887—1920.
Wójcicki ZD — K. W. Wójcicki, Zarysy domowe. I—IV. Warszawa 1842.
Zar. śląskió — Zaranie śląskie. I i nast. Cieszyn 1908 i n.
Zbiór — Zbiór wiadomości do antropologii krajowej. I—XVIII. Kraków
1877—1895.
Zbliska i zdaleka. T. I. i nast. Lwów 1935 i n.
Zdrowie — Zdrowie. T. lin. Warszawa 1887.
Ziemia — Ziemia. I i nast. Warszawa 1910 i n.

ROMAN WŁODZ. HARASYMCZUK — WILHELM TABOR

ETNOGRAFIA POŁONIN HUCULSKICH
Wstęp
Z polecenia kierownika Instytutu Etnologicznego Uniwersytetu
Jana Kazimierza we Lwowie Prof. Dra Adama Fischera przeprowa­
dziliśmy badania etnograficzne na terenie połonin huculskich *). Za­
daniem naszym było zbadać kulturę pasterską Huculszczyzny. Po­
cząwszy od Jasienowa Górnego droga nasza wiodła brzegiem Białego
Czeremosza przez Uścieryki, Stebne, Dołhopole, Polanki, Fereskulę
do Jabłonicy koło Hrÿniawy. Korzystając z uprzejmej gościny lekarza
okręgowego WP. Dra Makowskiego, odpoczęliśmy w Jabłonicy, skąd
następnego dnia udaliśmy się w dalszą drogę przez Hryniawę i Jałowiczorę ku połoninie Śmik’eny (1). Od połoniny Smik’eny rozpoczę­
liśmy badania, które w dalszym ciągu prowadziliśmy na połoninach
Hostiw (2), Hłystowaty (3), Szkoruchiw (4), Jaworiw (5), Pniwie Wiel­
kie (6), Dukonia Wielka (7), Hoiczyna (8) i Tamica (9), należących
do gminy Hryniawa. Nieustające deszcze sprawiały nam wiele trud­
ności w przejściu na przełaj do połonin położonych w dorzeczu Czar­
nego Czeremosza, wzdłuż granicy czesko-słowackiej. Zmuszeni byli­
śmy przeto przejść drogą przez miejscowości Hryniawę, Jabłonicę,
Fereskulę, Polanki, Dołhopole, Stebne, Uścieryki, Jasienów Górny,
Krzyworównię, Żabie, Dzembronię, Zełene, obok Szybenego na poło­
ninę Kamenec (10) od strony połudn.-wschodniej szczytu Pop Iwan.
Połonina ta jak również i dalsze [Gropa Wielka (11), Gropa Mała (12),
Gropka (13), Wibczynka (14) i Ragieska (15)] odznaczają się grun­
tem bardziej kamienistym, uboższym w trawę, a cała gospodarka
powierzona jest starszym watahom, którzy przestrzegają bardziej
dawnej tradycji (wzniecanie żywego ognia, praktyki magiczne, stary
system gospodarki pastwiskowej oraz różnice w nazwach i nawoły­
waniach zwierząt domowych). Badania zakończyliśmy na połoninie
Ragieska, po czym następnego rana zeszliśmy z połoniny nad jezioro
Szybene, skąd przez Zełene i Dzembronię powróciliśmy do Żabiego
lici, gdzie na plebanii Przewiel. ks. Wasyla Hlibowickiego, goszczącego
1) Połoniny od Smik’enego do Tarnicy oznaczono na mapie przedstawiającej
przebytą trasę w czasie od 1/VII do 31/VII 1934 liczbami od 1—9, a połoniny od
Kamenca do Ragieski liczbami od 10—15. (Ryc. 1).

77
nas bardzo uprzejmie przespaliśmy noc. Następnego dnia tj. 31/VII
wyruszyliśmy do Worochty, skąd pociągiem wróciliśmy do Lwowa.
N*.

HRZYUüPQLE

v /I

KR2ywoRÓlvw/A

ZABÎL
ŻABIE -/Łl/PEUKA

I ,
y%®&
\MJSC/EPyKł

LEGENDA
— —TRAJA PRZEBITA.
— RZEKI.
—» GMNKŁ PAŃSTW.

-w

LEÍNICZOMI

tk
GAJÓWKI
GiP JTRAŻNlit FOLI KIE
X
KLAU2.V

ÍTAJE PATERJKIE
i, 2, a. KiiLCJar w(/«řR

1 POŁONINA fMitfENŮ'

i *\

3
h

M
•»

nośna, .

M.V3T0WATYJ

UKVRUtHfŮ
0e ti JAWOR*}
/ wurme
? »»■> DUK6H*A
WÈtfMA
ê
HOJlcZrm
pawki

Ryc. 1. Mapa badanego obszaru połonin huculskich.

Wykaz osób, od których zebrano wiadomości, odnoszące się do życia
pasterskiego na połoninach huculskich:
połonina Śmik eny: watah Wasyl Sływczuk i Fedor Szvkman, korowar;
połonina Hłystowaty: stadár Wasyl Żołod;
połonina Jaworiw: Nykoła Atamaniuk, watah;

78
połonina Pniwie Małe: watah Tanas’ijczuk Nykoła i deputat Włas’ij
Tymofijczuk;
połonina Dukónia Wielka: watah D’mytro Demian;
połonina Dukónia Mała: watah Petro Ołeksiuk;
połonina Hoiczyna: właściciel Jura Atamaniuk „Jurýszyn“;
połonina Tarnica: watah Mychajło Hawucziek,
połonina Kamenec: watah Mychajło Petryczuk;
połonina Gropa Wielka: watah Hawryło Sumaruk;
połonina Ragieska: Kłymko watah;
jak też: Ołenka Biłsusziek z Białoberezki, Hnat Hawucziek z Jabłonicy, Dmytro Hubczuk z Białoberezki, Iwan Sztefurak z Żabiego
lici, Petro Szekieryk z Żabiego Słupejki i Kaciunia Tymofijczuk z Jabłonicy.

I. KULTURA MATERIALNA

§ 1. Hodowla zwierząt
a) Pasterstwo. Fizjografia terenu zamieszkałego przez lud
huculski stwarza specjalny rodzaj hodowL zwierząt domowych, mia­
nowicie pasterstwo górskie. Decydującymi czynnikami, którć wpły
nęły na rozwój tego rodzaju hodowli, są: 1) nieurodzajność gleb nie
nadających się pod uprawę roli, 2) wielkie połacie pastwisk, rozprze­
strzeniających się pod szczytami gór, 3) potrzeba zaopatrzenia lud
ności w mleko, służące jako główny rodzaj pożywienia Hucułów,
mięso, oraz skórę. Zwierzęta domowe, które odgrywają zasadniczą
rolę w kulturze pasterskiej, służą dla celów pociągowych, pożywienia,
oraz jako produkt na sprzedaż. Ta forma hodowli zwierząt domo­
wych rozwijała się dość silnie do 1914 roku, zaś w latach 1915—1917
z powodu operacyj wojennych na terenie połonin, jak też wskutek j
wyniszczenia wielkiej ilości bydła przez wojska, a została jedynie
ograniczona do pojedynczego wypasania nielicznego bydła we wsiach.
Od 1918 roku widzimy ponowny rozwój pasterstwa górskiego.
b) Rasy zwierząt domowych. Różne rasy zwierząt f
domowych pasą się na połoninach huculskich. Trzody poci względem
ras nie są jednolite, a stosunek ilościowy bydła poszczególnych ras
nie odpowiada sobie wzajemnie. Zasadniczo wyróżniają Huculi dwa
rodzaje zwierząt domowych: czystej rasy oraz rasy mieszanej, zwa­
nej „perewinnykamy“.
Chów owiec zajmuje w gospodarce ludowej Hucułów najbardziej
uprzywilejowane stanowisko. Położenie fizjograficzne terenu jak leż
warunki klimatyczne przyczyniają się w wielkiej mierze do rozwoju
chowu owiec, które tworzą główną podstawę w życiu ludu hucul­
skiego (żywność, odzież). Stąd też na połoninach spotykamy często
stada złożone z wielkiej ilości owiec.
Najstarszą rasą i najbardziej typową jest tzw. „stará řása hucúlska“. Owce te pokryte obfitą czarną lub białą wełną są małe i od­
znaczają się wielkimi wymionami. Rasa ta posiada tę zaletę, że nie

79
tylko jest wytrwała na zmiany atmosferyczne, lecz także daje naj­
więcej mleka, nawet przy złej paszy.
Do drugiej rasy należą owce o krótkiej wełnie, krótkich ogonach,
przy czym wełna na ogonie różni się od wełny tułowia tym, że o ile
tułów jest czarny, wtedy ogon jest biały i przeciwnie. Owce te są
większe od starohuculskich, a barany posiadają rogi zaokrąglone
w bok i pochylone w przód. Według opowiadań ludu, tego rodzaju
barany sprowadzono na Huculszczyznę.
Trzecią odmianę rasy tworzą mieszańce. Są to małe owce o wiel­
kiej wełnie różnobarwnej: czarnej, białej, popielatej („sýwi“) jak też
mieszanej tj. czarno-białej. Charakterystyczną dla nich jest gruba
warstwa wełny, pokrywająca ogony. Barany mają rogi zagięte w bok,
a podane w tył.
Wśród ras bydła rogatego na połoninach wyróżniają się nastę-

Ryc. 2. Byk „babij“ — rasa radowiecka, połonina Smik’eny.

pujące: I) „stará hucńłska“, 2) „radowécka“, 3) „szwajcarska“,.
4) „sementałska“, 5) mieszana.
Najdawniejszą rasą bydła rogatego wśród Hucułów jest tzw.
„stará hucńłska“. Krowa tej rasy jest niska, krótka, rogi ma krótkie,
szyję krótką, pierś szeroką, wymiona wielkie, dojki średnie a ogon
długi. Barwa sierści jednostajna, najczęściej „s’ira“ tzn. jasno popie­
lata. Krowy tej rasy są bardzo wytrwałe na wszelkie zmiany atmo­
sferyczne oraz są bardzo mleczne, mimo że zadowalają się jakąkol­
wiek paszą. Krów tej rasy jest już mało.
Drugą rasą bydła rogatego jest powszechnie znana na Huculszczyźnie tzw. „radowécka“. (Hyc. 2). Jak już nazwa wskazuje, przy­
szła ta rasa z okolicy Radowiec na Bukowinie. Krowa tej rasy jest
nieco większa i dłuższa, posiada rogi cienkie i krótkie, do większej
części białe, zaś na końcach czarne i ostre, szyję krótką, pierś szeroką,
z tyłu nie bardzo szeroka, podczas chodu zawija („płete“) tylnymi
nogami, barwa sierści powszechnie czerwona lub „bułanysta“ z pręgą

80
białą wzdłuż grzbietu i białą sierścią pod brzuchem. Bydła tej rasy
jest niewiele na obszarze Huculszczyzny, należącym do Polski.

Ryc. 3. Byk rasy „szwajcarskiej“ (czeskiej), połonina Szkoruchîü.

Następną z kolei rasą krów jest „szwajcarska“, zwana niekiedy
„czeska“ 2) (Ryc. 3). Krowa tej rasy jest mała, o rogach wielkich i cien­
kich, wystających w bok. Kolor sierści posiada różny, bądź to szary

Ryc. 4. Byk rasy mieszanej (stara huculska i radowiecka),
połonina Dukonia Wielka.

lub czarny z białymi plamami („łatkamy“), bądź czarny, bądź też
czerwony z wielkimi białymi plamami. Jak mówił watah Demian
2) „Vákar“ na połoninie „Szkoruchîü“ nazwał byka lej rasy „węgierskim“.

81
Dmytro (połonina „Dukôn’a Wełyka“) bydło tej rasy istnieje w wiel­
kiej ilości w okolicy Worochty i Mikuliczyna, a wypasa się je na
połoninach obok Czarnohory.
W ostatnich czasach zaniesioną została również na Huculszczyznę rasa „sementałska“. Krowy wysokie i długie, o silnej budowie
ciała, szerokiej głowie, rogach czarnych, zagiętych w tył, szyi długiej
i cienkiej, piersi szerokiej, a ogonie krótkim. Ponieważ bydło tej rasy
jest ciężkie, nie nadaje się do odbywania dłuższej drogi i wspinania
się po stokach gór. Również nie jest ono wytrwałe na zmiany atmo­
sferyczne (zimno, śnieg) i często choruje. Krowę tej rasy nazwał
„korowár“ w połoninie „S’mik’enyj“ Szykman Teodor „wisła“.
Ilość bydła czystej rasy jest mniejsza od ilości bydła rasy mie­
szanej. Zależnie od zmieszania się poszczególnych ras Huculi rozróż-

Ryc. 5. Krowa, rasa mieszana (stara huculska i czeska),
połonina Dukonia Wielka.

niają: a) „perewinnyk’y z radowéckoji“, powstałe ze zmieszania się
starej rasy huculskiej z rasą radowiecką (Ryc. 4) ; h) „perewinnyk’y
z czéskoji“ — wskutek zmieszania się starej rasy huculskiej z rasą
szwajcarską (czeską) rodzą się okazy czarne z białymi lub jasno po­
pielatymi plamami, a białe z czarnymi (Ryc. 5) ; c) „perewinnyk’y
sementálski“ pochodzą ze zmieszania się starej rasy huculskiej z rasą
simentalską. Krowy tej rasy są „hulanysk’i“ z plamami białymi lub
„buláni“, łyse o rogach białych.
Obok wyżej wspomnianych ras zauważyliśmy stado byków (wo­
łów) w połoninie „Szkoruchiü“, które nie. było własnością Hucułów,
gdyż właścicielami ich są mieszkańcy okolic Śniatyna i Kołomyi.
Między innymi zauważa się tam rasę wielkich siwych wołów o ro­
gach średniej wielkości, podanych w bok.
Huculi posiadają dwie rasy koni. Pierwsza prymitywna, niskorosła rasa jest właściwa Huculszczyźnie, gdyż często określają ją
6
Lud T. XXXV.

82
„ce násza“. Odmienne řásy koni nazywają „ce bojký“ (połonina
Hłystowatyj).
Koń pierwszej rasy (Ryc. 6) ma głowę małą, oczy bystre, szyję
krótką i grubą, grzywę długą i gęstą, ułożoną na jedną stronę szyi,
pierś szeroką, linię grzbietu nie spadzistą a równą, ogon długi o gę­
stym owłosieniu. Konie tej rasy mają przeważnie czarną barwę sier­
ści, a rzadziej ciemno czerwoną. Są one bardzo wytrwałe na wszel­
kiego rodzaju zmiany atmosferyczne, a zadowalają się gorszą paszą.
Odznaczają się one umiejętnym i zręcznym chodzeniem po górach.
Do drugiej rasy koni należy zaliczyć te, które odznaczają się
większą budową. Konie te spotyka się w znacznej ilości na połoni­
nach huculskich, zarówno w stadach, jak i pojedynczo.
Podobnie jak w rasach bydła rogatego mieszańce stanowiły naj­
większy procent, tak samo i „perewinnyk’y kôn’i“ są najliczniejsze.

Ryc. 6. Koń starej rasy huculskiej, połonina Hłystowaty.

Powstały one ze skrzyżowania się koni rasy starohucułskiej z drugą
rasą, tzw. „bojkámy“.
W trzodzie chlewnej wyróżniają się dwie zasadnicze rasy oraz
mieszańce. Do pierwszej należą świnie dawnej rasy huculskiej
(Ryc. 7), odznaczające się wysokimi nogami, długim ryjem, krót­
kimi, odstającymi uszami, wielkim brzuchem („kaluchóm“), o zgię­
tym w kabłąk do góry grzbiecie, pokrytym najeżoną szczeciną
i o długim ogonie z gęstym owłosieniem. Barwa szczeciny tej rasy
świń jest czarna lub biała. Dziś Huculi mniej hodują tego rodzaju
świnie, pomimo ich zalet, zwłaszcza odporności na wszelkiego rodzaju
słabości i niewybredności w jedzeniu. Wyparła ją nowsza rasa, lep­
sza do tuczenia. Świnie te są niskie, o krótkich nogach, o krótszym
ryju u góry nieco podniesionym, o szerokim i równym grzbiecie,
a krótkiej szczecinie. Warunki klimatyczne nie sprzyjają hodowli
tego rodzaju świń w połoninach, gdyż wskutek zmian atmosferycz­
nych bardzo często chorują.

83
(Wiadomości o rasach zwierząt domowych, wypasanych na po­
łoninach, otrzymaliśmy od watahów: Demiana Dmytra w połoninie
Dukonia Wielka i Sumaruka Nykoły w połoninie Gropa Wielka, oraz
od pasterza krów Szykmana Fedora w połoninie S’mik’enyj.)
c) Środki ochronne na połoninach. Zachowanie
ostrożności w czuwaniu nad powierzoną trzodą zmusza pasterzy do
zastosowania dwóch rodzajów środków ochronnych przeciw dzikim
zwierzętom: naturalnych i mechanicznych.
Do środków naturalnych należą: krzyk pasterzy, szczekanie
oraz agresywna postawa psów wobec zbliżającego się dzikiego zwie­
rza. W dawnych czasach używano do nocnego pilnowania trzody na
połoninie stróża nocnego, zwanego „nicznýk“ (połonina „S’mik’enyj“).
Zadaniem jego było nadsłuchiwanie, czy nie zakrada się zwierz nocą
do trzody, zaś w razie napadu używał ten stróż broni palnej, oraz

Ryc. 7. Świnie starej rasy huculskiej, połonina Hoiczyna.

budził pasterzy i psy w celu wspólnego odpędzenia dzikiego zwierza.
Jednak wraz z zakazem używania broni palnej na Huculszczyźnie,
powoli rola jak też sam zawód nocnego stróża na połoninach upada
: dziś nie spotyka się takiego stróża na połoninach huculskich, a za­
stępuje go czuwanie psów i czujne spanie wszystkich pasterzy, zaję­
tych wypasaniem trzód na danej połoninie. Dla ilustracji naturalnego
odstraszania dzikiego zwierza może posłużyć następujący epizod za­
uważony w połoninie „Rag’éska“. W chwili, gdy niedźwiedź zakra­
dał się do „koszéry“ krów, psy tam będące poczęły szczekać. Wtedy
obudził się „korowár“ i podjął silny krzyk, od czego zbudzili się inni
pasterze, odpoczywający w swoich koszćrach jak też watah w staji,
, oraz wszyscy obecni tam ludzie. Ci wybiegli poza staję i wszczęli
' wielki hałas. Za uciekającym w las niedźwiedziem pobiegły ujadające
psy, a równocześnie w pobliskich połoninach odezwały się też po­
dobne okrzyki zajętych tam pasterzy, jakby się solidaryzowały
z chwilą zbliżania się niebezpieczeństwa. Zauważyć jeszcze należy,
że zadanie psów na połoninie jest nie lyiko ochronne, ale również
6
*

84
i pomocnicze. Pies towarzyszy stale pasterzowi w połoninie hucul­
skiej. Jak w dzień tak i w nocy psy pilnują trzody przed napadem
wilków czy niedźwiedzi. Do powyższych czynności używają Huculi
zazwyczaj psów pasterskich zwanych „wółoch“ tzn. wołoskiego po­
chodzenia (Ryc. 8). Są one niewielkie, krępej budowy i bardzo przy­
wiązane do owiec czy bydła.
Za bardzo dobrego psa połonińskiego uchodzi taki, który
ma „pazur“ na każdej nodze
z tyłu. Jest to jakby ostroga,
którą tworzy pęk sierści. Na
każdej połoninie jest kilka
psów; jedne z nich pomagają
podczas paszenia, inne przywią­
zane na uwięzi lub nie, znaj­
dują się przy stajach. Te szcze­
kaniem dają znać o przybyłych
gościach połoninskich, pilnują
mienia pasterzy jak też złożo­
nych w stai wyrobów mlecz
nych, które tworzą dobytek
martwy „gazdy“ i „miszénnykiü“. Na wyżywienie dobrego
psa dostaje pasterz od deputata
czy gazdy na cały sezon pasze­
nia jedną berbenicę bryndzy.
Podczas odpierania wilka nigdy
jeden pies nie zdoła go rozedrzeć, a najmniej do tego celu
Ryc. 8. Pies owczarski „wółoch“, poło­
trzeba dwóch psów. Wtedy je­
nina Kamenec.
den z nich droczy się z wilkiem,
a drugi wykorzystując nieuwa­
gę wilka rzuca się mu na gardło i dusi go. W razie napadu niedźwie­
dzia obrona przed nim nie jest zbyt trudna w porównaniu z obroną
przed wilkami. Niedźwiedź napadając pojedynczo zazwyczaj ucieka
nawet przed jednym psem.
Do środków mechanicznych stosowanych w połoninach należy
światło i huk. Pierwszy sposób stale praktykuje się przeważnie w zwią­
zku z odpędzaniem wilków, a drugi przy odpędzaniu niedźwiedzi. Oba
te środki niekoniecznie stosują oddzielnie, ale bardzo często razem.
Powszechnie pali się ogień („wátru“) w zagrodach, w których nocują
owce, kozy, krowy czy konie. Palą ogień zawsze przed szałasem zwa­
nym „záwatra“ (patrz ryc. 39, str. 104), w którym śpią pasterze, któ­
rzy, budząc się w nocy, dokładają drzewa do płonącego ognia, aby
nie zgasł, bo wtedy wilk zakradłby się do trzody.
Drugim z kolei środkiem ochronnym jest „g’ido“. Używają go
specjalnie wtedy (połonina „S’mik’enÿj“), gdy często i w wielkiej ilo­
ści pojawiają się w danej okolicy wilki. „G’ida“ robią w następujący
sposób: biorą „suchara“ ti. świerka (wyrwanego z ziemi przez wiatr

85
lub uschniętego wskutek obdarcia kory) długiego na 6—8 metrów.
Wierzchołek jego rozkoli się („kółet sy“) na 4—8 części, a u dołu zo­
stawiają ten „suchar“ nierozkolony. W rozszczepione szpary wkładają
żywicę („smuhi“) i suchy mech („ymszéď“). Po tej czynności zako­
pują to drzewo na 1/2 lub 1 metr w ziemię grubszym jego końcem,
a przed wieczorem zapalają od wierzchołka. Tego rodzaju pochodni
nie zgasi wiatr, ani nawet drobny deszcz, a „g’ido“ paląc się całą noc,
oświetla swym silnym płomieniem połoninę i odstrasza już z daleka
wilki. W niektórych połoninach (połonina „S’mik’enýj“) oprócz ognia
w koszarze zawieszają na kole od plota latarnię.
Odstraszanie dzikiego zwierza przy pomocy huku stosuje się
bardzo często. Dawniej do tego celu służyła broń palna tj. „pystól“
i „pńszka“. Ta druga obok powyższego zadania spełniała także zada­
nie myśliwskie. Nadto są w użyciu inne środki mechaniczne. Dość
często używanym jest sposób wywoływania huku za pomocą kamie­
nia, na który pasterz pluje, następnie kładzie żarzący węgiel i w końcu
uderza obuchem siekiery, co powoduje dość silny trzask (określenie
huculskie: „łńskajet“). Niedźwiedzie straszą też, uderzając drewnem
lub żelazem w zawieszony na kole od płota kawałek szyny kolejowej.
Sposób ten stosują zwłaszcza w nowszych czasach. Również uderzają
laską o płot („woryn’e“) lub o ścianę stai. Odstraszają zwierza także
trąbieniem na rogu pasterskim („w rih“).

§ 2. Gospodarka połoninowa.
a) Pastwiska. „Polonýny“ czyli miejsca, na których pasą
Huculi w lecie zwierzęta domowe, położone są zdała od osad, u szczytu
gór. Wygląd połonin zależy od ich położenia. Zajmują one zazwy­
czaj miejsca o falistym terenie, na którym rosną trawy, jak też nie­
kiedy i pojedyńczo rozrzucone krzewy. W obszarach tych, pokry­
tych od wczesnej jesieni do późnej wiosny śniegiem, panuje dziki
zwierz. Jedynie w lecie wre tam życie, pełne zwierząt domowych
i pasterzy.
Ze względu na to, że nie wszystkie tereny połonińskie odpowia­
dają sobie pod względem fizjograficznym, jak też że różnorodna pasza
nie odpowiada wszystkim gatunkom zwierząt domowych, dlatego wy­
znacza watah odpowiednie miejsce do wypasania dla poszczególnych
trzód.
Owce jak i kozy dojne pasą się na gorszych trawach, zazwyczaj
w „czaharách“ tj. młodych lasach świerkowych, lub na spaleniskach,
tzw. „zhárach“. Jałowe owce i kozy („jćłowi drobjćta“) pasą zwyczaj­
nie na najgorszych kwaśnych trawach, jak też na mniej dostępnych
urwiskach skalnych.
Krowy wypasają na rozprzestrzeniających się połaciach trawnych
albo na polanach między lasami, tzw. „riżach“. Pastwiska przezna­
czone dla krów posiadają słodką i miękką trawę. Dla wołów przezna­
czają zazwyczaj całą połoninę o obfitej trawie (np. połonina „Szkoruchiü“) albo też wypasają je razem z krowami (np. połoniny „Du-

86
kôn’a Wełyka“, „S’mik’enyj“* „Jaworlü“, „Hojiczyna“, „Grópa We­
łyka“, „Rag’éska“ i i.).
Miejsca wilgotne, pokryte wysoką i kwaśną trawą, służą dla wy­
pasania koni. Niekiedy w niewielkiej ilości pasą je na połoninach
obok krów lub wyznaczają im część poło­
niny (np. połonina „Kopyłasz“),
Trzoda chlewna pasie się w lasach albo
w wilgotnych miejscach przyleśnych.
b) Systemy gospodarki past­
wiskowej.
W połoninach huculskich
możemy zauważyć trzy systemy prowadze­
nia gospodarki pastwiskowej.
Pierwszy,
bardzo dawny, polega na tym, że gazda
przeznacza połowę połoniny na pastwisko,
a drugą jej część na siano (połonina „Tárnyc’a“, „Hojiczyna“). Dla każdego gatunku
trzody wydziela watah poszczególne połacie
tej części połoniny, którą przeznacza do
wypasania, przy czym należy pamiętać, że
hyc. 9. Kosa: a „kis’é“ przy tego rodzaju gospodarce pastwiskowej
b „rúczka“, c „kaliczka“, nie wyłącza się osobnych połaci w celu
połonina Jaworów.
dania możności podrośnięcia trawy przezna­
czonej do wypasania, lecz cała wspomniana
część jest stale w użyciu. Tego rodzaju gospodarka jest charaktery­
styczną dla połonin położonych w pobliżu osad. Zazwyczaj pobu­
dowane są tam „zymark’y“,
w których mieszka służba
właściciela danej połoniny
w celu żywienia bydła w póź­
nej jesieni.
Drugi system jest wła­
ściwy dla połonin, położo­
nych daleko od osad (poło­
niny „S’mik’enyj“, „Hłystowátyj“, „Jaworiü“, „Pn’iwje
Małe“, „Szkoruchiü“, „Ka­
menec“, „Grópa Wełyka“,
„Grópa
Mała“,
„Grópka“,
„Wípczyna“, „Rádu!“, „Ra­
g’eska“). Jest on bardziej
prymitywny, a różni się od
poprzedniego tym, że nie jest
tu stosowane pielęgnowanie
traw w celu koszenia ich.
Z tego powodu jałowieją te
połoniny, gdyż całymi latami
połonina
nie
odpoczywa.
W takich połoninach, koszćry pozostają zwykle po kilka

87
lat (3—4) a nawet zawsze na jednym i tym samym
miejscu.
Ostatni system można uważać za pewnego ro­
dzaju ulepszenie dawnego systemu huculskiego. Poło­
nina dzieli się na dwie części: pastwisko i łąkę. W tej
części, w której gazda kosi siano, na następny rok pa­
sie bydło, a w drugiej przeciwnie. Poza tym trzody
pasą się na oznaczonych miejscach, zmieniając je co
pewien czas na przeciąg lata („litowysz’a“). Również
i inna jest tu zastosowana gospodarka do koszar. Te
co 3—4—7 dni przenosi się po całej części połoniny,
przeznaczonej na pastwisko. Z tego powodu pożytek
z danej połoniny jest większy, trawy żyźniejsze, bo
jedna część połoniny naprzemian każdego roku odpo­
czywa, jak też wskutek ciągłej zmiany połonina zo­
staje nawożona, wskutek czego krzewy i chwasty
niszczy się. Ten nowszy system gospodarki pastwisko­
wej zapoczątkował Demian Dmytro, watah na poło­
ninie „Dukôn’a Wełyka“ w roku 1933, a następnego
tj. 1934 roku Danyluk Nykoła, watah na połoninie
„Dukôn’a Mała“.
c) Sprzęt siana. W części połoniny prze­
znaczonej na siano tzw. „kisznyc’a“ i na polach od­
dalonych od zagród gospodarskich koszą Huculi siano
Ryc. 11.
raz w czasie roku, około 8/VIII, a na małych łąkach „Ostr’ywjanÿc'a“
obok domów („zarinkach“)
dwa razy. Podczas prac przy
sianie należy wyróżnić nastę­
pujące czynności: koszenie
(„kós’e trawú“), suszenie („susz’e trawú“), składanie w ko­
py („składajut w kopyc’i“),
składanie „w stih“ czyli w stóg.
Przy koszeniu siana uży­
wają narzędzia zwanego „ko­
sá“ (Ryc. 9). Do ostrzenia
kosy służy „brús“ i „mus’ak“,
do klepania „kłewćc“ i „bab­
ka“, a do przechowywania
„bruska“ i „musak’a“ w cza­
sie koszenia „kúszka“. Zwy­
kle w celu koszenia siana
sprawia gazda „tółoku“ tj.
wspólną pracę. Wtedy ludzie
zwołani tam koszą trawę nie
pobierając od gospodarza za­
płaty, za co po odbytej pracy
gazda zawsze urządza dla
Ryc. 12. Nakładanie siana na ostrewkę,
nich przyjęcie z tańcami.
Jabłonica koło Hryniawy.

88
Po skoszeniu trawa („połih“) jest zaraz suszona. W tym celu
przy pomocy wideł („wyły“) rozbijają ją („rozbywájut walý“) a gro­
madzą posługując się „hrablámy“. Potem nakładają siano za pomocą
grabi na dwa drążki długie po 3 metry, zwane „noszak’ý“ (Jabłonica
koło Hryniawy) i znoszą do miejsca, na którym ma być suszone.
(Ryc. 10). Z powodu częstych i nagłych opadów atmosferycznych
zastosowują Huculi obok suszenia siana na ziemi, suszenie na spe­
cjalnie w tym celu sporządzonych „ostr’ywjanÿc’ach“. (Ryc. 11).
„Ostr’ywjanýc’a“ jest to wierz­
chołek świerkowy, długi na 2 do
31/2 metra, o ściętych do pewnej
wielkości gałęziach, który grub­
szym jego końcem zakopują
w ziemię (30—40 cm). Umiesz­
czenie ostr’ywjanyc’i w ziemi
poprzedza zrobienie otworu przy
pomocy sporządzonego w tym
celu pala zaostrzonego u dołu.
Obydwie czynności wykonywa
tu mężczyzna, gdyż praca ta wy­
maga większej siły fizycznej. Na
umieszczoną w ziemi „ostr’ywjanyc’u“ grabiami nakładają siano
(Ryc. 12). Ułożone w ten sposób
siano schnie pod wpływem słońca
i wiatru przez pewien czas. Czę­
sto też zdejmują siano z „ostr’ywjanyc’“ i rozrzucają, a następ­
nie z powrotem składają. Gdy
siano dobrze wyschnie, zdejmuRvc. 13. Stóg ogrodzony, Jabłonie» k.
& & 1 znoszsb korząc większe
Hryniawy.
kopy zwane „kopyc’i“. Zazwy­
czaj zawierają one siano zebrane
z 3 „ o str ’ ywj a n ýc’ “.
Następnie odbywa się składanie wysuszonego siana w stóg
(„w stih“). Wtedy to mężczyźni wbijają w ziemię gładki świerk
(oczyszczony z gałęzi), długi na 7—8 metrów. Naokoło niego na dole
układają drobne gałązki świerkowe („fóji“) jako podściółkę, a na to
dopiero składają siano. Mężczyźni zawsze znoszą i podają siano na
stóg, a odbiera go za pomocą grabi zawsze kobieta. Ona to układa
siano naokoło słupa i przydeptuje. Ta, gdy skończy układać siano
u wierzchołka, zwęża stóg, a na samym jego grzbiecie robi z siana
rodzaj sznura i okręca nim słup, tworząc w ten sposób „kołacz“, po
którym ścieka woda.
Na oznaczenie stogu siana używają często Huculi wyrażenia
„s’ino“. Ilość siana w stogu jest różna. Zazwyczaj mieszczą się tam
2—3 fury. Ażeby siano złożone w stóg ochronić przed bydłem, ogra­
dzają go płotem zwanym „opłit“. (Jabłonica k. Hryniawy. Ryc. 13).

89
§ 3. Pożywienie.
Na połoninach żywią się ludzie przeważnie mlekiem, przetworami
mlecznymi i potrawami mącznymi. Sposób ich sporządzania jest wszę­
dzie jednakowy.
Mleko piją tylko krowie zarówno surowe jak gotowane.
Wśród potraw bardzo wielkie znaczenie posiada na Huculszczyinie „kułćsza“. Potrawę tę sporządzają w następujący sposób; na
wodę kipiącą w kotle sypią mąkę kukurydzianą, dodając trochę soli.
Następnie przez 6—8 minut mieszają tę zawartość sporządzonym dla
tego celu patykiem (połoniny „Jaworiü“, „S’mik’enyj“) zwanym „kopýstka“ (Ryc. 25), a potem wybierają z kotła, względnie wysypują na
„kułeszirnyk“, zwany też „krużók“ (Ryc. 26) bib „krúh“ (Ryc. 25).
Drugi sposób przyrządzania kułeszy polega na tym, że razem z kuku­
rydzianą mąką gotują zgotowane już kartofle, przy czym czas goto­
wania jest nieco dłuższy, bo 8—10 minut, Kuleszę spożywają z mle­
kiem lub ze śmietaną jak też ze wszystkimi przetworami mlecznymi,
tj. budzem, bryndzą, masłem, serem i huśłanką.
Niekiedy, a zwłaszcza w dnie świąteczne lub w celu przyjęcia go­
ści, sporządzają Huculi „bánusz“. Do trzech części posolonej śmietany
kipiącej w kotle dodają część mąki kukurydzianej i gotują dość długo.
Im dłużej ta potrawa gotuje się, tym zawartość jej jest lepsza i zdrow­
sza. Oprócz tego jedzą pasterze przyniesiony ze wsi czosnek i cebulę,
a z dzikich płodów roślinnych jagody leśne, jak „áfyny“, „drapak’y“,
„gógodzy“, „małyny“ (połonina „S’mik’enyj“, „Dukôn’a Wełyka“,
„Tarnyc’a“, „Grópa Welýka“).
Jako napoju zamiast wody używają „żentyc’i“ (połonina „S’mi­
k’enyj“).
f

§ 4. Przetwory mleczne.
Mleko owiec, kóz i krów, będące głównym surowcem Hucułów
w połoninach, służy do sporządzania dwojakiego rodzaju przetworów;
1) stałych, 2) płynnych.
Stałe wyroby mleczne nie tylko służą ludności huculskiej jako
pożywienie, ale także odgrywają pewną rolę w handlu. Do nich na­
leżą: 1) „sýr“, 2) „wúrda“, 3) „brýndza“, 4) „máslo“.
Przetwory te sporządza watah w stai, posługując się przeważnie
ogniem do podtrzymywania odpowiedniej temperatury. Robieniu sera
(połonina „Jaworiü“) towarzyszą następujące czynności: a) podgrze­
wanie mleka, b) „glédzen’e“, c) „byty betełćwom sýr“, d) kręcenie
„betełewom“, e) ugniatanie i wyjęcie sera, f) cedzenie sera i suszenie.
Zdojone mleko cedzą przez „ďidýla“ w drewniane naczynie „pútyna“
(Ryc. 15), które mieści w sobie 35 liter mleka. Do tych czynności uży­
wają Huculi naczyń drewnianych, gdyż one dłużej niż żelazne zacho­
wują jednostajną temperaturę, nadto w nich mleko ścina się prędzej.
Mleko to, gdy nie jest „litepłe“, tj. nie odpowiada temperaturze mleka
dojonego, podgrzewają stawiając putynę obok ognia („watry“) i zmie­
niając co pewien czas jej położenie. Gdy zaś mleko jest ciepłe, tj.

90
bezpośrednio wzięte od podoju, nie wykonują wymienionych czynności.
Potem watah przekonawszy się o dostatecznej temperaturze mleka,
a badanie temperatury odbywa się przy pomocy wkładania palca
prawej ręki do mleka, wlewa do niego trzy łyżki stołowe „glégu“ (prw.
str. 94), całość zaś miesza przy pomocy narzędzia „beteleü“ (Ryc. 18).
Zaprawione glegiem mleko stoi 1U—V2 godziny w ciepłym miejscu stai
(zwykle obok ognia) do czasu, gdy dobrze „łówyt sy“, tj. przemienia
się ze stanu płynnego w stały. To znowu wskazuje, że czas przystąpić
do robienia sera („cz’és byty sýr“). Watah bierze w prawą rękę „be­
teleü“ i dolną częścią tego przyrządu, tj. „kryłamy“, uderza ser, roz­
bijając go na drobne cząstki. Ser oddzielony od zawartości płynu
zwanego „dzér“ (połonina „Jaworiü“, „Grópa Wełyka“) unosi się na
jego powierzchni. Następnie przy pomocy tegoż betełewa wykonuje
watah lekkie i powolne („po łehón’k’y“) krążenia celem zebrania sera
w jedną zwartą całość, która opada na dno pútyny. Po odłożeniu be­
tełewa rękoma wyjmuje watah ser z putyny i wkłada go w „c’idylo“,
tj. płótno kwadratowe wykonane z pokrzywy (dawniej robiono je
z wełny, a rzadziej wyrabiano z włosienia w rodzaju siatki bartniczej —
połonina „S’mik’enyj“). Czynność tę nazywają „nakładaty c’idyta“.
Ser zawiązany w cidyle wiesza watah na kołku („na kłynók“) i pod­
kłada podeń puste naczynie, do którego ścieka serwatka */4—1/2 doby,
po czym ser ten układa watah na strychu („na pódrju“), gdzie pod
wpływem wiatru suszy się. Huculi przestrzegają, ażeby nie dostawał
się tam dym z watry. Ser tak wysuszony nazywa się „bńdz“ i zwykle
z 35 liter krowiego mleka można otrzymać 7—8 kg „búdzu“ (połonina
„Jaworiü“). Czynność wyrobu tego sera nazywa się „pr’étaty budzyk’y“.
Ser wyrabiany z mleka owiec czy kóz ma większy procent tłuszczu
od sera z krowiego mleka. Przedstawiony sposób wytwarzania sera
zauważyliśmy na wszystkich połoninach huculskich. W nowszych
czasach na połoninach „Dukôn’a Wełyka“ i „S’mik’enyj“ zamiast
glegu dają do mleka specjalny proszek, który, sprowadzony przez
kupców z Holandii, kupują w mieście (Kosów).
O ile ser przygotowywano w naczyniu drewnianym, to wurdę
wytwarza się w kotle miedzianym lub żelaznym zwanym „kotéü dzeriünyj“ (ze względu na mieszczącą się wT nim zawartość tj. „dzér“3).
Wyrabianie wurdy polega na następujących czynnościach poprzedza­
nych częstym mieszaniem zawartości w kotle: a) podgrzewanie „dzéru“, b) dodawanie mleka surowego, c) dodawanie kwaśnej przegoto­
wanej žentýďi, d) chłodzenie, e) ogrzewanie, f) wybieranie i cedzenie
wurdy. Czynnościom tym musi towarzyszyć wielka umiejętność wataha,
gdyż chodzi o jak największe wydobycie wurdy z żentycy. Serwatkę
pozostałą z sera zlewa watah do kotła, który zawiesza nad ogniem,
a zawartość w kotle miesza narzędziem zwanym „wiszka“ (Ryc. 22)
dość powolnie, ażeby serwatka nie przepaliła się Gdy temperatura
„dzeru“ podniesie się dość wysoko, tak że piecze włożony tam palec
3) Jak dowiedzieliśmy się od Własija Tymofijczuka z Jablonicy k. Hryniawy,
używane byty dawniej na połoninach wyłącznie kotły miedziane. Dopiero w now­
szych czasach przez Żydów zostały wprowadzone kotły żelazne (blaszane — „ble­
cho wi“) na niektórych połoninach.

91
celem przekonania się o stanie
ciepłoty, wtedy do powyższej za­
wartości, np. 25 liter, dodaje wa­
tah (połonina „Jaworiü“) 2 litry
mleka surowego (krowiego), po
czym powoli wszystko razem
miesza. Przy dalszej podwyżce
temperatury serwatka zaczyna
kipieć („bójity“) na dnie kotła
i wtedy „wyk’ydâje na wérch
wúrdu“, tj. oddzielają się czą­
steczki wurdy od serwatki i wy­
pływają na powierzchnię. Wtedy
to watah wlewa do tej mieszaniny
jeszcze 2 litry kwaśnej przegoto­
wanej żentycy. Po zamieszaniu
i dobrym oczyszczeniu, tzn. od­
dzieleniu wurdy od żentycy w ko­
tle, odstawia się kocioł z ognia,
ażeby przez 5—6 minut oddzie­
lona wurda i żentyca ochłodziły
się. Następnie stawia watah z poRyc. 14. Wybieranie wurdy z kotła,
wrotem kocioł nad ogniem, rozpołonina Jaworów,
bija wurdę przy pomocy „koczérhy“ (Ryc. 19) i, mieszając „wiszkoju“, lekko podrzuca do góry
wurdę, która znajduje się tuż przy dnie kotła. Po krótkim czasie
odstawia watah kocioł z nad ognia i wybiera przy pomocy „połónnyka“ (Ryc. 20) wurdę na przygotowane „c’idyło“. W ten sposób
scedzoną wurdę zawiązuje watah i zawiesza na przygotowanym
kołku, a po zupełnym spłynięciu żentycy, wybiera wurdę i układa
ją na strychu celem wysuszenia. Tego rodzaju bryła wurdy otrzy­
muje nazwę „búdz“.
Rudze z sera i wurdy kisną i suszą się „na pódrji“ w czasie
dobrej pogody przez 7 dni, a w czasie deszczu dłużej. W tych budzach tworzą się małe otwory, a skóra ich z czasem twardnieje
i grubieje.
Robienie sera i wurdy poprzedza sporządzanie bryndzy, gdyż
z budzów dopiero wyrabia watah bryndzę. Na oznaczenie tej pracy
używają Huculi określenia „brýndzyty brýndzu“ albo „býty brýndzu“. Określenie to specjalnie charakteryzuje wykonywanie czynno­
ści, gdyż obok samej umiejętności wyrabiania, wielkie znaczenie ma
tutaj zastosowanie siły fizycznej wataha, względnie jego pomocnika.
Bryndzę wyrabiają w „piityn’i“, a towarzyszy temu: a) krajanie bu­
dzów, solenie ich i wrzucanie do putyny, b) różne czynności przy
pomocy „brája“ (Ryc. 23) w putynie: 1) kręcenie nim w środku pu­
tyny, 2) uderzanie nim w bok, 3) „býty na wehrest“, 4) „krutýty
brýndzu“, c) dodanie pokrajanych cząstek budzów z wurdy, d) po­
wtórzenie czynności za pomocą braja, e) wybieranie bryndzy z pu­
tyny i składanie do beczek („berb’enýc’“).. Wysuszone budzę sera

92
kraje watah (połonina „Tárnyc’a“) na kawałki, posłuje je
solą i wrzuca do putyny. Na­
stępnie bierze obydwoma ręko­
ma braj i jego koniec o wycię­
tych zębach zanurza w środek
putyny, kręcąc nim kilka razy
„za sóncem“ (tj. z lewej ku
prawej stronie), ażeby rozgnieść
kawałki budzą na drobne cząst­
ki. Potem obraca braj i gładkim
jego końcem uderza w cząstki
budzów znajdujące się po bo­
kach putyny. Po pewnej chwili
przywołuje drugiego pasterza do
pomocy. Ten bierze drugi braj
i z ' watahem „bjút brýndzu na
wehrest“ gładkimi końcami brajów. Cząstki budzów rozdrob­
nione pod wpływem ciągłego bi­
cia, skupiają się w jedną masę,
która staje się coraz bardziej
jednolita. Następnie trzymając
braje w putynie wykonują ni­
Ryc. 15. Tłuczenie bryndzy, połonina
„Tärnyc’a“.
mi ruchy kręcące przez dłuż­
szy czas „krúťe brýndzu na
wehrest w stríť sônc’a“ z prawej ku lewej stronie. Wtedy bryndza
z budzów zawierających większy procent tłuszczu jest gotowa. Do
tego dodają też pokrajane kawałki budzów z wurdy, a po posoleniu
ich powtarzają kolejno wspomniane poprzednio czynności za pomocą
braja. W końcu wybierają bryndzę z putyny i nakładają ją do beczki.
Należy zaznaczyć, że zmienianie czynności zależy od przekonania się
wataha o jakości zawartości w putynie. Bryndzę wyrabiają z budzów
z samego mleka owiec czy kóz, a wtedy ona jest ostrzejsza w smaku
i zawiera większy procent tłuszczu. O ile natomiast obok mleka owiec
i kóz dochodzi tu jeszcze mleko krowie, wtedy zawiera ona mniej tłu­
szczu. Niekiedy wyrabiają Huculi bryndzę z samych budzów sporzą­
dzonych z wurdy, wtedy jednak zawiera ona mało tłuszczu i nie ma
tak ostrego smaku. Przy konserwacji bryndzy posługują się pasterze
wielką ilością soli, którą mieszają z bryndzą.
Sposób robienia bryndzy jest na zbadanych przez nas połoni­
nach jednakowy, jedynie różną jest ilość dodawanych budzów z wurdy
do budzów z sera. Zależy to od gospodarki mlecznej deputata. Nie od
rzeczy będzie wspomnieć i o specjalnych maszynach do wyrabiania
bryndzy (za pomocą ugniatania walcami), poruszanych bądź to przez
wykorzystanie ludzkiej siły fizycznej (połonina „S’mik’enýj“), bądź
też pociągowej (Bryndzarnia Spółki mleczarskiej „Masłosojuz“ w Ja­
worniku pod połoninami). Ponieważ ten sposób wyrabiania bryndzy
nie jest ludowy, nie przedstawiamy go.

93
Ze śmietany pozbieranej z mleka krów wyrabiają Huculi w poło­
ninach masło, które służy im do pożywienia jak też jest przedmiotem
zbytu. Na sporządzenie masła używają wyrazu „býty masło“ (połonina
„Jaworiü“). Możemy zauważyć trzy sposoby robienia masła za pomocą
zastosowania ruchu poziomego, pionowego i obrotowego. Pierwszy
wykonują w umocnionych szczelnie beczkach („zadnajenych berbenýc’ach“), drugi w maślniczkach („w mas’lânkach“), a trzeci, i to bar­
dzo rzadko, w specjalnie sporządzonych do tego celu „maszynkach“.
Robienie masła „w zadnajenych berbenyc’ach“ ma zastosowanie
specjalnie tylko na połoninach, w których wypasa się większa ilość
krów, a polega ono na: 1) na­
pełnieniu śmietaną pół berbenicy, 2) uszczelnieniu drugiego
jej dna, 3) nałożeniu w pobliżu
jednego i drugiego dna sznurów
jak też zawieszeniu berbenicy
na tych sznurach na sosrębie
stai („na swółok“), 4) równo­
czesnym uderzaniu obydwoma
rękoma w dno beczki i wpro­
wadzeniu jej w ruch poziomy
w kierunku drugiego dna (to
powtarza się po każdorazowym
powrocie berbenicy do wyjścio­
wego położenia),
5) zdjęciu
Ryc. 16. Beczka przygotowana do robie­
beczki i wyjęciu jednego dna,
nia masła.
6) wydobyciu masła i płukaniu
go, 7) złożeniu masła w prze­
znaczoną na ten cel beczkę. W ten sposób robią masło w połoninie
„Pn'iwje Małe“. (Ryc. 16).
Bardziej częste od wymienionego ma zastosowanie drugi sposób
sporządzania masła i to na tych połoninach huculskich, na których
znajduje się mniejsza ilość krów dojnych (połoniny: „Dukôn’a Wełyka“, „Grópa Welýka“, „Grópa Mała“, „Hojiczyna“, „Kamenec“,
„Rag’eska“, „Tarnyc’a“). Czynności towarzyszące tu polegają na:
1) napełnieniu śmietaną większej części berbenicy, 2) uderzaniu przy
pomocy betełewa w tę śmietanę z zastosowaniem ruchu pionowego,
3) wyjęciu masła i płukaniu go, 4) ładowaniu masła w berbenice.
Nowsze jest posługiwanie się odpowiednio sporządzonymi maślniczkami („mas’lanka“ w połoninach „Grópka“ i „Jaworiü“), których
budowa jak też i sposób wykonania różni się od poprzedniego tym,
że w celu zabezpieczenia od wylewania się śmietany podczas sporzą­
dzania masła jest u góry wieczko z otworem, w którym odbywa ruch
pionowy kij zaopatrzony w dolnej jego części w krążek z licznymi
otworami, zwany przez Hucułów „betełću“ (Ryc. 18).
Na połoninie „S’mik’enyj“ wyrabiają masło w beczułce umiesz­
czonej na osi poziomej w tzw. „maszync’i“, przy czym zastosowany
jest tu za pomocą korby ruch obrotowy. Śmietanę zlewają jak też
wybierają masło przez otwór znajdujący się w bocznej ścianie tej

94
beczułki, który zatykają krążkiem za pomocą odpowiednich śrub.
Czynności zasadnicze podczas wyrabiania masła w tym naczyniu są
takie same jak w poprzednich.
Przez odpowiednie przyrządzenie sera robią pasterze na połoninoch „kołaczi“ i „baraný“. W tym celu gotują w żentycy nieco skisły
ser (połonina „S’mik’enyj“), następnie ugniatają w rękach, ażeby
zrobić go więcej elastycznym. Z tak sporządzonej masy robią pla­
cek, a przez zrobienie otworu w śrcdku tego placka za pomocą palca
lub patyka i ciągłe obracanie około niego powstaje „kołacz“. W ten
sposób sporządzone obwarzanki przytłaczają ręką, nadając im od­
powiednią formę. „Kołaczi“ jak i wyrobione w rękach „baranczyk’y“
wkładają Huculi w roztopione masło, w którym wyrównują się nie­
które rowki, a nadto wyroby te otrzymują wtedy barwę żółtawą.
W ten sposób wykonane wyroby o wartości wybitnie artystycznej
bywają przedmiotami zbytu, podarków, żywienia się ßv gorącym
mleku), a spełniają też rolę obrzędową przy weselu („kołacz“).
Płynne wyroby mleczne z połonin siużą jako pożywienie Hucu­
łów, a poniekąd i do karmienia trzody chlewnej czy psów. Są to:
1) „hus’lanka“, 2) „žentýc’a“, 3) „skołótyny“.
W połoninach zauważyliśmy dwa sposoby robienia huślanki.
Pierwszy, mający szerokie zastosowanie, jest następujący: Mleko
krowie gotują w kotle nad ogniem do temperatury, w której kipi,
następnie odstawiają je obok ognia ażeby ostygło. Potem zlewają je
do berbenicy nie wymytej po poprzedniej huślance albo po śmietanie.
Pod wpływem pozostawionej na ścianach beczki huślanki powstaje
fermentacja, wskutek której mleko gęstnieje i kwaśnieje. Drugi spo­
sób sporządzania huślanki różni się od poprzedniego tym, że zlewają
zgotowane mleko (połonina „Grópa Wełyka“) do czystej berbenicy,
a do mleka dodają kilka łyżek stołowych kwaśnej śmietany lub hu­
ślanki.
Żentyca to płyn, jaki pozostaje po odcedzeniu wurdy. Huculi
rozróżniają dwa rodzaje tego płynu. Pierwszy słodki, zebrany bez­
pośrednio po sporządzeniu wurdy służy jako napój dla pasterzy
oraz jako pokarm dla trzody chlewnej, drugi kwaśny przechowany
przez dłuższy czas bywa używany przez pasterzy w celach leczni­
czych.
„Skołótyny“ jest to maślanka, która pozostaje po sporządzeniu
masła.
Specjalne znaczenie posiada „głóg“, który dodają Huculi do
mleka podczas robienia sera. „Głóg“ wyrabiają z „ryndzy“ (połonina
„Jaworiü“) tj. sera, który powstał z mleka nassanego przez 3—4-ty­
godniowe cielę, koźlę lub jagnię (takie, które jeszcze nie jadło siana,
lecz tylko ssało). „Rýndzu“ wybierają z żołądka takiego zabitego
zwierzęcia, następnie z powrotem wkładają w czysto wymyty ten
żołądek i dodają do tego soli. Od większej zawartości soli zależy
trwalsza konserwacja ryndzy. W ten sposób sporządzoną mieszaninę
zawiązują szczelnie w żołądku („w kaluchú“), który zawieszają w su­
chym miejscu, nad kominem w chacie lub na strychu, gdzie prze­
wiewa dym, gdyż ten przyczynia się do konserwacji ryndzy. Część

95
soli zawarta w ryndzy przechodzi przez żołądek tworząc na jego po­
wierzchni małe kryształy i w ten sposób uszczelnia powstałe w nim
otwory. Nieumiejętne sporządzenie ryndzy (przez dodanie za małej
zawartości soli) powoduje psucie się żołądka i ryndzy (wydaje wtedy
woń zgniłych jaj). Z ryndzy robi watah w połoninie „gleg“ przez do­
danie do jednej litry ciepłej wody (lub mleka) dwóch łyżek stołowych
ryndzy i jednej garści soli. W ten sposób powstały gleg musi pozo­
stać w ciepłym miejscu przez 12 godzin, gdyż dopiero po upływie
tego czasu jest używany. Siła glegu przy zastosowaniu go podczas
wyrobu sera zależy od należytego przyrządzenia, tj. od większej lub
mniejszej ilości wody, dodanej do ryndzy. Im ilość wody jest więk­
sza, tym gleg jest słabszy, a tym samym więcej go należy dawać do
mleka. Gleg sporządzony z ryndzy koźlęcej jest silniejszy od takiego
samego z ryndzy cielęcia. Pozostaje on w stosunku 3 : 4 (tj. 3 łyżki
stołowe glegu koźlęcia = 4 łyżkom glegu z cielęcia). Przed użyciem
glegu Huculi mieszają go, gdyż ryndza jako lżejsza pływa po
wierzchu.

