a3491dcae7fe57a36fa65a134181cb2f.pdf
Media
Part of Lud, 1934/35, t. 33
- extracted text
-
ORGAN POLSKIEGO TOWARZYSTWA
LUDOZNAWCZEGO WE LWOWIE
ORGII lit DE U SOCIETE POŁOflflISE D'ETHNOLOGIE
REDAKTOR:
ADAM FISCHER
SERJA II — TOM XIII
ZESZYT I-IV
OGÓLNEGO ZBIORU — TOM XXXIII
WYDANY Z ZASIŁKU MIN. W. R. I O. P.
Z 21 ILUSTRACJAMI, 4 TABLICAMI I 3 MAPAMI.
LWÓW — WARSZAWA — KRAKÓ W — POZNAŃ — WILNO
NAKŁADEM TOWARZYSTWA LUDOZNAWCZEGO WE LWOWIE.-SKŁAD
Główny w wydawnici wie zakładu narodowego im. osso
lińskich, LWÓW, KALECZĄ 5. - WARSZAWA, NOWY ŚWIAT 72. —
KOMITET REDAKCYJNY „LUDU" :
PPOF. DR. WILHELM BRUCHNALSKI, PROF. DR. ADOLF CHYBIŃSKI,
PROF. DR. JAN ÇZEKANOWSKI, PROF. DR. ADAM FI SCHEE, PROF.
DR. EUGENJUSZ FRANKOWSKI, PROF. DR. LEON KOZŁOWSKI.
REDAKTOR : PROF. DR. ADAM FISCHER.
LUD
wychodzi kwartalnie w zeszytach objętości 4—6 arkuszy. —
Prenumerata zniżona od r. 1935 z przesyłka pocztowa rocz
nie 12 zl. — Przedpłata przyjmuje Administracja „LUDU“,
oraz Wydawnictwo Zakladu Narodowego im. OssoliAntrlci*
i wszystkie księgarnię.
Członkowie Towarzystwa Ludoznawczego we Lwowie,
którzy uiści!, wkładkę statutem przepisaną, t. j. 12 zł. rocznie,
otrzymują „LUD“ i „Proce Etnograficzne“ bezpłatnie.
Rękopisy, listy, czaso* isma i książki przeznaczone dla redak
cji „LUDU“, oraz wszelkie pisma, odnoszące się do Towarzystwa
Ludoznawczego we Lwowie, a także sprawy administracyjne,
reklamacje, zamówienia wydawnictw, zgłoszenia do Towarzystwa
Ludoznawczego we Lwowie i wkładki należy adresować i
ADAM FISCHER, LWÓW — UNIWERSYTET, ZAKŁAD ETNOLO
GICZNY, UL. MARSZAŁKOWSKA 1.
„LUD“ (Le peuple).
Revue trimestrielle consacrée à l’étude d’ethnologie et ďanthropolo
gie polonaises, publiée par la Société Polonaise d’Ethnologie à Léopol.
Prix d’abonn- ment d’un an, 12 zloty.
„LUD“ -ignalera tous les travaux se rattachant à l’eth wiegte et
à l’anthropologie. L’échange est accepté avec toutes les reoucs savantes.
Toutes les communications relatives à la rédaction, lettres, livres,
périodiques etc. devront être adressées à M. Adam Fischer, secrétaire de
la Société Polonaise d’Ethnologiz, Institut ďEthnologie de l’Universilè
Jean-Casimir à l éopol (Lwów, Pologne),
ORĘDZIE PREZYDENTA RZECZYPOSPOLITEJ
Do Obywateli Rzeczypospolitej
Marszałek Józef Piłsudski życie zakończył. Z wielkim
trudem swego życia budował siłę w narodzie genjuszem umy
słu, twardym wysiłkiem woli Państwo wskrzesił. Prowadził
je ku odrodzeniu mocy własnej, ku wyzwoleniu sił, na któ
rych przyszłe losy Polski się oprą. Za ogrom Jego pracy
danem Mu było oglądać Państwo nasze jako twór żywy, do
życia zdolny, do życia przygotowany a armję naszą sławą
zwycięskich sztandarów okrytą. Ten największy na przestrzeni
całej naszej historji człowiek z głębi dziejów minionych moc
swego ducha czerpał, a nadludzkiem wytężeniem myśli drogi
przyszłe odgadywał. Nie siebie tam już widział, bo dawno
odczuwał, że siły Jego fizyczne ostatnie posunięcia znaczą.
Szukał i do samodzielnej pracy zaprawiał ludzi, na których
ciężar odpowiedzialności skolei miałby spocząć. Przekazał na
rodowi dziedzictwo myśli o honor i potęgę Państwa dbałej. Ten
Jego testament, nam żyjącym przekazany, przyjąć i udźwi
gnąć mamy. Niech żałoba i ból pogłębią w nas zrozumienie
naszej
całego narodu odpowiedzialności przed Jego duchem
i przed przyszłemi pokoleniami.
—
Prezydent Rzeczypospolitej
(—) I. Mościcki
Warszawa, Zamek. Dnia 12 maja 1935 roku.
PRZEMÓWIENIE PREZYDENTA RZECZYPOSPOLITEJ
NA WAWELU Z DNIA 18 MAJA 1935 R.
Cieniom królewskim przybył towarzysz wiecznego snu.
Skroni Jego nie okala korona, a dłoń nie dzierży berła.
A królem był serc i władcą woli naszej. Półwiekowym tru
dem swego życia brał we władanie serce po sercu, duszę po
duszy aż pod purpurę królestwa swego ducha zagarnął nie
podzielnie całą Polskę.
Śmiałością swej myśli, odwagą zamierzeń, potęgą czy
nów z niewolnych rąk kajdany zrzucił, bezbronnym miecz
wykuł, granice nim wyrąbał, a sztandary naszych pułków
sławą uwieńczył.
Skażonych niewolą nauczył honoru bronić, wiarę we wła
sne siły wskrzeszać, dumne marzenia z orlich szlaków na
ziemię sprowadzać i w twardą rzeczywistość zamieniać.
Dał Polsce wolność, granice, moc i szacunek.
Czynami swemi budził u wszystkich po wszystkie krańce
Polski iskry tęsknot do wielkości.
A miljony tych iskier z miljonów serc wracały żarzone
miłością do Tego, który je wskrzeszał, aż stał się On jasnością,
spływającą na całą naszą ziemię, i płomieniem wytapiającym
kruszec bezcenny, który w skarbcu narodowym naszych war
tości moralnych pozostanie odtąd na wieki.
Wielkie dziedzictwo pozostawił w spadku po sobie ten
potężny władca serc i dusz polskich.
Cześć, jaką otaczaliśmy Józefa Piłsudskiego za Jego życia,
wzmaga się dziś i potężnieć będzie w Polsce z godziny na go
dzinę coraz stokrotniej.
Niech hołdy dziś prochom wielkiego Polaka składane
zamienią się w śluby dochowania wierności dla Jego myśli
w daleką przyszłość przenikających. Niech przekują się w obo
wiązek strzeżenia dumy i honoru narodu, niech wole nasze
do twardej pracy i walki z trudnościami zaprawią, a serca
nasze wielką Jego dla ojczyzny miłością rozpalą.
U bram domostw naszych postawmy warty, byśmy bezcen
nego kruszcu cnót przez Niego pozostawionych nie uszczuplili,
niczego z wielkiego po Nim dziedzictwa nie uronili i byśmy
duchowi Jego, troską za życia o losy Polski umęczonemu,
spokój w wieczności dali.
J
LUD
ORGAN POLSKIEGO TOWARZYSTWA
LUDOZNAWCZEGO WE LWOWIE
OROAtlE DE U SOCIETE POLONAISE D’ETHDOLDCIE
REDAKTOR:
ADAM FISCHER
SERJA II - TOM XIII - ROK 1934-1935
OGÓLNEGO ZBIORU — TOM XXXIII
WYDANY Z ZASIŁKU MIN. W. R. I O. P.
LWÓW — WARSZAWA — KRAKÓW — POZNAŃ — WILNO
NAKŁADEM TOWARZYSTWA LUDOZNAWCZEGO WE LWOWIE.-SKŁAD
GŁÓWNY W WYDAWNICTWIE ZAKŁADU NARODOWEGO IM. OSSO
LIŃSKICH, LWÓW, KALECZA 5. — WARSZAWA, NOWY ŚWIaT 72. -
KOMITET REDAKCYJNY „LUDU“;
PROF. DR. WILHELM BRUCHNALSKI, PROF. DR. ADOLF
CHYBIŃSKI, PROF. DR. JAN CZEKANOWSKI, PROF. DR.
ADAM FISCHER, PROF. DR. EUGENJUSZ FRANKOWSKI
PROF. DR. LEON KOZŁOWSKI.
REDAKTOR: PROF. DR. ADAM FISCHER
\-^188G
Jf
939-35
'''
DRUK. L. WIŚNIEWSKIEGO WE LWOWIE.
SPIS RZECZY
I. ROZPRAWY.
Str.
Brynerówna Halina: Pieśni łódzkich pracownic
.
.38
Chmielińska Aniela: Z lecznictwa ludowego w Łowickiem
.
.
80
Ciszewski Stanisław: Anonimowa zapiska o Górnoślązakach z r. 1783
112
Dobrjański Kalistrat: Znachorstwo w Samborskiem.................................... 117
Dobrjański Kalistrat: Bractwo kawalerskie im. św. Mikołaja w Starym
Samborze .....
......
126
Falkowski Jan: Przyczynek do zagadnienia naczyń pierścieniowatych
.
19
Falkowski Jan: Inkluz-djabełek
.......
78
Flizak Sebastjan: Notatki etnograficzne z - okolic Mszany Dolnej
21
Krawczyk Stanisław ks.: Dziergniec
......
135
Piasecki Eugenjusz „Jaworowi ludzie“. Studjum z pogranicza folkloru
i pedagogiki
.
.
.
.
.
.
1
Pieśni i wiersze polskich robotników rolnych w Niemczech
64
Reinfuss Roman: Budownictwo ludowe na Zachodniej Łemkowszczyźnie
83
Szemlej Józef: Przyczynek do wielkopostnego pieczywa ludowego
.
27
Wasylewski Stanisław: Jak się śpiewało Tadeusza
...
37
Wasylewski Stanisław: Strzelec Czarownik w Łukowie w r. 1840
35
Zborowski Juljusz: Nowe przyczynki z Góralszczyzny .
.
31
II. RECENZJE I SPRAWOZDANIA.
Aleksiejew M. P.: Sibiř w izvestjach zapadno-jevropejskich puteszestviennikov
i pisatielej (E. Kagarow)
.
.
Chętnik A.: Spław na Narwi (A. Fischer)
...
Chmielińska A.: Z życia Księżaków (F.)
.
.
.
Deedes C. N.: The Double-headed God. (J. Starczuk)
....
Dynowski W.: Barwne kufry chłopskie z okolic Wileńszczyzny i Polesia
(A. Fischer)
.
.
.
...
Frankowski E.: A cabaęa (F.)
.
.
.
.
.
Gesemann G.: Der montenegrinische Mensch .....
Hoffmann Krayer E. — Bächtold-Stäubli H.: Handwörterbuch des Deutschen
Aberglaubens VI (A. Fischer)
.......
Olsvanger I.: Rosinkess mit Mandlen (G.Fraenklowa)
.
Pieśni ludowe z Polskiego Śląska (A. Fischer)
.
.
Salvini L.: La Polonia nei canti popolari magiari (F.)
.
.
.
Zeitschrift f. Rassenkunde und ihre Nachbargebiete (J. Falkowski)
.
.
III BACHMANN ALFRED: BIBLJOGRAFJA LUDOZNAWCZA ZA ROK 1930
IV. ZESTAWIENIE KASOWE ZA ROK 1934
137
141
143
145
141
143
143
138
142
140
143
144
147
160
TABLE DES MATIÈRES
du volume XXXIII (Année 1934—1935) de la Revue ethnographique
„Lud“ („Le Peuple“).
I. ÉTUDES.
Pag.
Bryner H.: Chants de servantes à Łódź
......
38
Chmielińska A.: La médecine populaire dans le district de Łowicz
.
80
Ciszewski St.: Notice anonyme de l’année 1783 sur les habitants de la Haute
Silésie
.........
112
Dobrjański C.: La rebouterie dans la région de Sambor
.
117
Dobrjański C.: La frérie de St. Nicolas en Stary Sambor
.
.
126
Falkowski J.: Contribution au problème des vases de forme annulaire
19
Falkowski J.: Moyen employé pour faire sortir d’un oeuf un petit diable
78
Flizak S.: Courtes adnotations concernant la vie du peuple des environs de
Mszana Dolna....................................................................................................21
Krawczyk St.: „Dziergniec“ (Épuisette en forme de démêloir pour la récolte
des myrtilles)
.........
.
135
Piasecki E.: „Gens d’érable“. Étude des confins du folkloie et de la pédagogie
1
Chants et poésies d’ouvriers agricoles polonais en Allemagne
... 61
Reinfuss R.: Architecture populaire dans la partie occidentale du pays de Lem'n
83
Szcmłej J.: Contribution aux notices sur les pâtisseries confectionnées par le
peuple pendant le carême
...
27
Wasylewski St.: Chasseur sorcier à Łuków en 1840
35
Wasylewski St.: Chant en l’honneur de St. Thaddée.................................... 37
Zborowski J.: Contributions nouvelles aux notices sur les montagnards.
1. Quand Yanossic dansait avec la comtesse. 2. Prière très ancienne
des montagnards
....
.
.31
II. CRITIQUES ET COMPTES-RENDUS
............................................. 137—147
III. Bachmann A.: Bibliographie ethnographique pour l’année 1930
147
EUGENJUSZ PIASECKI
JAWOROWI LUDZIE“
STUDJUM Z POGRANICZA FOLKLORU I PEDAGOGIKI
(„GENS D’ÉRABLE“. ÉTUDE DES CONFINS DU FOLKLORE ET DE LA
PÉDAGOGIE)
I. Wstęp.
Któż nie zna zabawy dziecięcej w „jawora“ lub „most“? Każdy
widział dziewczątka zajęte tą rozrywką, lub nawet sam grywał w latach
dziecięcych w jedną z jej licznych odmianek. Lecz właśnie z powodu
ty ch różnic regjonalnych musimy zacząć od opisu, jaki znajduje się,
dajmy na to, u Kolberga (Poznańskie) :
Dwoje dzieci staje osobno, jako „jaworowi ludzie“ i umawiają się
w tajemnicy przed resztą uczestników, które >z nich ma być „aniołem“,
a które „czartem“. Potem ustawiają się obok siebie i podają sobie ręce
za pośrednictwem wstęgi Jub chustki, tworząc w ten sposób bramę.
Koniec wstęgi, ukryty w ręce „czarta“, jest związany w węzeł. Pozostali
uczestnicy stają naprzeciw bramy i zadają (śpiewem) szereg pytań, na
które jaworowi ludzie odpowiadają (również śpiewem) :
— Jaworowi ludzie, czego tam stoicie ? Jawor, jaworowi ludzie!
— Stoimy, stoimy, mosty budujemy. Jawor i t. d.
— Z czego budujecie, z czego je pleciecie ? Jawor i t. d
Z dębowego liścia, z brzozowego kiścią. Jawor i t. d.
— Dajcie nam tam, dajcie stado koni przegnać, jawor, karetą przejechać!
-- Damy chętnie damy, jedno zatrzymamy. Jawor i t. d.
Po tych słowach dzieci szeregiem, trzymając się za ręce, prze
chodzą pod bramą. Jaworowi ludzie przepuszczają wszystkie, prócz
ostatniego, które odcinają od reszty wstęgą, zapytując: „do kogo przy
stajesz — do Kasi, czy do Marysi?“ lub: „do jabłka, czy do gruszki?“
Dziecko wybiera i stosownie do tego staje po stronie anioła lub czarta.
Potem znów piosenka, podchodzenie i odcinanie po jednem dziecku tak
długo, aż zostanie tylko dwoje ostatnich (które przy następnej grze są
Lud T. XXXHI.
1
2
jaworowymi ludźmi). Wtedy wyjaśnia się tajemnica. Czart rozpędza
swoją gromadę razami szarfy, anioł zaś ze swymi raduje się i tańczy.
Co do odmianek lokalnych, zaznaczymy narazie tylko, że (jak już
wspomniano wyżej) zabawa niewszędzie zwie się „jaworem , a również
i dzieci tworzące bramę, niezawsze „jaworowymi ludźmi“. Stale jednak
mówi się o „moście“. Odcinanie ostatniego z podchodzących odbywa
się często dopiero za trzeciem podchodzeniem. Wreszcie zabawę w wielu
odmiankach kończy walka między obiema partjami, polegająca na prze
ciąganiu się przez naznaczoną na ziemi granicę.
Mak) która gra dziecięca wzbudziła tak żywe zainteresowanie na
ukowe, jak „jawor“. Już jej zasiąg wśród różnych narodów i plemion
kuli ziemskiej, kryje sporo zagadek. Dzięki niestrudzonym zabiegom
pastora duńskiego Feilberga, z samej Europy udało się mu nagro
madzić około półtory setki odmianek (1905). Liczbę tę od tego czasu
znacznie poirinożyliśmy: prócz Polski, zbiory autora niniejszej pracy
wykazują tę grę u wszystkich innych Słowian, u Litwinów, Niemców,
Flamandów, Anglosasów i Skandynawów, u Francuzów, Włochów,
Hiszpanów i Portugalczyków, u Węgrów i u Cyganów siedmiogrodzkich.
Poza Europą zaś w dawnej niemieckiej Afryce Wschodniej, u Kafrów,
na Madagaskarze i wśród plemion nowogwinejskich.
Według dzisiejszego stanu wiedzy, który (idąc za metodą t. z. histo
ryczną) nie pozwala nam przypuszczać wielu ognisk powstania tak
bądźcobądź złożonego zjawiska, lecz każe wywodzić je z jednego
źródła, mapa rozpowszechnienia naszej rozrywki długo jeszcze zapewne
pozostanie trudném do genetycznego wyjaśnienia zadaniem. Że chodzi
tu istotnie o wynik wielu i długich wędrówek, świadczy szereg szczegó
łów, z których przytoczymy dla przykładu choćby dwa. Oto Feilberg
słusznie znazpacza, że kształt mostu tworzonego przez dzieci przypo
mina raczej kryte mosty południowej Europy, niż nasze północne.
Orłów znów, w jednej z odmianek rosyjskich, zanotował piosenkę,
w której zamiast „piekła“ mówi się o „pętli“ (pietla — oczywisty wynik
migracji z Zachodu i przekręcenia niezrozumiałego dla dzieci rosyjskich
wyrazu polskiego (po ros. piekło = ad). Pierwsza znana wzmianka
0 tej rozrywce pojawia się we Włoszech 1328 r. (Feilberg).
Pozatem, przedmiotem dociekań folklorystów stał się przebieg za
bawy i teksty piosenek, dowodzące związku z dawnemi obrzędami
1 wierzeniami. Najstarsza, pogańska warstwa — to prastare ofiary
z ludzi przy zakładaniu podwalin budowli, dla przebłagania duchów,
które mogłyby szkodzić ludziom korzystającym z tych urządzeń. Przy
mostach chodzi tu o krwiożerczego ducha rzeki. Obrzędy tego rodzaju
zanotowano u bardzo licznych narodów i plemion kuli ziemskiej, od
zamierzchłej starożytności przez średniowiecze (nie zabrakło w tej
liczbie zapiski kronikarza staroruskiego, oraz szeregu wzmianek w pieś
niach serbskich i bułgarskich) aż do ludów pierwotnych naszych cza
sów. Odcinanie ostatniego z przechodzących można też rozumieć jako
wspomnienie myta mostowego (Feilberg) ; najwyraźniej to widać w odmiance polskiej, gdzie się śpiewa: „tysiąc koni przepuszczamy, a jed
nego zatrzymamy“. Jak często bywa w takich razach, mamy tu chyba
do czynienia z późnem złagodzeniem motywu, który w swem znaczę-
3
niu pierwotnem stał się niezrozumiałym. Podobnież wtórnemi wydają
się więzy, jakie bezwątpienia łączą tę zabawę z obrzędami weselnemi,
a na które u nas zwraca uwagę prof. A. Fischer.
Inne reminiscencje budzi tworzenie dwóch wrogich obozów i walka
o lepsze między niemi. Pośród odmianek włoskich niezawsze coprawda
spotykamy aniołów i djabłów, lecz w jednej z ,nich dzieci wybierają
między gwelfami a gibellinami W każdym razie widać przemożny
wpływ chrześcijańskiego, średniowiecznego cyklu wierzeń eschatolo
gicznych. Ale na tern nie koniec, gdyż walki dwóch obozów są bardzo
rozpowszechnionym motywem obrzędów pogańskich, ucieleśniających
walkę sił przyrody (przejście od zimy do wiosny i t. p.) i mających wpły
wać na korzystny dla człowieka wynik tych zmagań. W tern świetle
owe motywy eschatologiczne byłyby ze swej strony przeróbką wątku
o wiele dawniejszego. Wreszcie nie można .pominąć i licznych wierzeń
ludowych o moście dzielącym świat żywych od świata umarłych. Tern
bardziej, że niebrak odmianek (także i polskich), gdzie występuje
niewspomniany dotąd motyw „ważenia“ uczestników gry, podobnież,
jak dusze zmarłych, według dość rozpowszechnionych wierzeń ludo
wych, waży archanioł Michał.
Oto, w skrócie z konieczności pobieżnym, najważniejsze powiąza
nia, jakie szereg uczonych dostrzegł między tą skromną zabawą dzie
cięcą a światem wierzeń i obrzędów ludzkich. Zbliżenia te nasuwają się
tern bardziej, że zjawiska, przybierające dziś wyłącznie postać igraszek
dziecięcych, choćby sto lat temu zazwyczaj zajmowały i dorosłych;
a i dotychczas np. na Rusi należą do programu „haiłek“ wielkanocnych,
o charakterze napół obrzędowym.
Nasze zadanie dzisiejsze nie obejmuje jednak całokształtu zagad
nień naukowych, związanych z grą w „jawora“. Odkładamy to do ob
szerniejszej moncgrafji, planowanej pod egidą Rady Naukowej Wycho
wania Fizycznego. Narazie zadowolimy się zapoczątkowaniem badań
nad nietkniętym dotąd odcinkiem rozważanej tu całości. Oto pragniemy
się zbliżyć do wyświetlenia faktu, że odmianki polskie „jawora“ w swej
ogromnej większości różnią się od obcych postaci tej gry 1) nazwą
„jawor“ której zresztą nigdzie nie spotykamy, oraz 2) wzmiankami
(w dialogu śpiewanym) o „jaworowych ludziach“, a często nawet wy
raźną wskazówką, że to dzieci ty/orzące bramę są owymi jaworowymi
ludźmi.
Już przed 12 laty, podejmując się pewnych uzupełnień przyjętych
dotąd przez naukę teoryj zabawy (Groosa ii-), wyraziliśmy przy
puszczenie, że w przemianach i migracjach, jakim te zjawiska podle
gają, dwa ich składniki zachowują duży stopień odrębności. Pierwszy
z nich
to „zrąb ruchowy“ zabawy (ustawienie i ruchy' uczestników)
stosunkowo sztywny i mało zmieniający się. Drugi — to „akcesorja
duchowe“ (nazwy, dialogi, pieśni), ulegające częstym i dość głębokim
zmianom przy przejściu z kraju do kraju, a nawet z regjonu do regjonu.
Pochodzi to stąd, że w nowem terytorjum zabawa spotyka się z od
rębnym światem kultury duchowej, ucieleśnionym w wierzeniach, baś
niach, obrzędach i t. p., nabywa stąd nowe części składowe i tak przy
brana uzyskuje charakter narodowy lub regjońalny.
1
4
Wśród najlepiej zbadanych odmianek obcych naszej gry, mamy
już ciekawy przykład tego rodzaju. Dzięki klasycznej monografji pani
Gomme, uzyskaliśmy teorję grupy odmianek angielskich „jawora“,
znanej pcd nazwą „oranges and lemons i równie bodaj częstej js
forma „Lenden bridge“, zgodna we wszystkich prawie szczegółach
z analogicznemi zabawami innych krajów. Otóż „oranges i lemons ,
przy identycznym zrębie ruchowym, ma bardzo odrębny dialog
śpiewny: mówi się tam o biciu w dzwony całego szeregu kościołów
(wicccznie lóżnych parafij tego samego miasta), to znów o ścięciu
głowy, o odprowadzaniu ze światłem na spoczynek. Autorka z gęstwy
zepsutych tekstów wydobywa dwa przypuszczenia. Albo chodzi tu
o walkę sportową członków sąsiednich parafij (rzeczy takie doniedawna cdfcjwały się na prowincji angielskiej obrzędowo, z biciem
w dzwony, a obok piłki nożnej, do programu tu i ówdzie należało prze
ciąganie liny — więc walka podobna do przeciągania w „jaworze ).
Owoce wymienione w nazwie gry oznaczają tylko barwy walczących
partyj. Albo, w innych odmiankach, są to reminiscencje egzekucyj.
publicznych ze zwoływaniem parafjan dzwonami i oświecaniem po
chodniami tego aktu.
Tak czy inaczej, dołączenie angielskich motywów do pierwotnego
wątku zabarwia go odrębnie i stwarza całość zestrojoną z kulturą du
chową nowego środowiska. Może coś analogicznego da się wykazać
także co do naszego „jawora“ polskiego? Oto pytanie, jakie mogliśmy
sobie postawić z chwilą, kiedy wielka ankieta, przeprowadzona właśnie
przez Radę Naukową Wychowania Fizycznego w szkołach i stowarzy
szeniach Rzeczypospolitej, wzbogaciła nasz materjal do rozmiarów po
ważnych, nadających się zewszechmiar do wyświetlenia takich kwestyj.
II. Przegląd uiaterjału.
Podstawą do naszych rozważań będzie: 1) materjal ujawniony
w druku; 2) materjal zawarty w rękopisach zdobytych przez szereg
ankiet, dotyczących zabaw i gier tradycyjnych polskich, a przechowa
nych w zbiorach Studjum W. F. U. P. ; 3) odpowiedzi na ankietę R. N.
W. F. (najliczniejsze).
Kilka uwag trzeba poświęcić metodzie zbierania 'tej części materjału, w której ta rzecz od nas zależała. Dotyczy to zatem: 1) ankiety
polskich szkół w Kijowie (1916), 2) ankiety redakcji „Wychowania
Fizycznego“, w której lwią część udziału zorganizował mg. Wł. Czar
niecki przy pomocy słuchaczy Wyż. Kursów Naucz, w Poznaniu,
3) ankiet regjonalnych przeprowadzonych według naszych wskazówek
pizez kandydatów na magistrów wychowania fizycznego: Rysyównę
(Bydgoszcz), Koperską (Śląsk), Stawireja (Koło n. Wartą),
Bartecką (Tczew) i i.; 4) wielkiej ankiety Rady Naukowej W. F.
(1933). Niepodobna nam tu w chodzić wre wszystkie szczegóły. Zazna
czymy, że metoda oczywiście udoskonalała się z latami i nabytém do
świadczeniem. Zasadniczo jednak we wszystkich tych badaniach, naj
dokładniej wyzyskano teren szkół, jako najpodatniejszy. Nie pominięto
wszakże i stowarzyszeń: w obecnej pracy zużytkowujemy m. i. kilka
5
naście opisów ze Związku Strzeleckiego. Z grona nauczycielskiego szkół
.średnich i seminarjów starano się zainteresować: wychowawców fi
zycznych (ze względu na stronę ruchową), polonistów (ew. innych slawistów, ze względu na teksty, zagadnienia etnograficzne i t. p.), oraz
muzyków (ze względu na piosenki). Uczeń dawał odpowiedź we formie
zadania szkolnego (w wielkiej ankiecie: dwóch zadań szk., przegro
dzonych kilkoma dniami; w pierwvszem dzieckb wyliczało zabawy, któ
rych nauczyło się poza szkołą, w drugiem, według celowego wyboru
nauczyciela, opisywało jedną z nich). Odpowiedzi nadpływające, po
rozsegregowaniu terytorjalnem i rzeczowem, oddano w wielkiej ankie
cie odpowiednio wyszkolonym pracownikom regjonalnym (przeważnie
kandydatom na magistrów wychowania fiz.) dla potrzebnych spraw
dzeń, uzupełnień i poprawek (czasami drogą praktycznego pokazu na
boisku, jeśli rzecz ciekawa a opis niejasny).
Materjał zebrany jest wystarczająco liczny i obejmuje dość równo
miernie ziemie Rzeczypospolitej. Ogółem mamy tu 311 opisów gry
w „jawora“. Co db rozkładu tego materjaiu na poszczególne woje
wództwa, rozróżnimy trzy typy. Pierwszy mieści Województwa przekraczającce swą ilością opisów średnią, wynikającą z podzielenia ogól
nej isumy przez liczbę województw. Należą tu: woj. kieleckie (64),
warszawskie wraz ze stclicą (50), krakowskie (46), poznańskie (44),
lubelskie (34). Pośredni typ (powyżej połowy średniej) — to woj. tarnopo)sK:e (15), lwowskie (11), śląskie (10); reszta poniżej, przyczem naj
mniejsze liczby (2—3) dały woj. białostockie, nowogródzkie, poleskie
i pomorskie. Chcąc rzucić światło na nasze zagadnienie, zaczynamy od
podziału tych opisów na dwie grupy: A) Niema mowy o jaworze ani
w nazwie gry, ani w dialogu (pieśni). B) Jawor, a często i jaworowi
ludzie w nazwie gry lub w dialogu, albo w obydwóch.
Grupa A (bez wzmianki o jaworze). Ogółem należy tu 72 opi
sów. Z tego 31 op. dostarczyło samo woj. poznańskie. Poza niem, tylko
Śląsk (7 op.) i Pomorze (3 op.) oraz woj. białostockie (2 op.) dają prze
wagę tej grupy, woj. nowogródzkie zaś równość obu grup. W reszcie
województw przeważa grupa B. Więc grupa A jest przeważnie „za
chodnia“. Teksty piosenek nrmoto rzadko wykazują wyraźne ślady
filjacji od tekstów niemieckich. W całym naszym materjale znajdujemy
zaledwie dwa takie opisy. Są to: „złoty most“ z pow. pszczyńskiego
(Š1., ank. pozn. 1930), i „mostek“ też ze Śląska (bez podania powiatu,
tamże), gdzie w tekście mowa o „zielonym mostku“. Ale i kresy
wschodnie zaznaczają wpływy obce, choć bardzo nieliczne są tego ro
dzaju odmianki: ruska jest nazwa zabawy „złote wrota“ z pow. krze
mienieckiego (uczeń gimnazjum ruskiego; tekst piosenki przytem ty
powo polski, tak co do języka, jak treści; ank. R. N. W. F.) i „górska
ziemia“ z pow. przemyślańskiego (ank. pozn. 1928; tu polski tekst pio
senki pochodzi wyraźnie od odmianki ruskiej, którą podajo,.Æ Wanke
z Przemyskiego p. t. „wpust do raju“). Może wpływ drugiej narodo
wości też dał zanik określonej pieśni i formuły, a nawet nazwę zabawy
zamienił na „w pociąg“ w jednej z odm. pow. łuckiego (ank. R. N.
W. F.).
6
Nazwy gry najczęstsze w tej grupie: „most“, „budowanie mostu“;
ale też „anioły i djabły“, „piekło i niebo“ etc. Co do tekstów, można je
podzielić na dwie podgrupy. Pierwsza (60 op.) jest jakby uproszczeniem
piosenki podanej na wstępie; niema inwokacji do jawora i jaworo
wych ludzi, zanika naogół 'dialog (pozostają zeń jedynie szczątki
w kilku odmiankach). Druga (6 op.) również bez dialogu, ale też
zazwyczaj béz mowy wiązanej ani śpiewu. Dzieci tworzące bramę
mówią tylko: „pierwsze przepustne, drugie darowane, trzecie: do kogo
chcesz?“ (z niewielkiemi odmianami; podajemy tekst Hoff ma no
wej). Warto zaznaczyć, że jeden z tych tekstów (Słonimskie, woj.
nowogr.) daje przedziwną mieszankę starej polszczyzny i białoruszczyzny: „pierwszy ,raz przepuszczono, drugi raz darowano, za trzecim
razom za lob brano“ (P. W. S z e j n). Więc ekspansja polska na Biało
ruś, której dalsze ślady Iponiżej (przy grupie B).
Mimo wszystko, zawahalibyśmy się przed interpretacją całej tej
grupy jako wyniku wtórnych wpływów obcych. Weźmy za przykład
jedną z bardziej rozwiniętych odmianek pierwszej podgrupy:
Budujemy mosty
Dla pana starosty, (tu niektóre opisy dodają dialog, wzięty prawdopo
dobnie z odmianek niemieckich: — Az czego? (bis)
— Z kamienia drogiego)
Niema króla (w in. ,odm.: pana) w domu
Ani też królowej (pani),
Hej, dana! hej, dana! (tego wiersza najczęściej brak
Wszystkie pany (=panny, w innej odm.: konie, gąski .ptc.) prze
puszczamy,
A ostatnią zatrzymamy (pow. międzyehodzki; ank. R. N. W. F.).
Tylko drobnego .szczegółu („dla pana starosty“) nie znajdujemy
nigdzie zagranicą. (Tłumaczy go bodaj dążność do przyswojenia i rym
do „mosty“. Prof. Fischer widzi w nim starostę weselnego, zgodnie ze
swą hipotezą, wywodzącą całą .grę z obrzędów zaślubinowych). Pozatem, mamy tu tylko nieco sk!róconą parafrazę bogatszych odmianek za
chodnioeuropejskich, a zatem mogłaby to być forma bliska tej pierwot
nej, jaka niegdyś wtargnęła do naszego kraju zzewnątrz (dokładniejszą
analiza zajęłaby zawiele miejsca).
Co do drugiej podgrupy, i jna Zachodzie znajdujemy tu i ówdzie
takie lakoniczne formuły fnp. w niektórych okolicach Francji jeszcze
krócej: .„Trois fois passera, Le dernier en restera“, A. Meyrac).
Możnaby stąd wnosić albo równoległe wejście do naszego ikraju bo
gatszych i uboższych w tekst odmianek obcych, albo uznać te krótkie
wierszyki za szczątki większej, niedochowanej całości. A wreszcie
trudno się oprzeć przypuszczeniu, że .dwie z naszych odmianek war
szawskich (ank. R. N. W. F.), gdzie tekst podgr. II następuje po pio
sence podgr. I, mogłyby stanowić nie późną kombinację, lecz ślad
pierwotnego stanu.
Jakiż jest stosunek tych odmianek do bardziej spolszczonych, gdzie
całość wzbogacił wjłączny dla naszego kraju motyw jawora i jaworo
7
wych ludzi? Teu szczegół dodatkowy, wysunięty na pierwszy plan
przez (umieszczenie !w inwokacji na ■początku piosenki, oraz przez
uwzględnienie w samejże nazwie zabawy, spróbujemy rozważyć poniżej.
Tu wystarczy zauważyć, że w Polsce zachodniej, pod náporem niem
czyzny a zwłaszcza w okresie nasilonej germanizacji (od 70-tych lat
zeszłego stulecia), odmianki {polskie musiały staczać nierówną walkę
z niemieckiemi na boiskach szkolnych i w ogrodach publicznych.
Można by nawet tem tłumaczyć fakt, że gdy Kolberg zanotował jeszcze
z Poznańskiego tylko przytoczoną na wstępie typowo polską piosenkę,
dzisiejsza ankieta dała w wojew. pozn. stosunek 31 : 13 na jej nieko
rzyść. Że zaś Pomorze ,i Śląsk wogóle bardzo skąpo zaznaczyły tra
dycję tej gry, świadczy to bodaj o zaniku, który często bywa ostatecz
nym wynikiem náporu elementów obçych. A tam był ten napór silniej
szy i o wiele wcześniej ,się zaczął. Odpowiedź zatem, jaką damy narazie
na postawione wyżej pytanie, brzmi: Odmianki tekstów bez wzmianek
o jaworze, to częściowo .bodaj pozostałość pierwotnych form taki-h,
jakie otrzymaliśmy z Południa i Zachodu przed wiekami, inna część
wszakże (w Polsce zachodniej zwłaszcza) powstała prawdopodobnie
wskutek náporu niemczyzny w ciągu ostatniego półwiecza przed od
zyskaniem niepodległości. (Później, na tle danych fitogeograficznych,
pokusimy «ię o poprawkę tej odpowiedzi.)
Grupa B (o jaworze mówi się stale, a często i o jaw. ludziach).
Ogółem należy tu 239 opisów, a zatem większość przeszło '% całego
materjału. Także i w poszczególnych województwach przewaga ,ta za
znacza się yyyraźnie, z wyjątkiem trzech zachodnich i dwóch północnowsphodnich (o których już wspomniano przy grupie A). Przeyvaga ta
największa w woj. kieleckiem (62 : 2),.dalej idą: lubelskie (32.3), war
szawskie (45 : 5), krakowskie (39 : 7) i inne o mniejszych liczbach.
Co do sposobu i siły (reprezentacji motywu jawora i jaworowych
ludzi, mamy tu cały szereg stopniowań. Najsłabszy .ślad bodaj dała nam
Hoffmanów a, której odmiankę zaliczyliśmy do gr.
gdyż w przyto
czonym yvyżej tekście, ani w nazwie gry, niema o jaworze w zmianki.
Ale autorka każe zebranym w Czarnolesie dziewczętom ł>awić się
yv pobliżu dwóch jaworów, a panny tworzące bramę stoją pod temi
drzewami: może to ślad (tradycji? Gdzieindziej (znów (odm. z pow. jaroslayvskiego, J. Kantor) 'zabawa sama znana tydko pod nazwą
ruską „worotar“, a ślad polskiej odmianki stanowi nazwa „jawor“,
stosowana zbiorowo do szeregu korowodów z pieśniami; jedno fi drugie
odprawiano w okresie wielkanocnych „haiłek“. I pozatem jednak materjał da się podzielić na dwie podgrupy: 1) jawor wspomniany, niema
jednak mowy o jaworowych ^ludziach; 2) jaworowi ludziie są wymie
nieni, często narówni z jayvorem, czasem bez niego. Ponieważ (jak zo
baczymy poniżej) motyw „jaworowych ludzi“ wydaje się nam szcze
gólnie ważnym dla teorji polskich odmianek gry, nie .zawadzi podać
parę liczb. Otóż znóyv przeważają formy z jaworowymi ludźmi, dając
ogółem 189 przeciw 50 odm. z samym jayvorem; wśród poszczególnych
wojewódzlyv prym wiedzie w tej mierze kieleckie (59 : 3), warszawskie
(44 : 1), lubelskie (32 :0). A i w dalszych województwach, z liczbami
małemi. w 6-ciu nie znaleziono formy z samym jaworem, a natomiast
8
,są jaw. ludzie. Są zresztą i na Śląsku i w Poznańskiem, tam w prze
wadze (2:1), tu narówni mniejwięcej 8:7).
Oto jeden z typowych tekstów podgrupy I (z jaworem, lecz bez
jaworowych ludzi) :
Jawor, jawor, jaworowe drzewo! (często też: drzewa!
Co wy tu robicie?
Budujemy mosty
Dla pana starosty,
Wszystkie panny przepuszczamy,
Tylko jedną zostawiamy (Tarnów, woj. krak., ank. R. jN. W. I".).
W porównaniu z odmiankami podgrupy II, wyraźny nonsens przy
zestawieniu wiersza pierwszego z następnemi. .Genetycznie dałaby się
ta .rzecz wytłumaczyć za pośrednictwem odmiansi z i„jaworowemi
•drzewami“ w liczbie mnogiej, gdzie niedorzeczność niewiele mniejsza,
ale jest już przejście do formy (według naszej hipotezy) pierwotnej:
„jaworowych ludzi“. A jednak, jak się zdaje, ^psychikę dzieci bliższych
nam generacyj raził często jeszcze bardziej motyw jaworowych ludzi,
bo o takich ludziach nic nie słyszały, i stąd powyższe przemiany dege
neracyjne.
Lecz spieszno jiam do drugiej podgrupy. Materjał to poważny, bo
nawet wobec całości (311 op.) stanowi 33 ponad -absolutną większość
(189 opisów). Dokładność każe przyznać, że są wyjątkowe /odmianki,
gdzie niema mowy o „jaworowych ludziach“, lecz są albo „My borowi
ludzie“ .(Śliwno Wielkop., rękopis E. Chrz: nowskiego), „Na
borowi ludzie“ (Ziemia Dobrzyńska, A. P e t r o w), /to znów „Jawo
rowe dzieci“ (Trembowla woj. tarnop., oraz pow. hrubieszowski woj.
,lub., ank. R. N- W. F.). Są to jednak zbyt Wyraźne zepsucia 'pierwotnego
brzmienia, by można było /wahać się przed zaliczeniem ich do naszej
grupy.
Pozatem warto dodać, że w 40 opisach zabawa nosi nazwę „jawo
rowych ludzi“, w 22 zaś kombinowaną: „jawor, jaworowi ludzie“ (przyczem wyraz „jawor“ nieraz powtórzony, tak, że otrzymuje się kopję
inwokacji z piosenki). Razem zatem spotykamy 62 opisów, gdzie
w nazwie rozrywki figurują jaworowi ludzie. Szczegół ten najsilniej
reprezentowany w województwach centralnych (kieleckie, lubelskie,
warszawskie), lecz i pozatem dość równomiernie rozmieszczony (woj.
poznańskie, krakowskie, poleskie, tarnopolskie, stanisławowskie; nie
brak i opisu z Kijowa).
Inny szczegół godny zanotowania, to liczniejsze niż w poprzedniej
grupie przypadki, gdzie właściwy tekst piosenki łączy się z formułką
„pierwsze przepustne, drugie darowane“ i 4. d. Tu takich rozszerzonych
tekstów znaleźliśmy 23, a to z województw centralnych (lubelskie, kie
leckie, warszawskie), z Wileńszczyzny i Wołynia. Wzmacnia to wy
mienione przy grupie A przypuszczenie, że oba teksty /pierwotnie sta
nowiły całość. Jeżeli ta interpretacja słuszna, moglibyśmy podjąć się
poprawki tekstu, jaki .Hoffmanowa wkłada w usta młodzieży i dziatwy,
bawiącej się w ogrodzie Kochanowskiego. Jeśli ta zabawa już wówczas
9
w Polsce istniała (a pod tym względem niestety dotąd pewności brak),
śpiew-dialog miał raczej wymienioną właśnie, bogatszą postać.
A teraz ślady ekspansji polskiej wśród pobratymców wschodnich.
Już'P. Demidowicz opisał z Mińszczyzny zabawę dziecięcą z pio
senką polsko-białoruską:
— Jawar, jawar, jawarowi ludzi!
Czeho wy tut stajecie?
— My tut stajemo,
Most padajemo (=biidujemy).
— Jawar, jawar, jawarowy ludzi!
Przepuskajcia wszystkie przez stanowy mosta!
— My üszystkie przepuskajem, j
Adnu sabie astaülajem!
Ankieta R. N. W. F. przyczyniła znów analogiczny objaw z kresów
południowo-wschodnich. Uczeń gimnazjum ruskiego podaje z pow. ró
wieńskiego (woj. wołyńskie) tekst następujący:
— Jawor, jawor, jaworowi ludy!
Szczo wy tam robyły?
— Mosty poprawiały.
— Dla koho ti mosty?
— Dla pana starosty.
Usich ludej wypuskajem,
A odnoho .zistawlajem.
W przeciwieństwie do poprzedniej, piosenka tym razem językowo
czysto ruska, lecz dosłownie tłumaczona z polskiej.
III. Prćby wyjaśnienia.
Biorąc asumpt z naszej hipotezy (1922) i przytoczonego przykładu
angielskiego (patrz wyżej we Wstępie), wypadałoby nam teraz poszu
kiwać obrzędów i wierzeń polskich, któreby pozwoliły wytłumaczyć
przemianę zachodnio-europejskiej zabawy w most na polskiego jawora,
czy jaworowych ludzi.
Niestety, wśród znanych po dziś dzień obrzędów ludu polskiego,
niema nic, cobyśmy mogli związać bezpośrednio z terminologją i tek
stami omawianej tu zabawy dziecięcej. Żaden z tych obrzędów nie od
nosi się do jawora i przy żadnym z nich nie występują postacie żywe,
czy choćby manekiny, zwane jaworowymi ludźmi. Musimy zatem po
szukiwania nasze rozszerzyć w dwojakiem znaczeniu. Z jednej strony
przekroczymy granice Polski, z drugiej zaś, w braku wzmianek o po
szukiwanym gatunku drzewa, zadowolimy się śladami kultów wegetacyjnych, gdzie opisano postacie podobne.
Po lakiem rozszerzeniu .zagadnienia, znajdujemy odrazu materjał
bardzo obfity. Są to rozpowszechnione doniedawna, a i dziś nierzadkie
wśród włościan całego szeregu narodów europejskich obrzędy, gdzie
parobki lub wybrane (często najładniejsze) dziewczęta wiejskie przy
10
bierają się od stóp do głów w zieleń (tu i ówdzie też kwiaty lub korę
z drzew; gdzieindziej zastępują to zieloną barwą odzieży) ; w innych
przypadkach używa się manekina odpowiednio przybranego, poczcm
formuje się pochód po całej wsi, zakończony często egzekucją (ścina
niem, topieniem, lub paleniem) rzeczywistą (manekina) czy pozorną
(żywej osoby), a wreszcie ucztą i zabawą za uzyskane od gospodarzy
datki. Przytem aktorzy i manekiny noszą nazwy częstokroć związane
z wegetacją i jej przemianami w ciągu roku, a terminy, w których się
obrzędy odbywają, wskazują na tenże sam związek. Są to najczęściej
.dni zbliżone do początku wiosny lub lata, a nauka wyjaśnia je jako
pozostałości po prastarych pogańskich świętach wiosennych letnich.
Znaczenie tych świąt pierwotne nietylko religijne, lecz i magiczne.
Przez idramah czne przedstawienie owych ;przemian w przyrodzie, dą
żyło się do ich przyspieszenia i takiego ukształtowania, jakie sprzyja
gospodarce ludzkiej. Magiczna strona najwyraźniej występuje u części
tych obrzędów, nie związanej z terminami dorocznemi, lecz odprawia
nej w miarę potrzeby: należą tu przedewszystkiem czary deszczowe
w czasie posuchy
A teraz nieco szczegółów, mogących dać bliskie anałogje z bada
nym przedmiotem. Idąc porządkiem kalendarzowym, na przełomie
zimy i wiosny, spotykamy się z obrzędami zapustne mi (ostatkowemi), które ludy romańskie święcą obwożonym i następnie topionym
manekinem („karnawałem“). F r a z e r zwrócił uwagę na abstrakcyjność
nazwy, która wskazuje na późną jej przeróbkę; w obrzędach pierwot
nych demona wegetacji nazywano prawdopodobnie według pewnego
gatunku drzewa (ludy pierwotne nie znają ogólnej nazwy na „drzewo“).
To samo dotyczy i dalszych nazw, urobionych od terminu uroczystości.
I w istocie, w niektórych okolicach Anglji w r. 1779 jeszcze w tym
parnym okresie dziewczęta paliły manekina zwanego „Holly boy“,
chłopcy zaś „Ivy girl“ (= chłopiec ostrokrzewny, dziewczyna blusz
czowa). (Gentleman‘s Magazine.) Nie jesteśmy więc (bardzo daleko od
„jaworowych ludzi“.
Na ś. Jerzego (12 marca), styryjscy Słoweńcy owijali pa
robka lub dziewkę od stóp do głów zielonemi gałązkami bukowenr
,i kwieciem, poczcm oprowadzano go po ws' ze śpiewem: „Zelenega
Jurja vodimo, Jajca no masie prosimo“ i t. d. Zielony Jerzy walczy
często z „Rabolj‘em“ (owiniętym słomą lub ubranym w skóry7) i zawsze
zwycięża (P a j e k). Według wielu analogij, jest to symbol walki
wiosny z zimą, przyczem sympałja widzów darzy niepodzielnie pierwszą
z nich, a symbol posiada w sobie szczątki niagji. Na Rusi dziewki wy
bierają na wigilję ś. Jerzego zpośród siebie jedną odznaczającą się
urodą („lala“ lub „krasna horka“) i ustroiwszy na całem ciele zielenią,
głowę zaś wieńcem kwiatów, tańczą dokoła niej, a nakoniec lala roz
daje jadło, które uprzednio towarzyszki złożyły u jej nóg ,(Czubinskij).
W wielu okolicach Rosji na ś. Jura oprowadzają młodzieńca ubranego
w zieloną odzież.
We wtorek Wielkiejnocy w .niektórych okolicach Polski
dziewczęta obnoszą po wsi „gaik“ l'ub „maik“ (zieloną gałąź choiny7
strojną we wstążki i świecidła) przy dźwiękach pieśni. Tu i ówdzie
11
zamiast gaika obnoszą dziewczynkę zwaną „królewną“, przybraną .suto
w zieleń, kwiaty i wstążki (Z. Gloger). Podobne obrzędy zna Czecho.słowacja; prof. Brückner wywodzi je,z Niemiec, wraz z obrzędem
„topienia Marzanny“, który się z niemi często łączy.
Z początkiem maja związano w wielu krajach obrzędy wiosenne,
w których występuje jedna lub dwie postacie, przybrane w zieleń
i kwiaty. Więc francuska „reine de mai“, „Maïa“, „père mai“, „mayos
(mayes, prowans.)“, angielski „Jack-in-the-green“, „queen of may“,
„lord and lady of the may“, niemieckie „Maienröslein“, „Hansi und
Gretl“, litewska „Maja“ (Frazer, Gołębiowski, Mannhardt).
Š. Jan (24 czerwca), Zielone Świątki, niedziela ś.
Trójc y. Chłopi niemieccy oprowadzali chłopca przybranego całko
wicie w liście i kwiaty, zowiąc go „Pfingstkloetzel“ (A. Stoebe'r),
w innych okolicach występują znów „Pfingstkönig“, „Pfingstkönigin“
(Gebhard), we Flandrji i Holandji „pingsłerbloeme“ (Buddingh).
W Czechosłowacji po dziś dzień w tym okresie odprawia się jazda „kró
lów i królowych“ (hry na krále a královnu), przybranych w korę drzew»
kwiaty i korony; objeżdżają wieś, poczem nad stawem odbywa się „ści
nanie“ i „topienie“ (w którem króla zastępuje manekin) (J. Štěpán).
Podobne obrzędy opisano z Jugosławji (V u k, Pajek). Na Ukrainie
(w Połtawszczyźnie) oprowadzają na Ziel. Świątki dziewczynę zwaną
„topolą“, przybraną jaskrawo. Na Polesiu znów (Pińszczyzna) dziewczęsta wybierają najpiękniejszą z pośród siebie i przystroiwszy ją ga
łązkami brzozy i klonu, obwodzą po wsi, nazywając krzakiem („kust“)
;(A fanasjew).
Także obrzędy dożynkowe nie są wolne od analogij w tej mierze.
U Sasów siedmiogrodzkich -występuje przy tej okazji dziecko całko
wicie okryte liśćmi kukurydzy. Ma ono przedstawiać „śmierć“ (zgodnie
z wyobrażeniami ludowemi szeroko rozpowszechnionemi, według któ
rych dojrzałe kłosy utożsamia się dość stale ze starością, a czasami i ze
śmiercią). (Mannhardt).
Na zakończenie tego krótkiego przeglądu, oto parę obrzędów bez
określonej daty. Wszystkie z półwyspu bałkańskiego. Podczas posuchy,
w nadziei przyspieszenia zbawczego deszczu, dziewczęta wiejskie roz
bierają do naga dziewczę-sierotę i odziewają ją od stóp do głów w liście
,i kwiaty, poczem wiodą przez wieś i przed każdym domem urządzają
korowód; na zakończenie gospodyni zlewa obficie wodą umajoną
/dziewczynę. W Jugosławji zwą ją „Dodola“, w Bułgarji „PeperugaS
w Rumunji „Papaluga“, w Grecji „Pyrpiruna“ (K rek).
Jako przejście od tych obrzędów do omawianej zabawy dziecięcej,
gotowiśmy uważać, jedną z rosyjskich odmianek „jawora“, opisaną
przez Pokrowskiego p. n. „brzozy“ (gub. permska). Z dzieci, tworzą
cych bramę, jedno jest „brzozą“ (a zarazem czartem), drugie zaś „różą“
(a zarazem aniołem). Każda z nich formuje swoją partję przy podcho
dzeniu, zapomocą prób rozśmieszania (odporni idą do anioła, śmiesz
kowie do czarta, jak i w innych krajach bywa w niektórych odm.).
Że przypuszczany przez nas kontakt zabawy w most z obrzędami
wegetacyjnemi był kiedyś szerszy od granic Polski, zdaje się wynikać
z takiego jeszcze faktu, jak odmianka serbska naszej zabawy, gdzie
12
pieśń zaczyna się od inwokacji „Oj javore, javore, javore!“ Przytem
.słowa te, zgodnie z naszą tradycją, zwraca łańcuch podchodzących
dzieci do dwojga, tworzących bramę .(u nas zwanych jaworowymi
ludźmi) (D. 11 . ć).
Jak się zdaje, fakty zebrane powinnyby wystarczyć na uzasadnie
nie hipotezy, że i Polska miała kiedyś obrzędy podobne do „zelenega
Jurija“, „Dodoli“, „Topoli“ czy „Holly boy“ i „Ivy girl“ — obrzędy
związane z jaworem, które w zetknięciu z zabawą w most dały tę
(z przytoczonym jedynym wyjątkiem ze Serbji) dziś tylko dla Polski
charakterystyczną formę. Zabawa w „jaworowych ludzi byłaby,
,w myśl tej hipotezy, jedynym śladem po zaniklých w Polsce obrzędach,
gdzie może występowała para „jaworowych ludzi“ i staczała ze sobą
walkę, jak owi słoweńscy „zeleni Juri“ i „Rabolj“. To podobieństwo
akcji starego obrzędu i świeżo z zagranicy przybyłej zabawy, mogło
ułatwić zlanie ich w jedną całość.
Zestawiliśmy dopieroco stary obrzęd z nowoprzybyłą zabawą. Czy
to ma być równoznaczne z przyznaniem hipotetycznemu obrzędowi po
chodzenia od polskich kultów' pogańskich? Takie twierdzenie szłoby
zadaleko. Po licznych rozczarowaniach w tej mierze (których nam nie
szczędzi zwłaszcza prof. Briickner) musimy być ostrożni. Przy
puszczony przez nas obrzęd mógł być autochtonem polskim, lecz tak
samo mógł być przybyszem dawniejszym od omawianej gry.
Pozostaje do wytłumaczenia kwe'stja gatunku drzewa, które w da
nym przypadku kult ludowy wybrał. Jawor (Acer pseudoplatanus L.),
przez przeciętnego inteligenta miejskiego stale mieszany z o wiele po
spolitszym klonem (Acer platanoides L.), różni się odeń głównie gładką,
płatami łuszczącą się korą; liśćmi górą ciemno a spodem sinawozielonemi, (3-) 5-klapowemi, o linjach wypukłych (u klona wklęsłe) ; długienri, zwisłemi gronami kwiatów; owocami o skrzydełkach rozchylo
nych pod kątem ostrym. Gdy klon pospolity na całym obszarze, jawor
.ogranicza się do lasów karpackich i podkarpackich, Śląska, Wyżyny
Małopolskiej i Lubelskiej, Roztocza, Opola (wsch.-małop.), Wołjnia
i Podola, na Pomorzu i w Suwalszczyźnie(?). Zresztą sadzony (S z afer). Dodajmy, że tak „jawor“ jak „klon“ — to prasłowa (B r ii c kn e r. Słown. etymol.).
Zacznijmy od stosunku wzajemnego zasięgów jawora i nazwanej
od niego gry (t. j. wyłącznie jej grupy B, patrz wyżej). Zdaje nam się.
że te zasięgi w znacznej mierze tak są zgodne, iż ■ułatwiają nam walnie
interpretację faktów, oświetlanych poprzednio z innego stanowiska. Oto
przedewszvstkiem co do województwa poznańskiego nie mamy' już
pctrzeby odwoływać się do faktów z niedawnej bistorji. Sam brak
jawora jako składnika lasów wielkopolskich mógł wystarczyć, by w tę
stronę tylko słabą falą sięgał hipotetyczny obrzęd ludowy z „jaworo
wymi ludźmi“, a co za tern idzie, również aby nasza gra tu miała małe
szanse zetknięcia się z tym motywem.
Co innego ze Śląskiem i Pomorzem. Tam napór niemczyzny był
o tyle starszy i potężniejszy, że mógł decydująco zaważyć na szali
nawet wobec ewentualnie nieźle zagnieżdżonego obrzędu z „jaworo
13
wymi ludźmi“ (co do Pomorza zresztą przypominamy, że zasiąg jawora
prof. Szafer tu opatruje pytajnikiem).
Nieźle też zgadzają się fakty pozytywne obu zasięgów, a przedewszystkiem wielka przewaga grupy B omawianych opisów w woje
wództwach: kieleckiem, krakowskiem i lubelskiem. Mniej oczekiwaną
jest podobna przewaga w woj. warszawskiem. Przypuszczenie, że
mogła tu zaważyć na szali stolica, z natury rzeczy odbijająca raczej
stosunki ogólnopolskie, nasuwa się mimo nikłego jej udziału w tej
przewadze (6 op.). Musimy bowiem przyjąć silne promieniowanie odmianek przeważających w Warszawie na całe województwo. Obszarów
wschodnich Rzeczypospolitej nie bierzemy w rachubę ze względu na
wpływy ruskie i białoruskie.
Tu trzeba dodać dwa zastrzeżenia. Pierwsze z nich dotyczy prze
sunięć zasięgów różnych gatunków roślin, w związku ze zmianami kli
matu. Ostatnie takie przesunięcie wykazano dla okresu stosunkowo nie
dawnego: około 3000 lat temu prawdopodobnie i północna granica
jawora sięgała w Europie znacznie dalej, tak, że zasiąg jego obejmo
wał całą Polskę dzisiejszą. Druga uwaga odnosi się do termmologji.
Co lud nazywa „jaworem“ a co „klonem“ w różnych okolicach Polski
,(a tembardziej w różnych krajach słowiańskich), to w tej chwili nie
jest dostatecznie wyjaśnione, słowniki zaś botaniczne wykazują spore
w tej mierze rozbieżność:' (ustnie od prof. Wodziczki). Prof.
Fischer stwierdza jednak, że lud nasz dobrze rozróżnia jawor od klonu.
Inne pytanie: czy poza faktami fitogeograficznemi niema innych
przyczyn, które składać się mogły na powstanie w Polsce obrzędu
i zabawy związanej z tym właśnie gatunkiem drzewa? Otóż teraz
wchodzimy na obszar zamało dotąd zbadany. Kult religijny drzew sam
przez się nie ulega wątpliwości u ludów indoeuropejskich, a Słowianie
i wśród nich Polacy napewno nie stanowili wyjątku. Dość wspomnieć
0 przysłowiach ros\jskich jak „w lesie żit\ pieńkam Bogu moliťsia“
(Afanasjew), zakazy w XI stul. w Czechach składania ofiar drze
wom, świadectwo czeskiego kronikarza Kosmasa o czczi oddawa
nej w jego kraju oreadom, dryadom i hamadryadom; Máchal po
daje szereg innych jeszcze świadectw historycznych. U pogańskich
Litwinów, wśród szeregu drzew świętych z dębem Perkunasą na czele,
wymieniano też jawor czy klon (O. Schräder). Według kosmogonicznej kolędy z Rusi halickiej „nie było nieba ani ziemi... tylko sine
morze, a pośród morza były dwa dęby“ (w innej odm. : „zielony jawor“,
w innej jeszcze: „trzy jawory“; Hołowacki j, Kostom aro w,
Nowosielski). Na tych dębach czy jaworach usiadły gołębiestwórcy. Wiesiełowskij zestawia je z nordycznym yggdrasill‘em,
oraz z chrześcijańskiem drzewem w Iraju i drzewem krzyża. Prof.
Moszyński wymienia też jawor (obok klonu i szeregu innych
drzew) wśród „mniej znaczących, ale bądźcobądź wziętych“ gatunków
przy opisie wierzeń ludowych słowiańskch o roślinach. W polskich
pieśniach ludowych, jawor wspominany zbyt często, żeby to nie miało
głębszego związku z dawnym kultem tego drzewa jako świętego.
Trudno się oprzeć wrażeniu, że temat ten zasługuje na dokład
niejsze zbadanie. Już Wójcickiego uderzyła wybitna rola jawora
14
w słowiańskiej poezji ludowej; przytacza przykłady polskie, ruskie
i słowackie. Więc starą pieśń ze zbioru drukowanego w XVI w. (Pod
jaworowym cieniem wróży panna pierścieniem etc.), piosenkę oczepinową z Lubelszczyzny (Okrył się jawor zielonym listeńkiem. Młoda
Marysia bielonjm czepeńkiem). To znów o złotej rzęsie na liściach
jawora (Na śród dworu jawor stoi, Na jaworze złota rzęsa, I przyle
ciały rajskie ptaszęta, I obtrzęsły złote rzęsj . I wybiegła nadobna dziew
czyna, I rozpuściła swój biały fartuszek; I pozbierała złote rzęsy,
1 skoczyła do złotniczeńka, Aby jej ulał złoty kubeczek). A na Rusi,
według pieśni, dziewczę przysięga wierność kochankowi pod zielonym
jaworem. Gdzie pochowano zamordowaną dziewczynę, kędy jej białe
nogi, tam wyrosły dwa jawory. W pieśni weselnej: „Stoi jawor na po
dwórzu, gałązkami do dołu; czas bojarom do domu za jasnej zorzy“.
Kołomyjka: ,.Cj u poły ,dwa jawory, toetyj pochyływsia; Jak ne wozmu
koho lublu, ne budu żenywsia“. W pieśni słowackiej matka rozgnie
wana na córkę, przeklina ją w jawor.
Od pierwszej połowy XIX w., kiedy to pisał Wójcicki, wiele przy
biło bogatych zbiorów pieśni, podań, wierzeń ludowych i t. p., a w nich
roi się od przykładów podobnych1), oczekujących na naukową analizę.
