dfdf7031e7296b99b652f9319f015cd2.pdf

Media

Part of Lud, 1932, t. 31

extracted text
LUD
ORGAN POLSKIEGO TOWARZYSTWA ETNO­
LOGICZNEGO, WYDAWANY PRZEZ POLSKIE
TOWARZYSTWO LUDOZNAWCZE WE LWOWIE

ORGIHE DE U SOCIETE POLONAISE O’ETHKOLOGIE
REDAKTOR: ADAM FISCHER
SERJA II - TOM XI — ZESZYT 1-IV
OGÓLNEGO ZBIORU - TOM XXXI
WYDANY Z ZASIŁKU MIN. W.R1C. P.

Z 38 ILUSTRACJAMI.

LWÓW — WARSZAWA — KRAKÓW — POZNAŃ — WILNO
NAKŁADEM TOWARZYST WÄ LUDOZNAWCZEGO WE LWOWIE.- SKŁAD
GŁÓWNY W WYDAWNICTWIE ZAKŁADU NARODOWEGO IM. OSSO­
LIŃSKICH, LWÓW, KALECZA 5. - WARSZAWA, NOWY ŚWIAT 72. -

KOMITET REDAKCYJNY „LUDU“:
PPOF. DR. WILHELM BRUCHN&LSKI, PROF. DR. ADOLF CHYBINSKI,
PROF. DR. JAN CZEKANOWSKI, PROF. DR. ADAM FISCHER, PROF.
DR. EUGENJUSZ FRANKOWSKI, PROF. DR. LEON KOZŁOWSKI.
REDAKTOR NACZELNY: PROF. DR. ADAM FISCHER.

LUD
wychodzi kwartalnie w zeszytach objąto&ci 4—6 arkuszy. —
Prenumerata zniiona od r. 1933 z przesyłką pocztową rocz­
nie 13 zl. — Przedpłatą przyjmuje Administracja „LUDU“,
oraz Wydawnictwo Zakładu Narodowego Im. Ossolińskich
i wszystkie księgarnię.

Członkowie Towarzystwa Ludoznawczego we Lwowie,
którzy uiścili wkładkę statutem przepisaną, t. j. 12 zł. rocznie,
otrzymują „LUD“ bezpłatnie.
Rękopisy, listy, czasopisma i k: ,;ążki przeznaczone dla redak­
cji „LUDU“, oraz wszelkie pisma, odnoszące się do Towarzystwa
Ludoznawczego we Lwowie, a także sprawy administracyjne,
reklamacje, zamówienia wydawnictw, zgłoszenia do Towarzystwa
Ludozna vczego we Lwowie i wkładki należy adresować :
ADAM FiSCKEE. LWÓW — UNIWERSYTET, ZAKŁAD ETNOLO­
GICZNY, UL. MARSZAŁKOWSKA 1.

„LUD“ (Le peuple).
Revue trimestrielle consacrée à l'étude d’ethnologie et d’anthropolo­
gie polonaises, publiée par la Société Polonaise d’Ethnologie à Léopol.
Prix d’abonnement d’un an, 21!2 Doit.
„LUD“ signalera tous les travaux se rattachant à l’ethnologie et
à l’anthropologie. L’échange est accepté avec toutes les remes savantes.
Toutes les communications Natives à la rédaction, lettres, livres,
périodiQues etc. devront être adressées à M. Adam Fischer, secrétaire de
la Société Polonaise d'Ethnologie, Institut ďEthnologie de VUniversité
Jean-Casimir à Léopol (Ltoôtû, Pologne).

LUD
ORGAN POLSKIEGO TOWARZYSTWA ETNO­
LOGICZNEGO, WYDAWANY PRZEZ POLSKIE
TOWARZYSTWO LUDOZNAWCZE WE LWOWIE

ORGADE DE U SOCIETE POLDHAISE D’ETHKOLOGIE
REDAKTOR: ADAM

FISCHER

SERJA II - TOM XI - ROK 1932
OGÓLNEGO ZBIORU - TOM XXXI
WYDANY Z ZASIŁKU MIN. W. R. I O. P.

Z 38 ILUSTRACJAMI.

r

i

LWÓW — WARSZAWA — KRAKÓW — POZNAŃ — WILNO
NAKŁADEM TOWARZYSTWA LUDOZNAWCZEGO WE LWOWIE.- SKŁAD
GŁÓWNY W WYDAWNICTWIE ZAKŁADU NARODOWEGO IM. OSSO­
LIŃSKICH, LWÓW, KALECZA 5. —- WARSZAWA, NOWY ŚWIAT 72. -

KOMITET REDAKCYJNY „LUDU“:
PROF. DR. WILHELM BRUCHNALSKI, PROF. DR. ADOLF
CHYBIŃSKI, PROF. DR. JAN CZEKANOWSKI, PROF. DR.
ADAM FISCHER, PROF. DR. EUGENJUSZ FRANKOWSKI,
PROF. DR. LEON KOZŁOWSKI.

REDAKTOR NACZELNY: PROF. DR. ADAM FISCHER

DRUK. L. WIŚNIEWSKIEGO WE LWOWIE.

SPIS RZECZY
I. ROZPRAWY.

Str.

Janów Jan: Exemplum o czarcie wiodącym do zbrodni przez opilstwo .
.
12
Jaworczak Aleksander: Szopka w Dąbrówkach pow. Łańcut ....
53
Jodłowski Stanisław: Święty Marynus. Kościelno-ludowe podanie o dziewicyzakonniku
............
47
Koranyi Karol: O pochodzeniu zwyczaju t zw. „oślego pogrzebu“ ...
44
Kryczyński Leon: O Tatarach rzemieślnikach w Polsce ..... 111
Kryczyński Stanisław: Materjały etnograficzne. 1. Święcenie wody i soli
w dawnych czarach mieszczańskich. 2. Ubiory ludowe w Mieleckiem
w XVIII ; w. .
109
Krzyżanowski Juljan: Facecje, zagadki i bajki ks. M. I. Kuligowskiego .
.118
Kuchta Jan: Motyw Matki Boskiej ■— Ucieczki grzesznych w podaniach ludo­
wych o czarnoksiężniku Twardowskim
....
.
. 100
Seweryn Tadeusz: Łowiectwo ludowe na Wołyniu .
...
24
Sulimirski Tadeusz : Rybołówstwo na Górnym Sanie
.....
35
Szulczewski J. W. : Rośliny w mianownictwie, przesądach i lecznictwie ludu
wielkopolskiego ............
93
Zborowski Juljusz: Ludoznawcze przyczynki z góralszczyzny ....
65
Znamierowska-Prüfferowa Marja: Muzeum Etnograficzne U. S. B. w Wilnie
i jego przyszłość ............
1

II. RECENZJE I SPRAWOZDANIA.
Anderson W. Der Schwank vom alten Hildebrand. (J. Krzyżanowski) .
. 151
Bystroń J. S. Przysłowia polskie. (A. Fischer) .
.
.
.
.
.161
Geiger P. Volkskundliche Bibliographie f. d. J. 1927. (A. Fischer) .
.
. 148
Van Gennep A. Le folklore du Dauphiné (Isère). (A. Fischer) .... 159
Hoffmann-Krayer E.-Bächtold-Stäubli H. Handwörterbuch des deutschen Aber­
glaubens IV. (A. Fischer) .
.
.
.
.
.
.
.
.
.144
Journal de la Société finno-ougrienne XLIII. (J. K.) .
.
.
.
.
.157
Kalendarz Ilustrowanego Kurjera Codziennego r. 1933. (A. F.)
.
.
. 162
Kontny P. Oaza srebrnych kwiatów. (G. Fraenklowa)
..... 160
Köppers W. Der Hund in der Mythologie der zirkumpazifischen Völker. (St.
Klimek)
........... 153
Litopys Bojkiwszczyny I. (J. Falkowski),
...
.... 154
Londzin J. ks. Kościoły drewniane na Śląsku cieszyńskim. (A Fischer) .
.151
Mierczyński S. Muzyka podhalańska. (J. Zborowski) ...... 146
Poniatowski S. Etnografja Polski (A. Fischer) .
.
.
. . iP
. 145
Pospíšil Fr. Etnologické materiálie z jihozápadu U. S. A (A. Fischer)
.
. 162
Rappaport S. Aus dem ostjüdischen Volksleben (M. A.) ..... 1Ć0
Rocznik Tatarski I. (S. Czortkower) ......... 155
Stelmachowska B. „Podkoziołek“ w obrzędowości zapustnej Polski Zachodniej
(A. Fischer) ............. 160
Stelmachowska Boże.'■a. Rok obrzędowy na Pomorzu. (A. Fischer)
.
. 162

Str.

Wierchy X. (J. Zborowski) ...........
Wiskowatyj K. Pogłosy historji polskiej w epice jugosłowiańskiej. (A. .'ischer)
Zaremba J. A. Stare pogodki gorolskie łod Żywca I. (J. Krzyża iowski)
.
III. ALFRED BACHMANN: BIBLJOGRAFJA LUDOZNAWCZA ZA
ROK 1929 ....................................................................................................................
IV. ZESTAWIENIE KASOWE ZA ROK 1932 .
...

149
158
140
163
176

DODATEK1).
Kilka wyjaśnień w odpowiedzi na uwagi krytyczne Prof. Kazimierza Mo­
szyńskiego współredaktora „Ludu Słowiańskiego“.

TABLE DES MATIÈRES
du volume XXXI (Année 1932) de la Revue ethnographique „Lud“
(„Le Peuple“).
I. ÉTUDES.
Pag

Janów J. „L’exemple“ du diable qui mène au crime par l’ivresse
.
.
12
Jaworczak A. La crèche à Dąbrówki district Łańcut
.
.
53
Jodłowski St. Saint Marinus
.......
47
Koranyi Ch Sur l’origine de la coutume dite „funérailles d’âne“
44
Kryczyński L. Les Tartares — ouvriers en Pologne
.
.
.111
Kryczyński St. Matériaux ethnographiques. 1. La consécration de l’eau et du
sel dans la sorcellerie bourgeoise. 2. Les vêtements populaires au 18-e
siècle dans les contrées , de Mielec ......
. 109
Krzyżanowski J. Facéties, enigmes, fables de l’abbé M. I Kuligowski .
118
Kuchta J. Le thème de la Sainte Vierge, Refuge des pécheurs dans les légen­
des populaires concernant le sorcier Twardowski .
.
.
.
.100
Seweryn Th. La chasse chez les paysans dans Wołyń en Pologne
.
24
Sulimirski Th. L a pêche sur le Haut San ........ 35
Szulczewski J. W. Les herbes dans la terminologie, dans les superstitions et
dans la médication du peuple de la Grande Pologne
...
93
Zborowski J. Notes ethnographiques sur les montagnards polonais
.
.
65
Znamierowska-Prüffer M. Le Musée Ethnographique de l’Université Etienne
Batory à Wilno et son avenir .........
1
II. CRITIQUES ET COMPTES-RENDUS......................................................... 140-162
III. ALFRED BACHMANN: BIBLIOGRAPHIE ETHNOGRAPHIQUE
1929
.......................................
.......................................
. 163-175

*) Zgodnie z zasadą przyjętą w „Ludzie" od r. 1927 zamieszczono tę polemikę
na koszt autora poza czasopismem jako osobny dodatek.

MARJA ZNAMIEROWSKA - PRÜFFEROWA

MUZEUM ETNOGRAFICZNE U. S. B. W WILNIE
I JEGO PRZYSZŁOŚĆ
(LE MUSÉE

ETHNOGRAPHIQUE DE L’UNIVERSITÉ ETIENNE
À WILNO ET SON AVENIR)

BATORY

Muzeum Etnograficzne Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie
zostało założone przez prof. C. Ehrenkreutzową w marcu 1925 roku
w związku z rozpoczęciem badań na terenie województwa Wileńskiego.
Muzeum to odrazu zostało pomyślane jako laboratorjum Zakładu Etnologji U. S. B., to też gromadzenie przedmiotów, dotyczących kultury
ludowej odrazu rozpoczęto według obmyślanego planu, aby uniknąć
przypadkowości. Już w roku 1924 podczas wycieczek badawczych
rozpoczęła prof. Ehrenkreutzową gromadzenie typowych zabytków
z wszystkich działów kultury ludowej. W sierpniu 1926 roku drukuje
C. Ehrenkreutzową „Wskazówki dla zbierających przedmioty dla
Muzeum Etnograficznego Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie“,
w których omawia metodykę zbierania, analizując systematycznie
wytwory kultury materjalnej i duchowej w związku z gromadzeniem
przedmiotów dla Muzeum Etnograficznego.
Obecnie Muzeum Etnograficzne U. S. B. zawiera przedmioty
niezbędne do demonstracji przy uniwersyteckich wykładach etnografji
i etnologji, i daje też materjał do analizy na ćwiczeniach, oraz materjał
do samodzielnych badań naukowych. Muzeum Etnograficzne nosi
charakter regjonalny. Za swój cel uważa przedewszystkiem groma­
dzenie zbiorów z północno-wschodnich terenów Rzeczypospolitej, a więc
obejmuje przedewszystkiem województwo Wileńskie i Nowogródzkie
jako najbliższe i dzięki temu najdostępniejsze do badań, dalej woje­
wództwo Poleskie i częściowo Grodzieńszczyznę i Białostockie. Granice
terenu tej działalności tłumaczą się koniecznością ustalenia granic za­
sięgów pewnych wytworów, które nie mieszczą się w ramach jednostek
administracyjnych, lecz są wykładnikami o wiele starszych dziejów
kultury.
W jaki sposób bez znaczniejszych zasiłków powstały te zbiory?
Początkowo składały się na nie przedewszystkiem: 1) dary osób
stojących blisko Muzeum, oraz dary osób prywatnych. Ilość ofiaro­
dawców wynosi 101 osób i 9 instytucyj. Następnie poważną ilość two­
rzą 2) depozyty Towarzystwa Popierania Przemysłu Ludowego
Lud T. XXXI.

1

2
w Wilnie, które od początku istnienia Muzeum najczynniej i najgorliwiej je popierało i złożyło w Muzeum całość swych cennych zbiorów
jako depozyty, widząc w nich źródło nauki dla wszystkich pracowników
zajmujących się działalnością oświatową i gospodarczą wśród ludu.
Pozatem 3) Oddział Sztuki Urzędu Wojew. w Wilnie zdeponował
szereg wyrobów tkackich, oraz 4) Magistrat miasta Wilna złożył
w depozycie kilkadziesiąt przedmiotów, oraz szereg fotografij zgroma­
dzonych z racji Wystawy Regjonalnej na I-ych Targach Północnych
w r. 1928.
Lata następne przyniosły dary wielu instytucyj jak: Tow. Popier.
Przemysłu Ludowego w Nowogródku, Tow. Popier. Przem. Lud. na
Polesiu, Tow. Popier. Przem. Ludowego w Wilnie, Magistrat m. Trok,
Muzeum Archeologiczne w Wilnie, Koło Krajoznawcze Gimn. Mickie­
wicza w Wilnie, Dyrekcja Kursu Naucz, w Wilnie, Szkoła w Nowo­
siółkach, Starostwo Oszmiańskie i Starostwo Święciańskie.
W obecnej chwili ilość przedmiotów w Muzeum Etnograficznem
U. S. B. w Wilnie jest następująca :
1. Własność Muzeum Etnograficznego U. S. B.................................1105
2. Depozyty Tow. Popier. Przem. Lud. w Wilnie (tkaniny, zabawkarstwo, sztuka ludowa)
.............................................
. 1005
3. Depozyty Oddziału Sztuki Urzędu Wojew. w Wilnie
.
43
4. Depozyty Magistratu m. Wilna.......................
....
53
Ogólna ilość przedmiotów....................... 2206
Muzeum Etnograficzne, stanowiące część składową Zakładu Etnołogji U. S. B., od początku swego istnienia mieściło się w Zakładzie
Etnologji przy ul. Zamkowej 11, początkowo w jednym pokoju. Dziś
obejmuje ono I-ną salę o wyimarach w metrach 16,30X8,20. wysok.
4,15, Il-gą salę o wym. 10,50 X 4,20, i Ul-cią salę o wym. 6,60X4,90,
wysok. 3,65, pozatem dwa korytarze, schody z wnęką i mały magazyn
o wym. 3,70X3,50, wy sok. 3,70.
W jednej z sal muzealnych, w dziale rybackim, mieści się jedno­
cześnie pracownia asystenta Muzeum.

Fundusze.
Jak już zaznaczyliśmy, Muzeum Etnograficzne powstało bez jakich­
kolwiek funduszów. Z biegiem czasu korzystało ono z niewielkich za­
siłków, mianowicie z części dotacyj Zakładu Etnologji Uniwersytetu
Stefana Batorego. Prócz tego w roku 1926 korzystało z zasiłku Fun­
duszu Kultury^ Narodowej, nabywając narzędzia rybackie z jezior
Trockich, oraz inne przedmioty. Pozatem, dzięki udziałowi Zakładu
Etnologji w pracach Komitetu Badań Jezior Trockich, uzyskano zasiłek
na nabycie pomocy naukowych w postaci kilku aparatów fotograficz­
nych, fonografu i t. p.

Obecny stan zbiorów Muzeum.
Muzeum Etnograficzne U. S. B. posiada przedmioty przedewszystkiem z dziedziny kultury materjalnej wsi. dworu, miasteczek i miast.

3
Dotychczas jeszcze nie wszystkie działy są równomiernie reprezento­
wane, a więc Muzeum posiada w dziale zbieractwa — kopaczki
i koszyki, łowiectwa — pułapki na tchórze i ptaki, natomiast dział
rybołówstwa, systematycznie opracowywany naukowo, jest
lepiej reprezentowany pod względem przedmiotów i fotografij.
W dziale tym można zanotować narzędzia i przedmioty z rybołówstwa
jeziornego i rzecznego na Wileńszczyźnie, jak ości, kosze na ogień,
wędki, buczę,1) więcierze, czerpaki, brodniki, suwaty, trehubice, widejki, narzędzia pomocnicze przy zimowym połowie pod lodem, sprzęty
do przechowywania żywych ryb, czerpaki do wylewania wody z czółna,
iglice, oraz kolekcje pływaków i ciężarków, wreszcie czółna rybackie

Ryc. 1.

Muzeum Etnograficzne L. S. P>. w Wilnie.
Transport i komunikacja. Sala I.
Fot. W. Żyliński.

i żabki do chodzenia po lodzie. Główny zbiór stanowią narzędzia z jezior
Trockich, Brasławskich, z Wilji i Niemna.
Dział hodowli zwierząt zawiera sieczkarnie, kije i trąby,
pasterskie, jarzemka, pęta, sznury', rezginie i buczanki. G h ó w
pszczół reprezentują barci: leżaki i stojaki, oraz kląteczki -dla.
matek. W dziale uprawy' roślin znajdujemy większą ilość narzędzi jak
kopaczki, łopaty, widły', siewnice, brony, sochy', radła. jarzmą, kosyr,,
sierpy, cepy', szufle do wiania zboża, oraz kolekcję słomianych koszy
do przechowywania ziarna.
Przygotowanie pokarmów ilustrują krzesiwa, narzę­
dzia kuchenne, stępy' ręczne oraz żarna. Wyroby z kości — iglicę
1) Podaję miejscowe nazwy przedmiotów.

1*

4
do plecenia koszy i inne sprzęty. Narzędzia obróbki drzewa
zbiór sprzętów bednarskich; obróbka wici występuje w postaci
różnych typów koszy. Bogato reprezentowany i obecnie opracowywany
dział obróbki włókna zawiera smyk gremplarski oraz kolekcję
narzędzi tkackich: pralników, międlic, szczotek do czesania lnu, wrze­
cion, przęślic, motowideł, wituszek, snowadeł i krosien. Mamy tu
większy zbiór tkanin, głównie z województwa Wileńskiego, Nowo­
gródzkiego i Poleskiego, a także kolekcję pasków i narzędzi do ich
wyrobu, będących również obecnie przedmiotem opracowania. Dział
obróbki gliny występuje w postaci licznych, opracowywanych
wyrobów garncarskich z wojew. Wileńskiego, Nowogródzkiego i Po-

Ryc. 2. Muzeum Etnograficzne U. S. B. w Wilnie.
Rolnictwo. Pasterstwo. Przygotowanie pokarmu. Sala I.
/•'ot. W. Żyliński..

leskiego. Dział odzieży, trudny do skompletowania, posiada szereg:
chustek, stroików na głowy, rękawic, łapci z kory i ze sznurków,
kożuchów i t. p. Budownictwo reprezentują modele zagród oraz
poszczególnych chat, wykonane przez miejscowych cieśli jako kopje
z terenu. Sprzęty domowe i gospodarski«! — w postaci
dziecinnych stojaków i różnych typów kołysek oraz świecaków i innych
sprzętów gospodarstwa kobiecego. W dziale transportu i ko­
munikacji — wozy, duhy, czółna, nosidła, sprzęty do przewożenia
siana i t. p.
Kulturę duchową w Muzeum Etnograficznem reprezentuje: sztuka
ludowa, instrumenty muzyczne, zabawkarstwo, obrzędowość, magja
ludowa i lecznictwo.

5
Sztuka ludowa występuje tu w postaci zanikającej rzeźby
i płaskorzeźby drzewnej w przęślicach, figurkach Chrystusów i Świę­
tych z krzyży i kapliczek przydrożnych, lasek rzeźbionych, duhy poli­
chromowanej oraz wyżej wymienionej kolekcji tkanin, pasków, ręczni­
ków z frendzlami, ręczników z kolorowym ornamentem, wytkanych
przez staroobrzędowców, haftów na koszulach poleskich, malowanej
skrzyni (polichromja sprzętów ludowych jest obecnie opracowywana),
pająków ze słomy, pisanek, pudełek ozdobnych, wyrzynanych w korze,
■oraz rysunków i malowideł wiejskich. Zabawkarstwo repre­
zentuje szereg zabawek dziecinnych z drzewa, szyszek, gliny i cukru.
Instrumenty muzyczne — w postaci wymienionych trąb

Ryc. 3. Muzeum Etnograficzne U. S. B. w Wilnie.
Tkactwo. Obrzędy doroczne. Sprzęt domowy. Sala 11.
Fot. W. Żyliński.

pasterskich, fujarek, skrzypiec, cymbałów oraz dudy. Obrzędo­
wość i zwyczaje ilustrują palmy wielkanocne, stroje wileńskich
Trzech Króli z gwiazdą, ludowe maski karnawałowe, pisanki, wieńce
dożynkowe, wota ofiarne z wosku i t. p. Lecznictwo — węże
suszone i zioła.
Z innych terenów, wychodzących poza zakreślone ramy, posiada
Muzeum kolekcję starej broni i sprzętów huculskich — dar p. LewinaBrzozowskiego ze Lwowa, kolekcję rękawic z Łotwy oraz kilka cen­
nych objektów z poza Polski.
Ściany Muzeum ozdabia szereg fotografij ilustrujących życie wsi
i miasta. Dzisiejszy stan zbiorów daje już pojęcie o charakterze kultury
ludowej na Wileńszczyźnie, dzięki temu, iż gromadzi się przede-

6
wszystkiem okazy typowe ze wszystkich dziedzin życia ludu wiejskiego;
jednak zbiory te są jeszcze bardzo niekompletne i są raczej zawiązkiem
przyszłego Muzeum, które powinno wyczerpująco ilustrować wieś
w szeregu typowych wytworów swojej odrębnej kultury.
Oprócz zbiorów posiada Muzeum archiwum. W skład archiwum
wchodzą: 1) materjały rękopiśmienne, odnoszące się do okazów,
2) klisze i fotografje, 3) kwestjonarjusze wraz z ich opracowaniem,
4) rejestr informatorów, 5) rejestr ofiarodawców, 6) rejestr przed­
miotów koniecznych do nabycia, 7) rejestr budowli do przyszłego
Muzeum na wolnem powietrzu oraz 8) wałki nagrane na fonografie.
1. Mater jały są to szczegółowe wiadomości dotyczące groma­
dzonych okazów, a więc ich dzieje, wyrób, terminologja, zastosowanie,
sposób zdobycia i t. p. Często są to listy ofiarodawców, przysyłających
przedmioty, lub szczegółowe zapiski notowane z ust ofiarodawcy lub
sprzedawcy. Obszerny ten materjał nie może być objęty przez inwen­
tarze, i zebrany jest osobno według kolejności numerów inwentarza,
tak aby opracowujący określony przedmiot, łatwo mógł odnaleźć
odnośną notatkę, częstokroć rzucającą nowe światło na dany okaz.
2. Klisze i fotografje tworzą osobny dział, obejmujący
nietylko tereny północno-wschodnie Rzeczypospolitej, lecz także
częściowo rdzenną Polskę. Osobne kolekcje stanowią zdjęcia z zagra­
nicy. Ogólna ilość klisz wynosi około 300, odbitek około 600.
3. Kwestjonarjusze wraz z odpowiedziami. Muzeum Etno­
graficzne z Zakładem Etnologji od początku swego istnienia przystąpiło
do opracowywania kwestjonarjuszy do badań terenowych.
W miarę posuwania się pracy, stopniowo ulegają one zmianom
i ulepszeniom. Materjały do tych kwestjonarjuszy gromadzone są przedewszystkiem przez poszczególnych autorów, którzy je opracowują
systematycznie. Kwestjonarjusze są rozsyłane i rozdawane informato­
rom, których część stanowi młodzież szkolna i seminaryjna zrzeszona
w Kołach Krajoznawczych, nauczycielstwo, młodzież akademicka i inni.
Przed Świętami Bożego Narodzenia, Wielkiejnocy i przed wa­
kacjami letniemi odbywa się zazwyczaj w Zakładzie Etnologji zebranie
z pogadanką, wyjaśniającą treść kwestjonarjusza, i wprowadzającą
w dane zagadnienie wraz z pokazem Muzeum Etnograficznego, poczem
zostają rozdane kwestjonarjusze.
Dotychczas gromadzone są materjały na podstawie następujących
kwestjonarjuszy :
Opracowane przez prof. C. Ehrenkreutzową: 1) Sztuka
ludowa, 2) Zwyczaje prawne, 3) Boże narodzenie i karnawał, 4) Boże
Narodzenie i dni zaduszne, 5) Obrzędowość Wielkiejnocy, 6) Pa­
sterstwo i Św. Jerzy, 7) Obrzędy weselne, 8) Zwyczaje żniwiarskie,
9) Budownictwo ludowe, 10) Tkactwo, 11) Bednarstwo i ciesielstwo,
12) Potrawy, 13) Kołyski, 14) Zwyczaje zaduszkowe. Czarownictwo,
15) Wskazówki dla zbierających przedmioty dla Muzeum Etnograficz­
nego U. S. B. (kultura materjalna i duchowa) druk. w Wilnie w r. 1926.
Opracowane przez M. Znamierowską-Priifferową:
16) Rybołówstwo, 17) Komunikacja wodna, 18) Spław drzewa,
19) Budki pasterskie, 20) Paski i ich wyrób, 21) Wyroby z kości,

7
22) Mały kwestjonarjusz etnograficzny (kultura materjalna). Druk.
w Wilnie w 1932 r.
Opracowane przez L. Turkowskiego: 23) Ceramika,
24) Tkactwo.
Opracowane przez W. Dynowskiego : 25) Skrzynie i kufry,
26) Polichromja sprzętu ludowego.
Opracowany przez O. Świanie wieżową: 27) Święta
dziadów.
4. Rejestr informatorów. Każdy informator posiada swą
rubrykę w podwójnej kartotece, w której raz występuje pod literą
swego nazwiska i raz pod literą danego powiatu i gminy. Rejestr ten

Ryc. 4

Muzeum Etnograficzne U. S. B. w Wilnie.
Tkactwo. Sala II.
Fot. W. Żyliński.

jest również przeznaczony dla wszelkich informatorów, nieobjętych
rozsyłanemi kwestjonarjuszami.
5. Rejestr ofiarodawców obejmuje spis osób i instytucyj składających dary lub depozyty w Muzeum Etnograficznem
U. S. B. Każdy ofiarodawca posiada w kartotece własną kartę, na której
pod nazwiskiem i adresem umieszczone są kolejno numery inwentarza,
pod któremi zostały wpisane ofiarowane przedmioty.
6. Rejestr przedmiotów koniecznych do na­
bycia dla Muzeum Etnograficznego prowadzony jest ze względu na
brak pieniędzy i częstą konieczność odkładania nabycia cennych rzeczy,
lub ze względu na trudności transportowe, dzięki którym zdobycie
danego przedmiotu odkłada się do stosownej chwili. Rejestr ten pozwala
na okazyjne zdobywanie przedmiotów zarejestrowanych przy wy­
jazdach na badanie terenowe.

8
7. Rejestr budowli do przyszłego żywego Muzeum na
wolnem powietrzu jest spisem budowli, które w przyszłości pragniemy
nabyć dla Wilna, a które narazie należałoby ochronić od zniszczenia
i odpowiednio zabezpieczyć. Do takiego rejestru wchodzą stare
chaty, typowe stare zagrody i ich zabudowania, świronki, młyny,
krzyże i kapliczki i t. p.2)
8. Wałki melodyj i t. p. notowanych na fonografie.
Pozatem do inwentarza Muzeum Etnograficznego U. S. B. należą
następujące pomoce naukowe i wycieczkowe. 1) Aparat fotograficzny
lustrzany Pickarda 9X12. 2) Aparat fotograficzny Voigtländera 6X9,
3) Aparat do powiększeń Leitza. 4) Fonograf firmy C. Schneider, oraz
3 kożuszki i buty wojłokowe do badań zimowych.
Muzeum nie posiada własnej bibljoteki, lecz korzysta z Bibljoteki
Seminaryjnej Zakładu Etnologji U. S. B., mieszczącej się w tym samym
lokalu.

Cele dydaktyczne Muzeum.
Zbiory Muzeum Etnograficznego U. S. B., jak już wspominaliśmy,
służą jako materjał naukowy, który opracowują:
1) Profesor Kierownik Zakładu Etnologji i Muzeum Etnograficz­
nego oraz asystenci i pracownicy, pozatem ze zbiorów korzystają,
2) Studenci U. S. B., 3) Słuchacze Instytutu do badań Europy Wschod­
niej, 4) Seminarja nauczycielskie, 5) Gimnazja i licea, 6) Szkoły po­
wszechne, 7) Koła krajoznawcze młodzieży, 8) Kursy nauczycielskie,
9) Zjazdy Towarzystwa Popierania Przemysłu Ludowego, 10) Kursy
instruktorskie tkackie, 11) Zjazdy naukowe, 12) Przedszkola.
Trzeba podkreślić, iż wyżej wymienione instytucje, z pośród któ­
rych rekrutują się zwiedzający, nie pochodzą wyłącznie z Wilna. Przy­
jezdni i wycieczki z całej Polski licznie zwiedzają Muzeum, jak również
cudzoziemcy, którzy dzięki niemu poznają kulturę wsi wileńskiej.
Po raz pierwszy Zbiory Muzeum Etnograficznego zostały udostęp­
nione szerszej publiczności na pokazie, którego ogłoszenia brzmiały
następująco: „Pokaz samodziałów i wyrobów innych wiejskich i pod­
miejskich w dniu 3, 4, 5, 6, 7 marca 1926 r. od godz. 9 do 8-ej wieczór,
urządzony staraniem Towarzystwa Popierania Przemysłu Ludowego
W Wilnie i Pracowni Etnograficznej U. S. B.“ Na całość owego pokazu
złożyły się: 1) Zbiory instruktorskie T. P. P. Lud., 2) Uniwersytetu
Stefana Batorego, 3) Oddziału Sztuki Urzędu Wojew., 4) Kolekcje
prywatne.
Pokaz ten odbył się w dzisiejszym lokalu Muzeum. Początkowo nie
prowadzono ewidencji osób zwiedzających Muzeum. Od dnia 28. XI.
1927 r. do 16. X. 1932 r. liczba osób, które zwiedziły Muzeum wynosi
1661 osoby. Muzeum otwarte jest dla zwiedzających we wtorki i środy
od 12—2 i w piątki od 4—6.
2) Przed paru laty zwracał się do nas konserwator urzędu wojewódzkiego
w Wilnie Dr. S. Lorentz z prośbą o wskazanie budynków w celu ich ochrony przez
urząd Wojewódzki.

9
Stan dzisiejszy. Braki.

Stan dzisiejszy Muzeum Etnograficznego jest bardzo ciężki. Pracę
taką jak konserwacja i gromadzenie zbiorów utrudnia 1) brak dosta­
tecznych zasiłków, 2) brak odpowiedniego lokalu uniemożliwia właściwe
ulokowanie i zma­
gazynowanie zbio­
rów, utrudnia zwie­
dzanie, przy którem
zbiory są narażo­
ne na uszkodzenie
oraz uniemożliwia
urządzenie własnej
ciemni fotograficz­
nej i niezbędnej
preparatorni. Do­
tychczas korzysta­
no z ciemni innych,
odległych
zakła­
dów U. S. B. Na­
stępstwem powyż­
szych niedomagań
jest brak gablot
i szaf, który nie
pozwala na odpo­
wiednie zabezpie­
czenie
zbiorów.
Odczuwa się rów­
nież silnie brak de­
zynfektora,
oraz
własnego odkurza­
cza. W związku
z porządkowaniem
zbiorów pilną rze­
czą byłoby sporzą­
dzenie działowych
katalogów kartko­
wych oraz tablic
i map, objaśniają­
cych zwiedzającym
Ryc. 5. Muzeum Etnograficzne U. S. B. w Wilnie.
przedmioty
wraz
Rybołówstwo. Sala III.
z opisem objektu,
Fot. M. Zimmierowska-Prilfjerowa.
jego
zastosowa­
niem oraz zasię­
giem geograficznym danego typu. Dopiero wykreślenie map zasięgów,
(do których materjały częściowo są już zebrane) pozwoli na zorjentowanie się w danym wytworze kulturowym i jego najbliższych związ­
kach. Trudność pewną stanowi również konieczność prowadzenia
kilku odrębnych ksiąg inwentarzowych, ze względu na depozyty kilku

10
instytucyj. Niemożliwość zcalenia Muzeum utrudnia wewnętrzne i ze­
wnętrzne ujednostajnienie katalogów, metryk, materjałów i t. p.
Oprócz kierownika Muzeum, p. Cezarji Ehrenkreutzowej, profesora
etnologji na Uniwersytecie Stefana Batorego, personel składa się z jed­
nego starszego asystenta: Funkcję asystenta od początku istnienia
Muzeum pełni Mag. fil. Marja Znamierowska-Priifferowa.

Plany na przyszłość.
Muzeum Etnograficzne będzie mogło osiągnąć pełnię swego roz­
woju i będzie mogło należycie spełniać swe zadanie jedynie przy oparciu
tej instytucji o stałe zasiłki, któreby pozwoliły na uzyskanie większego
odpowiedniego lokalu przy dostatecznej ilości pracowników naukowych
i technika. Jednem zaś z najważniejszych zadań Muzeum, poza pod­
stawą do badań naukowych, byłoby planowe gromadzenie i kompleto­
wanie zbiorów naukowych i demonstracyjnych, co dziś jest rzeczą
bardzo pilną, dzięki szybko zanikającej kulturze wsi i dworu, dzięki
temu, iż miasto kładzie na okolicy swe niszczycielskie piętno i niweluje
cechy indywidualne danego regjonu.
Wraz z oświatą i szkołą przeważnie przychodzi zanik własnej
odrębnej kultury ma terja lnyj i duchowej. Muzeum etnograficzne
w Wilnie jest jednak pod wieloma względami w lepszem położeniu niż
inne muzea etnograficzne, przedewszystkiem dzięki temu, że jest bez­
pośrednio związane z Zakładem Etnologji U. S. B., co pozwala na
fachowe kierownictwo i współpracę, oraz dzięki temu, że się opiera
0 teren bogaty w cenne zabytki kultury ludowej. Na tym terenie jedno­
cześnie ze zbieraniem przedmiotów dla Muzeum prowadzone są bada­
nia etnograficzne.
Jak wiemy, wieś bezpośrednio opiera się o Wilno i we wszystkich
kierunkach od miasta są tereny cenne pod względem badawczym,
a i samo miasto zachowało wiele z dawnych zwyczajów i obrzędów.
Istnieje tu również duża łatwość nabywania przedmiotów dla Muzeum,
gdyż wieśniacy przeważnie niedość sobie cenią własne wiejskie wyroby
1 chętnie się ich pozbywają, darowując je, zamieniając lub sprzedając
za niską opłatą.
W swych zamierzeniach na przyszłość Muzeum idzie jeszcze dalej.
Dopełnieniem istniejących zbiorów i wartością cenną samą w sobie
byłoby żywe Muzeum na wolnem powietrzu. Najwyższy czas, aby
zacząć je tworzyć. Drewniane budownictwo Wileńszczyzny jest wciąż
zagrożone ogniem. Stare kurne chaty i świronki i całe wsie padają
pastwą płomieni, stare kapliczki i krzyże rozpadają się w gruzy, a jakże
łatwo przy minimalnych zasiłkach i dobrej woli dałoby się wiele urato­
wać, przenieść do Wilna, zakonserwować i w ten sposób przekazać
przyszłym pokoleniom obraz dzisiejszej wsi.
W Wilnie istnieją odpowiednie tereny, na których możnaby stwo­
rzyć takie własne, Żywe Muzeum, na wzór szwedzkiego „Skansen“.
Sfery miarodajne w swoim czasie już tę sprawę poruszały; istnieje
łatwość zdobycia takich objekfów, nawet z niedalekiej odległości od

11
Wilna. Istnieją ludzie dobrej woli, chodzi tylko o pewną realną pomoc
finansową.
Muzeum Etnograficzne dzięki ścisłemu związkowi z Zakładem
Etnologji U. S. B. może być w Wilnie nietylko ośrodkiem pracy ba­
dawczej, obejmującej przedewszystkiem tereny północno-wschodnie
Rzeczypospolitej, lecz może również stać się źródłem kształcenia przy­
szłych pracowników muzealnych na prowincji.
W ten sposób dopomoże się w umiejętnem zachowaniu naszych
zabytków ludowych oraz podniesie się stan badań w tej dziedzinie.
Wilno, w październiku 1932 r.

RÉSUMÉ.
Le Musée Ethnographique d’U. E. B. à Wilno fut fondé au mois de
mars 1925 par le professeur Madame C. Ehrenkreutz en caractère de Labo­
ratoire de l’Institut Ethnologique U. E. B.
Les collections du Musée servent 1) de matériaux des recherches scienti­
fiques, 2) d’objets à démonstration pendant les cours et les exercices, enfin,
3) de collections didactiques accessibles aux visiteurs. Le Musée se propose
pour but de créer un centre des recherches scientifiques, et surtout de
rassembler les objets des terrains nord-est de la République.
Les collections du Musée ont trait surtout à la culture matérielle des
villages, des fermes, des bourgs et des villes, Š aussi à leur culture spirituelle.
Le chiffre total des objets est 2070. Sauf les collections, le Musée possède
aussi un archive comprenant 1) les matériaux manuscrits se rapportant aux
objets rassemblés; 2) les clichés et les photographies; 3) un questionnaire
contenant leur description; 4) le registre des informateurs; 5) le registre des
donateurs; 6) le registre des objets dont l’achat est indispensable; 7) le
registre des bâtiments pour le Musée futur en plein air; 8) les cylindres
phonographiques enregistrés.
Dans ses tendances ultérieures, le Musée se propose de créer un Musée
Vivant en plein air.
Le personnel du Musée comprend: le professeur Madame C. Ehren­
kreutz; l’assistante Marie Znamierowska-Prüffer.

JAN JANÓW

EXEMPLUM O CZARCIE WIODĄCYM DO ZBRODNI
PRZEZ OPILSTWO
(„L’EXEMPLE“ DU DIABLE QUI MÈNE AU CRIME PAR L’IVRESSE)
(Przyczynek do legendy Kraszewskiego oraz do „przykładów“ Powodowskiego
i Grzegorza Kwitki-OsnowianenkiJ.

Język i styl M. Reja, pociągający prostotą i swadą, próbowano
naśladować parokrotnie. Już w roku 1838 — a więc na lat kilkadziesiąt
przed Nowaczyńskim (Żywot i wizerunek Reja... 1905 r.) — napisał
Kraszewski powiastkę, zatytułowaną: „Yako sathan kusił pustelnika na
puszcze (!). Legenda, kthórą opowiedał Pan Mikołay Rey z Nagłowice (!)
u Pana Pszonki na Babinie“ 1). Ze stanowiska historyka literatury rzecz
tę bardzo pochlebnie ocenił Chmielowski12), ze względu zaś na genezę
motywu i stosunek do folkloru zwrócił na nią uwagę Łopaciński,
w artyk. p. t. Legenda o pustelniku skuszonym przez djabła do po­
pełnienia trzech grzechów 3). Potrącił on o traktacik L. Tołstoja: „Bogu
czy mamonie“ 4), (zalecając wydanie tegoż po polsku), streścił zapis
Kolberga z Bronowie: „O kuszącym do pijaństwa“5), a wreszcie pmtoczył legendę Kraszewskiego. Autor podkreślił, wbrew Chmielow­
skiemu, że inwencja powiastki nie pochodzi od poety, wątek ten sięga
bowiem do średniowiecznych zbiorów „umoralniających“, w rodzaju
„Historyj Rzymskich“ lub „Zwierciadła przykładów“. Starszego źródła
polskiego nie odkrył jednak, a na podstawie niby Rejowego zagajenia,
które brzmi: „Zabyłem, gdziech to czedł, bo rzecz nie mojey głowy,
alboć to w żywociech Świętych, który zową legendy, albo mi to zasię
ongi jaki klecha abo mnich z ambony w usze (!) włożył. A ta mi się
bajka czy prawda spodobała, ażem ją w pamiętaniu zachował, chocia
bez ymion a miesc własnych, kthóre sobie każdy niechay dołoży, jako
chce“ — przypuścił Łopaciński, że zapewne także sam Kraszewski
źródła wskazać nie umiał6). Obecnie pokusimy się oznaczyć dzieło,
1) „Bojan“, almanach A. Pienkiewicza, s. 93 n. Wilno, 1838; wykrzyknikiem
zaznaczyliśmy formy błędne.
2) Książka Jubileuszowa dla uczczenia 50-letniej działalności literackiej J. 1.
Kraszewskiego, s. 19. Warszawa, 1880.
s) Wisła XI. 448—51, W. 1897.
4) Por. Wisła X. 900. W. 1896.
°) Lud. serja VIII, Krakowskie, cz. IV 146—8, Kraków, 1875.
6j Wisła XI. 450.

13
z którego poeta mógł tę opowieść zaczerpnąć, a pod koniec nadmienimy
też o kilku źródłach innych, zawierających motyw pokrewny.
Legendę spotykamy już w XVI wieku u Hier. Powodowskiego,
w dziele p. t. „Korab zewnętrznego potopu czyli sposób zbawienny
przeciw zbytkom w jedzeniu i piciu“7),8 przy końcu rozdziału IX-go:
„Iż szatan przez obżarstwo albo opilstwo cnoty á pobożności w ludziach
gubi á wszelakie grzechy y sprosności pobudza“. Podobna opowieść
znajduje się w książce p. t. „Wady staropolskie. Przedruk dzieła Robak
sumnienia złego, człowieka niebogobojnego i o zbawienie swoje niedba­
łego, wydanego w pierwszej połowie XVII wieku“s). Ponieważ po­
wiastka Kraszewskiego wyszła w r. 1838, przeto nie mógł on korzystać
z druku ostatniego (z roku 1853), prawdopodobnie więc wyczytał
legendę u Powodowskiego lub w owem dziele z XVII wieku. Którą
z tych książek miał Kraszewski pod ręką, możemy określić ze znacznem
prawdopodobieństwem na podstawie opisu jego bibljoteki, wydanego
przez M. Pawlika, p. t. „Katalog księgozbioru, rękopisów, dyplomów,
rycin... pozostałych po J. I. Kraszewskim“ 9) ; z dzieł, które nas intere­
sują, znajdujemy tam (na str. 58, nr. 958; 401 b) tylko drugie: „Robak
sumnienia złego, człowieka niebogobojnego...“; 4°, 1637 r.10)11W niem
zapewne wyczytał też nasz powieściopisarz legendę, włożoną w usta
Reja, której źródło odniósł drogą domysłu do Żywotów świętych lub
jakiegoś kazania, kierując się później chyba tylko samą treścią legendy.
Opracowanie Kraszewskiego i „Robaka sumnienia“ zostało uwzględ­
nione w „Wiśle“ “), obecnie więc powtórzymy tekst Powodowskiego,
może najstarszy w języku polskim. Po licznych atakach na obżarstwo
i pijaństwo (w rozdz. IX), popartych cytacjami z autorów klasycznych
(Seneka, Valerius Maximus, Kato, Sokrates) i starochrześcijańskich
(Bazyli, Origines, Augustyn i t. d.), umieścił autor na marginesie ty­
tulik: „Przykład osobliwy, iż opilstwo więtszych grzechów bywa przy­
czyną“, podając dalej następujące exemplum: „Czego mamy osobliwy
á uważania godny przykład in vitis Patrům, który ia tu nieco dokładniey przypomionę“.
Był ieden marnotrawca, który gdy iuż wszystko utracił y prawie mu
do desperáciey przychodziło, w onym frasunku iego przyszedł do niego
dyabeł, obiecuiąc go z tych frasunków y niedostatków wybawić, y wielce
znowu ubogacić, gdyby tylko iednę rzecz dla niego uczynił. Ná co gdy on
pozwolił, á pytał, ktoraby to rzecz była, począł go dyabeł do tego przywo­
dzić, aby własnego oycá zabił. Ale gdy on rzeczy ták okrutney obiecać nie
chciał, odmienił dyabeł onę prośbę w rzecz łacnieyszą y roskosznieyszą, to
') Kraków, 1578 (Egz. Ossolineum nr. 13121).
8) W Krakowie, wydanie i druk J. Czecha, 1853; s. 124.
e) Lwów, 1888.
lü) Brückner i Kolbuszewski przypisują autorstwo „Bobaka sumnienia“.
Starówolskiemu; por. Korbut, Liter, polska, wyd. 2, s. 277, 582. Warszawa, 1929.
11) Treść legendy Kraszewskiego umieścił Łopaciński w cytowanym artykule
(Wisła, XI, 450; por. niżej), tekst odpowiedni z „Robaka...“ podał B. Grabowski
(w artyk.: Podania i legendy zapisane u aulorów staropolskich), nadmieniając
o poetyckiej przeróbce M. p iron a w wierszu Le laconisme, gdzie mowa iesf o mnichu
(Wisla, IV 768).

14
iest żeby cudzołóstwo popełnił. Ale kiedy y ná ten sprosny grzech on mło­
dzieniec przyzwolić nie chciał, powiedział dyabeł: Chocia sobie tákiey uczyn­
ności mey nie poważasz, á zá ieden uczynek nie chcesz sie mieć do śmierci
dobrze, tedy ia przedsię słowo trzymani, iż tego, com ci namienił, nie odr
mienię, tylko wżdy co dla mnie uczyń; a nie chcę inszego, iedno co ludzie
ustawicznie y pospolicie bez naimu y bez naruszenia sławy swey czjnić
zwykli. A ták upijże sie iuż chocia ras prze moie zdrowie, á názaiutrz
będziesz miał wszytkiego dosyć, iákom ci obiecał. Uradował sie on nieborak,
mnimaiąc, iż dyabła oszukał; y rozumieiąc, iż názaiutrz miał mieć dobrze
czym zapłacić, szedł do nakosztownieyszey piwnice, y częścią mocą niezwyczáynego picia, częścią też podobno, iż dyabeł iáko prze swe zdrowie ko­
rzenia przysypował, ták sie srodze upił, iż, będąc iáko wściekłym, cudzo­
łóstwo w oneyże gospodzie gwałtownie popełnił. O czym dowiedziawszy sie
ociec iego, bieżał nieborak, chcąc syna od karania uchronić y do domu
przyprowadzić, on oycá, skoro go hamować począł, zabił, y sam potym
poimány ná gardle iest karan. Z ktorego przykładu każdy obaczyć może,
iako sobie pijaństwo nielekce ważyć ma, będąc tego pewien, iż djabeł czło­
wieka pijanego bez iákiego cła y zyska swego nie opuści, chocia tego ták
znacznie nie okaże. Gdyż krześcianin Boga srodze obrazić może nie tylko
uczynkiem, ále słowem y pomyśleniem złym, iáko sam Pan Krystus
naucza“ 12).

Od wersji powyższej, prawic bez zmian powtórzonej w „Robaku
sumnienia złego...“, różni się dosyć znacznie tekst Kolberga (z Kra­
kowskiego), a także warjant wspomniany u Tołstoja oraz legenda
Kraszewskiego. Według ostatniej pustelnik dumny był ze swej stałości
w asceziey a za tę pychę sam Bóg zesłał nań kusiciela (Mefistofelesa).
Czart czyhał na swą ofiarę cały rok bez skutku; dopiero wtedy, gdy
pustelnik wspomniał raz w czasie modlitwy lata młodzieńcze i powie­
dział, że pragnąłby zobaczyć swego konika, na jakim jeździł, djabeł
przybrał postać tegoż i dopiął celu. Eremita sądził, że konik, którego
zobaczył nieoczekiwanie, jest darem bożym za doskonałe życie, przeto
dosiadł go i zaczął głaskać; gdy czart uniósł się zaraz z pustelnikiem
w przestworza, ten myślał, że „yest yako drugi Elyasz żywcem do
nyeba porwań“, lecz kusiciel odkrył swą osobę, a następnie zagroził
jeźdźcowi strąceniem w przepaść, jeżeli nie obieca wykonać jednego
z trzech grzechów (wino kobieta, mord, por. wyżej). Pustelnik długo
się opierał, ale przerażony wizją strasznej śmierci wybrał pijaństwo;
djabeł dał mu wtedy trzos złota, bogate szaty i osadził na ziemi wprost
koło gospody.
Eremita wstąpił do wnętrza, uraczył się winem, a wtedy „świat
jakoby inszy stanął przed oczyma — ze wszystką Mamony pięknością —
i zagasłe w sercu pustelniczym żądania a myśli jakoby cudowną wolą
szatańską odrosły“. Po dłuższem popijaniu pustelnik począł się zalecać
do hożej szynkarki, a wreszcie, sypiąc pieniądzmi, skusił ją do wielkiego
grzechu. W nocy wrócił mąż, zobaczył dorywczych kochanków w łóżku
i porwrał się do miecza; przerażony eremita chwycił zaraz topór, a wy12) Powodowski, Korab zewu. potopu..., ,v 98- -10C, Kraków, 1578.

15
wijając nim w powietrzu, trafił małżonka i położył trupem. Krzyk szynkarza zwabił dużo ludzi, którzy mordercę związali i prowadzili ną
śmierć. Pustelnik otrzeźwiał od przerażenia i opowiedział im swe przy­
gody, które strąciły go na dno upadku; rzewnym płaczem i łkaniem
obudził tak wielką litość wśród otoczenia, że występek mu darowano,,
choć sam żądał kary śmierci. Wróciwszy na puszczę, pokutą i pokorą
przebłagał potem także Pana Boga.
, ....
W zapisie Kolberga legendę tę poprzedza epizod o czarcie.,, który
przybrał postać grzyba, rosnącego w olszynie (!) koło bagna, a potem
wrzuconego przez gosposię do koszyka. Kiedy na trzykrotne wołanie
z lasku: „Iwon!“ grzyb zawołał: „Ja u baby w koszyku ogonem kiwom“.,
gosposia rznęła ze strachu koszem i uciekła do domu Po koszyk
wysłała parobka, ale ten niczego nie znalazł, zobaczył tylko kusego djabełka, k tóry pobrzękiwał pieniądzmi i obiecał je dać parobkowi, jeśli
się zgodzi na cudzołóstwo lub zabójstwo, a co najmniej na opilstwo.
Parobek odrzucił oba pierwsze żądania, z radością natomiast przyjął
punkt trzeci. Otrzymał worek pieniędzy i pił do późnej nocy u żyda,
który w końcu zatrzymał worek z monetą, dając w zamian cały
„gąsior“ wódki do domu. Gosposia początkowo łajała parobka za późny
powrót, ale potem zaczęła wspólnie z nim popijać, a wreszcie przyszło
do „brzyćkiej okazji“. Nieoczekiwanie wrócił do domu gazda i zaczął
oboje okładać kijem; parobczak porwał siekierę i jednym ciosem gazdę
uśmiercił. Uciekł natychmiast do lasu i s-zukał czarta, aby otrzymać
nagrodę, ale nie znalazł nikogo, więc powiesił się ną sośnie. Chciwość
grosza stała się początkiem zguby, gdyż pozwoliła czartu wejść
w układ z parobkiem i popchnąć go przez pijaństwo do dalszych
zbrodni.
Trzeci warjant legendy o zgubnych następstwach pijaństwa wy­
stępuje (urywkowo) u L. Tołstoja, w propagandowym traktaciku, p. t.
Bogu iii mamonie ld). Rzecz ta, mówiąc nawiasem, co do ujęcia zupełnie
się różni od ludowych powiastek jego w rodzaju „Czem ludzie żyją“,
nie ma bowiem walorów artystycznych, a zawiera zbiór filipik antyalkohołicznych (z literatury agitacyjnej), które Tołstoj zakończył
wersetem z ewangelji św. Mateusza (XII. 30). Tenże werset oraz cytat
z ew. św. Łukasza (XVI. 13 „...nie możecie Bogu służyć * mammonie“)
wypisał autor na czele powiastki jako motto. W części wstępnej
traktatu podano treść legendy o mnichu (inok), którą powtórzymy
w transliteracji:
„Kakija że poslèdstwija ot prigotowlenija i upotreblenija tabaka,
wina, wódki, piwa?“ „Jest’ starinnyj razskaz pro inoka, kolory j budto
by posporił s djawołom, czto on ne wpustit jego w swoju kelju; jeśli
że wpustit, to ispołnit to dęło, kotoroje predpiszet jemu djawoł. Razskazywajetsia, czto budto by djawoł priniał wid (postać) ranenago worona
s powisszim krowawym krylom i żałobno prygał (skakał) u dweri
kelji inoka. Inok pożaleł worona i wziął jego w swoju kelju. I togda
djawoł. wojdia w kelju, predłożił inoku na wybór tri prestuplenija:13
13) Por. Soczinenija gr. L. N. Tołstogo, wyd. 11-e, czasť XI, s. 618—26. Moskwa,
1903. Pierwszy raz wydano tę rzecz 1896 r.

16
ubijstwo, prelubodejanije (cudzołóstwo) iii opjanenije. Monach wybrał
opjanenije, dumaja (myśląc), czto, napiwsziś, on sdełajet wred tolko
samomu sebe. No kogda on wypił, to, poterjaw razum (straciwszy r.),
poszeł w seło i tam, poddawsziś sobłaznu żeny, sowersził prelubode­
janije, a potom i ubijstwo, zaszcziszczajaś ot wernuwszagosia i nabrosiwszagosia na nego muza...“.
Czart dostał się więc do celi mnicha przez chytrość, przybrawszy
postać zranionego ptaka; mnich zlitował się nad gawronem i zaniósł
go do celi, a wtedy czart zażądał spełnienia jednego z trzech występków
i t. d. Z jakiem źródłem łączy się warjant powyższy, trudno oznaczyć
dokładniej, może był zbliżony do legendy Kraszewskiego (p. wyżej),
a raczej do wersji małoruskiej (p. niżej), ale zapewne różnił się od
wersji rosyjskiej Afanasjewa, którą tenże przyLoczył w uwagach do
legendy nr. 20, p. t. PusLynnik i djawoł14). Ta ostatnia wersja (4-ta;
wzięta ze zbioru W. Dala) zawiera kilka epizodów nowych, z nich zaś
znamienny jest szczególnie dodatek końcowy, w którym podkreślono
wielkie wysiłki czartów, dybiących na dusze mnichów.
Tok jej tak się przedstawia: Pustelnik przebywał 30 lat w lasach,
czarci zaś, nie mogąc go skusić, uciekli się do chyLrości. Jeden przybrał
postać pątnika, drugi zaś napadł go niby rozbójnik w pobliżu celi.
Zwabiony hałasem asceta chwycił topór i rzucił się na pomoc, a urato­
wawszy, jak sądził, pątnika, zabrał go do celi. Po paru dniach pątnik
oświadczył, że również chce zostać eremitą; dnie i noce spędzał odtąd
na czuwaniu i pokłonach, a wytrwałością przewyższał właściwego
pustelnika. Aby uniknąć styczności i wszelkich rozmów z towarzyszem,
zaproponował podzielić celę przegródką na dwie połowy. Gdy tak
zrobiono, po pewnym czasie starego pustelnika zdjęła chętka, aby
zobaczyć, co porabia sąsiad. Bronił się długo od tej pokusy, aż raz
wspiął się na przegródkę, zajrzał do sąsiada i zobaczył, że na jego stole
stoi wino i mięsiwa, a obok siedzi kobieta przecudnej urody. Nim
ochłonął ze zdziwienia, czart krzyknął: „Ach, to ty mnie podglądasz!“
Potem cupnął sąsiada za brodę, przerżucił do swej połowy i rzekł:
„Wyhiraj tepèr luboje za swojù prowinnost; choczesz, wina wypej iii
miasa sjesz; choczesz, błud sotwori. A ne, to, brat, proszczajsia s bełym
swetom; u menià korotka rasprawa!“ Starzec rozważał w sercu, co
będzie najmniejszym grzechem, i wybrał wino. Po kilku puharach
zabrał się jednak do mięsiwa, a potem popełnił też grzech z niewiastą.
„Chodźmy teraz kraść“, rzekł bies do starca, „jak już grzeszyć, to
grzeszyć!“ Poszli do wsi, wleźli do komory i zabierają, co tylko
wpadnie w ręce. Djabeł narobił jednak takiego łoskotu, że domownicy
się zerwali i schwytali starca, czart zaś natychmiast gdzieś zczeznął.
Rankieni złożono sąd, który pojmanego skazał na powieszenie. Kiedy
nieszczęsnemu winowajcy zarzucono już stryczek na szyję, wyrwał się
skądś djabeł, podsunął swe ramiona pod nogi skazańca, pod Lizy mai
go przy życiu i rzekł: „Cóż, czy może się przestraszyłeś?“ „Jakże tu
się nie pr ze.s Lr a.szyć“, odrzekł drugi, „śmierć w oczy zagląda!“ „A spojrzyjno, czy nie widać jeszcze czego?“ — „Widać, karawana ciągnie“.
14) Afanasjew, Narodnyja russkija legendy, s. 169. Londyn, 1859.

17
„Czy wielka?“ — „Och tak, tak wielka, że jeden koniec dawno prze­
jechał, drugiego zaś nawet nie można jeszcze dojrzeć!“ „Cóż wiezie
karawana?“ — „Stare, dziurawe chodaki“. „To są, bracie, te same
chodaki“ — rzecze bies — „któreśmy zdarli w czasie trudów i za­
biegów, aby cię wreszcie zdobyć“. W końcu pokazał czart starcowi
wizję piekła, w którem będzie przebywać, a wreszcie strącił go z swych
ramion. „Tak zginął asceta na szubienicy śmiercią grzesznika!“
Bliższe pochodzenie wersji powyższej jest nieznane, gdyż Dal
miejsca zapisu nie zaznaczył. Przy końcu widzimy tu pewne szczegóły
dodatkowe, które w pełniejszej postaci występują w osobnych legen­
dach. Epizod o upartych atakach djabelskich na mnichów spotyka
się w „Vitae patrům“, skąd wniesiono go np. do „Wielkiego Zwier­
ciadła przykładów“ (WZ), do grupy: „dyabeł“; por. exemplum p. t.
„Wiele szatanów iednego eremity cellę naieżdżaią, a całym miastem
ieden djabeł rządzi“ (WZ1 s. 227, nr. 214, WZ3 173, nr. 314).
Szczegół o trzewikach, które djabli poniszczyli w czasie zabiegów i ocze­
kiwania momentu, kiedy grzesznik (złodziej) znajdzie się w sytuacji
bez wyjścia, dostał się tu również z powiastki osobnej. Występuje on
np. w anegdotycznem kazaniu Jakóba z Vitry, przytoczonem w prze­
kładzie u Wesselskiego, p. t. Die Schuhe des Teufels 15). Z wymienio­
nych przez tegoż badacza paralel (z Spéculum laicorum i t. d.) do
wersji rosyjskiej najbardziej zbliża się hiszpańska, w której czart po­
czątkowo podtrzymuje skazańca (zuchwałego złodzieja) na swych ra­
mionach, a potem go zostawia.
Ubocznie można wspomnieć o kilku innych legendach, które opi­
sują zgubne skutki opilstwa lub kosterstwa. Do nich należy n. p.
exemplum p. t. „Duszę swą niektóry pijanica dyabłu przedał, a on
i z ciałem do piekła go porwał“ (WZ1 263, nr. 243, w grupie: dusza),
które zapożyczono z Tomasza Caniipratana (De proprierat. Apum,
L. 2, c. 56, par. 1). Do „przykładu“ tego zbliża się legenda rosyjska
z rycin ludowych (łubócznyja kartiny), którą przytoczył Afanasjew
w uwagach do powiastki, p. t. „Gorkoj pjanica“16). Drzeworyty na temat
„O pjanice, propiwszemsia na krużale“ szerzyły się w Rosji — jak
wynika z olbrzymiego zbioru D. Rowińskiego — do XIX-go wieku 17).
Źródłem tej wersji była odpowiednia legenda „Wielkiego Zwierciadła
przykładów“, które w XVII wieku przełożono z polskiego na język
rosyjski (cerk.-ruski) ; w zbiorach powyższych o związku tym nie
wspomniano jednak. Według WZ pewien pijak żartem sprzedał swą
duszę jakiemuś wędrowcy, który w czasie libacji wstąpił do karczmy.
Wesoła kompanja popijała za owe pieniądze cały dzień, a kiedy pod
wieczór goście zaczęli się zabierać do domu, wtedy kupiec duszy —
a był to czart — zwrócił się do nich z pytaniem: „Kiedy kto konia kupi,
a on będzie na uździe, zaż uzda nie iest tego, który konia kupił? 18)
15) Wesselski: Märchen des Mittelalters, nr. 54, s. 151 i 245, Berlin, 1925;
por. też Bolte-Polivka II 178.
16) Afanasjew, op. cit. 180.
17) D. Rowiński, RusśRija narodnyja kartinki, Petersburg 1881, Sbornik
ORJAS, tom 23, 338, nr. 115—116; uzupełnienia tamże t. 26, s. 232.
") Ciekawą tę aluzję do dawnych stosunków prawno-obyczajowych („prawo
uździenicy“, „Zaumrecht“) wyjaśnia rzeczowo Wesselski w komentarzu do legendy;
Lud T. XXXI.

I

2

18
Wszyscy potwierdzili ze śmiechem, czart więc porwał natychmiast —
ku osłupieniu otaczających — duszę pijaka z ciałem do piekła!... Iden­
tycznie kończy się wspomniana legenda Afanasjewa, a także tekst staroruski wydany w „Pamiatnikach siarinnoi russk. literatury“ KuszelewaBezborodki19).
W łacińskiej literaturze średniowiecznej legenda ta występuje
w kilku odmiankach, por. np. rękopis bibljoteki British Museum nr.
add. 18346 z 14 w. („Dialogus Miraculorum“ Caesarjusza z Heisterbachu; pocz. 13 w.) opow. nr. 79 20) ; tejże bibljoteki rękop. nr. 27336
(z 15 w.) opow. nr. 321), wreszcie nr. addit. 11284 (z 14 w.; Spéculum
laicorum) opow. nr. 203 (=Wrightnr. 87)22). W opracowaniu rękopisów
liryL. Muzeum przez Herberta podano do tej legendy literaturę na­
ukową, którą powtórzył później J. Th. Weiter przy opowiadaniu 72-iem
w francuskiej kompilacji „przykładów“ z 13-go wieku, zwanej „Ta­
bula exemlorum“ 23).
Wracając do legendy o pustelniku,. skuszonym przez czarta do
trzech przestępstw, wspomnimy jeszcze dwa warjanty ruskie (ii—6)
oraz jeden słowacki (7 -y).
Najstarszy z nich, umieszczony w „Listach do kochanych ziom­
ków“ G. Kwitki-Osnowianenki (1839 r,), opiera się na jakimś
dawnym zbiorze moralisLycznym i został wpleciony do traktatu anLyalkoholicznego 24). Autor opowiada go niby „szczerą prawdę“ o pew­
nym ascecie, którego czart nieustannie kusił do grzechu. „Nie dam ci
spokoju“ — mówił djabeł — „póki nie pocieszysz mię choćby jednym
z trzech grzechów“: „Abo czołowika wbyj, abo hrich z żeńśkym połom
zrobysz, aho napyj sia horiłky“. Ponieważ za spełnienie jednego z tych
grzechów czart obiecał spokój aż do śmierci, przeto asceta, chcąc być
wolnym od pokus ciężkich, wybrał grzech ostatni; poszedł „kradkoma“
do szynku i za kilka groszy, otrzymanych jako jałmużnę, wypił parę
kieliszków. Niezwłocznie skierował się na pustynię, w celu pokuty za
grzech, ale ponieważ miał słabą głowę do picia, wódka go rozebrała,
„zaszumiło u hołowi, zhadały sia mołodyi lita, i seje i teje, i piąte
i desiate...“ Na drodze spotkał kobietę i zniewolił ją do grzechu; kiedy
groziła mu skargą, jednym ciosem pozbawił ją życia. Przyzwolił na
grzech niewielki tylko, a dopuścił się najgorszego. W carofilskich

„Seelenverkauft“ (op. cit. 246). — Por. też w pracy E. Frankowsldego: „Zabiegi
magiczne przy pożyczaniu, kupnie i sprzedaży u ludu polskiego“, ustęp: Postronek
od zwierzęcia i bat. Lud. XXIII. 92 n. Lwów, 1924.
1B) Wyp. I, s. 141. Í8C0 Por. streszczenie w popularnej broszurze D. Bułgakowskiego: „Wino na Rusi po pamiatnikam narodnago tworczestwa literaturnym
i chudożestwennym“, s. 43. Petersburg, 1902. Naukowo zebrał odpowiedni materjał
Rowiński, op. cit.
20) J. A. Herbert, Catalogue of Romances in the Departement of Manuscripts
in the British Museum, III 357; Londyn 1910.
21) Ibid. III. 648.
22j Ibid. III. 385.
2S) J. Th. Weiter: La Tabula exemplorum secundum ordinem alphabeti...
nr. 72: ebrietas, s. 23 i 104. Paryż 1926.
24) Łysty do lubeznych zemlakiw, por. Twory Hryh. Kwitky-Osnowianenka2,
II 542. Wyd. „Proświty“ Ruska pyśmennist II, 2. Lwów, 1913.

19
î serwilistycznych listach Osnowianenki powiastka ta należy do naj­
ciekawszych.
Drugi warjant ruski, p. t. „Jak czort skusyw asketa“ (z Budzanowa, pow. trembowelski), pod względem epizodów dodatkowych
różni się od wersji rosyjskiej jeszcze bardziej; zaczyna się on anegdotą
o djable, który wdał się w konszachty z babami, został uwięziony przez
czarownicę i musiał służyć jej dwa lata. Gdy czart wrócił do piekła,
otrzymał za karę potężne lanie i został stamtąd wyrzucony. Chociaż
w krótkim czasie zdobył i przyniósł do piekła duszę pijaka, przeba­
czenia jednak nie uzyskał, gdyż taką duszę „potrafyt lada duryń prynesty“; „prynesy“ — powiada doń książę czartów — „duszu śwytoho!“
Czart wrócił na ziemię, zmienił się w ptaka i usiadł koło studni, do
której przychodził po wodę pustelnik. Kiedy asceta zobaczył ptaszka,
zaczął go głaskać, a potem wziął na ręce. Czart uniósł się zaraz z pustel­
nikiem w powietrze i groził mu śmiercią, jeśli nie wypełni trzech rzeczy.
Przerażony asceta zgodził się na wszystko odrazu (!), czart więc
umieścił go znów na ziemi koło karczmy. W wersji tej uległ już zatarciu
rys najbardziej znamienny, że pijaństwo pociąga za sobą największe
zbrodnie (eremita zgodził się bowiem tutaj na wszysLko odrazu), ale
dalszy rozwój wypadków zbliża nas znów do legendy pierwotnej, gdyż
czart kazał pustelnikowi naprzód wypić kwartę gorzałki, potem złamać
szóste przykazanie, a na koniec zabić męża szynkarki, który nadszedł
niespodziewanie. Pustelnik rozpaczał z powodu popełnionych grze­
chów, a w końcu za sprawą djabła nawet się powiesił. Czart zaniósł
duszę swej ofiary do piekła, a wtedy nietylko uzyskał przebaczenie od
przełożonego, ale został też przyjęły uroczyście, gdyż „wsi ditky ponastawlyły jimń fosty do parady“ 25). Wzmianka o zaszczytnem wy­
różnieniu czarta, zwycięzcy ascety, nosi tutaj odcień komiczny, ale
może być echem opowieści osobnej, w której motyw ów rozwinięto
zupełnie poważnie; por. exemplum z Wielkiego Zwierciadła przykła­
dów, p. t. „Pokusami mnicha do upadku przywodzący szatan od
książęcia swego nád ine był pochwalony, uczczony y známienicie uko­
ronowany“ (WZ1 211, nr. 203, WZ2 292, nr. 299 i WZS 163 nr. 303).
Warjant słowacki, p. t. „O člověku, čo nikda nehřešil“ (z Malohontu) dodatków nie zawiera 2<s). Pewien ubogi staruszek doprowadził
swą stałą pobożnością czarta do pasji, tenże stanął przed nim we
własnej postaci i dał do wyboru: „alebo zabiješ člověka, alebo sa
budeš rúhať Bohu, alebo sa opiješ. Z tých troch hriechov, chceš —
nechceš, jeden urobit’ musiš!“... Biedaczyna bronił się przez kilka dni,
a gdy czart wciąż nań nastawał i groził mu, wybrał wkońcu pijaństwo,
sądząc, żęto grzech najmniejszy: „Cože? Opijemsa — pridem domov —
vyspim sa — bude koniec věci a mám před certom pokoj!“
Stało się inaczej. Podpiwszy sobie, staruszek wrócił do domu
i, wbrew swym zwyczajom, wszczął hałas. Na nieszczęście zaraz się
rozpłakał mały wnuczek, dziadek zaś, chcąc uderzyć dziecko w tylną
ezęść ciała, przez omyłkę trafił w głowę, „že hned’ na věčnost’ one-* 26
26) Etnograf. Zbirnyk XIII. 94, nr. 282; Lwów, 1902, wspomniano tu paralele
x Hrinczenki, Sadawnikowa i Afanasjewa.
26) P. Dobšinsky, Prostonár. slovenské pověsti, V. 18; 1880.

2

20
melo“. Od chwili tej przeklinał czarta, bluźnił świętym i Bogu i t. d.,
a potem „nebo!o vačšieho zlolajca, zlodeja a zbójnika od neho. Bo*
vraj, najtiaž len raz opit’ sa, potom to ide ako po řemesle. — A ten
cierny v pekle radował sa mu a raduje sa podnes, že nie nadarmo vy­
myslel pálenku“ ~T). W wykazie bibljograficznym (prof. Polivki) 2S)
do tej legendy zaznaczono jedynie tekst z Bromyarda, podany przez
Wesselskiego (nr. 81; por. niżej), o warjantach słowiańskich brak
jakiejkolwiek wzmianki.
Jak widać, legenda znaną jest w folklorze polskim, rosyjskim,
ruskim i in., Kraszewski zaś miał na myśli jakieś źródło literackie;
por. pseudorejowskie zagajenie legendy. Wyżej wspomniano już (s. 18),
że źródłem tern mógł być „Robak sumnienia...“, obecnie trzeba jeszcze
dodać, iż niektóre epizody pochodzą zapewne z folkloru, por. np.
szczegół o koniku, któremu w innych wersjach odpowiada wzmianka
o ptaku.
Źródłem pierwotnem motywu był wschód, choć do naszej litera­
tury przybył on zapewne już z zachodu; stąd niewątpliwie znał go też
Powodowski. Powołał się on na Vitae patrům, a chociaż w wydaniu
Migne‘a (Patrol, lat. t. 73 i 74) legendy tej nie znajdujemy27
29),30
28wska­
zówka jego może być wiarygodną, gdyż na tenże zbiór podołał się
poprzednio również Bromyard w „Summa praedicantium“ (E. 1, 3;
około 1480 r.), a opracowanie wierszowe tego motywu wysLępuje często
w dziele: Vie des anciens Pèresi!0). Opowieść znajduje się zapewne
tylko w niektórych wydaniach „Vitae patrům“ (podobnie jak np.
legenda o „dziwnych sądach bożych“), pozatem jednak w zabytkach
zachodnio-europejskich należy ona do bardzo pospolitych. W staro­
francuskich „Vie des anciens Pères“, opracowanych przez A. Toblera
(według rękopisu Steiger-Maia, z XV w.) już w latach sześćdziesiątyćh,
legenda „D‘ung hermite qui fit trois pechies mortel par yvresse“ za­
cz jma się tak:

Koniec:

„Viez pechie(z) fait novelle honte
Si com le proverbe raconte.
Pour cą nous devons dechargier
De pechiez que tropt avons chier.
Pour s'ame de dampnement traire
Que le corps y voloit atraire31).

Tenże tekst znajduje się w starszym, pochodzącym już z 13 wieku,
rękopisie hi.il. Muz. Brytyjskiego nr. add. 32678, opisanjm przez Her­
berta sz), który uwzględnił też opracowanie poprzedników, np. G.
27) (Polívka) Výbor 1’udovych rozprávolc; s. 135, nr. 19. V. Turč. Sv.
Martine 1927,
28) Tamże 303.
2S) Podobnie brak jej w „Żywotach oycow św....“ Piskorskiego, Kraków, 1688.
30) Méon: Nouveau Recueil de Fabliaux et Contes, II 173, 1823.
31) A. Tobler: Eine handschriftliche Sammlung altfranzösischer Legenden
(Jahrbuch für rom. und engl. Literatur, VII, 406 nr 9; Lipsk 1866).
S2) J. A. Herbert: Catalogue of Romances... in the British Museum, vol. III
339, op. 2.

21
Paris’a 33) i wymienił szereg innych odmianek owej legendy; por. jego
Catalogue... t. III: 1) s. 131 opow. 103, 2) s. 385 op. 206, 3) s. 465 op.
23 (wersja z miniaturami), 4) s. 500 op. 279, 5) s. 563 op. 54, 6) s. 571
op. 175, 7) 577 op. 37, 8) s. 648 op. 4 i i. Schemat ostatniej opowieści
(za złożenie hołdu czart wzbogacił pewnego człowieka, który nie chciał
popełnić cudzołóstwa ani ojcobójstwa, ale przystał tylko na opilstwo —
reszta sama się dołączyła) pozwala uważać ją za wersję najwięcej
jeszcze zbliżoną do tekstu Powodowskiego. Wersja poprzednia (pod
7), przedrukowana przez Wrighta34), potem przez Wesselskiego
w „Mönchslatein“ (jako nr. LXXXI, Bromyard, E, 1, 3), brzmi jak
następuje: „Był sobie raz pustelnik, który długo żył w świątobliwości
i przez szereg lat do żadnego grzechu nie dał się skusić. Do niego rzekł
czart. „Wykonaj jeden z trzech grzechów (opilstwo, cudzołóstwo lub
mord) według swego wyboru, a za to nie będę cię więcej trapić“.
Pustelnik przyzwolił na pijatykę, a potem wpadł też w oba grzechy
pozostałe, popełnił bowiem cudzołóstwo, a wreszcie zamordował także
człowieka, który nadszedł w chwili, kiedy on z powodu opilstwa grze­
szył z jego żoną. Pustelnik powiedział teraz, przeklinając siebie samego:
„Sobrius quando fui, nullus mihi timor inhaesit,
Ebrius commisi duo scelera pessima mundi“S5).

W zbiorze Jana Paulego, p. t. Schimpf und Ernst, od r. 1522
przedrukowywanym w Niemczech wielokrotnie, legenda uległa zmia­
nie: „Pewien braciszek (duchowny) przebywał w domu jednego oby­
watela i służył Bogu gorliwie, znosił jednak ciężkie nagabania od
pokus szatana. Raz zapytał czarta: „Zły duchu, powiedz, co chcesz
ode mnie, abym wkońcu miał spokój!?“ Odrzucił potem dwa żądania
djabelskie (cudzołóstwo z panią domu, zabójstwo jej męża), zgodził
się na trzecie, t. j. na upicie się winem do utraty przytomności. Będąc
pijanym, popełnił cudzołóstwo, a kiedy nadszedł mąż kobiety i chciał
go ukarać, „da schlug der bruder den man zu dot, und thet die alle
drü; hüt dich“ 36).
Wesselski podał jeszcze inną wersję opowieści o groźnych skut­
kach pijaństwa, również związaną z życiem mnichów (Mönchslatein,
nr. 17; wedle Et. de Bourbon nr. 481 = Spéculum morale: 3, 8, 2, 1358
B)37) ; akcja rozgrywa się na wschodzie, a główny tok legendy wska­
zuje, że treść jej może być do pewnego stopnia odbiciem jakiegoś faktu
rzeczywistego: Kilku mnichów udało się do sułtana Saladyna, aby go
skłonić do chrześcijaństwa. Władca przyjął ich gościnnie i urządził
sutą kolację, umyślnie jednak, według przepisów Mahometa, bez wina.
W nocy nasłano kobiety, aby mnichów uwiodły do grzechu, ci jednak
oparli się pokusom zwycięsko. Po pewnym czasie sułtan sprawił nową
3S) Romania, XIII, 241.
34) Thom. Wright: A Sélection of Latin stories... 83, nr. 97.
35) A. Wesselsld: Mönchslatein. Erzählungen aus geistlichen Schriften des XIII.
.Jahrhunderts, nr. 81, s. 99 i 228. Lipsk, 1909.
36) Schimpf und Ernst von Joh. Pauli, hrsg. von H. Oesterley, nr. 243, s. 161
i 501 (Biblioth. des litterar. Vereins in Stuttgart, t. 85.) Stuttg. 1866.
37) Wesselski, op. cit. s. 22 i 204.

22
ucztę, znacznie skromniejszą, lecz zakrapianą starem winem. Kiedy
potem posłano owe kobietki do mnichów, nie potrafił' się opanować,
ulegli żądży i zostali przez sułtana zawstydzeni. Podstępu użyto nie­
wątpliwie w tym celu, by dowieść, że wydany przez Mahometa zakaz
używania wina ma uzasadnienie głębsze, tern samem zaś dano mnichom
dowcipnie do poznania, że sułtan wiary swej nie porzuci. W przypisach
do opowieści powyższej przytoczył Wesselski hisLoryjkę pewnego ry­
cerza sabaudzkiego, który do grzechu z kobietami znęcił dwu mnichów,
potem za karę obił ich niemiłosiernie i ograbił z odzieży ss). Przejście
do wersji zachodniej stanowi legenda żydowska, opowiadająca, że
pewien król chrześcijański dał jedenastu mędrcom żydowskim do wy­
boru: pić wino, jeść wieprzowinę lub mieć stosunek z kobietą. Wybrali
grzech pierwszy, ale przez to popełnili też oba pozostałe 38
39).*
Dwie powiastki wschodnie na temat upadku świątobliwego pustel­
nika przytoczył już Dunlop, obie jednak nie wspominają pijaństwa.
Wedle jednej czart poduszczył świątobliwego Santon Barsisę do defloracji królewny, którą oddano mu do leczenia; grzesznik, chcąc ukryć
występek, zamordował ofiarę i zakopał, ale czart odkrył wszystko,
Barsisa poniósł więc straszną karę i0). Opowieść druga, znajdująca się
w „Giulistanie“ Saadiego (znakomity poeta perski z 13 w.), nie dotyka
wcale zbrodni; derwisz, którego król nagrodził za świątobliwość
wielkim przepychem, nie uczynił swej nadobnej pannie krzywdy, ale
tonąc w rozkoszach, zupełnie zapomniał o ascezie; por. polski przekład
„Giulistanu“ przez Otwinowskiego, ks. II. opow. 30.41).
Powiastki te różnią się znacznie od zachodnich wersyj legendy
o pustelniku, księdzu lub utracjuszu, który przez opilstwo wpada
w największe zbrodnie, zrzadka ratuje się pokutą (por. np. Catalogue...
III 465 nr. 23: grzesznik pokutował chodząc na czworakach tak długo,
aż dostał wieść o przebaczeniu)42), najczęściej zaś staje się łupem sza38) Wiedług H. Estienne'a; Apologie pour Hérodote, 18, 6.
S9) Grünbaum: Jüdischdeutsche Chrestomathie, 450. Lipsk, 1882.
40) J. Dunlop, Geschichte der Prosadichtungen..., wyd. Liebrechta, s. 414;
poprawki s. 524. Berlin, 1851. Goldziher und C. v. Landberg: Die Legende vom
Mönch Barsisa, 1896. Podobny tekst z Vie des anciens Pères, por. Tobler, op. cit.
421, nr. 36.
41) Giulistan t. j. Ogród różany przełożono na polskie w początkach XVII
wieku (jest to więc najwcześniejszy przekład Saadiego na język europejski), w druku
jednak ukazał się on dopiero kilka lat po tłumaczeniu Biberstein-Kazimirskiego
(„Bibl. Ord. Krasińskich“, IV 106., Warszawa, 1879).
42) Jednak w tej wersji również niema wzmianki o pijaństwie, eremita po­
pełnił cudzołóstwo i mord jakby dla eksperymentu: „wishing to know what sin is“.
Dodatkowo można wspomnieć także obszerną legendę o ks. Justynie, który za
pobudką czarta zdeflorował i zamordował w swej pustelni zbłąkaną królewnę. Za
pokutę chodził potem na czworakach, porósł włosami i stał się podobny do zwierza.
Król wytropił go przypadkiem w czasie łowów, nie mógł jednak ustrzelić, gdyż
sprytny „zwierz“ chovTał się pod wodę. Dalej opisano rozmowę, spowiedź grzesz­
nika przed królem, a wreszcie wspólne modły u grobu zabitej córki, która cudownie
ożyła... W przedruku tekstu p. t. „La leggenda di Prete Giustino“, R. Köhler wspo­
mina podobną legendę Chryzostoma i Guarinusa (por. II Propugnatore, 3, 392—5;
1870; Kleinere Schriften II 203—6, Berlin, 1900).
Powiastki te rozwijają już motyw nowy, nie objęty zadaniem artykułu, gdyż
nie w pijaństwie, ale bezpośrednio w kobiecie upatrują niebezpieczeństwo dla
człowieka. W tej mierze warto możeSeauważyć, że w jednym z rosyjskich „Dorno1

23;
tana. Że odmianki zachodnie są liczne, świadczy już literatura wspom­
niana wyżej, ale lista utworów, zawierających m. inn. tę legendę, jest
znacznie dłuższa. Idąc za Oesterleyem, Boltem i innymi badaczami,
można jeszcze wskazać ją w zbiorach następujących: 1) Libro de los
Enxemplos 56 (Bibl. de autor. Espanol., t. 51)*, 2) Le Grand d‘Aussy,
Fabliaux, 4.68 (Paryż, 1799—81), 3) Scherz mit der Warheyt, 78 b
(Frankf. 1563), 4) Wickram J., Rollwagenbüchlein (nr. 72: Von einem
einsiedel, der sein eigen Schwester ermort)43), 5) Hans Sachs (Meister­
lied: Der priester mit der peckin)44) ,6) Montanus, Schwankbücher 583,
657 45),46 7) V. Herberger, Epistolische hertz-postilla 1697, 3, 409 b,
8) Tidsfordriviv eller Lystig Selskabsbog, 1722 nr. 19, 9) Nyerup,
Almindelig Morskabslaesning 253, 263 (Kopenhaga, 1816) ; por. też
Weiter, Tabula exemplorum (z XIII w.) nr. 96 s. 31 i 109 4e), Piron,
Le laconisme; Velten, Märchen der Suaheli, s. 47, 1898 i t. d.
Nas szczególnie mogą interesować zbiory z przed XVII. wieku,
w nich bowiem na leży szukać bliższego źródła wersji Powodowskiego.

