686df050f40301cd923482de18d04097.pdf
Media
Part of Lud, 1930, t. 29
- extracted text
-
ORGAN POLSKIEGO TOWARZYSTWA ETNO
LOGICZNEGO, WYDAWANY PRZEZ POLSKIE
TOWARZYSTWO LUDOZNAWCZE WE LWOWIE
ORGINE DE LI SOCIETE POLONAISE D'ETHNOLOGIE
REDAKTOR: ADAM FISCHER
SERJA II - TOM IX - ZESZYT I-IV
OGÓLNEGO ZBIORU - TOM XXIX
WYDANY Z ZASIŁKU M. W. R. I O.P.
Z 133 ILUSTRACJAMI.
lwów — warszawa — kraków - poznán — wilno
NAKŁADEM TOWARZYSTWA LUDOZNAWCZEGO WE LWOWIE.- SKŁAD
GŁÓWNY W WYDAWNICTWIE ZAKŁADU NARODOWEGO IM. OSS(LIŃSKICH, LWÓW, KAIECZA 5 - WARSZAWA, NOWY ŚWIAT 72. -
KOMITET REDAKCYJNY „LUDU“ :
PPOF. DR. WILHELM BRUCHNALSKI, PROF. DR. ADOLF CHYBIŃSKI,
PROF. DR. JAN CZEKANOWSKI, PROF. DR. ADAM FISCHER, PROF.
DR. EUGENJUSZ FRANKOWSKI, PROF. DR. LEON KOZŁOWSKI.
REDAKTOR NACZELNY : PROF. DR. ADAM FISCHER.
LUD
wychodzi kurartcBnie w zeszytach objęł&ic! 5—6 arkuszy. —
Prenumerata z przesyłka pocztowa rocznie 15 zł. — Przed
płaty przyjmuj Administracja „LUDU“, oraz Wydawnictwo
Zakładu Narodowego im. OssoiiAskich 7 wrzystkie księgarnię.
Członkowie Polskiego Towarzystwa Etnologicznego i Towa
rzystwa Ludoznawczego we Lwowie, którzy uiścili wkładką statu
tem przepisaną, t.j. 10 zł. rocznie, otrzymują „LUD“ bezpłatnie.
Rękopisy, '.isty, czasopisma i książki przeznaczone dla redak
cji „LUDU“, oraz wszelkie pisma, odnoszące się do Towarzystwa
Ludoznawczego we Lwowie, a także sprawy administracyjne,
reklamacje, zamówienia wydawnictw, zgłoszenia do Towarzystwa
Ludoznawczego we Lwowie i wkładki należy adresować:
ADAM FISIHCK, LWÓW - UNIWERSYTET, ZAKŁAD ETNOLO
GICZNY, UL. MARSZAŁKOWSKA 1.
„LU0“ (Le peuple).
Reçue trimestrielle consacrée à l’étude d’ethnologie et ďanthropolo
gie polonaises, publiée par la Société polonaise d’Ethnologie à Léopol.
Prix d’abonnement d’un an, 2 Doll.
„LUD“ signalera tous les travaux se rattachant d l’ethnologie et
d l’anthropologie. L’échange est accepté avec toutes les revues savantes.
Toutes les communications relatives à la rédaction, lettres, livres,
périodiques etc. devront être adressées à M. Adam Fischer, secrétaire de
la Société Polonaise d’Ethnologie, Institut ďEthnologie de l’Université
Jean-Casimir à Léopol (Lwów, Pologne).
LUD
ORGAN POLSKIEGO TOWARZYSTWA ETNO
LOGICZNEGO, WYDAWANY PRZEZ POLSKIE
TOWARZYSTWO LUDOZNAWCZE WE LWOWIE
U— —— ■ ' '
11
a
ORGANE DE LI SOCIETE POLONAISE Q’ETIDOLOCIE
REDAKTOR: ADAM FISCHER
SERJA II - TOM IX — ROK 1930
OGÓLNEGO ZBIORU - TOM XXIX
WYDANY Z ZASIŁKU M. W. R. I O. P.
Z 133 ILUSTRACJAMI.
LWÓW — WARSZAWA — KRAKÓW — POZNAN — WILNO
NAKŁADEM TOWARZYSTWA LUDOZNAWCZEGO WE LWOWIE.-SKŁAD
GŁÓWNY W WYDAWNICTWIE ZAKŁADU NARODOWEGO IM. OSSO
LIŃSKICH, LWÓW, KALECZA 5. - WARSZAWA, NOWY ŚWIAT 72. -
KOMITET REDAKCYJNY „LUDU“:
PROF. DR. WILHELM BRUCHNALSKI, PROF. DR. ADOLF
CHYBIŃSKI, PROF. DR. JAN CZEKANOWSKI, PROF DR.
ADAM FISCHER, PROF. DR. EUGENJUSZ FRANKOWSKI,
PROF. DR. LEON KOZŁOWSKI.
SPIS RZECZY.
I. ROZPRAWY.
Bąk Stanisław: Chata wiejska w okolicy Tarnobrzegu .
.
Kuba Ludwik: Moje styky s Oskarem Kolbergem.......................
Kuchta .tan: Zabytki i tradycje historyczne po Twardowskim .
Str.
1
73
jo
II. MATERJAŁY I NOTATKI ETNOGRAFICZNE.
Czubryński Antoni: Podania domu „Krzysztofory“ na rynku krakowskim 99
Śliwina .1. Wanda: -Lud lubartowski.......................................................................... 78
Zborowski Juljusz: Przyczynki do zwyczajów na Boże Narodzenie .
95
III. RECENZJE I SPRAWOZDANIA.
Antoniewicz W.: Archeologja Polski (A. Fischer)
. .
124
Bátky Z.: Pásztor ivópoharak (A. Fischer).......................
128
Biegeleisen H.: Lecznictwo ludu polskiego (A. Fischer)..................................164
^Birket - Smith K.: lieber die Herkunft der Eskimos und ihre Stellung
in der zirkumpolaren Kulturentwicklung (S. Klimek).......................135
Bogatyiew P.: Actes magiques, rites et croyances en Russie subcarpathiqufe (A. Fischer).......................
. .
. .
...
107
Byhan A.: Europa (A. F.)................................................................................
1,15
Bystroń J. St.: Bibljografja etnografji polskiej 1. (A. Bachmann1
120.
Calvaruso M. G.: ’U baceàgghiu (f.)
..................................................
133
Carusi E.: Folkloristica giuridica e storia del diritto (K. Koranyi) .
151
Chmielińska A.: Książacy i ich strój (A. Fischer)..................................
158
Cichowiczówna W.: Krótki zarys historji koronkarstwa (A Fischer) . . 111
Corso R.: Tradizioni popolari meridionali relative a luoghi e paesaggi
caralteristici (f.)
............................................................................................162
Corso R.: Sopra i inotivi ornamentali dei tessuti popolari italiani (A. F.) 162
Czekanowski .1.: Zarys antropologii Polski (A. Fischer) ....
. . 143
Dobrowolski T.: Śląska rzeźba ludowa w drzewie (A. Fischer) . .
.113
Dobrowolski T.: Działalność Muzeum Śląskiego w Katowicach (A. F.) . 129
/x^\6L WTOq'k.
(TOW.PR2YJACIÓŁWAOK)
v łiA ci
y
Dobrzycki S.: Kolędy polskie a czeskie, ich wzajemny stosunek
(A. Fischer)
.......................................................................................................
Dzwon: Pismo uczennic Państw. Sein. Naucz. Żeń. im. A. Asnyka we
Lwowie (A. F.)..................................................................................................
Frankowski E.: Sochy, radia, plużyce i pługi w Polsce (J. Falkowski) .
Gavazzi M Kulturna analiza etnografji Flrvala (A. Fischer) . .
Gavazzi M.: Jadranska „Lira“ i „Lirica“ (f.).............................
Günther R. F. H.: Rassenkunde Europas (S. Klimek)
Günther R. F. H.: Rassenkunde des deutschen Volkes (S. Klimek) .
Günther R. F’. H.: Rassenkunde des jüdischen Volkes (S. Klimek) .
.
Hoffmann -Krayer E. Bächtold - Stäuhli FT: Handwörterbuch des
deutschen Aberglaubens (A. Fischer)
....................................................
s/Jobbé Duval E.: Les idées primitives dans la Bretagne contemporaine
(K. Koranyi)
....
. .
....
.............................
•lodkowski J.: Przemysł ludowy w powiecie sokolskim (f.) . . .
•lonval M : Les chansons mythologiques lettonnes (A. Fischer) . . . .
Koranyi K.: Podstawy średniowiecznego prawa spadkowego (A. Fischer)
Krohn E.: Die Eheschliesung bei den Rumänen (A. F.)...................................
Księga pamiątkowa ku czci Prof. Dra Adolfa Chybińskiego (S. Łobaczewska)
.......................................................................................................
Kultura wsi. Biuletyn XIII Konfer. Oświat, poświęconej zagadnieniom
kultury wiejskiej w Polsce (A. F.)
..........................................................
Latviešu Eolkloras Kraluves, Teikas par Dievu (A. F.)...................................
Materjalv do mouografji przemysłu i sztuki lud. w Polsce (A. Bachmann)
Meier .1.: Lehrproben zur deutschen Volkskunde (A. Fischer).......................
Mogk E.: Der Ursprung der mitfelaltarischen Sühnekreuze (K. Koranyi)
Moszyński K. Kultura ludowa Słowian (Red.)....................................................
Můrko M: La poesie populaire épique en Yougoslavie au début du
XX siècle (A. Fischer) . .
...
...................................
Orłów P. S.: Hry a pisně děti slovanských (A. F.) .
Polívka .1.: Supis slovenských rozprâvok (A. Fischer)
Poniatowski S.: Geneza łuku tryumfalnego (A. Fischer) . . .
Pigoń S.: Do źródeł Dziadów kowieńsko - litewskich (A. FJ .
Ramułl S.: Gwara ślemieńska I. (A. F.)
....
...
Rowid H : Psychologja pedagogiczna (J. Kuchta)..............................................
Royaume de Yougoslavie. Aperçu géographique et e biographique (A. F.)
Seweryn T.: Parzenice góralskie (A. Fischer)..........................................................
Seweryn T.: Pokucka majolika ludowa (A. Fischer) ........
Straubergs K.: Lettische Trachten (A. F.)...................................
Szuman S.: Dawne kilimy w Polsce i na Ukrainie (A. Fischer) .
Tync S. i Gołąbek .1.: Beskid Zachodni i Podhale (A. Fischer)
Udziela S.: Ludowe stroje krakowskie (A. Fischer) .
Udziela S.: Polskie hafty ludowe (A. F.) ...
Václavik A.: Luhačovské Zalesi (A. Fischer)..........................................................
Van der Ven .1. D.: Hemschut, Volkskunst en de droogleggmg der Zuiderzee (A. Fischer)...........................................................
.
Vavroušek IL: Kostel na dědině a v městečku (A. F.)
Vlachovié S. M.: Lużicki Srbi i njichova domovina (f.)
Viirnik S.: Slovensko panjske končníce (A. Fischer)
...................................
Vurnik S.: Kmečka hiša Slovencev na južnovzhodnem pohočju Alp
(A. Fischer) ..::::::...............................................................
Wilno i ziemia wileńska. Zarys monograficzny (A. Fischer) .
Wójcik - Keuprulian B.: Melodyka. (-.Iiopina (S. Łobaczewska) .
Wright R A English Folklore (A. Fischer).............................
Wróbel Z.: Zbójnictwo na Podhalu (.1. Kuchta) .
Zaranie Śląskie, kwartalnik (.1. Falkowski) . .
Zborowski .1.: Moda i wieś góralska (A. Fischer)..............................................
Znamierowska - Prüfferowa M.: Rybołówstwo jezior trockich (A. Fischer)
115
162
166
131
132
152
138
145
121
149
132
163
159
133
150
125
132
153
127
169
171
112
163
126
129
161
161
109
131
116
154
133
124
166
157
163
118
132
165
132
155
156
158
130
134
110 /
172 A
128
126
IV. KRONIKA ETNOLOGICZNA.
f Stanisław Ciszewski (A. F.)
.
. 174
f Helena Cichowiczowa (A. F.).......................
176
t Szczęsny Jastrzębowski (M. Wawrzeniecki)
. 177
f Bronisław Sokalski
.
. 178
f Jan Ptaśnik (A. F.)
...
.
178
t Franciszek Rawila -Gawroński
179
t Jan Biela
...
...
179
t Józef Łęgowski
180
t Bohdan Janusz
:.....................
181
t Kazimierz Sochaniewicz(K. K.)
181
t Borys Sokołow...................................
.
181
f Rajmund Fryderyk Kaindl (K. K.) .
.
182
f Karol von Amira (K. K.)
......................................................................................182
Dział etnograficzny na Wystawie Regjonalnej w Łowiczu 1929 r. ( J Gajek)
182
WystaWi? etnograficzna na P. W. K. 1929 r. (J. Gajek).................................. 184
Wystawa regjonalna w Piotrkowie. - Obchód Wniebowstąpienia na
Krzaczkach. — Wesele piotrkowskie. (St. Dąbrowski).......................187
Wystawa obrzędów weselnych w Tokjo...............................................................190
Sprawozdanie z działalności Muzeum Etnograficznego w Krakowie za
ostatnie trzy lata: 1927. 1928 i 1929. (S. Udziela) ...
. . 190
Siedemdziesięciolecie Prof. Wł. Demetrykiewicza (Dr. J. B.) . .
.
193
Pięćdziesięciolecie Prof. Adolfa Chybińskiego...................................................
195
Doroczne zgromadzenie Towarzystwa „Gesellschaft f. Physiche Antro
pologie" 1929 r. (S. K.)......................................................................................196
I. Międzynarodowy Zjazd Filologów słowiańskich w Pradze.......................197
III Zjazd Słowiańskich Geografów i Etnografów w Jugosławji 1930
(A. Fischer)
: : :.......................
................................................... 198
Międzynarodowa Konferencja Komisji Sztuki Ludowej (A. Fischer)
201
II. Międzynarodowy Kongres Sztuki Ludowej (A. F.)..................................
206
Komisja etnograficzna Żydowskiego Instytutu Naukowego w Wilnie . 209
Otwarcie Regjonalnego Muzeum Podolskiego T. S L w Tarnopolu .
209
Wystawa rolnicza i regjonalna w Tarnopolu 1931 ........................................ 209
Zestawienie kasowe za rok 1929 ......
. 210
211
TABLE DES MATIÈRES
du volume XXIX (Année 1930) de la Revue ethnographique
„Lud“ („Le Peuple“)
1. ÉTUDES.
Pag.
Bąk St.: Une chaumière des environs de Tarnobrzeg
.
Kuba L.: Mes relations avec Oscar Kolberg..............................................
Kuchta J.: Les souvenirs et les récits historiques de Twardowski .
1
73
55
II. MATÉRIAUX ET NOTICES ETHNOGRAf HIQUES.
Czubryński A . La légende de la maison de St. Christophe a Cracovie .
Śliwina .1. W.: Le peuple de Lubartów........................................
Zborowski J.: Notes sur les coutumes de Noël en Podhale .
.
.
99
78
95
III. CRITIQUES ET COMPTES Rb NOUS
. 107 — 173
XV. CHRONIQUE ETHNOLOGIQUE.........................................
.174 — 209
Drukarnia L. Wiśniewskiego we Lwowie, ul. Ossolińskich 16
STANISŁAW BĄK.
CHATA WIEJSKA W OKOLICY TARNOBRZEGU.
I1)-
1. Obszar, zajęty przez t. zw. „Lasowiaków“. 2. Charakter okolicy dawniej
i dziś. 3. Zabudowanie wsi. 4. Nazwa wsi i jej wiek.
1. Kąt między Wisłą i Sanem, prawie na całej przestrzeni
od Tarnobrzegu do Rozwadowa — jak to widać na załączonej
mapce — zajmuje dość zwarta*2) grupa ludności, t. zw. „Lasowiacy“. Należą tu wsie: Grębów (wraz z przysiółkami), Jamnica,
Żupawa, Stale, Jeziorko3). Mieszkańcy tamtejsi do tej nazwy
niebardzo się przyznają. I tak ludność Grębowa nazywa siebie
Grębowiakami, Grębowianami (Grěbowiáki, Grébowionie)4), mie
szkańcy Jamnicy: Jamniczanami (Jemiconie)5) itd., zależnie od
*) Szkic ten powstał przy opracowywaniu gwary wsi Grębowa (w po
wiecie tarnobrzeskim). Zaznaczam, że wiadomości o budowie chaty lasowskiej
podaję tylko na podstawie własnych obserwacyj, bez uwzględnienia literatury
naukowej.
2) Za względną jednolitością tej grupy etnicznej przemawia język mie
szkańców oraz ich kultura duchowa i materjalna, a więc : zwyczaje, obyczaje,
strój, sposób życia, budownictwo itd.
3) Gwarę Stalów, Jeziorka i Zupawy opracował Szymon Matusiak
(„Gwara lasowska w okolicy Tarnobrzega“ — Rozprawy Wydziału Filolo
gicznego Akademji Umiejętności, tom VIII — Kraków 1880 oraz „Über die
Waldbewohner der Sandomierer Wüste“ — Archiv für slavische Philologie,
tomVI — Berlin 1880, gdzie autor podał szereg tekstów gwarowych, poprze
dzonych krótkim wstępem'.
4) Obok nazw w brzmieniu ogólno-polskiem podaję także ich faktyczną
formę w wymowie miejscowej, starając się (z powodu trudności drukarskich)
dostosować transkrypcję literacką do właściwości fonetycznych gwary.
5) Grębowiacy nazywają ich zwyczajnie: Jémicôki; wyraz ten (w prze
ciwieństwie do nazwy Jemiconie) ma tam nieco pogardliwe znaczenie.
Lud. T. XXIX.
1
2
1. Plan rozmieszczenia
budynków gospodarskich.
I plac, na którym mieści się:
podwórze, „gumno“, tj. wolny
plac przed stodołą i jakiś
ogródek owocowy lub wa
rzywny.
1 1 M--
i
&1
ł
1 ' 1
1
lJ
li i1
1
/O
i1
ol
z
a
r
I
L!
řííuofnje
1) chata (o izba, b sień, c ko
mórka) ; 2) stajnie (dprzedział
dla koni, e dla krów, / dla
świń) ; 3) komory ; 4) stodoła
(g zapola, h „bojowisko“,
i „przypusta“) ; 5) piwnica ;
i gnojownia przed stajniami ;
k wysiadka koło chałupy.
3
1
1
1
1
!
1
.a
)
G)
l
,
nazwy nietylko miejscowości,
ale nawet przysiółka, w któ
rym osiedli. Natomiast Lasowiakami nazywają tych, któ
rzy zajmują wsie, bardziej wy
sunięte na południe, a więc
Krawce, Przyszów, Maziarnię
itd. ').
2. Nazwa „Lasowiacy“ po
chodzi od lasów, które ta lud
ność zamieszkuje. Niegdyś cią
gnęły się one bardzo szeroko,
stanowiąc mniejwięcej środek
dawnej puszczy Sandomier-
1
l
1
i
_______________________
J
"t‘ Ł
2. Plan pieca w dymnej chacie.
(1 izba, a piec właściwy, b babka, c sto
jak do świecenia, d okno, e drzwi,
/ wysiadka obok chaty, 2 sień)
3. Widok pieca w kurnej chacie.
(a babka, b mur pieca, c otwór pieca, t. zw. celuście, d stojak do oświetlania,
e komin, / ściany chaty).
') T. zw. Posaniacy i ich sąsiedzi Borowiacy, (którzy powinni się ra
czej nazywać Podlesiakami) dają przezwisko „Lasowiacy“ mieszkańcom wsi,
położonych wśród lasów, zalegających przestrzeń na zachód od linji kolejowej
Rozwadów—Rudnik.
1*
skiej1). Do teraźniejszych pokoleń
doszła o tem tylko dość niejasna
tradycja ; jedynie najstarsi ludzie we
wsi pamiętają częściowo te czasy,
RyS. 5
4. Krzyziák, widziany z góry.
(o mata słomiana przed oblepie
niem gliną, b drewniane podpórki,
zbite na krzyż, znajdujące sią
od spodu, a wiąc na rysunku
niewidoczne).
5. Krzyziák, widziany od spodu.
(a plecionka ze słomy, b drew
niane podpórki czyli spągi krzyziůko).
gdy dokoła rozlewały się wprost
nieprzebyte bagna i bory2), w któ
rych gnieździły się stadami wilki, nie
pokojąc zimą mieszkańców. Obec
nie jednak stare lasy wycięto prawie
6. Stojak.
(a stojak ^właściwy z trzonem do
świecenia c, por. rys. 4 i 5 ; b część
dolna komina z kłody olszowej).
7. Ślad dawnego otworu w powale, przez
który wychodził komin od šwiécůka.
(a belki, b deski powały, c otwór, zatkany
kawałkiem deski, d ściana).
*j) Południowa jej granica przecinała dzisiejszy powiat mielecki, łańcucki i przeworski.
trzech stron lasami; jedynie od Grę2) Jamnica dotąd otoczona jest
bowa jest do niej „wolny“ dostęp.
5
zupełnie, (najwięcej wyniszczono ich w czasie wojny). Wprawdzie
dotąd jeszcze ciągną się dokoła ciemne smugi borów, lecz są
to już tylko szczątki; przeważają wśród nich młode kultury.
8. Przyciesie.
(o przycieś podłużna, b poprzecz a, c, c pęki, d słup odrzwi
z wyżłobieniem g, e wycięcie węgłowe, / węgieł „w zamek ).
Okolica Grębowa jest równiną; gdzie niegdzie tylko widać
niewielkie pagórki, wznoszące się na kilka lub co najwyżej kilka
naście metrów ponad ogólny poziom. Po dawnych topieliskach
pozostało wszędzie pełno mokradeł, które dopiero trzeba osu
szyć, by je dostatecznie wyzyskać
dla celów gospodarczych.
3. Zwarty obszar Grębowa
stanowią : od wschodu Piasek,
od północy Kąt, od południo
wego zachodu Szlachecka wraz
z Grzębą i Jaźwiniem. Te części
tworzą jakby ulice, wybiega-
r-j* 3
9. Pek cementowy.
10. Słup w tylnej przyciesi.
(a przycieś podłużna, b słup.
c jego wyżłobienie).
6
jące na dość obszerny plac,
który od biedy możnaby na
zwać rynkiem. Reszta — są
to grupy domów, dość niere
gularnie rozrzuconych (Wiry,
Grądek, Niwa, Łaziska) lub
przysiółki, oddalone nieraz od
właściwego Grębowa o kilka ki
lometrów (Zapolednik, Miętne,
Wydrza, Klonów, Sokół, No
winy, Olendry, Zabrnie Dolne
i Górne) 1).
4. W czasach, gdy w tych
stronach poczęło się tworzyć
osadnictwo, wybierano wśród
bagien miejsca wyższe i such
sze, bo tam tylko można było
zakładać gospodarstwa rolne.
Te ostrowy zwano pospolicie
grębami lub grądami. Pierwia
stek grąb *2) tkwi w nazwie Grę
TVÍ.
bów
3).4 Istotnie cała wieś zbu
11. Tylna ściana przy słupie,
dowana jest na lekkiem wznie
widziana z zewnątrz.
(a przycieś podłużna, b słup, c pěk,
sieniu, tj. na grębie lub grą
d belki ściany, e węgły, / wycięcie
dzie l). — Grębów jest osadą
węgłowe).
dość starą; wspomina o niej
jej
Długosz5). Oczywiście nie wszystkie części mają jednakowy wiek;
są starsze i młodsze, są i całkiem nowe, które dopiero się zabudoV.
) Por. mapę pod II.
2) Oboczna forma tego pierwiastka znajduje się w wyrazie gruby.
3) Powstanie tej nazwy przedstawiłem obszerniej w pracy p. t „Gwara
„Iasowska“ Grębowa i okolicy“. Praca ta znajduje się dotąd w rękopisie.
Krótkie jej streszczenie ukazało się w „Sprawozdaniach Lwowskiego Towa
rzystwa Naukowego“ (z ostatniego kwartału 1925) oraz w „Sprawozdaniach
Akademji Umiejętności“ (za luty 1928).
4) Grądów jest w okolicy dość dużo i każdy ma inną nazwę: Wielki
Grąd (Wielgi gród), Dulów Grąd (Duluw gród). Jaworów Grąd (Jaworuw
grąd). Kaczy Grądek (Kacy grodek), Lipowe Grądy (Lipowe grody) itd. Nawet
część wsi nosi nazwę: Grądek.
5) „Liber beneficiorum Dioecesis Cracoviensis nunc primům e codice
autographo editus“ — Cracoviae 1863, tom I, str. 353.
7
wują (Jaźwinie). Zdaje się, że bardziej
zwarta osada powstała najwcześniej na
Piasku. Przemawia za tern przypuszcze
niem fakt, że jest to część wsi, wznosząca
fcji. u.
się wyraźnie ponad otaczający poziom
12. Sumiec.
i dlatego najsuchsza, co dla kolonistów
(a
ząb,
który
wchodzi w wy
ówczesnych miało wielkie znaczenie.
żłobienie odrzwi lub słupa —
Tu też najwięcej zachowało się starych
por. rys. 10 c).
chat i w najlepszym stanie. Pozatem
pojedyncze domy można było z czasem budować tu i ówdzie,
gdzie warunki okazały się dogodniejsze.
II.
5. Rozmieszczenie domów i budynków gospodarskich w różnych częściach
wsi. 6. Kurna chata, urządzenie pieca. 6 a. Sposób oświetlenia dymnej chaty.
7. Ogólny wygląd chaty na zewnątrz. 8. Rozkład domu. 9. Przyciesie, pęki,
podwaliny. 10. Wiązanie odrzwi. 11. Rodzaje węgłów. 12. Rola têbla, szpary
między belkami. 13. Budowa okna. 14. Ocáp. 15. Belki, ich ozdoby i węgły.
16. Płatwie. 17. Krokwie, ich łączenie, bunt. 18. Dach pod słomę i pod da
chówkę. 19. Zótółki. 20 Facjaty. 21. Łaty. 22. Zůkosniki i glowáce. 22 a Ich za
stosowanie. 22 b. Sposób łączenia i przymocowywania snopków. 23. Kalenica.
5. Naogół chaty buduje się wzdłuż głównych dróg1). Jednak
mimo tej tendencji jest wiele domów, rozrzuconych dość bez
ładnie. Tak jest zwłaszcza w przysiółkach (na Zabrniu Górnem,
w Sokole, Klonowie, Wydrzej
na Zapoledniku) oraz w Grądku i na Wirach. Tylko w zwar
tym obszarze Grębowa2) prze
waża sposób budowania chat
długą linją wzdłuż drogi lub
przy pastwisku (w części Pia
% f3
sku zwanej Zaosiem 3), na Grzę13. Sumiec — okrąglak.
bie,
w Kącie, na t. zw. „Gli
(o ząb, b wycięcie węgłowe).
nikach“, w Zabrniu Dolnem)4).
*) Por ustęp 3.
2) Tj. na Piasku, w Szlacheckiej, Jażwiniu, Kącie, a częściowo też
w Miętnem i w Wydrzej.
3) Mian. 1. poj. brzmi w miejscowej gwarze: Záuoéié.
4) Por. mapę pod II. Naturalnie tam, gdzie powstają nowe chaty, wy
tycza się odrazu drogę.
8
Na uwagę zasługuje fakt,
że największą regular
ność w rozkładzie bu
dynków spotyka się na
Piasku (por. rys. 1). Idąc
od wschodu na zachód,
14. Sumiec okrągły, spotykany dziś n.p. wstodole. widać po prawej stronie
drogi : dom mieszkalny
(a ząb, b wycięcie węgłowe).
(1), tyłem zwrócony do
wschodu, naprzeciw niego stajnie (2) *), w której konie mają
swą przegrodę od drogi (d), bydło w środku (e), a świnie od
strony gumna (f). Wzdłuż stajni, a na
przeciw chaty ciągnie się gnojownia (j).
Stodoła (4) stoi frontem do drogi*2).
Wyjątkowo tylko można spotkać dom,
zwrócony wejściem do drogi lub tylną
ścianą do zachodu.
.
.
Rjî ij.
Po lewej stronie drogi porządek
ten, mimo dążności konserwatywnych,
15. Odrzwi.
.
, . .
, ,,
(a słupy, b poprzeczka, c téhle).
jest częściej zakłócony, a co za tern
idzie, odstępstw i nieregularności jest tam daleko więcej.
6. Do lat sześćdzie
siątych i siedmdziesiątych istniały w Grę
bowie (jak zresztą
i w całej okolicy) tylko
kurne chaty3). Róż
nica polegała głównie
na tern, że piec w tych
chatach był nieco ina
rys. ré
czej budowany, niż
16. Łączenie odrzwi.
dzisiaj.
Zajmował on
(a słup z wyżłobieniem [1] i dziurą na tébel [2] ;
kąt
izby
od drzwi ku
b poprzeczka z zębem [3]).
*) W wypadkach, gdy plac jest wąski, stajnie znajdują się nieco z boku,
w głębi podwórza.
2) Bardzo często widać gdzieś z boku komory (3) oraz piwnicę (5).
3) Budowano je zwykle z okrąglaków, (co można oglądać w domach,
które później przerobiono z kurnych) ; mieszkańcy nazywali je : cůrné chalupy.
Dotąd żyją ludzie, którzy te czasy dobrze pamiętają.
9
tylnej ścianie — w tem samem miejscu, co i obecnieJ). Podstawa tego pieca, widziana z góry, miała kształt, jak na
rys. 2. Wzdłuż całej przedniej
ściany biegło dość niskie podmu
rowanie*2), które nazywano babką
{babka — por. rys. 2 b i 3 a).
Od tej babki szedł w górę pro
stopadle mur, właściwy piec3)
(rys. 2 a i 3 6). Rolę dzisiej
szego komina do gotowania (rys.
120 16 i 121 16) spełniała babka.
W niewielkiej odległości od ścia
17. Drugi rodzaj odrzwi.
ny znajdował się na równym
(a słupy, b poprzeczka, c téhle).
poziomie z babkom piec chle
;ień, a strawę warzono przy
bowy (rys. 3 c). W piecu palił się
płomieniu, który wydo
bywał się z pieca jedy
nym otworem (c), zwa
nym pospolicie — jak
dziś — czeluściami (celuście). Ponieważ komina,
przez który dym mógłby
się wydobywać na ze
wnątrz chaty, nie było,
więc dym „wywalał“ bez
pośrednio na izbę, wy
pełniał ją zupełnie i ucho
dził wszelkiemi szparami
oraz
drzwiami, które la
Ty/. /i.
tem
i
zimą musiały być
18. Drugi sposób łączenia odrzwi.
otwarte4).
Chata wyglą
(c słup z wycięciem [1] i dziurą na tébel [!
dała wtedy, jak smolarb poprzeczka z zębem [3] i dziurą [2]l.
') Mniej więcej na przestrzeni kilku metrów kwadratowych
J) Miało ono około pół metra (lub więcej) wysokości. Mogło tu spać
obok siebie dwoje ludzi.
3) Sięgał on zwykle po ramiona lub na wysokość dorosłego człowieka.
i) Mimo tego w chatach tych było bardzo ciepło. O opał było łatwo,
palono więc dużo, a gdy się tak ogromny piec rozgrzał, mógł izbę ogrzewać
bardzo długo.
10
nia. W izbie wszystko było czarne1):
ściany, sprzęty, a i ludzie niewiele róż
nili się od cyganów, czy smolarzy. —
Nad oknem, wzdłuż poprzecznej ściany,
były dwa drążki, umocowane w obu ścia
nach podłużnych. Była to t. zw. polednia
(polédniá). Suszono na tych drągach drwa
na opał, len, konopie, zioła różne itd.
6 a. Oryginalny był też sposób oświe
tlania kurnych chałup. Z boku babki
znajdował się t. zw. stojak {stoják, rys. 2 c
i 6 a). Był to słupek średniej grubości,
19. Odrzwi w starych cha
na
którym umocowane były dwa drążki
tach, prowadzące do sieni,
(dwie
spągi), zbite na krzyż, czyli t. zw.
(a słup dłuższy z wyżłobie
krzyzidki
(por. rys. Ab i 5 b). Na nich
niem e, b poprzeczka, c téspoczywała okrągła mata, upleciona ze
bel, d słup krótszy).
słomy (rys. Aa, 5 a), którą wylepiano
grubo gliną (rys. 6 c)*2).i Na takim zaimprowizowanym, kominku
paliło się wieczorami smolne łuczywo (scépy). Ponad nim, (w pew
nej odległości), był umocowany wydrążony pień olszowy (rys.
3 e i 6 b), który jednym końcem wychodził przez specjalny otwór
w powale3) na „górę“, tj. na strych, a często aż na dach.
Był to więc rodzaj nowoczesnego komina i tędy uchodził kopeć
z palącego się łuczywa. Aby tym kominem nie leciało zimno,
zatykano jego otwór spróchniałą kłodą, którą również nazywano
babkom (mian. babka). Była to kępa olszowa z korzeniami, zie
mią i próchnicą, trochę obrównana i przykrojona na miarę
„komina“, osadzona na drążku. Kłodę tę wpychano do środka
*) Wapnem takiej chaty nie bielono nigdy. Jedynie parę razy do roku
(zwykle na największe święta) rozrabiano białą glinę w cebrzyku i tym roz
tworem mazano piec i ściany. Wtedy chata przybierała „odświętny“ — szary
kolor.
2) Czasem šwiécák urządzono nieco inaczej. Brano gruby pień olszowy
i górną jego podstawę oblepiano gliną (rys. 3 d). Było to daleko prostsze
i trwalsze
J) Otwór ten, (zatkany dziś okrągłym kawałkiem deski — por rys. 7 c)
można jeszcze gdzie niegdzie widzieć w tych mianowicie chatach, które daw
niej były kurnemi i w których przebudowano tylko piec.
11
'„komina“, a drążek opierano na stojáku, który przypomina tro
chę późniejszy šwiécák1).
Chaty te znikły już od kilkudziesięciu lat. Zniszczyły je
pożary12) i coraz bardziej szerząca się kultura3).
7. Dzisiejsza chata stoi
w odległości 2 — 4 metrów
od drogi4), w większości
wypadków zwrócona tylną
ścianą do wschodu — praw
dopodobnie celem zasłonię
cia wejścia od mroźnych
wiatrów wschodnich (por.
rys. 1 a i 1181). Okno jedno
wychodzi na drogę, drugie
zaś na podwórze5), które
ryj Ł O
20. Łączenie przyciesi zapomocą węgła
tu nosi nazwę ob _ ry 6). —
„w zamek“.
Co do zewnętrznego wy
(o przycieś podłużna, b poprzeczna, c pék,
glądu, to chaty nie przed
d skośne wycięcie węgłowe, e węgieł
stawiają naogół nic osobli
w zomek).
wego. Drzewo w nich jest
szare, sczerniałe. Tu i ówdzie widać chaty bielone na zewnątrz,
przytem bieli się tylko ścianę izby (czasem i sieni) od podwórza
i od cVogi, rzadziej tylną ścianę, a już wprost wyjątkowo cały
1) Opis niniejszy i rysunki podaję na podstawie informacyj, udzielo
nych mi przez ludzi, którzy wychowali się jeszcze w kurnych chatach i do
brze je pamiętają
2) Ostatni większy pożar, w którym spłonęła większa część Piasku,
wybuchł w sześćdziesiątych latach ubiegłego wieku.
3) Cárné chałupy, (o ile nie uległy zniszczeniu), przerabiano na „białe“
(białe). Takich zmodernizowanych chat utrzymało się zaledwie kilkanaście.
Jeszcze dziś można w nich widzieć czarne krokwie i łaty. Drzewo w ścia
nach przesiąkło żywicą i nabrało koloru ciemno-bronzowego ; wyprażone
dymem i gorącem, stwardniało przez to niezwykle i stało się odporném na
nieprzyjazne wpływy zewnętrzne. Po pożarze spotyka się często smolne sęki,
których ogień strawić nie zdołał. Takie domy mogą trwać jeszcze długie lata.
4) W ostatnich paru latach przeprowadzono przez wieś szosę, wskutek
czego dawna droga uległa znacznemu zwężeniu. Przed domami ciągną się
nieproporcjonalnie długie ogródki.
5) Zarówno w chatach po jednej, jak i po drugiej stronie drogi.
6) Obora (uobora < oh - mora, a więc to, co jest ob - warte, zawarte,
zamknięte, zagrodzone. — W Maziami n. p. oborą nazywają stajnię bydlęcą.
12
dom. Przed chatą wzdłuż jej frontowej ściany, ciągnie się zwykle
wysiadka (wysiadka rys. 1 k, 1f i 118 o)1). Jest to coś w ro
dzaju przyzby. Na linji okapu po
łożona jest długa żerdź, (okrągła
21. Wycięcie „w zamek“ dolnej
(podłużnej) przyciesi.
22. Odpowiednie wycięcie górnej
(poprzecznej) przyciesi.
lub ociosana). Na jednym i drugim końcu (często też w środku)
są wbite w ziemię pale, by żerdź
leżała nieruchomo na miejscu.
Między żerdź a ścianę chaty sy
pie się ziemię, często (dla ozdoby)
żółtawo-biały piasek.
8. Rozkład domu jest nastę
pujący *2) : Z podwórza wchodzi
się do sieni (b). Na prawo 3) jest
wejście do izby (a), na lewo
znajduje się bardzo często ko
mórka (c)4),5 w której przechowuje
się drobniejsze przedmioty, czę
ściej potrzebne lub też zbyteczne
rupiecie s).
23. Węgły lekko ukośne.
9. Przy budowie chaty (jak
(a przycieś podłużna, b poprzeczna,
c pele, d belki ściany).
wogóle każdego innego bu
*1 Niekiedy taka wysiůdka znajduje się także wzdłuż poprzecznej ściany
od drogi.
2) Por. rys 1.
3) Po lewej stronie drogi, albo jeśli dom jest przodem odwrócony do
wschodu, wejście do izby znajduje się po lewej ręce.
) Komorki tej w nowszych chatach zwyczajnie niema. Często w jej
miejsce jest t. zw. „mała izba“.
5) Na zboże itp. jest bardzo często osobny budynek, coś w rodzaju
śpichlerza, złożony zwykle z dwóch przedziałów (por. rys. 1 pod 3).
13
dynku) zaciąga się najpierw przyciesie (mian. przycieś, dop.
przyciesi). Jest ich kilka. Najpierw idą dwie podłużne (rys. 8 a,
10 a, lia, 20 a, 21, 23 a, 24 a, 26 a, 31 a i 33 a), potem kilka
(najmniej trzy) poprzecznych — zależnie od ilości przegród
(rys. 86, 206, 236, 246, 266, 316, 336 i 1176). Są one grub
sze, niż inne belki ; w starych chatach dochodzą do 25 i więcej
centymetrów.
Przyciesie wspierają się
na pękach (mian. pek, dop.
péka, 1. mn. pęki). Są to dę
bowe pniaki1) (ryc. 8 c, c,
lic, 20c, 23c i 33c), nieociosane z kory, długie na
jakieś 50—80 cm, zależnie
zresztą od potrzeby. Pęki
te wkopuje się już po wy
budowaniu domu (czy wogóle budynku) pod węgły, a
często dla silniejszego opar
24. Węgły „w rybi ogon“.
cia przyciesi także w środ (o przycieś podłużna, b poprzeczna, c belki
ku między jednym węgłem,
ściany, d tébel na końcu węgła).
a drugim (rys 8 c’)*2). Po
między pęki kładzie się później kawały gorszego drzewa czyli
t. zw. podwaliny3).
10. W przyciesi frontowej tkwią odrzwia (uodrzwi), pro
wadzące do sieni (rys. 8 d, 15 a, 6, 17 a, 6, 19 a, 6, 50 a, 52 a,
99a, 100a, 102a, 103a, 104a, 109a, 110a i lila), w po
przecznych zaś wewnętrznych te, które stanowią wejście do
ł) Kamieni za podpory do przyciesi naogół się nie używa ; czasem tylko
można widzieć kamień pod węgłem stodoły. — Przyczyną tego jest brak
w okolicy głazów narzutowych. Wprawdzie w każdym prawie domu jest parę
(jeśli nie kilka) dużych kamieni, tych jednak używa się do przykładania ka
pusty, zakiszonej w beczkach na zimę.
2) Po wykończeniu domu pąków tych zwykle nie widać, gdyż ciężar
budynku wgniata je w ziemią, przytem przysypuje się ziemią szparą pod
przyciesią, a więc podwaliny i pęki.
3) Nowsze domy mają coraz częściej podmurówkę z cegły pod izbą
i sienią. Pod komorą są tylko murowane péki. Często też daje się pęki z ce
mentu (rys. 9). Naogół podmurówkę dają rzadko, gdyż od cegieł ciągnie
w zimie wilgoć.
14
izby (rys. 98 a, 105 a, 106 a, 107 a i 117 a) i komórki. Odrzwi
są z jednego boku wyżłobione (por. rys. 8 g, 19 e, 110 e, 1116
oraz 10 c). Podobnie w tylnej przyciesi, nawprost sieni, osadzony
jest słup, wyżłobiony z dwu stron!) (rys. 10 6 i 116) w tym
celu, by nie trzeba było da
wać zbyt długiego drzewa,
o które obecnie coraz trud
niej. Odrzwia wiązane są u gó
ry dwojako (por. rys. 15,98 a,
99 a, 100 a, 102 a, 117 a i 16
oraz 17, 1912), 50 a, 52 a i 18).
ryt ZS
25. Węgieł, utworzony przez belki poprzecznej ściany wewnętrznej,
(a belka podłużna, b belka poprzeczna, c wycięcia węgłowe, d ząb,
wchodzący w słup odrzwi).
Zdarza się, że przy odrzwiach, prowadzących do sieni, jest wią
zanie jak na >-ys. 10, itd., przy wejściu zaś do izby występuje
typ odmienny (rys 17... itd). Ten drugi sposób nawet obecnie
przeważa.
11. Węgły przyciesi w starszych i nowszych chatach są
czasem wycięte w t. zw. zamek (zomek)3), por. rys. 8/, 20 d,
1) W wyżłobienia te wchodzi drzewo, zacięte w ząb (rys. 12 o, 25 d,
34 c 2, 53 c . Taki krótki „belek“ z zębem na jednym końcu nazywa się sumiec lub sumcůk. Istnieje także forma (może zepsuta) siulec. Jeśli chata jest
z drzewa okrągłego, ząb ma taki sam kształt (rys. 13 u). W innych budyn
kach (n. p. w stodole lub stajniach) zacięcie jest prostsze (rys. 14 a). Nie jest
wykluczone, że tak było niegdyś przy chatach.
2) Wiązanie odrzwi, przedstawione na rysunku 19 spotyka się czasem
w starych chatach przy wejściu do sieni. Słup po lewej stronie jest o łokieć
lub więcej wyższy, co właśnie uwydatnia rysunek.
3) Wycięcie węgła w zamek wymaga nieco więcej roboty. Z tego też
zapewne powodu węgły takie spotyka się coraz rzadziej.
15
21 i 22). Zwykle jednak
przyciesie mają węgieł taki,
jak inne belki (por. rys. 23,
31 i 33) *).