Ma terja ły do takiej analizy gromadzi prof. A. Fischer, który na pod
stawie zebranych dotąd danych potwierdza nadcwszystko hipotezę Wój
cickiego, że jawor jest w oczach naszego ludu drzewem miłości, po
wiernikiem zakochanych. Nadto zaznacza wiarę w jego (i klonu) moc
odwracającą wszelkie niebezpieczeństwa: gałązki tych drzew chronią
od złych duchów, czarów i f. p. Wreszcie liczne zastosowania w medy
cynie ludowej różnych okolic Polski. Nie bez związku z temi wierze
niami są zapewne także pewne szczegóły z zakresu kultury materjalnej
naszego włościanina: predylekcja do soku klonowego, wyrobów
z drewna jaworowego, chętne sadzenie jawora w pobliżu chat nawet
w okolicach, gdzie to drzewo już dziko lie rośnie i ł. p. Dalsze poszu
kiwania prof. ,Fischera napewno dadzą ciekawe i bogate plony. W ocze
kiwaniu ich, już dziś na oko możemy ocenić, że nie brak materjału dla
poparcia naszego przypuszczenia o obrzędzie ludowym z „jaworowymi
ludźmi“.
Jeszcze jedna uwaga. Ci z czytelników, którym wpadły w ręce
dwie pokrewne prace autora („Palant polski“, Wychowanie Fizyczne
1932, „Palant zagranicą“, tamże 1934), nie znajdą tu zastosowanej hi
potezy, która tam starała się tłumaczyć pewne właściwości zebranego
materjału. Było to wprowadzenie ,w związek wzajemny pochodu pew
nych zjawisk tej dziedziny z Zachodu na Wschód, oraz wędrówek ma
sowych młodzieży, jakie wj woływało zakładanie kolejne i dalszy roz
wój uniwersytetów średniowiecznych. W szczególności zwrócono tam
uwagę na filjację dwóch najstarszych wszechnic słowiańskich (Praga
przy założeniu jest jakby filją Paryża, Kraków zaś Pragi), wyjaśnia*
a) Dla przykładu, podajemy obliczenia p. J. W o w c z a k ó w n y (rękop.,
Zbiory Studjum W. F. Uniw. Pozn.), według których na 1882 pieśni w zbiorze
Glogera, żywe drzewa i krzewy wymieniono 183 razy, w czem dąb 35 r., kalina 27,
jawor 20, wiśnia 13, leszczyna 11, lipa, topola i sosna po 8 razy i t. d.
15
jącą nam m. i. bliższy związek czeskiego i polskiego palanta z pierwo
wzorem we Francji, niż z Niemcami.
Ale to wszystko dotyczy, obok palanta, zapewne i innjch typowych
gier młodzieńczych (sportowych, jakbyśmy je dziś nazwali). Tymcza
sem w „jaworze“ mamy do czynienia z zabawą dziecięcą, czasami obej
mującą dzieci płci obojej, lecz przedewszystkiem nteresującą dziew
częta. Inne tu zatem drogi rozpowszechnienia, a ruchy migracyjne
znacznie powolniejsze niż np. przy magowem przesiedleniu studentów
i mistrzów do nowo założonej szkoły akademickiej. Należy tu myśleć
o powolnem przenikaniu z kraju do kraju, takiem, jakie dotyczy wogóle
zjawisk z dziedziny folklor,u i potrzebuje nieraz stuleci dla wzięcia ja
kiegoś etapu.
IV. Wnioski teoretyczne.
Materjały zebrane i ich analiza oraz próby wyjaśnień przy pomocy
wiadomości o znanych zjawiskach pokrewnych, uprawniają, jak się
zdaje, do następujących wniosków.
1. Potwierdza się hipoteza, wysunięta przez autora tej pracy
w ;r. 1922, w myśl której przy wędrówkach zabaw i gier tradycyjnych
z kraju do kraju i z regjonu do regjonu, pozostaje dość sztywnem
i niezmiennem „jądro ruchowe“ zabawy (t. j. ustawienie i ruchy uczest
ników), natomiast zaś ulegają większym i częstszym przemianom jej
„akcesorja duchowe“ (terminologja, formułki, dialogi, pieśni). W nich
to nadewszystko znajduje wyraz zasób kultury duchowej narodu czy
plemienia, na mocy zetknięcia się danej zabawy z odrębnemi warun
kami środowiska, a dalej z wierzeniami, obrzędami, legendami i t. p.,
które wpływają na zmianę nazw, formułek, piosenek i nadają obcemu
przybyszowi postać swoistą, narodową czy regjonalną.
2. Potwierdzenie rzeczonej hipotezy uzyskano na tle analizy za
bawy dziecięcej w „jawora“ („most“). Tu okazało się prawdopodobnem,
że zjawisko to, przybyłe do nas, jak się zdaje, z Południowego Za
chodu, zetknęło się w Polsce z zaginionym później obrzędem wiosen
nym czy letnim, w którym (analogicznie do częstych przykładów ob
cych, także słowiańskich) występowali parobcy czy dziewczęta, przy
brani w liście i kwiaty i nazywani „jaworowymi ludźmi“. Ta nazwa
przeszła na dzieci tworzące bramę w naszej zabawie i stanowi wyłącz
ność charakterystyczną dla przeważającej części polskich odmianek tej
zresztą prawie kosmopolitycznej zabawy.
3. Fakty dotyczące zasięgu dwóch grup odmianek tej gry w na
szym kraju, stanowią również podstawę do pewnych konkluzyj. Oto
większe rozpowszechnienie w Polsce zachodniej odmianek, które
możnaby nazwać „mniej polskiemi“ (bez wzmianek o jaworze i jawo
rowych ludziach), można tłumaczyć dwojako. Najpierw nasilona ger
manizacja w tej dzielnicy mogła i tu znaleźć swój wyraz. Powtóre
jednak, co do Wielkopolski, brak jawora wśród dziko rosnących drzew,
trzeba również uważać za czynnik, który -utrudniał tu rozpowszechnie
nie tak obrzędów jak gier z tym gatunkiem skojarzonych. Wobec tego
czynnik zaczerpnięty z niedawnej historji politycznej tu mógłby u stąpić,
16
a pozostać w sile co do Śląska i Pomorza, gdzie działał dłużej i silniej.
Fitogeografja zaś (zapewne wraz z innemi warunkami środowiska)
stanowiłaby dalszy czynnik, który przewidzieliśmy przy formułowaniu
hipotezy z r. 1922.
4. Na tern jednak nie możemy poprzestać. Hipotezy, a nawet
teorje, mają najczęściej o wiele większe znaczenie jako pobudka do
dalszych badań, niż jako rozwiązanie zagadnień naukowych. I w danym
przypadku nie łudzimy się ani chwili co do losu niniejszych przy
puszczeń, które napewno zczasem ustąpią miejsca doskonalszym. Lecz
główne ich zadanie będzie spełnione, gdy dadzą asumpt do badań,
wyświetlających kult drzew, zwłaszcza w dawnej Polsce i u innych
Słowian. Tu mamy na myśli przedewszystkiem tak liczne a tak mało
dotąd zwracające uwagi badaczy wzmianki o jaworze w poezji ludowej.
5. To samo dotyczy konieczności dalszych poszukiwań za śladami
obrzędów, związanych z wegetacją, których dziś jedyną pozostałością
byłaby nasza zabawa dziecięca.
6. Wreszcie i w zakresie lepszego niż dotąd zaznajomienia się
z odmiankami samego „jawora“ czy „mostu“, mimo dużego kroku
naprzód, jaki nam dała ankieta R. N. W. F., nie należy bynajmniej
spocząć na laurach. Liczmy się z faktem, że zebrany w ten sposób materjał musi być i jest napewno w pewnej mierze jednostronny. Odzwier
ciedla conajwyżej dość wiernie dzisiejszy stan tradycji wśród dziatwy
i młodzieży szkolnej, a zatem wśród pokolenia, które siłą rzeczy odzie
dziczyć musiało tradycję mocno uszczuploną i wypaczoną. Świadomi
tego źródła błędów, zwróciliśmy się z prośbą do nauczycielstwa, by
dodało swoje osobiste wspomnienia z lat dziecięcych i starało się od
szukać dawną, nieskażoną tradycję u ludzi starych. Poza paru odosob
nionemu (a bardzo cennemi) przyczynkami, apel nasz pozostał (oodobnież jak przy ankietach poprzednich) bez echa.
Będzie jednym z największych triumfów takich jak obecne opra
cowań, jeśli potrafią zainteresować szersze grona przyjaciół nauki i po
budzić je do akcji pomocniczej w tej dziedzinie.
V. Wnioski wychowawcze.
Opracowując po raz pierwszy dla szkół polskich materjał rodzimy
tego działu w r. 1916, autor niniejszej pracy postawił zasadę, by nau
czyciel na wstępie do wychowawczego stosowania zabaw zbadał tra
dycje, jakie dzieci posiadają w tej mierze. Może być, że tu i ówdzie
były odosobnione próby tego rodzaju. Lecz naogół apel pozostał woła
niem na puszczy.
A nie chodzi tu bynajmniej o wyzyskanie szkoły dla naukowych
zadań badawczych, które jej nie przyniosą bezpośredniego pożytku.
Wprost przeciwnie. Szkoła, wykrywając nowe lub mało znane elementy
zabawowe, wykorzysta je sama (z małemi wyjątkami rzeczy zgoła nie
przydatnych) nietylko dla zawiadomienia o nich badaczy, lecz dla swej
codziennej praktyki, z największą korzyścią wychowawczą. Zyskuje się
bowiem wzbogacenie wątku ćwiczebnego, a przy motywach regjonalnych wzmocnienie lokalnego patrjotyzmu, dumy z własnego dorobku
17
kulturalnego, osłabienie zaś niezdrowej gonitwy za bezwartościowemi
nieraz nowinkami z obczyzny. Wszelkie wątpliwości co do oceny takich
regjonalnych zabaw, wyświetliłoby się oczywiście przed ich wprowa
dzeniem w program, przy pomocy wizytatorów i instruktorów-specjaliptćw. Z tern zastrzeżeniem, apel nasz winien znaleźć miejsce w pro
gramach i ten postulat jest na czasie w obecnym okresie próbnym tych
przepisów.
Dla nauki wynikłyby z tego dwie korzyści. Najpierw, za pośred
nictwem nadzoru wych. fiz. badacze otrzymaliby może cenne przy
czynki do zebranego uprzednio materjału. Po drugie, może nieco chociaż
zwolniałoby tempo niszczycielskiego działania szkoły na tradycję.
Trzeba bowiem sobie otwarcie powiedzieć, że tak jak jest, niema
większego niebezpieczeństwa dla przekazywanego z pokolenia w poko
lenie dziecięce dorobku kulturalnego w tej dziedzinie — jak dobry,
pełen zapału, lecz nieuświadomiony w tej mierze wychowawca, fizyczny.
Ten skutecznie wypiera najlepsze nieraz elementy rodzime, na rzecz
wątpliwej wartości nabytków angielskich, szwedzkich czy amerykań
skich. Tu powinna rychło nastąpić zmiana, jeśli nie chcemy się samo
chcąc zdegradować do roli parjasów światowej kultury, zdolnych je
dynie do nieśmiałego kroczenia w ślady innych.
Kończąc, autor spełnia miły obowiązek serdecznej podzięki dla
wszystkich, którzy mu pomagali w pracy; w szczególności zaś dla.Rady
Nauk. Wych. Fiz,, Państw. Urzędu Wych. Fiz. i Przysp. Wojsk., oraz
Ministerstwa W. R. i O. P., za wydatne poparcie akcji ankietowej, które
umożliwPo otrzymanie licznych i cennych materjałów.
LITERATURA.
I (Wstęp). O. Kolberg, Lud, Poznańskie. — 1 eilberg, Bro-brille legen
etc., Svenska landsmalen 1905. — SP. Orlov, Hry a písně dětí slovanských,
Praha 1928. — E. Piasecki, Zabawy i gry ruch., Kijów 1916, nast. wyd. Lwów
1918, 1922 — Idem, Badania nad genezą ćwiczeń cielesnych, Poznan
1922. — E. A. Pokrowskij, Dietskija igry, wyd. 2, Moskwa 1895. —F. M.
Böhme, Deutsches Kinderlied und Kinderspiel, Leipzig, 1897. — Cock en
■Teirlinck, Kinderspel en Kinderlust etc., 8 t., Gent 1902—8. — Rolland,
Rimes et jeux de 1‘enfance, Paris 1883. — A. B. Gomme, Traditional games of England, Scotland and Ireland, 2 t, London 1894—7. __
G. ťitré, Giuochi fanciulleschi siciliani, Palermo 1883. — K. A. Coelho, Bol.
de Soc. Geogr. de Lisboa, 1885. — B. Guttmann, Kinderspiele bei den Wadschagga, Globus 1909. — P. Camboué, Jeux des enfants malgaches, Anthro!pos 1911. — D. Kidd. Savage childhood. A study of Kafir life. London
(1906. — Haddon, Notes on children's games in Brit. N. Guinea, Journ. Roy.
Anthrop. Inst 1908. — G. A. F. Knight, art. „Bridge“ w Hastings, Encyclopedia of Religion and Ethics, t. II. — Idem, art. „Foundation“, ibid t. VI.__
■J. Máchal, Nákres slovanského bájeslovi, Praha 1907. - M, Ungarelli, Arch.
Trad pop. 1893 — A. Fischer, Klon i jawor w kulturze ludu polskiego,
Ziemia 1932.
II (Przegląd materjału). A Wanke, Hałahiwki...' w pow. prze;mys„ Zb. wiad. antr. Ak. Urn., 1889. — KI. z Tańskich Hoffmanowa, Jan
Lud T. XXXIII.
2
18
Kochanowski w Czarnoleski, Lipsk 1866. — P. W. Szejn, Materjały byta...
■rus. nasiel. Siew.-zap. kraja, Petersburg 1902. — A. Meyrac, Traditions etc.
jles Ardennes, Charleville 1890. — J. Kantor, Boże Nar. i Wielkan. w okol.
Jarosławia, Mater, antrop. Ak. Um. 1914. — E. Chrzanowski, Śliwno, rękop.
w Muzeum Wielkopol., Poznań.
A. Petrow, Lud ziemi Dobrzyńskiej,
jZb. Wiad. Antropol. Ak. Urn., 1878. — P. Demidowicz, Biełar. Dietsk. igry,
jŻiwaja Starina 1898.
;
III (Próby w y j a ś n i e n i a). G. Frazer, The golden bough, 3 wyd.
p t., London 1911. — W. Mannhardt, Der Baumkultus, Berlin 1875. —
Gentleman's Magazine z r. 1779, cyt u Th. Barns, art. „Shrove-tide“
/w Hastings, 1. c. — Pájek, Czubinskij, Štěpán, Vuk, Afanasjew, Krek, cyt.
u Máchala, 1. c. — A. Stoeber, Buddingh, Gebhard, cyt. u Mannhardta 1. c. —
D. Ilić, cyt. u S. P. Orłowa, 1. c. — W. Szafer, S. Kulczyński, B. Pawłowski,
rtośliny polskie, Lwów 1924. — Afanasjew, Kosmas, Hołowackij, Kosto;marow, Nowosielski, Wiesiełowskij, cyt. u Máchala, 1. c. — O. Schräder, art.
„Aryan Religion“, Hastings 1. c. — K. Moszyński, Kultura ludowa Słowian,
t. II, Kraków 1934. — K. W. Wójcicki, Zarysy domowe, Warszawa 1842. —
■Z. Gloger, Pieśni ludu, Kraków 1892.
i
^
RÉSUMÉ.
Tout le monde connaît bien le jeu d'enfants surnommé ,.porte du
.Gloria“ (joué en Europe presque partout, et dans plusieurs pays en dehors
d'elle), où deux enfants constituent une porte avec leurs mains unies et
levées, tandis que le reste de la petite compagnie forment une queue qui
passe par la porte trois fois, en chantant (nous omettons ici les menus
détails).
Or, la forme du jeu, décrite ci-dessus, est à peu près internationale, et
il n'y a que très peu de chose qu'on trouve de caractéristique pour tel ou
autre pays, en tant qu'il s'agit du „noyau moteur" (c'est-à-dire de la dispo
sition des joueurs et de leurs mouvements). C'est une autre chose du moment
où l'on envisage les „accessoires spirituels" du jeu (sa terminologie, ses
■formules, dialogues, chansons). Là, les différences s'accentuent, du pays en
pays, et même d'une région à une autre. L'auteur avait déjà, dans un
travail publié en 1922, signalé ce fait intéressant, en soulignant son impor
tance pour ce qru'on appelle „le caractère national" d'un jeu. De plus, il
avait aussi tiré l'attention sur les croyances, rites, légendes etc. de chaque
pays, qui, en contact avec un jeu venu de dehors, en changent lesdits
accessoires.
L'auteur passe en revue les théories que notre jeu, dans sa forme quasi
internationale, a inspiré aux divers auters. Prof. Piasecki tâche de trouver
une explication pour les variantes de ce jeu, prépondérantes en Pologne, dans
lesquelles les enfants formant la porte s'appellent „gens d'érable", et le jeu
lui-même porte le nom „érable" (il s'agit de l'espèce érable sycomore 3» acer
pseudoplatanus). L'auteur se base sur des matériaux accumulés par enquê
tes réitérés, de lui-méme, et de ses éleves, couronnées récemment par
l'enquête du Conseil Scientifique de l'Education Physique (1933). Il examine
311 descriptions de ce jeu, provenant de toutes les régions du pays.
1
19
■•'-C'est en se basant sur ces matériaux que l'auteur se croit autorisé
à chercher leur explication dans les rites de printemps et ďété, si fréquents
,chez les paysans de nombreux pays d'Europe, où une ou deux jeunes per
sonnes (ou mannequins) sont menés en cortège par tout le village, adornés
de feuilles et de fleurs, et surnommés le plus souvent d'après la date de la
fête, mais parfois d'après une espèce de bois ou d'arbuste (ce que Frazer
considère comme forme plus proche d'anciens rites païens). Pour finir, on
(„décapite" ou „noie" ces personnages (ce qui n'est réellement exécuté qu'en
cas de mannequins) ; ou (comme dans un rite Slovène de Styrie) il y a une
Jutte entre les deux acteurs, dont celui qu'on adorne de verdure, est tou
jours victorieux sur un autre habillé en paille ou en fourrure. On explique
.tous ces rites comme réminiscences du culte des démons de la végétation,
ainsi que comme des vestiges des croyances magiques, soutenant que la dra
matisation d'un phénomène de nature, l'accélère et le fait parcourir d'une
manière satisfaisant les intérêts et les désirs du paysan. Or, selon l'hypothèse
.de l'auteur, notre jeu constituerait l'unique vestige d'un rite semblable en
Pologne.
JAN FALKOWSKI
PRZYCZYNEK DO ZAGADNIENIA NACZYŃ
PIERŠCIENIOWATYCH
(CONTRIBUTION AU PROBLÈME DES VASES DE FORME ANNULAIRE).
Ciekawem i dotychczas nieopracowanem zagadnieniem jest pocho
dzenie i dokładny zaciąg naczyń pierścieniowatych, występujących na
różnych obszarach pod rozmaitemi nazwami. Zagadnienie to jako całość
dotychczas zostało właściwie opracowane jedynie przez E. Grohne'go
p. t. Die Koppel, Ring- und Tüllengefässe (Abhandlungen und Vorträge
herausgegeben von der Bremer Wissenschaftlichen Gesellschaft, Jahr
gang 6, Heft 1/2, Juli 1932). Opracowanie to jest jednak zupełnie nieza
dowalające, ponieważ autor w pracy swojej zajął się jedynie naczyniami
pierścieniówatemi leżącemi. Pominął więc zupełnie naczynia pierścieniowate stojące, które mają również bardzo znaczny zasiąg.
Naczynia pierścieniowate stojące występują już w bardzo daw
nych czasach np. w Egipcie i na wyspie Rodos. Naczynia takie znane były
nam mniejwięcej już od 1600 przed Chr., a służyły do przechowywania
pachnideł, być może także do celów kultowych.
Naczynia pierścieniowate stojące znane są nam najlepiej z obszaru
huculskiego. Pozatem tu i ówdzie podawane są w literaturze, jednak bez
specjalnego opracowania. Obecny zasiąg naczyń pierścieniowatych obej
muje: Hucułów, (u sąsiednich Bojków zanikły), następnie znane są na
całej Ukrainie, w Rumunji, Jugosławji, Italji, sporadycznie w krajach
alpejskich, a także w północnej Afryce.
W niniejszym przyczynku3) podane jest jedno naczynie pierścień Z materjałów zebranych zagranicą za stypendjum Funduszu Kultury Na
rodowej. Rysunki wykonał autor.
2*
20
niowate z Marokka, jako mniej znane i dwa inne posiadające tylko
kształt nawiązujący je do naczyń pierścieniowatych.
Rjc. 1 a (Museum für Völkerkunde Hamburg, Nr. lnwent.
12.84 : 4(5), naczynie pierścieniowate z Marokka. W inwentarzu jest onooznaczone jako naczynie na wodę (Wassergetass) ale jest to prawdopo
dobnie pomyłka, przeczą bowiem temu zbyt drobne wymian naczvnia,
jak również i to, że tego rodzaju naczynia używane są do noszenia lub
przechowywania wódki lub wina, albo też obecnie jako naczynia
ozdobne, Naczynie to służyło więc prawdopodobnie do Uch samych
celów lub też inoże do przechowywania pachnideł. Naczynie to jest
z gliny wypalonej, polewane. Polewa na calem naczyniu biała z lekko
Ryc. 1. a — gliniane nai zynic pierścieniowate z Marokka: b — gliniana fajka
wodna z Ahmedabad: c -- naczynie z plecionki roślinnej do przechowywania pie
niędzy, plemię Bajakka, Afryka, (a—b—c=‘/i n. w.)
a — Vase marocain en argile, de forme annulaire, b
Xarghilé en argile provenant
d Ahmedabad, c — Vase en natte tressée de fibres végétaux, destiné à y conserver
Vargent, employé par la tribu Bayacca en Afrique.
żółtawym odcieniem, ornament niebieski roślinny tylko z przodu na
czynia. Wymiary: cała wysokość 13,8 cm, szerokość wraz z uszkami
13 cm, bez uszek 11 cm. Średnica pierścienia 2,3 cm.
Ryc. 1 b (Museum für Völkerkunde Berlin, Nr. lnwent. I C 5073,
c) przedstawia nam fajkę wodną pochodzącą z Ahmedabad. Fajka ta
jest z gliny wypalonej, pomalowanej na kolor czarny upstrzony złotem.
Jej wymian : cała wysokość 25,5 cm, szerokość całego pierścienia
11,5 cm, średnica pierścienia 3,3 cm.
Ryc. 1 c (Museum für Völkerkunde Hamburg, K'r. lnwent. 4807.05;
podaje naczynie do przechowywania pieniędzy używane przez plemię
Bajakka w Afryce. Naczynie jest plecione niezmiernie starannie z bardzo
21
równych włókien roślinnych około 2 mm szerokości. Posiada zatyczkę
drewnianą. Cała wysokość wraz z zatyczką wynosi 15 cm, cała szero
kość 10 cm i średnica pierścienia 3 cm.
Naczynie pierścieniowate pieiwsze (ryc. 1 a) jest tylko przyczyn
kiem do zasięgu tego rodzaju naczyń. Drugie (ryc. 1 b) jest ciekawem
przeniesieniem kształtu na przedmiot innego zupełnie użytku. Najbar
dziej interesującym jest jednak okaz trzeci (ryc. 1 c). Formę naczynia
pierścieniowatego przy zastosowaniu odmiennego materjału, plecionki
roślinnej, przeniesiono na przedmiot innego użytku. Dwa naczynia
ostatnie są więc bardzo ciekawym przyczynkiem do zagadnienia prze
noszenia form naczyń pierścieniowatych na naczynia o zupełnie od
mieniłem przeznaczeniu użytkowem.
Z Zakładu Etnologicznego U. J. K. we Lwowie.
SEBASTJAN FLIZAK
NOTATKI ETNOGRAFICZNE Z OKOLIC MSZANY
DOLNEJ
<COURTES ADNOTATIONS CONCERNANT LA VIE DU PEUPLE DES ENVI
RONS DE MSZANA DOLNA.)
1. „Kistka“ na sikorki.
Sikorka jest ptakiem, który łatwo przyzwyczaja się do życia w towa
rzystwie ludzi i bez szkody dla swego zdrowia znosi duszne powietrze
chat wiejskich. Chłopcy wiejscy chwytają sikorki
na t. zw. kistki.
Kistka jest to snopek owsa tej grubości, że
ręką można go objąć z pewną trudnością, wysoki
na przeszło 20 cm i obwiązany sznurkiem serpentynowato ze sześć razy. Do tego sznurka przywią
zane są pętelki z białego końskiego włosienia.
Czarny nie jest odpowiedni, bo ptak się go strzeże.
Zawiesza się tych pętelek około 50 sztuk. Kistkę
umieszcza się na drzewie albo na płocie. Sikorka
ma zwyczaj unosić znalezione ziarno na inne
miejsce i przytrzymując je pazurkami, wyłuski
wać z plewy. Gdy więc pochwyci ziarnko na
kistce i usiłuje odlecieć, więźnie w pętelce nogą
albo szyją. Ponieważ pętelka skręcona jest z wło- Ryc j Kistka“ na si
nienia złożonego we dwoje, więc przerwać się nie korki. Rys. J■ Falkowski
da i )jlak trzepoce się, aż go łowca znajdzie
i odwiąże. Dobrze', jeżeli się chwyci za nóżkę; ale jeżeli za szyję, może
się udusić.
22
Chłopcy mali i parobczaki często w ten sposób łowią sikorki i uprzy
jemniają sobie niemi mieszkanie. Sikorka może przebywać w chałupie
całą zimę, o ile jej kot nie zje.
Mszana Dolna, 8 stycznia 1934.
2. Łowienie kwiczołów.
W okolicach Mszany Dolnej dawniej młodzież wiejska a nawet
i gospodarze trudnili się łowieniem kwiczołów w sieci. Ptaki tę, zwane
tutaj przez lud kwicalami, przylatują z pierwszym śniegiem i pasą się
po jałowcowych krzakach, które rosną gęsto po drapach i wygonach,
dostarczając w lecie cetyny na ściółkę pod bydło. Jest to ptak bardzo
czujny i trudny do podejścia myśliwemu na strzał. Chłopcy wiejscy łowią
te ptaki przy pomocy następujących sideł:
Jest to kabłąk z pręta jałow
cowego albo leszczynowego, gru
bości palca u chłopskiej ręki, ma
jący około 20 cm rozpięcia,
a 30 cm wysokości. Końce kabłąka tkwią wbite głęboko w zie
mi. U dołu spięty jest sznurkiem
A—B, tworzącym jakby dwie
równoległe, wyciągnięte struny.
Między niemi zwisają 'wolno pę
telki przywiązane końcami na
sznurku C—D w punktach 1, 2,
3, 4, 5, 6. Zazwyczaj bywa ich
sześć. Każda skręcona jest z czte
rech włosieni końskich. Ziemi nie
dotykają, a przed wychyleniem
na boki przez wiatr chronią je
sznurki A—15.
Eyc. 2. Sidła na kwiczoły.
Najlepsza pora do łowienia
Rys. J. Falkowski.
jest wtedy, gdy spadnie obfity
śnieg i przykryje grubą warstwą
jałowce z ich jagodami. Ptak zmuszony jest szukać żeru pod krzakami.
Łowca upatrzy wtedy odpowiednie miejsce, odgarnie śnieg, wbija do
ziemi kabłąk, okrywa go starannie gałązkami jałowca, a po ziemi roz
sypie tarki jałowcowe. Kwiczoł szukając ich łowi się na pętelkę, która
łatwo i szybko się zaciąga.
Ceny na targu za sztukę były różne w różnych czasach. Przed wojną
płacono 10 centów, po wojnie przez jakiś czas pół złotego, obecnie 30
groszy. Ale z jedną sztuką nikt na targ nie idzie, lecz niesie przynaj
mniej parę. Dawniej niektórzy chłopi poświęcali temu zajęciu dużo
czasu i trudu. Pewien gospodarz z Podobina zastawiał na zimę dwieście
takich sideł, każdego roku.
Obecnie to łowiectwo zanika. Wielkie obszary dawnych pustaci,
pastwisk i wygonów, na których rozrastały się jałowce, zwabiające liczne
stada kwiczołów, zaorano i zamieniono na role. „Kwicale“ zjawiają się
23
więc już w drobnych stadkach, nadto leśni usuwają napotykane w polu
sidła.
Mszana Dolna, w styczniu 1935.
3. Psie sadło.
W czasie jednej z mych wędrówek zimowych po osiedlach w do
rzeczu Górnej Raby natknąłem się na starego chłopa, zwanego Dziubek,
a znanego w całej okolicy jako wytwórcę cenionego i poszukiwanego
leku — psiego sadła.
Zaczęła się następująca rozmowa:
— To wy wyrabiacie psie sadło?
— Juści jo. Cozbyk sie zopieroł. Jo robią. Żyją z tego, bo posiadłości
ni móm nijakie.
—. A po czemu sprzedajecie?
— Ćwierć litra 3 zł.
— To dosyć drogo. Musicie mieć dużo pieniędzy.
— Je coby wom, panie. Casem przejdzie miesiąc i dłuży, ze nic nie
zabiją. A chockiej znowu, choć sie ta zabije dwa i trzy psy, to sie z nich
nic nimo, bo pies psu nierówny. Nieroz mi chłop za darmo do psa na
zabicie, ale to taki pies, co i Bóg zapłać za niego nie worto powiedzieć.
(Wymawiając te słowa, pod;niósł pobożnie czapkę na s.wej głowie).
Chudy, skóra i kości. Bo coz chłop daje psu jeść? Pomyje z miski i to
dwa razy dziennie. A pies przecią musi se pojeść trzy razy na dzień jak
nie przymierzając cłowiek. Šlachta psy lepi chowo.
Jak mi pon w Kosinie we dworze doł psa, to było na nim sadła, co
sie patrzy. Ale téz pon mi powiedzioł: Jo dają psu to samo, co som jem,
zęby scekoł, jak trza. Juści, ze słuśnie. To téz ta ci, co blizy miasta zabi
jają, mają się mieć lepi.
Po krótkiej pauzie spojrzał na mnie podejrzliwie i zapytał:
— Cyście téz, panie, nie z Limanowe?
Wziął mnie za urzędnika ze starostwa. Ale otrzymawszy przeczącą
odpowiedź, okazał chęć do dalszej rozmowy i przystąpił bliżej, bo niezbyt
dobrze słyszał. Ale wraz zmuszony byłem odskoczyć i zachować po
przedni dystans, tak wstrętny i nieznany mi przedtem zapach zaleciał od
niego. Ale dotrzymywałem mu kroku w dalszym ciągu, pragnąc wydo
być z niego nieco wiadomości o lekach i gusłach. W trakcie rozmowy
okazało się, że znał trochę świata. W młodszych latach chodził na zaro
bek do Węgier i do Rumunji, nauczył się tamtejszych języków, a nawet
„taliańskiego“ trochę zachwycił i w czasie wojny służył za tłumacza do
włoskich jeńców, pracujących w sąsiednim powiecie.
— Na co używa się psiego sadła? — pytałem, wracając do właści
wego tematu.
— Na wsytko. Nolepse jest na oberwanie. Ale téz dobrze pumogo,
jak cłeka mgli na wnątrzu abo, jak na piersiak słaby.
Wiara w oberwanie jest między ludem powszechna. Ma to być niby
opad wnętrzności spowodowany nadmiernym wysiłkiem np. przy dźwi
ganiu ciężarów. Leczy się najskuteczniej psiem sadłem, a także masażem..
24
Doktorzy nie rozumieją się na oberwaniu; oni umieją się poznać jeno na
naruszeniu (przepuklinie).
— A jak się to zażywa?
— Z mlekom, z harbatom, a nolepi z wódkom. Kto mo słabą naturą,
to jak wypije połkwatyrek, zeznoi sie calusieńki i tak zesłabnie, ze mu
sie widzi, ze umrze. A na drugi dzień jest mocny.
— A jak wy te psy zabijacie?
— Wiésom na krzoku i wytną dwa, trzy ra!zy kijom w nos i zaroz
zdechnie. Pies jest bardzo cliwy na nos. Kota trudni zabić.
Dziubek bowiem zabija i łupi nie tylko psy, lecz także koty, tchórze,
wiewiórki i wogóle zwierzęta, z których skórka przedstawia jakąkolwiek
wartość. Głownem jednak źródłem jego do
chodu jest psie sadło. Odbiorców na nie ma
w całej okolicy, nawet w bardzo odległych
wsiach. Wymieniano mi chłopów, którzy
w apteki ani w doktorów nie wierzą i nigdy
się ich nie radzą, tylko psie sadło stale w do
mu trzymają i we wszelkich dolegliwościach
je zażywają z niezawodnym skutkiem.
W ciągu dalszej rozmowy dowiedziałem
się, że i psie mięso u niego się nie marno
wało. Tuczył niem psy przeznaczone na za
bicie, tudzież używał go jako środka leczni
czego.
— Na jaką chorobę? — pytam.
— Przy zapoleniu nyrek obkłado sie
bok gotowanym miesem. Abo jak kolki kolą.
To nolepse lekarstwo.
Później słyszałem od ludzi, którzy go
dobrze znali, że on sam to mięso zjadał i za
wdzięczał mu swą tuszę.
Dziubek inie jest oficjalnym „smyckem“,
Ryc. 3. Dziubek
oprawcą, który po ulicach psy chwyta. Do
Fot. S. Flizak.
tego celu, zwłaszcza gdy się zdarzą wypadki
wścieklizny, wzywa władza oprawcę z Jorda
nowa Dziubek jest rodzajem wolno praktykującego znachora, na razie
bez konkurencji.
Dzięki tej okoliczności powodzi mu się dobrze t. z., że nie cierpi
głodu i jest jako tako przyodziany. Cieszy się powodzeniem u mieszkań
ców Mszany Dolnej i okolicznych wsi, jako wytwórca cudb\vnego środka
na wszystkie choroby — psiego sadła.
Mszana Dolna, 25 stycznia 1935.
4. Cztery wieńce.
W dawniejszych czasach wieś Podobin nawiedzały często gradobi
cia. Burze nadciągały zawsze od strony Raby t. j. od południowego za
chodu, przynosiły ze sobą ulewne deszcze, grzmoty i pioruny i co naj
gorsze grad, który niszczył wszystkie plony we wsi i powodował potem
25
głód i nędzę. Zdarzało się to często, co kilka lat i doprowadzało ludność
do rozpaczy. Wtedy proboszcz w Niedźwiedziu, ks. Jagódka, rozkazał
zbudować w Podobinie na osiedlu u Gotka spichlerz i gromadzić w nim
zapasy w latach pomyślnych, a w czasach klęski wydawać je cierpiącym
niedostatek. Było to zarządzenie mądre i okazało się wielce pożytecznem,
ale od klęski elementarnej uchronić nie mogło. Została ona złagodzona
i odwrócona dzięki innemu przedziwnemu sposobowi.
jW Podobinie na osiedlu u Jamroża był chłop nazwiskiem Mateusz
Janiszewski. Nie był to tutejszy rodak, lecz przybyły z pod Wrocławia
na Śląsku pruskim, skląd zbiegł „przed jakąsi wojną“. Z tego powodu
nadano mu przezwisko Prus, które przylgnęło także do jego potomków.
Janiszewski służył przez długie lata na plebanji u ks. Jagódki i swą pra
wością pozyskał jego zaufanie i miłość. W późniejszych dopiero latach
ożenił się i osiadł na roli. Jednego roku, gdy grad znów wybił zboża, Ja
niszewski udał się do proboszcza i zapytał go, czy niema jakiej modlitwy
albo innego środka zdolnego wyzwolić wieś od trapiącej ją klęski. Pro
boszcz dał po namyśle następującą radę:
Ktoś we wsi, człowiek godny i piśmienny musi przepisać cztery
ewangielje, jedną po drugiej, ale tak uważnie i wiernie, żeby nie zmienił
ani jednego słowa, nie opuścił kropki ani przecinka. Trzeba także uwić
cztery wieńce i zostawić je w kościele na ołtarzu przez całą oktawę Bo
żego Ciała. Następnie zawinąć każdy z nich z osobna do tekstu jednej
ewangelji i zakopać dość głęboko w polu. Muszą to wykonać czterej lu
dzie zaufani w tajemnicy, aby ich nikt nie widział i wieńców nie wykopał
albo pługiem nie wyorał. Mieszkańcy Podobina postąpili stosownie do tej
Tady. Jeden wieniec z tekstem św. Jana został zakopany na roli Potaczkowej, drugi ze św. Mateuszem na Adamczykowej, trzeci ze św. Markiem
na Zawadzie, czwarty ze św. Łukaszem na Skale, nad osiedlem Drobów.
Zaznaczyć należy, że te cztery miejsca oznaczają dokładnie końcowe
punkty wsi w kierunku południowym, zachodnim, północnym i wschod
nim.
Nie zawiedli się ludzie, słuchając tej rady. Od tego czasu burze
i grady omijały zdaleka ich role, strzeżone przez słowo Boże i święcone
wieńce. Tak było przez szereg lat. Aż jednego roku znów spadł niebywale
wielki grad i wybił doszczętnie zasiewy w części wsi zwanej Zawadą.
Ludzie świadomi tajemnicy spoglądali z niepokojem na siebie zapytując
się, czy może uświęcony;-środek utracił swoją moc zbawczą. Lecz gdy
sprawę zaczęli bliżej badać, okazało się, że trzeci chłop, który miał za
kopać święcony wieniec na Zawadzie, nie spełnił swego zadania przez
lenistwo. A gdy innym razem gradobicie nawiedziło zachodnią połać wsi,
stwierdzono, że wieniec z ewangelją św. Mateusza ktoś wykopał i zni
szczył.
Ks. Jagódka zmarł w 1862 r. Zwyczaj przez niego wprowadzony
przetrwał niezmiennie do obecnych czasów i rok rocznie bywa prakty
kowany. Także w innych częściach Polski jest on znany. Według za
pewnienia pani L. Kotkowskiej, obywatelki z kresów wschodnich, zako
pywanie święconych wieńców przeciw burzom i gradom jest na Litwie
powszechnym zwyczajem.
26
5. Strzygoń.
Na osiedlu u Moskały był chłop, co mioł dwa duchy. To był strzygoń.
Jak umar, to przychodzioł do chałupy, do baby, i robiół sytko, co trza
było: kosiół, rąbół drwa, nosiół wodą, siecką rznął i selakie inne roboty.
A o północy cichutko sie zabiyrół i wracół do grobu. Roz baba posła do
księdza i opedziała mu to, że tyn nieboscyk jej chłop w nocy do chałupy
przychodzi i tak a tak robi i ze ji to cliwo z tego powodu. A ksiądz godo:
Weź święcone krydy i opis chałupą, to on ta nie wlezie. I baba opisała
święconą krydą całą chałupą. Gróbarza tyz zawołół do siebie i pedziół
mu, ze tyn a tyn wstaje w nocy z grobu i chodzi do chałupy i kozoł mu
sie przystrzyc na niego i uwozać co bedzie robiół. On zdyjmie ze siebie
ubranie — godoł ksiądz — i zostawi. A ty porwij mu co z tego ubranio
i ucieknij na zwonicą. On go bedzie sukoł. A jakby do ciebie sed i kcioł
ci co zrobić, to ty sie nie bój, jeno zazwoń we wielgi zwon. Juści tyn nie'
boscyk w nocy wstoł, zruciół ze siebie, co ta mioł i posed. Jak ku chałupie
przysed, tak nie móg przejść przez tą święconą krydą, stanął i zawołał
na babą: Nie ty kiep, jeno jo kiep, zek ci już downo nie ukręciół karku.
I posed. Przysed na smetorz, co był zaroz przy kościele, bo wtedy ludzi
chowali naokoło kościoła, idzie na swój grób i nie może znaleźć kosule
Wreście cosi pomiarkowoł, potrzy na zwonicą i woło: Reńda, oddej kosulą. Woło roz i drugi roz, a gróborz mu odpowiado: To se przyjdź p<
nią. Juści tyn strzygoń idzie na zwonicą i powtorzo: Reńda, oddej mi ko*sulą. I juz prawie do niego dochodziół, wtedy gróborz rusół sercem od
zwonu, głos sie ozsed i tyn przepod. Jeno w tym miejscu ka stół, została
kupka smoły.
Powyższe podanie znane jest powszechnie w parafji niedźwiedzkiej
(pow. limanowski) i poza jej granicami. Przywiązane jest do rodziny
Rendów z Niedźwiedzia, która wydała dwóch grabarzy, ojca i syna.
Dzieci po nich żyją i to podanie utrzymują.
Tekst niniejszy spisałem według opowiadania Jędrzeja Rusnaka,
gospodarza z Podobina, lat około 55 liczącego.
6. Wieszczyca.
Na osiedlu u Piwowara w Podobinie wyraz wiescyca jest znany.
Jędrzej Rusnak poświadczył: wiescyca jest choroba na zęby. Bo jak
jedna baba u nas na osiedlu umarła, to widać u nie było straśnie długie
zęby, takie jakie z natury zodnemu cłowiekowi nie rosną. Jo był wtedy
małym chłopokem i pytołek sie starsej kobiyty, locego ona mo takie
Wielgie zęby. I ona odpowiedziała, ze ji to wiescyca te zęby wyciągła.
7. Czj pies może widzieć ducha?
Na to pytanie odpowiedziało mi dwóch chłopów potwierdzająco.
Teofil Myszą, lat około 30, powiedział: Pies może widzieć ducha, ale
taki, co jest na łańcuchu trzymany. Jako przykład opówiedział zdarze
nie, jakie m ał z psem i z duchami jego bliski krewny. Pies, o którym
mowa w tern opowiadaniu, był krasiaty.
27
Gospodarz Jędrzej Rusnak, lat około 55, powiedział: Pies może wi
dzieć ducha, ale taki, co sie nie włócy dużo po polu.
8. Pizestęp.
W Podobinie znane jest opowiadanie o djabelskiem zielu przestęp.
(Brypnia alba L.)
Jak chłop siece konicyną abo siano i natrafi na przestęp, to mu sie
kosa na kawołki ozleci. Trza tą trową wrzucić do rzyki, to zwycajno
trowa popłynie z wodą, a przestęp abo bedzie stół na miejscu, abo po
płynie w górę wody.
Kto mo przestęp, to mu siě sytkie zomki otwierają. Przestęp można
lyz tym sposobem nabyć: Trza wypatrzyć, kany sie gniyzdzą sojki. Trzeba
im zatkać dziórą (dziupło) patykami, zakratować, ale mocno, zęby nie
powyruwały. Wtedy stare pudą sukać przestępu i jak jeno przyłożą do
te krotki, to zaroz patyki odlecą. Ale one upuscą tyn przestęp i wtedy
możno go znaleźć.
Jak u kogo rośnie w ogródku, to trzeba go cęsto ucinać, zęby nie
wyrós tak wysoko jak drzewo.
W Podobinie rós przestęp na Papierni (nazwa jednego osiedla). To
jak go wykopowali i wyruwali z korzeniami, to on krzycoł (płakał).
A oni biyli go kijami i potem wrzuciyli do wody.
Opowiadał Teofil Myszą, lat 30.
JÓZEF SZEMŁEJ
PRZYCZYNEK DO WIELKOPOSTNEGO PIECZYWA
LUDOWEGO
(CONTRIBUTION AUX NOTICES SUR LES PATISSERIES CONFECTIONNÉES
PAR LE PEUPLE PENDANT LE CARÊME.)
Wśród moich materjałów dialektologicznych, zapisywanych przez
czas dłuższy w południoWej części Podola, szczególnie we wsi Kolędzianach i okolicy znajduje się parę ciekawych szczegółów ebiografie/
nych. Jeden taki szczegół dotyczy obrzędowego pieczywa ludowego.
W pierwszy poniedziałek wielkiego postu pieką we wsi Kolędzianach i w innych okolicznych wsiach rodzaj placka, czy korża, zwanego
kostrubienyk. Słowa tego nie podają znane słowniki1), ani też rozprawy
i prace, omawiające różne Todzaje pieczywa obrzędowego ludu pol
skiego i ludów wschodnio słowiańskich12), chociaż podobne placki, ale
o innej nazwie, pieką w pierwszy wielkopostny poniedziałek i w innych
okolicach.
1 ) Np. znane słowniki polskie Lindego i Karłowicza, ruskie Żelechowskiego
i Hrinczenki, słownik rosyjski gwarowy Dala.
2) A. Fischer, Etnograłja słowiańska III. Polacy. Lwów-Warszawa, 1934; N.
Sumcow, Chlieb w obrjadach i pieśniach, Charków. 1885; tenże, Starodawne sposoby
28
W przeddzień wieczorem, lub w poniedziałek rano bierze gospodyni
do przeznaczonego na to naczynia najładniejszej mąki, zwykle pszennej, ^
a dawniej żytniej lub kukurydzianej tyle, ile potrzeba do wypieczenia
zwykłych palanyć, czy placków. Mąkę rozpuszcza wodą, „misyt“ i robi
z tego ciasto. Następnie kraje to ciasto na odpowiednie nie zawielkie ka
wałki, rozwałkowuje je na grubość około 1 cm, nakłada cienką warstwę
kiszonej, surowej kapusty, obwija to w ten sposób, że końce ciasta, pra
wie nie dotykają się wzajemnie. Tak przygotowane ciasto wsadza się do
pieca. Placek jest nie gruby, płaski, może być różnej formy, okrągłej,
podłużnej, lub trójkątnej, zwykle o średnicy mniej więcej 15 do 20 cm,
aby łatwo mogła gospodyni włożyć, jak dawniej, kostruhienyka „za pa
zuchę“ (do zanadrza) i pójść do karczmy „połoskaty zuby“.
Niektóre gospodynie dają odrazu do mąki odpowiednią ilość ka
pusty, nie więcej jednak jak trzecią część na ogólną ilość mąki, mie
szają to razem i z takiego zmieszanego ciasta robią opisane już placki.
Soli zwykle do mąki nie dają, zapewne z tej przyczyny, że kiszona ka
pusta jest już i lak dość solona.
Przy zwyczaju tym trwają do dzisiaj tylko starsze, bogatsze gospo
dynie; uważa'ją one za swój obowiązek upiec na ten dzień kostruhienyka,
jak na Wielkanoc paskę. Młodsze gospodynie zaniedbują ten zwyczaj,
jak wiele innych.
Z przygotowaniem i pieczeniem kostruhienyka wiążą się pewne
zwyczaje. Mąki dobiera się jak najładniejszej, gospodyni zakazuje dzie
ciom jeść chleba, lecz każe czekać na kostrubienyk, przez cały dzień
nie godzi się spożywać innego chleba, prócz kostruhienyka, sąsiadki od
wiedzają się wtedy wzajemnie, pytają się, czy smaczny wypadł kostru
bienyk, przy tem gawędzą i wspominają dawne zwyczaje, związane
z kostrubienykiem.
Dawniej brały gospodynie, jak już wspominałem, kostruhienyka do
karczmy, gdzie schodziła się cała wieś w tym dniu i gdzie odbywał się
zwyczaj pcioskozubu, t. zn. płókali wódką zęby od „skoromnoho“, to
jest od możliwego zatrzymania się cząstek tłustych straW w ustach z dnia
poprzedniego. Popijano wódkę i przegryzano kostrubienykiem. Od tego
poszła i nazwa poloskozubnyj ponediłok.
Zwyczaj pieczenia osobnego pieczywa na pierwszy wielkopostny po
niedziałek znany jest też z innych obszarów wschodnio słowiańskich 3).
Na Pokuciu, w powiecie kosowskim znane jest to pieczywo pod nazwą
zylawnyk 4),* na Huculszczyźnie żylawet“), na Wołyniu, w b. gub. ki
sporządzania chleba, Warszawa 1880; na stronie 16—19 podano 40 nazw obrzędo
wego pieczywa u Słowian, (por. też odbitka z IV. tomu „Wisły“); Zofja Rokossow
ska, Chleb. Jego znaczenie w przesądach, lecznictwie i codziennem życiń, zebrane
na Wołyniu we wsi Jurkowszczyźnie w pow. zwiahelskim, „Wisła“ t. XIII, 1899,
str.^53—158. Niema też żadnych wiadomości o koslrubienyku w najnowszej pracy
O. Andrijewskiego: Bibljografja literatury z ukrainśkoho folkloru, f l, Kijów, 1930literatura o Chlebie obrzędowym na str. 733.
3) D. Zelenin, Russische (Ostslavische) Volkskunde, Berlin und Lejpzig, 1927;
•o obrzędowym chlebie mowa na stronie 111, § 47.
4) Materijały do ukraińsko-ruśkoji etnologiji, t. XVI11, str. 45
rj ibidem, t. VIII, str. 211.
29
jowskiej, charkowskiej i jekaterynosławskiej żylanyk, żalcwanykb). Te
wszystkie nazwy pochodzą od pierwotniejszego wyrazu, którego rdze
niem jest żył. Przy pomocy różnych sufiksów tworzono słowa, któremi
nazywano pierwszy poniedziałek wielkiego postu, lub cały pierwszy ty
dzień, albo też środek, a najczęściej czwartek przed Wielkanocą, a nawet
cały ostatni tydzień wielkiego postu. Zależnie od okolicy różnie lud te
dnie nazywa; w polskich województwach południowo-wschodnich zylnyj lub żyunyj tylko wielki czwartek*
7); na Huculszczyźnie musiano
również niegdyś nazywać poniedziałek żyMwym, skoro zachowała, się
nazwa pieczywa żyławeć, żyławnyk, wyprowadzająca się niewątpliwie
od nazwy poniedziałku; na Wołyniu żyłnyk — poniedziałek (jak pryjde
żyłnyk, to ne myne j wyrinyk) ; na Ukrainie zyłnyj, żyunyj, zylanyj, żyływyj pierwszy poniedziałek, albo' też wielki czwartek, a więc zależnie
od tego, kiedy w jakiej okolicy odprawiano parastasy za umarłych. A za
tem te wszystkie nazwy pieczywa obrzędowego na pierwszy poniedzia
łek wielkiego postu znaczeniowo jednakowe, choć słowotwórczo różne,
co do swego pochodzenia są jasne.
Zagadkową wśród nich pozostaje nazwa podolskiego pieczywa kosfrubienyk, choć samo pieczywo i zewnętrznie jest podobne do wymie
nionych (zwykły placek, korż) i nie różni się od nich co do swych skład
ników. Mogła ona powstać całkiem przypadkowo. Grube końce kapusty,
wystające poza ciasto nadają plackowi wygląd jakby rozczochrany, nie
rozczesany, z najeżonemi włosami; stąd możliwe: kostrubienyk. Lecz na
określenie takiej właściwości ma słownictwo ruskie słowo: kostrubatyj,
rzeczownik kostrubacz (por. słownik Hrinczenki). A budoiwa wyrazu ko
strubienyk mówi co innego. Kostrubienyk potas tał od przymiotnika kostlrubiany, utworzonego z kostrub- i przyrostka -inny, który oznacza ro
dzaj, gatunek, przynależność. Słowo kostrub nie jest także pierwotne;
podstawową częścią składową jest dla niego pierwotniejsze kostr-, co
znowu wyprowadza się od prasłowiańskiego kostj, t. zn. kość.8) * Więc
w wyrazie kostrub tkwi już podstawowe znaczenie, mające coś wspól
nego z kością, co zachowało się szczątkowo w ruszczyźnie i polszczyźnie. Wedle słownika Hrinczenki kostrub może znaczyć: 1) jastrząb,
zapis z Jekaterynosławszczyzny i Charkowszczyzny, 2) wiosenna gra,
hajiwką, 3) kosmaty, włochaty; Żelechowski zamiast jastrzębia jako
trzecie znaczenie podaje szkielet. W polskim języku ludowym kostruba
znaczy również między innemi kostka u nogi, chrząstka, guz lub sęk.0)
W innych językach słowiańskich to słowo znane w różnych formach
z wtórnem już znaczeniem, np. czeskie kostrba znaczy o rozczochranych
włosach; słoweńskie kostreba szczeciniaste proso; serbochorwackie
kostrba rodzaj trawy.10)
(1) Hrinczenko, Słowar ukrainskaho jazyka, Kijów, 1927, pod żylanyk; oraz
Sumcow, Cblieb... str. 77—78.
7) Żełcchiwskyj Małorusko-nimeckyj słowar, Lwów, 1886, pod *żylnyj.
R) E. Bfirneker, Slav Ëtymol. Wörterbuch, Heidelberg, 1913.
.1. Karłowicz, Słownik języka polskiego; też Berneker pod kostr-, jak rów
nież: Dokładny słownik języków polskiego i niemieckiego, Wiedeń, bez roku, pod
Knorren.
J,j) Berneker, ibidem.
30
Te wywody językowe pozwalają przyjąć, że Kostrub to jakaś mi
tologiczna postać, personifikująca zimę, której w tym czasie dawni Sło
wianie sprawiali pogrzeb. A że pogrzeb sprawia się umarłemu, który
wygląda zwykle, jak szkielet, kościotrup, więc i nazwa kostrub dla tej
postaci byłaby całkiem odpowiednią. Szczątki tego pogrzebu i opłakiwań Kostruba mamy we wiosennym cyklu obrzędowych zabaw ludo
wych. Np. w hajiwkach parę razy wspomina się Kostrub W pieśniach
dziewcząt w różnych warjantach ”), przyczëm wyraża się radość z po
wodu śmierci i pogrzebania Kostruba. W niektórych pieśniach wystę
puje wprawdzie też motyw radosny, ale zapewne treść to już późniejsza
Lecz grę kostruba, Kostrubońka wiążą 12) zwykle z podobnym zwycza
jem wielkoruskim grzebania, lub puszczania na wodę kukły, zwanej Kostroma. Kostruba i Kostroma różnią się tylko przyrostkami; tematy są
te same.
Afanasjew13) dopatruje się w grze Kostruba podobieństwa do
starogreckiego święta wiosennego Adonisa, podczas którego wożono
obraz martwego Adonisa, śpiewano smutne pieśni, składano pogrzebową
ofiarę i topiono Adonisa w wodzie. Wskazuje też na starożytny praznik
Jaryły na Ukrainie, kiedy baby opłakiwały słonfianą kukłę Jaryły, zro
bioną ze wszystkiemi przynależnościami płci męskiej. Wszystko tol
wedle Afanasjewa są różne formy przedstawienia albo słońca letniego,
albo — jak w innych warjantach 14) — pogrzebu znienawidzonej zimy
Jeżeli się za Hruszewskim 15) uwzględni fakt, że dużo wiosennych
zwyczajów, bogatych treściowo wytępiło duchowieństwo, a dalej, że ra
dość wiosenna była przeciwieństwem do smutnego nastroju wielkopost
nego, to łatwo zrozumiemy, dlaczego to nadzwyczaj ciekawe misterjurni
pogrzebu Kostruba, jako personifikacji zimy, zachowało się tylko
w strzępach i to rozrzucone czasowo. Najwięcej jeszcze zachowało sięj
szczątków tego zwyczaju 'w zabawach Wielkiej Nocy, część wplotła się
w zwyczaje Kupały.
Podolski kostrubienyk wskazuje na trzeci taki strzępek z dawniej
szego zwyczaju grzebania Kostruba, a także, że na tę uroczystość przy
gotowywano nawet osobne pieczywo, które mogło też mieć dawniej inny
wygląd.
Zwyczaj zasłużył na omówienie, tern bardziej, że dziś już wymiera,
a niedługo pozostanie chyba tylko nazwa i to u najstarszych osób.
RÉSUMÉ.
En Podolie on a conseÇ* la coutume de confectionner une pâtisserie
spéciale pour la première journée du Carême. Un pain pareil s'appelle ,,kostroubienyk“. Cette espèce de pain est aussi connue dans d'autres régions
-
ii) jy Hruszewski, Istorija ukr literatury, t. I, str. 169—170, uwaga 3.
12) Hruszewski, ibid. str. 170; N. Sumcow, Kulturnyja piereżiwanija, Kijew.skaja Starina, Kijów, 1889, t. XVI, str. 636—37 w rozdziale: Kostrubońko.
13 ) N. Sumcow, ibid.
14) Sumcow, ibid
15) Hruszewski, ibid. str. 165.
31
de la Pologne de l‘Est, mais sous des appellations différentes. L'appellation
„kostroubienyk“, usitée en Podolie, semble être déduite du nom de ,,Kostroub“, personnage imaginaire, mentionné à l'occasion des fêtes et des jeux
de printemps, ce qui indique qu'une pereille pâte existait autrefois et faisait
partie du rituel de ces fêtes.
JULJUSZ ZBOROWSKI
i
NOWE PRZYCZYNKI Z GÓRALSZCZYZNY
(CONTRIBUTIONS NOUVELLES AUX NOTICES SUR LES MONTAGNARDS).
1. Jak Janosik tańczył z hrabiną.
(Quand Yanossic dansait avec la comtésse...)
Jak Janosik, legendarny harnaś zbójnicki, tańczył z, cesarzową
Marją Teresą w orawskiej czy liptowskiej karczmie, wiemy z góralskich
opowiadań.1) Wierszowanych ludowych utworów o tern słynnem „zdaI rżeniu“ nie znamy i niewiadomo, czy wogóle istniały.
Różne okoliczności ze zbójnickich czynów i przeżyć rozprószyły się
w krótkich śpiewkach; wyjątkowo tylko jeden jedyny dłuższy utwór
śpiewany, o zbójniku i jego żonie, zachował dla potomności znaczniej
szy fragment zbójnickiego „żywobycia“.
Że istniały jednak nieśpiewane, lecz recytowane po
etyckie utwory o Janosiku i jego towarzyszach, słyszałem nieraz od
górali. Treść ich jeszcze jako tako rekonstruowali moi informatorowie,
ale żaden z nich zapomnianych poematów powtórzyć nie umiał. Naj
wyżej jeden, dwa wiersze przypominały się z trudem i z niepewnością,
czy tak istotnie niegdyś brzmiały.
Dopiero w tym roku udało się Słyszeć cały, dobrze zapamiętany
poemat, zbliżony treścią do opowiadań prozą o tańcu Janosika z cesa
rzową. W poemacie występuje mniej dostojna tancerka, ale przecież nie
byłe jaka: jakaś „grófka“ t. j. hrabina, zapewne z węgierskiego „kaśtelu“
(zamku).
— Kie Janosik prziseł z dwunostu zbójcami,
Stanyni dokoła, ón se międzi nimi.
— Pote sie ik pyto: jak sie hłopci mode,
Ci sie tyj hałastry*2) floryj nie boicie?
— A ci sie ośmioli sieka jednym głosem,
Jaz im piscolety zabrękły za pasem.
— Cozby my sie boli, kiedy my zbójcami,
Kie se jesce momy ciebie międzi nami.
— I pote im godo: pudziemyf na zomek do pana hrabiego,
) Na ich podstawie powstał piękny wiersz Kaz. Tetmajera o spotkaniu zbój
i tanecznej zabawie.
2) T. zn.: hajduków zamkowych.
Juka z auslrjacką „cisarką
32
Tam będziemy mieli śniodanier u niego.
— Kie prziśli ku bramie, zaburzyli ostro,
Jaze sie ze zomku sićko państwo zesło.
— Pon hrabia ik wito, lec zbójci poznaje,
Ale sie ośmielo, rękę im podaje
— I pote im godo, zęby śli do niego,
Zęby sie napiyli wina wybornego.
— Kie se pośniodali, muzika zagrała,
A pani hrabina ś nimi tańcowała.
— A pon hrabia poseł, prziniós śrybło, złoto,
Prosi Janosika, zęby przijon i to.
— Lec Janosik nie (kce śrybła ani złota:
Tyś jes hrabia dobry, nie jesteś hołota.
— Dyć sie hrabia ciesi, ze piniędzi nie kcom,
Lec sie jesce boi, ze mu paniom weznom.
— Pote pożegnali juz pana hrabiego
I paniom hrabinom, sitkik gości jego.
Taką to rymowaną opowieść wygłosił z wielkiem przejęciem
Andrzej Recek, mający 68 lat, — zatem urodzony w 1867 r. w Ratuło
wie. Słyszał ją, już jako „staroświecką“, od swego ojca, którego uśmier
cił sąsiad, gdy mój recytator miał 38 łat, a więc w 1905 r. Ojciec
Andrzeja Recka miał 66 lat w chwili zgonu, czyli urodził się w 1839 r.
Już ojciec podkreślał starodawność poematu i powoływał się na swego
ojca t. j. dziadka Andrzeja; od niego słyszał te „Janosikowe wiersze“.
Dochodzimy zatem do początków XIX lub końca XVIII wieku, jako
daty znajomości utworu. Przypuszczalnie będzie to jednocześnie
data powstania, ułożenia poematu, który rodzi się — jak
większość zbójnickich śpiewek i legend — właśnie w tej „złotej epoce“
zbójnictwa na Podhalu góralszczyźnie.
Andrzej Recek zastrzegł się jednak, że jego ojciec bardziej po „sta
roświecku ‘ wygłaszał ten utwór, t. zn. iż mówił bardziej archaiczną
gwarą, używał innych tu i ô'wdzie wyrazów czy wyrażeń, ale tego’ już
Recek nie-pamięta. Napewno informacja słuszna. Mimo słowakizmu:
zabrękły, — mimo. starodawnych piscoletów, acc. plur. zbójci, — gwara
poematu nie jest najświetniejszym okazem przeszłości i wchłonęła w sie
bie kilka nabytków z przeciętnego języka literackiego. Sam zresztą Re-I
cck deklamuje raz: zaburzyli, drugi raz: zapukali; używa kie se mĄ
zbójcami obok kiedy my zbójcami, momy tobie obok ciebie mięć
nami, tam obok ham itd. — czyli podświadomie raz archaizuje, to znów
recytuje już zepsutą gwarą. Podany tutaj tekst zachowuje właściwości
pierwszego podyktowanego mi warjantn.
i
2. Modlitwa starogć ralska.
(Prière très ancienne des montagnards.)
W rękopiśmiennych zbiorach bibljoteki Muzeum Tatrzańskiego
w nakopaném znajduje się utwór, zatytułowany „Modlitwą starogóral-i
ską“, darowany przez p. Kazimierza Brzozowskiego, dyrektora „Kilimu“
zakopiańskiego, i przez niego zaopatrzony w kilka słów objaśnienia.
Tytuł i tekst pochodzą od góralskich dziewcząt, zatrudnionych w kilim
karskich warsztatach, wedle recytacji podyktowanej ok. 1914 roku,
a spisanej przez p. Uzięblinę. Zapisująca „modlitwę“ uwzględniła tylko
wyjątkowo cechy gwarowej wymowy. Powtarzamy ówczesny zapis,
wprowadzając poprawki w pisowni i interpunkcji.