§ 5. Naczynia używane na połoninach.
Wszystkie niemal naczynia używane w gospodarstwie połonińskim wyrabia się z drzewa świerkowego, rzadziej z bukowego. Ma­
teriału świerkowego jest najwięcej, nadto drzewo to jest miękkie,
łatwe do obróbki i dlatego bywa najczęściej stosowane do wyrobów
bednarskich. „Dijnyc’e“ tj. skopce drewniane używane do podoju
krów i owiec sporządza się z klepek świerkowych; obręcze okalające
skopiec u góry i u dołu zrobione są z cienkich gałązek świerkowych
(Ryc. 24). W dwóch dłuższych klepkach tego naczynia wycina się
uszko („wńcho“), za które trzyma się dojnicę.
Pojemność dojnicy jest różna: od 7—12 litrów.
Mleko zdojone do skopców zlewa się do
„pútyny“ tj. do dużego naczynia drewnianego.
Naczynie to o okrągłym dnie jest u góry nieco
rozszerzone; obręcze z gałęzi świerkowych oka­
lają putynę u góry i u dołu. W putynach tłucze
się a raczej rozciera się ser, „budź“ na bryn­
dzę. W beczkach zwanych „berbenyc’i“ prze­
chowuje się bryndzę, robi się masło oraz kwasi
się „hùs’lanku“. Berbenycie wyrabia się z wą­
skich klepek („doga“), na które w górze jest
założona jedna obręcz, a u dołu dwie obręcze
smerekowe. Beczułka taka jest wąska, wysoka
od 45 do 80 cm, lekko wybrzuszona (Ryc. 17).
Berbenycie wyrabia się przeważnie z drzewa
świerkowego, chociaż są też wyrabiane z drze­
wa bukowego. Napełnione bryndzą beczułki
ustawia się pod ścianami w komorze; w stai
zaś stoją zwykle po prawej stronie od wejścia
lub pod ścianą naprzeciw drzwi.

96
Do wyrobu masła służy maślnica „mas’lanka“; jest to jak gdyby
konewka bez ucha, w którą wkłada się „beteleü“ (Ryc. 18 B). Konewkę
zatyka się drugim naczyniem drewnianym, w którego górnym dnie

Ryc. 18. A betełew, o gałązki świerkowe sůchi — poł. S’mik’enýj“; B maślnica — poł. „Tärnyc’a“; C betełew z młodego
świerka — poł. „Jaworiü“; D betełew — poł. „Jaworiü“;
E betełew — poł. „Jaworiü“; F betełew — poł. „Tamyc’a“;
G betełew — poł. „Grópka1; H betełew — poł. „Grópka“.

wywiercony jest otwór dla trzonka betełewa. Betełew jesj to krążek
drewniany przytwierdzony do pręta drewnianego, za pomocą którego
wykonywa się pionowe ruchy w maś lnicy napełnionej śmietaną.
Forma betełewa jest różna i prawie na każdej połoninie inna. Ryc. 18
przedstawia maślnicę -i różne
odmiany betełewa. Betełew
na ryc. 18 C zrobiony z mło­
dego świerka służy do rozbi­
jania wurdy i sera w czasie
przerabiania go w kotle. Do
przesuwania sera gromadzą­
cego się nad żentycą, służy
„koczérha“ zrobiona z de­
seczki naciętej z jednego bo­
ku w ząbki, do której umo­
cowany jest drążek od spod­
niej strony żłobiony. Dwie
odmiany koczerhy przedsta­
wia ryc. 19. Ser lub wurdę
Ryc. 19. A „Koczérha“ — poł. „Grópka“.
B „Koczérha“ — poł. „Grópa Wełyka“.
wybiera się z kotła dużą po­
dziurkowaną łyżką drewnia­
ną „czerpak“, a do zbierania śmietany z mleka służy duża łyżka
dość głęboka zwana „połónnyk“ (Ryc. 20). Połonnyki, czerpaki

97
i łyżki zawiesza się na łyż­
niku „łyżkaj“ (Ryc. 21). Do
mieszania mleka w kotle
używa się „wiszki“, tj. kija
na
końcu
rozstrzępionego
(Ryc. 22). Do przecierania Rycj 20. „Połónnyk“ —- poł. „Grópa Welýka“.
sera na bryndzę używają
Huculi długiego ręcznego stępora „bráj“. Braj wykonany
jest z jednolitego drzewa;
dolna jego część jest karbo­
wana w tym celu, aby lepiej
było rozbijać grudy wysuszo­
nego sera. (Ryc. 23) Również
są w użyciu braje nie kar­
bowane.
Rycina 24 przedstawia
część
naczyń
używanych
w stai na połoninie „Grópa
Welýka“. Widzimy od pra­
wej następujące przedmioty:
»dijnyc’a“, „betełew“, „czerpak“, „mirtńk“ (miara dwóch litrów),
„píůmirtuká“ (miara jednego litra), „ráchwa“, „wíszka“, „bráj“,
„koczćrha“, „łyżka“ i „połónnyk“.
Oprócz tych naczyń znajdują się w stai naczynia używane
w czasie jedzenia. Np. zgotowaną kułeszę wykłada się na drewniany
Lfai
Ryc. 22. „Wíszka“ — poł. „Pniwje Małe“.

krążek z rączką „krńh“ (Ryc. 25 a) lub na bardzo płytką miskę
drewnianą „krużók“ (Ryc. 26), a następnie dzieli się tę kułeszę za
pomocą drewnianej łopatki „kopýstka“ (Ryc. 25 b). Sól przechowuje

Ryc. 23. „Bráj“.

się w skrzyneczce z rączką zwanej „skrýnka“ lub rzadziej „karábuszka“ (Ryc. 27). Śmietanę do kułeszy podaje się w głębokiej misce
drewnianej, którą nazywają „derewiánka“ lub „mýska“ (Ryc. 28).
Lud T. XXXV.

7

98
Masło przeznaczone do spożycia na połoninie, składa się do „ráchwy“ tj. okrągłego pudełka drewnianego ( Ryc. 29) ze szczelną po-

Ryc. 24. Naczynie ze stai „Grópa Welýka“.

Ryc. 25. „Krúh“ i „kopýstka“ — pof. „S’mik’enyj“.

Ryc. 27.

„Karábuszka“ na sól,
poł. „Jaworiü“.

S

T

99
§ 6. Higiena na połoninach.
Życie pasterzy zdała od rodziny, niewygoda z powodu nędznego
spania, a także ciągła praca koło brudnych zwierząt domowych
i ognia, powodują nieczystość („néchar“) u pasterzy.
Ażeby zapobiec wszom i pchłom w połoninie, robactwu zwanemu
„ohyd“ wygotowują pasterze bieliznę („soróczka“, „háczi“) w mie­
szaninie sporządzonej z masła i łoju (połonina „Pniwje Małe“).
Bieliznę taką noszą przez długi czas „litowysz’a“, nie zmieniając
jej. W ten sposób zabezpieczają teraz swą bieliznę tylko starsi
a rzadziej młodsi pasterze połonin „Grópa Mała“, „Kamenec“, „Kopyłasz“, „Pniwje Małe“, ale najczęściej pasterze ubierają zwykłą

Ryc. 30. Miotełka („riszcz’én’e“) do mycia naczyń — pot. Jaworów.

■zystą bieliznę, zmieniając ją co tygodnia albo co dwa. Specjalnie
a ją o to młodsi watahy i pasterze.
Oczyszczanie bielizny z robactwa jest powszechne na połoni­
nach. Sposób tego oczyszczania zauważyliśmy w stai na połoninie
„Rag’eska“. W nocy, gdy wszyscy już spali, zbudził się jeden z pa’ sterzy, wstał, zdjął koszulę i trzymając ją nad ogniem, skręcał tę
koszulę spiralnie obu rękami. Następnie w pewnej chwili opuścił
rękę lewą z dolnej części koszuli, która wtedy rozwijała się sama
przez się, a wówczas podgrzane robactwo odrywało się od koszuli
i wpadało do płonącego ognia. Po kilkakrotnym powtórzeniu tej
czynności cel został osiągnięty. — Pasterze dbają też o czystość
ciała, gdyż rano każdego dnia myją twarz i ręce. Mniej jednak
pielęgnują czystość całego ciała, gdyż kąpią się bardzo rzadko.
Oprócz tego myją pasterze ręce zwłaszcza po wykonaniu czynności
dojenia owiec, kóz i krów. Istnieje nawet zwyczaj, że po zdojeniu
1 przyniesieniu mleka do stai nie wolno pasterzom z niemytymi rę1. koma zbliżać się do ognia („watry“) nawet w razie istotnej koniecz­
ności. O ile pasterz nie przestrzegałby tego zwyczaju, przepadłoby
7*

100
mleko u zwierząt domowych i spuchłyby im wymiona (połonina
„S’mik’enyj“).
Naczynia na połoninach starają się też utrzymać w czystości.
Naczynia drewniane oraz miedziane czy żelazne myją Huculi ciepłą
wodą przeważnie wewnątrz, przy czym posługują się sporządzoną
z drobnych gałązek świerkowych szczotką (połonina „Jaworiü“),
zwaną „riszcz’én’e“ (Ryc. 30). W nowszych czasach (wpływ spółek
mleczarskich) w połoninach położonych nad jeziorem „Szýbene“
zaczynają używać szczotki z ryżowej słomy, kupowanej w mieście.
Zarazem w ostatnich czasach nastąpiła wielka poprawa warunków
higienicznych. Młodsi watahy zważają nie tylko na zachowanie czy­
stości u pasterzy oraz przy wyrabianiu przetworów mlecznych, ale
też obecnie myją naczynia z zewnętrznej strony (Demian Dmytro —
połonina „Dukôn’a Wcłyka“, Sływczuk Wasýl — połonina „S’mik’enýj“, Atamaniúk Nykoła — połonina „Jaworiü“). W tym celu spro­
wadzają oni wodę rynnami do stai.
Dla zwierząt domowych nie stosuje się żadnych środków higie­
nicznych na połoninach. Nie myją ich, nie szczotkują, nie ścielą pod
nie. Jedynie gdy bydło nocuje w stajni, sprząta się codziennie nawóz
(połonina „S’inik’enyj“, „Tarnyc’a“).
§ 7. Budownictwo.
Brak gleby uprawnej a wielka ilość łąk naturalnych sprawiły,
że pasterstwo i hodowla bydła stały się główną podstawą bytu Hu­
cułów. W ostatnich dniach maja pędzą Huculi swoje bydło, owce
i konie na wypas w połoniny, gdzie zwierzęta te pozostają aż do
późnej jesieni. Połoniny są to wielkie obszary łąk naturalnych, które
pokrywają grzbiety Karpat wschodnich, ponad górną granicą lasu.
Grzbiety te o łagodnym spadku porasta bujna trawa o wielkiej war­
tości pokarmowej, na której wypasa się wiosną i latem stada bydła,
owiec i koni.
Huculi odgraniczają swoje połoniny płotem z drutu kolczastego,
który pozostał z czasów wojny światowej, lub kładą na granicy
dwóch połonin powalone
świerki „dinnyc’i“. W ogrodzeniu robi się przej­
ścia na „płajii“, tzn. na
drodze wiodącej przez po­
łoninę; na przejściach ustawia się „worotá“. Wrota
urządza się w ten sposób,
że w otwory wywiercone
w dwóch słupach szeroko
rozstawionych na drodze
przesuwa się długie tyki
świerkowe, „zaworitnyc’i“
(Ryc. 31). Są też wrota,
Ryc. 31. „Worotá“ — pot. „Jaworiü“.
o — „zaworitnyc’i“.
w których jeden słup ma

101
wyżłobione otwory, a w nie są włożone tyki; z przeciwnej strony zaś
są ustawione blisko siebie dwa słupy, między które wchodzą końce
tyk przytrzymywane czopami wciśniętymi w otwory wywiercone
w słupie i w tykach. (Ryc. 32).

Ryc. 32. „Worotá“ — pot. „S’mik’enyj“.
a —■ „zaworitnyc’i“.

Ryc. 33. „Worotá“ — pot. „Hojiczyna“.
h ■— „hużwa“.

Inną odmianą wrót są furtki, które również noszą nazwę „wo­
rotá“, a przymocowane są jednym bokiem do słupa za pomocą
dwóch gałązek świerkowych: „hużwa“. Na drugim końcu furtki za­
kłada się u góry hużwę tak, że przez podniesienie jej można furtkę
otworzyć. (Ryc. 33).

Ryc. 34. Połonina Gropka — „kosz’éra“ i „záwatra“.

Ogrodzenia na połoninach robią Huculi dla zaznaczenia swojej
własności, jako też po to, aby pasące się bydło nie przechodziło na
obce pastwiska. W ciągu dnia wypasa się bydło na łąkach, zaś na czas
podoju i na noc zapędza się bydło i owce do specjalnie zbudowanych

102
zagród, zwanych „kosz’éry“, które Huculi budują o ile możności
w miejscu ochronionym od zbyt silnego wiatru, wśród drzew w po­
bliżu górnej granicy lasu. Koszera ma formę wieloboku wydłużonego
elipsowato, a zbudowana jest z kołów („kile“) i z trój grani astych
kanciaków zwanych „worýn’e“. Ryc. 34 przedstawia koszerę z zawatrą. Budując koszerę, wbija się w ziemię po
dwa koły (lewy i prawy idąc
w kierunku wskazówki zega­
ra) w takiej odległości, aby
pomiędzy nimi zmieściło się
worynie, które ułożone mię­
dzy czterema kołami tworzy
jedną ze ścian koszery. Gdy
koły są już wbite w ziemię,
Ryc. 35. Plan koszery ze strunką. a strunka.
kładzie się obok nich kamie­
nie w tym celu, aby układane
kanciaki nie stykały się z wilgotną ziemią, od której psuje się drzewo.
Następnie układa się kanciaki w ten sposób, że na końcu woryny
pierwszej ściany spoczywra koniec woryny drugiej ściany itd. Po
ułożeniu tych kanciaków do wysokości 1 m lub 1,20 m związuje się
koły u góry za pomocą „hużwy“, tj. skręconych gałązek świerko­
wych. Jedna ze ścian koszery ma ruchome worynie, które odsuwa się

Ryc. 36. „Stránka“ (pot. „S’mik’enyj“).

jedną po drugiej od góry tak, aby trzoda mogła wejść do koszery,
po czym zakłada się je z powrotem.
Obok wielkiej koszery buduje się zwykle drugą mniejszą koszerę.
Obie te koszery mają jedną ścianę wspólną, którą Huculi nazywają
„strunk’y“. Plan koszery ze strunką przedstawia ryc. 35. Strunka taka
jest zrobiona w ten sposób, że między cztery żerdki — dwie położone
równolegle na ziemi, a dwie w górze na woryniach — wkłada się

103
deseczki, które można w razie, potrzeby wyciągnąć. Przed podojem
zapędza się owce do małej koszery; co drugą deskę wyciąga się,
a przez powstałe otwory przepędza się po jednej owcy, które paste­
rze doją. (Ryc. 36 i 37 przedsta­
wiają strunkę).
Pasterze dojący owce siedzą
na drewnianych klockach, zwanych
„stołćc“, „s’idéc“ lub „stoüpéc“
(Ryc. 38), po stronie koszery wiel­
kiej, oparci o „strunk’y“. Strunka
jest pochylona nieco w stronę ko­
szery mniejszej. Oddzielne koszery
buduje się dla owiec kulawych lub
okaleczonych. W koszerach takich
nie ma strunki, a owczarze pod­
chodzą do każdej owcy z osobna,
Ryc. 37. „Strunka“ (poł. Tarnica).
aby je wydoić.
Dla bydła buduje się koszery
0 wiele obszerniejsze aniżeli dla trzody. W koszerze lub poza obrę­
bem koszery jest ustawiona „záwatra“ zwana też „zástajka“ lub
„stójka“. Zawatra jest to prymitywne schronisko przed deszczem
1 wiatrem dla pasterza pilnującego w nocy owiec i bydła. Zawatrę
buduje się z czterech żerdek ustawionych pionowo w czworobok.
Dwie frontowe żerdki są wyższe, a dwie tylne prawie o połowę krót­
sze od frontowych. W gó­
rze łączy się te żerdki po­
przecznymi deszczułkami,
na które zakłada się korę
smerekową tworzącą dach
„záwatry“; ścianę tylną
osłania się również korą.
Inne ściany pozostają niezasłonięte.
Spotyka się
Ryc. 38. .4 — „Stołćc“, a — ucho klocka do
przenoszenia
(Połonina „S’mik’enyj“) : B
jednak zawatry, których
„Stoüpéc“, b — „suczók“ (poł. Tarnica).
trzy ściany są osłonięte
a frontowa niezasłonięta
(Ryc. 39). Przed frontem zawatry pali się „watra“, tj. ognisko, które
pasterz stale podsyca, aby nie wygasło. Watra pali się całą noc celem
uchronienia bydła i trzody przed napaścią dzikich zwierząt. Zawatrę
zaściela pasterz cienkimi gałązkami świerkowymi zwanymi „fója“,
a na wierzch kładzie wysuszone liście paproci, aby wygodnie było
leżeć.
O świcie wypędza pasterz bydło z koszery na łąki a zgania je
dopiero do porannego podoju. Mleko z podoju zlewają do jednego
wielkiego naczynia „pútyna“ i zanoszą do stai, gdzie ulega przeróbce
na śmietanę, masło, ser i „búdz“, z którego robią bryndzę. Na każ­
dej połoninie jest zbudowana „staja“, która odpowiada podhalań­
skiemu szałasowi. W stai odbywa się przeróbka mleka, którą zajmuje
się „watah“, najstarszy z pasterzy przebywających na połoninie.

104
Położenie stai jest w wielkiej mierze uzależnione od położenia źródła
wodnego, które Huculi nazywają „hołówyc’a“ lub „cz’ürkalo“. Czę-

Ryc. 39. „Záwatra“ (Połonina „Hojiczyna“).

sto źródło to wytryska dopiero w pobliżu lasu (Ryc. 40), tam więc
buduje się staję (połoniny Śmikenyj, Pniwie Małe, Hojiczyna, Tarnica, Kamieniec, Gropa Wielka). W zacisznym miejscu buduje się

Ryc. 40. Źródło ogrodzone — „hołówyc’a zakladena“
(Połonina „Hojiczyna“).

staję również z tego względu, że zbyt silne wiatry, które łamią
drzewa, mogłyby znieść staję lub co najmniej dach zerwać.
Cała staja zbudowana jest z drzewa świerkowego. Najpierw
kładzie się podwalinę z belek ociosanych („dérewo tésane“). Krótsze

105
kanciaki tworzą podwalinę poprzeczną „pidwałyna poperéczna“, dłuż­
sze podwalinę podłużną „pidwałyna pozdóhżna“. Na podwalinie usta­
wia się zrąb z okrąglaków („dérewo wibłe“, „berwéna’“) świerkowych
ociosanych z kory, które wiąże się na węgieł „w iihły“(Hyc. 41) Wiązanie
takie odpowiada wiązaniu
na czop i spotyka się we
wszystkich stajach i w in­
nych budynkach hucul­
skich.
Zrąb zbudowany
z bierwion ma formę pro­
stokątną. Wysokość zrębu
waha się od 1,80 m do
2,00 m a ilość użytych be­
lek zależy od ich grubości.
Szerokość zrębu jest różna
od 4 do 5 m, a długość od
Ryc. 41. Wiązanie bierwion „w úhly“.
8 do 10 m.
Na zrębie układa się dwie płatwy podłużne „płatwa pozdoiiżna“,
i dwie płatwy poprzeczne „płatwa poperéczna“. Podłużne płatwy wy­
stają w niektórych stajach o półtora metra przed front zrębu. Na po­
dłużnych płatwach spoczywa szkielet dachu, który składa się z kozłów
„kizły“ i z łat „łatk’y“.
Najmniejszą staję wybudował gazda na połoninie „Jaworiu“ koło
„zymárki“. Staja ma długość 3,5 m a szerokość 2,5 m. Nad dachem

Hyc. 42. Staja. Połonina Jaworów.

wznosi się komin drewniany (z desek), którego początek jest u powały
stai. (Ryc. 42).
Dwa grube pnie, złączone u góry pod pewnym kątem przy pomocy
czopu drewnianego lub zbite gwoździami oparte o dwie podłużne płatwy
tworzą kozioł. Kozły ustawia się wzdłuż płatw podłużnych. Po zewnętrz­
nej stronie kozłów przybija się łaty tj. długie tyki świerkowe. (Ryc. 43).

".06

Ryc. 43. Staja. Pot. Pniwie Maîe. a = pod­
walina podłużna, b = podwalina po­
przeczna, c = bierwiona, d — odrzwia,
e = płatwa poprzeczna, f = płatwa pod­
łużna, g = kozły, h = łaty, i, j = chlewy.

Gotowy szkielet dachu po­
krywa się „dranyc’amy“, dług:mi mniej więcej na 150 cm de­
seczkami o 15 do 18 cm szero­
kości. Forma dachu jest dwo­
jaka: dach dwuspadkowy (ryc.
44 i 45) od strony szczytowej
szalowany, z dymnikiem u szczy­
tu lub na spadku dachu, tzw.
„szwabs’k’yj dách“, druga for­
ma to dach czterookapowy z ma­
łym dymnikiem (ryc. 46 i 47)
u szczytu dachu lub na grzbie­
cie dachu, tzw. „dách z prýcziikamy“. Przed wejściem do nie­
których stai są ganki (ryc. 47;,
zwłaszcza wówczas, gdy dach
jest wysunięty nieco przed staję;

Ryc. 44. Staja pokryta dachem „szivabs’k’ym“ (Poł. „Hłystowátyj“).

końce wystających płatw po­
dłużnych podpiera się dwoma
słupami opartymi na podłuż­
nych belkach podwaliny. Pła­
twy łączy się na końcach po­
przeczną belką, od której po­
czyna się szalowanie szczytu.
Nad gankiem jest jak gdyby
Ryc. 45. Staja z gankiem, pokryta dachem powała zrobiona Z desek
„szwabs’k’ym“. (Poł. Kamieniec).
którą nazywają „pódrja“. Na
podriach suszy się ser „bńdz“
przygotowany do przeróbki na bryndzę.
Front stai jest po tej stronie, po której znajdują się drzwi, usta-

107
wionę zwykle w środku ściany poprzecznej, zrębu. Między podwaliną
a płatwą poprzeczną umocowuje się w oddaleniu około 1 m, dwa

Ryc. 46. Staja i stajnia. Pot. Diakonia.

równolegle względem siebie ustawione kanciaki, które tworzą odrzwia
„odwirki“. Rycina 48 przedstawia odrzwia połączone z bocznymi bier­
wionami za pomocą kołków „czopy“.
Drzwi jednoskrzydłowe otwierają się zawsze do wnętrza stai,
a obracają się na drewnianych zawiasach „spýsz“ (ryc. 49).

Ryc. 47. Staja. Pot. Ragieska.

Drzwi do stai nie są zaopatrzone w zamek lecz w drewnianą za­
krętkę (ryc. 50).
Od strony zewnętrznej drzwi jest widoczny kołek, który służy do
przekręcenia zakrętki, wspartej na drewnianym czopie „kluka“. Po­

108

Ryc. 48. Odrzwia umocowane do liier wioli.
Poł. Iłaka Kubajczuka — obok Tarnicy.

Ryc. 49. Drewniane zawiasy. — Pot. Tarnica. a — „spýsz“.

nad zakrętką, w odrzwiach
jest wywiercony otworek,
w który wkłada się kołe­
czek „czipók“, aby w nocy
nikt się nie dostał do stai.
Wnętrze stai dzieli się
na dwie części: na staję
właściwą i na komorę. Staja
przedstawia się jako ob­
szerna izba, w której brak
okien i powały. Słabego
światła dostarcza mały ot-

Ryc. 50. Zakrętka drewniana. Poł. Gropa
Wielka, a — zakrętka; b — kluka; c =
kołek; d == otwór, w który kołek się
wkłada.

wór „dýmnyk“ w dachu lub w przyczółku, przez który uchodzi dym
z palącej się „watry“ tj. ogniska, rozłożonego na ziemi pod jedną ze
ścian stai. Watra znajduje się zwykle po tej stronie stai, w którą drzwi
się otwierają lub pod ścianą naprzeciw drzwi (Prw. plan stai ryc. 51).
W niektórych stajach (jak np. na poł. Dukonia, Hoiczyna i Gropa
Wielka) jest podłoga;
w miejscu przeznaczo­
nym na watrę, zostawia
się kwadratowy otwór
w podłodze o wymia­
rach 1,5 m X 1,5 m, tak
że ognisko jest około
15 cm niżej od po-|
wierzchni podłogi i spo­
czywa na ziemi. Do
ściany, obok której pali
się watra, jest przy­
twierdzona „ktiżba“ tj.
przyrząd służący do za­
wieszania nad watrą

109
kotła, w którym gotuje się mleko i strawę.
Dwie odmiany kużby przedstawiają ryc.
52 i 53.
Kużba składa się z następujących czę­
ści: ze słupa „stoüp“ zwanego „lmżba“, do
którego wchodzi w wyżłobiony otwór „ber
3
fćła“ tj. ostrugana beleczka, z wydrążonym
w niej podłużnym otworem. Przez ten
otwór przesuwa się grubą deskę, w której
są wywiercone otworki (deskę tę zowią
również „kiiżba“) ; w jeden z otworków
wkłada się kołek, na którym kużba wspiera
się o berfełę. W dolnej części, gdzie kużba
jest nieco grubsza robi się rowkowate na­
cięcie „zárub“, na którym zawiesza się ko­
cioł. Słup ustawiony na płycie kamiennej
przymocowuje się do ściany za pomocą ga­
Ryc. 52. „Kiiżba“ Pol. S’miłęzi świerkowych „rózkrut“ „z syróji smelťenýj“: a = „kiiżba“, stołp,
b = „rózkrut“, c = „berrék’y“ w ten sposób, że dwa końce rozfćła“, d = „kiiżba“, e — „zá­
krutu wciska się pod belki zrębu. Zamiast
rub“.
gałęźmi przytrzymuje się słup belką „bćlok“. która jest w tym celu wstawiona
między bierwiona zrębu. W otwór zrobiony w belce wkłada się obciosany u góry słup. U dołu przytrzymuje się „stoüp“ dwoma czopami,
wbitymi w zrąb. Kużbę można obrócić dowolnie w prawo lub w lewo
od ogniska.
Pod dwoma ścianami stai stoją sze­
rokie ławy „lawyc’i“ — ustawia się je
zwykle niedaleko „watry“. Ławy służą
jako łóżka, na których przed spaniem
rozkłada się „łiżnyk“ tj. koc wełniany
huculskiego wyrobu.
W stai na połoninie Pniwie Małe
znajduje się „drágar“ tj. belka odsunięta
nieco od ściany, obok której przechodzi,
a umocowana między bierwionami dwóch
przeciwległych (krótszych) ścian na wy­
sokości 1,5 m. Do belki tej wbite są kołki,
na których zawiesza się woreczki ze se­
rem, a z tego sera ścieka serwatka do pod­
stawionego naczynia.
Jedna część stai przedzielonej ścianą
7
z bierwion, do wysokości zrębu przezna­
czona jest na komorę. Ze względu na plan
Ryc. 53. „Kiiżba“. Poł. Kamie­
budynku można podzielić staje na: 1) staje
niec: a = belka, b = „kiiżba“,
z komorami naprzeciw wejścia, 2) staje
c = „berfeła“, d = „kiiżba“,
z komorami z boku od wejścia. Komora
e — „czopy“, / = płyta kamien­
jest oddzielona od dachu powałą z desek
na, g ~ „kiiżba“ widziana
z góry.
poziomo ułożonych, na których suszy się

( >

110
ser budź. Pokrycie to nazywają Huculi „pódrja“. Wewnątrz komory
składa się przetwory mleczne, w beczkach „berbenyc’i“ poustawianych
pod ścianami. Na połoninach Tarnica i Gropa Wielka buduje się staje
z izbą. Budynek taki budowany jest jak sta ja — różni się jednak tym,
że ma przyległą do stai izbę, nad którą jest powała „stelýna“. Pod po­
wałą (przez jej środek)
przebiega
belka „swółok“.
A
i./..
E
W kącie po prawej stronie
od wejścia do izby stoi piec
XL
c
(Ryc. 54). z kominem do­
prowadzonym do stai (na
Tarnicy) lub do sieni zwa­
nej
„chorómy“ (na Gropie
__i______ -JZ_Wielkiej). Nad izbą jest
Ryc. 54. Staja z izbą. — toi. Gropa Wielka.
strych „pid“, który na Gro­
a = izba; b = staja; c — sień „chorómy“;
pie Wielkiej służy jako ko­
d = watra; e =■ ława; f = „pódrja“; g = ga­
mora. Staja na poł. Gropa
nek „gánok“; h = piec.
W.; nie miała dawniej izby,
dopiero przed niedawnym
czasem dobudowano ją, licząc na dochody od turystów szukających
schronienia na noc. Ryc. 55 przedstawia staję z izbą na połoninie
Tarnica.
Oprócz stai buduje się na niektórych połoninach „zymark’y“, tj.

Ryc. 55. Staja z izbą. — Poł. Tarnica.

budynki drewniane, w których mieści się izba i duża stajnia dla bydła
pozostającego na połoninie aż do zimy. We frontowej ścianie zrębu zymarki są dwa wejścia, jedno prowadzi do sieni, drugie do stajni. Bu­
dynek podzielony jest na trzy części: część mieszkalną, sień i stajnię.
Część mieszkalna, to izba o dwu oknach. W izbie tej stoi piec z komi­
nem, poprowadzonym poza powałę. Pod ścianami znajdują się ławy,
a na środku izby stoi stół. Z izby przez sień przechodzi się do stajni.

111
Wzdłuż stajni po obu jej bokach mieszczą się pod ścianami żłoby
„jásli“, nad którymi wiszą długie drabiny na siano dla bydła. Na zrębie
zymarki opiera się powała „stelýna“, ponad którą wznosi się dach
dymnikowy, pierwotny „dách z prýczilkamy“. Na strychu („pid“)
składa się siano dla bydła na okres jesieni i na wiosnę. Na pid można
»

t

Ryc. 56. Zymarka. Pol. Tarnica.

się dostać przez drzwi zrobione w dachu od tylnej strony zymarki.
(Ryc. 56). Nad otworem wyciętym w dachu stawia się daszek. Boki
pomiędzy daszkiem a dachem zaszalowuje się deskami, a w pozostały
otwór wstawia się drzwi. Na progu tych drzwi tzn. na płatwie
opiera się długie deski, które drugim końcem są oparte
o zbocze góry; po tych deskach wchodzi się na strych
(„pid“). Na dach można się wydostać za pomocą drabiny
■ Ł... - —
,
„sochár“ przedstawionej
na ryc. 57.
£
Drzwi w zymarkach
są zaopatrzone w drew­
niane zamki „zásiů na
klńcz“. Mechanizm tego
zamku polega na tym,
że „zasiü“ umocowany
do drzwi można przesu­
wać w prawo lub lewo
za pomocą klucza (Ryc.
58), który wkłada się
przez otwór wywiercony
w
odrzwiach.
Drzwi
można
zamknąć lub
otworzyć od zewnątrz
Ryc. 57.
w ten sposób, że kluczem
Ryc'. 58' ”Zásm ,ną klucz“. Pol. Ja„Sochár“.
worow. a - ■ „zasiu ; b = „klücz“
Pol. Tar- przesuwa
Się „zasiu
w czasje wkładania do zamku;
W prawo lub lewo.
c = „klücz“ po włożeniu do zamku.

WmÊÊMMÈMmL

112
Na czas letni wyruszają w połoniny „bódnari“ bednarze — którzy
wyrabiają z drzewa skopce drewniane na mleko „dijnýďi“, beczki „berbenyc’i“, „pútyny“ i inne rzeczy w zakres bednarstwa wchodzące, a po­
trzebne w gospodarce poionińskiej. Warsztat bednarski mieści się
w szałasie, zwanym „bodnárka“ zbudowanym na kraju połoniny wśród

Ryc. 59. „Bodnárka“. Pol. Gropka.

-drzew. (Ryc. 59). „Bodnárka“ to prymitywny szałas zrobiony z cienkich
okrąglaków świerkowych nie ociosanych z kory. Okrąglaki układa się
jeden na drugim pomiędzy słupami wkopanymi w ziemię. W miejscu
przeznaczonym na budowę bodnarki ustawia się w czterech miejscach
stanowiących naroża tego szałasu po trzy słupy, pomiędzy które wkłada
się okrąglaki. W wejściu do bodnarki niema dostawionych drzwi;
w ścianie podłużnej jest zrobiony
otwór, który zasłania się deską.
Bodnarka pokryta jest dachem
z kory budowanym na sochę
i ślemię.
Korę przyciska się grub­
szymi gałęziami lub cienkimi
beleczkami. Przyrząd, na którym
wykonują Huculi prace bednar­
Ryc. 60. „Stolec wisnýj“. — Poł. Grop­
skie nazywa się „stolec wisnýj“
ka. a = „holowa“; b = „stúpyk“.
(ryc. 60;.
Nogą opartą o „stiipyk“ na­
ciska bednarz „hółowu“, pod którą kładzie się kawał drewna, przygoto­
wany do ostrugania. W *ten sposób strugają deseczki, klepk. — z któ­
rych wyrabiają „dijnyc’i“ tj. skopce na mleko, „berbenÿc’i“ beczki,
putyny itp. rzeczy. Z ośmiu ostruganych klepek „doga“ układa się
ramkę „klitoczka z dógamy“ w ten sposób, że deseczki te nawzajem

113
naciskają na siebie — wskutek czego wyginają się w pośrodku (ryc.
61); z tak wygiętych klepek wyrabia się „berbenýďi“.
Do odmierzania równych odległości posługują się przy robocie
drewnianym cyrklem „szesk’irn’a“, którego nazwa pochodzi stąd, że
promień narysowanego koła od­
mierza na obwodzie tego koła,
sześć równych odcinków (Ryc.
62).
Po stronie zewnętrznej stai
widzimy często przybudówki dla
trzody chlewnej i dla cieląt.
Chlewy buduje się przy bocz­
nych ścianach lub przy tylnej
ścianie stai, z bierwion nieociosanych z kory. „Swynynec“, tj.
chlew dla trzody chlewnej zbu­
dowany jest z trzech ścian (bo
czwartą jest ściana stai, do któ­
rej przylega — i jeżeli przylega
do boku stai to drzwi chlewu są
w jednej linii z drzwiami stai
Ryc. 61. „Klitoczka z dógamy“. — Poł
(Połonina Pniwie Małe, Kamie­
„S’mik’enyj“.
niec). Część chlewu pokryta jest
dachem stai, drugą część po­
krywa się korą smerekową rozłożoną na łatach położonych na zrębie
chlewu. Dach taki przyciska się kamieniami, aby wiatr nie zerwał kory.
Z tyłu stai buduje się zwykle „telétnyk“ tj.
przybudówkę na cielęta. Dach „telétnyka“
pokryty jest również korą. Teletnykiem na­
zywają Huculi też koszerę przeznaczoną
dla cieląt (Ryc. 63).
Na połoninach Hoiczyna i Gropa Wiel­
ka są zbudowane chlewy oddzielnie od stai.
„Swynynec“ na Hoiczynie zbudowany z sze­
rokich bierwion wiązanych na czop, pokryty
jest dachem czterookapowym; „swynynec“
ten ma formę czworościanu umiarowego.
Chlew na Gropie W., jest wielkich rozmia­
rów — budowany z szerokich okrąglaków
wiązanych na czop. Dach nad chlewem
dwuspadkowy tzw. „szwabs’k’yj dách“
(Ryc. 64).
Na połoninie Dukonia wybudował gaz­
Ryc. 62. „Szesk’irn’ä“.
da
obok
stai stajnię, która różni się od stai
Pol. Jaworów.
tym, że jest kryta dachem bez dymników,
a na zrębie spoczywa powała. Na strych
(„pid“) można się dostać za pomocą drabiny przez otwór zrobiony
w powale.
Lud T. XXXV.

8

114

Ryc. 63. Koszera z szałasem dla cieląt — „telćłnyk“. Pol.
Gropa Mała.

Ryc. 64. „Swynýnec“ — poł. Gropa Wielka.

§ 8. Transport i komunikacja.
Do przenoszenia drobnych rzeczy używają pasterze huculscy weł­
nianych lub skórzanych torb („tabiüka“, „tabiwoczka“), które noszą
zawieszone przez ramię. Większe ciężary umieszczają w „besáhy“ (weł­
niane podwójne torby, z których jedna powieszona jest z przodu ra­
mienia a druga z tyłu) albo w skórzane worki zwane „borďuhý“ (po­
łonina „Kamenec“). Do noszenia wody i mleka służą nosidła drewniane,
które spotyka się tylko na niektórych połoninach („Hojiczyna“, „Gropa
Wełyka“, „Kamenec“). Mają one kształt prosty a nazywane są „korómesło“ (Ryc. 65).

115
Bardzo interesującym jest sposób przenoszenia młodych owiec lub
jagniąt, który zauważyliśmy na połoninie „Kopylász Welyk’yj“
(Ryc. 66).
Komunikacja na połoniny odbywa się pieszo oraz konno przy po­
mocy juków drogami („płajamy'“) lub ścieżkami.
Mleko, przetwory mleczne oraz żywność dla pasterzy przewożą

Ryc. 65. „Korómesło“.

Huculi w beczkach („berbenyc’ach“), które są umocowane powrozami
do siodła („tarnyc’a“) konia. Objuczonego konia prowadzi gazda lub
jeden ze służby pasterskiej, zwany „terchácz“ (Ryc. 67). Powracając
z ciężarami z połonin Huculi odpoczywają często obok drogi nad rzeką
lub strumykiem górskim (Ryc. 68).

II. KULTURA SPOŁECZNA

§ 9. Gospodarcza organizacja pasterska na połoninach.
a) Obowiązki pasterzy. Pasterze zajęci wypasaniem bydła na poło
ninach, tworzą organizację, w której szczególnie należy wyróżnić star
szego pasterza, zwanego po­
wszechnie na Huculszczyźnie
„wátach“. Jest nim zazwyczaj
Hucuł, który przedtem spełniał
różne czynności pasterskie przy
wypasaniu bydła, owiec i kóz,
a w ten sposób przygotowywał
się do tak ważnego zadania ja­
kim jest „watażyty“ w połoninie.
Ze względu na to, że Huculi po­
wierzają watahowi całe swoje
mienie oraz, że spełnia on na
połoninie bardzo ważne funkcje
gospodarskie, od których rzetel­
nego spełniania zależy dochód
Hucułów, dlatego watahem obie­
rają nie tylko człowieka zdol­
nego, ale także jednostkę reli­
gijną i o prawym charakterze.
W dawnych czasach przy wy­
borze wataha odgrywał rolę jego
wiek. Wtedy watahem mógł zo­
stać tylko starszy pasterz, posia­
dający około 45—50 lal (poło­
Ryc. 66. Sposób przenoszenia jagniąt,
nina „S’mik’enýj“). Dziś mopotomna Kopiłasz Wielki.
8*

116
żerny to zauważyć jedynie w niektórych połoninach, położonych w po­
bliżu Czarnego Czeremosza np. „Kamenec“, „Grópka“ i „Rag’eska“.
Natomiast w połoninach nad Białym Czeremoszem „S’mik’enyj“ —
„Tarnyc’a“ czynności wataha spełniają młodsi ludzie. O wyborze wa­
taha rozstrzyga jego wartość etyczna i znajomość wyrohów mlecznych,
to też takich zamawiają „gazdy“ nawet z innych miejscowości hucul­
skich już na dłuższy czas przed terminem odbywania się sezonu paszenia (Klýmko watah z Riczki, Demian Dmytro watah z Choroeowej).
Także znajomość praktyk obrzędowych konieczna jest dla wataha,
gdyż od tego, wedle Hucułów zależy dochód z powierzonej mu trzody.
Dlatego watah sam
wykonuje
praktyki
obrzędowe i przestrze­
ga
stosowania ich
u podwładnych mu
pasterzy.
Watah powinien
wyznawać się na mia­
rach oraz posiadać
znajomość znakowa­
nia (karbowanie, pis­
mo) , gdyż po większej
części watahy zajmują
się mierzeniem oraz
wydawaniem należą­
cej się umówionej czę­
Rycr 67. „Terchácz“ z jukami, połonina Dukonia
ści wyrobów mlecz­
Wielka.
nych dla właścicieli
bydła. Gospodarka na
połoninach zależy przede wszystkim od wataha, dlatego jego powin­
nością jest dbać o zabezpieczenie właścicieli bydła w należący się im
paj mleczny („dát“) jak też zadaniem jego jest staranie się o jak naj­
bardziej korzystny dochód dla „deputata“ z wypasu na połoninie.
Watah wyznacza na połoninie miejsca, na których oddzielnie w pew­
nym okresie czasu mają pasterze paść trzody. Rozkazy jego dla pod­
władnych muszą być wykonane bez sprzeciwu tak, że nawet często
sam właściciel połoniny ustępuje w swych decyzjach radzie wataha
(połonina „Dukôn’a Wełyka“). Za niewykonywanie zleceń pociąga on
pasterzy do odpowiedzialności. Przestrzega aby pasterze nie popełniali
kradzieży i sam kontroluje wiarygodność powstałych uszkodzeń
w bydle. Watah powinien też znać sztukę leczenia trzody i ludzi, dla­
tego starsi watahowie nie tylko zbierają zioła, ale odznaczają się zna­
jomością zamawiam Przestrzega również watah u podwładnych mu
pasterzy wstrzemięźliwości do kobiet, a też zachowania możliwej hi­
gieny przetworów mlecznych i odzieży. Obowiązkiem wataha jest spra­
wiedliwe rozdzielanie żywności pomiędzy pasterzy, zwoływanie na
śniadanie, obiad i kolację. W dnie świąteczne zezwala niektórym paste­
rzom na odwiedzenie kolegów czy krewnych na sąsiednich połoninach
oraz na zabawy. Pod jego odpowiedzialnością pozostaje nie tylko

117
trzoda i ludzie, ale też nabiał, który przechowuje zwykle w komorze
stai pod kluczem. Osobę wataha charakteryzuje niezwykła powaga,
gdyż swój urząd spełnia on nie tylko za wynagrodzenie, ale jak gdyby
kierował się bardziej wzniosłymi motywami. Watah sam, albo w po­
rozumieniu z deputatem lub gazdą wyszukuje sobie pasterzy, którzy
odpowiednio od zajęcia, jakie spełniają w połoninie, otrzymują pewne
nazwy (połonina „Dukôn’a Welýka“).. Ilość ich zależy od ilości trzody.
Na sto sztuk owiec lub kóz przeznaczają zwykle jednego pasterza.
W związku z wypasaniem bydła rogatego i koni stosunek ilościowy

Ryc. 68. Odpoczynek podczas powrotu z połonin HryniawaSzykmany.

jest inny. Funkcje te spełnia pasterz, któremu powierzone są stada
krów, wołów lub koni, złożone z 50 sztuk.
Drugim z kolei pasterzem jest „stárszyj wiůczér“. Zazwyczaj jest
to Hucuł, który przedtem kilka lub kilkanaście lat spełniał funkcje
młodszego pasterza („mołódszoho wiücz’érà“). Niekiedy przy dojeniu
owiec i kóz, budzeniu rannym oraz innych czynnościach zastępuje on
wataha i wszyscy ze służby pasterskiej na tej połoninie wypełniają jego
zlecenia. Jest on pasterzem owiec dojnych. Obok nieposzlakowanego
charakteru powinien odznaczać się sumiennością w spełnianiu swych
obowiązków, posiadać umiejętność leczenia owiec, gdy zachorują, znać
dokładnie ilość powierzonych mu owiec, a nawet powinien rozpoznać
każdą owcę nie tylko po znakach, ale po ogólnym jej wyglądzie. Ma on
starać się, ażeby owce miały zawsze dość trawy, dlatego w porozumie­
niu z watahem przegania je na połoninie z jednego miejsca na drugie.
Podczas dojenia uważa, ażeby ci, którzy pomagają spełniać te czyn­
ności, wydajali dobrze owce. Za każdą zgubioną owcę odpowiada przed
watahem oraz przed jej właścicielem. Niekiedy zdarza się, że pasterze
z tej samej lub sąsiedniej połoniny ukradną owcę, zabiją ją i zjedzą,
Jęcz takie przestępstwo podlega odpowiedniej karze. Ażeby zapobiec

118
podobnym wypadkom otrzymują pasterze na połoninie dobre poży­
wienie. Nie tylko w dzień ale i w nocy, pasterz powinien pilnować owiec.
Obowiązkiem starszego pasterza jest spać w nocy w małym szałasie
(„záwatra“), który znajduje się w „kosz’éri“ tuż przy owcach, całą noc
palić ogień, ażeby odstraszać dzikiego zwierza. W razie napadu dzi­
kiego zwierza na trzodę powinnością starszego pasterza jest odpędzać
go, a do pomocy w tym obowiązani mu są wszyscy współtowarzyszy —
pasterze, zajęci wypasaniem zwierząt domowych na tej połoninie.
W czasie zakończenia sezonu paszenia na połoninie obowiązkiem star­
szego pasterza jest oddać osobiście właścicielowi powierzone mu po­
przednio do paszenia owce (połoniny „S’mik’enyj“, „Dukôn’a Wełyka“,
„Tarnyc’a“, „Grópa Wełyka“, „Rag’éskà“).
Do pomocy starszemu owczarzowi dodany jest zawsze młodszy
pasterz zwany przeważnie „mćnszyj wiùcz’ér“, a w połoninie „Tar­
nyc’a“ „mołódszyj wiücz’ér“. Już sama nazwa wykazuje, że jest nim
zawsze młodszy chłopiec (17—24 lat liczący), który wykonuje wszyst­
kie zlecenia starszego pasterza podczas pasania dojnych owiec na po­
łoninie. W czasie nieobecności starszego pasterza opiece młodszego ow­
czarza powierza się owce, za które jest on odpowiedzialny. Podczas wy­
padków zgubienia, kradzieży lub porwania owiec nie ponosi on równo­
miernej odpowiedzialności z starszym owczarzem przed właścicielem,
poszkodowanym. Nazywają go też „zahoninnyk“ (połoniny „S’mik’enÿj“, „Dukôn’a Wełyka“, „Tarnyc’a“, „Pn’iwie Małe“, „Grópa We­
łyka“, „Kamenec“, „Rag’éska“) dlatego, że jego czynnością podczas do­
jenia Owiec jest napędzanie owiec do strunki.
Paszeniem owiec jałowych, jagniąt i baranów zajmuje się na poło­
ninach „jełocz’ćr“. Do pomocy nie ma on nikogo, gdyż takiej trzody jest
na połoninie niewiele. Zwyczajnie jest nim starszy (rzadziej młodszy —
połonina ,,S’mik’enýj“, „Dukôn’a Welýka“, „Grópa Wetýka“) chłopiec.
Obowiązki jego różnią się od obowiązków „stárszoho wiücz’erà“ tym,
że nigdy nie zastępuje on wataha jak też nie doi owiec (połonina „S’mi­
k’enyj“) .
W dawnych czasach (do 1914 r.), gdy stada składały się z większej
ilości owiec, małe jagnięta pasano osobno na połoninach, a czynności
wypasania ich były powierzone młodemu pasterzowi, zwanemu „jehnýcznyk“ (połonina „Kamenec“).
Około r. 1904 zaprzestano wypasania na połoninach huculskich
kóz, które wtedy tworzyły osobne stada ze swym pasterzem zwanym
„kozár“. Dziś kozy pasą się nielicznie pomiędzy owcami dojnymi, dla­
tego zawód kozara nie odgrywa żadnej roli w teraźniejszej organizacji
pasterskiej na połoninach huculskich (połonina „Dukôn’a Welýka“,
„S’mik’enyj“, „ Rag’éska“).
Przy wypasaniu bydła rogatego na połoninach zajęci są starsi Huculi (od 24 lat), gdyż takim tylko powierzają „maržýnu“.
Krowy dojne pasie na połoninie „korowár“. Pasterz ten odznacza
się zazwyczaj siłą fizyczną oraz znajomością dokładną swego zawodu.
Również wyznaje się on na sztuce leczenia bydła rogatego, nadto po­
winnością korowara jest spełnianie wszelkiego rodzaju praktyk obrzę­
dowych podczas całego sezonu paszenia, stosowanych dla powierzonego

119
mu bydła rogatego (krów). Podobnie jak starszy owczarz zajmuje korowár takie same stanowisko względem pasterzy, którzy wypasają
bydło jałowe i cielęta (połonina „S’mik’enÿj“, „Dukôn’a Wełyka“).
Jałowe bydło rogate tj. jałówki i byki czy woły pasa pasterz za­
zwyczaj zwany „boühar“ lub „wákar“ (połonina „S’mik’enýj“, „Szkoruchiü“). Czynności i obowiązki jego są takie same jak pasterza kro­
wiego.
Gdy dawniej wypasano na połoninach większą ilość bydła rogatego
zostawiali Huculi na połoninie także nowonarodzone cielęta, które tam
karmili i pasł je wtedy młody pasterz zwany „telecz’ér“ (połonina „Ka­
menec“). Hodowla cieląt odbywa się obecnie we wsiach. Dlatego krowę
(zapotrzebowanie mleka w celu żywienia rodziny) i nowonarodzone
ciele (ażeby sprzedać lub karmić) zabierają często właściciele z połonin
do swych domów. Na niektórych połoninach („S’mik’enÿj“, „Dukôn’a
Welýka“) spotykaliśmy po kilka małych cieląt pasących się na miej­
scach ogrodzonych obok stai. Na ogół jednak Huculi nie prowadzą ho• dowli cieląt w połoninach i dlatego nie spotykamy już dziś „telecz’era“
w huculskiej organizacji pasterskiej. Pasaniem koni zajmuje sę „stadár“. Konie i łoszaki wypasa on wspólnie z młodszym pasterzem, który
pomaga stadarowi spełniać czynności pasterskie na połoninie (poło­
nina „Hlystovátyj“). Przed 1914 r. wypasano w wielkiej ilości trzodę
chlewną na połoninach, a funkcje pasterza spełniał wtedy „swynár“.
Dziś w bardzo małej ilości pasie się nierogacizna sama w lasach obok
stai (połonina „S’mik’enyj“). Dlatego swynara nie spotykamy teraz
na połoninach huculskich.
Nadto należy jeszcze wspomnieć o innych pomocnikach na połoni­
nach. Są to „wátrak“ (połonina „S’mik’enÿj“) i „terchácz“. Watraka,
którego na połoninie „Kamenec“ nazywają też „spuzár“ najmują z po­
śród starszych Hucułów. Przeznaczony on jest wyłącznie do pomocy
watahowi. Jak już obydwie nazwy wskazują głównym zadaniem jego
jest podtrzymywanie ogniska, gotowanie śniadania, obiadu i kolacji,
pomoc podczas przerabiania mleka, rębanie drzewa, mycie naczyń,
przynoszene wody, karmienie trzody chlewnej, cieląt i psów. Watraka
spotykamy tylko na połoninach, w których wypasają wielką ilość owiec
i krów (połonina „S’mik’enÿj“). Drugim pomocnikiem wataha lub de­
putata jest „terchácz“. Spotykamy go na większych połoninach, a zaj­
muje się on zwożeniem na koniach z połonin beczek napełnionych
bryndzą, huślanką lub masłem do (wsi) miejscowości huculskich. Na
połoniny przywozi on beczki próżne albo napełnione solą, mąką ku­
kurydzianą lub bielizną, Spotykamy także tu i ówdzie na połoninach
huculskich bednarza zwanego powszechnie „bónnar“ (połoniny S’mik’e­
nÿj“, „Grópa Mała“), który sporządza beczki na mleko i jego przetwory.
b) Wyposażenie pasterzy. Do wyposażenia pasterza na połoninie
należy „palyc’a“. Jest to długi, gładki kij, sięgający do wysokości ra­
mion, u góry cieńszy u dołu grubszy. Służy on pasterzowi do podganiania lub zawracania trzody, oraz do podpierania się (połonina „S’mi­
k’enyj“) ■ Oprócz tego posiadają niektórzy pasterze (watah) róg paster­
ski („ryh“), który sporządza się z rogu wołu (połonina „Grópa Mała“)
lub z blachy (połoniny „Hojiczyna“, „Kamenec“). W niektórych poło­

120
ninach ((„Grópa Wehýka“, „Kamenec“) mają drewnianą „treinbitę“.
Instrumentów tych używa watah do zwoływania pasterzy niekiedy
(w dnie mgliste) na czas podoju w południe lub przed wieczorem (po­
łonina „Grópa Wełyka“). Prócz tego używają pasterze siekiery, w celu
ułatwienia sobie przejścia przez gęsty las, jak też „sopíůku“, „fłojćru“,
skrzypce, czasem „clútku“, a dawniej „pystól“ (połonina „S’mik’enyj“,
„Rag’éska“).
c) Wynagradzanie pasterzy. Za pracę w połoninie pobierają paste­
rze wynagrodzenie w naturze („sembrýla“) lub w pieniądzach („za­
płata“) . Zależnie od spełnianych czynności można zauważyć dwie za­
sadnicze kategorie wynagrodzenia. Pierwsza należy się watahowi i star­
szemu owczarzowi, a druga wszystkim innych pasterzom. Poniżej po­
dajemy wykaz wynagrodzenia dla pasterzy, jakie dziś pobierają oraz
uwzględniamy płace ich przed 1914 r. W tym celu posłużymy się wy­
nagrodzeniem otrzymywanym na połoninach „S’mik’enyj“, „Tärnyc’a“
i „Grópa W.“.
w y n a g r o d z e n i e
obecnie

pasterz

„watah“ ....
„stárszyj wiüczér“
„ménszyj wiůczér1'
„jeíoczér“
„kozár“ .
„korowár“
„bóťíhar“
.
„watrák“
„terhácz“
„stadár“

.

.
.

ilość b erbé­
nie bryndzy

w gotówce

3-4
3r-4
1-2
2








2-3-4
2-4
2-3-4



d a w nie]
ilość berbenic bryndzy

w gotówce

5-6-8
5-6-8








—•
50—50 zł
2—3 lub 1 zł od sztuki

3-4
3-4
3-4
3-4
2-4
3-4
3-4
3-4











„Bóuhar“-om płacą gotówką za poszczególne naczynia.