Drzewo, które kładzie
się po założeniu przyciesi,
jest cieńsze. Po przeważnej
części zacina się je w lekko
ukośne węgły (rys. 23), które
zwykle wystają poza obręb
ściany tylko na jakieś 5 cen
ri* i c.
tymetrów*2) tak, że wydają
26. Węgły przy chacie z okrąglaków.
się prawie płaskie. Jeślibyś
(a przycieś podłużna, b poprzeczna,
my te węgły przedłużyli,
c belki ściany, d wycięcie węgłowe).
przybrałyby postać, po
dobną do rybiego ogona. Istotnie w niektórych starych chatach
forma ta występuje bardzo wyraźnie (por. rys. 24)3). Przy
-
27. Łączenie okrąglaków przy pomocy
węgła.
28. Wycięcia w poszczególnych
belkach.
a belka spodnia, b górna, c wycięcie
węgłowe).
(a belka spodnia, b górna,
c wycięcia węgłowe).
odrzwiach i przy słupie kształt i sposób zacinania węgłów jest
nieco odmienny (rys. 8e, Ile,/, 25 c, 50 e,g, 51 d, 52 / h, 53 d).
) Czasem w przyciesi są węgły „na obłap“, u dalszych belek „w rybi
ogon“ (rys. 24)
J) Mogą być też nieco dłuższe.
3) W węgieł taki wbiiano często kołek czyli tébel (por. rys. 24 d, nadto
ust. 12). Było to prawdopodobnie w tym celu, by drzewo schnąc w ścianie,
nie wysuwało się ze swego położenia i by w węgłach nie tworzyły się
szpary.
16
Jeżeli chata budowana była z okrąglaków, węgły przyciesi wy
cinano „na obłap“ (rys. 26 a, b)1), dalsze zaś były wyrąbane
siekierą półokrągło (por. rys. 27 c,
28 c), albo częściej miały wycięcie,
którego przekrój podłużny ma
kształt, zbliżony do odwróco
nego i niebardzo foremnego tra
pezu równoramiennego (rys. 13 b,
14 b, 26 c, d, 29 c, 30 c, 32 c).
W obu wypadkach wycięcia te
były tylko z jednej strony bel
ki2). — Tu i ówdzie występuje
29. Drugi rodzaj węgła przy chacie również typ węgła „na obłap“
z okrąglaków.
(rys. 24 a, b, 26 a, b, 31), n. p. na
(a belka spodnia, b górna, c wycięcie Szlacheckjej} na Piasku itd. Oczywęgłowe).
., .
,
, .
wiście węgły takie można spo
tkać tylko w starych chatach 3). W nowszych chatach węgły są
silnie ukośne i głębokie, obcięte równo ze ścianą (por. rys. 33,
34 e, 50 e, 51 d, 52 / 54 b.
57 d, 58/, 65/ 73 h, 7Ak,
76 k, 77g, 83/).
12. Każde drzewo po
łączone jest z drugiem zapomocą kołka, zwanego tyblem (iébel rys. 34 d). Taki
tébel wb ja się w wywier
coną dziurę, a następne
drzewo nabija się niejako
z góry (rys. 34). Tébel jest
gruby na jakieś półtora cala,
zależnie od grubości świd
ra, którym cieśla rozporzą
30. Zacięcie poszczególnych belek.
dza. — Szpary w ścianie,
(a belka spodnia, b górna, c wycięcie
które cieśle umyślnie zo
węgłowe).
stawiają, ubija się silnie* 2 3
!) Przyciesie te były zwykle z dwu stron ociosane.
2) Węgły takie wystawały na zewnątrz nawet na 3 decymetry.
3) Tu i ówdzie widać węgły ukośne, dwa ostatnie jednak wycięte są
„na obłap“.
7
1.
... Grd.T>ica Ç,W'*TÎ|-
......................
HCho^W g**vxr^
Ma.j*
cl smru, zijf teg*o piŁti L à .Sowia, kow.
łagowskiej, oj»racoW4njj yirxc-x
SkdLÏ-WOO
Sx. ha.tvJi4k&.
O
Ą
umi.mi
l
L
3
W
5
€
i
J------------- 1I18____________=l
I. Mapa obszaru, zajętego przez Lasowiaków.
«
5
1,
10
—»
mchem łąkowym '),
miękkim i delikat
nym (Drepanocladus Kneiffii, Calliergon cuspidatum
itd.)2), a później
wylepia się je we
wnątrz (często) i ze
wnątrz chaty gli
ną3).
13. Od trzeciego
drzewa4) rozpoczy
na się okno. W star
szych chatach ok
na5) obramione by
ły okiennicami. Było
to coś w rodzaju
małych odrzwi (rys.
34 a, 35, 36, 50 b
31. Węgły na „obłap“.
52 b) z tą różnicą, (a przycieś podłużna, b poprzeczna, c belki ściany,
że okiennice są wią
d wycięcie węgłowe).
zane u góry i u dołu.
Sposób ich wiązania był taki, jak przy odrzwiach (por. rys. 15
35 i 16; 17, 36 i 18). Miało to tę dobrą stronę, że drzewo
w ścianie tkwiło silniej i wysychając, nie krzywiło się zbytnio
i nie „kosiło“6).
*) Mchem wyściela się także węgły chaty.
*) Mech leśny, którego używają n. p. w Maziami lub w Przędzelu
(pod Niskiem), jest twardy i do tych celów niebardzo się nadaje.
s) Dziś szpary wylepia się wapnem (siabruje sie).
4) Niekiedy, gdy drzewo jest grube, okno zaczyna się już na wyso
kości drugiej, (a licząc z przyciesią trzeciej) belki. Jedno okno (od drogi)
znajduje się wyżej, gdyż węgieł w drzewie wycina się tylko do pewnej wy
sokości. Dlatego przy budowie nowych chat cieśle wyrzynają część belki
(mniej więcej do połowy grubości), by okna były na równym poziomie.
5) Izba ma równe dwa okna : jedno od drogi, drugie od „obory“. Wy
jątkowo były w izbie trzy okna ; wtedy dwa zwrócone były na podwórze.
6) Obecnie już takich okiennic nie robią, ponieważ wymaga to trochę
więcej roboty. Żeby jednak drzewo przy otworach okiennych leżało równo
nie wykrzywiało ściany, wyżłabia się je w środku tak, jak odrzwi (por.
rys. 37 b) i w to wyżłobienie wsadza się t. zw. duszę (dusa, bier. dusé), tj.
Lud. T. XXIX.
18
Okno składa się dziś z t. zw.
skrzynki1), zbitej z czterech desek
calowych (rys. 38), oheblowanych
z trzech stron. Są one połączone
ze sobą „na ząb“ (rys. 39). Do
boków skrzynki od zewnątrz i od
wewnątrz przylegają deski heblo
wane i w różny sposób wyżłobione,
32. Sposób wycinania węgłów na „obłap“,
(a belka spodnia, b górna, c wycięcie
węgłowe).
33. Najnowszy system węgłów.
(a przycieś podłużna, b poprzeczna,
c pék, d belki ściany, e wycięcie
węgłowe).
&
A
34 Sumiec.
(a słup okiennicy z wyżłobieniem [1],
b sumce w ścianie, c sumiec zakładany
z zębem [2] i dziurą na tébel [3], d těbel,
e wycięcie węgłowe).
i
■rys iS
35. Okiennica.
(a słupy pionowe, b poprzeczki,
c tébel).
graniasty kawałek drzewa, grubości półtora cala (rys. 37 c), którego długość
równa się wysokości okna. Silne to jednak nie jest.
') W starszych chatach skrzynkę zastępowała okiennica.
19
jak u odrzwi, c dusza).
36. Drugi rodzaj okiennicy.
(o słupy pionowe, b poprzeczki,
c łeble).
t. zw. futryny (rys. 40 a, b, 42 a,
43 a). W futrynach tkwią zawiasy
(rys. 42 e, 43 e), na których umocowane są ramy okienne (roma,
mian. 1. mn. romy). Rama tworzy połową okna, t. zw. kwaterą
i
a.
•>V‘ 3/
iy łłi
38. Skrzynka do okna.
(a deski pionowe, b po
przeczne).*)
39. Sposób łączenia
desek w skrzynce.
(a deska pionowa,
b poprzeczna, c zęby).
*) Zamiast zawiasów używano dawniej gwoździ. Dlatego takich okien
nigdy nie otwierano, Odejmowano je tylko wtedy, gdy chałupę bielono przed
jakiemiś uroczystemi świętami.
20
(kwatera rys. 41, 42 c i 43 c). W każdej kwaterze są z reguły
trzy, czasem cztery szyby1), wielkości 20X20 lub 24 cm (rys. 45
i 46). Aby szparą między kwaterami nie leciało zimno, przybija
się do jednej kwatery od zewnątrz, do drugiej od wewnątrz
t. zw. listewkę, (rys. 41 b, 42 b, 43 b, 47, 48 i 49).
o
a*
»
«JT»
40.Futryny do okien
z wyżłobieniami.
(a pionowa, b pozioma).
41. Kwatera okienna
14. Ponad oknem i drzwiami
(połowa okna) w starszych
leży drzewo, zwane ocapem (uochatach.
, i . .
i
.
.
.
.
(a ramy, 6 listewka,
cap). Jeżeli okno i odrzwi sięc szyby)
gają do jednego mniej więcej po
ziomu, wtedy zakłada się jeden uocáp. Łączy on w całość węgły
skrajne, okiennicę i odrzwi (rys. 50 d i 51). Gdy jednak drzwi
sięgają wyżej, jeden viocáp daje się nad okno (52 c i 53), drugi
ponad odrzwi (rys. 52 d ). Powyżej uocápu kładzie się jeszcze
jedno lub dwa drzewa2).
l) Coraz częściej pojawia się typ okien o czterech szybach, z których
dwie są większe, a dwie mniejsze (rys 42). Oprócz tego są w nowych do
mach okna o trzech dużych szybach (rys. 43, nadto 44). Wprowadzają też
na zimę okna podwójne.
J) W całej ścianie chaty jest 8 —10 sztuk drzewa, (bywa i więcej,
n. p. 14, co zależy od grubości belek). Pod dachówkę stawia się domy wyż
sze. — Te belki, które leżą ponad uocápém, mają często w starych chatach
węgły „na obłap“ (por. ust. 11 oraz rys. 24 a, b, 26 a,b, 31).
21
42 Duże okno w nowszych chatach o dwóch szybach większych i dwóch
mniejszych.
(a futryny, b listewka, c szyby, d ściany chaty, e zawiasy, / ramy).43
-J-------CL-
43. Duże okno nowoczesne o trzech szybach.
(a futryny, b listewka, c szyby, d ściany chaty, e zawiasy, / ramy okienne).
22
fy s. 4 4 .
44. Otwór okienny ze skrzynką.
(a skrzynka, b listewka poprzeczna, na
której wspiera się trzecia szyba — por.
rys. 43, c ściany chaty).
15. Na takiej wysokości
spoczywają belki1), któ
rych w izbie2) jest zwykle
trzy, (nie licząc oczywiście
dwóch, które tworzą część
ścian). Przecinają one izbę
w kierunku poprzecznym,
a więc są równoległe do
poprzecznych przyciesi3 ).
Ponieważ belki n e leżą na
równym poziomie ze ścia
nami podłużnemi, lecz wy
stają do połowy grubości
drzewa (rys. 54 a), więc by
zapełnić lukę między bel
kami, daje się w to miejsce
46. Rama od zewnątrz z szybą,
45. Rama od wewnątrz z szybą.
(a ramy, b szyby).
(a ramy, b szyby, c haki płaskie,
łączące ramy).*)
*) Wyraz „belek“ jest w gwarze Grębowa rzeczownikiem rodzaju męskiego.
a) Nad sienią „belkow“ niema
s) W Tuszowie Narodowym (obok Mielca) są także belki podłużne (jeden
23
kawałki drzewa ') czyli t. zw. wy
siadkę (wysiadka)2). Belki wystają
poza zrąb ściany mniej więcej na dłu
gość łokcia lub na metr (rys. 54 a,
54«. 58 d, 65 a, 73 i, 74 / i 77 e). Na
tych wystających końcach „belków“
są od frontu często ozdobne wycięcia
od najprostszych i najpospolitszych
(rys. 55 a, b, c, d, e, f, g, h) do bar
dziej skomplikowanych (rys. 56 o, b,
c, d, e, f, g, h, i, j, k, l, m). Belki
mają węgieł „na obłap“. Wycięcie od
L
spodu znajduje się zawsze na równi
ze ścianą (rys. 54 d, i, n, b, g itd),
górne natomiast jest zwykle wysu 47. Listewka do okna z wy
żłobieniami.
nięte na zewnątrz ściany (rys. 54 e,
48. Inny rodzaj listewki do
55/ 56 o, 57 g i 58 k).
okna z wyżłobieniami.
16. W górne wycięcie belek3) 49. Listewka do okna całkiem
wchodzą odpowiednio (również „na50
prosta.
1
(
i
V
A-----
50. Ocáp nad oknem i drzwiami.
(a odrzwi, b okiennice, c belki, e węgły, d uocáp, f ząb fiocápu, wchodzący
w wyżłobienie odrzwi).
51. Ocáp (widok od spodu),
(a wycięcie nad odrzwiami, b wycięcie nad okiennicą, c ząb wchodzący
w wyżłobienie odrzwi lub okiennicy, d węgieł).
lub dwa, co zależy od szerokości domu). Na nie kładzie się belki po
przeczne.
J) Długość ich wynosi tyle, co odległość między jednym a drugim „belkiem“.
s) Por. ust. 7, gdzie wysiadka oznacza co innego.
5) Może być ono bliżej ściany.
24
*łi «
52. Ocáp (osobny nad odrzwi [c], osobny nad okno [d]).
(a odrzwi, h okiennica, e ząb ocópu, f węgły, g belki ściany).
53. Ocáp nad okiennicą.
(a wycięcie nad okiennicą, b ząb uocápu, c ząb, jak u sumca, wchodzący
w wyżłobienie odrzwi, d węgieł).
54. Belki.
(a belki, na których spoczywają płatwie i powała, b węgły, c belki ściany,
d węgieł „belka“, zacięty na „obłap“)
obłap“) zacięte płatwie (mian. 1. poj. płatew, dop. płatwi, 1. mn.
płatwie) '). Są to dwa drzewa grube, jak przyciesie (rys. 57 a,*)
*) W niektórych domach tylko frontowa płatew wysunięta jest poza
zrąb budynku, tylna zaś, mimo że belki nieco wystają, leży na równej linji
ze ścianą Wtedy płatew spełnia rolę wysiůdki. — Czasem w starych chatach
płótwi n'ema wcale. Z reguły niema ich także w nowych chatach, które
mają t. zw. dach „sztychowy“ (rys. 65 i 77).
25
58 o, 59 d, 60, 66 a i 72 a), dłuż
sze, niż cały dom, wystające na
obu końcach poza ścianą chałupy
(rys. 57 c, 58 a, 59 d i 66 u)1). Na
nich spoczywają płatwie poprzeczne,
które również są nieco od ściany
odsunięte, tworząc okap poprzeczny
(rys. 57 b, 58 b i 72 b).
17. W płatwiach tkwią krokwie
(rys. 58 g i 66 b)2). Jest tam wy
cięcie (rys. 59 i 60), w które wcho
dzi krokiew, zacięta na podobień
stwo węgła (rys. 58 g, 61, 62 i 66 b),
wspierając się na plátwi w znacznej
mierze własnym ciężarem3). Kro
kwie przybijano dawniej kołkami,
dziś długiemi bretnalami. U dołu
krokwie wystają na łokieć lub wię
cej (rys. 58g i 66 b). W ten sposób
tworzy się okap celem zabezpie
czenia ścian od działania deszczu.
By nie było w izbie zbyt ciemno,
(chaty bowiem są dość niskie i okap
wznosi się czasem tuż nad oknem),
przybija się do krokwi kawałki
drzewa (rys. 66 c), by okap pod
nieść wyżej i uzyskać większą ilość
światła.
Na szczycie dachu krokwie
łączy się w podobny sposób, jak
węgły. Obie krokwie są zacięte
ł,»Jt
55. Ozdobne wycięcia na wysta
jących częściach belek.
(/ węgieł dolny, j górny, w który
wchodzi plátem).
*) Czasem te wystające części mają wycięcia ozdobne jak belki (n. p.
rys. 55 h, 56 c i 57 c).
’) Jest ich kilka (siedm, ośm, dziewięć), zależnie od długości chaty.
3) Obecnie bardzo często krokiew osadza się nie w plátwi, której niema,
lecz w „belku". W wystającej jego części dłubie się dziurę, (rys. 63 a),
w którą wchodzi odpowiednio zacięty ząb krokwi (rys. 64 b). Jest to t. zw.
dach sztychowy (śtychowy, por. rys. 65). Ażeby pod strzechę czy dachówkę
nie nadęło zimą śniegu, przybija się do wystających nad okapem „belków“
t. zw. podprzybitkę tak, że nad okapem jest coś w rodzaju powały.
26
w formie jednostronnego węgła płaskiego (rys. 67), poczem
zbija się je kołkiem (téblém, rys. 68). Istnieje oprócz tego drugi
sposób łączenia krokwi (rys. 69 i 70).
55. Wystające części „belków“ z wycięciami bardziej skomplikowanemu
(n węgieł dolny, o górny, w który wchodzą płatwie).
Gdy dom jest pod dachówkę, łączy się czasem krokwie
t. zw. buntem (rys. 77 b)x). Chodzi tu o wzmocnienie krokwi
(i oczywiście dachu). Taki bunt ma tylko co druga para krokwi.
O ile przy chacie są t. zw. facjaty (mian. 1. poj. facyját), skrajne1
1) Forma bunt rozwinęła się zapewne z bont < bánt < bant.
27
krokwie mają bunt zawsze. Przy dachu „sztychowym“ są one
nieraz wzmocnione podpórkami (rys. 65 d).
57. Płatwie.
(a płatew podłużna, b poprzeczna, c węgieł, w którym się schodzą, d węgły
ściany, e belki ściany, f belki, na których spoczywają płatwie podłużne
i powała)
18. Dwie główne połowy dachu mają w ogólnym zarysie
kształt trapezu równoramiennego. U szczytu zbiegają się one
58. Zrąb dachu z krokwiami.
(a płatew podłużna, b poprzeczna, c ich węgieł, d belki, na których leży
powała, e belki ściany, / węgły, g krokwie główne, h krokiew skrajna,
i środkowa krokiew w zótółku, j podpórka).
pod kątem. Domy, kryte dachówką1), mają dach więcej płaski
i kąt zawarty między krokwiami zbliża się do kąta prostego.*)
*) Są one oczywiście nowsze.
28
Pod słomę stawia się dachy ostrzejsze, by uzyskać lepszy ściek
wody.
19. Boczne strony dachu są to t. zw. zatyłki (mian. zůtáłek II zátělek, 1. mn. zátálki II zâtélki). Zatyłek, którego długość
S; )'
59. Wycięcie w płatwi, w którem
osadza się krokiew.
(a wycięcie skrajne, b grzbiet czyli
ząb, o który zahacza się krokiew,
c wgłębienie środkowe; d powierz
chnia boczna płatwi, e powierzchnia
górna'.
60. Przekrój poprzeczny
płatwi w miejscu osadzenia
krokwi.
(a wycięcie skrajne, b ząb,
c wgłębienie środkowe).
podstawy równa się długości
płatwi poprzecznej, ma zaw
sze postać trójkąta równo
ramiennego. Jeśli to jest zdtałek ze słomy, wtedy jest on zawsze nachylony do głównych
płaszczyzn dachu. Polega to na tern, że nachylona jest skrajna
krokiew (rys. 58 h i 71 b) ').
Łączy się ona u szczytu z na
stępną krokw ą przy pomocy
podpórki (poprzécki), która
podobna jest do buntu (rys.
*,i. Łl.
58 j, 71 d) a).
61. Zacięcie dolnego końca krokwi
30. W nowszych domach
w kształcie węgła, widziane z boku.
zátátek ze słomy zastąpiony
1) Krokiew skrajna ma — oprócz belek narożnych — jeszcze jedną
w środku (rys. 58 z oraz 71 c).
2) Zátátek może mieć dwojakie zakończenie : takie, jak na rys. 88 lub
też jak na rys. 89, 90, 91, co zależy od tego, czy poprzécka jest umieszczona
niżej (rys. 58j), czy bliżej szczytu dachu (rys. 71 d).
29
63. „Belek“ przy dachu „sztychowym“
(a dziura w „belku“, w którą wchodzi
ząb krokwi, b węgieł, c wystająca
część belki poza zrąb ściany).
jest facjatem (facyját) z desek. Wtedy
główne połacie dachu mają kształt
prostokątów. Skrajne krokwie tkwią
w węgle plátwi (rys. 72 c, e), w którymfjest wycięcie takie, jak na rys. 59. Zwykle domy mające
facjaty, kryte są dachówką, ale trafiają się też i pod słomę.
Facyjái ma różny wygląd : może
być zupełnie prosty bez żadnych
ozdób (rys. 73) lub z deskami,
ułożonemi promienisto1) (rys. 74,
75 i 76). Przy dachu „sztycho
wym“ może on być wklęsły (rys.
76 i 77*2). Szczyt jego ma czasem
od frontu ozdobne zakończenie
(rys. 80). — Facjat tylny jest
zwykle mniej ozdobny, zaopa
trzony w drzwiczki (rys. 78)3).
21. Mając zrąb dachu (rys.
58 i 65), pobiją się go łatami
(ład sie). Na jednej stronie da
chu jest dziesięć, jedenaście lub
^4. Krokiew z zębem przy dachu
więcej łat. Są to długie żerdzie , ,
. »sztychowym
62. Zacięcie krokwi w dolnej
części w kształcie węgła,
widziane z góry.
_
*
Ociosane
~
Z
°
dwu stron i ostru-
(a krokiew, b ząb, który wpuszcza się
w nl,elek“, odpowiednio wyżłobiony).
*) Facyját, zwrócony ku drodze, ma zwykle okienko (rys. 74 d i 75 c).
2) U spodu są niekiedy ozdobne wycięcia. Jeśli facjat jest zupełnie
prosty, wycięcia te są w deskach (rys. 81 i 82). Gdy deski są ułożone pro
mienisto, albo gdy facyját jest wklęsły, przybija się osobną deskę, ładnie powyrzynaną (rys. 83 d).
®) Często szpary między deskami facjatu zasłania się cienkiemi listew
kami (rys. 79).
30
65. Zrąb dachu sztychowego.
(o belki, b krokwie, c bunt, d podpórka, e belki ściany, f węgły).
gane z kory ośnikiem 1) (rys. 91 cl i 92 b). Do krokwi przybijano
je dawniej kołkami, obecnie używa się do tego tylko gwoździ.
66. Krokiew z nadbitką.
{a plátem, b krokiew,
c nadbicie).
67 Krokiew, złączona w kształcie
jednostronnego węgła płaskiego.
(a krokwie, b zacięcie, c dziura na
tébel).
We frontowej stronie dachu wycina się jedną lub dwie łaty
na długość metra lub więcej. Powstaje otwór (rys. 84 b) ®),* 2
*) Gdy drzewo na łaty jest zbyt grube, przerzyna się je piłą na dwie
lub cztery części. Przy budynkach pod dachówkę daje się łaty równe,
oberznięte w tartaku na kostkę (rys. 77 c).
2) Może on być przesunięty więcej ku środkowi, ale w tej części da
chu, która znajduje się nad izbą.
31
68. Krokiew po złączeniu.
(a krokwie, b miejsce złączenia,
c tébel).
69. Inny sposób łączenia krokwi,
(a krokwie, b wycięcie w jednej kro
kwi, c ząb krokwi, d dziura na tébel).
przez który podaje się siano na strych (czyli na t. zw. „górę“) *),
by w zimie było cieplej. Otwór -ten zatyka się snopkami, które
nie są przywiązane do łat tak,
że je można łatwo w razie po
trzeby usunąć.
22. Dach pokrywa się (posywá siej małemi snopkami70
70. Krokiew po złączeniu.
(o krokwie, b miejsce złączenia,
e tébel).
71. Zrąb szczytu dachu.
(a krokiew zwyczajna, b krokiew
skrajna, nachylona do poprzedniej [a],
c belka środkowa w skrajnej krokwi,
d podpórka, na której wspiera się
belka c).
słomy2). Są to t. zw. zakosy (mian. 1. poj. zakos), częściej na
zywane zakośnikami (mian. zakośnik) i głowacze (mian. głowóc,
I. mn. glowácé). Przedtem należy oczywiście snopek do poszy') W chatach, które mają facyjáty, słomę itd. podaje się drzwiczkami,
umieszczonemi w tylnym facjacie (rys. 78 d).
’) Obecnie coraz więcej budują domów pod dachówkę, co wobec gę
stego zabudowania wsi jest konieczne. Każdy rząd dachówek nazywa się
sárém (mian. 1. poj. sór < niem. Schar).
wania dachu odpowiednio sporządzić
(wykręcić). W tym celu bierze się
słomy tyle, ile chłop może objąć
dwiema garściami i obwiązuje się ją
w środku dość ciasno cienkiem po
wrósłem. Następnie dzieli się tę słomę
na dwie (mniej więcej równe) części
i wykręca się je w dwie przeciwne
T*/>
72. Wycięcie w węgle plátmi,
strony. Tak powstaje zókośnik (rys.
w które wchodzi skrajna kro
85). Głowace robi się podobnie, lecz
kiew, do której przybite są
słomę przewiązuje się powrósłem bli
deski facjatu.
żej
t. zw. knobi (mian. 1. mn. knobie
(a plátem podłużna, b po
<
knąbie),
tj. dolnej części słomy
przeczna, c wycięcie skrajne,
d ząb, o który zahacza się
(rys. 86). Takie snopki robią wraże
krokiew, e wgłębienie środ
nie, że składają się z dwu mniej
kowe — por. rys. 59 i 60).
szych.
22 a. Zakośniki daje się zawsze na pierwszą łatę (rys.
84 c i 87 c), na róg dachu (rys. 84 a, 87 a, 88 a, 89 a, 90 a
i 91c)1) i często na ostatnią łatę, na której sterczą jakby
73. Facjat prosty.
(a deski przybite do łat, tworzące obramienie zewnętrzne i chroniące
dachówkę z boku przed wiatrem, b podbicie od spodu, c deski facjatu,
d otwory okrągłe w deskach, e końce płótmi podłużnych, / krokwie,
g belki ściany, h węgły).
*) Narożnik (narożnik) ma więc kształt odwróconych schodów. Zwykle
zakośniki, z których jest zrobiony, są równe. Ale niektórzy chłopi robią na-
33
74. Frontowy facjat promienisty z okienkiem.
(a obramienie zewnętrzne, b podbicie, c otwory, d okienko, e facjat, / końce
płótwi podłużnych, g krokwie, i „belek”, j belki ściany, k węgły).
grzbiet równy (rys. 76e, 89c i 89c) lub powycinany (rys. 90c
i 93 e) 1). Na inne łaty kładzie się głowace. Naturalnie zćkośnik
knąbiami leży na dół, gdy
głowóc ma je zwrócone
ku górze.
22 b. Każdy snopek
przywiązuje się do łaty.
W tym celu odgina się od
spodu nieco słomy z jednej
i drugiej połowy snopka,
skręca się w powrósło, któ
re obwija się dokoła łaty
(rys. 92 e). Można także po
75. Inny rodzaj facjatu promienistego.
wrósło, kręcić przy pomocy
(a obramienie zewnętrzne, b podbicie,
c okienko, d deski facjatu).
kołka (jak przy wiązaniu* 87
rożniki bardzo starannie. Na pierwszą łatę kładą dwa grube zókośniki, na
drugą cieńsze, potem jeden gruby, a następnie cieńsze i tak aż do szczytu.
Po obu stronach narożnika dają również co drugą łatę jeden zókośnik (rys.
87 b). Prócz tego jeden lub nawet kilka zákošnikóm może być u szczytu zátátka
(rys 88 e) ; jednakże zâtàlek może mieć także inne zakończenie (rys. 89, 90 i 91).
') Mogą być u szczytu dachu tylko same głowace. Wtedy dach jest
równy (rys. 91 c).
Lud. T. XXIX.
3
34
76. Facjat wklęsły.
(a obramienie zewnętrzne, b podbicie, c strzecha, d kalenica, e zókośniki
w zakończeniu dachu, / otwory okrągłe, g górna część facjatu, h część dolna
o deskach, ułożonych promienisto, i daszek, tworzący okap poprzeczny,
j belki ściany, k węgły).
77. Szkielet facjatu wklęsłego przy dachu „sztychowym“.
a krokiew,
b bunt, c łaty, d podpórki na łaty przy okapie poprzecznym,
e „belek“, / belka ściany, g węgły).
35
■żyta w polu): wtedy snopki przymocowane są silniej. Nadto
łączy się jeszcze snopki między sobą powrósłem, ukręconem
2 garstki słomy, z dwu snopków sąsiednich1).
23. Mając tak
wykończony dach
układa się dopie
ro kalenicę (mian.
1. poj. kalenica
rys. 76 d, 88 d,
89 d, 90 d i 93 o).
W tym celu na
sam szczyt dachu
daje się perz lub
paździerze (perz
«B.W
abo pażdziora) lub
78 Część tylnego facjatu z drzwiczkami. jedno i drugie, by 79. Listewka
(a obramienie zewnętrzne, b podbicie, zatkać szparę, ja do zatykania
c deski facjatu, d drzwiczki, e zawiasy, ka powstała mię szpar między
/ otwór z powodu otwarcia drzwiczek,
deskami
dzy obiema stro
£ płatew poprzeczna, h deski powały).
facjatu.
nami dachu. Jeśli
na ostatniej łacie są głowace (rys. 91 e), wtedy szpara między
■ obiema połowami dachu jest duża i perz nie mógłby się utrzy
mać. Dlatego kładzie się na
wierzch dość cienkie kawałki
80. Ozdoba na szczycie dachu.
•(a obramienie zewnętrzne, b podbicie,
c deski facjatu, d szczyt ozdobny).
ryj- tl-
81. Ozdobne wycięcia u dołu
facjatu prostego.
tyczki w odległości paru decymetrów jedna od drugiej, poczem
dopiero na nich układa się kalenicę. Tyczki te z czasem zgniją,
ą Mimo tego silna burza zrywa nieraz poszycie.
3*
36
ale perz do tego czasu już 83. Ozdobne wycięcia u dołu facjatu
się uleży tak, że kalenica nie
promienistego.
zapadnie się zbyt prędko (a obramienie zewnętrzne, b podbicie,
i woda deszczowa przez c deski facjatu, d deska powyrzynana,
nią się nie przeciśnie. — przybita u dołu facjatu, e belki ściany,
/ węgły, g krokiew, h łata).
Gdy szpara jest węższa,
a więc gdy ostatni rząd snopków tworzą zńkośniki, układa się
kalenicę bez żadnych podpórek. Aby jej wiatr nie zrywał*
w dachu, c zákošniki u dołu strzechy,
d strzecha z głpwaczów).
85. Zakośnik czyli
zakos.
przykłada się ją ciężkiemi kawałami drzewa (zwykle spróchnia
łego, by było cięższe, rys. 89 e), albo t. zw. krzyżakami (mian.
1. mn. krzyziáki), por. rys. 93, 94 i 95.
37
III.
~24. Drzwi i sposób ich zamykania. 25. Ściana poprzeczna między izbą i sienią.
26 Sień, komórka, strych. 27. Powała. 28. Rozkład sprzętów w izbie
29. Komin i piec chlebowy. 29 a. Kapa. 30. Wierzchnica. 31. Swiecák.
24. Z kolei należy też powiedzieć coś o urządzeniu wewnętrznem chaty. Z podwórza wchodzi się do sieni (rys. 1) */,
przez dość wy
soki, (często w
środku już wy
tarty lub wygniły) próg. Drzwi
od sieni, zarówno
I P.
jak i od izby,
umocowane są
na dwóch ha
kach, tkwiących
87. Inny rodzaj narożnika.
w tylnym słupie (a zakośniki w narożniku, b zůodrzwi (rys. 96 c); kośniki boczne, mające na celu
wzmocnienie narożnika, c zókoina te haki na- niki na pierwszej łacie, d krokiew
86. Głowóc.
sadza się sztaby
e strzecha z głowaczów).
żelazne z okrągłemi otworami, przybite do drzwi (rys. 97 c) 2). Futryn odrz w
nie mają. W słupach, w progu i poprzecznem wiązaniu odrzwi
wycięte jest wyżłobienie, by drzwi dobrze przylegały (rys. 96 6
i 99 6).
Drzwi zewnętrzne nie zawsze sięgają do samego wiązania
odrzwi. Wtedy u góry umieszcza się t. zw. spágé (mian.
spága < niem. Spange, por. rys. 1006), do której przylega
okienko (rys. 101 i 102 c). Czasem spága jest ozdobnie powyrzynana (rys. 102 6).
Drzwi od sieni zamykają się rozmaicie. Najpospolitszy jest
skobel (rys. 103 i 104). Jeden hak wbija się w słup odrzwi,
drugi w deskę skrajną drzwi (rys. I03c i 104c). U drzwi wisi
żelazna sztaba (rys. 103 d), którą zakłada się na drugi hak
2) Przy starszych chatach wchód z podwórza jest wprost do sieni.
Dopiero od niedawna do sieni dobudowuje się ganek.
a) Były też w chatach t. zw. drzwi biegunowe (rys. 98), tj. obracające
się na osi, jak dziś u stodoły. Oś stanowił jeden bok drzwi (b).
38
1-yS-
tg.
89 Inne zakończenie zátálka.
(a narożniki, b strzecha, c zakoń
czenie dachu zakośnikamU d kale
nica, e kawał drzewa przyciskający
kalenicą .
(rys. 104 d), by w powstały otwór
(f) wetknąć kłódką lub zwykły
kołek, czy nawet kawałek kija. —
Jest (oprócz tego) do codzien
jące kalenicą, celem zabezpieczenia
nego użytku klamka (klémka),,
jej przed wiatrem).
jak u drzwi, prowadzących do
izby ’) (rys. 105 e, f i 106 e)2). W niektórych chatach zamiast
klamki istniała drewniana zakrętka (rys. 108 i 109 d), a dolepszego zamknięcia służyła (i jeszcze częściowo służy) drewniana
(tf zákoěniki w narożnikach, b strze
cha z głowaczów, c zakończenie
z zákosników, d kalenica, e zakośniki
u szczytu zátálka, / deski obramia-
90. Inne zakończenie dachu przy po
mocy zákosników i glowáców, ułożonych
naprzemian.
(a narożniki, b strzecha, c zakończenie
strzechy, d kalenica).
91. Zakończenie dachu
glowácami.
(o narożniki, b strzecha, c kro
kiew, d łaty, e rząd glowáców>
na ostatniej łacie).
x) Dziś klamka ma inny wygląd (por. rys. 107).
2) U drzwi, prowadzących do sieni, klamka jak na rys 105 jest
od zewnątrz. Rys. 106 przedstawia klamką od wewnątrz. W izbie jest od
wrotnie.
3) Porządna zasuwa drewniana istniała tylko przy komorach (rys. 112 d).
Był to kawał twardego drzewa, a w nim trzy otwory, by w nie można
wsadzić klucz, stosownie sporządzony (rys 113). Zewnątrzna strona zasuwy
39
25. W sieni za drzwiami jest istny skład najrozmaitszych
r upięci l). Przy poprzecznej ścianie, oddzielającej sień od izby
(ry£- 117) stoi słuP komina
92. Strzecha od wewnątrz.
(a krokiew, b łaty, c powrósła, któremi
są przywiązane do łat głowace, d górna
część głowócćw, wystająca w postaci
jakby grzbietu).
T P93. Umocnienie kalenicy.
(a kalenica, b strzecha, c zakończenie strzechy — por. rys. 90;
d krzyzióki).
(rys. 117 e), wybiegając prosto aż na dach. W nim znajduje
się gruba, t. zw. grubka (f), gdzie składa
się różne drobniejsze przedmioty albo kury
noszą jaja. Wyżej nieco
widać otwór (g), któ
rym wydobywa się
sadze. Zwykle zatyka
się go kawałkiem de
ski. Komin ten jest
do wysokości powały
bielony z dwu stron2).
Za nim jest znowu
skład rupieć.3). Dalszą
część ściany poprzecz
nej tworzy od komina
95. Inny rodzaj
94. Krzyziák.
krzyzióka.
ściana pieca, (rys.l 17c)* *)
jest całkiem prosta (rys. 114). Strona wewnętrzna, zwrócona do ściany, miała
dwa podłużne graniaste rowki (rys. 116 a), w które wchodziły jakby dwie
„sprężyny“ z drzewa dębowego (rys. 115 c).
*) Znajduje się tam : łopata czyli rydel, grace, pazory, t. j. motyka
o dwu lub trzech odnogach do kopania ziemniaków ltd.
J) Sień ma zabieloną tylko tę ścianę, która tworzy zarazem ścianę
izby i to po ten właśnie komin.
3) Stoi tam: trefus (lub tryfus\ t. j. beczka do „polewania“ bielizny,
40
która leży równo z przyciesiąJ). — Przy tylnej ścianie stoi
zwykle duża beczka na kapustę, a zaś wzdłuż drugiej ściany
poprzecznej — stępa, przy stępie drabina
do włażenia na strych.
26. Podłogi w sieni (jak i w izbie)
niema*2). Zamiast niej jest tylko ubite kle
pisko z gliny, w którem jednak wybijają
się łatwo doły i trzeba je co jakiś czas
równać3). Powały
nad sienią niema.
Tylko gdzieś z
boku pod tylną
ścianą chaty leży
kilka desek, by mo
żna było przejść
zjednej części stry
WP
97. Zawias.
chu (nad komór
(a drzwi, b spága, która
ką) na drugą, tj.
7 Tjifó.
łączy deski drzwi,
nad izbę.
c zawias).
96. Hak, na którym
Nad komórką
osadzone są drzwi.
umieszczona jest długa tyka, końcami za(o tylny słup odrzwi,
.
v .
»T
...
-ii
io wyżłobienie
. . w słupie,
. . czepiona
o łaty. Na nieiJ zimą1 i latem siar
c hak).
dają kury. To też nawozu kurzego na po
wale pełno, a często i na sieni. Strych nad
komórką służy za skład drzewa materjałowego, różnych na
rzędzi itd.
27. Z sieni wchodzi się do izby. Jest ona zawrze wybienadto : łopata do chleba, ożóg (iioziióg), tj. długi drążek, na który zakłada
się słomiane pomietło (pomietło || pumietło), służące do wymiatania węgli i po
piołu z pieca, pociásek ( || poúách), czyli drążek z drewnianą (czasem żelazną)
kociubą do wygarniania węgli z pieca itd.
*) Przy budowie chaty zakłada się w tej ścianie tylko przycieś, po
czerń następuje pusta przestrzeń, wreszcie u góry kładzie się trzy lub cztery
drzewa (por. rys. 117 6’. W tę pustą przestrzeń wchodzi właśnie ściana pieca.
jdzi tu prawdopodobnie o oszczędność drzewa budulcowego i o zabez
pieczenie się przed możliwym pożarem, który z czasem mógłby wybuchnąć,
gdyby ściana pieca wykruszyła się i wypadła
2) Podłoga znajduje się tylko w komorach i w komórce przy sieni.
W : 'bie daje się podłogę dopiero od niedawna.
3) Zwykle robi się to w czasie bielenia (na Boże Narodzenie i na
Wielkanoc).
41
'
« )
i ,
!■)
i
1 i i ’ i i
V „ii!1
a
?
'M\ |i
T'l
111 ' ,/ !' 'i1
1!
lV'!í
99. Wyżłobienie odrzwi, do
którego przylegają drzwi.
(a odrzwi, b rowek, d tébel).
łona, jakkolwiek bieli się ją
tylko trzy razy na rok (wy
98. Drzwi biegunowe.
jątkowo częściej, zwykle
(a odrzwi, b oś drzwi, c deski drzwi,
przed jakąś uroczystością
d wycięcia „ordobne* w skrajnej desce
domową, n. p. weselem lub
drzwi, stanowiącej ich oś, e spági,
chrzcinami). Powały i „bel/ rączka do pociągania, g belki ściany).
ków“ 1) nie bieli się naogół
nigdy. Jest ona zwykle koloru ciemno-bronzowego. czasem na
wet czarna (oczywiście w starszych chatach). Ułożona jest
z grubych, olszowych belek,
które dochodzą do kilku
cali2). Niektóre „deski“ nie
są rznięte, lecz ciosane,
w obu wypadkach nieheblowane. W tych chatach
VP 5» -
100. Poprzeczna spága, przy okienku nad
drzwiami prowadzącemi do sieni.
(a odrzwi, b spága, c těble).
• Ry tM
101. Okienko nad drzwi
(por. rys. 100).
*) Na środkowym „belku“ widnieje często napis, mówiący, kto daną
chatę wystawił, przytem wyrżnięta jest czasem data wybudowania, krótka
modlitwa o błogosławieństwo i t. d. W środku „belka“ wbity jest hak, na
którym wiesza się zabitą świnię, celem jej oprawienia.
2) Obecnie na powałę przeznacza się deski dwucalowe z drzewa so
snowego (rzadziej świerkowego).
42
dymnych, których
nie przebudowano
wcale, gdzie więc
powała niegdyś
była czarna, jak sa
dza, tam znać, że ją
zabielono. Z pew
nością nie często
ją bielono, może
raz na kilka lub kil
kanaście lat, w każ
dym bądź razie śla
dy podobnej czyn
ności są widoczne,
28. W izl >ie znaj
dują się sprzęty
102 Okienko nad drzwiami sieni.
(rys. 118). Przy
(a odrzwi, b spága, powyrzynana ozdobnie, c rama
ścianie
poprzecznej
okienna, d teble).
naprzeciw pieca
stoi szafa (a), w której mieszczą się naczynia kuchenne (miski,
garnki itd.). Przestrzeń od szafy wzdłuż frontowej ściany zaj
mowała długa ława (6). Była ona gruba i szeroka, wyciosana
z jednego pnia olszowego,
spoczywająca na dwóch pnia
kach (c) 1). Sięgała ona aż do
stojącego w kącie izby łóż
ka (d). Pod oknem (m) od
strony drogi znajduje się
stół(e), tuż obok stoi drugie
łóżko (czasem jest i trzecie) ;
przy tylnej ścianie mieszczą
ł
się żarna, (żarna /), wreszcie
czwarty kąt zajmuje piec [k,
103. Skobel.
(a słup odrzwi, b drzwi, c haki.
n, j, i). Prócz tego jest jeszcze
d sztaba żelazna z otworem, e ściana).
parę mniejszych stołków. —
I
fi//.
03
*) Dziś już taką ławę trudno spotkać. Tu i ówdzie można ją było>
oglądać przed wybuchem wojny. Zamiast tych ław ciężkich i niewygodnych*
są mniejsze (w każdym razie dość długie) ławki na czterech nogach.
43r
104. Zamkniecie drzwi na skobel.
(a odrzwi, b drzwi, c haki, d sztaba
żelazna, założona na hak, wbity w słup
odrzwi, f otwór, w który wkłada sie
kołek lub kłódkę).
105. Klamka u sieni od ze
wnątrz (w izbie od wewnątrz)(a słup odrzwi, b wyżłobienie
w słupie, c drzwi, e dźwignia
klamki do naciskania, / rączka
klamki, g hak, na który za
chodzi sztaba klamki).
Na ścianie od strony drogi, często też
(przynajmniej częściowo) od strony
podwórza i na tylnej ścianie (nad
łóżkiem) wiszą obrazy. — Ponadto
wzdłuż tylnej ściany na przestrzeni od „belka“ do „belka“ jest
półka, poniżej zaś grządka (grządka, rys. 119), tj. dość długi
drążek (e) na drewnianych wie
JCł 'tAb
szadłach (d), przybitych do „belków“. Wiesza się na niej bieliznę
jakąś, potrzebniejsze odzienie,,
w zimie zaś przędzionka (mian.