RÉSUMÉ.
H. Łopaciński a attiré l’attention sur l’origine médiévale de la légende
de Kraszewski, portant le titre „Comment le Satan tentait un ermite au
désert“. Cependant il n’a pas trouvé de sources polonaises antérieures, et
n’a que mentionné le sujet analogue du folklore (selon la publication de
Kolberg) et le conte de Tolstoi „A Dieu ou à Satan“. Cette source, c’était
sans doute une petite oeuvre provenant du XVII, portant le titre „Le ver
de la mauvaise conscience d’un homme impie“ qu’on
attribue
maintenant à Starowolski (à peu près 1637). La légende du prodigue que le
diable a poussé à commettre trois crimes (l’ivrognerie ,l’adultère et le
meurtre) est puisée du livre de Powodowski portant le titre „Le navire du
déluge extérieur ou un moyen excellent contre les abus dans le manger et
le boire“, publié en 1578. „Le ver de la mauvaise conscience“ parut pour la
seconde fois en 1853 (avec le titre changé „Les défauts des anciens Polo­
nais“), mais cette seconde édition ne pouvait servir de source à Kraszewski,
vu que celui-ci avait écrit sa légende une quinzaine d’anneés plus tôt (1838).
On a cité dans l’article l’ancien texte polonais, discuté les versions
mentionnées par Łopaciński, on a tenu compte des légendes russes et ruthènes

strojów“ ' XVII. wieku, wedle Szljapkina tłumaczonym zap.ewne z polskiego (?),
znajduje s*ę pouczenie następujące: „Ne pripuskaj bumagi k vod,;“, perà k ogniù,
czerncà k ženě. Możet czernèc wyprosił u mudroj żeny — czest’, u łaskawoj deneg,
u głupoj — czto choczet“ (Szljapkin, Św. Dimitrij Rostowskij, s. 295).
Od wersji o św. Justynie różni się znacznie opowieść ruska o żywocie św.
Jakóba, który zabił uleczoną pęzez siebie królewnę w celu ukrycia cudzołóstwa;
por. rękopis bibl. T N. im. Szewczenki, zbiór Franki nr. 57, s. 571—4.
4s) G. Wickrams Werke, herg. von J. Bolte, t. III. s. 94 i 383 (Bibl. des lit.
Vereins zu Stuttg., t. 229; Tübingen, 1903).
44) Hans Sachs, herg. von A. Keller u. E. Goetze, XXV. 450 nr. 4378 (Bibl.
des lit. Vereins... t. 225; Tübingen, 1902).
46 ) Wyd. Boltej 1899 (Bibl. des lit. Vereins... I. 217).
4ej Paryż, 1926.

24
analogues (ainsi que du texte littéraire de la légende de Kwitka-Osnowianenko) et du texte slovaque. Certains détails de Kraszewski trouvent leurs
pendants dans le folklore; l’auteur connaissait probablement ce motif aussi
de la bouche du peuple.
Se souvenant de la genèse de ia version de Powodowski, on a ajouté la
mention concernant les nombreuses versions provenant de l’Europe occiden­
tale (p. ex. le vers de la „Vie des anciens Pères), de quelques versions orien­
tales, ainsi que l’énumération des parallèles.

TADEUSZ SEWERYN

ŁOWIECTWO LUDOWE NA WOŁYNIU
(LA CHASSE CHEZ LES PAYSANS DANS WOŁYŃ EN POLOGNE)

Gdy Jan hrabia z Ostroroga1), apoteozując staropolskie swobody,
pisał r. 1618: „Między innemi znaki wolności szlachty polskiej jest ten
jeden niemniejszy, że szlachcicowi polskiemu myśliwstwa zażywać
wszędzie, gdzie chce“, nie wypowiadał tylko własnych poglądów.
Również nie swoje, ale zapatrywania ogółu szlachty, jakże charakte­
rystycznie wyrażał świetny stylista, Anzelm Gostomski, r. 16002) :
„Ptaka powietrznego, zwierza nie ogrodzonego, ryb nie w sadzawce,
jako bedłek na boru ubogim bronić. Bo zwierz w puszczy, ryby w rze­
kach, ptaki na wietrze — swoim nazywać, ludziom ich zabraniać,
jakoby rzeczy nigdy nie wróconej żałować, świat chcieć naprawić, by
umrzeć nie wierzyć — jednakiego domysłu rzeczy“.
Nie inne były zapatrywania ludu ongiś i dziś. Spadkobierca spo­
łecznych praw i psychiki szlachty nie mógł być zresztą inny. W rezul­
tacie zaś wspaniały niegdyś zwierzostan Polski kurczy się w sposób
zastraszający, a z nim i część narodowego bogactwa.3) Ratować chcemy
ostałe skarby naszej przyrody racjonalną hodowlą, ustawami i karną
odpowiedzialnością za przestępstwa. I to jest konieczne. Ale równo­
cześnie z egzekutywą prawa iść winien posiew miłości do przyrody,
poznanie jej piękna, a wreszcie sposobów jej niszczenia.
1) Myśliwstwo z ogary, w Krakowie, druk. Bazyli Skalski r. 1618. (Bibljoteka
Pisarzy Polskich, N. 64, str. 37).
£) Gospodarstwo jezdeckie, strzelcze y myśliwcze, R. 1600, Poznań. (Bibl. Pis.
Pol. N. 6$, str. 295, 196).
s) Artykuł niniejszy miał wejść w skład wołyńskiego zeszytu „Ziemi“, który
z różnych względów nie doszedł do skutku. Stąd jego krajoznawcze tendencje,
zaznaczone w kilku myślach wstępu. Pod względem rzeczowym jest on skrótem
materjałów, w lwiej części nadesłanych mi na opracowany przezemnie kwestjonarjusz, którego rozpowszechnieniem w sferach leśników, ziemian, nauczycieli
i włościan zajął się Zarząd Woł. Okręgu Zw. Pol. Naucz. Szk. Powsz. w Równem
Wołyńskiem, zjednawszy sobie pomoc ze strony Urzędu Wojewódzkiego, dyrekcji
Lasów Państw, w Łucku i t. d. Dzięki usilnym staraniom prezesa Zarządu, p. Jakóba
Hoffmanna oraz dobrej woli i obywatelskiemu stanowisku wszystkich, odpowiada­
jących na powyższy kwestjonarjusz, możliwe było dokonanie ogólnego zarysu
pracy, która w innych województwach jest do odrobienia konieczna.

25

Ryc. 1—10.

Narzędzia łowieckie ludu wołyńskiego.

1. Wilczy dół. 2. Wędka na dzikie kaczki. 3. Pętle z włosia na kuropatwy.
4. „Kulka“ na ptaki. 5. Sidła na kuropatwy. 6. Sieć na zające. 7. Potrzask na ptaki.
8. Rozszczep na kuny. 9. Samołówka stróżykowa zw. tułeć. 10. Wabik na sarny.
Rys. T. Seweryn.

26
Jak pod względem ukształtowania pionowego i typu flory jest
Wołyń k-ainą przejściową między wyżynnem Podolem, a nizinnem
Polesiem, między florą podolską a florą bałtycką, tak samo przejściowy
charakter zaznacza się i w jej faunie. Północnym obszarem Wołynia
(przez pow. lubomelski) biegnie granica południowego zasięgu łosi,
na południu zaś Wołynia występują dropie, tak charakterystyczne
ongiś dla fauny Podola.
Na zwierzostan Wołynia składa się fauna wód i bagien, lasów
suchych i mokrych, równinnych pustaci i mszarników, suchych pa­
górków, przylasków, łąk i t. p. A więc z ptaków: dzikie kaczki, dzikie
gęsi, bekasy, derkacze, dubelty, słonki, jarząbki, dzikie gołębie,
jastrzębie, kuropatwy, przepiórki, żurawie, cietrzewie, a w pow. lubomelskim, kowelskim, łuckim, kostopolskim i sarneńskim — królewski,
wspaniały ptak łowny — głuszec. Dodać tu wreszcie należy łowieckie
raritates atque curiositates — orła 4)5 i białego kruka n).
Z ssaków rzadki drapieżca — ryś w pow. kowelskim (w lasach
koło Maniewicz) i sarneńskim, a pospolity w pow. kowelskim, równieńskim, kostopolskim i sarneńskim — wilk, nadto wydry, kuny,
„gronostale“, tchórze, borsuki, lisy, dziki, sarny i zające. Rozliczność
zwierzyny nie jest jednoznaczna z jej obfitością. Już w XVI w. Wołyń
był terenem „łowiectwa ptaszego“, bo „takie narycfilej na Podolu abo
Wołyniu popłaca6)“. A w XIX w. pisał Reumann 7) w „Sylwanie“:
„Każda okolica (w Polsce) miała osobne i wyłącznie tylko tam używane
sposoby łapania dzikiego ptactwa8). I tak: na Wołyniu i Podolu
głównie polowano na cietrzewie i przepiórki, w Polsce na pardwy,
kuropatwy i głuszce; Prusacy i Litwini łowili sokoły i rarogi białe,
Żuławczycy Kaszubowie najzręczniejsi byli w łowieniu ptactwa wod­
nego“ i t. p. Niemniej, jak świadczy o ' tern tradycje w pow. kosto­
polskim, bywały na Wołyniu także „królewskie łowy“, przypominające
czasy, gdy to „król Batory na straży siecią trzeciomilną otoczywszy,
zwierzynę bierał nieomylną“.9)
Wiele prastarych sposobów łowieckich zachowało się na Wołyniu
po dzień dzisiejszy. Wyrafinowana chyhrość kłusownika i jego czujne
przystosowanie się do warunków fizycznych terenu jest tu ostoją
odległej tradycji. Gdzie zwierzyny więcej, a zatem w pow. lubomelskim,
kowelskim, łuckim i sarneńskim, tam pleni się ten barbarzyński okrutnik, mordujący bezwzględnie wszystko, z czego ma mięso, futro lub
4) Z końcem grudnia 1931 r. upolował orła p. Baranowski w lasach koło
Zaborowa, pow. Równe.
5) Tego trudnego do podejścia ptaka zabił w grudniu 1931 r. w Rokitnie kpt.
W. Kubrycht.
c) Mateusz Cygański, Myśliwstwo ptaszę (Bibljoteka Pisarzów Polskich, N. 64,
str. 267).
T) Sylwan T. XX 1844, str. 159 (Gospodarstwo łowieckie z historją łowiectwa
polskiego).
s) Regjonalne sposoby łowieckie, oparte na nieznanych gdzie indziej narzę­
dziach łowieckich, nie istnieją. Jedynie właściwości terenu oraz obfitość pewnych
gatunków' zwierzyny łownej nadaje iowiectwy niektórych regjonów charakte­
rystyczne cechy.
B) Myśliwiec. W Krakowie 1595. Autor prawdop. Tomasz Bielawski (Bibl. Pis.
Pol., N. 64, str. 363).

27
lekarstwo. Tak, lekarstwo; bo sadło borsucze nietylko nadaje się na
smar do butów. Leczy ono suchoty, goi rany, usuwa przeziębienie
(Białokrynica, Jezierce, Bielka Wola), reumatyzm i wszystkie choroby
wewnętrzne (Klewań). Krew .zajęcza leczy liszaje, krtań wilka jest po­
mocna w kuracji gardła (Bielka Wola, pow. Sarny)10). Pieczeń z lisa
jest środkiem na gruźlicę, a językiem lisim, wysuszonym i zmielonym,
okadza się bolejące zęby (Skulin). Nic się tu nie zmarnuje. Nawet
tłuszcz żmiji, który usuwa spuchlinę, nawet skóra węża, która niszczy
bielmo na oku, nawet wątroba psa wściekłego, która leczy wściekliznę,
siłą zasady „similia similibus“.
Aby tylko zdobywać zwierzynę, przyzywa łowca na pomoc wszyst­
kie zie siły i tajemniczemi czarami stara się zapewnić cudowne własności
swoim narzędziom mordu. Skórę
z węża tnie więc na kawałeczki
i dodaje do ładunku śrutu (Wiśniowiec), nabój zaprawia gars­
tką ziemi ze świeżego grobu
(Białokrynica),
krwią
kruka
smaruje lufę wewnątrz (Wiśniowiec), przekłada broń między
nogami od tyłu do przodu (Ko­
lonja Annowola), wypowiada
nad strzelbą specjalne modlitwy
i „zamówienia“, szepta zaklęcia,
których nikomu zdradzić nie
wolno.
By strzelba była celna
i przyciągała zwierzynę, kładzie
w Wielką Sobotę pod próg
cerkwi zamek strzelby, a gdy Ryc. 11. Sieć przewieśna do łowienia
wszyscy wierni wejdą do cerkwi,
dzikich kaczek.
zabiera go pokryjomu. Gdyby
Rys. T. Seweryn.
jednak
ktokolwiek
zauważył
to, strzelba zupełnie straci swą celność. Zaklęcie na św. Onufrego psuje
strzelbę. By wrócić jej dawne zalety, należy sól poświęconą w Wielką
Sobotę rozpuścić we wodzie, w tym świętym rozczynie zanurzyć
strzelbę, robiąc nad nią znak krzyża i szeptając modlitwę: „Boże bło­
gosław, zwolnij od klątwy, by znów ściągała i w samo serce biła“.
W wodzie tej ma moczyć się strzelba przez całą dobę (Jezierce, Bielka
Wola, pow. Sarny). Aby zaś zabezpieczyć broń przeciwko „żywieniu“
zwierzyny t. j. aby dać jej moc strzałów śmiertelnych, wpuszczają do
lufy węża, wkładają mały nabój prochu i wystrzelają (Sircz, Klewań),
albo, zamiast węża, wkładają trzaski z drzewa, zdarte osią wozu o pół­
nocy lub odłupane uderzeniem pioruna (Białokrynica). Wtedy broń
bije śmiertelnie, jak piorun. Że zaś zaczarowana broń była zawodna,
tworzył dawny łowca opowieści o zwierzętach, których się żaden pocisk
lc) Choremu wlewa się do gardła wodę (najlepiej święconą) przez krtań
wilczą, ale lak zasuszoną, aby nie straciła swego naturalnego kształtu.

28

nie ima. W lasach klewańskich żyje np. dzik, który wszystkie kule
„wytrząsa“ ze siebie, za pomocą „czochrania się“ o sosnę. Nawet za­
czarowane kule odbija ją się od niego, jak groch od ściany. Że zaś tego
rodzaju czarodziejskie zwierzęta trafiają się rzadko, myśliwy, posiada­
jący zaczarowaną broń, wedle przekonania ludu, nigdy bez łupu nie
wraca z polowania.
W dzień „Błagowieszczenja“ polować nie wolno, gdyż wtedy djabeł
wodzi myśliwych po krzakach i łozach. Charyton Ghwesiuk, lat 82,
z Jezierzec w pow. sarneńskim, opowiadał, że kiedy przed 40 laty
gajowy Sawicki wybrał się na głuszce w dzień Błagowieszczenja, spotkał
w lesie nieznanego sobie myśliwego. Ponieważ chłód ranny był dojmu­
jący, rozłożył ogień, wyjął z torby kawałek słoniny, nadział na za­
ostrzony kij i piekł. Nieznajomy usiadł również przy ognisku, sięgnął
do torby, wyjął żabę i w taki sam sposób zaczął ją piec. Gdy to zobaczył
gajowy, rzekł: „ty nie mój brat, a czartów brat“, poczem pieczoną sło­
niną uderzył go w zęby. Nieznajomy świsnął przeraźliwie i znikł.
Jednocześnie powstał w lesie wielki szum, a gwałtowny wiatr obalał
drzewa, z trzaskiem łamał gałęzie i rzucał na gajowego. Napadnięty
przez złe moce ledwie uszedł z życiem z tego miejsca, a długo błąkał
się po lesie, zanim trafił do domu.
Z pośród narzędzi łowieckich pierwsze dziś miejsce zajmuje broń
palna: strzelby kupne lub karabiny wojskowe, przerobione własnym
przemysłem w sposób, budzący podziw. Z zasiadki strzelają do zajęcy,
dzików i sarn. Czatują na łup w noce księżycowe na przełazach i pod­
lesiach. W dzień biją do żurawi, pasących się w zbożu — wogóle do
każdej zwierzyny i c każdej porze, gdy tylko straż leśna jest daleko.
Kłusownik nie zna czasu ochronnego, ani etyki łowieckiej.
Z innej dawnej broni niewiele ostało się na Wołyniu: ościenie
rybackie na wydry (Sircz, pow. koszyrski), a pałki, żelazne widły,
siekiery i grace na borsuki „osadzone przez psy zdała od nory albo
wykopywane z ziemi przez „kopaczów“. Poza tem na węże, wygrzewa­
jące się na słońcu, dobry jest każdy kij.
Na „haczki“ czyli rybackie wędki z nadzianemi kawałeczkami cie­
lęcego płuca łowią dzikie kaczki (ryc. 2) na stawiskach (Szumsk,
Wiśniowiec), wyjątkowTo tylko w pow. kostopolskim zastawiają większe
wędy na lisy i wilki.
Jeden z najpierwotniejszych sposobów łowieckich, wilcze doły
(ryc. f), należą dziś na VVolyniu naogół do przeszłości. W Skulinie
w pow. kowelskim albo w Białokrynicy w pow. krzemienieckim,
kopano je jeszcze 30—40 lat temu. Były to doły 21/2 m. szerokie, u dołu
szersze, z wierzchu nakryte cienkiemi gałęziami i ściółką. W gminie
Krupiec, pow. Dubno zwabiają ku dołom dziki rozsypinami kartofli
i prosa. Przynętę zaś na lisy i wilki ustawiają w pow. kostopolskim
w ten sposób, że nad dołem, szerokim u dołu do 4 m., a u góry do 3 m.,
przywiązują kaczkę lub prosie, a wierzch jamy zakrywają prętami
i trzciną, posypaną pomiotem końskim.
Wnykarstwo natomiast rozgałęzione jest wszędzie. Zimową porą,
gdy ptactwo trzyma się bliżej wsi, łowią kuropatwy na sidła z końskiego
włosienia, przywiązane do żelaznej obręczy (ryc. 5) lub drążka, posy-

29
pawszy na przynętę ziarno z plewą. W sidła takie łowią się „kury“ za
nóżkę. Letnią porą natomiast wbijają w bruzdach między redlinami
w kartoflisku obłączki drewniane, z których zwisają wdół „kulki“
(pętle) z włosia (ryc. 3). Potem naganiają ostrożnie stadko kuropatw,
które, uciekając bruzdami, łowią się za szyję (Skulin, p. Kowel, Orżew,
p. Kostopol)-11) Do tej kategorji wnykarskich sposobów należy rozwie­
szanie sideł z drutu u nor borsuczych i lisich (Zarudzie), na sarny zaś,
zające i lisy u drzew, krzaków, na ścieżkach w gęstwinie, szczególnie
podczas śnieżnej zimy, gdy zwierzyna zwykła chadzać tylko wydeptanemi dróżkami. Na ptactwo śpiewające np. słowiki albo też na sójki*12)
zakładają u wodopojów, gdzie ptaki gromadzą się, t. zw. „potrzaski“
czyli kabłączki z poprzecznemi patyczkami, na których rozciągnięte
jest sidło (pyc. 7). Gdy ptak, idąc dróżką, oczyszczoną z gałęzi, skoczy
na ów patyczek, wciśnięty między ramiona kabłączka, strąca go wła­
snym ciężarem, a w tym mo­
mencie pętla zadzierzga mu się
u nogi (p. Kowel). Na zużytko­
waniu prężności gałęzi do celów
łowieckich polega sposób umo­
cowania „kulki“ u nagiętej ga­
łęzi, zahaczonej o sęczek, kołek,
wbity w ziemię, drzewo i t. p.
Strącenie kołka lub zruszanie
gałęzi sprawia, że odprężająca
się gałąź zadzierzga pętlę u nóg
ptaka (ryc. 4). W podobny spo­
sób łowią cietrzewie i jarząbki Ryc. 12. Sieć podrgubna na kuropatwy.
na Podolu i w Rosji13). W pow.
Rys. T. Seweryn.
kowelskim, sarneńskim, kostopolskim i krzemienieckim łowią również samy na druciane, „stalo­
wane“ wnyki, zawieszane u zgiętej, prężnej „drągowiny“ na leśnych
przesmykach.
Na Wołyniu, jako terenie „myśliwstwa ptaszego“, zachowały się
do dnia dzisiejszego różne sposoby łowienia ptaków śpiewających na
lep z kalafonji i oleju, najczęściej zaś z jemioły (w pow kowelskim),
a także różne formy sieci, z których niegdyś w Polsce słynęła ta ziemia.
„Królewskie łowy“ z czasów Batorego14) przypomina w pow. kostopolskim tradycja ustna o łowieniu zwierzyny przy pomocy tłumnej
nagonki w sieci, wysokie na 2 m, a długie na kilkaset, zafarbowane
w lecie na zielono, a w jesieni na brunatno, rozwieszane na drzewach
przy drogach i t. zw. wekslach czyli miejscach przełazowych zwierzyny.
Cygański (Blbljoteka Pisarzów Polskich N. 64, str. 267) pisze: „Dostaniesz
ich (przepiórek) też i sidełkami, gdy będą gęste zboża, czyniąc im ścieżki nad
brózdami, a to narychlej na Podolu abo Wołyniu takie myśliwstwo popłaca“.
12) W dworach szlacheckich dodawano mięso sójek do pasztetu.
13j Bobiatyński, Nauka łowiectwa, Wilno 1825, T. II, str. 286.
14) „Parkany (t. j. sieci z powrozów), sprawione za czasów króla Stanisława
Augusta do polowania w Kozienickiej puszczy, używane jeszcze były w r. 1822,
kiedy w leśnicjwie Lubochnia żywcem łowiono jelenie i sarny do zwierzyńca, zało­
żonego w bliskości Skierniewic" (Sylwan, T. XX, r. 1844, str. 438).

30
Zaplątane w sieci zwierzęta zabijali lub wiązali ludzie, wypadający
z kryjówek. Tego rodzaju sieci zwano dawniej w Polsce „obierzami“
lub „parkanami“.15
16)
O łowieniu dzikich kaczek w sieci wspomina w r. 1784 raport
ks. Dawida Pilchowskiego z wizytacji szkoły w Dąbrowicy le) : „Roku
1784 doświadczono jest, że w okolicy wsi Strzelska w pow. pińskim
(obecnie sameńskim) znajduje się jezioro, którego woda skutecznie
i w krótkim bardzo czasie goi rany od żelaza zadane. Przypadkiem
tego docieczono, gdy wieśniak pewny zaciętą mając siekierą nogę,
nocą — jak jest na Polesiu zwyczaj — sieciami z drugim dzikie łowił
kaczki, na to jezioro w nocy zlatujące się, nie mogąc się ustrzec, nogę
zamoczył. Nazajutrz, gdy ranę odwinął, postrzegł niespodzianie gojącą
się, zachęcony tym skutkiem umyślnie tąż wodą potym przemywał
i w krótkim czasie rana zagojoną została“.
Wzmianka w powyższym raporcie o łowieniu nocą dzikich kaczek
w sieci odnosi się niezawodnie do łowienia w pojedyncze sieci, zwane
dawniej u nas „pajęczynami“, a na Wielkorusi „perewiesami“, które
rozwieszano pionowo wpoprzek przesmyku między dwoma jeziorami,
w przerębach leśnych w pobliżu jeziora lub wogóle na nocnym „ciągu“
kaczek. Sieci te umocowywane bywają czterema rogami do dwóch,
wbitych pionowo w ziemię żerdzi (ryc. 11). „Gdy ptactwo wpadnie,
myśliwy, pociągnąwszy silnie za powróz, zasznurowywa jak w worze
całe stado. Łowy te zwykle odbywają się w nocy, kiedy kaczki z jednego
jeziora do drugiego przelatują“.17) *
Sieciami posługują się dzisiaj Wołyniacy w łowieniu różnorakiego
ptactwa. Gdy dropia zgonią z jaj, stawiają u gniazda sidła (w XVI w.
t. zw. ponoże) lub sieci z potargiem t. j. sznurkiem, za który pociąg­
nąwszy z ukrycia, nakrywają ptaka. Podobnie łowią w saki lub sieci
o rozmiarach 2X3 m, rozpięte na drewnianych, prostokątnych ramach.
Gdy „kury“ zlecą się pod ustawioną pochyło sieć, nakrywają je za
pociągnięciem sznurka (Wiśniowiec, Skulin). Na przepiórki i kuropatwy
zastawiają w zbożu podwójne sieci t. zw. podrgubne1S). Wiszą one,
rozpięte na wbitych w ziemię patyczkach tuż obok siebie (ryc. 12).
Przez małe oka pierwszej sieci nie mogą ptaki przedostać się, ale ucie, kając w popłochu, wciskają część tej sieci w rzadką sieć drugą i tym
sposobem wiążą się same (Krupiec). Bardzo interesujący jest zachowany
na Wołyniu w okolicach Klewania sposób nakrywania stadka prze­
piórek siecią, 2—3 m. szeroką, a 5 m. długą. Jest to polowanie z psem.
Gdy wyżeł zrobi „stójkę“, przepiórki przywarowują do ziemi, a wtedy
dwóch chłopców, zachodząc ztyłu, wloką po ziemi, a zbliżywszy się do
stadka, nakrywają je (ryc. 13). W dawnej Polsce zwano tę sieć roz­
jazdem19), albo z francuska „tyrus“ (tirasse). W szlacheckich polowa­
niach — wyżła zastępował jastrząb, a chłopców pieszych — jeźdźcy.
15) Jan Szyller, Poradnik dla myśliwych, Wilno 1839, str. 99.
16j Archiwum Kuratorji Wileńskiej N. 295, str. 24—26 (znajdujące się w Bibl.
XX. Czartoryskich w Krakowie).
17) Ignacy Bobiatyński, Nauka łowiectwa, Wilno 1825, t. II, str. 357.
ls) Bibl. Pis. Pol. N. 64, str. 266, 293 (Cygański, Myśliwstwo ptaszę).
19j Ignacy Bobiatyński, t. II, str. 296.

31
We Francji używano rozjazdów do nocnych łowów na chróściele, prze­
piórki i skowronki. Dzisiaj ten sposób łowiecki jest w Polsce u ludu,
poza Wołyniem, nieznany.
W sieci i worki łowią na Wołyniu także ssaki np. borsuki, zające
i t. p. W nadleśnictwie Orżewskiem po wyjściu borsuka z nory wie­
czorem, zamykają norę workiem, puszczają psy na tropy, a gdy zwierzę
ucieknie psom i chce wbiegnąć do swej kryjówki, wpada do worka.
Uwięzionego w ten sposób borsuka dobijają kijami lub widłami. Albo
też, włożywszy worek lub sieć do jamy borsuczej, czekają, aż zwierzę
nad ranem powróci (Zarudzie). W ten sam sposób łowią zające w sieci
ponad l1/2 m. długie^ a posiadające oczka o rozpiętości 8 cm2. Ale
bodaj najoryginalniejszym jest na Wołyniu w Zarudziu (pow. Krzemieniec) sposób łowienia za­
jęcy. Do długiej, kilkumetro­
wej tyki przywiązują okrągły
obłąk, a do niego przyszywają
worek, tworząc jakby wyol­
brzymioną siatkę na motyle.
Gdy zając
siedzi głęboko
w śniegu, nakrywają go, on zaś
kicnąwszy, wskakuje w pu­
łapkę (ryc. 6).
Najpospolitszem
narzę­
dziem do łowienia tchórzów,
kim, gronostajów, a także lisów
jest skrzynka, mająca jedno
lub dwa wieka, zamykające
się z chwilą, gdy zwierzę po­ Ryc. 13. Rozjazd (sieć wleczona) na
przepustki.
ruszy znajdujący się wewnątrz
Rys. T. Seweryn.
języczek, nastrożony tak, jak
w pułapkach na myszy. Są to t.
zw. pospolicie w Polsce stopce.
W pow. kostopolskim umieszczają owe „łapki“ w specjalnie wyciętych
otworach w płotach, a w pow. kowelskim (Skulin) ogradzają sztache­
tami przestrzeń 4 m2 i w każdej ścianie płotu ustawiają słopce z dwoma
przykrywadłami. W środku ogrodzenia umieszczają w drewnianej
klatce koguta. Lis, chcąc dostać się do żywej przynęty, wchodzi do
skrzynki, a poruszywszy zdradziecki języczek, strąca wieka, a tem sa­
mem zamyka się w pułapce. W Kolonji Annowoli bywają „łapaki
z bezpiecznikami“ t. j. ruchomemi pałkami, które z chwilą zamknięcia
się wieka, automatycznie opadają, nie pozwalając zwierzęciu na pod­
niesienie wieka.20)
Najciekawszą jednak odmianą samolówki stróżykowej, jest t. zw.
tułeć, występujący w Białokrynicy (pow. Krzemieniec). Jest to skrzynkowata forma, w której umieszczona jest przynęta, a nad nią podnie­
sione wieko, obciążone kamieniem. Działanie jej polega ńa tem, że
zwierzę, chcące dostać się do przynęty, musi wytrącić stróżyk t. j.
20) Rycinę podaję w „Ludzie Słowiańskim“ t. II B. str. 203.

32
patyk, oparty o zaostrzony klin, przybity od spodu do wieka, a z chwilą,
gdy to uczyni, wieko opada i dosłownie przygważdża zwierzę do ziemi
(ryc. 9). Samołówki takie znane są na Syberji pod nazwą „baszmak“,
a na Pokuciu — „zazub“. Wołyńska nazwa „tułeć“ jest bardzo charak­
terystyczna. Wywodzi się ona nie od „wtulania się“ zwierzęcia, lecz
od „tulu“ (tul) t. j. wydrążonego drewna 21) (kołczan). Prototypem tej
samołówki były „paści kadłubowe“, w których zamiast skrzynki wystę­
powała wydrążona kłoda. Taka właśnie paść zwie się w Jugosławji
„tuląc lub tuljac“.22)
Z pośród samołówek sprężynowych wspomnieć należy o wo­
łyńskim okazie rozszczepu, znajdującym się w zbiorach Muzeum
Etnograficznego na Wawelu23). Jest to rozszczepione drewno, wsta­
wione w dziuplę (ryc. 8). Gdy zwierzę (kima), wychodząc ze swej
kryjówki, wytrąci stróżyk, utrzymujący rozszczep w rozwarciu, ra­
miona zwierają się i chwytają zwierzę, jak w szczypce. Obok tego
prastarego sprężynowego narzędzia łowieckiego, były niegdyś na Wo­
łyniu w użyciu „stupicy“ (stępice) na lisy, W Bobłach, gminie Turzysk, powiecie Kowel natrafił bowiem prof. Kaz. Moszyński na tra­
dycję odnoszącą się do tego rzadkiego dziś, morderczego narzędzia.
Na lisy, wilki, borsuki, kuny, tchórze zastawiają żelaza czyii
o k 1 e p c e, zwane z rosyjska, a raczej turecka „kapkaný“. Aby zwabić
kunę do żelaz daje się przynętę w postaci jaja, a kawałek kociego mięsa,
gdy zastawiają oklepce na tchórza. Wilka zwabiają wolemi jelitami lub
padliną, umieszczoną na wykrocie, opasanym ze wszech stron wałami
z kolczastego chróstu w różnych promieniach. Tworzą się w ten sposób
zwężające się coraz bardziej dróżki, wiodące do przynęty. U dołu
pniaka lub wykrotu ustawiają „kapkan“, ukryty pod liśćmi lub śnie­
giem. Aby zmylić zwierzę, czyszczą uprzednio żelaza ze rdzy, wycierają
witerunkiem, a na „placówkę“ niosą je nie gołemi rękoma, lecz w sta­
rej derce, służącej do przykrywania koni.
Lisa trudno zwabić do żelaz. Na wiosnę i w lecie ma on podobno
węch słaby, jeśli, jak twierdzą obserwatorzy, mija często ptaki-samice,
siedzące na ziemi w gnieździe. Gdy ptactwo podrośnie, chwyta się lis
żab, raków, wężów, koników polnych, jagód leśnych, ale nie tknie się
mięsa drapieżnego ptaka. Przynęty, w żelazach umieszczone przezornie
omija, ale niechby znalazł jakąkolwiek zwierzynę, złowioną w oklepcach, pożre ją bez namysłu, a i z przynętą nie czyni sobie skrupułów.
Żelaza na lisy wycierają liśćmi żarnowca, który imituje zapach myszy,
łubiany przez tego drapieżnika. Nad rozwartemi chwatami kapKana
wieszają zwykle ptaszka. Lis zbliża się... Obchodzi kilkakroć „pla­
cówkę“, obserwuje bystro przynętę, lecz instyktownie trzyma się zdała
od niebezpiecznego miejsca. Czasami stara się ją przyciągnąć łapą,
a gdy to się nie uda, z powodu obwarowań z kolczastego chróstu,
patrzy łakomie na umieszczony przed sobą smakołyk, autosugestjonuje
się niejako, a wreszcie po desperacku skacze na przynętę. Krótki, roz21) B. Linde, Słownik jęz. poi., Cz. III vol. V str. 686.
22) Lud słowiański II B, str. 192 (P. Petrovic, Národně lowačke sprawę kod
Srba i Hrvata).
2S) Rysunek tego narzędzia podaję w „Ludzie Słowiańskim“ T. II B, str. 205.

33
paczliwy pisk i wrzask. Oklepce zwarły się. Gdy człowiek nadejdzie,
lis, uwięziony w okrutnych żelazach, kładzie się na grzbiet i z wrogiem
wejrzeniem broni się zaciekle. Bywa też, że po bohatersku odgryza sobie
nogę i uchodzi. Tak czyni też zawsze tchórz, któremu — jakże nie­
słusznie — przypisujemy brak odwagi.
W lasach, gdzie prowadzi się racjonalną hodowlę zwierzyny i tę­
pienie drapieżników, stawia się na jastrzębie żelaza, umieszczone na
słupach wśród „młodzików“, gdzie, jako na miejscu obserwacyjnem,
przelatujące drapieżcę chętnie siadają. Umieszczają też w drucianej
klatce lub drewnianym koszu białego gołębia, widocznego zdała,
a u wierzchu nastawiają sprężynowe żelaza, w które siadający jastrząb
łowi się za nogi.
Do wymienionych powyżej ludowych łowieckich sposobów dodać
należy wykopywanie i wykurzanie z nor borsuków, lisów,
gronostajów, tchórzów i kim (pow. kowelski, kostopolski, koszyrski)
oraz trucie lisów gałkami ze strychniną (Szumsk) albo z arszenikiem (Kolonja Annowola). W Białokrynicy umieją robić truciznę z mu­
chomorów, które siekają na kawałki, wkładają w wyświdrowaną
dziurę, zabijają osikowym kołkiem i trzymają w ziemi przez dwa ty­
godnie. W okolicach Klewania są nawet specjaliści truciciele, którzy
wyjeżdżają na kilka dni w dalekie okolice, aby tam uprawiać swój
proceder.
Szlachetniejszą od trucicielstwa sferę pierwotnego łowiectwa sta­
nowią sposoby naśladowania głosów zwierząt, celem zwabienia ich do
nastawionych sideł, wędek, potrzasków, gałązek posmarowanych lepem
lub na bliskość strzału. W tym celu posługują się łowcy specjalnemi
wabi kami kupnemi lub wykonanemi ręcznie. Wabik na jarząbki
robią z gęsiej kości skrzydłowej lub kości zająca. Kurę cietrzewia
zwabiają przy pomocy gwizdka z oczeretu lub drewnianej cygarniczki,
na którym wydają głos koguta w czasie toku (Skulin, p. Kowel). Wabik
na lisa naśladuje pisk myszy lub wrzask zagryzanego zająca. Wabik na
sarny wydaje pisk, podobny do głosu kozy, uciekającej w czasie rui
przed kozłem. Robi się go, zakładając trawę lub kawałek cienkiej kory
brzozowej (błonki) między dwa drewienka (ryc. 10) lub dwa złożone
wzdłuż kciuki rąk (pow. Kostopol). Są specjaliści, umiejący świetnie
naśladować z wszelkiemi wibracjami wycie wilka, kwakanie dzikich
kaczek i t. p. Dłoń złożona w trąbkę i odpowiednio ściśnięte wargi są
bardzo podatnym instrumentem pierwotnego łowcy. Głos wilka i dzikiej
kaczki wogóle naśladują tylko ustami.
W powyższym zarysie ludowego łowiectwa na Wołyniu odnajdu­
jemy wiele starych form, znanych w innych stronach Polski i innych
krajach, nawet pozaeuropejskich. Jedno z najpierwotniejszych zajęć
człowieka, a powszechne jak instynkt zaspokajania głodu, przejawia się
na Wołyniu bogatą różnorodnością. Wobec ubóstwa ludowego ło­
wiectwa na „dzikiem“ Polesiu (szczególnie wschodniem)24), są to materjały, nadające pewien odrębny odcień materjalnej kulturze ludu
wołyńskiego.
24) K. Moszyński, Kultura ludowa Słowian. Cz. I. Kraków 1929, str. 25.
Lud T. XXXI.

3

34
RÉSUMÉ.
Wołyń était dans L’ancienne Pologne le meilleur terrain de chasse
à toute sorte de gibier: les tétras, les coqs de bruyère, les perdrix, les canards
et les oies sauvages, les bécasses, les outardes, les gros-becs etc. Jusqu’à
maintenant il s’y est conservé beaucoup de débris de la culture primitive
de la chasse. Elle se manifeste: 1) dans la médecine des chasseurs (le sang
du lièvre guérit les dartres, le rôti du renard — la phtysie, la langue du re­
nard — le mal des dents, la trachée du loup — le mal de la gorge, la graisse
de blaireaii-le refroidissement, la phtysie, les blessures etc.) ; 2) dans les
moyens d’enchanter les armes et les cartouches (avec la peau du serpent, la
terre prise d’un tombeau récent, les éclats d’un arbre brisé par la foudre, en
induisant le canon du fusil par le sang du corbeau, par des formules d’ensorcelement etc.) ; 3) dans les légendes concernant les animaux que les
balles n’atteignent pas et enfin 4) dans les nombreuses restes de la tech­
nique de chasse.
On emploie encore les anciennes armes de chasse: les aiguillons des
pêcheurs pour la chasse ąux loutres, les massues, les fourches, les haches
et les houes pour la chasse aux blaireaux. On prend les canards sauvages
sur des morceaux de poumons de veau accrochés aux lignes (fig. 2). Très
rares sont les grandes lignes pour prendre les renards et les loups, et les
fosses aux loups où l’on place une perche avec un canard en caractère
d’amorce. Avec des lacs attachés à un cerceau (fig. 3) on prend les perdrix,
avec des lacs disposés près des terriers les blaireaux et les renards, avec des
lacs attachés près des arbres et des buissons les lièvres, avec des lacs attachés
à des branches abaissées accrochées à un noeudde l’arbre voisin — les
chevreuils, avec des noeuds coulants faits de la crinière de cheval qu’on
place sur les traverses fixées à des châssis de bois courbés en arc (fig. 7)
les gros-becs et les oiseaux chantants, avec des lacs attachés à des baguettes
traîtresses fixées à un arbre les coqs de bruyeré (fig. 4).
On prépare la glu pour prendre les oiseaux avec de la colophane, de
l’huile ou du gui. Le procédé de prendre le gros gibier avec de grands filets
hauts jusqu’à deux mètres s’est conservé seulement dans la tradition, mais
j’usqu’à nos jours on prend les oiseaux dans des filets. On emploie ou bien
le filet double pour les perdrix (fig. 12), on bien le filet simple (tirasse)
(fig 13) dont on couvre les cailles. On employait à Wołyń jusqu’à la fin
du XVIII siècle des filets pendants pour prendre les canards sauvages
(fig. 11). On couvre avec le fiiet les outardes dans leurs nids au moyen
d’un lacet. Avec un filet ou un sac posé près du terrier on prend le blaireau
et avec un filet placé sur une longue perche (fig. 6) le lièvre bloti dans
le sillon. On prend les putois dans des boîtes aux couvercles mouvants qu’on
appelle „slopce“. On enclôt aussi d’une haute haie un certain terrain et
l’on place à l’intérieur un coq en caractère d’appeau. D’une origine très
ancienne est la boîte dont le couvercle chargé d’une pierre possède sur sa
partie intérieure un pieu tranchant qui cloue à la terre l’animal quand la
perche qui le soutient sera déplacée (fig. 9).
On prend les animaux qui ont leurs nids dans les creux des arbres au
moyen d’une bûjche fendue (fig. 8), et les renards, les loups, les blaireaux,
les martres et les putois au moyen des morceaux de fer dont les bras se

35
ferment quand la plaque remuée par l’animal délivrera l’énergie concentrée
■dans le ressort. Les animaux qui logent dans les terriers sont déterrés ou
enfumés. On empoisonne les renards et les loups au moyen de la striclinine,
de l’arsenic ou d’un extrait de fausses oronges. Pour attirer les animaux
.à ces filets, lignes, cages aux portes qui se ferment automatiquement,1 à ces
branches enduites de glu, ou bien pour les faire approcher à la portée du
fusil, les chasseurs populaires de Wołyń se servent des appeaux spéciaux,
c. a. d. des fifres qui imitent les voix animales. L’appeau pour les chevreuils
se compose de deux bûchettes (fig. 10) entre lesquelles se trouve une
pellicule de bouleau ou une herbe, l’appeau pour les tétras se fait de roseau
de marécage, pour les renards des os de poule etc.
Les matériaux cités prouvent qu’à Wołyń se sont conservés plusieurs
formes anciennes de la chasse populaire primitive.

TADEUSZ SULIMIRSK1

RYBOŁÓWSTWO NA GÓRNYM SANIE
(LA PÊCHE SUR LE HAUT SAN)

Ziemia Sanocka, nie posiadając żadnych jezior, ani też większych
rzek, prócz na ogół dość płytkiego Sanu, nie wytworzyła specjalnych
typów rybaków, znanych

z innych, bogatych w wody
połaci kraju. Niemniej jed­
nak w kilku miejscowo­
ściach położonych nad sa­
mym Sanem, jak Mrzygłód,
Trepcza, Zasław, Postołów
i t. p. jest zawsze kilku
mieszkańców, zajmujących
się rybołówstwem, z któ­
rego się wprawdzie wy­
łącznie nie utrzymują, ale
jest ono ich ważnem źród­
łem zarobkowem. Spędza­
jąc od kilkunastu lat wszyst­
kie wolne chwile w jednej
z tych miejscowości, w Za- Ryc. 1. Połów na „bródkę“ podczas powrotu
łodziami.
sławiu, miałem możność
niejednokrotnie
obserwo­
wać tutejszych rybaków i poznać ich sposoby połowu ryb oraz ich
sprzęt rybacki.
Wieś ZasłaW jest niewielką gminą powiatu sanockiego, położoną
na lewym brzegu Sanu, w wielkiej i szerokiej kotlinie, wysokości około
310 m ponad poziom morza, ciągnącej się w górę rzeki od Sanoka.
Pola zasławskie obejmują klin utworzony przez San i przez wpadającą
3*

36
tu rzekę Osławę, największy lewobrzeżny dopływ górnego Sanu. Wieś.
sama leży wzdłuż samego Sanu, przy torze kolejowym linji ChyrówNowy Zagórz, która przechodzi tu przez dwa mosty, t. j. na Sanie
i Osławię.
Rybołówstwem zajmują się głównie czterej mieszkańcy Zasławia,
a to bracia Andrzej i Piotr Bodnar, zwani Bednarze, Michał Nowak
i Michał Prystarz, wszyscy w wieku około 30—40 lat. Narodowościowo,
podobnie jak cała wieś, są to częściowo Polacy, częściowo Rusini.
Rybołówstwem trudnią się oni prawie od dziecka, gdyż już w wieku
14—16 lat zaczęto ich brać na wyprawy; należą oni wszyscy do rodzin,
w których zawód rybacki przechodzi z ojca na syna od kilku pokoleń,
jednak rybołówstwa nie uważają za swój zawód. Każdy z nich ma swój
dom, gospodarstwo i około s/4 morga pola.
Głównym terenem, na którym powyżsi rybacy pracują, jest rzeka
San na odcinku od Sanoka w górę, po most kolejowy w Zasławiu, t. j.
około 7 km długości. Podjeżdżają oni jednak i wyżej, po granicę po­
wiatu sanockiego, pod ruiny zameczku Sobień koło wsi Monasterzec;,
dalej w górę pracują już rybacy z Postołowa w powiecie leskim. W dół
rzeki zjeżdżają czasem po wieś Trepczę, ta część jednak eksploatowana
jest głównie przez rybaków z Trepczy. Rzeka San na tym odcinku
jest na ogół dość płytka, woda sięga przeciętnie po kolana, a na brodach
jest jeszcze płytsza. Jednak w szeregu miejsc, zwłaszcza między roz­
padlinami skainemi, tworzy ona doły do 3 m głębokości. Grunt rzeki
tworzy przeważnie szuter, leżący niezbyt grubą warstwą na skałach.
W wielu miejscach brak szutru zupełnie i na wierzch występują gołe
skały, ciągnące się równoległemi pasami, biegnącemi pod różnym ką­
tem do strugi wodnej, zależnie od jej biegu; rzeka bowiem na tej prze­
strzeni tworzy szereg dość ostrych zakrętów. W kilku miejscach skały
tworzą poprzeczne lub ukośne, wały, przez które, jakby przez małe
wodospady, przelewa się spieniona woda. W miejscach, gdzie pasma
skał biegną wzdłuż strugi wodnej, wyżłobione są dość szerokie i głę­
bokie rynny, sięgające, jak wspomniałem, do 3 m głębokości.
Oprócz samego Sanu, również i rzeka Osława na odcinku od ujścia
w górę po wieś Szczawne bywa czasem przez tych rybaków odwie­
dzaną. Ze względu jednak na zwykle niski stan wody i słaby rybostan,
połowy na Osławię odbywają się rzadko i to głównie z wiosną.
Główną rybą, jaką łowią tutejsi rybacy, jest „świnka“ t. j. mała,,
biała ryba, około 25 cm długości, wagi 30—50 dkg, poza tem brzany
długości od 25 cm, wagi od około 25 dkg, sięgają one jednak wyjątkowo
nawet do 3 kg, dalej jelce i małe brzanki od 16 cm długości. Do rzadziej
łowionych należą okonie, miętusy, a do wyjątków dziś należą szczupaki
i węgorze. Rybostan tak Sanu, jak i Osławy w ostatnich latach ogrom­
nie się zmiejszył, przed laty połowy bywały znacznie większe i gatunki
ryb lepsze.
Prawo połowu ryb na Sanie należy do Państwa i jest zawsze wy­
dzierżawiane przez Starostwa na kilka lat. W powiecie sanockim na­
leży to prawo obecnie do Towarzystwa Rybackiego w Sanoku, które
rybaków w poszczególnych miejscowościach wynajmuje do połowu.
Rybacy zasławscy, podobnie jak i inni, wyjeżdżają na połowy jedynie

37
z polecenia i dla tego Towarzystwa. W razie zapotrzebowania ryb, wy­
syła Towarzystwo swego przedstawiciela (strażnika), który cały czas,
idąc brzegiem rzeki, towarzyszy rybakom. Na punkcie końcowym od­
biera on od rybaków cały połów, płacąc wedle umowy od kilograma
ryb. Obecna cena (sierpień 1932) płacona przez Towarzystwo rybakom
zasławskim wynosi 40 groszy od kilograma bez względu na gatunki
ryb. Czasem, gdy złowione ryby są większe i należą do lepszych ga­
tunków, cena jest nieco lepsza. Również w zimie cena jest zawsze
wyższa. Na własną rękę i bez kontroli wyjeżdżają tutejsi rybacy tylko
wyjątkowo, gdy są specjalnie dobre warunki połowu. Złowioną rybę
przechowują oni wówczas „na zapas“ w specjalnej skrzyni, zbitej
z desek, o wymiarach około 120X120 cm, wysokości 1 m, zaopatrzonej
w szereg małych otworów, którą zatapiają w Sanie przy brzegu.

Ryc. 2.

Połów „siecią pojazdową“ na łódkach.

Normalnie połowy ryb odbywają się 2—3 razy tygodniowo, głównie
w czwartki i piątki. O ile jest „dobry czas“, t. j. woda dość czysta,
niezbyt duża i niema wiatru, lub też większe zapotrzebowanie na ryby,
wyjeżdżają i częściej. Wyjazd następuje zwykle między 5—7 godziną
rano. Czasem, gdy niespodziewanie otrzymają zamówienie, wyjeżdżają
i później, jednak popołudniu tylko wyjątkowo. W nocy nie wyjeżdżają
obecnie nigdy, gdyż nocne połowy zostały przez władze zakazane.
Dawniej czyniono to bardzo chętnie, gdyż zwłaszcza w ładne noce księ­
życowe połowy bywały bardzo obfite.
Zależnie od stanu wody, długości odcinka, na którym połów ma
się odbyć, warunków atmosferycznych i t. p., istnieją różne sposoby
połowu ryb. Zwykły połów odbywa się na łódkach od Zasławia w dół
rzeki po Sanok. Wyjeżdżają oni wówczas na dwu łódkach zwanych
„krępa-krupa“, po dwu rybaków na każdej. Obaj przedni, stojąc na sa­
mym prawie przedzie łodzi, kierują niemi, odpychając się od dna ostro
okutemi drążkami. Dwaj tylni, trzymając sieć za drążki i sznury, roz-

38
ciągają ją między obu łódkami i zależnie od głębokości rzeki zanurzają
(ryc. 2 i 3). Co pewien czas podciągają sieć do góry, poczem jeden
z nich wybiera rękami złowione ryby, wsadzając je do przewieszonego
przez plecy, specjalnego kosza. Gdy kosz się zapełni, wyrzucają z niego
ryby na dno łódki, które wówczas zalewają wodą, odświeżaną drewnianą
szufelką, zwaną „siedlaczka“. Na głębinach przejeżdżają sieciami kilka­
krotnie w dół i w górę rzeki. Czasem na takiej głębi zatapiają sieć w ten
sposób, że jeden z rybaków, wysiadłszy z łodzi, staje na krawędzi ja­
kiejś wystającej koło głębi skały i trzyma jeden koniec sieci, zwróconej
wówczas otworem w górę rzeki, zaś drugi koniec trzyma drugi rybak
stojący na łodzi. Tymczasem kierowca pierwszej łodzi, jeżdżąc po głębi
powyżej sieci, uderza drągiem po dnie i straszy ryby, napędzając je na
rozciągniętą sieć.
Z chwilą dojechania do mostu drogowego na Sanie między Sano­
kiem a Olchowcami, kończą połów. Tu oczekuje ich strażnik Towa­
rzystwa Rybackiego i odbiera ryby. Połów taki daje zwykle 30—40 kg
ryb. Dawniej sięgały takie połowy często 120—150 kg. Po skończonym
połowie wyciągają rybacy swe łodzie na brzeg, najmują furę i załado­
wawszy na nią obie łodzie, wracają do domu drogą kołową. Jedynie
w razie większego zapotrzebowania, a przytem niezbyt późnej pory,
zjeżdżają jeszcze w dół Sanu po Trepczę, łowiąc ryby w rejonie, na
którym pracują zwykle rybacy z Trepczy. Tam również wyciągają
łódki i ładują na furę. Wogóle łódek z pod Sanoka, a tem bardziej z pod
Trepczy, nigdy nie ciągną wodą w górę rzeki. Czynią to tylko wówczas,
gdy zjeżdżają jedynie na głębię, leżącą nieco poniżej ujścia Osławy,
a zatem niezbyt daleko od domu, gdzie przytem dojazd furą od strony
Zasławia jest utrudniony. Wracając łodziami do domu w górę rzeki
łowią również ryby, stosując t. zw. „bródkę“, poniżej opisaną.
Do normalnego ekwipunku przy zwykłym połowie należą łodzie,
dalej sieć i kosze na ryby. Łódka używana do połowu zwana „krępakrupa“, ma długości około 51/2 m, szerokość dna około 80 cm, szerokość
górą około 1 m, a głębokość około 40 cm (ryc. 3). Wykonana jest ona
z czterech desek; dwie na boki, dwie na dno. Deski spojone są odpo­
wiednio zaciosanemi krzywakami „klukami“, okute blachą i zalane
terem. Tył łodzi „zad“ jest równo ucięty, przód- „pered“ jest nieco
zwężony i nieco podgięty ku górze. Czasem koniec ten jest bardziej
zwężony i przykryty deską na zawiasach, tworząc niewielką skrzynkę
na podręczne narzędzia, przybory i t. p. Łódki te robią na miejscu
sami rybacy, jedynie do pomocy biorą oni miejscowego cieślę. Łódki
tego typu są stosunkowo nie tak dawno używane. Przed kilkudziesięciu
laty używano jedynie łodzi żłobionych z jednego wielkiego pnia jod­
łowego.
Sieć do normalnego połowu na łódkach nazywa się siecią „po­
jazdową“ (siť pojizdowa). Ma ona kształt jakb\ wielkiego wora z owal­
nym otworem, szerokości około 31 /2 m, obwiedzionym bardzo mocnym
sznurem. Do przeciwległych końców przytwierdzone są przy otworzedwa drążki, około 3 m długości, które służą do trzymania i zatapiania
sieci. W odległości około 30 cm powyżej każdego drążka przytwier­
dzone są przy krawędzi otworu długie, mocne sznury, trzymane również
w rękach, służące do regulowania szerokości otworu zatopionej sieci..

39
Dolna część otworu sieci obciążona jest szeregiem symetrycznie rozło­
żonych, ołowianych ciężarków w kształcie grubośclennych, krótkich
rurek, aby zawsze opadała w dół (ryc. 4). Tak tę sieć, jak też
i inne, poniżej opisane, wykonują w całości na miejscu rybacy z moc­
nego sznura konopnego własnego wyrobu. Przędza konopna jest jednak
przeważnie kupna, gdyż tutejsi rybacy, posiadając za mało pola, nie
mogą siać tyle konopi, aby na ich potrzeby wystarczało. Do wyrobu,
jak też naprawy sieci, służy „wałek-walok“ i „iglica-ihlycia“. (Ryc. 6).
Tak iglica, jak i wałek są różnej wielkości i grubości, zależnie od tego*
do której sieci mają służyć. Widziałem tu 3 takie komplety. Największy
był dla sieci pojazdowej: iglica około 30 cm długości, wałek około 1 cm
grubości. Do wyrobu innych sieci iglica i wałek są odpowiednio mniej-

Ryc. 3.

Łodzie rybackie.

sze i cieńsze. Umiejętności wyrobu i naprawy sieci nauczyli się w domu
od rodziców. Narzędzia te, o ile nie są potrzebne do wyrobu lub na­
prawy sieci, używają często żony rybaków do wyrobu czapeczek i t. p.
z włóczki lub lasetu.
Do dalszego wyposażenia należą kosze na ryby. Kosz, który jeden
z rybaków nosi przewieszony na plecach i do niego wsadza wybierane
z sieci ryby, wykonany jest również na miejscu z wikliny. Ma on
przekrój półkolisty, t. j. jedną stronę, przylegającą do pleców, zupełnie
płaską, drugą zaokrągloną (ryc. 5), dno również nieco zaokrąglone.
Ku górze, t. j. ku otworowi kosz zwężony. Do płaskiej strony przy­
twierdzony jest gruby sznur, służący do przewieszania kosza przez ra­
mię. Kosz ten niema specjalnej nazwy. Drugim koszem, który zawsze
biorą ze sobą do łódki, jest t. zw. „sadzka“. Jest to, również wiklinowy,
kosz w kształcie cylindra, długości około 1,80 m, z końcami zwężonemi,
ostro zakończonemi, zaopatrzony w środku w niewielki, kwadratowy

40
otwór, zamykany blachą, osadzaną na koszu na drutach (ryc. 5).
Kosz ten służy do „sadzania“ w nim żywych ryb celem przetrzymania
ich przez jakiś czas. Kosz taki napełniony rybami zanurza się w całości
w wodzie, przytwierdzając go drutem do większych kamieni, aby nie
spłynął. Służy on zatem do tego samego celu, co wielka drewniana
skrzynia z otworami, o której poprzednio wspominałem.
Drugim sposobem połowu ryb, stosowanym przy małej wodzie
jest t. zw. bródka, t. j. połów w górę rzeki pod prąd, bez łodzi. Rybacy
udają się wówczas piechotą w dół rzeki pod Sanok i dopiero stamtąd,
brodząc w wodzie boso lub w jakiem starem obuwiu, wyjątkowo w kup­
nych chodakach góralskich, wracając do domu, łowią ryby. Do bródki
używają sieci zwanej „bieguniec-bihunec“ (ryc. 4). Jest ona kształtem
zupełnie taka sama, jak sieć pojazdowa, różni się od tamtej mniejszemi
wymiarami i mniejszemi oczkami, przytem drążki do trzymania i za­
tapiania sieci są odpowiednio mniejsze. Sieć taką trzyma, podobnie jak
pojazdową,
dwu
rybaków
za
drążki, rozciągając ją między sobą
sznurkami regulując szerokość jej
otworu. Bieguńca nie ciągnie się
jednak w górę, tylko zarzuca, t. j.
uszedłszy kilka kroków, wyciąga
sieć i nad wodą przerzuca przed
siebie, przyczem jest ona zawsze
zwrócona otworem pod prąd, prze­
ciwnie, niż sieć pojazdowa. Zło­
wione ryby wybiera jeden z ryba­
ków i wsadza do kosza niesionego
na plecach. Ponieważ połowy na
bródkę są zawsze znacznie mniejsze, sięgają około 20—25 kg, na prze­
chowanie złowionych ryb wystarczają zupełnie kosze niesione przez
obu rybaków. Połów taki odbywa się zwykle' na dwie sieci, t. j. obie
pary rybaków idą koło siebie. Najmują oni jeszcze piątego, który idąc
kilkadziesiąt kroków przed sieciami, uderza drągiem po dnie pomiędzy
kamienie i w ten sposób strasząc ryby, nagania je na sieci.
Połowy na rzece Osławię odbywają się również prawie wyłącznie
bródką, gdyż stan wody nie pozwala na wyjazd łodziami. Tylko wy­
jątkowo, głównie na wiosnę, gdy po roztopach stan wody znacznie się
wznosi ponad poziom normalny, można tu łowić z łódek. Wogóle po­
łowy na tej rzece odbywają się przeważnie z wiosną w czasie bez­
pośrednio przed tarłem i zaraz po tarle, t. j. z końcem marca i koń­
cem maja.
Połów bródką stosują rybacy zasławscy także w tych wypadkach,
gdy na zwykły połów na łodziach zjeżdżają tylko po głębię na Sanie
poniżej ujścia Osławy, gdy nie opłaca się najmować furmanki na prze­
wóz łodzi do domu. Dwu rybaków brodząc zarzuca wówczas bieguńca,
dwaj pozostali, stojąc na łodziach, odpychają się drągami i posuwają
powoli w górę rzeki, co na miejscach, gdzie prąd jest silny, połączone
jest z dość dużym wysiłkiem (ryc. 1). Obie łodzie manewrują w ten
sposób, że jadą przed rybakami zarzucającymi bieguńca, a przez od-

41
pychanie się drągami uderzają po dnie i straszą równocześnie ryby,
naganiając je na sieć.
Trzecim, jednak mało używanym sposobem, jest połów na podrywkę, stosowany jedynie przy wezbranej, mętnej wodzie. Dwu
zwykle rybaków idzie wzdłuż brzegu rzeki i w miejscach, gdzie spo­
dziewane są ryby, zanurza rozpiętą na dwu skrzyżowanych prętach
przytwierdzonych do długiego drążka, sieć o małych oczkach, zwaną
„przygartaczka-pryhartaczka“ (ryc. 5) i przygarniając ją do samego
brzegu, wyciąga na wierzch. Złowione ryby wsadzają do trzymanego
na plecach kosza. Połowy takie są jednak bardzo małe, sięgają zwykle
zaledwie kilku kilogramów, a przytem i ryby należą wyłącznie do naj­
gorszych i najmniej­
szych gatunków.
Innych
sposo­
bów połowu ryb ry­
bacy zasławscy na
Sanie nie
stosują;
nie zastawiają oni
np. na głębiach więcierzy. Czynią to jed­
nak rybacy z Trepczy, których rejon,
mając znacznie wię­
cej głębin, ma znacz­
nie większy
rybostan,
należący
do
większych i lepszych
gatunków. Łowienie
ryb odbywa się przez
cały rok, o ile tylko
warunki atmosferycz­
ne na to pozwalają.
Jedynie w czasie tar­
ła świnki, która sta­
Ryc.
Sieć do podrywki „przygartaczka“, kosz na
nowi gros łowionych
ryby zwykły i „sadzka“.
tu ryb, t. j. w czasie
od 1 kwietnia do 15
maja, nie wyjeżdżają zupełnie. Kiedy indziej ryby złowione w ich cza­
sie ochronnym wyrzucają z powrotem do rzeki. W zimie, o ile rzeka
nie jest zamarznięta, połowy odbywają się normalnie. Przy częściowo
zamarzniętej wodzie stosują specjalne sposoby. Ryba przed zimnem
chroni się głównie w głębiach, gdzie woda jest spokojna. Woda taka
zawsze z góry zamarza, jednak wzdłuż takiej głębi jest zawsze pas
wartkiej wody, zamarzającej jedynie podczas bardzo silnych mrozów.
Otóż na takie pasy strugi wodnej, wolne od lodu, zajeżdżają oni ło­
dziami i rozpinają sieci wzdłuż krawędzi lodu, przy głębi. Następnie
lód pasami odrębują, spuszczając go strugą wartkiej wody, a przez
uwolnione od lodu partje posuwają powoli sieci na poprzek głębi ku
brzegowi. Połowy takie są zwykle bardzo obfite, sięgają bowiem 200—

42
400 kg ryb, jednak wymagają dużej pracy i dużej ilości sieci i dlatego
do przeprowadzenia ich łączą się rybacy zasławscy z rybakami z Trepczy. Odbywają się one głównie na wielkiej i bogatej w ryby głębi pod
samem miastem Sanokiem. Do połowu takiego używa się zwykłych siecpojazdowych, które łączy się w jeden nieprzerwany pas, sięgający nie­
raz 100 m długości.
Takie wielkie wyprawy organizowane są jednak najwyżej kilka
razy przez całą zimę. Gdy stan zamarznięcia wody nie pozwala na wy­
jazd łodziami i na zwykły połów, łowią wówczas rybacy zasławscy
przygartaczką na podrywkę w miejscach, gdzie struga wody pozostaje
nie zamarznięta. Czasem rozmyślnie wyrębują na głębiach duże prze­
ręble i tam zanurzają przygartaczkę. Specjalnie dość dobre wyniki daje
ten sposób podczas słonecznej pogody, gdyż na przeręblach gromadzi
się większa ilość ryb, podpływających pod powierzchnię wody do
słońca.
Nieużywanym już dziś sposobem był połów ryb w „lasce“. Ostatnia
laska założona była około 1912 r. Była ona wypleciona z wikliny, miała
długości około 4 m, szerokości i wysokości około 1 m. Na końcu umiesz­
czony był „kosz“ t. j. sieć wykonana z drutu, o wymiarach około 75 cm
w kwadrat. Laska ta założona była około 1 km poniżej wsi, na środku
Sanu, na dość płytkiej wodzie. Od niej ułożone były z kamieni, ukośnie
pod prąd ku brzegom, dwa wały, tworzące ramiona laski. Prąd wody
w lasce był nadzwyczaj silny i nie pozwalał rybie, która się do niej
dostała, uciec w górę rzeki. W lasce tej codziennie łowiono, względnie
wybierano, dość ryb. Jednak przy większej wodzie woda przelewała
się przez wały i przez laskę i ryba uciekała wierzchem. W czasach po­
wojennych kosz na końcu laski został zniszczony i nie zastąpiono go
nowym. W celu połowu ryb umieszczano tam, gdy stan wody był od­
powiedni, zwykłą, lecz silną sieć. Laska ta została z polecenia władz
rozebraną w 1922 r.
Oprócz połowów na rzekach Sanie i Osławię, odbywają się również
połowy na t. zw. Sanisku. Jest to kilkomorgowy moczar, porośnięty
szuwarem, posiadający jednak partje czyslej wody, sięgającej do 2 m
głębokości. Sanisko to leży opodal prawego brzegu Sanu i jest pozosta­
łością dawnego koryta rzeki. Prawnie należy ono w części do gminy
Zasław, w części do gminy Bykowce, położonej na prawym brzegu
Sanu, za Saniskiem. Obie te gminy wydzierżawiają prawo połowu ryb
na swych rejonach. Główną rybą tu łowioną jest lin pozatem węgorze,
szczupaki, okonie, płetwy i t. p. Połowy odbywają się bródką na bieguńce, analogicznie jak na Sanie, poza tern zastawia się tu więcierze.
Połowy ryb są tu nieduże, około 15—20 kg., sprzedawanych następnie
z wolnej ręki, przeważnie w piątki, żydowskiej ludności w Zagórzu.
Do większych połowów na Sanisku używano dawniej wielkich sieci
„włoków“, ciągniętych wpoprzek całego Saniska. Obecnie jednak spo­
sobu tego nie używają tu, gdyż stare włoki zniszczyły się, a brak fun­
duszów na wyrób nowych; sam materjał na taką sieć przy dzisiejszych
cenach sięga około 100 zł.
Na zakończenie należy zająć się jeszcze kłusownictwem rybném,
które obok oficjalnego i regularnego rybołówstwa jest ogromnie roz

powszechnienie. Trudnią się niem głównie podrośli chłopcy i młodzież.
Łowią oni rękami ryby siedzące pod kamieniami, w czem osiągają
ogromną wprawę. Tak łowione ryby należą jednak do małych i gor­
szych gatunków. Na większe ryby chodzą po rzece w nocy „ze świa­
tłem“, łowiąc je na „ostkę“ t. j. nabijając ryby
na rodzaj dużego, żelaznego widelca o 5—6 zę­
bach. Jako „światła“ używają smolaków, t. j.
przegnitych i dobrze wysuszonych, poszczypanych pniaków jodłowych lub sosnowych, które
świetnie się palą. Najwięcej na ostkę łowioną
rybą są węgorze, za któremi chodzą często
i w dzień po rzece. Połowy takie odbywają się
jedynie na płytkiej wodzie. Złowione ryby wsa­
dzają do niesionego na plecach kosza. Gdy połów
taki dobrze się uda, złowią czasem i cały kosz,
t. j.około 25 kg ryb. W zimie, w ładne dnie sło­
neczne, gdy niema lodu, łowią również na ostkę
ryby podpływające pod wierzch do słońca. Cza­
sem na wyprawy takie jadą i na łódkach, z łódek
łowiąc ryby. Gdy rzeka zamarznie, wyrębują
często przeręble na płytszej wodzie, łowiąc w nich
Ryc. 6. Trzy kom­
ryby tak ostką, jak też przygartaczką na podplety iglic i wał­
rywkę. Połowy w przerębli odbywają się przy
ków do wyrobu
słonecznej pogodzie, lub też w nocy przy świetle,
i naprawy sieci.
gdy ryba zwabiona niem podpływa do góry.
Obok tych mniej lub więcej szlachetnych
sposobów, stosują kłusownicy, zwłaszcza wyrostki, połów „na trutkę“,
rzucaną w miejscach, gdzie zwykle gromadzi się większa ilość ryb.
Zatruta ryba wypływa na wierzch i zostaje wyłowioną przez kłusowni­
ków. Kłusownictwo rybne, które przez cały rok ma raczej charakter
jakby sportu, ogromnie się wzmaga w okresie tarła, gdy ryba staje się
bardzo mało ostrożną.

RÉSUMÉ.
Le haut San est une rivière assez basse et pas très riche en poissons.
La pêche entre Sanok et la partie supérieure de ce district constitue l’occu­
pation des pêcheurs de Zastaw. La pêche normale a lieu avec le courant de
la rivière, sur deux barcpies de propre construction appelées „krupa“. Dans
chaque barque se trouvent deux pêcheurs, dont ceux qui se tiennent
à l’avant, frappent le fond avec des perches ferrées et dirigent les barques.
Ceux qui sont assis à l’arrière, étendent entre eux un filet appelé „sit pojizdowa“ (fig. 2 et 3). Ce filet est le même, que celui que représente la fig. 4,
il est seulement plus grand. Des deux cotés de l’ouverture du filet sont fixées
deux perches, qui servent à le submerger et au-dessus d’elles il y a des cordes
servant à régler la largeur de l’ouverture. La partie inférieure du filet est
pourvue de poids de plomb. Ces filets sont, comme tous les autres, l’oeuvre
des pêcheurs eux-mêmes, et sont fails au moyen d’une aiguille („ihlycia“)

44
et d’un rouleau („wałek“) (fig. 6). Après la pêche les pêcheurs retournent
chez eux en voiture, en y chargeant les barques.
Un autre genre de pêche, exercé sur l’eau basse, c’est la „bródka“:
quatre pêcheurs marchent deux à deux dans l’eau, qui leur monte au-dessus
des genoux, étendant un filet nommé „bihunec“ (fig. 4). Cette pêche se
pratique seulement contre le courant. Habituellement un cinquième pêcheur
marche au-devant du filet et effraie les poissons en frappant le fond d’une
grande perche et les fait ainsi entrer dąns le filet. Co moyen est employé
quelquefois pendant le retour de la pêche normale, lorsque les pêcheurs ne
sont pas trop éloignés de leur village (fig. 1). On met alors les poissons
pêchés dans un panier porté sur le dos (fig. 5 à gauche). Pour conserver
pendant quelque temps les poissons vivants, on se sert du panier appelé
„sadzka“ (fig. 5 à droite), qu’on submerge en le fixant au fond au moyen
de pierres.
Dans l’eau trouble et enflée, de même que dans les trous faits en hiver
dans la glace, on prend les poissons en traquenard dans des filets appelés
„pryhartaczka“ (fig. 5). En hiver on organise aussi de grandes expéditions
sur les profondeurs avec des barques. On hache alors partiellement la glace
et la laisse flotter avec le courant par la partie non gelée de la rivière. En­
suite, on fait passer dans les profondeurs libres de glace les filets, qu’on
boucle dans ce but en une longue raie ininterrompue.
Avant la guerre on prenait aussi les poissons dans la „laska“, c’està-dire dans un barrage de pierres construit en face du village à Zaslaw.
Cette „laska“ fut détruite après la guerre sur l’ordre du gouvernement.
Le braconnage des poissons est aussi développé. Les braconniers at­
trapent les poissons dans l’eau basse avec les mains, surtout sous les pierres.
La nuit ils viennent avec de la lumière et abattent les poissons avec un
trident ou quatrident de fer appelé „ostka“. Ils emploient aussi quelquefois
le poison.

KAROL KORANYI

O POCHODZENIU ZWYCZAJU T. ZW. „OŚLEGO
POGRZEBU“
(ÜBER DIE HERKUNFT DES „ESELSBEGRÄBNISSES“)

W źródłach prawniczych spotykamy się często od średniowiecza
do końca niemal XVIII wieku ze specjalnemi karami za samobójstwo.
Obok konfiskaty całego lub części majątku samobójcy wymierzano
karę i na trupie samobójcy 1), jak zresztą wogóle wykonywano karę na
') Paul Geiger, Die Behandlung der Leiche des Selbstmörders im
deutschen Brauch. Archives suisses des traditions populaires. Tome XXVI. Bâle
1925. str. 145 in.; Richard Lasch, Die Behandlung der Leiche des Selbstmör­
ders. Globus Bd. 76, Braunschweig 1899, str. 63 in.; Ossip v. Bernstein,
Die Bestrafung des Selbstmords und ihr Ende. (Strafrechtliche Abhandlungen,
H. 78), Breslau 1907, oraz literatura podana w tych pracach.

45
trupach przestępców, którzy zmarli przedwcześnie. Specjalną karą sto­
sowaną później, wyłącznie niemal o ile chodziło o samobójców, był
odrębny rodzaj pogrzebu, o którym znajdujemy niejednokrotnie szcze­
gółowe opisy w licznych kronikach od schyłku średniowiecza po­
cząwszy.
Miejscem wiecznego spoczynku samobójcy nie mogła być ziemia
poświęcona. Stąd w wielu okolicach spławiano rzeką ciało samobójcy,
złożone w beczce, co zresztą wiązało się z chęcią zabezpieczenia się
przed powrotem zmarłego śmiercią nienaturalną, który według wierzeń
szkodził żyjącym. Z reguły jednakowoż chowano samobójców za
miastem bądź pod szubienicą, bądź w miejscu, gdzie grzebano padlinę.
Usuwanie zwłok samobójcy należało do obowiązków kata.2) Sposób,
w jaki to dokonywano, nazywał się „oślim pogrzebem“. Ciała samobójcy
nie wynoszono drzwiami, ale zasadniczo wyrzucano oknem, lub też
wyciągano przez podkop pod progiem, co znów łączyło się z wierzeniem
w powrót zmarłych śmiercią nienaturalną. Następnie, i to był właściwy
ośli pogrzeb, wlókł kat sznurami ciało samobójcy, które zazwyczaj zło­
żone było na skórze krowiej, na plecionce z chróstu, niekiedy na wozie
służącym do przewożenia gnoju lub padliny, na miejsce gdzie miało
być pogrzebane. Przed pogrzebem wieszano w wielu okolicach ciało
samobójcy na szubienicy i to głową w dół. Zwyczaj taki panował przedewszystkiem we Francji; w szeregu wyrokach czytamy, iż ,,le cadavre
de suiccide sera traîné sur un claie (rodzaj drabiny) pendu par le pies
et ensuite conduit à la voirie“.
Kwestją pochodzenia zwyczaju oślego pogrzebu, o ile mi wiadomo,
dotychczas się nie zajmowano. Nie poświęcił też bliższej uwagi temu
zagadnieniu H. Bächtold-Stäubli w „Handwörterbuch des deutschen
Aberglaubens“, jakkolwiek zwyczaj ten omawia 3).
Zwyczaj oślego pogrzebu, choć stosowany nie wyłącznie tylko o ile
chodziło o samobójców, znany był na Wschodzie, jak na to wska­
zuje źródło, o którem niżej będzie mowa, już w starożytności.
Zaznaczyć należy, że już w starożytności u szeregu ludów, miesz­
kających w kotlinie morza Śródziemnego odmawiano samobójcom po­
grzebu. I tak nie chciano spalić na stosie ciała Ajaksa, który sam sobie
życie odebrał. Na Cyprze istniało prawo, iż kto popełnił samobójstwo
pozostawał niepogrzebany. Podobne postanowienia spotykamy i w pra­
wie staroatyckiem. Również o ile chodzi o Rzymian, mamy wczesne
ślady karania samobójców 4).
Z drugiej strony znów u szeregu ludów nie była śmierć samobójcza
potępiana, ale uchodziła wręcz za śmierć zaszczytną. U starożytnych
Germanów uważano samobójstwo za czyn chwalebny, ułatwiający
zmarłemu rychłe wejście do Walhalli.5)
£) Albrecht Keller, Der Scharfrichter in der deutschen Kulturgeschichte.
Bonn 1921, str. 192.
3)E. Hoffmann - K rayer —■ H. Bächtold-Stäubli, Hand­
wörterbuch des deutschen Aberglaubens. Vol. II. str. 1016. s. v. „Esel“.
4) R. Lasch, Die Behandlung der Leiche, str. 64.
n) Richard Lasch, Die Verbleibsorte der abgeschiedenen Seelen der
Selbstmörder, Globus, Bd. 77. Braunschweig 1900, str. 111.

46
Dopiero pod wpływem chrześcijaństwa nastąpiło u wszystkich
ludów, które wiarę tą przyjęły, przeobrażenie poglądów 6). Ojcowie
Kościoła ze św. Augustynem na czele, a następnie i synody potępiały
samobójstwo jako czyn, w którym człowiek dał posłuch podszeptom
szatana, a przeto sam niejako wykreślił się ze wspólności chrześci­
jańskiej. Karą, jaką stosował Kościół, było odmówienie kościelnego
pogrzebu7), a więc kara jaka spotykała wszystkich zatwardziałych
grzeszników i zbrodniarzy. Samobójca zaś również uchodzi za zbrod­
niarza, gdyż postawiony jest narówni z mężobójcą.8) Mężobójców zaś,
których za czyn ich spotykała ze-strony Kościoła klątwa, czekały, o ile
się nie ukorzyli, srogie kary. Między innemi odmawiano im również
chrześcijańskiego pogrzebu. Sepultura asini sepeliantur. Oślim pogrze­
bem niechaj będą pogrzebani, jak zaznacza formuła ekskomuniki
z wieku IX powtarzana przez współczesnych pisarzy kościelnych, jak
i późniejszych z X i XI stulecia 9). Jak więc widzimy, nie był t. zw. „ośli
pogrzeb“ już w pierwszej połowie średniowiecza nieznanym zwyczajem
w Europie zachodniej oraz środkowej. Czy jednakowoż formuła kościel­
na mówiąc o oślim pogrzebie, wspomina tu jakiś zwyczaj prastary, czy
też nowy dotąd nieznany? Wiadomą jest rzeczą, że już u ludów pier­
wotnych a także starożytnych istniał zwyczaj sui generis profanacji
zwłok, przedewszystkiem wrogów. Możliwem jest przeto, że zwyczaj
„oślego pogrzebu“ nawiązuje do jakiegoś dawnego zwyczaju. Jednako­
woż sama nazwa: „ośli pogrzeb“ jest nowa, jak niewykluczonem jest, że
nowe były po części pewne szczegóły związane z tym zwyczajem. Nazwę
„ośli pogrzeb“ przejął Kościół z Pisma Świętego, mianowicie z pism
proroka Jeremjasza, który prorokując upadek państwa judzkiego, prze­
powiada królowi, iż „oślim pogrzebany zostanie pogrzebem, wleczony
i wyrzucony daleko poza bramy Jerozolimy“ (Jeremjasz 22, 19). Ustalić
zatem można, że już mniejwięcej w VII wieku przed Chrystusem oma­
wiany zwyczaj rozpowszechniony był na Wschodzie, przedewszystkiem
w Judei,10) a zapewne i w Babilonji. Stąd dopiero rozpowszechnił się
zwyczaj ów na Zachodzie, gdzie drogą przez Kościół utrwaliła się około
6) R. Lasch, 1. c. str 113; P. Geiger, 1. c. str. 148 i n.
7) O karze tej wspominają niejednokrotnie penitencjarze por. np. F. W. H.
Wasserschieben, Die Bussordnungen der abendländischen Kirche, Halle
1851 str. 177, 324. „Homo si se ipsum occiderit... non est permissum, ut pro tali
hornině missa cantetur, vel cum aliquo psalmorum cantu corpus terrae committatur.
Idem judicium adjudicandum est ei, qui in criminum suorum cruciatum vitam
suam deposuerit“.
8) „Neque enim qui se occidit, aliud quam hominem occidit“. c. 9. C. XXIII.
qu. 5; por. też Zwierciadło saskie, glossa ad art. 69. „qui se ipsum interfecit inter
damnatos computatur“.
9) Reginonis abbatis Prumiensis libri duo de synodalibus causis et
disciplinis ecclesiasticis, Lib. II. c. 16. (ed. Wasserschieben, Lipsiae 1840, str. 375);
por. też Burchardus Lib. XI. c. 6. (Burchardi Wormacensis episcopi decretorum
libri XX. Mignę, Patrologia Lat. t. 140. p. 859); Ivo z Chartres P. XIV. c. 79.
(Ivonis Carnotensis Episcopi Decretum. Mignę, Patrologia Lat. t. 161. p. 848).
10) U Żydów znany był zwyczaj oślego pogrzebu, o czem wspominają źródła
Żydów polskich, jeszcze w XVIII wieku. Stosowano go wobec wyklętych. I. Lewin,
Klątwa żydowska na Litwie w XVII i XVIII wieku. (Pamiętnik historyczno-prawny,
T. X. z. 4) Lwów 1932, str. 104 i n.

47
wieku IX i sama nazwa. Chowano oślim pogrzebem osoby, które wsku­
tek swego postępku znalazły się poza społecznością chrześcijańską, więc
przedewszystkiem ekskomunikowanych wielkich przestępców, którzy
zmarli pod klątwą, a później i samobójców, którym Kościół w zasadzie
odmawiał również chrześcijańskiego pogrzebu.
Kiedy mniejwięcej od wieku XII zaczęło ustawodawstwo świeckie
wprowadzać kary na samobójców, recypcwały one również sam zwy­
czaj, nakazujący chowanie samobójców „oślim pogrzebem“.
INHALTSANGABE.
Die Frage der Herkunft des Braucheg des Eselsbegräbnisses ist soweit
uns bekannt, bisher kaum beachtet worden. Leider wird auch neuestens im
„Handwörterbuch des deutschen Aberglaubens“ obwohl s. v. „Esel“ der
Rechtsbrauch des Eselsbegräbnisses besprochen wird, diese Frage nicht
berührt. Soweit wir feststellen konnten, stammt die älteste Erwähnung dieses
Brauches aus dem VII. Jahrhundert vor Christi. Der Prophet Jeremias
weissagt dem Könige: „Ein Eselsbegräbnis wird er erhalten, geschleift und
geworfen weit weg von den Toren Jerusalems“ (Jer. 22, 19). Der Brauch
des Eselsbegräbnisses hat sich zuerst im Orient entwickelt und von hier aus
später in den westlichen Ländern Aufnahme gefunden.

