0c42a727b6f66c8d03f74c414ba1c8d9.pdf
Media
Part of Lud, 1931, t. 30
- extracted text
-
LUD
ORGAN POLSKIEGO TOWAHZYSTWA ETNO
LOGICZNEGO, WYDAWANY PRZEZ POLSKIE
TOWARZYSTWO LUDOZNAWCZE WE LWOWIE
3R6A9E DE Li SOCIETE P0L0HCÍSE B ETHH0L06IE
REDAKTOR: ADAM FISCHER
SERJA II - TOM X — ZESZYT I-II
OGÓLNEGO ZBIORU - TOM XXX
WDANY Z ZASIŁKU M. W, R. I O. P.
LWÓW — WARSZAWA — KRAKÓW — POZNAŇ - WILNO
NAKŁADEM TOWARZYSTWA LUDOZNAWCZEGO WE LWOWIE.- SKŁAD
GŁÓWNY W WYDAWNICTWIE ZAKŁADU NARODOWEGO IM. OSSO
LIŃSKICH, LWÓW, KALECZA 5. - WARSZAWA, NOWY ŚWIAT 72. -
KOMITET REDAKCYJNA „UJDU“ :
PPOF. DR. WILHELM Î3RUCHNALSKI, PROF. DR. ADOLF CHYLIŃSKI,
PROF DR. JAN CZEICANOWSKI, PROF. DR. ADAM FISCHER. PROF.
DR. EUGENIUSZ FRANKOWSKI, PROF. DR. LEON KOZŁOWSKI.
REDAKTOR NACZELNY : PROF. DR. ADAM FISCP^R.
L
U
D
wychodki kwartalnie w zesiyianh oi?Ję$o£ci 4—G arkuszy. —
Prenumerata z prze syłką pocztowa rocznie 18 zł. — Przed
płatą pTSff w je AdmFnustrącJa „LUDUW oraz Wydawnictwo
Zakładu
fan. 3uo(KiIi!ch f wszystkie tsiągarnie.
Członkowie Polskiego Towarzystwa Etnologicznego i Towa
rzystwa Ludoznawczego we L wowie, którzy uiścili wkładkę statu
tem przepisaną. t.j. 12 zŁ rocznie, otrzymują „LUD“ bezpłatnie.
Rękopisy. Jisty, czasopisma i książki przeznaczone dla redak
cji „LUDU“, oraz wszelkie pisma, odnoszące się do Towarzystwa
Ludoznawczego we Lwowie, a także sprawy administracyjne,
reklamacje, zamówienia wydawnictw, zgłoszenia do Towarzystwa
Ludoznawczego we t.wowie i wkładki należy adresować:
»BÄM FISCHER, LWÖW — UWITOSWí, TAH.tł) ETNOLO
GICZNY, iit- MARSZAŁKOWSKA 1.
„LUD' (Le peuple).
Reçue trimestrielle consacrée à l’étude d’ethnologie et d’anthropoh g\e polonaises, publiée par la Société Polonahe d’Ethnologie à Léopol.
Prix d'abonnement d’un an, 2 Doli.
„LUD“ signalera tous les travaux se rattachant à l’ethnologie et
à l’anthropologie. Uéchange est accepté avec toutes ’es reOues savantes.
Toutes les communications relatives à la rédaetbn, lettres, livres»
bériodiques etc. deVror t être adressées à M. Adam Fischer, secrétaire de
la Société Polonaise d’Ethnologie, Institut ďEthnologie de pUniversité
Jean-Casimir à Léopol (Lu'ô'C, Pologne).
L U D
ORGAN POLSKIEGO TOWARZYSTWA ETNO
LOGICZNEGO, WYDAWANY PRZEZ POLSKIE
TOWARZYSTWO LUDOZNAWCZE WE LWOWIE
*
0S5MIE DE U SOCIfT£ PCiailülSE D’ETHKOLDGIE
REDAKTOR: ADAM FISCHER
SERJA II - TOM X — ROK 1931
OGÓLNEGO ZBIORU - TOM XXX
WYDANY Z ZASIŁKU MIN. W. R. I O. P.
I MAGISTRATU MIASTA LWOWA
Z 16 ILUSTRACJAMI
LWÓW — WARSZAWA — KRAKÓW — POZNAŃ — WILNO
NAKŁADEM TO\ fARZYSTWA LUDOZNAWCZEGO WE LWOWIE. SKŁAD
GŁÓWNY W WYDAWNICTWIE ZAKŁADU NARODOWEGO IM. OSSO
LIŃSKICH, LWÓW, KALECZA 5. — WARSZAWA, NOWY ŚWIAT 72 -
KOMITET REDAKCYJNY „LUDU“:
PROF. OR. WILf JELM BRUCHNALSKI, PROF DR. ADOLF
CHYBIŃSKI, PROF. DR. JAN CZEKANOWSKI, PROF. DR.
ADAM FISCHER, PROF. DR. EUGENJUSZ FRANKOWSKI,
PROF. DR. LEON KOZŁOWSKI.
____
30.
ílS RZECZY
I. ROZPRAWY.
Str.
Janów Jan: „Sabałowa bajka“ H. Sienkiewicza i legendy o „dziwnych
sądach bożych“
.
.
.
.
•
Pietkiewicz Czesław: Higjena w życiu Poleszuków
....
Piwocki Ksawery: Zagadnienie metody w badaniach nad sztuką ludową
Seweryn Tadeusz: Technika malowanie ludowych obraz.iów na szkle
Udziela Seweryn: Rośliny w wierzeniach ludu krakowskiego
76
14
1
145
36
II. NOTATKI I MATERJAŁY ETNOLOGICZNE.
Bryk Jan: Scytyjski kurhan w Kaczanówce .
Jodkowski Józef: O czarowniku Znaku na inkwizycji w Grodnie w 1691
roku i o ziołach czarodziejskich .......
Zborowski Juljusz: Drobne notatki z Podhala
.
...
.
Zborowski Juljusz: Powstanie węgierskie w pieśniach góralskich
.
3
202
192
200
III. RECENZJE I SPRAWOZDANIA.
Bałaban M.: Zabytki historyczne Żydów w Polsce (G. Fränklowa)
Barabasz St.: Sztuka ludowa na Podhalu (A. F.)......................................
Byhan A. — Krön E.: Europa (A. Fischer) ....
Bystroń St J.: Socjologja (F.) .........
Caravaglios C.: Voci e gridi di venditori in Napoli (A. F.) .
Chętnik A.: Z kurpiowskich borów (A. Fischer) .
.
.
Czekanowski J.: Różnicowanie się dialektów prasłowiańskich w świetle
kryterjum ilościowego (F.)
.
.
.
.
■
Czekanowski J.: Rasy i ludy (A. Fischer)
......
Czubryński A.: Mistrz Twardowski (J. Kuchta)
.
.
.
.
.
Dialektologia Polska w latach 1915—1930 (W. Taszycki)
Djoudjeff S. Rythme et mesure dans la musique populaire bulgare (F.)
Erixon S.: Vara Konstnärliga Landskapskaraktärer.......................................
Falkowski J.: Narzędzia rolnicze typu rylcowego (A. Fischer)
Fischer A : Etnografja słowiańska (J. Falkowski) ....
Garay N.: Tradiconcs y cantares de Panama
....
Gavazzi M.: Razvoj i stanie etnografije u Jugoslaviji
.
233
244
240
245
249
243
246
253
217
256
249
253
254
239
255
248
Str.
Geiger P.: Volkskundliche Bibliographie für die Jahre 1925 —1926
(A Fischer)
...........
241
Gorovei A.: Descântecele Românilor (A. F )
.
249
Hempler Fr : Psychologie des Volksglaubens insbesondere der volks
tümlichen Natur-und Heilkunde des Weichsellandes (A Fischer)
243
Hoffmann-Krayer E — Bächtold-Stäubli H : Handwörterbuch des deu
tschen Aberglaubens (A Fischer) .......
250
Horák J.: Histoire des littératures slaves
......
246
Kelemina J.: Bajke in pripovedke slovenskega ljudstwa (Fr Ilešic)
.
212
Klich E : Cygańszczyzna w „Chacie za wsią“ Kraszewskiego (F )
.
255
Klimek S.: Contributo ail’ analisi raziale della serie craniologica dei
Samoiedi (F ) ,
.
.
.
.
.
.
.
.
.
256
Klinger W.: Doroczne święta ludowe a tradycje grecko-rzymskie
(J Man igiewicz)
..........
237
Koppers W.: Die Frage eventueller alter Kulturbeziehungen zwischen
dem südlichsten Südamerika und Südaustralien (A. Fischer)
.
254
Kucharski E.: Pani Pana zabiła (F.) .
......
244
Kuhn W.: Die jungen deutschen Sprachinseln in Galizien (A. F.)
.
251
Kutrzeoianka A.: Budownictwo ludowe w Zawoi (A. F.)
.
. 242
Leser P.: Entstehung und /erbreitung des Pfluges (J. Falkowski)
. 227
Magryś Fr : Żywot chłopa działacza (A. Fischer) .....
242
Mak W.: O akademjach pedagogicznych w Prusiech (H. Perls) .
. 240
Marinus A.: Folklore historique et folklore sociologique (A. Fischer) .
240
Marinus A.: Le néo-folkloris-ne (F.) ........
249
Matuszkówna S.: Zdobnictwo kobiecego stroju żywieckiego (F.) .
.
243
Melik A : Kozolec na Slovenskem (A Fischer)
.....
247
Monografja statystyczno-gospodarcza województwa lubelskiego .
.
241
Moszyński K.: Kultura ludowa Słowian, część I Kultura materjalna
(A. Brückner) ...........
213
Niederle J Rukovět slovanské archeologie (A. F.)
....
245
Pata J.: Krótki přehlad lużiskoserbskeho národopisného dźeła (A. F.)
246
Pessler W.: Kulturkreis und Kernland Niedersachsen, ihre Bedeutung
und Erforschung (F.l
.
.
.....
252
Pessler W.: Niedersächsische Volkstrachten (F ) .....
252
Powiat Swiętochłowicki (F.) .........
241
Rowid H.: Szkoła twórcza (F.)........
245
Sandvik M C.: Forening for norsk Folkekunst (A F.) ....
253
Schiller L. i Makłakiewicz J.: Pastorałka (F.)
.
.
.
.
. ■ 245
Schneeweis E.: Feste und Volksbräuche der Lausitzer Wenden (A. Fischer) 224
Seliszczew M A.: Sławjanskoje nasjeljenije w Albaniji (F.) .
.
.
248
3i "ola B. — Gavazzi M.: Muzikološki rad etnografskog Muzeja u Zagrebu
248
Stampach Fr.: Hejčedlo, studie o rozšířeni primitivní kolébky (J. Fal„
kowski) .
.
. 226
Stampach Fr : Základy národopisu cikánů v CSR (J. Falkowski).
.
238
Stampach Fr.: Kulturní primitivismus a civilisace (A. F.)
.
.
.
255
Stránská D.: Lidové obyčeje hospodářské. Zvyky při seti (A. Fischer)
246
Vakarelszky K : Bolgár ekovasak és csoroszlyák .....
249
Van der Ven: Le jeu du drapeau (F.)
.......
252
Vlahovié M ■ Sredačka żupa (F.)
........
248
Vurnik S.: Studija o glasbem folklon na Belokranjskem (A F.) .
.
248
Wikman V. Rob. K.: Järul (F.) ........
253
KRON'KA ETNOLOGICZNA.
Siede l.dziesięciolecie Prof. Macieja Murki (Dr. Henryk Batowski)
Sześćdziesięcic'ecie Prof. Franciska Ilešicia (H. Batowski) .
.
.
.
263
265
Str.
Sprawozdanie z działalności Muzeum Etnograficznego w Krakowie za
rok 1930 (S. Udziela) ..........
266
Pomnażanie zbiorów ludoznawczych ■ v Poznaniu ....
268
Wystawa Rolnicza i Regjonaina w Tarnopolu i 931 roku
.
. 262
Pierwsza Konferencja socjologów polskich
.
... 269
Kolo etnologów studentów Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie 256 —
Wykłady Dyr. W. Pesslera w Polsce
....... 272
Zestawienie kasowe za lata 1930 i 1931 ....
.
273—4
SPiS RYCIN.
Ryc. 1. Matka Boska Częstochowska, obrazek z Jasionowa w pow.
brzozowskim .........
.
Ryc. 2 a. Św. Anna i Matka Boska, podhalański obrazek na szk'e (fo
tografja strony licowej) .........
Ryc. 2 b. Św. Anna i Matka 3oska (fonografja odwrocie) .
.
Ryc. 3 a. Św Weronika, podhalański obrazek na szkle (fotografja strony
licowej.
.
.........
Ryc 3 b. Św. Weronika, podhalański obrazek na szkle (fotografja od-
wrocia)
........................................................-
•
_ ■
■
149
154
155
158
159
Ryc 4. Zdjęcie z krzyża, obraz egtomizowany z okolic Kołomyi .
.
165
Ryc. 5. Matka B z Dzieciątkiem, obrazek podhalański ....
169
Ryc. 6 T. zw. Janosikowa freirka, obrazek podhalański
.
.
173
Ryc. 7. Adam i Ewa, obrazek podhalański
.......................................176
Ryc. 8. Chrystus na krzyżu, obrazek podhalańsk. ....
Ryc 9 Chrystus w grobie, obrazek podhalański............................................. 176
Ryc 10. Św Rozalja, obrazek kaszubski.
.
....
176
Ryc. 11. Chrystus na krzyżu, obrazek kaszubski .....
176
Ryc. 12. Św. Ignacy, obrazek kaszubski .
176
Ryc. 13 Schematyczny profil kurhanu scytyjskiego w Kaczanówce
.
189
Ryc 14. Zabytki z kurhanu scytyjskiego w Kaczanówce
.
.
.
191
TABLE DES MATIÈRES
du volume XXX (Année 1931) de !a Revue ethnographique
„Lud“ („Le Peuple“)
I. ÉTUDES
PagII. III.
Janów J.: „Le conte de Sabała“ d ; H. Sienkiewicz et les légendes sur
les „étranges jugements de Dieu“ .......
Pietkiewicz C-‘ La hygiène dans la rie des habitants de la Poliesie .
Piwocki X.: Le problème de la méthode dans les recherches sur les
arts populaires .........
Seweryn T.: La technique des peintures populaires sur verre
.
.
76
14
1
145
II. MATÉRIAUX ET NOTICÈS ETHNOGRAPHIQUES
Bryk J.: Kourgen scythe à Kaczanówka .......
187
Jodkowski J.: Le sorcier Maxime Znak à l’inquisition de Grodno en
1691 et les plantes des sorciers......................................................... 202
Zborowski J.: Quelques notes de Podhale
......
192
Zborowski J.: L’insurrection hongroise (de 1848) dans les chansons
des montagnards polonais
.
.
.
....
.
- •
200
III. CRITIQUES ET COMPTES-RENDUS
.... 212-262
IV CHRONIQUE ETHNOLOGIQUE
....................................... 263-274
KSAWERY PIWOCKI.
ZAGADNIENIE METODY W BADANIACH
NAD SZTUKĄ LUDOWĄ.
(LE PROBLÈME DE LA MÉTHODE DANS LES RECHERCHES SUR LES
ARTS POPULAIRES).
Wstęp.
Wspaniały rozwój nauki o sztuce w ostatnich dziesiątkach
lat rozszerzył niezmiernie zakres zainteresowań historyków sztuki.
Oprócz kontynuowania studjów nad zabytkami wszelkich stylów
i epok, pochodzących z wielkich ognisk sztuki europejskiej, po
święcą się obecnie wiele czasu i pracy badaniu sztuki prowincjo
nalnej, zainteresowano się wreszcie sztuką bliższego i dalszego
Wschodu. W pogoni za rozwiązaniem psychologicznego problemu
twórczości zwrócono się do sztuki dziecka, ludów pierwotnych
f schizofreników, poświęca się również coraz więcej uwagi sztuce
ludowej Temu ostatniemu jednak przedmiotowi poświęcają się
historycy sztuki, jak dotąd, tylko dorywczo, pozostawiając dzie
dzinę tę etnologom. Ich cele badawcze i metody przez nich uży
wane. nie mogą jednak przynieść wiedzy o sztuce tych rezultatów,
jakie są konieczne w studjach nad całokształtem zjawisk twór
czości plastycznej.
Metoda etnologiczna.
Pochodzi to stąd, że etnolog badający wszelkie przejawy kul
tury ludu zarówno materjalne, jak i duchowe i starający się ująć
je w pewien syntetyczny całokształt, z konieczności podkreślać
będzie socjalną stronę sztuki, z pominięciem jej artystycznych
walorów 1). Zwraca więc pilną uwagę na utylitarną, w sensie spo
1) Antoniewicz Włodzimierz: Pisanki w Polsce. Ziemia.
T. IV., str. 186 —188, dochodzi n. p. do przekonania, że to co nazywamy
„twórczością“ ludową jest powtarzaniem bezmyślnem motywów, które kiedyś
miały sens symboliczno - religijny, a więc społecznie utylitarny.
Lud T. XXX.
1
2
łecznym, stronę sztuki i „dojdzie on w końcu zawsze do tego,
że będzie w sztuce szukać głównie związku z życiem zewnętrznem
i podkreślać wartości życiowe, natomiast ignorować indywidualny
wysiłek jako podstawę twórczości i psychologiczne motywy czynu
artystycznego“1). Ze względu więc na specjalne cele nauki
o sztuce nie można badania sztuki ludowej zostawiać tylko etno
logom. Obie dyscypliny muszą się tym przedmiotem podzielić.
Metoda historyczna.
Z drugiej strony historyk sztuki przystępujący do badania
sztuki ludowej napotyka na wielkie, nieprzezwyciężone niemal
trudności. Nie mam tu na myśli ani ogromu materjału, ani jego
różnolitości. Zorganizowana bowiem, wytężona i zbiorowa praca
może takie przeszkody łatwo usunąć. Stokroć przykrzejszem jest
uczucie, że wszystkie niemal sposoby i metody, któremi dotąd
się posługiwał, nie przynoszą odpowiednich rezultatów, często
prowadzą nawet na manowce — czuje się więc bezsilnym wobec
zagadnień, jakie mu narzuca opracowywany przedmiot. Szkic ten
ma być próbą zorjentowania się w wyborze środków, któreby
historykowi sztuki umożliwiły badania nad tym leżącym dotąd
odłogiem terenem twórczości artystycznej.
Musimy najpierw zgodzić się z faktem, że metoda ściśle hi
storyczna, to jest szeregowanie faktów artystycznych w łańcuchy
chronologicznie i genetycznie powiązane, taka, jaką używamy
przy badaniu sztuki warstw wyższych, cywilizowanych społe
czeństw — zupełnie zawodzi w zastosowaniu do anonimowych
dzieł sztuki ludowej. Wyrasta ona, podobnie jak sztuka ludów
pierwotnych, barbarzyńskich i dzieci, spontanicznie z najgłębszych
złoży duchowych, niemal bez udziału intelektu i refleksji. Wszyst
kie te działy twórczości artystycznej nie należą do historycznej
nauk: o sztuce, lecz do ogólnej. Nie wyklucza to jednak możliwości
także pewnego historycznego stanowiska w odniesieniu do zagad
nień sztuki ludowej.
Przedewszystkiem sztuka ludowa, dzięki swemu upartemu
konserwatyzmowi, o którym będzie jeszcze mowa, w trzymaniu
się tradycyjnych form, odziedziczonych po przodkach, jest olbrzy
1) Podlacha Władysław: Historja sztuki a historja kultury.
Pamiętnik IV Zjazdu Historyków polskich w Poznaniu. 1925. Sekcja V, s. 8.
3
mim rezerwoarem form z różnych epok, począwszy od czasów
przeddziejowych. To też historyk sztuki, pragnący zrekonstruo
wać sztukę przedhistoryczną narodów europejskich, musi poznać
twórczość ludową. W niej znajdzie jeszcze wiele form, zachowa
nych od czasów przedchrześcijańskich x).
Zdaje sobie z tego sprawę n. p, Józef Strzygowski w ostatniej
swej pracy o sztuce starosłowiańskiej z). Niezaprzeczone związki
między sztuką tatrzańskich górali a staro - gocką wykazał ostatnio
Wł. Antoniewiczs). Przykłady możnaby mnożyć w nieskoń
czoność.
Naodwrót badacz sztuki ludowej znajdzie w niej wiele form,
tematów i kompozycyj zaczerpniętych z twórczości warstw wyż
szych Dzieło sztuki ludowej przypomina w ten sposób poniekąd
przekrój geologiczny. W jednem dziele spotykamy często kilka
naście „stylów“, począwszy od wpływów gotyku i renesansu, po
przez barok do Klasycyzmu, a to wszystko spojone razem specy
ficznie ludową transformacją kształtów na formy zrozumiałe dla
środowiska. Wykrycie jednak owych specyficznych właściwości
sztuki ludowej, które mimo różnorodności jej motywów pozwa
lają nam je stylowo identyfikować, nie może udać się historji
sztuki w ścisłem tego słowa znaczeniu. Nie chodzi tu bowiem
o wiązanie faktów’ artystycznych w łańcuchy przyczynowe, ale
o znalezienie klucza, któryby nam umożliwił zrozumienie takiej,
a nie innej predyspozycji twórczej artysty ludowego.
Metoda zależna od celu badań.
Nie ma dotąd i być nie może jednolitej metody w badaniach
nad sztuką ludową. Zmienia się ona zależnie od celu, jaki sobie
dany uczony założył i — co za tem idzie — od zagadnień, które
pragnie rozwiązać. Sprawę komplikuje fakt, że ażeby móc wszech
stronnie naświetlić poszczególne problemy, trzeba często posłu
giwać się kilkoma różnemi metodami, zaczerpniętemi z różnych1 2 3
1) Haberlandt: Volkskunde und Kunstwissenschaft. Jahrbuch für
hist. Volkskunde. T. I. str. 217. J. Strzygowski: Zur Rolle der Völker
künde in der Forschung über bildende Kunst Zeitschrift für Völkerkunde.
T. XXXI, s. 101.
2) Strzygowski J.: Die altslavische Kunst. Augsburg, 1929. s. 139,
212, i 221.
3) Antoniewicz Wb: Metalowe spinki góralskie. Kraków. 1928.
1
4
dyscyplin naukowych. Że twierdzenie to nie jest gołosłowne, spró
buję udowodnić, przytoczywszy kilka takich głównych zagadnień
z dziedziny sztuki ludowej.
Systematyka.
Pierwszą i najłatwiejszą pracą będzie oczywiście systematyka
sztuki ludowej, to jest szeregowanie faktów artystycznych z tej
dziedziny wedle pewnych cech jednorodnych. Systematykę taką
można prowadzić wedle dwóch szablonów, zależnie od zasady,
jaką się przyjmie za podstawę podziału, a więc topograficzną lub
rzeczową. Pierwszą, jak na to sama nazwa wskazuje, będzie łą
czenie wszelkich rodzajów sztuki ludowej w grupy, zależnie od
terenów, na których one występują. Otrzymujemy w ten sposób
pewne zespoły faktów artystycznych z dziedziny sztuki ludowej,
związanych przynależnością geograficzną '). Mówimy więc n. p.
0 sztuce ludowej łowickiej, zakopiańskiej, sądeckiej, krakowskiej,
kaszubskiej i t. d. Systematyką rzeczową zaś nazywam łączenie
przedmiotów sztuki ludowej w zespoły, zależnie od materjału
1 techniki ich wykonania, lub wreszcie zależnie od ich przezna
czenia. Tak n. p. Frankowski Eugenjusz w dziełku swem „Sztuka
Judu polskiego“ 2), wyróżnia takich grup piętnaście, z całym sze
regiem poddziałów, a to: budownictwo i rzeźba, sprzęty, ceramika,
hafty, pasy, zapinki, podłaźniczki, szopki i różdżki weselne, pi
sanki, wycinanki, malowanki, kilimy, obrazy olejne i na szkle,
i wreszcie drzeworyty. Tego rodzaju badania systematyczne, gro
madząc coraz obszerniejszy zasób faktów artystycznych, posłu
gują się metodą opisową, wymagającą dokładnej znajomości
przedmiotu i wiążą zabytki sztuki z innemi gałęziami kultury materjalnej ludu. Prace tego rodzaju można zestawić z inwentary
zacją zabytków sztuki warstw wyższych. W omawianej dziedzinie
prace te prowadzili i prowadzą nadal skrupulatnie głównie etno
logowie. Większość przytłaczająca dzieł z zakresu sztuki ludowej
ma właśnie charakter systematyki topograficznej lub rzeczowej.
Jako typowe systematyki topograficzne wymienię znane dzieła:
Matlakowskiego: „Budownictwo ludowe na Podhalu“3) i „Zdo-1 2 3
1) Ewentualnie szczepową, przyczem jednak zasiąg geograficzny szczepu
musi być szczegółowo określony.
2) "Frankowski Eugenjusz: Sztuka ludu polskiego. Monografje
art. T. XVII. Warszawa 1928.
3) Kraków. 1892.
5
bienie i sprzęt ludu polskiego na Podhalu“1), lub Szucliiewicza:
„Huculszczyzna“ *2).3 Metodami systematyki rzeczowej posługują
się n. p. w badaniach nad pisankami: Sumcow s), Krček 4) 5 i* Anto
niewicz s), a w dużej mierze w innych dziedzinach Szumane)
i Frankowski7).
Zakres sztuki ludowej.
Daleko cięższem zagadnieniem, wymagającem bardziej skom
plikowanych metod poznawczych, jest — nasuwający się każdemu
badaczowi nieodparcie — problem zakresu sztuki ludowej. Jest
bowiem rzeczą znaną, że zakres tej sztuki jest bardzo nieokreślony
i płynny. Wedle określenia prof. Bystronia 8) ludowemi nazywamy
te treści kulturalne, które opierają się o tradycję niezorganizowaną, płynną i bezpośrednią, przekazywaną z ust do ust, z po
kolenia w pokolenie. O ile taka definicja wcale ściśle ogranicza
zakres n. p. literatury ludowej — przeciwstawiając ją piśmien
nictwu opartemu o druk — o tyle w odniesieniu do sztuk pla
stycznych pozostawia wiele niejasności i luk, czego zresztą nie tai
sam jej autor. O trudnościach tych wspomina Haberlandt9), który
zaleca w tym względzie jak najdalej posuniętą ostrożność i do
radza ograniczenie się do sztuki rzeczywiście chłopskiej. Stano
wisko takie jest jednak niewątpliwie jednostronne, bo cały szereg
działów, które stylowo łączą się ze sztuką wiejską, jak hafty,
drzeworyty, po części rzeźba i t. p. — zawdzięczamy w dużej
mierze prowincjonalnym miasteczkom, stanowią więc one wyraz
zapatrywań artystycznych grup społecznych miejskich.
Zagadnienie zakresu sztuki ludowej ma ważne znaczenie
również dla historycznej nauki o sztuce, szczególnie przy bada
niach sztuki prymitywów i prowincjonalnej. Często bowiem
w takim wypadku trudno rozstrzygnąć, czy mamy do czynienia
.
J) Warszawa. 1901.
2) Lwów. 1902.
3) Kiewskaja Starina. 1891.
4) Pisanki w Galicji. Lwów. 1893 i 1898.
51 Pisanki w Polsce. Ziemia. T. IV.
e) Dawne kilimy w Polsce i na Ukrainie. Poznań. 1929.
7) Wycinanki i ich przeobrażenia. 1924.
8) Wstęp do lmloznawstwa polskiego. T. II. Lwowskiej Bibljoteki sla
wistycznej. Lwów 1926.
3) Oesterreichische Volkskunst, s. 1 i nast.
6
z ostatniemi zagonami sztuki wielkiej, czy też poprostu z miej
scową sztuką ludową. Mam tu na myśli n. p. niektóre prymitywne
niemieckie drzeworyty średniowieczne, lub n. p. rzeźby gotlandzkie, które Roosval uważa za dzieła osobnej szkoły artystów
warstw przodujących, Gębarowicz za płody ludowe ’).
Widzimy więc, że jeśli wyjdziemy od definicji treści kultu
ralnych, oznaczonych jako ludowe, nie możemy uzyskać pewnych
kryterjów, któreby umożliwiły wyznaczenie zakresu sztuki ludo
wej. Zdaje mi się, że pewniejszą drogą będzie wyjście od samej
sztuki i próba określenia form stylowych, treściowych, czy ideo
wych, charakteryzujących twórczość par excellence ludową.
W ten sposób od omawianego problemu wchodzimy nieodwołalnie
w zagadnienie stylu ludowego.
Styl ludowy.
Ażeby zdefinjować styl jakiejś grupy dzieł, musimy operować
materjałem porównawczym, gdyż tylko przez analizę porównaw
czą możemy dane dzieło w szeregu innych umiejscowić. Jeśli więc
chodzi o stylistyczne walory sztuki ludowej, głos może mieć je
dynie fachowy historyk sztuki, posiadający bogaty materjał po
równawczy z wszelkich innych działów sztuki i operujący terminologją wypracowaną w łonie swej dyscypliny. Poznanie różnic
stylowych, dzielących utwory ludowe od dzieł warstw kulturalnie
przodujących i ewentualne wyjaśnienie podobieństw, oto zadanie,
czekające historyków sztuki. Takie porównawcze badanie pozwoli
nam uzmysłowić sobie jasno stosunek artysty ludowego do po
szczególnych problemów artystycznych, a więc przedewszystkiem
stosunek jego do otaczającej go przyrody, co i jak widzi? czy
odtwarza naturę wprost, czy też rysuje z pamięci? Z tem łączą się
zagadnienia kompozycji, perspektywy, plastyki, światłocienia,
konturu, kolorystyki i t. d. Ponieważ jednak styl każdy jest spo
sobem ujmowania artystycznego zjawisk, zależnym od podstawy
psychologicznej danego twórcy, czy ich grupy — odpowiedź na
te wszystkie pytania będzie dopiero wstępem do głębszego wni
knięcia w problem twórczości artystycznej ludu. Nim jednak doń
przejdę, poruszę inne, równie ważne i równie skomplikowane za
gadnienie, jakie przy rozważaniu stylu ludowego się nasuwa.i
1) Gębarowicz Mieczysław: Początki kultu św. Stanisława
i jego zabytek na północy. Lwów 1927, s_ 15.
7
Zagadnienie rasy i narodowości.
Jest to zagadnienie właściwości rasowo - narodowych sztuki
danego ludu I tu znowu historyk sztuki musi się podzielić pracą
z szeregiem innych dyscyplin. Głos zabrać tu musi i antropologja ’) i historja kultury w najogólniejszem tego słowa znaczeniu,
a więc prehistorja i przedewszystkiem etnologja 12).3 Nauka o sztuce
może się przyczynić poważnie do tego rodzaju badań, analizując
porównawczo sztukę wszystkich warstw danego narodu, czy danej
rasy i wnikając w psychologiczne podstawy ich twórczości. Jeśli
. prawdą jest twierdzenie, że każdy naród inaczej reaguje na zja
wiska świata zewnętrznego, inaczej również musi wyglądać jego
sztuka, niż innych narodów i zbadanie tych różnic, wskazanie ich
cech zasadniczych, jest właśnie jednem z zadań ogólnej nauki
o sztuce. Ponieważ lud jest rezerwoarem, w którym najdłużej
przechowują się właściwości rasowe narodu s) i skąd czerpie on
stale pierwiastki rodzime, przeciwstawiające się międzynarodo
wym prądom, żywym wśród warstw kulturalnie przodujących,
przeto określenie właściwości narodowo-rasowycli sztuki ludowej
musi mieć pierwszorzędne znaczenie dla całokształtu nauki
0 sztuce.
Psychologja twórczości ludowej.
Najważniejszą pracą jednak, bo jak widzieliśmy, pozwalającą
rozwiązać pośrednio i problem zakresu sztuki ludowej i jej stylu
1 jej właściwości rasowych, jest rozwiązanie zagadnienia psycho
logicznych podstaw twórczości artystycznej ludu. Ponieważ ta
ostatnia jest silniej związana z życiem społecznem4), niż to się
dzieje w innych grupach socjalnych, więc należy zbadać najpierw
całokształt kultury duchowej, z której ona wykwita.
Podłoże religijno-kulturalne.
Tu znowu przyjdą historykowi sztuki w pomoc etnologja
i prehistor ja i to te ich działy, które zajmują się życiem duchowem
1) X. B. Rosiński: Spostrzeżenia z pogranicza antropologii i so
cjologii. Kosmos. T. LIV. Zeszyt 2_, 1929, s. 272.
2) A. Fischer: Znaczenie etnologji dla innych nauk. Lud. R. XXI, s. 91.
3) Klein Fr.: Wschód w sztuce ludowej. Ziemia. R. IV, s. 438 — 439
i Langer Ant.: Istota ludoznawstwa, jego granice i cele. Ziemia. R. VI, s. 9.
4) Frankowski E.: Sztuka ludu polskiego. Monogr. art. T. XVII.
Kraków 1928, s. 5 — 6.
8
ludu narodów cywilizowanych i szczepów pierwotnych i barba
rzyńskich Sztuka na wszystkich szczeblach rozwoju kulturalnego,
a szczególnie u ludu jest silnie związana z religją, stąd religjoznawstwo porównawcze odgrywa poważną rolę w pracach nad
interpretacją sztuki. Umysł pierwotny i prostaczy ogarnia prze
rażenie na widok świata otaczającego, pełnego niewytłumaczal
nych dlań zjawisk i katastrof, czyhających na człowieka i jego
mienie. Pod wpływem tego silnego metafizycznego lęku przepełnia
on wszystko wierzeniami religijnemi ’). Niema prawie rzeczy,
któraby nie miała pewnego określonego waloru mistycznego i du
chowego *2).i Każdy elementarny akt wiary jest immanentnie po
łączony z elementarnym rytuałem 3), z którego wprost rodzi się
symbolika religijna, a za nią artystyczna. Wnioskowanie prelogiczne, metafizyczne, oparte nie na apercepcji, lecz na wolnych
i dowolnych kojarzeniach — jest charakterystyczne dla pewnego
okresu rozwoju kulturalnego ludzkości. Mit jest rodzajem formy
myślenia, a przy tej formie pozostał lud w dużej mierze 4).5 Sztuka
prymitywna, a niejednokrotnie i ludowa, nie jest tylko zabawką,
lecz posiada głębokie znaczenie mistyczne e). Stąd pochodzi sym
bolika, często nawet skomplikowana, sztuki ludowej i pierwotnej.
„Niezmiernie trudném, choć nader interesującem zadaniem jest
odtworzenie znaczeń mitologicznych, demonologicznych i kulto
wych niektórych form ludowych obecnych i przeddziejowych.
Podstawą tego rodzaju mniemań są albo obecnie jeszcze w różnych
krajach uznawane i w ten sposób tłumaczone symbole, czy odpo
wiedniki religijne, albo też przekazane objaśnienia analogicznych
zjawisk w opisach pozostawionych przez pisarzów starożytnych
i kronikarzy średniowiecznych“ 6). Dla przykładu przytoczę, że
już w przypiskach do kroniki Kadłubka w kodeksie eugencjań11 Worringer W Formprobleme der Gotik. München 1922, s. 15
Antoniewicz: Pisanki w Polsce. Ziemia. H. IV, s. 188.
2) T y 1 o r : Cywilizacja pierwotna. Tłum. polskie. Warszawa 1899. T. II,
s. 153 i Witort J. Filozofja pierwotna. Animizm. Lwów 1900, s. 16.
3) Mai inowski Br.: Wierzenia pierwotne j formy ustroju spo-.
łecznego. Pogląd na genezę religji ze szczególnem uwzględnieniem totemizmu.
Kraków 1915, s. 75.
4) Kral: Najnowsze lderunki badań mitologicznych. Tłum. Karłowicz.
Wisla T XV, s. 674 i 675.
5) Worringer W.: Formprobleme der Gotik. München 1922, s. 16.
6) Antoniewicz Wt: Metalowe spinki góralskie, Kraków 1928, s. 3.
i
9
skimJ), pochodzących z XIII lub początków XIV wieku, znaj
dujemy wzmiankę o znaczeniu symbolicznem pisanek *2).3 Zabawki
dziecinne u ludu rosyjskiego na Syberji posiadają również zna
czenie kultowe 8). U ludów amerykańskich nawet wszelki orna
ment ma posiadać znaczenie symboliczne 4).*
Rozwikłanie owych znaczeń form symbolicznych zawdzięczać
więc będziemy prehistorji i etnografji porównawczej, a i pewne
zdobycze psychoanalityków nie są tu bez znaczenia. Mam na
myśli poszukiwanie przez zwolenników Freuda analogji kulto
wych dla tłumaczonych przez nich symbolów marzeń sennych ’).
Oprócz tych zagadnień znajomość szerszego podłoża kultury
ludowej pozwoli nam poznać przysłowiowy konserwatyzm ludu
We wszelkich dziedzinach życia przechowuje on pewne formy
kultur przeszłych, mało modyfikując je w ciągu wieków6). Ta
właściwość ma olbrzymie znaczenie dla prehistorji, a i historja
sztuki, jak o tern już mówiliśmy, wiele może jej zawdzięczać.
Struktura wrażeń u ludu.
Poznanie podłoża kulturalnego, z którego wykwita sztuka
ludowa wyjaśnić nam może i inne jej strony poza symboliką
i konserwatyzmem, nie wytłumaczy nam jednak samej struktury
wrażeń optycznych i sposobu ich ujmowania przez artystów ludo
wych, ani praw rządzących ich twórczością. Wedle Woelfflina 7)
historja sztuki jest historją widzenia ludzkiego, a ludzie widzą
różnie nietylko w odmiennych epokach i ' krajach, ale także na
odmiennych szczeblach hierarchji socjalno - kulturalnej. Dlaczego
Ô Magistři Vincentii Chronica Polonorum. Wydana przez A. Przeździeckiego, s. 194.
2) Potkański K.: Materjały historyczne. Lud. R X., s. 217 i 218.
3) Recenzja Br. Piłsudskiego z W. Charuziny Sborník statiej. Moskwa
1912. Lud. R. XVIII, s. 229 i 230
4) Recenzja A. Fischera z Posnansky A. Das Treppenzeichen in den
amerikanischen Ideographien... Thesaurus ideographiarum Amencanarum.
T I Berlin 1913. Lud. R XVIII, s. 233.
") Freud S.: Vorlesungen zur Einführung in die Psychoanalyse.
Leipzig — Wien — Zürich 1922. Wykład X. Die Symbolik im Traume,
s.. 160—185. Bychowski G.: Psychoanaliza. Lwów — Warszawa 1928,
str. 35.
6) Antoniewicz: Pisanki w Polsce. Ziemia. R IV, s. 188.
7) Woelfflin H.: Kunstgeschichtliche Grundbegriffe. München 1918.
10
tak się dzieje, może nam wytłumaczyć socjologja i etnologja, jak
to się dzieje, wyjaśnia nam ogólna nauka o sztuce. Jak widzi
i jak tworzy człowiek inteligentny, wiemy po części z introspekcji,
po części z wyznań pozostawionych przez artystów. Ale skąd do
wiemy się, jak widzi i jak tworzy lud?
Przedewszystkiem dzieła jego podlegają ogólnym prawom
twórczości o których mówią estetyka i ogólna nauka o sztuce. Do
takich należą n. p. symetrja, proporcja i rytm '). Określenie takie
byłoby jednak zbyt ogólne, by mogło charakteryzować twórczość
ludową.
Psycholog sztuki więc musi się zwrócić do badaczy stylu
ludowego i dowie się, że lud n. p. tworzy dzieła dalekie od natu
ralizmu, co poświadczają wszyscy uczeni, zajmujący się tym pro
blemem. „Lud pojmuje rzeczy jednostronnie i widzi co innego,
niż to, co w istocie się stało... Spostrzeżenie zatem nie jest zgodne
z rzeczywistością“12). Wiemy również, że dla ludu: „Perspektywa
i proporcja części do całości... są... nieznane. Oglądając obraz nie
może się lud wydziwić, dlaczego jedne figury są większe, a drugie
mniejsze, chociaż te ostatnie to nie dzieci“ 3). Jednem słowom lud,
jakby vo powiedział Leon Chwistek, widzi inną rzeczywistość, niż
my i nazwałby ją rzeczywistością naturalną, czyli prymitywną,
w przeciwieństwie do racjonalnej czyli fizykalnej, której odpo
wiada sztuka realistyczna, do rzeczywistości wrażeń, której odpo
wiednikiem w sztuce jest impresjonizm i wreszcie do rzeczywi
stości wyobrażeń, której odbiciem są dzieła ekspresjonistów.
W rzeczywistości prymitywnej przedmioty świata zewnętrznego
rozwinięte są na płaszczyźnie, ponieważ nie ma jeszcze pojęcia
głębokości, to jest łączenia wrażeń wzrokowych z dotykowemi,
nie ma w niej również gry świateł i refleksów, bo przedmioty wy
stępują oddzielnie, niepowiązane ze sobą wzajemnemi relacjami,
dlatego również posiadają najczęściej tylko barwy lokalne, pamię
ciowe4). Artyści ludowi tworzą wprost z pamięci, naturę widzą
1) Schmarsow A. Grundbegriffe der Kunstwissenschaft. Berlin 1905,
także Bücher K.: Arbeit und Ryth mu s. Leipzig 1899.
2) Rożniecki St.: Duńskie podania ludowe o Polakach. Wisła.
R. XIII, s. 115.
3) Udziela S.: Poczucie piękna u ludu ropczyckiego.
4) Chwistek L.: Wielość rzeczywistości w sztuce. Przegląd Współ
czesny. U. III. Nr. 24. 1924, s. 90 i 91.
11
przez nią. Są ideoplastykami, to jest, nie przedstawiają natury
taką, jaką sobie przypominamy i konstruujemy w schematyczne
symbole 1).
Porównanie ze sztuką dzieci, ludów pierwotnych i degeneratów.
Podobną strukturę widzenia dostrzegamy u dzieci, u ludów
pierwotnych i nierzadko umysłowo chorych, co jest łatwo zrozu
miałe, jeśli wraz z Freudem przyjmiemy, że objawy psychopa
tyczne nie są niczem innem, jak regresją do poprzednich
faz rozwoju duchowego 12).3 Zaobserwowano już niejednokrotnie
fakt, że „życie ontogeniczne człowieka jest tylko skrótem życia
filogenicznego ludzkości. Dziecko, jak ludzkość, rozpoczyna od
fazy zwierzęcej, po niej następuje faza naiwnego podziwu, wresz
cie po niej faza obserwacji, mniej lub więcej przepojonej re
fleksją... jest to u dziecka, równie jak u człowieka dzikiego wiek
mitów“8). Dla ludu, dzieci, barbarzyńców i idjotów odtwarzanie
za pomocą rysunku pojęć zdobytych przez wzrok, staje się po
trzebą nieprzepartą. Rysunek jest najdawniejszym z języków ma
lowniczych i wyrazistych. Rysunki te nie zmierzają do efektu, to
jest, są robione tylko dla ich autorów, nie dla publiczności, są to
osobiste notatki pamięciowe, tak, że są one często zrozumiałe
tylko dla ich twórców. Jak w języku głosowym dziecka i pier
wotnego człowieka słowo upraszcza się i sprowadza do jego samo
głoski akcentowanej, tak w ich rysunku uproszczony obraz spro
wadza się do prostego rysu zasadniczego — reszta zanika4).* * *
1) Verworn: Ideoplastische Kunst. Berlin 1913.
2) Bychowski G.: Psychoanaliza. Lwów — Warszawa 1928, s. 176.
Tenże: Ueber Autismus und Regression in den neuen Kunstströmungen.
Zeitschrift für Psychiatrie. T. LXXVIII.
3) Bordier A.: Tlum. M. Massonius. Spostrzeżenia o rysunku u zwy
rodniałych, pierwotnych i dzieci. Bulletin de la Société Dauphinoise d’Ethnologie. T. IX., nr. 3 i 4.Wisla- R- XVII, s. 486. Por. Spencer H.: Zasady
socjologji. Warszawa 1889. T. I., s. 75. Freud: Vorlesungen. Leipzig —
Wien — Zürich 1922, s. 221 — 237. Bychowski G.: Psychoanaliza Lwów —
Warszawa 1928, s. 174.
4) Karłowicz J.: Pismo obrazowe. Wisła. R. VI, s. 431 i 432.
Wit ort J.: Godła rodowe chłopów archangielskich. Lud. R. II, s. 7 i nast.
Osiński K. M.: Runy słowiańskie u ludu. Lud. R. XV, s. 220-—230.
W u n d t : Völkerpsychologie. T. III. Leipzig 1908, s. 95.
12
„Niema kompozycji całości, każda część rysowana jest sama dla
siebie bez troski o proporcje i stosunki“ ł).
Podświadomość.
Dzieci, ludzi pierwotnych, prostych i umysłowo chorych
charakteryzuje skłonność do działalności odruchowej. „Pożądanie
dąży odrazu do zaspokojenia, istnieje zaledwie słabe wyobrażenie
następstw wtórnych“2), przytem wszelkie działania ich, a więc
i sztuka, są napiętnowane silnym akcentem uczuciowym3). In
stynktowne, najpierwotniejsze popędy rządzą nietylko życiem, ale
i sztuką dziecięcą, pierwotną i ludową. Badaniem takich popędów,
wychodzących z najgłębszych warstw duchowych, nieświado
mości i podświadomości, zajmują się psychoanalitycy. Stąd płynie
ważność ich metod dla ogólnej nauki o sztuce przy badaniu po
stawy psychologicznej twórcy ludowego. Psychoanaliza bowiem
pozostała jak dotąd jedyną naukową próbą dotarcia do nieświa
domości.
Oczywiście omawiając tak zawiłe kwestje, jak zagadnienie
postawy psychicznej twórcy ludowego, poruszam tylko szkicowo
najważniejsze problemy i tylko z grubsza dotykam najważniej
szych metod poznawczych w tej dziedzinie. Rzeczy te bowiem są
tak zawiłe i mało zbadane, że trudno omówić je wyczerpująco
i zadawalająco w tak krótkim artykule. Praca niniejsza ma tylko
zapoznać najogólniej z możliwemi trudnościami, jakie badanie
sztuki ludowej musi za sobą pociągnąć i wykazać, że tylko psycho
logiczne metody ogólnej nauki o sztuce mogą się z niemi uporać,
a to w oparciu o cały szereg innych dyscyplin, jak etnologja, prehistorja, antropologja, socjologja i psychoanaliza.
RÉSUMÉ.
La méthode strictement historique qui réunit les faits artistiques
en chaînes évolutives, reliées chronologiquement et génétiquement —
méthode que ton emploie dans l’étude de Par* des couches.supérieures
des sociétés civilisées — nous trompe quand on étudie*ila matière,
pour ainsi dire anonyme que nous offre l’art populaire. La tendance
b Bordier A.: Spostrzeżenie o rysunku. Wisła. R. XVII, s. 491. Por.
rysunek w Ilustracji Wielkopolskiej, nr. 23 z 10 marca 1929.
!) Spencer H.: Zasady socjologji. Warszawa 1889. T. I., s. 73 i 74.
s) W u n d t : Völkerpsychologie. T. III. Leipzig 1908, s. 87. Mowa tu
o sztuce dziecka.
13
évolutive de cet art est excessivement faible en face d’une autre ten
dance qui y est profondément enracinée, à savoir celle de conserver
les formes. On ne peut donc pas appliquer, dans l’étude de l’art po
pulaire, une méthode homogène, mais il faut la changer relativement
aux problèmes qui se présentent. A côté de la systhématique de
l’art populaire, pratiquée, jusqu’à présent, surtout par les ethnologues,
au premier plan des problèmes apparaît celui du domaine de l’art
populaire. Le moyen, le plus sûr de tracer les limites du domaine de
l’art populaire, est d’analyser le style populaire et d’en établir la dé
finition. La solution de ce dernier problème, appartenant aux questions
d’une science générale de l’art (Allgemeine Kunstwissenschaft), doit
s’appuyer, aussi bien sur l’étude du fondement religieux et celui de
culture de l’art populaire, que sur l’approfondissement de ses parti
cularités de race et de ses particularités nationales. A l’établissement
d’une définition complète de l’art populaire doivent donc collaborer
l’éthnographie, la sociologie, l’anthropologie et la connaissance des re
ligions comparée. Les matériaux, ainsi obtenus, doivent être appro
fondis à l’aide de méthodes psychologiques de la science générale de
l’art, par l’étude de la structure des impressions optiques chez le
peuple et par la comparaison avec la manière dont les phénomènes
sont embrassés artistiquement par les enfants, les primitifs et les
hommes à esprit borné. Comme l’art primitif, qui a beaucoup de .liens
de parenté avec l'art populaire, semble découler des plus profondes
couches de l’âme, à savoir de la subconscience et de l’inconscience, —
la psychanalyse, jusq’à présent l’unique essai stientifique d’arriver
à ces domaines obscurs de l’âme humaine, peut nous rendre des ser
vices qu’on ne saurait nier. Ce qui précède nous permet d’être per
suadés qu’une suite des problèmes importants qu’offrent à la science
les études sur l’art populaire, ne peuvent être résolus qu’à l’aide de
méthodes psychologiques de la science générale de l'art, et, de plus,
elles doivent s’appuyer sur tout une suite d’autres disciplines telles
que l’ethnologie, la sociologie l’anthropologie et la psychanalyse.
CZESŁAW PIETKIEWICZ
HIGJENA W ŻYCIU POLESZUKÓW.
(LA HYGIÈNE DANS LA VIE DES HABITANTS DE LA POLIESIE).
Czystość ciała.
Mycie się codzienne. „Miedźwiedź nikoli nie mýjecsa, a zdarôü“ — przysłowie, równające się polskiemu: ,1 wilk
się nie myje, a żyje“, najlepiej charakteryzuje pogląd Poleszuka
na czystość ciała. Umywa się on codziennie zimną wodą bez
mydła tylko dlatego, że grzechem jest spożywać, a nawet tknąć
chleba, będąc nieumytym. Po obudzeniu się przedewszystkiem
trzykrotnie czyni znak krzyża, następnie zaczerpnąwszy wody
z „wiadra“ ’) wody naczyniem glinianem, kwartą blaszaną, a naj
częściej czerpakiem „karćc“12), nabiera jej do ust tyle, ile się
zmieści i nachyliwszy się nad pomyjakiem, stojącym zawsze przy
ławie u progu, wylewa w garście, myje ręce i twarz, ponawiając
tę czynność kilkakrotnie. Innym razem wydziela wodę stopniowo,
jednocześnie rozmazując ją po twarzy, przyczem głośno prycha,
a w dnie świąteczne, kiedy cała rodzina w domu, wyrostki leją
wodę na ręce starszym i sobie wzajemnie. Umywający się nie
kiedy nalewa wody w lewą garść i umywa lewą stronę twarzy,
a następnie w ten sam sposób załatwia się ze stroną prawą. Jest
to właściwie tylko zwilżanie twarzy i rąk z pominięciem szyji
na której z czasem powstaje gruba warstwa brudu i rażąco się
odbija nawet od tak niedbale umytej twarzy.
Do mycia się codziennego bardzo rzadko używają miski gli
nianej lub innych naczyń i tylko do umywania głowy ciepłą wodą,
zawsze służy mała balijka „rażka“. Kobiety myją głowy' dość
często: co tydzień, co dwa, a mężczyźni tylko wtedy, kiedy ro
bactwa za dużo się rozmnoży, które o wiele łatwiej wyczesać
1) Ob. Cz. Pietk. Pol. cz. rys. 110.
2) Tamże, rys. 111.
15
z mokrych włosów i uśmiercić, niżeli z suchych . Nóg podczas
zimy nie myją, a latem myją się one same: na rosie rannej i po
deszczu, na błocie podczas połowu ryb i piskorzy, oraz w czasie
sianokosu. Kobiety przy częstem praniu myją się też mimo woli,
a wracając z chlewa i obory niechlujnie utrzymywanej, muszą
się myć z konieczności.
Umyte części ciała (twarz, głowę i ręce) wycierają ręcznikiem,
ale gdy go na razie niema, to w porze ciepłej wcale się nie
ucierają, lecz suszą na słońcu lub na wietrze. W braku ręcznika
lub innej szmaty podczas zimy, do utarcia się służy dolna część
własnej koszuli (mężczyźni noszą niewiele krótsze koszule od ko
biecych). Kobiety często się ucierają w ten sam sposób, a dziew
częta też nierzadko, ale tą częścią koszuli, która leży na plecach,
wierząc, że w ten sposób wszelkie krosty, mogące się zjawić na
twarzy, będą przeniesione na plecy. To też dbająca o czystość
skóry na twarzy, wysunąwszy ręce z rękawów przekręca koszulę
rozporkiem na plecy i wtedy się uciera. Poleszuk jest tak nie
wybredny, że się utrze brudnym workiem, lub takiej samej czy
stości płachtą, szmatą, którą nawija na nogi, a nawet wiechciem
słomianym. Nie można tego powiedzieć o wszystkich, ale w za
padłych kątach Polesia większość jest, a przynajmniej taką była
przed 60 laty.
Tylko dla niemowlęcia matka robi wyjątek, nie żałując dlań
fatygi ani wody, do której zamiast mydła dodaje trochę ługu
„Ü lètku, kali dzicià ad potu kiśnie (kwaśnieje), to trèba ü wôdu
dalić trószki luhu“. Kąpią w niecce wyłącznie na to przeznaczonej,
napełnionej czystą ciepłą wodą i starannie wycierają jak naj
miększym ręcznikiem, twierdząc, że dorosły może się umyć nawet
pomyją mi, utrzeć zużytą miotłą, to mu nic się nie stanie, ale
za lada uchybienie względem dziecka co do czystości — wielki
grzech. „Starómu można pamycsa ü pamýjnicy, ücièrcisia chać
dzierkaczóm, to jeho czort nie wóźmie, a za kryüdu dziciàci
ciažki lírech láže na dùszu“. Kąpiele te urządzają przynajmniej
raz na tydzień, w sobotę, po zachodzie słońca ’), a zależnie od
możności, lub choroby dziecka, na którą kąpiel jest lekarstwem —
i częściej. W miarę podrastania kąpią coraz rzadziej, aż dziecko1
1) Po zachodzie słońca w sobotę wolno iylko niektóre czynności wy
konywać, a do tych należy i kąpanie dziecka. Por. Federowski, Lud.
Biał. I. 1276.
16
3 lub 4 - letnie miewa to szczęście tylko przed większemi świętami,
a w najlepszym razie — eo miesiąc. Natomiast matka codziennie
umywa mu twarz nad pomyjakiem, nalewając wody w garść, lub
tylko wyciera mokrą, nie pierwszej czystości szmatą1). Jeżeli pod
czas umywania dziecko kaprysi lub wogóle nie chce się myć, to
matka mu grozi, że jutro będzie musiała je szorować skrzypem
(Equisetum hiemale, silvaticum et arvense Lin.), gdyż do jutra
narośnie na twarzy dużo błota.
Kąpiele zimne. Kąpią się nawet dość często, ale nie
ze względów higjenicznych lub innych pobudek, lecz tylko dla
ochłody podczas upałów (ad znoju) i tylko tam, gdzie jest rzeka,
jezioro, staw lub większa sadzawka. Korzystając z każdej wolnej
chwili, biegną do wody i czem częściej uprawiają ten sport, tern
większą czują tego potrzebę. Dzieci po całych dniach brodzą, tylko
na czas niedługi wyłażąc z wody, a skóra ich nabiera ciemno brunatnej barwy. Nad brzegami rzek i jezior, szczególniej w ro
dzinach rybackich, lub wśród potomków rybaka, o których
mówią: „Kali baćka byü rybakom, to i syn pahledàje u wódu“,
bywają nawet dzielni pływacy, nietyłko amatorowie kąpieli*2).
Większość wsi, pomimo nizin, w których leżą, pomimo błot
w pobliżu pełnych strumieni, bagnistych, zasnutych porostami,
jest pozbawiona tych szczęśliwych warunków 3). Każda taka wieś
-') Do tego sposobu przez niechlujstwo lub pośpiech uciekają się nie
kiedy i starsi.
2) Nauka pływania zaczyna się przy niegłębokim brzegu: wyrostek
kładzie się piersiami wpoprzek sosnowej deski, dług. do 150 cm. i pływa,
stopniowo oddalając się od brzegu w ciągu pewnego czasu, a czując się nieco
wyszkolonym, sporządzę sobie t. zw. „pławok“ Dwa mocno związane snopy
rogoży „sitmak1' lub trzciny „czerdt“, grub, do 30 cm., łączą dwa kawałki
grubego sznura po obu końęach snopów, tak, że między temi snopami jest
przestrzeń na objętość wyrostka. Kładzie się on tedy na sznurach i mając
po obu stronach snopy, odpływa śmiało na miejsca głębsze i pozostaje na
powierzchni, aż sitowie rozmoczone zacznie się zagłębiać. Jedni dość prędko
nabierają wprawy i nie potrzebują tego przyrządu, inni dłużej się nim po
sługują, a niektórzy nigdy inaczej nie pływają.
3) W niektórych miejscowościach kanalizacja błot zmieniła te opłakane
warunki na lepsze. Niejeden strumień oczyszczony wskutek przyspieszenia
prądu, stał się możliwym do kąpieli. Miejscami też, ze względów technicznych
kanały przeprowadzono na stałym gruncie, omijając bagniska, co dato tym
okolicom wartkie strumienie czystej wody, o dnie twardem, aczkolwiek
o brzegach dość wysokich.
, ...
17
i prawie każdy z osobna gospodarz posiada, w końcu ogrodu
przy błocie ,.kopań“, o powierzchni mniej więcej 3X3 metry,
ale woda nieruchoma, zawsze zanieczyszczona i nierzadko wy
dzielająca wstrętną woń, zniechęca do kąpieli nawet niewybred
nego Poleszuka *). Babrzą się w nich tylko dzieci i niekiedy toną;
kąpią się też one i w gliniankach niegłębokich, dzięki warstwie
błotnej gliny, zwanej „hlej“, nieprzewyższającej 30-o centymetro
wej grubości i w kałużach po deszczu ulewnym, używając zamiast
mydła gliny i błota, a starsi patrząc na to mówią: „Üsio adnó
szto dzieci, szto świńnie, bo i tyje i tyje kaczàjucsa fi bałóci“.
Łaźnia (łaźnia albo bania). W niektórych wsiach,
szczególniej na pograniczu czernichowsko - mohilewskiem, można
spotkać łaźnię, przy której zawsze jest studnia, a niekiedy sa
dzawka. Jest to budynek mniej więcej 5X6 m., nazewnątrz nie
wiele się różniący od zwykłej chałupy mieszkalnej Posiada pod
łogę z desek sosnowych, której brak w chatach, a przy jednej ze
ścian, na całej długości, dwie lub trzy półki, szerokie na średni
wzrost człowieka. W kącie przy drzwiach piec bez komina, wybu
dowany z polnych kamieni bez użycia gliny, a na jego ścianach
leżą większe głazy jako sklepienie, mające na sobie dwie lub trzy
warstwy różnej wielkości kamieni, ułożonych nieszczelnie, tak,
jak i samo sklepienie W tym prowizorycznym piecu rozniecają
ogień i podkładają suche drzewo pćty, póki kamienie się nie roz-1
1) Nie przeszkadza to jednak prać bielizny w takich brudach. Ukrainiec
pod tym względem nie różni się od Poleszuka, a nawet go przewyższa. Każdy
gospodarz też posiada kopankę, a do rzadkich wsi należy nieposiadająca
stawu, ale tak pierwsze, jak i drugie zawsze są zanieczyszczone moczeniem
konopi. Jak dalece w ten sposób woda się zatruwa, dowodzi fakt, że w sta
wach ryby giną doszczętnie. Takie traktowanie wody przez Ukraińca pochodzi
stąd, że nie posiada on tak obszernych łąk, w jakie uposażony Poleszuk do
rozścielania roślin włóknistych, zamiast ich moczenia. Ukrainiec, ze względu
na swój kurz dokuczliwy, czuje czasami większą potrzebę kąpieli niż Pole
szuk, to też pakuje się prawem kaduka do czystych stawów dworskich, co
już weszło w zwyczaj prawny „bo my — powiada — wże zrodnyłyś z cim
stawom“. To jednak nie jest typowcm, gdyż większość Ukraińców też nie
umywa szyi, a kurz naprzemian z potem, w ciągu pewnego czasu, pokrywa
ją 2 mm. grubości rudawą skorupą, a ta ostatnia popękana od słońca, jak
gleba ukraińska podczas długotrwałej posuchy, upodabnia się do skóry
krokodyla lub węża. To podobno było powodem do nazywania się wzajemnie
podczas kłótni lub nazywania Ukraińca przez szlachtę „hadiflka“ albo „had“,
używane nawet przez Niemców na schyłku wielkiej wojny.
Lud T. XXX.
U OT U\Ą
- v>Vti
TOWPRlYJACIOŁNAW'
18
palą do ciemno - czerwona. Wówczas zamykają drzwi, przez które
dotąd wychodził dym do sieni i na kamienie leją zimną wodę,
czerpiąc ją wiadrem1) z pełnej kadzi „razrez“ 12), stojącej obok.
Tworzy się para, podnosząca temperaturę w lokalu wedie po
trzeby, a leżący na półkach łaźniarze, biczują się „wień.kanr "
z rózeg brzozowych z liśćmi, rycząc głosami nieludzkimi 3). Wy
trzymalsi leżą na półkach wyższych, mniej wytrwali niżej, a ci,
którzy nie znoszą zbyt wysokiej temperatury — na podłodze. Para,
skraplająca się na półce najwyższej, po obmyciu tam smagających
się, ścieka obficie na drugą warstwę, stąd w podwójnej ilości
wody i brudu, na trzecią, a na czwartą, leżącą na podłodze,
pada rzęsisty, brudny deszcz. Ci ostatni z tego powodu, a głównie
dla ochłodzenia się, co pewien czas wstają i oblewają się zimną
wodą, nie odczuwając wielkiej różnicy między temperaturą wody,
a powietrza w lokalu. Ci z wyższych półek też od czasu do czasu
oblewają się zimną wodą ale przez brawurę przed „niżnikami“
udają, że to czynią w celu odmycia liści brzozowych, które mocno
się przyklejają do skóry. Niekiedy, podczas kilkunastostopniowego
mrozu wybiegają nago na lód, zanurzają się na chwilę w zawczasu
zrobioną przeręblę i znowu wracają do łaźni, nie czując ani zimna
chwilowego, ani też ulegając przeziębieniu. Po skończonej kąpieli
wychodzą nadzy do zimnej sieni, nakładają na rozparzone ciało
zimną bieliznę i ubranie, bez żadnych złych następstw.
Po mężczyznach do łaźni idą kobiety i przy zniżonej tempe
raturze, nie wchodząc na półki myją się ciepłą wodą. zapomocą
oblewania się. To też w łaźni, oprócz kadzi z wodą zimną, stoi
przy piecu drugie naczynie, połączone z niem rurką metalową,
zgiętą nakształt litery U. Oba końce tej rurki wpuszczone do na
czynia, a środek do pieca gdzie, będąc pełną wody, rozpala się
wraz z kamieniami i zmusza całą ilość wody do nieustannego
krążenia, nagrzewając ją w ten sposób.
W innych częściach Polesia rzeczyckiego gdzieniegdzie też
są łaźnie, przyniesione z dalekich okolic zadnieprzańskich i z głębi
Rosji: przez staroobrzędowców („starawiercy“ albo „pilipöny“)
ceglarzy i mularzy, stale przez ziemian sprowadzanych z dwóch
1) Ob. Cz. Pietk. Pol. rz., I. rys. 109.
2) Tamże, rys. 98.
3) Każdy amator łaźni, w początku lala sporządza sobie takich mioteł
(„wirnik“) tyle, żeby ich wystarczyło na cały sezon bezlistny.
i9
osiedli w Czernichowszczyźnie „Dabrjànka“ i „Żłynka“, Oraz maj
strów ciesielskich przez leśnych przemysłowców *), a w 8 dzie
siątku lat, grabarzy z gub. kałuzkiej, powołanych do robót ka
nalizacyjnych na błotach. Wszyscy oni, przyzwyczajeni do łaźni,
nie'mogąc się bez nich obejść na-obczyźnie, budowali choć prowi
zoryczne. Tam, gdzie one się zachowały, Poleszuk z niemi się też
zżył, uznając za pożyteczne, a jednak ta „radnàja riiskaja bania“
nie zdobyła sobie prawa obywatelstwa na Polesiu — i dotąd nie
jest powszechną. Łaźnie posiadają dwory rosyjskie dawne i nowo
powstałe, jak również i Żydzi, nietylko w miasteczkach, ale
i w niektórych wsiach odwieczni arendarze, ale przykłady te mc
były bodźcem dla Poleszuka konserwatysty.
Inaczej jest w Smoleńskiem i w przyległych doń powiatach
Mohilewszczyzny ; każda wieś posiada łaźnię mniej więcej znośnie
urządzoną, nad którą czuwa stróż *2) najemny lub każdy gospodarz
po kolei. Do niego należy troska o czystość, porządek i przygoto
wanie kąpieli w sobotę na wieczór, jak i przed świętem dorocznem,
oraz usługiwanie kąpiącym się. Do niego zwracają się o wszystko,
a najczęściej amatorowie wysokiej temperatury, którzy w miarę
jej spadania lub oswajania się z nią — wołają: „Dziadźka Trachim lub Iwan, paddàj páry“! albo: „Dziàdzieczka sakólik ablij
wadóju“ — woła leżący na podłodze — „bo czysta abamlèü, niezdóleju ustać“ i t. p.
Łaźnia więc tam jest instytucją społeczną, traktowaną na
równi z cerkwią, młynem (wiatrakiem) i karczmą przed wprowa
dzeniem monopolu państwowego. Aczkolwiek Smoleńszczanin,
a poniekąd i Mohilowiec poza łaźnią nie są lepsi od Poleszuka, to
jednak robią wrażenie więcej od niego czystych, chociażby tylko
dlatego, że podczas parzenia się w łaźni, rozwieszają nad piecem
wszelkie szmaty pościelowe i ubrania, w celu pozbycia się in
sektów.
Reasumując powyższe, przychodzi się do wniosku, że Smoleńszczanin z Mohilewcem dbalsi są o czystość ciała od swego są
siada Poleszuka, mało różniącego się od Ukraińca, któremu lub
obu, czy też wszystkim razem wziętym, śmiało można byłoby
x) Ob. Polesie rzeezyckíe, I. sir. 206.
2) A przy nim djabeł „bànny czort“, którego niema wśród wielu djabłów
poleskich. — Ob. „Wiedza i życie“: Krzyż i djabel w wierzeniach Białorusinów
i obszerniej. Pol. rz. Cz. II, rękopis.
2*
20
przeciwstawić Podolaka, czyściejszego od znanych mi Białorusi
nów i Ukraińców (w Kijowszczyźnie), gdyby on i w zimnej porze
roku mógł się utrzymać na tym samym poziomie. Należy jednak
zaznaczyć, że zamiłowanie jego w czystości ciała i otoczenia wy
nika nietylko ze skłonności wrodzonych, ale i warunków, jakie
mu dała przyroda. , Niema kraju nad Podole“, bo „płynie mle
kiem, płynie miodem“ — śpiewa poeta -— ale można dodać mocno
podkreślając: i wodą czystą jak łza w niezliczonych strumieniach,
które po drodze rozlewając się w mnóstwo stawów - jezior i mniej
szych stawków, następnie się zlewają w dopływy Dniestru i Bohu.
Większość wsi, pochowanych w jarach głębokich wcale nie po
siada studni, bo ich nie potrzebuje, mając nieustannie tryskające
źródła ze zboczy gliniasto - piaskowcowych „kyrnýcia“ (sic)
i drobne źródełka, wyciekające z popękanych piaskowców „ciurkacz“, które się dają ujarzmić w ten sposób, że woda zeń spływa
rynienką do podstawionego naczynia. Z tych źródeł tworzy się
strumyk, płynący ulicą obok jezdni, pogłębiający się na zakrętach
o tyle, że kąpać się można Wygodnie i prać bieliznę, a pod „ciurkaczem“ myć się jak pod kranem.
Obfitość i najlepszy gatunek wapna bracławskiego w handlu,
daje możność utrzymania chat wewnątrz i nazewnątrz śnieżno biało, a kolorowane glinki od ciemno - rudej do jasno - żółtej,
pozwalają upiększać białe ściany żółtemi szlakami pionowo na
rogach chałup i ciemniejszemi u dołu — poziomo. Na przyzbach,
wierzchnią warstwę wyschłej gliny też malują na żółto co soboty,
również i tok wewnątrz chaty. Wogóle podolska wieś zawsze wy
gląda czyściej, niż inne ruskie osiedla.
Czystość około siebie.
Czyszczenie chaty. Utrzymanie czystości wewnątrz
chałupy, a poniekąd i nazewnątrz, należy do gospodyni domu,
to też każda posiada dwa główne do tego służące narzędzia:
a) „wienik“ z rózeg brzozowych, miotła bez ożoga T) do zamia
tania podłogi, a właściwie toku, b) „chwoszczankę“ — wiecheć,
zrobiony ze skrzypu2) do szorowania części nietynkowanych
ścian i ruchomych drewnianych sprzętów. Pierwsze z tych na-1) Ob. Cz. Pietk.: Pol. rz., rys. 63.
s) Tamże, str. 2.
21
rzędzi nawet figuruje w zagadce, która w tłumaczeniu znaczy:
„gdyby nie wienik, to w chałupie byłoby śmieci do kolan“, a o drugiem mówią przysłowia: a) „Tak czysto, jakby „chwoszczanką“
szorowano“, b) „Gdyby djabeł dziesięć chwoszczanek zużył, to
jeszczeby się nie doskrobał do żywego (czystego)“, c.) „Choć
chwoszczanką szoruj“ nawet i w tym razie, kiedy jej zastosować
nie można. Swatka, po zlustrowaniu gospodarstwa rodziców na
rzeczonego, mówi do dziewczyny: „Tudiý nie idzi z adnóju chwasz
czànkaju“ — znaczy tak brudno, że jednej chwoszczanki za mało.
Trzeciem, rzadziej używanem narzędziem, jest pendzel mularski
„sczotka“ ze szczeciny, a częściej z łyka „maczńła“ i ten ostatni
bywa bez rękojeści, lecz tylko pęczek „maczuły“ półmetrowej
długości, zgięty we dwoje i związany sznurkiem w 2-ch lub 3-ch
miejscach, z pozostawieniem końca w stanie rozstrzępionym.
Malowanie „bielić“ sufitu, części nieotynkowanej ścian i pieca
z kominem, odbywa się corocznie przed Wielką nocą i większem
świętem jesiennem, oraz przed dniem patrona wsi, jeżeli wypada
w cieplejszej porze roku. Trudni się tern sama gospodyni przy
pomocy wyrostków obojga płci lub synowej, używając miejscowej
gliny, której niegruba warstwa znajduje się na łąkach pod cien
kim pokładem torfu, a będąc szarawą w stanie wilgotnym, bieleje
po wyschnięciu. Tam, gdzie jej niema, używają znajdującej się
w handlu, zlepionej w gałki gorszego gatunku kredy „mieł“, która
dość łatwo rozpuszcza się w wodzie, a zamożni pozwalają sobie na
lepszy gatunek „krèjda“, którą przed użyciem trzeba tłuc w stępie.
Niezamożni, w braku białej gliny, używają popiołu i malują nim
na szaro.
Przed „bieleniem“, zmiata się kurz, oraz pajęczyny z sufitu
i ścian miotłą sosnową „pamiełó“, taką, jak do wymiatania po
piołu z pieca, przed wsadzeniem doń chleba ’), a następnie go
spodyni, mając rozpuszczoną glinę lub kredę do wymaganej gę
stości w naczyniu *2) staje na stole i bieli pendzlem szczecinowym
lub łyczanym, wprzód sufit, przesuwając stół z jednego miejsca
na drugie, a następnie ściany i piec. Ten ostatni bywa bielony
częściej, zależnie od stopnia zabrudzenia się, przyczem do kredy
dodają trochę świeżego mleka lub kleju z mąki, przesianej przez
gęste sito, żeby bielidło „pabieł“ mocniej się trzymało.
*) Miotła z 2 - letnich sosenek. Ob. Cz. Pietk. Polesie rzeczyckie, I. rys. 67.
2) Tamże. Rys. 110 lub 99.
22
Po wybieleniu myją się i szorują dolne, strugane części
ścian; gospodyni całą powierzchnię, podlegającą myciu, wprzód
starannie zmacza ciepłą wodą z naczynia (rys. 98. P. rz.) za
pomocą szmaty płóciennej, a następnie szoruje „chwoszczanką“,
ponawiając zmaczanie. Skoro już cała powierzchnia została wy
szorowana, nabiera ciepłej czystej wody i również czystą szmatą
zmywa. Przy tej okazji myją się i szorują inne nieruchome części
chałupy: drzwi z odrzwiami, futryny i dolne deski okienne „padakönniki“, oraz szyby i ramy.
Mycie rozmaitych drewnianych sprzętów, jak ławy, stół, zydle
i półki, odbywa się niezależnie od ścian, znacznie częściej i zawsze
z użyciem „chwoszczanki“ i piasku. Naczynie drewniane (rys. 981
do mycia naczyń glinianych i drewnianych łyżek wyparzają go
rącą wodą i szorują „chwoszczanką“ codziennie, a szczególniej
łyżki, w stosunku do których Poleszuk bardzo jest wybredny:
„Czystatù chadziàjki najskarèj paznàjesz pa łóżcy“, bowiem łyżka
drewniana niedostatecznie wyszorowana i nie wyparzona, wy
dziela wstrętny zapach.
Każde naczynie gliniane, gospodyni wprzód płócze zimną
wodą i wylewa do pomyjaka, żeby resztkami potraw nie zanie
czyszczać wody, przygotowanej do pierwszego mycia. Woda jest
tak gorąca, że nieprzyzwyczajona ręka nie wytrzymałaby, ale
gospodyni wkłada weń garnek i przewracając jedną ręką — drugą
wyskrobuje wszelkie przyschłe i przypalone resztki1). Następnie
te same naczynia myje w drugiej i trzeciej wodzie gorącej, też
ręką, bez użycia jakiejkolwiek szmaty, niekiedy tylko dopomaga
sobie „chwoszczanką“. jeżeli trudno wyskrobać resztkę bardzo
przypalonej kaszy. Zupełnie wymyte naczynia, przewrócone do
góry dnami umieszcza na ławie, a po wyschnięciu przenosi na
półkę.
Tak wygląda czystość wśród zamożnych i średnio zamożnych
gospodarzy, ale tylko w ciepłej porze roku, kiedy w ciągu dni
i nocy zbyt ciepłych, zwłaszcza przy rozgrzanym piecu, okna
i drzwi są otwarte. Kiedy cała rodzina, z wyjątkiem kogoś cho
rego, sypia w sieni, w letnim budynku, zwanym „kleć“ lub w sto
1) Wskutek tego kobiety nie potrzebują obcinać paznogci, gdyż spiłowują je na glinianych naczyniach. To też mówią: „Jakby nie hórszczyk, to
bába ti złości wydrałab czaławieku oczy“. — Gdyby paznogcie nie ścierały
się na garnku, toby żona, w razie jakiegoś zatargu, wydarła mężowi oczy.
23
dole i na noclegu przy koniach, a kury na górze, w szopie i na
płotach. Kiedy wieprz karmi się w sieni lub na dworze, a cielę
i jagnięta w chlewie
Inaczej rzecz się ma w zimie. Poleszuk lubiący ciepło, o którem mówi: „pára kaściej nie łómić“, nie żałując fatygi i drzewa,
spala go sporą ilość w piecu raz, a podczas silniejszych mrozów
dwa razy dziennie. Kominy od pieca i „łucznika“ zakrywa: pierw
szy t. zw. „wjuszką“, a drugi zatyka workiem, wypchanym słomą,
zaś okna, na noc, od podwórza zawiesza słomian emi matkami,
nawet i w tym razie, kiedy ma okiennice. Po takiem zabezpieczeniu
się od zimna mówią: „chata kruhóm zaduszkówana“; wówczas lód
na szybach, namarznięty w ciągu dnia do 3 centymetrowej gru
bości, topnieje, a woda, cieknąca na deskę okienną, spływa po
ścianie, wytwarzając dużo wilgoci i przyspieszając gnicie tych
części drzewa, w które wsiąka. Przy otwarciu drzwi, obmarzniętych ze strony zewnętrznej, a zawsze mokrych wewnątrz, bucha
tak gęsta para, że na razie nie można zobaczyć, co się tam dzieje
w głębi chałupy. Jeżeli ktoś się skarży na zawrót głowy lub trud
ność oddechu, to mu radzą wyjść i nałykać się świeżego powietrza.
Na uwagę, żeby otworzyć drzwi, w celu przewietrzenia chaty,
gospodarz odpowiada, że nie jest tak lekkomyślny „durny“, aby
się zgodził na wypuszczanie ciepła, które go kosztuje tyle fatygi.
Drzwi otwierać starają się jak najrzadziej i jak najśpiesznej za
mykać, na czem najwięcej cierpią dzieci, nietylko wciąż napomi
nane, ale i teroryzowane. Podczas długich wieczorów zimowych
jedyne szczęście, to komin od łucznika otwarty i cokolwiek od
świeżający powietrze. Ale w nocy, skoro się zamknie i ta ostatnia
klapa bezpieczeństwa, a lokal o pojemności nieodpowiedniej
zostanie przepełniony siarkowodorem, śpiącej, nierzadko dość
licznej, rodziny — oddychanie staje się niemożliwem. Gdy do tego
dodamy wstrętny odór brudnych łach, powijaków, źle lub wcale
niewypranych, oraz wyziewy z pomiotu kilkunastu kur, tłoczących
się pod piecem, lub w klatce pod narami i t. p., to będziemy mieli
ten stan powietrza, o którym Poleszuk mówi: „taki husty duch,
szto, chać tapór na jom pawieś“. To znaczy, że powietrze zmieniło
się w substancję stałą, na której można powiesić topór, lub coś
położyć. Powiedzenie powyższe jest bardzo popularne, stosowane
w wielu wypadkach n. p. sąsiad wchodzący do chaty, gdzie za
czynają wstawać, mówi: „dabry dzień wam! uhà tchu! chać tapór
pawieś“, udając w ten sposób, że w jego chałupie jest lepiej.
24
W dzień warunki cokolwiek się zmieniają na lepsze: część
domowników przez pewien czas przebywa poza domem, inni wy
chodząc wskutek otwierania drzwi poniekąd przewietrzają, a piec,
w którym przez parę godzin płonie drzewo, więcej pochłania wy
ziewów, niż komin od łucznika w ciągu całego wieczoru. To też
pomimo zapachu wieprza, który kilka razy dziennie przychodzi
zjeść wydzieloną mu porcję, cielęcia i jagniąt, zanieczyszczających
tok. powietrze w izbie jest znośniejsze. Pomimo to, że w zimie
bielenie sufitu i części ścian jest zaniechane i zredukowane wszel
kie generalne szorowania, gospodyni jednak więcej pracuje dla
utrzymania czystości niż latem i z gorszym wynikiem. Główne
roboty letnie zastępuje czyszczenie chaty po zwierzętach i ptakach,
oraz o wiele trudniejsze pranie bielizny, a zwłaszcza jej suszenie.
Pranie bielizny.
Pranie zapomocą ługu, jest jedynym sposobem, jakiego uży
wają, gdyż ich gruba bielizna z samodziału innego traktowania
nie wymaga. Po wypraniu tedy w ciepłej wodzie, czystej lub
z ługiem , bieliznę składają w kadzi na trzech nogach z podziurawionem dnem, zwanej „żłńkto“, pozostawiając x/4 część tego
naczynia niezajętą. Następnie nakrywają je płachtą płócienną,
opasują sznurem, wygniatając płachtę lejkowato i nasypawszy
w ten lejek popiołu, leją nań wrzącą wodę poty, aż przeszedłszy
przez wszystkie warstwy bielizny, zacznie obficie wypływać przez
podziurawione dno, a czynność ta zwie się „żalić płaćcie“, nie od
zalewania, lecz od rosyjskiego „zała“ — popiół1) Po tej operacji,
bielizna wydobyta ze „żłńkta“ pierze się powtórnie „pałaskać
płaćcie“ w rzece, w jeziorze, w stawie, albo w kopance, ale ogólnie
mówią — w rzece — „Ů rèczce“. Piorąca latem, podkasana po
wyżej kolan, boso, stojąc na kładce zanurza każdą sztukę i na
tej samej kładce dusi nogami lub wybija kijanką, powtarzając
to kilkakrotnie, a następnie wykręca, opasując kołek wbity na
brzegu.
W zimie piorą tak samo, zamiast kładki, mając lód pod no
gami, a praczka ubiera się ciepło i ma buty na nogach, któremi
tak samo dusi bieliznę, uderza nią o lód i wybija kijanką. Kiedy
buty były jeszcze bardzo rządkiem zjawiskiem, praczka ubierała
’) Ob. Polesie rzecz. I. sir. 186, ods. 1.
25
się w łapcie, przyczem na nogi nawijała szmat więcej niż zwykle,
ale bielizny nie deptała, wynagradzając ten brak kijanką. Kołek
do wyżymania bielizny w zimie bywa zamrażany w lodzie.
Latem, w porze słonecznej, mokra bielizna, rozwieszona na
płocie, wysycha tak prędko, że prawie każda gospodyni, w ciągu
tego samego dnia zdąża ją wymaglować; w razie deszczu rozwiesza
na sznurze w szopie, zwanej „pawiètka“, a wtedy końcowa ro
bota zależy od zmiany pogody na lepsze. Gorzej jest w zimie, gdvż
nawet przy stałej pogodzie słonecznej, proces suszenia trwa kilka
dni. „Zimóju pokuł płaćcie wÿmierznie (w znaczeniu wyschnie),
to wószy zajedziać“; wobec tego wypada niekiedy dla pośpiechu
dosuszać w chacie. Do maglowania, które się odbywa na ławie
lub na stole, używają ręcznego magla *). Sposób maglowania bie
lizny we dworze Poleszukowi bardzo się podoba, ale u siebie tego
wprowadzić nie pozwala przesąd, bo płótno z dworskiego pier
wotnego magla otrzymuje się z rozpłaszczonemi nitkami, a wsku
tek tego len ma nie urodzić.
Pasorzyty sezonowe i walka z niemi.
Bąk (owad), Tabunus bovinus i Bovinus laurinus (ślepień).
Podczas sianokosu na błotach w pierwszej połowie lipca, stają się
największą plagą kosiarza: napadają nań gdy kosi, a że ma wów
czas głowę i ręce w ciągłym ruchu, więc obsiadają mu plecy i piją
krew przez koszulę 2) Zatrzymując się co pewien czas w celu na
ostrzenia kosy broni się on, klepiąc siebie po plecach łopatką,
którą ostrzy. Część krwiożerców zrywa się, żeby za chwilę znów
wrócić, a większość zostaje zabita, o czem świadczą krwawe
plamy na koszuli. Po kilku dniach plamy te zlewają się w jedną
całość i koszula skorupiejąc, staje się pancerzem przeciwko na
pastnikom. Liczne ukłucia tych insektów wywołują nieznośne
swędzenie, na które w dzień nie mają czasu reagować, a dopiero
wieczorem z zaciekłością się skrobią, nietylko paznogciami, ale
nagiemi plecami trą się o drzewo „czńchacsa“, upodabniając skórę
do koszuli okrwawionej s).1
1) Ob. Polesie rzecz., I. sir. 271, rys. 218 — 220.
2) Tamże, str. 50.
3) Najwięcej cierpią zwierzęta, będące w zaprzęgu: wół i koń, pozba
wione możności bronienia się ogonami; to też w celu ułatwienia tej czynności
26
Komar. (Kamàr). Culex. Komary to powszechna plaga
leśnej części Polesia, trapiąca zwierzęta nietylko domowe i nie
które dzikie, ale i ludzi. Z nastaniem cieplejszych dni, co zwykle
bywa w połowie maja, wciskają się dc chałup wiejskich, oraz do
pokojów szlacheckich i tną nielitościwie mieszkańców wieczorami,
w noce, i we dnie pochmurne, aż do końca sezonu, który nastę
puje w czerwcu z nadejściem dni gorących. Wtedy się chowają
w miejscach cienistych, aż do końca sierpnia, gdzie miewają
tylko przygodne ofiary.
Jedynym skutecznym środkiem przeciwko komarom jest dym
z mocno wysuszonej huby dębowej, Gmatwek (skrypièl), Daedalea quercina, tlejącej na skorupie od garnka stłuczonego, lub
bezpośrednio na glinianej podłodze. W braku huby, używają su
chych szyszek sosnowych: część komarów odurzona dymem, pada
na ziemię, wydając żałosne jęki i na pewien czas jest unieszkodli
wioną, a reszta wylatuje przez drzwi i okna otwarte; przy tern
co pewien czas, szmatą lub miotłą spędzają siedzące komary na
ścianach i suficie podczas dymienia. Dymem też bronią krowy od
komarów podczas dojenia.
Mucha (mńcha). Musea domestica Sin. Chociaż muchy są
mniej nienawidzone od innych owadów sezonowych, to jednak
tępią je, skoro się zbytnio rozmnożą, szczególniej w drugiej części
lata, kiedy się staną kąśliwemi. Trują muchomorem, ugotowanym
w mleku lub w wodzie z miodem albo wyławiają za pomocą pry
mitywnej, powszechnie znanej pułapki, składającej się z worka
i glinianego dzbana od mleka z wybitym dnem. Dzbanek z wor
kiem łączą w ten sposób, że staje się on otworem tego ostatniego,
zaś ściany dzbanka wewnątrz wysmarowują śmietaną lub mio-* i
wtykają, gdzie tylko można, zielone gałęzie, o które zwierzę się ociera, auto
matycznie odpędzając choć częściowo tych krwiożerców.
Zewnętrzną stronę drzwi od chlewa wysmarowują smołą i skoro bydło,
wracające z paszy, za którem goni rój insektów „zajedź wejdzie do chlewa,
drzwi pośpiesznie zamykają, a wtedy zgraja siada na drzwiach nasmolonych
i przylepia się na zawsze. Innych sposobów niema, a i ten ostatni jest tylko
zabawką, wobec miljonów, napełniających wielkie obszary leśne i błotne.
Największym wrogiem bąka jest deszcz, a po nim dnie chmurne, to też komar,
któremu taki czas bardzo sprzjja, miał z niego drwić, mówiąc: „gdybym był
takim olbrzymem, jak ty, tobym nawet w zimie towarzyszył gospodarzowi,
jadącemu po siano lub po drzewo“.
27
dem, a gdy muchy pokryją całą wysmarowaną powierzchnię,
wówczas otwór zakrywają szmatą i podniósłszy cały przyrząd do
góry, mocno nim wstrząsają. Wskutek tego wstrząsu, muchy
opadają na dno worka, który przy samym dzbanku skręcają, za
mykając wyjście, a dzbanek otwierają dla nowej partji. Mając
cierpliwość, można w ciągu dnia nałapać tych owadów bardzo
wiele.
4
Pchła (blacha). Pulex irritans. Sin. Do stworzeń również
dokuczliwych, jak i komary, w leśnej części Polesia, należą pchły.
Niektóre wsie na piaskach w pobliżu błot, bywają nawiedzane
przez nie w lata, sprzyjające ich rozwojowi; nietylko chaty ule
gają zapchleniu do tego stopnia, że mieszkańcy, pomimo zmę
czenia całodzienną pracą, czasami nie mogą sypiać po nocach,
bo „błóchi kusajuć, jak rózgami siekńć“, (we dnie tego się nie
odczuwa wskutek ruchu), ale i na ulicy trudno się od nich obronić;
dosyć jest przejść przez wieś, nawet nie wstępując do żadnej
chałupy, żeby być napadniętym przez nie. Psy, którym wstęp do
chaty wzbroniony i należy do wyjątkowych, tak samo się męczą
w podwórkach: skrobią się gorączkowo, co chwila zmieniając
miejsce, to naprzemian wystraszają wroga Culex canis, głośnem
sapaniem przez nos, wodząc nim po sierści, lub szczekają i wyją
żałośnie. „Dzie bahàta bab i sabàk, tam i błoch ćma“, mówi
przysłowie, ale zaprzecza mu obecność pcheł tam, gdzie niema
ani pierwszych, ani drugich, n. p. w szałasach, dawno opuszczo
nych i odwiedzanych tylko przygodnie, przy byłych smolarniach,
a szczególniej przy zaniechanych pierwotnych tartakach 1).
Jedynym mniej więcej skutecznym środkiem na pchły jest
piołun świeży, który kładą pod pościel i drobno siekanym posy
pują koło łoża; od świeżego pchły uciekają, nie mogąc znieść
ostrego zapachu, to też po tygodniu przynajmniej trzeba go
zmienić. Uciekają się też do wyłapywania i mordowania pojedyńczo, ale sport ten uprawiają tylko kobiety, dochodząc do takiej
wprawy, iż żadna najsprytniejsza pchła nie ujdzie wprawnych
’) Wstąpiwszy jednego razu do stolarni przy tartaku, w której już od
dawna nie pracowano i tylko leżała gruba warstwa wiórów sosnowych z pod
hebla, słyszałem skakanie pcheł tak częste, jakby to był drobny rzęsisty
deszcz. W| ciągu zaledwie kilkunastu sekund, zdążyła ich wielka gromada
napaść na mnie.
•28
palców. Każda pochwycona pchła musi być wprzód zwałkowana
w dwóch palcach w celu jej obezwładnienia, a następnie uśmier
cona między dwoma wielkiemi paznogciami]).
Pasorzyty stałe.
Karaluch (tarakàn), Periplaneta orientalis. Stosunkowo
mało nań zwracają uwagi, a niekiedy używają na wędkę do ła
pania ryb. Jednakże muszą tępić, gdyż z czasem byłoby ich za
dużo. Więc naścielają tataraku, który ma je odurzać, przynajmniej
o tyle, że łatwiej się dają oparzać wrzącą wodą 2).
Pluskwa (kłop), Acanthia lectularia. Pluskwy rozpano
szone na całem Polesiu, zamieszkują szczeliny we wszelkich
sprzętach domowych, a głównem ich siedliskiem są szpary w ścianacli między bierwionami, gdzie mech, szczególniej brunatny,
bardzo im sprzyja s)
W celu wygubienia tych pasorzytów, ściany i rzeczy zapluskwione myją odwarem z bagna „bahťm“ Ledum palustre. Lin.,
0 ile możności podczas ostatniej kwadry księżyca, dla tem
skuteczniejszego działania tej rośliny. Jednak o wiele lepszą
jest woda wrząca, którą leją we wszystkie miejsca podejrzane
1 tylko ściany dlatego, że są pionowe, nie dają się dokładnie wy
parzyć i część pasorzytów, siedzących głębiej, zostaje nietkniętą.
Tem się tłumaczy niemożliwość całkowitego ich wytępienia. Tam,
gdzie są smolarnie, w których można dostać terpentyny niedestylowanej „szpiginàr“ (sic), tam szpary z mchem smarują tą sub
stancją, co zapewnia spokój na czas dłuższy.
Prusak (prus) Blatta germanica. Prusaki bardziej niena
widzone od wielu innych pasorzytów, bo niedość, że zanie-* i
1) W dzień Zwiast. N. M. P. przed wschodem słońca, gospodyni, mając
zawczasu zakonserwowany śnieg pod kupą słomy lub śmiecia, nabiera go do
miski i posypawszy nim chałupę, zamiata i śmiecie wynosi na ulicę; to ma
być środkiem zapobiegawczym przeciwko pasorzytom. Posypywanie śniegiem
i zamiatanie musi się wykonywać nago.
2) Poza tem, nie pozostaje nic innego, jak zanieść kilka karaluchów do
sąsiada, który jeszcze ich niema i wypuścić niepostrzeżenie, za temi mają
przejść wszystkie pozostałe.
3) Ob. Fed. L. B. I. 2123. — Cz. Pietk. Pol. rz. I., str. 223, ods. 3.
29*
czyszczają one wszystkie kąty, łatwo się sypią do potraw, ale naj
gorsze to, że napadają na chleb, co Poleszuk uważa za wielką
zbrodnię. Wszystkie od najuboższej do najbogatszej chaty pełne
prusaków, a niektóre tak przepełnione, że wieczorami sufity
i ściany są czarne od tego robactwa. Przesąd, że za wyniesionemi
kilku prusakami do sąsiada, gdzie ich jeszcze niema, wyemigrują
wszystkie, robi to, że we wsi bez prusaków niema ani jednej cha
łupy. Skoro tylko ktoś postawił zrąb, jeszcze bez sufitu i dachu,
już mu sąsiedzi, w tajemnicy jeden przed drugim, niosą po kilka
sztuk „na rozpłód“, tak, że gospodarz wnosząc się do nowego
domu, spotyka tam już zadomowione prusaki.
Jedynym skuteczniejszym sposobem tępienia tych insektów
jest następujący: smarują żytnim klajstrem belkę środkową
w chacie, zwaną „tram“ i skoro się zbierze większa ich ilość,
zwabiona zapachem ciasta, podsmalają je płonącą słomą, a pa
dające na ziemię półżywe prusaki zmiatają i topią w pomyjach Ł).
Wesz (wosz), Pediculus capitis et P. vestimenti. Jest głów
nym pasorzytem całego Polesia i największą klęską, to też śmiało
rzec można: „trzyma się jak wesz“, ale nie kożucha, lecz „Poleszuka“. Pomimo nieustannej wałki z tym wrogiem, ma on stale
zawszawioną, głowę, bieliznę, ubranie i pościel, określając ten
stan przysłowiem: „La pajaśnicy wószy jak brusznicy (borówki),
a la kaünierà je üsiàkaho dabrà“, bez najmniejszego odcienia
rezygnacji lub skargi; wogóle o wszach mówi z humorem.
„Czahó ty czùchajeszsia“ (drapiesz się) — pyta żona —
przecie dałam ci czystą koszulę?
Koszula czysta, ale w niej wszy, które dawniej gryzły —
teraz wyschnięte, kłują („wószy pasóchli daj kólucsa“).
Często dawała się słyszeć wśród młodzieży pieśń o ułanach
rosyjskich, przyniesiona przez żołnierzy po odbyciu 25 - lecia
w wojsku; podśpiewywano ją chyba dlatego, że wychwala bratnie
zawszawienie:1
1) Jeżeli inne środki nie skutkują, wówczas chwytają się czarów. Przy
piekają prusaka o t\rle, żeby nie uciekł, uwijają w szmatką i włożywszy do
minjaturowego łapcia, specjalnie na to wyplecionego, cała rodzina ciągnie,
wziąwszy się za długą nitkę, udając ciężką robotę. Zachowują się bardzo po
ważnie i udają płaczących, a przytem często odpoczywają; wyciągnąwszy na
ulicę, topią w błocie. Po tym pogrzebie mają zginąć wszystkie. (Por. Dobro
wolską Smoleńskij sbomik, s. 76).
30
Bo ułany dobry chłopcy..
Nósiać wószej pa karóbcy.
Bùdziem jeści, bùdziem pić.
Daubieńkaju woszy bić.
Mówiąc poważnie o wszach, nazywają je „hramada“, albo
,,nużda“, n. p. „paszöü k susièdu u czystaj saróczcy, daj nabraüsia hramàdy“, albo ,,nużda dzieci czysta zajęła“. Do dzieci,
lekceważących kłopoty rodziców mówią: „tahdy pawièrysz, jak
ciebie swajà wosz ukusić“ — wtedy się przekonasz, gdy cię własna
wesz ugryzie.
Tępienie wszów na głowie odbywa się za pomocą czesania
mokrych włosów gęstym rogowym grzebieniem, na którym je
uśmiercają lub czeszą suche włosy nad kawałkiem kory brzozowej, który wraz z wyczesaną „hromadą“ wrzucają w ogień.
Dzieciom, po wyczesaniu, głowy niekiedy zmaczają gorzałką.
Drugi sposób polega na starannem wyszukiwaniu pasorzytów we
włosach i doraźnem uśmiercaniu za pomocą dwóch paznogci ’j ;
dziecko kładzie głowę na kolanie matki, a ona palcami operuje
wśród jego włosów.
W świąteczne dnie pogodne często można widzieć: w chacie
na ławie, na przyzbie lub na trawniku pod drzewem w ogrodzie,
wzajemne wyszukiwanie we włosach pasorzytów przez kobiety.
Jedna siedzi, a druga wyciągnąwszy się jak długa opiera głowę
na jej kolana i poddaje się operacji; następnie role się zmieniają.* i
*) Poleski sposób tępienia wszów we włosach i poniekąd w bieliźnie
i dotąd stosują w niektórych częściach Białorusi, co miałem możność stwier
dzić w r. 1920. W drugiej połowie stycznia tego roku byłem jeszcze w Stefa
ninie o 70 km. od Kijowa, kiedy pułk bolszewicki, idący na „polskij front“
rozlokował się we wsi na 3 dni, umieszczając i u nas kilkunastu żołnierzy,
przeważnie Białorusinów z Mohilowszczyzny i Witebszczyzny, w różnych
nieżołnierskich ubraniach, ale z wszami jednego gatunku. To też przedewszystkiem rozpoczęli oni z niemi walkę; jedni czesali włosy nad rozłożonemi nu
merami Tygodnika ilustrowanego, zamiast kory brzozowej, na które sypią
się obficie wszy, bębniąc po papierze, jak krople deszczu po dachu, a w ślad
mordowane pozostawiały wielkie krwawe plamy. Inni pozdejmowali koszule,
pokazując skórę, gęsto i głęboko pokieraszowaną w obronie przed napastni
kami i po polesku mordowali sprawców tych ran również paznogciami, aż
było słychać głośne, częste pękanie opitych krwiożerców'.
31
Oczyszczanie bielizny od wszów odbywa się drogą wyłapy
wania i mordowania pojedyńczo, lub masowo, na miejscu siedzące
we wszystkich rąbkach i zmarszczkach. W zimie est to prawie
codzienne zajęcie, krótko trwające, ale po kilkodniowem zanied
baniu się wskutek braku czasu lub nieobecności w domu, takie
posiedzenia trwają dłużej. To też mówią: „Wybiràjuczysia ù daróchu — szyjuć, a wiernùüszycia wószy bjuć“, (Wybierając się
w drogę — szyją, a wróciwszy wszy biją). O wiele radykalniej
niszczy robactwo parzenie bielizny wrzącą wodą, a jeszcze lepiej
ługiem.