Oprócz wynagrodzenia w naturze lub w pieniądzach otrzymują
pasterze dostatni wikt oraz zezwolenie na bezpłatne paszenie swego
bydła w danej połoninie. Z zestawienia wynagrodzenia widać, że
z biegiem czasu zmniejszyła się płaca pasterzy.
d) Codzienny tryb życia. Życie pasterzy huculskich na połoni­
nach ujęte jest w pewne ściśle określone ramy porządkowe. Od na­
leżytego zachowania tego porządku zajęć oraz od współpracy i zręcz­
ności pasterzy zależy osiągnięcie korzyści z „litowysz’a“.
Nad ranem (gdy „na zóri sy zawódyt“ lub „chócze dnýiia búty“)
około trzeciej godziny budzi starszy owczarz swych towarzyszy
okrzykiem „obuwájte sy“. Wtedy wstają wszyscy pasterze, którzy są
zajęci wypasaniem bydła w połoninie, obuwają się, myją się i odma­
wiają ranne modlitwy. Dojenie owiec poprzedza również okrzyk
starszego owczarza „clawájte clijnÿc’i“, a zajętymi dojeniem są watah,
starszy owczarz, „jetocz’er“ oraz „ménszyj wiůczér“, którego za speł­

121
nianie w tym czasie obowiązku naganiacza owiec i kóz do „strńnki“
nazywają „zahoninnyk“. W pół godziny później zaczynają doić
krowy, a wykonują to „korowár“ i „bóuhar“. Podczas tego dojenia
gotuje „watrák“ śniadanie („sn’idanok“). Po spożyciu śniadania około
godziny 4V2 wypędzają owce na paszę, a potem bydło. W stai nato­
miast watah pracuje nad przerabianiem mleka. Przed południem
zbliżają się pasterze ze swoimi trzodami do stai. Około 11 godziny
zaczynają doić owczarze owce. „Połńdenok“ tj. obiad spożywają
zwyczajnie około 12 godziny i bezpośrednio potem wypędzają z po­
wrotem owce na pastwisko. Drugi raz doją krowy o 16 godzinie po
południu, a po zdojeniu pasą je do wieczora. Owce przyganiają o go­
dzinie 17, doją, po czym pędzą je znów paść. Pędzenie bydła rogatego
na paszę po drugim dojeniu, a owiec po trzecim, nazywają Huculi
miejscowości położonych obok Kosowa (Babin, Jaworów, Kosów
Stary, Riczka, Sokołówka, Rożen Mały, Tucliów, Wierzbowiec) i Kosmacza (Berezów, Brustury) „porn’ala“, a lud miejscowości położo­
nych obok Czarnego Czeremosza (Krzy worównia, Dzembronia, Żabie,
Zielone, Jasienów Górny), Białego Czeremosza (Fereskula, Hryniawa,
Jabłonica k. Hryniawy, Stebne) oraz Czeremosza (Białoberezka, Berwinkowa, Chorocowa, Uścieryki) pędzeniem „na powernýk“ lub ,,powirnýk“. Podobne różnice zachodzą też i w czasie, tj. co do dnia,
w którym zaprzestają wykonywać powyższe czynności. W połoni­
nach położonych w obrębie gminy Hryniawa jest to dzień św. Piotra
(I2/VII), a w połoninach znajdujących się bliżej Czarnohory jest
dzień św. Ilji (2/VIII). Należy zauważyć, że po tym terminie dojenie
bydła i owiec odbywa się zawsze około 7 —8 godziny przed wieczo­
rem. Pędzenie „na powernýk“ („porn’ahr“) nie jest w użyciu na
wszystkich połoninach. Nie stosują tego dodatkowego paszenia na
połoninach obfitych w trawy lub krzaki, gdyż w przeciwnym razie
gubiłyby się owce i krowy oraz porywałby je dziki zwierz. Przed
wieczorem schodzą się pasterze do stai na kolację, po czym około
godz. 9 rozchodzą się do swych trzód, a po modlitwie i podłożeniu
drzewa do ogniska układają się na spoczynek. Powyższy tryb zajęć
zauważyliśmy na wszystkich połoninach przez nas zwiedzonych,
a odbywa się on bez względu na dnie pogodne lub deszczowe oraz
świąteczne czy też powszednie.
e) Dojenie owiec, kóz i krów. Bardzo ważną czynnością na po­
łoninie jest dojenie zwierząt domowych, gdyż zależnie od odpowied­
niego spełniania tej czynności, zachowania wszelkiego rodzaju środ­
ków ochronnych oraz równoczesnego wykonywania praktyk ogólnie
przyjętych u ludu, należy spodziewać się dobrego dochodu. Wyróż­
niamy dojenie owiec i kóz („hńrkaty“) i dojenie krów („dojęty“).
Pierwsze wykonują w strunkách a drugie w „kosz’éri“ albo w stajni
(połonina „S’mik’enÿj“, „Tarnyc’a“) lub też wprost na miejscu pa­
szenia się bydła na połoninie. W strunkách siada każdy pasterz
(dojący) na „s’iclec“, chwyta za grzbiet przechodzącą przez okien­
nicę w ścianie tylnej strunki owcę i stawia ją między swoje kolana.
Potem pozostawia rozwarte kolana, gdyż nimi wstrzymuje następną
owcę, podchodzącą do dojenia. Właściwe dojenie owiec poprzedza

122
podniecenie palcami za dojki, a gdy przepuści owca mleko, wydusza
pasterz obydwoma rękoma wymiona owcy, końcowe zaś czynności
dojenia wykonuje tak samo palcami.
Podczas 'dojenia owiec oraz kóz owczarz siedzi na jednym miej­
scu, a do niego przyganiają owcę. Owce jak i kozy doją z tyłu.
Dojenie krów odbywa się w inny sposób: Krowa pozostaje na
miejscu, a do niej podchodzi pasterz i usiadłszy na przyniesiony „s’icléc“ doi ją z prawego boku. Początkowo myje korowar dojki ciepłą
wodą oraz smaruje je masłem nie solonym (ostatnie czynności wy­
konuje też po zdojeniu krowj^). Używane są trzy sposoby dojenia
krów na połoninach huculskich. Pierwszy sposób dojenia polega na
tym, że dojący („dijnár“) pociąga raz palcami prawej ręki za przed­
nią dojkę prawą, a potem ręką lewą za tylną dojkę lewą. Następnie
Ciągnie on ręką prawą za tylną dojkę prawą, po czym lewą za
przednią dojkę lewą (połonina „S’mik’enÿj“). Pierwszy ten sposób
dojenia krów stosują wtedy, gdy zaczynają doić, ażeby podniecić
krowę oraz ażeby krowa stała spokojnie, gdyż wierzą, że przez uży­
cie dojenia na krzyż krowa nie wie, którą nogą ma bić dojącego ją
pasterza (połonina „S’mik’enÿj“). Powszechnie nazywają ten sposób
dojenia dojeniem „na wehrest“.
Gdy zaś krowa nie chce przepuścić mleka oraz gdy pasterz jest
zmęczony dojeniem, stosuje się drugi sposób dojenia tzw. „w onnń
storónku“. Podczas gdy poprzedni sposób dojenia był wykonany na
przemian obydwoma rękoma, to dojenie „w onnń storónku“ odbywa
się za pomocą jednej ręki przy równoczesnym pociągnięciu za dwie
dojki skrajne (połonina „S’mik’enÿj“).
Trzeci sposób dojenia jest jakby rozszerzeniem drugiego spo­
sobu. Nie ma on wielkiego zastosowania wśród Hucułów, a wyko­
nuje się go dłuższy czas jedną a następnie drugą ręką, przy czym
wszystkie cztery dojki trzyma pasterz pomiędzy palcami i równo­
cześnie pociąga je. W ten sposób doi tylko dobry i wprawny pasterz
(np. Szykman Fedor — połonina „S’mik’enÿj“). Dojenie krowy od­
bywa się początkowo powoli, a potem szybciej, gdyż — według opo­
wiadań Hucułów j— krowa nie może wówczas zatrzymać mleko („ne
májet prawa mołokó pydk’ehnûty w sćbe“ — połonina „S’mik’enÿj“).
Dojenie owiec oraz krów poprzedzają pewne praktyki, stosowane
przez pasterzy w celu zapewnienia większej ilości mleka w czasie
podoju. Gdy zbliża się pasterz doić krowę, powinien naprzód zawołać
ją po imieniu („zahoworýty do korowy na ymé“), np. „łysńn’a“ lub
„krasńn a', następnie poklepać („popłeskaty“) ją po szyi lub po
grzbiecie, ażeby poznała swego pasterza i przepuściła prędzej mleko
(połonina „S’mik’enÿj“). Każdy pasterz przed rozpoczęciem dojenia
owiec powinien mieć w clojnicy trochę wody, ażeby owce dawały
dużo mleka (,,abÿ wfüc’i ne wisńszywały bórzo mołokó“ — połonina
„S’mik’enÿj“).
Podczas dojenia stosowane są środki ochronne. Nie wolno wtedy
za.]Çly111 um pasterzom gwizdać oraz śpiewać, w przeciwnym razie
przybiegłby wilk i rozdarł owcę (połonina „S’mik’enÿj“). Często zda­
rza się, że podczas dojenia owiec, albo krów przyjdzie do kosz’éry

123
obcy człowiek. Wtedy powinien on naprzód życzyć wielkiej ilości
mleka słowami: „Díjte boháto mołoka“, na co wszyscy zajęci doje­
niem pasterze odpowiadają: „Dojimó kobý dawały“. Dopiero po ich
odpowiedzi wita ten człowiek pasterzy słowami: „Sława Ysúsu Chrystń, Boże pomaháj“. Wtedy pasterze odpowiadają: „Na wik’y sława
Bohu s’witômu, ďékuwať“. W końcu zaczyna się rozmowa zwykle
słowami: „Jek sy lítujet, mýrno ?“ itd. (połonina „S’mik’enÿj“).
Pasterzom zależy na tym, ażeby owce najwięcej dały mleka,
dlatego często starszy owczarz woła na pasterzy zajętych dojeniem,
ażeby dobrze wydajali owce: „widk’ihàjte wiüc’i ta widójujte dobre“.
Często sprawdza on, czy dobrze są wydojone owce, a gdy zauważy
niedokładne ich zdojenie, karci słowami współtowarzyszy, używając
czasem i siły fizycznej (połonina „S’mi­
k’enÿj“).
Również przestrzega się praktyk przy
końcu dojenia. Wobec tego, że pogoda
w pierwszym rzędzie wpływa na ilość i ja­
kość mleka, starają się na samym końcu
doić białe owce, bo gdyby zostały się czar­
ne, nieunikniona jest w najbliższym czasie
słota („nehóda“ —- połonina „S’mik’enÿj“).
Mleko doją do naczynia zwanego „clijnyc’a“ (Ryc. 69).
f) Mierzenie i pobór bryndzy przez
właścicieli zwierząt domowych. Celem prze­
konania się o ilości bryndzy, jaką ma się
wydać „misz’énnykam“, podczas sezonu
paszenia („litowysz’a“), przeprowadza wa­
lali obliczenia, posługując się „rawaszami“.
Początkowo oblicza on wszystkie znaki,
przedstawiające ilość berbenic, pół-berbenic
oraz mirtuków, a do obliczania mniejszej
Ryc. 69. „Dijnvc’a '
zawartości niż mirtuk bryndzy używa wa­
tah „kołócly“ ze znakiem „bótit“. Do mirtuka wkłada watah „kołóclu“ i nalewa wody do znaku „bóut“. Na­
stępnie wodę zlewa do berbenicy, a czynności te powtarza tyle razy,
na jaką ilość mirtuków była zawarta umowa. Tak samo mierząc postępuje watah z każdym „boütem“, a zebraną wodę mierzy za po­
mocą czworograniastego patyka, na którym zaznacza ilość wody.
To samo robi watah, gdy umowa była zawarta „na wahu“. Jedyna
różnica polega na tym, że mierzenie wody za pomocą „boüta“ zastę­
puje tu jej ważenie.
Czas, w którym ma gospodarz przyjechać po bryndzę na poło­
ninę, oznacza deputat lub watah czasem po zdojeniu „na miru“,
częściej natomiast używany jest drugi sposób zawiadomienia misz’énnyka, tj. przez powracających z połcnin.
W oznaczonym terminie gospodarz objucza konie w próżne berbenice i jedzie na połoninę po bryndzę („na brýndzu“). Po przybyciu
na połoninę przychodzi on do stai i daje deputatowi rawasz. Deputat

124
wyszukuje z pomiędzy wielkie' ilości „kołoclu“ ocl tego rawasza i po
złączeniu, przypasowaniu oraz przekonaniu się o ich zgodności wy­
daje gospodarzowi ilość bryndzy oznaczoną na „kołod i i rawaśzu' .
Podczas ładowania bryndzy w berbenice wykonuje watah takie same
czynności jak przy przekonaniu się o ilości bryndzy, z tą różnicą, ze
do znaku na patyku umieszczonym w berhenicy napełnia nakładając
bryndzy, następnie patyk wyjmuje i uszczelnia beczkę drugim dnem.
Po wydaniu bryndzy gospodarzowi rawasz oraz kołodę wrzuca watah
w obecności „misz’énnyka“ do ogniska, gdzie one palą się. Z tą
chwilą jakby wypełniono jedne z punktów umowy, a to zapłatę wła­
ścicielowi bydła za mleko dojone przez deputata w.ciągu „litôwysz’a .
Zdarza się też czasem, że deputat nie wydaje gospodarzowi od razu
całej umówionej ilości bryndzy (nie ma jej tyle lub pobyt misz’én­
nyka na połoninie jest tylko przygodny). Wtedy po wydaniu części
bryndzy niszczy znaki na rawaszu i kłodzie, odcinając je nożem,
po czym „kołódu“ zatrzymuje a rawasz oddaje gospodarzowi. Gdy
znowu ma na kłodzie u góry zaznaczoną ilość owiec tego gospodarza,
to po wydaniu bryndzy odcina na kłodzie znaki a rawasz rzuca do
ognia, wtedy pozostałą część kłody przechowuje do „rozłuczin a“.
Deputaci piśmienni zapisują w zeszycie ołówkiem oraz zaznaczają
w nim dzień i ilość wydania bryndzy a należytość przekreślają.

§ 10. Formy społeczno-zwyczajówe pasterstwa połoninowego.
a) Przygotowania przed wypędzaniem zwierząt domowych na
połoninę. Wypędzanie bydła na połoniny poprzedzają czynności
i praktyki wykonywane przez: 1) „misz’énnykiü“ tj. właścicieli,
którzy oddają swój żywy dobytek na wypas, 2) gospodarza połoniny
(właściciela lub „deputata“), 3) wataha.
Ponieważ owce i bydło rogate stanowią jedyny dobytek Hucu­
łów, otaczają je specjalną opieką i dlatego też czynności przygotowu­
jące „potonynck’yj wýchicl“ wypełniają starannie zachowując przy
tym wielką powagę.
Wstępnymi czynnościami „misz’ennykiü“ są: a) obrzędowe za­
biegi poprzedzające strzyżenie, b) strzyżenie owiec, c) znaczenie
czyli piętnowanie owiec, kóz, krów i koni, cl) zabezpieczenie zwierząt
domowych przed urokami przez praktyki ochronne, które mają za­
pewnić jak największy pożytek z trzody, e) zabezpieczenie ludzi
i bydła w żywność, f) załatwienie wszelkich formalności w urzędzie
gminnym w związku z pędzeniem bydła na połoninę.
Na „Błahowisz’inne“ gazda („misz’énnyk“) obcina każdej owcy
wełnę z tyłu obok ogona (wokoło płciowych organów). Ostrzyżoną
wełnę musi on tego samego dnia wyczesać, zrobić z niej nić oraz
skręcić sznur. Sznur ten ubiera owczarz na gołe ciało na wysokości
pasa w dniu, kiedy pierwszy raz wypędza owce na paszę. Zabieg po­
wyższy wykonują dlatego, ażeby owce w ciągu całego roku trzymały
się razem i nie rozbiegały się (Żabie llcia).
Strzyżenie owiec odbywa się zazwyczaj we wsiach obok chaty

125
na podwórzu. Wełnę owiec starszych, młodszych, a też jagniąt skła­
dają osobno.
Huculi stosują znakowanie owiec, kóz, bydła rogatego oraz koni,
które wykonują w zabudowaniach gospodarskich po wsiach. Bardzo
liczne/są znaki używane podczas „litowysz’a“ w stosunku do owiec i kóz.
Ażeby zapobiec urokom, które szkodzą bydłu, gdyż przyczyniają
się do zmniejszenia ilości mleka i dobrego oraz ' szczęśliwego chowa­
nia się bydła, Huculi przyczepiają owcom na uchu a krowom na
ogonie czerwoną włóczkę jak też uprawiają różne praktyki.
Rano w dniu, w którym wyruszają na połoninę, tzn. w którym
mają zacząć „polonynck’yj chid“, wstają gospodarze bardzo wcześnie
i odmawiają modlitwę „za maržýnu“: „Sława Tobí Hóspody, prószu
Hóspoda Bóha, szob Bóh dopomýh niez perenocz’uwâty. Pomožý
Boże dnýnu zodnuwáty, szob Bóh dopomýh cého dn’a docz’ykâty
u m ýrnosty — w wesćłosty. Pomoży Bóże mýrno marżymi wíkocz*Uwaty“. Potem idzie do stajni i pyta się bydła: „myróm spała marżynocz'ka ?" i sam sobie odpowiada: „harázd jek ty, gázdo, spała“
(połonina „S’mik’enÿj“). W dniu przed wyruszeniem na połoninę
bydło, owce, kozy i konie otrzymują lepszą paszę, tj. siano, sól, sie­
mię, buraki, ażeby podczas podoju na połoninie zw. „na miru“ dużo
mleka dawały. Dają też jeść owcom woszczynę, ażeby podobnie jak
pszczoły trzymały się razem, tj. nie rozbiegały się i do każdego po­
doju przychodziły z wielką ilością mleka, podobnie jak pszczoły
znoszą miód do ula (połonina „Pniwje“ Małe“). Tego samego dnia
gazdowie, którzy z dalekich miejscowości spędzają bydło na poto­
mny, przygotowują siano (na drogę) oraz splatają wianki sporządzone
z liścia kukurydzy („z pir’i“j, zwane ,,pajuch’ý“, które podczas „chodu
połonynckoho“ bydło rogate niesie na szyi (połonina „S’mik’enÿj“).
W dzień „wýchodu potonýnckoho“ po odmówieniu modlitwy i zapy­
taniu się o zdrowie bydła, karmią je obficie dobrym sianem, a gdy do
tego czasu podrosła już większa trawa w ogrodzie (obok domu), wypę­
dzają tam bydło, ażeby pasło się. Potem dożywiają je mąką, grysem
lub krupami jęczmiennymi, do czego dodają soli, po czym poją wodą,
■a następnie znów dają bydłu siana (połonina „S’mik’enÿj“). W dzień
przed wychodem połonińskim gospodynie pieką, gotują mięso i po­
trawy potrzebne dla czeladzi, która odprowadza bydło na połoninę.
W dniu chodu połonińskiego poszczą („howíjuť‘1, nie jedzą potraw
z mlekiem i nie piją wódki (połonina „S’mik’enÿj“).
Deputat wykonuje przed pochodem połonińskim pewne czynności,
które są jakby funkcjami przygotowawczymi, gdyż od pilnego i solid­
nego spełniania ich zależy dobry dochód z połoniny i powierzonych mu
zwierząt domowych. Do każdego deputata należy: 1) zawarcie umowy
z właścicielem połoniny celem wynajęcia jej na bieżący rok, 2) dobra­
nie sobie służby, oraz omówienie wynagrodzenia, ogłoszenie terminu
rozpoczęcia wypasu i dnia, w którym będą doić owce, kozy i krowy
, tin miru , 3) dostawa na połoninę naczyń na mleko i narzędzi po­
trzebnych do wyrabiania przetworów mlecznych.
O ile właściciel połoniny sam zajmuje się odbieraniem bydła na
wypas, wymieniona wyżej umowa jest zbędna, jedynie ma ona miejsce

126
wtedy, gdy połoninę podnajmuje obcy człowiek. Ten odpowiednio do
wielkości i wartości połoniny płaci właścicielowi połoniny czynsz za
wynajęcie jej na bieżący rok.
Deputat dobiera sobie odpowiednią służbę pasterską na czas se­
zonu wypasania, przy czym zależnie od zdolności i umiejętności danej
osobv oraz od ilości bydła omawiają wynagrodzenie (połonina „Grópa
Welýka“).
Gdy zbliża się czas wychodu połonińskiego deputat ogłasza we wsi,
zazwyczaj obok cerkwi, termin rozpoczęcia wypasu jak też dzień do­
jenia „na miru“. W miejscowościach, w których wspomniany zwyczaj
zamarł, ogłasza deputat tylko dzień rozpoczęcia wychodu połonińskiego
a przedtem omawia się, jaką ilość bryndzy ma dawać za każdą dojną
sztukę zwierząt domowych, oraz jaką zapłatę pobiera za jałowe bydło.
Niekiedy umowa ta zostaje zawarta rano przed rozpoczęciem „pcłonýnckoho chodu“ (połonina „Rag’éska“). Lud zwołuje się celem zawar­
cia umowy też w ten sposób, że jeden Hucuł daje znać drugiemu o ter­
minie, w którym odbędzie się zawarcie umowy np.: „kumé Wasý! májemo sy zijtý do Ywána Sztefuraká“. (połonina „S’mik’enyj“).
Gazda czy deputat wybierając się na połoninę na kilka dni przed
rozpoczęciem połonińskiego chodu objucza konie kotłami, dojnicami,
berbenicami oraz narzędziami do wyrabiania przetworów mlecznych,
niekiedy bierze mąkę oraz sól potrzebną do żywienia się i z tym wszyst­
kim udaje się na połoninę (połonina „S’mik’enýj“, „Dukôn’a Welýka“).
Czynności wykonywane przez wataha, które jakoby przygotowują
„Iitowysz’e“ nazywają ogólnie „wesnowan’e“. Są to: 1) wzniecenie
ognia żywego („żywa watra“) w połoninie, 2) uporządkowanie stai,
3) skrapianie połoniny odpowiednio sporządzoną wodą, 4) obchodze­
nie z płonącą głownią granic połoniny i koszery, którą później umiesz­
cza we wrotach, wiodących na połoninę celem przepędzania przez nią
zwierząt domowych, 5) wńanie bydła, przechodzącego przez ogień po­
łożony u wrót.
Po przybyciu na połoninę i po przestąpieniu jej granicy watah
zdejmuje kapelusz („krysan’u“) i mówi: „Daj Bóże szcz’àsk’a“ (poło­
nina „Dukôn’a Welýka“). Następnie idzie do stai, otwiera drzwi, zdej­
muje kapelusz, a przestąpiwszy próg wymawia następujące słowa;
„Dáj Bóże mýrno lítuwaty, y dáj Bóże mýrno vsíj chudóbi y nám.
Bóże pomaháj“ (połonina „Dukôn’a Welýka“). Po zacięciu siekierą na
odlew („na widlu“) w ścianę za miejscem, gdzie poprzedniego roku było
ognisko, klęka na oba kolana na środku stai odmawiając modlitwę
„Ótcze nasz“. Następnie podchodzi do miejsca, w którym zazwyczaj
zakładają ognisko, ażeby wzniecić ogień. (Czasem wzniecają ogień
gazda, deputat lub starszy owczarz). Gdy po przybyciu do stai zastanie
tam ogień, wynosi go obok stai, i zlewając wodą gasi go, aby rozłożyć
w stai nowy ogień (połonina „Pn’iwje Małe“). „Żywń wátru“ wzniecają
przy pomocy kawałka drewna, w którym na obydwóch jego końcach
rozkłutych umieszczona jest wygotowana hubka. Drewno to opiera
watah o oddrzwia stai jednym końcem a drugi opiera o środek deski,
którą trzyma pasterz przed sobą. Rzemień lub sznur okręcony dwa razy
około tęgo drewna pociąga raz np. watah do góry a bezpośrednio potem

127
raz pasterz do dołu; wskutek tej ciągłej czynności na końcu drewna po
pewnym czasie pojawia się dym i ogień. Tym ogniem zapalają ognisko
(„wátru“), które pozostaje przez cały czas sezonu paszenia („litówysz’a“) na połoninie połonina „Pniwje Małe“). Podczas tej czynności
odmawiano dawniej specjalne modlitwy. Dziś z tego powodu, że wata­
hami są przeważnie młodsi Huculi, zwyczaj wzniecania żywego ognia
za pomocą takiego świdra ogniowego mało jest używany. Stosują go
na połoninach „Hojiczyna“, „Kamenec“, „Rag’éska“, gdzie zauważy­
liśmy też ślady świdra ogniowego w oddrzwiach stai od strony wew­
nętrznej, na wysokości „zákrutki“ drewnianej. Jak powiedziała nam
Anna Prokopiuk z Jasienowa Górnego, wzniecają żywy ogień dlatego,
aby czarownice nie czarowały mleka i śmietany („Žywú wátru krúťe
szobý czered’innyc’i ne czereduwały mołokó y smetánu“), oraz w tym
samym celu i w ten sam sposób wytwarzają żywy ogień również we
wsiach podczas zamawiania.
Po tych czynnościach watah porządkuje staję, zamiata ją czysto,
ażeby wymieść wszystkie nieczyste siły — demony („abý ne bńło pustóho“). Potem z putyną, w której mieści się woda, gdzie zgaszono oba
końce rozżarzonego świdra ogniowego, obchodzi watah całą połoninę
i kropi ją, oraz kosz’éry, záwatry, strunk’ÿ i staję (połonina „Pn’iwje
Malé“). Potem z rozżarzoną głownią obchodzi watah połoninę wkoło,
ooczem rzuca ją we wrotach, przez które mają przepędzać nadciąga­
jące bydło. Gdy watah usłyszy zbliżające się odgłosy trembit, fłojer,
okrzyki pasterzy i szczekanie psów, wychodzi do wrót ogrodzenia połonińskiego, staje obok i wymawia odpowiednie słowa do przestępującej
przez ogień „marżyny“ (połonina „Pniwje Małe“). Za nią postępują
ludzie, właściciele bydła, witają się z watahem słowami połączonymi
z życzeniami: „Boże pomaháj mýrno nám us’im lituwaly“ (połonina
„Dukon’a Wełyka“).
b) Pochód poloniński. Pędzenie bydła na połoniny zowią „wýchid polonýnckyj“ (połoniny od „S’mik’enýj“ do „Tarnyc’a“) albo
„ńchid potonynck’yj“ (połoniny od „Kamenec“ do „Rag’éska“) lub też
„chld polonynck’yj“ (połoniny położone na południe od Żabiego, lici
i Worochty). Huculi odbywają chód połoniński w czasie od 20/V. do
2/VI., potem wypędzają niekiedy na połoniny woły (połonina „Pn’iwje
Małe“). Należy wyróżnić dwa rodzaje odbywania chodu połonińskiego,
które pod względem praktyk i zasadniczych czynności związanych
z nimi nie różnią się, a jedyna różnica polega na tym, że według star­
szego sposobu uczestniczą w chodzie połonińskim właściciele zwierząt
domowych, gdyż następuje wtedy dojenie „na miru“, zaś w nowszym
typie pędzą je przeważnie sami pasterze, a niekiedy i właściciele.
„Chid polonynck’yj“ rozpoczynają zazwyczaj praktyki czarodziej­
skie i modlitwy, które odmawiają właściciele zwierząt domowych, bio­
rący udział w sezonie pasterskim na połoninach. Specjalne znaczenie
mają tu zabiegi przeciw urokom. W dniu wyruszenia na połoninę, wy­
prowadzają rano bydło ze stajni, koszary lub podwórza. Z zewnętrznej
strony progu stajni lub we wrotach („w rozlohách“ lub „worotácb“),
koszary albo płotu rozniecają Huculi ogień („wátru“, połonina „S’mik’enýj“ albo „hrán’“, Jabłonica k. Hryniawy). Często kładą tam głownię

128
przyniesioną z chaty. Zabieg ten wykonują w tym celu, ażeby bydła po­
dobnie jak ognia nic nie czepiało się („aby n’icz’o ne jmýto sy tak maržýny jek n’icz’o wohn’ù“ — Jabłonica k. Hryniawy). Do ogniska tegct
rzuca gospodarz sierp i kosę, ażeby udaremnić uroki na bydło (Jabło­
nica k. H.), oraz klucze, którymi zamykał komorę („klif“). Lud wierzy,
że zamykając komorę zamyka się pyski wilkom i niedźwiedziom, aby
nie napadały i pożerały zwierząt domowych na połoninie. Podczas za­
mykania komory wymawiają Huculi następujące słowa: „żeby tak
woůkám ta medwéďam zły wyd moji maržýny pozamykały sy jćk
týmy klucz’amy komory“ — połonina „Pniw ję Małe“). Przez ten ogień
przepędzają bydło mówiąc: „Sława Tobí Hospody, pomožý mi. Ny howóru samýj z sobóů howóru z Hdspodom Bohom, Ysiisom Chrystóm,
z apóstołamy s’itýmy, abý perejsztý swojú łasku, mené, y mojú maržýnku“ (połonina „S’mik’enýj“). Po tej modlitwie dają jeść bydłu
święconą sól, oraz podkadzają je kadzidłem, („ładanom“) otrzymanym
z cerkwi. W tym celu do nowego, kupionego garnka glinianego dają
kilka rozżarzonych węgli, które posypują kadzidłem i stawiają go pod
każde bydle (połonina ,,S’mik’enýj“). Konieczność używania nowego
garnka objaśniał korowár na połoninie Szykman Fedor tym („tymińldy
jehó sz’emijut“), że mieści on święcone kadzidło. Podczas kadzenia
przemawia gospodarz do każdej krowy: „Koróůko sýta sytńnko, błaha
błahńnko, cz’ó ty zarykała do néba hółos puskała — cy tý Bóż’u mánnu
pocz’uwała ?“ Zazwyczaj krowa, która corocznie odchodzi w czasie
wiosennym na połoninę, na kilka dni przed wyruszeniem w drogę,
ryczy. Niektórzy Huculi (połonina „Pn’iwje Małe“) kropią bydło wodą
święconą w dniu święta Jordanu („na Arclána“ tj. 19/1). Po tych czyn­
nościach gospodarz żegna krowę całą ręką i mówi: „Bóże pomožý
w dóbryj cz’és rusz’éty, tych’yj cz’és łysz’ćly“ (połonina „S’mik’enýj“).
Pręt, którym wtedy gospodyni wypędza bydło, przynosi następnie do
stajni i tam zostawia go w tym celu, ażeby wróciło ono szczęśliwie do
domu („abý maržýna mýrno wernńła do stajn’i“ — połonina „Pn’iwje
Małe“). Również dla tego nie czyszczą w tym dniu stajni oraz nie dają
żadnego nabiału z domu („szo maržýna wýd chaty wydyjszła“ — poło­
nina „Pn’iwje Małe“). W tym dniu zawsze „misz’énnyk’y“, deputat
oraz pasterze poszczą („howijut“). Po wykonaniu wspomnianych czyn­
ności gospodarze odmawiają modlitwy i spędzają swoje bydło do głów­
nej drogi, którą posuwa się cały pochód zwierząt domowych oraz ludzi
zdążających na połoninę. Gospodarze dołączają się do poprzednich. Na
przodzie wymienionego wyżej stada idzie jeden (lub dwóch ludzi), za­
zwyczaj starszy owczarz lub ten, który zna najlepiej drogę na poło­
ninę. Bezpośrednio za nim jdą krowy, jałówki i byki, za tymi owce,
kozy i jagnięta, następnie trzoda chlewna a potem konie, zwykle obju­
czone sianem, mąką, solą i odzieżą pasterzy. Niekiedy te rzeczy wiozą
na wozie zaprzęgniętym w konie (połonina „S’mik’enýj“). Za całą tą
karawaną idą w świątecznym ubraniu „misz’énnyk’y“ różnego wieku
i płci. Po bokach drogi lub bezpośrednio za końmi lub wozami biegną
psy. Ryczenie bydła, „blejenie“ owiec, rżenie koni i szczekanie psów
miesza się z graniem na trembitach i fłojerach, oraz z rozmową, okrzy­
kami i śpiewaniem pasterzy. Jak przedtem tak i podczas chodu poło-

129
nińskiego przestrzega się różnych praktyk, oraz wróży z różnych zna­
ków o dobrym lub złym dochodzie z tegorocznego „litowysz’a“. Właści­
ciele pędząc zwierzęta domowe uważają, ażeby cudze krowy nie wą­
chały („ne pachały“) się wzajemnie, w przeciwnym razie powąchane
bydło traci „mánnu“; Powąchane zwierzę domowe przez takie same inne
poznać po tym, że nie może iść („zipsúje sobí chid“ połonina „S’mik’enýj“). Czasem zwłaszcza pędzenie bydła z dalej położonych miejsco­
wości, zmusza biorących udział w pochodzie połonińskim, do zanoco­
wania u gospodarza. Wtedy trzody nocują na podwórzu. Deputat za­
rządza dojenie (połonina „Dukon’a“) owiec, kóz i krów, mlekiem
opłaca gazdę za nocleg oraz żywi nim pasterzy i ludzi idących z nim
na połoninę. Z pozostałego mleka robi ser i zabiera z sobą, gdy wyrusza
następnego dnia rano w dalszą drogę. W czasie, w którym zwykle doją
zwierzęta domowe, zatrzymują się podczas chodu, karmią zwierzęta
oraz doją.
c) Dojenie „na miru“. Po odbyciu pochodu połonińskiego i po
zapędzeniu trzód do koszer, wykonują pasterae i „misz’énnyk’y“, na­
stępujące czynności: a) roznoszenie ognia do zastajek, b) budowanie
małych kosz’ér zwanych „cark’y“, c) pierwsze dojenie na połoninie.
Z ogniska płonącego w stai zabiera starszy owczarz rozżarzoną
głownię i ułożywszy ją tuż przed swoją zastajką roznieca ogień, przy
czym wypowiada przyjęte w tej ceremonii modlitwy (połonina „Du­
kon’a Wełyka“). To samo powtarzają i inni pasterze: „bóůhar“, „jełocz’ér“, „korowár“, „stadár“.
Po przybyciu na połoninę właściciele zwierząt domowych znoszą
z pobliskich lasów gałęzie, ażeby budować „cark’ý“ tj. małe „kosz’ery“,
w których przed dojeniem „na miru“ przebywają owce, kozy i krowy
„misz’énnyka“. „Gark’ý“ budują na całej połoninie zależnie od woli
miszennika i trawy. Czynności te wykonuje zawsze młodzież. Starsi na­
tomiast czas ten spędzają na rozmowach w stai obok ogniska. Zwyczaj
budowania carek zachował się tylko na tych połoninach („Dukon’a
Wełyka“, „Dukon’a Mała“, „Kamenec“, „Maricz’eska“) na których doją
bydło „na miru“. Takie same carki budują Huculi, gdy przychodzą
w czasie „roztuczin’a“ na połoninę po swoje zwierzęta domowe.
Przed dojeniem „na miru“ miszenniki doją owce, kozy i krowy
w swoich carkach, a mleko spożywają sami. Podczas pierwszego do­
jenia zwierząt domowych w carkach spełniający powyższe czynności,
myje dojki wodą święconą znajdującą się w clojnicy, następnie nad
głową tego zwierzęcia robi znak św. krzyża prawą ręką. To samo wy­
konuje „dijnár“ po zdojeniu, czynności te jednak następują po sobie
w odwrotnym następstwie (połonina „S’mik’enýj“).
W dniu, w którym ma odbyć się dojenie „na miru“ każdy „misz’énnyk“ wygania ze swej carki po uprzednim zdojeniu owce, kozy
i krowy, które pasie osobno od cudzego bydła. Wtedy widać na poło­
ninie dużo grupek trzody. Każdy z „misz’énnykiù“ stara się nakarmić
dobrze swoje bydło, ażeby przy podoju zwanym „na miru“ dało jak
najwięcej mleka, gdyż ocl tego zależy ilość bryndzy, którą się otrzy­
muje za całe „litôwysz’é“ (połonina „Grópa Welýka“). Przed połud­
niem w jednakowym czasie zapędzają z powrotem bydło do carek,
Lud T. XXXV.
9

130
aby przeprowadzić podój rozstrzygający o dochodzie z sezonu paszenia. Przed dojeniem umieszczają we wrotach prowadzących ze strunki
do koszćry tzw. „striłń“. Jest to miody świerk, o odciętych u dołu ko­
narach, który ma u góry tylko trzy gałązki („suczk’ÿ“). W pośrodku
świerk ten rozkłuwają i wciskają tam przyniesioną z ogniska żarzącą
głownię. Obok dymiącej się głowni przechodzą przez wrota zdojone
owce. „Strihi“ robią dlatego, aby owce nie chorowały na żadną słabość
w czasie paszenia ich na połoninie („abý nisz’ô ich sy ne lowýío, —
nijéka słabist’“ — połonina „S’mik’enyj“).
Czynności dojenia, od których zależy ilość pobrania bryndzy za
wypas zwierząt domowych na połoninie oraz towarzyszące tym czyn­
nościom praktyki obrzędowe nazywają Huculi powszechnie dojeniem
„na miru“.
Podczas dojenia „na miru“ wykonują następujące czynności:
1) dojenie owiec, kóz i krów oraz znoszenie mleka do stai w celu po­
czynienia pomiarów, 2) mierzenie mleka i zapisywanie miary za po­
mocą karbów na patyku zwanym „rawász“, 3) obrzędowe mycie rąk,
4) modlenie się o zdrowie bydła, 5) zakończenie czynności „na miru“
przy równoczesnym stosowaniu praktyk magicznych.
Dojenie owiec, kóz i krów odbywa się w carkach, gdzie właściciel
doi osobno w jedną dojnicę owce i kozy, a osobno krowy. Po wykona­
niu tych czynności znosi się mleko do stai. Podczas niesienia mleka nie
można pasterzom oraz właścicielom zwierząt domowych rozmawiać
tak między sobą, jak z obcymi ludźmi. Nawet gdyby przydarzyło się,
że ktoś nie wiedząc o tym zwyczaju pozdrowiłby niosących mleko sło­
wami „Sława Ysńsu Chrystń“, wtedy ci powinni postawić na ziemi na­
czynie z mlekiem, a dopiero potem odpowiedzieć „Na wik’y Bohu
sława“ (połonina „S’mik’enyj“).
W stai odbywa się mierzenie mleka w ten sposób, że watah zanu­
rza naczynie „mirtńk“ (patrz ryc. 74 str. 152) w mleko znajdujące się
w „dijnÿc’i“, napełnia go i wylewa do putyny, wymawiając ilość mirtuków. Pozostałą ilość mleka mniejszą, aniżeli mirtuk wylewa z dojnicy
do mirtuka i mierzy za pomocą włożonego rawasza. Następnie kłując
z boku rawasz, wykonuje znak zwany „boüt“ (patrz ryc. 72, str. 150).
Potem na drugim boku rawasza, za pomocą karbowania, zaznacza
według umowy przysługującą właścicielowi bydła ilość bryndzy czy
też i masła. Również nożem rozkłuwa na połowę rawasz, mniejszą jego
część o tej samej nazwie daje gospodarzowi, a większą zwaną „kołóda“
zatrzymuje dla siebie. Powyższe czynności powtarza watah przy obli­
czaniu mleka każdego właściciela bydła osobno. Poza tym niekiedy
u góry kołody zaznacza watah ilość bydła tego gospodarza (połonina
„Dukôn’a Welýka“).
Po ukończeniu mierzenia mleka i wydaniu rawasza każdemu „misz’énnykowy“, myją wszyscy gospodarze wodą swoje dojnice i wodę
tę zlewają następnie do putyny, w której myją ręce (połonina „Dukon’a
Welýka“).
Potem zwraca się starszy owczarz do właścicieli bydła oraz do
pasterzy, i trzymając w prawej ręce uniesiony kij pasterski („pałycu“)
mówi: „Pomolim sy Bohu za nászu marżynu, áby mýmo tak zijszła

131
jek wijszła“ (połonina „S’mik’enÿj“). Na to wezwanie wszyscy obecni
klękają na obydwa kolana i zwróceni do wschodu słońca odmawiają
„Ótcze nasz“. Po skończonej modlitwie mówi starszy owczarz: „Hos­
pody dopomožý“, co też za nim powtarzają wszyscy obecni (połonina
„S’mik’enÿj“, „Dukôn’a Welýka“).
W końcu umieszcza watah we wrotach „kosz’éry“ podkowę lub
stary łańcuch, nóż i kosę, a wodą z umytych rąk kropi owce i bydło
rogate wychodzące z „kosz’ér“ na pastwisko. Po odbyciu wyżej wymie­
nionych praktyk, właściciele zwierząt domowych żegnają się z deputa­
tem oraz pasterzami i opuszczają połoninę, zdążając do swych osiedli,
położonych we wsiach (połonina „Dukôn’a Welýka“).
d) „Mlszen’e“. W połoninach, w których zachował się zwyczaj
dojenia „na miru“ odbywa się „miszen’e“. Czynności towarzyszące
temu obrzędowemu mieszaniu owiec albo bydła rogatego polegają na
tym, że po skończeniu dojenia „na miru“ starszy owczarz (połonina
„Kamenec“, „Rag’éska“) lub watah (połonina „S’mik’enÿj“, „Dukôn’a
Weíýka“, „Dukôn’a Malá“) występuje na czoło owiec czy też bydła
rogatego i strzela raz albo trzy razy w górę, w kierunku trzody. Po wy­
strzale rzuca watah (lub owczarz) „pystól“ na ziemię, przez który prze­
chodzą zwierzęta domowe (połonina „Kamenec“), które po wystrzale
skupiły się w zwarte stada. Przechodzeniu przez pistolet towarzyszy
granie pasterzy na trembitach oraz fłojerach i rogach (połonina „Ka­
menec“). Zwyczaj ten był w użyciu do 1914 roku.
e) „Rozluczin’e“. Uroczystą chwilą jak i poprzednie, w których
wykonywano pierwsze czynności pozostające w łączności z wypasaniem
bydła na połoninach jest rozdzielanie owiec i bydła jak też koni zwane
przez Hucułów „rozluczin’e“. Odbywa się to „rozluczin’e“ od 21/IX
(„drńhoji Bohorodyc’i“) do 30/IX. Na dwa tygodnie, półtora lub tydzień
przedtem zawiadamia deputat „misz’énnykiü“ przez ludzi powracają­
cych z bryndzą z połoniny, ażeby w oznaczonym dniu przybyli „na
rozlùczin’e“ (połonina „Grópa Welýka“). Z pobliskich połonin zawia­
damia sam deputat gospodarzy (połonina „Tarnyc’a“). W ubiegłych
latach był zwyczaj, że misz’énnyk, który miał krowy i owce na danej
połoninie, udawał się na połoninę po nie na długo przedtem, a zale­
żało to od ilości budzów potrzebnych do wyrobu bryndzy, otrzyma­
nej za dane na wypas zwierzęta domowe. W tym celu zabierał on z sobą
mąkę kukurydzianą („kukurńzy“), z której miał gotować na połoninie
„kułćszu“ dla siebie i dla wszystkiej służby pasterskiej. Ilość razy spo­
rządzenia tej potrawy miała odpowiadać ilości budzów otrzymanych
od deputata. Również obowiązkiem jego było pomagać służbie w wyko­
nywaniu wszystkich czynności pasterskich na połoninach, np. dojenie
bydła pilnowanie ogniska, ażeby nie wygasło itd. Gdy ilość trzody jego
oraz budzów była wielka, wówczas taki gazda spełniał wspomniane
czynności nawet miesiąc (połonina „Pniwje Małe“). Dawniej gospo­
darz na połoninę przynosił z sobą „oko“ wódki, którą częstował depu­
tata i pasterzy a w zamian za to otrzymywał zaprijszenie do udziału
w śniadaniu, obiedzie i kolacji. Po przybyciu na połoninę „misz’énnyk’y“ budują osobno carki, w które odbierają swoje owce, kozy lub
krowy. Czynność oddawania bydła przez starszego owczarza gospoda9*

13?
rzom nazywają „na rozkiü“ (połonina „Grópa Wełyka“). Wtedy
wspomniany owczarz siada na „s’idéc“ w strunce i zatrzymuje każdą
owcę przechodzącą przez okiennicę strunki, przy czym ogłasza jej znak
i właściciela, któremu ją oddaje. Ten wprowadza owcę do carki i jed­
norazowym uderzeniem toporka o ogrodzenie carki zaznacza obecność
tej owcy w carce. To powtarza się po każdorazowym wpuszczeniu tam
owcy, a ilość takich znaków na ogrodzeniu określa ilość owiec wprowa­
dzonych do carki. Potem płacą „misz’énnyk’y“ deputatowi za wypas
jałowych owiec, krów oraz koni dziękując: „Fajno g’ékujemo wam,
abýste g’iżdały sz’e nárik lítuwaty marżynu, buďte zdorówi!“ W końcu
(połonina „Tarnyc’a“) pożegnawszy się z deputatem zdejmują kape­
lusze i modlą się, dziękując Bogu za szczęśliwe spędzenie sezonu paszenia oraz proszą Boga, ażeby pozwolił im doprowadzić do swych do­
mów zdrowe bydło. Po rozebraniu „carók“, wyruszają do domu, a ko­
lejność trzód podczas wracania z połonin zachowana jest ta sama, jaka
była w czasie pochodu połonińskiego.
f) Uczty na połoninie. Przed 30 laty odbywały się na połoninach
wspólne uczty połączone z tańcami. Dziś pozostały po nich znikome
ślady w formie gościnności deputata względem właścicieli zwierząt do­
mowych, wypasanych na połoninie. Odbywały się one w czasie zakoń­
czenia „chodu polonýnckoho“ bezpośrednio po „misz’n’u“ i na zakoń­
czenie wypasania trzód na połoninie tj. w czasie „rozhiczin’a“. Pierwszą
jak i drugą ucztę sprawiano pod gołym niebem, na trawie obok stai,
a tylko w czasie deszczu w stai. Jak dowiedzieliśmy się od Nykoły Iwasiuka z Żabiego lici, uczty takie odbywają się i dziś na połoninach Hu­
cułów bukowińskich. W czasie uczty pierwszej spożywano chleb, sło­
ninę, mięso, ser, masło oraz napoje alkoholowe (wódka) przyniesione
przez właścicieli bydła ze wsi. Podczas drugiej uczty (w południe)
ugaszcza deputat „misz’énnykiü“ budzem urobionym z rannego po­
doju oraz żentycą. Również i w czasie tej uczty traktują się wzajemnie
wódką, którą kobiety przynoszą na połoniny. Budź sporządzony z po­
łudniowego podoju kraje deputat na małe cząstki i obdarza nim każ­
dego gospodarza, powracającego ze swymi zwierzętami domowymi do
domu. Po uczcie odbywały się zawsze tańce (Wasyl Domaszewski —
Mikuliczyn).
g) Życie towarzyskie. Obok pracy gospodarskiej w połoninie od­
dają się pasterze też i rozrywkom. Życie towarzyskie skupia się zwykle
na szczytach gór lub miejscach położonych obok tychże. Tam to scho­
dzą się pasterze z połonin wkoło położonych. Również uczestniczą w za­
bawach dziewczęta i kobiety („czéliď“), które przybywają na połoniny
bądźto ażeby dowiedzieć się o zdrowiu pasterzy i stanie swej „maržýny“, bądź też celem pobrania bryndzy albo masła. Przychodzą one
zazwyczaj przed niedzielą lub dniem świątecznym, gdyż w te dnie ze­
zwala watah pasterzom na zabawy. Na takie miejsca zbiorowe schodzą
się około godziny 9-tej rano i przebywają tam przez cały dzień. Zaba­
wom tym towarzyszą niekiedy i tańce wykonywane przy odgłosie „sopflk’y“ lub „fłojćry“. Ożywione są w dnie świąteczne zwłaszcza te po­
łoniny czy też stoki gór, które obfitują w zioła, używane w celach lecz­
niczych. Często schodzą się pasterze na szczycie góry Pop Iwan. Jak

133
opowiadano nam (połonina „Grópa Welýka“), przed rokiem 1914 scho­
dzili się tam pasterze z połonin położonych na obydwóch stokach tej
góry tzn. z połonin przynależnych dzisiaj do Polski i do Czecho-Słowacji
Również i staja odgrywa pewną rolę w życiu towarzyskim pasterzy.
Tam Huculi siedząc obok ogniska opowiadają często różne legendy,
baśnie i wesołe anegdoty.

§ 11. Nazwy zwierząt domowych.
Zwierzęta domowe Hucułów, wypasane na połoninach obfitują
w wielkie bogactwo nazw. Zasadnicze nazwy, to nazwy gatunkowe,
a drugie bardzo liczne to przezwiska, jakie nadają Huculi każdej po­
jedynczej jednostce danego gatunku. Zajmiemy się więc najpierw przed­
stawieniem nazw gatunkowych: 1) owiec, 2) kóz, 3) bydła rogatego,
4) koni, 5) trzody chlewnej, 6) psów.
Przy nadawaniu nazw owcom wielką rolę odgrywa ich wiek. Ogól­
nie nazywają owcę „wiüc’a“, owcę starszą — „babka“ (połonina „S’mi­
k’enÿj“), owcę młodą od dwóch lat — „mołoda“ (połonina „S’mik’enýj“), owcę jałową od 1—2 lat — „jérka“ (połonina „Dukôn’a We­
lýka“) , małe jagnię od 1/2—1 roku — „jércz’e“ (połonina „S’mik’enÿj“)
lub „jéroczka“ (połonina „Grópa Welýka“), małe jagnię od 1 dnia —
‘1-2 roku — „jéhn’e“ (połonina ,,S’mik’enýj) lub „jehnýczka“ (połonina
„Grópa Wełyka“).
Baran nosi ogólną nazwę „barán“, a młode jagnię do 2 lat nazy­
wają „jerczúk“ (połonina „Grópa Wetýka“). Trzodę („botéj“) owiec
zowią zwykle „wiüc’i“ albo „drobjéta“ (połonina „S’mik’enyj“), a trzo­
dę jałowych owiec i baranów „jćłowi drobjéta“ (połonina „S’mik’enÿj“,
„Grópa Wełyka“, „Rag’éska“) lub też „smerczak’ÿ“ (połonina „Ka­
menec“) .
Kozę dojną od 1 roku nazywają „koza“, a capa „cáp“. Małe koźlęta
do 1 roku płci żeńskiej „watujk’ÿ“ (połonina „Grópa Welýka“), a męs­
kiej „capk’ý“ (połonina „Kamenec“).
Bydło rogate bez względu na płeć nazywająjHuculi „marżyna“.
Krowę dojną powszechnie zowią „korowa“, a jałówki „jełowa niarżyna“, albo „jeliůnýk“ (połonina „Rag’éska“). Cielę nazywają „tele“,
oraz „małe“ (połonina „Grópa Welýka“) lub „malá“ (połonina „S’mi­
k’enÿj“) .
Konia zowią powszechnie „kin’“, a ogiera „wór“, zaś młode źrebię
„łósz’e“. Świnię nazywają „swyn’a“, wieprza „knórus“, a małe prosięta
to „pac’ata“ (połonina „S’mik’enyj“). Na oznaczenie psa używają po­
wszechnie wyrażenia „pés“," „koťúha“ lub „gájda“ (połonina „Ra­
g’éska“) .
Z rozmaitych powodów nadają pasterze zwierzętom domowym
różnorodne przezwiska.
Owce przezywają zależnie od ich: 1) barwy, 2) wyróżniającej się
jakiejś części ciała (np. nos, uszy, oczy, rogi, ogon itd.).
Przezwiska owiec są następujące: biała -- „byłycV‘ (połonina
„S’mik’enÿj“), popielata — „liołuba“ (połonina „Grópa Welýka“),
„hołńbka“ lub „hołubanoczka“ (połonina „S’mik’enÿj“), żółta — „dub-

134
léna“ (połonina „S’mik’enÿj“), czarna — „cyhánoczka“ (połonina
„S’mik’enÿj“), częściowo czarna a częściowo biała — „perista“ (poło­
nina „S’mik’enyj“), popielata, żółta lub czarna z białą szyją pod spo­
dem — „zawytúszka“ (połonina „S’mik'enÿj“), czarna z białym no­
sem — „nosńtka“ (połonina „S’mik’enÿj“) i „nosúta“ (połonina „Grópa
Welýka“), biała z czarnymi oczyma — „wakiżka“ (połonina „S’mi­
k’enÿj“), czarna z żółtymi obwódkami około oczu — „b'jczka“ (poło­
nina „S’mik'enÿj“), czarna z białą plamą na czole — „łysóla“ też „bridzúla“ (połonina „S’mik’enÿj“), jakiejkolwiek barwy4) o małych
uszach — „czółka“ (połonina „S’mik’enÿj“), jakiejkolwiek barwy4)
o większych rogach — „kornóta“ (połonina „S’mik’enÿj“), jakiejkol­
wiek barwy 4) baran bez rogów (odbite) — „szótyj“ (połonina „S mik’enÿj“), czarna owca o białej górnej części głowy — „biłohołówa“ (po­
łonina „S’mik’enÿj“), czarna z białą szyją pod spodem (jakby nosiła
„zgárdu“) — „zgardýsta“ (połonina „Grópa Welýka“), czarna z całym
ogonem białym —. „biłofósta“ (połonina „S’mik’enÿj“), czarna z koń­
cową częścią ogona białą — „k’ÿtyczka“ (połonina „S’mik’enÿj“),
czarna o białym pasie wełny na dolnych częściach nóg — „bosonóha“
(połonina „Grópa Welýka“). Często z miłości („z lubý“) przezywają
owczarze owce: „hanüs’ka“, „kátuszka“, „marus’ka“ (połonina ,,S’m'
k’enÿj“).
Kozy też przezywają od barwy sierści: biała — „bilka“ (połonina
„S’mik’enÿj“), żółta — „żoutaczka“ (połonina „S’mik’enÿj“), częściowo
czarna a częściowo biała — „bedráczka“ (połonina „S’mik’enÿj“) lub
„bedrósza“ (połonina „Grópa Welýka“).
Liczniejsze są przezwiska stosowane do bydła rogatego. Podczas
gdy zasadniczą podstawą do nadawania przezwisk owcom i kozom była
barwa ich wełny (sierści) a po części kształt niektórych wyróżniających
się części ciała (np. rogów, szyi, uszu, nóg, ogona), to bydło rogate
przezywają Huculi zależnie od: a) barwy sierści, b) charakterystycz­
nych części ciała, c) miejsca i czasu urodzenia, d) ulubionego miejsca
paszenia się, e) zachowania się, f) pochodzenia, g) rasy.
Krowa biała — „biłósza“ (połonina „S’mik’enÿj“) albo „biłóna“
(połonina „Dukôn’a Welýka“), biaława — „bén’ka“ (połonina „S’mi­
k’enÿj“), popielata (szara) — „s’iruna“ (połonina „S’mik’enÿj“) albo
„sywóła“ (połonina „Dukôn’a Welýka“), żółta — „żoiik’ćna“ (połoniny
(połonina „Dukôn’a Welýka“), biaława — „bén’ka“ (połonina „S’mi­
k’enÿj“), blado żółta — „bułanka“ (połoniny „S’mik’enÿj“ i „Dukôn’a
Welýka“), jasno czerwona („bulanýsta“) — „ruż’ena“ (połonina „S’mi­
k’enÿj“), ciemno czerwona — „bahrósza“ (połonina „Dukôn’a We­
lýka“), czarna — „czornósza“ i „róóta“ (połonina „S’mik’enÿj“) albo
„cyganka“ (połonina „Dukon’a Welýka“), częściowo szara a częściowo
biała
„hémra“ (połonina „S’mik’enÿj“), częściowo czerwona a czę­
ściowo biała — „krasóla“ (połoniny „S’mik’enÿj“ i „Dukôn’a We­
lýka“) też „krasùn’a“ (połonina „S’mik’enÿj“), czarna, czerwona lub
żółta z pasem naokoło brzucha — „pryjana“ (połoniny „Dukôn’a We-

') (białej, czarnej, popielatej, żółtej lub mieszanej).