STANISŁAW JODŁOWSKI

ŚWIĘTY MARYNUS
(Kościelno-ludowe podanie o dziewicy-zakonniku ’)
(SAINT MARINUS)

W Tygodniku Ilustrowanym z r. 1861, t. IV, str. 126, w notatce
pt. „O świętym Marynusie. Podanie szląskie“ ogłosił J. Grajnert cie­
kawą opowieść, słyszaną z ust ludu na Śląsku w Gliwicach. Bohaterem
tej opowieści był pewien zakonnik, którego zwłoki spoczywały w szkla­
nej trumnie w ołtarzu tamtejszego pofranciszkańskiego kościoła. Za­
konnik ten, jak pisze Grajnert, zmarł bardzo dawno, lecz mimo to ciało
jego nie uległo zepsuciu. Pomarszczona twarz, prawie jeszcze przez czas
nietknięta, nosiła ślady niezwykłej piękności, a ręka trzymająca róża­
niec zakonny również nie okazywała śladów zniszczenia. Lud śląski
zwał zmarłego świętym Marynusem, dziwną zaś trwałość jego ciała
przypisywał świątobliwemu życiu, o którem opowiadał sobie ciekawe
szczegóły.
Szczegóły te, podane przez Grajnerta, przytaczamy tu w streszcze­
niu: We wsi Przosowicach, niedaleko Gliwic, żył pewien gospodarz1
1) Artykuł ten jest streszczeniem wykonanej w r. 1928/29 w Seminarjum filo­
logii ruskiej Uniw. .1. K. we Lwowie pod kierunkiem prof. .1. Janowa pracy semi­
naryjnej.

48
z żoną i córeczką jedynaczką Marychną. Wcześnie jednak śmierć
zabrała mu żonę, po której stracie postanowił wstąpić do klasztoru
franciszkanów w Gliwicach. Znalazł się jednak w trudném położeniu,
gdyż nie miał gdzie umieścić córeczki, która prosiła go z płaczem, by
ją zabrał z sobą do klasztoru. Gdy jej tłumaczył, że reguła zakonna
zabrania kobietom wstępu do klasztoru męskiego, zaproponowała mu
w swej naiwności, że ubierze się po męsku i w ten sposób przeszkodę
usunie. Ojciec po namyśle zgodził się na projekt córki, z tą jednak
myślą, że każe jej opuścić mury klasztorne, skoro tylko podrośnie.
W klasztorze przyjęto ich życzliwie. Ojcu powierzył gwardjan obo­
wiązki zakrystjana, córkę zaś, którą przybysz przedstawił jako swego
syna Marynusa, kazał zakonnikom kształcić. Rzekomy Marynus uczył
się pilnie, swą zaś urodą, uprzejmością i pobożnem życiem zjednał
sobie wszystkich. Zczasem, gdy został braciszkiem, powierzono mu
urząd kwestarza. Szczęśliwym był kwestarzem. Gdziekolwiek się zjawił,
przyjmowano go radośnie i obdarzano hojnie. Raz wypadło mu noco­
wać w gospodzie, której właściciele mieli urodziwą córeczkę. Tej samej
nocy gościł tam również pewien oficer od t. zw. czerwonych huzarów.
Od tego noclegu upłynął prawie rok i Marynus o nim zapomniał, aż
pewnego wieczoru u furty klasztornej zjawili się rodzice owej dziew­
czyny z maleńkiem dzieckiem. Oświadczywszy, że ojcem tego dziecka
jest Marynus, żądali, by się niem zaopiekował. Marynus nie bronił się
wcale przed tern oszczerstwem, owszem zabrał dziecko i z pokorą pod­
dał się rozkazowi gwardjana, który wydalił go z klasztoru. Lud oko­
liczny kochał Marynusa, zajął się więc nim troskliwie i wybudowawszy
mu przy murze klasztornym budkę z drzewa, przynosił mu codziennie
pożywienie. Minęło lat kilka. W klasztorze stosunki się pogorszyły.
Niedostatek wkradał się coraz większy, gdyż żaden z nowych kwestarzy
nie miał powodzenia, wobec czego postanowiono przyjąć Marynusa
zpowrotem. Wyruszono po niego z obrazami i chorągwiami, a następnie
w uroczystej procesji wprowadzono go w mury klasztoru. Z Marynusem
wróciło do konwentu szczęście. Żył on jednak już niedługo. Dopiero
po jego śmierci towarzysze zakonni przekonali się ze zdumieniem, że
ich Marynus był kobietą, a zatem cierpiał niewinnie.
Grajnert sądził zapewne, że ta opowieść powstała istotnie w związ­
ku z zachowanemi w Gliwicach zwłokami zakonnika. Faktycznie
jednak opowiadanie to przyszło do Polski z kościelną literaturą hagjograficzną i tu lud śląski nawiązał je do owych relikwij. Już u L. Mali­
nowskiego, który również słyszał to podanie na Śląsku (w Michałkowicach2), nietylko niema wcale wzmianki o gliwickim nieboszczyku,
ale nawet wogóle nie jest to podanie związane z którąkolwiek miejsco­
wością.
Św. Marynus miał żyć według jednych z końcem wieku V po
Chr.3), według innych zaś z początkiem VI.4)* W literaturze kościelnej
znany był jego żywot już w wieku X, spotykamy go bowiem wśród
2) Mat. antrop. arch. i etn. V cz. 2 (19C1) s. 171—174.
3) Skarga. Żywoty św. Wilno 1579, s. 182.
4) Połnyj miesjacesłow Wostoka D. B. archiepiskopa Sergija. Władimir 1901.
T. II, cz. 1, pod dniem 12 lutego.

49
greckich żywotów świętych spisanych przez Metafrasta5). Jedna ła­
cińska przeróbka tego żywotu znajduje się w „Acta Sanctorum“ Bollandystów pod dniem 17 lipca,e) druga zaś w t. zw. „Magnum legendarium
Austriacum“, przechowanem w sześciu egzemplarzach w różnych bibljotekach Austrji Dolnej i Styrji*7). Inny łaciński żywot św. Marynusa
znajduje się w starym zbiorze znanym p. t. „Vitae Patrům“ 8), a w rę­
kopisie bibljoteki ambrozjańskiej w Medjolanie dochował się nadto
wierszowany żywot dziewicy-zakonnika 9).10 *
Oprócz tych obszernych żywotów św. Marynusa spotyka się nadto
krótkie wzmianki o nim. Należy tu przedewszystkiem żywot św. Maryny
(„sanctae Marinae“) w „Złotej Legendzie“1"), dziele niegdyś w Polsce
bardzo popularnem. Dwie inne wzmianki, zbliżone do opowiadania
zawartego w „Vitae Patrům“, znajdują się w „Spéculum historiale“
Wincentego z Beauvais 71) i w „Katalogu Świętych“ (Catalogus Sancto­
rum) z r. 152112).13
Z tych wszystkich żywotów najważniesze są dla nas trzy: 1) z „Acta
Sanctorum“ Bollandystów, 2) z „Magnum legendarium Austriacum“
i 3) z „Vitae Patrům“, dwa p:erwsze są bowiem najbliższe żywotowi
św. Maryny u Skargi “J, trzeci zaś został wraz z całym zbiorem prze­
tłumaczony na język polski przez S. Piskorskiego 14), a nadto dostał się
do popularnego u nas dawniej „Spéculum magnum exemplorum“,
które doczekało się kilkakrotnego wydania w przekładzie polskim, jako
„Wielkie zwierciadło przykładów“ 15).
Żywot dziewicy-zakonnika był znany nietylko w Polsce, ale roz­
powszechniał się także na ziemiach ruskich, dokąd się dostał dwoma
drogami: a) z Polski z „Żywotami“ Skargi, „Wielkiem zwierciadłem“
i zbiorami łacińskiemi, b) w epoce wcześniejszej wprost z Bizancjum.
Jako przekłady ze Skargi wskazuje N. K. Gudzij sześć opowiadań
o św. Marynusie, znajdujących się w rękopisach ruskich i rosyjskich
bibljotek lb). Dwa z tych opowiadań ogłoszono niedawno drukiem }7).
“) Wyr!, w Patrologji greckiej Migne’a CXV, 347—56.
®) Przedrukowana u Migne’a równolegle z tekstem Metafrasta.
') Por. Analecta Bollandiana XVII 24—39.
8) W wydaniu Rosweyda (Antwerpja 1615) s. 393—94. Żywot ten z „Vitae
Patrům“ przedrukowano w szeregu innych dziel: a) Compendium seu legendarium
sanctorum diversorum (Papiae 1523), b) Spéculum magnum exemplorum, c) Surius,
De probatis sanctorum vitis (Coloniae Agr. 1618) II 129—30, d) Acta Sanctorum
lulii IV 286—87, e) J. P. Mignę, Patrol, lac. LXXIII, 691—94.
e) Ogłoszony został drukiem w r. 1892 (Analecta Bollandiana XI, 246—49).
10) Jacobi a Voragine Legenda Aurea. Wyd. Graesse 1846, s. 353, cap. 79.
1:L) Lib, XVI, cap. 74 i 75.
12j Lib. VI, cap. 108.
13) Wilno 1579, s. 182—185.
14 ) Żywoty Oycow... przez S. Hieronima, y Inszych pisáne... od x. M. Sebastiana
Piskorskiego ...na Polski ięzyk przetłumaczone (Kraków 1688, s. 350—351)
15) Wyd. z r. 1633, s. 581—582.
le) N. K. Gudzij, Perewody „Żywotów świętych“ Petra Skargi w jugozapadnoj Rusi. Kijów 1917, s. 120—121.
1T) Żywot z rękopisu sokolskiego z XVIII w, (s. 363—69) wvdał Franko
(Pamjatky ukrainśko-ruśkoi mowy i literatury. Lwów 19t0. T. VI, s. 288__93);
żywot zaś z rękopisu muzeum Rumiancowa (Nr. 159) ogłosił Janczuk w pracy p. t.
„K istorii i charakterislikie żeńskich tipow w geroiczeskom eposie“ (Jubilejnyj
Sborník w czesť Wsewołoda Teodorowicza Millera, Moskwa 1900, s. 365—66).
Lud T. XXXL

4

50
„Wielkie zwierciadło“ tłumaczono na Rusi również skwapliwie1S).
Łacińskie żywoty św. Maryny dotarły na Ruś w zbiorze Surjusza
i w „Acta Sanctorum“ Bollandystów, z których to dzieł korzystał św.
Dymitr Rostowski przy pisaniu swych „Gzetii Miniei“ 19). Jeszcze wcze­
śniej znane były tam „Żywoty“ Metafrasta, wiadomo bowiem, że posłu­
giwał się niemi metropolita Piotr Mogiła 20).
Ponadto żywot św. Maryny krążył po ziemiach ruskich w „Miniejach“ Makarego i we wspomnianym zbiorze Dymitra Rostowskiego 21),
oraz w dziele Filareta pt. „Św. podwiżnicy wostocznoj Cerkwi“ 22).
Jak zatem widać, opowieść o św. Marynusie nie jest podaniem
w ścisłem znaczeniu Śląskiem i wogóle nawet nie jest pochodzenia
polskiego, lecz zrodziła się na Wschodzie i była już znana w X w. w Bi­
zancjum. Stamtąd przeszła na Zachód, a gdy wreszcie dostała się z li­
teraturą kościelną do Polski, tu lud śląski złączył ją zczasem z postacią
zakonnika spoczywającego w gliwickim ołtarzu. Sprzyjały zaś temu
specjalne warunki, mianowicie ślady niezwykłej piękności na twarzy
zmarłego i trwałość ciała, przypisywana jego świątobliwemu życiu.
Że opowieść śląska jest najwierniejszem odbiciem bezpośredniej
lektury „Żywotów“ Skargi, czy też opowiadania słyszanego z ambony,
wykazuje zestawienie choćby kilku miejsc opowiadania Malinowskiego
z tekstem Skargi.
Skarga

Malinowski

...Namileysza corko, wszyt­
ko
moie
dobro
tobie
d á i ę : ia myslić chcę o zbawieniu
duszy moiey, á do klasztoru
ná pokutę p o y d ę .
(str. 182, w. 52—54)
Gdy to od Oycá pánienká oná vsłyszátá,
rzekła: Naymilszy Panie
Oycze... sobie niebo obie­
rasz, a mnie ziemię zostá
wuiesz... (str. 182, w. 54—56)
...nie zarastała, áni głosu
mieniła: rozumieli niektórzy
áby była rzezańcem. A drudzy
mówili isz to ták z wielkich
p o s t o v y niewczasov głos zostrzał... (str. 183, w. 22—24)

...a to más cero caue
gospodarstvo
...a já kiej
matka umarůa m’e
ida
do
klastoru (str. 171, w. 28—29)

----------------- -

odpov’adà ojcu ojce a comus
s o b’e rychtujes ńeboa m’e
p’ekuo... (str. 171, w. 30 31)
a Marynusovi śe g ü o s ń e m’e n i
posüuchajée ize zachoruje
posty svoie...
(str. 172, w. 13—14)

*:iti

ls) Zob. Władimirów, Welikoje zercało (Cztenija w Obszczestwie Glorii
i Drewnostej Rossijskich pri mosk. uniw. 1883, 2 i 3, s. 31—66) i N. K. Gudzij,
K woprosu o perewodach iz „Welikogo zercała“ w jugo-zapadnoj Rusi (Cztenija
w Istor. Obszcz. Nestora lietopisca. XXIII, 2, s. 19—58).
19) I. A. Szljapkin, Św. Dimitrij Rostowskij i jego wremja, Petersburg 1891,
s. 236—39 i 247.
20) Połnyj miesjacesłow Wostoka I, 270—71.
21) .łanczuk, 1. c. s. 364.
22) Połnyj miesjacesłow Wostoka II, cz. 2, s. 68.

51
...chćieyże iachać do imienia,
á posilisz klasztorowi: bo bráciey nie miło, isz ná tę
pracę nie idziesz (str. 183,
•w. 40—41).
Tedy z gniewem gospo­
darz on pobieżał do kla­
sztor u...
(str. 183, w. 50—51)
...bodaybych was był nigdy
nieznał: to mi zá moie dobrodzieystwa oddaiećie.
(str. 183, w. 52—53)
...prosząc
go
y
mó­
wiąc: Wielebny Oycze, d o s i ć
się iusz Maryn u s vkaral,
prosiem ćię przyimi go
nazad do klasztor u...
(str. 184, w. 18—20).

...pudźes na land bo na ć a
symrańe iz ńe idźes nik a j... (str. 172,, w. 22—23)

...ś odlak
rozogńony
b’ere to dźecca a ženu. bez
upędu do klastor a... (str.
172, w. 22—23)
...ja přysyúam do klástoru,
comozność moia i přyjimám kśędzów v dóm svój a óni mi tyła
převiódli s cerom moją (str. 173,
w. 7—9)
...t ak prosili přeor a...
az Maryn u s juz odpokutováň coby byü přyjety
nazad do klastor u...23)
(str. 173, w. 21—22).

Opowiadanie Grajnerta jest w stosunku do opowiadania Mali­
nowskiego nieco bardziej ogólnikowe i stąd pokrewieństwo jego
z tekstem Skargi nie jest tak widoczne. Ze względu na treść oba opo­
wiadania śląskie są bliższe opowiadaniu Skargi, mimo to jednak nie
można tu wykluczyć stanowczo także częściowego wpływu „Wielkiego
zwierciadła“. Oba te opowiadania powstarzają za Skargą, że ojciec
zabrał córkę odrazu ze sobą do klasztoru, w „Zwierciadle“ zaś czytamy,
że początkowo ojciec poszedł do klasztoru sam, zostawiając córkę pod
opieką krewnych, wrócił zaś po nią dopiero wtedy, gdy zatęsknił za
nią w klasztorze i gdy uzyskał od gwardjana pozwolenie na przyprowa­
dzenie swego rzekomego syna. W miejscu, w którem jest mowa o oskar­
żeniu Marynusa, oba opowiadania śląskie odbiegają od tekstów lite­
rackich. U Skargi i w „Zwierciadle“ rodzice (u Skargi sam ojciec,
w „Zwierciadle“ oboje) przychodzą z doniesieniem na Marynusa zaraz,
gdy tylko spostrzegli, że ich córka jest brzemienna, narodziny zaś
dziecka i oddanie go Marynusowi odbywają się później, już po opusz­
czeniu przezeń klasztoru. Natomiast w opowiadaniach śląskich rodzice
przychodzą skarżyć na Marynusa już z dzieckiem na rękach (u Mali­
nowskiego sam ojciec, jak u Skargi, u Grajnerta zaś oboje rodzice, jak
w „Zwierciadle“) i on bierze je że sobą, opuszczając klasztor. Nadto
w obu opowiadaniach śląskich brak wzmianki o opętaniu przez szatana
córki oberżysty, o którem mówi tak Skarga, jak i „Zwierciadło“. Oba
wreszcie opowiadania stwierdzają, że Marynusa wprowadzono zpowrotem do klasztoru w bardzo uroczystej procesji, podczas gdy u Skargi
i w „Zwierciadle“ jest powiedziane tylko ogólnikowo, że przyjęto go
zpowrotem do konwentu.
23) Z powodu braku odpowiednich czcionek miękkość spółgłosek p, b, v, m
oznaczono tu apostrofem, odmiennie od oryginału, gdzie jest oznaczona zapomocą
' przecinka nad literą.
4

52
Mimo tych drobnych odchyleń, które się wkradły przy podawaniu
sobie przez lud słyszanego opowiadania z ust do ust, związek obu opo­
wiadań śląskich z tekstami literackiemi jest aż nadto widoczny.
Powyższe uwagi, związane z zachowaniem się na Śląsku tej orygi­
nalnej opowieści o dziewicy-zakonniku, pozwalają wysnuć pewien
wniosek natury ogólniejszej. Oto wykazują one, jak dalece warunki
lokalne mogą wpływać na podtrzymanie i utrwalenie jakiegoś opowia­
dania, które w innych okolicach ulega zapomnieniu. „Żywoty“ Skargi
czy „Wielkie zwierciadło“ dotrzeć musiały i do innych zakątków
Polski, a mimo to opowiadania o św. Marynusie nie spotkałem w żad
nym ze znanych mi tekstów gwarowych z innych dzielnic poza
Śląskiem.
Podobnych przykładów możnaby przytoczyć niewątpliwie więcej.
Oto np. opowieść z „Gestów Rom.“ (Oesterl. nr. 277) o niechybnej
karze za morderstwo zachowała się wśród ludu dzięki temu, że po odpowiedniem przerobieniu znalazła zastosowanie jako wyjaśnienie po­
czątku miejscowości „Biała Karczma“.24)

RÉSUMÉ.
Il existe une légende concernant les reliques d’un moine enfermées
dans un cercueil de verre dans l’église à Gliwice (Silésie). D’après dettelégende ce moine était en réalité une femme qui,gâtant petite fille, dans des
vêlements d’homme fut placée par son père dans un cloître franciscain,,
sous le nom de Marinus (forgé de son vrai nom: Marie) et, là, prononça ses
voeux. Quand on soupçonna par hasard le prétendu Marinus d’être père
de l’enfant naturel d’une fille, il ne s’en défendit point et iJeçut avec humilité
la punition imméritée. Ce n’est qu’après sa mort qu’il se montra qu’il souf
irait innocemment, étant femme. A cause de sa vie vertueuse on le reconnut
pour saint.
La même légende, un peu différente dans les détails et qui n’ëtait
attachée à nulle localité,, fut notée en Silésie par L. Malinowski (publiée
en 1901). Cependant cette légende n'est pas un produit populaire local, elle
est d’origine hagiographique. On la recontre dans les „Vies“ grecques de
Metaphrasle (X s.), ainsi que dans plusiers recueils latins, p. ex. „Acta
Sanctorum“ des Bollandistes, „Magnum legendarium Austriacuin“, „Vitae
Patrům“, „Spéculum magnum exemplorum“ etc. Dans la littérature hagio­
graphique polonaise nous rencontrons la vie de Saint Marinus dans les
„Vies“ de P. Skarga dans le „Grand miroir d’exemples“ et dans les „Vies
des Pères“ traduites du latin par S. Piskorski. Cette vie passa dans de nom­
breuses traductions en Ruthénie, où elle arriva aussi directement de Byzance.
En comparant le texte silésien de Malinowski avec celui de Skarga on
constate avec évidence que cette légende est un emprunt presque mot pour
mot de la littérature ecclésiaslipue et ne fut attachée aux relipues du moine
de Gliwice que grâce à des conditions spéciales.* I.
24) J. Janó w, Źródła niektórych baśni ludowych w Polsce i na Rusi
I. Gesta Romanorum, „Lud“, og. zb. t. XXVII (1928) str. 33.

53
ALEKSANDER JAWORCZAK

SZOPKA W DĄBRÓWKACH POW. ŁAŃCUT
(LA CRÈCHE Á DĄBRÓWKI DISTRICT ŁAŃCUT)
(Opis

szopki. — Szopka

w

Dąbrówkach a inne
w Dąbrówkach)

szopki. —

Geneza

szopki

Okres Bożego, Narodzenia jest niezwykle bogaty w różne obrzędy
ludowe. Wśród wielu zwyczajów z typu szczodraków i Heroda po­
ważne miejsce zajmuję szopka.
W Dąbrówkach chodzą z szopką po domach od Bożego Naro­
dzenia do Matki Boskiej Gromnicznej; zwykle jednak okres ten za­
cieśnia się do Trzech Króli. Do domu, który chcą odwiedzić z szopką,
wchodzi wpierw Żyd. Twarz chłopca, przebranego za Żyda, jest
ucharakteryzowana : broda, wąsy i pejsy. Ubranie Żyda stanowi czarny
kapelusz i płaszcz; przepasanjf jest powrózkiem a w ręku ma laskę
i koszyk z różnemi drobiazgami. Po wejściu do domu mówi, że słyszał,
jakoby gospodarz miał cielę na sprzedaż; przyszedł więc je kupić.
Do kilku powiedzeniach w tym stylu i po targowaniu się (zwykle
Żydem jest dowcipny chłopak) pyta, czy może przyjść do izby szopka.
Gdy otrzyma pozwolenie, wychodzi i przyprowadza chłopców
z szopką.
Aby nie wracać już do Żyda, należy zaznaczyć, że przez cały
czas — poza samem przedstawieniem — stroi on różne żarty, wywraca
się z ławki, czy krzesła, wyjmuje różne przedmioty z kosza i chce je
sprzedawać domownikom, to znowu chce coś kupić. Mową swoją
naśladuje chłopak charakter mowy żydowskiej. Żyd jest ważną
postacią w tej grupie. Wprowadza on element komiczny do przedsta­
wienia a nadto zbiera od domowników pie­
?
niądze i różne datki.
Obsada szopki składa się z następujących
osób, które nie są ucharakteryzowane: trzech
muzykantów (basy, skrzypce), dwóch chłop­
ców, którzy trzymają szopkę i śpiewają, oraz
jednego, który manewruje figurkami ztvłu
szopki. Razem osób 7 (z Żydem).
Na środku izby stają dwaj chłopcy, trzy­
mając szopkę z boków, za rączki (Ryc. II, 6).
Za nimi stają muzykanci i chłopak, manewru­
jący figurkami. Zprzodu szopka jest zasłonięta
płótnem, przybiłem dolną częścią do podłogi;
górna część tego płótna jest przymocowana zapomocą sznurka do krzyża na dachu szopki
(Ryc. I, 8 przedstawia sznurek). Kiedy ma sie
rozpocząć przedstawienie, odsłaniają szopkę
a płótno, spadłszy nadół, (Ryc. I, 7) zasłania
chłopca, który ztyłu przesuwa figurki.
Ryc. I.

54
Szopka jest zbudowana z cienkich desek i ma kształt domku bez
przedniej ściany. Wielkość podstawy szopki wynosi 60 cm X 40 cm
(Ryc. II.), zaś wysokość około
60 cm (Ryc. I.). Na samym
brzegu podłogi, zprzodu, znaj­
duje się mały płotek (Ryc. I, 1).
Górny koniec ścian jest połą­
czony poziomą łatą, od środka
której przechodzi pionowo łata
do szczytu dachu (Ryc. I, 2, 3).
Do łaty poziomej są przymoco­
wane dwa ptaki, zrobione z ka­
wałka drzewa, do pionowej zaś
jeden. Wedle danych mi wyjaś­
60t ni 4
nień mają to być dzięcioły
(Ryc. I, 4.) Na szczycie dachu,
Ryc. IL
zprzodu, jest krzyż (Ryc. I, 5.)
Wewnątrz szopka jest wyklejona złotym papierem, prócz podłogi, która jest wyścielona mchem. Do
podłogi, na przodzie szopki, są przytwierdzone dwie świeczki
(Ryc. II, 7), w środku zaś znajduje się drewniany żłóbek z Panem
Jezusem (lalka kauczukowa) (Ryc. II, 1.) Obok żłóbka stoi Matka
Boska (Ryc. II, 3) i św. Józef (Ryc. II, 2) (obie kukiełki z drzewa,
pokryte szmatkami).
Nad żłóbkiem pochylony jest wół osioł (Ryc. II, 4, 5) ; zrobione
są z drzewa, pokryte skórką króliczą, z pyska zwisają duże, czerwone
języki, zrobione ze szmatki. W głębi
szopki, w prawym i lewym kącie,
stoją wieże drewniane, dochodzące do
połowy wysokości szopki (Ryc. I, 6;
Ryc. II, A, B.) Podłoga szopki jest wy­
cięta w miejscach, gdzie stoją wieże,
jak również wycięte jest przez całą
Ryc. III.
długość podłogi połączenie między
wieżami (Ryc. II.) W środku tylnej
ściany jest wycięty niewielki otwór
(Ryc. II, C; Ryc. III, 1), przez który obserwuje ruch
figurek chłopiec, manewrujący niemi.
Figurki, używane do przedstawienia, są zrobione
następująco: Szkielet, wykonany z jednego kawałka
drzewa, przedstawia ryc. IV. Na szkielecie takim są
nieraz zaznaczone specjalne cechy, jak np. garb
u Żyda1). Na głowie jest wyrzeźbiona twarz: nos, oczy,
usta. Szkielet z drzewa jest okryty sukienką, zrobioną
z różnych szmatek. Wygląd każdej figurki jest odpo­
wiedni do tego, kogo figurka ma przedstawiać. Ryc. V.
przedstawia myśliwego, (w tekście pieśni 17-ta zkolei
M Por. też opis czarownicy.

55
figurka Jacko) przyczem należy
podkreślić
pewne
szczegóły
w wykonaniu tego myśliwego:
strzelba na ramieniu a na niej
zając, zrobiony ze szmatki, za
kapeluszem piórko. Ryc. VI.
przedstawia
pierwszą
wedle
tekstu pieśni figurkę: Bartosza,
który niesie gąskę. Ryc. VII,
VIII przedstawia Żyda i Ży­
dówkę.
Osobna uwaga należy się
wykonaniu
czarownicy (Ryc.
IX). Jest ona nieco większa od
innych figurek (długość jej wy­
nosi 26 cm). Ubrana jest w czer­
woną sukienkę, na głowie zawią­
zana krasiasta chustka. Twarz
rzeźbiona, prócz tego oczy, nos
i usta zaznaczone ołówkiem.
Ryc. v.
Dwie plamy czerwone na policz­
Jacko.
kach oznaczają rumieńce. Na
szkielecie drzewnym silnie uwydatniony jest biust.
Głowa jej (Ryc. X. a) nie stanowi całości z korpusem (b)

2) Wszystkie znaki tu przytoczone odnoszą się do ryc. X.

Ryc. VI.
Bartosz.

jak u innych

56
figurek, lecz jest połączona z drutem (2), przebiegającym przez otwór,
wyżłobiony w korpusie. Drut ten u dołu jest zakrzywiony (1) i przez
ruchy tego drutu (w miejscu 1) na prawo lub lewo, uzyskuje się ruchy
głowy w prawo lub lewo. Do czarownicy jest przybita gwoździem (d)
drewniana, o okrągłym przekroju, masielnica, dłu­
gości 8 cm. Na masielnicy ołówkiem są zaznaczone
obręcze. Przez środek jej jest wyżłobiony otwór,
którędy przechodzi pręt dłuższy od masielnicy
(około 16 cm) (A B). Do górnej części pręta
w punkcie A są przymocowane ręce czarownicy.
Przez poruszanie patykiem u dołu, w punkcie B.
po linji pionowej, patrzący uzyskują wrażenie,
jakoby czarownica rękami „masło robiła“.
Gdy przedstawienie ma się zacząć, zapalają
w szopce świeczki (Ryc. II, 7), zaś ztyłu szopki,
na podłodze układa figurki chłopiec, który będzie
niemi manewrował.
Figurki mają numery zaznaczone na nóżkach
(np. figurka na ryc. VI ma Nr. 1).
Numery figurek są zaznaczone wedle kolejności występowania ich
w tekście pieśni. Żyd, Żydówka, czarownica, djabeł i śmierć nie mają
numerów, gdyż łatwo można je rozróżnić.
Figurek jest 26. Z tego 21 pastuchów: 1) Bartosz (niesie gąskę),
2) Kuba (baranka), 3) Błażek (mleko), 4) Jan (gomółki), 5) Szymek
(cielę), 6) Michał (kur parę), 7) Walaszek (kaczora), 8) Klimas (chleb,
masło), 9) Miś (kiełbasę), 10) Tomko (jabłka), 11) Mateusz (gruszki),
12) Bonifacy i 13) Ignacy (miód), 14) Jędrek (ser), 15) Paweł (pszenny
chleb, masło), 16) Grześ (kołyskę), 17) Jacko (zająca), 18) Stach (kosa),
19) Piotr (srokoszaj, 20) Maciek i 21) Wojtek (po pół kopy jaj). Dalej:
22) czarownica, 23) djabeł, 24) śmierć, 25) Żyd, 26) Żydówka. W takim
porządku są ułożone.
Kiedy te przygotowania figurek są ukończone, muzykanci zaczy­
nają grać a chłopcy, trzymający szopkę, śpiewają następującą piosenkę:
Arja [.
Moderato
" —
--- ------- *

%/—i—
—i

4—j

^
1

:

-

___~
—p ■i

a

__



Szczę - śli - we cza - sy nam się zja - zui - ły, Ła-sha-we

Na - ro - dził się świę - ty,

świę-ty Z Pan-ny Ma - ry -ji.

II. Stróżowie trzody swej pilnowali,
Anieli chwałę Bogu śpiewali,

_ fiä--

=f==I

—i—

nie - ba Bo - ga spu - ści - ły.

Pastuszyła, niebożęta
Z strachu się bali.
III. Aż zrozumieli wdzięczną nowinę,
Że Panna Czysta rodzi Dziecinę,
Która człeku i w tym wieku
Odpuszcza winę.
IV. Spoczywa w szopie Miłość związana,
Stąd wszystkich pycha jest podeptana,
Obrał sobie leżeć w żłobie
Moc pożądana.
V. Wół, osioł Pana swą parą grzeją
Pokłon oddawać Jemu umieją,
Przyszedł w ciele świadczyć wiele
Tak rozumieją.
VI. Tu się pasterze wnet uwinęli,
Ochotnie w drogę spieszyć zaczęli.
Piękne dary na ofiary
Z sobą tam wzięli.
VII. Bartosz wziął gąskę, Kuba baranka,
Błażek słodkiego mleka pół dzbanka,
Jan gomółki porwał z półki
Niosą do Pana.
VIII. Szymek czem prędzej wziął na się ęielę,
Michał kur parę wraził w kobielę,
Co był sobie kupit obie
W. przeszłą niedzielę.
IX. Walaszek z sobą wziął był kaczora,
A Klimas nabrał chleba pół wora,
Masła fasę, Miś kiełbasę,
Co nadział wczora.
X. Tomko koszałka poniósł jabłuszek,
Mateusz koszyk słodziutkich gruszek,
Bonifacy i Ignacy
Miodu garnuszek.
XI. Jędrek wziął sera, Paweł pszennego
Chleba pożęczyi u stryja swego,
Masła miskę, Grześ kołyskę
Niosą do Niego.
XII. Jacko na siebie zająca kładzie
Tego, co wczoraj zastrzelił w sadzie,
Stach wziął kosa, Piotr srokosza,
Idą w paradzie.

58
XIII. Maciek i Wojtek, ci opóźnili
Dlatego, że się za łby wodzili,
Po pół kopy te dwa chłopy
Jajek rozbili.
XIV. Do szopy weszli Pana swojego,
Z pokorą klękli, mówiąc do Niego:
Masz nasz Boże podłe łoże
Z żłóbka prostego.
XV. Twoja to miłość to uczyniła,
Że Cię w tę nędzę na świat spuściła,
Żeby dusze z mąk katusze
Wyprowadziła.
*

Gdy tekst wspomina o jakiejś figurce, chłopiec, manewrujący
figurkami a ukryty z tyłu szopki, wkłada odpowiednią figurkę do wieży
(Ryc. II, A, w kierunku strzałki a), przesuwa ją zwróconą profilem
przez otwór w podłodze (wedle strzałki b) do środka; tu obraca figurkę
en face do widzów a figurka, pochylona ręką chłopca (strzałka c),
kłania się Panu Jezusowi (ruchy figurek obserwuje chłopiec przez
otwór w ścianie tylnej Ryc. II, C; Ryc. III, 1). Następnie figurka,
zwróciwszy się znowu bokiem, posuwa się w kierunku strzałki d
(Ryc. II.) i niknie w wieży B (Ryc. II.), gdzie zostaje wyjęta lewą ręką
chłopca przez otwór w podłodze we wieży B. Równocześnie wkłada
chłopiec prawą ręką do wieży A (Ryc. II) następną zkolei figurkę.
Figurki pojawiają się w niniejszych lub większych odstępach czasu,
zależnie od tekstu pieśni. Tak przesuwają się przed widzem pastusz­
kowie z darami w ręku. Manewrowanie figurkami wymaga wprawy,
która np. okazuje się przy wprowadzeniu dwóch ostatnich pastuszków:
Maćka i Wojtka. Wchodzą oni razem, stają na środku szopki, a że
według tekstu piosenki „za łby się wodzili“ tak, że potłukli po pół kopy
jaj, więc teraz zaczynają się bić rękoma. Osiąga się to przez wprawianie
ich w ruch obrotowy dokoła pionowej osi figurek, które mają wolno
opuszczone ręce (ze szmatki), obciążone przy końcu małemi ciężarkami.
Większej jeszcze wprawy wymaga scena z czarownicą, która już
jest niejako sceną zbiorową. Z wieży wysuwa się czarownica, posuwa
się na środek szopki, gdzie zwraca się przodem do żłóbka — tak zresztą,
jak i inne figurki. Nie kłania się jednak, lecz rusza głową w prawo
i w lewo, jakby się rozglądała i zaczyna „robić masło“. Figurka ta
sprawia na widzach jakieś niesamowite wrażenie. Po chwili wpada na
scenę djabeł i całuje czarownicę a następnie wysuwa się z wieży biała
śmierć z kosą, kosi czarownicę i znika; niemal równocześnie wpada
djabeł i porywa zabitą. Scena ta rozgrywa się bardzo szybko i wymaga
wielkiej wprawy; figurkami bowiem manewruje jeden chłopiec.
Po scenie z czarownicą, podczas której ani muzyka nie gra, ani nie
śpiewają niczego, zaczyna muzyka grać następującą arję:

59
Vivace

'Gja H-

=£=
rt=t>
------- fe——d—Ci—■ —? Ja

TE
i—i i m
--- 4-P
, a>
^—4
-Hd-T-

-M4

P------

~*rc - "Iß
i___R_
»■■i i-1

Równocześnie z obu wież wysuwają się w tanecznych podrygach
figurki Żyda i Żydówki, którzy, laiicząc, to zbliżają się ku sobie, to
oddalają. Scena tańca Żyda i Żydówki jest również bardzo ciekawa
i wymaga wielkiej zręczności, gdyż np. w V i VII takcie figurki kłaniają
się sobie zbliska, obrócone do siebie twarzami, zaś w VI i VIII takcie
„kłaniają się“ sobie z oddali, odwrócone do siebie tyłem.
Na tern przedstawienie się kończy. Chłopak przebrany za Żyda
zbiera datki a następnie, po zgaszeniu świec w szopce i zasłonięciu jej,
odbywają się tańce z córkami gospodarza. Po przetańczeniu z dziew­
czyną, biorą ją dwaj chłopcy pod ręce, stają koło orkiestry i śpiewają:
Arja III.

Przyjechali tam delegacja z wojny i pytali się o nocleg spokojny. I pytali się o nocleg spokojny.

II. Gdy nadybali gospodę spokojną
I pytali się o panienkę strojną, (bis.)
III. Niema ją W domu, jest ona tam w polu,
Plewi pszeniczkę z samego kąkolu. (bis.)
IV. Gdyśmy widzieli jej wianek na głowie,
Tośmy myśleli, że zamek w Krakowie, (bis.)
V. Żebyśmy mieli trzy talary zasłać,
Żebyśmy mogli tę panienkę dostać, (bis.)
VI. Nie Łry tutaj panowie bywali,
Po pięć talary w kieszeniach miewali, (bis.)
VII. A wy durniowie grosieńka nie macie
A o ładną się panienkę pytacie, (bis.)

Na zakończenie śpiewają wszyscy:
Arja IV.

Allegro
-i-FF

■T=r":T=r

41■* i-

—«--0

1

\

«

Za ko-len-dę

v#-

m jpP

i1 i1 n

dzię-ku-je-my Zdrowia szczęścia winszujemy A~że-byś~cie

i

- m j -'-T-P
A po śmierci w niebie byli.

Mej kolenda.

dłu-go ży-li

60
II. Idźmy bracia w Imię Pańskie
Otworzą się wrota rajskie
Przez narodzenie Jezusa
Będzie w niebie nasza dusza
Królowała.

Szopka w Dąbrówkach różni się niemało od innych szopek ludo­
wych. Różnicę tę dostrzega się już w samej budowie szopki.
Szopka krakowska ■ł) jest wykonana niezwykle kunsztownie. Nad
szopką górują zwykle 3 wieże (2 z boków, na przodzie szopki 1 wtyle),
zaopatrzone w okienka i ganki; wieże te wystają ponad szopkę, gdyż
są dobudowane niejako zewnątrz. Wnętrze szopki krakowskiej jest
wyklejone różnokolorowym papierem, niekiedy też złotemi i srebrnemi
gwiazdkami (szopka w Skawinie). W szopce łowickiej34) są 2 wieże
zprzodu szopki, również zewnętrznie dobudowane. Zewnętrzne wieże
w ilości jednej do trzech są również w szopce radomskiej :’). Podobnie
jest w szopce okolic Makowa i Kalwarji ‘j a także w szopce kaliskiej7).8 * *
Pod tym względem szopka opisana przeze mnie przedstawia typ
prymitywny. Jest ona zwyczajnym domkiem, bez przedniej ściany.
Wieże, z których wychodzą figurki, są małe, bez żadnych okienek,
a znajdują się we wnętrzu szopki, dochodząc mniej więcej do połowy
wysokości szopki. Wieże te posiadają jedynie wycięcie w bocznej ścia­
nie, które umożliwia wysunięcie figurek. Dalsza różnica tkwi w tem,
że w większości szopek figurki przesuwają się na przodzie szopki i tu
jest wycięty otwór w podłodze, umożliwiający przesuwanie figurek
Tak jest w szopce krakowskiej s), kaliskiej 7), łowickiej 4), radomskiej’),
Żłóbek z Panem Jezusem jest w tych szopkach umieszczony przy tylnej
ścianie. W szopce, którą opisałem, szpara do przesuwania figurek znaj
duje się przy tylnej ścianie szopki a żłóbek z Panem Jezusem znajduje
się na środku szopki.
Podobną budowę posiada szopka w Podhorcach ,J), której budowa
i wT tem jest podobna do szopki w Dąbrówkach, że posiada otwór
w tylnej ścianie, służący do obserwowania ruchu figurek. Otwór ten
jest również w szopce w Skawinie, Gdowie i Radziszowie *"). Zasłonę,
która po odsłonięciu szopki opada naclół i zakrywa chłopca, porusza­
jącego figurki, mają również inne szopki, np. kaliska 71),* radomska I2|,
podhorecka ”) i inne.
3) Czaja Sb, Szopka krakowska, Lud XI, 17—50, 130 -163.
4) O c z y k o w s k i, Szopka w Łowiczu, Wisła VII, 518—621.
5) Jastrzębski. Szopka radomska, Wisła VIII, 281—303' ') Kosiński W., Widowiska świąteczne w Makowie, Kalwarji..., Lud XVI.

■SflMCŠÍÚ.

7) Peszke .1., Urywki dawnej szopki kaliskiej, Wisła XT, 1—8.
s) Czaja 1. c. 18- -20.
8) K r y r z y ń s k i B., Szopka w Podhorcach, Lud V, 1,31—164.
ln) Czaja 1. c. 19—20.
11 ) Peszke 1. c. por. rys. str. 1.
42) Jastrzębski 1. c. 281.

61
Oryginalnością szopki w Dąbrówkach jest postać chłopca, przebra­
nego za Żyda. Stanowi on element humorystyczny całej imprezy a jednem z zadań jego jest wprowadzenie szopki. Podobne „wpraszanie“
szopki spotyka się i w innj^ch okolicach, ale nigdzie nie czyni tego Żyd,
którego zresztą niema między chłopcami (jest tylko figurka Żyda).
Wyjątkiem jest tutaj szopka podhorecka, ale Żyd nie wprowadza jej.
W Gdowie ls) przychodzą z szopką pod dom, do którego chcą wejść,
wołają: „kuku“ i mówią odpowiedni wiersz, poczem — po odśpiewaniu
kolędy — zostają zaproszeni do izby. W Gaju 14) idzie do wnętrza domu
wysłannik (ale bez przebrania) z latarką, oblepioną czerwonym papie­
rem i mówi wiersz a po zaproszeniu szopki przez domowników wpro­
wadza ją. Oryginalne jest wprowadzenie szopki w Radłowie ls) : wejście
szopki poprzedza przemowa Siwego Kuby pod oknem domu, do którego
mają wejść.
Podczas przedstawienia albo szopkę trzymają chłopcy (tak w szopce
w Dąbrówkach a także w Kaliskiem 16) i Łowickiem 1T), albo ustawiają
ją na krzesłach (szopka w Lubelskiem ls), w Kornicy 19 ). Palenie świec
w szopce podczas przedstawienia jest powszechne a na uwagę zasługuje
jedynie szopka kaliska, w której świeczki są umieszczone na dachu 20).
Główną różnicą między szopką opisaną przeze mnie a innemi szop­
kami jest fakt, że figurki szopki w Dąbrówkach to figurki niem e.
Pojawiają się one z reguły pojedynczo 21), w odstępach większych lub
mniejszych, stosownie do tekstu pieśni. Niekiedy przerwa między uka­
zywaniem się figurek jest większa, niekiedy zaś wysuwają się prawie
bezpośrednio po sobie. Niema tu jednak scen zbiorowych a figurki
niczego nie „mówią“, nie prowadzą żadnych dialogów. Szopka w Dąb­
rówkach jest więc niejako „niema“.
Podobnie „nieme“ figurki spotyka się u ludu nadrabskiegoZ2),
w okolicach Kalwarji2,ł) i w Radłowie 24) z tą jednak różnicą, że tutaj
figurkami temi nie są pastuszkowie i że kukiełki te tańczą (parami
zwykle) w takt muzyk. Podczas grania np. krakowiaka zjawia się para
krakowiaków, podczas żydowskiego — Żyd z Żydówką i t. p.2n).
To jest zasadnicza różnica.
Poza tem w szopce opisanej przeze mnie figurki przedstawiają
głównie pastuszków, którzy niosą dary. W innych szopkach są pastusz­
kowie niekiedy przyklejeni we wnętrzu szopki 2o), jednak wśród figurek,
które przesuwają się przez szopkę widzi się ułana, kozaka, krakowiaka,
13) Czaja 1. c. 21—22.
14) Czaja 1. c. 22.
lň) Gaweł ek F., Boże Narodzenie w Radłowie, Lud XIV, 131—156.
18j Peszke 1. c. 2.
1T) O c z y k o w s k i 1. c. 518.
18) Wolanowski 1., Szopki i Herody w Lubelskiem, Wisła X, 465—489.
ls) Janczuk M, Szopka w Kornicy, Wisła II, 729—753.
2(’j Peszke 1. c. 2.

21j Prócz sceny z czarownicą, Żydem i Żydówką i sceny
chłopców.
22) Świętek, Lud nadrabski, 99.
2a) Kosiński 1. c. 385—6.
2,j Gawełek 1. c. 150—151.
2S) Kosiński 1. c. 385.

bijących

się

62
dziada, Heroda i t. d. — figurki, których w szopce w Dąbrówkach
zupełnie niema. To ograniczenie się zasadniczo tylko do sceny skła­
dania Panu Jezusowi darów przez pastuszków nadaje szopce w Dąb­
rówkach rys oryginalności. O podobnej szopce wspomina jedynie
Kolberg 26) przy opisie Mazowsza. Jednak i imiona pastuszków i dary
są tu inne. Jest tutaj również przygoda: stłuczenie dzbanka z mle­
kiem 27), podobnie jak w szopce w Dąbrówkach jest potłuczenie jaj.
Wspólnemi figurkami, które występują we wszystkich szopkach,
są: śmierć, djabeł i czarownica. W szopce w Dąbrówkach śmierć kosi
czarownicę a djabeł, który wpierw ją całował, porywa. Na tern rola
ich kończy się. W innych szopkach figurki te mają większą rolę, pro­
wadząc nieraz długie dialogi. Scena bijących się chłopców nie jest no­
wością szopki opisanej. Wspomina o tem Kitowicz w swoich Pamiętni­
kach a scena ta pojawia się również i w innych szopkach np. w Kaliskiem2S). Datki od domowników zbiera zwykle dziadek a nie, jak
w szopce w Dąbrówkach, chłopiec przebrany za Żyda.
Po przedstawieniu chłopcy, biorący w niem udział, tańczą z dziew­
czętami a potem śpiewają każdej pieśń: „Przyjechali tam delegacja
z wojny...“28).29Tak
30 31jest
32 *w Dąbrówkach.
Spotyka się to i w szopce krakowskiej, ale w nieco odmiennej
formie Niema tu mowy o tańczeniu. Jedynie chłopcy^ śpiewają „na
cześć“ dziewcząt różne pieśni, „okolędowują“ je.so)
Śpiewanie przed wyjściem pieśni, w której dziękuje się za „kolędę“,
jest częste, choć nie wszędzie jest ono jednakie. W Bugaju sl) śpiewają:
„Za kolędę dziękujemy, Zdrowia, szczęścia winszujemy, Żebyście tu
długo żyli Na drugi rok nas puścili“. Brzmi ta piosnka bardzo podobnie
do pieśni śpiewanej w Dąbrówkach.22) Podobnie śpiewają w Podhorcach3S) i w Kalwarji34). Tekst pieśni, śpiewanej w BadłowieS5)
jest również bardzo podobny: „Wiwant, wiwant, już idziemy, Za kolędę
dziękujemy, Przez narodzenie Jezusa W niebie będzie wasza dusza,
Królowała“. Podziękowanie to jest śpiewane na inną arję, niż w Dąb­
rówkach se).
Tak więc szopka w Dąbrówkach, mimo pewnych nawiązań do
innych szopek ludowych, odcina się od nich swoją oryginalnością i prymitywnością w budowie szopki i w ujęciu całości. Zasadniczo jest ona
swoistym i lokalnym wytworem. Do wypowiedzenia takiego sądu
o szopce opisanej upoważnia mnie — prócz analizy^ porównawczej —
również jej geneza, którą udało mi się zbadać. Szopka w Dąbrówkach
powstała dopiero przed kilku laty. Szkieletem jej jest kolęda o pastusz26) Kolberg, Mazowsze, III, 63.
27j Zwrotka 10.
28) P e s z k e 1. c. 3.
29) Por. str. 59.
30) Czaja 1. c. 151—160.
31j Czaja 1. c. 149.
32) Por. str. 59.
3S) Kryczyński I. c. 164.
34) Kosiński 1. c. 386.
3B) Gawełek 1. c. 151.
s6j Por. Semkowicz W., Boże Narodzenie w Radłowie, Lud. X, 167.

63
kuch, niosących dary Panu Jezusowi. Kolęda ta pochodzi ze zbioru,
którego karta tytułowa brzmi: „Pastorałki i kolędy czyli Piosnki wesołe
Ludu w czasie świąt Bożego Narodzenia po domach śpiewane a przez
x. M. M. zebrane. — Czerpane z rękopismów od r. 1695. Wyd. IV. Kra­
ków 1883. Nabyć można u x. x. Missjonarzv w Krakowie na Stradomiu
Nr. 4“.
Na odwrotnej stronie karły' tytułowej znajduje się uwaga, która
głosi: „Zbiór ten... służy' tylko ku zabawie domowej podczas długich
wieczorów Świąt Bożego Narodzenia. Zwyczaj dawny przodków na­
szych przepędzania wesoło w domach wieczorów i świąt tak drogich
dla każdego chrześcijanina, prawdziwie godzien jest naśladowania,
gdyż przez to uniknie się kompanij szynkowych, karczemnych i innych
złych okazyj a następnie i obrazy' Boga“. Wobec takiej zachęty' nic
dziwnego, że zbiorek ten był w częstem użyciu a pewnego razu, może
właśnie po wyjściu z karczmy, powstała w „kompanji szynkownej“
bogobojna my'śl zrobienia szopki na podstawie jednej z kolęd.
Po wspólnej naradzie ułożono plan imprezy'. Jeden dał zbiorek
kolęd, z którego wyuczyli się inni śpiewu, drugi znów, mistrz miej­
scowy, wyrzeźbił figurki stosownie do tekstu kolędy i zrobił szopkę.
Dobrano jeszcze muzykantów — i wszystko gotowe było.
Ciekawe jest to, że wszy'scy, biorący' udział w urządzeniu szopki,
mieszkają obok siebie. Była to niejako spółka sąsiedzka.
Tak powstała szopka, która dzięki temu, że wyłoniła się z kolędy
o pastuszkach, dary' niosących, jest odrębna od innych szopek ludowych
a ponieważ jest wymysłem tamtejszych ludzi, cechuje ją prymitywność.
Pewne naleciałości istnieją: np. scenę z czarownicą oraz Ży'dem i Ży­
dówką ktoś zapewne widział gdzie indziej i urzeniósł ją.
Bardzo ciekawa jest kwestja wyboru odpowiedniej części pieśni,
która miała być śpiewana przy przedstawieniu. Otóż w zbiorze — ta
kolęda (wydrukowana na str. 556 jako kolęda 147) jest dłuższa. Do
szopki wzięto jej początek i środek. Część pieśni, którą wzięto, mówi
o pastuszkach i darach, jakie złożyli Panu Jezusowi. Z zakończenia
pozostawiono jedynie jedną zwrotkę S7) ze względu na jej podniosły,
z punktu widzenia religijnego, charakter.
Dalsze zwrotki kolędy, o treści refleksyjnej, będące już niejako
modlitwą i pożegnaniem pasterzy, opuszczono. Koniec kolędy, który'
opuszczono przy wyborze tekstu do szopki, brzmi:
„Teraz my Jezu prosim zbawienia,
By dusza nasza uszła zranienia,
I strasznego i wiecznego
W piekle płomienia.
Z sercem skruszonem powstali szczerze,
Dary oddali, a zaś na lirze
Tryumf grali i śpiewali
Wdzięczni pasterze.
37) Por. zwrotka ostatnia str. 58.

64
Potem się grzecznie z nim pożegnali,
Nazad do trzody swej powracali
Boga tego maleńkiego
Wraz wychwalali.
Ty zaś słuchaczu bądź dziś wesoły,
Bo nawet wszystkie skaczą żywioły,
Zbądź frasunku, dodaj trunku,
Co robią pszczoły.
Kto słucha Boga i szczerze żałuje
Za grzechy swoje z nich się wyzuje,
Takich święty, niepojęty
Jezus miłuje“.

RÉSUMÉ.
On va avec la crèche à Dąbrówki (district Łańcut) depuis Noël jusqu’à
la fête des Chandeleurs. Elle est introduite dans les maisons par le Juif qui,
au moyen d’espiègleries diverses, introduit dans le spectacle un élément
comique. La crèche est montée par trois musiciens, deux garçons qui tien­
nent la crèche par des manches spéciales et un garçon qui manie les marion­
nettes. La crèche représente une maisonnette composée d’une seule chambre,
sans le paroi du devant. Au milieu se trouvent les marionnettes représentant
la Sainte Vierge et l’Enfant Jésus dans la crèche; il y a là ausssi le boeuf et
l’âne. Près du paroi postérieur se trouve dans le plancher une ouverture
transversale dans laquelle s’avancent les marionnettes sortant de la tour
près du paroi postérieur. On commence le spectacle en découvrant la crèche,
en l’éclairant à l’intérieur par deux bougies, après quoi les garçons, accom­
pagnés de la inusiquc, chantent le cantique des bergers portant leurs dons
à l’enfant Jésus. Au moment donné le garçon qui reste caché derrière la
crèche et manie les marionnettes avance successivement de la tour par
l’ouverture dans le plancher la marionnette correspondante du berger avec
le don. La marionnette salue l’Enfant Jésus et disparait dans une autre
tour. Ces bergers faits en bois et habillés d’habits différents en chiffons
sont en nombre de 21. Il y a en outre une sorcière „battant le beurre“, la
mort qui la fauche et le diable qui emporte la sorcière. Pour finir apparais­
sent le Juif et la Juive qui dansent. Après le spectacle les garçons dans une
chanson remercient pour les étrennes, souhaitent le salut aux hôtes, après
quoi on danse.
La crèche à Dąbrówki diffère dans une certaine mesure d’autres
crèches polonaises. Les marionnettes y apparaissent au fond et non sur le
devant de la scène, comme cela a lieu dans la plupart des crèches, et elles
paraissent isolément, excepté les scènes avec la sorcière, ainsi qu’avec le
Juif et la Juive. Dans plusieurs crèches polonaises plusieurs marionnettes
paraissent simultanément. Ces marionnettes représentent surtout les bergers,
dans d’autres crèches on peut voir aussi un lancier, un Cracovien, Hérode,
etc. Les personnages de la sorcière, du diable, de la mort, du Juif -et de la
Juive figurent dans presque toutes les crèches polonaises. Une autre dif-

65
fèrence consiste dans ce que dans la crèche décrite il n’y a point dd scènes
parlées, les marionnettes sont pour ainsi dire muettes et paraissent en scène
comme une interprétation imagée du texte chanté. La chanson dans
laquelle les garçons remercient pour les étrennes est presque partout iden­
tique. La crèche à Dąbrówki se distingue par un certain primitivisme, mais
aussi par son originalité, vu qu’elle s’est formée comme la mise en scène
du cantique qui raconte l’histoire des bergers portant les dons. Quelques
garçons ont fabriqué la crèche et les marionnettes conformes au texte du
cantique, et comme le cantique parle de bergers, la crèche met en scène
presque exclusivement les bergers. Les personnages de la sorcière, de la
mort, du diable, du Juif et de la Juive furent empruntés aux autres crèches
polonaises.

JULJUSZ ZBOROWSKI

LUDOZNAWCZE PRZYCZYNKI Z GÓRALSZCZYZNY
(NOTES ETHNOGRAPHIQUES SUR LES MONTAGNARDS POLONAIS)
TREŚĆ: 1. Spinki metalowe góralskie — uzupełnienia do rozprawy Wł. Anto­
niewicza s. 65. — 2. Tytoń na Podhalu s. 69. — 3. Lach jako przezwisko
w gwarze góralskiej s. 69. — 1. Czary w Nowym Targu w 1751 r.
Nawóz koński, uderzanie trumną o próg, dotykanie zmarłego, przewle­
czenie nici popod próg, którędy ma iść osądzony na śmierć s. 70. •—
5. Godła chłopskich chałup w Szczawnicy s. 76. — 6. „Piórko“ w obrzę­
dzie weselnym s. 76. — 7. Prognostyki z 1701 r. z Żywca s. 78. —
8. Wędrowny znachor z 1712 r. s. 81. — 9. Przyczynek do „charakternilców“. s. 83. — 10. Niesprawiedliwie skazany na śmierć powołuje za
sobą winowajcę, s. 84. — 11. Dusze samobójców, s. 84. — 12. Podanie
o soli we wsi Sól, pow żywiecki, s. 86. — 13. Cudowne wysłuchanie
modlitwy, s. 86. — 14. Pustelnicy, s. 87. — 15. Zbójnictwo w Żywieckiem.
s. 87. — 16. Picie krwi zabitego, s. 90. — 17. „Zbójnik“ jako przezwisko,
s. 91.

1. Wśród prac, które w ostatniem dziesięcioleciu posunęły naszą
wiedzę o góralszczyźnie, wybitne miejsce zajmuje rozprawa Włodzi­
mierza Antoniewicza o metalowych spinkach góralskich, oparta na
sumiennych badaniach w muzealnych zbiorach i na związaniu wyni­
ków o charakterze etnograficznym z rezultatami archeologicznych
odkryć.
Podaję tutaj drobne uzupełnienia do sprawy spinek, oparte nie
na znalezieniu nowych okazów, lecz na materjałach z rękopisów, ry­
sunków i dawnych podróżniczych wspomnień.
Najważniejszym w tym zakresie przyczynkiem jest stwierdzenie
uzasadnionego przypuszczenia, że zasiąg góralskiej spinki był niegdyś
znacznie większy i prawdopodobnie wiązał się z granicami całej
góralszczyzny.
Terytorjum, które dla metalowego zapięcia zakreślił Antoniewicz
na podstawie muzealnych okazów i terenowych badań, obejmuje na
Lud T. XXXI.

5

66
polskim obszarze etnograficznym Podhale, Nowotarszczyznę, północnozachodni skrawek Spiszą, jedną graniczną miejscowość na Orawie,
jedną w Pieninach i jedną z Limanowszczyzny w punkcie bliskim
Pieninom.
\
Uzupełniające wiadomości pozwalają nam znacznie rozszerzyć
granice zasięgu spinek na polskim obszarze i stwierdzić ich istnienie
pod koniec XVIII w. aż do połowy XIX tam, gdzie dziś o nich nic nie
wiemy. W jednym wypadku nowy przyczynek jest tylko potwierdze­
niem dość późnej relacji, zastępującej brak muzealnego okazu.
Zaczynając poszukiwanie od wschodu na zachód, stwierdzamy
istnienie spinek w Krościenku, nadto potwierdza się podana u Anto­
niewicza relacja Dowgirda o Szczawnicy.
Wprawdzie lwowski malarz Ksawery Prek, opisując w 1832 r.
strój szczawnickiego górala, pominął milczeniem spinkę (Rkp. Bibl.
Jagiell. Nr. 938, tom III), zato w rysunku ją utrwalił. Czy ta akwarela,
zatytułowana „Dziewczyna i młodzieniec górale z okolicy Szcza­
wnicy“ ’) powstała w 1832 r., gdy Prek po raz pierwszy był pod Pie­
ninami, czy dopiero w 1841 r. w czasie jego powtórnego pobytu, nie­
wiadomo. W każdym razie w drugiej ćwierci XIX wieku spinka jest
w Szczawnicy używana. Autor uwidocznił ją na koszuli górala tak
wyraźnie, iż rozróżniamy typ okrągłych zapięć.
W 1831 r. odbył podróż do Krościenka Żegota Pauli. Rękopis o tej
wyprawie znajduje się w spuściźnie po Paulim (Rkp. Bibl. Jagiell.
Nr. 5373), drukował zaś autor swoją wycieczkę w „Rozmaitościach“
lwowskich w 1835 r. W nrze 52 na str. 419 czytamy o koszuli u kro­
ścieńskiego górala, spiętej mosiężną sprzączką.
Posuwając się ku zachodowi, zatrzymujemy się na ziemi lima­
nowskiej. Stąd mamy z 1813 r. wspomnienia Roztworowskiego z okolic
Dobrej12). Wydałem je w „Ludzie“ (1929). I tu autor widział koszulę,
która jest „dużą mosiężną szpilką na piersiach spięta“.
Brakuje nam wiadomości z okolic Rabki, Babiej Góry, zato z Żywieczyzny posiadamy dwie notatki. Najstarsza znajduje się w „Pieśni
o standrechcie i Proćpakowej bandzie w roku 1795“, którą ogłosiłem
również w „Ludzie“ (1929)3). Autor tego poematu, opisując przesłu­
chanie Jerzego Proćpaka, rodem z Kamesznicy, wodza zbójnickiej
bandy, wspomina, że uwięziony zbójnik ma koszulę „pod szyją spinką
mosiężną spinaną“.
W 1851 r. wydrukował Ludwik De Laveaux pierwszy opis góral­
szczyzny żywieckiej p. t. „Górale bieskidowi zachodniego pasma
Karpat“. Tutaj również jest mowa o koszuli, „mosiężną agrafą pod
szyją“ spiętej.
Wprawdzie i po tych zestawieniach pozostaje niewypełniona luka
w samym środku małopolskiej góralszczyzny, to jednak, zdaje się
z dużą pewnością wolno nam przyjąć, iż niegdyś wszystkie tereny,
1) Teka rysunków Preka w Bibl. Jagiell., sygn. 1 182. Za ułatwienia w ko­
rzystaniu ze zbiorów ikonograficznych jestem bardzo zobowiązany pani dr. Zofji
Ameisenowej.
2) Rkp. Pol. Akad. Umiej. Nr. 1783.
s) Rkp. Pol. Akad. Umiej. Nr. 1860.

67
zamieszkałe przez górali w Małopolsce używały metalowych zapięć
w kształcie spinki.
Na góralszczyźnie śląskiej metalowych zapięć strój męski nie po­
siada. Jak było dawniej, dotąd nie wiemy. Natomiast bliskie podha­
lańskim spinkom typu „lanek“ (odlewanych) są sercowate lub koliste
agrafki u kobiecych „kabotków“, znajdujące się w Muzeum Śląskiem
w Katowicach. Wedle informacji dyr. Tadeusza Dobrowolskiego należą
te przedmioty do stroju „wałasek“ i góralek. Czy są identyczne z temi
okazami ze Śląska, które zna Antoniewicz z „Museum für Volkskunde
in Wien“, a które uważa za analogiczne do góralskich wyrobów, nie
wiem. Nie jest wykluczone, że wymienione formy agraf są tego samego
pochodzenia, jak i spinki małopolskiej i słowackiej góralszczyzny.
W każdym razie musi ulec modyfikacji wniosek Antoniewicza,
jakoby spinka była związana tylko z grupą, nazwaną przez Udzielę
„góralami podhalańskimi“. Zna ją i beskidowy góral i właśnie stamtąd
udało się wyszukać jedyne dotąd świadectwo istnienia spinki w XVIII
wieku.
Czy i poza czysto góralskiemi terytorjami nie znajdziemy jeszcze
przedmiotów o podobnych formach, niemożna zgóry kwestjonować.
Bo przecież nie jest wykluczone, iż ruchliwy element, jakim byli gó­
ralscy pasterze, mógł roznieść formę spinki w ościenne, niegóralskie
strony.
Odnośnie do samego Podhala podaje Antoniewicz wieś Ratułów
jako ostatnią pozostałą z przeszłości siedzibę spinkarzy t. j. górali,
trudniących się wyrobem sprzęczek. W niedawnej przeszłości wyra­
biano metalowe zapięcia także w innych wsiach.
Najsłynniejszem w początkach XIX w. centrum produkcji spinek,
klamer do opasków i pasów, fajek była wieś Zubsuche. Wspomina
0 niej Seweryn Goszczyński po podróży w 1832 r.
Nadto w rękopiśmiennym katalogu zbiorów etnograficznych Jó­
zefa Lesieckiego, niezwykle sumiennego zbieracza, z zawodu stolarza
1 snycerza,4)5 znalazłem notatki z lat 1910—1914 o spinkarzach. Lesiecki zapisał, że w Ralułowie robi sprzęczki żyjący jeszcze podówczas
Pręciak, w Dzianiszu żyjący podówczas Jan i Józef Michniakowie,
którzy wykonywali sprzęczki do pasów, cuch, opasków i spodni, dalej
w Zębie żyjący wówczas Michał Symoniak, w Nowem Bystrem żyjący
wówczas Śeliga, w Chochołowie Wetula Kajton.
W Zakopanem między 1890 a 1912 r. wyrabiał spinki z mosiądzu
i bakfonu słynny przewodnik tatrzański Szymon Tatar, gdy mu starość
już nie pozwoliła chodzić po górach. Zdaje się, był to ostatni zako­
piański spinkarz B). Wiadomość o tem podał w nekrologu Tatara Sta­
nisław Świerz („Taternik“ 1913, VII, nr. 3).
Metalowe spinki góralskie wywodzi Antoniewicz od fibul gockich.
od wędrówek Gotów w V wieku po Ghr. na południe od Karpat, od
Siedmiogrodu przez górne dorzecze Cisy, Bodrogu, Hornadu i Popradu,
z biegiem Wagu do Dunaju.
4) Zbiory swoje zapisał zabity w czasie wojny Lesiecki Muzeum Tatrzańskiemu
w Zakopanem.
5) A zarazem ostatni w Zakopanem twórca łyżników.
5*

68
Warto przypomnieć, że już w 1901 r. związek góralskich spinek
z podobnemi formami niemieckiemi, mianowicie z północno-zachod­
nich terenów podejrzewał Władysław Stroner. Ten autor, pisząc
w „Słowie Polskiem“ (nr. 572 z 7 grudnia 1901) o sztuce ludowej p. t.
„Złoty róg“, powiada: „Owe zakopiańskie spinki bronzowe w formie
serca, otoczonego u góry jakby koronką, z wisiorkami u dołu, a więc
forma znacznie rozwinięta i bardzo charakterystyczna; zupełnie ten
sam typ odnajduję aż w północnej Fryzji °) i w okolicach Hamburga
(Vierland) na spinkach chłopskich wycinanych w bronzie lub subtelnie
wykonanych filigranową robotą (ob. Mielke, Volkskunst.). Jakim spo­
sobem ten typ spmek, znanych tam jako bekrönte Brautherzcn dostał
się aż w Tatry, na to niech odpowiedzą etnografowie“.
Inna rzecz, iż Stroner jest skłonny do tłumaczenia tych i innych
podobieństw w formach i ornamentach pochodzeniem ze wspólnego
źródła, z czasów indoeuropejskiej wspólnoty.
Na teorje S trônera zareplikował ostro Kazimierz Mokłowski
(„Słowo Polskie“ 1901 z 13 i 14 grudnia). Oburza się przeciw twier­
dzeniu, że ludowa sztuka Podhalan niema jednolitego typu. „Gdzieś
znów w Hamburgu odnajduje p. Stroner spinki w „kształcie serca
z wisiorkami u dołu“ i pyta się zdumiony czytelnika „jakim sposobem
zawędrowały (!) na Podhale te „bekrönte Brautherzchen“.
Co prawda Mokłowski albo przekręcił dla swego użytku słowa
Stronera albo ich w polemicznym zapale nie zrozumiał. Stroner wcale
nie mówi o wędrówce owych „bekrönte Brautherzen“ na Podhale, lecz
stawia pytanie, jakim sposobem typ podobnych przedmiotów dostał
się pod Tatry.
W dalszym ciągu stara się Mokłowski bronić słowiańskiego po­
chodzenia form spinkowych. Przypomina więc, że nad Łabą i Odrą
siedzieli ongiś Słowianie, mianowicie najbliżsi Polakom Połabianie
koło Hamburga, gdzie w liineburskiej puszczy jeszcze do XVII wieku
zachowały się ich resztki.
Przytoczyłem tę dawną polemikę dla przypomnienia, że niektóre
poglądy, dziś naukowo stwierdzone dzięki umiejętnej metodzie, obfi­
tości porównawczego materjału i postępu badań w różnych działach
wiedzy, majaczyły się niejasno naszym poprzednikom. To samo można
stwierdzić odnośnie do kwestji góralskiego stroju, oddawna w ogólni­
kach łączonego z bałkańskim i rumuńskim, również do sprawy bu­
downictwa, podejrzewanego o związki z niemieckim drewnianym ty­
pem domostwa i t. d.
Jeżeli idzie o drogę rozwoju formy od gockiej fibuli do współ­
czesnej spinki, to wywód Antoniewicza jest przekonywujący i szukanie
genezy tych zapięć u Gotów jest uzasadnione.
Natomiast nie zdaje się, aby autor mógł utrzymać się ze swoją
hipotezą, jakoby odłamy szczepów gockich pod naciskiem Hunnów
schroniły się na nowotarską dolinę, póki jedynym jego argumentem
są etymologje nazw topograficznych na Podhalu. Po pierwsze część
tych nazw, wskazywanych dotąd jako germańskie, nie jest germańfl) Właśnie z Fryzji podaje Antonicv, icz ciekawe analogje do góralskich spinek.

69
skiego pochodzenia, jak wykazał Kazimierz Dobrowolski. Po drugie
są wśród nich rzeczywiście germańskie, ale mogą pochodzić dopiero
z epoki kolonizowania Podhala niemieckimi osadnikami, a więc
z XIÍI w. (np. Gewont). Późna kolonizacja Podhala również nie sprzyja
szukaniu Gotów u północnych stóp Tatr.
Póki zatem niema dowodów pobytu szczepów gockich w nowo­
tarskiej dolinie, raczej trzeba przyjąć, iż gocka fibula, a może raczej już
jej przekształcone odmiany, dostała się przez słowackie pośrednictwo do
polskiej góralszczyzny z terytorjów na południe od Karpat, z siedzib
Gotów na obszarze późniejszych Węgier.
W jakiej mierze przyczynili się w kilkanaście wieków później
w rozniesieniu spinki na dalsze terytorja wędrowni pasterze, chyba
tylko w wyjątkowych wypadkach da się stwierdzić.
Zdaje się, że wpływ Golów, wędrujących od Siedmiogrodu pod­
karpackim pasem, zaważył nietylko na zachodnio-karpackich terytorjach. Wprawdzie na Huculszczyźnie nie znajduje Antoniewicz analogi]
do góralskich spinek, to jednak, niezależnie od dekoracyjnych szcze­
gółów, pewne analogje między metalowemi wyrobami huculskiemi
a gockiemi fibulami przecież zachodzą.
■fc
i?
*
2. Ze spinkarstwem łączy się wyrób fajek metalowych. Prawie
zawsze producent spinek jest jednocześnie „fajczarzem“.
Dla dziejów fajczarstwa może nie bez znaczenia jest wiadomość
o tytoniu na Podhalu.
W 1715 r. staje przed sądem nowotarskim Tomasz Jędroszak
z Chabówki, mający na sumieniu liczne kradzieże w okolicznych
wsiach. Zeznaje on m. i., że „Z Odrowąża Bałakowi 4 funty tutoniu
wziął, kiedy u niego nocował“. (Akta miejskie nowotarskie z lat 1711—
1751, k. 53). A w 1739 r. przed tymże sądem toczy się sprawa o prze­
wóz „tabaku“.
*
*
*
3. Aż nadto dobrze znamy stosunek górali do Lachów czyli mie­
szkańców nizinnej Polski. Skala uczuć ciągnie się od żartobliwych
przekpiwań, pogodnego lekceważenia aż do jawnej niechęci, pogardy,
a nawet nienawiści.
Oto co pisze Goszczyński w „Memorjale do Centralizacji Polskiego
Towarzystwa Demokratycznego“ w 1838 r.: „Górale wyżsi są od mie­
szkańców równin i fizycznie i umysłowo, lud zręczny, pojętny, zu­
chwały, zacięty, straszny w wojnie, prowadzonej w jego okolicach,
zwący wszystkich nie górali Polaków nienawistnem nazwiskiem La­
chów — nieuległy, najprzystępniejszy z ludu wiejskiego propagandzie,
ale przytem najskrytszy, najchytrzejszy, najdwuznaczniejszy“.
Muszą to być dawno istniejące antypatje, zresztą wzajemne. Naj­
starsze znane dotąd ich przykłady znajdują się w księgach sądowych
nowotarskich.
W 1751 r. (Akta 1711—1751, K. 115 v—116) przy sposobności
zbiórek siana starły się naprzód słownie, a potem czynnie sławetna

70
Janowa Brandysiewiczowa, mieszczka nowotarska, z uczciwą Jagnieską
Dziobońką. Jagnieska, góralka widać z krwi i kości, musiała coś wie­
dzieć o świeżem osiedleniu się Brandysiewiczów w stolicy Podhala.
Bo nietylko zgoła szpetnie sławetnej Janowej przymówiła na temat
cnoty, ale i syna jej nieuczciwemi słowy „publikowała“: „Ty łachu,
matacu, salbierzu, nic nie macie, przyśliście w górnicach“. Te „gór­
nice“ — to albo symbol biedy i aluzja do bogacenia się na góralskiej
ziemi, albo też świadome podkreślenie odrębności lachowskiego i gó­
ralskiego stroju.
Hasłu: Podhale dla Podhalan hołdował również Stanisław Bylina.
W 1750 r. (Akta 1750—1751, k. 9 v) obrany „na rewizją garców czo­
pową“, spotyka się z zarzutem jakichś nieporządków „z jeneralnego
porachunku tegoż czopowego“ i żądaniem oddania 150 szelągów. Ale
„zapozwany respondere nie chciał, zruciwszy (z) sobie suknie, furibunde sobie postąpiwszy, wołał na aktora: „Lachu, do Lachów, do
nas tu przyszedł“. Tym aktorem, czyli stroną wnoszącą skargę na
uczciwego Bylinę, był „pan Józef Wendzicki, obywatel nowotarski“,
skądś z „Polski“ przybyły, nawet nie „mieszczanin“ tutejszy, lecz
tylko „obywatel“.
Temu Wendzickiemu widać często wytykano niegóralskie pocho­
dzenie. W tym samym bowiem roku „pracowity Marcin Młynarczyk
z Łopusnej zeznał relacją in praesentia wyżej wyrażonych p. p. ławni­
ków przeciwko spólnikowi uczciwego Józefa Wendzickiego, który
mówił przy bytności wyżej wyrażonego Marcina Młynarczyka p. Józe­
fowi Wendzickiemu: „stoś tysięcy zjadł, ty Lachu, nie w Łopusnej to
rozkazować, ty ciuro, kpie, ty litworze, Moskwicinie“. (Akta 1750—
1751, k. 117 v). W rezultacie „niemogąc tego ścirpieć p. Wendzicki
uderzył go raz“.
%
*
*
4. W „Ilustr. Kurjerze Codziennym“ (nr. 350 z 18 grudnia 1932)
poleski korespondent tego pisma zamieścił interesującą wiadomość
0 wykopaniu trumny z grobu z powodu zabobonu.
Rzecz działa się we wsi Małkowicach pod Pińskiem. Zamieszkały
tu Filip Szepielewicz ma kamą sprawę o odkopanie grobu siostry Natalji. Natalja zmarła w lipcu 1932. Jak zeznali świadkowie, krewna jej,
Domna Szepielewiczowa, podłożyła w czasie pogrzebu pod trumnę
zmarłej kawałek mięsa i nawóz koński, owinięty w kłosy żytnie. Zabieg
ten miał na celu ściągnięcie nieszczęścia na rodzinę Filipa. Gdy się
Filip o tem dowiedział, na odwrócenie czarów odkopał grób siostry
1 usunął stamtąd mięso i nawóz 7).
Sprawę końskiego nawozu jako narzędzia czarów znalazłem
w aktach miejskich nowotarskich z 1751 r.
Na sławetne mieszczki Mateuszową Kilanowiczową i Wojciechową
Kilanowiczową rzucono poaejrzenie, że się zajmują czarami i ludziom
szkodzą. Coś już „porobiły“ Paluszonce, a wie o tem napewno sławetna
7) Por. A. Fischer „Zwyczaje pogrzebowe“, str. 183 i n. o wkładaniu do
trumny przedmiotów na czyjąś zgubę.

71
Zofja Florkowa, bo zaniepokojona o siebie i współobywateli, przestrzega
przed niebezpieczeństwem urzędowe osoby.
„Idąc sławetny Jan Brandysiewicz, pisarz m. nowotarski, (z) sławetnem Stanisławem Stempińskim, m. i ławnikiem nowotarskim,
dosła nas Zofja Florkowa i mówiła nam takowe słowa: Panowie,
radźcie koło siebie, by potym któremu tak nie było, jako Paluszonce,
i to mówiła, że Kasper Krzywda widział, kiedy wzięna chleb święcony
i posła z nim do stajnie (w) wielką niedzielę i uderzyła per posteriora
konie tym chlebem“.
Gdy się rozeszła wieść o czarach, zgłosił się do sądu miejskiego
sławetny Wojciech Zwoleński, mieszczanin i ławnik, i „soleniter się
manifestuje i protestuje przeciwko Matusowej Kilanowicowej“. Już ją
raz „uspokajał za carostwo“ t. zn. jakąś grzywnę zapłacił za posądzenie
0 czary, „a teraz się o to samo sprawa agituje“. Wnioskuje więc Zwo­
leński, że spotkała go niesłuszna kara, i zapowiada, że „będę chciał te
sprawę renowować“.
Może panowie rajcy miejscy niekoniecznie wierzyli, że obie Kilanowiczowe są czarownicami, może działały tu jakieś nieznane wpływy,
dość że dochodzenie idzie opieszale. Widocznie jednak nacisk
opinji publicznej zmusza urząd do energiczniejszych kroków. „Ponie­
waż takie pozachodziły kontrowersje przeciwko żonie Wojciecha Kila­
nowicza i Mateuszowej Kilanowiczowej o czarostwo, gdzie i na urząd
ludzie amarykują, że tej sprawy serio przypilnować nie chcą, luboby
się tak żona Wojciecha Kilanowicza, jako też i Mateuszowa Kilanowiczowa do niczego nie znały, jednak ich sąd skazuje do więzienia dobro­
wolnego, z którego nie wejdą, pokil sobie tych nie zapozwą ludzi, którzy
ich w te kalumnią wdają, żeby im abo dowodzili, albo ich emundowali
w tej sprawie“.
Nietylko Florkowa, ale i Stanisław Daniel wraz z matką zarzuca
Mateuszowej, że jest czarownicą. Bo skarży się przed sądem ta Mateu­
szowa, że Daniel „jej dom nadszeł i hałasy robił, mnie uderzył i celadź,
która tam była, napospół bił, słowa nieuczciwe matka jego na mnie
wołała i carownicą mnie nazywała“. Zapozwany przed sąd Daniel
broni się i opowiada o przebiegu zajścia „...mnie Fasicka wzion do
cechmistr(z)a na wódkę i wypili my dwoje pćłkwarcia gorzałki; przy­
szedł Olsowski do mnie i wzion mnie do tej izby, kędy oni byli, i zasta­
łem tam jednych, co w karty grali, a syn Wierzbickiego grał im na
oktowce 8); ja im potym począł przygania(ć), że na oktawce grali. Syn
Wirzbickiego powiedział: Co ci, kpie, do tego? Ja mu wzion oktawke
1 połomałem, oni skocywszy bili mnie, co się podobało, aż mnie po­
krwawili“.
Kilanowiczowa oczywiście nieco inaczej przedstawia rolę Daniela,
„...była przytym, kiedy przyszedł Stanisław Daniel i przyganiał, że na
oktawce grali, syn im rzekł: Wy gracie na piszczałce, a my na oktawce.
Potym wzion Daniel oktawkę i połomał, potym sie rzucili na niego
8) Instrument ten zwie się w gwarze Podhalan optowka, optólki. Por. A. Chybiński: „Instrumenty muzyczne“, str. 125 nn.