Trudniej jest z rzeczami, które się nie piorą n. p. kożuch,
siermięga, poduszka i t. p. Gdzie istnieje łaźnia, tam sobie radzą
skutecznie, ale gdzie jej niema, muszą się posługiwać piecem. Po
napaleniu zakrywają „wjuszkę“ i nad otworem pieca rozwieszają
rzecz zanieczyszczoną, z której pod wpływem gorąca wysypują
się wszy i choć powolnie ale wędrują na dawne miejsca. Siermięgi
i inne mniejsze rzeczy, w celu odwszenia wkładają do pieca, po
wyjęciu zeń chleba, podkładając pod nie polana; ten sposób jest
lepszy, bo pasorzyty giną w piecu.
Sypianie.
Nary ,.poł“ 1j są głównem łożem podczas zimnej pory roku.
Sypia na nich cała rodzina, wpoprzek desek, głowami do ściany,
a stary ojciec gospodarza, matka, lub ktoś z młodszych, chwilowo
niedomagających — na piecu. Syn dorosły i córka często sypiają
na niezbyt szerokich ławach, gdzie i gość bywa układany do snu
na miejscu honorowem „na küciè“ za stołem. Skoro syn się ożeni
i pozostaje w tej samej chacie z rodzicami, to ci ostatni idą na piec,
a młodzi zajmują nary. Rzadko bywa, żeby ojciec gospodarza
jeszcze żył, kiedy się żeni najmłodszy syn.
Łóżko, „łóżek“, albo „karawać“ (sic) posiada tylko za
możny, który prócz zwykłej jednej izby, ma niewielką izdebkę,
równolegle z komorą, lub prostopadle do niej „świetlica“ albo
„świetliczka“. Na łóżku sypia sam gospodarz, albo gość, a w razie
cięższej choroby, ktokolwiek z rodziny; łóżko drewniane, bardzo
pierwotne.
]) Ob. Pol. rz. I., str. 232.
32
Pościel („paściel“) na ogół dość uboga. Mężczyzna naj
częściej sypia na gołych narach lub na gołej ławie, mając pod
głową, w kilkoro złożony, kożuch wełną do góry — zamiast po
duszki, a za kołdrę służy mu siermięga; jeżeli jest za zimno, co
rzadko bywa w chacie Poleszuka, wtedy poduszką jest siermięga,
a kołdrą kożuch. Niekiedy pod bok podkłada płachtę płócienną
„dzieriiha“, złożoną we dwoje, lub w czworo, albo matkę sło
mianą, która bywa tak długa, że część jej zwinięta w rulon służy
za wezgłowie czyli podkładkę pod kożuch lub siermięgę. Siennik
„sielnik“ jest rzadko używanym, przeważnie do łóżka natomiast
często go zamieniają workiem, słabo wypchanym sianem i wtedy
grubsza część ciała spoczywa na miękkiem, a nogi na gołych lub
zasłanych „dzieruhą“ deskach Nie jest to powszechnem, ale jeżeli
nie większość, to w każdym razie znaczna część ludności sypia
w ten sposób, co wynika nie z nędzy, ani ze skąpstwa, lecz nabyte
wskutek sypiania przy ognisku podczas pasienia koni, w „kure
niu4 podczas sianokosu i robót w lesie, oraz zimową porą podczas
suszenia zboża w snopach i wielu innych okolicznościach, które
chętnie sam wytwarza. Zresztą fałszywy wstyd i pewna rycerskość
nie pozwalają mu sypiać wygodniej. Pomimo to, poduszka jest
dość rozpowszechniona; każda gospodyni, zawsze więcej dbająca
o czystość, jak i o wygody, niż gospodarz, posiada ich kilka. Sypia
na niej sama, dzieci, starzy rodzice, chorzy i goście.
Poduszka, „padùszka“. Pierza do poduszki używają ze
wszystkich ptaków domowych i dzikich, z wyjątkiem jastrzębia,
gdyż nawet od jednego piórka tego drapieżnika, podobno wszyst
kie inne wyleciałyby z poduszki, chociażby poszewka była z naj
gęstszej tkaniny. Do poszewki „násypka“, uszytej z czerwonej tka
niny „kumàcz“ nasypują dartych lub niedartych pierzy1) i za
1) Darcie pierzy jest najnudniejszą robotą, mało produktywną; to też
bardzo często matka za karę każe dziffciom drzeć pióra, a zwyczaj ten przy
szedł od szlachty i mocno się przyjął wśród ludu.
Częściej używają pierzy niedartych, drąc tylko większe piórka albo
drobno je siekając ostrym toporkiem, na sucho lub rozmoczone. Utrzymują,
że lepiej jest pierze zmoczone zamrozić, a skoro wyschnie „wymierznie“
znowu, zmoczywszy, wyrzucić na mróz, ponawiając: tę czynność, aż twarde
części skruszeją. Wtedy drobno posiekać, jak wyżej, wysuszyć w piecu, a na
stępnie tłuc w stępie i przesiewać przez rzeszoto; twarde części wysieją się
w formie kasz, a czyste pierza, niewiele gorsze od dartych, zostają
w rzeszocie.
33
szywają gęstym ściegiem, a wierzchnią poszewkę sporządzają
z cieńszego domowego płótna.
Zamożna gospodyni miewa po dwie i trzj poduszki, we dnie
leżące w „świetlicy“ na łóżku z siennikiem, nakrytym kapą ,,haścinnaja dzierùha“, własnego wyrobu, w desenie, choć ubogie:
w kraty, gładkid, to naprzemian węzełkowate. Niekiedy na podu
szkach bywa jasiek „dumka“ z puchu gęsiego lub kaczego1).
Niekiedy robią poduszki z kłosów „kijach“ sitowia „sitniàk“,
albo „rahazà“, ale muszą one zawsze leżeć na ciepłym piecu, lub
na słońcu bo inaczej stwardnieją.
Sypianie na piecu jest przywilejem ludzi starych
i chorych, a pościel piecowa różni się tylko tem, że ze względu
na gorąco nie używają kożucha, w obawie, żeby się nie skurczył.
Kładą tedy pod głowę siermięgę lub poduszkę, pod bok podścielają
„dzierubę“, albo śpią na gołym piecu tak mocno, że często boleśnie
parzą sobie boki 12).
Latem, szczególniej podczas upałów, nikt w chacie nie sypia,
z wyjątkiem chyba matki z niemowlęciem. Wszyscy się wynoszą
z pościelą zwykłą do sieni, do kleci lub pod szopę i kładą się na
czemkolwiek, nawet na gołej ziemi. Najchętniej idą do stodoły
spać na słomie, a do najprzyjemniejszych należy sen na świeżem
sianie. Wogóle podczas lata Poleszuk nietyłko z musu, ale i ko
rzystając z błahych powodów, najczęściej sypia poza izbą.
Sypianie w szałasie. W szałasach, zamieszkiwa
nych w zimnych porach roku, a więc przy parniach do gięcia
obodów i płozów, oraz ciosania różnych brusów i niekiedy piło
1) Chociaż łóżko niezbyl rozpowszechnione, to jednak istnieje zagadka,
powszechnie znana, której rozwiązaniem jest łóżko: „Ma cztery nogi, a nie
chodzi, ma pierze, a nie lata, ma duszę, ale nie zawsze“.
2) Drugim niepomyślnym wynikiem mocnego snu jest zaczadzenie. Pod
czas silniejszych mrozów we wsi prawie co noc musi ktoś się zaczadzić,
umiej lub więcej poważnie. Nie chcąc stracić ani odrobiny ciepła, piec roz
palają więcej niż zwykle i nie czekając, aż węgle należycie się przepalą, za
krywają komin. Zasypiają, a ktoś śpiący najbliżej otworu pieca, zawsze
pierwszy zaczadzieje i krzykiem obudzi wszystkich. Wówczas co tchu wy
ciągają z pieca garnek z gorącą wodą, która zawsze musi być w piecu, gdyż
ten ostatni nigdy nie może być próżny i robią choremu okłady; po tej operacji
wkładają mu w uszy Żórawiny.
Lud. T. XXX.
3
34
wania desek, łoża, okalające ognisko z trzech stron, wyścielają
w jesieni dość grubą warstwą liści, spadłych z drzew (pożądane
są brzozowe), a za wezgłowie służy kawałek drzewa pod sier
mięgą lub pod kożuchem. Liści tych nie wystarcza na cały sezon,
ho częściowo się zetrą, a częściowo zużyją na rozpalanie ogniska,
więc w dalszym ciągu mieszkańcy leżą na gołej ziemi. Latem,
myśliwi i inni przygodni lokatorowie, wyścielają łoża paprocią
lub gałązkami młodych brzózek, a przeważnie leżą na gołej ziemi,
podłożywszy pod głowę czapkę lub rękę *).
Podczas sianokosu łoża w szałasach niekiedy wyścielają sia
nem, mając go wielki zapas, ale wygoda ta ma tę złą stronę, że
czasami ułatwia pożar.
Ze wszystkich noclegów w porze ciepłej, Poleszuk dziwnie
lubi nocleg w szałasie. To też nigdy go nie omija: idąc dokądkol
wiek, lub wracając do domu, nakłada drogi, żeby się spóźnić
i z tej racji przenocować w szałasie, a przynajmniej zajść na
drzemkę.
Sypianie pod golem niebem. Po odwiezieniu
jakiegoś ładunku do miasta albo do rzecznej przystani, Poleszuk
bardzo często wraca do domu mocno śpiący na wozie; zaczepia
lejce za kłonicę, a koń wiezie go kilkanaście kilometrów wprzód
biegnąc, a następnie idąc krokiem, zarówno w dzień jak w nocy,
gdyż lepiej zna drogę od swego gospodarza, który budzi się do
piero wtedy, kiedy jego niewolnik stanie u wrót domostwa Tran
sportując na dalszą odległość rozmaite surowce, gromadnie lub
w pojedynkę, kiedy wypada nocować, zjeżdża na bok, wyprzęga
konia, przywiązuje do wozu lub pęta i puszcza na paszę, a sam
kładzie się koło wozu na ziemi, najczęściej nie mając czego pod
łożyć pod głowę. Dobrze, jeżeli nocleg wypadnie w lesie, gdzie
jest z czego rozniecić ogień, ale w polu, co zresztą rzadko się
zdarza, i tej niema pociechy.
Oprócz koniecznych noclegów przy koniach (Ob. Polesie
rzecz. I., str. 42 — 44), ma jeszcze urojoną potrzebę pilnowania
snopów na polu i siana na łące, w obawie, żeby mu w nocy nie
zrobiła szkody jakaś krowa, pozostała na pastwisku przez nieu
wagę pastucha, lub koń, którego niema we wsi w tym czasie, bo1
1) O urządzeniu szałasu, ob. Polesie rzecz., I., rys. 168 —172.
jest na pastwisku, ale może stamtąd uciec. Kładzie się tedy na
ziemi koło kopy, podłożywszy snop pod głowę, lub zasypia koło
kopy, albo na kopie siana.
Sypianie na drzewach. Jest to właściwie czuwanie,
podczas którego zasypiają. Gospodarz, posiadający na swem polu
dziką gruszkę w lepszym gatunku, w obawie, żeby mu w nocy
kto nie otrząsł owoców, posyła wyrostka do pilnowania. Stróż
ten, nie chcąc zwracać na siebie uwagi, na przygotowanem za
wczasu siedzeniu z paru deseczek lub drągów, ulokuje się tak
mocno, żeby podczas drzemki nie spaść — i śpi do białego dnia,
nie będąc budzonym, co jest najlepszym dowodem, że nikt nie
przychodził otrząsać owoców.
Myśliwi w ten sam sposób robią zasadzkę na niedźwiedzia
lub na dzika, przychodzących robić szkodę w zbożu, na polankach
wśród lasów i też sypiają tak na zmianę.
SEWERYN UDZIELA.
ROŚLINY W WIERZENIACH LUDU
KRAKOWSKIEGO.
*LES PLANTES DANS LES CROYANCES DU PEUPLE DU DISTRICT
DE CRACöVIE).
W latach 1894 do 1899 zajmowałem się zbieraniem wiedzy
ludowej o własnościach leczniczych roślin i wiary w moc i skutki
używania roślin do leczenia ludzi i zwierząt.
Poszukiwaniami objąłem wioski zamieszkałe przez Krako
wiaków, a leżące po prawej stronie Wisły w dawnym powiecie
wielickim, z którego części utworzono potem powiat podgórski,
a ten ostatni włączono znowu dzisiaj do powiatu krakowskiego.
Pragnąłem przytem uzupełnić pracę Bronisława Gustawicza:
„Podania, przesądy, gadki i- nazwy ludowe w dziedzinie przy
rody“. — Część II. Rośliny, drukowaną w r. 1882 w tomie VI
„Zbioru wiadomości do antropologji krajowej“ — i dlatego za
chowałem nawet w układzie porządek abecadłowy roślin według
ich nazw łacińskich przez Gustawicza użyty, jako ułatwiający
bardzo wyszukiwanie, roślin przytoczonych.
Zdobyłem wiele nowych, nieznanych Gustawiczowi własności
leczniczych roślin przez niego opisywanych i powiększyłem spis
roślin, znanych ludowi krakowskiemu i używanych przez niego
o 44, — nadto z pośród nieoznaczonych przez Gustawicza 25 roślin
oznaczyłem 5.
Rośliny nowe, które tu wprowadziłem to:
Aesculus hypocastanum, Amarantus caudatus, Arabis arenosa, Armoracia rusticana, Campanula trach elium, Ceratonią siliqua, Cardamine pratensis, Convallaria maialis, Epilobium angustifolium, Equisetum arvense, Erigeron arvense, Eupatorium
cannabinum, Genista germanica, Gentiana pneumonanthae, Ge
ranium phaeum, Gnaphalium uliginosum, lnula germanica, Juglans regia, Lepidium tertium, Lilium candidum, Linaria vulgaris,
Lysimachia vulgaris, Melilotus albus, Mentha (mięta ptasia, koń
ska, kogutki), Oenothera biennis, Papaver rhoeas, Pyretrum par-
37
thenium (Gustawicz nie rozdzielił marunki od wrotycza), Raphanus sativus, Salvia verticillata, Sanguisorba officinalis, Sarothamnus scoparius, Sedum acre, Senecio Jacobaea, Solidago virga
aurea, Staphylea pinnata, Stellaria, Tamarix germanica, Tormentilla erecta, Trifolium repens, Triticum repens, Trollius europeus.
Vaccinium myrtillus, Veronica beccabunga, Viola odorata.
Nieoznaczone przez Gustawicza, a umieszczone w rozdziale
III jego pracy, oznaczyłem: 6 Krzyżownik = Salvia verticillata,
11 Sojec == Eupatorium cannabinum, 13 Spis = Linaria vulgaris.
23 Ziele wieszczyczne = Senecio Jacobaea, 24 Zubnyk = Taraxacum officinale.
Oznaczenie roślin przez lud znanych i używanych jest trudne
i jeżeli się nie widzi tej rośliny, o której opowiadają, jeżeli nie
można jej dostać, to z podawanego przez baby opisu trudno ją
oznaczyć, a przypuszczenia mogą zaprowadzić na drogi fałszywe.
Bo pominąwszy rośliny ogólnie znane i używane, jak babka, ślaz
piołunek, barwinek i t. d.. częstokroć każde ziele ma kilka nazwisk
i to w pobliskich wsiach, w tym samym powiecie używanych,
albo znowu pod jednem nazwiskiem znanych jest tam kilka zu
pełnie różnych roślin.
Takich nieznanych roślin, których nie mogłem oznaczyć, po
daję przy końcu ośm.
Niechaj ta praca, chociaż w drobnej mierze przyczyni się do
poznania wiedzy botanicznej i leczniczej ludu krakowskiego
1. Abies excelsa. Świerk pospolity.
Nazwy ludowe: Świerk (powszechne).
Własności: Odparzone miejsce zasypywać dobrze usu
szoną i miałko utłuczoną korą świerkową (Wiśniowa).
2. Achillea inillefoliuni. Krwawnik pospolity.
Nazwy ludowe: Krwawnik (ogólne), rannik (Dob
czyce): rozróżniają czerwony i biały od barwy kwiatu; — sierpownik (Polanka Haller).
Własności: Sokiem wyciśniętym z liści świeżych za
puszcza się rany ze świeżych okaleczeń powstałe, poczem goją
się prędko (Dobczyce).
Roztarte w rękach świeże listki i przyłożone na ranę zatrzy
mują krew płynącą i goją ranę (Bieżanów, Wieliczka).
Kładą go do kąpieli, przygotowanej dla dzieci słabych lub
ludzi dorosłych (Dobczyce).
38
Święcą razem z innem zielem dnia 15 sierpnia.
Odwar z krwawnika pije się przeciw czerwonce (Wieliczka),
także na wzmocnienie żołądka.
Sierpownik sieka się i daje razem z jajem lub chlebem jako
pożywienie dla indyczek. Dobre to jest zwłaszcza, jeżeli źle trawią
(Polanka Haller).
3. Acorus calamus. Tatarak pospolity.
Nazwy ludowe: Tatarak (Polanka Haller), tatarskie
ziele (Radziszów).
Własności: Z tataraku robi się maść na oparzeliny (Po
lanka Haller).
Daje się go także razem z liśćmi konopnemi na złe trawienie
krowom (Polanka Haller).
Chorym na biegunkę tak ludziom, jak zwierzętom, na czer
wonkę takie suszone ziele tłuc, warzyć i pić, a wnet „zacli się‘
(= zatrzyma się) w człowieku, czy w bydlęciu (Radziszów).
Święcą razem z innem zielem 15-go sierpnia (Radziszów).
4. Aesculus ti yporůstánu in. Kasztanowiec pospolity.
Nazwy ludowe. Kasztan (powszechne).
Własności- Owoc obrać z łupiny, ususzyć, zetrzeć
i przez 24 godziny moczyć w wódce Wódkę taką pije się, aby
zgubić febrę (Wieliczka).
5 Agrimonia eupatoriuin. Rzep, rzepik.
Nazwy ludowe: Krzepik (ogólne), krzepnik (Radziszów).
Własności: Kładą go do kąpieli dla dzieci i dorosłych
przeciw suchotom (Dobczyce) i na ogólne osłabienie (Wiśniowa).
Gdy dzieci są chore, lub gdy często słabują, kąpie się je w tem
zielu, a „krzepią się“. — Po takiej kąpieli dziecko wyzdrowieje
prędzej, jeżeli ma wyzdrowieć, a jeżeli ma umrzeć, to umrze
prędzej. (Radziszów).
Krzepik dają bydłu (Rzeszotary).
Święcą razem z innem zielem w dniu 15. sierpnia.
Gotują razem z innem zielem i dają pić krowie po ocieleniu,
aby śmietana była gęsta i żółta, a masło z niej ładne i żółte. (Brzezowa).
Łodygi zaparzają i dają krowom po ocieleniu, a także
i kiedykolwiek, aby na mleku zbierało się dużo śmietany (Dob
czyce) .
39
6. Alchemilla vulgaris. Przywrotnik pospolity.
Nazwy ludowe: Przywrotnik (ogólne), krzyżownik
(Polanka Haller), gęsie wianki (Radziszów).
Własności: Święcą razem z innem zielem w dniu 15-go
sierpnia w święto Matki Boskiej Zielnej i w wiankach na Boże
Ciało.
7. Alliuni cepa. Czosnek cebula
Nazwy ludowe: Cebula (powszechne).
Własności : Pokrajaną cebulę w plasterkach przykładać
na czyraki (Wieliczka).
Pieczoną cebulę przykładać na bolączki, abj się goiły (Wie
liczka).
Święcą razem z innem zieleni w dniu 15. sierpnia (Gdów,
Bieżanów).
8. Alliiim sativum. Czosnek siewny.
Nazwy ludowe: Czosnek (powszechne).
Własności: Ząbki czosnku nanizane na nitce noszą na
szyji na żółtaczkę i na glisty (Wieliczka).
Czosnek ugotowany z ćwikłą pić na glisty (Siercza). — Jeżeli
zaś glisty wydostają się na wierzch, to nacierać czosnkiem pod
nosem (Siercza).
Święcą razem z inneiu zieleni w dniu 15. sierpnia.
9. AIthaea officinalis. Ślaz lekarski.
Nazwy ludowe: Ślaz (powszechne), ślaz ogrodowy
(Gdów).
Własności : Odwar z korzonków piją jako herbatę na
kaszel (Brzezowa, Dobczyce, Rzeszotary, Skawina) i na katar
(Rzeszotary), na duszność (Dobczyce).
Na ból gardła używa się płukania z odwaru korzonków (Dob
czyce) .
Świeże listki ślazu przykłada się na wrzody wyobierane, bo
lączki, aby je przegryzły — na rany, aby się goiły prędzej (Brze
zowa, Dobczyce, Radziszów, Skawina).
Na gruczoły na szyi liście ślazowe zaparzać i okładać niemi
szyję (Brzezowa). Ślaz daje się też do kąpieli (Dobczyce). Letnim
odwarem ślazu i rumianku obmywają rany ludziom, a także ko
niom, krowom i trzodzie (Gaj). Razem z innem zielem dają kro •
woni po ocieleniu (Dobczyce).
40
Kwiat ślazowy i lipowy z miodem praśnym pić jako herbatę
na zakatarzenie (Zielonki).
Ślaz z miętą i z biedrzeńcem sieka się drobno, miesza z tłusz
czem i żytnią mąką, rozsmarowuje tę maść na papierze lub płótnie
i okłada się chorego na oberwanie (Rzeszotary).
Święcą razem z innem zielem w dniu 15. sierpnia.
10. Amarantus candatus. Proso tureckie.
Nazwy ludowe: Proso tureckie (ogólne),, kyciary cèrwone (Radziszów).
Własności: Ziarnek używa się przeciwko wydymaniu
u dzieci; tłucze się je miałko i proszkiem tym posypuje kiszkę
stolcową, wychodzącą (Dobczyce).
Gdy w krowie zapiecze się kał, warzy się to ziele z cebulkami
lilji białej i daje się razem zjeść krowie, to . lubi ruszyć“ (Ra
dziszów) .
Ozdabiają niem wiązankę ziela, przygotowanego do święcenia
w dniu 15 sierpnia (Dobczyce, Gdów, Radziszów, Skawina).
11. Anemone nemorosa. Zawilec niestrętek lub Wietrznica.
Nazwy ludowe: Konopki (powszechne).
12. Anemone pulsaiilta, pratensis. Zawilec płowy, łąkowy.
Nazwy ludowe: Dziad, dziady (Podgórze).
13. AnMrMnum Orontinmn. Wyżlin polny.
Nazwy ludowe: Maciczne ziele (Dobczyce).
Własności: Święcą razem z innem zieleni 15 sierpnia
(Dobczyce).
W razie połogu piją kobiety wódkę, w której ziele to mo
czono, albo też piją odwar, jako herbatę na boleści, jeżeli macica
nie znajduje się na swojem miejscu (Dobczyce).
14. Arabis aren osa. Gęsiówka piaskowa.
Nazwy ludowe’ Włoski P. Jezusa (Gaj). Włoski Naj
świętszej P. Marji (Bieżanów, Brzezowa). Włoski M. Boskiej
(Świątniki Górne). Panieńczyne włosy (Radziszów).
Legenda: Najświętsza Marja Panna obcinała raz włoski
P .Jezusowi, a wiatr włoski te porywał i roznosił daleko. Gdzie
tylko padły włoski te na ziemię, tam wyrosła roślina, która się
zowie Włoski P. Jezusa (Gaj).
Roślina nazywa się panieńczyne włosy, bo łupinki nasienne
po dojrzeniu kręcą się tak, jak włosy u panienki (Radziszów).
41
Własności: Gotują razem z innem zielem i dają pić
krowie po ocieleniu (Brzezowa).
Razem z pszeniczką M. Boskiej i z rękawkami M. Boskiej
pokrajane, sparzone wrzącą wodą i wlane do napoju koniom,
chronią je od wielu chorób (Gaj).
Święcą razem z innem zielem dnia 15 sierpnia (Bieżanów,
Brzezowa, Gaj, Radziszów, Świątniki Górne).
15. Armoracia rustieaiia. Chrzan pospolity.
Nazwra ludowe: Krzan (powszechne)
Własności
Liśćmi chrzanu świeżemi okładać głowę,
gdy boli (Wieliczka, Polanka Haller).
Tarty korzeń chrzanu przykładać na ból głowy (powszechne).
Toż samo przykładać na dziąsła, gdy zęby bolą (Wieliczka). Toż
samo przykładać na żołądek, gdy człowiek ma kurcze w żo
łądku (Siercza). Toż samo przykłada się przeciw kolkom (Polanka
Haller.)
16. Artemisia abrntanum. Hylica, hoże drzewko.
Nazwy ludowe: Boże drzewko (powszechne).
Własności : Dla dzieci i dorosłych robią okłady na
brzuch przeciw „czyszczeniu“ i biegunce (Dobczyce). Używają
do okładów na rany i na puchlinę (Skawina). Gotują razem
z cukrem i miodem jako lekarstwo na kaszel (Zakliczyn ad
Siepraw).
Gdy kobieta ciężarna oberwie się, podźwignąwszy co, gdy ma
jakie boleści wewnętrzny', albo dostaje „rznięcia“, aby zapobiec
poronieniu, pije herbatę z bożego drzewka (Dobczyce, Radziszów,
Skawina).
Po poronieniach należy okładać brzuch gorącem zielem z cia
stem rżaneni (żytniem) (Radziszów)
Listeczki bożego drzewka dają jeść krowie z chlebem, aby
się jej mleko nie psuło (Skawina).
Odwar dają pić cielnej krowie, gdy się potłucze, gdy ją
druga krowa pohodzie i zachodzi obawa, że może „spomiatać“
(Brzezowa, Dobczyce). Dają także pić krowie odwar zaraz po
ocieleniu (Gaj, Rzeszotary).
Robi się plaster z bożego drzewka, pietruszki z dodaniem
sadła i jaja i plastrem tym okłada się człowieka, gdy się oberwie
(Wieliczka).
Święcą razem z innemi ziołami w dniu 15 sierpnia (ogólnie).
42
Robią z niego plastry na obierzki (Polanka Haller).
Ziele świeże zgniecione i zarobione z ciastem na maść przy
kłada się, gdy kolki kłują (Polanka Haller).
17. Artemisia AitsinlMum. Bylica piołun.
Nazwy ludowe- Piołun (Świątniki Górne. Zakliczyn
ad Siepraw), piołunek (Bieżanów, Brzezowa, Gaj, Gdów, Ska
wina), piełunek (Dobczyce, Radziszów).
Własności: Na wzmocnienie żołądka lub na boleści
w żołądku piją odwar jako herbatę (Brzezowa, Skawina, Świąt
niki Górne, Zakliczyn ad Siepraw), lub robią z piołunu na brzuch
okłady (Skawina), zaparzonego razem z podbiałem (Dobczyce).
Gdy dziecko „sietnie je“, t. j. wygląda nędznie, nie rośnie i nie
może chodzić, kąpać je w odwarze z piołunku do trzeciego razu,
a dziecię wzmocnieje i nabierze ciała na siebie (Dobczyce).
Przeciw „czyszczeniu“ t. j. biegunce należy przykładać rozparzony na żołądek (Dobczyce).
Na zimnicę zalecają pić wódkę, w której moczono piołunek
(Radziszów).
Taką wódkę ..piołunkówkę“, piją też kobiety zaraz po po
rodzie, aby się lepiej krew czyściła (Rzeszotary).
Dają bydłu (Brzezowa).
Herbatę przygotowaną z kwiatu i liści piołunu razem z nasie
niem paproci pić rano i wieczór na febrę (Wiśniowa).
Święcą razem z innem zielem dnia 15 sierpnia (ogólnie).
18. Artemisia vulgaris. Bylica pospolita.
Nazwy ludowe: Pylica (ogólne).
Własności: Daje się dzieciom do kąpieli na wzmocnienie
(Bieżanów, Dobczyce).
Dzieci słabe ,szczególnie gdy mają dreszcze, kąpie się w bylicy i okłada bylicą gorącą (Radziszów).
Na boleści w plecach robi się rozparzone okłady z bylicy
(Dobczyce). Daje się do kąpieli ludziom, bo jest skuteczna na
wszelkie słabości (Skawina).
Odwar z bylicy daje się krowom po ocieleniu (ogólnie), aby
prędzej wyzdrowiały. To powtarza się przez trzy dni (Dobczyce),
aby wypłukać wnętrzności. Potem krowa moczy samemi nieczy
stościami, ale wnet przychodzi do zdrowia i daje dobre mleko
(Rzeszotary).
Gdy pies zje bylicę. pozna czarownicę (Gaj).
43
Bylicę i macierzankę należy moczyć w ciepłej wodzie i przy
kładać na zawianie (Wieliczka).
Święcą razem z innemi ziołami dnia 15 sierpnia.
Dają do kąpieli dla cierpiących na kolki (Polanka Haller).
19. Asarum europaeuin. Kopytnik pospolity.
Nazwy ludowe: Kopytnik (ogólne).
Własności : Kadzą nim bydło (Brzezowa, Bzeszotary).
Sokiem z kopytnika należy smarować oczy, gdy bolą (Siercza).
Święcą razem z innemi ziołami w dniu 15 sierpnia (Brzezowa,
Krzesławice, Rzeszotary, Świątniki Górne).
20. Astrantia maiar. Żórzyczka albo Jerzmianka większa.
Nazwy ludowe: Biała różyczka (Zakliczyn ad Siepr.).
Własności: Świecą razem z innem zielem w dniu 15-go
sierpnia (Zakliczyn ad Siepraw).
21. Avena sativu. Owies siewny.
Nazwy ludowe: Owies (powszechne).
Własności: Święcą wraz z innem zieleni w dniu 15 sierp
nia (Brzezowa, Gaj, Radziszów, Rzeszotary, Gdów, Siepraw, Ska
wina) .
Święcony owies kruszą i mieszają z owsem przeznaczonym do
siewu, aby się lepiej udał (Gdów).
Gdy kury dostaną :,pypcia“, dają im jeść owies święcony,
abiBpypeć zginął (Gaj).
22. Bellis perennis. Stokroć trwała.
Nazwy ludowe: Kokoszki (powszechne między Wisłą
a Rabą;, Wojcieszki (Dobczyce), Sierotki (Wieliczka).
Własności: Skoro pod jesień niema dużo kokoszek, to
na drugi rok nie będzie dużo ziemniaków i odwrotnie (Wieliczka).
Odwar z kwiatu pić rano i wieczór na febrę( Wieliczka).
Bardzo też skuteczny jest odwar z kwiatu kokoszek, używany do
picia jako herbata na kaszel i suchoty (Wieliczka).
23. Beta vulgaris. Burak pospolity.
Nazwy ludowe: Burak (powszechne),
Własności : Liśćmi buraka okładać głowę, gdy boli (po
wszechne) ..
Ćwikłowy burak surowy trzeć, wyciskać sok z niego i do
dawszy odrobinę octu, płakać gardło, gdy boli (Wieliczka). Sok
z buraka ćwikłowego razem z szałwią gotować i letnim płynem
płukać gardło, gdy boli (Wieliczka).
44
Ciepły sok wygotowany z buraka ćwikłowego wpuszczać po
kropli do uszu, gdy kto cierpi na szum w uszach (Siercza).
24. Betonica ofîicinalis. Bukwica lekarska.
Nazwy ludowe: Botonijka (Bieżanów), Betanijka (Brzezowa).
Własności: Kadzi się tem zielem krowę, jeżeli mleko się
psuje (Brzezowa).
Święcą razem z innem zieleni w dniu 15 sierpnia (Bieżanów,
Brzezowa).
25. Betula alba. Brzoza biała.
Nazwy ludowe- Brzoza (powszechne).
Własności: Gdy dziecko dostanie wielkiej choroby,
uderza się je gałązką święconej brzeziny, a choroba opuści je
(Brzezowa).
Pić sok świeży przeciw suchotom (Wieliczka).
Młode pączki liści Brzozowych należy moczyć w spirytusie,
a gdy nastąpi krwotok z jakiejś rany, przykładać na tę ranę
szmatki maczane w owym spirytusie, na to kłaść szmatki suche
i obwiązać, a krwotok ustanie (Wieliczka).
Święcą razem z innem zielem w dniu 15 sierpnia (Brzezowa).
26. Brassica oleracea. Kapusta ogrodowa.
Nazwy ludowe- Kapusta (powszechne).
Własności: Świeżemi liśćmi kapusty okładają głowę,
gdy boli (powszechne).
Miejsca opuchnięte okłada się kiszoną kapustą, aby puchlina
zeszła (Gdów).
W środek ziela przeznaczonego do święcenia wkładają małą
główkę kapusty (Dziekanowice, Rzeszotary), także zasuszone głą
bie nasićmie (Dziekanowice).
Te głąbie nasienne święcone w dniu 15 sierpnia używane
bywają jako lekarstwo przeciw zołzom u koni (Dziekanowice).
27. Brassica Rapa. Rzepa.
Nazwy ludowe: Rzepa (powszechne).
W ł a s n o ś c i : Odwar z suszonej rzepy pić z miodem ną
krosty duże i małe (ospa) (Wieliczka).
28. Bryonia alba. Przestęp biały.
Nazwy ludowe: Przestęp (powszechne).
Własności: Tylko czarownice święcą przestęp razem
z innem zielem dnia 15 sierpnia (powszechne).
45
Baby czarownice trzymają u siebie przestąp w ukryciu; rośnie
on u nich byle gdzie, nawet w garnku bez ziemi. Korzeń ma
kształt i postać człowieka mężczyzny, tylko w miejscu głowy
rośnie łodyga, a na niej liście i kwiaty.
Na każdym nowiu dają czarownice przestąp krowom i kadzą
je nim. Taka krowa odbiera mleko każdej innej krowie, z którą sią
spotka.
Jeżeli ktoś kupi krowę od czarownicy, to gdy nadejdzie nów,
będzie krowa ryczeć, nie będzie nic jeść, nie da mleka i zacznie
schnąć. Trzebaby jej dać wtedy przestępu, a zaraz wyzdrowieje
(ogólne).
29. Calendula officinałis. Nogietek lekarski.
Nazwy ludowe- Nagiętek, nogiętek (powszechne).
Własności : Sam kwiat smażony w maśle wraz z żywokostem daje maść na gojenie ran (Dobczyce) i na rozpędzanie gru
czołów (Skawina).
Brodawki nacierane kwiatem nogietka giną (Wieliczka).
Całą roślinę dają krowie razem z innemi ziołami, gdy za
chodzi obawa, aby nie ,>miotała“ (Dobczyce). Odwar dają pić
krowie po ocieleniu, gdy się nie może „wyczyścić“ (Brzezowa).
Święcą razem z innem zielem dnia 15 sierpnia (Bieżanów,
Dobczyce, Gdów, Radziszów, Skawina i Świątniki Górne).
30. Campanula iracheliuin. Dzwonek wielokwiatowy.
Nazwy ludowe: Włodziarka (Radziszów).
Własności: Dzieci chore na suchoty kąpać w tem zielu;
gdy dziecko wyjęte z takiej kąpieli zczernieje, to znak, że będzie
zdrowe, gdy nie zczernieje. to umrze (Radziszów).
Święcą razem z innem zielem dnia' 15 sierpnia (Radziszów).
31. Cannabis saliva. Konopie zwyczajne.
Nazwy ludowe: Konopie.
Własności: Liście konopne razem z liśćmi tatarakowemi
dają krowom, gdy żle trawią (Polanka Haller).
32. Cardamine pratensis. Rzerzucha łąkowa.
Nazwy ludowe: Rzerzucha (powszechne), maślanka
(Gdów, Rzeszotary, Skawina, Wieliczka).
Własności: Dają do kąpieli dzieciom, aby nie płakały,
t. j. na boleści w brzuchu (Skawina).
Święcą razem z innem zielem dnia 15 sierpnia (Radziszów,
Skawina, Zakliczyn ad Siepraw).
46
33. Carlina vulgaris. Dziewięćsił pospolity.
,
Nazwy ludowe. : Osetek (Brzezowa, Dziekanowice),
Osetek Najświętszej Panny (Gaj), Strzyzne ziele (Bieżanów),
Strzygoniowe ziele (Dobczyce, Radziszów, Skawina).
Legenda: Raz szła Najświętsza Panna i wbiła sobie kolec
do nogi. Dziwno jej było, że jest kolec, a ostu niema nigdzie.
Szuka i szuka i znalazła małą roślinkę, pokrytą kolcami i rzekła
do świętego Józefa: ,.E, to taki mały osetek“. Od tego czasu na
zywa się to ziółko osetkiem Najświętszej Panny (Gaj).
Własności: Zaźegnują tym osetkiem kurdziela, ale żeby
zażegnywanie było skuteczne, musi mieć osetek do tego użyty
dziewięć wierzchołków, pałek (Brzezowa).
Jeżeli bydlę dostało na języku szczot,' wyszukuje się osetek
o trzech lub pięciu wierzchołkach, pałkach i nasiekuje nim język
bydlęciu choremu (Brzezowa).
Święcą razem z innem zieleni w dniu 15 sierpnia (Bieżanów,
Dziekanowice, Gaj).
34. Carum carví. Kminek polny.
Nazwy ludowe- Kminek (powszechne).
Własności: Aby uśmierzyć ból głowy, robi się plaster
z żytniego chleba, tłuczonego kminku i octu i przykłada na puisa
na skroniach (Wieliczka).
Święcą razem z innem zielem dnia 15 sierpnia (Świątniki
Górne).
Gdy pieką chleb, dają do ciasta dla smaku (Polanka Haller).
Aby uśmierzyć parcie w żołądku, piją kminek z wódką, albo
dają go do wodzianki (Polanka Haller).
35. Centaurea cyanus. Chaber bławat.
Nazwy ludowe: Bławat (powszechne).
Własności : Używają przeciw urokom dla bydła i trzody
(Brzezowa).
Święcą razem z innem zielem dnia 15 sierpnia (Brzezowa).
36. Ceratonia siliqiia. Chleb świętojański.
Ażeby wstrzymać rozwolnienie, należy zjeść dwa razy na
dzień łyżkę stołową utartego na proszek chleba świętojańskiego
z cukrem, na sucho — a pomoże. (Kraków 20. XI 1002).
37. Chelidonlum majus. Glistewnik pospolity.
Nazwy ludowe: Niebospad (Bieżanów), Z-nieba-spad
(Wieliczka).
47
Własności : Listki świeże tego ziela trą i przykładają
na rany (Wieliczka).
Święcą razem z innem zielem dnia 15 sierpnia (Bieżanów).
38. Cichorium Intibus. Podróżnik pospolity.
Nazwy ludowe: Podróżnik (Dobczyce).
Własności: Korzonki moczy się w spirytusie razem
z liśćmi i korzonkami biedrzeńca i wódki tej używa się przeciw
cholerze, . czerwonce i różnym boleściom wewnętrznym (Dob
czyce) .
Święcą razem z. innem zielem dnia 15 sierpnia (Dobczyce).
39. Convallaria majalis- Konwalja Icinuszka.
Nazwy ludowe: Gliśnik (Koźmice wielkie).
Własności: Z kwiatów gotuje się herbatkę i daje pić
dzieciom przeciw glistom (Koźmice wielkie).
40. Coryllus Aveliana. Leszczyna pospolita.
Nazwy ludowe: Leszczyna (powszechne).
Własności: Kładą do kąpieli kobietom na choroby ko
biece (Skawina).
Kładą do kąpieli przeciw bolakom, wrzodom, słodkim stru
pom i puchliźnie tak u dzieci, jak i u starszych (Dobczyce, Radziszów).
Liście rozparzają i przykładają jak najbardziej gorące, aby
wygubić psie włosy (Brzezowa).
Odwar dają pić bydłu (Skawina).
Święcą wraz z innem zielem w dniu 15-go sierpnia (po
wszechnie) .
41. Cucumis sativns. tïgorek ogrodowy.
Nazwy ludowe: Ogórek (powszechne).
Własności
Aby zgubić piegi, należy myć się sokiem
wyciśniętym ze świeżych ogórków (Wieliczka).
42. Daucus carota. Marchew.
Nazwy ludowe: Marchew.
Własności: Korzeń marchwi świeży należy trzeć i przy
kładać na miejsce ciała odmrożone. (Wieliczka).
Odwar dają pić krowie cielnej, jeżeli zachodzi obawa, aby
nie ,.spomiatała“. (Dobczyce).
Święcą razem z innem zielem dnia 15 sierpnia (powszechnie).
43. Delphinium consolida. Ostróżka polna.
Nazwy ludowe: Koniki (Gdów, Skawina).
48
Własności
Święcą razem z innem zielem dnia 15-go
sierpnia (Gdów, Skawina).
44. Dipsarus silvestris. Szczeć leśna.
Nazwy ludowe: Szczetka (Bieżanów7, Brzezowa, Dob
czyce, Dziekanowice, Gaj, Gdów, Skawina), Szczota (Raclziszów),
Szczoteczka (Zakliczyn ad Siepraw), Pałka (Sieraków).
Własności
Święcą razem z innem zielem dnia 15-go
sierpnia (powszechnie).
Nasieniem kadzą zęby, gdy bolą. (Zakliczyn ad Siepraw).
Kadzą tern zielem krowy po ocieleniu (Dziekanowice). Gdy
krowie obsypie się wymię wrzodami, to czeszą je święconą
szczetka. (Gaj). Gdy krowie wymię spuchnie, czy to z powodu
ukłucia lub ukąszenia przez owady, z powodu czarów, a krowa
nie może mleka puścić, uderza się wymię trzy razy szczetką
(Dobczyce), lub też czesze tą szczotką, aby wyklęsło (Brzezowa,
Radziszów, Skawina). a potem kadzi się wymię tem zielem (Radziszów) wraz z inn?nii"ziołami święconemi (Dobczyce).
Gdy bydlę je plewy pszeniczne lub jęczmienne, wbije mu s>ę
czasem ość w język i w tem miejscu na języku — zwykle blisko
przełyku — tworzy się rana czerwona duża jak cent, która gryzie
i niszczy język, bydlę nie może jeść i marnieje Jest to kurdziel.
Wtedy naciera się kurdziel pałką, a goi się po tem dobrze. (Sie
raków) .
45. EpiJotoium angustifelium. Wierzbówka kłosowa.
Nazwy ludowe: Ziele Matki Boskiej (Brzezowa), Go
jące liście (Dobczyce).
Własności : I.iście przykłada się na rany, aby się goiły
(Dobczyce).
Sproszkowane liście wsypują dzieciom do pokarmu przeciw
glistom (Dobczyce). Kadzi się niem bydło (Brzezowa).
Święci się razem z innem zielem w dniu 15 sierpnia (Brze
zowa, Dobczyce).
16. Eqiiiseîuir. ttrvense. Skrzyp polny.
N a z wy ludowe: Skrzyp.
Własności: Odwar ze skrzypu pić przeciw krwotokom
(Wieliczka).
47. Erigeron arvense. Przymiotnik łąkowy.
Nazwy ludowe: Ziele P. Jezusa (Dobczyce).
49
Własności: Święcą razem z innem zielem dnia 15-go
sierpnia. (Dobczyce),
48. Erythraea centaurium. Tysiącznik zwyczajny.
Nazwy ludowe: Centoryja, (Bieżanów, Brzezowa, Sie
praw Skawina), cenceryja (Radziszów).
Własności: Herbatę z centurji piją przeciw febrze (Ska
wina, Śledziejowice). Odwar z całej rośliny piją jako herbatę na
ból żołądka i kiszek (Brzezowa, Skawina), „jak w sobie boli“
(Radziszów).
Święcą razem z innem zielem w dniu 15 sierpnia (ogólnie).
49. Eupatorium eannablnum. Sadziec konopiowaty lub Ko
nopnica pospolita.
Nazwy ludowe: Sejec (Radziszów), sędzisz (Dzieka
nowice, Świątniki Górnej.
Własności- Sejec jest wszystkiemu zielu ojcem, a le
biodka matką, to też własności lecznicze tych ziół w chorobach
bydła są największe i zioła te są najważniejsze między święconemi
w dniu 15 sierpnia (powszechnie).
50. Filices. Paprocie.
Nazwy ludowe: Paproć (powszechne).
Własności : Kwitnie o północy w wigil ję św. Jana
Chrzciciela z 23 na 24 czerwca. Kwiat ma niewielki świecący, jak
gwiazdka i pokazujący się tylko na jedną chwilę. Kto go posiądzie,
ten widzi wszystkie skarby ukryte w ziemi i może je dobywać.
Jednakowoż kwiat paproci trudno zdobyć, bo bronią go złe duchy
(powszechne).
Świeże liście paproci przykłada się na ból bioder (Wieliczka).
Na febrę pije się herbatę przyrządzoną z kwiatu i liści pio
łunu wraz z nasieniem paproci. Pije się rano i wieczór (Wieliczka).
Kładzie się do łóżka, bo pchły nie lubią zapachu paproci i giną
od niej (Polanka Haller).
51. F#enl«ulnni ofłlcinale. Koper lekarski.
Nazwy ludowe: Koper (powszechne).
Własności: Używają go do niektórych potraw jako przy
prawę (ogólne).
Używają go przeciw rozwolnieniu (Skawina)
Starzy ludzie kadzą się tem zielem, gdy dostaną uroków
(Wieliczka). Jest dobry prawie na wszystkie choroby do kadzenia
(Wieliczka).
Lud. T. XXX.
4
Święcony koper z wianków w oktawę Bożego Ciała kładą
w cztery rogi stodoły, aby myszy nie gryzły zboża (Brzezowa)
Święcą razem z innem zielem w dniu 15 sierpnia i w wianKach w oktawę Bożego Ciała (powszechnie), osobno zaś w dzień
św. Wawrzyńca (Wieliczka) Święconym kadzą zęby, gdy bolą — także głowę, gdy boli
(Wieliczka).
Gdy na wiosnę pierwszy raz wypędzają bydło na paszę, to
popędzają je święconym koprem (Wieliczka).
52. Fragaria vesca. Poziomka jadalna.
Nazwy ludo we ■ Poziomka (powszechne).
Własności; Liśćmi świeżemi okłada się miejsca opa
rzone (Wieliczka, Polanka Haller).
Święcą razem z innem zielem 15 sierpnia (Polanka Haller).
53. Genista germanica. Janowiec ciernisty.
Nazwy ludowe. Młot Matki Bożej (Świątniki Górne).
Własności: Święcą razem z innem zielem w dniu 15-go
sierpnia (Świątniki Górne).
54. Gentiana asclepiadea. Goryczka trojeściowata.
Nazwy ludowe: Świeczki (Brzezowa).
Własności : Aby masło było żółte, gotują gospodynie
korzeń tej rośliny i odwar dają pić krowom (Brzezowa).
Święcą razem z innem zielem dnia 15 sierpnia (Brzezowa).
55. GenKana pneurnonanthe. Goryczka wąskolistna.
Nazwy ludowe: Rękawki M. Boskiej (Gaj), Sukienki
M. Boskiej (Brzezowa, Rzeszotary, Świątniki Górne), Paluszki M.
Boskiej (Skawina).
Własność:- -Święcą je razem z innem zieleni w dniu
15 sierpnia (Brzezowa, Gaj, Rzeszotary, Skawina, Świątniki
Górne).
Dają bydłu (Rzeszotary).
Razem z Pszcniczką M Boskiej i Włoskami M. Boskiej po
krajane, sparzone wrzącą wodą i wlane do napoju koniom chronią
je od wielu chorób (Gaj)
56. Geranium pliaeuni. Bodziszek Żałobny.
Nazwy ludowe- Wronie oczy (powszechne).
57 Gleehoma hederacea. Bluszczyk ziemny.
Nazwy ludowe: Kurdybanek (Brzezowa).
n
Własności: Odwar piją przeciw zaflegmieniu (Brzezowa).
Gdy młode cielęta rzucają kał flegmisty, gdy mają biegunkę
flegmistą, dają im pić odwar kurdybanku (Brzezowa).
Święcą razem z innem zielem w dniu 15 sierpnia (Brzezowa).
58. Gnaphalium silvaticum. Szarota leśna.
Nazwy ludowe: Biała różyczka (Zakliczyn ad Sie
praw), Żyto lub Żytko P. Jezusa (Brzezowa, Gaj), Żytko M. Bo
skiej (Dobczyce, Świątniki Górne).
Własności: Święcą razem z innem zieleni dnia 15-go
sierpnia (Brzezowa Dobczyce, Gaj, Świątniki Górne, Zakliczyn
ad Siepraw).
Razem z innem zielem, święconeni dają pić krowie odwar po
ocieleniu (Brzezowa).'
59. Gnaplialumi uligiiiosuin. Szarota.
Nazwy 1 u do we :
Pszeniczka M Boskiej (Świątniki
Górne), Pszeniczka Najświętszej Marji Panny (Gaj).
Własności : Ziele to razem z ziołami zwanemi Włoski
M Boskiej i Rękawki M. Boskiej pokrajane i sparzone wrzącą
wodą wlewa się do napoju koniom, bo to chroni je od wielu
chorób (Gaj).
Święcą razem z innem zielem w dniu 15 sierpnia (Gaj,
Świątniki Górne).
60. Hetlera Helix. Bluszcz leśny.
Nazwy ludo we : Bluszcz (powszechne).
Własności : Kadzą bluszczem chorego (Radziszów).
Święcą razem z innem zielem w dniu 15 sierpnia (Radziszów).
61. Horilemn vulgare. Jęczmień zwyczajny.
Nazwy ludowe: Jęczmień (powszechne).
Własności: Święcą razem z zielem w dniu 15 sierpnia
(Bieżanów, Brzezowa, Dziekanowice, Gaj, Gdów. Skawina).
Święcony jęczmień kruszą i ziarno mieszają z innym jęcz
mieniem przeznaczonym do siewu, aby wydał plon lepszy' (Dzie
kanowice, Gdów).
, ,
Odwar z jęczmienia pić zimny z cytryną w czasie gorączki
(Wieliczka).
Jęczmień na oku gubi się w tęn sposób:
a) natrzeć oko ziarnkami jęczmienia, ą następnie wrzucić je
w ogień (Biskupiec).
4*
52
b) dziewięć ziarn jęczmienia wyłuszczonych z kłosa rzuca
się po za siebie przez głowę do ognia a następnie ucieka zaraz,
aby nie słyszeć trzeszczenia palących się ziarn. (Wieliczka).
62. Hyoscyaimis niger. Lulek czarny.
Nazwy ludowe: Lulek.
Własności: Nasienie gotować i pić na bezsenność (Wie
liczka) .
63. Hypericum perforatum. Dziurawiec lub Ziele Świętojańskie.
Nazwy ludowe: Dzwonki (powszechne).
Własności: Święcą razem z innem zielem dnia 15-go
sierpnia (powszechnie).
Dają do kąpieli dzieciom słabym i dorosłym, szczególniej,
gdy mają dreszcze (Skawina, Radziszów), nadto okłada się je
wtedy gorącem zielem (Radziszów).
Odwar dają pić krowie po ocieleniu (Radziszów).
Służy ono jako ochrona od boginek, które boją się tego ziela.
Dlatego w czasie połogu kładą dzwonki kobiecie pod poduszkę,
zatykają je w oknach i nad drzwiami. A gdyby boginki porwały
kobietę i chciały uprowadzić, - wystarczy, gdy chwyci w rękę
dzwonki, aby ją boginki opuściły (powszechnie).
64. Hyssopus officinalis. Józefek lekarski.
Nazwy ludowe: Józefek (ogólne).
Własności : Gdy dziąsła bolą, obierają, płukać je od
warem józefka (Dobczyce).
Gdy z ust cuchnie, należy płukać je odwarem józefka (Wie
liczka) .
Razem z szałwią i bożem drzewkiem używają go do robienia
okładów w razie ,czyszczenia“ (biegunki) u dzieci i starszych
(Dobczyce).
Kadzą nim bydło wraz z innem zielem (Brzezowa).
Święcą razem ż innem zielem w dniu 15-go sierpnia (po
wszechnie! .
65. Inula germanica. Oman niemiecki.
Nazwy ludowe: Gwoździki polne (Radziszów).
Własności: Święcą razem z innem zielem w dniu 15-go
sierpnia (Radziszów)
66. Jugtans regia. Orzech włoski.
Nazwy 1 u i o w fe : Orzech włoski.
53
Własności. Zielone łupiny z orzecha moczyć w spiry
tusie i pić go na kurcze żołądka, także na febrę przed napadem
(Wieliczka).
Gdy kto dostaje kurczów w nogach, to trzeba je smarować
spirytusem ciepłym, w klórym moczono przez 14 dni zielone
łupiny orzecha włoskiego (Wieliczka).
Na słodki strup robi się maść, smażąc orzechy włoskie
w świeżem maśle (Wieliczka).
67. Juniperus communis. Jałowiec pospolity.
Nazwy ludowe: Jałowiec (powszechne).
Własności: Gdy nogi puchną, dobrze jest pić jałowiec
(Wieliczka).
68. Lappa inaioi1. Łopian większy.
Nazwy ludowe- Lopuch (powszechne).
Wł a s n o ś c i : Św ieżemi liśćmi należy okładać głowę, gdy
boli (Wieliczka).
Aby spędzić puchlinę, okładać miejsce opuchnięte świeżemi
liśćmi łopucha (Wieliczka).
Łopuchowemi liśćmi świeżemi okładać brzuch kobiety przed
porodem, aby ułatwić poród, a po porodzie, aby łatwiej odeszło
łożysko (Rzeszotary).
Aby zapobiec wypadaniu włosów trzeba myć głowę w od
warze liści łopuchowych, a po wymyciu wcierać w skórę roztarte
żółtka (Wieliczka).
Na wypadanie włosów dobrze jest zmywać głowę spirytusem,
w którym moczono korzenie łopuchu (Wieliczka).
Dziewczęta gotują korzeń łopuchu i myją tern głowę, aby
włosy dobrze rosły (Polanka Haller).
Łopuch razem z bylicą daje się do kąpieli dla chorych (Po
lanka Haller).
69. Lavandiila vera. Lewanda prawdziwa
Nazwy ludowe: Lewanda (Dziekanowice).
Własności: Używają przeciw suchotom (Dziekano
wice) ,
Święcą razem z innem zielem dnia 15 sierpnia (Dzieka
nowice.)
70. Lepidlům tertiuin. Paprzyca.
Nazwy ludowe: Urocznik (Krzesławiee), uroczne
ziele (Radziszów), urokowe ziele (Dziekanowice).
54
Własnóśc:: Tak się nazywa, bo gdy kto' „urok“ do
stanie, ozy to „gadzina“, czy człowiek, to tem zielem kadzą,
a urok ustąpi (Dziekanowice, Krzesławice, Radziszów).
Święcą razem z innem zielem w dniu 15 sierpnia (Dzieka
nowice, Krzesławice, Radziszów).
71. Levisticum officinale. Lubczyk lekarski.
Nazwy ludowe: Lubczyk, lubszczyk (powszechne).
Własności : Zapala się łodygę lubczyka, jak cygaro
i wciąga w siebie dym, trzymając Zapaloną łodygę w ustach, bo
to pomaga na ból gardła (Brzezowa, Dobczyce, Krzesławice) i na
kaszel (Radziszów).
Na „oberwanie“ okładają się lubczykiem (Rzeszotary). Albo
też na „oberwanie“ smaży się lubczyk w maśle i je jako le
karstwo (Radziszów), dodawszy do tego jajko i to należy jeść
rano i wieczór (Rzeszotary).
Aby węża wypędzić z domu, lub z innych zabudowań go
spodarskich, należy kadzić lubczykiem (Wiśniowa).
Święcą razem z innem zielem w dniu 15-go sierpnia po
wszechnie.
72. Lilium candidum. Liija biała
Nazwy ludowe: Lilja (powszechne).
i
Własności: Kwiat białej lilji przykłada się na rany,
pochodzące z oparzenia (Wieliczka).
Korzeń białej lilji utarty z miodem przykłada się na bro
dawki, a zginą (Siercza).
73. Linaria vulgaris. Lnica pospolita.
Nazwy ludowe: Spisz (Brzezowa, Dziekanowice).
Własności: Jeżeli dziecko nie może sypiać, to kładą to
ziele, dziecku do kołyski pod głowę (Dziekanowice), lub też go
tują i odwaru trochę dają się napić dziecku (Brzezowa).
Święcą razem z innemi ziołami w dniu 15. sierpnia (Brze
zowa, Dziekanowice).
74. Linum usitatissimum. Len siewny.
Nazwy ludowe: Len (powszechne).
Własności: Siemię lniane tłuczone przykładać na oczy,
gdy bolą (Wieliczka). Siemię lniane tłuczone ogrzać w garnku
i przykładać letnie na puchlinę (Wieliczka).
"
Święcą razem z innemżizielem w dniu 15 sierpnia (Brzezowa).
75. Lysimaehia vulgaris. Bażanowiec pospolity.
55
Nazwy ludowe: Gruszki Matki Boskiej (Świątniki
Górne).
Własności: Święcą razem z innem zielem w dniu 1 5-go
sierpnia (Świątniki Górne).
76. Marrubhim vulgare. Krzęcina pospolita.
Nazwy ludowe: Sajeta (Bieżanów), Sajta (Dobczyce,
Gdów), Sajka (Rzeszotary).
Własności: Odwar piją na boleści żołądka (Dobczyce).
Sajka utrzymuje płód; kobiety ciężarne, które już poroniły
okłada się ogrzaną sajką. Gdyby wcześniej, niż potrzeba, odcho
dziły wody i była obawa, że nastąpi poronienie, to trzeba też
robić okłady, a sajka wstrzyma wszystko do właściwego czasu
(Rzeszotary).
Gotować1 sajtę z mlekiem i pić na oberwanie (Wieliczka).
Odwar dają krowom po ocieleniu (Dobczyce).
Święcą razem z innem zielem w dniu 15 sierpnia (Brzezowa,
Dobczyce, Gdów, Rzeszotary).
77. Matricaria Chamomilla. Rumianek pospolity.
Nazwy ludowe: Rumianek (powszechne).
Własności: Herbatę z kwiatu rumianku piją na ból
żołądka (Zakliczyn ad Siepraw).
Piją także odwar na febrę (Skawina) i na zaziębienie (Wie
liczka). Chłodny odwar z rumianku należy pić w czasie gorączki
(Wieliczka).
Rozparzony rumianek z octem i z otrębami pszenicznemi
kłaść na twarz, gdy zęby bolą (Wieliczka). Odwarem z rumianku
i ślazu obmywać rany ludziom, także koniom, krowom i trzodzie
(Gaj).
Święcą razem z innem zielem w dniu 15-go sierpnia (po
wszechnie) .
78. Melilotus albus. Nostrzyk biały.
Nazwy ludowe: Urokowe ziele (Świątniki Górne),
uroczne ziele (Rzeszotary).
Własności: Kadzić nim, gdy dostanie urok czy to czło
wiek, czy „gadzina“ (Rzeszotary).
Święcą razem z innem zielem w dniu 15 sierpnia (Rzeszo
tary, Świątniki Górne).
79. Melissa officinalis. Rojoumik lekarski.
56
Nazwy ludowe: Melisa (Dobczyce, Ga] Siepraw,
Świątniki Górne).
Własności: Na wewnętrzne boleści gotować i pić (Dob
czyce). Na kaszel gotować i pić (Świątniki Górne).
Melisę i wrotycz starte ciskają na ogień, aby mleko gotujące
się „na blasze“ (przy ogniu) nie zwarzyło się (Gaj).
Święcą razem z innem zielem w dniu 15 sierpnia (Dobczyce,
Gaj, Siepraw, Świątniki Górne).
Gotuje się i pije na kurcze żołądkowe, na rznięcie w żołądku,
kłucie w brzuchu (Polanka Haller). Toż samo na zawrót głowy
(Polanka Haller). Toż samo piją wogóle na wzmocnienie (Po
lanka Haller).
80. Mentha piperita. Mięta pieprzowa.
Nazwy ludowe: Mięta pieprzowa (powszechne), mięta
ogrodowa (Bieżanów, Polanka Haller).
Własności: Skuteczna na boleści i kurcze żołądka, na
morzyska, ciekączki (czerwonkę) ; należy ją parzyć i gorącą okła
dać brzuch (Brzezowa, Radziszów, Skawina) — zaparzać też her
batę, byle się jednak nie zagotowała i pić samą (Bieżanów, Brze
zowa, Radziszów, Skawina) lub z rumem (Rzeszotary).
Mięta pieprzowa i końska bardzo jest skuteczna w zimnicach
(Radziszów).
Na oberwanie się robi się choremu okłady, sporządzone
w ten sposób: ziele mięty, ślazu i biedrzeńca sieka się drobno
i miesza z tłuszczem i mąką żytnią, tę mieszaninę rozprowadza
się po papierze lub płótnie i kładzie na chore miejsce (Rzeszo
tary) .
Przykładać liście świeże na ból głowy (Wieliczka).
Rozparzoną przykładać na ból gardła (Bogucice).
Odwar z liści pić na zaziębienie (Wieliczka).
Święcą razem z innem zielem w dniu 15-go sierpnia (po
wszechnie) .
Używa się jej na zgagę (Polanka Haller).
Także na wzbudzenie potów (Polanka Haller).
Dają jako przyprawę do rosołu (Polanka Haller).
81. Mentha. Mięta.
Nazwy ludowe:
Mięta ptasia (Bieżanów), ptasia
miętka (Rzeszotary).
Własności: Dają ją kanarkom (Rzeszotary).
57
Święcą razem z innem zielem w dniu 15 sierpnia (Bieżanów.
Rzeszotary).
81 a. Mentha. Mięta.
Nazwy ludowe: Kogutki (Świątniki Górne).
Własności: Święcą razem z innem zielem dnia 15-go
sierpnia (Świątniki Górne).
81 b. Mentha. Mięta.
Nazwy ludowe: Mięta końska (Polanka Haller),
Własności: Odwar z mięty dobry jest na stłuczenie
(Polanka Haller).
W lecie wkładają gospodynie parę listków mięty do mleka,
aby się nie zwarzyło (Polanka Haller).
Święcą razem z innem zielem 15 sierpnia, a później dają
bydłu (Polanka Haller).
82. Nymphéa alba. Grzybień biały.
Nazwy ludowe: Wodna liija.
Własności : Liśćmi świeżemi okładać głowę, gdy boli
(Koźmice Wielkie).
83. Oenothera biennis. Wiesiołek dwuletni.
Nazwy ludowe: Róża lagowa (Gdów), róża laskowa
(Radziszów).
Własności : Na różę w twarzy: wodę, w której moczył
się kwiat, przykładać na twarz na szmatce, albo smażyć kwiat
w maśle i tę maść przykłada się na różę na twarzy (Radziszów).
Święcą razem z innem zielem 15 sierpnia (Gdów, Radziszów) .
84. Origanum vulgare. Macierzyca pospolita — Majeran.
Nazwy ludowe: Lebiodka (powszechne).
Własności: Święcą ją razem z innem zielem dnia 15-go
sierpnia — Jest jednem z najważniejszych ziół, zbieranych do
święcenia, bo ona jest matką wszystkiego ziela i ma też naj
większą wartość lekarską na choroby bydła (Dziekanowice, Ra
dziszów).
Na oparzenia przykładają listki (Zakliczyn ad Siepraw).
Odwar dają pić po ocieleniu (Brzezowa, Dobczyce).
85. Papaver Roeas. Mak, mączek
Nazwy ludowe: Mak polny (powszechne).
Własności: Pić odwar z kwiatu przeciw kokluszowi
(Wieliczka).
86. Papaver somniferum. Mak ogrodowy.
58
‘■Nazwy ludowe: Mak (powszechne).
Własności : Gotować pałeczki i dawać dzieciom po ły
żeczce, gdy złe i spać nie chcą (Brzezowa, Dziekanowice), ale
tylko dziewczętom, bo chłopcy tracą pamięć po maku (Dobczyce).
Albo też w tym celu dawać dzieciom jeść mak w ilości
czwartej części, połówki, a najwyżej trzech czwartych części za
wartości jednej makówki (Radziszów).
Święcą razem z innem zielem w dniu 15-go sierpnia (po
wszechnie) .
87. Petroselinum sativum. Pietruszka pospolita.
Nazwy ludowe: Pietruszka (powszechne).
Własności: Opuchnięty brzuch okładać pietruszką
świeżą liśćmi i pić odwar z liści (Wieliczka). Na oberwanie robią
plaster z pietruszki, bożego drzewka i starego sadła (Rzeszotary).
Święcą razem z innem zielem dnia 15 sierpnia (Bieżanów,
Gdów).
r
88. Pimpinella saxifraga. Biedrzeniec.
Nazwy ludowe: Biedrzeniec, (Dobczyce), biedrnik
(Brzezowa).
Własności: Przeciw cholerze gotują ludzie ziele i piją
odwar (Brzezowa).
Liście i korzonki moczone w spirytusie służą przeciw^ cho
lera^ czerwonce i innym boleściom żołądkowym (Dobczyce).
Biedrzeniec z miętą i ze ślazem usiekany drobno, zmieszany
z tłuszczem i mąką żytnią tworzy maść, którą rozciera się na pa
pierze lub na płótnie i okłada nią chorego na oberwanie (Rze
szotary) .
Święcą razem z innemi ziołami dnia 15 sierpnia (Brzezowa,
Dobczyce).
89. Pisum sativum. Groch siewny.
Nazwy ludowe: Groch okrągły, groch polny (po
wszechne) .
Własności: W grochu gotować skórki słoniny i słoniną
tą smarować bolaki, a zginą (powszechnie).
Święcą razem z innem zielem dnia 15 sierpnia (powszech
nie) ale do święcenia musi być groch ze strączkami zielony,
a nie suchy, (Dobczyce) ; wszystko ziele przygotowane do świę
cenia otaczają grochem (Rzeszotary).
Odwar daje się pi<V krowom przeciw urokom (Brzezowa).
Gotuje się łodygi i strączki i odwarem tym obmywa dójki
krowom, gdy na nich pokażą t się owrzodzenia, podobne do gro
szku, a zginą (Dobczyce).
00. Plantag« major-. Babka większa.
Nazwy ludowe:- Babka (powszechne).
Własności: Liście zielone przykładają do rany i obierzki,
aby się prędzej goiły (Świątniki Górne, Wieliczka) i na oparzone
miejsca (Wieliczka, Polanka Haller).
Na odparzeliska przykłada się liście babki, z których przędą
tern wyciągnięto żyłki i które wymoczono (Rzeszotary),
Liście świeże przykładać na głowę, gdy boli (Rzeszotary). Gdv
się nogi pocą, okładać je świeżemi liśćmi babki. (Rzeszotary).
Aby się rany goiły, okładać je świeżemi liśćmi babki razem ze
skrobaną słoniną, albo innym niesolonym tłuszczem (Rzeszotary).
Święcą razem z innemi ziołami dnia 15 sierpnia (Świątniki
Górne).
91. Potenlilla anserina. Srebrnik pospolity.
Nazwy ludowe: Srebrnik (Polanka Haller).
Własności: Moczy się w wodzie i pije na febrę (Po
lanka Haller).
■ 92. Primus domestica. Śliwa węgierka.
Nazwy ludowe: Węgierka.
Własności: Aby zęby nie bolały, należy skórki ze śli
wek wygotować i tym odwarem zęby płukać (Wieliczka),
i
93. Pyretrum parthenium. Maruna, marunka.
;
Nazwy ludowe: Marunka, maronka (powszechne).
Własności : Święcą razem z innem zielem w dniu 15 go sierpnia (powszechnie).
Gdy się kto stłucze, przykładają marunkę na miejsce stłu
czone (Zakliczyn ad Siepraw).
Na przelęknienie wycisnąć < sok z marunki świeżej i wypić
(Brzezowa). 1
Okłada się żołądek marunką, gdy boli (Dobczyce) Na chory
żołądek: sieka się marunkę drobno i zaparza na rynce; potem
usmaży się jajko i wymiesza razem z marunką i taką potrawę
je się jako lekarstwo (Bieżanów).
Na kolki: zetrzeć świeżą marunkę, aż sok puści i przyłożyć
na to miejsce, gdzie, kolki kłują (Bieżanów). .
60
Na ból oczu: zmaczać szmatkę w świeżem mleku słodkiem
i taką przyłożyć na chore oczy, na to zaś na wierzchu przyłożyć
marunkę, a wyciągnie ból (Bieżanów).
Na oberwanie robić okłady ze świeżej marunki z białkiem.
Gdy zaś ziele jest suche, to je wpierw rozparzyć i białkiem polać.
Pić też wtedy herbatę z marunki na czczo lub na noc (Wieliczka).
Dają krowom po ocieleniu (Dobczyce).
Gdy bydłu rogatemu chwieją się zęby, to tłuc marunkę z solą
i wycierać tem dziąsła (Dobczyce).
Gdy krowa ma kał rzadki, ciska się i kał rzuca daleko (ro
dzaj biegunki), to marunka pomaga (Brzezowa).
Na paskudnika (wzdęcie u bydła) : trzeć bydlę po bokach
marunką i po grzbiecie, a paskudnika (na oku) zasypać pieprzem
lub zerznąć (Radziszów), albo naciera się marunką z solą nozdrza
bydlęcia (Skawina), lun też ściera się tem paskudnika na oku
(Bieżanów, Brzezowa).
94. Pyrus communis. Grusza pospolita.
Nazwy ludowe: Grusza, gruszka (powszechne).
Własności: Gruszki suszone jeść w razie rozwolnienia
i biegunki (Wieliczka).
Święcą razem z innem zielem dnia 15 sierpnia (Skawina).
95. Pyrus malus. Grusza, jabłoń.
Nazwy ludowe: Jabłoń (powszechne).
Własności: Jabłka święcą razem z innem zielem 15-go
sierpnia (powszechnie). W tym celu wkładają do środka wiązki
ziela kilka jabłek, albo też nabijają je na patyki i tak wstawiają
do ziela.
Wracającym dziewczętom z kościoła ze zielem starają się
parobcy wybrać jabłka święcone, czemu one nie bardzo opierają
się, bo gdy parobek porwie jabłko, które dziewczyna oznaczyła
sobie, nic nikomu nie mówiąc, to wyda się za niego i na drugi
rok poniesie ziele do święcenia już jako kobieta (Gaj).
Po powrocie z kościoła 15 sierpnia, jedzą jabłka święcone
przed obiadem, aby w następnym roku nie bolały ich zęby (Dob
czyce) i gardła (Dziekanowice).
Smażyć korę ze słodkiej jabłoni w maśle z garścią piórek
z młodej pszenicy, to przecedzić do słoika, a następnie używać
do smarowania słodkiego strupa (Wieliczka).
61
Na.słodki strup robi się też maść następującą: korę słodkiej
jabłoni gotuje się w wodzie i zbiera szumowiny, które następnie
smaży się ze świeżem niesolonem masłem , z mazią (Wieliczka).
96. Quercus. Dąb.
Nazwy ludowe: Dąb (powszechne).
Własności: Na reumatyzm przyrządzać kąpiel, do któ
rej sypie się korę dębową i sól (Bogucice).
97. Raphanus sativus. Rzodkiew ogrodowa.
Nazwy ludowe: Rzodkiew, rzodkiewka (powszechne).
Własności: Rzodkiew gotować i odwar pić na spę
dzenie puchlizny (Sułów).
Okładać rzodkwią brzuch opuchnięty (Wieliczka).
98. Rhamnus cathartica. Szakłak ciernisty.
Nazwy ludowe: Siędzina (Raciborsko) ’).
Własności: Jest to najtwardsze drzewo a lak ciężkie,
że położone na wodzie, utonie (Raciborsko).
99. Rosa canina. Róża polna.
Nazwy ludowe: Różyczka polna (Radziszów).
Własności: Święcą razem z innem zielem 15 sierpnia
(Radziszów).
Na różę na twarzy moczyć kwiat w wodzie i wodę taką na
szmatce przykładać; albo: smażyć kwiat w maśle i maść tę przy
kładać na różę na twarzy (Radziszów) ; albo: przykładać kwiat
róży; albo: maczać kwiaty w wodzie święconej i takie przykładać
na twarz; albo: przykładać korzeń róży czerwonej.
Í00. Rosmarinus officinalis. Rozmaryn lekarski.
Nazwy ludowe: Rozmaryn.
Własności: Rozmaryn moczony w winie przykładać na
puchlinę (Wieliczka).
161. Rnbns caesius. Malina ostrężyna.
Nazwy ludowfe: Ropieiucha (Wiśniowa).
Własności: Wyrywa się z korzeniem 9 sztuk popieluch, wkłada do ciepłej wody i w niej kąpie się lego, kto ma su
choty (Wiśniowa).
102. Ruta graveolens. Ruta ogrodowa.
Nazwy lud owe: Rula (powszechne).
’) Wieś Sidzinę w powiecie podgórskim nazywają też „Siędzina“ W tej
wsi bardzo obficie rośnie przy drogach, koło płolów jeszcze obecnie Szakłak
ciernisly.
62
Własności: Gdy dzieci boli żołądek, okłada się im dołek
rozparzoną rutą (Dobczyce)..
Rutę dają krowom po ocieleniu, aby się dobrze miały (Dob
czyce) .
Dają bydłu z chlebem na święta Wielkanocne, a na Boże Na
rodzenie w opłatku (Brzezowa).
Święcą razem z innem zielem 15 sierpnia (powszechnie).
Rutę gotują i piją na bicie serca (Polanka Haller). Para
z odwaru ruty dobra jest na słabe oczy (Polanka Haller), Toż
pomaga czasem także na ból zębów (Polanka Haller).
103. Salvia officinalis. Szałwja lekarska.
Nazwy ludowe: Szałwja (powszechne).
Własności: Święcą razem z innem zielem 15 sierpnia
(powszechnie).
Odwarem szałwji płuczą gardło, gdy boli (Brzezowa, Rzeszotary, Skawina) i w czasie kaszlu (Świątniki Górne), razem
z sokiem wyciśniętym z ćwikły (Wieliczka). Szałwję gotuje się
z mlekiem i pije w słabościach piersiowych (Dobczyce). Odwar
zimny z szałwji brać do ust, gdy zęby bolą (Wieliczka).
104. Salvia verticillata. Szałwja okręgowa.
Nazwy ludowe: Krzyżownik (Bieżanów, Gaj, Rzeszotary).
Własności: Święcą razem z innem zielem 15 sierpnia
(Bieżanów, Gaj, Rzeszotary).
Dają bydłu moczone razem z innemi ziołami do jedzenia
w razie słabości (Rzeszotary).
105. Sambuccus nigra. Bez czarny.
Nazwy ludowe: Bez.
Własności: Herbatę z kwiatu bzowego pić z żółtkiem
na chrypkę (Wieliczka) i na zaziębienie (tamże). Pić taką herbatę
trzy razy dziennie (Siercza, Polanka Haller),
Odwar z kory bzowej pije się, aby spędzić puchlinę (Czarnochowice). Korę bzową przykładać na twarz, gdy żębj bolą
(Wieliczka). Herbatę z kwiatu bzowego piją na „remę“ (katar)
i na poty (Polanka Haller).
■
106. Sanguisoiba officinalis. Krewnik lekarski.
Nazwy ludowe: Czarna róża (Radziszów), czarna ró
życzka (Brzezowa, Dobczyce, Krzesławice, Rzeszotary, Zakliczyn
63
ad Siepraw), róża polna (Bieżanów, Gdów), czarne ziele (Gaj). —
Tak nazwane ziele, bo ma pałki czarne.
Własności: Święcą razem z Innem zielem 15 sierpnia
(powszechnie).
Jeżeli kobieta nie ma regularności, należy to ziele warzyć
i herbatę pić, a skutek pewny (Radziszów).
Z tego ziela robi się kąpiel na rany, aby się goiły (Dobczyce).
Jeżeli bydło ma złą krew, daje się do wody, którą bydło pije
(Rzeseotaryj. Przeciw czerwonce u bydła daje się pić odwar,
a skutek pewny (Brzezowa).
107. Sarothanmus scoparius. Żarnowiec miotłowy.
Nazwy ludowe: Kramarka (Raciborsko). •
Własności: Z gałązek kramarki robią miotły, które są
lepsze od brzozowych, bo gałązki te są gibkie, dobrze się gną,
a nie łamią.
108. Scabioea arvensis. Drjakiew polna.
Nazwy ludowe:
Naparstki M. Boskiej (Świątniki
Górne), strzygoniowe ziele albo strzyżne ziele (Brzezowa), pałki
(Dobczyce).
Własności: Święcą razem z innem zielem 15 sierpnia.
Używa się na wrzody (Dobczyce).
Daje się krowom po ocieleniu (Dobczyce).
Kadzą tern bydło, gdy dostanie uroków (Brzezowa).
109. Scrofularia nodosa. Trędownik węztowaty
Nazwy ludowe: Świńskie ziele (Brzezowa).
Własności: Święcą razem z innem zielem 15 sierpnia
(Brzezowa).
Dobre dla ludzi na wrzody (Brzezowa).
110. Secale cereale. Żyto zwyczajne.
Nazwy ludowe: Żyto (powszechne).
Własności: Święcą razem z zielem 15 sierpnia (po
wszechnie) .
Po święceniu kruszą i sieją razem z innem żytem, aby przy
niosło plon lepszy (powszechnie).
Dają jeść kurom żyto święcone, gdy dostaną pypcia (Brze
zowa ).
Młode piórka żyta na wiosnę zrywa się i smaży.ze słodką
śmietaną na oparzenie (Wieliczka).
Kwiat z żyta pije się na febrę (Wieliczka).
64
Żytnią mąką zmieszać z drobno siekanemi ziołami: miętą,
ślazem i biedrzeńcem i z tłuszczem, rozetrzeć tę mieszaninę na
papierze lub na płótnie i okładać nią chorego na oberwanie (Rzeszotary).
Chleb żytni z tłuczonym kminkiem i octem rozrobić na ciasto
i przykładać na skronie przeciw botowi głowy (Wieliczka).
111. Sedum acre. Rozchodnik ostry.
Nazwy ludowe: Rozchodnik (powszechne).
Własności: Na ból gardła: rozparzonym rozchodnikiem
okładać gardło (Brzezowa). Rozchodnikiem rozcierać guzy na
szyi, a rozejdą się (Wieliczka). Maścią rozchodnikową nacierać
miejsca gośćcowate na ciele, a pomoże (Wieliczka).
Jeżeli krowie zapuchnie wymię, czy to z powodu ukąszenia
przez owad, czy wskutek czarów i krowa nie może puścić mleka,
wtedy okładają wymię rozparzonym rozchodnikiem, albo je nim
nacierają (Brzezowa).
Święcą razem z innem zielem 15 sierpnia (Bieżanów, Brze'•mm
5
zowa. Świątniki Górne;
Rozchodnik smaży się w niesłonem maśle i tak robi się
maść rozchodnikową na obierzki (Polanka Haller). Świeży roz
chodnik przykłada się na odgniotki (Polanka Haller).
Robią z niego wianki do święcenia na Boże Ciało (powsz.).
112. Scrliim Telephium. Rozchodnik plnskolistny.
Nazwy ludowe: Wronie sadło (Dobczyce), ptasia
trawa (Bieżanów), wronie ziele, kanie sadło.
Własności: Na darcie w nogach smarować spirytusem,
w którym moczono to ziele — albo ziele zielone utłuc f tern sma
rować nogi (Dobczyce).
Na różne rany i boleści przykładać liść, z którego przedtem
trzeba zwlec skórę (naskórek). Na okłady używa się także liści
startych w rękach tak, aby się sok puścił (Bieżanów).
Święcą razem z innem zielem 15 sierpnia (Bieżanów, Dob
czyce) .
Listeczki z miętką przykładać na rany i wrzody.
Na rany i wrzody i na stłuczenia razem z żywokostem robi
się maść, smażąc go w niesolonem maśle, lub tłukąc razem z po
krzywą w słoninie lub sadle. Tę maść przykłada się na rany.
Kładzie się na żarzące węgle drewniane i dymem podkurza
65
twarz, gdy zęby bolą. Albo potrzeć dobrze tem zielem koło ucha.
z tej strony, gdzie zęby bolą.
113. Senecio Jacobaea. Starzec wielki lub Jakóbek.
Nazwy ludowe: Wieszczycowe ziele (Bieżanów),
wieszczyczne ziele (Brzezowa, Dobczyce), wieszczyca (Radziszów, Zakliczyn ad Siepraw).
Własności: Używa się przeciw wieszczycy, czyli bolakom na twarzy u dzieci (Dobczyce, Zakliczyn ad Siepraw).
Używane do gojenia strupów i różnych innych wysypek
dwojakim sposobem: 1. ziele smażą w maśle i tem masłem sma
rują strupy i t. p.; 2. ziele suszą i trą na proszek i tym proszkiem
zasypują strupy i t. p. (Brzezowa).
Na wieszczycę u niemowląt: tak się nazywa choroba, gdy
niemowlęciu nabrzmiewają piersi, nieraz do tego stopnia, że
umiera. Choroba ta pochodzi stąd, że pokarm matki zamiast iść
do żołądka idzie do piersi dziecka.
Niektóre kobiety smarują wtedy dzieciom piersi oliwą i wy
gniatają z tych piersi pokarm, co jest bardzo bolesną operacją.
Inne gotują w śmietanie ziele wieszczycę i tą śmietaną okładają
piersi dziecka (Rzeszotary).
Święcą razem z innem zielem 15 sierpnia (Bieżanów, Brze
zowa, Dobczyce, Rzeszotary, Zakliczyn ad Siepraw).
114. Solanum tuberosum. Psianka ziemniak.
Nazwy ludowe: Ziemniak (powszechne).
Własności: Ziemniaki surowe tarte same lub z mydłem
przykładać na miejsca odmrożone (Wieliczka). Gdy zgaga piecze,
zjeść ziemniaka pieczonego (Wieliczka).
115. Solidago virga aurea. Nawiać pospolita.
Nazwy ludowe: Nawłoć.
Własności: Używana przeciw puchlinie (Wieliczka).
Dają krowie po ocieleniu razem z innem zielem święconem
(Brzezowa, Rzeszotary).
Święcą razem z innem zielem 15 sierpnia (Brzezowa, Rze
szotary) .
116. Staphylea pinnata. Klokoczyna pierzasta.
Nazwy ludowe: Kokocyna (Skawina).
Własności : Kokoczyną okadzają bydło (Skawina).
Święcą razem z innem zielem 15 sierpnia (Skawina).
117. Stellaria. Gwiazdownica. Muchotrzew.
Lud T. XXX.
5
66
Nazwy ludowe: Myszydrzew (Raciborsko).
Własności: Przykładany świeżo spędza puchlinę (Ra
ciborsko) .
118. Syinphytum officinale. Żywokost lekarski.
Nazwy ludowe: Żywokost.
Własności : Żywokost smażony w tłuszczu pić i jeść na
ból piersi (suchoty) (Wieliczka).
Na oberwanie się okładać żywokostem i pić odwar z niego
(Wieliczka).
Z żywokostu robi się maść bardzo skuteczną na złamanie
ręki iub nogi u ludzi i bydląt (Polanka Haller).
119. Tamarix germanica. Tamaryszek niemiecki
Nazwy ludowe: Tainar5rszek (Brzezowa, Dobczyce.
Gdów).
Własności: Jeżeli mocz zatrzymuje się, daje się pić od
war z kwiatu tamaryszku tak ludziom, jak i bydłu. Przytem bydłu
nacierają krzyże tamaryszkiem (Brzezowa).
Na tę samą chorobę, co wyżej, parzy się tamaryszek i robi
z niego gorące okłady na brzuch, tak ludziom, jak bydłu (Dob
czyce) .
Święcą razem z innem zielem 15 sierpnia (Brzezowa, Dob
czyce, Gdów).
120. Tanacetum vulgare. Wrotycz swojski.
Nazwy ludowe: Wrotycz (powszechne), wrutyca albo
rutyca (Radziszów, Polanka Haller), uwrotyć (Rzeszotary).
Własności: Odwar z wrotyczu pije się w dolegliwościach
żołądka, a zarazem daje się go wtedy do kąpieli (Dobczyce).
Przeciw reumatyzmowi nacierać chore członki spirytusem,
w którym moczono wrotycz (Zakliczyn ad Siepraw). Odwar z wro
tyczu piją na glisty (Wieliczka). Rozparzone ziele przykładać na
ból brzucha, gdy mocz wstrzymany (Wieliczka).
Kadzą nim krowy po ocieleniu, aby wyszedł ból z wymiączka
(Brzezowa, Skawina). Po ocieleniu dają pić krowie odwar z wro
tyczu i z innych ziół przez 3 dni (Dobczyce. Rzeszotary, Skawina).
Aby mleko gotujące się na blasze (przy ogniu) nie zwaizyło
się, ciskają w ogień utarty wrotycz z melisą (Gaj).
Dają do kąpieli dla chorych razem z innem zielem (Polanka
Haller).
121. Thymus serpyllum. Tymián, macierzanka.
67
Nazwy ludowe: Macierzanka (powszechne).
Własności: Święcą ją razem z innem zieleni 15 sierpnia
'(powszechnie).
Jest jednem z najważniejszych ziół podawanych do święce
nia, bo jest ciotką ziela wszelakiego (Dziekanowice).
Służy w różnych słabościach. Prażyć ją nad gorącą parą
i okładać chorego (Radziszów).
Dzieci słabe kąpać w wywarze macierzanki (Dobczyce, Ra
dziszów, Skawina).
Odwaru używa się do płukania zębów (Skawina). Odwar ma
cierzanki pije się, lub sproszkowaną spożywa się z pokarmem na
dolegliwości wewnętrzne, przeciw zaziębieniu się i przeciw czer
wonce (Dobczyce, Radziszów, Skawina).
Kąpać się w wygotowanej macierzance, aby spędzić puchlinę
(Siercza).
Macierzankę i bylicę moczyć w ciepłej wodzie i przykładać na
nogi na zawianie (Wieliczka).
Macierzanką wyściela się gniazdo kurze, gdy ma wysiadywać
pisklęta, na niej kładzie się jaja i w niej wykluwające się kurczęta,
bo gniazdo takie wolne jest cd robactwa, a kurczęta z niego zdrowe
i silne (Rzeszotary).
Rozparza się ją i okłada boki, gdy są kolki (Polanka Haller).
122. Tillia grandifolia. Lipa wielkolistnn.
Nazwy ludowe: Lipa (powszechne).
Własności: Herbatę przyrządzoną z kwiatu lipowego
i ślazowego z miodem praśnym pić w czasie zakatarzenia (Zie
lonki) .
Herbatę z kwiatu lipowego pije się na ból brzucha (Wie
liczka) i na zaziębienie (tamże).
Herbatę z kwiatu lipowego (Polanka Haller) z cukrem, lub
z słodkiem drzewem pić trzy razy dziennie na duszność (Wie
liczka) .
Na błędnicę robić okłady z kory lipowej, wygotowanej
w mleku słodkiem (Wieliczka).
Korę lipową wymoczoną w mleku słodkiem gorącem przy
kładać na dymienice (Siercza).
Kwiat lipowy piją na kłucie w piersiach — dzieciom dają na
chrypkę (Polanka Haller).
123. Tormentilla erecta. Drzewianka wzniesiona.
5'
68
Nazwy ludowe: Kurze ziele (Bieżanów, Wieliczka),
kurze dupki (Radziszów).
Własności : Listków używa się do kąpieli na wzmoc
nienie (Bieżanów).
Korzenie opłukać, oskrobać, pokrajać drobno i moczyć przez
9 dni w winie lub w spirytusie, a potem pić na wzmocnienie. —
Gdyby kto chciał zrobić tych kropli na czas dłuższy, to do flaszki
wina lub spirytusu sypie się do połowy korzeni kurzego ziela, a na
to do pełna wina lub spirytusu. Flaszkę korkuje się potem mocno
i zawartość wygotowuje w sianie lub wypiecze w Chlebie Wypie
czone krople mają być lepsze, niż wygotowane (Bieżanów).
Święcą razem z innem zielem 15 sierpnia (Bieżanów, Ra
dziszów) .
124. Trifolium arveu.se. Koniczyna polna.
Nazwy ludowe: Kotki (Brzezowa, Świątniki Górne),
kądziołka M. Boskiej (Bieżanów, Dobczyce), łzy M Boskiej (Ra
dziszów) .
Legenda: W czasie męki P. Jezusa szła M. Boska i pła
kała, a gdzie łzy Jej padły na ziemię, tam wyrosło ziółko, które
też nazywa się: Łzy Matki Boskiej.
Własności: Używa się do kąpieli dla dzieci słabych i dla
dorosłych (Dobczyce).
Kwiat skubany przykładać na oparzenia (Brzezowa, Wie
liczka) .
Daje się krowom po ocieleniu (Dobczyce).
Święcą razem z innem ziejęm 15 sierpnia (Bieżanów, Brze
zowa, Dobczyce, Radziszów, Świątniki Górne).
125. Trifolium pratense. Koniczyna łąkowa
Nazwy ludowe: Koniczyna (powszechne).
Własności: Kąpać się w koniczynie na oberwanie
(Siercza).
126. Trifolium repens. Koniczyna rozesłana.
Nazwy ludowe: Koniczyna polna (Radziszów).
Własności: Święcą razem z innem zielem 15 sierpnia
(Radziszów).
127. Triticum repens. Rolnica perz.
Nazwy ludowe: Perz (powszechne).
Własności: Odwar z korzeni perzu pić na puchlinę
(Wieliczka).
69
128. Triticiim vulgare. Pszenica pospolita.
Nazwy ludowe: Pszenica (powszechne).
Własności : Święcą razem z zielem 15 sierpnia (powsz.).
Po poświęceniu ziarno wykruszone z kłosów miesza się ze
ziarnem przeznaczonem do siewu, aby zasiana pszenica przyniosła
plon lepszy (powszechnie).
Jednak tak kłosów oświęcanych, jako też i ziarna z nich
i ziarna do siewu przeznaczonego nie może dotykać i oglądać ko
bieta ciężarna, boby się pszenica zaśnieciła (Dobczyce).
Gdy kury dostały „pypcia“, dają im jeść ziarno pszenicy
święconej, a pypeć zginie (Gaj).
Pszenicznym śrutem okładać chorego na oberwanie (Zie
lonki) .
Pszeniczne otręby rozparzone z rumiankiem i z octem przy
kładać na twarz, gdy zęby bolą (Wieliczka).
Smażyć korę ze słodkiej jabłoni w maśle z garścią piórek
z młodej pszenicy, przecedzić do słoika i tern smarować słodki
strup (Wieliczka).
129. TroIIius europeus. Pełnik europejski.
Nazwy ludowe: Wołowe oczy (Mogilany).
130. Tussilage farfara. Podbiał pospolity.
Nazwy ludowe: Podbiał (powszechne).
Własności : Liście przykładają na rany, aby się goiły
(Świątniki Górne, Polanka Haller).
Herbatę przygotowaną z liści podbiału z cukrem pić 3 razy
dziennie na duszność (Wieliczka) i na kaszel (Polanka Haller).
Podbiałem zaparzonym razem z piołunem okładać brzuch,
gdy boli w dołku (Dziekanowice).
Zagotować liście podbiału na herbatę, odcedzić, a do gorącej
herbaty dać łyżkę galarety z gotowanych nóżek cielęcych — gdy
się galareta rozpłynie w herbacie, pić rano na czczo i wieczór
przed spaniem na kaszel (Wieliczka).
Liście podbiału przykładać na puchlinę (Wieliczka).
Święcą razem z innem zielem 15 sierpnia (Świątniki Górne).
Mężczyźni suszą podbiał, krają, mieszają z tytoniem i palą,
twierdząc, że zdrowo na piersi (Polanka Haller).
131. Typha lati Folia. Rogoża szerokolistna.
Nazwy ludowe: Pałka (Wieliczka).
Własności: Oparzone miejsce okładać skubanym pu
chem z pałki (Wieliczka).
70
132. Urtica tlioeca. Pokrzywa ^zwyczajna.
Nazwy ludowe: Pokrzywa (powszechne).
Własności: Pić herbatę z kwiatu na duszność (Wie
liczka) .
Kadzić się korzeniami pokrzyw, gdy bolą zęby (Wieliczka)
133. Vacciiiium myrtiihis. Borówka, czernica.
Nazwy ludowe: Borówka (powszechne).
Własności : Borówki (owoc) suszone gotować i jeść...
a także odwar pić przed południem i popołudniu na biegunkę (po
wszechnie). Herbatę z borówek z dodaniem rumu lub spirytusupić na rozwolnienie (Rzeszotary). Także na biegunkę (Rzeszotary).
134. Verhascum Thapsus. Dziewanna lekarska.
Nazwy ludowe: Dziewanna (Bieżanów, Gaj), dziewanda (Dobczyce), warkocze Matki Boskiej (Gdów, Radziszów).
Własności: Herbatę z kwiatu piją przeciw suchotom
(Radziszów). Dzieci suchotnicze kąpią w dziewannie (Dobczyce.
Radziszów).
Dają krowom po ocieleniu wraz z inntemi ziołami (Dobczyce).
Święcą razem z innemi ziołami 15 sierpnia (Bieżanów, Dob
czyce, Gaj, Gdów, Radziszów, Świątniki Górne).
135. Verbena officinalis. Koszysko lekarskie.
Nazwy lud ow e : Koszyczysko (Radziszów).
Własności: Święcą razem z innem zielem 15 sierpnia
(Radziszów).
136. Veroiiica baccabunga. Przetacznik bobownik.
Nazwy ludowe: Bobownik (Bieżanów, Radziszów,.
Świątniki Górne).
Własności: Świeżem zielem okładać głowę, gdy boi.
(Radziszów).
Święcą razem z innem zielem 15 sierpnia (Bieżanów, Radzi
szów, Świątniki Górne).
Jeden zachorowàu na garuo, na zapalenie, cy co, ale tak ze
mu juz dochtorzy nie mogli nijak poradzić. Lezy uon tak, ano
wije sie na łóżku, a gadać to ni może, jaz tu przychodzi, jakiś
chuop, widzi co jes, pyta się, powiadają mu tak i tak. Ano uon
gàdà do żony tego chorego, coby zaráz kogo posłała na łąkę po
bobownik, zęby go nadarua. Poleciała dziewka, przyniesua sporo,
toto wrazili do gàrka, naleli wody, naparzyli rozpaloną ceguą,
a ten chory nad tą sparnią musiàu gębę trzymać i càukiem na-
71
kryly bez kwilę. Tak się wyparzuu, wyparzuu, wypociuu, no
i w godzinę juz móg przemówić i wyzdrowiou càukiem. (Wie
liczka 14. IV. 1902).
137. Viburnum Opiilus. Kalina zwyczajna.
Nazwy ludowe: Kalina (powszechne).
Własności : Kaliną kadzi się krowę, aby po ocieleniu wy
szedł ból z wymiączka. (Brzezowa). Odwar z kaliny dają pić kro
wom, aby nie chorowały (Skawina).
Święcą razem z innem zielem 15 sierpnia (Brzezowa. Dzieka
nowice, Gaj, Radziszów, Skawina, Świątniki Górne).
138. Viola odorata. Fiołek wonny.
Nazwy ludowe: Fjołek (powszechne).
Własności : Odwar z fjołków pić jako herbatę przeciw
kokluszowi (Wieliczka). Zbierać listki fjołków po polach, po rosie
a nie suche, gotować je i pić odwar na zaziębienie (Rzeszotary).
139. Vicia Faha. Wyka, bób.
Nazwy ludowe: Bób (powszechne).
Własności : Ziarna bobu gotować do gęstości i tą papką
smarować liszaje, a zginą (Wieliczka). Utarty bób (ziarna) ze
słoniną przykładać na ból brzucha (Sygneczów).
Bób zielony (ziarno) smaży się z wieprzowiną, rozciera na
plaster i przykłada w razie oberwania (Wieliczka). Na oberwanie
pomaga też, gdy się całą roś inę zieloną bobu utłucze i nią obłoży
chorego (Zabawa). Okłada się też chorego na oberwanie prażuchą
robioną z mąki bobowej z dodaniem 1U funta (12 dkg) sadła sta
rego (Wieliczka).
Święcą razem z innem zielem 15 sierpnia (Gdów).
140. Vinca minor. Barwinek mniejszy.
Nazwy ludowe: Barwinek (powszechne).
Własności: Jeżeli kołtun nie chce się zwić na głowie,
to maczają włosy okowitą, w której moczono barwinek (Dobczyce).
Aby przyśpieszyć zwinięcie się kołtuna, przykłada się barwinek na
piersi (Wieliczka).
Celem zapobieżenia, aby po ocieleniu nie mogła guślarka ze
psuć mleka krowie, należy w połowie ciąży — miesiąc — i 9 dni
przed ocieleniem, każdym razem po 9 listków barwinku zakroić
w kawałek chleba i dać zjeść krowie (Dobczyce). Gdy krowa
„poluje się“ dają jej listki barwinku jeść z chlebem (Brzezowa).
Barwinkiem kadzą krowy po ocieleniu, a także innym razem, aby
72
czarownice nie mogły im zepsuć mleka (Gaj, Skawina). Kadzą
też krowę barwinkiem, gdy się już mleko zepsuło, aby czary uczy
nić nieszkodliwemi (Brzezowa).
Święcą razem z innem zielem 15 sierpnia (powszechnie).
Barwinek moczy się w winie, które się potem pije; gdy głowa
boli (Polanka Haller).
Bobią z niego wianki do święcenia na Boże Ciało (Polanka
Haller).
141. Viscum album. Jemioła biała.
Nazwy ludowe: Imioł (Rzeszotary).
Własności : Rośnie tylko na Kalwarji (Zebrzydowskiej),
jako w miejscu cudownem, poświęconem Matce Boskiej (Rze
szotary) .
Jest niezawodnym środkiem na uroki (Rzeszotary).
Święcą razem z innem zielem 15 sierpnia (Rzeszotary).
ROŚLINY
NIEOZNACZONE.
1. Dzbanki.
Nazwy ludowe: Dzbanki (Świątniki Górne, Zakliczyn
ad Siepraw).
Własności : Święcą razem z innem zielem 15 sierpnia
(Świątniki Górne, Zakliczyn ad Siepraw).
2. Dzbanuszki.
Nazwy ludowe: Dzbanuszki (Zakliczyn ad Siepraw).
Własności: Święcą razem z innem zielem 15 sierpnia
(Zakliczyn ad Siepraw).
3. Goździk.
Nazwy ludowe: Gwoździki krzyżowe od Pana Jezusa
(Radziszów).
Własności : Wyrastają z ziemi w Wielki Piątek na pa
miątkę, że P. Jezusa przybijano w ten dzień gwoździami do
krzyża (Radziszów).