Utwór składa się wyraźnie z dwóch niemających ze sobą żadnego
związku części, dość nieoczekiwanie połączonych w całość. Pierwsza
część nie jest modlitwą, tylko nieudolnie rymowanem opowiadaniem
z życia Matki Boskiej i Chrystusa, posiadającem w swej naiwnej pro
stocie i obrazowości wszelkie cechy ludowej prowenjencji. Źródłem tego
tekstu są zapewne pasyjne nabożeństwa, a może szczątki jakiegoś wiel
kanocnego misterjum. Część druga, niespodziewanie doczepiona do tego
opowiadania, jest już rzeczywistą modlitwą. Czy w pełni kościelną —
Można powątpiewać.
Czy poemat jest pochodzeniem rdzennie góralski, czy też na gó
ralszczyznę przywędrował z innych stron, — czy istotnie jest tak archa
iczny, jak zapewniały recytujące góralki — narazie ustalić się nie da.
Chyba to można nadmienić, że najczęściej określenie „starodawny“
u górala, obejmuje niewięcej czasu wstecz niż życie jego rodziców lub
dziadków.
W niedziele rano słoneczko obchodzi,
Najświętsza Panienka do pola wychodzi,
Niesie we swoich świętych rączkach
Swój święty krzyż przenajświętszy,
Swoje święte książki przenajświętsze.
Szła ś nimi na jutrznie,
Z jutrzniej na raniejszą (sc. mszę),
Z raniej szej na wielką,
Z wielkiej na niespór,
Z niesporu do raju,
Tam się jej raje otwierały,
Anieli się jej kłaniali.
I przywitał, ci ją sam miły Pan Jezus,
Święty, przenajdroższy.
„Moja miła Matko, dalekoś bywała?“ .
„O mój miły Synu, święty, przenajdroższy,
W koscielem bywała-,
Za duszyczkami się modliłam,
Najbardziej za temi,
Co krzywo przysięgali,
Ojca, matkę bili,
Starszego nie czcili,
Swojego panieństwa nie znosili.
O mój miły Synu, była też tam
Jecina najgrzeszniejsza,
Co krzywoprzysięgała,
Lud T. XXXIII.
3
34
Ojca, matkę biła,
Starszego nie czciła,
Swojego panieństwa nie znosiła,
Jeszcze się radowała.
Że zbawioną być miała.
0 moja miła duszo!
Ja cię od twojego zbawienia nie odsądzam,
Ale twoja krew tak musi wygorzeć,
Jako z twojego ojca, matki wygorzała.
Że cię nie karała.
Jezus, Maryja!
Góra ewangielista,
Na tej górze spała
Maryja przeczysta.
Przyszedł ci ku niej sam miły
Jezus święty przenajdroższy:
„Moja miła Matko,
Święta, przenajdroższa,
Gzy śpisz, czy czujesz?“
„O mój miły Synu, święty, przenajdroższy,
Ja śpię i czuję, ale mi się o tobie śnieje,
Że twój boczek święty włócznią przekrojony.“
„Moja miła Matko, święta, przenajdroższa,
Go ci się śniło, to ci się wyjawiło.“
Bo we Wielki Piątek rano,
Bardzo zimno było,
Gdy Pana Jezusa na męki wiedziono było
Wiedli go żydowie przez wodę cedrową,
W tej wodzie cedrowej jest kamień niemały,
A co się na nim sam Pan Jezus powalił
1 swój om niewinną głowicke się (? — może: se) pokrwawił.
Jeden żyd do wody siągnął,
Pana Jezusa z wody wyciągnął
I zapytał się go:
„Panie! Czy ci zimno czy gorąco?“
„Ani mi nie zimno, ani nie gorąco,
Ani temu człowiekowi nie będzie,
A po stokroć razy stając, legając,
Spominał mnie będzie.
Temu człowiekowi będą rajskie wrota otworzone,
Piekielne grzechy odpuszczone.“
O Pani panielska (? — może: panieńska),
Pociecho anielska,
Tyś nas od powietrza morowego odkupiła,
Kiedyś nas zbawiła,
Od powietrza morowego,
Od grzechu śmiertelnego
Do żywota wiecznego.
Kto ten modlitewkę rano, wieczór odmawiał będzie,
35
Trzy duszyczki z czyśćca wybawiał będzie:
Jedne ojcowom, drugą macynom, a trzecią swoją.
O mój śliczny Jezus kochany, niechże ja też pod
Twoim krzyże stanę. Amen.
STANISŁAW WASYLEWSKI
STRZELEC CZAROWNIK W ŁUKOWIE W R. 1840
(CHASSEUR SORCIER Á ŁUKÓW EN 1840)
O młodzieńczym poemacie Antoniego Małeckiego, p. t.: ..Polowanie1
nieznanym jego monografiście prof. Br. Gubrynowiczowi podał obszerną
wiadomość Ludwik Ćwikliński w „Dzienniku Poznańskim“ (1920 nr.
52—53) ; wartość tego pensum uczniowskiego jako podwójnej recepcji
„Pana Tadeusza“ już w sześć lat po ukazaniu się epopei, podkreśliłem
w „Tęczy“ (1935), zaznaczając dwa ciekawe momenty: zgrabną trans
plantację humoru Mickiewicza na grunt Łukowa, oraz takt, że polowanie
odbyło się w wilję roku 1840, a prowadził je Franciszek Mickiewicz brat
poety, wedle wszelkich reguł Wojskiego i Podkomorzego.
Tu pragnę zacytować z autografu (własność eksc. Ćwiklińskiego)
szczegół ludoznawczy. Wśród myśliwych znajduje się „wielki czarownik“,
jak były pogłoski pomiędzy myśliwymi
Strzelec z Białężyna
Wszystkich czarów i zaklęć łowieckich sprężyna!
Jadący na bryczce myśliwi opowiadają z humorem o czarach myśliw
skich, organista obawia się, że nie miną go łozy, (któremi pan Franciszek
Mickiewicz zagroził takiemu, coby śmiał chybić jelenia), spotkał bowiem
młynarza, a ten z zemsty
...jakieś krzyże
Jakieś ręką ruszenia, wywijania hyźe
Wyrabiał i pogroził, że nic nie zabiję
Młynarz nauczył się słów owej klątwy łowieckiej od owego Strzelca
z Białężyna. Budzi on z tej racji nieco nieufności między jadącymi, którzy
nawet przestają żartować.
a Ogrodowy głową kiwa,, kręci
Do spółki nie mam z wami mój Antoni, chęci
Wyście mi już za wielki heretyk — we zgodzie
Z djiabłami przestajecie na jednej zagrodzie.
Wyście już do Komunji i do Bożej męki
Strzelali — nie chcę ja się czepiać takiej ręki.
— Co mi tam ojciec bredzi — przerwał syn Wincenty
Ho, ho! jużbjm wolał być taki przeklęty
3
36
A strzelać jak Antoni i umieć te sztuki,
Których się ojciec wzbrania od niego nauki!
Alboż-to teraz groszy nie zgarnie Antoni
Jeżeli śrót jelenia w Klaszczewkach dogoni?
Boć on go tu sprowadził przez ziółka przyprawy,
Które mięszał codziennie co rano do trawy
Nie słyszał Jan ni Maciej ani Andrzej stary
Co Rynkowski powiadał i jako o czary
Obwiniał Antoniego — bo sobą zajęci
Słuchać cudzej rozmowy nie mogli mieć chęci.
Jeszcze drugi raz pojawia się groźny strzelec-czarownik w końcu
„rapsodu myśliwskiego“. Po skomplikowanem nieco zabiciu jelenia, ura
dzono po zejściu ze stanowisk założyć nagankę po raz drugi. Już czereda
głośnych huczków miała ruszyć w las grzechocąc klekotkami (termu®
logja Małeckiego) gdy
...w samym zarodzie
Stanął jej z Białężyna strzelec na przeszkodzie,
Którego tajemnicza i złowieszcza mina
Czary, zaklęcia nowe wszystkim przypomina.
Z zachmurzonem i smutném i posępnem czołem
Stanął rzecz tak prowadząc przed myśliwych kołem:
Mruga słonko — szemrzą drzewa
Wiatr świszczący w nie powiewa
Wszystko, wszystko mi to śpiewa
Źe las dzisiaj źle się miewa.
Las dębowy, dokąd chcecie
Iść na łowy, a nie wiecie
Że dziś nic nie zabijecie
Nigdy w święcie — nigdy w świecie!
Niechaj łowcy we Wiliją
(Mawiał mistrz mój Szabatyjo)
Dwakroć zwierzyny nie biją
Bo nic nigdy nie zabiją.
'Po tak groźnej i dzikiej myśliwi piosence
Od zamiarów powziętych opuszczają ręce.
Zadął niby Wojski w trąbkę Jan Śmiały (z tą tylko różnicą — do
daje Małecki — „że Wojski trąbką całe śpiewa! polowanie, a Jan tylko
udawał ogarów szczekanie“), polowanie było skończone, myśliwi udali
się na śniadanie.
Przywiedziona piosenka opiera się niewątpliwie na tekście prawdzi
wego zaklęcia, Małecki chwycił je zapewne tylko w karby literackiej
strofy.
Zaklęcia te istnieją chyba do dziś, rzadko kto jednak może się z niemi
zetknąć. Jest to wiedza tajemna, pilnie strzeżona przez wtajemniczonych.
37
( Trzeba umieć sprzyjaźnić się bardzo blisko z jakim starym łowczym, aby
je wydobyć. Przez dłuższy czas zabiegałem o zdobycie magicznych słów,
I zapomocą których można się uchronić od szkodliwego działania cioty.
I nie udało mi się.
Świat zabobonów ludowych z zakresu myślistwa zanika także
w Wielkcpolsce. Należałoby umiejętnie wyłapać jego resztki.
Poznań 1935.
STANISŁAW WASYLEWSKI
JAK SIĘ ŚPIEWAŁO TADEUSZA
(CHANT EN L’HONNEUR DE ST. THADDÉE)
Martwił się kiedyś prof. Bystroń na tem miejscu (XXIV. 97), nie
mogąc odszukać pieśni o św. Tadeuszu, którą uważa za źródło przysłowia
o śpiewaniu Tadeusza. Jeśli dotychczas tekstu nie odnalazł, mogę mu go
wskazać. Znajduje się w tym nieprzebranym, chociaż bardzo skwapliwie
plewionym (=deformowanym) brogu rozmaitej starzyzny, jaką przedsta
wiają liczne wydawnictwa Eustachego Iwanowskiego (1814— 1903)
ogłaszane pod pseudonimem E. Helleniusza. W dziele „Wspomnienia lat
minionych“ (Kraków 1876, t. I—II) podaje on całą wiązankę zapomnia
nych lub skądinąd nieznanych tekstów. (Tom II-gi str. 619—717). Zna
leźć tam można m. i. poprawniejsze od cytowanych zwykle tekstów
brzmienie poloneza „Z wysokich Parnasów“, craz wspomniany Tadeusz.
Polskie dawne pieśni.
1. Pieśń o św. Tadeuszu.
Kto chce na świecie żyć bez ludzkiej zdrady,
Niechaj św.. Tadeusza rady
W każdej potrzebie używa statecznie,
On go w zamysłach, ufunduje wiecznie,
On w smutku daje łask swobodę,
I z przyjaźni, wnet uczyni zgodę,
Niechaj na kogo i piekło powstanie, —
Tylko Tadeusz niech na pomoc stanie
Z obronną ręką, a wnet się uśmierzy
I piekło same, niechaj każdy wierzy.
Kto od żelaza na ciele szwankuje,
Od Tadeusza wnet folgę uczuje.
Niechaj zły człowiek na twe życie godzi,
Nic się nie lękaj, Tadeusz pogodzi.
Kiedy się czyim on patronem stanie,
Ten się w złe ręce nigdy nie dostanie.
Niech świat kunsztownym sposobem się truje,
38
Niech się w tarasach śmiertelnych lokuje,
Niech Machijawel swe zaostrzy groty,
Pewno nie ujdzie od tego sromoty;
Kto się w opiekę poda z własnej chęci,
Tego Tadeusz ma zawsze w pamięci
Ón i sierotom sposób życia daje,
Kto się do niego garnie, ten doznaje
Niech komu słowy zły język uwłóczy,
Niech nieprzyjaciel z orężem otoczy,
Połamie szyki i obłudną mowę,
Nieprzyjaciołom zetrze głowę.
Niech ojciec matka odstąpią w złym razie,
A kto go wzywa w cudownym obrazie,
Stanie mu ojcem Tadeusz wszędzie,
I od upadków zawsze bronić będzie,
Spiesz czemprędzej chrześcijańsko dusza,
W każdej potrzebie błagać Tadeusza,
Niechaj i sama śmierć cię nagła goni,
Święty Tadeusz i od mej ochroni,
Niech Bogu chwała i świętemu będzie!
Źe On nad nami ma opiekę wszędzie!
HALINA BRYNERÓWNA
PIEŚNI ŁÓDZKICH PRACOWNIC.
(CHANTS DE SERVANTES Á ŁÓDŹ)
Pieśni ludowe warstwy robotniczej nie były dotąd przedmio
tem dokładniejszych badań, mimo że istotnie na to zasługują;
śpiewki te mają bowiem związek zarówno z dawną pieśnią wie/ską,
jak z miejskim łub podntiejskim kupletem. Zbiór p. Haliny Brynerówny zaczerpnięty został Szczególnie z.e świata łódzkich po
mocnic domowych, a zawiera wiele piosenek charakterystycznych
nietylko dla Łodzi, ale także dla innych śpiewających przedmieść
w Polsce.
1.
Służąca
K.
O.,
1. Wędruj Jaśko, wędruj,
Boże cię błogosław,
Tylko mi chusteczkę
Na pamiątkę zostaw.
La-la-la etc.
2. Chusteczkę mi zostaw.
Drugą ci wyszyję.
A jak na nią spojrzę,
Łzami się zaleję.
była
robotnica,
lat
22;
Łódź.
3. Lata ptaszek, lata
W powietrzu zmęczony;
Powjedzże mi, Maryś,
Zacom oddalony?
4. Za toś oddalony,
Taka w tern przyczyna:
Tyś chłopiec bogaty,
Ja biedna dziewczyna
39
5. Ja biedna dziewczyna,
Ubogo się noszę,
Jednak żadnej matki
0 syna nie proszę.
7 Żem pocałowała,
Grzeczność uczyniła,
Twoja matuś taka —
Zaraz się chwaliła.
6. Nie myślże, mój Jaśku,
Że o ciebie stoję,
Żem pocałowała
W rękę matuś twoją.
8. Nie wszystkie jabłuszka
Na ziemię spadają
Nie wszyscy się żenią,
Którzy się kochają.
2. Służąca K. O., była robotnica, lat 22; Łódź.
1. Murarze, murarze,
Kiepsko murujecie,
Po jednej cegiełce
Po jednej cegiełce
Do muru kładziecie.
2. Murarze, murarze,
Potrzeba wam czego?
Czy wapna, czy gliny
Czy ładnej dziewczyny
Do domu waszego?
3. Potrzeba wam wapna,
Potrzeba wam gliny,
Wszystkiego dobrego
Do domu waszego
I ładnej dziewczyny.
bis
bis
bis
4. Dziewczyna tam spała
Pod białą liliją,
Ułani jechali,
\
Biczami trzaskali
[ bis
I obudzili ją.
J
5. Ułani, ułani,
Skądże wy jedziecie?
Zgubiłam wianuszek,
Zgubiłam mirciany
Może go wieziecie?
-,
l bis
J
6. Wieziemy, wieziemy
Ale już nie cały:
Dwie gałązki mirtu
I cztery lilijki
Z niego odleciały.
7. Oddajcie, oddajcie,
Choć z jedną liliją!
Przebłagam ja Boga,
Przebłagam dobrego —
Anieli dowiją.
3. Służąca, lat 20, Łódź,
pochodzi z pod Kielc.
1. Bywaj, Maniu, bywaj zdrowa,
We wianeczku mi się chowaj.
Oj, we wianeczku, we złocie,
Jałt powrócę, wezmę cię.
3. I przyjechał w podwóreczko
I zapukał w okieneczko.
— Moja luba, jak się masz?
Pewno wianka już nie masz?
2. Nie wyszło więcej jak roczek,
Utraciła wianeczek.
Jak się jej luby dowiedział,
Wsiadł na konia, przyjechał.5
4. Ale ona nic nie rzekła,
Bo od żalu nie mogła.
Tylko skoczyła do niego,
Do kochania swojego.
5. Bijcie dzwony na wsze strony
Na to nasze rozłączenie.
Oj, rozwija się róży kwiat,
Rozłącza się z nami świat.
40
4. Służąca, lat 20, Łódź, pochodzi z pod Kielc.
1. Czerwone jabłuszko, czerwone jabłuszko,
Każdy go skosztuje; (bis)
Ciężko temu na sumieniu )
Kto się pomiluje.
j
2. Jażem się zakochał, jażem się zakochał,
Musiałem poprzestać.
Przyszło pismo od cesarza
Na wojenkę jechać.
3. Na wojenkę jadę, na wojenkę jadę
Z szablą na ramieniu.
Powiedże mi, moja miła,
Co masz na sumieniu?
4. Co mam na sumieniu
Toś ty powinien wiedzieć,
A jeśliś się nie miał żenić,
Trza było powiedzieć.
5. A tyś się mnie czepiał,
Jak woda kamienia.
Oj, żeby się rozstąpiła
Między nami ziemia.
6. Między nami ziemia
Rozstąp się choć jednemu,
Bo ja biedna sieroteńka
Zastąpię każdemu.
7. A wy, panieneczki,
Weźcie mnie za ręce,
Bo mi nikt teraz nie powie:
— Dzień dobry panience.
8. Oj, tylko mi powie:
— A, dzień dobry pani!
Jak ja to słowo posłyszę,
Zaleję się łzami.
5. Służąca, lat 20, Łódź,
pochodzi z pod Kielc
1. W moim ogródeczku
Wyrosła mi sosna.
Turbują się ludzie,
Żem zamąż nie poszła.3
2. Cóż ci porobili,
Co się pożenili?
Jeszcze rok nie wyszedł
Już się pogarbjli.
3. A ja se panienka,
Chodzę we wianeczku.
Oni powijają
Dziecię na łóżeczku.
41
6. Służąca K. O., była robotnica, lat 22; Łódź.
1. "Wolny ja se, wolny,
Jak ten ptaszek polny!
Siądę sobie na konika, /
Pojadę do wojny.
\
5. Ojciec, matka, wiedzą,
Wszyscy ludzie wied'zą
I ci wszyscy oficerzy, )
Co za stołem siedzą. )
2. Będę sobie strzelał,
Szabelką wywijał.
Jak się zdarzy nieprzyjaciel Ł.
Będę go zabijał.
j 1S
6. Jeden pije piwko,
Drugi gorzałeczkę,
A ten trzeci smutny siedzi, )
Bo zdradził dzieweczkę.
J
3. Pragną oczy, pragną
Za dzieweczką ładną;
Obiecała, a nie dała
\
Chusteczkę jedwabną, j
7. Nie ja ją zdradziłem,
Sama się zdradziła
I ta nocka, ciemna nocka, ^
Go po niej chodziła.
J
4. Przyjdźże, Jaśku, potem,
Wyszyję ci złotem,
Żeby ojciec, ani matka ^
Nie wiedzieli o tem. J
8. Nie tak ciemna nocka,
Jak ta gorzałeczka,
Hulałaś, pijałaś,
j
Jak n.ie panieneczka, f
.
9. Hulałaś przez lato,
Masz chłopaka zato.
Hulajże przez zimę,
Będziesz mieć dziewczynę.
7. Służąca, lat 16, Łódź, pochodzi z pod Koluszek.
1. Topole, topole szerokiego liścia!
Już ja nie pojadę szukać tego szczęścia
(bis)
2. Mówili mi ludzie, że w Germanji dobrze —
W Germanji trza robić, aż się skóra podrze,
3. Aż się skóra podrze, koszula popęka,
Kto w Germanji robił, ten ją popamięta,
(bis)
(bis)
4. Dali nam tam chleba kasztanowatego
I jeszcze do tego niewypieczonego. (bis)
5. Dali nam tam wyki, czarnej, gotowanej
I jeszcze do tego z owsem namieszanej. (bis)
6. Dali nam tam kawy czarnej, gotowanej
I jeszcze do tego nieocukrowanej. (bis)
7. Dali nam kilofy z długiemi gwoździami
I jeszcze do tego Germana nad nami. (bis)8
8. Daj nam, Panie Boże, jak najprędzej wieczór,
Bo nam się tak przykrzy, jak tym małym dzieciom,
(bis)
42
9. Bo te małe dzieci po dworze latają,
A nam od roboty ręce ustawają. (bis)
10. Ręce ustawają, koszula popęka —
Kto w Germanji robił, ten ją popamięta,
(bis).
8. Służąca, lat 20, Łódź, pochodzi z pod Kielc.
1. Chodziłam na pańszczyznę
Dzień koło dnia,
Żynam owies, żynam żyto
Panu z Wiednia.
3. Sypiałam na worczynie
Sama w sieni,
Teraz łóżko malowane,
Aż się mieni.
2. Jadałam ja kapuściny
I prażuchy.
Teraz cukry, marcepany,
Pełne brzuchy.
4. Kołdereczki, poduszeczki,
Jak od złota,
Aże pod taką pościelą
Spać ochota.
9. Służąca, lat 20, Łódź, pochodzi z pod Kielc.
1. Oj, mamo, mamo, ładną córkę masz
Nie dajże jej za lada ultaja,
Jej urody żal.
2. Bo jej uroda, to bystra woda,
Liczyki rumiane, ślicznie przekwitane
Jak w sadzie róża.
3 Bo w sadzie róża, to jej urosła,
Wiatrem zawiała; ach, nie wie, nie wie ta moja mamusia
Za kogo dała.
4. Oj dała, dała za feteryna,
Jużem przepłakała moje młode lata
Ja biedna dziewczyna.
5. Gdy się upije, przyjdzie i bije.
Ach, nie wie, nie wie ta moja mamusia
Jak ja z nim żyję.
6. Gdy się upije, za drzwi wypycha.
Ach, nieraz, nieraz to moje serduszko
Ciężko oddycha.
10. Służąca W. O., lat 30, Łódź; pochodzi z pod
Radomska.
1. Oj lecie, lecie, oj lecie, lecie —
Słoneczko nad zachodem;
Piele dziewczyna, piele jedyna,
Piele len za ogrodem.
43
2. Oj, piele, piele, oj, piele, piele,
Nie wie, ile go wsiała.
Prosiła Boga, Najświętszej Panny
Żeby się nim przyodziała.
3. Przyleciał do niej, przyleciał do niej
Ptaszek bielusieńki
I przyniósł ci jej, i przyniósł ci jej
Lilijowy kwiateczek.
4. Oj ptaszku, ptaszku, oj ptaszku, ptaszku.
Ty lilijowy kwiecie?
Czy tam żyje, czy nie żyje
Kochanek mój we świecie?
5. Nie będę sobie warkoczka pletła,
Tylko go spuszczę splątany,
Bobym się jeszcze barzej spóźniła,
A tam mbic czeka kochany.
11. Służąca, lat 20, Łódź; pochodzi z pod Kielc.
1 Na tej murawie, na tej zielonej
Tam leży Janek, bardzo raniony.
2. Przyszedł do niego tatulo jego
— Ach, synu, synu, cóż ci takiego?
3. — Ach, tato, tato, odejdź ode mnie,
— Bo moje serce umiera we mnie.
4. Przyszła do niego mamusia jego,
— Ach, synu, synu, cóż ci takiego?
5. — Ach, mamo, mamo, odejdź ode mnie,
— Bo moje serce umiera we mnie.
6. Przyszła do niego siostrzyczka jego.
— Ach, Janku, Janku, cóż ci takiego?
7. — Ach, siostro, siostro, odejdź ode mnie,
— Bo moje serce umiera we mnie.
8. Przyszedł do niego braciszek jego.
— Ach, Janku, Janku, cóż ci takiego?
i). — Ach, bracie, bracie, odejdź ode mnie,
— Bo moje serce umiera we mnie.
10. Przyszła do niego dziewczyna jego.
— Ach, Janku, Janku, cóż ci takiego?
44
11. — Ach, Maniu, Maniu, przysuń się do mnie,
To moje serce ożyje we mnie.
12. Służąca, lat 20, Łódź; pochodzi z pod Kielc,
(pieśń weselna przy oczepinach).
1. Jak cię będą czepić, spojrzyj se do nieba,
Żeby twoje dzieci nie pragnęły chleba.
2. Jak cię będą czepić, spojrzyj do stragarza,
Żebyś wychowała syna na cesarza.
3. Jak cię będą czepić, spojrzyj do powały,
Żeby twoje dzieci siwe oczy miały.
4. Jak cię będą czepić, spojrzyj do komina,
Żeby ci Pan Bóg dał naj pierwszego syna.
5. Najpierwszego syna, a drugą córeczkę,
Żeby ci przyniosła wody koneweczkę.
13. Pochodzenie i zasiąg nieznane.
Chodził do mnie całą wiosnę (bis)
Mówił, że mu ładme rosnę.
Mój Boże!
Chodził do mnie całą jesień (bis)
Puszczałam go dziurką przez sień.
Mój Boże!
Chodził do mnie całe lato
Dawałam mu buzi zato.
Mój Boże!
Chodził do mnie całą zimę (bis)
Puszczałam go pod pierzynę.
Mój Boże!
(bis)
14. Służąca, lat 20, Łódź; pochodzi z pod Kielc.
1. Ach, Maniu, Maniu, gdzie Mania wędruje?
Tam do boru na jagody, gdzie pan spaceruje.
Hojra-bumsterija — hojra-ra!
2. Ach, Maniu, Maniu, proszę się spieszyć,
Nazbieramy dużo jagód, będziemy się cieszyć.
3. Mania dobra była, wnet się pospieszyła,
W zielonym gaiku panu się skłoniła.
4. Gdy to pan zobaczył, zaraz z konia skoczył,
Ucałował i uściskał, aż się sam zatoczył
5. Ach, panie, panie, niech pan tak nie ściska —
Słoneczko na zachodzie, a do dom nieblisko.
6. Ach, Maniu, Maniu, nie pójdziesz ty sama,
Cztery konie zaprzężone, pojedziesz jak dama.
7. Ach, panie, panie, niegodna ja tego
Cztery konie zaprzężone dla pana samego.
45
15. Źródła nie pamiętam.
1. Posłuchajcie, żydkowie,
Trajlili-bum!
Co się stało w Krakowie
Trajlili-bum-tarara!
Trajlili-bum!
6. Trzeci jechał na krowie,
Trzymał sobie rogowie.
2. Przyjechali kozaki,
Te moskiewskie łajdaki.
8. Piąty jechał na kozie,
Trzymał sobie powrozie.
3. Mieli oni armaty
I z kartofli granaty.
9. Szósty jechał na świni,
Trzymał sobie szczecini.
4. Pierwszy jechał pułkownik,
Co miał wielki szpilkownik.
10. Rabin uciekł w kartofle,
Zgubił sobie pantofle,
5. Drugi jechał na koniu,
Trzymał sobie ogoniu.
11. Rabinowa w cebulę,
Zgubiła se koszulę.
7. Czwarty jechał na biku,
Trzymał sobie rzemyku.
12. Rabiniątko w pietruszkę,
Zgubiło se pieluszkę
16. Pieśń śpiewaków podwórzowych; Łódź.
Czabak.
1. Raz Czabak zrana w więziennej celi
Sen dziwny więźniom opowiada:
— Sen dziwny miałem, moi przyjaciele,
— Serce przeczuwa, że będzie biada.
2. — Dziś mi się śniła wysoka góra —
— Na nią wciągałem armaty duże;
— Na złe mi wróży ta noc ponura:
— Pewno me życie zakończy się.
3. — Już do raportu strażak mnie woła,
— A w drodze daje tajemny znak.
Jak lis schwytany zadrżał z bojaźni,
Ro straszny widok ujrzał Czabak.
4. I rzekł mu sędzia, mając wyrok w ręku:
— Wkrótce kat skończy cierpienia twe!
— Chociaż twój szwagier zawinił więcej,
— Skazany został na więzienie te.
5. — Ach, Boże, Róże! — jęknął z rozpaczy
Na stole widzi już świece dwie
I straż stoi zbrojna. Lecz cóż to znaczy? —
Pomyślał sobie w godzinę tę.
46
6. Lecz wtem z kościoła bernardyńskiego
Siedem uderzeń usłyszał kat.
— Czas na stracenie, Czabaku — woła —
— Czas ci pożegnać ten piękny świat.
7. W piątek żył jeszcze, sen opowiadał
J do kochanki napisał list,
W sobotę zrana twarz trupio blada,
Bo na stracenie on już miał iść.
8. — Na karę śmierci jestem skazany,
— Lecz tem się wcale nie przerażam.
— Może ja będę ułaskawiony!
— Jestem na łasce u cesarza,
i). — Na szubienicy stopnie ja staję,
— Straż mnie otacza ze wszystkich stron!
Zdała rodzinę swoją poznaje
1 tak się do niej odzywa on:
10. — Ach, droga matko, ginę ze świata
— Jak mama fala, jak marny cień!
— Z twojej to winy ginę z rąk kata;
— Bodajbym nie znał urodzin dzień!
11. — A ty, dziewczyno, co stoisz i mdlejesz
— I na tem miejscu widzisz mój los zły —
— Po mojej śmierci ty się roześmiejesz,
Bo już innego będziesz kochać ty.
12. — Ach, wy kobiety, przez was giniemy!
— Kto wam uwierzy, zgubiony wciąż!
— Kobieta daje szczęścia na chwilę,
— A potem gryzie, jak leśny wąż.
13. Ta pieśń więzienna, ta pieśń ponura
W więziennym gmachu ułożona w rym
Tysiąc dziewięćset dziewiątego roku
Trzeciego kwietnia, w dniu ponurym tym.
17. Służąca M. K., lat 15; Łódź.
1 Raz w wieczornej porze
Za gąskami chodziła
Dziewczę, piękne jak zorze
I tak sobie nuciła:
Gulaj-laj, guiaj-laj, gąski moje,
Powracajcież do domu,
Nocka ciemna, ja się boję,
Bronić mnie niema komu.
2. Wyście go nie znali,
Jam go już pokochała;
On mieszkał w oddali
Jam za niego wyjść miała.
Gulaj-laj i t. d.
3 Matuś zaumarli zdawna,
Ojca wzięli do boju,
A ja sama życia troski
Znosić muszę we znoju.
Gulaj-laj i t. d.
4. Boże, ach mój Boże!
Jakam ja nieszczęśliwa,
Patrząc na to morze —
A okręt nie nadpływa!
Gulaj-laj i t. d.
47
(Piosenkę tę słyszałam w Łodzi od dwóch osób. Zapisałam ją z pa
mięci, więc nie są wykluczone drobne nieścisłości, o ile chodzi o jakieś
słowo; nie jestem też pewna, czy kolejność zwrotek: 2-giej i 3-ciej nie
powinna być zmieniona na przeciwną. — Przypuszczam, że bohaterka
tej piosenki jest to właśnie owo mickiewiczowskie „dziewczę, co, piękne,
jak zorze zaganiać ptactwo szło w wieczornej porze“ — obok tej, co
„przy śpiewaniu gąski pogubiła“).
18.
Służąca
H.
X.,
lat
30,
Kraków.
I W więziennych murach poza kratami
Piękna Helena siedziała
I ganiąc wzrokiem za przechodniami
Smutną piosenkę śpiewała.
2. — Ach, za kratami jam nieszczęśliwa,
— Krata zła pierś moją gniecie!
Ach, moja matka w grobie spoczywa
- - A ja się tułam po świecie.
3. — Trzy lata temu żyłam z siostrami;
— Dziś nie mam siostry, ni brata,
— Bom ja zbrodniarka poza kratami
— Tak oddalona od świata.
4. — A tak mój ojciec kochał mnie szczerze!...
— Teraz mnie srogo odrzuca.
— Gdziekolwiek spojrzę, rozpacz mnie bierze,
- - Mur mnie więzienny zasmuca.
5. —• Tam na cmentarzu, na matki grobie
— Wiją się śliczne powoje...
— Ach czemuż, ziemio, nie spocznę w tobie,
Tylko się łzami wciąż poję?
[Tekst według książeczki z piosenkami. Słyszałam zaś śpiewaną
z lakiem zakończeniem:
— Ach, czemuż, ziemio, nie spocznę w tobie?
— Ale zabicia się boję']
19. Służąca Z. O., lat 30, Łódź; pochodzi z pod Ra
domska.
1. Proszę posłuchać panowie, panie,
Czem czwarte Boskie jest przykazanie.
Czcij ojca swego i matkę swoją, •
Przeważnie, gdy są starzy oboje.
2. Pewien staruszek zwał się Jakóbem.
Stary, jak grzybek, miał sto lat z czubem.
Przez pola, lasy spieszył do wioski,
A był pobożny i sługa Boski.
48
3. Piękny młodzieniec starca dogania,
Pana Jezusa pochwalił zrana.
— Na wieki wieków — starzec odrzecze
I gorzka mu łza z oczu pociecze.
4. — Dokąd idziecie, mój ojcze drogi9
— Pewno w tych latach bolą was nogi?
— Nietylko nogi, lecz wszystkie kości.
— Muszę żyć z Boskiej już opatrzności.
5. — Nie mam nikogo, prócz syna jednego.
— Cały majątek zdałem .na niego.
— Czy was odziewa i czy szanuje,
— Czy łyżki strawy wam nie żałuje?
6. Trzęsie się starzec jak żywa ryba.
— Pewnie mnie znacie młodzieńcze chyba?
— Syn mnie nie lubi, śmierci mej żąda,
Niemiłosiernie na mnie spogląda.
7. — Póki synowej w domu nie było
— Całe domostwo Boga chwaliło.
— Teraz synowa wielka kłótniarka,
— Zginęła moja już gospodarka.
8. — Syna buntuje, koszuli nie da;
— Pew-no się z tego nie wyspowiada!
— Bo gdyby prawdę księdzu wyznała,
— To rozgrzeszeniaby nie dostała.
9. — Wymówiłem se ordynarję do śmierci —
— Nie dają nawet i jednej ćwierci.
— Z własnego domu mnie wypędzają,
— Kawałka chleba mi odmawiają.
10. — Poooście zdali na syna mienie?
— Lepiejby było mieć swoją ziemię.
— Zabudowania byłyby wasze,
— Gotowaliby wam z mlekiem kaszę
11. — A teraz waszej śmierci czekają,
— Bo wasz majątek w swych rękach mają.
— I jeszcze gorzej będzie wam, dziadku,
— Bo śmierć wam zrobią prędko w ostatku.
12. I zaczął płakać staruszek biedny.
— Tegom się po nich nie spodziewał nigdy!
Wszystko mi jedno, bom już jest stary,
— Nie chciałbym zginąć, od ludzkiej kary.
49
<3. — Wolałbym umrzeć, gdzie moje łoże
— I oddać duszę Tobie, mój Boże.
— Święty Sakrament przyjąć od Ciebie.
— I mieszkać z Tobą na wieki w niebie.
14.
— Nie płacz, staruszku, bo żal mi ciebie.
— Po twojej śmierci wezmę do siebie
— I zaprowadzę do- chwały Bożej,
— A twoim dzieciom zrobi się gorzej.
15. __ Za twoją krzywdę Pan Bóg ich skara.
— Wszystko się zniszczy po śmierci Zaraz.
— Bóg im widzenia okaże swoje,
— Będą biedować razem oboje.
16. I znikł mu z oczu młodzieniec święty,
A starzec został, strachem przejęty.
I szedł dalej przez pola, wioski,
Śpiewał ze skruchą pieśń do Matki Boskiej.
17. Z każdego domu chleba dawali
Bo w całej wiosce wszyscy go znali.
Wszyscy darzyli tego człowieka.
— Może na starość i nas to czeka.
18. Powiada synowa do męża swojego:
— Trzeba pomyśleć o śmierci jego.
— Zabierzmy ojca do swego domu.
— Dla jakich przyczyn-----nie mów nikomu.
19. Ojcu schlebiali, wzięli do siebie.
Parę tygodni było jak w niebie.
Ludziom głosili, że ojciec chory,
Że nie pomogą mu już doktory.
20. Była to żona, co mężem rządziła.
Jak Ewa w raju, męża zdradziła.
— Zaprzęgaj, mężu, konia kareg-o,
— Trza do szpitala odwieźć starego.
21. — Trzeba nam wywieźć ten gnój do licha,
— Niechaj w szpitalu ten stary zdycha!
Syn pocichu płakał, ojca żałował,
Że zaraz umrze, choć nie chorował.22
22. Był wóz gotowy, na nim poduszka,
Na wóz wsadzili ojca staruszka
I posadzili go przyzwoicie,
Aby nie wiedział, że skończy życie.
Lud T. XXXIII.
4
23. Ledwo synowa za wieś zdążyła,
Zaraz poduszką ojca nakryła,
Siadła na głowie razem z poduszką
I zadusiła ojca staruszka.
24. Ojciec nie żyje, synowa rada
I tak do siebie sama powiada:
— Wrócę do domu, będę płakała,
— Będę przed ludźmi tak udawała.
25. Wraca do domu, ludziom powiada.
Ciało ojcowe w chałupie składa.
Ludzie się schodzą, mówią pacierze,
Synowa stoi, oczami strzyże.
26. I ledwo trumnę na wóz włożyli
Bydło ryknęło i psy zawyli,
Kary koniczek tylko zarżał raz —
W zabudowanie piorun trząsł.
27. Ludzie zlatują, patrzą — dwa dziwy:
Ogień się pali, starzec nieżywy.
Wszystko spłonęło, co tylko było,
Tylko staruszka oswobodziło.
28. Razem konika z wozem karego.
Wieźli na cmentarz ojca starego,
Ze pewno z ludzkiej umarł przyczyny;
Dlaczego cały był taki siny?
29. Wszystko opisać byłoby wiele,
Co ksiądz z ambony mówił w niedzielę:
— Bez Sakramentu ciało chowacie!
— Czy w swej parafji księdza nie macie?
30. — Ja sam świadectwo o tern napiszę,
— O tym staruszku, co ja tu słyszę.
— Jakaś fałszywa ma być tu zdrada,
— Ze bez spowiedzi chowacie dziada.
31. I przyjechali zaraz doktory,
Na jaką słabość ojciec był chory.
Za duszonego starca uznali,
Syna i synowę aresztowali.
32. Oj, pewno im tam dobrze nie było,
Gdy się morderstwo to wyjawiło:
Więzienie wieczne oni dostali.
Żebyście dzieci to pamiętali.
51
20. Służąca,
%
Lat 20, Łódź;
pochodź5 z pod Kielc.
(pieśń dziadowska)
Zaczyna zwrotką, opuszczoną w tekście drukowanym, którym się
posługiwałam:
1. Teraz matka u córki miejsca nie zagrzeje,
Bo się w jej domu złe przekleństwo dzieje.
Dalej identycznie z tekstem drukowanym, pamiętała jednak tylko
urywki — zwrotki: 5, 13, 14, 16, 17, 18, 19.
2. Dziś dzieci rodziców wcale nie szanują,
Bo się swoją pychą strasznie okrywują.
3. Czemu ziemia nie rodzi, przedtem rodziła?
Czy ją zaniedbali, czy się wypleniła?
4. Ani zaniedbali, ni się wypleniła.
Jak jej Bóg nakazał, tak ziemia rodziła.
5. Lecz dawniej lud stary brzydził się grzechami,
A teraz lud młody liczy tysiącam'
6. Tysiącami grzechu ten lud młody liczy.
Ojciec, matka słyszy, zato nie wyćwiczy.
7. Zato nie wyćwiczy, czarta nie odstraszy,
l'en lud młody przez to grzechu żyje łaszy (?)
8. Ach, matko ty, matko, żebyś ty wiedziała:
W piekle będzie zato twa dusza gorzała
9. Ażebyś ty była za złe rózgi siekła,
Możebyś swą duszę wybawiła z piekła.
10. Szła matka do córki, córka się zaparła.
Ażebyś ty była przed rodzeniem zmarła!
11. A jam cię karmiła swojemi piersiami!
A co spojrzę na cię, zaleję się łzami.
12. Ani siostra siostry u siebie nie widzi,
Bo się ta bogata za ubogą wstydzi.
13. Ociec swego syna o kęs chleba prosi,
A tu syn na ojca ciężki kij podnosi.14
14. Poszedł do drugiego — ten go me nocuje,
Poszedł do trzeciego — ten go psami szczuje.
4*
52
15. Poszedł do czwartego — on sobie chleb kraje;
Prosi go o skibę — on ojcu nie daje.
16. Wziął ojca za rękę, prowadzi za wrota.
I padła na syna okropna ślepota.
17. — Ach, ojcze, mój ojcze, daruj moje winy!
— Będę ja cię żywił, dokąd będziesz żywy.
18. — Ach, synu mój, synu, było tego nieraz!
— Zagniewałeś Boga, przepraszaj go teraz.
19. Poszedł do piątego i ukląkł na progu
I przy zawartych drzwiach oddał ducha Bogu.
20. Anieli go wzięli, zanieśli do nieba.
W niebie już mu teraz niczego nie trzeba.
21. Najlepszy Pan Jezus z nieba wysokiego,
Bo on nie opuści nędzarza żadnego.
22. Ale ty, mój synu, nie przyjedziesz na gody:
W piekle będziesz wzdychał o kropelkę wody.
[W wersj'i ustnej' strofka 5-ta brzmiała:
Dawniej starzy ludzie liczyli groszami,
A teraz ci młodzi liczą tysiącami.
a pozatem były tylko zupełnie nieznaczne odchylenia od tekstu druko
wanego.]
21. Służąca
lat 20, Łódź; pochodzi z pod Kielc
/(pieśń dziadowska).
1. Posłuchajcie, proszę was, o straszliwym sądzie,
Jak Pan Bóg złych, dobrych wraz sądzić zasiądzie.
2. Wtedy anioł zatrąbi z nieba wysokiego.
— Stańcie, dusze, a pójdźcie przed Pana Sędziego1.
3. Wtedy każda dusza po swe ciało do grobu idzie.
Oj, jak się ona wtedy pięknie z ciałem witać będzie.
4. A witajże, ty grzeszne ciało,
Jakżeś se zasłużyło, tak będziesz narzekało.
5. Wtenczas pioruny, wiatry, grzmoty okołować będą.
6. Wtenczas czarci porwą duszę do piekła w ten płomień okrutny.
7. Oj, będzie tam wtenczas płacz i narzekanie,
Na matkę i na ojca zębami zgrzytanie.
53
8. Nieszczęśliwa ta matka, która mnie zrodziła,
Nieszczęśliwa ta ziemia, która mnie nosiła.
9. Nieszczęśliwy ten świat, któregom używał,
Teraz będę na wieki w piekle odpoczywał.
22. Kraków — Łódź; służąca-inteligentka — ksią
żeczka z piosenkami.
1. Noc ciemina i zimna, jak tyran ponura,
Noc ciemna i zimna, jak strach,
Lecz jeszcze straszniejszy wygląda z mgły
Więzienny ponury gmach.
2. Dwunasta godzina wybiła na miejskim zegarze,
Więźniowie twardym snem śpią.
A jednak nie wszyscy, bo jeden z nich marzy:
On widzi wolność za mgłą.
3. Choć w jego celi są kraly nie słabe,
A pilnik cienki jak włos
On jednak nie zważa, piłuje nim kratę
I wciąż i wciąż.
4. Nareszcie żelazo odstało,
A potem wolność już bliska, tuż, tuż.
O, nocko kochana, pamiętaj o tern
I w porę oczęta zmruż.
5. Tak upadł na okno z zapartym oddechem.
Nie wiedział biedny, że w grób!
Wtem wystrzał się rozległ i odbił się echem
A na trawnik padł trup.
6. Na odgłos wystrzału więźniowie powstali,
A zdała zaszumiał gaj,
A warta, jak zwykle, wołała z oddali:
Czuwaj, czuwaj.
23. Służąca, lat 20, Łódź; pochodzi z pod Kielc.
1. Pójdę do kościoła, patrzę na ufary!1),
Jak te piękne panny składają ofiary.
2. Idą do kościoła, posiadają w ławce
Jedna drugiej szepce, która którego chce.
3. Nie patrzą na książki, ani na paciorki
Oj, tylko się zmawiają do jednej szynkarki.*)
*) Zapewne zamiast: patrzę ja u fary.
54
4. Idą do szynkarki, wołają gorzałki
Tylko jeden garniec i cztery butelki.
5. Idzie córka do dom, głowa się jej chwieje
— Oj, córuś, moja córuś, co się z tobą dzieje?
6. — Córuś moja, córuś, tyś gorzałkę piła!
— Oj, jak ja mamę kocham, ja w kościele była.
7. Bierze matka chustkę, idzie do szynkarki,
— Oj, czy tu moja córka nie piła gorzałki?
8. — Piły — ci tu, piły, było ich tu cztery,
Wypiły jeden garniec i butelek cztery.
9. Idzie matka do dom, bierze się za kija,
— Oj, jak ja mamę kocham, ja w kościele była.
24. Służąca, lat 20, Łódź; pochodzi z pod Kielc.
1. Byłem w karczmie, byłem czas niemały,
Piłem piwo, paliłem cygara,
Raz-dwa-trzy!
2. Była tam Kaśka i Maryna,
Jedna ze wsi, a druga ze młyna.
3. Chciałem sobie z Kaśką potańcować,
Przyszedł Wojtek, zaczął mi pyskować.
4. Wojtku, Wojtku, proszę nie pyskować,
Ja chcę sobie z Kaśką potańcować.
25. Służąca, lat 20, Łódź
pochodzi z pod Kielc.
1. Jak ojciec trzy córki miał (bis)
Jedną na wojnę wydał (bis).
6. — Ja, tatusiu, ja pójdę
— Ja wojowała będę.
2. — Ty najstarsza, ty pójdziesz,
— Ty wojowała będziesz.
7. Jak jej włosy spuszczali
Wszystkie panny płakali.
3. — Ja, tatusiu, nie pójdę,
— Ja wojować nie będę.
8. Jak jej mundur wkładali
Ojciec, matka płakali.
4. — Bo ja serca miękkiego
— Nie zabiję żadnego.2)
9. Jak na konia wsiadała,
Wkoło rączkę podała.
5. — Ty najmłodsza, ty pójdziesz,
— Ty wojowała będziesz.
10. Jak na wojnę wjechała
Wszystkich Szwabów poprała.
!) Tu zapewne opuszczone o „weśredniej“.
A
55
11. A ludy się dziwuje, (sic!)
Co za husarz wojuje.
12. To nie husarz — husarka,
Mazurowa córeczka.
26. Służąca, lat 20, Łódź;
pochodzi z pod Kielc.
1. Cztery mile za Warszawą
Starsza siostra wyszła zamąż.
6. — Weź-ci, żono, upierz mi ją
•— Na słońcu wysusz mi ją.
2. Zamąż, zamąż, zą mężyka,
Najstarszego rozbójnika.
7. Żona prała i płakała,
Bo tę chustkę uznawała.
3. Nigdy w domu nie nocował,
Cięgiem po lesie polował.
8. — Ta chustka brata mego,
— Wczoraj wiêczôr zabitego!
4. Razu jednego wieczora
Przyjechał bryczką do dwora
9. — Ciemno było, wiater wiewał,
— Jam się brata nie spodziewał.
5. Przywiózł mi- ci białą chustkę,
Całą we krwi uhroczoną.
10. — Ciemno było, deszczyk rosił,
— Ja nie słyszał, jak się prosił.
27. Służąca, lat 25, Łódź.
1. W moim ogródeczku rośnie bez,
A moja Maniusia smutna dziś jest.
2. Zawołałem ją do sieni,
Dałem jej pieniążki z kieszeni.
3. A ona pieniążków nie chciała,
Tylko swego wianka płakała.
28. Służąca, lat 20, Łódź; pochodzi z pod Kielc.
1. Gdzieś był Janeczku, gdzieś był do rana?
U dziewczyny, u jedynej, manno kochana.
2. Bo była sama, przyjść mi kazała
I jeszcze mi na konika rączkę podała.
3. Rączkę podała na konika karego
I buziaka, i buziaka jeszcze do tego.
29.Służąca, lat 20, Łódź; pochodzi z pod Kielc.
Mamusieozka mnie zabiła,
A tatuś mnie zjadł,
A siostrzyczka pochowała
W Tokitowy krzak.30
30. Łódź.
Barbara umarła,
Bartek ją wiózł.
Zawiózł ją na cmentarz:
— Barbara, zleź!
Barbara zlazła,
Do grobu wlazła.
Wsypał jej orzechów
— Barbara, gryź!
31, A. M., robotnica, lat 50; Łódź.
Stach i Ludwika.
1. Wpodal wioski, wpośrodku lasku
W lewo przy starym gościńcu
Uboga, chatka stała na piasku
I kuźnia w nowym dziedzińcu.
2. W mej mieszkał kowal, co dom podkowa! ;
W nim zgniłe belki pod dachem.
Dobrze kuł konie, dobrze polował;
Nazwano go Dobrym Stachem.
S Pewnego razu puścił się w góry.
Strzelec był zwinny i młody.
Napotkał w lesie piękną dziewczynę,
Przybyłą zbierać jagody.
4. Chętnie przez strumyk siebie przesadza;
Chociaż rozsypał maliny
I o dzban jagód strzelbą zawadza,
Lecz już był u nóg dziewczyny.
5. Dziewczę się zlękło, przestało śpiewać,
Wstyd, że się z chłopcem znajduje.
Chciałaby płakać, śmiać się lub gniewać,
Lecz sama nie wie, co czuje.
6. To się rumieni, to znowu blada.
Dość wolną rączką, a drżącą
Ciasny gorsecik niby poprawia
I mówi: — Ach, jak gorąco!
7. Raz Stacho, będąc zanadto śmiały,
Gdy go Ludwika chwaliła.,
Zażądał nadto większej pochwały:
Ludka wdół oczy spuściła.
8. Odtąd już codzień, jak kochankowie,
Cieszą się w swojem obliczu.
To on coś powie, to ona powie
I zawsze skończą na niczem.
9. Jesień nastaje — i znów zmartwienie:
Błoto się robi już z piasku.
Gdzież będziem mieli teraz schronienie?
Pocóż pójdziemy do lasku?
10. — A ty, broń Boże, nie chodź do wioski,
— Boby mnie mama zabiła!
— Widzieć się ze mną tam nikt nie może,
— Zwłaszcza, bym kogoś lubiła.
11. — Mama nie lubi podobnych osób
— I m.nie też strzeże dość ściśle.
— Wartoby jakiś obmyślić sposób,
—■ Poczekaj, ja go obmyślę.
12. Zanadto długo ona myślała,
Zanadto długo on czekał.
Napróżno z domu wyrwać się chciała,
Napróżno chłopiec narzekał.
13. Baz Stacho siedział koło swej sieni.
Płacze i oczy ociera.
A tutaj niedźwiedź kosmatą łapą
Przywrótek jego otwiera.
14. Pędem do kuźni strzelec podskoczył
I tak drzwi od niej odmyka,
Wyjrzał z okna, nabój pierś przeszył,
A wtem krzyknęła Ludwika.
15. Ludwika krzykła, Stach przerażony:
— Co ja, nieszczęsny, zrobiłem!
— Jam jej kochanek, jej narzeczony —
— Swą własną ręką zabiłem!
J6. Ludwika krzykła też: — O rywale! (?)
Trudno jej boleść oznaczyć!
— Chciałam się widzieć z tobą, kochany,
•— Chciałam się z tobą zobaczyć.
17. Ludwika krzykła — już ani słowa;
On płakał, ona płakała.
On przez czas jakiś stał jak niemowa;
Ludwika żyć już przestała..
18. Zaniósł jej ciało w ściany ponure,
Gdzie zmarły ojciec i matka.
Na ziemi posłał niedźwiedzią skórę,
Bo sprzętów nie miała chatka19
19. A na tej skórze ciało położył,
W nogach zapalił dwie świece,
Rączki pobożnie z obrazkiem złożył,
W głowach zapalił gromnicę.
20. Odtąd się Stacho już nie weselił
I pracą przestał się trudzić
Strzelbą morderczą bał się już strzelać
I młotem bał się jej budzić.
21. Zdawało mu się, że zmarła woła:
— Poświęć się Bogu w ofierze!
To też Stach codzień szedł do kościoła
Odmawiać za nią pacierze.
22. Każden wieśniaczek tak dzień przepędza,
A gdy się przyszło spowiadać,
To też Stach zwolna poszedł do księdza,
By swoje grzechy wygadać.
23. To też powiedział, co się zdarzyło,
Cożeście o tern słyszeli
I to powiedział, co mu się śniło,
Co mu się śniło tak dalej.
24. Raz Stacho zwolna szedł do kościoła,
Aby odmawiać pacierze;
Zasnął snem wiecznym, kiedy dokończał
Ojcze Nasz, Zdrowaś i Wierzę.
25. Któż się dziś może tak kochać stale,
Jak się kochali Stach i Ludwika?
Przechodniu, westchnij, wybacz im, Boże,
Bo godni sławy pomnika.
32. A. M., robotnica,
lat
50; Łód
Edwin i Wanda.
1. Pośród drzew gęstych w altanie
Swej kochanki ściska dłoń;
Rycerz na krwawe powstanie
Wkrótce ma podnieść swą broń.
2. Wieczór, w ogrodzie milczenie,
Lubą wonią pachnie kwiat
I słowików słodkie pienie
Umila kochankom świat.
3- — Ach, nie dla mnie śpiew słowika
— Ani zapach bzu i róż,
— Bo w mem sercu coś przenika,
— Ze się nie zobaczym już
4. Trudno ukryć żal dziewczynie
Błyska łza w źrenicy jej.
— Kiedy wrócisz, mój Edwinie?
— Wróć prędko do Wandy swej!
5. Edwin rzekł: — Miesiące miną,
— Wtenczas, luba, ujrzysz mnie.
Nim się róże, bzy rozwiną,
To już, Wando, ujrzysz mnie.
6. Ostatni raz już uścisnął
Swej kochanki białą dłoń,
Potem zbrojną szablą błysnął
I już tętni pod nim koń.
7. Przy księżyca świetle leci,
Gdzie krzyżowe wojny są.
— Ile razy księżyc świeci,
— Zawsze wspomnię Wandę swą.
8. Minął roczek pożądany
I zakwitły róże, bzy;
Edwin wraca do altany
Gdzie płynęły lube łzy.
9. Lecz niestety, tam, gdzie róże
Widzi grób pod krzakiem bzu
I litery na marmurze —
Otóż Wanda leży tu.
10. — Więc umarła! — rzekł boleśnie
— Już jej nie zobaczę, nie!
— Powróciłem niedość wcześnie,
— Ale, Wando, znajdę oię!
11. Zaraz z siebie zbroję rzuca
I w klasztorze składa ślub
Wkrótce jemu na cmentarzu
Kilka mnichów kopie grób.
33. A. M., robotnica, lat 50; Łód
1. Z ponurem czołem i oka bystrego
Szedł zbójca wieczorną porą,
Z buławą w ręce, wzrostu olbrzymiego
Stanął pod wielką sokolą 3).
2. Stanął i czeka na swych towarzyszy,
Którzy w to miejsce przyjść mieli.
A wtem nieopodal jakiś szelest słyszy
I widzi, że się coś bieli.
') Zapewne: sokorą.
3. Stanął i myśli: — Cóżby to znaczyło?
Kobieca postać w tej porze!
Wzrok się zaiskrzył, czoło się zmarszczyło —
Wtem słyszy głos: — Ratuj mnie. Boże!
4. — Ratuj mnie, Boże, albo skróć życia mego
— Bo już mi ten świat niemiły!
— Wyszłam od dawcy życia mojego —
Złe mnie zamiary zmusiły.
5. — Wyszłam od dawcy życia mojego
— Teraz się błąkam po lesie!
— Nie mam nikogo, ktoby mnie dziś przyjął;
Któż mi tu pomoc przynięsie?
6. — Wyszłam od dawcy, gorzkie łzy leję
— Z dziecięciem, którem powiła;
— Tutaj ostatnią straciłam nadzieję,
Tu śmierci godzina wybiła.
7. — Kochanku, jeżeli żyjesz
— Ja ci przebaczam, daruję,
— Bo błędy nasze łzy moje obmyły,
—• Do ciebie żalu nie czuję.
8. Gdy to wyrzekła, padła zemdlona;
Jeszcze raz ciężko westchnęła
I, przytuliwszy dziecię do łona,
Oczy na wieki zamknęła.
9. Zbójca, ujrzawszy swoją kochankę,
Widzi usta martwe, jeszcze drgające
Ujrzał w nieładzie rozpuszczone włosy
Dziecię, martwą pierś siejące.
10. Wziął zbójca dziecię do swojej groty
Które w boleściach jęczało.
Nie miał 'kto karmić niewinnej sieroty —
Blaskiem jutrzenki skonało
11. Zbójca pod lipą grób zrobił
I tam pochował dwa ciała;
Drewnianym krzyżem grób ten przyozdobił,
A ziemia kwiaty wydała.
34.
A.. M., robotnica, lat 50,
1. Zaszło słonko, a w kaplicy
Błękit świateł aż się roi;
A w kaplicy katafalek,
Na nim jasna trumna stoi.
Łódź.
61
2. A w tej trumnie na atłasie
Leży cud — dziewczę złożone.
Ma blond włosy rozczesane,
Długie włosy pospuszczane.
3. Wiatr powiewa koronkami,
L jej sukni falbanami.
Zaigrał włos u jej czoła,
Gdyż to była noc majowa.
4. Przyszedł młodzian do kaplicy,
Ściska białą dłoń dziewicy.
Oparł głowę o kataiel,
A tłum ludzi na ulicy.
5. Już się krewni pozjeżdżali,
Od powozów aż się roi.
Zaszło słonko, a w kaplicy
Już katafel próżny stoi.
6. Już ją do grobu wpuszczają
A młodzian stoi i płacze.
— Żegnam cię, o drogie dziewczę!
— Już cię więcej nie zobaczę!
A. M.,
robotnica, lat 50;
Łódź.
S. K.,
woźna, lat 30;
Piosenkę tę śpiewali powszechnie żołnierze w r 1921 i następnych.
1. Żalem stroskany, upadkiem ojczyzny
Cierpi ból serce, a na ciele blizny —
Wyszedłem sobie raz według zwyczaju
Późną godziną wśród miesiąca maju.
2. Wtem dał się słyszeć głos jakiś z pod ziemi:
— Co ty porabiasz między umarłemi?
— Co ty porabiasz, albo się przechadzasz,
— A nam wiecznego spoczynku nie dawasz?
3. — Oddal się z tych stron, jeśliś cudzoziemiec!
— Powiedz, co jesteś — czy Polak czy Niemiec?
— Bo tu są groby rycerzy Polaków
— Nikt tu przejść nie może wśród naszych rodaków.
4. Westchnąłem sobie, gdy odchodzić miałem;
Że Polak jestem, śmiało zawołałem!
Wtem wstrząsnął się grób, już mechem porosły,
Aż się u trumny zapory podniosły.
62
5. Wstał rycerz w zbroi, pokryty ranami.
— Wyznaj, co jesteś! Błagam cię ze łzami!
Że Polak jestem, śmiało zawołałem
I zaraz jemu prawicę podałem.
6. — Zostań, bracie, zostań! — duchy wykrzyknęli —
— Niech się o naszej ojczyźnie dowiemy.
—■ Powiedz, bracie, powiedz, co się z Polską dzieje?
— Czy już jest wolną, czy jeszcze poddaną?
7. —■ Bo w czasie, gdyśmy tu do grobu legli
— To jeszcze była Polska ukochana.
— Niedaleko Warszawy w bok kulą dostałem;
— Tu się przywlokłem, życia dokonałem.
8. Wolę ja tu leżeć z rodakami swemi
Niźli mam patrzeć na wzgardę na ziemi.
Żegnani cię, bracie, kolego ojczyzny,
Już powracać muszę do grobu zgnilizny.
Zamiast strofek: 5-tej i 6-tej słyszałam następujący warjant:
Wychodzi rycerz, pokryty ranami
— Wróć się, ach, wróć się! — zawoła ze łzami.
— Powiedz, co słychać z Polską ukochaną?
— Czy jeszcze wolną czy już jest oddaną?
(albo naodwrót: czy już jest wolną, czy jeszcze oddaną). Oddaną —
lub — poddaną.
W strofce 7-mej, wiersz 3-ci:
Ja pod Królewcem strzał w nogę dostałem.
Piosenka ta posiada jeszcze inne warjanty, których w tej chwili nie
pamiętam (np. wiersz 1-szy i 2-gi strofki 7-mej).
36. A. M., robotnica, lat 50; Łódź.
1. Tam w polu, pod szumiącym borem
Wytryska zimnej wody zdrój.
Pod cienistym, zielonym jaworem
Na trawie siedzi luby mój.
2. I w ręku trzyma kwiatek polny
Jakgdyby czysty, letni wdzięk;
Piosnkę nuci głos jego spokojny,
Umila dla kochanki swej.
3. Ale moja mama twarda jak opoka
Nie puszcza mnie1 na żaden krok,
63
Nie spuszcza mnie ze swego oka,
Tembardziej, gdy zapadnie zmrok.
4. Ach, żebym ja orła skrzydła miała,
Albo też sarny leśnej skok,
Żebym prędzej lubego ujrzała,
Nim zapadnie w tej dolinie zmrok!
5. A więc pójdę, niech mu się nie nudzi,
Niech on tam nie utęsknia sam!
Niechaj jego mój przychód obudzi
I mile zejdzie wieczór nam!
6. Ach, mój luby, ty się kochasz we mnie,
Lecz ja się muszę mamy bać!
Nie oczekuj dłużej nadaremnie,
Weź swą lutnię i udaj się spać!
W. O., służąca,
lat 30, Łódź;
Radomska.
1. Dziewczę drogie, w późnej dobie
Idź spać, idź spać, czas już tobie,
Idź spać, idź spać, dziewczę drogie!
Wszak to już jest po północy.
2. A ja jeszcze spać nie pójdę,
Na lubego czekać będę.
Nim ranna zorza wzejdzie,
To mój luby do mnie przyjdzie.
3. Idź spać, idź spać, dziewczę drogie!
Może on cię tylko zwodzi!
Ty na niego oczekujesz,
A on pewno z inną chodzi.
4. I tak dalej postępuje,
Krzyże na cmentarzu błyszczą;
1 tak dalej postępuje —
Strach go zdejmą, trupa czuje.
5. — Czy pamiętasz grób Heleny,
— Coś ją za żywota zwodził?
— Nie pamiętasz, mój jedyny,
— Coś trzy lata do mnie chodził?
6. — Mam ja domek, mam ja jasny,
— Choć nieduży, ale własny.