1S5
lýka“ i „S’mik’enýj“), też „perísta“ (polonina „Dukôn’a Welýka“),
biała z czarną łatką z boku, lub czarna z białą łatką z boku — ,,łan‘a“
(połonina „S’mik’enÿj“), czerwona z białą plamą na czole — „lysiin’a“
(połoniny „Dukôn’a Welýka“ i „S’mik’enýj“), żółta z białą plamą na
czole — „łysńla“ (połonina „S’mik’enÿj“).
Inne przezwiska zależą od charakterystycznych części ciała bydła
rogatego: o wielkich i cienkich rogach w tył zagiętych — „kosána“
(połonina „S’mik’enÿj“), o małych i krótkich rogach — „szńtka“ (po­
łonina „S’mik’enÿj“), z odbitymi rogami — „szut’a“ (połonina „S’mi­
k’enÿj“), o cienkiej szyi — „c’ilina“ (połonina „S’mik’enÿj“), z długą
sierścią na uszach lub głowie (z „páworamy“) — „dróżka“ (połonina
„S’mik’enÿj“).
Krowa urodzona w lesie zwie się — „hajówa“ (połonina „S’mi­
k’enÿj“), urodzona w miesiącu maju — „majowa“ (połonina „S’mi­
k’enÿj“), ta, która lubi się paść na białej, rannej trawie wiosennej —
„bryndûs’a“ (połonina „S’mik’enÿj“), niespokojna, bijąca często no­
gami — „beáta“ (połonina „S’mik’enÿj“), bardzo spokojna — „po­
ważna“ (połonina „S’mik’enÿj“), ta, która zjadła pierze kury —
„paóna“ (połonina „S’mik’enÿj“), kupiona od wataha — „bryndzóla“
(połonina „S’mik’enÿj“), kupiona od „knýžnyka“ tj. od takiego który
umie czytać i pisać —„kn ihn’icka“ (połonina „S’mik’enÿj“), pocho­
dząca z rasy właściwej w Tyrolu — „turółja“ (połonina „S’mik’enÿj“),
rasy powszechnie używanej na Bukowinie w Radowcach — „radowćcka“ (połoniny „Dukôn’a Welýka“ i „S’mik’enÿj“), rasy pochodzą­
cej z Szwajcarii — „Szwajcarka“ lub „czeska“ (połoniny „Dukôn’a
Welýka“ i „S’mik’enÿj“), z okolic nad Wisłą — „wisła“ (połonina
„S’mik’enÿj“), rasy simentalskiej — „sementálka“ (połonina „S’mi­
k’enÿj“ i „Dukôn’a Welýka), z rasy mieszanej — „perewinnyk“ (poło­
niny „Dukôn’a Welýka“ i „S’mik’enÿj“).
Obok wyżej wymienionych danych, należy wspomnieć o bardzo
charakterystycznym sposobie, jakim często posługują się Huculi przy
nadawaniu przezwisk nowonarodzonym cielętom. Cielę takie otrzymuje
przezwisko od przezwiska swej matki i to w ten sposób (połonina „S’mi­
k’enÿj ), żć starają się Huculi w nowym przezwisku zachować zwy­
czajnie pierwszą zgłoskę (lub ją palatyzują np. z ł na 1) czy też i więceJ zgłosek, odpowiednio do zdolności swych urabiają, dodając różne
spółgłoski lub samogłoski — np. przezwisko matki (krowy) „lýsa“, jej
rodzone ciele otrzymuje przezwisko „lysiin’a“, „łysólka“, „lípa“, „lýp
ka“, ,liska“ itd.
Dla koni dają Huculi przezwiska zależnie od barwy ich sierści:
biały — „bałan“ albo „szima“ (połonina „Hłystowatyj“), ciemno po­
pielaty— „s’iryj“ (połonina „Hłystowatyj“), ciemno czerwony — „kasz­
tan“ (połoniny „Dukôn’a Welýka“ i „Hłystowatyj“), czarny — „czórnyj“ lub „cigan“ (połoniny „Dukôn’a Welýka“, „Hłystowatyj“, „S’mi­
k’enÿj“), częściowo czarny a częściowo biały — „krásyj“ (połoniny
„Dukôn’a Welýka“, „Hłystowatyj“), czerwony z białą plamą na czole —
”lýsyj“ (połonina „Hłystowatyj“), żółty z białą plamą na czole — „łas’ljtŁ (połonina „Hłystowatyj“, „S’mik’enÿj“), czerwony, a na środku
biały — „peristyj“ (połoniny „Dukôn’a Welýka“ i (.Hłystowatyj“),

i36
czerwony z białym grzbietem — „miszka“ (połonina „Hłystowatyj“).
Nazywają też klacz w połoninie „Hłystowatyj“ „tílka“.
Psy, będące na połoninach, posiadają powszechnie nazwiska5) :
„bełćj“ (m.), „bńrkusz“ (m.), „china“ (f.), „han’a“ (f.), „łancusz“ (m.),
„mórusz“ (m.), „mucha“ (f.), „tarka“ (f.), „wółoch“ (m.).

§ 12. Nawoływanie zwierząt domowych.
Należy odróżnić wołania na: 1) owce, 2) bydło rogate, 3) konie,
4) świnie, 5) psy.
W połoninach huculskich spotykamy dwa rodzaje wołania na
owce. Pierwszy bardzo częsty polega na wymawianiu spółgłosek, po
większej części wargowych, drugi zaś charakteryzują odpowiednie gwiz­
dania. Należy tu odróżnić wołania na pojedyńcze owce, oraz wołania
odnoszące się do całego stada. Gdy pasterz podgania jedną owcę pod­
czas paszenia, pędzenia drogą, czy też podczas podoju nawoływa ją
wyrazem „rýst“ albo „réjst prrá“ (połonina „S’mik’enýj“). Zawracając
więc owcę, która odbiegła na bok (na prawo lub na lewo od stada)
mówi: „bri de jdćsz“ (połonina S’mik’enÿj“) albo „bri nazad“. Tę zaś
owcę, która odbiega naprzód od stada, przywoływa słowem „prrá bri“
(połonina „S’mik’enÿj“) albo „prrsst“ (połonina „Grópa Welýka). Małe
jagnięta woła pasterz („jelocz’er“) wyrazem „ptrutú“ (połonina „Grópa
Welýka“). Podczas podganiania całego stada owiec używa owczarz hu­
culski słowa „his“ (połonina ,,S’mik’enýj‘ ), a w celu przywrócenia spo­
koju u owiec woła „býrr“ (połonina „S’mik’enÿj“).
Również i odpowiednie gwizdanie służy jako znak do wykonywa­
nia przez owce pewnych czynności podczas ich paszenia. Na krótkie
i silne gwizdnięcie pasterza na palcach prawej ręki, skupiają się owce,
które rozeszły się po połoninie. Podczas wabienia pojedynczej owcy do
soli gwizdnie owczarz krótko, a bezpośrednio potem wykonuje kilka­
krotne uderzenia wargą o wargę przy równoczesnym wciąganiu po­
wietrza.
Mniej jednak spotykamy nawoływań na bydło rogate. Występują
tu dwie zasadnicze różnice, które powodują używanie odpowiednich
nawoływań na krowy i woły, jak też na cielęta. Wołania pierwszej
grupy charakteryzuje używanie wyrazów, w których występują spółgło­
ski szumiące np. sz a z samogłosek a i e. W drugiej grupie na pierw­
szy plan w tych samych głowach widzimy zastosowanie spółgłoski sy­
czącej s jak też samogłoski i. W celu wabienia jak też podczas zawra­
cania krów i wołów używają Huculi w połoninach jednego prawie wy­
rażenia, zmieniając jego końcówkę. W połoninach „S’mik’enÿj“, „Dukón’a Welýka“, „Tarnyc’a“, podczas zawracania bydła wołają „pszkan’à
de jdćsz“, a w połoninach „Grópa Welýka“ i „Rag’éska“ „szczkenć“.
Przywołując bydło do siebie mówią „pszkan’à, n’á, n’á“ (połoniny
„S mik enÿj“, „Dukôn’a Welýka“, „Tarnyc’a“), a odganiają je używając
słów „héj“ (połonina „S’mik’enÿj“, „Szkoruchiü“, „Dukôn’a Welýka“,
„Tàrnyc’a“) albo „hýj“ (połonina „Grópa Welýka“, „Rag’éska“). Wo5) m = samiec, f = samica.

137
łanie cieląt odbywa się w ten sposób, że do właściwego słowa, które
oznacza wykonanie czynności dodają zwyczajnie słowo „malá“ tj. to,
jakim ogólnie wołają cielęta. Gdy pasterz zawraca cielę, nawoływa
w połoninie „S’mik’enÿj“ „pski mała de jdész“, a gdy przywołuje je
mówi: „pskí malá, malá malá“ (połonina „S’mik’enÿj“). Podczas pę­
dzenia jednego albo większej ilości cieląt wymawia pasterz „prr-cź“
(połonina „S’mik’enÿj“).
Podobnie jak na owce, używają Huculi dwóch rodzajów nawoły­
wań na konie: wymawianie pewnych słów i gwizdanie. Pierwszy rodzaj
dós^ liczny ma zastosowanie bez względu na ilość i wiek koni, a drugi
jedynie tylko podczas paszenia większych stad.
Huculi rozróżniają starsze i nowsze nawoływania na konie. „Stadár“ podgania konie wyrazem „cý“, a późniejsze jest używanie wyra­
żenia „wije“ (połonina „Hłystowatyj“). Podczas zatrzymywania koni
schodzących z pochyłych lub hardziej stromych miejsc wymawiają Hu­
culi „sz“ (połonina „Hłystowatyj“) albo „hóůA (połonina „Dukón a
Welýka“, „Hłystowatyj“). W tym celu używają też wyrażenia „prń“
albo „prrr“ (połonina „Hłystowatyj“). Konia, który się oddalił od stada
w połoninie „Grópa Welýka“ przywołuje się okrzykiem „ihinć“. Pod­
czas wiezienia wyrobów mlecznych z połonin, ażeby skierować konia
w prawo wymawiają „hájta“, a w lewo „wis’ta“. W połoninach od
„Tàrnyc’i“ do „Rag’éski“ przywołują konie wyrazem „prsz’o“, a w po­
łoninach „S’mik’enÿj“ — „Tarnyc’a“ ,,c’ós’“ lub „nćnć“.
W celu zwołania całego stada koni, które rozeszły się po poło­
ninie, „stadár“ gwizda raz silnie i krótko za pomocą palca.
W lasach huculskich wypasano dawniej dużo świń i wtedy to wy­
razy na wołanie świń były liczniejsze (połonina „S’mik’enÿj“). Dziś
jest ich niewiele. Przy nawoływaniach na świnie możemy zauważyć
dwie zasadnicze różnice. Pierwsze wołania używane są do pojedynczych
sztuk a drugie do większej ilości trzody chlewnej. Starsze świnie odpę­
dzają wyrazem ,,hác’“ albo „hyló“, a małe prosiątka gonią mówiąc
„hyc’o“ (połonina „S’mik’enÿj“). Ażeby przywołać jedną świnię wy­
mawiają Huculi „pac’o“. Wołając większą ilość trzody chlewnej, uży­
wają w połoninie „S’mik’enÿj“ wyrażeń „pacýna paczi“ albo „czyczýna
czyczi“.
Również i do psów używają Huculi dwojakiego rodzaju nawoły­
wań. Psy odpędzają okrzykiem „hi“, a rzadziej używają nowszego wy­
rażenia „marsz“. Gdy przywołują psa, wymawiają zwykle najprzód
jego przezwisko z dodatkiem „ná“.
Przywoływanie psa z dalszej odległości na połoninie odbywa się
zwykle za pomocą długiego a bezpośrednio potem krótkiego gwizdania
na palcu ręki.
Wydawane głosy przez zwierzęta domowe określają Huculi na­
stępująco:
owce — „błćjut“,
bydło rogate — „rńje“,
konie — „yrżńt“,
trzoda chlewna — „kwicz’é“,
psy — „ujidájut“.

13S

§ 13. Prawo ludowe.
a) Znaki własnościowe. Podobnie jak przy oznaczaniu sprzętów,
posługuje się lud huculski znakami własnościowymi także w stosunku
do zwierząt domowych. Znaki te mają zapobiec nieporozumieniom
przy odbiorze zwierząt domowych z połoniny, oraz służą one dla roz­
poznania podczas różnych wypadków, które często zdarzają się na po­
łoninach (rozdarcie lub zabicie przez dzikiego zwierza). Znaczenie czyli
piętnowanie występuje w łączności z wypasaniem na połoninach
owiec i kóz, bydła rogatego oraz koni, przy czym każda z tych grup
zwierząt domowych posiada właściwe swoje znaki.
Znaki í.,známen’a“ — połonina „S’mik’enÿj“ czyli „znamen’éta“ —
połoniny „Grópa Weíýka“, „Kamenec“) dla owiec i kóz są wykonane
przy pomocy narzędzia, zwanego „obirnýk“, oraz siekiery lub noża,
a umieszczone są na uszach zwierząt. Jednakowych znaków na jednym
uchu spotykamy jeden lub dwa i trzy, a wykonane są one na końcu,
w środku, na dolnym krańcu ucha „na peréd’i“ lub górnym „na zád i“.
Za pomocą „obirnyká“ robią Huculi otwór w uchu zwany „obora“ (po­
łoniny „S’mik’enÿj“ — „Tarnyc’a“) lub „obirka“ (połoniny „Kame­
nec“ — „Rag’éska“) (Ryc. 70, 1). Połową tego samego narzędzia wyci­
nają znak w formie półkola na przednim lub tylnym krańcu ucha (Ryc.
70, 2), który ogólnie nazywają „piczkát“.
O wiele liczniejsze spotykamy znaki, wykonane przy pomocy sie­
kiery lub noża. Należy tu wyliczyć znak „záťinok“ (połoniny „S’mik’e­
nÿj“ — „Tarnyc’a“ i „Kameňéc“ — „Rag’éska“) zrobiony po większej
części ukośnie (Ryc. 70, 3) „w póperek“ na którym bądź boku ucha.
O ile poprzednie znaki były wycięte w środku lub na boku ucha, inne
występują na końcu ucha przy jego wierzchołku i z boku. Do najbar­
dziej prostych należy znak „roskiü“ (połonina — „Grópa Weł\'k:|“)
lub „rosk’éte“ (połonina „S’mik’enÿj“). Jest to zwykłe jednorazowe
rozcięcie ucha poziomo w samym jego wierzchołku lub pionowo z boku
ucha (Ryc. 70, 4). Tego drugiego rodzaju znaków spotykamy niewiele.
Znak „pryťmák“ lub „pryťéte“, występujący ogólnie pod tymi obu
nazwami polega na pionowym odcięciu końca ucha (Ryc. 70, 5) ). Od­
cięcie tej samej części ucha ukośnie (Ryc. 70, 6) nazywają powszech­
nie „skosák“. Znak ten, zależnie od tego w którym boku ucha zostawia
krótszą jego część, otrzymuje objaśnienie „z zadu“ czy „z perédu“. Wy­
cięcie z zastosowaniem podwójnego uderzania siekierą (Ryc. 70, 7) na­
zywają Huculi „striuka“ (połoniny „S’mik’enÿj“ — „Tarnyc’a“ i „Ka­
menec“ — „Rag’éska“). Taki sam charakter ma znak „sok’ÿrka“ (po
łonina „S’mik’enÿj“) zwany (Ryc. 70, 8) też „płecze“ (połonina „Grópa
Wełyka“).
Połączenia tych ośmiu zasadniczych znaków są różne i skompli­
kowane, a zależą od woli właściciela owiec czy kóz:
1) „dwi obóri na prawým ńs’i“ (połonina „S’mik’enÿj“). Ryc.
70, 9.
2) „dwi obirc’i na liwim ńs’i“ (połonina „Grópa Welýka“) Ryc.
70, 10.

139
3) „na obóch úchach po dwi obirc’i“ (połonina „Grópa Welýka“)
Ryc. 70, 11.
4) „na prawým ús’i obirka i piczkát z perédu“ (połonina „Grópa
Wełyka“) Ryc. 70, 12.
5) „na liwým ús’i obora i dwá piczkatý z perćdu“ (połonina „S’rnik’enýj‘) Ryc. 70, 13.
6) „na prawým ús’i obora, a na liwým piczkát z perédu i zadu“
(połonina „Grópa Welýka“) Ryc. 70, 14.
7) „na prawým ús’i „obora“ i „roskiü“, a na liwým „piczkát
z zádu“ (połonina „Grópa Welýka“) Ryc. 70, 15.
8) „na prawým ûs’i obora, a na liwým skosák i piczkát z zádu“
(połonina „Grópa Wetýka“) Ryc. 70, 16.
9) „na liwým ús’i obora piczkát i striüka“ (połonina „S’mik’envj“)
Ryc. 70, 17.
10) „na prawým ûs’i obora a na liwým striüka i dwá piczkatý“
(połonina „Grópa Welvka“) Ryc. 70, 18.
U) „na liwým ûs’i obora, a na prawým proťéte“ (połonina „Grópa
Welýka“) Ryc. 70, 19.
12) „na prawým ús’i obora i skosák z zádu a na liwým proťéte“
(połonina „S’mik’enýj“) Ryc. 70, 20.
13) „na prawým ús’i obora i striüka“ (połoniny „S’mik’enj'j“
i „Grópa Welýka“) Ryc. 70, 21.
14) „na prawým ûs’i obora i striüka a na liwým striüka“ (poło­
nina „Grópa Welýka ') Ryc. 70, 22.
15) „na prawým ús’i piczkát z perédu (połonina „S’mik’enýj“)
Ryc. 70, 23.
16) „na prawým ús’i piczkát z perédu“ (połonina „S’mik’enýj“)
Ryc. 70, 24.
17) „na prawým i liwým ús’i piczkát z perédu“ (połonina „S’mik’enýj“) Ryc. 70, 25.
18) „na prawým ús’i dwá piczkatý z perédu“ (połonina „S’mik’enýj“) Ryc. 70, 26.
19) „na liwým ús’i dwá piczkatý z zádu“ (połonina „S’mik’enýj“)
Ryc. 70, 27.
20) „na prawým ús’i piczkát z zádu i z perédu (połonina „S’mik’enýj“) Ryc. 70, 28.
21) „na liwým ús’i piczkát z perédu, a na prawým záťinok z zádu“
(połonina „Grópa Welýka“) Ryc. 70, 29.
22) „na liwým ús’i piczkát z perédu a na prawým záťinok z per
rédu“ (połonina „Grópa Wetýka“) Ryc. 70, 30.
23) „na liwým čs’i piczkát z zádu, a na prawým záťinok z pe­
rédu“ (połonina „S’mik’enýj“) Ryc. 70, 31.
24) „na prawým ús’i piczkát z perédu i zádu a na liwým piczkát
z perédu i záťinok z zádu“ (połonina „Grópa Welýka“) Ryc. 70, 32.
25) „na liwým xís ' dwá piczkatý z perédu a na prawým pryťéte
i záťinok z perédu“ (połonina „S’mik’enýj“) Ryc. 70, 33.
26) „na prawým ús’i piczkát z zádu i záťinok z zádu, a na li­
wým záťinok z zádu i striüka“ (połonina „S’mik’enýj“) Ryc. 70, 34.

140
27) „na liwým ús’i piczkát z perédu, a na prawým piczkát z pe
rédu i zádu a takoż rosk’éte“ (połonina „S’mik’enyj“) Ryc. 70, 35
28) „na prawým ús’i piczkát z perédu i pryťéte a na liwým piczkát
z perédu“ (połonina „Grópa Welýka“) Ryc. 70, 36.
29) „na liwým ús’i dwá piczkatý z zádu a na prawým pryťéte“
(połonina „S’mik’enýj“) Ryc. 70, 37.
30) „na prawým ús’i piczkát z zádu, a na liwým skósák z zádu“
(połonina „Grópa Welýka“) Ryc. 70, 38.
31) „na prawým ús’i piczkát i skósák z perédu a na íiwým striüka“
(połonina „Grópa Welýka“) Ryc. 70, 39.
32) „na prawým ús’i piczkát z perédu i stríůka“ (połonina „S’mik’enýj“) Ryc. 70, 40.
33) „na prawým ús’i piczkát z zádu i striüka“ (połonina „S’mik’enýj“) Ryc. 70, 41.
34) „na prawým ús’i piczkát z perédu i zádu a takoż striüka“ (po­
łonina „S’mik’enyj“) Ryc. 70, 42.
35) „na prawým ús’i piczkát z perédu i piczkát z zádu, a na li­
wým pleczé z perédu“ (połonina „Grópa Welýka“) Ryc. 70, 43.
36) „na prawým ús’i záťinok z zádu“ (połonina „Grópa Welýka“)
Ryc. 70, 44.
37) „na prawým üs’i dwá zàt’ink’y z zádu“ (połonina „S’mik’e­
nyj“) Ryc. 70, 45.
38) „na prawým ús’i záťinok z zádu i striüka, a na liwým striüka“
(połonina „S’mik’enýj“) Ryc. 70, 46.
39) „na prawým ús’i záťinok z perédu i pryťmák, a na liwým
pryťmák“ (połonina „S’mik’enýj“) Ryc. 70, 47.
40) „na prawým ús’i dwá zâtink’y z perédu i skósák z zádu, a na
liwým striüka“ (połonina „Grópa Welýka“) Ryc. 70, 48.
41) „na prawým ús’i záťinok z perédu, a na liwým blészka z zádu“
(połonina „S’mik’enýj“) Ryc. 70, 49.
42) „na liwým ús’i roskólene, a prawé pryťéte“ (połonina „Grópa
Welýka“) Ryc. 70, 50.
43) „na prawým i liwým ús’i roskólene („roskóły“) i prok’éte
(„pryťmák’ý“) (połonina „S’mik’enýj“ i Grópa Welýka“) Ryc. 70, 51.
44) „na prawým ús’i roskólene i striüka, a na liwým striüka“ (po­
łonina „S’mik’enýj“) Ryc. 70, 52.
45) „na liwým ús’i pryťmák i sok’ýrka“ (połonina „S’mik’envj“)
Ryc. 70, 53.
46) „na prawým i liwým ús’i skósák z zádu“ (połonina „S’mik’e­
nyj“) Ryc. 70, 54.
47) „na prawým üs’i striüka“ (połonina „Grópa Welýka“) Ryc.
70, 55.
48) „na prawým ús’i sok’ýrka z perédu“ (polonina „S’mik’enýj“)
Ryc. 70, 56.
49) „na liwým ús’i pleczé z zádu“ (połonina „Grópa Welýka“)
Ryc. 70, 57.
50) „na prawým üs’i pleczé z perédu, a na liwým z zádu“ (poło­
nina „Grópa Welýka“) (Ryc. 70, 58).
Obok wymienionego powyżej sposobu znakowania, używają Hu-

141
culi do tego samego celu, blaszek sporządzonych z „bakúntu“, a po­
wszechnie zwanych „blészka“. Blaszkę zgiętą umieszczają z obydwóch

Ryc. 70. Znaki własnościowe na uszach owiec.

stron ucha, na tylnej jego części (Ryc. 70, I i I a), spajając ją gwoź­
dziem. Znaczą też owcy i kozy za pomocą drutu z żelaza lub miedzi
umieszczonego w przedniej części ucha (Ryc. 70, II). Czasem na końcu
drutu przyczepiają pęk włóczki zwany „kýtyczka“ (Ryc. 70, III), albo
paciorek (Ryc. 70, IV) :
51) „na prawym ús’i blészka“ (połonina „Gřópa Welýka“) (Ryc.

142
52) „na liwým ús’i blészka“ (połonina „Grópa Wetýka“) (Ryc.
70, I a).
53) „na prawým ús’i dwá dritcá“ (połonina „S’mik’enýj“) (Ryc.
70, II).
54) „na liwým ús’i kýtyczka na dritcý“ (połonina „S’mik’enýj“)
(Ryc. 70, III).
55) „na prawým ùs’i dzeléna pàc’orka na dritcý“ (połonina „Grópa
Welýka“) (Ryc. 70, IV).
Krowy znaczono dawniej wypalając im na rogach różne kreski.

Ryc. 71. „peczytłó“ do znakowania koni.

Dziś tego nie wykonują, gdyż niema dużo bydła rogatego w jednym
stadzie na połoninie (połonina „S’mik’enýj“).
Koniom wypalają znaki na łopatce lewej tylnej nogi. W tym celu
posługują się narzędziem wykonanym przez miejscowego kowala („cyhana“) zwanym „peczytłó“ (połonina „Pn’iwje Małe“). Znaki na konie
są nieliczne: U LJ T.
b) Właściciele połonin huculskich. Posiadaczami prawnymi poło­
nin huculskich są: 1) Państwo Polskie, 2) gminy, 3) osoby prywatne.
Połoniny „Hłystowatyj“, „Hnyk’ýsa“, „Hóstiu“ i „S’mik’enýj“ są
własnością Państwa Polskiego. Administruje nimi Nadleśnictwo w Hryniawie.
Gminy posiadają połoniny „Hadzúgi“, „Másnyj Prysłip“, „Mokrýnec“, „Sztefułćc“, „Szyróka“.
Mało jest połonin, które posiada jedna osoba: np. właściciel dóbr
(„Oz’irnýj“, „Pochrépíyna“), Huculi („Hojiczyna“, „Dukôn’a Mała“,
„Dukôn’a Wetýka“), Żydzi („Grópka“, „Jaworiü Wetýk’yj“, „Chitanka“, „Szkoruchiü“). Spotykamy natomiast wielką ilość połonin,
które są wspólną własnością większej ilości osób („Bałtaguł“, „Jawo­
riü Malýj“, „Jaworýsta“, „Kozubéjka“, „Łńkawyci“, „Palenyc’i“,
„Pn’iwje Małe“, „Prełrky“, „Prełńcznyj“, „Sztewjóra“,
„Tárnyc’a“). Każda z tych połonin była dawniej własnością jednej
osoby, a zasadniczy podział nastąpił z czasem bądź to w drodze
spadku rodzinnego (na poszczególnych członków rodziny) bądź też
przez kupno kilku osób. Pierwszy rodzaj rozdrobnień dawnych połonin
odegrał wielką rolę w powstaniu pewnego rodzaju zawierania umowy
pomiędzy współwłaścicielami jednej połoniny.
c) Umowy. W związku z pasterstwem huculskim należy wymienić
dwa rodzaje umowy, z których pierwszy występuje w łączności z wy­
najęciem połoniny na czas sezonu paszenia, a drugi dotyczy wynagro­
dzenia, które pobierają za wypasanie zwierząt domowych.

i

143
Mało jest połonin, w których właściciel sam' zajmuje się gospo­
darką wypasania zwierząt domowych w czasie „litowysz’a“ (połoniny
„Hojíczyna“, „Dukóíťa Mała“, „Dukon’a Wełyka“). Bardziej pow­
szechny jest zwyczaj odnajmywania przez właściciela połoniny dru­
giemu gazdzie, zwanemu powszechnie „deputat“. Umowa odnajmu zo­
staje zawarta między dwoma osobami tj. właścicielem („gazda“)
a arędującym („deputat“). Inaczej przedstawia się sprawa zawierania
umowy, gdy prawnymi posiadaczami tej samej połoniny jest kilka osób.
Umowa tego rodzaju występuje w dwóch odmianach. Współwłaściciele
pewnej połoniny zawierają każdego roku umowę z jednym z pomiędzy
nich i oddają jemu do dyspozycji całą połoninę, sami natomiast pasą
na tej połoninie swoje trzody lecz za umówionym wynagrodzeniem.
W następnym roku wszystkie dochody z połoniny pobiera drugi współ­
właściciel, a w innych z kolei latach gospodarzą połoniną pozostali
współwłaściciele. Gdy tego rodzaju gospodarka połoniną przejdzie w rę­
ce ostatniego, powtarzają ją następnie od pierwszego gospodarza. Ten
sposób umowy był w użyciu do 1914 roku. Z powodu powstających
nieporozumień między współwłaścicielami jednej połoniny (a odgry­
wały tu zasadniczą rolę: nie jednakowy dochód każdego roku z poło­
niny oraz większa ilość właścicieli) umowy zawierane w ten sposób
wyszły z użycia, mając zastosowanie jedynie tylko wtedy, gdy poło­
nina jest własnością, dwóch lub trzech gazdów (połonina „Pn’iwje
Małe“). Najbardziej rozpowszechniony jest drugi sposób zawierania
umowy, gdzie współwłaściciele wynajmują na każdy rok połoninę jed­
nemu z pośród siebie lub też obcemu Hucułowi, a wynagrodzeniem
czyli opłatą dzielą się wspólnie (połonina „Pn’iwje Małe“).
Obok umowy odnoszącej się do wynajęcia połoniny spotykamy,
w związku z pasterstwem, trzy rodzaje umów co do należytości za wy
pas zwierząt domowych w połoninach. Zależą one od woli deputata
oraz właścicieli zwierząt domowych dawanych na wypas, a występują
w postaci umowy: 1) „ná miru“, 2) „na mirtuk’y“, 3) „na walni“.
Należy zaznaczyć, że w gospodarce połonińskiej spotykamy dwa
rodzaje uiszczania zapłaty za wypasanie zwierząt domowych na poło­
ninie: a) w naturze, b) w pieniądzach. Pierwszy rodzaj polega na tym,
że zapłatą deputatowi za wypasanie1 zwierząt domowych jest nadwyżka
przetworów mlecznych, pozostała po wypłaceniu należytości za mleko
właścicielowi zwierząt domowych według zawartej umowy. Wynagro­
dzenie natomiast pieniężne pobiera deputat jedynie za domowe zwie­
rzęta jałowe. Sposób przeprowadzenia trzech wyżej wspomnianych ro­
dzajów umów jest jednakowy, zmieniają się jedynie warunki, będące
podstawą każdej pojedynczej umowy. Akt zawarcia umowy odbywa
się we wsi, w której mieszka deputat. W oznaczony dzień przed wypę­
dzaniem zwierząt domowych na połoninę schodzą się gazdowie do de­
putata, albo na oznaczone przez niego miejsce. Deputat pyta się gazdów,
jaką życzą sobie zawrzeć umowę (czy „na miru“, „na mirtuk’y“ lub
„na wahń ). Po obopólnej zgodzie deputat przedstawia gazdom swoje
warunki, po czym zaczynają się targować. Deputat pragnie zawrzeć
umowę na najbardziej korzystnych dla siebie warunkach („deputat

144
chóczet na mało wodý“ — gdyż należytość mierzą wodą — „a gazdy
na máj boháto. Gázdy pydojmájut a deputat spuskájeť), Gdy osta­
tecznie pogodzą się, deputat ogłasza im dzień, w którym odbędzie się
dojenie „na miru“, a gazdowie rozchodzą się do swych domów, przy­
gotowując się do wypędzania zwierząt domowych na połoninę. Rodzaj
umowy oraz zapłata za wypasanie bydła zależy od: a) położenia,
odległości, dobrego dostępu i żyzności połoniny, b) gatunku traw,
c) opadów atmosferycznych, d) przystępnej ceny za wypasanie, po­
danej przez deputata.
Na podstawie umowy zawartej pomiędzy deputatem a właści­
cielami bydła i obopólnej ich zgody „na miru“, gazdowie dający na
wypas swoje trzody otrzymują od deputata za każdą owcę lub kozę
dojną 16 razy więcej bryndzy, tzn. że za 1 mirtuk mleka otrzymanego
podczas pierwszego podoju „na miru“ dostaje właściciel wspomnia­
nego zwierzęcia .domowego 16 mirtuków bryndzy (połonina „Dukön’a
Welýka“). Dawniej otrzymywał gazda mniejszą ilość, bo 9, 10, 11 lub
12 mirtuków bryndzy za 1 mirtuk mleka podczas podoju. Za krowę
dojną otrzymuje „misz’ennyk“ zwykle dwa razy tyle mirtuków jak
za dojną owcę. Dziś dostaje gazda 32 mirtuki.
Inaczej ma się sprawa pobierania „dátu“ na podstawie umowy
zawartej „na mirtuk’ÿ“ (połonina „Grópa Welýka“). Od czasu rozpo­
częcia zawierania tego sposobu umowy, tj. od r. 1910 i 1911 do 1914
dostawał właściciel owcy lub kozy 3 mirtuki. W latach 1918—1922
(od 1915—1917 nie pasano na połoninach, gdyż toczyły się tam boje;
owce pasły się wtedy obok zagród, we wsiach) płacono po lV2 mirtuka za owcę lub kozę. Po 2 mirtuki otrzymują od 1923 roku. Za dojną
krowę dostaje gazda od deputata 16—20 mirtuków bryndzy (połonina
„Dukön’a Welýka“, „Grópa Welýka“).
„Miszénnyk” otrzymuje umówioną ilość „dátu“, jednak jej za­
wartość jest zwykle zmieniona. Pozostaje ona w stosunku 3:1, tzn.
zamiast czterech berbenic bryndzy dostaje właściciel bydła 3 berbenice bryndzy i jedną „wńrdy“. Stosunek ten jest również zachowany
w umowie „na miru“ (połonina „S’mik’enýj“). Dawniej na podstawie
zawartej umowy na miru zamiast 5 berbenic bryndzy wydawano 4
berbenice bryndzy a jedną wurdy (połonina „S’mik’enýj‘). Należy
jednak zaznaczyć, że za owcę, która ma jedną dojkę („odnódijka“),
dostaje jej właściciel z umówionej ilości bryndzy dwie części bryndzy
a jedną część wurdy (połonina „Grópa Welýka“).
Umowy zawierane „na wahń“, które były w użyciu na połoni­
nach huculskich przeważnie w latach 1910—1914, opierały się na
tym, że za owce lub kozę dojną, która dawała mniejszą ilość mleka
w czasie pierwszego dojenia na połoninie, otrzymywał jej właściciel
4 kg bryndzy, natomiast gdy ilość mleka była większa, dostawał 5 kg
bryndzy (połonina „Tarnyc’a“).
O ile przedstawiona poprzednio forma zapłaty w naturze doty­
czyła zarówno wataha jak i właściciela dojnych zwierząt domowych,
to za wypasanie trzód jałowych pobiera wynagrodzenie deputat tylko
w pieniądzach. Ilość zapłaty zależy od żyzności połoniny, gatunku

145
i wieku zwierząt domowych. Wynagrodzenie to nie zależy od rodzaju
umowy. Zasadniczą normą podczas wyznaczania opłaty za wypas
jałowej owcy lub kozy, capa, barana, jest wysokość wynagrodzenia
kosiarzowi w czasie prac koło siana (połonina „Dukön’a Wełyka“).
Dziś za wypasanie ich płacą na połoninie „Dukön’a Welýka“ 2 zł,
a w połoninie „Tarnyc’a“ 1 zł 50 gr.
O wiele większe są opłaty za pasanie bydła rogatego, gdyż za
wypasanie jednorocznej jałówki otrzymuje deputat 5—6 złotych, a za
dwuroczną oraz byka 9—10 zł. Za wypasanie konia płaci właściciel
jego dziś 12—15 zł (połonina „Dukön’a Wełyka“).
d) Kary za przestępstwa. Za oddane na wypas zwierzęta domowe
nie bierze deputat całej odpowiedzialności. Każdy wypadek w ubytku
(zabicie zwierzęcia domowego przez wilka, niedźwiedzia, rysia, oraz
kradzież bydła) jak też uszkodzenia na ciele zwierzęcia domowego (zła­
manie nogi, przebicie przez drugie zwierzę) musi pasterz usprawiedliwić
przed deputatem oraz przed poszkodowanym właścicielem. W tym celu
musi on wspomnianym dać „znam’a“ czyli znak. Znakiem takim może
być jakakolwiek część ciała (skóra, kości, głowa, ogon, nogi, uszy)
zwierzęcia domowego albo wiarogodne zeznanie pasterza i świadka
o przebiegu danego wypadku. Mięso z rozdartego lub z zabitego zwie­
rzęcia domowego pozostaje zawsze własnością pasterzy. Niekiedy po­
pełniają pasterze kradzieże zwierząt domowych na połoninach. Ażeby
dać „znam’a“, celem śledzenia winnych udają się pasterze na pobliskie
połoniny lub miejscowości. Po każdorazowym wypadku, jaki przydarzy
się na połoninie, obowiązkiem deputata lub wataha jest nie tylko prze­
prowadzenie dokładnego śledztwa, ale także bezzwłoczne zawiadomie­
nie poszkodowanego właściciela zwierzęcia domowego. Wykrycie po­
pełnionej kradzieży przez pasterza dyskwalifikuje go raz na zawsze,
gdyż od tego czasu obok kary zwalniają go od wykonywania czynności
pasterskich oraz wykluczają od udziału w organizacji pasterskiej na
połoninie (połonina „S’mik’enyj“, „Dukön’a Wełyka“)

III. KULTURA DUCHOWA

§ 14. Wiara w duchy.
Według wierzeń ludowych na połoninach huculskich przebywają
złe i szkodliwe duchy zmarłych. Są to dusze (połonina „S’mik’enyj“)
zab.tych na połoninie pasterzy, o postaci pół człowieka a pół diabła.
Ogólnie nazywa je lud „mara“. Podczas wypasania zwierząt domo­
wych, duchy te wypędzone ze staj przebywają na miejscach, na któ­
rych za życia ludzkiego dosięgła ich śmierć. Miejsca te zowią Huculi
„sokröwysz’a“ i otaczają bojaźnią a nawet czcią. Uważają je za złe,
niedobre, nie budują na nich staj i innych zabudowań połonińskich
oraz „kosz’ér“. Zawsze omijają je sami pasterze, chroniąc przed nimi
trzodę, gdyż ta po przejściu przez „sokrowysz’e“ lub po paszeniu na
nim, traci mleko („mánnu“). O czci oddawanej duszom zmarłych nie­
naturalną śmiercią na połoninie świadczy następujący przykład: Pod
Lud T. XXXV.

10

146
szczytem, na połoninie „Hostowéc“ na mogiłę zmarłego przed paru
laty Hucuła obok krzyża znoszą pasterze dużo gałęzi drobnych „risz a‘,
które corocznie w dniu jego śmierci palą. (Dr Makowski — Jabłonica
k. Hryniawy). Według wierzenia pasterzy do stai zagości niekiedy
„n’aüka“ zwłaszcza w nocy, pędzona przez „dýkoho cz’olowlka“.
Niawka jest duszą zmarłego niechrzczonego dziecka. Gdy pasterze
udają się w pobliskie lasy po zgubione zwierzęta domowe, czepia się
ich niawka, żyje niekiedy z nimi i wysysa z nich krew (połonina „S’mikenýj“).

§ 15. Czary i wróżby.
W związku z hodowlą zwierząt domowych, oraz z życiem pasterzy
na połoninach spotykamy różnego rodzaju czynności zapobiegawcze
i ochronne, — czary. W połoninach stosuje lud czary tak o charakterze
aktywnym jak ochronnym. Celem pierwszego rodzaju czarów jest
wpływ na ukształtowanie się dobrych wydarzęń, któreby zabezpieczyły
jak największą korzyść z wypasu zwierząt domowych. Czary o cha­
rakterze ochronnym wykonują celem zniszczenia obcych czarodziej­
skich zabiegów, poczynionych na zwierzętach domowych.
Ażeby odpędzić ze stai lub z domu złego demona zwanego „złyj
dúch‘, „sokröwysz’y“, „jáwyda“ lub „wrowysz’e“ wypowiada lud tzw.
„Ótcze nász na wýworot“ (połonina „Grópa Welýka“) :
„Ótcze nász Bóh nász, zemn’à Bóż’a pyd námy, Hospod’ lúbyj nad námy.
V onn’im kuťí chrást Chrystós woskrés, v drúliim kuťí chrást Chrystós
woskrés, v trétim kuťí chrást — Chrystós woskrés, v cz’etwértym kuťí
chrást — Chrystós woskrés. Séreď chaty zołotóji stolec, na tím stilcý Ysús
Chrystós woskrés. Chrystós oskresáje, ánhil chranýtel do nás prystupáje. Anhilu chranýtelu, ty pry mén’i stij wýd wécz’era do pyůnoczi, do cwítu. Wyd
cwítu do obídu, wyd obfdu Pán Boh z námy do wiká. Kóto nàsz’oho dworá
dwí wodá tří wodá, kamn’enà horá, mig’inà sk’inà ternówa tém’ łuhówi
ploty, osóve e) k’ili łuhówi worotá. Na tých woróťach sidýt Michajila, ánhil
bóżij Archajíla u cz’erwônych cz’obôt’ych. Wsé dóbre do nás prypuskáje,
a zlé wsé stynáje, na wohn’inù rikú k’ydâje. Na wohn’inij ric’i wsé pusté
zhorílo, osowé k’ili sercem sy, zbýlo, nás ny dostupýlo. Sláwa Tobi Hospody“.

Wariant tej „prymiuk’y“ zapisaliśmy w połoninie „Dukön’a
Wełyka“:
„Péred móho dworá kaminná horá, ternówi płoty osówe k’ile. Tám
Marchájíl Charchajíla sydýt na woróťech w czerwônn’ich cz’obôt’ich, lych’é
stynáje, w wódu k’ydâje, dóbre propuskáje. Sláwa Tobí Hospody“.

Ubytek mleka u krów objaśniają jako odebranie go przez wiedźmę
lub czarownika (połonina „Grópa Welýka“). Ażeby zniszczyć działanie
wymawiają następującą „prymiüku“:
„Wijszoü czyrlényj czolowík z czyrlénoji zemní u czyrlénych postólich,
u czyrlénych remén’ych, u czyrlénych náperstych u czyrlénych onucach,6
6) „osyná“ = drzewo zaklęte.

147
u czyrłćnych hàcz’och, u czyrłenij soróczcy, w czyrłćnim řemeny, u czyrłćnim kozüs’i, u czyrłćnim sardac’i, u czyrłćnim szálku, u czyrłenij sz’épc'i.
Czyrłćnyj czołowlk uz’éü czyrłćnu sok’ÿru. Czyrłćnyj czołowik pyszôü u czyrłćnyj lis, narubáň czyrłćnoho smërécz’a, nakołóti czyrłćnoho worÿn’a. Czyr­
łćnyj czołowik narubáň czyrłćnoho kfli, nakrutýň czyrłćni húžwy, zakláň
czyrłćni záhorody. Zahnáň czyrłćnyj czołowik czyrłćni koroňký blahunk’ÿ,
zakłau czyrłćnymy worotámy. Czyrłćnyj czołowik pyszóu do czyrłćnoji stáji
za czyrłćnymy dijinÿc’amy. Czyrłćnyj czołowik pryn’is czyrłćni dijnÿc’i,
dojéu koroük’ÿ blahunk’ÿ pryn’is mołokó do stáji. C’idyü czyrłćnyj czołowik
czyrłćnymy c’idÿlamy u czyrłćni pútyny, zagléczyü czyrłćnyj czołowik czyrłćnym glćgom, wipr’etaü s’imdes’ét s’im búczykiň, nakłau u s’imdes’ét s’im
c’idÿtiü. Nabÿü czyrłćnyj czołowik sýru czyrłćni berbenÿc’i czyrłćnymy brajámy, zadnýů czyrłćnymy dnámy. Uz’éü czyrłćnyj czołowik czyrłćni wúzda,
piszÓM na szyrôk’e półę po czyrłćni kón’i. Czyrłćnyj czołowik imÿü czyrłćni
kón’i prywíů do stáji, s’idlâü czyrłćnymy wéren’amy, czyrłćnymy tàrnyc’amy,
czyrłćnymy poprúhamy os’idtàü, berbenÿc’i na kôn’i nakłau. Uz’éü czyrłć­
nyj czołowik czyrłćni kôn’i, piszôü na czyrłćnyj jérmarok do K’ÿjiewa. Tám
kupuwały zink’ÿ, g’iük’ÿ, wermink’ÿ, s’imdes’ét s’im jezÿkiü kupuwały torhuwály, ny mohlÿ storżyty — do Socz’awy. — U Socz’awi s’imdes’ét s’im
popiü słiiżbu prawyły, t’ilo w rük’y brały, kadiünÿceü machały, yz k’ilom
chodýly, wódu s’etyly u czyrłćmj barwi. Tohdÿ u t’ij wod’i koroük’ÿ bla­
hunk’ÿ skupały, wid czereg’innyc, upyrinnyc, wid czereg’innykiü, wid suchoty,
wid łychóty wikłykaju, wizywáju, z mn’ésa z kistók strun’enôk, kyszók, kaIuchiü, sełez’inók, z pocz’ôk, z pôtruchiü, z sérc’a, z wÿm’i, z pomýžy potýlyc,
z mósku, z szkiry z pid szkiry, z k’imn’a z pid k’imn’a, z szćrsty z pid szćrsty,
z czoła z pid czoła, z oczij z pid oczij, z lyc’à z pid łyc’a, z hórła z pid hórła,
z jézýka z pid jezýka, z zubýj z za zubýj, z hubýj z za hubýj, z nih z pid
nih, z usého towàr’eho k’iła. Czereg’inckÿj cz’olowiczy! zaberÿ czereg’innýctwo, suchoty, łychóty. Zanesý na such’é dùb’e, na pohane hrâb’e, u hlubóki mórja, na szyróki polá, de dzwóny ny dobywájut, kúry ny dopiwájut,
chresk’énckij hółos ny zachody. Do cého k’iła ny máje g’ila, besztygowátyj,
rozsúmnenyj, hisc’owàk’i słabósty n’i, urôk’i n’i, móże na n’icz’ô złć“.

§ 16. Lecznictwo.
Wielkie znaczenie na połoninach posiada lecznictwo ludowe. Wy­
stępuje ono w łączności z przebywającymi tam pasterzami oraz zwie­
rzętami domowymi.
Pasterze posługują się na połoninach trzema rodzajami leczenia:
1) wyrobami i przetworami mlecznymi, 2) ziołami, zbieranymi na po­
łoninach, 3) zamawianiami.
Rany leczą, zlewając je często kwaśną huśianką.
„Zapory“ czyli obstrukcję pokonują w ten sposób, że początkowo
PÜ4 1li 1. nieco kwaśnej żentycy, a Vž—1 godziny później zażywają taką
samą ilość żentycy słodkiej (połonina „Jaworiü“). Przeciw rozwol­
nieniu piją jedną łyżeczkę od kawy glegu rozcieńczonego wodą lub
mlekiem. Również w tym celu jedzą kawałek sera „glćdżenoho“ tj. spo­
rządzonego za pomocą „glegu“. Środek ten jednak wywołuje boleści żo­
łądkowe i jest rządzi ; stosowany (połonina „Jaworiu“).
10*

148
W celach leczniczych posługuje się lud huculski także ziołami,
które rosną na połoninach.
Bóle pleców leczą pijąc sporządzone w tym celu lekarstwo, a to:
wykopane a następnie oczyszczone i wysuszone korzenie (4—5 sztuk,
długich na 9—10 cm) zioła „zmijewón“ o bardzo gorzkim smaku mo­
czą przez 5—6 dni w Va 1. bongout. W ten sposób spreparowany lek
powinien pozostawać w suchym i ciepłym miejscu. Następnie zażywają
go po jednym kieliszku codziennie rano naczczo. Lek ten nie przynosi
pożądanego skutku ludziom, którym krew uderza do głowy (połonina
„ Jaworiü“).
Huculi wierzą, że choroba powstaje z nasłanych czarów, które
można unicestwić przy pomocy zamawiań („prymiük’ÿ“). Podajemy
„prymiüku“ przeciw słabości u pasterza zwanej „póstrih“:
„Bâbyc’i-babésznyc’i, bâbyc’i-serdésznyc’i, serdéczko ne wjelit, span’é ne
umynájte, a wid cého bítoho tiła hét sy zaberájte. Póstriů ktykowýj zastárynyj, bo zadáůtenyj, cy wz’éü sy, z žýnki cy z g’iük’y, cy z chłopa, cy z žydiùk’y, cy z žýda, cy ráno cy na pobídne, cy na pyd wéczir w kotrýj czás
prystupýla z Matkou Bóžoíí wibraty y wikłykaty pjeťmy palc’àmy, széstoů
dołóneu wymitáju na trýdewjetu zemn’u posytáju. Idýž ty po dóbryj wóły
bo pydész po newóły u lis bez doróhy, a u wódu bez brodu“ (połonina „S’mi­
k’enÿj“).

Podobnie jak dla ludzi, używają pasterze, przy leczeniu zwierząt
domowych, przetworów mlecznych i soli, ziół oraz zamawiań.
Dojki krów, owiec i kóz smarują masłem, ażeby nie pękały (poło­
nina „S’mik’enÿj“). Przeciw opuchnięciu nóg zwierząt domowych spo­
rządzają pasterze w celach leczniczych tzw. „rosiü“ w następujący spo­
sób: Do „mirtuká“ nalewają żentycy, do której dodają garść lub 15 dkg
soli białej kuchennej. Gdy ta mieszanina umieszczona nad ogniem, zakipi, płuczą nią nogi zbolałe zwierząt domowych. W razie konieczności
dłuższego leczenia, przygrzewają tę mieszaninę do pierwszej tempera­
tury (kipienia) połonina „S’mik’enÿj“.
Chore oczy zwierząt domowych („bilmó“) leczą, pocierając je solą
kuchenną. Pękanie naskórka dojek zwierząt domowych w połoninie
leczą pasterze sporządzoną maścią zwaną „másk’“. Przygotowują ten
środek leczniczy następująco: do roztopionej żywicy dodają śmietany,
wysuszonego, potłuczonego i zgotowanego korzenia szczawiu („sz’ewa“)
jak też w taki sam sposób przygotowanego zioła „rostópast’“. Całą tę
zawartość mieszają razem i smarują nią dojki.
Celem odpędzenia jakiegokolwiek rodzaju choroby u zwierząt do­
mowych odmawiają pewne przyjęte formuły tj. zamawiania.
Przeciw ukąszeniom gada w dojki zwierząt domowych wykonują
pasterze następujące czynności, którym towarzyszy zamawianie. Do
naczynia („dijnÿc’i“) rzuca pasterz jedną główkę czosnku, która po­
siada 12 ząbków, a trzymając w prawej ręce nóż nad dojnicą mówi:
„Wo ymjá Otc’à y Sÿna y s’witôho Dúcha, amin’ (przy czym równo­
cześnie wykonuje znak św. krzyża). „Ny zacz ynáju samýj z sobóu łysz z sahônn’isznoiü dnÿnoü w dóbryj czés howorÿty a w tych’ÿj moflcz’éty. Jék
wyd Bóha prostý men i Hospody, jek wyd ztóji duszf pomožý men’i Hospody.

149
Czy stało sy z s’w’éta, czy stało sy z neg’ili, czy stało sy z dóbroho mýru.
Czerwáku proklátyj, zaklátyj — já tebe zaklynáju dwanac’itma ks’ondzamy,
dwanâc’itma ďekámy, jek ne májesz mocy-syły w cér’kwi na prestóli hnízdo
zwýty, koło néba hnízdo zwýety, tak ny májesz mócy-sýty w cu korówu ňjid
pustýty“. — Zamawianie to powtarza jeszcze osiem razy wykonując towarzy
szące mu czynności nożem po czym mówi: „Jék ny pomoże za cým razom,
to bńdu drńhyj raz w dóbryj cz’és howorýty“ (połonina „S’mik’enýj“).

Leczeniem na połoninach zajmuje się zwykle watah, a niekiedy
starszy owczarz lub „korowár“. — Oni spełniają też czynności chirur­
giczne (połonina „Dukôn’a Welýka“).