72
i bili się. Przestawszy się bić, wzion Daniel kija i prał we drzwi, a wołał:
ty carownico, wiem, żeś jest carownica, gotówem cie poprzysiąc“.
Sąd nowotarski, wysłuchawszy skarżącej i oskarżonego, „skazuje
obidwie strony do więzienia za kłódkę: Daniela zato, aby jej tego do­
wiódł, że jest carownica, a Mateuszową Kilanowiczową, aby potrzymała
i dostała prawa“. Tak długo zaś mają obie strony zostawać w więzieniu,
„pokil się według prawa dwunastą godnych ludzi nie zaręczą“.
I Daniel i Mateuszowa zaręczyli się ludźmi godnemi. Na wyzna­
czony termin „rękomnicy“ sławetnej Mateuszowej Kilanowiczowej
stawili ją do sądu, upraszając „aby byli wolni od rękomii“. Sąd ich
zwalnia od rękojemstwa i przystępuje do sprawy. Ale „strony sta­
nąwszy po rękomii do sądu, nie dowodzą sobie tego, co sobie strony
pozadawały; tedy obidwie strony sąd skazuje do więzie(nia) za kłódkę,
z którego nie wejdą, pokil sobie strony nie dowiodą tego, co sobie po­
zadawały“.
Nie tak łatwo zatem Danielowi przeprowadzić dowód prawdy.
Sprawa znowu idzie w odwlokę. Wreszcie znalazła się ponownie „coram officio neoforensi“ w związku z innem podejrzeniem, rzuconem
na współwinną Wojciechową Kilanowiczową. Obie sprawy łączą się
często ze sobą na sądowych przesłuchaniach, my jednak naprzód zaj­
miemy się Wojciechową, a potem wrócimy do Mateuszowej.
Ta sama Zofja Florkowa, która alarmowała miejskiego pisarza
i ławnika odkryciem czarownicy, mocno obciąża zeznaniami Wojcie­
chową Kilanowiczową. Oto syn Florkowej „Matus widział, kiedy z na­
wozu końskiego wybirała cosi, ale nie wie, co wybirała, aż w drugi rok
znowu przyszła, nabrała nawozu końskiego do zapaski. Ja posła do niej,
mówiłam jej: co to mas w zapasce? Ona powiedziała, że nie mam nic.
Ja jej wyrwała zapaskę i wysułam ten nawóz na gnój i przyganiałam
jej, że: chowacie konie, a cudzy gnój bieres. I to zeznała, że przestr (z)ygał
Wojtek Matusza, syna mego, żeby się jego żona nie wadziła, bo jej moja
żona poradzi. I to zeznała, że Matus widział Wojciechową Kilanowi­
czową, kiedy na Rysiowym ogrodzie ziemie brała, a na swoje boisko
nosiła“.
A zatem same poważne zarzuty! Skarży więc Wojciechowa
„Zofją Florkową, Matusza Florka i Kaspra Krzywdowicza o to, że ją
udali, jakoby się miała gusłami bawić“. 1 znowu dowodzą ci zapozwani
przed sądem, że słuszność jest po ich stronie. Udowadnia więc „Matus
Florek, żem ją widział, kiedy cosi z mojego gnoju wybierała, ale nie
wiem co“. Florkowa powtarza jeszcze raz, „że widziała w drugi rok
i pytałam się: coz to mas w tym podolku? Powiedziała: nie mam nic.
Potymem jej wydarła zapaskę, wysuły się stercora końskie ze zapaski.
Potymem jej przyganiała: gdybyś koni nie chowała, tobym się nie
cudowała, ale konie chowas, cudzy bieres“. Zeznaje nakoniec Kasper
Krzywdowicz, „że ją widział, kiedy sła z chlebem ze stajnie, alem nie
widział, żeby co nim robiła w stajni“.
Sąd jednak nie nabiera przekonania, że ma do czynienia z cza­
rownicą. Z wyroku wynika, że sprawę zakwalifikowano jako zwykłą
kradzież. Bo oto czytamy: „Sąd kontrowersje stron strutynowawszy,
przeźrawszy się w relacjach świadków, i sama się aktorka przed sądem

73
przyznała, że brała nawóz i glinę na cudzym ogrodzie, tedy taki sąd
dekret ferował, aby dała grzywien 6 za to, że cudzy gnój brała i glinę
na cudz(y)m ogrodzę, z których połowa kościołowi farnemu nowo­
tarskiemu, połowa ur(z) ędowi, i więzienie powinna zasiąść, z którego
nie wejdzie, pokil zadosyć dekretowi nie uczyni“.
Ale jednocześnie sąd nie wyklucza, że przecież Wojciechowa Kilanowiczowa coś może mieć wspólnego z czarami. Bo na wszelki wy­
padek zagraża: „lnquantumby się napotym co pokazało, tedy jako Bóg
i prawo karana będzie“.
Jednak pomimo dekretu Wojciechowa Kilanowiczowa grzywien
nie płaci, nic też niewiadomo, jakoby siedziała w więzieniu. Podobnie
lekceważy sobie wyrok Mateuszowa Kilanowiczowa. „Zaś całe pos­
pólstwo miasta J. K. Mci na to bardzo amarykowało i dotychczas
amarykuje na urząd, że takowych, które się gusłami bawią, nie karzą“.
Wzburzenie jest tern większe, iż obie skazane ,,z tym się przed sądem
wymówiły, że będą swojej na tych świadkach dochodzić sławy i podściwości“. Tymczasem całkiem nie starają się o rehabilitację. Sąd więc
ponownie skazuje obie Kilanowiczowe do więzienia, którego tak długo
nie mają opuścić, póki się nie rozsądzą ze świadkami, obciążającemi
ich sławę i poczciwość. Jeżeli zaś nie będą się starać o rehabilitację, to
otrzymają taką samą karę, jak niejaka Wojciechowa Łojaska, o której
później wspomnimy, t. zn. „przez trzy soboty in loco publico... po sto
plag rózgami“.
Ostatecznie występuje na widownię Wojciech Kilanowicz, mąż
posądzonej o czary Wojciechowej, i skarży Florkową ,.o to, że żonę
jego udała, że nawóz brała koński z nawozu syna jej Mateusza, ziemie
z cudzego ogroda podczas wielkiego czwartku; raz ją mój syn widział,
a ja drugi raz w drugim roku, także (w) wielki czwartek“. Zarówno
Florkową zapewnia, że zeznanie może „juramentem stwirdzić“, jako
też i Wojciech z żoną gotowi są do przysięgania na swoją niewinność.
Wedle „prawa majdeburskiego, gdzie pisze in articulo 44 to: każdy
obwiniony bliszy się juramentem odwi(eś)ć“, sąd uznał Wojciechów
Kilanowiczów bliższemi do przysięgi. Wykonują ją zatem „w te forme“:
,,Ja Wojciech, ja Zofja przysięgamy P. Wszechmogącemu w Trójcy
Ś. Jedynemu, że lubo moja żona wzięna nawozu końskiego na oborze
Mateusza Florka, nie brała go na żadne czary, ale do gliny, ani ziemie
z cudzego ogroda, tylko na przykrycie pastyrnaku, ani nie wiem o tym,
żeby się żona moja miała bawić jakimi czarami lub gusłami, ani żad­
nemu nie chc(e) skodzie na zdrowiu, tak mi Panie Boże dopomóż
i męką jego święta“.
Dekret sądowy miał zapaść po przysiędze. Nie znamy go jednak,
ponieważ nie dochowały się karty sądowej księgi, z której czerpiemy
wiadomości o czarach przy pomocy końskiego nawozu.
Tak się przedstawia sprawa Wojciechowej Kilanowiczowej. Wró­
cimy teraz do Mateuszowej Kilanowiczowej, zawikłanej w ten sam
proces o czary czy gusła, jednakże już nie w związku z nawozem
końskim. Jak podaliśmy poprzednio, do Mateuszowej wołał w czasie
hitki Stanisław Daniel: „ty carownico, wiem, żeś jest carownica,
gotówem cie poprzysiąc“.

74
Sprawa wyjaśnia się w czasie przesłuchiwania świadków. Uczciwy
Szymon Jorek zeznaje „officiose“: „gdy im matka umarła, przyszedł
Walenty Sienkowicz, kazał nam, kiedy my matkę swoje wynosili
z domu, kazał nam trzy razy trunną o próg uderzyć. I przypomniał
to sobie Wojtek brat i kazał nam Matuszem Kilanowicem, kiedy my
go wynosili z domu, trzy razy o próg uderzyć, my tyz uderzyli“.
Inny świadek podał, „że był przytym i widział, kiedy kazała nie­
boszczyka męża swego Matusza Kilanowicza do drugiego razu z trunną
na próg kłaść, ażem ich nałajał, żeby tego nie czynili“.
Wreszcie sławetny Stanisław Kilanowicz zeznał, „że widział, kiedy
się Matuszowa Kiłanowiczowa pomiędzy ludzi cisła wtenczas, kiedy
mu ks(iądz) ziemie nasuł i uchyciła się trunny i ów wszytek płac ustał,
a Mikołaj Kolasa mówił: pociągała jednego Matusza, pociąga i dru­
giego.“
Sprawa jeszcze raz wraca do sądu. Zapozwano „o udanie jakichsi
zabobonów, któremi się umiała bawić“, Mateuszową z urzędu t zn
oskarżycielem jest instigator iuratus neoforensis, Jan Watychowicz.
Świadkowie powtórzyli swoje zeznania. Wojciech i Sebestjan
Jurkowie zeznali znowu na korzyść oskarżonej. „Lubo do trzeciego
razu uderzyli próg, kiedy męża zapozwanej z domu wynosili, to mieli
z Walentego Sienkowicza, bo im kazał tak zrobić, kiedy swoje matkę
wynosili“. Również na korzyść Mateuszowej zeznaje ów Walenty Sien­
kowicz, wymieniony także jako Walenty Sieńko, i wyjaśnia dawny
zwyczaj. „To miał (z) starych ludzi, żeby odpocznąć ze zmarłym na
progach, żeby drugiego (z) sobą nie powołał“.
Niekorzystnie natomiast zdaje „relacją“ Stanisław Wiełkowicz,
ławnik nowotarski. „Słysał od swojej żony, powadziwszy się (z) sobą,
mówiła zapozwana: Płace na mnie jedna trzy roki cy ctyry, patrzejże,
byś i ty na mnie nie płakała. I to widział, kiedy kładziono jej męża
do grobu, chyciła się trunny, i zaraz płac ustał, a do tego się ozwał
Mikołaj Kolasa, brat pierwszego męża zapozwanej, że pociągała jednego
Matusza, pociąga i drugiego“.
Sąd „przeźrewszy się w relacji świadków“ nie nabiera bezwzględ­
nej pewności o winie Jagniski, wdowy po Mateuszu Kilanowiczu, „po­
nieważ się nic doskonałego nie pokazało przeciwko zapozwanej“.
Dekretują przeto sędziowie wedle prawa „majdeburskiego“, iżby „za­
pozwana wykonała jurament in hanc rotham: Ja, Jagniska, przysięgam
P. Bogu wszechmogącemu w Trójcy ś. jedynemu, lubo mnie ludzie
udają, nie wiem o żadnem carostwie i zabobonach, anim Kołasinej nie
skodziła na zdrowiu i fortunie, jako na mnie twirdzą; anim tego nie
mówiła, powadziwszy się (z) żoną Stanisława Wielkowicza: jeżeli na
mnie jedna płace 3 cy 4 roki, patrzajże byś i ty nie płakała; anim tego
na żadne cary nie czyniła, com kazała do trzeciego razu trunną w próg
uderzyć pirwszym mężem, kiedy go z domu wynosili, anim na żadne
cary pirwszego męża dotykała się, ale z przyjaźni małżeńskiej, jednem
słowem mówiąc, że żadnych carów nie wiem, ani się nimi nie bawiła
i nie bawię, ani nie wiem, ktoby się nimi bawił, tak mi P. Boże do­
pomóż i męka jego ś.“

75
„De verbo ad verbum“ wykonała Mateuszowa przysięgę i w ten
sposób oczyściła się z zarzutów. Wówczas sąd na tych, którzy ją
0 czary posądzali lub będą posądzać, zakłada 10 grzywien kary i wię­
zienie czteroniedziełne, „ponieważ się od tych wszystkich rzecy i złego
na nie porozumienia i udania emundowała i wyprzysięgła“.
*

*

*

Jednocześnie ze sprawą obu Kilanowiczowych toczy się docho­
dzenie przeciw Wojciechowej Łojasce.
Tracono za liczne kradzieże Franciszka Dąbrowskiego, czeladnika
w Nowym Targu. Przed egzekucją Łojaska kazała swojej komornicy
przewlec popod próg nić „i nie kazała jej brać, aż ten inkarcerowany
1 mistrz (kat) przez tę nić przejdzie“.
Wynika stąd proces, a sąd „serio“ inkwiruje Łojaskę, w jakim
celu tę „okazją“ ważyła się czynić. Oskarżona „respondit, że to słyszała
od nieboszczki Klockowej, że kto ma taką nić, będzie miał szczęście do
szynku“ t. zn. do szynkowania czyli w sprzedaży napojów.
Narazie jednak Łojaska mimo posiadania owej nici szczęścia
niema, bo sąd skazuje ją, „aby przez trzy soboty in loco publico ode­
brała po sto plag rózgami“ i póki temu dekretowi zadosyć się nie
stanie, poty ma zostawać w więzieniu. Wdali się jednak w tę sprawę
pp. mieszczanie i mieszczki i za ich „godnemi instancjami“ sąd opuścił
Łojasce dwie kary. Ale jednocześnie zagroził: „napotym jeżeli się co
na nie takowego pokaże, tedy jako Bóg i prawo opiewa, karana będzie“.
Zabobon z nicią należy do tej samej kategorji, co i sznur, na
którym powieszono złoczyńcę, lub na którym wisiał samobójca. Są to
przesądy szeroko rozpowszechnione. Znanym jest również, nietylko
na góralszczyźnie, zwyczaj uderzania trumną o próg, aby nieboszczyk
nie wracał jako strzygoń lub nie powołał za sobą kogoś z pozostałych
w domu żałoby (por. A. Fischer 1. c. str. 259 nn.) Mniej jasnem jest
dotknięcie zmarłego męża przez wdowę. Może należał ten zwyczaj do
pożegnania nieboszczyka, do próśb o darowanie uraz i do zapobie­
żenia pomście ze strony zmarłego. (Por. A. Fischer 1. c. str. 248 nn.).
Z przytoczonych zdarzeń wynika, że sąd i opinja rozróżnia czary,
szkodzące bliźniemu, od guseł i zabobonów. Wyraźnie podkreśla tę
różnicę proces z 1718 r. (Akta z lat 1711—1751, k. 48 b). Dochował
się on tylko fragmentarycznie, tak iż nie wiemy, o jakie zabobony
oskarżano Zuzannę Sarkową. Zeznaje ona, „że nikomu nie szkodziła,
czarami sie nie bawiła, ale swego dobra broniła“. Sąd „podług prawa
majdeburskiego postępując“ dochodzi do wniosku, „że sie na tę Zu­
zannę Sarkową pokazało, że się gusłami, a nie czarami bawiła 9), co
była niepowinna, a Boga odstąpiła, za to była śmierć zasłużyła“. Ale
idzie za Sarkową instancja do sądu duchownych, a nadto „gromada“
odstąpiła od skargi, gdyż „żadnego dokumentu pewnego inszego ua
nie nie wie“. Proces kończy się uwolnieniem Sarkowej, ale i groźbą:
„aby sie odtąd takiemi gusłami nie bawiła pod karą dekretu na nie
9) Wykreślono w rękopisie słowa: „i ludziom przez to pomagała r.

76
ferowanego, to jest na stosie drew spalenia za przeświadczeniem namniejszym“.

3

*

5. Przyjeżdżającego po raz pierwszy do Szczawnicy uderza we wsi
nieznany gdzieindziej zwyczaj wywieszania na chłopskich chałupach
szyldów z „nazwą" chałupy i prymitywnem malowidłem, będącem
tem godłem. Jest więc dom „pod Krakowiakiem“ i wywieszka z naiwnem wyobrażeniem Krakowiaka w sukmanie, dom „pod Trzema
Koronami“, „pod kołem“ i t. d. Niezwykłość zjawiska szyldu i nazwy
na zwykłej góralskiej chacie, nawet nie willi, a nadto prymitywizm
malowideł na wywieszkach, powodują nieraz mniemanie, że jest to
jakiś archaiczny, resztkowy zwyczaj, zachowujący się jeszcze w pie­
nińskim zakątku.
Nic podobnego. Godło na góralskiej chacie jest wynikiem prze­
miany wsi Szczawnicy w sezonowe zdrojowisko w pierwszej ćwierci
XIX wieku i liczy sobie zaledwie około stu lat istnienia.
Znamy nawet datę wprow-adzenia nazwań i wywieszek W sier­
pniu 1841 przybywa do Szczawnicy Ksawery Prek, malarz lwowski.
Był tu już w 1832 r. Od tego czasu rozwinęła się Szczawnica, więc Prek
zapisuje w swoim „Dzienniku“ (Rkp. Bibl. Jag. nr. 938, tom III) no­
wości i zmiany, zaszłe w zdrojowisku od dziewięciu lat.
M. i. pisze: „We wsi również zastałem nowy porządek, gdyż każda
chałupa wiejska ma swoje godło, jako to: jedni mieszkają pod rakiem,
drudzy pod zajączkiem lub capem, trzeci pod piękną góralką, pod
Krakowiakiem, pod różą, pod Czorsztynem, pod piorunami, pod du­
żym nosem etc. etc.“
A zatem sprawa wyjaśniona.
Przypomnieć tu trzeba, że w 1832 r. Szczawnica posiadała zaledwie
dwa większe domy i trzeci mały, specjalnie budowane dla kuracjuszów.
Do 1841 r. przybywa zaledwie kilka „stancyj“ w „traktyjerni“ i duży
budynek z kilkunastu „numerami“. Ogromna więc większość sezono­
wych „gości“ mieściła się w wynajmowanych góralskich chatach
i właśnie dla ich orjentacji nadano chatom nazwy i godła z „malun­
kami“.
Ąz

*

*

6. Piórko, piórecko.
„Cemuz ci sie, hłopce, piórko nie migoce?
Dołeś go dziéwcinie za złote warkoce“.

Młodsze pokolenie góralskie często interpretuje tę rozpowszech­
nioną na Podhalu piosnkę bardzo prosto: jako zamianę ptasiego pióra,
zatkniętego za góralski kapelusz, za dziewczęce warkocze.
To tłumaczenie niema sensu i oczywiście odrazu wskazuje, że
w niektórych okolicach Podhala już się zatraca dawne znaczenie
„piórka, piórecka“, zapisane u Zejsznera, Paulego i t. d. (Por. Karło­
wicza „Słownik gwar“, IV, 108). Była to kitka, zrobiona z szychu,
farbowanych piórek, ze sztucznych kwiatów, zatykana za kapelusz.

77
Czasem na „piórko“ składały się gałązki smreczyny, oblepione na koń­
cach pozłótką lub kolorowym papierkiem.
Inaczej nazywa się ta ozdoba „bukietem“. O ile w pieśniach utrzy­
muje się termin „piórko“, o tyle w mowie codziennej, przy weselnym
stroju pana młodego i drużbów, słyszymy o „bukiecie“. Taki „bukiet“
widzimy i dziś na weselach. Sporządzają go panna młoda i drużki naj­
częściej na małej gałązce smrekowej ze sztucznych kwiatów, ozdabiają
koralikami i świecidłami, tak iż „migoce sie“ czyli błyszczy w słońcu
lub w świetle roztańczonej weselnie izby. Dawniej migotał się „bukiet“
tylko za kapeluszem, obecnie spotykamy go także na cusze, po lewej
stronie, na sercu.
Że „piórko, piórecko“ oznacza „bukiet“, a nie odnosi się do pta­
siego pióra, wynika jasno z pieśni, mówiących o „wiciu“ piórka. Np.
„Ej kieby sie- cémpryndzéj bucina osfiła,
Ej toby mi dziëwcina piórecko uwiła“.

Lub:
„Ej bucina, bucina, zielono bucina,
Ej uwij mi piórecko, dziéwcino z Kubina“.

W warjancie: „Przyniś mi, dziéwcino, piórecko z Kubina“ już
się zatracił pierwotny sens i pierwotne znaczenie słowa.
A zatem idzie o „bukiet“ czyli „piórko“, odgrywające rolę w we­
selnym obrzędzie i będące ozdobą pana młodego i drużbów.
Nietylko ozdobą, ale i symbolem kawalerskiego stanu. Przytoczona
pieśń o zamianie pióreczka i warkoczów jest pochodzenia weselnego.
W 1913 r. byłem na weselu w Białce. Skierował mnie na nie
Ignacy Moczydłowski, urzędnik sądowy w Nowym Targu, który zbie­
rając góralskie pieśni, zwrócił mi uwagę na stosunkowo dość dobrze
zachowaną formę obrzędową wesela wt Białce. Co prawda, starożytności
wiele nie zasiałem tym razem, zato wyjaśniło się pochodzenie i zna­
czenie naszej pieśni.
Zaczęły się czepiny, zwane tu „cepowinami“. Panna młoda czyli
„młoda pani“ usiadła wśrodku izby na stołku, obrzędowo popłakując
do „smatecki“ (chustka do nosa). Starsze mężatki zdjęły z jej głowy
mirtowy wianek i rozpletly kunsztownie posplatane warkocze. Wów­
czas drużki z wesołemi okrzykami rzuciły się na „młodego pana“,
który stał w kapeluszu. Umykał przed niemi i szukał schronienia
wśród drużbów, którzy utrudniali nibyto dziewczętom napad, aż
wreszcie poddał się i wpadł w ręce rozbawionych napastnic. Zerwały
mu triumfalnie z kapelusza „bukiet“, migocący się w blaskach nafto­
wej lampy, i zaśpiewały:
„Cemuz ci sie, hłopce, piórko nie migoce?
Dołeś go dzićwcime za złote warkoce“.

Nie miałem sposobności zauważyć, co drużki zrobiły potem z zer­
wanym „bukietem“.
A zatem nie ptasie pióro, lecz „piórko“^ symbol kawalerstwa,
oddał pan młody. Oddał dziewczynie za warkocze, bo przecież jeszcze

78
niedawno podczas „cepowin“ obcinano pannie młodej warkocze,
symbol panieńskiego stanu, i przystrzygano włosy, jak przystało na
mężatkę.
A tem samem zyskujemy interpretację innych pieśni, w których
powtarza się „piórko“. Np.
„Nie hojdze tu do nos, wysokie piórko mos,
U nos niskie dźwirka, to se go połómos“.

I tu oczywiście mowa o „bukiecie“ pana młodego. Jest to ironiczna,
a przecież nieomal wersalska forma rekuzy: kandydatowi do ręki
i serca dziewczyny dają do zrozumienia, że w tej chałupie niema czego
poszukiwać i że w niej żony nie znajdzie.
Tak samo nic wspólnego niema z piórem szeroko znana intro­
dukcja do „zbójnickiego“:
„Ej Janičku serdecko,
Kaześ podziot piórecko,
Colt ci dała?
Kiek se jehoł do wojny,
Upadło mi do wody,
Duso moja“!

Nie pióro, junacko wetknięte za kapelusz, lecz „bukiet“, dany
kawalerowi przez dziewczynę. Możliwe, że i ta pieśń o wpadnięciu
„piórecka“ w wodę ma jakieś dawne, dziś zapomniane znaczenie.
H:

*

*

7. Gdyby ktoś zajął się zebraniem dzisiejszych „złych przeczuć“,
złych „znaków“ i „prognostyków“, wróżących jakieś nieszczęście, to
już materjał, uzyskany w sferach miejskich, wśród t. zn. inteligencji,
dałby niemałą książkę. Pęknięcie lustra, stłuczenie szklanki, trzaskanie
zeschniętych mebli — wszystko to „wróży“ niemiłe zdarzenie. Prog­
nostyków takich jest bez liku, a mnożą się szybko wtedy, gdy rzeczy­
wiście kogoś spotkała przykra przygoda. Dotknięty nieszczęściem przy­
pomina sobie i odtwarza forsownie wszystko to, co zdarzyło się jemu
lub w jego domu przed katastrofą czy nieprzyjemnem zajściem, i z głębokiem przekonaniem dowodzi, że musiało go spotkać nieszczęście, bo
wtedy a wtedy zaszło to a to, że miał już przeczucie złego wypadku,
bo i t. d. i t. d.
Znamy te dowodzenia aż za dobrze. A skoro i dziś „przeczucia“
są tak żywe, to o ileż więcej popłacały jakie dwieście lat temu.
W 1701 r. w Żywcu „po zaćmieniu miesiąca dnia czwartego wi­
docznego, który się wszystek po zachodzie słońca zmienił, po nim dnia
wtórego sierpnia miesiąca po północy w niedzielę na święto Panny
Marjej Angielskiej albo Porcju (n) kule pioron na wieżą żywiecką wiel­
kim trzaskiem uderzył w gałkę sarnę pod krzyżem, nieobaczywszy aż
samym świtaniem dymu trochę kurzącego się z pod gałki“. Zbyt
późno zauważono grożące niebezpieczeństwo i murowany kościół ży­

79
wiecki, duma miasta, spłonął doszczętnie. Fundowali go Komorowscy
na 169 lat przed tą katastrofą, wieżę zaś postawiono przed 128 łaty.
Pogorzenie wspaniałej, jak zapewnia kronikarz, świątyni, odczuli
mieszkańcy Żywca jako klęskę całego miasta i niepocieszeni rozważali
„praesagia albo przestrogi i znaki, które tę ruinę kościoła i wieże przed
rokiem uprzydzały i znaczyły“.
„Pierwsza: roku przeszłego w święto Narodzenia Panny Marji,
której tytuł też kościół ma, w nieszpor i procesją sarnę pszczół rój na
kaplicy w kopułę jej przyleciał i onę obsiadł i przez trzy dni na skle­
pieniu kopuły zostawał, które wywróżyły ten ogień, spalenie kościoła.
Druga: w dzień Bożego Narodzenia na brackiej mszy rannej koło,
wśród kościoła wiszące, brackie, w którym świec 56 ku elewacjej
w tajemnicę Różańca świętego zapalono, to gdy do gaszenia tych świec
na dół ciągniono, urwało sie i z podziwieniem ludzi upadło bez żadnej
urazy, co znaczyło ten upadek kościoła.
Trzecia: w niedzielę w drugą post reformat, praesidens z klasztoru
kęckiego, mając tu na tę niedzielę kazanie, wziął sobie za thema:
Surgite ludzi pobudzających do poprawy i powstawania złości, plagi
im różne wyliczał, a zwłaszcza o upadku korony polskiej, gdzie i na
kościół przytaczał: Incipiam a sanctuario, jakoby miał rzecz tę: na
tym kościele zemsta stanie sie, i wszystko jego kazanie w słowie powie­
dzianym spełniło sie, które za przestrogę potym uznano i proroctwo tej
ruiny.
Czwarta: w święto wielkanocne po brackiej mszy świętej, gdy
j. m. ks. Bogusław Darnowski, inspektor na ten czas pp. starościców
przed brackim ołtarzem celebrował, świeca wielka z świecenia będąc
gorejąca zagasła, a potym po ewangeljej wywróciła sie spadłszy jako
żdłuż na ołtarz, a nic sie nie naruszyła, co zgaśnienie upadek tej wieże
przeznaczało.
Piąta: dnia 22 maja dziecię w żywocie Zofji Mrowczówny a Wa­
wrzyńca Suchoniowicza, rajtara pańskiego małżonka, trzy miesiące
mając jeszcze donosić, jako sama sumieniem zeznała, że to czuła i sły­
szała, po trzy razy zapłakało, co to znaczyło opłakanie ruiny przyszłej
kościoła i wieże; z której sie narodził syn Bartłomiej we dwie niedziele
po tym przypadku piorunowym.
Szósta: przed świętym Janem w niedzielę w samo południe przez
godzin trzy widziano nad wieżą samą żywiecką jakąś kometę, będącą
na kształt tęcze w kole wielkim stojącą, a we środku koła czarność
mającą, a niebo wszędzie wszystko jasne było.
Siódma: waga zygarowa na tej wieży wielkim kamieniem będąca,
która wisząc wysoko koła ciągnyła, a ta naremnie zerwawszy sie, sama
ciężko wielkim grzmotem pod wieżę spadła, że ludzi zat(r)wożyła
i P. Bóg, że kogo nie zabiła, zawarował.
Ósma: miech wielki organ, pod wieżą w kalkowni przy inszych
będący, przez kiełka świąt, gdy weń kalkowano i na organach grano,
blisko przed tą ruiną żałobliwie, głośno jakoby płacząc i krzycząc,
głosy różne z siebie skrzypiąc przeraźliwie wydawał i przeszkodę
w kościele czynił, czemu sie ludzie bardzo dziwowali, przyznawając
potym przestrogę żalu i płaczu tej ruiny.

80
Dziewiąta: zygar na wieży tej będący w dzień i święto świętego
Jakuba Apostoła i potym kiełka razy bez przestanku bił sam, uderzawszy po razy półtora sta i więcej, póki jeno mu sznoru i wagi star­
czyło, co to wszystko zepsowanie i ruinę znaczyło, blisko będącą
przez to.
Dziesiąta: dnia czwartego przed tą ruiną było zaćmienie miesiąca,
które miesiąc wszystek zaraz z wieczora zaćmiło, a trwało przez dwie
godziny, dziwujący sie mu bardzo ludzie, a to tę ruinę uprzedziwszy
przeznaczyło.
Jedenasta: tejże nocy, gdy pieron w wieżą uderzył, sąsiedzi dzwo­
nią na chmury iż potężnie i straśnie grzmiało,10)* śpil albo zapinka
sprzęczki rzemienia pasu w wielkim dzwonie sie urwała, odpiąwszy
sie pas, serce żelazne ze dzwona wypadło i ciężko uderzywszy na
piętro upadło i strach uczyniło. P. Bóg strzegł, że kogo nie zabiło albo
uderzyło; dlaczego na gwałt w ten dzwon wielki nie uderzono rano, aż
inszy pas przyprawiono“.
„Które przestrogi albo Znaki dla wiadomości czytelnika opisałem,
jeżeli prawdę przyznają“ — powiada skrupulatny kronikarz.
Nazwiska jego nie znamy. Po wyszczególnieniu przytoczonych
prognostyków, autor zamieścił w swej kronice w charakterze biblijnym
tren nad pogorzeniem świątyni, który zatytułował „Hieremias żywiecki
rzewliwie trenem swym lamentujący, płacząc i żałując ruiny tak wiel­
kiej kościoła i wieże, także znacznej odmiany miasta żywieckiego“.
Stąd też inwentarz rękopisów Bibljoteki Jagiellońskiej nazywa rkp.
Nr. 5493 „Iłiereuiiasa Żywieckiego kronika z lat 1688—1713, pisane
w Żywcu około r. 1713 lub w następnych“.11)
Ale nie koniec na tern. Mimo tych tak „murowanych“ znaków,
opinja rozżalonych mieszczan zaczęła się w innej okoliczności do­
patrywać przyczyny wielkiego nieszczęścia. Notuje bowiem nasz ano­
nimowy „Hieremias“: „rozniesły się wieści między ludźmi, zwłaszcza
z powieści gadającej niejakiej Reginy Stąporzonki, tu z Żywca baby,
że ta ruina stała się dla przeniesienia obrazu rzniętego Najświętszej
Panny Marji z ołtarza brackiego, na której miejscu inny malowany
wprawiony. Ale temu wierzyć niepotrzeba, gdyż jeszcze ołtarza i brac­
kiego i tego obrazu nie było, a już po dwa razy pioron przedtym na
tę wieżą uderzył, i będąc wprowadzone bractwo, dla którego stanąwszy
ołtarz i ten obraz był w nim, a znowu cztery razy wieżą zapalił, aż
onę zaledwie w ankrach obroniono i ugaszono. A nadto podobno było
naznaczono tej wieży, że przez pioron miała zniszczeć, i ludzie sami
jej prognostykowali, bo gdy kiedykolwiek lub w nocy albo we dnie
pioron kiedy uderzył i trzasnął, zaraz na wieżą patrzano, jeżeli jej nie
10) Dzwonienie dzwonkiem w czasie burzy lub wystawianie obrazów ze świętemi
w oknie, wieszanie ich na zewnętrznej ścianie chałupy widywałem w Nowym Targu
i okolicy w latach 1913—1920. Przytoczony tu kronikarz podaje również, że w 1712 r.
w Oświęcimiu i Kętach dzwoniono w czasie najazdu szarańczy, która sprawiła
ogromne spustoszeniè, „poczem obróciła się na Śląsko“. Jednak w tym wypadku
nie szło o magiczny zabieg, lecz o odstraszenie wroga hałasem. Wynika to z wiado­
mości, że ludzie także „łańcuchami, kosami we wsiach brząkali i strzelaniem od­
ganiali“.
1:L) Rękopis pochodzi ze zbiorów Ż ego ty Paulego.

81
zapalił, i już jakoby się tego spodziewali, a pospolita to pioronowi na
wieże wysokie uderzyć, jako się w wielu miejscach stało. A do tego
ten obraz był przeniesiony niż rok z tego ołtarza, poczym pioron
nieskoro na tę wieżą uderzył i onę spalił“.
A zatem nie wątpi żywiecki kronikarz w słuszność licznych prog­
nostyków i zrządzenie losu, który świątynię skazywał zgóry na smutny
koniec.
Czyżby to jednak była rzeczywiście kara za rzekomą poniewierkę
świętego obrazu? Gorliwie przeczy temu „Hieremias“ i udowadnia:
„A Matka Boża żeby miała zemstę na swój kościół to uczynić, niepo­
dobna, albowiem ten obraz nie na zgardę wyjęty, żeby się miał kędy por
niewierać, ale był na inszy ołtarz bracki na wierz (ch) sam, który bractwo
nosi, postawiony, czyniąc to dlatego, żeby większa ozdoba w brackim
ołtarzu przez inszy obraz była, starając się w srebro tak koronami i su­
kienką przyozdobić on, jakoż się z szczodrobliwości, pobożności poka­
zało lub stało, mając do tego nowego obrazu malowanego afekt skłon­
niejszy“.
Skąd przyszła do głowy Stąporzonce taka myśl, iż Matka Boska
zemściła się za despekt? Pytano tę Reginę Stąporzonkę, „z jakiej to
ma relacjej“. Indagowana „powiedziała, że ze snu i kondolencjej, gdy
ten obraz przenoszono, patrzała i onego się użaliła“. A pierwszym po­
wodem jej opowiadań było właśnie to koło brackie, które w dzień
Bożego Narodzenia upadło w czasie brackiej mszy, gdy je ściągano,
aby świece zagasić. Stąporzonka z tego upadku wywnioskowała nietylko ruinę kościoła, ale i dwie dalsze jeszcze plagi na miasto, miano­
wicie w dzień Wniebowzięcia i narodzin Panny Marji. Ale ku wielkiej
zapewne satysfakcji kronikarza były to proroctwa fałszywe, bo nic
złego w te dnie nie zaszło. Konkluduje więc, że ta „baba, lub się zdała
nabożna, ale biegon i jakoby spełna rozumu nie miała“. Okazało się
bowiem w kilkanaście lat potem, że usiłowała wykraść z kościoła,
z brackiego ołtarza obraz, i chciała go wynieść „do Radzichów na górę
nad kościół pod bożą mękę, że gromada tam kaplicę dla tego obrazu
wystawi“. Przesiedziała się za ten zamiar kilka dni w więzieniu. „A nie­
wiasty też tej szalbiercc wierzyły i te jej plotki daleko rozniosły“.
Ostatecznie i „Hieremias“ widzi w katastrofie karę bożą, bo „to
najpewniejsza, że z tą wieżą w pychę się wynoszono, że tak spaniała
była“. A nadto złamano prawa, nadane przez panów Komorowskich.
„Tak też i pamiątkę Pan Bóg i ozdobę kościoła i miasta złomał i zni­
szczył“.
•■¥

*

#
8. Przytoczony z okazji prognostyków rękopis „Hieremiasa“ za­
wiera prócz sprawy pogorzenia żywieckiego kościoła sporo wiadomości,
interesujących ludoznawcę i historyka dawnej obyczajowości.
Nasz kronikarz jest nieoceniony w skrupulatnem zapisywaniu
wszelakich zdarzeń, które wydały mu się godne uwagi i uwiecznienia.
Czego w tym rękopisie niema! Czytamy wiadomości z dziejów kraju,
starostwa i miasta, czytamy o przedziwnych wypadkach urodzin lub
Lud T. XXX!.

6

82
śmierci, o trojaczkach, osobliwem cielęciu, o ingresji żywieckich panów,
administratorów i księży, o procesjach, restauracji kościoła, o najeździe
żarłocznej szarańczy, o zabójstwach, zbójnikach i t. d. Jest i opis spa­
lonego kościoła, inwentarz kościelnych sprzętów, jest podział miejskich
gruntów i ich pomiary, wogóle rozkoszne silv a rerum.
Wybieram z bogatego materjału trochę wiadomości o wędrownym
lekarzu, zabobonach i wierzeniach, zbójnikach i t. d.
*
*
*
Wędrowny znachor z Czech jest kapitalnym obyczajowym obraz­
kiem. Warto o nim cały niemal tekst przytoczyć.
W 1712 r. „dnia 3 lipca na jarmark żywiecki świętojański doktor
do Żywca przyjechał, który naśród rynku sobie theatrum postawił,
gdzie obraz na żerdziach gór dwu arabskich skalistych, to jest Sinaj
i Oreb, kędy Mojżesz boże przykazanie odbierał i na puszczy żydzi byli,
padając im manna, i świętej Katarzyny ciało, od angiołów pogrzebione
mieli, (le)ży. Morze około tego Czerwone mając wymalowane, także
Arabów czarnych i okręta stojące u brzegów, przy tym insze obrazy
różnych kalicznych ludzi miał pomalowane, a te językiem czeskim
pokazowa!, że ich wyleczył, pokazując lub prezentując testimonia róż­
nych panów i miast, listy na pargaminach pod pieczęciami, przytym
i lekarstwa różne ludziom ogłaszał, a zwłaszcza srebrnik jerozolimski
z minice tej, za które Chrystusa Pana żydzi kupili od Judasza, a z tego
na wzór i podobieństwo dał wyrobić i z cyny (da) wał podobnych
z literami żydowskiemi; na jednej stronie był kielich stojący, a płomień
ognia z niego wynikający, pismo w koło niego hebrejskie, jako to żydzi
tłomaczyli: hasekel Isroel, to jest: waga izraelska, a na drugiej stronie
laska Aarona migdałowa, liściem i owocem obrośniona, a litery heb­
rejskie około: Jerosalaiem Chagledayse, co się wykłada: Jerosalem
święte. A tych nie przędąwał samych, tylko z lekarstw (em) na głowę,
na zęby i morzysko żywota i glist, z kartą drukowaną niemiecką
przedając, ten srebrnik cynowy ku temu przydawał, głosząc, że ten
srebrnik ku lekarstwom przyłożony, a do trunku włożony i pity, efekt
i skutek sprawuje; napuściwszy ingredencjami rozpuszczoną przedtym
cynę, zwłaszcza żywe srebro albo Mercurium przymięszował dlatego,
i w oczach zaraz ludzi dwa kubki kryształowe nalawszy klarownej
wody, w jeden ten srebrnik włożył, a w drugi proszku czarnego nasy­
pawszy w wodę, która się czarna jak inkaust jaki stała, a skoro jej
trochę ulał, a tej klarownej, w której srebrnik był, do czarnej przydał,
wszystka z czarnej wody w czystą i klarowną się przemieniła, czemu
się wielce lud dziwował“.
Wielu więc ludzi kupuje lekarstwa od wędrownego „doktora“,
.a najwięcej z powodu tego srebrnika.
„Doktór“ jest jednak wszechstronnie utalentowanym przedsię­
biorcą. Bo nietylko lekarstwa cudowne sprzedawał, lecz i małpę
w skrzyni „woził i ludziom prezentował, różne z nią czyniąc uciechy“.
Ale nie byłby to kompletny obraz wydrwigrosza i jego lekarskiego
„theatrum“, gdybyśmy pominęli szczegółowo zapisaną przez „Hiere
miasa“ wiadomość, że znachor „miał jednego konsztora, który na rę­

83
kach i nogach w tył chodził i nogi podniosszy w górę, a głowę w dole
mając, na rękach po theatromie biegał, wywracając się rozmaicie dla
uciechy ludzkiej“. Ten „konsztor“ pokazuje również inne sztuki: „po
linie wśród rynku chodził i tańcował różnym sposobem i konsztem sie
przewijając“, przyczem w rękach trzymał „dwużerdź okowaną na
końcach żelazem“.
Na drugi dzień sztukmistrz linowy otrzymał zaproszenie na
gościnny występ na podwórzu zamkowem. Tu przed „państwem“
jeszcze więcej „konsztów dokazował, iż się naprzód na sznorach wieszał
wysoko i różnie przewracał, potym po linie zawiązawszy sobie oczy
tańcował i kordami gołemi szermował. Nawet u nóg uwiązawszy te
gołe kordy, dziwnie na linie krakał i chodził“.
Za popis otrzymał linoskoczek „od państwa dobrą kontentacją“.
Niemożna wątpić, że spółka między „doktorem“, małpą i „konsztorem“ przynosiła niezgorsze zyski, a cudowne leki i karkołomne sztuki
cieszyły się zasłużonem uznaniem wśród mieszkańców Żywieczyzny.
*

*

*

9. Wiadomo, że istnieli i istnieją jeszcze do dziś dnia w wierzeniach
ludowych „charakternicy“, których się żadna kula nie ima. Tacy
czarownicy mają na sobie jakiś „charakter“ czyli znak magiczny,
który ich broni przed nieszczęśliwym wypadkiem i daje niezwykłą moc.
Zwłaszcza w zetknięciu z okrutną ongiś procedurą sądowych inkwizycyj „charakternik“ korzystał z niezwykłego działania „charakteru“;
męczono go na torturach, a on mąk nie czuł wcale i „nie znał się“ do
niczego, co mu zarzucano. Dlatego też przezorny „porządek sądów
miejskich“ z 1630 r. w przewidywaniu takich wypadków poleca de­
likwentowi wszystkie włosy brzytwą ogolić celem zbadania, czy we
włosach nie posiada jakich kunsztownych pomocy, które go bronią
wczasie tortur 12).
W 1688 r. sąd żywiecki ma przed sobą takiego właśnie „charakternika“. O rozboje jest oskarżony Wojciech Miczek z Słotwiny. Dziwnie
wytrzymały był to zbójnik, „na którego czterze kacia z Cieszyna przy
byli“, a Miczek „będąc na torturach, do niczego sie przyznać nie chciał
i strycz(ki) sie na nim targały“. Widocznie kaci powzięli jakieś podej­
rzenie o powodach takiej wytrzymałości. „Opatrzywszy go, charakter
nad łopatką lewą w ciele zapracowan, to jest jakąś kostkę“. Dopiero
po zdemaskowaniu magicznego znaku torturowany przyznał się do
rozbojów. „Był ścięt i ćwiertowan“.
Ta egzekucja „charakternika“ drogo kosztowała, a pobożny „Hieremias“ nie omieszkał dać wyraz swemu niezadowoleniu z powodu
nadmiernych wymagań cieszyńskich „mistrzów“. „Na placu tedy ści­
nając go ,jeden klęczącemu za włosy trzymał głowę, a drugi ściął;
w tym ciało na ziem upadło, a on głowy nie dopuścił na ziemię, dotrzy­
mał i w ręce głowę za włosy trzymając, stojącym prezentował. Ale za
12) Por. Bystroń J. S t.: „Charakternicy“ w „Studjach staropolskich“, po­
święconych A. Brucknerowi.

6*

84
ten figiel złotych 60 byli wzięli, coby oświęcimski złotych 10 kontentowałby się“.
*
$
*

10. Istnieje wśród ludu wiara, że „niesprawiedliwie“ zabity może
„powołać“ za sobą krzywdziciela i spowodować jego śmierć. Również
taki człowiek, który umarł ze zgryzoty, wskutek prześladowań lub
krzywdy, mści się na sprawcy swego nieszczęścia i zgonu.
I takie wypadki zna żywiecki „Hieremias“.
W 1689 r. Józeł Słuszka, kasztelan wileński, hetman polny litewski,
starosta lanckoroński, kazał ściąć w Lanckoronie niejakiego Jakuba
Śmietanę ze wsi Skawce (w rękopisie „z Kawice“). Był to „człowiek
dosyć dostatni i nauczony“. Napewno był światły i odważny, bo za
poddanymi starostwa lanckorońskiego, krzywdzonymi przez Słuszkę,
wnosił sprawę „aż do Saksoniej za królem Augustem polskim, broniąc
praw starych od królów nadanych, że sie im opresja i krzywda, a nie
według nich dzieje“. Śmietana otrzymał wprawdzie „aprobacją praw“
od króla i uzyskał pismo królewskie do starosty w obronie uciśnionych,
jednak przepłacił swoje zwycięstwo życiem. Za zdradą sołtysa z Ma­
kowa, który go o coś fałszywie oskarżył, dostał się odważny obrońca
chłopów pod topór katowski. „Którego gdy miano ściąć, w głos przed
światem protestował sie przed Panem Bogiem i ludźmi, że niewinnie
z tego świata schodzi i pozywając na sąd boski tegoż starostę, aby się
0 jego niewinną krew sprawił przed Panem Bogiem“.
Ostatnie słowa skazańca nie minęły bez echa. „Pan Bóg nie za­
mieszkał jego krzywdy“, opowiada z głębokiem przekonaniem kroni­
karz. Staroście „przez rok tenże nieboszczyk zawsze na oczach... stał
1 pokoja od niego nie miał, aż gdy było dni trzy po roku jako ścięty był,
niedługo tenże starosta chorując, wołając, iż po niego Jakub Śmietana
przyszedł i musi na sąd boski stanąć, umarł“.
Podobny wypadek zaszedł z celnikiem żywieckim, Samuelem
Gołąbkowskim, który w 1697 r. dał powiesić chłopca z powodu jakichś
koni. Niewinnie skazany pokazał się przed śmiercią okrutnego celnika
krzywdzicielowi z powrozem i „poimaniem“.
*
*
*
11. Dusze samobójców nie zaznają spokoju po śmierci. Pospolite to
wierzenie łączy się z przekonaniem, że samobójca straszy bliźnich,
zamienia się w strzygę lub sprowadza rozmaite nieszczęścia.
Można temu oczywiście zapobiec przy pomocy odpowiednich ma­
gicznych zabiegów. W każdym razie niema mowy o grzebaniu denata
na cmentarzu w poświęcanej ziemi. Ostatecznie grób przy cmentarzu
za cmentarnem ogrodzeniem, da się jeszcze znieść, ale najpewniejszym
środkiem ma być spalenie ciała.
Widocznie tak samo zapatrywały się na to władze miejskie
w 1688 r. Notuje bowiem nasz żywiecki kronikarz, że „w Kętach nie­
jaki mieszczanin Dziwlik nazwany, stawszy sie jemu cos w głowę,
nożem sie kiełka razy pokłół, z czego umarł, a tego na justycjej kat
wywlókł z miasta i porąbawszy spalił“.

85
W pamięci najstarszego pokolenia zakopiańskich górali zachowało
się wspomnienie ostrej scysji między parafjanami a pierwszym zako­
piańskim proboszczem, ks. Józefem Stolarczykiem w 1864 r. właśnie
z powodu samobójcy.
Proboszcz musiał użyć całego swego autorytetu, aby nie dopuścić
do wykopania z ziemi ciała denata. W „Liber memorabilium“, spisywanem przez ks Stolarczyka, czytamy o tym samobójcy Wojciechu
Walczaku, zwanym „Wójciak“: „Pochowany z wielką biedą, gdyż tam
parafianie nie chcieli, pomimo że go wszyscy lubili i żałowali, na kraju
cmentarza przy kośnicy“. W tym roku nadeszła wczesna i ostra zima,
która dała się srodze we znaki Zakopianom. Zaczęli oni przypisywać
nieszczęścia pochowaniu samobójcy zaraz przy cmentarzu. „Wiele
bardzo pracy mię kosztowało, — pisze ks. Stolarczyk — nim mogłem
tego nieszczęśliwego trupa od wykopania obronić“.13)
Autor parafjalnej kroniki informuje o zajściu lakonicznie i pow­
ściągliwie. Nie podaje nam również, co zamierzano zrobić z wyko­
panym trupem. Może szczędził swe owieczki, o których prymitywnej
wierze więcej opowiada Witkiewiczowi („Na przełęczy“), niż sam
wpisuje w kronikę. Może chciał się prześliznąć nad faktem, iż miał we
własnej parafji zupełnie jawny bunt całej gromady przeciw probosz­
czowi.
Na podstawie zebranych w 1911 r. opowiadań starych Zakopian
jest jasne, że ciało Walczaka chciano spalić. Jedni z moich informa­
torów byli w czasie zajścia o samobójcę dziećmi lub podrostkami, inni,
jak np. Juhas Harendzki z Bystrego, brali czynny udział w zbiego­
wisku z łopatą w ręku. O ile Harendzki z całem przekonaniem bronił
prawa „gromady“ do usunięcia strzygonia przez spalenie, o tyle nieco
młodsi od niego gazdowie z obłudną nieszczerością udawali przede mną
lekceważenie dla „głupiego narodu“. Jestem przekonany, że gdyby
nie obawa przed policją i sądem, rozprawialiby się i oni radykalnie
z samobójcami.
Dowiedziałem się też, gdzie chciano spalić Walczaka.
W owych czasach wypalano w tatrzańskich lasach drzewo na
węgiel, potrzebny do kuźnic zakopiańskich. Na „ścięci“ t. j. na prze­
pisowo wyrównanej ziemi w Iesie lub obok lasu układano stos odpo­
wiednio rąbanych drzew czyli „milę“ (mielerz). Taką robotę wykony­
wali „brajerzy“, zwani przez górali „uhlarzami“. Z tych „uhlarzy“
niejeden, podobnie jak i bacowie, był znachorem i odczyniał gusła,
a czasem kumał się ze zbójnikami.
Otóż takie „mile“ palono i w Zakopanem na drodze pod Reglami
lub w Reglach. Jedna z nich stała na granicy Zakopanego i Kościelisk,
na Krzeptówce, na skrzyżowaniu drogi pod Reglami i ścieżki od szosy
do doliny Za bramką. „Nieprec (niedaleko) bćło z tćm Wojciokem“ —
mówił nieprzejednany Harendzki.
Podobno, jak twierdził, za jego młodości, mieszkańcy Poronina
zataili raz przed proboszczem wypadek samobójstwa wędrownego kra13) Pgtęp o Walczaku przytoczył Karol Potkański w 1905 r. w „Ludzie“ (XI,
54), całą kronikę wydał Adam Wrzosek w „Roczniku Podhalańskim“ (1914—1922).

86
marża ze Słowaczyzny i nocą wywlekli zwłoki na „milę“ w Kośnych
Hamrach, na granicy Poronina i Bukowiny. Stało się to za radą bacy.
który znał się na chorobach, i w porozumieniu z „uhlarzami“. Dodam,
że w Poroninie kategorycznie przeczyli zapytywani o to zdarzenie
starcy i uważali opowieść za złośliwy wymysł Zakopiana.
O zabiegach przeciw samobójcom informuje A. Fischer (1. c.
354 nn.). O paleniu strzygonia na stosie, i to nawet nie samobójcy,
przytoczył S. Udziela fakty z 1720 i 1722 r. z kroniki parafjalnej w Mi­
lówce w powiecie żywieckim („Lud“ XXI, 157—158).
*

*

*

12. Podanie o soli, niedostępnej ludziom z powodu kary bożej, we
wsi Sól w pow. żywieckim, przytacza nasz „Hieremias“ pod datą 1712.
W tym roku „pan dziedziczny Żywca do wsi nazwanej Sól umyślnie
zjeżdżał, a to na oględowanie szybów starych albo studzien tam bę­
dących i ocębrowanych we środku wsi, gdzie wodę brano i sól wa­
rzono“. Zamierzał on na nowo prowadzić roboty, gdyż przedtem jego
dworzanin, Antoni Sadowski przy próbie warzenia otrzymał pół
kwarty soli z czterech garnców wody.
„A o tej Soli tamecznej tak starzy powiadają, że tam jest gdzieś
sól bałwaniasta, kruchowa, tylko że się brać nie da dla pogłowieństwa
albo zabójstwa dla niej człowieka, iż pasterz znalazł był niegdy najpierwej ten sól w górze w lesie Rachowcu nazwanym nad wsią będą­
cym, którą woły albo owce lizały, zbiegając się tam w to miejsce, i po­
wiedział o tym swemu gospodarzowi, a ten jego tam zabił, żeby ta
rzec zatajona a nierozgłoszona była, i dla tej przyczyny i krwie nie­
winnej rozlanie P. Bóg nie chce tego skarbu objawić, ma być tam
w tem miejscu jakoby zapadzisko, że ta sól sie w ziemi zapadła, a kiedy
jasne niebo bywa, twierdzą, że tam w tej górze sól trzeszczy i grzmot
jakiś wydaje w ziemi; słysząc wiele to i o tym powiadają“.
*

*13 *

*

13. Z niezwykłych, cudownych wydarzeń przytacza żywiecki „Hie­
remias“ wypadek z 1711 r., jaki miał Piotr Mentel, złotnik bielski. Spo­
rządzał on na zamówienie żywieckiego bractwa srebrną sukienkę, wysa­
dzoną kamieniami, na obraz Bogurodzicy w brackim ołtarzu. Kiedy
dostarczył gotową robotę, „sumnieniem swoim dobrym zeznał, że gdy
w piątek przededniein dnia 27 listopada o godzinie czwartej z północy
wstawszy do tej roboty tej sukienki, której blachy rozkute, postawione
i położone w kącie za łóżkiem były, i przed robotą klęknąwszy i trzy
paciorki i troje pozdrowienia angielskiego począł mówić na tę intencją,
aby P. Bóg i Najświętsza Panna Marja dopomogła mu onej coprędzej
dokończyć i kwiaty, które miał wybijać, wydarzeły mu się, a w tym
te srebrne blachy poczęły drżeć i jak woda z wierzchu na nie szuszczeć
przez wszystek czas tej jego modlitwy, a potym zwinczeć, słysząc
dźwięk, jakoby zygarek jaki kilka razy uderzywszy wybijał, a gdy skoń­
czył, przestało, co to i żona jego, lubo luterka słyszała, czemu dziwując

87
się, poszedł oglądać, co sie dzieje, a nic nie znalazł poruszanego, ale
tak stało, jako postawił, dziwując się bardzo temu, co się stało“.
*
*
*
14. Znane są sympatje wiejskiej ludności do t. zw. „pustelników“,
którzy niezawsze bywają anachoretami, a niejeden okazał się tęgim
wydrwigroszem. Cieszą się oni zawsze życzliwością wsi, zwłaszcza
kobiet, a jeżeli już nie w pieniądze opływają, to przynajmniej głodu
nigdy nie zaznają. Byłem raz przed wojną w „pustelniczej“ chatce
obok małej kapliczki w Gorcach, zwiedzałem „pustelnię“ w okolicach
Dąbia koło Dobczyc i wszędzie stwierdziłem dostatnio zaopatrzone śpiżarnie pobożnych, dobrowolnych wygnańców. Czcigodni pustelnicy
widać rozumieli znaczenie dróg komunikacyjnych dla problemów aprowizacyjnych i umieścili się dla bezpieczeństwa tuż nad ścieżkami, któ­
rędy na targi do miast podążały gromady kobiet z nabiałem, drobiem
i t. d. Znam i taką pustelnię w pobliżu zdrojowiska, której pokutujący
mieszkaniec w sezonie letnim prowadzi skromną mleczarnię dla tu­
rystów, a do pomocy w obsłudze gości przyjmuje dwie służące.
Rzadko kiedy cieszą się „pustelnicy“ względami proboszczów,
w których parafji się osiedlili. Gdziekolwiek dawniej spotkałem pustel­
nię, tam zawsze dowiadywałem się od chłopów lub we dworze o jaw­
nej czy ukrytej „wojnie“ między parafją a „anachoretą“, przyczem
mimo ostrych nieraz napomnień z kazalnicy, ludność przecież lgnęła
do samotnika. Cóż dopiero, gdy taki leczył ziołami i proszki miał dla
bydła. Znam jednak wypadek, iż skończyło się przecież na wydaleniu
pustelnika z granic parafji, przyczem i proboszcz i dwór zgodnie uciekli
się do pomocy c. k. żandarmerji. Istotnie moralność tego pokutnika
pozostawiała dużo do życzenia, a śpiżarnia ponoć miała stale wódkę
w znacznych ilościach.
Nie wiemy, dlaczego zaszła ostra scysja między proboszczem Rychwałdu a pustelnikiem w 1688 r., zwłaszcza iż „Hieremias“ życzliwie
go ocenia. Sam fakt „wojny“ jednak na tle niedawnych wydarzeń,
zasługuje na uwagę.
„Tegoż roku niejaki Franciszek Godziszowski, eremita, to jest
pustelnik w lesie kocierskim się zjawił, Polak urodzony, człowiek po­
bożnego żywota i dosyć uczony“. Różni ludzie nawiedzali pustelnika
i zaopatrywali go w żywność, a nawet „ślachetny IM pan Przyłęcki,
pan na Jędrzychowie dziedziczny“, polecił zwozić drzewo na budowę
pustelni.
Nie spodobało się to wszystko proboszczowi Rychwałdu, na któ­
rego terenie osiedlił się eremita. Bo „wyniść mu kazał stąd, napisawszy
do niego w te słowa: Vadě retro, sathanas, non habes hic locum —
i tak z wielką żałością precz odszedł, poczym w Rzymie był i Bernar­
dynem został i tu w Żywcu na kilka dni przemieszkał“.
*
*
*15
15. Nasz kronikarz podaje także trochę ciekawych szczegółów
o zbójnikach w Żywieczyźnie.

88
Jak pod koniec XVIII wieku, już za austrjackich rządów rozgro­
miono rozbójniczą bandę Proćpaka, o czem nawet domorosły rymotwórca cały poemat sklecił,14) tak z końcem XVII wieku wytępiły
polskie władze „towarzystwo“ Martyna Portasa, który teroryzował Żywieczyznę krwawemi napadami.
W 1688 r. „Martyn Portasz albo Dzigoszyk ze wsi Bystrej1S)
z Węgier, zbójca sławny, z Pawłem, bratem swoim, a pachołkami
dwudziestą pięciema po żywieckim państwie i inszych okolicznych
państwach zbójstwem swym bardzo grasował, plebanje, dwory ślacheckie rabował, nawet Marcina Jarzka, urzędnika Węgierskiej Górki,
dnia 16 lipca na łące zastawszy do folwarku przywiedli i on zrabowali,
potym powiązanego przez wszystkie wsi górnie tak jawnie między sobą
aż na Rajczą prowadzili i tak związanego w karczmie rajczańskiej
u Wojciecha Rytka trzymali, czekając aż żona jego z miasta piniądze
na wykupienie jego przyniesie, które tu w depozycie miała. A te na
koniu coprędzej przyniósszy, dukatów 360 duplonów, a talerów bitych
420, oprócz co z folwarku wyrabowali, dała, które przeliczywszy przed
karczmą odebrali, a jego przecię, niedbając na to, tyrańsko aż do
śmierci zabili, strzeliwszy mu dwaj z kompanji pod pachy kulami, na
placu przed karczmą położyli, kazawszy potym pachołkowi Małemu
jeszcze siekierą szyję uciąć, któremu ze szczęką szyję, okrutnie kiełka
razy rąbiąc, odciął“. Na miejscu zbrodni wdowa „na pamiątkę bożą
mękę kamienną wystawiła, na której tego zabicia opis jest“.
Po tym krwawym zajściu przybyło do Żywca „piechoty zaniku
krakowskiego czterdzieści“ celem przeszukania lasów i wytropienia
bandy. Ale „mało sprawili, tylko ludzi mało winnych posprowadzali“.
Uwięziono podejrzanych i trzymano naprzód w Żywcu, potem na kra­
kowskim zamku, wreszcie uwolniono więźniów, „niemając na nie nic
dokumentalnego“. Jedynie Tomasz Wajdek z Milówki i jego córka Re­
gina ponieśli karę śmierci. Jego ścięto za przechowywanie zbójców, ją za
cudzołóstwo ze zbójnikami. O tej egzekucji i jej powodach wspomina
również rkps. nr. 1106 Bibl. Jagiell., nazywa jednak tego Wajdka
Dudkiem. Zapewne jedno z tych mian jest przezwiskiem, drugie naz­
wiskiem. Sam „Hieremias“ mówi w dalszym ciągu kroniki również
o Dudkowej, której mąż i córka zostali straceni.
Ale przecież jakiś skutek miała karna ekspedycja zamkowej pie­
choty, bo sam kronikarz pisze, że kilka szubienic w żywieckim państwie
w różnych miejscach postawiono, „i gorące prawo było, że w krótkim
czasie dosyć złoczyńców poginęło“. Prawdopodobnie wyłapywano stop­
niowo wspólników Portasowej bandy, a może i uczestników jego „to­
warzystwa“, pozbawionego, jak się dowiemy, naczelnego wodza.
Wreszcie sam harnaś kończy na haku „honorną“ zbójnicką śmier
cią. Stało się to w pół roku prawie po opisanem morderstwie. Można
sobie wyobrazić, że z prawdziwą ulgą zanotował „Hieremias“ na kar­
tach swej kroniki: „Roku pańskiego 1689 dnia 10 stycznia Martyn* I
14) „Pieśń o standrechcie i Proćpaltowej bandzie w roku 1795“.
I W dalszym ciągu kroniki autor podaje zgodnie z innemi relacjami, że
zbójnik pochodził z Bystrzycy. Rękopis Nr. 1106 Bibl. Jagiell. zwie go „Martyn
Portas alias Bzigosik“.

89
Portasz albo Dzigoszyk z Bystrzyce wsi z Węgier, hetman nad 25 pa­
chołków, zbójca daleko słynący, tu w Żywcu zginął, i z Pawłem bratem
swoim, dla którego się dwory ślachetne i miasta postronne wartowały“.
Było to ważne zdarzenie dla żywieckiej ziemi, gdzie Portas miał
głośne nazwisko. Stąd też „wiele ludzi różnego stanu zdaleka się po­
zjeżdżało“, aby widzieć egzekucję.
Jak wpadł Portas w ręce sprawiedliwości?
Po morderstwie starościiiskiego urzędnika z Węgierskiej Górki,
Portas odłączył się od swojej bandy. Widać ostro zabrały się władze
do zbójników, skoro sam wódz nie czuł się pewny i zrejterował, poczem
z bratem Pawłem „miasta wielkie we Węgrach, w Rakuszach, Czechach
i we Śląsku obchodził“. Zapewne nie dla przyjemności podróżował,
ale o jego zagranicznych występach nie mamy relacyj.
„Na ostatku do Krakowa przyszedł, gdzie go nieznajomie połapiono, że był (sre)bra żydom przedawał łomane, ale że sie kupcem
czynił, (ma)jąc studenta z Węgier z sobą, który języki węgierski,
niemiecki, łaciński umiał“. Stawiony przed rotmistrza krakowskiego
zamku, odgrywa zbójnik rolę kupca i dając w zastaw srebro i pieniądze
zobowiązuje się potwierdzenie czyli „atestacją, skąd się powiedział,
przynieść dobrej swojej sławy, jako kupiec ućciwy jest“. Nikt go w Kra­
kowie nie znał, więc dano mu wiarę i wolno puszczono, aby mógł
dostarczyć potrzebne dokumenty. Zbójnik zrezygnował oczywiście
z danych w zastaw kosztowności i umknął z Krakowa, — wbrew
zdrowemu rozsądkowi na Żywieczyznę.
Co go tam ciągnie? Może kochanka, może tęsknota za górami,
może zanrar zwołania reszty dawnych towarzyszów, może chce przekraść się tędy na Węgry i nową bandę zorganizować. W każdym razie
nie było to rozsądne pociągnięcie. W same Gody nocą wraca na Ży­
wieczyznę i dociera do Milówki. I tu robi drugi fałszywy krok, tak
częsty w dziejach sławy i końca zbójników. Odwiedziny u kobiety.
W Milówce mieszka Regina Dudkowa, której męża i córkę stracono
niedawno za stosunki z Portasową bandą. W mroku nocy „w okno
zakołatawszy, mleka jako sobie znajomej prosił. Któremu sekretnie
ornacki dawszy“, pokrzepiła zbiega na dalszą drogę, ale gdy odszedł,
nie umiała utrzymać języka za zębami i „wiadomośę zlekka na wieś
dała, że Martyn samotrzeć tjdko idzie“.
Prawdopodobnie chłopstwo dość już miało prześladowań i śledztw
ze strony władz z powodu poprzedniej działalności Portasa. Zapewne
sympatje ku niemu znacznie wygasły, a może i jakaś nagroda, wyzna­
czona za schwytanie hetmana, podniecała żywieckich górali. Na wia­
domość o pojawieniu się Portasa w tak nielicznem towarzystwie
„chłopstwo zbuntowawszy sie, ośladą albo torem po przypierżchu
śniegu za nim szło i na łące, nazwanej Srobito, w kolebie susząc sie,
onego tam napadłszy, samo trzech uchwycono“ i sprowadzono do
Żywca.
Wartowało przy cennej zdobyczy stale po trzydziestu mieszczan,
a przesłuchania odbywały się „w zamku w sklepie“, gdzie „po­
chodniami smolanem' onego męczono“, poczem po wyroku krakowski
kat Jurek na górze Grójcu wykonał karę śmierci. „Naprzód mu pasy

90
dwa na plecach udarto i dwie ręce ucięto, a na ostatku żywo na haku
jako hetmana zawieszono“. Zatem z całym „respektem“ dla hetmań­
skiej godności. Z mniejszą oczywiście ceremonją postąpiono z jego bra­
tem Pawłem. Zwyczajnie „kołem połomanego do koła wpleciono“.
Ostatniem życzeniem Portasa, dbałego widać o duszę i napewno
na zbójnicki sposób pobożnego, była prośba o wpisanie do bractwa
różańcowego. Bo „idąc na śmierć spowiednika swego, księdza Jana
Urbańskiego, wikarego na ten czas żywieckiego, prosił, aby był do
bractwa różańcowego po śmierci wpisany“. Spełniając intencję ska­
zańca, „temi słowy dla pamiątki i jego zbawienia“ w bracką księgę
wpisał straceńca ks. Szymon Myszkowicz, wikary żywiecki: „Ad finem
anni 1688-vi insignis et famosus ille provinciariun terror, Martinus
Portaszy, cum fratre suo Paulo captus, dux latronum, postem torturatus et morti adiudicatus, ante executionem i... quid facta est anno
1689 10 ianuari, petit inscribi in album confraternitatis sanctissimi
rosari cum fratre suo Paulo, adeoque inscribitur“.

W tym samym roku, w którym zginął Portas, żywieckim podstarościm został Gabryel Drozdowski. Można wnosić, że postanowił on
doszczętnie wytępić zbójnictwo, skoro za jego rządów „wiele egzekucyj
złoczyńców działo sie, zginąwszy ludzi różną śmiercią... 35 przez lat 10,
gdyż był bardzo ostry i surowy na tych występników“.
Czytamy, że wkrótce ćwiertowano Jakuba Byrtusa, obieszono Mi­
kołaja Fujaka, wreszcie „Maciej Wakuła z Rycyrki, dziesiątnik zbójniczy Martyna Portasza hetmana, na górze nazwanej Biała nad Ciścem
wsią na pal wbity był i tak postawiony“.
Tego Wakułę pojmano zdradą. Po śmierci swego hetmana samo­
trzeć „chodził“ z Michałem Smółką z Węgier, „pachołkiem wielkim“
i Pawłem Kupczakiem. Przyśli na szałas Szymona Szczotki z Milówki,
zabili barana i zamierzali go przyrządzić. Wakuła oprawiał barana
„w kolebie“, Smółka pod kotłem na ogień dmuchał, a Kupczak „drwa
rąbał i siekierę oględując, rzekł te słowa: jest ost(r)a, uciąłby nią do
razu szyję, a Michał Smółka nań sie obejźrał, a potym ogień podmu­
chowa!, a wtym schylonego Paweł Kupczak towarzysz Michała Smółką
tą siekierą w szyję ciął, aż mu głowa odpadła, poczym do Macieja
Wakuły przyskoczył i z nim sie pasował, ku któremu owczarze przy­
padli i Macieja Wakułę przemogli, a powiązawszy tu do Żywca do
zamku oddali i głowę uciętą Michała Smółki do miasta na prezent
przynieśli“ 16).
Za zdradę ułaskawiono Kupczaka. Ale stało się tak, jak mu wróżył
idący na śmierć Wakuła: i jego w cztery lata później zgładził miecz
katowski na żywieckim rynku za okradzenie zamkowego skarbca.
*
*
*
16. Rozpowszechnione u pierwotnych ludów wierzenia, że picie krwi
zabitego wroga, zjedzenie serca lub innych części ciała, ma dawać
konsumującemu moc i odwagę, są chyba na polskim obszarze etnogra16) W rękopisie nr. 1106 Bibl. Jagiell. czytamy, że Wakułę wbito na pal na
górze Cisieckiej.

91
licznym wielką rzadkością. Taki sensacyjny w swej pierwotności fakt
z 1602 r. wynotowałem z rkp. nr. 1106 Bibl. Jagiellońskiej, mającego
tytuł „Akta spraw złoczyńców miasta Żywca od r. 1589 do 1782“.
Przed żywieckim sądem „na prawie gorącym“ postawiony Janek
ze Skawy, który „łoni na górach węgierskich zbijał“, wyznał na mę­
kach, że nazywa się właściwie Jankiem Tomczalikiem z „Czace“.
Prawdopodobnie nazwa „Janka ze Skawy“ jest zbójnickim przydom­
kiem, przybranym dla zmylenia władz i organów sprawiedliwości17).
Tomczalik wyliczył na torturach wszystkie swoje złe występki,
kradzieże, napady i morderstwa, wyjawił nazwiska swoich „towa­
rzyszów“ o nazwach polskich i słowackich, a m. i. przyznał się do
niezwykle pierwotnego zwyczaju. Mianowicie „był przy zabiciu jednego
człowieka pod Praszywą i maczali zęby we krwi, a jedli dlatego, iżby
ich nie ułapiono“.
Wyraźnie zatem idzie o pozyskanie mocy w ucieczce przed spra­
wiedliwością.
*
*
*

17. Jako przykład zmiany stosunku współczesnego górala do prze­
szłości Podhala, przytoczyłem w „Języku Polskim“ (1914 r.) fakt, iż
nazwanie kogoś „Janosikiem“ stało się powodem skargi sądowej
0 obrazę honoru. Imię sławnego, czczonego w pieśniach i legendzie
zbójnika stanowiło przecież przedmiot obrazy, gdy padło w kłótni jako
wyzwisko.
Z przeglądu nowotarskich aktów sądowych wynika, że stateczni
mieszczanie z Nowego Targu byli oddawna szczególnie wrażliwi na
porównywanie ich ze zbójnikami. Nazwanie kogoś zbójnikiem bvło
obrazą, nie mówiąc już o zarzucie bliższych stosunków z opryszkami.
A więc w 1750 r. sławetny Majcher Czarnota uskarża się na uczciwego
Jana Cholowkę „o to, że na mnie jakieś złodziejstwo woła, żem chodził
po Węgrach, mogłeś tam kraść i zbijać i zostałeś panem“.
Słynął zaś w początkach XVIII wieku w okolicy Jazowska i Pienin
niejaki Józef Baczyński, ponoć „ślafcic“, który jest nietylko przedmio­
tem zapisków w ciekawej kronice ks. Owsińskich z Jazowska, ale
1 bohaterem licznych legend w okolicach pienińskich, na pograniczu
Sądeczyzny i t. d. Warjanty tatrzańskie robią z niego towarzysza Ja­
nosika i nawet razem przedstawiają ich ludowe drzeworyty. W 1735 r.
Baczyński poniósł karę śmierci, ale jego towarzyszy i wspólników
jeszcze dość długo po straceniu wodza tropiono i wyłapywano. I tak
np. w 1740 r. przed sądem nowotarskim zapewnia Bartłomiej Kapłon
z Ochotnicy, że „Baczyńskiego nigdy nie widział, ani go tyż nie znał“,
zaś Kaźmierz Korczyński alias Pędzich „pytany (z) strony zbójników
z Baczyńskim, ale nie wie“.
Sława sławą, szlachectwo szlachectwem, ale co obraza, to obraza.
Nie dziwota, że w 1751 r. „sławetny Walenty Będnarski, m. i rajca
Ll) Inne powody powstawania zbójnickich przezwisk na Podhalu podaje
w rękopisie z 1827 r. Franciszek Klein. Rękopis ten wydal Stan. EIjasz Radzikowski
w „Ludzie“ (1897, III).

92
stary nowotarski, przyszedszy do urzędu m. nowotarskiego, solenissime
się manifestował i protestował przeciwko Szymonowi Wielkowiczowi
i ojcu jego o to, że na syna mojego Wojciecha publice na ulicy wołał:
Baczyński, że jest taki, jako Baczyński, przeciwko któremu et caetera“.
Zarysowuje się w tych aktach wyraźna różnica między góralem
z Podhala i Nowotarszczyzny t. zn. mieszkańcem wsi a sławetnym
mieszczaninem z Nowego Targu. O ile wieś z niezwykle rzadkiemi wy­
jątkami niemal wyłącznie dostarcza kontyngentu do zbójnickich „to­
warzystw“, o ile z biegiem czasu dla „wsiaka“ zbójnik staje się idealem
męskości, dzielności, swobody, wesołego życia, słowem przedmiotem
marźeń, pieśni i legend, — o tyle obywatel „miasta“, rzemieślnik,
kupiec lub furman na drogach między Węgrami, Bielskiem, Krakowem
i Wrocławiem, nietylko nie może mieć kultu dla zbójnickiego rze­
miosła, ale wprost je nienawidzi i z najwyższą traktuje pogardą i obawą.
Bo przecie na jego towar, na jego wóz i konie czyha na trenczyńskim
lub myślenickim trakcie wróg, jakiś Janosik czy Baczyński, rabujący
zarówno dwory, kościoły, sołtyskie zagrody, bogaczów wiejskich, jak
i kupieckie „truhlice“ i „składy“. Niedarmo ostrzego stara śpiewanka:
Jedzie furman dolinom,
A zbójnicy brzezinom,
Postój furmon, pocekoj,
Siwe konie nom oddej.

Trudno było wymagać od sławetnych panów mieszczan, aby
takie stosunki bezpieczeństwa wywołały kult dla Janosików i Ba­
czyńskich.

RÉSUMÉ.
Dans les menus matériaux ethnographiques du terrain habité par les
montagnards polonais, l’auteur s’occupe de problèmes suivants sans compter
quelques contributions de moindre importance. Nr. 1. Le rapportant
à l’ouvrage de V. Antoniewicz sur les boucles métalliques des montagnards,
cet article apporte des matériaux nouveaux . concernant leur expansion.
L’auteur croit que ces boucles sont propres à tous les montagnards polonais
et non pas uniquement à ceux du Podhale. L’auteur adopte les déductions
d’Antoniewicz concernant la provenance de ces boucles d’agrafes gothiques,
tout en niant cependant qu’on puisse trouver des preuves du séjour des
Goths à Podhale et aux environs de Tatra. Le nr. 4 cite d’après les
manuscrits les procès se rapportant au sortilège: il s’agit du fumier de
cheval employé dans le but de nuire aux prochains, du seuil frappé avec
le cercueil contenant un mort, d’un fil tendu sous le seuil que devait
franchir un criminel condamné à morl Le nr. 6 se rapporte aux céré­
monies et aux chants nuptiaux. Le nr 7 contient les pronostics des cala­
mités de l’an 1701. Le nr. 8 décrit un devin de 1712, le nr. 9 un sorcier, le
nr. 10 rapporte le ca,s d’un arrêt de mort décrété pour châtier la con­
damnation d’un prisonnier innocent. Le nr. 11 parle des âmes des suicidés.
Le nr. 15 contient des informations concernant les brigands. Le nr. 16 est
une relation exceptionnellement rare sur le terrain ethnographique polo­
nais de cas où l’on buvait le sang d’un tué pour s’assurer la force et la
vigueur.

93
J. W. SZULCZEWSKI

ROŚLINY W MIANOWNICTWIE, PRZESĄDACH
I LECZNICTWIE LUDU WIELKOPOLSKIEGO
(VOLKSKUNDLICHES AUS DER PFLANZENWELT GROSSPOLENS)

Zbierając przed wojną coraz bardziej niestety zanikające legendy,
przesądy i obrzędy ludu na Kujawach i w powiecie żnińskim, spoty­
kałem się częstokroć z wierzeniami, pośrednio lub bezpośrednio związanemi z światem roślinnym. Z ówczesnych zapisków, dotyczących
roślin, a mianowicie ich nazw ludowych, ich zastosowania w lecz­
nictwie, oraz związanych z niemi przesądów, sporządziłem niżej po­
dany spis, włączając do niego także materjał,' otrzymany w nowszym
czasie i z innych okolic Wielkopolski. Specjalną uwagę zwróciłem
na obecnie jeszcze używane nazwy roślin. Pochodzą one z różnych
czasów. Niektóre z podanych należą niezaprzeczalnie do bardzo sta­
rych, jak nazwy tłumaczące zastosowanie rośliny, bądź to w prze­
sądach, bądź też w lecznictwie ludowem, jak rozchodnik, targownik,
śmietannik i inne. Do młodszych utworów zaliczyć trzeba tłumaczenia
nazw niemieckich, np. świętojanka, krzyżowe drzewo, bon i inne. Są
one następstwem wiekowego współżycia z Niemcami, którzy naodwrót
przyswoili sobie zato szereg nazw polskich, jak Kruschkenbaum
(dzika grusza), Maschlurken (maślurka), Schabel (szablak) i inne.
Do podanego spisu zostały (w celach porównawczych) włączone
także niektóre nazwy z Wielkopolski, znane Adamskiemu, Kolbergowi,
Łosiowi, Leitgeberowi i Szafarkiewiczowi, oraz także z innych okolic
Polski, przez Rostafińskiego i Majewskiego podane.
SKRÓTY: § przed rośliną = Gatunek podany jedynie z powodu przesądów,
z rośliną związanych, lub zastosowania jego w lecznictwie. — K = Kujawy;
Ź = powiat żniński; O = okolica Ostrzeszowa. — A = Dr. Adamskiego materjały
do flory W. Ks. Poznańskiego, wydal Dr. B. Erzepki, Poznań, 1896. — K = Kolberg,
Lud, Kujawy i Poznańskie. — Ł = K. J. Łoś, Rośliny w W. Ks. Poznańskiem,
dziko rosnące. Spis włączony do Słownika Majewskiego. — L = W. Leitgeber,
Nazwiska traw i roślin uprawnych, używanych w Wielkopolsce. Jak poprzedni. —
S = J. Szafarkiewicz, Historja naturalna dla szkół, Poznań, 1861. — Rp = J.
Rostafiński, Prowincjonalne polskie nazwy roślin XVIII w. z Prus Książęcych.
Kraków, 1901. — R = J. Rostafiński, Zielnik Czarodziejski, to jest zbiór prze­
sądów o roślinach. Kraków 1893. — M = E. Majewski, Słownik nazwisk zoolo­
gicznych i botanicznych polskich. Warszawa 1889 i 94.

Babie zęby — Alectorolophus majus Ü (A. dla CoTonilla varia, M. dla
Cephalanthera grandiflora, Dentaria bulbifera i penthaphyllos).
§ Babka — Plantago major. Pospolicie. Liście goją rany, powstałe
z obtarcia.
Babski serek — Malva neglecta. K. Z. Owoc podobny do sera wiejskiego
(babskiego) często zjadany przez dzieci, ma powodować choroby
umysłowe.
Bania —- Cucurbita pepo. Pospolicie. Odwarem pierwszych kwiatów
oblać roślinę, a dużo owoców się zawiąże.

94
Bączywie — Niiphar lutea. K. Ż. (K. tak samo, A.: Bączywie żółte).
Bijon — Paeonia officinalis. K. Ż. (M.: Bion dla Prus Zach.) Odwar
liści jako środek przeciw biegunce u świń.
Bociani groch — Astragalus glycyphyllcs. K. (A., M.: Wilczy groch,
S.: dla Iris pseudocorus).
Bociani nosek — Erodium cicutarium. Ż. (M. tak samo, A.: Bekasek
szaleniowy.)
Bon — Vicia faba. K. Ż. (Odmianę z mniejszemi owocami nazywa
lud bonikiem). Z niem. „Bohne“.
Bycze jaje — Lycoperdaceae. Pospolicie. (K. dla Kujaw: Purchada,
L., S.: Purchawka i kurzawka). Środek tamujący krwawienie.
Bzducha — Aethusa cyncipium. Pospolicie. (A.: tak samo, M. dla
Poznania: Mała bzducha, pietrasznik, psia pietruszka).
Gaber — Satureja hortensis. K. (M.: tak samo). Rzadko już hodo­
wana roślina, używana jako przyprawa do czarniny.
Cegiełka — Lychnis chalcedonica. K. (Z.: dla Tropaeolus majus).
(M. dla Zakopanego: Ceglarka).
Chojka (także chojar) — Pinus silvestris. K. (M. tak samo, K. dla
Kujaw: Chojna).
Chrząszcz — Lactarius piperatus. K. Ż. (M.: dla różnych gatunków
rodź. Lactarius). Grzyb ten jadano niegdyś w stanie kiszonym.
Cyndalja, także cyngalja — Chelidonium majus. Kórnik. (Rz.: Cyndalja). Sok jako środek przeciw „kużajkom“ [verruca].
Czarna jagoda — Vaccinium myrtulus. Pospolicie. (L. także czernica).
Czarcie żebro — Cirsium olerciceum. Pospolicie. (A. tak samo, Rz.
dla Scabiosa succisa) Odwar rośliny używany w celu usunięcia
następstw uroku x).
Czerwona jagoda — Fragaria vesca. K. Ż., pod Poznaniem: Poziomka.
(K.: Truśkawka i trzyśkawka, lecz błędnie, gdyż odnosi się to
do Fragaria coltina). Pierwszemi jagodami należy smarować nogi,
by je uchronić przed odmrożeniem. K.
§ Czosnek — Allium sativum. Pospolicie. W wigilję Św. Jana zwią­
zuje się łodygi by roślina nie uciekła pod ziemię. K. Noszenie
rośliny przy sobie chroni przed urokiem.
Damascena — Prunus domestica damascena. Pospolicie. (M. dla
Prunus domestica i odmian).
Dębniołka — Pirus malus (dzikie drzewo). K. Owoc, dodany do ka­
pusty podczas kiszenia, czyni ją smaczniejszą.
Dzięgiel — Pimpinella scixifraga. K. (C., A.: Biedrzeniec, M. dla
innych roślin ). Wyciągu alkoholowego używano niegdyś jako
środka przeciw cholerze. Środek ten także znany Niemcom: „Esst
Bibernell und Tormentill, so wird der Tod halt stehen still“, taką
radę dał rzekomo głos z nieba w czasie cholery w okolicy Rogoźna.1
1) Według wierzeń ludu istnieją t. zw. „złe oczy“, których spojrzenie po­
woduje tak u ludzi, jak i u zwierząt pewne objawy chorobliwe: silne pocenie, ból
głowy, skurcze i nawet śjnierć. By unieszkodliwić wpływ takich oczu, posiadacz
ich musi wpierw spojrzeć na paznokcie, trzy razy splunąć, lub wymówić: „Na
psa urok!“ W celach „odczynienia“ uroku używa się różnych środków, m. i.
myje się głowę odwarem czarciego żebra, który w następstwie tego staje się
brudny i ciągliwy.

95
Dzierdzioch — Anchusa arvense. K.
Gąska — Tricholoma equestre. K. (M. tak samo, jak i dla Cantharellus cibarius).

Gęsi pępek — Boletus granulatus. K. Ż.
Glubka. także gluba — Prunus domestica. Pospolicie. (M. tak samo
dla Prus Zach. i Poznańskiego).
Głowacz — Knautia arvense. Ż. (M. dla innych roślin: Cannabis sativa,
Centaurea jacea i Cirsium eriophorum). Odwar rośliny środkiem
przeciw czerwonce u świń.
Gnojak — Coprinus spec. Ż. (M.: Gnojnik dla C. fimetarius).
Grabina — Carpinus betulus. Pospolicie zamiast grab. (M.: Tak
samo).
Gronko — Herniaria glabra. Ż. Materjał na wianki.2)
Gulora — Lepiota procera. Ż., w innych okolicach sowa.
Guziczek — Ranunculus repens fl. plena. K. (M.: Guzik złoty; czy
Í1-. plena?)
Hodrych — Sinapis arvensis. Ż. Z niem. „Hederich“, Olej otrzymany
z nasion ma powodować obłęd.
Jabłecznik — Agrimonia eupatoria. K. Ż. (A. tak samo). Zapach
rośliny przypomina jabłko.
Jabłonka — Pirus malus. Pospolicie zamiast jabłoń. (M. tak samo,
także dla Asparagus).
Jaskółcze mleko — Ornitogalum umbellatum. K. Z niem. „Vogel­
milch“.
Jaskółczy ślep — Viola tricolor. K. (M. z Kaszub: Jaskółcze oczko).
Jaśniak — Lycium halmifolium. Ż. Patrz „nygus“. (M.: Jaśnik
dla Ligustrum).
Jarząbek — Sorbus aucuparia. Pospolicie zamiast jarzębina. (M. tak
samo).
§ Jęczmień — Hordeum vulgare. Pospolicie. W razie tworzenia się
„jęczmienia“ (hordeolum) na oku, wziąć ziarnko jęczmienia
i wrzucić do studni, idąc wstecz. K.
§ Jemioła — Viscum album. By uspokoić fikającą krowę, wyciąć ją
3 razy
rózgą z jemioły. W dzień Św. Marka włożyć jemiołę
świniom w żer, by uchronić je przed chorobami.
Kacze pyszczki — Tropeolum majus. K. (Ż.: dla Anthirrhinum
majus ).