— Drzewa, kwiatów jest wokoło,
— Komu smutno — mnie wesoło.
pochodzi z pod
64
7. Kochankowie, przykład bierzcie,
Macie kochać, kochać wiecznie.
Kochankowie, przykład bierzcie,
Bo kochanie niebezpieczne.
PIEŚNI I WIERSZE POLSKICH ROBOTNIKÓW
ROLNYCH W NIEMCZECH
«{CHANTS ET POÉSIES D’OUVRIERS AGRICOLES POLONAIS EN ALLEMAGNE
Dla etnografa posiadają wartość nietylko pieśni wiejskie, ale także
miejskie pieśni robotnicze, szczególnie gdy wiążą się z grupą pra
cowników mało wykształconych. Wtedy bowiem zawsze zawierają one
w sobie wiele elementu wiejskiego, przetworzonego zależnie od nowego
środowiska, w którem trwają. Tego rodzaju materjałów drukowanych
nie mamy wiele, jakkolwiek i pod względem socjologicznym są one
bardzo ciekawe. Towarzystwo ludoznawcze otrzymało w roku 1932 dzie
sięć takich pieśni z konsulatu Rzeczypospolitej Polskiej w Szczecinie za
pośrednictwem Minist. W. R. i O. P. Teksty zapisał p. Kazimierz Wrób
lewski w czasie reemigracji polskich robotników sezonowych z Niemiec
w r. 1931. Pieśni te śpiewali chórem robotnicy i robotnice podczas podróży
zbiorowemi pociągami. Śpiewający, wszyscy z pow. Końskie, nie mogli
podać bliższych danych o powstaniu pieśni twierdząc, że były one prze-1
jęte od innych znajomych robotników i śpiewane przeważnie podczas
pracy. Pieśni śpiewano na nutę rozmaitych melodyj ludowych znanych
w tej okolicy, z której robotnicy' pochodzili. Śpiewki te oraz inne po
dobne były'w roku 1931 oardzo popularne i na terenie Pomeranji znała
je większość robotnic polskich. Miała ta poezja ludowa wielkie powo
dzenie, ponieważ w sposób bardzo prosty' i bliski ogólnym uczuciom
odtwarzała dolę polskiego robotnika. O tern najlepiej mogą powiedzieć1
same teksty, które podajemy dosłownie bez żadnych zmian lub ooprawek.
1. Boże ach mój Boże.
Boże ach mój Boże, Boże mój jedyny
Wyprowadź nas Boże, Z tutejszej krainy.
Zaprowadź nas Boże, Na te nasze pole
Tam się rozweseli, Smutne serce moje.
Mama wyglądała, Córeczkę ujrzała
Z takim wdzięcznym głosem, Do niej zawołała.
Witaj córko moja, Witaj dziecko moje
Cóżeś nacierpiała, Przez to lato całe.
Cierpiałam, cierpiałam, Jak rybka bez wody
Wszelkim utrapieniu, Wszelkiej niewygody
Wszelkim utrapieniu, Wszelkiej niewygody
Jak mi się pić chciało, Nie dali mi wody.
Wody pić nie dali, Mało jeść dawali
Takie ciężkie tragi, Nosić nam kazali.
Dali nam tam chleba ndeupieczonego,
1 jeszcze do tego nieosolonego.
Dali nam tam kawy . nieugotowanej,
Jeszcze do tego koksem zasypanej.
Dali nam tam widły, Z dużemi sztylami
Jeszcze postawili, Włodarza nad nami.
Żeby my wiedzieli, Jak do Boga wołać
To by my kazali, Włodarzowi orać.
Włodarzowi orać, Gdzie najcięższa rola
\ panem bronować, Gdzie się perz wywala.
Ty łysy włodarzu, Co my ci zrobimy
Weźmiemy za łeb, U krza uwiążemy.
Będą się przejeżdżać, Krakowiacy insi
Będą się pytali, Za co włodarz wisi.
Wisi on tam wisi, Za niewielkie winy
Bo nas niechoiał puszczać, Na naszą godzinę.
Powiedzieli ludzie, Że jest w Prusach dobrze
A w Prusach trzeba robić, Aż się skóra odrze.
Jak się jedna odrze, To się druga rodzi
Tym przeklętym Niemcom, Nigdy nie dogodzi.
2. A kto chce rozkoszy użyć.
Kto chce rozkoszy użyć
Niechaj idzie do Prus służyć
W Prusach rozkoszy użyje,
Czarnej kawy się napije
I zje chleba niesionego
I tyle użyje dobrego.
Kędy zegar piętą bije
To Verwalter we drzwi bije,
Wslajfa dziewuchy do roboty
Bo zapiały już koguty
Bierzta haki na ramiona
Nie zostajta żadna doma
Bo jak w domach zostanieta
To mało pieniędzy weźmieta
A wy chłopcy dłużej śpicie
I tak więcej zarobicie.
3. Ach Boże mój Boże, Daj najprędzej wieczór.
Ach Boże mój Boże, Daj najprędzej wieczór,
Bo nam się tak przykrzy, Jak tern małem dzieciom.
Lud T. XXXIII
66
Bo te małe dzieci, Po drodze latają
A nam już od roboty, Ręce ustawają.
Powiedzieli ludzie, że w Niemcach jest dobrze
A w Niemcach trzeba robić, aż się skóra podrze.
Choć się jedna podrze, to się druga rodzi
A tym przeklętym Niemcom nigdy nie dogodzi,
Jak przyjdzie jesienią, ręce się pękają
Jak przyjdą buraki, krwią się zalewają,
Jedna ręce myje, druga smołą kapie,
A ta trzecia na prycy na swe ręce płacze.
4. Powiadają ludzie...
Powiadają ludzie, że to w Niemczech dobrze,
w Niemczech trzeba robić, aż się skóra podrze,
aż się skóra podrze, ubranie popęka,
a kto w Niemczech robi, Niemcy popamięta.
Dali nam tak kawy w kotle gotowanej,
a jeszcze do tego nieocukrowanej,
dali nam chleba drogo zapłacony,
jeszcze do tego nie jest posolony.
Dali nam kartofli po polu zbierane,
i jeszcze do tego są porachowane,
wydali nam haki z długiemi sztylami
i jeszcze postawili włodarza nad nami.
My się włodarza wcale nie boimy,
co pohakamy, to sobie postoimy,
a włodarz nam mówi, dalej panny dalej,
bo jedzie inspektor, kijem was wywali,
a żebymy mogli włodarzami orać,
gdzie najcięższa rola,
gdzie się perz wywala.
Włodarzami orać, inspektorem włóczyć,
wiedzieliby oni, jak nas mają uczyć.
Dajże nam Boże z tych Niemiec ucieknąć,
choćbym w Polsce mieli zginąć.
5. Panie inspektorze, obrachunek zróbcie
Panie inspektorze, obrachunek zróbcie,
bo ja już wyjeżdżam w drogę,
wydajcie mi te moje papiery,
bo ja rajzować będę.
Moja walizka jest uszykowana,
stoi w śtubie na stole,
wynieś że ją moja najmilejsza,
oj wynieś mi ją na pole,
a na tern polu stoi koń siodłany,
a na konin złoty pas.
Jak ja będę z Małtzina1) wyjeżdżał,
ach będzie za mną duży płacz,
będą mnie płakały Maltzińskie panienki,
co ja żem z niemi nieraz tańcował,
a najbardziej moja najmilsza,
cóżem pierwszą nockę spał.
Jedna mi mówi szczęśliwej podróży,
druga mi mówi jedź z Bogiem,
a ta trzecia wróć się skurczysynie,
twoja pociecha leży na pierzynie,
ach cóż ja pocznę nieszczęsna!
6. Pojedziemy do dom...
Pojedziemy do dam,
a już ci tam moja mama na banę wyjdą,
na banę wyjdą, będą czekali,
jak te spracowane córki będą jechały,
będą jechały, będą wysiadać,
niejedna matka z córką będzie się witać,
będzie się witać, za szyję chwytać,
opowiedz mi moja córuś, co w Niemcach słychać.
Mamusiu moja, mówić nie mogę,
bo żeśmy tam przejechali przez dużą wodę,2)
bałwany biły, żołnierz kierował,
a ten miłosierny Pan Bóg z nieba ratował,
córuniu moja, moja kochana,
opowiedz mi córuś moja, jakie wyspanie,
żelazne prycze, stargane deki,
a pod głowę trza podłożyć swoje chaderki.
Córuniu moja, moja kochana,
opowiedz mi córuś moja, jakie opranie,
we dnie trza robić, w nocy opierać,
jeszcze trzeba po cichutku drzwiami zawierać.
7. W tych Monicach mamy śpią...
W tych Monicach 3) mamy śpią,
bo się światła nie świecą,
aby jedna nie spała,
co na córkę czekała.
x) Małtzin na Rugji.
2) Robotnicy przejeżdżają na wyspę Rugję statkiem — promem.
3) Monice, pow. Sieradz.
68
Córka przyszła, mama śpi,
moja mamo otwórz mi,
mama wstała, roztwarła,
córka do nóg upadła,
cóżeście tam jadali,
rzadkie kartofle rok cały,
cożeście tam pijali,
szarą kawę rok cały,
po ile wam płacili,
markę na dzień dawali.
8. Ach mój Boże gody idą...
Ach mój Boże gody idą,
radują się dzieuchy do dom,
ino ja się nie raduję,
jeszcze dalej powędruję,
ze służbicki na służbickę,
bo już nie mam mamulicki,
mamulieka w grobie leżą,
tatuliczka dzisiaj wieżą.
Tatuliczku moi mili,
komuścież mnie zostawili,
Panu Bogu moje dziecię,
dobrym ludziom na uciechę,
Frasują się ludzie o mnie,
że nie mają miejsca dla mnie,
nie frasujcie się ludkowie,
moje miejsce na cmentarzu.
Cmentarz, cmentarz, cmentarzeczku,
będę leżeć, jak w łóżeczku,
organy mi będą grały,
oczka moje będą spały.
Choćby przyszło na sto ludzi,
już mnie żaden nie obudzi.
Pochowajcie przy krzyżyku,
przy tym moim tatuliku.
Pochowajcie koło ścieżki,
gdzie chodziły moje nóżki.
Pochowajcie przy kaplicy,
będą płakać zalotnicy.
Choćby przyszło sto tysięcy,
już mnie- żaden nie odwdzięczy.
9. Sprzedam ja te konie...
Sprzedam ja te konie, te moje koniki,
i ja pojadę aż do Ameryki.
Sprzedam ja te konie i te nowe sanie,
ciężkie to mnie będzie z żoną rozesłanie.
Z żoną rozestanie i z dziećmi małemi,
zapłaczę se nieraz łzami rzewnemi.
Jadę sobie jadę, okręt się kołysze,
wy o mnie płaczecie, a ja nic nie słyszę.
Jak ja ci wyjechał na to cziarne morze,
nic więcej nie widzę, tyłko niebo, wodę.
A jak ja zajechał do tej Ameryki,
to ja dostałem roboty w żelaznej fabryki.
10. Jak będziemy jechać od Oleszna...
Jak będziemy jechać od Oleszna,
tam nas przywitają brat i siostra,
mama, tata, jak się dzieci macie,
z tego świata.
69
Jakby my się mieli, kochany tato,
tam trzeba pracować całe lato,
Robić często, szparać gęsto,
ażeby dla was uszparać też co.
*
*
*
Prócz tycłi pieśni Towarzystwo ludoznawcze otrzymało w roku 1932
także za pośrednictwem Ministerstwa W. R. i O. P. z poselstwa polskiego
w Berlinie zbiór wierszy i pieśni ułożonych przez poszczególnych ro
botników rolnych, przebywających stale lub czasowo na pracach rol
nych w Niemczech. Utwory te o znamionach niekiedy wybitnie ludowych
były drukowane w „Dzienniku Berlińskim“ w latach 1929 i 1930. Poezje
mają różne cechy charakterystyczne dla naszych chłopów-poetów. Jedne
są proste i szczere, inne więcej pretensjonalne, a nawet o wątpliwej lu
dowości. Zwłaszcza dziewczęta piszą na nutę bardziej ludową. Wiersze
te w czasopiśmie berlińskiem uległyby zapomnieniu, więc korzystając ze
zbiorku p. Radcy I. Ziętkiewicza drukujemy je w całości, gdyż nawią
zują się czasem wyraźnie do pieśni ludowych polskich robotników rol
nych w Niemczech.
W więzieniu.
Czemu płaczesz więźniu młody?
Czemu smutna twoja twarz?
Czy o lubej ciągle marzysz,
Czy ją zawsze w sercu masz?
Czy o lubej ciągle marzysz,
Czy ją zawsze w sercu masz?
W cztery ściany mnie wsadzili,
Więźnia samotnego
U sufitu okieneczko
Z szkła opalowego.
U sufitu okieneczko
Z szkła opalowego.
Ja o lubej ciągle marzę,
Bo ja z lubą pragnę być,
Lecz „kanarki“ 4) mi nie dają:
Na wolności z lubą żyć.
Lecz „kanarki“ mi nie dają
Na wolności z lubą żyć.
W korytarzu wisi zegar
I wybija ósmą,
Wziąłem z sobą trochę wody
Obmyć twarz mą smutną.
Wziąłem z sobą trochę wody
Obmyć twarz mą smutną.
Kiedy miałem lat szesnaście,
To mi kwitły róże, bzy,
Teraz mam łat osiemnaście,
I wylewam gorzkie łzy.
Teraz mam lat osiemnaście,
I wylewam gorzkie łzy.
Upadła mi kropla wody
Na białą podłogę,
Chcąc klucznika nie obrazić
Wycieram, jak mogę.
Chcąc klucznika nie obrazić
Wycieram, jak mogę.
Wczoraj byłem na wolności,
Oddawałem się marzeniu,
Dzisiaj jestem zasmucony —
Osadzili mnie w więzieniu.
Dzisiaj jestem zasmucony —
Osadzili mnie w więzieniu.
Ja się biedzę a tymczasem
Do sądu wołają,
Sędzia czyta: lat dwadzieścia
Więzienia mi dają.
Sędzia czyta: lat dwadzieścia
Więzienia mi dają.
Uwaga Redakcji: Powyższy wiersz został nam nadesłany
przez polską robotnicę rolną Helenę Hermanowską.
________
„Dziennik Berliński“. Nr. 185 z dn. W/VIII, 1929.
4) „Kanarki“ — od żółtych wyłogów, żandarmerja legjonowa.
70
Boże, co rządzisz i niebem i ziemią,
A naród polski otaczasz opieką,
Spraw, niech się czasy emigracji zmienią,
By każdy polak żył pod własną strzechą,
Nie potrzebował tułać się po świecie,
Dla chleba, co mu wróg jak z łaski daje
I nim pomiata jakby on był śmiecie.
Boże ten chleb nam już się kością staje.
My tu swe siły marnuj em dla wroga,
Jego budujem i jego wzmacniamy,
A kiedy Polska, ta Ojczyzna droga
Będzie w potrzebie, to cóż my jej damy?
Staniem bezsilni u Ojczyzny granic,
Sterani pracą na obcej nam roli,
Wszystkie wysiłki nasze będą na nic,
Bośmy tułacze! To nas bardzo boli
Stanisław Piotrowski, robotnik rolny.
„Dziennik Berliński“. Nr. 233 z d.6/X, 1929.
Czy jechać do Prus ?
Dadzą mi tu pieniądz
Jakby z łaski dary,
Ale prawie za nic
Nakładają kary.
Tak mi wciąż mówili,
Żeby do Prus jechać,
Ja się też nie mogłam
Tej wiosny doczekać.
Bo mi tak mówili,
Że w Prusach jest dobrze,
A ja muszę robić,
Aż się skóra z rąk drze.
Dadzą mi deputat
Grochu okrągłego —
Ma być wszystek dobry
Jest pół zepsutego!
Ach! Boże, mój Boże,
Boże mój jedyny,
Wyprowadź utnie Boże
Z tej pruskiej krainy.
Jak się jedna zedrze,
To druga nastaje,
A tak ciężka praca
Nigdy nie ustaje.
Jak się druga zedrze,
To trzecia nadchodzi,
I tak tej niemczyźnie
Nigdy nie dogodzi.
Daj mi wrócić Boże
Na to polskie pole,
Tam się rozweselę,
Tam pracować wolę.
Mctrjanna Miśkiewicz, robotnica rolna.
„Dziennik Berliński“. Nr. 239, z d. 13/X, 1929.
Na grobie Matki.
Tam na cmentarzu przy grobienniiku
Klęczy sierota przy czarnym pomniku,
Klęczy, rozmyśla, i tak rzewnie płacze:
Ach! droga Mamo, już Cię nie zobaczę'
71
Czemuż, ach! czemuż moja Mamo droga,
Czemuż tak prędko odeszłaś do Boga,
Mnie zostawiając na tym .nędznym świecie,
Żebym uwiędła jak jesienne kwiecie?
Smutne me serce pyta się co rana:
Gdzieżeś, ach! gdzieżeś Matko ma kochana,
Lecz Ty, której obce już ziemskie kłopoty,
Nie słyszysz, Mamo, głosu Swej sieroty.
Bądź powstań z grobu, Mamo moja droga,
O co szlę modły codziennie do Boga,
Bądź weź mnie co rychlej, sierotę, do Siebie,
Bo ja nie mogę wyżyć już bez Ciebie.
Usłysz jak tutaj Twa sierota szlocha.
Ach! Mamo-Tato już mnie nic nie kocha,
Bo on już znalazł sobie żonę inną,
A mnie chce wygnać sierotę niewinną.
Więc dokąd się zwrócić, w jaką mam iść stronę?
Czem mam pocieszyć serce zaśmucome?
Nikt się już chyba nie zatroszczy o mnie.
Bo Ty już więcej nie powrócisz do mnie.
Moja najdroższa Ty Matuś jedyna,
Proś że więc w niebie Najwyższego Syna,
Żebym ja mogła już odejść do Ciebie,
I razem z Tobą zamieszkać w niebie.
Słonko się skryło poza ciemną chmurę,
Sierota spłakane oczka wzniosła w górę,
Z ciężkiemi myślami z nad grobu powstała,
Na całem ciele od smutku zadrżała.
S. K., robotnica rolna.
„Dziennik Berliński“, Nr. 247 z d. 23/X, 1929.
Do ojczystych pól!
Bezlitośnie los mną miota,
W głębiach serca ból...
Niewymowna wciąż tęsknota
Biegnie jakby strzała złota
Do ojczystych pól.
Pomknę kiedy z blaskiem zorzy
Na ojczysty łan,
Legnę jak pies na obroży
Wiecznie, wiernie u podnóży.
Mych ojczystych bram.
Rwie się dusza, rwie się serce,
Z gehenny swych mąk —
Na ojczystych łąk kobierce,
Bo w obczyźnie, w poniewierce
Spowił ból mnie w krąg.
Tam, na mroczne życia fale,
Tęsknotę i ból,
Tak cichutko się użalę
Do ojczystych pól.
Ludwik Surma, robotnik rolny.
„Dziennik Berliński“, Nr. 247 z d. 23/X, 1929.
72
Gdy dzwonu jęk...
Gdy już żałosny dzwonu jęk,
Kres cierpień mych obwieści,
Życiowych walk zaniknie lęk,
Śmierć do snu mię upieści —
Liść kiru zaszeleści!
Gdy pęknie puhar gorzkich złud,
Wśród wirów ziemskich głuszy,
Gdy już pożegnam życia trud,
Gdy całun śmierci łzy osuszy,
Ból żaden mnie nie wzruszy!
Lecz póki tętno życia bije
Aż do tchnień już ostatnich,
Niech duch mój wspólnie wije
Nić bólów, cierpień bratnich,
Do kresu łez ostatnich.
Ludwik Surma, robotnik rolny w Niemczech.
„Dziennik Berliński“, Nr. 253 z d. 30/X, 1929.
WsDomnienia.
Gdy mi było lat szesnaście
Wtedy mamcia rzekła mi,
Ach! córuchno złota, miła,
Taką radę daję ci.
Pomna na twe młode tata
Nie pozwalaj się uwodzić,
Bo najładniej jeszcze tobie
We wianeczku chodzić.
Mamciu droga, nie bądź sroga,
P-omnij na Twój róży kwiat,
Gdyś klęczała u ołtarza,
Licząc mniej czternastu lat.
Mama mówi, żem dziecinna,
Że to tylko serca szał,
Ach! mój Boże cóż ja winna,
Żeś mi takie serce dał.
Władysław Wszask, 20-letni robotnik rolny.
Uwaga: Wiersz ten został skomponowany do melodji bardzo po
pularnej między polskimi robotnikami, jakoteż przez Niemców w Saksonji
łubianej. Autor wiersza przysłał nam również i nuty tej melodji, ale z po*
wodu trudności technicznych pomieścić jej nie możemy.
„Dziennik Berliński“, Nr. 253 z d. 30/X, 1929.
W noc wyiskrzoną.
W noc, gdy szaleją zamieć i słota,
Gdy spływa deszczu kaskada,
Jakaś tęsknica duszą mą miota,
Ból sercem włada
W noc wyiskrzoną, chłodną, gwiaździstą,
Gdy księżyc srebrem migoce,
Słyszę w przestworzu melodję czystą,
Niosącą skargi sieroce.
W noc wyiskrzoną, kiedy drzew sploty,
Otulą śnieżne okiście,
Widzę ja drżące wargi sieroty,
I łzy jak płyną rzęsiście.
73
Kiedy się wicher nocą rozhula,
I śnieżne płatki rozproszy,
Wnet mię melodja dziwna rozczula,
Coś mi łka w duszy.
Ludwik Suinta, robotnik rolny w Niemczech.
„Dziennik Berliński“, Nr. 259 z d. 7/XI, 1929.
Ty, któraś w blaskach...
Ty, któraś w blaskach mieczy powstała,
Wśród krwi bijącej z dziatek Twych łona,
A dziś tak piękna, potężna, wspaniała,
Własnym sztandarem sławy olśniona —
Ojczyzno moja!
Nie zegniesz nigdy dumnego czoła,
Przed siłą wrażą po czasy wieczne,
Bo na zew gromki, gdy Polsko zawołasz,
Staną przy Tobie Twe hufce waleczne,
Zbrojne w sławy miecze obosieczne!
Ty silnie wsparta o ramię Twych dzieci,
Bądź ufna w wielkość własnych sił i męstwo,
Bądź pamiętna hasła z minionych stuleci:
Dokazanie czynów przez śmierć lub zwycięstwo,
To dzieci Twych męstwo!
Zaprzysięglim raczej ujrzeć śmierci mary,
Bodaj w krwi brodzić u Twojego proga,
Niż hańbą zbrukać Twe święte sztandary,
Niech Cię nie dławi o to żadna trwoga.
Ojczyzno ma droga!
Ludwik Surma, robotnik rolny w Niemczech.
„Dziennik Berliński“, Nr. 273 z d. 24/XI, 1929.
Tęsknota za Ojczyzną.
Czemuż tak tęsknię za Tobą, Ojczyzno?
Czemuż nie mogę ja w Tobie żyć?
Czemuż ja tęsknię za Tobą z daleka?
Czemuż ,nie mogę dla Ciebie żyć?
Odpowiem ja ci na twe pytanie:
Mój przyjacielu przyjdź do mnie, przyjdź,
Długo musiałam w niewoli jęczeć,
becz teraz wolna już mogę żyć.
Długo car ruski mnie chłostał knutem,
I niemiec także pomagał mnie bić,
Austrjak się również znęcał nademną,
W takiej niedoli musiałam żyć!
74
Więc musiałyście także, me dziatki,
Tułać się, marnieć po świecie
Dla Chleba, boć każdy musi jakoś żyć,
Tej prawdy mi nie zaprzeczycie.
Lecz spadły kajdany z mych rąk,
Więc cierpliwości trzeba trochę mieć.
Bo trudny początek, każdy o tem wie,
By dać polakom możność w Polce żyć,
Lecz dalej, a dalej przyszłość się polepszy,
Dając możność polakom w swej Ojczyźnie być!
Ksawera Kliber, Polska robotnica rolna w Niemczech.
„Dziennik Berliński“, Nr. 285 z d. 8/XII, 1929.
.
Jak pracuje Konsul Polski w Kolonji?
I w Kolonji Konsul Polski
Ma swe małe, wielkie troski.
Są tam jednak chłopi tacy,
Którzy chętnie lgną do pracy.
Nie szczędzą mozołu, ni trudu,
W interesie działają ludu.
Serca dobre i sumienie mają,
Sprawy szybko przeto załatwiają.
Woźny każdego notuje
I referentów wskazuje,
By po ciężkiej pracy
Nie trudzili się rodacy.
Lud serdecznie też dziękuje,
Boć opiekę tam znajduje.
Jan Borobotnik rolny.
Od jednego z naszych czytelników otrzymaliśmy powyżej podany
wiersz, który chętnie wydrukowaliśmy. Jest on bowiem dowodem tego,
że wychodźtwo polskie należycie docenia pracę polskich Konsulatów.
„Dziennik Berliński“, Nr. 27, z d. 2/II, 1930.
Żałosne lamenty.
O! jak smutna wiosna również i w tym roku,
Bo niejednej matce łza zabłyśnie w oku,
Gdyż te matki nasze w Polsce pozostają,
A córki swoje znowu niemcom posyłają.
Lecz posiew radości w sercach matek wzejdzie,
Gdy z końcem jesieni znów grudzień nadejdzie;
Wtedy dobre matki wspomną sobie o nas,
I przyszłą fureczki na granicę po nas.
A na miły widok dobrego konika
Do domu jadącym serca radość przenika
75
„Otwórzcie matki bramy!“ wołamy wesoło,
„Bo stęsknionych córek wraca do was koło“.
Matki bramy otworzą, córki powitają:
„Witajcie córeczki z niemieckiego kraju“.
„Czegoście doznały przez to lato całe?
Pewnieście odniosły zyski doskonałe“.
„Ach! żyłyśmy naprawdę, jak ryby bez wody,
„Zaznałyśmy biedy, nędzy, wszelkiej niewygody;
„Pieniądze, paszporty, wszystko zabierajcie“.
„Jeno nas do Prus już nie wysyłajcie!“
Marjccnna Miskiewicz, robotnica rolna.
„Dziennik Berliński“. Nr. 92 z d. 20/IV, 1930.
Pieśń tułacza polskiego.
Jak mi tęskno do mej ziemi!
Jabym wrócił do niej wraz
Między ludźmi tu obcymi
Tułam się tak długi czas.
Nie znam ja pieszczoty matki,
Ni uścisku lubej mej;
Uśmiech dla mnie tu jest rzadki,
Nic nie słodzi doli mej.
Boże Wielki, coś na niebie,
Ty cierpienia moje skróć.
Daj przebłagać raz już siebie,
Do ojczystej ziemi wróć!
Znam tam dobrze wszystkie strony.
Każdy lasek, każdy gaj,
Tu mi wszystko takie obce,
Zwracam oczy, gdzie mój kraj.
Gdym raz wrócił w swoje strony,
Z trudem mogłem poznać je,
Ojca, matki już nie stało,
Z trudem mogłem wyznać się.
Sam na świecie się zostałem,
Bez oparcia w ciężkiej dobie,
Obcych twarzy tłum otoczył,
Bo najbliżsi moi w grobie.
Chociaż otrzymaliśmy ten wiersz niepodpisany, to jednakże chętnie
go pomieszczamy z powodu zawartych w nim myśli i uczuć świadczących
0 tem, że nawet po dłuższym pobycie na obczyźnie polak ojczyzny swej
1 swych stron rodzinnych zapomnieć nie mo>że, tęskniąc do nich stale
i wspominając je z prawdziwą rzewnością.
„Dziennik Berliński“, Nr. 142 z d. 22/VI, 1930.
„Dopomóż mi Chryste!“
Boże, którego sądy niezbadane
Kierują losem człowieka,
Ty, goisz serca cierpieniem złamane,
Kto się do Ciebie ucieka.
Jam, poraź pierwszy z ojczyzny wędrowiec
Uniesion falą dążenia.
Tu świat jest dla mnie jak martwy grobowiec —
I smutek, tęsknota,. zwątpienia.
Jam, synem teraz wolnej Ojczyzny,
M li siałem ruszyć w krąg świata,
76
Nie nacieszywszy się zgojonemi blizny
Ni orłem polskim, co swobodnie lala.
O, jak to przykro żyć samotnemu
W dalekich stronach na obczyźnie.
Jedyna rozrywka dla ducha i ciała
Jest praca ciężka, praca bez litości,
Tak nieubłagana jak fala, gdy cała
Uderzy o brzeg siłą swej wielkości.
O, byle prędzej czas się chciał przybliżyć,
A ja mógł wrócić w swe strony ojczyste,
Na progach Polski kornie czoło zniżyć
I już jej nie rzucać — dopomóż o Chryste.
Wiersz napisany i przesłany nam przez polskiego robot. roln. B. Molkę.
„Dziennik Berliński“. Nr. 181 z d. 7/VIII, 1930.
Pieśń sieroty — po stracie matki.
Mamo moja, mamo, otwórzże twe oczy
bo mi się me serce, bo mi się me serce
od żalu roztoczy...
Od żalu roztoczy, w łzach się wypłynie,
że już moja mama, że już moja mama
na zawsze mi zginie...
Zginie ona, zginie, już mi się nie wróci,
o jak się me serce, o jak się me serce
dniem i nocą smuci...
Smuci się, ach smuci i wzdycha do Boga,
że mi już zginęła, że mi już zginęła
moja mama droga...
Ach biedna sierota, cóż ja pocznę sobie
gdyż już moja mama, gdyż już moja mama
leży w ciemnym grobie...
W ciemnym leży grobie, już się tu nie wróci,
niechajże jej światłość, niechajże jej światłość
wiekuista świeci...
Pieśń ułożyła robotnica rolna Tekla Sabińska.
„Dziennik Berliński“, Nr. 190 z d. 17/VIII, 1930.
Rok 1920.
Warszawa i Lwów
Są to piękne miasta —
Powiedział bolszewik,
Że je nam potrzaska.
A na to Piłsudski:
Że go się nie boi,
Bo tam pod Warszawą
Polskie wojsko stoi.
Pomaszerowali
Na podolskie pola —
Obejrzyj się „Dziadku“,
Gdzie masz wojsko swoje
77
Brakuje jednego żołnierza „szwarnego“,
Poszedł do dziewczyny, wróćmy się po niego
Na bułanej klaczy,
Bo dzielny wojak aresztem przypłaci.
Napisał Witcdd Choiński.
„Dziennik Berliński“, Nr. 232 z d. 5/X, 1930.
Żal.
Tam na cmentarzu przy mogilniku,
Klęczy dziewczyna przy jednym pomniku;
Klęczy, ach! klęczy i rzewnie płacze:
Kogom kochała, już go nie zobaczę!
W tern wraz przychodzi jakiś młodzieniec:
Komu to składasz dziewczę ten wieniec?
Czy ci to ojciec zszedł z tego świata,
Czy ci na wojnie zabito brata?
Ani mi ojciec zszedł z tego świata,
Ani na wojnie zabito mi brata,
Tylko mój luby leży w tym grobie,
Więc jego pomnik wieńcem ja zdobię.
Czyliź to pannie tak się należy?
Czyliż na świecie mało młodzieży?
Chociaż na świecie nie brak młodzieży,
Ja tego kocham, co w grobie leży.
Na jego grobie, wyrosła róża,
Ach! jaka piękna, ach! jaka duża!
Rozwiń się, rozwiń, kwiateczku złoty,
Ułożę cię pięknie w cudowne sploty.
Napisał robotnik rolny Józef Bednarek.
„Dziennik Berliński“. Nr. 31 z d. 8/tl, 1931.
Tęsknota!
ich ! mój Boże, mój jedyny,
(ak ja tutaj jestem sama:
ijciec dawno leży w ziemi,
(V ziemi również moja Mama.
Rychłoście mnie zostawili
Samą jedną na tym świecie,
A ja tęsknię wciąż za Wami,
Tak, jak każde dobre dziecię.
Tułam się ja po tym świecie,
Po tej obcej mi riiemczyźnie,
I zapłaczę nieraz gorzko,
Kiedy wspomnę o Ojczyźnie.
Ziemio moja uKochana,
Któraś Polską jest nazwana;
Polska, oto nasza Matka
Od dni pierwszych do ostatka.
Napisała Tekla Grab..., robotnica rolna.
Dziennik Berliński“. Nr. 258 z d. 8/XI, 1931.
78
JAN FALKOWSKI
INKLUZ - DJABEŁEK
O SPOSOBIE UZYSKIWANIA DJABEŁKA Z JAJA.
(MOYEN EMPLOYÉ POUR FAIRE SORTIR D’UN OEUF UN PETIT DIABLE)
Znane jest wierzenie, że aby posiąść inkluza trzeba przez dziewięć
dni nosić pod pachą jaje, przyczem przez cały ten czas należy wstrzymać
się od modlenia, myślenia o Bogu i mycia, natomiast o ile możności jak
najwięcej kląć. Przy zapisywaniu tego wierzenia nie zawsze zwrócono
uwagę na to, że do tego celu nie używają zwykłego jaja, ale jaje specjalne
t. zw. zaportok (nazwa powszechnie używana u wschodnich Łemków
i zachodnich Bojków, a być może też i ogólniej), lub pierwsze wogóle
zniesione jaje. Zaportek (nazywają tak także i pierwsze zniesione jaje,
0 ile jest nienormalne) jest to jaje zwyrodniałe. Zawsze w pierwszym
często zaś w drugim wypadku jaje to jest małe (około 2 cm średnicy),
kształtu prawie okrągłego i niekiedy bez żółtka. Takie zwyrodniałe jaje
zbite wydziela niemiłą woń, czemu też być może zawdzięcza związane
z niem wierzenie.
Wierzenie o możności uzyskania inkluza występuje też i w tej
formie, że z noszonego przez dziewięć dni zaportka wylęga się nie inkluz,
ale rodzaj djabełka, który następnie spełnia wszystkie życzenia (rozkazy)
posiadacza. Chęć pozyskania takiego djabełka może doprowadzić czasem
do poważnych zatargów,, jak świadczy o tern poniżej opisany wypadek.
We wsi Wołoszynowej w b. po w. Stary Sambor mieszka gospodarz
Mikołaj Myśko, który oddał gospodarstwo żonatemu synowi. Na tle na
leżnego mu z tego powodu od syna dożywocia wynikały rozmaite za
targi, aż stary Mikołaj Myśko postanowił się zemścić. Postarał się o za
portok, umieścił go pod pachą, a czując się pewnym już samą nadzieją
rychłego posiadania własnego djabełka zaczął się odgrażać synowi, że
za kilka dni zrobi z nim porządek. Syn przestraszył się rzeczywiście,
a chcąc zapobiec wykłuciu się djabełka przybrał sobie do pomocy żonę
1 dwóch sąsiadów i we czworo rzucili się na Mikołaja i odebrali mu jaje
z pod pachy. Pomoc była konieczna z tego względu, aby dobrze przy
trzymać Mikołaja, bowiem przy szamotaniu się mogłoby jaje zostać
zbite przypadkiem. Nie było ono jeszcze donoszone, ale i z takiego niedonoszonego mogłoby przy zbiciu wyskoczyć „coś“, nieznane i niewia
dome, które mogłoby wywołać złe skutki.
Na odebraniu siłą zaportka sprawa się nie skończyła, bowiem
Mikołaj M. zrobił na posterunku P. P. doniesienie o gwałt, a posterunek
spełniając swój obowiązek odesłał sprawę do sądu. Na skutek tego do
niesienia Prokuratura Sądu Okręgowego w Samborze wygotowała po
dany poniżej w oryginalnym odpisie akt oskarżenia:
79
Prokuratura Sądu okręgowego
w Samborze
dnia 19 września 1931 r.
Kp. 1163/31.
III. K 1897/31
Akt oskarżenia
oskarżam przed Sądem Okręgowym w Samborze w trybie art. 22 pukpk.
1) Wasyla Myśka syna Mikołaja i PaTańki, lat 47, rei. gr.-kat., urodzo
nego i zamieszkałego w Wołoszyn owej, 2) Stefanję Myśko córkę Miko
łaja i Anny, lat 41, rei. gr.-kat., urodzoną i zamieszkałą w Wołoszynowej,
rolniczkę, analfabetkę, 3) Mikołaja Maeedyna syna Jana i Anny, lat 47,
rei. gr.-kat., urodzonego i zamieszkałego w Wołoszynowej, rolnika pi
śmiennego, 4) Stefana Hawrylaka syna Ilka i Anny, lat 57, rei. gr.-kat.,
urodzonego i zamieszkałego w Wołoszynowej
o to
że dnia 6 października 1930 r. w Wołoszynowej w zamiarze wymuszenia
na Mikołaju Myśko oddania jaja, a więc stwierdzono rzeczywisty gwałt
mu zadać, czem dopuścili się zbrodni z §. 93 uk. karalnej po myśli
§. 100 uk.
Wykaz dowodów i świadków w trybie art. 281 §. 1 kpk.
Do rozprawy głównej wezwać należy świadków:
1) Mikołaja Myśka z Wołoszynowej, 2) Mikołaja Dudyka z Wołoszy
nowej. Odsyłać: Doniesienie, oraz świadectwa urzędowe oskarżonych do
rozprawy rozpisać się mającej.
(Z Archiwum Muzeum Towarzystwa „Bojkiwszczyna“ w Samborze,
L. 2234/2)
Nie wymaga to dalszych komentarzy. W sprawie tej mamy tylko
potwierdzenie, że rozmaite wierzenia i przesądy nie należą do przeszłości,
ale głęboko zakorzenione są nadal żywotne.
RÉSUMÉ.
Il existe une croyance assez répandue en la possibilité d’obtenir un
charme (une vertu magique) de l’oeuf. A cet effet le premier oeuf pondu
par une jeune poule ou un oeuf dégénéré doit être pendant neuf jours
porté incessamment sous l’aisselle Pendant ce temps-là, la personne qui porte
l’oeuf en question ne doit point prier, ni penser à Dieu etc. Le peuple croit
qu’en cas où l’on agit conformément à cette prescription, de l’oeuf en
question sortira un petit diable qui va executer tous les ordres que lui donnera
le possesseur de l’oeuf.
Ce préjugé a été en 1930, au village Woloszynowa, la cause d’une
affaire dans laquelle le fils, avec l’aide de ses voisins, a soustrait à son père
l’oeuf prétendu magique que celui-ci, portait sous son aisselle. Une plainte
portée en justice par le père contre sou fils, l’accusant d’un acte de violence
(reprise de l’oeuf caché sous l’aisselle), commis publiquement, fut le résul
tat de ce litige.
80
ANIELA CHMIELIŃSKA.
Z LECZNICTWA LUDOWEGO W ŁOWICKIEM
(LA MÉDECINE POPULAIRE DANS LE DISTRICT DE ŁOWICZ.)
W pojęciu ludu łowickiego, zwłaszcza starszego pokolenia, choroby
powstają z przyczyn następujących: z namorzenia, z naprzykrzenia,
z napatrzenia, z poderwania, z podźwigania, z zaziębienia, z dobra woli
z urzeczenia. Czoło nazywają łysina. Tył głowy — tełek. Organa we
wnętrzne — wątpia. Płuca — letkie. Łydki — prosiaki, albo ryby.
Stopy — łapy.
W gabinecie lekarza:1) „Moja żona była substelna, że
nie mogła wejść we drzwi, a teraz znikczemniała.
Kiedy miałam swoje czasy, poszłam z przędzionami we wodę i za
ziębiłam się. A może ta choroba przyszła z nadmorzenia, bo ciężko zległam na małe; od obtrząjśnięcia macicy teraz jest rozjankorzona, no bo
wiadomo, że jak sie macica poruszy, to wszędzie wlezie, nawet w każdy
palec, jakby igłą kłuł. Boli me na spodku. Wdołku gwestuje. Wątroba
gnije.
Czy mam sie rozebrać do piękna, przecie pan sie tam wstydzić nie
bandzie“.
Mężczyźni mówią: „ojcowizna boli, macica mi sie obsunęła, macica
mi się wystawiła do gardła“. Lekarz: „gdyby mężczyzna miał macicą,
to rodziłby“. Na to „kwardy“, stary Księżak: „Jeno, pewno tak“. Ale
w głębi duszy myśli jak dotychczas.
Przyszli do lekarza z chłopcem: „Konfesji dostał (konwulsji), za
łysinę oczy zapłynęły. Jadówki go obsiadły (wTzodzianki). Końskiego
roku miał osypkę (liszaje), a teraz ośpice (duże krosty), róże (ropiejące
wyrzuty). Morduje go dychawica (kaszel), a i suchy ból, co to niewiada
jak przyjdzie i jak odejdzie“.
W aptece. Wstydzi się powiedzieć głośno: proszku od pcheł,
pas rupturowy, świerzba. Ciążę panny trzymając w sekrecie, mówią:
szła przez wodę, zaziębiła sie, reguł sie zatrzymał. Zległa kobieta na maie.
Chodzi nie sama. Zepsuła sie. Nie mają zaufania do lekarstw, pitych
łyżką, raczej woleliby wypić całą butelkę, bo to już prędzej nada; rów
nież zaufania nie mają do proszków, pigułek, wierzą w plastry, maści
nadewszystko w smarowanie.
Notatki żądań w aptece p. Tylmana w Łowiczu styczeń r. 1933.
Arcyposada
arcyposada
Badziaga, badiaga
gąbka rzeczna
Borsucze sadło
żądają
Bobkowa maść
maść aromatyczna ung.
Aromaticum
środek ściągający i go
jący.
od artretyzmu i reu
matyzmu
od chorób płucnych
i ran.
maść rozgrzewająca.
1) Podaję bardziej charakterystyczne, gwarowe wyrażenia.
81
Czarcie łajno
assafetyda
Helios
Aloes
^Krople maciczne białe
Krople na ściski
Krople od namorzynia
Krople Ś-go Wojciecha
Krople Zduńskie (od
wsi Zduny)
Kamień od ciągów
Korzeń galgana
Krople śmiertelne z tru
pią głową
spirytus aromatyczny
krople Inoziemcowa
walerjana cmp.
chinoidini
krople kióla Duńskiego
od kaszlu.
Lapis Haematidis
radix galange
■od wysiłku fizycznego,
na macicę dla kobiety.
kreozot
od bólu zębów.
Kalafiorek
kali chloricum
Latawiec
amonjaik lotny
Maść pryncypałowa pti,
pti
maść rtęciowa biała
maść łysiutka
maść rtęciowa żółta
Olejek mięlusowy
tran
Olejek lulkowy
poddelak
■olejek szalejowy
opodeldok
tOcel siedmiu złodziei
Ocet siedmiu braci
śpiących
ocet aromatyczny
Srebrnik
ty siącznik
Sól gorzka
sól gorzka, glauberska
Woda żółta na oczy
Collyrium
franowa
Woda uklejona, klejo
na woda
Woda uśmierzająca
Zliorniak
Zajęczy skroni
Maść
a ustrojenie
?ojok, sysok, cycek
woda
sza
kadzą bydło od uroku
środek przeczyszcza
jący.
od poruszenia macicy,
od boleści,
na niemoc,
od febry
od bólu gardła, od za
ziębienia,
od reumatyzmu,
od ognipióru, wyrzu
tów.
na oczy w stanie za
palnym i od wyrzu
tów.
leczą oczy w stanie za
palnym i ropnym,
leczą przeziębienia,
leczą reumatyzm,
przeciw gorączce, bó
lom głowy .
od chorób żołądka,
na przeczyszczenie dla
ludzi.
od zapalenia oczu.
woda utleniona
środek dezynfekujący,
woda kamforowa
kwas borny
żądają
pomadka do ust czer
wona
smoczek
od bólu głowy.
od wrzodów.
Na wsi. „Od pięćdziesięciu lat zaczęło ustawać, ale szli przed
słońca wschodem do bieżącej wody i obmywali się, to miało być sku
teczne od chorób. Jak człowiek miał zimno, to nad chorym garnek tłukli,
tu się zląkł, krew miała się w nim poruszyć i miało ustać.
I Od ścisku, to już wyszło z mody, ale było, było, — obcierali koszulą.
Jak dzieci rodziły się ze znakami, to obcierali koszulą po umarłym“.
Czasy obecne wśród starszych : „Jak sie macica rozigra, to mogłaby
a T. XXXIII.
6
82
zadusić, bo idzie zupełnie pod gardło; na uspokojenie macicy najpewniej
szy sposób: skórkę chleba razowego rozmoczyć, trzy świecuszki malutkiej
wioskowe wsadza sie w te skórkę chleba, zapala sie, kładzie sie na brzu
chu, na samym pępku, zapala sie świecuszki, nakrywia sie szklanką
grubą, świeczki zgasną a szklanka wciśnie się w brzuch i będzie stać
póki sama nie odpadnie, nie odrywać, bo z macicą zrobi sie niedobrze,
a jak sama odpadnie, to macica wróci na swoje miejsce, to obciągnie
sie, bo jej sie należy być koło pępka, to jest w swojej porze, jak jest gdzie
indziej, dokucza człowiekowi“. „Jak urok ściśnie“, mówi inna, „to trzeba
umierać, bo urok to nie do wytrzymania! Ja w to wierze, bo to jest
prawda, to od starych ludzi. Ja zaraz uroku zbywam, bo jestem sama
przekonana, że to prawda. Jak urokie zbyć: jak ma owijke w bucie,]
owijke sie zdyma, przeżegna sie chorego i po twarzy obciera na dój po
trzeci raz i pfu na psa urok sie mówi. To jest prawdziwe słowo, to jest
prawda, ale księdzu sie nie mówi, nie mamy tego za grzech, bo sie cho
rego uzdrowi, uroku sie zbędzie.
Czarownice, to chyba nie prawda, dawniej tak glinćziwały ludzie,
ale to chyba nie prawda. W gusła nijakie nie wierze, ale som takie, co
wierzą, dyć prawda, że wierzą“.
O śmierci mówią z całym spokojem.
Mąż kupić ma żonie ciężko chorej lekarstwo, ale dowiedziawszy się,
że ma drogo kosztować, nie kupuje, „a niech ta zamrze, na nic sie zda“.
Wychodzą z apteki bez słowa protestu z jej strony.
Wychodzą od rejenta, akt oddania dzieciom gruntu zakończono,
ojcu przyznano alimenty, ojciec chce kupić sobie buty, „tatulu“, mówi
córka, „kupta sobie gromnice, bo przecie niedługo zamrzeta!“. „Bogao
prawda, jene pewno tak“ i kupuje gromnicę.
Łowicz.
ROMAN REINFUSS
BUDOWNICTWO LUDOWE
NA ZACHODNIEJ ŁEMKOWSZCZYŹNIE
(ARCHITECTURE POPULAIRE
DaNS LA PARTIE OCCIDENTALE DU PAYS DE ŁEMKI)
1. Wieś łemkowska1)
A. Kształt wsi łemkowskiej. Kształt wiosek łemkow
skich rozrzuconych wśród Beskidu niskiego i części Beskidu zachód
niego jest silnie uzależniony od warurików geograficznych. Wioski le
żące niemal bez wyjątku wzdłuż potoków muszą przybierać kształt,
jaki narzuca im rzeźba doliny.
Jeśli dolina jest wąska o stromych zboczach, wieś rozwija się w for
mie długiej na kilka kilometrów łańcuchówki, jeśli dolina jest szeroka
i przestronna, wtedy wieś przybiera nieokreślony kształt wielodrożnicy,
poprzecinanej plątaniną dróg i ścieżek.
Z tych dwóch form wsi częściej występuje łańcuchówka. Spotyka
się ją w dolinach potoków spływających do Popradu (wsie: Wierchomla,
Żegiestów), do Kamienicy (Uhryn, Łosie i inne) pozatem na całym oma
wianym obszarze choć nie wszędzie w tak poprawnej formie. Wielodrożnice znaleść można wyłącznie w najszerszych dolinach rzecznych
np. Maciejowa nad Kamienicą, Florynka nad Białą, Hańczowa nad
Ropą, szeroko rozbudowana jest też wieś Ług leżąca nad górną Z dynią.
W powiecie jasielskim i krośnieńskim wielodrożnicę reprezentują
Polany i Olchowiec, który leżąc w ciasnej owalnej kotlince tworzy
małą ale całkiem poprawną wielodrożnicę
Prócz wyżej opisanych dwóch form wsi (łańcuchówki i wielodroż
nicy) spotyka się też formy mieszane.
Powstały one w ten sposób, że wieś założona początkowo w kształ
cie łańcuchówki na dnie wąskiej doliny, rozrastając się natrafiła na do
linę szerszą, gdzie rozbudowała się w formie wielodrożnicy.
1 ) Praca niniejsza obejmuje część Łemkowszczyzny na zachód od przetĘCzy
Dukielskiej po wieś Szlachtową. Fotografje i rysunki wykonał autor, a na tablicach
ułożył je Dr .1. Falkowski. Zdjęcia fotograficzne z r. 1932, 1933 i 1934.
6*
84
Ł
J
i ~T
m
.1 _TS v *_
*
*_ f ~r~ 1
s
W
17
3
L
}B
v
5t
L CtjljTI
Tbl. I. 1 - chata o podmurowaniu pod ścianą dłuższą (równolegle do stoku!
2
chata o podmurowaniu ~>od ścianą szczytową (wzdłuż stoku); 3 — położenie
chat w stosunku do stron świata we wsiach, a = Przysłup pow. Gorlice, l ‘ — Lesz
czyny pow. Gorlice, c = Gładyszów pow. Gorlice, d = Florynka, pow. Nowy Sącz,
85
Wsią o kształcie mieszanym, łańcuchowo-wielodrożnicowym jest
wieś Szlachtowa, w górnej części łańcuchówka, zaś w dolnej rozbudo
wująca się jako wielodrożnica.
Oprócz tych trzech form występuje jeszcze bardzo rzadko forma
czwarta, a mianowicie wsie zabudowane w kształcie małego miasteczka
z rynkiem wpośrodku. Do takich należą: Uście Ruskie w pow. gorlickim
i Łabowa w pow. sądeckim. Wytłumaczyć się to da -tern, że obie te
wsie stanowią od dawnych czasów coś w rodzaju „półmiasteczek“ i po
siadają inne jeszcze szczegóły wzorowane na budownictwie małoiniasteczkowem.
Wlspólną cechą wsi łemkowskich, bez względu na ich kształt, jest
to, że tworzą one jednostki zwarte, co odbija od pogranicznych wiosek
polskich, w których pomimo podobnych warunków geograficznych po
szczególne gospodarstwa są porozrzucane na znacznej przestrzeni. Wy
jaśnienie tej różnicy tkwi w tern, że grunta łemkowskie są bardzo roz
drobnione, a poszczególne części należące do jednego gospodarza rozrzu
cone są po okolicznych zboczach i górach. Stąd wieś staje się tym
punktem centralnym, z którego najbliżej jest do każdego z poszczególnj eh kawałków pól.
W ostatnich latach w związku z przeprowadzaną intensywnie ko
masacją gruntów, zaczyna się również zmieniać charakter wsi łemkow
skiej np. w okolicach Hańczowej. Komasacja jest tam już od kilku lat
ukończona, a przytem pobudowano szereg nowych chat zdała od wsi
na stokach najbliższych gór, co zdecydowanie zaciera dotychczasowy
charakter wsi łemkowskiej.
B. Położenie chat we wsi. Położenie chaty nie podlega
jakimś ogólnym prawidłom, któreby charakteryzowały tamtejsze bu
downictwo. W wielodrożnicy panuje zupełny chaos, każdy buduje tak,
jak mu miejsce pozwala bez względu na strony świata, położenie wzglę
dem drogi i t. p.
Inaczej przedstawia się sprawa we wsiach łańcuchowych, które sta"owią większość. Tu buduje się przeważnie dom frontem do drogi,
o czem nie decyduje jednak tradycja, lecz względy praktyczne. W wio
skach ciągnących sie wzdłuż dolin, o mniej lub więcej spadzistych sto
kach, gdyby chciano bardzo długie chaty budować szczytem do drogi,
warunki terenowe byłyby szczególnie niekorzystne. Musianoby niwelo
wać grunt w kierunku spadku zbocza a więc tam, gdzie ten spadek jest
największy lub wyrównać różnicę poziomu przy pomocy fundamentów.* I
f = Hańczowa, f = Uście Ruskie, pow. Gorlice; 4 — kładka pojedyncza; 5 — kładka
I składana; 6 — plan szałasu pasterskiego na górze Wątkowej w paśmie zwanem
‘lagura Jasielska; 7—8—9 przypuszczalne stopnie rozwojowe chaty jednownętrznej;
10— plan chaty z Rychwałdu pow Gorlice; 11 — plan chaty z Nieznajowej pow
Gorlice; 12 — plan części chaty z wrotami boiska wysuniętemi wprzód z Wysowej
pow. Gorlice; 13 - plan chaty z Wawrzki pow. Gorlice; 14 — plan chaty z Nowicy
pow Gorlice; 15 - plan chaty z Czarnej koło Nieznajowej, pow. Gorlice; 16 — plan
chaty z Huty Wysowskiej pow. Gorlice; 17 — plan chaty z Regetowa Niżnego pow.
I Gorlice; 18 — plan zagrody ze Szklarek pow. Gorlice; 19 — plan zagrody z Jaworek
pow. Nowy Targ; 20 — plan zagrody z Boguszy pow Nowy Sącz; 21 — plan chaty
i Żydowskiego pow. Krosno i rysunek tej chaty; 22 — plan chaty z Boguszy pow.
Nowy Sącz i rysunek tej chaty.
Ten drugi sposób byłby również niewygodny w zastosowaniu, gdyż dom
w takim wypadku jednym końcem spoczywałby na ziemi, drugim zaś
na wysokiem podmurowaniu, (tbl. i/l) co wywołałoby potrzebę budo
wania schodków dla Judzi i mostków dla bydła. Większość tych niedo
godności odpada, łub przynajmniej zmniejsza się do minimum, gdy
budynek zbuduje się równolegle do drogi biegnącej wzdłuż koryta po
toku (tbl. 1/2), wówczas bowiem przez nieznaczną niwelację terenu lub
niewysokie podmurowanie uzyskuje się równą powierzchnię, dogodną
dla budowy. Odpada tu również potrzeba schodów czy mostków, gdyż
dwa płaskie kamienie położone jeden na drugim wystarczają zupełnie,
by ludzie i zwierzęta mogły się dostać bez trudu do środka.
Prócz opisanych wyżej wsi o układzie chat równoległym do drogi,
jest kilka wiosek, w których chaty zorjentowane są przeważnie szczytem
do drogi. Spotyka się je w szerokich dolinach o dnie plaskiem jak np.
kotlina Zdyni, w której leży Gładyszów i Wirchne, lub Białej, gdzie mamy
tak zabudowaną Florynkę.
Wioski te tworzą maleńkie wysepki zupełnie od siebie niezależne
otoczone dookoła łańcućhÓwkami z budynkami równoległemi do drcgi.
Powstanie tych paru wiosek, zbudowanych zupełnie inaczej niż reszta,
jest trudne do wyjaśnienia, to tylko jest pewne, że nie zachodzi tu żaden
związek między osią budynku a którąś ze stron świata, gdyż jak widać I
z załączonego rysunku (tbl. l/3) domy na Łemkowszczyźnie bywają
zwrócone w różnych kierunkach. W jednym tylko wypadku, gdy chodził
o wieś Uście Ruskie, położenie domów szczytem do drogi łatwiejsze jest
do objaśnienia. Uście Ruskie, jak to już wyżej powiedziano, zbudowane
jest w kształcie miasteczka z prostokątnym placem w pośrodku. Niegdyś
nazywano miastem a do dnia dzisiejszego odbywają się tam co pewien |
czas targi. W Uściu Ruskiem chodziło prawdopodobnie o to, by jak naj
większa iiość domów mogła znaleść uprzywilejowane stanowisko wzdłuż j
krawędzi rynku i przy głównych „ulicach“, mniej natomiast przestrzega
się tej zasady w uliczkach bocznych. Podobny wypadek spotykamy też
w Białej Wodzie, (koło Szlachtowej) gdzie wieś rozwijająca się wzdłuż
koryta potoku natrafiła na nieprzebytą przeszkodę w formie ścian skd
nych zamykających dolinę. Ażeby z poszczególnych domostw był j
łatwiejszy dostęp dó drogi, większość ich zbudowana jest równolegle do
siebie ze szczytami zwróconemi do drogi.
Na zakończenie ogólnego opisu wsi wspomnieć jeszcze wypada !
o wewnętrznej komunikacji we wsi. Dolinami, wzdłuż których ciągnął
się wioski, płyną potoki, które kapryśnie powyginanem korytem przeci
nają po kilka razy drogę tam i zpowrotem. Płytkie łożysko potoku nie
wymaga mostu, gdyż wozy z łatwością mogą je przejechać, dla pieszych
natomiast poprzerzucane są liczne kładki. Kładkę zwaną wałka tu sta
nowi przeważnie pień rozwidlonej jodły, o równoległych odroślach.
Pień taki zlekka ociosany, by idący nie ześlizgiwał się, ma w swym grub-l
szym końcu wywiercony otwór, przez który przechodzi pionowy palik
wbity w ziemię. Zadaniem jego jest chronić walkę przed porwaniem
w czasie powodzi (tbl. l/i). W wypadkach, gdy łożysko potoku zbyt jest
szerokie, by jedna belka na walkę mogła wystarczyć, na środku łożyska
kładzie się piramidę z dużych płaskich kamieni lub wbija pal drewniany
87
z silną przyporą skierowaną przeciw kierunkowi prądu (tbl. 1/5). Na tej
podstawie wspierają się belki łączące oba brzegi. Końce belek wspartych
na podporze nie są ze sobą spojone tak, by obie belki tworzyły jedną
prostą linję, lecz przeważnie leżą obok siebie (tbl. 1/5). Na wyso
kości jednego metra biegnie czasem wzdłuż wałki cienka i chwiejna
poręcz.
Ogólnie wieś łemkowska robi wrażenie zaniedbanej i brudnej.
Domostwa skupione są gęsto jedne przy drugich, co nie pozwala na
zakładanie ogródków. Drzew owocowych mało. Jedynie w wioskach
bardziej rozrzuconych rośnie koło domu kilka grusz i śliw. Sady spotkać
można tylko w niektórych wisiadh i ,to sąsiadujących z polskiemi (np.
w Królowej Ruskiej pow. Nowy Sącz). Częściej natomiast, o ile miejsce
na to pozwala, trafiają się wpobliżu domostw małe zagrodzone łączki, na
których w .słotne lata dosuszają siano, zboże i t. p. Mają one tę praktyczną
stronę, że wrazie deszczu można z nich łatwo wszystko zebrać i ukryć
pod dachem.
W najbliższem sąsiedztwie domu znajduje się potężna gnojownia
ogrodzona czasem od strony drogi plecionym płotem.
2. Rozmieszczenie wnętrz w chacie.
W przeważnej części Łemkowszczyzny -panuje zasada, że tak część
mieszkalna jak i wszelkie zabudowania gospodarcze stawia się w jednej
linji i nakrywa wspólnym .dachem.
Pochodzenie tego sposobu budowania chat łatwo jest wytłumaczyć
na przykładach najprymitywniejszych budowli mieszkalnych, jakie za
chowały się do dziś w formie szałasów pasterskich spotykanych w gó
rach Łemkowszczyzny.
Na Magurze jasielskiej wpobliżu góry Wątkowej znajduje się kilka
szałasów, w których dla ludz' i zwierząt jest tylko jedno pomieszczenie
(tbl. 1/6). Po prawej stronie od wejścia znajduje się piec z kamieni spo
jonych gliną, koło niego ławka, stołeczek do dojenia krów i kilka na
czyń, resztę pomieszczenia zajmuje bydło. Legowiska dla ludzi urządzone
są na małym stryszku zrobionym z gałęzi ułożonych na poprzecznych
żerdziach. Większość szałasów (szczególnie starszych) ma wejście
w ścianie szczytowej. Podobnie musiały wyglądać niegdyś szałasy pa
sterzy wołoskich, którzy w XV i XVI-tym wieku kolonizowali tu śródgórskie kotliny.
Z chwilą przejścia koczowniczych Wołochów do osiadłego trybu
życia prymitywne pasterskie schroniska zostały rozbudowane w ten
sposób, ;że naprzeciw dotychczasowego pomieszczenia dla ludzi i zwie
rząt powstało drugie wyłącznie dla zwierząt (tbl. 1/7). Drzwi umieszczone
w ścianach szczytowych obu pobliskich budynków znalazły się naprze
ciw siebie (tbl. 1/8). Nakrycie obu pomieszczeń wspólnym dachem
i stworzenie w ten sposób jednolitego budynku było wynikiem dalszej
ewolucji dyktowanej pragnieniem wygody i potrzebą łatwiejszej komuni
kacji. Zrazu między dwoma częściami nakrytemi wspólnym dachem
była przestrzeń wolna, (tbl. 1/9), którą zamknięto później po obu stro-
88
nach szerokiemi wjazdowemi wrotami, tak, że między izbą a stajnią
powstało dzisiejsze boisko (tbl. i/lO).
Chaty tego rodzaju spotykamy jeszcze dziś dość często szczególnie
we wsiach uboższych. Rozkład ich jest następujący: przez szeroką
2-skrzydłową bramę wjazdową dostajemy się na boisko, a stąd po jednej
stronie wiodą drzwi do izby, po drugiej do stajni2). Przy tym układzie
bydło wychodzi ze stajni przez boisko, co szczególnie w okresie młocki
stanowi dużą niewygodę. Ażeby jej uniknąć w wielu takich chatach
umieszczają wejście do stajni wprost
z pola. Rozkład taki jest np. w starej
chacie w Nieznajowej (tbl. 1/11),
w Bednarce i w wielu innych
wsiach powiatu gorlickiego szczególnie
w Pstrążnem, Przegoninie, Bartnem
i wzdłuż gościńców, wiodących z Gor
lic w kierunku Koniecznej i Radccyny.
W, chatach, w których droga do
izby wiedzie przez boisko, spotykamy
się czasem z tem,. że wrota boiska wy
sunięte są przed front reszty budynku
o całą szerokość drzwi umieszczonych
zboku (tbl. I/12, ryc. 1). Konstrukcja
ta ma na celu umożliwienie przejścia
przez boisko bez potrzeby otwierania
ciężkich wrót wjazdowych. W niektó
rych chatach w tym celu wycinają małe
drzwiczki w jednem ze skrzydeł wrót
wjazdowych.
Sień pojawiła się jako dalszy etap
rozbudowy, z chwilą gdy zaczęto bu
Ryc. 1. Wrola boiska wysunięte
dować osobne boiska, zwyczajnie na
wprzód przed zrąb chaty. Wysowa,
końcu części gospodarczej (tbl. 1/13).
pow. Gorlice.