1
o\ i
l
I
1
106. Klamka u sieni od wewnątrz
(w izbie od zewnątrz).
a
•
• i •
V
1
7
i
)
iifi
(a słup odrzwi, b wyżłobienie w słupie,
c hak, na który zakłada się klamkę,
d drzwi, e sztaba klamki, / dźwignia —
por. rys. 105 e).
Í/I
ICJ
107. Klamka nowoczesna.
(a odrzwi, b klamka z rączką c
i zasuwką d).
44
1. poj. przydzionko, 1. mn. przydzionka,), tj. pasma uprzędzionych nici.
108. Drewniana zakrętka
w starszych chatach.
109 Drewniana zakrętka
po zamknięciu drzwi sieni
od wewnątrz.
(a słup odrzwi, b drzwi,
c ściana, d zakrętka).
Na oknie lub nad oknem znaj
duje się krzyż (pasyjka), jakaś figura
Matki Boskiej i wazonki z kwiatami1).
29. Oto wszystko, co znajduje się w izbie. Na bliższą
uwagę zasługuje jeszcze piec (rys. 120 i 121). Składa się on
4 f-=-~
-rd/S i Iß.
110. Drewniana zasuwa przy drzwiach,
wiodących do sieni (od wewnątrz),
(a odrzwi, b ściana, c drewniane pod
pory, podtrzymujące zasuwę, d zasuwa,
e otwór w ścianie, / wyżłobienie
w słupie odrzwi).
111. Zasuwa drewniana przy
drzwiach, wiodących do sieni
widziana od zewnątrz.
(a słup odrzwi, b wyżłobienie
w słupie, c ściana, d zasuwa,
e otwór w ścianie).
z trzech (w nowszych chatach z dwóch) głównych części :
.z t. zw. komina (mian. kumin), éwiecàka2) i zwiérznicy (nom.
l) Za wazonki służą często stare garnki blaszane z dziurawem dnem.
') W nowszych chatach go niema.
45
sing. zwiérznica). Komin (rys. 120 I, 121 1) jest to słup w kształcie
sześcianu, o krawędzi wynoszącej mniej więcej metr długości.
Z przodu ma grubę(a) dość dużą, czasem o dwu przegrodach
umieszczonych jedna nad drugą1).
Przegroda ta oraz sklepienie w ta
kiej grubie jest z desek; na to
sklepienie przychodzą dwie lub
trzy warstwy cegły.
Na kominie znajduje się pa
lenisko (A); pali się tu tylko la
tem*2), by w izbie nie było gorąca,
a także, by się szybciej gotowało,
co nie jest obojętne i ze względu
112. Zasuwa przy komorze od
na oszczędność drzewa i czasu.
wewnątrz.
(a odrzwi, h ściana, c podpórki,
Palenisko jest dosyć równe ; sta
d zasuwa, e otwory na klucz).
wia się na niem : kociołek (kocietek), tj. garnek żelazny na trzech nogach. Jeśli wypadnie gotować
coś więcej, wtedy stawia się dynarek, tj. żelazną trójnożną pod
stawkę, na której spoczywają żeleźniaki (mian. 1. p.
żeleźniak, 1. mn. żeleźniaki). W murowanej ścianie
znajduje się wgłębienie {grupka c), do którego
podgarnuje się popiół. Dalej w tyle jest ściana
pieca chlebowego, a w niej otwór t. zw. cze
luście (celuście-e). Ponad czeluściami jest mały
otwór (e’), który zatyka się, zależnie od potrzeby,,
czy chodzi o lepszy
dostęp powietrza, czy
słabszy.— Równa „po
R,; ffl(
dłoga“ pieca chlebo
wego nazywa się trzo
114. Zasuwa drewniana
113. Klucz do za
przy komorze, widziana
nem {trzon II czszon).
suwy drewnianej
od wnętrza.
Sklepienie w piecu jest
przy komorze.
(a otwory na kluez).
półkoliste 3).
29 a. Nad kominem wznosi się t. zw. kapa. Wspiera się
ona na drążku lub grubym pręcie żelaznym {d). Podstawę kapy
') Gruba ta służy za skład rupieci. W zimie siadają w niej kury i znoszą
jaja. Śmieci w niej zwykle pełno.
2) Czasem i w zimie w czasie „polewania“, tj. prania bielizny.
3) W takim piecu zmieści się sześć dużych bochenków chleba.
46
stanowią dwie deski, zbite ze sobą pod kątem prostym o za
cięciu w kształcie jednostronnego węgła płaskiego (por. rys.
67 b). W tern miejscu wspierają się te deski na drążku, a końce
««- VS.
1Î5. Zasuwa drewniana przy
komorze od strony ściany,
otwory na klucz, b „sprężyny“
dębowe, c rowki, w które wchodzą
sprężyny).
Rji, 4i£.
116. Zasuwa drewniana przy
komorze od strony ściany.
(a rowki, w które wchodzą
dębowe sprężyny, b otwory na
kluczl.
wpuszczone są w mur. Na tych deskach Jest gzyms ceglany (/),
potem układa się cegły w skos (g) ; następuje jeszcze jeden
mniejszy gzyms (h), poczem wznosi się już prostopadle mur
117. Część ściany, dzielącej izbę od sieni.
(a odrzwi, b ściana drewniana, c ściana pieca, cl tylna ściana chałupy, e słup
komina, / grubka, g otwór na sadzę).
komina do powały (120 K, 121 i) i wyżej. Z boków kapy są
czasem dwa małe murki (120 Z)1). Mniej więcej na poziomie
J) Na tych murkach jakoteż na gzymsach kapy składa się drobne przedjmioty (zapałki, smolne szczapy, brzytwę i t. d.).
47
H?/ch oí
118. Flan rozmieszczenia mebli w izb-’e (1 izba, 2 sień).
ia szafa kuchenna, b ława długa, c pniaki, na których wspiera się ława,
d łóżka, e stół, f żarna, g zapiecek, h wolna przestrzeń między ścianą
i zwiérznicq, j éwiécůk, k komin, l drzwi, m okno, n piec chlebowy, o wysiadka
obok chaty.
48
drugiego gzymsu jest (wewnątrz komina) zasuwa z blachy,
zwana syber. Czasem szyber wysuwa się na zewnątrz, zwykle
jednak odmyka się go i zamyka wewnątrz komina, zapomocą
dłuższego drążka (najczęściej żarnówki).
30. Wierzchnica (zwiérznica, por. rys. 120 III i 121 II) ma
więcej niż metr długości a około metr szerokości. Z przodu ma
dwie gruby: wyższa (rys. 120o i 121 k) — to palenisko, niższa
(rys. 120 n i 121 j) — popielnik. W spodzie paleniska cegły są
ułożone tak, że między niemi są szpary (na cal i więcej); tędy
umożliwia się lepszy dostęp powietrza, tędy nadmiar popiołu
spada do popielnika. Palenisko zakrywają drzwiczki z blachy
na zawiasach
(rys. 120o, 121 k).
Sklepienie pale
niska tworzą bla
chy (rys. 120 p
i 121/), kładzione
dawniej wprost
na cegły. Aby
blachy pod cię
żarem garnków
nie wyginały się
w środku, dawa
no pod spód gru
119. Grządka.
bą
belkę żelazną
(a belki, b powała, c ściana, d drewniane wieszadła,
e drążek).
(około dwucalową) wspartą obu
końcami na murze. Gdy długo w piecu palono, belka się prze
palała i musiano ją wyrzucić. W nowszych piecach wprowa
dzono ramy żelazne, które tak szybkiemu przepaleniu nie ulegają,
gdyż wpuszczone w mur, nie są narażone na bezpośrednie dzia
łanie płomienia. Z tyłu paleniska i z boku jest otwór, prowa
dzący do rur, przewodzących dym, t. zw. luchtów. Takie luchto
(z niemieckiego Luft) przechodzi w całej zwierznicy, dzięki czemu
ona się rozgrzewa. Czasem piec obciągnięty jest (dla większej
mocy) kawałkiem rafy od koła, zgiętej pod kątem prostym.
Cały piec obłożony jest cienką warstewką słomy celem ochrony
przed pękaniem, a następnie oblepiony równo gliną, zmieszaną
z piaskiem.
49
Na poziomie blach zwierznica jest znacznie zwężona *). Na
prawo jest murek (rys. 120 p i 121 ń). W samej zzviérznicy jest
ponad blachami półokrągłe wgłębienie sklepione (rys. 120 s,
121 ni), gdzie wstawia się garnki. Z boku jest zawsze mała
grubka (rys. 120 r i 121/). Blisko zetknięcia się zzviérznicy z ko-
120. Piec ze éwiécákiém.
<1 komin : a gruba w kominie, b trzon czyli palenisko komina, c grubka
d drążek, e otwór do pieca chlebowego t. zw celuście, f gzyms kapy, g okap,
h drugi gzyms. A’ komin, i murek; II šzviécůk: j trzon, k gzyms, / kapa,
ł szyber, m górny gzyms ; III zwierznica : n popielnik, o palenisko zatkane
drzwiczkami, p blachy, r grubka, s sklepienie, t właściwy mur zwiérznicy ;
u szyber, w gzyms zwiérznicy, x tylna ściana izby, y ściana wewnętrzna izby
z Świnia.
minem znajduje się blaszana zasuwa, t. zw. szyber (syber, rys.
120/1, 121 p). Na szczycie zzviérznicy jest gzyms (120 w, 121 r)
i wgłębienie, gdzie sypie się ziarno do suszenia. Wierzchnica stoi
w pewnej odległości od ściany. Przestrzeń między nią a ścianą
nazywają zapieckiem (zapiecek). Przy piecu stoi ławka, którąl
l) Jak z rysunku widać, zwierznica najszersza jest u spodu, potem jest
nieco zwężona z dwu stron, wreszcie od murka widać już to zwężenie bardzo
wyraźnie.
4
Lud. T. XXIX.
50
również nazywają zapiecek1). Na tej ławce wsparte są deski,
drugi ich koniec opiera się na poprzecznie biegnącej spádze,
którą podpierają nieraz dwa w ziemię wbite kołki. Jest to wła
ściwy zapiecek. Tędy wchodzi się na piec (najpierw na chle
bowy*2), który jest nieco niższy od wierzchnicy), potem na zmierznicél. Na zapiecku zwykle ktoś sypia. Od zwiérznicy do głównego
121. Piec bez šwiécáka.
(I komin: a grubka, b trzon czyli palenisko, c grubka, d drążek, na którym
wspiera się kapa, e ceiuście, f gzyms kapy, g okap, h gzyms górny kapy
i komin; II zwiérznica: j popielnik, k palenisko i drzwiczki, l blachy kuchenne,
i grubka, m sklepienie nad blachami, n murek, o mur zwiérznicy, p szyber^
r gzyms zwiérznicy, s Świnia, t śc ana tylna izby, u wewnętrzna ściana po
przeczna izby).
komina prowadzi luchto, które złączone jest z nim przy pomocy
t. zw. świni (mian. 1. poj. śzuynia, rys. 120 z i 121 s). Jest to
kawał muru w postaci niezgrabnego słupa3).
*) Por. rys. 118 g.
2) Z boku jego jest wgłębienie, grubka, by łatwiej było wyleźć.
3) W najnowszych chatach piec ma kształt odmienny. Chaty te mają
dwie izby, które ogrzewa jeden piec. W małej izbie znajduje się zwiérznica
z kuchnią do gotowania (jak na rycinie 118 i) oraz komin i piec chlebowy
(rys 118 k, n). W dużej izbie jest druga zwiérznica, a w niej blachy, zwrócone
do tylnej ściany izby. Dostęp do nich znajduje się tam, gdzie zwykle jest
zapiecek (rys. 118 h). Dłuższa ściana tej zwiérznicy biegnie równolegle do
poprzecznej ściany izby. Oczywiście šwiécůka tutaj niema.
51
31. W kącie, utworzonym przez komin i wierzchniej, jest
w starszých piecach zawsze t. zw. świecak (rys. 120 III) Ma on
wygląd.małego kominka. U jego podstawy jest podmurowanie (/),
zakończone dość niezgrabnym i niewyraźnym gzymsem, nad
niem zaś w pewnej odległości wisi kapa (/), mniejsza oczywiście,
niż u komina, z jakby odwróconym gzymsem u dołu (k), by kopeć
nie wywalał na izbą1). Stąd prowadzi rura do komina. Z boku tej
kapy tkwi szyber(/). Na šwiěcáku palono smolném łuczywem t. zw.
szczepami (mian. 1. mn. scépy), w które gospodarz zaopatrywał
się jesienią i świecił całą zimą, gdyż oświetlania naftoWemi lam
pami albo nie znano, albo też za drogo wychodziło. Swiécáki
oddały ludności znaczne usługi w czasie wojny, gdy nafty nie
można było dostać*2).i
Uzupełnienia.
Str. 8, uwaga 1. U ludzi biednych chata, stajnia i „bojowisko“ do młócenia zboża tworzą jeden długi budynek, nakryty
wspólnym dachem.
Str. 10, wiersz 8. Drążki wystawały na zewnątrz ścian na
kilka centymetrów, co można jeszcze dziś tu i ówdzie oglądać.
Potem drągi te wewnątrz chaty wyrżnięto piłą.
Str. 11, wiersz 14. Czasem izba znajduje się nie od strony
•drogi, lecz od strony gumna.
Str. 17, uwaga 5. Czasem od strony podwórza jest jeszcze
małe okienko o jednej szybce.
Str. 19, uwaga 1. Dziś jednak okna są do otwierania.
Niekiedy w jednej „kwaterze“ o trzech szybach środkowa się
otwiera. Ale tak jest dopiero od niezbyt dawna.
Str. 33, uwaga 1. U szczytu zàtàlka jest zwykle dziura,
może pozostałość po dawnej belce szczytowej dachu. Ostatnia
łata po jednej i drugiej stronie dachu wystaje cżasem na zewnątrz.
I) U góry kapa éwiécáka kończy się podobnie jak zwiérznica (rys. 120 zu
i 121 r).
J) Szkice rysunków: 3, 4, 5, 6, 10, 12, 16, 18, 25, 28, 37, 55 c, 56 a,
59, 60, 61, 62, 68, 70, 108, 117, 119 i 121 wykonał według moich wskazówek
p. Kazimierz Wojewoda, nauczyciel państwowej szkoły powszechnej w Mi
kołowie. (Wszystkie rysunki z wyjątkiem kilku zostały przerysowane przez
p. Eustachego Wasilkowskiego. Konieczność znacznego pomniejszenia nie
których rysunków spowodowała też zbytnie zmniejszenie znaków objaśnia
jących. Przyp. Red.)
4
52
Na zakończenie chcę zaznaczyć, że artykuł ten ma na
celu tylko podanie materjału etnograficznego. Aby nie popaść
w nieścisłość, fragmentaryczność, starałem się uwydatnić wszelkie
szczegóły (często drobne), które zdołałem zauważyć, ilustrując
je, ile to było w mej mocy, rysunkami. O brakach i niedociągnię
ciach niniejszego szkicu sam wiem najlepiej.
Mikołów, (woj. Śląskie), w styczniu 1930.
R Ě S L M É.
I. L’auteur a présenté la construction de la chaumière dansles villages de Grębów et Jamnica situés entre la Vistule et le
San (dans l’arrondissement de Tarnobrzeg) et habités par une popu
lation surnommée „Lasowiaki“. (comp. les. cartes 1 et 2). C’étaient
autrefois des contrées marécageuses, c’est pourquoi on ne pouvait
construire les habitations que sur des élévations du terrain appe
lées „gręby“. De là vient aussi le nom de „Grębów“.
II. En général on construit les chaumières le long des routes»
Elles tournent le dos à l’ouest ') (fig. 1 ). Les chaumières „cárné cha
łupy“ existaient jusque vers 1860—1870. Elles avaient un poêle
sans cheminée (fig. 2 et 3), c’est pourquoi la fumée sortait par h
chambre. Toute la chaumière était enfumée et noire. — On éclai
rait cette chaumière par un bois résineux, qui brûlait sur un
luminaire placé à côté du poêle (fig. 3d et 6). La suie montait
par une cheminée de bois (fig. 3 c et 6 b).
A l’extérieur les chaumières sont grises, parfois blanchies2).
Elles se divisent en une chambre (ordinairement du coté de la
route), un vestibule et parfois un petit garde-meuble (fig. 1. I).
Pendant la construction on pose d’abord les solives longitudi
nales (a) et transversales (b fig. 8,20,23, 24, 26 etc,). Les solives
sont appuyées sur des souches de chêne (péfai, fig. 8 c etc).
Dans les solives est fixé le chambranle, qu’on joint de deux
manières, (fig. 15, 16, et 17, 18). Dans la solive de derrière se
trouve un pilier (fig. 10), cannelé de deux côtés (comme lechambranle) qui unit le bois dans le paroi (fig. 1 1 ). Les angles
des solives sont parfois découpés en serrure (fig. 20, 21, 22).
Outre cela les angles (aussi bien des solives que des autres
poutres) peuvent être: en queue de poisson (fig. 24), em
brassées (fig. 31 et 32), ou profonds et obliques (fig 33 etc.)3).
*) Dans ce résumé nous ne renvoyons qu’à certaines figures.
3) A côté de la chaumière se trouve une „wysiadka", espèce de banquette.
3) Quand la chaumière est construite en bois non equarrï, la décou
pure d’angle n’est faite que d’un côté (fig. 13 b, 14 b, 26 c, d, 29 c etc.).
53
Le bois est uni à l’aide d’une cheville ( tébla, fig. 34 d).
*0n bouche les fentes avec la mousse des prairies. Dans les
vieilles chaumières les fenêtres ont des volets (fig. 35 et 36).
Les fenêtres plus récentes sont pourvues d’une espèce de petites
•caisses (fig. 38). Elles sont encadrées d’un chambranle (fig. 40).
Elles ont six ou huit petits carreaux (fig. 41). Les fenêtres mo
dernes ont quatre ou trois carreaux (fig. 43 et 44). Le bois audessus de la fenêtre ou de la porte s’appelle „uocdp“ (fig. 50,
51, 52 et 53). Audessus de lui il y a 1—2 bois, ensuite viennent
Jes poutres (fig. 54). Sur la façade elles ont des ornements scul
ptés (fig. 55 et 56). Sur elles sont les racinaux longitudinaux
•(fig. 58 a), et sur ceux-ci les transversaux (fig. 58 b). Dans les
racinaux longitudinaux sont fixés les chevrons ') (fig. 58 g), qui
■ont parfois un élément appelé „bunt“ (fig. 65 c).
Les côtés latéraux du toit (zdtdłfy) sont inclinés vers les
principaux, grâce á l’inclinaison du dernier chevron (fig. 58 A)*
Le „zdtdłek" cède aujourd’hui de plus en plus place à la façade
droite (hg. 73, 74 et 78), ou concave (fig. 75, 76), à ornements
sculptés (fig. 81, 82 et 83).
Aux chevrons on cloue des lattes (fig. 77 c). Sur elles on
dispose les tuiles (dans ce cas les lattes doivent êtres à niveau
•égal), ou bien on les couvre avec des gerbes de chaume: ,,zàkośniki" (fig. 85), et „głowdce" (fig. 86). „Zakošnikj", (de forme
différent des „głowdce“) se posent sur la première latte (fig. 84 c
et 87 c) à l’angle du toit (fig. 84 a, 87 a, 88 a, etc.), et souvent
sur la dernière latte (fig. 88 c etc.). On couvre le reste avec les
„głowdce“. Au sommet du toit on pose un faîte (fig. 89 d, 90 d
■et 93 d), de chiendent et de chènevotte, qu’on fixe avec une
perche (fig. 89 e), ou avec des chevrons croisés {ferzyzidfyi, fig.
'93 d, 94 et 95).
III. Les portes qui mènent à la chaumière, placées sur des
gonds, ne sont pas encadrées de chambranles*2) (fig. 96 c et 97 c).
Elles se ferment au loquet (fig. 105 e, /, et 106 e), ou au crochet
(fig. 103 et 104), autrefois à tourniquet de bois (fig. 108 et 109d),
ou à la targette de bois (fig. 1 10 d et III d). Dans le vestibule
derrière la cheminée et derrière la porte se trouve un vrai ma
gasin de vieilleries. Seulement la chambre et le garde-meuble
■ont un plafond, audessus du vestibule il n’y a que quelques
planches, pour qu’on puisse passer d’un grenier à l’autre. Autre
fois on posait le plafond de la chambre avec de grosses poutres
de pins ou d’aulnes. Dans la chambre se trouve le mobilier
(fig. I 18). Le poêle occupe le plus de place. Il se compose de
trois et dans les nouvelles maisons de deux parties (fig. 120 et
') Lorsque la chaumière a un toit appelle „sztychowy“, les chevrons
sont fixés dans les poutres (fig. 65 b).
2) Autrefois il y avait des portes à pivot (fig. 98).
121). Sur la cheminée il y a le fourneau (Z>), au fond l’entrée dix
four à pain appelé „celuśde" (c). Audessus du fourneau s’élève
le manteau (^apa, f, g, h), et plus haut vient la cheminée (fig.
I2O/1 et 121 i). La seconde partie appelée „ztüierzrica“ (fig. 120 II
et 121 II) sert à chauffer la chambre. Là se trouvent ies plaques
de fer-blanc pour cuisiner1) (fig-. 120p et 121 /). Audessus on
sèche le grain.
Le lampadaire ou „štciécdk“ sert à éclairer la chambre (fig.
120 III). Il est placé entre la cheminée et „wierzchnica“, C’est une
cheminée (/) couverte d’un petit manteau (Z). Sur cette cheminée
on brûlait le bois résineux appelé „scépy". Aujourd’hui on éclaire
les chaumières avec des lampes au pétrole : cependant encore
pendant la guerre les „slOiêcàki“ rendaient de grands services
à la population.
1) On r.e cuisine dessus qu’en hiver.
JAN KUCHTA.
ZABYTKI I TRADYCJE HISTORYCZNE
PO TWARDOWSKIM.
I. „Czarnoksięska księga“ Twardowskiego.
Lud polski silnie wierzy w historyczność postaci czarnoksię
żnika Twardowskiego i jeszcze do dziś wspomina o rozmaitych
przedmiotach czarnoksięskich, które uważa za „pamiątki“ po nim.
Do nich należy zaliczyć w pierwszym rzędzie „czarnoksięską
księgę“ Twardowskiego — która tak wielkie budzi zaintereso
wanie, nawet w współczesnych nam czasach, nie wyłączając
chociażby ostatnich dni1). Ale wywody na temat jej „historyczno■
ści“ idą zasadniczo w niewłaściwym kierunku. Wszystkie miano
wicie zmierzają do tego, by udowodnić, że krakowska księga
„Liber Magnus“ zw. „Księgą dwudziestu sztuk“ lub „Księgą
Twardowskiego“, nie jest nią w rzeczywistości. Wszystkie usiłują
rozwiać legendę, przywiązaną do tego kodeksu a opowiadającą,
jakoby z tej księgi czerpać miał swą niesamowitą wiedzę wszech
rzeczy polski Faust — czarnoksiężnik Twardowski.
Ta legenda bibljograficzna, która owiła mgłą takiego uroku
krakowską księgę Twardowskiego, sprowadziła na manowce ba-*)
*) Prof. Sinke Tad. Krakowska „Księga Twardowskiego“ (Legenda
bibljograficzna). Kraków. „Czas“. Rok 1921 (grudzień) ex 25. XII. 1921
Wanda Kończy ńska: „Ribljoteka Jagiellońska“. Przewodnik dla
zwiedzających z 15 rycinami w tekście. Warszawa 1923, str. 30.
Wanda Kończy ńska: „Zarys historji Bibljoteki Jagiellońskiej“.
Kraków 1923, sir. 31.
L. G. „Z dziwactw medycyny średniowiecznej“. Ilustr. Kurjer Codzienny.
Kraków 1928, Nr. 328 z 26. XI. 1928 („Kurjer literacko-naukowy“) str. V.
Prof. Dr. Jan Sas Zubrzycki: Mistrz Twardowski. Białoksiężnik
Polski. Prawda z podań. Miejsce Piastowe. 1928.
56
dania nad jego rzeczywistą księgą czarodziejską, co do której
dość skąpe mamy wiadomości.
Należałoby się zaś raczej zająć tein, co mówi tradycja o sła
wnej „rzeczywistej“ księdze Twardowskiego. Mamy o niej dwie
relacje zaledwie, które trzeba kolejno omówić.
1. „Wileńska“ księga czarnoksięska. Przed
dwustu sześciu laty, w r. 1723 wyszła w Lipsku łacińska książka
Woiťa i Jungschultza „De incrementis studiorum per Polonos
ac Prussos“ 1). (O wzroście nauk w Polsce i Prusiech). Autorowie
wymieniają w niej między inneini dwa rękopisy Jana Twardow
skiego: pierwszy zawiera wszystkie umiejętności, ułożone po
rządkiem alfabetycznym, drugi magję. Ten drugi rękopis ma znaj
dować się pod kwadratowym kamieniem w skrytce muru jakiejś
bibljoteki, „aby nikt nie mógł takich rzeczy czytać“.
Druga relacja pochodzi z r. 1724. Podaje ją *2) Jezuita Adam
Naramowski w dziele swem: Facies rerum Sarmaticaruin Lib. I.,
cap. 2, § 31, pag. 51 i 52. Rzecz doprawdy szczególną o wspomnia
nym rękopiśmie Twardowskiego podaje on do wiadomości pu
blicznej. Oto ona w oryginale:
Tvardovii liber Vilnae ex Bibliotheca evanuit.
XXXI. Ex ungue noscitur Leo, vila ex opere. Quomodo vixerit
magus ille Twardovius, quomodove perierit, probat illud opus eius magicum, seu Liber conscriptus, inter multos libros post fata Sigismundi II
a successore Collegio Vilnensi donatos, attributus de quo P. Szpot in
M. S. suis refert, audivisse se ex ore Patris Danielis Butwit tune socii
Bibliothecae Vilnensis Praefecti, et monstravisse sibi locum separatum,
in quo catena ferrea muro affixus hic fuit liber. Cura hic pater ex
curiositate, cpiid in eo contineretnr, apertum coepisset legere, sensit
illico circa se horribilem in bibliotheca excitari tumultum, locum
a geniis occupari, territus, vix clauso libro ad vicinum Bibliothecae
effugit cuhiculum, insomnemque taediosus traduxit noctem. Sequentis
ł) Jacobus W o i t i Joannes Sig. Jungschulz: „De incrementis
studiorum per Polonos ac Prussos“, Lipsk 1723. 4 p. 68. §. XX. — Por.
także: Prof. S i n k o Tad. „Czas“, Kraków 1921. o. c. i M u c z k o w s k i :
„Pauli Paulirini.... liber“. Kraków 1835, str. 2.
2) Adamus Naramowski S. J. : „Facies rerum Sarmaticariini in
Facie Regni Polonice, Magnique Ducatus Litvanice gestarum Duobus libris
succinate expressa. Anno Domini 1724. Lib. I. cap. II, § 31 — str. 51 i 52.
57
diei diluciilo cum societatis aliis Bibliothecam adiit, librum, qui iam
«vanuit, non invenit, quo, et a quo ablatus fuerit, sciri non potuit.
Facile creditur cum suo abreptum Authore iustas luere poenas. M. S. 'i.
Zdarzenie to mogło przypaść około r. 1620. Ks. Szpot słyszał
-o niem od Butwiła i zapisał je.
Ks. Daniel Butwił wstąpił do zakonu w roku 1600; od roku
1660 jest „Vilnensis Collegii et Academiae“ rektorem*2), zaś od
r. 1661 „Crosnensis Collegii Rectorem“. Słyszeć więc mógł Ks.
Szpot o zdarzeniu około r. 1660 3). Naramowski ogłosił je drukiem
aż w r. 1724 — podając do publicznej wiadomości, iż „Twardowskii liber magicus disperiit“ 4).
O „magicznej wileńskiej księdze Twardowskiego“ wie potein
już tylko w r. 1762 Ks. Stanisław Rostowski5), odsyłając po
*) Po polsku brzmi ona: „Z pazura lwa poznać można, a z dzieł życie
człowieka“. Jakie życie prowadził ów sławny czarodziej Twardowski, jak je
skończył, wykazuje owe dzieło jego czarodziejskie, czyli rękopism, który po
śmierci Zygmunla Augusta króla, z daru jego przez jego następcę (Batorego)
z wielą innemi księgami Wileńskiemu Kolegjum Jezuitów Się dostał. O nim
pisze ojciec Szpot, iż słyszał z ust księdza Daniela Butwiła naówczas pomoc
nika przełożonego nad Bibljoteką wileńską, który mu wskazał „skrytkę“,
gdzie książka rzeczona Twardowskego łańcuchem żelaznym do muru przy
kuta była. Gdy ów ksiądz ciekawością zdjęty, coby zawierała, czytać ją zaczął,
dał się słyszeć, zgiełk i łoskot okropny w Bibljotece i ona napełniła się demo
nami (genii). Ksiądz przelękniony rzuciwszy książkę, ledwie do sąsiadującej
sypialni zemknąć zdążył i całą noc potem bezsenną pełen obrzydzenia prze
pędził. Gdy o świcie następnego dnia wezwawszy drugich takich, wszedł do
książnicy, już owej książki nie znalazł. Kto ją zabrał i dokąd nie można si<
było dowiedzieć Najpewniej gdzie pisarz, tam się i książka dostała. Łatwo
jednak uwierzyć, że porwana wraz z autorem, słuszną z nim poniosła karę
2) Lituanicarum Socielatis Jezu Historiarum Provincialium. Pars Prima,
auclore Stanislao Rostowski. Ex eadem societate et Provincia sacerdote Vilnae.
1762,str. 410 — 441
i
3) Dziejami bibljoteki Zygmunta II Augusta zajmuje się obecnie prócz
Prof. Dra K Hartleba kilku badaczy Ostatnią pracą na tem polu jest dziełko:
Ks. Edmund Majkowski: „Materjały do dziejów bibljoteki Zygmunta
Augusta“. Książki Zygmunta Augusta przechowywane w Bibljotece Archidie
cezjalnej w Poznaniu. Poznań 1928. Nakł. Tow. Bibljofilów.
4) Naramowski: „Kacies rerum Sarmaticarum...“ 1724
(Indekskońcowy).
s) Stanisław Rostowski: Lituanicarum Societalis Jezu Historiarum
Provincialium. Pars prima. Vilnae 1762, str. 49.
58
szczegóły „De libro Magico Tvardovii, post mortem Augusti in
Bibliothecam Collegii Vilnensis translato“ do dzieła Naramowskiego.
Jak widoczne jest z tej. relacji, wileńska księga Twardow
skiego istniała. Znajdowała się w Bibljotece króla Zygmunta II
Augusta i wraz z Bibljoteką jego dostała się Jezuitom wileńskim.
Oto, co w sprawie tej darowizny mówi testament królewski:
„Księgi wszystkie nasze, którekolwiek na ten czas w ręku
i w schowaniu Łukasza Górnickiego, a potem u kogokolwiek
i gdziekolwiek będą, niechaj Ichmoście dadzą do Kollegjum Jezu
itów w Wilnie... A iż onych ksiąg, które Jezuitom oddajemy jest
nie mał i nie podły sprzęt obowiązujemy za nie OO. Jezuitów,,
aby byli powinni w każdą niedzielę i każde święto do kościoła św.
Anny z Kollegjum swojego jednego kaznodzieję dobrego i godnego,
słać kazać i uczyć nauki i woli miłego Boga....“ 1).
Że Zygmunt II August mógł czarnoksięską księgę Twardow
skiego posiadać, w to zbytnio nie należy wątpić. Wedle relacyj,
przecież Twardowski bawił na dworze królewskim (Wereszczyński), wywoływał „ducha“ królowej Barbary (Possel). Jako czło
wiek znający „Sztuki czarodziejskie“ mógł posiadać jakieś nawet
bardzo cenne tego rodzaju dzieło. Mógł je następnie ofiarować
Zygmuntowi II Augustowi tak, jak swe zwierciadło biskupowi Fr.
Krasińskiemu.
Jakie były dalsze losy księgi czarnoksięskiej, gdy dostała
się Jezuitom wileńskim?
Różne zachodzą tu możliwości. Albo została sprytnie wykra
dziona, — budzić zaś musiała niemałe zainteresowanie ze względu
na sławę Twardowskiego, — albo została zniszczona przez Jezui
tów, tępicieli „ksiąg czarnoksięskich“ i zabobonu. Możliwe jest
jednak, że Rektor Kollegjum księgi tej nie zniszczył, lecz zaufanym
i doświadczonym konfratrom, gdzieś dobrze ukryć (zamurować)
kazał, komponując przytem zmyśloną historję Ks. Szpotowi wia
domą, by odstręczyć młodszych, ciekawych zakonników od poszu
kiwań za nią i wykorzenić w nich żądzę poznania „tajemnej
wiedzy“, którą ona mieściła *2).
’) Pamiętnik Warszawski 1819.
2) Świadczyłaby o tem relacja Woita i Jungschultza, powyżej przy
toczona.
59
Na to, iż została przeniesiona do Krakowa, najmniejszych
danych nie mamy1). Gdzieżby się zresztą z Krakowa podziała?
W każdym razie dane historyczne o księdze wileńskiej Twar
dowskiego są pośrednio bardzo charakterystycznemi przyczyn
kami, potęgującemi naszą wiarę w jego historyczność.
2. Podania lokalne o wileńskiej księdze
Twardowskiego. Dokoła czarnoksięskiej „księgi wileńskiej
Twardowskiego“ powstają baśnie i podania, w rodzaju opowia
dania Jezuity Naramowskiego. Treść podania wykazuje wpływy
Jezuitów i z tego względu je.st dla nas niezmiernie charaktery
styczna. Przytaczani je za Siemieńskim ') : opowiadając o księdze
Twardowskiego i podając, iż księga ta „znajdowała się później
w Książnicy Krakowskiej“ przytacza on takie opowiadanie: „Pe
wien żak słyszał, że ktoby w niej czytał, temu djabeł się objawi
i spełni rozkaz, jaki mu wyda czytający. Zakradł się więc pewnej
nocy, otworzył ją i czytał formuły czarnoksięskie. W tem djabeî
stanął przed nim w straszliwej postaci i zapytał: czego żądasz? —Żak, który się nastraszył niezmiernie, zamiast powiedzieć: chcę
pieniędzy, jak sobie ułożył, rzekł: chcę pietruszki. Posłuszny roz
kazowi djabeł, zaczął nosić i drzwiami i oknami pietruszkę, ale
szczęściem, że kur zapiał, więc musiał zaprzestać roboty“ *3).2
Jak widzimy podania uzasadniają ostatnią w tej sprawie
hipotezę.
3. „Krakowska księga czarnoksięska. Jak
już we wstępie podkreśliłem i w poprzednim ustępie starałem się
uzasadnić, księgi Twardowskiego — wileńskiej, rzeczywistej. —
nie można utożsamiać z krakowską księgą czarodziejską, myjnie
Twardowskiemu przypisywaną i mylnie z jego nazwiskiem łą
czoną. Oto opis jej. Podaję go za Dr. Wład. Wisłockim 4).
’) ,1. Mączyński: Czarnoksięska księga Twardowskiego. Gazeta
„Czas“, 1856, Nr. 30.
Nadto o lej książce obacz: O. Kolberg. Lud S. V., sir. 334; Siarczyński
Fr. o. c. sir. 31.
2) Lucjan Siemieński: Podania i legendy polskie, ruskie, litewskie,
Poznań. 1845. sir 150 i n.
3)
Porównaj z relacją Possela „o szlachcicu w Bydgoszczy“: Jan
Kuchta: „Hisluryczność postaci Twardowskiego w świetle źródeł“. Lwów. 1928,
sir. 7 — 8.
ł) Dr. Wlad. Wisłocki: Katalog rękopisów Bibljoteki Un. Jagiel
lońskiego. Kraków. 1877 — 81, str. 95; Rkps. Nr. 257 i Praefatio sir: XIII,
60
Nr. 257. Rkps.. Kodeks pergaminowy z w. XV. fol. wielkie,
zawiera kart 356. Jest to: „Pauli Paulirini olim Paulus de Praga
vocitali viginti artium manuscriptus liber, vulgo księga Twardow
skiego dictus“. Brak początku i końca. U dołu karty 1 inną ręką
rubro: „Iste liber datus est pro libraria artistarum maioris (loi
legii per executores olim Venerabilis Domini Johannis Wells de
Poznania“. U dołu zaś karty 141 miejsct czarnym inkaustem za
mazane, rzekomo ślad dotknięcia się księgi łapami djabelskiemi.
Ponieważ podania lokalne tak ściśle zespoliły ją z nazwiskiem
Twardowskiego, uważani za konieczne omówić tu krótko jej dzieje,
by „rozwiać legendę“1). Księga zwana „Księgą Twardowskiego“
albo „Liber Magnus“, lub „Liber viginti artium“ jest w posiadaniu
Akademj? Krakowskiej. Leży w oszklonej gablotce wspaniałej sali
Obiedzińskiego (pierwszej). Jest to gigantyczna księga pergami
nowa, oprawna w wytłaczaną skórę. Oglądającym ją daje się takie
objaśnienia zwykle: „To jest sławna księga Twardowskiego. Ta
czarna plama na str. 141 (na tej stronicy jest księga pod szkłem
otwarta), to ślad dotknięcia się księgi łapami djabelskiemi”. Kto
jest jej autorem? Jakie są jej dzieje? Pisano na ten temat wiele,
i to bardzo wcześnie już. Wspomina o niej już w XVII w. słynny
astrolog krakowski Jan Brożek (1585 — 1652) w dopisku,
który umieścił na marginesie dzieła teologicznego, obecnie znaj
dującego się w Bibljotece Uniw. krakowskiego *2).3 Jednymi z pierw
szych badaczy jej dziejów byli: Jacek Idzi Przybylski (1783 r.) :j,
.Steiner (1788) 4), J. S. Bandtkie (1815 i 1821) 5), Fr. Majeranowski (1821 6), J. M. hr. Ossoliński7), Fr. tarczyński
') Zrobił to ostatnio prof. T. Sinko. „Czas” 1921 (grudzień) o. c.
2) Wiadomości o tym „własnoręcznym dopisku“ .1. Brożka udzielił mi
Dyr. Dr. K. Piekarski.
3) Rkps. Bibł. Jag. „Ułomki z topograficznego i filozoficznego opisania
miasta Krakowa1'. Jacka Idz. Przybylskiego 1783.
4) Steiner: Warszauer Bibliothek. 1788.
8) J. S. Bandtkie: Historja Bibljoteki Uniwersytetu Jagielloń.skiego w Krakowie. Kraków. 1821, str. 13.
J. S. Bandtkie: Historja drukarń krakowskich od zaprowadzenia dru
ków do tego miasta aż do czasów naszych. Kraków 1815, sir. 495.
6) Fr. Majeranowski: „Pszczółka Krakowska“ 1821.
7) Józef Maksymiljan hr. z Tęczyna Ossoliński: „Wiadomości
historyczno-krytyczne do dziejów literatury polskiej o pisarzach polskich“.
"Tom III, cz. 2. Kraków. 1822, str. 205 i 213.
61
(1829) 1) wreszcie Józef Muczkowski w r. 1835*2), w swej rozprawce
doktorskiej p. t.: „Pauli Paulirini olira Paulus de Praga vocitaü
viginti artiuin manuscriptum librum cuius codex membranaceusin Bibliotheca Universitatis Jagellonicae Cracoviae asservatus.
Twardovio vulgo tribuitur descripsit vitamque autoris adiecit
Josephus Muczkowski (accessit tabula lapidi incisa). Craco
viae MDCCCXXXV.
Ten ostatni wyczerpująco podaje dzieje księgi i omawia
zagadnienie, kto był jej autorem. Najdawniejsza wiadomość o niej,
to relacja, jaką podaje w r. 1783 Jacek Idzi Przybylski. Donosi on,
że księga nasza przez sto prawie lat uchodziła za dzieło zmyślo
nego czarodzieja Twardowskiego i leżała przywalona ogromną
płytą marmurową, na której Marcin Radymiński 3) (zmarł 1664)
kazał za Jana Kazimierza wyryć napis, wyrażający wdzięczność
uniwersytetu wobec królów, fundatorów i dobrodziejów. Płytę;
ową obecnie (1783) podniesiono i umieszczono w murze przy
wejściu do Bibljoteki Jagiellońskiej4).5 Jakoż ta płyta z napisem
na cześć Władysława IV, (nie Jana Kazimierza) do dziś tam się
znajduje. Kodeks, wydobvty z muru, umieszczono między innemi
rękopisami w bibljotece i teraz dopiero po raz pierwszy przeczytał
go Przybylski i o treści jego podał pierwszą dokładniejszą wiado
mość. Dotąd wiedziano tytko, że jest to przedstawienie wszystkich
umiejętności, przedstawionych w porządku alfabetyczny m, a więc
rodzaj encyklopedji. Z notatki Przybylskiego skorzystał Steiner,,
a po nim zajął się rękopisem J. S. Bandtkie r) w r. 1815 i 1821Zaznacza on, że „rękopis zazwyczaj przywłaszczano czarnoksiężni
kowi Twardowskiemu. Następnie idąc za wiadomościami wydobytemi przez Przybylskiego z tekstu (bo karty tytułowej i początku
brak) doniósł, że rękopis zawiera encyklopedję niejakiego Pawła
z Pragi, zwanego także Żydkiem, pisaną w połowie XV w. Bi*) Ir. Siarczyński: Śledzenie dokładnieyszey wiadomości o Twar
dowskim“. Czasopism naukowy. Lwów 1829 — zeszyt I, str. 26 —- 36;
o księdze 30 — 31.
J) Józef Muczkowski: „Pauli Paulirini...“ (jak wyżej). Kraków. 1835®) Marcin fiadymiński, ur. w r. 1610 w Samborze, prof. Akad. Kraków,,
zmarł 1664 r. w Krakowie; G. Korbut. Literatura Polska. Tom I. sir. 620 — 1.
4) T. Siwko: „Czas“. Kraków. 1921 o. c.
5) Historja Bibljoteki Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, Kraków
1821. „O Twardowskiego mniemanym oiękopisie“, str. 13.
«62
bljotece Jagiellońskiej podarował ją, (wedle zachowanego na
ostatniej stronie przypisku) profesor Jan Wells z Poznania znany
wychowawca synów Kazimierza Jagiellończyka. Przedtem jeszcze
w roku 1815 w „Historji drukarń krakowskich“ wspomina o legen
darnych księgach czarodziejskich Twardowskiego, że są to te same
księgi, które się Janowi Faustowi czarnoksiężnikowi przypisuje1).
Zaznacza jednak ,że ich nie widział. Za te szczegóły „złajał grubo“,
(jak pisze K. Estreicher w „Przechadzce po Bibljotece Jagielioń
.skiej) Bandtkiego — Majeranowski Fr. w „Pszczółce Krakowskiej“
1821, twierdząc, że „szwab i luter“, (za którego ogłosił Bandtkiego)
chce Polaków pozbawić i Twardowskiego i jego księgi na korzyść
jakiegoś tam „szwabskiego“ Żydka. W obronie Bandtkiego musiał
aż wystąpić J. M. hr. z Tęczyna Ossoliński12). Majeranowski za
służony zresztą obrońca tradycyj narodowych, które w razie po
trzeby wzbogacał nawet fikcjami, jest ostatnim podtrzymywaczem
legendy o tern, jakoby kodeks Bibljoteki Jagiellońskiej był własno
ścią Twardowskiego3).