§ Kąkol — Agrostemma githago. Jest rośliną djabelską, pioruny przy­
ciągającą. K.3)
Kamionka — Rubus saxatilis. K. Z. (Ł. i S.: Tak samo, M. dla innych
roślin).
§ Kamosa — Chenopodium album. Z kamosy i pokrzyw gotują na
Kujawach jarmuż.
2) W oktawę Bożego Ciała wije lud wiejski małe wianki z roślin, oddawna
do tego celu używanych, i to w liczbie nieparzystej i zabiera je do kościoła na
procesję. W domu służą one celom leczniczym. Szulczewski, Geweihte Pflanzen,
Zft. d. nat. Abt. Jhrg. IX, pag. 167.
3) Knoop, Die Himmels- und Naturerscheinungen in der Anschauung des
kujawischen Volkes. Hessische Blätter für Volkskunde. III, H. 2—3, pag. 124.

96
Kluczyki — Primiila officinalis. Pospolicie (L. tak samo; oraz pier­
wiosnek) .
Knerych (także pięćkolon) — Spergula arvensis: O. Z niem. „Knö­
terich?“
Kniat — Cnltha palustris. Ż. (W Poznaniu: kaczyniec). (M. tak samo
i dla różnych innych roślin).
Kobylec — Rumex lapathifolium. Pospolicie. (M. z Kujaw dla R.
crispus: kobylak).
Kocanka — Anthenaria dioica. K. (M. tak samo, i dla :nnych roślin).
Koci ogon -— Amaranthus caudatus. K. (M. Lisi ogon).
Kończywiec — Trifolium arvense. O. (M.: kończyzna).
Korbal — Cucurbita pepo. Ż. (L. K. tak samo).
Korcibka — Primus spinosa. O. (M. dla Primus padus).
Koszczka — Equisetum arvense. Pospolicie.
Kotki — Trifolium arvense. K. (M. tak samo).
Kozak — Boletus scaber. Pospolicie. (M. tak samo i dla innych ga­
tunków) .
Kozia broda — Clavaria botrytis. Ż. K. (M. Kozia broda gałęzista).
Księże portki — Nigella arvensis. Kościan, Gniezno.
Krężołek —- Polygonům convolvulus. K.
Krzyżowe drzewo — Rhamnus cathartica. K. Z niem. „Kreuzdorn“.
Kijem z tego drzewa nawet djabła przepędzić można. K.4)
Krzyżowe ziele — Hypericum perforatum K. (Ż.: Świętojańskie
ziele). (M. Tak samo). W oborze przechowywana roślina chroni
bydło przed wpływem cioty.
§ Kurdybanek — Glechoma hederacea. Pospolicie. Środek przeciw
zatrzymaniu moczu u koni.
Kurka — Cantharellus cibarius. Pospolicie, także kogutek. (M. Tak
samo).
Kurzy ślep — Anagalis arvensis. K. (M. tak samo).
§ Lebioda — Atriplex hortense. Pospolicie. (M. tak samo, także i łoboda). Z liści gotuje się jarmuż.
§ Len — Linum usitatissimum. Wysiew odbywa się w wigilję Św.
Petroneli.
§ Lipa — Tilia spec. Chroni przed piorunem. Gałązki lipy, wzięte
z ołtarza ustawionego w dzień Bożego Ciała i wsadzone a) w za­
gon kapusty, chronią przed pchełkami, b) w len, powodują wzrost
tak wysoki, jak ta gałązka, c) w żyto, chronią przed „płonnikiern“.5) Łykiem z lipy można djabła związać.
Lnica — Camelina sativa. Pospolicie. (M. tak samo; Ł., S.: Lnicznik).
Łobuzie — Acorus calamus K. (M. tak samo dla Prus Zachodnich).
4) Tym samym celom służy lipa i brzoza. Knoop, Der Teufel und die Linde.
Zft. d. Vereins f. Volkskunde in Berlin. XV, pag. 102.
r’) Pierwotnie demon zbożowy, obecnie oznacza człowieka „trzymającego
z djabłem“. Przed wschodem słońca kroczy on jedną nogą ludzką, a drugą psią
skośnie przez pole i wycina sierpem w zbożu wąską dróżkę, przez co zabiera
t. zw. plon, t. j. wszystkie kłosy zagonu stają się próżne. Knoop, Polnische Dämo­
nen. Hessische Blätter f. Volkskunde, IV, I.

97
Wsadzone w strzechę w wigilję Św. Jana, chroni dom przed cio­
tami i złemi duchami.6)
Lubieszczyk — Levisticum officinalis. K. (K. tak samo dla Kujaw).
Niegdyś często w ogródkach hodowana roślina. Jest środkiem,
powodującym „zadanie“, t. j. wzbudzenie miłości u mężczyzn.
§ Macierzanka — Thymus serpyłlum. Kadzenie macierzanką leczy
choroby kobiece. K.
Macierzanka pachnąca — Caluminthci acinos. K. Ż. Materjał na wianki.
Maczek — Papcwer rhoens. Ż. (M. tak samo, i dla P. argemone.)
Macoszka — Viola tricolor maxima. Pospolicie. Z niem. „Stief­
mütterchen“. (M. tak samo z Prus Zachodnich).
Majeronka — Origanum majorana. Pospolicie, (M.: Majeran ogro­
dowy, majeran, majeranek).
Malisa — Nepeta cataria. Pospolicie. (Nie zaś Melissa officinalis).
(Kószki i ule naciera się malisą, by otrzymały miły pszczołom
zapach).
Maruna — Tanacetum partenium) K. Ż. (M. tak samo). Odwar rośliny
używany w chorobach kobiecych.
Maślurka — Boletus luleus. K. Ż. (M.: Maślak, maślanka, maślarz,
maśluk).
Matki Boskiej łzy — Briza media. K. Pospolicie. Materjał na wianki.
Mietlonka — Sarolhamnus scoparius. O. Materjał na miotły.
§ Miętkiew — Mentha piperita. K. Ż. Herbata przeciw bólom
„brzucha“.
Mlecz —- Taraxacum officinale. K. Ż. (M. dla różnych roślin;
L.: Brodawnik, mlecz świński, mniszek; K. dla Kujaw: Wole
oczy).
Mleczaj — Sonchus arvensis. K. (M. tak samo.)
Modrak — Centaurea cyanus. W całej Wielkopolsce pospolicie. Her­
bata w chorobach kobiecych.
Muchajer K„ muszora Ż. — Agaricus muscarinus. (M. tak samo z Rusi)
Grzyb gotowany w mleku jest środkiem przeciw muchom.
Murzonka, tak samo murzanka — Ustilago spec.
Myrta — Myrius communis. Pospolicie, Herbata przeciw różnym
chorobom niewieścim. Ż. Wydając wyhodowaną myrtę, wydaje
dziewczyna swe szczęście. Pospolicie. Gdy pada w myrtowy wia­
nek (w czasie ślubu), będzie nieszczęśliwe małżeństwo. Pospolicie.
Niemka — Amanita vaginata, także Paxilus prunullus. Ż. (M. tak
samo).
Nygus — Lycium halmifoliam. K. (L.: Kozłowe ciernie, z niem.
„Bocksdorn“). Kolczastemi
gałązkami
wypędzano niegdyś
w Wielki Piątek (Boże rany) nygusa (t. j. lenistwo).7)
Olszówka — Paxilus involiitus. Ż. (M. dla Agaricus coeruleus i Schizophyllum).
6) W nocy Św. Jana uprawiają cioty i „złe duchy“ swe harce, szkodzą
ludziom i zabierają roślinom siłę leczniczą. Dlatego trzeba zbieranie roślin leczni­
czych ukończyć przed tym właśnie dniem.
7 ) W Wielki Piątek z rana bije się dzieci rózgami na pamiątkę biczowania
Pana Jezusa. Są to t. zw. „Boże rany“.
Lud T. XXXI.

7

98
Olszyna — Ainus glutinosu. Pospolicie, zamiast olcha. Djabeł obił
swą babusię kijem z olchy, od czego otrzymało drzewo czerwone
zabarwienie. K.
Osina — Populus tremula. Pospolicie, zamiast osika. (M., S. tak
samo).
Pałka — Typha latifolia. Ż. Poznań. (M. tak samo dla Krakowskiego)
Pana Jezusa laska — Armeria vulgaris. Pospolicie. (L. z Poznańskiego:
Laska Chrystusowa.) Materjał na wianki; herbata przeciw krwo­
tokom.
Pana Jezusa włosy — Eriophorum vaginatum. Ż. (S.: Wełniankui.
Pantufka — Solanum tuberosum. Tylko na Kujawach, gdzie indziej
perka. (Według K. na Kujawach i w Prusach Zachodnich).
Paznogietka — Calendula officinalis. K. (M. tak samo, L.: nogietka).
Peluszka — Pisum arvense. K. Ż. Przed wojną często siany gatunek.
(M. z Kaszub, dla Pisum spec.)
Piernatka — Phalaris arundinacea. Ż.8)
Pindyrynda — Datura stramonium. Pospolicie. (M. Tak samo). Nazwa
dla kobiet lekkich obyczajów. K.
§ Piołun — Artemisia absinthium. Pod żyto w stodole włożony piołun
chroni przed myszami.
Piwonja — Tanacetum balsamita. K. Ż. (M. tak samo).
Pocieczka — Boletus bovinus. Poznań.
Prawdziwy grzyb — Boletus edulis. Pospolicie. (M. tak samo.) Grzyby
nieznane nazywa lud grzybami psiemi.
' g Przestęp
Bryonia dioica. Pospolicie. Smażony korzeń leczy
ranę końskiego kopyta, powstałą z „zagwożdżenia“.
Przymiotowe ziele — Senecio vulgaris. Ż. (M. tak samo według Mar­
cina z Urzędowa i innych). Smażona roślina leczy wrzody.
Pstra trawa — Phalaris arundinacea fol. pieta. Ż. K.
§ Rozchodnik — Sedum cicer Kadzenie rozchodnikiem jest środkiem
przeciw opuchnięciu, które się potem rozchodzi. K. Gdy
mleko u krowy się psuje, trzeba doić przez wianek z rozchodnika.
K. Materjał na wianki.
Rozpustne ziele — Verbena officinalis. K. Wzbudza miłość nierządną
u płci drugiej.
Siedmiolotka — Allium schoenoprassum. K. Co siódmy rok trzeba
roślinę przesadzić, w przeciwnym razie zginie.
Śliwka — Primus domestica. Pospolicie zamiast śliwa. (M. z Prus
Zachodnich; L. tak samo).
Ślazowa róża — Althaea rosea. K. Herbata przeciw kaszlowi.
Słomianka — Helichrysum arenarium. Ż. Poznań. (M.: Słomiany
kwiat).
Śmietannik — Comarum palustre (K.) lub Geum rivale Kórnik. (M.:
dla Agrimonia eupatoria, Parnassia palustris, Oenothera biennis.)
Liść włożony do kierenki (naczynie, w którem robi się masło),
powoduje szybkie tworzenie się masła.
Sinrodzina, także smrodzinka — Ribes nigrům. Ż. Poznań. (M. dla
Lonicera).
s) Piernat = pierzyna. Trawa ta daje miękkie i lekkie siano.

99
Sowa — Lepiota procerus. K. (M. tak samo, K.: psia bedłka i psi
kozak).
Sporysz, także sooryszek — Polygonům aviculare. K. (M. tak samo).
Srebrnik judaszów — Lunarin annua. Poznań.
Sroczka — Delphinium consolida. Poznań, Gniezno. (L.: Ostróżki
polne; M.: Sroczka).
Sucharka — Boletus subtomentosus. Poznań.
Swiętojanka — Ribes rubrum. Pospolicie, z niem. „Johannisbeere“.
(K., L. tak samo, M. także dla R. nigrům).
Świńska wesz — Cicuta virosa. Pospolicie. (M.: tylko Świnia wesz).
Szablak — Phaseolus vulgaris. Pospolicie. Rozróżnia się f. nanus czyli
bosy i /'. communis czyli tyczkowy.
Tańcujka — Marasmius oseades. Ż. (M.: Tanecznica). Miejscami
chętnie zbierany grzyb.
Targownik — Trifolium montanum K. (M. tak samo). I.iść wple­
ciony krowie w ogon ułatwia targ. Materjał na wianki.
Taterak — Acorus calamus. Ż. (M. tak samo).
Torka — Prunus spinosa. Pospolicie tak dla owocu, jak i dla krzewu.
Owoc zmarznięty niegdyś zbierano i jedzono.
Turek — Tagetes patula K. (M. tak samo dla Małopolski).
§ Tysiącznik — Erythrea centaurea. Pospolicie. Żucie liści w czasie
upału gasi pragnienie.
Uleżałka — Pirus communis (drzewo dzikie). Pospolicie. Odwaru su­
szonych owoców używano jako środka przeciw krwawej bie­
gunce.
Wiewiórczyn — Lycopodium clavatum. K. Ż. (Ł.: widłak, L.: włó­
częga, babi mór, S.: włóczęga). Obecność rośliny w domu przy­
ciąga pioruny i zabija pisklęta w jajach.0) Roślina dała nazwę
miejscowości „Wiewiórczyn“, w powiecie żnińskim.
Wiczyna — Ononis spinosa. K. (M. tak samo).
Wika — Vicia scitiva. Pospolicie zamiast wyka. (M. tak samo).
Wole oko —- Nuphar alba. Ż. (K. z powiatów środkowych Wielko­
polski tak samo, M.: tak samo dla Caltha palustris z Prus Za­
chodnich i dla Anthémis spec.).
Wolski ślep — Anthemis arvensis. Kościan. (M.: Wołowe oko).
Żabia miętkiew — Mentha aquatica. K. (M. tak samo z Prus Za­
chodnich) .
Żabiak — Herniaria glabra. K. (M.: Żabie gronko). Materjał na wianki.
Zajęczy czosnek — Allium vineale. K.
Zajęczy groch — Coronilla varia. K. (M. dla Sarothamnus scoparius
i Orobus tuberosus).
Zajęczy grzyb — Boletus ruf us. K. (M.t zajęczy grzybek dla B. snbtomentosus ).

Zajęcze ziele — Rumex acetosa. O.
Żegawka — Urtica urens. K. Z. (L.: Żagawka, S.: Pokrzywa żegawka).9
9) Szulczewski, Posener Pflanzensagen und Pflanzenaberglaiiben. Zff d. nat.
Abt. Jhrg. IV, pag. 17.
7*

100
Zielonka — Tricholoma equestris. Ż. Poznań. (M.: Bedłka zielonka).
Zielonka szara — Russula resinus. Poznań.
Zimownik — Aster novi belgii. K. (M.: Żywotnik).
Żółwie ziele — Anthyllis vulnerarin. K. Za dotknięciem tą rośliną
otwierają się kłódki i zaniki, z czego niegdyś mieli korzystać zło­
dzieje. Lud opowiada sobie o gnieździć żółwia, otoczonego wszech­
stronnie kołeczkami. Wyleciały one w powietrze za dotknięciem
ich tą właśnie rośliną, przyniesioną w pysku przez żółwia.10) 11
Żywokost — Symphytum officinale. Smażony korzeń leczy kości
złamane.
§ Żyto — Secale cereale. Pierwsze kwiecie wargami uchwycone
i połknięte chroni przed febrą (malarją). K.11) W Nowy Rok
gotowano w powiecie żnińskim kluski z kłosem żytnim wewnątrz.
Każdy członek rodziny zjadał taką kluskę, by się uchronić przed
chorobami.11) Na pasterkę zabierano dawniej wiązkę słomy żyt­
niej. Słomą tą obwiązywano drzewka w ogrodzie, by je uchronić
przed zającami.

ZUSAMMENFASSUNG.
Beim Sammeln von Sagen, Aberglauben und Volksbräuchen in Kujawien und im Kreise Żnin hat Verfasser auch Material botanischen
Inhalts erhalten. Daraus entnommene Namen der Pflanzen, ihre Anwen­
dung in der Volksmedizin und im Aberglauben, ergänzt durch Beiträge
aus anderen Teilen Grosspolens, sind im obigen Verzeichnis zusammen­
gestellt worden.

JAN KUCHTA

MOTYW MATKI BOSKIEJ — UCIECZKI GRZESZNYCH
W PODANIACH LUDOWYCH O CZARNOKSIĘŻNIKU
TWARDOWSKIM
(LE THÈME DE LA SAINTE VIERGE, REFUGE DES PÉCHEURS DANS LES
LÉGENDES POPULAIRES CONCERNANT IE SORCIER TWARDOWSKI)

I. Wstęp. Wśród wielu obcych, wędrownych motywów, które za­
pożyczone z różnych podań, i lokalnie odpowiednio przetworzone,
weszły w skład cyklu podaniowego o sławnym krakowskim czarno­
księżniku XVI w. mistrzu Twardowskim, zwraca naszą uwagę osobli­
wie jeden. Mam tu na myśli motyw Najświętszej Marji Panny, ratującej
porwanego przez djabła i unoszonego do piekieł czarnoksiężnika, hulaj
10) Klinger, Z motywów wędrownych pochodzenia klasycznego. Ser. II.
11) Knoop, Volkstümliches aus der Pflanzenwelt. Zft. d. nat. Abt. Jhrg. XI,
pag. 52 i 72.

101
duszę Twardowskiego, od potępienia wiecznego, w ostatniej już chwili.
Motyw ów zaliczam do powszechnej na polskiem terytorjum etnograficzneni grupy motywów podaniowych o „Matce Boskiej — Ucieczce
grzesznych“.
Uwagę etnografa zatrzymuje on na sobie mimowoli. Jesl bowiem
w najwyższym stopniu rodzimy, nadto wiele zamknął w sobie głębo­
kiego uczucia, oraz ogrom szczerej wiary ludu w pomoc Bogarodzicy,1)
nie zawodzącej nigdy, gdy kto w „złej przygodzie“, pod „Jej ucieka
się obronę“.
Swój wyraz słowny znalazła zaś ta szczera ufność silnie
wierzącego w pomoc Marji ludu, na różnych terytorjach Polski nietylko w zasadniczem podaniu o Twardowskim czarnoksiężniku, ale
także, jeszcze wyraziściej nawet, w licznych jego lokalno-prowincjonal
nych warjantach. Jest on tak prosty, ale tak czarowny zarazem, tak
pełen swojskiego piękna, jakoteż i szczerej poezji z głębokich pokładów,
rodzimych źródlisk płynącej, gdy wylicza te wszystkie sposoby „w jakie
Marja grzeszników ratuje“, że warto poświęcić tym podaniom, żywym,
chociaż fragmentarycznym tylko ilustracjom kultu Marji w Polsce,
słów kilka.
II. Motyw „Matki Boskiej — Ucieczki grzesznych“ w tekście za­
sadniczym cyklu podaniowego o Twardowskim. (Na tle analogicznych
obcych opowieści i wierzeń polskich).
1. Zasadnicze ujęcip motywu.
Jak w wielu analogicznych podaniach obcych, tak też w podaniu
o mistrzu Twardowskim, znajdujemy motyw ocalenia przez Bogarodzicielkę bohatera, który kiedyś dawniej w życiu był Jej wiernym czci­
cielem, a teraz w ostatniej chwili, pełen skruchy, zawezwał znów Jej
pomocy. Bogarodzica występuje tu w roli najgroźniejszej przeciwniczki
„syna ciemności“, szatana i staje z nim do zwycięskiej walki o zba­
wienie duszy Twardowskiego. Najszerzej prawi o tem tekst zasadniczy
podania, spisany przez K. W. Wójcickiego.
Według niego krakowski czarnoksiężnik, który nie myślał nawet
0 dotrzymaniu djabłu zobowiązań, z paktu z nim wynikających, wesoło
1 bez troski używa życia. Szatanowi jednak po długich wysiłkach udało
się przecie w podstępny sposób zwabić go do karczmy „Rzym“ i porwać
go stąd. Ofiara poddała się losowi, whlząc, że nie może złamać „szla­
checkiego słowa“. Zawrzało radośnie stado sów, wron, kruków i puhaczy. Djabeł podąża drogą powietrzną triumfalnie z ofiarą do piekieł.
„Lecą wyżej, coraz wyżej. Twardowski... spojrzy na dół widzi ziemię,
a tak wysoko podleciał, że wsie widzi takie małe jakby komary, miasta
duże jakby muchy', a sam KRAKÓW, by' dwa pająki razem. Żal mu
serce*ścisnął: tam zostawił wszystko drogie, co polubił i ukochał, a więc
podleciawszy wyżej, gdzie ni sęp, ni orzeł Karpat, skrzydłem wiatru
nie poruszył, gdzie zaledwo okiem sięgnął, ze zmordowanej piersi
silnie dobędzie ostatku głosu i zanuci pieśń nabożną“.
1) A. Fischer, Lud Polski, Lwów 1926, s. 178.

102
„Byla to jedna z kantyczek, które dawniej, w swej młodości, kiedy
nie znał żadnych czarów, duszę jeszcze miał niewinną, ułożył na część
Marji i śpiewał zawsze, codziennie. Głos jego niknie w powietrzu choć
śpiewa serdecznie; ale pasterze górale, co pod nim na górach paśli,
zdziwieni podnieśli głowy, chcąc wiedzieć skąd pieśń pobożna słowa
im z chmurą przynosi. Głos jego bowiem nie poszedł w górę, ale przy­
legł do tej ziemi, by zbudował ludzkie dusze“.
Skończył pieśń całą: zdziwiony wielce, patrzy, że wgórę nie leci
wyżej, że zawisł w miejscu. Spojrzy dokoła — już towarzysza nie widzi
swojej podróży; głos jeno mocny nad sobą słyszy, co brzmiał w sinawej
chmurze: „zostaniesz do dnia sądnego zawieszony, jak teraz“.2) Tak
wedle wierzeń ludu polskiego dzięki Marji ocalała dusza Twardow­
skiego — najsłynniejszego, krakowskiego czarnoksiężnika XVI w.
2.

Geneza zasadniczego motywu.

Genezy motywu, który przed chwilą poznaliśmy, doszukiwać się
należy głównie w szeroko rozpowszechnionym na terytorjum Polski
„Kulcie Marji“, chociaż na jego sformułowanie wpłynęło i kilka innych
czynników, które zkolei omówię, by tę zawiłą dość kwestję rozstrzy­
gnąć. Wśród nich pierwsze miejsce zajmują wątki wędrowne poda­
niowe. Od nich więc rozpocznijmy omawianie zagadnienia, które mamy
rozwiązać.
a) Motyw „Matki Boskiej — Ucieczki grzesznych“ w obcych po­
daniach o paktach z djabłem. W obcych podaniach o paktach grzesz­
ników z djabłem,' spotykamy motyw o skutecznej pomocy udzielanej
przez N. P. Marję, oddawna. W walce z szatanem wyzwala Matka Boska
ze szponów szatana niejedną ofiarę piekielnych mocy.
Do charakterystycznych tego rodzaju podań obcych należy
w pierwszym rzędzie stara legenda o Teofilu,3) sięgająca VI-go jeszcze
wieku, a opowiedziana po raz pierwszy przez Eutychiana, rzekomego
jego ucznia i świadka naocznego, jak sam twierdzi, wszystkiego, co
opowiada. Oto co głosi legenda: Teofilus, sławny ekonom kościoła
w mieście Cylicji-Adana, pod wpływem niezasłużonych prześladowań
biskupa zapisał duszę djabłu. Wyrzekł się przytem Chrystusa i jego
Matki Przenajświętszej. Szatan spełnia teraz wprawdzie wszystkie ży­
czenia „sojusznika“, wyrzuty sumienia tego ostatniego jednak, nie
pozwalają mu korzystać z owoców paktu z szatanem. Postanawia przeto
ratować duszę. Zwątpiwszy o wszelkiej innej pomocy, udaje się z prośbą
0 pomoc do ucieczki grzesznych Najśw. Panny Marji i wśród łez, postów
1 pokuty czterdzieści dni i nocy błaga Ją o litość i przebaczenie. W ciągu
czterdziestej nocy ukazuje się mu Najśw. Panna Marja, gniewa się nań
i robi wyrzuty z powodu jego ciężkiego grzechu, ale zarazem wlewa
w jego serce nadzieję. Jeszcze trzy dni modli się Teofilus w kościele,
nie przyjmując żadnego pokarmu, a wtedy jawi mu się Matka Boska
po raz drugi i przynosi wesołą wieść, że grzech jego został mu przeba­
czony. Po dalszych trzech dniach pojawia się po raz trzeci i oddaje mu
2) K. W ł. Wójcicki, Klechdy. Warszawa 1837, T. 1, s. 182—210.
s) A. Graf, Geschichte des Teufelglaubens. Jena 1893, s. 229 i n.

103
przeklęte pismo. Następnego tygodnia w niedzielę opowiada o tem
Teofilus biskupowi i ludowi w kościele. Potem zachorował i rozdawszy
cały swój majątek między biednych umarł po chrześcijańsku.
Nie będę tu oczywiście wyliczał wszystkich obcych opowieści
i legend o paktach z djabłem i sposobach, w jakie Matka Boża ratowała
skruszonych i rozpaczliwie błagających Ją o pomoc grzeszników z rąk
mocy piekielnych. Przypomnę tylko dla ilustracji opowieść, która głosi,
że z pomocą Matki Boskiej odebrał także swój cyrograf św. Aegidius.
Wyrzekłszy się jednak magji, musiał on wpierw siedem lat, wstąpiwszy
do zakonu Dominikanów, pokutować i czekać na to.
Streszczę wkońcu nadto opowieść o jakimś żołnierzu, (Militarius“)4),5 który popadłszy w takie ubóstwo, że nie miał ani grosza
w kieszeni i powziąwszy postanowienie zapisania duszy djabłu wzamian
za pomoc, po zaklęciu djabła przy pomocy jakiegoś Żyda wyrzeka się
nawet Chrystusa. Matki Boskiej jednak w żaden sposób wyrzec się
nie chce. A gdy djabeł uporczywie się i tego domagał, żołnierz stoczył
z nim walkę i wkońcu został uratowany w cudowny sposób, dzięki
kultowi, jaki żywił dla Najświętszej Bogarodzicielki.
Kilka tych podań obcych o skutecznej pomocy udzielanej przez
Najśw. Marję Pannę żałującym za grzechy sojusznikom szatana przy­
pomniałem dlatego, by uwolnić się od ewentualnego zarzutu, że nio
znam ich historji. gdy mimo wszystko — wbrew dawności ich, stwier­
dzę, że na terytorjum polskiem w podaniach o Twardowskim, pomi­
nąwszy sam „pień zagadnienia“, są one w lwiej części rodzime i ory­
ginalne.
b) Analogiczny motyw w Kacpra Twardowskiego „Pochodzeniu
miłości Bożej“ (XVII w.). Samo skonstatowanie faktu, że omawiany
przez nas motyw należy do rzędu „motywów wędrownych“ i hipoteza,
że pod ich wpływem dostał się do cyklu podaniowego o Twardowskim,
nie rozwiązuje jeszcze sprawy jego genezy definitywnie. Nie można
bowiem zamykać oczu na cały szereg innych szczegółów, które zapewne
na jego ukształtowanie się w równie silny sposób oddziałały, a może
i o jego powstaniu rozstrzygnęły. Nie można pomijać naprzykład w tej
kwestji wywodów A. Maciejowskiego.6) Zdaniem jego do cyklu podań
o Twardowskim, dostał się nasz motyw w dość szczególny sposób,
względnie późno, bo dopiero w XVII w.
Imiennik krakowskiego czarnoksięskiego mistrza, mianowicie —
poeta Kacper Twardowski, wydał w roku 1628 dziełko „Pochodzenie
miłości Bożej z pięciu strzał ognistych“, gdzie między innemi opisuje
takie swe przeżycie: Otóż raz, kiedy
„Noc była chmurna a mrok ciemnooki,
Głową o same tykał się obłoki,
Z lasów pobliższycli wiatry powstawały,
Które gwałtowne wichry pobudzały...“
4) Karl Kiese w etter, Faust in der Geschichte und Tradition. Leipzig
1893, s. 116.
5) A. Maciejowski, Piśmiennictwo Polskie. IU str. 635.

ujrzał poeta K. Twardowski szatana, który pospołu z całym rojem pocz­
war straszliwych zgubić go pragnął. Przerażony wezwał pomocy N. P.
Marji i Aniołów Świętych i piekło straciło moc swoją i odstąpiło od
niego.
Wedle Maciejowskiego to podobieństwo nazwiska i sytuacji mogło
przyczynić się do wprowadzenia tego motywu do cyklu podań o czarno­
księżniku Twardowskim, któremu niekiedy nadają nawet imię Kacpra.
Przytoczony wyjątek uważa on za decydujący dla genezy wątku.
Przypuszczenie Maciejowskiego jest w zasadzie słuszne. Hipotez
w tej sprawie możnaby postawić jeszcze wiele. Możnaby się nie bez
racji doszukiwać bowiem genezy omawianego wątku także w apokry­
fach, kazaniach, pełnych apokryficznych pierwiastków, i płynących
stąd popularnych wierzeniach, łatwo się rozpowszechniających. Można
nawet przypuszczać, że motyw jest tworem jakiegoś z duchownych,
który dla podania ludowego dodał „obyczajne“ zakończenie „moralisatio“, tak podówczas pospolite a odpowiadające omówionym wierze­
niom popularnym.
c) Popularne polskie wierzenia ludowe o „Matce Boskiej-Ueieczce
grzesznych“. Popularne polskie wierzenia ludowe o „Matce Boskiej —
Ucieczce grzesznych“ są bardzo ciekawe. Współczesna czasom formo­
wania się cyklu podaniowego literatura czarodziejska, (chociażby „Cza­
rownica powołana“ '’), i akty procesów o czary, jako najlepsze źródła
do poznania tych „wierzeń“ ilustrują je wspaniale. Lud polski uważa
Matkę Boską za najgroźniejszą przeciwniczkę szatana, a zarazem za
najpewniejszą ucieczkę największych chociażby grzeszników. Dlatego
szatan, jak widzimy z „Czarownicy powołanej“, „pilnie baczy“, czy ci,
którzy do jego pomocy się uciekali, są skłonni nietylko do odstąpienia
wiary i nabożeństwa chrześcijańskiego, ale także „tej szerokiej nie­
wiasty, ponieważ tak błogosławioną Pannę Marję nazywają...“ Cza­
rownicy zaś i czarownice naodwrót, jak . świadczą akta procesów
o czary, każdy warunek chętnie przyjmują, ale tylko Marji wyrzec się
często nie chcą. Zdarzało się, że czarownica zgadzała się wyrzec się
Boga, natomiast Matki Boskiej i Wszystkich Świętych żadną miarą
wyrzec się nie chciała,7) albo czarownik zgóry zastrzegł się, że wyrze­
kając się Matki Boskiej”) nie czyni tego na zawsze...“).
Pomijając zaś już nawet „literaturę magiczną“ i dziedzinę czarów,
ileż to pięknych podań, będących dowodem głębokiego kultu Marji,
znaleźć możemy w ówczesnych dziełach takich, co do których pewni
jesteśmy, że wielki wpływ wywarły na ukształtowanie się cyklu poda­
niowego o Twardowskim. Weźmy np. Albrechta Radziwiłła „Dyszkurs
nabożny“, z którego przecież cały „motyw odmłodzenia“ przeszedł do
podania o Twardowskim. Otóż tam znachodzimy między innemi taki
e) Poznań 1639; Rozdział „O sposobie przeklętej czarownic profesji albo
wyznania“.
7) Księga miasta Kleczewa (rękopis) K. 69.
8) S. X. Kilka słów o czarownicach w Polsce. Przyjaciel ludu. Leszno 1844,
str. 178.
9) K. Koranyi, Łysa Góra. Studjum z dziejów wierzeń ludowych w Polsce
w -XVII i XVIII w. Lwów 1929, s. 17.

105
ciekawy przyczynek do marjologji polskiej, dowodzący ogromnej jej
popularności.
Pewien bernardyn, Włoch, odprawiał w Rzymie mszę właśnie
w chwili, kiedy król polski Zygmunt III walczył z rokoszanami pod
Guzowem. Nagle, wciąż jeszcze odprawiając mszę krzyknął bernardyn:
„O Polsko, jako ty masz wiele obrońców“. „Po mszy pytany, dlaczego
ozwał się tak głośno, pod posłuszeństwem zeznał, iż widział, jakoby
dekret Bóg wydał na Polskę jakąś, aby zginęła, i dopuścił, żeby pod­
dani wygrali przeciwko królowi, zatem i państwo miało upaść. Ale
Najświętsza Panna, z stołka swego ruszywszy się, padła na oblicze
swoje, przed Majestatem Bożym, a za jej powodem Patronowie polscy,
upadając także, prosząc o odmianę dekretu, najłaskawszą sentencyą
uczynił Bóg tak i zniósł dekret pierwszy, żeby król wygrał“.1(j
Za tak potężną Orędowniczkę, tak łaskawą i litościwą uważał lud
polski powszechnie Najśw. Pannę Marję.
d) Kult Matki Boskiej w Polsce, jako czynnik zasadniczy i decy­
dujący dla wyjaśnienia genezy motywu. Wracając teraz do rozważań
nad powstaniem omawianego motywu, podkreślę, iż zbyteczne byłyby
roztrząsania na temat, którą z omówionych hipotez, jako słuszną,
wybrać należy. Nie ujmują bowiem tego, co w zasadzie o genezie za­
decydowało i poruszając tylko poszczególne czynniki, które oddziałać
tu mogły (a wszystkie razem równocześnie zapewne oddziałały), zapo­
minają o głównym i decydującym, o kulcie Marji w Polsce. Według
mego zdania bezpośrednią pobudką dla stworzenia motywu
mogło być wyżej przytoczone opowiadanie Kacpra Twar­
dowskiego z XVII w., poczem jego dalsze sformułowa­
nie dokonywało się pod wpływem zarówno obcych wędrownych
wątków podaniowych, jak też i wierzeń lokalnych, kazań, literatury
apokryficznej. Ale decydującym dla genezy czynnikiem jest „K u 11
M a r j i“. Dzięki niemu bowiem jedynie tylko i odnośne podania i ka­
zania i wyjątki literackie były tak znane, popularne, aktualne — cie
szyły się taką wziętością. Dzięki niemu tylko ustęp z „Pochodzenia mi­
łości Bożej“... Kacpra Twardowskiego mógł przedostać się tak łatwo
do cyklu podań o ulubionym czarnoksiężniku, którego ogół nie chciał
i nie mógł oddać na pastwę djabłu, a dla którego tak łatwo znaleźć
było wybawicielkę. Łatwo zaś dlatego, bo Imię N. P. Marji było po­
dówczas na ustach mieszkańców Krakowa, bez przerwy omal, a kult
Jej tak głęboko się zakorzenił, że we wszystkich tak najdrobniejszych,
jak i najważniejszych potrzebach i to zarówno prywatnych, jak
ogólnych, mimowoli już i odruchowo do Niej się udawano z prośbą
o pomoc. Kult Marji dla ukształtowania się omawianego motywu był
czynnikiem decydującym. Bez niego nie znalazłby się on w podaniu
polskiem tak, jak nie znalazł się w niemieckiem podaniu o czarno­
księżniku Fauście.
Lud danego tery torjuin nie wszystkie obce motywy przyswaja
sobie. Nie wszystkie „przypadają mu do serca“. Wybiera wśród różno­
rodnych słyszanych „ulubione“ — odpowiadające jego wierzeniom
10) I.

Chrzanowski,

Z epoki romantyzmu. Kraków s. 326.

i temu, co „czuje“. Wyraźnie zobaczymy to, przeglądając liczne „warjanty“ naszego motywu, które uległy swoistemu przetworzeniu. Prze­
gląd ich umożliwia poznanie doniosłej wytycznej dla przyszłej metody
badań psychologji twórczości ludu. Dowodzi bowiem jasno, iż „twór­
czość przetwarzająca“ (Umschaffen) danego ludu, jest nieocenionem
źródłem dla poznania jego światopoglądu, świata uczuć, dążeń. Lud,
przetwarzając dany motyw, zdradza je spontanicznie. Zarazem przegląd
warjantów dowodzi doniosłej roli, jaką odgrywa kult Marji, gdy chodzi
o genezę zarówno zasadniczego ujęcia omawianego przez nas motywu,
jak też i jego licznych warjantów.
III. Motyw „Matki Boskiej — Ucieczki grzesznych“ w warian­
tach podania o Twardowskim. O uratowaniu Twardowskiego —
słynnego czarnoksiężnika XVI w., ongiś czciciela Marji, później wiel­
kiego grzesznika i sojusznika szatana, ze szponów tego ostatniego opo­
wiada lud nietylko Krakowa, ale i całej Polski. Niema powiatu, w którymby nie znano tego motywu. Oczywiście tak szeroki obszar, na
którym rozbrzmiewa podanie — nieoparte o tekst pisany i tak wielka
różnorodność światopoglądu, poziomu umysłowego, życia uczuciowego,
religijnego, upodobań słuchaczy, wpłynęła na to, że zasadnicze sformu­
łowanie omawianego motywu uległo licznym przekształceniom i że na
terytorjum polskiem znamy całe dziesiątki warjantów tego ulubionego
motywu.
W prostocie serca bowiem, każdy nowy przetwórca, przedstawiał
sobie i najbliższym sposób tego uratowania w sposób, jaki najbardziej
jego prymitywnym poglądom i wierzeniom na tę sprawę odpowiadał,
odkrywając w ten sposób mimowoli to, co o Marji wiedział, wierzył
w niedostępnych głębiach swego umysłu i w najdalszych zakątkach
swojego serca czuł...
Przejdźmy te warjanty pokolei. Zacznijmy od Krakowa. Otóż
lud krakowski opowiada o ocaleniu unoszonego przez djabła do piekieł
Twardowskiego przez Najświętszą Pannę rozmaicie. Pomijając tekst
zasadniczy, który już znamy, ciekawsze warjanty z Krakowa
brzmią tak:
(Twardowski)), będąc już w mocy czarta, który go unosił w po­
wietrze, ujrzał w locie pod sobą Kraków i ze strachu, czy ze wzruszenia
nie mogąc przeżegnać się, bo mu djabeł rękę w pazurach swoich ściskał,
ani zmówić pacierza, którego zapomniał, zanucił godzinki do N. Panny,
zapamiętane z lat dziecinnych; wówczas djabeł go puścił i zniknął,
zostawiając samego, zawieszonego w powietrzu...11).
Ale znamy jeszcze bardziej charakterystyczny warjant, pochodzący
z Krakowa. Oto głosi on o ocaleniu Twardowskiego:
...(Djabeł) wyrwał drzwi od karczmy, wpakował na nie Twardow­
skiego i tak go unosząc, wyleciał z nim w powietrze. W tej strasznej
chwili Twardowski przypomniał sobie Godzinki, które ongiś, za lep­
szych czasów, śpiewał na cześć Najświętszej Marji Panny. Przejęty
trwogą śmiertelną szlachcic jął błagać tę cudowną Orędowniczkę naszą
J1) O. Kolberg, Lud

- Krakowskie. Kraków 1871, V. s. 20—23.

107
o pomoc i donośnym głosem śpiewać owe godzinki. Najświętsza Orę­
downiczka ulitowała się nad nim i to sprawiła, że ohydny djabeł runął
z powietrza na ziemię, a Twardowski na owych drzwiach siedząc, za­
wisł w powietrzu. Tak wisieć tam będzie wysoko pod niebem aż do
dnia sądnego, gdy po tej długiej pokucie przyjdzie czas zmiłowania na
niego, za owo grzeszne pokumanie się z czartem.12) 13
Przypatrzmy się zkolei warjantom z okolic Krakowa. Opowiadają
one o cudownem ocaleniu mistrza Twardowskiego przez Najświętszą
Pannę znów co innego:
Wieśniacy z Szczodrkowic: np. każą mu pokutować nie na księ­
życu, lecz pod progiem piekielnym: ...a djabli porwali go. Twardowski
śpiewał godzinki, które ułożył w powietrzu, nic jednak nie pomagało.
„Dopiero jak se ochwiarowau do Matki Boski, dopiero go ciśli pod
progiem piekielnym i tam leży i tam będzie leżau już do sądnego dnia...“
W tej samej wsi opowiadają jednak i tak: „dopiero jak ułożył godzinki
do Najświętszej Panny, tak go ciśli na piekielną bramę“.18)
W powyższych wypadkach nie jawi się osobiście N. P. Marja. Już
bowiem sam dźwięk pieśni, godzinek, ka n tycz ki na Jej cześć zanuconej,
lub też ofiarowanie się Jej wystarcza do uratowania grzesznika. Analo­
gicznych warjantów możnaby przytoczyć bardzo wiele. Podają je KI.
Bąkowski14),15Ł. Gołębiowski1B) i inni. Przejdę jednak do jeszcze cie­
kawszych odmian. Oto ciekawa scena z nad progu piekła wedle ludu
z okolic Prądnika i Zielonek:
„W piekle Judasz wisi za drzwiami, worek przy nim leży, zaś
Twardowski siedzi na progu, godzinki odmawia. Byliby Twardowskiego
djabli dawno zaczapili, lecz gdy go nieśli, komponował godzinki do
Matki Boskiej. Jeżeli idą ku niemu djabli z widłami, on co duchu od­
mawia: „Przybądź mi Pani ku pomocy, a wyrwij mnie z nieprzyjaciół
mocy“, więc czemprędzej odlatują i wziąść go w męki nie mogą. Dla
tych godzinek będzie on w sądnym dniu wybawiony“.16)
Lud z Podgórza w Krakowskiem opowiada o ciekawie pojętej,
osobistej interwencji N. P. Marji: 17)
...Baśń niesie, że przecież djabli Twardowskiego wzięli. Nie mogli
go jednak wtrącić do piekła, bo Twardowski ułożył „godzinki o Matce
Boskiej“ i gdy go djabli nieśli do piekła, śpiewał je. A Matka Boska
podała mu z nieba koniec Swego płaszcza, którego Twardowski mocno
się chwycił i dotychczas wisząc między niebem a piekłem, trzyma się
tegoż, djabeł zaś dotąd ciągnie go do piekła za nogi, lecz nie może go
ściągnąć...
Teraz dopiero widzimy jak piękne owoce, w formie warjantów
bardzo swojskich, pełnych głębokiej poezji, z głębokich pokładów ro­
dzimych źródlisk płynącej — dało zasadnicze sformułowanie anali­
12) J. Grajnert, Legendy o Malce Boskiej. Warszawa 1904, s. 25.
13) S. Ciszewski, Krakowiacy. Kraków 1894, Tom. 1. s. 22—29.
14) „Podania i legendy krakowskie“. Kraków 1899.
15) „Lud Polski“. Warszawa 1830,
16) O. Kolberg, Lud. Krakowskie, Kraków 1874, S. VII. s. 20.
1‘) S z. Gonet, Rękawka i Skały Twardowskiego w Podgórzu. Lud III,
s. 77.

108
zowanego motywu na terytorjum krakowskiem. To samo zjawisko spo­
tykamy i poza Krakowem, nietylko w najbliższych jego okolicach, ale
i na dalszych obszarach Rzeczypospolitej.
Lud rolniczo-górniczy z okolic Sławkowa w powiecie olkuskim
opowiada: ,,,Djabeł niesie Twardowskiego a on mówi: „Bede twój,
albo i nie bede, jesce ja o Bogu nie zapomniał“. Bierze, wyjmuje papier
i pisze sobie godzinki i śpiewa. Już byli niedaleko piekielnej bramy,
jak Twardowski gadał z pokłonem Panno Święta ,,i djabeł ciepnou go
kole bramy piekielnej“ 1R).
Lud podduklański (Iwonicz) także bardzo charakterystycznie
przedstawia sobie sposób uratowania Twardowskiego przez N. Pannę:
...Nieśli go tak, a on pisał godzinki, a djebłom coraz cienży, cićnży
i jak przyszli nad piekło, on napisał te słowa: „Z pokłonem Panno
Święta“. A djebli: „Oho“, już nic z tego, już go szeroka zastępieła“,
(„szeroka“ = Matka Boska — tak często nazywana w literaturze
magicznej i formułach wyrzekania się Boga, przy zawieraniu
paktu z szatanem), i puścili go, a on tak został wisieć, aż do sądnego
dnia...“ ls)
Na przykładach tu podanych widzimy, jak dalece odbiegł lud polski
od zasadniczego sformułowania motywu, jak o niem zupełnie za­
pomniał, zastąpiwszy go swemi, własnemi, oryginalnemi a tak rodzimemi „wytworami“. Na zakończenie dodam jeszcze kilka innych od­
mian:
W podaniach Górali Beskidowych tern, co ratuje Twardowskiego
ze szponów djabt lskich, jest zamiast godzinek różaniec ...Juści jak po­
tem (djabeł) skocył, jak porwie Twardowskiego i pocisnou go na pleci
i poleciał do piekła; ale uleciał spory kawał drogi, zaleciał ś nim nad
piekło, leć sie djebał zmordował i ju go dalej ni móg nieść i spytał sie
go, co tam ma na sobie, co tak cięzi? coś to wziou? Różaniec. Zkądeś
to wziou? A mam po matce i ojcu. Ciś to na ziem. To kiedy nie kciał
zrobić, djabeł go już nimóg nieś daleko i puścieł go na ziem i uciek.
Tam pono ma Twardowski pokutować, jaz do sądnego dnia...20)
Z Lubelskiego podaje O. Kolberg taką wersję: 2]) ...Taki djabli zna­
leźli sposób, że Twardowskiego wzięli do piekła, ale go niosąc, gdyż
przez ten czas Twardowski śpiewał godzinki do N. Panny i gdy już
kończył i podróż i godzinki a zaśpiewał przed bramą piekielną: „Z po­
kłonem Panno Święta“ i uklęknął, uciekli djabli i postawili tak klę­
czącego, aż dotąd przed bramą piekielną...“
Na tern kończę przegląd warjantów. Z porównania ich wynika, że
polskie warjanty z obcemi mają mało nici wspólnych, prócz tej jednej
nitki zasadniczej — pomysłu. Są w zupełności oryginalne.
Odtwarzają to, co lud nasz myśli i wierzy o swej Królowej Niebieskiej,
do której we wszystkie]) swych potrzebach biegnie tak chętnie z prośbą
ls) S t. Ciszewski, Lud rolniczo-górniczy z okolic Stawkowa. Zbiór
wiad. do Antr. Kraj. Kraków 1887, T. XI, s. 7 i 57.
19) B. Gusta w i c z , O ludzie Podduklańskim. Lud VIT.
20) W ł. Kosiński, Materjały do etnografji Górali Bieskidowych. Zbiór
wiad. do Antr. Kraj. V, s. 190—197.
21) O. Kolberg, Lud XVII, s. 107.

109
o pomoc. A tem samem są jedynie potężnym i pełnym poezji żywym
wyrazem kultu Marji na ziemiach polskich, wyrazem podyktowanym
najgłębszą potrzebą serca, a nie jakimś motywem obcym, wędrownym,
który mógł być tylko pobudką do tego, by na czarownej kanwie wierzeń
ludu wyrósł terť cudny, polny kwiat podań o Królowej Polskiej Korony.
Fakt, iż dziewięćdziesiąt procent omawianych warjantów pochodzi
z Krakowskiego i najbliższych okolic, dowodzi, iż kult Marji w Kra­
kowie znajdował swe źródło, że tam gorzały główne jego ogniska, że
tylko w Krakowie więc mogło znaleźć miejsce zasadnicze sformuło­
wanie motywu Matki Boskiej — ratującej Twardowskiego z rąk sza­
tana. Stąd dopiero wątek ten rozszerzył się po całej Polsce...
Na tem kończę etnograficzną jego analizę. Analizę zestawionego
materjału, jaki niewątpliwie da jeszcze ciekawsze wyniki, gdy chodzi
0 problemy, wkraczające w dziedzinę badań psychologji etnicznej, prze­
prowadzę w osobnej rozprawce. Tu chodziło mi tylko o zilustrowanie,
że motyw „Matki Boskiej — Ucieczki grzesznych“ w podaniu o Twar­
dowskim jest w świetle analizy etnograficznej tylko wyrazem hołdu
1 miłości ludu polskiego dla swej niebieskiej Orędowniczki, przed której
imieniem nawet pierzcha najgroźniejszy wróg ludzkości — szatan.
RÉSUMÉ.
Un des motifs les plus intéressants dans les légendes populaires con­
cernant Twardowski est celui de la Sainte Vierge Refuge des pécheurs qui
sauve Twardowski de la puissance du diable. Le motif de la Sainte Vierge
sauvant un pécheur des mains du diable est un motif ambulant qu’on ren­
contre aussi dans les légendes étrangères. En en examinant la genèse dans
ce qui concerne les légendes polonaises se rapportant à la personne de
Twardowski, il faut constater que le stimulant qui contribua directement
à créer ce motif put être fourni par le récit du poète Gaspard Twardowski
(XVII s.) décrivant l’intervention de la Sainte Vierge qui le délivra des
mains du diable. Dans la suitfe, ce ihème se précisait sous l’influence des
motifs ambulants, des croyances locales et de la littérature apocryphe. Ce­
pendant le facteur décisif est à chercher dans le culte de la Vierge, si
caractéristique pour le peuple polonais.
STANISŁAW KRYCZYŃSKI

MATERJAŁY ETNOGRAFICZNE
1. Święcenie wody i soll w dawnych czarach mieszczańskich
(Wyjątki z kilku rozpraw sądowych 1675—1682)
(La consécration de l’eau et du sel dans la sorcellerie bourgeoise.)

1. W rozprawie Szymona i Agnieszki Szostaków przeciw Walen­
temu i Zofji Kolasom o oszczerstwo (Kolasina „zadała “ Szostakowej,
iż jest czarownicą i na ożogu jeździ), toczącej się przed sądem wój­
towskim miasteczka Przecławia (dziś w pow. mieleckim) dn. 26 lipca
1675 r. — Zofja Kolasina zeznała:

110
„A teraz temi czasy miała piwo Szostaczka Kapionczyne, na które
zły szynk miała w niedzielę, a we czwartek sobie szynk naprawieła,
która sie chwaleła przed jedną osobą, iż: jako przyszła jedna osoba,
mianowicie Szkutnikówna, a zajrzała do piwnice, zaraz mój szynk
jak uciął1), ale nalazłam sposób: wsadziełam djabła, na djabła nala­
łam wody święconej w garnek i wstawiełam do ognia, tam sie garnek
roztrzasnął i potym, chwała Bogu, szynk mi sie naprawie!“.
Inny świadek, Zofja Misiowska, zeznała sub iuramenfo corporali:
„Czasu przeszłego radziełam sie Agnieszki Szostaczki, coby czynić do
szynku, poradzieła mi: Kiedy poczniesz piwo12),* dajże naprzód jał­
mużny szeląg do skrzynki w kościele, a potym zmów siedm pacierzy
na pamiątkę siedmiu radości Najświętszej Fanny, to będziesz miała
szynk dobry. Wtym Ruśkówna do niej przyszła, rzekła mi: Coć potym
beło, coś dała zlewać piwo Kapionce, widzisz, ona ma szynk dobry, a ty
nie masz. Rzekłam: Nie wierzę ja temu i nierdzumiem ja tego o Ka­
pionce, mam ja na to lekarstwo, krzyż święty; przeżegnałam wodę
święconą i wlałam w garnek wody ś. (więconej). A gdym i soli święconej
wsypała, postawiełam do ognia i coś zaszumiało w kominie, ten sie
garnek wywrócieł z wodą, a ostatkiem tej wody, co zostało w garnku,
pokropiełam nią dom swój i beł szynk dobry“.'')
Do tej samej kategorji czarów zaliczyć trzeba, zdaje mi się, także
to, co w r. 1680 mieszczanin przecławski Krzak „słyszał od Kogutki
wdowy i od komornika jej, że Żelazowska jakieś tam osypki uczyniła
i czary w domu tejże wdowy Kogutki“.4)
W r. 1682 w Przecławiu mieszka Zofja Dybiwilkowa, stojąc przed
pewnym sadem, rzekła: „Kiedyby tu jedną rzecz pokropiet, tedyby ten
sad i chmiel wysechł“, co usłyszawszy właściciel sadu, Stanisław Ka­
czor, wniósł uroczystą „manifestację“ do sądu, że „jeżeliby sie temuż
Stanisławowi Kaczorowi na potym jaka szkoda w sadzie lub w drzewie
rodzącym lub w chmielu stała nikomu inszemu nie da na potym winy
o to, tylko jak Zofjej Dybiwilkowej“.5)
2. Ubiory ludowe w Mieleckiero w XVIII w.
(Les vêtements populaires au 18 e, siècle dans les contrées de Mielec.)

Dzisiaj już żaden chłop w powiecie mieleckim (wojew. krakowskie)
nie nosi ludowego ubioru i tylko czasem jeszcze spotkać można w chłop­
skiej skrzyni dawną białą sukmanę. Jakiż więc był ten ubiór np.
w XVIII wieku? Odpowiedź na to pytanie mogą nam dać tylko zapisy
testamentów włościańskich w ówczesnych księgach gminnych. I tak
naprzykład Grzegorz Tacik, chłop z Chorzelowa, pozostawił po śmierci
swojej w r. 1797 następujące ubióry:
1) Futro białe suknem szafirowem powleczone.
2) Sukmana niebieska podszyta drugą białą.
1) T. zn. Szkutnikówna rzuciła na piwo uroki.
-) Sprzedaż piwa.
"•) K s. Wójt. Przecław z 1. 1672—1736.
4) Ibidem.
5) Ibidem.

111
3) Kożuch stary.
4) Burka biała.
5) Burka siwa.
6) Krajka kałamajkowa, 7) takaż zielona.
8) Zawiciów sztuczkowych starych 2.
9) Chustek sztuczkowych starych 4.
10) Fartuch lniany, takiż w paski, takiż malowany.
11) Koszulka z wyszyciem 1).
Niewiele więc było tego przyodziewku. Jeszcze mniej strojów obej­
muje inwentarz rzeczy pozostałych po Zofji Maziarzowej, zagrodniczki
z Wólki pod Chorzelowem, zmarłej w roku 1799:
1) Futro białe, wierzch błękitny z potrzebami, stare.
2) Zapaska konopna gr. 15.
3) Ciasnotka konopna stara złp.l.
4) Fartuch zasobny konopny stary zł. 1 gr. 10 12).
Że prosty ten i małobarwny ubiór charakteryzował nietyłko chło­
pów z dzisiejszego powiatu mieleckiego, ale i z okolic Kolbuszowy,
zaświadcza w r. 1795 jeden z gospodarzy, który na pytanie sądu gmin­
nego w Chorzelowie, jaki ubiór miał na sobie pewien chłop z Kolbuszowskiego, odpowiada: „W białej sukmanie splamionej, przepasanej,
w butach, kobusiasta czapka“ 3).

LEON KRYCZYŃSKI

O TATARACH RZEMIEŚLNIKACH W POLSCE
(LES TARTARES - OUVRIERS EN POLOGNE)

Tatarów spolyká my w wojsku wielkich książąt litewskich od
XIV w. ; kolonje tatarskie na Litwie największy rozkwit osiągają
w w. XV, po bitwie grunwaldzkiej, kiedy to znaczne masy Tatarów
pozostają na Litwie. Tatarzy dzielili się na dwa stany: szlachecki
i prosty. Szlachta, mająca nadaną ziemię, równa była szlachcie litew­
skiej; składała się szlachta tatarska z kniaziów, murzów i ułanów; po­
siadane przez nią majętności ziemskie nazywały się Tatarszczyznami;
obowiązkiem posiadaczy tej ziemi było służyć osobiście bez żołdu na
wyprawach wojennych. Prości Tatarzy, bez ziemi nadanej, oraz ci
z nich, którzy przez rozrodzenie lub pozbycie się posiadania jej byli
pozbawieni, jeśli nie służyli w wojsku, zajmowali się rzemiosłami i fur­
manką i płacili państwu podatek, t. zw. pogłówne1). M. Tuhan-Ba1) „Drugi protokół spraw gromadzkich państwa Chorzelowskiego“ z lat 1794—•
1806 (własność Pani Zofji hr. Tarnowskiej).
2) Ibidem.
3) Ibidem.
1) .1. W. Bandtke, O Tatarach mieszkańcach Królestwa Polskiego. Album
Literacki 1848, str. 121; .1. Bartoszewicz, Pogląd na stosunki Polski z Turcją
i Tatarami. Warszawa. 1860, str. 115.

112
ranowski2) myli się, uważając, że tylko Tatarzy z plemienia Nohajów zajmowali się handlem, rzemiosłem i furmaństwem, bo nie było
to zajęcie przywiązane do pewnego plemienia, lecz stanowiące cechy
pewnej klasy ekonomicznej. Posiadamy o Tatarach rzemieślnikach
dane w memorjale, napisanym w Stambule w r. 1558 przez nieznanego
Tatara litewskiego dla sułtana tureckiego Sulejmana i wielkiego wezyra
Rustema-paszy p. t. „Risale-i-Tatari-Leh“, opublikowanym przez prof.
A. Muchlińskiego3). Oto co czytamy:
„...Kto siada na koń, taki już tern samem nie opłaca żadnych po­
datków skarbowych: a więc nasi współwyznawcy, którzy mieszkają po
miastach i nie władają l yni ara mi, t. j. ziemią muszą opłacać, czy od
swoich rzemiosł, czy też od innych zatrudnień, ustanowione podatki,
i takich muzułmanów, jest bardzo wielu. Oni zwykle się trudnią wy­
prawą safijanów, uprawą ogrodów, handlem koni i furmaństwem.
Kupiectwem
zaś czyli
i
przedażą towarów nikt
się nie
bawi,
chyba
w
stronach
bliższych
Krym u, gdzie niektórzy
furmani przywożą stam­
tąd rozmaite wyroby tu­
reckie, jakto: materye,
płótno, chustki, ręczniki,
pas, i te przedają spółwyznawcom swoim i in­
nym, nie płacąc za to nic
do skarbu...“4)5 —
* „Praca
ledwo wystarcza tu na
Ryc. 1. Muzułmański dom modlitwy w m. Głęutrzymanie szczupłej ro­
bolciem, po w. dziśnieńskiego, z. wileńskiej.
dziny; stąd w domach
naszych spółwyznawców
nie widać zgoła zamożności. Rodzice od dzieciństwa przyuczają dzieci
do swego przemysłu, tak, iż z pokolenia w pokolenie przechodzi jeden
i ten sam środek zarobku“ n).
Statut Litewski 1588, określając prawa Tatarów, również jaskra­
wię rozróżnia dwie klasy ludności, z jednej strony murzów i kniaziów,
z drugiej zaś Tatarów, którzy uprawiają ogrody, handlują „bydłem“,
wyprawiają skóry, zajmują się furmaństwem. Pierwsi zrównani są
ze szlachtą, druga kategorja — z mieszczanami e).
Pamiętnik 1616 r., paszkwil p. t. „Alfurkan Tatarski“, napisany
przez Piotra Czyżewskiego, wymienia jako główne zajęcie
-) Maciej Tnhan-Baranowski, O Muślimach litewskich. Wyd.
A. Krumana. Warszawa, 1896, str. 51.
”) A. Muchliński, Zdanie sprawy o Tatarach litewskich, złożone sułta­
nowi Sulejmanowi w r. 1558. Z jęz. tureck. przełożył.... Teka Wileńska 1858.
Nr. 4, 5, 6.
4) Ibidem Nr. 4, str. 263.
5) Ibidem Nr. I, str. 266.
f’) Vide rozprawę Jachija Gęmbicki, Da pytania ab socyjalna-ekonomicznym stanie Biełaruskich Tatar y Siaredniawieczcza. Biełaruskaja Akademrja
Nawuk. Zapiski oddziełu gumanitarnych nawuk. T. III. Miensk. 1929, str. 53—64.

113
prostych Tatarów wyprawę skór. Czyżewski nazywa tych Tatarów
„skórodubami“.
W r. 1631 koniuszy wileński Jan Kierdej dokonuje z polecenia
króla rewizji dóbr tatarskich '). Oto co pisał Kierdej: „Król... rozkazać
raczył, abyśmy wszystkich Tatar, którzy furmaństwem albo rze­
miosłem się bawią i oddawaniu i płaceniu pogłównego ulegają, zre­
widowali. — O czem gdyśmy czynili pilną inkwizycję, nalazło się to:
iż pod Wilnem w Łukiszkach, na Niemieży, w Rudominie, w SorokTatarach, Kołnołarach, Kozaklarach i na Wace mało takowych co
swoje obejścia mają i handlami się bawią, ale wszyscy na małych
spłachciach, w jednym domie kilka ich mieszkając i synów niemało
dorosłych mając, gdy im na wojnę jechać każą, jedni z powinności,
a drudzy za pieniądze zaciągnąwszy się służą. Ci zaś co doma zostają,
nie mając inszych zabaw,
handlami
i rzemiosłem
a drudzy furmaństwem się
bawią. Jednak tych, którzy
nigdy nie furmanią ani
handlują, jeno dziełem rycerskiem się bawią, a z go­
spodarstwa żvią... opisa­
liśmy“6).
Ponieważ Tatarzy brali
z tytułu swego „zawodu
rycerskiego“ ciągły udział
w
wojnach,
stanowiąc
w wojsku polskiem straż
Ryc. 2. Tatar Assanowicz w swojem mieszka­
przednią, biednieją oni co­ niu w m. Gtębokiem, pow. dziśnieńskiego zaj­
raz bardziej. Z tem idzie muje się koło drewnanej kadzi do kwaszenia
w parze zwiększenie się skór fatrowaniem skóry na t. z w. „kobyłce“
(pochylonej zaokrąglonej krótkiej belce) zaklasy tatarskiej rzemieślni­
pomocą kosy, zwanej „zaworotną“, którą trzyma
czej. Należy tu nadmienić,
w rękach.
że Tatarzy nietylko biorą
udział w wojnach z wro­
giem zewnętrznym, a nieraz używani są przez szlachtę i arystokrację
litewską i polską w wojnach domowych. Zdarzało się też nieraz, że
ludność tatarska doświadczała na sobie specjalnej zemsty i represji
wrogów Polski, a to z racji masowej i dzielnej służby w wojsku. Represyj tego rodzaju doświadczali na sobie Tatarzy ze strony wojsk
szwedzkich, następnie saskich i wielokrotnie rosyjskich79).8 Szlachta
polska również nieraz dopuszczała się w stosunku do Tatarów różnych
7) O rewizjach dóbr tatarskich patrz: Leon K Tyczyński, Rejestr do­
kumentów na dobra tatarskie Łostaje (1600—1789). Ateneum Wileńskie. R. VII,
z. 1—2, str. 312—338.
8) Muchliński, Ibidem. Teka Wileńska Nr. 6, str. 169.
9) Leon Kryczyński, Przyczynek w sprawie stosunku Tatarów litew­
skich do powstania 1863 r. Rocznik Tatarski, t. T Wilno, 1932. Władysław
Syrokomla, Wycieczki po Litwie w promieniach od Wilna. Wilno, 1860. T. II,
str. 21—22.
Lud T. XXXI.

8

114
gwałtów 10),11co wywoływało kilkakrotną emigrację naszych muślimów
do Turcji11).
Tego rodzaju okoliczności również wpłynęły na zubożenie ludności
tatarskiej i pomnożenie rzesz klasy rzemieślniczej.
Wzorowa uprawa ogrodów warzywnych, hodowanie koni i garbo­
wanie skór i dziś stanowią główny przedmiot zajęcia biednej ludności
tatarskiej.
Skóry, wyprawiane przez Tatarów, słynęły aż do końca XVIII-go w.
na całą Polskę i Litwę12). Tatarzy .wyprawiali skóry t. zw. safjany
(nazwa safijanu przeszła przez Tatarów z języków perskiego i turec­
kiego, gdzie się nazywa sachtijan }3) ; stąd pochodzą nazwy miejsco­
wości, np. w Wilnie — Safijaniki).
Zajęcie turmaństwem kwitło u Tatarów aż do wprowadzenia kolei
żelaznych 14), obecnie spotyka się ono coraz rzadziej.
W Polsce Tatarów jest około 6000. Dużo muzułmanów posiada
wyższe wykształcenie; spotykamy pośród nich wojskowych w wyższych
oficerskich rangach, sędziów, prokuratorów, inżynierów, lekarzy i t. d.
Niektórzy z nich mają posiadłości ziemskie, które są szczątkami owych
Tatarszczyzn. Klasa zamożna stanowi niewielki odsetek ludności ta­
tarskiej, która naogół jest biedna. Należy podkreślić, że Tatarzy sta­
nowią element ludności spokojny, lojalnie do Polski ustosunkowany,
pracowity i wyróżniający się pośród swego otoczenia na kresach
wschodnich Polski wyższą kulturą; pośród Tatarów niema niepiśmien­
nych, a zwyczaje przyswoili raczej drobnoszlacheckie, niż chłopskie;
nadto daje się zauważyć między nimi pewna solidarność, pochodząca
z poczucia jedności pochodzenia, losów historycznych i religji muzuł­
mańskiej, a więc tak zamożni, jak i biedni Tatarzy czują się w sto­
sunku do siebie równymi.
Tatarzy litewscy, nie posiadający wykształcenia, w większej swojej
części zajmują się rolnictwem albo wyprawą skór; niekiedy łączą te
dwa zajęcia razem, ale zdarza się to dość rzadko. Zajmujący się wy­
prawą skór zowią się z białoruska „kożemiakami“ ; są nimi ludzie
zwykle b. biedni, nie posiadający gruntów, albo mający tak małą ilość
ziemi, że wyżyć z niej nie są w stanie. Wyprawa skór jest ciężkiem
i mało popłatnem zajęciem. Tatarzy zajmują się wyprawą skór juch­
towych, t. j. końskich, krowich, cielęcych i owczych. Bardzo rzadko,
ale to się zdarza, wyprawiają skóry wilków, psów, dzików i kóz. Pro­
cedura wyprawy skór jest dość długa. Wyprawa skór końskich, kro­
wich i cielęcych odbywa się partjami po 50 -60 sztuk. Z początku
skóry moczą się przez dni 4 w wodzie — w specjalnie wykopanych
jamach, t. zw. „sażełkach“, lub w ruczajach. Następnie moczą je przez
10) W. Syrokomla, Ibidem, str. 22—23, 25.
11 ) Le o n Kryczyński, Tatarzy polscy a świat Islamu. Wschód. War­
szawa, 1932. Nr. 1—2, str. 63—64.
12) Połujański, Opisanie lasów Królestwa Polskiego i gubernji zachod­
nich. Warszawa. 1853. T. II, str. 257.
13) Muchliński, Ibidem, T. W. Nr. 5, str. 157.
14) M. Szymielewicz,
Litowskije Tatary. Etnograficzeskij oczerk.
Wilno, 1905, str. 7.

115
3 tygodnie w wodzie wapiennej (jama do tej wody nazywa się „zolnia“),
używając proporcji 8 pudów wapna na 60 wiader wody. Później ze
skór, rozesłanych na podłodze, zdejmuje się sierść zapomocą t. zw.
„obhoniaczki“, t. j. rodzaju łopaty. Po zdjęciu sierści skóry znowu
moczą się przez dni 3 w czystej wodzie (zwykle w ruczaju), aby zmyć
wapno, poczem następuje falcowaniè ' skór na t. zw. „kobyłce“, za-

Kyc. 3. Tatarzy rzemieślnicy, Konopacki i Assanowicz stoją za dwoma cienkiemi
połączonemi ze sobą belkami, które stanowią rodzaj warstatu nazywanego „prawilnica“. Na prawilnicy wisi już sfalcowana skóra wołowa. Konopacki trzyma
w prawej ręce narzędzie do rozciągania skór — t. zw. strychowiec. Assanowicz
zaś trzyma drewniane narzędzie do wałkowania skóry — „tablicę“. Przed skórą
widzimy oparte o nią narzędzie do zdejmowania ze skór sierści t. j. „obhoniaczkę“.
Z lewej strony ryciny są dwie kosy: górna, używana dla oczyszczenia skóry owczej;
kosa ta jest tępą, czyli ostrze jest zagięte do góry; nazywa się kosą „zaworotną“.
dolnej kosy używa się do falcowania skóry t. j. oczyszczenia od wapna Na przodzie
ryciny — z prawa widzimy zaokrągloną krótką belkę „kobyłkę“, na którą się
kładzie skóra do falcowania i jedną kosę identyczną z opisaną górną kosą; kółko
żelazne, wiszące na drewnianym gwoździu z prawa ryciny nazywa się „szlifka“
i używa się bądź do zdejmowania sierści ze skóry, bądź do ogładzania suchych
skór, t. j. nadania im połysku po uprzedniem nasmarowaniu jej „krejdą“ (rodzaj
kitu), czyli jak Tatarzy się wyrażają, dla „wybielenia“ skóry. Zdjęcie wykonane
w m. Głębokiem, pow. dziśnieńslciego. z. wileńskiej.

pomocą kosy „zaworotnej“ (z ostrzem nieco podniesionem), t. j. oczy­
szczenie ich od mięsa; tego rodzaju zajęcie zabiera parę dni. Po tym
zabiegu skóry składają się w specjalnej dużej kadzi (czop), szerok.
2 mtr., wysok. y/4 mt., napełnionej roztworem żytniej mąki z korą:
1—2 pudy mąki mięsza się w 150 wiadrach wody; każda skóra prze­
sypuje się przytem tłuczoną korą jodłową, która się tnie na drobne ka­
wałki specjalnym „tołkaczem“, a to dla nadania skórom miękkości;
8*

116
takie kwaszenie skór trwa dni 4, poczem kwaszenie skór w żytnim
kwasie trwa już 5 tygodni, przyczem co tydzień odbywa się nowa przesypka skór korą. Po 5 tygodniach skóry wyjmuję się z kadzi i umieszcza
na „totku“, aby woda z, nich ściekała, a następnie na „prawilnicy“
wyciska się z nich woda, poczem skórę umieszcza się na „ciable“
(zwykłej belce) i woda wyciska się zapomocą t. zw. „sieczki“ (małe
narzędzie z metalową łopatką i drewnianą rączką). Następnie skóry
się solą; każda skóra potrzebuje około 1/2 funta soli kuchennej; solenie
wpływa na rozmiękczenie skór. Zkolei skóry Smarują się tłuszczem
„worwelem“, którego wychodzi około 1/2 funta na każdą skórę (przed
wojną światową skóry smarowane były rybim tranem). Suszenie skór
trwa od 2 do 3 tygodni. Suszą się one w tejże izbie lub w sieniach;
zrzadka suszą je zdaleka
od pieca. Po wysuszeniu
rozciąga się je na prawil­
nicy specjalnem narzę­
dziem Żelaznem („strychowiec“),
o kształcie
z jednej strony małych
wideł, a z drugiej walca.
Później następuje wałko­
wanie skór, również spec­
jalnem drewnianem narzę­
dziem, t. zw. „tablicą“
(podłużne drewniane zę­
bate narzędzie, nakładane
Ryc. 4. Wnętrze muzułmańskiego domu mo­
dlitwy w m. Głębokiem pow. dziśnieńskiego.
na rękę). W ten sposób
Koło wschodniej ściany pokoju schodki dla
wyprawa partji skór trwa
imama (luh mołły), t. j. duchownego muzuł­
około 2V2 miesięcy.
mańskiego; podwyższenie to, z którego imam
Wyprawa
owczych
wygłasza kazania, nazywa się z arabska, „muembir". Z lewa i z prawa muembiru klęczący Taskór na kożuchy tem się
tarzy w czasie odmawiania namažu, t. j. mod­
różni od innych, że sierści
litwy.
nie zdejmuje się, nie fal­
cuje się, a do wyprawiania
ich nie używa się wapna; „dubienie“ owczej skóry w kadzi trwa 4 ty­
godnie. Nieco inaczej, t. j sposobem uproszczonym, wyprawiane są
skóry na chomąty, szleje, uzdeczki, pasy i lejce.
Na zdjęciach, wykonanych w Głębokiem, pow. dziśnieńskiego,
- widzimy: na ryc. 1. — muzułmański dom modlitwy, a przed nim grupę
Tatarów; pierwszy z lewa na prawo jest to ofiarodawca ziemi pod dom
modlitwy Konopacki, trzeci z lewa na prawo — autor tego artykułu;
prócz tego widzimy dwóch Tatarów garbarzy i dwoje dzieci tatarskich;
na ryc. 2. młodego Tatara J. Assanowicza, w swojem mieszkaniu zaj­
mującego się koło kadzi do kwaszenia skór falcowaniem skóry na ko­
byłce zapomocą „zaworotnej kosy“; na ryc. 3. widzimy Tatarów Kono­
packiego i Assanowicza, stojących z niektóremi narzędziami do wypra­
wiania skór. Ryc. 4. przedstawia wnętrze muzułmańskiego domu
modlitwy.

117
Tatarzy rzemieślnicy w ośrodkach większych otrzymują skóry do
wyprawy nie bezpośrednio od klijentów, lecz zapomocą pośredników,
którzy przeciętnie płacą im po ,5 zł. za wyprawę każdej skóry, z wy­
jątkiem owczej, za oczyszczenie której otrzymują 12 funtów żyta; materjały do wyprawy rzemieślnicy kupują swoim kosztem, płacąc za
„worwel“ po 75 gr. za klg., za korę po 1 zł. za pud, po 1 zł. 20 gr. za
pud wapna i po 4 zł. za pud soli. W okręgu głębockim do r. 1928 płacili
oni państwowy podatek przemysłowy od 120 zł. do 170 zł. rocznie,
a w niektórych powiatach płacą ten podatek do dziś dnia. Wyprawę
skór Tatarzy (kobiety tem rzemiosłem nie zajmują się, zrzadka tylko
pomagają, mężczyznom przy tłuczeniu kory lub przesypywaniu skór
korą) prowadzą w warunkach nięhigjenicznyęh. Kwaszenie skór i inne
fazy obróbki skór odbywają się w tejże izbie, gdzie śpią, przeto ciągle
oddychają niezdrowemi wyzjewami, i dlatego mają wygląd nieraz
chorobowy; w domu takiego garbarza powietrze i ubranie przesiąknięte
jest wstrętnym zapachem skór. Zarobki Tatarów są minimalne, bo
obecnie, po wojnie, popyt na skóry juchtowe bardzo się obniżył: wło­
ścianie i robotnicy wolą nosić buty gemzowe. Z tego powodu, rzemiosło
to przeżywa kryzys. Nieraz Tatarzy — rzemieślnicy siedzą bez roboty,
aczkolwiek jako wyrobnicy skór oddawna znani są, jako pierwszorzędni
fachowcy i słyną, jako uczciwi pracownicy; odsetek chrześcijan i izra­
elitów, wyprawiających skóry juchto\ve; jest minimalny. W wielu
miasteczkach na naszych kresach Tatarzy prawie yyszyscy bez wyjątku
wyprawiają skóry, posiadając .nieduże domowe garbarnie (np. w Głębokieui jest ich około ,15), robią sobie wzajemną konkurencję, jednak
na tle otrzymania obstalunków nigdy się nie kłócą między' sobą. Kiedyś
może uda się Tatarom stworzyć garbarnie większych rozmiarów, przy­
stąpić do kooperatywnej wyprawy skór i
pozbyć się pośredników.
Do tego potrzeba organizacji i inicjatywy.

RÉSUMÉ.
żarmi lsfs habitants des cohtréès situées près de frontières' orientales
de Pologne on trouve, depuis le XIV siècle; lès Tartarés musulmans. C’est
un peuple paisible, travailleur et au point de vue de la cultui'é supérieur
aux Blancs-Ruthènes; parmi eux on ne trouve point d'illettrés Les Tartarés
constituent un élémêrtf positif de la populàtiôn.
Comme ils possèdent ’peü ou point de terťe, les Tartarés s’occupent
à corroyer les cuirs de roussi, c. à. d. les peaux'de chevaux, dé vaches, de
veaux et de moutons. La technique du corroyage est fort intéressante; elle
-est expliquée par les tableaux ci-joints 2 et 3. Actüellemehi, vu la faible
demande des cuirs de roussi et la demande plus grande des pdaux de chamois
corrdVées en fabriques,"fee rilétier baisse quelque peu. Le čorroyáge des
peaux est une Oëcupatkm très difficile; le ebiroyage d’une partie" dés’'peaux
prend 'cfeux mois et demi.
Les ouvriers tartarés corroient les peaux très bien et jouissent de'là
•confiancÊrde la population autochthone. '
..................•
,

118
JULJAN KRZYŻANOWSKI

FACECJE, ZAGADKI I BAJKI
KS. M. I. KULIGOWSKIEGO
(THE FOLK-LORE ELEMENTS IN M. I. KULIGOWSKI’S „DEMOCRITUS“)

I.
Pod koniec w. XVII, a więc tuż przed swem zniknięciem z pola
literatury, na którem bujnie krzewiła się przez trzy niemal stulecia,
facecjonistyka wydaje na gruncie polskim kilka wybitnych zbiorów,
z których najgłośniejszy miał pozostać długo jeszcze w rękopisie.
W tym samym jednak czasie, gdy ogromny „Ogród Fraszek“ nie miał
szans druku, pojawił się inny zbiór facecyj, przemycony pomysłowo
pod firmą dzieła ascetycznego i herbarza, mianowicie „Demokryt
śmieszny albo Śmiech Demokryta chrześciańskiego z tego świata, na
trzy części życia ludzkiego wieku rozdzielony, z przydatkiem ku koń­
cowi herbów (ex re tamen) męstwem, mądrością i inszą ojczyźnie
przysługą nabytych“. Autor tego tomu, wytłoczonego przez wileńską
drukarnię jezuicko-akademicką w r. 1699, ks. Mateusz Ignacy Kuligowski, nie był bynajmniej nowicjuszem na niwie literackiej, miał
bowiem poza sobą i dawny poemat o zwycięstwie chocimskiem, i rzeczy
nowsze, z łaciny przerobione, t. j. „Krolewica Indyjskiego“ (1688),
inaczej rymowanego „Barlaama i Jozafata“, i ascetyczne „Heraklita
Chrześciańskiego... Lamenta“ (1694). Uzupełnieniem tego ostatniego
miało być dzieło nowe, „Demokryt“.
Kompozycyjnie jest to utwór monstrualny, mieszający — niby dla
epoki tej tak znamienna „silva rerum“ — rzeczy najrozmaitsze, rozbite
na kilka rozdziałów, niezbyt zręcznie w całość związanych a opatrzo­
nych zagadkową numeracją, pozwalającą się domyślać, że nie wszystkie
rozdziały rękopisu poszły pod prasę drukarską. Elementem całość tę
spajającym są Hiobowe lamenty nad marnością życia ludzkiego, od
kolebki do grobu, lamenty, zamaskowane Demokrytowym z tego życia
śmiechem. Śmieszne jest tedy dziecko, tak w porównaniu z młodemi
zwierzętami niedołężne; śmieszny człowiek z jego zabiegami o bogactwo
i sławę. Śmieszne są „męskiego wieku zabawy“, pogoń za miłością, za
użyciem, za wystawnością. Złudne i nietrwałe a wskutek tego śmieszne
są sukcesy życia dworskiego, honory i godności, ostatecznie bowiem
przychodzi nieubłagana starość, a po niej śmierć. Takim oto rozważa­
niom wyłożonym chaotycznie, rozbitym między rozdziały wstępne
i końcowe, towarzyszy sporo moralistyczno-satyrycznych wycieczek
przeciw najrozmaitszym przejawom i zdrożnościom życia ludzkiego,
przeciw pijaństwu, karciarstwu, rozpuście, pochlebstwu jako drodze
do karjery; między innemi cięgi dostają się również małżeństwu, choć
jest ono dla autora czemś lepszem od kawalerskich hulanek. Niektóre
z tych wycieczek są o tyle ciekawe, że operują faktami z życia polskiego
a nie ogólnikami teoretycznemi. Tak więc zaraz na początku Kuligowski
wylicza, jako przykład marności sławy, kilkadziesiąt świetnych rodów
w. XVI, w jego czasach znanych jedynie z historji. Pod koniec znowuż

119
książki przytacza wiersze „Adama Nieradzkiego, plebana markuszewskiego“, gwałtownie atakujące zbytki związkowego żołnierstwa wśród
ludności wiejskiej, przyczem jest rzeczą bardzo prawdopodobną, że są
to wiersze samego autora. Gdzie indziej wplata znaną satyrę antiluterską,
„Suplikę Zboru Wileńskiego Saskiego“, ośmieszającą śmierć pastora
z początków stulecia XVII.
Wywody własne przeplata autor bardzo obfitemi cytatami z pism
najrozmaitszego autoramentu, głównie oczywiście teologicznych. Ojco­
wie kościoła, pisarze średniowieczni, przedewszystkiem zaś apologeci
i kaznodzieje nowsi, jezuiccy, przewijają się raz po raz na marginesie
książki, uwypuklając problematyczną erudycję samego poety.
Erudycja ta pachnie grubą średniowieczyzną, powlekającą zresztą
zupełnie wyraźną powłoką całe pole autorskiego widzenia. Mimo
bowiem, że Kuligowski liczy się z warunkami życia realnego, że więc
nie potępia bezwzględnie ani biesiad skromnych i wesołości, ani umiar­
kowanego bogactwa, przed oczyma jego unosi się ustawicznie widmo
śmierci i rozkładu, przesłaniając mu cały widnokrąg życia; ono to
ukazuje jako najracjonalniejszą drogę żywota pokutę i ascezę, a zakon
i pustelnię, jako przygotowanie do wieczności. Obrazy, któremi stale
operuje, są ciekawe z tego właśnie względu, że odradzają się w nich,
na progu w. XVIII, typowe motywy średniowieczne. Nie bez pewnego
więc zdziwienia spotykamy tu „mądrość Salomona“, „gładkość ciała
Absolona“, „moc Samsona“, jako dowód wszechmocy śmierci, i te same
osobistości, z dodatkiem Herkulesa, w roli ilustracji zgubnych wpływów
miłości, są to bowiem typowe- oklepanki średniowieczne, występujące
u nas w „Rozmowie Mistrza ze Śmiercią“. To samo dotyczy łączenia
uwag o miłości z obrazem ohydnie rozkładającego się trupa, obrazem,
do którego Kuligowski kilkakrotnie z widoczną predylekcją powraca.
Nieco łagodniejsza forma tego samego motywu ciekawa jest metyle
ze względu na średniowiecze, ile na romantyzm. Malczewski w cha­
rakterystyce Marji (1, 216—220J przyrównał jej urodę „do owoców
Umarłego Morza“ i powołał się przytem na Byrona i Moore’a. Z większą
słusznością mógł był przytoczyć tutaj urywek z „Demokryta“, mający
zresztą swój odpowiednik również w „Ogrodzie Fraszek“ („Jabłko
sodomskie do grzechu“, 2, 274), u Kuligowskiego bowiem czytamy:
Jest jabłko cudne z wierzchu sodomskiego drzewa,
A we srzodku pył, wapor i przegniła plewa.
Bo te nad brzegiem morza martwego ozdobne
W jabłka drzewa są z wierzchu gładyszkom podobne:
Z których gdy kto rozedrze wpół, z tego plugawa
Na tych miast do ust i w nos powstaje kurzawa. (37)

Jakkolwiek motywy te, i tym podobne, zupełnie wystarczają do
określenia stanowiska Kuligowskiego w dziejach literatury polskiej, to
jednak nie one decydują o najistotniejszej wartości „Demokryta“, lecz
coś innego, mianowicie przykłady, któremi autor zilustrował swe uwagi
i roztrząsania. Nie ograniczając się mianowicie do cytowania innych
pisarzy, Kuligowski przejął od nich całą masę opowiadań i wplótł je
w tok swej książki. W większości wypadków powiastki te poprostu

120
włączył w tekst własnych wywodów, wyróżniając je tylko wprowa­
dzeniem „a linea“, kursywą lub tytulikiem na marginesie; oprócz tegp
jednak wyłonił je w odrębny rozdział p. t. „Dworzanin“, gdzie każdą
zaopatrzył osobnym tytułem, i w ten sposób stworzył w traktacie
odrębny zbiór facecyj. Tak samo zresztą postąpił z rymowanym herba­
rzem, który stanowi najdłuższy rozdział książki, a został przydany
bodajże dla zapewnienia jej zbytu w szerszych sferach szlacheckich czy-,
telników. Owa właśnie księga facecyj zasługuje ną bliższą uwagę.
II.