Wtedy przestrzeń dzieląca izbę miej
szkalną od stajni zwęziła się znacznie
i stworzyła sień. W tych chatach odradza się czasem dawny sposób bu
dowania stajni z wejściem przez sień jak przedstawiony plan na tbl.
1/13, częściej jednak pozostawia się je wprost z pola.
Dotychczas mówiliśmy o rozbudowywaniu się domostwa przez po
dział ścianami poprzecznemi, w którym budynek rozrastał się wzdłuż.
Ten sposób rozbudowywania tkwi głęboko w tradycjach budownictwa
łemkowskiego. Dlatego też spotyka się domy bardzo długie powstałe
przez dostawianie w różnych czasach coraz to nowych przybudówek3).
ak np. chata w Skwirtnem, pow. Gorlice obejmuje pomieszczenia
mieszkalne dla dwu rodzin i budynki gospodarcze. Stary dom mieszkalny* S
2) Użyte skróty na planach: I = izba, B j-r boisko, St = stajnia, k = komora,
S = sień, Ch = chlew, Ko»p= korytaiz
f) Przy dostawianiu nowych części niezawsze przestrzegano, by były one
jednej wysokości, skutkiem czego grzbiet dachu bywa czasem załamany lub falisty
(por. tbl. 1/9 i ryc. 3).
89
w Uhrynie (ryc. 2) składa się z części środkowej (najstarszej) pocho
dzącej według tradycji z końca XVIII-go wieku i dwu nowszych dosta
wionych później przy
obu bokach. Mie
szkają w nim obec
nie trzy rodziny wy
wodzące
się
od
wspólnego przodka,
którego są spadko
biercami. Dawniej
domów podobnych
było więcej, być
może, że był to kie
dyś często stosowanj
sposób rozwiązywa
nia kwestji mieszka
niowej w wypadku
Rvc. 2. Stara chata w Uhrvnie, pow Nowy Sącz.
przechodzenia dzie
dzictwa w ręce ro
dzeństwa.
Biedermann4) w swym opisie Rusinów węgierskich (którzy w swej
kulturze niczem prawie nie TÓżnią się od Łemków) wspomina, że domy
tamtejsze mieściły w owych czasach po 2 i 3 rodziny tak, że łącznie
mieszkało w nich do
30 ludzi.
Dalszym zkolei eta
pem rozwoju planu
było zastosowanie po
działu „na szerokość“.
Zaczęło się od tego, że
od izby mieszkalnej
odcięto
dodatkową
ścianą, wąską izdebkę
zwaną clu/żką lub ka
morą, do której wiodło
osobne wejście z sieni
lub rzadziej wprost
z izby. Plany na tbl.
1/12, 13 i 14 dają nam
przykład takiego roz
kładu. Podzieleniu izb\
na dwie części nie towarzyszyło zrazu rozszerzenie ściany szczytowej,
dlatego też układ pozostałych części gospodarskich nie uległ żadnym
zmianom. Chaty tego rodzaju spotykamy porozrzucane na przestrzeni
całej Łemkowszezyzny, szczególnie zaś w powiecie gorlickim (Pstrążne,
Ropica Ruska, Małastów, Bielanka, Nowica, Runkowa) nie stanowią
jednak nigdzie większych skupień nadających się do mapowania.
4) Herman Biedermann: Die ungarischen Ruthenen. Insbruk 1862.
>
90
Zewnętrznie tatwo je poznać po dwu oknach w ścianie .szczytowej,
z których jedno należy do izby, drugie (często mniejsze) do komory
Chaty tego rodzaju występują liczniej we wsiach leżących na południo
wym krańcu powiatu jasielskiego i przyległych doń wioskach powiatu
gorlickiego (Nieznajowa, Rozstajne, Świątkowa Wielka i Mała, Świerzowa Ruska, Kotań, Krempna).
W chatach tych równocześnie z przedzieleniem izby na komorę
i izbę rozrosła się ściana szczytowa, skutkiem czego domy tamtejsze są
szersze. Zewnętrznie różnią się od poprzednich tern, że mają trzy okna
w ścianie szczytowej, z których dwa należą do izby, jedno do komoiyl
(ryc. 4). Czasem podział na szerokość przeprowadzony bywa i w części
gospodarczej. Tak
np. w chacie z Czar
nego (powiat Gorlice
koło
Nieznajowej)
zbudowanej według
daty z tragarza w r.
1886 tbl. 1/15 przez
drzwi wchodowe do
stajemy się do sieni
(S) skąd po lewej
stronie znajduje się
izba mieszkalna (I).
Część końcowa sien1
jest
odcięta
po
przeczną
ścianką,
tworząc małą komór
kę (komirka K. 1)
przez którą przechodzi się do komory (kumom) albo chyżki K. 2.
Do stajni mieszczącej się po prawej stronie sieni idzie się korytarzem
(Ko) przy którym dobudowany jest chlew (Ch). Na końcu chaty znaj
duje się obszerne boisko (R) od niego na lewo biegnie wbok odnoga
nieoddzielona drzwiami, jest to tak zwany pelewen, w którym prze
chowują siano (P). Trudno jest nawet w przybliżeniu ustalić, kiedy za
częto przeprowadzać podział części mieszkalnej na izbę i komorę. Mu
siało to nastąpić w czasach odległych, gdyż już najstarsze domy, jakie
się dotąd na Łemkowszczyźnie zachowały, posiadają go w swoim planie
np. środkowa część domu w Uhrynie z końca XVIII wieku, dom
z Pstrążnego zbudowany w r. 1814 i wiele innych.
Rudynki, których plany poznaliśmy dotychczas, mają jedną zasad
niczą niedogodność a mianowicie, że chcąc naprzykłiid przejść z izby
do stajni trzeba najczęściej odbywać tę drogę polem, co jest bardzo
przykre w zimie, szczególnie w czasie zawieji lub zasp śnieżnych. Naj
prostszym sposobem wiodącym do usunięcia tego jest zaszalowanie
deskami przestrzeni między zrębem chaty a krańcem wystającego okapu
(ryc. 5). Powstaje w ten sposób wygodny korytarz zwany prychatą,
która obejmuje niekiedy /3 obwodu budynku. W ścianach prychały wy
cięte są otwory okienne zaopatrzone w okiennice, odpowiadające oknom
91
izby i drzwi. W odcinkach, gdzie prychata nie spełnia funkcji korytarza
służy za skład siana, ściółki i t. p.
Prychata występuje częściej we wschodniej części Łemkowszczyzny
w powiecie krośnieńskim, jasielskim i części gorlickiego po wsie Żdynię
i Konieczną.
Wspomniałem na
tem miejscu o prycha
cie, gdyż jak zoba
czymy niżej, stała się
ona ważnem ogniwem
dalszego rozwoju.
Cienkie prowizo
ryczne oszalowanie
z desek zaczęło nie
jako wrastać w kon
strukcję domu, dając
początek korytarzowi
zbudowanemu
jak
wszystkie inne ściany
Z belek na węgieł,
Ryc. 5. Chała z prychatą, Nieznajowa, pow. Gorlice,
który stał się składo
wą częścią budynku.
Interesujący typ przejściowy przedstawia opisana wyżej chata z Czar
nego. Pod wystającym okapem dachu przed ścianą frontową biegnie
od okna izby mieszkalnej aż poza stajnię w kierunku boiska ścianka
z belek (tbł. 1/15, Ko) .W części między oknem izby a drzwiami do sieni
znajduje się akładzik na podściołkę, następnie korytarz urywa się
i biegnie dalej dopiero wzdłuż ściany stajni. Tu znajdują się naprzeciw
siebie dwie pary drzwi, jedne wiodą z pola na korytarz, drugie z kory
tarza do stajni. Wyżej opisane przejście mimo, że konstrukcją swą wy
kazuje już znaczny postęp w stosunku do prowizorycznej prychaty
nie jest .jeszcze skończoną formą rozwoju. W południowych i południowozachodnich częściach powiatu gorlickiego spotyka się często domy,
w których korytarz łączący pomieszczenia gospodarcze z częścią mie
szkalną zespolił się zupełnie z zasadniczą konstrukcją chaty. Jako przy
kład posłużyć mogą plany podane na tbl. I/16 i 17. Pierwszy z nich
(tbl. l/l6) przedstawia plan chaty z Huty Wysowskiej (pow. Gorlice).
Przez drzwi wchodowe dostajemy się tam do sieni, skąd po prawej
stronie znajdują się drzwi do izby i komory, po lewej zaś korytarz wio
dący do stajni i na boisko. Drugi plan (tbl. 1/17) przedstawia chatę
z Regetowa Niżnego (pow. Gorlice), a różni się od poprzedniego tylko
tym drobnym szczegółem, że korytarz biegnie wzdłuż tylnej ściany (od
podwórca), podczas gdy w poprzednim biegł wzdłuż ściany frontowej
(od drogi).
W planach domów, które pod jednym dachem skupiają część mie
szkalną i zabudowania gospodarcze, brakuje zawsze stodołyB), którą
°) Jedynie w kilku wsiach powiatu jasielskiego (Świerzowa Ruska, Świątkowa
Mała) spotyka się niedbale sklecone z desek budy, w których przechowują siano
Budynki te pochodzą z ostatnich czasów.
92
znakomicie zastępuje obszerny strych ciągnący się wzdłuż całego bu
dynku.
Chaty wyżej opisane (które pod wspólnym dachem łączą część
mieszkalną i gosp.) zajmują całą przestrzeń Łemkowszczyzny od prze
łęczy Dukielskiej po Szlachtową z tern jednak, że na wschód od doliny
Ropy stanowią typ jedyny, podczas gdy na zachód od niej są zmieszane
z typem zagród rozbudowanych, w których osobno jest budynek mie
szkalny a osobno budynki gospodarcze (tbl. I/18, 19, 20). Tego rodzaju
zagrody należą tylko do najzamożniejszych gazdów i są w znacznej
mniejszości.
Jedną z nich o typie wyraźnie przejściowym przedstawia zagroda
z przysiółka Szklarki (należy do Szymbarku pow. Gorlice). Budynek
mieszkalny posiada pośrodku sień. Po prawej stronie sieni znajduje się
izba biała (bez pieca) po lewej kuchnia, i komora w formie przybudówki
pod okapem dachu. Bu'dynek gospodarczy mieszczący w sobie boisko,
stajnię i chlew stoi pod kątem prostym do budynku mieszkalnego
(tbl. 1/18). Zagroda ta jest do pewnego stopnia formą przechodnią
między sposobem budowania wszystkiego pod wspólnym dachem a sy
stemem budynków odrębnych.
W zasadzie nie odstępuje ona zupełnie od poznanych poprzednio
reguł budownictwa łemkowskiego, wygląda bowiem tak jak gdyby nor
malny, długi dom został przełamany na dwie części.
W innych wioskach (jak w Klimkówce, Binczarowej, Polanach.
Bereście, pozatem na całej t. zw. Rusi sądeckiej aż po Szlachtową)
spotykamy zagrody bardziej rozbudowane. Osobno tam jest budynek
mieszkalny z izbą białą i kuchnią 6), osobno zaś stajnia i stodoła z bo
iskiem i wozownią.
Wyrazem naturalnej dążności do uzyskania całości zamkniętej jest
sposób rozmieszczania poszczególnych budynków względem siebie.
Np. w Jaworkach (pow. Nowy Targ), dom mieszkalny stoi szczytem do
drogi, stajnia zajmuje bok dziedzińca pod kątem prostym do budynku
mieszkalnego, stodoła zaś równoległa do domu, stanowi drugie ramię
podkowy. Od strony drogi zamyka podwórze wysoki parkan z bramą
wjazdową (tbl. T/19). Podobne rozmieszczenie budynków widzimy też
we wsiach w dolinie Białej z tą jednak różnicą, że dom mieszkalny nie
musi stać szczytem do drogi.
W wypadku gdy zagroda składa się tylko z dwu budynków mie
szkalnego i gospodarczego (np. brak stodoły, a stajnia i boisko zbudo
wane razem) stawia się je naprzeciw siebie a przestrzeń podwórza
między niemi zawartą zamyka płotem (tbl. 1/20, ryc. 6). Stodoły jako
odrębne budynki spotyka się najczęściej we wsiach graniczących z osa
dami polskiemi np. w Królowej Ruskiej, Szlaehtowej, Jaworkach7).
W opisanydh powyżej formach chat zdarzają się pewne lokalne
odmiany np. w Żydowskiem (pow. Jasło) budują na końcu części gospo
darskiej wozownię objętą wspólnym dachem ale bez ścian tak, że kon
strukcja dachu wspiera się na dwóch slupach (tbl. 1/21).
6) Izby białe spotyka się również i w domach, gdzie część mieszkalna i gospo
darcza są pod jednym dachem ale znacznie rzadziej.
7) por. niżej.
93
Z indywidualnych odstępstw godny jest zanotowania plan starego
domu w Boguszy pow. Nowy Sącz (tbl. 1/22). Komorę stanowi tu prze
dłużenie sieni tworzące rodzaj czworobocznego wykusza w ścianie
przeciwległej do drzwi wchodowych. Jest to bardzo rzadki wypadek
Ryc.
6.
Gospodarstwo z zamkniętem podwórzem,
Binczarowa, pow. Nowy Sącz.
rozrastania się domu przez takie rozsadzanie od wewnątrz czworoboku
ścian. Zwykle tego rodzaju zadanie rozwiązuje się przez dostawianie
luźnych przybudówek z wejściem od pola.
3. Materjał budowlany i sposoby budowy chaty.
Domy swe jtudują Łemkowie z drzewa jodłowego lub świerkowego,
przyczem za najodpowiedniejsze uważają sztuki wycięte w gęstym wy
sokopiennym lesie na północnym stoku góry. Drzewo takie rosnące
w złych warunkach ma mały przyrost roczny, a co zatem idzie mało
miazgi, jest zbite i twarde, gdyż słoje jego są bardzo gęste.
Spotyka się jeszcze dzisiaj przeszło 100-letnie domostwa, których
ściany są zupełnie zdrowe a drzewo uderzone obuchem siekiery dźwię
czy jak nowe. Nic też dziwnego, że drzewo po rozbiórce takich starych
domów bywa niejednokrotnie jeszcze raz zużytkowane na budowę.
Obecnie gdy lasy są znacznie przerzedzone skarżą się Łemkowie, że
i drzewo jest gorsze, teraz bowiem dom rzadko potrwa dłużej jak lat 60.
Chatę jako całość. nazywają „chyża“8), budują ją z belek dosyć
niedbale obrobionych. Jeśli drzewo jest grubsze, przecinają je wzdłuż na
dwie połcwy, jeśli cieńsze osiosują na płasko z tej strony, która ma być
w przyszłości zwjrócona do wewnątrz, pozostałe części belki w starych
domach zostawiano okrągłe, w nowszych zlekka ociosują. Piękniejszo
i grubsze tramy przeznaczają na część mieszkalną, gorsze na gospodar
czą. boisko o ile jest przy końcu domu ma czasem zrąb ułożony z cien
kich okrąglaków. Konstrukcja ścian jest zawsze węgłowa, przyczem za
kończenia belek zacięte są na t. zw. „rybi ogon“ rzadziej spotyka się
węgieł płaski.
) Izbą mieszkalna też nazywa się „chyża'1, komora zaś „chyżka“.
94
TbI. II. 1—2 — sposoby układania fundamentów; 3 — konstrukcja narożnika.
« = okrent , b = pilokrent, c = ostrysznyk, d = prypustnycia, e — płatew,
/ = krokiew; 4 — narożnik wraz z węglem chaty; 5 — konstrukcja narożnika;
(przy 4 i 5 a, b, c, d, e, f, jak przy 3); 6—7 wiązania krokwi, 8 — dach z krokwiami
95
Przed ułożeniem pierwszego wieńca belek przystępują do niwelacji
terenu, zwykłe nierówności usuwa się przez ułożenie fundamentu
z ciężkich płaskich kamieni (tbl. II/l). Czasem kamienie takie podkłada
się tylko pod narożniki a resztę miejsca wolnego między zrębem i ziemią
wypełnia się ubitą gliną. (tbl. II/2).
Belki pierwszego wieńca (leżące bezpośrednio na fundamencie) na
zywają się spidky a reszta zaś składająca się na zrąb ściany nazy wa się
szwaleÿ). Ostatnia belka zrębu, w którą wpuszczone są końce krokwi
nosi nazwę płatwy. Szpary między belkami utkane są mchem lub zale
pione gliną.
Szwale ucięte są tuż przy węgle tworząc gładki zupełnie narożnik.
Jedynie trzecia i czwarta belka (licząc od góry) mają końce wypuszczone
na zewnątrz, gdzie tworzą podstawę, na której wspiera się okap dachu.
Koniec trzeciej belki nazywa się okrent a ma on wedle zwyczaju 1 m
długości. Koniec czwartej belki ma tylko pół metra i dlatego nosi nazwę
pilokrent.
Okrent i piłokrent stanowią jedną ozdobnie wyciętą całość (tbl. II/3,
4 i 5). Niekiedy dla osiągnięcia piękniejszego profilu nawet piąta od
góry^ belka jest lekko wystająca, ale nie posiada uż odrębnej nazwy.
Okrenty znajdują się nietylko na narożnikach ale i tam, gdzie wypadają
wewnątrz ściany poprzecz
ne zamykające stajnię, bo
isko i t. p. Po ukończeniu
zrębu przystępują cieśle do
budowy dachu. Na Łemkówszczyźnie budują dachy
krokwiowe, dwuspadkowe
z szerokiemi okapami bocznemi lub (rzadziej) czterospadkowe, wyjątkowo zaś
naczółkowe.
Formę pierwszą, dwuspadkową z okapem bocz
nym (por. ryc. 4, 5 i 6)
spotykamy na obszarze ca
łej Łemkowszczyzny. Na
południu we wsiach leżą
cych wzdłuż granicy czeskosłowackiej występuje wywspartemi wprost na ostrysznyku; 9 a—b—c — różne rodzaje grzebyczka na
grzbiecie dachu gontowego; 10 — różne rodzaje ścian szczytowych, a—b—c = Bed
narka pow. Gorlice, d = Wawrzka pow. Gorlice, e, f, i = Jaworki pow. Nowy
Targ, g = Bogusza pow. Nowy Sącz; 11 — ozdoby szczytowe, a, b, c = rys. własne,
d, e, f, g = wedle S. Udzieli, „Ziemia Łemkowska przed półwieczem“; 12 -| t rodzaje
poszywania dachów, a = płaskura, b = płaskura założona na łatę, c = przekrój
dachu krytego płaskurami, d = kiczka, e = kiczka założona na łatę, / = przekrój
dachu krytego kiczkami; 13 — konstrukcja powały, a = deski powały, b = tragarz,
c = tragarz poprzeczny (pierwszy), d = półka z okrąglaków, e — tragarz po
przeczny (drugi).
9) Z niemieckiego die Schwelle — przycieś.
96
łącznie. W północnej zaś części a szczególnie w wioskach graniczących
z polskiemi spotyka się dość często dachy czterospadkowe, które jednak
wszędzie występują w znacznej mniejszości, (ryc. 7).
Ciekawem jest, że dach czterospadkowy uchodzi w pojęciach Łem
ków za coś gorszego mniej pięknego od dachów dwuspadkowych i dla
tego też najczęściej spotykamy go na budynkach gospodarczych10).
W chatach, które pod jednym dachem kryją część mieszkalną i gospo
darczą, zdarza się, że zakończenie dachu nad częścią mieszkalną ma
szczyt pionowy szalowany deskami z szerokim okapem, podczas gdy nad
częścią gospodarczą zakończenie dachu jest takie jak w dachu cżterospadkowym.
Dachy naczółkowe ze ściętym szczytem występują wyłącznie w kilku
chatach wiUściu Ruskiem i to przy „rynku“. Są one dalszym ciągiem
zapożyczeń z architektury miasteczek podgórskich, zupełnie obce łem
kowskiemu budownictwu. Konstrukcja dachu składa się z dwu części:
właściwego dachu i okapu. Ten pierwszy stanowią krokwie wpuszczone
w najwyższą belkę zrębu zw. płatew.
Przeciwległe krokwie (zwane tu krikwy) łączą się u góry ze sobą,
przyczem rozróżniamy dwa rodzaje złączeń, starszy, gdzie zakończenie
jednej krokwi wchodzi w widłowate wycięcie drugiej (tbl. II/6) i nowszy,
gdzie ścięte odpowiednio końce są tylko przyłożone do siebie i przybite
(tbl. II/7). Każda para krokwi spięta jest u góry poprzeczną deseczką
bantem. Okap wspiera się na wystających okrentach (tbl. II/3, 4 , 5)
na końcu których umocowany jest t. zw. ostrysznyk z cienkich belek
obiegający dookoła całego budynku (tbl. II/4 d), Do ostrysznyka są
przymocowane prypustnyci (prypustnycia) t. j. krótkie krokiewki sta
nowiące przedłużenie dużych krokwi, do których są przybite (tbl. H/3 d).
Krokiew wraz z prypustnycią nazywa się krikwa nadkładana.
Do krokwi i prypustnyć w równych odstępach poprzybijane są
łaty służące do podtrzymywania pokrycia a więc słomy lub gontu.
W budynkach, które nie posiadają okapów jak np. spichrze, osobne
stajnie lub stodoły (a czasem i najnowsze budynki mieszkalne) krokwie
są bez nadkładek (prypustnyć) a krawędź dachu tylko nieznacznie wy
staje poza granicę zrębu.
Na Łemkowszczyźnie sądeckiej spotyka się czasem budynki, w któ
rych krokv'e spoczywają nie na płatwie lecz na belce znanej pod
nazwą ostrysznyka. Krokwie obywają się tu bez prypustnyć ale za to
między krańcem dachu a zrębem chaty powstaje szeroka luka, którą
następnie zakłada się deskami (tbl. II/8).
Na Łemkowszczyźnie od Pienin po przełęcz Dukielską występują
trzy sposoby krycia dachu: samym gontem, samą słomą i trzeci sposób
mieszany gontem i słomą. Zasiąg dachu czysto gontowego (ryc. 2, 3 mapa
1) obejmuje zachodnią część omawianego obszaru, wioski ruskie koki
Szlachtowej, cały powiat sądecki i część gorlickiego 31). Dalej na wschód
w powiecie jasielskim i krośnieńskim spotyka się dachy o pokryciu
mieszanem. Gontem pobijają tam grzbiet dachu, wąski pas wzdłuż obu* 11
lc) Na szałasach pasterskich również.
11 ) Wyjątkowo w Andrzejówce pow. Nowy Sącz znajduje síq kilka domów
krytych słomą.
97
szczytów i okap. Powstaje w ten sposób prostokątna rama, którą wy
pełnia się poszyciem Słomianem (ryc. 4, 5).
Na granicy obu zasięgów znajduje się wąski pas przejściowy (mapa
1), w którym dach chaty jest w połowie pokryty słomą w połowie gon
tem. Pas ten ciągnie się wzdłuż gościńca wiodącego z Gorlic do Ko
niecznej. W pasie przejściowym im dalej na południe, tern obszar po
krycia słomianego na dachu ustępuje coraz bardziej na rzecz gontu.
Podczas gdy w Ropicy Ruskiej lub w Małastowie słoma zajmuje jeszcze
większą część dachu, to w Zdyni leżącej o kilkanaście kilometrów dalej
V •
5-V
Mapa 1. Mater jat użyty do krycia dachów: l^=j gonty, 2 = pas przejściowy,
gonty i słonia, 3 - słonia. Kształt dachów. 3 = czlerospadkowy; 5 = naczółkowy;
6 =
granica Państwa; 7 = = granica zasięgu Łemków (zasięgu wschodniego nie
zaznaczono). Objaśnienie miejscowości podanych na mapie: 1 Szlachtowa; 2 Ja
worki; 3 Czarna Woda; 4 Biała Woda; 5 Piwniczna; 6 Złotne: 7 Barnowiec; 8 Bozloka Mała; 9 Składziste; 10 Maciejowa; 11 Łabowa; 12 Królowa Buska; 13 Bogusza;
14 Andrzejówka; 15 Grybów; 16 Uście Buskie; 17 Gorlice; 18 Bychwałd; 19 Ma
lastów; 20 Smerekowiec; 21 Gładyszów'; 22 Konieczna; 23 Bopica Buska; 24 Męcina
Wielka; 25 Pstrążne; 26 Przegonina; 27 Bartne; 28 Brzezowra; 29 Kąty; 30 Jasło.
na południe słoma stanowi niewielki skrawek, reszta zaś dachu pobita
jest gontem.
Dachy kryte w całości słomą spotyka się w nielicznych wsiach po! wiatu krośnieńskiego, jasielskiego, wschodniej części gorlickiego i to
tylko tam, gdzie występują dachy czterospadkowe (ryc. 7, mapa 1).
Zkolei omówimy technikę krycia dachów.
Dachy gontowe pobiją się w ten sposób, że na grzbiecie jeden rząd
gontów nieco wystaje ponad dach tworząc grzebyczek chroniący od za
ciekania. Grzebyczek bywa niekiedy wycięty ozdobnie (tbl. II/9).
W dachach dwuspadkowych tak gontowych jak i częściowo sło
mianych trójkątną przestrzeń u szczytu szaluje się deskami. Szalowanie
to przybiera niekiedy wygląd ozdobny (tbl. II/10). Zdarzają się również
Lud T.
XXXIII.
7
98
%
wypadki pobijania szczytów pionową ścianką gontów. W nowszem bu
downictwie łemkowskiem z okolic Szlachtowej wzorującem się na archi
tekturze will z pobliskiej Szczawnicy budują szczyty ozdobne o kształ
cie nigdzie na Łeinkowszczyźnie nie spotykanym (tbl. Il/lO f, i).
U Łemków z pod Pienin i na t. zw. Rusi sądeckiej częstą ozdobą
szczytów był koszyczek t. zn. mały okrągły okapik (ryc. 8), który po
czątkowo ochraniać miał otwór dymnika przed zaciekaniem deszczu.
później stał się już tylko ozdobą.
Dzisiaj koszyczek znaleźć można
jeszcze w kilku wsiach zachodniej
Łemkowszezyzny (mapa 2) ko
szyczek sięgał niegdyś dalej na
wschód prawdopodobnie po rze
kę Ropę. Świadectwem tego jest
stara chata „na Łęgach“ w pol
skiej wsi Ropie (pow. Gorlice),
która na obu szczytach ma
jeszcze całkiem dobrze zacho
wane koszyczki.
Ozdobą dachów dwuspadkowych są krzyżyki i iglice,
gwiazdy lub ptaki umieszczane
na szczytach dachów (tbl. Il/ll).
Dachy czterospadkowe kryte gon
tem mają czasem szczyty pobijane deskami (tbl. II/lO e). Jest
.to szczegół o tyle ciekawy, że
analogiczny sposób krycia często
widuje
się na prymitywnych sza
Ryc. 8 Dach z koszyczkiem, Biała
łasach pasterskich. Dachy kryte
Woda, pow. Nowy Targ.
całkowicie słomą a więc cztero
spadkowe posiadają podobnie jak
i poprzednie konstrukcję krokwiową. Na grzbiecie dachu umieszcs ją
związane z patyków kizliny, żeby wiatr nie rozwiewał strzechy. Na
pokrycie używa się słomy związanej w małe snopeczki, których są dwa
rodzaje plaskury i kiczki. Plaskury związane są ósemkowatą pętlicą od
strony uciętych końców słomy (tbl. II 12 a), tak że po umocowaniu snopeczka na łacie, kłosie zwisa nadół (tbl. II/12 b). Dach poszyty plaskurami jest gładki (tbl. 11/12 c). Kiczki robi się w ten sposób, że garść
prostej słomy załamuje się poniżej kłosów i okręca kilkoma zdzie 'arni
dookoła tak, że powstaje węzeł (tbl. II/12 d). Kiczki zaczepia się na łacie
w sposób przedstawiony na rysunku (tbl. II/12 e) i przyciska długiemi
kijami przywiązanemi do łaty. Kiczki dają poszycie schodkowane (tbl.
II/l2f). Powała znajduje się nad całą chatą z wyjątkiem boiska. Nad
stajnią a czasem i sienią układają ją z cienkich okrąglaków, nad izbą
z desek.
Deski powały spoczywają na trzech niezbyt grubych tragarzach,
pod któremi biegnie poprzecznie czwarty. O jedną belkę poniżej niego
umieszczony jest równolegle piąty tragarz zwykle ozdobnie profilowany
99
i rzeźbioiiy. Piątemu tragarzowi odpowiada belka (lub dwie) biegnąca
nad drzwiami wzdłuż ściany. Na niej i na opisanym ostatnio tragar'zu
kładzie się półki z okrąglaków służące do suszenia drzewa (tbl. II/13 d).
Rzeźby zdobiące tragarze są bardzo ubogie, prosta rozeta, księżyc na
nowiu, słońce i data budowy.
Drzwi występują w łeinkowskiem budownictwie w dwu odmia
nach. Jedne mają wykrój prostokątny, drugie owalny. Drzwi o wykroju
owalnym spotyka się już obecnie bardzo rzadko. Nigdy zresztą nie było
ich zbyt dużo, gdyż (według informacyj) drzwi takie" były w dawnych
czasach oznaką dostatku i budowali je tylko zamożniejsi gazdowie.
Drzwi owalne wyglądem swym zupełnie podobne są do podhalańskich.
Górna belka wycięta jest pół
okrągło a w narożnikach wpu
szczone są ozdobne wycięte za
strzały. Owal drzwi przyozdo
biony jest rzędem drewnianych
kołków (ryc. 9). Drzwi wyżej
opisane przechowały się do dnia
dzisiejszego w niektórych wsiach
powiatu sądeckiego i zachodniej
części gorlickiego (mapa 2). We
wschodniej części powiatu gor
lickiego i w powiatach krośnień
skim i jasielskim drzwi owalne
zupełnie nie występują. W Regetowie Wyżnym i Niżnym sta
rzy gazdowie nie pamiętają,' żeby
tam budowano kiedykolwiek inne
drzwi prócz czworokątnych. Te
zaś składają się z czterech części:
progu (spidok porohowy), dwu
słupów bocznych t. z w. stopek,
(stopka), które mogą być z py
szczkami lub bez. Pyszczki są to
rowki wyżłobione wzdłuż stopki,
w które wpuszcza się odpowiednio
zacięte końce belek zrębu. Na
dwu stopkach pionowych leży
trzecia pozioma, która czasami bywa ozdobiona prymitywną rzezbą
(tbl. IIl/l). Tafla drzwi tak w jednym jak drugim rodzaju zbita jest
z grubych desek drewnianemi kołkami i 'umocowana na żelaznych za
wiasach. Starszych sposobów umocowywania drzwi obecnie już się nie
spotyka. Drzwi zaopatrzone są w proste zamki drewniane. Tbl. III/2
przedstawia jeden z najczęściej spotykanych zamków, składa się on
z dużej klamki (K) do której po drugiej stronie drzwi przymocowana
jest dźwignia (M) t. zw. meczek. Dźwignia spoczywa na specjalnym
drewnianym haku (H) wbitym w stopkę. Na noc zabezpiecza się drzwi
przed wejściem nieproszonych gości w ten sposób, że do otworku wy
wierconego nad hakiem wkłada się kołeczek (A) co uniemożliwia po7*
«
100
Tbl. Ili. 1 — drzwi. Czarne koło Nicznajowej pow. Gorlice; 2
klamka przy
drzwiach, K - klamka, ii
meczek, A = kolek, K
hak, Izby, pow. Gorlice:
3 — zamek drewniany, KI = klucz, Rychwałd; 4
zamek drewniany, Regelów
Niżny, pow. Gorlice; 5 —- plany rozmieszczenia sprzętów w izbie, a = Klimkówka
pow. Gorlice, b = Ropki pow. Gorlice, c = Izby, pow. Gorlice, d — Rychwałd pow.
101
ruszenie klamką. Przeważnie oprócz wyżej opisanego zamknięcia
umieszcza się osadzoną w klambrach zasuwę tbl. IR 3 zaopatrzoną
w zęby, którą można specjalnym kluczem (KI) z zewnątrz zasunąć lub
odsunąć.
Inny rodzaj zamku przedstawia rysunek na tbl. I1I/4, tu otworom
w zasuwie odpowiadają dwa otwory w tafli drzwi, przez które można
kluczem (KI) otworzyć je lub zamknąć. Na noc zakłada się w otwory
zasuwy klamrę z grubego drutu, co uniemożliwia otwarcie zasuw od
zewnątrz.
Na zakończenie należy jeszcze wspomnieć o wrotach wjazdowych
ua boisko. Wrota są dwuskrzydłowe zbite z desek drewnianemi kołkami.
Jeśli przez boisko wiedzie droga do izby, wtedy w jednem ze skrzydeł
wrót wycinają małą furtkę dla ludzi.
Według tradycji okna12) w dawnycłi czasach zastępowały nie
wielkie otwory w ścianie południowej izby, dostarczające bardzo mało
światła. Pozbawione miały być one wszelkich zasłon (np. błon) a od
zimna zamykało się je kawałkiem deski. Obecnie sprawa ta przedstawia
się naturalnie inaczej, okna są stosunkowo duże, jedno w ścianić fron
towej z widokiem na drogę, drugie w ścianie szczytowej. Rzadziej trafia
się układ okien na przestrzał (możliwy tylko w budynkach nie posia
dających komory). Spotyka się też często dwa okna złączone razem
(por. np. ryc. 3).
4. Izba mieszkalna.
O wnętrzu izby łemkowskiej wspomniałem już przelotnie przy opi
sie powały, na tem zaś miejscu omówić pragnę dalsze szczegóły wnętrza,
jego urządzenie i wygląd Rozkład sprzętów wewnątrz izby pool ega
pewnym stałym prawidłom, które nadzwyczaj rzadko bywają łamane.
Dwoma najważniejszemi czynnikami, do których stosować się musi
całe urządzenie wnętrza są ława i piec. Jak to widzimy na przedstawio
nych na tbl. III/5 planach izb, piec i ława znajdują się z reguły w prze
ciwległych kątach izby, przyczem ława zajmuje narożnik między dwoma
oknami a piec przylega jednym bokiem do ściany, w której znajdują się
drzwi wejściowe, drugim zaś do ściany pozbawionej okna. W miejscu,
gdzie ława załamuje się pod kątem prostym, stoi stół a koło niego mała
ławeczka, w pozostałych kątach izby znajdują się łóżka a wpobliżu
pieca przybita do ściany wisi półka na naczynie (tbl. Iłl/6). Szaf niema.
Ubrania wieszają na żerdzi przymocowanej u powały (tbl. III/7) wiszalo.
Uzupełnieniem umeblowania jest kołyska (tbl. III/8 a, b) i skrzynia.
Żarna w izbie znajdują się tylko wyjątkowo. Rzecz ciekawa, że u Łem
ków nawet w zamożniejszych izbach spotykamy stołki bardzo rzadko
Gorlice, e - - Pielgrzymka pow. Jasło, / = Uhryn pow. Nowy Sącz, 1 = piec,
2 = łóżko, 3 = ława, 4 = podyszor, 5 = stół, 6 = kołyska, 7 = warstat stolarski,
8 = żarna, 9 = skrzynia; 6 — podyszor; 7 — wieszadło; 8 a—b — kołyski;
9 — piece, a — Szklarki, b — Czarne, c = Zdynia, d = Ropki, e—/ — piec zprzodu
i zboku, Klimkówka, wszystkie wsie w pow. Gorlice; 10 — wnęlrze starej chaty
w Uhrynie, pow. N. Sącz.
12) zw. wikna lub wyhlad (w Sądeckiem).
102
i to wyłącznie nowsze kupowane po jarmarkach, dawniej posługiwano I
się prymitywnemi zydlami bez oparcia.
W starych izbach wysuwa się na pierwsze miejsce piec zajmujący ]
niemal jedną czwartą całej izby. Konstrukcja pieców jest dosyć rozmaita,
zależnie od pomysłowości konstruktora. Ogólnie można wyróżnić trzy
zasadnicze formy:
1. a) piec kumy bez przewodu odprowadzającego dym,
1. b) piec kui*ny z przewodem odprowadzającym dym,
2. piec nowoczesny z kominem.
Piec kumy bez przewodu odprowadzającego spotykamy w dwu
odmianach, które tem różnią się od siebie, że w jednej piec całkowicie
zrobiony jest z gliny,
w drugiej zaś z gliny
i drzewa. Piec całko
wicie gliniany przed
stawiają tbl. III/9 a, c,
j ryc. 10. Jak widać są .
to dwa potężne prosto
kątne bloki, przyczem
większy jest podstawą,
na której spoczywa
mniejszy blok z pale
niskiem w środku. I
W dolnym również
znajduje się głęboka I
jama, służąca do prze- I
chowywania dťzewa I
opałowego i t. p. Tam I
znajduje się również
Ryc. 10. Piec cały bity z gliny, Uhryn, pow Nowy
Sącz.
koszyk, w którym wy
siadują kwoki.
Druga odmiana tego typu posiada zamiast podstawy glinianej msz- I
towanie z grubych bierwion, czyli t. zw. zarubę (tbl. III/9b). Jest ona
zwierzchu grubo wylepiona gliną, by nie zajęła isię w czasie palenia
a na niej dopiero znajduje się właściwy piec gliniany.
Otwór w piecu glinianym powstawał przez wypalenie. Na odpo
wiednio przygotowanej podstawie z gliny lub na wylepionej zarubie
kładło się półokrągły pień jodłowy i tak długo oblepiało gliną, dopóki
nie powstał prostokątny blok z gliny. Po wyschnięciu pień wypalano
(co trwało czasem kilka dni) i piec był skończony. Służy on przeważnie
do wypieku chleba, zwyczajne gotowanie odbywa się na denarku. na
obszernej polepie przed otworem pieca. W starych chatach np. w Uhrynie nad polepą wisi duży kocioł do gotowania (ryc. 10).
Chyże z piecami wyżej opisanemi nazywają się kurne. Dziś jeszcze
jest ich po kilka iw każdej prawie wiosce, w niektórych liczba chat kur- ,
nych dochodzi do 10% (np. w Pielgrzymce pow. Jasło, w Szklarkach I
pow. Gorlice jest ich 6) pozatem w większej ilości występują w Jawor
kach i w przyległych wsiach /ruskich. Piec kurny pozbawiony jest jakich
kolwiek przewodów służących do odprowadzania dymu, który całemi I
103
kłębami wydobywa się z głębi pieca i snuje po izbie. Celem odprowa
dzenia dymu wycięty jest w powale otwór zwany lutnią1:1) łub wytaźnicą14) z zasuwą, którą uchyla się w czasie palenia, by dym uciekał
pod strzechę. Wyłaźnica nie spełnia dobrze swego zadania, gdyż dym
i tak wypełnia izbę do wysokości okien, co można łatwo poznać po
zaczernieniu ścian.
Z tego powodu staroświeckie piece starano się ulepszyć przez do
danie luźnego przewodu odprowadzającego dym na strych lub do sieni.
W ten sposób powstała druga odmiana określona przezemnie jako piec
kurny z przewodem odprowadzającym dym.
Piec ten w zasadniczej swej konstrukcji nie różni się zupełnie od
poprzednich. Innowacja polega na tem, że u wylotu paleniska umidszczono okap mający za zadanie chwytać dym wydobywający się z pieca
i odprowadzać go przez drewnianą zbitą z desek rurę do sieni, skąd
rozchodzi się pc strychu (tbl. III/9 c, d). Trzeci rodzaj pieców (z normal
nym przewodem kominowym wyprowadzonym ponad dach) jest dziś
przeważnie w większości w stosunku do poprzednich typówlr). Piec taki
składa się z dwu części: pieca chlebowego i kuchennego związanych ze
sobą dosyć luźnie (tbl. III/9 e, f). Piec chlebowy jest to ulepszony piec
„staroświcki“ (np. tbl. III/9 c) tylko nieco mniejszy a temsamem zgrab
niejszy. Tu również dym wydostający się z paleniska ucieka pod szeroki
okap. bóżnica polega tylko na tem, że wyżej opisany przewód kominowy
sięgał tylko do strychu a tu wystaje już ponad dachem. Piec do gotowa
nia, jak to już powiedziałem, stanowi osobną całość. Budowa jego jest
już zupełnie nowoczesna, posiada palenisko z rusztem i popielnikiem,
zgóry nakryte blachą. Ujście dla dymu jest przy tylnym końcu paleniska,
gdzie znajduje się przewód kominowy w formie czworograniastej wieży,
połączonej w górnej części z kominem pieca chlebowego.
Przykład takich dwu pieców luźnie związanych spotykamy w Klim
kówce (pow. Gorlice tbl. III/9 e). Z lewej strony przy ścianie stoi piec
chlebowy z okapem, po prawej piec do gotowania z pionową przybu
dówką do odprowadzania dymu. Przybudówka połączona jest z ko
minem wąskim kanałem. Z czasem konstrukcja pieców doskonali się,
obie części zrastają się coraz bardziej a pionowa przybudówka zamienia
się w piec służący do ogrzewania sąsiedniej chyżki.
Piece nowoczesne buduje się z cegły, nad blachą (w pionowej przy
budówce) wmurowują duży żelazny garnek, w którym grzeją wodę.
Pod piecem zboku znajduje się zwykle mała zagroda dla drobiu (tbl.
III/9 f). W piecach swych spalają Łemkowie mnóstwo drzewa, a daw
niej spalali go jeszcze więcej, gdy podtrzymywanie ciągłego ognia było
jednym ze sposobów oświetlania chyży w czasie długich zimowych wie
czorów 16).
13) Lulnia w Pstrążnem pow. Gorlice.
14) Wyłaźnica w Czarnem, Uściu Ruskiem, Izbach pow. Gorlice, Uhryniu pow.
Nowy Sącz.
lr’) Obydwa dotąd omawiane piece kurne stanowią w sumie przeciętnie
10—20°/o w niektórych tylko miejscowościach (Biała Woda p. N. Targ, Ożenna
p. Jasło) przekraczają 90°/n pieców wogóle.
le) Do oświetlania izb używano leż smolnych trzasek zatykanych w rozszcze
pioną deseczkę umieszczoną koło pieca. Dziś używają tanich lamp naftowych.
104
Oprócz półek z okrąglaków biegnących pod powałą, na których
suszą drzewo, w najstarszych chatach (np. w Uhrynie) spotyka się jeszcze
inne urządzenie służące do tego celu. Są to tak zwane krywule, dwie
grube łukowato wygięte żerdzie, które końcami wspierają się na półce
i na tragarzu (tbl. III/10). Krywule są tak umieszczone, by palący w piecu
mógł bez trudu sięgnąć po ułożone na nich polana.
Kąt izby (naprzeciw pieca) zajmuje szeroka ciężka ława związana
konstrukcyjnie z przyległemi ścianami tak, że nie można jej odsunąć ani
przestawić. Niegdyś ława stanowić musiała miejsce do spania. Dziś
jeszcze w chyżach szczególnie przeludnionych zdarza się, że ktoś z ro
dziny sypia na ławie na wąskim sienniku wynoszonym na dzień z izby
do komory lub sieni.
Dawniej zastępowało ławy biegnące dookoła izby podwyższenie
z ubitej gliny, które
w formie szczątkowej
spotkać jeszcze można
w niektórych izbach,
jest to niewielki zwał
ubitej gliny zewnątrz
pobielony,
usypany
wzdłuż ściany (Czar
ne pow. Gorlice), obec
nie nie spełnia on już
żadnego praktycznego
zadania.
Stół dzisiejszy nie
przedstawia z punktu
■widzenia etnograficz
nego nic ciekawego,
dawne zaś nie docho
wały się już do dzi
siejszych czasów, mo
Ryc. 11 Wnętrze zamożnej chaty w Rychwałdzie, pow.
Gorlice
żemy jedynie wyobra
zić je sobie na podsta
wie dawnego opisu (niestety dotyczącego Rusi Zakarpackiej). Cytowanyl
już poprzednio Biedermann opisuje go w ten sposób: „w jednym kącie
izby stoi duży stół a między jego szeroko rozstawionemi nogami znaj
duje się obszerna szuflada. Blat stołu zrobiony jest z jednej grubej deski
jesionowej lub klonowej“ 17).
Wpobliżu pieca przybita do ściany wisi szafkowata podwójna półka
na naczynie zwana podyszor (tbl. III/6). Jest ona czasem ozdobnie wy
cięta podobnie jak i towarzyszący jej stale łyżnik (ryc. 11).
Łóżka na Łemkowszczyźnie są krótkie i szerokie, gdyż zwykle sypia
na jednem po parę osób. W chyżach uboższych całą pościel zastępuje
mierzwa owsiana nakryta płachtą, w bogatszych są liczne poduszki
i pierzyny.
17) Opis powyższy przypomina stół podhalański (patrz Matlakowski Wł. Zdo
bienie i sprzęt ludu polskiego na Podhalu str. 58).
105
Jeśli jest w domu małe dziecko, znajduje się w izbie lxäyska(kttyska).
Spotykamy ją w dwu formach: jako łóżeczko na biegunach (tbl. lil/8 b)
lub wiszącą na sznurach, przywiązanych do wieszadła (tbl. III/8 a).
W tym drugim wypadku zapewnie ze względu na wagę zrobiona jest
nie z jednolitych desek lecz cienkich listew.
Podłóg przeważnie w izbach niema, zastępuje je klepisko18). Kopernirki w swoim opisie górali ruskich 1!l) pisze „w izbach porządniej
szych w kącie u samych drzwi naprzeciw pieca jedyne miejsce z ułożoną
podłogą przygotowane dla cieląt na zimę“.
W ciągu 45-ciu lat, które od tego czasu minęły, wiele się zmieniło,
w każdym razie ja nie znalazłem tego w żadnej zwiedzonej przezemnie
chacie. Ogólnie izba łemkowska robi wrażenie brudnej i zaniedbanej.
W nowszych czasach zaczęto bielić ściany, skutkiem czego wygląd izb'
nieco się poprawił.
Bielą jednak tylko tam,
gdzie mają nowo
czesne piece, izby kur
ne zostały nadal nie
bielone'.
Ozdób naogcł ma
ło. Na bielonych ścia
nach izby spotyka się
różne desenie naklej
piti z pracowicie wy
ciętych kwadracików
z kolorowej bibułki
(ryc. 11), naprzeciw
drzwi
wejściowych
rząd obrazów świę
tych, poniżej których
wiszą barwnie malo
wane fajansowe ta
lerze.
Bielenie. Na zakończenie opisu budynku mieszkalnego należy
wspomnieć też o bieleniu ścian zewnątrz.
Występuje ono u Łemków w różnych odmianach, przyczein nie
wszędzie w jednakowej ilości. Ogólnie można powiedzieć, że więcej bielą
chaty w powiatach krośnieńskim, jasielskim i gorlickim, bardzo mało
w sądeckim, i nowotarskim. Więcej na północnych kresach graniczą
cych z Polakami niż wgłębi gór. Wśfód różnych sposobów bielenia wyp
różnić można cztery główne odmiany:
bielą: 1. cały budynek,
2. część budymku.
3. tylko szpary między belkami,
4. znaki i rysunki wapnem.
Pierwszy z wymienionych sposobów spotyka się najrzadziej i to prze
ls) Dawniej były tylko izby z klepiskiem.
3B) Zbiór wiadomości do antropologji krajowej 1889 r.
106
ważnie we wsiach pogranicznych, jakiemi są naprzykład Ropica Ruska.
Męcina Wielka, Kąty, wyjątkowo zdarza się w głębi np. w Świątkowej
Małej, Świerzowej Ruskiej, wszędzie, gdzie występuje, jest w znacznej
mniejszości.
Tbl. IV. 1 — malowidła wapnem na wrotach i drzwiach, a—b—e = Przegonina,
d—e—f = Wapienne, g = Krywe, h = Rozdzielę, wszystkie miejscowości w pow.
Gorlice; 2—3 rodzaje piwnic; 4 — drzwi ze spichlerza; 5 — przekrój przez zrąb
stodoły z występem ; 6—7—8—S—10 — rodzaje ogrodzeń
107
Bielenie połowy budynków jest już częstsze. Zwykle bieli się część
mieszkalną ale może być i odwrotnie. Sposób ten rozpowszechniony jest
najbardziej w powiecie gorlickim w okolicy Rozdziela, Bednarki, Prze
gońmy, Małastowa, Rychwałdu.
Na wschód od gościńca wiodącego przez Pętną do Radocyny prze
waża bielenie w szparach między belkami (ryc. 12). Występuje ono tam
tak gęsto, że przeważa liczebnie w stosunku do chat inaczej bielonych
lub nie bielonych. W Leluchowie, Dubnem i innych wioskach południo
wej Sądeczyzny wystawionych na szczególne działanie wpływów sło
wackich spotyka się bielenie w pasy równoległe poprzeczne (zgóry na
dół). W Ropiance (pow. Krosno) i wsiach okolicznych przed bieleniem
zapuszczają zrąb chaty odpadkami ropy naftowej (wydobywanej w Ro
piance) by nadać drzewu większą trwałość. Dopiero na tym podkładzie
bieli się wapnem szpary między belkami.
Rozgraniczenie odmian (mapa 3) podane wyżej ma znaczenie tylko
orjentacyjne, nie może tu być mowy o ścisłości z tego powodu, że po
szczególne sposoby bielenia występują często obok siebie w tych samych
miejscowościach (np. bielenie w pasy podłużne spolyká się też w po
wiecie gorlickim w Bielance, Uściu ruskiem, Szklarkach a sporadycznie
i w Jaworkach u Rusinów zpod Pienin). Zdarzają się też kombinacje
poszczególnych sposobów bielenia w obrębie jednego budynku np. w Grabiu widziałem dom w połowie obielony gładko a w połowie mieszkal
nej w podłużne pasy. Czwartym zkolei rodzajem bielenia są drobne
ozdoby wykonane wapnem na ciemnem tle zrębu. Niektóre z nich
tworzą nawet zwarte zasięgi zamykające po kilka wiosek. W okolicach
Wawrzki, Brunar Niżnych i Wyżnych spotyka się np. często okna obra
mowane kwadratem z białych kropek. W Białej Wodzie koło Szlachtowej
podobnie ozdobiona jest krawędź ściany szczytowej (ryc. 8).
U Łemków gorlickich i jasielskich panuje zwyczaj, że drzwi i wrota
malują glinką na kolor bronzowy. W Męcinie Wielkiej, Wapiennem,
Rozdzielu, Przegoninie spotkać można na tern tle różne znaki kreślone
wapnem. Znaki te przedstawiają figury geometryczne, kwiaty, słońca,
księżyce i t. p. i mogły mieć dawniej jakieś specjalne znaczenie (ma
giczne) . Dziś jednak nie potrafi już nikt wytłumaczyć, czemu się je ma
luje. Kilka takich znaków podano na tbl. IV/l; a) przedstawia dwie fazy
księżyca przegrodzone słońcami (kwiatami?), b) możliwem jest, że białe
koła również przedstawiają księżyc, c) i d) na wrotach wjazdowych po
lewej stronie rysunek geometryczny, po prawej zupełnie inny oparty na
motywach roślinnych e) i f) rysunki roślin malowane na drzwiach
wchodowych, g) h) takie same rysunki o charakterze geometrycznym.
Ciekawym jest rysunek h), który jest połączeniem elementów geometrycz
nych z roślinnemi (gałązki wśrodku prostokąta).
Czasem na ścianach domów bielonych w całości można spotkać
różnokolorowe ornamenty. Ozdoby tego rodzaju należą jednak do rzad
kości. Jako przykład posłużyć może ornamentacja dokoła okna w Bed
narce pow. Gorlice. Na białem tle ściany ramka w formie linji łamanej
malowana farbą niebieską, nad każdem zewnętrznem załamaniem po
dwie czerwone kropki a po bokach symetrycznie rozmieszczone kwiatki
czerwonego koloru z niebieską łodygą i listkiem.
108
Prócz chat bielonych w sposób wyżej opisany na całym obszarze
przezemnie omawianym spotyka się wiele chat zupełnie niebielonych.
Zwyczaj malowania ścian wapnem przyszedł na Łemkowszezyznę
z okolicznych wsi polskich, w których przeważają chaty bielmie. Dziś
jeszcze opowiadają starzy gazdowie, że za ich pamięci ani jedna chata
wó wsi nie była pobielona.
5. Inne budynki, studnie i płoty.
Powiedzieliśmy już wyżej, że główną cechą budownictwa Łemków
jest to, że najważniejsze budynki gospodarcze i część mieszkalna znaj
dują się ped wspólnym dachem Jedynym Ludwikiem. który na całej
Łemkowszczyźnie wystę
puje odosobniony od reszty
jest piwnica, względnie
piwnica i spichlerz.
Piwnicę stanowi ob
szerna czworoboczna jama
wykopana
najczęściej
w stoku pagórka, której
ściany murowane są z pła
skich kamieni wytępio
nych gliną. Dach piwnicy
jest bądźto zwycza Jnj d\\ uspadkowy, (thl. IV/2) bądź
sklepiony z kamienia.
W tym w\ paclku przykry ty jeszcze bywa nasypem
z.ziemi (tbl. ÏV/3 a). Drzwi
Ryc. là. Spichlerz, z piwnicami, Uście Ruskie,
w piwnicach bywają czę
pow. Gorlice.
sto podwójne tak. że mil
dzy niemi powstaje kró
ciutki kurytarzyk (tbl. IV/3 b). Spichlerz 21 j jest to mały jednoizbowy
budynek stanowiący z reguły' nadbudówkę murowanej piwnicy (rye. 13
i 14). Wyjątkowo łączą go tylko z jakimś innem pomieszczeniem gospodarskiem np. z wozownią (ryc. 15). Spichlerze posiadają zrąb ułożony na
węgieł z drzwiami w ścianie szczytowej. Dach nad wejściem tworzy
szeroki okap sparty' na okrentach lub filarach drewnianych, czasJm
robią pod nim mały ganeczek. Pozostałe ściany obywają się bez okapów.
Drzwi śpichlerzy posiadają wykrój prostokątny, ich skrzydła skła
dają się czasem z kilku części ułożonych w kwadraty lub romby jak to
ilustruje tbl. IV/4. Podobnych drzwi nie spotyka się na Łemkowszczyźnie
prócz spichlerzy nigdzie, należy więc przypuścić, że są one jak zreszią
cały spichlerz nowością przyniesioną tu niedawno przez robotników
rolnych pracujących w podgórskich dworach.
We wioskach wystawionych na działanie wpływów słowackich
(Leludhów, Muszynka, Dubne) spotyka się śpichlerze różniące się od
-") Spichler, czasem sypanec.
wyżej opisanych konstrukcją i tem, że położone są bezpośrednio na
ziemi bez kamiennej piwnicy pod spodem. W spichlerzach, które po
znaliśmy dotychczas, ściany szczytowe dachów były szalowane deskami
podobnie jak np. w chatach.
W Leluchowie i reszcie wsi wymienionych górna część budynku
(powyżej linji „okrentów ') jest
również ułożona na węgieł, przyczem belki szczytowe są coraz to
krótsze tak, że poszczególne wieńce
zrębu zwężają się ku górze. Kon
strukcja ta doprowadzona jest
mniejwięcej do połowy szczytu, na
stępnie ułożony jest pułap pokryty
warstwą gliny (ryc. 15).
Dwuspadkowy dach krokwiowy
spiera się na grubych „ostrysznykach“ leżących na końcach wysta
jących „okrentów“.
W niektórych wioskach (Muszynka) celem utrzymania jednoli
tej temperatury izoluje się ściany
grubą warstwą gliny, ażeby glina
po wyschnięciu nie odpadała, na
bijają gęsto zrąb budynku kołkami
wystającemi na 5—10 cm. Stano Ryc. 14. Spichlerz w Miliku, pow.
Nowy Sącz.
wią one rusztowanie, na którem
trzyma się gliniany pancerz.
Stodołę i stajnie jako budynki odrębne budują w powiatach są
deckim, południowo-zachodniej
części gorlickiego i u Rusinów
zpod Pienin. Częściej bywają
one złączone ze sobą w jedną
całość, zdarzają się jednak cał
kiem od siebie oddzielone. Bu
dynki te podobnie jak wszystkie
inne zbudowane są na węgieł,
, dachy bardzo często czterospadkowe są krokwiowe bez okapów
i okrentów.
U Rusinów pienińskich, (Ja
worki, Biała Woda, Czarna Wo
da) i w południowo-zachodnich
wioskach powiatu sądeckiego,
Andrzejówka, Milik, spotyka się
budynki gospodarcze z tak zwa
Ryc. 15. Spichlerz w Muszynce, pow.
Nowy Sącz.
nym występem (ryc. 16), który
ma na celu rozszerzenie powierzchni strychu i stworzenie przed stajnią zasłoniętej od deszczu przestrženi, gdzie gazda w dnie słotne i yyprzęga konia i t. p. Konstrukcję
110
występu przedstawia tbl. 1V/5. Studnia Dla Łemków nie stanowi bynaj
mniej konieczności, bez których nie możnaby było się obejść. W wielu
wypadkach wodę tak do gotowania jak i do picia czerpie się poprostu
z pobliskiego potoku. W innych noszą ją z dzikiego źródełka lekko po
głębionego i obłożonego kilku płaskiemi kamieniami. Czasem zdarza się,
że takie źródełko cembruje się staranniej ujmując je naprzykład w gruby
wydrążony pień drzewny. Studnie kopane mają ocembrowanie w formie
kwadratów lub sześcioboków umiarowych zrobionych z belek ułożo
nych na węgieł. Czerpie się wtedy wodę krukiem lub żurawiem, który
szczególnie często występuje w południowo-wschodniej części powiatu
gorlickiego w Jasielskiem i Krośnieńskiem. Zakończenie żu
rawia zaopatrzone bywa w spe
cjalny zamek drewniany lub
żelazny mający utrudnić spa
danie konewki w czasie czer
pania wody. W nowszych cza
sach studnie z żurawiem wy
pierane są przez takie, w któ
rych wiadro wyciąga się na
łańcuchu przy pomocy żelaz
nego kołowrotu. Drewniany
zrąb zastępują betonowym.
Żeby woda nie prószyła
się (szczególnie wpobliżu go
ścińców) zaopatruje się studnie
w daszki, drzwiczki i t. p.
Na zakończenie wypada
powiedzieć słów parę o płotach.
Domostwo łemkowskie nie
zawsze stanowi całość zam
kniętą ograniczoną płotem.
Zdarzają się wioski, gdzie dom
stoi przy domie a między
niemi niema zupełnie płotu.
Wszędzie natomiast spotyka
się lekkie płoty wzdłuż dróg
polnych, gdzie chronią od szkód, wyrządzanych przez bydło pędzone na
paszę. Tam właśnie spotyka się płoty najprymitywniejsze 21) t. zn. płot
soszkowy, składający się z wbitych w ziemię rozwidlonych palików
(soch), na których spoczywają poziome żerdzie (tbl. IV/6). Drugi ro
dzaj lekkiego płotu jest przedstawiony na tbl. IV/7. Między dwoma
pionowemi palikami przywiązane są żerdziE elastycznemi brzozowemi
powrósłami Płotów gęsto plecionych używa się tylko wpobliżu domów.
Do plecenia służą cienkie patyki świerkowe. Rozróżniamy dwa rodzaje
plecenia poziome (tbl. IV/8) i pionowe (tbl. IV/9). Ten drugi sposób
21) Jeszcze prymitywniejszą ochronę przed bydłem stanowią młode świerki,
które układa się nie obcinając gałęzi wzdłuż dróg polnych.
111
Mapa 2.
granica Państwa; 2 granica zasięgu Łemków (granicy zasięgu wschod
niego nie zaznaczono); 3 koszyczek; 4 drzwi owalne.
Objaśnienie miejscowości zaznaczonych na mapie: 1 Jaworki; 2 Biała Woda;
3 Piwniczna; 4 Wierchomla Wielka; 5 Uhryń; 6 Nowa Wieś; 7 Mochnaczka Wyżna;
8 Bińczarowa; 9 Florynka; 10 Polany; 11 Grybów; 12 Ropa; 13 Uście Ruskie;
14 Ropki; 15 Gorlice; 16 Jasło.
1
7. »>>
Mapa 3. 1 granica Państwa; 2 granica zasięgu Łemków (granicy zasięgu wschod
niego nie zaznaczono); 3 bielenie w pasy; 4 bielenie gładkie; 5 rama z białych kro
pek dookoła okna; 6 zaprawa zrębu odpadkami ropy naftowej; 7 znaki kreślone
wapnem na drzwiach.
Objaśnienie miejscowości podanych na mapie: 1 Piwniczna; 2 Grybów; 3 Brunary
Niżne; 4 Brunary Wyżne; 5 Wawrzka; 6 Uście Ruskie; 7 Pętna; 8 Wirchne; 9 Ja
sionka; 10 Rozdzielę; 11 Wapienne; 12 Przegonina; 13 Gorlice; 14 Kołań; 15 Ropianka; 16 Jasło.
112
używany bywa często przy ogradzaniu gnojowni. Pokrewny mu jest płot
ze szczap dartych z pnia (tbl. IV/10) Spotykamy go często w maleńkich
ogródkach warzywno-nasiennych (t. zw. zahridkach) rozrzuconych
wśród pól dookoła wioski. W niektórych wioskach np. w Kunkowej
pow. Gorlice zdarzają się płoty ułożone z kamieni.
STANISŁAW CISZEWSKI
ANONIMOWA ZAPISKA O GÓRNOŚLĄZAKACH
Z R. 1783.*)
(NOTICE ANONYME DE L’ANNÉE 1783 SUR LES HABITANTS DE LA
HAUTE SILÉSIE.)
Pamięci Łucjana Malinowskiego i Jana Bystronia.
Niespełna półtora wieku temu w czasopiśmie E. Fabri‘ego p. t.
Geographisches Magazin, Dessau i Lipsk, 1783, I, 261 — 271,
niepodpisany nazwiskiem autor, zaznaczając} tylko, że artykulik skre
ślony został „nicht von einem Reisenden“, zamieścił garstkę wiadomości
o Górnoślązakach. Z artykuliku tego powtarzam tutaj ciekawsze ustępy,
powstrzymując się od wszelkich komentarzy i od przekładania poda
nych wyjątków na język polski. Autor był z pochodzenia Niemcem,
a bodaj że nauczycielem ludowym.
Załatwiwszy się w krótkich słowach z geografją opisywanej okolicy,
autor w następujące odzywa się słowa:
„Und diese fruchtbare Landschalt (okolice OpolaJ bewonen Menschen,
die sich oft von den Tieren durch nichts als ihre Gestalt unterscheiden.