Na kołtun: Zerwać tylko 9 wierzchołków tego ziela, namaczać
w gorzałce lub w winie i głowę tern „taplać“ (maczać), a kołtun
zwinie się prędzej (Radziszów).
Święcą razem z innem zielem 15 sierpnia (Radziszów).
4. Oset.
Nazwy ludowe: Kolkowe ziele (Krzesławice).
73
Własności : Używają przeciw kolce i postrzałom. (Krzesławice).
Święcą razem z innem zielem 15 sierpnia (Krzesławice).
5. Oset.
Nazwy ludowe: Twarde ziele (Skawina).
Własności: Święcą razem z innem zielem 15 sierpnia
(Skawina).
6. Sporysz.
Nazwy ludowe: Sporysz*) (Świątniki Górne).
Własności : Święcą razem z innem zielem 15 sierpnia
(Świątniki Górne).
7. Suchowierzch.
Nazwy ludowe: Suchowierzch (Dobczyce).
Własności: Dla słabowitych dzieci i ludzi dorosłych
kładą to ziele do kąpieli (Dobczyce).
Święcą razem z innem zielem 15 sierpnia (Dobczyce).
8. Uraźnik.
Nazwy ludowe: Uraźnik (Brzezowa, Dobczyce) *2).
Właściwości : Na ból zębów przykładać świeży starty
suchy uraźnik (Wieliczka).
Na boleści wewnętrzne piją odwar, jak herbatę (Dobczyce).
Kto ma ból w ustach (spuchnie), ten przykłada rozparzony
uraźnik na twarz (Brzezowa).
Święcą razem z innem zielem 15 sierpnia (Brzezowa, Dob
czyce, Skawina).
NAZWY POLSKIE ROŚLIN.
(Liczba obok nazwy jest liczbą porządkową nazwy łacińskiej).
Babka 90, barwinek 140, betonijka, betanijka 24, bez 105.
biała różyczka 20, 58, biedrnik 88, biedrzeniec 88, bluszcz 60,
bławut 35, bobownik 136, bób 139, borówka 133, boże drzewko 16,
brzoza 25, burak 23, bylica 18.
Cebula 7, centoryja, cenceryja 48, chleb świętojański 36,
czarna róża, czarna różyczka 106, czarne ziele 106, czosnek 8.
Dąb 96, dziad 12, dziewanna, dziewanda 134, dzwonki 68.
*) Jakiś rodzaj rdestu.
2) Kwiatki białe, jak pełne stokrotki, w baldaszku — listki wąskie,
długie, ■— 5 — 8 cm. szerokie.
74
Fijołek 138.
Gęsie wianki 6, gliśnik 39, gojące liście 45, groch okrągły,
polny 89, grusza 94, gruszki Matki Boskiej 75, gwoździki polne 65.
Imioł 141.
Jabłoń 95, jałowiec 67, jęczmień 61, józefek 64.
Kalina 137, kanie sadło 112, kapusta 26, kasztan 4, kądziołka
Matki Boskiej 124, kminek 34, kogutki 81, kokoszki 22, koko
czyna 116, koniczyna 125, koniczyna polna 126, koniki 43, ko
nopie 31, konopki 11, koper 51, kopytnik 19. koszyczysko 135,
kotki 124, kramarka 107, krwawnik 2, krzan 15, krzepik, krzepnik 5, krzyżownik 6, 104, kurdybanek 57, kurze dupki 123, kurze
ziele 123, kyciary czerwone 10.
Lebiodka 84, len 74, leszczyna 40, lewanda 69, lilija 72, lipa
122, lubczyk, lubszczyk 71, lulek 62.
Łopuch 68, łzy Matki Boskiej 124.
Maciczne ziele 13, macierzanka 121, mak 86, mak polny 85.
marchew 42, marunka, maronka 93, maślanka 32, melisa 79,
mięta końska 81, mięta ogrodowa 80, mięta pieprzowa 80
mięta ptasia 81, miętka ptasia 81, mirt Matki Boskiej 53, myszydrzew 117.
Nagiętek, nogiętek 29, naparstki Matki Boskiej 108, nawłoć
115, niebospad 37.
Ogórek 41, orzech włoski 66, osetek 33, osetek Najświętszej
Panny 33, owies 21.
Paluszki Matki Boskiej 55, pałka 44, 108, 131, panieńszczyne
włosy 14, paproć 50, perz 127, pietruszka 87, piełunek. piołun,
piołunek 17, podbiał 130, podróżnik 38, pokrzywa 132, popielucha 101, poziomka 52, proso tureckie 9, przestęp 28, przywrotnik
6, pszenica 128, pszeniczka Matki Boskiej 59, pszeniczka Naj
świętszej Marji Panny 59, ptasia trawa 112.
Kannik 2, rękawki Matki Boskiej 55, rozchodnik 111, roz
maryn 100, róża lagowa, róża laskowa 83, różyczka polna 99, ru
mianek 77, ruta 102, rutyca 120, rzepa 27, rzeżucha 32 rzodkiew,
rzodkiewka 97.
Sajeta, sajta, sajka 76, sejec 49, sędzisz 49, sierotki 22, sier
pownik 2, siędzina 98, skrzyp 46, ślaz 9, spisz 73, srebrnik 91,
strzygoniowe ziele, strzyżne ziele 33, 108, sukienki Matki Boskiej
55, świeczki 54, świńskie ziele 109, świerk 1, szałwija 103. szczotka,
szczota, szczoteczka 44.
75
Tamaryszek 119, tatarak 3, tatarskie ziele 3.
Urocznik, uroczne ziele, urokowe ziele 70, 78, uwrotycz 120,
Warkocze Matki Boskiej 134, węgierka 92, wieszczyca 113,
wieszczycowe ziele, wieszczyczne ziele 113, włodziarka 30, włoski
Matki Boskiej 14, włoski Najśw. Panny Marji 14, włoski Pana
Jezusa 14, wodna lilja 82, wojcieszki 22, wołowe oczy 129, wronie
oczy 56, wronie sadło 112, wronie; ziele 112, wrotyca 120, wrotycz 120.
Ziele Matki Boskiej 45, ziele Pana Jezusa 47, ziemniak 114,
żyto 110, żytko Matki Boskiej 58, żytko = żyto Pana Jezusa 58.
żywokost 118.
RÉSUMÉ.
L’étude présenteiles matériaux i&ueillis entre les années 1894 —
1899 dans la province de Cracovie, dans l’ancien district de Wieliczka.
Ces matériaux se rapportent à la science populaire concernant tes
propriétés médicinales des plantes et à la croyance que le peuple
attribue ä la force et à l’utilité de certaines plantes dans le traitement
médical des hommes et des animaux.
JAN JANÓW.
„SABAŁOWA BAJKA“ H. SIENKIEWICZA
I LEGENDY O „DZIWNYCH SĄDACH BOŻYCH“.
<„LE CONTE DE SABAŁA“ DE H. SIENKIEWICZ ET LES LÉGENDES
SUR „LES ÉTRANGES JUGEMENTS DE DIEU“.)
Treść: Wstęp i tekst bajki; I. Przedmiot bajld: a) motyw „uwięzionego
licha (śmierci)“, b) motyw „anioła ukaranego“; przegląd przyczynków;
II. Motyw „dziwnych sądów bożych“ (Wielkie Zwierciadło, Gesta, M Rej,
Witwicki; Prolog) i przodkowie jego w Koranie, u rab. Nissima, Kazwiniego i t. d. Skrzyżowanie wyrsji wschodniej z zachodnią w „przylczy“
huculskiej Feďkowicza i w legendzie Chitarskiej; III. Drugi motyw „Saba
łowej bajki“, jego krewniacy w folklorze i literaturze (Talmud; Dragoslav,
Tołstoj, Hołowiński, Witkiewicz).
Wstęp i tekst bajki.
Piękno Zakopanego i okolicy odkryto szerszym warstwom
niedawno; bliższe wiadomości o przyrodzie, ludziach i losach
Podhala napływają obficiej dopiero od drugiej połowy XIX-go
wieku. Jako zakątek kulturalnie archaiczny zwróciło Zakopane
uwagę kilku wybitnych osób, które potrafiły pociągnąć za sobą
wykształcony ogół i zdobyć dla tych obszarów wyjątkową u nas
popularność; prąd ów znalazł już bogaty wyraz w literaturze
pięknej, częściowo też naukowej1). Bardzo ponętnem zadaniem
1) Por. F. Hoesick: Legendowe postacie zakop., 1. Chałubiński
jako „król tatrzański“ 1873 — 89, 2. ksiądz Stolarczyk 1847 — 93, 3. Sabała
1809-—94 ^Przewodu, nauk. i liter., t. 45 i 46; Lwów, 1919 i 1920); w wyd.
książkowym Warszawa, 1921 (22).
Tenże: Tatry i Zakopane, przeszłość i teraźniejszość; zesz. I.: Do
Goszczyńskiego i Pola; zesz. II: Od Zejsznera do Nowackiego (Księg. św.
Wojciecha, 1923 (?).
Por. nadto prof. A. Fischer: Prace ludozn. dotyczące Podhala,
„Wierchy“, III, V i VIII i prof. J. St. B y s t r o ń : Bibljogr. elnografji polskiej,
Kraków, 1929.
Dokładny obraz gwary podhalańskiej a także ciekawy wzmianki o Sa
bale dają teksty J. Zborowskiego, umieszczone W' dziele prof. K.
77
byłoby też zbadanie folkloru Podhala, ten jednak nie doczekał
się jeszcze odpowiedniego zebrania materjału i, jak dotąd, można
analizować go tylko dorywczo. Drobny przyczynek w tym kie
runku dajemy niżej, rzucając garść uwag o t. zw. bajce Sabały,
znanej u nas powszechnie dzięki temu, że zapisał ją Sienkie
wicz. Umieszczona najpierw w krakowskim „Czasie“ (1889,
nr. 170), dostała się potem do pism innych, m. in. do „Tygodnika
ilustr.“ (1891, nr. 101), który ozdobił ją ilustracjami Stachiewicza (podpis artysty z datą 1889) 1). Współcześnie wygłaszał
tę bajkę art. G. Fiszer *2), zbierając liczne oklaski od słuchaczy,
a jak wielką radość powodzenie jej obudziło wśród ludoznawców,
może świadczyć głos najwybitniejszego wśród nich, t. j. Kar
łowicza. W artykule p. I. „Ze świata baśni“3), wyka
zującym liczną „parentelę ślicznej legendy“, podkreślił on na
strój ten następująco: „Wrażenie było wielkie, przypominające
epokę, kiedy pierwsi romantycy nasi rzucili ogółowi pierwszą
garść balad, osnutych na pieśniach ludowych...“. Nadzieje były
przesadne, wielką zaś popularność tej bajeczki trzeba odnieść na
karb Sienkiewicza; jemu tylko zawdzięcza ona swój przekład
francuski, a wreszcie przedruk w czytance szkolnej (M. Reiter,
3 ki. gimn.; Galie, 4 ki i t. d.) 4).5 Wynika to choćby stąd, że wy
dany przez Stopkę osobny zbiorek pieśni i gadek Sabały nie
doczekał się nawet drugiego wydania s).
Podobnie zbyt wiele obiecywał nam zresztą także S. Wit
kiewicz, pisząc (kilkanaście lat później, we wstępie do le
gendy p. t. „Ociec Nędza“), że ruch umysłowy rozwinięty na
Podtatrzu ...„musi doprowadzić do wytworzenia się samodzielnej
gałęzi polskiej literatury, która będzie dla nas tem, czem poezja
prowansalska dla Francji“6).
Nitscha: „Wybór polskich tekstów gwarowych“, s. 34 n. Lwów, 1929.
Por. też literaturę w dziele „Dialekty języka polskiego“, a nadto artykuł jego:
„Gwara podhalańska“ (Ziemia, III. 397, Warszawa 1912).
x) Inne przedruki wymienia Gawełek: Bibljogr. Iudozn. poi. nr. 3771.
Kraków, 1914.
2) Por. Tygodnik ilustr. 1891. IV, s. 364 (Kronika).
3) Tygodnik ilustr. 1892, V,. nr. 116 i 117.
4) Por. Przegl. zakop , 1901, 189; M. A.: Sabała w Paryżu.
5) A. Stopka: Sabała; portret, życiorys, bajki, powiastki... Kraków,
1897. Trzeba jednak zauważyć, że większa część dziełka dostała się polem
do książki Hoesicka, Legend, postacie zakopiańskie.
6) St. Witkiewicz :
„Z Tatr“, s. 74, Lwów, 1907.
78
Mistrz powieści polskiej skrócił tę bajkę nieznacznie i zbliżył
ją trochę do języka literackiego, dlatego dla dalszych porównań
powtórzymy tu tekst gwarowy według zapisu Stopki ( z zacho
waniem długiego i (ý), ścieśnionych á, é) :
(I) „Sét ráz. prosem piéknie ik miłości, budárz ]j na za
robek do miasta. Zra cno juz było, ale ze miał zaruconom cie
ślice i świder bez ramie, toz to co krocÿ, to mu świder o cieślice 12)
zwoni, haj.
Usłysała zwouienie śmierzć, co na Bańkówkach hłopa brała,
i wyskocýla na dróge jako stará baba ku niemu, stowarzýsowala
sie ś nim i idzie dołu drogami, haj. Hłop, ze był mądry gazda,
poznał zaráz śmierzć i myśli, jako sie jej pozbyć má. Nie wielo
myślący — kie przyśli tymcase do Białego Donajca — sjon hłop
świder z ramienia i wzion wiertać dziurę do wićrby, pokiela nie
wywiertał; a pote zaziéra do niéj.
„Cego tam patrzýs“, pytá sie go śmierzć. — „Kees sie prze
konać, to sama zaźrćj; tam na dół widno het prec do światu,
a ta mnohenko luda, a staryk najwięcej, haj“. Wyskrobała sie
śmierzć na wićrbe, zaźrała do dziury, ale nie widzi nic. Wlazła
cała, coby jej lepiej było uźrćć. Hłop za tela okrzesał cieślicom
kołecek kwardy ze sęcke, przybić! ś nim śmierzć we wićrbie
i poseł, haj. I dobrze nie barza3), co sie nie robi, roki wielgie
lecom, a hłop żyje i żyje. Ludziska przestali tez umierać* i zajazićło sie 4) od nik w Zakopaném, w Kościeliskak i na Bańkówkak
i sędyj, ze cłek koło cłeka stał jako smreki w huściawie, haj.
Naprzykrzyło sie, prosem piéknie ik miłości, i hłopu juz zyć
tele casý, bo go biéda pocena bić; zarobić juz nijakim świate
nika nic ni móg. Jaze se zbacył5)6 o śmierzci we wiérbie, poláz
do Donajca i odetkał biéde z wiérby. Jak śmierzć. moi piękni
nie skocý, jak nie łapi kosy, kie nie zacnie kosić! W Zakopaném,
w Kościelisku, w Porominie, w Hohołowie i na Donajcu, to telo
sie naráz ludzi wykopyrtło, co ik ani wto e), ani kany 7) ni miał
pohować.
1) Cieśla.
2) O topór.
3) Wyrażenie wtrącane przez Sabałę i innych Gąsieniców do rozmowy.
4) Zaroiło się, natłoczyło się.
5) Przypomniał sobie.
6) Kto.
7) Kędy.
79
(II) A śmierć se ino dalej kosi i kosi, jaze zawadzićła kosom
o jednom gaździnom; wdowa była, a siedmiorgo sierot u niej
w hałupie. Biere jom, a dziecyska w krzyk, co jaze giełcało ') po
halák, tak lamentujom i labidzom: „Nie bier nám matki, nie
bier matki“! Zlutowała sie śmierzć nad dziećmi, posła do Pana
Boga i tak Mu padá: „Panie Boże mój, ja tej wdowy brać ni
mogę, bo jej dzieci tak płacom i lamentujom; já sama baba i jaze
mi sie ik luto stało“.
A Pan Bóg jej tak padá: „Já ludzi stwarzam, ale ik nie za
bieram zé* świata. W tyk rzecak to Pániezus gazda. Idźze do
Niego i spytaj sie, jako ma być, haj“. Przyhodzi śmierzć do
Pániezusa i tak Mu padá: „Panie Jezusicku, jakoż já mám tom
gaździnom brać, kie je wdowa, siedmiorgo ma dziatek w hałupie;
a tak pytajom i lamentujom, co jaze mi sie ik luto zrobićło, haj.
Pániezus prask śmierztecke w pysk, prask w pysk! „Hybáj“,
padá jéj, „i wocýmieniu przynieś małom sKałke z morza“. Sko
cyła śmierzć wartko i przyniesła okrągłom skałkę2),3 kolwicek
jako hléb. A Pániezus jej ozkazał tak: „Gryź skałkę“ ! Gryzie
śmierzć, gryzie, zębiska jom bolom; jáze przecie zgryzła jom
i patrzy — jaze co sie nie robi, wnuku mały hrobácek siedzi
i rusá sie, haj.
A Pániezus prziyskocył do śmierzci i prask jom znowa
w pysk. „Patrzájze, kanalija jedna, já wiém, ka tak małe hrobácki siádujom i zýjom, i nie dám im z głodu skapaó, a o dzieciak
byk zabacył !s). Hybáj wartko, bier wdowę“ !
Zabrała śmierć matkę, ale sie dzieci wyhowały. Setne hłopáki były, toz to ik sędej radzi widzieli i dobrze im sie powo
dziło, bo rozum mieli, haj“ 4).
Tę samą bajkę zapisał od Sabały nieco inaczej B. Dem
bowski, p. t. „O śmierzci“ 5)6; wszystkie trzy teksty (Sienkie
wicza, Dembowskiego i Stopki) zestawił razem Hoesick,
aby wykazać, że Sabała odmieniał swoje tematy i opowiadał je
„z warjacjami bez końcas), ale w twórczości ludowej fakt ten
2) Por. (z)giełk.
-) Kamień, ułomek skały.
3) Zapomniał.
*) Stopka, op. cit. s 92 — 5, nr. 20.
5) Wisła VI, 140, Warszawa 1892.
6) Hoesick, Legend, postacie zakopiańskie s. 250 — 54; Warszawa,
1921 (22).
80
jest rzeczą zupełnie naturalną. Choć zapis Stopki jest najpeł
niejszy, jednak w tekście Sienkiewicza podkreślono ponadto, że
śmierć skoczyła po kamień „do morza, na samiusieńko dno“,
u Dembowskiego zaś (który nie wspomina, że Bóg odesłał śmierć
ze skargą do Jezusa — szczegół to młodszy, cf. niżej paralelą
z gwary łemkowskiej) zachowały się nadto takie wzmianki:
wierzba była „dudława“; uwolniona z dziupła śmierć nie wzięła
cieśli, który do niej już zatęsknił, ale uciekła od niego; przynie
siony kamień z morza rozłupała śmierć na poły, a Pan Bóg nietyłko okazał jej, że wie o robaczku w skale podmorskiej, ale też
0 przyszłym losie ludzi: „Te dzieci by sie przy matce zwilcyły ,
1 dlategom śmierzć na niom posłał...“. Szczegóły te występują
w innych bajkach pokrewnych obszerniej.
I. Przedmiot bajki: a) motyw „uwięzionego ticha (śmierci)“,
b) motyw „anioła ukaranego“; przegląd przyczynków.
„Przedmiot“ bajki powyższej, zdaniem Stopki, znanej na
całem Podhalu, składa się z dwu odrębnych motywów, zacho
wanych jedynie szczątkowo. Już na pierwszy rzut oka widać, że
mamy w niej: a) motyw o śmierci uwięzionej podstępnie, b) mo
tyw o śmierci ukaranej. Pierwszy występuje w folklorze dosyć
często, zwykle pod tytułem : „Krawiec i śmierć“, „Kowal
i śmierć“ i t. p.; zamiast śmierci podobną rolę odgrywa czasem
czart, który przybywa po „zapisaną“ sobie duszę. Niepożądany
gość (śmierć, czart, „bieda“, licho) dostaje się przypadkiem do
mieszka (dziupła, tabakierki, rożka, torby) lub na drzewo (krze
sło), które mają cudowną siłę i trzymają każdego tak długo, aż
póki ich nie uwolni sam właściciel cudownego sprzętu x). Czarta
wypuszcza się zwykle po dotkliwych plagach, czasem za zwrotem
„cyrografu“, poczem bohater bajki, uwolniony z rąk piekielnych,
choć nagrzeszył się dosyta, osiąga zbawienie przez szczerą skru
chę. Uwięzienie śmierci trwa dłużej, nieraz aż do utraty powłoki
cielesnej (niektóre bajki tłumaczą tern kościsty jej wygląd, n. p.1
1) Por. paralele do bajki Grimmów nr. 82: De Spielhansel; BoltePolívka: Anmerkungen zu den Kinder - und Hausmärchen der Brüder
Grimm, II, 163 — 89, szczeg. 176 n. Nadto Polívka, Rozpr. česke Akad.
tř. III, č. 57, s. 689. Praga, 1923 (w koment. do Kubina: Lidové po
vídky, č. 3).
81
w opow. z nad Dniestru ’), odzyskuje wolność dopiero wówczas,
kiedy więziciel do niej zatęskni 2).
O podstępnem uwięzieniu śmierci bajali już Grecy staro
żytni “) ; wiara w magiczną siłę słowa lub sprzętu cudownego
pozwalała snuć baśni, w których największa siła mogła tracić
swą moc, pozwalała się „zapędzić w kozi róg“ 34).* 6Podobnie jeden
z późniejszych apokryfów o Salomonie mówi n. p. o tem, jak
on uwięził i zaklął w beczce tysiące czartów, zamienionych
w mak i umieszczonych tam przez chełpliwego ich szefa:j,
a echem podobnych pism w folklorze jest bajka o uwięzieniu
biedy (ukr. „złydni“), którą uwalnia dopiero — jak tam czar
tów — ludzka chciwość lub zawiść e).
3) Por. autora: Gwara małor. Moszkowiec i Siwki... s. 122, nr. 23:
„Czomu smerf maje łyszeń kosty“.
2) Bajkę o uwięzieniu śmierci na jabłoni (p. t. „Ociec Nędza) napisał
też Witkiewicz, oparł się jednak na opowiadaniu bretońskiem (od
Godebskiego).
s) Karłowicz: Ze świata baśni (Tyg. iłustr. 1892, nr. 116); ob
szerniej: Bolte - Polívka, op. cit. II 188.
4) Liczne przykłady uwięzienia śmierci (lub biedy) w dziuple, torbie,
iabakierce, w kości, w łodydze rośliny i t. p. przytacza z folkloru Karłowicz,
op. cit. 198.
®) Franko: Apokrify i legendy I 291, Lwów, 1896. Tekst z folkloru,
por. Etnogr. Zbirn. III, 47.
6) Sabała mawiał: „Mądry i głupi to sie nigda nie nadadzom, bo głupi
będzie mądremu zawse ciućkał, ze je głupi, a mądry sie głupiego nie hyci,
coby go naucył, bo se ś nim babrać nie bedzie kciál“ (Stopka, 54). Mimo to
bajkę o uwięzionej biedzie, którą w folklorze uwalnia zwykle bogaty z za
wiści wobec ubogiego, przedstawił tak: Głupi brat uwięził swą biedę w strzel
bie, gdy wlazła tam rachować lotki. Uwolnił ją przez głupotę brat mądry (!),
gdyż strzelił na wiwat i rozerwał biedę na kawałeczki; stąd to teraz tyle biedv
na świecie (Stopka, 98, u Hoesicka 264).
W bajce ruskiej z pow. stryjskiego (Etnogr. Zbirnyk, XIII, 22, nr. 232:
„Szczastie i neszczastie“) zamiast „biedy“ uwięzionej wydobywa się z beczułki
czart. — W zapisie z Borszczowskiego (ib. 23 — 31, nr. 233:: „Bida w kistci“),
skreślonej z epickim rozmachem, jednak dlatego co do „ludowości“ podej
rzanej, biedak nietylko zatkał biedę w kości, ale kość wsadził do beczułki,
zaczopował i przywiązawszy do niej kamień, wrzucił w głębinę rzeki. Do
tekstów tych dodano wykaz paralel, który najobficiej zebrał potem J a worskij : Pamiatn. gal. russk. słów., nr. 8. Kijów, 1915. Por. też dwa opo
wiadania Dymińskiego (z Podola), wyd. przez Ł e w c z e n k ę : Kazky
ta opow. z Podilla, s. 207 n. Kijów, 1928.
W baśniach tych cecha moralizatorska czasem przeważa, por. zapis ze
Śląska Opolskiego (Malinowski, II, 217; Mater, antrop. - archeol i et
nogr. V, 217), przedrukowany ostatnio u K. Nitscha, op. cit. 24, nr. 21.
Lud T. XXX.
6
82
W bajce Sabały śmierć utkwiła w dziurze wierzby (a raczej
w dziuple) tylko z powodu zagwożdżenia kołkiem, pierwotnie
jednak „mądry gazda“ musiał ją zamykać jeszcze czemś silniejszem, choćby słowami „w imię ojca i syna...“, podobnie jak Sa
lomon czartów. Szczegółu tego brakuje już, śmierć zapomniała
tu o swej sile bez zaklęcia i siedziała w wierzbie aż do chwili,
gdy chłopu sprzykrzyło się życie, zapragnął ratunku, więc „połaź
do Donajca i odetkał biéde z wićrby“.
Pomijając zestawienia innych warjantów ludowych motywu
powyższego ’), które sprawę uwięzienia śmierci ujmują naogół
podobnie, zauważymy tylko, że w bajce Sabały dołączono do
niego rys, przypominający średniowieczne dialogi człowieka ze
śmiercią, wedle których groźna śmierć bierze bez litości wszyst
kich ludzi, jacy nawiną się jej pod kosę, nie dba na wiek, godność
lub majętność12). Obraz nieubłaganej śmierci, wyraziście i re
alistycznie malowany w średniowieczu i znany nam z kilku wier
szowanych utworów staropolskich (Rozmowa mistrza Po
likarpa, Skarga umierającego3), a także z twórczości ludowej,
szczególnie ruskiej 4), zostawił tu ślad jedynie w postaci wzmianki
1) Uczynił to w znacznej mierze w cytowanym artykule Karłowicz.
Bajkę o śmierci, którą uwięził na jabłoni poczciwy chłop („Ociec Nędza“),
napisał też Witkiewicz, opierając się na podaniu bretońskiem (I), słyszanem od Godebskiego; por. „Z Tatr“ s. 77 n. — Podobny warjant z Sieradz
kiego streścił Nałęcz -Dobrowolski, w artykule p. t. Uosobienie
śmierci w wierze ludu polskiego (Ziemia, VIII, nr. 4. s. 67, Warszawa, 1923).
„Troska“ stała się więc nieśmiertelną, podobnie jak „Nędza“ (breton.). Por.
nadto: Ciszewski, Krakowiacy, s. 159 n. (nr. 119 — 21), Lud, XX, 257
(nr. 11: O biedzie), Nitsch, Wybór... s 250 (nr. 306: O Nędzy) i t. d.
2) Por. dosyć wielką rycinę, przedstawiającą chudą śmierć (nie szkielet)
z wężami, która znajduje się na okładce wewn. druku z XV wieku (inku
nabuł Bibl. Uniw. J. K. nr. 10); śmierć trzyma na ostrzu szerokiej kosy
głowy najwyższych dostojników świata, papieża, cesarza i t. d., które, jak
kłosy ścięte, legły u jej stóp pokotem.
s) Przedruk i literaturę obu zabytków podał ostatnio Vrtel-Wierczyński w znakomitym „Wyborze tekstów' staropolskich do r 1543“, s. 194
n. Lw'ów, 1930. Por. też obraz srogiej śmierci u Re j a, Wizerunk, VII, w. 310n.
4) Por. Hnatiuk: Wirszowana legenda pro rycaria i smerf
(Zapysky Nauk. Tow. im. Szewcz. t. 85, s. 140 — 58, Lwów, 1908). W pracy
omówiono 6 warjantów, pominięto tekst najciekawszy, który był przekładem
Rozmowy Polikarpa, a znajdował się w' zaginionym dziś rękopisie
bibljoteki P e t r u s z e w i c z a , nr. 217 (k. 182 — 87) z XVII w ieku. Oto po
czątek wedle opisu Świencickiego (II, 266) : Xciy Bam o CMepTM rioiťii-
flaTit, ecJiH xo'ieTe npaBąuBe o tiei) 3ttaTn, hä hLkotopuh myąpeu. łłojiMKapnyc
Bbi3BaHHbttł, BejiHKH MHCTp BbiópaitbiH, KOTopiu npocHJi 6ora, aóu cmepTb Bną-feji...
Por. też zapisy z folkloru: Einogr. Zbim. III 120 i XIII 32,
83
© strasznem żniwie śmierci, która po uwolnieniu przez cieślę
kosiła wszystkich (p. tekst).
W dalszej części bajki obraz śmierci pogodniejszy, jest ona
jakby koicielką cierpień ludzkich, nie pozbawioną litości; takie
ujęcie widzimy też w ilustracjach Stachiewicza, który swą in
terpretację bajki uwydatnił w kilku obrazkach. Część owa
jest resztką legendy o litościwym aniele, ukaranym za to, że
wbrew rozkazom bożym zostawił życie matce drobnych dzieci.
Motyw ów omówimy niżej nieco obszerniej, tu zaś można jeszcze
wspomnieć krótko o motywie „śmierć kumą“, który przedstawia
bardziej dowcipny sposób odwłoki chwili zgonu, a odbił się u Sa
bały częściowo w opowiadaniu, jak to chłop „poseł do głowy po
rozum, a nie ka inyndyj“ i przy pomocy pościeli z kołowrotem
uratował duszę kuma z rąk djabła 1). Liczne paralele tego mo
tywu, który występuje już u Hansa Sachsa (Der Bauer mit
dem Tode), a nawet znacznie wcześniej, zebrali Bolte i Polívka
w uwagach do 44-ej bajki Grimmów, p. t. Der Gevatter Tod12).
Nieco odmienny warjant z 14 wieku przedrukował Wesselski
(wedle Islendzk Aeventyri), p. t. Der Königssohn und der Tods).
W uwagach wspomniał on m. in. o indyjskiem pochodzeniu
ptaka Chara dr los (w Atharwawedzie: haridrawa), znanego
z „Fizjologów“ greckich (2. w. po Chr.) pomocnika przeciw
ciężkim schorzeniom, a nadto o żydowskiem pochodzeniu opo
wiadań, wedle których u człowieka chorego, mającego umrzeć,
anioł śmierci staje u głowy.
Motyw o litościwym aniele, którego w bajce Sabały zastępuje
śmierć litosna, zachował się tu również tylko ułamkowo, brak
nawet uzasadnienia, dlaczego śmierć zostaje ukaraną. Szczegół
ostatni, a także inne rysy motywu o aniele ukaranym występują
pełniej w warjantach z dalszych okolic Polski, na które zwrócił
już uwagę Sz. Jastrzębowski w artykule p. t. Przyczynek
do wierzeń iudu o życiu pozagrobowem i legenda o „matusinej
duszy“. Zmierzając do wyświetlenia pojęć ludu naszego o śmierci,
dał on przegląd kilku legend, które się zaczynają wzmianką
1) Por Stopka 106, nr. 25 (u Hoesicka s. 266) ; por. też zapis
Brzegi, Lud, XVI, 205, nr. 8.
2) Anmerkungen... I, 377 n. Warjant zbliżony do bajki Grimmów, p. t.:
Die Boten des Todes (nr. 177, il III, 293), przytoczył Gdacjusz (Leszno,
1650); por. Kolbuszewski: Postyllografja polska XVI — XVII w., s. 252.
s) Wesselski: Märchen des Mittelalters, nr. 17. Berlin, 1925.
6*
84
o karze śmierci lub anioła za nieposłuszeństwo, nie dostrzegł
więc, że w opowieściach tych mamy pewną wersję motywu
„dziwne sądy boże“, dlatego też przypisał ludowi pogląd nastę
pujący: „śmierć (kostka, kost - usia, - ucha) zabiera człowieka
na rozkaz boży, za nieposłuszeństwo lub wahanie bywa karaną“ 1).
Pogląd ów, oparty na przesłankach teorji mitologicznej, jest zu
pełnie mylny, godne jest uwagi tylko samo zestawienie bajki
Sienkiewicza z trzema legendami ludowemi: a) z pow. Opatow
skiego, b) z Suwalszczyzny i c) z Chełmszczyzny. Na bliższą
wzmiankę zasługują szczególnie opowieści b) i c), w których
posłaniec za karę musi kilka lat służyć wśród ludzi, tu bowiem
zachował się dosyć pełny warjant motywu, uproszczonego w bajce
Sabały.
Zapis z Suwalskiego (b) podał H. Giegużyński w ar
tykule „Wieczornice“ 12) ; Jastrzębowski uwzględnił stamtąd tylko
początek bajki „O aniele zesłanym po duszę wdowy“, obecnie
damy jednak treść całości: Posłany po duszę wdowy anioł zlito
wał się nad sześciorgiem dziatek i zostawił jej życie. Bóg kazał
mu rozbić rózeczką kawałek skały, sterczącej nad morzem,
w której znalazły się błyszczące robaczki; w ten sposób przy
pomniał mu swą wszechwiedzę i rzekł: „teraz matka rozpieści
dzieci, przeto zgubiłeś je po śmierci“. Za karę posłał anioła na
6 lat na ziemię. Tutaj wstąpił anioł wieczorem do chaty bo
gacza, ale ów potraktował go wyniośle i na nocleg nie przyjął.
Potem zaszedł on do chatki biedaka, którego żona była chora,
dzieci opuchłe od głodu; ten przyjął podróżnego serdecznie, za
prosił na nocleg, a żałował tylko, że muszą spać o głodzie, gdyż
w domu nic niema. Anioł wyjął kawałek chleba, udzielił każdemu
po kąsku i wszyscy się nasycili, a wtedy też umówił się, że zostanie
tam na służbie bez żadnej płacy. Zarobkiem podtrzymywał całą
rodzinę. Wiosną gospodarze orali grunta najlepsze, anioł zaorał
jedynie ziemię wyżej położoną; wszyscy śmiali się z niego, ale
lato było mokre, dlatego tylko ubogi miał dobry urodzaj. Na
drugi rok zasiał samè niziny, ponieważ zaś lato było suche, znów
więc ubogi miał się najlepiej. Zboże w stodole ktoś niszczył.
1) Wisła V 865, Warszawa 1891.
2) Kłosy 1868, VII 172 i 187. Giegużyński podał tam treść kilku innych
motywów legendarnych, sądząc — również w duchu szkoły mitologicznej —
„że dokładne zbadanie tych „istoryj“ doprowadziłoby do wykrycia zasad
etycznych starej Litwy“.
85
sługa czatował i złapał o północy kozła, wysysającego kłosy.
Kozłem był czart, który obiecał już szkody nie czynić, a w na
grodę za uwolnienie odkrył beczułkę z pieniądzmi pod spichrzem.
Pieniądze wydobyło, żona biedaka później wróciła do zdrowia,
on zaś stał się zamożnym gospodarzem. Po trzech latach sługa
odszedł, żadnej płacy nie chciał jednak przyjąć.
Udał się w daleką okolicę, tam został furmanem u pro
boszcza. Służbę pełnił wzorowo, czasem się zachował jednak
dziwnie; po śmierci wdowy pewnej wszyscy płakali, on się
uśmiechał, po śmierci oficjalisty dworskiego, który ludzi dręczył,
wszyscy się cieszyli, on zaś rzewnie płakał. Gdy wracali z po
grzebu, ksiądz dał dziesiątaka żebrakowi
sługa znów się
uśmiechnął. Ksiądz zapytał o przyczynę dziwnego zachowania,
a sługa objaśnił, że w czasie pogrzebu wdowy widział aniołów,
którzy brali jej duszę, duszę zaś oficjalisty porwali szatani;
pierwszym razem się cieszył, potem się smucił, bo szkoda duszy
straconej. Obdarzony jałmużną żebrak był czartem; w ciągu
70 lat zebrał wielki skarb w kotle i ukrył go pod kamieniem, na
którym siadywał. Znaczonym dziesiątakiem księdza zamknął on
kocioł i przeniósł się w inne strony. Ksiądz poznał w słudze
anioła, prosił więc o pomoc w zbawieniu duszy. Anioł kazał mu
oddalić gospodynię, a z majętności wybudować kościół; gdyby
brakło środków-, obiecał się wrócić i dołożyć z tego kotła. Ksiądz
wszystko wypełnił, dokończył budowy, z pomocą anioła, skarbem
czartowskim, a kiedy potem umarł, dostał się do chwaty nie
bieskiej J). — Powyższy warjant legendy „o aniele ukaranym“
zawiera kilka epizodów nowszych, niepierwotnych; można je
wydzielić drogą porównania n. p. z warjantem rumuńskim i ro
syjskim, które przytoczymy później.
Legenda z Chełmskiego (c), p. t. O św. Jędrzeju i biednej
wdowie, jest prostsza*2) : Bóg posłał po duszę wdowy, matki
dwojga dzieci, śmierć — anioła św. Jędrzeja (!); za niespełnienie
rozkazu bożego został potem anioł posłany na 3 - letnią służbę
na ziemi. Służy u najbiedniejszych, a) rok u wdowy owej,
b) u żyda, c) u księdza; wszystkim przynosi bogactwo. Dziwnie
się zachował u księdza, kiedy bowiem jechali raz do miasta, bił
pokłony przed karczmą, a zadkiem odwrócił się do kościoła.
’) Kłosy VII 188 — 90.
2) Kolberg: Chełmskie II 85; Kraków, 1891; Wisła V, 865.
86
Zgorszonemu tem księdzu wyjaśnił, że w karczmie widział P.
Boga, zabierającego dusze, na kościele zaś siedziało :,złe“. Speł
niwszy pokutę, wrócił do nieba, a wtedy Bóg kazał mu wydostać
kamień z morza. Anioł rozbił go i zobaczył wewnątrz dwa ro
baczki; poznał stąd, że Bóg wie wszystko, nie trzeba więc nikogo
żałować, choćby dziesięcioro dzieci zostawało. „Zawsze dobre to,
co Pan Bóg robi“.
W drugim artykuliku, p. t. Przyczynek do „Sabałowej bajki“
i „Matusinej dusy“, podał Jastrzębowski jako paralelę tekst z nad
Dniestru, zamieszczony w Wędrowcu (1882, I, 200: Zabobony,
pieśni i obrzędy ludu u źródeł Sanu i Dniestru) ; warjant ten zbyt
odbiega od naszego motywu, jak świadczy ogólny tok opowieści:
Bóg posłał trzech aniołów po duszę matki, kiedy zaś ci wrócili
bez niczego, wysłał powtórnie trzech aniołów ślepych i głuchych,
którzy duszę przynieśli ’). Podobnie odbiega od bajki Sabały le
genda z Opatowskiego (a), w której karę ponosi dusza matki,
choć tu wzmiankę o opatrzności boskiej jeszcze zachowano:
Śmierć dwukrotnie uległa prośbom matki pięciorga dzieci, zabrała
ją dopiero na trzeci rok. Dusza matki żałowała za potomstwem,
anioł zaniósł ją z powrotem na ziemię i pokazał dzieci, a nadto
wiele żyjątek pod kamieniem, który odwalił. Za karę zostawił
duszę matki na listku drzewa, choć ta rwała się do nieba; będzie
lam przebywać tak długo, aż Bóg przebaczy jej brak zaufania
do opatrzności12).
Opuszczając niejasną, a zabarwioną teorjami mitologicznemi
konkluzję Jastrzębowskiego o źródle tych legend, niema w nich
bowiem nic pierwotnie słowiańskiego 3), warto wspomnieć tu
jeszcze zdanie Łopacińskiego, który w rozbiorze legendy
o pustelniku, skuszonym przez czarta do trzech grzechów, zazna
1) Wisła IX, 118, Warszawa, 1895. Autor powołał się tu jedynie na swój
artykuł poprzedni, pominął zaś cenny przyczynek Karłowicza, redaktora
„Wisły“, który również o tem nic nie wspomniał.
2) Wisła V 867 — 8.
3) Rejestrując opowiadania, w których jest wzmianka o śmierci, wartoprzytoczyć warjant z Chełmskiego (Kolberg, Chełmskie II 89): Przy śmierci
czarownicy są tylko szatani i biorą duszę... „wże tam ś w i a t a j a smerf ne
maje czoho u nij robyty“... Ciekawe zwyczaje różnych ludów, związane ze
śmiercią matki lub noworodka, zebrał S. C i s z e w s k i , w artykule „Dusza
matki i dusza niemowlęcia“; przyczynek do dziejów animizmu (Odb. z „Stałej
po słowianowied. I; Petersburg, 1904).
87
czył w końcu, „że wrelcy pisarze korzystają nieraz z twórczości
ludowej, i że zdarza się niejednokrotnie niezależne 1) od siebie wy
zyskanie tego samego tematu: Tołstoj w opowiadaniu p. t. „Co
łudzi ożywia“ korzysta z wątków tej samej baśni, którą Sienkie
wicz usłyszał z ust Sabały i ogłosił jako „Sabałową bajkę“ 12).*
Pogląd w zasadzie niewątpliwie słuszny, w szczegółach wy
maga jednak uzupełnienia. Znana nowela L. T o ł s t o j a , p. t.
„Czerni ludi żiwy“, pojawiła się na początku lat osiemdziesią
tych8), bajka zaś Sienkiewicza pod koniec tego dziesiątka (1889).
Obaj zaczerpnęli temat z folkloru ojczystego, pierwszy miał pod
ręką warjant pełny, drugi miał warjant uproszczony i tak zmo
dyfikowany, że z pierwotnego motywu został tylko jeden epizod.
Warjant rosyjski uległ pod piórem pierwszego pisarza zupełnemu
przetopieniu w duchu jego ideologji artystycznej, warjant polski,
zaprawiony humorem Sabały, u naszego pisarza prawie zupełnie
się nie zmienił. Nowelka Tołstoja, przepyszna apoteoza miłości
bliźniego, znakomita budową i naturalnością, u jednych krytyków
spotkała się z gorącą pochwałą, u innych z zarzutem, że jest to
jedynie traktat moralistyczny, w którym myśl pierwotną motywu
ludowego (poprzednio też książkowego) skoszlawiono, dając jej
naświetlenie w duchu poglądów autora, często wprost sprzecznych
z nauką cerkwi prawosławnej (Î). Spór zapewne znany był Sien
kiewiczowi, jako znamienny okaz krępowania swobody twórczej
jednego z najwybitniejszych pisarzy; czy w tych warunkach po
wiastka Tołstoja istotnie nie była bodźcem do zapisania „Sa
bałowej bajki“, można wątpić, wbrew twierdzeniu Łopacińskiego
(p. wyżej), choćby dlatego, że repertuar baśniowy Sabały, jak
widać ze zbiorku Stopki4),* był dosyć obfity, Sienkiewicz zaś
uwiecznił tylko bajkę o śmierci. Jednak poza tą ogólną pobudką
o żadnej zależności nie może być mowy, gdyż bajka powyższa,
rzucona na papier jakby mimowolnie, w bogatej twórczości Sien
kiewicza nie gra żadnej roli, u Tołstoja zaś wyraża ta nowelka
ideologję autora; por. niżej.
1) W oryginale: niezależnie, zapewne błąd druku.
2) Wisła, XI, 451. W. 1897.
s) W zbiorku p. t. Narodnyje razskazy Lwa Tołstogo.
4) Por. też zapisy Dembowskiego, Wisła, VI, 140 n. i X, 315 (u Hoesicka 258).
88
II. Motyw „dziwnych sądów bożych“ (Wielkie Zwierciadło,
Cesta, M. Rej, Witwicki ; Prolog) i przodkowie jego w Koranie,
u Nissima, Kazwiniego i t. d. Skrzyżowanie wersji wschodniej
z zachodnią w „przytczy“ huculskiej Fed’uowicza i w legendzie
Chitarsldej.
Powyższy przegląd krytyczny polskich wzmianek o „bajce
Sabały“, szczególnie o drugim motywie tejże, pozwolił związać
ją z utworem Tołstoja, obecnie możemy wymienić cały szereg
dalszych opowiadań, które pozostają z nią w pokrewieństwie co
do myśli zasadniczej, że opatrzność boska i jej zrządzenia są
niepojęte dla aniołów, tembardziej zaś dla ludzi. W Europui
bardzo popularną była wersja, występująca p. t. „Anioł i pustel
nik“ lub „Sądy boże“, której przebieg zwykle jest taki: Pustelnik,
rozczytując się w piśmie św., trafia na jakieś miejsce o sądach
bożych (n. p. „Sprawiedliwość twoja, jako góry najwyższe; sądy
twoje, jako przepaść wielka...“ (psalm 35,7) ; albo: „O głębokości
bogactw, mądrości i wiadomości bożej, jako są nieogarnione sądy
jego i niedościgłe drogi jego“ (Paweł, do Rzym. XI 33) i t. p.),
postanawia udać się w świat i szukać wyjaśnienia sądów bożych
W innych warjantach długoletni pustelnik spostrzega rażący cios,
który spada na człowieka niewinnego, oburzony tem do głębi
wątpi w sprawiedliwość bożą i chce porzucić życie pustelnicze.
W jednym i drugim wypadku eremitę spotyka anioł, zwykle prze
brany, i udaje się z nim w świat; w czasie wspólnej wędrówki
dokonywa jednak czynów, od których pustelnikowi włosy się
jeżą. Wreszcie anioł odkrywa swą osobę, w jednych warjantach
wcześniej, w drugich później, i tłumaczy konieczność każdego
czynu, które wykonał z polecenia bożego. Tą drogą poucza anioł
pustelnika poglądowo, że „sądy boże“ istotnie są dla człowieka
niepojęte; wobec nich trzeba się korzyć, nie szukać zaś wyjaśnie
nia, gdyż zawsze są sprawiedliwe.
Motyw ten znany był na Zachodzie w kilku warjantach pro
zaicznych, w przeróbkach wierszowanych, występuje też w folk
lorze. Poświęcono mu tam również sporo uwag historyczno - kry
tycznych, które zajęły się stosunkiem ważniejszych odmianek
i wskazaniem ich źródła. Jednym z najstarszych badaczy, który
podniósł popularność tego motywu, był John Dunlop;
streścił on opowieść p. t. De l’Hermit qu’un Ange conduisit dans le
89
siècle (włączoną przez Le Granda do „Contes Dévots“ (5 211)
ze zbioru Vies des Pères), wymienił podobne opowiadanie w Gę
sta Romąnoram (cap. 80), u Parnella i Vo 11 a i r e’a ,
a wreszcie wskazał — jako najstarsze opracowanie tego mo
tywu — odpowiednie' miejsce w Koranie (rozdz. XVIII,
04 n.) *). Różne przeróbki motywu powyższego zanalizował po
mistrzowsku Gaston Paris w rozpr. p. t. L’ange et l’Ermite 12).
Wyszedł od opowieści V o 11 a i r e’a („Zadig“ r. XX), wspomniał
starsze odmianki europejskie (od Jacque’a de Vitry, 13 w.), przy
toczył wersje arabskie (z Koranu i komentatorów tegoż, z Kazwiniego) i żydowskie (z Talmudu, Jozuego bin Levi), uwydatnił
potem zgrabnie wzrost elementu chrześcijańskiego w wersjach
europejskich, a w końcu podkreślił zmiany, występujące w ujęciu
wolterowskiem (Zadig, Candide). U Voltaire’a (cynicznego, jak
wiadomo, wielbiciela Katarzyny II) rozwiązanie zagadki różni
się od pojęć chrześcijańskich; anioł Jesrad nie wspomina o za
dośćuczynieniu przyszłein, żąda od Zadiga wprost uległości :
„Faible mortel, cesse de disputer contre ce qu’il faut adorer“
W bardzo zajmującej pracy W. A. C1 o u s t o n a : „Popular
taies and fictions, their migrations and transformations“ 3) omó
wiono kwestję w związku z poematem Parnella : The hiermit
(wydruk, w 1720 r.), w którym błędnie upatrywano dawniej źró
dło powyższej opowieści Voltaire’a. O historję tej paraboli potrąca
jeszcze sporo prac, które zajmowały się przeróbkami jej u innych
autorów, osobną zaś monografję, p. t. „Die Erzählung vom Ein
siedler und dem Engel in ihrer geschichtlichen Entwicklung“
poświęcił jej O. R o h d e4) ; dysertacja ta nie jest jednak wyczer
pująca. Okolicznościowo, ale o wiele wytrawniej naszkicował hi
storję motywu A. Schon bach przy wydaniu górno-niemiec-
1) J. Dunlop: History of Prose Fiction, Edynburg. 1814; por. prze
kład Liebrechta: Geschichte der Prosadichtungen, 1851, str. 309 i 503;
w przeróbce 'H. Wilsona, 1888, 2, 263 — 70.
2) Comptes rendus des séances de l’Académie des Inscriptions et Belles Lettres, VIII, 427, Paryż 1880. Przedruk lego artykułu w: La Poésie du moyen fige I. 151 — 87 (dotąd 8 wydań).
3) Londyn, 1887; por. częściowy przekład ruski A. Krymskiego:
Klouston, narodni kazky ta wyhadky, str. 31 — 40, 158 — 90; Lwów, 1896.
4) Dysertacja uniw w Rostok; Lipsk, 1894.
90
kiej przeróbki wierszowanej z XIV wieku, p. t. Rythmi dc Ere
mita (wedle rękop. z XV wieku) 1).
Wschodnie i zachodnie wersje legendy „o pustelniku i aniele“,
opowiadania o aniele ukaranym i różne odmianki motywu „dziw
nych sądów hożych“ zebrał też M. Drahomanow, który na
wiązał je do dwu opowieści bułgarskich: 1. „Kaługerinbotb
i angel'bot'b“ (Mnich i anioł), 2. „Sweti Ilija koga giedahb golemi
neprawinie na ze mi a ta“, nazwanej krótko: „Prorok nad źródłem“.
Autor przytoczył obszerny materjał, zwykle in extenso, przedru
kował znane w literaturze teksty wschodnie i zachodnie, zapisy
z folkloru, szczególnie słowiańskiego, obficie zaopatrzył je uwa
gami krytycznemi, naogół nie dał jednak obrazu jasnego; zazna
czył to zresztą sam we wstępie. Praca stanowi 1-szą część „Uwag
o słowiańskich legendach religijnych“ (Zabeleżki na sławianski-tć
idigiozni legendi), była wydrukowana w piśmie bułgarskiem
(Sborník za nar. umotworenija, VII, 1892) 12), później zaś w prze
kładzie ruskim, w zbiorowem wydaniu prac Drahomanowa3).
W związku ze wspomnianą już nowelą Tołstoja można wkońcu
nazwać przyczynki Ponomarewa i Sumcowa. Pierw
szy znajduje się w czasopiśmie dla nas niedostępnem4), uwzględ
niono jedynie uwagi dodane do cerk. - ruskiego opowiadania
z „Prologu“: „O sudách Bożiich neispylaemych “ (na dzień
21 listopada) 5),* drugi, p. Ł Literaturnaja rodnia razskaza gr.
L. N. Tolstogo „Czćm ludi żiwg“, zawiera szkic kilku paralel
z folkloru szczególnie małoruskiego :). Na gruncie hebrajskim
bliżej (?) się zajął naszą legendą Ga ster, jednak w bibljotekach lwowskich pracy jego również nie odszukałem 7).
1) Sitzungsberichte der phil.-hist. Gl. der Wiener - Akad. Bd. 140, Abh.
Xlt: Die Legende vom Engel und Waldbruder. Wiedeń, 1901.
2) Streszczenie obu części „Uwag“ (obszerniej zaś obydwu opowiadań
bułgarskich) podał B. Grabowski; „Wisła“ X, 410—15—17, War
szawa, 1896.
3) Rozwidky M. Drahomanowa pro ukr. nar. słowesnisl’ i pyśmenstwo,.
t. IV, 197 — 266: „Boża sprawedływist’“. Lwów, 1907.
4) Sfrarinik, I. 36 — 49, 1894.
5) Ponomarew,
Pamiatniki dr. - russkoj cerk. - uczit. liter., wyp. lir
Stawiano - russkij prolog, s. 148 i 210. Petersburg, 1896.
e) Odb. z Charkowsk. Sbornika istor. - filolog. Obszczestwa, Char
ków, 1896.
7) M. Gaster: The Exempla of the Rabbis, Londyn, 1924. O ikwzmianka Hellera (Das hehr. und arab. Märchen, s. 326, Lipsk, 1930 —
91
Z prac dotychczasowych wyj) ika że na Zachodzie motyw
„dziwnych sądów bożych“ występuje już w najstarszych zbiorach
t. z w. exemplów lub w utworach pokrewnych; znają go: 1. Vitae
Patrům (ok. VIEgo wieku; choć przekład łaciński przypisano
św. Hieronimowi, f 420 r.), 2. Jakób de Vitry (f 1240;
nr. 109), 3. Odo de Ceriton (f 1247), 4. Stefan de
Bourbon (f 1261 ; nr. 396), 5. Gesta Romanorum (ok.
XIII w. ; u Oesterleya nr. 80 i nr. 127), 6. J a n J u n i o r, Scala
celi (z poł. XIV w. ; fol. 15), 7. Spéculum Exe m pióru m
(1 wyd. 1481), 8. Jan Herolt (Discipulus), Sermones de tem
pore (ok. 1470 r.; nr. 109), 9. Pelbart, Sermones Pomerii
(1502 r.; šerm. aestival. 32), a wreszcie 10. Pauli, Schimpf"
und Ernst (nr. 682) ,11.Hans Sachs: Ein gesprech zwischen
einem waltbruder und eim engel, von dem heimlichen Gericht
Gottes, 12. M. L u t e r i i.
U nas, w Polsce, motyw ten znany jest z literatury, a także
z folkloru. W literaturze naszej mamy kilka odmian, a miano
wicie (licząc wedle powyższego wykazu) : pierwszą (= A), piątą
(= B, C) i nieoznaczoną dotąd bliżej odmiankę Reja (= D),
por. Wizerunek własny r. IX w. 379 — 460, Zwierciadło albo
kstałt, księga 3 (wyd. 1914 r. t. II, s. 134 — 8); część ostatniej
przerobił później W i t w i c k i (Wiersze różne: „Sądy Boże“).
Pierwsza zdradza ślady pierwotnej ojczyzny, gdyż wspomina pu
stelnie egipskie, które kwitły bujnie przed Mahometem, zanim
wyznawcy jego zalali Afrykę, pogrążoną w ascetyzmie chrześci
jańskim. Olbrzymi zbiór „Vitae Patrům“ przełożono z greki na
łacinę bardzo wcześnie (przed VII w.), później zaś drukowano
go nawet pod imieniem św. Hieronima, ale legenda „O pustelniku
i aniele“ znajdywała się tylko w niektórych wydaniach, często bo
wiem ją tu pomijano. W pierwszem wydaniu krytycznem „Vitae
Patrům“, które sporządził Jezuita H. Rosweyd (1615) także
ją pominięto *), a wskutek tego brak jej również w polskich „Ży
wotach oyców św.“, S. Piskorskiego, który przekład swój* 1
Bolte- Polívka, Anmerkungen, TV) jest dokładną, mielibyśmy tu najobszer
niejszy rozbiór legendy „O aniele i pustelniku“ (94 stron).
1) Nic więc dziwnego, że nie znalazł jej tam także W. Morfill, pro I.
uniw. w Oksfordzie, który robił poszukiwania dla Drahomanowa; p. RozwidlijIV, 208. Wydanie Rosweida przedrukował Mignę, Patrol, lat. 73 i 74.
Paryż, 1861.
92
oparł na tejże edycji1). Tekst ów doszedł do nas znacznie wcze
śniej inną drogą. Już w XV w. włączono go do „Spéculum exemplorum“ (por. pod 7) jako nr. 210, działu II (Distinctio secunda:
Ex primo libro vitas patrům, quem beatus Hieronimus (!) presbiter dicitur conscripsisse) ; w egzemplarzu moim (wyd. strassburskie, 1487 r.) początek legendy brzmi: „Erat quidam monachus
solitarius in egipto, qui rogabat deum dicens: Dne, ostende mih?
iudicia tua et... una die astitit ei angélus Dni in similitudine cuiusdam senis...“. Około roku 1600 ks. J. Maior przerobił zbiór
powyższy na „Magnum Spéculum exemplorum“, które S z. Wy
socki przełożył wkrótce na język polski p. t. „Wielkie Zwier
ciadło przykładów“ (1612 r.; dalsze wyd.: 1621, 1633 i 1690/1),
tam zaś umieszczono tę legendę (zupełnie zgodnie z tekstem „Spé
culum“), dodając tytuł: „Dobrzy bywają kuszeni rzeczami prze
ciwnymi, a źli częstokroć scześliwych zażywają“; por. WZ1 1043,
nr. 1072, WZ12 1082, nr. 1561; WZ3 973, nr. 1659; WZ4 5II 398 nr. —.
Nasi historycy literatury nie zwracali dotychczas na „Wielkie
Zwierciadło“ uwagi, znają je chyba bibljografowie2) ; ponieważ
zaś tłumaczenie tej legendy zgadza się z najstarszą wersją zach. europejską, przeto powtórzymy je według WZ1, zaznaczając
drobne odstępstwa od tekstu „Spéculum exemplorum“ (z r. 1487)
u dołu:
,Był niektóry mnich pustelnik ") w Egiptcie, który prosił Pana
Boga, mówiąc: Panie, pokaż mi sądy twoje. A gdy usilnie o to
Pana prosił, czasu jednego4) anioł Pański w osoDie jakiegoś starca
przyszedł do niego i rzekł: Podźmy w tę pusczą szukać świętych
ojcow, żebyśmy od nich usłyszeli słowo i błogosławieństwo ich
otrzymali. Wszedszy w pusczą, po wielkiej pracy naleźli jaskinią,
a kołacącB), wyszedł do nich jeden starzec, człowiek święty,
a ujrzawszy, z weselem je przyjął, spracowanym nogi umył,
1) „Żywoty oyców abo dzieie y duchowne powieści starców, zakonni
ków, pustelników wschodnich“; por. przedmowę Piskorskiego, Kraków, 1688.
2) Por. autora: Z literatury polskiej i ruskiej XVI — XVIII wieku
(Wielkie Zwierciadło przykładów, Lucydarz oraz urywki z dzieł św. Augu
styna, Dazzy, Flawjusza, Skargi i innych autorów w rękop. Sokalskim) s. 2 i 8,
Praga, 1931. (Odb. z prac I. Zjazdu filol. słów.).
3) Spéculum exemplorum, 1487 r.: monachus solitarius.
4) Tamże: una die.
5) Tamże: et puisantes egressus est...
93
jeśdź 1) im nagotował, częstował2), dla spania, co miał. to im
posłał. Rano wyprowadził ich z weselem. Wychodząc3), anioł
kryjomo wziął missę4),5 z której jedli; i odeszli. Widząc, on co
uczynił, mówił sam w sobie: Co sie sstało temu staremu, iż czło
wiekowi świętemu, ktory nas z taką miłością przyjął, missę wziął?
A gdy byli w drodze, posłał za nimi on starzec “) syna swego,
mówiąc: Wróćcie missę, ktorąście wzięli. Odpowiedział mu anioł:
Przed nami jest brat, ktoreinuśmy ją dali, podź, a weźmi ją
A gdy szedł z nimi, zepchnął go anioł z góry; złamał szyję
i umarł6). Widząc to pustelnik on co uczynił, zląkł sie, mówiąc:
Biada mnie, co sic sstało tak dobremu człowiekowi !? Nie dosyć
było, żeśmy mu missę ukradli, jescze i synaśmy mu zabili. A gdv
przez trzy dni szli pusczą, naleźli cellę, gdzie był jeden starzec 7)8
ze dwiema uczniami. I rzekł im: Kłoście wy, czego szukacie? Od
powiedzieli, mówiąc: Z dalekaśmy przyszli, chcąc od ciebie otrzy
mać błogosławieństwo i usłyszeć słowo. Wskazał do nich: Idźcie
precz, trudno mi teraz s). Rzekli mu: Przyj mi nas do celle swojej,
abyśmy trochę odpoczynęli, bośmy barzo z drogi strudzeni. Powtore wskazał do nich: Idźcie precz, czemu sie po pusczy włó
cz3'cie9), a w cellach waszych nie siedzicie? A oni znowu prosili,
mówiąc: Już wieczór, żeby nas źwierz nie zabił; przyjmi nas przez
tę noc tylko. Z wielką trudnością i nierychło roskazał uczniowi:
Prowadź je do stajnie. Gdy przyszła noc, prosili o trochę światła,
abyśmy, prawi10), widzieli, gdzie sie pokłaśdź mamy; i nie dał
im. Potym prosili dla Boga o trochę wody. Tedy jeden z uczniów
jego wzruszony miłosierdziem, rzekł im: Proszę was, żeby nie
wiedział opat moj, z obroku mego daję wam trochę chleba i wody.
I tak przez noc leżeli na gołej ziemi. Rano rzekł anioł do jednego
z uczniów jego: Proś ojca opata, aby sie za nas modlił, a mamy
mu coś ofiarować. Usłyszawszy on, że coś miał wziąć od nich.
zaraz wyszedł. I ofiarował mu anioł onę missę, którą był wziął
u onego świętego męża. Wziąwszy ją, zamknął sie i kazał im iśdź
1 — 2) et posita mensa refecit eos.
3 —4) et exeuntes tulit ille angellus absconse catinum....
5) abbas ille; p. niżej w tekście polskim: opat.
®) et confractus totus, mortuus est.
7) abbas quidam senex.
8) non mihi vacat.
9) quid ambulatis sicut vagi per heremum.
10) Brak.
94
precz. Widząc to on pustelnik, który z nim chodził, a nie wiedząc,
żeby był anioł, rozgniewał sie i rzekł do niego: Idź precz ode mnie,
już więcej z tobą nigdziesz nie pójdę. Oto coś uczynił temu czło
wiekowi świętemu, który nas z taką miłością i łaską przyjął,
missęś mu wziął1) i synaś jego zabił, a temu człowiekowi złośli
wemu, który sie Boga nie boi, ani go kładzie przed oczy swoje,
ani ma miłosierdzia nad bliźnim, dałeś mu missę. Odpowiedział
anioł: Zażeś nie prosił Pana Boga, abyć pokazał sądy swoje? Otoiem jest od niego posłany, abymci pokazał. Missa ona, ktorąm
wziął od świętego człowieka, nie była dobrze nabyta, a nie przy
stało, żeby tak święty człowiek miał co takowego 12) w celli swojej,
ale co było ze złego, przyszło do złego, aby mu to ku upadkowi
jego przydano. Syna zaś jego dlategom zabił, bo bym go nie
zabił, on tej nocy ojca swego zabić miał. Usłyszawszy to on pu
stelnik, padł na twarz swoję przed nogami jego, bacząc, źe anioł
boży był. A on też zaraz zniknął. I poznał, że te są sądy boże3).
Żaden tedy, widząc, że dobrzy cierpią przeciwieństwa, a złym
■dobrze się powodzi, niech nie rozumie, żeby sie to trefunkiem4) 5
abo niesprawiedliwie dziać miało, abowiem sądy Pańskie zawsze 3)
są sprawiedliwe, chociajże są skryte“.
W końcu podano źródło „przykładu“: „Albertus Patavinus
(Homilia in euangelium dominicae de Passione) habet hanc narrationem ex Vitin Patrům, lib. 5 SS. PP. num. 93, secundum editionem Coloniensem“. W „Spéculum exemplorum“ niema szczegó
łowego wykazu źródeł przy końcu „przykładów“, ale we wspom
nianym już egzemplarzu z r. 1487 podopisywała je „maczkiem“
lęka 17-go wieku, dodając do uwagi powyższej, jako datę edycji
kolońskiej, rok 1548 6) ; wedle wykazu Rosweida jest to 19-te wy
danie „Vitae Patrům“. Bibljoteka Uniwersytetu lwowskiego po
siada sporo wydań „Vitae Patrům“, a powyższa opowieść znajduje
się istotnie w edycji kolońskiej (egz. nr. 116, ks. V, nr. 93, k.
150 v), jednak układacz „Spéculum exemplorum“ zaczerpnął ją
1) catinum rapuisti.
2) aliquid de mało.
3) quod iusta sunt iudicia Dei.
4) nemo ergo... credat id temeritate aut iniuste fieri, quia...
5) Brak.
c) Zapewne wedle edycji łacińskiej z r. 1603: Magnum Spec. exempl.
95
niewątpliwie z wydania innego, zapewne z jakiegoś rękopisu. Przy
toczony wyżej tekst legendy „O pustelniku i aniele“, reprezentu
jący najstarszą wersję, która doszła do Europy zachodniej, zawiera
epizody: 1. zabranie misy (półmiska) od człowieka świątobliwego,
2. strącenie syna jego (w przepaść), 3. darowanie półmiska grze
sznikowi. Wyjaśnienie tych czynów i odkrycie się anioła odłożono
na koniec.
Tłumaczenia polskiego wersji drugiej (por. str. 91) nie
znamy, ale zapewne jakiś tekst zbliżony do niej służył Rejowi za
źródło do „przypowieści o dwu ślachcicach“ (por. niżej). Auto
rem tej wersji był kard. Jacques de Vitry, który jako
biskup Akki (1214 r.) zetknął się bezpośrednio ze wschodem, za
czerpnął stąd masę opowieści najczęściej drogą ustną, i wniósł je
później do swych kazań dla ludu 1). Jego wersję legendy o pu
stelniku i aniele przełożył na język niemiecki Wesselski,
w „Mönchslatein“ (nr. 79), według wydania Cran e’a 12) i w uwa
gach wymienił liczne paralele, m. in. z Spéculum morale (druków,
od r. 1473) i Mik. Bozon (nr. 31; z 14 w.) W celu zarysowania
stosunku obu wersyj, podamy krótki schemat odmianki Jakóba
de Vitry: Pustelnik wątpi w sprawiedliwość bożą, gdyż dobrym
źle, złym dobrze się powodzi. Zjawia się anioł i prowadzi go
w świat, aby okazać sądy boże. Pierwszą noc przebyli w domu
człowieka bardzo pobożnego, anioł ukradł mu kubek (a), który
po drugim noclegu darował człowiekowi niegościnnemu (b). Na
trzecią noc znów trafili na dom gościnny, ale wysłanego stąd
sługę anioł strącił z mostu i utopił (c), podobnie czwartej nocy
udusił dziecko innego poczciwca, płaczące w kolebce (d). Pu
stelnik, sądząc, że ma do czynienia z szatanem, chce uciec, jednak
teraz anioł mu wszystko tłumaczy: kubek i dziecko były dla obu
cnotliwych przeszkodą w zachowaniu pobożności, sługa byłby
nocą zabił swego pana, grzesznikowi darował kubek dlatego, aby
mu już na tym świecie odpłacić i odebrać możność nagrody przy
1) „Sermones vulgares“. Por. A. Wesselski: Mönchslatein, sir. XV,
uwaga 3 i str. XXVII. Lipsk, 1909.
2) Th. F. C r a n e : The Exempta or illustrative stories from the ser
mones vulgares (nr. 56). Londyn, 1890. (= 26-y tom Folk - Lore SocietyJ.
Wydanie było mi niedostępne, podobnie też: Frenken: Die Exempla des
Jacob von Vitry, 1914 i J. Greven: Die Exempla des J. von Vitry, 1914.
Por. Bolte-Polivka: Anmerkungen... IV, 131, Lipsk, 1930.
96
szłej. Ten sam tekst przytoczył Rohde (op. cit. 34— 5, por. też 32j
za Wrightem *), nie wiedząc o zgodności jego z wersją Jakóba,
którego nie znał (ib. 41). Autorzy zbiorów nr. 6, 9 i 10 (p. wyżej
str. 91) powołują się na Jakóba, ale legenda ta zawiera u nich już
epizody dodatkowe, prawdopodobnie wzięte z innych pokrewnych
opowieści w „Vitae Patrům“ lub „Gesta Romanorum“. Ograni
czymy się do schematycznego przeglądu ich treści, który podał
Rohde (I = 6, II = 9 i III = 10) :
I. Scala celi: a) kupiec gubi skarb, b) utopienie syna c) kra
dzież kubka, cl) darowanie kubka, e) spalenie mienia klasztornego,
II. Pelbart: a) kupiec gubi skarb (zaraz wyjaśnienie), b) lew
pożera pustelnika, c) strącenie pustelnika ze skały, (wyjaśnienie
obu przygód), cl) kradzież kubka, e) darowanie tegoż, f) strącenie
syna do rzeki.
III. Pauli: a) Jeździec gubi sakiewkę (zaraz wyjaśnienie),
b) lew pożera pustelnika, c) strącenie pustelnika z drzewa, (wy
kład obu przygód), cl) kradzież kubka, e) darowanie tegoż, f) strą
cenie syna do rzeki. Źródło epizodów dodanych częściowo okaże
Się później, n. p. co do I a, II a, i III a por. niżej Gesta „przykład“'
nr. 127 (Oesterley).
Tłumaczenie polskie tej legendy wedle Gesta Romanorum
(p. pod 5) należy do najwcześniejszych; wybór 39 (40)-u „przykła
dów“ ukazał się zapewne już w początkach XVI wieku, p. t. Historye (poprzednio może: Dzieje) rzymskie*2).3 W przedrukach
późniejszych występuje (jako nr. 4) : „Przykład o chytrości clyabelskiey, a jako sądy boskie są skryte“ °).
Oto krótki schemat tego „exemplum“: Złodziej pokradł
owce, właściciel zabił za to niewinnego pasterza. Pustelnik widzi
wszystko z ukrycia, szemrze na sądy boskie i porzuca pustelnię.
W drodze przyłącza się doń anioł, wędrują więc razem. W czasie
noclegu u pobożnego rycerza anioł zabija temuż jedyne dziecię (a),
drugiej nocy kradnie u mieszczanina kubek złoty (b), na moście
prosił ubogiego o wskazanie drogi, a kiedy ten się odwrócił, strącił
*) Th. Wright: A Sélection of Latin stories from manuscripts of
the thirteenth and fourteenth centuries (nr. 7), Londyn, 1842.
2) Por. Lud XXVII, s. 7 i 39; Lwów, 1928.
3) Bibl. Pis. poi. Ak. Umiej., 1. 29: Historye rzymskie, s. 45, wyd. Bystroń. Kraków, 1894; wyd. Oesterleya „przykład ‘, nr. 80.
97
go do rzeki i utopił (c). Trzeciego dnia proszą o nocleg bogacza,,
ten ich wypędza, ostatecznie posyła do chlewu; rankiem anioł
daruje mu ów kubek (d). Oburzony pustelnik sądzi, że ma do czy
nienia z czartem, chce anioła porzucić; ów wyjaśnia swoje uczynki,
a także śmierć pasterza (por. początek).
Inna wersja tego motywu (C), p. t. „Przykład o wielkiej spra
wiedliwości bożej, a iż. sądy jego są skryte“ (Bystroń, s. 135, nr. 18.
Oesterley, nr. 127), zawiera tylko jeden epizod i wyjaśnienie: Ry
cerz, jadąc na jarmark, zgubił 30 grzywien; podejrzewał sługę
o ich ukrycie, w gniewie uciął mu potem nogę i porzucił w lesie.
Pustelnik wyspowiadał sługę i później zaczął Bogu „przyganiać,
żeby nie był sprawiedliwy sędzia“ i t. d. Zjawił się anioł i wyjaśnił,
że sługa tą nogą zepchnął człowieka z wozu 1), teraz odpokutował;
rycerz za pieniądze kupiłby wielki majątek i byłby wpadł w potę
pienie, obecnie się poprawi; pieniądze znalazł biedak, wręczył
spowiednikowi, który część mu oddał, resztę zaś rozdał „przebóg“
ubogim 12).
Motyw „dziwnych sądów bożych“ dwukrotnie występuje
u Reja: a) w wierszowanym „Wizerunku własnym żywota
człowieka poczciwego“ (r. IX 379—460, 1. wyd. 1558), b)
w „Zwierciadle“. W obu opracowaniach główne epizody są te
same, ale redakcja prozaiczna jest przejrzystsza, choć wstęp do
„przypowieści o dwu ślachcicach“ i dwu pustelnikach zapewne
będzie dodatkiem własnym Reja. Ogólny schemat tej wersji (D)
jest następujący:
Początkujący pustelnik trafia na zagadkowe miejsce w piśmie
św. o „sądach bożych“ (Dawid, ps. 35, 7 lub 138, 14; w Zwier
ciadle, 10 lat później: Paweł, Do Rzym. XI, 33), wtedy przychodzi
doń anioł w postaci starszego pustelnika i obiecuje ukazać „dziwne
sądy Pańskie“. Wędrują razem, anioł strąca z wysokiej skały
zgrzybiałego pustelnika (a) ; młody chce uciec. Wstępują potem
do dwu sąsiadów; anioł kradnie dobremu srebrny kubek (koflik)
(b), a syna jego strąca z kładki i topi (c) ; zły sąsiad wyszczuł
obu psami, ale anioł posłał mu ów kubek (d) ; w końcu anioł się
odkrywa i wyjaśnia cel swych czynów dziwnych. W pracach nad
twórczością Reja zwracano już uwagę na źródła tej „przypowieści“,
1) W tekście łacińskim: sługa matkę strącił.
2) W tekście łacińskim dodano moralizację dłuższą, której brak w pol
skim przekładzie.
L«d T. XXX.
7
98
lecz definitywnej odpowiedzi brak. Prof. S i n k o wymienił jako
jej źródło „przykład“ 80-ty Gesta Romanorum, dodając, że poeta
napisał tę legendę ze wspomnień, dlatego dobrze zacytował od
powiednie miejsce z pisma św. w Wizerunku (Dawid), gorzej zaś
w Zwierciadle (św. Paweł) 1). Faktycznie jednak Rej korzystał
chyba z wersji innej (nawet nie pierwszej, choć ujęciem niektórych
epizodów zbliża się do niej bardziej, niż do Gestów), a ponadto
cytat z św. Pawła (Do Rzym. XI 33) jest lepszy, dowodzi, że
poeta odniósł się z uwagą do owej przypowieści i przy pisaniu
Zwierciadła miał odpowiednie miejsce pisma św. przed oczyma.
Świadczy o tem bliższe zestawienie tekstów (Reja i pisma św.), co
tutaj pomijam, gdyż rzecz do wykrycia źródła nie prowadzi;
zresztą nie jest wykluczonem, że cytat drogi jest śladem jakiejś
wersji nowszej, którą poeta poznał później. Nieco bliżej prawdy
stanął prof. Bruchnalski, który zaznaczył, że „przypowieść“
owa „mogła mieć za źródło tak dobrze G. Rom., jak jakiś zbiór
kazań lub „Żywotów świętych“, specjalnie „Eremitów“*2), a więc
wspomnianą wyżej wersję pierwszą. W pożytecznem zestawieniu
„źródeł Rejowych“ Czubka, dodaném do wyd. Zwierciadła
z 1914 r. (s. 436), wyniki powyższe ujęto krótko, lecz zupełnie
mylnie: „Gesta Rom. (nieco odmienna wersja w „Historjach rzvmskich“, wyd. Bystroń...)uwaga dziwna, gdyż tekst polski „Historyj“ (nr. 4) jest dość wiernem tłumaczeniem Gestów (Oesterley,
nr. 80) i przedstawia wersję identyczną. Rej zapewne ko
rzystał z późniejszego zbioru kazań (p. Bruchnalski), n. p. Pelbarta (może z innego podobnego), w którym był epizod o strąceniu
pustelnika ze skały; zbiory te pozostają zwykle w związku z wersją
drugą (p. wyżej), choć zawierają już epizody dodatkowe.
Wiersz S. W i t w i c k i e g o , p. t. „Sądy boże“, opiera się
na wersji Reja, ale rozwija tylko epizod o strąceniu ze skały pu
stelnika starego, inne szczegóły pomija; autor powołał się wprost
na „Żywot człowieka poczciwego“3). O legendzie Hołowińs k i e g o (p. t. Krówka Jaremy) i opowieści St. Witkiewicza
(p. t. Jędrzej Cajka) wspomnimy przy końcu artykułu, kiedy
x) T. Sinko : Źródła przykładów Reja w „Żywocie człowieka pocz
ciwego‘. Rozpr. Ak. Umiej., t. 43 (28) s. 64 — 6. Kraków, 1906.
2) W. Bruchnalski, Rozwój twórczości pisarskiej M. Reja, s. 172.
Rozpr. Ak. Umiej., t. 44 (29). Kraków, 1908.
s) Stef. Witwicki:
Poezje biblijne, piosnki sielskie i wiersze
różne, s. 314. Paryż, 1836.
99
punkty styczne fabuïy ich z interesującym nas motywem wy
raźniej się zarysują.
W folklorze słowiańskim często są odmianki bliższe wschod
nich źródeł literackich, niż zachodnich, dlatego należy uwzględnić
jeszcze zabytki cerk. - ruskie i orjentalne. Na Rusi podobna le
genda występuje w „Prologu“ (na dzień 21 listopada; także w „Pateryku“) i była tu znaną już przed XIII w. Tekst jej opiera się na
:starej wersji greckiej, nieco odmiennej od źródła, które przełożono
w „Vitae Patrům“ (p. wyżej). Ponieważ tekst „Prologu“ podaje
niektóre epizody w ujęciu zbliżonem do wersji Koranu, przeto
przedstawia coś pośredniego między wersją muzułmańską
a zach. - europejską; zawiera on nadto wzmiankę o wielkiej sile
ascezy, co może być szczegółem najciekawszym, gdyż sięgającym
do przedsemickich źródeł aryjskich (p. niżej s. 115). Wersję „Pateryka“ przedrukował Drahomanow 1), nie bardzo różni się od niej
tekst „Prologu“ staroruskiego, który powtórzymy tu za Ponomarewem; legenda występuje w późniejszych odpisach, n. p. w Pro
logu Tereblańskim *2), włączano ją także do zbiorów innych, n. p.
•do „Izmaragdu“ (Szmaragd) ; por. rękopis bibl. Petruszewicza
z XVI wieku, nr. 69, k. 100 — 101, z którego dodajemy tu kilka
warjantów s).
O cy/taxT> Bo>KÍHXT> HencnblTaeMbiXT> (niezgłębionych).
Butne H’feKÎK oTxoflHHiCb Heptieifb, HcnojiHetrb bchkís n,o6poiffeTejiH, h MOJiiUue en TocnojteBH, rnarojia cmte: „Pocno^H,
jta>Kjtb mm, Ra yBtmn, mto cyrb cynoBe tboh pa3JiM9Hin?“ M coTBopn nocTb BejiHKb TOH pajtH BHHbi : u He npoHBH en/ty Borb,
noHe>Ke HemoutHO ecTb MejiOBf>Ky Bf>.naTH Toro. Oht> >ke nai<n
TOMA me ca (dręczył się postem), mojia Bora o TOMb. Xotíih >Ke
«sbIícthth eiviy Bon>, jta ca He TOMHTb 6e.Tb yMa, bjiożkh eiwy
TaKOBy Mbicjib: hth nocfeTHTH (pójść odv.iedzié) BeTxaro jteHMH
CTapua, jtajieae cyma orb Hero, Jta Bonpocwrb ero. ycrpoHBb
JKe nmuK), u noHjte kt> cTapuy. M nocna eMy Bon> aHreaa, bo
b Rozwidky, IV, 209.
2) Por. Jaworski j : Nowyja rukopisnýja nachodki w oblasti starinnoj karpatoruskoj piśmennosti XVI — XVIII wieków, s. 24. Praga, 1931.
Tamże (s. 93) wspomniano o tekście z „Otecznika-1 według rękopisu p. t.
Klucz (17)18 w.; k. 103).
s) Por. Świencickyj . Opys rukopysiw Nar. Domu z kolekcii A.
Petruszewycza, II, 14. Lwów, 1911.
7*
100
cßpast MepHopn3ua, h cp’feTt crapua pewe eMy: „rnl3 uneiiJH,
paße XpncTOBT>?“ Oht> íke oTBtmaBT,: „ko oht> cemy OTxonHMKy“. H Ton pene: „h a3T> yßo ct> Toßoio xomy mth ki neMy“.
M pajn> 6bicn> crapeivb (no)npyry, h nonnocra oßa BKyn'fe.
M nepBbiH jiehb uienma, oßmacra y ßorojnoßHBa Hf>i<oero
Mywa, h Taii npinMT> a, noHTH a bcjimh : anocra >Ke Ha cpeßpeH-fe.
ßjHonli (półmisku). M no (orb)aneHin >Ke, B3emT> anrejrb ßniono,
3aBep>Ke e bt> Mope : h neMajiem> ßbicrb cTapem> o tomt> BejiMH»
H oTTOjiii menma bo BTopbiii neHb, h oßHTacra y crpaHHOnpiHMpa MyłKa, HłKe h H03I3 HMa yMbiBT> h noßpli a nomu.,
kl yTpo xoTflmeMa u Ma otłhth, h tom Mywb npHBene kt> hhmb
enHHoaanaro cbiHa cBoero, na ßnarocnoBHTb h. AHrer.^ we
eMij OTpoMa 3a ropTaHb, h ynaBH e. Crapeub ke ott. yłKacTMx)
HHMTOłKe peae eMy. M omycTH a CTpaHHonpiHMeiyb, hhhto we
3Jia coTBopH HMa, noHełKe ßoarne ca Bora, na nepHiiy He 03Jio6htt>. M bt> TpeTiü neHb urenma, m He oßpliToara nwe ßu a
npiajrb: ejiHHO we oßp’feTOcTa nycrc nBopnme BeTxo. M cfenma
nont cfeHiio (w cieniu) najiaTbi, acTH naaauia, ewe HOiuame
öocMaHbi (yxpyrb xji’feßa, skiba chleba) cTapeiXb. Tane cfenameMa
i.Ma, bOCTaBT> aHrejn>, npenoaca ca, h Hana pa3pytuarH najiaTy
h naKH 3jiaTM K). Torna cTapeirb Haaa noHomaTH eMy (łajać go)
co thŤjBOMTj, h 3ai<JiHHaa, raaroname cnue: „aHrejn> jih ecn,
HJ1H ß^Cb, nOB'fejK.H b MH, a KO He BoWÎa n"fejia TBOpHUJH?“
H peae aHrem>; „na sito cotbophxt>?“ M pe'ie cTapeuT> : „BHepa
h OHoro nHe, awe noauia hu (którzy przyjęli nas) ßoronroßiibi
CHH, p,a OBaro ßniono yTonnjiT) ecn, a oboto cbrna ynaBHm>
ecn; a 3jffe HHMTOwe oßpf>TOxoMa2), hh ecTb monenl na KOMy
CTpoHuiH naJiaTy cito?“ Torna peae eMy aHrejrb: „He ähbh ca,
crapae, ceMy, hh ßjia3HH ca (nie gorsz się) o MH'fe ; ho nocnyuiaH,
fla TH nOBliMT.3). riepBblH, HłKe HaiO npÍaTT> MyłKT>, bo bccmt»
ßoroyronHO whbctt. ; ho ßniono, ewe 3aBeproxi>, ott. nenpaBjibi
noiiuio ßt> eMy, na He Toro pann ßniona M3ny cbok) noryßHTT>,
h 3aBeproxT> e bt> Mope, na th He nHBH ca o tomt>. A BTopbiři
MyłKT> Taxo łKe yronem> Bory: h auj,e 6bi khbt. ßbuiT, Manun
cbiHT> ero, to BenieMy 6bi 3Jiy xoTatue bhhobchtj 6i>ith, h cocynT> Henpia3HeHT>, toto panH 3anaBHXT> h, h B3axi> nyimo ero
'3a önarHHio1) orua ero, na toh cnaceT ca: na hh o ceMT. 6na3*) w rkp. Petruszewicza nr. 69 (k. 101) : OTb CTpaxa.
3) :b. o6p't>ToxoB't>, 3) aa Th noBeat.
101
ca, OTHe“. Peqe >Ke CTapeipb : „a 3&Ť,, bt> nycTOM'b M'fecTt,
HTO TBopHUiH, pa3pyiuaif najiaTy ciio h naKH co3r.aa$i io?“
M peqe aHrejn> : „UBOpa cero Myxcb (właściciel) ry6HTejfb (tyran)
ecTb 6bijn>, u oßHHutaB ovbujie. Atut >Ke ero 3H>Kna2) najiaTy
■cifO, bt> CT'feH'fe 3Jiaro 3a3.ua (zamurował), fla Toro pa.n,H pa30Phxt> io, na HHKTO >Ke 3jffe, Hiua 3JiaTa roro, norHÖnerb He
Bora pajtH, h jtyiua Ta ocyjtviT ca“. VI da H3rjiarojiaBT> aHrejii
kt> crapuy, u peqe emy : „mäh h Tbi, CTapqe, bt> KejiJiiio cbok)
«■bcnsro, a He TpywjtaH ch 6'e3T> yivia. rjiarojierb 60 flyxi>
CßflTbiH : cyno Be TocnonHn rjiyÖHHa MHora HeHcnbiTaeMa, h HenoBtnoMa qejiOBkKOAVb: na Tbi hxt> He nbiTaft (nie badaj),
řitcTb 6o TH Ha noj]3y“. M eia peicb aHrejfb CTapuy, bt. tomt>
qaet) HeBHnHMT. ßbicTb. Torna crapeipb yćca ca bcjimm, h noma ca ex<e ne ubiTara kt> TOMy o cynt>\i> Botkíhxt. HencnuTaeivibiXT.3), h o CMXT) noB'fenaa BctmT. M Tano cnace nymto cboio,
o TocnonH Bo3"fe Cnacfe Hauieivrb iHcycfe XpHcrfc4).
hm
Bardzo podobną legendę przytoczył Drahomanow z Dre
wniano Paterika (cap. XX5), który przełożono z rękopisu grec
kiego bibl. Synodalnej nr. 452, pisanego na pergaminie w XI—XII
wieku ®) : tekst znany był już Focjuszowi, sięga chyba do czasów
dawniejszych. Przekład Drahomanowa różni się od umieszczo
nego tuta j tylko w kilku szczegółach, np. a) brak wzmianki o wiel
kim poście pustelnika, b) anioł rzuca półmisek srebrny w po
wietrze (!), tu: do morza, c) anioł poprawia ścianę, aby właściciel,
człowiek zły, nie odkrył skarbu przodków, gdyż wzbogaciwszy się,
nękałby ludzi, jako ubogi zaś jest nieszkodliwy — tu zaś powie
dziano krótko, że dom poprawiono po to, aby szukający w ścianie
złota, nie znalazł potępienia. Niektóre odstępstwa mogą pochodzić
od tłumaczy pracy Drahomanowa na język ruski.
Wersja powyższa różni się od „Vitae Patrům“ w części po
czątkowej i co do epizodu ostatniego. Na początku zachowała się
ciekawa wzmianka, że Bóg odkrył pustelnikowi głębię swych
.„sądów“ dlatego, aby uwolnić go od nader ciężkich postów
*) 3a ąoópOTy
2) co3Hftan.
3) HeMCIIfalTaHblXI».
4) Ponomarew, Sławiano - russldj Prolog, s. 148.
5) Przekład rosyjski wydano w Moskwie, 1874.
®) Por. Rozwidky, IV, 209.
102
(ascezy), któremi popierał swą prośbę; (szczegół zrozumiały na
dawnym gruncie aryjskim, podobnie jak zachowanie ojca, który
widział, że mnich udusił mu syna, milczał jednak z szacunku dla
pustelników !). Epizod ostatni — przebudowa domu zagrożonegoupadkiem — nieznany jest wersjom zach. - europejskim i zbliża
nas do wersyj orjentalnych, n. p. Koranu, na które zwrócił już
uwagę Dunlop, Paris i Drahomanow.
Mahomet opowiada legendę dotyczną urywkowo i ta
jemniczo, wkłada ją też w usta samego Allaha. Wersja jego, znaj
dująca się w Koranie (sura XVIII „Jaskinia“ w. 64—81),.
brzmi następująco: (Mojżesz ze sługą szukali tajemniczego męża)
(64) „I spotkali jednego z naszych sług, którego obdarzyliśmy swą
łaską i nauczyli swojej mądrości. (65) „Czy pozwolisz mi“, rzekł
mu Mojżesz, s,iść z sobą, abyś mię pouczył w tem, czego ciebie sa
mego nauczono na drodze prawdy?“ (66) Ów odpowiedział:.
„Zaiste braknie ci cierpliwości, aby wytrwać przy mnie“. (67)
„Czyż bowiem zdołasz wytrzymać bez zapytania o to, czego niepojmiesz“? (68) „Jeśli Bóg pozwoli“, rzekł Mojżesz, „wytrwam
i nie przestąpię twego rozkazu“. (69) „Otóż gdy chcesz iść ze mną,
nie pytaj się o nic, dopóki sam ci tego nie powiem“. (70) Poszli
dalej we dwójkę, gdy zaś wsiedli na statek, ów (człowiek) zrobił
w nim szczelinę. „Uszkodziłeś statek“, rzekł Mojżesz, „czyż chcesz
zatopić załogę jego? Dokonałeś rzeczy przedziwnej“! (71) Ów
odrzekł: „A czy nie powiedziałem, że braknie ci cierpliwości, aby
wytrwać ze mną“? (72) „Nie karć mię, że zapomniałem o tem‘ ,.
rzecze Mojżesz, „i nie obarczaj obowiązkiem ponad siły“. (73).
I szli znowu, aż napotkali pewnego młodzieńca; ów (sługa boży)
go zabił. „Zabiłeś człowieka bez winy, na którym nie ciąży zbrod
nia, zaprawdę dokonałeś czynu ohydnego“ ! (74) „A czyż nie
mówiłem, że braknie ci cierpliwości, aby iść ze mną“? (75) Moj
żesz rzekł: „Jeśli cię tylko raz jeszcze o cokolwiek zapytam, już
nie pozwolisz mi być z sobą; oto moje usprawiedliwienie“. (76)
I poszli dalej, aż przybyli do ludu pewnego miasteczka; poprosili
mieszkańców o posiłek, ci jednak odmówili im gościny. Spotkali
tam mur, który groził upadkiem, ów zaś człowiek umocnił go.
„Gdybyś zechciał“, rzekł Mojżesz, „wziąłbyś nagrodę za to“. (77)
Ów (sługa nie wytrzymał i) rzekł: „Tu już rozstanie między mną
a tobą ! Wpierw jednak wyjaśnię ci to, co przeszło miarę twej cier
pliwości. (78) Co do statku, to był własnością biednych pracowni
103
ków na morzu; zepsułem go, gdyż blizko był król, który zabierał
każdy statek (dobry) przemocą. (79) Co do młodzieńca, to ro
dzice jego byli prawowierni; chcieliśmy, by ich nie pogrążył
w bezbożność i niesprawiedliwość. (80) Zapragnęliśmy, aby Pan
dał im syna lepszego i bardziej godnego miłości. (81) Nakoniec
co do muni, to jest on dziedzictwem dwóch sierót w miasteczku.
Pod nim spoczywa ich skarb, a ponieważ ojciec był sprawiedliwy,
przeto Pan zechciał, aby sieroty dorosły i odkryły swój skarb za
łaską Pańską. Nie uczyniłem niczego według swoich upodobań.
Oto wyjaśnienie spraw, których nie mogłeś scierpieć“.*).
Z trzech epizodów wersji powyższej (u) zepsucie łodzi, b) za
bójstwo młodzieńca, c) cudowna restauracja muru) pierwszy od
biega od opowieści „Prologu“ zupełnie, trzeci tylko częściowo.
Tutaj poprawiono mur poto, aby schowany w nim skarb pozostał
w ukryciu aż do czasu, kiedy wyrosną sieroty, które są prawnymi
dziedzicami jego; nie wspomniano też, jakoby samo odkrycie
złota zagrażało potępieniem. Epizod drugi jest w obydwu utwo
rach naogół dosyć podobny.
Już na podstawie porównania wersji „Vitae Patrům“ z Ko
ranem przyjmowano, że legenda ta wyszła z jakiegoś starszego
źródła wspólnego, w obu wersjach bowiem występują dwaj
wędrowcy, z których jeden dokonywa trzech czynów, dla drugiego
niezrozumiałych lub nawet oburzających, aż do wyjaśnienia po
budek, jakie znane są tylko istocie nadziemskiej. Tekst Prologu
(i Pateryka), zajmujący miejsce pośrednie między wersją Vitae
Patrům i Koranem, hipotezę powyższą znacznie popiera, rzuca on
tylko odmienne światło na kwestję pierwotnego źródła (por. niżej).
W Koranie zamiast pustelnika, któremu anioł odkrywa „sądy
boże“, występuje Mojżesz, a ponieważ wszystkie szczegóły, doty
czące osób znanych ze Starego Testamentu, Mahomet zapożyczył
z tradycji Żydów arabskich, przeto Gaston Paris odnosi do niej
także źródło legendy powyższej*2). Autor podkreślił dobitnie, że
Żydów niepokoiła ustawicznie sprzeczność, która zachodzi między
b Przekładu dokonał Dr. Fr. Machulski, współpracownik Uniw.
J. K., z oryginału arabskiego; uwzględniono też przekład Kazimirskiego
(2 wyd. franc, z r. 1844) i Henn in g a (u Réclama, nr. 4206 n, 1901), a czę
ściowo także tłumaczenie polskie J. Murzy Buczackiego; Koran II,
244 n., Warszawa, 1858.
2) Cf. op. cit. 172.
104
sprawiedliwością bożą, a biegiem spraw tego świata, w nim bowiem: „bywa sprawiedliwy, który ginie ze sprawiedliwością swoją,
także bywa niezbożnik, który długo żyje we złości swojej“ (Eccl.
VII, 15; p. też VIII 14 i i.). Odpowiedzi dawano różne; jedni kazali
schylić kornie czoła wobec faktów, inni tłumaczyli, że cierpienia
cnotliwych są rekompensatą za dawne grzechy, inni wreszcie uwa
żali je za próby przejściowe, które Bóg później w dwójnasób na
grodzi (Job, Tobiasz) i t. d. Na dowód, że przypowieść chrześci
jańska i muzułmańska wyszła z kół powyższych, dołączył G. Paris
pokrewną legendę z pism rabinistycznych, p. t. O Jozuem biu
Levi i proroku Eljaszu“ (bez podania źródła) *), którą powtórzył
też Drahomanow (za przekładem Levy’ego *2) ; opowiadanie znaj
duje się w zbiorze rabina N i s s i m a bin Jakob (z XI w.), który
prawdopodobnie pisał po arabsku3). Treść jego jest następująca Jozue długo błagał Boga, aby mógł ujrzeć Eljasza; kiedy ów się
zjawił, pragnął jeszcze widzieć jego czyny. Ponieważ Eljasz prze
czuwał, że zadziwi niemi Jozuego, przeto się zastrzegł, aby pod
karą porzucenia o nic się nie pytał. Wędrując wspólnie, wstąpili
wieczorem w dom biedaków; ci przyjęli ich z szacunkiem, jak
mogli najgościnniej, ale rano Eljasz się pomodlił i biedakom [jadła
krowa, jedyny ich majątek. Jozue się oburzył i zaczął pytać pro
roka o powód nieszczęścia, lecz zaraz zamilknął, gdyż przypomniał
sobie umowę. Na drugi dzień obaj wstąpili wieczorem w dom bo
gacza; choć ten zostawił ich bez wody i posiłku, rano Eljasz się
pomodlił i poprawił mu ścianę domu, której groziło rozsypanie.
Zdziwiony tem Jozue milczał, choć z trudem tłumił żal w sercu.
Wieczora następnego przybyli do synagogi, błyszczącej od złota
i ozdób; żaden z bogatych wielmożów nie zaprosił ich jednak
do siebie, obaj zostali więc na miejscu o chlebie i wodzie. Kiedy
stąd odchodzili, Eljasz rzekł: „Niechaj Bóg uczyni synów waszych
wodzami“. Jozuemu było obecnie jeszcze trudniej powstrzymać się
od zapytania. Idąc dalej, przybyli do miasta, w którem przyjęto
ich wspaniale-* dano obfite jedzenie i napoje, dla spoczynku wy
brano najlepsze komnaty, wogóle okazywano im cześć najwyższą.
Rano Eljasz się pomodlił i rzekł: -„Niechaj Bóg jednego z waszych
*) Ibid. 174.
2) Revue des Études juives 8, (1884) 64; Rozwidky, IV, 212 n.
s) Bolte-Polívka; Anmerkungen... IV, 325: B. Heller zalicza
ów zbiór do literatury arabskiej, a raczej żydowsko-arabskiej (Lipsk, 1930).
105
synów uczyni wodzem“. Nie wytrzymał dłużej Jozue i zawołał:
„Czyż to jest istotnie Eljasz, posłaniec boży, któremu towarzy
szę“!? On zabił krowę biedaków bogobojnych, umocnił zaś dom
bogacza niegościnnego, nieużytym mieszkańcom miasta obiecał
najwyższe godności, gościnnym zaś klęskę“. „Wszak ci mówiłem“,
odrzekł prorok, „że nie będziesz mógł długo ze mną przebywać“!
„Opuszczam cię, ale naprzód wyjaśnię swe czyny, na które się
oburzasz, a których dokonałem z polecenia bożego. Biedak miał
stracić żonę, którą kochał nad wszystko; krowa posłużyła jako
■okup za jej życie. Bogacz znalazłby był w czasie naprawiania
muru skarb wielki, który obecnie długo pozostanie w ukryciu.
Mieszkańcom pierwszego miasta obiecałem dużo wodzów, będzie
to dla nich nieszczęściem, gdyż tam, gdzie jest wiele wodzów,
wszystko upada; drugim obiecałem tylko jednego wodza dla ich
dobra własnego, bo gdzie jest jeden naczelnik, tam panuje ład
i dóbr}- rząd“. Eljasz zniknął, Jozue zrozumiał teraz jego postępki
i dziwne sądy boskie.
Zamiast Mojżesza występuje tu Jozue (żył w 3 w. po Chr.);
czy możnaby stąd wnosić, że tajemniczy towarzysz w wersji Ko
ranu zastąpił Eljasza? Gaston Paris odpowiada w tej kwestji
twierdząco, dodając, że właśnie Mojżesz (w Koranie) i Jozue
(u Nissima) są czemś wtórnem; imiona ich wstawiono do powyż
szych legend później zamiast osoby nam nieznanej, która towa
rzyszyła Eljaszowi. W legendach muzułmańskich późniejszych
występuje C h i d (z) r jako tajemniczy towarzysz Mojżesza, przy
pisano mu więc rolę podobną do Eljasza w wersji Nissima. Ko
mentatorzy Koranu podają do tej legendy znaczne uzupełnienia,
n. p. T a b a r i (f 923) 1). Z jego opowieści wspomnimy tylko
jeden szczegół dodatkowy, wtrącony po epizodzie o uszkodzeniu
statku. Mojżesz przeprosił Chidzra za pytanie, wtem nadleciał
ptak i usiadł na krawędzi statku; nabrał potem wody do dzióbka,
znów ją wylał do morza, siadł wreszcie na maszcie i śpiewał.