Oryginalność tematyczna nigdy nie byłą warunkiem twórczości
facecjonistycznej, podczas jednak gdy inni, choćby Potocki, zabiégali
o nadanie swym opowiadaniom charakteru wydarzeń rzeczywistych,
Kuligowski z rozbrajającą otwartością wskazał czytelnikowi źródła
swych pomysłów. Nie wszystkie oczywiście, ale wskazówki na margi­
nesie „Demokryta“ pozwalają w większości wypadków ustalić pocho­
dzenie opowiedzianych w nim anegdot.
Najważniejszem z nich była nieduża książeczka łacińska, kilka­
krotnie w w. XVII anonimowo tłoczona, p. t. „Democritus Ridens sivé
Campus Recreationum Honestarum cum Exorcismo Melancholiae“
J. P. Langa, zbiorek kilkuset facecyj najrozmaitszego pochodzenia,
antycznego, średniowieęznego i nowszego, powtarzający nieraz po­
mysły wędrowne w związku z dobrze znahemi osobistościami histo­
rycznemu Temu to właśnie dziełku Kuligowski zawdzięczał tytuł swego
traktatu, z niego zapożyczył parę pomysłów teoretycznych i, nadewszystko, przeszło pół śetki przeróżnych facecyj. Trafiają się wśród
nich oczywiście nieraz anegdoty, dawniej już znane w Polsce, spopula­
ryzowane przez Górnickiego, Reja, „Facecje Polskie“, słowem przez
kilka generacyj facecjonistów, od Biernata z Lublina począwszy, niemal
jednak zawsze redakcje obydwu „Demokrytów“ wykazują pewne cechy
wspólne, niespotykane w tradycji polskiej. Facecje te przytaczam ko­
lejno, ze wskazaniem redakcyj dawniejszych, przedewszystkiem pol­
skich. (Pozycje oznaczone gwiazdką omawiam w anneksie 2.).
1. „Nowy Orfeusz“ (87 — „Novus Orpheus", 2). Młodzieniec, któ­
rego podczas serenady obrzucono kamieniami, pociesza się uwagą, że
dokonał czynu Orfeusza, bo ożywił kamienie.
* 2. „Płata alchimiście“ (87 —- „Honorarium Alchimistae“, 7J.
W nagrodę za dzieło o robieniu złota Leon X wręcza alchemiście sa­
kiewkę, by ją napełnił złotem własnego wyrobu.
* 3. „Retorowi szwiec swą naukę zaleca“ (88 — „Unum plus quam
šeptem“, 9). Uczniowi retoryki, słuchającemu „piątej nauki“, szewc
przeciwstawia swą jedną naukę, która mu do utrzymania wystarcza.
W „Democritus Ridens“ to samo mówi kowal biednemu magistrowi,
któremu zdobycie siedmiu sztuk chleba nie dało.
4. „Łakomy dwa razy płaci“ (89 — „Ingenium pictoris“, 4).
Malarz, gdy kupiec nie chce zapłacić za portret, pod pozorem,
nie
jesi podobny, dorabia na obrazie dzwonki błazeńskie; kupiec nietylko
nabywa portret, ale musi dopłacić za ów dodatek. Anegdota ta krąży
dotychczas w Wilnie: zamiast dorabiania dzwonków, malarz wywiesza
portret w domu publicznym.

5. „Panów bytność pańskie nawiedzenie“ (89 — „Rex hospes
yillici“, 12). Spędziwszy noc w chacie chłopskiej, Filip U pyta gospo­
darza, jakiej pragnie nagrody; chłop chce jednego tylko, nie oglądać
więcej takich gości.
* 6. „Sprawa za wieprzem poszła“ (90 — „Oleum et opera perdita ,
1). Sędzia przekupny, otrzymawszy baryłę oliwy i wieprza, wydaje
wyrok na korzyść tego, kto mu dał wieprza, tłumacząc, że wieprz prze­
wrócił i rozlał oliwę.
* 7. „Chciwość malarzowi odpłacona“., (90 — „Octo yirtutes cardi­
nales et totidem vitia cardinalia“, 11). Niezadowolony z papieża Inno­
centego VII malarz maluje ósmy grzech główny, niewdzięczność, wobec
czego papież poleca mu domalować również ósmą cnotę, cierpliwość.
8. „Dziwna choroba i dziwne lekarstwo“ (92 — „Phantasia ab­
surda“, 18). Chory, który sobie uroił, że jest nieboszczykiem, odmawia
przyjęcia pokarmów, lekarz więc przebiera służących, na czarno, każąc
im udawać umarłych i urządzić ucztę, co chorego z urojenia zachęca
do pożywienia się.
9. „Małżonka życzy mężowi nieba“ (94 — „Remissio injuriarum“,
34). Słuchając kazania o potrzebie odpuszczenia krzywd, kobieta woła,
że chętnie przebaczy temu, kto zabije jej męża.
10. „Skarga małżonki“ (95 — „Ex uno de caeteris“, 122). Sąsia­
dom, pytającym męża, dlaczego pobił bez przyczyny młodą żonę, ten
odpowiada, że dla nauki, by wiedziała, co ją czeka, gdy zawini.
11. „Więcej żołnierz niż orator może“ (97 — „Vis juvenum consilia
sęnum“, 62). Ludwik XII nie obawia się mędrców weneckich, zobaczy
bowiem, czy jego młodzi żołnierze nie podołają mądrości starców.
12. „Słuszny sąd“ (98 — „Faceta homicidii fortuite casu commissi
vindicandi ratio“, 79). Sąd Szemiaki; oskarżycielom przypadkowego
zabójcy wolno spaść nań z dachu i zabić go. Barącz, Bajki, 1886,
„Prawo“ (159).
13. „Prawda przedtym w chwale“ (99 — „Adulatores quomodo
excipiendi“, 91). August żałuje Varusa (u Kuligowskiego Varrona),
jako jedynego człowieka, który mówił mu prawdę.
* 14. „Pplak z wodą nie chce wina“ (100 — „Merobibi urbana
excusatio“, 126). Polak („merobibus Germanus“) nie chce mieszać wina
z wodą, astrolog bowiem wróżył mu śmierć od wody.
15. „Dworstwo dworstwem zapłacone“ (103— „Facetom Gonellae
dictum et factum“, 141). Dworzanin, spostrzegłszy, że pan kazał jego
koniowi obciąć ogon, przybija pańskim koniom wargi do szczęk, „aby
one wyrażały śmiech jakiś“. U Barącza koncept ten przypisano szlach­
cicowi Araburdzie.
*16. „Odpowiedź na włos siwy na głowie“ (102 -— „Capilli cur
citius quam barbae sene^cunt“, 133). Broda jest o dwadzieścia lat
młodsza od włosów, stąd później siwieje. Potocki, Ogród Fraszek,
1.422 „Na siwą brodę pod czarną głową“,
17. „Na zarzut żwawy respons takiż“ (107 — „Curiosus“, 103).
Antagoras, gdy wódz Antigonus zażartował zeń, że Homer nie piekł ryb
w namiocie, lecz sławił Agamemnona, odparł, że Agamenmon nie szukał
zą rybami po namiotach.

122
18. „Astrologowi przymowka“ (107 — „Astrologiae vanitas“, 114).
Astrologa, prawiącego o budowie nieba, ktoś pyta, jak dawno stamtąd
wrócił.
* 19. „Macocha“ (108 — „Noverca et privignus“, 120). „Rzucając
ktoś kamieniem na psa, na macochę Trafił, i rzekł: Toć nieźle, chociam
zboczył trochę“ — (Quidam quum canem lapide petens novercam tetigisset, Vt ne sic quidem, inquit, a scopo plane aberravi).
20. „Łakomy oszukał siebie“ (108 — „Qui totum habere cupit,
totum saepe perdit“, 68). Kupiec odzyskuje wykopany przez sąsiada
skarb, zwierzywszy mu się, że zamierza również resztę pieniędzy za­
kopać. Motyw popularny od czasów nowel F. Sacchettiego (Nr. 198) ;
por. Dunlop-Wilson: „History of Fiction“ 2,154. Potocki, OF 4,357
„Ślepy zgubę znalazł bez pomocy“.
* 21. „Z czterech dobrych matek cztery złe córki“ (108 — „Quatuor
mala ex quatuor bonis“, 157). „Prawda rodzi nienawiść, szczęście życie
harde (superbiam), Wolność (securitas) niebezpieczeństwo, zbytnia
przyjaźń wzgardę“.
* 22. „Sługa nie ma być tańszy niż pan“ (109 — „Jocus in Judaeum“, 146). Król Alfons dworuje sobie z Żyda, żądającego za srebrną
figurę św. Jana 300 dukatów, gdy Chrystusa Żydzi kupili tylko za 30
srebrników.
* 23. „Dla powagioplagi nie dba“ (110 — „Nihil cum flagitiis“ 146).
Złoczyńca z miasta wyświecany kroczy spokojnie, nie chce bowiem
narazić swej powagi. U Kuligowskiego pośpiech radzi mu litościwa nie­
wiasta, u Langa ktoś z widzów, w „Dworzaninie Polskim“ natomiast
(i w facecji 143 „Co Nowego“, dosłownie z Górnickiego przepisanej)
robi to sam kat.
* 24. „Niebieski żywot ma bycl droższy niż ziemski“ (110 — „Hominum perversitas“, 137, oraz „Praepostera liberalitatis ratio“, 234).
Szlachcic z pełnym trzosem jadący do cieplic po zdrowie, daje trzy
grosze biednemu, by sobie za nie kupić zdrowie wieczne.
25. „Narzekać na djabła niezawsze“ (113 — „Humana astutia diabolicam saepe superat“, 151). Mnich schwytany na pieczeniu jaj nad
świecą, tłumaczy się pokusą djabelską; djabeł protestuje, że sam po
raz pierwszy taki pomysł spotkał.
26. „W poście i modłach djabelstwo wyganiać“ (114 — „Hospites
quomodo eiciendi“, 152). Głód jest najlepszym środkiem na nadmiar
służby, darmozjadów. żob. niżej, w zakończeniu.
27. „Sędziów trzeba smarować“ (114 — „Judices unguendi“, 173).
Naiwna wieśniaczka funtem oliwy smaruje ręce sędziemu, za co mu
potem musi „na ścierkę darować“.
* 28. „Żart za żarty“ (115 — „Quae anni pars quibus gratissima“,
211). Chłopów, chwalących sobie zimę, gani służały, bo przyjemności
ich godne są leniwych wieprzów; sam woli wiosnę, porę zieleni. „Toć
i osieł taki“, odcinają się chłopi.
29. „Kto ma rozum, ostrożny ma być“ (116 — „Ne rixa aliorum
te immisceas“, 182). Felczer wezwany do człowieka, któremu porąbano
głowę, gdy chciał bijących się rozwadzać, pyta, czy ranny ma mózg;
ktoś przeczy, bo gdyby miał, nie byłby się wdawał między bijących się.

123
3Ö. „Odpowiedź mądra“ (116 — „Qui homines charissimi Principibus esse debeant“, 189). Cesarz Fryderyk twierdzi, że ci, którzy
więcej boją się Boga niż jego.
31. „Skarby świata tylko do śmierci“ (117 — „Bona huius mundi
transitoria“, 216). Gdy dworzanin, oglądając skarby królewskie, ubolewa,
że przez śmierć się je traci, król odpowiada, że gdyby nie śmierć ojca,
nie byłby ich dostał.
32. „Błazna odpowiedź“ (117 — „Sera post mortem medicína“,
219). Błaznowi, skarżącemu się, że żołnierz odgraża się mu śmiercią,
książę obiecuje, że mordercę każe powiesić; błazen wolałby, by to
nastąpiło zawczasu.
33. „Przysięgi prawej przysięgą krzywą nie wolno znosić“ (117 -—
„Perfidia saeculi“, 222). Sędziów strofuje kaznodzieja, że zgóry zaprzy­
sięgli niedotrzymać tego, do czego zobowiążą się przysięgą przy obej­
mowaniu urzędu.
* 34. „Pochlebca ukarany“ (80 — „Adulatores quomodo excipiendi“,
90). Cesarz Zygmunt wypoliczkował pochlebcę, porównującego go
z Bogiem.
35. [Złoto przyczyną bezsenności] (132 — „Aurum animi carnifex“, 192). Cesarz FryderVk (Jan Fryderyk saski) kazał zabrać ze
swego namiotu złoto, niepokój o nie odbierał mu bowiem sen.
36. [Grobowiec Semiramidy] (137 — „Epitaphium Semiramidis“,
7). Darius, poszukując skarbów, otworzył grób Semiramidy, by znaleźć
„skrypt“, gromiący jego chciwość.
* 37. [Saladyn] (137 — „Humanae vitae miseria“, 50). Saladyn każe
przed swą śmiercią wywiesić zgrzebną płachtę z napisem, że to jedyna
rzecz, którą monarcha zabiera z sobą do grobu. Exemplum średnio­
wieczne, spotykane u kaznodziejów, np. w „Summa praedicantium“
(M. 11. 123) Bromyarda.
38. [Żołnierze w domu] (262 — „Quae maxima félicitas“, 5).
August Nissus (Nyffus) na zapytanie cesarza, co jest największem
szczęściem, odparł, że dom wołny od żołnierzy, czem ubawiony cesarz
zwolnił go od obowiązku kwaterunku.
* 39. [Poligamista] (267 — „Rara avis bona mulier*, 14). Poligamista
oświadcza przed sądem, że pojął pięć żon dlatego tylko, by wreszcie
znaleźć dobrą; sędzia skazuje go na śmierć, motywując to tern, że
„możesz dobrą mieć na świecie drugim“.
40. „Żony miłość po śmierci męża zmyślona“ (279 — „Fictae
lacrymae“, 29). Żona nie chce się rozstać z zwłckami męża, sąsiedzi
więc, niby przez zapomnienie, wynoszą pustą trumnę; żona biegnie
za nimi i woła, by zabrali trupa.
Z facecyj i bajek, mających paralele w dawniejszej literaturze
polskiej, następujące pochodzą z „Democritus Ridens“:
*41. „Dworska służba“ (68 — „Quarta luna nati“, 94). Skarżący
się na pokrzywdzenie dworzanin cesarza Zygmunta ma do wyboru
dwie szkatułki, ze złotem i kośćmi; trafia na tę ostatnią. To samo o królu
Alfonsie w „Facecjach Polskich“ Nr. 70 „Na pana niedatnego“ (za
„Decamerone“ X, 1).

124
* 42. „Dłużnika odpowiedź“ (90 — „Pulvinar débitons“, 2). Dłużnik
sypia spokojnie pod swą kołdrą, troskę o długi pozostawiając wierzy­
cielom. To samo w ,,Fac. Poł.“ 67 „Na dłużnika“.
* 43. „Dionizjusza z bożkami żart“ (93 —- „Arcanum gubetnationis“, 22). Dionizjusz każe zdjąć z posągu Jowisza złoty płaszcz, jako
w lecie za gorący, w zimie za zimny, Eskulapowi zaś odjąć złotą brodę,
by nie wyglądał poważniej od ojca swego Apollina. Cd facecji tej roz­
poczynają się „Historje Rzymskie“ w wersji polskiej (Nr. 8 ed. Oesterleya).
*44. „Pochop nowy do zgody“ (93 — „Concordia“, 27). Sofista
Leon powiada, że wraz z grubą żoną doskonale mieści się w łóżku,
jak długo panuje z nią zgoda. To samo jako „O niezgodzie piękny
przykład“ w „Fac.Pol.“ 76.
* 45. „Ubostwo beśpieczne u złodzieja“ (98 — „Paupertas secura
est“, 71). Znana facecja o złodzieju, szukającym nocą tego, czego biedak
gospodarz za dnia znaleźć*nie może. Por. Rej „Figliki“: „Złodzieje co
błazna chcieli okraść“ (za Beblem „de histrione“) ; „Fac. Pol.“ Nr. 73
„O złodzieju co wlazł do pijanice“ (za Domenichim „Facezie“) ; Żera
„Ze starych szpargałów“: „Jako złodziej wlazł do księdza Tyszki“
(188) ; M. P. „Facecje i anegdoty“, Warszawa, str. 104 o M. Rodociu.
* 46. „Drugie małżeństwo niezawsze zgodne“ (94 — „Secundae
nuptiae raro felices“, 120). Mąż z żoną, kłócąc się o zalety małżeństw
swoich poprzednich, dają obiad biednemu i sami zostają o głodzie.
Por. Biernata z Lublina „Ézop“ Nr. 152: „Wdowięc z wdową“ (z Abstemiusa 51); Rej „Figliki“: „Wdowiec z wdową“.
* 47. „Niecierpliwość kupca dla swaru gospodyni“ (96 — „Foeminarum mores“, 172). Mąż, który przez lat trzydzieści znosi swarliwą
żonę. dziwi się gościowi, że ten trzech dni wytrzymać nie może. „Fac.
Poi.“ Nr. 79: „Żona kłopot" (z Domenichiego; por. Pontano „de ser­
mone“, 3,17) ; Potocki, „Ggr. Fr.“ 3,310 „Cierpliwy małżonek“.
* 48. „Za zapach od potraw płata“ (104 — „Odore pastus, sono
solvit“, 143). Głośna facecja o zapłaceniu dźwiękiem monety za zapach
potraw. „Sówizrzał“ Nr. 77: „Jako Sowizrzał gospodarzowi brzękiem
pieniężnym zapłacił“; Rej „Figi.“: „Co brząkając obiad płacił“; „Co
Nowego“ Nr. 42 : „Jaka cześć, taka i dzięka“.
49. „Kunsztem najadł się ryb dobrych“ (104 — „Strategema parasiticum“, 146). Służały, przed którym poslat,dono miskę drobnych
„jezgarzy“, porywa sąsiadowi większe, by od nich dowiedzieć się
o swym utopionym ojcu. Por. Rej. „Figi.“: „Có rybki o ojca pytał“.
50 a. „Złodziej nie chce na bankiet do nieba“ ( 110). Prowadzonego
na szubienicę złodzieja pociesza spowiedmk tern, że' będzie wnet na
bankiecie w niebie; złodziej oświadcza, że właśnie pości i chętnie zre­
zygnowałby z tego szczęścia na rzecz poęieszyciela. Warjantami tego
motywu są facecje o chorym, któremu do nieba się nie spieszy, miano­
wicie u Kuligowskiego (50 b.) „Chorego przy śmierci żart“ (lllB.Ridićula cuiusdam aegroti responśio“, 251), zgodna w treści z Nr. 132
„Facecyj Polskich“, „O jednym co stękał“; zapożyczonym z Dome­
nichiego; dalej „Jako dwie białogłowy o niebie się z sobą rozmówiły“
u Żery (116) i „Olej“ u Barącza (147). Lang ma nadto facecję „Historia

125
jucunda de quodam Italo“ (254), w której Włoch nie chce słuchać
obdarzonego jałmużną żebraka, życzącego mu nieba. Do tej samej
kategorji należą dwa figliki Reja, jjKardynał co do Boga na obiad
prosił“ (z Poggia) oraz „Co chciał jechać do raju“, zgodna z Nr. 132
„Fac. Pol.“.
51. [Jałowe nadzieje] (113 — „Mulier inani spe ditescendi in f iata“,
150). Baba marzy w drodze na targ o przyszłych bogactwach po sprze­
daniu kosza jaj, upada i jaja rozbija. Por. „Ezop“ Biernata Nr. 173:
„To chciej myślić, co być może“, gdzie podano inne warjanty polskie.
O pochodzeniu i wędrówce bajki zob. Bolte-Polivka, „Grimm-Anmer­
kungen“ do bajki 164.
*52. [Skóra niedźwiedzia] (102 — „Ne certa pro incertis“, 135).
Bajka Ezopowa o piciu na rachunek nieupolowanego niedźwiedzia. Por.
Biernata „Ezop“ Nr. 34: „Czego niemasz, nie obiecuj“ i przedruk warjantów późniejszych tamże str. 416—22. Kuligowski idzie tu za Lan­
giem, wprowadzając trzech strzelców, gdy inne wersje mają jednego
lub dwu. Ten sam wątek, lecz z innym sensem moralnym, w mickiewi­
czowskich „Przyjaciołach“.
* 53. [Gadka o cieniu oślim] (122 — „Deumbra asini“, 28). U Langa,
podobnie jak w „Facecjach Polskich“ (90 „O cieniu oślim“) Demostenes, spostrzegłszy, że słuchacze nie uważają na jego mowę, opowiada
im o kłótni, do kogo należy cień osła, do właściciela zwierzęcia, czy
do osoby, która je wynajęła. Kuligowski opuszcza motyw ramowy,
pozostawiając spór jako zagadkę do rozstrzygnięcia czytelnikowi.
54 a. [Spór o kapłona] (276 — „Mulierum pertinacia“, 121). Mąż
twierdzi, że pieczyste to cietrzew, żona, że kapłon. Uparta kobieta zo­
staje obita, a gdy mąż po jakimś czasie pyta, czy pamięta cięgi otrzy­
mane za cietrzewia, ona powtarza, że to przecież za kapłona, i otrzy­
muje ponownie razy. Motyw ten występuje u Kuligowskiego również
w facecji (54 b), w której szlachcic spiera się z żoną, kto wyrządził
szkodę w grochu, wilki czy dziki; spór przechodzi w bójkę, przyczem
bijący się niszczą groch do reszty. Obydwie facecje są odmianami
arcypopularnej powiastki średniowiecznej na temat „Strzyżono-Golono“, spotykanej w literaturze polskiej od Potockiego po Mickiewicza.
*55. Sokrates i Ksantypa (267 — „Pluvia Socratica“, 29). Głośna
anegdota o Sokratesie, powiadającym, gdy rozgniewana żona oblała
go wodą, że po grzmotach zawsze bywa deszcz. U Kuligowskiego
rozbity dzban przyrównany jest do gradu. Por. Nr. 57 „Facec. Pol.“.
„O Sokratesie“.
56. Za Langiem „Qualis uxor ducenda“ (4) powtarza Kuligowski
niezbyt zgrabnie „quinque P"‘, któremi powiną odznaczać się panna
(268) ; motyw spotykany u nas już u Krzyckiego.
III.
Poza pozycjami, zapożyczonemi z „Democritus Ridens“, występuje
w traktacie Kuligowskiego sporo anegdot, których bezpośredniego
źródła ustalić niepodobna, były one bowiem znane z najrozmaitszych
popularnych zbiorów, zarówno łacińskich, jak polskich. Przedstawiam
je tutaj wedle owych właśnie zbiorów.

126
I tak motywy z „Gesta Romanorum“, wzgl. innych podręczników
„przykładów“ kaznodziejskich, dostarczyły wątku do cztptech, względ­
nie pięciu powiastek „Demokryta Chrześciańskiego“.
57 a. Dziewica-trup (41), z powołaniem się na jakiś „dialog"
teatralny, dotyczy motywu kochanki, przemieniającej się w ramionach
młodzieńca w trupa lub szkielet. Powiastka JSr. 202 „Gesta Roma­
norum“ ma obszerne analogje w innych zbiorach średniowiecznych,
w literaturze zaś polskiej występuje u paru pisarzy romantycznych,
Krasińskiego, Gaszyńskiego, M. Czajkowskiego, Norwida, aż po Berenta
„Żywe Kamienie“. Spokrewniona jest z nią powiastka późniejsza,
o przygodzie La Jaqière'a z szatanem w postaci kochanki. Kuligowski
opowiada ją za Franciszkiem de Licht bardzo obszernie jako (57 b)
„Straszny przykład kary bożej nad lubieżnemi“ (38—41). Współczesny
mu autor rękopiśmiennych „Historyj świeżych i niezwyczajnych“
(Nr. 21) ujął ją wedle „Histoires Tragiques“ Rosseta, wreszcie J. Po­
tocki, „Rękopis znaleziony w Saragossie“ (1,205 edycji z r. 1917) za
Hapeliusem. Błfższemi szczegółami tej przykładnej noweli nie zajmuję
się tutaj, odkładając to do osobnego studjum.
* 58. „Małżonek jeden żałuje drugi żąda“ (95). Stara anegdota Cicerona („de orátore“, 2,69) o mężu, skarżącym się, że żona mu się
powiesiła i sąsiedzie, który prosi o gałązkę z tego szczęśliwego drzewa.
W „Gesta Romanorum“ Nr. 33; u Reja, „Figliki“: „Co mu się żona
w sadu obwiesiła“; Paprocki, „Nauka rozmaitych filozofow“, 1602,
k. C. 2w
59. [Żona zdradza rzekomą zbrodnię męża] (274). W „Gesta Ro­
manorum“, Nr. 129, (zgodnie z redakcją „Barlaama i Jozafata“), mło­
dzieniec udaje mordercę, aby wypróbować przyjaciół; u Kuligowskiego
mąż stosuje to do żony, pod wpływem opowiadań takich, jak przygoda
Marchołta z siostrą Fudazą lub powiastka „Gesta Roman.“ Nr. 124,
0 rycerzu, przyprowadzającym przed króla najlepszego przyjaciela
(psa) i nagorszego .wroga (żonę).
60. [Żołądek barani] (277). Szlachcianka, której lekarz wprawił
żołądek barani, czuje apetyt na trawę i siano. Warjant anegdoty o oku
koziem w „Gesta Rom.“ Nr. 76, powtórzonej przez Żerę „O dwóch
doktorzech“ (62).
Z „Ezopem“ Biernata z Lublina wspólne są trzy anegdoty pocho­
dzenia średniowiecznego:
61. „Siła żon łysym męża czynią“ (94). Dwie żony, stara i młoda,
oskubują męża Tatarzyna, jedna bowiem wyrywa mu włosy czarne,
druga siwe. „)Łzop“ Nr. 95 „Rząd niewieści nie czyni czci“; tamże
podane warjanty późniejsze, Minasowicza, Niemirycza, Jakubowskiego
1 Morawskiego.
62. [Żona wzywająca śmierci] (279). Żona chorego męża sama
chce umrzeć, ale gdy śmierć się zjawia, wskazuje jej męża. „Ezop“
Nr. 158 „Miłości tylko jej do śmierci“. Do warjatów późniejszych,
Kniaźnina i Zabłockiego, dodać należy pokrewną bajkę „Dziad i Baba“
Kraszewskiego.
63. [Starzec i śmierć] (309). Starzec wzywa śmierci, ta się stawia,
on wówczas prosi, by mu pomogła nieść wiązkę drewek. „Ezop“ Nr. 28
„Śmierci kożdy się boi“; warjanty od Błażewskiego po Góreckiego.

127
Sporą stosunkowo grupę stanowią warjanty anegdot, spopularyzo­
wanych przez liczne wydania „Facecyj Polskich“.
64. „Polakowi ząb gwałtem Włoch wyrwał“ (100, FP 10 „O Niemcu,
co mu ząb wyjęto“). Sługa, posłany po ocet, trafia do balwierza, który
nie rozumie cudzoziemca i wyrywa mu zdrowy ząb.
*65. [,,Z chłopa król“] (135), motyw ten sam co w anegdocie
wstępnej „Facecyj Polskich“ („O pijanicy, co cesarzem był“), u Kuligowskiego przedstawiony z powołaniem się na Franciszka de Licht.
Na gruncie polskim reprezentuje go, od czasów Wereszczyńskiego,
kilkanaście warjantów literackich i ludowych; sprecyzowanie wzajem­
nego ich stosunku odkładam do osobnego szkicu.
66. „Mędrszy zakrystyan nad plebana“ (133 — „O księdzu lako­
mém“, „Fac. Pol.“ Nr. 23). Ksiądz, zamurowawszy pieniądze w ścianie
kościelnej, pisze na schowku „Hic est Christus“; zakrystjan zabiera je
sobie i dawny zapis zastępuje nowym: „Surrexit, non est hic“. U Barącza (141, a za nim w zbiorku S. Wasylewskiego, „Dykteryjki i Facecje“, 1921, 38) napis brzmi „tu spoczywa Złotousty Kręcicki“. Kułigowski (134) przytacza dalej wzmiankę, że znał plebana, któremu
złodziej wykradł pieniądze, schowane pod pomostem.
67 a. [Żona ciężar największy] (269 — „Fac. Pol.“ Nr. 133 „Która
kupią najcięższa“). Popularny koncept średniowieczny o mężu, wyrzu­
cającym za burtę statku żonę, gdy kapitan kazał pozbyć się ciężarów.
W w. XVI motyw ten w figliku Reja „Co żonę chciał z okrętu wyrzucić“,
i w „Kole rycerskiem“ Paprockiego (89) ; w w. XVII Potocki, „Ogr.
Frasz.“, 4. 137, „Zła żona“.
67 b. Na tym samym koncepcie osnuta jest facecja o „żonie-krzyżu“
(269). Mąż, usłyszawszy na kazaniu, że człowiek powinien na barkach
dźwigać „krzyż naznaczony sobie od Boga swego“, porywa żonę i na
plecach wynosi ją z kościoła.
* 68. [Kłótliwa żona poskromiona muzyką] (274 —- „Fac. Pol.“
Nr. 27 „Fortel na złą żonę“). Gdy żona rozpoczyna awantury, mąż —
wedle „Facecyj“ — poczyna „piskać“ na piszczałce, rozśmiesza ją
i uspokaja; u Kuligowskiego mąż uczy się grać na dudach i przygrywa
żonie tańczącej.
* 69. [Żona i ostatnia wola męża] (280 — „Fac. Pol“ Nr. 146
„O niewieście, co kota sprzedała“). Chłop przed śmiercią każe żonie
sprzedać wołu a pieniądze ofiarować za zbawienie jego duszy. Wdowa
zabiera na targ z wołem kapłona (w „FP“ kota), za pierwszego żąda
parę groszy, za drugiego zaś sumy, odpowiadającej wartości wołu.
Kuligowski anegdotę opowiedział wedle „Argutiae“ Jezuity Maseniusa.
Ostatnio w „111. Kurjerze Codz.“ (dod. lit. z 167 4. 1933) ogłoszono
nowelę D. Nikolopulosa „Jak Jorgos okpił świętego“, opartą na tym
samym motywie (koń i kogut).
Z innych facecyj wędrownych, występujących u najrozmaitszych
pisarzy, w „Demokrycie Chrześciańskim“ spotykamy:
70. [Czego król dać nie może] (74). Stary dworzanin, gdy król
pragnie mu wyświadczyć łaskę, prosi o przedłużenie życia lub przywró­
cenie zdrowia, czego sam król dla siebie by pragnął. U Kuligowskiego
z taką prośbą zwraca się do Adriana stary Simius, poczem porzuciwszy

128
służbę dworską, trawi czas na pokucie, na nagrobku zaś każe napisać,
jako swój wiek, te tylko lata, które pokucie poświęcił. W „Ogrodzie
Fraszek“ (1, 492, „Lepiej służyć Bogu niż królowi“) imiona króla
i dworzanina nie są podane. W wiekach średnich anegdotę wiązano
z cyklem dyskusyj między Aleksandrem Wielkim a filozofami indyj­
skimi, np. w „Summa Praedicantium“ (M. XI. 86) Bromyarda.
71. [Twarz zeszpecona] (37 z powołaniem się na Valer. Max.
„de yęręcundia“). Młodzieniaszek Spuryna, chcąc ujść nagabywań nie­
wiast, zachwyconych jego urodą, zeszpecą sobie twarz żelaznym ha­
kiem. Motyw bardzo popularny w wiekach średnich, w powiastkach,
gdzie dziewczęta, uchodząc przed natrętnymi kochankami, kaleczą
sobie'twarze, wydłubują oczy etc. (Por. Bolte-Polivka: „Grimm-Anmer­
kungen“, 1, 303). W tej ostatniej wersji powiastkę o cnotliwej Heraklei
(za Camusa „Les Evenemens Singuliers“) zawiera rkp. „Historyj świe­
żych i niezwyczajnych“ (Nr. 62).
* 72. [Żona ciałem męża] (285). Sąsiadom, pytającym męża, dla­
czego bije żonę, ten odpowiada: „Cóż mię strofujecie, wszak ja moje
ciało Biczuję stąd, żeby mi posłuszne być chciało“. To samo, choć
mniej dowcipnie w „Stadle“, „Ogr. Frasz.“ 1, 419.
*73. [Szata zdobi człowieka] (81). Facecja Innocentego III („de
contemptu mundi“, 2. 39) o filozofie, którego dopiero wtenczas wpusz­
czono do pałacu jego przyjaciela-króla, gdy zjawił się strojnie ubrany;
opowiadano ją o Dantem np. Sercambi, nov. „de bonis moribus“; por.
Koehler, „Kleinere Schriften“, 2, 581 3, 628—630; w Polsce przed
Kuligowskim ma ją „Co Nowego“ Nr. 95: „U dworu lepiej być odzia­
nym niż nadzianym“.
* 74 a. „Sługa z rejestru“ (97). Sługa, którego obowiązki były wy­
pisane w rejestrze, zażądał osobnej zapłaty za wydobycie pana z błota,
tego bowiem nie było w spisie. Analogiczny motyw w facecji (74 b)
„Praca bez nagrody niewdzięczna“ (115) o chłopach, którzy dobyli
pana z błota, a gdy nie dostali oczekiwanej nagrody, znowuż go w nie
wepchnęli. Koncept z rejestrem obowiązków, choć w innym kontekście,
występuje już w „Dworzaninie“ (a za nim w „Co Nowego“ Nr. 95
„O Wenecie niemądrym,“), w ujęciu podobném jak u Kuligowskiego
w intermedjach.
W całym szeregu wypadków Kuligowski wskazał na marginesie
źródła swych pomysłów, najrozmaitsze obskurne publikacje w. XVII
i wcześniejsze, przyczem nie jest wykluczone, że pomysły swe czerpał
nie z pisarzy przez siebie cytowanych, lecz z drugiej ręki. Anegdoty te
i przykłady wymieniam kolejno, bez zindentyfikowania informacyj
autorskich, dane bowiem dzieła były mi niedostępne.
75. [Bombadilla] (14, ex Hist. Indior. occident, lib. 4-o de Ame­
rica). Chciwy gnębiciel Kolumba, Bombadilla, ginie wraz z skarbami
na morzu podczas burzy.
76. [Żona pijaczka] (281, z Teodora de Bry in quarta parte Americae). Pijaczka nie dała się odstraszyć figurą szatana, wyrytą na dnie
puhara, lecz pijąc powtarzała: „Niech szatan głód cierpi, a ja będę
piła“.

129
*77. [Sen o kijach] (28, ex Liberio Canon. Reguł.). Kanonikowi,
spodziewającemu się otrzymać jedną z dwu wakujących katedr bisku­
pich, śnią się dwa kije; rychło sen się sprawdza, na polowaniu bowiem
łamie obydwie nogi.
78. „Sen łakomego oszukał“ (139, z Liberiusa). Skąpiec, któremu
się śniło, że w norze znalazł złoty łańcuch, sięga do niej ręką i zostaje
ukąszony przez węża.
*79. [Pijak w grobie] (54, z Gasaeusa „Pia cum hilariis“?). Pija­
nego męża żona każe włożyć do trumny; przerażony pijak sądzi, że
umarł i ślubuje trzeźwość.
80. [Jerzy Buchanan] (56, Garassus, 8, 18) woli żyć parę tygodni
z winem, niż wśród lekarstw całe lata, choć lekarze grożą mu śmiercią,
jeśli picia nie zaniecha.
81. [Myśliwy i pustelnik] (67, ex Theodoret. Epp. Cypr.). Łowczy
Mitheon nawraca się pod wpływem rozmowy z pustelnikiem.
82. [Grzesznik i kukułka] (75, z Caesariusa „Liber Miraculorum“
5). Młodzieniec, ufny w to, że kukułka wykukała mu długie życie, nie
myśli o pokucie, nie wiedząc, że śmierć spotka go za półtora roku.
83. [Król i Chłop] (78, z Franciszka de Licht). Król, zabłądziwszy
na polowaniu do chłopa, po raz pierwszy w życiu dowiaduje się prawdy
o sobie.
84. [Król i morze] (78, Francise, de Licht ex annal.). Kanut
angielski, gdy pochlebcy nazywali go władcą morza, polecił ustawić
tron na brzegu, zalewanym przez fale, i kazał falom powstrzymać się
u jego stóp, by dowieść w ten sposób, że król jest tylko człowiekiem.
85 [Pustelnik i strojnisia] (83, Wuiek S. J. in concion.). Pustelnik
płacze na widok strojnej niewiasty, powiadając, że chciałby stanąć
tak odziany przed Bogiem.
86. [Sułtan bez brody] (106, Gaspar Ens, lib. 1, 256). Cesarz Selim
kazał się ogolić, by doradcy nie mogli wodzić go za brodę, jak wodzili
jego ojca.
87. „Nad stan swój odwaga“ (106, z tegoż). Trębacz prosił o bu­
ławę hetmańską, powiadając, że inni, konowałowie i dobosze, piastują
wysokie urzędy wojskowe.
88 a. [Niewdzięczni i okrutni władcy] (70, Jahoda S. J. in con­
cion.) Jan Kastylijski kazał za drobne przewinienie stracić Alwara
Lunę, który przez lat trzydzieści wiernie panom swoim służył.
88 b. Antonius Książę Ottho, gdy sługa nie obudził go w porę,
kazał go zawinąć w smolne płótno i zapalić żywcem.
88 c. Wacław czeski, gdy kucharz podał mu niedopieczonego
kapłona, kazał winowajcę żywcem upiec na rożnie.
IV.
Dla czterdziestu niemal anegdot nie umiem wskazać źródfa; po­
łowa ich niewątpliwie była rezultatem rozczytywania się Kuligowskiego
w rozmaitych dziełach historycznych i religijnych, (kilkanaście po­
chodzi z „Argutiae“ Maseniusa), reszta natomiast odtwarza zapewne
tradycję ustną. Podaję tutaj najpierw facecje kategorji pierwszej.
Lud T. XXXL
9

130
*89. „Umowa pijanie“ (56). Trzech kompanów umawia się, „aby
wszyscy według lat swych mensury pili“; pierwszy wypija trzydzieści
kielichów, drugi czterdzieści, trzeci sześćdziesiąt i przypłaca to życiem.
„Niech głupi pości,. a my będziem pili“, oświadczają dwaj żywi, po­
dobnie jak niewiasta w facecji 67.
90. „Błazna rada mądra“ (91). Ferdynand, strapiony atakami
wrogów na sejmie rzeszy, szuka pociechy w grze na lutni; błazen mówi,
że instrumentowi brakuje trzech głosów „re-sol-ut“.
^ 91. „Każda liszka swój ogon chwali“ (91). Podczas śpiewu kan­
tora baba płacze, zapytana zaś o przyczynę, powiada, że „z takim ry­
kiem“ utonął wczoraj jej wół. Jest to warjant popularnej facecji
o kaznodziei z kozią brodą.
92. „Drugi szalony“ (92). Chory, któremu się uroiło, że jest ziarn­
kiem, które mogą porwać wróble, karmi się tylko pieczonem lub warzonem mięsem tych ptaków.
93. „Dobrze tak na starego“ (96). „Starzec zgrzybiały pojął sobie
żonę młodą, Więc ona tak z nim w zgodzie, jako ogień z wodą“.
* 94. „Odpowiedź teologa“ (99). Ksiądz na uczcie schował pod połę
kapłona, na uwagę zaś gospodarza, że Chrystus nie kazał troszczyć się
o jadło na jutro, odparł, że właśnie dlatego, by się nie troszczyć, za­
biera pieczyste.
95. „Niedźwiedź z wozem na drzewo“ (101). Niedźwiedź, zaplą­
tawszy się w chomąt, przestraszony głosem obudzonego podróżnego,
ucieka z wozem na drzewo. Zdziwiony chłop powiada: „Nie chcesz
chodyt po ziemi, ale po dzierewie“. Anegdota myśliwska, spotykana
w nowelach Sacchettiego (Nr. 258), powtarza się kilkakrotnie w aktach
babińskich.
96. „Śmierci żartem uszedł“ (104). Służały, którego „nieskwapni
rozbójnicy“ ciągnęli do Wisły, by go utopić, ocalił się konceptem, po­
wiadając, że woda po miodzie, który pił przedtęm, może mu zaszkodzić.
To samo u Barącza (82) w facecji „Przekonanie“.
97. „Śmiałek na śmierć“ (104). Umierający mędrzec nie troszczy
się o pogrzeb, przekonany, że „sam cuch“ go pogrzebie.
^ 98. „Chciał być po śmierci straszny“ (105). Żyżka kazał ^o-swej
skóry zrobić bęben, by głosem jego straszyć wrogów. Motyw niejedno­
krotnie spotykany w literaturze staropolskiej (np. w „Ogrodzie Fra­
szek“ 1, 277) ; o jego pochodzeniu i dziejach zob. studjum J. Polivki
w „Wiśle“.
* 99. „Sam sąd na się wydał“ (105). Brodacz, czytając, że długa
broda oznacza głupotę, chce w zwierciedle sprawdzić jej długość, za­
pala ją od świecy i stwierdza, że zdanie wyczytane jest słuszne. To
samo u Barącza (41) „Doświadczenie“.
* 100. „Łaskawość króla“ (106). Niewprawny strzelec, godząc do
celu, trafił w rękę Rudolfa. Gdy dworzanie domagali się ucięcia ręki
strzelcowi, król („dux militum in Italia“ u Maseniusa) odparł, że na­
leżało to przedtem zrobić, i winę mu darował.
* 101. „Odpowiedź zakonnika heretykowi“ (107). Zapytany, dla­
czego jedzie na koniu, a nie wzorem Chrystusa na ośle, zakonnik

131
odparł: „Boję się, aby mi nie była Nagana jaka, bo tu z was jest osłow
siła“.
102. „Kto mędrszy, szalony czyli pijany“ (107). Warjat usunął
się pijanemu, dowodząc, że ma więcej od niego rozumu.
103. ,,Jarmark“ (109). Na jarmark chadzają sprzedający, kupu­
jący, gapie i złodzieje.
104. „Mądra odpowiedź“ (111). Kilku pijanych panów ślubowało
wybatożyć tego. kogo pierwszego spotkają; spotkany zakonnik wykręca
się od „kańczuków“, dowodząc, że pierwszy był jego woźnica.
* 105. „Jaką odebrał płatę, taką płaci“ (112). Oficer szwedzki za­
miast zaległego żołdu dostaje od króla „tysiąc djabłów“, idzie do
gospody, pije, gdy zaś gospodarz upomina się o pieniądze, płaci mu
również „djabłami“. Rzecz przychodzi przed króla, który każe wypłacić
zaległość.
* 106, „Biskupowi należy i miecz“ (112). Gdy biskupa zaczepiono,
dlaczego nosi miecz, skoro Chrystus kazał Piotrowi go schować, odpo­
wiada, że tak, ale dopiero po odcięciu ucha Malchusowi.
107. „Złoto sumienie psuje“ (115). Adwokatowi, gdy nie chciał
podjąć się nieczystej sprawy, klimt ofiarował sto złotych z wizerun­
kiem rycerzy; „któż dać może odpor tak rycerzom siła“, powiada
adwokat i sprawy się podejmuje. To samo u Barącza (159, „Prezent“)
0 biskupie Wydżdze i monecie z Sobieskim.
108. „Aleksandra króla wspaniałość“ (116). Aleksander nie chce
atakować wroga w nocy, brzydząc się „zwycięstwem kradzionem“.
109. „Do piekła gościniec wielki“ (116). Droga do piekła jest tak
szeroka, że trafi tam nawet ślepy. Analogiczna fraszka o grobie u Po­
tockiego, Ogr. Frasz. 2.155 „Droga nieomylna“.
110. „Farfur trucizny nie trwa“ (118). Gdy ktoś towarzyszowi za
przymówkę rozbił na głowie czarę farfurową, o poszkodowanym po­
wiedziano, że „truciznę wielką w głowie ma“, wedle przesądu, że
trucizna rozsadza naczynie porcelanowe.
111. [Nieboszczyk w sièifij (280). Kupiec, chcąc wypróbować przy­
wiązanie żony, udał umarłego; żona, ubrawszy go do trumny w sieć
tylko, na pogrzebie lamentuje, pytając, dokąd idzie; rzekomy niebosz­
czyk wstaje z trumny, ze słowami: „po ryby ubrany w sieć, niecnoto,
wędruję“. Jedna z wczesnych redakcyj tej facecji w łacińskich nowe­
lach Morliniego (1520).
* 112. [Skóra żony (285)]. Obita przez męża żona omdlała; sąsiad
pytał, co zrobić, jeśli zemdlona umrze; mąż kazał z niej zdjąć skórę,
wysuszyć i pokazać żonie drugiej, gdyby z gniewu mdleć chciała. Gdy
sąsiad począł ostrzyć rzezak, kobieta porwała się co prędzej i uciekła.
* 113. „Dekret pana o krowę z chłopkiem" (113). Chłop skarży się
panu, że krowę jego zabiła pańska; pan na to oświadcza, że on swej
krowie nie kazał bóść chłopskiej.
* 114. „W Prusiech predykant“ (88). Drabi kradną predykantowi
z komina połcie wędzącej się słoniny, jeden z nich obrywa się, spada
1 oświadcza zdumionemu kaznodziei, że przyniósł mu w podarku od
Lucypera jeden jeszcze połeć; przestraszony gospodarz puszcza spryt­
nego złodzieja, wolno, poczem dopiero spostrzega szkodę.
9

132
* 115. „Apostołow szwedzkich w Polsce pobrano“ (91). Gustaw
wysłał do Polski działa, nazwane imionami apostołów a mające głosić
sławę Lutra, zawiódł się jednak, apostołowie bowiem dostań się w ręce
wrogów.
Za anegdoty pochodzenia polskiego uznać trzeba przedewszystkiem
kalambury, następnie facecje o Mazurach, Moskwi?,, Tatarach, wreszcie
aluzje do wypadków z życia polskiego.
116. „Opaczne mniemanie z mowy“ (102—3). Ktoś opowiada, że
„za konika powieszono w Krakowie“, słuchacze sądzą, że ,,zakonnika“.
„Rubinowa szata“ oznacza odzienie żyda Rubina, nie ozdobioną kamie­
niami. KtosP widział „z chrostu kościoł w miasteczku“, t. j. patrzył
z chrostu-zarośli. Dowcipniś założył się na biesiedzie, że wszystkich
w komnacife zastanie „boso“, jakoż sam boso wszedł i upomniał się
o wygraną.
117. „Dawne lata przy prostocie“ (101). Mazur, posłany do opata
z cietrzewiem, Oświadcza- „Ukłon zasyła, Mości księże cietrzewiu,,
a parę przysyła opatow Jegomość fil oj“.
118. „Jeden niesłużały“ (101). Młodzik w świat wyprawiony, znaj­
duje na drodzfe dudy, bierze je za potwora i przestraszony wraca do
domu, opowiadając przygodę zabawną polszczyzną litewską czy
żmudzką:
To bestya sroga,
Zołta nosa, ogona długa, bosa noga...
Tak gdy ja kciała kłóć go, i pknę, ona krzyknie,
A moj koń w bok, skok, a ja na kamień zwaliła
Bez szkoda, bowiem tylko trzy żebra wybiła.

119. „Tatarzyn dziki oszukan od Polaka“ (100). Pobratymi, Tatar
z Polakiem, pasą konie nocą. Tatar kładzie się spać, nogami ku księ­
życowi, towarzysz zaś ma go obudzić, gdy księżyc przesunie się nad
głowę śpiącego. Gdy Tatar usnął, Polak odwraca go głową W kierunku
księżyca, budzi i sam idzie spać. Tatar czuwa, nie może doczekać się
ranka i budzi Polaka, przestraszony, że „już ne budet den nam, Boh
nas za był ‘ Bardzo zabawna jest ruszczyzna Tatara, posługującćgo się
zaimkiem dzierżawczym zamiast osobowego, jak dzisiejsi Chińczycy
w Mandżurji, mówiący po rosyjsku:
Twoją moho y twoho stereży łoszaka.
By kto nie zakarapczył jeho, a kak budet
Ksiażyc nad hołowoju, twa spisz, moja obudet.

120. „Mąż złą żonę chciał Tatarom oddać“ (95). Mąż przywiązał
żonę do drzewa, by Tatarzy ją zabrali, ci jednak tylko obijają ją kańczukami, powiadając, że gdyby była dobra, mąż nie byłby tak z nią
postąpił.
121. „Nierówne małżeństwo szkodliwe bywa“ (97). Służały-chłop
pojął ruską szlachciankę; pan jego upomniał się oń, żona wówczas
wykupuje go, pófczem każe go utopić, jako kupioną przez siebie
własność. Bardzo być może, że jest to warjant głośnej anegdoty „Po

smacznym kąsku napić się nie wadzi“, o utopieniu kochanka-dworzanina.
122. „Żyd łakomy oszukany“ (68). Służały kupuje u Żyda szablę
w srebrnej pochwie, udaje, że nie może jej wydobyć, trzymając więc
za pochwę, każe Żydowi ciągnąć za rękojeść. Porwawszy pochwę,
ucieka, Żyda zaś, goniącego za nim z gołą szablą, zatrzymują ludzie na
drodze. Prawdopodobnie jest to streszczenie jakiegoś intermedjum,
motywy bowiem podobne były na scenie w. XVII wcale pospolite.
123. „Moskal dla chrzanu pozbył nosa“ (110). Jedząc chrzan,
Moskal prosił, by mu nos ucięto, a gdy sąsiad to zrobił, pocieszył się,
że inaczej byłoby mu „gołowu skrutyło“.
124. Kapusta kwaśna. (116). Ktoś częstowany kapustą, nie chce
jej jeść, skoro bowiem na zgnicie jej w kadzi potrzeba roku, niepodobnaby strawić jej w ciągu jednej nocy.
125. „Sławniejszy baranek niż kozioł“ (87). Narzeczona Kozła
umarła, przenosząc „w niebie za barankiem chodzić“.
126. „Modlitwa żołnierzy podczas związku“ (98). Rabusie woj­
skowi modlą się: „Dobry dzień, Panie Boże, a jest tu chłopskie zboże?
Jać twego nie ruszę, ale chłopskie muszę“.
127 a. „Nagrobek pijanicy“ i (127 b) „Nagrobek dudzie“ należą
do kategorji pospolitych w w. XVII nagrobków humorystycznych; pijak
Burłak na sądzie ostatecznym będzie mógł powiedzieć*tylko „piłem,
Panie“; po śmierci dudziarza dudy powieszono na suchej wierzbie, choć
z grajkiem zrobić tak należało.V.
V.
Księgę facecyj zakończył Kuligowski kilku facecjami-zagadkami,
których rozwiązanie pozostawił domyślnemu czytelnikomi. O jednej
z nich, na temat sporu o cień wynajętego osła była mowa poprzednio
(Nr. 53), trzy dalsze należą do tej samej kategorji konceptów.
* 128. [Kulawy i ślepy] (119) znajdują sakiewkę na drodze i kłócą
się, kto ma do niej prawo, ten, co ją spostrzegł, czy ten, który ją pod­
niósł. Pomysł sam facecji należy do cyklu bajek o spółce kulawego ze
ślepym, spotykanych w literaturze polskiej od czasów „Worka Juda­
szowego“ Klonowica po „Bajki“ Krasickiego.
129. [Proces o nos] (118). Dwaj przeciwnicy odrąbali sobie w po­
jedynku nosy; jeden z nich kazał sobie „przyhaftować“ nos cudzy,
o co właściciel wytoczył mu proces.
130. [Wilk z kozą na koniu] (119). Wilk, nabiwszy się paszczą
na rogi kozy, spadł wraz z nią na grzbiet pasącego się pod skałą konia;
właściciele konia i kozy poczynają się spierać, kto ma prawo do wilka.
Tę samą zagadkę ma zbiór „Co Nowego“ (Nr. 24).
131. „Gadka Poetycka“ (120—121) jest największą osobliwością
„Demokryta Chrześciańskiego“, i z tego tytułu zasługuje na baczniejszą
uwagę. W przeciwieństwie tedy do innych, anegdot czy facecyj, jest
to autentyczna bajka fantastyczna, a zatem pierwsza przedstawicielka
tego rodzaju literackiego w Polsce, wcześniejsza bowiem od niej o lat
kilkadziesiąt „Banialuka“ Jarosza Morsztyn a była właściwie dość nie-

zgrabnym poematem, osnutym na motywie bajkowym. Bajka ta jednak
budzi specjalne zainteresowanie z innego jeszcze punktu widzenia.
Treścią jej jest wyprawa czterech braci, uczonego, złodzieja, wo­
jownika i budowniczego okrętów po królewnę, strzeżoną na wyspie
przez smoka. Brat pierwszy odnajduje, dzięki swej znajomości „mate­
matyki“, wyspę; drugi, złodziej, usypia smoka, i po desce na nim poło­
żonej, uprowadza królewnę. Gdy potwór się obudził i puścił w pogoń
za statkiem, brat trzeci rozpłatał go bułatem, ale równocześnie rozrąbał
okręt, całe jednak towarzystwo zostało uratowane dzięki bratu czwar­
temu, który momentalnie uszkodzony statek naprawił. Bracia poczynają
się kłócić, do kogo królewna ma należeć, i spór ten pozostaje nie­
rozstrzygnięty, a raczej oddany pod sąd czytelnika. Tak skomponowana
bajka, której prototyp antyczny upatrywaćby można w podaniu o Argo­
nautach, ma bardzo liczne analogje, zarówno w tradycji ludów azja­
tyckich jak europejskich. W większości wypadków kończy się ona
rozstrzygnięciem sporu przez ojca królewny na rzecz któregoś z braci,
są jednak wersje, w których — wobèç niemożności przyznania panny
któremuś z jej zbawców — zatrzymuje ją dla siebie ich ojciec, a nawet
takie, gdzie całe towarzystwo zostaje zamienione w konstelację gwiezdną,,
nawet bowiem bogowie nie zdołali zagadki rozwiązać. Wersje te nadto
różnią się między sobą zarówno ilością braci, jak określeniem ich
zawodu.
Obok Wersy j ludowych istnieją jednak starsze od nich literackie,
przeważnie włoskiego pochodzenia 1). Najstarsza z nich, w „Novellino“
z w. XIV, prawi o czterech królewiczach, z których jeden studjował
w Paryżu, drugi w Sycylji wykształcił się na znakomitego łucznika,
trzeci w Katalonji na niezrównanego złodzieja, czwarty wreszcie w Genui
zdobył sztukę budowania okrętów; po powrocie do domu wybierają
się oni po królewnę porwaną przez smoka i jej skarby, i tutaj rękopis
się urywa. U późniejszych nowelistów włoskich, Morliniego (1520
Nr. 80 „de fratribus, qui per orbem pererrando ditati sunt“), w „Notti“
Straparoli (VII, 5) czy „Pentamerone“ Basilego (5, 7) występuje jużto
trzech, jużto pięciu braci, w najbliższej zaś chronologicznie Kuligowskiemu wersji niemieckiej E. G. Happeliusa („Der ungarische Kriegs­
roman“, 1685) królewnę porywa nie smok lecz duch. W rezultacie więc
bajka Kuligowskiego stoi najbliżej najstarszego tekstu włoskiego i po­
zwala go uzupełnić, i na „tem właśnie polega jej znaczenie w dziejach
danego motywu i bajki wogóle. Między obydwu wfersjam-i, włoską
i polską, musiało istnieć oczywiście jakieś, dzisiaj nieznane, ogniwo
pośrednie, najprawdopodobniej łaciński przekład noweli włoskiej. Ze
względu na to wyjątkowe znaczenie „Gadki Poetyckiej“, przytaczam ją
.w całości w anneksie, modernizując jedynie pisownię, mało zresztą od­
biegającą od dzisiejszej.* i
1 ) „Novelle antiche“ ed. Blagi, 1880 Nr. 156. Papanti „Catalogo dei novellieri
ilaliani in prosa“, 1871, 1, XLIV Nr. 2S W zbiorze Grimmów jest to bajka 129
(„die vier kunstreichen Brüder“). Bolte-Polivka, „Grimm Anmerkungen“, 3, 46 sq.
podają całą masę warjanlów i przegląd motywów pokrewnych. Wersje żydowską
i serbską omówił R. Koehler, „Kleinere Schriften“, 1, 298 sq. 438 sq.

135
VI.
Na zakończenie wspomnieć należy o metodzie przekładów i prze­
róbek ïvuligowskiego i o ogólnem znaczeniu „Demokryta Ghrześciańskiego“.
Facecje tedy proboszcza litewskiego odznaczają się trzema conajmniej zaletami, zwłaszcza w porównaniu z „Ogrodem Fraszek“ Po­
tockiego; są przyzwoite, zwięzłe i zazwyczaj dowcipne. Kuligowski
tedy unika przygód z alkowy małżeńskiej i kloaki, w których lubuje
się facecjonista małopolski, a które niezupełnie licowałyby z sutanną
ascetycznie nastrojonego księdza. Pomija on również wszelkie anegdoty
ze skandalicznego życia duchowieństwa. Dla przykładu warto wskazać
na Nr. 26, krótki epigram o „stojakach“.
W poście i modłach diabelstwo wyganiać.
Przezacny pan niejakiś przed księdzem plebanem
Skargę przekładał, czyli przed swym kapelanem,
Że ma na swoim dworze dość stojaków siła,
Co-by z tym? — Na to księdza taka rada była:
„To djabelstwo nie może być wyrugowane
Inaczej, chyba przez post zostanie wygnane“. (114)

Pierwowzorem Kuligowskiego była tutaj daleko dowcipniejsza
anegdota w „Democritus Ridens“ („Hospites quomodo eiciendi“, 152)
o biednym przeorze, skarżącym się na mnichów7 przybyszów, bawią­
cych w jego klasztorze pod pozorem, że w kurji biskupiej nie załatwiono
im sprawy, w której przybyli. Krewny biskupi, Platon, wysłuchawszy
skargi, oświadcza: „Scis domine, immundorum spirituum duo esse
généra: quorum unum in nomine Domini, alterum non nisi in oratione
et jejunio ejiciatur. Quandoquidem ergo hi, ut videtur, ex primo
genere non sunt, crediderim sane ex altero esse genere ac propterea iis
remediis contra eos utendum, quae ibi praescripta sunt“. Idąc za tą
radą, przełożony nie każe podać intruzom wieczerzy7, oni zaś nazajutrz
rankiem opuszczają klasztor. Najwidoczniej Kuligowski, zdecydowawszy
się na facecję o mnichu, od którego djabeł nauczył się sztuki pieczenia
jaj nad świecą, uważał, że zbyt wiele opowiadań o niedomaganiach
życia klasztornego nie odpowiadałoby charakterowi jego budującego
traktatu i dlatego facecję o mnichach darmozjadach przerobił, zastę­
pując ich w niej dworzanami.
Pozatem, wyjąwszy bardzo niewiele wypadków, umie on uchwycić
dowcipną pointę anegdoty i wyrazić ją bez tego gadulstwa, którem
Potocki zepsuł niejedno efektowne opowiadanie swego olbrzymiego
zbioru. Gdyby nie rozmaite usterki stylowe, a przedewszystkiem wiersze
dla rymu dodane i prymitywne a nieudolne rymy, „Demokryt Ghrześciańsk' mógłby pretendować do wcale poczestnego miejsca w dziejach
poezji polskiej. Miejsca tego przyznać mu niepodobna, natomiast należy
podkreślić, że stanowi on bardzo cenną pozycję w dziejach facecji
polskiej i bajki polskiej. Z jednej strony pozwala on na zorjentowanie
się w tematach facecjonistycznych, które w Polsce przez całe wieki cie­
szyły się popularnością, świadczy wymownie o żywotności powiastek

136
pochodzenia średniowiecznego, z drugiej zaś tworzy pomost między
przeszłością, między facecjonistyką średniowieczną i renesansową,
a przyszłością, gdy owa facecjonistyka miała odżyć pod postacią ga­
wędy romantycznej. Sprecyzowanie wzajemnych stosuków tych
epok i rodzajów literackich wymaga oczywiście uprzedniego zbadania
całego materjału, a krokiem na tern polu nieodzownym jest właśnie
określenie stanowiska Kuligowskiego.
ANEKSY.
1.

Gadka Poetycka, (str. 120—1)

5

10

15

20

25

30

35

Ociec miał czterech synów z natury rostropnych,
Do nauk i do kunsztu w dowcipie pochopnych.
Tych synów czterech oddał do sżkoł dla nauki,
Z której każdy z nich rożnej dociekł mądrej sztuki.
Pierwszy z matematyki wiedział, gdzie co leży,
I powiedział, kiedy kto pytał, jak należy.
Drugi zaś musiał dostać tego, gdy kto wiedział,
Gdzie co leży, a o tym onemu powiedział.
Trzeci miał siłę wielką, jako Samsonową,
Albo Herkulesową, abo Dawidową;
Który lwy, smoki dzikie i tygry rościnał,
I bramy chalibowe do fortec wycinał.
A czwarty rostrącone sztuki spajać umiał.
Czy ow naukę Cyrce, czy z Lethy rozumiał?
Wtym po rożnych wieść poszła krajach rozgłoszona,
Że krolewna-dziedziczka ojcu ukradziona,
A temu, kto ją znajdzie i onej dostanie,
Za żonę dana będzie, i państwa zostanie
Sukcesorem.
Ci tedy oni bracia wszyscy
Przyjachali do króla, tego szczęścia bliscy.
Pierwszy z matematyki od kunsztu zgłęboka
Powiadał, iż na wyspie, za morze od smoka
Zaniesiona. Gdy tedy każdy swą wyjawił (dr. wyprawił)
Naukę, kroi za morze z okrętem wyprawił
Kunszt pierwszego, bo gdyby o tym nie powiedział,
Kążdyby z nich, za morze zajachawszy, siedział.
Więc pierwszy znalazł pannę w jamie posadzoną
Od smoka, jednak tymże smokiem zawaloną.
Zaczym trudno jej dostać, bo gdyby smok zoczył
Onych, pewnieby do nich z jaskini wyskoczył.
Drugi, uśpiwszy smoka swą sztuką, postawił
Deskę przez smoka, i tak królewnę wybawił.
Uchodzą tedy z panną, z okrętem, za morze,
A okręt wody morskie prędkim grzbietem porze.
Neptun winszuje drogi królewnie po wodzie,
A Triton dziwuje się, i nimfy, urodzie

137

40

45

Panny, Egle, Agawę ozdobnej urody,
I insze Nereidy wynurzone z wody.
A zatym smok ockniony ujrzy, że jest wzięta
Królewna, i tę drogę, którą niósł, pamięta.
Zaczym w lot tymże ślakiem z jaskini wypada,
I w poł drogi dościga i na okręt siada,
I zacznie okręt psować, a tu potrzebaby
Ginąć wszytkim, gdyby z nich każdy był w moc słaby.
Lecz brat trzeci wybiega na wierzch nawy, zatem
W zapale z obu rąk tnie w poł smoka bułatem,
A wraz w tym rozbił okręt na szmaty zapale,

50

55

I już tu toną wszyscy, gwałtu krzycząc. Ale
Czwąrty brat, niestrwożony, według swej nauki
Przez instrumenta spoił rostrącone sztuki
Okrętu i ratował wszystkich.
A tak w biegu
Morskim bez przeszkód przyszli szczęśliwie do brzegu.
O czym skoro kroi wziął wieść, na salve z burzących
Dział kazać bić po murach i z kartanow grzmiących.
Huk i echo z rumoru, góry się ozwały,
Gdy ogromne po murach kartany zagrzmiały.
Zgadnijcież, komu panna należy: Pierwszemu?
Czy drugiemu’ Trzeciemu? Czyli też czwartemu?
2.
Kuligowski a Maseniuś.

Już po oddaniu obecnego szkicu do druku trafiłem na interesujące
dziełko jezuickiego teoretyka komizmu, J. Maseniusa p. t. „Familiarium
argutiarum fontes“ (Goloniae 1660), cytowane przez Kuligowskiego
przy facecji 69. Ponieważ zbiór anegdot Maseniusa opiera się na tych
samych materjałach, z których czerpał autor „Democritus ridens“,
przyczem powiastki obydwu facecjonistów jezuickich podane są nie­
jednokrotnie w brzmieniu identycznem, przeto niepodobna ustalić, za
którym z nich szedł Kuligowski, co zresztą jest sprawą obojętną. Inaczej
ma się rzecz w wypadkach, gdy u Kuligowskiego występują anegdoty
niespotykane w „Democritus ridens“, przedewszystkiem zaś w obrębie
tej grupy (od Nr. 89 wzwyż), w której źródeł jego nie umiałem wska­
zać. Dla kilkunastu facecyj można bez wahania przyjąć tutaj Mase­
niusa jako źródło naszego „Demokryta“. Facecje występujące u Ma­
seniusa i w innych zbiorach zaopatrzyłem w tekście gwiazdką, w wy­
padkach zaś gdy znam je tylko z Maseniusa, podaję nadto poniżej ich
tytuły łacińskie. Cyfra pierwsza znaczy facecję Kuligowskiego, druga
stronicę „A r g u t i a e“, po niej zaś idzie numer porządkowy facecji
w tekście łacińskim.
2 — M 200 No 25. 3 — M 159 No 24. 6 — M 182 No 36. 7 — M 185 No 45.
14 — M 285 No 13. 16 — M 423. 19 — M 184 No 43. 21 — M 119. 22 — M 220
No 3. 23 — M 298 No 26. 24 — M 157 No 18. 28 — M 213 No 9. 34 — M 186

138
No 49. 37 — M 169 No 26. 39 — M 190 No 12. 41 — M 218 No 23. 42 — M
192 No 20. 43 — M 193 No 24. 44 — M 134 No 14. 45 — M 205 No 6. 46 — M
116 i 219 No 1. 48 — M 285 No 14. 52 — M 197. 53 — M 61. 55 — M 103.
58 — M 189 No 7. 65 — M 387. 68 — M 302 No 42. 69 — M 64. 72 — M 319
No 1. 73 — M 93. 74 — M 206 No 12 i 149 No 10. 77 — M 181 No 24 79 — M
387. 89 — M 376 (zakłady pijackie). 91 — M 169 No 28. Laus captata
opprobrio rependitur. 94 — M 241 No 10 Furtum lepidê' excusum. 98 — M
171 No 33 Mortui pellis pro tympano. 99 — M 321 No 11 In crinibus superbire stultum, 100 — M 284 No 11 Poena saepe offenso nil prodest. 101 — M
211 No 16 Ludificator ludibrio est. 105 — M 311 No 2 Par pari astute repensum. 105 — M 54. 112 — M 302 No 42 malae mulieres domitae. 113 — M
295 No 16 Judicium contra se latum. 114 — M 172 No 37. Periculum sub larva
Daemonis discussion. 115 — M 330 No 3 Tormenta sub nomine Apostolorum.
128 — M 80 (Kulawy i ślepy).

3.
Przegląd motywów.
Adwokat i dukaty 107. — Alchemista obdarzony mieszkiem na pie­
niądze 2. — Aleksander Wielki 108. — Antagoras piekący ryby w na­
miocie 17. — Apostołowie-działa 115. — Astrolog wyśmiany 18.
Baran i Kozieł 125. — Biskup z mieczem 106. — Błazen i cesarz
z lutnią 90. — b. zagrożony śmiercią 32. — b. i rybki 49. — Broda od wło­
sów młodsza 16. — b. sułtańska 86. — b. opalona 99. — Buchanan 80.
Chłop ośmiesza dworzanina, 28. — z ch. król 65. — ch. z panem
o krowę 113. — ch. mówi królowi prawdę 13. — Chłosta z godnością 23. —
Chory z urojenia 8, 92.
Chrystus tańszy od św. Jana 22. — Cień osła 53. ■
Cietrzew i opat 117.
Dionizjos i posągi 43. — Djabeł i mnich 25. — Djabłami płacić 105. -—
Droga do piekła szeroka 109.
Dudy na drodze 118. — Dziewica trup 57. —
Dźwiękiem pładić za zapach 48.
Gonella (koń z obciętemi wargami) 15.
Jaja rozbite, nadzieje zawiedzione 51. — Jarmark 103.
Kalambury 113, 116.---- Jiapusta kwaśna niestrawna 124. — Kazno­
dzieja z capią brodą 91. — Kije we śnie 77. — Kolumb i Bombadilla 75 —■
Kołdra dłużnika 42. — Koncept od utopienia ratuje 96. — Król i chłop 5,
13, 93,
Król słyszy prawdę o sobie 13. — Król i pochlebcy 30, 34. —
Król wybacza mimowolnemu winowajcy 100. — Król bezsilny wobec śmierci
(choroby) 70. — Ksiądz kradnie kapłona 94. — Kulawy i ślepy 128. —
Kukułka wróży długość życia 82.
Macocha a pies 19. — Malarz i osiem grzechów (cnót) 7. — m. i skąpy
klieiit 4. — Małżeństwo kłótliwe 46. — m. zgodne 44. — Matki dobre córki
złe 21. — Mnich na koniu 101. — Mnich piekący jaja i djabeł 25. — m. gło­
dem pokonany 26. — Modlitwa żołnierzy-rabusiów 126. — Moskal traci nos
przy chrzanie 123. — Mózg pośrednika w bójce 29. — Myśliwy i pustelnik 81.
Nagrobki komiczne 127. — Niebo sobie kupować 24. — Nieba życzyć
niewporę 50. — Niedźwiedź z wozem na drzewie 95.
Orfeusz nowy 1.
Panowie-okrutnicy 88. — Pięć PP dziewczyny 56. — Pijak w grobie

139
79. — p. gorszy od warjHta 102 — Pijacki zakład 89. — Pogrzeb mędrca
97. — Poligamista szuka dobrej żony 39. — Predykant i żołnierz udający
djabła 114. — Przyjaciele (picie na niedźwiedzią skórę) 52. -— Pustelnik
nawraca myśliwego 81. — p. i strojnisia 85.
Saladyn 37. — Sąd Szemiaki 12. — Semiramis 36. — Sen zawodny
77, 78. — Sędzia przekupny 6, 27. — s. krzywoprzysiężny 33. — Skarb
ślepca 20. — s. ( zamurowany w kośpiele 66. — s. a śmierć 31. — Sługa
z rejestru 74. — Śmierci wzywać 62, 63. — Sokrates i Ksantyppa 55. —
Starcy a żołnierze 11. — Stary mąż i żona młoda 93. — Szata cenniejsza
od człowieka 73. — Strzyżono-golono 54. — Szkatułki szczęścia 41. —
Sztuki wyzwolone a rzemiosło 3.
Tatar i Polak 119. — Trębacz prosi o awans 87. — Trucizna i farfur 110. — Twarz zeszpecona dla uniknięcia pokus 71.
Wino pić bez wody 14.
Zagadki 129—131. — Ząb wyrwany w cudzym kraju 64. — Zgoda
w małżeństwie 44. — Złoto snu pozbawia 35. — Żołądek barani 60. — Żoł­
nierze 38, 114, 126. — Żona wiesza się na drze\yie 58. — ż. zdradza rzekomą
zbrodnię męża 59. — ż. i śmierć 62. ż. wykonywa testament męża (sprzedaż
wołu i koguta) 69. — ż.-opłakuje zmarłego męża 40. — ż. odziewa zwłoki
męża w sieć 111. — ż. gotowa odpuścić zabójcom męża 9. — ż. ciężar
(krzyż) 67 — ż. uparta 54. — ż. swarliwa uśmierzona muzyką 68. — ż. ciało
męża 72. — ż. pijaczka 76. — ż. obita dla nauki 10. — ż. zagrożona odar­
ciem ze skóry 112. — ż. oddana Tatarom 120.
ż. każe utopić męża 121. —
ż. swarliwa i mąż cierpliwy 47. — żony robią męża łysym 61. — Żyd oszu­
kany 122. — Żyżka i jego skóra 98.

THE FOLK LORE ELEMENTS in M. I. Kuligowski’s „DEMOCRITUS“.
„THE Laughter of a Christian Democritus“ (1699) by M. I. Kuligowski
is a moralistic treatise in verse on the vanity of our life in accordance with
the religious spirit of the 17-th Century. II contains howejt^r about 200
„exempla“, stories and anecdotes of ancient medieval and modern origin.
Most of them belong to the ćhtegory of „travelling stories“, that is, they
have occurred again and again in the earlier collections of „Facetiae“, still
it is „Democritus Ridens“, the well known 17-th Century booklet (as well
as I Masenius’ „Argutiae“) whieh bas been Kuligowski’s main source.
Among thö~stories of the Polish writer the most noteworthy seems to
be a long fairy-tale called „Zagadka“ (A Riddle). It represpnts one of the
most archaic versions of the taie „Four Clever Brothers“ („die vier kun­
streichen Brüder“ of Grimms, No 129), and its importance dépends on thefact, that the oldest 14-th Century version (published in thi| Italian „Novelle“
by Biaggi, 1880, No 156) has been preserved in a mutilated condition. Accordingly, owing to the version of Kuligowski we can rečonstruct the basie
text of the tale in the following way The brothers, a mathematician, a warrior, a thief and a carpenter, rescue a Princess captured by a dragon and
begin to quarret which of them should have the right to marry her. Not
unlike the greater part of collateral versions, the dispute remains undecided
and the reader is expected to solve it for himself.