Ihre Sprache ist eine Verwirrung und Mischung der deutschen und polni
schen Sprache, und nach dem engen Lmfange ihrer Begriffe ser einge
schränkt. Auser den herschaftlichen Beamten und Geistlichen findet mann
auf dem Lande fast keinen, der d'ie deutsche Sprache redet. In den Städten
hingegen wird sie allgemein und zwar ser rein gesprochen, weil keine
schlechte Mundart des Landvolks sie verunreinigen kann *l). Diese polnische
Menschenmation nun steht noch auf einem sehr niedrigen Grade der Cu Hur.
Ihre Religion besteht in Wallfa.rfen, Verehrung der Heiligen und Pfarrer...
Der polnische Oberschlesier isst wenig und schlecht und trinkt desto nier
Brantwein. Der übermässige Genuss dieses Getränkes, dem die ganze Na
tion ergeben ist, bleibt ein wichtiger Grund 'ihrer grossen Unsitlichkeit, einer
allgemeinen Schwächung der Körper, der Trägheit, und ihres narlosen Zu
standes; und ist überdies noch ein wichtiges Hindernis der Bevölkerung.
Bier wird dagegen ser wenig getrunken. Brod, Klöse von groben Meie oder
*) Pracę ś. p. S. Ciszewskiego otrzymała Red. „Ludu“ do druku dzięki uprzej
mości Prof. J St. Bystronia.
1 ) Czytaj: A. Weiss, Die Breslauer Klabatschke, Grünberg, 1892 i G. Meyer,
Von der schlesischen Mundart, Essays und Studien zur Sprachgeschichte und Volks
kunde, Strassburg, 1893, II, 66—67.
113
geschrotenen Korn, und Schweinefleisch ist fast seine einzige Narung. Von
Gartenfrüchten weis er ser wenig. Sein Körperbau ist grössenteils schwach,
seine Gestalt hager und blas und wild sein Ansehen. Diese Wildheit wird
(str. 262) durch die Unreiinlichkeit seines KÖTpers vermert, indem er Bart
und Nägel entweder nie, oder nur ser selten abkürzt. Auser groben Hemden,
Zippelpelz und Hosen sieht man in selten einige Kleidung tragen, auser
allenfals Stifeln im Winter. Gewöhnlich sieht mann ihn mit Moser Brust,
doch schürzt er sich gegen die Rauhigkeit der Witterung durch Friesdeken
oder Säke, die ihm zum Mantel, und des Nachts zur Deke dienen. Die
Weibspersonen tragen weisse Tücher um den Köpfen, die sie im Sommer
gegen die Sonne, und im Wiinter gegen die Kälte schützen, Kamisöler mit
langen Schössen und Brmeln, von brauner Farbe, Röke von Rasch oder Tuch
und rote Strümpfe auch Linken von weisser Leinwand statt Mäntel. Viele
tragen statt deren auch Kamisöler von Schafpelz2).
Die Schulen im polnischen Oberschlesien befinden sich noch in einer
ser trauriger Verfassung, und wie Soll das Volk gesitteter und klüger werden,
wenn mann nicht mit Ernst auf die Verbesserung seiner Erziehung bedacht
ist’ Selten hat ein Landschullerer sein notdürftiges Auskommen, und viele
müssen, um nicht zu erhungern, den Sommer hindurch Tagelönerarbeit
verrichten. (Dieses kann durch Beispiele erwiesen werden). Doch sind auch
die Fähigkeiten der Schulhalter gewöhnlich dieser schlechten Belonung
angemessen. Seit mereren Jahren wird indes schon für die Erlernung der
deutschen Sprache in diesen Schulen gesorgt.
Die Landwirtschaft ist grosser Verbesserung bedürftig. Früchte, die
angebaut werden, sind: Weizen, Korn, Gerste, Hafer, Erbsen, Wiken und
Heidekorn, oder Buchweizen. Kartoffeln3) baut mann noch gar nicht, so
wenig als Tabak. Lein wird wenig, und an wenigen Orten gebaut. Der Anbau
des Obstes wird, besonders im Oppelschen Fürstentum, einige Städte und
Gegenden, z B. den St. Annaberg ausgenommen, fa/st gänzlich vernach
lässigt, so wie der Bau der Gartenfriichte überhaupt, und mann sieht nicht
einmal überall Gärten. Der Seidenbast ist noch gänzlich unbekannt... Die
Wiesen befinden sich merenteils in sehr schlechtem Zustande, und werden
häufig zu Viehweiden bestimmt, statt zum wichtigsten Grasertrage durch
wenige Mühe und Kosten fähig gemacht zu werden. Die Wälder dienen in
den meisten Gegenden gleichfalls nur zur Viehhütung. Ich schweige von
den übrigen Mängeln der Forstwirtschaft, (str. 263).
Ist es Wunder, wenn bei so mangelhaften Bestellung des Bodens im
Ganzen das 3-te Korn nur, und oft dies nicht, gewonnen wird? Ein Bauer,
der 2 bis 21/2 Hufe Land hat, hält 8 bis 12 Pferde Diese sind auserst schwach
und klein, weil er ihnen wenig, oder gar hart Futter gibt und die Striegel
kaum kent. Von diesen Pferden spannt man 4 zugleich vor einen Pflug, und
an einigen Orten, wo Ochsen gehalten werden, statt ihrer 6 Ochsen. Im
Mangel der Pferde spannt man häufig Kühe und Pferde zusammen, auch
z) O stroju Górnoślązaków okolo r. 1869 w Bytomskiem patrz też L Mali
nowski, Listy z podróży etnograficznej po Śląsku, Na dziś, pismo zbiorowe, Kra
ków, 1872, I, 295 porów. 311
3) Dały, mówiące o początkach rozpowszechniania się kartofla na ziemiach
polskich wogólności daje E. Jankowski, Dzieje ogrodnictwa w Polsce, Warszawa,
1923, 57, 67, 98
8
Lud T XXXIII.
114
Kühe allein vor. Diese überflüssigen Pferde ruiniren den Landmann; 4 stär
kere würden die Dienste solcher 12 elenden Thiere, die kaum gehen können,
mit grösseren Nuzen verrichten. Die algemeine Einführung und zwekmäsigere Anwendung der Ochsen, deren 2 den Pflug im stärksten Boden ziehen
können, wäre n-och wünschenswerter, obgleich die Pferde deshalb nie ganz
abgeschaift werden dürfen.
Diese Schwachheit des Viehes erschwert dem Bauer, doch nicht we
niger den Herrschaften ser nachteilig. Statt dass ein Bauer jezt 4 bis 5 Tage
robotet, würde er nach der Versicherung jeder billigen Hferschaft, nur 2 Tage
roboten dürfen, wenn er stärkeres Vieh und Akergeräte hätte, weil er eben
das ser wol in 2 Tagen tun würde, wozu er jetzt 4 Tage braucht; (da jeder
eine gewisse Anzal Acker zu besorgen hat). Er selbst würde augenscheinlich
gewinnen, wenn er die übrigen Tage der Woche zur Bereitung seines eignen i
Akers anwenden könte, da er gegenwärtig kaum 2 für sich erübrigen kann
Die Herrschaften würden nicht nur keinen Schaden, sondern noch Vorteil
haben, besonders durch Verbesserung der Akergeräte, durch Einführung
eiserner Eggen u. s. w. (str. 265).
'
Es ist zu erweisen, dass Oberschlesien vor 80 und merem Jařen volk- (
reicher gewesen, als jetzt. Sei\s, dass Religionsbedrükirngen ihren Anteil
an dieser Verminderung der Menschenhai gehabt. Seit 40—50 Jahren stehen
andre Hindernisse der Volksvermerung entgegen. Mann sagt nicht zu viel,
wenn man annimt, das Oberschlesien seit dieser Zeit 15000 Menschen durch I
Auswanderung verloren, welche, wenn sie im Lande geblieben, und sich
verhältnismässig vermehrt hätten, nach Abzug des gewönlichen Abgangs,
auf 30000 zu scházen wären. Jeder dieser Auswanderer nimmt etwas mit und |
in 50 Jahren ist dadurch dein Lande, nach Verhältniss seiner Reichtiimer,
eine grosse Summe geraubt. Gründe dieser Auswanderung sind überhaupt
der narunglose Zustand der Provinz, denn jeder glaubt im Auslande mer 1
zu finden, als er im Vaterlande verliert; die schweren Roboten bei dem I
schlechten Viehstande der Bauer; und besonders die so ser gestiegenen s
pretia rerum, und der sich immer gleichbleibende Lon der Hofgärtner, und
des Gesindes. Die Güter stehn kaum halb so hoch im Preise, als in Niederscblesien. Der Debit der Feldfriichte ist in den meisten Gegenden noch ]
schlecht, und die Preise sind gering. Der Landmann achtet daher sein Eigen- i
tum (str. 266) wenig, und nimmt entweder die Höfe umsonst oder bezalt
ein Bauergut von 2 bis 21/2*lluten Akers, das auf eine Sat 40 und mer Bresl. 1
Schfl. säet mit 12 bis 24 Thlr. sehles., welches Kaufpretium oft erst in 20
Jařen abgetragen wird4).
Es drängt sich niemand nach den Bauergütern, wie in Niiederscblesien, I
sondern es müssen oft Leute zur Anname der Höfe gezwungen werden,
weshalb immer viele Stellen wiiste stehn In Niederschlesien gilt ein Bauer- ’
gut von 1 Hufe Akers, wobei massige Roboten sind, 800 bis 2000 Thlr.
schlesisch. Nur in wenigen Gegenden in Polnisch Oberschlesien z. B. bei
Neustadt, wo lauter Weizenboden und besseres Absaz ist, wird ein »okiiM
Gut mit 100 bis 400 schles. Thlr. bezalt. Eine Hofegärtnerstelle von 4, 10,
bis 15 Schfl. Aussat kauft man in Oberschlesien um 6 bis 10 schles. Thlr.
4) 1 Thlr. schlesisch hat 24 Silbergr, oder Böhmen, von dessen 30 einen Reichs
taler ausmachen.
115
lie eben fais oft binnen 20 Jahren erst bezalt werden. In Niederschlesien
kostet dagegen eine solche Stelle von 3—4 Scheffel 30 bis 100, auch 200
Thlr. schles. Der gesamte Geldverdienst eines Oberschlesischen Hofegärtners
1 leträgt, nach Abzug seiner Abgaben an Steuern und Zinsen, jär'lich höchstens
12 schles. Thlr. Hiezu ist schon der Verdienst seiner Frau und Magd durch
Spinnen, und etwa erübrigtes Deputatkorn gerechnet. Der Gesindelon ist
bei Hofdiensten noch schwächer. In N. erhalten järlich Lon: 1) der Großknecht 4 ’ llr. 24 slgr., 2) der Kleinknecht 4 Thlr.; 3) Der Grosjunge 3 Thlr.
6 sgr.-. 4) Die Grosmagd 1 Thl. 18 sgr.; 5) Die Kuhmägden 1 Thlr.
Die Kost ist an den meisten Orten höchst elend Dieser Lon ist bei den
niedrigen Preisen der Dinge vor 100 und merern Jaren festgesezt, und noch
heute will mann von diesen alten Grundgesetze nicht abweichen, so schädlich
es für die Herschaften selbst, und für den Stat ist, so ser es Auswanderung
und häufigen Diebstal befördert, (str. 267).
Dadurch, dass Niederschlesische Herschaften Güter in Oberschlesien
kaufen, vermeid sich nach und nach die Zal der Deutschen; die deutsche
Sprache wird eifriger in den Schulen getrieben; mann ge wärt den deutsch
lernenden Polen gewisse Vorzüge; und mit der Sprache fangen sie auch
zugleich an, sich zu den Sitten der deutschen Schlesier zu gewönnen. Be
sonders belert das Beispiel einer bessern Landwirtschaft, und ihre Vorteile
den Bauer, und so durfte bąld Landes- und Sitten Cultur einigen Fortgang
gewinnen, wenn von höherer Seite zugleich für die Vermerung der Gewerbe
und des vorteilhaften Debits jeder Art von Produkten gesorgt wird.
Vor allen Dingen solten in Oberschlesien bald Chiriurgi und Hebammen
auf dem Lapde angesetzt werden. Wie durch deren Mangel die Bevölkerung
leide, lert die Erfarung. (str. 271).
Tyle anonimowa zapiska. Zapowiedziany był jej ciąg dalszy, który
się jednak nigdy nie ukazał. Natomiast w jednym z późniejszych zeszy
tów tegoż czasopisma (1783, II, 441--474) ktoś, podpisany literami
E. T., zamieścił „Beitrag zu Nr. 17 des dritten Heftes und zur Menschen
kunde“. Zapiska anonimowa pierwsza, oraz „Beitrag“ wywołały pole
miczne „Berichtungen einiger Bemerkungen über das polnische Ober
schlesien an einen Freund und Landsmann, tamże, 1784, III, 98—128,
których ciekawsze szczegóły znowu tutaj daję w odpisie.
Nun komt ein grimmiger Ausfal auf die Nation, die Menschen sein
sollen, die sich oft von den Tieren durch nichts als ihre Gestalt auszeichnen5).
Wenn dis von mer als dem Bauerstande gelten soll, (str. 103) so ist es grobe
Beleidigung; allein auch der Bauer lässt sich verantworten (verteidigen).
V enn der Verfasser nicht mehr polnisch versteht, als sein nachfolgendes
Urteil verrät, so ist er gar nicht fähig, hierüber zu urteilen. Der Bauer in
Oberschlesien ist gewiss, für den unparteischen Beobachter, in Absicht auf
5) Ich setze noch hinzu: Gesichlsbildung, die in Absicht der Heslichkeit mit
der Physiognomie auf Terra del Fuego weteifern. Häuser nicht viel mehr als an
derthalb Ellen hoch; Zimmer in Gasthöfen, wo mann bei der Ankunft der Frem
den, Schweine und andre Tiergeschlechter austreibt, um den Gästen ein bisgen Plaz
zu machen. Zimmer, wo mann statt der Dielen, in einem Moraste bis an die
Knöchel waten mus. Und hier denke mann sieh einen müden Wanderer, der in
den Wintertagen seine Ruhe sucht, und sich noch glücklich preisen mus, wenn er
dürftiges Stroh in einem sumpfigen Lager zu seiner Nachtruhe erhält - mann denke,
wie so einem zu Mute seul mus.
8*
116
seine ökonomischen und Rechtsverhältnisse! denen übrigen westlichen Na
tionen gleich, und iibertrifft d'ie östlichen gewiss. Was hingegen Religionsbegriffe, was Luxus betritt, da ist es zurück, aber nicht weiter als der Schwabe,
und andre Reich'sländer nach Nikolais Beschreibung. Er ist fähig zum
Raiconnement, nach seiner Art wizig, in einigen Gegenden sogar geneigt zur
Satyre, aber man mus die Sprache, deren Eigentümliches, und ihre Wort
spiele verstehen. Theoretische Beweise — und sind die wol für den Naturmen
schen? — überführen ihm nie, desto wirksamer sind (str. 104). Erfahrungen,
nur diese können ihn überzeugen, dass 'seine Oekonomiie nichts tauge. Sonst
behart er bei der Weise der Grosväteir. Er ist grössten teils gutherzig und
williger, als irgend eine Art deutscher, besonders zeichnen sich die niederschlesische und andre Bauerinarlen durch Unhöflichkeit und Stolz aus, von
dem der Pole meistens frei ist. In vielen Gegenden sind in Riiksicht auf
Kultur, deutliche Spuren der ehemals hier eingefiirten, evangelischen Lerer
übrieg. So wie auch wirklich 22 Kirchen jkn Plessnischen mit lutherischen
Predigern besetzt waren, ihnen aber Wieder abgenommen wurden.
Wer von ihrer Sprache so urteilt, wie der Verfasser, der versteht
wenig von derselben. Richtig ist es, dass das Wissenschaftliche dieser
Sprache, das ausserordentlich mit lateinischen und nachher mit französi
schen Worten bereichert worden, sich jetzt blos noch in den Kirchen und
auf Kanzeln hören lässt. War ist es, dass, als deutsche Kolonien sich unter
den Slaven niederliesen, die Oberschlesien bewonten, sie ihnen manches
Bedürfniss lerten, so dass der Slave, der Neuheit wegen, sich gezwungen
sah, solche Begriffe mit deutschen Worten auszudrüken, denen er polni
sehe Endungen und Flexionen gab. (str. 105). Jene Mischung wurde durch
die Ausbreitung der lateinischen Möncbskoionien algemeiner, diese schränkte
sich auf Schlesien und die mąchsten Gremzorte ein. Ja manche Worte im
deutschen scheinen sogar polnischen, slavischen Ursprungs zu sein. Ganz
Oberschlesien trifft der Vorwurf iin Rücksicht der Sprachverwirrung keines
weges. Je näher an der polnischen Grenze, desto reinerer polnischer Dialekt.
Je näher an deutschen Provinzen, desto mer die Aussprache mit vollem
Munde, harte zischende Gonsonanten, und deutsche Worte polnisch gestutzt.
Je näher den Jablůnka, Teschen, Mähren, Böhmen, desto mer vom wallachischen Gebürgs (Gorallen), böhmischen, mährischen Dialekt. Ein Reisender
kann, so unvermerkt sind diese Dialekte schottirt, in Oberschlesien am
Morgen rein polnisch, und am Abend wallachisch, oder wasserpolmisch
hören e).
Welche Irtümer in Absicht der Kleidung, wie verschieden ist diese! Die
einzigen Frauenspersonen ausgenommen, die algemeine weisse^ lange6
6) Statt weitläufiger Anmerkungen, die hiezu gesetzt werden könnten, will
ich lieber eine Stelle aus einem Briefe eines schäzbaren Fretindes B. in F. ab
schreiben vom Jar 17S0, August. „Von Schlesien (heisst es) könte mann auch eine
ganz artige Karte nach den Sprachen machen. Da liegen mitten unter den Deutschen
ganze Dörfer, wo blos polnisch gesprochen wird. Und das Polnische teilt sich wieder
in 2 Hauptdialekte. Das Polnische an der Gränze von Pohlen, das Slavische an
den Gränzen von Mähren, bis ins Fürstentum Teschen. Ich glaube, dass vor der
Religionsfreiheit in Teschen, meist Böhmisch oder so was änliches gesprochen
worden. Durch die polnischen Prediger aber, und durch polnische dïrbaungsbücher
in Sonderheit unter den Protestanten, ist die polnische Sprache mer, als die böhmi
sche, in Uebung gekommen u. s. w. (str. lOfi).
117
Tücher über dem köpf tragen, und daher polnische Weisköpfe (biała głowa)
Iieisen. Ich habe die edelsten Bildungen unter ihnen gesehen, aber mer gegen
Süden und gegen Polen zu, wo auch ihre Gesinnungen edler sind. Die Bewomer von Pless hat gröstentheils noch die Tracht der alten Sarmaten, eine
lange schöne Bildung, welche die Kantonsaushebungen immer seltener ma
chen. Im Gebiirge findet mann auch noch den Succus der Römer unter den
Namen Kyrpzen. Die Friesdeken, die mer im Ratiborschen (uind dahin
ist sie aus dem Karpatischen Gebiirge gekommen über Oderberg) gebräuch
lich sind, heissen Giimen Auf der Seite des Oderufers, wo Kozel liegt,
ist die deutsche Kleidung schon sehr häufig. Die Trachten um Neustadt,
Neisse und Oppeln, wie auch um Tost und Bauthen, sind mir nicht genau
bekannt (str. 109).
Oto ciekawsze ustępy z polemicznych „Berichtungen“, które etno
grafa polskiego niewątpliwie zainteresują. Pożądane byłoby wielce,
ażeby osoba, mająca ku temu sposobność, przepisała nadto i uprzy
stępniła, przedrukowywując, parę innych, podobnych zapisek, mie
szczących się w temże czasopiśmie. Chodziłoby o notatkę p. t. „Etwas
zur näheren Kentnis der Massuren“, Joh. Ernsta Fabri'ego, Geographi
sches Magazin, Dessau i Lipsk, 1784, III, 261—265, oraz o „Bemerkun
gen über die Sitten und Gebräuche der heutigen National-Littauer“, tegoż
„Neues geographisches Magazin, Hala, 1785, I, 235—257. W Berlińskiej
bibljotece czasopismo to nosi sygnaturę Po 1836. Z nastaniem lepszych
czasów, wszystkie takie starsze, etnograficzne drobiazgi, wypadnie chyba
wydać razem w osobnej broszurze. Wtedy bowiem dopiero staną się na
prawdę łatwo dostępne początkującym etnografom 7).
19. XII. 1926.
KALISTRAT DOBRJAŃSKI
ZNACHORSTWO W SAMBORSKIEM
(LA REBOUTERIE DANS LA RÉGION DE SAMBOR)
W związku z chorobą siostry zasięgałem także rady znachorów.
[Udawałem się do nich zawsze w towarzystwie jednego starszego krew
nego i zachowując wszelkie pozory, że poważnie i z wiarą przychodzę po
poradę, uważałem i słuchałem dobrze, co mówił i robił znachor i jak
zachowywał się. W ten sposób mogłem się prędzej dowiedzieć czegoś
bliżej i łatwiej, niż gdybym był przychodził sam i wypytywał go się
z prostej ciekawości, bo gdy raz zapomniałem się i powiedziałem, że dla
celów naukowych chciałbym się czegoś dowiedzieć i napisać o tem, po
wiedział mi na to znachor, że uczonym ludziom nie można wszystkiego
powiedzieć, bo cni w to wszystko nie wierzą.
Siostra według orzeczenia lekarskiego miała raka i to w stadjum
nieuleczalnem, wobec czego lekarze zupełnie zrezygnowali z leczenia.
7) Ob leż S. Ciszewski, Anonimowa zapiska etnograficzna o Góralach beskidowych z r. 1786. Lud, Lwów, 1911, XVII, 124—127.
118
Wskutek tego krewni i sąsiedzi namawiali koniecznie, by udać się po I
radę do znachorów. W okolicy Starego Sambora jest kilku znachorów I
i wróżbitów, którzy są bardzo popularni i którym prości ludzie prawie I
powszechnie wierzą. Byłem prawie u wszystkich, postaram się więc mo
żliwie dokładnie napisać o tern. Nazywają ich powszechnie znachorami
albo ludźmi, którzy coś „znają“.
Znachor P. W., lat 50 ze wsi Wołcze, pow. Turka/Str., zamieszkały I
obecnie we wsi Sozań, pow. Sambor. Uważają go za dobrego znachora, I
który pomaga we wszelkich chorobach. Jest to wieśniak — Bojko, pi- I
śmienny, był 3 lata w Argentynie, od 4-eoh lat już jest w domu i pra- '
cuje na roli. Zajmuje się znachorstwein od dłuższego czasu. Znachorem I
został w ten sposób, że jakiś znachor umierając, przekazał mu to zna
chorstwo i wtajemniczył we wszystkie arkana swej znachorskiej sztuki, I
nakładając na niego stały obowiązek odmawiania określonych modłów ;
i odbywania w oznaczone dni postów, w przeciwnym bowiem razie po- )
moc jego w chorobach będzie bezskuteczna. Jest to więc człowiek po
bożny i świadomy swych obowiązków, a do swych wiadomości zna- I
chorskich odnosi się z całą powagą i namaszczeniem. Jeśli ktoś śmiałby I
się z, niego, popełnia według jego zdania grzech nietylko względem siebie,
ale też i względem niego (znachora).
Gdy przyszedłem do niego w sprawie choroby siostry (o ile może, I
to powinien przyjść sam chory), nie pytał się znachor, jaka to jest cho- I
roba, tylko wyciągnął ze szafy książkę, która okazała się, jak zaraz I
stwierdziłem, Psałterzem (w języku cerkiewno-słowiańskim) i podał 1
mi go, abym otworzył. W którem miejscu otworzyłem, w tem zaczął I
znachor czytać, obrócił następnie 7 i jeszcze 2 dalej, t. j. 9 kartek i tam
czytał. Interesują go tu tylko niektóre specjalne słowa, największe zna- I
czenie ma przedewszystkiem pierwszy, luli drugi werset na otwartej
stronicy Psałterza. Gdy przeczytał, zastanowił się przez chwilę, a na- |
stępnie wychodził z izby do sieni, lub na podwórze, gdzie pozostał przez |
kilka minut. W jakim celu wychodził i co tam robił, nie udało mi się
dowiedzieć, ponieważ zabrania za sobą wychodzić, zresztą i rodzina jego
pilnuje, aby nikt nie wychodził za nim. Niektórzy mówią, że idzie on
wtedy na strych, gdzie rozmawia ze swoim „hodowańcem“ — jakimś
duchem domowym w postaci czarnego kota, łub koguta.
Po powrocie do izby mówił, co to jest za choroba i jaka jest jej
przyczyna, a mianowicie jest to podwianie wiatrem, a przyczyną jest to,
że chora stanęła gdzieś na t. zw. „zlewki“, gdzie ją podwiało. Główną I
według zdania znachora i jedyną prawie przyczyną wszelkich ciężkich I
chorób jest zły wiatr-przeciąg, który nie tylko szkodzi ludziom, ale też |
i chałupie (tem samem i wszystkim ludziom znajdującym się wtedy
w domu), o ile znachodzą się na tem miejscu, którędy ten wiatr wieje;
wiatr ten to jakaś zła siła. Objawia się to w ten sposób, że temu, kogo
owionął ten wiatr, odejmie władzę, sparaliżuje na całem ciele, lub tylko |
pojedyncze części, czy członki ciała, następnie wykrzywi i zdeformuje
niektóre części ciała, lub wogóle sprawia dotkliwe bóle w ciele i t. p.
Ludowy termin na oznaczenie choroby, wywołanej przez owianie kogoś ,
wiatrem brzmi: „pidwinuło kohoś“. Oprócz tego chorobę tę można też
J
119
nasłać w następujący sposób: Kiedy choregc pcdwianego wiatrem leczy
znachor i między innemi praktykami obmywa wodą ciało chorego,
a wodę pozostałą z tego mycia wyleje gdzieś, to gdy na to miejsce, a więc
na te „zlewki“, stanie ktoś zdrowy, zaraz zostanie podwiany wiatrem.
Teraz zkolei rozkazał znachor otworzyć Psałterz w któremś miejscu
po raz drugi. Po otwarciu Psałterza przez zainteresowanego w ten sam
sposób czytał na otwartej stronie, a następnie od tej na 7-mej i 9-tej
karcie. Potem stwierdził, że chorobę tą któryś z sąsiadów nasłał w ten
sposób, że gdy ten sąsiad, albo ktoś w jego domu był chory, to przy po
mocy znachora nasłał chorobę dalej, w tym wypadku na obecnego cho
rego, albo chora stanęła na „zływky“, z któremi wylewano właśnie tę
chorobę z domu tego sąsiada. Dalej powiedział, że sąsiad ten, który
nasłał chorobę, mieszka w kierunku północnym, lub zachodnim od domu
chorej. Kazał więc wyliczyć sobie po koleji najbliższych sąsiadów, mie
szkających na północ i zachód od domu chorej za porządkiem pierwszy,
drugi... i t. d., pamiętając pod każdą liczbą nazwisko sąsiada. Następnie
wyszedł znowu na jakiś czas z izby, a po powrocie powiedział, że sąsia
dem tym jest 6-ty z rzędu wyliczony sąsiad. Sąsiad ten nie musiał nasłać
choroby ze złośliwości, czy z gniewu, lecz poprostu często jest nieświa
domy tego, że poszkcdził komuś.
Teraz powiedział znachor, że trzeba pójść w nocy komuś z rodziny
chorej, może też być i kilka osób, ale tylko z bliskiej rodziny — zainte
resowanych, i z czterech stron chałupy tego odkrytego szóstego sąsiada
wykopać nożem w ziemi okrągłe jamki, odkładając na bok wierzchnią
warstwę ziemi, i ze spodu każdej jamki nabrać palcami 3 razy gliny do
jakiegoś naczynia i glinę tę przynieść do domu; tak trzeba robić przez 3
noce. Bardzo należy przy tern uważać, ażeby broń Boże nie zauważył kto
robiących te praktyki; wogóle praktyki te powinny odbywać się w zu
pełnej tajemnicy i milczen:u, bo w przeciwnym razie wszystko będzie
bezkuteczne. Za każdym razem przez wszystkie*3 noce po przyniesieniu
gliny ze wszystkich czterech jamek w jakiemś naczyniu, należy wlać
do tej gliny wody i wodą tą razem z gliną obmyć lewą ręką na odlew
wszystkie bolące miejsca na ciele chorej, a resztki wody z gliną zlewać
do osobnego jakiegoś naczynia. Gdy już za trzecim razem zleje się resztki
wody z gliną po obmyciu do tego osobnego naczynia, wtedy trzeba
wziąć to naczynie, gdzie znajdują się zlewki ze wszystkich trzech razów
i wylać to do 1-szej jamki, t. j. tej, którą nasamprzód wykopało się nożem.
Potem trzeba przykryć tę jamkę ową odłożoną wierzchnią warstwą ziemi,
ale w ten sposób, że to, co było przedtem na wierzchu, obrócić teraz do
spodu. Następnie trzeba uderzyć 9 razy lewą ręką na odlew po tej przy
krytej jamce, mówiąc po cichu za każdym razem: „Skąd przyszło, niech
tu pozostaje“. Odchodząc należy zostawić tam te oba naczynia. Po po
wrocie do domu należy podkurzyć chorą zielem z różnemi innemi do. datkami, jak węgiel, drzewo z chorągwi cerkiewnej i nici z chorągwi.
Zioła i inne dodatki, służące do podkurzania chorego na podwianie
wiatrem są następujące: przędziwo z lnu zwyczajnego — (Linum ušitatissimum L.), łodyga prawdopodobnie z wierzbówki wąskolistnej — (Epi
lotami angustifołium L.), kwiat z rośliny szczeć — (Dipsacus sp.), liście
z szałwji lekarskiej — (Salvia offłcinalis L.), ziarniak z pszenicy zwyczaj-
120
nej — (Triticum vulgare Vili.), gałązka bez szpilek ze świerka pospoli
tego — (Picea excelsa Link.), owoce z kolendry siewnej — (Coriandrum
sativum L ), kwiaty z jakiejś rośliny z rodziny Compositae, łodyga ja
kiejś rośliny z rodziny Genłianace/te, szczątki drewna z dwu drzew, lub
krzewów, kawałek węgla drzewnego, kawałek parafiny ze świecy
i wkońcu kawałek woszczyny. To wszystko dał znachor.
Gdy natomiast chciałoby się uchronić cały dom przed owianiem
wiatrem, to należy wywiercić z czterech stron w ścianach domu dziurki,
w które trzeba włożyć specjalne ziele, a następnie zabić te dziurki koł- .
kami; ale to wszystko może on sam tylko zrobić.
Wkońcu kazał znachor otworzyć Psałterz poraz trzeci, aby dowie
dzieć się, jaka jest nadzieja wyleczenia. Po otwarciu przezemnie Psał
terza tak samo czytał na otwartej stronie, następnie na 7-mej i 9-tej
karcie od otwartej stronicy, potem wyszedł z izby, a powróciwszy do
izby, powiedział, że teraz jest nadzieja wyleczenia chorej, ponieważ, jak
mi objaśnił, na otwartej stronie Psałterza, lub 7-mej i 9-tej stronie znaj
dowały się między innemi następujące słowa: ... „i podniesie mię Pan
z łoża boleści“, lub „i podniosę się z upadku“... i t. p. Natomiast za
pierwszej bytności u niego któregoś krewnego w sprawie siostry były
takie słowa na otwartej stronie Psałterza: ...,,i wejdę w rów“..., lub t. p.,
wobec czego nie miał on wtedy nadziei wyleczenia chorej, a teraz za mo
jej obecności u niego sprawa chorej polepszyła się.
Koniecznie starałem się dowiedzieć od znachora W., dlaczego wy
chodzi on po przeczytaniu Psałterza z izby i co on tam robi, a następnie
jakie odbywa modlitwy i posty i t. p., nie udało mi się jednak to, ponie
waż, jak powiedział, nie może on wszystkiego powiedzieć, poprostu nie
wolno mu, bo gdyby powiedział, 1) więcej już nikomu nie mógłby pomóc,
gdyż straciłby tę sztukę znachorską, a 2) mogłoby go spotkać jakie
nieszczęście; wolno mu przekazać to innemu dopiero przed śmiercią, gdy
dany człowiek zobowiąże się wszystko punktualnie wypełniać.
Gdy powiedziałem mu, że nie chcę mu zabierać chleba, tylko po
trzebne mi to jest dla nauki, aby napisać coś o tern, powiedział mi na to,
że uczonym ludziom nie powiedziałby niczego, ponieważ oni nie wierzą
w to, a kto nie wierzy w to, lepiej, żeby nie przychodził do niego. Wobec
tego musiałem go zapewnić, że mu wierzę. Za poradę swą nie żąda
specjalnie pieniędzy, tylko bierze, kto co i ile da.
Po odbyciu wszystkich tych praktyk chorej jakby polepszyło się
nieco. Po jakimś czasie, gdy chorej znowu pogorszyło się, zawołał jeden
z krewnych znachora do chorej, do domu. Gdy przyszedł, oglądnął chorą
i powiedział, że jutro powie, co robić, bo musi jeszcze raz popatrzyć się
do Psałterza.
Na drugi dzień powiedział, że teraz książka pokazuje, iż chora
nabrała się choroby nie gdzieś poza domem, tylko w domu, jakieś złe
owionęło ją i dlatego trzeba teraz naokoło własnego domu wykopać no
żem z czterech stron w ziemi 4 jamki, z każdej nabrać palcami 3 razy
gliny i przynieść to do domu. Następnie nabrać z rzeki, lub potoku w tern
miejscu, gdzie przechodzą ludzie i przejeżdżają wozy, więc na brodzie,
wody do jakiegoś naczynia, czerpiąc 3 razy dłonią, lub jakiem naczyniem.
Teraz wodę tę zmieszać z tą gliną i tym rozezynem lewą ręką na odlew
121
obmyć całe ciało chorej, resztki zaś wody z gliną po obmyciu wylać na
krzyżowych drogach, przyczem należy uważać bardzo, aby nie przestą
pić tego miejsca, gdzie się wylało, tylko wracać nie oglądając się do domu
i rzucić tam też i to naczynie. Wszystko to robić w nocy i starać się, aby
nikt nie zobaczył. Tak należy robić przez 3 noce. Oprócz tego może też
być u chorej choroba zw. „gościec“, który należy zakląć w ten sposób:
Od domu chorej iść w prostej linji na pćłnoc, przejść 10 chat sąsiedzkich
i od 11-tej chałupy iść w prostym kierunku na zachód 7 staji (około
300 m) i tam będzie krynica (zgadza się z rzeczywistością). Z krynicy
tej nabrać wody, czerpiąc 3 razy drugiem jakiemś naczyniem, tą wodą
żywą (w źródle jest zawsze woda żywa) natrzeć ręką na odlew całe
ciało chorej, a po natarciu wylać wodę tę na rozstajnych drogach, uwa
żając, aby nie przestąpić tego miejsca i wracać szybko do domu, nie
oglądając się i zostawiając tam to naczynie. Robić to wszystko należy
przed wschodem słońca i po zachodzie słońca przez 3 razy, np. przed
wschodem słońca, potem po zachodzie słońca tego samego dnia i wkońcu
przed wschodem słońca następnego dnia. Gdy się to robi, trzeba uważać,
aby nikt nie zobaczył tego i starać się nie rozmawiać podczas tego, o ile
rcbi to więcej, jak jedna osoba, również nie oglądać się, gdy wraca się
z wodą. Kiedy chora będzie się lepiej czuła, wtedy wyleje się ołów od
lęku, teraz zaś tego nie można zrobić, bo chora jest bardzo osłabiona
i nie wytrzymałaby tego.
Następnym razem powiedział znachor, kiedy chorej dalej nie było
lepiej, że teraz książka pokazuje, aby z 3-ciej chałupy na północ nabrać
gliny z 4-ech stron domu po 3 razy z każdej jamki przez 3 noce, potem
tak samo po 3 razy ze śladów nóg gospodyni tego domu (ponieważ ona
była chora też na podwianie wiatrem, a dawał jej rady jakiś znachor,
który nasłał chorobę z pewnością na sąsiadów) i wkońcu tak samo
z 4-ech stron własnego domu przez 3 noce. To wszystko zmieszać razem
z wodą z brodu w jakiemś naczyniu, natrzeć tern całe ciało chorej,
a resztki tego, kiedy chora już 3 razy plunie do tego, wylać na rozstaj
nych drogach razem z tem naczyniem, nie przestępując tego miejsca
i nie oglądając się, odejść szybko.
Znachorka T., lat 35, z miasta Chyrowa. Jest to mieszczanka, pi
śmienna, majętna.
Gdy przychodzi ktoś z rodziny chorego (lub sam chory) wypytuje
się znachorka naprzód, w czem objawia się choroba chorego, a następnie
każe sobie podać jakąś rzecz chorego, najlepiej koszulę, lub jakąś część
ubrania i t. p. Kiedy podałem jej koszulę chorej, wzięła ją i postawiła
przed siebie na stole, poczem wzięła jakąś zapisaną notatkę i trzymając
ją nad koszulą, czytała z niej przez jakiś czas. Notatka ta jest zapisana
różnorakiem drobném pismem, pisanem we wszystkich kierunkach,
oprócz tego znajdują się w niej napisane różne dziwne znaki, wykrętasy,
jakieś esy-floresy i t. d.
Nie udało mi się _,ednak dokładnie przyjrzeć się tej notatce i prze
czytać ją naprędce, ponieważ znachorka mimo moich różnych zapewnień
nie chciała mi dac jej do rąk. Gdy przeczytała w tej notatce, wtedy po
122
wiedziała po prostu, że siostra pójdzie gnić w ziemi, a kiedy będzie się
robiło to, co ona nakaże, to zatrzyma się chorą przy życiu jeszcze przez
kilka, lub kilkanaście miesięcy. Choroba chorej została wywołana przez
to, że dom, w którym chora leży, znachodzi się na złem miejscu. Ktoś,
mianowicie jakiś brunet z nienawiści, lub z gniewu poszedł do cza
rownika, lub najprędzej do rabina i ten zaklął plac, na którym stoi dom.
(Nawiasem mówiąc, bardzo powszechną jest tu wiara, że rabini mają
jakieś czarne księgi, któremi pomagają, ale jeszcze bardziej szkodzą lu
dziom). Zaklęcie miejsca miało ten skutek, że od tego czasu, jak przećj
tern dobrze wiodło się w domu, tak teraz zaczęło się coraz bardziej źle
wieść',, rozpoczęły się w domu różne choroby domowników włącznie
z 10 około wypadkami śmierci w ciągu 15-tu lat, zdarzały się coraz
częściej wszelkie nieszczęśliwe wypadki nietýlko u ludzi, ale i u bydła,
przyszły niepowodzenia w rzemiośle, w gospodarstwie domowem i w polu
i t. p. (Do pewnego stopnia to wszystko zgadza się poniekąd z rzeczy
wistym stanem rzeczy i nawet istotnie pada podejrzenie na jednego
żyda-lokatora, który w gniewie odgrażał się, że pójdzie do rabina 10szkodzić.) I obecna choroba siostry jest jednem z ogniw tego łańcucha
niepowodzeń, bynajmniej nie' cstatniem, o ile ktoś nie poradzi coś na to.
Ona sama może zegnać to złe z placu, na którym stoi dom, ale teraz
podczas choroby nie można tego robić, bo chora nie wytrzymałaby tego,
nawet sama znachorka przy spędzaniu tego zła z placu silnie wymęczy
się, tak że zawsze kilka dni musi odchorować. Choroba chorej jest bardzo
ciężka, o ile będzie się ją leczyło, to jeszcze jakiś czas wytrzyma. Narazie
trzeba podkurzyć chorą zielem (które znachorka dała, a którego z po
wodu małej ilości nie dało się botanicznie oznaczyć) ze wszystkich stron,
a następnie obmyć całe ciało chorej czystą wodą, a resztki tej wody wy
nieść na rozstajne drogi i tam wylać razem z naczyniem, a polem v acać
stamtąd szybko, nie oglądając się; ważnem jest bardzo, aby odbywało się
to wszystko w zupełnej tajemnicy i aby nikt tego nie widział. Oprócz tego
należy pić wywar piołunu (Artemisia absinthium L ), (który znacho: -ka
dała) 3 razy dziennie po pół szklanki przez 9 dni. Wkońcu trzeba zabić
3-letniego kota, a skórę z niego przyłożyć chorej na piersi.
Tak długo, dopóki chora nie wyzdrowieje, względnie umrze, nie
można spędzać złego z placu, ale to nie przeszkadza, aby nie chronić
reszty domowników przed zgubnem działaniem tego zaklętego placu,
ponieważ złe już wybiera sobie dalszą ofiarę. Otóż zanim cały plac będzie
oczyszczony, musi każdy z mieszkańców tego domu
członków rodziny
poddać się działaniu oczyszczającemu w ten sposób, że każdy z nich
musi przynieść do niej 3 m jedwabiu, 74 1 czystego spirytusu „bongout“
i kawałek cukru „z głowy“ — cukru w stożkach.
Gdy chora umrze, lub może wyzdrowieje, wtedy ona oczyści en
plac. W tym samym dniu, kiedy ona będzie oczyszczała plac, należy
w cerkwi kazać odprawić mszę św., podczas której wszyscy domownicy
muszą się wyspowiadać i przyjąć św. komunję.
Co znachorka będzie z tem wszystkiem robiła i jak to będzie robiła,
nie mogłem się dowiedzieć, ponieważ powiedziała, że nie może mi tego
powiedzieć, bo wtedy, gdyby powiedziała, samaby przestała wiedzieć.
*
*
123
Znachor (worożil) M. W. R., lat 65, ze wsi Jasienica Zamkowa, pow.
Turka/Str., piśmienny, był w Ameryce.
Jest to człowiek mądry, uczciwy i szczery, a przedewszystkiem
bardzo pobożny, stale odmawia odpowiednie modlitwy i odbywa wyzna
czone posty, jednak ta jego pobożność jest jakaś nienormalna, mistyczna.
Bardzo ceni i szanuje swoją religję, wiarę, jak mówi i troszczy się, że
religja jest teraz w lekceważeniu, on chciałby, aby wróciła dawna bogobojność, rozmawia o tem z księżmi, a chciałby nawet porozmawiać
z biskupem, aby coś radził na dzisiejszy brak wiary. Bardzo ciekawy jest
jego światopogląd, a mianowicie: cały świat jest podzielony na 12, czy
właściwie na 18 rejonów, kierownictw, jak cn nazywa. Każda rzecz
z osobna należy do właściwego sobie kierownictwa, tak samo też i wszel
kie choroby. Każdem kierownictwem kieruje jakaś wyższa siła, a do
piero nad temi wszystkiemi kierownictwami panuje Bóg. Każda choroba
według niego ma swoją duszę, to jakaś żywa. istota, dlatego że należy
do jednego z kierownictw i że kieruje nią jakaś wyższa siła. Każda
choroba dostaje się do organizmu człowieka przez krew i właściwie we
krwi zawsze znajduje się. Dlatego leczyć chorobę można przez zamknię
cie krwi, a robi się to w ten sposób, że z małego palca lewej ręki chorego
bierze się prz.ez nakłucie szpilką kroplę krwi, a następnie z zabitego od
powiedniego ptaka, czy zwierzęcia serce i język i robi się jakieś praktyki,
odmawiając odpowiednie modlitwy. Wszystkiego jednak nie chciał mi
znachor powiedzieć. Chorób jest 12 i do każdej z osobna pomocny jest
inny ptak, lub zwierzę; otóż wchodzi tu w rachubę 6 zwierząt i 6 ptaków.
Choroba chorej to podwianie złym wiatrem.
Wodę w garnku i czosnek trzymając nad chorą, zaszeptał na głos
wzywając wszystkich aniołów i archaniołów (serafymy, cheruwymy),
świętych, jak Mikołaj, Bazyli, Jozafat i in., a następnie odmówił wszyst
kie modlitwy i wypowiedział następujące słowa, zaklęcie:
„Zamykaju czystymy dzwonamy i czystou wodou i śwjatym ohněm
psiaku slab ist“ wid Rózi (imię chorej). Jak czyste sonce i misiać i zwizdy,
tak czysta krou u Rózi. Na totu łntenciju ja proszu nebesnoho Witcia- prestoł,
aby Hospod’ Roh utychomyryu toj bil“.
Za drugim razem ta modlitwa-zaklęcie wyglądała w ten sposób:
„Zamykaju i zakłynaju wsiąku słaibist“, neduhu i nemicz żywym Hospodom Bobom i wsima śwjatymy, czystym sińcem, misiacem, zwizdamy i obtakamy wid sebe (imię chorego), jak czysta woda i zdorowa u moich oczach,
tak czysta krou je zdorowa u meni“.
To wszystko odmówił 3 razy nad wodą i czosnkiem, a następnie
3 razy nad chorą. Kazał, aby chora napiła się tej wody, w której roztarto
ten czosnek. Następnie też ktoś z rodziny chorej musi nabrać wody do
flaszki i czosnek, z tem pójść do cerkwi i tam w tym momencie, kiedy
ksiądz zaczyna mszę św. i uderzy dzwonek, poruszyć wodę we flaszce
i odmówić wszystkie te modlitwy; tak robić przez 3 razy. Na całe ciało
chorej dawać okłady z wywaru gałązek sosny, szyszek sosnowych, ko
rzeni, lub owoców czerwonego swerbywusu (dzikiej róży), jagód jałowca,
owsianej słomy i siana, albo kąpać się w tym wywarze.
124
Za drugim razem powiedział znachor, że trzeba zabić czarnego
kruka i dać mu z kruka serce i język, a on wziąwszy jeszcze krew z ma
łego palca chorej, zaklnie chorobę. Przy tem ważnem jest takie zaklęcie:
„Ty preświtłyj krowę, carju adynoju, ja tebe wzywaju, bud’ meni do
pomoczi, jak u deń, tak i w noczi“. To zaklęcie jest też pomocne i przy
innych praktykach i zamawianiach, a też przy zbieraniu ziół leczniczych
i czarodziejskich.
Oprócz tego na wilję Boż. Narodzenia przed świętą kolacją postawić
koło chorej zaświeconą świecę i niech chora przez 3 razy zbliży obie
otwarte dłonie do świecy, a następnie szybko dłonie do siebie. W ten
sposób oczyści się chora ogniem od choroby, bo ogień ma wielką siłę
oczyszczającą i wogóle ogień, to jakiś wielki duch, który ma też swoją
specjalną nazwę; wyjawić jednak tej nazwy pod żadnym warunkiem nie
wolno mu, bo gdyby powiedział, to natychmiast umarłby.
Ten sam W. R. jest też zaklinaczem od ukąszenia żmiji zarówno
ludzi jak i zwierząt. Taki zaklinacz musi być człowiekiem bardzo po
bożnym, odmawia stale odpowiednie modlitwy i pości przez 9 piątków.
Kiedy ktoś przyjdzie do niego, aby zaklął od ukąszenia żmiji, wtedy on
odmawia 12 specjalnych modlitw, bo jest 12 gatunków żmij, a nie wia
domo, która ukąsiła.
Nie chciał jednak powiedzieć czegoś dokładniej.
*
*
*
Bardzo wybitnym zaklinaczem od ukąszenia żmij, specjalistą swego
rodzaju jest Bazyli Karchut, lat 87, zamieszkały w St. Samborze.
Jest to człowiek bardzo pobożny, skromny i uczciwy. Jak mówią
jego domownicy, dużo modli się i pości. Gdy przyjdzie do niego ukąszony
przez żmiję, lub ktoś drugi w sprawie ukąszonego, wtedy pyta się, jak
ukąszony nazywa się na imię i ile ma lat, poczem klęka, odmawia po
cichu modlitwę i mówi, że wszystko będzie w porządku, aby być spo
kojnym. Gdy zaś ukąszone zostało jakieś zwierzę domowe, wtedy pyta
się, jak je nazywają i jakiej jest maści, poczem tak samo modli się.
Zazwyczaj to pomaga i nie było jeszcze wypadku, aby nie pomogło, gdy
on zaklnie, dlatego ludzie nietylko w St. Samborze, ale w całej okolicy
święcie mu wierzą i bardzo go szanują. Lekarze są w takich wypadkach
prawie że bezradni, zwykle każdy z nich mówi, że od ukąszenia on nic
nie może pomóc, tylko od spuchlizny. Ja osobiście też Karchutowi wierzę,
ponieważ wyleczył od ukąszenia żmiji matkę i to w tym samym momen
cie, kiedy matka przyszedłszy z pola zemdlała na podwórzu i zdawało
się, że umiera, tak że zawezwany lekarz powiedział, że to już jest bez
wyjścia, Karchut zawiadomiony o tem zaklął u siebie w domu i matce
zaraz zrobiło się lepiej. Inny lekarz zawezwany do matki powiedział, że
on tylko może pomóc od spuchlizny i pęcherzy, a nie od ukąszenia.
Później przyszedł Karchut do matki i zaklął jeszcze raz, ale powiedział,
że ta żmija, która ukąsiła matkę, to bardzo zły i jadowity gatunek
(żmija skalna), dlatego to ukąszenie musi być zaklęte przez 9-ciu zakli
naczy. Tak istotnie zrobiło się i matka zupełnie wyzdrowiała. Również
wylećzył od ukąszenia żmiji siostrę.
125
Ciekawe, że zaklinasz Karchut wie, jaka żmija kogo ukąsiła. Potrafi
też Karchut wypędzić żmiję ze stajni, lub skądinąd, gdy nieraz zagnieź
dzi się tam. Mówią, że on w polu, gdy spotka żmiję, rozmawia z nią
i bierze ją do rąk i że wszystkie żmije słuchają go.
Starałem się dowiedzieć od niego wszystkiego dokładniej, ale on nie
chciał powiedzieć, mówi, że może tylko przed swoją śmiercią przekazać
to komu innemu, gdy dany osobnik zobowiąże się spełniać wszystkie
związane z tem powinności, podobnie jak on sam to dostał.
M. M., lat 66, ze St. Sambora, pow. Sambor, mieszczanin, krawiec,
piśmienny, rozpędza burzę i chmury gradowe, i dlatego bywa nazywany
chmarnyk.
Potrafi rozpędzić chmury i burzę gradową, gdy nadchodzi, lub
przynajmniej skierować ją w inne strony. Umiejętność tego przekazał
mu jeden chmurnik przed śmiercią. Przedewszystkiem taki chmumik,
aby miał siłę panować nad burzą, musi być człowiekiem religijnym
i pobożnym, musi pościć 4 dni w roku: na Święty wieczór przed Boż.
Narodzeniem, na Szczodry wieczór przed Jordanem, w piątek pierwszego
tygodnia wielkiego postu i w Wielki Piątek zawsze przez cały dzień.
Oprócz tego, musi zawsze każdego dnia rano i w wieczór odmawiać po
5 razy Ojcze nasz. Zdrowaś i Wierzę; to wszystko na intencję tej władzy
nad burzą.
Otóż gdy nadchodzi burza i nagromadziły się wielkie ciężkie
chmury, wtedy chmumik bez względu na to, gdzie się znajduje wtenczas
(gdy w domu, to wychodzi z chałupy), pluje 3 razy w kierunku nadcią
gającej burzy, podnosi prawą rękę do góry, recytuje 3 razy kilka po
czątkowych słów ewangelji św. Jana na Wielkanoc, które brzmi: „Na
początku było Słowo i Słowo było u Boga i Słowo stało się Bogiem“...
i wkońcu zaklina burzę 3 razy temi słowy: „Zakłynaju tebe satano śwjatym anhełom i archanhełom Mychajiłom“. Podczas tego zaklinania trzeba
koniecznie mieć przy sobie kawałek żelaza, stali, lub jakiś nóż.
Skutkiem tego zaklinania chmury powinny rozejść się i burzy nie
będzie. Gdy jednak pomimo zaklęcia burza dalej zbliża się, wtedy, widać,
burza musi się odbyć i chmurriik może nakazać chmurze-burzy przesunąć
się w inne strony, np. na las, jakieś nieużytki, pastwisko i t. p., aby nie
zrobiła ludziom szkody w polu. Jednak czasami nic nie pomaga zaklęcie
i burza spadnie, bo złe, które siedzi w chmurze-burzy, ma większą widać
siłę od człowieka. Jak widać z tego wykładu chmurnika, lud wierzy, że
chmurami deszczowemi, gradowemi i burzą kieruje jakaś nieczysta zła
moc, żc poprostu sama chmura, sprowadzająca burzę, jest złą mocą,
djabłem. Lud najwięcej lęka się burzy gradowej, bo ta mogłaby znisz
czyć plony w polu, dlatego taki chmurnik jest ceniony i poważany.
T. S. ze wsi Galówka i T. R. ze wsi Mszaniec, pow. Turka/Str. są
znachorami i zaklinaczami choroby u bydła, przeważnie u koni, zwanej
„kordiuk“. Jest to bardzo ciężka rana, która trudno i długo leczy się,
a gdy się temu zaklinaczowi da tylko kilka włosków chorego konia i po
wie, jak wołają go, to on zaklnie chorobę. Teraz jednak przez 9 dni
126
nie wolno patrzyć się na tę ranę, a rana szybko zagoi się. Nie mogłem
dowiedzieć się czegoś bliżej.
T. Z. i J. W. ze wsi Wołcze, pow. Turka/Str. są zaklinaczami krwi.
Gdy ktoś dostanie wybuch krwi, lub ciężko skaleczy się, tak że bardzo
krew cieknie, wtedy niech zaraz zaklnie krew taki zaklinacz, to nie po
cieknie więcej ani jednej kropli krwi. W zaklinaczy tych powszechnie
wierzą. Nie mogłem jednak dowiedzieć się czegoś bliżej.
Byłem też we wsi Sąsiadowicach pod Samborem u jednego zna
chora, jak mówią ludzie, tymczasem, jak stwierdziłem, jest to wiejski
lekarz-homeopata, który leczy przy pomocy książek lekarskich homeopa
tycznych i lekarstw homeopatycznych (pigułek), sprowadzanych z War
szawy i Lipska.
KALISTRAT DOBRJAŃSKI
BRACTWO KAWALERSKIE IM. ŚW. MIKOŁAJA
W STARYM SAMBORZE
ÍLA FRÉRIE DE ST. NICOLAS EN STARY SAMBOR)
Treść: 1. Wstęp, s. 126. 2. Walne Zebranie, s. 127. Robienie światła,
s. 128. 4. Kolęda, s. 130. 5. Zwyczaje wielkanocne, s. 134.
1. Wstęp.
W Starym Samborze, znaném niegdyś mieście kuśnierskiem, istnieje
od kilkuset lat Bractwo kawalerskie im. św. Mikołaja przy cerkwi parafjalnej pod wezwaniem św. Mikołaja. Pomimo to jednak Bractwo kawa
lerskie jest filją młodszego od siebie bractwa kuśnierskiego w St. Sam
borze. Bractwo to bardzo ciekawe pod względem etnograficznym cie
szyło się doniedawna wielkiem znaczeniem i popularnością w mieściej
Wszystkie szczegóły dotyczące bractwa kawalerskiego w St. Sam
borze, opierają się na obserwacji własnej i na ustnych opowiadaniach
starszych już ludzi, jak Katarzyna Dobrjańska, lat 63, Józef Zyblikiewicz, lat 65, Grzegorz Sawaryn, lat 45 i Włodzimierz Gbur, lat 25,
obecny starszy towarzysz bractwa, wszystkich zamieszkałych w Starym
Samborze.
Historja Bractwa kawalerskiego w St. Samborze na podstawie do
kumentów brackich i opowiadań ustnych przedstawia się następująco:
Bractwo kawalerskie w St. Samborze, jak twierdzą niektórzy starzy
ludzie, założył jeszcze książę halicki Lew I, który przebywał czasem
w Spasie, pobliskiej wsi koło St. Sambora, oddalonej 5 km od miasta,
a na starość wogóle tam się przeniósł. Spas był podówczas książęcą
rezydencją letnią, było tam również biskupstwo, a nawet przez jakiś
czas metropolja, czy może również tylko rezydencja letnia metropolity
halickiego. Był w Spasie też wielki klasztor księży Bazyłjanów i do niego
właśnie wstąpił na starość książę Lew. Klasztor ten przeniósł się później
do pobliskiej wsi Ławrowa, gdzie doniedawna jeszcze w kaplicy w lesie
127
znajdowała się trumna ze szczątkami księcia Lwa; obecnie kości ksią
żęce złożono w piwnicy pod cerkwią klasztorną. Dalej między Spaseni,
a Starym Samborem istniał podówczas zamek obronny. Musiał więc
nieraz książę Lew być w Starym Samborze, który też był otoczony mů
rami, i tu właśnie miał założyć owo bractwo kawalerskie; istniałoby
więc ono od XIII w. Pewnem to nie jest, nie zachował się bowiem żaden
dokument z tych czasów.
Najstarszym dokumentem, jaki bractwo kawalerskie posiada, jest
dokument podpisany przez króla Zygmunta III z r. 1594, w którym
król Zygmunt nadaje bractwu prawa. Oryginalny ten dokument na
pergaminie z przyczepioną doń pieczęcią nazywają popularnie w bractwie
hrctmotą. Z tego wynikałoby, żę bractwo kawalerskie istnieje od XVI w.,
chociaż musiało ono istnieć już przed rokiem 1594, skoro król Zyg
munt III nadaje mu prawa, zresztą nawet istnienie od XVI w. świadczy
0 dość poważnej starości bractwa. Oprócz tegc ma bractwo jeszcze sta
tut swój wydany już w czasach austrjackich z połowy XIX w., a następnie
księgi protokołów i inne zapiski. Najstarsza księga protokołów jest pro
wadzona od początku XIX w. przez długi czas w języku polskim, a do
piero w drugiej połowie XIX w. przeszła na język cerkiewno-słowiański
1 ukraiński. Możliwe, że istniały też i inne dokumenty i księgi, ale albo
uległy zniszczeniu, albo zaginęły.
2. Walne Zebranie.
W bractwie kawalerskiem św. Mikołaja w Starym Samborze zacho
wały się do dziś bardzo ciekawe dawne zwyczaje, związane z różnemi
świętami w ciągu roku, tem godniejsze uwagi, że zaczynają już zanikać.
Rok zaczyna się w bractwie kawalerskiem w tydzień po Wielkanocy,
w t. zw. Niedzielę Tomaszową. Wtedy jest walne zebranie bractwa,
które odbywa się w domu brackim, albo cechowym. Na walnem zebra
niu jest obecny ksiądz proboszcz, który jest automatycznie przełożonym
nietylko bractwa kawalerskiego, ale wogóle wszystkich bractw cerkiew
nych w St. Samborze. Na walnem zebraniu odbywa się wybór t. zw.
„prowizora“ bractwa, t. j. opiekuna, kierownika na zewnątrz, którym
zostaje jeden z pośród kilku kandydatów, starszych już ludzi, obo
wiązkowo żonatych, członków bractwa kuśnierskiego w St. Samborze.
Następnie wybór t. zw. starszego towarzysza, którym zostaje wybrany
jeden z pośród członków bractwa kawalerskiego, który ma za sobą już
kilkanaście lat członkowstwa w bractwie, zresztą to idzie po kolei star
szeństwa, czy raczej ilości lat członkowskich w bractwie. Starszy towa
rzysz jest kierownikiem wewnątrz bractwa. Potem wybiera się dalszych
członków zarządu, a więc zastępcę starszego towarzysza, sekretarza,
skarbnika i dwóch członków zarządu.
Przed walnem zebraniem odbywa się przyjmowanie nowych człon
ków do bractwa kawalerskiego. Dawniej był związany z przyjmowaniem
nowych członków ciekawy zwyczaj:
Każdy ubiegający się o członkowstwo w bractwie oprócz różnych
opłat pieniężnych musiał przynieść ze sobą dla zarządu bractwa i wszy
stkich członków jego podarki w formie pieczywa. Otóż „prowizor“ do
stawał 12 kołaczy, starszy towarzysz i najstarsi członkowie bractwa po
128
10, zastępca starszego towarzysza 8, sekretarz 6, reszta członków zarządu
po 4 i wszyscy członkowie bractwa do najmniejszego włącznie po 2
kołacze, lub obarzanki. Każdy więc kandydat na członka bractwa przy
nosił ze sobą cały worek pieczywa. Rozumie się, że i wódka musiała być
przy tem. Obecnie tego zwyczaju już niema.
Normalnie o członkowstwo w bractwie kawalerskiem ubiegał się
każdy chłopiec, przynależny do gminy miasta Stary Sambor, religji
grecko-katolickiej, od 14-tego roku życia. Jednak od tej normy były i wy
jątki, a mianowicie jakiś bogatszy mieszczanin mógł zapisać swego syna
do bractwa kawalerskiego po złożeniu odpowiednich opłat i w 8 roku
życia, ale to tylko z protekcji, gdy znał się dobrze z prowizorem, lub
gdy dobrze zapłacił.
Do bractwa kawalerskiego mógł należeć tylko mieszczanin, przy
należny do gminy miasta Stary Sambor, a już np. mieszkaniec Posady,
lub Smolnicy (do miasta St. Sambora należą administracyjnie dwie Po
sady dolna i górna i przysiółek, czy właściwie przedmieście Smolnica)
nie może należeć do bractwa, albowiem ich nie uznają za mieszczan. .
Po wyborze nowego prowizora i całego zarządu bractwa następuje
ciekawy zwyczaj, mianowicie idą wszyscy członkowie bractwa do domu
starego prowizora, zabierają od niego podłużną skrzyneczkę, którą na
zywają „prawo“ i z wielką paradą przenoszą ulicami miasta do domu
nowego, świeżo wybranego prowizora. Skrzyneczka ta o rozmiarach
1 m długa, 50 cm szeroka i 50 cm wysoka, kryta ozdobném wiekiem,
a zrobiona prawdopodobnie z dębowego drzewa, jest bardzo starym
i ciekawym sprzętem. Ma ona kształt sarkofagu, a przypomina bardzo
widzianą często na obrazkach biblijnych Starego Testamentu arkę przy
mierza, dlatego żydzi przy tych przenosinach z wielkiem zainteresowa
niem oglądają ją i bardzo dopytują się o nią, co ona oznacza. W skrzy
neczce tej mieszczą się owa hramota króla Zygmunta III, statut, księg'
protokołów i inne zapiski bractwa, a również pieniądze brackie i dlatego
właśnie nazywa się ona „prawo“. „Prawa“ tego prowizor i zarząd
bractwa bardzo pilnuje i strzeże, klucz do niego ma tylko jeden prowizor
i nikomu obcemu nie pozwala zaglądnąć do niego; „prawo“ to jest naj
większą świętością bractwa kawalerskiego.