§ 17. Wiedza.
a) Siły przyrody. Za przyczynę pogorszenia się obfitości traw na
połoninach, oraz zmniejszenia się wydajności mleka przez zwierzęta
domowe, uważają niektórzy starsi pasterze zmianę kierunku dróg ciał
niebieskich. Według spostrzeżeń Kłymka, wataha na połoninie Rag’éska,
który przeszło 50 lat w porze wiosennej i letniej przebywa na tej samej
połoninie, słońce zmieniło swoją drogę, gdyż zauważył to po odchyle­
niu się słońca od pewnego starego świerka.
Pasterze na połoninach otaczają czcią ognisko. Ognisko ma zna­
czenie ochronnego środka naturalnego (odstraszanie dzikich zwierząt),
oraz broni przeciw czarom i mocom złego ducha zmarłych („mara“),
jak też ma ono bardzo szerokie zastosowanie jako siła oczyszczalna
w zwyczajach i praktykach magicznych, połączonych z wypasaniem
trzód, gdyż często przepędzają przez nie zwierzęta domowe.
Wodę, podobnie jak ogień otaczają pasterze specjalną czcią. Po­
siada ona też znaczenie jako środek ochronny przeciw złym mocom,
na co wskazują praktyki magiczne wykonywane w czasie pasania na
połoninach. Jakby pozostałości kultu wody, jakby, echa ofiar składa­
nych wodzie, zachowały się wierzenia wśród Hucułów, że tonącego
człowieka nie należy ratować. Przykładem może być następujący fakt:
W miejscowości Polanki powiatu Kosów w czasie posuchy w 1934 roku
utopił się w Białym Czeremoszu chłopiec („łćgin’“), który powszechnie
w tamtej okolicy był znany jako złodziej. Na prośbę przechodzącego
obok rzeki lekarza (Makowskiego), ażeby obecni tam Huculi pospie­
szyli z pomocą tonącemu -— jeden z nich, starszy wiekiem powiedział:
„Páně dochtor, ne żurit sy! Wýn sám wyjdę“. Chłopak, którego nie ra­
towano, utonął, a ludzie cieszyli się wierząc, że to zdarzenie wywoła
deszcz, długo oczekiwany.
Pasterze wyznają się na różnych ziołach, które rosną na połoni­
nach. Te zioła mają dla nich nie tylko znaczenie lecznicze (np. „zmijewón“, „łabusztan“), ale też służą do polepszenia mleka lub nadania
śmietanie żółtego koloru („rostópast’“). Niektóre z nich jak „sotáncke
z’ile“ oraz „khicz-z’ile“ posiáda siłę demoniczną.
b) Kult zwierząt domowych. Zwierzęta domowe cieszą się u Hu­
cułów przywiązaniem i szacunkiem. Specjalną pieczą otaczają Huculi
bydło rogate („marżynu“) oraz owce (,, drobjeta“). Objawy wyżej
wspomniane okazują się w szczególnym odnoszeniu się ludu do tych

150
zwierząt domowych, jak też w stosowaniu praktyk magicznych, które
dotyczą wyłącznie bydła rogatego i owiec. Według wierzeń ludu bydło
rogate rozmawia nawet na wigilię Bożego Narodzenia (połonina „STnik’enyj“). Mniejszą sympatią obdarza lud konie, a zaznacza się to cho­
ciażby w tym, że niema u ludu specjalnych praktyk obrzędowych lub
magicznych stosowanych względem tego zwierzęcia domowego.
c) Rawasz. Na połoninach posługują się pasterze huculscy zna­
kami, wyrytymi za pomocą noża na odpowiednim drewnie. Tego ro­
dzaju karbowanie odgrywało w dawnych czasach bardzo wybitną rolę
w życiu Hucułów, oraz było niejako buchalterią ludową na połoninach.
Używanie tych znaków jest dziś mniej stosowane. Ma ono tę dobrą
zaletę, że służy Hucułom nieumiejącym pisma do utrwalania ilości
zwierząt domowych wypa­
sanych na połoninach, oraz
warunków zawartej umo­
wy. System karbów służy
do dwóch rodzajów obli­
czania: a) pojedynczego —
dla deputata i pasterzy,
b) podwójnego, dla wza­
jemnego obliczania depu­
tata i „misz’énnyka“. Pier­
wszy rodzaj karbowania
wykonują podczas „rozłuczin’a“ na płocie, jak też na
kijach pasterskich czy na
drewienkach, odpowiednio
w
tym celu sporządzonych,
Ryc. 72. A. „szkábrja“, na której znaczy się
ilość zwierząt domowych. B. „szkábrja“
znów drugi w czasie doje­
z dziesiątkowjoni i pojedynczymi znakami.
nia „na miru“ na tzw. ,,raC. „rawász“ c, f karby, d cięcia, e nakłucie,
waszách“. Pojedyncze kar­
a „kolóda“, b „rawász“ („boüt“).
bowanie polega na jednora­
zowym uderzeniu ostrzem
siekiery lub toporka o płot. W ten sposób zaznacza misz’énnyk, gdy
odbierze z rąk starszego pasterza każdą pojedynczą owcę. Ilość takich
kresek oznacza ilość owiec wpuszczonych do carki. O ile kreski po­
wyższe oznaczały pojedyncze owce dla utrwalenia obliczania większej
ilości owiec czy bydła rogatego, pasterz wyrzyna nożem rowek na kiju
pasterskim, posługując się podwójnym cięciem, lub na odpowiednio
przygotowanym dla tego celu drewnie („szkábrja“) Ryc. 72 A.
Rowki te wykonuje się na jednym kancie prostopadłościanu w rów­
nej odległości. Każdy rowek oznacza jedną dziesiątkę owiec, a zależnie
od tego ilość rowków jest większa lub mniejsza. Gdy natomiast nie
zmieszczą się rowki na jednym kancie, karbuje je pasterz na przeciw­
ległym kancie tego prostopadłościanu (Ryc. 72 B). Pojedyncze owce
zaznacza się tu w ten sam sposób, oraz na tym samym tj. przeciwległym
kancie, tylko osobno i mniejszymi rowkami. Należy zauważyć (poło­
nina „Dukon’a Wełyka“), że na kiju lub na wymienionym wyżej prosto­
padłościanie znaczy watah ilość dojnych owiec oraz kóz na jednym

151
kancie, a ilość jałowych („jćłowi drobjéta“) zaznacza na kancie ściany
przystającej. Takie drewna karbowane przechowują zazwyczaj watahy,
deputaci oraz owczarze.
Podczas gdy w pierwszym systemie karbowania widzieliśmy za­
stosowanie cięć na bokach okrąglaka (kija pasterskiego lub płota) oraz
karbów wyłącznie na kancie prostopadłościanu, przy czym znaki te
przedstawiały ilość odnośnego gatunku dojnej lub jałowej b’zody, to
drugi system obliczania charakteryzuje połączenie cięć i rowków wy­
stępujących na jednym prostopadłościanie. Dodane tu są znaki w for­
mie małych otworów, wykonanych za pomocą ostrego narzędzia (,,suhák lub szydło“), a wszystko razem odnosi się do podwójnego oblicza­
nia, dotyczącego należytości bryndzy, którą deputat ma dać właści­
cielowi trzody wypasanej na połoninie. Podwójne obliczanie wyko­
nane jest na prostopadłościanie, zwanym powszechnie „rawász“ (Ryc.
72 C).
Rowki wycięte na rawaszach, zapisane od Jury Chrapczuka —
Żabie lici są następujące:

1=1 IM 111=3 ||||=4 /- 5 /|=6

/II = 2 /lll--8/||||--9X--1oX=100
Ryc. 73.

Karby przedstawiające ilość całych berbenic bryndzy umieszczone są
na górnej części prostopadłościanu (Ryc. 72 C, c). Zawartość pół berbenicy bryndzy oznacza watah karbem wykonanym na obydwóch kan­
iach górnej ściany rawasza (Ryc. 72 C, f). Ilość mirtuków przedstawiają
cięcia, ostrym końcem noża wykonane na jednej oraz drugiej ścianie
bocznej rawasza (Ryc. 72 C, d). Mniejszą ilość mleka jak mirtuk ozna­
cza watah za pomocą małego nakłucia na prawej bocznej ścianie ra­
wasza (Ryc. 72 C, e). Czynności towarzyszące umieszczaniu znaków
na drewienku zwanym „szkábrja“ są następujące: 1) oznaczanie ilości
berbenic i pół-berbenic, 2) wykonanie cięć, przedstawiających ilość
mirtuków, 3) umieszczenie znaku (otworu) zwanego „boüt“ przedsta­
wiającego mniejszą ilość mleka jak mirtuk. Część rawasza pozostająca
u deputata (Ryc. 72 C, a) nazywa się „kołóda“, a druga, którą otrzy­
muje właściciel trzody zwana jest powszechnie „rawász“ (Ryc. 72 C, e).
Na przeciwnym końcu „kołódy“, gdzie niema umieszczonych zna­
ków, znajduje się otwór na sznurek celem zawieszenia rawasza na
kołku stai.
Zwyczaj znaczenia należytości w naturze na rawaszach powoli
wychodzi z użycia, gdyż miejsce jego zajmuje sposób zapisywania na
notatkach lub zeszytach. Wykonują to młodsi watahy i deputaci. Spo­
sób zapisywania należytości bryndzy oraz ilość zwierząt domowych
przedstawia się następująco (połonina „Tarnyc’a“) :

5

8

2

3

i

bryndza

%

kôn ’i

drobjeta

Iwan Fediuk
Biłoberezka

korowy

misz’énnyk

wiüc’i

152

1

3V2 berb.
7/7 1
12/7 IV2 „

Zapisywanie w zeszytach zaczęło się od 1914 roku (połonina „Tarnyca ).
Należy też wspomnieć i o zapisywaniu na bloczkach, z których
jedną część otrzymywał gospodarz, a druga zostawała u deputata. Z po­
wodu częstych nieporozumień, wynikłych z dopisywania nieprawdzi­
wej ilości bryndzy oraz z gubienia pokwitowania zwyczaj wydawania
bloczków miał tylko charakter przejściowy.
d) Miary i wagi na połoninie. Miary objętości, które mają szero­
kie zastosowanie w życiu gospodarczym Hucułów na połoninach zależą
od zawartości naczyń używanych
tamże. Do tego celu służą naczynia
bednarskie, które wyrabiają sami Huculi, a używają ich nie tylko do pły­
nów (mleko, woda) i przetworów płyn­
nych, jak też do przetworów sta­
łych. Miary te mają na połoninach
huculskich mniej więcej jednakową
wielkość. Do mierzenia ciał płynnych
oraz stałych (mąka, sól) używają
miary, zwanej „mirtńk“ (Ryc. 74).
Nazwa oraz zastosowanie mirtuka wszędzie na połoninach jest
jedno i to samo. Jak dowiedzieliśmy
się od Lesia Czornomuďaka (76 lat —
Jaworów II. wycieczka) mirtuk po­
Ryc. 74. „mirtúk“.
siada dwa oka („mirtńk máje dwi
óc’i“). Stąd też widać, że mniejszą
miarą było „óko“, która występuje również w wagach huculskich.
Mniejszej miary od mirtuka Huculi zasadniczo nie posiadają (jedynie
na połoninie „Grópa Welýka“ zauważyliśmy blaszany półmirtuk, jest
on najnowszego pochodzenia wyrabiany przez blacharzy Żydów w Ko­
sowie). Mirtuk wyrabiano dawniej o mniejszej objętości, dziś jednak
jest on nieco większy i odpowiada zawartości około 2 litrów.
Podczas mierzenia przetworów mlecznych w połoninach często
ma również zastosowanie „berbenyc’a“. Używają tego naczynia jako
miary wtedy, gdy ma się do czynienia z większą ilością zawartości.
Spotykamy dwa rodzaje berhenic: większe oraz mniejsze zwane
także „bryndz’énka“. Obok podziału na większe i mniejsze berbenice
dzieli lud je na mniejsze części:

153

naczynie

ilość niirtuków

naczynie

ilość mir tuków

„bryndz’énka“

12, 13, 14, 15, 16

„herbenyc’a“

25

„piü berbenyc’i“

12'/2

„piü bryndz’énki“

6, 6V2,

„czetwertýna“

6V4

„czetwertýna“

3, 3V4, 3'A, 33/4, 4

7, 7V2. 8

Podobnie jak podczas mierzenia wielką rolę odgrywał „mirtúk“,
tak podczas ważenia takie same znaczenie mają ciężary zwane „óko“,
„piüoko“ i „kámyn’“.
Wagę („wóżka“), którą ważą (połonina „Tarnyc’a“) pasterze
w połoninach przetwory mleczne wprowadzili Żydzi, natomiast cię­
żary zachowały się od dawniejszych czasów i jak się wydaje służyła
do tego celu specjalna waga. Przy stosowaniu ważki nowszej używane
są jako ciężary kilogramy. „Oko“, „piüoko“ i „kámyn’“ są to zwykłe
kamienie o różnej wielkości i formie oraz ciężarach odpowiadających
każdemu z nich pojedynczo. „Oko“ — to kamień, którego ciężar wy­
nosi 21/d funta a „piüoko“ zwykle o połowę mniejszej wielkości kamień,
o ciężarze IV4 funta. „Kámyn“ stanowi największą jednostkę podczas
ważenia, gdyż ciężar jego wynosi 30 funtów. Posiada on ciężar 12 „ók“.
Ciężary te stosowano dawniej do różnych zawartości i mówiono: „kupýta kámyn’ wówny“ lub „kámyn’ łóju“ (Wasyl Jaremijczuk — Horod, Lesio Czornomudiak — Jaworów).
Zależnie od rodzaju umowy zawartej pomiędzy deputatem a misz’énnykamy tj. „na miru“, „na mirtuk’ÿ“, „na walni“, spotykamy
trzy sposoby używania ich w połoninach. Pierwszy i drugi opiera się
na korzystaniu z jednostki miary mirtuk, a drugi z wagi i ciężarów
„óko“, „piüoko“ i kámyn’“.

§ 18. Opowieści.
Opowieści ludowe zajmują poważne miejsce w kulturze ludowej
Hucułów. Podajemy baśń zapisaną od Hnata Hawuczieká z Jabłonicy
k. Hryniawy:
„Buły w onnóho gázdy dwá syirý. Pyszły sobí w doróhu. Oný mały po
dwanâc’ik’ lit. Jék iszły to kupýly sobí po nożykowy. Jćk iszły buła onná
doróha w liwo a druha w prawo, a na tych doróhach bùü dúb. To wný sobí
totý nożyki zatykały w lóho duba táj skazały ták: jék tý prýjdesz y míj no­
żyk bude zirz’éwlenyj to búdesz znáty szo mené nemá. A tój káže to samé.
Taj rozijszlý sy. Oděn pyszóů w líwo, a drúhyj w práwo. Cej szo pyszôü
w líwo, pyszóů do onnóho místa taj kupýl sobí psyká. Potím pyszóů z tým
psykom u lis, u dobrówn taj tám najszóů malú chatu szo blita w tíj châk’i
bába czariůnýca. Wydták oná jemu dála takýj prut y mecz’, y z tým me­
cz ém wýn piszóů dáli. I oná jemu skazała ták: „Szó z tým prútom skotrým
ty búdesz ytý, ábes jeho záůsze n’ís ópereď sébe, bo jék p.ryjdész do kamn’ennóji skalý to woná tebe zakamen’ije“. Táj wýn pyszôü. Pyszóů w lis taj naj­
szóu takú pyunýcu, a w tíj pyůnýcy búty dwanâc’ik’ oprýszkiu. Ałe wýn

154
pryjszóú do tóji pyúnýďi to oprýszkiú tohdý ne blito w pyunýcy — pyszty
na poluwàn’e. Lýsz tílko búta tám taká n’iby jich kuchařka szo jím warýta
jisty. Ate oný jí zamknuty pyd klúcz. Jek wýn pryjszóú do tóji pyúnýcl, to
woná jeho jek wzdríta, wýn ji sy wdàü, bo wýn biiň dúže fájnyj. Ta wná
skazała ták: „tý chodý do mène y my dowóje polúbymo sy“. A wýn káže:
„jek my sy polúbymo jek tú je oprýszk’y ?“ A wná káže: „mý na cé májemo
rádu“. — Káže — „jek oný prýjdut z polôwan’a, to mý zamknémo dwéri táj
ty búdesz yz meczém kóto toho wykná, w kotré oný mút lízty, taj búdesz
stynáty po onnómu“. Taj oprýszk’y prychóďit do dweréj, táj rozmykáty,
táj krycz’éty na kuchařku. „Puskáj, puskáj, bo k’i rozderymó“. A oná ne
obzywáta sy. Taj pryjsztý oný us’i dwanâc’ik’ do wykná, táj oděn puskájet
sy w spít. Pytájut sy totý dwanâc’ik’: „A spustýu sy wie?“ A céj jek spuskáu
sy to céj mecz’ém jeho sk’éü tak’ý. A céj káže: „wžé spustýú sy!“ Wydták
odynâc’atyj spuskáje cy — y ták dáli do dwanâc’ik’. Lýsz tílko dwanàc’itomu hét ny widk’éü szyji, szo céj zistáů sy trôch’y žywýj u tij drúhij
chatczýnij pyunýcy, de leżały us’i odynâc’ik’, a wýn dwanâc’atyj. Tohdý
kucharka káže: nú tepér skinczýto sy. Taj dwanâc’ityj žýů trý mis’ic’i w tíj
drúhij pyúnýc’i de težáty us’i odynâc’ik’, y ws’ich tých odynâc’ik’ yz‘iü.
Potím, oná z cým szo cých oprýszkiú sk’éü, szos sy zaswarýta. Odnóho rázu
oná pysztá poďiwýty sy u tu drúhu pyůnýcu, jék totý kósty z ných wyhledájut. Taj oná pobáczyta odnóho žywóho tam. „Oj — każe — brate, to tý
sz’é žywýj ? Ja hadáta szo tý wmértyj a tý sz’e žywész. Wýn tohdý wíjszoú
stoji pyünÿc’i táj woný polubýty sy nazad ták jek búty. Wýn skazáu: tepér
dobře szo ja wíjszou, já jeho múszu wbýtv“. (A wýn trochy búu jékbyto
w’ysz’ùn). Taj pyszóu sobí do místa taj tám oženýu sy. Takú fajnu žýnku
wz’éü, taj pyszóú dáli na polôwan’e. Taj u tij pecz’éri-pyúnýcy zabúu průtok,
kotrýj jemú bába data. Taj jeho najszta niez u tíj pyunýcy. Wýn jék pryj­
szóu, tój dwanâc’ityj oprýszok schowáú sy, a tíj skazáú szobý ona jeho prynocz’uwâty tyszýta. Wýn jek zwýkle wvjszóú w pyunýcu, mecz poktáú tam
na cwjék wérch’ wykná. Y woná dála jemú tam popojísty y wýn líh spáty.
Taj spýt wyn, a tój wýliz z tóji drúhoji py«nýc’i y wz’éü mécz’ yz cwjéka
(to búu mécz’ ztôk’nyj = złoty) taj jeho tohdý skorn’éü, taj káže: „ne bij
sy wžé, mécz’ u méně“. Tohdý wz’éů wyn i wíbrau jemú ocz’i, taj powíu
jeho w lis, taj prysylýu do dúba. Taj dáu jemú jézku s’ina a berbenýcu
z wodóu“. Taj pyszóu sobí znowá do pyünÿc’i, taj káže ji (kucharce):
„wžé ja z ným skinczýú!“! Taj totá žýnka jeho z kotróu wýn sy zwincz’éü s’ila w fýru taj pojíchala na spácerok,. Taj piychódHoná pyd dúba,
taj wýdy, ta ce jeji cz’olowik slipýj. Taj ona zaplakala,, jeho rozjezála
y wz’éla na fýru slipóho, prywézla t châk’i. A g’édyk y nén’ka kážut:
„nám slipóho ne třeba“. Taj káže g’édyk: „hét sobí iďít“, — ta nahnáu
jích. Taj pyszlý sobí, taj ydút czérez lis. Taj uzdríly, z smerék’y
zlek’ilo pôk’e slipe, taj zalek’ilo do k’ernýc’i ta tam wodý sy napýlo, taj
wzdrílo (ce jeho žýnka wýg’ila). Oná jemú káže: Ydý ty tám umýj sy, móže
by ty uzdríu“. Wýn pyszóú, umýů sy y náraz, uzdríu. Taj tohdý wýn ska­
záú „ja ydú za swojím mecz’ém“. Taj pryjszóú taj widtworýú dwéri, taj
mecz’ uz’éü. Tohdý sk’éü totú, taj pyszóú z žýnkou do g’éd’i. Taj prychody
tam, taj skazáú szo já ydú ďiwýty sy za nożyk, czy zirz’éwiû, cy n’i sz’e.
Pyszóú prawóju doróhoju tôt, taj yszóú czerez skahi, taj tám zakamen’iü.
Toj takoż yszóú czérez místo taj kupýú sobí koťúhu, taj pryjszóú w odnó

155
sełó. A w tím selí buła żertwa szo mała dwanâc’ik’ hółowyj. A wýn cz’ùü
(drúhyj brát) pro n’ú, szo woná zajidáje ludéj. Wyd kóždoho numera chaty
dajút Jij po odníj dusz’i taj oná puskáje tohdv wodý kriz’ sełó. Odnóho razú
prywíz cýhan don kú c’isarewu tij žértwi szobý oná ji z’ila. Ta c’isar ska­
záů tak: „szo chtó moju don’kù wratúje, to já za něho dám don’kù y pýň
swóho majetku“. Cýhan tak’ýj honómyj, prywíz don’kù do cz'isarja. Cz’isar
skazáů: „búdesz ženýty sy, áte widznàk’y polcažý. Cýhan wymítuwaů us’í
dwanâc’ik’ z wóza. Taj tój wžé skazáů szo bude wes’ile. Taj róbje jemú
wes’ile. Ta wžé ihráje wes’ile, a céj szo tak’ý wbýů, napysáů týst (ambroskártu) dáů kot’ùz’i wrót a wná ponesła. Ałe cýhan kazáů, abý nykóho ny
pustýty na to wes’ile. A koťúha jekós sy wsúnuů pyd stiü y jiji wyddála
lýst. Oná jek uzdríla koťúhu y lýst, to wydrázu krýknula: „g’éd’u, g’éd’u,
ce je míj molodýj::, taj dała proczytáty lýst. Todý cýhana wz’ély zamknuly
do krymináru taj bendzýnoů (autem) pojichały za tým szo tak’ý wbýů tu
žértwu. Taj koťúha jích poprowádyla z tóů bendzýnoů až do toho. Taj oný
jeho tám najszlý, taj prywezły do cz’isarja ta oná skazała: „Céj jé míj mołodýj“. Céj wýkihnuů widznàk’y kinc’i z jezýkiů taj pérsťin’ taj pokazáů tój
pýů platýnk’y. Nu, ta wýn skazáů: „Jek tý ubýů žértwu, to sz’é men’i jék
odnú sztúku zróbysz, pydész na to moje ózero y to ózero za dwí hodyn’i
zasýplesz y chatý pobudújesz y mákom pobjész, to já za tebe dám don’kù“.
Nu wýn pyszóů taj s’íů sobí taj dumaje — cy ůtikáty, cy sz’o robýty, taj
ždé na tú g’iüku (oná máje jemú jisty prynésty). Oná jemú prynésla jisty.
Ta jék pomachała pályceů, a tó zbihło sy ludéj jek fóji (gałązki świerkowe)
ta lýstu, szo to ózero za hodýnu zametaly. A za hodýnu pobuduwály chatý,
y pobýly mákom y w kóždyj mák nabýly dwanac’ik’ cwjékiů. Prichódy tót
cz’isar taj káže: „Nu, dóbre, tepér ja za tébe dám don’kù ałe szé májesz pytý
za hranýcu y prynésty lýst wid odnóho pána takú skrýpku, szo oná samá
jhráje“. Toj pryjszóů taj pryn'i's. Taj wžé oný sy zwincz’ély. Taj chóczut oný
sobí itý do g’éd’i. Wyn szé pyszóů sobí na polôwan’e. Taj nachóďy pjét ludéj,
szo ny móžut sy pog’ilýty. Taj wýn káže: „ja wás pog’ilu“. Taj zawíů odnóho,
taj sk’éü... až do pjéť. Taj wz’éü u ných koszíl, taj pyszóů. Pryjszóů do
toho g’éd’i ta skazáů žýnc’i: „tepér ťikájmo!“ Ta s’ily oný u tót koszíl y pó­
łek’ííy-wteklý. Taj totá cz’isaréwa hnala sy za nýmy, szobý jehó wbýla, a její
zawernúla nazad. Oný łek’iły ta wzdriły mlýn szo búů porósłyj mszýju
(mchem). Oný sztrykły w tój mlýn, a totá cz’isaréwa pryjszła ta pytaje toho
mełnyka czy ny wýg’iů tak’ých y takých. Wyn káže: „já ny wýg’iů, céj
mlýn łysz é pobuduwaü sy, a míj g’ed’a búů u cým młyn’1 taj kazáů szo tak’i
y tak’i łek’iły, y oná sy zawernúla. Pryjszlý t châk’i taj gazduwály. Taj mené
naładuwały w kanónu taj wystriłyły, taj já s’iň na mích, mích sy rozs’iü,
a ja tút s’iü.

§ 19. Pieśni.
Życie pasterzy w połoninach, zdała od domu i rodziny jak też
drogich osób wpływa na powstanie i rozwój pieśni ludowych. Spoty­
kamy tu pieśni powszechne o rytmie kołomyjkowym, o różnym te­
macie, zaś na specjalne podkreślenie zasługują pieśni o charakterze
zawodowym-pasterskim. W pieśniach tych krótkich i dorywczo uło­
żonych przedstawia się całokształt życia pasterskiego w połoninach.

156
Niekiedy śpiewają też pieśni o różnej treści. Podajemy pieśń zapisaną
od Hubczuka Dmytra z Białoberezki:
Oj kuwała zazutyc’a taj bude kuwáty,
Zastawjeła mamka synka hołóuku stynáty.
Oj kuwała zazuiyc’a kuwała taj wyła,
Oj bratczik podaruwáů mamka taki sk’ÿela:
Jek uná istynała schodýly zirnýc’i,
I wybrała dorizeczku aż na weczirnyc’i.
Bude tobí mojá mamko hirká weczirnyc’a,
Oj de Wasýlko łeżyt krywyc’i kyrnyc’a.
Yj jék pryjszła mamka krýwcu zaterała,
Sorócziczku krywàwicz’ku na n’im zażmakała,
Sorócziczku krywàwicz’ku na n’im zażmakała,
A w pjétnycu uże ráno us’á gmina znała.
A w pjétnycu uże ráno us’á gmina znała,
A za Wasylkóm molodén’k’ym ták zasumuwała.
A ja pidu na dołynu rubáty katýnu,
Jaká máma pohanén’ka stratyła dytýnu.
A jek wijszła komfs’ija chatku obstup vła,
Oj na toho Wasýlczika oták sy ďiwýla.
Oj wijszła komisíija poczérez poroby,
Mołodóho Wasyłócz’ka oták wný poróły.
A jek wny ho poporóły oták sy ďiwýly,
A máií žýty wyn rókiii pjedys'ét cz’otýry.
A wný ho poróły w ného k’iło bíle,
A ws’i lúde zapłakały, bo serce boliło.
A jek pryjsz’oü swjasz|nyk taj prôsz’i prosz’éty,
Tak mamka pohanén’ka ne chóczi prosz’éty.
Oj u mène u horódcy zełenyj berwincz’yk,
Pochowały Wasyłoczka w sámyj poneg’ilczyk.
A jék jehó pochowały dósta jemu tóho,
Aj ponćsły Wasyłoczka do cwyntará tóho.
Oj kowały zazułyc’i kowały, kowały,
Oj starú Kowacz’uczku taki izjezały.
Oj kowały zazulÿc’i kowały ta wyły,
Oj starú Kowacz’uczku iz cwýntara wzćły.
A jek její uz yeły taj její pihnały,
Oj u horbach u Kópyła wnv nocz’uwały.
Oj u horbach u Kópyła wný nocz’uwàly,
A w szan da ri a u Rostókach wný prynocz’uwàly.
A w szandariü u Rostókach wný prynoczTiwały,
A w séredu ná pobídne do Kútyů pryhnały,
A w séredu na pobídne do Kútyií pryhnały,
A tu jemu séndz’u ta wný peredały.
A tu jemú séndz’u ta wný peredały,

I nohámy i rukámy bidú sy strisály. '
Oj saráki szandâryk’y ne jíly ne pýly,
Ta lýsz w onnó Kowacz’uczku unv sokolýly.
Oj u mène w horodéczku zelenén’ki kwity,

157
Abý znała pamjetála jek trátyty g’ity.
Oj szosz totá Kowacz’ùczka boróła sa z wiłom,
Wid óseny do perszoho syg’ila kwizitom.
A jiji chlibc’à ny dały łysz sami pomýji,
Oj uz’ély Kowacz’uczku aż do Kołomyji.
A ji uz’ély taj jiji pihnały,
Pozászyju łiżniczina w kotríj woná spała.
Pozászyju łiżniczina w kotríj woná spála,
W prawij ruc’i sokirocz'ka kotróů istynała,
W prawij ruc’i sokirocz’ka kotróů istynała,
A wilvii ruc’i polin’cé kotrym dobywała.
A kuje zazulýczka taj bude let’ity,
Zasudýly Kowacz’ùczku na wiký syg’ity.
Obstupýly szandâryk’y na ws’i sztýrv bôk’y,
A upálo ta że bid’i týsz na sztýry rôk’y.
A w mène u horódcy łiinczina tohidna,
Ałe ny jé spiwanóczka ce je práůda wirna.
A w hlibókim żołubócz’ku telétko zariiło,

Cé by sy ny spiwało jek by ták ny buło.

Następna pieśń zapisana jest od Kaciuni Tymofijczuk z Jabłonny
k. Hryniawy:

.

Ta szyróka Bukowýnka ta szyrôk’e tÿsk’e,
Ałe wijszły Moskâlyk’y na nasze neszésk’e.
Ałe wijszły Moskałyky Z’ébje rabuwáty,
W żadnim kut’i ne łyszvły zdorówoji chaty.
Jek zacz’ély Moskâlyk’y ludéj ta bratáty,
A jék jęły u winczinych żink’y widbyráty.
Z wínczinymy żinkamy szo chok’ily robýly,
A winczinych czołowikifi nahajkámy były.
Ne bíjty sy nászi braťa nicz’6 wam ny búde,
Bo my chlôpc’i prawoslàwn’i, z nas fájnyji Iúde.
Powk’ikâly g’iük’y w lisý de najhusz’i łozy,
Ták k’ikâly wyd Moskala jek wyd wóllka kozy.
Dóky tepło buło w lis’i syg’ily jek w jámi,
A jek stało w lis’i zýmno pryjszlý t châk’i sámi.
A ne stálo nám szo jisty w horóďi kartôszk’y,
A chóť hÿn’ko, a choť dawáj Moskałewy trôszk’y.
Jek ne łechko iz hółodu sarâc’i umérty,
Ták ne łechko ' Moskałewy bez ochoty daty.
Kotra z Moskalámy prystała za hółod ne znała,
Dobre sobí samá żyła, yz nýmy hulała.
Pýla czáju do zwyczaju chlib komis’nyj jiła,
I tak sobí z Moskałykom w chóloďi syg’ila.
A szósz wna sy w c’im harazg’i dóůho ne nežýla,
A Moskali powk’ikâly z bidóů sy łyszyła.
Nemá czáju do zwyczaju chliba do obidu,
Moskal vczérewi bryká je bodáj mu na bídu.
A yz tóji polonynk’y złyk’iły lylýky,

158
Potratyły g’iüky winók cz’érez Moskalÿk’yPotratyły g’iůk’ý winók, mclodÿc’i víru,
A jek wijszły Moskâlyk’y zdojély na míru.
Honornym moiodÿc’am rubli daruwály,
Z honórnymy moiodÿc’my citu niczku spały.
Pytájet sy towáryszka: „widk’y rubli májesz ?
Ty za swóho czołowika nicz’6 ne hadájesz.“
Mému czołowiku lipsze jek men’i u dóma,
A ja sobi z Moskálykom jichaty hotówa.
Kohútyk kotkodäcz’e kùrocz’ka kokócze,
Prywíz Moskal na Wižnýcu, naj bere chto chócze.
A kowała zazutýczka za dwórom, za dwórom,
A szó cesé práůda wírna, tak by ja zdorówa.

§ 20. Przysłowia i zagadki.
Do działu drobnej twórczości umysłowej Hucułów należą przy­
słowia i zagadki.
Bardzo często można słyszeć podczas rozmowy Hucułów na poło­
ninach przysłowia („prýkaska“). Treść ich obok charakteru ogólnego
ma nieraz charakter rodzimy:
1) „Babynck’yj wółos ťáhne býrsze jek sztýry pari woliü“.
2) „Brát za brata, a brýndza za hrószi“.
3) „Czijé wárta na stolí toho práůda u selí“.
4) „Chtó u líťi ny wpriwáje, u zymí ny zmerzájet tój u komóri n’icz’6
ny májet“.
5) „Chtó u stárim ny chódyt, nowóho ny máje“.
6) „Chtó z pánom oré, to zádom szkoródyt“.
7) „Czołowjk ne prýbranyj óďižoií, a czésťoů“.
8) „Dla mołodóho kámin’ mjehk’yi, a dla staróho poduszka twerdá“.
. 9) „Do cz’ohô býk prywýk, do toho y rýczet“.
10) „Durnómu y Bóh z doróhy sy wstupáje“.
11) „Hotowá zinôcz’a ne wárt zmén’i ktocz’a“.
12) „Husz’a g’ity ny rozhónyt“.
13) „Jek cz’bôrnomu ny pomoże mýto,, tak durnómu ráda“.
14) „Kotrýj kin’ býrsze ťéhnet, toho bjút“.
15) „Léksze zarobýty jek wíprawyty“.
16) „Nałożysz woła a wíhrajesz kohutá“.
17) „Naucziła sy koťúha bicz’i za wózom to bižýt y za san’mý“.
18) „Pes wyd kołacza ne k’ikàjet“.
19) „Starýj músyt umérty, a motodýj móżet“.
20) „Starýj ydé w dotýnu, a motodýj d hóri“.
21) „Sz’emijesz korówu, sz’emij tele“.
22) „Szo na wesn’i zahórnesz nohóů, to u líťi wíhornesz rukóů“.
23) „Tak’é d’iwôcz’e — chtó chôcz’e“.
24) „Try dný ne jísz, a wéseto sy ďiwý“.
25) „U drankówoho ptatc’à i trisk’ý berút“.
26) „U pjenýďi swojá doróha“.

159
27) „Za gréjcar wipyü, za teztýry pjényj“.
28) „Zák’y skażesz słowo, to jeho rožwaczí“.
29) „Zamitájet nohamy jek starec besahámy“
30) „Za sołódki nóczi wylizájut óczi“.
31) „Żart za żarty, a brýndza za hrószi“.
32) „Zýnka do smérty, czołowik do púteri“.
33) „Žywýj žywóji badaje“.

Podczas zabaw połączonych często z tańcami, a odbywanych
w niektóre niedziele lub dnie świąteczne u szczytu gór na połoninach,
młodzież zadaje sobie zagadki („zahadk’v“). Zadanie każdej zagadki
poprzedza następujący zwrot: „szýmbaly, szýmbaly, szó to za záhadka ?“ Ze względu na to, że same rozwiązanie zagadek dotyczy prze­
ważnie wszystkich przejawów kulturalnych i to zarówno natury ma­
terialnej jak też i duchowej, spróbujemy uszeregować je według przy­
jętych zasad przy szeregowaniu ludowych wytworów kulturalnych.
1) ,.Za lisa za prálisa czerléni fústy wys’e“ („malýny“).
2) „Wýbihla soróka z hlibókoho potoka“ („kúla“).
3) „To dolotó, ce dolitcé“ („wiüc’à, jéhn’e“).
4) „U bokúli sztýry kúli, a ü werbánki dwí (w korówy sztýry dijk’ý
■a u wiüci dwí)“.
5) „Sztýry strilc’i w onnú kolódu striléjut (korówu doje za sztýry
dijk’ÿ w dijnýcu)“.
6) „Sztýry brâtczyk’y w odýn kórczyk striléjut (korówu doje za
sztýry dijk’ý w dijnýcu) “.
7) „Bíhla machnâcz’ka pópyd szkrobâcz’ku ta pytala s’i de klúmryk
(kít wínyk, kocz’érha) ...
8) „Bíle jek sn’ih, naduté jek mich, lopátámy chódyt (húska)“.
9) „K’ikala pýiíka pópyd nebesa, jek s’áde na zémn’u a chtó sy pryblýž’y, ona k’ikâje (póťe)“.
10) „Póiínyj pén’ czereszén’ (wúlyj, bdz’ôly)“.
11) „Za lisa za prálisa bili Msty wýs’i (zuby)“.
12) „Wýsa wýsy, chóda chódy, wýsa wpála, chóda žíla (jabloko, swyn’à)“.
13) „Kùrocz’ka w zemný nese sy (barabúla)“.
14) „N’i wikón, n’i dwerýj, a týs’iczu ludýj žyjút (mak)“.
15) „G’iüka w zemný, a wolôs’a na wércha (mórkwa)“.
16) „Séred selá zarízaly wolá chtó jeho lupýty me tój plakaty me (Cy­
bula) “.
17) „Sydý bába na gánku w czerlénim kachtánku chtó její kyne tój
plakaty me (cybúla)“.
18) „Pýd forostóm macháje fostóm (ohirók)“.
19) „Táto sze ne wrodýii sy, jek sýn už’é na swik'i jawýií sy (wátra,
dým)“.
20) „Z wysókoji horý dribén pisók sy sýpe (młyn)“.
21) „U lis’i rosło, w misk’i robýlo s’i, a w chak’i pôpiü trisłó (sýto) “.
22) „Poüna tetérja pùpc’iü (chlíb w peczi)“.
23) „Píd péczeroů peczét sy (knýsz)“.
24) „Czóme czornýlo na polonýnach sy wozýlo (kotéií)“.
25) „Máma samá holónna a gi’týj hoduje (lýžka)“.

160
26) „Sýwe sywenysz’e ótrubamy drÿsz’e (pytá)“.
27) „Býk u stájny, a rohy na dwóri (swerłyk)“.
28) „Sztýry kôz’i na odníj nôz’i. (samotóky, zwijacz’ky)“.
29) „Róbłeno chliwéc ira pjéť owéc (rukawÿc’i)
30) „Pôros’e zelízne a fóstyk preďíůnyj (hółka, nýtka)“.
31) „Trý bráťa trymajut a czetwertyj popychaje (pâlc’i, hółka)“.
32) „Hółou wohn’éna, sérce ktocz’éne a k’iło z c’iloho s’wita (woskowa
s’wicz’ka)“.
33) „Méncze wid trawý, bílsze wid kon’à (tàrnyc’a)“.
34) „Wériu z spodu ne rozibjét sy, wériu w wódu rozplyjét sy (papír)“.
35) „Z wysókoji horý zené Tymkó baraný (hrébin’)“.
36) „Dywlú sy a tó widbywát sy (dz’érkaio) “.
37) „Bfłyj bełćj na wódu brésze (pránnyk)“.
38) „Baran w chliwí, rohy na dworí (swółok)“.
39) „Na odním z hołówju s’imsot nevistók spjút (doszk’ý na dachú)“.
40) „Odnó káže cwytáj Bože drúhe káže ne dáj Bože a trete káže men’i
odnákowo jek w dén’ tak w noczí (dwéri, wiknó, pydwályny)“.
41) „Máma toňstúla, don’ka tonkúla, a sýn kuc’ir’éwyj (picz, hórn,
dým)“.
42) „Jek ty zahadáju to ne widhadájesz (kolýdka abo zámok)“.
43) „Stojít panna na dwóri, a jí pán u dwóri, a prychódy s’witÿj duch
i pcháje jijí w brúch (kolídka)“.
44) „Dwá bráťa odným paskóm operézani (dwá kotý a na ných
húžwa) “.
45) „Méncze wyd us’ôho a dóůhe jek s’wit (doróha)“.
46) „Stojít dúb na dúbi kotopn’i na kotopn’àch hlýna w htýn’i kapusta,
a w kapúsťi swýn’i (stiü na n’ím skáterť z konoplíů, na tím myslťý hlýn’eni,
w myškách kapusta i soíonýna)“.
47) „U lis’i rosło u cháťi dúszu i k’iło tr’esłó (kołyska) ‘
48) „Sydýt ny žúryt sy, horýt ny kúryt sy, kruwýj ny wtópyt sy
(lampa, knít)“.
49) „Berý kryczýt, kłady kryczýt, a lyszý moiiczýt (láne)“.
50) „Z Ifsa kóiítne w wódu bóůtne (darába) “.
51) „Táto wysôk’yj máma szyróka, slipá g iüka, krútyj z’éť (nebo,
zemn’à, n’icz, wíter)“.
52) „Postelu kožyszók ta nasýplu horoszók (nebo, zwízdy)“.
53) „Polá ne mir’ini, wiùc’i ne licz’ini, pastúch ne nájmanyj (nébo,
zwízdy, mis’ic)“.
54) „Idé lisom ta ne kóůtne, idé wodóů ta ne bóiítne (mis’ic)“.
55) „Piů s’wita biłoho, a píů cz’ôrnoho (dnýna, niez)“.
56) „Kin’ pydé pýd zémn’u ta ták sy zarzé, szo wséj s’wit cz’ùje (hrim)“.
57) „Za lísá za prálísa zołotą télé rýczy (trembíta)“.
58) „Na c’im bóc’i tészut na tój bík trisk’ý padút (dzwín)“.
59) „Wíů lež’ý a płeczi driž’ý (dzwín)“.
60) „Séred seła zarizały woła, w kóžďij chaťi po bukáťi (zakín)“.

Bardzo ciekawe są dowcipne pytania w formie żartów:
1) „Bez cz’ohô dérewo na móże buty ? (bez korin’a)“.
2) „Bez cz’oho d’iva ne móże sy obijtv ? (bez ihły) “.

161
3) „Jakóho dérewa najbýrsze je w lis’i ? (kriihłoho)“.
4) „Jakóho u ric’i kamin’a jé ? (mókroho)“.
5) „Jek sy chata zaczynáje buduwáty, de sy cwjék bjé ? (w hýrku)“.
6) „Szó w cháťi ne jé tésane ? (picz)
7) „Szó je w cháťi na pydchwáťi ? (klamka)“.
8) „Szo je najtôncz’e w cháťi ? (pawutýna)“.
9) „W czím najbýrsze chrestíň ? (w klubku) “,7)

Treść: Wstęp, s. 76. — I. Kultura materialna: § 1. Hodowla zwie­
rząt, s. 78. — a) Pasterstwo, s. 78. — b) Rasy zwierząt domowych, s. 78. ■—
c) Środki ochronne na połoninach, s. 83. — § 2. Gospodarka połoninowa,
s. 85. — a) Pastwiska, s. 85. — b) System gospodarki pastwiskowej, s. 86. —
c) Sprzęt siana, s. 87. — § 3. Pożywienie, s. 89. — § 4. Przetwory mleczne,
s. 89. — § 5. Naczynia używane na połoninach, s. 95. — § 6. Higiena na po­
łoninach, s. 99. — § 7. Budownictwo, s. 100. — § 8. Transport i komuni­
kacja, s. 114.
II. Kultura społeczna: § 9. Gospodarcza organizacja pasterska na poło­
ninach, s. 115. — a) Obowiązki pasterzy, s. 115. — b) Wyposażenie pasterzy,
s. 119. — c) Wynagradzanie pasterzy, s. 120. — d) Codzienny tryb życia,
s. 120. — e) Dojenie owiec, kóz i krów, s. 121. — f) Mierzenie i pobór bryndzy
przez właścicieli zwierząt domowych, s. 123. — § 10. Formy społeczno-zwyczajowe pasterstwa połoninowego, s. 124. — a) Przygotowania przed wypę­
dzaniem zwierząt domowych na połoninę, s. 124. — b) Pochód połoniński,
s- 127. — c) Dojenie „na miru“, s. 129. — d) „Misz’en’e“, s. 131. — e) „Rozłuczin e , s. 131. — f) Uczty na połoninie, s. 132. — g) Życie towarzyskie,
s. 132. — § 11. Nazwy zwierząt domowych, s. 133. — § 12. Nawoływanie
zwierząt domowych, s. 136. — § 13. Prawo ludowe, s. 138. — a) Znaki wła­
snościowe, s. 138. — b) Właściciele połonin huculskich, s. 142. .•— c) Umowy,
s. 142. — d) Kary za przestępstwa, s. 145.
III. Kultura duchowa: § 14. Wiara w duchy, s. 145. — § 15. Czary
i wróżby, s. 146. — § 16. Lecznictwo, s. 147. — § 17. Wiedza, s. 149. —
a) Siły przyrody, s. 149. — b) Kult zwierząt domowych, s. 149. — c) Rawasz,
s. 150. — d) Miary i wagi na połoninie, s. 152. — § 18. Opowieści, s. 153. —
■§ 19. Pieśni, s. 155. — § 20. Przysłowia i zagadki, s. 158.

7) Podane wyżej zagadki zapisano od Kaciuni Tymofijczuk z Jabłonicy k. Hryniawy.
Lud T. XXXV.

u

162
JAN FALKOWSKI

O WEWNĘTRZNYM UKŁADZIE PRAC
ETN OGRAFICZN YCH
W układzie wewnętrznym prac etnograficznych i etnologicznych
przyjmują najczęściej polscy badacze podział, dzielący całość kultury
ludowej, na trzy działy: kulturę materialną, kulturę społeczną i kul­
turę duchową. Treść poszczególnych działów została również ustalona
i zamknięta w szablon. Gdy bierzemy do ręki książkę etnograficzną
lub etnologiczną i spostrzeżemy przeprowadzony podział na wymie­
nione wyżej trzy kultury, z góry już wiemy, że zawiera ona bezbarwny
szablon, w którym pierwszym rozdziałem w kulturze materialnej bę­
dzie zbieractwo, w kulturze duchowej narodziny itd. itd.
Jeżeli chodzi o prace syntetyczne, omawiające całokształty kul­
tury ludowej większych obszarów, czy też porównawczo paru lub
kilku grup narodowościowych, słuszne jest, iż musi być przeprowa­
dzona systematyka materiałów, tym bardziej, że chodzi nam w tym
wypadku nie o plastyczne, życiowe, bezpośrednie przedstawienie życia
ludowego, ale w pierwszym rzędzie o porównawcze zestawienie ele­
mentów kultur ludowych większych obszarów. Jakkolwiek do takiego
postawienia sprawy możnaby mieć też pewne zastrzeżenia, przyjmuję,
że w pracach syntetycznych podział ten jest celowy.
Zupełnie jednak inaczej przedstawia się sprawa w wypadku przed­
stawień etnograficznych, monograficznych jednej wsi, paru lub kilku
wsi, większego obszaru (powiatu albo województwa), określonej grupy
etnicznej lub też całej grupy narodowościowej.
Od kilku lat przeprowadzam własne badania terenowe etnogra­
ficzne i pierwszą moją pracę terenową etnograficzną ułożyłem właśnie
wedle przyjętego schematu etnograficznego.
Na podstawie tej pracy z łatwością stwierdziłem, iż układ, który
by można nazwać klasycznym, jest przy zastosowaniu do tego rodzaju
prac nieodpowiedni. Całość wychodzi blado, bez wyrazu, przedstawiony
obraz nie posiada barw, siły życiowej i plastyczności. Wyłania się wiele
nowych zagadnień, które nie wchodzą w ustalony schemat.
Jaki jest całkowity cel etnograficznej, monograficznej (terenowej),
pracy odnoszącej się do kultury ludowej ? Otóż cel pracy etnograficz­
nej, monograficznej, polega nie tylko na dostarczeniu materiałów do
przyszłych opracowań syntetycznych. Cel pracy etnograficznej, mono­
graficznej, poza zbiorem materiałów dla dalszych opracowań i porów­
nań syntetycznych, jest inny- Praca taka ma nam dać pełny, wyraźny
obraz żyjącej i działającej grupy ludzi z jednej wsi, z grupy wsi, z grupy
etnicznej, narodowościowej itp. Na obszarach o ludności narodowo­
ściowo mieszanej praca powinna przedstawić wzajemne stosunki obu
narodowości, przyczyny przewagi jednej narodowości nad drugą, asymilowania kultury wyższej przez niższą, czy też naodwrót itp. Na­
stępnie wpływ kultury miejskiej na wiejską (ewentualnie naodwrót),
przyjmowanie i przerabianie elementów kulturowy cli miejskich (wiej­
skich), przeżywanie się form przy pozostawieniu treści i naodwrót itd.

163
Monografia etnograficzna ma nam dać obraz współżycia płci, roli spo­
łecznej mężczyzn i kobiet, związków młodzieży wiejskiej obu płci,
związków zawodowych, roli ubogich i bogatych w społeczności wiej­
skiej, znaczenia funkcjonalnego różnych przedmiotów itd.
W pracach etnograficznych monograficznych powinno się również
usunąć sztuczne dzielenie pewnych całości na części, przez dzielenie
ich i umieszczanie np. jednych w zakresie kultury materialnej, dru­
gich w zakresie kultury duchowej i społecznej, jak to ma miejsce w do­
tychczas używanym schemacie. Dzielimy wiele rzeczywistych zespo­
łów czynności, w praktykach ludowych zupełnie niepodzielnych. Szcze­
gólnie robimy to wyszczególniając w „kulturze społecznej“ rozdział:
zwyczaje gospodarskie. Podział przez nas uskuteczniany jest sztuczny
i w pracach monograficznych zupełnie zbyteczny, sprawiający, że opi­
sywana przez nas grupa przedstawiona jest nieżyciowo, bez koniecz­
nego w tym wypadku przedstawienia sposobu rozumowania i psychiki
ludowej. Tak np. w budownictwie, rolnictwie ii. szereg naturalnych,
kolejno koniecznych czynności zostaje rozerwany zupełnie niepotrzeb­
nie. Naprzód czytamy o tym, jak się chatę już buduje, a dopiero gdzieś
w połowie książki dowiadujemy się o tym, jakie czynności muszą być
przedsiębrane przy znalezieniu odpowiedniego miejsca pod nowy dom,
przy zakładaniu podwalin, wprowadzaniu się do wybudowanej chaty
itp. Czynności wtedy wykonywane mają zapewnić osiągnięcie pew­
nych materialnych korzyści (pomyślnego rozwoju nowego gospodar­
stwa, przy praktykach rolniczych materialnej korzyści urodzaju itd.).
Z powodu tych łączności uważam za słuszniejsze włączenie w pracach
etnograficznych monograficznych, pewnych elementów z kultury tz.
społecznej czy nawet duchowej, do opisów z zakresu kultury mate­
rialnej. Czy nie lepiej i słuszniej, jaśniej i prościej przedstawiać łączące
się naturalnie zespoły czynności razem, w kolejności naturalnej, tak
jak występują one u ludu. Wyjdzie to na pewno na korzyść dla cało­
kształtu, pełności i życiowego przedstawienia opisywanej społeczności
ludzkiej.
Nauka nasza, szczególnie w dziale etnografii domaga się unowo­
cześnienia, postępu, dostosowania do dzisiejszych potrzeb, zadań i da­
nia odpowiedzi na różne pytania, których oczekujemy od nowoczesnego
opracowania etnograficznego.
■Konieczności rozwinięcia, zastosowania etnografii do dzisiejszych
zadań, dowodzą też w pewnej mierze wymyślane w ostatnich latach
różne nowe nazwy, jak etno-socjologia, socjo-ętnografia itp. Dowodzi
to z jednej strony, że używany obecnie schemat etnograficzny jest za
szczupły, nie odpowiada stawianym mu zadaniom, z drugiej zaś, iż wy­
myślający nowe nazwy, zamiast wypowiedzieć się przez rozbudowanie,
pogłębienie, obmyślenie nowego układu, wybierają drogę łatwiejszą,
ograniczającą się do stwarzania nowych nazw, bez dokładnego spre­
cyzowania, co mają one właściwie oznaczać, jaki jest ich zakres i poco
Są wymyślane. Należy zawsze pamiętać o tym, iż nauki to nie są gar­
nuszki z farbami, które wedle chwilowej potrzeby, dla efektu, lub ryn­
kowej koniunktury miesza się raz tak, raz owak. A w rzeczywistości
podstawowe kolory pozostają zawsze te same i zawsze czyste, mimo
11*

164
chwilowego ich zmieszania. Podobnie też i z naukami. Etnografia po­
zostanie etnografią, mimo stwarzania jakichś sztucznych wspólnych
nazw. Natomiast trzeba koniecznie i jest to obowiązkiem zajmujących
się nauką, aby nauki swoje unowocześniali, zastosowywali do potrzeb
i stawianych im zadań i aby pracowali nad postępem i rozwojem
swoich dyscyplin. A oczywiście postęp i rozwój nauki nie powoduje
zupełnie zmiany jej nazwy. Rozszerza, względnie tylko pogłębia jej
treść.
Z powyższych względów, biorąc w pierwszym rzędzie pod uwagę
niedostatek, szczupłość i brak życiowości w obecnie stosowanym sche­
matycznym układzie etnograficznym, podaję poniżej projekt nowego
układu wewnętrznego etnograficznych prac monograficznych, dotyczą­
cych wsi, grupy wsi, większego obszaru niezakreślonego granicami
etnicznymi (powiatu, województwa), grupy etnicznej, zawodowej, na­
rodowościowej itp. Projekt ten, oraz zawarty w nim nowy schemat nie
jest i nie ma być układem sztywnym, stosowanym zawsze w jeden i ten
sam sposób. Układ ten ma być układem życiowym, odpowiadającym
czy to samemu charakterowi opisywanej społeczności, czy też specjal­
nym celom, dla których ma służyć dana praca. (Na konieczność zmiany
używanego dotychczas schematu zwracałem już uwagę w moich opra­
cowaniach od roku 1936).
, Projekt ten przeznaczam pod rozwagę i dla użytku już wykształco­
nych etnografów, dlatego też w poszczególnych rozdziałach nie podaję
drobiazgowej ich treści, tylko wytyczne (tytuły) ogólne.
Projekt ten przedstawia się następująco:
MONOGRAFIA ETNOGRAFICZNA

Przedmowa (tz. ewentualnie przedmowa redakcji),
Wstęp (Uwagi ogólne, cel pracy, konstrukcja, wykorzystane źródła,
informatorzy itp. Wiadomości ogólne, wprowadzające, orientujące
w charakterze i celu pracy.)
CZĘŚĆ I

Osiągnięty cel (A więc przebyte miejscowości, czy też zbadany ob­
szar, granice obszaru lub przebadanej grupy etnicznej itp. Krótka syn­
teza uzyskanych wyników, popartych podanym w następnych rozdzia­
łach materiałem).
Samookreślenie (samopoczucie) etniczne ludności zbadanych ob­
szarów (Wedle możności odpowiedzi oryginalne).
Tradycje związane z powstaniem i nazwami zbadanych miejsco­
wości (Ewentualnie też tradycje historyczne odnoszące się do całych
wsi, ich części, szczególnych miejsc, sąsiednich obszarów itp.).
Opis historyczny badanego obszaru (który może być równocześ­
nie uzupełnieniem i wyjaśnieniem tradycji historycznej podawanej
przez lud. Rozdział może być napisany przez specjalistę).
Osadnictwo (Osadnictwo ludowe, tradycje i w miarę możliwości
ściślejsze dane. Należy zwrócić uwagę na księgi parafialne, urodzin,
szczególnie zaślubin, bo te dają wiele materiału do ruchu ludności).