Chidzr zapytał Mojżesza, czy rozumie mowę ptaka? Po odpowiedzi
negatywnej rzekł: Ptak śpiewa, że na statku są dwaj słudzy Boga,
-1) Odpowiedni wyjątek z T a h a r i’e g o przytoczył G Rosen w do
statkach do przekładu Mesnewj poety Runii’ego; p. Meisterw. orient.
Literaturen I 218. München, 1913. Drahoraanow przedrukował wstęp do tejże
legendy według W eila, Bibi. Legenden der Musalmänner (Frankfurt n. M.,
1845J; por. Rozwidky IV, 206 — 7.
106
którym tenże udzielił swej mądrości, ale wiedza ich pozostaje w ta
kim stosunku do wiedzy bożej, jak kropelka, którą miałem w dzió
bie, do wód morskich ’). Porównanie spotyka się też z pewną
zmianą u ojców kościoła, ubocznie zaś można dodać, że tę samą
myśl wyraził pięknie Mickiewicz w 10-tej strofce wiersza
„Rozum i wiara“:
„Rozumie ludzki ! tyś mały przed Panem,
Tyś kroplą w Jego wszechmogącej dłoni;
Świat cię niezmiernym zowie oceanem
I chce ku niebu na twej wzlecieć toni“.
W innej legendzie Mojżesz jest widzem czynów, dokonanych
nie przez anioła, ale przez ludzi, którzy, ulegając swym ślepym na
miętnościom, mimowoli wypełniają sądy boże. Taką jest opowieśćZacharjasza el-Kazwini (f 1283) w dziele „Adżaib elmachlukat“ (Dziwy natury), którą przytoczył G. Paris, nadmienia
jąc o podobnej wersji Talmudu. Treść legendy Kazwiniego nastę
pująca: Mojżesz chciał oglądać sądy boże, ukrył się więc na górze,
pod którą płynął potok. Spostrzegł tam jeźdźca, który pił wodę
u źródła i zgubił woreczek ze złotem. Gdy ten odjechał już, szedł
tamtędy pewien owczarz i złoto zabrał. Później zbliżył się doźródła jakiś starzec, usiadł, wyjął chleb suchy i zwilżając go,,
z trudem przegryzał. Jeździec po pewnym czasie zauważył zgubę
i wrócił do źródła; gdy złota nie znalazł, podejrzewał starca
o ukrycie i domagał się od niego zwrotu. Ów się daremnie za
klinał, że niczego nie znalazł, o niczem nie wie, gdyż jeździec na
legał nań dalej, a wreszcie dobył szabli i w gniewie go zamordo
wał. Przerażony krzywdą tą Mojżesz dopiero z ust Boga usłyszał
prawdziwy stan rzeczy i spostrzegł, że wszystkim stało się według
słuszności*2). Powyższa legenda dostała się później na Zachód,
por. streszczony wyżej (s. 97) „przykład“ 127-y z Gestów (Bystroń,.
nr. 18), a także opowiadanie bułgarskie: „Prorok nad źródłem“.
*) G. Rosen, op. cit. 223. Na tle porównawczem postać Chidzra scha
rakteryzował K. Völlers, który jako zdobycz nauki nowszej podkreślił za
leżność Chidzra od Gilgamesza z epiki starobabilońskiej (Archiv für Religionswiss. XII, 273, Lipsk 1909). Por. nadto uwagę o leg. muzułm., że 4 proroków
żyje do dziś: Eljasz i Chidzr, Jezus i Enoch (ib. 260 n.); o Eljaszu i Enochu
wiemy to też z apokryfów chrześcijańskich, a także z folkloru słowiańskiego.
2) G. Paris, op. cit. 177. Przekład całej legendy por. Rozwidky IV,.
232 — 3.
:o7
Ostatnie przytoczył Drahomanow, a streścił dokładnie Grabow
ski 1), zaznaczymy stąd tylko niektóre szczegóły.
E 1 j a s z (nie Mojżesz) udał się do Boga ze skargą na nie
sprawiedliwość wśród ludzi. Z polecenia bożego ukrył się potem
w dziuple koło studni i widział historję podobną do powyższej.
Na drugi dzień otrzymał od Boga wyjaśnienie, nieco odmienne
jednak niż Mojżesz: jeźdźiec zdobył pieniądze w rozbojach, przed
paru laty właśnie od ojca pasterza zagarnął 300 owiec; nędzarz
zawsze był zły i niepoprawny, obecnie wysłany był przez zbójców
na przeszpiegi do pobożnego gospodarza, którego chciano obrabo
wać, jeździec myślał już o poprawie, teraz zaś zabierze się do po
kuty. Eljasz zrozumiał wszystko i nigdy więcej nie narzekał; jak
kolwiek się działo, mówił: taka jest wola boża 12).3
Echem podobnej wersji jest legenda ruska z pow. kosow
skiego p. t. Muka czerez hroszi, którą Hnatiuk odniósł ogólnikowo
do „Gestów“ (w paralelach;. Treść tej krótkiej opowieści nastę
pująca :
Św. Piotr widział, że jakiś pan spoczywał koło studni i za
pomniał tam worek z pieniądzmi. Znalazł go żebrak („kalika“)
i poszedł, a na to miejsce siadł potem inny starzec. Pan przy
pomniał sobie o pieniądzach, wrócił konno i domagał się od dru
giego żebraka zwrotu. Choć biedak się zapierał, pan go męczył
i przypalał żelazem, aż na śmierć go zadręczył. Św. Piotr opo
wiedział wszystko Bogu (Jezusowi), który mu rzekł: „Ten, co
wziął pieniądze, chorował 40 lat, nie mógł nic zarobić, dałem mu
„szczystie“; drugi kaleka był dawniej zbójem, nie jednego on tak
zadręczył, teraz spotkała go kara s).
Opowieść uległa znacznemu uproszczeniu, jednak wyraźny
jest jeszcze związek z wersjami wschodniemi, przytoczony przez
Hnatiuka „przykład“ z Gestów (nr. 127) zostaje z nią tylko w dalszem pokrewieństwie.
Znacznym modyfikacjom uległ ten motyw w opowieści z Su
walskiego, p. t. O dziwnych sądach boskich, zapisanej przez Giegużyńskiego. Treść: Podróżującego wielmożę zastała noc w pusz
czy, rozkazał więc służbie rozłożyć ognisko i nocować w lesie.
Przed świtem wyruszył dalej, a w pośpiechu zapomniał szkatułkę
1) Por. wyżej s. 90, uw. 2).
2) Por Rozwidky IV 202 — 205, 232.
3) Etnogr. Zbirn. XII 98, nr. 118 (Lwów, 1902).
108
z pieniądzmi. Tą samą drogą przechodził wkrótce bartnik, zoba
czył ślady ogniska, przysiadł tam, aby się ogrzać, a trafiwszy na
szkatułkę, zabrał ją i odszedł. Nieco później zbliżył się do miejsca
słynny zbójca, a widząc resztki dobrej kolacji, klął siarczyście, że
się spóźnił i puścił z rąk łup znamienity. Wielmoża zauważył po
drodze brak pieniędzy, wysłał po nie sługi na koniach. Ci przy
byli galopem, a zastawszy rozbójnika, obezwładnili go znienacka
i zażądali zwrotu pieniędzy. Daremnie się wymawiał i przeczył,
męczono go okropnie, a wreszcie powieszono na suchem drzewie.
Bóg ukarał w ten sposób zbójcę i pana - zdziercę, nagrodził zaś
bartnika poczciwego, który „nietylko swoich barci doglądał, ale
też cudze chronił od szkody i zimą przykrywał“ 1). Opowieść, za
stosowana do przyrody słowiańsko - litewskiej, łączy się z wersją
wschodnią, która oczywiście została już nieco przerobioną; zna
mienny jest szczegół o bartniku .
Wpływy wschodnie, u Słowian dosyć częste, są faktem zro
zumiałym ze względów historyczno - geograficznych. Występują
one szczególnie w folklorze ruskim, w którym są nadto ślady
głębszych wpływów orjentalnych. W nauce rosyjskiej oddawna,
uznano ich znaczenie, nieraz podkreślano nawet nadmiernie (Stasow). Polska, pozostająca w łączności z kulturą zachodnią od cza
sów bardzo odległych, pierwotnie była również w orbicie wpływów
orjentalnych. Okaże się to szczególnie z analizy folkloru n. p. pod
halańskiego, a echo tych wpływów widać też w „Sabałowej bajce“.
W baśniach i legendach dwustronny wpływ kulturalny wyraził się
czasem w połączeniu szczegółów starszych z nowszemi t. j.
w skrzyżowaniu wersyj wschodnich i zachodnich. Bardzo ciekawy
przykład takiego skrzyżowania widzimy w ruskiej przeróbce mo
tywu „dziwnych sądów bożych“ J. F e d’k o w y c z a , na którą
dotychczas nie zwrócono bliższej uwagi. W świetle przytoczonych
poprzednio tekstów wschodnich i zachodnich można wydzielić
składniki jej dosyć przejrzyście; obok epizodów głównych, które
są typowo zach. - europejskie (podobnie jak w „Vitae Patrům“,
u Jacque’a de Vitry, a szczególnie w przeróbce Juniora: Scala coelij ;i
zachowały się w niej ponadto szczegóły, które przypominają wersję
Koranu lub rabina Nissima. Twierdzenie uzasadnimy najkrócej
1 ) Kłosy, VII, 174, nr. 170. Warszawa, 1868. (Na str. 169 dodano od
powiedni rysunek A. Zaleskiego).
109
przez podanie tekstu przypowieści, która zresztą niebardzo jest
dostępna czytelnikom *) ; dla ułatwienia składu używamy alfabetu
łacińskiego, co zresztą czynił chętnie także sam poeta.
Prowid Bożyj (pryczta).
,,Buw toto sobi odèn czołowik, i to dobryj, pràwednyj, myłoserdnyj czołowik, ałe maw totù odnù zmazu na sobi, szczo
w odnô a w odnö (zawsze) Bohu dorikàw, szczo Boh i se i te ne
tak robyt, jak by sia hodyło. — A Boh myłoserdnyj postanowvw
sobi jehô popràwyty, bo to buw, jak ja wże kazàw, czołowik do
bryj, a za dóbroho czołowika Boh nikoły ne zabuwaje.
I tak stało sia, szczo toho czołowika zakortiło w świt, aby
wýdity, szczo u switi robyt sia, ta czy i tam Boh tak ne robyt,
jak by sia hodyło. Ot win i piszów; ałe szcze win dałeko ne zajszów, aż tut zdohaniaje jehô odèn mołodyj, choroszyj, wesełyj
pàrubok, taj każe do neho: „Sława Isusu Chrystù“! — ,.Wo wiky
sława! A kudà Boh prowadyt łeginiu“? — „Ot idù u świt, abv
świta wydity“. — „I ja toho samoho piszów u świt, to może by
my stowaryszuwałyś“? — „Z ochotow; ałe ja znaju, szczo ty zo
mnow ne schoczesz towaryszuwaty, czołowicze, bo ja u dorozi duże
dywàk wełykyj“. — „Ta jakyj to z tebe dywàk“? — „Takyj, szczo
ja u dorozi lublu usilaki figli wystrôjuwaty, a mij towarysz ne
smije mené nawiť zapytały, czomù ja se tak abo siak wystroiw,
bo ja zaraz berù i jemů hołow (głowę) utynaju! A ynàk to ja takyj
wirnyj ta szczyryj towarysz, jakoho w switi poszukały; ne łyszu
tebè ni w pryhodi ni w slàbosty, ni u nijakim trafunku“! — „To
my sobi towàryszi ‘ ! każe czołowik podajuczÿ pàrubkowy ruku,
„bo szczo mené maje to obchodyty, szczo ty budesz u dorozi robyty ? Ahý ty meni łysz ynàk dobryj towarysz buw“. Ot uziały
sia, taj piszły.
Idùt ony szczo idùt, idùt szczo idùt, aż tut stało wże i weczerity; a czołowik każe do pàrubka: „Dęby my perenoczuwały, towàryszku“? — „U korczmi nie“, każe pàrubok, „bo ja w korczmi
szcze z rodu ne noczuwàw; ałe prosim sia u jakoho bohàtoho
Drukowana w „Biblioteci dla mołodiży“ 1888, stąd zaś w drugim tomie
zbiorowego wydania dzieł Fed’kowicza (s. 450 — 5, wyd. Al. Kołessa, Lwów,
1902); w wyd. Romańczuka (Ruska pyśmennist’ XI 1 i XI 2, Lwów, 1914,
1928) brak lej przypowieści. Akcent zaznaczyliśmy tylko wtedy, gdy różni się
od polskiego.
110
gospód aria na niez, ot choťby i w ottij tam krajnij chati. Tam,
zdajeś, ne aby jakýj gospodar’ prożywaje“. Ot i powernuły ony
do toho gospodaria.
Gospodar’ pryjmyw ich duże fajno, tak szczo kraszcze ne
może buty. Kazàw im dobre wystełyty, pokłasty pered nych sutu
weczeru, sam utoczyw zbanok wynà, nasypaw hostiam po
szklanci, a dla sehe zdojmýw z połyci wełyku zolotù czarku, taj
pjut usi try, a gospodar’, lubùjuczy swojù czarku, każe do hostiw:
„Siu czarku, hosteńky lubi, podaruwàw meni nasz pokojnyj didycz toi dnyny, koly ja sia żenyw. Dobryj to pan buw — daj jemù
Boże carstwo — a ja jeho tak lubyw, szczo sia czarka musyt koło
mene kożdoi noczy na stoli stojatý, bo meni sia wydyt, szczo
ja by bez nei nawit’ oka ne zażmuriyw. — Ale tepèr lahajmo prypoczyty, bo wy matbuty trudni, ta i ja riyni do woli narobýw
sia“ Ot i polahały wsi try. Ale drùhoi dnyny dôswita budyt pàrubok po tychońku swoho towàrysza taj szepcze mu w ucho:
„Utikajmo, czołowicze, ałe utikajmo chutko. doky szcze wsi
spiat’“! — „A to czomů“? pytaje czołowik zadywôwanyj. „Bo ja
ukràw zolotù czarku“ (a).
„A to czomù“, chotiw czołowik pytaty, ałe umöwk, bo nahadáw sobi, jaká meży nymy umowa buła.
Ot i wykrałyś tychońko z chaty taj piszły dali. Ałe drùhoi
dnyny, jak stało weczerity, pytaje znów czołowik pàrubka: ,,A de
my sei noczy zanoczujem, towàryszku“? — „Tamtoi noczy“---każe pàrubok — „my noczuwały u bohaezà, a sei noczy hodyt sią,
abych (!) u bidnoho perenoczuwały“. Ale kwapmo sia, bo zaraz
bude taká zływa, szczo świt topyty me! Ot uże i nakràpuje!...
Powernuły ony do odnoi bidnoi chatky, a gospodar’ pr(,)tyw nych
z kosturom: „A czoho tut, siaki taki wołociuhy? Może na niez?
Ja takým prochodanam, jak wy, zaraz tak wýstelu otsèw buczahow, szczo aż do nowych winykiw tiámyty mete! Ruszte, zaberajteś“! „Zmyłujteś, gospodariu czestnyj“! mołyt pàrubok, „chyba
ne wýdyte, szczo zaraz hikaty me jak z wedrą!? Deż nam tepèr
bidnu swojù hołow prytułyty“?... „To liźte tam do prymchy
u chliwèc, ta diàkujte Bohu, szczo ja nyni döbroi woli, a to by
ja wam zaraz“... Taj zabih u chatu, bo doszcz i sprawdi zaczàw
sýpaty jak z wedrà, a to tak, szczo naszi podorożni z tiażkow
bidow u chliwèc pozapychałyś.
111
Drùhoi dnyny wylizły ony z chliwcià, a gospodar’ wże ich
dożydaje. „Jakże wam spałoś“? huknůw. „Hospodu myłoserdnomu diàkuwaty, a wam bodaprosty (Bóg zapłać), gospodarki
czestnyj, duże dobre! A za wasze czołowictwo pryjmit — łaskawy
buďte — wid nas otsiù zołotti czaszu w dar! Bo to wełykoi reczi
wart, hostia pid swij chałasz pryjmyty, a szcze pry takij łychij
hodyni, jak znoczy (wieczorem) buła“! (b).
Gospodar’ zasoromyw sia taj chotiw szczoś widpowisty, ałe podorożni wkłcnyłyś nyzeńko taj piszły sobi dali. A trètoho wèczera
pytaje znów czołowik pàrubka, de noczuwaty mut, a pàruboK
każeT „Sei noczy, towàryszku, zanoczùjemo u samoho wijta. Tut
nam bude lipsze szcze, jak pered toi noczy, bo wijt — szczo dobryj,
szczo szczyryj, a szczo hoslepryjemnyj, jak ridko“! I jak pàrubok
kazàw, tak sia stało: Wijt pryjmyw hostiw lipsze, jak swojù rodynu, pokazàw im swoi ubrani switłyci, swoi nabyti komory,
zèmnyky, zahveby, stajni, stodoły, a na reszti pokazàw im i swoho
małoho synkà - odynakà, kotroho lipsze lubÿw, jak swoi oczy,
jak swojù duszu, jak swoje zdorowie, i bez kotroho win ni pobbidaw, ni poweczeraw, ba nawiť i spaty ne lah.
Ałe u noczy budyt pàrubok swoho towàrysza, taj każe:
„Utikajmo, czołowicze“! „A to czomù znów“? pytaje czołowik.
„Bo ja zaduszýw wijtowoho synkà. — Chodim“! (c).
Drùhoi dnyny buła nedila. Naszi wandriwnykÿ idùt po pry
odnů stařenku, małeńku, derewianu cerkowciu, a ezołowik każe
do pàrubka: „A szczo, ne powèrnemo trochy do cerkwy? Mené kor
ty' Bohu pomołytyś. A choť cerkow szcze zaperta, to można i u po
roba mołytwy zhoworyty i pokłony wybyty“. „Chodim“! każe
pàrubok. Ałe doky czołowik mołytwy howoryw, a pàrubok distàw — nit wisty widky — kilka wichtiw sołomy, wyjmyw sirnýk
i pidpaływ cerkow z usich bokiw. Wohoń zaczàw bùchaty, a pà
rubok każe do czołowika: „Teper że utikajmo szwydko, doky lude
powslajùl/ahy nas u seli ne wydiły“! (d).
A na weczer zajszły ony, ałe wże ne do seła, a do odnoi pustoi
korczmy, szczo sama u poły stojała. Tut wÿdobuw pàrubok —
nit wisty widky — krest, dwa lichtari, dwi wełyki swiczky, zażoh,
upáw na kolina, ta jak stane Bohu mołytyś ta pokłony byty!..
Tak jeho i ranok zachopyw (e).
A czołowik każe tohdý do pàrubka: „Łeginiu“! — każe —
„towarysz jeś meni za towarysz, ałe ja z tobów dali ne pidu, bo
112
ne możu na twoje také swawilstwo dywytyś. A choť ja tebè ne
smiju pytały, na szczo ty se abo te zrobyw, bo taká buła nasza
zhoda, to zroby ment choť tu odnù łasku ta skazy meni, chto
ty je“?
:«vi'
.Zażmury oczy“! każe pàrubok. Czołowik zażmuryw sia.
„Podywý sia“! Czołowik podywÿw sia, — a pered nym stoit anhił, krasnyj - krasnyj ! sto raz kraszczyj, jak jehô w cerkwàch
malujut, i każe do neho: „Pytaj sia tepèr, szczo sam choczesz“! —
„Ty chto“!? „Słaba Bożyj, Hospodom prysłanyj, aby tebè nawczyty“. „I na szczoż ty u toho dôbroho gospôdaria zołotyj kubok
ukràw“? — „Bo by sia buw nym bawyw, aż doky by buw sia ne
rozpýw, z toho majetok utratyw, a na ostanku żebranym chlibom
piszöw“! (a1). — „A na szczoż ty takyj dorohyj kubok tomu rozbyszaci podaruwaw, szczo nas u kuczu zapchàw“? — „Po persze
na te, aby zasoromywś, bo takyj sorom je persze likarstwo dla
duszi. A po druhe na te, aby usihdy, jak jakyj podorożnyj pryjde,
sobi hadàw, szczo i wid seho darunok distane. Takým sposobom
prywykne win błahotworyty, a chto do toho raz prywykne, chto
nebesnu solodisť, kotrà u tim łeżyt, raz pokosztuje, toj uże ne po
necháje toho nikoły“ (b1).
„A dla czohoż ty tomu preblàhomu wijtowy jeho jedynu
'radist, jeho jedynu dytynu zaduszýw“? „ Bo win by buw toho
chłopcia na ninaszczo rozpestyw, a to tak, szczo z neho by buw
zrobyw sia najbilszyj łedaszczo, kotryj by buw swoho witciá ubýw
i na szýbenycy zawýs“ (c1).
„A dla czohoż ty dim Bożyj, swiatù cerkow zapaływ“? —
„Aby sobi hromada nowù, krásnu i wełyku pokłała. Bo to je
hańba ciłoho świta, aby u seli korczmjý jak pałacy krasuwałyś,
a cerkow aby stojala hirsz toi kuczi, u kotrij my drùhoi noczy noczuwały“ (d1).
„A na szczoż ty u sij ochàblynij korczmi cilù niez tak szczyro
Bohu moływ sia“? — „Czyż ne buło za koho? Bo deż bilsze bezzakonyj, de bilsze hrichiw tworyt sia, jak ne po korczmàcb? Tut
bje„ zbytkuje, krowawyt syn witeià, dońka mamu, czołowik żinku,
brat, brata, towarysz towàrysza. Tut sudyt, obhowóriuje, czornyt
hromada naczalstwo, starszynù, starszynà hromadu. Tut wiażut
sia puty usemu złodijstwu, ubijstwu, rabiwnyctwu, neczystoti
i usemu pluhawstwu. — Za tych ja sia tak szczyre Bobu moływ
i jehô blahàw, aby ludy uże raz spamiatałyś“ (e1).
113
Tak kazàw anheł boży j i znemediw, o czołowik piszow do
domu i wże bilsze na Boha ne narikàw, bo piznàw, szczo „neizslidymi suť puty Hospodni“.
Związek tej „przytczy“ z jakąś wersją zach. - europejską mo
tywu „Anioł i pustelnik“ jest niewątpliwy, trudno jednak oznaczyć
ją ściślej. Sam wstęp paraboli wskazywałby na pokrewieństwo
z wersją drugą; por. początek jej u J a c q u e’a de Vitry:
Cum quidam heremita, spiritu blasphaemiae temptatus, cogitaret
quod non essent justa Dei judicia qui malos prosperari sinit et
bonos affligit, angelus Domini in specie hominis appareils ei, dixit:
„Sequere me...“ (cf. wyżej s. 95; tekst WZ wedle Vitae Patrům,
s. 92 n.fi 'treść z Gestów, s. 96). Z pięciu epizodów Feďkowicza
/a) kradzież czary, b) darowanie tejże, c) zaduszenie dziecka
u wójta, (!) spalenie cerkwi starej, e) modlitwa w karczmie/
czwarty znajduje odpowiednik w przeróbkach wersji dru
giej, n. p. w Scala coeli: e) spalenie mienia klasztornego (p. wyżej
s. 96), choć usprawiedliwienie czynu świętokradzkiego podano tam
inne, anioł chciał pozbawić mnichów bogactwa i przywrócić ich
do dawnego pobożnego życia 3).
Wydawcy dzieł Feďkowicza twierdzili (II 455), jakoby pa
rabola ta była osnuta na opowieści ludowej (o aniele towarzyszu
lub słudze), w dalszej linji na Gestach. Jednak wersję Gestów
przypomina tylko drobny szczegół epizodu b) — że bogacz nie
gościnny (tu biedak (!), chyba przez pomyłkę) umieścił podróż
nych na nocleg do chlewa — zresztą porządek zdarzeń od
mienny; co do legendy o aniele na służbie, z którą możnaby łączyć
epizod e) o modłach w karczmie, por. niżej.
Stosunek wzajemny obu wędrowców jest echem wersji Ko
ranu lub Nissima. Tajemniczy sługa Allaha (Chidzr) lub Eljasz
pozwala iść z sobą tylko tak długo, póki Mojżesz (lub Jozue)
nie zapyta o powód dziwnych czynów (por. wyżej s. 102, 104) ;
w „przyczcie“ Feďkowicza anioł „dziwaczy14 i również zabrania
się pytać, ale pod karą znacznie groźniejszą. Niektóre rysy są
zapewne wytworem samego poety, n. p. huculski koloryt bytowy
i uwagi moralizatorskie.
Okazy skrzyżowania wersyj cerk. - ruskich z zachodniemi
warjantami (n. p. polskiemi) spotykamy już w zabytkach ruskich
z XVIII wieku. Ciekawy typ przedstawiają w tym kierunku opo-1
1) Inne wersje epizodu o podpaleniu mienia, por. Rozwidky, IV, 245.
Lud T. XXX.
8
114
wieści zbiorku Chitarskiego (Stryj), n. p. „Słowo o jed
nom pustelniku, kotorvj chotieł zwiedati sudjew bożich...“ za
wiera tu aż szgść epizodów: a) uduszenie dziecka, b) wy
rzucenie półmiska srebrnego do morza (por. Prolog), c) kra
dzież puharu złotego, d) darowanie tegoż skąpemu, e) strą
cenie mnicha z mostu, i f) przebudowa domu; w końcu
e) strącenie mnicha z mostu, i )') przebudowa domu; w końcu
obszerny wykład tych czynów 1). Na pierwszy rzut oka widać już.
że epizod drugi i szósty zostały wzięte z jakiegoś tekstu cerk. - ru
skiego i włączone do wersji zachodnio - europejskiej, znanej auto
rowi zbiorku zapewne w języku polskim. Legend zbiorku Chitar
skiego dotąd bliżej nie zanalizowano, choć przedstawiają rzadki
okaz przeróbek tekstów zachodnich do potrzeb greko - katolików
czy prawosławnych. Ubocznie wspomnę, że wzięty z Wielkiego
Zwierciadła „przykład“ (rozdz. Pokuta, nr. 9) p. t.: „Kuszony
dziwnie od szatanów pokutujący, za jednę noc cztery korony za
służył" (= WZ1 875, nr. 887, WZ12 909, nr. 1277, WZ3 688, nr.
1334 i t. d.), w zbiorku Chitarskim zaopatrzono napisem: ..Słowo
ot paterika (!) o pokutie“, a tenor opowieści zmieniono, gdyż
rycerzem kuszonym jest już „Lach“, który przy pomocy św. Antonija odbył pokutę, zwyciężył czarta i otrzymał aż siedem koron
w niebie (nie cztery!), a w końcu „stał w ruskuju wieru i totu
cerkow okrasyw rozmaito“. — Współżycie wiekowe zbliżyło więc
oba narody, gdy bowiem w t. zw. Kronice Nestora (pod r.
1074) jeden z mnichów widział tylko „biesa w obrazie Lacha“(!) —
i gorliwie pomagał braciom ratować się od niego — tu Lach przy
brał już postać bohaterskiego zwycięzcy czarta (!) i dobro
czyńcy cerkwi2).
III. Drugi motyw „Sabałowej bajki“ i jego krewniacy w folklorze
i literaturze.
Cerk. - ruska wersja motywu „dziwne sądy boże“, przyto
czona wyżej z Prologu, stanowi ogniwo pośrednie między odmiankami zach. - europejskiemi a orjentalnemi (arabsko - żydowskiemi). Badacze się godzą, że źródłem motywu był wschód, różnią
1) Por. Hnatiuk, Legendy z Chitarśkoho zbirnyka (Zapysky N. Tow.
im. Szewczenka, XVI, 31), Lwów, 1897.
2) Autor WZ wskazał źródło tej legendy w Scala coeli J. Juniora;
warjant odmienny, wzięty z É t. d e Bourbon, nr 37 (— Specul. morale
2, 1, 13, 756 E), podał Wesselski; Mönchslat., nr. 88 Por. też Köhler,
Kl. Schriften II 213 — 20.
115
się tylko co do lokalizacji ściślejszej; jedni bowiem wywodzą go
z literatury żydowskiej (Gaston Paris), drudzy z arabskiej (Lévy),
a niektórzy skłonni są uważać go za wytwór chrześcijański (pu
stelni egipskich; Ponomarew, op. cit. 212). Tekst „Prologu“, bez
wątpienia oparty na starszych źródłach greckich, zachował jednak
ślady wschodu dalszego, aryjskiego. O przedsemickim początku
naszego motywu mogą tu świadczyć: a) wielkie znaczenie postu
(ascezy), b) stosunek ludzi świeckich do mnichów (pustelników);
cl', wyżej s. 102). Wzmianka o poście niezwykłym, który skłonił
Boga do odkrycia pustelnikowi rzeczy śmiertelnikom niedostępnej
(„he moszczno czełowieku wiedati togo!), jest zapewne echem
poglądów bramińskich, wedle których asceza pustelników napawa
niepokojem samych bogów. Również znamiennem jest zachowanie
się ojca, który patrzył na śmierć jedynaka swego z ręki pielgrzyma
(anioła), ale zupełnie jej nie przeciwdziałał (nicztoże zła sotwori
im, poneże bojasze sia Boga, da czerncu ne ozłobit !). W jakiej po
staci wyraził się ten motyw w literaturze indyjskiej, irańskiej albo
w przeróbkach buddyjskich, wskazać, niestety, nie umiemy, zwró
cimy tylko uwagę na częściowe pokrewieństwo między motywem
,,o ukaranym aniele“ (starsza wersja motywu „o dziwnych są
dach bożych“), a przygodami Asmcdeusza ż Salomonem, które
Wesełowski, znakomity uczony rosyjski, wywodził z legend
o królu Wikramaditji (Wikramaczaritam), a właściwie z ich
pierwowzoru 1).
W Talmudzie babilońskim, który opisuje schwytanie
demona Asmodeusza przez Benaję, wojewodę Salomona,
wyliczono m. in. następujące dziwne przygody: Asmodeusz, kiedy
go prowadzono do Salomona, potarł się o palmę i złamał ją, po
dobnie rozwalił dom i t. d. Spotkawszy potem ślepca, który się
zabłąkał w ciernisty zagajnik, Asmodeusz wywiódł go na drogę
bitą, mijając zaś pijaka, który wlókł się tuż obok urwiska, wy
prowadził go na miejsce bezpieczne. Potem szli przez miasto i sły
szeli, że jakiś człowiek zamawiał obuwie na siedem lat, Asmodeusz
się roześmiał, kiedy zaś widzieli orszak weselny z huczną muzyką,
zapłakał, wreszcie znów się zaśmiał, gdy przechodził obok wieszcz
ka, który przepowiadał ludziom przyszłość. Zdziwiony Benaja* i
1i Sobranie soczinenij A. N. Wesełowskago, VIII, 131 n. (Sławianskija skaz. o Solomonê i Kitowrasê i zapadnyja legendy o Morolfê
i Merline, s. 105 n.), Petersburg, 1921.
8*
116
pytał króla biesów o powód niezwykłego zachowania, alpjów od
rzekł, że odpowie tylko królowi. Salomonowi zaś wyjaśnił wszystko
takr Ślepiec był człowiekiem pobożnym, słyszałem w niebie, że
kto okaże mu usługę ,otrzyma nagrodę wielką; pijak był człowie
kiem zupełnie złym, aby po śmierci otrzymał karę pełną, należy
wyrządzać mu na ziemi tylko dobro; człowiek, zamawiający buty
na siedem lat, nie wiedział, że nie przeżyje siedmiu dni; pan
młody miał umrzeć zaraz po weselu, teraz robak toczy już jego
ostatki; wieszczek wróżył ludziom, a sam nie wiedział, że pod ka
mieniem, na którym siedzi, zakopane^są skarby królewskie1). —
Wersja powyższa powstała zapewne już później, drogą zatarcia
lub zmiany epizodów starszych, gdyż brak tu wyjaśnienia przygód
początkowych (z drzewem, z domem), inne zaś nie zawsze są
uzasadnione równorzędnie. Czy Asmodeusz występuje tu wtórnie
zamiast dawniejszego anioła, jak sądzi za Lév-y'm Drahomanow 2) „
nie można obecnie stwierdzić, ale pewne analogje między zacho
waniem demona i postępkami anioła, z którym spotykamy się
w baśniach słowiańskich i rumuńskich o ukaranym aniele, są
oczywiste. Świadczą one o wielkiej archaiczności mol íwu, który
dał podstawę do noweli Tołstoja i Dragoslawa, a szczątkowo za
chował się w „Sabałowej bajce“ Sienkiewicza.
Już z przyczynków Jastrzębowskiego, które wyżej rozwinę
liśmy nieco obszerniej 3), widać, że fragment nich wu, występu
jącego w drugiej części bajki Sabały, jest echem opowieści o aniele
ukaranym za litość; legenda z Chełmskiego wyjaśniła nadto, że
posłaniec śmierci (anioł śmierci) 4) wtórnie zamieniony został
wprost przez uosobienie śmierci. Tę samą zamianę widzimy
w bajce łemkowskiej, p. t. „O chudobní gclowi, szto mała piatero
drobnych cłityj i zachorumała, do kotroj Boh nebesnyj posuław 5)
J) Wesołowski, op. cit, 132 (107); Drahomanow, RozwidKy IV, 216. Osobną wersję o „trzykrotnym śmiechu“ podał Wesselski
(nr. 153) według Mensa philosophica (4. 23; z 13 w.). Por. też D u t o i t, Dżatakam, III, 442, Lipsk, 1911.
2) Rozwidky IV, 218.
3) Por. wyżej s. 83 n.
4) W folklorze najczęściej posłańcem jest archanioł Michał, w opow.
rum. wspomniano Gahrjela, a w zabytkach średniowiecznych czasem obu się
wymienia; por. WZ1 nr. 31: Anieli Michał i Gabryel duszę pielgrzy
ma... do nieba ponieśli, a zmyślonego mnicha do piekła dyabli wtrącili (tytuł
przykładu X).
°) Dla oznaczenia tylnego y (zbliżonego do u) użyto znaku H, niezgłoskotwórcze ü oddano zwykle przez w.
117
-smerf“, która jest zbliżona do bajki Sabały. Tekst zapisał Wer chratskl we wsi Czertiżne (u źródeł rz. Laborca, stoi. Zemplin) 1), należącej do gwar z akcentem stałym (jak w j. poi.).
Śmierć, posłana po duszę chorej „gdowy“, zobaczyła, że drobne
dzieci „po nej łaziat jak murianky“ (mrówki), więc zlitowała się,
wróciła do Boga i rzekła: „Pane, to ne hodno bbity, żebbi ja is toj
żenbi prynesła tobi duszu, bo to strach wełykbij; na każdbij roskaz
tebe posłucham, a na toto harz mi żal“. Potem Bóg rozkazał
-śmierci, aby przyniosła kamień z głębin morza, i polecił go roztłuc; wewnątrz był „małeńkbij chrobacziok, jak mil“. „Wydysz,
odkoły ja świt sotworyw, tot chrobacziok tam bbiw i ja i nim
znaw. Teper’ pridesz i prinesesz mi s toj żenbi duszu, bo ked bbi
tota żena sa ozdrowiła, ai tote ditbi, wbihoduwała — is tblch dityj
nigdabbi ne bbili dobrbi lude, bo dity, ked ne maut witcia, ta pila
(obok, wedle) matery s*a rospustiat — a jak ona pomrę, dity pidut
pcmeży ludv, taj ich nawcziut lude rozuma i poszływosty (poczci
wości) za mału, a na starisť hodnbi hbitbi gazdamy“ 12).3 *
Śmierć nie została ukaraną, jedynie dodano wzmiankę o złym
wpływie wdów na wychowanie dzieci ; por. podobny pogląd w opo
wieści z Suwalskiego (wyżej s. 84). Warjant z Kotania (pow. Jasło),
p. t.mAnheł na stużhi“, jest pełniejszy, choć z przygód ukaranego
anioła zachował tylko jedną, znacznie zmienioną opowieść: Anioł
nie wziął duszy matki, ..bo soj pombisływ, szto totbi dit}7 budul
robyty, że syrotbi wełykbi zostanut brez 8) mateře“. Bóg posłał go
następnie do morza, aby dźwignął „bryłkę“, a „szto tam bude pit
tow brbiwkow, żebbis wziaw y prynius“. Było dwa robaczki, więc
Bóg mu rzekł: „Adżeg wydysz, ja o tych chrobaczkoch znau bila
moria“, tak też wiem o tych „ditoch“; za karę ma służyć kiedm
lat na ziemi. Anioł był sługą pewnego pana, ale nigdy nie chciał
Tsię spowiadać, ani chodzić do kościoła; w siódmym roku służby
poszedł, pod wpływem nalegań pana, do kościoła, stanął jednak
koło dzwonnicy i rzekł: „Th, pane,... pidesz do uawok y siadesz
soj y rozmblślasz sobi“ o robotach i rozkazach na dzień następny,
1 ) Bliższą lokalizację wsi łemkowskich na Zakarpaciu daje Toma
szewski. Etnohraf. karla Uhorśk. Rusy; por. s. 69. (Odb. z Sbornika po
slawianowed. III. Petersburg, 1910).
2) Werchratski: Zna doby dla piznania uhorsko - rusk. howoriw,
II, 161. Lwów, 1901.
3) Por. poi. przez = bez; akcent zawsze na drugiej od końca (jak
w języku polskim).
118
ja do wnętrza nie wejdę, ale chodź ze mną za kościół, zobaczysz,
że moja ofiara będzie przyjęta lepiej, niż twoja. Wyszli tam,
anioł „bere skawkbi1) i mecze do horbi sobi tak za ptachamy“. Za
pierwszym rzutem zabił ptaka, potem „szmaryw druhi raz skawku
y towdbi staw sia z nioho howub, złetiw howubom y piszow już do
neba. Ta już wece ne jy“ 12).
Szczegół o robaczku, ukrytym w kamieniu na dnie morza,
zachował się w znacznej ilości warjantów; por. niżej drugi zapis
z Zakarpacia 3), z pow. drohobyckiego 4) i i. Epizod ten, wskazu
jący poglądowo na wszechwiedzę i opatrzność boską, występuje
w zapisie z Suwalskiego 5), z Chełmskiego (pod koniec bajki) 6),
z Opatowskiego 7) i Wołkowyskiego 8). Jako jedno ze starszych
źródeł literackich tegoż można wspomnieć legendę muzułm a ims k ą , która opowiada o śmierci Mojżesza co następuje:
„Pan obwieścił Mojżeszowi bliską śmierć, kiedy ten zatroskał się
z tego powodu losem swych dziatek, Bóg kazał mu pójść nad
morze i uderzyć laską po wodzie. Woda się rozstąpiła, a na dnie
morza był kamień, który znów miał uderżyć laską. Kiedy skała
się rozpadła, z wnętrza jej wypełznął robak; w pyszczku trzymał
zielony list i zaraz zawołał: „Chwała Panu, który nie zostawia
mię w tej samotności, który mię chowa i karmi“. Robaczek za
milknął, Pan zaś rzekł do Mojżesza: „Widzisz, że nie zapominam
nawet robaczka w ukrytej skale, jakże miałbym zostawić dzieci
twoje, które wiedzą, że Bóg jest jeden, a Mojżesz jest jego pro
rokiem 9).
Epizod o robaczku w skale spotyka się w folklorze wszystKich Słowian; występuje on w bajce chorwackiej (S t r o h a 1 :
Hrvatski narodn. pripovied. I, 226; robak w piasku przyniesio
nym z dna morza), serbskiej (K r a u s s : Sagen und Märchen
1) Por. u Sabały: skałka „kamień“.
2) Etnograf. Zbirnyk, XIII, 158, nr. 345; zapis Rozdolskiego.
3) Tamże, IX, 42, nr. 22.
4) Jaworski, Pamiatn. galicko - russkoj nar. - słów. I, 9, nr. 6.
5) Por. wyżej s. 84.
6) Ibidem, 85.
7) Ibidem, 86.
8) Karłowicz, Ze świata baśni, 199.
s) Weil, Bibi. Legenden der Musulniänner, 189. Draho mano w
(Rozwidky IV, 229, uw. 1) cytuje podobną legendę sycylijską, która opowiada
wędrówki Chrystusa z apostołami; Piotr św. zatroskał się losem sierót pa
biedakach i otrzymał polecenie takie jak Mojżesz.
119
der Südslaven II, 129) 1), bułgarskiej (Shornik'L za nar. umotwor.
I 109; II 195: Angelot szto izwade kamen ot more; robaczki lub
żaba w kamieniu) 12),3 rosyjskiej (A f a n a s je w : Nar. russk. leg.
nr. 26) s), słowackiej (Němcová: Slovenské pohádky, 1857,
s. 502) i t. d. Widzimy go również w folklorze rumuńskim (Ga
st e r : w niem. dzienn. „Echo“, 1890, nr. 396), jakoteż w no
welce J. Dragoslava: „Ingerul mortii“, osnutej na tle legend
ludowych, (...piatra din fundul marii. Desfa-o... Când colo doi
viermi). Rumuński tekst ludowy brzmi tak: „Pan Bóg posłał ar
chanioła Gabrjela 4) do pewnego miasta, aby wziął duszę biednej
wdowy. Kiedy ten do niej zleciał, zastał ją ledwie żywą; u piersi
leżały bliźnięta, kwilące o pokarm. Anioł się nad niemi zżalił
i wrócił bez duszy matki. Zapytany, czemu jej nie zabrał, od
powiedział: „Zostawiłem ją z powodu litości nad bliźniętami“.
Bóg posłał go na dno morza, aby przyniósł stamtąd kamień;
potem kazał tenże rozłupać. Gdy wewnątrz znalazły się dwa ro
baczki, Bóg zapytał: „Któż je żywi w tym kamieniu, na dnie toni
morskiej?“ „Twoja dobrotliwość, Panie“, odrzekł archanioł. Bóg
wtedy powiedział: „Jeśli ja żywię te robaczki w twardej skale,
to czyż nie wyżywię człowieka, którego zbawiłem krwią swoją?“
Pan Bóg posłał innego anioła po duszę kobiety, Gabrjela zaś
wyprawił do pewnego pustelnika na 30 lat, aby mu służył i chronił
od wszelkich niebezpieczeństw, a po upływie terminu, aby przy
niósł duszę jego przed tron boży. Archanioł został więc braci
szkiem pustelnika, spełniał wszystkie rozkazy jego w pokorze
i tak dokładnie, że pustelnik nie mógł wyjść z podziwu nad jego
usłużnością i posłuszeństwem. Sługa jednak nigdy się nie śmiał,
ale raz, kiedy pustelnik kazał sobie kupić obuwie, któreby mógł
nosić dłużej, niż rok, anioł się uśmiechnął. Pustelnik nie wiedział,
że sługa jest aniołem, zdziwiony zaś z powodu nieoczekiwanego
i nieuzasadnionego śmiechu, wysłał z nim do miasta drugiego,
młodszego służkę, aby ten zwrócił uwagę na jego zachowanie się.
Kiedy tak szli we dwójkę, spotkali przy drodze żebraka proszą
cego o jałmużnę; anioł znów się uśmiechnął. Po drodze minęli
1) Przedruk tekstu u Drahomanowa, Rozwidky [V 218.
2) Tamże, IV, 228.
3) Wyd londyńskie 1859 r., s. 88 (w Rosji byto zakazane przez cenzurę).
Przedruk w tłum. niałoruskiem, tamże, IV, s. 220.
4) U Dragoslava: arch. Michała.
120
biskupa, który jechał we wspaniałej karecie wraz z namiestni
kiem, wśród tłumów towarzyszącego im ludu; anioł odwrócił się
na bok i uśmiechnął się. Na targowicy zobaczyli złodzieja, który
ukradł garnek, anioł tu znów się uśmiechnął. Kiedy poczynili
zakupy i wrócili do pustelnika, służka doniósł mu, że starszy
sługa trzy razy się uśmiechnął. Wtedy pustelnik zapytał anioła:
„Synu, powiedz mi, co to znaczy, że ty przez trzydzieści lat nigdy
się nie śmiałeś, a obecnie uśmiechnąłeś się cztery razy?“ Ten mu
odrzekł: „Jestem archanioł Gabrjel, niegdyś byłem posłany po
duszę wdowy, która miała dwoje niemowląt; zlitowałem się nad
dziećmi i zostawiłem matkę przy życiu. Za nieposłuszeństwo roz
kazał mi Bóg, abym służył u ciebie trzydzieści lat, chronił cię od
wszelkich nieszczęść, a po upływie tych lat abym zabrał twoją
duszę. Trzydzieści lat się skończyło, dowiedz się więc przyczyny
mego śmiechu. Kazałeś kupić sobie obuwie trwalsze niż na rok,
a tobie nie zostawało nawet trzech dni życia; uśmiechnąłem się
znowu, kiedy ubogi żebrał o jałmużnę, gdyż w ziemi leżał pod
nim olbrzymi skarb, a on prosił o grosze; trzeci raz zaśmiałem się
przy spotkaniu z biskupem i namiestnikiem, którzy przejeżdżali
koło nas w powozie, bo rozeznałem w nich owe bliźnięta zmarłej
wdowy, które były powodem mojej kary, a w końcu śmiałem się
ze złodzieja, który skradł garnek, gdyż glina (proch) kradła
glinę. Teraz się przygotuj, wkrótce bowiem ruszymy w drogę“
Po trzech dniach pustelnik zakończył życie, anioł zaś, wziąwszy
jego duszę, wzbił się ku wyżynom i pełen radości wrócił do zespołu
niebian. Amen1). Por. wyżej (s. 116) odpowiedzi Asmodeusza.
Pewne związki Podhala z rumuńszczyzną widoczne są w ję
zyku (w słownictwie) ~), można przypuścić, że istnieją też w folk
lorze, a wskutek tego trzeba sądzić, iż druga część „Sabałowej
bajki“ (także bajka łemkowska, por. wyżej s. 116/7) jest okruchem
legendy, która pierwotnie była zbliżona do powyższej. Pokrewną
do niej jest też część bajek wspomnianych przez Jastrzębowskiego,
które miał na myśli zapewne także Łopaciński, kiedy twierdził,
że Sienkiewicz i Tołstoj wyzyskali ten sam temat (por. str. 87).* 2
*) Por. Pononiarew, op. cit. 213 — 15.
2) Por. Symbolae gramm. J. Rozwadowski,
językoznawcza kwestji); Kraków, 1928.
II 261 n. (literatura
121
Że nowela pisarza rosyjskiego opiera się na warjancie ludo
wym tej legendy, jest faktem dowiedzionym, została ona „prze
tworzona“ z opowieści recytatora („skazatela“) Szczegolenk o w a , sprowadzonego z dalekiej północy (Archangielsk, gub.
Ołoniecka) na jakiś czas do Moskwy. W latach 1883 — 4 był on
również w Jasnej Polanie, gdzie Tołstoj zapisał od niego kilka
•opowiadań. Warjant Szczegolenkowa, podany przez P o n o ma
re w a , różni się nieco od legendy rumuńskiej: Anioł przybywa
•do szewca i prosi o robotę; pracuje bardzo pilnie, w święta chodzi
do cerkwi, nigdy jednak się nie śmieje; za rok uśmiechnął się
tylko raz. Drugiego roku pewien „barin“ zamówił obuwie takie,
aby chodził w niem cały rok, anioł się uśmiechnął i uszył... pan
tofle (na nieboszczyka) ! Kiedy majster czynił mu przykre wy
rzuty z powodu zepsucia materjału, nadjechał sługa od „baryni“
(pani) i prosił, aby zamiast butów szyto pantofle, gdyż pan w dro
dze umarł; były już gotowe. Kiedy czeladnik uśmiechnął się na
trzeci rok trzeci raz, majster zapytał się, kim on jest i czemu się
te trzy razy uśmiechnął? Dowiedziawszy się, że czeladnik jest
aniołem i dlaczego się uśmiechał, zażądał, aby zaśpiewał „pieśń
cherubów“. Anioł zanucił, dom się zatrząsł, majster upadł na
ziemię. W najbliższe święto poprosił on majstra, aby poszedł
z nim do kościoła na mszę; kiedy tam zaczęli śpiewać tę samą
pieśń, szewc zobaczył, że wierzch cerkwi się otworzył, anioł zaś
otrzymał skrzydła i odleciał w niebiosa. „Od tego czasu miasto
to nazywa się Archangielsk, a dawniej zwano je inaczej“, zakoń
czył Szczegolenkow x).
Epizodu o robaczkach w skale tutaj brakuje, niema go też
u Tołstoja, który warjant powyższy zmienił co do myśli głównej
zupełnie, zamiast bowiem idei pokory wobec „dziwnych sądów
bożych“ uwydatnił pięknie ideę miłości bliźniego, jako wieczny
promień ożywczy naszego bytowania. Nową myśl wyraził nietylko
całą kompozycją noweli, ale nadto wzmocnił ją doborem cytatów
z pisma św., które umieścił pod tytułem jako motto. Z ośmiu wy
jątków z pierwszego listu św. Jana (III 14, 17, 18, IV 7, 8, 12,
J) Ponomarew, tamże 215 —16. Podobne nawiązanie motywów
wędrownych do osób lub miejscowości konkretnych spotyka się także w folk
lorze naszym; n. p. w legendzie o Marynusie na Śląsku (por. autora, Z lit. poi.
i rusk. XVI — XVIII w. s. 13), w opow. „O Białej karczmie“ (Lud XXVII
.31) i t. d.
122
16 i 20), czwarty powtórzył też na końcu tekstu jako konkluzję
opowiastŁ Dla niektórych krytyków cytaty te były powodem do
skrajnego niezadowolenia '), gdyż rzekomo nadawały one nowelce
charakter oficjalnej nauki cerkiewnej! Urok noweli Tołstoja silnie
odbił się u nas na Witkiewiczu, który nietylko przełożył ją
udatnie gwarą „góralską“ 12)3 p. t. „Cem ludzie zyjom“, ale też pod
wpływem jej napisał parę nowel oryginalnych; por. niżej.
Parę głosów krytyki przychylnej wymienił S u m c o w .
w artyk. p. t. Literaturnaja rodnia razskaza gr. L. N. Tołstogo
„CzerWb ludi żiwy“, w którym omówiono treść kilku warjantów
pokrewnych z folkloru, szczególnie małoruskiego. Do zarejestro
wanych tam zapisków [a) z Drohobycza, druków, w Sborn, za nar.
umotw. 1892 s), b) z Pokucia, Kolberg, Pokucie IV 200, nr. 41:
Anioł w służbie na ziemi, c) z gub. Charkowskiej, Iwanow,
w Etnograf. Ohozr. 1894, XXI 81 i 87, Hrinczenko, w Et
nograf. mater. I 71, d) rosyjskich wedle Afanasjewa 4)* i SadownikowaD), e) białoruskich według Dobrowolskiego 6) ] dodać można
warjanty polskie, ruskie i rumuńskie, które wyżej już przytoczono,
a nadto kilkanaście zapisów nowszych. Ostatnie omówimy po
kolei, choćby z tego powodu, że w zasadzie łączą się one również
z bajką Sabały.
Trzy warjanty zakarpackie zapisał H n a t i u k. Pierwszy
p. t. Anhel na slużbi u popa (z Strojny, stoi. Bereg), przedstawia
czyny anioła, który nie chciał wziąć duszy pcpadi i za karę musiał
służyć u popa. Sługa przez cały rok nigdy się nie śmiał, aż kiedy
pop kupował nowe obuwie. Zachowanie w drodze do miasta rów
nież było dziwne, gdyż przed karczmą się żegnał, a na cerkiew
rzucał kamieniami, przeto pop zażądał w końcu wyjaśnienia
wszystkiego. Sługa powiedział, że w karczmie ludzie radzili o kup
nie kielicha i ewangelji dla cerkwi, przeżegnał się więc, aby im
Bóg dopomógł wykonać zamiar; na cerkwi siedziała moc czartów,
więc ich rozpędził, a co do butów, to są popu zbyteczne, gdyż nie
donosi nawet tych, które ma na sobie. Potem anioł zabrał duszę
1) M. in. dla Ponomarewa; por. op. cit. 217.
2) Dialektologiem jednak autor nie byl.
3) Przedruk w Rozwidkach IV 226.
4) Przedruk u Drahomanowa, Rozwidky IV, 220; por. wyżej s. 119, uw. 3.
®) Tamże, IV 222.
e) Tamże, IV 223.
123
popa 1)-. Drugi warjant, p. t. Anheł na slużbi w monastyry (z Ulicza, stoi. Zemplin), mówi o aniele zesłanym na ziemię za karę,
gdyż zlitował się nad wdową, matką siedmiorga dzieci. Błądził on
długo o głodzie, aż wreszcie zgłosił się do klasztoru i został fur
manem. Po roku wyjechał z księdzem na kwestę. Kiedy wracali
już, klęknął i modlił się pod karczmą, a potem rzucał kamieniami
w cerkiew, widział bowiem, że pop, mówiąc kazanie, mrugał po
rozumiewawczo do swej kochanki, a czarci wszystko zapisywali.
Po powrocie dowiedział się o wszystkiem „humen“ i zażądał, aby
sługa wytłumaczył swoje dziwne postępowanie. Anioł wszystko
mu opowiedział i odkrył swą osobę, „Kiedyś anioł“, rzekł przeor,
„to zaśpiewaj głosem anielskim“. Gdy ten zaśpiewał, wtedy
wszyscy popi, a było ich siedmiu, padli. Anioł zabrał ich dusze,
zaniósł przed Boga i rzekł: Wygnałeś mię za duszę baby, a teraz
przynoszę ci ,śim jazykyw i śim psuw, szczo łudyj ślipoma prawlať, a samy12)* wydiať (!)“...8). Trzeci warjant, p. t. Anheł na
służbi (z Sulima, stoi. Spiska; gwara cotaków), wspomina, że anioł
zlitował się nad dziećmi, zostawił duszę kobiety, o którą gazda
nie dbał, bo miał „diwku“. Po próbie z robaczkiem w „kameníku“,
wysłał Chrystus anioła za karę na służbę do owego gazdy. Sługa
się nie śmiał, a gdy inni się śmiali, nic nie chciał jeść. Po roku
poszli na targ kupić odzież. Koło cerkwi anioł chwycił kamień
„rutyw do obłaka do cerkwy“ i rozbił je (okno), przed karczmą
zaś zdjął kapelusz i trzykroć się schylił. Kupiono buty dla drugiego
sługi, który wątpił, czy mu wystarczą; słysząc to, anioł roze
śmiał się. W drodze powrotnej gazda pytał o powód śmiechu,
anioł zaś rzekł: „Co hi ja sia ne śmijaw, ked raz na nohy ne obu
jesz skyrni“, bo na trzeci dzień umrzesz. Inne czyny swe tak
wyjaśnił: W karczmie pijacy „zdrawkali do sebe: Boże, daj
zdrawja“, na stole stał tam Chrystus, więc on mu się kłaniał.
W cerkiew rzucił kamieniem, bo tam „lude byli, a ne modlili sia,
a diaboł pisaw ludyw“ — on go zabił. Gazda poznał w słudze
anioła i pytał o swe zbawienie, ten przepowiedział mu (i frajerce)
piekło „po ucha“, słudze zaś obiecał lekką karę, gdyż był pobożny
1) Etnograf. Zbimyk III, 114, nr. 43. Lwów, 1897.
2) Zapewne brak tutaj: ne.
:t) Tamże, s. 115 — 17, nr. 44
124
i „szczęśliwo sia modliw“. W końcu zabrał anioł duszę gazdyni
i poleciał prosto do nieba *).
Podobny tytuł mają: 4) warjant z Kotania (por. wyżej
s. 117), a wreszcie: 5) z pow. zaleszczyckiego. Według
ostatniego anioł zabrał duszę matki dopiero za drugim razem,
potem zaś posłano go na służbę wśród ludzi. Długo poszukiwał
miejsca, w końcu został furmanem u dziedzica, ale zachował się
dziwnie. Mijając karczmę, zdjął czapkę, w cerkiew zaś rzucał ka
mieniem; kiedy spotkali pogrzeb księdza, na którym był biskup
i dwunastu (lub 24) popów, pan wysiadł z powozu, a sługa nawet
czapki nie ruszył, gdy zaś niesiono potem zwłoki biedaka, odpro
wadził go aż do grobu i pomodlił się. Zajechali do miasta przed
sklep majstra szewskiego — był nim właśnie jeden z synów owej
matki, nad którą anioł się zlitował — i pan kupił sobie obuwie
na dwanaście (!) lat; sługa się uśmiechnął. Gdy wrócili do domu,
pan groźnie zażądał wytłumaczenia się z dziwnego zachowania.
Sługa odpowiedział, że pijacy radzili o kupnie dzwonu do cerkwi,
na drugiej cerkwi były czarty, na pogrzebie księdza „źli złego pro
wadzili“, biedak zaś był szczerym chrześcijaninem. Pan kupił
buty na 12 lat, a czyż będzie żyć tyle? W tej chwili skończyła się
służba, anioł zniknął z oczu i odleciał do Boga *2). Wśród licznych
paralel wymienił tu wydawca nowszy zapis białoruski Federowskiego 3).
Odmienny nieco warjant (6), p. t.„Angeł meżdu luď mi“
(z Dobrohostowa, pow. Drohobycz), zapisał Jaworski: Anioł
zostawił duszę biedaczki, gdyż zlitował się nad drobną dziatwą.
Otrzymał wtedy dwa pręciki, jednym uderzył morze i wydobył
kamień z dna morza, drugim rozbił ów kamień i znalazł wewnątrz
robaczka. Bóg okazał mu w ten sposób swoją wszechwiedzę, za
nieposłuszeństwo zaś zesłał go na ziemię do czasu, póki nie
znajdzie drugiej duszy. Anioł służy u księdza i czasem dziwnie się
zachowuje. Kiedy jechali do miasta, rzucał kamieniami w cerkiew
bogatą, na wspaniały orszak weselny i na wystawny pogrzeb,
modlił się zaś pod cerkwią ubogą, błogosławił pogrzeb, a potem
pochód weselny biedaków. Po powrocie do domu, gospodarz py
tał go przez drugiego księdza o powód tych dziwactw, a sam pod
r) Etnogr. Zbirn. IX 42, nr. 22. Lwów, 1900.
2) Etnogr. Zbirn. XIII 159 — 61, nr. 346.
3) Federowski, Lud białoruski, I, 230, nr. 1093.
125
słuchiwał pod drzwiami. Sługa wyjaśnił, że kamieniami rozpędzał
czartów, którzy byli przy cerkwi bogatej oraz na weselu i na po
grzebie bogacza; biedni byli szczęśliwi u Boga, przeto im też
błogosławił. Pytający polecił mu teraz kupić dla księdza - gospo
darza obuwie na rok, ale anioł odpowiedział, że to zbyteczne,
gdyż ten podsłuchiwał ich i w czasie tego już umarł. Anioł zabrał
duszę zmarłego i odleciał ku niebu1).
Wśród tekstów Dymińskiego, wydanych niedawno, lecz zapi
sanych już w połowie XIX wieku (na Podolu;, znajduje się warjant (7) nieco odmieny, p. t. „Jak anheł za pokutu u popa slużym“.
Anioł chciał być starszym od Boga, przeto za karę musi przebywać
na ziemi, póki ktoś nie nazwie go aniołem. Najął się u popa i pra
cował znakomicie. Raz udał się z nim na odpust do pewnej cerkwi,
ale gdy przyjechali tam, zaczął rzucać w nią kamieniami; ksiądz
zawstydził się i odjechał dalej. Po drodze spotkali pogrzeb wiel
moży, pop, pragnąc coś zarobić, chciał wziąć W nim również
udział, ale sługa zaciął konie i nie dał mu wysiąść; zobaczywszy
pogrzeb biedaka, sługa się zatrzymał i odmówił pacierze. Gdy
później mijali karczmę, sługa zdjął czapkę i przeżegnał się. Roz
gniewany i zaciekawiony pop wstąpił do karczmy; znalazł tam
księdza, zbierającego ofiary, któremu opowiedział swoje przygody.
Zawołano sługę i zapytano o powód dziwnego zachowania. Ten
wyjaśnił, że pod cerkwią odpustową było pełno czartów, on ich
rozpędził; przy pogrzebie bogacza czarci spierali się o jego duszę,
szkoda było im asystować, dusza zaś biedaka była szczęśliwą
u Boga. Tu ksiądz zbiera środki na chwałę bożą, nie grzech więc
było się przeżegnać. Pop ów zapytał sługę: „Ktoś ty, anioł?!“
Wtedy sufit zaraz się zerwał, anioł zaś uleciał prosto do nieba *2).
Pełniejsze warjanty motywu „o ukaranym aniele1 nie zapo
minają o losie sierót, które karę spowodowały. Anioł uśmiecha się
nietylko na widok rażących myłek ludzkich (n. p. przy zama
wianiu obuwia, przy wróżeniu), ale też wtedy, gdy spostrzega, że
z sierót tych urosły osoby, mające wielki szacunek lub nielada
powodzenie. Bóg okazał mu swą dziwną opatrzność początkowo
-1) J. Jaworski, Pamiatniki galicko - russkoj narodn. słowesnosti;
wyp. I. 9, nr. 6. Kijów, 1915 (= 37 y tom Zapisok imper, russk geograf.
Obszcz.; Otd. po etnografii); tamże s. 273, streszczenie i paralele.
2) Kazky ta opowidannia z Podilla, uporiadk. M. Ł e w c z e n k o , s. 9U,
nr. 147 (= Zbirnyk ist. - filol. widd. Ukr. Akad. Nauk., t. 68); Kijów, 1928.
126
na robaczku w skale, teraz widzi ją anioł na losach ludzkich
i uśmiecha się — nad własną pomyłką. Ostatni szczegół uległ już
zatarciu w warjantach 1 — 7 (str. 122 n.), w których na pierwsze
miejsce wysunęły się momenty nowe, n. p. cudowność (por. śpiew
anielski), uszanowanie dla biedoty (por. przychylność anioła dla
biednej cerkwi, dla pogrzebu lub wesela biedaka), a nawet dążność
antycerkiewna (por. śmierć siedmiu popów — psów ślepych!).
Ponomarew występował przeciw tendencji, którą wprowadził Toł
stoj do swej noweli, cóż powiedziałby o zmianach powyższych!
Myśl o „dziwnych sądach bożych“ zachowano czasem wy
raźniej w warjantach, które mówią o klęskach, spadających na
biednych poczciwców. Opowieści te łączą się zwykle już z osobą
Chrystusa, który utrapienia zsyła na ludzi biednych, bogaczom
zaś dodaje majątku; biedak jest z reguły pobożnym i uczynnym,
bogacz zaś nielitościwym, ale też potępionym w życiu przyszłem.
Oto przegląd podobnych warjantów, zapisanych przez Werchratskiego, a w części przez Hnatiuka i i.:
1. Warjant p. t. „Chrystos z Petrom pry perewozi“ (z Strojny,
stoi. Bereg) : Bogacz nie chciał przewieść przez wodę Chrystusa
z Piotrem, choć jechał czterema wołami; ubogi miał dwa słabe
wołki, ale zabrał wędrowców na wóz, a gdy ugrzązł wśród rzeki,
zlazł do wody i sam wóz popychał. Św. Piotr pytał się później
Chrystusa, jaką nagrodę dać biednemu? Usłyszał ze zdziwieniem,
że woły biedaka zdechną, a bogacz otrzyma jeszcze» cztery ! Stanie
się tak dlatego, gdyż królestwo bogacza jest tylko doczesne; biedak
zaś, gdyby otrzymał drugą parę, zrobiłby się hardym, a gdy mu te
zdechną; ' nic zapomni o Bogu i otrzyma królestwo na tamtym
świecie *).
Do warjantu tego są dosyć podobne opowieści, które zapisał
Werchratski po obu stronach Karpat; obszerne tytuły ich
zastąpią nam streszczenie. Tekst z K r u ż 1 o w e j (2) : „Iszoł jeden
z wozom na sztbirioch wołoch brez wodu ta ne chotił Chrysta perewesty, a chudobnbij z dwoma bbiczatamy ta perewiz Chrysta.
Jaku zapłatu im oboim udumał Chrystos^ 12). Tekst z Czertiż1) Etnograf. Zbim. III, 62, nr. 25; zapisał Hnatiuk. Por. też Żytie
i Słowo, t. II, 353 p. t. „Koho Boh lubyť, toho nawidżaje.
2) Werchratski; Znadoby dla piznania nhorsko - ruských howoriw;
cz. II: Howory z nahołosom stałym, s. 129 (-= Odb. z Zapysok N. Tow. im.
Szewczenki, t. 40, 44 i 45). Lwów, 1901.
127
n e g o (3) : ,,Jak to Isus Chrystos s siatbim Petrom i Pawłom prosyły sia gazdy, szto jichaw zo sztbirma wołamy i s porożnim wo
zom, żebbl ich perewiz brez wełyku wodu, ta tot gazda ne
chotiw — jak potom bidnbij człowek, szto yszow z małeńkbima
bHczatamy, ich perewiz. Zapłata obom“ 4). Tekst ze wsi Jasełko
(4): „Jak iszow Chrystos zo światbim Petrom po żebraniu (!)
i zaszła wełyka woda, ta ich hohatbij czołowik, szto iszow
sztbirma sejkamy 2), ne chtiw perewezty czerez wodu, łem perewiz
ych chudobnbij, szto iszow z wozom z dwoma bbiczatamy. Na
horoda bohatomu i chudobnomu“. Gdy Piotr św. usłyszał o stracie,
która spotka biedaka, myślał sobie, iż „to uż pidło, że to uż ne
dobri“, ale Bóg mu rzekł: „tot bude nasz, szto mu bblsziata pozdochaut, a od toho (t. j. od bogacza) sia odpekau“8).
W warjancie z O I c h o w c a (5) dołączono na początku opo
wieści humorystyczną przygodę św. Piotra z babą: „O tim jak
Chrystos zo szwatbim Petrom chodyw po żeniły i raz po dorozi
wstupyw do jednoj chbiży i prosyw gazdbini, szto pękła chlib,
żebbi mu chpekła dakbij kołaczyk. Jak potom poswaryw sia
z babow, że aż mu sztuchła pohribaczom do czeła, s czoho Chry
stos śmijaw sia. Jak zas piszły dałe i pryszły gu wełykij wodi,
ta iszow bohatbij zo sztbirma wiwmy, toj ne perewiuz ych; nadbiszow potim chudobniak z dwoma małbima bbiczatamy i toj ych
perewiuz. Jaka nahoroda czekała oboch tbich ludej, bohatoho
i chudobnoho“ 4).
Ciekawe skrzyżowanie kilku motywów widać w zapisie z Za
wad k i Rymanowskiej (6) ; warjant poprzedni uzupeł
niono w nim kilku epizodami nowemi, które również można zali
czyć do grupy „dziwnych wyroków boskich“. Niektóre z tych
epizodów zachowały się tylko szczątkowo. Tytuł: „Jak Isus Chry
stos s światbim Petrom chodyły pomedży ludy i pryszły k we
łykij wodi, a, bohacz szto iszow sztbir’ma wiwmy ne chotiw ich
perewezty czerez wodu ta bidnbij, szto iszow paru bbiczatbi
z wozom ta ich perewiuz. Jaku udumaw Chrystos zapłatu obom.
Szto dałe strityły Chrystos s śwatym Petrom na puty. Jaku dołu1 2 * 4
1) Tamże, s. 160. Por podobny tekst z tejże wsi w E. Zb. IX, 3 nr. X.
2) Por. wyg. szürke „szary“, scil. wół.
s) W er c h r a t s ki : Pro litwor hałyckych Łemkiw, s. 190 (= Zbirnyk filol. sekc. N. Tow. im. Szewcz. t. V), Lwów, 1902.
4) Tamże, s. 210.
128
pryznaczyw Chrystos dla dricznoho (grzecznego) diwczaty, szto
]'m wkazało dorohu do sela“. Los biedaka smuci Piotra św., jak
w tekstach poprzednich; tutaj mówi on z tego powodu do Chry
stusa: „Ne dobři, Pane, bo krywda taka wełyka, win bidnblj, ta
y totbi bbiczata mu pozdbiszut?“ Potím powidat Petro: Pane, zli
(źle), ne dobři, że sia tak stane!“ Chrystus odpowiedział mu, jak
w bajce; poprzedniej. Idąc dalej widzą człowieka, który płot grodzi
cierniem, potem innego, który koły dla plota ociosywa z obu stron;
pierwszy stawiał płot byle jak, aby wystarczył, póki on będzje
żył, drugi zaś myślał, aby płot przydał się także dla dzieci (kiedy
spód zgnije, następcy obrócą i wbiją płot drugą stroną w ziemię).
Epizod ten nie ma jednak końca, gdyż stosunek obu tych gospo
darzy pozostał bez rozwiązania; epizod następny, o leniwcu i pra
cowitej dziewczynie, występuje jaśniej. Leniwiec, któremu
ciężko było wstać i napić się wody („wodbiczko, żebbis tekła
czerez moje garłyczko, tobbim tia sia napyw!“) i który obu wę
drowcom zaledwie ruchem nogi wskazał drogę do wsi — otrzymał
za żonę pracowitą dziewczynę, która ich bardzo dobrze wypro
wadziła do wsi. Na zarzut Piotra: „Ne dobři, Pane, dajesz!“ od
rzekł Jezus: „Tot linywbij bbi wiła (wedle, obok) chliba hotowoho
zhbib z hołodu, bo bbi sy ho ne wziaw, a tota cikawa, ta ho bude
obehodyty“ 3). Epizod powyższy występuje często samoistnie jako
legenda, a raczej baśń krotochwilna (Schwankmärchen) p. t.
„Chrystus swatem“; por. warjant z Stanisławowa: „Linywyj parubok i diwka“2). Bardzo podobny tekst średniowieczny przedru
kował Wesselski, według „Historia Jeschuae Nazareni“, do
łączając w uwagach kilka paralel z literatury zach.-europejskiej s)
Warjant z Mszańca (7) p. t. „Chrystos iz Petrom pry perewozi“, poprzedzono epizodem o pijaku, którego Fiotr chciał pod
nieść, a Chrystus kazał zostawić. Słusznie, gdyż opilec zaczął
groźnie wywijać kijem, kiedy ich tylko zobaczył 4). W jakim sto
sunku pozostaje ta wzmianka do przygody Asmodeusza z pija
kiem (por. s. 115) trudno uchwycić, ale związek jakiś może być,1 2 3 4
1) Tamże, s. 206.
2) Etnogr. Zbir. XII s. 90, nr. 108; tamże paralele słowiańskie. Dokład
niej por. u P o 1 i v k i, w koment. do bajek Kubina, op. cit. 728 — 9.
3) A. Wesselski: Märchen des Mittelalters, nr 15. Jesus ais Ehestifter; s. 63 i 214. Berlin, 1925.
4) Etnogr. Zbim. XII, 90, nr. 108.
129
tem bardziej, że z tegoż Mszańca mamy inny epizod, który nie
wątpliwie przypomina n. p. warjant rumuński (s. 120) ; por.
zapis (8) p. t.: „Jak hłyna krata hhjnu“. Chrystus poucza Piotra,
że kradzież garnka grzech niewielki, gdyż człowiek i garnek są
z gliny1).
Z dwu warjantów łemkowskich (9, 10) p. t.: „Chrystos iz
Petrám pry peremozi“, drugi znamienny jest wprowadzeniem no
wego rozwiązania, gdyż biedny otrzymuje nagrodę już w tem
życiu; wspomniano tu bowiem pod koniec, że bogacz i żona bie
daka poumierają, biedny zaś, który przewiózł Chrystusa z Pio
trem, ożeni się „s toho żenow, szto maw sztbiri woubi..., a tak sia
perèjde na nioho fszytok majytok“ l2).
W odmiance ukraińskiej (z Jekaterynodara) (11), p. t.: „Pro
Isusa Chrysla ta apostoła Petra“, zakończenie jest nieco odmienne.
Chrystus czekał z Piotrem nad rzeką (po której teraz została tylko
„bałka“ — dodaje opowiadacz), aby ich ktoś przewiózł. Bogacz
(którego wóz opisano w rysach epickich), odmówił, usłużył im
czumak. Wzmianki o stracie wołów przez biedaka niema, dodano
zaś epizod o dwu studniach. Piotr chciał napić się wody z pierw
szej studni, ale uciekł stąd przerażony, gdyż pełno było w niej
gadów; ugasił pragnienie przy drugiej studni, usiadł obok niej
też na chwilkę, aby posłuchać cudnego śpiewu ptasząt. Wrócił
stąd, jak się zdawało, za chwilkę, dopiero Chrystus mu oznajmił,
że czekał nań sto łat, a nadto objaśnił, że pierwszy zakątek, to
przyszłe miejsce bogacza, drugi zaś czumaka 3).
W opowieściach tych (nr. 1 — 7, 9 — 10) występuje często
utrata wołów przez biednego; jeśli się zważy, że u wieśniaków
karpackich stanowią one najważniejszą pozycję majątku rucho
mego, łatwo pojąć, dlaczego powyższa wersja jest u nich tak po
pularną. W opowieściach, które mówią o spotkaniu Chrystusa
z wdową, dotkliwym i dziwnym ciosem bywa strata krowy. Na
leży tu zapis (12) z pow. trembowelskiego, p. t.: „Jak Isus Chry
stos noczuwaw u bidnoi wdowy“, wspominający o losach bogatej
gospodyni, która przyjęła Chrystusa. Piotra i Pawła bardzo
ozięble, i o losie biednej wdowy, matki dwojga sierót, mającej
l) Etnogr. Zbirn. XII, 95, nr. 113.
2j Etnogr. Zbirn. XII, 97, nr. 116 (a, b).
3) Etnogr. Zbirn.
Lwów, 1895.
Lud T. XXX.
II:
Dyk a r e w,
Czornomorśki nar. kazky, s. 7,
9
130
tylko jedną krówkę; wdowa przyjęła wędrowców na nocleg i ugo
ściła serdecznie, choć własne dzieci głodowały. Wszyscy się na
sycili, gdyż ilość mąki, ciasta i t. d. cudownie się zwiększyła
i wdowa mogła zgotować bogatą wieczerzę 1). Piotr, pytając Je
zusa, jaką odpłatę da obu kobietom, usłyszał ze zdziwieniem, że
bogata dostanie jeszcze cztery krowy, biedna zaś straci ostatnią.
W drodze spotkał obu głodny wilk i prosił Chrystusa o pożywienie,
ten kazał pożreć czerwono - łysą krowę wdowy. Piotr chciał prze
szkodzić temu, pobiegł naprzód i przemalował barwę krowy, wilk
nie mógł jej więc odszukać, przeto wrócił znowu do Jezusa z tą
samą prośbą. Działo się to kilka razy, aż Chrystus rzekł: „Ty,
Petre, zo mnow ne żatruj, bo ja znaju, szczo komu wdiłyty!“
W końcu zaś dodał, że gdyby chłopcy rośli dalej przy wdowie,
jeden zostałby złodziejem, drugi rozbójnikiem, a po utracie krowy
matka podniesie lament, wtedy jednego chłopca zabierze bogaty
pan, drugiego ksiądz. Oni wychowają obu chłopców, z których
wyjdą kiedyś znakomic:' ludzie, jeden świecki, drugi duchowny.
Ostatni szczegół przypomina wyraźnie los sierót, nad któremi
(n p. w legendzie rumuńskiej) zlitował się archanioł Michał (lub
Gabrjel, p. wyżej s. 119) *2).
Warjant z Mszańca (13), p. t. „Wdowyni dity“ daje zakoń
czenie prostsze: dzieci „pidńt pómedże ludèj i budńt służyły, ludy
nauczał ich“...3).
W tekście ukraińskim (z Wasylkowskiego, gub. Kijów) Drahamonowa, p. t.: „Kaia> Bon> co cBHTbiMH no 3eMJrfe xonn.nb,
ncnbiTbiBab Jitonen n Haynajrb CBtrtbixb“, dodano epizod o toczą
cej się beczce ze złotem: Bóg chodził po ziemi z ap. Piotrem i św.
Mikołajem. Piotr ukradł bieliznę z płotu (epizod bez zakończenia).
a później ci trzej wędrowcy wstąpili do wdowy i prosili o posiłek.
Choć biedna zarobnica w piecu nawet nie paliła, zajrzała tam za
ich radą i znalazła pełno ciepłej strawy, a także zapiekankę („warynuchu“) ; wszyscy najedli się do syta. Drugiego dnia przechodzili
obok domu bogacza, sprawiającego huczne wesele; wstąpili doń
jako „starcy“, ale z trudem doczekali się ledwie skąpej zakąski.
Idąc przez pole, siedli na spoczynek, w tern przybiegł zgłodniały
x) Podstawą tych cudów mogła być biblja; por. III. Reg., XVII 9 n.
o Eljaszu u wdowy z Sarepty; Franko, Apokr. I, 297 — 8.
2) Etnogr. Zbirn. XII, 91, nr. 109.
3) Tamże, s. 94, nr. 111.
131
wilk i prosił Boga o żer; ten polecił mu zjeść krowę zarobnicy
Mikołaj chciał temu przeszkodzić, biegał kryjomo i przemalowywał krowę na innj kolor, jednak bezskutecznie, (p. wyżej tekst
z Trembowelskiego). W dalszej wędrówce zobaczyli beczkę ze
złotem, toczącą się po drodze; Jezus skierował ją do bogacza, nie
udzielił nic wdowie, choć prosili o to towarzysze ]). Ostatnie przy
gody Mikołaja koło dwu studzien podobne są do warjantu Dyka
rewa (s. 129) ; bogata kobieta będzie w piekle, biedna dostanie się
do raju.
Drahomanow umieścił w swym zbiorze trzy inne opowiadania
0 „złych terminach“, t. j. o klęskach, które Chrystus zsyła na
biednych ludzi; dwa z nich (p. t. „Gospoď i sw. Petr ispytywajut
ludej“) 12) pochodzą z Ukrainy i podobne są do warjantu powyż
szego. trzeci zaś, zapisany na Bukowinie, p. t.: „Isus Chrystos
1 sw. Petr“ zbliża się do tekstów z Podkarpacia (por. wyżej s. 122
n.) ; bogacz nięchciał przewieźć wędrowców przez rzekę, uczynił
to biedak; Piotr prosił Chrystusa, aby im zamieniano majątek,
ale ten pozbawił biednego ostatniej pary wołów 3).
Przeniesienie dziwnych czynów anioła na Chrystusa i ana
chronizm bardzo skrajnie wyraził się w warjancie z Kotania p. t.:
„Cerkwa i korszma“. Piotr chodzi po świecie z Chrystusem, który
nie uchylił kapelusza przed cerkwią, ale rzucił w nią kamieniem {!).
Kiedy zaś zdjął kapelusz przed karczmą, zdziwiony Piotr pyta
o powód i dowiaduje się, że w cerkwi spowiadała się baba i za
taiła największy grzech, dlatego zgrzeszyła jeszcze więcej, tymcza
sem w karczmie, pijąc wódkę, mówią; „Boże, daj zdorowla“.
Pierwotna myśl motywu zwietrzała tu zupełnie 4).
W folklorze polskim (i litewskim) mamy sporo
warjantów legendy „O aniele i pustelniku“. W odróżnieniu od
wspomnianych poprzednio polskich tekstów literackich zawierają
one już pewne szczegóły nowsze, które częściowo pochodzą od
ludu, w części od naszych kaznodziejów dawnych i t. p. W nie
których wypadkach dołączono nawet motywy odmienne, spoty1) Drahomanow, Matorussk. narodn. predanija i razśkazy, s. 110 —
14, nr. 18 (tekst ze zbiorów Dala, przemycony z zabronionego w Rosji
dzieła Afanasjewa, s. 9 — 15). Przedruk tekstu w Rozwidkach, IV,
250 — 54; tamże powtórzono pokrewne teksty białoruskie i i.
2) Małor. narodn. pred. 115, nr. 19.
s) Tamże, 119; co do treści por. Rozwidky IV 249)50.
4) Etnogr. Zbirn. XII, 95, nr. 112 (zapis Rozdolskiego).
9*
132
kane również samodzielnie. Nie zamierzając dać pełnego wykazu
warjantów ludowych, omówimy przynajmniej bardziej dostępne,
głównie drogą powtórzenia samego toku poszczególnych opo
wiadań.
Kolberg zapisał w swym „Ludzie“ trzy teksty, a) z Po
znańskiego, b) z Krakowskiego, c) z Kujaw; później przedrukował
je Drahomanow (Rozwidky IV 261 —65, w przekładzie ruskim),
który streścił też warjant morawski (ib. 60) 1). W warjancie
pierwszym, p. t. Pustelnik i anioł, asceta był prawie świętym
i często się stykał z aniołem, a kiedy zapragnął poznać sądy boże,
tenże poprowadził go w świat. W drodze wykradł zupełnie odzież
biedakom, (dał bogaczom) (a), innym zaś biednym, którzy uprosili
u Boga „dwoje bydełka“ dla orki, zabrał dobytek i znów dał bo
gaczowi (b). Później nocowali obaj podróżni u gospodarza, który
miał ulubionego jedynaka; kiedy rankiem wzięli tego syna dla
wskazania drogi, anioł go zabił i ukrył (c). Pustelnik chciał anioła
przekląć, ale ów wstrzymał go i wyłuszczył powody swych czy
nów. Biedacy (a, b) mieli wpaść w pychę (z powodu ubioru, do
bytku) , anioł ustrzegł ich od grzechu. Syna (c) rozpieszczono,
zrobił się rozwięzłym i gdyby dorósł, byłby zabił ojca i matkę,
narażając na potępienie trzy dusze; teraz będą zbawione. Anioł,
odkrywszy „tajemnicę boską“, zniknął, pustelnik wrócił chwalić
Boga 1
2).
Warjant drugi, p. t. O pustelniku i aniele jego towarzyszu,
zawiera epizody dodatkowe. Żołnierz przechodził koło pustelni
i zastrzelił w lesie krówkę. Pustelnik się zatrwożył o życie, uciekł
więc z lasu, nie skończywszy nawet zaczętego pacierza (koronki).
Spotkał go anioł, dalej poszli już razem jako staruszkowie;
koło mostu siedział dziad, anioł strącił go do wody i utopił (a).
Trafiwszy po drodze na dwór królewski, wstąpili tam; choć obu
przyjęto gościnnie, anioł ukradł złoty kielich (b). Później przy
byli do innego króla, u którego była uczta i ciżba gości, gdyż po
wielu córkach narodził mu się wreszcie syn. Anioł w nocy udusił
dziecko (c), pustelnik zaraz umknął, chcąc porzucić towarzysza,
ale ten dognał go w drodze. Szli bardzo długo w milczeniu, aż się
dostali do króla, który w olbrzymich hutach wyrabiał broń i pro
1) Według zapisu: Ku Ida, Moravské národní pohádky..., II, 119—22:
Tajné soudy Boží.
2) Kolberg, Lud, serja XIV, Poznańskie, VI, s. 166 — 7.
133
wadził straszne wojny. Choć dworzanie ostrzegli ich, że król nie
znosi ubogich gości i rzuca tychże wieprzowi na pożarcie, anioł
prosił o nocleg. Obydwu wtrącono do chlewu; pustelnik drżał
przed dzikiem, lecz anioł go uspokoił i wyłożył swe uczynki tak:
„Dziad chciał zabić jednego podróżnika, czyż nie lepiej, żem go
utopił?“ (a). Król byłby wpadł w opilstwo i cierpiałby w życiu
przyszłem; za gościnność zbawiłem go od tego, zabierając kie
lich (b). Syn byłby powodem zdzierstw króla, który już na posag
córek ograbiał ludność (c). Nie zupełnie się zadowolił pustelnik,
szczególnie co do śmierci dziecka, a trwoga jego wzmogła się
jeszcze bardziej, gdy dzik zaczął się ruszać i zbliżać. Anioł radził
udać się do modlitw; wkrótce nadeszli słudzy, ze zdziwieniem zo
baczyli obu przy życiu i wypuścili z chlewa. Podróżni przesłali
królowi kielich (d), sami zaś podeszli do fabryk, aby je obejrzeć.
Tu opis cudownego odmłodzenia dziadka - anioła, który wskoczył
do kotła i został przekuty potem na kow adle. Dowiedział się o tern
król, również zapragnął się odmłodzić, wskoczył do kotła
i... spłonął (e).
Pustelnik prosił o skończenie prób, zobaczył bowiem swoją
nicość wobec anioła, ten jednak poprowadził go dalej. W drodze
spotkali żołnierza, którego uwięziono za podpalenie chaty; gdy
narzekał, że męczą go niewinnie, anioł powiedział: „Cóż tobie
wadziła krówka, pasąca się w lesie; ona także była niewinna,
a tyś ją położył. Teraz odpokutujesz za nią, potem się znajdzie
winny i ciebie wypuszczą“. Żołnierza, który bardzo żałował swego
uczynku, wkrótce istotnie uwolniono; przyszedł on do pustelnika
i obiecał poprawę. W końcu tego warjantu dodano epizod o mor
dercy własnej rodziny, który się zwrócił do pokuty; nazbierał
ciernia i w swej izbie tarzał się nago po kolcach, aż krew się wyle
wała. Podróżni przyglądali się temu z ukrycia, pustelnik się przy
znał, że do takiej pokuty jest niezdolny. Wrócił on znów na pu
stynię, anioł zaś wybrał ciernie z ran grzesznika i pojął go z sobą1).
Tenor legendy zbliżony jest do wersji Gestów, ale zawiera
nadto epizod z odmłodzeniem (motyw nowy) i szczegół o karze
zesłanej na zabójcę krówki. Szczegół podobny rozwinięto samo
istnie w wierszu Hołowińskiego (p. niżej).
W odmiance z Kujaw, p. t. „O pustelniku i czarcie“ (z Brze
ścia), z anioła zrobiono już czarta (który w Gestach był tylko
1) Kolberg: Lud, s. VIII (Krakowskie, cz. IV, s. 94 — 99, nr. 36).
Kraków, 1875.
134
w tytule: „O chytrości djabelskiej...“), ale czyny tegoż mało się
różnią od anielskich. Na początku wspomniano tu o pobożnym
owczarku, lecz bez żadnych przygód; sąsiadujący pustelnik za
zdrościł mu szczęśliwego żywota, chciał sobie także poszukać
losu lepszego, ruszył więc w świat. Przyłączył się doń czart, przèbrany za pustelnika, i dokonał takich czynów: Po drodze strącił
z mostu podróżnego (a), w czasie nocleg a u gościnnego pana za
dusił jedynaka (b), a szkatułkę z jego pieniądzmi wrzucił do
studni (c) Pan, nie zważając na śmierć dziecka, ugościł ich na po
żegnanie. Później zaszli do wdowy, która przyjęła obu jak naj
lepiej; nocą czart zabił ostatnią krowę wdowy, która, nie mając
już mleka, dała im rano choć kartofelek (d). Koło mostu strącił
czart człowieka (e), a w końcu chciał też utopić towarzysza; tenże
wyprosił się tylko przez wezwanie na pomoc Boga. Czart wyjaśnił
wreszcie swe uczynki podobnie jak anioł; zabicie krowy tłumaczył
tem, że wdowa dawniej chodziła pilnie do kościoła, modląc się
choćby o krówkę dla dzieci, kiedy zaś ją otrzymała, zapomniała
0 Bogu, ale teraz znów o nim pomyśli. Czart darował życie pu
stelnikowi, gdyż ten wspomniał imię boże; niech więc wraca znów
do swego kościółka. „Posłano mię od Boga, abym skarcił ciebie
1 tych ,co źle żyją na świecie“ ’). — Warjant zdradza wpływy
wschodnie (por. epizody c, d), a myśl przewodnia „dziwnych są
dów bożych“ znacznite się tutaj zatarła.
Czwartą odmiankę, opartą na Gestach, zapisał L. Mali
nowski na Śląsku Górnym (okr. Kluczborski) : Wilk pożarł
owcę, pan zabił za to owczarza; widząc niezasłużoną śmierć bie
daka, eremita porzucił pustelnię. Po drodze dołączył się doń towa
rzysz, poszli więc obaj i wstąpili potem na nocleg. Choć przyjęto
ich gościnnie, rankiem anioł udusił jedyne dziecko (a). Na
drugą noc wstąpili do rycerza, ten przyjął ich pięknie, ale skra
dziono mu kielich złoty (b). Trzeciej nocy poszli do mieszczanina,
który ich zwymyślał, a w końcu posłał do chlewa; rankiem oddano
mu ów kielich (c). Na mośdii zapytał anioł pewnego człowieka
o drogę, a w czasie pokazywania, chwycił go za kark, strącił pod
most i utopił (d). Pustelnik chciał go już opuścić, ale towarzysz
wyjaśnił teraz, że dziecko udusił, by ojciec nadal został „szcze1
1) Kolberg, Lud, s. III, Kujawy, cz. I., nr. 20, s. 153 — 6. War
szawa, 1867.
135
rym“; kielich zabrał dlatego, by rycerza do trzeźwości nawrócić,
dał zaś złemu, bo „každá rzec jes zapuaconá, jeźli nie tu, to na drugię świecie“; czwartego utopił, bo pół mili dalej byłby on zabił
człowieka w grzechu śmiertelnym... Pustelnik poznał teraz anioła,
który wnet zniknął1). Dwa epizody zgodne są z Gestami nawet
co do następstwa, epizod trzeci i czwarty tutaj przestawiono.
Inny warjant (ze Święciańskiego, ad Komaj) podał Kar
łowicz w pracy: Podania i bajki ludowe, zebrane na Litwie;
opowieść p. t. „O dwóch pustelnikach“ zawiera cztery epizody:
a) zatrucie dziecka owocem, b) kradzież kielicha u tejże rodziny,
c) darowanie kielicha pijakowi, d) strącenie „kalekiego“ żebraka
z mostu, a zostawienie zdrowego „jak lew“ i pijanego żebraka.
Fabuła uległa zatarciu, kończy się — po wyjaśnieniu czynów —
zniknięciem pustelnika „czarodzieja“. Drugi pustelnik pozostał,
nie wiedząc, czy z nim chodził święty, czy czarownik *2).
Pomijając dalsze.paralele z folkloru, zwrócimy jeszcze uwagę
na wiersz Hołowińskiego i nowelę Witkiewicza.
W zbiorku pierwszego, p. n. Legendy, znajduje się ustęp p. t.
Krówka Jaremy, który przedstawia historyjkę zbliżoną do epi
zodu, znanego nam jako dodatek do warjantu Kolberga (por.
o żołnierzu, który zastrzelił krówkę, s. 132 — 133). Hołowiński
oparł się rzekomo na materjale rodzimym, nazwał miejsce i osoby
akcji, w przypisach nie podał jednak żadnych szczegółów; skąd
zaczerpnął przedmiot, nie wiadomo, zapewne z jakiegoś zbiorku
kazań. We wstępie określił autor sądy boskie jako „tajemną
opiekę“, którą zrozumiemy, rozważając przeszłość:
„O wtedy tylko wdzięczne serce może
Czuć' i wysławiać wielkie sądy Boże“.
Fabuła wiersza jest bardzo prosta: Jarema, wracając z targu,
spotkał krówkę i popędził ją żartem aż do lasu. Gdy nazajutrz
szedł do miasta i ujrzał płaczącą kobietę, której zwierz pożarł
krowę, żywicielkę pięciorga jej dziatek, poznał w rozmowie,
że sam był sprawcą nieszczęścia. Do winy się nie przyznał, wkrótce
też zapomniał o wszystkiem. — Raz zbłąkał się on w puszczy
3) Maler, antrop. - archeöl. i etnograf. Ak. Um. V,'2. 224, Kraków, 1901.
(= Malinowski, Powieści ludu poi. na Śląsku, II 224).
2) Zbiór wiadom. do antrop. kraj. Ak. Um. XI 3 s, 280 — 3. Kraków, 1887.
136
Cudnowskiej; kiedy był znękany głodem i drogą, trafił na zbój
ców koło ogniska, których poprosił o nocleg, choć napawali go
trwogą. Była to banda Pawluka, którą tejże nocy wytropili i do
padli potem żołnierze. Zbójcy jednak umknęli, schwytano tylko
Jaremę. Daremnie się tłumaczył, nikt nie słuchał, ale go bito i mę
czono a wreszcie wtrącono do więzienia. Po roku katuszy, kiedy
Jarema wciąż narzekał na Boga, zjawił się we śnie starzec i obie
cując mu uwolnienie, rzekł:
„Za co obwiniasz o niesłuszność nieba,
Czy zapomniałeś krówkę biednej wdowy?
Wiedz, że łzy cudze krwią odkapać trzeba,
Bóg choć nieskory, lecz w sądzie surowy!“
Wkrótce schwytano zbójców, na podstawie ich zeznań stwier
dzono niewinność Jaremy i uwolniono go z więzienia ’). — Los
Jaremy przypomina karę żołnierza, o którym wspomina dodat
kowo krakowski warjant legendy o pustelniku i aniele; jest to za
pewne nowsza, uproszczona już wersja motywu „dziwnych sądów
bożych“. Ubocznie wtrącimy, że arcybiskup Hołowiński, we wstę
pie do swego zbiorku, podał o legendach kilka trzeźwych uwag,
których nie może pominąć przyszły historyk badań folklorystycz
nych w Polsce. Jak wiadomo, późniejsi badacze (czy zbieracze)
folkloru ulegali silnie poglądom szkoły mitologicznej — epigonów
jej spotykamy do dziś — tymczasem Hołowiński pisał już w pierw
szej połowie XIX wieku (!), że w legendach naszych „rzadko daje
się spotkać prawdziwie własne wynalezienie, są to najczęściej albo
przekształcenia cudów pisma (św.) albo żywotów świętych, albo
podań pierwszego chrześcijaństwa, przechowanych w dziełach
Ojców lub dziejach kościoła, albo wreszcie podań talmudycznych,
które Żydzi u nas więcej2) upowszechnili, jakby się można
było spodziewać...“ s). Badania późniejsze potwierdziły pogląd
Hołowińskiego niejednokrotnie; samo opracowanie legend wyszło
niezbyt udatnio.
Odwieczna zagadka przyczyny nieszczęść ludzkich, problem
„dziwnych sądów bożych“ zajmował u nas jeszcze kilku pisarzy,* 2 3
Hołowiński, Legendy, s. 19 (Bibl. powszechna, Złoczów, 1895).
2) Podkreślenie moje, także wyraz dodany wyżej w nawiasie.
3) Por. wstęp do „Legend“, s. 13.
137
obecnie zwrócimy jednak uwagę tylko na nowelkę Witkiewi
cza, p. t. Jędrek Cajka, aby wskazać jej związek ze wspomnianą
wyżej powiastką Tołstoja, przełożoną przez naszego pisarza na
dialekt podhalański p. t. Cem ludzie zyjom r). Filozofja moralna
Tołstoja, wpleciona bardzo zręcznie w legendę ludową o niezba
danych wyrokach boskich (por. wyżej), odbiła się w duszy Wit
kiewicza dosyć głęboko, później znalazła nadto podporę w lekturze
pism św. Franciszka z Assyżu. Swoje rozważania filozoficzno moralne włożył Witkiewicz w usta górala Czajki, na którego spadł
cios tragiczny i jakby zmusił go do rozwiązania sprzeczności, za
chodzącej między życiem ludzi, a ich losem, do wskazania lekar
stwa na ich bole i cierpienia.
Czajka, góral pełen radości życia, słynny z niezwykłej zręcz
ności i bystrego wzroku, stracił nagle wszystko, gdyż przy rozsa
dzaniu skały uległ okaleczeniu i ociemniał; ubogiej, a licznej rodzi
nie groziła nędza i śmierć głodowa. — Nieszczęście poruszyło jed
nak gości, przyjeżdżających do Zakopanego, którzy rzucili się
Czajce na pomoc; z datków hojnych kupili krowę, wybudowali
chałupę dwuizbową i t. d. Jednem słowem w biedzie dano Czajkom
to, o czem dawniej nie mogli nawet marzyć. Czy Jędrek doznał
uciechy, czy miał narzekać, czy błogosławić?! Z powodu utraty
wzroku „noc przesłaniająca słońce przesłoniła wszystko w du
szy“ 12) ; szczęście i klęska splotły się w jednym uścisku. Wikary
próbował pocieszyć go w smutku, napomknął o miłosierdziu boskiem, chciał obudzić wdzięczność dla Opatrzności, ale wywołał
rozpaczliwe skargi i tylko płacz zdusił wezbrany potok żalu. Księ
dzu brakło już argumentów, ale zważywszy na swą powinność,
zwrócił się do Jędrka z innej strony: „...ośmielacie się sądzić wy
roki Opatrzności i waszym ułomnym rozumem badać tajniki jej
mądrości...“, może Bóg uchronił w ten sposób od ciężkiego grze
chu, chcąc wybawić od piekła. „Zamiary i czyny Boga nie zawsze
są zrozumiałe dla ludzkiego umysłu“ 3).
Wprawdzie Jędrek odpowiedział księdzu na wszystko faktami
z otoczenia, nie uległ argumentom wikarego, ale w duszy jego
1) Witkiewicz, „Z Tatr“, s. 27 — 53. Lwów, 1907 (pod tłumacze
niem data: 1892 — 1907).
2) Witkiewicz, „Z Tatr“, s. 193.
5) Tamże, 196
138
nastąpił przełom, sam bowiem zaczął rozmyślać nad rozwiązaniem
sprzeczności. Po dłuższem „ozmyślaniu“, doszedł do pewnego
uporządkowania nasuwających się zagadnień; z czasem urobił
sobie własny pogląd na bieg spraw świata, zrozumiał, w czem
leży mądrość życia:... „Wszędzie widział — niepotrzebną, zgubną
wrogość, złą pazderność i głupotę, które otwierały na rozscież wierzeje nieszczęściu, klęskom, pomstom i karom... A tyle, tyle
wszyscy w sobie mieli dobrego!“ Przez usta Jędrka wyraża dalej
Witkiewicz własne poglądy, których związek z Tołstojem można
dowieść zestawieniem słów anioła ukaranego (w legendzie Toł
stoja) ze słowami Jędrka. N. p. anioł wyjaśnia u Tołstoja pierwsze
słowo, które mu Bóg odkrył: „I przeznalek, co w ludzicik jest je mi
łość. I ucieszyłek sie, co Bóg zacon przede mnom odkrywać, co
obiecował i uśmiechnonek sie pierwsy raz...“. — Odpowiedź anioła
na trzecie słowo: „Przeznałek, co każdy cłowiek żyje nie tern, co
sie o siebie stara, ino miłościom... Osiołek sie zyw, kiejek był cłowiekiem, nie bez to, ćok o siebie sie starał, ba bez to, co miłość
była w przechodzącym mimo cłowieku i w zonie jego, i oni sie
zlutowali i polubili mnie. Ostały żywe sieroty nie bez to, co o ik
zyciń radzili, ba bez to, co miłość była w sercu niepilej kobiety
i ona zlutowała sie i polubiła je. I syćkct ludzie zyjom nie bez to,
co sie o sobi starajom, ba beż to, co w ludzicik jest miłość...1).