Należy jeszcze odpowiedzieć na pytanie, kto ten kodeks ułożył
i skąd on się wziął w Krakowie?
Na podstawie wzmianek, zachowanych w samym kodeksie
można stwierdzić, że autorem jest niejaki Paweł z Pragi, nazywa
jący się sam Pawłem Paulirinim, a przez inny ch obelżywie zwany
Żydkiem, jako że ojciec jego był Żydem. Po ukończeniu szkół
niższ\ch w Czechach, studjuje on na uniwersytetach wT Wiedniu,
Padwie, Bolonji i Krakowie artes i medycynę4). Wyświęcony na
księdza osiadł w Pradze i w r. 1442 (miał wtedy: lat 29) otrzymał
tytuł magistra, a w roku następnymi został profesorem. W r. 1451
przybył do Krakowa i zapisał się do metry ki uniwersyteckie; jako
mag. Paulus de Praga, doctor artium et medicinae. W następnym
roku uciekł przed zarazą do Wrocławia i tu poznał się z Janem ha
pistranem. W czasie drugiego pobytu w Krakowie zostaje uwię
ziony. Wypuszczony z więzienia żyd w wielkiej biedzie w czcskiem
Pilznie i tu przez lat 10 pracował nad swem dziełem „Liber viginti
1) J. S. Bandtkie: Historja drukarń krakowskich. Kraków. 1815,
str. 499, w ustępie „O Doktorze .Tanie Faust czarnoksiężniku“.
2) Józef Maks. hr. z Tęczyna Ossoliński: „Wiadomości Hisloryczno-krytyczne‘‘... Tom III; cz. 2, Kraków 1822, str. 205 i 213.
3) T. Sink o: „Czas‘‘ 1921; XII o. c.
*) K. Morawski: o. c. str. 28
63
artium“ ,które mógł wykonać tylko dzięki finansowemu poparciu
Jerzego z Podjebradu. Na jego dworze spotykamy Pawła od r.
1466, ale pędził tu życie w dość lichych warunkach. Jak długo
przeżył swego protektora (f 1471) nic wiemy.
Należy jeszcze wyjaśnić tylko, jak ta księga*) dostała się
z Pilzna do Krakowa? Muczkowski przypuszcza, że przywiózł ją
Jan Długosz (1471), którv odprowadzał na tron czeski, opróżniony
przez śmierć Jerzego z Podjebradu Władysława Jagiellończyka.
Interwencja Zbigniewa Oleśnickiego za Pawłem z Pragi łączy się
prawdopodobnie, ze wstawiennictwem Długosza, który interesował
się niespokojnym polihistorem. Po Długoszu przeszła książka wi
docznie na jego następcę w wychowaniu królewiczów, wspomnia
nego Jana Wellsa, on zaś przekazał ją bibljotece artystów z Col
legium Maius. Od tego czasu nie opuszczała już murów Bibljoteki
Jagiellońskiej. Gdy w uniwersy lecie zapanował prąd antihumanistyczny, księgę włożono do skrytki, może z powodu podejrzenia,
-że w niej mieszczą się nauki husyckie. Legenda, która mgłą owiła
tę księgę złączyła ją bezpodstawnie z osobą Twardowskiego. Dzie
łem bowiem darowanem Jezuitom Wileńskim przez Zygmunta II
Augusta być nic może.
Ponieważ księga Pawła z Pragi nie pozostaje w żadnym
związku z wileńską księgą Twardowskiego, przeto pomijam już
dalsze dotyczące jej szczegóły, jak również i sprawę rzekomego
przeniesienia księgi Twardowskiego z Bibljoteki Jezuitów wileń
skich do Akademji Krakowskiej. Powodem, dla którego powstało
to błędne mniemani'’, była zapewne chęć odnalezienia i wyjaśnie
nia faktu zniknięcia księgi Czarnoksięskiej Twardowskiego, po
danego przez Naramowskiego. Ponieważ w Krakowie równocześnie
istniała księga, jak mniemano powszechnie czarodziejska, niezna
nego autora, złączono te dwa fakty i zaczęto twierdzić, że księga
„czarnoksięska“, znajdująca się w Akademji Krakowskiej, jest
właśnie przeniesioną tu z Wilna Księgą Twardowskiego.
Jakkolwiek nic można wierzyć opowiadaniu przerażonego
księdza o podkładzie w\ bitnie fantastycznym, gdy chodzi o księgę
wileńską, we wszystkich szczegółach, przyjąć jednak musimy za1
1) Fotografję jej obacz: „Ktosy“; Tom XIII, str. 305, a nadto Ilustrowany
Jiurjer Codzienny ■—• Krakowi 1928. Nr. 328. (Kurjcr literacko-naukowy).
64
fakt istnienia „Księgi Twardowskiego“, która z Bibljoteki Jezuitów
Wileńskich w zagadkowy sposób znikła bez śladu. Według relacji
Joachima Possela i Wereszczyńskiego Twardowski żył za czasów
Zygmunta Augusta. Że więc w posiadaniu tego króla znajdowała
się „księga“ Twardowskiego — jest bardzo prawdopodobne.
Szkoda, że zaginęła. Mogłaby być znakomitym dowodem historyczności postaci Twardowskiego, tak jak jego zwierciadło.
II. „Czarnoksięskie zwierciadło“ Twardowskiego.
Przejdźmy do krytycznego rozpatrzenia autentyczności dru
giego „zabytku“ po czarnoksięskim mistrzu Twardowskim. Mani
tu na myśli jego słynne „czarnoksięskie zwierciadło“. Najdawniej
szą wzmiankę o niem spotykamy w rękopisie Wereszczyńskiego
z roku 15781). „Biskup bawiąc w Niemczech, (Krasiński Fr.) po
święcał się naukom przyrodniczym, głównie zaś alchemii i astr*
logji, a Twardowski, który z Wittenbergi jako osobliwość przy
wiózł powiększające metalowe zwierciadło, umierając zapisał je
Krasińskiemu, już wówczas biskupowi krakowskiemu“.. Tyle
historja.
A teraz co mówią wyniki współczesnych nam badań? U to
udaje się nam odnaleść przypadkowo w Węgrowie na Podlasiu,
w wystawionym przez hrabiego Krasińskiego kościele poreformackim zwierciadło Twardowskiego.
Fotografję zwierciadła zrobił Olszyński Marcin "). Zwier
ciadło to, jak pisze13) 2w notatce swej, jest z aljażu, używanego po
wszechnie na zwierciadła, przed wynalezieniem szklanych zwier
ciadeł. Główne części składowe stanowią bizmut i antymon z nie
wielką przymieszką miedzi. Pęknięte jest na trzy części. Obraz daje
zafarbowany lekko na czerwono, a w odległości 8 — JO łokci, już
obraz staje się niewyraźnym.
1 ) J. W e r e s z c z y ń s k i : Rękopis z r. 1578. (por. Tygodnik Ilustro
wany: K. WI. W. „Do Redaktora Tygodnika Ilustrowanego) ; o takim rękopisie
wspomina także Estreicher: „Teatra w Polsce“, Kraków 1873. T I., sir. 134.
Miał go w ręku Estreicher lat 9 po Wójcickim. (I. 1864 r. — II. 1873 r ),
2) K. Wład. Wójcicki: Kłosy. Tom XIII. Warszawa 1871, str. 326.
3) Tamże, str. 329.
r
65
Na ramach drewnianych zwierciadła znajduje się napis, iż
było używane w celach czarodziejskich przez Twardowskiego1).
Napis na ramach białemi, wielkiemi literami łacińskiemi głosi:
„Luserat hoc speculo magicas Tvardovius artes,
Lusus at iste, Dei versus in obsequium est“12).*
Nasuwa się pytanie, czy nie jest to czarnoksięskie zwierciadło,
które według relacji Wereszczyńskiego, ofiarował Twardowski bi
skupowi Krasińskiemu Franciszkowi? Spróbujmy to udowodnić.
Zwierciadło czarnoksięskie odnajdujemy po trzystu kilku
dziesięciu latach w Węgrowie na Podlasiu w kościele poreformackim. Odrazu udefzają nas dwa fakty. Pierwszy to ten, że zwier
ciadło odnajdujemy w kościele wybudowanym przez hrabiego
Krasińskiego. Drugi to fakt, że wedle świadectw najbardziej wia
rygodnych, zostało zwierciadło czarnoksięskie darowane kościo
łowi w Węgrowie przez hrabiego Krasińskiego s), wraz z innemi
darami, które również do dziś się tam znajdują. Bardzo charakte
rystyczne są również wiadomości, dotyczące opisu zwierciadła,
napisu na niem umieszczonego i wogóle- jego dziejów.
Opis zwierciadła podany w roku 1828 przez Narbuta 4), który
je na własne oczy widział, a potem w „Kolumbie“, piśmie perjodycznem warszawskiem opisał, zgadza się zupełnie z opisem We
reszczyńskiego.
Jest to zwierciadło bardzo stare i metalowe. Jest ono z metalu
białego, mówi Narbut, płaskie, wysokie cali 22, szerokie cali 19,
w czarne staroświeckie ramy oprawne, przeźroczyste, żadnej skazy
na sobie nie mające, rozbite tylko u dołu na czwartą część wyso
kości, wciąż w poprzecznym kierunku, a dolna sztuka znowu roz
trzaskana na dwie nierówne części, z góry na dół5). „Zwierciadło
to jest dość grube, z pięknego kruszcu, przedziwnie szlifowane,
zdaje się, że ma wytłoczenia jakieś na odwrotnej stronie, lecz
1) Słownik Geograficzny. Tom XIII, Warszawa 1893, str. 257. Czytamy
tu o Węgrowie „W skarbcu kościoła poreformackiego przechowuje się
zwierciadło metalowe, na którego ramach drewnianych jest napis, iż było
używane w celach czarodziejskich przez Twardowskiego“.
s) O. Kolberg. Lud. S. V. str. 335.
a) O. Kolberg. Lud. S. V, str. 334 — 335
4) „Kolumb“ Nr. 13 z 1828 r
5) Oskar Kolberg: Lud. Serja V, str. 334;
Łukasz Gołę
biowski: „Lud polski“, Lwów 1884. Tom II, str. 161 — 162.
Lud. T. XXIX.
5
66
brudem i pyłem okryte. Musi to być zabytek bardzo dawnego
wieku“ n).
Jest to zwierciadło powiększające. Świadczy o tern podanie
miejscowe, za najpewniejszą rzecz uznające, iż uszkodzenie zwier
ciadła pochodzi stąd, że studenci dawniej ciskali w zwierciadło
ciężkiemi rzeczami, dlatego, że w niem pokazywały się rozmaite
postacie drażniące i przekrzywiające, a na ostatek, jeden ude
rzywszy kluczami kościelnemi roztrzaskał je w ten sposób12), „Te
postacie drażniące i przekrzywiające to nic innego zapewne, jak
własne postacie studentów, zdeformowane przez zwierciadło po
większające, co tak okropnie gniewało oglądających, że je aż zbili.
Że nic innego zresztą nie mogło być przyczyną gniewu studentów,
świadczy o tern fakt, iż Teodor Narbutt, który to zwierciadło
oglądał i opisał, wpatrywał się w nie, ale żadnych poczwar w niem
nie widział3).
Jak widzimy, opis zwierciadła ofiarowanego przez rodzinę
Krasińskich kościołowi w Węgrowie na Podlasiu zgadza się zu
pełnie z opisem zwierciadła Twardowskiego, podanym przez Ja
koba Wereszczyńskiego w jego rękopisie, i jedno i drugie bowiem
jest „stare, metalowe, powiększające i osobliwe“.
1. Napis na zwierciadle. Na zwierciadle znajdował
się następujący napis
na ramach dokoła białemi wielkiemi
literami:
„Luserat hoc speculo magicas Tvardovius artés,
Lusus at iste, Dei versus in obsequiuni est“.
O. Kolberg przetłumaczył go dość nieściśle w ten sposób:
„W tem zwierciadle Twardowski pokazywał czary,
Bogu jednak należne oddawał ofiary“.
Oczywiście nie oddaje to całkowicie sensu napisu. Chodzi tu
bowiem o co innego. Dosłowne tłumaczenie brzmiałoby tak:
„Bawił Twardowski tem zwierciadłem, wykonując magiczne
sztuki, teraz narzędzie zabawy (zabawka) zostało przeznaczone na
1) Kolberg, Lud, V, str. 335.
2) j. w. str. 334.
3) a) „Kolumb“, Nr. 13. Warszawa 1828; b) Fr. Siarczy ński:
„Siedzenie dokładnieyszey wiadomości o Twardowskim“. Czasopism naukowy.
Lwów 1829. Zeszyt I, str. 23 — 36; c) Łukasz Gołębiowski: Lud
polski. Lwów 1884, Tom II, sir. 161 — 2.
67
służbę Rogu“. Napis ten stwierdza wyraźnie, że jest to zwierciadło
Twardowskiego i że on używał go do wykonywania swych czarno
księskich sztuczek. Potwierdza więc trzy szczegóły relacji Wereszczyńskiego, iż Twardowski takie zwierciadło posiadał i iż je po
darował Biskupowi Franciszkowi Krasińskiemu, że zwierciadło
w Węgrowie na Podlasiu odnalezione i zwierciadło Twardow
skiego, Krasińskiemu darowane, to rzeczy identyczne. Napis wedle
rękopisu Marcina Szeluty na zwierciadle dał zrobić pierwszy pro
boszcz w Węgrowie, otrzymawszy je za czasów Stefana Batorego,
na mocy testamentu Krasińskiego, wiedząc dokładnie, że pochodzi
•od Twardowskiego, o którego czarach nasłuchał się wiele od lat
młodocianych *).
2. Pochodzenie
zwierciadła
z
Węgrowa.
Pochodzenie zwierciadła czarnoksięskiego, przechowywanego
w skarbcu kościoła poreformackiego w Węgrowie na Podlasiu da
się następująco ustalić. Źródeł do decyzji w tym względzie do
starczają: rękopis Marcina Szeluty i świadectwa tamtejszych
księży. Podaje je Oskar Kolberg *2). „Księża zapewniali, mówi on,
że należało do gabinetu ciekawości, będącego w domu Krasińskich,
gdzie zapewne znajdował się niejeden aparat magiczny Twar
dowskiego, według powieści, miał bowiem czarnoksiężnik ten być
spokrewniony z domem Krasińskich. Jeżeli inne magiczne aparaty
Twardowskiego były równie kosztowne, to nie można się dziwić
sławie jego sztuki“. Zapewniali dalej, że darowane zostało ko
ściołowi w Węgrowie przez hrabiego Krasińskiego.2). Potwierdza
tę wiadomość rękopis Marcina Szeluty.
Resumując swe dowodzenia, zmierzające do wykazania, iż
zwierciadło w Węgrowie na Podlasiu, jest zwierciadłem Twar
dowskiego, zaznaczę, że dowodzą tego w pierwszym rzędzie tra
dycja — prócz tego zgodność opisu odnalezionego zwierciadła
ze zwierciadłem Twardowskiego, napis na zwierciadle i dzieje
zwierciadła, wykazujące ścisły związek z domem Krasińskich,
z którym Twardowskiego łączyć miały bardzo przyjazne stosunki.
(Długi czas znajduje się ono w „gabinecie ciekawości“ domu
b Jan Kuchta: „Historyczność postaci Twardowskiego w świetle
źródeł“. Lwów. 1928, str. 10.
2) Oskar Kolberg: Lud. Serja V, str. 335; Łukasz Gołębiowski:
„Lud polski“. Warszawa 1884. Tom II, str. 161 — 2; „Kolumb“1 Nr. 13. War
szawa 1828 (relacja Narbutal.
5*
68
Krasińskich, darowane zostaje kościołowi przez Krasińskiego,
a w końcu odnalezione zostaje w kościele przez Krasińskich ufun
dowanym) .
Wątpiących możnaby zapytać: Skąd wziął się na zwierciadle
w zapadłej miejscowości, gdzie wszelka próba mistyfikacji jesl
wykluczona — omówiony powyżej napis łaciński? Jak wytłu
maczyć tak dobitną zgodność ustnej tradycji, informacyj księży,
tudzież tak ścisłą zgodność opisu zwierciadła z starą relacją Wereszczyńskiego? A nadmienię, że rękopis Wereszczyńskiego był
i jest zupełnie prawie nieznany. Znał go Estreicher i Wójcicki
tylko. Tern mniej znana była relacja Wereszczyńskiego do ostat
nich dziesiątków lat. Przeto z rozważań tych wynika stwierdzenie
autentyczności zwierciadła Twardowskiego.
3. Znaczenie odnalezienia zwierciadła dla
oceny relacji Wereszc ss»y ń s k i e g o. Wyniki prze
prowadzonych badań dowodzą w wielkiej mierze, iż, szczegół po
dany przez Wereszczyńskiego Jakóba w jego rękopisie z r. 1578
0 zwierciadle, które Twardowski darował biskupowi Krasińskiemu
jest prawdziwy. Nadto tradycja związana z zwierciadłem i zezna
nia księży jakoteż rękopis Marcina Szeluty dowodzą również tego,
iż Krasiński znał Twardowskiego i utrzymywał z nim bardzo
bliskie stosunki, co stało się później nawet przyczyną tego ro
dzaju mniemań (Kolberg), iż czarnoksiężnik Twardowski, „byt
spokrewniony“ z domem hrabiów Krasińskich. Mamy więc dość
poważne dane, by świadectwo Jakóba Wereszczyńskiego i Marcina
Szeluty uważać za wiarygodne. Dziwna bowiem jest wprost ta
zgodność tradycyj w tym kierunku z relacjami, tudzież fakt, że
tradycja ta wyrasta jedynie w środowisku tak ściśle z Krasińskimi
związanem.
4. Podania lokalne o zwierciadle czarno
księskie m Twardowskiego.
Jest rzeczą zrozumiałą,
że taki nimb tajemniczości, jaki okolił postać naszego czarno
księskiego mistrza XVI w. Twardowskiego, otoczyć musiał i tak
ciekawy zabytek historyczny po nim. Wśród ludu węgrowskiego,
który z lękiem i podejrzeniem patrzył na pamiątkę po Twardow
skim, powstało wiele charakterystycznych podań o zwierciadle:
„które Twardowski używać miał niegdyś za narzędzie swych
czarów, ukazując w niem złych duchów w różnej postaci, albo
1 dusze nawet i osoby zmarłe, które kto widzieć za jego pomocą
69
żądał“1). Trwa dotąd nawet między ludem ciemnym podanie, iż
patrzący się w nie przestraszeni bywają poczwar okropnych wido
kiem, dlatego wysoko zawieszone zostaje *2).3 4K.
5 Wł. Wójcicki ;;)
przytacza opowiadanie ludowe o pewnym zakrystjanie, który
spojrzawszy raz w to czarnoksięskie zwierciadło ujrzał w niem
straszną postać i rzuciwszy wtedy w zwierciadło kluczami kościclnemi zostawił na niem ślad niezatarty swego przestrachu za
bobonnego. Podania miejscowe jednak za najpewniejszą rzecz
uznają, iż zbili je studenci1). Nimb baśni i zabobonu tak już gę
stym obłokiem otoczył to zwierciadło ,iż starzy posługacze ko
ścielni z najzimniejszą krwią twierdzili, że sami widzieli da
wniej postać djabłów w zwierciadle. Zwierciadło to straszyć miało
szczególnie księży ubierających się do mszy, tak, że wpatrywać
się w nie nie mogli B). Narbut opowiada 6), iż za żadną nagrodą
nie mógł nikogo skłonić do zdjęcia zwierciadła ze ściany, aby się
mu zbliska przypatrzyć. Za ledwo w godzinach wolnych od nabo
żeństwa, mówi on, znalazłem tak śmiałego dziada, że mi przy
stawił drabinkę i pozwolił dotykać się czarodziejskiego zwier
ciadła. Widziałem w twarzy jego zadziwienie, w ruchu ciała goto
wość wyskoczenia z zakrystji, za najmniejszą przestrachu (z mojej
strony) oznaką. Zwierciadło to, to najciekawsza pamiątka po
Twardowskim, pamiątka autentyczna, jak tego dowodzą i jak
głoszą lokalne ludowe podania.
III. Domy Twardowskiego w Krakowie i Bydgoszczy.
Gdy chodzi o sprawę domu Twardowskiego w Krakowie, czy
też takiego domu w Bydgoszczy, źródła o ich historyczności nie
wiele dozwalają nam powiedzieć. Gdy chodzi o dom Twardow
skiego w Krakowie, („z którego czarci porwali Twardowskiego“),
to jeszcze w przeszłym wieku pokazywano w Krakowie dom, nie
*) Fr. Siarczyński: „Siedzenie dokładnieyszey wiadomości o Twar
dowskim“. Lwów. Czasopism naukowy. 1829. Z. I., str. 36.
2) Ibidem.
3) K. Wlad. Wójcicki: Twardowski Czarnoksiężnik. Kłosy. Tom
XIII. z. 333, str. 313 — 314.
4) Oskar Kolberg: Lud. S. V., sir. 334.
5) Ibidem, str. 335; Łukasz Gołębiowski:
szawa 1884. Tom II, str. 161 — 162.
6) „Kolumb“. Warszawa 1828. Nr. 13.
„Lud polski“. War
70
daleko bramy Grodzkiej 1), którego ściany pęknione i nad oknem
porwany kawał muru, miały być sprawą zdziałaną od czartów,
gdy z niego Twardowskiego, opierającego się porwali. Źródeł do
wyjaśnienia, co łączy ten dom z osobą Twardowskiego nie mamy.
Również w Bydgoszczy *2),3 4jak
5 6 komunikuje listownie p. Leon
Czyszyński (1925), na Starym Rynku istnieje budynek o starych
formach „Dom konfekcyjny“ obecnie, a niegdyś „dom zajezdny“,
w którym mieściła się i poczta. Według tradycji ludowej w domu
tym mieszkał Pan Twardowski, podczas swego pobytu w Byd
goszczy. Chorągiewka na tym domu ma herb Pobóg i liczbę 1604,
prócz tego litery S. B. Podobna chorągiewka istnieje w Muzeum,
a pochodzi jeszcze z roku 1608, z wieży klasztoru Karmelitów.
Karczma „Rzym“ i drzwi żelazne. Jeszcze
mniej, pod względem historycznym, wiemy o karczmie Rzym,
z której djabli Twardowskiego porwać mieli, tudzież o jej
drzwiach. Karczem „Rzym“ było bardzo wiele. Znajdujemy jew Krakowskiem (Łazany, pow. wielicki) d), pod Sandomierzem ‘),.
w Wielkopolsce (w pow. wągrowieckim) "), (w Wenecji) '), na
Mazowszu, nad Narwią 7),8 a wreszcie nawet w pow. hajsyńskiin
(gm. Krasnopółka, par. Granów; przy trakcie pocztowym między
Hajsynem a Iwangorodem i wsiami Michałówką i Krasnopółką) H).
Do każdej z nich zaś przywiązana jest legenda o porwaniu Twar
dowskiego — z niej właśnie.
Tak samo nic nie umiemy powiedzieć o „drzwiach żelaznych“
domu, z którego porwany został Twardowski, posiadających cie
kawy nader zamek. (Fotografja jego podana jest w Kłosach — T.
XIII. Warszawa 1871, str. 326). Wedle tradycji pochodzą z owego
„Rzymu“, gdzie djabli Twardowskiego porwali“. Nieśli go na
') K. WŁ
Wójcicki:
Klechdy. Slarożylne podania i powieści
ludowe. Warszawa 1876, sir. 124.
2) Notatkę tę zawdzięczani Prof. Dr. A. Fischerowi we Lwowie.
3) Słownik Geograficzny. Tom V.. Warszawka 1881, str. 617; relacji
o karczmie w Łazanach udzielił mi też za pośrednictwem Prof. Dra. A.
Fischera — Dyr. S. Udziela.
4) .1. S. Bandtkie: „Dzieje Narodu Polskiego“. Wroclaw 1835
Wyd. III. Tom II., str. 75 — 6.
5) O. Kolberg: Lud. Serja XV. (Poznańskie), str. 166 — 7.
6) O. Kolberg: Lud. Serja XI. (Poznańskie, cz. 3), sir. 10.
7) Wójcicki K. W.: Klechdy. Warszawa 1876, sir. 124.
8) Słownik Geograficzny. Tom X. Warszawa 1889, str. 170.
71
nich powietrzem do piekła. Ale gdy zaśpiewał do Najśw. Panny
godzinki, djabli uciekli rzuciwszy drzwi, które upadły na rynek
Wiślicki. Drzwi te wraz z zamkiem, to ciekawy okaz starożytnych
wyrobów sztuki ślusarskiej w Polsce. Oryginalna konstrukcja
zamku, jest niezawodnie jedną z rzadkich pamiątek, jakie u nas
pozostały1). Te zabytki o wątpliwej autentyczności nie dowodzą
jednak niczego.
IV. Tradycje.
Nadto wskazuje lud krakowski do dziś „grotę Twardow
skiego“ *
2),3 katedrę Twardowskiego“s), na Podgórzu, na Krze
mionkach, gdzie ten „czarnoksiężnik“, jak go dawne podanie
nazywa ,,.z djabłami narady miewał“. „Skały Twardowskiego“
i Skałę Sokolą (Pałkę Herkulesa), którą w tak dziwny sposób
szatan na żądanie Twardowskiego ustawił. Lud polski wspomina
Olkusz, słynny ze srebrnego kruszczu „przez djabła nagromadzo
nego“. „Groblę pod Wiślicą“, zbudowaną z ogromnych brył polowego kamienia, niezaprzeczenie pomnikową robotę dawnych wie
ków, prawdopodobnie za Kazimierza Wielkiego wzniesioną, lud
miejscowy uważa za pracę djabła, który ją wykonał przez jedną
noc na rozkaz Twardowskiego. Ogromne kamienie pod Czerwień
skiem, zostały zniesione jakoby na rozkaz Twardowskiego przez
djabła, szerokie zaś i głębokie stawy pod Knyszynem, przez djabła
w ciągu jednej nocy zostały na jego polecenie wykopane.
Jak widzimy lud, nie umiejąc sobie wytłumaczyć dziwnych
nieraz wybryków natury (Skała Sokola, Kamienie pod Czerwiń
skiem, Brama Twardowskiego w Potoku Złotym koło Często
chowy) lub podziwiając pomnikowe roboty dawnych wieków,
tworzy baśnie, przypisując je i oplatając niemi postać ulubionego
przez się Czarnoksiężnika, która ginie powoli w mrokach baśni.
Zabytki po Twardowskim z wyjątkiem zwierciadła i księgi
czarodziejskiej nie przyczyniają się w większym stopniu do wy
jaśnienia kwestji historyczności tej postaci, która z czasem staje
się czem raz bardziej postacią bajeczną.
]) K. W. Wójcicki: Kłosy. T. XIII.
2) Słownik Geograficzny. Tom IV, sir. 594.
3) Obraz jej obacz: Kłosy. Tom XIII, str. 308, przez Kossaka.
72
Jedynie zwierciadło i księga mogą nam służyć jako środki
dowodowe, stwierdzające historyczność postaci Twardowskiego.
Zabytki inne (domy Twardowskiego) z powodu niemożebności
stwierdzenia ich autentyczności i tradycje z powodu bajecznego
już ich charakteru nie dowodzą właściwie niczego. Wzbudzają
w nas atoli silne przekonanie wewnętrzne, że przecież ten tak
głośny Twardowski — musiał być postacią historyczną i są nie
jako dla nas „motiva'mi credibilitatis“ dla uznania historyczności
tej ciekawej postaci.
LUDVÍK KUBA.
MOJE STYKY S OSKAREM KOLBERGEM.
Zakončiv po 45 lé!:ech svoje dílo „Slovanstvo ve svých
zpěvech“, považuji za svoji povinnost, abych polské veřejnosti
sdělil, jak ušlechtile a velkomyslně přispěl znamenitý ten to muž —
jeden z největších etnografů a jistě největší melograf světový
vůbec — k uskutečnění zmíněného mého díla.
Nechtěje zdržovati a nuditi polské čtenáře zbytečnostmi,
nemohu se předce obejiti — má-li byti poměr můj k patriarchovi
slovanské písně jasný — bez stručného vylíčení jednak vzniku
mého díla, jednak nepatrných mých osobních poměrů, za jakých
jsem je byl započal.
Vstoupiv jako čtrnáctiletý chlapec do pražské varhanické
školy r. 1877, odešel jsem po dvou létech na učitelský ústav do
Kutné Hory s velkým zájmem pro národní píseň a pro slovanské
jazyky. V Kutné Hoře se záhy kolem mého klavíru (na němž
jsem vyučoval, abych ulehčil svému otci, nemajetnému řemeslníku
se 13 dětmi) shromáždilo mnoho spolužáků, aby slyšeli a pěli
písně nejen české a slovenské, ale i jiné slovanské, z těchto pak
zejména polské. Dokonce jsem založil tajný spolek „Kościuszko“
pro pěstování polského jazyka a polských dějin. (Odebíral jsem
ze svých skrovných prostředků i varšavské „Kłosy“). Při rozchodu
pak po maturitě v červenci r. 1883 jsem musil slíbit spolužákům,
že jim vydám co možná nejdříve výběr písní všech národů slo
vanských s úplnými texty a úpravě klavírní i sborové, začež oni
se zase zavázali, že se usilovně budou starati, aby se našlo dosti
odběratelů.
Bylo mi dvacet roků a šel jsem s kuráží do světa, neboť
vše se mi tehdy dařilo, vše se na mne usmívalo. Vždyť např.
jeden z mých přátel (spolužáků) mi nabídl svůj octovský podíl
74
2.000 zl (dnešních 40.000 Kč !), jejž byl právě po zesnuvších
rodičích obdržel, jako jistinu, které mohu bez starosti užít, aniž:
bych byl povinen mu ji vrátiti, kdyby se podnik potkal s ne
zdarem! Také jsem nalezl tiskaře, který mi by! ochoten poskytnouti úvěr na pouhé slovo, že mu dluh budu spláceti ze svého
učitelského platu, kdyby dilo ztroskotalo.
A tak se stalo, že již v září téhož roku jsem učinil potře
bné pro začátek pFpravy, chtěje počíti písněmi českými, mo
ravskými a slovenskými, abych tak získal času k opatření látky
jinoslovanské, při čemž jsem byl přesvědčen, že zejména o písně
lužické a polské nebude velká starost, neboť o Smolérově sbírce
lužickosrbské jsem měl již vědomosť a rovněž o velkolepém díle
Kolbergově, z něhož prvý díl jsem měl vypůjčený z pražského
Akademického čtenářského spolku (více z něho tam neměli) ‘
na slovanském jihu pak dokončoval právě Fr. Kuhač své dílo.
Již 1 listopadu mohl jsem velkému pěstiteli slovanské vzá
jemnosti a znamenitému polonofilu, Vám dobře znanému Edvardu
Jelínkovi, nejen svěřiti se se svým úmyslem, ale mu i ukázati
rukopis prvého sešitu (písně slovenské). On sám právě byl za
ložil svůj Slovanský Sborník a. znaje z vlastní zkušenosti vyda
vatelské obtíže, patřil na můj plán sice se zájmem a s radostí,
ale i s pochopitelnou nedůvěrou a s pochybami. Nicméně řeči
jeho byly spíše povzbuzující, než odstrašující a já již 15. února
r. 1884 rozesílal do světa prvý sešit, jenž uvítán všude s jásotem.
Odběratelé se pilně hlásili, časopisy naše i jinoslovanské dílo
doporučovaly a já mohl brzo svému příteli jistinu 2.000 zl ne
dotknutou vrátiti, neboť počet odběratelů dostoupil na 1.500
a dílo, třebas byl prodáváno velmi levně, bylo hmotně zabez
pečeno.
Úspěch i jinak byl velmi radostný a povzbuzující. Již v červnu
r. 1884 mne navštívili ruští učenci, profesoři J. S. Anenkov
z Petrohradu a A. 1. Stepovič z Kijeva, aby mě jednak upo
zornili, že musím jiti do Ruska a zde zapisovati ruské lidové
chory, jichž v tisku ještě není, a jednak, aby mne upozornili,
že maloruské čili ukrajinské písně jsou vydávány v různých
pravopisech, v čemž zejména profesor Stepovič mi nabídl své
služby pro potřebnou unifikaci pravopisnou. Také poukázali, že
na Bílé Rusi musím sbírati sám, protože tisknuté hudební látky
dosud není.
75
»
Mezitím jsem sám počal pociťovati tíhu povinnosti, kterou
jsem na sebe lehkovážně vzal. Jednak jsem shledal, že i v mno
hých jiných slovanských krajích není dosud dostatečné látky
(tak např. v jihosl. díle Kuhačově bylo jen 8 písní černohor
ských!), jednak jsem při harmonisování stále více pociťoval po
třebu, abych měl pojem o skutečném původním národním zpěvu,
o přirozeném stavu písně, jak se v lidu pěstuje. A protože byl.
zjištěn takový výnos díla, že mohl stačiti na skromné živobytí,
ba že i mohlo se něco ušitřti na potřebné cesty, byl jsem záhy
rozhodnut, že opustím svů úřad učitelský, abych se práci, která
byla stále větší a obtížnější, věnoval úplně. Po dvou létech jsem
již uskutečnil svůj úmysl, ovšem jen díky tomu, že jsem se mohl.
uchýliti k rodičům a zde žiti co nejlevněji.
Tato změna ukázala se byti ostatně v brzku nezbytnou.
Kdežto Oskar Kolberg na moji žádosť, abych směl užívati
jeho zapsaných písní pro své dílo, nejen s velikou laskavosti
odpověděl, že svoluje, ale dokonce mi své celé ohromné dílo
darem ') poslal (i jeho pokračování dával posílati), František
Kuhač, autor jihoslovanského souboru písní (slovinských, charvatských, srbských a bulharských), na moji podobnou žádost
zaslal odpověd, která nebyla ani laskavá ani kladná. Nabízel
jsem mu, (podobně jako Kolbergovi) peněžní náhradu, ale on,
zahájiv dopis slovy: „Úpravo se čudim vašemu zahtjevu...“
(Opravdu áe divím vašemu požadavku...), končil odmítavými
slovy, že pod žádnou podmínkou nemůže k tomu svoliti, což
pro jistotu přeložil do němčiny: „...dass ich unter keiner Be
dingung...“ atd.
Ačkoliv jeho odpověď byla tak příkrým opakem zlatých
slov Kolbergových, plných lásky, blahovůle a nezištnosti, tvrdost
a nepochopení Kuhačovo nemělo na mne zvláštního účinku. Ton
listu jsem mu promíjel jednak, poněvadž mi bylo známo, jak
sám těžce pracoval a zápolil s okolnostmi : jednak protože po
ciťoval jistý strach konkurenční, když v jeho díle jsou písně
harmonisovány. Ba pamatuji se zcela bezpečně, že jsem tehdy
zvolal radostně: „Tak si tam dojedu a seberu si potřebné písně
sám!“. Těšil jsem, že jsem nucen putovati po Jihoslovanstvu.1
1) Zásilka měla cenu asi 60 zl. a já jsem si dovolil mu poslati v úhradu.
30 zl, které on jen s omluvou přijal.
76
Byla to bezstarostnost mládí, jemuž tehdy vše se dařilo a jehož
odvaha tedy tím více rostla. R. 1889 jsem Kuhače v Záhřebe
na své sběratelské cestě navštívil zcela bez hořkosti ; ale návštěva
ne opravila ani ne zlepšila dojem, vyvolaný jeho dopisem.
Rozmluva naše nebyla ani dlouhá ani vřelá. Dnes ani se ne
pamatuji, co jsme si navzájem povídali. Tak bezvýznamná byla
naše rozprávka.
Jak jinak bylo za to s Kolbergem.
Opustiv r. 1885 úřad učitelský a usídliv se u svých rodičů,
navštívil jsem téhož léta Slovensko, roku následujícího z jara
Lužici a v létě vybral jsem se na Rus, při čemž jsem se zastavil
v Krakově a — rozumí se — učinil v prvé řadě poklonu svému
vzácnému mistru, vzoru, příznivci a příteli.
Bydlil tehdy v zadním pokoji v prvém patře, jež obývalo
panstvo Jasińskich, jichž byl stálým hostem-spolubydlitelem, jsa
sám starý mládenec bez vlastní domácnosti.
Dnes jsem povinen říci, aniž bych mohl býti obviňován
-L hříchu proti závazné zdrželivosti, že návštěva na mne učinila
:zdrcující dojem a to ubohostí poměrů, v jakých jsem Kolberga
shledal. Sám jsem byl zvyklý na život co nejprostší, jak čtenář
poznal z dosud uvedeného ; nicméně oblek mistrův, skládající se
z pouhých rozedraných cárů, a rovněž nábytek, kdysi pěkný,
teď však neuvěřitelně sešlý, mne uvedly do skutečných rozpaků.
Z nich mne však ihned vyvedly milé zraky šedého útlého sedm
desátníka a jeho přelaskavá slova; v té chvíli mi připadal jako
ororok, jako apoštol, Jeho zjev proměňoval zpustlý pokoj, zapl
něný knihami a papíry, ve svatyni. Komnata mi zazářila při
■eho řeči, prosycené vzácným klidem, ba spokojeností filosofickou.
Jen v jedné chvíli se hlas zakalil tonem stesku, když totiž ro
zevřel skříň, naplněnou rukopisy a řekl: „O to mám starost.
Kdo to vydá? To je látky ještě jednou tolik, co jsem dosud
vydal“. Do té doby bylo vyšlo, myslím, 28 svazků jeho slavného
„Ludu“.
Představil mne svým hostitelům a byl jsem pozván od
nich, abych přišel k večeři, při níž jsem se ocitl po prvé v polské
společnosti, proslulé svou pohostinností a společensky vytříbeným
životem, jaký jsem byl znal dosud jen z knih.
Kolberg si mne však chtěl pohostiti i sám.
77
Dovedl mne druhého dne dopoledne k uzenáři, kde jsme
se při párku a sklence piva rozhovořili o písničkách, o polských,
skrzypcích. „Skoda, že se zde nezdržíte déle! Zašli bychom si
do szynku mezi chłopy, abyste je poznal a uslyšel jejich zpěvy
a viděl jejich zábavu!“.
Přisel mne i vyprovodit při odjezdu na Rus. Dostavil se
do prostičkého mého hotelu a když jsme vycházeli, ptal se, kolik
jsem platil? Ukázal jsem mu účet. Zlobil se, že je to mnoho.
Shodovali jsme se v náhledech. Jak by ne? Vždyť jsme oba
byli zvyklí počítat s každým krejcarem!
MATERJAŁY I NOTATKI ETNOGRAFICZNE.
LUD LUBARTOWSKI.
Szkic etnograficzny.
Stroje ludowe.
Stroje ludowe zanikają. Jest to ogólnie zauważony objaw,
av całym niemal kraju, może za wyjątkiem Podkarpacia i Karpat.
W powiecie lubartowskim spotyka się już tylko czasem
■chłopskie sukmany. Włościanie pytani o powód zarzucania tego
ubioru, wyjaśniają, że od pewnego czasu zmniejszyła się ilość
pastwisk z powodu głodu ziemi ornej i hodowla owiec zanika,
rietylko wśród drobnych rolników, lecz i po dworach. Z tego
powodu, wełna przestała być dostępną dla włościan, a sprowa
dzenie jej z odleglejszych okolic mocno powiększa koszta i suk
mana staje się parokrotnie droższa od zwykłej, miejskiej kapoty.
Pozostałoby nabycie gotowego sukna na sukmany, lecz to jest
już prawdziwym luksusem i oszczędność nakazuje ograniczenie
nadmiernych wydatków.
Zresztą młodzież chętnie ubiera się po miejsku, uważając
strój ludowy za prowincjonalne zacofanie.
Sukmana męska lubartowskiego powiatu jest w czterech
typach : bronzowa z granatowem przybraniem, bronzowa z ponsowem przybraniem i siwa z granatowo-zielonem, albo z niebieskiem przybraniem i wyszyciem, tak zwana „z za wody“,
ponieważ nosi ją lud mieszkający za rzeką (Wieprz), przebiegającą
środkiem powiatu. Wogóle nie można ściśle określić faktycznego
pochodzenia typów tych sukman, ze względu na to, że młodzież
zawierając związki małżeńskie w innych wsiach, przynosi często
swój strój, który z biegiem czasu rozpowszechnia się na obcym
terenie. W każdym razie można z całą pewnością twierdzić, że
sukmana bronzowa z granatowem jest noszona w okolicach Ba.ranówki, z dodaniem ponsowego sznureczka, około Niedźwiady,
79
a z mieszanym sznureczkiem (ponsowym i granatowym) — bliżej
-Czemiernik Sukmany bronzowe z ponsowemi kołnierzami i pom
ponami, t. zw. „kockie“, spotykane na lewym brzegu Wieprza,
przechodzą po za powiat, w stroną Kocka.
1. Sukmana bronzowa ciemna1), naszycie z granatowego
sukna, w kształcie kołnierza, mankiety granatowe, naszywane,
z wierzchu szersze, z pod spodu węisse, zwane przez lud „podłapkami“. Kołnierz i mankiety obszyte niebieskim sznureczkiem.
Plecy ku przodom i bokom rozszerzają się w kliny, co przy kie
szeniach tworzy trzy szwy, układające się w trójkąt, każdy szew
122.
Chłopi z Lubartowskiego w sukmanach bronzowych.
Fot. H. Morozewicz
ma 15 cm. i jest obszyty sznureczkiem niebieskim lub pon
sowym. Na połączeniu trójkąta po dwa pompony na sznurku,
zwane „kwiatkami“, ponsowe z granatowym środkiem, lub od
wrotnie. Ten typ nosi nazwę sukmany lubartowskiej
2. Sukmana „kocka“, tak samo szyta jak poprzednia, całą
odmianę stanowi barwa kołnierza i podłapek, które są w żywym,
ponsowym kolorze.
>) Opis dawnych strojów ludowych, na podstawie rękopisu p. Heleny
Morozewicz, spoczywającego w Muzeum Lubelskiem.
80
3. Sukmana siwa, „z za wody“, t. zn. z prawej strony
Wieprza, jest zrobiona z szarego samodziału, przód sukmany
gładki, zapięty na dwie haftki. Przy szyi wykład (naśladownictwo
kołnierza), z granatowego sukna, niżej — dwa rabaty z wyszytemi na rogach rozetkami. Rękaw z takim-że mankietem (granato
wym), wszystko dwukrotnie
naszyte gładkim, zielonym
sznurkiem. Na plecach dwa
łuki z granatowego sukna,
ozdobione zielonym sznur
kiem naszytym w kółeczka.
Dolna część sukmany ma
w środku kontrafałdę, z bo
ków — po pięć szerokich
fałd, ozdobionych takiem
samem naszyciem. .
4. Sukmana siwa z „si
nym“, czyli niebieskim, po
siada krój i barwę poprzed
niej, z tą różnicą, że wyszycia
wykonane są niebieską ta
siemką, a wykładany koł
nierz i mankiety, pokrywa
szare sukno. Zamiast ra
batów, zdobią przód dwie
śpiczaste klapki. Wszystkie
szczegóły i sukmana dokoła,
są wykończone niebieskim
sznurkiem. Na przodzie, na
123. Chłop w staroświeckiej czapce
t. ZW. „pazuchach“, W miej1 sukmanie bronzowej.
scu, gdzie zwykle bywają
Fot. H. Morozewicz. guziki, wisi po trzy kawałki
niebieskiej tasiemki, długo
ści pięciu centymentrów. Plecy obu siwych sukman skrojone z trzech
części, przylegają do figury. Spódnica sukmany mocno nafałdowana.