165
Opis geograficzny i geologiczny (Zależnie od charakteru pracy
i taki rozdział może być dodany. Opis na podstawie istniejących pod­
ręczników lub napisany przez specjalistę).
Fauna i flora (Uwaga jak wyżej).
CZĘŚĆ II

I. Krajobraz. Komunikacja. (W rozdziale tym przechodzimy już
do przedstawienia człowieka i jego ogólnego związku z krajobrazem.
Opisowe przedstawienie kulturalnego krajobrazu i przez komunikację
związanie go z człowiekiem. Jako komunikację rozumię tu tylko opis
dróg, ścieżek, kładek, mostów i sposobu poruszania się człowieka w te­
renie w ogólnym zarysie, bez podawania szczegółowych opisów wozów,
sań, siodeł przy komunikacji wierzchem itp.).
Miasta. Miasteczka. Wsie. Kształt wsi. (Opis miast, miasteczek,
odbywających się w nich jarmarków i innych wiadomości o ich stru­
kturze, mogących przydać się przy omawianiu wpływu społecznego,
budownictwa, stroju, gospodarki miast i miasteczek na wsie. Omówie­
nie kształtu wsi. Kształt wsi łatwo omówić na podstawie map 1:100.000).
Zagroda. Budownictwo. (Z kolei przechodzimy do opisu z planami
zagród jako całości, następnie do szczegółowego omówienia budow­
nictwa mieszkalnego. Po stwierdzeniu stanu dzisiejszego, przechodzimy
do przedstawienia stanu dawnego, lub naodwrót. Należy podkreślić
przyczyny, które podziałały na rozwój, czy też przyjęcie form' nowych,
wpływ budownictwa miasteczkowego itp. Z przedstawieniem stanu
dawnego najlepiej złączyć całą formę obrzędowo-magiczną związaną
z wybraniem miejsca, budową, wprowadzaniem się itp. do nowo wy­
budowanej chaty. W wypadku jeżeli budynki gospodarskie łączą się
konstrukcyjnie z samą chatą, należy je także opisać. Jeżeli nie, to po­
przestać na ich ogólnym omówieniu na początku rozdziału, przy opi­
sywaniu całej zagrody i rozmieszczonych w niej zabudowań. Rozpa­
trzenie szczegółowe budowy itp. budynków gospodarskich osobno sto­
jących przenieść do odpowiednich rozdziałów. Brogi przy przechowy­
waniu siana, stajnie przy chowie bydła itp.).
Wnętrze chaty. Sprzęty. (Piec, sprzęty, rozmieszczenie ich w izbie,
sieni, komorze. Przeznaczenie sprzętów — co w nich przechowują.
Wykonanie techniczne sprzętów opisać przy obróbce drzewa. Sposoby
oświetlania izby).
Zdobnictwo sprzętów. Malarstwo. Wycinanki. (Formy zdobnicze,
rozwiązania artystyczne. Sposoby wykonania).
Odzież. Zdobnictwo odzieżowe. (Odzież, dawna, obecna. Zdob­
nictwo odzieży i człowieka. Zaznaczyć czy ozdoby sporządzają sami,
czy też sprowadzają. Jeżeli tak to skąd. Wykonanie techniczne ozdób
przy obróbce surowców. Przy stroju opis broni, jeżeli wiąże się np. ze
strojem zbójnickim. Opis dokładny przy myślistwie).
II. Uprawa roli. (Sposoby gnojenia, uprawa ręczna, narzędzia rol­
nicze z zaprzęgiem zwierzęcym. Strona obrzędowa, przy pierwszej orce
itd. Przy narzędziach w tym rozdziale i następnych zwrócić uwagę na
magiczne znaczenie narzędzi itd.).

166
Zbiór płodów roślinnych. Zwózka. Młócka. Przechowywanie. (Przy
zbiorze sierpy, kosy, przy zwózce wozy, następnie cepy ii., przy prze­
chowywaniu stodoły, sąsieki, kadłuby — skrzynie itd. itd.).
Hodowla zwierząt. Weterynaria ludowa. Sianokosy. Przechowy­
wanie siana. (Zwierzęta, rasy, organizacja pasterska, obrzędowość.
Sposoby leczenia bydła. Sianokosy. Nosze do siana i wozy. Stogi,
brogi ii.).
Ili. Zbieractwo. Kopieniactwo. (Narzędzia, rośliny, wierzenia.).
Bartnictwo. (Pasieki, narzędzia, prawo bartne, wierzenia związane
z pszczołami ii.).
Rybactwo- (Narzędzia, organizacja, strona obrzędowa, jak zresztą
i przy innych i poprzednich rozdziałach).
Łowiectwo. (Uwagi jak wyżej).
(Uwagi do działu Ii i III: Kolejne ułożenie rozdziałów tych obu
działów powinno być niestałe. Układ rozdziałów powinien zależeć
przede wszystkim od charakteru opisywanej grupy. Układ jak podany
wyżej odpowiadałby grupie rolniczej. Przy grupie np. pasterskiej układ
zostałby w ten sposób zmieniony, iż jako pierwsze zostałoby opisane
pasterstwo, następnie tak jak np. u Hucułów praca w lesie, potem bart­
nictwo, rybactwo, łowiectwo ;td. Zasadą tych działów jest, że w grupie
II mieszczą się zajęcia główne służące do utrzymania, w kolejności
ważności ich dla danego gospodarstwa ludowego, w dziale III natomiast
zajęcia poboczne, również w kolejności ilościowego ich występowania!
Zależnie od zadania, jakie miałaby spełniać dana praca, rozdziały te
mogą być dzielone na części i uzupełnianie w zakresie rolnictwa, paster­
stwa ii. zestawieniami statystycznymi).
IV. Przygotowywanie pożywienia. (A więc narzędzia do tego słu­
żące jak olejnice, żarna, stępy, młyny wietrzne i wodne, naczynia do
gotowania, podstawki ogniowe ii.).
Pożywienie. Pożywienie głodowe. (Rodzaje pokarmów, sposoby
ich przyrządzania).
V. Uprawa roślin włóknistych. Obróbka włókien. (Gatunki upra­
wianego lnu i konopi. Obróbka włókien roślinnych i zwierzęcych, na­
rzędzia do tego służące. Obróbka od samych początków do uzyskania
gotowej tkaniny. Wierzenia z tym związane).
Farbiarstwo. Folusznictwo. (Farby, sposoby farbowania, folu­
sze ii.).
Koiusznictwo. (Uwagi jak w poprzednich rozdziałach).
VI. Obróbka kości, rogu, kruszców.
Obróbka kory i drewna.
Obróbka kamienia i gliny.
(W dziale V i VI przy obróbce włókien, drewna itd. należy równo­
cześnie omówić, ewentualnie w osobnych rozdziałach twórczość arty­
styczną, przemysł ludowy i chałupniczy. Zależnie od rodzaju pracy
mcżna dodać zestawienia statystyczne dotyczące wytwórczości ludowej).
VII. Wiadomości matematyczne. Miary. Wagi.
Sprzedaż i wymiana płodów rolniczych i innych. Jarmarki. (Oba
te rozdziały mogą być wyszczególnione osobno, albo też treść ich może
być omówiona przy poszczególnych rozdziałach),

167
VIII. Zabiegi o czystość osobistą. Czystość odzieży| (Środki słu­
żące do kąpieli czystościowych, łaźnie, pielęgnowanie cery, pranie bie­
lizny, przechowywanie bielizny i odzieży, środki przeciw owadom ii.).
Lecznictwo. (Całokształt).
CZĘŚĆ III

IX. Zwyczaje prawne. (Prawo zwyczajowe: przy kupnie, sprze­
daży, dziedziczeniu, podziale majątku między dzieci, krewnych,
w braku dzieci i krewnych itd.).
Struktura społeczna wsi. (Stosunek społeczny mężczyzn do ko­
biet, związki zawodowe ii., związki młodzieży i inne wiadomości odno­
szące się do struktury społecznej wsi.).
X. Zwyczaje towarzyskie. (Formuły przywitań, pożegnań, życzeń,
przy pracy, w polu, w drodze, w domu, przy odwiedzinach, w czasie
jedzenia itd. Przekleństwa. Przezwiska).
Gry i zabawy.
Instrumenty muzyczne. Muzyka. Tańce.
Widowiska. (O ile są to widowiska nie łączące się z obrzędami do­
rocznymi) .
XI. Obrzędy doroczne. (Święta doroczne główne, zdobienie przed­
miotów obrzędowych, jak np. pisanki ii., dnie różnych świętych i zwią
zane z tym praktyki).
XII. Obrzędy rodzinne. (Obrzędy rodzinne: narodziny, wesele, po­
grzeb, całokształty z pieśniami itp.).
XIII. Literatura. (Rozdział ten łączy się bezpośrednio z życiem to­
warzyskim, zebraniami itp. podczas których śpiewają pieśni okolicz­
nościowe, opowiadają baśnie, podania, legendy, zagadki, przysłowia ii.
Pieśni obrzędowe, doroczne należy jednak pomieścić przy odpowied­
nich rozdziałach, tu tylko te, które nie łączą się z żadnymi obrzędami
itp.).
CZĘŚĆ IV

XIV. Wiedza i wierzenia o przyrodzie martwej. (Słońce, księżyc,
gwiazdy, ziemia, podział i nazwy roku, kwartału, miesięcy, tygodnia,
dnia: tęcza, piorun, grzmot, burze itd. itd.).
Wiedza i wierzenia o przyrodzie żywej: rośliny i zwierzęta.
XV. Orientacja w zjawiskach psychicznych.
Wróżbiarstwo. Czary.
Uprawianie ekstazy.

Magia.
Demonologia.
Kulty.
CZĘŚĆ V

XVI. Zakończenie. (W paru rozdziałach omówiona całość pracy
i osiągniętych wyników. Przyczyny i skutki rozwoju, zapożyczeń z grup
sąsiednich, jeżeli są do tego odpowiednie materiały itp. Wpływ miast
i miasteczek, ośrodków fabrycznych, wpływ zmieniającej się struktury
społecznej na formy życiowe i elementy kulturowe itd. itd. Nie ustalam

168
tu żadnych rozdziałów, ponieważ mają one wypływać z charakteru
pracy i zebranych materiałów).
*

*
*

Co do całości projektu należy zaznaczyć, iż jest on niejako planem
maksymalnym. W miarę potrzeby plan ten może być albo zwiększany
przez rozbicie niektórych rozdziałów i pogłębienie ich zawartości tre­
ściowej, albo zmniejszany przez krótkie omówienie jednych, opuszcza•nie mniej ważnych rozdziałów, w końcu nawet przez pominięcie pew­
nych części. Należy pamiętać, że treść, a nawet część treści każdego
z rozdziałów może być opracowana jako osobne zagadnienie w osob­
nej pracy. W podanym planie układu wewnętrznego rozdziałów nie po­
daję, ponieważ można użyć jako wzorów podziałów przyjętych w in­
nych pracach, a także podział ten może zależeć od samego materiału
i od umiejętności badacza. O zawartości treściowej całej pracy, jej po­
szczególnych części i rozdziałów rozstrzygać będzie też cel i charakter
pracy, ilość środków i czasu przeznaczonych na zbadanie pewnego ob­
szaru itp.
Nowy projekt układu wewnętrznego etnograficznych prac mono­
graficznych nie rozbudowuje schematu w kierunku niepotrzebnego po­
większania ilości rozdziałów, ale zmienia układ i pogłębia treść. Równo­
cześnie przeprowadza inny podział treści poszczególnych trzech kultur.
Stosowanie tego nowego układu wymaga od młodych adeptów etno­
grafii z etnologią większego zapasu wiadomości, zwłaszcza z zakresu
socjologii, a także historii gospodarczej i historii.
Z Zakładu Etnologicznego U. J. K. we Lwowie.

P^BAIDOFF-GROSSOWA

NORWESKIE MUZEUM NA WOLNYM POWIETRZU
W RYGDÖ
Š. p. Seweryn Udziela należał do grupy osób, którzy przed kilku
laty propagowali idee założenia w Krakowie w Lesie Wolskim osiedla
muzealnego. Przedkładano różne projekty w tej sprawie, podawano za
wzór takiej instytucji muzeum szwedzkie — Skansen — ale sprawa ta,
aczkolwiek bardzo ważna dla powiększenia dorobku kulturalnego
Polski, nie wyszła w lalach ostrego nasilenia kryzysu ekonomicznego
poza ramy inicjatywy. Nie wątpiąc, że nadejść musi czas, kiedy idea
utworzenia polskiego Skansenu stanie się żjwotna, przedkładam ogólną
charakterystykę muzeum norweskiego w Bygdö, w nadziei, że obok
omówionego w naszej prasie szwedzkiego Skansenu koło Sztokholmu
oraz Heimatsmuseum w Królewcu, dostarczy ono przyszłemu muzeum
plenerowemu w Polsce jeszcze jednego przykładu.
Bygdö, w którym mieści się ciekawe muzeum norweskie na wol­
nym powietrzu, leży niedaleko Oslo, tuż nad jedną z odnóg Oslofiordu.
Rzesze turystów śpieszą tam, aby zobaczyć zarówno uroczy zakątek

169
przyrody, jak i ciekawe zabytki sztuki, które tam znalazły pomiesz­
czenie.
Przechodzącego przez okazałą bramę, która jest odbiciem starej
bramy miejskiej w Bergen z 1628 roku, uderza kompleks budynków
zgrupowanych dokoła dużego placu, gdzie mieszczą się zabytki sztuki

Ryc. 1. Norweski kościół ludowy z XIII w. przebudowany z końcem ubiegłego stu­
lecia. Muzeum Etnograficzne w Bygdö.

z różnych dziedzin. Są tu sale dające możność zapoznania się z różno­
rodnymi stylami i dekoracją mebli miejskich domów norweskich z cza­
sów po reformacji. W innych znowu salach mamy obraz norweskiej
sztuki chłopskiej. Tu znajdziemy przyrządy do krzesania ognia, do
oświetlania i ogrzewania izb, naczynia kuchenne itp. — Badzo ciekawy
jest dział przedstawiający urządzenia norweskich kościołów z cza­
sów od 1550—1800.
Ilość eksponatów jest tu tak wielka, że dokładne omówienie ich
wymagałoby obszernej pracy. Najwięcej interesującą częścią tego za­
kątka jest grupa zabytkowych budynków norweskich, wystawionych

170

Ryc. 2. Zagroda norweska. Muzeum etnograficzne w Bygdö.

w lesistym jjarku. Przechadzając się wśród tych zabudowań, odnosimy
wrażenie, że to nie zrekonstruowane muzeum, ale osiedle żywe i za­
mieszkałe.
Są tu typy chat norweskich z XVII i XVIII wieku, a nawet wcześ­
niejsze. Wrażenie rzeczywistości potęguje wewnętrzne urządzenie do­
mów. Gdzieś na palenisku jakby dogasał ogień, tu i ówdzie porozsta­
wiane naczynia i przyrządy służące do użytku domowego zdają się być
niedawno odstawione przez gospodynie, krzątające się w strojach na­
rodowych koło domów. W oddaleniu kilkunastu kroków, sjjotykamy
grupę domów chłopskich z Seteodalen. Są to budynki mieszkalne i go­
spodarskie, ustawione jak za dawnych czasów. Posiadają one zewnętrzne
galeryjki zw. „swaler“ ozdobione ciesielskimi rzezaniami i arkadkami
wspartymi na kolumienkach. Górne piętra tych budynków, wysunięte
poza obręb parteru, dają ciekawą sylwetę. Potem oglądamy zabudo­
wania w Numedalen. Pierwszy z tych budynków pochodzi z drugiej
połowy XIII wieku, na co wskazuje napis na drzwiach, drugi z 1633 r.,
trzeci wreszcie, ozdobiony piękną galeryjką zewnętrzną, sięga końca

171
w. XVIII. Odmian budownictwa norweskiego jest wiele. Interesujący
jest typ budynku dwupiętrowego z Verdalu, który jest dobrym przykła­
dem budownictwa z ostatniej połowy XVIII wieku. Obok zabudowań
dwupiętrowych, częściej pojawia się w budownictwie norweskim typ
jednopiętrowy, przy czym schody umieszczone są nazewnątrz i wy­
chodzą na ganeczek ozdobiony charakterystyczną galeryjką arkadową.
Takie galeryjki zw. „swaler“ są bardzo częste i mają zastosowanie użyt­
kowe, jako ganeczki, albo dekoracyjne.
W głębi parku napotykamy stare zabudowania, które król Oskar II
kazał tutaj przywieźć do norweskiej stolicy. Obok nich stoi kościół,
będący doskonałym przykładem tak zw. „Stabkircke“ tzn. kościoła
o konstrukcji słupowej w doskonale rozwiniętej formie. W 80 latach
ub. stulecia odrestaurowany, posiada jednak stare części z w. XIII.
Całość składa się z sześciu piętrzących się w górę kondygnacji, tworzą­
cych coraz węższe pola, nakryte spadzistym dachem. Część dolna
dachu, wysuniętego poza lico ścian budowli, wspiera się na pionowych
słupach, tworząc soboty, o zaszalowanej części dolnej, na której wspie­
rają się kolumienkowe ąrkadki. Kondygnacja trzecia i czwarta mają
dach siodłowy, zakończony na szczycie pazdurami, piąta zaś i szósta
tworzą zakończenia w formie ostrosłupa. Motyw sfalowanej wody
w ornamentyce dizewnej i kalenica w szereg kół ażurowych dodają tej
interesującej budowli dużo uroku.
Inne typy budynków zależnie od celu użytkowego, okolicy itp.
różny przedstawiają wygląd. Oprócz budynków mieszkalnych stoją tu
stodoły, spichlerze, stajnie, dawne łaźnie (np. z Setesdalen) itp. Wszę­
dzie rzuca się w oczy wysoka trawa rosnąca na dachach, piętrowe domy
drewniane z malowniczymi ganeczkami, schody zewnętrzne podobne
do tych, jakie znamy z rysunku domku kramnicznego w Gzyżewie
w powiecie łomżyńskim itp.
Małe, ale pomysłowo i zwarcie zorganizowane Muzeum plenerowe
w Bygdó winno być obok Skansenu wzorem planowanej akcji dla
wszystkich, którzy realizują idee osiedli muzealnych.

172

BIBLIOGRAFIA LUDOZNAWCZA ZA LATA 1933 i 1934.
Zestawił

Alfred Bachmann.
Rok 1933.
Bambergowa Fanny. Stosunek Greków do psa. Filomata 5 Nr. 54 (1933),
s. 123—130.
Baudouin de Courtenay-Ehrenkreutzowa Cezarja. Zakład Etnologii Uni­
wersytetu Stefana Batorego w Wilnie i jego zadania. Wilno 1933. Druk.
„Znicz“. 8°, s. od 75—98. Odb.: Balticoslavica. T. 1 (1933).
Borkowski Stanisław. Nowa placówka kulturalna na Podhalu. Muzeum
regjonalne im. Wład. Orkana w Rabce. Kurjer literacko-naukowy 10 (1933),
nr. 33.
Brożek Ludwik. Bibliografia pism ks. Józefa Londzina. Zaranie śląskie 9
(1933), s. 84—102.
Bystroń Jan St. O psie, którego uczono mówić. Lud. R. 1933. Ser. II,
tom 12, s. od 48—50.
Bystroń Jan St. Pieśń o spotkaniu się rodzeństwa. Lud. R. 1933. Ser. II,
t. 12, s. od 40—47.
Bystroń Jan Stanisław. Przysłowia polskie. Kraków 1933. Nakł. Polska
Akademia Umiejętności. 8°, s. 2 nlb., 260. Recenzja: Lud 1933, ser. II, t. 12,
s. od 174—177.
Caraman Piotr. Obrzęd kolędowania u Słowian i u Rumunów. Studjum
porównawcze. Kraków 1933. Nakł. Polska Akademia Umiejętności. 8°, s.
VIII, 630, 1 nlb.
Chętnik Adam. Cisy nad Narwią. Ziemia R. 23 (1933), s. od 239—241.
Chmielińska Aniela. O ziołach leczniczych i ich stosowaniu w Łowic­
kiem. Ziemia. R. 23 (1933), s. od 98—101.Chmielińska Aniela. „Szycie polskie“ Łowiczanek. Ziemia. R. 23 (1933),
s. od 232—233.
Chybiński Adolf. Muzyczne zajęcie na letnich wywczasach. Zbieranie
melodyj ludowych. Kurjer literacko-naukowy 10 (1933), nr. 23.
Chybiński Adolf. O źródłach i rozpowszechnieniu dwudziestu melodyj na
skalném Podhalu. Kwartalnik muzyczny 5 (1933), s. 48—65.
Chybiński Adolf. Świat górski w muzyce. Kurjer literacko-naukowy 10
(1933), nr. 50.
Cichocka-Petrażycka Zofja. Żywioł niemiecki na Wołyniu. Warszawa
1933, s. 168.
Czeska-Mączyńska Marja. Opowieść o św. Kindze. Lwów 1933. Nakł.
Państw. Wydawn. Książek Szkolnych 8°, s. 32.
Dobosiewicz Stanisław. Z życia wyrazów i rzeczy. (W sprawie nazw
ludowych przedmiotów kultury materjalnej). Poradnik językowy. R. 1933,
s. 98—100, 124—127, 144—145, 162—164.
Dobrowolski Kazimierz. Włościańskie rozporządzenie ostatniej woli na
Podhalu w XVII i XVIII w. Studja i materjały. Kraków 1933. Nakł. Polskiej
Akad. Umiejętności. 8°, s. 227.

173
Dobrowolski Tadeusz. Polska rzeźba ludowa. Lwów 1933. Nakł. Państw.
Wydawn. Książek Szkolnych. 8°, s. 38.
Dobrowolski Tadeusz. Sztuka województwa śląskiego. Katowice 1933.
Nakł. Muzeum Śląskie w Katowicach. 4°, s. 151, 1 nlb., tabl. 1, mapa 1.
Dobrzycki Jerzy. Kościółek św. Benedykta na Krzemionkach i legenda
o „czarnej królewnie“. Kurjer literacko-naukowy 10 (1933), nr. 16.
Dylik Jan. Rozważania nad osadnictwem prehistorycznem obszaru dzi­
siejszego Wiednia. Z mapką. Poznań 1933. 4°, s. 1 nlb., 9, 2 nlb., tabl. 1.
Odb. z „Przeglądu Archeologicznego“ T. 4. z. 3.
Falkowski Jan. Dziesięciolecie Zakładu Etnologicznego Uniwersytetu
Jana Kazimierza we Lwowie (1924—1934). Lud. R. 1933. Ser. II, t. 12,
s. od 183—192 i odb.
Falkowski Jan. Gliniane paleniska i naczynia piecykowate. Lud. R. 1933.
Ser. II, t. 12, s. od 50—66.
Falkowski Jan, Notatki etnograficzne z Polesia •— Cmentarze. Wiado­
mości Ludoznawcze. Łódź 1933. II, s. 21—29.
Falkowski Jan. XIX Walne Zgromadzenie Towarzystwa Ludoznawczego
we Lwowie. Lud. R. 1933. Ser. II, t. 12, s. od 192—195.
Falkowski Jan. Huculi. Kultura ludu. Krótki Przewodnik po Hucuiszczyźnie. Warszawa 1933.
Fischer Adam. Prace ludoznawcze dotyczące Podhala. Wierchy 11
(1933), s. 200—204.
Fischer Adam, t Dr Stanko Vurnik (1898—1932) Ruch Słowiański 1933,
nr 4, s. 63 i n.
Fischer Adam, O współpracę nauczycielstwa szkół powszechnych na
polu ludoznawstwa. Nasza Praca (Konin) 1933, nr 1 s. 7—10.
Frankowski Eugenjusz. Regjony Hiszpanji. Z 1 mapą i 16fotogr. Po­
znań 1933. Wyd. Instytut Etnologji Uniw. Poznańskiego. 8°, s. 114, 2 nlb.,
tabl. 16.
Gajek Józef. Kogut w wierzeniach ludowych. Sprawozdania Tow. Nauk.
we Lwowie. R. 1933, s. 33—34.
Gąsiorowski H. O Czarnohorze. Ludność tubylcza. Wierchy 11 (1933),
s. 114—130.
Górecki Tadeusz. Kolendy polskie. Ziemia. R. 23 (1933), s. od 234—237.
Gross Feliks. Instytucja rodziny i małżeństwa w świetle etnologji. Na
marginesie książki Ryszarda Thurnwalda, Werden, Wandeln und Bünden
im Lichte der Völkerforschung. Berlin-Leipzig 1932. Przegląd współczesny
47 (1933), s. 261—266.
Hamerska-Kamieńska H. Mapa rozmieszczenia ludności i stosunków
wyznaniowych w woj. stanisławowskiem. Lwów 1933. Druk. Książnica-Atlas.
8°, s. 5. Odb. Czasopismo Geograficzne. R. 1933, zesz. 4.
Hejnosz Wojciech. Znamienny dekret sądu referendarskiego. (Przyczy­
nek do sprawy stosunku chłopa do ziemi w dawnej Polsce). Roczniki dzie­
jów społecznych i gospodarczych 2 (1932—1933), s. 93—112.
Hertz Aleksander. Państwo Inków. Wiedza i życie 8 (1933), s. 936—946.
Hertz Amelja. Die Entwicklung der ältesten Kulturen in Aegypten.
Rocznik orjentalistyczny 9 (1933), 's. 136—164.
Heydzianka-Pilatowa Janina. Słownictwo połabskie w zakresie wvprawy
lnu. Slavia occidentalis 12 (1933), s. 258—263.

174
'Hirschberg J. Upadek pierwszych rodziców w świetle poezji staroarabskiej. Sprawozdania z czynności i posiedzeń P. A. U. Kraków. R. 1933, Nr. 2,
s. od 18 -19.
Horowski Jan. Nowy Rok w starożytnym Rzymie. Filomata 5, Nr. 56
(1933), s. 195—200.
Hrabec Stefan. Wykaz bibliograficzny prac naukowych Kazimierza
Nitscha do końca r. 1933. Slavia Occidentalis 12 (1933), s 354—369.
Hudek-Chudek Józef Marjan. Misterja wielkanocne Francji średnio­
wiecznej. Warszawa 1933. Druk. Archidiecezjalna. 8°, s. 14.
Janik Michał. Cech rotmański i sternicki w Ulanowie. Lud. R. 1933.
Ser. II, t. 12, s. od 66—77.
Jaworska Zofja. Tokarnia w Sopotni Małej. Orli Lot 14 (1933), s. 135.
Kaczmarczyk Zdzisław. Przyczynek do gospodarki halnej XVIII wieku
w „państwie łodygowickiem“. Lud. R. 1933. Ser. II, t. 12, s. od 78—81.
Kaliska B. Zwyczaje wielkanocne na Kujawach. Orli Lot 14 (1933),
s. 42—45.
Kamieńska Halina. Norblin jako pierwszy malarz ludu polskiego. Wie­
dza i życie 8 (1933), s. 917—924.
Kantak Kamil. Poznańska książka w obronie czarownic. Kronika miasta
Poznania. R. 11 (1933), s. 268—277. (Omówienie książki: Gamolski „Prze­
strogi duchowne sędziom, inwestygatorom y instygatorom czarownic po­
trzebne“. 1742).
Klinger Witold. Zwiastowanie Najświętszej Panny Marji w obrzędowości
ludowej. Kurjer literacko-naukowy 10 (1933), nr. 13.
Konkursy etnograficzne „Wiadomości Ludoznawczych“. Konkurs na
zbiór przyczynków do studjów nad ludowemi zwyczajami wielkanocnemi.
(Konkurs na zbiór przyczynków do mitologji księżycowej w folklorze pol­
skim). Łódź (1933). Druk. L. Tarkowski. 8°, s. 4 nlb.
Kosiba Aleksander. W gościnie u Lapończyków. Zbliska i zdaleka 1
(1933), s. 59—69.
Kostórkiewicz Tadeusz. Z życia prawnego mieszkańców wsi Rerezów
i Tarnawka. Kraków 1933. 8°, s. 42. Odb.: Przegląd Notarjalny. R. 1932, Nr. 4.
Korzeniowska Jadwiga. Hafty poleskie i wołyńskie. Warszawa 1933.
Tow. Wyd. „Bluszcz“. 4°, s. 20.
Kozierowski Stanisław ks. Nazwy geograficzne i osadźcy ziemi Bydgoskiej. Bydgoszcz 1933, 8°, s. 22. Odb.: Przegląd Rydgoski. R. 1933, Nr. 3.
Kryczyński Stanisław. Obrzędy pogrzebowe i kult zmarłych u polskich
wyznawców Koranu. Kurjer literacko-naukowy 10 (1933), nr. 44.
Krzyżanowski J. Bajka o „kulawym i ślepym“ w literaturze polskiej.
Sprawozdania z czynności i posiedzeń P. A. I?. Kraków. R. 1933 Nr. 3,
s od 11—13.
Lenkowski Stanisław. Klasyczny taniec grecki. Wiedza i życie 8 (1933).
s. 215—230.
Leszcz. Znak ryty na głazie na Magórce. Wierchy 11 (1933), s. 210—211.
Leszczycki Stanisław. Budownictwo kamienne na ziemiach polskich.
(Kwestjonarjusz etnograficzny). Orli Lot 14 (1933), s. 84—89.
Leszczycki Stanisław. Budownictwo wiejskie z kamienia polnego. Kurjer
literacko-naukowy 10 (1933), nr. 27.

175
Leszczycki Stanisław. Górny zasięg dachów krytych słomą na Podhalu.
Wierchy 11 (1933), s. 208—210.
Loorits Oskar. Folklorystyka w Estonji. Wilno 1934. Druk. „Znicz“.
8°, s. od 12—17. Odb.: Balticoslavica. R. 1933, t. 1.
Lueck Kurt. Die deutschen Siedlungen im Cholmer und Lubliner Lande.
Mit Gemälden und Zeichnungen von Friedrich Kunitzer. Plauen i V. 1933.
Papierodruk-Poznań. 8°, s. 6 nlb., 306, 1 nlb., tabl. 2.
Łęga Władysław. Ziemia malborska. Kultura ludowa (Pam. Instyt.
Bałtyckiego, t. 10). Toruń 1933, s. XVIII, 256.
Łempicki Zygmunt. Demon antyku a kultura nowożytna. Warszawa
1933. Wyd. Koło Historyków S. U. W. 8°, s. 34.
Łuckiewicz Antoni. Muzeum Białoruskie im. Jana Łuckiewicza w Wil­
nie. Balticoslavica 1 (1933), s. 47—55.
Malicki Adam. Największe targowisko Wschodu — Singapur. Zbliska
i zdaleka 1 (1933), s. 14—19.
Malicki Adam. W krainie kukurydzy, tytoniu i grot podziemnych (Po­
dole pokuckie). Zbliska i zdaleka l (1933)Ks. 3—7.
Mańkowski T. Pasy wschodnie a pasy polskie. Sprawozdania z czynności
i posiedzeń P. A. U. Kraków. R. 1933, Nr 5, s. od 13—16.
Matka Boska Niepokalanie Poczęta. Opowieść ludowa. Orli Lot 14 (1933),
s. 132 133.
Matka Boska Zielna. Opowieść ludowa. Orli Lot 14 (1933), s. 133.
Mikulski Tadeusz. Pieśń ludowa o Toruniu. Toruń 1934. Nakł. Tow. Nauk.
w Toruniu. 8°, s. 20. Odh.: Zapiski Tow. Naukowego w Toruniu. 9 (1933),
zesz. 7—8.
Morcinek Gustaw. Śląsk. Poznań 1933. Wydawnictwo Polskie (R. Weg­
ner). 8“, s. XIII, 2 nlb. 181, 3 nlb.
Mościcki Aleksander. Uwarstwienie ludności wiejskiej w dobrach kapi­
tuły poznańskiej w pierwszej połowie XVI wieku. Boczniki dziejów społecz­
nych i gospodarczych 2 (1932—1933), s. 113—122.
Nandris Gr. O wędrówce Rumunów na terenie zachodnio-słowiańskim.
Slavia Occidentalis 12 (1933),s. 254—258.
Narzędzia, Ludowe... muzyczne w Sopotni Małej. Orli lot 14 (1933),
s. 139—141.
Neyman Jerzy. Zarys teorii i praktyki badania struktury ludności metodą
reprezentacyjną. Warszawa 1933. Z zasiłku Kasy im. Mianowskiego. Str. 123.
Olszak Rafał. O pańszczorzu, kiery mioł prorockigo ducha. Zaranie śląskie
9 (1933), s. 192.
Ostrowska Anna. Wiadomości monograficzne o Sopotni Małej. Orli Lol 14
(1933), s. 133—135.
Papće Stefan. Wielkopolska wczoraj i dziś. Lwów' 1933. Nakł. Państw.
Wydawnictwa Książek Szkolnych. 8", s. 234.
Patock Jan. Kaszubskie wierzenia ludowe. Mora albo zmora. Gryf 9
(1933), nr 2, s. 31—33.
Perkowski Józef. Wpływy polskie w ludowej rzeźbie kapliczkowej na
Żmudzi. Ziemia. R. 23 (1933), s. od 52—54.
Piaścik Franciszek. Typowe dzwonnice drewniane w Polsce oraz ich kon­
strukcja. Biuletyn Historii Sztuki i Kultury. Warszawa. R. 1 (1932/33), s. od!
131—134.

176
Pilchówna Maria. Jak to dawniej na Wiśle bywało. Zaranie śląskie 9
(1933), s. 32—33.
Pilchówna Maria. O bandurkach abo nocznicacli, ka sie piniądze suszą
i inszych strachach. Zaranie śląskie 9 (1933), s. 190—191.
Pinkowska A. Chata kujawska. Orli Lot 14 (1933), s. 36—39.
Pjacjukevič Marian. Uvahi dzelja zapisyvaňnja bełaruskaj narodnaj tvorëas’ci i abradaü. Z prahramami: 1. Dzelja zapisyvaňnja pacharońnich abradaü; 2. ...paminalnych dzjon (Dzjadoü). Vilnja 1933. Vyd. T-va Pryjaceljaü
Bała rusa védy pry U. S. B. ü Vilni. 8°, s. 31.
Podżorski Andrzej Wisła i jej mieszkańcy. Zaranie śląskie 9 (1933),
s. 33—36.
Pollak Roman. Staropolski poemat o górnikach i hutnikach. Przegląd
współczesny 47 (1933), s. 112—124.
Pulikowski Juljan. Sześć pieśni śląskich z roku 1810. Kwartalnik mu­
zyczny 5 (1933), s. 34—35.
Reinfuss Roman. Cerkiewki drewniane na Łemkowszczyźnie. Kurjer literacko-naukowy 10 (1933), nr 34.
Ręgorowicz Ludwik. Stosunki narodowościowe na Śląsku. Na podstawie
spisu ludności i statystyki wyborczej z 1930 r. oraz szkolnej z 1932 r. Poznań
1933. Nakł. Związek Obrony Kresów Zachodnich. 8°, s. 16.
Romanowska Maria. Zmiany w zaludnieniu Królestwa Polskiego w prze­
ciągu stulecia. Lwów 1933. 8°. S. 8. Odb. z „Czasopisma Geograficznego“.
R. 1932, zesz. 4.
Salvini Luigi. Polska w ludowych pieśniach madziarskich. Lud 1933.
Ser. II, t. 12, s. od 1—21.
Sandomierskie. Sandomierz 1933. Nakł. Powsz. Uniw. Regj. im. St. Ko­
narskiego. 8°, s. 56. (Zawiera m. in.: R. Koseła: Świat nadprzyrodzony Włostowa — Diabeł. — Edward Szylko: Nawoływanie i odpędzanie zwierząt i pta­
ków domowych w Sandomierskiem).
Seweryn Tadeusz. Chińskie drzeworyty ludowe. Kurjer literacko-naukowy
10 (1933), nr 16.
Seweryn Tadeusz. Chleb umarłych. Kurjer literacko-naukowy 10 (1933),
nr 44.
Seweryn Tadeusz. Wigilijne światy. Kurjer literacko-naukowy 10 (1933),
nr 52.
Sęk. Przepowiednie góralskie. Zaranie śląskie 9 (1933), s. 102—105.
Sęk. Zagadki góralskie. Zaranie śląskie 9 (1933), s. 36—38.
Skierkowski Władysław. Muzykalność ludu Kurpiowskiego. Kwartalnik
muzyczny 5 (1933), s. 44—47.
Skoczylas Władysław. Drzeworyt ludowy w Polsce. Warszawa 1933. Wyd.
J. Mortkowicz. 4°, s. 3 nlb., 13, 2 nib., XI, tabl. 99.
Sławiczek Jan. Wesele wałaskie w Cieszyńskiem. Zaranie śląskie 9 (1933),
s. 25—31:
Smoleński Jerzy. Ludność o języku ojczystym polskim na obszarze Rze­
czypospolitej Polskiej. Warszawa 1934. 4°, s. 2 nlb., 22, mapy 3. Odb.: Kwar­
talnik Statystyczny. R. 1933, t. 10, zesz. 4.
Smoleński Jerzy Socjologia grup społeczno-geograficznych jako podstawa
badań regionalistyeznych. Przegląd współczesny 44 (1933), s. 40—43.

177
Stapińśka Aniela. Burso. Nieznany zabytek folklorystyczny na Podhalu.
Kurjer literacko-naukowy 10 (1933), nr 41.
Stapińśka Aniela. Wesele góralskie. Kurjer literacko-naukowy 10 (1933),
nr 5.
Starczuk Jan. Conception of the ornament and foundation of its évolu­
tion. Eos 34 (1932/33), 277—287.
Stelmachowska Bożena. „Podkoziołek“ w obrzędowości zapustnej Polski
Zachodniej. Poznań 1933. Nakł. Instytut Zachodnio-Słowiański przy Uniw.
Poznańskim. 8°, s. VIII, 2 nlb., 176, 1 nlb., tabl. 15.
Stelmachowska Bożena. Kok obrzędowy na Pomorzu. Toruń 1933. Kasa
im. Mianowskiego. Warszawa. 4°, s. X, 1 nlb., 271.
Stelmachowska Bożena. Wielkanoc na Pomorzu. Ziemia 23 (1933), s. od
95—98.
Sulimirski Tadeusz. Die schnurkeramischen Kulturen und das indoeuro­
päische Problem. Varsovie 1933. 8'°'. S. 22. Odb. z „La Pologne au 7 e Congrès
International des Sciences Historiques“.
Svatopluk Ježek. Zagadnienie folkloru w kinematografii czeskiej. Kurjer
literacko-naukowy 10 (1933), nr 24.
Świerkosz Alfred. Zwyczaje noworoczne na Kaszubach. Kurjer literackonaukowy 10 (1933), nr 1.
Świbówna Ernestyna. Zwyczaje ludowe w Brennej za Skoczowem. Zaranie
śląskie 9 (1933), s. 38—41.
Szczepańska Maria. Z folkloru muzycznego w XVII wieku. Kwartalnik
muzyczny 5 (1933), s. 27—34.
Szygowski Juljusz. Starożytny Meksyk. Warszawa 1933. Tow. Wyd.
„Kój“. 8°, s. 119. 1 nlb., tabl. 31.
Tarnacki Józef. Kwestjonarjusz do badań słownictwa ludowego w zakresie
kultury materialnej. Warszawa 1933. Nakł. Wydział Humanistyczny Uniw.
Warsz. 8°, s. 32.
Themis polska. Pismo nauce prawa poświęcone. Organ Wydz. Prawa
i Nauk. Polit. Uniw. Warsz. oraz Tow. Prawniczego w Warszawie. Ser. 3, 1. 8.
Warszawa 1933. (Zawiera m. in.: Józef Kafacz: Biecka ordynacja bartna
z r. 1538).
'I omkiewicz Władysław. Zasiąg kolonizacji polskiej na ziemiach ruskich.
Przegląd powszechny 197 (1933), s. 32—57.
Turowiczówna Jadwiga. Inscenizowane pieśni ludowe. Wyd. 2. Warszawa
1933. Nakł. Tyg. „Wiarus“. 8°, s. 4 nlb., 69.
Udziela Seweryn. Kraków w podaniach i legendach. Kraków 1933. Nakł.
Księg. Geograf. „Orbis“. 8°, s. 72.
Wantuła Andrzej. Początki osadnictwa na Wiśle. Zaranie śląskie 9 (1933),
s. 158—169.
Wasilewski Leon. Skład narodowościowy państw europejskich. Warszawa
1933. Nakł. Instytut Badań Spraw Narodowościowych. 8°, s. 150, 1 mapa.
Wąsowicz J. Powojenne zmiany w rozmieszczeniu ludności w Europie
Zachodniej. Lwów 1933. 8°, s. 18. Odb.: Czasopismo Geograficzne. K. 1933,
zesz. 4.
Wawro Andrzej. Autobiografia. Orli Lot 14 (1933), s. 130—131.
(Wawro), Dlaczego... rzeźbi tylko figury świętych ? Orli Lot 14 (1933),
s. 132.
Lud T. XXXV.

12

178
Widajewicz Józef. Słowianie zachodni na Bałtyku. Toruń 1933. Kasa im.
Mianowskiego, Warszawa. 8°, s. 34.
Wihtol Józef. O pieśni ludowej na Łotwie słów kilka. Kwartalnik mu­
zyczny 5 (1933), s. 65—69.
Windakiewiczowa Helena. Pentatonika w muzyce poiskiej ludowej. Kwar­
talnik muzyczny 5 (1933), s. 1—26.
Witkowska Stefanja. Kultura duchowa ludu w Sopotni Małej. Orli Lot 14
(*933), s. 136—139.
Wrzosek A. Ewolucja naczyń do karmienia niemowląt od czasów przed­
historycznych do obecnych. Przegląd antropologiczny 7 (1933), s. 146.
Zakrzewski Zygmunt. Ewolucja zwyczaju pogrzebowego na cmentarzy­
skach z kulturą łużycką. Warszawa 1933. Państw. Muzeum Archeologiczne.
4°, s. 13, tabl. 2. Odb.: Wiadomości Archeologiczne. T. 12.
Zawadzka Marja. Współczesne kilimkarstwo. Przegląd powszechny 50
(1933), t. 199, s. 221—224.
Zawistowicz Kazimiera. Boże Ciało w wierzeniach i obrzędach ludu pol­
skiego. (Warszawa 1933). 8°, s. 9, 1 nlb. Odb.: Wiedza i Życie. B. 1933, Nr 6.
Zawistowicz Kazimiera. Dzień Wniebowzięcia Matki Boskiej w wierze­
niach i obrzędach. (Warszawa 1933). 8°, s. 6. Odb.: Wiedza i Życie. R. 1933,
Nr 8—9.
Zawistowicz Kazimiera. Obrzędy zaduszne. (Warszawa 1933). 8°, s. 10.
Odb.: Wiedza i Życie. R. 1933, Nr 10.
Zawistowicz Kazimiera. Obrzędy zapustne. Warszawa 1933. 8°, s. 12.
Odb.: Wiedza i Życie. R. 1933, Nr 2.
Zawistowicz Kazimiera. Obrzędowość świąt Bożego Narodzenia. Wiedza
i życie 8 (1933), s. 956—966.
Zawistowicz Kazimiera. Obrzędowość świętojańska. Wiedza i życie 8
(1933), s. 553—562.
Zawistowicz Kazimiera. Polskie Archiwum Ludoznawcze. Warszawa 1933.
8°, s. 14. Odb.: Wiedza i Życie. R. 1933, Nr 1.
Zawistowicz Kazimiera. Śródpoście w zwyczajach ludowych Warszawa
1933. 8°, s. 12. Odb.: Wiedza i Życie. R. 1933, Nr 3.
Zawistowicz Kazimiera. Wielkanocne wierzenia i obrzędy. Warszawa 1933.
8'°, s. 10. Odb.: Wiedza i Życie. R. 1933, Nr 4.
Zawistowicz Kazimiera. Wróżby w wigilję św. Andrzeja i św. Katarzyny.
Warszawa 1933. 8°, s. 8. Odb.: Wiedza i Życie. R. 1933, Nr 11.
Zawistowicz Kazimiera. Zielone świątki w wierzeniach i obrzędach. Wie­
dza i Życie 8 (1933), s. 381—389.
Zbiory sekcji budownictwa ludowego Zakładu Architekt. Pol. i Hist. Sztuki
P. W. Biuletyn Historii Sztuki i Kultury. Warszawa. R. 1 (1932/33), s. 2—12.
Zborowski Juljusz. Bez co tako bieda pod holami. (Opowiedział Andrzej
Tylka Suleja, Zakopane 1915). Ziemia 23 (1933), s. 14.
Zborowski Juljusz. Z góralskich nazw miejscowych i osobowych. Kraków
1933. 8°, s. od 69—75. Odb. z „Języka Polskiego“. R. 18, zesz. 3.
Zborowski Juljusz. O zapomnianej twórczości Żegoty Paulego. Lud.
R. 1933. Ser. II, t. 12, s. od 77—78.
Zborowski Juljusz. Z opowiadań góralskich o niedźwiedziu. (Opowiada­
nia Andrzeja Tyłki (Suleji) z Kościelisk). Lwów 1933. 8°, s. 4. Odb.: Łowiec.
R. 1933, Nr 19.

179
Zinkiewicż Włodzimierz. Najdziksza część Karpat-Gorganv. Zbliska i zda­
leka 1 (1933), s. 27—34.
Zjazd, I... Polski Antropologów, Prehistoryków, Etnologów i Etnografów.
Poznań 1933. 8°, s. 3. Odb.: Przegląd Antropologiczny. R. 1931—1932, t. 6,
zesz. 1—4.
Znamierowska-Priifferowa Maria. Paski w okolicy Druskienik. Lud 1933.
Ser. II, t. 12, s. od 35—40.
Znamierowska-Priifferowa Maria. O gobelinach. (Według pogadanki wy­
głoszonej w Radio Wileńskiem dn. 29. I. 1933 r.) Wilno 1933. Druk. „Lux“.
8°, s. 11.
Znamierowska-Priifferowa Maria. Rybołówstwo w okolicach Druskienik.
Lud. R. 1933. Ser. II, t. 12, s. od 21—35 i odb.
Żyranik Bogdan. Przeciwieństwo bóstwa-drzewa i bóstwa-kamienia w wy­
obrażeniach ludowych. Lwów 1934. Nakł. Tow. Ludoznawcze. 8°, s. 94.
Odb.: Lud. R. 1933, serja 2, t. 12.
Rek M.*34.
Andersen Olaf. Ruch regjonalistyczny w Danji. Ruch regjonalistyczny
w Europie 1 (1934), s. 86—113.
Ankieta etnograficzna dla Ziemi Tucholskiej. Toruń 1934. Instytut Bał­
tycki. 4°, s. 20.
Atlas, Antropogeograficzny... Polski. (Atlas de géographie humaine de la
Pologne). Redaktor Bogdan Zaborski. Zeszyt 2. Arkusz 1. Bydgoszcz-GdyniaWarszawa 1934. 3 mapy 1 : 300.000 i 56 s. tekstu.
Atwood Wallace W. The habitat of the ancient Mayan culture in Guate­
mala. Lwów 1934. Odb.: Zbiór prac pośw. przez Tow. Geograficzne we Lwowie
Eugenjuszowi Romerowi w 40-lecie jego twórczości naukowej. 8°, s od
560—568.
Baba i dziad. Zwyczaj wielkanocny wsi folwarcznej w Wielkopolsce,
zaobserwowany w Smogulcu i Żabiczynie w pow. szubińskim. Orli Lot 15
(1934), s. 69—70.
Bąk Stanisław. Powstanie i rozwój nazwy Sandomierz. Warszawa '1934.
8°, s. od 231—248. Odb.: Prace filologiczne. T. 16.
Bartóky József. Legendy i opowiadania. Z oryg. madziarskiego przełożył
dr Jan Harajda. Kraków 1934. Nakł. Księgarnia Krakowska. 8e, s. 1 nlb., 163
I nlb.
Batowski Henryk. Mickiewicz a serbska pieśń ludowa. Pamiętnik literacki
31 (1934), s. 29—57.
Bobrzyński Michał. Historia, legenda, powieść .historyczna. Kraków 1934.
8°, s. 8. Odb.: Czas. R. 1934.
Boerman Willem. Regionalizm w Holandii. Ruch regionalistyczny w Euro­
pie 1 (1934), s. 411—424.
Bogatyrev Petr. „Polaznik“ u južnich słavjan, madjarov, poljakov i ukraincev. Lud słowiański 3 (1934), s. B. 212—273.
Brosig ALied. Drzeworyty ludowe w Polsce. Kurjer literacko-naukowv
II (1934), nr 3.
Brun Charles. Regionalizm francuski. Ruch regionalistyczny w Europie 1
(1934), s. 267—286.
12*

180
Brychówna. Opowiadanie o Ondraszku. Zaranie śląskie 10 (1934), s.
169—170.
Brzęczkowski St. W sprawie przemysłu ludowego na Kaszubach. Gryf 9
(1934), nr 4, s. 24—27.
Bühn Stanisław. Jak to w starożytności i w średniowieczu leczono gruź­
licę. Kurjer literacko-naukowy 11 (1934), nr 10.
Bulanda Edmund. Etrurja i Etruskowie. Lwów 1934. Nakł. Filomata. 8°,
s. XXVII, 1 nlb., 467, mapki 2.
Bystroń Jan Stanisław. Alger. Lwów, Warszawa 1934. Książnica-Atlas.
8°, s. 247, 1 nlb., tabl. 16,
Bystroń Jan Stanisław. Dzieje obyczajów w dawnej Polsce. Wiek XVI—
XVIII. T. 2. Warszawa 1934. Druk. Narodowa, Kraków, s. 7 nlb., 575, l nlb.,
tabl. 32.
Bystroń Jan Stanisław. Pieśni ludowe z polskiego Śląska. Z rękopisów
zebranych przez ks. Emila Szramka oraz zbiorów dawniejszych A. Cinciały
i J. Rogera wydał... Kraków 1934. Polska Akad. Urn. 8°, s. VIII, 539.
Bystroń Jan Stanisław. Pieśń o spotkaniu się rodzeństwa. Lwów 1934.
Nakł. Tow. Ludoznawcze. 8°, s. 10. Odb.: Lud t. 32 (1933).
Bystroń Jan Stanisław. Tradycyjne pojęcie o środku ziemi. Lwów 1934.
Odb.: Zbiór prac pośw. przez Tow. Geograficzne we Lwowie Eugenjuszowi
Romerowi w 40-lecie jego twórczości naukowej. 8C, s. od 592—594.
Bystroń Jan Stanisław. Typy ludowe J. P. Norblina. 27 tabl. i 4 ryciny
w tekście. Kraków 1934. Nakł. Muzeum Etnograf. 4°, s. 66, tabl. 27.
Caraman Petru. Une ancienne coutume de mariage. Étude d’ethnographie
du Sûd-Est européen (Fin). Lud słowiański 3 (1934), s. B. 185—212.
Chętnik Adam. Kalendarzyk zwyczajów dorocznych, obrzędów i niektó­
rych wierzeń ludu kurpiowskiego. Nowogród 1934. Nakł. Muzeum Kurpiow­
skie. 8°, s. 31, 1 nlb.
Cholnoky E. Die kulturgeschichtliche Rolle der Hirtenvölker Innerasiens.
Lwów 1934. Odb.: Zbiór prac pośw. przez Tow. Geograficzne we Lwowie
Eugenjuszowi Romerowi w 40-lecie jego twórczości naukowej. 8°, s. od
581—591.
Crocioni Giovanni. Rozwój kultury regjonalnej w Italii. Ruch regjonalistyczny w Europie 1 s. 294—349.
Cybulski Stefan. Dom rzymski i obóz rzymski. Filomata 6 (Nr 59/1934),
s. 369—372.
Czekanowski Jan. Ślady antropologiczne Gotów w Polsce. Lwów 1934
Odb.: Zbiór prac pośw. przez Tow. Geograficzne we Lwowie Eugenjuszowi
Romerowi w 40-lecie jego twórczości naukowej. 8°, s. od 442—452.
Czortówna Franciszka. Pucherocy. Młodzi chłopcy chodzący w Niedzielę
Palmową w przebraniu po domach. Orli Lot 15 (1934), s. 52—53.
Dańcówna H. Zwyczaje wielkanocne w Wieliczce i okolicy. Orli Lot 15
(1934), s. 57—58.
Dědina Václav. Regionalizm w Czechosłowacji. Ruch regionalistyczny
w Europie 1 (1934), s. 61—67.
Destrée Jules. Regionalizm w Belgii. Ruch regionalistyczny w Europie 1
(1934), s. 5—15.
Dmochowski Zbigniew. Sprawozdanie z pomiaru inwentaryzacyjnego na
terenie pow. stolińskiego 17. VIII. — 12. IX. 1933. Biuletyn historii sztuki

i

181
i kultury, Warszawa. 2 (1933/34), s. od 93—98. (Dotyczy budownictwa ludo­
wego) .
Dobosiewicz Stanislaw. Z życia wyrazów i rzeczy (w sprawie nazw ludo­
wych przedmiotów kultury materialnej). Poradnik Językowy. R. 1934, s. 14,
31—32, 48—49, 68.
Dudzińska Franciszka. Legendy o Zamku Janowieckim. Janowiec 1934.
Diec. Zakł. Graf.-Druk., Sandomierz. 8°, s. 73, 1 nlb.
Dumka Nikita. Religia wieśniaka greckiego. Filomata 6 (1934), nr 64,
s. 120—130.
Dvmnycz Nazar. Święto „Iwana Kupajła“ na Wołyniu. Rocznik wołyński
3 (1934), s. 435—442.
Dynowski Witold. Barwne kufry chłopskie z okolic Wileńszczyzny i Po­
lesia. Wilno 1934. Nakł. Instytut Naukowo-Badawczy Europy Wschodniej.
4°, s. 3 nlb., 64, 1 nlb., tabl. 16, mapy 3.
Dworakowski Stanisław. Pieśni żniwiarskie z powiatu wysoko-mazowieckiego. Łódź 1934. Nakł. Tow. Opieki nad Zabytkami Ludoznawczemi i Archeologicznemi w Łodzi. 8°, s. 23, 1 nlb. Odb.: Wiadomości Ludoznawcze. R. 1934,
zesz. 3—4.
Eisenstein A. O starym cmentarzu żydowskim w Cieszynie. Zaranie śląskie
10 (1934), s. 158—161.
Falkowski Jan. Dziesięciolecie Zakładu Etnologicznego Uniwersytetu
Jana Kazimierza we Lwowie. (1924—1934). Lwów 1934. Nakł. Zakład Etnolo­
giczny U. J. K. 8°, s. 12. Odb.: Lud 32 (1933).
Falkowski Jan. Gliniane paleniska i naczynia piecykowate. Z 4 tabl. Lwów
1934. Nakł. Tow. Ludoznawcze. 8°, s. 19. Odb. Lud 32 (1933).
Farguharson Alexander. Regionalizm w Wielkiej Brytanii. Ruch regionalistyczny w Europie 1 (1934), s. 20—54. .
Fawcette. The world’s population. Lwów 1934. Odb.: Zbiór prac pośw.
przez Tow. Geograficzne we Lwowie Eugenjuszowi Romerowi w 40-lecie jego
twórczości naukowej. 8°, s. od 461—474.
Fischer Adam. Etnografia słowiańska. Zesz. 3. Polacy. Z 59 ilustr. i 1
mapą. Lwów, Warszawa 1934 Książnica-Atlas. 8°, s. VII, od 121—?56, mapa 1.
Fischer Adam. Kaszubi na tle etnografii Polski. Studium porównawcze.
Toruń 1934. S. gł. Kasa im. Mianowskiego. 8°, s. V, 1 nlb., 110. Odb.: Pa­
miętnik Instytutu Bałtyckiego, t. 16. Seria Balticum, zesz. 8. Toruń 1934.
Fischer Adam. Pierwiastki bałtyckie w ludowej kulturze kaszubskiej.
Zbiór prac poświęconych przez Towarzystwo Geograficzne we Lwowie Euge­
njuszowi Romerowi. Lwów 1934, s. 551—559 i odb.
Frankowski Eugeniusz. Regionalizm Hiszpanii. Ruch regionalistyczny
w Europie 1 (1934), s. 185—230.
Friedrich Henryk. Wskazówki do zbierania i systematyzowania materia­
łów gwarowych. 1 — fonetyka, 2 — część techniczna. Warszawa 1934. Druk.
Bankowa. 8°, s. 29, 1 nlb.
Gajek Józef. Kogut w wierzeniach ludowych. Lwów 1934. Nakł. Tow.
Naukowe. 8°, s. 172, tabl. 1.
Ganszyniec Ryszard. Boże Narodzenie. Filomata 6 (1934), nr 65, s.
147—152.
Ganszyniec Ryszard. Rusałki. Filomata 6 (1934), s. 455—459.