140

RECENZJE 1 SPRAWOZDANIA.
J. A. Zaremba: Stare pogodki gorolskie łod Zuwca. Zbier I. Żywiec
1931, str. 87.
Autor, entuzjastyczny miłośnik folkloru beskidzkiego, poprzedził zbiór
swych „Pogodek“ zgrabnie napisanym wstępem, w którym ogólnikowo
i miejscami nieco fantastycznie scharakteryzował Żywiecjde, Makowskie,
Bialskie i Wadowickie, jako tereny, które „zachowały tak w języku jak
w zwyczajach i rysach charakterów mieszkańców najwięcej pozostałości po
prastarych Wiślanach, czyli Serbach Białych, zwanych też Chrobatami“ (5),
na dowód czego służyć mają zaobserwowane przezeń analogje, które nasu­
nęły mu się w wędrówkach po Beskidach i w okolicach Karlovacu. Poglądy
te i tym podobne nie wyrządzają zresztą wielkiej szkody książeczce, w której,
wraz z obfitemi a naogół trafnemi objaśnieniami, stanowią tylko element
podrzędny, obramiający pięć powiastek, przykuwających w pierwszym
rzędzie uwagę czytelnika Uwagę tę rozprasza, by z miejsca wymienić
wszystkie wady „Pogodek“, ortografja, przez autora zastosowana, nie od­
twarzająca, rzecz prosta, z precyzją naukową wszystkich właściwości fone­
tycznych gwary, a rażąca oko takiemi osobliwościami, jak owo „łod“ w ty­
tule. Bądźco-bądź są obszary w Polsce, gdzie „1“ jest spółgłoską płynną
i chociażby ze względu na czytelnika, z tych właśnie obszarów pochodzącego,
można było czcionką tą niepotrzebnie nie pstrzyć tekstu opowiadań. A wresz­
cie jeszcze jeden zarzut, dla mnie osobiście, jako człowieka, interesującego
się powiastką ludową przedewszystkiem jako tworem artystycznym, dosyć
obojętny, nieobojętny natomiast dla etnografa, zbierającego dokumenty twór­
czości ludowej, to problematyczna autentyczność zawartych w zbiorku opo­
wiadań. Autor zapewnia, że słyszał je z ust górali, z przypisów jednakowoż
widać, że kombinował tu elementy najróżnorodniejsze, tem samem więc budzi
podejrzenie, że granica między elementami książkowemi, znanemi mu
z lektur y, a między rzeczami istotnie słyszanemi, może być tutaj dosyć
chwiejna. Co to znaczy, zilustruję za chwilę na przykładzie „Sowizrzała
żywieckiego“, Wojtka Pyrtka. Z tem wszvstkiem przyznać trzeba, że opo­
wiadania te, bez względu na ich pochodzenie, zredagowane są z niepospo­
litym talentem narratorskim, z dużym dowcipem, ze znajomością psychiki
i obyczaju chłopskiego, i że cechy te posiadają w stopniu tak wybitnym, že
to czy owo mogłoby spokojnie sąsiadować z nowelkami ze „Skalnego Pod­
hala“. Jest to, jak na debjutanta, bardzo wiele, by zaś zasługa ta nie zdys­
kwalifikowała „Pogodek“ ze stanowiska „Ludu“, spieszę dodać, że nietylko
wierne odtworzenie obyczaju ludowego przemawia za omówieniem zbiorku
w piśmie ludoznawczem, ale przedewszystkiem ich tematyka, która wiąże
je bardzo mocno ze światem naszych powiastek ludowych.
Z pięciu humoresek, składających się na „Stare pogodki gorolskie“,
najdłuższa jest pierwsza „Ło śpekulacyjak Wojtka Pyrtka“. Wedle zapewnie­
nia autora, zawiera ona „prawie wszystkie ...przygody... zmarłego przed laty
(kiedy?) gazdy Bugaja ze Sopotni Małej, znanego ze swego dowcipu i złośli­
wych nieraz kawałów, któremi wsławił się na całą okolicę“(77). Uwaga ta
jest o tyle interesująca, że niewiadomo, co z nią począć. Autentyczność
mianowicie Pyrtkowych kawałów, którą autor uważa bodajże za niewzru­
szoną, budzi o tyle zastrzeżenia, że może nie wszystkie z nich, ale w każdym

141
razie spora ilość należy do dziedziny konceptów wędrownych, całość ich
zaś zbyt mocno pachnie .Sowizrzałem, by całej powiastki nie można było
nazwać fragmentem biografji Sowizrzała żywieckiego. Nasuwa się tutaj
oczywiście najprostsze przypuszczenie, że z biegiem lat (ilu?), tradycja przy­
pisała dowcipnisiowi wiejskiemu pomysły, znane skądinąd, choć, jak zawsze
w takich wypadkach, przyjąć można, że frant odgrzewał i stosował koncepty,
uświęcone przez wiekowe tradycje błazeńskie. Jak to wygląda, przekonać
się łatwo, przejrzawszy spis przygód Wojtkowych (wędrowne oznaczam
gwiazdką). 1. Jako chłopak szkolny podpatruje Wojtek karczmarczyka Duwyda pod płotem, uderza go w chwili najmniej oczekiwanej kamieniem
i polewa, z sikawki krwią wieprzową, wskutek czego żydziak sądzi, ze go
zabito. 2. Udaje jąkałę i jąkaniem zaraża nietylko sylabizujące z trudem
dzieci, ale nawet nauczyciela, usiłującego wyleczyć z tej wady swoich pu­
pilów. 3. Wrzuca do studni papiery i mapki gruntowe, które ojciec kazał
mu schować äa.k, „coby sie nie straciły“, 4. Obwiązuje krowom pyski nićmi,
a gdy strapiony ojciec, bojąc się, by bydlęta z głodu nie padły, dopytuje się,
co się stało, Wojtek oświadcza, że skoro on ma zdechnąć od ręki ojcowskiej,
to i krowy zdechnąć mogą. 5*. Babom w Milówce wiąże w kościele końce
chustek i wywołuje tern zamieszanie. 6. Pomysłowo inscenizuje bójkę dwu
bab. Gdy jednej z nich nie chce się zrobić masło, doradza jej, by się rozebrała
do koszuli i nocą przy gromnicy siadła u okna, a czarownica, która rzuciła
urok na jej krowy, przyjdzie pod chałupę; równocześnie drugiej babie,
skarżącej się, że krowa straciła mleko, radzi, by z pogrzebaczem poszła nocą
przez wieś, a gdy zobaczy kobietę, robiącą przy gromnicy masło, niech wie,
że to z mleka od jej krowy. Obie kobiety spotykają się przy oknie i rozpo­
czynają bójkę tak, że trzeba wody z potoku, by je rozpędzić. 7. Przebrany za
urzędnika, z mapą w ręku, idzie Wojtek z Żywca do Milówki, spotkanych
zaś chłopów pyta o drogę do Żywca i, wskazując na mapę, dowodzi im, że
nie znają kierunku. Uderzony biczyskiem przez chłopa, który domyślił się
w rzekomym urzędniku franta, Wojtek pada i udaje zabitego. 8*. Przerażeni
chłopi odwożą go do miasta i podrzucają u szpitala. Wojtek dostaje się do
szpitala i rozpędza dziadów, powiadając im, że słyszał, jak doktor umawiał
się z zakonnicą, by najbardziej chorego spalić na proszek, na lekarstwo dla
innych. 9. Pobiwszy się ze starym gazdą w karczmie, Wojtek udaje osłabio­
nego i każe się nieść do chałupy, by w ostatniej chwili wyśmiać zmęczonego
ciężarem chłopa. 10*. Niemcowi młynarzowi, usiłującemu od starego Pyrtka
tanio kupić zboże, podstawia na boisku grabie, któremi ten rozbija sobie
nos. 11 Dworującą sobie z niego dziewczynę, Wiktę, ośmiesza, wypominając
jej w piosence, że ma matkę, co do kieliszka lubi zaglądać. 12. Gajowemu
wdowcowi układa nagrobek dla żony w ten sens:
PrzechłodniuO), łomiń jyj grób nieznacznie
Bo jinacy wstonie i kłócij sie s tobom zacnie.
13*. Karczmarzowi wyrzuca z wozu kożuch, ubiera w niego „banię“ (dynię),
z otworami na oczy i usta, w środek wstawia świeczkę i straszydło to uka­
zuje Żydom przez okno, wywołując popłoch wśród dzieci i starszych.
14*. Spotkawszy w gminie obcego żandarma, powiada mu, że wójt jest
głuchy, to samo mówi o żandarmie wójtowi i inscenizuje zabawną rozmowę
dwu rzekomo głuchych. 15. Udając, że pogodził się z Wiktą, radzi jej, by

142
■z płotu wróżyła w noc wigilijną, kto będzie jej mężem, poczem porywa nagą
dziewczynę i wynosi na środek wS. 16. Wybrawszy się z „bańdosami“ na
Węgry, wchodzi do kapliczki św. Jana Nepomuka, od procesji zaś orawskiej,
pró^śpeęj świętego o deszcz, żąda obfitych ofiar w jadle i napoju i gościn­
nego podejmowania Żywczan. 17. W drodze powrotnej kupujé szperkę,
poezem, udając, żę zabrakło niH pieniędzy, zwraca ją, w międzyczasie zaś
jeden z kompanów odcina kawał słoniny. 18*. Mając wieźć kupców żydow­
skich na Romankę, Wojtek spełnia polecenie karczmarza, który kazał mu
„napoić wóz“, „nasmarować konie“ i pojechać „tu i tam“, a więc zlewa
siedzenia wodą, rzemienie smaruje mazią, poczem zaprzęga jednego konia
ztyłu, drugiego zaś zprzodu. 19*. Przywiózłszy Żydów na górę, Wojtek,
któremu żal było lasu, oświadcza, ż& wracać już późno i że trzeba będzie
w lesie przenocować. Zastraszywszy kupców zbójnikami, namawia ich, by
nocowali na jedli, w nocy wstaje, podcina gałęzie co niższe, sam zaś wraca
na wóz i krępuje się sznurami. Gdy rankiem kupcy się obudzili i zejść nie
mogli, Wojtek, udając spętanego przez zbójników, radzi im, by spuszczali
.się nadół jeden po drugim, gdy zaś uwieszony najwyżej Żyd woła, że nie
utrzyma ciężaru, Wojtek powiada mu, by popluł w dłonie, poczem wszyscy
Żydzi spadają i dotkliwie się kaleczą. 20. Ostatnia przygoda Wojtka prawi
o jego asenterunku, przedrzeźnianiu kwikiem pijanego wójta i drażnieniu
żandarma (wojenną już!) śpiewką: „Łunzer kajzer fajny chłopek jes“.
Nie dla wszystkich kawałów Wojtkowych potrafię przytoczyć paralel^
By nie. od literackich zacząć, wspomnę, że analogję konceptu (5) z chustkami
widziałem, jako dziecko, w kalendarzu górniczym, przeznaczonym dla ko­
palni St. Szczepanowskiego; wisus Chińczyk związywał tam warkocze kilku
mandarynom. Kawał znowuż (13) z banią urządzały przed laty dwudziestu,
a zapewne i dzisiaj jest to samo, drapichrusty małomiasteczkowe w Sanockiem; wydrążoną odpowiednio dynią straszono Żydów w Sądny dzień,
podsuwając ją do okien bóżnicznych. Dwa inne,pomysły (14), inscenizacje
rozmowy dwu rzekomo głuchych oraz (19) nocleg na drzewie i schodzenie
zgóry wraz z popluwaniem w ręce, znane są u nas od czasów „Dworzanina“
(str. 182 i 219 w wyd. Bibl Nar.); paralel ludowych powiastek tych nie
znam, i one to właśnie budzą podejrzenie, że źródłem ich jest raczej książka
niż tradycja ustna, choć oczywiście wykluczone bynajmniej nie jest, że
opierają się one na późnej tradycji ustnej, która, chociażby przez uczniów
gimnazjum galicyjskiego, dotrzeć mogła na wieś. Facecja (10) z grabiami,
oddawna znana w Polsce i na Rusi, należy do dykteryjek szkolnych i „urlopniczych“; ma ją np. Gogol we wstępie do zbiorku nowel „Večera na chutorě
bliz Dikańki“ (1830). Koncept z opacznem wykonaniem polecenia żydow­
skiego (18) należy do zakresu historyjek „O żydowskim Wojtku, co żydom
psoty robił“, znanych ze zbioru Ciszewskiego („Krakowiacy“, Nr. 223). Na
koniec wreszcie zostawiłem przygodę Wojtkową w szpitalu żywieckim (8),
szpitalu zresztą dosyć osobliwym, pacjentami bowiem w nim są nietyle
chorzy, co rozmaite włóczęgi z dziadowskiego cechu. Osobliwość tę wyjaśnia
okoliczność, że nie o szpital nowoczesny tutaj chodzi, lecz o średniowieczny,
daną bowiem historyjkę znają i „fabliaux“ i Jakób de Vitry i autor błazeńskiego „Pfaffe Amis“ i Poggio i wielu, wielu innych facecjonistów
średniowiecznych, humanistycznych i późniejszych. W Polsce spopularyzo­
wał ją „Sowizrzał“, w którym powiastka 17 opowiada: „Jako S. w jednym

143
szpitalu wszystkie chore i niemocne bez lekarstwa za jeden dzień uzdrowi!“.
.Związek Wojtka Pyrtka z Sowizrzałem celowo wysunąłem na konie*;, spisu
motywów wędrownych wśród jego przygód, filuta bowiem żywieckiego
z jego średniowiecznym przodkiem łączy coś innego jeszcze; mianowicie
podstawowa cecha „Eulenspiegla“, dosłowne wykonywanie poleceń, zasto­
sowane do ojca, gdy ten mapki schować kazał, lub do karczmarza, każącego
zaprzęgać konie i w pośpiechu przekręcającego wyrażenia. Do Sowizrzała
zbliża s/ę nadto Wojtek swoim mizoginizmem, każącym mu płatać psie figle
kobietom, swą wreszcie zabawną, choć prymitywną pomysłowością, w ob­
myślaniu psot bliźnim. Autor wyposażył go nadto w parę właściwości lo­
kalnych, w humorystyczne śpiewki przedewszystkiem, nadto w umiejętność
doprowadzania do rozpaczy lub wściekłości innych osób udaną głupotą
i powtarzaniem w kółko tych samych pytań i odpowiedzi. Manewr ten sto­
suje Wojtek do ojca, gdy ten wysłał go po kukiełki, z których jedną chłopak
zaanektował dla siebie, i z Żydem, któremu kożuch wyrzucił z wozu,
w obydwu wypadkach z całkowitem powodzeniem. Dzięki tym właściwo­
ściom parobczak z Żywieckiego należy do galerji błaznów sowizrzalskiego
pochodzenia i galerję tę reprezentuje bez zarzutu. Ale też dlatego właśnie
wysunięte poprzednio zastrzeżenie co do autentyczności jego pomysłów
zyskuje na sile i na sprawę gazdy Bugaja rzuca nieco inne światło, aniżeli
to, które spotyka się w przypisach autorskich.
Powiastka druga, „Jako biydny brat bogatego spłacił“, o przestraszeniu
zbójników przez rzekomego nieboszczyka i o zabraniu im odbieżanego przez
nich skarbu, jest warjantem znanej w Krakowskiem powiastki (zapisanej
u Ciszewskiego, Nr. 178—180 i warj. 181). Podobnie humoreska czwarta,
„Jakto Ziymba Piętrowy deblu świycke postawił“ jest znakomicie o praco
wanm pęłną życia i humoru, parafrazą motywu, szeroko znanego w całej
humorystyce europejskiej, „o jednym, co skarb we śnie znalazł“, jak tytu­
łują go „Facecje Polskie“ (Nr. 4, wyd. Briicknera w Bibl. Pis. Pol. Nr. 47).
Nie umiem natomiast wskazać paraleli (także na znanym koncepcje opartej)
do powiastki ostatniej, również wysoce zabawnej, o babie, która daremnie
do św. Jana Nepomuka o wstawiennictwo przeciw mężowi się zwracała, by
go wreszcie zwymyślać: „Cie, kiejbyś ty lepsy był, toby cie nie utopili“.
W przeciwieństwie do czterech humoresek dotąd omówionych, pozo­
staje powiastka „Ło strzelbie Treśniokowej“, fantastyczna opowieść o strzel­
bie zaczarowanej wedle przepisu zbójnickiego; zapewne i ona ma analogje
w odpowiedniej dziedzinie opowiadań ludowych, jakkolwiek sprawdzić tego
chwilowo nie mogę.
Na podstawie uwag dotychczasowych nietrudno określić wartość „Sta­
rych pogodek góralskich od Żywca“ Polega ona, z jednej strony, na ich
wartości artystycznej, której tutaj zresztą uwypuklać nie mogę, ograniczając
się tylko do gołosłownego zapewnienia, że czyta się je z prawdziwem za­
jęciem, oraz na tern, że przynoszą one całą serję motywów doskonale zna­
nych w humorystyce zarówno ogólnoeuropejskiej jak i polskiej od czasów
najdawniejszych, że świadczą wreszcie o ciągłej i niewygasłej żywotności
tych właśnie motywów. Autor, planujący wydanie całej serji prac o życiu
górali żywieckich, zrobiłby dobrze, gdyby „gadek“ tego pokroju ogłosił nieco
więcej, choćby kosztem dziełek o charakterze naukowo-opisowym.
Juljan Krzyżanowski.

i44

E. H [»îfinanii-Krayer — H. Bäclitold-Stäubli:

deutschen Aberglaubens.

Handwörterbuch

des

Bd. IV. Eiebfest-Knistern. Berlin-Leipzig, Walter
de Gruyter et Co. 1931/2. 8° większe. Str. 1584.
Poprzednie tomy tego wydawnictwa, tak niezbędnego dla każdego
etnografa zostały omówione w „Ludzie“ XXVI 96—97, XXVII 133—136,
XXIX 121—124, XXX 250—251. W roku 1932 ukończono druk czwartego
tomu, w którym na szczególne podkreślenie zasługują następujące artykuły.
S. 3. Himmel. Wierzenia związane z niebem, wpływem nieba na
ziemię, drogą prowadzącą do bramy niebieskiej, oraz zakazy wskazywania
palcem na niebo. S. 16. Himmelfahrt «Christi. Czynności zakazane
lub zalecaneVw dniu Wniebowstąpienia Pańskiego. S. 20. Himmelsbrief.
Listy niebieskie we wschodnich systemach religijnych i we współczesnych
wierzeniach ludowych. S. 37. Hingerichteter. Przesądy związane ze
zwłokami straconych przestępców. S. 74. H i r n. Mózg jako siedziba duszy
i sił życiowych, oraz zastosowanie w lecznictwie. S. 86. Hirsch. Jeleń
w wierzeniach religijnych, w legendach i lecznictwie od czasów starożytnych
aż do chwili obecnej. S. 124. Hirte. Przesądy i uroczystości pasterskie.
S. 148. Hochzeit. Przesądy i obrzędy weselne. S. 184. Hölle. Wy­
obrażenie piekła w wierzeniach germańskich i chrześcijańskich, oraz podróże
do piekła. S. 262. Holunder. Własności czarodziejskie i lecznicze czar­
nego bzu. S. 289. Honig. Miód w mitach indoeuropejskich i współczes­
nych ludowych praktykach. S. 312. Horchen. Nasłuchiwanie w celach
wróżbiarskich, oraz stosowane przytem przepisy odnośnie do czasu i miejsca
tej czynności. S 342. Horoskopie. Bardzo wyczerpujące przedstawienie
metod astrologicznych starożytnych, średniowiecznych i nowożytnych, oraz
związek horoskopji z wiarą ludową. S. 425. Hubert, św. Hubert jako
patron myśliwych, oraz opiekun psów przed wścieklizną. S. 437. Huf­
eisen Podkowa jako środek ochronny i przynoszący szczęście. S. 448.
Huhn. Kura jako zwierzę wróżące i ofiarne. S. 470. ' H u n d. Pies jako
wróżbita i widzący duchy, oraz związane z tem zwierzęciem praktyki czaro­
dziejskie i lecznicze. S. 514. Hut. Nakrycie głowy w obrzędach, formułach
prawnych, lecznictwie, wierzeniach i podaniach ludowych. S. 548. Hydrom a n t i e. Rozmaite odmiany wróżenia z wody.
S. 575. Jagd. Zwyczaje i zabobony myśliwskie. S. 593. Jahr. Zna­
czenie okresu rocznego w wierzeniach ludowych, oraz specjalny charakter
niektórych lat. S. 611 Określenie pór roku. S. 642. Jenseits. Wyobrażenia
i lokalizacja zaświatów. S. 704. Johannes der Täufer. Obrzędy
sobótkowe. S. 779. Irrlicht. Nazwy błędnych ogników i ludowe wy­
jaśnienia ich istoty. S. 800 Judas. Judasz w wierzeniach i widowiskach
ludowych. S 808 Jude. Czary i zbrodnie przypisywane Żydom. S. 841.
Jungfrau. Siły nadprzyrodzone związane z dziewiczością. S. 859. Jüng­
ster Tag. Zapowiedzi końca świata. S. 884. Jüngstes Gericht.
Wyobrażenia o sądzie ostatecznym.
S. 939. Kaminfeger. Przesądy związane z kominiarzem. S. 942.
Kamm. Tajemnicze własności grzebienia, jako środka ochronnego przed
czarownicami. S. 985. Karfreitag. Obrzędy i wierzenia wielkopiątkowe.
S. 1014. Kartenspiel Przesądy karciarskie. S. 1029. Käse. Cudowne
właściwości sera, stosowanego w obrzędach i praktykach leczniczych. S. 1074.
Katharina hl. Wierzenia i wróżby związane z dniem św. Katarzyny.

145
S. 1084. Kathartik. Rozmaite praktyki oczyszczalne. S. 1099. K atoptromantie. Wróżenie przy pomocy zwierciadła. S. 1107. Katze.
Niesamowite i demoniczne właściwości kota. S. 1134. Kauf. Zabiegi ma­
giczne przy kupnie i sprzedaży. S. 1197. Kegel, Kegelspiel. Geneza
i dzieje gry w kręgle. S. 1211. Kehren, Kehricht. Przesądy związane
z zamiataniem i śmieciem. S. 1243. Kerze.' Wierzenia związane ze świecą
podobne do wierzeń łączących się z ogniem i światłem. S. 1255. Kessel,
także Kesselhaken. Wierzenia związane z kotłem, a zwłaszcza z ha­
kiem do zawieszania kotła nad ogniskiem. S. 1310. Kind. Obrzędy zwią­
zane z narodzinami dziecka i zwalczanie demonów zagrażających dziecku.
S. 1342. Kinderherkunft. Pochodzenie dzieci. S. 1396. Kirche.
Cudowne opowieści związane z budową kościołów. S. 1447. Klee. Szcze­
gólne znaczenie czterolistnej koniczyny. S. 1458. Kleid. Związanie odzieży
z osobą, barwa odzieży, oraz znaczenie odzieży w obrzędach rodzinnych,
czarach, prawie i lecznictwie ludowem.
Oczywiście podkreślono jedynie artykuły dłuższe, prawie rozprawy,
ale czwarty tom zawiera prócz tego wiele innych artykułów na rozmaite
tematy zawsze z wyczerpującem ujęciem całego materjału i staranną bibljografją. Dlatego „Handwörterbuch“ może być uważany za niezbędnie po­
trzebny także dla każdego badacza polskich wierzeń ludowych.
Adam Fischer.

Stanisław Poniatowski: Etnografja Polski. Warszawa 1932. Wiedza
0 Polsce III str. 191—334+XXX tablic.
Prof. Poniatowski rozpoczyna swój zarys etnografji Polski od uwag
ogólnych o zakresie i dziejach etnografji, następnie charakteryzuje rozmaite
grupy etniczne zamieszkałe w Polsce, a wreszcie daje wyczerpujący opis
właściwości etnograficznych ludności polskiej.
W dziale kultury materjalnej opisano sposoby zdobywania i wyko­
rzystywania wody, wytwarzanie ognia, narzędzia ogólne i broń, następnie
zbieractwo dzikich płodów roślinnych, rybactwo, łowiectwo, hodowlę zwie­
rząt i roślin, żywność, osadnictwo, budownictwo, sprzęty, rzemiosła, odzież,
zabiegi higjeniczne, środki transportowe i komunikacyjne. — W dziale
kultury duchowej omówił autor podstawy wiary i magji ludowej, wierzenia
ludowe o duszy, strzygoniu, topielcu, latawcu, zmorze, lalkach, demonach
zbożowych, gospodarczych, leśnych, polnych, wodnych, powietrzych, a wresz­
cie o djable. Prof. Poniatowski analizuje także stosunek ludu do Kościoła
1 jego nauki, magję i wiedzę ludową — W dziale kultury społecznej, nazwa­
nej przez autora ustrojem społecznym, przedstawiono polskie zwyczaje do­
roczne, towarzyskie, gospodarcze, zawodowe, rodzinne i prawne.
Tekst objaśnia dwieście kilkadziesiąt bardzo starannie dobranych ilustracyj. Autor nie poprzestał jednak w swej pracy na spopularyzowaniu wia­
domości z zakresu etnografji Polski, ale usiłował też rozwiązać zagadnienie
wąrstw kulturowych na naszych obszarach. Na szczególną uwagę zasługuje
wyodrębnianie w naszej kulturze ludowej dwu składników kulturowych,
a mianowicie kultury pasterskiej patrjarchalnej i kultury kopieniackiej
wolnomatrjarchalnej. Na wszystkie z tych wyróżnień i objaśnień nie
można by się zgodzić, ale niemniej autor przez postawienie tego zagadnienia
dla etnologji naszej bardzo się zasłużył.
Lud T. XXXI.

10

146
Tem więcej należy żałować, że firma wydawnicza przez niedbałą ko­
rektę zeszpeciła wartościową pracę. Oczywiście fachowiec błędy te zauważy,
ale szerokie rzesze czytelników, na których wydawnictwo obliczono, będą
czasem w błąd wprowadzone.
Adam Fischer.

Stanisław Mierczyński: Muzyka Podhalańska. Wierchy, 1932 r. X,
str. 65—76.
Mierczyński, zapalony i sumienny zbieracz podhalańskich melodyj, jest
autorem cennego wydawnictwa „Muzyka Podhala“, wydanego okazale przez
„Książnicę-Atlas“. Dzieło to, rezultat długiej i starannej pracy, przyjęła
krytyka entuzjastycznie. Niewątpliwie zasługiwało na takie powitanie. Mu­
simy jednak zaznaczyć, iż dotąd zabierali w recenzjach głos przeważnie
niefachowcy, gdyż jeszcze nie wypowiedzieli swego zdania muzykologowie,
zajmujący się etnografją muzycznej Jestem przekonany, że recenzja z tych
kół, jedynie uprawnionych do należytej oceny „Muzyki Podhala“, wypadnie
dla Mierczyńskiego tylko korzystnie. Jest charakterystyczną jednak rzeczą,
iż redakcja poważnego nawet pisma wolała powołać na recenzenta literata,
zamiast odwołać się do właściwego fachowca *).
Czy umieszczony w „Wierchach“, artykuł o muzyce podhalańskiej
zyska we wszystkiem aprobatę krytyki i czy teoretyczne wywody Mierczyń­
skiego okażą się równowartościowemi z wydawnictwem Mierczyńskiego, można
wątpić. Ale o tern może zabrać głos znowuż jedynie znawca. Etnografowiniemuzykowi wolno tylko zakwestjonować kilka wyjaśnień, dodanych przez
autora do poszczególnych melodyj, lub uzupełnić te wyjaśnienia drobnemi
uwagami.
Przedewszystkiem trzeba odrazu odrzucić twierdzenie autora, ja­
koby nazwy „nut“ t. j. melodyj pochodziły od twórców tych melodyj.
„Twórco w“ t. zn. kompozytorów „nut“ góralskich trzeba wyelimi­
nować z góralszczyzny. Jest to rzecz powszechnie uznawana —
oczywiście nie w kołach regjonalnych „szowinistów“ — a ostatecznie wy­
jaśnią ją może naukowe porównawcze studja.
Pisze dalej Mierczyński: „Marsz Chałubińskiego, według Kleczyńskiego
jest jedną z „nut“ grywanych przez Jędrzeja Słodyczkę, czego jednak nie
potwierdził Bartuś Obrochta, dowodząc, że marsza tego „uzdajali“ muzy­
kanci góralscy (a w tej liczbie i Bartuś) na jednej z wypraw Chałubińskiego,
na jego cześć“.
Otóż rzeczywiście Obrochta nie znał nazwy „Słodyczkowa“ na ozna­
czenie tej melodji. Ale tylko w Zakopanem i Kościeliskach ta melodja jest
nazywana „marszem Chałubińskiego“ i to wcale nie tak powszechnie.
W ostatnich latach i w okolicznych wsiach pod wpływem zakopiańskich
muzyków trafia się ta nazwa. Jednak zarówno w Zakopanem, jak i w okolicy
mówi się o „nucie od Słodycków“ o „Słodyckowym marsiu“, o „nucie ze
Zubsuhego“. Póki poroniński dudziarz Mróz i ratułowiański gęślarz Prokop
Magdziarz nie uwierzyli, że jest to „nuta“ conajmniej po autentycznym
Janosiku, póty ta melodja była dla nich „od Słodycków“. Miał zatem słusz­
ność Kleczyński, iż zapisał „nutę“ pod starszem nazwaniem.
*) W czasie pisania tej notatki dowiedziałem się, że w etnograficznym (XVII—
XVIII) zeszycie „Kwartalnika Muzycznego“ znajdzie się recenzja pióra prof. dra
Adolfa Chybińskiego.

147
A teraz sprawa „uzdajania“ tej melodji. „Uzdajać“ ma kilka znaczeń
w gwarze Podhalan. M. i. znaczy „tworzyć“, ale również i „dobierać coś
z kawałków, sklecić“. Otóż nigdy Bartek Obrochta nie twierdził, jakoby
górale „uzdajali“ t. zn. skomponowali ów „marsz Chałubińskiego“ czyli
wedle dawniejszej nomenklatury „Słodyczkową“. Wprost przeciwnie. Opo­
wiadając nieraz o „dziejach“ nazwy „marsz Chałubińskiego“, wyraźnie
Obrochta podkreślał, że góralscy muzycy „uzdajali i uzdobiérali“ t. zn.
„sklecili, dobrali“ kilka melodyj, które w całości, przy współudziale
samego Chałubińskiego, nazwali na jego cześć „marszem Chałubińskiego“.
Jasno wynikało z tych opowiadań, że pierwotnie „marszem Ch.“ było kilka
melodyj, razem ze sobą powiązanych w określonem po
sobie następstwie. Dopiero później grywana jako introdukcja dawna „Słodyczkowa“, zatrzymała nazwę „marsza Ch.“, inne zaś melodje figurują
nadal pod dawnemi nazwami.
Co do marsza, zwanego „żałobnym“ lub „Janosikowym“, to i te na­
zwania są całkiem nowej daty, a autorem ich jest Władysław Orkan. Stara
nazwa była znana Bartkowi: jest to „Krzysiowa“ nuta, tego Krzysia ulubiona,
o którym pisał Tetmajer. Myślę, że badania etnograficzne napewno wynajdą
jej rodowód na Węgrzech. Jeden z jej warjantów stał się narodowym hym­
nem słowackim, inny zaś każdy radjoamator słyszy w interpretacji cygań­
skich kapel z Budapesztu.
Orkan znał jeden z warjantów z rodzinnych Gorców. W Porębie Wiel­
kiej śpiewały go podczas pogrzebów — jak mówił — „stare baby“, za­
wodząc żałośnie, i kończyły każdą zwrotkę słowami „O Jezu“. Całego tekstu
pogrzebowej pieśni Orkan nie pamiętał. „Już idę do grobu ciemnego“ za­
czynała się owa melodja. Podobny tekst, ale całkiem z inną melodją sły­
szałem dawniej nieraz w Nowym Targu. Otóż melodja, zasłyszana w ro­
dzinnej wiosce, była umiłowaną „nutą“ Orkana. W Zakopanem zetknął
się z innym warjantem, z „Krzysiową“ i odtąd ten warjant przypadł mu do
serca. Do tej melodji komponował teksty gwarowe, m. i. o Kostce Napierskim, który — jak opowiadał — nęcił go conajmniej na 20 lat przed napisa­
niem powieści o tym wodzu góralskich rebeljantów. A więc i tekst o dziew­
czynie, która wyszła o rannej godzinie i stanęła na drodze krakowskiej,
tam, kędy Kostkę powiodą na ' stracenie. Dalej tekst, w którym taż sama
dziewczyna czeka na prowadzonego na stracenie Janicka. A Janiček i Ja­
nosik w pieśni góralskiej — to jedność. Symboliczna postać, "wcielenie ideału
zbójnika. Warjanty te Orkan nieraz podśpiewywał, np.:
Wysło dziewce o rannej godzinie,
I stanéno przy moście na drodze,
Bo tamtędy, o mój Boże miły,
Ej Janicka powiedom.
Stąd już tylko krok do tego, iż muzycy góralscy grający często tę nutę na
żądanie Orkana uwierzyli, że jest to melodja „żałobna“, „marsz pogrzebowy
Janosika“, „Janosikowa“ i t. d. Sam Orkan czasem pokpiwał, że stworzył
marsz „po autentycznym Janosiku“.
Nadmieniam jeszcze, że koło 1918 r. wracający z dłuższego pobytu
w Łopusznej dr. Aleksander Słapa, autor rozprawy o Goszczyńskim na
,

10*

Podhalu, mówił mi, iż w wymienionej wsi słyszał podczas pogrzebu oma­
wianą pieśń w jakimś warjancie. Każda strofka kończyła się zawodzeniem
„O Jezu“. Relacja ta zgadza się całkiem z informacjami Orkana, dotyczącemi terenu Gorców.
Do tej samej „Krzysiowej“ śpiewają i dziś starzy górale różne teksty,
zgoła nie żałobne. Np.
Jo se pijem dwa dni, jo se pijem trzi dni,
Jo sie o piniążki nie trubujem nigdy.
Występujący w szopce zakopiańskiej „baca“, młody góralik „od Bachledów“,
śpiewał na tę nutę „pasterską“ śpiewankę:
„Na luptoskik horak kosiar murowany,
Fto se go zmurowoł? Baca porubaný“.
„Owiecki, owiecki i sićkie barany,
Fto se s fami pudzie? Baca porubaný“.
Wreszcie z kilku drukowanych zbiorów piosnka:
Idzie zbójnik [z] zo Luptowa,
Ciece mu krew [z] zo rękawa,
Ciece mu krew [z] zo główecki,
Sićko bez zrode dziéwecki.
Melodję łączono zatem bardzo często ze zbójnicko-pasterskiemi tekstami,
w których mowa o zrąbanym — może w bitce, może w obronie przed
pościgiem hajduków — bacy, lub o wesołem, beztroskiem życiu zbójników.
To spowodowało, iż tu i ówdzie nazywano tę melodję „zbójnicką“. Oczy­
wiście i to ułatwiło skombinowanie z wieszaniem zbójnika czy Janosika.
Dziś opowiada prawie każdy góralski grajek w Zakopanem i okolicy, że tę
melodję kazał sobie grać zbójnik (ew. Janosik), gdy go wieszano.
Swego czasu w artykule „Moda i wieś góralska“ w „Ziemi“ przyto­
czyłem historję powstawania kilku tekstów i warjantów melodyj. Są to
fakty z ostatnich lat. Rozwiodłem się tu obszerniej nad podobnemi obja­
wami w zakresie nazw melodyj. Bezpośrednio w naszych oczach rozwijający
się proces zmian zasługuje na dokładne informacje. Podobne przesunięcia
zachodzą jeszcze do dziś dnia w legendach i opowiadaniach.
W tym samym roczniku „Wierchów“ informuje Mierczyński (str. 224)
0 znalezieniu rękopisu po Tytusie Chałubińskim z kilkudziesięcioma dobrze
zapisanemi melodjami góralskiemi. Mierczyński uważa zapiski Chałubiń­
skiego za wierniejsze niż Kleczyńskiego, wydane w „Pam. Tow. Tatrz.“ (1888).
Byłoby pożądane, aby odkrywca opublikował ten autograf w „Wierchach“,
które w b. r. znajdą sposobność uczczenia nietylko jubileuszu P. T. T., ale
1 rocznicy przyjazdu Chałubińskiego do Zakopanego. Juljusz Zborowski.

Paul Geiger:

Volkskundliche

Bibliographie

für

das

Jahr

1927

Im Aufträge des Verbandes Deutscher Vereine für Volkskunde mit Unter-*
Stützung von E. Hoffmann-Krayer herausgegeben von... Berlin-Leipzig, Walter
de Gruyter et Co. 1933. 8°, S. XXX+342.
Nowy tom Bibljografji ludoznawczej wydawanej przez Prof. E. Hoffmann-Krayera, a obecnie redagowanej przez dr. P. Geigera jest doskonałym

149
przykładem świetnych wyników, jakie daje współpraca międzynarodowa
w dziedzinie naukowej. Albowiem właśnie dzięki współdziałaniu 36 uczonych
europejskich, którzy dostarczają materjału do tej bibljografji i starają się
wybrać materjał jedynie najważniejszy, przyczem idzie się raczej zawsze
in plus jak in minus, —- powstają podręczniki bibljograficzne, jakich mogłyby
pozazdrościć inne dziedziny wiedzy. Rocznik 1927 zawiera 4764 pozycyj ze
wszystkich działów etnografji europejskiej, a podaje materjał z rozmaitych
mało znanych czasopism, któryby bez tej bibljografji uszedł uwagi nawet
specjalistów.
Dlatego trzeba raz jeszcze powtórzyć zapatrywanie, wypowiedziane
już przy ocenie poprzednich roczników, że wydawnictwo to jest niezbędne
także dla każdego polskiego etnografa.
A. Fischer.
„Wierchy“, Rocznik poświęcony górom i góralszczyźnie. Organ
Pol. Tow. Tatrzańskiego. Rocznik dziesiąty. Kraków 1932.
Ostatni rocznik wydawnictwa, które stałó się pełnowartościowym
spadkobiercą
dawnego
„Pamiętnika Tow.
Tatrzańskiego“,
zawiera
kilka artykułów, bądźto bezpośrednio dotyczących ludoznawstwa, bądź też
interesujących treścią również etnografa.
Najobszerniejszy przyczynek Stanisława Mierczyńskiego „Muzyka Pod­
halańska“ (str. 65—81) i notatkę o rękopisie Tytusa Chałubińskiego z góralskiemi melodjami (str. 224), omawiam osobno.
Ciekawy artykuł
Stanisława
Leszczyckiego
„Szałasy kamienne
w Beskidzie Małym“ (str. 120—122) odnosi się do wsi Międzybrodzie i Czer­
nichów, nad przełomem Soły w Żywieckiem. Uzupełniając pobieżne wzmianki
poprzedników, autor podał dobry opis i wyraźne ilustracje tego typu sezo­
nowego budownictwa. Uważa on słusznie za prawdziwą osobliwość liczne
występowanie kamiennych szałasów (zbadano około 40 budowli) w tym
terenie górskim, podczas gdy w reszcie polskich Karpat zachowały się jedynie
szczątki. I tak np. w Tatrach, gdzie dawniejsi podróżnicy spotykali kamienne
szałasy, pozostały tylko resztki tych pierwotnych kolib. Jedną z nich, znaną
z wędrówek Zejsznera, uwiecznił w jeszcze kwitnącym stanie malarz Kotsis
w popularnym krajobrazie tatrzańskim. Leszczycki uważa opisany typ za
pozostałość z okresu wędrówek wołoskich, co trzebaby udowodnić porów­
nawczym materjałem, i wzywa do opracowania zasiągu tej szczątkowej
formy pasterskiego budownictwa.
Artykuł Stanisława Barabasza: „Dezerterzy w Tatrach“ (str. 81—89)
jest bodaj pierwszą informacją o koczowniczej formie życia chłopów, zbie­
głych z austrjackiego wojska w czwartym roku światowej wojny. Autor
obserwował dokładnie koczowanie podhalańskich dezerterów w Tatrach,
przypominające dawną „uciekackę“ z przed przeszło stu lat, z której rekru­
towały się zbójnickie „towarzystwa“. Podobne stosunki widzieliśmy w 1917
i 1918 r. w Gorcach, gdzie się chronili dezerterzy z Nowegu Targu i oko­
licznych wsi. Tu wprawdzie „walka o byt“ była łatwiejsza niż w skalnych
Tatrach, zato trudniejsza ucieczka przed pościgiem „Deutschmeistrów“.
Opowiadanie gwarowe Wojciecha Brzegi: „Z noworocznych posiadów
u Tomka Jewinego“ jest znane z dawniejszego rocznika naszego „Ludu“.
Tak samo oddawna jest znany i często cytowany rękopis Franciszka
Kleina o Tatrach z 1827 r. Wydał go w tłumaczeniu Stanisław Eljasz Radzi­

1.30
kowski w naszem piśmie w 1897 r. (t. III). Tymczasem w „Wierchach“
ogłasza się „odkrycie“ pracy Kleina jako nowość, powołując się na „Mitteil,
des Beskidenvereins“ (1910, VII), które in extenso w niemieckim języku
wydrukowały ów stary opis Tatr.
Z innych artykułów, które zainteresują ludoznawcę, jest Jana A. Za­
remby „Ło nawracaniu goroli zatraconyk“, opowiadanie w gwarze górali
żywieckich (str. 104—107). Autor zadebiutował wcale udatnie w 1931 r.
wydanym w Żywcu zbiorem gwarowych opowiadań tamtejszego ludu. Nie
są to z etnograficzną ścisłością spisane teksty, lecz literackie przeróbki
ludowego materjału. Zaremba zapoczątkował tym tomikiem „regjonalną“
literaturę w niewyzyskanej dotąd gwarze i zaczerpnął całą treść z życia,
obyczajów i wyobrażeń Żywczaków. Próba jest ciekawa, choćbyśmy na
niekorzyść żywieczyzny powołali się na większe walory gwary podhalańskiej.
Zdaje się, że nie szkodziłoby uproszczenie transkrypcji gwarowych brzmień.
Skoro podhalańszczyzna u Tetmajera, Orkana i t. d. obywa się dobrze bez
zaznaczania nagłosowego „o“ — (a więc drukujemy: ociec, omasta), to
i- żywiecką gwarę można w literackim utworze pozbawić wątpliwych upięk­
szeń: łociec, lomasta i t. d.
O stosunku utworów Tetmajera Kazimierza do góralskiej rzeczywistości,
zawartej w krajobrazie i ludzie, pisze Zygmunt Lubertowicz („Kazimierz
Tetmajer jako epik Tatr“, str. 1—18). Studjum słabe, ale kto nie zna ma­
terjału, na którym opierał się autor „Skalnego Podhala“, ten przecież
czegoś się dowie z tej rozprawy. Bogata w po raz pierwszy chyba zestawiony
materjał praca Bronisława Romaniszyna („Góry w twórczości muzycznej“,
str. 46—65) nie pomija oczywiście wpływu, jaki wywarły na polskich kom­
pozytorów Tatry, a przedewszystkiem mieszkający u ich stóp górale ze
swoją muzyką, pieśnią i tańcem (Paderewski, Szymanowski, Kondracki).
Również z muzyką Podhala łączy się impresja Alojzego Josta: „Skończona
pieśń“ (str. 77—81), poświęcona wspomnieniu śmierci Bartka Obrochty pod
Reglami. Związek budownictwa góralskiego ze „stylem zakopiańskim“
Witkiewicza, wyprowadzonym w murze, jest tematem artykułu naczelnego
redaktora „Wierchów“, prof. Dra Jana Gwalberta Pawlikowskiego. W u. r.
w tern samem wydawnictwie przeprowadził prof. Pawlikowski ostrą roz­
prawę z przeciwnikami „stylu“ Witkiewicza, budząc nawet zdziwienie cha­
rakterem polemiki, dotąd u tego autora niespotykanej. W obecnym roczniku
daje prof. Pawlikowski „Materjały do sprawy stylu zakopiańskiego. Murowanice w stylu zakopiańskim“ (str. 107—120). Zestawienie materjału ilu­
stracyjnego powoduje nawet tak gorącego obrońcę „stylu“ do „pokojowego“
stwierdzenia, iż postawione dotąd w murze budowle w „stylu zakopiańskim“
nie mogą być wzorami, mają zaś jedynie wartość prób i że nawet projektom
samego Witkiewicza nie można przypisywać zbyt wysokiego znaczenia. Nie
znaczy to wcale, aby tych prób zaniechać, gdyż rozwiązać budowlany
problem zdoła przecież prawdziwy talent. Z reprodukowanych ilustracyj
zakopiańskich will należy skreślić ryc. 18, 20 i 21. Autor podał te budynki
jako murowanice, tymczasem „Wołodyjówka“, „Paryżanka“ i „Biały Dwór“
są budowane z drzewa, a dopiero w ostatnich latach otynkowano ściany
zewnętrzne.
W kronikarskiej części dziwi „uniwersalizm“ recenzyjny. W poprzed­
nich rocznikach znawcy otrzymywali do opracowania poszczególne działy,

151
stąd też recenzje miały „pewniejszy“ charakter w oczach czytelnika. Nie
twierdzę wcale, jakoby obecna metoda referowania wydawnictw, artykułów
i t. d. była już szkodliwa. Że jednak poziomu pisma nie podnosi, a może
osłabić wartość tak cennego dotąd kronikarskiego działu „Wierchów“,
wolałbym nawrót do poprzedniej praktyki.
Jułjusz Zborowski.

Ks. Józef Londzin:

Kościoły

drewniane

na

Śląsku

Cieszyńskim

Z pośmiertnych zapisków Autora przejrzał, uzupełnił i do druku przygotował
ks. R. Tománek. Cieszyn 1932. Nakładem i drukiem „Dziedzictwa błog. Jana
Sarkandra“. 8. Str. XI+427. Cena 5 zł.
Ks. J. Londzin (f 1929) miał dla etnografji zarówno wiele sentymentu,
jak głębokiego zrozumienia. Wytężona działalność społeczna nie pozwoliła
mu jednak za życia ogłosić drukiem rozmaitych materjałów zebranych ze
Śląska cieszyńskiego. Dlatego dopiero po śmierci zasłużonego działacza ks.
R. Tománek wydobył z teki pośmiertnej i wydał pracę o dawnych kościół­
kach drewnianych w Cieszyńskiem.
Studjum zawiera bardzo ciekawe wiadomości nietylko do dziejów 47
drewnianych kościółków cieszyńskich, ale i do historji kultury wogóle,
a wynikło ono nietylko ze zwykłego zainteresowania, ale także z umiłowania
tych objawów sztuki rodzimej. Wedle ks. Londzina „kościółki wiejskie, na
pierwszy rzut oka tak ubogie, niepozorne, pochylone od starości, ujęte za­
zwyczaj w wieniec starych lip, czasem i dębów, chroniących je od wichrów,
poczerniałe od deszczów, od mchów zielone, są prawdziwemi skarbami
dawnej sztuki. Ile uroku, piękna, poezji i harmonji zaklętych jest w waszych
formach, linjach i otoczeniu! Poprzez gęstwę konarów i liści przedzierają się
promienie słońca i wywołują na zielonych od mchów dachach i ścianach
kościółka przedziwną grę kolorów“. Dlatego, ochrona tych zabytków prze­
szłości była zawsze przedmiotem wielkiej troski autora.
Praca pośmiertna ks. Londzina została wydana starannie i zaopatrzona
w alfabetyczne spisy osób i miejscowości w dziele wymienionych.
A. Fischer.

Walter Anderson: Der Schwank Vom alten Hildebrand. Eine ver­
gleichende Studie. Dorpat (Acta et Commentationes Univ. Tart. XXI—XXIII)
1931 s. 329.
Profesor uniwersytetu dorpackiego, W. Anderson, jeden z najwybit­
niejszych dzisiaj folklorystów, autor kapitalnej książki „Kaiser und Abt“
(o facecji spopularyzowanej u nas głównie dzięki Chodźce), nowe swe dzieło
poświęcił sumiennemu zbadaniu powiastki „o starym Hildebrandzie“. Mimo
iż występuje ona w całej niemal Europie i że udostępniły ją dawno bajki
Grimmów (Nr. 95), powiastka ta nie doczekała się dotąd bliższego oświetlenia,
może poprostu dlatego, że efektowność jej dziejów wystąpiła po raz pierwszy
dopiero w świetle rezultatów, osiągniętych przez uczonego estońskiego.
Okazuje się mianowicie, że na 192 warjantów, które udało mu się
zebrać, sześć jest literackich, podrzędnej wprawdzie poza jedynym wypad­
kiem wartości, niemniej przeto bardzo interesujących. Warjanty te autor
w całości przedrukował, umożliwiając czytelnikowi bezpośrednie zapoznanie
się z całym materjałem, niełatwo dostępnym. Najstarszy, to dramatyczna

152
humoreska niderlandzka z końca średniowiecza Een cluijte van
plaijerwater, zilustrowana podobiznami obrazów kiermaszu wiejskiego
Piotra Brueghela starszego (poł. w XVI) i współczesnego mu Piotra Baltena;
centrum obrazu stanowi prymitywna buda komedjancka, przed którą roz­
grywa się właśnie akcja farsy. O sto lat późniejsza jest pieśń dolnoniemiecka
vom Kaufmann zu Stralsund; z drugiej połowy w. XVII po­
chodzi facecja ze zbiorku Tom Tram of the West Humphry Croucha,
z pierwszej zaś połowy w. XVIII interludjum hiszpańskie Franciszka de
Castro Entremes de los chirlos mirlos. Najciekawszem nie­
wątpliwie opracowaniem literackiem jest bylina rosyjska (syberyjska)
0 kupcu Teren tj u ze zbioru Kirszy Daniłowa, zapisana wprawdzie
dopiero pod koniec w. XVIII, powstała jednak może już w ostatnich dzie­
sięcioleciach w. XVI. Bylina ta zkolei (mianowicie jej późniejszy i arty­
stycznie gorszy warjant ze zbioru Rybnikowa) dostarczyła, wątku do farsy
D. Awerkijeva: Terentij muž Daniljevič (1867). Uzupełnieniem
tych pozycyj literackich jest niezachowany „Puppenspiel“ niemiecki z przed
r. 1611, w którym dopatrzeć się można ujęcia naszego wątku.
A wątek to bardzo prosty, znany również z powiastek polskich, „Jak
to kobieta posyłała swego męża po wodżicke do morza“ czy „O babie co
zyd do nij chodziuł“ (u Swiętka w „Ludzie nadrabskim“ Nr 73 i Witanowskiego w ZWAK, 17, 2, 12). Niewierna żona, chcąc przyjąć kochanka,
udaje chorobę i wysyła męża po lekarstwo; po drodze spotyka on wędrowca
1 daje się zanieść w koszu (worze) do domu, podpatruje z ukrycia kochanków,
wreszcie rozprawia się z nimi przy pomocy kija. Prof. Anderson, na pod­
stawie ogromnej ilości warjantów, ustala pierwotną redakcję fraszki; żona,
utrzymująca stosunek z księdzem, wyprawia męża po wodę z cudownego
źródła; przy pomocy handlarza kur, domyślającego się, o co chodzi, chłop
w koszu dostaje się do domu, przysłuchuje się pieśniom niewiernej żony i księ­
dza, poczem, zachęcony śpiewką swego pomocnika, kijem przepędza gacha.
Tak ujęta facecja powstała w Francji dopiero w początkach w. XV. Rychło
zdobyła sobie popularność w Niderlandach i Niemczech, przyczem Niemcy
w rozpowszechnieniu jej odegrały ogromną rolę, ich bowiem pośrednictwo
przyjąć można zarówno w powstaniu byliny o kupcu Terentju, jak również
w pojawieniu się wersji czeskiej.
Ta ostatnia jest dla nas specjalnie interesująca, z niej bowiem wywodzą
się wspomniane poprzednio warjan ty polskie, w których Grzegorz wędruje
po „wodę do morza“, a z wora wypruwa się „rackiem“ (t. j. kozikiem a nie
„Baumschere“, jak tłumaczy prof. Anderson, 253). Z Polski powiastka przeszła
z jednej strony na Litwę, z drugiej zaś, co daleko ciekawsze, na Ukrainę,
by stąd przez Rumunję przedostać się do Serbji. Szlak ów jest wprawdzie
tylko hipotetyczny, ale wysoce prawdopodobny.
Do tekstu autor dodał szereg podobizn rzadkich druków, które w nim
omówił, oraz cztery mapy, kreślące ogólne drogi wędrówki facecji po Europie
i poza jej granicami, uplastyczniając w ten sposób swe bardzo wnikliwe
i bardzo instruktywne wywody, dzięki którym książka jego służyć może
jako wzór nieco wprawdzie pedantycznych, ale bardzo owocnych dociekań
w dziedzinie folkloru.

Ryg?

Jul. Krzyżanowski.

153
Wilhelm Köppers: Der Hund in der MythoLOgie der zirkumpazifischer, Völker.
Wiener Beiträge zur Kulturgeschichte und Linguistik.
Veröffentlichungen des Institutes für Völkerkunde an der Universität Wien.
J. I (1930J S. 359—399.
W tej niewielkiej pod względem objętości pracy, daje autor (jeden
z najwybitniejszych dziś przedstawicieli kierunku historycznego w etnologji)
niezmiernie cenne studjum, oświetlające dwa problemy. Są to: zagadnienie
kontaktów kulturowych między Azją i Ameryką, oraz ustosunkowanie się
wzajemne cyklu totemistycznego i matrjarchalnego na obszarach nadpacyficznych.
Bogate materjały do etnologji ludów indjańskich i eskimoskich Ameryki
północnej, które zawdzięczamy przedewszystkiem ostatnim badaniom
Steensby’ego i Birket-Smith’a pozwalają na stwierdzenie, że w wierzeniach
tych grup etnicznych występuje z mniejszą lub większą wyrazistością motyw
psa i kobiety, jako prarodziców rodzaju ludzkiego. Najbardziej skrystali­
zowane rysy przybiera ten mit u Atapaskow (Na-Dene, Tinneh), który cli
też uznać należy za istotnych i pierwotnych jego wyznawców w Ameryce.
Z drobnemi zmianami przejęli to wierzenie sąsiadujący z Atapaskami Eski­
mosi, a dalej ku południowi, nietylko część Algonkinów, lecz również ludy
Tlinkit, Selisz, Wakasz i Irokezi. W bardzo już zmodyfikowanej postaci
spotyka się mit o psim praojcu, oraz związane z nim kulty, u niektórych
plemion grupy Siuks.
Wreszcie ślady jego dadzą się wykazać w symbolice religijnej starego
Meksyku. Kult psa koncentruje się więc w północno-zachodniej części kon­
tynentu północno-amerykańskiego i wiąże się z warstwą Na-Dene, która
stanowi, wedle ogólnie przyjętych poglądów, jedną z ostatnich migracyj
azjatyckich do Nowego Świata. W poszukiwaniach za genezą tego wierzenia,
należy więc zwrócić się do materjałów azjatyckich.
Istotnie, stwierdza się tu ciągłość i ścisły związek między grupami
etnicznemi obu kontynentów. W Azji północno-wschodniej występuje mit
0 pochodzeniu od psa u Czukczów i Korjaków, dalej zaś i z pewnemi zmia­
nami u Ajnów. W Azji południowej są jego wyraźne ślady w bajkach
1 podaniach chińskich, a ponadto mit ten stanowi integralną właściwość
wierzeń pierwotnej warstwy ludności Chin, a mianowicie grup Yaotze
i Miaotze. Występuje on tu, jak zresztą w Indochinach i Tybecie, oraz na
Indonezji w postaci zmodyfikowanej. Modyfikacje polegają na tern, że pies
bywa zastępowany innem zwierzęciem lub nawet rośliną. U Ajnów jest to
niedźwiedź, u Goldów wieprz, u Tybetańczyków małpa, a w Indochinach
bambus. Związek jednej z tych istot z kobietą daje początek rodzajowi
ludzkiemu. Istota wierzenia pozostaje więc ta sama.
Stwierdzenie tych zgodności, należy do kategorji tych licznych zresztą
obserwacyj, które wykazują ścisły związek między „Azją żółtą“, a Ameryką.
Szczególna doniosłość tych faktów wierzeniowych polega jednak na tern, że
dostarczają one podstawy do wniosku, iż kontakty azjatyeko-amerykańskie,
dotyczące nawet grup o tak dużym w Ameryce zasięgu, jak Na-Dene, odnosić
należy do niezbyt odległej przeszłości. Wystąpi to tern wyraźniej, jeżeli się
zwróci uwagę na cytowane przez W. Koppersa, wyniki badań E. Sapira,
które wykazują pokrewieństwo między językiem Na-Dene, a grupą tybetobirmańską.

154
Wchodzi tu więc w rachubę fala młoda, ale posiadająca ogromną siłę
ekspanzywną, o czem świadczy choćby ten tylko fakt, żć izolowany jej
przerzut sięgnął aż do zatoki Meksykańskiej. (Apacze, Nawajo, Lipan).
0 jakiemś ściślejszem ustaleniu chronologji nie może oczywiście być mowy,
przynajmniej przy obecnym stanie naszych wiadomości. Na podstawie da­
nych historycznych można tylko przypuszczać, że ruch ten był wcześniejszy
od najazdu Sonoryjczyków na Meksyk. Byłyby to więc pierwsze wieki naszej
ery. Czy jednak tylko Atapaskowie wnieśli do Ameryki mit o półzwierzęcem
pochodzeniu człowieka? Wysuwa się. tu znowuż, dyskutowany tak namiętnie,
problem transpacyficznych kontaktów Ameryki z południową Azją. W.
Koppers jest skłonny do przypuszczenia, że motywy zwierzęce w meksy­
kańskiej symbolice religijnej, stanowią właśnie jedno ze świadectw tego
bezpośredniego oddziałania kultur Azji południowej na cywilizacje Nowego
Świata. Ostateczne rozstrzygnięcie tej kwestji możliwe będzie dopiero po
gruntownem rozpatrzeniu wszystkich danych faktycznych, jakie wysunie
dyskusja. Pomijając te zagadnienia szczegółowe, należy stwierdzić, że studjum
W. Koppersa dostarczą ogromnie ważnych świadectw na dowód ciągłości
stosunków amerykańsko-azjatyckich, która zaznacza się tak w czasie, jak
1 w przestrzeni.
Z jakim cyklem kulturowym związać jednak należy mit o zwierzęcym
prarodzicu człowieka? Jest to drugie zagadnienie, na które W. Koppers daje
jasną i doniosłą w konsekwencjach odpowiedź. Jeżeli rozpatrzymy stosunek
patrjarchalno-pasterskich (a więc przedewszystkiem środkowo-azjatyckich)
ludów do psa, to uderzająca jest tu pogarda, z jaką jest traktowany ten
nieodłączny towarzysz człowieka. Jest to zwierzę nieczyste i zdradliwe.
Tego rodzaju ustosunkowanie jest więc wręcz przeciwne wierzeniom azja­
tyckich i amerykańskich ludów nadpacyficznych, dla których pies jest
istotą czczoną i nieomal boską. Z cyklem pasterskim wiązać więc tego mitu
nie sposób; kultury pasterskie nie występują zresztą w Ameryce. Pozosta­
wałby cykl totemistyczny i matrjarchalny. Trudności, które nasuwają się
przy próbach nawiązania badanego wierzenia do jednego z tych dwóch
cyklów, polegają przedewszystkiem na tern, że kultury totemistyczne i staromatrjarchalne są z sobą silnie przemieszane a ich elementy składowe nie
zawsze się dają ściśle wydzielić. Taki właśnie charakter posiada mit o zwierzęcem pochodzeniu człowieka. Samo występowanie zwierzęcia wskazy­
wałoby, że mit ten stanowi element totemistyczny. W. Koppers przykłada
jednak znacznie większą wagę do roli kobiety w tern wierzeniu. Istotnie,
stanowi ona stały składnik mitu, podczas gdy zoologiczny praojciec rodzaju
ludzkiego występuje pod różnemi postaciami, a nawet bywa zastępowany
przez roślinę. Ten moment przemawiałby więc za matrjarchalnym charakte­
rem wierzenia.
Stanowisko takie pozostawałoby w zgodności z tern, że kultury
matrjarchalne występują jako starsze podłoże na całem pobrzeżu pacyficznem Azji, a w Ameryce północnej koncentrują się właśnie na obszarach
Na-Dene i t. zw. kultury północno-zachodniej.
St. Klimek.

Litopys Bojkiwszczyny. Zapysky pryświadczeni doślidam istoriji, kul­
tury i pobutu bojkiwśkoho plemeny. Rik I. cz. I. Sambor 1931. Str. 176+
VIII tbl.

155
W słowie wstępnem dr. Wł. Hurkiewicz pokrótce opisuje zasiąg i historję
grupy bojkowskiej, następnie zaś omawia pracę na przyszłość, nad zbiera­
niem materjałów językowych, okazów etnograficznych i i. Dr. M. Skoryk
w artykule „Pro nazwu Bojky“ omawia przezwisko „Bojki“ i daje zesta­
wienie materjału częściowo własnego odnoszącego się do tego zagadnienia
i rozprzestrzenienia tej nazwy. Opracowanie to nie daje wprawdzie rozwią­
zania pochodzenia nazwy „Bojki“, jest mimo to ważnym przyczynkiem do
tego zagadnienia. Dr. A. Kniażyński w artykule „Meżi Bojkiwszczyny“ po­
daje charakterystyczne cechy djalektu bojkowskiego, który dzieli na trzy
grupy: podgórską, górską i zagórską, w końcu zaś wykreśla granice zasięgu
całej grupy, zastrzega się jednak (zupełnie słusznie, tembardziej że granice
podane przez niego są zdaje się nieco za obszerne), że nie jest ona jeszcze
zupełnie ściśle ustaloną. Dr. Wł. Kobielnik w krótkiem opracowaniu „Z archeolohiji Bojkiwszczyny“ podaje zwięzły zarys prehistorji tego obszaru.
W artykule „Z istoriji szkilnyctwa“ J. Filipczak skreślił dzieje rozwoju
i stanu szkolnictwa ruskiego na obszarze zach. bojkowszczyzny. W dziale
materjałów do statystyki bojkowskiej dr. Wł. Hurkiewicz w opracowaniu
„Bojki za 100 lit u czysłach“ zestawia ilość mieszkańców obszaru bojkow­
skiego na podstawie schematyzmów kościelnych za lata 1831—1931. Ks. J.
Kmit podaje słowniczek wyrazów ludowych ze wsi Gwoźdzca (Hwizdcia),
R. Łukań opisuje dzieje drukarni bazyljańskiej w Zapłatyńskich Uhercach,
A. Kniażyński poucza jak zapisywać wytwory ustnej tradycji, a podobny cel
ma kwestjonarjusz M. Korduby w sprawie zbierania nazw topograficznych.
Zeszyt zawiera ponadto miscellanea, kronikę, konkurs i wspomnienia
pośmiertne.
„Bojkiwszczyna“ jest organem Towarzystwa pod taką samą nazwą,
założonego w celu badania wszelkich przejawów życia, zabytków i t. p. na
obszarze bojkowskim. Towarzystwo to założone w jesieni 1927 r. w Sam­
borze dzięki wysiłkom dr. Wł. Hurkiewicza, dr. Wł. Kobielnika, Prof. J.
Filipczaka i dr. M. Skoryka jednoczy w sobie ludzi, którzy z prawdziwem
zamiłowaniem gromadzą wszystko, co odnosi się do Bojków. Bibljoteka liczy
około 3.000 dzieł Muzeum posiada działy: etnograficzny, sztuki cerkiewnej,
prehistoryczny i przyrodniczy. Liczb katalogowych okazów jest 2.600, przed­
miotów około 16.000 (w tem ok. 4.000 pisanek i 4.000 wyszywek). Archiwum
Towarzystwa zawiera wiele aktów (zwłaszcza kościelnych) przeważnie z XIX
wieku, w zbieraniu których jak również i innych materjałów duże zasługi
mają księża i nauczyciele jak n. p. ks. Grzegorz Kanda z Michniowca, ks.
Turjański, dyr. Jan Pupko i wielu innych.
Muzeum mieści się w Samborze przy ul. Cichej 1 w szczupłym lokalu
4-ro pokojowym, prowadzone są jednak starania o większy lokal, w którymby
mógł powstać też oddział polski.
Jan Falkowski.

Rocznik Tatarski. Nakładem Rady Centralnej Związku KulturalnoOświatowego Tatarów Rzeczypospolitej Polskiej. Wilno 1932. S. XX+364+
illustr.
Odrodzenie świata Islamu w ostatnich latach przejawia się między
innemi także w powstaniu po wojnie światowej 12 czasopism poświęconych
życiu muzułmańskich narodów a wydawanych w różnych językach w pięciu
krajach europejskich.

W Polsce czynny udział w tym ruchu biorą muzułmanie - Tatarzy,
którzy osiedlali się począwszy od XIV w. Cechuje ich gorący zapał a odtwa­
rzaniu dawnych chlubnych tradycyj wojskowych, jakoteż w dążeniu do na­
wiązania bliższych stosunków ze Wschodem. W r. 1928 dnia 26. XII. odbył
się w Wilnie „Pierwszy Wszechpolski Zjazd Związku kulturalno-oświatowego
Tatarów“. Działalność tego związku uwydatniła się dotąd w zorganizowaniu
Muzeum i Archiwum Tatarskiego w Wilnie, w wydaniu w r 1929 dzieła
prof. St. Dziadulewicza p. t. „Herbarz rodzin Tatarskich w Polsce“, Kwar­
talnika „Przeglądu Islamskiego“ i od r. 1932 „Rocznika Tatarskiego“, po­
ważnego czasopisma naukowo-literackiego, poświęconego historji, kulturze
i życiu Tatarów w Polsce.
W części ogólnej „Rocznika Tatarskiego“ wstępne karty poświęcono
pamięci W. ks. litewsk. Witolda, który jest zawsze żywą i drogą postacią
dla Tatarów polskich. W tej części znajduje się też „Przemówienie woje­
wody wileńskiego w dniu 28. XII. 1925 r.“.
Treść drugiej części „Rozprawy“ obejmuje cały szereg opracowań.
Olgierd Najman-Mirza Kryczyński w pracy „Ruch nacjonal. a Tatarzy li­
tewscy“ porusza szereg kwestyj: Czy Tatarzy litewscy mają przyszłość?
Czy usprawiedliwiony jest byt Tatarów litewskich jako odrębnej grupy
etnicznej i czy sprzyjające są dla nich warunki rozwojowe? Tadeusz Ko­
walski w artykule „Nieco o wpływie tureckim na język Polaków z Adampola“
(mała osada rolnicza emigrantów polskich załóż, w 1842 r. przez ks. A. Czar­
toryskiego), twierdzi, że „zapożyczenia tureckie mają przeważnie charakter
terminów technicznych, nazw narzędzi gospodarczych i wyrażeń dosadnych,
charakterystycznych, a to w rolnictwie, gospodarstwie domowem, stosunku
z władzami, handlu i t. p. Hadży Seraja Szapszał pisze „O zatraceniu języka
ojczystego przez Tatarów w Polsce“. St. Kryczyński daje wyczerpującą
monografję o „Generale J. Bielaku (1741—1794)“, doświadczonym komba­
tancie z wojny siedmioletniej, konfederacji Barskiej, dzielnym żołnierzu
z r. 1792-go i insurgencie kościuszkowskim. Al. Achmatowicz zobrazowuje
porównawczo „Stan prawny wyznania muzułmańskiego w byłej Rosji i współ­
czesnej Polsce“. Leon Kryczyński w pracy p. t. „Tatarzy litewscy w wojsku
polskiem w powstaniu 1831 roku“ kreśli dzieje wojska Tatarskiego, jakie
istniało na Litwie i w Polsce od chwili osiedlenia się Tatarów (r. 1319) aż
po walki powstańcze 1831 r. Autor V. J. szkicuje historję „Pułku tatarskiego
ułanów imienia Mustafy Achmatowicza (1919—1921)“. — T. StrykieniczKorzon daje szkic historyczny dwóch rodów tatarskich (Zeckiewicze-Sulimanowie i Fursowie) oraz szkic o osadach tatarskich w dawnym po w.
mińskim“. — Michał Rawita-Witanowski pisze o „Tatarzynie Temruk-Szymkowiczu, indygenie polskim“.
Część IÍI. Miscellanea i materjały zawiera cały szereg notatek, wspom­
nień i życiorysów. Między innemi przytoczyć należy: J. Szynkiewicza
„O kitabie“, księdze religijnej, w której zebrane są opowiadania z historji
proroków, legendy treści religijnej, nawet baśnie wzięte ze Wschodu, napi­
sane w języku polskim lub białoruskim lecz stale arabskiemi literami. —
Wassan-Girej Dżabagi, w „Statystyce oraz jedności geograficznej i duchowej“
podaje, że cała ludność muzułmańska (Europa 18 milj. Azja 230—240 milj.,
i Afryka 82 milj.) związana jest w jedną rodzinę religijną Islamem. Abdullah
Zihni załącza w dosłownem tłumaczeniu „Kilka jarłyków tatarskich z cza­

157
sów J. Kazimierza“, t. j. oryginalnych listów chanów krymskich do królów
polskich. — L. Kryczyński podaje życiorys „Aleksandra Sulkiewicza (1867—
1916)“ zwanego przez Towarz. socjal. „Czarnym Michałem“, a który odegrał
wybitną rolę w polskim ruchu niepodległościowym jako jeden z najbliż­
szych współpracowników Józefa Piłsudskiego, poległ zaś w r. 1916 nad
Stochodem. — Arsłan-Bej podaje życiorys „Generała Macieja Sulkiewicza
(1865—1920)“, jednego z najbardziej utalentowanych oficerów sztabu ge­
neralnego, jednego z przywódców ruchu wyzwoleńczego narodów muzuł­
mańskich w Rosji. St. Kryczyński porusza „Tatarsko-tureckie osadnictwo
(z jeńców) w ziemi mieleckiej“ z XVII wieku i podaje „Materjały do historji
pułków tatarskich w Polsce z lat 1763—1773“.
W części IV. znajduje się recenzja J. Talki-Hryncewicza „Herbarz
rodzin Tatarskich w Polsce przez S. Dziadulewicza, Wilno 1929“. Notatki
bibljograficzne do historji Islamu oraz Tatarów litewskich za lata 1922—1932,
zestawione przez L. Kryczyńskiego. Notatki te uporządkowano w szereg
różnych grup zależnie od treści, a mianowicie: bibljografja, teologja i kultura
muzułm., historja, wojsko i wojny, prawo, heraldyka i genealogja, ling­
wistyka, antropologja, etnografja, statystyka i t. d. oraz notatka inform.
0 prasie muzułmańskiej w Europie.
Kronika obejmuje przegląd wypadków z życia muzułmańskiego a między
innemi wykaz muzułmańskich świątyń w Polsce. Całość rocznika zamyka
obszerny indeks osób oraz wyczerpujący opis cennych i częściowo oryginal­
nych ilustracyj na kredowym papierze. Rocznik Tatarski w przystępnej formie
daje barwny przegląd historyczny z życia Tatarów polskich, przyczem
zaznacza się wyraźnie istota duszy Tatara-Polaka, rycerskiej i od kilku
wieków wiernie przywiązanej do Rzeczypospolitej.
S. Czortkower.

Journal de la Société finno-ougrienne, tom 43 (1932), składa się z sze­
regu odczytów, które znakomity znawca języków ugrofińskich E. Setälä
wygłosił na dorocznych zgromadzeniach Towarzystwa Ugrofińskiego w la­
tach 1914—1926. Artykuły te dotyczą przedewszystkiem językoznawstwa
ogólnego i zadań bieżących lingwistyki ugrofińskiej. Pozatem wymienić
należy odczyt Religion, mythe et magie (1917, str. 46—57)
1 Sur un institut central de recherches de culture
finnoise et internationale (1919, str. 79—92). Temat, intere­
sujący zarówno językoznawcę jak etnologa, poruszają artykuły Les
contacts des langues finnoises baltiques avec les
langues slaves (1916, str. 35—45) i Contacts entre finnoougrien et indoeuropéen (1918, str. 57—70). W pierwszym z nich
Setälä omawia chronologję względną zapożyczeń leksykalnych ze słowiań­
skiego do ugrofińskiego i wyróżnia trzy warstwy: 1) względnie późne po­
życzki z rosyjskiego do wepsońskiego, estońskiego, djalektów wschodniofińskich (warstwa ta jest bardzo obfita, szczególniej w wepsońskiem) ; 2) po­
życzki nieliczne z prasłowiańskiego, ogarniające zato całe terytorjum języ­
ków fińskich nadbałtyckich (sięgają więc epoki, gdy szczepy fińskie nad­
bałtyckie tworzyły bardziej zwartą całość niżeli w czasach historycznych);
pożyczki te mogą jednak pochodzić i z praruskiego; 3) takie wyrazy, których
forma wyklucza pochodzenie z grupy ruskiej języków słowiańskich. Jeżeli
np. wyraz fiński pasma „pasmo“ niema w swej formie nic, coby pozwo­

158
liło uważać go za pożyczkę prasłowiańską raczej niż praruską, to wyrazy
fińskie kuontalo „kądziel“ lub und „węda“ wykluczają, dzięki utrzy­
manym nosówkom, hipotezę pochodzenia z praruskiego. Podobnie na źródło
prasłowiańskie wskazuje brak samogłoski między 1 a t: w palttina
„płótno“, t a 111 a „dłóto“ i t. p. (ruskie ma brak nosówki kudeł’, uda
i wtórną samogłoskę między lat: połotno, dołoto). Ciekawe jest
również zestawienie nazwy miejscowej Radogoščc (w byłej gubernji
nowogrodzkiej) z jej odpowiednikiem wepsońskim Ar’s’kah’f; wskazuje
ono na stosunki fonetyczne przedruskie. — W artykule dotyczącym'
kontaktu między ugrofińskiem a indoeuropejskiem autor naprzód reasumuje
pewne kryterja fonetyczne pozwalające odróżnić pożyczki z indoeuropejskiego
od pożyczek z aryjskiego (— indoirańskiego). Jest to w szeregu wypadków
niemożliwe (por. wyżej analogiczny stosunek form prasłowiańskich do praruskich). Następnie wysuwa szereg nowych etymologji: węgierskie tć(j),
tej „mleko“ łączy z węgierskiem tehén „krowa“ i wywodzi oba wy­
razy ze staroindyjskiego dhénâ, dhen Ú-, awestyjskiem d a e n u- „krowa
(karmiąca)“ (węgierski wyraz na mleko miałby pierwotne znaczenie: „wydo­
jone“). Wyraz fiński ostaa „kupować“ wywodzi się z formy pierwotnej
u o s n a- i nawiązuje się do greckiego *uosnä- „cena“ (â)VOÇ, án>řj),
staroind. vasná- „cena“ i t. d. Nakoniec autor wysuwa, z zastrzeżeniami,
możliwość
pochodzenia wyrazu
słowiańskiego
krčbma
(polskie
karczma i t. d.) z fińskiego (lub ugrofińskiego) kormu „dom“
(z *kort’s’mu), przyczem węgierskie korcsma nie jest jednak odzie­
dziczone, lecz samo jest pożyczką dosyć późną ze słowiańskiego. J. K.

Konstanty Wiskowatyj: Pogłosy historji polskiej io epice jugosłowiań­
skiej. (Próba historycznego badania epiki ludowej Serbów, Chorwatów
i Słoweńców). Z przedmową Dra Macieja Murki. W języku polskim wydane
pod redakcją Dra Marjana Szyjkowskiego. Praga 1933. (Práce Slovanského
Ústavu v Praze. Svazek XI). 8°, Str, XX+253.
Tematem pracy są echa ważnych wydarzeń z dziejów Polski w epice
jugosłowiańskiej. Autor zwrócił szczególną uwagę na dwa cykle pieśni:
1. O Władysławie Warneńczyku i bitwie pod Warną, oraz 2. o zwycięstwie
króla Jana Sobieskiego pod Wiedniem.
Pieśni o bohaterskiej śmierci Władysława Warneńczyka ocalało bardzo
niewiele, a w chwili zbierania eposu ludowego z początkiem XIX wieku
prawie już nie istniały. Znacznie więcej zachowało się pieśni o zwycięstwie
króla Jana III tak w rękopisach jak ustnej tradycji pieśniarzy ludowych.
Rzecz godna uwagi, że rozmaite nawet drobne szczegóły wypadków histo­
rycznych znalazły swój oddźwięk w tych pieśniach. Niektóre przykłady są
bardzo pouczające pod względem metodycznym. Pieśń zachowuje wiele
własnego materjału historycznego z drobnemi nawet szczegółami, jak n. p.
że obóz turecki pod Wiedniem dochodził do kościoła św. Marka. W tym
wypadku pieśń okazała się trwalszą od samego kościoła. Wogóle zaś prze­
miany w tych pieśniach ludowych dowodzą, że przekształceniu ulegają
właśnie jakieś centralne fakty lub crsoby i dlatego król polski zmienia się
czasem na króla moskiewskiego, a natomiast epizody drugorzędne dotyczące
nawet rozmaitych tajnych konszachtów dyplomatycznych pozostały w pieśni
prawie niezmienione. Na uwagę zasługuje także ten fakt, że wbrew nie­

159
mieckim pomniejszycielom naszego olbrzyma wszystkie pieśni całą zasługę
zwycięstwa wiedeńskiego przypisują tylko jednemu bohaterowi, królowi Jovanowi. Na podstawie niektórych danych można przypuszczać, że dawniej
jeszcze w XVI wieku istniały wśród ludu jugosłowiańskiego znacznie licz­
niejsze pieśni o królach polskich, które jednak później zaginęły, à imię
Polski zanikało w tych pieśniach w związku z upadkiem państwa polskiego.
Praca p. Wiskowatego daje wiele ciekawych wyników i dlatego należy
się Instytutowi Słowiańskiemu w Pradze uznanie za to, że 250 rocznicę zwy­
cięstwa Króla Jana III uczcił przez wydanie tej książki, a autora można za­
chęcić jedynie do dalszych poszukiwań nad odgłosami dziejów Polski w twór­
czości poetyckiej Słowian.
A. Fischer.

Arnold van Gennep; Le folklore du Dauphiné (Isère). Étude descrip­
tive et comparée de psychologie populaire. Avec huit cartes folkloriques et
linguistiques. Tome I. 1. Du berceau à la Tombe. 2. Cérémonies Périodiques.
S. 311. Tome II. 3. Magie, Médecine et Météorologie populaires. 4. Littérature
Populaire, jeux et chansons. S. 312—792+1 nlb. Paris. Librairie Orientale
et Américaine. G. P. Maisonneuve, Éditeur 1932—3. Cena 75 fr,
Arnold van Gennep opracował swą monografję etnograficzną przy po­
mocy ankiety, która spotkała się naogół ze zrozumieniem szczególnie w sfe­
rach nauczycielskich i dała wartościowe wyniki ze 181 gmin departamentu
Isery, a więc części dawnego Delfinatu. Na podstawie tak obfitego materjału
przedstawił autor bardzo wyczerpująco obrzędy rodzinne i doroczne, magję,
medycynę ludową i meteorologję, wreszcie literaturę ludową t. j. pieśni,
podania i baśnie, a także gry, zabawy i tańce. Praca zyskała wiele na wartości
przez zestawienie starannych indeksów miejscowości, rzeczy, wyrażeń spe­
cjalnych i gwarowych, oraz tematów podań, baśni i legend. Wreszcie na
podkreślenie zasługują mapy etnograficzne.
Pierwsza mapa przedstawia zróżnicowanie terytorjalne niektórych zwy­
czajów chrzcinowych, jak oznaczanie w ubraniu płci chrześniaka, oraz pro­
szenie w kumy drugiej pary rodziców chrzestnych. Druga mapka wyróżnia
zwyczaje zaręczynowe, mianowicie przystrajanie domu narzeczonej wieńcem,
zwłaszcza gołąbkiem z papieru lub tkaniny, przyczem zawiesza się go nad
drzwiami, a czasem także i nad stołem biesiadnym. Przystrajanie to łączy
się także z drzewkiem weselnem. Na niektórych terenach daje się młodym
chłopcom podczas tego obrzędu kurę, jakby pewien rodzaj odszkodowania.
Trzecia mapka przedstawia obrzędy ślubne, z których na podkreślenie zasłu­
guje zwyczaj zagradzania drog' orszakowi weselnemu, przestrzegany
zwłaszcza wtedy, gdy panna młoda wychodzi zamąż do innej miejscowości.
Mniej powszechny jest zwyczaj ofiarowywania lalki młodej parze lub
rozmaitych potraw obrzędowych. Czwarta mapa podaje terytorjalne różnice
zaznaczające się w rozpalaniu ognisk, które lud francuski pali w jednych
okolicach w czasie zapustnym, a w innych na św. Jana. W związku z tym
obrzędem łączy się palenie słomianego manekina. Piąta mapka zawiera
rozpowszechnienie rozmaitych nazw na określenie niedzieli kwietniej, oraz
zwyczaj zawieszania na palmach pieczywek obrzędowych. Szósta mapka
poświęcona jest cyklowi świąt majowych, jak królowa maja, pochody uro­
czyste młodzieży oraz zatykanie małych krzyżyków po polach. Mapa siódma
daje zasiąg ciekawego zwyczaju palenia drewnianego kloca w wilję Bożego

160
Narodzenia. Mapa ósma ujmuje kartograficznie zwyczaje noworoczne, jak
przystrajanie źródeł i studni, zwłaszcza jałowcem, zwyczaj palenia jałowcem,
oraz obdarzanie dzieci, obchodzących wtedy wszystkie domostwa we ,wsi.
Mapki opracowane przez dra van Gennepa zawierają zjawiska etnograficzne
znane ‘dobrze również i z terenów słowiańskich.
Wogółe należy podkreślić, że van Gennep nietylko zgromadził war­
tościowy materjał, ale ogłosił go także pod względem metodycznym bardzo
starannie. „Academie des Sciences Morales et Politiques“ wyróżniła pracę
tę zupełnie zasłużenie.
A. Fischer.

Piotr Kontny: Oaza srebrnych l^wiatów. (Sassów — ośrodek szycharstwa aturowegoh Lwów 1932.
Przedmiotem rozprawki jest specjalna gałąź żydowskiego przemysłu
ludowego i ludowej sztuki: szycharstwo aturowe. (Atura „korona“, „ozdoba“,
stanowi ozdobę tałesu t. j. płaszcza modlitewnego. Ma formę dowolnie sze­
rokiego pasa, który naszywa się w miejscu przypadającem na głowę i czę­
ściowo na ramiona). Jedynym już dziś ośrodkiem szycharstwa aturowego
jest Sassów, w pow. złoczowskim. Szycharstwo określa lud żyd. wyrazem
„szpanier, szpanierarbeit“. Autor podaje historję szycharstwa sassoWskiego.
W r. 1830 przyniósł do Sassowa tajemnicę wyrobu atur 13-letni zbieg z Ber­
dyczowa, M. L. Margulies. Doskonały organizator, doprowadził on z czasem
do pełnego rozkwitu i światowej sławy szycharstwo aturowe, nadając mu
zarazem charakter roboty świętej; dziś jednak chyli się ono ku upadkowi
i stoi przed likwidacją. Autor omawia stosunki socjalne przędzalń od chwili
ich powstania po ostatnie lata, następnie opisuje technikę wyrobu atur,
podaje dokładny opis warsztatu pracy, oraz wzory, stosowane przy wyrobie
atur. Jako motywy występują: tarcza Dawida, serduszko, trzy węże, dzbanek,
oczko, gwiazda, listek, łuska karpia, głowa. — Rozprawka daje więc infor­
macje ciekawe i rzeczowe.
Giza Fraenklowa.
Dr.

Samuel

Rappaport:

Aus

dem

osijiidischen

Volksleben.

Seu­

chenhochzeit.

Sonderabdruck aus „Jüdisches Jahrbuch fü. Oesterreich“
1932/1933 str. 16.
W razie masowej śmierci, jak wskutek zarazy lub też wojny, urządza
się u Żydów wschodnich najementarzu wesele między biednemi osobami,
często ulomnemi i na nie zaprasza się członków gminy, którzy składają
datki na rzecz nowożeńców; autor przytacza dwa przypadki z ostatnich
czasów i podaje też sprawozdanie, jakie w piśmie perjodycznem o jednym
z nich umieszczono. Urządzenie wesela ma na celu nietylko rozweselenie
ludności, lecz ma być środkiem ochronnym i ma zapobiec śmierci. Autor za­
stanawia się nad tern, gdzie należy się dopatrzeć źródła zwyczaju i z wielką
uczonością wykazuje, w jaki sposób mógł on powstać.
M. .4.

Bożena Stelmachowska.
„Podlępziołek“ W obrzędowości zapustnej
Poznań 1933. Nakładem Instytutu ZaChodniosłowiańskiego przy Uniwersytecie Poznańskim z zasiłku "Funduszu kultury naro­
dowej. 8", Str. VIII+2 nlb. +176+1 nlb.
Obrzęd zwany podkoziołkiem odprawia lud wielkopolski zwykle
w ostatni wtorek zapustny, a polega on na wykupnych tańcach przed sym­
bolem płodnościowym w postaci drewnianego koziołka czy chłopaka. Dawne
materjały do tego zwyczaju pomnożyła autorka przez własną ankietę dobrze

Polski Zachodniej.

161
pomyślaną i umiejętnie przeprowadzoną, która dała 176 wartościowych od­
powiedzi. Wynik tych odpowiedzi jest bardzo ciekawy przez to, że świadczy
0 silném przetrwaniu dawnych tradycyj na obszarach Polski Zachodniej,
mimo że obszary te ńlegały silnym wpływom niwelacyjnym cywilizacji
zachodnioeuropejskiej.
Z materjałów zestawionych przez dr. Stelmachowską wynika, że w Poznańskiem z podkoziołkiem łączy się prawie zawsze inny obrzęd a miano­
wicie Wywożenie żeńcowej, które występuje wprawdzie także w innych ob­
szarach Polski, ale nie tak zwarcie jak w Wielkopolsce. Nadto w wielu
powiatach poznańskich występują także maszkary jako zapoczątkowanie
zapust, wezwanie i akt pierwszy mających się rozegrać wykupin dziewczyn.
Wedle autorki w całym szeregu wsi i powiatów obchody maszkar wkraczają
w prawa podkoziołka, przejmują jego nazwę, a częściowo także znaczenie.
Dzieje się to przedewszystkiem tam, gdzie maszkary występują niejako
teatralnie w formie przedstawienia z kozą, niedźwiedziem, koniem, bocianem
1 szeregiem osób ucharakteryzowanych na żydów, cyganów, turków i t. d.
Wszystkie te obrzędy są węzłem łączącym zapusty poznańskie z obchodami
zapustnemi całej Polski. Na tle tych ogólnych obrzędów zapustnych wy­
odrębnia się podkoziołek poznański, który w formie wykupna dziewcząt
przed wegetacyjnym symbolem nie występuje w innych okolicach Polski.
Autorka nie poprzestaje na zestawieniu materjału etnograficznego, ale
w drugiej części swej pracy daje próbę wyjaśnienia genezy podkoziołka, oraz
łączność naszych widowisk zapustnych ze starożytnością klasyczną, a także
widowiskami średniowiecznemi i renesansowemi.
Wartościową pracę wykonano w Instytucie Etnologicznym Uniw.
Poznańskiego przed kilku laty pod kierownictwem Prof. J. St. Bystronia.
A. Fischer.

Jan St. Bystroń: Przysłowia polskie. Kraków 1933. Nakładem Polskiej
Akademji Umiejętności. 8°, S. 260.
Autor omawia w 1 rozdziale swej pracy genezę przysłowi, warunki
socjalne sp- '.yjające powstaniu i utrzymaniu się pewnego zwrotu przysło­
wiowego, związanie przysłowia z pewną grupą lub pewnem terytorjum,
wreszcie obcy zasób przysłowiowy. Jako socjolog nie zapomniał też Prof.
Bystroń o roli społecznej przysłowi. Drugi rozdział zawiera dzieje polskiej
paremjografji. III Rozdział poświęcono cechom formalnym i artystycznym,
które przyczyniają się do utrwalenia pewnego zwrotu w postaci przysłowia.
W czwartym i piątym rozdziale zestawia autor przysłowia związane z różnemi
dziedzinami dawnego życia jak- myślistwo, rybołówstwo, sztuka wojenna,
odzież, środki komunikacyjne, liczenie i mierzenie, rzemiosło, gry i zabawy,
muzyka, medycyna, szkoła, życie religijne, prawne i publiczne, obrzędy
rodzinne i doroczne, wierzenia i przepowiednie pogody. Prócz tego wiele
przysłowi wiąże się z różnemi polskiemi i obcemi grupami etnicznemi,
z miejscowościami, oraz z historją polityczną, prowincjonalną i anegdotyczną.
W ostatnim rozdziale zostały zanalizowane przysłowia mające źródła lite­
rackie, więc czy to z jakichś autorów czy to z literatury tradycyjnej, z pieśni
ludowych a wreszcie z Biblji i ze świata starożytnego.
W ten sposób również ten ciekawy rodzaj naszej literatury tradycyjnej
uzyskał swoją monografję. Ponieważ prof. Bystroń ma wielkie odczucie dla
Lud T. XXXI.

11

162
rozmaitych zjawisk z dziedziny historji kultury, więc i w tym wypadku
potrafił właściwie wydobyć i podkreślić istotną wartość historyczno-kulturałną naszego materjału przysłowiowego.
A. Fischer.