Oto zaś słowa Jędrka, który z zapałem rozwija swe myśli
staremu Hazie: ...„kaby ludzie o sie stali, jeden o drugiego, a mieli
rozum. Mówiem wam! Kaby ino sie miłowali, a mieli rozum.
Zbacciez se na mnie: zwypalowało mnie ocy, potargało ręce,i bez
cóz takie sietniacysko wyżyło, bez co nie skapięli my syćka? Ino
bez ludzkie miłosierdzie.. Ja myślem, cok ocy ja zwypalował sam
bez własnóm głupotę, a miłosierdzie, lutość była w ludziak...“.
Jędrek pomija wykład księdza wikarego, jakoby klęski były
karą bożą, objaśnia je głupotą ludzką, podnosi zaś — jak Tołstoj —
zbawczy wpływ miłosierdzia wobec bliźnich. „Dy wy se po
myślcie“ — mówi w końcu do Hazy — „coby to było ! Ka sie obró
cicie, świat jaze dygoce od miłości, od radości, od scęścia!
Na pierwszy rzut oka Jędrek dał nowe i doskonałe rozwią
zanie odwiecznego problemu, ale — niestety — tylko na pierwszy
1) Tamże, 51 — 53. Idąc za Iłumaczeniem Witkiewicza, cytujemy słowa
Tołsloja w gwarze podhalańskiej.
139
W kilku artykułach omówiono już wpływ św. Franciszka
z Assyżu na Witkiewicza3), (który przełożył kilka rozdziałów
z jego „Kwiatków“) *2), cytując nawet przytoczone wyżej słowa
Jędrka Czajki, o stosunku zaś do Tołstoja, o ile wiem, dotąd nie
wspominano, a przecież kwestja godna jest uwagi, choćby w celu
porównania techniki artystycznej obu autorów. Nam wystarcza za
znaczyć, przynajmniej zgrubsza, związek nowelki Witkiewicza
z legendą o „dziwnych sądach bożych“, podkreślić w niej próbę
nowego rozwiązania prastarego problemu, który zajmował naj
wybitniejsze umysły przeróżnych wyznań i narodowości.
Kończąc uwagi o „Sabałowej bajce“ Sienkiewicza i o prze
różnych warjantach motywu „dziwne sądy boże“, podkreślimy
krótko ważniejsze wyniki rozprawki, którą możnaby zresztą
jeszcze znacznie wzbogacić materjałem z literatury polskiej (por.
n. p. wiersz O d y ń c a p. t. Piorun), jakoteż z folkloru. Dosyć
obszernie rozwinięto tu dotychczasowe przyczynki polskie
0 „bajce“ Sienkiewicza, wspomniano o jej stosunku do jednej
z powiastek Tołstoja, najobficiej zaś opatrzono warjantami drugą
część legendy o śmierci, nadmieniając, że dawna pełniejsza postać
tejże była zbliżona do przytoczonej legendy rumuńskiej.
Osobno rozpatrzono te wersje dziwnych sądów bożych, które
się znajdują w zabytkach staropolskich, przeszły do nas ze zbio
rów średniowiecznych (Spéculum exemplorum, Gesta Romanorum
1 t. d.), tam zaś dostały się poprzednio ze wschodu. Na podstawie
porównania werśyj zachodnich z Koranem, Talmudem, Prologiem
i t. d„ wysunięto hipotezę o przedsemickiem pochodzeniu motywu;
sąd ten stoi w sprzeczności z poglądami badaczy dotychczasowych
i dla ugruntowania wymaga dalszych poszukiwań w prastarych
zabytkach indo - irańskich (aryjskich), gdyż tutaj podkreślono
tylko kilka uderzających szczegółów.
b K. Kosiński, Św. Franciszek z Assyżu w ideologji St. Witkie
wicza. Warszawa, 1925 (odczyt).
2) W gwarze podhalańskiej. Kilka tych samych rozdziałów, n. p. Wilk
z Gubbio, mamy już w tłumaczeniu z początku XVII w.; por. Wielkie Zwierc.
przykł. wyd. 1, s. 400, nr. 392 i i. Tenże ustęp o wilku przełożył ładnym wier
szem A. E. Odyniec. (Poezje I, 28; W. 1874). Pełny przekład w języku
literackim wydał Staff, który w cudownej przygodzie z wilkiem upatruje echo
„opowieści o zbójcach z Monte Casale“ (Kwiatki św. Franciszka, s. 24).
140
Przy analizie folkloru polskiego wyłoniły się czasem
ciekawe ślady bezpośrednich — rozumie się bardzo dawnych —
związków kulturalnych Polski ze wschodem, z drugiej strony
w folklorze, a szczególnie w literaturze ruskiej znamienny Jest
nowszy przypływ cech zachodnich; jako ilustrację skrzyżowania
prądów wschodnich i zachodnich podano legendę Feďkowicza,
a w części też zbiorku Chitarskiego. Do rozmaitych odmianek
z folkloru dołączono w końcu parę słów o legendzie Hołowińskiego, a także o nowelce Witkiewicza, dowodząc związku tejże
z powiastką Tołstoja.
UZUPEŁNIENIA.
Do str. 97. Na marginesie paraboli Reja o pustelniku
i aniele należy zaznaczyć, że poeta poprzedził ją w Wizerunku
szeregiem ciekawych rozważań „o przeźrzeniu Pańskim“, wtrą
cając urywkowo (jak zwykle czynił w Wizerunku) kilka fabuł
popularnych w XVI wieku. Por. np. słowa o dziwnych przygodach
tego świata, przypominające pesymizm księgi Eklesiastes (r. IX) :
,,I wielki to dziw u mnie, co się to wżdy dzieje,
Iż jeden chodzi płacząc, a drugi się śmieje.
Widzę też czasem złego, widzę też dobrego,
A nie wszytko przypada do stanu każdego.
Gdy sie zły rozkwitawa w roskosznej hojności,
Na dobrego przypadną rozliczne trudności;
Niewinny bywa ściśnion, a winniejszy skacze,
Owemu zewsząd płynie, a ów w nędzy płacze“...
(r. IX w. 129 — 36).
Myśli takie nie zaprzątały jednak głowy Reja zbyt głęboko,
brał on bowiem życie prosto i „radośnie“, poszedł tu.więc tylko
w ślady humanisty włoskiego M. Palingeniusza *), a nadrabiając
pozatem biblją — zupełnie w duchu średniowiecza — wspomniał
o losach „Jopa“, Tobiasza, Józefa, Zuzanny i t. d., aby dojść do
konkluzji, że cnota „prześladowaniem“ się poleruje;
„Bo jako jest jaśniejszy zawżdy ogień w cieniu,
Takżeć cnota poczciwa w każdym uciśnieniu,
I złoto, gdy się w ogniu pięknie poleruje,
Tym zawżdy wdzięczniejszy glanc oczom ukazuje £),1 2
1) Por. Kniaziołucki, Do genezy poematu M. Reja „Wizetunk
Żywota Poczciwego człowieka“. (Rozpr. Ak. Um. w filol. t. 44 (29), s. 247 n.
322. Kraków, 1908).
2) Por. Proverb. Salom. XVII 3, a nadto Chrysostomos, ad Slagiriuni.
141
Takżeć też cnotliwemu nigdy nic nie wadzi,
K.edy go niecnotliwi uciskają radzi .
Bowiem to już pewnie wie, iż to czasu swego
Wynidzie mu na wielkie pocieszenie jego“ (ib. w. 1034 — 40).
Palingenjusz, pomijając ostatecznie racjonalistyczne rozwią
zanie odwiecznego problemu (por. wyżej s. 89: Zadig Voltaire’a),
stanął z konieczności na gruncie religji chrześcijańskiej*), tem
łatwiej i szczerzej uczynił to Rej, dla którego wiara stanowiła gra
nitową podstawę życia, przenikając całą jego twórczość pisarską.
Poeta nie wątpi w sprawiedliwość bożą na świecie, a cierpiącemu
klęski i uciski każe znosić los z „uprzejmą nadzieją“:
„Iż mu się to nagrodzi, a iże w radości
Wynidą mu bez chyby ony przypadłości.
A tak, mój miły bracie, już więcej nie szalej,
A o tych Boskich sprawach nie pytaj się dalej“.
(r. IX, w. 1063 — 6.)
Z zakończenia Rejowego przypowieści o pustelniku (IX,
450 — 60) wynika, że zadośćuczynienie za cierpienia doczesne
nastąpi w życiu przyszłem.
„Wizerunk“ zawiera urywki kilku motywów powieściowych,
o jednym wspomnę tu ubocznie, gdyż w dalszej linji łączy się ze
słynnym w średniowieczu romansem „Barlaama i Jozafata“ (t. j.
pierwotnie żywotem samego Buddy, który z biegiem czasu dostał
się w poczet świętych chrześcijańskich) 2). W historji literatury
polskiej parę razy wspomniano ' już o „Podobieństwie żywota
człowieka chrześcijańskiego“ 13),2 t. j. przeróbce przypowieści Bar
laama o jednorożcu, nie zauważono zaś dotąd, zdaje się, paraboli
p. t. „Trąba śmierci“, która w Wizerunku (s. 108, r. VI, 420 — 78)
nosi dopisek „Przygody wielkich stanów“. Tenże motyw jest
w Gestach Rom. (Bystroń, nr. 21, s. 142; Oesterley nr. 143), wy
stępuje też często w kazaniach średniowiecznych, które mogły być
źródłem Reja; por. Wesselski, Mönchslatein, nr. 78 (tamże
paralele).
Do str. 115. Odpowiedź chrześcijańska na problem „niezgłę
bionych sądów bożych“ przypomina częściowo poglądy bud
1) Kniaziołucki, op. cii. 255.
2) Jozafat występuje jako święty także w Menejach staroruskich.
3) Korbut, Liter, polska, wyd. 2-ie, I, s. 208. Cały romans przełożono
w Polsce dwukrotnie w 17 wieku (prozą i wierszem).
142
dyjskie o t. zw. karmie, która jest wiarą w związek wzajemny
różnych inkarnacjj ludzkich; według tej wiary los obecny czło
wieka zależy od postępków we wcieleniach jego poprzednich,
żywot zaś następny będzie wynikiem zasług bytu obecnego. Por.
zajmującą powiastkę buddyjską Tołstoja p. t. Karma, prze
łożoną (?) 1894 r. z tygodnika The Open Court (A weekly maga
zine devoted to the concilation ot Religion with Science; Chicago).
Do str. 118. Jako drobny przyczynek do genezy legendy
o aniele ukaranym dodamy tekst ruski z XVII wieku, znajdujący
się w zbiorku Sokirnickim (żupa Maramorosz), który obec
nie jest własnością prof. Jaworskiego w Pradze1). Tekst ten,
wpleciony do Kazania na pogrzeb, wspomina tylko o zesłaniu
anioła na puszczę dla pokuty, o żadnych przygodach jego, niema,
niestety, wzmianki. Na początku występuje imię Makarego, ale
w dziełach ojców św. tegoż imienia rzeczy podobnej nie
spotkałem 12).
(K. 170 — 71 v.). ...XojtHMH no nyutH, c(Ba)Tbiří MaKapiii
yBtwfeji Hanepejt ce6e rfeti, noKJinne tojiocom mobsihh: „Haurb
jih een min ot conpoTHBHix ?“ VLiyBT> rojiocb c(BSi)TbiH MaKapiii
jto ce6e mobhhh : „51 ecreM, oTne c(Ba)Tbiii, aHrejrb 6o>kíh ; To(y)
MH r(o)c(no)jtb B{o)rT> npicjiaB Ha nOKyTy Ha ce (!) uymy, Ha
TpH JifiTa 3a Toe, nach Ma r(o)c(no)jtb B(o)rb nocHJiaji jto
ejtHOH yßoroH, hk (b^obIs (!) no Ä(y)tuy, Korpan majia jpfeTeH
jtpoÖHbix 6ap30 MHoro, a Mywa He Majia; u BHjffeB y eH Tbix
jffeTeH peBHbiři njiaMTj BejiHKbiří h waji BejiHKyK), h to nowaJioBaJi
THX MaJIHX CHpOTT> OCTaBHTH 6e3 MaTepe H He B3ilJl'b A(y)tUH
b Ten yßoroH >kohh. IIotom npmiiojrb npejt F(o)c(no)jta B(o)ra
noKJiOHHTH ca. SB^jtOBaJi mji T(o)c(no)jtb B(o)rT>: „MeM ecn He
npHHKDc tom jt(y)iHH yßoroii weHH?“ OTnoB^feji aHrejiT.: „IlpeTo,
M(n)Ji(o)cTbiBbin naHe, 6o ecT(!) nowajioBaJi thx mhothx ,n.f>Ten
CHpOTaMH M3JIHMH 30CT3BHTH, H njiaHT> HX BeJIHKifi H KpHK HX
BHjffeji, h jtjia toto Ä(y)tUH He Bb3iiJi en“. M peae eMy T(o)c(no)jtb B(o)rT> ko aHrejiy: „Hun cKopo y bokhjih Mope aw Ha
jtHO Mopa h npHHecH mu 3 Mopa KaMeH“. riomoji bo Mope
h npHHec KaMeH, KOTopbiH po3Ka3aji r(o)c(no)jtb B(o)rb po31 ) Prot. Jaworskiemu składam tą drogą serdeczne podzięko
wanie za łaskawe użyczenie odpisu legendy. Co do charakterystyki zbiorku
Sokirnickiego, por. w cytowanej już pracy tegoż uczonego, s. 64, 70.
2) Mignę, Patrol, graeca, t. 34.
143
jiynHTH Ha Äßoe; po3JiynHBUiH, 3HaHiiioJi oy tom KajweHli ÄBa
MepBaKbi )KHBH-fe. M pene r(o)c(no)ji,b ko aHrejiy: Bhuhih tot bi
MepBaKH )KHBÏH, «KO TOTbl CaM (eCMb) JKHBHJI H HepjKaJI, H 3HaJI
3a Ht, kojimh nane 3a toth chpoth ; hk 6bi (a) hx He Man
3HaTH H HX J.ep>I<aTH H H(x) nHT3TH Ha CBŤjTÍS?“ M TOJ1KO 3a
Toe HenocJiymeHCTBO r(o)c(no)jib B(o)rT> H3omaJi aHreJia Ha
nymy Ha noxyTy Ha Tpn Jif/ra... ^
Do str. 135 (i 114). Obok warjantów polskich legendy o przy
godach pustelnika trzeba wspomnieć z folkloru ruskiego zapis
Hnatiuka, p. t. Pustelnyk i anheł, zawierający trzy epizody główne:
a) kradzież djamentu (!) przez anioła u gościnnego gospodarza,
b) uduszenie dziecka w kolebce u tegoż gazdy, c) utopienie
chłopca, który łowił ryby; z wyjaśnień późniejszych wynika iż
anioł rzucił też ów djament do rzeki. Na początku legendy wspo
mniano, że anioł przy spotkaniu strojnych paniczów zatkał
nozdrza nie mógł bowiem znieść złej woni, którą wydawały grze
chy owych młodzieńców i t. d. 12).
Co do źródła dodatków owych, por. „przykład“: Arialskie
nozdrza smrodem grzechowym nad wszelki ścierw sie brzydzą.
(WZ1 s. 48, nr. 39; w rozdz. Anioł, przykł. XVIII-y, wzięty z A n tónina: Summa theologica, pars 4, tit. 14, cap. 6, § 1; przed
r. 1459).
RÉSUMÉ.
Sabała appartenait aux personnages les plus populaires de 'Zako
pane au XIX siècle; la légende de la mort, notée par Sienkiewicz sous
le titre „Le conte de Sabała“ est la plus connue dè ses récits et de
ses anecdotes. L’auteur répète ici cette légende suivant la version de
Stopka en indiquant les petites différences d’avec le texte de Sien
kiewicz et de Dembowski.
11 parle de ces choses' dans l’introduction de l’article, dans laquelle
il a aussi tenu compte de la bibliographie nouvelle des publications con
sacrées au Podhale. La matière proprement dite est présentée en trois
chapitres auxquels sont ajoutées á la fin quelques remarques supplé
mentaires.
Le premier chapitre intitulé „Le sujet du conte: a) le motif de la
mort emprisonnée, b) le motif de l’ange puni; aperçu des contributions
polonaises“ — traite tout au long les travaux de Karłowicz et de Ja
strzębowski consacrés à cette légende, mentionne les sujets analogues
dans la littérature et le folklore, s'occupe aussi de rapports entre „le
1) Ze względów technicznych w przedruku urywku powyższego skróty
rozwiązano, a litery wyniesione w rękop. nad wiersz wciągnięto na linję.
2) Etnograf. Zbirn. XIII, 95, nr. 283.
144
conte de Sabała“ et le récit de Tolstoi „De quoi vivent les hommes“
(Qu’est-ce qu’anime les hommes?).
Le second chapitre intitulé: „Le motif d’étrange^ jugements de
Dieu (Le grand Miroir des exemples, Gesta Romanorum, Nicolas Rey,
S. Witwicki, Prologue) et ses prédécesseurs dans le „Koran“, chez Nissim, Kazwini etc. Le croisement de la version orientale et occidentale
dans la parabole houtzoule de Fed’kowicz et dans la légende Chitare
(p. 88—114). On y caractérise les études sur ce problème dans
la littérature européenne: chez John Dunlop, Gaston Paris, Clouston,
Rohde etc.; l’auteur analyse aussi brièvement le travail de Dragomanów
et les contributions de Ponomarew et de Sumcow. Après avoir énuméré
les principaux monuments médiévaux de l’Europe occidentale, con
tenant entre autres la légende de l’ange et dé’'l’ermite, l’auteur cite
le texte vieux polonais de „Magnum Spéculum exemplorum“ en ajou
tant quelques remarques sur la traduction polonaise de cette légende
que l’on rencontre dans les „Gesta Romanorum“ et dans les deux
rédactions de ce motif données par Nicolas Rey.
Outre les versions populaires occidentales l’auteur a pris en con
sidération le texte vieux - ruthene du Prologue, qui remplace la version
chrétienne primitive perdue; ce texte révèle certains détails inconnus
aux versions occidentales (il diffère aussi un peu du texte de Paterik)
et jette une nouvelle lumière sur la genèse du motif. Pour des raisons
d’ordre comparatif l’auteur présente encore une version musulmane
du Koran, quelques détails de ses commentateurs, le résume de la
légende suivant le rabbin Nissim etc.
Sur le territoire de l’ancienne Pologne se sont croisés les versions
orientales avec les versions occidentales, ce qui est prouvé par le texte
hoLitzoul de Fed’kowicz mentionné plus haut et aussi par le recueil
Chitare.
Le troisième chapitre intitulé: „Le second motif du conte de Sa
bała“ et les motifs apparentés dans le folklore et dans la littérature“
(p. 114 —139) — mentionne la genèse du motif de l’ange puni, cite
les versions plus complètes de ce motif, p. ex la version roumaine, en
énumère ensuite les différentes variantes dans les folklores polonais
et ruthène. L’auteur y prend en considération entre autres a) les 7 nou
velles variantes du récit de l’ange serviteur de l’homme; b) les 18 va
riantes de l’histoire des voyages de Christ (sur terre avec ses disciples)
qui en général fait augmenter la fortune des riches et diminuer celle
des pauvres (p. ex. un pauvre serviable perd ses derniers boeufs; une
pauvre veuve hospitalière perd sa dernière vache) (p. 126—132), c) les
5 variantes polonaises de la légende de l’ermite et de l’ange (p.
132—145.)
A la fin de l’article l’auteur ajoute quelques mots sur la poésie de
l’archevêque Kolowinski, sous le titre „La vache de t Jarema“ et sur la
nouvelle de S. Witkiewicz „André Czajka“ en prouvant qu’il y a un
rapport entre cette dernière et le récit de Tolstoi mentionné plus haut.
Dans les suppléments se trouve entre autres le texte ruthène, datant
du XVII siècle, de la légende incomplète de l’ange puni.
TADEUSZ SEWERYN.
TECHNIKA MALOWANIA LUDOWYCH
OBRAZKÓW NA SZKLE1).
Dokładne zapoznanie się z techniką malowania Indowych
obrazków na szkle może przynieść następujące korzyści w etno
graficznych badaniach: 1) dostarczyć naukowej, materjalnej pod
stawy do klasyfikacji tych obrazków, którą dotychczas starano
się ustalić jedynie na podstawie tematu (ikonografji), szczegółów
formy i kolorów, pierwiastków zdobniczych i rodzaju ram, 2) może
dać materjał do naukowego opisu znamienniejszych okazów lu
dowego obraźnictwa i 3) podstawę do odróżnienia rodzimego to
waru od importowanego, a wreszcie 4) poza wyświetleniem taj
ników samego malowania, co jest jedną z dziedzin technicznej
kultury ludu, stwierdzić, 5) co z dawnych technik, praktykowa
nych przez średniowiecznych i renesansowych rzemieślników,
dawne cechy miejskie lub klasztory zachowało się w tradycji
ludowej i jakim uległo zmianom czyli wyświetlić jedno ze szcze
gółowych zagadnień z pogranicza sztuki, historji kultury i ludoznawstwa.
Świeży i higjeniczny wygląd zewnętrzny, młodzieńcza świe
żość barw i stosunkowo bardzo dobre zachowanie się farb ludo
wych malowideł na szkle zaciekawiały różnych badaczów ludowej
sztuki. Dwie2) nasze sumienne prace t. j. Leonarda Lepszego:
1) Studjum to jest rozwinięciem referatu, wygłoszonego w r. 1929 na
Kole Etnografów w Krakowie, a w r. 1931 na posiedzeniu Kom. Etn. P. Ak.
Umiejętności.
2) Prócz tego o ludowych obrazkach na szkle pisali u nas: Jan Wiktor:
Malowidła na szkle (Ilustr. Przewodnik po Pieninach i Szczawnicy, Kraków
1927), Konstanty Kietlicz - Rayski: Obrazy malowane na odwrociu szkła
(Sztuka góralski, na Podhalu, Lublin 1928) i Tadeusz Seweryn: Kaszubskie
obrazy , na szkle (Kurjer Lit. - Naukowy, Nr. 149, 1929).
Lud T. XXX.
(rowpfizgiótřj^
146
„Obrazy ludowe na szkle malowane“ (Kraków 1921) oraz Kon
stantego Steckiego: „Ludowe obrazy na szkle“ (Zakopane — Kra
ków, 1914 —1921) poruszają sprawę techniki ludowych malo
wideł — uwagi te wymagają jednak rozwinięcia lub sprostowania.
Odwoływanie się do fachowych chemików nie mogło tu przynieść
pożądanych rezultatów, bo w sprawie techniki malowania kompe
tencja chemików jest minimalna. Stawianie pod ich adresem py
tania, jakiemi farbami malowali ludowi obraźnicy, nie prowadzi
do celu, gdyż chemiczny skład farby — pigmentu nie jest dzisiaj
tajemnicą fabrykanta, a sam rodzaj farb odczytać inoże „na oko“
każdy malarz. Przy pomocy analizy jakościowej i ilościowej
zwietrzałych cząstek farb dawnych malowideł ludowych nie wy
jaśni się dokładnego składu spoiwa i sposobu jego przyrządze
nia — a o to głównie, a nie o skład chemiczny farb, chodzi nam
w wyjaśnieniu tajemnic techniki malowania. Zresztą samo po
znanie spoiwa nie wyjaśnia ani kwestji dobrego zakonserwowa
nia się malowideł na szkle, ani dziesiątek innych spraw, należą
cych do samej techniki malowania.
Uzupełniając częściowo tę lukę, podaję poniżej garść uwag,
które jako ogólny, orjentacyjny materjał, mogą się przydać ba
daczom, pragnącym przeprowadzać także i analizę materjalnej
strony ludowych malowideł na szkle,
Szkło.
Szkło naszych obrazów należy do rodzaju pospolitego szkła
taflowego. Urozmaicają go różne skazy, jak pęcherzyki, bańki,
„krople“, włókna, falowania, „nici“ i nierówne grubości,^szcze
gólnie na rogach. Niezawodnie jest to nieudały produkt fabryczny,
powstały w niskiej temperaturze hutniczego pieca szklarskiego
i dlatego jako towar tani, szkło takie bywało chętnie poszukiwane
przez ludowych obraźników. Dzięki wymienionym skazom daje
ono wiele nieoczekiwanych efektów, na podobieństwo szkła an
tycznego, które podobne znamionują cechy.
Najczęściej używane szkła ołowiowe z biegiem lat tracą na
przejrzystości, ciemnieją nieco, przybierając mieniące się błyski.
Choć mętną i nieco opalizującą powłokę szkła usunąć można za
pomocą przemycia go oclem lub kwasem fluorowodorowym —
nie jest to pożądane-, bo gorliwe oczyszczanie obrazków z wszel
ki:
14?
kiej patyny, odbiera im swoisty urok antyku. Lekkie przemycie
zabrudzonego szkła — mydłem, sodą i wodą, zadymionego popio
łem, zatłuszczonego — proszkiem' kredowym i alkoholem — aż
nadto wystarcza.
Najlepiej zabezpieczają farby przed działaniem światła nie
bieskawe szkła, zawierające nadmiar tlenku manganu.
Wiedzą o tem szklarze,' iż każda szyba ma dwie strony:
wklęsłą, słabszą i wypukłą, więcej błyszczącą, trwalszą na obra
żenia mechaniczne. Obraźnicy ludowi, którzy byli zdaje się i szkla
rzami („błoniarzami“) w jednej osobie, malowali na słabszej,
wklęsłej stronie, zwracając na zewnątrz stronę nieco wypukłą.
Konieczne to było już z tego względu, że szkło naszych obrazów
było nietyłko bardzo cienkie, ale i kruche. Kto miał do czynienia
z temi obrazkami, wie, iż trzeba zachowywać wielką ostrożność
podczas wyjmowania ich z ram lub przemywania, gdyż najmniej
sze, nieostrożne trącenie cienkiej szybki powoduje jej pęknięcie.
Kruchość tych szyb znali dobrze górale. Przed wojną, a zwłaszcza
w czasie wojny — jak opisuje Jan Wiktor — zmywano farbę,
chcąc użyć szkła do szyb. jednak cienkie i kruche szkło w rę
kach się rozpryskiwało .
W obrazach „śląskich“ występuje szkło nieco grubsze, niż
w okazach, pochodzących z Polski. W rzadkich wypadkach
grube szkła malowideł pochodzą ze zniszczonych zwierciadeł.
Spotykamy się często z malowidłami na lustrach czyli, jak
m mówią górale, na „przezieradłach“. Sposób ten był modą z koń
cem XVII i w XVIII w., a polegał na wykonaniu malowidła (bez
tła) na polerowanej płycie szklanej 12), którą następnie powlekano
połączeniem rtęci z cyną, czyli „amalgamem“. Lustro było więc
tłem wiązanek kwiatów, scen, motyli i t. p.
Malowidła na lustrach, zwykle pretensjonalne i bez artystycz
nej wartości, znajdujące się w naszych zbiorach, są obcego pocho
dzenia, jak przemawia za tem ich odrębny charakter zdobniczy.
Produkowały je na eksport małe fabryczki Czech, Śląska, Bawar ji
i Tyrolu.
1) Jan Wiktor: Malowidła na szkle (Ilustr. Przewodnik po Pieni
nach i Szczawnicy, str. 108).
2) T. zw. chińskie malowidła na lustrach są właściwie temperowemi
malowidłami na gładkiej cynofolji, nalepionej na szkło zapomocą specjal
nych żywic.-
10*
148
Podkładanie rycin.
Pierwszą czynnością obraźnika po odpowiedniem umyciu
szkła było narysowanie konturu. Niekiedy jednak zaczynano od
podłożenia pod szkło ryciny, a najczęściej wycinka ludowego
drzeworytu. Sposób ten, znany w Polsce, jak o tem świadczą okazy
z Orawy, Podhala, Pokucia, Wołynia i Kaszub, występował
zrzadka na północnej Słowaczyźnie, a prawie nieznany jest w po
łudniowej Słowiańszczyźnie, krajach alpejskich, Bawarj:, Saksonji i na Śląsku.
Drzeworyty w takiem zastosowaniu stanowią zawsze środek
kompozycji, którą obraźni k rozbudowywał za pomocą domalowywania dookoła sztafażu, tła, kwiatów i t. p. Ponieważ drzeworyty
nasze, nalepiane na szkło, przedstawiają figury świętych, przeto
nie ulega wątpliwości, że podlepiania dokonywali obraźnicy,
celem ułatwienia sobie pracy, bo rysowanie postaci ludzkiej
przedstawiało dla nich więcej trudności, niż n. p. bogatych
ornamentów.
Na Kaszubach niezawodnie malarze obrazków na szkle byli
jednocześnie i odbijaczami drzeworytów 3). Świadczy o tem ob
serwacja kilku obrazków, znajdujących się w Muzeum Wiejskiem
we Wdzydzach, na których podlepione drzeworyty mają najlepiej
odbite twarze świętych, bo te nie miały być malowane, natomiast
ornament w tle, otaczający główną postać, jest odciśnięty lekko,
czasem jakby przypadkowo, bo, jak wiadomo, ozdoby tła wyko
nywał malarz zawsze od ręki.
Spotykamy też malowidła na szkle z nalepionemi obrazkami,
wyciętemi z książek. Ilustrują one prymitywną, rzemieślniczo mechaniczną produkcję obrazków bez współudziału jakiejkolwiek
artystycznej inwencji wykonawcy. Kilka takich okazów znajduje
się w Muzeum Tatrzańskiem w Zakopanem. Są to postaci świę
tych, kościoły, ptaki i t. p., do których domalowano tylko tło,
zwykle białe. Te przykłady dekadencji smaku, podobnie jak
nowsze wycinanki łowickie, „upiększone“ główkami, wyciętemi
z pocztówek lub żurnali mód, są odblaskiem pewnej mody, idącej
z Francji w końcowych latach Regencji na całą Europę, a polega
jącej na wycinaniu różnych obrazków, nalepianiu na drzewie.*
*j Tadeusz Seweryn: Kaszubskie obrazy na szkle.
149
Ryc. 1.
Matka Boska Częstochowska, obrazek z Jasionowa w powiecie
brzozowskim.
150
szkle, ceramice, muszlach i t. p. i powerniksowaniu. Francuskie
„découpure“ 1) ma więc swój odpowiednik w pewnym typie na
szych obrazków na szkle, podobnie jak i lyp rokokowej ornamen
tyki — w kwiecistych ozdobach zarówno tyrolskich, jak i naszych
obrazków.
Do tej kategorji wycinanek należy również pewna grupa
ludowych obrazków, na których naturalne barwy różnych materjałów łączą się w sposób szlachetny z wycinkami papieru, poma
lowanego szkła i t. p. Doskonałym, dodatnim przykładem tego
typu obrazków rokokowej mody jest obrazek (34 ^C»50 cm),
przedstawiający Matkę Boską Częstochowską2) (ryc. 1), pocho
dzący z Jasionowa (pow. Brzozów), a wykonany nadzwyczaj kun
sztownie przez jakiegoś organistę lub małomiasteczkowego majsterka. Tło obrazka stanowi złocony papier z wytłaczanemi orna
mentami kwiatowemi, używany przez dawnych organistów na
opaski do paczuszek opłatków, roznoszonych „po kolędzie“. Ręce
i twarz Matki Boskiej i Chrystusa tworzą przylepione do podłoża
wycinki szkła, pomalowanego na odwrociu cielistym kolorem,
a konturowanego czarną farbą olejną. Wszystkie kontury szat i fał
dów wykonane są z nalepionych plastycznych sznurów cienkiej
blaszki ołowianej. Płaszcz M. Boskiej, wylepiony srebrem, zdobią
kwiaty, których szypułki i łodygi tworzą kawałki nalepionych
lnianych sznurków, a kwiaty — nalepione w koło ziarna śrutu
strzelniczego albo wycięte kółka z lusterka lub szkła, pomalowa
nego z odwrocia na kolor czerwony. Pod brodą M. B. i na ramio
nach M. B. i Dzieciątka dwie kokardy ze wstążki jedwabnej. Ko
rony na podkładzie z metalowej blaszki, błyszczącej złociście,
zdobią wycinki kolorowanych szkieł, lusterek, blaszek, a nadto
kolorowanej miedziorytowe obrazki w medaljonowej oprawie ze*)
*)J)r. Marceli Nałęcz Dobrowolski: Style Ludwików, str.
56: „Pasja wycinania była tak powszechną, .żę niszczono dla rycin nieraz
bardzo drogie książki. Któryś z autorów współczesnych, żaląc się, twierdził,
iż niedługo wytną z ram obrazy Raffaela, by móc przylepić je i zawerniksować
na meblu“. W Arts et Métiers Graphiques, Nr. 16 (cyt. Reklama Nr. 4, 1930),
czytamy, że królowa Ludwika pruska, małżonka' Fryderyka Wilhelrrtä, z upo
dobaniem wycinała ryciny z książek, obrazki z kart do gry L tworzyła różne
montaże, dolepiając głowy domowych lub dzikich zwierząt do postaci Napo
leona, umieszczając głowy ludzi na łodygach roślin, a idylliczne obrazki na
łonach Niemek
2) Własność Tadeusza Szafrana, dyr Szkoły Ceramicznej w Krakowie.
151
złocistego, kręconego drucika, „bajorka“, którym posługiwały się
mieszczki w haftowaniu złotolitych czepców, albo też oprawione
w sznury koralików, nanizanych na nitkę Sutej ornamentacji do
pełniają duże gwiazdy z mosiężnej blaszki, rozmieszczone w tle
wzdłuż ramy.
-,
W tym nadzwyczaj ciekawym okazie,, należącym do kategorji
„rocailów“, modnych z końcem XVIII w., objawia się tendencja
do przekształcenia się w obraz szafiasto. ■ ołtarzykowy, płasko
rzeźbiony, którego typ stał się tak popularny w drugiej połowie
XIX wieku w Polsce.
Do tej grupy obrazów, mających związek z malowidłami na
szkle, należą obrazy płaskorzeźbione, w których twarze świętych
-stanowią wycinki ze szkła, pomalowanego na odwrbciu. Okazy
takie znane są na Podkarpaciu i to nietylko w kościołach lub ka
plicach, ale i chatach wiejskich (n. p. w Łękawicy w pow. wa
dowickim) .
Wiadomo, że wiele ludowych malowideł na szkle jest kopją
miejskich obrazów lub sztychów. Pierwiastek odtwórczy dotyczy
w takich wypadkach jedynie zasadniczego obrysu postaci, a nie
kolorów lub kompozycji tla. Mechaniczne ułatwianie sobie pracy
rysowania i częste oportunistyczne omijanie trudności rysunku,
nietylko jest właściwe naszym ludowym obraźnikom.
Sposób posługiwania się odbitkami graficznemi w malowaniu
obrazów wykształcił się w Anglji w specjalną technikę, która po
legała na tem, że odbitkę mieoziorytową lub drzeworytową mo
czyło się przez kwadrans w letnim, rzadkim rozczynie witrjolu
i przylepiało na rozgrzane szkło, powleczone warstewką ogrzanej
terpentyny weneckiej. Przyłożywszy odbitkę woskowym papierem,
naciskano ją chustką oraz gładzono kostką dotąd, aż cały rysunek
widać było przez papier. Po pewnym czasie, gdy jeszcze papier
miedziorytu (sztychu lub drzeworytu) był wilgły, odrywano go
z szyby, do której wraz z drukarską farbą przylepiała się cieniutka
skórka spodniej strony papieru. Warstewkę tą nasycano olejkiem
terpentynowym, poczem dopiero malowano ,.na szkle“. Posługi
wano się w takich wypadkach soczystemi fąrbami i to prze
ważnie • jasnemi. Angielscy mała zezykowie znali i drugi sposób
ułatwiania sobie rysunku postaci ludzkich. Świeżą odbitkę drze
worytową, miedziorytową, także akwatintową, przylepiali do
szyby,.a po wyschnięciu kleiku zwilżali papier z wierzchu i powoli
152
ścierali go palcem, pozostawiając na szybie blade odbicia kontu
rów i ważniejszych kresek, które potem podkreślali przy pomocy
pióra, maczanego w tuszu. Niekiedy pod taką odbitkę podkładano
blaszkę stanjolu lub złota, co dawało wrażenie odbicia miedziorytu
nie na szkle, lecz metalowej blaszce. Sposoby te, opisane przez
E. Wesselsa1), stosowane były w XVII w. we Włoszech,
a w XVIII i XIX w. w Anglji w tym samym celu, co podlepianie
drzeworytów przez naszych obraźników. Możliwe, iż praktyki te
wyłoniły się z naśladowania prac renesansowych malarzy medaljonów, którzy w XVII w. malowali rysunek samą czernią na szkle,
upodobniając go do ryciny, albo pokrywali go drugą płytą koloro
wego szkła, celem nadania mu barwnego efektu.
Podlepianie drzeworytów, celem ominięcia trudności rysun
kowych, ma u nas znaczenie, jako technika pokrewna sposobom
majstrów Zachodniej Europy, a także jako łącznik między ludową
grafiką, a malarstwem.
Chińczycy i Japończycy, którym znana była sztuka wykony
wania małych obrazków na szkle, podlepiali pod szkła różne wy
cięte, papierowe skrawki czarnego lub jaskrawego koloru i tym
sposobem uzyskiwali w malowidłach takie tony, których dać nie
mogły kryjące farby lub tusz. Tego malarskiego sposobu nie
znali nasi obraźnicy. Możliwe, iż powstałby on z czasem sani przez
się, gdyby malowanie obrazów na szkle rozwijało się równo
miernie z wycinanką ludową. Tymczasem wiemy, iż wtedy, gdy
rodziła się nasza barwna wycinanka z papierów, wymarli już nasi
ostatni malarze obrazków na szkle i słuch nawet o nich zaginął2).
Naogół zaś — rzecz biorąc — gdzie w Polsce rozwijało się dawniej
ludowe obraźnictwo, nie spotykamy dziś ludowych wycinanek s).
1) Hinterglasmalerei, Esslingen a. N. 1913, str. 69—72.
Ł) Nazwiska naszych ludowych malarzy, podawane przez prof. K.
Steckiego (n. p. Orlecki, organista ze Sromowców Wyżnich, Jan Rokicki
z Marfianej Góry pod Kowańcem koło N. Targu, Bryniarski i Nanke w N.
Targu i inne, przygodnie zasłyszane przez wielu badaczów), wymagają spraw
dzenia. Wiemy bowiem, że lud zwykł przýpisywaé niektórym wiejskim majsterkom znajomość wszystkich sztuk i umiejętności. Wiemy, jż wędrowny
handlarz obrazów łub „błoniarz“ niekoniecznie był ich wykonawcą a malarz
obrazów nä płótnie, papierze lub desce niekoniecznie był autorem malowideł
na ,szkle;
. f). Nieliczne wyjątki z Lubelszczyzny i pow. piotrkowskiego me zmie
niają powyższego faktu, stwierdzonego na podstawie znanego nam dotychczas
materjału.
153
Rysowanie konturów.
Do rysowania konturów rysunku na szkle mogli używać
cbraźnicy cienkiego pędzla „piórkowca“ z włosia wydry lub kuny
albo też pędzelka z włosów z brwi woła. Takim „byczym' pędzlem
posługiwał się malarz ludowy i rzeźbiarz Józef Sowiński, wedle
informacji starego malarza skrzyń krakowskich Pawła Banacha
w Żabnie nad Dunajcem. Pędzelek taki wykonywało się w ten
sposób, że łukowato wygięte włosie z brwi wolej układało się do
koła cienkiego patyczka, tak aby cieńsze końce włosia schodziły
się w jednym punkcie i tworzyły ostry koniuszek, podatny do wy
konywania cienkich konturów1). Wygięte na zewnątrz włosie
tworzyło w środku pędzelka pustą przestrzeń, którą wypełniała
farba i z tego reżerwoaru zasilała ostry koniec tego pomysłowego
narządka. Na obrazkach na szkle (nietylko naszych) zaobserwo
wać można ślady posługiwania się w konturowaniu nietylko pę
dzelkiem, ale i piórem. W pierwszym wypadku wchodzi w grę
czarna lub zelazista (róż pcmpejański lub angielski) farba, roz
cieńczona pokostem, w drugim czernidło akwarelowo - gumowe
w rodzaju czarnego tuszu, ewentualnie czarna farba rozpuszczona
w terpentynie, której cząsteczki zwietrzawszy, pozostawiły farbę
bez spoiwa, a zatem łatwo rozpuszczającą się w wodzie.
Na licznych kawałkach ludowych malowideł na szkle stwier
dziłem, że:
1. kontury, wykonane piórem, ścierają się za lekkiem do
tknięciem naślinionego palca, zatem farba, użyta do konturowania
nie może posiadać olejnego spoiwa. Takie kontury, wykonane far
bami, zaprawionemi rozpuszczoną w wodzie gumą, a potem malo
wane i złocone, posiadają niektóre ludowe, niemieckie obrazki
na szkle *2).
2. Kontury, rysowane piórem, nie łuszczyły się nawet w takich
wypadkach, gdy wszystkie plamy, pędzlem nałożone, odpadły —
zatem farba, użyta tu, musiała posiadać inne spoiwo niż farby
do malowania oraz musiała być przyrządzona z „niechudego“ p;
gmentu i troskliwiej, niż mne farby.: Wiadomo bowiem, iż podł) Tadeusz Seweryn: Krakowskie skrzynie malowane, Kraków, .
1928, str. 13.
2) Maks Picard: Expressionistische Bauernmalerei, München 1917,
str. 28.
154
Ryc. 2 a.
Sw. Anna i Matka Boska, podhalański obrazek na szkle_^
(fotografja strony licowej).
i! J
155
Ryc. 2 b.
Sw. Anna i Matka Boska, podhalański obrazek na szkle
(fotggrafja odwrocia).
156
stawą trwałości każdego malowidła jest dobre roztarcie pigmentu
i sumienne przygotowanie farby.
3. Kontury, rysowane piórem, są zawsze czarne.
4. Kontury, rysowane pędzelkiem, są w zasadzie czarne, czę
sto ceglastej, rzadko niebieskiej barwy.
5. Nie dadzą się zetrzeć wodą, a rozpuszczają się w terpen
tynie.
6. Łuszczą się równomiernie z innemi plamami, co dowodzi,
iż do konturowania pędzelkiem używano olejnej farby tego samego
rodzaju i sposobu przyrządzania, jaką posługiwano się w malo
waniu *).
Są jednak wyjątki z powyższych zasad. Np. autor Dobrego
Pasterza i Sceny pod krzyżem 12) rysuje całą kompozycję gęstą
farbą i twardym pędzlem strzępiastym, dającym tak charaktery
styczne grube kontury czarne i czerwone, że malarza tego (zresztą
zawsze kopjującego religijne obrazy) na pierwszy rzut oka roz
poznać można w różnych zbiorach obrazków na szkle. Inny znów
obraz z Pokucia, znajdujący się również w Muzeum Śląskiem,
Matka Boska Radecznicka, posiadający podlepiony z odwrocia
polski, ludowy drzeworyt z r. 1831, posiada kontur, malowany
białą farbą. Przykładów podobnych możuaby wymienić więcej.
Aby kontur nie rozlewał się, musi być szyba zupełnie czysta
i sucha, wolna od nalotu pary wodnej i tłustego brudu. Obraźnicy
oddawali się malowaniu prawdopodobnie przeważnie w porze let
niej, w zimie bowiem para z powietrza ogrzanej izby i z ust, osa
dzająca się na szybie, przeszkadzała im w robocie. Prócz tego
w zimie schną farby olejne — szczególnie na szybie — bardzo po
woli i skutkiem tego zmuszają do przeciągania procesu malowania
na szereg tygodni. Ponieważ i tłuszcz z palców, osadzający się na
szybie,powoduje również rozlewanie się konturów, a opieranie się
ręką o szybę łatwo powoduje zamazanie konturów lub pęknięcia
szkła, obraźnicy używali zapewne drewnianej podpórki pod rękę
(u niemieckicli rzemieślników t. zw. „Brücke“), jak to zresztą
czynią i dzisiaj malarze.
Po zupełnem wyschnięciu konturów przystępowano do wła
ściwego malowania. Szczególnie suchycn konturów wymagają
1) Specjalnego podkreślania brwi „czarną laką“ (L. Lepszy, str. 29) nie
zauważyłem.
2) Obrazki te znajdują si? w Muzeum Śląskiem w Katowicach.
157
obrazki, których niektóre plamy, wykonywa się „lakami“ t. j. lazerunkowemi farbami o większej ilości olejnego spoiwa i terpen
tyny. Jeśli bowiem te plamy, jak np. na obrazku z okolic Du
bienki 1) — mają być uzupełnione podkładami złota lub stanjolu,
bo tylko wtedy spełniają swą roię, nakłada się je zapomocą wo
dzenia pędzlem z góry na dół i cd lewej ku prawej, a potem uderza
prostopadle trzymanym pędzlem aby „lazerunek“ jednolicie
„zgroszkować“. Sposób ten łatwo może narazić na szwank kontury
niezupełnie wyschnięte.
Ponieważ farby przejrzyste z biegiem czasu giną pod wpły
wem działania światła, pozostaje w miejscach dawnych lazerunków jedynie warstewka pokostu. Obrazki takie robią wrażenie nie
dokończonych i rodzą przypuszczenie, że malarz przed rozpoczę
ciem malowania, powlekał szybkę cieniutką warstewką pokostu,
a po jego wyschnięciu wykonywał dopiero kontury, a potem malo
wał. Na podhalańskich obrazkach jednak takiego przygotowania
szkła nie spotykamy. Podobny jednak sposób znany jest nie
mieckim miejskim rzemieślnikom - malarzom. Według J. Stadia 12),
aby szyba lepiej przyjmowała tusz, powlekano ją rzadkim rozczynem karuku, petem ustawiano prostopadle, aby cały nadmiar
kleju spłynął po niej. To samo spełnia jeszcze lepiej sposób prakty
kowany przez średniowiecznych iluminatorów ksiąg t. j. przetarcie
szyby białkiem, które naprzód ubija się na pianę, a potem odstawia
na pewien czas, aby powtórnie zamieniła się w ciecz.
Obraźnicy umieją zapomocą różnokolorowego konturu na
dawać rysunkowi wyraz malarski. Sposób ten, znany z japońskich
drzeworytów i barokowych malowideł na szkle, wymagający świa
domego celów operowania kreską, da się w ludowem obraźnictwie
ująć w ścisły schemat: czerwony lub ceglasty kontur zastosowywany bywa w rysunku twarzy, rąk, nóg, przyczem jednak brwi,
źrenica i broda męska bywa z reguły czarno konturowana. Czer
wony kontur obrysowuje też kształty krzyża, aureoli, świeczników,
kielichów, pasów i t. p. przedmiotów, które przeznaczone są do
złocenia. Kolor konturu zastosowany jest więc celowo i świadczy
o artystycznem (dekoracyjnem) zaawansowaniu obraźnika. Kolo
rowe, podwójne kontury występują na góralszczyźnie, niema ich
natomiast na typowych przykładach z Pokucia, Wołynia lub Ka1) Okaz w Muzeum Ebiograficznem w Krakowie.
2) J. Stahl: Dekorative Glasmalerei, Wien u. Lepzig, 1915.
158
Ryc. 3 c.
Sw. Weronika, podhalański obrazek na szkle
(fotografja strony licowej).
159
Ryć. 3 b.
Sw. Weronika, podhaleí ski obrazek na szkle
(fotografja odwrocia}*
160
szub. Kolorowe kontury posiadają też obrazki z Śląska, Słowaczyzny, Bawarji, Tyrolu, Austrji Górnej i Krainy. Liści, a często
i kwiatów, nie konturowano u nas wcale, lecz malowano à la
prima, przyczem ogólny wyraz tyci'małatur, szczególnie plam
białych na czarriem lub ciemno-bronzowem tle, posiada z jednej
strony podobieństwo do garncarskich zdobin, wykonywanych przy
pomocy nakapywania rożkiem, a z drugiej do popularnych roko
kowych ornamentów XVHI w.
Charakter konturu oraz ozdób jest w dużym stopniu materjałem rozpoznawczym w określaniu pochodzenia ludowych obraz
ków. Na obrazkach n. p. z południowej Słowaczyzny dowieść
można, że kontur, wykonany pędzlem, występuje na obrazkach
dawniejszych, później dopiero uzupełnia go lub zastępuje pióro.
Zróżnicowanie zaś konturów w barwie przyjąć^należy, jako cechę
znamienną, a w każdym razie częściej występującą na Słowaczyźnie, niż na obrazkach, znajdujących się w zbiorach polskich.
Kontury twarzy, rąk i nóg bywają tam czerwone, włosów czarne,
często szatę niebieską obrysowuje kontur niebieski, czerwoną
czerwony, podobnie i kwiaty w tle. Również ważnym materjałem
w określaniu cech, typowych dla pewnych regjonów, są pokrewne
dziedziny sztuki ludowej: drzeworytnictwo, ornamentyka cera
miczna, malatury na sprzętach, wyrobach szklanych i t. p. Tak
np. obrazki na szkle, pochodzące z Rusi Podkarpackiej, mają naogół bardzo zbliżony charakter do obrazków, występujących na
Pokuciu. Wybitne szafowanie czerwienią obok zamaszystych konturowań płynnemi linjami, nadaje im specjalny rys, zgodny ze sty
lem miejscowych drzeworytów ludowycli; podobnie pewna grupa
słowackich obrazów łączy się ściśle z ornamentalnym stylem ce
ramiki słowackiej i malatur na skrzyniach, słoweńskie obrazki
z Krainy, pochodzące prawdooodobnie z krajów alpejskich przy
pominają żvwo malowidła na ściaiiach ułów (konćnice kranjskich
panjew) *) z lat 1813 —1891, a alpejskie malowidła na szkle —
tamtejsze ludowe szklane puhary, szklanice, pomalowane far
bami emaljerskiemi w sceny świeckie, religijne, emblematy, ba
rokowe ornamenty roślinne i t. p.
Malarz ludowy nie posługiwał się żadnemi szablonami w kre
śleniu ornamentu. Jego śmiałość ręki tłumaczymy sobie tern, że1 2
1) Okazy w Muzeum Etnograficznem w Lublanie.
2) Okazy podaje M. Haberlandt w Oesterr. Volksk. I, 1911.
161
operując ciągle ograniczoną ilością motywów zdobniczych, znał
ich kształt doskonale1). Śmiałość w kreśleniu konturów twarzy
i postaci, przechodząca niekiedy w brawurą, pochodzi często z od
twórczego charakteru rysunku naszych malowideł na szkle. Ryso
wano bowiem często w ten sposób, że pod szybę podkładano od
pustowy obraz, drzeworyt ludowy lub malowidło na szkle i kon'tury odrysowywano mechanicznie i schematycznie. Później nau
czywszy się rjsować pewne typy obrazków, obywać się mogli nez
tych pomocniczych środków i rysowali z pamięci. Świadczą o tem
nie tyle zestawienia identycznych w formie temacie obrazów od
pustowych z malowidłami na szkle2), ile przykłady identycznych
lub bardzo podobnych do siekle obrazków na szkle. Tak np. Św.
•Jerzy, Adoracja Chrystusa w żłóbku, Boże Narodzenie, Chrystus
w grobie, Janosik z towarzyszami i t. p. tematy o jednym typie
kompozycyjnym, wykazują wspólny prawzór. Dowodem są tu
również pewne serje obrazków, w których pewne postacie lub
formy ustawione są raz z lewej, to znów z prawej strony — za
leżnie od tego, czy malarz odrysowywał mechanicznie z pozytywu,
iczy negatywu pierwowzoru. Z tej jednak racji nie można odma
wiać tym malowidłom twórczych wartości, gdyż obraźnicy nigdy
wiernie nie kopjowali pierwowzoru, bo nie umieli, lecz redukując
jego kształty, tworzyli jednolity, swoisty typ prymitywnej formy,
nie pozbawiony niekiedy plemiennego charakteru.
Spoiwo farb.
Stawianie pytania: jakiemi farbami malowane były obrazy na
szkle — dotyczy zwykle nie farby-pigmentu, ale spoiwa. Spoiwa,
nadające się do malowania na szkle są bardzo rozmaite, a miano
wicie — z pośród spoiw oleistych: olej lniany, orzechowy, ma
kowy, konopny, słonecznikowy, bawełniany, wosk i t. p. Z pośród
żywicznych: żywica sosnowa, bursztynowa, damarowa, elemijska,
smocza krew, asfalt, wenecka terpentyna, balsam kopaiwowy, galipot, gumilak i t. p. Z pośród wodnistych: białko, papka, dekstryna,* 2
3) Malowanie obrazków na szkle rozłożone było prawdopodobnie na
«członków rodziny: żony i dzieci, głównie córki. Z takim podziałem pracy,
szczególnie w odniesieniu do ornamentyki, spotykamy się u stolarzy, malarzy
skrzyń, garncarzy, krawców i t. p.
2) Przekonywujących zestawień tego rodzaju dotychczas nikt nie w>
konał.
Łud T. XXX.
11
162
mleko, kazeina, żelatyna, cukier, przeróżne emulsje i t. p. A wresz
cie: ponieważ tłuste oleje stanowią właściwe i najczęstsze spoiwa
farb, a eteryczne grają rolę środków rozcieńczających, należy
dodać tu cały poczet olejków eterycznych: terpentynowy, lawen
dowy, goździkowy, kamforowy i t. p.
Z tej długiej listy spoiw, które mogą być użyte do malowania
na szkle, można wziąć pod uwagę tylko te, które były dostępne
wiejskiemu rzemieślnikowi przed 100 laty. Pierwsze miejsce w tym
względzie przypaść musi olejowi i niebielonemu pokostowi lnia
nemu. Jego szybkie wysychanie (w lecie w przeciągu kilku godzin)
ułatwiało malowanie plamami opakowemi t. j. kryjącemi się na
wzajem, co stanowi zasadniczą cechę techniki malowania na szkle.
Żółta barwa tego spoiwa (obok czasu, światła, chemicznego od
działywania kwasów z powietrza i farb na siebie) jest walną przy
czyną częstego, nieco złotawego kolorytu naszych malowideł.
Z tego też powodu niebieski „parseblau“ (Pariserblau), zmieszany
z żółtym pokostem, posiada zawsze odcień zielonkawy.
Zupełnej słuszności pozbawiona jest informacja artysty ma
larza Jana Rembowskiego, udzielona prof. K. Steckiemu: „Olejne
farby nie mogły być używane, gdyż nie chcą się one trzymać
szkła, rozlewają się lub spływają po niem“ *). Mamy tu do czy
nienia z przykładem, do jakiego stopnia nie można polegać w spra
wach ekspertyzy technicznej strony malowideł na oświadczeniach
artystów - malarzy, nie interesujących się kwestją malarskich
technik. Gdyby wziąć pod uwagę jedynie ludowe informacje
o tych malowidłach, niemożliwe byłoby popełnienie powyższego
błędu w określeniu rodzaju spoiwa, używanego przez malarzy
obrazków na szkle. Przytacza np. Jan Wiktor opowiadanie pewnej
góralki, która pamiętała, jak ludzie dawniej chronili te obrazki
przed poniewierką: wrzucali je poprostu w ogień, a „obraz tak
śkwircoł i bombie na nim wychodziły, niby na żywej skórze“ *2).
Otóż takie bombie tworzą się podczas spalania właśnie wyschniętej
farby olejnej. Na Słowaczyźnie zresztą, gdzie do dziś dnia żyją
ludowi malarze obrazków na szkle, posługują się właśnie olejnem
spoiwem (np. Sandor Salzman w Sopornie).
■*) K. S t e c k i, str. 26, 27.
2) J. W i k t o r , str. 108.
163
Pokost lniany*), zwany w górach z niemiecka „feruajs“,
mogli obraźnicy z łatwością otrzymać nawet w sklepach wiej
skich, jeśli sami nie przyrządzali go wedle niewymyślnego wiej
skiego sposobu: „Do otwartego miedzianego lub żelaznego ko
ciołka nalewa się 25 kg dobrze podstałego oleju lnianego z dodat
kiem 1 kg tłuczonej glejty ołowianej i gotuje przy łagodnym
ogniu przez 5 — 6 godzin wśród ustawicznego odszumowywania
wywiązujących się baniek. Po ostudzeniu odlewa się gotowy, czysty
pokost lni my i przechowywa w dobrze zatkanych flaszkach. Na
dnie kociołka pozostaje osad“ *2). Rzecz jasna, że obraźnicy, po
dobnie jak i dzisiaj wszyscy malarze, ńie mogli mieć żadnych
skrupułów z tego, że pokost, otrzymywany przy pomocy gotowania
oleju z glejtą, którą łatwo można było dostać u każdego wiejskiego
garncarza, nie nadaje się do mieszania z farbami, zawierająCemi
nadmiar siarki, gdyż pociemnia je wytworami siarczków.
Do wyrobu pokostu do malowania używali obraźnicy oczy
szczonego oleju lnianego. Oczyszczania dokonywano w dwojaki
sposób: albo wlewano olej, wyciśnięty z prasy, do drewnianego
naczynia, przez którego dno z cieniutkiej deseczki bukowej prze
ciekał czysty olej do podstawionego dołem naczynia, albo też
wlewano brudny olej do flaszek, wsypywano do nich czystego,
grunego piasku, nalewano do pełna rzecznej wody, wstrząsano
silnie, a gdy nieczystości zebrały się na dnie, przelewano ostrożnie
do innych flaszek i to powtarzano przez kilka dni. Bielenie oczy
szczonego oleju na słońcu praktykowali niektórzy malarze obi a
zów na płótnie, naszym obraźnikom nie było to potrzebne.
Niemieckie obrazki na szkle malowane były również farbami,
ucieranemi ze spoiwem pokostowem, a niemieccy malarze uzna
wali podwójnie gotowany olej za najlepiej nadający się do malo
wania na szkle3). Słusznie jednak zauważył K. Stecki: „Już przej
x) P. Wiesław Zarzycki udzielił L. Lepszemu („Przemysł, Rzemiosło,
Sztuka ‘, R. I, Nr. I, str. 27) informacji: „Do malowania obrazów użyte były
farby pokostowe. Pokost lniany, ręcznie prasowany, potem należycie przego
towany i przecedzony, użyty był do zarobienia farby“. Informacja zasadniczo
trafna z tą jednak poprawką, że nie pokost wyciska się i przegotowuje, lecz
olej i nie ręcznie prasuje się go, lecz w olejarniach taranowych lub śrubowych.
2)B. Gustawicz i M. Sroczyński: Malarz pokostuik i la
kiernik, Bibl. Rzemieślnicza, T. V str. 21, 22.
3) J. Stahl: Dekorative Glasmalerei, str. SO.
11*
164
rzystość farb, lub jej brak. oraz różnice w zewnętrznym wyglądzie
świadczą o tem, że były różne ich gatunki 1). Jeśli tu o gatunkach
farb mowa, niezawodnie posługiwali się nasi, malarze także ter
pentyną, szczególnie jeśli chodziło o rozrzedzenie farby gęstej
i tłustej. Ponieważ jednak terpentyna ma własność schudzania
farb i zmieniania kryjących na przejrzyste (opakowe na lazerunkowe), używano jej niezawodnie do rozcieńczania farb lazerunkowych. Tam, gdzie użyto jej także do farb kryjących (lub gdy zbyt
małą ilość pigmentu zmieszano z pokostem), farby otrzymują
nierównomierny opak. Na wielu obrazach zaobserwować można,
jak obraźnik kilkakrotnemi nałożeniami farby starał się usunąć
takie właśnie niedomagania swego malowidła t. zn. niepożądaną
lazerunkowość niezbyt trafnie przyrządzonej farby. Dodać należy,
że terpentyna nie jest spoiwem trwałem, to też farby zmieszane
z nią. nie trzymają się silnie szkła i więcej skłonne są do odpa
dania, niż farby pokostowe*2). W Muzeum Etnograficznem w Kra
kowie znajduje się kilka obrazków na szkle, zakupionych przez
prof. L. Węgrzynowicza w Soli w pow. żywieckim. Malowane są
one farbami, rozpuszczonemi w cnudem spoiwie, skutkiem czego
na odwrociu pokryły się charakterystycznemi drobnemi łuseczkami i białawą wysypką.
Posiadamy pewne dowody, że obok oleju i terpentyny mogły
być przez obraźników ludowych używane spoiwa, rozpuszczalne
w wodzie. Obrazy z połudn. Słowaczyzny3), przepełnione prze
ważnie różycami czerwonego koloru, mają tło z zasady białe. Na
niektórych obrazkach biała farba tła rozpuszcza się, potarta naślinionym palcem. Farbą tą pociągany był obraz po zupełnem wy
kończeniu go farbami olejnemi i wyschnięciu, a nawet niekiedy
po wyzłoceniu — choć z zasady złocenia dokonywano po ukoń
czeniu całkowitej pracy malarskiej. Przykrywa ona niemal całe
malowidło, dając na odwrociu jedną dużą plamę białą. Podobny
fakt rozpuszczania się białej farby tła stwierdziłem na niektórych
podhalańskich i kaszubskich obrazkach na szkle. Aby farba tła
trzymała się olejnego podkładu, zapewne neutralizowano tłustośc
x) Stecki, str. 26.
2) Stahl, str. 38, „Terpentinöl muss beim Malen auf Glas möglichst
eingeschränkt werden, weil fettere Farben auf Glas haltbarer auftrocknen als
magere“.
s) W muzeum w Bratysławie.
165
Ryc. 4.
Zdjęcie z krzyża, obraz eglomizowany z okolic Kołomyi.
166
olejnej warstwy — może za pomocą żółci wołowej lub przetarcia
wyschniętego malowidła rozkrajanym ziemniakiem. Można wy
razić przypuszczenie, że spoiwo tych łatwo rozpuszczających się
farb mogło składać się z rozczynu cukru lodowatego, który w gó
rach uważają za lekarstwo na „krzipotę“ (kaszel) oraz kleju. Domieszywanie cukru lodowatego do farby widziałem u jednego
z wiejskich majsterków w Jeleśni w pow. żywieckim; takie rów
nież spoiwo, jako najlepsze z wodnistych spoiw, nadających się
do malowania na szkle podaje Niemiec E. Wessels *). Mimo to
nie jest wykluczone, że rozpuszczanie się białej farby tła w ślinie
jest rezultatem ulotnienia się eterycznych cząstek spoiwa terpenty
nowego oraz nadmiaru samej farby w stosunku do spoiwa.
Zapytać się należy wreszcie, czy kazeiną posługiwali się nasi
obraźnicy? Artysta malarz Jan Rembowski udzielił prof. K. Steckiemu informacji: „Być może, że używano farb klejowych, rozra
bianych kazeiną, łatwą do uzyskania na wsi“ 12). Zakwestjonować
trzeba przypuszczenie, że nasi ludowi malarze znać mogli takie
przyrządzenie kazeiny, któraby nadawała się do celów malarskich.
Kazeina „łatwa do uzyskania na wsi“ t. j. otrzymana z chudego
mleka po wyciśnięciu serwatki, daje jeszcze zbyt słabe, a kruche
spoiwo, aby obrazy nią malowane nie złuszczyły się lub nie zapleśniąły w ciągu kilku miesięcy, nie mówiąc już o przetrwaniu
całego wieku w pełnem zdrowiu. Kazeina, zmieszana z gaszonem
wapnem, zaprawiona potażem i roztworem sody, daje bardzo
trwały kit albo spoiwo, dobre do malowania na — drzewie. Naj
lepsze zaś ze spoiw kazeinowych t. zw. kazeinowo - boraksowe,
nadające się do malowania na wszelakich podłożach, jest zbyt
skombinowane, aby znać je mogli wiejscy prostaczkowie, którzy
fachu swego nie uczyli się w miejskich warsztatach. Ogólny więc
pogląd na spoiwa farb obrazków na szkle jest następujący: Olej
lub pokost jest głównem i najtrwalszem spoiwem farb ludowych
obraźr^ików. Terpentyna jest środkiem rozcieńczającym gęste
spoiwo olejne, rzadko zaś występuje, jako samodzielne spoiwo.
Inne spoiwa mogą być jedynie domniemane na podstawie eksper
tyzy nielicznych i nietypowych przykładów.
1) E. Wessels: Hinterglasmalerei — Esslingen 1913. Str. 73.
2) Stecki, str. 26, 27.
167
Farby.
Do najczęściej używanych farb przez naszych obraźników
należą tlenki żelaza: ugier jasny, ciemny i złoty t. zw. satyncber,
„tranglika“ czyli róż angielski lub pompejański, a z innych minja,
biel cynkowa („cynkwajs“), ultramaryna, którą malarze niemieccy
często mieszają z białą, „parseblau“ (Pariserblau), zwykle z zielonawym odcieniem, wskutek utarcia go z żółtym pokostem,
sadza, oraz „szwamfuter“ (Schweinfurtergriin) czyli zieleń szwajnfurcka, niebezpieczna trucizna, bo zawierająca połączenia miedzi
z kwasem octowym i arszenikiem. Ta ostatnia farba ma lazerunkowe właściwości czyli jest za mało kryjąca, stąd występuje
tylko w mieszankach z innemi farbami. W połączeniu z farbami
Dłowiowemi, a nawet pokostem, gotowanym z glejtą, ciemnieje —
jak świadczą o tern ciemno-oliwne plamy na wielu obrazach na
szkle. Ciemna, granatowa farba nie da się ściśle określić. Z różnych
jej odcieni wnosić należy, że jest to „parseblau“, zmieszany z czer
nią sadzy w różnym stosunku. Wogóle mieszankami posługują się
obraźnicy bardzo często i to z upodobaniem. Te same motywy
i kompozycje otrzymują odmienny wyraz, dzięki rozmaitemu
ubarwieniu coraz to nowemi mieszankami farb. Malarze kaszubscy
upodobali sobie szczególnie zieloną ziemię. Nie zabarwione miejsca
na niektórych obrazkach wskazują, że obraźnicy posługiwali się
także pewnemi farbami organicznemi, ale jakiemi, stwierdzić się
nie da, gdyż,farby te znikły pod wpływem światła pozostawiwszy
po sobie jedynie miejsca nieco zabrudzone pokostem.
Na kilku naszych obrazkach zaobserwowałem ślady użycia,
zamiast pozłoty w płatkach, złotego bronzu w proszku. Spoiwem
jego, z braku żywicznych mixtjonów mogła być mieszanina z 1/2
części pokostu i 1/2 terpentyny. Plamy, malowane bronzem, straciły
z biegiem lat połysk i pociemniały, co jest ujemną stroną wszyst
kich bronzów. Nakładanie bronzu mogło dokonywać się zarówno
przed malowaniem farbami kryjącemi, jak i podczas malowania
lub po zupełnem wykończeniu malowidła.
Jaskrawa zieleń oraz karminowa czerwień, t. zw. przez ma
larzy skrzyń krakowskich „madzienta“ (Magenta), nie należy do
„palety“ naszych malarzy obrazków na szkle — występuje jednak
na obrazkach japońskich, indyjskich oraz mało znanych obraz
kach syryjskich, które w r. 1925 można było oglądać w syryjskim
dziale na Placu Inwalidów na Międzynarodowej Wystawie Sztuk
16b
Dekoracyjnych w Paryżu. Obrazki z Syrji naiwnością formy pry
mitywu dziwnie przypominały nasze ludowe obrazki, pomimo
wielu zasadniczych różnic1). Kontury rysunku znaczone były
pędzlem i farbą olejną, tła posiadały białe, urozmaicone rzutkami
kwiatów (mniejszych, niż nasze), a w plamach, wykonanych
olejną farbą dominowały tylko cztery barwy: jaskrawa żółcień,
grynszpan, krąp i czerń.
Malarze ludowi przyrządzali sobie farby sami, ucierając je
na gładkim kamieniu naprzód z wodą, a potem, po wysuszeniu,
z olejem (pokostem). Dobre utarcie farb jest podstawą trwałości
każdego malowidła, stąd słusznie lud nasz (n. p. w Ujanowicach,
pow. Limanowa) na określenie malarza - partacza używa nastę
pującego opisania: „malarz, co nawet farb utrzeć nie potrafi“.
Malowanie.
Kolejność malowania na szkle jest następująca: 1) wykonanie
konturów, ewentualnie podlepienie drzeworytu, 2) nałożenie lazerunków (farb przejrzystych), o ile mają być zastosowane, 3) ma
lowanie kryjącemi farbami jasnemi, poczynając od czystej bieli,
t. j. świateł (ryc. 2b i 3 b), 4) półtonami (n. p. rumieńców na twa
rzy), 5) farbami ciemnemi, 6) namalowanie tła, 7) wykonanie pod
kładu ze złota *2) lub srebra. Rzadziej spotyka się malowidła, na
których odczytać można nieco odmienniejszy porządek pracy,
a mianowicie: wykonanie złoceń przed malowaniem i użycie farb
ciemnych przed jasnemi. Pierwsza technika wywodzi się z tempe
rowego, gwaszowego lub akwarelowego malowania, druga z czy
stej techniki olejnej.
Samo malowanie polega właściwie na pokolorowywaniu róż
nych płaszczyzn, ograniczonych konturami. Pędzlami posługiwano
się włosowemi lub miękkiemi, szczecinowemi, gdyż pędzle z twardem włosiem pozostawiałyby na szkle smugi. Malowanie t. j. po
wlekanie płaszczyzn farbą musiało być lekkie i szybkie, w przeciw
nym wypadku cienkie kontury ścierałyby się podczas malowania.
*) Większość tych obrazków posiadała podpisy tureckie, a przedstawiała
tematy zarówno religijne, jak i świeckie: ucieczkę Mahometa, ofiarę Traal™
walkę z szatanem, karawanę wielbłądów, walkę jeźdźca ze lwem, zaklinacza
wężów, czarnoksiężnika, jadącego na lwie i t. p.
2) Podobny porządek zachowuje K. Stecki (str. 25), odmienny L. Lepszy
(„Przemyśl i Rzemiosło“ R. I. Nr. 1, str. 27)
169
Ryc 5
Matka B. z Dzieciątkiem, obrazek podhalański.
170
W technice tej subtelne odcienia lub wpływy tonów nie mogą dać
tych efektów, jak w akwareli, temperze lub technice olejnej, to
też połączenie farb na mokro występuje jedynie w cieniach lub
jasnych czerwieniach karnacji. Jedynie zdecydowany rozkład
plam bez żadnych wahań, plam kładzionych à la prima i bez po
prawek, a ilościowo ograniczonych do minimum, odpowiada wła
ściwościom malowania na szkle. Miękkie spływy różu na twarzy
lub cieniów na sukniach, jakie cechują dawne, miejskie, barokowe
portrety na szkle, obrazki alpejskie oraz niektóre okazy, znajdu
jące się w Muzeum Wielkopolskiem w Poznaniu, należą w zbio
rach polskich do rzadkość5 Wybitnie przeważają w nich obrazki,
malowane zawsze na sucho. Każda plama wyodrębnia się na nich
ostro od otoczenia, bo farba podkładu nie mieszała się z nakładaną.
Jak widać, obraźniey ludowi, już ze względu na praktyko
waną przez nich technikę malowania, nie mogli (bo nie umieli)
wiernie naśladować obrazów olejnych. Nawet ci rzemieślnicy ma
larze domokrążcy, którzy wykonywali obrazy, podłożywszy pod
szkło kupne obrazy, zasługują na szacunek, jako malarze, zdający
sobie sprawę z wymagań techniki malowania na szkle. Umieli oni
odrzucać szczegóły rysunku, a stosować zupełną dowolność
kształtu, urągającą wprawdzie akademickiej poprawności rysun
kowej, ale tern cenniejszą dla nas jako wyraz prymitywnej formy,
umieli wreszcie ilość plam zredukować do kilku zasadniczych
(Ryc. 2 a), nie mówiąc o własnych dodatkach np. rzutkach kwia
tów, rzuconych dekoracyjnie na tło i t. p. Ponadto malowidła na
szkle cechuje prostota w dominantach plam kontrastowych. Za
zwyczaj królują w każdym obrazku trzy barwy: niebieska, (grana
towa lub lazur), czerwona i biała lub żółta. Barwa tła jest dla pew
nych regjonów typową: na Pokuciu żywe błękity ultramarynowe,
na Podhalu barwy granatowe czarne, rzadziej białe, w krajach
alpejskich jasno-niebieska, tępa w tonie, na połudn. Słowaczyźnie — białe, na Kaszubach kremowe, na Śląsku ugrowe i brunatne.
W oJejuej technice jasne, żywe farby bacą swoją nasyconą
barwę przez zmieszanie z białą — w malowaniu na szkle manka
ment ten występuje w dużo mniejszym stopniu, gdyż szkło nadaje
wszystkim plamom jednakowo nasyconą żywość, przypominającą
barwy anilinowe, która w mroku chaty nabiera jeszcze specjal
nego uroku. Świeżość ta jest długowieczna. Choć brud i dym po
krywa ramy i szkło, nie zdoła tak przeniknąć farb na odwrociu,
171
aby ślady jego uwidaczniały się w warstewce farb po licowej
stronie malowidła.
Ze względu na charakter wyglądu naszych malowideł na
szkle, porównywano je z dawnemi minjaturami 3). Technika po
sługiwania się farbami kryjącemi bez uwzględniania miękkiego
spływu tonów, wyraźne konturowanie i wydobywanie świateł
za pomocą kreskowania białą farbą (Ryc. 2 a i 3 a), a wreszcie ope
rowanie plamą płynną — uprawnia do doszukiwania się pewnego
pokrewieństwa między obiema technikami. Obok samej faktury
wiele punktów stycznych ma również i rozłożenie techniki na po
szczególne etapy. Znakomity iluminator, Boltz von Rufach *2) dzieli
prace minjaturzysty na następujące, klasyczne stopnie porząd
kowe: 1) blade narysowanie konturów, 2) podkreślenie szczegółów
rysunku piórem, maczanem w enkauście z sadzy, galasówek
i witrjolu miedzi, 3) naklejanie pozłoty klejem pergaminowym.
Później dopiero malarz — jak pisze C. Cennini w swym „Traktacie
0 malarstwie“, — „gdy wykończył pozłacanie, wziąć się winien do
malowania, co jest pracą prawdziwego mężczyzny“, 4) wykonanie
tonów lokalnych, 5) wykończenie każdego szczegółu po kolei i kon
turowanie go czernią, różem angielskim i bielą, 6) wykonanie plyn
ném złotem ornamentalnych szczegółów przy pomocy pióra. Po
wyższy porządek pracy malarza minjatur naogół zgodny jest z opi
saną powyżej ludową techniką malowania na szkle. Różnice do
tyczą jedynie złocenia wykonywanego przez iluminatora na po
czątku pracy malarskiej oraz rozpoczynania malowidła od farb
ciemnych. Różnice te zaznaczają się tylko w porównaniu z „tem
perową“ techniką malowania olejnemi farbami na szkle, a nie
techniką „olejną“. Zasadniczo nie znamiona faktury, ani porządku
pracy różnią obie techniki od siebie, lecz spoiwo. Typowem spoi
wem farb, używanych do malowania minjatur na pergaminach
1 księgach, wedle Kodeksu Neapolitańskiego (De aquis, cum quibus
temperantur colores ad ponendum in carta), jest: guma arabska
lub traganta, miód, cukier lodowaty a przedewszystkiem żółtko
i białko. Nasi obraźnicy natomiast posługiwali się głównie spoi
wem olejnem.
a) Konst. Kietlicz Rayski: Sztuka góralska na Podhalu, Lu
blin, str. 43.
2) Iluminierbuch (r. 1562) — wg. E. Bergera Beiträge zur Entwicklungs
geschichte der Maltechnik IV F. Quellen für Maltechnik während Renaissance
u. deren Folgezeit — München, 1901.
172
Bliższych uzasadnień związku techniki minjaturowej z tech
niką malowania na szkle oczekiwać należy od badań historycz
nych. Wiemy, iż w wielu klasztorach malowanie na szkle było
upodobanem zajęciem mnichów w czasach baroku i rokoka.
Z drugiej strony liczyć się trzeba z faktem, że dopiero w XVII w.
włoscy szklarze posługiwali się olejnemi farbami w malowaniu
na szkle (do dziś dnia można znaleść w domach mieszczańskich
na Capri starodawne obrazki na szkle), a w XVIII i z pocz. XIX
wieku niemieccy malarze i małomiasteczkowi stolarze zużytkowali
tę technikę i materjał (szkło) do obraźnictwa religijnego, zastoso
wanego do potrzeb ludu.
Églomízowanie.
W historycznych poszukiwaniach początku techniki malo
wania na szkle wskazano*2) na okazy artystycznego przemysłu
w Bizancjum. Tak zwane przez Włochów „vetri dorati“ posia
dały w epoce starochrześcijańskiej zwykle kształt krążków, na
których nalepione były postacie ludzkie, głowy i różne emblematy,
wykonane z płatkowego złota. Złocone szkła wykonywano w ten
sposób2), że na szkło nalepiano cieniutką, jak bibułka, blaszkę
złota, na której rysowano, wyskrobując kontury i całe tło, a potem
pokrywano je ćrugiem szkłem tych samych wymiarów i obie
szyby (pectala vitri) wkładano do pieca, gdzie roztapiając się na
powierzchni, zlepiały się w ogniu w jedną masę szklaną. W środku
szklanego krążka pozostawał sylwetowy rysunek, zabezpieczony
z obu stron tafelkami szkła 3). Czasem wyrytowany w płatkowem
złocie rysunek podmalowywano kolorowo farbami, nie spalającemi się w ogniu lub dawano mu jednolite tło z czarnej masy
i otrzymywano w ten sposób więcej kolorowe ozdoby. Szkła tego
b M. Haberlandt, K. Stecki, L. Lepszy.
2) Ks. dr. Tad Kruszyński: Dzieje sztuki starochrześcijańskiej,
Kraków, str. 406.
s) Tadeusz Seweryn:
Mozaika (tworzywo mozaiki) „Sztuki
Piękne“, Rocz. II, Nr. 5, 1926. Z końcem epoki romańskiej mnich Theophilus
(Diversarum artium schedula I, 5) podaje nieco odmienny sposób wykony
wania złoconych szkieł: „Robią oni (Grecy) także tabliczki szklane nakształt
szybek okiennych, z białego, jasnego szkła na grubość palca, łupią je żarkiem
żelazem na małe, czworokątne kawałki, powlekają z jednej strony blaszkami
złota, na które sypią jak najczyściejsze, mielone szkło, kładą na żelazną
płytę, pokrytą wapnem lub popiołem i wypalają w hutniczym piecu“.
173
Ryc. 6.
T. zw. Janosikowa freirka, obrazek podhalański,
174
rodzaju służyły pierwotnie za dna szklanych czarek i prymitywne
medaliki, a później w średniowieczu do ozdabiania relikwjarzów
i krzyżów. Sposób ten wszedł w epoce romańskiej w skład tech
niki witrażowej, a w czasach gotyku posługiwano się nim w kla
sztorach przy wykonywaniu małych obrazków religijnych. Tech
nika ta przeszła z Bizancjum do ltalji, gdzie rozwijała się głównie
w Wenecji, a w okresie trecenta doszła do wielkiego rozkwitu,
potem przedostała się do Hiszpanji, Francji, Niemiec i Austrji.
Techniki tej nie można jednak identyfikować z ludowem ma
lowaniem na szkle, gdyż relikwjarze : obrazki religijne z XI—XVI
wieku, wykonane techniką witrażową t. j. farbami „ogniowemi“,
przeznaczouemi do wypalania (głównie czernią lutowniczą —
Schwarzlot i srebrzystą żółcienia — Silbergelb), inne mają zasto
sowanie. wyraz zewnętrzny ' technikę wykonania, niż nasze ma
lowidła na szkle. Rzecz jednak charakterystyczna, że upadek i za
nik witrażowej produkcji wogóle przypada na czas budzenia się
techniki malowania olejnemi farbami na szkle. Zmienia się i spo
sób złocenia szkieł i farby olejne w nowem zastosowaniu zdoby
wają swe prawa. Po starochrześcijańskiem wtapianiu złotych syl
wet w masę szklaną przyszły średniowieczne złocenia z czarnemi
podkładami lub barwnemi podmalówkami1), wreszcie malować
zaczęto bez podkładu złota wprost na szkle, przyczem kontur
jedynie podmalowywano kreskową manjerą wodnemi farbami,
a kończono obrazek farbami olejnemi12). Malowidła tego rodzaju
posiadały więc czarne kontury oraz ograniczone konturami pola,
założone jednolicie farbami.
I oto jesteśmy na pograniczu narodzin techniki ludowego ma
lowania na szkle i eglomizowania. Wszak i w naszych zbiorach
obrazków na szkle z połowy XIX wieku odnajdujemy okazy3),
których autorzy poprzestają na samym czarnym konturze, wyko
nanym przy pomocy pióra i na założeniu całych płaszczyzn ry
sunku jednogatunkowemi w barwie farbami. Jest to najprostszy
technicznie sposób malowania na szkle.
Drugą, bardza starą pozostałością tych dawnych technik jest
t. zw. eglomizowanîe, tłómaczone u nas najrozmaiciej i najsprzeczniej. Technika bardzo stara, choć nazwa jej ma wedle franc, kry
1) O. v. Falke: Geschichte des Kunstgewerbes I, str. 334.
2) Haberlandt, str. 121.
s) N. p. Obrazek z Pokucia w Muzeum Śląskiem w Katowicach.
175
tyka p. Bounaffé, pochodzić1) od paryskiego handlarza dzieł sztuki,
Glomy’ego, który w XVIII w. dekorował gwasze i akwarele blasz
kami złota. Z biegiem czasu zaczęto eglomizowanie łączyć: i) z ro
kokovém zdobieniem malowanych obrazków różnemi świecideł
kami, 2) z drzeworytami ludowemi, które udekorowano naszyciem
z karbowanych blaszek fałszywego złota (np. św. Stanisław i Męka
Pańska ze wsi Maniowy w pow. nowotarskim, a znajdujące się
w Muzeum Etnograficznem w Krakowie), 3) z ludowemi obraz
kami, na których pewne plamy wykonano przejrzys^emi farbami
(lakami) i pod nie podłożono złoto lub cynofolję, aby Dłyski metalu
otrzymały różne walory barwne (np. obrazek z okolic Dubienki,
znajdujący się w Muz. Etnograf, w Krakowie) ; 4) wogóle na
wszystkie ludowe malowidła na szkle, posiadające złocenia.
Gdyby przyjąć którekolwiek z tych tłumaczeń techniki eglomizowania, wtedy z jednego źródła trzebaby wyprowadzać za
równo naszywanie ozdób na wotywne obrazy kościelne, jak i zło
cenie aureoli na ludowych obrazkach na szkle. Rozstrzyga tu
kwestja stwierdzenia, jakie obrazki, złotem podlepiane, były tak
mcclne w XVIII w., że aż technika ich otrzymała specjalną nazwę,
wyróżniającą je od od wszystkich innych malowideł złoconych,
jakie znał każdy wiek, od głębokiego średniowiecza począwszy.
Malowidła takie znamy istotnie. Posiadają je niemal wszystkie
większe muzea *2). Technika ich jest naogół zgodną ze wspomnianem powyżej, średniowiecznem powlekaniem czarną masą wydrapanych w złotej blaszce sylwetowych rysunków. Eglomizowanie
nie jest jednak „bizantyńskim “ sposobem zdobienia szkieł. Fran
cuzi nauczyli się tej sztuki od Włochów i wprowadzają ją u siebie,
jako modę wtedy, gdy w Italji zarzuciły ją cechy malarzy. Wedle
szczegółowego opisu 3) doskonałego technika malarstwa Gennina
Cenniniego („Traktat o malarstwie“), sposób wykonania tych ma
lowideł na złocie przedstawiał się następująco:
„Jak robi się malowidło na szkle, aby ozdobić relikwje i t. d.:
Jest inny sposób pracowania na pięknem szkle, niewypowiedzianie
*) Lepszy, str. 25.
2) Wspaniałe przykłady franc, techniki egłomizowania znajdują się
w nt. Muzeum Przemysłowem w Krakowie.
3) II libro d’arle o trattato della pittura di Cennino da Colle di Valdesa; di nuovo publicato, eon moite correzioni e coll’aggiunta di più capitali
tratti dai codici Fiorentini, per cura di Gaetano e Carlo Milanesi. — Firenze
1859- Cap. 172.
176
wytworny, a rzadki. Jest on wynikiem wielkiej czci, która w ozdo
bach świętych relikwij się wypowiada, a wymaga dla się pewnego
i szybkiego rysunku. Rzecz tę w ten sposób wykonywa się: Weź
kawałek przeźroczystego sżkła, które nie mieni się zielonkawo,
całkiem czystego, bez wzdymek i umyj je ługiem i węglami1),
zetrzyj, powtórnie umyj czystą wodą i pozwól niech samo wy
schnie. A zanim je umyjesz, wytnij w kształt czworokątny, jaki
chcesz mieć. Potem weź białko świeżego jaja, rozmieszaj czystą
kopystką. jak to czyniłeś do nakładania złota. Gdy dobrze wymie
szane (ubite) zostało, niech się przez całą noc klaruje. Potem weź
pędzel z wiewiórczego włosia i zwilż odwrocie szkła owetti biał
kiem z jaja, a gdy już dobrze i równomiernie powleczone zostało,
weź kawałek złota, które jednak powinno być silne, a mianowicie
ciemnego złota. Za pomocą papierowej rynienki przenieś je zgra
bnie na szkło, które umyłeś i przecieraj z wierzchu garstką czystej
wełny, a przyciskaj tak, aby białku nie pozwolić wystąpić na
wierzch. W ten sposób wyłóż całe szkło i pozostaw, niech schnie
przez parę dni bez dostępu słońca. Skoro wyschło, weź całkiem
płaską tablicę, obciągniętą czarną materją i w swojej małej pra
cowni, gdzieby ci żaden człowiek nie mógł przeszkadzać i w której
niech będzie jedno jedyne okno, do tego okna zwróć stolik, jak
do pisania, a mianowicie tak, aby ci okno znajdowało się właśnie
nad głową, gdy staniesz twarzą ku oknu zwrócony. Połóż swe szkło
na ową czarną materję. Potem weź igłę, przymocowaną do pa
tyczka, jak gdyby to był pędzel z wiewiórczego włosia, a koniec jej
żeby był ostry. I w imię Boże zacznij tą igłą lekko podrysowywać
postać, jaką chcesz wykonać. A pierwszy rysunek nie powinien
występować zbyt ostro, gdyż taki nie daje się łatwo usunąć. A nie
mniej dekko rób rysunek, choćbyś go nawet silniej zaznaczał.
Potem pracuj, jakbyś wykonywał rysunek piórkiem, gdyż praca
ta nie da się inaczej uskutecznić, jak tylko iglicą. Widzisz więc,
że musisz pracować lekką i niezmęczoną dłonią? Że najsilniejszy
cień, juki możesz uwydatnić, powstaje, jeśli igła aż do szkła do
chodzi, a następnie pośredni cień, jeśli złoto niezupełnie przenikasz
(przerytowujesz), choć tak jest delikatne. Atoli nie powinno się po
śpiesznie pracować, lecz z wielkiem zamiłowaniem a starannością.
Takąć daję radę: Dnia tego, w którym nad dziełem tern chcesz3
3) Pyłem z tłuczonych węgli drzewnych.
Ryc. 7.
Adam i Ewa, obrazek podhalański.
Ryc. 8.
Chrystus na krzyżu, obrazek podhalański.
Ryc. 9.
Chrystus w grobie, obrazek podhalański.
■m
Ryc. 10. Św. Rozalja, obrazek kaszubski.
Ryc. 11.
Chrystus na krzyżu, obrazek kaszubski.
Ryc 12.
Św. Ignacy, obrazek kaszubski.
177
pracować, trzymaj dłoń na szyi i piersi, aby uspokoiła się i ustat
kowała w pulsie krwi i nie wiedziała, co zmęczenie. Gdy ukoń
czyłeś rysunek, a chcesz pewne płaszczyzny zeskrobać, które za
zwyczaj olejnem Azurro oltromarino 1) pokrywa się, weź trzonek
ołowiany i przetrzej nim to złoto, aby równo dało się zeskrobać.
I wspak idź troskliwie za konturami postaci. Skoro to uczyniłeś,
weź kilka farb, utartych z olejem, jak Azurro oltramarino, czerń,
Verderame*2) i lak. A jeśli chcesz gdzie zrobić szatę lub fałd, wpa
dający w zieleń, nałóż zieloną. Jeśli ma pobłyskiwać lakiem, weź
lak .Ma być czerń, weź czerń. Na wszystko jednak daje się czerń;
żadną inną farbą nie uwydatnia się postać w takiej mierze. Przy
łóż i naciśnij swe postaci czemś plaskiem z gipsu, aby robota była
równa. I w ten sposób wykonywuj swą pracę“.
Jest to dokładny opis techniki, którą później nazwano eglomizowaniem. W XVIII w., zapewne pod wpływem rozwoju grafiki
sztychowej, posługują się eglomizatorzy punktowaniem, zamiast
kreskowania, w miejscach, gdzie mają występować delikatne cie
niowania. Głębokie cienie otrzymywali więc, nakłuwając złóto
bardzo gęsto, punkt obok punktu, rozrzedzając zaś nakbicia w kie
runku światła uzyskiwali łagodny spływ cienia, gdy po ukończeniu
rytowania powlekali rysunek n. p. czarną farbą. Wtedy to przy
pomocy czarnych punkcików na jasnem tle złota modelowały się
formy w sposób daleko subtelniejszy, niż n. p. przy pomocy kre
sek, tak ulubionych przez „eglomizatorów“ renesansu.
Z powyższego opisu techniki eglomizowania wynika, że na
szych malowideł na szkle nie można zaliczać do obrazków eglomizowanych, bo nie posiadają złoceń przerytowywanych i podmalowanych, co jest główną cechą tej techniki. Nie można też uważać
ich za pewną formę dekadencji sztuki eglomizowania XVIII w.
Przeważna większość naszych obrazków na szkle posiada wpraw
dzie na odwrociu podlepione złoto lub stanjol, ale zastosowanie
płatków metalu ma tu charakter wyłącznie dekoracyjno-malarski,
gdy: 1) tworzy w różnych miejscach obrazu jednolite, dekoracyjne
plamy, pokrywające kontury aureol i przedmiotów złotych (kie
lichów, pasów, krzyżów i t. p.), 2) gdy zmięte płatki dają matowy
Błękit z lapis lazuli; o przyrządzeniu tej farby patrz: Tad. Sewe
ryna: Fresk — malarskie techniki monumentalne. Kraków 1923, str. 22—29.
2) Grynszpan.
Lud T. XXX.
12
178
połysk o licznych załamani,'.cli, 3) gdy złoto podlepione zwykle 3)
żółtym, brudnym pokostem przybiera ton czerwonawy, a 4) pod
lepione pod malowidło, wykonane w całości lazerunkowemi far
bami, nadaje wszystkim kolorom metaliczny połysk (n. p. obrazek
z okolic Dubienki w Muz. Etnogr. w Krakowie12). Wszystkie po
wyższe efekty, osiągane przy pomocy złotych podkładów, zrodziły
się drogą przypadkową i ściślejszego związku z techniką eglomizowania nie mają.
Nie znaczy to, aby prawdziwe eglomizowanie nie było znane
ludowym obraźnikom. Zabytki tego rodzaju techniki istnieją*
choć, przyznać trzeba, są niezwykle rzadkie. Gdyby liczni nasi
manjaccy zbieracze ludowych obrazków na szkle wiedzieli, że
właśnie obrazki eglomizowane są raritates atque curiositates ludo
wego obraźnictwa wogóle, rozporządzalibyśmy dzisiaj, przypusz
czam ,obszerniejszym, niż cfcecnie, materjałem w tej dziedzinie.
Z Polski znam tylko jeden ciekawy pod względem technicznym
i artystycznym obraz eglomizowany. Jest to „Zdjęcie z krzyża“
(ryc. 4), szer. 2772, wys. 44 cm., malowidło na szkle eglomizowane prymitywnie, okaz znaleziony w okolicach Kołomyi przez
artystę malarza Emila Krchę, a znajdujący się obecnie
w zbiorach Muzeum Etnogr. w Krakowie. Kompozycja obrazu
przypomina ukrzyżowanie rubensowskiego typu. Niezawodnie
malarz posługiwał się w robocie swej sztychem lub obrazem,
z którego sposobem mechanicznym odbijał kontury. Jest to
fakt nie ulegający wątpliwości. Za wielka bowiem zachodzi różnica
między mistrzowskiem rozstawieniem figur, układem fałdów,,
formą ciał, a nieudolnem rysowaniem szczegółów np. rąk i nóg.
Na malowidle tern krzyż, wyłożony złotem, posiada na bocznych
ścianach oraz na tablicy z napisem — kratkę rytowaną. Natomiast
1) Podczas służby wojskowej w partyzantce maj. Jaworskiego widziałem
w r. 1920 we wsi w okolicy Puław obrazek na szkle, posiadający przepiękne*
przypadkowe efekty, których źródłem była papka mączna, użyta do podlepienia stanjołu, odpadającego z odwrocia obrazka. Pod wpływem wilgoci
w izbie papka pokryła się pleśnią, odepchnęła od szkła stanjol nieco
w głąb i śnieżno - zielonkawo - srebrzystemi kosmykami delikatnego puszku
utuliła Dzieciątko, nad którem nachyla się siwiutka, jak gołąbek, Matka
Boska. Trudno wyobrazić sobie coś równie miłego, poetycznego i pięknego*
a jednocześnie przypadkowego.
2) Prócz tego nierówna grubość szkła pęcherzyki i „nici“ naszych „an
tycznych“ szyb wzmagają efekt metalowych podkładów.
179
ciało Chrystusa, całkowicie wyzłocone posiada modelację przy
pomocy czerni, miękko rozpylanej w kierunku światła. Takie
same cieniowanie wykazuje i złota świątynia w tle. Ten łagodny
spływ tonów cienia uzyskał malarz nie przy pomocy puncowania
(jak wykazuje to obserwacja odwrocia malowidła, na którem
znajdują się płaty złota nie przekłute), lecz przy pomocy namalo
wania wprost na szybie nietylko konturów, ale i cieni — czarną
farbą, rozpuszczaną w rząd Kim kleju lub guniie. Ten sam zresztą
sposób miękkiego cieniowania widać też na szatach świętych nie
wiast, oraz na nogach i rękach mężczyzny, stojącego na drabinie.
Jest to niemiecki1) sposób naśladowania włoskich i francuskich
obrazków eglomizowanych, na których cienie wykonane są jednak
przy pomocy puncowania. Czarny lakier, którym z odwrocia po
ciągnięto malowidło — co jest zwykle końcowym etapem pracy
eglomizatora — popękał skutkiem różnicy we współczynnikach
skurczliwości lakieru i farb olejnych12) oraz złuszczył się w wielu
miejscach do tego stopnia, że celem ratowania tego zabytku trzeba
było go co rychlej powlec z odwrocia warstewką płynnego, pszcze
lego wosku.
*
*
*
W związku z opisem techniki malowania na szkle i jej historycznemi reminiscencjami, pozostaje do omówienia kwestja, która
zazębia się z badaniami fizycznej strony obrazków na szkle i ich
typologicznego zróżniczkowania, a mianowicie ich pochodzenia.
W poszukiwaniu miejscowości, w których rozwijało się obraź nictwo, przystosowane do wymagań ludu, geograficzne względy
1) Por. T. Seweryna: Obrazki eglomizowane w M. Muzeum Przemysłowem w Krakowie — Rzeczy Piękne, Nr. 1, 2, 3. R. 1931.
2) Prócz tego przyczyną łuszczenia się farb ze szkła jest: źle utarty,
czyli grubo ziarnisty pigment, niedokładne zmieszanie go z pokostem, malo
wanie grubemi impastami, malowanie na tłustej lub brudnej szybie, obfite
domieszanie do oleju terpentyny lub posługiwanie się samą terpentyną, częste
przewożenie obrazu lub oprawianie w nowe ramy, nieszczelne przyleganie
szyby do brzegów ram lub pęknięta szyba, skutkiem czego przenika na od
wrocie wilgoć i para wodna, brak z odwrocia szczelnej osłony w postaci
zdrowej deszczułki, kwasy z powietrza, wilgoć, silne zmiany temperatury
i t. p. Uwzględnić tu należy także zabobonny zabieg leczniczy, o którym mówi
autor broszury „O przesądach i zabobonach“ — („Glosy Katolickie“, wyd.
Apostolstwa Modlitwy, Kraków) str. 35: „Przelewają wodę przez szparę, gdzie
się dwie ławy stykają, potem zmywają tą wodą cztery rogi stołu i cztery rogi
obrazu i dają do picia“.
12
180
nakazują, aby umieszczać je w okolicach niektórych szklari .
Stąd wymienia się Nagelburg w Dolnej Austrji, Sandl w Alpach,
w Bawarji Oberammergau, Weilheim, Murnau, Seehausen, o któ
rych wzmiankuje Haberlandt, szklarnie w Górach Kruszcowych,
na Śląsku i t. d. Ponieważ jednak znamy obrazki na szkle —
z Polski, Śląska, Słowaczyzny, Moraw, Czech, Rusi Podkarpackiej,
Bukowiny, Siedmiogrodu, Saksonji, Bawarji, Karyntji, Krainy,
Chorwacji, Tyrolu, Szwajcarji i Turyngji3) niełatwo jest określić
miejsce pochodzenia wielu obrazków na szkle, znajdujących się
w zbiorach muzealnych. Obraźnicy bowiem, należący przeważnie
do grupy zawodów wędrownych albo sami uprawiali handel do
mokrążny i odpustowy, albo odstępowali wyprodukowany przez
siebie towar wędrownym handlarzom, dla których nie istniały
„naturalne“ przeszkody w postaci gór i rzek. Fakt ten nie upraw
nia nas jednak do łączenia ludowych obrazków z różnych krajów
i sprowadzania ich do jednego źródła. Choć np. przeważający
u nas typ, nazwany przez Steckiego „spisko - podhalańskim“ —•
z ciemnemi: granatowemi i niebieskiemi tłami, ma dużo odpowied
ników w obrazkach z Tyrolu i Krainy (np. okazy w Muzeum
Etnogr. w Lublanie) a orawski typ opraw „na nut“, znany jest
np. na chełmskiem Podlasiu — to jednak nie przemawia za ich
fizycznem pokrewieństwem. Przekonywującem w tym względzie
jest stwierdzenie bardzo bliskiego charakteru formy rzeźb litew
skich, żmudzkich, kurpiowskich, lubelskich, śląskich i podhalań
skich, pomimo, iż w olbrzymiej większości nie są wyrobami wę
drownych „bogodłubców“.