182
Ganszyniec Ryszard. Żywa starożytność. Święto Matki Boskiej Gromnicz­
nej. Filomata 6 (1934), nr 57, s. 278—279.
Górski A. Baśń o mówiącej fujarce. Orli Lot 15 (1934), s. 34—35.
Gross Feliks. Koczownictwo. Studia nad nomadyzmem i jego wpływem
na społeczeństwo, ustrój i prawo. Kraków 1934, s. od 40—44. Odb.: Sprawo­
zdania Pol. Akad. Um. R. 1934, t. 39, Nr 3.
Guzowska Angielina. Stroje ludowe w powiecie zdołbunowskim na Wo­
łyniu. Rocznik Wołyński 3 (1934), s. 443—450.
Harpe Jean, De la. Regionalizm w Szwajcarii. Ruch regionalistyczny
w Europie 2 (1934), s. 208—251.
Hertz Aleksander. Swojskość i obcość. Wiedza i życie 9 (1934), s.
121—129.
Hrabec Stefan. Uzupełnienie do „Wykazu bibliograficznego prac nauko­
wych Kazimierza Nitscha do końca r. 1933“. Slavia occidentalis 13 (1934),
s. 190.
Husarski Wacław. Ceramika ludowa w Polsce. Wiedza i życie 9 (1934),
s. 385—397.
Husarski Wacław. La gravure populaire sur bois en Pologne. Pologne
littéraire 9 (1934), nr 89, s. 5.
Ilegić Fr. Regionalizm i literatura jugosłowiańska. Ruch regionalistyczny
w Europie 1 (1934), s. 374—384.
Ilegić Svetozar. Regionalizm w Jugosławii. Ruch regionalistyczny w Euro­
pie 1 (1934), s. 356—364. ,
Ilinskij G. Vasmer M., Der Burgundenname bei den Westslaven. (Re­
cenzja). 8°, s. 3, 1 nlb. Odb.: Prace filologiczne. T. 16. Warszawa 1934.
Jakimowicz Roman. Szlak wyprawy kijowskiej Bolesława Chrobrego
w świetle archeologii. (Próba ujęcia zagadnień wczesnohistorycznych Woły­
nia). Rocznik wołyński 3 (1934), s. 10—100.
Kiełczewska Maria. Osadnictwo wiejskie Pomorza. Poznań 1934. Sgł.
Książnica-Atlas. 8°, s. 63.
Kiełczewska Maria. Typy i rodzaje osiedli wiejskich na Pomorzu. Toruń
1934. Wyd. Instytutu Bałtyckiego. 8°, s. 4.
Kiełczewska Maria. Z badań nad osadnictwem wiejskiem Pomorza. Kurjer
literacko-naukowy 11 (1934), nr 40.
Klimaszewska Jadwiga. Baśń o mówiącej fujarce. Kraków 1934. Odb.:
Orli Lot 15 (1934), nr 1 i 3.
Klimek Stanisław. Metoda ilościowa w badaniach nad historią kultury.
Roczniki dziejów społecznych i gospodarczych 3 (1934), s. 57—76.
Klinger Witold. Ze starożytnej wiary ludowej. Trzy studia. Poznań 1934.
Pozn. Tow. Przyjaciół Nauk. 8°, s. 2 nlb., 43, 1 nlb.
Kniezsa Istvan. Zabytki języka słowackiego w Archiwum Państwowem
i w Muzeum Narodowem w Budapeszcie. Poznań 1934, 8'J s. 6. Odb.: Slavia
Occidentalis. R. 1934, t. 12.
Kołessa Filaret. Baljada pro docku-ptagku v słovjanśkij narodniji poeziji.
Lud słowiański 3 (1934), s. B. 147—185.
Kowalewski Sylwester. Chęciny i okolica. Przewodnik Krajoznawczy po
południowej części Gór Świętokrzyskich. Kielce 1934. 8°, s. 40.
Kowalski Tadeusz. Materiały karaimskie ś. p. Jana Grzegorzewskiego.

183
Wilno 1933. Druk. „Znicz“. 8°, s. 12, tabl. 1. Odb. z „Myśli Karaimskiej“.
R. 1933/34, zesz. 10.
Koza Marian. Dorota Paluszka, czarownica gnieźnieńska. Kurjer literacko-naukowy 11 (1934), nr 10.
Kral Jiři. Vesnická sidła w Československé Republice a zvláště v zemi
slovenské a podkarpatoruské. Lwów 1934. Odb.: Zbiór prac pośw. przez Tow.
Geograficzne we Lwowie Eugeniuszowi Romerowi w 40-lecie jego twórczości
naukowej. 8°, s. od 518—525.
Krzyżanowski Juljan. Na szlakach tatrzańskich poszukiwaczy skarbów.
Wierchy 12 (1934), s. 78—91.
Krzyżanowski Juljan. Najwdzięczniejsza kantyczka staropolska. Pion 2
(1934), nr 52, s. 1—2.
Krzyżanowski J. Rosyjska epika ludowa. Sprawozdania z czynności i po­
siedzeń P. A. U. T. 39. 1934, Nr 2, s. od 9—12.
Krzyżanowski Juljan. Z motywów folklorystycznych u Mickiewicza. Pa­
miętnik literacki 31 (1934), s. 105—113.
Kwestjonarjusz w sprawie ludowych narzędzi muzycznych. Kraków 1934.
„Druk. „Orbis“. 8°, s. 4.
Lagererantz Sture. Die Rärenkeule. Lud słowiański 3 (1934). s. R.
274—281.
Lam Władysław. O sztuce ludowej i sztucznej ludowości. Pion 2 (1934),
nr 20.
Lenkowski Stanisław. Z życia i kultury antyku. T. 1. Lwów 1934.. Nakł.
Filomata. 8°, s. 4 nlb., 255.
Leszczycki Stanisław. Rudownictwo kamienne na ziemiach polskich.
(Kwestjonarjusz etnograficzny). Kraków 1934. Druk. „Orbis“. 8°, s. 6.
Leszczycki Stanisław. Osadnictwo Zachodnich Karpat Polskich. Wiado­
mości geograficzne 12 (1934), s. 52—60.
Ligoń Stanisław. Wesele na Górnym Śląsku. Widowisko ludowe w 4 obra­
zach 5 odsłonach ze śpiewami i tańcami. Katowice 1934. Nakł. Sekcja Teatrów
ludowych Tow. Przyjaciół Teatru Polskiego. 8°, s. 110, 2 nlb., tabl. 9.
Lisowski Mieczysław. Wystawa zabawek dzieci ludów azjatyckich. Kurjer
literacko-naukowy 11 (1934), nr 5.
Lorentz Friedrich, Fischer Adam, Lehr-Spławiński Tadeusz. Kaszubi.
Kultura ludowa i język. Toruń 1934. Wyd. z zasiłkiem Funduszu Kultury Na­
rodowej. 8 , s. XVIII, 306, tabl. 1, mapa 1. Zawiera: .1. Borowik: Przedmowa.
F. Lorentz: Zarys etnografii kaszubskiej. — A. Fischer: Kaszubi na tle etno­
grafii Polski. — T. Lehr-Spławiński: O narzeczach Słowian nadbałtyckich.
Lorentz Friedrich Zarys etnografii kaszubskiej. Toruń 1934. Skgł. Kasa
im. Mianowskiego. 8°, s. V, 1 nlb., 139. Odb.: Pamiętnik Instytutu Bałtyc­
kiego. T. 16. Seria Balticum, zesz. 8. Toruń 1934.
Mackiewiczówna J. Ze studiów osadniczych w dolinie górnego Prutu.
Lwów 1934. 8°, s. 3. Odb.: Czasopismo Geograficzne. R. 1934, zesz. 3—4.
Małecki Mieczysław. Do genezy gwar mieszanych i przejściowych ze szczególnem uwzględnieniem granicy językowej polsko-czeskiej i polsko-słowackiej.
Poznań 1934. 8°, s. 10. Odb.: Slavia Occidentalis. R. 1934, t. 12.
Małecki Mieczysław. Dwie gwary macedońskie (Suche i Wysoka w Soluńskiem). Gz. I: teksty. Kraków 1934. Z zasiłku Funduszu Kultury Narodo­
wej. 8°, s. XV, 90.

184
Markielowska Maria. Baśń o mówiącej fujarce. Orli Lot 15 (1934), s. 35.
Maurer Henryk. O „Istych rokách"1 Ernesta Farnika. Zaranie śląskie 10
(1934), s. 118—126 i 178—187..
Michejda Adam. Podanie o królu polskim. Zaranie śląskie 10 (1934),
s. 111.
Mika Emil. Pieśni orawskie. Lipnica Wielka 1934. Nakł. Zw. Spisko-Oraw­
skiego. 8°, s. 78, tb. 7.
Miketta Janusz. O organizację pracy nad polską pieśnią ludową, Ziemia
24 (1934), s. od 9—12.
Mikulski Tadeusz. Pieśń ludowa o Toruniu. Zapiski Towarzystwa Na­
ukowego w Toruniu 9 (1932—1934), s. 151—164.
Mikuta Marian. Dożynki. Inscenizacja obrzędu ludowego. Kraków 1934.
Wyd. Małop. Zw. Teatrów i Chórów Ludowych. 8°, s. 35, 1 nlb.
Mikuta Marian. Sobótka. Inscenizacja obrzędu ludowego. Kraków 1934.
Wyd. Małop. Zw. Teatrów i Chórów Ludowych. 8°, s. 19, 1 nlb.
Moberg Ivar. Regionalizm w Szwecji i Norwegii. Ruch regionalistyczny
w Europie 2 (1934), s. 258—271.
Morelowski Marian. Tkaniny ludowe karaimskie a sprawa pochodzenia
Karaimów krymskich i polskich. Wilno 1934. 8°, s. 53, tabl. 7. Odb.: Myśl
Karaimska 10 (1933/34), zesz. 10.
Moszyński Kazimierz. Atlas kultury ludowej w Polsce. Zesz. 1 oprać,
wspólnie z J. Klimaszewską. Kraków 1934. Nakł. Pol. Akad. Umiejętności.
4°, s. 4, oleát 1, mapy z objaśnieniami s. 16 nlb.
Moszyński Kazimierz. Kultura ludowa Słowian. Cz. 2. Kultura duchowa.
Zesz. 1. Z 17 ryc. Kraków 1934. Pol. Akad. Umiejętności. S. VI, 722, 4 nlb.
Moszyński Kazimierz. Prof. Uniw. Jagiell. Kazimierz Moszyński o pracy
młodzieży dla etnografii. (List do redaktora „Orlego Lotu“). Kraków 1934.
Druk. „Orbis“. 8°, s. 1 nlb.
Muennich Aleksander. Osadnictwo niemieękie w Prusach Wschodnich.
Rozprawa z pracy zbiorowej: Stosunki gospodarcze Prus Wschodnich. Toruń
1934. 8°, s. IV, 52. Odb.: Pamiętnik Instytutu Bałtyckiego. T. 22. Seria Balticum, zesz. 11.
Nagel Bronisław. Borowiacy pomorscy. Kurier literacko-naukowy 11
(1934), nr 49.
Nandris Grigore. O wędrówce Rumunów na terenie zachodnio-słowiańskim. Poznań 1934. 8°, s. 6. Odb.: Slavia Occidentalis 12 (1934).
Nowakowski Kazimierz. Opis wsi Pawłów, pow. lubelskiego. Zbliska i zda­
leka 2 (1934), s. 252—259.
Obrębski Józef. Czarna magia w Macedonii. Kurjer literacko-naukowy 11
(1934), nr 17.
Olszak Rafał. Opowiadanie ludowe o czarnym Jurku fabryckim. Zaranie
śląskie 10 (1934), s. 168—169.
Ossowski Stanisław. Przeszłość i przyszłość kast indyjskich. Wiadomości
literackie 11 (1934), nr 21.
Ormicki Wiktor. Regionalizm gospodarczy w Polsce. Ruch regionalistyczny
w Europie 2 (1934), s. 21—77.
Ormicki Wiktor. Rozmieszczenie ludności wiejskiej i lokalizacja przemysłu
w Polskich Karpatach Zachodnich. Wiadomości geograficzne 12 (1934),
s. 70—71.

185
Orynżyna Janina. Ludowy przemĄsł zdobniczy. (Dzieje i ideologie popie­
rania). Wiedza i Życie 9 (1934), s. 323—329.
Pajączkowski Franciszek. Henryk Biegeleisen. Pamiętnik literacki 31
(1934), s. 2441—247.
Paradowski Józef. Historia osadnictwa w ziemi chełmińskiej w wiekach
średnich. Sprawozdania Tow. Nauk. we Lwowie 14 (1934), s. 219—224.
Patkowski Aleksander. Ruch regionalistyczny w Polsce. Bibliografia za lata
1922—1932. Ruch regionalistyczny w Europie 2 (1934), s. 274—391.
Pawłowski Stanisław. Regionalizm geograficzny i jego rozwój w Polsce.
Ruch regionalistyczny w Europie 2 (1934), s. 3—20.
Peretjatkowiczówna Janina. O polskie „Skansen“. (Opis filii „Nordiska
Museet“, „muzeum na wolnym powietrzu“). Wiedza i życie 9 (1934). s.
402—410.
Peters Stanisław. Muzeum regionalne* wołyńskie. Kurjer literacko-naukowy 11 (1934), nr 16.
Piechaczek Dominik. Podanie o dwuch wędrownych. Zaranie śląskie 10
(1934), s. 170.
Pieniążek Józef. O ginącym stroju ludowym i ostatnich jego wytwór­
cach. 2 tabl. barwne i 16 ryc. jednob. z akwarel autora. Kraków 1934. Druk.
W. L. Anczyc i S-ka. 8", s. 30, tabl. 2. Odb.: Wierchy, 12 (1934).
Pietruszyńska Jadwiga. Muzykanckie typy w ludzie wielkopolskim. Kurjer
literacko-naukowy 11 (1934), nr 54.
Pilchówna Mana. Wilija u starych pachołków na gróniu. Zaranie śląskie
10 (1934), s. 217—220.
Piwocki Ksawery. Drzeworyt ludowy w Polsce. Warszawa 1934. Wyd.
z zasiłku Funduszu Kultury Narodowej. 8C, s. 158, 5 nlb., tabl. 20.
Planżanka W. Medycyna ludowa w okolicach Świru. Orli Lot 15 (1934),
s. 90—92.
Poliszkiewiczówna Wiktoria. Zwyczaje w czasie świąt Bożego Narodzenia
w Radymnie. Orli Lot 15 (1934), s. 43.
Porazińska Janina. Kto śpiewa, troski rozwiewa. Przysłowia i pogwarki
polskie, opracowane dla młodzież^! dorosłych. Lwów 1934. Nakł K. S. Ja­
kubowski. 8°, s. 110, 1 nlb.
Pośpiech Alfons. Godki śląskie. Śmiechy, troski i łzy Górnoślązaków.
Druk. „Stella“, Katowice 1934. 8°, s. 12,
Późniak Włodzimierz. Boże Narodzenie w polskiej muzyce Indowej.
Kurjer literacko-naukowy 11 (1934), nr 53.
Pribula Jan. Strój laski. Zaranie śląskie 10 (1934), s. 169.
Przewcrsk> S. Zagadnienia etniczne Luristanu w VIII w. przed Chr. Spra­
wozdania z czynności i posiedzeń P. A. U. T. 39 (1934), Nr 3, s. od F—9.
Radiiez Halina. Uwagi o zaludnieniu wschodnich województw Rzeczy­
pospolitej Polskiej. Warszawa 1934. Nakł. Główny Urząd Statystyczny. 8°,
s. 19. Odb.: Kwartalnik Statystyczny 11 (1934), zesz. 2.
Ręgorcwicz Ludwik. Mniejszość niemiecka na Śląsku pod względem kul­
turalnym. Sprawy narodowościowe 8 (1934), s. 556—572.
Reinfuss Roman. Kapliczki i krzyże na Łemkowszczyźnie. Kurjer lite­
racko-naukowy 11 (1934), nr 13.
Ringelblum E. Projekty i próby przewarstwowienia Żydów w epoce stani­
sławowskiej. Sprawy narodowościowe 8 (1934), s. 1—30 i 181—224.

186
Rocznik Towarzystwa Naukowego w Płocku. R. 3. (1931—1934). Płock
1934. Zawiera m. in.: Ks. Władysław Skierkowski: Puszcza kurpiowska
w pieśni. Cz. 2, zesz. 2.
Rok, Boży... w zwyczajach i obrzędach ludu żywieckiego w czasie do­
rocznych świąt. Orli Lot 15 (1934), s. 99—105, 117—122, 138—153.
Rudnicki Mikołaj. Dalsze dane do zasiedzenia Słowian w dorzeczu Wisły
i Odry. Poznań 1934. 8°, s. 38. Odb.: Slavia Occidentalis, t. 12 (1934).
Rudnicki M. O Kaszubach wśród Kaszubów. Komunikat. Serja 3, Nr. 7.
Toruń w czerwcu 1934. Instytut Bałtycki w Toruniu. Dział Informacji Na­
ukowej.
Rudnicki M. O wspólnocie kulturalnej ludów bałtyjskicli i słowiańskich
nad Bałtykiem. Komunikat. Serja 3, Nr. 1. Toruń w kwietniu 1934. Instytut
Bałtycki w Toruniu. Dział Informacji Naukowej.
Rus Jože. Słowianie i wiślańscy Chorwaci od VI—X wieku. Kwartalnik
historyczny 48 (1934), s. 286—298.
Rutkowski Jan. Co to były folwarki w dawnej Polsce ? Roczniki dzie­
jów społecznych i gospodarczych 3 (1934), s. 113—141.
Saratowicz Janina. Najstarsze polskie pieśni wielkanocne. Kurjer literacko-naukowy 11 (1934), nr. 14
Sawickij Piotr. Rosyjskie krajoznawstwo naukowe i problemy podziału
regjonalnego R. S. F. S. R. Ruch regjonalistyczny w Europie 2 (1934),
s. 142—201.
Schayer St. Zagadnienie elementów niearyjskich w buddyzmie indyjskim.
Sprawozdania z czynności i posiedzeń P. A. U. 39 (1934), Nr. 3, s. od 9—12.
Schrammówna Helena. Sztuka ludowa a praca oświatowa na wsi. Wilno
1934. Nakł. Komisja Naukowo-Artystyczna Rady '4-ch Towarzystw Popiera­
nia Przemysłu Ludowego z siedzibą w Wilnie. 8°, s. 39, 1 nlb.
Semkowicz Władysław. Spiska sztuka odlewnicza i jej związki z Kra­
kowem w wieku XIV. Kraków 1934. 4°, s. 2 nlb., 20, 1 nlb. Odb.: Rocznik
Krakowski 25 (1934).
Seweryn Tadeusz. Na Gromniczną. Kurjer literacko-naukowy 11 (1934),
nr. 5.
Skierkowski Władysław ks. Puszcza Kurpiowska w pieśni. Cz. 2, zesz. 3.
Płock 1934. Wyd. z zasiłku Funduszu Kultury Narodowej. 4°, s. 2 nlb., od
273—384. Odb.: IV Rocznik Tow. Naukowego Płockiego.
Słów kilka o Pińsku oraz święta, obrzędy i wierzenia ludu poleskiego.
Pińsk 1935 (antedat.: 1934). Nakł. Koło Krajozn. Uczniów Gimnazjum Państw.
W Pińsku. 8°, s. 30.
Słownik starożytności słowiańskich. Zesz. próbny. Warszawa 1934.
Nakł. Kasa im. Mianowskiego. 4U, s. XI, 50, tabl. 2.
Smulikowska Jadwiga. Kierdel rusza w Tatry. Zbliska i zdaleka 2 (1934),
s. 131—133.
Sprawozdania Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk. Nr. l/2
(Ogóln. zbioru Nr. 21) za 1. i 2. kwartał 1934 r. Poznań 1934. Zawiera m. in.:
Anna Wyrembekówna: Średniowieczne legendy o Narzeczonym Najśw. Pan­
nyKs- Bronisław Gładysz: Świadectwa łączności Śląska z macierzą polską
W dawnej hymnodji kościelnej. — Józef Widajewicz: Wykłady uniwersytec­
kie prof. Tadeusza Wojciechowskiego- „Dzieje narodów słowiańskich aż do

187
roku 1000“. — T. Kowalski: O potrzebie i możliwości powtórnego wydania
relacji arabskiej Tbrâhïma, syna Ja’küba q krajach słowiańskich.
Stamm E. Miary powierzchni w dawnej Polsce. Sprawozdania z czyn­
ności i posiedzeń P. A. U. T. 39 (1934), No 9, s. od 15—17.
Steffen Augustyn. Zbiór polskich pieśni ludowych z Warmji. T. 2. Le­
szno 1934. Druk. Uniwersytetu Pozn., Poznań. 8°, s. XXVIII, 134.
Štěpánek Jaroslav. Regjonalizm. Ruch regjonalistyczny w Europie 1
(1934), s. 72—81.
Stelmachowska B. Kultura Kaszub północnych. Księga referatów II Międzynarod. Zjazdu slawistów. Sekcja III—IV. Warszawa 1934, 89—93.
Sternberg Leo. Regjonalizm kulturalny w Niemczech. Ruch regjonali­
styczny w Europie 1 (1934), s. 118—167.
Steuer Feliks. Dialekt Sulkowski. Kraków 1934. Polska Akad. Umiejęt­
ności. 8°, s. 4 nlb., 148, 1 nlb.
Stieber Zdzisław. Geneza gwar laskich. Kraków 1934. Pol. Akad. Umie­
jętności. 8°, s. 30, 1 nlb.
Stieber Zdzisław. Stosunki pokrewieństwa języków łużyckich. Kraków
1934. Z zasiłku Funduszu Kultury Narodowej. 8°, s. VII, 98, map 5.
Stieber Zdzisław. Uwagi o charakterze zmian fonetycznych w dialektach
zachodnio-słowiańskich. Poznań 1934. 8°, s. 5. Odb.: Slavia Occidentalis 12.
(1934).
Sulimirski Tadeusz. Osadnictwo i ruchy etniczne a klimat. Lwów 1934.
81', s. 56. Odb.: Roczniki Dziejów Społecznych i Gospodarczych 3 (1934).
Sydow Marjan. Ubiory i splendory ludu kujawskiego. Ziemia 24 (1934),
s. od 26—29.
Swaczyna Eugenjusz, Chłop i wasermón. Zaranie śląskie 10 (1934),
s. 111—112.
Świerkosz Alfred. „Barometr“ rybaków kaszubskich. Kurjer literackonaukowy 11 (1934), nr. 5.
Świbówna Ernestyna. Co przed studwudziestu laty Brenniacy jedli na
weselu i jak te potrawy przyrządzali ? Zaranie śląskie 10 (1934), s. 109—116.
Sworakowski Witold. Liczba i rozmieszczenie Polaków w Łotwie. Sprawy
narodowościowe 8 (1934), s. 151—180.
Szapszał Hadży Seraja. Przeszłość i teraźniejszość Karaimów. 8f’, s. 12.
Odb.: Wiedza i Życie. R. 1934, Nr. 3.
Szapszał Hadży Seraja. Wyobrażenia świętych muzułmańskich a wpływy
ikonograficzne katolickie w Persji i stosunki persko-polskie za Zygmunta III.
Wilno 1934. 8°, s. 3 nlb., od 131—192, tabl. 21.
Szczudło Jan. Bartnicy, ludzie polskiej puszczy. Kurjer literacko-naukowy 11 (1934), nr. 4.
Sztaudynger ‘Jerzy. Kurne chaty. Kurjer literacko-naukowy 11 (1934),
nr. 23.
Taszycki Witold. Dwie nazwy rzeczne Nary i Pełty. (Kilka uwag o daw­
nych tematach na -fi ). Poznań 1934. 8°, s. 4. Odb.: Slavia Occidentalis 12
(1934).
Taszycki Witold. Gwary ludu polskiego. Lwów 1934. Nakł. Państw. Wyd.
Książek Szkolnych. 8°, s. 35, 1 nlb.
Tomaszewski Adam. Mowa ludu wielkopolskiego. Charakterystyka ogólna.
Poznań 1934. Skł. Gebethner i Wolff. 8°, s. 55, 1 nlb., mapy 2.

1K8

Tomcsányi Jánoš. Regjonalizm na Węgrzech. Ruch regjonalistyczny
w Europie 1 (1934), s. 388—407.
Tomkiewicz Władysław. Kościoły drewniane w Siedmiogrodzie w pra­
cach prof. Petranu. Przegląd powszechny 51 (1934), t. 203, s 199—202.
Tuwim Juljan. Polski słownik pijacki i antologja bachiczna. Warszawa
1935 (1934). Tow. Wyd. „Rój“. 8°, s. 303, 1 nlb., tabl. 8.
Tymieniecki Kazimierz. Z zagadnień historji włościan u Słowian w wie­
kach średnich. Slavia occidentalis 13 (1934), s. 129—166.
Udziela Seweryn. Ziemia łemkowska przed półwieczem. Zapiski i wspo­
mnienia z lat 1888—1893. Z 12 ryc. Lwów 1934. Nakł. Tow. Ludoznawcze.
8°, s. 83, 2 nlb.
Wantuła Andrzej ks. Początki osadnictwa na Wiśle. Cieszyn 1934. 8°,
s. 37. Odb.: Zaranie Śląskie 9 (1933), s. 158—169.
Wąsowicz Józef. Z geografji osiedli wiejskich na Wołyniu. Lwów 1934.
8°, s. 11. Odb.: Czasopismo Geograficzne. R. 1934, zesz. 3—4.
Weitzel August. Regjonalistyczna reforma państwowa w Niemczech.
Ruch regjonalistyczny w Europie 1 (1934), s. 170—180.
Wiktor Jan. Z bacą na halę. Kurjer literacko-naukowy 11 (1934), nr.
25 i 26.
Wilk Bolesław. Baśń o mówiącej fujarce. Orli Lot 15 (1934), s. 11—13.
Willman-Grabowska H. Prastary motyw zrękowin w literaturze indyj­
skiej i greckiej. Sprawozdania z czynności i posiedzeń P. A. U. 39 (1934),
No 10, s. od 10—20.
Windakiewiczowa Helena. Zagadnienie clironologji pieśni ludowych pol­
skich. Ziemia. R. 24 (1934), s. od 298—301.
Wójcik-Keuprulian Bronisława. O kolendach Ormian polskich. Sprawo­
zdania Tow. Nauk. we Lwowie. 14 (1934), s. od 103—104.
Wojtarowiczowa Ludwika. Wierzenia, przesądy i zwyczaje związane
z księżycem w okolicach Nieświeża, Stołpc i Iwieńca. Łódź 1934. Nakł. Tow.
Opieki nad Zabytkami Ludoznawczemi i Archeologicznemi w Łodzi. 8°, s. 21.
Odb.: Wiadomości Ludoznawcze. R. 1934, zesz. 1.
Wojtyga Franciszek. Zaduszki na tle wierzeń w życie pozagrobowe -—
w Krakowskiem. Kurjer literacko-naukowy 11 (1934), nr. 44.
Wróbel Zdzisław. Zwyczaje i obyczaje ludu częstochowskiego. Ziemia
Częstochowska. T. 1 (1934).
Wyrembekówna Anna. Średniowieczne legendy o Narzeczonym Najśw.
Panny. Poznań 1934. 8°, s. 3. Odb.: Sprawozdania Pozn. Tow. Przyjaciół
Nauk za rok 1934, nr. l/2.
Wysocki Alfons. „Kaziuk“. Kiermasz w dzień św. Kazimierza w Wilnie.
Kurjer literacko-naukowy 11 (1934), nr. 10.
Zaborski Bogdan. Uwagi o typach planów wsi na Pomorzu. Toruń 1934.
Wyd. Instytut Bałtycki. 8°, s. 8.
Zabrocki Ludwik. Gwara Borów Tucholskich. Szkic historyczno-genetyczny. Poznań 1934. Nakł. Pozn. Tow. Przyjaciół Nauk. 8°, s. 144.
Zajączkowski Ananjasz. Karaimi na Wołyniu. Rocznik wołyński 3 (1934),
s. 149—191.
Zarycki Miron. Astronomja w starożytności. Kwartalnik klasyczny 8
(1934), s. 287—294..

Zawierucha Jacek. Górnośląska szopka powstańcza. Widowisko kolę­
dowe w 4-ch aktach z prologiem. Złożył z śląskich motywów ludowych, ko­
lędowych i powstańczych... Katowice 1934. Nakł. Żarz. Gł. Zw. Powstańców
Śląskich. 8°, s. 36.
Zawistowicz Kazimiera. Badanie kraju pod względem ludoznawczym.
Warszawa 1934. 8°, s. 11, 1 nlb. Odb.: Wiedza i Życie. R. 1934, Nr. 3.
Zawistowicz Kazimiera. Obrzędy weselne. Wiedza i Życie 9 (1934), s.
751—762 i 831—841.
Zawistowicz Kazimiera. Obrzędy żniwiarskie ludu polskiego. Warszawa
1934. 8°, s. 13, Odb.: Wiedza i Życie. R. 1934, Nr. 7.
Zawistowicz Kazimiera. Obrzędowość świąt Bożego Narodzenia. War­
szawa 1934. Odb.: Wiedza i Życie. R. 1933, Nr. 12. 8°, s. 11.
Zawistowicz Kazimiera. Zielone Świątki w wierzeniach i obrzędach.
Kraków 1934. Odb.: Orli Lot 15 (1934), nr. 5.
Zborowski Juljusz. O zagadnieniach zbierania melodyj ludowych. Zie­
mia 24 (1934), s. od 47 '“ńl, od 70—74 i Odbitka: Warszawa 1934. 4°, s. 10,
1 nlb.
Ziembicki Witold. Jana Ostroroga „Nomenklatura ogarów“ Kraków
1934. 8°, s. 40—48. Odb.: Język polski 29 (1934), zesz. 2.
Znamierowska-Pruefferowa Marja. Muzeum na wolnem powietrzu w Wil­
nie. Wilno 1934. Nakł. Muzeum Etnograf. Uniw. Stefana Batorego. 8°, s. 16.
Odb.: Włóczęga. R. 2 (1933) Nr 1.
Znamierowska Pruefferowa Marja. Paski w okolicy Druskienik. Z 3
ilustr. Lwów 1934. Nakł. Tow. Ludoznawcze. 8°, s. 8.
Znamierowska-Pruefferowa Marja. Rybołówstwo w okolicach Druskie­
nik. Z 8 ilustr. Lwów 1934. Nakł. Tow. Ludoznawcze. 8°. s. 16.

190

RECENZJE I SPRAWOZDANIA
Konrad Hahm. Ostpreussische Bauernteppiche. Jena-Berlin 1937.
Obszerna ta i pięknie ilustrowana praca z wielu barwnymi reprodukcjami,
została wydana „im Aufträge des Deutschen Vereins für Kunstwissenschaft“.
Autor jej nie jest jednak historykiem sztuki, lecz etnologiem. Przedmiot sam
za to wchodzi w zakres sztuki i wymaga krytycznego oświetlenia także z tej
strony.
P. Hahm zgromadził w swej pracy wiele materiału, a opracował go pod
kątem widzenia nordyckim. Zdecydowało o tym może pierwsze wrażenie na­
rzucającej się mu analogii jednego z „mazurskich“ kobierców wiązanych (s. 7),
wytworu tkactwa ludowego z Prus Wschodnich, z kobiercami fińskimi
i szwedzkimi. Badania jego poszły też przede wszystkim w tym kierunku.
Wciągnął wprawdzie p. Hahm w zakres porównań także w skromnej mierze
sztukę tekstylną Wschodu, wspomniał i kobierce ludowe z polskich kresów;
ograniczył się jednak pod tym względem do informacji zasiągniętych w drodze
korespondencji, stanowiących zapewne odpowiedź na postawione szczegółowe
pytania.
Materiał jaliim autor dysponował składa się z 43 kobierców, w tym 31
wiązanych (geknüpft), kilku, jakbyśmy je nazwali na polskim terenie, kilimów
(gewirkte Teppiche) i kilku o tkaninie podwójnej (Doppelgewebe). Wszystkie
one pochodzą z południowo-wschodniej części Prus Wschodnich, z okolicy
tzw. jezior mazurskich (dawny okręg administracyjny Sudauen). Kobierce te
były wystawione na urządzonej w r. 1935 pod hasłem „Deutsche Bauernkunst“
wystawie w „Staatliches Museum für Deutsche Volkskunde“ w pałacu Bellevue
w Berlinie (Sonderschau ostpreussischer Web-und Knüpfteppiche).
Są to wyroby przemysłu domowego, wytwory sztuki ludowej. Niektórzy
z włościańskich wytwórców zamieścili w samej tkaninie swe nazwiska
o brzmieniu polskim jak: Grzywacz, Falak, Loyko itp. Inni zamieścili tylko
inicjały swych nazwisk z dodatkiem daty wykonania kobierca i to znów
w brzmieniu polskim, jak np. „1791 roku“. Miejscowości, z których kobierce
te pochodzą i gdzie je nabyto, noszą nazwy takie jak Kallinowén, Karbowsken,
Chelchen, Krzywen itp. Tych szczegółów pominąć niepodobna, nawet gdyby
per inconcessum przyjąć tezę autora, który sięga do prehistorii i twierdzi, że
ci, zdaniem jego, napływowi na terenie pruskiego kraju mazurskiego (Masurenland) Słowianie przejęli umiejętność tkania i styl ornamentalny od swych
bałtycko-pruskiego i fińskiego pochodzenia poprzedników, dawniejszych au­
tochtonów.
Lecz teza ta budzić musi poważne wątpliwości. Przede wszystkim sam
autor stwierdza (s. 66), że: „Im Gegensatz zu finnischen Beispielen asymetrischer Bildgestaltung ist in Ostpreussen kein Stück davon anzutreffen“. Rów­
nież o ile chodzi o styl ornamentalny i ukształtowanie przestrzeni w dawnym
zdobnictwie germańskim, to same reprodukowane przez autora przykłady
(fig. 21, 22, 23) mówią o wprost odmiennym pojmowaniu form ornamental­
nych, aniżeli we wschodnio-pruskich kobiercach ludowych. Widocznie też
może i sam autor miał na ten temat niejakie wątpliwości, skoro go dziwiły
różnice zachodzące w ornamencie z jednej strony wschodnio-pruskich a z dru­
giej skandynawskich kobierców. Wyraził to w słowach (s. 65) : „merkwürdig,

191
dass die ostpreussischen Teppiche in der Randgestallung stärker gewisse
Orientelemente enthalten, als die skandinavischen...“ Natomiast nie zdziwiły
autora w przytoczonych przez niego źródłach archiwalnych (inwentarza) spo­
tykane nazwy kobierców, jak z r. 1739 „Decke oder Killin“ j z r. 1727 „roth
alter Kilim“ (s. 31). Zdaje się, źe chyba mowa tu o kilimie w znaczeniu po­
wszechnie w Polsce przyjętym, słowie samym zresztą pochodzenia wschodniego
(kelim).
Z dat zamieszczanych często przez tkaczy wschodnio-pruskich kobierców
na ich wyrobach wynika, że żaden z nich czasem powstania nie sięga dalej
wstecz niż wiek XVIII. Najdawniejszy (tab. IX) nosi datę 1706 r.
Te same tylko z pracy p. Hahma zaczerpnięte fakty i szczegóły budzić
muszą wątpliwości w słuszność wyciągniętych z nich przez autora tez. Nasuwa
się myśl, czy między twórczością zdobniczą szczepów bałtyckich, bliżej nam
nieznaną, a ludowymi kobiercami wschodnio-pruskimi z XVIII w. istnieć
mogły istotnie związki genetyczne, czy też raczej nie można by znaleźć innych
ogniw wyjaśniających genezę kobiernictwa ludowego wschodnio-pruskiego ?
i Pracy p. Hahma postawić należy przede wszystkim zarzut natury meto­
dycznej. Autor traktuje wszystkie techniki omawianych przez siebie tkanin
„sub uno“, nie zważając, że różni je między sobą nie tylko technika tkacka,
lecz i motywy ornamentalne oraz sposób ich stylowego ujęcia. Przy bliższym
zbadaniu okazuje się, że różnice techniczne pozostają w związku z różnicami
stylowymi i odmiennymi motywami ornamentalnymi.
To też odrębnie winny być traktowane tkaniny o podwójnej osnowie (Dop­
pelgewebe), które wyróżniają się odmiennymi od kobierców wiązanych i od ki­
limów znamionami ornamentalnymi, a które spotykamy nie w samej tvlko po­
łudniowo-wschodniej części Prus Wschodnich. Analogiczne kobierce o podwój­
nej tkaninie znajdujemy także w przyległym do Prus Wschodnich obszarze
Grodzieńszczyzny. Materiał w kobiercach o podwójnej osnowie wschodniopruski nie może stanowić zatem odrębnego samego dla siebie przedmiotu ba­
dan, lecz traktowany być musi łącznie z kobiercami grodzieńskimi. Ograni­
czenie się do kobierców wyłącznie wschodnio-pruskich w tym wypadku nie
pozwoliło p. Hahmpwi postawić całego zagadnienia na szerszej podstawie
i ocenić go z właściwego punktu widzenia.
Zagadnienia tego w krótkiej recenzji omówić nie podobna. Musi on sta­
nowić przedmiot odrębnych badań i o ile wiem zajęli się nim już prof. Morelowski i p. Jodkowski. Kobierce o podwójnej osnowie, ich oryginalna tech­
nika tkacka i ornamentyka nastręczają wiele refleksji. Ciekawi jesteśmy re­
zultatów badań na ten temat.
Kobierce grodzieńskie o podwójnej osnowie nie mają nic wspólnego z ko­
biercami grodzieńskimi manufaktury w Grodme czasów podskarbiego w. lit.
Tyzenhauza. Te, o których tu mówimy, są to kobierce ludowe, w których orna­
mencie odbijają się prawdopodobnie wpływy dawne, a różnorodne i których
geneza dotąd nie jest wyjaśniona dostatecznie. Rozwiązanie jej rozwiąże za­
razem zagadnienie grupy wschodnio-pruskich kobierców o tej samej technice
i tych samych motywach ornamentalnych.
Lecz również i kobierce wiązane wschodnio-pruskie oraz kilimy (Wirkteppiche) reprodukowane i omawiane przez p. Hahma budzą refleksje, które
prowadzą nas na inną drogę, aniżeli ta, po której poszedł p. Hahm. Zdaniem

192
moim istnieje pewien związek z polskim kobiernictwem także i w tych grupach
zabytków tkactwa Prus Wschodnich.
Te produkty sztuki ludowej kraju mazurskiego (Masurenland) i twór­
czości mazurskiej ludności przypominają nam zapisek podskarbiego nadwor­
nego króla Zygmunta Augusta z r. 1568 1), który zanotował, że dał „postrzygaczowi od postrzygania kobierca Króla Jego Mości białego z czarnym roboty
mazowieckiej zł 12“. Musiało być Mazowsze głośnym ośrodkiem produkcji
kobierniczej, skoro nieco później, w r. 1596, biskup warmiński kardynał An­
drzej Batory sprowadził był stamtąd znów cztery pracownice do tkania ko­
bierców (midieres 4 quas Illustrissimus ex Masovia vocavit ad paranda tąpetia). Nadto w inwentarzu spadkowym kardynała z r. 1604 wymienione są
,,11 tapetia Masovitica“ (s. 30).
Widocznie odznaczały się kobierce mazowieckie szczególnymi jakimiś
znamionami, skoro przy ich określeniu do słowa „tapetia“ dodawano „maso­
vitica“. Zapisek polskiego podskarbiego królewskiego z r. 1568 mówi, że były
one białe z czarnym. Lecz nie wynika z tego, by nie miały być na Mazowszu
wytwarzane kobierce także w innych barwach. Nie może być także wątpli­
wości, co w XVI i w początkach XVIII w. rozumiano geograficznie i politycz­
nie pod Mazowszem. Było to dawne Księstwo Mazowieckie, nie zaś należąca
do Prus Książęcych ziemia jezior mazurskich, ów przez Niemców dziś zwany'
Masurenland.
Nie możemy wprawdzie na pewno dotąd wskazać kobierców, które by
nosiły znamiona czasów XVI i XVIII wieku i które można by związać z ów­
czesną produkcją kobierniczą mazowiecką. Może do niej zaliczyć przyjdzie
czarno-białe dwa jednakowe kobierce w Muzeum Narodowym w Krakowie
(Zb. Barącza) i w Miejskim Muzeum Przemysłu Artystycznego we Lwowie.
Lecz także wschodnio-pruskie kobierce mazurskie nie sięgają wstecz poza
w. XVIII. Z zapisków archiwalnych, na które po części sam p. Hahm zwrócił
uwagę, wynika, że dawniejszym ośrodkiem produkcji kobierniczej było raczej
dzisiejsze polskie Mazowsze, skoro stamtąd sprowadzano pracownice tkackie
do Warmii.
Produkcja kobierniczą w rękach kobiecych znana nam jest też z czasów
późniejszych i to nie tylko na terenie dzisiejszych Prus Wschodnich, lecz z te­
renów historycznie i politycznie polskich. Jeżeli może w tym czasie kobiernictwo na Mazowszu polsKim wygasało, gdyż o nim w XVIII w. wzmianek już
nie znajdujemy, to rozwinęło się ono równocześnie na terenach z Mazowszem
sąsiadujących, gdzie znalazło lepsze warunki rozwoju. Zostało ono przy tym
zawsze domeną domowej pracy kobiecej.
W pierwszej połowie XVIII w. znajdujemy kobiernictwo w Białej Pod­
laskiej otoczone możną protekcją Anny z Sanguszków Radziwiłłowej 2). Około
połowy tego stulecia znajdujemy znów manufaktury kobiernicze na Litwie,
w Połonnem, Boracinie i Koreliczach pod opieką Michała Kazimierza Radzi­
wiłła zwanego „Rybeńko“. Równocześnie istniały manufaktury kobiernicze
Ogińskich. Magnackie domy skierowały produkcję ludową, wykonywaną prze­
1 ) Mańkowski T. Sztuka islamu w Polsce w XVII i XVIII wieku. Rozprawy
Wydz. Filolog. PAU, T.LXIV, or 3, s. 53, notą 2.
2) Sprawozdania z czynności PAU z r. 1938, Komunikat T. Mańkowskiego:
Polskie kobierce wełniane i artykuł tegoż autora: „Polskie kobierce wełniane“
w czasop. Arkady z r. 1933, zesz. 4.

193
ważnie-przez kobiety, na swe tory, usystemizowały ją i uszlachetniły. Przykła­
dem w tym wypadku może być kobiernictwo radziwiłłowskie, w którym
znani nam po nazwisku fachowi kobiernicy kontrolowali pracę kobiet wytwa­
rzających kobierce. Nie jest to zatem ludowa sztuka kobiernicza w czystym
tego słowa znaczeniu, jaką jest kobiernictwo wschodnio-pruskie.
Jednak porównanie kobierców Radziwiłłów i Ogińskich, po części zaopa­
trywanych herbami tych rodzin, z reprodukowanymi przez p. Hahma kobier­
cami, wykazuje wiele analogii. Widocznie p. Hahmowi te polskie kobierce nie
były znane, skoro o nich nie wspomina w swej szczegółowej pracy. Gdyby je
znał, byłby niewątpliwie zauważył podobieństwo motywów ornamentu jed­
nych i drugich, które w wielu razach wprost rzuca się w oczy.
Nie zauważył też p. Hahm w zebranym przez siebie materiale różnego spo­
sobu podziału płaszczyzny, na której rozwija się ornament. W kobiercach
przedstawionych na tab. II, III, IV, V, XXXII ustosunkowanie bordiury
i szlaczka do środkowej części kobierca jest zupełnie inne, aniżeli w reszcie
reprodukowanych przez autora kobierców. Jeżeli w pierwszych upatrywać
można by północny schemat podziału płaszczyzny tkaniny, to sposób po­
działu drugich odpowiada raczej schematowi przyjętemu w kobiernictwie
wschodnim.
Niektóre reprodukowane przez p. Hahma kobierce jak tab. XXI, XXXI
wprost naśladują kobierce wschodnie, na co zresztą sam autor zwrócił uwagę.
W innym, jak w reprodukowanym na tab. XI kobiercu, zwłaszcza w bordiurze,
przeważają w każdym razie wschodnie motywy ornamentalne.
W kobiercach o tkaninie podwójnej (tab. XXXIV—XLIII) powtarzający
się motyw ząbkowanych, ukośnie do siebie układanych figur ornamentalnych
przypomina analogiczny ornament bordiury kobierca z herbowym orłem Ra­
dziwiłłów, niegdyś w posiadaniu śp. Bohdana Wydżgi, obecnie zaś u Janusza
ks. Radziwiłła. Owo ząbkowanie jest też charakterystyczną cechą obu czarno­
białych kobierców polskich. Wymieniliśmy je wyżej jako łączące się może
z dawną produkcją kobierniczą na Mazowszu, o której wiadomości przekazały
nam wzmianki archiwalne. Podobieństwa te występują żywo także w repro­
dukowanych przez p. Hahma kobiercach na tab. XXXVII i XXXVIII.
Kobierzec z datą 1752 r. w Muzeum Przemysłowym w Krakowie, w któ­
rym jeden z dwóch zamieszczonych herbów rozwiązany został jako herb ks.
Jurahów-Gedroyciów, wykazuje motyw paciorkowatych długich pałeczek,
który odnajdujemy w kobiercu na tab. XL pracy p. Hahma. Podobnie zresztą
i mne motywy tego samego krakowskiego kobierca zbliżają się do motywów
kobierców ludowych wschodnio-pruskich. Inne z nich znów są podobne do ko­
bierca, zdaniem moim, polskiego, w posiadaniu L. Rernheimera w Monachium.
Wspólnym obu grupom kobierców tj. polskich i zebranych przez p.
Hahma ludowych wschodnio-pruskich jest też motyw jakby uschłego drzewka.
Motyw ten występujący zwłaszcza w kobiercu Muzeum Diecezjalnego w Tar­
nowie znajduje analogie we wschodnim ornamencie, a przykładem tego jest
kałkan (okrągła tarcza wschodnia) w Państwowych Zbiorach Sztuki na
Wawelu.
Podkreśliłem te momenty, które zdają się przeczyć tezie p. Hahma o pół­
nocnym na ogół charakterze zdobnictwa ornamentalnego kobierców wschod­
nio-pruskich. Które z nich przeważają, czy motywy ornamentu północnego,
czy wschodniego, czy też te, które znajdujemy na kobiercach polskich, na któ
Lud T. XXXV.