Dalszym strojem męskim są : a) kamizelka z czarnego welwetu, obszyta dokoła czerwoną tasiemką, guziki kolorowe lub
białe. Obecnie noszone bywają kamizelki z kolorowego barchanu,
b) Spodnie z samodziału : szaro niebieskie, albo szaro czerwone.
81
W okolicach Serocka nawlekane na sznurek i raz na zawsze za
wiązane. Do pracy służą spodnie z grubego, szarego płótna,
c) Koszule z płótna, z wąskim kołnierzykiem, zwanym „oszewką“.
Dawniej przody i oszewki były wyszywane w różne kolory.
Obecnie taką koszulą można tylko widzieć w Muzeum Lubel
skiem : przód w trzy rządy wyszyty w kwiateczki czerwone, nie
bieskie i żółte, ze wsi Brzostówka. Dziś całą ozdobą mąskiej
koszuli twoi zy obszycie z bia
łego perkalu. Oszewka zapina
sią na kolorowy guzik, błysz
czącą spinką, lub wiąże sią
czerwoną wstążeczką, zwaną
„zaściągą“. W niektórych
wsiach koszula bywa no
szona na spodniach, „na
wypust“ i przepasana rzemieniakiem.
Nakrycie głowy bywa
rozmaite :
1. Czapka „opuszka“, 14
cm. wysoka, wierzch czworo
kątny, u żonatych z granato
wego, u kawalerów — z ciemno
zielonego sukna. Brzeg wysoki
z czarnego baranka, z lewego
boku rozporek, który dawniej
zakończano pąkiem niebieskich
wstążek. Wewnątrz futro. 2.
Niższa od poprzedniej, brzeg ]24. Kobieta wiejska w jupie, uczesana
z czarnego baranka, wierzch
w czub.
okrągły, przyszyty naokoło do
Fot- H- Morozowicz
brzegu, bez futra pod spodem.
3. Brzeg wąski, okrągły, z czarnego baranka, wierzch rogaty, t. zw.
„na cztery gubernie“. 4. Rogata, barankowa, fantazyjnie składana.
Kapelusze z plecionki słomianej, lub szyte z trawy. Kształt owalny,
lub okrągły, t. zw. „rydze“. Żonaci opasują ciemną wstążką,
kawalerowie przybierają wstążkami, galonami, pąkami sztucz
nych kwiatów, broszkami i t. d., a brzeg obszywają kolorową
tasiemką.
Lud. T XXIX.
6
82
Wierzchnie okrycie zimowe stanowi kożuch barani, skórą do
wierzchu, ceglastą lub żółtą, z dużym kołnierzem — i burka.
Dawne stroje kobiece zanikły zupełnie i można je oglądać
tylko na rysunkach lub jako zabytki muzealne. Czasem, która
kolwiek z żyjących dotąd prababek, przechowuje w skrzyni wspo
mnienia swojej młodości, w postaci stroików, kaftanów lub jupy,
ale to są zjawiska coraz rzadsze.
Najdawniejszem przybraniem głowy kobiecej jest t. zw.
„połówka“, czyli kawał perka'u złożony we dwoje, ośm m. sze
roki, który opasując głową — związany z tyłu — spadał dwoma
końcami na plecy. Włosy do tego przybrania, związywane były
sznurkiem nad czołem, bez plecenia przerzucane iakże na plecy
i przycięte w połowie ramion. Nazywano je „gosiecina“. Nad
czołem grzywka, a przy ■ uszach dwa pasma krótko uciętych
włosów, zwanych po ludowemu : „pejsoki“. Mężatki nakładały
na głowę czepek z białego perkalu, a na wierzch połówkę, co
tworzyło stojący czub. Stroju tego zaniechano jeszcze przed
powstaniem. Był on gorący i ciężki.
„Czub“ jest małą odmianą połówki, z tą różnicą, że na to
samo uczesanie, zawiązywano dużą, kolorową chustkę. „Móscki“
prawdopodobnie „móżdżki“ — włosy związane na środku głowy,
eo zmieniało kształt „czuba“. Dziewczęta zamiast czubów i czep
ków, układały warkocze wokoło głowy, nad czołem zawiązywały
połówkę, której górny brzeg bywał otaczany wieńcem kwiatów,
zw. „purloty“, własnego wyrobu, z grzyba brzozowego, z do
daniem kolor Dwych papierków i włóczek.
Uczesanie to powodowało szybkie łysienie od czoła.
„Stroik“ — rodzaj czapki, formy stożkowatej, uszyty z ko
lorowego materjału, na podszewce, pokryty cały sztucznemi
kwiatkami. Z tyłu 32 końce różnobarwnych wstążek, przyszy
tych na szerokości karku. W Muzeum Lubelskiem znajduje się
taki stroik, ofiarowany przez p. Chromińską z Pałecznicy, a zro
biony przez jedną ze starych kobiet z Górki Lubartowskiej, która
kiedyś taką ozdobę głowy nosiła. Stroik ten — widocznie przez
oszczędność — posiada tylko 16 końców wstążek, półmetrowej
długości. Brzeg stroika nad czołem, naszyty wstążeczkami w trzech
barwach: ponsowej, zielonej i różowej. Kwiatki białe, lila, nie
bieskie i różowe — z listkami.
Sposób wiązania chustek jest różnorodny:
83
„W łopatę“ — czyli duża, wełniana chustka, zwana „szalinową“, w jasnym kolorze, złożona na rogi. Dwa końce zwią
zane z tyłu, a drugie dwa — opuszczone aż do kolan.
„W ogniówkę“ — chustka znacznie mniejsza, końce otaczają
głowę i wiązane są nad czołem w kokardę.
„Homyłka“ lub „Zajda“ — mała chustka perkalowa, zało
żona mocno, bez wiązania.
Gorset najdawniej
szy, był mało wycięty pod
szyją, nieozdobny, z tkaniny
bawełnianej. Dół gorseta
pos adał cztery klapy, przód
sznurowany, naokoło lamówka z wąskiej wstą
żeczki. Gorset drugi : głę
bsze wycięcie pod szyją,
dół podzielony na mniejsze
klapki, oprócz tasiemki wy
kończony niebieskimi ząb
kami. Gorset trzeci : z wełny
lub welwetu, głęboko wy
cięty, naszyty kolorowemi
guziczkami, tasiemkami, szy
chem, blaszkami, z przodu
sznurowany na jaskrawe
wstążki. Dawniej gorsety
były noszone ogólnie, bez
względu na wiek i stan cy
wilny. Po roku mniej więcej
1890-tym, stroiły się w nie
125. Plecy jupy lubartowskiej.
Fot H. Morozewicz.
tylko osoby niezamężne.
» Spódnica, t. zw.
„fartuch chludzony“, z lnianego płótna, z tyłu bardzo szeroka,
w misterne fałdki zmarszczona. Fałdy te, po umaglowaniu przy
ciskano bochenkami ciepłego chleba, co się nazywa „chludzeniem“
i stąd zapewne pochodzi nazwa spódnicy.
„Burka“ — spódnica lniano - wełniana, szaro - nie
bieska, potem w kraty, lub inne desenie. Zazwyczaj burka
ma wstawiony na przodzie kawałek szarego płótna, zwany
6*
84
„oszlakiem“. Wycięty kawałek tkaniny służył na zapaskę dla
dziecka.
Zapaska, czyli fartuch, dawniej z lnianego płótna, potem
taka jak spódnica „burka“, stąd nazwa: „zapaska burczana“.
Zapaski burczane są dwojakie: szerokie i długie, w poprzeczne
paski, na „cztery podsmuszki“ (termin tkacki), oraz węższe
i krótsze, w podłużne paski, na „dwie podsmuszki“. Zapaski
są ozdabiane kolorowemi szlakami, lub bawełnianą koroneczką.
Kos żule lniane, krótkie do bioder, niżej doszyte grubsze
płótno, zwane „podstawką“. Fason najdawniejszy: otwór wycięty
na głowę i dwa kawałki wszyte, jako rękawy. Drugi fason, póź
niejszy
„z przyramkami“, to znaczy: przód i plecy koszuli
połączone górą kawałkiem płótna. Przyramki bywały wyszywane
kolorową bawełną, w punkciki, krzyżyki lub wężyki, nazw.
„cyrką“. Rękawy z dwoma klinami i oszewką wyszywaną. Trzeci
fason
„z karczkami“, do których górna część koszuli, roz
chodząca się w bryty, była gładko przypasowana. ■
Wierzchnie ubrania były wielorakie:
Kożuch z czarnego barana, bez pokrycia, wyszyty czer
woną i niebieską bawełną na „pazuchach“ i na połączeniu ple
ców ze spódnicą kożucha. Fason zbliżony do męskich sukman
„z za wody“.
Jupa — kożuch barani pokryty granatowem suknem. Koł
nierz i podłapki z białego lub siwego baranka. Na pazuchach
i koło kieszeni, szmuklerskie ozdoby kolorowe. Plecy przybrane
w formie łuków, spódnica jupy mocno namarszczona.
Kaftan krojem zbliżony do jupy, lecz zamiast futra, po
siadał podszewkę z płótna, kołnierz i rabaty sukienne. Na ple
cach i przy kieszeniach, wyszycie z niebieskiego sznurka.
Z u p a n — prawie to samo co kaftan. Zamiast kołnierza —
wykład z ponsowego sukna i takież podłapki. Kolor żupanu siwy.
Półszubki — Kaftany watowane, kupione na targu, na
miejsce dawnych -up, ostatnio noszone.
Trzewiki płytkie, w rodzaju pantofli, obcas szeroki, niski.
Pończochy — wyszywane.
Obecny strój kobiecy jest różny. Wśród dziewcząt spotyka
się ubiory krakowskie, jako stroi kościelny, na głowach kwiaty*
lub jaskrawe chustki, jedwabne i wełniane. Noszone są również
ciemne, szewiotowe spódniczki, naszywane wstążeczkami w jaś-
85
îiiejszym tonie, lub karbowane fabrycznie i kaftaniki, t. zw.
„sączki“. Jednak większość dziewcząt usiłuje przebierać się po
miejsku. Mężatki noszą rałdziste spódnice kupne lub swojej ro
boty, duże fartuchy samodziałowe lub fabryczne, często -- ciemne
serdaki, watowane lub letnie. Na głowach — zawsze jaskrawe
chusteczki. Na ramionach — w czas chłodniejszy — grube, kra
ciaste, duże chustki.
Mieszczański strój jest od
mienny. Składa się nań okrycie
wierzchnie, w rodzaju długiego,
fałdzistego surduta, z jasno-granatowego sukna i czapka roga
tywka, obszyta barankiem. Do
tąd przechował się w Lubartowie
jeden tylko taki strój, noszony
przez szanownego mieszczanina,
p. Edmunda Beneta.
Kobiecy ubiór mieszczański
nie jest wiadomy.
Przemysł ludowy i domowy.
Głównym przejawem prze
mysłu ludowego jest tutaj wyrób
płótna wszelkich gatunków, po
cząwszy od grubego na płacht}',
aż do najcieńszego na koszule,
serwety i ręczniki. Ponadto wy
rabiane są kilimy w pasy czer
126. Chłop w siwej sukmanie
wone, zielone i granatowe, spód
„z za wody“.
nice wełniane, bawełniane i płóFot H. Moro-ewicz.
cienkowe, zapaski, drelichy na
spodnie, obrusy, kapy na łóżka. Te ostatnie przedstawiają nawet
dość ciekawy deseń, w fantazyjne kraty i pasy, a tkane są z far
bowanych nici lnianych i bawełnianych, w dwóch kolorach.
Również ładnie wyglądają i są bardzo mocne — chodniki w pasy
poprzeczne, t. zw. „parciane“.
Królestwem tkactwa w powiecie jest osada Kamionka,
odległa o 11 kilometrów od Lubartowa. W miejscowości tej
zajmują się tą gałęzią przemysłu ludowego, przeważnie mężczyźni.
86
„Królem“ tkaccy i mistrzem w swoim fachu jest p. Józef Szcze
paniak. On jeden posiada ulepszony warsztat, t. zw. „Szewtówkę“, zrobiony na wzór warsztatów w Stanisławowie, mia
steczku powiatu nowomińskiego, pod Warszawą.
Warsztat ten, zrobiony całkowicie z drzewa, ma cztery
łokcie szerokości, około sześciu długości, a wysoki — prawie
pod pułap. Czółenek ma dwa. Chcąc zastosować żądaną sze
rokość wyrabianej sztuki, zmienia się dowolnie „szewty“, które
są różnej długości. Dla serwet na 23A łokcia, dla ręczników na
3/4 łokcia i t. d. Do wyrabiania deseni, służą t. zw. „karty“,
wąskie na dwa cale tekturki, długości pół łokcia, różnie dziur
kowane, połączone ze sobą sznurkami i umieszczone w górnej
części warsztatu. P. Szczepaniak wyrabia bardzo ładne, deseniowe
serwety z frendzlą, z nici lnianych, szarych i białej bawełny,
takież serwetki do ust, piękne ręczniki, 3A łokcia szerokie i trzy
łokcie długie. Deseń jest różny. Przeważnie : kratki, tafelki, kara.
Robi również kilimy (23A łok. szerokie) czysto wełniane, w trzech
kolorach : zielonym, jasno ponsowym i białym lecz tylko na za
mówienie. Dywaniki i chodniki komponuje z nici jutowych i ba
wełny, w kombinacyjne desenie, w barwach : bordo, granatowej,
zielonej i żółtej. Wyrabia także chodniki z gałganków, t. zw.
„gałganiarze“. Ma dużą księgę z kolorowemi wzorami 1 opisem,
którą posługuje się, gdy chce zastosować jaki nowy pomysł.
Robotę wykonuje przeważnie z powierzonych nici, lub na obstalunek. Pracuje sam, nie mając nikogo do pomocy.
Inny mieszkaniec Kamionki, p. Walenty Puliński, ma war
sztat do płótna zwykłego. Jest on dwa łokcie szeroki, przeszło
trzy łokcie długi i około trzech łokci wysoki, na jedno czółenko.
Wyrabia się na nim płótno różnej grubości i szerokości. Oprócz
warsztatu tkackiego, jest tam mały warsztacik, zbliżony do ko
łowrotka, a służy do zwijania pasem i szpulek.
Również prosty warsztat, lecz z piwną odmianą, posiada
senior tkaczy kamionkowskich, 76-letni p. Józef Szabelski dotąd
przodujący w szybkości i jakości sztuki tkackiej. Warsztat jego
jest na dwa bloczki, jedno czółenko, do wyrobu płótna. Jeszcze
mniejszy od poprzedniego. Z tyłu warsztatu jest kółko z wijadłami, do szpulek, talek i pasemek.
Oprócz prostego płótna, p. Szabelski wyrabia drelichy na
cztery podnóżki i chodniki lniano-gałgankowe, w pasy po
87
przeczne: pas z szarych nici i pas z kolorowych gałganków, na
przemianę. Wygląda to bardzo ładnie i jest mocne.
Pozostałe warsztaty tkackie w Kamionce, a jest ich nie
zmiernie dużo, są wszystkie na jedną modłę, ręczne, do pro
stego płótna.
W innych miejscowościach powiatu, tkactwo nie występuje
tak masowo. Uprawiane jest głównie przez go podynie wiejskie,
które w zimowe wieczory przy
stępują do zaopatrywania do
mowników w płótna na bie
liznę i drelichy na odzież.
Poważne miejsce w prze
myśle ludowym powiatu, zaj
muje garncarstwo, uprawiane
masowo w Firleju. Miasteczko
to zamieszkuje dziesięciu garn
carzy, zaopatrujących w swoje
wyroby nietylko własny po
wiat, lecz i sąsiednie. Wyra
biane są: miski, garnki, do
niczki, podstawki, dzbanki,
imbryki, solniczki kuchenne,
a nawet przedmioty galante
ryjne, jak : bukietniki różnych
kształtów, wazy na kwiaty,
popielniczki. Najlepszy z garn
carzy firlejowskich, p. Kazi
mierz Fit, posuwa swoją sztukę 127. Dziewczyna lubartowska uczesana
w łopatę.
do znacznej precyzyjności.
Fet. H. Morozewicz.
Ostatnio udoskonalił polewę
do garnków, przez dodawanie
rozpuszczonego szkła. Robi ją w dwóch kolorach : ciemną, t. zw.
„wiśniową“ i jasną, pomarańczowo-żółtą. Galanterje pokrywa
polewą wcałości, nadając tem łudzący wygląd majoliki. Zwykłe
garnki, miski, czy doniczki, polewa do połowy i zdobi dużemi
kropkami, lub ząbkami. Młynek do polewy stanowią dwa ka
mienie, około półmetrowej średnicy. Dolny umocowany nieru
chomo, wierzchni obraca się na żelaznej osi. Oba umieszczone
na drewnianym trójnogu. Warsztat garncarski składa się z dwóch
88
kół ruchomych, różnej wielkości, wyciosanych z grubego, 10 cm.
drzewa. Dolne koło posiada pół metra średnicy, górne — trzy
razy mniejsze. Oba umieszczone na grubej, żelaznej osi, obra
cane są nogami garncarza, który siedząc na ław-ce, wytacza
garnek, na powierzchni górnego kółka.
Do nadania wypukłości i wklęsłości, służy nożyk — de
seczka. Polewę daje się na przedmiot, w stanie surowym. Glinę
sprowadzają z Młynisk, gminy Rudno, dziesięć kilometrów od
F-rleja, ponieważ jakość jej jest niezastąpiona w garncarstwie,
Firlej posiada również wspaniałe pokłady gliny, ale nadaje się
ona.tylko na wyrób cegły i klinkieru.
Aby glina była zdatna do wyrobów garncarskich, lasują
ją dwa razy, potem „strużkują“ odpowiednim przyrządem,
w kształcie nożyka, dla odrzucania wszelkich włókienek i nie
czystości i wreszcie wygniatają nogami na ciasto. Praca przy
gotowawcza wymaga o wiele więcej trudu, niż samo toczenie
garnka, które trwa do dziesięciu minut.
Zapotrzebowanie gliny wynosi 9.600 kilogramów rocznie,
przeciętnie na każdego z garncarzy t mtejszych. Wyrabiają oni
z tej ilości do 12.000 sztuk różnych rozmiarów naczyń, w ciągu
roku. Towaru dostarczają hurtownikom żydowskim, oraz na zamó
wienie okolicznych dworów, do oranżerji, kwiaciarni, inspektów itp.
Piec do wypalania garnków, t. zw. „czerwonych“, wygląda
jak olbrzymia kadź, conajmniej trzymetrowej wysokości, z otwo
rem u wylotu. Objętość około dziesięciu metrów. Jest on zbu
dowany z cegły i oblepiony gliną. Z frontu ma otwór podłużny,
którym wchodzi się do wnętrza, dla ułożenia garnków. Układa
się je, jeden na drugim, spodem do wierzchu. Gdy cały piec
jest już wypełniony po brzegi, otwór zamurowują, a na wierzchu
pieca układają czerepy gliniane. Ogień podpala się w czterech
czeluściach, ukrytych w ziemi, dokoła pieca. Pali się wyborowem
drzewem. Drewniany prowizoryczny budynek, z otwieranym da
chem, kryje w swem wnętrzu ten piec garncarski.
Firlejańie wypalają również garnki szare. Piec do tego
gatunku wyrobów, urządzony jest w pozycji poziomej. Z jed
nego końca otwór do wkładania garnków, zakryty potem cze
repami, z drugiego — palenisko. Pali się grubemi szczapami
smolnemi. Na dopaleniu, oba otwory zalepia się ziemią, a garnki
pod wpływem dymu, nabierają barwy szarej.
89
Garncarze w Firleju mają swój cech, zatwierdzony w r. 1816
przez Aleksandra I-go. Z tychże czasów posiadają cenną księgą,
pięknie pisaną na pergaminowym papierze, a zawierającą protokuły wyborów starszych, instrukcje, tytuły, listę stowarzyszo
nych i t. d. Pieczęć odbita pod protokułami przedstawia dwu
głowego orła i napis: „Królestwo Polskie, Urząd Municypalny
Miasta Firleja“. Cech garncarski przyjął pod swą opiekę wszy
stkich rzemieślników miejscowych jak: kowali, stolarzy, cieśli,
bednarzy, stelmachów i t. p. Ostatnio przyłączyli się piekarze.
Księga Cechowa przechowuje się obecnie u Cechrmstrza, p. Ka
zimierza Majchra. Wszyscy cechowi w dniu 19 marca zakupują
nabożeństwo do św. Józefa, Patrona rzemiosł, na którem gro
madzą się tłumnie ze swą chorągwią cechową, a przez cały rok
palą własne świece woskowe, przed obrazem św. Józefa.
W Firleju jest ciekawie urządzona tokarnia wietrzna. Wła
ścicielem jej i konstruktorem jest firlejanin, p. Jezior. Silnik wie
trzny urządził sobie na dachu stodoły. Jest to czworobok pira
midalny z belek i desek, kilkometrowej wysokości. U szczytu
jednej ze ścianek czworoboku jest umieszczone wiatrakowe koło
na ośm śmig. Całe urządzenie posiada duży tryb. Wewnątrz
stodoły znajduje się warsztat i skład kołowrotków, które tam
są głównie wyrabiane. P. Jezior zbudował sobie tę tokarnię
wyłącznie sam, podług opisu zamieszczonego w „Gazecie Rze
mieślniczej“.
Poza tern, przemysł ludowy lubartowskiego powiatu zamyka
się sztuką wyrabiania koszyków na kartofle z pręci, kapeluszy
i kaloszy ze słomy, wreszcie niektórzy rzeźbią w drzewie arty
kuły dewocyjne.
Budownictwo i wnętrze chat.
Chaty wiejskie tutejszego powiatu, są klecone z drzewa,
na niskich podmurówkach, kryte słomą, zwrócone przeważnie
szczytową ścianą do drogi, biegnącej środkiem wsi. Okna w tej
ścianie są ozdobione malowanemi okiennicami, a czem jaskra
wsze — tem większy dowód, że w chacie jest panna na wy
daniu. Chaty wszystkie bielone. Dachów ogniotrwałych jest zni
komy procent, a murowane domki spotyka się bardzo rzadko.
Chatę środkiem dzieli zwykle sień, z której jest wejście do
90
piwnicy i na strych. Izb bywa przeważnie dwie, czasem trzy, o ile
jedna z nich służy za warsztat. Przed chatą, od strony drogi
jest zwykle ogródek kwiatowy, pełen nasturcyj, georginij, malw
i słoneczników. Lubiana jest również maciejka. Drzwi wejściowe
wychodzą na dziedziniec i zabudowania gospodarcze. Wnętrze
przeciętnej izby wynosi 9X8 łokci (mniej więcej), wysokość
cztery łokcie. Podłogi przeważnie drewniane, ale spotyka się
również klepiska. Urządzenie izby stanowią : łóżka, stół, szafka
do naczyń kuchennych, skrzynia, ławka, stołki, proste krzesła,
na ścianach — święte obrazy, przybrane w bibułkowe kwiaty.
We wsiach podmiejskich urządzenie izb jest wykwintniejsze.
Zauważa się w nich krzesła gięte, etażerki z fotografjami, szafy
na ubranie i t. d. W izbach garncarzy rzucają się w oczy przed
mioty gliniane : bukietniki na komodzie i popielniczki, dzba
nuszki, imbryki do herbaty, solniczki i t. d. Tkacze przyozda
biają wnętrze, izb serwetami swojei roboty, kapami, dywani
kami i t. d.
W miasteczkach, jak np.: Kamionka, Firlej, Czemierniki,
domki i chaty zwrócone bywają fiontem do'drogi, i ozdobione
są gankami na drewnianych słupkach. Zamknięcie chat wiejskich,
stanowi przeważnie skobel i kłódka.
Zwyczaje ludowe.
Zwyczaje ludowe podobnie jak strój — idą w zapomnienie,
a tradycja ustępuje miejsca — przypadkowi. Ludzie starzy z ża
lem stwierdzają przemianę, wspominając zanikające coraz bardziej
zwyczaje ich dziadów i ojców.
Chrzest — był dawniej okazją do długotrwałej zabawy.
Po powrocie z kościoła, rodzice chrzestni kładli pod progiem
dziecko i tradycyjną rózgą z tarniny, specjalnie przygotowaną,
uderzali je, aby było dobre, posłuszne i karne. Potem zaczynało
s ę ucztowanie, w którem uczestniczyli tylko żonaci i mężatki.
Zabawa taka trwała nieraz przeszło tydzień. Po kilku dniach,,
gdy zapasy u gospodarza wyczerpały się, kumowie i goście prze
bierali się za cyganów i cyganki i wstępowali do sąsiadów całej
wsi, zbierając daninę w postaci kur, jaj, krasiwa i t. p., na dalszą
ucztę, co nazywało się „chodzić po drobsku“.
Wesele. Najciekawszym zwyczajem lubartowskim, były
ceremonje weselne. Najpierw odbywają się t. zw. „zmówiny ,
czyli schodzą się sąsiedzi, obierają z pomiędzy siebie „starostę“,
„starościnę“ i „starszą druchnę“, a wówczas te osoby, wraz
z rodzicami obojga młodych, omawiają kwestję wiana obu stron.
Po dojściu do porozumienia, daje się na pierwszą „przepowiedz“
i dopiero wówczas odbywały się zaręczyny z muzyką. Obowiązkiem
muzykanta było grywać codziennie pod oknami „starosty“, „sta
rościny“ i „starszej druchny“, a w razie niepogody — w ich
mieszkaniach, od dnia zaręczyn do wesela, czyli dwa tygodnie.
Śluby wyznaczane bywały prawie z .wsze na niedzielę. W wilję
tego dnia, państwo młodzi chodzili do sąsiadów i znajomych, oso
biście zapraszając na wesele,
co i teraz jeszcze ma miejsce.
Na przedślubne śniadanie
pieczono baby wielkanocne
w glinianych garnkach, któ
re rozbijano, nie mogąc bab
wydobyć. Następnie ciasto
krajano na kawałki i kra
szono słoniną. Po śniadaniu
odbywała się ceremonja bło
gosławieństwa z muzyką.
Wreszcie państwo młodzi
stawali we drzwiach i ca
łowali po rękach wszystkich
gości wychodzących na ślub.
Po ślubie sadzano ich za
128. Kapliczka koło Brzostówki.
stół i obsługiwano. Po ko
Fel. H- Morozcwicz.
lacji weselnej następowały
oczepiny panny młodej,
a zamiast ślubnego prezentu otrzymywała ona pieniądze od gości,
zbierane osobiście na talerz i tańczyła t. zw. „chmielą“. W po
niedziałek wieczorem odbywała się zabawa, zwana „słodką wó
dką“, za składkowe pieniądze, a nadto panna młoda dodawała
od sicb'e część pieniędzy zebranych przy oczepmach. Bawione
się tak do następnej niedzieli. Wówczas następowała uroczystość
„przeprowadzin“ państwa młodych, uczczona sutem przyjęciem.
Nakoniec goście wysyłali państwa młodych do studn: skąd mu
sieli wyciągnąć ceber wody i przynieść do mieszkania. Wtedy
„kościelnicy“ śpiewali nad wodą „Te Deum laudamus“, a potem
każdy z gości kosztował tę wodę. Po przeprowadzinach sąsiedzi
i swaty pili jeszcze i ucztowali przez kilka dni.
Obecnie zwyczaje te uległy zmianie. W Lubartowie śluby
i wesela przekształciły się na sposób nowożytny. Po wsiach, ze
względu na ciężkie czasy, zabawy nie trwają tak długo, a ceremonje dawniejsze nie są również ściśle przestrzegane.
Pogrzeb. Sam obrządek pogrzebowy odbywa się zgodnie
z ceremonjałem kościelnym. Pewne swoiste cechy posiada jedynie
ceremonjał po-pogrzebowy. Mianowicie rodzina bliższa i dalsza,
(familjanty) zbiera się w domu żałoby dla odśpiewania różańca,
oraz innyeh pieśni nabożnych, poczem zasiadają wszyscy do
uczty pogrzebowej.
Wigilja Bożego Narodzenia. W dzień wigilijny
przed wieczorem, zaścielają podłogę w izbie słomą, która pozo
staje aż do trzeciego dnia świąt. Za stołem stawia się snopek
żyta. Na stole, pod serwetą, sianko, jak zresztą w całej Polsce.
Wigilijna wieczerza składa się obowiązkowo z dziewięciu potraw:
śledzie, barszcz, groch, kapusta, kluski z makiem, kasza, gruszki,
racuszki i t. p. Po wieczerzy dziewczęta biorą' z drwalni naręcza
drzewa, przynoszą do izby i liczą polana: parzyste wróżą mał
żeństwo, nieparzyste — dalsze panieństwo. W tym samym celu
rachują kołki w płocie. Od Bożego Narodzenia do Trzech Króli,
chłopcy chodzą od wsi do wsi z „Gwiazdą“, „Kozą“ i „Szopką“,
wstępując do mijanych chat z kolędą. Chłopcy dorośli organi
zują przedstawienie „Heroda“, w specjalnie przygotowanych kostjumach i docierają aż do miasteczek, gdzie w domach zamo
żniejszych przedstawiają widowisko.
Jednym z obyczajów tutejszych jest także nadpijanie wódki
podczas toastu i wylewanie reszty na sufit. Im bardziej wódka roz
pryśnie się na suficie, tem życzenie wznoszącego było szczersze.
Pieśni ludowe.
(Śpiewane w powiecie lubartowskim i sąsiednich).
I.
Zielony dzban.
'Oj, z rana z wtorku na środę, oj, poszła panna po wodę,
Przyszedł do niej pan, co jej rozbił dzban.
Oj, cicho, panno, oj, nie płacz nie! To ja ci za dzban zapłacę!
Za zielony dzban, sto talarów dam!
93
Oj, sto talarów nie chciała, oj, tylko o dzban płakała,
O zielony dzban, co jej rozbił pan !
Oj, cicho, panno, oj, nie płacz, nie, to ja ci za dzban zapłacę S
Za zielony dzban, parę koni dam!
Oj, ona koni nie chciała i tylko o dzban płakała,
O zielony dzban, co jej rozbił pan!
Oj, cicho, panno, oj, nie płacz, nie, to ja ci za dzban zapłacę!:
Za zielony dzban, piękny zamek dam!
Oj, ona zamku nie chciała i tylko o dzban płakała,
O zielony dzban, co jej rozbił pan!
Oj, cicho panno, oj nie płacz, nie, to ja ci za dzban zapłacę.
Za zielony dzban, ja sam siebie dam !
Oj, wiwat! wiwat! wygrałam! czego się też doczekałam!
Za zielony dzban, dostał mi się pan!
II.
Pamiętaj
dziewczyno.
Szumi deszczyk po leszczynie, po gęstej krzewinie,
Powiedzże mi, moja miła, czy mnie kochasz, czy nie?
Czy mnie kochasz, czy rie kochasz, a ja kocham ciebie.
Choćby koń mój karki łamał, pojadę do ciebie!
Karki łamał, karki łamał, a ja pod nim nogi,
Pamiętajże, ma dziewczyno, masz to na przestrogi.
Na przestrogę, na przestrogę, na upamiętanie.
Żebyś chłopców nie kochała w tym wojskowym stanie
Bo ten żołnierz, bo ten żołnierz Boga się nie boi,
On cię ściska i całuje, a na zdradzie stoi.
On cię ściska i całuje i do Boga wzdycha,
Pamiętajże, ma dziewczyno, w nim nadzieja licha!
III.
Chodziła dziewczyna.
Chodziła dziewczyna po wiśniowym sadku,
Chodziła, szukała swojego upadku.
Chodziła, szukała, aż zaczęło świtać,
Przyszła do niej mama o wianek się pytać.
— Córuś, moja, córuś, gdzieś wianek podziała? —
— Mamo moja, mamo! Jankowi-m go dała! —
— Córuś moja, córuś, co ci za to zrobić?
Czyli cię powiesić, czy cię nożem przebić ? —
94
— Mamo moja, mamo, nie róbcież mi tego,
Tylko mnie wydajcie za Janka ładnego!
— Córuś moja, córuś, Janek ciebie nie chce!
Twó] ruciany wianek pod nogami depce! —
— Jedwabną chusteńką buciki wyciera,
Pójdzie między ludzi, jeszcze się wyśmiewa! —
Zęby te kamienie przy drodze nie były!
Zęby się sieroty na świat nie rodziły!
Bo ktc idzie drogą, kopnie kamień nogą,
Tak i mnie na święcie, sierotę ubogą! —
IV.
Dwa serduszka, cztery oczy, co płakały w dzień i w nocy! (bis)
Siwe oczki co płaczecie, wy mojemi nie będziecie!
Szedłem sobie droźyneczką, spotkałem się z kochaneczką:
Dziewczę drogie, chodźże do dom, bo się z tobą nie nagadam!
Nie nagadam, nie nastoję, bo się ojca, matki boję!
Dziewczę drogie, dziewczę młode, weź to piórko, puść na wodę...
Jak to piórko pójdzie do dna, to ty będziesz Janka godna!
Dziewczę sobie rozważyło, złotem piórko nakropiło:
Pływaj, piórko, pływaj, pływaj, a ty Janku u mnie bywaj!
Dziewczę piękne, dziewczę młode, weź ten kamień puść na wodę.
Jak ten kamień będzie pływał, ja u ciebie będę bywał!
Dziewczę sobie rozważyło, kamień z wosku utoczyło :
Ty kamieniu, pływaj, pływaj, a ty, Janku, u mnie bywaj!V.
V.
Musisz moją być!
Ja sobie jadę, jak w dzień tak w nocy, na ślepym koniu na oba oczy.
A jednak musisz moją być i moją wolę uczynić !
A ja się stanę dziką ptaszyną, będę się kryła między krzewiną,
1 jednak nie chcę twoją być i twojej woli uczynić! —
Są , są na świecie takie topory, co wycinają lasy i bory!
— A ja się stanę dzikim gołębiem, będę siedziała w lesie na dębie...
I jednak nie chcę twoją być i twojej woli uczynić! —
Są, są na świecie takie jastrzębie, co wyłapują dzikie gołębie!
— A ja się stanę złotą rybeczką, będę pływała szeroką rzeczką...
Są, są na świecie takie wędeczki, co wyławiają złote rybeczki!
— A ja się stanę złotym pierścieńcem, będę się toczyć długim
[gościńcem ! —
Są, są na świecie takie młodzieńce, co wyłapują złote pierścieńce !
— Mamusiu moja, pieczże pieczenie, bo już się Janek ze mną ożeni!
J jednak muszę jego być i jego wolę uczynić!
95
Oprócz wyżej przytoczonych piosenek, lud lubartowski
śpiewa wiele innych, bardziej ogólnie znanych, jak np. „Na Po
dolu biały kamień“, „Moje wesele“, „W lesie na dębie“, „Jak
ja będę chłopca miała“, „Wśród poleńka szerokiego“, „A w nie
dzielę raniusieńko“ i t. d.
Pieśni ludu lubartowskiego są naogół smętne, pozbawione
junactwa i fantazji. Również ubiór ludu jest mało jaskrawy, nierzucający się w oczy strojnością i barwą. Cechy te przejawiają
się nawet w kolorze i ornamentyce tradycyjnych pisanek, jak to
np. widzimy na podstawie okazów z Dębicy, pow. lubartowskiego
w Muzeum Lubelskiem.
Szkic powyższy niema pretensyj do wyczerpującego studjum,
•a ma jedynie za zadanie zwrócić uwagę na istniejące jeszcze
resztki tradycji ludowej w powiecie lubartowskim.
Wanda J. Slizuina.
PRZYCZYNKI DO ZWYCZAJÓW NA BOŻE NARODZENIE
NA PODHALU.
Psa podstawie opowiadań p. Antoniego Zachemskiego, rodem
z Odrowąża na Podhalu, zanotowałem parę szczegółów dotyczą
łych zwyczajów „na Gody“ w Odrowążu.
W dzień wilji' przygotowuje gospodyni stół do wieczerzy
w „czarnej izbie“ czyli kuchni. O ile stołu niema w kuchni, przy
nosi się go z „białej izby“ czyli świetlicy. Nie godzi się bowiem
spożywać wigilijnej wieczerz}' na tym samym stole, przy którym
jada się przez cały rok.
Pod wieczór gospodarz idzie do stodoły. Jeżeli ma dzieci,
bierze dwoje ze sobą. Przynosi stamtąd siano, zaś młodsze dziecko
niesie snopek zboża. Wchodząc uroczyście do izby, mówi gazda.
„Niek bedzie pofolony Jezus Krystus“. Gaździna odpowiada:
„Na wieki wieków, amen“ i odbiera przyniesione zboże i siano.
Siano kładzie na stole i przykrywa obrusem, czasem zaś rozkłada
ponadto szmatę, ażeby obrusa przy wilji nie powalano. Snopek
zboża stawia się w kącie kuchni za stołem. Stół u górali nie stoi
nigdy w środku izby, tylko w rogu.
Przed wieczerzą cała rodzina odmawia głośno pacierz, który
gazda kończy następująco: „Dziękujeme ci, Poniezusie, ześ nom
doł dockać tyj świętyj wilije scęśliwie i zdrowo, i prosimy Cie,
96
cobymy sieka znowu zdrowo i scęśliwie dočkali sie jyj za rok
W imię ojca i sina i duha świętego, amen“. Dzieci powtarzają tę;
formułkę półgłosem. Potem wszyscy zasiadają. Dzieci ubijają się
0 miejsce najbliżej snopka. Dla zgody zasiadają co pewien czas
na zmianę koło niego.
Gospodyni przynosi opłatki z miodem lub w razie braku
miodu mocno słodzoną herbatę. Jest zwyczaj, że gospodarze po
siadający pasiekę, posyłają miód do opłatków krewnym i znajo
mym. Przed łamaniem opłatków ojciec zwraca się z pouczeniami
do dzieci, zwłaszcza do synów. Po tej przemowie dzieci dziękują
za naukę i rady.
Gospodyni podaje miskę z kluskami, zrobionemi z ziemnia
ków i mąki. Kluski polewa się resztką miodu. Potem jada się
„kłótę“ t. j. postną kapustę, skłóconą z ziemniakami. Na końcu
podaje się bób lub groch, wreszcie chleb suchy lub z miodem.
Z innych potraw świątecznych tradycyjnemi są „kołoce“ z razo
wej mąki z serem. Bez nich Boże Narodzenie nie moż^się obejść.
U zamożniejszych gazdów bywają też „baby“ z pszennej mąki,
przeważnie jednak poprzestają górale na razowym chlebie.
Podczas spożywania wilji uważa się bacznie na cienie głów,
padające na ściany. Czyj cień najdłuższy, temu najwcześniejsza
śmierć pisana.
Drzewko Bożego Narodzenia, przygotowywane w dzień wi
gilijny, jest coraz rzadsze. Głównie tam się utrzymuje, gdzie są
dziewczęta, które je stroją w świecidła, kolorowe papierki, jabłka
1 świeczki.
Po spożyciu wilji zlewa się wszystkie resztki jedzenia do
większej miski. Gazda łamie naprzód opłatek, a potem chleb na
tyle kawałków, ile ma sztuk koni i bydła. Opłatki i chleb rzuca
do miski. Z tą miską idzie do stajni i daje naprzód koniowi, po
tem cielętom, aby si; darzyły, wreszcie krowom, aby mleko da
wały. Innej żywinie, więc świniom, kurom i tp. wigilijnego jadła
nie daje się wcale.
Po wilji dziewczęta i parobczaki obiegają dom cztery razy
i za każdym obiegiem wykrzykują na echo z tego samego punktu.
Jeżeli echo odezwie się zawsze w jednej stronie, to stamtąd ma
dostać męża dziewczyna, a żonę „parobek“ (kawaler).
Potem śpiewają kolendy. Wybierają z kantyczek najskocz
niejsze i najweselsze, takie, których nigdy (lub bardzo rzadko),
97
nie słyszy się w kościele. Czasem śpiewom towarzyszy muzyka.
Przed północą wybierają się ludzie na pasterkę.
Utrzymuje się wiara w rozmowy bydła o północy.
W pierwszy dzień Godów chodzą wczas rano chłopcy na
„podłazy“. „Podłaźnicy“ biorą do kieszeni lub w chustkę owies’j
i obchodzą domy krewnych i znajomych z życzeniami, „su ją“
(rozrzucają) przytem ziarna owsa po izbie i na domowników, na
wet na leżących jeszcze w łóżku. Za życzenia i „podsucie“ owsem
otrzymują w darze trochę świątecznych smakołyków, czasem pie
niądze. Na „podłazy“ chodzą synowie uboższych gospodarzy. Bo
gatsi uważają sobie chodzenie po żebraninie za ujmę. „Pod
łaźnicy“ wygłaszają podczas rzucania owsa taką przemowę:
„Na scęście, na zdrowie, na to Boże Narodzynie!
Coby sie wom darzyło w kumorze, w oborze,
Wsądy dobrze,
W kozdyni kątku po dziesiątku,
A na stole sto!“
Podczas ostatnich słów „podłaźnik“ kładzie garść owsa na
stół.
Inny tekst życzeniowy wygłaszają najchętniej żebracy, któ
rzy hurmem wyruszają po jałmużnę. Gi recytują:
„Na scęśisie, na zdrowie, na to Boże Narodzynie!
Coby sie wom darzyło w kumorze, w oborze,
Wsądy dobrze,
Cobyście mieli telo cielicek,
Kiclo w lesie jedlicék,
Telo wołków (lub: ciołków),
Kielo na dahu kołków,
Telo dzieci,
Kielo przi dźwirzak śmieci,.
A teroz zajźryjcie do skrzinie,
Wyjmijcie pół świnie,
Zajźryjcie do półki,
Wyjmijcie kukiełki,
Zajźryjcie do pieca,
Wyjmijcie koloca,
Niek sie wom darzi w kozdyni kątku po dziesiątku,
A na siole sto!“*)
*) Noszono również owies w zimowej rękawicy z włóczki, np. w Za
kopanem.
Lud. T. XXIX.
7
98
Jeżeli w domu jest dziewczyna, to i o niej nie zapominają
„podłaźnicy“ i wtrącają w tekst życzenie, „aby miała telo frajirzi,
kielo w półce talirzi“.
Cyganie zwykle naprzód kolendują, a potem dopiero składają
życzenia. Podczas wojny wyśpiewywali na cygańską melodję:
„Malko noświętso, proś swego sina.
By sie w tym roku wojna skońcyła.
Ej bo la wojna,
•lest niespokojna,
O Jezu!“
Również „na cygańską nutą“ proszą:
„Zmarzły nom tyz paluski,
Odziyjcie nos w kozuski,
Przijmijcie nos!“
Parobcy „sują“ na dziewczęta nietylko owsem, ale czasem
i cukierkami. Czynią to czasem już po wilji przed pasterką.
Podłazy powtarzają się na św. Szczepana t. j. w drugi dzień
Godów, oraz na Nowy Rok. Formułki życzeń są w te dni nastę
pujące:
„Na scęście, na zdrowie, na lén święty Scepon,
Coby sie wom darzyła kapustecka z rzepom“,
oraz:
„Na scęście, na zdrowie, na ten Nowy Rok,
Coby sie wom darzyła kapusta i grok“.