Niema powodu wątpić w rodzime pochodzenie wielu obraz
ków na szkle, znajdujących się w naszych zbiorach. Nie na miejscu
jest tu zestawianie ich z „krakowskiemi“ wstążkami, wyrabianemi w Czechach, Szwajcarji lub Austrji lub „polskiemi“ pasami,
wyrabianemi w Lugdunie na motywach wschodnich12). W Polsce
znane są nam obrazki na szkle nietylko na Podhalu, ale i na Ora
wie, na Śląsku Cieszyńskim, w Wielkopolsce, na Kaszubach, ziemi
lubelskiej, Wołyń ■ u, Podlasiu Chełmskiem i w centrum Polski
w pow. piotrkowskim. Jestem zaś przekonany, że gdyby rozwinęło
1) Portret ks. Józefa Poniatowskiego, podpisany „Brinz Baniadofsky“,
znany obrazek na szkle, znajdujący się w Muzeum Narodowem w Krakowie,
jest pochodzenia prawdopodobnie turyngskiego.
2) Rayski: Sztuka góralska na Podhalu, str. 38.
181
się specjalne poszukiwania w okolicach, nie objętych sferą miej
skiej produkcji odpustowych dewocjonaljów, możnaby je odkryć
i w innych ziemiach Polski. Uzależnianie zaś tych wszystkich
obrazków z tak rozległego terytorjum i tak różnorodnych w typie
od produkcji tyrolskiej lub śląskiej jest hipotezą, pozbawioną
prawdopodobieństwa. Można przyjąć zapatrywanie M. Haberlandta, że do Czech przychodziły obrazki na szkle ze Śląska,
a z Siedmiogrodu do Bukowiny i Galicji Wschodniej, przyjąć
musimy także dowody L. Lepszego*), że na Beskid Zachodni
przychodziły te obrazki także i ze Śląska, a na Podhale — wedle
wzmianek K. Steckiego — ze Słowaczyzny12). Stwierdzenia te nie
obowiązują jednak w całej rozciągłości.
Już samo rozprzestrzenienie obrazów na szkle we wszystkich
krajach, przylegających do Węgier, jest bardzo charakterystyczne
w tym względzie. Geograficzno - ekonomiczne względy nakazy
wałyby bowiem przypuszczać, że właśnie na Węgrzech, jako te
renie centralnym, krzyżować się powinny w obraźnictwie ludowem wpływy słowackie, czeskie, polskie, ruskie, rumuńskie, chor
wackie i niemieckie, tymczasem na ziemiach etnicznie madziar
skich nieznane są nam ludowe obrazki na szkle. Wynika z tego,
1) Przytoczone przez L. Lepszego trzy obrazki z Tłuczanji pod
Wadowicami, przedstawiające portrety postaci, związanych z historją Śląska
w XVIII w., są pod względem tematu okazami wyjątkowemi na naszym
terenie.
2) Na podstawie informacji starego Słowaka, Jana Wojcieszaka, szklarza,
osiadłego w Zakopanem, komunikuje K. Stecki, (str. 21): „Oprócz tych
domorosłych artystów istniała jeszcze na Słowaczyźnie fabryczka, produku
jąca te obrazy i wyroby jej dochodziły podobno w nasze okolice. Była miano
wicie tuż pod Gömer na przedmieściu, czy też w wiosce Czyrehat, maleńka
huta szklana, hędąca w rękach niemieckich, gdzie jednocześnie malowali
obrazy święte. Fabryczka owa również posługiwała się ludźmi, którzy w „krosionkach“ roznosili szyby i obrazy“.
W Pamiętnikach Ludwika Grzymały Jabłonowskiego, wydanych przez
Wasylewskiego p. t.: „Złote czasy i wywczasy“ — Lwów, 1920, a odnoszących
się do lat 1850— i860 czytamy: „...pamiętam wędrownych kramarzy — pierw
sze między nimi miejsce należy się tak zwanym Węgrom. Byli to Słowacy,
w krótkim, granatowym, mocno szamerowanym, węgierskim stroju, kapeluszu
o szerokich kryzach i kapłonich piórkach, z huculskim toporkiem w ręku,
szli uginając s-ę pod łubianemi pudłami wzdłuż i wszerz kraju najczęściej
po dwóch dla bezpieczeństwa. Bławaty, perkale, hafty śląskie, koronki,
obrazki, karty, konfitury nawet, słowem wybiórki, wszystkich fabryk były
ich ładugą“.
182
że, nie zaprzeczając istnienia importu obrazków ludowych z ziem
obcych, pi-zj jąć musimy zasadę, zdaje się nie uiegającą wątpli
wości, że gęste występowanie obrazków tych w pewnych krajach
lub ziemiach łączyć należy z rozwojem rodzimego przemysłu
obraźniczego. Tak było w Tyrolu, Bąwarji, na Słowaczyźnie, tak
też niezawodnie w Polsce na Podhalu, Kaszubach i t. d.
Niezawodnie kwestja wpływów łączy się tu z ruchami migracyjnemi ludności, a w szczególności ludowych malarzy, którzy
z różnych względów zmieniwszy miejsce zamieszkania, przyjmo
wali z biegiem czasu język swego otoczenia, a potomkom swym
przekazywali umiejętność swego fachu. Tego rodzaju fakty wiążą
się często z początkami obraźnictwa w pewnej okolicy. Klasyczną
w tym względzie jest genealogja żyjącego dziś w południowej
Słowaczyźnie autora wielu obrazków na szkle Sandora Salzmanna.
Koło r. 183C wyemigrowała z Bawarji rodzma Salzmannów. Jeden
z nich osiadł w Kučišdorfie i utrzymywał się ze stolarki i malo
wania. Malował nietylko skrzynie, ławki i police, ale i obrazy.
Syn jego Ferdynand malował wiele obrazków dla sąsiednich wsi.
Po wojnie pruskiej opuścił Kučišdorf. Miał dwóch synćw San
dora,, który osiadł na stałe w Sopornie i Wincentego, który prze
niósł się do Pate. Z ich rąk wyszło wiele malowanych sprzętów
i obrazków na szkle. Charakterystycznemi obrazami Sandora są
sceny z życia Janosika, malowane jeszcze w r. 1922, które oglądać
można w Zemedelskiem Muzeum w Bratysławiex). Nikt nie odważy
się nazywać tych obrazków bawarskiemi. Należą one do słowackiej
kultury ludowej, podobnie jak podhalańskie serdaki bronzowe,
które zaszczepili na naszej góralszczyźnie osiedlający się u nas
kuśnierze słowaccy12), należą dziś do kultury podhalańskiej. Jak
Słowacy, nie będąc wynalazcami, ani samorodnymi twórcami
obrazów na szkle, odgrywali rolę pośredników w rozprzestrze
nianiu tego artystycznego przemysłu na tereny sąsiednie — taką
samą rolę odgrywali i polscy obraźnicy. Dowodem tego są polskie
obrazy na szkle, występujące na Pokuciu. A że wiele obrazków
w chatach huculskich wyszły z rąk polskich, świadczą o tern lu
dowe drzeworyty z polskiemi podpisami (np. obrazek M. B. Ra1) Ant. Václavi k: Podunajská Dědina v Československu, Bralislawa) 1925, str. 383.
2) Tadeusz Seweryn: Parzenice góralskie, Kraków, 1931 nakł
Muzeum Etnogr., str. 31.
183
decznickiej z r. 1831, znajdujący się w Muzeum Śląskiem w Ka
towicach). polskie tytuły pod obrazkami np. św. Jury, ś. Marja,
ś. Mikołay, i t. d. (obrazki w Muzeum Etnogr. w Krakowie), podlepione na odwrociu gazety polskie np. „Czas“ z r. 187... i r. 1884
na okazach w muzeum krakowskiem, a wreszcie informacje sta
rych hucułów *), utrzymujących, że obrazki te przynosili z Buko
winy polscy „wałaszajnyki“ t. j. kastranci byków i ogierów oraz
kotlarze, kowale i malarze w jednej osobie.
Stwierdzając, że w Karpatach krzyżują się dwie grupy obra
zów na szkle: przynależne do kultury Zachodu i Wschodu, wyrazie
należy przypuszczenie, czy występowanie tych malowideł w Japonji, Chinach, Indjach, Persji, Syrji, w dawnem Bizancjum
(obrazki wtapiane w szkło) oraz rozwinięty w XIX w. w Siedmio
grodzie przemysł obraźniczy, nie trzeba uważać za wytyczenie
szlaku wpływów, którym przedostawała się do Polski (Pokucia,
Rusi Czerwonej, Wołynia i t. d.) znajomość malowania na szkle
Bardzo wymowne w tym względzie jest lusterko z ornamentowanemi ramkami ze szkła i napisami z Koranu — okaz,
pochodzący z kościółka Św. Anny w Nowym Targu, a znajdujący
się obecnie w Metropolualnem Muzeum na Wawelu (Ks. Dr. T.
Kruszyński łączy jego pochodzenie z akcją wędrownych kupców
bośniackich) *2). Faktem jest, że Wschód oddziaływał na sztukę
ludową południowo - wschodnich obszarów Polski w sposób nie
mniej silny jak Włochy, Francja i Niemcy na artystyczny prze
mysł ludowy południowej i zachodniej Polski. Sfery tych wpły
wów śledzić można i na okazach ludowego obraźnictwa. Obok
niezaprzeczonych wpływów zewnętrznych i filjacyj, zaznacza się
w tej produkcj pierwiastek rodzimy i to nieraz w sposób prze
możny. Tak np. podhalańskie obrazki z św. Kazimierzem, Wła
dysławem, Wojciechem, Stanisławem i t. p. lub obrazek z pow.
piotrkowskiego, przedstawiający M. B. Częstochowską i Ładysława z Gielniowa (w pow. opoczyńskim) zbyt wiele mają lokal
nego charakteru w temacie, zdobnictwie i fakturze, aby wolno
było doszukiwać się ich obcego pochodzenia.
W uzasadnianiu rodzimości tego działu sztuki ludowej
ważnym materjałem są drzeworyty ludowe, których obfite ko
*) Tadeusz Seweryn: Pokucka majolika ludowa, Kraków, 1929.
Nakł. P. Akad. Um., str. 43.
2) Z objawów najnowszej sztuki. — Czas 26. ÏX, 1930.
184
lekcje *) z ziem polskich i ruskich posiadają różne muzea w Polsce.
Były one używane bądź jako samoistne obrazki, które po opra
wieniu w ramy i szkło zdobiły ściany chat wiejskich, albo jako
podlepki pod malowidła na szkle zarówno na Podhalu i Śląsku,
jak i na Kaszubach, Wołyniu, Rusi Czerwonej i Pokuciu. Po
dobne zastosowanie drzeworytów należy do rzadkości w innych
krajach słowiańskich, gdzie zresztą drzeworytnictwo ludowe za
znaczyło się naogół w sposób nikły, jeśli przyjmiemy za podstawę
naszego sądu w tej mierze niezwykle małą ilość odnośnych okazów
w muzealnych zbiorach tych krajów, w których kwitła produkcja
ludowych obrazów na szkle.
W związku z powyższemi uwagami wypada postawić pytanie,
z jakiego źródła wyłonił się nieuzasadniony pogląd, kwestjonujący
ryczałtowo rodzimość wszystkich obrazów na szkle, jakie kiedy
kolwiek znaleziono na ziemiach Polski? Przyczynę tego widzę
w małej świadomości stwierdzanego w etnografji faktu, że epoka
wojen napoleońskich i wogóle I. poł. XIX w., ten początek złotego
okresu sztuki ludowej, zaznaczył się tak bujnym rozkwitem ar
tystycznej intuicji ludu naszego (i nietylko naszego), że olśnieni
przykładami, stawaliśmy często bezradni w- badaniu logicznej ewo
lucji wielu powstałych naówczas dzieł prawdziwej sztuki.
Aby materjał z dziedziny techniki malowania mógł odegrać
rolę naukowego czynnika w wyświetlaniu przynależności pewnych
grup malowideł na szkle, muszą być przeprowadzone u nas
i w innych krajach sumienne studja monograficzne z obszaru lu
dowego obraźnictwa i to metodą porównawczą i historyczną,
a uwzględniające w całej rozciągłości sprawę techniki malowania.
Wobec rozwijających się zadań i naukowego zakresu etnografji —
prace takie powstaną niezawodnie.
La technique des peintures populaires sur verre.
L’étude de la technique des petites images, d’origine populaire,
peintes sur verre peut contribuer au développement des travaux
ethnographiques, à savoir:
l-o. Elle peut fournir une base réelle par la classification d’images
en question tandis que jusqu’à présent on l’établissait en envisageant
le sujet (l’iconographie),' les détails concernant la forme et les cou
leurs, les éléments d’ornementation et le caractère des cadres.1
1) J. S t. Bystroń : Polskie drzeworyty ludowe. — „Sztuki Piękne“,
Roczn. V, Nr. 1, 1929.
185
2 o. elle peut procurer des matériaux à la description scientifique
des modèles qui caractérisent l’imagerie populaire.
3- 0. grâce à la connaissance de cette technique on pourra distin
guer le produit indigène du produit étranger.
4- 0. pénétrer les secrets de la peinture qui est un des domaines
techniques de la civilisation du peuple.
5- 0. étahlir enfin l’influence des techniques pratiquées par les ar
tisans du moyen-âge et de la Renaissance, par les corporations urbai
nes et par les couvents, sur la tradition populaire, et en constater les
modifications ; c’est ainsi qu’on arrivera à éclaircir un des problèmes
particuliers qui touchent en même temps à l’art, à l’histoire de la civi
lisation et à l’éthnographie. Le verre des images polonaises est bien
fin, fort souvent il a des pailles, c’est le produit manqué de petites
verreries. Quant aux peintures sur miroir elles, ne sont pas exécutées
en Pologne. Les modèles de Orawa, Podhale, Pokucie, Volhynie et Ka
szuby ont souvent des gravures sur bois, d’origine populaire, collées
sous le verre. Il y a aussi des images qui sont un assemblage de diffé
rents matériaux à la fois : plaque de plomb, corde, fils de fer, papier
gaufré et morceaux de verre, peints au revers. Les contours des pein
tures sont faits au pinceau fin ou à la plume Les contours coloriés
au pinceau, c’est à dire rouges et noirs, apparaissent dans les environs
de Zakopane, de même qu’en Silésie, en Slovaquie, dans le Tirol, dans
la Haute Autriche et en Carniole. Il n’y en a pas dans le Pokucie; ce
sont les contours noirs à la plume qui y sont prépondérants. Les con
tours à la plume en Slovaquie sont postérieurs. Les ornements
à fleurs expriment toujours les tendances locales de l’art décoratif.
Quelquefois on dessine une compcsition figurative en copiant au
crayon, d’une façon toute mécanique, une peinture ou une gravure,
mises sous verre. On se servait du vernis pour lier les couleurs. Peu
de contours à la plume dans le pays des Kaszubes ou les fonds blancs
sont liés à la colle. La térébenthine ne servait qu’à délayer les
couleurs. Les peintres populaires employaient le plus souvent les
couleurs couvrantes qu’ils broyaient avec de l’eau sur la pierre. On
achetait aussi, dans les boutiques de village, des couleurs en poudre
toutes faites.
On peignait suivant un certain ordre, à savoir: l-o tout d’abord
on faisait les contours ou bien on collait la gravure en bois, 2-o on
appliquait les couleurs transparantes, si on en avait besoin, 3-o. puis
on peignait avec des couleurs couvrantes, commençant par le blanc
tout pur, c’est-à dire par les lumières, 4-o ou bien on se servait de demiteintes (par ex. pour exécuter les couleurs des joues), 5-o. on passait
ensuite aux couleurs foncées, 6-o on faisait le fond et enfin 7-o on
étendait la base en or.
Un autre ordre du travail était beaucoup plus rare; quelquefois
on étendait l’or avant de peindre et on appliquait les couleurs foncéès
avant de passer aux claires. Le premier procédé technique tire son
<86
origine de la peinture à la détrempe, à la gouache, à l’aquarelle; quant
à l’autre il est emprunté à la peinture à l’huile.
La technique du miniaturiste est identique; il n’y a de différences
que dans la dorure. C’est bien naturel, puisque la peinture sur verre
était une des occupations favorites des moines, surtout à l’époque du
baroque.
Cependant la peinture populaire surféerre n’a rien de commun,
ni avec les verres dorés, connus à l’époque du christianisme primitif,
ni avec la technique du vitrail. A la mode byzantine des silhouettes
dorées, fondues dans la masse du verre, ont succédé les dorures mé
diévales, sur fonds noirs ou sur couches de couleur; on commença
enfin de peindre directement sur verre en supprimant les couches d’or.
Les contours y étaient faits au trait avec des couleurs à l’eau, et on
finissait l’image avec des couleurs à l’huile. De telles peintures avaient
les contours noirs et les champs couverts de couleurs d’une manière
homogène.
C’est ici que l’origine populaire de la peinture sur verre touche
à celle de l’églomisation. La dénomination „églomisation“ provient
probablement de Glomi, marchand parisien du 18-e siècle, qui ornait
ses gouaches et ses eaux-fortes de petites plaques d’or. D’après Cennirt
Cennim on „églomisait“ en gravant sur une mince feuille d’or collée
sur verre et en coloriant l’or (la couleur noire était la plus fréquente),
c’est pourquoi on arrivait à obtenir le dessin noir ou colorié sur un
fond doré.;'^
Influencés par la technique de la gravure, les églomisateurs du
18-e siècle ont commencé à appliquer la gravuré au pointillé, au lieu
de procéder par le dessin au trait, là où il fallait faire ressortir de bien
fines nuances.
En Pologne les images populaires „églomisantes“ sont bien rares.
La peinture populaire sur verre, se développait à proximité des ver
reries. Les images sur verre cependant étaient connues dans les con
trées bien éloignées, grâce aux marchands ambulants que les obstacles
naturels (montagnes et rivières) ne gênaient peint. C’est grâce à eux
que nous trouvons dans le Pokucie des images avec des gravures sur
bois et des légendes polonaises et vice versa, grâce à eux on voit dans
le Podhale polonais des gravures provenant de la Silésie, du Tirol
■et de la Slovaquie.
Mais, dans la production polonaise des images sur verre, il faut,
à côté de l’influence occidentale, prendre en considération celle de
l’Orient et de l’Extrême Orient, puisque nous constatons que la pein
ture sur verre est répandue au Japon, en Chine, aux Indes, en Syrie,
en Perse, dans l’ancien Byzance et en Transylvanie (19-e siècle).
Somme toute, â côté des influences et des filiations extérieures qu’on
ne saurait nier, c’est l’élément indigène qui s’accuse dans cette pro
duction
NOTATKI I MATERJAŁY ETNOLOGICZNE
Scytyjski kurhan w Kaczanówce
(Kourgan scythe á Kaczanówka)
W czasie mych badań nad kurhanami na terenie majątku
we wsi Kaczanówka pow. Skałat w lesie „malinik“ oprócz
trzech kurhanów ze szkieletami skurczonemi, pochodzącemi
z końca młodszej epoki kamiennej *), zbadałem jeszcze czwarty
kurhan, znajdujący się kcło leśniczówki.
Wysokość kurhanu wynosiła 12C cm. ponad powierzchnię
pola o średnicy około 22 m. Kurhan porosły był w części lasem
a częściowo wzięty był pod uprawę. Po zdjęciu warstwy ornej,
grubej około 20 cm., natrafiono w środkowej partji kurhanu na
przestrzeni 5 X 4-5 m. na kamienie różnej wielkości. Poniżej
warstwy ornej zalegał typowy czarnoziem, którego grubość
poza obwodem kurhanu wynosiła 70 cm. Po usunięciu czarnoziemu okazało się, że kamienie ułożone są w regularny stos pra
wie kwadratowy o wymiarach 5 m. ze wschodu na zachód,
4 5 m. z północy na południe a wysoki był na 1-5 m. Do budowy
tego stosu kamiennego użyto kamienia pochodzenia miejscowego
(wapień) różnej wielkości. Ściany zewnętrzne ułożone były
z brył kamiennych dochodzących do wielkości 150Xl00X80 cm.,
środek stosu wypełniono drobniejszemi kamieniami. W odległo
ści 2-5 m. od ściany stosu w stronę zachodnią natrafiono również
na ułożone kamienie na głębokości 80 cm. od powierzchni kur
hanu o wymiarach 1 m. kw. Wysokość tych kamieni wynosiła
60 cm. Poniżej kamieni była jeszcze warstwa typowego czarr.ob J, Bryk: Neolityczne kurhany ze szkieletami skurczonemi w Ka
czanówce, .w pow skałackim, woj. tarnopolskie. Księga pamiątkowa ku czci
ProX *)r Wł. Demetrykiewicza, str. 135—150 i tabl. XIV, XV.
188
ziemu grubości 30 cm., zalegająca na warstwie czarnoziemu zre
dukowanego, grubej około 20 cm. a poniżej był typowy loess.
Rozbierając mniejszy stos kamienny stwierdziliśmy, że
była to obstawa popielnicy, ułożona z drobnych kamieni. Sama
popielnica przykryta była płytą kamienną i ustawiona na war
stwie typowego czarnoziemu grubości około 30 cm., czyli na tym
samym poziomie, na którym ułożono duży stos kamienny.
W czasie poszukiwań w dużym stosie kamiennym znalazły
się ułamki czerpaka z charakterystycznem dla kultury scytyj
skiej uchem oraz bronzowy grocik do strzały. Nadto wśród ka
mieni znalazły się resztki węgla drzewnego i drobne kawałeczki
spalonych kości ludzkich. Znalezione resztki węgli drzewnych
oraz ułamki spalonych kości ludzkich wśród kamieni dużego
stosu pozwalają nam wnosić, że było to miejsce ciałopalenia. Po
dokonanym obrządku ciałopalenia pozostałe resztki spalonych
kości wraz z resztkami węgli drzewnych wsypano do popielnicy,
którą ustawiono niedaleko stosu ciałopalnego, obstawiając ją ka
mieniami. Po skończonem ciałopaleniu i zebraniu resztek kost
nych do popielnicy, usypano kopiec kurhanowy.
Popielnica (Ryc. 14, nr. 1) została wykonana w ręku z gliny
zawierającej dość dużą domieszkę zlani piasku, poczem we
wnątrz jak i zewnątrz powleczoną została warstwą żółtej płyn
nej gliny. Kształt popielnicy jest podwójnie stożkowaty z wyraź
nym załomem na największej wydętości brzuśca. Część górna jest
lekko wklęsła, dolna lekko wypukła. Dno jest wyraźnie zazna
czone płytką. Krawędź silnie na zewnątrz wywinięta. Wysokość
naczynia wynosi 40-5 cm., największa średnica brzuśca 39:5 cm.
średnica dna 15-2 cm., średnica krawędzi 25 cm. Jako ornament
przebiegają poziomo o 2-5 cm. poniżej krawędzi, trzy plastycznie
nalepione żeberka. Na największej wydętości brzuśca nalepione
są symetrycznie cztery guzki.
Drugie naczynie znalezione wśród kamieni w ułamkach po
rekonstrukcji okazało się czerpakiem. Czerpak ten wykonano
w ręku z gliny źle wymieszanej, zawierającej ziarna piasku
i słabo wypalonej, wobec czego jest on kruchy i łamliwy, koloru
bronzowego. Forma czerpaka wyrównana, esowata, o słabo za
znaczonym załomie między częścią dolną a kołnierzem. Część
dolna wypukła, dno' płaskie, kołnierz wysoki cylindryczny o kra
wędziach lekko na zewnątrz rozwartych. Ucho grübe taśmowe-
Ryc. 13. Schematyczny profil kurhanu scytyjskiego w Kaczanówce.
Fig. 13 Le schème du Kourgan scythe à Kaczanówka.
Objaśnienia — Explications
1 m poziomo — 1m. horizontalement
1 m. pionowo — 1m. verticalement
warstwa orna 20 cm. gruba
Couche arable de 20 cm. d’épaisseur
warstwa czarnoziemu 70 cm. gruba
Couche de terre noire de 70 cm. ďépaisseur
warstwa zredukowanego czarnoziemu 20 cm. gruba
Couche de terre noire humifère de 20 cm d'épaisseur
loess — Loess
a) kamienie stosu ciałopalnego
pierres du bûcher de crémation
b) popielnica z resztkami ciałopalenia obłożona kamieniami
urne funéraire avec les restes des cendres des morts
encadrée des pierres
c) rów otaczający kurhan
Fossé entourant le kourgane
190
wysoko wystające ponad krawędź, sięgające aż do podstawy k iinierza. Ucho u góry zakończone charakterystycznym guzkiem.
Oprócz wyżej opisanych naczyń, wśród kamieni stosu cia
łopalnego znalazł się bronzowy grocik do strzały długi 35 m/m
o okrągłej tulejce z otworem z boku, a ostrzu w przekroju po
przecznym trójgraniastem.
Znalezione zabytki znajdują anałogję w wyrobach kultury
scytyjskiej. Dla czerpaka ryc. 14, nr. 2. najbliższą analogją
z ziem naszych jest czerpak znaleziony w Krągłej, pow. HusiatynL). U obu czerpaków mamy ten sam kształt ucha a jedynie
w wysokością cli czerpaków znajdujemy różnice. Czerpak z Krą
głej jest niski,, szeroki a nasz wysmukły. Dla popielnicy ryc. 14,
nr. 1 znajdujemy anałogję w znaleziskach scytyjskich ze ste
pów nadczarnomorskich2). Kształtem swym obie te popielnice
są zupełnie identyczne. Różnią się one jedynie sposobem orna
mentyki. Typowym, przewodnim wyrobem scytyjskim jest gro
cik do strzały, Ryc. 14, nr. 3. Grociki te prawie stale znajdujemy
w zespołach wyrobów scytyjskich, na obszarze tej kultury na
stepach nadczarnomorskich, ale też znajdujemy je daleko poza
zwartym zasiągiem kultury scytyjskiej.
Resumując nasze rozważania możemy stwierdzić na pod
stawie znalezionych zabytków, że kurhan ten odnieść należy do
kultury scytyjskiej. Również ciałopalny obrządek grzebalny oraz
forma grobu kurhanowego wskazują, że z tą kulturą1 llmamy tu
do czynienia. W kulturze scytyjskiej obok obrządku grzebalnego
szkieletowego spotykamy również i ciałopalenie. W tym wy
padku zdołało się stwierdzić po raz pierwszy na ziemiach pol
skich w kurhanie scytyjskim stos kamienny służąc}' do ciało
palenia.
Jan Bryk.
1) Dr. M. Grochowski: Wykopaliska z Krągłej nad Zbruczem.
Lwów 1904 ; Słowo Polskie, Lwów 1902, Nr. 525 ; Przewodnik po Muz. im.
Dzieduszyckich, Lwów 1907, sir. 94; Wł. Hrebeniak: Ślidy skytskoji
kultury w Hałyczyni, Zap. Nauk. T-wa im. Szewczenki, T. 117-—118, ste
ll ■—14; B. Janusz: Zabytki przedhistoryczne Galicji Wschodniej, Lwów
1918, str. 59—60 ; M . E b e r t : Reallexikon der Vorgeschichte, T. XII, str.
230 i nast.
2) M. Ebert: Reallexikon der Vorgeschichte, T. XIII, str. 59„
tabl. 39 A, ryc. d.
19Î
RÉSUMÉ
Au cours des fouilles des tumulus faites dans le bois de Malinik
faisant partie de la propriété de Kaczanowka, (village de Kaczanowka,
district de Skalat) j’ai étudié entre autrfes un tumulus (kourgan) Scy
the. Le tertre avait 1,20 m. de hauteur au-dessus de la surface du ter
rain environnant. Son diamètre était de 22 mètres. Après l’enlèvement
de la couché de terre arable épaisse de 20 cm. et de celle de terre
Ryc. 14. Zabytki z kurhanu scytyjskiego w Kaczanówce.
Fig. 14. Pièces provenant du kourgan scythe à Kaczanówka.
Objaśnienia rysunków — Explication des figures
1. Popielnica dwustożkowa ozdobiona trzema poziomemi żeberkami poniżej
krawędzi i czterema symetrycznie nalepionemi guzkami na największej
wydętości brzuśca. V4 wielkości naturalnej.
Urne funéraire biconique ornée de trois cordons horizontaux en relief au-des
sous du bord et de quatre petites bosses collées sur la partie la plus bombée
du ventre.
2. Czerpak wysoki z charakterystycznem uchem wzniesionem ponad krawędź*
V2 wielkości naturalnej.
Cruche élancée à anse caractéristique qui s’élève au-dessus du bord.
3. Bronzowy grocik do strzały, wielkości naturalnej
Pointe de flèche en bronze de grandeur naturelle.
noire („czarnoziem“ podolien), dont l’épaisseur, en dehors' du tumu
lus est de 70 cm. — on trouva deux amas de pierres. L’un d’eux, situé
au milieu du tertre avait 5 mètres de longueur (direction est-ouest)
sur 4,50 m. de largeur (direction ńord-sud) et 1,50 m. d’épaisseur. Les
bords extérieurs de cet amas de pierres étaient formés de blocs
atteignant les dimensions de lôOXlOOXsO cm. ; le milieu en était
rempli de pierres de moindre dimension. Le deuxième amas, de beau
coup plus petit, se trouvait placé à 2,50 m. du bord ouest du premier.
192
Ces deux amas de pierres reposaient sur une couche de terre noire
de 30 cm. d’épaisseur. Immédiatement au-dessous se trouvait une
couche de terre noire humifère (transformée par la végétation) , de
20 cm d’épaisseur, sous laquelle venait une couche de loess typique.
En étudiant de près le plus petit amas de pierres, nous remar
quâmes que c.’ëtait une sorte de niche faite de cailloux dans la quelle
se trouvait une urne funéraire, Fig. 14, no. 1. L’urne elle-même était
recouverte d’une pierre plate et placée sur une couche de terre noire
typique.
Les recherches dans le premier amas de pierres (le plus grand),
donnèrent des morceaux de céramique, qui permirent de reconstruire
une cruche dont l’anse est caractéristique pour la culture scythe
(Fig. 14, no. 2), ainsi qu’une pointe de flèche en bronze (Fig. 14 no. 3).
En outre, parmi les pierres, on trouva des débris de charbons de bois,
ainsi que des restes d’os humains calciné^, i
Les pièces décrites ci - dessus sont entièrement analogues aux
fouilles appartenant à la culture scythe1). Les restes de charbons
ainsi que les débris d’os humains calcinés trouvés parmi les pierres
du plus grand des deux amas nous permettent de conclure (pie nous
nous trouvons en présence d’un lieu de crémation.
La cérémonie crématoire terminée, on mettait les cendres dans
l’urne funéraire, que l’on plaçât non loin de l’amas de pierres sur
lequel avait été élevé le bûcher, et on 1 entourait de cailloux.
Une fois le corps brûlé, et les cendres recueillies dans l’urne,
on recouvrait le tout d’un tertre (tumulus-kourgan).
Drobne notatki z Podhala.
1. Matka Boska na góralszczyźnie pod Tatrami.
Odczyt prof. Fischera (I.V 1931) przez radjo o wierzeniach
i legendach ludowych w związku z kultem M. B. przypomniał
mi notatki o dawnych góralskich nazwaniach świąt M. B.
Podane tu nazwy' notowałem w latach 1911—1913 z ust
starych górali w Kościeliskach, Zakopanem i na Olczy ; jedną
z nich także w Nowym Targu.
Na dzień 2 lutego przypada pod Tatrami M. B. „niedźwie-*)
*) Dr. M. Grochowski: Wykopaliska z Krągłej nad Zbruczem.
Lwów 1904 ; Słowo Polskie, Lwów 1902, Nr. 525 ; Przewodnik po Muz. im.
Dzieduszyckich, Lwów 1907, str. 94; W ł. Hrebeniak: Ślidy skytskoji
kultury w Hałyczyni, Zap. Nauk. T-wa im. Szewczenki, T. 117—118, str.
11—14; B. Janusz: Zabytki przedhistoryczne Galicji Wschodniej, Lwów
1918, str. 59—60 ; M . E b e r t : Reallexikon der Vorgeschichte, T. XII, str.
230 i nast.
193
dzio“, bo jak mnie objaśniano „niedźwiedź sie wtej budzi ze
zimowego spanio“. Z opowiadań Andrzeja Tyłki Suleji z Ko
ścielisk rodem wynikało, że właśnie M. B. uważał Sabała za pa
tronkę myśliwych, dla których upolowanie niedźwiedzia było
najponętniejszym czynem.
Koło 25 marca t. zn. koło Zwiastowania M. B. zaczynają
żaby rechotać. Stąd na Skalném Podhalu M. B. „ziabicno“ lub
„żabicno“.
Kiedy zaś nizinna Polska obchodzi święto M. B. Siewnej,
tu na góralszczyźnie (Zakopane, Kościeliska, Nowy Targ) otrzy
muje M. B. nazwę „zitosiewno“, gdyż wtedy sieje się żyto, od
grywające tu do niedawna rolę wykwintnego rodzaju zboża.
2. W pracy „Parzenice góralskie“ (Kraków, 1930) podaje
Tadeusz Seweryn na str. 40, że nazwa „Kliszczaki“ jest dziś
u sąsiadujących z nimi górali nieznana. Otóż w Nowym Targu
zawsze spotykałem się z przezwiskiem „Klysc, Klisc“ na ozna
czenie mieszkańców tej części Gorców, gdzie leżą wioski Niedź
wiedź, Poręba Wielka i t. d. Gorczanie znali to przezwisko, na
dawane im przez nowotarskich górali, i bynajmniej się niem
nie zachwycali. Z tych „Klisców“ pochodził Władysław Orkan,
któremu w żartach nieraz wypominali Podhalanie szczepową
przynależność. Formę „Kliszczak“ podejrzywał Orkan albo
o myślenicką proweńjencję, albo też o literacki wytwór, którego
autorem mógł być Wincenty Pol. Wobec stwierdzenia tej postaci
w Myślenickiem, upada przypisywanie Polowi nowotworu.
W każdym razie nazwa nie poszła od obcisłych „w kleszcz“
spodni, jak próbują ją czasem tłumaczyć, bo przecież wąskie
u dołu „portki“ są specjalnością nietylko Gorczan, lecz całej
dawnej góralszczyzny. „Kliscem“ nazywa się pewna postać
ornamentu, wyszytego barwną włóczką po bokach białych
spodni.
3. Ustęp o drzewku wigilijnem w Witolda Klingera „Do
roczne święta ludowe a tradycje grecko-rzymskie“ (Kraków,
1931) dobywa z moich notatek opis zapomnianego już dzisiaj
zwyczaju z Nowego Targu. Utrzymywał się on jeszcze koło po
łowy XIX wieku. Opowiadali mi o nim leciwi mieszczanie no
wotarscy Józef Ptaś, Jakub Różański i Wielkiewiczowa Motyczka,
Lud T. XXX.
13
194
ostatnia nieocenione źródło wszelkiej wiedzy o dawnej Nowolarszczyźnię. Podaję tekst1), zapisany w J913 r. od Wielkiewiczowej, która związała opowadanie o staroświeckiej „różdżce“
z okresu Bożego Narodzenia ze wspomnieniami o „turoniu“.
Dodam, iż turoń przetrwał w Nowym Targu o kilkadziesiąt
lat „różdżkę“, a po wsiach okolicznych jeszcze i dziś się utrzy
muje.
“Dyć to teroz cas jadwiéntowy, to sie nolezi spómnieć
w tym casie starodowne zwyki i obhody góralskif parobcoków
i dziéwcynów, jako to parobci i dziówcęta obhodzili w casie
jadwientowym parobci turonia, a dziewki róscke, głównie w No
wym Targu. I tak było obhodzóne.
Zebrało sie kilka parobcoków razem we wiecór, no i uradziéli sobie: Hodźmy z turoniem!
Dali óni sobie zrobić umyśnie do tego głowę wołowóm
z wielgimi rogami, a miała i ozór wielgi, wśrodku z pyska był
lén ozór cyrwóno umaluwany abo suknem cyrwónym wybity,
a zémby bély wielgie i oci wielgie w głowie na wiérhu głowy
cyli po bokaf. Rogi były spilkami, a coło i cało łeb także ubrano
była skórom z jéza, tak ze nimozno było sie jéj dotknóńć rénkami,
boj sie zaroz skalice!.
Jak juz miel! tén głowę gotowóm, wténcas jeden z parob
coków ubroł sie za tego turonia, wzión kozuf górslski długi,
przewrócić! na wierz [ch] kudłami i także rénkowy i wzión
dobry kij, niewysoki, i tén głowę to przyprawie! na tén kij przed
siebie i do tego okrćł sie derkom, ze tak wyglądoł, jak wół na
śtyref nogaf.
Jak juz tak był ubrany, to sie wtedy zabrali wroz i pośli
do domów na przóndki w noci, bo downémi casami w mieście
u nos dziéwcénta miały zwycoj, ze sie wiecorami po wiecerzy
sodzieły do hałup na przóndki i zesło sie if kielkanoście. A tén
turoń to tam do takiej hałupy posed, kény té dziewcęta przędły.
Jak whodzieł do izby, otworze! dźwirka, to go jeden parobek
prowadzić! na łańcuhu, a mioł tam i zwónek po [d] tóm derkom,
na ftórćm zwónićł, i także mioł tak zrobione z tom głowom, co
górno scénka była uwiónzano na snurku. To jak seł po izbie
-1) Z powodu braku odpowiednich czcionek, gwarowe
opowiadań staram się odtworzyć prostemi środkami.
właściwości
195
ku dziéwcéntom, to tén, co go prowadzić!, to tak do niego mó
wić!: A nuże, hodź byciu ! — To turoń sed pomału, tak jak na
śtyref nogaf po izbie, a co krocćł, to tém kijém razém z głowom :
puc, puc o ziém, a na snurku scenkom: kłap, kłap razém ze
zwónkićm i tak sed ku dziéwcéntom. A dziéwcyny jak uwidziały, to sie przelenkły narazie bardzo, bo to beł potwór
strasny. Wténcas uciekały dziéwcénta, kény ino mogły i krćły
sie jedna poza drugóm i trafieło sie nieroz, ze na pościel powyskakuwały, de if było, to if i pietnoście było na téj pościeli,
kozdo fciała być na spodzie i było dosić krzyku i hałasu. Tak
sie bardzo boły. Ale óny potem zmóndrzały, kie sie zwiedziały,
ze to wół przebrany. To sobie potem kozdo miała dobry kij przy
siebie. Tak jak drugi roz przysed turoń, to1 óny walćły turonia
kijami, przenślicami po głowie, po rogaf i gdzie ftóro mogła,
bo rénkami nimozno było dotknóć, bo wsędyby sie był okaliceł
na jego głowie. Jak sie wziény kijami do niego, to wyobkładały
nieźle i musioł sie wynosić od nif z dómu, a potem dalej sed po
mieście na drugie przóndki i tak cały jadwiént hodzieł wiecorami turon, a straseł dziéwcénta. A na jakom pamióntke tak
hodziśł, to i nostarsi ludzie tego nie wiedzom, nale doś na tém,
ze tak hodziéli z turoniem. U nos to bćło cały jadwiént, potem
na gody az do trzef królów. Po wsiaf to juz nie wiem, o jaki
cas hodziéli ; może w jadwiént nie hodziéli, nale tego panu nie
powiem ; to sie wsianów pytojcie, bo jo nieznajomo tego.
A zaś dziéwcyny obhodzieły róscke w tén sposób. Wybrały
sobie krzok, niewielgi, z ciernia głogowego. Taki musioł być.
coby mioł dużo kolei, i tak był urzóndzóny, ze go i na talerzu
nosóno. Ftoro piérso dziewka to urzóndzieła, to zaroz sama
tén roseke mało ubrała, a posłała do drugiej, a ta znowu przy
brała cokolwiek, a zaś posłała do trzeciej, i tak kozdy wiecór
przez cały jadwiént jaze do wigilijej godów. Jedna do drugiej
posyłały, a kozdo ubierała tén róscke ciostkami, piernikami,
figami, cukierkami, orzehami i róznémi takimi rzecami. A kie
juz przysła wigilijo, to juz ostatni dzień,dalij róseka nie była
niesiono. Ba u tego ostawała, fto jóm we wigilijóm otrzymoł.
To móg jóm dostać parobek abo dziéwcina. I wortało sie popa
trzeć takij rósce ubranej, ftoro cały jadwiént zbierała na siebie.
Fto jóm we wigilijóm dostoł, tén sobie cały urodzoj zabroł lo
sobie.
13
196
Tak sie bawićły dziewki w mieście, a dzisiok ani śladu
z tego wsyćkiego“.
W opisie zwyczaju adwentowej „różdżki odrazu spostrze
gamy niedokładności. Mianowicie jak normowano kolejność
wędrówki, czy ulicami od chałupy do chałupy, czy w inny
sposób. Dalej kiedy „różdżkę“, zdefinjowaną przez moich in
formatorów jako zabawę dziewcząt, mógł otrzymywać parobczak. Niestety, pamięć opowiadających zawodziła i potrzebnych
objaśnień nie otrzymałem.
4. Z Bożem Narodzeniem i z wierzeniami o M. B. łączy się
w Nowym Targu legenda o leszczynie, która w tym czasie ma
zakwitać. O tem, „cćmu liska kwitnie na gody“, opowiadała mi
staruszka Anna Skalska w 1918 r. w następujący sposób :
„Kie Matka Bosko uciekała z Egiptu z Panem Jezusem,
to se odpocnyła conieco pod liskom. Ternu liska zakwituje na
gody. Dwanoście, pićtnoście jes [t] takie siski na niej“.
5. Z okresu Bożego Narodzenia zanotowałem z Nowego
Targu i okolicy zwyczaj sypania owsa nietylko na Nowy Rok,
ale i na „gody“. Powołując się na wspomnianą Skalską, podaję
jej opowiadanie :
„Na gody śli préndzéj w mieście z owsém, coby podsuć.
To sie naziwało podłazi, a taki co suł owsém, to bćł podłaźnik.
Suł owsém i zyceł, coby w domie wsistkiego beło dużo“.
Do kilku drukowanych tekstów, jakie wygłaszają na Pod
halu „podłaźnicy“ na Nowy Rok, „sując“ owsem, przybywa
warjant, zanotowany w Zakopanem w 1912 r. od Andrzeja
Tyłki Suleji rodem z Kościelisk :
„Downiéj na Nowy Rok tak podłaźnici winsowali :
Na scęście, na zdrowie
Na tén Nowy Rok,
Coby wom nie wypod z pieca bok,
A z komina ruta.
Coby dziywcina béla siumno,
Zęby sie wom na tén Nowy Rok darzyło,
Sićko dobrze wodziélo,
Coby beto w komorze, w stodole, w oborze,
W kozdym kątku po dziesiątku,
Na pościeli troje.“
197
Trzeci przyczynek z okresu „godów“ pochodzi również
z Nowego Targu. Wedle opowiadania Skalskiej z 1918 r. daw
niej „Na Nowy Rok piekli taki moskolicek i posyłali w pięć.
seś [ć] miejsców, kćny były dzieci , telo if podawali, kielo beło
u tyf gazdów znajomyf dzieci. A na moskolicku robiéli klucém
ozdoby, takie krziziki. A tén placek to bół z mónki zitnéj abo
éncmienéj od świćnta, nie z owsianej“.
6. „Zasłanie“ należy do zwyczajów, związanych z urodze
niem dziecka. Notatka o tym obrzędzie pochodzi z ust Andrzeja
Tyłki Suleji z 1913 r.
„To bćł downiéj taki obrzęd przi połogu. Kie sie dziecko
urodzióło, dawali ludzie hustom pół izby zaciągnąć, wrzeci na
dwie połówki oździelić. W jednej połówece leżała se na pościeli
położnica, a zaś w drugiej to sie znajomi shodzićli, no i zwycajnie ukwalowali to to, to owo : o dziecku, o krzcinak. Gorzołke
se nasprzinosiéli i bélo.
Babom to ta wolno beło za huste wejńść. To sie taki zwyk
naziwoł zasłanie. Zasłać sie naziwało. Ale jak wloz hłop, jak
to dziecko nie beło jesce okrzcone, fnet mu kapelus wrucali za
huste. Musioł sie okupować.' Gorzołki ftej kazowoł lo sićkik
abo cwancigiera małemu na scęście dawoł.“
7. Z pojęciami o śmierci wiąże się staroświecki zwyczaj
składania umierającego na ziemi. Przytaczam tu sformułowanie
tego obrzędu przez Suleję, zapisane w 1911 r.
„Ja fk] gorol umiéro, to sie go biere z pościele na ziem,
popod sosromb sie kładzie, nolepiéj na słomę oześcielanom,
no i sie mu gromnice daje do ręki. No i tak umiéro. To to stary
zwyk. Ale jesce dzisiok mo wolor“.
Inny zwyczaj łączyły opowiadania Suleji i Jana Gąsienicy Harędzkiego z Zakopanego ze śmiercią staroświeckich zbójników
i myśliwych. Nad ich łożem wisiała na ścianie flinta, a w ścianie
tkwił wbity nóż zbójnicki, najczęściej z rękojeścią zdobną trzema
„bulkami“. Otóż czując zbliżającą się chwilę śmierci, umiera
jący wydobywał nóż z drewnianej płazy i zakreślał dookoła
łoża koło, aby „złe“ nie miało przystępu w tak krytycznym
momencie. O jednym z Wałów, pochodzącym z głośnej i sław
nej dynastji zbójników, opowiadano, iż czując ostatnią chwilę
życia, kazał się znieść z łóżka na podłogę i leżąc na słomie ostat-
Í98
nim wysiłkiem zakreślił dookoła siebie ostrzem noża koło na
podłodze, poczem zaraz skonał.
Sen o zmarłych częstokroć bywa interpretowany, jako za
powiedź zgonu. 1 tak w 1911 r. opowiadał, mi Suleja o śnie,
który miał stary Harendzki, rówieśnik Sabały lub niewiele od
niego młodszy.
„Kiejsi tu bół stary Harćncki na posiady. No i urodzalimy
ś nim piéknie, ze na nos cas, ze sie trza brać, pado Harćncki,
do Sabały.
— Miołek, powiadom wom, takie śnisko, wiecie, niedowno, co
se Sabała ku mnie, jako to mioł zwyk, prziseł. Siod se przi kohu
wrzeci sie grzejęci i cosi na strunak drumkotoł palicami. Jaze
wstoł i pado :
— Biermy sie, Jędrzku, bo cas.
Cosi ta jesce pogadowoł, ino juz nie bocem, co to takiego
bćło, o polowace ci jako. Doś ze był haw u mnie. Ónby ta popróźnici nie miądlćł nogami, nie góniac był przecie. Widno, ze
mie fcioł kajsi pozwać. Ano to pudem jak trza“.
Do charakterystycznych uwag o śmierci zaliczam zwierzenia
Elżbiety Bryniarskcj z Nowego Targu, która niepokojąc się
o męża, wałczącego na froncie włoskim (1915 r.), tak określiła
różnicę między „normalnym“ a wojennym zgonem :
„Kie umres na swojej pościeli w dóma, no to ci dobrze. Mos
przecie pociehe, ze ci godny pogrzyb wyryhtujóm. A tak na polu
na wojnie» pytoj Boże! Ani ksićndza, ani mse świćntćj, nicego.
Całe życie bees nieboscyka załuwoł, a tak to ino trzy dni zol“.
8. O śmigusie, który w Nowym Targu nazywają „śmigurzt“,
słyszałem takie wyjaśnienie od Aleksandra i Józefa, ojca i syna,
Kudasików (1913 r.) :
„Śmigurzt jes [t] lotego, ze sie to robi na pamióntke, ze jak
sie pirsi krześcijani(':'sodzićli na modlitwę, to im zidy robićły
tak na despet, coby sie nie mogli modlić. Ftej if krześcijanie
polewali, coby nimogli przeskodzać“.
9. Zaciekawiało niejednego czytelnika Tetmajerowskiej „Le
gendy Tatr“, czy opis okrutnego zwyczaju wynoszenia do lasu
zniedołężniałyeh starców, aby tam z głodu dokonali życia, po
lega na prawdziwej tradycji, czy też jest tylko wymysłem autora.
199
Zanim miałem sposobność poznać Tetmajera i otrzymać infor
macje, wypytywałem o taką tradycję w Nowym Targu i w Za
kopanem. Otóż ś. p. dr. Jan Bednarski, lekarz powiatowy,
a później starosta nowotarski i spisko - orawski, mający nie
zwykłą znajomość obyczajowej strony góralskiego życia, po
twierdził relacje Tetmajera na podstawie opowiadań starych
ludzi ze wsi Bańskiej i Białki. Informatorzy Bednarskiego po
woływali się na bardzo dawną ,.godkę“, którą słyszeli jeszcze
od swoich ojców i dziadów,
Jeszcze wcześniej, bo w 1913 r., rozpytywałem o ten szcze
gół Suleję. Oto jego odpowiedź :
„Jo to na to som bół ciekawy i wypytywołek sie staryk
ludzi, jako to bćło. Pamiéntaé to juz nik [t] za mojej młodości
nie pamióntoł takik rzeci, ale starzi ludzie mi godali, ze słyseli
ze starusków, jeze to béla prowda. No i nidziwota, bo noród beł
dziki w górak.
Mnie jeden starusek opedzioł takie opowiadanie ze staroświeckik casów.
Roz tak bćło. Zawieźli ociec i sin starego hłopa do łasa,
coby haniok doseł, niby.ociec włosnego ojca, a sin dziadka. No
i wieźli go oba wroz do tego łasa na korycie świńskim, rzeke,
na dziézce. No i prziśli do tego łasa, no i niesom pomiędzi nogenściejse drzewa, coby se starusek ostoł. Taki beł zwyk. Słozeli
go haw piéknie ładnie, no i fcieli sie wrócić du domu. No ftej
pado sin tak do ojca :
— Jakoż to ? Dyj przecie, rzeke, koryto biermy, dyj go
skoda niehać. Na cimze jo wos, tatusiu, kiejsi wywiezem ?
Tak sie uzoleło temu ojcu starego błopa, no i pomeśloł, co
go włosny, rzeke, sin kiejsi do łasa wywiezie i pado tak-:
— E, to sie du domu zwyrtniemé z tym starym.
No i wrócićli sie i stary jesce kiela roków nazćł.
W Bańskiej koło Białego Donajca jo sie roz pćtoł takiej
staruski, co jej osiemdziesiąt roków bélo, a jo mioł ftej może
dwaścia lot No i pytołek sie, ci słysała, ze beł taki zwyk, co
staryk ludzi do łasa wynosićły ik dzieci, coby hań dośli. To mi
odpedziała : Nie słesałak, coby do lasa wynosiéli, ba do Do
najca to wrucali ; to to hej !
Jo se tak rahujem. Mój dziadek abo inksi samo taci starzi
jako ón, takiego zwyku nie znali, ino ze starsik słyhowali, ze
200
beł. I musioł być, to juz prowda, dokumentno z tyk opowieści.
Noród beł dziki i sumiénio lo staryk nimioł. No to se tak rahujem, ze to bćło temu roków dwiesto, może ta i więcól.“
Juljusz Zborowski.
Powstanie węgierskie w pieśniach góralskich.
Zapisując w 1913 r. opowiadanie siedemdziesięciokilkuletniej
Motyczki Wielkowiczowej z Nowego Targu o przemarszu rosyj
skich oddziałów wojskowych przez Podhale na Węgry w 1849 r.,
zanotowałem również wierszowany utwór, który jest współczesny
stłumieniu węgierskiego powstania przez austrjackie i rosyjskie
wojska. Wiersz ten miał być ongiś bardzo rozpowszechniony
i śpiewany. Młodsze pokolenie górali z Nowego Targu i okolicy
już go nie pamięta. Brzmi następująco:
Na wysokim wirsku
Wiater poduhuje,
Siedzi cisorz w kastelu
I tak se rahuje.
— Nie tak se rahuje,
Coby sie co napić,
Ino se rahuje,
Jak Madziara ubić.
— Pise listy do Moskala,
Posyła po noci:
„Ty Moskalu, możny królu,
Bydź mi na pómoci“.
— A Moskal mu odpisuje:
„Na pomoc ci jade,
To Madziara tak ubije
Zrana do obiadu“.
— Przyjehali kanóniery,
Z kanonów strzylajóm,
Juz sie tému Madziarowi
Mury ozwalajóm
— Wyset Madziar, piyknie pyto,
Klęknył na kolana:
„Podzwólciez wy, kanóniery
Na butelke wina“.
201
— „My nie przyśli, ty Madziaru,
Twoje winko wypić,
Ale my tu temu przyśli,
Coby swój kroj bronić“^
Warjant tej pieśni zanotowano również w ruskiej wsi Ja
worki, pow. nowotarski. Otrzymałem go od p. Ferdynanda Rabowskiego, który w 1928 r. podczas geologicznych badań zapisy
wał miejscowe pieśni, a m. i. taką od Tomka Gałajdy Bursia1) :
Na tej horę, na wysoczkej
Wieter poduwuje,
Siedit cysar na kresełku,
Taj dumku dumaje.
Ne taku wen dumku dumat,
Żeby jesti, piti,
Ale taku dumku dumat,
Jak Madziara zbity.
Pisze liste do Moskala
Czerez temnej noczi:
„Ty Moskalu, sławnyj cariu,
Bud mi na pomoczi“.
A Moskal mu odpisuje:
„Na pomocz ti pridu,
Ja nie maju wsiech Madziaru
Zrana do obidu“Prijechały kanoniere
Na wysoczku horu
I tam sobi rozłożyły
Swoje ostre zbroj u.
Jak poczały kanoniere
Z kanonu strelati,
Poczały sia Madziarowi
Mury rozwalati.
Wyszoł Madziar, pyta horu,
Klaknuł na kolana:
„Pozwolte że Austryjacy
Na butelku wina“.
„My ne priszli, my Madżiaru,
Twoje winko piti,
Ale my tu toho priszli
Swój kraj obroniti“.
Juljusz Zborowski.
-1) Bez pretensji do wiernego odtworzenia jaworskiej gwary !!!
202
O czarowniku Znaku na inkwizycji w Grodnie w 1691 roku
i o ziołach czarodziejskich
W połowie stycznia 1691 r. nielada wieść gruchnęła wśród
pospólstwa grodzieńskiego — na ratusz dostarczono czarodzieja
z pobliskiego Kochanowa pod Grodnem na inkwizycję.
Był to Maksim Znak, poddany PP. Brygidek grodzieńskich,
przynależny do ich majętności Kochanowa nad Niemnem, w po
wiecie grodzieńskim. Pojmany został z powodu oskarżenia ze
strony Szymona Juchalskego i żony jego Agnieszki Burakówny,
właścicieli jakiegoś szynku, mieszczan grodzieńskich, o „sczarowanie samych osób z dziećmi wyżej pomienionych i całego
domu“. Tak przynajmniej brzmi zapis w księdze aktów wójtow
skich m. Grodna z lat 1689—1691 (fol. 82—85), przechowywa
nej w Archiwum Państwowem w Wilnie 1).
W dniu 17 stycznia 1691 r. taka stanęła umowa między
ekonomem PP. Brygidek, Stanisławem Franciszkiem Wierzbic
kim, obecnym na inkwizycjach w Kochanowie i później na
ratuszu grodzieńskim, a przedstawicielami sądu wójtowskiego :
jeżeli „obżałowany (t. j. oskarżony) inąuisitią stwierdzoną do
żałoby (t. j. skargi) przyzna, po wykonanej przysiędze Pana
Juchalskiego samotrzeciego, spaleniem na łom“ zostanie uka
rany. „A in quantumby na troich mękach (t. zn. po potrójnem
torturowaniu) albo zły duch mu mowę odiął, excepto tego ale
z dobrym rozumem y recollekcją męki wytrzymał, a do żadney
naymnieyszey rzeczy y uczynku obwinionego nie znał, tedy Pan
Juchalski podług prawa Statutowego“ (art. 18, rozdz. 14) mu
siałby zapłacić t. zw nawiązkę ; gdyby zaś „z tey confessaty
(zeznania, przyznania się) niedopytawszy się (Znak) miał
umrzeć, tedy według prawa Statutowego“ Juchalski musiałby
„głowszczyznę“ zapłacić (t. j. odszkodowanie za straconego pod
danego) PP. Brygidkom grodzieńskm.
Inkwizycja odbyła się w obecności sądu wójtowskiego,
w skład którego wchodzili : Piotr Paweł Szulewski, ławnik
1 ) Fragment tej sprawy został ogłoszony drukiem w „Zbiorze dyplo
matów rządowych i aktów prywatnych“, wyd. przez Komisję Archeolo
giczną Wileńską w 1858 r. pod red. M. Krupowicza, cz. I, str. 140 ■—143.
W nawiasach objaśnienia i źródła.
203
miasta jego królewskiej mości Grodna, pisarz wójtowski Adam
Kozakiewicz, który w aktach miejskich umieszczał swoje szla
chetne nazwisko przed wymienieniem ławników, Hieronim Ku
czyński i Szymon Balicki oraz generał sądowy.
Maksim Znak, najpierw badany we dworze PP. Brygidek,
twierdził, że „nie rozumiem nic więcey, tylko podmuchać
umiem, kiedy kto na żywot (t. j. żołądek) chory“. „Item gdy
pytano o Jeymości Pannie Xieni (przełożonej PP. Brygidek),
tedy nie przyznał się y powiadał, że Panny Xieni za nogi nie
obłapiał y niewiem y nieczarowałem.“
„Item powiadał, że Pani Sudzicka do dębu iakiegoś w Ko
chanowie rano y wieczór chodziła na zorzach, ale niewiem
po co y co tam czyniła.“
„Item powiadał, że Polka Żydówka naprawiła onego, aby
Pana Szymona Juchalskiego zczarował y tak uczynił, żeby piwo
kwaśniało y sam żeby zsechł y żona onegc, y dzieci, y żeby
z drogi niepowrócił, y dawała mu talar bity, y tak mówiła :
kiedy to nie uczynisz, tedy ia znaydę ludzie takie, co mu to
uczynią.“
„Item powiadał, że baba Puchnowa z Kaplice (wsi pod
Grodnem) nauczyła, żeby ziela upatrzywszy, to iest urazniku (o czem ob. niżej), kiedy kto choruie, dawała pić, która
baba mieszkała pod Im Panem Buchowieckim, ale umarła.“
Dalej czytamy w tymże akcie : „Tenże Maxim Znak zeznał,
żem pomyśli! y uczynił P. Szymonowi Juchalskiemu na szynk,
aby zaszkodził na prośbę Polki Żydówki, — tak plunoł y klął
temi słowami, że iak ślina sczezła, tak y oni żeby sczezli, y tak
powiadał, że sam nie mogę odczynić (t. j. odczarować, zdjąć
czary, zaklęcia), tylko inszego trzeba szukać (znachora od zdej
mowania zaklęć) to iest Lewonia z Hornicy, — ten odchodzi.“
„Item powiadał, że Busłowa, co pod Pannami mieszka
(t. j. w sąsiedztwie z klasztorem) y ta umie dziecioni małym
szkodzić, od krów mleko odiąć y do szynku, iak się pochwali,
to tak y będzie.“
.Item radził tenże Maxim Znak Polce (iako sam dobrowol
nie zeznał), aby ukradszy z cudzego browaru piany z młodego
piwa y swoie beczki tą pianą smarowała, mówiąc te słowa :
iako ta piana szumi, tak żeby u mnie ludzie szumieli.“
204
„I to zeznawał, że kiedy pierwszy raz siedziałem w wię
zieniu u P. Szymona Juchalskiego, tedy mię Rosół oswobodził,
bo obszedł dokoła dom P. Szymona (t. j. zamknął magiczny
krąg !)“.
„Item powiadał, że Paceyko z Putryszek przodem y zadem
chodzi y głową kręci“.
„Powiadał tenże Znak, kiedym raz nocował u Busłowej,
tedy syn iey, nieboszczyk Mikołayko, narzekał na matkę
mówiąc, że ty werchem lataiesz (t. j. w powietrzu ? jak
wiedźma), hledzi kob nie była hdzie indziey, y to kiedy komu
co pomyśli, to licho stanie, a sama tego odczynić nie może“.
„Item przypomniał sobie tenże Znak, że kiedy go nama
wiała Polka Żydówka, tak mówiła : kiedy ty nie możesz suchot
narzucić na Szymona Juchalskiego, tedy ia znaydę takiego czło
wieka w Lipsku (w pow. augustowskim), że nie widząc iego
uczyni mu suchoty y pleśń na piwo narzuci“.
„Powiadał tenże Znak, że wie o tym, że z pochwałki Rosoła,
Józef, który był we dworze Imć Pana Mniszka, zginął ze
wszystkim za to, że mu iednego razu piwa nie dał y szynku
więcey nie mieli, tak zaszkodził“.
„Item zeznał, że córkę swoią woził do Guza do Hołownicz,
aby córce onego odczynił“.
„To było na pierwszych torturach“.
„Item powiadał, że rybakowi Romanowi odchodził czary,
gdy chorował ten Roman“.
„Item gdy drugie tortury były świecami, do inszych rzeczy
nie znał się, tylko iako pierwey“.
„Item trzecie tortury, słomą pieczono, toż tylko samo ze
znawał, gdzie daley nad prawo y dekret męczyć nie kazano“.
Gdy wydobywano na torturach zeznania, na ratuszu gro
dzieńskim „przy niemałym zgromadzeniu ludzi“, jak zanoto
wano w aktach wójtowskich, był w Grodnie sam Rosoł z Wiercieliczek, nazwany przez Znaka „najlepszym i starszym cza
rownikiem“.
Rosoł ten obszedł ratusz dokoła (zamykając w ten sposób
w magiczny krąg) i rzekł do zebranych tłumów: „Niczoho z toho
niebudzieć, choćby joho (t. j. Znaka) spiekli, do niczoho niepryznajećsie“.
205
Wniesiono to oświadczenie Rosoła do protokułu, ponieważ
doniesiono Znakowi, który zażądał ponownego jego przesłu
chania.
Tedy już twierdził Maksim Znak, że „dnia wczorayszego na
ęonfessacie miałem iakoby zawiązane gardło y był mi na myśli
starszy nasz czarownik Rosoł, a nie mogłem go żadną miarą
wyjawić (sugestja?), kiedy mię pytano o czarodzieystwie iego,
bo mię musiał zamówić (=urzec), zeznaię tedy dziś, niechcąc
tego na sumieniu moim zataić, ale tak iako przed kapłanem na
spowiedzi powiadam, że iest naylepszy y starszy czarownik, bo
umie dzieciom chorobę narzucić, krowom mleko odiąć, y na szyn
kach szkodzić, y takie ziele miewa, że przed każdym sądem
y urzędem luboby w niesłuszney sprawie może być wołen;
y tak powiadał, że kiedy ma przy sobie ziele, tedy na onego
nikt ręki nie podniesie; y to znał, że Paceyko darował mu gęś,
przez którą żonę iemu z świata zgładził, albowiem ieno się
polewki od tey gęsi napiła, zaraz tak się wzdęła, iak pierze na
gęsi dmie się, a tego Paceyka mienił imieniem Maxim Paceyko
z Putryszek“.
„Item powiadał, że Pani Sudzicka do dębu chodziła y no
żami dłubała y do tych dziurek przymawiała, ale nie wie co.
A kiedy z urzędu zieżdżała, to prostowłosa (sic!) koło klasztoru
Panieńskiego obieżdżała na kolasie prostey na zor(z)ach rano
y obiecała Niemczukowi, który ią wiózł, boiarstwo (t. j. oswo
bodzenie od pańszczyzny i zrównanie ze stanem szlacheckim),
żeby nikomu nie opowiadał, a przebrała się natenczas u chłop
skie płacie (=ubranie, odzież), kob nikto niepoznał, a to dla
tego czyniła, żeby z urzędu nie ziechała“.
„Tenże Znak powiadał, że słyszał od Niemczuka, że Pani
Sudzicka mówiła te słowa: że Kuczyński ubudował się lepiey za
mnie, ale nie rozbędzie się w tym domu, taką uczyniła prze
chwałkę; mówiła też Pani Sudzicka, że przy mnie w Kochanowie
rodziło się, a bezemnie ani warzywa, ani zboże rodzić się nie
będzie“.
„Nakoniec to zeznał, że na przekupienie tymfami (t. j. zło
tówkami — od nazwiska dzierżawcy mennic Tymfa zwanemi)
w arędzie uczyniła Polka Sowolesce przez Rosoła, że u niego
teraz niepiiaią, tenże Rosoł z Sowoleską poswarzył się y z tego
rankoru, z Polką namówiwszy się, uczynił“.
206
„Po podpisaniu zeznał, że ieszcze Bankieczcza w Wiercieliczkach, która z Rosołem na Rospne lata (jakąś „łysą“ górę,
być może istniejącą dotychczas pod Wiercieliszkami?), tam
iest słup y to dołożył, że kiedy Rosoła wezmą — wypowie on
wszystkich“.
Zeznania podpisali Piotr Paweł Szulewski i Jan Szumski,
ławnicy miasta J. K. M. Grodna, Adam Kozakiewicz, pisarz wój
towski grodzieński, Hieronim Kazimierz Kuczyński i Szymon
Balicki.
Niezawodnie wkrótce, na skutek zeznań Maksima Znaka,
musiał powstać cały szereg procesów o czary, lecz inkwizycje
odbywały się albo na miejscu pobytu czarowników, albo też na
zamku grodzieńskim, o czem niezawodnie musiały pozostać ślady
w aktach starościńskich, obecnie przechowywanych w Wilnie.
Napcwno nie pożałowano ani świec, ani też słomy dla wy
dobycia zeznań.
Co się stało ze Znakiem? Przypuszczalnie został spalony na
stosie, ponieważ obcowanie jego z czarownikami niezbicie po
twierdziło śledztwo.
Niezawodnie przebywał w tym samym lochu, specjalnie dla
przestępców nieszlacheckiego pochodzenia urządzonym przy
dawnym ratuszu grodzieńskim, który do dziś dnia zachował się
pod jezdnią placu Batorego u wylotu ulicy Mostowej.
#
*
*
Jak wynika z powyżej omawianego dokumentu, w końcu
XVII w. wszelkich znachorów i czarodziejów jednakowo trakto
wano wobec prawa. Posądzano ich o konszachty z czartami,
jak naprzykład, Busłową „werchem“ latającą, Paceyke z Putryszek, a to z powodu umiejętności chodzenia przodem i „zadem“,
przytem kręcił głową (!?), a cóż dopiero siynny Rosoł, co
z Bankieczczą (żoną Bankiecza ?) z Wiercieliszek latali „na
Rospne“.
Co miaio oznaczać dłubanie nożem rano, wieczorem
i „o zorzy“ dęba w Kochanowie przez Sudzicką i przemawianie
przez nią do zrobionych „dziurek“ w drzewie — dociec trudno.
Stare dęby były czczone i uważane poniekąd za święte. Nacię
cia mogły spowodować uschnięcie drzewa, a więc w związku
z tem burze i pioruny. Znak o Sudzickiej mówił, jako o cza-
207
równicy, ponieważ o zorzy zataczała krąg magiczny dokoła
klasztoru, zapowiadała, że po jej odjeździe ziemia rodzić nie
będzie, nie będzie warzywa ani zboża.
Busłowa, co „pod Pannami“ mieszkała, umiała dzieciom
zaszkodzić, krowom mleko odjąć, „do szynku“ (psuć piwo ?)
i jak „kiedy komu pomyśli, to licho stanie, a sama tego odczy
nić nie może“, a więc zdjąć zaklęć nie umiała, jak i Maksim
Znak.
Natomiast Lewoń z Hcrnicy umiał zdejmować zaklęcia.
„Ten odchodzi“ — mówił o nim M. Znak.
Co zawiniła „baba Puchnowa“ z Kaplicy, co „ziela upa
trzywszy, to iest urazniku“, kiedy kto zachoruje, dawała pić. —
Była chyba zwykłą znachorką.
Ziołami czarodziejskiemi posługiwał się i wspomniany
„naylepszy y starszy czarownik“ Rosoł z Wiercieliszek. „Takie
ziele miewa, że przed każdym sądem y urzędem luboby w niesłuszney sprawie może być wolen, ...kiedy ma przy sobie ziele,
tedy na onego nikt ręki nie podniesie“ — tak twierdził o nim
M. Znak.
*
*
*
Ziołami czarodziejskiemi, rosnącemi i używanemi w oko
licach Grodna, interesowała się w swoim czasie nasza znako
mita powieściopisarka E. Orzeszkowa. W Muzeum Państwowem
w Grodnie są przechowywane szczątki jej zielnika z cennemi
notatkami. Szczególnie interesowały E. Orzeszkową nazwy lu
dowe roślin leczniczych i ich właściwości w pojęciu ludu nadniemeńskiego. Zebrała 228 nazw i spostrzeżenia swoje częściowo
drukowała w „Wiśle“ (t. IV, s. 1 — 32, „Ludzie i kwiaty nad
Niemnem“).
Nazw ludowych ziół czarodziejskich E. Orzeszkowa po
daje 9 :
I. Szczaścia, szczaście. M. Federowski (Lud białoru
ski. Kraków, 1897, t. I, str. 445) słyszał pod Rosią, w pow.
wołkow, że o ile tę roślinę mieć przy sobie — przynosi szczęście.
Jest to Gnaphalium dioicum L. — J. Rostafiński (Zielnik cza
rodziejski to jest zbiór przesądów o roślinach. Zbiór wiad. do
antropol. krajowej. Kraków, 1895, t. XVIII, s. 32) podaje według
Urzędowa Zielnika (ed. 1595 r., s. 295), iż jest to „prawy kwiat
208
miłości“. Pojęcie ludu o tej roślinie jest przeto całkiem od
mienne. — Być może właśnie tę roślinę nosił przy sobie cza
rownik Rosoł, oswobodzając M. Znaka z więzienia w Kocha
nowie.
II. K a p y t nik, kopytnik pospolity (Asarum europaeum
L.) M. Federowski (I, 430) podaje, że wyciąg spirytusowy z ko
rzeni tej rośliny i szafranu ma mieć jakoby własność usuwania
płodu u występnej matki. — J. Rostafiński (str. 36) z „Ogrodu“
edycji Siennika 1568 r. (cpt. 15 E) : „dobry na oczy, czyści
wzrok“. — Znowu inaczej pojmował właściwości tej rośliny
lud, aniżeli autorowie dawnych zielników.
O istotnych właściwościach omawianych roślin leczniczych
istnieje specjalna literatura i one nie są przedmiotem naszych
zainteresowań.
Korzeń kopytnika dotychczas jest używany dla celów lecz
niczych. (Zob. W. J. Strażewicz. Nasze rośliny lekarskie. War
szawa, 1925, str. 100).
III. Zahartuszka, zaharduszka, rośnik v. rosiczka
okrągłolistna (Drosera rotundifolia L.). Należy do grupy roślin
owadożernych. M. Federowski (I, 447) pod Świsłoczą wołkowyską zanotował, że noszona na piersiach zwabia zalotnych. —
J. Rostafiński (s. 60 — 61) cytuje z Syreńskiego Zielnika (ed.
1613 r.), że „duchy w ludziach starych odżywia, szklankę
z płynem, zawierającym truciznę, rozsadza, — w naczyniu metalowem lub kam., zawierającem truciznę, wrze (na zimno)
i płyn cały wyrzuca, położone na pępek martwy płód wywodzi,
szatany w opętanych ucisza, noszone na szyi (s. 331), noszącym
na szyi zamienia nieprzyjaciół w przyjaciół, we wszystkich za
wodach daje szczęście, noszony na szyi (s. 332). — Wg. Chmie
lowskiego (Nowe Ateny, wyd. 1754 r., III, s. 259) — służy prze
ciw czarom.
Bardzo ceniona i obecnie roślina lekarska. (Strażewicz,
48 — 49).
IV. U r a ź n i k,
wspomniany w zeznaniach Maksima
Znaka, a noszący nazwę również zahartuszki, według zielnika
E. Orzeszkowej ma być : storczyk szerokolistny (Orcholis latifolia L.) i uraźnik Nr. 1. — M. Federowski (I, 430) twierdzi,
że jest to „kasacz“ t. j. kosacz (!?), natomiast uraźnik v. „pa-
209
ruszeniec mużski v. mużczyński“ (Viola canina L.) w okolicach
Szydłowca wołkowyskiego — parzony pomaga ..od urazy“
(j. w. str. 445).
Pod nazwą Orchis u J. Rostafińskiego (s. 27) : lisie jajka,
psie koślaski, dziś storczyki (wszystkie ?). Mają dwie bulwki :
młodą kwiatonośną i zwiędłą z roku zeszłego. Bulwki te jajo
wate — stąd nazwa lisich jajek. Według Syreńskiego zielnika
(1613 r.) : ..młody korzeń rodzi syny, stary córki“. Rostafiński
podaje sporo wiadomości o właściwościach storczyków w świe
tle literatury dawnej.
E. Orzeszkowa wymienia 5 uraźników, między innemi: kruszczyk błotny (Epipactis palustris. Crutz.), — nieznany ani
M. Federowskiemu, ani też prof. J. Rostafińskiemu, również
„słanounik“ — gruszyczkę okrągłolistną (Pirola rotundifolia L.).
Według J. Rostafińskiego (s. 24) : gruszczyczka, jabłonka, pirola,
pita, wewnętrzne rany goi (Syr., 1283), przeciw czarom (Haur,
Skład albo skarbiec, ed. 1693 r., s. 452).
Według M. Federowskiego „stanounik babski v. hraszaunik“, stanownik kobiecy (Pirola secunda L.), używany jest
w okolicach Świsłoczy wołkowyskiej na „poruszenio“ (w wy
padkach zdźwigania się) i napar z tego ziela przez „babki“
w ciężkich wypadkach. „Stanounik mużski1 (Pirola umbellata
L.) tamże zalecany jest mężczyznom od „urazu“.
Do tejże grupy odniesiony jest w zielniku E. Orzeszkowej
jastrzębiec (Goodyera repens. R. Br.), — nieznany ani M. Fede
rowskiemu, ani też J. Rostafińskiemu (może przez pomyłkę’,
Pod Nr 4 E. Orzeszkowa podaje „uraźnik“ — kozibród
łąkowy (Tragopogon pratensis). Takiego „uraźnika“ nie znał
J. Rostafiński.
Pod Nr. 5 u E. Orzeszkowej „uraźnik“ — jaskier płomieńczyk. — J. Rostafiński podaje wg. Syreńskiego zielnika (s. 875),
że „przywiązany czerwoną nicią na schodzie księżyca w znaku
Byka, na ogolonym tyle głowy pomaga lunatykom“.
V. Urocznik. M. Federowski podaje wiadomości o 2
„mocznikach“ (I, 446 i 347) :
Uruocznik bieły. Urocznik biały. (Galium Mollugo L.). Koło
Mścibowa, w pow. wołkowyskim, jeżeli dziecko urzeczone cho
ruje i jest blade, należy kąpać w wodzie z „mocznikiem“ i ku
rzyć.
14
Lud T. XXX.
210
Urocznik żółty (Galium verum L.). Jak wyżej.
Obie odmiany tej rośliny poświęcają corocznie na M. B.
Zielną. Są przechowywane pod każdą strzechą. Leczą niemi
również bydło „od uroku“.
J. Rostafiński określa „urocznik“, jako dziewięciosił (Carlina acaulis albo Bupleurum longifolium). Według zielnika E.
Orzeszkowej „dziewiać sił“ — Helianthus tuberosus. Bulwa.
Należy oczekiwać od botaników zainteresowania się tą spra
wą, jak i wogóle okolicami nadniemeńskiemi.
VI. Jeden z poruszeników (paruszeńców), lecz E. Orzeszko
wa nie podaje właściwej nazwy. Być może jest to omawiany
wyżej (IV), nazywany też „uraźnikem“.
VII. Nietupa — o bardzo archaicznej, być może jadźwingowskiej, nazwie. W pow. grodzieńskim istnieją wieś, dwór, rze
czułka, a nawet uroczyska tejże nazwy. (Po lit. upe — rzeka, nie
używa się w sensie zaprzeczenia, a więc tak nazwano małewodną rzeczułkę, — niby rzeka!).
Jest to lnica pospolita (Linaria vulgaris L.).
VIII Zajacza kapusta. Według M. Federowskiego
(I, 447) założnik, (Słonim) zajcawa, zajcza v. zajęcza kapusta.
Kapusta zajęcza v. założnik (Sedum telephium L.). Odwar z ko
rzenia — przeciw zapaleniu gruczołów u bydła.
J. Rostafiński (s. 61) znał tylko Sedum acre — rozchodnik
(z pokrzywą do czarów według dzieła : Albertus Magnus. Se
kreta Białogłowskie, ed. 1698 r., s. 221, również z barwinkiem —
tamże, str. 223 i 328).
IX. B a r 1 i n i e c — barwinek, barlinak (Vinca minor L.)
„Należy do roślin czarodziejskich — pisała E. Orzeszkowa
(w „Wiśle“, j. w., o n-rze rośliny 20). Kiedy ktokolwiek w cha
cie jest ciężko chory, sypie się liście barlińca do garnka, napeł
nionego wodą i stawia się garnek u progu chaty, albo, co jeszcze
lepiej, pod łóżkiem chorego. Jeżeli liście pożółkną i opadną na
dno, chory umrze, jeżeli pozostają zielonemi i pływają na po
wierzchni, wyzdrowieje.“
W zielniku E. Orzeszkowej znajdujemy napis : „od cza
rów“ — na kartce z jaskółką, czyli korzeniówką pasożytną
(Monotopa hgpopitys L.). Roślina ta jest w zbiorku D pod
Nrem 3, a pod N. 17 — również roślina, jaskółką zwana, — bodziszek czerwony (Geranium Sanguineum L.).
211
Niwa badań w zakresie zagadnień wyżej poruszonych,
a tyczących się okolic Grodna, dotychczas odłogiem leży. Tem
■cenniejszym jest dla nas zbiorek E. Orzeszkowej roślin zasuszo
nych, a zebranych nad ukochanym przez nią Niemnem, im po
znajemy więcej postać znakomitej pisarki i obywatelki. Żało
wać tylko należy, że zielnik E. Orzeszkowej nie zachował się
w całości.
Chęć „odcyfrowania“ zeznań czarownika Znaka była pod
nietą do poznania bliższego zawartości zielnika E. Orzeszkowej.
A tematy powyżej poruszone być może zachęcą innych do
głębszego poznania kultury duchowej i materjalnej naszego
ludu nadniemeńskiego w kontakcie z Muzeum Państwowem
w Grodnie.
Józef Jodkowski.
14*
RECENZJE I SPRAWOZDANIA
J(ahób) Kelemina: Bajkę in pripovedke slovenskega ljudstwa.
Z mitološkim uvodom uredil (1930 založila Družba sv. Mohorja v Celju,
str. 404). .
Dr. Jakob Kelemina, profesor germanistyki w uniwersytecie w Lublanie, daje w tej swojej po słoweńsku pisanej książce „Mity (baśnie)
i opowieści ludu słoweńskiego“, i to w 260 rozdziałach (w każdym roz
dziale zawarł}’ jest inny ustęp). Opowieści same znajdują się od str. 33
aż do końca, a w pierwszych dwóch arkuszach (str. 5—32) jest „Przed
mowa“, t. j. teorja autora o pierwotnem znaczeniu i dalszym rozwoju
tych baśni i opowieści. Przytaczam zaraz z początku przedmowy jego
wywody o stosunku między baśnią i „opowieścią“: „Słowem bajka
(polsk. baśń) zesłoweńszc żyliśmy obcy wyraz mythos. Oznacza on opo
wiadania, traktujące treść religij pogańskich... czystych baśni mamy
u nas teraz mało; w naszych baśniach mieszają się istoty wyższe ze
światem ludzkim... Opowieść rozwinęła się w ten sposób z baśni,
że owe istoty wyższe dostały rysy ludzkie; jednocześnie uległo za
ciemnieniu w tych baśniach jądro mityczne... Każda prawdziwa opo
wieść ludowa musi mieć jakieś jądro mityczne, gdyby nie, nie mogli
byśmy mówić o niej jako o prawdziwej opowieści, lecz onaby stano
wiła tylko anegdotę...“. Co do formy baśni i opowieści, to autor
twierdzi: „W życiu poezji wiązanej następuje w ciągu czasu kryzys:
lud traci zrozumienie dla wiązanej formy artystycznej; resztami tego
rozpadania zaś są baśnie i opowieści (oraz legendy) w słowie niewiązanem“. Na pytanie, które i jakie postaci mityczne znają Słoweńcy,
odpowiada ze względu na pokrewne wyobrażenia innych narodów tak:
1) jedna część naszych istot mitycznych ma swoje źródło w wierze
w duszę albo w ducha; te istoty nazywamy duchami (Geister); -—
2) w całej przyrodzie żyje drugi rodzaj istot, nie mających już tak
bliskiego stosunku do człowieka, jak duchy; nazywamy je według ich
głównych przedstawicieli istotami-wiłami (elfische Wesen); — 3) o co
kolwiek niżej pod względem swoich zdolności duchowych są demony,
zdające się być nieposkromionemi siłami przyrody; — 4) nad całym
światem panuje, jako władca nieograniczony, istota najwyższa: pan
nieba; jakaś istota demoniczna jest zwykle jego żoną; — 5) wszech
świat ze wszystkimi jego znamionami jest dziełem boga, względnie
przytoczonych wyższych istot; — 6) istoty mityczne przybierają
w pewnym okresie rysy ludzkie i stają się jako herosi nosicielami naj-
213
starszych podań historycznych narodu“. W związku z tem, autor często
■operuje „bohaterami słonecznymi“, jako pierwszemi postaciami później
szych królów Matjaszów czy rozbójników Matajów; bracia strzegący
siostry Zory, w balladzie ludowej „Mlada Zora“ (por. polską opowieść
■o Marchołcie), są pierwotnie djoskurami, według autora nawet motyw
Lenory ma pierwotnie znaczenie mitologiczne. Także chłop słoweńskochowacki, Piotr Klepec, żyjący w XVII stuleciu, przypominający Kró
lewicza Marka, jest pierwotnie słonecznym bohaterem.
Nie jestem fachowcem w tych sprawach, lecz przy czytaniu książki
prof. Kelemina zdawało mi się, że czytam znane swojego czasu (przed
50 laty) dzieło Grzegorza Kreka. Einleitung in die slavische Literatur
geschichte; mianowicie poglądy, teorje i „duch“ książki, zdają mi się
być takiemi samemi. W każdym razie byłoby dobrze, żeby spojrzał do
tej książki — Aleksander Brückner...
Fr. Jlesić.
Zagrzeb, w maju 1931.
Kazimierz Moszyński: Kultura Ludowa Słowian. Część pierwsza.
Kultura Materjalna. Z 21 mapkami, oraz z rycinami 1138 przedmiotów.
Kraków 1929. Polska Akademja Umiejętności. IX i 710 str. w 8°.
Dzićło prof. Moszyńskiego wysunęło się na same czoło etno
grafji słowiańskiej. Żadna podobna praca nie może z niem zawodniczyć.
Wprawdzie posiada nauka czeska w dziele Niederleg o, Żywot
starych Słowian, znakomity tegoż wykład zupełny, ależ Niederle
kończy tam, gdzie Moszyński zaczyna i ogranicza się statycz
nym obrazem tej kultury w ścisłych granicach czasowych i przestrzen
nych, gdy Moszyński dynamikę rozwoju przedstawia, sięgając
do samych początków i kreśląc główne wytyczne tego rozwoju. Ogra
nicza się natomiast do kultury rodzimej, ludowej, włościańskiej, więc
nie zawisł jak Niederle od wiadomości kronikarskich, dotyczących
głównie sfer wyższych, ani od resztek archeologicznych; przeciwnie,
uwzględnia głównie stosunki dzisiejsze, które poznał nietylko z lite
ratury i muzeów, lecz z osobistych licznych wypraw i badań na
miejscu, śród przyrody i ludzi.
Inne literatury słowiańskie posiadają tylko luźne monografje;
najlepsza, najobszerniejsza między niemi Z e 1 e n in a , przetłuma
czona na niemieckie dla encyklopedji Trautmanna-V asmera,
ależ Zelenin tylko Ruś całą objął, głównie Wielką i Małą, mniej
stosunkowo Białą. Zarysy prof, Fischera o Polakach i Rusinach
szczupłemi rozmiarami nie zawodniczą również z foljantem Moszyń
skiego.
Całe dzieło obliczone na trzy tomy; drugi obejmie kulturę umy
słową, trzeci społeczną. Otrzymaliśmy pierwszy, którj’ na 678 str. w 20
rozdziałach objął życie materjalne; zdobywanie żywności i surowców
przez zbieranie, łowienie, hodowlę, uprawę; przechowywanie zbiorów,
przygotowywanie pokarmów, obróbkę surowców (drewna, wici, kości,
gliny, kruszców, klejów; farbiarstwo) ; zabiegi o bezpieczeństwo i wy
godę (broń, odzież, mieszkanie, czystość) ; przewóz. Ani wszystkie po
214
łacie Słowiaństwa samego, ani wszelkie wymienione rozdziały są równo
miernie obrobione — dla słusznych przyczyn. Ponieważ rozchodzi się
0 ludowość t. j. rodzimość, nęcą autora nierównie mniej zachodnie
połaci, Czechy, Łużyczanie, Słowieńcy, Wielkopolska, wystawione na
potężne, wszechstronne oddziaływanie niemieckiej kultury ościennej,
niż wschodnie i południowe, od niej mniej lub wcale nie zawisłe;
szczególniej Białoruś polską, Polesie, z jego głuchemi ustroniami, dalej
Wielką Ruś aż po Syberję uwzględnia autor jak najstaranniej, jak
1 Bałkan, szczególnie bułgarski, na podstawie własnych i hadań p.
Obrębskiego, zastąpiony znakomicie.
Najobszerniej opracował autor rybołówstwo i jego przyrządy; orkę
od radła do pługa i sochy; tkactwo, odzież; budownictwo; tu wchodził
w szczegóły i zaimponował fachowem ich znawstwem. Najkróciej zbył
pokarmy, ponieważ właśnie śród pokarmów najwięcej obczyzny, której
nie wymienia. Począwszy od żuru i kapusty, poprzez placki, kluski
i bochny, aż do łazanek, tortów itd., wszystko obce, niemieckie, włoskie,
francuskie, nawet angielskie (budeń) ; to wszystko jednak odpada z góry,,
jako przynależne wyższym nie ludowym warstwom. Ależ należy rzeczy
rozróżniać; pominę wszelkie warzywa, kiele, jarmuże itd. z ich obceiii
słownictwem, ale nie pogardzałbym domowem; nie myślę o czeskich
buchtach i powidłach, lecz, zdaje mi się, że Słowianie i jakieś kluski
sami znali. Zwali je Mobami, rosyjskie kołob, co przenigdy nie wzięte
z greckiego y.ó/Mifioę lecz rodzime, pokrewne z kiełbiami, (por,
śliżyki, rybki i ciasto), i kiełbasami (bo te od kiełbiów przezwane).
Dalej jajecznice, słoniny i i., a tołoknem (o tem rozprawia autor ob
szernie) zawojował Słowianin i Finów i Niemców alpejskich. O winie
autor milczy, nawet nie uwzględnił, od kogo nazwę przyjęto, o czem
wspominam, bo świeżo twierdzono, jakoby wprost z łaciny do Słowian
przeszła, czy dla rodzaju (uiiuim, der Wein ‘ł ależ Słowianin gockie
masculina przez swoje neutra nieraz oddaje szkło, błudo itd.) ; przeczę
też wszelkim bezpośrednim pożyczkom z łaciny (oprócz kolędy i ru
sałki), bo nie wierzę np. w pożj^czkę siekiery z securis, którą autor
za innymi przyjął, jakbyśmy nie mieli czasownika siekę (seky-, jak
włady-, moty- itd., przyrostek tam -ka, motyka, włodyka, tu -ra),
brakłoby bowiem dla najpierwotniejszego i najważniejszego narzędzia
obrony i natarcia nazwy domowej, bo topor ze wschodu przybył
a ciosła zbyt specjalna; ciesiołką nie broni się ani naciera. Słowianin
siekierą walczył.
Autor wciągał (chętnie) do swych wywodów i słownictwo. Sam
nie filolog, postępywał przytem jak najostrożniej, radził się źródeł
najpoważniejszych, a zadowalał się nieraz ustaleniem, że pochodzenia
nazwy np. niewodu, wierszy, więcierzy i tylu innych dotąd nie wy
kryto. Uwzględniał jednak słownictwo w bardzo nierównej mierze;
uderza to szczególnie przy hodowli bydła. Nie zwracał wcale uwagi
na to, jak Słowianie wyróżniają się od innych krewnych szczepów
osobliwszem słownictwem dla konia, barana, wołu, capa, kozy i i.,
przy koniu (wolno bardzo wątpić,, czy on od wałaszenia przezwany, jak
215
autor przypuszcza), nie wspomniał ani o komoniu ani o orzu, (u nas za
pomnianym od XVI wieku, do dziś istniejącym w nazwie Orzą
i Orzyca, dopływów Narwi), wytknął tylko rolę jego podrzędną u ludu
wobec bydła rogatego, z czem się źle godzi wybitna rola konia w pogań
stwie. Str. 117 prawi, że „ciemna dotychczas nazwa wołu dała się wy
jaśnić na podstawie wskazówek etnografji“ ;ma to być „rodzimy wyraz
dla wielkiego i silnego kastrowaneego byka^bliższej wskazówki autor
nam poskąpił. Powoływa etymologje Pogodina, np. dla gumna,
ależ to tegoż fantazja tylko, narabiająca zmyślonemi złożeniami. Sam
próbuje ćtymologji dla sosny, jakoby dla drzewa bartnego, od naciosu,
ależ ta nazwa starsza niż bartnictwo; porównam łac. sap-inus. Czy
marzana, roślina farbierska, „pożyczka z języków germańskich“ (str.
370), wolno bardzo wątpić; natomiast obronił autor słusznie przeciw
Rostafińskiemu nazwę czerwca od czerwi-robaków i pory ich zbie
rania, nie od czerwi pszczelnej (str. 368). Zamało uwydatnił autor rolę
prasłowa, np. zaznaczył przy dziegciu, że znają to słowo na wschodzie
słowiańskim i tu i ówdzie na zachodzie, zamiast powiedzieć wyraźnie,
że to prasłowo, zapomniane tu i ówdzie, jak tyle innych, wywiedzione
jeszcze od pierwiastka, Słowianom już obcego w tym kształcie. Żeby
nazwa „dęgi“ bywała wyprowadzana z zachodu, pierwszy raz słyszę;
to prasłowo; przy dzbanie i cebrze należało zaznaczyć, że to tesáme
słowa z różnemi przyrostkami. Autor wyliczał nieraz najszczegółowiej
całe odnośne słownictwo; tem bardziej razi, że o nazwach najpospolit
szych i najważnieszych, nieraz bez widocznej przyczyny zupełnie
milczał, np. chata, chatu va i i.; jeżeli przy dyszlu nie zaznaczył wcale
prasłowa oje równie starego jak jarzmo lub igo), toć i same dyszle
pominął milczeniem; tem więcej o jarzmie rozprawiał, kierując się jego
osobliwościami.
Ależ byłoby napaścią, nie krytyką, gdybym autorowi takie niedo
mówienia wyrzucał, przecież podkreślał on sam stałe, że jego dzieło,
to pierwszy rzut podobnej syntezy; on je podręcznikiem nazwał, najniesłuszniej, bo podręcznik zbiera treść przez innych ustaloną, gdy
nasz autor nieraz sam dopiero treść ustalał i nie możemy dosyć po
dziwiać rzutkości i energji, z jaką się przez gąszcze materjału dopiero
przez niego wybieranego przebijał. Najszerzej rozwiódł się, jak już
wspomniałem, nad odzieżą i budownictwem; samemu kobiecemu stro
jowi głowy poświęcił stronice 392—408, a powstaniu rogatywki, ucho
dzącej mylnie za specjalność polską, str. 408—411, polemizując z H.
Wiercieńskim i St. Poniatowskim. Rozwój ubioru śledził od najpierwot
niejszego, od płachty prostej z wycięciem na głowę, aż do wszelkich
sukman itp., przyczem słusznie zwracał, uwagę na prawdziwe wpływy
wschodnie, nierównie obfitsze w tej dziedzinie, niż w którejkolwiek
innej. Takąż dokładnością odznacza się rozdział o mieszkaniu, od jamy
ziemnej i szałasu na dębie począwszy aż do przeróżnej budowy dachów.
Obfitość materjału poprost.u nieskończona, więc przeoczenie czy prze
milczenie jakiegoś szczegółu czy nazwy nie sprawia dziełu żadnej
ujmy, tem bardziej, że autor coraz podkreślał, coby dopełnić należało,
216
co wymaga głębszego czy ponownego zbadania, co wątpliwe. Jest to
więc dzieło podstawowe, twórcze, nie podręcznik tylko; że wymaga
dopełnień, a tu i ówdzie poprawek, nie zmienia jego charakteru jako
Standard work etnografji słowiańskiej.
Ale to tylko jedna zasługa tego dzieła; druga tkwi w tern, że autor
nie ograniczał się bynajmniej samą słowiańszczyzną, jak Niederle,
lecz coraz zwracał uwagę, porównywał, wymieniał okazy podobne ze
wszystkich części świata, mianowicie z Azji. Sięgał stale do najdalszych
początków (przykłady przytoczyłem) i szkicował dzisiejszy stan badań
etnograficznych, zwięźle i jasno. W licznych aforyzmach ^stwierdzał
np. pierwotny, powolny nadzwyczaj postęp fal kulturalnych; czem lud
pierwotniejszy, tern silniej zakorzeniony u niego tradycjonalizm, tak
że nie rzuca się dawnych przywyczek, chociaż ma się pod nosem
przykłady pożyteczniejszego użytkowania materjału. Dalej nie znają
fale kulturalne granic językowych ani rasowych; geografja i komuni
kacja więcej znaczą niż spólnota krwi, stąd więc pstrocizna kultury
bałkańskiej wobec jednostajności rosyjskiej. Coraz nastręcza się py
tanie, czy podobieństwo wyrobów itd. polega na prostém przejmywaniu czy na konwergencji samorzutnej. Uwagi to nadzwyczaj poucza
jące; niektóre wydały mi się ryzykownemi, np. co do genezy wozu
(str. 503) : „narodził się może z ruchomego domku pasterza, w którym
ten przewoził swoje mienie“, takie domki „umieszczano najdawniej
na włókach i płozach, a później na kołach“; mniemam raczej, że to
rzeczy najzupełniej różne, niby jak sanie a wozy. Na str. 505 tłuma
czyłby autor znaczną przewagę liczebną palowych spichrzów nad do
mostwami palowemi nie tern, że mieszkania na palach zanikają a utrzy
mują si£ spichrze na palach (dla ich użyteczności), lecz tern, że spichrz
palowy to pierwotny, a domostwo palowe to tylko zamieszkany spichrz
palowy albo budynek na takim spichrzu wzorowany, bo geneza takiego
spichrza jest jasna, ciemne natomiast pochodzenie palowego domo
stwa“. Czy nie należy i tych obu rzeczy zupełnie rozróżniać?
Nie koniec na tem. Dzieło prof. Moszyńskiego imponuje
bogactwem rysunków, których do połowy dostarczył sam autor. Oprócz
rysunków ubiorów itd. zasługują na wyróżnienie liczne mapki przed
stawiające zasięgi wszelakich objawów; jest ich 21, dotyczą głównie
Polski, a więc np. zasięgi typów radeł, zasiąg sochy, zasięgi sposobów
wiązania cepów, zasięgi typów kijanki, nosideł, jarzma itd. Zagranicą
urządziliby te mapki dla Polski tak, żeby jedna z nich dała tylko całe
tło geograficzne ziemi polskiej, na tę nakłada się przeźrocza owych
mapek wszelakich zasięgów, tak że łatwo ustalić, czj’ się i które zasięgi
zbliżają do siebie. Oprócz rysunków w tekście samym są liczne tablice
całostronicowe, wybrane jak najtrafniej, przeważnie ze stron biało
ruskich.
Dzieło prof. Moszyńskiego przyniosło jemu zaszczyt a nauce
trwałą zdobycz ,oby równie szczęśliwa gwiazda władła i nad obu
dalszemi.
Berlin-
A. Bruckner.
217
Dr. Antoni Czubryński: Mistrz Twardowski. Studjum mitogenetyczne (z 8 rycinami). Warszawa 1931. Wydawnictwo Kasy im.
Mianowskiego, str. 144..
Przystępując do oceny pracy Dra Antoniego Czubryńskiego p. t.
„Mistrz Twardowski zaznaczyć muszę na wstępie, iż autor omawianej
pracy na polu badań nad Twardowskim położył naprawdę wielkie za
sługi, iż zna prawie wszystkie prace i źródła z tej dziedziny, iż zebrał
jak najskrupulatniej wszelkie dostępne materjały, dotyczące i kwestji
historyczności i wątków podaniowych, z osobą krakowskiego czarno
księżnika związanych. To też może dlatego i pierwsza z reeenzyj jego
pracy, mam tu na myśli recenzję Prof. Dra Juljana Krzyżanowskiego
z Rygi („Ruch literacki“, Warszawa, Luty 1931, str. 55) wypadła zbyt
czarno i niewesoło. Wybitny bowiem znawca XVI w. i historji polskiej
kultury Prof. Juljan Krzyżanowski oceniał pracę Dra Czubryńskiego
raczej z punktu widzenia metody, (której i ja nie pochwaliłbym bez
bardzo poważnych zastrzeżeń), jak materjałów, które autor skrupu
latnie zebrał. A z tego punktu widzenia zrobił on niewątpliwie bardzo
wiele. Ale przejdźmy po kolei do omówienia szczegółowego pracy.