Bożena Stelmachowska. Ftofc obrządomy na Pomorzu. Toruń 1933.
Wydawnictwo Instytutu Bałtyckiego. 8, Str. X+1 nlb. +271.
W pracy tej podobnie jak w „Podkoziołku“ posługuje się autorka
bardzo umiejętnie ankietą. Do studjum o pomorskich obrzędach dorocznych
zdołała dr. Stelmachowska zgromadzić wielki materjał przy pomocy kwestjonarjusza, na który nadesłano 576 odpowiedzi głównie ze sfer duchowieństwa,
nauczycielstwa i policji państwowej.
Dzięki temu materjałowi dopiero teraz mamy dokładny obraz roku
obrzędowego na obszarze województwa pomorskiego. W wyniku ankiety
okazało się, że najwięcej starych zwyczajów zachowały obszary kaszubskie
i mazurskie, a zarazem że obrzędy pomorskie są zasadniczo obrzędami
właściwemi całej Polsce. Ankieta dr. Stelmachowskiej ma tern większą
wartość, że przyszła w momencie najbardziej właściwym, bo nieraz w ostat­
nim już okresie zaniku tych starych obrzędów.
A. Fischer.
Franciszek Pospíšil: Etnologické maleridlie z jihozápadu U. S. A.
Antropo-geografické hodnocení studijní cesty k SW-Indiánum na podkladě
přírodovědeckém. Díl I. Brno 1932. Str. 256 .“414 illustracyj.
Książka Fr. Pospíšila zawiera wielką ilość zupełnie nowych materjałów
odnoszących się do kultury Indjan Pueblo i Nawahów. Wiadomości te zdołał
uzyskać dzielny etnograf czeski dzięki temu, że w latach 1930—1931 prze­
prowadził na terenie Sud-Westu dokładne badania terenowe, przyczem tak
automobilem jak samolotem potrafił dotrzeć do rozmaitych trudno dostęp­
nych szczepów. Z wyprawy tej przywiózł niestrudzony badacz 24 skrzyń
okazów, półtrzecia tysiąca fotografij, filmy naukowe, rysunki dzieci indjańskich i t. d. Prócz osobistego trudu włożył w tę pracę własne pieniądze
i w ten sposób zasłużył się dobrze nietylko dla nauki czeskosłowackiej, ale
i dla etnologji wogóle, dając przykład pełnego zapału i ofiarności badania.
Praca dra Pospíšila jest jednak nietylko sprawozdaniem z poszukiwań
własnych, ale także podręcznikiem etnografji Indjan Pueblo już choćby
ze względu na zestawioną 60-stronicową bibljografję.
A. Fischer.

Kalendarz Ilustrowanego Kurjera Codziennego na rok 1933.
Szósty rocznik znanego kalendarza krakowskiego zawiera następujące
artykuły z zakresu etnologji i. nauk pokrewnych, godne podkreślenia:
Z. Kozłowska-Budkowa (s. 142—146) analizuje nasze najdawniejsze podania
historyczne. — K. Dobrowolski (s. 147—149) omawia drogi wędrówek
pasterzy wołoskich, które utrwaliły się w nazwach miejscowych na połud­
niowych rubieżach Polski. — T. Seweryn ls. 150—153) daje szereg rozważań
o charakterze paleoetnologicznym głównie z zakresu polskiej kultury materjalnej. — W. Taszycki (s. 154—156) w artykule o imionach naszych
praojców zwraca uwagę na formę, treść i dzieje naszych imion. — W krótkich
szkicach potrafili wyżej wymienieni udostępnić czytelnikowi wielką ilość
wiadomości, a nawet objaśnić wiele trudnych zagadnień.
F.

Z pomodu braku miejsca Kronikę Etnologiczną zamieścimy m T. XXXII.

163

BIBLJOGRAFJA LUDOZNAWCZA ZA ROK 1929*).
zestawił
Alfred Bachmann

Ankieta w sprawie zabaw i gier ruchowych polskich. Orli Lot. R. X.
(1929), Nr. 6.
Auffszlag Kazimierz. Ozdobne zapaski litewskie. Ziemia R. XIV. (1929),
Nr. 15—16.
Bachmann Alfred. Dach w słowiańskiem budownictwie ludowem. Nakł.
Tow. Naukowego. Lwów 1929. S. 3 nlb. +205 + 1 nlb.
Bachmann Alfred. Uroda artystyczna Huculszczyzny. Teatr Ludowy XXI.
(1929), s. 226—229.
Wielki bajarz polski. Baśnie i podania zebrane i spisane ze starodaw­
nych kronik. Nakład Księgarni Ch. I. Rozenweina. Warszawa 1929. S. 56.
Baudouin de Courtenay J. Ze wspomnień i rozmyślań o Słoweńcach
i Słowianach w Italji. Wiedza i życie. R. IV. (1929). s. 377—385.
Bekerman Józef. Luźne uwagi o spadkobraniu włościańskiem i jego
reformie. Odb. z Bibljoteki Puławskiej. Nr. 12. Warszawa 1929. S. 61+1 nlb.
Bekerman Józef i Rafacz J. Zwyczaje spadkowe włościan w Polsce.
Cz. V. Warszawa 1929. Nakł. Państw. Inst. Nauk. Gospod. Wiejsk. w Puła­
wach. S. 3 nlb. +97+1 nlb.
Bełzka Zofja. Zaczarowana czapa. Bajki Słowiańskie. „Bibljoteka Ksią­
żek Różowych“ Nr. 53. Warszawa 1929 S. 98+2 nlb.
Biegeleisen Henryk. Lecznictwo ludu polskiego. Nakł. Pol. Akad. Urn.
Kraków 1929. S. VII+406+1 nlb. 24 plansz.
Blumenfeld Ch. M. Ubój rytualny a poczucie litości nad stworzeniami
u Żydów. Bibljoteka Talmudyczna Nr. 1. Warszawa 1929. S. 28+2 nlb.
Bobkowski Adam. Włościańskie zwyczaje spadkowe na Wołyniu. Nakł.
Państw. Inst. Nauk. Gospod. Wiejsk. w Puławach. Warszawa 1929. S. 85+1 nlb.
Bogatyński Władysław. Staropolskie dzwony. Kurjer literacko-naukowy.
R. 1929. Nr. 13.
Brożek Jan. Nazwiska i przezwiska u ludu wiejskiego. Orli Lot R. X.,
(1929) Nr. 10.
Brożek Jan. Nieco o lecznictwie ludowem. Orli Lot R. X. (1929) Nr. 10.
Brożek Jan. Piosenki weselne z Luszowic, pow. Dąbrowa. Orli Lot
R. X. (1929) Nr. 10.
Brzega Wojciech. Gadeja. Wierchy R. VII. (1929). S. 87—95+1 tabl.
Bystroń Jan St. Bibljografja etnografji polskiej I. Gebethner i Wolff.
Kraków 1929. S. V1+160.
Bystroń J. St Polskie drzeworyty ludowe. Sztuki Piękne R. V. Kraków
1929. s. 1—27.
Bystroń J. St. Wspomnienia syryjskie. Bejrut, Palmira, Damaszek.
Warszawa, Kraków etc. (1928) [1929]. S. 181 + 2 nlb.; XV ilustr.
Bystroń Jan St. Polacy w Ziemi Świętej, Syrji i Egipcie 1147—1914.
Nakł. Księg. geograf. „Orbis“. Kraków 1930 [1929]. S. VIII+310+1 nlb.
17 plansz.
*) W zestawieniu tem pominięto rozprawy ogłoszone w „Ludzie“.

11*

164
Chętnik Adam Chata Kurpiowska (z ihistr.). „Województwo biało­
stockie“, nakł. Twa Opieki nad sztuką, kulturą i pomnikami przyrody w woj.
białostockiem „Lechja“. Białystok 1929.
Chętnik Adam. O muzeach i pracy krajoznawczej w Bułgarji. Ziemia
R. XIV. (1929). Nr. 23.
Chętnik Adam. O przyszłą kulturę wsi polskiej. „Bibljoteka Wiejska“
Nr. 1. Warszawa 1929. S. 28+1 nlb.
Chętnik Adam. W sprawie grabieży materiału muzealnego. Ziemia R.
XIV. (1929). Nr. 15—16.
Chętnik Adam. Wystawa regjonalna w Płocku. Ziemia R. XIV. (1929).
Nr. 15—16.
Chętnik Adam. Wystawa regjonalna w Pułtusku. Ziemia R. XIV. (1929).
Nr. 19.
Chętnik Adam. Z kurpiowskich borów. Szkice, opowiadania, obrazki
i gadki. Lwów 1930 [1929]. Wyd. Zakładu Naród. im. Ossolińskich. S. 220+
1 nlb. plansz 12.
Chocieszyński Adam. Sztuka ludowa, domowy przemysł artystyczny
i artyści na Kaszubach. „Życie“ naukowo-popularny ilustr. dodatek Słowa
Pomorskiego. R. II. Nr. 29. (1929).
Chmielnicki St. Wieś i parafja Olbierzowice. Nakładem autora. Sando­
mierz 1929. S. 14.
Cichowicz Wiesława. Przewodnik ilustrowany po dziale ludoznawczym
im. Heleny i Wiesławy Cichowicz w Muzeum Wielkopolskiem w Poznaniu.
Nakładem autorki. Poznań 1929. s. 26 i 16 tabl.
Cicimirski G. Górale polscy na Bukowinie w Rumunji. Kurjer literackonaukowy. R 1929. Nr. 46.
Ciętak Zdzisław M. Kropielniczki gliniane. Orli Lot. R. X. (1929). Nr. 2.
Ciszewski Stanisław. Pieśń rekrutów. „Ziemia“ R. XIV. (1929). Nr. 3.
Ciszewski Stanisław. Prace etnologiczne. T. II. Płacidła pierwotne. Da­
rzenie płatami materji oraz gotowemi płaciami a slow. płatiti. — Bydło i zboże
a majątek. — Czeski. Wyd. Kasy im. Mianowskiego. Warszawa 1929. s. 4
nlb. +166+1 nlb.
Czapla Franciszek. Zagadnienie teatru ludowego. Zaranie śląskie. R. V.
(1929). str. 136—137.
Czarnecki Jan R. Formy serków owczych. Orli Lot. R. X. (1929). Nr. 2.
Czarnocki Jan. Kilka uwag ogólnych w sprawie tworzenia muzeów
regjonalnych w Polsce. Ziemia. Rok XIV. (1929). Nr. 14.
David-Neel Alexandra. Tybet mistyczny. Wiedza i Życie R IV. (1929).
str. 217—232.
Dąbrowski Stanisław. Pasy lubelskie. „Regjon Lubelski“. R. II. Nr. 2'
i odbitka (1929). s. 11 + 12 rys. na 8 s.
Dąbrowski Stanisław. Kaszubskie złotogłowie i nowe hafty wdzydzkie.
Mestwin Nr. 7. Toruń 1929.
Dąbrowski Stanisław, (anonim). O „Herodzie“ pomorskim. Słowo Po­
morskie Rok 9. Nr. 298. z 25. XII. Toruń 1929.
Dekowski Jan. Garncarstwo w ziemi opoczyńskiej. Orli Lot. X. (1929).
Nr. 6.
Derdowski Hieronim. Kaszube pod Widnem. Nakł J- iszer i Majewski.
Poznań 1929. S. 37 nlb

165
Dobrowolski Tadeusz. Oddział sztuki i Muzeum śląskie w Katowicach.
Katowice 1928. Odbitka z I tomu „Rocz. Tow. Przyj. Nauk na Śląsku“. S. 22.
Działalność Towarzystw przemysłu ludowego. „Rzeczy Piękne“ R. VIII.
(1929). Nr. 2. str. 57—58.
Dziesięciolecie Polski Odrodzonej. Księga pamiątkowa 1918—1928 Wyd.
i nakł. „Ilustrowanego Kurjera Codziennego“. Kraków, Warszawa 1929 (1928).
Zawiera m. i.: Frankowski E. „Lud polski i jego kultura“. Orynżyna J.
„O przemyśle ludowym“.
E. Ł. Boże Narodzenie w Anglji. Kurjer lit.-nauk. R. 1929. Nr. 52.
Ehrenkreutzowa-Raudouin de Courtenay Cezarja. O potrzebach etnologji
w Polsce. Odb. z t. X. „Nauki Polskiej“. Warszawa 1929. S. 250—258
Ehrenkreutz-Baudouin de Courtenay Cezarja. Ze studjów nad obrzędami
weselnemi ludu polskiego. Część I. Forma dramatyczna obrzędowości we­
selnej. Rozprawy i Materjały Wydziału I. Tow. Przyj. Nauk w Wilnie. Tom II.
zeszyt 3. Wilno 1929. S. 154+1 nlb.
Etnografje. Wos iz azojns jidisze etnografje? Hantbichl far zamler.
Wilne (Wilno) 1929. (Druk. R. Cjonsona i S-ka). S. 32. (Co to jest etnografja
żydowska? Wskazówki dla zbieraczy).
Ferkówna M. i Rymarówna Z. Dożynki w Krakowskiem. Orli Lot. R. X.
(1929). Nr. 4.
Fischer A. Antoni P. Stoilow. Ruch słowiański 1929, nr. 1.
Fischer Adam. Etnografja na Wystawie poznańskiej. Słowo Polskie.
Nr. 174. z dnia 27. VI. 1929.
Fischer Adam. Die polnische volkskundliche Forschung 1925—1928.
odbitka z „Zeitschrift f. slav. Philologie“. T. VI. z. l/2. s. 231—258.
Lipsk 1929.
Fischer Adam. Przegląd polskich wydawnictw etnograficznych i etno­
logicznych za rok 1928. „Kwartalnik Historyczny“ R. XLIII. T. II. z. 2.
i odbitka. Lwów 1929. s. 20.
Fischer Adam. Polando no kekkon Fuzoku. (Polskie obrzędy weselne).
Tokio 1929. W języku japońskim.
Fischer A. Polscy garncarze na Pokuciu. Słowo Polskie 1929, nr. 289.
Fischer A. O polski film etnograficzny Słowo Polskie 1929, nr. 354.
Fischer A. Przemysł ludowy na Pokuciu. Słowo Polskie 1929, nr. 292.
Fischer A. Recherches ethnogéographiques en Pologne. Donům Natalicium J. Schrijnen. Nijmegen-Utrecht 1929, s. 838—845.
Fischer A. Siedmdziesięciolecie Józefa Skultetego. Ruch Słowiański 1929,
s. 94—95.
Fischer Adam. Uzupełnienie dyskusji nad posągiem t. zw. „Światowida“.
„Slavia“ VII. (Praha 1929). s. 947—948.
Fischer Adam. Zarys etnograficzny województwa pomorskiego. Nakł.
Instytut Bałtycki. Toruń 1929. S. 70.
Frankowski Eugen jusz. Fotografje soch i radeł „Ziemia“ R. XIV. Nr. 2,
4, 6, 8.
Frankowski Eugenjusz. Lud polski i jego kultura. „Dziesięciolecie
Polski Odrodzonej“. Nakł. Ilustr. Kurjera Codziennego. Kraków—Warszawa
1928 [1929], Str. 31—42.
Fularski Mieczysław. Argentyna, Paragwaj, Boliwja. Wrażenia z po­
dróży. Wyd. M. Arcta. Warszawa 1929. Str. 193+2 nlb. 8 plansz.

166
Gaertner Henryk. Z przeszłości dzisiejszych cech gwarowych. „Prace
Filologiczne“ t. XIV, (1929), s. 165—184 i odb.
Gajek Józef. Huculskie obrzędy rodzinne i doroczne. Teatr Ludowy
XXI. (1929). s. 229—234.
Gavazzi Milován. Praslavenski prilozi i probierni. I. Oko tipa praslavenske preslice. „Lud słowiański“ Tom I. z. 1. s. B. 3—B. 10. Kraków 1929.
Gavazzi Milován. Saonice kod pogreba. „Lud słowiański“ Tom I. z. 1.
s. B. 88—92. Kraków 1929.
Gaździcki Jan. Monografja wsi Bachodoszcz powiatu zamojskiego. Wyd.
Oddziału Powiat. Związku Pol. Naucz. Szkół Powsz. w Zamościu. Zamość
1929. S. 24.
Gaździcki Jan. Monografja wsi Udrycz powiatu zamojskiego. Wyd.
Oddz. Pow. Związku Pol. Nauczycielstwa Szk. Powsz. w Zamościu. Zamość
1929. S. 36.
Gołąbek Józef. Kultura i ludoznawstwo w nauczaniu języka ojczystego.
Zakł. Graf. „Nasza Drukarnia“. Warszawa 1929. S. 8.
Gopalram Hemraj. Jak Hindusi obchodzą święto Nowego Boku. Wiedza
i Życie. B. 1929, str. 87—92.
Gosieniecki W. Sztuka ludowa w Polsce. Gazeta Malarska, 1929 Nr. 2.
Górski J. i Kuczkowski S. Zwyczaje spadkowe włościan w Polsce. Cz. II.
Nakł. Państw. Inst. Nauk. Gospod. Wiejsk. w Puławach. Warszawa 1929.
S. 3 nlb. +127+1 nlb. +1 mapa.
Grim. Em. Ks. Baśnie z Podbeskidzia Śląskiego. Zebrał i ułożył... Dru­
karnia „Dziedzictwa“ w Cieszynie 1929. S. 57+1 nlb.
Grotowska Helena. Zwierzęta juczne i pociągowe w obcych krajach.
Cz. I. Nakł. Księgarni św. Wojciecha. Poznań etc. 1929. S. 4 nlb. +70+1 nlb.
Grzybowski Józef. Garść zwyczajów wigilijnych z Hałcnowa, pow. Biała.
Zaranie śląskie. B. V. (1929). str. 43—44.
Gumowski Marjan. Architektura i styl przedromański w Polsce. Kraków
1929. Str. 3 nlb. +91. (Odb. z „Przeglądu Powszechnego“).
Gurgula Irena. Pysanky schidnoji Hałyczyny i Bukowyny w zbirci Nacjonalnoho Muzeju u Lwowi. „Materjały do etnol. i antropol“ XXI—XXII.
i odbitka. Lwów 1929. s. 26.
Guzik K. Trzy drzeworyty ludowe. Orli Lot B. X. (1929). Nr. 2.
Guzik Kazimierz. Zwyczaje Świąt Bożego Narodzenia w okolicy Biecza.
„Kobyłka“ „Toruń“ i „Droby“. Orli Lot R. X. (1929). Nr. 2.
Habdank Adam. Dożynki we dworze polskim na Litwie. Nakł. autora.
Wilno 1929. S. 8.
Hertz Aleksander. Grupy społeczne. Wiedza i Życie. R. 1929.
str. 152—169.
Hertz Aleksander. Totemizm. Wiedza i życie. R. IV. (1929). s. 755—765.
Holender Alfred. Rec. Stefan Szuman. Dawne kilimy w Polce i na
Ukrainie. „Rzeczy Piękne“. R. 8 (1929). str. 133—136.
Imiela E. Zwyczaje weselne na Górnym Śląsku. Zaranie śląskie. R. V.
(1929). str. 30—34.
Janiszewski J. Powiat kępiński. Z mapką powiatu. Nakł. Drukarni Spółkowej. Kępno 1928 [1929], S. 100, 4 plansze.
Japołł-Asanka Michał. Legenda o Istebnej. Zaranie śląskie. R. V. (1929).
str. 125—126.

167
Japołł-Asanka Michał. Św. Mikołaj i Wilja w obrzędzie istebniańskim.
Zaranie śląskie. R. V. (1929) str. 231—235.
Japołł-Asanka Michał. Włoska poezja ludowa. Zaranie śląskie. R. V.
(1929) str. 70—73.
Kajzer Stanisław. Oświetlanie mieszkań. Orli Lot R. X. (1929). Nr. 7.
Kalendarz Staropolski na rok 1930. Opracował Tadeusz Birecki. Rocz­
nik I. Nakł. autora. Miejsce-Piastowe 1930 [1929]. M. i. zawiera: J. Sas
Zubrzycki: Kolęda! — Wł. Syrokomla. Zwyczaje ludowe na zakończenie
starego roku. — Wł. Reymont: Wesele chłopskie.
Kalita Józef. Cyganie na ziemiach naszych. Kurjer literacko-naukowy.
R. 1929. Nr. 24.
Kalita Józef. Polskie gwary tajemne. Kurjer literacko-naukowy R. 1929.
Nr. 11.
Kantor-Mirski M. Skarbnik. Kurjer literacko-naukowy. R. 1929. Nr. 48.
Karnowski Jan. Odkrycie Kaszubów. Mestwin R. V. nr. 3. Toruń 1929.
Karnowski Jan. Slawizm Ceynowy. Mestwin R. V. (1929) Nr. 5.
Karnowski Jan. Ścinanie kani. Mestwin. R. V. Nr. 2. Toruń 1929.
Karnowski Jan. Syn Borów (Ś. p. Izydor Gulgowski). Mestwin R. V.
Nr. 5. Toruń 1929.
Kijeński Tadeusz. Ile jest Polaków na terenie Wolnego Miasta Gdańska?
Rocznik Gdański. T. II/III. str. 113—121 + 1 mapka.
Kilka słów o przemyśle i zajęciach ludności. (Spostrzeżenia zbiorowe).
Orli Lot R. X. (1929). Nr. 8 i 9.
Klinger Witold. Św. Andrzej i św. Katarzyna w wierze i obrzędowości
ludowej. Kurjer literacko-naukowy. R. 1929. Nr. 47.
Klinger Witold. Św. Marcin w wierze i obrzędowości ludowej. Kurjer
literacko-naukowy. R. 1929. Nr. 45.
Klinger W. Matka Boska Siewna w wierze naszego ludu. Kurjer lite­
racko-naukowy. R. 1929. Nr. 36.
Kłossowski Józef. W czas późnej jesieni. Nowe życie w chatach wiej­
skich. Snycerz wiejski. Obrazy na szkle. Wycinanki. Pisanki. Pasiaki. Kurjer
literacko-naukowy. R. 1929. Nr. 45.
Kobiela Ludwik. Karol Miarka jako folklorysta regjonalny. Zaranie
śląskie. R. V. (1929) s. 16—23.
Kobiela Ludwik. Talent pisarski i znaczenie Karola Miarki. Zaranie
śląskie. R. V. (1929) s. 81—86.
Kołodziejczyk January. Kalendarze polskie XVIII wieku. Ziemia
R. XIV. (1929). Nr. 2.
Konarski Kazimierz. Legendy. „Księgarnia Polska“. Warszawa 1929.
s. 97+1 nlb.
Koneczny Feliks. Wiadomości z r. 1447 o stanie ludu wiejskiego w Polsce
czy na Litwie? Ateneum Wileńskie. R. VI. (Wilno 1929). str. 8—15.
Kosmowska I. W. Estonja. Kraj i naród. Wiedza i Życie. R. 1929.
str. 169—185.
Kosmowska I. W. Rumunja. Wiedza i życie. R. IV. (1929) str. 348—368.
Kotliński Adam. Płoty wiejskie. Orli Lot X. (1929) Nr. 6.
Kozierowski Stanisław. Pierwotne osiedlenie pogranicza wielkopolskośląskiego między Obrą i Odrą a Wartą i Borem w świetle nazw geograficz­
nych. Cz. II. „Slavia occidentalis“. T. VIII. Poznań 1929. s. 231—391.

168
Kozłow A. Pierwszy wymarsz pastucha w pole. Orli Lot R. X. (1929).
Nr. 8, 9.
Krajna-Wielatowski A. Ziemia złotowska. Z 2 mapami i 40 ilustr. Skł.
gł. Księgarnia Szkolna w Poznaniu. 1928 [1929] s. VIII+170+2 nlb.
Kruszyński Tadeusz. Parury, czyli- dawne ozdoby alby i humerału. Nakł.
Miejsk. Muzeum Przem. im. Dra A. Baranieckiego. Kraków 1929. Str. 324+
2 nlb. 4 plansze.
Krzykała Stasiek. Wesoły drużba. Oracje, przemowy, powinszowania,
toasty, zwyczaje wiejskie oraz Pieśni weselne w różnych okolicach naszego
kraju zebrał... Wyd. III. Nakł. Księgarni wyd. Józefa Jurczyka. Biała-Podlaska
1929. Str. 104.
Kubijowicz Włodzimierz. Górna granica osadnictwa w dolinie Bystrzycy
Nadwórniańskiej. Przegląd geograficzny. T. IX. (1929) str. 73—86.
Kuchta Jan. Mistrz Twardowski, krakowski czarnoksiężnik XVI wieku
„Sprawozdanie z czynności i posiedzeń Pol. Akad. Um.“ Tom XXXIV. Nr. 6.
s. 23—27. Kraków 1929.
Kuchta Jan. Zabawy krakowskich „dzieci włóczęgów“ w porze zimowej.
„Chowanna“ R. 1929, str. 193—207+2 tb.
Kulczycki Włodzimierz. Kobierce mahometańskie. „Sztuki Piękne“
R. V. (1929). str. 81—103 i 121—141.
Kutrzebianka A. Kapliczki, krzyże i figury przydrożne w Zawoi (pow.
Maków). Orli Lot R. X. (1929). Nr. 4.
L. St. Instrumenty ludowe. Kurjer literacko-naukowy. R. 1929. Nr. 18.
L. St. Rybactwo ludowe. Kurjer literacko-naukowy. R. 1929. Nr. 12.
Laskowski Wacław. Wesele na Mazowszu. Ziemia R. XIV. (1929). Nr. 1.
Leinbock F. Uber die ethnographische Arbeit in Estland. Lud słowiański.
T. I. (1929) z. 1. s. B. 131
B. 144.
Lepecki M. B. Styczeń nad Amazonką. Kurjer literacko-naukowy.
R. 1929. Nr. 7.
Ligoń St. — Kubiczek Al. Wesele na Górnym Śląsku. Zaranie śląskie.
R. V. (1929), str. 56—60.
Londzin J. Kościoły drewniane na Śląsku Cieszyńskim. Roczniki Tow.
Przyj. Nauk na Śląsku. R. I. str. 19—35. Katowice 1929.
Loth Edward. Korespondencja z Paryża o studjum nauk antropolo­
gicznych w Sorbonie. Przegląd antropologiczny. T. IV. (Poznań 1929/30).
z. 1/2. str. 61—65.
Łągwa A. Ozdoba okien w Brzóstowie. (pow. opoczyński). Orli Lot R. X.
(1929). Nr. 6.
Łańcucka M. Kapliczki przydrożne w Izdebniku (pow. Wadowice). Orli
Lot R. X. (1929). Nr. 4.
Łęga Władysław. Kultura Pomorza we wczesnem średniowieczu na
podstawie wykopalisk. „Roczniki Tow. Nauk. w Toruniu“. R. 35. Toruń 1929.
Łowmiański Henryk. Przyczynki do kwestji najstarszych kształtów wsi
litewskiej. Ateneum Wileńskie. R. VI. (1929) s. 293—336.
Łukaszkiewicz J. A. Legenda i historja o Wiśle, o Wielkim królu
Chrobrym i o św. Wojciechu. Grudziądz 1929. S. 72.
Łuskina Ewa. Cmentarzyska prasłowiańskie na wyspie Rujanie (Rugji).
Kurjer literacko-naukowy. R. 1929. Nr. 44.

169
Łuskina Ewa. „Święto kwitnącej wiśni“ w Japonji. Kurjer literackonaukowy. R. 1929. Nr. 14.
.Mach Henryk. Dawne oświetlanie mieszkań w powiecie bocheńskim.
Orli Lot R. X. (1929). Nr 3.
Majewski Alojzy. Cztery lata wśród murzynów. Wyd. Księży Pallotynów.
Warszawa 1928 [1929]. s. 212+4 nlb.
Makarczyk Janusz. Nowa Brazylja. Dżungla. Osiedla. Ludzie. T. II.
Warszawa 1929, s. 96; 2 plansze.
Maklakiewicz Jan. Pięć pieśni ludowych. 1) Dzwoneczek, 2) „Nama­
wianie“, 3) Z fujareczką i bębnem, 4) „Miołem jo dzieweckę“, 5) „Leciały
gąsańki“. [Muzyka], Nakł. Wielkop. Zw. Kół Śpiew. Poznań 1929. Tenor
i Bas po str. 3.
Małachowski-Łempicki St. Architektura buddyjska w Indjach. „Wiedza
i życie“. R. IV. (1929) str. 652—662.
Marczak Michał. Zbójnik beskidzki. Kurjer literacko-naukowy. R. 1929.
Nr. 25.
Markiewicz Józef. Lekarze ludów pierwotnych. Kurjer literacko-na­
ukowy. R. 1929. Nr. 8.
Mazowiecki Bronisław. Świętojanka na Wiśle. Kurjer literacko-naukowy.
R. 1929. Nr. 25.
Miarka K. Pocztówki typów ludowych z Górnego Śląska. Mikołów 1929.
Mirek Karol. Skond sie wziyny grzyby. Kurjer literacko-naukowy.
R. 1929. Nr. 29.
Misiórski Zacheusz. Podanie o ukrytych skarbach w Podklasztorzu.
Orli Lot X. (1929). Nr. 6.
Misterja średniowieczne i teatry pasyjne. Kurjer literacko-naukowy.
R. 1929. Nr. 13.
Mistrz Twardowski, sławny czarnoksiężnik polski, zajmująca i wesoła
historja, zebrana ze starych kronik. Nakł. Księgarni Ch. I. Rosenweina.
Warszawa 1929. Str. 62.
Mleczko Franciszek. Komizm w naszych kolendach. Kurjer literackonaukowy 1929. Nr. 3.
Morcinek Gustaw. Piernikowe serce. Zaranie śląskie. R.
V. (1929),
str. 224—231.
Morcinek Gustaw. Powiarki śląskie.
Zaranie śląskie. R.
V. (1929),
str. 91—94.
Morcinek Gustaw. Odpust karwiński. Zaranie śląskie. R.
V. (1929),
str. 27—30.
Moszyński Kazimierz. Kultura ludowa Słowian. Cz. I. Kultura materjalna. Pol. Akad. Um. Kraków 1929. S. IX+1 nlb. +710.
Moszyński Kazimierz. Białoruski spor i sparyš. „Lud słowiański“ Tom I.
(19.29). z. 1. s. B. 54—66.
Muzykant Sz. Włościańskie prawo spadkowe w woj. poleskiem i 5
wschodnich powiatach wojew. białostockiego. Warszawa 1929. Nakł. Państw.
Instyt. Nauk. Gospod. Wiejskiego w Puławach. S. 130.
Mj«zka Tadeusz. Rolnictwo w czasach przedhistorycznych. Rurjer
literacko-naukowy. R. 1929. Nr. 11, 19.
Niemcówna Stanisława. Z antropogeograf ji Zagłębia węglowego. Przegląd
geograficzny. T. IX. (1929) str. 170—182.

170
Nitsch K Talerz weselny z Górnego Śląska. Zaranie śląskie. R. V. (1929).
str. 95—96.
Nitsch Kazimierz. Wybór polskich tekstów gwarowych. Nakł. K. S.
Jakubowskiego Spki z ogr. odp. Lwów 1929. S. XIX+264+1 mapka.
Niziński. Oświetlanie mieszkań w powiecie lidzkim. Orli Lot R. X.
(1929). Nr. 3.
Nodzeński Stanisław. Dawne wejścia do kamienic-. Kurjer literackonaukowy. R. 1929. Nr. 10.
Obrębska Antonina. „Stryj, wuj, swak“ w dialektach i historji języka
polskiego. Nakł. P. A. U. Kraków 1929. S. 2 nlb. +100.
Obrębski Józef. Rolnictwo ludowe wschodniej części półwyspu Bałkań­
skiego. „Lud słowiański“. Tom I. (1929). z. 1. s. B. 10—B. 54.
Ojerzyńska Marja. Zapusty polskie. Nakł. Zjedn. Młodzieży Polskiej.
Poznań 1929. S. 153+6 nlb.
O Kubie Szałaśniku i jego córce Dorce. (Z podań góralskich). Zaranie
śląskie. R. V. (1929) str. 145—151.
Ormicki Wiktor. Zewnętrzne oblicze wsi polskiej. Odb. z „Wiadomości
Geograficznych“. Nr. 6 i 7 r. 1929.
Orynżyna Janina. Rzemiosło i przemysł ludowy. II. O przemyśle ludo­
wym. „Dziesięciolecie Polski Odrodzonej“. Nakł. Ilustr. Kurjera Codziennego.
Kraków—Warszawa 1928 [1929]. str. 1087—1088.
Padechowicz Marjan. Drewno w przemyśle, rękodziele i w gospodarstwie
domowem. Wyd. II. Nakł. Miejsk. Muzeum Przem. im. A. Baranieckiego.
Kraków 1929. Str. 95+3 nlb.
Pagaczewski Juljan. Gobeliny polskie. Nakł. Pol. Akad. Umiej. Kraków
1929. Str. 153+1 nlb. Tabl. 1.
Pamiętnik dziesięciolecia Koła Krajoznawczego im. L. Sawickiego
Uczniów Seminarjum Nauczycielskiego w Borku koło Cieszyna 1919—1929.
Nakładem własnym Borek—Cieszyn 1929. s. 32.
Papierkowski Stanisław. Teksty i przyczynki gwarowe z okolic Iwonicza.
M. Arct. Warszawa 1929. Str. od 94—128.
Papierkowski St. K. Serbska „Slava“. Kurjer literacko-naukowy. R. 1929.
Nr. 50.
Pasternak Jarosław. Zwyczaji ta wiruwannja w s. Zibołkach, Żówkiwśkoho powitu. „Mater, po antrop. i etnol.“ T. XXI—XXII, Lwów 1929 i od­
bitka s. 32.
Petersen Ernst. Die frühgermanische Kultur in Ostdeutschland und Polen.
Verl, von Walter de Gruyter et Co. Berlin 1929. S. X+194+2 nlb. tabl. 36.
Petrusewicz Kazimierz. Zwyczaje spadkowe włościan w województwach
wileńskiem i nowogródzkiem. Odb. z „Bibljoteki Puławskiej“. Nr. 11. War­
szawa 1929. S. 69+1 nlb.
Piekarski E. i Popow N. Przyczynki do lecznictwa ludowego u Jakutów.
Rocznik orjentalistyczny. T. VI Lwów 1929.
Pietkiewicz Czesław. Z etnografji Polesia Wołyńskiego. Wieś Czorcze. '
[Warszawa 1929], s. 18. Odb. z „Wiedza i życie“. Nr. 8—9.
Pieskówna L. i Nowotną A. Zwyczaje wielkanocne w powiecie bialskim.
Orli Lot R. X. (1929). Nr. 7.
Pieśni ludowe. Zaranie śląskie. R. V. (1929) str. 44—47.

171
Pietrykowski Tadeusz. Prof. Henryk Sohnrey, znakomity ludoznawca
niemiecki i jego stosunek do Kaszub. „Mestwin“. R. V. Nr. 9. Toruń 1929.
Piosik Prof. Etymolog] a ludowa w nazwach powiatu świeckiego.
„Mestwin“. R. V. Nr. 9. Toruń 1929.
Piątkowski J. S. Nedanowa Wola—Pscim. Ziemia R. XIV. (1929). z. 19.
Pniewski Władysław. Bibljografja kaszubsko-pomorska w zakresie
języka i językoznawstwa Rocznik Gdański. Tom I. s. 83—116. i uzupełnienie.
Rocznik Gdański Tom II. i III. s. 152—161. Gdańsk 1927 1929.
Pocztówki typów ludowych Nakł. Tow. Ludoznawczego w Poznaniu.
Poznań 1929.
Pomorze. Polskie Pomorze. Praca zbiorowa pod red. J. Borowika. T. I.
Ziemia i ludzie. Toruń 1929. Cz. II. Ludzie: J. Kostrzewski: Kultura przed­
historyczna. K. Stołyhwo: Zróżnicowanie rasowe Kaszubów. A. Fischer: Zarys
etnograficzny. M. Rudnicki: Charakterystyka językowa; Nazwy geograficzne.
J. Wąsowicz: Przegląd stosunków narodowościowych.
Popkowicz W. Wieś zapadła. Orli Lot R. X. (1929). Nr. 8, 9.
Prus K. Z dawnego sądownictwa wójtowskiego w Mikołowie. Zaranie
śląskie. R. V. (1929) str. 3—5.
Prusiewicz A. Przemysł ludowy na Wołyniu. Łuck 1929. S. 8.
Prusiewicz A. Wołyńskie hafciarstwo ludowe, (z rysunkami). Dziennik
urzędowy Kuratorjum Okręgu Szkolnego Wołyńskiego R. VI. Nr. 11/12
s. 366—373. Równe 1929.
Przeworski Stefan. Studja nad osadnictwem i rola Hetytów w środko­
wej Anatolji. Warszawa 1929. S. 47+2 tabl. Państw. Muzeum Archeolog.
Przyboś Juljan. Prymitywizm a twórczość ludowa. Zaranie śląskie.
R. V. (1929) str. 54—56.
Przybyła Jan. Święta Barbarka a Skarbnik. Zaranie śląskie. R. V. (1929)
str. 34—38.
Raczuń Adolf. Przebieranie się za zwierzęta w obrzędach ludowych.
Kurjer literacko-naukowy. R. 1929. Nr. 52.
Radzimiński Józef. Drewniany kościółek w Swardzowicach. Ziemia.
R XIV. (1929). z. 22.
Roszko Emanuel. Die Sigurdsage. Książnica-Atlas. Lwów, Warszawa
1929. S. 31.
Różycki Jerzy. Polacy na Litwie. Nakł. Tow. Opieki Kulturalnej nad
Polakami, zam. zagranicą im. A. Mickiewicza. Warszawa 1929. Str. 18,
1 mapa.
Rudnicki Mikołaj. Bóstwo lechickie Nyja. „Slavia occidentalis“. T. VIII.
(Poznań 1929), s. 454.
Rudnicki Mikołaj. Charakterystyka językowa i nazwy geograficzne Po­
morza. Nakł. Instytut Bałtycki. Toruń 1929. S. 86+1 mapka.
Sawicki Ludwik. Notatki krajoznawcze z terenu obecnej Nowogródczyzny. Dziady, niektóre zwyczaje pogrzebowe, „mahiüki“. Ziemia. R. XIV.
(1929) Nr. 21.
Schrammówna Helena. Z zagadnień opieki nad sztuką ludową. Ziemia.
R. XIV. (1929). nr. 22.
Seweryn Tadeusz. Apteka ludowa. Kurjer literacko-naukowy. R. 1929
Nr. 48.
Seweryn Tadeusz. Jednoróg. Kurjer literacko-naukowy. R. 1929. Nr. 20.

172
Seweryn Tadeusz. Kapliczki nadrzewne. Kurjer literacko-naukowy.
R. 1929. Nr. 52.
Seweryn Tadeusz. Kilimy Bogdana Tretera na P. W. K. wykonane
w pracowni „Kilim“ w Krakowie. „Rzeczy piękne“. R. VIII. Kraków 1929.
str. 129—130. (5 tabl.).
Seweryn Tadeusz. Leśna pani. Kurjer literacko-naukowy. R. 1929. Nr. 10.
Seweryn Tadeusz. Pokucka majolika ludowa. Nakł. Polsk. Akad.
Umiejętności. „Prace Komisji Etnograficznej“. Nr. 11. Kraków 1929. s. 106+
1 tabl.
Seweryn Tadeusz. Obrzęd dyngusowego koguta. Kurier literacko-na­
ukowy. R. 1929. Nr. 13.
Seweryn Tadeusz. Z ludowych gadek o djable. Kurjer literacko-naukowy.
R. 1929. Nr. 32.
Sikora Jan. Charakterystyka ludu śląskiego. (Pamiętnik dziesięciolecia
Koła Krajoznawczego im. L. Sawickiego Uczniów Sem. Naucz, w Borku
1919—1929). Borek Cieszyn 1929.
Skulski Jan. Ludowe zabawy wielkanocne w Małopolsce środkowej
i wschodniej. Kurjer literacko- naukowy. R. 1929. Nr. 13.
Słuszkiewicz Eugenjusz. O religji i praktykach religijnych Drawidów
i Mundów. Kurjer literacko-naukowy. R. 1929. Nr. 26.
Sochaniewicz Kazimierz. Rozwody na Rusi Halickiej w XV i XVI wieku.
Nakł. Pamiętnika Historyczno-Prawnego. Lwów 1929. S. 61 + 1 nlb.
Socha Szczepan. Podkoziołek. Orli Lot R. X. (1929). Nr. 6.
Socha Szczepan. Zatopiony dzwon. Orli Lot. R. X. (1929). Nr. 6.
Spychalski Jan. Zarys bibljografji pomorsko-pruskiej za I. kwartał
1929 r. Mestwin R. V. Nr. 6 i 7. Toruń 1929.
Srokowski Stanisław. Prusy Wschodnie. Kraj i ludzie. Nakł. Księgarni
F. Hoesicka. Warszawa 1929. S. 189+2 nlb.
Staniewicz Witold. Przyczynki do zwyczajów spadkowych włościan
w województwie wileńskiem i nowogródzkiem. Odb. z „Bibljoteki Puławskiej“
Nr. 11. Warszawa 1929. S. 17+1 nlb.
Staros J. Legenda i baśń. Wyd. Księgarni Ludwika Fiszera. Łódź, Kato­
wice 1929. Str. 3 nlb. +395+3 nlb. 8 plansz.
Staszewski Kazimierz. Ilustrowany przewodnik po Pabjanicach, Łasku
i powiecie łaskim. Pol. Tow. Kraj. Touring Klubu, Oddz. w Pabjanicach.
1929. Str. 89, 1 plansza.
Starzyński J. i Walicki M. Malarstwo monumentalne w Polsce średnio­
wiecznej. Wyd. Zakł. Architektury Polskiej Polit, warsz. Warszawa 1929.
Str. 53+2 nlh., 29 plansz.
Stec Eugenjusz Stanisław. Święci przydrożni. Skład główny: Gebethner
i Wolff. Kraków 1929. S. 53 + 2 nlb.
Stelmachowska Bożenna. Garncarstwo ludowe na Powszechnej Wysta­
wie Krajowej. Ziemia XIV. (1929) nr. 21.
Stelmachowska Bożenna. Przemysł ludowy na Powszechnej Wystawie
Krajowej w Poznaniu. Ziemia R. XIV. (1929). Nr. 15—16.
Stemler Józef. O ludziach dawnych i dzisiejszych. Z cyklu: Świat i lu­
dzie. „Bibljot. Ilustr. Wykładów Oświatowych“. Warszawa 1929. S. 1 nlb.+40.
Stosunki, zwyczaje i obyczaje na Śląsku w dawnych wiekach. (Wielki
kalendarz ilustrowany dla wszystkich na rok Pański 1930). Nakł. Śląskich
Zakł. Graf. i Wyd. „Polonia“, S. Akc., Katowice.

173
Stryjeński Tadeusz. Pałace wiejskie i dwory z czasów saskich, Stanisława
Augusta i Księstwa Warszawskiego w woj. poznańskiem. Skład główny
w Księg. Gebethnera i Wolffa. Warszawa etc. 1929. s. 81 + 2 nlb.
Stryjeńska Zofja. Tańce polskie. 11 wielobarwnych rotograwjur. Nakł.
Drukarni Narodowej. Kraków [1929], s. 10 nlb.+11.
Strzygowski Józef. Die altslavische Kunst. Augsburg 1929. S. XV+293.
Studja do dziejów sztuki w Polsce. T. I. Wyd. Zakładu Architektury
Pol. Polit, warsz. Warszawa 1929. Str. 3 nlb. +122+3 nlb. 11 tabl.
Sydow Marjan. Legenda o Wdzydzanie i księciu Stolimów. „Mestwin“.
R. V. Nr. 8. Toruń 1929.
Świątkowski Wacław. Podlasie. Piąta wycieczka po kraju. Nakładem
autora. Warszawa 1929. s. 102 + 1 mapka.
Świbówna Ernestyna. Materjały ludoznawcze. Zaranie śląskie. R. V.
(1929) str. 98—100, 153—154.
Świerkosz Alfred. „Merki“, czyli znaki rybackie Helan. Kurjer literackonaukowy. R. 1929. Nr. 19.
Świerkosz Alfred. „Na Rybakach“. (Hel). Kurjer literacko-naukowy.
R. 1929. Nr. 30, 34.
Szkopowski Ks. Zwyczaje wielkanocne. „Echa Leśne“ 1929. Nr. 3. s. 8.
Szostkowski R. Dożynki. Zaranie śląskie. R. V. (1929) str. 154—160.
Szreiberówna Wanda. Rozważania o popieraniu sztuki ludowej i ludo­
wego przemysłu artystycznego. „Sztuki Piękne“. R. 5. s. 449—482.
Kraków 1929.
Szuman Kazimierz. Skąd pochodzi nazwa Gdańsk? Kurjer literackonaukowy. R. 1929. Nr. 6.
Szuman Stefan. Dawne kilimy w Polsce i na Ukrainie. Majewski i Fiszer,
Księgarnia uniwersytecka. Poznań 1929. Str. 139. 7 tabl.
Szymanowski Karol. Sześć pieśni ludowych. (Kurpiowskie), l) „Hej
wołki moje“. — 2) A chtóż tam puka. — 3) Niech Jezus Chrystus... —
4) Bzicem kunia... — 5) Wyrzundzaj sie dziwce moje. — 6) Panie muzykancie
prosim zagrać walca. [Muzyka]. Nakł. Wielkop. Zw. Kół Śpiew. Poznań 1929.
Str. 3.
Taraszkiewicz J. i Popkowicz W. W kurnej chacie. „Orli Lot“ R. X.
(1929). Nr. 8, 9.
Tkaniny ludowe z Wileńszczyzny. (Wyd. T-wa Popierania Przemysłu
Ludowego w Wilnie). Wilno 1929. S. 6 nlb. 2 plansze
Tománek Ludwik. Świetność i koniec kołtuna. (Właściwość ludności
słowiańskiej. Przyczyna choroby.. Przesądy. Opinje uczonych. Dietl, po­
gromca kołtuna). Kurjer literacko-naukowy. R. 1929. Nr. 4.
Udziela Seweryn. Artyzm wiejski w Ziemi Sądeckiej. „Lud słowiański“
Tom I. (1929) z. 1. s. B. 92—100.
Udziela Seweryn. Młodzież a Muzeum Etnograficzne na Wawelu. Orli
Lot R. X. (1929). Nr. 6.
Wakarelski Chr. Dněšnoto stslojanie na etnografijata wfe Bbłgarija
„Lud słowiański“ T. I. (1929). z. 1. s. B. 101—B. 131.
Walicki Michał. Cerkiew św. Borysa i Gleba na Kołoży pod Grodnem.
Wyd. Zakł. Architektury Pol. Polit, warsz. Warszawa 1929. Str. 2 nlb. +45
4 tabl.

174
Wallis Stanisław. O tańcach górnośląskich. Roczniki To w. Przyj. Nauk
na Śląsku. R. I. str. 185—198, 131—136.
Wargowski Mieczysław. Muzeum Tatrzańskie im. Dra T. Chałubińskiego
w Zakopanem. Kurjer literacko-naukowy. R. 1929. Nr. 19.
Wargowski Mieczysław. „Szczodry dzień“. Kurjer literacko-naukowy.
Nr. 1. (1929).
Wasilkowski Eustachy. Rozeta w zdobnictwie ludowem. Kurjer literackonaukowy. R. 1929 Nr. 27.
Wawrzeniecki Marjan. Znamiona orjentalne w kamiennym słupie t. z.
Swantowita. Warszawa 1929. Str. 6. (Odb. z t. X. Wiadom. Archeolog.).
Węgrzynowicz L. Jak dawniej oświetlano izby wiejskie w Soli. (pow.
Żywiec). Orli Lot R. X. (1929). Nr. 3.
Wesele na Wileńszczyźnie. Obraz ludoznawczy w 3 odsłonach, układu
członków Koła Krajozn. Gimn. im. A. Mickiewicza w Wilnie. Wilno 1929.
Polska Drukarnia Nakładowa „Lux“. S. 45, 4 plansze.
Widajewicz Józef. O nieregularnym układzie gruntów wiejskich.
„Ziemia“ R. XIV. (1929). Nr. 3.
Wiśniewska T. Osadnictwo i ludzie (dolina Dunajca). Orli Lot. R. X.
(1929). Nr. 1.
Województwo białostockie. Przeszłość. Zabytki. Białystok 1929. (Nakł.
Tow. „Lechja“). S. 49+1 nlb. Zawiera m. i.: Zajczyk S.: Bożnice drewniane. —
Chętnik A.: Chata kurpiowska. — C.: Muzeum kurpiowskie.
Wróbel Zdzisław. Z życia zbójników tatrzańskich. Kurjer literackonaukowy. R. 1929. Nr. 29.
Wyrobek Emil. Lęk przed spojrzeniem drugich. Kurjer literacko-na­
ukowy. R. 1929. Nr. 49.
Wystawa garncarstwa ludowego powiatu kosowskiego w Kosowie.
„Rzeczy Piękne“ R. VIII. Nr. 1. str. 28. Kraków 1929.
Zabawki ludowe. Orli Lot R. X. (1929). Nr. 6.
Zabytki Wielkopolskie. Nakł. Marcina Derdy. Poznań 1929. s. 277+1 nlb.
Zajczyk Szymon. Bożnice drewniane na terenie woj. białostockiego,
(z ilustr.) „Województwo białostockie“, Nakł. Twa Opieki nad sztuką, kulturą
i pomnikami przyrody w woj. białostockiem „Lechja“. Białystok 1929.
Zakrzewski A. Kolęda kurpiowska. Kurjer literacko-naukowy. R. 1929.
Nr. 53.
Zaleński Józef. Dawniejsze stroje ludowe w pow. tarnowskim. Orli Lot
R. X. (1929). Nr. 10.
Zaleński Józef. Wnętrze izby wiejskiej dawniej, koło Tuchowa pow.
Tarnów. Orli Lot R. X. (1929). Nr. 10.
Zaleński Józef. Zamki drewniane przy drzwiach koło Tuchowa pow.
Tarnów. Orli Lot R. X. (1929). Nr. 10.
Zaleński Józef. Zwyczaje ludowe w powiecie tarnowskim w zimie i na
wiosnę. Orli Lot R. X. (1929). Nr. 10.
Zawistowicz Kazimiera. Dzień zaduszny. Kurjer literacko-naukowy.
R. 1929. Nr. 43.
Zawistowicz Kazimiera. Kalewala. Epos fiński. Wiedza i Życie. 1929.
str. 30—41.
Zawistowicz Kazimiera. Obrzędy świętojańskie w Polsce. Wiedza i życie.
R. IV. (1929) str. 479—487.

175
Zawistowicz Ę O niektórych zabiegach magicznych w polskich obrzę­
dach weselnych. Wiedza i Życie. 1929. z. 4. s. 233—243.
Zawistowicz Kazimiera. Sagi estońskie. Nakł. Krakowskiej Spółki Wy­
dawniczej. Kraków 1929. S. 31+1 nlb. Z 3 planszami.
Zawistowicz Kazimiera. Z nad Dunaju, Adrji i Sawy. Wiedza i życie.
R. IV. (1929) str. 632—651.
Zawistowicz Kazimiera. Z wędrówki po południc yo-zachodnich krajach
podkarpackich. Ziemia R. XIV. (1929). Nr. 5, 6, 7.
Zawistowicz-Kintopfowa Kazimiera, Zawarcie małżeństwa przez kupno
w polskich obrzędach weselnych, ze szczególnem uwzględnieniem roli orszaku
pana młodego. Polska Akad. Umiejętności. Prace Komisji Etnograficznej
Nr. 10. Kraków 1929. s. 55+1 nlb.
Zborowski Juljusz. Ochrona swojszczyzny, przemysł ludowy na Podhalu.
Postulaty kulturalne ludności miejscowej i przyjezdnych. Ziemia XIV./
(1929). Nr. 12.
Zborowski Juljusz. Sabałowa śpiewka. Ziemia R. XIV. (1929). nr. 21. J
Zborowski Juljusz. Z opowiadań i przeżyć Bartusia Obrochty. Ziemia
XIV. (1929). Nr. 6.
Zieliński Tadeusz. Włościaństwo w literaturze polskiej. Warszawa 1929.
Odb. z miesięcznika „Wiedza i Życie“ Nr. 7. r. 1929.
Znamierowska - Priifferowa Marja. Niektóre zwyczaje wielkanocne
w okolicach Złotego Potoka pod Częstochową. „Lud słowiański“. Tom I.
(1929). z. 1. s. B. 66—76.
Zwolakiewi.cz Henryk. Krzyże żelazne, szczytowe i ozdoby z krzyżów
przydrożnych z okolic Łęcznej. Orli Lot R. X. (1929). Nr. 6.
Zwyczaje ludu polskiego na Śląsku w okresie świąt Bożego Narodzenia.
Zaranie śląskie. R. V. (1929) str. 236—243.
Zwyczaje, przepowiednie i zabobony. Zaranie śląskie. R. V. (1929).
str. 96—98.
Zwyczaje spadkowe włościan w Polsce. Cz. III.: Zwyczaje spadkowe
w województwach centralnych. Nakł. Państw. Instyt. Nauk. Gospod. Wiej­
skiego w Puławach. Warszawa 1929. S. 3 nlb. +254.
Zwyczaje spadkowe włościan w Polsce. Cz. IV.: Zwyczaje spadkowe
włościan w czterech województwach kresowych. Nakł. Państw Instyt. Nauk.
Gospod. Wiejskiego w Puławach. Warszawa 1929. S. 2 nlb. +306+1 mapa.
Zwyczaje świąt Bożego Narodzenia w Polsce. Kurjer literacko-naukowy.
R. 1929. Nr. 52 .

Sprostowanie.
Str. 31 w podpisie pod ryc. 13 zamiast przepustki ma być przepiórki.

ZESTAWIENIE KASOWE ZA ROK 1932
DOCHODY

ROZCHODY

d
J

WYSZCZEGÓLNIENIE

i.
2.
3.
4.
5.
6.

Pozostałość kasowa z 31. XII. 1931
Wkładki członków
Sprzedaż wydawnictw
Subwencja Ministerstwa W. R. i O. P.
Odsetki w P. K. O.
Odsetki w Banku Gosp. Kraj.

Zł.

gr-

2.485 31
859 30
332 75
1.500 —
10 06
73 29

S\

d

J
1.

2.
3.
4.

5.
6.
7.
8.
9.
Razem .

5.260 71

WYSZCZEGÓLNIENIE



gr-

Druk Ludu
Klisze do Ludu
Honorarja autorskie (odbitki F za
recenzje)
Druk papierów i kopert firmowych
Towarzystwa i kopert do ekspe­
dycji Ludu za lata 1931 i 1932
Wydatki Towarzystwa, Redakcji
i Administracji Ludu
Ekspedycja Ludu
Koszty manipulacji w P. K. O.
Zwrot mylnie na konto P. K. O.
Towarzystwa przekazanej wkładki
Saldo kasowe z 31. XII. 1932

2.351 75
136 50

Razem .

5.260 71

581 60

102 ___
297 10
123 85
3 25
13 84
1.650 82

Dr. Jan Falkowski
skarbnik

Kilka wyjaśnień w odpowiedzi na uwagi krytyczne Prof. Kazimierza
Moszyńskiego współredaktora „Ludu Słowiańskiego“.
„Człowiek, który drugiego nienawidzi, widzi go w skrajnie ujemnem .świetle,
zamyka oczy na jego strony dodatnie, a powiększa i zmyśla ujemne... Osobliwą
postacią nienawiści jest tak zwana zawiść. Tak się nazywa nienawiść do
człowieka silniejszego naprawdę lub pozornie, który nigdy się do nas nie od­
nosił wrogo, a jedyną winą jego jest to, że ma powodzenie, popularność, wogóle
reprezentuje jakąś znaczną moc życiową... Zawistnemu nie smakuje własny ka­
wałek chleba, kiedy widzi, że drugi ma. go również. Ta przykrość budzi po­
trzebę zepsucia mu tego, co ma, choćby się bezpośrednio nic na tern nie zyski­
wało... Zawiść szczególnie łatwo powstaje na tle współzawodnictwa w stosunku
do konkurenta... Człowiek bardziej opanowany, zrównoważony wewnętrznie,
spokojny, uprzejmy, który się nie obraża i nie ma ochoty mścić się, nie nastaje
na drugich, łatwo budzi swą postawą zawiść u jednostek obraźliwyeh, napast­
liwych“.
(Wl. Witwicki, Psychologja II, 18i—186).

P. Kazimierz Moszyński skierował na mnie huraganowy ogień swej kry­
tyki w „Ludzie Słowiańskim“ II B. 264—271. Atak nie był dla mnie nie­
spodzianką. Oczekiwałem go od lat sześciu, ponieważ nieprzychylne sta­
nowisko p. M. w stosunku do mej osoby jest mi oddawna znane. Dlatego
przy wszelkich umowach autorskich zwracam zwykle zgóry uwagę mym
wydawcom, że w powodzi przychylnych dla mnie krytyk polskich i obcych,
zawsze znamiennie wyróżni się ujemna opinja p. M. Dlatego gdyby p. M.
poprzestał na rzeczowej krytyce mego popularnego podręcznika etnografji
polskiej p. t. „Lud polski“ (Lwów 1926), nie odpowiadałbym wogóle na
to, ponieważ wolę pisać nową książkę, niż tracić czas na utarczki ze zło­
śliwym krytykiem. Niestety w walce tej zostały zastosowane także gazy
trujące, przed któremi muszę się bronić. P. Moszyński zarzuca mi niewła­
ściwe korzystanie ze źródeł etnograficznych. W związku z tem wyjaśniam:
1. „Lud polski“, jako popularny podręcznik etnografji polskiej, prze­
znaczony przedewszystkiem na lekturę pomocniczą dla szkół średnich, jest
oczywiście kompilacją w takim samym stopniu, w jakim są kompilacjami
dziesiątki i setki innych podręczników szkolnych dla szkół średnich.
2. Mimo, że w podręcznikach szkolnych dla szkół średnich nie przyta­
cza się źródeł opracowania, ja w „Ludzie polskim“ przytaczam źródła jak
najdokładniej. Pod tym względem jestem więc bardziej staranny, aniżeli
p. Moszyński, który w swej „Kulturze ludowej Słowian“ podaje tylko źródła
ilustracyj, a w tekście żadnych źródeł swego opracowania nie podaje.
A przecież „Kultura ludowa Słowian“ ma być podręcznikiem uniwersytec­
kim, w których zawsze literaturę wyzyskaną podaje się jak najdokładniej.
Tak np. postępuje Prof. Bystroń we „Wstępie do ludoznawstwa polskiego“,
tak i ja w mojej „Etnografji słowiańskiej“.
3. „Lud polski“ oparłem głównie na materjałach Kolberga, którego
uważam za Monumenta Poloniae ethnographica i którego też, kompilując
mój podręcznik, z całą świadomością przytaczam dosłownie. Dzieje się to
z tej samej racji, z jakiej przytacza się dosłownie pewne dokumenty histo­
ryczne czy literackie. W moich pracach naukowych przytaczam także od­
nośne źródło zawsze dosłownie i oczywiście zawsze z jak najdokładniejszem
powołaniem się na to źródło. W książce popularnej, podręczniku dla szkoły
średniej, nie mogłem dawać przypisków w tekście, a tylko przy końcu
rozdziału lub całej książki. Takie dokładne i dosłowne przytoczenie i zasto­
sowanie pewnego źródła etnograficznego jest znacznie mniejszem złem,
aniżeli takie stylistyczne przekręcanie i skrywanie źródła, jak je stosuje
p. Moszyński w swej książce pt. „Kultura ludowa Słowian“. Tutaj musimy
zawsze wierzyć jedynie autorowi, a źródła nie możemy sprawdzić, przyczem
powstaje inna nowa trudność, że nie możemy wyodrębnić materjałów
opartych na własnych terenowych poszukiwaniach autora od wiadomości
czerpanych z drukowanej literatury. Powstaje tu oczywiście trudność ana­

logiczna do tej, jaką nam sprawiają podręczniki historji literatury, nie
wyróżniające druków od rękopisów
4. Na mój podręcznik pt. „Lud polski“ patrzę dziś sam również bardzo
krytycznie, ale niemniej ciągle jesteśmy jeszcze w tej trudnej sytuacji, że
nie mamy innej książki, którąby studentowi gimnazjalnemu czy nawet
słuchaczowi na pierwszym roku można dać jako pierwszą lekturę. Prot.
Bystronia „Wstęp do ludoznawstwa“ nadaje się bowiem dobrze do ćwiczeń
wstępnych, ale prowadzonych już przez profesora lub asystenta. Bardzo
odpowiednia byłaby na wstępną lekturę Prof. Poniatowskiego „Etnografja
Polski“ ale ze względu na zamieszczenie jej w większem wydawnictwie
zbiorowem i cenę nie jest dostępna dla szerszych rzesz czytelników.
Wreszcie Moszyńskiego „Kultura ludowa Słowian“ pisana stylem dość
ciężkim, jest nieraz za trudna nawet dla magistrów.
5. Szanowny krytyk naigrawa się srodze z moich hipotecznych
wniosków końcowych w różnych mych pracach, a przecież sam w książce
„Badania nad pochodzeniem i pierwotną kulturą Słowian“ (Kraków 1925)
okazał skłonność do hipotez bardzo ujemnie ocenionych przez wielu uczo­
nych polskich i zagranicznych.
W danym wypadku nie wystarczy mi jednak stwierdzenie, że krytyka
p. M. była w stosunku do mnie złośliwa i niesłuszna, ale zgodnie z mem
zamiłowaniem w hipotezach będę się starał dojść przyczyny tego
gwałtownego ataku p. Moszyńskiego. Wedle mego zapatrywania pochodzi
to przedewszystkiem stąd, że mój szanowny krytyk należy do ludzi, którzy
nie są zdolni do jakiejkolwiek zespołowej pracy, lecz przeciwnie odnosi
się z niechęcią do pracowników działających na tem samem polu. W do­
tychczasowej działalności p, M. zaznacza się to zupełnie wyraźnie. Tak
najpierw zamiast wyzyskać na korzyść naszej nauki ten szczęśliwy zbieg
okoliczności, że w Krakowie powstały aż dwie katedry etnologji, traktował
p. M. swą placówkę naukową, jak sklepik konkurencyjny i doprowadził
wreszcie do tego, że najbardziej twórczy etnolog polski Prof. J. St. Bystroń
wolał przejść do dziedziny socjologji, aniżeli znosić różne niewłaściwości
ze strony młodszego kolegi. Następnie przyszła kolej na mnie, jako na naj­
bardziej płodnego etnologa, co bardzo denerwuje mego zawistnego współ­
zawodnika. Rozmaite znaki na ziemi zapowiadały, że coś się przygotowuje.
Więc najpierw w pracy „Muzea regjo naine“ s. 132—3 zawzięty krytyk
posądził mnie o odpisywanie z książki, której wogóle nie czytałem. Kiedy
zaś lojalnie wskazałem mu właściwe źródło, wyzyskał tę wiadomość prze­
ciwko mnie w swej ostatniej krytyce. A potem począł w roku 1929 wy­
chodzić „Lud słowiański“ i do współpracy w nim zostali zaproszeni różni
współpracownicy w kraju i zagranicą z wyjątkiem ... redaktora kwartalnika
etnograficznego LUD. Przytem zaszedł humorystyczny fakt, że Redakcja
„Ludu słowiańskiego“ nawiązała stosunki z rozmaitemi instytucjami zagranicznemi, a zapomniała znów o istnieniu Towarzystwa Ludoznawczego
we Lwowie i jego wydawnictwa LUD. Później pod wpływem postronnej
interwencji to naprawiono, ale niewątpliwie przykłady te świadczą o pew­
nych metodach postępowania niezupełnie właściwych. W ślad za temi
zapowiedziami złego humoru p. M. w stosunku do lwowskiego ośrodka
etnologicznego nastąpił atak, przyczem jest on zarazem zapowiedzią dal­
szych ataków. W związku z tem musiałem ogłosić niniejsze uwagi, po­
nieważ mają one za zadanie objaśnić genezę tak ostatniej krytyki, jak
i zapowiedzianych dalszych krytyk p. M., jakie się niewątpliwie pojawią
w formie odpowiednio wzmocnionej w związku z mojem niniejszem
oświadczeniem, a na które to ataki nie mam zamiaru odpowiadać. Odpo­
wiedzi znajdą się lecz w dalszych moich pracach.
Bardzo możliwe, że na pojawienie się recenzji p. M wpłynęły jeszcze
inne czynniki. Może szło o dyskwalifikację lwowskiego ośrodka nauk
antropologicznych i etnologicznych w związku z obsadzaniem katedry antro-

pologji w Krakowie. Dlatego w uwagach krytycznych p. M. został także
odpowiednio „uczczony“ prof. Czekanowski. Możliwe, że szło o pewne odzna­
czenia w pewnej Instytucji naukowej. Możliwe, że szło o drukowane utrwa­
lenie niekorzystnych opinij wyrażanych o mej osobie przez p. M. w Funduszu
Kultury Narodowej i o pozbycie się w ten sposób niewygodnego konkurenta
do subwencyj w tej Instytucji. Moje zamiłowanie do hipotez i w tym wypadku
skłania mnie do szukania głębszych przyczyn tej krytycznej troskliwości
w stosunku do lwowskich uczonych.
A teraz zastanówmy się, czy ten ostry i megalomański ton, w jakim
p. M. pisze o mnie i innych swych kolegach - etnologach jest uzasadniony
pewnemi specjalnemi zasługami p. M. dla etnologji polskiej. Ośmielę się
twierdzić, że tych zasług specjalnych dotąd nie widzę W dziedzinie orga­
nizacyjnej właśnie pierwszy Lwów przyczynił się do utrwalania tej myśli,
że etnologja powinna być przedmiotem nauczania w polskich uniwersy­
tetach i od nas ta myśl szerzyła się na inne miasta. Dlatego każdy etnolog
powinien z jakiem takiem uszanowaniem odnosić się do Lwowa, jako tej
placówki, która trwała mimo wielkich trudności i przyczyniła się do utrzy­
mania myśli etnologicznej w Polsce. Nie pisałem dotąd nigdy o tych spra­
wach, dlatego, ponieważ wedle mego zapatrywania dla dobra naszej nauki
wszyscy etnologowie polscy powinni pracować zgodnie i solidarnie razem
współdziałać, dokąd nie umocnią tej dziedziny w uniwersytetach, muzeach
i w świadomości całego społeczeństwa. Z tego powodu — o ile nie byłem
sprowokowany — unikałem pisania o pracach p. M., aby nie rozjątrzać
istniejących między nami zacrażnień. I z tego to powodu w „Ludzie“ nie
było specjalnej oceny „Badań nad kulturą Słowian I“, z tego powodu nie
wyzyskałem Kwartalnika Etnograficznego „Lud“ do wypadu na p. M.
z okazji ostatniej jego książki o „Kulturze ludowej Słowian“, lecz prosiłem
o recenzję Prof. A. Brucknera, która wypadła niezwykle życzliwie i jest
doskonałą antytezą tego, jak „Lud Słowiański“ odnosi się do redaktora
„Ludu“.
I gdyby nie ta moja stała zasada krytyczna, że w naszych obecnych
ciężkich warunkach naukowych każda praca choćby niezupełna zasługuje
na uznanie, byłbym mógł wiele nieprzyjemnych uwag napisać p. M. naj­
pierw w związku z zupełnie fantastycznemi hipotezami jego pracy p. t.
„Badania nad pochodzeniem, i pierwotną kulturą Słowian“. Następnie był­
bym mógł również wykazać, że ,;Kultura ludowa Słowian“ nie uwzględnia
wyczerpująco wszystkich Słowian, że pomija bardzo wiele zagadnień, nie
ma tej jasności i przejrzystości, jaką musi mieć podręcznik uniwersytecki,
wogóle jest starannym katalogiem rozmaitych wytworów kultury materjalnej Słowian, ale nie daje żadnej perspektywy historycznej i nie objaśnia
przyczyn powstania i rozmieszczenia pewnych wytworów kulturowych. Nie
czyniłem jednak tego, bo miałem zawsze wielką wyrozumiałość dla cudzych
prac, choćbym się z niemi nie zgadzał. Niestety ta wyrozumiałość została
fałszywie pojęta, jako słabość, czy brak krytycyzmu i dlatego w przyszłości
będę musiał zmienić moją dotychczasową metodę w celu uniknięcia nie­
porozumień.
Między p. M. a mną tych nieporozumień nie da się niestety usunąć,
ponieważ jesteśmy typami diametralnie przeciwnymi. P. Moszyński przy­
pomina mi bardzo silnie owego anonimowego autora życiorysu ogłoszonego
w Nauce polskiej IX, 217—245, który w ciszy i pedantycznym nastroju
pracuje skupiony równocześnie tylko nad jednem zagadnieniem, którego
nic nie rozprasza, a rzeczywistość i współczesność zupełnie nie zajmuje.
Przy takiej pracy układa się starannie rozmaite szczególiki, pedantycznie
rozmieszcza się je w różnych szufladkach, a potem na tej podstawie kom­
binuje pewne całości. To jest taka nauka na zimno. Dla mnie etnologja jest
nietylko nauką, ale jakby pewną ideą, którą szerzę. Do tej dziedziny wiedzy
przychodzę z entuzjazmem i dlatego w Instytucie etnologicznym lwowskim

bywało czasem na ćwiczeniach po przeszło stu studentów, a na seminarjach
po kilkudziesięciu. Dlatego też w środowisku lwowskiem etnologja panuje
nietylko w samym Instytucie Etnologicznym, ale zajmują się nią także języ­
koznawcy, nietylko sJawiści, ale i historycy literatury i sztuki. Instytut etno­
logiczny U. J. K. stwarza pewną życzliwą atmosferę wokoło siebie, coś
zupełnie przeciwnego aniżeli Instytut krakowski p. Moszyńskiego. P. M. jest
przykładem człowieka skoncentrowanego, ja piszę najmniej kilka prac od­
razu, nie licząc rozmaitych drobniejszych artykułów, a przytem biorę udział
żywy w pracy społeczno - kulturalnej w bardzo wielu towarzystwach. P. M.,
mimo że sam pisze o swych kolegach stylem trzeciorzędnego brukowego
pismaka — bardzo źle patrzy na to, gdy któryś z jego studentów pisze
artykuł do dziennika, ja natomiast uważam, że obowiązkiem nawet samego
profesora jest napisanie od czasu do czasu artykułu dziennikarskiego z za­
kresu swej specjalności. Naukę należy związać z życiem, a nie pielęgnować
ją zazdrośnie w wybranej grupce snobów czy też nawet jedynie dla włas­
nej przyjemności. Wreszcie dla mnie rozmaite szczególiki i drobiazgi są
zwykle rzeczą drugorzędną i w związku z tem w mych pracach, które —
przyznaję to — powstają w tempie dość szýbkiem, nieraz trafi się jak każ­
demu jakiś lapsus calami, przecież nawet pedantyczny p. M. pisze stale
J. Świątek a nie Świętek. Bo dla mnie problemem najciekawszym są właśnie
owe tak przez p. M. zlekceważone wnioski ogólne. W każdej pracy usiłuję
wyjaśnić przyczynę pewnych zjawisk. Ten ciągły niepokój badawczy, ta
nieustanna wichrowatość idei będzie jeszcze nieraz mąciła ciszę i ład myśli
p. M. Brak takich twórczych wysiłków w książce p. M. o „Kulturze ludowej
Słowian“ najbardziej mnie właśnie razi. Dlatego o wiele więcej sympa­
tyczną jest dla mnie Prof. Stanisława Poniatowskiego „Etnografja Polski“,
bo jakkolwiek z zasadniczemi ideami autora nie godzę się, to jednak jest
tu jakaś nić przewodnia, jakaś więź, która różne fakty z zakresu etnografji
polskiej w całość zespala.
A na koniec zastanówmy się, jaka z tych ostrych krytyk p. M. wynik­
nie korzyść dla etnologji polskiej. Nie ulega wątpliwości, że następstwa
będą jak najbardziej ujemne. Rozwój etnologji polskiej zależy przedewszystkiem od zgodnej współpracy wszystkich pracowni etnologicznych
i ich kierowników. Ciskanie zatrutych strzał krytycznych przez p. M. takie
współdziałanie oczywiście uniemożliwia. Zarazem tego rodzaju krytyki dys­
kredytują naukę polską zagranicą, z którą „Lud Słowiański“ stara się mieć
jak najściślejsze związki. P. Moszyński już swego czasu w praskiej „Slavii“
urządził taką „propagandę“ J. Czekanówskiemu, za co słusznie został skar­
cony. Obecnie jednak ponawia swe ataki, które mają zagranicy udowodnić,
że prawdziwa praca naukowa w dziedzinie etnologji poza pracownią p. M.
w Polsce nie istnieje. Akcja taka jest oczywiście w najwyższym stopniu
szkodliwa nietylko dla etnologji, ale wogóle dla naszych międzynarodowych
stosunków intelektualnych. Dlatego należy wyrazić nadzieję, że niewątpli­
wie niewłaściwe nawoływania p. M., aby również w innych krajach sło­
wiańskich przeprowadzać rodzaj takiej jakiejś „czystki“ naukowo - perso­
nalnej, nie odniesie skutku.
Atak na moją osobę wywołuje także pewne specjalne trudności, a mia­
nowicie podważa „Lud“ redagowany przeżeranie od lat dwudziestu dwu,
które to pismo w związku z ogólnemi trudnościami gospodarczemi jest obec­
nie poważnie zagrożone. Rzuca to oczywiście także cień na działalność Insty­
tutu Etnologicznego U. J. K. i na prace, które z tego Instytutu wychodzą.
Dlatego też musiałem odpowiedzieć publicznie na krytykę p. M. Poprzestaję
na ogólnych wyjaśnieniach i nie spieram się na razie o szczególiki- ponie­
waż nie dysponuję do walki z kolegami pismem tak hojnie subwencjonowanem przez Fundusz Kultury Narodowej, jak „Lud Słowiański“ i muszę się
bronić własnym kosztem.

Dr. Adam Fischer
Erüüarnîa
(
L.Wiśniewskiego
wa Lwowie.

Profesor Uniwersytetu Jara Kazimierza we Lwowie
i Redaktor Kwartalnika Etnograficznego LUD.

TOWfllZWWO LUDOZ1AWCZE WE LWOWIE

poïeca następujące wydawnictwa własne:
BĄK ST.: Chata wiejska w okolicy Tarnobrzegu.................................
CISZEWSKI SX : Czaszki ludzkie z kłódkami ........
DĄBROWSKI ST.: Czapka i kapelusz w Lubelskiem......................
FRANKOWSKI E.: Zabiegi mag.czr.e przy pożyczaniu, kupnie i sprze­
daży
.udu polsKieg^...........................................................................
FRANKOWSKI E. : Wycinanki i ich przeobrażenia...........................
FRÄNKLOWA G. : Wycinanka żydowska w Polsce z 16 ryc- . .
GAN SZYNIEC R.: Czynnik racjonalny w wierze i w obrzędz;e . .
— Pieiścier w wierzeniach ludowych starożytnych i średnicwiecznysh
........................... -............................................... ..... .
GOMME G. L. : Folklor, Podręcznik dla najmujących się Iudoznawstwem . ,.....................................................................................................
GONE1 SZ.. śpiewki z okolic Andrychowa. Z nutami .....
JANÓW J. : „Sabałowa bajka“ H. Sienkiewicza................................
KLINGER W,: Do wpływów starożytności na folklor......................
KORANYI K.: Łysa Góra................................
KORANYI K. : Czary i gusła przed sądami kościelnemi w Polsce
„w XV i w pierwszej połowie XVI wieku................................ .....
KOSIŃSKI WŁ. : Widowiska świąteczne w Makowie, Kalwarji i Żebrzydnwieî eh. Z nutami......................................................................
KRZYWICKI L. : Początki własności 'ndywidualnej...........................
KRZYŻANOWSKI J.: „Peregrynacja Maćkowa“................................
KUCHTA J. : Rodzime wątki w podaniu o Twardowskim ....
LUD Kwartalnik etnograficzny. Komplet. T. I—XXVIII (Bez wyczer­
panych zeszytów III 2—3, IV 1, V 1—2, VI 1, VII 1, VIII 3,
X 1-2)......................................................................................................
— T. XI—XXIII, XXV—XXVI można nabyć oddzielnie. Cena po­
szczególnego tomu..........................................................................
— Cena poszczególnego zeszytu (T. XI—XXVi).................................
— Tom XXIV................................................................................................
— T. XXVII......................................................................................
.
— T. XXVIII. z. 1-4.................................................................................
— T. XXIX z. 1-4.................................................................................
— T. XXX z. 1-4......................................................................................
kEMPICKI Z. : Podania o bohaterach......................................................
MATUSIAK SZ. : Wieszczba i źreb . .
...........................................
MĄCZEWSKI P. : Konik zwierzyniecki w Troi......................................
MŁYNEK L. : Uwagi nad pieśniami ludu wielickiego......................
Pamiętnik zjazdu naukowego etnografów 1905 r. ...... .
Pieśni nabożne. Z. 1—5. Cena poszczególnego zeszytu......................
PIŁSUDSKI BR. : Poezja Gilaków...........................................................
— Trąd Gilaków...........................................................................................
PIWOCKÍ K.: Zagadnienie iretody w badaniach nad sztuką luaową
PORĘBOWICZ E.: Berta z dużemi stopami ....
....
RECHOWICZ K. : Sztuka budowania z drzewa w okolicy Skolego
SEWERYN T. : Hafty opoczyńskie...........................................................
SEWERYN T. : Kaszubskie złotogłowie z 18 ryc............................... .
— O śpiewającym zbóju............................................................................
— Tęck: ks malowania ludowych obrazów na szkle
....
MOLEf ,'SKI T. : Lud górnoegipski...............................................................
LJWiNA W : Lud lubartowski
.................................................................
SOCHANIEW1CZ K : Miary i cen« na Podolu w XVI w. . . . .
W TORT J. : Filozofja pierwotna Animizm)...........................................
— ' ’arys orawa zwyczajowegoludu.litewskieo o..............................
ZBOROWSKI J.: Pieśń o Proápakowej bandzie .......

t

Z/, gr.
4'—
- -'10
1*50
2.—I*—
3‘—
—'50
1'—
2'—
—'50
4'—
—"50
1—
1'—
—"2J
—'50
150
1'—

325 —
10'—
2'50
1512 —
20-18'—
20-—’50
—'50
—'25
—'25
—*50
1'—
1'1’—
1'—
—'50
—'50
2'—
1'50
--'50
4*—
—"50
1'—
1'—
1'—
1'—■
1.—

Ossolińskich. Lwów -— Kalecza 5, Warszawa — Nowy Świat 72.

Biblioteka Śląska



4521

li

TREŚĆ TOMU
A

ROZPRAWY:

■■

Kzg 1 2857/67 10U 000

ZNAMIEROWSKA-PRÜFFEROWA MARJA : Muzeum fctnograficzne
,U. S. B. w Wilnie i jego przyszłość.....................................................
1
JANÓW JAN : Exemplum o czarcie wiodącym do zbrodni przez opilstwo ■' 12
SEWERYN T.ADEUS L : Łowiectwo ludowe la Wołyniu......................24
SULÍkJRSKI TADEUSZ : Rybołówstwo na Górnym Sanie......................35
KORANYI KAROL : O pochodzeniu zwyczaju t. zw. „oślego pogrzebu“
44
JODŁOWSKI STANISŁAW : Święty Marynus
................................................. 47
JAWORCZAK “LEKSANDER: Szopka w Dąbrówkach pow. Łańcut
53
ZBOROWSKI JULJI ’BZ : Ludoznawcze przyczynki z góralszczyzny
65
SZULCZEWSKI J. W. : Rośliny w mianownictwie, orz osądach i lecznictwie ludu wielkopolskiego...................................................................... 93
KUCHTA JAN : Motyw Matki Boskiej — Ucieczki grzesznych w Dodaniacl ludowy-:ř o czarnoksiężnikuTwardowskim....................................... 100
KRYCZYNSKI STAl .ISŁAW : Materjały etnograriczne z Mieleckiego . 109
KRYCZYŇSK LEON : O Tatarach rzemieślnikach w Polsce .... 111
KRZYŻANOWSKI JULJAN : Facecje, zagadki i bajki ks M. I. Kuli­
go wskiego ............................................................................................................... 118
RECENZJE I SPRAWOZDANIA...........................................
MO-162
ALFRED BACHMANN: Bibljografja ludoznawcza 1929
.... 163-175
Zestawienie kasowe za r. 1932
.
...................................................... 176

TABLE DES MATIÈRES.
ÉTUDES : ZNAMIEROWSKA - PRÜFFER M.: Le Musée Ethnographie re de
l’Université Etienne Batory à Wilno et son avenir. — JANÓW J.
„L’exemple“ du diable qui mène au crime par l’ivresse. — SEWE­
RYN TH. La chasse chez les paysans dans Wołyń en Pologne. —
SULIMIRSKI TH. La pêche sur le haut San. — KORANYI CH. Sur
l’origine de la coutume dite „funérailles d’âne“. — JODŁOWSKI ST.
Saint Marinus. ■— JAWC'RCZAK A. La crèche à Dąbrówki district
Łańcut. —■ ZBOROWSKI j. Notes ethnographiques sur les montagnards
polonais. — SZULCZEWSKI J. Les herbes dans la terminologie, dans
les superstitions et dans la médication du peuple de la Grande Po­
logne. — KUCHTA J. Le thème de la Sainte Vierge, Refuge des pé­
cheurs dans les égendes populaires concernant le sorciei Twar­
dowski. — KRYCZYNSKI ST. Matériaux ethnographiques. î. La con­
sécration de l’eau et du sel dans la sorcellerie bourgeoise. 2. Les
vêtementsr populaires au 18-e siècle dans les contrées de Mielec. _ —
KRYCZYNSKI L. Les Tartares — ouvriers en Pologne. — KRZYŻA­
NOWSKI J. Facéties, enigjnes) fables de l’abbé M. 1. Kuligowski.
CRITIQUES ET COMPTES-RENDUS. BIBLIOGRAPHIE ETHNOGRAPHI­
QUE.

DO SZANOWNYCH CZŁONKÓW TOWARZYSTWA
LUDOZNAWCZEGO I PRENUMERATORÓW LUDU1
Ponownie zwracamy się z prośbą do wszystkich naszych członków i prenumera­
torów, ażeby nietyłko nie opuszczali naszych szeregów, ale starali się pozyskać
dla nas nowych członków, a nadto nie zalegali z należną nam prenumeratą,
lecz płacili ją choćby w ratach za pośrednictwem czeków na konto nasze
w P. K. O. nr. 143.945. WKŁADKA WYNOSi TYLKO ZŁOTKAO MIESIĘCZ­
NIE. Zarazem miisimy z przykrością stwierdzić, że odezwa nasza wydrukowana
w XXX tomie Ludu nie wywarła odpowiedniego skutku i jedynie subwencji Mi­
nisterstwa W. R. i O. P. w kwocie 1.500 zł. zawdzięczamy wydanie tomu XXXI.
Mimo tak trudnych warunków nie tracimy nadziei, w pracy nie ustajemy i wy­
dajemy XXXI tom Ludu nawet ulepszony pod względem typograficznym.

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.