Od kiedy skrzyneczka ta istnieje i czy przed nią była taka sama,
czy inna, nie można się dowiedzieć.
3. Robienie światła.
Drugim najważniejszym i najciekawszym po „prawie“ okazem
w bractwie kawalerskiem są grube, długie świece z żółtego wosku, ubrane
różnobarwi >emi wstążkami i kwiatami sztucznemi, t. zw. „wachle“ (nazwa
prawdopodobnie niemiecka). Najdłuższe z nich mają 4 m długości, a naj
krótsze 1,5 m, a jest tych „wachli“ 14, lub nawet więcej par. „Wachle“
te robi się co roku nowe w domu prowizora bractwa na 2—3 tygodnie
przed Bożem Narodzeniem i to w ten sposób, że kupuje się kilkadziesiąt
kg żółtego wosku i robi się z nowego wosku kilka par „wachli“ tych
najdłuższych. Para „wachli“ najdłuższych nazywa się pierwszą parą,
tamtegoroczna zaś pierwsza para spalona nieco w przeciągu roku zostaje
drugą, lub trzecią parą i tak po kolei aż do ostatniej pary. Najkrótsze
129
zaś „wachle“ spalone w przeciągu roku tak, że mają już mniej, niż
1,5 m długości, łamie się, moczy się w gorącej wodzie i z domieszką
nowego wosku przerabia na nowe „wachle“, dłuższe.
Robienie światła, jak popularnie nazywają to sporządzanie „wachli“,
tak się odbywa:
W domu prowizora w wielkich baljach drewnianych, lub blasza
nych, moczą w gorącej wodzie wosk, a gdy wosk zmięknie zupełnie,
wtedy wyrabiają te świece. Do robienia tych najdłuższych „wachli“
służą specjalne stoły, długie na 4 m, które są zarazem miarą dla tych
„wachli“. Każda „wachla“ ma grubości 4 cm w średnicy, a składa się
z 4 cieńszych grubości 2 cm w średnicy świec, które składa się na
krzyż, środkiem zaś, gdzie te cztery świece stykają się, idzie knot, więc
te 4 cieńsze świece razem z knotem tworzą jedną właściwą „wachlę“.
Dlatego, że „wachla“ składa się z 4-ech świec i może łatwo złamać się,
musi się ją robić bardzo starannie, w tym celu więc silnie te 4 świece
przyciska się do siebie, a ponadto zmacnia się je co pewien odstęp
woskowemi klamerkami, dół zaś „wachli“, podstawę jej zakańcza się
woskiem zielonym.
Gdy już „wachla“ jest zrobiona, zostawia się ją na tym stole, co naj
mniej na tydzień, aby zupełnie stwardniała. Potem dopiero ubiera się
ją i to w ten sposób, że zostawia się u góry „wachli“ pewien odstęp, tak
z pół metra, na spalanie się, a następnie przewiązuje się co pewien mały
odstęp „wachlę“ różnokolorowemi wstążkami w kokardę i ozdabia się
kwiatami sztucznemi. Ozdoby te sięgają w dół aż poza połowę „wachli“,
a jest ich na wachli kilka, najdłuższa „wachla“ ma 6 ozdób tych, a naj
krótsza tylko jedną. Po zrobieniu światła ugaszcza prowizor wszystkich
pracujących koło światła członków bractwa w swoim domu kolacją.
Z „wachlami“ temi wychodzą członkowie bractwa kawalerskiego
na środek cerkwi i stoją tam parami całym rzędem przed głównym ołta
rzem przez całą mszę świętą i inne nabożeństwa cerkiewne. Biorą też
udział z „wachlami“ w różnych pochodach cerkiewnych, a także w we
selach i pogrzebach członków bractwa kawalerskiego, a innych ludzi, nie
członków na specjalne zamówienie, niekiedy pieniężne, lub zaproszenie.
Czynność ta nazywa się specjalnie tak: „iść trzymać wachlę, lub
iść stawać z wachlą“.
To stawanie z wachlą w ten sposób się odbywa: Członkowie bractwa
kawalerskiego stoją w cerkwi po lewej stronie koło głównego ołtarza
przed swoim ołtarzem św. Mikołaja. Gdy ma się zaczynać msza św., lub
inne nabożeństwo, starszy towarzysz wyznacza kilka członków bractwa,
którzy mają dziś stać z wachlami. Wyznaczeni idą po wachle, które
przechowują się w cerkwi w długiej skrzyni z wysuwanemi szufladami,
a skrzynia ta znajduje się po prawej stronie obok drzwi wchodowych.
Stąd przenoszą wachle na miejsce kawalerskie przed ołtarzem św. Miko
łaja, tu ubierają się w długie szerokie na około 1,5 dcm pasy, t. zw.
„pojasy“, z takiej samej materji, co chorągwie cerkiewne, pasy te są
z materji brokatowej, pasy zaś te ubierają przez ramię i naokoło pasa
i zaświeciwszy jeden drugiemu wachlę, wychodzą z niemi na środek
cerkwi. Tu stoją z wachlami w ten sposób, aby ozdoby na wachlach
były zwrócone do wejścia cerkwi, to znaczy, aby ludzie zebrani w cerkwi
Lud T. XXXIII.
9
130
widzieli te ozdoby. Trzymają wachle stale tylko jedną ręką, tak samo
w pochodzie, czy przy przenoszeniu niosą wachlę w jednej ręce, nawet
tę najdłuższą, chociaż jest ona dość ciężka. Wogóle ambicją każdego
kawalera jest nieść wachlę w jednej ręce lekko i sprawnie; rozumie się,
że nie trudno było też nieraz o dość przykre wypadki, wachla miano
wicie wypadała z ręki, łamała się, uderzała kogoś z ludzi, lub zalewała
woskiem rozpalonym niejednemu całe ubranie.
Dawniej chodzili członkowie bractwa kawalerskiego w długich ka
potach staroświeckich koloru przeważnie niebieskiego i zielonego, prze
pasywali się zaś po nich pasami i to, gdy kapota była koloru niebieskiego,
to pas był zielony i odwrotnie. Kapoty te i pasy były sukienne. Specjalnie
ubierali się w kapoty te podczas różnych uroczystości i świąt i obo
wiązkowo w kapotach trzymali wachle, ubierając dopiero na nie pasy
cerkiewne. Kto z kawalerów nie chodził w kapocie, nie był uważany za
kawalera. W kapotach tych chodzili jeszcze przed 40 -50 laty, obecnie
niema ich ani śladu.
To trzymanie wachli jest obowiązkiem, a zarazem i przywilejem
wszystkich członków bractwa kawalerskiego. Najdłuższe wachle mają
prawo trzymać tylko starszy towarzysz i najstarsi latami członkowstwa
kawalerowie, chociaż mogą być młodsi od drugich latami życia. Na tem
tle właśnie przychodzi do częstych nieporozumień i kłótni, gdy nieraz
stary kawaler, który jednak krótko przebywa w bractwie, musi trzymać
krótszą wachlę, niż młodszy od niego latami, ale dłużej przebywający 1
w bractwie. Trzymanie bowiem pierwszej pary wachli jest wielkim ho- I
norem. Taki pokrzywdzony na honorze z wielką niechęcią idzie trzy
mać krótszą wachlę, musi jednak słuchać starszego towarzysza. Daw
niej autorytet prowizora i starszego towarzysza bractwa był dość wielki, J
obecnie zaś nie chcą już tak słuchać prowizora i starszego towarzysza,
wogóle dawne znaczenie bractwa zaczyna upadać, po wojnie dużo mło
dzieży nie chce zupełnie nawet należeć do bractwa kawalerskiego.
W wielkie święta, jak Boże Narodzenie, Nowy Rok, Jordan, Wielka- i
noc, Zielone Świątki i św. Mikołaja wychodzi na środek cerkwi wszyst- I
kich nawet 14 par wachli, pozatem w niedziele i mniejsze święta stale,
stoi tylko 3—4 pary wachli tych krótszych.
4. Kolęda.
Z kolei przechodzimy do zwyczajów bractwa kawalerskiego, zwid
zanych z Bożem Narodzeniem. Święta Bożego Narodzenia są ciekawe I
z tego względu, że odbywa się wtedy ogólna kolęda kawalerska
W pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia po skończeniu rannego na
bożeństwa, t. zw. „wsenoczńego“ wszyscy członkowie bractwa kawaler
skiego wychodzą na dzwonnicę i tam śpiewają 2 kolędy: „Sohłasno“
i następnie „W jasłach łeżyt“, które przeważnie śpiewają kawalerowie;
nazywają się nawet te kolędy kawalerskiemi. Po odśpiewaniu każdej
zwrotki tych kolęd dzwonią przez chwilę w charakterystyczny sposób
we wszystkie dzwony; dzwonienie takie nazywa się tu „bałemkanie-1,
charakterystyczne specjalnie dla świąt wielkanocnych.
W drugi dzień świąt Bożego Narodzenia zaczyna się powszechna i
kolęda kawalerska w calem mieście, a pieniądze uzyskane z niej idą
131
w całości na zakupno wosku na wachle i konserwację czterech chorągwi
cerkiewnych kawalerskich i jednego obrazu brackiego; na ten sam cel
zbiera jeszcze pieniądze jeden z kawalerów do „kiebłyci“, malej skrzy
neczki drewnianej z rączką, chodząc po cerkwi między ludźmi przez
cały rok co niedzieli i święta podczas mszy świętej.
Kolęda ta odbywa się w ten sposób:
W drugi dzień świąt po skończonej mszy świętej ustawiają się koło
cerkwi wszyscy członkowie bractwa kawalerskigo czwórkami i pod ko
mendą starszego towarzysza maszerują przez miasto do domu prowi
zora bractwa, śpiewając po drodze kolędę: „Nebo i zemla“. Przyszedłszy
do prowizora, kolędują mu „Sohłasno“, a on ugaszcza wszystkich obia
dem. W ten sposób od prowizora bractwa zaczyna się ta ogólna kolęda.
Po skończonym obiedzie u prowizora idzie następnie całe bractwo razem
z prowizorem i starszym towarzyszem z kolędą naprzód do wszystkich
prowizorów cerkiewnych i obsługi cerkiewnej, jak diak i pałamar
i wszystkich cechmistrzów.
Dopiero po odkolędowaniu u tych wszystkich dzieli starszy towarzysz
bractwo na kilka grup, do każdej przeznacza na przewodnika starszego
kawalera i przydziela im odpowiednie rejony miasta, dwie Posady
i przedmieście Smolnicę. W centrum miasta kolędują prowizor, starszy
towarzysz i starsi kawalerowie. Do izby po pieniądze wchodzi zawsze
prowizor razem z jednym członkiem zarządu bractwa, zbierającym pie
niądze. Kolędują przeważnie kolędy: „Sohłasno“, „W jasłach łeżyt“
i „Nebo i zemla“, głównie starzy ludzie domagają się tych właśnie
kolęd, specjalnie „Sohłasno“ i dobrze za nią płacą, za inne zaś kolędy
gniewają się i nie chcą nawet płacić za nie. Nieraz gdy prowizor był zły
na któregoś mieszczanina, to w domu jego kazał śpiewać jakąś inną
kolędę; był to swego rodzaju dyshonor dla tego domu.
Dawniej był zwyczaj, że musiało się odśpiewać w każdym domu
wszystkie zwrotki kolędy, by ich było nawet najwięcej; gospodarz domu
kontrolował z kantyczką w ręku. Gdy nie opuścili ani jednej zwrotki,
dobrze płacił i częstował nawet. Prawie co roku brało bractwo kawa
lerskie do kolędy muzykę, odgrywała ona po odśpiewaniu każdej zwrotki
melodję tej zwrotki. Wobec tego można sobie przedstawić, jak długo
musiała trwać ta kolęda, dlatego kolędowali całą noc, cały trzeci dzień
świąt i noc, a nieraz nawet dnia następnego po świętach jeszcze kończyli.
Obecnie już kolędują i wiele innych kolęd i nie zwracają już tak
uwagi na te specjalnie kawalerskie kolędy, ponadto kolędują tylko
2—3 zwrotki kolędy i nie biorą już muzyki. Gdy gdzieś niema gospo
darza domu, kolędują, a o pieniądze za kolędę później upominają się.
W związku z kolędą jest bardzo ciekawy zwyczaj, a mianowicie:
W domu, gdzie jest młoda dziewczyna, po odśpiewaniu kolędy
śpiewają t. zw. „danę“:
1. „Na zahumeniu, na zazełeniu
Wymnaja, wynnaja jabłiń
Wynniji jaibka zrodyła.
2. Pryjszow dio neji bateńko (tatunio) jiji,
Wynnaja... i t. d.
9*
132
3. (Imię danej dziewczyny, np. Marusiu) duszko, zwerży jabłuszko,
Wynnaja... i t. d.
4. Bihme ne zwerżu, myłomu derżu,
Wynnaja... d t. d.
5. Pryjszła do neji matusia jiji,
Wynnaja... i t. d.
6. (Imię) duszko, zwerży jabłuszko,
Wynnaja... i t d.
7. Bihme ne zwerżu, myłomu derżu,
Wynnaja... i t. d.
8. Fryjszow do neji bratunio jiji,
Wynnaja... d t. d.
9. (Imię) duszko, zwerży jabłuszko,
Wynnaja... i t. d.
10. Bihme ne zwerżu, myłomu derżu,
Wynnaja... d t. d.
11. Pryjszła do neji sestrunia jiji,
Wynnaja... i t. d.
12. (Imię) duszko, zwerży jabłuszko,
Wynnaja... i t. d.
13. Bihme ne zwerżu, myłomu derżu,
Wynnaja... i t. d.
14. Pryjszła do neji drużeczka jiji,
Wynnaja... i t. d.
15.. (Imię) duszko, zwerży jabłuszko,
Wynnaja... i t. d.
16. Bihme ne zwerżu, myłomu derżu,
Wynnaja... i t. d.
17. Pryjszow do neji myłeńkyj jiji,
Wynnaja... i t. d.
18. (Imię) duszko, zwerży jabłuszko,
Wynnaja... i t. d.
19. Myłomu zwerżu, dawno-ty derżu,
Wynnaja... i t. d.
20. Lipszyj myłeńkyj, jak brat ridneńkyj,
Wynnaja... i t. d.“.
Obecnie śpiewają tylko 3—4 zwrotki „dany“. Po odśpiewaniu
„dany“ któryś z kawalerów winszował dziewczynie w ten sposób:
133
Rošty wełyka, ne bude łycha,
Witciu, mateři na radisť,
A dobrym chłopciam na zazdrist“.
Dawniej winszowano nieco inaczej, a mianowicie:
„Rosty wełyka do czołowika,
Wid czołowika do powały,
Aby ty na (za) rik muzyk y zahrały“.
Gdy winszujący kawaler był zły na daną dziewczynę, to ostatni werset
tego winszowania zmieniał w ten sposób:
„Aby ty na (za) rik ditky zahrały“.
Dziś winszowaniem tem posługują się już bardzo rzadko.
Ciekawa ta pieśń „dana“, jak widać z treści i zastosowania w niej
symbolicznych porównań, jest dość stara, dziwna tylko jest nazwa jej
„dana“. Najprawdopodobniejsze wyjaśnienie tego jest takie, że jeszcze
około 50—60 lat temu po kolędzie śpiewali kawalerowie dziewczętom
pieśń polską o charakterze krakowiaka, a mianowicie:
„A w tym dworku nadobna panienką,
Powiadają nam;
Dana, dana, dana,
Śliczna panienka, pokażcie ją nam“.
Z refrenu więc tego krakowiaka nazwano całą pieśń „dana“, a następnie,
gdy w 70—80 latach ubiegłego stulecia zaprzestano już śpiewać polską
pieśń, nazwę jej przeniesiono na pieśń ukraińską „Na zahumeniu“,
która to nazwa pozostała dotychczas.
Również po polskiej „danie“ wygłaszano dawniej życzenie „Rosty
wełyka...“, ale częściej humorystyczne.
Za „danę“ zobowiązane są dziewczęta każda zosobna płacić. Za
pieniądze w ten sposób uzyskane urządza się w dzień święta Jordanu
wielką zabawę taneczną z muzyką.
Dawniej był zwyczaj podczas kolędy, żę kawaler, gdy kolędowano
w domu jego dziewczyny, po odśpiewaniu kolędy i „dany“, wchodził
do izby z flaszką wódki i stawiał ją na stół. Zwykle trafiał się konkurent
i kładł też swoją flaszkę wódki na stół. Był to znak, że będzie ogólna
pijatyka, więc wszyscy kolędujący kawalerowie wchodzili do izby i za
czynało się picie .ej wódki, postawionej na stole. Gdy jednak wypito ją,
gospodarz domu zobowiązany był dostarczyć świeżej wódki. Pijatyka
taka trwała nieraz i 2—3 godziny, a podczas niej odbywały się między
kawalerami zakłady, kto więcej kieliszków wódki potrafi wypić. Pito
więc na zabój, ażeby pochwalić się wygraniem zakładu przed tą dziew
czyną, która powinna była być obecną podczas tej jakby dla niej urzą
dzanej pijatyki, chociaż sama nie musiała pić.
Po skończonej kolędzie podejmował starszy towarzysz wszystkich
członków bractwa u siebie w domu kolacją.
Kolęda kawalerska w St. Samborze jest stara, tradycyjna, istnieje
bowiem od bardzo dawna i jest bardzo popularna. Przyczyną tej popu-
134
larności jest zapewne to, że kawalerowie nie opuszczą z kolędą ani
jednego domu, nawet najbiedniejszego. Nadto dlatego, że długo kolę
dują i z muzyką. Zresztą ludzie wiedzą o tem, że pieniądze-Tz kolędy idą
na religijny cel, mianowicie na „wachle“ i doniedawna kolęda kawa
lerska była jedyną najpoważniejszą kolędą w mieście. Nawet obecnie,
gdy oprócz kolędy kawalerskiej jest jeszcze kilka kolęd na cele kultu
ralno-oświatowe, mimo to kolęda kawalerska cieszy się nadal popular
nością u ogółu mieszczan, chociaż teraz kolędują o wiele gorzej.
5, Zwyczaje wielkanocne.
Wreszcie istnieją także niektóre zwyczaje wielkanocne, związane
z bractwem kawalerskiem. Z rana na Wielkanoc podczas rezurekcji,
gdy wszyscy wychodzą z cerkwi i mają 3 razy obejść naokoło cerkwi,
wychodzą kawalerowie na dzwonnicę i tam dzwonią w charaktery
styczny sposób we wszystkie dzwony; dzwonienie takie, jak wspomi
nałem już przedtem, nazywa się „bałemkanie“. Wygląda ono w ten
sposób, że staje się blisko dzwonu, bierze się obiema rękoma serduszko
dzwonu i uderza się niem o brzeg dzwonu w odpowiedni sposób, a mia
nowicie: 3 razy w tempie powolnem, z dłuższemi odstępami po sobie,
a zarazem silnie, a następnie kilkanaście razy w tempie bardzo przyśpieszonem, bezpośrednio jedno uderzenie po drugiem, ale równocześnie
ciszej. „Bałemkać“ podczas rezurekcji jest przywilejem, ale zarazem
i obowiązkiem kawalerów, chociaż obecnie nie bardzo już tego prze
strzegają. „Bałemkanie“ jest bardzo charakterystyczne dla świąt wielka
nocnych; „bałemkają“ przeważnie mali chłopcy prawie bez przerwy
przez wszystkie 3 dni świąt. Również i starzy gospodarze .Me zapominają
wyjść w pierwszy dzień świąt na dzwonnicę i „pobałemkać“ sobie trochę,
będzie bowiem wtedy u nich tego roku na polu bardzo ładna pszenica,
w przeciwnym zaś razie byłby nieurodzaj na pszenicę.
Wkońcu w pierwszy dzień świąt wielkanocnych po południu od
bywa się bardzo ciekawy i niemniej starodawny zwyczaj bractwa ka
walerskiego, który nazywa się „stawyty oborih“. Otóż po południu dnia
tego zbierają się kawalerowie koło cerkwi i tu „stawiają oborih“ (bróg),
który tak wygląda:
Do „oboroha“ potrzebnych jest 10-ciu ludzi; otóż 5 kawalerów
silniejszych i cięższych ustawia się w koło, trzymając się silnie nawza
jem obiema rękoma popod pachy, następnych zaś 5 kawalerów lżejszych,
zwinniejszych i odważniejszych staje tym „dolnym“ na ramiona w ten
sposób, że prawą nogą na lewe ramie jednego, a lewą nogą na prawe
ramię drugiego, również silnie trzymając się nawzajem obiema rękoma.
Przy tem stawianiu „oboroha“ pomagają inni kawalerowie. Tak usta
wiony „oborih“ obchodzi (ściślej mówiąc idzie tylko ta dolna piątka,
niosąc na sobie tę górną piątkę) 3 razy naokoło cerkwi, śpiewając staro
dawną pieśń wielkanocną:
„Chrystus woskres, ałyłuja,
Radost’ nam prynis, ałyłuja...“
i idzie następnie do domu księdza proboszcza, gdzie przed drzwiami
plebanji „oborih“ rozwiązuje się, t, zn. górna piątka zeskakuje i wszyscy
135
już zwykle wracają z powrotem koło cerkwi. Tu znowu ci sami, albo
inni z pośród kawalerów stawiają po raz drugi „oborih“. Teraz idzie
■„oborih“ do domu prowizora bractwa kawalerskiego ulicami miasta,
śpiewając po drodze również ową pieśń wielkanocną. Idzie zaś „oborih“
w ten sposób, że dolna piątka obraca się od czasu do czasu w kółko,
ażeby jedni i ci sami nie szli przez cały czas wtył nogami. Chociaż pro
wizor mieszka nieraz dość daleko i na 1 km, lub więcej od cerkwi,
ambicją „oboroha“ jest, aby dojść w porządku do jego domu i istotnie
dość często udaje im się to. Gdy jednak zawali się im po drodze „oborih“,
stawiają go zaraz z powrotem na miejscu i idą dalej, ale uważają to
nie tyle za dyshonor dla siebie, ile za zły znak. Przyszedłszy do domu
prowizora, „oborih“ rozwiązuje się, a prowizor wszystkich biorących
udział w nim ugaszcza. Na tern stawianie „oboroha“ kończy się. Sta
wianie „oboroha“ nazywają żydzi dość komicznie, mianowicie pytają
się złośliwie ludzi przed świętami wielkanocnemi w ten sposób: „kiedy
będzie u was to święto, że chłop na chłopa wyłazi“.
Zwyczaj stawiania „oboroha“ należy do cyklu zwyczajów obrzę
dowych na Wielkanoc, które odbywają się koło cerkwi, a które nazy
wają się „hahiłky“, lub „hajiłky“. Ale jest w stawianiu „oboroha“ i coś
odmiennego, a mianowicie niesienie „oboroha“ do księdza proboszcza
i do prowizora bractwa jest swego rodzaju kolędą wielkanocną. Oprócz
tego biorą też kawalerowie udział w innych obrzędach „hajiłkowych“
na Wielkanoc, ale już nie wyłącznie kollektywnie jako bractwo, tylko
każdy poszczególnie.
Na tern mniejwięcej wyczerpałyby się zwyczaje całoroczne bractwa
kawalerskiego w St. Samborze. Bardzo możliwe, że były jeszcze jakieś
inne zwyczaje kawalerskie, które jednak zupełnie już zaginęły, a dałyby
się może jeszcze odtworzyć chyba przez dokładne przejrzenie zapisków
brackich i drobiazgowe wypytywanie się bardzo starych ludzi.
Zresztą i te zwyczaje, które przytoczyłem, zaczynają już wychodzić
z użycia, odbywa się je już niedbale, pobieżnie, lub wogóle niektóre
z nich zarzuca się zupełnie. Specjalnie po wojnie światowej znaczenie
i dawna popularność bractwa kawalerskiego znacznie zmniejszyła się.
Dawniej należał do bractwa kawalerskiego sam kwiat młodzieży starosamborskiej, dzisiaj zaś tak zwani lepsi chłopcy nie chcą nawet należeć
do bractwa, a jeśli który i należy, to jest tylko formalnie zapisany,
a faktycznie nie spełnia żadnych obowiązków brackich. Niedziw więc,
że starzy ludzie, kiwając głowami, mówią, że „pereweło sia“ bractwo,
a złośliwi dodają „zeszło na psy“.
Stopniowy upadek bractwa kawalerskiego jest dość widoczny, a to
wpływa wyraźnie ujemnie na utrzymywanie się wszystkich zwyczajów
brackich; prawdopodobnie za kilka lat wiele obecnie jeszcze istniejących
zwyczajów kawalerskich również zaniknie.
Stary Sambor 1935.
Dziergniec.
W Zawoi pod Babią Górą i w okolicy używają do szybszego zbie
rania borówek przyrządu zwanego dziergniec (gen. dziérgca, a nie
dzićrgnca).
136
Teoretycznie można w nim wyróżnić 3 części składowe: grzebień,
zbiornik i rękojeść. Faktycznie zaś wchodzi w jego skład 5 deseczek,
grubych na 1/2 cm, zwykłe bukowych, zbitych gwoździkami. W jednej
z nich wycięto palce grzebienia i rękojeść, zostawiając między grzebie
niem a rękojeścią kwadrat o boku 8 cm. Nad tym kwadratem mieści się
skrzyneczka zbiornika, wy
soka na 5 cm (4 cm światła),
otwarta od strony grzebienia,
której 2 boczne ścianki bie
gną dalej wzdłuż zewnętrz
nych palców grzebienia, zni
żając swą wysokość z 5 cm
Ryc. 1. Dziergniec. Zawoja
do 1 cm i tworząc w ten spo
sób razem z grzebieniem ro
dzaj szufelki. Palce grzebienia mają po 7 cm długości, a stoją w odstę
pach po Va cm.
Grzebieniem dziergca podczesują niejako krzak borówki, przyczem
borówki zostają zerwane i wpadają wraz z pewną ilością liści do zbior
nika. Liście nietrudno usunąć, a zyskuje się wiele na czasie. W okolicy
Mszany Dolnej nie znają obecnie takiego przyrządu. Na uwagę zasługuje
tylko następujące naśmiewanie się z tych dziewcząt, które mają w uzbie
ranych borówkach dużo liści: „Pewnieście borówki grzebieniem czesały“.
Podobne przyrządy zwane hrebinka służą do zbierania borówek
na Huculszczyznie (Szuchiewicz, Huculszczyzna I 197).
ks. Stanisław Krawczyk.
Mszana Dolna, 18. VIII. 1935.
/
137
RECENZJE I SPRAWOZDANIA.
Aleksiejew M. P. Sibiř w izvestjach zapadno-jevropejskich puteszestviennikow i pisatielej. (Sybir w wiadomościach zachodnioeuropej
skich podróżników i pisarzy.) Wstęp, teksty, komentarz. Tom. I. Pisa
rze XIII—XVII w. Irkuck. Krajgiz. 1S32. 368. V. str., 14 rub.
W szeregu prac obcych o Syberji poważne miejsce zajmują wiadomości
obcych podróżników i pisarzy tak średniowiecza jak czasów nowożytnych,
w szczególności zaś XVIII wieku. Niestety, wiadomości te, jak wiadomo,
w większości wypadków nie są przetłumaczone na jakikolwiek jeden język
ani nie są zebrane w jakiemkołwiek jednem wydaniu. Tymczasem niema
wątpliwości, że liczne świadectwa z XVI—XVIII w. (a dla Lapończyków
1 Ugrów nawet wcześniejsze) o pin. Europie i Azji mają wielkie znaczenie
naukowe. Holender Isaak Massa w swoich dziełach o Syberji (1612 r.)
w dziele zbiorowem: Beschryvinghe van der Samoyeden Lande podaje nam
wiadomości o podbiciu przez Rosjan sybirskich tubylców i podaje opis
życia Samojedów, korzystając z dziś już zaginionych dokumentów i źródeł.
N. Witsen w obszernem dziele: „Norden Oost Tartarye“, które stanowi
epokę w badaniach nad Syberją, podaje interesujące szczegóły o życiu,
a szczególnie o szamaństwie Tunguzów. (1692 r.). Dobhin w swym opisie
Syberji (1702) po raz pierwszy zwrócił uwagę na podobieństwo życia Samo
jedów i Lapończyków. Podobnie cermemi źródłami są dla nas Richard
Finch, który opisał na początku XVII wieku życie Tunguzów, Osłjaków
. Ketów czyli Jenisejców, Jsbrant Mes, Ad. Brandt i wiele innych. Dane
zebrane przez tych podróżników i pisarzy mają wielkie znaczenie naukowe
(etnograficzne^geogiraificzne i historyczne). Dlatego też pomysł prof. M. P.
Aleksiejewa, aby zebrać wiadomości obce o Syberji od XIII.—XVII wieku
w tłumaczeniu rosyjskiiem z wstępami do każdego autora i ze szczegółowym
komentarzem jest nadzwyczaj szczęśliwy i na czasie.
Książka M. P. Aleksiejewa jest rodzajem chrestomatji naukowej, uło
żonej według zbioru wiadomości greckich i rzymskich pisarzy o. starożytnych
Indjach Mac Crindle lub zbioru wiadomości pisarzy starożytnych o Scyitji
i Kaukazie W. Łatyszewa i t. p. Dzieli się ona na przedmowę (str. V—XVI),
wstęp XVII—XIX, teksty z komentarzami (str. 1—342) i dodatki. Wstęp
mieści w sobie zarys badań nad Syberją od czasów starożytnych do końca
XVIII wieku.
Z pomiędzy podróżników i pisarzy XIII wieku uwzględniono w książce
takich jak :Plano Canpini, G. de Rubruc, Roger Bacon, Marco Polo. Do
XV wieku należą: Iohann Schiltberger, Jul. Pompon. Laetus. Więcej pisarzy
przypada na wiek XVI: polski historyk Maciej Miechowita, Francesco da
Collo, Sigismund Herberstein, Heimr. Staden, (którego dzieło poraz pierwstzy
było ogłoszone dopiero w roku 1917, w większych wyjątkach, a wydanie
zupełne z komentarzami ukazało się w r. 1930), Gerh. Mercator, Anton
Marsh, Francis Cherry, Giles Fletcher i inni. Wkońcu, z pomiędzy autorów
XVII wieku występują Josias Logan, William Puirsglove, Rieh. Finch, Isaak
Massai, Ad. Olearius i inini. Niestety, z przyczyn technicznych autorowi nie
udało się włączyć do pierwszego tomu fragmentów szeregu nader ważnych
dzieł podróżników XVII wieku, jak: A. Dobhin, E. Palmgvist, Niool. W-itsen,
Ph. Avril, Ysbrand Ides i innych.
138
Bardzo cenném jest włączenie nowych, zupełnie nauce nieznanych za
bytków. Do nich należy znaleziony w bibljotece Irkuckiego Uniwersytetu
fragment słynnego dzieła Piano Carpinii w rękopisie pergaminowym poł.
XIV w. w języku łacińskim i dwa fragmenty niewydanego jeszcze niemiec
kiego rękopisu bibljoteki Kopenhaskiej XVII wieku, który mieści w sobie
„Opis podróży po Syberji“ F. Gabela (Dodatki I i II).
Przed autorem referowanej przez nas pracy piętrzyły się ogromne
trudności. Musiał sprawdzić istniejące tłumaczenia z oryginałami i nanowo
przetłumaczyć cały szereg tekstów, przyczem w obu wypadkach miało się
do czynienia z rozmaitemu językami, jak łaciński (Guagnini i inni), staro
francuski (Marco Polo, A.. Thevet), staro-włoski (Fir. da Collo, Raf. Barberini),
słaro-niemieoki (Staden), holenderski, szwedzki, duński. W przytoczonych
tekstach spotykamy mnóstwo imion własnych, geograficznych i etnograficz
nych, nazw, niezrozumiałych 'wzmianek i t. d., potrzebujących wyjaśnienia.
Autor musiał przestudjować całą rosyjską i zagraniczną literaturę o Syberji,
przeglądnąć wszystkie historyczne, geograficzne i etnograficzne prace, by
odnaleść w nich wyjaśnienia zagadkowych faktów lub nazw.
Pragnąc, by jego praca była niefyle książką do czytania, ile raczej
źródłem do studjów naukowych, autor dążył ku temu, aby o ile możności
nie pozostawić bez wyjaśnienia ani jednego niezrozumiałego dla czytelnika
słowa, faktu, nazwy, wzmianki i t. d. i dać w komentarzach do poszczegól
nych tekstów prócz objaśnień wyczerpującą hibljografję, przedewszystkiem
zagraniczną, jako najmniej znaną.
W niektórych wypadkach trudno się zgodzić z hipotezami autora.
Tak np. .można wątpić, czy na podstawie świadectwa Kuszelewskiego
1868 r. i ogólnych wniosków o rozpowszechnieniu kanibalizmu wśród ludów
pierwotnych, można twierdzić, że Samojedzi byli rzeczywiście ludożercami,
jak to czyni Aleksiejew. (str. 129). Niekiedy autor odrzuca to lub inne
objaśnienie innych badaczy, nie dając na to żadnych argumentów. Tak
postępuje on np. z hipotezą Henninga o tem, że Massa miał na myśli w jednem miejscu swego dzieła Burjatów, i że tu spotykamy pierwszą wiado
mość o tym ludzie w literaturze zachodnio-europejskiej. M. Aleksiejew po•prostu zauważa: „Tę hipotezę uważam za mało prawdopodobną“ (str. 266).
Naogół jednak etnografowie i historycy Syberji powinni być wdzięczni
prof. Aleksiejewowi za ułożenie książki będącej starannie opracowanym
i cennym zbiorem źródeł do historji badań nad Syberją i podanie prawie
•pełnej literatury przedmiotu.
Pod względem zewnętrznym książka wydana doskonale.
(Przekład z rosyjskiego).
E. Kagarow.
E. Hoffmann -Krayer — H. Bächtold - Stäub1! : Handwörterbuch
des Deutschen Aberglaubens. Bd.' VI Mauer-Pflugbrot. Berlin, Walter
de Gruyter et Co. 1934—-1935. 8 większe. Str. 1728.
Poprzednie tomy tego wydawnictwa omówiono już w „Ludzie“ XXVI
96—97, XXVII 133—136, XXIX 121—124, XXX 250—251, XXXI 144—145,
XXXII 182—183. W wydanym obecnie szóstym tomie na uwagę zasługują
następujące artykuły:
S. 4. Maulwurf. Wierzenia związane z kretem, jako zwierzęciem, któ
rego życie podziemne silnie pobudza wyobraźnię Ludową. S 31. Maus. Mysz
139
w wierzeniach mitologicznych i praktykach czarodziejskich, mysz-dusza,
mysz-demon, mysz jako zwierzę zapowiadające śmierć, mysz-mścicielka,
przyczem wiele materjału porównawczego do podania o Popielu, a wreszcie
rozmaite'środki ochronne przed myszami i znaczenie myszy dla medycyny
ludowej. S. 78. Megalithballten. Budowle megalityczne w wyobrażeniach lu
dowych. S. 89. Mehl. Ofiara z mąki duchom domowym, wegetacyjnym, atmo
sferycznym, oraz żywiołom, a także zastosowanie mąki we wróżbach i cza
rach. S. 156 Menschenopfer. Motywy ludowe ofiar ludzkich. S. 189.
Messer. Ochronna rola noża. S. 217. Meteor. Ludowe wyjaśnienie istoty
meteorów i ich lecznicze zastosowanie. S. 243. Milch. Mleko w kulturze
indoeuropejskiej, oraz jalko środek czarodziejski i leczniczy. S. 293
M'ilchhexe. Zestawienie bardzo licznych materjałów do przesądów o cza
rownicach odbierających i psujących mleko krowie. S. 398. Mittag.
Niebezpieczeństwa i korzyści godziny południowej, oraz świat duchów po
jawiających się w tym czasie. S. 418, Mitternacht. Podobne wierzenia zwią
zane z porą północną. S. 477. Mond. Księżyc w wierzeniach ludowych, oraz
chaos przesądów i zapatrywań pseudoprzyrodniczych w związku z poglą
dami ludowemi na znaczenie tego ciała niebieskiego w naszem życiu codzienmem. S. 554. Montag. Wierzenia o poniedziałku, który zwykle bywa
uważany za .zły dzień S. 602. Mühle. Mühlrad. Müller. Przesądy związane
z młynem, kołem młyńskiem i młynarzem. S. 633. Musik. Muzyka zaczaro
wana i jej działanie na ludzi i zwierzęta. S. 720. Mythologie und Mythus.
Geneza mitu i jego związek z obrzędem i przesądami.
S. 768. Nacht. Objaśnienie Ludowe zjawiska nocy, oraz środki ochronne
przeciwko niebezpieczeństwom i duchom nocy. S. 812. Nachzehrer. Upiór,
który błądzi po świecie i pociąga za sobą do grobu innych, szczególnie
krewnych S. 823. Nackt, Nacktheit. Nagość w kulcie, w praktykach czaro
dziejskich i magicznych, oraz w rytuale prawnym. S. 916. Nadel. Przesądy
związane ze szpilką i igłą, oraz zastosowanie ich w czarach domowych i lecz
nictwie. S. 950. Name. Ścisły związek człowieka z jego .imieniem, zasady
nadawania imion, czarodziejskie działanie imienia. S. 969. Nase. Określanie
charakteru człowieka wedle kształtu nosa, oraz przesądy związane z krwa
wieniem nosa. S. 1020. Neujahr. (1 Januar). Obrzędy noworoczne, oraz
czary i wróżby o przyszłym roku gospodarczym. S. 1045. Neujahrs- und
Dreikönigsgebäcke. Obrzędowe pieczywo noworoczne i trze;Ji,królewskie.
S. 1072. Niesen. Przesądy związane i z kichaniem. S. 1086. Nikolaus hl.
Zwyczaj chodzenia ze św. Mikołajem i djaibłem.
S. 1166. Obstbaum. Związek drzewa owocowego z życiem ludzkiem,
wymuszanie urodzaju na drzewach owocowych, znaczenie tych drzew we
wróżbach miłosnych i w medycynie sympatycznej S. 1186. Ofen. Piec jako
punkt środkowy w domu cieszy się wielkiem poważaniem, jest siedzibą du
chów, .zwłaszcza domowych, przepowiada przyszłość i ma właściwości lecz
nicze. S. 1204. Ohr. Przesądy ludowe związane z uchem. S. 1224. Okkul
tismus. Okultyzm i jego znaczenie dla badań nad wierzeniami ludowemi
S. 1255. Orakel. Sposoby odgadywania przyszłości. S. 1316. Osterbrot und
Ostergebück. Pieczywo obrzędowe wielkanocne. S. 1327. Osterei. Pisanki
w niemieckich zwyczajach ludowych. S. 1341. Ostern. Obrzędy i wierzenia
związane z Wielkanocą.
S. 1365. Palm. Czarodziejska moc poświęconej palmy. S. 1400. Paradies.
Wyobrażenia zaświatów, raj zwierząt, krainy elfów i dusz zmarłych. Raj
140
wedle ksiąg Starego i Nowego Testamentu, wedle Ojców Kościoła, w średnio
wiecznej kosmografji, w Islamie i w buddyzmie. S. 1478. Perhtci. Omówie
nie wierzeń związanych z kobiecą postacią mityczną, zwaną też Berhtą lub
królową Bertą. S. 1497. Pest. Pamięć o zarazie u ludu, personifikacje
zarązy, środki zwalczania zarazy. S. 1577. Pfeife, pfeifen, Flöte, flöten.
Piszczałka i jej czarodziejska moc wobec demonów i zwierząt. S. 1598.
Pferd. Koń w mitolog«, zwierzę przewidujące przyszłość, czarodziejskie,
związane z błyskawicą, wiatrem lub chmurami, także z żywiołem wodnym,
a w dalszym rozwoju tych wierzeń także łączy się z djabłem i czarownicą.
S. 1684. Pfingsten. Przesądy związane z Zielonemi Świętami, okres błą
dzenia duchów zmarłych i czarownic, święto wywoływania urodzaju, zdrowia
dla ludzi i zwierząt domowych. S. 1704. Pflanze. Przesądy związane
z roślinami, przypisywanie im właściwości czarodziejskich i leczniczych.
S. 1718. Pflug. Pług w podaniach, mitach, formułach prawnych i magji.
Prócz wyżej wymienionych większych opracowań Tom VI zawiera
także bardzo wiele drobniejszych artykułów, mających znaczenie również
dla etnografji polskiej.
Adam Fischer.
Pieśni ludowe z Polskiego Śląska z rękopisów zebranych przez
ks. Emila Szramka, oraz zbiorów dawniejszych A. Cinciały i J. Rogera
wydał J. S t. B y s t r o ń. Zeszyt II. Kraków 1934. Polska Akadem ja
Umiejętności. Kosztem Towarzystwa Przyjaciół Nauk na Śląsku z za
pomogi województwa śląskiego. Str. 101—b39.
Przez wydanie II zeszytu ukończono pierwszy tom Pieśni ludowych
z Polskiego Śląska, który zawiiera pieśni balladowe ('zeszyt 1), oraz pieśni
o zalotach i miłości (zeszyt 2). Teksty tych pieśni zebrał przed laty ks. dr.
Emil Szramek od różnych śląskich księży, nauczycieli, górników i włościan.
Szczególnie wiele materjału dostarczył Łukasz Wallis, maszynista górniczy
na Rozbanku pod Bytomiem.
Zbiór ten ułożył systematycznie i wydał krytycznie Prof. J. St. Bystroń,
który włączył do zbioru tajkże pieśni drukowane w różnych zapomnianych
lub trudno dostępnych wydawnictwach i czasopismach, oraz pieśni z ręko
piśmiennych zbiorów Seweryna Udzieli. Cały materjał ułożył wydawca sy
stematycznie wedle zasad wprowadzonych przez siebie w różnych rozpra
wach o pieśni ludowej. W dziale pieśni miłosnych d zalotnych mamy rozmaite
motywy, więc wysługiwanie żony, trudności związane z wyborem żony,
rozmowy miłosne, rozstanie, spotkanie, żale dziewczyny za kochankiem,
żale kochanka za dziewczyną, niewierni kochankowie, utrata wianka, roz
mowa uwiedzionej z kochankiem lub z matką.
Do niektórych pieśni dodał wydawca komentarz o zasięgu geograficz
nym danej pieśni, oraz o dziejach danego wątku pieśniowego.
Wydanie pieśni ludowych z Polskiego Śląska ma dla etnografji polskiej
wielkie znaczenie, ponieważ 1) literatura polska etnograficzna dotycząca
Śląska nie jest zbyt bogata, 2) wogóle brak krytycznych wydań większych
zbiorów pieśni ludowych polskich. Dlatego należy wyrazić uznanie Prof.
J. St. Bystnoniowi za opracowanie bogatego materjałiu, a równie dobrze za
służyło się województwo śląskie przz udzielenie zasiłku na wydawnictwo.
A. Fischer.
1
141
Adam Chętnik: Splniv na Narwi. Tratwy, oryle i orylka. Studjum
etnograficzne. Z mapką i 82 ilustracjami. Warszawa 1935. Wydawnictwo
Kasy im. Mianowskiego. Str. VIII + 137 4- 1 nlb.
Obszar kurpiowski należy do tych szczęśliwych terenów, które już od
przeszło 20 lat są przedmiotem starannych poszukiwań prowadzonych przez
Adama Chętnika, twórcę Muzeum Kurpiowskiego w Nowogrodzie łomżyń
skim. Obecnie zasłużony badacz ziemi kurpiowskiej opisał dokładnie spław
na Narwi.
Po ogólnych uwagach o Narwi, jako dawnej polskiej drodze komuni
kacyjnej, zajmuje się autor szczegółowo spławem drzewa czyli orylką, opi
suje zwózkę drzewa na „bindugi“ t. j. place nad brzegami rzek, oraz zbi
janie tratew, omawia organizację całej orylskiej grupy zawodowej, warunki
ekonomiczne spławu drzewa, oraz całą kulturę społeczną i duchową tej
grupy zawodowej. Książka zapoznaje nas z ciekawemi pieśniami, przysło
wiami, przepowiedniami pogody, opowieściami, muzyką i tańcami Materjałów nie^podano w stanie surowym, ale zaopatrzono je w bardzo liczne przy
pisy. Przy końcu pracy zestawił autor słowniczek wyrażeń orylskich, zawie
rający 278 wyrazów zebranych u oryli nad Narwią w latach 1912—1932
a nadto skorowidz nazw geograficznych, miejsc i miejscowości z nad Narwi
i dopływów, oraz nazw i imion własnych. Wielka liczba JTustracyj (82)
objaśnia tekst i poucza dokładnie o budowie tratew i spławie drzewa.
A. Fischer.
Dynowski Witold: Barwne kufry chłopskie z okolic Wileńszczyzny
i Polesia. Wilno, Nakładem Instytutu Naukowo-badawczego Europy
Wschodniej. Wilno 1934. Str. 64 + XV tablic + 3 mapy.
Na podstawie dokładnych badań terenowych autoT udowodnił, że
barwne kufry chłopskie dostały się na obszary dzisiejszego województwa
wileńskiego i nowogródzkiego w szóstym dziesiątku lat minionego stulecia.
Przy tych poszukiwaniach wyszła jeszcze 'inna rzecz godna uwagi, a miano
wicie brak skrzyń ludowych na terenie wileńskim. Zdaniem p. Dynowskiego
skrzynia z Europy Zachodniej przenikała do Europy północnowschodniej
przez Prusy Wschodnie, Litwę i Łotwę, a droga ta omijała Polskę północnowschodnią, Białoruś i Polesie, a więc dlatego ominęła i Wileńskie. Dopiero
kufer, który wyszedł ze skrzj ni i zwłaszcza w okresie baroku został silnie
spopularyzowany, a w tych czasach dostał też charakterystyczne zwężenie
ku dołowi, aby go lepiej można umieścić w czasie podróży, stał się w Wileńskiem bardzo popularny. Wśród tych kufrów wyróżniają się dwa typy,
kufer wschodni nawiązujący zupełnie wyraźnie do zwężonego u dołu kufra
barokowego, oraz kufer zachodni nawiązujący do skrzyń zachodnioeuropej
skich Kufry barwiono na jeden, kolor, błękitny, ceglasty, żółty lub butel
kowy (pewien odcień zieleni). Kufry wytwarzają żydowscy kufernicy, przedewszystkiem Szaja Rubin z Wilna i jego naśladowcy z innych ośrodków
w Święcianach, Widzach, Ejszyszikach, Olkienikach, Lidzie i Iwju. Około
roku 1885 rozpoczyna się zdobienie kufrów przy pomocy barwnych odcisków.
Wzory wycinano w ziemniaku i następnie wyciskano na kufrze. Zdobienie
takie nazywa się „cackowaniem“ a było stosowane w latach 1885—1919
Wśród zdobin szczególnie powszechne były rozety i jodełki. Kompozycja
142
zdobienia ząleżała od sposobu okuwania, wskutek czego ornamentyka od
znaczała się zawsze wielką przejrzystością dekoratywną.
Tekst pracy objaśniają korzystnie dodane mapy, które podają granicę
krzyżowania się zasięgów kufrów o typie zachodnim i wschodnim w okresie
1890—1910, zasiąg kufrów ozdabianych barwnemi odciskami, oraz mapę
zasięgów wytwórczości poszczególnych warsztatów kuferniczych. Streszcze
nie niemieckie udostępnia pracę obcym uczonym.
A. Fischer.
„Rosinkess mit Mandlcn“. Aus der Volksliteratur der Ostjuden.
Schwänke, Erzählungen, Sprichwörter und Rätsel, gesammelt von
Dr. Immanuel Olsvanger. 2-te völlig veränderte und vermehrte
Auflage. Basel 1931. Verlag der Schweizerischen Gesellschaft für Volks
kunde.
Tytuł tego zbioru: „Rodzynki i migdały“, zaczerpnięty jest ze znanej
kołysanki ludowej. W zamieszczonym na wstępie liście do A. Drujanowa,
folklorysty hebrejskdego, któremu książka jest poświęcona, daje autor cenne
wyjaśnienia, dotyczące jego pracy. Pierwsze wydanie „Rosinkess mit Mandlen“ ukazało się już w roku 1920, obecne wyszło w zmienionej formie.
Autor usunął wszystkie pieśni ludowe, jako do tego zbioru nie. należące, na
tomiast humorystyczne opowiadania, baśni i legendy uzupełnił przeszło 50
numerami. Opróciz kilku numerów nie czerpał autor materjału z żadnych
książek, lecz podaje opowiadania, które sam zebrał, a słyszał je bądź w daw
nych latach na ziemiach, będących pod rządem Rosji, bądź wśród Żydów
wschodnich, żyjących w rozmaitych krajach świata. Niektóre z dodanych
do 2-go wydania nrów uchodzą za zupełnie nowe, np. humorystyczny zbiór
opowiadań o teorji względności. Co do tej „nowości“ ma jednak autor po
ważne wątpliwości, a przypuszcza, że są to 'raczej stare opowiadania, O' któ
rych pamięć ludu przypomniała sobie i dostosowała je do nowej treści, co
jest zupełnie słuszne, bo motywy tych opowiadań znane są u ludu i w innej
formie (np. nr. 331, miotyw o rebe i mejdel). Opowiadania podane są do
słownie, w języku żydowskim, w djalekcie „litwackim“, używanym na prze
strzeni między Grajewem po Suwałki z jednej, a Łomżę z drugiej strony.
Drukowane są literami łacińskiemi i zaopatrzone w doskonałe objaśnienia
tak, że i dla nieznającego język żydowski mogą być dostępne. Autorowi
zależy bowiem ná tem, aby z książką tą zapoznali się także czytelnicy niieżyduwscy, bo bezpośredniość taka umożliwiłaby poznanie wielu istotnych
cech ludu żydowskiego, które w opowiadaniu i dowcipie najlepiej się obja
wiają. Odpiera też autor — i bardzo słusznie — zarzut, uczyniony mu przez
kilku krytyków, jakoby niektóre z jego opowiadań wcale nie były ży
dowskie, bo znaleźć je można i u innych ludów. Miiędzynarodowość rozma
itych motywów jest chyba rzeczą naukowo ustaloną. Autor daje przykłady
pokrewieństwa i poważnego wieku niektórych motywów, wskazują na analogję w Gęsta Romanorum, Dekameronie, w perskim zbiorze przypowieści
pouczających z r. 1258. (The Gulistan, by Sadi of Shiraz, translated from
the original by Francis Gladwin, Esq., new édition, London 1833.) i t. d.
>i wykazuje, że nawet takie opowiadania, które uchodzą za „najczystszej
wody“ żydowskie, znane są w wersjach angielskiej, francuskiej, włoskiej,
(norweskiej, ruskiej, perskiej i t. d. O przynależności baśni lub' opowiadania
o rozpowszechnionym motywie do pewnego ludu, decyduje sposób dostoso
wania motywu do życia tego ludu i forma opowiadania. Rzuca też autor
143
trafną myśl, że byłoby rzeczą ogromnie ciekawą, zbadać czy i jak przy
czynili się Żydzi — którzy przewędrowali wszystkie krańce świata — do
rozpowszechnienia i przemiany motywów u rozmaitych ludów.
We wstępie, pisanym w języku niemieckim, daje autor obraz życia
codziennego i świątecznego Żydów. Opis uwzględnia najęli ar a k ter y s t y oz niejs-ze cechy ludu żydowskiego, z podkreśleniem ciekawych zwyczajów i wie
rzeń i wprowadza doskonale w środowisko żydowskie.
Materjał, zebrany przez autora zawiera 389 nrów, z tego na humory
styczne opowiadania przypada 356, na legendy i baśnie 29, a ponadto ru
bryka „zagadki i żartobliwe pytania“ obejmuje 26 pozycyj i tyleż „przy
•słowia“. Wielka ilość zebranych przez dra Olsvangera opowiadań cieszy się
jeszcze dziś wielką żywotnością i znana jest w TÓżnych wersjach wśród
mas żydowskich Podnieść wreszcie należy, że autor doskonale podchwycił
język ludowy i oddał go z całem bogactwem charakterystycznych wyrażeń,
od najsubtelniejszych do najsilniej jaskrawych, toteż „Rosinkess mit Mandlen“ odzwierciedlają wiernie istotę ludowego humoru i opowiadania i uwa
żać je należy za jedną z najlepszych ostatnich prac z dziedziny folklorystyki
żydowskiej.
Giza Fraenklowa.
Luigi Salvini. La Polonia nei canti popolari magiari. Casa Editrice
La Goletta — Roma. 1933. 8° Str. 78+1 nlb.
Autor zestawił starannie wszystkie wzmianki o Polsce w ludowej pieśni
madziarskiej; rozprawka ta jest nieco rozszerzonem wydaniem włoskiem
szkicu zamieszczonego w Ludzie XXXII 1—21 p. t. „Polska w ludowych
pieśniach madziarskich“.
F.
Aniela Chmielińska. Z życia Księżaków. Łowicz 1935. Str. 40+12
tabl.
W zwięzłej i popularnej formie opisuje nam autorka siedziby Księża
ków, sporządzanie wycinanek i wogóle zdolności artystyczne Księżanek,
odzież księżacką powszednią jak i obrzędową, zwłaszcza ślubną wyprawę
zamożnej Księżanki. W zakończeniu upomina się o opiekę nad rozwinięciem
łowickiego przemysłu ludowego.
F
Eugenjusz Frankowski. A cabaça. Extracto do fase. II do vol. V
dos „Trabalhos da Sociedade Portuguesa de Antropologia et Etnologia“.
Porto 1931.
Autor streszcza wyniki swych pcsKukiwań, dotyczących tykwy (Lagenaria vulgaris) i omawia jej zastosowanie praktyczne i artystyczne u ludów
całego świata. We wnioskach końcowych Prof. Fr. zwraca uwagę na ży
wotność idei zasadniczych Bastiana „as ideias elementares teem a sua actual
importancia vital“.
F.
Gerhard Gesemann: Der montenegrinische Mensch. Prag 1934.
An Stelle der Feierlichen Inauguration des Rektors der Deutschen Uni
versität in Prag f. d. St. Jahr 1933/34. Str. 222.
Na podstawie różnych etnograficznych prac i materjałów odtwarza
Prof. Gesemann typ Czarnogórca o profilu wybitnie bohaterskim, wielkiem
poczuciu rodowem, lekceważącego uprawę rcli i handel, chlubiącego się
144
ubóstwem, ale lekceważącego pokorę i 'skromność, wyznającego specjalny
kodeks honorowy, w którym szczególną rolę odgrywa krwawa pomsta.
Dokładna znajomość terenu i tematu pozwoliła autorowi odtworzyć psy
chikę ludu czarnogórskigo z całą barwnością i wyrazistością.
A. F.
Zeitschrift für Rassenkunde und ihre Nachbargebiete. Tom I.
zesz. 1. Str. 112 z 39 ryc. w tekście. Stuttgart 1935. Cena tomu 22 RM.
Omawiane czasopismo jest czasopismem oowem, którego pierwszy ze
szyt ukazał się pod redakcją Prot'. Dr. E. Eickstedt; komitet redakcyjny
tworzy 37 uczonych niemieckich i zagranicznych (z Polski Prof. J. Czekanowski). Celem czasopisma jest zajęcie się całokształtem zagadnień zwią
zanych z rasismem z punktu widzenia naukowego, przy równoczesnem, jak
to zwykle bywa w wydawnictwach niemieckich, przedstawieniem przed
miotu w ten sposób, aby był też zrozumiały dla szerszych warstw społe
czeństwa.
Treść czasopisma podzielona została na dwa działy: dział pierwszy ma
zawierać roprawy, przyczem wedle zapowiedzi redakcji pierwszeństwo bę
dzie oddawane artykułom syntetycznym a nie materjałowym: dział, drugi
podzielono na trzy części, a mianowicie: drobne przyczynki, omówienie
literatury i część trzecią, uporządkowaną wedle krajów, a podającą naj
nowsze wiadomości o nowych badaniach, zmianach personalnych, zjazdach
i t. p.
Na treść pierwiszego zeszytu składają się następujące artykuły Dr.
W E. Mühlmann: Die Frage der arischen Herkunft der Polynesier, w któ
rym autor omawia rozmaite poglądy tak co do składu rasowego Polinezyj
czyków jak i ich wierzeń, zwyczajów i t. p. i ich podobieństwa do indyjskich
a nawet indoeuropejskich. Uwagę, którą Polinezyjczycy zwrócili na siebie,
zawdzięczają przedewszystkiem wysłępywaniu u nich pewnych cech rapy
białej (nordyjskiej). Autor zaznacza jednak, że podkreślenie cech rasowych
nordyczmych i elementów kulturowych indoaryjskich w kulturze polinezyj
skiej nie powinno prowadzić do umniejszania znaczenia wpływów kulturo
wych innych ras na historję kultury Polinezyjczyków. C. B. Davenport: The
influence of economic conditions on the mixture of races (wpływ stosun
ków gospodarczych na mieszanie się ras). E. v. Eickstedt: Die Mediterranen
in Wales. Autor przeprowadził nad ludnością Walji badania antropologiczne
jak również historyczne, które podzielił na pięć okresów, przyczem na
okres II. około 4.000 przed Chr. ustalił silny napływ elementów rasowych
śródziemnomorskich. Dr. E. Schultz-Ewerth: Der heutige Stand der farbigen
Gefahr Artykuł ten jest ostrzeżeniem rasy białej coraz wyraźniej tracącej
na znaczeniu wśród ludów kolorowych (zwłaszcza od czasu wielkiej wojny,
przez użycie wojsk kolorowych przeciw białym i t. p.). Niebezpieczeństwo
zbliża się powoli lecz stale, a brak zgody i jedności w polityce państw ludów
białych niebezpieczeństwo to pogłębia i zbliża. Dr. R Biasutti: Reste alter
Rassenelemente in den Oasen der Sahara Autor omawia sklad ludności oaz
na Saharze i jako konieczność wyprowadza potrzebę nowych badań antro
pologicznych na tym obszarze. Dr. Schulten: Taciitus über die Chatten.
I. Schwidetzky: Die Rassenforschung in Polen. W artykule tym (część
pierwsza) autorka przedstawia bardzo dokładnie rozwój badań antropolo
gicznych w Polsce poczynając od XVJ wieku.
145
Dział drugi zawiera szereg drobnych przyczynków jak: H. Baker: La
marckismus, Art und Rasse. O. v. Versöhner: Untersuchungen über die
Siingsstimime bei Zwillingen. E. Wahle: Kulturformen des Schädels. M. G.
Schmidt: Kartentechnik und Rassenkarte i inne. Następnie omówione są
najnowsze wydawnictwa,, przyczem podzielono je la pięć diziałów: antropo
logja biologiczna, medyczna, geograficzna, historyczna i ogólna (metody, psychologja rasowa i i.). Treść zeszytu zamykają najnowsze wiadomości o pra
cach, zjazdach i t. p. ułożone wedle poszczególnych krajów.
Bogata i fachowa treść sprawia, że nowe to czasopismo powinno za
interesować nietylko specjalistów, dla których stanie się prawdopodobnie
niezbędnem, ale także zajmujących się naukami poikrewnemi.
Jan Fałkowski.
C. IV. Deedes. The Double-headed God. Folk-Lore Transactions of
the Folk-Lore Society vol. XLVI, III 1935 pp. 194—243.
Autor stara się wyjaśnić sam fakt przedstawienia dwugłowego boga na
tle historyczno-religijnem. Dwugłowy ów bóg był bowiem znany już w staro
żytnym Sumerze, jak o tern mówią tak cylindryczne pieczęcie sumeryjskie,
jak i tradycja pisemna. D wykazuje, że ta dwugłowa postać była niejako
magicznym ośrodkiem własnego narodu, a sama magja spływała od niej na
naród podczas dramatycznego rytuału. Najstarszy dotychczas przykład dwu
głowego boga widzimy na fragmencie rzeźby z Gudei z ok. 30C0 przed Chr.
Na cylindrycznych pieczęciach Sumeru i Akkadu widzimy owego króla-boga,
zabijanego przez ofiarnika (fig. 2), stojącego przed swym przodkiem bo
giem. Przodek wlewa w zabitego dopieroco króla 'boga nowe życie, podczas
gdy ofiarnicy zabijają wołu, zamiast króla boga (fig. 3, 4, 5 — na podstawie
dzieła: Cylindres et Cachets orientaux, Musée du Louvre vol. II), Ten, kto
nosił podwójną głowę, przedstawiał ciągłość życia od jednego pokolenia do
następnego, patrzył bowiem, dzięki dwugłowej masce, poza siebie i przed
siebie. Przy pomocy dorocznie odbywanego rytuału, ów król-bóg stwarzał
dla kraju dogodne warunki mnożenia się, zdrowia i siły.
Na całym Bliskim Wschodzie były podobne formy tego rytuału. Zawsze
króla-boga, lub jego zastępcę-syna, lub innego człowieka, lub wreszcie jego
posąg, czy zwierzę ofiarne
zabijano lub palono podczas dorocznego ry
tuału, z tern, że równocześnie odżywał w tej samej formie sam król-bóg,
niosąc nowe życie. Rytuał ten jest uwidoczniony również na pieczęciach
syro-hetyckich, naśladujących poczęści pieczęcie sumeryjskie. Tam, królbóg, także z podwójną głową, jako centrąlna postać, występuje w skompli
kowanym rytuale przed bogiem przodkiem. Czasem uwidoczniano nadto
zabijanie lub palenie posągu bcga-króla, czy może jego syna, lub innego
zastępcy, a zwyczaj ten jest nam znany z tradycji w Tyrze i kolonjach Tyru.
D. ilustruje te przykłady (fig. 6, 7) na podstawie G. Comenau, La Glyptique
Syro-Hittite. Podczas tych uroczystości śmierci i odrodzenia się kióla-boga,
odprawiała żałobę królową-bogini, zaś wesele z nią króla-boga, było naj
wyższą atrakcją uroczystości. Oprócz śmierci przez zabicie, lub spalenie, od
bywał się obrzędowy akt walki króla-boga z przeciwnikiem, ale motyw tej
walki jest jeszcze niewyjaśniony. Być może, wprowadzono go na dowód
fizycznej i magicznej mocy króla-boga.
Kultura Wschodu wkracza do Europy już ok. VIII w. przed Chr.,
Lud T. XXXIII.