Na Trzech Króli podłazów już niema. Zato chodzą chłopcy
z turoniem i gwiazdą. Zwyczaj ten już zanika, zwłaszcza po woj
nie. Turoń nie różni się od znanych z innych stron Polski. Ma
ruchomą dolną szczękę, kłapiącą za pociągnięciem sznurka. Kra
jem pyska są gwoździe w miejsce zębów, a język przystrzyga się
z czerwonej materji. Przyprawia się rogi, zaś chłopiec chodzący
z taką głową na kiju okrywa się płachtą, z pod której wystaje
ogon z grubego powrósła.
Gwiazdę robią z kolorowych bibułek; w środku gwiazdy znaj
duje się świeczka. Obrót nadaje się zapomocą sznurka, cała zaś
konstrukcja jest umieszczona na długim kiju.
Zakopane.
Juljusz Zborowski
99
PODANIA DOMU „KRZYSZTOFORY“ NA RYNKU
KRAKOWSKIM.
„Krzysztofory“ jest to nazwa domu stojącego na rogu Rynku
głównego i ulicy Szczepańskiej w Krakowie. Dom ten był nieg
dyś bardzo sławny. Łepkowski w „Urywkach z dziejów i życia
mieszkańców Krakowa, 1890, str. 166“ podaje, iż „Krzysztofory“
były zawsze największą, niemal najpiękniejszą kamienicą w Kra
kowie' głośną z wielu przygód i pięknej legendy o skarbie ukry
tym w zaczarowanych piwnicach tego domu. O pochodzeniu
nazwy dowiadujemy się już tylko z zapisków, posąg bowiem św'.
Krzysztofa na domie dawno zdjęto, a późniejsi właściciele wcale
się o to nie postarali, by nowy sprawić. Donosi o tem Antoni Gra
bowski (str. 62) : na wierzchu była statua Krzysztofa z Panem
Jezusem, drzewem podpierającego się. Kamienica ta znana w kraju
i zagranicą z posągu tego świętego dostała się w dziedzictwo Jac
kowi Kluszewskiemu, staroście brzegowskiemu, posąg świętego na
domie stojący, dziś z miejsca swego zdjęty został 1791, 30 kwiet
nia. Podobnie podaje Łępkowski w „Urywkach“ str. 166, iż „Krzyszlofory“ wołano na kamienicę w Rynku, narożną od ul. Szcze
pańskiej dlatego, iż na niej stał wyrobiony z gipsu i gliny św.
Krzysztofory niosący Pana Jezusa. Ów święty podpierał się drze
wem i drzewo to podtrzymywało jego wysoką postać, widzialną
z daleka. Gdy na Kraków przypadła dola, którą przejezdny Coxe
w 1778 r. opisał w słowach: „tutaj w każdej ulicy na jednym
końcu stoi żołnierz rosyjski, na drugim szyldwach polski, a tyle
jest domów zrujnowanych lub rozpadających się, że z ich ilości
sądzićby można, że miasto co dopiero szturmem zdobyto“... wów
czas i św. Krzysztof uszkodzony zębem czasu, zstąpić musiał ze
szczytu tego domu, również „biskupim pałacem“ zwanego.
O domie tym krążą różne podania, już dziś nie każdemu
znane, jak to sam miałem sposobność z zapytywali różnych osób
sprawdzić. Dawniej było inaczej: Łepkowski powiada: „tej baśni
ludowej, rozgłoszonej przez kucharkę z obciętą piętą, jak również
o owym słudze Twardowskiego spuszczającym się z obłoków,
codziennie w południe na pajęczynie przed Krzysztofory powta
rzać nie będziemy, gdyż w powieści wyręczają nas dotąd piastunki
u kolebki naszych dzieci“.
Podania o piwnicach Krzysztoforów znane są w różnych
redakcjach:
7*
100
Według O. Kolberga, „Lud“ V. 20—21: Kamienica w Rynku
zwana Krzysztofory, była niegdyś własnością alchemika Krzy
sztofa; pod nią rozciągają się podziemne sklepienia, łączyć się
mające z cmentarzem Marjackim (kościoła Panny Marji). Poda
nie mówi, że kogut, którego kucharka miała zarżnąć, uciekł do
owych lochów. Ona też w ślad za nim biegła od sklepienia do
sklepienia, aż kogut znikł, a ona w lochach zabłądziła. Naraz,
szukając odwrotu, widzi przed sobą owego koguta, ale z rogami
na głowie i poznała, że to był djabeł. Za życie, które mu darowała,
nasypał on jej pełną zapaskę złota i przykazał, aby idąc napowrót
nie obejrzała się poza siebie, na ostatnim jednak schodzie piwnicy,
ciekawość kobieca przemogła i kucharka obejrzała się, w tej za
raz chwili drzwi zatrzasnęłj się z łoskotem i uciekającej przy
cięły, czy też urwały piętę, której umknąć nie zdołała. Za pienią
dze pozyskane z czarlowskiej poręki fundowała kaplicę u Panny
Marji; inaczej użyte, byłyby jej wyszły na złe
Grabowski („Kraków“ i „Kalendarz“ z roku 1821) podaje
także ową powieść o dwu siostrach. Jedna z nich starsza, była
bogatą dziedziczką pałacu pod Krzysztoforami, druga zapomnia
na użytą była do posług. W podziemnych sklepieniach pałacu za
błąkał się raz ulubiony starszej kogut; młodsza wysłaną została
do lochów, aby go odszukać. Kogut doszedł długiemi piwnicami
aż do grobów Marjackiego kościoła; idąc jego śladem, doszła
młodsza aż do kościoła, gdzie koguta przy ołtarzu schwytała
i Bogu podziękowała. Wracając z nim tą samą drogą (była to
północ), spotkała w lochach, mimo, że tam była statua św. Krzy
sztofa, postać samego djabła z niemiecka i hiszpańska przybra
nego, który zalęknionej nasypał w zapaskę garść djamentów, na
gradzając jej doznane od siostry krzywdy. Struchlała zrazu tern
zjawiskiem, poczęła uciekać i zatrzasnąwszy przy wejściu drzwi
z lochów, które jej piętę przycięły, znalazła w zapasce śmieci za
miast djamentów i czarnego koguta. Wyszedłszy z lochu, dowie
działa się o nagłej śmierci siostry i wkrótce jako jedyna, a bogata
pałacu dziedziczka, stanęła z dorodnym młodzieńcem na ślub
nym kobiercu u stóp ołtarza, przy którym znalazła była koguta.
Gdy tamta siostra zmarła, straszyć odtąd w pałacu poczęła.
Inni w miejsce koguta wymieniają bazyliszka (jak np. „Pa
miętniki“ Wodzickiego, „Czas“ 1873).
101
Józef Mączyński (Kilka podań, Kraków, 1855) tak przed
stawia to podanie (na str. 94—95) : „Stara kucharka zeszedłszy do
tej piwnicy za zbiegłym kogutem, zyskała od djabła coś z tych
skarbów, a zbogacona tem, wystawić miała jeden ołtarz u P. Marji, a na ścianie kościelnej wymalować jak wychodzącej z piwnicy
drzwi przycięły jej nogę, gdy się oglądała, a czego jej djabeł za
kazał.
Kiedyś mieszkać w Krzysztoforach miała piękna, bogata,
lecz nieludzka pani, która zagarnęła siostry majątek, a samą, gdy
dorosła obróciła do posług domowych. Ta biedaczka miała mieć
z tym djabłem pilnującym skarbu w piwnicy, powyższe zdarze
nie, lecz pieniądze, które od niego dostała, w chwili, gdy się ogląd
nęła i nogę jej drzwi przycięły, zamieniły się w śmieci. Strata ta
hojnie jej była wynagrodzoną, bo właśnie w tej chwili skonała
siostra wyznając krzywdę jej wyrządzoną i oddając swe bogac
twa. I ta niegodziwa siostra ma być podług tej legendy tem wid
mem ukazującem się w Krzysztoforach“.
Podobne podania o skarbach powstały na tle piwnic, czyli
podziemia, gdzie lud umieszczał stale djabłów, a z nimi skarby.
Podanie uzasadniono też w inny sposób. Wąsowiczowi, puł
kownikowi dragonji, który był na dworze Lubomirskich opowia
dał wuj ks. Kaspra Cieńs;kiego, dziekana i zarządcy biskupstwa
krakowskiego, iż ową matroną pojawiającą się w Krzysztoforach
ma być duch żony Sebastjana Lubomirskiego, założyciela mienia
i zaszczytu tej rodziny, a to Anny z Branickich, żyjącej w stanie
wdowim w tym domu i zmarłej zostawiającej to vitae memoriam,
że była z wielką pobożnością dla Boga, a wielką jałmużnicą dla
ubóstwa (Mączyński, Kilka podań, str. 91—92).
Podania o skarbach w piwnicach Krzysztoforów przeszły do
pieśni (Kolberg, „Lud“ V. 215) :
A od zachodu gmach Krzyszlofory
w jego piwnicach są złota wory
Gdy na Kraków bieda spadnie,
to je lud djablom odkradnie,
którzy skarbów pod tym gmachem pilnują na dni,e.
Podanie to stało się przyczyną śmierci ośmiu Rosjan. Łepkowski opowiada o tem w „Urywkach“ str. 166, iż w 1769 r. po zdo
byciu Krakowa przez Rosjan, 40 jegrom zakwaterowanym w Krzy
sztoforach trafiła się przygoda, iż poszukując owych podaniowych
102
skarbów, przez bazyliszka, czy djabła strzeżonych, a przez ku
charkę za kogutem do piwnicy zagnaną odkrytych, w siódmej
zrzędu zrabowanej piwnicy znaleźli kilka antałków starego wina,
którem tak się uraczyli, iż z nich 17 już na górę wyczołgać się
nie zdołało, a ośmiu na miejscu wyzionęło ducha. Starszyzna woj
skowa uznała oczywiście wino za zatrute, batożono zarządcę domu
na odwachu i na nieobecnego właściciela Krzysztoforów nałożono
wojenną kontrybucję.
Według innego podania zapisanego przez Stanisława Cerchę (Kleparz, 48) piwnice Krzysztoforów raz do roku się otwie
rają, t. j. w kwietną niedzielę, podczas czytania ewangelji. Wie
rżenie to prawdopodobnie powstało tą drogą, że uważano ten
dzień za otwierający tydzień wielkanocny, w którym Jezus zstąpił
do piekieł, a więc do podziemia, które się przed nim rozwarło.
Krzysztof był świętym, który w Polsce podobnie jak w in
nych krajach cieszył się ongiś wielkiem poważaniem. Łepkowski w „Urywkach“ 1890, str. 166, powiada, iż w Krakowie były
i drugie Krzysztofory w Rynku kazimierskim położone, w któ
rych Balcer Śmieszkowicz miał drukarnię, a pod Krzysztoforami
w Rynku Głównym mieszkali częstokroć biskupi, jak Trzebicki,
Sołtyk i inni, przeto z tego powodu zwano je również „pałacem
biskupim“.
Czcią do Krzysztofa odznaczała się królowa Jadwiga. Przed
końcem XIV wieku stanął jeszcze w nawie pod trzecią arkadą
strony prawej ołtarz pod wezwaniem św. Krzysztofa, wzniesiony
przez królowę Jadwigę, która w 1393 założyła przy nim kolegjum
psałterzystów. Potem w 1421 wyznaczył Jagiełło tu przed ołta
rzem miejsce swego grobu i (str. 103) założył drugie ministrjuin
ołtarza św. Krzysztofa (T. Wojciechowski, Kościół kat. 102).
W Polsce mawiano, iż skoro się widziało Krzysztofa, to moż
na już spokojnie umierać. Za opiekuna chroniącego przed powo
dzią uważał lud św. Krzysztofa, stąd w okolicach nadrzecznych
jest wiele wizerunków tego świętego po kaplicach i kościołach
wiejskich (Lud XI 342). Oskar Kolberg podaje recytację ludową
(Lud, Krakowskie, 1871, str. 274) przy obrzędzie Koniarza
w kwietną niedzielę:
„Rżnąłem babę o piec,
wyleciał z niej chłopiec
A temu chłopcu było Krzysztofor;
wziął sobie siekierkę i topór
poszedł na cudzą granicę,
wystawił kościół i kaplicę.
A w tym kościele niema świętości
ino końskie i kobyle kości“.
103
Czasami przybiera ta zwrotka inną postać:
Rżnąłem babę o piec,
wypadł z niej żelazny chłopiec
a z lego chłopca
ba ran i owca
A z tego barana
mleko i śmietana
A z tej śmietany
Kościół murowany
A w tym kościele niema świętości
i I. d. (jak poprzednio).
Zwrócił na to już uwagę Wacław Maciejowski (Pierwotne
dzieje Polski, 1846, str. 445) : „Wyobrażenie konia mieszczono
snadź między malowidłami, które zdobiły zewnętrzne ściany boż
nic pogańskich i na to baczy jak mniemam myśl krakowskiej
pieśni o kościele, który miał wystawić św. Krzysztof, a na którego
ścianach były końskie i kobyle kości; tudzież zwyczaj ludu kra
kowskiego, zatykania na kołkach płotów lub czaszek końskich
pod żłoby, albo dla ochrony zwierząt domowych, a mianowicie
rogacizny od chorób zaraźliwych“.
Chłopiec Krzysztof równałby się „żelaznemu chłopcu“ w wy
żej podanej przemowie. Nie uważam jednak tego zrównania za
jakąkolwiek wskazówkę do rozwiązania tego zagadnienia. Wogóle
nie jest to żadne zagadnienie, tylko szereg bredni bez znaczenia
i słów pozestawianych dla otrzymania jakiegoś rymu. Podałem
jednak te wiersze, by zebrać wszystko, co się do Krzysztofa odnosi.
Wszystko, co ten dom otacza, ma znaczenia demoniczne, djabelskie. Dom jest własnością „Krzysztofa, alchemika“. Wiemy, że
nazwa Krzysztofory nie powstała od jakiegoś alchemika, lecz od
świętego, którego życie niema nic wspólnego z alchemją
i z ogniem, lecz właśnie z czemś przeciwnem, t. j. wodą. Jeżeli
więc z Krzysztofa zrobiono alchemika, to stało się to nie bez po
wodu. Alchemją zostawała w związku z djabłami a całe podanie
krzysztoforskie, to odmiana podania o djable. Dlatego łączono te
podania z postacią Twardowskiego, którego służący Pająk miał
się przed tym domem spuszczać po nici pajęczej. Djabelskie zna
miona ma inne podanie, które mi opowiadano, lecz którego za
pisanego już nigdzie nie znalazłem: W Krzysztoforach miał żyć
człowiek, który wiedział, iż skoro z domu wyjdzie, to go piorun
zabije. Dlatego też długo nie wychodził, aż pewnego razu mając
już dość tego przymusowego więzienia zebrał na odwagę i wy
szedł z domu. W tej chwili piorun z jasnego nieba zabił go. Po
nieważ djabli mieszkali w podziemiach, przeto także w piwnicach
Krzysztoforów, czyli w podziemiach dopatrywano się djabła
104
i skarbów, podobnie w grocie na Krzemionkach krakowskich łą
czonej w podaniach z djabłami i Twardowskim. Wątek o uciętej
pięcie spotyka się kilka razy w podaniu o Twardowskim w róż
nych okresach jego życia, np. przy chrzcie Twardowskiego djabeł poturbował babę trzymającą niemowlę w nogę, potem w lesie
djabeł drzewem okulawił Twardowskiemu nogę, w piekle mu
piętę przyskrzypnęli djabli.
O górze Winnicy w Luborzycy opowiadają (Ciszewski, Kra
kowiacy, str. 21): Zęby byuy stery takie góry, toby u nas zrobićli
byli Kalwaryjom, ale jes jeno trzy. Pod te górę ma być dziura
(loch) od jeny chauupy. Zawdy w tém miéscu biáua ziemia jes,
od chauupy do góry, ze 30 uokci. Ráz wysed dziad s ty góry i dáu
jednemu gospodarzowi piéniendzy i kázau mu się nie oglondać.
Ón sie obeźrau, ten (dziad) trzas i piente mu ucion“.
Wójcicki (Klechdy, Warszawa, 1837, I 263) opowiada o ślu
sarzu z przeciętą piętą. Znamienne jest, iż chodzi tu o ślusarza,,
a żalem o rzemieślnika mającego do czynienia z metalem, w in
nych okolicach mówi się o kowalach mających do czynienia
z ogniem.
Kowale w Sułkowicach mniemają, że przemysł ich pochodzi
od Cyganów, którym oni zarobek z rąk wydarli i którzy mieli
rzucić przekleństwo na ich dziadów, żeby ich aż do pokolenia
ostatniego bieda gniotła i niedostatek. W skutek tych słów wie
rzy dzisiaj kowal, gdy go niedola przyciśnie (Wisła XIV, 58).
wschodniej stronie wsi Kobielnik jest Świnio góro. Lo
cego tak sie nazywo, nie wiadomo. Wygląda jak kopa, jes piascysto i prawie nicem nie porosła. Na wierzchołku ty góry był kamiń wielgi, ze go ledwie pasterze rusyli z miejsca i na dół spuścili.
Ale ile razy ucynili, zawse w nocy wynosiuł djeboł kamień napowrót na wierzchołek. To powtarzało się tak długo, jaz chłopi wy
kuli krzyz na tym kamieniu. Odtąd juz go djebol nie rusył. Na
ty górze djeboł przesusoł pieniądze na korycie, a pilnowoł ich
pies corny. Byk jednego gospodarza chodziuł w te strom i lizoł
to koryto. Jak pasterka sukała tego byka, zobacuła pieniądze i psa,
zląkła się bardzo i kciała uciekać, ale ten pies kozo! i (jej) nabra<
tyle pićniądzy, ile tylko uniesie, iść do domu ś nimi, a nie oglą
dać się za siebie. Dziewka nabrała pieniędzy dosyć, doniesła ich
scęśliwie do domu, ale jak przechodziuła bez próg chałupy, usłysała jakieś straśne sumy za sobą, a jak się obeźrała, djeboł po
105
pchnął dźwi i przycion jej nogę tak ciężko, ze przyniesiono pie
niądze wszystkie wydała na leki, aby okalicałą nogę przyprowa
dzić do zdrowia. Tych pieniędzy można nabrać w Kwietnią ni«
dzielę, bo wtedy nima przy nich djebła. bo musi tego dnia w k»>
ściele słuchać ewangelije (Kobielnik, opow. w 1898 Majda „Wisła“
XIII, 1899, str. 84).
W głębi skarby ukryte, jeżeli komu są objawione, lub przy
padkiem je ktoś nadybie, są strzeżone przez kogoś (zwykle po
tworę), który pozwala je brać, ile się chce i iść z tern, lecz się nie
oglądać. Zwykle jednak ciekawość przemaga, a ciekawy traci ka
wałek pięty, którą sobie przyciął drzwiami u wnijścia. (Kolberg,
Lud VII, 212).
Podobnie przeciętą miał piętę ślusarz w Bruśniku, o którym
czytamy w „Ziewonji“ 1833, takie podanie: O mil trzy, na wschód
Lusławic, leży wieś Bruśnik; na jej gruntach znajduje się znacz
nej długości pieczara. W tych latach słynie między ludem jako
skład niezmiernych skarbów, których szatani strzegą. Stąd jest
powieść o kulawym ślusarzu, który niedawno umarł. Śmiały ten
człowiek i potrzebujący doszedł, że w pewne święta djabli się roz
chodzą i zostawiają pieczarę bez żadnej straży. Korzystał z pory,
udał się do strasznego miejsca: nie zastał w samej rzeczy nikogo
z duchów, nabrał pieniędzy, ile mu się spodobało i wrócił szczę
śliwie do domu. Pierwsza ta wyprawa zachęciła go do podobnych
częstszych i zawsze pomyślnych. Raz chwyciwszy, nad zwyczaj
zabawił przy rabunku dłużej, niż wypadło; djabli nadchodzą, ła
pią go na gorącym uczynku; nieborak znalazł przynajmniej dość
czasu wymknąć się rozgniewanym duchom; ale uciekając, tak
pospiesznie drzwi za sobą zatrzasnął, że mu piętę ucięły i z tej
przyczyny chromał aż do śmierci.
Chłop jeden powracając z żoną z jarmarku, znalazł na dro
dze czarnego koguta ze związanemi nogami. Przyjechawszy do
domu, wsadzili oni koguta na piec i w nocy oczekiwali z niecier
pliwością, aż on zapieje; lecz kogut nie zapiał. Zaświecili w'ię*s
i poszli zobaczyć, co się dzieje z kogutem. Zbliżywszy się do pieca,
ujrzeli, że przed kogutem leżą rozsypane kupy złota, srebra i wszel
kiego zboża. Chłop pobożny, domyśliwszy się, co to za koguta do
stał, zabrał go natychmiast, poniósł na most i wrzucił do wodj.
W tejże chwili rzeka się wzburzyła straszliwie i zerwał się talu
wicher, że omało chłopa z mostu nie zrzucił. Po powrocie do domu
106
znalazł on na piecu smołę rozlaną w tem miejscu, gdzie leżały
rozsypane pieniądze. (Kolb. Chełm. II, 249).
Na wyspie Rugji twierdzi lud, że czarne koguty posiadają
dar w noc świętojańską objawiać, gdzie znajdują się ukryte
skarby. (Lud, VIII, 238).
Kogut, dawny ptak ogniowy z powodu ognistego grzebyka
na główce, stał się w czasach chrześcijańskich ptakiem djabła,
gdyż ten według wyobrażeń chrześcijańskich ma związek z ogniem.
Ogniowa błyskawica także została przypisana ogniowym djabłom,
a ponieważ bóstwa gromowe i ogniowe od dawna uważano za
kulawe, np. Hefajsta lub Wielanda, przeto znamiona te przeszły
także na ogniowych djabłów lub na postaci, jak np. Twardow
skiego, których wprawdzie za djabłów nie uważano, ale za ludzi
mających konszachty z djabłami, jak wogóle alchemików i ko
wali. Podania krzysztoforskie są stopem rozmaitych podań tego
typu.
Antoni Czubryński.
r\
RECENZJE I SPRAWOZDANIA.
Pierre Bogatyr-ew. Actes magiques, rites et croyances en Russie
subcarpathiquc. Paris. 1929. (Travaux publiés par l’Institut d’étudeà
slaves XI). S. XI + 162.
AV książce tej dał P. Bogatyrew, etnograf rosyjski znany z wielu
innych wartośpiowych prac, bardzo cenne materjały z Rusi podkarpac
kiej, zebrane w latach 1923 — 1926. Szczególnie starannie przedsta
wiono zwyczaje doroczne, a więc: Boże Narodzenie, Nowy Rok, Trzech
Króli, Gromniczna, 40 Męczenników, Zwiastowanie, Ostatki zapust,
Kwietna Niedziela, AAGelki Tydzień, Wielkanoc, Dzień. Św. Jerzego,
Zielone Święta, Św. Jana Chrzciciela, H 1 a v o s i k a t. j. Dzień Ucięcia
głowy Św. Janowi Chrzcicielowi. Prócz tego autor uwzględnił zwyczaje
narodzinowe, weselne i pogrzebowe, oraz świat zjawisk i istot nad
przyrodzonych.
Praca p. Bogatyrewa zasługuje na uwagę nietylko ze względu na
sam materjał, ale i ze względu na metodyczne uwagi wypowiedziane
we wstępie. Autor jest zwolennikiem metody statycznej w etnografji,
to znaczy idzie mu o odtworzenie stanu obecnego obrzędów, zabiegów
magicznych i wierzeń ludowych. Z pewną nieufnością odnosi się nato
miast autor do metody historycznej i stwierdza, że nic nas nie uprawnia
do wyjaśniania pewnego zjawiska jednostronnie, a więc czyto kultem
przodków czy magją i że chronologicznie trudno tu da się coś ustalić.
Przed rekonstrukcją należy raczej poznać dokładnie środowisko, w którem dany zwyczaj istnieje, a przy wyjaśnianiu tego zwyczaju pewną
rolę odgrywa nietylko ogólny światopogląd i kultura danej grupy, ale
także psychologja indywidualna, która dostarcza nam tego wyjaśnienia.
Wreszcie przy szukaniu form prymitywnych nie można uważać form
najprostszych za najpierwotniejsze, bo materjały dowodzą czegoś prze
ciwnego. Natomiast należy zebrać dane dotyczące znaczenia zwyczajów
ludowych i wyjaśnienia, jakie sam lud daje. Wtedy okaże się, że te
dawne tradycje uważane przez uczonych za przeżytki mają dla ludu
pełną żywą treść. Przytem musi się zwracać uwagę na pewne momenty
socjalne, że takie same zwyczaje w danej wsi dla jednych są poważnym
obrzędem, a dla innych zabawką. Zwłaszcza w związku z kraczun e m zaznacza się wyraźnie, że taka sama czynność magiczna bywa
rozmaicie wyjaśniana i że to wyjaśnienie zależy od czynnika uzasadnia
jącego tę czynność.
108
Przy omawianiu wierzeń związanych z istotami nadprzyrodzonemi także się to zaznacza, że nie mogą one być malerjałem do rekon
struowania dawny cli wyobrażeń mitologicznych, lecz odtwarzają tylko
pewien aktualny stan wierzeń w tej dziedzinie. Zdaniem autora jest
znacznie łatwiejszą rzeczą opisać sam zwyczaj, aniżeli przy pomocy
danych historycznych i archeologicznych dojść znaczenia tego obrzędu.
W uwagach tych jest niewątpliwie wiele słuszności, ponieważ
istotnie uczeni etnologowie w pogoni za materjałem, jakiby mieć chceli,
nieraz nie dość liczą się z istotnym materjałem, może czasem suggerujc
się ludowi wierzenia, jakich tam nie ma i nigdy nie było. Niemniej
gdybyśmy się chcieli ograniczyć do statyki danego obrzędu, byłoby
to nieco za mało. Wówczas byłoby to czasem jedynie opisanie «lanego
obrzędu, oraz pewna psychologiczna analiza, również nie zawsze na
ukowa, ale nie byłoby dociekania na temat powstania tych zjawisk, co
jest właśnie jednem z głównych zadań etnologji. Tego zaś absolutnie
nie można osiągnąć przy wykluczeniu metody historycznej i porów
nawczej : metoda statyczna może prostować pewne aprioryzmy metody
historycznej, ale nie może ona zupełnie zastąpić metody historycznej.
Metoda historyczna w połączeniu z metodą clriogeograliczną może
się dotąd pochlubić bardzo poważnemi wynikami, więc nie ma żadnej na
razie racji, aby ją usuwać na dalszy plan, a jedynie wskazane są pewne
poprawki. Również w pracy autora jeden z najciekawszych wyników
został uzyskany na podstawie tej metody geograficznej, a mianowicie
rozgraniczenie dwu typów kraczuna na Rusi Podkarpackiej, które
w komitacie marmaroskim zgadza się z linją djalektyczną i etno
graficzną.
O ile idzie o szczegóły, to miałbym pewne zastrzeżenia co do
objaśnień d i d a na str. 49; wydaje mi się słuszniejsze stanowisko
Zelenina, który łączy go z duchem domowym. Do analogicznych
wniosków doszedłem w rozprawie o duchu domowym (Ponowa 1922,
s. 298 i n.). Również nie można stwierdzić, że palenie ogni w okresie
wielkanocnym na Rusi podkarpackiej nie pozostaje w żadnym związku
z kultem zmarłych. Dowodem nie mogą być objaśnienia samego ludu
w myśl metody statycznej, dlatego, ponieważ tak jak mamy etymologje
ludowe, z któremi przecież językoznawstwo nie -liczy się, tak samo
mamy też ludowych etnologów, którzy po swojemu różne obrzędy
ludowe objaśniają. Bardzo są one ciekawe dla psyehologji ludowej,
ale nie mogą Wyjaśniać nam genezy samego zjawiska.
V, reszcie miałbym pewne wątpliwości co do francuskiego prze
kładu „Ruś podkarpacka“ przez Russie subcarpathiqiic. Na tym przy
kładzie widzimy wyraźnie, jakie zalety miałoby używanie terminu
Ruś = Ruthènie, oraz Rusini = Ruthènes, a w danym wypadku tein
bardziej, że ludność sama Rusinami się nazywa (str. 130). Oczywiście
jest to tylko uwaga nawiasowa, gdyż autor przyjmuje w tym wypadku
błędną terminologję zachodnio-europejską, powszechnie używaną.
109
Niezależnie oil tych uwag należy stwierdzić, że autor wydal swe
materjały wzorowo przez opatrzenie tekstów bardzo dokładnym ko
mentarzem, opracowanym na podstawie zasadniczej literatury etno
graficznej słowiańskiej, przyczem wykazał także znaczna znajomość
prac polskich. Zupełnie słusznie też wciągnął autor do porównania
materjały rękopiśmienne Rehořa, zasłużonego badaoza ludu ruskiego
Dzięki temu komentarzowi praca p. Bogatyrewa nie jest zwykłą publi
kacją materjałową, ale ma zarazem charakter poważnego studjum
etnologicznego.
Adam Fischer.
i
Dr. Henryk Rowid. „Psychologja pedagogiczna“. Wyd. II. Kra
ków 1930.
Zaznajomienie się z nowemi kierunkami psychologji należy uważać
za rzecz niezwykle doniosłą dla etnografa i etnologa. Szczególnie w dwu
kierunkach może im ona oddać poważne usługi. Po pierwsze tłumacząc
i wyjaśniając genezę pewnych wytworów kulturowych, ich „dziwnych“,
,,swoistych“ nieraz cech i właściwości, po drugie wskazując na pewne
specyficzne „zabarwienia“ i „znamiona“ narodowe, wynikłe z pewnych
duchowych, „narodowych“ właściwości. Nie waham się tutaj przytem
użyć terminów „duchowych, narodowych właściwości“ w przekonaniu,
że nietylko „środowisko“ nadaje „wytworowi kulturowemu“ specy
ficzne „lokalne“, „narodowe“ zabarwienie, ale też „rasa“, a tem samem
„narodowość“ dość szeroko jednak pojęta drogą dziedzicznego utrwa
lania, potęgowania lub osłabiania pewnych dyspozycyj psychicznych,
charakteru, temperamentu, znajdującego później swe odzwierciedlenie
w baśniach, podaniach, legendach, pieśniach (treść i rytmika, ton za
sadniczy), czy wreszcie życiu społecznem, kulturze materjalnej. Można
nawet mówić o koncepcji badań nad „psychologją narodową“. Pewne
„typy“ bowiem, drogą dziedziczności, mogą się utrwalać i dominować
w pewnej rasie lub narodzie.
Dalej, ponieważ rozwój filogenetyczny znajduje „powtórzenie“
w rozwoju ontogenetycznym, pewne i dokładne „ciągłe“ obserwacje
„wytworów duchowych“, czy innych dziecka i jego życia duchowego
i społecznego mogą nam dać ciekawe, nowe, realne "a nie fantastyczne
i poparte naukowo, punkty widzenia na ciemną niekiedy sprawę genezy
pewnych wytworów kulturowych, ważne w badaniach etnologicznych
i etnograficznych.
Tych parę wstępnych uwag niech służy za uzasadnienie, dlaczego
piszę w „Ludzie“ o „Psychologji pedagogicznej“ Dr. Henryka Rowida.
Książka Rowida jest również dla etnografów hezwątpienia Innem
źródłem najpierw dla zorjentowania się w nowych kierunkach psycho
logji. Nawiasowo dodam, że jest to pierwsza syntetyczna praca w tej
dziedzinie — po polsku. Po drugie autor jest dokładnie obznajomiony
z najnowszemi gałęziami psychologji stosowanej, a więc np. psychoetnologji, psychologji dziecka i korzysta z wyników badań Levý Briihla,
Piageta, Grossa, Biihlera, Biihlerowej i psychoanalitycznej szkoły a więc
110
Freuda, Adlera, Junga itd. i jasno a zwięźle przedstawia rozwój tych
kierunków.
Następnie może poznać etnograf i etnolog z pracy H. Rowida
rozwój duchowy dziecka - - którego obraz kreśli autor umiejętnie
w każdej dziedzinie — życia intellektualnego, uczuciowego, (uczucia
społeczne, moralne religijne), woli (dzieje i rodzaje instynktów).
Specjalnie zaś mogą zająć etnografa dwa rozdziały, a mianowicie
0 „zabawach dziecka“ i „o zainteresowaniach“.
Współczesna etnologja wymaga znajomości socjologji, psychologji
1 całego szeregu nauk pomocniczych. Właśnie graniczne zagadnienia
przedstawia zręcznie autor. Rozdział „o zabawach“ daje wyczerpujący
przegląd „teoryj naukowych“
zabaw wedle Claparèda, Grossa,
Sterna itd.
W rozdziale o zainteresowaniach ilustruje autor pięknie, jak dzieje
zainteresowań dziecka są wprost odbiciem zainteresowań człowieka
pierwotnego i różnych stadjów jogo bytowania.
Obszerna i wszechstronna praca Dra H. Rowida zasługuje na po
znanie, jako jedyna książka syntetyczna tego rodzaju, dostosowana
do nowoczesnej zdobyczy — psychologji.
Kraków.
Br. Jan Kuchta.
Zdzisław Wróbel. Zbójnictwo na Podhalu. Częstochowa 1929.
Str. 47.
Wspaniałe i przecudne w swym majestacie Tatry, Pieniny, Gorce
i Reskidy, otoczone aureolą czaru i poezji, spowite są w tysiące podań,
których bohaterowie żyją dziś już tylko w opowiadaniach niewielu
pokoleń góralskich... Opowieści te dotyczą szczególnie zbójnictwa i jego
dziejów w tych okolicach.
Niemal od początku państwa polskiego, datują się wiadomości
0 zbójnikach tatrzańskich (wiek Xlf, XÎ1Î, XIV, XVI, XIX). Niestety
nie mamy z lej dziedziny żadnej syntetycznej pracy, prócz rozrzuco
nych krótkich szkiców Józefa Rafacza, J. Czubka, I. Witkiewicza, M.
Marczaka, E. Długopolskiego, J. Kantora i i.
Więc fakt, iż Z. Wróbel pokusił się o opracowanie syntetycznego
szkicu, kreślącego dzieje zbójnictwa na Podhalu, jest zjawiskiem bardzo
dodatniem Niestety autor zbyt popularnie i powierzchownie potrakto
wał zagadnienie i dał jedynie literacki obrazek, a nie pracę naukową.
Mimo tego jednak przyczynek to pożyteczny, bo autor w zajmujący
sposób opowiada o tem, co ogółowi przeważnie jest znane jedynie
z powieści Tetmajera. Kreśli więc dzieje początków i przyczyn zbój
nictwa na Podhalu, opisuje organizację „towarzystw“, czyli „familij“,
rolę „harnasia“, sposób organizowania wypraw zbójnickich, tortury
1 kary, którym ulegali schwytani zbójnicy, ich śmierć na szubienicy.
Ciekawe są i zajmujące przedewszystkiem rozdziały, poświęcone
„miłości zbójnickiej“ — tak często powodującej uwięzienie i śmierć
zbójnika, gdy zdradził „freirkę“. Równie piękne są wierzenia religijne
zbójników, pieśni i tańce zbójnickie.
111
Szkoda, że autor tak mało miejsca poświęcił naczelnej postaci
„zbójniclwa podhalańskiego“ Janosikowi z Brzezawicy, ulubionemu
bohaterowi pieśni i podań polskich i słowackich.
Praca, jakkolwiek utrzymana w tonie popularnym czyta się z za
jęciem, i jest bezwątpienia pożytecznym przyczynkiem do dziejów
zbójnictwa.
Kraków.
Dr. Jan Kuchta
Wiesława Cicliowiczówna: Krótki zarys historji koronkarstwa.
Poznań, B. r. S. 1.'! -f- 2 nlb. -f XL tablic.
Piękna ta książka wydana przed kilku laty z okazji Wystawy
koronek w Muzeum Wielkopolskiem zasługuje na uwagę już choćby
zc względu na bogaty niatcrjał ilustracyjny. Autorka miała bowiem
do dyspozycji pierwszorzędne okazy koronek ze zbiorów najznako
mitszych rodzin wielkopolskich. Toteż wszystkie najwybitniejsze typy
koronek są tu reprezentowane. Więc najpierw wspaniałe włoskie reticalle o niezwykłym rysunku renesansowym, następnie różne typy
weneckich koronek, wreszcie igiełkowe koronki francuskie z Alençon,
które panowały za Ludwików, a zniszczone przez rewolucję odżyły
dopiero za ponapoleońskich Burbonów.
Praca p. Cichowiczówny uwzględnia także koronki z tłem tiulowem, jak Argentan, a wreszcie nowoweneckie koronki Burano. Nie za
pomniano oczywiście także o koronkath belgijskich, znanych pod
nazwą brukselskich. Dla etnografa szczególnie ciekawe są koronki
klockowe, które stały się u Słowian nietylko przemysłem domowym,
ale także i ludowym. Oryginalnością wielką odznaczają się szczególnie
koronki rosyjskie, które, jak wogóle słowiańskie, odznaczają się wzorem
muszlowym, wytwarzanym wiciem się płócienkowej tasiemki kloc
kowej. Wzorem tym odznaczają się także koronki polskie, a jedynie
zakopiańskie wprowadzają pewną stylizację kwiatów górskich.
P. Cicliowiczówna nietylko teoretycznie, ale i praktycznie starała
się o rozwój koronkarstwa, więc wobec nawoływań do ożywienia prze
mysłu domowego praca jej może wzbudzić znaczne zainteresowanie.
Ale niezależnie od tych celów ściśle praktycznych studjum nad dawnemi
koronkami zawiera wiele interesujących momentów dla historji kul
tury naszej. Podobnie jak w dziedzinie sztuki i literatury, tak też
i w dziedzinie takiego szczegółu jak koronka możemy zauważyć silny
wpływ wartości kulturalnych, szczególnie włoskich i francuskich,
a potem na tych podłożach wykształcają się pewne wzory i typy ro
dzime. Praca p. Cichowiczówny udostępnia nam poznanie starych ko
ronek, znajdujących się przeważnie w zbiorach prywatnych i dlatego
przyczynia się do rozwoju badań nad tern zagadnieniem. Fotografje
koronek zestawione na czterdziestu tablicach wykonane są tak sta
rannie, że zupełnie dobrze oddają oryginały i mogą służyć za wzory
i modele. Dlatego wyżej omówiona praca ma znaczenie nietylko dla
teoretyków, ale i dla praktyków w dziedzinie polskiego koronkarstwa.
A. Fischer.
112
Mathias Můrko. La poesie populaire épique en Yougoslavie au
début du XXe siècle. Paris 1929. S. 77. (Travaux publiés par l’Institut
d’études slaves. X).
Prof. Murko poświęci! wiele lat na badanie południowosłowiańskiej epiki ludowej. Wyniki swych poszukiwań ogłosił w licznych pra
cach wydanych od r. 1909 do 1919. Później odbył jeszcze wiele dalszych
wycieczek terenowych, na których opiera się też nowa jego praca, wy
nikła z wykładów wygłoszonych w Sorbonie na ten temat w r. 1928
Autor daje we wstępie historycznym bardzo dokładny przegląd
wzmianek o epice jugosłowiańskiej od VII do XV wieku, a następnie
omawia już rozmaite zbiory drukowane i rękopiśmienne jak Hektorovića, Ribanje (1568), Kacića Miosića, Razgovor ugodni naroda slovinskoga (1756), Fortisa, Viaggio in Dalmazia, (1774) i wiele innych. Dla
tych badań decydujące znaczenie miał zbiór Vuka Steťanoviéa Karadzfca
(1814—1815). Odtąd zaczynają się bardzo żywe poszukiwania dawnych
tekstów, z których na szczególną uwagę zasługują publikacje Miklosicha i Bogisića, a wreszcie ostatnie odkrycia Gesemanna. Słoweńcy
mają poezję epiczną bardzo ciekawą z końca XVIÏI i początków XIX
wieku, w Bułgarj i istnieje ona tylko na zachodnich obszarach. Wśród
tych pieśni należy odróżnić pieśni muzułmańskie od chrześcijańskich,
dawniej przeciwstawiały się one wrogo sobie, dziś muzułmanie słu
chają śpiewaków chrześcijańskich i odwrotnie.
Epika ludowa zamarła już na znacznych obszarach Jugosławji,
a utrzymała się przedewszystkiem w okolicach górskich Dalmacji,
w Bośni, a zwłaszcza w Hercegowinie i Czarnogórze, szczególnie na
dawnej granicy tych dwu prowincyj, gdzie chrześcijanie i muzułmanie
walczvli ze sobą ciągle aż do okupacji Bośni w r. 1878, oraz w sandżaku
nowobazarskim. Pieśni, która jest raczej pewnego rodzaju recytacją
mieszaną z muzyką, towarzyszy akompanjament na instrumencie pry
mitywnym zwanym gusłami, pewnym rodzaju skrzypiec o jednej lub
dwu strunach. Natomiast w północnozachodniej Bośni muzułmanie wy
łącznie a czasem także i chrześcijanie grają na tamburze lub tamburicg, rodzaju małej gitary lub mandoliny o dwu metalowych strunach,
która znana jest także w północnej Dalmacji, na obszarze Liki w Chor
wacji, a której niegdyś używano także w Slawonji.
Prof. Murko starał się szczególnie, dokładnie zapoznać z życiem
i sposobem tworzenia rozmaitych pieśniarzy i podaje nam tu bardzo
wiele ciekawych szczegółów, dotyczących zarówno pieśniarzy z amatorstwa jak pieśniarzy zawodowych, sposobu przygotowywania się do
zawodu, czasu, w którym się te pieśni śpiewa itd. Szczególnie cenne są
dla nas spostrzeżenia dotyczące genezy i formy tych pieśni. Widzimy,
że pieśni te są nieraz bardzo długie i liczą od 3000—4000 wierszy. Cza
sem jednak śpiewak potrafi taką długą pieśń skrócić zależnie od cier
pliwości słuchaczy, na jakich napotka, oraz zależnie od okoliczności
pozwalających na krótsze lub dłuższe śpiewanie, gdyż np. na dawnych
weselach śpiewano czasem nie jedną noc, ale dwie i nawet trzy noce.
113
Nadto widzimy z doświadczeń uzyskanych przez Prof. Murkę, że tekst
danej pieśni bynajmniej nie jest ustalony, że prawie za każdym razem
mamy zupełnie inne warjanty. Z tego wyraźnie wynika, że. dążenie
do uzyskania jakiegoś idealnie poprawnego tekstu jest trudem zupeł
nie daremnym, bo takiego jakiegoś wzorowego pratekstu nigdy wła
ściwie niema. Wreszcie dowiadujemy się, że są pieśni dwojakiego ro
dzaju jedne przeznaczone dla chłopów, a inne dla warstw wTyższych,
oraz że pieśni bośniackie są bardziej ciężkie i ponure, a natomiast
czarnogórskie i hercegowińskie są więcej zgrabne i żywe. Pod wzglę
dem treści bardzo niewiele pieśni opiewTa czasy dawniejsze przed na
jazdem tureckim, a natomiast wszystkie zajmują się klęską kosowTską,
a następnie temi dalszemi nieustającemi walkami przeciw Turkom aż
do czasów najnowszych, aż do Wielkiej Wojny. Dlatego obecnie epika
jugosłowiańska zamiera, ponieważ znikł główny zasadniczy temat
a mianowicie walka z Turcją, a także i muzułmanie pogodzili się
ze swą, sytuacją polityczną, więc niema już dawnych pobudek twór
czości. Autor dodał do swych rozważań krytycznych 82 fotografij
przedstawiających wszystkich najwybitniejszych pieśniarzy jugosło
wiańskich, przyczem ryciny objaśniono bardzo wyczerpująco.