Z etnograficznego punktu widzenia najwdzięczniejszem omal
że zadaniem było zebranie wątków podaniowych, krążących po terytorjum polskiem, a opowiadających tak różnorodne zasadniczo rzeczy
o Twardowskim; zebranie i zestawienie tych wątków (czego Dr. Czu
bryński niestety nie zrobił), było najważniejszem zadaniem, gdyż po
sługiwanie się jedną wyłącznie wersją Wójcickiego uniemożliwiało
wprost analizę podania. Zebrane podania należało zestawić i podzielić
na „zasadnicze grupy“; podstawą podziału byłoby ich rozmieszczenie
terytorjałne.
Opracowana w związku z tem mapka, uwzględniająca ilość i jakość
wariantów podań doprowadziłaby do stanowczych wniosków co do
miejsca, w którem podanie powstało. Z zebranych np. przezemnie
trzydziestu kilku wersyj (Kuchta Jan „Mistrz Twardowski“, krakowski
czarnoksiężnik XVI w. Sprawozdania z czynności i posiedzeń Polskiej
Akademji Umiejętności. Tom XXXIV, nr. 6. czerwiec, 1929, str. 23)
widać wyraźnie, że największa ich liczba, bo prawie połowa (piętnaście
wersyj i dwie wzmianki) przypada na Kraków i najbliższe stosunkowo
jego okolice: Podgórze, Szczodrkowice, Bochnię, Wieliczkę, Rudawę,
Łazany, Olkusz, Sławków, Pieniążkowice. Kraków jest więc niewątpli
wie kolebką podania o Twardowskim. Drugie miejsce zajmuje Byd
goszcz, co stwierdziłem dzięki pomocy i materjałom Prof. Adama Fi
schera, trzecie Wielkopolska, dalsze dopiero okolice podduklańskie,
Podlasie, Sandomierskie, Lubelskie, Litwa, Ruś i Węgry.
Ze podanie o Twardowskim to rodzime krakowskie podanie staje
się bardzo widoczne zwłaszcza wtedy, gdy rzucimy okiem na jakość
podań krakowskich o Twardowskim. (Powyżej mówiłem tylko o ilości
warjantów). Są one najbogatsze w motywy, obejmują całokształt żywota
i przygód czarnoksiężnika. To zaś jest bynajmniej dla mnie jednym
z dowodów, że tu właśnie podanie powstało. Brak tylko jeszcze argu
mentów „historycznej natury“.
218
Dalsza część pracy powinna była być poświęcona historyczności
postaci Twardowskiego i zabytków tudzież tradycyj po nim. Autor zna
do tej kwestji wiele materjałów. Zna chociażby tak mało rozpowszech
nioną i uwzględnianą wzmiankę księdza Łoniewskiego o Twardowskim,
o jego imieniu „Piotr“ — ale nie sięga do źródeł pierwszej ręki,
nie sprawdza (o. c. str. 12) samodzielnie tych wiadomości, nie tworzy
własnych hipotez w sprawie historyczności postaci Twardowskiego. —
Szkoda, że autor nie znał mej próby rozwiązania tego zagadnienia,
podanej w Sprawozdaniach Pol. Akademji Umiejętności, Tom XXXIV,
nr. 6, str. 25, tudzież w szkicu o „Zabytkach i tradycjach historycznych
po Twardowskim“, Lwów 1930. — Ale na ogół jego uwagi dotyczące
zagadnienia historyczności postaci Twardowskiego są jeszcze zupełnie
zadowalające z etnograficznego punktu widzenia, bo trudno wymagać
od etnografa, by był i znakomitym historykiem równocześnie.
Większe zastrzeżenia miałbym co do metody analiz etnograficz
nych, przeprowadzanych przez autora na wątkach podaniowych. Jest
on za bardzo zwolennikiem kierunku „studjów mitogenetycznych“, dziś
już przestarzałego i zwalczonego. Toteż z tego powodu spotyka go wiele
ataków, które zupełnie nie miałyby miejsca, gdyby autor zgodził się na
bardzo poważne ograniczenia w stosowaniu tej metody, prowadzącej
stanowczo na manowce. Weźmy dla przykładu drobny wątek o Twar
dowskim „jeżdżącym na kogucie“. Wedle mego zdania sprawa tego
wątku mniej więcej przedstawia się tak: „W cyklu podań o słynnym
czarnoksiężniku jak Twardowski, „mistrz nad mistrze“, motywu, opo
wiadającego o lataniu po powietrzu, tego niezwykłego człowieka,
„z djabłem utrzymującego komitywę“, zabraknąć nie mogło.
Umiejętność i moc ta bardzo istotnie wchodziła w zakres tej ol
brzymiej siły i wiedzy, jaką wedle powszechnych wierzeń, „jako owoc
paktu z djabłem“ — zyskiwał „czarnoksiężnik“. Toteż wątki, głoszące
o lataniu w powietrzu „sojuszników szatana“, „którzy latają bez skrzy
deł, bo ich źli duchowie niosą“ 1), są w tego rodzaju podaniach, jak
nasze, zjawiskiem zwykłem i koniecznem nawet wprost, a tak dawnem,
że już dzieje „Dzieje Apostolskie“ o Szymonie Magu opowiadają, iż
z pomocą djabła wznosił się w powietrze. Szukają zaś źródła tej siły
sfynnego czarnoksiężnika w jego związku z djabłem.
Historji tych motywów i ich wędrówki po różnych terytorjach
przez przeciąg stuleci omawiać tu nie będę, bo za wiele zajęłoby to
miejsca i przekraczałoby zadanie recenzji. Ograniczę się więc tylko
do ich krótkiej charakterystyki na tle wieków XVI i XVII, w których
kształtował się nasz cykl podaniowy.
Otóż w wieku XVI wiara w to, iż czarnoksiężnicy i czarownice po
siadają moc latania w powietrzu, jest bardzo rozpowszechniona. Wy
raźne ślady tego znajdujemy w dziełach ówczesnych. Oczywiście rzeczy
-1) Jakóba Michałowskiego, wojskiego lubelskiego, a później kasztelana
bieckiego, księga pamiętnicza. Kraków 1864, str. 253; Dr. Karol Korany i :
„Łysa Góra“. Studjum z dziejów' wierzeń ludowych w Polsce w XVII i XVIII
wieku. Lwów' 1929, str. 3.
219
te są najbardziej znane tam, gdzie kwitną nauki przyrodnicze — a wraz
z niemi nauki tajemne1) i gdzie tem samem mają .miejsce praktyki
czarnoksięskie. Kiesewetter przytacza ciekawy wypadek tego rodzaju
z dziejów czarnoksięstwa w Hiszpanji, a mianowicie opowiadanie Be
nedyktyna Prudencjusza de Sandoval, biskupa Tui i Pampeluny. Biskup
pragnąc się nareszcie przekonać, jakim sposobem wiedźmy mogą latać,
obiecał jednej z nich ułaskawienie, pod warunkiem, że zgodzi się ona
pokazać, co umie. Baba zażądała zabranego jej słoika z maścią i po
smarowawszy się nią , poczęła kształtem jaszczurki, t. z. głową na dół
schodzić po murze z wieży, a doszedłszy do połowy wysokości, uniosła
się swobodnie w powietrze. Było to w r. 1507 a opowiada o zdarzeniu
„Historia del Emperador Carlos V.“*2).3 Zjawisko opisane tutaj jest po
wszechnie znaném adeptom „nauk tajemnych“ zjawiskiem lewitacji.
Wspomniana zaś maść czarownicza odgrywała olbrzymią role w magji
niższego rzędu. Była to jak stwierdzono mieszanina tłuszczów i nar
kotyków, które działając odurzająco na nerwy, wywoływały widzenie,
czy też przyspieszały zapadanie w pewien specjalny stan autohipnozy,
zwany dziś transem i towarzyszące stale wszelkim dzisiejszym objawom
medjumicznym — w tym wypadku „lewitacji“.
W Niemczech zjawisko to znane jest również. Dość wspomnieć
0 czarnoksiężniku niemieckim Dr. Fauście i jego słynnej próbie lotu
w Wenecji, o której głoszą podania niemieckie. Warto przejrzeć także
ciekawe pod tym względem akty niemieckich procesów o czary, które
dowodzą, jak często oskarżano czarownice tamtejsze o latanie w po
wietrzu, przy pomocy ognia na rozmaite „Łyse góry“. („Der kahle
Berg“, „Blocksberg“).
Pod silnym wpływem wierzeń zachodnio - europejskich pozostają
też wierzenia <polskie, zwłaszcza w zachodnich stronach Rzeczypospo
litej. I w Polsce, jak wykazuje na podstawie zeznań oskarżonych, do
chowanych w protokołach sądowych Dr. Karol Koranyi „motyw latania
czarownic w powietrzu“ jest dobrze znany, zwłaszcza z końcem XVI w.
1 w pierwszych dziesiątkach XVIII stulecia, a więc czasach dla nas
najważniejszych.
Wedle bardzo rozpowszechnionych wierzeń polskich odbywały się
na „Łysej Górze“ s) co pewien czas zebrania czarownic. Przyjmował je
i ugaszczał tam djabeł, nadając im tu część swej piekielnej władzy,
mianowicie moc szkodzenia ludziom i bydłu, sprowadzania posuchy,
ulewy i chorób. Gdy nadeszła więc pora oznaczona, każda z nich sta
rała się wedle tych wierzeń dostać na miejsce schadzki z czartami.
Udawały się zatem gromadami lub pojedyńczo na „Łysą górę“ „jedne
na koniach, drugie w kolasach, a trzecie powietrzem latając“4).
1) JanKuchta: „Nauki tajemne w Polsce w XV i XVI w.“. Lwów 1928.
2) I. Matuszewski: Pisma. Tom I. „Czarnoksięstwo i medjumizm“.
Warszawa 1925, str. 199.
3) Dr. Karol K o r a n y i Łysa Góra. Lwów 1929, sir. 4—5.
4j Księga miasta Kleczewa. (Rękopis). K. 123 verso (wedle K. Koranyiego).
220
Jeździły także „cioty“, (jak czarownice w Wielkopolsce nieraz na
zywano) na świni zwykłej lub czarnej1), na psie, na koźle*2),3 którym
był właściwie djabeł w kozła czarnego przemieniony. Najczęściej )
atoli udawały się czarownice na Łysą górę „w powietrzu latając“.
Aby się unieść w przestworza smarowały się maściami, które otrzymy
wały już w formie gotowej od czarta, albo sporządzały same z rozmai
tych przedmiotów, idąc naturalnie za wskazówkami czarta.
Posmarowawszy się maścią, po wyszeptaniu jakichś słów czaro
dziejskich4), natychmiast wylatywała czarownica kominem i leciała
na Łysą Górę, jakoby płynęła5). Przy locie posługiwały się czarownice
niekiedy skrzydłami6), przeważnie .zaś siedziały podówczas na jakimś
przedmiocie lub na kiju7), kijance, pomietle, motyce, szabli lub ożogu,
lecąc przytem „wyżej najwyższych lasów“.
Wyjątkowo tylko używała czarownica innych jeszcze środków,
by się dostać drogą powietrzną na Łysą górę. Oto zamiast smarować się
„mastyką“ piła proszek i zaraz na kiju wyjeżdżała 8), albo też zjadała
łyżkę kaszy w specjalny sposób sporządzonej, po której spożyciu „obra
cała się w srokę“ i „jako ptak wylatywała z domu“ 9).
Z powyższych przykładów widać wyraźnie, jak popularny był
w XVI i XVII w. na terytorjum polskiem „motyw latania w powietrzu“,
jak o latanie to posądzano każdą niemal czarownicę i każdego czaro
dzieja. A skoro tak się rzecz przedstawia nic dziwnego, że spotykamy
go i w cyklu podań o najsłynniejszym krakowskim czarnoksiężniku
XVI w. Oto dla przykładu kilka wyjątków z opowiadań ludowych o tem,
„jak to Twardowski w powietrzu latał...“.
„(Twardowski) wszystko co jeno zażądał żywnie, miał na swojem
zawołaniu1 jeździł na malowanym koniu, latał w powietrzu bez skrzy
deł, w daleką drogę siadał na kogucie i prędzej bieżał niż konno...“. —
Wójcicki K. W. „Klechdy“ (Krakowskie).
„Kiej chciał tak latać, jak tera masyna,.to latał na kokocie“. —
St. Ciszewski. Lud rolniczo-górniczy z okolic Sławkowa, w powiecie
olkuskim.
„To z konia zrobieł kochuta, a z kochuta konia, a kiedy siad na
kochuta to se jeździeł wygodnie jak na koniu, to siad na konia a ludzie
myśleli, że siedzi na kochucie“. — Wł. Kosiński. Materjały do Etnografji Górali Beskidowych.
...Tego też jakby czekał Twardowski; w oka mgnieniu wskoczył na
powstałego koguta, kopnął go piętą i wnet całym galopem odjechał
z karczmy... (Był to ów upieczony kogut, którego mu żyd na talerzu
7) Kleczew. K. 245.
sj Dr. K. Koranyi: Łysa Góra. Lwów 1929, str. 9.
3) Kleczew. K. 234.
4) Kaczmarczyk. Lud. VII, str. 314.
5j Kleczew, rkps. K. 155.
6) Kleczew, rkps. K. 68.
7 Dr. K. Koranyi: „Łysa Góra“, str. 10.
8) Kaczmarczyk. Lud XVI, str. 50.
9) Juce wic z
A. „Wspomnienia Żmudzi“. Wilno 1842, str. 182.
221
podał). Żyd z początku stał zdumiony, ale gdy widział, co się święci,
zrobił wielki hałas i wrzask, zleciało się na ten hałas wiele innych
żydków i obces gonić Twardowskiego na kogucie1).
Jak widzimy, pan Twardowski lata bez przeszkody w powietrzu,
jak jego „siostrzyce po fachu“, ale motywy opowiadające o jego ła
taniu różnią się nieco, od motywów opowiadających o lataniu w po
wietrzu czarownic.
Już na pierwszy rzut oka uderza nas w podaniach o Twardowskim
latającym w powietrzu jedno. Jeździ on prawie zawsze na kogucie.
Otóż motyw jazdy na kogucie nie jest oryginalny. Istnieją bowiem
i są dobrze znane liczne analogiczne paralele. Wystarczy chociażby
z opowieści o Fauście, na co już zwrócił uwagę Czubryński *2), przy
pomnieć jego ucznia Wagnera, który uniósł się na ognistym kogucie
Bilecie, wśród wielkiej wrzawy i burzy. Może to więc być motyw po
chodzenia niemieckiego —■ zaczerpnięty z podań o Fauście.
Niektóre względy przemawiają jednak za tem, że jest to raczej mo
tyw pochodzenia czeskiego. A i na Cześkiem terytorjum, jak zaraz na
przykładzie wskażę, jest to motyw znany. Na kogucie jeździł tam czeski
czarodziej Żytek. Joannes Dubravius, biskup ołomuniecki, historyk
czeski, wspominając3) w swej Kronice (libro 23) o „dziwach“, jakich
dokazywał mag Żyto, (Żytek) około r. 14004), na dworze króla cze
skiego Wacława, dowodzi tego najwyraźniej. Oto co czytamy w cze
skiej Kronice5) :„W dziesięć lat po męczeńskiej śmierci Św. Jana
Nepomucyna, zaślubił król Wacław Zofję, córkę księcia Jana Bawar
skiego. Sam książę zaprowadził zaślubioną do Pragi, a wiedząc, że
szwagier jego wielkim jest zwolennikiem osobliwości, przyprowadził
z sobą pełny wóz czarodziejów. Gdy najdoskonalszy z nich dnia jednego
króla zabawiał, zbliżył się do niego czarodziej króla Wacława Żyto,
rozdarł sobie usta po uszy i połknął rywala z całym jego aparatem,
obuwie tylko odrzuciwszy. Potem oddał całą tę zdobycz do kubła wody,
a widzowie śmiali się wielce, widząc tak skąpanego Niemca, poczem
inni towarzysze jego, nie śmieli już dalej się popisywać.
Tem dzielniej dokazywał Żyto, pokazując się to w swojej to
w obcej postaci, to w złotej, to w zgrzebnej odzieży.
Gdy się cesarz przechadzał, Żyto płynął koło niego w łódce po
ziemi, a gdy cesarz jechał, on dążył obok niego na małym wózku,
przez koguta ciągnionym. Niemniej ubawiał gości, zamieniając im ręce
podczas stołu, to w jelenie, to w końskie kopyta, aby jeść nie mogli.
Raz gdy na ulicy zgiełk posłyszano i wszyscy z okien głowy wychylili,
-1) „Twardowskiego na kogucie“ przedstawia rzeźba Prof. Krak. Akademji
Sztuk Pięknych P. Laszczki.
2) A. Czubryński: O mistrzu Twardowskim. Astrea. Warszawa
1924. R. I. Nr. 2, str. 127.
3) J. Tuwim: „Czary i czarty polskie“, str. 109.
4j Graf, o. c, str. 260.
5) K. W. Wójcicki: Klechdy. Wyd. II. Tom I. Warszawa 1851,
str. 254 i n.
222
czarodziej obciążył je w ogromne jelenie rogi, że się z okien wydostać
nie mogli, a on tymczasem smacznie zajadał i spijał.
W. Leppełmann opierając się na tym wyjątku czeskiego kronikarza
przypuszcza, iż on oddziałał na podania polskie. Przypomina przytem,
iż na terytorjum czeskiem kogut jest stworzeniem doznającem dość
wielkiego miru i pewnego rodzaju poważania. Kult bowiem jakiego
doznawało to ulubione zwierzę najwyższego boga Swantewita, jako
zwiastujące świtanie nowego dnia doprowadził w Czechach później do
pewnego związania tego stworzenia z Św. Witem, patronem Czech.
Patron Czech na wizerunkach jest nawet przedstawiany zawsze łącznie
z czarnym kogutem. Dzięki tej jakiejś dziwnej czci znajdujemy też
w Czechach koguta na wieżach kościołów, kaplic i domów. W folk
lorze czeskim odgrywa on też wybitną rolę. W Czechach przeto wedle
zdania Leppelmanna szukać należy źródeł tych wątków podaniowych
słowiańskich, w których kogut odgrywa tak wielką rolę, a w tym wy
padku wątku o lataniu Twardowskiego na kogucie. Zresztą fakt, iż
Żytek jeździł na wózku ciągnionym przez koguta ,świadczy wedle jego
zdania o tem wyrainie.
Otóż wnioskowania Leppelmanna 1), oparte na słabej analogji pol
skiego motywu o Twardowskim jeżdżącym na kogucie, do odnośnego
ustępu z kroniki czeskiej nie wydają mi się ścisłe Analogja ta bowiem
z jednej strony szwankuje, z drugiej niczego nie dowodzi. Nie dowodzi
mimo tego, íže jak mi się stwierdzić udało, nietylko wzmianka o ko
gucie („w odpowiedniej przeróbce“), ale i cały drugi ustęp kroniki
czeskiej ma w Polsce odpowiedniki. Ustęp ten brzmi tak: (str. 255):
Na dowód, że może mieć pieniędzy ile zechce, zamienił raz Żytek
30 stogów siana w tuczne wieprze, które wypędzić kazał na paszę obok
trzody bogatego, ale skąpego piekarza, nazwiskiem Michałek, któremu
potem tanio je sprzedał, z ostrzeżeniem, aby ich nigdy nie poił. Gdy
piekarz tej rady nie usłuchał, ujrzał, iż wnet wieprze jego w stogi siana
zamieniły się napowrót i popłynęły z wodą; chciał więc odebrać swoje
pieniądze. Znalazł czarownika śpiącego w gospodzie na ławie i w gnie
wie chwycił go za nogę, by go obudzić. Ale przestraszony zobaczył
wyrwaną nogę czarownika w swoim ręku. Żyto narobił wiele hałasu
o nogę, której stratę Michałek drogo opłacić musiał. Dotąd jest też
przysłowiem u Czechów o złem kupnie: „zarobił jak Michałek na
wieprzach“.
Odpowiednik jego w Polsce odnajdujemy w warjantach, zanoto
wanych w Tarnopolu przez X. S. Barącza z tą jedynie zmianą, że
przedmiotem kupna są nie wieprze tylko konie, a kupującym nie Mi
chałek lecz Żydzi*2).
Samo podobieństwo motywów kwestji genezy nie rozstrzyga. Mogą
one płynąć przecież np. ze wspólnego, trudnego do ustalenia źródła
literackiego.
*) W. Leppełmann, o. c. str. 43 i n.
2) X. Sadok Barącz: „Bajki...“, Tarnopol 1866, str. 213.
223
Niedaleko, zdaje się jednak, odbiegniemy od prawdy, gdy hipotezę
Leppelmanna o Cześkiem pochodzeniu motywu jazdy na kogucie przyj
miemy za uzasadnioną na podstawie drugiej części jego wywodów
o „kogucie i jego kulcie w Czechach“, tudzież jego roli w czeskim
folklorze. Będzie ona prawdopodobna ze względu na żywe stosunki
kulturalne polsko - czeskie w okresie reformacji i latach bezpośrednio
po niej następujących, tudzież ze względu na niewątpliwe wzajemne
wpływy obu folklorów, intenzywnie na się oddziaływujących, co szcze
gólnie w wątkach podaniowych, (polskie wątki sowizdrzalskie) łatwo
zaobserwować można.
Resumując krótko swe wywody, podkreślam, iż motyw „latania
w powietrzu“ w naszym cyklu powstał zasadniczo pod wpływem ro
dzimych wątków „o lataniu czarownic i czarodziejów powietrzem“ na
Łysą górę — w sformułowaniu jednak uległ pewnej specyficznej mody
fikacji („jazda na kogucie“), której źródeł szukać należy we wpływach
czeskiego folkloru na polski.
Dr. Czubryński tymczasem posługując się metodami szkoły mito
logicznej, dochodzi, zamiast do tych lub mniej więcej podobnych wnio
sków — do hipotez zgoła nieprawdopodobnych (o. c. str. 36). Łączy
przy tem rzeczy nie mające ze sobą nic wspólnego „ni w czasie, ni
w przestrzeni“.
Metody tej stanowczo powinien zaniechać. Ona bowiem bardzo
obniża wartość jego wcale ciekawych prac.
Tyle, co do ujemnych stron „metody“, która doprowadziła nie
potrzebnie do wielu błędnych wniosków i w całej pracy i w „syntezie
poszukiwań nad pochodzeniem wątków mitycznych w opowieści
0 Twardowskim (o. c. str 107).
Do bardzo pięknych części w pracy, autora należy ustęp o Fauście
1 zestawienie Fausta z Twardowskim, (o. c. str. 113). Szkoda tylko, że
autor nie znał pracy Tretiaka, który był jego klasycznym wprost po
przednikiem w tej dziedzinie rozważań. (Józef Tretiak: „Młodość Mic
kiewicza“. Petersburg 1898. Tom 1, str 327 i nast.).
A w końcu jeszcze jedno: Cyklu podań o Twardowskim ,nie można
analizować, bez poprzedniego zestawienia go z cyklem podań o Madeju,
gdyż oba te cykle zrosły się na terytorjum Polski w jedną nierozdzielną
całość. Mianowicie w niektórych wersjach podań o Twardowskim (n. p.
wersji, którą Dr. Wł. Kosiński zapisał wśród Górali Beskidowych w Pieniążkowicach lub St. Ciszewski w Szczodrkowicach) pierwsze wątki
podań o Twardowskim powstały stanowczo przez zrośnięcie się podania
o Twardowskim z wątkami podań o Madeju. Zilustrowałem to wyraźnie
w pierwszym tomie swej monografji o „Czarnoksiężniku Twardow
skim“ w rozdziale p. t.: „Stosunek cyklu podań o Twardowskim do
•opowieści o Madeju , gdy chodzi o wątki następujące:
1. Chłop zabłądził w leśie i nie może się zeń wydobyć.
2. Wyprowadził go z niego djabeł, ale żąda za to oddania sobie
tego, „o czem nie wie“.
224
3. Okazuje się, że tem zapisanem djabłu „czemś“, jest nowonaro
dzony syn.
4. Syn odbiera w piekle cyrograf.
Na ogół jednak — mimo niewłaściwej metody, praca Dra Czubryńskiego daje wiele materjału.
Warszawa.
Dr. Jan Kuchta.
Edmund Schneeweis: Feste and Volksbräuche der Lausitzer
Wenden. Leipzig, Markert und Petters, 1931. (Veröffentlichungen des
Slavischen Instituts an der Friedrich - Wilhelms Universität Berlin
hrsg. von Max Vasmer). Str. VIII + 251.
Dr. Edmund Schneeweis, docent niemieckiego uniwersytetu
w Pradze dał się już poznać przez szereg bardzo wartościowych prac
z dziedziny etnografji serbochorwackiej. Obecnie przeszedł do zagad
nień z zakresu etnografji łużyckiej w książce p. t. „Feste und Volks
bräuche der Lausitzer Wenden“.
Praca Dra Schneeweisa wprowadza materjał w znacznej części
zupełnie nowy, jużto rozprószony w rozmaitych czasopismach i wy
dawnictwach łużyckich, dziś już przeważnie wyczerpanych i rzadkich,
jużto zawarty w niewydanych jeszcze rękopisach, żeby wymienić
tylko Frenzla, Historia populi ac rituum Lusatiae superioris, czy
też materjały zebrane do „Atla4s der deutschen Volkskunde“. Autor
nie poprzestał jednak na tem, ale w celu pogłębienia swego studjum,
przeprowadził w roku 1929 także badania terenowe na obszarze doh
nych i górnych Łużyc z punktami oparcia w Budziszynie, Chroświcach,
Wojerecach, Ślepem, Chociebużu, Gurowie, Bórkowach i t. d. Dzięki
temu możemy znaleźć w książce dra Schneeweisa wiele szczegółów
istotnie nowych, a zarazem oryginalnie objaśnionych. Przegląd treści
zupełnie ogólny może nas o tem dowodnie przekonać.
W pierwszej części swego studjum omawia autor zwyczaje ro
dzinne, w drugiej zwyczaje doroczne, w trzeciej zaś zwyczaje co
dzienne. W rozważaniach swych dochodzi autor do następujących
wniosków :
1. W łużyckich zwyczajach narodzinowych możemy zauważyć
przeważnie jeszcze stare pierwiastki prasłowiańskie, a nawet wogóle
indo-europejskie: zaznacza się to np. w przesądach związanych z ciążą,
z praktykami mającemi na celu ulżenie w porodzie, w przekonaniach
0 nieczystości położnicy i noworodka, w wierze o tajemnym związku
między człowiekiem i drzewem, w nadawaniu imion, w środkach
ochronnych przeciw wrogim demonom i złemu wzrokowi. W miejsce
tych pogańskich praktyk oczyszczalnych i obrzędów przy nadawaniu
imion, weszły pod wpływem chrześcijańskim obrzędy kościelnego
chrztu, przyczem w słownictwie zaznaczają się wpływy łacińskie
1 niemieckie.
2. W obrzędach weselnych zaznacza się pewna różnica między
weselem górnołużyckiem a dolnołużyckiem, przyczem to ostatnie ma
znamiona bardziej starodawne, co można zauważyć także i w innych
225
objawach kultury ludowej, jak np. w budownictwie, strojach, prząd
kach i t. d.
3. W łużyckich obrzędach weselnych da się wyróżnić szereg
warstw kulturowych. Do okresu indoeuropejskiej wspólnoty należy
odnieść kupowanie panny młodej, zasłanianie jej, obsypywanie ziar
nem, zmianę uczesania, ofiary składane bogom domowym, pokładziny
przy świadkach. Prócz tego występują niektóre rysy ogólnosłowiańskie, jak zamykanie drzwi wchodowych, ukrywanie panny młodej,
wieńce, podarunki, pieśni i żartobliwe widowiska. Szczególnie słow
nictwo, łączące się z weselem, ma charakter starosłowiański. W nie
których nazwach widać już wpływy niemieckie, które zaznaczają się
też w pewnych formach zwyczajowych, jak np. w ozdobionej lasce
dziewosłęba, w tańcu wokoło młodej po zdjęciu jej wianka z głowy,
w porannej przygrywcć kapeli weselnej, wreszcie w zwyczaju oliarowywania młodym biblji.
4. W obrzędach pogrzebowych zachowały się wierzenia, które
należy odnieść do okresu indoeuropejskiej wspólnoty. Do tego ze
społu zalicza autor układanie umierającego na ziemi, otwieranie okna
dla duszy odlatującej, mycie i ustawianie zwłok, rozmaite zabiegi
mające na celu ochronę pozostałych przy życiu krewnych przed zmar
łym, w związku z tem pozostające sposoby odpędzenia duszy zmar
łego, mogącej szkodzić, a wreszcie rozmaite objawy kultu dusz zmar
łych. Do czasów prasłowiańskich trzeba odnieść stosowanie białej
barwy jako żałobnej, a natomiast niemiecki charakter mają przemó
wienia nad grobem i inskrypcje nagrobkowe.
5. Zwyczaje doroczne wiążą się szczególnie z głównemi świętami
kościelnemi, jak Boże Narodzenie, Wielkanoc, Zielone Święta, św. Jana
Chrzciciela. Ale zwyczaje te pochodzą jeszcze z czasów pogańskich,
a tylko z czasem zgrupowały się około świąt chrześcijańskich i odpo
wiednio przekształciły. Widać to wyraźnie przy rozmaitych obcho
dach pól oraz przy różnych poświęceniach wody, ziół i t. d. Do naj
starszej warstwy tych obrzędów należą zwyczaje związane z nowym
księżycem, zabijanie starego demona wegetacyjnego i wnoszenie no
wego, młodego demona w postaci zwierzęcej, roślinnej lub ludzkiej,
palenie ogni sobótkowych, kult zmarłych, koło magiczne, wreszcie
różne obrzędy z zakresu magji analogicznej, przepowiednie i wróżby.
Wpływom niemieckim należy przypisać obdarzanie w dniu św. Miko
łaja, oprowadzanie niedźwiedzia, kidt św. Sebastjana, jako patrona
broniącego przed zarazą, obchód zapustny, wynoszenie śmierci, kier
masze i t. d. Wiele wpływów łużyckich można zaś znaleźć we wsiach
sąsiednich niemieckich.
6. Także w zwyczajach związanych z pracą w domu i w polu
widać wyraźne ślady dawnych wyobrażeń, np. ofiary przy budowie
domu, przesądy związane z chlebem, z sianem i sadzeniem, wreszcie
ze żniwem, hodowlą zwierząt domowych, rybactwem i myślistwem.
Niektóre analizy autora zasługują na szczególne podkreślenia,
jako niezmiernie trafne i zgrabne. Zupełnie przekonywująco objaśnił
Lud T. XXX.
15
226
autor sadzanie panny młodej na dzieży tem, aby rozczyn dzieży od
działał przenośnie na płodność panny młodej i na łatwy poród (str.
38). Również bardzo bystre są uwagi autora na temat znaczenia no
wego księżyca w obrzędach dawnych Słowian (str. 122). Przytem
słusznie zwraca autor uwagę na różne praktyki odprawiane w związku
z pojawianiem się nowego księżyca, a więc odświeżanie ogniska, zioła
lecznicze, woda żywa, ofiary, kult zmarłych, zaczynanie różnych prac
i t. d. Wreszcie w zabawach dzieci łużyckich doszukał się dawnych
zwyczajów skakania pasterzy słowiańskich w celu uzyskania pomyśl
ności przy chowie bydła (str. 183). Takich przykładów trafnych
objaśnień możnaby przytoczyć bardzo wiele.
W kilką szczegółach mam nieco odmienne zapatrywania. Tak
np. (str. 61) nie wydaje mi się trafne przypuszczenie, że w tańcu
weselnym, w którym z panną młodą tańczą wszyscy mężczyźni z wy
jątkiem pana młodego, mamy pewien relikt dawnego bezładu płcio
wego. Zwyczaj, że przy weselu panna młoda zeskakuje ze stołu, nie
jest bynajmniej wynikiem wpływów niemieckich (str. 73), ale zwycza
jem dobrze znanym słowiańskiemu rytuałowi weselnemu. Bardzo cie
kawe echo tego mamy w Mickiewicza „Panu Tadeuszu“ XI, 599. Przy
puszczam również, że pusty wjacor należy również, jak naszą
polską pustą noc, objaśniać inaczej niż dotąd, nie jako pusty,
cichy wieczór, ale jako zły, niedobry wieczór (str. 88). Do tego skła
nia mnie znaczenie tego wyrazu pusty w ruskiem, jako zły,
niedobry. Do uwagi na str. 94, że pod wpływem niemieckim pow
stało łużyckie kożu przepić, należy dodać, że wyrażenie to
oddziałało także na Pomorze i na Wielkopolskę, gdzie mamy zupełnie
analogiczne określenie stypy, jako przepijania
skórki.
(Fischer, Zwyczaje pogrzebowe 377, 379).
Na zakończenie należy podkreślić, że autor w swych rozważaniach
wprowadza bardzo bogaty materjał z całej Słowiańszczyzny i w ten
sposób daje dzieło, które posiada wielką wartość nietylko dla badań
nad etnografją łużycką, ale i dla poszukiwań nad ludową kulturą
społeczną wszystkich Słowian.
Adam Fischer.
František Štampach: Hejčedlo, studie o rozšířeni primitivní
kolébky. (XII Ročenka Narodop. Musea Plzeňska za r. 1930).
1930. Str. 30 + 1 mapa.
Autor rozpoczyna opis kolebek z płachty (hejčedlo) zawiesza
nych albo u powały, albo też na stojaku w polu, od występujących
u Serbów łużyckich, Łotyszów, Wołochów, na obszarze Chodów, na
Morawach, w Słowacji, a także częściowo w Rosji i u Słowian po
łudniowych. Kolebki z płachty, posiadające ramy (znane np. w Rosji,
Małopolsce i u południowych Słowian), są wedle autora formą prze
chodnią od kolebek z płachty do kolebek wiszących z drzewa, ple
cionki, skóry, a także zaczątkiem kolebek (kołysek) stojących na ziemi.
Następnie opisuje autor rozmaite prymitywne sposoby noszenia dzieci
przez mai ki na plecach, karicu i t. p. Rozpatrując w dalszym ciągu
227
kolebki do zawieszania z drzewa, skóry i kory, występujące w północ
nej Europie, u Rumunów, w Azji i t. p., autor zastanawia się nad
pochodzeniem prymitywnych kolebek, przyczem omawia zapatrywa
nia innych autorów (jak np. Pfluga i Plossa) na jej pochodzenie.
W końcowych swoich wywodach dochodzi do następujących wnios
ków: kolebka z płachty (hejćedlo) powstała z płachty używanej w gos
podarstwie do noszenia trawy i i. Taka prymitywna kolebka wystę
pująca u Słowian i ich najbliższych sąsiadów jest pochodzenia
słowiańskiego. Z niej powstały kolebki wiszące z drzewa lub plecionki,
z różnych materjałów, a przejściową formą do nich są kolebki
z płachty rozpiętej na ramach. Druga prymitywna forma kolchkiniecki, chociaż występuje także u Słowian, nie jest jednak dla nich
typową.
Praca o kolebce, pomyślana jako opracowanie jednego ze starych
i wspólnych wszystkim Słowianom zabytków kulturowych, zachowa
nych u Słowian zachodnich, daje wiele nowych szczegółów do za
gadnienia prymitywnej kolebki z płachty. Byłoby rzeczą bardzo po
żądaną, aby autor ten temat dokładniej rozszerzył na cały obszar
słowiański.
Jan Falkowski.
Paul Leser : Entstehung und Verbreitung des Pfluges. (Anthropos - Bibliothek, herausgegeben von PP. Wilh. Schmidt und Wilh
Köppers, S. V. D., Eand III, Heft 3) Münster, Aschendorff, 1931. Stron
676 z 351 rysunkami w teksoie i 42 rysunkami na 22 tablicach. Cena
36 80 RM.
Praca Lesera podzielona jest na dwie części. Część p srwszą
poprzedza wstęp, w którym autor omawia nazwy poszczególnych czę
ści pługa, używane u różnych autorów i ilśtala nazwy, których będzie
stale używał. Następnie podane są główne sposoby działania różnych
pługów. Wkońcu zastanawia się autor nad nazwą pług i radło, zazna
czając, że stale będzie się posługiwał słowem pług. W rozdziale dru
gim wstępu krytycznie i bardzo szczegółowo omówiono dotychczasowe
badania nad pługiem.
Właściwa praca, jak wspomniałem, dzieli się na dwie części.
Część pierwsza (s. 51—434) zawiera krytyczny przegląd rozmaitych
rodzajów pługa, używanych w poszczególnych częściach świata i pań
stwach i ich zasięgów, zaś cztj§ć druga (s. 437—560) historję pługa
i jego powstanie.
Omawianie dzisiejszych pługów (i radeł), używanych w poszcze
gólnych krajach, rozpoczyna autor od Niemiec. W rozdziale pierwszym
najpierw wspomina pokrótce o dzisiejszych pługach żelaznych i mo
torowych, następnie zaś przechodzi do pługów o przekroju czworo
bocznym. Pługi takie zajmują środkowe Niemcy, na zachodzie prze
chodzą do Francji, gdzie używane są w Alzacji i Lotaryngji, na
wschodzie zaś typ ten znają Prusy Zachodnie i Wschodnie. Pługi
(radła) czworoboczne poza Niemcami używane są również w północ
nej Francji, Belgji, Anglji, Polsce i t. d., na obszarach zaś pozaeuro15*
228
pejskicli w Azji południowej, zachodniej i wschodniej. W dalszej
części rozdziału opisane są poszczególne części pługów czworobocz
nych i występujące między niemi różnice lokalne. W dalszym ciągu
opisano specjalny rodzaj pługów (w starszej formie radel), używanych
jedynie nad Renem pod nazwą „Hunspflug“. Do pługów tych, wystę
pujących z wygiętym i prostym grządzielem, używane są kółka płużne
z bardzo wysoką podstawką pod grządziel. Pochodzenie tego rodzaju
pługów wywodzi autor z czasów rzymskich. Następnie rozpatruje
autor t. zw. radło meklemburskie (Meklemburgerhaken), różniące się
zupełnie budową od narzędzi wyżej opisanych. Radła takie używane
były przedewszystkiem w Meklemburgji a występowały one też czę
ściowo na sąsiednich obszarach. Pochodzenie tego narzędzia jest nie
jasne i nic o niem ścisłego nie wiemy. Przechodząc do obszaru PrusWschodnich opisuje autor używane tam sochy (dwupolicowe) i t. zw.
„stagutte“ (sochy łopatkowe). Na obszarze tym używany jest również
pług (radło) O dwu dużych kołach, między któremi znajduje się
lemiesz. Narzędzie to uważa autor (dość bezpodstawnie) za pozostającew związku z sochą. Podobnych narzędzi, jak wyżej opisane, mają
używać Menonici na Ukrainie. W związku z temi narzędziami pozo
stają pługi (radła rylcowe i im pokrewne), posiadające lemiesze
kształtu łopatowego. Pługów (radeł) takich używą. się w badeńskim
Schwarzwaldzie, Palatynacie, Siegerlandzie, w Eifel, a podobnych
o zbliżonej budowie w Górach Kruszcowych, w okolicach Drezna i na
Śląsku. O pochodzeniu tych narzędzi autor nie podaje ściślejszych
wiadomości. Na zakończenie opracowania narzędzi rolniczych, wystę
pujących w Niemczech, podano przegląd pługów (radeł) dziś już nie
używanych. Jako pierwsze takie narzędzie opisano rysunek pługa
z 1445 r., o przekroju czworobocznym tylko bez słupicy. Następnie
wspominając o dochowanych nazwach pługów w kronikach stwier
dza autor, zupełnie słusznie, że z samych nazw nic nie można wy
wnioskować o budowie narzędzi. Oprócz wzmianek w kronikach po
siadamy cały szereg znalezisk lemieszy, n. p. z okresu halsztadzkiego.
Co do lemieszy kamiennych ma autor jednak znaczne wątpliwości,
czy na ich podstawie można przyjmować istnienie pługów.
Przechodząc do obszarów pozaniemieckich, rozpoczyna autor
w rozdziale drugim przegląd narzędzi rolniczych północno-wschodniej,
północnej i wschodniej Europy, częściowo także północnej- Azji, opi
sując najpierw narzędzia belgijskie i holenderskie. W Belgji powszech
nie używaną formą są pługi o przekroju czworobocznym, wykazujące
w porównaniu z niemieGkiemi jedynie niewielkie różnice lokalne.
W Anglji dziś są w użyciu nowe żelazne pługi, jak również pługi mo
torowe, które stąd przecie pochodzą. Dawniej używane pługi czworo
boczne są obecnie bardzo rzadkie. Na pługi angielskie działały silnie
wpływy belgijskie, na odwrót zaś formy angielskie działały na inne
obszary. Również w Szwecji używane są pługi czworoboczne z niewielkiemi różnicami lokałnemi, tak n. p. pługi z kółkami płużnemi
występują na południu, zaś jarzmowe w okolicach Stockholmu. Oprócz
229
pługów jednostronnych wyróżnia autor też pługi dwustronne (radła
z bardzo szerokim lemieszem). Podobnie w Norwegji powszechne
są
pługi czworoboczne. W północnej Skandynawji, liczniej niż południo
wej, używane są ponadto przedkroje. W rozdziale tym omawia również
autor pług (radło) z Döstrup, którego wiek trudno określić, i część pługa
(radła) ze Svarvarbo, który z dużem prawdopodobieństwem przypisać
można epoce bronzu, podobnie jak rysunki skalne z Bohuslän.
Opis narzędzi wschodnio-europejskich i północno-azjatyckich
rozpoczyna autor od soch fińskich. Podobne sochy, różne tylko czę
ściowo budową części roboczych, używane są w okolicach Archangielska, Wjatkij Kostromy, gdzie oprócz tego są w użyciu t. zw. k o s u 1 e ,
podobnie jak w b. gub. jarosławskiej, jednak trochę odmiennej bu
dowy. Poza tem cała Rosja europejska używa soch (łopatkowych),
posiadających często pewne drobne lokalne zmiany w budowie, zaś
w okolicach Kazania, Ufy, Orenburga i Samary panuje t. zw. s a b a n
(pługh Również w północnej Azji od Tobolska do Sachalinu używane
są narzędzia, które częściowo nawiązują swoją budową do soch, bar■dziej zaś do kosul. W Estonji, Łotwie i na Litwie także w użyciu są
sochy (łopatkowe, zaś w połud. Litwie częściowo dwupolicowe).
Narzędzia rolnicze, występujące w Polsce, podane są bardzo
niedokładnie. Z obszaru Polsk zna autor (s. 195) jakieś narzędzie,
o którego budowie nic bliższego nie wie, ,,a które równie dobrze może
być jednostronną sochą, jak czworobocznym pługiem“. Następnie zna
sochę (dwupolicową) i pług składający się z trzech części: grządziela,
rękojeści z częścią roboczą i słupicą (a więc najprostsze radło, zacy
towane z przestarzałego i niedokładnego źródła, niesprawdzonego kry
tycznie przez autora). Oczywiście, biorąc pod uwagę niemożność wy
korzystania przez Lesera do swojej pracy materjałów, zawartych
w Moszyńskim (Kultura ludowa Słowian), a także Frankowskim (So
chy, radła, płużyce i pługi w Polsce), można przypuścić, że autor
nie znał innych źródeł polskich, odnoszących się do tego zagadnienia.
Jednak to nawet nie tłumaczy dostatecznie tak wielkiej nieznajomości
polskich narzędzi rolniczych. Przez obszar Polski przechodzi granica
rozmaitych typów i w związku z tem powstałych rozmaitych form
mieszanych, które tworzą nietylko bardzo liczny i ciekawy, ale niejed
nokrotnie nawet podstawowy materjał dla badania różnych form roz
wojowych. Z Galicji (odnośny ustęp podany jest w ten sposób jakby
„Galicja“ była czemś odrębnem a nie częścią Polski) zna autor pługi
czworoboczne. Na Białorusi używane są równiż sochy (łopatkowe).
Rozdział ten kończy opis pługów (i radeł), używanych na Ukrainie
i częściowo na sąsiednich obszarach.
W rozdziale trzecim omówił autor narzędzia rolnicze starych
kultur śródziemnomorskich. Kolejno opisane są pługi (radła), uży
wane w Helladzie, Italji (etruskie, wczesno i późno - rzymskie), Babilonji i Assyrji, starym Egipcie, Palestynie. Wkońcu, przechodząc
zpowrotem do Europy, rozpatruje autor rysunki pługów (radeł) z Alp
Morskich (z Val Fontanalba i i.), które zresztą zupełnie słusznie
230
uważa za starsze od podobnych rysunków szwedzkich. Przy omawia
niu tych pługów (radeł) przychodzi Leser do przekonania, że ich grządziele mogą być przedstawione jako widziane zgóry (podobnie jak przed
stawione są woły), wskutek czego grządziele te mogą posiadać kształt
wygięty. Autor zamało jednak zwraca uwagi na dwie rzeczy: pierwsze,,
że część robocza z rękojeścią przedstawiona jest widziana z boku,
zatem mniej prawdopodobne jest przypuszczenie, że grządziel przed
stawiono widziany z góry zaś resztę widzianą z boku: drugie, czy
w owym czasie (koniec neolitu, początek bronzu) znano już w Euro
pie narzędzia z wygiętym grządzielem. Znajomość zaś radeł z wygię
tym grządzielem w tym czasie, na podstawie znanego materjału, wy
daje się bardzo mało prawdopodobną.
W rozdziale czwartym opisał autor kolejno pługi (radła), uży
wane dziś na Peloponezie, w Tesalji, Macedonji, Bośni i Albanji,,
gdzie występują przeważnie pługi (radła) z wygiętym grządzielem.
Oprócz nich n. p. w Bośni, Czarnogórze, Serbji używane są również
pługi (radła) o przekroju czworobocznym. Na Węgrzech i w Rumunji
też występują pługi (i radła) czworoboczne. W Czechosłowacji oprócz
czworobocznych używane są również z wygiętym grządzielem (na
południu) i rylcowe (na północy). Podobnie w krajach alpejskich,
w Italji i Sycylji znane są te trzy typy. We Francji południowej wy
stępują przedewszystkiem pługi (radła) z wygiętym grządzielem, w pół
nocnej natomiast przeważają czworoboczne. W Hiszpanji i Portugalji
północnej używane są pługi (i radła) z wygiętym grządzielem, zu
pełnie podobne z prostym, a także czworoboczne.
Rozdział piąty poświęcony jest opisowi pługów (radeł) północnej
i wschodniej Afryki i Przedniej Azji. Na obydwóch obszarach uży
wane są pługi bez kroju i odkładnicy z prostym lub wygiętym grzą
dzielem, lub też formy mieszane, częściowo także czworoboczne, jak
n. p. na Kaukazie.
W rozdziale szóstym opisano pługi z Azji środkowej, południowej
i wschodniej. Na całym tym obszarze występuje wielka ilość rozmai
tych narzędzi rolniczych, w przeważnej części zupełnie prymitywnych
radeł z prostym łub wygiętym grządzielem. Prawie wszystkie te na
rzędzia nie posiadają kroju, niektóre tylko odkładnicę. Pługi (i radła)
czworoboczne występują liczniej głównie w Azji wschodniej (n. p.
Chiny). W zakończeniu części pierwszej omówiono krótko inne
obszary (Australja, Ameryka, Afryka za wyjątkiem części północnej)
dokąd pług (radło) przynieśli Europejczycy.
Część drugą rozpoczyna Leser od omówienia najświeższych wpły
wów (do w. XIX), następnie zaś w rozdziale drugim zastanawia się
nad pochodzeniem małej, wygiętej odkładnicy, umieszczonej zaraz
nad lemieszem. W związku z tą odkładnicą omawia narzędzia razem
z nią występujące i rozprzestrzenione, jak walce do rozbijania bruzd,
maszyny do siania (europejskie) i narzędzia służące do równoczesnej
uprawy i siania (chińskie). W rozdziale następnym rozpatrzono po
chodzenie pługów (radeł) południowo-azjatyckich i występujących
wraz z niemi bron grabiowych i deskowych. Rozdział czwarty poświę
231
cono pługom (radiom) z wygiętym grządzielem. Pługi (radła) takie
licznie są rozprzestrzenione dziś nad morzem Śródziemnem, gdzie
sięgają one wstecz do czasów staro-greckich i przedrzymskich.
W związku z tym typem omówiono, jako razem z nim występujące,
wozy i walce do młócenia, brony płotkowe i deskowe i przyrządy do
przesiewania zboża. W rozdziale piątym omawia Leser czas pocho
dzenia pługów (radeł) czworobocznych. Dla Chin na początek wieku
XIII., w Europie zaś we wczesnem średniowieczu typ ten jest już
tak rozprzestrzeniony, że powstanie jego musi się przyjąć znacznie
wcześniej. Łącznie z tym typem rozpatrzono cepy, brony beleczkowe
i stępy nożne i wodne. Rozdział szósty poświęcił autor formom płu
gów najstarszych (radeł rylcowych), do których słusznie zalicza rów
nież sochy (dwupolicowe i łopatkowe), występujące w Europie. Po
dobne pługi (radła rylcowe) tworzą drugą dużą grupę w Azji. Narzędzia
tej grupy znajdujemy wszędzie na całym obszarze zajętym przez
pług. Obszary zajęte przez ten typ są staremi obszarami kultury rol
niczej. W związku z tym typem omówiono sanki do wymłacania ziarna
i przewożenia pługów i i. narzędzi, studnie z żurawiem, łopatki i ko
szyki do przesiewania ziarna. Wkońcu opisane są narzędzia, posia
dające pewne cechy pługów (radeł), a przeznaczone do włóczenia, jak
rozmaite łopaty i t. p., używane na Korei, w Himalajach, Beludżystanie, Armenji, połud. Arabji i i.
W zakończeniu części drugiej zestawia Leser następujące wnioski:
a) Rozpowszechniona w Europie mała, wygięta odkładnica do
stała się do Europy w XVIII w. z innemi narzędziami dalekiego
Wschodu, miejsca jej rozwoju.
b) Pługi (radła) z wygiętym grządzielem nie są, jak dotychczas
sądzono, pochodzenia indoeuropejskiego (w tekście „indogermani
schen:“. Poglądy, o których wspomina autor, przypisywały ten typ
nie tyle Indoeuropejeżykom co Germanom.) ale są pochodzenia star
szego, etruskiego i babilońskiego Dalsze rozprzestrzenienie się tego
typu w Europie przypisać należy przedewszystkiem wpływom rzym
skim.
c) Pługi (i radła) czworoboczne znali Germanowie w czasach
przedrzymskich. Krój i kółka płużne są prawdopodobnie wynalazkiem
germańskim, w każdym raz e nie są pochodzenia śródziemnomor
skiego lub innego. Używanie kroju i kółek płużnych na południu
Europy przypisać należy Germanom. Równocześnie zaznacza autor,
że do dziś niewyjaśnione słowo „Pflug“ oznacza tylko „narzędzie
z kółkami płużnemi“.
d) Najstarsze formy pługa z prostym grządzielem (t. j. radła ryl
cowe) znane są przedewszystkiem z Egiptu, występują poza tern na
całym obszarze kultury rolniczej. Z typu tego równorzędnie rozwi
nęły się pługi (radła) czworoboczne i z wygiętym grządzielem.
e) Pług (radło) powstał tylko na jednem miejscu.
f) Pług (radło) nie był wynaleziony jako symbol fallusa, pozo
staje zaś w bliższym związku z łopatą, niż kopaczką. Ciągnienie pługa
232
nie pozostaje w żadnym związku z wozem. Nieprawdziwem jest rów
nież, że najstarszą siłą pociągową przy pługu jest wół.
Wnioski, do których Leser doszedł, obejmują całokształt zagad
nień, związanych z powstaniem i rozwojem pługa. Najstarszem na
rzędziem rolnićzem jest zupełnie prosty pług bez kroju i odkładnicy
(radło rylcowe), będący narzędziem przedindoeuropejskiem, powsta
łem na jednym obszarze (inni badacze przyjmowali dwa a nawet trzy
obszary). Z typu tego rozwinęły się wedle Lesera dwa inne równocześnie
i równorzędnie. Co do tego można mieć poważne zastrzeżenia. Radła
z wygiętym grządzielem, występujące po raz pierwszy w Babilonji, po
jawiają się w Europie najwcześniej po r. 1000 przed Chr., przyczem
posuwają się one ze wschodu. Rogląd autora, przypisujący je Etrus
kom (podobnie, jak czyniło to przedtem wielu badaczy), nie jest zu
pełnie słuszny, ponieważ Etruskowie w znacznie większym stopniu
znali radła rylcowe. W czasie tym, z którego pochodzą radła z wygię
tym grządzielem, bez względu na to, kto je pierwszy przyniósł do
Europy, nie znano zupełnie radeł o przekroju czworobocznym. Naj
wcześniej radła tego typu mogły powstać na krótko przed Narodze
niem Chr. Dlatego też choć mogą one być co do powstania z typu
rylcowego równorzędne z radiami z wygiętym grządzielem, bezwzględ
nie nie są równoczesne.
Przypisywanie Germanom kroju i kółek płużnych, a zwłaszcza
kółek płużnych, nie jest wykluczone. Zagadnienie to nie jest jednak
ostatecznie rozstrzygnięte i wymaga jeszcze dalszych badań. Co do
tego, że pług pozostaje w bliższym związku z łopatą niż z kopaczką,
można mieć duże wątpliwości. Wprawdzie i dziś rozmaite narzędzia
przeznaczone do ręcznego ciągnięcia, jak również wielka ilość lemie
szy ma kształt łopatowaty, jednak trzeba wziąć pod uwagę, że n p.
w Egipcie, starym obszarze kultury rolniczej, chociaż znano narzę
dzie rolnicze z zaprzęgiem zwierzęcym, nie znano zupełnie łopaty,
do wszystkich robót ziemnych używano natomiast kopaczki. Następ
nie, choć autor bezwzględnie stwierdza, że wół nie był pierwszem
zwierzęciem użytem do zaprzęgu, jednak zagadnienie to wymaga dal
szych badań. Również ciekawem byłoby krytyczne ustalenie zagadnie
nia fallicznego w związku z radłem.
Porównując wyniki, do których doszedł Leser, z wynikami, które
uzyskałem w mojej pracy (Narzędzia rolnicze typu rylcowego, Lwów
1931. Druk pracy w chwili ukazania się dzieła Lesera był już prawie
ukończony) to zasadniczo są one zgodne (n. p. wyodrębnienie trzech
typów, jedno miejsce powstania, typ rylcowy najstarszy i z niego
dalszy rozwój. Zagadnienie obszaru, gdzie po raz pierwszy wystąpiły
radła z wygiętym grządzielem i t. p.).
Co do samego ułożenia materjału można mieć pewne zastrzeże
nia. Mianowicie wyjście nie od całości obszaru zajmowanego przez
pewien typ, tylko od występowania tego typu na pewnych obszarach
(politycznych), powoduje zaciemnienie całości obrazu i obciążenie
zbyt dużą ilością rozmaitych odnośników. Natomiast wyjście od ca
233
łości obszaru, zajmowanego przez pewien typ, poparte oczywiście od
powiednim materjałem, daje obraz jasny i ujmuje całokształt zagad
nienia. W takiem ujęciu łatwiej jest również wydzielić poszczególne
grupy, przynależne do danego typu. Również opracowanie materjału
od samego początku istnienia pewnego wytworu i ułożenie go ściśle
chronologicznie do pewnego stopnia w wielu wypadkach daje pew
nego rodzaju szereg ewolucyjny. Wielka szkoda również, że autor
nie przedstawił swoich materjałów także kartograficznie.
W zakończeniu pracy Lesera podany jest obfity wykaz literatury
i szczegółowy indeks rzeczowy.
Dzieło Lesera jako całość posiada bardzo wielką wartość, nietylko bowiem częściowo lub całkowicie wyjaśnia lub podkreśla wiele
zagadnień, tyczących się wprost lub pośrednio pługa (radia), ale także
zawiera ogromny materjał, tak ilustracyjny, jak i opisowy, oraz po
daje całokształt badań nad pługiem do lat ostatnich. Z powyższych
względów praca P. Lesera zasługuje w całej pełni na miano dzieła
podstawowego.
Jan Falkowski.
Majer Bałaban : Zabytki historyczne Żydów W Polsce. War
szawa 1929. Pisma Instytdtu Nauk Judaistycznych w Warszawie.
(Z 43 rycinami).
Celem autora było dać ogólny zarys starożytności i zabytków
sztuki żydowskiej w Polsce i zwrócić uwagę, że czas najwyższy, by
to, co się jeszcze zachowało zinwentaryzować i uchronić od zniszcze
nia. Praca ujmująca bardzo przejrzyście całość materjału na podsta
wie notatek, zbieranych przez lat 20, jest także dla etnologa bardzo
cennem źródłem, zwłaszcza o ile idzie o zagadnienia z zakresu ży
dowskiej sztuki ludowej.
Pokaźna większość omawianych zabytków sztuki żydowskiej pod
pada pod miano sztuki ludowej. Ten moment nie jest w rozprawie
uwydatniony, a należałoby go silnie podkreślić. Najsilniej daje się
to zauważyć w I rozdziale, w którym autor omawia, co to jest sztuka
żydowska i wskazuje na jej łączność „w dawniejszych czasach“
z przemysłem artystycznym. Rozwojowi sztuki żydowskiej stały na
przeszkodzie 2 momenty : Pierwszy, to zakaz Pisma św.: „Nie zro
bisz sobie żadnego obrazu ni podobizny z tego, co jest na niebie, na
górze i t. d.“ Ponieważ zaś dawniej sztuka miała prawie wyłącznie
charakter religijny, zakaz ten pisma św. zamknął prawie w zupeł
ności wrota malarstwu i rzeźbie, bo ornamentyka figuralna była
ściśle zabroniona, a pozostało tylko niewielkie pole dla ornamentyki
kwiatowej względnie zwierzęcej. Drugą przeszkodą był średniowieczny
porządek stanowy, który wykluczył Żydów od udziału w cechach
rzemieślniczych, a temsamem od możliwości należytego wyuczenia się
i wykonywania rzemiosła. Ci więc „fuszerzy“, których było o wiele
więcej aniżeli rzemieślników cechowych, wyciskają piętno na ręko
dziele żydowskiem. Następnie omawia autor złotnictwo, rytownictwo,
malarstwo, hafciarstwo, rzeźbiarstwo, ponadto drukarstwo i introli
234
gatorstwo, a także zalicza „do t. zw. artystów muzykantów Żydów,
którzy również stanowili we wielu miastach osobny cech“. Zacznijmy
od malarstwa. Imion twórców wielu pięknych bożnic i synagog „nie
uważano za stosowne przekazać, potomności“, chociaż „roboty ich,
zachowane do naszych czasów, świadczą, że byli to mistrze pierwszej
wody. Również z reguły nie zapisywano imion snycerzy i rzeźbiarzy,
którzy tak pięknie zdobili wrota ołtarzowe, ławki i inne sprzęty synagogalne“. Podobnie ma się rzecz z kaligrafami i minjaturzystami,
którzy pisali kaligraficznie rodały i inne księgi religijne, a często ilu
strowali je i iluminowali. Imiona niektórych się dochowały (n. p.
rysownika figur zwierzęcych na machsorze w Wołpie, malarza arabesków i inicjałów na pergaminowym modlitewniku w Pohrebyszczu)
cała plejada innych pozostała dla potomności bezimienną.
„Oddzielną grupę artystów tworzą hafciarze, względnie hafciarki,
którzy tkali piękne i gustowne zasłony ołtarzowe, lambrekiny oraz
obrusy synagogalne, szycharze, którzy coraz nowe wzory
w srebrze i w złocie wyrabiali na tałesach i jarmułkach świątecznych,
na fartuchach szychem ozdobnych (Brusttuch), oraz na okryciach
głów kobiecych“. — „I muzykantów żyd. należy zaliczyć do liczby
artystów ghetta, ileże i po nich wiele pozostało melodyj, dziś jeszcze
znanych i śpiewanych wśród ludu. Dawniej odbywały się wesela
i inne uroczystości familijne z większym niż dzisiaj przepychem
i trwały o wiele dłużej. Wesele ciągnęło się przez 8 dni i nie mogło
się obejść bez muzyki“. Muzycy tworzyli przeważnie cech lub bractwo.
Jak jednak wynika z pewnego zachowanego spisu członków muzyki
żyd. (z XVII w.), byli niektórzy z muzyków rzemieślnikami, „którzy
prawdopodobnie tylko ubocznie i w wolnych chwilach uprawiali
muzykę“.
Jeśli na chwilę zapomnimy o cechach, a uwzględnimy sztukę
ludową i ludowych artystów, to całe to zagadnienie stanie w innem
świetle. Malarze malowali bożnice i synagogi na chwałę Bożą, a tenże
cel przyświecał snycerzom odrzwi i sprzętów synagogalnych lub
hafciarzom sukienek rodałowych i kotar do szaf ołtarzowych. Zdol
ności swe i umiejętności wykorzystywał taki artysta z Bożej łaski
nie dla chwały własnego imienia, pracówał nie jako przedstawiciel
jakiegoś kierunku w sztuce, lecz tak, jak w tej okolicy było w zwy
czaju i jak sam umiał najlepiej A jeśli nie zapomniał i znalazło się
jeszcze miejsce, to umieszczał swe imię. Bezimienność to wszakże
•cecha charakterystyczna w sztuce ludowej. Także muzykanci —
prawdopodobnie tylko poza codziennem zajęciem artyści z Bożej
łaski — łączyli się w grupy, by stworzyć zgrany zespół na weselach
i innych uroczystościach i grywali własne melodje, które po dzień
dzisiejszy utrzymały się wśród ludu.
W rozdziale II-gim : „Wystawy, muzea, bibljoteki i archiwa“
znajdujemy też cenne dla «lètnologa wiadomości. Autor . omawia
skromne w stosunku do zagranicy zbiory na ziemiach polskich, ale
wspomina także o zagranicznych, w których polskie judaica stanowią
235
ważną i pokaźną część zabytków. I tak mogą nas zaciekawić zbiory
hamburskie, które zawdzięczają swe powstanie i rozwój towarzystwu:
„Gesellschaft für jüdische Volkskunde“ w Hamburgu. Organem tegotowarzystwa są: „Mitteilungen zur jüd. Volkskunde“, czasopismo wy
dawane przed wojną we Wiedniu przez M. Grunwalda, obecnie tomami.
(Autor wspomina o dwóch tomach: Jahrbuch zur jüd. Volkskunde,
t. I, Berlin 1923,' t. II, 1925. Między rokiem 1926—29 ukazały się
dalsze tomy „Mitteilungen“ a mianowicie rocznik 29, 30 i 31—32 we.
Wiedniu). We Wiedniu w „Jüdisches Museum“ znajduje się moc judai
ców, otrzymanych z dawnej Galicji. Pięknie ugrupował malarz Kaufman
przedmioty użytku codziennego w t. zw. „Gute Stube“, przedstawiającej
wieczór piątkowy w domu żyd. w Polsce, gdzieś na zapadłej prowincji
w połowie XIX w. Istnieją też zbiory, które są wcielone do muzeów
państwowych lub miejskich, np. „oddział żyd. sztuki ludowej“ (jüdi
sche Volkskunst) przy heskiem Muzeum w Kassel. — W r. 1925 odbyły
się w miastach nadreńskich Akwizgranie, Düsseldorfie i Kolonji wy
stawy jubileuszowe W Kolonji było bardzo wiele judaików, wśród
nich cała bożnica wiejska, drewniana i izba żydowska, przystrojona
na wieczór paschalny. — Najmłodszem, ale najruchliwszem jest towa
rzystwo żyd. muzeum we Wrocławiu, które w r. 1929 urządziło wspa
niałą wystawę pod hasłem: Źydostwo w historji Śląska (Das Juden
tum in der Gesch. Schlesiens). Składała się ta wystawa z trzech dzia
łów: 1. Przeszłość żyd. na Śląsku w rycinach, 2. Przedmioty kultu
synagogalnego i domowego, 3. Archiwalja i druki. — Towarzystwo
wrocławskie przystąpiło także do zorganizowania muzeów i muzeologów żyd. całej Europy i urządziło w tym celu zjazd uczonych, na
którym stworzono wspólnotę pracy (Arbeitsgemeinschaft). — Autor
wspomina jeszcze o wielu zbiorach zagranicznych, nietylko w Euro
pie, ale i na drugiej półkuli. Wszędzie jest mnóstwo przedmiotów
z Polski, a w państwowem muzeum w Waszyngtonie długo przed
wojną stanowiły zabytki z Polski ozdobę działu żydowskiego.
W Polsce istnieją 3 małe muzea starożytności żyd.: 1. Warszaw
skie im. Bersona, 2. w Wilnie: Zbiory tow. historyczno - etnograficz
nego im. Anskiego, pochodzące przeważnie ze wschodniej Rzplitej,
a zawierające mnóstwo przedmiotów z zakresu sztuki ludowej i etnografji żyd., 3. Zbiory krakowskie. Posiadamy także kilka zbiorów
prywatnych. (Wśród nich b. cenny zbiór Maksymiljana Goldsteina
we Lwowie, zawierający rozmaite przedmioty z zakresu etnografji.
Prawdopodobnie w zbiorze Pryłuckiego znajdzie się także trochę
materjału z tego zakresti.) Ponadto znajduje się trochę zabytków żyd.
w zbiorach publicznych, a to: w Muzeum Wielkopolskiem w Po
znaniu, w Muzeum Lubelskiem, w Muzeum Narodowem w Krakowie
(spadek po radcy A. Sternschussie), w Muzeum Przemysłowem we
Lwowie, w Muzeum Narodowem i Wojska w Warszawie. Nie wspo
mina autor o Muzeum etnograficznem w Warszawie, w którem Li''entalowa złożyła swoje zbiory wycinanek żyd. — Jakkolwiek zawsze
mało dbano o zabytki, a wojna dopełniła dzieła zniszczenia, to jed
236
nak w Polsce jest jeszcze wiele zabytków żydowskich, ale marnieją,
bo nikt się o nie nie troszczy. Tylko we Lwowie zrozumiano potrzebę
naukowego i umiejętnego zajęcia się konserwacią zabytków i zorga
nizowano przy gminie żyd. „Kuratorjum opieki nad zabytkami sztuki
żydowskiej“.
Rozdział Ill-ci traktuje o synagogach polskich, o których dotych
czas niema wyczerpującej pracy, tylko niewiele luźnych przyczynków.
Autor sam zebrał bardzo cenny materjał i jakkolwiek chce dać tylko
b. ogólny obraz historji, budowy i ornamentyki synagog, to szkic
ten jest tak jasno ujęty i uwzględnia najdrobniejsze nawet szczegóły
urządzenia synagogi, że rozprawa jest także podstawową dla poszcze
gólnych opracowań. — Autor podaje bibljografję-j potem chronologję,
omawia budowę, potem wnętrze synagogi i jej urządzenie. Mówiąc
o malowidłach wspomina o 4 alegorycznych zwierzętach „oznaczają
cych moc Bożą“ (str. 71), „symbolizujących przymioty Boga“ (str. 7).
Takie wyjaśnienie znaczenia tego motywu, który w żydowskiej sztuce
ludowej bardzo często się powtarza, jest mylne. Motyw ten nawiązuje
bowiem do zdania z Sentencji Praojców (V. 23) „Bądź wytrzymałym,
jak tygrys, a lekkim, jak orzeł, rączym, jak jeleń, a silnym, jak lew —
aby spełniać wolę Ojca w niebiosach“ — a więc nie są to przymioty
Boga, lecz o te zalety powinien się starać człowiek, aby jak najlepiej
spełniać wolę Boga. — Używa też autor stale wyrażenia „przedmioty
kultu“, np. synagogalnego i (rzadziej) domowego. Wiadomo, że u Ży
dów „przedmioty kultu“ nie istnieją. Wręcz przeciwnie, przedmiot
kultu w ścisłem tego słowa znaczeniu byłby silnie sprzeczny z du
chem religji. Nawet rodałów, czy innych ksiąg św. tem mianem nazwać
nie można, a cóż dopiero świeczników . t. p. Chodzi o określenie
przedmiotów, używanych podczas służby Bożej lub mających pewne
znaczenie przy spełnianiu przepisów religijnych. Ponieważ w pierw
szym rzędzie wchodzą w rachubę przedmioty) znajdujące się w syna
gogach, byłoby określenie: „przedmioty synagogalne“ najodpowied
niejsze. (Na str. 102 posłużył się autor tem wyrażeniem).
Rozdział IV. omawia cmentarze i nagrobki, a V-ty pamiątki
świeckie (po i o wielkich ludziach) i zabytki cechowe.
Rozdział VI-ty: „Zabytki rodzinne“ znowu ma dla nas większe
znaczenie. O te zabytki rodzinne, które we wielu domach po dzień
dzisiejszy utrzymały się i są w użyciu, toczy się między uczonymi
spór, czy należą „do historji sztuki, czy do folkloru“. Autor w tym
sporze głosu nie zabiera, inwentaryzuje tylko niejako i opisuje przed
mioty, pod to miano podpadające. Co do podziału na „pamiątki ro
dzinne“ i „zabytki rytuałowe“ możnaby podnieść zastrzeżenia, zwła
szcza co do tych ostatnich. Jeśli świecznik, w którym się zapala
światła sobotnie lub puhar, nad którym odmawia się błogosławień
stwo, można jeszcze nazwać przedmiotem rytuału, to słabiej odpo
wiada to określenie dla mizrachu, a już zupełnie nie nadaje się dla
frygi chanukowej, służącej dzieciom do zabawy, lub dla talerzy, na
których w Purim posyłano sobie upominki. Należałoby raczej ten
237
rozdział zatytułować: „Zabytki w domu żyd.“, a podporządkować pod
nie — we wstępnem zdaniu pod tytułem, jak to autor zazwyczaj
czyni — zabytki, związane z urządzaniem domu, z obchodami świą
tecznemu i rodzinnemi. Należałoby też przenieść tu „naklejki u po
łożnic“ i ketuby (akty ślubne) z poprzedniego rozdziału. W opisie
stroju kobiecego („pamiątki rodzinne“) zaszła też pewna nieścisłość.
Integralną częścią ubioru kobiety był wprawdzie fartuch, ale niema
on nic wspólnego z „Brusttuch - Bristach“, t. j. napierśnikiem, spo
rządzonym z jedwabiu lub aksamitu, a haftowanym bogato złotem lub
srebrem. Fartuszek i napierśnik to 2 oddzielne zupełnie części, ubioru
kobiety. Napierśnik miał zazwyczaj kształt prostokątny, a ubierano
go w ten sposób, że tasiemki przyszyte z jednej (wąskiej) strony,
wiązano na szyi. Nakrywał on zapięcie sukni, czy bluzy i służył tylko
jako ozdoba stroju (fartuch miał i inne znaczenie), ale ważna i bardzo
ceniona u kobiet. Nie sięgał nigdy dalej niż do pasa.
Ostatni rozdział VII-my podkreśla, jak ważną rzeczą jest naukowa
inwentaryzacja zabytków i zbieranie ich w miarę możności na jednem miejscu. Pracę zdobi 16 tablic, zawierających 43 ryciny.
Rozprawa, jak już na wstępie zaznaczono, zawiera bardzo dużo
cennego materjału i jakkolwiek zarysowana ogólnie, ujmuje całość
zagadnienia tak dokładnie i systematycznie, że jest zasadniczą pod
stawą dla poszczególnych opracowań.
Giza Fränklowa.
Prof. W. Klinger : Doroczne święta ludowe a tradycje greckorzymskie. Bibljoteka Ludu Słowiańskiego Nr. 2. Kraków 1931 S. 109.
Praca powyższa, jak wskazuje sam tytuł i specjalność naukowa
autora, wnosi szereg zgodności między europejskiemi zwyczajami
Iudowemi a folklorem antycznym. Znakomity folklorysta klasyczny
już w poprzednich publikacjach dał próbkę swych poglądów na nie
które z tych tematów. Praca ostatnia stanowi przerobiony zbiór arty
kułów, drukowanych w czasopismach codziennych. Omówione zostały
z osobna zwyczaje zapustne, wielkanocne, świętojerskie, zielonoświąteczne, świętojańskie, zwyczaje z dat Wniebowzięcia N. M. P.,
Wszystkich Świętych i Dnia Zadusznego, Świętych: Marcina, Mikołaja,
Andrzeja, Katarzyny. Ponadto wyjaśnioną została geneza drzewka
wigilijnego i omówione Boże Narodzenie. To ostatnie pokrótce, jako
obszerniej potraktowane w pracy poprzedniej.
Wartościowa ta praca stanowi uporządkowanie poglądów na
kwestję (ludowych) zwyczajów dorocznych. Prof. Klinger wnosi wiele
doskonale przeprowadzonych dowodów pochodzenia całego szeregu
elementów folklorystycznych w tych zwyczajach, a przedewszystkiem
wnikliwie uchwytuje związki z folklorem klasycznym. Wielką za
sługą autora jest podniesienie elementu zaduszkowego jako idei prze
wodniej, dającej się doskonale prześledzić na przestrzeni całego roku
obrzędowego. Etnologom, reprezentującym kierunek historyczny, już
oddawna narzucała się świadomość niewątpliwego istnienia w pod
kładzie zwyczajów dorocznych elementów kultu zmarłych, odziedzi-
238
■czonego po osiadłych tu kulturach macierzystych. Zagadnienie to
zostało dość ogólnie opracowane w zbiegającej się z pracą Klingera
etnografji Polski, publikowanej przez prof. Poniatowskiego w zbiorowem wydawnictwie „Wiedza o Polsce“. Momenty te stanowią główną
wartość pracy prof. Klingera, a ustalenie ich przez uczonego, niezżytego z tym kierunkiem etnologicznym, nabiera szczególnej wagi.
Tak obszerny i różnolity zakres tematów etnologicznych, jaki przed
stawiają zwyczaje doroczne, nie mógł być, rzecz oczywista, prze
pracowany bez całego szeregu błędów i poddania się wielu sugestjom,
zwłaszcza, że obszerna spuścizna W literaturze folklorystycznej szcze
gólnie temu sprzyjała. Do mniej szczęśliwych u autora zaliczyć należy
stałe doszukiwanie się początków poszczególnych świąt w kręgu
kulturalnym nadśródziemnomorskim. Doprowadza to do sytuacji nie
kiedy kłopotliwej, jak w przypadku zwyczajów świętojańskich, gdzie
brak odpowiednika klasycznego o tej porze roku, zmusza autora do
przeniesienia podstawy zaduszkowej tych zwyczajów na obchody zielono-świąteczne. Zawiniła tu zapewne wspólna filologom klasycznym
niedostateczna znajomość folkloru i kalendarzy egzotycznych. Z waż
niejszych usterek przytoczyć dalej należy, mojem zdaniem, wywo
dzenie rozległej w Europie rolniczej obrzędowości świętomarcińskiej
etymologicznie od Marsa. Trudno również zgodzić się na zlekcewa
żenie obrzędowości świętomikołajskiej i dopatrywanie się w niej tylko
asymilacji wątków podaniowych o św. Nikazjaszu i zapożyczeń świętojerskich. Normalne zaś dla filologów klasycznych przecenianie
wpływów kulturalnych grecko-rzymskich na szerokie obszary Europy,
zwłaszcza gdy chodzi o mało ruchliwą kulturę ludową, widzimy
w tłumaczeniu etymologicznym świąt Andrzeja i Katarzyny.
'Podobnie rzecz się ma z przedstawioną genezą drzewka wigilij
nego, która zresztą genezą w ścisłem znaczeniu nie jest. Chodzi tu
(conajwyżej) o wtórne rozpowszechnienie drzewka śród mieszczań
stwa, za wpływem może i niemieckim, natomiast zupełnie nienaru
szone podłoże ludowe w Europie Wschodniej, a poczęści i u nas,
stwierdza istnienie drzewka w zwyczajach Bożego Narodzenia jak
i śródlethicb i innych dorocznych, oraz w zwyczajach matrymonjalnych. Również niesporne potwierdzenie w tym duchu dają odległe
geograficzne analogje fińskie i dalsze, gdzie nie podobna przecież
doszukiwać się wpływu starogreckiego.
Łódź.
J. Manugiewicz.
František Štampach: Základy národopisu cikánů v ČSR.
Zvláštní otisk z Národopisného Véstniku Ceskoslovanského,
R. XXIII., čislo 4, Praha 1930, S. 67 z 9 ryc. w tekście.
We wstępie zastanawia się autor nad rasowem i kulturalnem
pojęciem Cyganów, następnie zaś omawia dane historyczne o czasie
ich przyjścia do Czechosłowacji, przyczem podaje parę związanych
z tem legend i opowiadań cygańskich, dalej opisuje autor prześlado-
239
.warne cyganów, które rozpoczęło się po zwycięskich wojnach tu
reckich w XVI w. i ich zanikanie na obszarze Czechosłowacji.
Następnie przechodzi dr. Štarapach do omawiania cygańskiego
stroju, sposobu mieszkania, umiejętności muzycznych, przyczem przy
toczono cały szereg pieśni cygańskich w oryginale i tłumaczeniu,
częściowo także z nutami. W dalszym fciągu podano cygańskie wie
rzenia religijne, a także dużą ilość bardzo ciekawych przepisów •lecz
niczych. W rozdziale końcowym zajmuje się autor językiem i na
rzeczami cygańskiemi w Czechosłowacji, przyczem przeprowadza
porównanie języka cygańskiego z sanskrytem, hinduskim i czeskim,
poczerń porównuje narzecza cygańskie używane w Czéchach, Słowacji,
na Węgrzech i w Niemczech. Wkońcu dowodzi na przykładach, że
niesłusznie niektórzy uważają język i narzecza cygańskie za jakąś
tajemną (złodziejską) gwarę, chociaż w gwarach tych występuje
również wiele słów cygańskich.
Praca Štampacha jest ciekawym przyczynkiem do poznania Cy
ganów, w którym autor oprócz opracowań i wzmianek z literatury
zgromadził też wiele własnego materjału. Temat ten możnaby jeszcze
rozszerzyć przez większe uwzględnienie kultury społecznej i materjalnej.
Jan Falkowski.
Adam Fischer: Etnografia słowiańska. Zeszyt pierwszy: Połabianie. Lwów—Warszawa 1932. Nakładem Książnicy - Atlas. Str.
40+1 mapa, z 18 rycinami w tekście. Cena 2-40 zł.
Praca zawiera cztery działy, w których omówiono kolejno
1) obszar etnograficzny, t. j. jego granice, dzieje, grupy etniczne
i jeżyk; 2) kulturę materjałną, a więc myślistwo i rybactwo, pracę
rolną i narzędzia związane z uprawą roli, budownictwo i i.; 3) kulturę
społeczną, opisującą zwyczaje od urodzenia do śmierci, oraz krąg
obchodów dorocznych; 4) kulturę duchową, obejmującą cały dział
wierzeń ludowych Połabian. Poszczególne działy podzielił tu autor
na paragrafy, z których każdy zawiera jedno zagadnienie. Po każdym
paragrafie podaje autor literaturę, odnoszącą się do danego zagad
nienia. Wskutek tego praca ta może być używana nietylko jako
podręcznik, ale służyć może jako podstawa przy naukowem opraco
waniu poszczególnych zagadnień, gdyż podaje zasadnicze, odnoszące
się do nich materjały.
Zarys etnografji połabskiej rozpoczyna zakrojoną na znaczny
rozmiar Etnografję Słowiańską, która w podobném szczegółowem
opracowaniu obejmie wszystkich Słowian w 12 zeszytach (I. Połabianie.
II. Łużyczanie. III. Polacy. IV Czesi. V. Słowacy. VI Słoweńcy.
VII. Serbowie i Chorwaci. VIII. Bułgarzy. IX. Małorusini. X. Biało
rusini. XI. Rosjanie. XII. Ogólna charakterystyka etnografji Sło
wiańskiej.
W związku z tern wydawnictwem należy szczególnie podkreślić
zasługę firmy Książnicy-Atlas (Zjed. Zakł. Kartogr. i wyd. Towa
240
rzystwa Naucz, szkół średn. i wyższ. Sp Akc, Lwów—Warszawa?),
że podjęła się kosztownego nakładu tego tak potrzebnego dzieła.
Jan Falkowski.
W. Mak: O akademjach pedagogicznych w Prusiech. (Ruch
Pedagogiczny, R. XVIII (XX). Maj 1931, zesz. 5).
W artykule sprawozdawczym pod powyższym tytułem zapoznaje
nas autor z nowemi próbami niemieckiemi podniesienia poziomu wy
kształcenia zawodowego nauczycieli szkół powszechnych. Miejsce seminarjów nauczycielskich zajmują akademje pedagogiczne, o chara
kterze szkół wyższych, gdzie — pomijając obowiązkową dla wszystkich
uczniów pedagogikę praktyczną — słuchacze wybierają sobie, podobnie
jak na uniwersytecie, poszczególne przedmioty. Na szczególną uwagę
zasługuje fakt, że jednym z przedmiotów tam samodzielnych i to wyż
szego rzędu jest —r- ludoznawstwo. Zbytecznem dodać, że katedry etnografji w tych akademjach uposażone sa narówni z innemi najważniejszemi. Wyjdą więc stamtąd nauczyciSm, nauczający etnografji, podo
bnie jak historji, czy innego przedmiotu. Może i u nas — kiedy się
tyle myśli i mówi o szkolnictwie powszechnem — zapanuje wreszcie
przekonanie, że znajomość etnografji polskiej jest conajmniej tak
ważną, jak historja lub geogralja (nauczanie tej ostatniej nie da się
wogóle pomyśleć bez znajomości etnografji); może wreszcie zapanuje
przekonanie, że jeżeli mamy wszczepiać w młodzież zamiłowanie dc
rzeczy ojczystych, to ludoznawstwo, naukowo traktowane, ma tu głos
największy.
Oszmiana.
Henryk Perls.
Albert Marinus: Folklore historique et folklore sociologique.
Extrait de l’Annuaire 1930 de la Société Luxembourgeoise d’Études
Linguistiques et Dialectologiques. S. 97—104.
Albert Marinus, dyrektor specjalnego Urzędu badań historycznych
i folklorystycznych Brabancji zajmuje się od szeregu lat teoretycznem
ujęciem zadań folkloru. Idzie mu zawsze przedewszystkiem o udo
wodnienie, że ta nauka ma wielkie znaczenie dla różnych gałęzi wiedzy,
zwłaszcza dla historji. W wyżej wymienionej pracy udowadnia, że fol
klor jest szczególnie pożyteczny i wartościowy naukowo z punktu wi
dzenia socjologicznego, więcej aniżeli z punktu widzenia historycznego.
Wtedy bowiem jedynie wyjaśnia się nietylko genez« ale i przyczynę
wielu zjawisk. Wywody autora nabrałyby siły oczywiście jeszcze
większej wtedy, gdyby nie opierały się na tak nieścisłym terminie jak
folklor, który zgodnie zresztą z innymi autorami zachodnio-europej
skimi bywa i w pracach autora używany na określenie pewnego działu
etnografji.
A. Fischer.
A. Byhan ■— E. Krön: Europa. Sonderdruck aus „Ethnologischer
Anzeiger“. Bd. II, Heft 5. 1931, S 132—198.
Zestawienia bibljograficzne Artura Byhana mają znaczną wartość
dlatego, ponieważ starają się podkreślić wszystkie najważniejsze prace
241
z zakresu badań nad etnografją Europy. Podobnie jak w poprzednich
tak i w obecnym wykazie mamy prócz prac ogólnych także zestawienia,
dotyczące poszczególnych ludów. Naogól literatura cytowana po
prawnie, z wyjątkiem paru omyłek takich jak np., że wydawnictwo
Akademji o zamkach drewnianych przy drzwiach zostało przytoczone
dwukrotnie pod różnemi tytułami pod nr. 3354 i 3358. Również przez
przeoczenie dostała się do działu „Ukrainer“ praca T. Kowalskiego
0 pieśniach karaimskich z Trok. Wprawdzie w gwarze lwowskiej Ka
raim oznacza Ukraińca, ale nie o tych „Karaimach“ napisał tak wiele
swych cennych studjów Prof. T. Kowalski z Krakowa.
A. Fischer.
Paul Geiger : Volkskundliche Bibliographie für die Jahre 1925
und 1926. Berlin - Leipzig, Walter de Gruyter et Co. 1931. 8°. S.
XXXII + 592.'
„Volkskundliche Bibliographie“, wydawana przez prof. E. Hoffmanna-Krayera z ramienia Związku Towarzystw niemieckich ludo
znawczych, przeszła w ostatnim tomie pod redakcję P. Geigera. Wy
starczy porównać tylko objętość poszczególnych tomów, by zdać sobie
sprawę z wielkiego rozwoju tego wydawnictwa. Pierwszy tom bibljografji, wydany za rok 1917, zawierał 108 stronic* tom wydany obecnie
mimo poważnych ograniczeń w zakresie treści ma 592 stronic. Pierw
sze tomy bibljografji zawierały materjał tylko niemiecki, dalsze po
dawały coraz więcej materjału europejskiego, tak, że w ostatnim pra
wie wszystkie publikacje, nietylko niemieckie, ale i ważniejsze euro
pejskie, zostały uwzględnione. Przytem mat erjał nie jest zestawiany
przez badaczy niemieckich, ale przez uczonych różnych krajów i na
rodowości, a dzięki temu wybór jest właściwy i korekta staranna.
Polska w roczniku 1925/6 reprezentowana jest przez przeszło 200 pozycyj bibljograficznych.
Bibljografja podaje materjały do wszystkich zagadnień etnogra
ficznych tak z dziedziny kultury duchowej, materjalnej i społecznej,
jak i z zakresu zagadnień ogólnoteoretycznych, jest więc niezbędną
dla każdego etnografa.
A. Fischer.
Powiat Świętochłowicki. Monografja opracowana przez Ko
mitet redakcyjny pod przewodnictwem starosty Tadeusza Szaliń
skiego. Katowice 1931. Str. 5C5.
W monografji powiatu świętochłowickiegp znajdują się także arty
kuły etnograficzne opracowane przez p. St. Wallisa, który opisał stroje
gospodarskie, górnicze i miejskie (str. 183—188), zwyczaje doroczne
1 weselne (str. 193—197), sztukę ludową (str. 198—208). Na podkreśle
nie zasługuje też artykuł J. Korola o statystyce ludności z bardzo
pouczającemi zestawieniami i mapą.
F.
Monografja statystyczno - gospodarcza województwa lubel
skiego. Redaktor Dr. Ignacy C z u m a. Tom I. Zagadnienia pod
stawowe. (Z mapami, wykresami i ilustracjami). Lublin 1932. Str.
XXVIII + 379.
Lud T. XXX.
16
242
Pierwszy tom monografji, wydanej bardzo starannie, zawiera na
stępujące práce: K. Socháni ewicz, Wstęp historyczny I—XXVIII ;
T. Mieczyński, Zarys fizyczno - geograficzny województwa lu
belskiego s. 1—89; W. Klonowi-ecki, Podział administracyjny
województwa lubelskiego s. 91—128; Z. Daszy ńska-Goli ri
sk a, Stosunki ludności województwa lubelskiego s. 129—224 ; E.
Stołyhwowa, Ludność województwa lubelskiego z punktu wi
dzenia jej zróżnicowania rasowego s. 225—271 ; W 1. Kuraszkięw i c z , Djalektologja, przegląd gwar województwa lubelskiego s. 273—
324 ; A. Fischer, Zarys etnograficzny województwa lubelskiego
s. 325—370.
Franciszek Magryś : Żywot chłopa działacza. Opracował Dr.
Stefan Inglot. Z przedmową Prof. Dr. Franciszka Bujaka. Lwów 1932.
Str. XVI+236.
Pamiętnik Franciszka Magrysia z Handzlówki, w powiecie łań
cuckim, działać musi na każdego czytelnika polskiego niezwykle
krzepiąco. Magryś może być symbolem tężyzny chłopa polskiego,
którego największe przeciwności losu nie potrafią zgnębić, i nie prze
szkodzą w zapamiętałej pracy społecznej dla dobra wsi rodzinnej,
nawet przy braku uznania i zrozumienia u współziomków.
Książka zawiera wiele szczegółów ciekawych także dla etnografów,
zwłaszcza z zakresu tkactwa (str. 14—29), ale nie brak i innych cie
kawych szczegółów na str. 2—3 (stroje), str. 29 (pożywienie głodowe),
str. 30 (narzędzia rolnicze) itd. Lecz przedewszystkiem pamiętnik ten
pozwala nam poznać lak ważną dla etnografa psychologję mało
polskiego chłopa.
A. Fischer.
Anna Kutrzebianka ; Budownictwo ludowe w Zawoi. (Wydaw
nictwa Muzeum Etnograficznego w Krakowie Nr. 4.) Kraków, Na
kładem Muzeum Etnograficznego w Krakowie, 1931. 4° Str. 55.
Z 11 tablicami i 15 rycinami w tekście.
Autorka na podstawie badań terenowych w Zawoi i okolicy doszła
do następujących wyników: 1) Domy zawojskie zwracały się dawniej
frontem na wschód. 2) Pod względem planu dadzą się wyróżnić dwa
typy, pierwszy o zabudowaniach gospodarskich złączonych z domem,
który przeważa w Zawoi, drugi o zabudowaniach gospodarskich sto
jących oddzielnie od chałupy mieszkalnej, który jest znacznie rzadszy
(15°/0). 3) W miejsce poprzedniego dawniej dachu czterospadkowego
pojawia się często, zbliżony do dachu podhalańskiego, dach dwuspadkowy z małym okapem bocznym, a nawet zwyczajny dach dwuspadkowy, zwany prostym, niemieckim. 4) Wedle dawnej tradycji, kiedy
nie było jeszcze izb, tylko sama piekarnia, piec był w niej bardzo duży.
Wiele ciekawych szczegółów zawierają także opisy budynków
gospodarczych, zdobnictwa i otoczenia chaty. Wogólę* zaś jeśli się
uwzględni młody wiek badaczki, należy ten pierwszy autorski występ
na polu etnografji uznać za bardzo udatny.
A. F.
243
Adam Chęfnik : Z kurpiowskich borów. Szkice, opowiadania,
obrazki i gadki. Lwów 1930. Str. 220 +1 nlb.
Zbiór opowiadań A. Chętnika p. t. „Z Kurpiowskich borów“ ma
wielką wartość, zarówno pod względem etnograficznym, jak literackim.
Obrazki etnograficzne zostały skreślone z tern znawstwem, jakiego
można było oczekiwać od pisarza, który na Kurpiach długie lata mie
szka, a z ludem kurpiowskim pozostaje w bardzo bliskich stosunkach,
jakc uczony i jako społecznik. P. Chętnik stworzył piękne Muzeum
Kurpiowskie w Nowogrodzie łomżyńskim i wydał szereg prac o Kur
piach o dużej naukowej wartości. Ta dokładna znajomość terenu i kul
tury kurpiowskiej zaznacza się też w całej pełni w wydanych obraz
kach kurpiowskich.
Opowiadania A. Chętnika wywierają wielkie wrażenie przez swą
naturalną prostotę. W obrazkach tych niema właściwie żadnej wymy
ślonej akcji i intrygi, ale przed naszemi oczyma przesuwa się zwykłe,
‘Codzienne życie kurpiowskie, gawęda przy ognisku czy na wasągu, za
loty w borze, obrzędy przedślubne, pogrzeb, zabawy, odpusty i wę
drówka w obce kraje za chlebem.
Wartość książki podnoszą liczne, odpowiednio do tekstu dobrane
ilustracje, oraz słowniczek ważniejszych wyrażeń gwarowych.
A. Fischer.
Franz Hempier : Psychologie des Volksglaubens insbesondere
der volkstümlichen Natur- und Heilkunde des Weichsellandes.
(Einzelschritten der Historischen Kommission für ost- und westpreussische Landesforschung 4.) Królewiec, Gräfe et Unzer, 193Q. Str. 112.
W książce pod powyższym tytułem F. Hempier przeprowadza
dokładną analizę wierzeń ludowych pomorskich i mazurskich, szcze
gólnie z dziedziny lecznictwa. Praca zasługuje na uwagę polskiego
czytelnika, ponieważ autor przytacza bardzo wiele wierzeń z własnych
materjałów rękopiśmiennych, zwłaszcza z obszaru kaszubskiego. Ko
rzystanie z tego materjału utrucinia jedynie ta okoliczność, że autor
nie odróżniał wierzeń słowiańskich od niemieckich Twierdzi bowiem,
że bez względu na wyznanie i narodowość, wierzenia te tak u Niem
ców jak i Polaków są jednakowe. Jedynie więc z nazw i form tych
wierzeń możemy wywnioskować ich polskość. Znaczna ich ilość od
powiada jak najściślej wierzeniom ogólnopolskim.
A. Fischer.
Stanisława Matuszkówna : Zdobnictwo kobiecego stroju żywiec
kiego. Ze wstępem Marji Matuszkowej. Kraków, Polska Akademja
Umiejętności, 1931. 4", S. 32 + 66 tablic.
Praca opisuje bardzo dokładnie żywiecki strój kobiecy, który od
znacza się bogactwem zdobniczem o wielkiem poczuciu hlstetycznem.
Każda część ubioru żywieckiego bywa zdobiona własnoręcznie haftem
lub wyszyciem według własnego pomysłu ; niegdyś na szycie stroju
poświęcano długie wieczory zimowe. Najwięcej czasu zajmowało szy
cie na tiulu. Wzory wymyślały sobie same dziewczęta, przyczem pa
16*
244
nowała zupełna swoboda w wymyślaniu nowych motywów. W ten
sposób powstawała całość piękna i cenna, istotne arcydzieła żywiec
kiej sztuki ludowej.
Dziś ten piękny strój zupełnie zanika, gdyż wypiera go moda
zachodnio - europejska, a także ogólne zubożenie, które uniemożliwia
nawet zamożniejszym sprawianie sobie stroju, kosztującego około
2000 zł. Dlatego tylko niektóre jeszcze obywatelki noszą stroje, pocho
dzące czasem z przed 80 lat. Ilość tych strojów corocznie maleje, po
nieważ właścicielki każą się zwykle chować w takim stroju.
Tern bardziej więc zasługuje na uznanie publikacja, która dzięki
30 rysunkom w tekście i 66 tablicom utrwala minioną świetną prze
szłość kobiecego stroju żywieckiego.
F.
St. Barabasz : Sztuka ludowa na Podhalu. Część IV. Kościół
W Dębnie. Lwów - Warszawa, Książnica - Atlas, 1932 Str. 15 + 40
tablic.
Nowy zeszyt wydawnictwa poświęconego sztuce ludowej na Pod
halu zawiera materjały dotyczące drewnianego kościółka w Dębnie,
wsi leżącej przy drodze z Nowego Targu przez Czorsztyn na Spisz.
Kościółek ten posiada nietylko charakterystyczną dawną sylwetę, ale
także nadzwyczajnie ciekawą polichromję wewnątrz, wykonaną sposo
bem patronowym. Dawniej na Podhalu było więcej takich kościołów
tak malowanych, a więc w Łopusznej, Ostrowsku, Ludźmierzu, Gry
bowie, Binarowej i t. d., ale ornamentykę tę w całej pełni zachował
tylko kościółek w Dębnie dzięki temu, że przestał być parafjalnym
i nie miał żadnych skwapliwych odnowicieli. Z całem bogactwem tej
ornamentyki możemy się zapoznać na podstawie nowej publikacji
St. Barabasza, wydanej z niezwykłą starannością przez „KsiążnicęAtlas“.
A. F.
E. Kucharski : Pani Pana zabiła, jako zabytek średniowiecznej
poezji dworskiej. Lwów 1932. Str. 59.
Autor doszedł w swych rozważaniach do następujących wniosków :
1) Hilwór nie jest dziełem wyobraźni ludowej. 2) Twórca pochodzi
z tej warstwy, której życie odzwierciedla ; jest to środowisko dwor
skie możnego rodu Świebodziców - Gryfitów. 3) Obraz życia wyra
żony w pieśni pochodzi z końca XII w. lub z początku XIII wieku.
4) Nowoczesne teksty ludowe są naogół udatnemi modernizacjami
tekstu archaicznego, ale zawierają szereg zniekształceń, wynikłych
przeważnie z niezrozumienia archaizmów.
Tezy postawione przez E. Kucharskiego są tak śmiałe i oryginalne,
że niewątpliwie wywołają żywą dyskusję. Jednak nawet w wypadku
zachwiania tych twierdzeń, trwałą zasługą autora pozostanie, że wska
zał zupełnie nowe drogi rozważań, w których muszą wziąć udział
i etnografowie przedewszystkiem przez- 'wprowadzenie jak najwięk
szego tekstowego mater jału porównawczego.
/•'.
245
11. Schiller i J. Makłakiewiez : Pastorałka. Misterjum ludoweWarszawa, Instytut Teatrów ludowych 1931. Str. 204 + 102.
Instytut Teatrów ludowych pragnie ludowym zespołom dać odpo
wiedni repertuar. Przystępuje w tym celu do specjalnego wydawnic
twa, którego zadaniem ma być podźwignięcie repertuaru ludowego na
wyższy poziom artystyczny. Rozpoczęto bardzo trafnie od „Pasto
rałki“, która zawiera w sobie treść takich ludowych widowisk, jak
widowisko rajskie, szopka i Herody. Ta ludowa treść została arty
stycznie ujęta w pewną misterjową całość przez L. Schillera, a ran
zycznie zinterpretowana przez J. Makłakiewicza.
Wydawcy dopuszczają nawet możliwość regjonalnego zabarwienia
w ramach „Pastorałki“. Można jedynie mieć pewne wątpliwości, czy
tak starannie, a nawet wytwornie wydane dzieło, będzie dostępne dla
naszych ubogich ludowych zespołów.
F.
Henryk Rowid : Szkoła twórcza. Wyd. III. Kraków 1931. Str. 374.