10
î
146
a jako następstwo tego faktu, widzimy między innerm pojawienie się na
czarnofigurowych wazach greckich VI w. Hermesa, walczącego z dwugło
wym Argosem, mitycznym królem Argolidy, pochodzącym zapewne, jako
król-bóg, od Zeusa. Jest to więc zabijanie starego króla-boga, zgodnie z ry
tuałem w Azji Mniejszej i Syrji, przyczem matka-bogini, Hera podnosi rę.v
na oznaczenie powstającego nowego życia. Podobną scenę pokazuje czerwn
nofigurowy krater grecki, znaleziony w Ruvo, gdzie również Hermes atakuje
dwugłowego Argosa. (por. fig. 12 i 13). Jako rzecz charakterystyczną musi
.się tu dodać, że w niektórych malowidłach waz greckich spotykamy dwugło
wego Dionysosa, co D. (s. 219 n.) stara się wyjaśnić pochodzeniem kultu
Dionysosa z Trakji, a następnie połączeniem tego kultu wśród Frygijczyków
z małoazjatyckim rytuałem króla-boga. Pierwotny rytuał zabijania królabogą rozmaicie przedstawiał się w greckiej sztuce i legendzie. Ślad przyjęcia
tego kultu i odpowiedniej jego interpretacji był między innymi znany także
na Tenedos, gdzie monety z ok. 500 r przed Chr. są ozdobione również
podwójną głową boga (fig. 15 i 16 u D.). D. wiąże w swojej, zresztą niezmiernie
interesującej rozprawie, również początki greckiej tragedji i komedji z przy
jętym ze Wschodu kultem dwugłowego boga, wywodząc z tego samego
źródła pochodzenie podwójnych masek t. j. tragicznych i komicznych, razem
złączonych. D. zwraca uwagę, że przez Greków i Etrusków, echo rytuału
wschodniego dostało się również do Itałji i n^ Sycylję, gdzie podwójne
głowy trafiają się na monetach i gemmach już od IV w. przed Chr. (ss. 226
n.). W tych warunkach, również kult Ianusa był pewną transpozycją pra
starych wierzeń wschodnich. Najpiękniejszem przedstawieniem Ianusa jest
herma z Nemi (fig. 26), poświęcona Dianie, towarzyszce Ianusa. Według
tradycji, w gaju w Nemi, spełniał się podobny rytuał śmierci i odrodzenia,
jak na Wschodzie (s. 229 n.). Spełniali go osobni kapłani. Już od Rzymian
przyjęli Celtowie kult Marsa, który w pewnym okresie czasu, był identy
fikowany z Ianusem, Iuppiterem, Dionysosem, Osirisem, a wraz z tem,
przyjęli podwójną głowę i wyobrażali ją również na monetach (fig. 28).
Tradycja północnych teutońskich i celtyckich krajów, wykazuje podobny
rytuał śmierci boga Odina, który odbywał się w świętych gajach. Rrytanja
przedrzymsika daje też dowód, że tam dotarł pewien warjant omawianego
rytuału, jak o tem świadczy moneta (fig. 30) z podwójną głową. Chrystjanizm
wprawdzie sprzeciwiał się zasadniczo wszystkim pogańskim kultom, niemniej
jednak, wśród ludu zachowały się jeszcze w średniowieczu pewne od
dźwięki kultu króla-boga. Jak te resztki omawianego kultu wyglądały, po
daje D. w ostatnim rozdziale swej pracy, przy sposobności analizy czarów
nictwa średniowiecznego.
Z dotychczasowych znanych mi prac w dziedzinie historji sztuki
(choćby wyliczyć Pierre Paris, Hermae w Daremberg-Saglio, Dictionnaire;
Curtius, Die antike Herme), żadna nie omawia kwestji podwójnej głowy
na tak szerokiem tle, jak to uczynił D. Należy wierzyć, iż także wśród
Słowian, gdzieś w chaosie wierzeń i zabobonów zachowały się bodaj frag
menty starego rytuału, związanego z odrodzeniem się życia w postaci dwu
głowego króla-boga. Kto wie, czy „Światowid“, przechowywany w zbiorach
Akademji Umiejętności w Krakowie niema bliskiej łączności z kultem
Wschodu (Hadaczek, Światowid, artykuł w Materjałach Antropologiczn.Archeol. i Etnogr. tom VII. str. 116). Narazie trzeba skonstatować, że
147
temu nie sprzeciwia się, ani forma czterogłowej postaci „Światowida“, ani
inne postacie, wykonane na tej statui w reljefie. Z tego względu omawiana
praca D., może być cenną pomocą do poszukiwań nad zagadnieniami, związanemi z wielogłowością bóstw, także na naszym terenie.
j. Starczuk.
BIBLJOGRAFJA LUDOZNAWCZA ZA ROK 1930.
Zestawił
Alfred Bachmann.
Adamus Jan. Swiekrostwo na Wołyniu. Przewodnik historyczno-prawny
I. Lwów 1930, s. 25®—259
Etnograficzna ankieta Północnego Muzeum w Sztockholmie. Od nici do
tkaniny. Orli Lot. R. XI. (1930), s. 107—108.
Antoniewicz Włodzimierz. Czasy przedhistoryczne i wczesnodziejowe
ziemi wileńskiej. Odb. z księgi zbiorowej „Wilno i ziemia Wileńska“. Wilno
1930, s. 23.
A. St. Dawne piosnki i wierszyki warmijskie. Ziemia Wschodnio-pruska.
R. II. Toruń 1930, z. 5.
Balicki Stanisław Witold. Słowiańska uroczystość Sobótek. Kurjer literacko-naukowy Nr. 24. Kraków 1930.
Barycz Henryk. Kromka mieszczanina krakowskiego z lat 15-76—1595.
Nakł. Tow. Miłośników Historji i Zabytków Krakowa Kraków 1930,
s. XVIII +182.
Bastrzykowski Aleksander. Zabytki kościelnego budownictwa drzewnego
w diecezji sandomierskiej. Nakł. autora. Kraków 1930, s. 253 I" 2 nlb.
Bastrzykowski A. Zabytki przemysłu i rzemiosła artystycznego w drew
nianych kościołach diecezji sandomierskiej. Rocznik diecezji sandomierskiej
■na 1930 r. Nakład drukarni S Nowakowski w Radomiu. (1030).
Białek Włodzimierz. Zioła lecznicze. Orli Lot. R. XI. (1930), s. 170—171.
Biegeleisen Henryk. Śmierć w obrzędach, zwyczajach i wierzeniach
ludu polskiego. Warszawa 1930, s. 344.
Bobkowski Adam. Rozkład rodziny włościańskiej na Wołyniu a zwy
czaje spadkowe. Odb. z „Rocznika Wołyńskiego“ T. I.. Równe 1930, s 14.
Bobkowski Adam. Włościańskie zwyczaje spadkowe na Wołyniu. Lud
Słowiański. T. I. z. 2. Kraków 1930, s. B. 187—220.
Bocheński Zbigniew Polskie szyszaki wczesno-średniowieczne Prace
komisji antropołogji i prehistorji Nr. 3. P. A. U. Kraków 1930, s. 21 IV tabl.
Bojka o dwóch Wojtkach. „Nasze drogi“, Radom 1930, s. 200—203.
Breitmeier Mieczysław. Nazwy pojęć miar czasu i ich pochodzenie.
Kurjer. literacko-nauikowy Nr. 1. Kraków 1930.
Brennekówna Mieczysława. Obyczaje Albertyna. Orli Lot. R. XI. (1930),
s. 142.
Brückner Aleksander. Dzieje kultury polskiej. T. I. Kraków 1930,
s. VII+6'53.
Brückner Aleksander. O narzeczu „połabskiem“ słów kilka. „Prace
Filologiczne“ T. XPV. i odbitka. Warszawa 1930, s. 544—562.
10*
7 48
Brzega Wojciech. Jako se Morcinek Tadzioków z Krżysk)wym Symkem
0 starzecikich ludziak i dawnyk casak ukwalowali. Wierchy. R. VIII, Kraków
1930, s. 47—54.
Bubiez J. Jąrmark w Piaskach. Orli Lot. R. XI. (1930), s. 124.
Bujak Franciszek. Kultura ludowa na tle kultury narodowej i powszech
nej. Relerat wygłoszony na Konferencji Oświatowej w Łowiczu w styczniu
1930 r. Odbitka z „Kultury Wsi“. Warszawa 1930, s. 45+3 nlb.
Bunikiewicz Witold. Żywoty polskich djabłów. Nakł. Tow. Wyd. „Pio
nier“. Warszawa 1930, s. 254 Fl ulb.
Bystroń Jan. Źródła 'kultury i zagaanienie 'kultury ludowej. Zrąb 1930.
R. I. T. II. Warszawa 1930.
Chaty warmijskie. Ziemia Wschodnio-pruska. R. II. Toruń 1930, z. 3.
Chmielińska Aniela. Księżacy i ich strój. Wyd. Pol. Macierzy Szkolnej.
Warszawa 1930, s. XV ' 112+3 nlb. 3 plansze, 1 mapka.
Chrobot Stanisław. Nasza pieśń ludowa. Teatr Ludowy. Warszawa
1930, s. 155—157.
Ciemiak Jędrzej. Wiejskie uroczystości obrzędowe jako właściwy teatr
ludowy. Teatr Ludowy. Warszawa 1930, s. 168—170.
Ciszewski Stanisław. Prace etnologiczne. T. III. Przenosiny. Lasa. Obcra.
Okno i szyby. Wojłok z łyka i wojłok z szerści. Namaszczanie i mycie ciała
wodą, kąpiel, mycie bielizny, surogaty mydła i mydło. Picie herbaty i samo
war. Pierwotne sposoby liczenia i prowadzenia rachunkowości. Warszawa
1930, s. 5 nlb. + 166, 1 plansza.
Cinciała Andrzej. Przysłowia, reguły i przepowiednie gospodarskie
w Księstwie Cieszyńskiem na Śląsku. Zaranie Śląskie. R. VI (193™, s. 218—220.
Czapla Andrzej. Wilja św. Andrzeja w okolicy Krzemieńca. Orli Lot.
R. XI. (1930), s. 59—61.
Czarny baran. Orli Lot. R. XI (1930), s. 125.
Czubryński Antoni. Mistrz Twardowski. Studjum mitogenetyczne. Wy
dawnictwo Kasy im. Mianowskiego Warszawa 1930, s. 6 ulb. + 144.
Gzyżewicz Michał. Gliniane kropielnice z Lipnicy Murowanej. Orli
Lot. R, XI (1930), s. 37—39.
Dąbrowski Stanisław. Szopka, koza i konik noworoczny z Bochotnicy.
Kurjer literacko-naukowy. Nr. 2. Kraków 1930.
Danilczuk Włodzimierz. Boże Narodzenie i Nowy Rok w powiecie
kowelskim. Orli Lot. R. XI. (1930), s. 72—78.
Dekowski Jan Piotr. Z „gojikiem“ po dyngusie. Ziemia R. XV. (1930),
s. 147—148.
Derek Karol. Chata i izba wiejska w Sarbji Ziemia nadnotecka, R. I.
Czarnków 1930, s. 44.
Derek Karol. Zwyczaje pogrzebowe w Sarbji w pow. czarnkowskim.
Ziemia nadnotecka. R. I Czarnków 1930, s. 26—27.
Deszczka Władysław Regjonalizm. Przegląd geograficzny. T. X War
szawa 1930, s. 261—267.
Dobrowolska Agnieszka. Żywotek cieszyński. Ze studjów nad strojem
1 haftem ludowym. Nakł. Muzeum Śląskiego w Katowicach. Katowice 1930,
s. 38+1 nlb. 1 mapka, XLII tabl.
Dobrowolski Kazimierz. Migracje wołoskie na ziemiach polskich Pa-
149
mię til ik V. Powszechnego zjazdu historyków polskich w Warszawie 28. XI.
do 4. XII. 1930. Lwów 1930, s. 135—152.
D-obrowolski Tadeusz. Działalność Muzeum Śląskiego w Katowicach
Dział etnograficzny. Roczniki Tow. Przyj. Nauk na Śląsku. R. II. Katowice
1930, s. 184—192.
Dobrzycki Stanisław. Kolędy polskie a czeskie, ich wzajemny stosunek.
(W dodatku: kilkanaście nieznanych kolęd czeskich z XVIII wieku). Nakł.
Pozn. Tow. Przyj. Nauk. Poznań 1930, s. 2 nlb. + 104.
Dobrowolski Tadeusz. Śląska rzeźba ludowa w drzewie w świetle zbio
rów Muzeum Śląskiego w Katowicach. Nakł. Muzeum Śląskiego w Katowi
cach. 1930, s. 1 nlb. + 30 + 1 nlb. + 22 tabl.
Donder Jam. Medycyna ludowa w Miłkowic. Ziemia nadnotecka R. 1
Czarnków 1930, s. 27—28.
Doubek Fr. A Formuła pozdrowienia (Salutatio) w „Codex epistolari;'
Vitolidi“. Ateneum Wileńskie. R. VII. Wilno 1930, s 5C5.
Doubek Fr. A. W sprawie składu narodowościowego i wyznaniowego
cechu konwi'sarskiego w Wilnie. Ateneum Wileńskie. R. VII. Wilno 1930,
s. 339—345.
Dougall Mol William. Psychologja grupy. Lwów—Warszawa 1930, s. 490.
(Dy run yč) Nazar. Obrzędy i wierzenia ludowe Świąt Bożego Narodzenia.
(Wieś Borszczówka, gmina Borsuki, po w. krzemieniecki na Wołyniu). Odb.
■z „Rocznika Wołyńskiego“ t. I. Równe 1930, s. 15.
Dział ludoznawczy w Muzeum Wielkopolsikiem w Poznaniu. Kurjer
literacko-naukowy. Nr. 25. Kraków 1930.
Ehrenkreutzowa Baudouin de Courtenay Cezarja. Kilka uwag i wia
domości o etnografji województwa wileńskiego. Wilno i Ziemia Wileńska,
T. I. Wyd. Wojew. Komitetu Regjonalnego. Wilno 1930.
[eł.] Jędrek. (Opowiadanie z ziemi matborskiej). Ziemia Wschodniopruśka. R II. Toruń 1930, z. 4.
[eł.] Stara blerwlą (owca). (Opowiadanie z ziemi matborskiej). Ziemia
Wschodnio-pruska. R. II. Toruń 1930, s. 3.
[es.] Kiedyś, na Warmji, czyli klepanie lnu. (Z warmijskiego). Ziemia
Wschodnio-pruska. R. II. Toruń 1930, z. 4.
[es.] Przędzenie. Ziemia Wschodnio-pruska. R. II. Toruń 1930, z. 8.
F. Cz. Teatr ludowy. Zaranie Śląskie. R. VI. (1930), s. 88—90.
Fierla Adolf. Jak to we Wielki Piątek na Słońsku bywo. Kurjer lite
racko-naukowy. Nr. 16. Kraków 1930.
Eierla Adolf. Pdnjezus w dziedzinie. Zaranie Śląskie. R. VI. (1930),
s. 93—95.
Fischer Adam. Metoda etnograficzna w zastosowaniu do kultury spo
łecznej i duchowej Odb. z „Zbornika radova na I-II kongresu slov. geogr.
i etnogr. u Jugoslaviji 1930“, s. 15—17.
Fischer Adam. Prace ludoznawcze dotyczące Podhala. Wierchy. R. VIII.
Kraków 1930, s. 178—180.
Fischer Adam. Rośliny w wierzeniach i zwyczajach ludu polskiego.
Kwestjonarjusz. Lwów (1930), s. 8.
Fischer Adam. Rośliny w wierzeniach i zwyczajach ludu polskiego.
(Kwestjonarjusz). Nasze drogi. Radom 1930, s. 101—102.
150
Fischer Adam. Rośliny w wierzeniach i zwyczajach ludu polskiego.
Kwestjonarjusz. Orli Lot. R. XI. (1930), s. 85—86.
Fischer Adam. Wpływ czynników geograficznych na zjawiska etno
graficzne. Pamiętnik II Zjazdu Słów. Geogr. i Etnogr. w Polsce. Kraków 1930.
Fischer Adam. Związek etnograficzny Pomorza z Polską. Pamiętnik
Instytutu Rałtycikiego. Serja: Balticum, zesz. 3. Toruń 1930.
Fischer Stanisław. Ziemia bocheńska. Bochnia 1930, s. 23, 1 nlb., tabl.4.
Frankowski Eugenjusz. Lud pomorski i jego kultura. Odb. z „Kroniki
0 polskiem morzu“. Warszawa 1930, s. 6
Frankowski Eugenjusz. Sochy, radła, płużyce i pługi w Polsce. Z 33
fot. i 2 mapami. Nakł. Instytutu Etnolog. Uniw. Poznań. Poznań 1929,
s. 21+1 nlb.
Gavazzi Milován. Razvoj i stanje etnografije u Jugoslaviji. Lud Sło
wiański. T. I. Z. 2. Kraków 1930, s. B. 266—296.
Gliksman Jerzy. Struktura zawodowa i społeczna ludności żydowskiej
w Polsce. Nakł. Instyt. Badań Spraw Narodowościowych. Warszawa 1930,
s. 55+4 nlb.
Godłowski Tadeusz. Łaźnie w dawnej Polsce. Kurjer literacko-naukowy.
Nr. 28. Kraków 1930.
Gołąbek Józef. Kultura i ludoznawstwo w nauczaniu języka ojczystego.
1 Ogólnopolski Kongres Krajoznawczy w Poznaniu, 1929. Sekcja XV'
1930, s. 8.
Grekowioz-Hausnerowa Michalina. Urok tradycji ludowej. Kurjer literaoko-naukowy. Nr. 44. Kraków 1930.
Grotowska Helena. Zwierzęta juczne i pociągowe w obcych krajach.
Poznań 1930, s. 4 nlb. + 66+1 nlb.
Gumplowicz Władysław. Kolonizacja wysp. Fidżi. Przegląd geograf.
T. X. Warszawa 1930, s. 66—78.
Halama Richard. Wojewodschaft Schlesien Verlag von W. Johne’s
Buchhandlung. Bydgoszcz 1930, s 52.
Hardt E. Przesądy lotnicze. Kurjer literaoko-naukowy. Nr. 26. Krakow
1930.
Hertz Aleksander. Szkoła antropologiczna w socjologji. Wiedza i Życie.
Warszawa 1930, zesz. 12. s. 697—709.
Hoffman Jakób. Pisanki wołyńskie. Odb. z „Rocznika Wołyńskiego“
t. I. Równe 1930, s. 13+X tabl.
Hołub-Pacewiczowa Zofja. Z badań nad pasterstwem karpackiem i alpejskiem. Wierchy R. VIII. Kraków 1930, s. 89—121.
Hołub-Pacewiczowa Zofja. Życie pasterskie w Tatrach. Kraków 1930.
Pamiętnik II Zjazdu Słów. Geografów i Etnografów w Polsce w r. 1927.
Tom II, s. 98—101.
Ilinskij G. Bełaja Chorvatija. Slavia Occidentalis. T. IX, s 132—141.
Jak chłop zamieniał z djabłem lulkę. Orli Lot R. XI. (1930), s. 125.
Janik Adam. Drewniany 'zamek. Orli Lot. R. XI. (1930), s. 39— 40.
Jarosiński Andrzej. Garncarstwo w Buczkowie i okolicy. Orli Lot.
R. XI (1930), s. 34—37.
Jasieński Henryk. Parę .nowszych pnąc o kościołach drewnianych.
„Architekt“ R. 23. s. 44—59. Kraków 1930.
151
Jaworski Władysław. Zmierzch płanetników. Orli Lot. R. XI. (1S-30),
s. 40—41.
Kądziela Teofil. W dyminej chacie. Orli Lot. R. XI. (1930), s. 32—34.
Kalendarz „Zorza“ na rok 1931. Wilno [1930], Zawiera m. i.: Tradycje
ludowe w dzień Nowego Roku. — Z. M.: O brzozie co Pana Jezusa i Matkę
Jego Najświętszą przytuliła (legenda).
Kaleta Józef. Wiyrba. Zaranie Śląskie. R. VI. (1930), s. 13—15.
Kaletka A. Zapiska o pokorze. Przewodnik historyczino-prawny. I.
Lwów 1930, s. 46.
Katalog eksponatów nia pokazie przemysłu ludowego w Święcianach
w dniach 28 i 29 czerwca 1930 roku. Zorganizował Wydział Powiatowy
w Święcianach. Święciany 1930, s. 19 nlb. +2 tabl.
Kawecki Wł. Dawne metody lecznicze myśliwych. Kurjer literacko-na
ukowy. Nr. 7. Kraków 1930.
Kawecki Wł. Postać patrona myśliwych św. Huberta w świetle legendy.
Kurjer literacko-naukowy, Nr. 45. Kraków 1930.
Kawecki Wł. Symbolika starochrześcijańska. Kurjer literacko-naukowy.
Nr. 17. Kraków 1930.
Kazłougcyk U. Riełaruskija narodnyja pieśni z sakolskaha pawietu.
Wilma 1930, s. 39 Ll nlb.
Kobiela Ludwik. Od św. Łucji do wigilji Bożego Narodzenia. (Przesądy
ludowe na Śląsku). Kurjer literacko-naukowy Nr. 52. Kraków 1930.
Kopczyński Stanisław. Rozwój i stan przemysłu ludowgo w powiecie
przasnyskim. Materjały monograficzne województwa warszawskiego. R. I.
T. 3, s. 42—89 i R. I. T. 4, s. 20—77. Warszawa 1930.
Kordek Antoni. Święto „Kąkola“. Orli Lot. R. XI. (1930), s. 17.
Kościółek drewniany z Podhala wśród gór. Kurjer literacko-naukowy.
Nr. 16. Kraków 1930.
Kosmowska I. Estonja. Kraj i ludzie. „Księgarnia Polska“. Warszawa
1930, s. 94+1 rlb. 1 mapka.
Kosmowska I. W. Pomorze. Zarys historyczny, geograficzny i społeczny.
„Księgarnia Polska“. Warszawa 1930, s. 174+1 mapka.
Kostecki B. Chata wiejska na Wołyniu. Nakł. Wołyńskiego Zarządu
Okręg. Związku Pol. Naucz. Szkół Powsz. Równe 1930, s. 16. Odb. z „Rocz
nika Wołyńskiego“ T. I.
Kostrzewski Józef. Pradzieje Pomorza a kontrowersje polsko-niemieckie.
Pamiętnik Instytutu Bałtyckiego. Serja: Balticum, zesz. 3. Toruń 1930.
Koszarski Kazimierz. Dożynki sandomierskie. Grane 29 czerwca 1929 r.
w teatrze szkolnym na P. W. K. w Poznaniu. Nakł. Pol. Tow. Krajozn.
Sandomierz 1930, s. 9.
Kotas Jan. Szałasy. Szkic historyczny. II Rociznik Oddz. Pol. Tow.
Tatrzańskiego „Beskid Śląski“ w Cieszynie. Cieszyn 1931 [1930].
Kozierowski Stanisław, ks. Nazwy rzeczne w Lechji przybałtyckiej
i w przyległych częściach Słowiańszczyzny północno-zachodniej. I. Odb.
z Slavia Occidentalis, t. IX. Poznań 1930, s. 2 nlb. + 95.
Kraushar A Daniel Chodowiecki jego sceny dziejowe polskie oraz
wizerunki królów, wodzów, dygnitarzy, uczonych i typów ludowych polskich.
Warszawa 1930, s. 28+27 tabl.
Kronika o polskiem morzu. Dzieje walk, zwycięstw i pracy. Nakł. ty-
152
godnika „Polska Gospodarcza“. Warszawa 1930, s. 448+ 76. Tabl 6. (M. i.
zawiera: E. Frankowski, Lud pomorski i jego kultura. B. Stelmachowska,
Zwyczaje ludu pomorskiego.)
Kubicki Marjan. Inscenizacja pieśni ludowej. Teatr Ludowy. Warszawa
1930, s. 89—91.
Kubła Jan. Bartnictwo w Kruszewie. Ziemia nadnotecka. R. I. Czarnków
1930, s. 26
Kucharski Eugenjusz. Etniczne oblicze ziem polskich przed przyjściem
Słowian. Na podstawie nazw miejscowych i rodowych. Sprawozd. Tow.
Nauk. we Lwowie. R. IX. i odbitka Lwów 1930, s. 1 nlb. + 21.
Kuczyński Stefan Marja. Zagadnienie ludowości w literaturze polskiej
Wiedza i życie. Warszawa 1930, s 710'—721.
Kukla Jan. Podanie o św. Kindze. Orli Lot. R. XI. (1930), s. 26.
Kultura wsi. Biuletyn XIII Konferencji Oświatowej poświęconej za
gadnieniu kultury wiejskiej w Polsce. „Książnica—Atlas“. Warszawa 1930.
Zawiera m. i.: Prof. J. St. Bystroń, Źródła kultury ze szozególnem uwzględ
nieniem kultury wiejskiej w Polsce.
Kuryło Edward. Taniec ludowy, dworski i towarzyski. Taniec. Monografja zbiorowa pod red. Mateusza Glińskiego. T. I. Warszawa 1930.
Ladenberger Tadeusz. Zaludnienie Polski na początku panowania Kazi
mierza Wielkiego. Skład główny kasa im. Rektora J. Mianowskiego. Lwów
1930, 's. 3 nlb. + 94 + 1 nlb. 1 mapa.
Land Eugenjusz. Hiszpańskie widowisko ludowe na Wielką Niedzielę.
Kurjer literacko-naukowy. Nr 17. Kraków 1930.
Landau Władysław. Poglądy włościan na sprawę niepodzielności gospo
darstw wiejskich. Warszawa 1930, s. 92.
Lasocki Zygmunt. Dołężanie Zaodrzańscy. Slavia Occidentalis. T. IX.
Poznań 1930, s. 125—131.
Lencewicz Stanisław. Trzeci zjazd słowiańskich geografów i etnogra
fów. Przegląd geograficzny. T. X. Warszawa 1930, s. 115—121.
Lenkiewicz W. Życie gospodarcze w-Parznicach pod Radomiem. Nasze
drogi Radom 1930, s. 12—15.
Lesińsika Janinia. Potrawy czarnkowskie. Ziemia nadnotecka. R. I
Czarnków 1930, s. 24—25.
Lilientalowa Regina. Kult wody u starożytnych hebrajczyków i szczątki
tego kultu u współczesnego ludu żydowskiego. Archiwum nauk antropolo
gicznych. B Etnologja. T. III. Nr. 2. Warszawa, s. 13.
Londzin Józef, Poezja ludowa. Zaranie Śląskie. R. VI. (1930), s. 169—170
Loth Jerzy. Kronika podróży przez ląd afrykański od przylądka Dobrej
Nadziei do morza Śródziemnego. Przegląd geograficzny. T. X. Warszawa
1930, s. 1—45.
Lubriehówna Klara. Elijasz i Pistulka. Orli Lot. R. XI (1930), s. 157—158.
Lubrichówna Klara. Opowiadania starego Kocimy. Orli Lot. R. XI.
(1930), s. 156—157
Lubrichówna Klara. Podanie o zapadłym Kościółku. Orli Lot. R. XI.
(1930), s. 156.
Lud Tom XXIX. Nakładem Towarzystwa Ludoznawczego. Lwów 1930.
8°, s. 4 nlb. + 211. Zawiera: Bąk Stanisław, Chata wiejska w okolicy Tarno
153
brzegu, s. 1—54. Kuchta Jan: Zabytki i tradycje historyczne po Twardowskim,
s. 55—-72. Kuba Ludwik: Moje styky s Oskarem Kolbergera, s. 73—77.
Śliwina J. W.: Lud lubartowski, s. 78—95 Zborowski J.: Przyczynki do
zwyczajów na Boże Narodzenie, s. 95—98. Czubryński Antoni: Podania
domu „Krzysztofory“ na rynku krakowskim, s. 90—106. Recenzje i sprawo
zdania, s. 107—173. Kronika etnologiczna, s. 174—211.
Lud górnośląski przy pracy, odpoczynku, podczas świąt i zabawy.
Zaranie Śląskie. R. VI. (1930), s. 96—100.
L. W. Konik w Chomranicach. Orli Lot. R. XI. (1930), s. 15.
L. W. Notatki z Soli. Orli Lot. R. XI (1930', s. 12—14.
Łakomy Ludwik Zagadnienia regjonalnc Śląska. Zaranie Śląskie. R. VI.
(1930), s. 105—115.
Łowmiańska Marja. W sprawie składu narodowościowego cechów wi
leńskich (w. XVI—XVIII). Ateneum Wileńskie. R VTI Wilno 1930, s. 346—350.
Łowmiański Henryk. Przyczynki do kwestji najstarszych kształtów wsi
litewskiej. Zakłady Graficzne „Znicz“. Wilno 1930, s. 44.
Łoziński Władysław. Życie polskie w dawnych wiekach. Wyd. VII.
Księg. H. Altenberga. Lwów (1930), s. 6 nlb + 161.
Łyp Fr. F. Brazylja. Kraj, ludzie, stosunki. Nakł. Nauk. Insł. Emigr.
Warszawa 1930, s. 445+81.
Mach Henryk. Jak Sikora wyszedł na djable. Orli Lot. R. XI. (1930),
s. 173—174.
Mach Henryk. Ogródek kwiatowy w Buczkowie. Orli Lot. R. XI. il980),
s. 169.
Mach Henryk. Święcenie ziela w Buczkowie. Orli Lol. R. XI. (1930),
s. 170.
Mach Henryk. Wyrób oleju we wsi Dąbrówce. Orli Lot. R. XI. (1930),
s. 167—169.
Majewski Alojzy, Ks. Świat murzyński. Wydawn. Księży Pallotynów.
Warszawa 1930, s. 162+4 nlb. 28 plansz.
Makowski Bolesław, Ks. Sztuka na Pomorzu. Odb. z „Kroniki o polskiem morzu“. Warszawa 1930, s. 22+1 nlb.
Małecki Mieczysław. O podział gwar Krku. „Prace Filologiczne“ t. XIV
i odbitka. Warszawa 1930, s 563—581, 1 mapka.
Małecki Mieczysław. Przegląd słowiańskich gwar Istrji. Prace Komisji
językowej Nr. 17. P. A. U. Kraków, s. 3 nlb. + 160. 6 map.
Malicki Adam. Rozmieszczenie nazw miejscowych o źródłosłowie
„Wend“ i „Wind“ w Niemczech. Polski Przegląd Kartograficzny. Lwów—
Warszawa 1930, s. 169—173.
Malinowski Zygmunt. Djabeł domowego ogniska Orli Lot. R. XI. (1930),
s. 61.
Manugiewicz Jan. Wilk i wilkołactwo. Ziemia. R. XV. (1930), s 459—463.
Materjały do monografji przemysłu i sztuki ludowej w Polsce. T. II.
Powiat włodawski. Wyd. Reprezentacji Towarzystw Przemysłu Ludowego.
Warszawa 1930, s. XI+287. 2 tabl. 1 mapa.
Materjały ludoznawcze. Zebrał Franciszek Niosłanik wśród ludu Li
powca w ostatnich latach. Zaranie Śląskie. R. VI (1930), s. 41— 43, 160—161.
Matuszewski Zygmunt. Powiat rawsko-mazowiecki Nakł. autora. Rawa
Mazowiecka 1920, s. 317+2 nlb. 2 plansze.
154
Mierczyński Stanisław. Muzyka Podhala. Książnica-Atlas. Lwów— War
szawa 1930, s. XXII+2 nlb. +71 + 1 nlb.
Milewski Tadeusz. Pierwotne nazwy wyspy Rugji i słowiańskich jej
mieszkańców. Nadb. z „Slavia Occidentalis“. T. IX. Poznań 1930, s. 16.
Mirek Franciszek. Metoda socjologiczna. Poznań 1930, s. 187, 3 nlb.
Monografja powiatu włocławskiego. T. I. Wyd Włocławskiego Wy
działu Powiatowego. Włocławek 1930. s. 338+2 nlb 36 plansz, 3 tafol. 1 mapa.
Mordkowicz Aleksander. Synowie zakonu. (Kilka słów o Karaimach).
Łuck 1930, s. 19+1 nlb.
Moroń Bogusław. XáÁovOoc; zleTa/iióę Ptolemeusza. Slavia Occiden
talis. T. IX. Poznań 1930, s. 307—315.
Moszyński Kazimierz. Pies w wierzeniach i obrzędach. Lud Słowiański.
Kraków 1930. T. I. z. 2, s. B. 257—266.
Mróz Władysław. Ceramika ludowa Krzemieńca i okolic. Orli Lot.
R. XI. (130), s. 56—59, 67—70.
Muzealnictwo. Ziemia R. XV. (1930). Nr. 15'—18. (Opisy muzeów regjoualnych wraz z ich zbiorami, organizacją i t. p.).
Namysłowski Bolesław. O znakach rodowo-gospodarskich ludów dale
kiego Wschodu i Zachodu. Odb z „Wiadom. Numizmatyczno-Archeologicz
nych“, T. XII. Kraków 1930, s. 11.
Nieminen Eino. Beiträge zur historischen Dialektologie der polnischen
Sprache. Lud słowiański. T. I. z. 2. Kraków 1930, s. A 256—296.
Nitsch K. i Mrozówna E. Mazowieckie wyrazy przyrodnicze. Lud Sło
wiański. T. I. z. 2. Kraków 1930, s. A 245—256+1 mapka.
Nowakówna Elżbieta Marzanka. (Zwyczaje Wielkiego Postu ze wsi
Kadłubiec, pow, strzelecki). Zaranie Śląskie R. VI. (1930), s. J61—163.
Obrębski Józef. Rolnictwo ludowe wschodniej części półwyspu Bał
kańskiego. (Ciąg dalszy). Lud Słowiański. T. I. z. 2. Kraków 1930, s. B.
147—187.
O djabłach w powiecie czarnfcowskim. Ziemia nadnotecka. R. I. Czarn
ków 1930, s. 11, 29, 45—46.
O gwarze mazurskiej. Ziemia Wschodnio-pruska. R. II. Toruń 1930, z. 7.
Oroszówna Janina. Syreny w religji i sztuce greckiej. Kurjer literackonaukowy, Nr. 47. Kraków 1930.
Orsini-Rosenberg Stanisław. Program zadań socjologicznych w zakre
sie zagadnień narodowościowych w województwach wschodnich' Rzeczy
pospolitej Polskiej. Nakł. Instyt. Badań Spraw Narodowościowych. War
szawa 1930, s. 62+1 nlb.
Orzechowski K. Ogólna charakterystyka ludu powiatu warszawskiego.
Materjały monograficzne województwa warszawskiego. R. I. T. 6, s. 153—159.
Warszawa 1930.
Osika Józef. Skarbnik, duch kopalni. Orli Lot. R. XI. (1930), s. 171—173.
Ostrowski Janusz. Litwini na ziemi wileńskiej. Odn z wydawnictwa
„Wilno i Ziemia Wileńska“. Wilno 1930, s. 2 nlb. + 25.
O znakach wyrażających koniec budowy. Orli Lot. R. XI. (1930),
s. 105—107.
Pamiętnik Ii Zjazdu Słowiańskich Geografów i Etnografów odbytego
w Polsce w roku 1927. Kraków 1930, s. 3 nlb. + 327 + 1, nlb. 1 mapka.
155
Papierkowski St. K. Szczątki języka słowiańskich mieszkańców Starej
Marchji i okolic Magdeburga. Slavia Occidentalis. T. IX. Poznań 1930,.
s. 73—124.
Pieśni ludowe (śląskie). Zaranie Śląskie. R. VI. (1930), s. 45—47,.
101—103, 165—167, 225—228.
Pietkiewicz Czesław. Dusza i śmierć w wierzeniach Białorusinów.
Ziemia R. XV. (1930), s. 190—195.
Piosenki ludowe z gm. Gębarzów pod Radomiem. Nasze drogi. Radom
1930, s. 104—106, 238, 26-5—267.
Piosenki przy kołysce. (Z okolic Czarnkowa). Ziemia nadnotecka. R. I.
Czarnków 1930, s. 10.
Piprek Jan. Formy małżeństwa u pierwotnych Słowian i plemion bał
tyckich. Gebethner i Wolff. Warszawa 1930, s. 58+1 nlb.
Podgórska Maryla. Zbiór siana na Polesiu. Orli Lot. R. XI. (1980),
s. 141—142.
Podżorśki Andrzej. Wisła i jej mieszkańcy. (Szkice). Zaranie Śląskie..
R. VI. (1930), s. 33—36.
Poniatowski Stanisław Geneza łuku tryumfalnego. Bibi. Univ. Liberae
Polonae A. Fasc. 22. Varsaviae 1930, s. 32.
Pospíšil Franciszek. Taniec zbójnicki na Podhalu i jego miejsce między
orężnemi tańcami u Słowian ogólnie i między Baskami w Pyrenejach.
Kraków 1930. Pamiętnik II Zjazdu Słów. Geograf, i Etnograf, w Polsce.
T II, s 20-5—6.
Przysłowia i wierzenia. Orli Lot. R. XI. (1930), s. 158.
Raczyński Jerzy. Przyczynki do historji ciesielskich konstrukcyj da
chowych w Polsce. Wyd. Zakładu Architektury Polskiej Połit Warsz.
Warszawa 1930, s. 2 nlb. + 35.
Ramułt Stefan. Gwara śiemieńska. I. Słownik. Nakł. Pozn. Tow. Przyj.
Nauk. Poznań 1930, s. XH+100.
Reszetucha Włodzimierz. O znaczeniu i pochodzeniu haiłki „Zełman“.
Sprawozdania Tow. Nauk. we Lwowie. R. X. 1930, zesz. 1. Lwów 1930.
Reychman Jan. Drewniane kościółki na Orawie. Kurjer literacko-na
uikowy. Nr. 41. Kraków 1930.
Reychman Jan. O drugim gaździe-artyście. Kurjer literacko-naukowy.
Nr. 31. Kraków 1930
Reychman Jan. Podhalańskie kapliczki przydrożne. Kurjer literacko
naukowy. Nr. 12. Kraków 1930.
Rocznik wołyński. Nakł. Wołyńskiego, Zarządu Okręg. Związku Pol.
Naucz. Szk. Powsz. Równe 1930. T. I. Zawiera m. i.: B. Kostecki: Chata
wiejska na Wołyniu. — Nazar [Dymnyč] : Obrzędy i wierzenia ludowe
w czasie świąt Bożego Narodzenia (Wieś Borszczówika gm. Borsuki, pow.
krzemieniecki). — J. Hoffman: Pisanki wołyńskie.
Rozrywki umysłowe w Stromiecczyźnie, pow. radomski. Nasze drogi.
Radom 1930, s. 11.
Rudnicki Mikołaj. Argumenty etniczno-językowe w sporach o Pomorze..
Pamiętnik Instytutu Bałtyckiego. Serja: Balticum, zesz. 3. Toruń 1930
Rudnicki Mikołaj. Denominacja etniczna Venet-i, Germanie i Słowianie.
Nadib. z „Slavia Occidentalis“ t. IX Poznań 1930, s. 46.
156
Rudniciki Mikołaj. O nazwie Tczewa i Tursach. Nadb. z „Slavia Occi■dentalis“. T. IX. Poznań 1930, s. 1 nlb. + 74.
Riudnicki Mikołaj. Przyczynek do nazwy rzecznej Wda. Nadb z „Slavia
Occidentalis“ t. IX. Poznań 1930, s. 1 nlb. + 18.
Rudnicki Mikołaj. Recenzja: Bystroń Jan St., Nazwiska Polskie. Slavia
Occidentalis. T. IX. Poznań 1930, s. 722—729.
Rudnicki Mikołaj Recenzja: Feist S., Germanen und Kelten in der
antiken Ueberlieferung. Slavia Occidentalis. T. IX. Poznań 1930, s. 675—683.
Rudnicki Mikołaj. Recenzja: Vasmer Max, Beiträge zur slawischen
Altertumskunde. Slavia Occidentalis. T. IX. Poznań 1930, s. 701—713
Sadziak J. Pieśń ludowa, a ruch regjonalny. Nasze drogi Radom 1930,
s. 33 36.
Sadziak J. Piosenki ludowe z Opoczyńskiego Nasze drogi Radom 19'30,
s. 71—73, 103—104, 205—206.
Sapieha Leon. Z podróży we wschodniem Kongo. Czasopismo geogra
ficzne. T. VIII. Lwów—Warszawa 1930, s. 255—271.
Sarątowiczówna Janina. Kolędy XV-go i XVI-go wieku. Sprawozdanie
Dyrekcji Państw. Gimnazjum im. Mikołaja Kopernika w Żywcu, za rok
szk. 1929/30. Żywiec 1930.
Sborník narodnyeh peseń s notami. Izdanie Obščestva im. M. Kačkovskogo. Lvov [1930], ,s. 76
Schlager Benjamin. Żydowskie prawo małżeńskie. Nakl. autora. Kra
ków 1930, s. 271 + 1 nlb.
Schramówna Helena. O zadaniach towarzystw popierania przemysłu
w dziedzinie opieki nad sztuką ludową. Ziemia R. XV (1930), s. 182-—188.
Sędzicki Fr. Trzeji Królowie Kaszubsci. Eoj'ko Kaszubsko. „Pielgrzyma“
Kalendarz Marjański na r. P. 1930. Pelplin [1930].
[Sęk.] Szałas. Zaranie Śląskie. R. VI. (1930), s. 36—38.
Seweryn Tadeusz. Łowiectwo ludowe w Polsce. Lud Słowiański. T. I.
z. 2. Kraków 1930, s. B. 238—254.
Seweryn Tadeusz. Parzenice góralskie. Nakł. Muzeum Etnograficznego
w Krakowie Kraków 1930, s. 55. XI tabl.
Seweryn Tadeusz. Współpraca młodzieży krajoznawczej z muzeami
etnograficznemu Ziemia R. XV. (1930), s. 296—299.
Siedlecki Franciszek. Taniec religijny i obrzędowy. Taniec. Monografja
zbiorowa pod red. Mateusza Glińskiego. T. I. Warszawa 1930.
Simche Zdzisław. Tarnów i jego okolica. Nakładem Gminy miasta Tar
nowa. Tarnów 1930, s. XÍI+303.
S. J. J. Ks Księga przysłów i cytatów zawierająca najwięcej używane
przysłowia polskie, niemieckie, łacińskie, cytaty łacińskie, cytaty z różnych
autorów i Pisma Świętego. Nakładem autora. Cieszyn 1930, s. 358 1 nlb.
Skulski Juljan. Noworoczne kolędy królewskie. Kuijer Iiteracko-naukowy. Nr. 1. Kraków 1930.
Staszkiewicz Eugenjusz. Kult zmarłych w dawnych Indjach. Kurjer
literacko-naukowy. Nr. 45. Kraków 1930.
Sobczak Jan. Nazwy określające czas u Słowian. Ziemia R. XV. (1930),
s. 250—257.
Sobótka w Stromiecczyźnie Nasze drogi. Radom 1980, s. 7-—10.
157
Solarzowa Zofja. Inscenizacja pieśni ludowej. Teatr Ludowy. Warszawa
1930, s. 118—151.
Stelmachowska Bożena. Zwyczaje ludu pomorskiego (Boże Narodzenie —
Zapusty). Kronika o polskiem morzu. Warszawa 1930, s. 71—78.
Stieber Zdzisław. Z zagadnień podziałów dialektycznych grupy zac h udfiiosłowiańskiej. Lud Słowiański. T. I. z. 2. Kraków 1930, s. A. 212—245
+2 mapki.
Sulatycki Paweł. Kubań. Nakł. Tow. Wyd. „Polska Zjednoczona“.
Warszawa 1930, s. 67+1 nlb.
Swierkosz Alfred. Z wybrzeża polskiego Hel. Zarys monograficzny
z ilustracjami. Nakł. Wydziału P. P. M. w Wejherowie. Puck 1930, s. 114.
Świętkówna. Medycyna ludowa Ziemia nadnolecka. R. I. Czarnków
1930, s. 44—45.
Szachówina Marja. Wystawa płócien nowogródzkich. Ziemia R XV..
(1930), s. 188—190.
Szlanga. Zwierzęta w przesądach i wierzeniach ludu czarnkowskiego.
Ziemia nadnotecka. R. I. Czarnków 1930, s. 11.
Szrajberówna Wanda. Sztuka w ujęciu regjonalnem. Zienua R. XV(1930), s. 23—26.
Szyperski Alfons. Dialekt kultury a gwara. Popularno-naukowy wykład
o Stosunku mowy warstw wykształconych do mowy ludu. Księgarnia Uni
wersytecka. Poznań 1930, s. 56+1 nlb.
Ter W. Legenda o Chrystusie w kopalni. Kartuski kalendarz Marjąńskd
na r. 1930. Kartuzy 130.
Tomaszewski Adam. Gwara Łopienna i okolicy' w północnej Wielkopolsce. Nakł. P. A. U. Kraków 1930, s. IV+223+1 nlb.
Tomaszewski Adam. Połabianie i ich język. Odb. z „Strażnicy Zachod
niej“. Nr. 3. Poznań 1929, s. 17.
Turowiczówna Jadwiga. Inscenizacja pieśni ludowej. Teatr Ludowy.
Warszawa 1930, s. 24—28.
Typ dziewczyny wiejskiej z okolic Wilna w dawnym stroju ludowym.
Nakładem T-wa Popierania Przemysłu Lud. Warszawa [1930]. Kartka
pocztowa.
Polskie ubiory ludowe. „Korespondencyjny kurs teatralny“. Warszawa
1630 Zesz. 5 (marzec): Ghwiczowie, Ubiory mazurskie. A. Chętnik, Ubiory
kurpiowskie. A. Chmielińska, Ubiory łowickie I. Piątkowska, Ubiory sie
radzkie. Zesz. 6 (kwiecień): St. Ligoń, Ubiory śląskie. B. Stelmachowska,
Ubiory wielkopolskie. K. Derc, Ubiory kaszubskie. Zesz. 7 (maj): H. Zwolakiewicz, Ubiory lubelskie. A. Zachemski, Ubiory podhalańskie.
Udziela Seweryn. Ludowe stroje krakowskie i ich krój. Kraków 1930,
1 s. 60. 34 tabl. barwnych.
Udziela Seweryn. Opis kapliczek. Orli Lot. R. XI. (1930), s. 16—17.
Udziela Seweryn. Polskie hafty ludowe. Cz. I. Krakowskie hafty białe.
Książnica-Atlas Lwów—Warszawa 1930, s. 9+XXII tabl.+ XIII tabl. konr turowych.
Udziela Seweryn. Ubiory krakowskie. Korespondencyjny kurs teatralny.
Zesz. IX. Warszawa 1930
Ułaszyn Henryk. Język małoruski, ukraiński, czy ruski, rusiński? Prace
Filologiczne. T. XIV i odb. Warszaaw 1930, s. 623—634.
158
Vitjazevskij Semen. Roždestvo v jużnoj Rusi. LiteTaturr.o-etoografi■českij očerk sostavlennyj na osnovanii materiałov sobrannych Etnogra
fie. Komissiej Akademii Nauk. Wyd. gazety „Rusśkij Gołos“. Lvov 1930, s. 30.
Narodni vyšyvky. Vydavnyctvo „Rusałka“. Lviv 1930, s. 12.
[Wa.] Rogole. (Z zwyczajów warmijskich). Ziemia Wschodnio-pruska.
R. II. Toruń 1930. z. 1.
[Wa.] Zima war.mijska. (Opowiadanie gwarowe). Ziemia Wschodniopruska. R. II. Toruń 1930, z. 3.
WaKis Stanisław. Zwyczaje górnośląskie w „wilję“ Bożego Narodzenia.
Ziemia. R. XV. (1930), s. 8—11.
Wallisch Heinryk. Przezwiska we wsi Hranki i okolicznych. Przewodnik
historyczno-prawny I. Lwów 1930, s. 47—48.
Wargow,s,ki Mieczysław. Oskar Kolberg. (W rocznicę śmierci 1890'—
1930). Kurjer łiteracko-naukowy. Nr. 25. Kraków 1930.
Wąsowicz J. Mapa rozmieszczenia wyznań w Polsce. Polski Przegląd.
Kartograficzny. Lwów—Warszawa 1930, s. 91— 94.
Wasiutyński Bohdan. Ludność żydowska w Polsce w wiekach XIX
XX. Wyd. Kasy im, Mianowskiego Warszawa 1930, s. 224+11.
Węgrzynowicz L. Tlukno. (Potrawa). Lud Słowiański. T. I z 2. Kraków
1930, s. B. 254—257.
Wesele w Smogorzewie. Druk szkoły rzem. w Marjówce Onoczyńskiej.
1930, s. 1 nlb. + 17.
Więckowski M. Gry i zabawy w Królówce. Orli Lot R. XI. (1930),
-s. 177—178.
Windakiewioz Stanisław, Betleem.(Święto dzieciństwa). Kolendy naszych
wieszczów. Tradycja dziejowa. Tematy i nastroje kolcnd. Pierwiastek etno
graficzny. Spolszczenie podań ewangelicznych. Klasztory i uczniowie pro
pagatorami kolend. Kurjer łiteracko-naukowy. Nr. 53. Kraków 1930.
Witkowski Stanisław. Budownictwo ludowe okolic Krzemieńca. Orli
Lot. R. XI. (19301, s. 53'—55.
Wóycicki K. Śmierć, bieda i nędza. „Pielgrzyma“ Kalendarz Marjański
na r. P. 1930. Pelplin [1930],
Woźnowsfci Mieczysław. Zimarki czarnohorskie. Ziemia R. XV. (1930),
s. 150—156.
Wyrostek K. Kalendarz i chronologja góralska. Kurjer łiteracko-na
ukowy. Nr. 1. Kraków 1930.
Wysłouch Seweryn. Białorusini na ziemi wileńskiej. Odb. z wydaw
nictwa „Wilno i Ziemia Wileńska“. Wilno 1930, s. 13.
Zabawy dziecinne w Czarnkowie Ziemia nadnotecka. R. I. Czarnków
1930, s. 10, 45.
Zahradník J. Nasza wieś Istebna. Przyczynek do dziejów osadnictwa
Śląska Cieszyńskiego. Cieszyn 1930, s. 34.
Zawistowicz Kazimiera. Bronisław Piłsudski. 21. X. 1866—-17. V. 1918.
Wiedza i Życie R. V. (1930), s. 23—40.
Zawistowicz Kazimiera. Jana Kochanowskiego Pieśń Świętojańska o so
bótce a obrzędy świętojańskie. Ziemia. R. XV. (1930), s. 214—225
Zawistowicz Kazimiera. Polskie zwyczaje żniwiarskie. Kurjer łiterackonaukowy. Nr. 30. Kraków 1930.
159
Zawistowicz Kazimiera. Wielkanoc w wierzeniach i obrzędach. Kurjer
literacko-naukowy. Nr. 17. Kraków 1930.
Zawistowicz Kazimiera. Zwyczaje noworoczne. Kurjer literac'ko-naikowy. Nr. 1. Kraków 1930.
Zawistowicz Kazimiera. Z dziejów i wierzeń narodu estońskiego. Kurjer
iteracko-naukowy. Nr. 33. Kraków 1930.
Zawistowicz Kazimiera. Zielone Świątki, a obrzędowość wiosenna. Kurjer
literacko-naukowy. Nr. 24. Kraków 1930.
Zborowski Juljusz. Moda i wieś góralska. Ziemia R. XV. (1930),
s. 393—402.
Zborowski Juljusz. Recenzja. Antoni Zachemski, Ruch podhalański
Wierchy. R. VIII. Kraków 1930, s. 209—221.
Zelenin Dmitrij. Zagadočnye vodjanye demony „gulikuny“ u russkich.
Lud Słowiański. T. I. z. 2. Kraków 1930, s. B. 220—238.
Znamierowska-Priifferowa Marja. Rybołówstwo jezior trockich. (Rys
etnograficzny). Wyd. Tow. Przyj. Nauk w Wilnie Wilno 1930, s. 3 nlb.+
+ 105+2 nlb. tabl. 37.
(Złotnik) Iszaje. Jomim-łojwim-folklor. (Żyd. folklor świąteczny). Cz. I.
Warsze (Warszawa) 1930, s. X+100.
Żakówna Mira. Letea — wieś lipowańska w delcie Dunaju. Ziemia.
R. XV. (1930); s. 505—508.
Żbikowski Antoni. Czary i czarty lubelskie. (1598—1742). Kurjer lite
racko-naukowy. Nr. 23. Kraków 1930.
DO SZANOWNYCH CZŁONKÓW TOWARZYSTWA
LUDOZNAWCZEGO 1 PRENUMERATORÓW LUDU!
Ponownie zwracamy się z prośbą do wszystkich naszych członków i prenumera
torów, ażeby nietylko nie opuszczali naszych szeregów, ale starali się pozyskać
dla nas nowych członków, a nadto nie zalegali z należną nam prenumeratą,
lecz płacili ją choćby w ratach za pośrednictwem czeków na konto nasze
w P. K. O. nr 143.945. WKŁADKA WYNOSI TYLKO ZŁOTEGO MIESIĘCZ
NIE. Położenie pisma w niczem się nie poprawiło, gdyż liczba członków Towa
rzystwa nie zwiększyła się. Obecny Tom XXXIII, który wydaje się za lata
1934'i 1935 wychodzi jedynie dzięki subwencji Wydziału Nauki Ministerstwa
Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego, za co Wydziałowi Ministerstwa
W. R. i O. P. imieniem Towarzystwa ludoznawczego składamy wyrazy gorą
cego podziękowania.
Prenumeratorzy LUDU przez wydanie podwójnego rocznika nie ponoszą żadnej
straty, ponieważ prócz LUDU otrzymali i nadal otrzymywać będą nowe wy
dawnictwo : PRACE ETNOGRAFICZNE.
\
Y\
*■
i
**■ '
ZESTAWIENIE KASOWE ZA ROK 1934
DOCHODY
ĆL
ROZCHODY
WYSZCZEGÓLNIENIE
i. Pozostałość kasowa z 31. XII. 1933
2.
3.
4.
5
6.
Wkładki członków
Sprzedaż wydawnictw
Subwencja Ministerstwa W. R. i O. P.
Odsetki w P. K. O.
Odsetki w Banku Gospodarstwa
Krajowego
ZI.
gr.
989 21
754 05
377 65
1.500 —
1 10
d
J
WYSZCZEGÓLNIENIE
1.
Druk „Ludu“
Klisze druk. do „Ludu“
Hororarja autorskie (odbitki)
Wydatki Towarzystwa, Redakcji
i Administracji
Druk papierów, kopert firmowych
kopert do ekspedycji „Ludu“
Ekspedycja „Ludu“ Tem XXXII
i „Prac Etnograf.“ Nr. 1
Koszty manip. i druki w P. K. O.
Pozostałość kasowa w dniu 31. XII.
1934
2.
3.
4.
5.
18 29
-------- s.
6.
7.
8.
.
Razem .
3.650 30
£rl
Zł.
1
Razem .
2.000
87 55
310 30
257 78
42 50
224 50
5 34
722 33
3.650 30
Dr. Jan Falkowski
skarbnik
O
VO
rmizmii ludoznawcze we lwowie
poleca następujące wydawnictwa własne:
Zł. gr.
BĄK ST.- Chata wiejska w okolicy Tarnobrzegu ......
4*—
CISZEWSKI ST.: Czaszki ludzkie z kłódkami.................................
—*50
DĄBROWSKI ST.: Czapka i kapelusz w Lubelskiem...................
1*50
FRANKOWSKI E. : Zabiegi magiczne przy pożyczaniu, kupnie i sprze
daży u ludu polskiego...........................................
....
2.—
FRANKOWSKI E. : Wycinanki i ich przeobrażenia........................
1*—
FRÄNKLOWA G. : Wycinanka żydowska w Polsce z 16 ryc. . ,
3*—
GANSZYNIEC R.: Czynnik racjonalny w wierze i w obrzędzie . .
—*50
— Pierścień w wierzeniach ludowych starożytnych i średnio
wiecznych .....................................................................................
1"—
GOMME G. L. : Folklor, Podręcznik dla zajmujących się ludoznawstwem . „ . .
...........................................................................
2'—
GONET SZ. : Śpiewki z okolic Andrychowa. Z nutami .
...
—*50
JANÓW J. : „Sabałowa bajka“ H. Sienkiewicza .....
4*—
KLINGER W. : Do wpływów starożytności na folklor...................
—*50
KORANYI K.: Łysa Góra
..................................................................
1—
KORANYI K. : Czary i gusła przed sądami kościelnemi w Polsce
rw XV i w pierwszej połowie XVI wieku.................................
1*—
KOSIŃSKI WŁ. : Widowiska świąteczne w Makowie, Kalwarji i Ze
brzydowicach. Znutami................................................................
—*25
KRZYWICKI L. : Początki własności indywidualnej........................
—*50
KRZYŻANOWSKI J.: „Peregrynacja Maćkowa“.............................
1 50
KUCHTA J. : Rodzime wątki w podaniu o Twardowskim ....
1*—
LUD Kwartalnik etnograficzny. Komplet. T. I—XXX (Bez wyczer
panych zeszytów III 2-3, IV 1, V 1-2, VI 1, VII 1, VIII 3,
X 1-2)..........................................................................................
325 — T. XI—XXIII, XXV—XXVI można nabyć oddzielnie. Cena po
szczególnego tomu.................................................... ....
10*—
— Cena poszczególnego zeszytu (T. XI—XXVI).............................
2.50
— Tom XXIV.....................................................................................
15— T. XXVII..................................................................
12 —
— T. XXVIII. z. 1-4.................................
.
20*— T. XXIX z. 1-4............................................................................
18 —
— T. XXX z. 1-4..................................................................
. . 20*—
LEMPICKI Z. : Podania o bohaterach......................................
—*50
MATUSIAK SZ. : Wieszczba i źreb.......................
...
—*50
MĄCZEWSKI P. : Konik —Arierzyniecki w Troi..................................
—*25
VLYNEK L. : Uwagi nad pieśniami ludu wielickiego...................
—*25
Pamiętnik zjazdu naukowego etnografów 1905 r..............................
—*50
Pieśni nabożne. Z. 1—5. Cena poszczególnego zeszytu
1’—
PIŁSUDSKI BR. : Poezja Gilaków....................................................
1*—
— Trąd Gilaków.................................................................................
1*—
PIV ÛCKÎ K.: Zagadnienie metody w badaniach nad sztuką ludową
1*—
PTiĘBOWICZ E. : Berta z dużemi stopami ........
—*50
RECHOWICZ K. : Sztuka budowania z drzewa w okolicy Skolego
—*50
SE X EPM T. : Hafty opoczyńskie.....................................................
2*—
SEWERYN T. : Kaszubskie złotogłowie z 18 ryc....
...
1*50
— O śpiewającym zbóju...................................................................
—*50
— Technika malowania ludowych obrazów na szkle ....
4*—
SMOLEŃSKI T. : Lud górnoęgipski...............................................
.
—*50
Śr 1WINA W.: Lud lubartowski.........................................................
1*—
SOCHANIEWICZ K. : Miary i ceny naPodolu w XVIw. . ...
1*—
WITORT J. : Filozofja pierwotna (Animizm)................... ....
1*—
— Zarys prawa zwyczajowego ludu litewskiego........................
1*—
ZBOROWSKI J.: Pieśń o Proćpakowej bandzie.............................
1'—
Do nabycia w Wydawnictwie Zakładu Narodowego im.
Ossolińskich. Lwów — Kalecza 5, Warszawa — Nowy Świat 72.
TREŚĆ TOM
ROZPRAWY:
PIASEC. . EUGENJUSZ : „Jaworowi ludzie“. Studium z pogranicza
folkloru i pedagogiki
.
.............................................................
1
FALKOWSKI JÄN : Przyczynek do zagadnienia naczyń pierścieniowatych.............................
............................................................. 19
FLIZAK SEBASTJAN : Notatki etnograficzne z okolic Mszany Dolnej 21
SZEMŁEJ JÓZEF : Przyczynek do wielkopostnego pieczywa ludowego 27
ZBOROWSKI JULJUSZ : Nowe przyczynki z Góralszczyzny
... 31
WASYLEWïKl STANISŁAW: Strzelec Czarownik w Łukowi« w r. 1840 35
WASYLEWSKI STANISŁAW : Jak się śpiewało Tadeusze
37
BRYNERÓWNA HALINA: Pieśni łódzkich pracownic .
. .
.38
Pieśni i wiersze polskich robotników rolnych w Niemczech
. 64
FALKOWSKI JAN : Inkluz-djabełek......................................
... 78
CHMIELIŃSKA ANIELA: Z lecznictwa ludowego w Łowickiem
80
REINFUSS ROMAN : Budownictwo ludowe na Zachodniej Łemkowszczyźnie ..........
83
CISZEWSKI STANISŁAW : Anonimowa zapiska o Górnoślązakach
z r.,1783
112
DOBRJAŃSKI KALISTRAT: Znachorstwo w Samborskiem .... 117
DOBRJAŃSKI KALISTRAT : Bractwo kawalerskie im. św. Mikołaja
w Starym Samborze..................................................................
.126
KRAWCZYK STANISŁAW KS.: Dziergniec.
135
RECENZJE I SPRAWOZDANIA................................................................. 137
BACHMANN ALFRED: Bibl grafja ludoznawcza za rok 1930 . .
147
Zestawienie kasowe za rok 1934 .............................
160
TABLE DES MATIÈRES.
ÉTUDES : PIASECKI E. „Gens d’érable“. Étude des confins du folklore
et de la pédagogie. — FALKOWSKI L Contribution au problème
des vases de form., annulaire. — FLÏZAK S. Courtes adnotations
concernant la vie du peuple des environs de Mszana Dolna. —
SZEMŁEJ J. Contribution aux notices sur les pâtisseries confection
nées par le peuple pendant le carême. — ZBOROWSKI J. Contribu
tions nouvelles aux notices sur les montagnards. 1. Quand Yanossic
dansait avec la co i tesse. 2. Prière très ancienne des montagnards. —
WASYLEWSKI ST. Chasseur sorcier à Łuków en 1840. — WASY
LEWSKI ST. Chant en l’honneur de St. Thaddée. — BRYNER H.
Chants de servantes à Łódź. — Chants et poésies d’ouvriers agri
coles polonais en Allemagne. — FALKOWSKI J. Moyen employé pour
faire sortir d’un oeuf un petit diable. — CHMIELIŃSKA A. La méde
cine populaire dans le district de Łowicz. — REINFUSS R. Architecture populaire dans la partie occidentale du pays de Łemki. —
CISZEWSKI ST. Notice anonyme de l’année 1783 sur les habitants
de la Haute Silésie. — DOBRJANSKI C. La Rebouterie dans la regier
de Sambor. — DOBRJAŃSKI C. La Frérie, de St, Nicolas en Stary
Sambor. — KRAWCZYK ST. „Dziergniec“. (Épuisetœ en forme de dé
mêloir pour la récolte des myrtilles). — BACHMANN A. Biblio
graphie ethnographique pour l’année 1930.
CRITIQUES E"7 COMPTES RENDUS.