Praca Prof. Murki może zainteresować nietylko specjalistów
w dziedzinie epiki południowo-słowiańskiej, ale w'ogôle wszystkich ba
daczy pieśni ludowych, ponieważ zawiera wiele przykładów tworzenia
chwyconych in statu nnscendi i dlatego mających zasadnicze zna
czenie dla całego mechanizmu twTórczości ludowej.
Adam Fischer.
Tadeusz Dobrowolski. Ślt[ska rzeźba ludowa w drzewie.
Nakładem Muzeum Śląskiego w Katowicach 1930. 4°. Str. 31 -j- 22
tablict (Wydawnictwa Muzeum Śląskiego w Katowicach. Dział I. Tom I).
Z pracy p. Dobrowolskiego dowiadujemy się, że śląska rzeźba
pokrywa się jak najściślej co do swego charakteru formalnego z rzeźbą
małopolską, a w dalszym ciągu produkcja ta łączy się wT zupełności
z ogólnopolską rzeźbą ludową.
Nadto praca przeprowadza szereg ważnych rozważań formalnych
i dzieli cały materjał na dwie grupy zasadnicze : a) okazy będące
wynikiem samodzielnej twórczości, niezależnej od wzorów' sztuki „ofi
cjalnej“, b) zabytki typu raczej kompilatorskiego, oparte o sztukę re
ligijną, a w związku z tern o różne style, począwTszy od romanizmu
a skończywszy na rokoku. Czasem zbliżenie do stylów historycznych
jest pozorne i polega na indywidualnem upraszczaniu form. Z tego
też powodu styl współczesnej rzeźby ludowej przypomina niekiedy styl
rzeźby greckiej VI w. przed Chr. lub romańskiej z XII. w.
Bardzo ciekaw'e są też uwagi autora na temat różnic, jakie istnieją
między sztuką ludową a sztuką w sensie historycznym. Tą różnicą naj
istotniejszą (differentia specifica), która mimo wszystko zmusza do
traktowania plastyki ludowej, jako zjawiska niewspółmiernego w stoLud. T. XXIX.
8
114
šunku do sztuki jest cechująca ją stagnacja, będąca prawie zaprze
czeniem prawa ewolucji. Ta nieewolucyjność jest warunkiem sztuki
ludowej, bo z chwilą, kiedy formy zaczynają się doskonalić, kiedy
wiejski artysta dzięki zawodowemu wykształceniu zaczyna tworzyć
poprawniej, jego sztuka traci charakter ludowy. Podczas gdy prostota
i prymitywizm, cechujące sztukę nieludową, zachodzą w początkowych
stadjach jej rozwoju i są fundamentem tego rozwoju, w sztuce ludowej
stanowią cechę stałą, są nieodłącznym warunkiem „ludowości“. Wpraw
dzie produkcja ludowa czerpie z dorobku sztuki, opartej o style histo
ryczne, zużywa jej zdobycze zyskiwane w ciągu wieków, lecz sama
niczego w skarbnicę form nie wnosi i czasami wyzyskuje zarówno
style powstałe w odległej przeszłości, jak i sztukę współczesną sobie.
Jeśli zaś ze stylów tych nie korzysta, to poprzestaje na uproszczeniach
takich, jakie charakteryzują prawie każdą plastyczną wytwórczość
w początkowych okresach cywilizacyjnych. A następnie w wyniku tych
założeń powiada autor, że równie dobrze jak sztuka ludowa może
potrzebę jasnych definicyj formalnych podpowiedzieć np. plastyka
starożytna, egipska czy wczesnogrecka. Dlatego wedle autora twór
czość ludowa korzysta z rozwoju sztuki, lecz wyraźnie jej nie wspo
maga, a zwrócenie się do prymitywistycznycli podstaw tej sztuki lu
dowej nie możnaby uważać za zdobycz przyswojenia sztuce nowych
wartości.
Zapatrywania te budzą pewne wątpliwości. Przedewszystkiem
zupełnie specjalne są prawa rozwoju sztuki ludowej. Złudzeniem jest
twierdzenie, że sztuka ludowa zupełnie się nie rozwija. I ona się
rozwija, a tylko ten rozwój odznacza się większą powolnością. Moment
jednostki, genjalnego artysty miewa tu swoje lokalne znaczenie. A więc
na jakimś obszarze pojawia się np. wybitny ceramik, który przekazane
formy tradycyjne niezwykle nową potrafi ożywić treścią. Epigoni
takiego więcej uzdolnionego artysty ludowego rozwijają jego motywy
dalej lub też z powodu niezrozumienia zupełnie wykrzywiają. Tempo
rozwoju sztuki ludowej zależy od rozmaitych czynników, przedewsżystkiem socjalnych i gospodarczych, u ludu ciężko walczącego z nędzą
codzienną tempo będzie inne, aniżeli u ludu zamożniejszego. Na to
wpływają także czynniki geograficzne, oraz sąsiedztwo miejskich śro
dowisk kulturalnych. A więc należy pamiętać : l) artysta wiejski nawet
wtedy, gdy zaczyna tworzyć poprawniej, to sztuka jego nie przestaje
być sztuką ludową, o ile tylko zasadnicze znamiona formalne i treść
mają pewien charakter zbiorowy, to znaczy, że artysta ludowy tworzy
tak jakby w temże środowisku i przy analogicznein uzdolnieniu tworzył
mniej więcej każdy inny z tej grupy; 2) twórca ludowy przyjmuje
wprawdzie pewne formy tradycyjne, oparte o stylć historyczne, nie
mniej jednak w ciągu wieków odpowiednio przekształcone i tak uprosz
czone, że dotąd jedynie wyjątkowo trafiali się artyści, którzy mieli
odczucie i zrozumienie dla tych wartości formalnych i treściowych
sztuki ludowej; 3) sztuka ludowa posiada właśnie te wielkie wartości,
115
które dotąd teoretycznie niestety u nas zupetnie nie zostały opraco
wane, a które już oddziałały bardzo dodatnio nieraz w dziedzinie
poezji, muzyki, ornamentyki, a mogą się jeszcze ożywać i w dziedzinie
plastyki ludowej. Zachód znużony swą wielką sztuką szuka nowych
wartości właśnie w sztuce ludowej Europy wschodniej.
4) Rzeźba ludowa polska bardzo często nawiązuje się do pewnych
form tradycyjnych, powstałych przy widowiskach ludowych. Nawet
figura Smutnego Pana Jezusa, która w typie zupełnie analogicznym
występuje np. na obszarze słoweńskim, ma pewTne nawiązania do
figurek rzeźbionych dla teatru religijnego.
Niezależnie od tych uwag, jakie mi się nasunęły przy czytaniu
jednego ustępu pracy p. Dobrowolskiego, należy przyznać studjum temu
wielkie zalety, zaznaczające się tak w zwięzłem ujęciu znamion ślą
skiej rzeźby ludowej w drzewie, jak i w doborowem ogłoszeniu materjału muzealnego na 22 tablicach. Dla etnografów mają szczególną
wartość okazy reprodukowane na tablicach I — XII. Rzeźby przed
stawiające św. Jana Ewangelistę i Chrystusa na krzyżu (Tabl. VI—VIII)
nadają się szczególnie do analizy formy w polskiej rzeźbie ludowej.
Przy omawianiu tych rzeźb zwrócił uwagę p. Dobrowolski także na
jeden problem bardzo ważny, a mianowicie na polichromję figur,
przvczem zaznaczył, że polichromja naogół umiejętna była zupełnie
naturalnem dopełnieniem wartości rzeźbiarskich i wraz z niemi skła
dała się na całość żywrą i wcale efektowną. Wogóle bowiem wszystkie
prawie problemy łączące się z drewnianą śląską rzeźbą ludową omówił
p. Dobrowolski wszechstronnie i wyczerpująco.
Adam Fischer.
Stanisław Dobrzycki. Kolędy polskie a czeskie, ich wzajemny
stosunek.
Poznań 1930. (Odbitka z IV. tomu Prac Komisji Filolo
gicznej Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk) 8°, Str. 104.
Prof. Dobrzycki już w swej popularnej książeczce o kolędach dał
dowód, że temat opanował dokładnie i wszechstronnie. W nowej swej
pracy pod wyżej podanym tytułem dał wiele uzupełnień, które powinny
być pobudką do dalszych poszukiwań na polu tego pogranicza etnografji i polonistyki. Przedmiotem studjum Prof. Dobrzyckiego są tylko
kolędy o charakterz - hymnologicznym, należące do dziejów pieśni
duchownej.
Pierwsze przekłady polskie kolęd czeskich przypadają na pierwszą
połowę XV wieku, a więc w zgodzie z bardziej ogólnem zjawiskiem, to
znaczy, silnym wpływem literatury czeskiej na polską literaturę śred
niowieczną. Rzecz ciekawa, że w wieku XVI mimo znacznie słabszego
oddziaływania kultury czeskiej na polską spotykamy się z przekładem
kilkudziesięciu kolęd czeskich na polskie. Kolędy te przeznaczone
tylko dla kół protestanckich, były wynikiem stosunków między Braćmi
•zeskimi i polskimi, ale poza te koła wyznaniowe do szerszych warstw
nie dotarły. W wieku XVII mamy przejęcie tylko dwu pieśni, a na8*
116
st<;pne przekłady przypadaj:} już na nowsze czasy. Część tych kolęd
przełożono w połowie XIX wieku, a inne pochodzą już z ostatnich
czasów, a powstały niewątpliwie jedne i drugie na Śląsku, przyczem
to oddziaływanie odbyło się nie na terenie wpływów literackich, ale
na terenie kultury ludowej. Słusznie podkreśla autor, że granica
śląsko-morawska nie jest granicą naturalną, lecz jest to właśnie owa
dawna brama wjazdowa między Karpatami i Sudetami, którą szła
ekspansja polska w kierunku czeskim, a czeska w kierunku polskim.
Stąd istnieją tu narzecza o charakterze przejściowym, a zarazem liczne
oddziaływania w dziedzinie życia religijnego. Lud morawski wędruje
do miejsc odpustowych polskich, a polski do morawskich. W tych wa
runkach powstały bardzo silne wzajemne oddziaływania w dziedzinie
pieśni pobożnej. Pieśni te szerzyły się zarówno drogą ustną, jak też
przez druki ulotne, drukowane po prowincjonalnych miasteczkach
u nas np. w Mikołowie, we Frýdku, w Piekarach, w Bielsku, w Wado
wicach, w Bochni itd., sprzedawane na kramach podczas odpustów
i targów. Prawdopodobnie więc analogicznie jak pieśni pobożne takie
jak : „Gwiazdo śliczna wspaniała, Kalwaryjska Maryja“ lub „Ach me
miłe pocieszenie“, czy „Pod twój płaszcz się uciekamy“, także i polskie*
kolędy pojawiające się w drugiej połowie XIX wieku („Zwiastuję wam
radość“, „Czas radości“, „Oto panienka“, „Na betleemskim szałasu“)
przetłumaczone zostały z czeskiego na polskie na tym obszarze i stąd
dostały się do kantyczek krakowskich. Również i po stronie czeskiej
mamy kolędy czeskie przetłumaczone z polskiego jak „Przy bieżeli do
Betlejem pasterze“, „Dnia jednego“, „Mesjasz przyszedł“, „Paśliśrov
owieczki“ itd. Oczywiście te liczne wzajemne podobieństwa odpowiadają
tym licznym wzajemnym podobieństwom, wspólnościom i zapożycze
niom, jakie istnieją wogóle zwłaszcza między pieśnią polską i morawską.
Do swej interesującej rozprawki dodał Prot'. Dobrzycki teksty
i krytyczną ocenę kilkunastu nieznanych kolęd czeskich na podstawi»śpiewnika czeskiego z połowy XVIII wieku, zawierającego 28 pieśni
na Boże Narodzenie.
Autor zastrzegał się wprawulzie na wstępie, że nie będzie się zajmo
wał pieśniami kolędowTemi, które należą do pieśni ludowej, lecz mimoto
dał studjum, które posiada znaczenie także i dla etnografów, jak o tern
mogliśmy się przekonać z pow-yższego pobieżnego streszczenia. Badania
nad polską kolędą zostały więc znów poważnie posunięte naprzód,
należałoby sobie życzyć, by po tych studjach wreszcie ktoś przystąpił
do wydania tekstów i melodyj polskich kolęd z odpowiednim komen
tarzem krytycznym.
Adam Fischer.
Tadeusz Seweryn. Parzenice góralskie. Kraków lfkîO. Nakładem
Muzeum Etnograficznego. 4", S. 55 -|- 11 tablic.
Podhalańska parzenica może Jnć słusznie uważana za jeden z na]
bardziej typowych ornamclńw góralskiego stroju. Mimolo geneza tego
ornamentu była objaśniana nieraz zupełnie mylnie. Dawne błędne
117
przypuszczenia prostuje praca p. Seweryna, który dał bardzo dokładną
analizę całego zagadnienia i doszedł do następu jących wniosków :
1) Na podstawie dawnych rycin, ustnej tradycji i objektów muzealnych
można stwierdzić, że wyszywanie parzenic jest zjawiskiem zupełnie
późnem i że jeszcze przed 40 laty nie było na góralszczyźnie po
wszechne. 2) Przy rozważaniu genezy haftowanej parzenicy należy
brać pod uwagę wpływy wołosko-słowackie, oraz modę z początków
XIX wieku, która polegała na ozdabianiu spodni wojskowych w miej
scach, gdzie w ludowym stroju występują przypory. Zwłaszcza mun
dury huzarów węgierskich oddziałały na stroje góralskie. 3) Prze
chodząc ewolucję form parzenic stwierdza autor, że podobieństwo na.szych parzenic do słowackich coraz hardziej maleje z chwilą, gdy
ii) dokoła dawnego motywu grupują się nowe szczegóły zdobnicze,
b) gdy sam motyw ulega zmianom np. wzbogaca się ilością pętli,
c) gdy technika sznurowa zmienia się na hafciarską, cl) gdy pier
wiastek abstrakcyjny dawnych sznurowych parzenic podporządkowuje
się pierwiastkowej roślinnej stylizacji, a wreszcie e) gdy jedno- lub
dwubarwność ustępuje wielobarwności stosowanego materjału. 4) Pa
rzenice można podzielić na dwa główne typy : s e r c o w a t e sądeczan, kliszczaków, spiszaków do Jurgowa, Rzepisk, Czarnej Góry,
Jaworzyny i Łapszanki, oraz szczawniczan, nadto p ę t l o e innych
spiszaków, jabłonkowian, babiogórców i podhalan. 5) Bujny .i ory
ginalny rozwój podhalańskiej parzenicy da się zrozumieć na podstawie
środowiska o znacznej artystycznej intuicji.
Tekst objaśnił autor celowo dobranemi ilustracjami, wśród których
mami aż 11 barwnych tablic. Nadto dokładna znajomość odnośnej
literatury pozwala autorowi przedstawić tezy istotnie uzasadnione
Jedynie co do niektórych szczegółów można miew pewne wątpliwości.
Najpierw co do stylizacji motywów branych z przyrody. (S. 10).
Odpowiedź Szczepaniaka nie da się uogólnij Jedni ludowi artyści po
wtarzają nieświadomie dawne formy tradycyjne, lecz innym rodzą
się w umyśle pomysły twórcze właśnie jak najściślej związane z ota
czającą ich przygodą, która wówczas występuje zmieniona zależnie od
indywidualności twórczej danego ludowego artysty. Wtedy powstaje
nieświadoma stylizaoja rzeczy widzianych. Następnie bynajmniej nie
jest niemożliwe przenoszenie motywów z jednego materjału na drugi
(S. 42). Właśnie na obszarach górskich tego rodzaju wzajemne od
działywania nieraz występują, a w związku z tern nie można mieć
pewności, czy serce i rozeta, które w sztuce ludowej zachodnio-euro
pejskiej okazują dziwną dążność do współistnienia, na parzenicach
góralskich tylko z powodu działania środowiska i pewnych procesów
•ewolucyjnych czasem razem się pojawiają. Oczywiście o tych zagadnie
niach na razie tak mało wiemy, że niewątpliwie na uznanie zasługuje
raczej ostrożność kn, tyczna, jaka znamionuje w tym kierunku pracę
p. Seweryna.
Adam Fischer.
118
Antonín Václavík. Luhačovské Zálesí. Příspěvky k národo
pisné hranici Valašska, Slovenska a Hané. V Luhačovicích 1930.
Nákladem Musejní Společnosti v Luhačovicích. 4°, S. 672 +
1 nlb + 181 tablic + 1 mapa.
Autor tej olbrzymiej monograťji dał się poznač korzystnie na pod
stawie pracy p. t. „Podunajská dědina“ już przed kilku laty. Nowa
praca o Zalesiu luchaczowsluem jest tak wielka, że nie mogąc omówić
jej szczegółowo, musimy poprzestać na krótkim przeglądzie treści.
W pierwszych trzech rozdziałach omówiono stosunki przyrodnicze
i geograficzne na tym obszarze, dzieje osadnictwa od najdawniejszych
czasów do roku 1848, a wreszcie problem granic Luhaczowskiego Za
lesia. Wi rozdziale IV przedstawia nam autor kształt osad, oraz bu-,
downictwo tak drewniane jak murowane, przyczem dowiadujemy się
wielu szczegółów z zakresu węgłowania, pieca, planu, oświecania izby,
rozkładu sprzętów, a także zwyczajów zakładzinowych, zupełnie ânalogicznych do naszych. Nie zapomniano też o komorze, chlewne, sto
dole, studni, płotach, dzwonnicach i starych gospodach. Rozdział piąty
zawiera przedewszystkiem dokładne materjały, odnoszące się do poży
wienia, przyczem uwzględniono nietylko rozmaite pokarmy i napoje,
ale też potrawy i pieczywa obrzędowe. Autor przedstawił nam szczegó
łowo sposób wypiekania chleba, rozmaite przesądy z tern związane,
a także żartobliwe pieśni układane na nieumiejętne gospodynie. W tym
że rozdziale znajdujemy wiele szczegółów dotyczących odzieży, tak
męskiej jak żeńskiej, a więc kolejno znajdziemy tu opisy koszuli,
rubacza, rukawców, fartucha, gorsecika, pończoch, kożucha, płachty,
od deszczu, kamizelki, nogawic, haleny, butów, pasa, torby, kapelusza
i uczesania głowy. Prócz analizy podano także syntetyczną charakte
rystykę strojów ludowych. Następnie daje nam p. Vaclavik różne
fragmenty z życia społecznego, jak zabawy, pomoc wzajemną, stosunek
do władz, zapatrywania ludu na wojnę, życie na pastwisku, pieśni pa
sterskie. W dalszym ciągu przedstawiono życie w rodzinie, a vyięc
cały bieg życia rodzinnego, wzajemny stosunek członków rodziny do
siebie, wychowanie dzieci i stosunek gospodarzy do czeladzi.
W rozdziale VI-tym opisano rolnictwo, ogrodnictwo, sadownictwo
i cliów zwierząt domowych, przvezem wspomniano także o bartnictwie.
Następnie przedstawiono rozmaite rodzaje zajęć domowych i gospo
darczych, oraz różnych przemysłów, uprawianych przez lud zaleski.
Szczególnie ciekawe są różne zajęcia wędrowne jak np. miśkarze,
którzy aż do Polski wędrowali i rozmaite zjawiska etnograficzne
roznosili. Bardzo starannie przedstawiono obróbkę lnu i konopi i Iicznemi zillustrowano rycinami.
Rozdział VII poświęcono higjenie, a więc śmiertelności, chorobom
i lecznictwu, przyczem bardzo starannie uwzględniono leczenie rośli
nami. W rozdziale VIII opisano zwyczaje narodzinowe, kołysanki, gry
i zabawy dziecinne, następnie obrzędy weselne i pogrzebowe, a wresz
cie zwyczaje doroczne od Nowego Roku aż do Bożego Narodzenia.
119
Zajmująco przedstawia się także niaterjał z zakresu ludowej metereologji i astrologji. W tymże rozdziale umieszczono materjały z zakresu
kultury duchowej, a mianowicie opowieści ludowe, wierzenia doty
czące demonów, ludzi niewidzialnych i czarownic, nadto przesądy,
odnoszące się do ognia i ziół czarodziejskich.
W rozdziale IX mamy niaterjał z zakresu sztuki ludowej, a więc
przedewszystkiem hafty ludowe, które zanalizowano pod względem
techniki, ornamentyki, materjału i kolorytu. Potem omówiono rzeźbę
ludową, wyroby plecione z łyka i słomy7, a wreszcie malowania ludowe
zarówno na ścianach chałup, jak na szkle i sprzętach domowych.
W dziale sztuki ludowej zwrócił autor szczególną uwagę na rzecz nie
zwykle ciekawą, a mianowicie na wycinanki w miejscowościach Kaniowięe. Hrziv. Újezd, Doubrawy, Brzezawki : wycinanki, które dla pol
skiej sztuki ludowej są tak bardzo charakterystyczne, nie były dotąd
znane w Czechosłowacji. W dalszym ciągu opisano także garncarstwo,
drzeworylnictwo i wykładankę, oraz różne ludowe rzemiosła, jak farbiarslwo, wyrób sznurów i guzików. VI”, zakończeniu tej analizy7 daje
autor ogólne rozważania na temat sztuki ludowej, w których słusznie
podkreśla wartość momentów psychologicznych. Nie zapomniano także
0 tańcach i muzy7ce ludowej. (Wśród tańców mamy krakowiaka ze
śpiewką „myspie chłapci jaci taci“). Ustęp o pieśniach zaleskich pod
względem muzycznym opracował Prof. Józef Černík.
Rozdział X rozpoczyna się od uwag o humorze ludowymi, o krót
kich śpiewkach humorystycznych, opowiadaniach, przysłowiach.
W tymże rozdziale znajdujemy ciekawe materjały dla psychologji lu
dowej w odpowiedziach na kwestjonarjusz, kiedy pytany czuł się naj
szczęśliwszy. kiedy najnieszczęśliwszy, kogo w okolicy7 uważa za naj
lepszego, a kogo za najgorszego i dlaczego. W związku z tem przed
stawia się zajmująco ogólna charakterystyka usposobienia Zalesiaków
1 ich wartości moralnych. Rozdział XI daje krótką charakterystykę
cyganów luehaczowskieh. Rozdział XII zajmuje się problemami praktycznemi w związku z kąpielami Luchaczowickiemi. W rozdziale XIII
zestawił autor dokładną billi jografję. W rozdziale XIV dał autor krótkie
streszczenie wyników swej pracy, które zostało podane przy końcu
pracy w językach francuskim, niemieckim i angielskim.
Już ten zupełnie pobieżny przegląd treści może dać pewne pojęcie
o wartości pracy, która zawiera 672 stronic tekstu, 360 rysunków
w tekście, a przy końcu dzieła 181 tablic z 419 ilustracjami, a w tein
wielka ilość tablic kolorowanych Ula polskiej etnografji książka ta
jps! bardzo ciekawa ze względu na liczne uderzające analogje, z których
jedynie parę najjaskrawszych wyżej podkreśliłem. Wogóle dla sło
wiańskiej etnografji będzie to jedna z książek bardzo cennych, gdyż
lnaterjał podano objektywnie i z pewnym krytycyzmem, a ilustracje
dobrano celowo i nawet te. ryrciny, które mają charakter raczej zdo
bniczy, zawierają szczegóły etnograficzne. Możnaby natomiast zarzucić
autorowi, że niaterjał ułożono nie zawsze właściwie, że niektóre za
120
gadnienia, łączące się jak najściślej, zostały rozbite na więcej roz
działów; nadto książka tak wielka powinna mieć choćby jak naj
bardziej ogólny indeks.
Pod względem typograficznym książka przedstawia się wprost
wspaniale, co oczywiście stało się możliwe prawdopodobnie także
dlatego, że książka ma za zadanie również propagować kąpiele luhaczowickie. Mamy tu doskonały przykład, jak przy okazji propago
wania miejscowości klimatycznych, można dać wydawnictwa o wartości
naukowej. Możnaby sobie żytzyć, aby ten przykład znalazł naśladow
ców na naszych górskich obszarach, które dziś jeszcze przechowują
pewne resztki dawnej bogatej kultury.
Adam Fischer.
Bystroń Jan St. Bibljografja etnografji polskiej I. (Bibljoteka
„Ludu Słowiańskiego“ pod redakcją Jana St. Bystronia, Nr. I.). Kraków
1929, (Gebethner i Wolff) S. VI + 160.
Od czasu ukazania się F. Gawełka: Bibljografji ludoznawstwa pol
skiego (Kraków 1914) praca prof. Uniw. Jagiellońskiego .1. St. Bystro
nia jest pierwszem większem zestawieniem publikacyj z zakresu
etnografji polskiej. Wprawdzie ogłoszono już kilka przeglądów now
szych wydawnictw jako kontynuację pracy Gawełka, jak: J. St. By
stronia „Ludoznawstwo Polskie w ostatniem dziesięcioleciu 1912—
1921“ (Slavia II s. 154 — 174 i 548—'552) i „Ludoznawstwo polskie
w latach 1922 — 1925“ (Slavia V, s. 378 — 390 i 614 — 625) jak też
rozumowana bibljografja prof. Adama Fischera „Dziesięciolecie ludoznawstwa polskiego 1914— 1924“ (Lud. XXIII, s. 147 — 163) i roz
szerzona znacznie p. t. „Die polnische volkskundliche Forschung
1914— 1924“ (Zeitschr. f. slav Philologie I. s. 432—445, II. s. 181—202),
a które.to prace obaj autorowie stale w następnych latach dalej pro
wadzą, jednak dopiero omawiane zestawienie posiada pełny charakter
dalszego ciągu pierwszej polskiej bibljografji etnograficznej.
We wstępie czytamy, że „Bibljografja etnografji polskiej“ jest
pomyślana jako praca perjodyczna. Będzie się ona ukazywała zeszy
tami, które nie będą ograniczone chronologicznie, a będą miały za
zadanie zebrać wszystkie dotąd nienotowane prace dorobku etnografji
polskiej bez względu na kolejność ich wydania. Z'asada zupełnie
słuszna, bo ważniejszą jest przecież rzeczą zebrać tak bardzo roz
prószoną literaturę etnograficzną, niż trzymać się ściśle jednego okresu
czasu, i wskutek tego pominąć mniej dostępną ■— i czasem przypad
kowo tylko napotkaną — pozycję bibliograficzną.
Bibljografja prof. Bystronia obejmuje pokaźną ilość 1701 pozycyj.
Układ pracy jest rzeczowy, przez co jest bardzo przejrzysty i umożliwia
rychłe odnalezienie prac, potrzebnych do każdego zagadnienia. Koń
cowy spis treści,.-obejmujący wszystkie tvtulv i najdrobniejsze nawet
podtytuły tekstu (stworzone często dla jednej tylko pozycji) jest
prawdziwem dobrodziejstwem dla przystępującego dtp pracy naukowej.
Niektóre-tytuły prac zaopatrzone są krótką nolatką, informującą bliżej
121
•v poruszanem w niej zagadnieniu. (N. p. pozycja 256: J. Zborowski.
Zapiski ludoznawcze z pow. limanowskiego. Lud. XXI, 214 — 219.
Wierzenia, lecznictwo, zwyczaje; pozycja 1627: M Orłowicz. Zabytki
artystyczne Górnego Śląska. Ziemia*VTÍ. 75 ■— 79. O kościołach drew
nianych, ill.). Wykaz nazwisk \ podaniem numeru pozycji jest również
wielkiem ułatwieniem w poszukiwaniach. Spis treści i indeks nazwisk
yzajmuje 15 stron książki (a więc prawie 10u/0), co świadczy o wysokiej
zalecie bibljografji.
Podając prace, ogłaszane w czasopismach, wymienia autor prze
ważnie numer bieżący tomu, zaś rok wydania zwykle pomija. Pożądanem byłoby zamieszczanie również i roku wydania pracy w czaso
piśmie (obok tomu), gdyż obie dane są pomocne przy zamawianiu
w bibljotekach lub księgarniach. Nie ulega wątpliwości, że toni czaso
pisma jest informacją ważniejszą, zdarzają się jednak wypadki, że oba
określenia są potrzebne.
Do pracy wkradły się niektóre pomyłki i opuszczenia, które
możnaby sprostować w następnym zeszycie „Bibljografji etnografji
polskiej“. N. p. pozycja 621: Przewodnik (zamiast Poradnik) kongre
sowy. Poz. 775: M. A. A. E. (brak tomu) dodać XIII. Poz. 796: P. M.
A A. E. (brak tomu) dodać IV cz. III. Poz. 1027 i 1253: Przewodnik
nauk.-lit. (zamiast Pamiętnik), s. V w objaśnieniach skrótów również
zamiast Pam. i Pamiętnik należy poprawić na Przewodnik. Poz. 1488:
zamiast Gazeta Warszawska poprawić na Lwowska.
Dział VIII (Kultura techniczna) mógłby zająć więcej miejsca, gdyż
w ostatnich czasach pojawia się coraz więrej prac z tego zakresu. Po
nieważ jednak autor zastrzegł się, że nie będzie kierował się chronologją pojawiających się praw, przeto należy się spodziewać, że w dal
szych zeszytach tego wydawnictwa dział kultury technicznej będzie za
wierał stosunkowo więcej pozycyj bibljograficznych.
Przeglądając pracę Prof. Bystronia, ułożoną w tak przejrzysty,
rzeczowy sposób, nasuwa się życzenie powtórnego opracowania materjału bibliograficznego, zawartego w Gawełka „Bibljografji Ludoznawstwa polskiego“ i wydanie tegoż wedle wzoru dostarczonego
w „Bibljografji etnografji polskiej“.
Na koniec pozwalam sobie ze wstępu przytoczyć dosłownie zdanie
Prof. Bystronia: „Autor będzie bardzo wdzięczny za
nadsyłanie materjału do drugiego zeszytu pod
adresem: Prof. Jan S t. Bystroń, Kraków, ul. Ko
now s k i e g o 19
Alfred Bachmann.
E. Hoffmann - Krayer — H. Bächtolcl - Stäubli. Handwörter
buch des deutschen Aberglaubens. Berlin—Leipzig. Walter de Gruy
ter et Co. Bd. IL G. M. B. — Krautragen. 8 o większe, Str. 1778.
Pierwszy tom tego wydawnictwa omówiłem już w „Ludzie“ Tom
XXVI, str. 96—97, XXVII str. 133—136 i wówczas podkreśliłem war
tość tej encyklopedji niemieckich w-ierzeń ludowych. Obecnie z powodu
122
ukończenia drugiego tomu podaję jak poprzednio przegląd treści dal
szych jedenastu zeszytów, przyczem wymieniam oczywiście tylko nie
które większe artykuły.
S. 37. Chiromantie, Przegląd historycznego rozwoju chiromancji,
jej różnych systemów, oraz uwagi na temat ludowej chiromancji
S. 66. HI. Lhristophoros. Św. Krzysztof w legendach i ludowej tra
dycji, przyczem uwzględniono muterjał najnowszy, wedle którego św.
Krzysztof staje się patronem kierowców i podróżujących autobusami.
S. 115. Dach. Dach jako miejsce wejścia i wyjścia dla różnych du
chów, oraz stosowanie go w celach wróżbiarskich i leczniczych S. 140.
Dämonen Wyobrażenia średniowieczne dotyczące demonów, strachy,
demony wegetacyjne i wywołujące choroby. S. 197. Dieb. Rozmaite
sposoby wykrywania złodziei i wymuszania zwrotu skradzionych rze
czy, oraz sposoby czarodziejskie stosowane przez złodziei. S. 311.
Donner. Kult grzmotów i Donara, oraz wiążące się z grzmotami prze
powiednie pogody. S. 364. Drache. Wyobrażenie smoka latającego
wedle wierzeń biblijnych, starożytnych i niemieckich. Duch domowy
w postaci smoka oraz różne sposoby ochroni przed smokami. S. 410.
Drehen. Zastosowanie obrotów w celach magicznych, zwłaszcza wróż
biarskich i leczniczych, oraz zakaz obracania pewnych przedmiotów
w pewnych zakazanych czasokresach. S. 448. Dreikönige. Dzień Trzech
Króli jako początek nowego okresu, okres wróżb, święcenia wody, soli
i kredy, oraz wzmożenia się nieczystych mocy.
S. 517 Eber. Dzik w kulcie, wierzeniach, ludowej medycynie i jako'
potrawa obrzędowa. S. 544. Ecke. Kąt jako granica pola i domu, jako
kryjówka demonów, oraz miejsce niebezpieczne i przydatne do czarów.
S. 561. Egge. Brona i jej zastosowanie przy ochronie przed czarami,
zwłaszcza w celu rozpoznania czarowniç. S. 564. Ehe. Wierzenia
i wróżby związane z małżeństwem, szczególnie, mające na celu wywoła
nie szczęścia w małżeństwie Małżeństwo z istotami nadprzyrodzonemi
S. 595. Ei. Jajko jako s\ mbol życiowy, oraz jajp w micie, podaniu
i baśni, jajko i jego siła czarodziejska i apotropiczna, ofiary z jaj dla
zmarłych dla demonów i przy zwyczajach zakładzinowych. S. 646.
Eiche. Dąb jako drzewo święte, tajemnicze, apolropiczne i lecznicze,
oraz zastosowanie dębu i żołędzi w gospodarczych przesądach. S. 659.
Eid. Formuła przysięgi, wzywanie potęg zaziemskic.h na świadka,
obchodzenie przysięgi. S. 672. Eidechse. Jaszczurka jako zwierzę de
moniczne i będące nieraz postacią duszy, czasem także jako duch opie
kuńczy. S. 717. Eisen Zastosowanie żelaza i stali w celach magicznych,
zwłaszcza leczniczych. S. 766. Elementargedanke. F wagi o 1. zw. Bastianowskich ideach zasadniczych. S. 796. Elster. Czary i wróżby zwią
zane ze sroką. S. 823. Engel Dobrzy i źli aniołowie, chóry anielskie,
anioł śmierci. S. 876. Erbse. Broch jako symbol płodności, zastosowanie
grochu w celach czarodziejskich, leczniczych, przy kulcie zmarłych,
oraz zakaz jedzenia grochu w pewnych okresach kultowych S. 895.
Erde. Ziemia w obrzędach rodzinnych i praktykach leczniczych. S. 939.
123
Ernte. Przepowiednie i wróżby żniwiarskie, pierwszy i ostatni snop,
dożynki, wieniec- dożynkowy. S. 964. Ersatzopfer. Ofiary zastępcze za
miast ofiar ludzkich i zwierzęcych S. 1020. Espe. Osika w legendach
i medycynie ludowej. S. 1022. Essen. Jedzenie specjalnych potraw i za
kazy jedzenia. Ludożerstwo. S. 1073. Eule. Sowa jako ptak demoniczny
i wróżący nieszczęście, w lecznictwie, podaniach i baśniach ludowych.
S. 1114. Faden. Czarodziejskie znaczenie nici pewnego szczegól
nego koloru, którą stosuje się w tym celu albo przez związanie albo
przez ogrodzenie. S. 1120. Fahne. Chorągiew w zwyczajach i widowi
skach ludowych. Wywijanie chorągwią. S. 1124. Fahrendes Volk. Wę
drowni żebracy, kuglarze i kramarze i ich świat wierzeń. S. 1168.
Fallsucht: Objaśnienie padaczki i rozmaite sposoby leczenia. S. 1189.
Farbe. Symbolika barw i stosowanie ich w czarach i lecznictwie.
S. 1215. Farn. Cudowne własności nasienia paproci, i liczne dawne
przykłady tych przesądów. S. 1234. hasten. Post w pewnych specjal
nych okresach, przy zaćmieniu słońca, w czasie burzy oraz w razie
śmierci, a także przy pewnych praktykach magicznych. S. 1246. Fast
nacht. Czynności czasu zapustnego. Zabawy, uczty i pieczywa. Wróżby
pogody. S. 1285. Fee. Wiara w boginki, miejsce ich pobytu oraz sto
sunki postaci nadprzyrodzonych tego typu z ludźmi. S. 1294. Fege
feuer. Wyobrażenia o czyśćtsu kościelne i ludowe. Czas próby czyścowej.
S. 1328. Fenster. Okno jako miejsce wychodzenia i wchodzenia duszy
i duchów, praktyki czarodziejskie związane z oknem, zakazy patrzenia
przez okno. S. 1389. Feuer. Empiryczne i mitologiczne podstawy kultu
ognia, wpływy chrześcijańskie na kształtowanie pojęć o ogniu, ogień
niebieski, święty i ziemski, ogień jako żywa istota. Wiele wierzeń zwią
zanych z ogniem, jako pożarem podaje artykuł na s. 1415. pt. Feuers
brunst. S. 1446. Fieber. Rozmaite rodzaje gorączki i sposoby, leczenia.
S. 1478. Finger. Kształt palców, odbicie palców w kamieniu, gestyku
lacja, wierzenia związane z poszczególnemi palcami. S. 1500. Finger
nagel. Przesądy związane z paznogciami. S. 1509. Finsternisse. Wie
rzenia związane z zaćmieniami słońca i księżyca. S. 1528. Fisch. Ryba
w wyobrażeniach mitologicznych i religijnych, przesądy anatomiczne
i biologiczne, zastosowanie w czarach i lecznictwie, ryba jako potrawa
obrzędowa, ryba w podaniach, baśniach i legendach. S. 1579. Fleder
maus. Nietoperz, jako demon wplątujący się we włosy, zastosowanienietoperza do lecznictwa, do czarów myśliwskich i erotycznych; nie
toperz jako zwierzę djabelskie i zapowiadające śmierć. S. 1598. Fleisch.
Jedzenie lub wstrzymywanie się od mięsa w celach magicznych, świę
cone, ofiary z mięsa, zastosowanie mięsa w celach leczniczych lub ero
tycznych. S. 1636. Fluch. Magiczna moc przekleństw i kary, jakie spa
dają na przeklinających. S. 1657. Flug. Patologja uczucia lotu przez
przestwory powietrzne, loty duchów7 i demonów7, oraz ludzi, zwłaszcza
rzarow7nic i czarodziejów7, a także zw7ierząt. S. 1681. Fluss. Demony
i bóstwa rzeczne, kult rzek, oraz ofiary rzekom składane. Rola rzeki
w czarach i wróżbach. S. 1706. Fossilien. Rozmaite skamieliny, num-
124
mulity, astrolity, echinity itd. oraz związaue z niemi wierzenia ludowe.
S. 1732. Frau. Kobieta germańska i chrześcijańska, kobieta w średnio
wieczu, kobieta jako istota ludzka pośledniejszego galunku, jako ko
nieczne złe, jako istota nieczysta, jako czarownica i lekarka.
Na podstawie tego bardzo ogólnikowego przeglądu treści drugiego
tomu „Słownika wierzeń niemieckich“ musimy dojść do powszechnie
przyjętego już zresztą przekonania, że książka ta jest niezbędną dla
podręcznej bibljoteki każdego etnograla.
Adam Fischer.
Włodzimierz Antoniewicz, Archeołogja Polski. Zarys czasów
przedhistorycznych i wczesno - dziejowych ziem Polski. Warszawa,
Trzaska, Ewert i Michalski, 1928. S. 340
4 nlb. 1712 ilustracyj, 48
tablic, 9 map.
Prehistorycy polscy różnią się między sobą znacznie tak pod względem zasadniczych poglądów jak i co do metod pracy. Dlatego wiele
problemów jest dopiero przedmiotem dyskusji, a wiele kwestyj jeszcze
wogóle nie opracowano. W tych warunkach trzeba było wielkiej
odwagi, aby dać syntezę prehistorji Polski. Za tę odwagę należy się
Prot'. Antoniewiczowi uznanie.
Autor przedstawił nam w zwięzłej formie dzieje kultury ludzkiej
na obszarze Polski od czasów najdawniejszych do epoki wcze-snohistorycznej. Dla etnografów książka ta ciekawa jest szczególnie począwszy
od czwartego rozdziału (epoka bronzu). W epoce bronzu rozkwita bo
wiem w trzecim okresie zwłaszcza kultura łużycka, którą wielu pre
historyków słowiańskich uważa jużto za kulturę słowiańską, względnie
za bałtosłowiańską. Prof. Antoniewicz w poprzednich pracach uważał
ją za tracką, poodbnie jak Götze, obecnie nie określa jej dość wyraźnie
Następnie mamy tu wyczerpujące przedstawienie całego okresu
żelaza i epoki wczesnohistorycznej. Szczególnie ważne są ustępy po
święcone stosunkom gooko-słowiańskim i ruchom etnicznym w okresie
wędrówek ludów, nadto różnym szczepom lechickim i kulturze staro
polskiej. Zorjentowanie się w bogatej treści ułatwia tabela chronolo
giczna, indeks miejscowości, bardzo staranne przypisy i wyczerpujące
objaśnienia rycin.
Jak było do przewidzenia prehistorycy postawili autorowi roz
maite zarzuty odnośnie do pewnych szczegółów. Niemniej Prof. Anto
niewicz ma tę trwałą zasługę, że się pierwszy odważył na dzieło bardzo
trudne, a dla wszystkich bardzo potrzebne. Do odpowiedniego urzeczy
wistnienia wydawnictwa przyczyniła się firma wydawnicza Trzaski,
Ewerta i Michalskiego przez wyposażenie publikacji w staranną formę
zewnętrzną.
Adam Fischer.
Prof. Stefan Szunian, Dawne kilimy w Polsce i na Ukrainie.
Poznań 1929. Str. 3 -)- 139 -)- 67 tablic ilustracyj (w tern 7 kolorowych).
Autor zwraca przedewszystkiem uwagę na to, że kilimkarstwo
kwitło na ziemiach południowo-wschodnich dawnej Rzeczypospolitej
125
i kilimy tych ziem są wypływem przenikania się wpływów ruskich
i polskich, jako też wschodnich i zachodnich.
Następnie omówiono dokładnie pochodzenie kilimu. Zanalizowano
ornament i typy dawnych kilimów i przedstawiono technikę, materjał.
koloryt i kompozycję kilimów.
Analiza kilimów Ukrainy, Podola, Wołynia i Małopolski prowadzi
Prot. Szumami do następujących wniosków. Technika kilimkarska bvła
znana na Ukrainie i Podolu jeszcze przed napływem Azjatów. Zarówno
Ruś kijowska jak Ruś halicka miały zapewne już swe tkactwo pozosta
jące pod wpływem bizantyńskim, które wywarło pewien wpływ takżo
na lud i z tego źródła pochodzą niektóre geometryczne motywy orna
mentu.
Prócz tych bizantyńskich ornamentów mamę tu także wówczas
ornament tak zwany techniczny: pasiaki, proste geometryczne figury,
zygzaki itd. Tatarzy wnoszą także motywy środkowo-azjatyckie, a możo
i chińskie. O ile do XVII wieku panuje ornament geometryczny, w XVII
wieku zaczęły napływać ornamenty roślinne z trzech stron, z Persji
szły motywy chińsko-perskie na Ukrainę, z Turcji szły ornamenty tu
reckie szczególnie na Podole, a wreszcie naturalistyczna sztuka Za
chodu przez Polskę od Małopolski i Wołynia szła na Wschód i na Po
dole i na ziemię kijowską i wyciskała swoje piętno na kilimkarstwie
Iudowem. Szlachta polska na prawodnieprzańskiej Ukrainie wywarła
bardzo silny wpływ na rozwój ornamentu kilimu, zamawiając u ludu
pański kilim okazalszy dla potrzeb dworu. W ten sposób przeszczepiały
się kwieciste wzory zachodnie na kilim ukraiński.