W książce tej zasługują na podkreślenie następujące uwagi o pracy
nauczyciela w środowisku wiejskiem : „Obowiązkiem nauczyciela jest
możliwie dokładne poznanie środowiska domowego każdego ze swych
uczniów, a następnie poznanie i zrozumienie życia całej wsi. Stara się
więc poznać stosunki gospodarcze i kulturalne rodziców swego ucznia,
liczebność danej rodziny, warunki higjeniczne i zdrowotne w domu,
czy dziecko ma dostateczną opiekę, czy i o ile pomaga i pracuje w gos
podarstwie rodziców i t. p. Dane te umożliwią nauczycielowi zrozu
mienie zachowania się dziecka i jego postępowania, tudzież stosowa
nia odpowiednich środków wychowawczych. Równocześnie poznaje
krajobraz swojej wsi, jej strukturę społeczną i jej stosunki gospodar
cze, jej życie duchowe. Zrozumienie i wniknięcie w kulturę wsi ułatwi
mu poznanie psychiki ludności wiejskiej. Przedmiotem badań nauczy
ciela będzie więc gwara, zwyczaje i obyczaje ludu wiejskiego, sztuka
ludowa, stroje ludowe i t. p. Zwróci też uwagę na przetwarzanie się
struktury wsi w związku z takiemi objawami, jak emigracja i reemi
gracja, urbanizacja, zwłaszcza na stopniowe oddziaływanie miasta na
wieś.“ Zapatrywania te przyjmuje etnografja polska do wiadomości
z wielkiem zadowoleniem.
F.
J. St. Rystroó : Socjologia. Wstęp informacyjny i bibljograficzny
Warszawa 1931. Str. VII + 154.
Autor wprowadza w studjum socjologji w formie bardzo zwięzłej,
daje przegląd najważniejszych zagadnień i przytacza zasadniczą lite
raturę. Książka ma znaczenie także dla etnologa, ponieważ zwraca
uwagę na liczne problemy z pogranicza socjologji i etnologji.
Lubor Niederle : Rukovět slovanské archeologie. (Rukověti Slo
vanského -Ústavu v Praze. Svazek I) Praha 1931. Str. VII + 292.
Nowa książka Prof. Niederlego nie jest bynajmniej streszczeniem
tych bogatych materjałów, jakie nam dał w swem dziele o „Życiu
246
dawnych Słowian“, ale jest nową pracą w prawdziwem tego słowa
znaczeniu. W pierwszej części swego podręcznika omówił Niederłezagadnienia dziejów Słowian od neolitu do końca pierwszego tysiąc
lecia po Chr. Właśnie ta część pracy »świadczy, że autor zapoznał się
dokładnie z najnowszemi studjami polskich prehistoryków i etno
logów i daje krytyczną ocenę nowych hipotez czyto odnośnie do ko
lebki Słowian czyto w związku ze słowiańskością t. zw. łużyckiej kul
tury. Druga część pracy zawiera analizę znalezisk słowiańskich od
IX do XI wieku i uwagi ogólne o prehistorycznej kulturze słowiańskiej.
A. F.
Różnicowanie się dialektów prasłowiań
skich w świetle kryterjum ilościowego. Praga 1931. Str. 20+6 tablic.
Jan Czekaruiwski :
Przez zastosowanie kryterjum ilościowego do prasłowiańskich zja
wisk dialektycznych doszedł Prof. Czekanowski 1) do stwierdzenia
ściślejszej łączności języka polskiego z łużyckiemi, 2) do podkreśle
nia nawiązań lechicko - ruskich, 3) do wykazania, że ze wszystkich
języków wschodniosłowiańskich największą łączność z językami zachodniosłowiańskiemi posiada język północno - wielkoruski.
W związku z tern powstaje nowe ujęcie procesu różnicowania sięjęzyka prasłowiańskiego i przypuszczenie szeregu odrębnych faz roz
wojowych, w czasie których Słowiańszczyzna wschodnia wyłania się
z zespołu północnego, łączącego Słowian wschodnich z zachodnimi,
a gałąź słowacko-czeska, wchodząca przez czas jakiś w skład Słowiań
szczyzny południowej, wraca do grupy zachodniosłowiańskiej.
/•'.
Józef Pśta : Krótki přehlad łużiskoserbskeho národopisného
dżeła. Wosebity woćigć z revue Slavia, X, 4 Praha 1932. Str. 15.
Prof. J. Pála, znany badacz literatury łużyckiej, daje w tym szkicu
zwięzły ale wyczerpujący zarys dziejów etnografji łużyckiej. Wszyst
kie najwybitniejsze postaci z dziejów ludoznawstwa łużyckiego, a więc
A. Frencel, M. Hornik, J. A. Smoler, E. Muka, A. Černý, L. Kuba, i wielu
innych, zostały bardzo trafnie scharakteryzowane, a ich udział w roz
woju etnografji łużyckiej doznał właściwej oceny. Autor zwrócił też
bardzo trafnie uwagę na związek, jaki istnieje między ludoznawstwem
a łużycką kulturą narodową.
A. F.
Jiří Horák: Histoire des littératures slaves. Travaux scientifiques
tchécoslovaques. T. IV. Str. 149—201.
Prof. J. Horák uwzględnia w swej rozumowanej bibljografji także
wydawnictwa etnograficzne, zwłaszcza z historji folkloru, oraz z dzie
dziny podań, pieśni i wierzeń ludowych.
D. Stránská : Lidové obyčeje hospodářské. Zvyky při seti.
Praha 1931. Str. 198 + 1 nlb.
Dla chłopa najważniejszem zagadnieniem jest uprawa roli. W tym
kierunku zwraca się główna troska, bo od pomyślnego wyniku pracy
na roli zależy całoroczny byt. Wielkiemu znaczeniu zajęć rolnych
247
u chłopa odpowiada wielka ilość zwyczajów i przesądnych praktyk,
które mają na celu wywołanie możliwie pomyślnego urodzaju. Także
charakterystyczne przepisy zaznaczają się już w okresie nawożenia
pól, jeszcze bardziej przy pierwszej orce, ale szczególnie przy siejbie.
Wiadomo jak ciekawe są wówczas obrzędy polskiego ludu. Przedewszystkiem przygotowuje się specjalnie ziarno do siania. Przesąd
powiada, że lepsze jest do siania ziarno nieswoje, dlatego nieraz mienia
się lub nawet kradnie ziarno celem wzmożenia urodzaju. Prócz tego
święci się ziarno lub wykrusza je z wianków dożynkowych. Wreszcie
przystępuje się do siania, licząc się jak przy orce z czasem, a więc od
grywa tu rolę ważną księżyc, oraz pewne specjalne pory dnia. Płachta
do siania musi być przygotowana biała i czysta. Po takich wstępnych
przygotowaniach sam gospodarz lub rzadziej gospodyni winni doko
nywać siejby. Tę ważną czynność rozpoczyna się błogosławieństwem
i zaklęciami, które zwracają się przeciw pożarowi, chwastom, ptactwu
i robactwu. Siejba odbywa się w uroczystem milczeniu. Czasem jak
na Podolu gospodarz w pierwszym dniu siejby zaprasza do pomocy
sąsiadów, a gospodyni wyprawia ich w pole, darząc bochenkiem chleba
i wodą święconą. Po powrocie z pola gospodarz urządza dla współ
pracowników ucztę.
Jak te zwyczaje przy siejbie są do siebie bardzo zbliżone nietylko u wszystkich Słowian, ale wogóle prawie w całej Europie, o tern
poucza nas bardzo wyczerpująco Dr. D. Stránská w swej pracy o siejbie.
Autorka omawia zwyczaje mające na celu wzmożenie urodzaju, środki
chroniące przed ziemi postronnemi wpływami, sposoby przenoszenia
urodzaju, a wreszcie zwyczaj zasiewania samego chleba.
Studjura Dr. Stránskiej daje bogate materjały porównawcze, przyczem również zwyczaje polskie uwzględniono bardzo starannie, a ana
liza całego materjału odznacza się objektywną rzeczowością. Dlatego
praca zasługuje na miano bardzo wartościowej.
A. Fischer.
Anion Melik ; Kozolec na Slovenskem. (Razprave znanstvenega
društwa v Ljubljani 10 Elnografsko - geografski odsek 1). Ljubljana
1931. Str. 107 + XXXVII tablic + 1 mapa.
Praca omawia bardzo wyczerpująco tak charakterystyczny dla
obszarów słoweńskich kozolec, t. j. przeplot,służący do przesu
szania snopów zboża. Kozolec słoweński ma rozmaite formy. Jest to
albo zwykły pojedyńczy płot z daszkiem, albo też dwa płoty nakryte
dużym dachem dwuspadkowym. Niektóre kozolce mają dach jednospadkowy. Autor przytacza także kilka przykładów przeplotów bez
daszka. Do wartości książki Prof. Melika przyczyniają się w wysokim
stopniu doskonale dobrane ilustracje (w liezbié 66) oraz mapa, poda
jąca zasiągi różnych typów słoweńskiego kozolca, nawarstwione cza
sem także suszeniem zboża na ostrewkach i w t. zw. stawach (rodzaj
kopie). Dzięki informacjom Prof. Moszyńskiego został także uwzględ
niony materjał wschodnio - polski.
Studjum A. Melika jest niewątpliwie jedną z najciekawszych,
ostatnich słowiańskich prac etnogeograficznych.
A. Fischer.
248
Stanko Vnrnik : Studija o glasberá folklori na Belokranjskem.
Sep. odtis íz „Etnologa“ IV. Ljubljana 1931. S. 165—186.
Białokraina odznacza się pewną znaczną odrębnością etnogra
ficzną w stosunku do innych obszarów słoweńskich. Nie zawiera ona
pierwiastków alpejskich ani śródziemnomorskich, ale jest wyraźnem
przejściem do wschodnioeuropejskich elementów kulturowych. Dr. Vurnik dał na to dowody przez analizę białokraińskiej muzyki ludowej.
Wedle tych badań pieśń białokraińska posiada w przeciwieństwie
do alpejskiej małą rozpiętość (seksta, kwinta, kwarta, nawet tercja)
odznacza się ubogą harmoniką, monotonnemi motywami i operuje
,przed ewszy s tk i ci n rytmiką. Zdaniem autora, również białokraińska
muzyka ludowa świadczy wyraźnie o tern, że kultura etnograficzna
tej grupy słoweńskiej ma charakter abstrakcyjny i1* idealistyczny,
a zawiera jeszcze wiele znamion średniowiecznych.
A. F.
Milován Gavazzi : Razvoj i stanje etnografije u Jugoslaviji.
Lud słowiański I B. 26G—296, II B. 72—106. Kraków 1930—31.
Prof. Gavazzi daje w tej rozprawie zwięzły przegląd dziejów
etnografji jugosłowiańskiej, oraz najważniejszych współcześnie ośrod
ków pracy etnograficznej w Jugosławji, jakiemi są uniwersytety, towa
rzystwa naukowe, muzea, archiwa i wydawnictwa.
B. Širola — M. Gavazzi : Muzikološki rad etnografskog Muzeja
u Zagrebu. Zagrzeb 1931. Str. 80.
Z powyższego sprawozdania wynika, że Muzeum Etnograficzne
w Zagrzebiu posiada od r. 1921 oddział dla muzyki ludowej; prócz
specjalnie zebranej bibljoteki oddział posiada także archiwum fono
graficzne, a nadto przeszło 250 instrumentów muzycznych z całej
Jugosławji. Działem tym kierują Prof. Dr. Milován Gavazzi i Dr. Bożidar
Sirola, którzy odbyli też w latach 1920—1929 cały szereg wycieczek
naukowych w celu zdjęć fonograficznych. Ze szczególną starannością
zbierano pieśni obrzędowe, choć nie brak też wśród zebranego materjału pieśni epicznych, tanecznych i lirycznych, oraz nawet staro
cerkiewnego chorału na wyspach Krk, Rab i Pag. Dokładny spis zdjęć
fonograficznych i instrumentów muzycznych ułatwia w wielkim stopniu
zorjentowanie się w tak licznych i cennych materjałach Muzeum
Zagrzebskiego.
Mitar Vlahovié : Sredačka żupa. Skoplje 1931. Str. 26+1 tablica.
Autor daje nam w tej pracy sprawozdanie z wycieczki etnogra
ficznej odbytej na obszar Sredackiej Żupy (powyżej Prizrenu). W opisie
tym znajdują się nie tylko liczne szczegóły dotyczące kultury ma
terialnej, ale i obrzędy weselne, oraz obrzędy związane z Bożem Na
rodzeniem i z uroczystością rodzinną „slava“.
F.
Prof. A. M. Scllszczew: Stawjanskoje nasjelieniie w Albaniji.
Sofja 1931. Str. VIIÏ+352+1 mapa.
Książka Prof. Seliszczewa omawia wyczerpująco zagadnienie
osadnictwa słowiańskiego na obszarach Albanji. Na podstawie analizy
249
zapożyczeń słowiańskich w języku albańskim oraz słowiańskich nazw
miejscowości w Albanji, odtwarza autor proces albanizacji osiadłych tu
niegdyś grup słowiańskich.
F.
Kristo Vakarelszky : Bolgár ekevasak és csoroszlyák. Budapest
1931. S. 14. Odbitka z „Népélet - Ertesitö“ 1931, zesz. 2.
Autor omawia różne typy bułgarskich lemieszy i krojów na szerokiem tle porównawczem, przyczem daje dowody także znajomości
odnośnej polskiej literatury.
Stojan Djoudjeff : Rythme et mesure dans la musique popu
laire bulgare. (Travaux publiés par l’Institut d’etudes slaves XII).
Paris 1931. S. II + 364.
Studjum St. Dżudżewa nad rytmem i taktem bułgarskiej muzyki
ludowej opiera się na paru tysiącach pieśni, w znacznej części zebra
nych przez samego autora. W analizie swej uwzględnił Dżudżew nietylko muzykę, ale poezję i taniec, które jednoczy ta sama rytmika,
panująca we wszystkich tych trzech działach sztuk,' ludowej.
F.
Artur Gorovei: Descântecele Românilor. Studiu de folklor. Bu
kareszt. Academia Romana X. 1931. Str. 423.
Praca Artura Gorovei zawiera bardzo bogaty materjał, dotyczący
zamawiań i zaklinań u ludu rumuńskiego. We wstępnych uwagach
wprowadza autor do porównawczych rozważań analogiczne materjały
•europejskie, przyczem wymieniono także zamawiania zawarte w Udzieli,
Medycynie ludu polskiego. Autor zgromadził w swej książce olbrzymi
materjał, bo obejmujący dwa tysiące kilkaset zamawiań. Dla badań
na tern polu dotąd jeszcze nie dość naukowo przeprowadzonych, zbiór
p. Gorovei będzie miał wielkie znaczenie.
A. F.
Cesare Caravaglios ; Voci e gridi di venditori in Napoli.
Gon 33 illustrazioni e 15 trascrizioni musicali. Introduzione di Raffaele
Corso. Catania, Libreria Tirelli di F. Guaitolini. 1931. Str. VIII+170.
C. Caravaglios omówił w swej książce zagadnienie bardzo ory
ginalne, a mianowicie wołania przekupniów neapolitańskich. Wołania
te nieraz przechodzą w krótkie śpiewki i są bardzo zajmujące nietylko
ze względu na swój tekst pełen barokowych porównań, jak i ze względu
na muzykę. Transkrypcje muzyczne opracował autor na podstawie
naukowych zdjęć tych wołań na płytach gramofonowych. Dokładny
•opis życia neapolitańskich przekupniów tworzy barwne tło dla ich
dźwięcznych wykrzykiwań.
A. F.
Albert Marinus : Le néo-folklorisme. Extrait du „Isidoor Teirlinck
Album“, Louvain 1931, Str. 231—237.
W artykule tym podobnie jak w wielu innych poprzednich do
maga się autor ścisłego związania folkloru z socjologją.
250
E. lio’fii] ar.ii - K rayer - H. Bächtold - Stäubli : Handwörterbuch
des deutschen Aberglaubens. Bd. III. Freen — Hexenschuss. BerlinLeipzig. Walter de Gruyter et Co. 1931. 8° większe. Str. 1920.
Pierwsze dwa tomy tego tak ważnego wydawnictwa zostały omó
wione w „Ludzie“ XXVI, 96—97, XXVII, 133—136, XXIX, 121—124.
Obecnie podaję przegląd treści trzeciego tomu, przyczem podkreślono
tylko większe artykuły.
S. 2. Freigewehr. Przesądy związane z czarodziejskiemi sposobami
przygotowywania niezawodnych strzelb i kul. S. 23. Freimaurer. Lut
dowe wyobrażenia o wolnomularstwie i wolnomularzach, szczególnie
0 ich związku z djabłem. S. 45. Freitag. Piątek jako dzień szczęśliwy
1 nieszczęśliwy tak w zwyczajach rodzinnych, gospodarczych, jak me
dycynie ludowej. S. 86. Friedhof. Niebezpieczna, lecznicza i czaro
dziejska moc cmentarza, ziemi cmentarnej i cmentarnych roślin. S. 124.
Frosch. Zastosowanie żaby w czarach i lecznictwie ludowein, oraz po
dania o żabach. S. 153. Frühling. Przesądy związane z okresem wio
sennym i świętami wiosennemi. S. 174. Fuchs. Demoniczny charakter
lisa i znaczenie tego zwierzęcia dla lecznictwa ludowego. S. 224.
Fuss. Noga w wierzeniach, czarach i zwyczajach prawnych.
S. 258. Galgen. Niesamowite wierzenia otaczające szubienicę
i stryczek. S. 290. Gans. Przesądne przepisy przy hodowli gęsi, oraz
wróżby i czary związane z tym ptakiem. S. 321. Gebäck. Szczególne
znaczenie i moc pieczyw świątecznych. S. 346. Gebet. Stosowanie
magiczne i apotropiczne modlitwy, zwłaszcza przy zamawianiach i zaklinaniach. S. 373. Gebildbrote. Analiza różnokształtnych dorocz
nych pieczywek obrzędowych. S. 406. Geburt. Obrzędy i przesądy na
rodzinowe. S. 463. Geige. Rola skrzypiec w sabatach czarownic, oraz
w różnych opowieściach i pieśniach ludowych. S. 472. Geist. Wiara
w duchy, ich wygląd; wyzwalanie i zaklinanie duchów i stosunek do'
tego świata duchów. S. 543. Geisterschiff. Opowieści o okrętach
widmach. S. 546. Geisterschlacht. Podania o walkach duchów. S. 570.
Gelb. Wierzenia łączące się z barwą żółtą, jako barwą ognia i światła.
S. 590. Geld. Moneta jako amulet ochronny, oraz w wierzeniach i zwy
czajach życia codziennego. S. 647. HI. Georg. Dzień św. Jerzego jako
początek wiosny, dzień wypędzania bydła na paszę, dzień wielkiej
mocy czarownic oraz różnych czarów. S. 693. Gerste. Stosowanie
jęczmienia we wróżbach i czarach. S. 716. Geschenk. Obdarzanie przy
różnych okolicznościach i wynikające stąd niebezpieczeństwa obu
stronne, tak dla obdarowanego, jak darodawcy. S. 763. Gespenst.
Liczne materjały do wiary w upiory. S. 780. Getränke. Przesądy zwią
zane z przygotowaniem, spożywaniem i przechowywaniem napojów.
S. 789. Gevatter. Kumostwo jako forma sztucznego pokrewieństwa»
związane z tern obowiązki, odznaczenia i opowieści ludowe. S. 815.
Gewitter. Mitologja burzy i środki ochronne. S. 856. Glasberg. Wie
rzenia związane ze szklanną górą. S. 868. Glocke. Znaczenie dzwonów
przy odpędzaniu demonów, oraz w lecznictwie ludowem. S. 899.
Glückstage. Dni szczęśliwe dla podejmowania jakichkolwiek czyn
251
ności. S. 918. Gold. Złoto w mitach, lecznictwie i czarach. S. 941.
Gott. Ludowe wyobrażenia o bogach i boskich istotach. S. 994.
Gottesurteil (Ordal). Stosowanie sądów bożych na świadectwo nie
winności, rozmaite rodzaje sądów bożych i różne ich zastosowanie.
S. 1070. Götze. Wiadomości o posągach bożków. S. 1076. Grab. Wie
rzenia związane z grobem. S. 1082. Grabbeigabe. Dary dawane zmarłym
do grobu. S. 1137. Grenze. Przesądy otaczające granicę i kamienie
graniczne. S. 1160. Grille. Świerszcz jako zwierzę - dusza, jako demon
chorób, oraz zwierzę wieszczące szczęście lub nieszczęście. S. 1210.
Gürtel. Symbolika pasa oraz jego znaczenie w prawie, wierzeniach
i lecznictwie ludowem. S. 1239. Haar. Przesądy dotyczące włosów,
jako części ciała i jako siedziby siły ludzkiej. S. 1304. Hagel. Ludowe
objaśnienie gradu i sposoby odpędzania klęski gradowej. S. 1325.
Hahn. Kogut jako zwierzę ofiarne, oraz jego zastosowanie w czarach
i obrzędach. S. 1379. Hond. Wróżby związane z ręką, obrzędowe mycie
rąk, oraz lecznicze zastosowanie rąk. S. 1404. Handschuh. Znaczenie
rękawiczki w symbolice prawnej i w obrzędach rodzinnych. S. 1413.
Handwerker. Liczne materjały do zwyczajów cechowych, S. 1438.
Hängen. Przesądy związane z wisielcem. S. 1504. Hase. Zastosowanie
zająca w czarach miłosnych, oraz związek tego zwierzęcia ze światem
duchów i czarownic. S. 1527. Hasel. Wierzenia związane z leszczyną.
S. 1552. Haus. Zwyczaje związane z budową i ochroną domu. S. 1608.
Hecht. Znaczenie szczupaka dla czarów i dla lecznictwa ludowego.
S. 1634. Heiden. Ludowe tradycje o dawnem pogaństwie. S. 1655.
Heilig. Ludowe pojęcie świętości. S. 1709. Hemd. Koszula w obrzędach
rodzinnych, gospodarczych i lecznictwie ludowem. S. 1750. Herbst.
Okres jesieni i świąt jesiennych. S. 1758. Herd. Kult ogniska, jako
siedziby duchów. S. 1776. Hering. Śledź w czarach i w lecznictwie
ludowem. S. 1794. Herz. Serce, jako siedlisko siły życiowTej i duszy,
oraz znaczenie serca dla lecznictwa ludowego. S. 1827. Hexe. Czaro
wnice i procesy czarownic.
Podobne jak w dwu pierwszych tomach, tak też i w wyżej omó
wionym, opracowania poszczególnych zagadnień nie ograniczają się do
materjału niemieckiego, ale uwzględniają także analogje słowiańskie,
między innemi nieraz także i polskie. Ale nawet gdy się pominie te
względy, mające specjalne znaczenie dla polskiego czytelnika, każda
strona trzeciego tomu „Handwörterbuch des deutschen Aberglaubens“
świadczy, że jest to podręcznik niezbędny dla każdego etnografa.
A. Fischer.
Walter Kuhn : Die jungen deutschen Sprachinseln in Galizien.
Mit einem Vorworte von Prof. Dr. E. Winter in Prag. Münster i. W.
Aschendorffsche Verlagsbuchhandlung. 1930. Str. IX + 244. Cenaj
RM. 12,30.
Autor zastanawia się nad losami mniejszości niemieckiej na ob
szarze dawnej Galicji, usiłuje określić cyfrę dokładną Niemców i stwier
dzić przyczyny stałego zmniejszania się niemieckich kolonistów.
252
W związku z tem powstają liczne ciekawe zagadnienia z dziedziny
demografji i socjologji, jak wzajemny wpływ różnych narodowości
na siebie, oraz znaczenie czynników gospodarczych, kulturalnych
i wyznaniowych przy wynaradawianiu się pewnej mniejszości naro
dowej. Uwagi p. W. Kuhna, oparte na dokładnej znajomości literatury,
zawierają wiele interesujących spostrzeżeń.
Należy żałować, że z powodu braku miejsca, odpadły rozdziały
poświęcone etnografji, która tylko przygodnie w tekście i w ilustra
cjach przy końcu książki została uwzględniona. Autor zapowiada jed
nak osobny tom, poświęcony etnografji Niemców galicyjskich.
Pewne zastrzeżenia musi budzić przedmowa Prof. Wintera, która
zawiera akcenty polityczne, dobrze wprawdzie każdemu Polakowi
znane, ale niemniej niewłaściwe w wydawnictwie naukowem. Prof.
E. Winter uważa, że znaczenie galicyjskich kolonij niemieckich polega
także na tem, że znajdują się one na obszarze „ukraińskiego okręgu
kulturowego“. („Jede Verbindung mit der Ukraine muss als besonders
wertvoll gelten“).
Książka W. Kuhna, niezależnie jednak od swych tendencyj, może
być, dla nas wzorem, jak należy opracowywać materjały dotyczące
mniejszości narodowej rozprószonej na obcem ter ytorj um.
A. F.
Wilhelm Pessler : Kulturkreis und Kernland Niedersachsen ihre
Bedeutung und Erforschung. Sonderdruck aus Heft 5—6 „Der Erd
ball“ 1931. Berlin, H. Bermühler 1931.
Dyr. Pessler w tym szkicu podobnie jak w wielu innych swych
pracach usiłuje uchwycić zasiąg kręgu dolnosaskiego. Jako najczystszy
teren dolnosaski określa następującemi granicami : na wschodzie okre
śla go linja Kiel - Uelzen (Olszyna), na południu Nienburg - Saterland,
a na północnym zachodzie linja Varel - Wulsdorf - Kadenberge - Itze
hoe - Szlezwik.
F.
Wilhelm Pessler : Niedersächsische Volkstrachten. Sonderdruck
nus dem Jahrbuch f. d. Niedersächsische Landvolk VI. 1931. Hannower. 4°. S. 6.
Wśród rozmaitych strojów dolnosaskich podkreśla autor także
zamierający strój hannowerskiego „Wendlandu“, a więc obszaru daw
nych Drzewian połabskich. Tekst objaśniają ilustracje i mapka grup
strojów dolnosaskich.
D. J. van der Ven : Le jeu du drapeau. Extrait du Folklore Bra
bançon, 11. année Nr. 61. Bruxelles 1931. Str. 28.
J. van der Ven pracuje od szeregu lat nad zagadnieniem „jeu du
•drapeau“ t. j. zwyczaju wywijania sztandarem przy okazji różnych
uroczystości dorocznych. Na ten temat wygłosił też referat na II między
narodowym Kongresie sztuki ludowej w Belgji w r. 1930, a wykład
ilustrował licznemi filmami, oraz popisami mistrzów w żonglerce sztan
darowej z Holandji, Belgji, Szwajcarji i Holsteinu, na wielkim placu
253
wystawy w Antwerpji. Zwyczaj ten jest też przedmiotem dokładnej
analizy autora w pracy ogłoszonej w „Folklore brabançon“, a także
w odbitce.
F.
O. M. Sandvib : Forenina for ncrsk Folkekunst. Oslo 1931.
Str. 47.
W związku z akcją Międzynarodowej Komisji Sztuki Ludowej
powstało w Norwegji w r. 1930 Towarzystwo dla badań nad norweską
sztuką ludową. Prezesem Towarzystwa jest wielki znawca muzyki lu
dowej Dr. O. M. Sandvik. Dowodem działalności nowej organizacji
jest pierwsze sprawozdanie wydane za r. 1930/31, które zawiera rów
nież odczyty wygłoszone na posiedzeniach Towarzystwa, a mianowi
cie : O. M. Sandvika, „Obecny stan badań nad norweską muzyką lu
dową“, G. Midttuna, „Sztuka i przemysł ludowy w Norwegji“, O.
Svinndala, „Współczesne tańce ludowe“, K. Liestola, „Norweska poezja
ludowa“.
p
K. Bob. V. Wikman ; Järul. Acta Academiae Aboensis Huma
niora VII. Abo 1931. S. 34.
Prof. Wikman przeprowadził dokładną analizę „järula“, t. j. wil
kołaka, w wierzeniach południowo - szwedzkich i stwierdził, że okre
ślenie to oznacza nietylko wilkołaka, ale i czarownika, odprawiającego
różne magiczne praktyki w okresie dwunastnic, a czasem wogóle bez
względnego, silnego ale złego człowieka. Autor sprostował też zapatry
wanie, jakoby nazwa järul miała jakikolwiek związek z nazwą
wschodnich Herulów (h) e r u 1, lecz zestawił ją jako pochodną rze
czowo i językowo od słów varulv, gerulv, określających również
wilkołaka.
p
Sigurd E ixen - Vara Konstnärliga Landskapskciraktärer. Sven
ska Kulturbüder. Fjärde Bandet, Del VII—VIII. Str. 29__64.
Praca dotyczy zagadnień z zakresu szwedzkiej sztuki ludowej.
łan Czekanowski : Rasy i ludy. Historja powszechna Trzaski,
Everta i Michalskiego. Str. 51—156. 4° duże.
Prof. Czekanowski odtwarza w tej pracy minioną przeszłość ca
łego świata przez umiejętne koordynowanie wyników badań antropo
logicznych, prehistorycznych, etnograficznych i lingwistycznych. Przy
tych rekonstrukcjach musiał autor pokonać wiele trudności, gdyż
o ile Afryka i Oceanja zostały już we właściwą syntezę ujęte, o tyle
Ameryka i Australja nie są jeszcze do etnologicznej syntezy odpo
wiednio przygotowane. Jeszcze gorzej przedstawiają się te stosunki na
terenie europejskim, gdzie panuje wielkie zróżniczkowanie w pracach
etnograficznych, prowadzonych zwykle tylko na terenie własnego
narodu czy państwa, bez właściwej dla tych zagadnień perspektywy
ogólnoeuropejskiej. Mimo tych trudności potrafił J. Czekanowski wy
dobyć stare elementy kulturowe w kręgach kulturowych całego świata,
254
i dać szereg ujęć ogólnych. Wielka ilość problemów została omówiona
w formie zwięzłej i treściwej. Tekst objaśniają liczne mapy pięciu
•części świata, wykonane przy pomocy Dra Stanisława Klimka.
Autor pragnął w swem ujęciu zwrócić uwagę historyków na
osiągnięte już wyniki w dziedzinie nauk antropologicznych i lingwi
styki, oraz spowodować jeżeli nie większe zainteresowanie się temi dotychczasowemi wynikami, to choćby dokładniejsze uwzględnianie ich
w dziedzinie nauczania. Byłoby rzeczą pożądaną, tak dla historji, jak
etnologji, aby cel ten osiągnął autor w całej pełni.
A. Fischer.
Jan Falkowski : Narzędzia rolnicze typu rylcowego. Studjum
paleo-etnologic.zne. Lwów, Towarzystwo Naukowe 1931. Str. 132. Z 76
rycinami i 1 mapą w tekście.
Autor doszedł do następujących wniosków :
1. Pierwsze przedstawienia rysunkowe i pierwsze znane nam na
rzędzia rolnicze europejskie pod względem budowy i kształtu dzielą
się na dwa typy, typ rylcowy z prostym grządzielem i typ płozowy
z wygiętym grządzielem. 2. Radło typu rylcowego z prostym grządzieleni jest najstarszem narzędziem rolniczem z zaprzęgiem zwierzę
cym w Europie. 3. Typ radeł płozowych z wygiętym grządzielem po-chodzi prawdopodobnie od lypu rylcowego, przyczem przemiana ta
odbywała się lokalnie, a szczególnie na obszarze Babilonji i Assyrji.
4. Radła płozowe rozpowszechniły się w Europie przez Greków, a na
stępnie po dostaniu się do Italji w stopniu mniej lub więcej udosko
nalonym przeszły wraz z wpływami cesarstwa rzymskiego do wszyst
kich terytorjów, wchodzących w jego skład. 5. Wśród radeł rylco
wych na obszarze Europy możemy zauważyć trzy grupy, które róż
nią się między sobą połączeniem rylca z grządzielem, oraz rękojeściami.
6. Na obszarach wschodnioeuropejskich mamy narzędzie rolnicze typu
rylcowego z prostym grządzielem, nazywane sochą, a występujące tu
w dwojakiej formie : sochy dwupolicowej z wielkim rogaczem i po
dwójnym zaprzęgiem wołowym, oraz sochy łopatkowej z hołoblami
i pojedynczym zaprzęgiem konnym. Dodana mapka podaje dokładny
zasiąg obu tych typów. 7. Rozwiązanie pochodzenia sochy leży raczej
w Azji, jak w Europie. Zwłaszcza o ile idzie o sochę łopatkową, to
zasada dwu- czy trójrylcowości mogła się łatwo dostać z Azji do Eu
ropy Wschodniej, tein więcej, że do tego typu należy zaprząg jedno
konny w przeciwieństwie do wołów, używanych na sąsiednich obsza
rach. Socha dwupolicowa powstała prawdopodobnie przez oddziały
wanie sochy łopatkowej na obszar zajęty przez radła rylcowe z za
przęgiem wołowym.
Wnioski te poparł autor licznym i starannie dobranym materjałem ilustracyjnym.
A. Fischer.
Wilhelm Köppers: Die Frage eventueller alter Kulturbeziehun
gen zwischen dem südlichsten Südamerika und Südostaustralien.
255
Reprinted from Proceedings of the Twenty-third International Congress
of Americanists, September 1928.
Prof. Köppers zwrócił uwagg w tym referacie na podobieństwa
kulturowe, zachodzące między Ziemią Ognistą a południowo-wschodnią
Australją, które wyraźnie wskazują na pewien wspólny ośrodek wyj
ściowy. Zdaniem autora, południowa Azja może być uważana za ten
obszar, z którego wyszły te grupy kulturowe, poczem spychane przez
coraz to nowe fale etniczne utrzymały się jedynie w postaci szczątkowej
na dwu krańcach, dziś tak odległych. Tezę swą popiera autor wynikami
badań językoznawczych W. Schmidta. Jakkolwiek na poparcie za
sadniczej tezy przytoczono wiele argumentów, to jednak ostateczny
wniosek został postawiony z wielką ostrożnością i wskazaniem na ko
nieczność dalszej dyskusji.
A. Fischer.
František Štampaeh : Kulturní primitivismus a civilisace.
Brno 1931. Str. 205.
Pierwiastków prymitywnych szuka autor u Słowian najpierw
w dziedzinie kultury materjalnej, w nieceniu ognia, zbieraniu poży
wienia, narzędziach rolniczych, w zastosowaniu drzewa i kamienia,
a przyton omawia również wierzenia związane z temi zjawiskami
kulturowemi. W kulturze społecznej pewne znamiona prymitywne
widzi autor w życiu miłosnem, obrzędach weselnych, stosunku do
dziecka i kobiety, uważanej za wcielenie zła, oraz w rozmaitych aktach
czarodziejskich i magicznych. Pierwotny charakter mają wedle Dra
Stampacha wreszcie wierzenia związane ze światem zmarłych i de
monów, wywołujących różne choroby.
W końcowych, ogólnych rozważaniach podkreślono trafnie emo
cjonalny stosunek ludu do różnych zjawisk, oraz wpływ odosobnienia
terytorjalnego na zachowanie się starych pierwiastków wierzeniowych.
Teoretyczne rozważania autora opierają się na bardzo bogatej lite
raturze, przyczem należy podkreślić znajomość zasadniczych prac pol
skich i etnograficznych zbiorów muzealnych we Lwowie.
A. F.
Edward Klich : Cygańszczyznci w „Chacie za wsią“ Kraszew
skiego. Odbitka z Prac Filologicznych T. XV, cz II. Warszawa 1931
Str. 52.
Prof. Klich wskazuje na źródła wyrazów cygańskich w „Chacie
za wsią“ Kraszewskiego, a mianowicie na artykuł w „Przegl. Pozn.“
1851, 414 i P. Lacroix, Le moyen âge et la renaissance. Paris 1848.
Uwagi, objaśniające wyrazy cygańskie w „Chacie za wsią“, mają pewne
znaczenie także dla etnografa. Przy tej sposobności przypomniano zu
pełnie słusznie szereg prac polskich i obcych z zakresu cyganistyki. F.
Narciso Garay : Tradiciones y cantares de Panama. Ensayo
folklorico. B. m. w. 1930. Str. 203.
Poseł Narcyz Garay ujął w pięknej literackiej formie etnografję
Panamy, przyczem podał wiele ciekawych szczegółów z zakresu sztuki
ludowej Indjan panamskich.
256
Stanisław Klimek : Çontributo ail’ aimlisi raziale délia serie
craniologica dei Samoiedi. Estratto dalP „Archivio per PAntropologia
e l’Etnologia“ LIX 1929. fase. 1—4. Firenze 1931. S. 21 + 3 tablice.
Wśród wniosków, do jakich doszedł autor na podstawie analizy
czaszek Samojedów w Muzeum Antropologicznem we Florencji, na
podkreślenie zasługuje wynik, że skład rasowy ludności samojedzkiej
zbliża się więcej do ludności centralno - azjatyckiej, aniżeli do naj
bliższych ich sąsiadów Ostjaków. Wynik ten odpowiada zapatrywa
niom filologów, którzy dawne siedziby Samojedów umieszczają w Syberji południowej i nawet nawiązują Samojedów do grupy ludów
uralsko - ałtajskich.
p
DIALEKTOLOGJA POLSKA W LATACH 1915-1930.
(Przegląd bibljograficzny).
Spis skrótów: BSL.: Bulletin de la Société de Linguistique
de Paris. — JP.: Język Polski, Kraków. — MPKJ.: Materjały i Prace
Komisji Językowej Pol. Akad. Urn., Kraków. — PKJ.: Prace Komisji
Językowej Pol. Akademji Um., Kraków. — Pr. Fil.: Prace Filolo
giczne, Warszawa. — Rozpr.: Rozprawy Wydziału Filologicznego Pol.
Akad. Um., Kraków. — RS.: Rocznik Slawistyczny, Kraków. -— SI.
Occ.: Slavia Occidentalis, Poznań. — Spr.: Sprawozdania z czynności
i posiedzeń Polskiej Akademji Umiejętności, Kraków. — STNLw.:
Sprawozdania Towarzystwa Naukowego we Lwowie. — Symb.: Symbolae Grammaticae in hcnorem Joannis Rozwadowski, Cracoviae t. I,
1927, t. II, 1928.
Założycielem dialektologji polskiej jest — jak wiadomo — Lucjan
Malinowski (1839—1898), właściwym jednak jej twórcą nazwiemy
Kazimierza Nitscha. Uczony ten potrafił nietylko znaczne połacie Polski
pod względem dialektycznym zbadać i opracować, ale także i innych
do owocnej pracy w tym kierunku zachęcić. Dzięki jego wysiłkom
i inicjatywie osiągnęła dialektologja polska bardzo wysoki poziom
i wysunęła się na czoło słowiańskich badań diaiektologicznych. Bezpo
średnie zetknięcie się z mową ludu polskiego pozwoliło Nitschowi
ocenić należycie i wyzyskać dla swoich celów także przez etnografów
zebrany materjał z zakresu kultury umysłowej, co mu w znacznym
stopniu ułatwiło przygotowanie pierwszego syntetycznego zarysu dia
lektologji polskiej, jakim jest rozprawa : Dialekty języka polskiego
w Encyklopedji Polskiej III (1915). oraz w zbiorowej Gramatyce ję
zyka polskiego (1923). Świetną ilustracją tej pracy jest chrestomatja:
Wybór polskich tekstów gwarowych (Lwów 1929, str. XIX+264+
+ mapka orjentacyjna). Zapoznanie się z nią umożliwi jeszcze bardziej
zdanie sobie sprawy z właściwości dialektów polskich. Dwa te kapi
talne dzieła stanowią największe i najważniejsze pozycje naukowego
dorobku Nitscha w nowej dobie rozwoju polskiego językoznawstwa.
Obok nich na baczną uwagę zasługują: Monografje polskich cech gwa-
257
rowych. Nr. 1. Fonetyka międzywyrazowa. Nr. 2. Małopolskie „ch“
(Kraków 1916, str. 58+mapa), Nr. 3. Prasłowiańskie „ł“ [sonantyczne]
(Kraków 1916, str. 47 + mapa). Rec. A. Mfeillet] (BSL. XXI, 1920,
291). — Referat p. t, Z zagadnień polskiej geograjji językowej
(Spr. XX, 1915, nr. 7, str. 4—6) oraz rozprawa: Z geografji wyrazów
polskich (RS. VIII, 1918, 60—150) oznaczają początek nowego okresu
w twórczości naukowej Nitscha, a mianowicie zwrot ku geografji
językowej. Odtąd zmierza on ku jednemu celowi, którym jest opra
cowanie atlasu lingwistycznego Polski. Układa i rozsyła szereg kwestjonarjuszy dotyczących słownictwa ludowego w związku z kulturą
ludową. Obejmują one: 1. wyrazy oznaczające pokrewieństwo,
2. wyrazy oznaczające części cepów, 3. nazwy części ciała ludz
kiego, 4. nazwy dzikich zwierząt (niehodowanych), 5. wyrazy
służące do oznaczania rachuby czasu, 6. wyrazy oznaczające
pogodę, 7. wyrazy oznaczające jarzmo wołowe, 8. wyrazy
oznaczające sanie, 9 wyrazy oznaczające barwy. Sposób wyko
nywania pracy objaśnia artykuł : Zbieranie słownictwa ludowego
(Szkoła i Wiedza I, 1926/27, 223—9). Rozwój tych badań pozwalają
nam śledzić krótkie sprawozdania, jakie z nich Nitsch pomieszcza
w Języku Polskim począwszy od rocznika VIII (1923). Prócz tego
z inicjatywy i pod kierownictwem Nitscha rozpoczęto już badania
mające doprowadzić dc atlasów lingwistycznych trzech mniejszych
obszarów: gwar góralskich (w opracowaniu M. Małeckiego), gwar
województwa łódzkiego (w opracowaniu Z. Stiebera) i gwar wielko
polskich (w opracowaniu A. Tomaszewskiego). Atlasy te uwzględnią
zarówno właściwości gramatyczne, jak słownikowe. Będą one rodzajem
generalnej próby przed przystąpieniem do wielkiej pracy nad atlasem
językowym całej Polski, jak to wyłuszcza Nitsch w programowym
artykule: Atlas językowy województwa łódzkiego (Rocznik oddziału
łódzkiego Polskiego Towarzystwa Historycznego 1929/1930, str.
158—64). O rozległości zainteresowań Nitscha słownictwem ludowem
świadczy także referat: O potrzebie organizacji informacyjnej
W sprawach słownictwa, wygłoszony na zjeździe filologów w Pra
dze w r. 1929, Výtahy z přednášek [str. 1—2]. Wyobraża ją sobie
Nitsch w następujący sposób : „W każdym kraju słowiańskim tworzy
się biuro centralne, które ma się wystarać o szereg informatorów,
reprezentujących dobrze im znane gwary miejscowe i gotowych udzielać
informacyj co do formy, a zwłaszcza co do znaczenia wyrazu, ewen
tualnie co do wyrazów oznaczających pewne pojęcie“. Najnowszą pracą
Nitscha z zakresu słownictwa ludowego jest razem z E. Mrozówną
napisany artykuł: Mazowieckie wyrazy przyrodnicze. 1. Gryka
(Lud Słowiański 1/2 A, 1930, str. 245 — 56 + mapa).
Obrazu prac dialektologicznych Nitscha dopełniają: Nowe dane
o granicach dialektów polskich (Spr. XX, 1915, nr. 3, str. 2 —3),
Mapa narzeczy polskich z objaśnieniami (Kraków 1919, str. 7 Pmapa),
artykuł: Dawni polscy pastorowie na Śląsku pruskim (JP. VII, 1922,
102—6), stanowiący cenny przyczynek do znajomości śląskich narzeczy,
Lud T. XXX.
17
258
nieobojętna także i dla kwestji pochodzenia polskiego języka literac
kiego rozprawa : Z historji narzecza małopolskiego (Symb. II,
451—65), oraz wspólnie z I. Steinem dokonane Zapiski gwarowe ze
środkowej Galicji (MPKJ VII/1, 1915, 183—234).
Zainteresowanie także niejęzykoznawcy wzbudzić musi pod wspól
nym tytułem- Granice państwa a granice języka polskiego ogło
szony cykl artykułów, w których Nitsch określa dokładnie granice
etnograficznego terytorjum polskiego i ich stosunek do granic pań
stwowych. Cykl ten składa się z następujących części: I. Polacy na
dawnych Węgrzech (JP. V, 1920, 97—101), II. Granica polskoczeska (JP- VI, 1921, 41—6), III. Granica polsko-niemiecka na
Śląsku (JP. VII, 1922, 97—102), IV. Południowa i zachodnia gra
nica Wielkopolski (JP. VIII, 1923, 33—7), V. Zachodnia granica
polskiego Pomorza (JP. IX, 1924, 80—6), VI Północna granica
polsko-niemiecka (JP X, 1925, 129—35). Szkoda, że dotąd nie do
kończył cyklu i nie omówił granicy polsko-litewskiej i polsko-ruskiej
w szerokiem tego słowa znaczeniu. Brak ten jednak można sobie
zgrubsza uzupełnić na podstawie rozdziałów: Terytorjum języka
polskiego oraz Dialekty pograniczne: przejściowe i mięszane z jego
Dialektów języka polskiego (Gramatyka zbiorowa, 1923).
Na wzmiankę zasługują wreszcie z dużem zacięciem polemicznem
pisane artykuły: Mowa poznańska w beletrystyce (JP. VI, 1921,
82—5),0 poszanowanie odrębności prowincjonalnych (JP. VII, 1922,
33—7), O język małopolski (ibid. 142 7). Walczy w nich Nitsch
o podniesienie kultury językowej zarówno u pisarzy, jak i w szerokich
warstwach inteligencji.
Dzielnych pomocników w pracy na dialektologicznej niwie znalazł
NiiscJi w O. Chomińskim, P. Jaworku, E. Klichu, M. Małeckim, Z. Stie
berze i A. Tomaszewskim. O. Chomiński opisał wzorowo: Dialekty
polskie okolic Rymanowa (MPKJ. VII/1, 1915, 75—182 + mapa). Do
tych okolic odnoszą się także: Teksty i przyczynki gwarowe zl okolic
Iwonicza zebrane przez S. Papierkowskiego (Pr. Fil. XIV, 1929,
94—128), E. Klich opracował: Narzecze wsi Borki Nizińskie1)
(PKJ. II, Kraków 1919, str. 107) oraz podał wiadomość o Gwarze
Siemińskiej12) na podstawie pozostawionej w rękopisie pracy S. Ramułta (f 1913) (Sprawozd. Poznań. Tow. Przyj. Nauk 1927, 7—8; 1928,
19—21). P. Jaworek przedstawił nam Gwary na południe od Chrza
nowa (MPKJ. VII/2, 1920, 319—426), A. Tomaszewski: Gwarę Łopienna i okolicy w północnej Wielkopolsce (PKJ. XVI, Kraków 1930,
str. IV + 223); por. przy tem jego artykuły: Stosunek gwary Łopienna
do innych wielkopolskich (Symb. II, 467—72) oraz Samogłoski „Ů“,
„o“ w gwarach północnej Wielkopolski (Pr. Fil. XII, 1927, 130—4).
Z wielkopolskim obszarem językowym związane są jeszcze inne prace
Tomaszewskiego: O dialektach wielkopolskich (Wiadomości Spółki
1) W pow. mieleckim.
2) Siemień, wieś w okolicach Żywca.
259
Pedagogicznej I, nr. 3. Poznań 1925, str. 1—4), Błędy językowe
uczniów szkół poznańskich (JP- XII, 1927, 45—52 i 81 —4), „Roz-“
i „uoz-“ na terenie Wielkopolski (SI. Occ. V, 1927, 209—12). Od
S. Ciszewskiego pochodzi: Przyczynek do słownika gwary wielko
polskiej (Pr. Fili VIII, 1916, 94—100). M. Małecki zajmuje się specjalnie
dialektem tatrzańskich górali. Wyniki swoich badań zawarł w pracach'
Archaizm podhalański (wraz z próbą wyznaczenia granic tego
dialektu) (Monografje polskich cech gwarowych, nr. 4, Kraków 1928,
str. 46+ mapa) oraz Spiskie ,,-x“ (Symb. II, 443—9). Nadto S. Bąk
przygotował do druku duży opis rodzinnego narzecza lasowskiego, czego
dowodzą referaty: Gwara „lasąwska“ Grębowa i okolicy (STNLw.
VI, 1926, 12—8) Morfologja gwary „łasowskiej“ (Grębów i okolica
pod Tarnobrzegiem) (Spr. XXXIII, 1928, nr. 2, str. 6—13), Tenże
sam autor ogłosił także artykuły: Gwarowe „Sůdáméř“ (Pr. Fil. XII,
1927, 215—22), w którym objaśnia tę dialektyczną formę Sandomierza,
następnie O pochodzeniu form typu „uźon, vžena“ (Symb. II,
409—14), odpowiadających literackim wziął, wzięła. Bardzo ciekawym
przyczynkiem do znajomości'narzecza śląskiego, w szczególności zaś
gwary Polaków w Morawskiej Ostrawie, jest wydany przez Bąka i ko
mentarzem opatrzony Pamiętnik żołnierza-legjonisty (Katowice 1930,
str. 47+ mapa). H. Świderska opracowała Dialekt księstwa łowickiego
(Pr. Fil. XIV, 1929, 257—413), W. Malinowski zapoznał nas z zachodniomazowiecką Gwarą rębowską1) (Bibljoteczka słuchaczów Państwo
wego Wyższego Kursu Nauczycielskiego w Lublinie, nr. 5, 1925, str. 23),
IÎ. Pastuszeńkówna zbadała: Mazowieckie (i ruskie) cechy dialek
tyczne między dolną Wisłoką a dolnym Sanem (Lud Słowiański
1/1 A, 1929, 139—68+6 map).
Wspominałem już o zajęciu się Nitscha geografją wyrazową.
Pod jego wpływem zaczęła na tem polu pracować A. Obrębska. Owocem
jej badań jest książka: „Stryj, wuj, stvak*'w dialektach i historji
języka polskiego (Monografje polskich cech gwarowych nr. 5, Kraków
1929, str. 100+3 mapy). Wymienię tu jeszcze referat J. HeydziankiPilatowej : Próba ujęcia polskiego słownictwa ludowego w zakresie
wyprawy lnu (STNLw. IX, 1929, 87—91).
Całkiem odrębne stanowisko wśród prac dialektologicznych zaj
mują prace J. Czekanowskiego, badające cechy dialektyczne polskie
w świetle kryterjum ilościowego. Należą do nich: rozpatrzenie zróżnicz
kowania leksykalnego dialektów polskich w książce p. t Wstęp do
historji Słowian. Perspektywy antropologiczne, etnograficzne,
prehistoryczne i językoznawcze (Lwów 1927, str. 142—55) oraz roz
prawa Z badań nad zróżniczkowaniem morfologicznem dialektów
polskich (Pr. FU. XII, 1927, 330—54), wreszcie artykuł : Terytorja
antropologiczne i zróżniczkowanie dialektyczne polskiego obszaru
językowego (Symb. II, 427—36).
) Rębowe, wieś w pow. płockim.
17*
260
Polszczyzna Polaków mieszkających poza zwartym polskim ob
szarem etnograficznym stanowi również przedmiot zainteresowań pol
skiej dialektologji. O języku Polaków „litewskich“ pisali K. Nitsch :
Język polski w Wileńszczyźnie (Przegl. Współcz. IV, 1925, nr. 33,
str. 25—32), H. Szwejkowska : Imiesłów czynny przeszły na ,,-szy“
(JP. XIV, 1929, 71—5) oraz Właściwości składniowe dopełniacza
przy imiesłowie biernym w polszczyźnie litewskiej (ibid. 133—6).
Dodać tu można prace niejęzykoznawców E. Maliszewskiego : Granica
językowa polsko - litewska w b. powiecie trockim (Księga ku czci
L. Krzywickiego, Warszawa 1925, str. 231—50) i J. Jakubowskiego :
Język polski w Kowieńszczyźnie (Przegl. Współcz. IX, 1930, nr. 95,
str. 450—6). W okolice południowo-wschodnie przenosi nas artykuł
R. Kubińskiego: Błędy ortograficzne i gramatyczne w zadaniach
uczniów lwowskich (JP- VIII, 1923, 145—8), w których się przeja
wia niejedna cecha gwary lwowskiej. Zanotować też warto artykuł
niejęzykoznawcy J. Wąsowicza : O polskiej wyspie etnograficznej
koło Żytomierza (Polski Przegląd Kartograficzny 1926, str. 186—90).
W ślady Kubińskiego poszedł W. Pniewski i w artykule: Błędy i wła
ściwości językowe w zadaniach młodzieży polskiej w Gdańsku
w świetle dialektów pomorskich i języka niemieckiego (Rocznik
Gdański I, 1927, 19—r56) zebrał szereg spostrzeżeń o języku polskim
gdańskich Polaków. M. Małecki wreszcie omówił: Polskie kolonje
w Bośni i ich język (JP. XII, 1927, 97—108) i Polskie wyspy języ
kowe na Słowaczyźnie I. (JP. XIII, 1928, 128—34 i 164—71), II. (JP.
XV, 1930, 1—9). O jednej z polskich wysp na Słowaczyźnie przynosi
wiadomości artykuł czeskiego uczonego J. Polivki : Zbytky polštiny
v Gemerské župě (Listy Filologické XLVII, 1921, 23—30).
Do tych prac, których treścią rozpatrzenie jakiegoś szczegóło
wego problemu na materjałe dialektycznym, dorzucićby można dwie
monografj^jz historji języka polskiego, a mianowicie W. Taszyckiego:
Imiesłowy czynne, teraźniejszy i przeszły 1. w języku polskim
(Rozpr. LXI, nr. 5, Kraków 1924, str. 74) i W. Kropaczka : Zwrot
„accusativus cum infinitivo“ w języku polskim (Pr. Fil. XIII, 1927,
424—96). Obie bowiem posiadają osobne rozdziały z dokladném opi
saniem odpowiednich zjawisk w polskich dialektach.
Historyczna diałektołogja polska przedstawia się ciągle jeszcze
bardzo skromnie, bez przesady powiedzieć można, że jako oddzielna
gałąź nauki o polskim języku niemal dotąd nie istnieje. A przecież
nawet najstarsze zabytki języka polskiego dostarczają pewnych wska
zówek w tej mierze, nawet rozproszone w łacińskich dokumentach
średniowiecznych pojedyncze wyrazy polskie zawierają w sobie od
bicie pewnych cech dialektycznych. Dowodzi tego choćby włączony
do pracy W. Taszyckiego o Najdawniejszych polskich imionach
osobowych (Rozpr. LXÏI, nr. 3, Kraków 1925, str. 124) rozdział p. t.
Ślady dialektyczne w imionach (str. 62—3). Po dokladném tych
zabytków zbadaniu otrzymamy niewątpliwie niejedną ważną wska
zówkę do chronologji i rozmieszczenia tej czy innej gwarowej właści
261
wości. Należy się spodziewać, że rzecz wybitnie posunie naprzód fiń
ski slawista E. Nieminen, który od lat kilku przygotowuje wielkie
dzieło o języku średniowiecznych polskich rot przysiąg sądowych.
Drobną cząstkę wyników swoich badań ogłosił już w artykule : Bei
träge zur historischen Dialektologie der polnischen Sprache. I.
Die Pronomina der 1. Person als Subjekt. 11. Zahlenverbindungen
(Lud Słowiański 1/2 A, 1930, 256—96). Przyczynkami do historycznej
dialektologji polskiej są także następujące artykuły E. Nieminena :
Polska końcówka -och u> loc. pi. rzeczowników (Symb. 11, 381--8),
i H. Gaertnera: Z przeszłości dzisiejszych cech gwarowych. I. Formy
narzędnika l. mn. z końcówką -ma (STNLw. VIII, 1928, 159—63,
też Pr. Fil. XIV, 1929, 165—84). Dodać do tego wszystkiego należy
artykulik K. Nitscha: Próbka staropolskiego prześmiewania gwary
ludowej (JP. III, 1916, 138—9), co ma wartość nietylko historycznokulluralną, ale także historyczno-językową.
Z artykułami Nitscha o granicach językowego terytorjum polskiego
łączy się ściśle wcześniejsza zresztą od nich rozprawa M. Z. Kryńskiego:
Rozwój terytorjalny języka polskiego (Pr. Fil. Vlil, 1916, 559 623).
Opierając się na danych statystycznych, stara się Kryński wykazać,
jakim zmianom uległo w ostatnich dziesiątkach lat terytorjum języka
polskiego pod względem ilościowym. Inncmi słowy idzie autorowi
o przedstawienie tendencyj rozwojowych żywiołu polskiego. Ludności
polskiej na Śląsku poświęcił osobną pracę A. Dudziński: Polacy na
Śląsku (Prace Geograficzne IV, Lwów 1919, str. 50+7 tablic + mapa),
o ludności zaś polskiej na Pomorzu traktują prace E. Romera: Polacy
na kresach pomorskich i pojeziernych (Prace Geograf. II Lwów 1919,
str. 255+7 map) oraz S. Pawłowskiego: O rozmieszczeniu ludności
polskiej w województwie Pomorskiem (Wydawnictwa Instytutu
Geograf. Uniw. Poznańskiego, zeszyt 2—3, Poznań 1927, str. 83—103+2
tablice+1 mapa). Prace wymienione nie są wcale obojętne także dla dia
lektologa. Na materjale historycznym i wynikach badań dialektycznych
buduje swoje wnioski J. Czekanowski, który w znanej książce :
Wstęp do historji Słowian (Lwów 1927) poświęcił osobny rozdział:
Rozwojowi terytorjum polskiego (str. 134—66). O trochę dawniej
szych mapach języka polskiego informuje recenzja K. Nitscha (JP. III,
1916, 23—9). Warto też przeczytać uwagi tego uczonego na temat mapy
dołączonej do poświęconego zachodnim Słowianom tomu Slovanských
Starožitnosti Niederlego (RS. IX/2, 1930, 168—70).
Wchodzący w granice polskiego terytorjum językowego obszar dia
lektyczny pomorski (kaszubski) został uprzystępniony badaczom — jak
wiadomo — przedewszystkiem w pracach F. Lorentza. Przedwojenny
swój dorobek wzbogacił on monumentalnem dziełem, jakiem są zebrane
przezeń: Teksty pomorskie (kaszubskie) (Kraków, Polska Akad.
Umiejętności 1924, str. XCVI+836+ mapa) i bardzo pożyteczną książką
niemiecką: Geschichte der pomoranischen (kaschubischen) Sprache
(Berlin 1925, str. XI+236+ mapa). Rec. M[eiilet] (BSL. XXVI, 1925,
200—8), N. van Wijk (Zeitschr. f. slav. Philologie III, 1926, 464—71),
262
A. Marguliés (Archiv f. slav. Phil. XLI, 1927, 152—4), K. H. Meyer
(Indogerm. Forschungen XLVI, 1928, 111—9). Obszerniej od niej i szcze
gółowiej przedstawia system gramatyczny kaszubszczyzny tegoż
autora Gramatyka pomorska, wydawana staraniem Instytutu Zachodnio-słowiańskiego w Poznaniu. Dotąd wyszły dopiero dwa
zeszyty, obejmujące uwagi wstępne, opis .źródeł i część wokalizmu
(Poznań 1927 i 1929, razem str. 216 + mapa). Dla celów prak
tycznych
przeznaczona
jest
jego Kaschubische Grammatik
(Danzig lOydHjStr. ITI+97). Z prac pomniejszych Lorentza wspomnę:
Pomořan . „setmd“ (Prace Lingwistyczne ofiarowane J. Baudouinowi
de Courtenay, Kraków 1921, str. 61—5), Pomoranische Ergänzungen
zum etymologischen Wörterbuch [Bernekera] (SI. Occ. II, 1922,
158—64), Die Sprache des Pontanus (Sl. Occ. IIl/lV, 1925, 188—214),
Pomoranische Isoglossen (Symb. II, 437—42).
Do najogólniejszej orjentaeji w stosunkach językowych polskiej
części Pomorza posłużą doskonale K. Nitscha: Dialekty języka pol
skiego (Gramątyka języka polskiego [zbiorowa], Kraków 1923,
479—91), ściślej mówiąc §§ 23—26 zatytułowane: Właściwości dia
lektów kaszubskich, następnie artykuł M. Rudnickiego: Charakte
rystyka języka [polskiego Pomorza] (Polskie Pomorze I, 1929,.
231—69).
Zabytkami kaszubskiemi prócz wymienionej już rozprawy Lorentza
o języku Pontanusa (Mostnika) zajmuje sję artykuł Łęgowskiego:
Pomorskie zabytki językowe z 16. i 17. wieku (Księga pamiątkowa
akademickiego Koła pomorskiego przy 'Jjniwersytecie Poznańskim,
Poznań 1929, str. 21—30). Znajdujemy w niej omówienie przekładu
Duchownych pieśni Lutra, dokonanego przez Sz. Krofeja (1586), małego
katechizmu Lutra, przygotowanego przez M. Mostnika (1643) i i.
Artykuł B. Śląskiego: Mrongowjusz jako leksykograf kaszubski
(SI. Occ. VI, 1927, 213—24) powiększa zasób naszych wiadomości z za
kresu słownictwa kaszubskiego, dając wykaz blisko 200 wyrazów ka
szubskich, wybranych z ułożonego przez Mrongowjusza niemieckopolskiego słownika (1837). W dziedzinę fonetyki kaszubskiej prowadzą
nąs bardzo ważne i cenione studja T Lehra-Spławińskiego: Akcent
pomorski (w książce Ze studjów nad akcentem słowiańskim, PKJ. I,
1917, 41—63) tudzież O pochodzeniu pćłnocno-pomorskich różnic
intonacyjnych (SI. Occ. VII, 1928, 391—402). Wspomnieć też przytem
należy artykulik M. Rytarowskiej : Kilka słów o skróceniu grupy
„tort“ w narzeczu słowińskiem (Symb. II, 393—6).
Lwów, 30 czerwca 1930.
Witold Taszycki.
KRONIKA ETNOLOGICZNA.
Siedemdziesięciolecie Prof. Macieja Murki. Siedemdziesiątą rocz
nicę urodzin obchodził 10 lutego 1931 r. Dr. Maciej Murko, profesor
filologji południowosłowiańskiej w Uniwersytecie Karola w Pradze,
w pełni sił żywotnych i rozkwicie twórczej pracy. Jubileusz tego zna
komitego Słoweńca jakoś przeszedł we właściwym czasie bez echa
u nas. Oddając na łamach „Ludu“ hołd zasługom tego wielkiego uczo
nego, pragniemy wywiązać się z tego długu slawistyki polskiej, którą
z prof. Murką łączą liczne także związki.
Życiorys' Murki, to imponujący zaiste obraz niezmordowanej
pracy w różnych dziedzinach filologji słowiańskiej, pracy wieńczonej
wynikami często nawet wspaniałemi. Prof Murko odznacza się bar
dzo szerokiemi horyzontami, nadzwyczajną intuicją i wielką logicz
nością sądu, co połączone z olbrzymiem oczytaniem, pozwoliło jubi
latowi stać się jednym z najwybitniejszych slawistów współczesnych.
Maciej Murko (ur. 1861 na Drstelu koło Ptuja w Krainie) studjował na uniwersytecie wiedeńskim, gdzie wówczas jeszcze działał
sławny slawista, także Słowieniec, Franciszek Miklogič-Pod jego to
kierunkiem stawiał młody Murko pierwsze kroki na polu naukowemu
Po chlubném ukończeniu studjów w r. 1896, odbywał dłuższe podróże,
m. in. do Rosji i do Czech. Już w pierwszych swych pracach zajmował
się przedewszystkiem temi dwiema gałęziami filologji słowiańskiej,
które później miały pozostać jego specjalnością : dziejami starszego
okresu literatur słowiańskich, oraz etnografją. Później zainteresowa
nia literackie rozszerzyły się na ogólną historję kulturalną Słowian,
a terytorjalnie zakres studjów Murki zacieśnił się do Słowiańszczyzny
południowej, ze szczególnem uwzględnieniem Serbochorwatów i Słowieńców. Z latami zyskiwał sobie Murko opinję najlepszego znawcy
zagadnień, złączonych z etnografją i dawniejszą historją kulturalną
tych ludów.
Niebawem otworzyła się przed młodym i ogromnie zdolnym Słowieńcem karjera uniwersytecka. Mając lat 35, wydaje Murko swą
głośną prapę p. t. „Wpływy niemieckie na początki romantyzmu u Sło
264
wian“ (po niemiecka), która pozwoliła mu się habilitować w rok póź
niej (1897) w uniwersytecie wiedeńskim. W r. 1902 Murko zostaje
zwyczajnym profesorem filologji słowiańskiej w Gracu (Styrja), gdzie
działa aż do r. 1917, kiedy to obejmuje katedrę slawistyki w Lipsku.
Wkońcu przechodzi w 1920 roku na starodawną wszechnicę czeską
w Pradze, na utworzoną tam świeżo katedrę filologji południowosłowiańskiej. Na tern stanowisku pozostaje Murko do chwili obecnej,
która zmusza go juz do przejścia na emeryturę.Nie znaczy to bynaj
mniej jednak, by cieszący się pełnią sił, znakomity uczony miał odstą
pić od swej ulubionej pracy.
Z prac Murki, tak bardzo liczných, możemy wymienić tu zaled
wie kilka. Oprócz wymienionej już pracy habilitacyjnej, wielkie bar
dzo znaczenie mają : monografja, zatytułowana „Znaczenie reformacji
i przeciwreformacji dla życia umysłowego Słowian południowych“
(po niemiecku, praska „Slavia“, 1927), „Obecny stan jugosłowiańskiej
ludowej poezji epicznej“ (po czesku i po francusku „Le Monde Slave“,
(1928). „Wielki zbiór słowieńskich pieśni ludowych z melodjami“
(po słowieńsku, w czasopiśmie „Etnolog“, Lubiana, 1929) i wkońcu
wielkiej doniosłości dzieło, wydane w Paryżu 1929 r„ kiedy Murko
zaproszony był przez paryski Instytut Słowiański na wykłady gościnne:
„Jugosłowiańska ludowa poezja epiczna“ („Travaux publiés par l’Insti
tut d’Etudes Slaves“, t. X, 1929). [Por. „Lud“ XXIX, 112],
Acz nie specjalista w naszych sprawach, orjentuje się w nich prof.
Murko dobrze. W Polsce był niejednokrotnie, a i we Lwowie w 1924
roku, kiedy poszukiwał w tutejszych archiwach śladów działalności
wielkiego działacza odrodzenia narodowego słowieńskiego, Macieja
Copa, niegdyś profesora gimnazjalnego we Lwowie (w latach 20-ych
zeszłego wieku). Rozprawę o tymże Copie, jednym z najpierwszych
entuzjastów poezji polskiej wśród Słowieńców, zamieścił Murko w II
toime lublańskiego czasopisma „Časopis za slovenski jezik, književnost
in zgodovino“.
Podnieść należy osobno, że oprócz badań naukowych, Murko stara
się o podniesienie i rozwój współczesnej slawistyki i na innem polu,
a mianowicie praktycznie - organizacyjnem. Bierze żywy udział w pra
cach praskiego Instytutu Słowiańskiego i w jego to ramach uczynił
bardzo wiele dla szerzenia znajomości spraw słowiańskich wśród szer
szych warstw społeczeństwa. Jako przewodniczący I. Zjazdu Filologów
Słowiańskich w Pradze 1929 r., okazał się organizatorem wprost zna
komitym i Zjazd ten tak okazały swój przebieg zawdzięcza w wiel
kiej mierze nieznużonym wysiłkom prof. Murki.
W uznaniu zasług położonych dla nauki słowiańskiej wszystkie
bodaj słowiańskie akademje nauk i liczne towarzystwa naukowe mia
nowały go swoim członkiem, jakoteż otrzymał on liczne wysokie od
znaczenia.
Niewątpliwie, wolny teraz od swych obowiązków uniwersytec
kich, będzie mógł prof. Maciej Murko jeszcze pełniej poświęcić się
265
swej umiłowanej nauce, w której to pracy tak wydatnie pomnażał
wartości kulturalne nietylko swego narodu, ale wszystkich Słowian.
Dr. Henryk Batowski.
Sześćdziesięciolecie Prof. Franciszka Ilešicia. Oprócz prof. Ma
cieja Murki, jeden jeszcze wybitny uczony Słowieniec obchodził swój
jubileusz w r. 1931 - profesor uniwersytetu zagrzebskiego Dr. Franci
szek Ilegić dożył łat sześćdziesięciu.
Franciszek Ilegić, jeden z najlepszych współczesnych znawców
nowszej literatury słowieńskiej i serbochorwackiej, posiada w swym
dorobku naukowym szereg prac dużej doniosłości Jeszcze przed ukoń
czeniem studjów filozoficznych, jakie odbywał na uniwersytecie
w Gracu (promował się tam sub auspiciis w 1901), ogłaszać zaczął
prace naukowe z zakresu literatur ludów dzisiejszej Jugosławji, zaj
mując się zarówno piśmiennictwem Słowieńców, jak i Serbochorwatów i starając się wyszukać i podkreślić momenty, wskazujące na
istnienie u omawianych pisarzy poczucia jedności Jugosłowian i wspól
ności ogólnosłowiańskiej. O pierwszym znakomitym poecie słowieńskim
Pregernie ogłosił studjum w 1900 r. p. t. „Pregeren in Slovanstvo“ (P.
a Słowiańszczyzna), a o wybitnym poecie chorwackim Stanku Vrazie,
przywódcy „ilirskiego“ ruchu narodowego w XIX w., cenne również
studjum „U znaku razvitka“ (Pod znakiem rozwoju), gdzie wypowie
dział swoje credo, mówiące, że Słowieńcy powinni zjednoczyć się ję
zykowo z Serbochorwatami, zgodnie z wielką tradjTiją ruchu ilir
skiego, zgodnie z ideą o tylko jednym wielkim narodzie południowosłowiańskim.
Nietylko jednak o nowszej literaturze pisał Ilegić. Wydał również
szereg studjów z okresu preromantyzmu, a dalej, poza zakresem
historji literatury, studjów językoznawczych oraz etnograficznych.
Z tej ostatniej dziedziny drukował różne prace, notatki i recenzje
także w czasopismach polskich, np. w „Przeglądzie historycznym“,
„Ludzie“ i i.
Następnie osobno podnieść należy działalność Ilegicia jako pu
blicysty, z talentem i temperamentem walczącego w imię wyznawa
nych przez siebie i naukowo udowadnianych zasad, po słowieńskich,
serbskochorwackich, czeskich i polskich czasopismach, nawet codzien
nych. Osobno wymienić należy jego działalność społeczną, najchlubniejszą zwłaszcza na stanowisku długoletniego prezesa Macierzy Słowień
skiej w Lublanie.
Na koniec zaś pozostawiamy omówienie, choć w kilku tylko sło
wach, wielkiej i ogromnie zasłużonej działalności Ilegicia jako polonofila. O tym temacie możnaby bezmała tom napisać. I w czasie
działalności w Lublanie do r. 1918, i od tego czasu w Zagrzebiu, jako
profesor gimnazjalny i jako profesor uniwersytetu, jako prezes Ma
cierzy Słowieńskiej w Lublanie i jako obecny, a od lat stale wybie
rany prezes Towarzystwa Polsko - Jugosłowiańskiego w Zagrzebiu —
nieznużenie szerzy Ilegić znajomość spraw polskich i sympatję dla
naszych ideałów wśród elity społeczeństwa jugosłowiańskiego, wal
266
cząc dla naszej sprawy słowem i piórem, wygłaszając przemówienia
i odczyty, pisząc artykuły i większe studja ogólno-kulturalne, nau
kowe i polityczne. Specjalnie należy tu wymienić jego interesujące
studjum p. t. „Danagnja Poljska“ (Dzisiejsza Polska), wydane w Białogrodzie 1927. Ostatnio napisał Ilegić większą rozprawę o stosunku
Serbochorwatów i Słowieńców do powstania listopadowego, obecnie
zaś, jak nam wiadomo, pisze inną na temat „Mickiewicz a poeta
serbski Milutinovic“.
Często przebywając w Polsce, poznawszy ją całą zupełnie dokład
nie, pozyskał sobie Ilegić wielu bardzo w niej przyjaciół. Nie zanied
buje i u nas swej pracy propagatorskiej, wygłaszając odczyty i ogła
szając artykuły o sprawach jugosłowiańskich. Osobiście człowiek
niezmiernie miły i uczynny, stara się iść Polakom, interesującym się
sprawami jugosłowiańskiemi, jak najbardziej na rękę. A przyjaźń swą
dla nas posuwa tak daleko, że gdy sio,.pojawi jaki niesprawiedliwy
sąd o Polsce i poza Jugosławją, naprzykład w prasie czeskiej, i tam
Ilegić śpieszy ze sprostowaniem i wyłożeniem istotnego stanu rzeczy.
Oby czynność swą, tak użyteczną dla przyjaźni polsko - jugosło
wiańskiej, mógł prof Ilegić kontynuować jak najdłużej jeszcze !
H. Batowski.
Sprawozdanie z działalności Muzeum Etnograficznego w Krakowie
za rok 1930.
I.
Istnienie Muzeum Etnograficznego w Krakowie zostało poważnie
zagrożone, gdyż Zarząd zamku wawelskiego wypowiedział nam lokal,
w którym mieścimy się od lat 17 — i to wypowiedział z końcem lipca
1931 r. bo budynek goszczący nas uległ znacznemu zniszczeniu i wy
maga gwałtownie restauracji gruntownej — a następnie przeznaczony
jest na inne cele.
To też wiele czasu, trudów, zabiegów, starań musiał użyć Zarząd
muzealny, aby pozyskać nowe pomieszczenie dla zbiorów, — a zabiegi
te nie były łatwe, bo zbiory nasze są wielkie i potrzebują na rozmiesz
czenie budynku obszernego. Gdy miasto nie mogło nam przeznaczać
odpowiedniego lokalu, zwróciliśmy się z prośbą do Kancelarji Cywilnej
Pana Prezydenta, aby nam wyznaczono na Wawelu inny lokal
w lepszym budynku. Otrzymaliśmy obietnicę pomyślnego załatwienia
naszej prośby.II.
II.
W roku 1930 otrzymało Muzeum w darze od 40 osób 288 przed
miotów, a szczycił się darem dwóch wieńców dożynkowych ze Spały
od Pana Prezydenta Rzeczypospolitej.
Zakupiliśmy też 118 przedmiotów, 31 malowideł i rysunków, oraz
109 fotografij.
Bibljoteka powiększyła się o 41 dzieł i broszur w 61 tomach.
267
Oprócz tego posiadamy liczny zbiór rękopisów szczególnie pieśni
ludowych, wiele rysunków i malowideł, fotografij, negatywów fotogra
ficznych i przeźroczy.
III.
Zinwentaryzowano i skatalogowano 4552 przedmiotów muzeal
nych, nadto zinwentaryzowano wszystkie negatywy fotograficzne,
przeźrocza i całą bibljotekę.
Muzeum ogłosiło drukiem dwie książki w swojem wydawnictwie,
a mianowicie, jako numer 2: Tadeusza Seweryna „Parzenice
góralskie“ z 10 tablicami barwnemi — i numer 3: Seweryna
Udzieli „Ludowe stroje krakowskie i ich krój“ z 34 tablicami
barwnemi, 47 rycinami w tekście i dwiema tablicami krojów. Nadto
dyrektor, Seweryn Udziela, ogłosił drukiem: „Polskie hafty ludowe“,
zeszyt I, oraz miał trzy wykłady w Towarzystwie Krajoznawczem.
Zaś kustosz, p. Tadeusz Seweryn doktoryzował się tego roku, ogłosił
drukiem siedm drobniejszych artykułów w lóżnych czasopismach,
miał pięć wykładów w Towarzystwie Krajoznawczem, w Związku
Harcerzy, w Związku Kół Krajoznawczych Młodzież^, nadto brał udział
w III. międzynarodowym Kongresie geografów i etnografów w Jugosławji.
Wzięliśmy udział w Wystawie Komunikacyjno - Turystycznej
w Poznaniu, gdzie wystawiliśmy modele chaty krakowskiej, góralskiej
i wieży kościoła drewnianego, skrzynię malowaną krakowską, oraz
strój Krakowiaka i Krakowianki.
Amerykańskie wydawnictwo „The National Geografie Magazine“
w celu pomieszczenia w tem piśmie kolorowych obrazów ludu polskiego
w strojach narodowych fotografowało i filmowało kilka grup etno
graficznych, które mu Zarząd Muzeum zestawił.
IV.
Frekwencja gości, zwiedzających Muzeum wzrosła tego roku zna
cznie, bo gdy w r. 1929 liczyliśmy 6845 gości, to w 1930 r. było ich
9651, czyli o 2806 więcej. Między tymi było 150 wycieczek szkolnych,
liczących 5012 osób za wstępem zniżonym lub bezpłatnym. Za wstępem
bezpłatnym zwiedzało Muzeum także wojsko w liczbie 829 osób.
Wszystkie wycieczki oprowadzał personal muzealny i objaśniał na
gromadzone zbiory, aby zwiedzająca młodzież i wojsko odniosły jak
największy pożytek z tej wizyty.V.
V.
Ze zbiorów muzealnych korzystała najwięcej młodzież uczęszcza
jąca do Akademji Sztuk Pięknych, do Wyższej Szkoły Przemysłowej,
do seminarjów nauczycielskich i do szkół średnich. Uczennice Państwo
wego Gimnazjum Żeńskiego już od lat kilku stale rysują w salach
muzealnych z okazów tu nagromadzonych. Studjował tu także Wyższy
Kurs Nauczycielski z Tarnowskich Gór i nauczyciele i nauczycielki
268
szkół zawodowych, artyści - malarze i rzeźbiarze. Nauczycielki szkół
powszechnych odbywały u nas lekcje praktyczne z uczennicami. Przez
kilka dni studjował tu także stroje i sztukę ludową Chińczyk, p. Joce
Horza, któremu dostarczyliśmy fotografij do artykułów o Polsce prze
znaczonych do czasopism chińskich.
VI.
Jak widać z tego krótkiego przedstawienia, Muzeum Etnograficzne
stara się spełniać jak najlepiej postawione sobie zadania, a osiągnęłoby
jeszcze lepsze wyniki pracy, tak na polu naukowem, jak i dydaktycznem, gdyby posiadało do dyspozycji większe środki finansowe. Niestety,
Towarzystwo Muzealne liczy zaledwie 29 członków, płacących rocznie
po 10 złotych wkładki, opłata za wstępy jest niska, aby udostępnić
jak najszerszym warstwom poznanie kultury ludności zamieszkującej
Polskę. Dochód z tych dwóch źródeł przenosi zaledwie 2000 złotych
rocznie; miasto Kraków udzieliło nam w tym roku 2000 zł. subwencji.
Tylko Ministerstwo Wyznań Pieligijnych i Oświecenia Publicznego
otacza opieką prawdziwą nasze Muzeum i udziela nam subwencji na
jego utrzymanie, o ile posiada na ten cel potrzebne fundusze. Nie
możemy więc ani zakupywać nawet wyjątkowo rzadkich i wartościo
wych okazów, ani czynić poszukiwań i studjów na terenie, ani rozsze
rzyć wydawnictwa, do którego mamy wiele cennych prac i materjałów.
Ale spodziewamy się, że nas poprze społeczeństwo, a szczególnie
ci, którzy naszą pracę przychylnie oceniają i pochwalają. Za dotych
czasowe poparcie składamy najgorętsze podziękowanie Ministerstwu
W. R. i O. P., Polskiej Akndemji Umiejętności, Senatowi Uniwersytetu
Jagiellońskiego, Radzie Miasta Krakowa i całemu Dziennikarstwu, które
zawsze energicznie popierało nasze prace i usiłowania.
Seweryn Udziela,
Pomnażanie zbiorów ludoznawczych w Poznaniu. Pierwszą rocz
nicę śmierci ś. p. Heleny z Robińskich Cichowiczowej uczciła rodzina
przez ufundowanie w zbiorach ludoznawczych im. Heleny i Wiesławy
Cichowicz w Poznaniu nowej witryny, 1 zawierającej barwną grupę
weselną Biskupian z Krobji w Wielkopolsce.
Wystawa Rolnicza i Rcgjonalna w Tarnopolu 198Í roku. Z ini
cjatywy p. K. Gintowt - Dziewałtowskiego, wicewojewody tarnopol
skiego i specjalnie w tym celu zorganizowanego Komitetu odbyła się
w Tarnopolu w czasie od 23 czerwca do pierwszych dni lipca 1931 r.
Wojewódzka Wystawa Rolnicza i Regjonalna. Wśród działów tej wy
stawy zwracały szczególną uwagę : dział etnograficzny i przemysłu
domowego. W działach tych, oprócz okazów pochodzących z Muzeum
Ziemi Podolskiej, mieszczącego się w Tarnopolu, zgromadzono liczne
i ciekawe eksponaty z obszaru całego Województwa. W dziale etno
graficznym, podobnie jak i prehistorycznym, umieszczono liczne mapy
i wykresy, przedstawiające cały szereg zagadnień i podające rozmie
szczenia niektórych wytworów etnograficznych (np. budownictwo),
prehistorycznych i antropologicznych.
'
269
Ponadto celem objaśnienia materjału zgromadzonego na Wysta
wie, wydano monografję p. t. „Województwo Tarnopolskie“ (Tarno
pol 1931, str. 432). W monografji tej między licznemi artykułami
uwzględniono także etnografję (Dr. Jan Falkowski „Zarys kultury lu
dowej województwa tarnopolskiego“) i przemysł domowy (Dr. Alfred
Bachmann : „Przemysł ludowy“).
Pierwsza konferencja socjologów polskich. Z inicjatywy Polskiego
Instytutu Socjologicznego, którego założycielem i dyrektorem jest prof.
Dr. Florjan Znaniecki, odbyła się w marcu 1931 r. w Poznaniu pierw
sza konferencja socjologów polskich. Z licznych refera (ów, wygłoszo
nych na tym zjeździe, specjalne zainteresowanie etnologów budzi od
czyt, wygłoszony przez prof. Stefana Błachows kiego p. t.
Magiczne myślenie u młodzieży. W referacie swoim prof. Błachowski przedstawił wyniki badań nad magicznością myślenia, które znaj
duje wyraz w różnego rodzaju zabobonach. Powszechnie znane są
t. zw. łańcuchy szczęścia, dni feralne, 13, talizmany, (np. gdy zapomni
się czegoś w domu, przedsięwzięcie nie uda się i t. p.), zwracanie się
do rozmaitych grafologów, kabalarek i i. Zjawiska takie spotykamy
nietylko u młodzieży, ale również i u ludzi dorosłych. Przyczyn tego
jest wiele. Duże znaczenie mają pewne wrodzone dyspozycje, wpływ
otoczenia, niepoślednią rolę odgrywają też momenty uczuciowe i autosugestja, głównie t. zw. empiryzm myślowy. Wystarczy często jedno
razowe doświadczenie, będące najczęściej rzeczą przypadku, by wy
prowadzić z tego ogólną zasadę bez dążenia do sprawdzenia, czy zja
wisko się powtarza w innych, podobnych wypadkach. Środkiem za
radczym przeciwko takiemu sposobowi myślenia będzie przyzwycza
janie młodzieży do myślenia naukowego, polegającego na sprawdzaniu
raz powziętych hipotez.
Koło Etnologów studentów Uniwersytetu Stefana Batorego
w Wilnie. Koło Etnologów stud. U. S. B..zostało założone przez ś. p. Mi
chała Dziadowicza w marcu 1925 roku. Początkowo Koło zajęte było
pracą organizacyjną, to też w r. 1925 został przez ś. p. Michała Dziado
wicza wygłoszony jeden referat „O przysłowiach“, pozatem urządzono
jedną wycieczkę do Kieny w pow. Wileńsko-Trockim i postanowiono
opracować bibljografję dzieł etnograficznych i pokrewnych znajdu
jących się w bibljotekach wileńskich.
W pierwszym organizacyjnym roku Koło liczyło zaledwie kilku
członków, pierwszym prezesem był ś. p. Michał Dziadowicz.
W roku 1926/7 Koło Etnologów organizuje pracę samokształce
niową, zapraszając profesorów na cykl wykładów z dziedzin po
krewnych. Po wykładach z demonstracjami odbywały się dłuższe
dyskusje. Zostały wygłoszone następujące referaty.
Prof. J. Alexa ndrowicz — „O dziedziczności“ (cykl wy
kładów).
Prof. M. Reicher — „O pomiarach antropometrycznych“.
Prof. J. Moczarski „Pochodzenie narzędzi rolniczych i udo
mowienie bydła“.
270
Prof. M. Massonius — „O nazwach miejscowości w Nowogróclzkiem“.
Pozatem założono bibljotekę, rozpoczęto prenumeratę czasopism
(Ziemia, Orli Lot), lekcje rysunków dla etnografów oraz pracę nad
sporządzeniem spisów bibljograficznych dzieł etnograficznych i po
krewnych. Ogłoszono też konkurs na najlepszy opis przedmiotu w Mu
zeiim Etnograficznem U. S. B. i wysłano ankietę „w sprawie wyrobów
z włosia końskiego“,
Zarząd w r. 1926/7 stanowili: Prezes — ś. p. M. Dziadowicz, później
M. Znamierowska-Prüfferowa ; Wice-prezes — Kisiel; Sekretarz —
Z. Honik; Skarbnik — M. Sielewiczówna.
Stan Kasy:
Przychód
...
...
zł. 115-.70
Rozchód
..............................................zł. 105-20
Saldo
................................................... zł.
10-50
W r. 1927/8 w dalszym ciągu rozwijała się praca samokształce
niowa Wygłoszono następujące referaty:
M. Znamierowska-Prüfferowa — „Przegląd naj
nowszej literatury etnograficznej“.
J. C h a j e s — „O bibljografji etnograficznej żydowskiej
i o pieśniach złodziejskich“.
M.
Znamierowska-Prüfferowa — „Sprawozdanie
z wycieczki na Węgry. Muzea Etnograficzne w Budapeszcie i Debrę;
czynie. Pasterstwo na Puszcie Węgierskiej“.
M. Dmochowska — „W sprawie wykopalisk w Glozel“.
Š. p. K. Dziadowicz — „Djabeł w folklorze polskim“.
Skład Zarządu w r. 1927/8 stanowili: Prezes — M. ZnamierowskaPrüfferowa; wice-prezes — ś. p. K. Dziadowicz; Sekretarz — Z. Honik;
Skarbnik — A Bielinis.
Stan Kasy:
Przychód.............................
.
zł. 152-50
Rozchód
. .
...
zł. 124-85
Saldo
................................................... _zk
27-65
Na wiosnę 1928 roku Koło nasze poniosło bolesną stratę z powodu
śmierci założyciela i pierwszego pręzesa, ś. p. Michała Dziadowicza,
który dzięki swej pracy pełnej poświęcenia, oraz dzięki szlachetnemu
a pełnemu skromności charakterowi położył duże zasługi i pozostawił
jak najlepszą pamięć. W lecie zaś tego samego roku wskutek tragicz
nego wypadku Koło poniosło znowu ciężką stratę z powodu śmierci
wice-prezesa ś. p. Kazimierza Dziadowicza.
W r. 1928/9 wygłoszono w kole następujące referaty:
L. Szapirówna — „Międzynarodowy Kongres Sztuki lu
dowej w Pradze“.
M. Znamierowska-Prüfferowa — Wrażenia z Dal
macji. Muzeum Etnograficzne w Splicie“.
J. C h a j e s — „O zagadnieniach socjalnych w pieśniach lu
dowych“.
271
B. Makowiecka — „Przysięga na słońce według prof. Sem
kowicza“.
M. Znamierowska-Priifferowa — „Sprawozdanie
z Wiener Zeitschrift für Ethnologie“.
M. Znamierowska-Priifferowa — „Rozmieszczenie
ras na kul' ziemskiej według E. Fischera“.
Skład Zarządu stanowili: Prezes — M. Znamierowska-Priifferowa;
Wice-prezes — M. Dmochowska; Sekretarz — L. Turkowski; Skarbnik,
A. Bielinis; Członek zarządu — J. Chajes.
Stan Kasy:
Przychód..............................................zł.
96'65
Rozchód
.
.......................
zł.
42-88
Saldo
....
.
zł.
53 77
W r. 1929/30 w dalszym ciągu praca polega przedewszystkiem
na wygłaszaniu referatów następujących:
L. Turkowski — „Tkactwo w pow. lidzkim“.
M. Znamiqrowska-Prüfferowa —
«Typy rasowe
Polski według prof. Czekanowskiego“.
M. Znamierowska-Priifferowa —
„Pamięci prof.
Baudouin de Courtenay’a“.
L. Turkowski — „Stroje w pow. lidzkim“.
J. Chajes — „Instytut Naukowy Żydowski w Wilnie“.
W dalszym ciągu rozwija się bibljoteka, oraz przybywają czaso
pisma (Ziemia, Język Polski, Sprawy Narodowościowe, Teatr Ludowy
oraz Orli Lot).
W roku bieżącym odbyły się dwie wycieczki: do Starego Sioła
pod Miednikami i do Puszczy Rudnickiej.
Z obydwu wycieczek przywieziono kilkanaście przedmiotów do
Muzeum Etnograficznego U. S. B. oraz szereg zdjęć,
W związku z dużem zainteresowaniem do prac terenowych po
stanowiono postarać się o zasiłek na Padania, których celem byłoby
monograficzne opracowanie wsi w powiecie Wileńsko - Trockim.
W roku 1930 Magistrat m. Wilna za pośrednictwem J. M. Rektora
U. S. B. udzielił Kołu naszemu zasiłku w kwocie 1000 zł. umożliwiając
w ten sposób rozpoczęcie opracowania wsi w dziedzinie kultury materjałnej, duchowej i społecznej. Praca ta w lecie została rozpoczętą.
Skład Zarządu w r. 1929/30 Prezes — M. Znamierowska-Priifferowa
Wice-prezes — S. Wysłouch; Sekretarz — L. Turkowski; Skarbnik
B. Makowiecka.
Stan Kasy:
Przychód .
zł. 1291 "82
Rozchód
............................................... zł.
132-.94
Saldo
................................................... zł.
1158-88
W bieżącym 1930/31 roku znowu praca w Kole rozpoczęła się od
wygłaszania referatów następujących:
272
M. Znamierowska-Prüfferowa
„Badania etnogra
ficzne w Szwecji. Muzea i Zakłady w Lund, Goteborgu, Sztokholmie
i Upsali“.
M. Znamierowska-Prüfferowa — „Muzeum Nordyczne i Skansen w Sztokholmie“.
L. Turkowski — „Kołodziejstwo w pow. mołodeczańskim“.
O. Swianiewiczowa — „Dni poświęcone zmarłym w pow.
mołodeczańskim“.
M. Pięciu kiewicz — „Obrzędy Bożego Narodzenia w pow.
brasławskim“.
M. Pięciu kiewicz — „Wróżby i zabawy w okresie Bożego
Narodzenia w pow. brasławskim“.
Korybutiak — „Zdobnictwo w budownictwie ludowem“.
W roku bieżącym bibljoteka powiększyła się przez nabycie cennych
niemieckich podręczników etnograficznych.
W grudniu 1930 r. na swem naukowem zebraniu Koło gościło
Prof. Dr. A. Fischera ze Lwowa.
Skład Zarządu w roku 1930/31: Prezpś — M. Znamierowska-Prüffe
rowa; Sekretarz— M. Pieciukiewicz; Skarbnik —B. Makowiecka, (póź
niej M. Sienkiewiczówna) ; Kom. rewizyjna — H. Nagurska i L. Tur
kowski.
Stan Kasy:
zł. 1158-88
Przychód
zł.
74-80
Rozchód
zł. 1084 08
Saldo
Poło poza składkami członków otrzymuje zasiłki od Uniwersytetu
Stefana Batorego, pozatem, w celu powiększenia swej kasy, ‘Koło trzy
krotnie urządzało loterję. Liczba członków Koła od początku istnienia
waha się około dwudziestu.
Kuratorem Koła jest profesor Dr. C. Ehrenkreutzowa.
Lokal Koła mieści się w Zakładzie Etnologji U. S. B. przy
ul. Zamkowej 11.
M. Z. P.
Wykłady Dyr. W. Pesslera w Polsce. Dr. W. Pessler, dyrektor
Muzeum regjonalnego w Hannowerze,wygłosił w Wilnie, Krakowie
i Lwowie szereg wykładów naukowych. We Lwowie wykłady organi
zowało Towarzystwo Ludoznawcze wspólnie z Towarzystwem Geograficznem. We Lwowie na zebraniu publicznem Towarzystwa Geogra
ficznego, które odbyło się 23 stycznia 1931 o godz 19 w sali Zakładu
Geologicznego (Długosza 8), wykładał Dyr. W. Pessler na temat :
„Das Heimat - Museum als Stätte der wissenschaftlichen Volksbildung“
(Z przeźroczami). Następnego dnia, t. j. 24 stycznia 1931, odbyło się
w Instytucie Geograficznym (Kościuszki 9, III p.) wspólne posiedze
nie Towarzystw Geograficznego i Ludoznawczego, na którem Dyr.
W. Pessler wygłosił niezmiernie ciekawy referat p. t. „Die geographi
sche Methode in der Volkskunde“ (z przeźroczami).
ZESTAWIENIE JXASOWE ZA ROK 1930
WYDATKI
DOCHODY
d
WYSZCZEGÓLNIENIE
Szczegółowo
Zł
i
2
3
4
5
Pozostałość kasowa
z 31. XII. 1929
Wkładki członków
Ze sprzedaży wydawnictw
Subwencje
a) Min. W. R. i O. P.
b) Magistratu m.
Lwowa
Odsetki
a) w P. K. O.
b) w Banku Gospod.
Kraj.
ST-
RAZEM
Zł.
gr.
6066 04
608 20
d
-4
WYSZCZEGÓLNIENIE
i
Druk „Ludu“
Klisze i rysunki do
„Ludu"
Honorarja autorskie
(odbitki) i za recenzje
Wydatki Towarzy
stwa i „Ludu"
Ekspedycja „Ludu“
T. XXVIII z. 3—4
Saldo kasowe z dn.
31. XII. 1930
2
3
1563 20
4
3000 —
5
500 —
3500 —
6
22 54
43 63
Szczegółowo
Zł.
gr-
RAZEM
Zł.
ir.
3564 30
763 19
457 —
374 31
140 20
6504 51
66 17
11803 (61
11803 61
Dr. Alfred Bachmann
skarbnik.
ZESTAWIENIE KASOWE ZA ROK 1931
WYDATKI
DOCHODY
d
j
i
2
3
4
5
WYSZCZEGÓLNIENIE
Szczegółowo
Zł.
Pozostałość kasowa
z 31. XII. 1930
Wkładki członków
Ze sprzedaży wy
dawnictw
Subwencja Magi stratu m. Lwowa
Odsetki w P. K. O.
%r-
RAZEM
gt-
d
J
6504 51
412 75
1
2
3
340 70
4
500 __
14 42
.5
Zł.
6
7
8
WYSZCZEGÓLNIENIE
Szczegółowo
Zł.
1 gr.
RAZEM
Zł.
!i-r
3854
105 90
Druk „Ludu“
Klisze do „Ludu"
Honoraria, autorskie
(odbitki) i za recenzje
Wydatki Towarzy
stwa i „Ludu“
Ekspedycja „Ludu“
XXIX i XXX z. 1-2
Koszty manipulacyj
ne i druki w P. K. O.
Oprawa „Ludu“ (do
wymiany)
Saldo kasowe z dn.
31. XII. 1931
.
732 50
302 30
257 40
14 57
20 40
2485 31
7772 38
7772 38
ď
Dr. Jan Falkowski
CS
skarbnik.
DO WP.
CZŁONKÓW TOWARZYSTWA LUDOZNAWCZEGO
I PRENUMERATORÓW
KWARTALNIKA ETNOGRAFICZNEGO
„LUD“!
Zarząd Towarzystwa Ludoznawczego we Lwowie
oświadcza, że istnienie dalsze Kwartalnika
etnograficznego LUD jest poważnie zagrożone.
Przyczyny tego są następujące : l) Pismo wychodziło
zawsze jedynie dzięki subwencjom Ministerstwa WR. i OP.,
które wynosiły około 4000 złotych rocznæ. Subwencja
ta w roku 1931 Towarzystwu ludoznawczemu nie zostało
wyvlacona. Z tego powodu, gdyby nie wielkie oszczę
dności w latach poprzednich, pismo byłoby przestało wy
chodzić już w roku bieżącym. 2) Wskutek ogólnego
kryzysu gospodarczego liczba członków Towarzystwa
i prenumeratorów LUDU zmniejszyła się iak silnie, że nie
może być mowy o samowystarczalności pisma. 3) Wielka
ilość członków i prenumeratorów zalega z wkładkami
i prenumeratą, a zupełnie nie odpovňada na nasze urgensy,
chcąc widocznie zmusić Zarząd do zastosowania środków
ostrzejszych. 4) LUD posiada charakter wyłącznie na
ukowy i poświęcony tej dziedzinie, która nie dając żadnych
praktycznych uprawnień, nie może się oprzeć c jakąś
grupę pracowników zawodowych.
Mimo tak wielkich trudności należy LUD utrzymać
i nie dopuścić do zawieszenia pisma z następujących
powodów:
1) LUD wychodzi jako organ Towarzystwa Ludo
znawczego we Lwowie od lat trzydziestu siedmiu, jest
więc nie tylko najstcrszem pismem etnograficznem, ale
jednem z najstarszych polskich pism naukowych wogóle.
2) LUD zasługuje na utrzymanie ze względu na skupienie
na swych łamach wielkiej ilości badaczy polskich i za
granicznych. 3) LUD pozostaje w stosunkach wymiennych
ze 160 analogicznemi pismami i instytucjami zagranicznemi
całego świata i szerzy w najdalszych zakątkach wiado
mości o polskiej nauce, udostępniając je przez streszczenia
zamieszczane w obcych językach. 4) LUD otrzymuje
wzamian bardzo liczne wydawnictwa polskie i zagra
niczne, które przechodzą na własność Instytutu Etnolo
gicznego Uniwersytetu Jana Kazinderza we Lwowie
i przyczyniają się do rozwoju naukowego tej pracowni
badawczej.
Dlatego zwracamy się z gorącą prośbą do wszystkich
naszych członków i prenumeratorów, ażeby nietylko nie
opuszczali naszych szeregów, ale starali się pozyskać dla
nas nowych członków, a nadto nie zalegali z należną
nam prenumeratą, lecz uiszczali ją choćby w ratach
za pośrednictwem czeków na konto nasze w PK ). nr.
143.945. Wkładka w naszem Towarzystwie jest bardzo
niska, gdyż wynosi tylko złotego miesięcznie
tak, że nawet w dzisiejszych ciężkich czasach nie jest
obciążającą. Nie możńa przecież dopuścić do tego, aby
pismo, które wychodziło we Lwowie nawet w okresie
wojennym, czyto w czasie inwazji rosyjskiej czy w cza
sach bombardowania miasta, zabiła apatja własnego
społeczeństwa.
owarzystwo Ludoznawcze we Lwowie.
’
5'"Ä1 “■■’-'ï
\
, Tj*’tviv^Æ NAIÏK;