13

194
rvch szczegółowe wymienianie brak tutaj miejsca, a w których ukształtowaniu
ornamentalnych zespołów niemały wpływ wywarł także ornament tkanin
wschodnich ? Rozpatrywanie tego zagadnienia zmusiło by nas do zbytniego
rozszerzenia recenzji.
Nie znajdujemy jednak w kobiercach polskich wielu tych motywów,
które zebranym przez p. Hahma kobiercom nadają cech szczególnych sztuki
ludowej. Są to groteskowo nieraz pojęte figurki ludzkie, zwierzęce, okręciki
i wieżyczki, gwiazdki geometrycznie pojęte itp. Także sam sposób stylizowania
ornamentów w kobiercach wschodnio-pruskich w stosunku do polskich jest
uproszczony, rzecz można sfolkloryzowany, jak z drugiej strony może kobierce
polskie stanowią niekiedy uproszczenie i sprymitywizowanie kobierców
wschodnich. O tym, że kobiernictwo ludowe wschodnio-pruskie łączy się
z polskim i że nie pozostało ono obcym także wpływom Wschodu, świadczy
również fakt przyjęcia w polskim języku używanego, z tureckiego zapożyczo­
nego słowa kilim na oznaczenie tej techniki kobierniczej, którą p. Hahm na­
zywa po niemiecku Wirkteppich.
Przytoczone tu momenty, przeważnie wzięte „ex visceribus rei“ samej
pracy p. Hahma, każą mi nieco inaczej zapatrywać się na rezultaty jego dzieła.
W porównaniu z polskim materiałem zyskuje on inne oświetlenie. Ornament
wschodnio-pruskich kobierców ludowych nie zdaje się sięgać czasów przed­
historycznych i nie wykazuje tak wyłącznie skandynawskich czy prusko-bałtyckich motywów ornamentalnych.
Kobierce wiązane wschodnio-pruskie XVIII w. z nad jezior mazurskich
uważam za produkcję ludową pozostającą w związku z dawniejszą od niej pro­
dukcją kobierniczą mazowiecką XVI i XVII w. Przemawiają za tym zarówno
wiadomości archiwalne wyżej przytoczone, jak przemawia także styl i motywy
(ząbkowane listki itp.) czarno-białych kobierców w Muzeum Narodowym w Kra­
kowie i w Muzeum Przemysłu Artystycznego we Lwowie, które według
wszelkiego prawdopodobieństwa łączą się z produkcją mazowiecką, a których
analogie odnajdujemy w różnych szczegółach kobierców ludowych wschodniopruskich.
Z dawnego mazowieckiego kobiernictwa zdają się też wywodzić kobierce
manufaktur Radziwiłłów i Ogińskich w XVIII w., na Podlasiu i na Litwie.
Lecz podczas kiedy motywy ornamentalne kobierców ludowych wschodniopruskich uległy zprymitywizowaniu i sfolkloryzowaniu, to w manufakturach
kobierniczych polskich magnatów uległy one raczej uszlachetnieniu. Na ich
produkcję wywarł wpływ także przykład wyżej stojącej, pozostającej pod
wpływem kobiernictwa orientalnego produkcji kobierniczej na południowowschodnich kresach Rzeczypospolitej, której głównym ośrodkiem były Rrody.
Wpływy te zresztą zazębiały się wzajemnie, elementy zdobnicze wschod­
nie przenikały w XVIII w. także za pośrednictwem kobierców radziwiłłowskich
i do Prus Wschodnich. To też kobierce ludowe z nad jezior mazurskich sta­
nowią mieszaninę różnorodnych wpływów ornamentalnych, w których mogą
znaleźć się także i wpływy skandynawskie, których podstawę jednak stanowi
moim zdaniem dawne kobiernictwo mazowieckie. Przemawia za tym wspól­
ność plemienna Mazurów z polskiego i pruskiego Mazowsza, przemawiają przy­
toczone wyżej dane archiwalne, według których z polskiego Mazowsza powo­
ływano niegdyś kobiernice do Prus Królewskich, przemawia analogia wielu
motywów ornamentalnych, zachodząca między ludową produkcją kobierniczą

195
wschodnio-pruską a postawionym na wyższym stopniu kobiernictwem pol­
skim, pozostającym pod opieką magnatów.
Ten punkt widzenia na kwestię genezy kobiernictwa ludowego wschodnio-pruskiego jest o wiele bliższy i prawdopobniejszy, aniżeli tezy p. Hahma,
którym brak tych podstaw historycznych, jakie na poparcie naszych zapatry­
wań możemy przytoczyć. Analiza stylistyczna motywów ornamentalnych prze­
mawia też raczej za naszym zdaniem. Sięganie aż do prehistorii zdaje się nie
znajdywać w tym wypadku usprawiedliwienia i sprowadzić może zagadnienie
genezy ludowych kobierców wschodnio-pruskich łatwo na bezdroża.
Tadeusz Mańkou>ski

Semer Arvid: On „dyss“ burial and beliefs about the dead during the stone âge wiih speekd regard to south Scandinavia. An archaeological and historico-religious research, Lund — Printed by Hâkan
Ohlsson — 1938, 8fl 252 p. + 26 fig.
Wiadomo, że groby megalityczne w swych trzech gatunkach (dolmeny,
kurytarzowe i cystowe) posiadają olbrzymie rozprzestrzenienie. Znamy je
w Skandynawii, Danii, Holandii, Anglii, Irlandii, Francji, Niemczech, dalej
w Hiszpanii, Italii, północnej Afryce, w górnym Egipcie, na Krymie, Kaukazie,
w Persji północnej, w Indiach i na Korei. Kwestia ich pochodzenia jest po dziś
dzień w nauce sporna. Poważna bowiem grupa badaczy uważa, że egejskie
groby tholosowe miały rozwój samoistny (cf. Ebert, Reallex. d. Vorg. VIII,
79 sq), niektórzy z uczonych jak np. L. Zink przyjmują związek genetyczny
między grobami megalitycznymi Europy północnej a takimiż grobami Europy
południowo-zachodniej, natomiast dla grobów megalitycznych we wschodniej
części basenu śródziemnomorskiego przyjmują powstanie samoistne. Większość
jednak badaczy utrzymuje, że groby megalityczne mają wspólne pochodzenie,
tylko że jedni (np. O. Montelius, S. Müller, Dćchelette) doszukują się ich po­
czątków na Wschodzie, inni (np. Penka, S. Reinach, M. Much) na północy.
Prawie odosobniony, choć najlepiej uargumentowany pogląd na tę kwestię
reprezentuje G. Wilke, który w swoim studium „Südwesteuropäische Megalith­
kultur und ihre Beziehungen zum Orient (Mannusbibliothek, vol. 7, 1912, p.
156 sqq.) usiłował wykazać, że ojczyzną grobów megalitycznych jest półwysep
pirenejski, za czym przemawia nie tylko ta okoliczność, że na terenie tamtej­
szym da się najlepiej śledzić rozwój grobów megalitycznych od prymitywnych
dolmenów do wysoko rozwiniętych grobów kopułowych, lecz także fakt, że na
terenie Pirenejów mamy olbrzymią ilość naturalnych jaskiń i grot, które zda­
niem Wilkego należy uważać za pierwowzory grobów megalitycznych; ideą
ich bowiem było stworzenie zmarłemu trwałego i trudnego do zburzenia po­
mieszczenia. Dodać na tym miejscu należy, że do poglądów Wilkego przy­
chylał się Kosinna, a także bliski im był C. Daryll Forde.
Odmienne zupełnie stanowisko zajmuje A. Serner. Przyłączając się w za­
sadzie do grupy badaczy z S. Reinachem i Muchem na czele usiłuje w omawia­
nej właśnie pracy wykazać, że najstarsze typy grobów megalitycznych w po­
łudniowej Skandynawii, czworoboczne pojedyncze dolmeny („dyss“) rozeszły
się stamtąd w czasach prehistorycznych do Francji, Hiszpanii, Korsyki, Sar­
dynii, północnej Afryki, Transjordanii, Abissynii aż do południowych Indyj,
przy czym — zdaniem S. — w tym ostatnim kraju najlepiej dadzą się przepro­
wadzić powiązania obrzędów grzebalnych dolmenowych („dyss burial“) pre­

13*

196
historycznych z historyczuymi (p. 27). Dzięki bowiem stosunkowo łagodnym
przemianom kulturowym, jakie kraj ten przechodził w ciągu tysiącleci, zacho­
wał się u tamtejszych plemion szereg form sepulkralnych (miniaturowe dol­
meny, kolista obstawa kamienna, „stone circles“, menhiry), które — zdaniem
S. — są przeżytkami prehistorycznymi.
Jako wstęp do swego obszernego studium S. daje w rozdz. I przegląd pro­
blemów historyczno-religijnych w krajach północnych pod kątem archeolo­
gicznym ze specjalnym zwróceniem uwagi na zapatrywania wybitniejszych ba­
daczy (Helm, TEbert, Sverdrup, S. Müller, K. F. Johansen, Seger) dotyczące
form sepulkralnych w północnym paleolicie i neolicie, w rozdz. II zaś przed­
stawia cel i plan swej pracy.
Do rozpatrywania właściwego zagadnienia S. przystępuje w rozdz. III,
referując drobiazgowo sądy wszystkich wybitniejszych badaczy i własne sta­
nowisko odnośnie do prehistorycznych obrzędów grzebalnych dolmenowych
(prehistorie „dyss burial“). Po kolei omawia więc kultury megalityczne w Skan­
dynawii, Danii, W. Brytanii, Francji, Hiszpanii, Balearach, Korsyce, Sardynii
i północnej Afryce, referując i poddając krytyce poglądy C. D. Forde’a, A. Rydbeck’a i Nordman’a na problem wzajemnego stosunku kultur megalitycznych
w tych krajach. Następnie S. zajmuje się kulturami megalitycznymi we wschod­
niej części basenu śródziemnomorskiego, a to w Afryce północnej, Transjordanii, Palestynie, Syrii, dalej w Afryce wschodniej (Sudan, Abissynia), na Kau­
kazie i w południowych Indiach. W końcowym ustępie tego rozdziału S. wy­
raża przypuszczenie, że wyżej omówione ośrodki grobów dolmenowych czworo­
bocznych („dyss-districts“) o tak olbrzymim zasięgu geograficznym nie mogły
być rezultatem infiltracji kulturowej lecz następstwem migracji etnicznej (p.
68). Specjalnie szeroko traktuje S. w aneksie (p. 233—240) emigrację Transjordania-Arabia plemienia scharakteryzowanego budową czworobocznych dol­
menów („a dyss-building people“), która jego zdaniem stanowi ważny przy­
czynek dla poparcia tezy o homogenicznym początku prehistorycznych czworo­
bocznych dolmenów.
Rozdz. IV poświęcony jest przeglądowi tych form sepulkralnych u ple­
mion południowych Indyj, które — zdaniem S. — wskazują na przeżytki kul­
tur megalitycznych (np. muzyka, obrzędy, tańce przy kolistych obstawach ka­
miennych; ołtarze w formie dolmenów czworobocznych w Kurubie, zastoso­
wanie kamieni grzebalnych w Nayadi i Koyi). Duże znaczenie dla dalszych wy
wodów S. posiada vvyražone przez niego- przypuszczenie, że przedhistoryczne
obrzędy pogrzebowe dolmenów czworobocznych w południowych Indiach są
młodsze od prehistorycznych megalitycznych form sepulkralnych w basenie
morza Śródziemnego. W tymże rozdziale mamy dalej analogiczne zestawienie
wiadomości z terenu Indii między Godavari a Gangesem (np. b. charaktery­
styczne formy dolmenu i menhiru z Chota Nagpur, fig. 4), zaczerpnięte z obfi­
tej literatury etnologicznej, której przegląd dano na końcu książki.
Przedstawiwszy sumiennie zebrane materiały zarówno w zakresie źródeł
monumentalnych jak i pisemnych z tak rozległego terenu odnoszące się do
obrzędów sepulkralnych megalitycznych, w rozdziale V. przystępuje S. do roz­
patrzenia w możliwie dużym zasięgu, ściśle z tymi obrzędami związanej wiary
w środki odwracające i chroniące (apotropaea i phylacteria) przed złymi mo­
cami (np. przedmioty martwe, rośliny, zwierzęta, rogi zwierzęce, stroje itd.).
I podobnie jak w rozdziałach poprzednich mamy tu zwięzłe streszczenie po­

157
glądów różnych badaczy (Seligmann, Scheftelowitz, Crooke) na omawiane za­
gadnienie. Specjalną uwagę zwraca S. oczywiście na te obrzędy grzebalne,
w których udaje mu się dopatrzeć pewnych związków genetycznych z dolmenową praktyką grzebalną (np. p. 110 „protective circles“).
Rozdz. VI traktuje szeroko o rytualnych zabiegach stosowanych bezpo­
średnio po śmierci u rozmaitych plemion w południowych Indiach, gdzie można
stwierdzić wiele praktyk zbliżonych w formie i treści do europejskich, że
wspomnę tu o zwyczaju zamykania zmarłemu oczu i ust (cf. A. Fischer, Zwy­
czaje pogrzebowe ludu polskiego, Lwów 1921, p. 119 sq.). Dalej analogicznie
zostały omówione obrzędy u prymitywnych plemion wyspiarskich między Ce­
lebes a Nową Gwineą oraz w Chinach. Interpretacja religiologiczna materiału
zestawionego z terenu Chin skłania S. do wyrażenia domysłu (p. 181), że roz­
powszechnione tam praktyki apotropaiczne od chwili śmierci aż do złożenia
zmarłego do grobu mają na celu uchronienie go od szkodliwego działania de­
monów. Na zakończenie tego rozdziału S. daje krótki ustęp poświęcony obrzę­
dom sepulkralnym w starożytnym Egipcie, których celem — jak to zresztą
stwierdza wielu badaczy — było zabezpieczenie zmarłego przed szkodliwym
działaniem złych mocy.
Rozdz. VII poświęcony jesl rozważaniom nad zwyczajami grzebalnymi
współczesnymi. S. sumiennie rejestruje wierzenia i praktyki wykazując, że
kult zmarłego to w zasadzie zespół funkcyj mających na celu ochronę zmarłego
przed demonami. I tak S. naprowadza przykłady z wielu prowincyj Indonezji,
gdzie zmarły nazywa się inaczej niż demon, dalej wylicza szereg przykładów
wiary u niektórych plemion południowych Indyj w życzliwy i dobroczynny
stosunek zmarłego do żyjących i naprowadza związane z tym praktyki sepul­
kralne jak np. umieszczanie zwłok w obrębie osady, koło domów itd. („zmarły
chroni od chorób“). Ale nie tylko sposób i miejsce pochowania mają w wy­
mienionych krajach charakter apotropaiczny lecz także różne obrzędy, śpiewy,
tańce, lamentowanie, łoskoty, wrzawa, hałasy i okrzyki, wydawane przez całą
zbiorowość biorącą udział w pogrzebie. A dalej u wielu plemion środkami apotropaicznymi bywa broń palna, miecze, sztylety, lance itp. Wreszcie ogień nie­
siony w orszaku pogrzebowym i lampy układane przy zmarłym.
Obok tych praktyk apotropaicznych, którym S. przypisuje właściwości
agresywne, wyróżnia on praktyki wybitnie ochronne (phylacteria), jak zacho­
wanie zwłok, ogrodzenie grobu płotem lub przedmiotami o własnościach chro­
niących zmarłego od złych duchów, dawanie zmarłemu do ust cennych przed­
miotów (sztuki monet, srebra), zamykanie oczu i nosa, wkładanie do rąk ko­
rali itd.
W rozdz. VIII S. omawia rodzaje trumien i grobów budowanych z myślą
o ochronie zmarłego przed złymi duchami — na terenie południowych Indyj,
między Godavari a Gangesem, w Assan, w Indonezji. Mówiąc o apotropaicznym
charakterze samej konstrukcji grobów zwraca uwagę na to, że u niektórych
plemion południowych Indyj przy budowie grobów używa się kamieni o kształ­
tach silnie przypominających dolmeny, menhiry i kołowe obstawy kamienne.
W rozdz. IX S. przechodzi z powrotem do analizy charakteru apotropaicznego prehistorycznych grobów dolmenowych, zastosowując przy ich in­
terpretacji ogólni' spostrzeżenia odnośnie do obrzędów megalitycznych, sformu
łowane na podstawie poprzednio przeprowadzonej krytyki materiału etnolo
gicznego. I tak stwierdza, że dolmeny budowano zazwyczaj w terenach skali-

198
stých, w sąsiedztwie wody, z wejściem od strony wschodniej lub południowej.
Skały, woda i światło — to elementy odpędzające demony. Na terenach z pochowaniami dolmenowymi spotykamy menhiry. Jakkolwiek S. przyznaje, że
problem menhirów i ich związku z dolmenami jest jeszcze nie zbadany, wyraża
jednak mniemanie, które — jego zdaniem — przyszłe studia w tym kierunku
potwierdzą, że menhiry i dolmeny czworoboczne są sobie pokrewne i mają
wspólny początek, i że tak jedne jak i drugie spełniały funkcje apotropaiczne.
Obszerniej omawia dolmeny czworoboczne z wejściami portalowymi, wystę­
pujące najczęściej w południowych Indiach, w mniejszym zaś stopniu w Transjordanii oraz tu i ówdzie w Numidii, Korsyce i we Francji. Najprawdopodob­
niej miały one również charakter apotropaiczny. Nakoniec S. poświęca więcej
miejsca interpretacji zagłębień i rowków znajdujących się na kamieniachpokrywach, zamykających dolmeny czworoboczne. Występują one na tych sa­
mych terytoriach, co wspomniane wejścia portalowe. Wedle S, służyły one do
gromadzenia wody, która również posiadała moc odpędzania od zmarłego
złych mocy.
Książkę zamyka aneks (poprzednio przeze mnie wspomniany) poświęcony
specjalnie migracji plemion, używających dolmenów czworobocznych, z Transjordanii do Arabii, oraz wykaz literatury przedmiotu zawierający 222 pozycyj.
Jak z powyższego ogólnego streszczenia wynika, S. starał się w omawianej
książce, będącej zresztą dyssertacją, po pierwsze wszechstronnie uargumentować pogląd dawniej już wypowiadany przez niektórych badaczy, że czworo­
boczne groby dolmenowe pochodzą z południowej Skandynawii i są wynikiem
migracji etnicznej, po drugie, że apotropaiczne sepulkralne praktyki megali­
tyczne miały na celu uchronienie zmarłego przed szkodliwością demonów. Od­
nośnie do kwestii pierwszej należy stwierdzić, że mimo wysokiego poziomu
wywodów autora i rozbudowanego aparatu badawczego, nie udało mu się
stworzyć tak przekonywującej konstrukcji myślowej, jaką jest koncepcja G.
Wilkego, przy czym przypuszczenie, że czworoboczne groty dolmenowe były
rezultatem migracji etnicznej, wymaga dopiero specjalnego opracowania
i w tej formie jest nie do przyjęcia. Co się natomiast tyczy rozważań religiologicznych S., to z nich przemawia już większa siła przekonywująca, aczkolwiek
nie są one wolne od jednostronności bodajże w tym samym stopniu co poglądy
Frazera, który w praktykach sepulkralnych widział przede wszystkim zabiegi
chroniące otoczenie przed szkodliwymi wpływami zmarłego. Zdaje mi się bliż­
szym prawdy przypuszczenie, że obie sfery wierzeń, odczuwania i z tym po­
łączonych zabiegów apotropaicznych miały i mają miejsce w świadomości
i aktywności ludzkiej, że obie nawzajem przenikają się, co więcej, że treści wvobrażeniowo-emocjonalne ulegają przesunięciu z jednej sfery na drugą, pozo­
stawiając praktyki w formie niezmiennej. Gdyby S. próbował był omawiany
problem ująć bardziej pod kątem psychologicznym, byłoby się dla niego stało
jasne, że rozgraniczenie tych dwóch sfer apotropaicznych wierzeń sepulkral­
nych jest niezmiernie trudne, à wszelkie wysiłki badawcze w tym kierunku
w wielu wypadkach będą miały wartość wielce problematyczną.
Zdecydowanie ujemną cechą pracy S. jest nieprzemyślana dostatecznie
dyspozycja. S. zebrał olbrzymi materiał, nie pogrupował go jednak planowo,
co spowodowało powtarzanie wywodów i wniosków raz powiedzianych
a przede wszystkim niejasnośfci w samej konsirukcji myślowej. Poza tym są
w tej pracy pewne niedociągnięcia i przeoczenia. Wygląda tak jak gdyby autor

199
wykonywał pracę w pośpiechu. Np. w rozdz. IX na str. 216 powiada, że zajmie
się rozpatrzeniem konstrukcji dolmenów czworobocznych i ich inwentarzem,
tymczasem na str. 232 tej drugiej kwestii poświęca dosłownie trzy zdania, mia­
nowicie, że inwentarz przedhistorycznych grobów dolmenowych jest rzadki
i nie wystarczająco zbadany, że dlatego wstrzymuje się od rozpatrywania go
pod kątem jego właściwości magicznych, nie mniej jednak zdaje mu się, że
posiadał on również charakter apotropaiczny. Przeoczeniem jest danie dwom
odrębnym rozdziałom (Death-rites i China and its border States) tej samej
liczby porządkowej: VI. W zestawieniu literatury przedmiotu nie zauważyłem
ważnej rozprawy: Rivers, Sun-Cułt and Megaliths in Oceania, Amer. Anthr.,
XVII .1915. Mimo powyżej wspomnianych uchybień w samym ujęciu zagadnie­
nia i niedociągnięć i przeoczeń w ich opracowaniu, praca S. stanowi poważną
pozycję w literaturze badawczej omawianego przedmiotu. Badanych proble­
mów nie rozwiązuje, ale jaśniej je precyzuje i pogłębia.
Kazimierz Majewski.

Lehrbuch der Völkerkunde. Unter Mitwirkung von Fachgenossen
herausgegeben von Konrad Theodor Preuss. Stuttgart, Fer­
dinand Enke, 1937. S. VIII+446. Cena 25 RM.
Nowy podręcznik etnologii ogólnej wydany pod kierunkiem K. Th. Preussa
odznacza się wielką zwięzłością dzięki temu, że nie zagłębia się w analizie
szczegółowej różnych zjawisk kulturowych, ale przedstawia tylko główne prob­
lemy. Całość wynikła z współpracy następujących autorów:

W. E. Mühlman n, pt. „Geschichtliche Bedingungen, Methoden und
Aufgaben der Völkerkunde“ (s. 1—44), daje wstęp metodologiczny, w którym
przedstawia dzieje etnologii, jej zasadnicze problemy, metody i zadania. Rozwa­
żania mają charakter bardzo oryginalny, ale krytyka niektórych metod, zwłasz­
cza metody kulturalno-historycznej, jest zbyt negatywna. — R. Thur nw a l d, pt. „Geistesverfassung der Naturvölker“ (s. 45—56) przedstawia
treściwie zagadnienia psychiki ludów pierwotnych, oraz słusznie podkreśla mo­
menty celowości i logiczności w działaniu człowieka pierwotnego. — K. T h.
Preuss, pt. „Die Religion“ (s. 57—123) omawia animizm, magię, związek
życia religijnego z kulturą materialną i ustrojem społecznym, rozwój kultów
i mitów, oraz wiarę w bogi i demony. Problemy genezy religii nie zostały omówone jednak dość przejrzyście i wnikliwie. — K. Th. Preuss, pt. „Die
Dichtung“ (s. 124—134) analizuje różne formy twórczości ludowej, jak mit,
baśń, podanie, dramat i pieśń. — M. Schneide r, pt. „Ethnologische Mu­
sikforschung ' (s. 135—1711 zwraca uwagę na różne typy melodyj, instru­
menty, muzykę instrumentalną oraz podaje wskazówki do zbierania muzycznoetnologicznego. — Eckart v. S y d o w, pt. „Bildende Kunst“ (s. 172—210)
wydobył zwięźle i przejrzyście zasadnicze zagadnienia związane ze sztuką pla­
styczną ludów pierwotnych, a więc formę, styl, treść wewnętrzną i materiał
ornamentykę i główne ośrodki produkcji. — G. D e e t e r s, pt. „Vergleichende
Sprachforschung“ (s. 211—235) przedstawia dzieje językoznawstwa porów­
nawczego, oraz metody badań językowych. — R. Thurnwald, pt. „Das
Gesellungsleben der Naturvölker“ (s. 236—279) omawia ustrój społeczny lu­
dów pierwotnych, a więc związki rodzinne, przyjazne, polityczne, oraz warstwy
społeczne. — L. Adam, pt. „Ethnologische Rechtsforschung“ (s. 280—306)
daje zarys prawa pierwotnego, oraz rozwój tego zagadnienia w etnologii. —

200
R. Thurnwald, pt. „Die Wirtschaft der Naturvölker“ (s. 307—334) wy­
odrębnia kompleks zagadnień gospodarczych od kultury technicznej, a pod­
kreśla znaczenie gospodarcze takich zjawisk, jak zbieranie zapasów i gospoda­
rzenie tymi zapasami, sprawy hodowlane, rękodzieło, handel, rozdział dóbr
uzyskanych, pieniądz. — H. N e v e r m a nn, pt. „Ergologie und Technologie“
(s. 336—382) rozważa problemy odzieży, pożywienia, budownictwa, narzędzi
służących do obróbki surowców, środków komunikacyjnych, broni, instrumen­
tów muzycznych. — D. W e s t e r m a n n, pt. „Die Zukunft der Naturvölker“
(s. 383—404) podkreśla praktyczne znaczenie etnologii w związku z proble­
mami kolonialnymi, oraz omawia rozkład społeczeństw pierwotnych pod wpły­
wem cywilizacji, metody europeizacji itd. — K. Th. P r e u s s, „Anleitung
zu ethnologischen Aufnahmen im Felde“ (s. 405—414), daje wskazówki do
pracy terenowej. — L. Adam, pt. „Die ethnologischen Fragesammlungen
und ihre praktische Anwendung“ (s. 415—421) poucza o praktycznym stoso­
waniu kwestionariuszy etnologicznych.
Jak w każdej pracy zbiorowej artykuły nie są na jednym poziomie. Jedne
są bardzo wartościowe, inne dają mniej nowych myśli. Wszystkie jednak od­
znaczają się wielką starannością, bogatą bibliografią przedmiotu, dobrze do­
branymi przykładami nie tylko w tekście ale i w dodanych ilustracjach. Dzięki
tym zaletom podręcznik może być z pożytkiem stosowany jako wstęp do etno­
logii ogólnej zwłaszcza w związku ze studiami uniwersyteckimi.
Adam Fischer.

E. Hoffmann-Krayer — H. Biichtold - Stiiubli : Handwörterbuch
des deutschen Aberglaubens. Bd. VIII. Silber-Vulkan. Berlin, Walter
de Gruyter et Co. 1936—1937. 8° większe. Str. 1762.
Encyklopedię wierzeń niemieckich omówiono w „Ludzie“ już wielokrot­
nie (prw. Lud XXVI 96, XXVII 133, XXIX 121, XXX 250, XXXI 144,
XXXII 182, XXXIII 138, XXXIV 279). W ukończonym obecnie Tomie VIII na­
stępujące artykuły posiadają szczególne znaczenie:
S. 6. Sintflut. Opowieści o potopie zarówno w wersji biblijnej, jak w in­
nych odmianach u różnych ludów, oraz o grożącym ponownym potopie. —
S. 31. Sonne. Wierzenia związane ze słońcem, oraz obrzędy i praktyki magiczne
i wróżby opierające się na słońcu. Kult słońca w czasach przedhistorycznych
i historycznych na obszarach niemieckich. — S. 76. Sonnenuntergang-Sonnen­
aufgang. Czas zachodu słońca jako godzina duchów, oraz c^ary wykonywane
w okresie między wschodem i zachodem słońca. —- S. 88. Sonntag. Niedziela
w wierzeniach i obrzędach. — S. 104. Sonntagsheiligung. Formy święcenia nie­
dzieli. —- S. 125. Spatulimantie. Formy wróżenia z łopatki zwierzęcia ofiar­
nego. — S. 149. Speichel. Lecznicze działanie śliny. — S. 156. Speise. Wierze­
nia i obrzędy związane z jadłem, szczególna siła tkwiąca w niektórych potra­
wach, resztki jedzenia, boskie potrawy oraz związane z obrzędami rodzinnymi
i dorocznymi. Zakazy jedzenia. — S. 235. Sperling. Znaczenie wróbla w de­
monologii, w kulcie agrarnym, we wróżbach i czarach, zwłaszcza miłosnych,
oraz w lecznictwie ludowym. — S. 265. Spinne. Ludowa biologia pająka, oraz
rola tego zwierzęcia w wyobrażeniach animistycznych i demonologicznych,
przy wróżbach i przepowiedniach pogody. — S. 285. Spiritismus. Omówienie
spirytyzmu, jako próby nawiązania łączności między światem żywych i umar­
łych, oraz podkreślenie momentów ważnych dla etnolpgii w tym problemie. —

201
S. 320. Sprung, springen Skakanie w celach obrzędowych. — S. 325. Spucken.
Znaczenie spluwania w celach ochronnych. — S. 364. Stehlen. Kradzież przy
zabiegach leczniczych i czarodziejskich, oraz ujemne skutki kradzieży dla zło­
dzieja i okradzionego. — S. 380. Stein. Powstanie kamieni, przenoszenie cho­
rób na kamienie, które są środkami ochronnymi przeciw złemu i czarom i mają
częste zastosowanie we wróżbach. Kamienie kultowe, oraz kamienie o szczegól­
nym kształcie lub ze szczególnymi znakami. — S. 431. Stephanstag. Obrzędy
i wierzenia związane z dniem św. Szczepana. — S. 438. Sterben. Chwila śmierci
i środki, przynoszące ulgę przy ciężkim konaniu. — S. 458. Stern. Wierzenia
związane z gwiazdami. — S. 469. Sternschuppe. Wiara związana z gwiazdami
spadającymi. — S. 498. Storch. Kult bociana, oraz jego rola we wróżbach i me­
dycynie ludowej. — S. 510. Strafe. Forma prawna kary, karanie dzieci, poczu
cie sprawiedliwości ludowej. — S. 522. Streit, Zank. Czynności przypadkowe,
wywołujące sprzeczkę, oraz umyślne czynności, mające na celu wywołanie nie­
zgody, środki pomocne do wygrania sprawy sądowej. — S. 545. Strumpf. Wie­
rzenia i czary związane z pończochą, szczególnie o charakterze erotycznym. —
S. 578. Suchen. Szukanie w celach magicznych i obrzędowych.
S. 629. Tabu. Ślady „tabu“ w wierzeniach starogermańskich i niemiec­
kich. — S. 635. Tag. Dzień jako pora ludzi i noc jako pora duchów. Pory dnia,
pewne szczególne dni, złe i dobre. — S. 683. Tau. Rosa jako woda żywa, od­
znaczająca się pewnymi siłami cudownymi i magicznymi. — S. 693. Taube.

Gołąb jako ptak-dusza, oraz jego znaczenie w czarach i medycynie ludowej. —
S. 715. Teig. Środki ostrożności stosowane przy sporządzaniu ciasta, ofiary
z ciasta, oraz znaczenie ciasta dla duchów wegetacyjnych i czarów. — S. 778.
Tier. Świat zwierzęcy w wierzeniach ludowych. Patronowie zwierząt domowych,
związek zwierząt domowych ze zjawiskami atmosferycznymi. Duchy w postaci
zwierzęcej, zwierzęta, jako środki ochronne przed czarami, oraz stosowanie
części zwierzęcych w lecznictwie. Opowieści o zwierzętach. — S. 819. Tierge­
stalt. Siły przyrody, bóstwa i demony występujące w postaci zwierzęcej. —
S. 850. Tierkult. Kult zwierząt uważanych za święte, oraz wyobrażenia o du­
szach w postaci zwierzęcej. — S. 864. Tiernamen. Przesądy ludowe wyrażające
się w nazwach zwierząt. — S. 901. Tieropfer. Ofiary zwierzęce przy różnych
obrzędach. — S. 945. Tierverkleidung. Przebieranie się za zwierzęta. — S. 953.
Tisch. Obrzędy i przesądy, związane ze stołem. — S. 970. Tod. Istota śmierci,
jej personifikacja, nadto w osobnych artykułach omówiono zawiadomienia
o śmierci, zapowiedzi śmierci itd. — S. 1019. Der Tote. Zmarły ukazujący się
w postaci ducha lub upiora, oraz stosunek zmarłego do świata żywych. — S.
1034. Totemismus. Geneza i istota totemizmu. — S. 1079. Totenkult. Kult zmar­
łych i ofiary składane ku czci zmarłych. — S. 1086. Totenreich. Wyobrażenia
o zaświatach, w których przebywają zmarli. — S. 1130. Trauer. Formy żałoby
po zmarłym. — S. 1150. Trinken. Rytuał picia i przesądy związane z piciem
przy różnych uroczystościach. — S. 1186. Tür. Drzwi w zwyczajach prawnych,
jako miejsce pobytu duchów, nadto jako granica stosowana przy obrzędach
przejściowych, oraz przy czynnościach czarodziejskich.
S. 1217. Übergangsriten. Obrzędy odprawiane w okresach przejściowych
życia ludzkiego. — S. 1265. Uhr. Wierzenia związane z zegarami. — S 1362.
Umwandeln. Okrążanie i obchodzenie pewnych miejsc i rzeczy w celu zamknię­
cia ich w kole ochronnym lub w celu czarodziejskim. — S. 1378. Umzug, Um­
gang. Chodzenie po domach w celach obrzędowych dla wywołania urodzajności

202
i pomyślności, zwykle w przebraniu i z zastosowaniem różnych przepisanych
czynności, jak np. tańców, hałasu itd. — S. 1427. Unglückstage. Źródła wie­
rzeń o dniach nieszczęśliwych, oraz określenie nieszczęść, grożących w tych
dniach. — S. 1453. Unsichtbar. Niewidzialność jako cecha bogów i demonów,
oraz wogóle istot nadprzyrodzonych i sposoby uzyskania niewidzialności. — S.
1465. Unsterblichkeit. Pojęcie nieśmiertelności i związek tego pojęcia z wyobra­
żeniem o duszy. — S. 1503. Vater. Władza ojcowska w rodzinie, oraz okazy­
wany jej szacunek. — S. 1515. Vegetation. Obrzędy mające na celu wzmożenie
urodzajności. — S. 1550. Verbrennen. Oczyszczalna rola ognia, szczególnie
w związku z lecznictwem ludowym. —- S. 1570. Verhexen. Rozmaite sposoby
zaczarowania, objawy zaczarowania, środki ochronne i zamawiania. — S. 1591.
Verhüllen. Znaczenie obrzędowe zasłony. — S. 1623. Verwandlung. Możność
przekształcania się w rozmaite postaci, zwłaszcza zwierzęce. — S. 1652. Ver­
wandtschaft. Różne formy pokrewieństwa, oraz zakazy małżeństw między
krewnymi. — S. 1691. Vorgeschichte. Przeczucia i przewidywania, polegające
na obrazowym odtwarzaniu przyszłości.— S. 1730. Vorzeichen. Pewne oznaki
zapowiadające formy podobnych wydarzeń.
Zbyteczne byłoby podkreślać, że i ten nowy tom jest niezbędny dla biblio­
teki podręcznej każdego etnologa.
Adam Fischer.

Willy Hellpach, Einführung in die Völkerpsychologie. Stuttgart,
Ferdinand Enke, 1938. S. V-|-178. Cena 8 RM.
Autor starał się w zwięzłej formie zawrzeć jak najwięcej treści, a było
to możliwe dlatego, że unikał problemów spornych i wątpliwych, a dał pewne
podstawowe idee. Przedmiotem rozważań jest lud jako wspólnota etniczna,
która ogarnia różne plemiona i w całość je zespala; następnie omówiono
czynniki, które kształtują naród, a więc pewne czynniki naturalne, pewne
wspólne treści duchowe, a wreszcie pewien wysiłek woli jednostki, świadomie
przewodzącej swemu narodowi.
Poglądy autora zawierają wiele myśli oryginalnych, choć w wielu wy­
padkach zbyt jednostronnie oceniają rozmaite zjawiska kultury zwłaszcza
z dziedziny socjologii wierzeń religijnych. Niektóre z uwag autora zasługują
na podkreślenie, gdyż mają one pełne znaczenie także dla polskiej społecz­
ności. Tak np. gdy Hellpach powiada, iż jedynie społeczeństwa posiadające
liczną młodzież mogą pozwolić sobie na pewienj dynamizm i wtedy można
mówić o gloire, ale gdzie brak odpowiedniej ilości tego młodego elementu,
tam musi się poprzestać na sûreté.
Z tezami autora nie zawsze można się godzić, ale nawet i w tych wy­
padkach pobudzają one do krytycznych rozważań zwłaszcza z pogranicza
etnologii, socjologii i psychologii etnicznej.
A. F.

Arnold van Gcnncp: Le Folklore de lu Flandre et du Hainaut
Français (Département du Nord). Paris, G. P. Maisonneuve, 1935—
1936. Tom I. S. 415. Tom II. S. 425—739. Cena 90 fr.
Znany badacz etnografii francuskiej opracował na podstawie materia­
łów rękopiśmiennych i drukowanych obszar Hainaut i Flandrii. Pierwsza
część zawiera opis zwyczajów od kolebki do mogiły, a więc praktyki i prze­
sądy związane z ciążą, porodem i chrztem, dzieciństwem, a wreszcie obrzędy
weselne i pogrzebowe. Druga część pracy opisuje obrzędy doroczne, jak cykl

203
zapustny i wielkopostny, cykl wielkanocny, święta majowe, cykl św. Jana,
okres świąt Bożego Narodzenia, Nowego Roku i Trzech Króli, a wreszcie cykl
obrzędów żniwiarskich i gospodarczych. Trzecia część pracy zajmuje się uro­
czystościami ku czci Świętych, a materiał ten omawia van Gennep wedle po­
rządku kalendarzowego, przy czym wspomniano także o ciekawym kulcie
relikwij i chciwym ich zbieraniu, oraz o pierwiastkach ludowych związanych
z tym kultem. W czwartej części zwraca autor uwagę na tradycje o cudow­
nych źródłach, świętych drzewach, oraz kulcie świętych patronów tak pew­
nych miejscowości, jak zrzeszeń lub instytucji. Piątą część pracy poświęcono
magii i czarom, cudownym znachorom, formułkom magicznym stosowanym
przy leczeniu, oraz wogóle ludowym zabiegom medycznym. W szóstej części
przedstawia nam autor całą twórczość ludową, a więc opowieści nieraz
0 treści facecyjnej, baśni o charakterze fantastycznym, podania historyczne
1 etymologiczne, podania związane z pewnymi wielkimi budowlami, czasem
z megalitami, nadto rymy dziecinne i mętowania, oraz gry i zabawy ludowe.
Monografia daje nie tylko nowe materiały z obszarów dotąd niebadanych, ale i krytyczne ich omówienie, a nadto kilka mapek etnograficznych
z zakresu obrzędowości pogrzebowej.
A. F.

Claude et Jacques SeignoIIe: Le Folklore du Hurepoix (Seine,
Seine-et-Oise, Seine-et-Marne). Paris, G. P. Maisonneuve, 1937. 8", S.
328+4 tabl +4 mapy.
Praca wyszła ze szkoły znanego etnografa francuskiego Arnolda van
Gennepa, jak świadczy o tym nietylko dedykacja autorów, ale i układ treści
w tej interesującej monografii, poświęconej obszarowi zwanemu Hure­
poix. Przy zbieraniu materiałów zastosowano kwestionariusze, ale nie uzvskiwano materiału drogą pisemną, lecz przez bezpośrednią pracę w terenie.
Materiały ułożono podobnie jak w wyżej omówionej pracy van Gennepa.
Część I opisuje obrzędy narodzinowe, okres dziecięcy i młodzieńczy, zaloty,
małżeństwo, pogrzeb. Część II podaje opis kultu ludowego NP Marii i Świę­
tych zwłaszcza świętych patronów , następnie zaś przedstawiono Gromniczną,
Zapusty, Wielki Post, cykl wielkanocny, święta majowe, Sobótkę święto­
jańską, okres kanikuły, Boże Narodzenie, oraz obrzędy związane z dorocz­
nymi zajęciami rolniczymi i gospodarczymi. Część III zestawia wierzenia
z dziedziny magii, medycyny i meteorologii ludowej, oraz przykłady wierzeń
o cudow nych źródłach i studniach. Część IV omawia podania i baśni ludowe,
pieśni, rymy dziecięce oraz gry i zabawy ludowe. Do tekstu dodano kilka
ilustracyj oraz cztery mapy z zakresu obrzędów rodzinnych i dorocznych.
A. F.

Heinrich Harmjanz i Erich Röhr: Atlas der deutschen Volkskunde.
1—4. Lieferung. Leipzig 1936—1938.
Po pracach przygotowawczych, które trwały prawie dziesięciolecie, wy­
dano już cztery zeszyty Niemieckiego Atlasu Etnograficznego, które zawierają
80 map, ujmujących różne zjawiska etnograficzne przeważnie z dziedziny
obrzędowości.
Mapy 1—7 podają terytorialne rozmieszczenie wierzeń o szczęśliwości
lub nieszczęśliwości wszystkich siedmiu dni w tygodniu. Prócz tych map
ogólnych wykonano mapy uzupełniające (8—9), które określają rodzaj zajęć

204
zaczynanych w pewnych specjalnych dniach, oraz powiedzenia przysłowiowe,
wiążące się z niektórymi dniami. Na mapach 10—13 zestawiono różne święta
doroczne o charakterze świeckim, takie jak kiermasz, święto strzeleckie,
mięsopust lub święto szkolne (w rodzaju naszych Gregorianek). Mapa 14 zaj­
muje się określeniem wyrazu „Korn“ znaczącego wcgóle zboże lub poszcze­
gólne rodzaje zboża. Na mapach 15, 16, 22 i 23 znajdziemy wierzenia o dziw­
nych istotach, zamieszkujących wedle ludu niemieckiego księżyc. Mapa 17
wykreśla zasięgi różnych kształtów kołyski dziecinnej. Mapy 18—21 zesta­
wiają wierzenia na temat przynoszenia dzieci przez bociana, babkę, rozmaite
zwierzęta itd. Mapy 24, 25, 26, 27 przedstawiają rozprzestrzenienie ogni so­
bótkowych pod względem czasu ich urządzania i obrządów z tym związanych.
Mapa 28 podaje różne gry jeździeckie, mapa 29 rozmaite gry ruchowe, a mapy
30—31 gry związane z pisankami wielkanocnymi; mapa 32 zestawia wierzenia
związane z genezą pisanek wielkanocnych. Mapy 33 i 34 starają się ująć
etnograficznie tak nowe święto jak Dzień Matki. Mapa 35 podkreśla zwyczaj
obchodzenia imienin lub urodzin. Mapa 36 uwzględnia zwyczaj zawieszania
adwentowego wieńca. Mapa 37 ujmuje czynnik przynoszący podarunki dzie­
ciom na Boże Narodzenie. Mapa 38 została poświęcona nazwie choinki. Mapy
39—42 przedstawiają obrzędy związane z dniem św. Marcina, a więc pochody
w odpowiednim przebraniu, oraz specjalne pieczywa obrzędowe. Mapa 43
omawia narzędzia wywołujące hałas, nazwy tych narzędzi, święta przy któ­
rych są stosowane, oraz ludzi wykonujących ten obrzęd. Mapy 44—49 zesta­
wiają nazwy na określenie czasu od Bożego Narodzenia do Trzech Króli,
zwanego w Polsce „świętymi wieczorami“. Mapy 50—51 poświęcono nazwom
wieczoru wigilijnego. Mapy 52—53 podają nazwy na określenie wieczoru syl­
westrowego. Mapy 54—55 wymieniają potrawy mięsne, rybne i roślinne spo­
żywane w czasie uroczystych wieczorów 24 i 31 grudnia. Mapy 56—61
uwzględniają wierzenia związane ze św. Mikołajem, jego wyglądem i jego to­
warzyszy, oraz czasem jego wędrówki. Mapy 62—65 zapoznają nas z nazwami
i czasem wędrówki postaci krążących w okresie Bożego Narodzenia Mapa 66
daje nazwy na określenie święta Trzech Króli, a mapa 67 nazwę na określenie
wilii do tego święta. Mapa 68 zestawia wyniki map 66 i 67. Mapy 69—70
uwzględniają obrzędowość dnia Trzech Króli i wilii trzechkrólewskiej. Mapy
71—74 zawierają wierzenia na temat pochodzenia dzieci z wody, krainy
roślin, gniazda bocianiego, pieca, siana itd. Mapy 75—80 zajmują się określe­
niem nazwy uroczystości pożniwnej.
Już choćby powyższe krótkie wyliczenie może nas pouczyć, że Atlas
opiera się na bardzo bogatym materiale, który został pod względem kartogra­
ficznym opracowany bez zarzutu. Mapy wydane dotąd są również bardzo
ciekawe dla polskiej etnografii, szczególnie o ile idzie o obszary polsko-nie­
mieckiego pogranicza. Jak ważnym wydarzeniem naukowym był „Atlas der
deutschen Volkskunde“ w etnografii niemieckiej, o tym może nas pouczyć
praca Ericha Röhra pt. „Das Schrifttum über den Atlas der deutschen Volks­
kunde“. Berlin 1938 (odb. z Ztschrift f Vkunde 47).
Adam Fischer.

ZESTAWIENIE KASOWE ZA ROK 1936
DOCHODY

ROZCHODY
d

d
►J

WYSZCZEGÓLNIENIE

i.

Pozostałość kasowa z d. 31. XII. 1935

1.109 31

1.

Druk „Ludu“ tom XXXIV (zaliczka)

200 —

2.

Wkładki członków..........................

278 50

2.

Klisze drukarskie do „Ludu"

.

226 15

3. Sprzedaż wydawnictw.....................

181 —

3. Tłumaczenia streszczeń do „Ludu“

22 —

Subwencja Ministerstwa W. R i O. P.

1.000 —

4. Wydatki administracyjne ....

111 45

5. Odsetki w P. K. O...........................

1 99

6.

Odsctk: w Banku Gosp. Kraj. .

28 20

5. Druk papierów firmowych, potwierdzeń odbioru...............................

41 20

7.

Przeliczenie austriackiego konta
pocztowego....................................

6. Koszty manipulacyjne w P. K. O.

5 50

7. Wkładka do Zw. Tow. Nauk. .

36 17

8. Pozostałość kasowa w d. 31. XII. 1936

1.962 99

4.

Razem



.

gr

6 46



WYSZCZEGÓLNIENIE

2.605 46

.

Razem

Jan Falkowski
skarbnik

gr

2.605 46

ZESTAWIENIE KASOWE ZA ROK 1937
DOCHODY

ROZCHODY

d
J

WYSZCZEGÓLNIENIE

i.
2.
3.
4.
5.
6.

Pozostałość kasowa z d. 31. XII. 1936
Wkładki członków..........................
Sprzedaż wydawnictw.....................
Subwencja Ministerstwa W. R. i O. P.
Odsetki w P. K. O.............................
Odsetki w Banku Gosp. Kraj. . .



gr

1.962 99
705 40
258 61
2.500 —
3 32
42 75

d
J

WYSZCZEGÓLNIENIE

i.
2.
3.
4.
5.

Druk „Ludu“ tom XXXIV . . .
Klisze drukarskie do „Ludu“ . .
Honoraria autorskie (odbitki) . .
Wydatki administracyjne ....
Druk papierów (urgensów i i.) i koperty do ekspedycji.....................
Ekspedycja „Ludu“ tom XXXIV .
10°/o za zbieranie wkładek w roku
1936 i 1937 ....................................
Koszty manipulacyjne i druki
w P. K. O.......................................
Pozostałość kasowa w d. 31. XII. 1937

6.
7.

\
\
\

8.
9.

\
Razem

.

Razem

5.473 07

206

Jan Falkowski
m

skarbnik



.

gr

2.550 —
200 50
316 70
124 18
70 30
199 20
52 75
— 20
1.959 24
5.473 07

I

SPIS RZECZY
I.

ROZPRAWY.

Str.
Dobrowolski Kazimierz: Seweryn Udziela, jako badacz kultury społecznej
ludu małopolskiego
.
...
20
Falkowski Jan: O wewnętrznym układzie prac etnograficznych
162
Fischer Adam: Zasługi Seweryna Udzieli na polu badań nad kulturą duchową
23
Fischer Adam: Seweryn Udziela jako współpracownik „Ludu“
.
37
Fischer Adam: Drzewa w wierzeniach i obrzędach ludu polskiego
60
Flizak Sebastian: Dziadowskie obiady
...
b3
Flizak Sebastian: Moda w nadawaniu imion chrzestnych u górali pod Gorcami
53
Grossowa Baidoff P.: Norweskie Muzeum na wolnym powietrzu w Bygdö . 168
Harasymczuk Roman Wlodz. i Tabor Wilhelm: Etnografia połonin huculskich
76
Moszyński Kazimierz: Zasługi S. Udzieli na polu badań nad kulturą materialną
17
Seweryn Tadeusz: Seweryn Udziela 1857—1937
...
.
3
i Seweryn Tadeusz: Seweryn Udziela jako twórca Muzeum Etnograficznego
w Krakowie ..........
29
Szczotka Stanislaw: Materiały do dziejów zbójnic,twa w Żywiecczyźnie
41
II.

BACHMANN ALFRED :
1933—1934
...

BIBLIOGRAFIA LUDOZNAWCZA ZA LATA
...

172

111. RECENZJE I SPRAWOZDANIA.
Gennep van Arnold: Le Folklore de la Flandre et du Hainaut Français (A. F.)
Hahm Konrad: Ostpreussische Bauernteppiche (Tadeusz Mańkowski)
Harmjanz Heinrich i Röhr Erjch: Atlas der deutschen Volkskunde zesz. 1—4
(A d a ni F i s c h e r)
.
.
.
.
.
.
.
Hellpach Willy: Einführung in die Völkerpsychologie (A. F.) ....
Hoffmann-Krayer E.— Bächtold-Stäubli H.: Handwörterbuch des deutschen
Aberglaubens VIII (Adam Fischer) .
.
Preuss K. Th.: Lehrbuch der Völkerkunde (Adam Fischer)
.
Seignolle Claude et Jacques: Le Folklore du Hurepoix (A. F.)
.
.
Serner Arvid : On „dyss“ burial and beliefs aboüt the dead during the stone
age with special regard to South Scandinavia (Kazimierz Majew­
ski)
:.....
.

IV. ZESTAWIENIE KASOWE ZA LATA 1936 i 1937

202
190
203
202
200
199
203

195

205—206

208

TABLE DES MATIERES
du volume XXXV (Année 1937) de la Revue ethnographique „Lud“
(„Le Peuple“).
I. ÉTUDES.

Pag.

Dobrowolski G.: Séverin Udziela investigateur de la culture sociale du
peuple de la Petite Pologne.................................. Falkowski J.: La structure intérieure des travaux ethnographiques
Fischer A.: Les mérites de Séverin Udziela dans le domaine des recherches
sur la culture spirituelle
..........................................
Fischer A.: Séverin Udziela collaborateur du „Lud“ („Peuple“)
Fischer A.: Les arbres dans les croyances et les rites du peuple polonais
Flizak S.: Les repas des mendiants .
.
Flizak S.: La mode dans le choix des noms de baptême chez les mon­
tagnards de la région de Gorce .
...
Mme Gross-Baidoff P.: Le musée en plein air à Bygdô (Norvège)
Harasymczuk R. V. et Tabor G.: L’ethnographie des pâturages houtzoules
Moszyński C.: Les mérites de S. Udziela dans le domaine des recherches
sur la culture matérielle
......
Seweryn Th.: Séverin Udziela (1857—1937)
......
Seweryn Th.: Séverin Udziela, créateur du Musée Ethnographique de Cracovie
Szczotka St.: Les matériaux pour servir à l’histoire du brigandage dans la
région de Żywiec

20

162
23
37
60
53
35
168
76
17
5

29
41

II. BACHMANN A.: BIBLIOGRAPHIE ETHNOGRAPHIQUE 1933—1934

172

III. CRITIQUES ET COMPTES-RENDUS

190

....

TOVMZmiO LIDDZlflWEZE HE LWOWIE
poleca następujące wydawnictwa własne:
BĄK ST.- Chata wiejska w okolicy Tarnobrzegu .......
JSZFWSKI ST.: Czaszki ludzkie z kłódkami.................................
DĄBROWSK ST.: Czapka i kapelusz w Lubelskiem...................
FRANKOWSKI E.: Zabiegi magiczne przy pożyczaniu, kupnie i sprze­
daży u ludu polskiego..............................................................
FRANKOWSKI E. : Wycinanki i ich przeobrażenia........................
FRÄN KŁOWA G. : Wycinanka źydcwska w Polsce z 16 ryc. . .
GANS7 'NIEĆ R.: Czynnik racjonalny w wierze i w obrzędzie .
— Pierścień w wierzeniach ludowych starożytnych i średnion/iccznych.....................................................................................
GOMME G. L. : Folklor, Podręcznik dla zajmujących się ludoznawstwem ...............................................................................................
GOi.ET SZ. : Śpiewki z okolic Andrychowa. Z nutami . .
J. : „Sabalowa bajka“ H. Sienkiewicza ...
...
ÍANOW
IARASVMCŹUK R. W.-TABOR W.: Etnografia połonin huculskich
KLINGER W. : Do wpływów ctarcźytności na folklor ....
KORAb, ŸI K. : Łysa Góra
....................................................
. .
KORANYI K. : Czar-- i gusła przed sądami kościelnemi w Polsce
,w XV i w pierwszej połowie XVI wieku.................................
KOSIŃSKI WŁ. : Widowiska świąteczne w Makowie, Kalwarji i Żebrzydowicach. Z netami.................................
...................
KRZYWICKI L. : Początki własności indywidualnej
,
KRZYŻANOWSKI J.: „Peregrynacja Maćkowa“ ...
KUCHTA J. : Rodzime wątki w podaniu c 1 wardowskim ....
LUD Kwartalnik ccnogrrf'rzny. Komplet. T. I—XXXIV (Bez wyczer­
panych zeszytów III 2—3, IV 1, V 1—2, VI 1, VII 1, VIII 3,
X 1-2)................................. ........................
.
.
- T. XI—XXXI V można nabyć oddzielnie. Cena coszczególnego
:omu.....................................................v.........................................
— Cena poszczególnego zeszytu (T. XI—XXXIV) . .
- T. XXXV z. 1-4...................................... ....
ŁEMPJZK1 Z.: Podania o bohaterach........................
MATUSIAK SZ. : Wieszczba i źreb
...................
MĄCZEWSKI P. : Konik zwierzyniecki w Troi........................
MŁ/NEK L. : Uwagi nad pieśniami ludu wieli-kiego ...
Pamiętnik zjazdu naukowego etnografów 1905 r....................
Pieśni nabożne. Z. 1—5. Cena poszczególnego zeszytu...................
PIŁSUDSK BR: Poezjć Gilaków
. .
....................
— Trąd Gilaków.................................................................................
PIWOCKI K.: Zagadnienie metody w badaniach nad sztuką ludową
PORĘBOWICZ E. : Berta z dużemi stopa-ni
...
....
RECHOWICZ K. : Sztuka budowania z drzewa w OKolicy Skolego
SEWERYN T. : Hafty opoczyńskie.............................
....
SEWERYN T. : Kaszubskie złotogłowie z 18 ryc.
........................
— O śpiewającym zbóju ...
.
— Technika malowania ludowych obrazów na szkle
SMOLEŃSKI ' T. : Lud górr.oegipski.
....
iLIWnIA W.: Lud iub »rrowski
................................................
SOCHANIEWICZ K.: ïviiaiy i ceny na Podolu w XVI w..................
WITORT J. : Filozofja pierwotna (Animizm)......................................
— Zarys prawa zwyczajowego ludu litewskiego
...................
ZBOROWSKI J. : Fizśń o Proćpakowej bandzie . .
. .

^ ,rr
4*—
—‘50
P50
2.—

1‘—
3'—
—'50
p—
2'—
—-50
4‘—
2’—
—’50
1 •—
p—
—-25
— "50
P50
1 ■—
340-—
10'-2'50
10-—
—*50
—'50
—*25
—*25
—*50
1*—
1*—
1*—
1*—
—*50
—'50
2"—
1*30
—*50
4*—
—*50
1*—
1*—
p—
P—
1'—

Do nabycia w Wydawnictwie Zakłaau Narodowego im.
Ossolińskich. Lwów — Kalecza 5, Warszawa — Nowy Świat 72.
Ceny zmienione od 1. /. 1937.

TRESC TOM
Seweryn Tadeusz: Seweryn Udziela (1857—1
Moszyński Kazimierz: Zasługi S. Udzieli na poli
Dobrowolski Kazimierz: Seweryn Udziela j;

w aga!

Zmiana numeru konta w P.K .O . na Nr 511.425.

ludu małopolskiego

D

'Kzg 1 2857/67 100 000

Fischer Adam: Zasługi Seweryna Udzieli na
Seweryn Tadeusz: Seweryn Udziela jako twórca

^
Muzeum Etnograficznego
w Krakowie
.
.
.29
Fischer Adam: Seweryn Udziela jako współpracownik „Ludu“
37
Szczotka Stanisław: Materiały do dziejów zbójnictwa w Żywiecczyźnie
41
Flizak Sebastian: Dziadowskie obiady
.
.
.53
Flizak Sebastian: Moda w nadawaniu imion chrzestnych 'u górali pod Gorcami
55
Fischer Adam: Drzewa w wierzeniach i obrzędach ludu polskiego
60
Hr.rasymczuk Roman Wlodz.-Tabor Wilhelm: Etnografia połonin huculskich
76
Falkowski Jan: O wewnętrznym układzie prac etnograficznych
.
162
P. Baidoff-Grossowa: Norweskie Muzeum na wolnym powietrzu w Bygdö
168
Bachmann Alfred: Bibliografia ludoznawcza za lata 1933 i 1934
172
Recenzje i sprawozdania
......
19C
Zestawienie kasowe za rok 1936 i 1937
205

TABLE DES MATIERES.
ÉTUDES: Seweryn Th.: Severin Udziela (1857—1937). — Moszyński C.: Les pirites de S. Udziela dans le domaine des recherches sur la culture matériel!
Dobrowolski C.: Séverin Udziela investigateur de la culture sociale du peiipte
de la Petite Pologne — Fischer A.: Les mérites de Séverin Udziela daní-le.domaine des recherches sur la culture spirituelle.
Seweryn Th.: Séverin
Udziela, créateur du Musée Ethnographique de Cracovie.
Fischer A.: Sé­
verin Udziela collaborateur du „Lud“ („Peuple“). — Szczotka St.: Les maté
riaux pour servir à l’histoire du brigandage dans la region de Żywiec.
Flizak S.: Les repas des mendiants. — Flizak S.: La mode dans le choix des
noms de baptême chez les montagnards de la région de Gorce. — Fischer A.:
Les arbres dans les croyances et les rites du peuple polonais. — Harasymczuk R. V. et Tabor G.: L’éthnographïe des pâturages houtzoules dans les Carpathes orientales. — Falkowski J.: La structure intérieure des travaux ethnogra­
phiques.— Mme Gross-Baidoff P.: Le musée en plein air à Bygdö (Norvège).—
Bachmann A.: Bibliographie ethnographique 1933—1934.
CRITIQUES ET COMPTES RENDUS.

DO SZANOWNYCH CZŁONKÓW TOWARZY STWA
LUDOZNAWCZEGO I PRENUMERATORÓW LUDU!
Ponownie zwracamy się z prośbą do wszystkich naszych członków i prenumera­
torów, ażeby nietylko nie opuszczali naszych szeregów, ale starali się pozyskać
dla nas nowych członków, a nadto nie zalegali z należną nam prenumeratą,
lecz płacili ją choćby w ratach za nośrednictzoem czeków na konto nasze
w P. K. O. Nr 511425. WKŁADKA WYNOSI TYLKO ZŁOTEGO MIESIĘCZ­
NIE. Położenie pisma w nicząm się lie poprawiło, gdyż liczba członków Towa­
rzystwa nadal się zmniejsza. Tom XX1ÍV wydany za rok 1937 wychodzi jedynie
dzięki subwencji Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego.

Druk ukończono 20 październik" 1938.

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.