Prof. Szuman zastanawia się wreszcie nad twórczością ludową
w dziedzinie kilimów i wypowiada szereg uwag ogólnych, które mają
nietylko teoretyczne, ale powinny mieć i praktyczne zastosowanie.
Adam Fischer.
Kultura wsi. Biuletyn XIII Konferencji Oświatowej poświęconej
zagadnieniu kultury wiejskiej w Polsce (Łowicz 10, 11 i 12 stycznia
1930 r.l. Warszawa 1930. Str. 187.
Ministerstwo wyznań religijnych i oświecenia publicznego urzą
dziło konferencję poświęconą zagadnieniom kultury wiejskiej w Pol
sce, która odbyła się w dniach 10, 11, 12 stycznia 1930 roku w Łowiczu
w Szkole rolniczej na Blichu. Celem tej konferencji było teoretyczne
postawienie zagadnienia kultury wiejskiej w Polsce na tle kultury wogóle, ujęcie jej istotnego charakteru i źródeł, oraz uświadamienie sobie
możliwości celowego oddziaływania na jej dalszy rozwój. Na konferen
cji tej Fr. Bujak i M. Limanowski mówili na temat: „Istota kultury ze
szczególnein uwzględnieniem kultury wiejskiej w Polsce“, J. St. Bystroń
referował o źródłach kultury ze szczególnem uwzględnieniem kultury
wiejskiej w Polsce, I. Solarz zagaił dyskusję na temat „Wzajemne
wpływy kulturalne i cywilizacyjne wsi i miasta“, H. Radlińska mówiła
o możliwościach celowego oddziaływania na rozwój kultury wiejskiej,
126
J. Cierniak przedstawił sprawę widowisk i uroczystości wiejskich, a na
zakończenie szereg uwag krytycznych na temat całej dyskusji wypo
wiedział K. Moszyński. Min. W. R. i O. P. ogłosiło obecnie teksty wszyst
kich tych referatów wraz z zasadniczą dyskusją, które zawierają liczne
szczegóły, zajmujące nietylko oświatowców ale i etnografów.
A. F.
Marja Znainierowska-Priifferowa. Rybołówstwo jezior trockich.
Rys etnograficzny. Wilno 1930. Nakładem Towarzystwa przyjaciół
nauk w Wilnie. (Rozprawy i inalerjały wydziału I To w. Przyj. Nauk
w Wilnie T. III, zesz. 2). Str. 103 + 4 nlb + 40 tablic.
Praca p. Znamierowskiej-Priifferowej jest wynikiem badań nad
rybołówstwem Jezior Trockich, prowadzonych w latach 1927 — 1929.
Głównym ośrodkiem poszukiwań były Troki i okolica.
Na terenie jezior trockich zauważyła autorka następujące, dziś
jeszcze istniejące sposoby i narzędzia połowu ryb : 1) połów ręką,
2) głuszenie, 3) worek, 4) przetak, 5j ość, 6) węda, 7) sznury na miętuzv, 8) błyskawka, 9) kruk na szczupaki, 10) czerpak, 11) bucz, 12)
więcierz, 13) mieroże 14) brodnik na giegniach, 15) brodnik kulowy,
16) siatka płotkowa, 17) trehubica, 18) oborka, 19) siatka szczupakowa
i leszczowa, 20) niewód letni, 21) podwołok, 22) niewód zimowy, 23)
jeżgarniak, 24) podrywka. Dla porównania mamy także opisane spo
soby i narzędzia łowu ryb z przed 40—60 laty.
Następnie omawia autorka sprzęty, narzędzia i urządzenia pomoc
nicze, jak jaz, czółno, czerpak, bet, warzę, wyrób sieci przy pomocy
iglicy i deszczułki, oraz specjalne części ubrania rybackiego. Wreszcie
zasługuje na podkreślenie, że zwrócono dokładną uwagę na nazwy
1. zw. toni t. j. pewnych określonych przestrzeni dogodnych do zarzu
cenia i przeciągnięcia wielkiego niewodu. W związku z rybołówstwem
uwzględniono sposoby połowu raków.
Autorka podaje także przesądy i zwyczaje związane z rybołów
stwem, zwłaszcza odnośnie do osób, zwierząt, oraz złej i dobrej pory.
Stud juin p. Priifferowej nabrało wreszcie wartości bardziej wszech
stronnej przez dokładne uwzględnienie stosunków społeczno-gospodar
czych, a więc trybu życia rybaków, płac, nadto podanie analizy sto
sunków demograficzno-gospodarczych, ze starannie opracowaną ta
blicą, z której wynika, że rybacy troccy są przeważnie Polakami. Do
poważnego charakteru naukowego pracy przyczyniają się liczne ilu
stracje (49 rysunków i 73 fotografij), mapa jezior trockich, tabela ze
stawiająca czas, sposoby i narzędzia łowu ryb na jeziorach trockich,
dokładny indeks i siedmiostronnicowe streszczenie niemieckie.
Wogóle praca świadczy chlubnie o pracowni Zakładu Etnologji
Uniwersytetu Stefana Ratorego w Wilnie, w której została wykonana.
Adam Fischer.
Prof. Jiří Polívka. Supis slovenských rozprávok. lurčiansky
sv. Martin. 1930. Wyd. Matica Slovenska. Sviizok IV. Str. 558 -j- 7 nlb.
127
Nowy tom ludowych opowieści słowackich świadczy, że Prof. Po
lívka dzieło swe prowadzi niestrudzenie w dalszym fciągu. Czwarty tom
zawiera legendy ludowe związane ze Starym i Nowym Testamentem;
mamy więc tu tak dobrze znane opowieści o pierwszych rodzicńfch
i Salomonie, a następnie legendy o wędrówce Pana Jezusa po świecie.
Dość liczna jest grupa podań etjologicznych, t. j. wyjaśnia jących pewne
szczególne cechy zwierząt i roślin. Na str. 75—90 zestawił wydawca
ciekawe odmiany podania o Madeju, o którem w ostatnich czasach tak
piękną rozprawę napisał N. P. Andrejew pt. Die Legende vom Räuber
Madej. (Helsingťors 1929). Następnie od str. 109—253 mamy grupę po
dań o istotach nadprzyrodzonych albo panujących nad-śiłami nadprzyrodzonemi, szczególnie o djabłach, czarownicach, wilkołaku i śmierci
Wreszcie podano liczne opowieści mające charakter nowelistyczny,
a więc powiastki o złej lub dobrej żonie, o złodziejach, o rozbójnikach,
strachach nocnych, nieboszczykach, przemyślnych chłopcach lub dziew
czętach itd.
Czwarty tom podań słowackich, podobnie jak trzy pierwsze wy
dane w latach 1923, 1924, 1927, posiada wielkie znaczenie także dla
badań nad polskicmi opowieściami, ponieważ Prot'. Polívka uwzględnia
bardzo dokładnie w przypisach polskie wersje. Z tego powodu ten zbiór
podań słowackich także dla systematyki polskich podań posiada zasad
nicze znaczenie.
Adam Fischer.
John Meier, Lehrproben zur deutschen Volkskunde. BerlinLeipzig, Walter de Gruyter et Co 1928. 8°, Str. 136.
Książka ma za zadanie dać praktyczną wskazówkę, jak należy
traktować tematy etnograficzne w szkole powszechnej.
Na treść złożyły się rozprawki różnych autorów, którzy opracowali
swe tematy wcale indywidualnie bez stosowania jakiegoś jednego sche
matu. Adolf Dressel przedstawił lekcję o wsi-łańcaichówce,
przeznaczoną dla VII—VIII roku szkoły powszechnej. Karl Mei
sen daje plan lekcyj na temat ludowego budownictwa niemieckiego,
przyczem za podstawę swych rozważań bierze zagrodę środkowo-niemiecką, a inne obszary niemieckie uwzględnia dla porównania. Karl
Lucas zwraca uwagę na nazwy roślin i zwierząt. Karl Wehrh a n podaje plan dyskusji nauczyciela z uczniami na temat Bożego
Narodzenia. Otto Beil przeprowadza dokładny plan pytań, za
dań i zbieranie materjałów na temat okresu zapustnego. Józef L.
W o h I e b daje projekt lekcji na temat zwyczajów wielkanocnych.
August L ii m m 1 e opisuje wyczerpująco zwyczaje przy siejbie
i żniwach. Albert Zirkler omawia problem poszanowania gwary
przy nauce języka literackiego. Karl Plenzat zwraca uwagę
jak w szkole powszechnej może odbywać się współpraca nauczyciela
z młodzieżą przy sposobności omawiania podań ludowych. Otto
Stiir krnth na przykładzie pieśni „Lilofee“ poucza jak w trzech
lekcjach można omówić problemy związane z pieśnią ludową.
128
Wszystkie artykuły dowodzą zupełnie wyraźnie, że clioć etnograf ja
nie jest specjalnym przedmiotem nauczania w szkole, to jednak wiele
innych przedmiotów można pogłębić przy pomocy etnografji, przyczem
zaletą tej dziedziny wiedzy jest to właśnie, że może być stosowana
z powodzeniem od pierwszego do ostatniego roku nauki w szkole po
wszechnej.
idam Fischer.
•luljnsz Zborowski, Moda i wieś góralska. Warszawa 1930.
Odbitka z N-ru 19 „Ziemi“ 1930 r. 4", S. 12.
Szkic p. Zborowskiego podaje wiele ciekawych szczegółów z za
kresu etnografji podhalańskiej. Dowiadujemy się stąd, że dawniej tań
czono krzesanego z większem umiarkowaniem, że dziewczynę do środka
zbójnickiego wprowadzono w okresie powojennym, i że do powojennej
epoki należą pieśni Andrzeja Knapczyka Ducha z Cichego takie jak
„Chycili bacoska zbójnicy“, lub „Co się stało w Bardyjowie“, i wreszcie
najpopularniejsza pieśń o walce Dunajczan z Cichowianami. Ta ostat
nia pieśń ulega dalszym przemianom W r. 1927 na Małej Łące słysza
łem, jak pieśń tę śpiewał St. Mróz ostatni dudziarz na Podhalu. Już
wówczas dodane były przy końcu jeszcze zwrotki o karze, jaka za tę
rąbaninę spotkała Cichowian. Również pieśń o bacosku Mróz bardzo
charakterystycznie przekształcił.
Następnie Dyr. Zborowski omawia przemiany parzenicy, i wogóle
całego ustroju podhalańskiego, spinek, pasów, nawet fajek. Na zakoń
czenie podał autor parę charakterystycznych przykładów z dziedziny
sztuki ludowej (ceramika, łyżniki).
Przykłady przytoczone przez autora dowodzą, że w życiu chłopskiem moda jest równie ważnym czynnikiem jak w mieście i przy po
szukiwaniach etnograficznych musi być również brana pod uwagę.
Adam Fischer.
Dr. Zsigmond Bátky. Pásztor ivópohacak. Hirten Schöpfkellen.
Budapest 1928 (Ethnographische Sammlungen des Eng. Nationahnuseuins VI). Str. 24
16 tablic.
Praca p. Batky’ego, dyrektora Muzeum Etnograficznego w Buda
peszcie, zawiera bogaty materjał ilustracyjny ze zbiorów budapeszteń
skich publicznych i prywatnych. Na szesnastu tablicach dał nam autor
263 ilustracji czerpaków nietjdko węgierskich, lecz także słowackich,
serbskich, chorwackich, ruskich, wołoskich i niemieckich. Wydawca
objaśnił tablice bardzo dokładnie, przyczem szczególnie podkreślono
ornamentykę na czerpakach.
Autor poprzestał wprawdzie jedynie na opisie i zapatruje się scep
tycznie na ujęcia ogólne, niemniej właśnie materjał ogłoszony wj-raźnie
dowodzi, że można go ułożyć wedle pewnych odmiennych typów
etnicznych
'Tj:-.
Adam Fischer.
129
Stanisław Poniatowski, Geneza łuku tryumfalnego. Warszawa
1930. Str. 32. (Bibliolheca Universitatis Liberae Polonae, fasc. 22).
Autor daje zupełnie nowe wytłumaczenie rzymskiego łuku try
umfalnego. Swoją oryginalną interpretację opiera Prof. Poniatowski
na wyjaśnieniu sakralnego charakteru bram i drzwi u ludów Eurazji.
W tym celu zwraca się do wierzeń dalekiego Wschodu i dowodzi, że
japońskie bramy torii, oraz świątynie yashiro pozostają w związku
z budowlami palowemi i pochówkami palowemi. Ponieważ w Europie
w czasach przedhistorycznych występowało budownictwo palowe,
a łącznie z niem występowały także i pochówki palowe, więc autor
wnioskuje, że w większości krajów europejskich sakralność bram,
a za nią i sakralność drzwi poszła właśnie z pochówków palowych.
W Italji dokonało się skrzyżowanie palowego budownictwa t. zw. terramarów z kamiennem budownictwem etruskiem, oraz połączenie nowych
form kultowych z dawnym kultem przodków, a w wyniku tych skrzy
żowań zjawiła się na dawnym pozamiejskim cmentarzu, a później.szem Forum świątynia Janusa, tak wyraźnie jeszcze przypominająca
swą architekturą pochówek palowy. Jako wynik tych rozważań po
wstaje przypuszczenie, że Janus byłby ubóstwionym przodkiem, pater
Janus, oraz że także luk tryumfalny — porta triumphalis byłaby re
dukcją i mpdyfikacją dawnego pochówka palowego.
Twierdzenia poparto licznemi cytatami z literatury. Niemniej
jednak interpretacja samego luku tryumfalnego budzi pewne wątpli
wości i pytanie, czy kryterjum formy nie doprowadziło autora do
pewnych subjektywmych złudzeń, które, jak wiadomo, zdarzyły się
przy tern często nawet bardzo wybitnym i krytycznym uczonym.
Adam Fischer.
Tadeusz Dobrowolski, Działalność Muzeum Śląskiego w Kato
wicach od chwili założenia Muzeum do końca lutego 1930 r. Katowice
1930, S. 43-f XXI tablic.
Muzeum śląskie w okresie półlrzecia roku rozwinęło się w nie
zwykle szybkiem tempie we wszystkich swych działach. Można to za
uważyć także w dziale etnograficznym, który dzięki współpracy ener
gicznego zbieracza p. Jerzego Langinanna rozwinął się z rekordową
szybkością. W chwili ogłoszenia sprawozdania dział etnograficzny li
czył 3200 okazów', a zajmował dziewięć sal i długie korytarze wzdłuż
tych sal. Muzeum ma charakter regjonalny, dlatego główny nacisk po
łożono na etnografję śląską.
W zbiorach tych wyróżniają się cztery mniejsze grupy terytorjalne,
a mianowicie: grupa rozbarsko-bytomska (okolica Bytomia tj. powiaty
świętochłowicki, katowicki i część rybnickiego), ziemia pszczyńska,
podgórska część Śląska cieszyńskiego i Beskid śląski.
Szczególnie bogato przedstawiają się w Muzeum Śląskiem stroje
ze wszystkich czterech terenów'. W tym dziale na specjalną uwuigę za
sługuje kolekcja żywotków złożona ze stu okazów począwszy od
Łud. T XXIX.
9
130
XVIII w. Nadto równie wartościowo przedstawiają się sprzęty domowe,
urządzenia, narzędzia i naczynia gospodarskie, sprzęt łowiecki, cera
mika, instrumenty muzyczne, oraz dział sztuki ludowej.
Prócz działu śląskiego posiada Muzeum jeszcze poddziały: sądecki,
podhalański, krakowski, pokucki, łowicki, wołyński, wileński, pole
ski, kurpiowski i kolekcję z Powiśla dąbrowskiego. Dział przemysłu
artystycznego zawiera cenne okazy kilimów i kobierców.
Muzeum rozpoczęło także działalność wydawniczą. Pierwszy tom
wydawnictw Muzeum śląskiego zawierający T. Dobrowolskiego pracę
pt. Śląska rzeźba ludowa omówiliśmy wyżej, drugi tom będzie zawierał
A. Dobrowolskiej monografję cieszyńskiego żywotka.
Widzimy więc, że etnografja polska zyskała w Muzeum Śląskiem
poważną placówkę badawczą.
A. F.
Di. Bronisława Wójcik-Keuprulian, Melodyka Chopina. („Monografij i Podręczników“ wyd. nakładem K. S. Jakubowskiego pod redakcią St. Wierczyńskiego, t. XI). Lwów 1930. in 8°. 304 stron.
W bogatej literaturze chopinowskiej, przedstawiającej plon pracy
wszystkich niemal narodów Europy zachodniej, książka powyższa,
a więc książka autorki polskiej zajmuje miejsce zupełnie wyjąt
kowe. Jest to rezultatem z gruntu odmiennego sposobu ujęcia muzycz
nej twórczości Chopina, ujęcia czysto naukowego, przeciwsta
wiającego się po raz pierwszy jako metoda objektywna subjektywnej
dotąd interpretacji uczuciowej lub obrazowej. Jedynie samo dzieło
sztuki dostarczyć może — według tezy podstawowej dr. Wójcik-Keu
prulian — kryterjów, i to wyłącznie muzycznych, które mogą dopro
wadzić do rozwiązania zagadnienia melodyki Chopina. Teza ta, wspólna
zresztą autorce z jednym z największych estetyków niemieckich, dr.
Mersmannem, jakkolwiek sformułowana zupełnie niezależnie od niego,
pozwala autorce po dokonaniu szczegółowej analizy uznać ornament
za tworzywo, czynnik energetyczny w melodji Chopina. Poddawszy
badaniu wszystkie typy ornamentu chopinowskiego, zarówno t. zw.
„tradycyjne“, jak i indywidualne, ustaliwszy typy samej melodyki
Chopina i mechanikę rozwoju linji melodycznej, poświęca autorka
ostatnie rozdziały książki rozpatrzeniu stylu chopinowskiego z perspek
tywy historyczno-porównawczej. Doprowadza ono autorkę do wniosku,
że wpływy współczesnej Chopinowi twórczości europejskiej zaznaczyły
się w jego muzyce w sposób o wiele mniej istotny, aniżeli to przyjmo
wali na ogół dotychczasowi biografowie Chopina. Wpływ kierunku nie
mieckiego, t. zw. wirtuozowskiego, ogranicza się jedynie do kształto
wania techniki fortepjanowej, zaś wpływ Elsnera, Kurpińskiego, Schu
berta i Webera do najogólniejszych analogij formalnych. Jedynie duch
i forma polskiej pieśni ludowej sięgnęły zdaniem autorki
w głąb twórczości melodycznej Chopina. Problem stosunku elementu
ludowego do stylu Chopina jest dziś niestety jeszcze niemożliwy do
rozwiązania, ponieważ brak mu danych najbardziej podstawowych,
131
jakiemi byłoby ustalenie cech polskiej melodyki ludowej. Autorka też,
stojąca zawsze na gruncie badań realnych, z natury rzeczy nie stawia
kwestji w sposób definitywny, zadowalniająe się słusznie raczej wska
zaniem pewnych zasadniczych problemów, aniżeli ich rozwiązaniem.
Stwierdziwszy intuitywne wyczucie silnych związków muzyki Chopina
z pieśnią ludową w dotychczasowej literaturze chopinowskiej, autorka
zatrzymuje się bliżej przy wynikach badań Hadowa i Haddena, zaś
z badaczy polskich prof. dr. Jachimeckiego, Windakiewiczowej i Thugultówny, w których problem „ludowości“ muzyki Chopina redukuje
się do trzech kwestyj: 1) schemat formalny, 2) mechanizm budowy linji
melodycznej, 3) użycie tonacyj ludowych. Kwestje te uważa i dr. Wój
cik-Keuprulian za najbardziej istotne, zaś ważnym przyczynkiem do
powyższego zagadnienia jest jej własna praca p. t. „O trioli w mazur
kach Chopina“ (Księga pamiątk. ku czci prof. dr. A. Chybińskiego),
w której wpływy ludowe u Chopina rozciąga i na pewne specyficzne
formy ozdobnika, wspólne mazurkom Chopina i pieśni ludowej
polskiej.
Forma wykładu nadzwyczaj jasna i przejrzysta i wielka ilość przy
kładów nutowych ułatwiają czytelnikowi orjentację w olbrzymim materjale i pozwalają śledzić z żywem zainteresowaniem wyniki tak bar
dzo podstawowych badań autorki.
Dr. Stefanja Łobaczewska.
Royaume de Yougoslavie. Aperçu géographique et etnographique.
Rédigé par Pavle Vujevic. Beograd 1930. S. 189 -f- 14 tablic -f9 map.
W zwięzłym zarysie geografji Królestwa Jugosławji znajduje się
również rozdział poświęcony etnografji, napisany przez Prof. Jovana
Erdeljanoviéa, który omawia dzieje osadnictwa Słowian na Bałkanie,
podaje obecną statystykę Słowian i innych ludów na Bałkanie, cha
rakteryzuje język, znamiona fizyczne i psychiczne, zwyczaje doroczne
i rodzinne, twórczość ludową, budownictwo i stroje. Wiele ważnych
szczegółów dla etnografów zawiera także następny rozdział Antoniego
Melika, który daje historyczny i antropogeograficzny przegląd Jugosławji.
A. F.
Milován Gavazzi. Kulturna analiza etnografji Hrvata. Zagrzeb
1930. S. 32. Posebni otisak iz VII knjige „Narodne Starine“.
Prof. Gavazzi daje ogólne ujęcie etnografji chorwackiej i wy
różnia w kulturze ludu chorwackiego rozmaite warstwy kulturowe.
Najstarszą warstwą jest warstwa starochorwacka, która zawiera w sobie
zarazem pierwiastki starosłowiańskie. Następnie wyróżnia warstwę paleobałkańską, która częściowo zawiera w sobie pierwiastki śródziemno
morskie. Wreszcie Rzym i Italja wpływają wprawdzie głównie na krąg
kulturowy adrjatycki, ale częściowo wpływy te działają także na
wnętrze obszaru chorwackiego. Autor uwzględnia również nawiązanie
chorwackie z kręgiem kulturowym alpejskim, oraz z ośrodkiem pa-
9*
132
nońsko-madziarskim. Nie są bez znaczenia także oddziaływania tu
reckie i nawet greckie.
Wytwory kulturowe ludu chorwackiego zostały też przydzielone
do różnych tych warstw i kręgów kulturowych. Tak przy rozważaniach
jak i przy ilustracjach zastosowano liczne zestawienia porównawcze,
nietylko z obszarów słowiańskich, ale i wogóle europejskich. Praca
w zwięzłej formie zawiera wiele zasadniczej treści.
A. Fischer.
Milován Gavazzi. Jadrnnska „Lira'1, „Lirica“. Zagrzeb 1930. S. 10.
Prof. Gavazzi omawia instrument charakterystyczny dla wybrzeża
wschodniego Adrjatyku i wysp, zwany lirą lub liricą i dowodzi, że in
strument ten w czasie bliżej nieokreślonym przyszedł do Chorwacji
z Grecji i rozszerzył się na drogach handlowych.
f.
Józef Jodkowski. Przemysł ludowy w powiecie sokólskim.
Grodno 1928. S. 8. Osobne odbicie z „N. Dziennika kresowego“.
Autor daje ogólną charakterystykę ludowego tkactwa, koronkar
stwa, snvcerstwa, łyżkarstwa, sitarstwa, kołodziejstwa, garncarstwa
sprzętarstwa i kowalstwa w pow. sokólskim. Szkic zawiera wiele cie
kawych szczegółów i należy życzyć p. Jodkowskiemu, aby udało mu się
istotnie zgromadzić jak najwięcej okazów etnograficznych w Muzeum
Państwowem w Grodnie.
f.
Mitar S. Vlachovié, Lużicki Srbi i njichovu domovina. Beograd
1930. S. 18.
P. M. Vlachovié, kustosz Muzeum Etnograficznego w Białogrodzie
podaje popularny szkic o przeszłości i obecnym stanie narodu łużyc
kiego, o jego przewódcach, ciężkiej walce o utrzymanie swej narodo
wości, o języku, strojach, budownictwie i twórczości ludowej. Treść
rozprawki bogata, tekst zniekształcają liczne błędy drukarskie.
f.
Latviešu Folkloras Kr.ituves, Teikas par Dievii. Riga 1929. Str.
143+5 nlb.
Łotewskie Archiwum Folklorystyczne, które posiada bogate zbiory
rękopiśmienne opowieści ludowych, ogłosiło wybór podań łotewskich
o. Bogu. Pierwsza grupa podań odnosi się do stworzenia świata, zwła
szcza powstania rzek, jezior, gór, kamieni, księżyca, tęczy i ognia.
Druga grupa podań opowiada o współzawodnictwie Boga i djabła przy
urządzaniu świata. Trzecia grupa podań objaśnia, dlaczego Bóg pew
nym zwierzętom i roślinom nadał pewną szczególną postać. Czwarta
grupa podań odnosi się do stosunku Boga do ludzi. Wszystkie podania
mają typ etjologiczny t. zn. wyjaśniają pewne charakterystyczne zna
miona otaczającej nas przyrody. W komentarzu podano analogje na
podstawie zasadniczych źródeł, jak Aarne, Dähnhardt, Loorits i BóltePolivka.
A. F.
133
Prof. K. Straubergs, Lettische T rächten. Riga 1930, S. 40. Sonder
druck aus der Sammlung „Die Letten. Aufsätze über Geschichte, Spra
che und Kultur der Letten“.
Autor próbuje dać rekonstrukcję dawnego stroju łotewskiego naj
pierw na podstawie danych prehistorycznych, przyczem podkreśla starą
technikę tkacka i ornamentykę. Równie starannie zestawia Prof. Strau
bergs szczegóły dotyczące odzieży ludu łotewskiego z czasów historycznyi h, a do rozważań swych wprowadza wiele materjału ikonograficz
nego. Przegląd strojów łotewskich od czasów najdawniejszych do chwili
obecnej świadczy o wielkim konserwatyzmie ludowej odzieży. Pewien
szczególny koloryt łotewskiego stroju pochodzi z umiejętnego stosowa
nia barwików roślinnych. Ornamentyka ma bardzo stary, charakter,
jest wyłącznie geometryczna, a inne wzory np. zwierzęce choćby styli
zowane są znacznie późniejsze.
W niektórych strojach szczególnie kobiecych zaznaczają się rów
nież pewne szczególne odrębności Kursa odznacza się kolorytem czer
wonym, AIsunga błękitnym, inne natomiast obszary łotewskie znamio
nuje wielobarwność zarówno w tkaninach jak wyszyciach. Autor ana
lizuje następnie poszczególne części stroju łotewskiego, z których
pewne, jak np. zwłaszcza pastalas (postoły), namats (namitka) itd.
zajmują także słowiańskiego etnografa.
A. F.
Else Krohn, Die Eheschłiessung bei den Rumänen. Hamburg
1926. Str. 102 + 1 nlb.
Na podstawie dokładnej znajomości najważniejszych źródeł daje
autorka zarys rumuńskich obrzędów weselnych. We wstępie przedsta
wiono zapatrywania ludu na kwalifikacje wymagane do stanu małżeń
skiego i przeszkody małżeństwa. Na str. 18 mamy wzmiankę o snochactwie. Małżeństwa mieszane są w Rumunji bardzo źle widziane,
a były one dopuszczalne w stosunku do Serbów i Rusinów ze względu
na wspólność wyznania. Wskutek tego zdaniem Gorovei nad Prutem
wiele wsi się zruszczyło.
Następnie autorka wyróżnia w rumuńskich obrzędach weselnych
szczegóły, przypominające do pewnego stopnia małżeństwo przez por
wanie, przez kupno lub za wysługę. Wreszcie praca zawiera opis
wszystkich zasadniczych epizodów obrzędu weselnego, począwszy od
zalotów, zmówin i zaręczyn aż do samego ślubu i uczty weselnej. Mał
żeństwo uważa lud rumuński za nierozerwalne.
Praca p. Krohn posiada tę wartość, że etnografom nieznającyin
języka rumuńskiego udostępnia rozmaite szczegóły wesela rumuńskiego
i pozwala na wprowadzenie zarówno tekstów pieśni weselnych jak opi
sów pewnych form obrzędowych do rozważań porównawczych.
A. F.
G. M. Calvaruso, ’IJ baccàgghiu. Dizionario comparativo etimologico del gergo parlato dai bassifondi palermitani. Catania, Libreria
Tirelli di F. Guaitolini, 1930. Str. 214.
134
G. M. Calvaruso opracował bardzo dokładny słownik gwary świata
przestępczego Palermo. Obrazowanie i składnia nieraz przypomina
nasze złodziejskie słownictwo, które w pewnej części tylko zostało ze
stawione swego czasu przez Estreichera i Kurkę.
/.
D. J. Van der Ven, Heemschut, Volkskunst en de drooglegging
der Zuiderzee. Amsterdam 1930. 4°, S. 35.
J. van der Ven pracuje od szeregu lat niestrudzenie na polu etnografji holenderskiej nietylko przez pisanie bardzo wyczerpujących
książek szczególnie z zakresu sztuki ludowej holenderskiej, ale także
przez przygotowywanie filmów etnograficznych o dużej wartości na
ukowej, wreszcie przez żywą agitację w kierunku utrzymania dawnej
tradycji.
Ostatnia książka o osuszonych obszarach Zuiderzee daje wiele wia
domości dotyczących zwyczajów i uroczystości dorocznych, tańców,
wyplatania, ceramiki, haftów ludowych, rzeźby ludowej, oraz wogóle
dziedziny sztuki ludowej
Adam Fischer.
A. R. Wright, English Folklore. London, Ernest Benn, 1928.
(Benn’s sixpenny Library Nr. 33). Str. 79 -j- 1 nlb.
Autor, zasłużony prezes Folk-Lore Society, podał w zwięzłej
formie zasadnicze zagadnienia ludoznawstwa angielskiego. We wstępie
przypomniano, jak od Henry Bourne’a Antiquitates vulgares do Frazera i Westermarcka badania etnograficzne w Anglji odbyły wielką
drogę rozwojową. W drugim rozdziale omówił autor zwyczaje rodzinne,
a więc związane z narodzinami dziecka, z weselem i pogrzebem. Rzecz
charakterystyczna, że również w Anglji dawna uroczysta forma tych
obrzędów uległa zmianie w okresie powojennym. Trzeci rozdział przed
stawia przesądy związane z rozmaitemi zajęciami zawodowemi, jak rol
nictwo, mleczarstwo, rybactwo i górnictwo. W związku z tem dowia
dujemy się wiele ciekawych szczegółów z zakresu prawa ludowego.
Rozdział czwarty zawiera zwyczaje i wierzenia doroczne. W rozdziale
piątym zestawił autor wierzenia, związane ze światem roślinnym
i zwierzęcym, z kamieniami, cudownemi źródłami i księżycem. Roz
dział szósty poświęcono zagadnieniu duchów i istot nadprzyrodzonych.
Rozdział siódmy wylicza przesądy związane z wróżbami, zapowiedziami
złych i dobrych wypadków, snami, szczęśliwemi i nieszczęśliwemi
dniami i liczbami. Rozdział ósmy uwzględnia czary i czarodziejskie
środki lecznicze. W ostatnim rozdziale wspomina autor o powieściach
i pieśniach ludowych, o muzyce i tańcach ludowych, o ludowych wi
dowiskach, przysłowiach, przypowieściach, zagadkach, grach, zaba
wach i wreszcie o sztuce ludowej.
A. R. Wright potrafił w pięciu arkuszach zmieścić wielką ilość
materjału i poruszyć rozmaite zagadnienia, dlatego książeczka jego
wprowadza dobrze tak przeciętnego czytelnika, jak początkującego
etnografa w studjum angielskiego folkloru.
Adam Fischer.
13b
A. Byhan, Europa. (Ethnologischer Anzeiger, Bd. I., Heft 6.
S. 210 — 244).
Autor zestawił bibljografję najważniejszych prac z zakresu etnografji europejskiej za lata ostatnie, przyczem zastosowano podział na
stępujący : Indoeuropejczycy (Irańczycy), dawne ludy śródziemnomor
skie (Grecy, Rzymianie itd.), Germanie, ludy pirenejskie, Celtowie,
Anglicy i Francuzi, Skandynawowie, Niemcy, ludy alpejskie, ludy ape
nińskie, ludy bałkańskie, Węgrzy, Słowianie zachodni, Słowianie
wschodni, ludy tureckie, bałtyckie i ugrofińskie, Żydzi, Cyganie. Układ
stara się uniezależnić od zasady językowej, nie zawsze trafnie Wybór
materjału bibljogralicznego przeprowadzono bardzo starannie. A. F.
Kaj Birket-Smith, Kopenhagen. Uber die Herkunft der Eskimos
und ihre Stellung in der zirkumpolaren Kulturentwicklung. Eine
zusammenfassende Übersicht. Anthropos T. XXV H. 1, 2. 1930.
Eskimosi — ów wedle pięknego określenia Kipling’a „kresowy
lud ziemi“ -— są poza Lapończykami, pierwszym ludem polarnym,
z którym zetknęli się Europejczycy. Równocześnie są oni pierwszym
szczepem amerykańskim, który powitał białych przybyszów na nowej
ziemi. Tymi najwcześniejszymi europejskimi odkrywcami nowych lą
dów i nowych ludów za Atlantykiem byli dzielni wikingowie, którzy
już w r. 982 naszej ery wylądowali na wschodniem wybrzeżu Grenlandji. I tam i później na Labradorze znaleźli Normanowie ludność,
której fizyczne i językowe cechy zachowane w sagach, określają jako
plemiona eskimoskie.
Ten europejsko-eskimoski kontakt uległ jednak przerwie w wie
kach późniejszych jako konsekwencja osłabienia zainteresowań euro
pejskich dla pasa polarnego. Odtąd posiadamy o Eskimosach fragmen
taryczne tylko wiadomości, aż do drugiej połowy ubiegłego stulecia.
Fakt ten, dla nauk antropologicznych bardzo szczęśliwy, pozwolił na
przystąpienie do badań nad kulturą Eskimosów przy zastosowaniu
całego współczesnego aparatu naukowego, przedewszystkiem zaś umo
żliwił zachowanie się kultury eskimoskiej w jej postaci pierwotnej
i izolowanej od wpływów europejskich. Temu stanowi rzeczy za
wdzięczamy dzisiaj szereg podstawowych opracowań problemu eski
moskiego, które pozwalają już na podjęcie próby syntetycznego uję
cia zagadnienia. Syntezę taką daje właśnie K. Birket-Smith.
Na wstępie swej rozprawy podaje autor przegląd danych antro
pologicznych odnoszących się do Eskimosów. Są to rzeczy naogół
znane, niemniej jednak bardzo ciekawe. Dominujący liczebnie wśród
Eskimosów typ antropologiczny (arktyczny '<)) jest wybitnie długogłowy i wysokogłowy, o charakterystycznie ostrém sklepieniu kości
ciemieniowych i skrajnie szerokiej podstawie czaszki; czoło ma szero
kie w stosunku do szerokości głowy, twarz bardzo szeroką, lecz przytem i bardzo długą, niezbyt płaski profil, skrajnie wąski nos i śred
nio szerokie oczodoły. Tak przedstawia się w ogólnych zarysach kra-
136
niologiczna forma typu arktycznego. Pozatem osobniki tego typu są
niskorosłe, oczy i włosy mają bardzo ciemne — skórę żółtą o odcieniu
oliwkowym.
Na podstawie ostatnich badań stwierdzić należy, że typ arktyczny,
występujący w postaci szczątkowej na całym obszarze Azji, a licznie
reprezentowany ponadto wśród indjańskich ludów Ameryki, stanowi
u Eskimosów tak przeważający liczebnie składnik, że bodaj czy me
oni właśnie zbliżają się najbardziej ku ideałowi populacji homogenicz
nej. Wyjątek stanowią pod tym względem jedynie Eskimosi pacyficz
nego brzegu Alaski, oraz mieszkańcy wysp aleuckich, których język
nawiązuje się do grupy eskimoskiej. Wśród pierwszych, przy wyraźnej
jeszcze przewadze typu arktycznego, zaznaczają się już przymieszki
centralnoazjatyckich form krótkogłowych (typ %) — u Meutów zaś
element krótkogłowy wysuwa się pod względem liczebnym na plan
pierwszy. Jak zobaczymy, tym różnicom antropologicznym odpowia
dają również zjawiska z dziedziny językowej i kulturowej. Po zesta
wieniu tych danych, rozpatruje autor stosunek typu arktycznego do
innych składników rasowych. Nie ulega wątpliwości, że typ ten sta
nowi komponentę rasy żółtej. Szereg poważnych zastrzeżeń budzić
jednak musi pogląd Stratz'a, który typ arktyczny określa jako formę
wyjściową rasy żółtej (Urmongoloid r. Protoxanthoderm). Wedle K.
Birket-Smith’a odpowiadałby temu stanowisku raczej typ paleoamerykański (Lagoa Santa), który reprezentowany jest w Ameryce półn.
wśród Irokezów i w grupie Algonkińskiej.- Nie wdając się w tę dy
skusję, która jest przedwczesna i prowadzona być może na zupełnie
innei płaszczyźnie, podkreślić należy, że przez stwierdzenie typu paleoamerykańskiego w grupie irokeskiej i algonkińskiej złożył autor
dowód głębokiej znajomości stosunków antropologicznych Ameryki
północnej. Nie od rzeczy będzie dodać, że pogląd ten znalazł całko
wite potwierdzenie w przeprowadzonych ostatnio badaniach nad skła
dem rasowym Indjan pólnocno-amerykańskich. Po rozpatrzeniu stosun
ków rasowych daje K. Birket-Smith przegląd wyników lingwistycznych.
I w tej dziedzinie uderzająca jest jednolitość, tak wyraźnie zaznacza
jąca się w typie fizycznym. Knud Rasmussen wygłaszając do Eskimo
sów z Point Barrow odczyt o swych podróżach — przemawiał w djalekcie grenlandzkim. Mimo tego znalazł powszechne i szczegółowe zro
zumienie. Na olbrzymiej więc przestrzeni od cieśniny Behringa do
Grenlandji panuje jeden język, którym posługuje się tylko 37 tysięcy
ludzi (tak szacują dziś liczbę Eskimosów). Odmiennie przedstawiają się
stosunki na południe od Jukonu. Eskimosi pacyficznego- pobrzeża
i Aleuci mówią językiem, który aczkolwiek morfologicznie najhardziej
zbliża się do zasadniczego pnia języka eskimoskiego, to jednak na pół
nocy nie jest rozumiany. Stosunek tych dwóch zasadniczych grup ję
zykowych określa K. Birket-Smith jako analogiczny do stosunku języ
ków niemieckiego i duńskiego. Ten podział pokrywa się więc zupełnie
z różnicami w składzie rasowym ludności tych obszarów.
137
Jednakowoż już i w północnej grupie zauważył Thalbitzer początki
procesu różniczkowania się Są one bardzo słabe i przejawiają się w po
staci dwóch przesunięć dźwiękowych w dialektach wschodnich. Thal
bitzer twierdzi przytem, że fonetycznie starsze są djalekty zachodnie.
Różnjce te są jednak zbyt małe, by na ich podstawie klasyfikować dja
lekty zachodnie, jako pierwotne i wnioskować, że ich zasiąg odpowiada
pierwotnym siedzibom Eskimosów. Podnieść natomiast należy fakt
stwierdzony przez Rink’a, że język eskimoski we wszystkich swych
djalektach i odmianach posiada określenia wspólne dla zjawisk zwią
zanych z morzem i polowaniem na morzu oraz te same nazwy zwierząt
morskich. Niedwuznacznie stąd wynika, że Eskimosi zetknęli się z mo
rzem w tym okresie swego rozwoju kulturowego, gdy tworzyli jeszcze
zwartą i terytorjalnie niezróżniczkowaną grupę.
Postawiwszy to zagadnienie wkraczamy w dziedzinę etnologji, sta
jąc przed problemem: Jaka była pierwotna kultura Eskimosów i w ja
kich warunkach odbywał się jej historyczny rozwój? Centralnym punk
tem tego zagadnienia jest sprawa lokalizacji pierwotnej ojczyzny Eski
mosów. Rink przypuszcza, że szukać jej należy na Alasce przez wzgląd
na to, że tam właśnie obserwuje się przejście od kultury kontynental
nej do nadmorskiej. Twierdzenie to nie da się jednak utrzymać, ponie
waż właśnie Eskimosi z Alaski są formacją najmniej typową pod
względem kulturowym, wykazując cały szereg wpływów indjańskich
(Tlingit) w dziedzinie kultury materjalnej i społecznej.
Kolebką kultury eskimoskiej nie może być również wieniec wysp
aleuckich ze swą, pod względem rasowym i językowym, odrębną lud
nością. Całość zjawisk kulturowych każe więc wykluczyć obszarv pacvficzne z zakresu rozważanych możliwości. Odpada również Labrador
i Grenlandja jako terytorja zasiedlone przez Eskimosów stosunkowo,
niedawno. Pozostawałby więc tylko pas środkowy, ciągnący się od za
toki Koronacyjnej do Hudson-Bay. Wiadomości o kulturze tego obszaru
ujęte syntetycznie zawdzięczamy Steensby’emu.
Charakterystyczną dla kontynentalnej części tego środkowego
obszaru jest kultura arktyczna, której cechami podstawowemi są: psi
zaprzęg przy sankach, chata ze śniegu i polowanie na lodzie. Jest tokultura wybitnie kontynentalna o charakterze bardzo prymitywnym.
Obejmuje ona tak zwanych Eskimosów reniferowych (Rentier E.).
Kulturze arktycznej przeciwstawia się kultura subarktyczna, charakte
rystyczna dla peryferycznych obszarów nadmorskich i w swych za
sadniczych cechach jednolita na całym pasie od zatoki Behringa do(łrenlandji.
Ta jej jednolitość jest tern bardziej godna uwagi, że w swej części
środkowej jest ona rozbita przez terytorjum kultury arktycznej. Kul
tura subarktyczna ma charakter morski — jako typowe dla niej zja
wiska z dziedziny kultury materjalnej wymienić należy kajak i polowa
nie na wieloryby. Wydzieliwszy te dwa typy kulturowe wysuwa Steensby pogląd, że kultura arktyczna jest pierwotną kulturą Eskimosów
138
i jako taką określa ją terminem paleoeskimoskiej. Wprost przeciwne
stanowisko zajęli Wissler i Hatt, którzy właśnie subarktyczną kulturę
ujmują jako paleoeskimoską. Dyskusję tę zamyka K. Birket-Sinith wy
suwając własną koncepcję rozwoju kultury eskimoskiej. Wskazuje on
przedewszystkiem, że kultura arktyczna nie jest bynajmniej autochto
niczna na północnych, nadmorskich kresach swego terytorjum. Wy
brzeże to było poprzednio zamieszkane przez lud o kulturze identycz
nej ze współczesną kulturą subarktyczną. Tę formację nazywa autor —
kulturą Thule. Została ona zniszczona przez późniejszą falę migracyjną
o charakterze arktycznym, która wyszła z wnętrza kontynentu.
Zrekonstruowawszy w ten sposób obraz stosunków starszych roz
patruje autor cechy obu cyklów i zamyka swe rozważania następującą
hipotezą:
1. Pierwotną kulturą Eskimosów była kontynentalna kultura rybacko-myśliwska zachowana dziś szczątkowo u Eskimosów renifero
wych. Jest to warstwa protoeskimoska.
2. Etapem rozwojowym tej kultury jest następna faza, która cha
rakteryzuje się polowaniem na ssaki wodne Jest to kultura paleoeskimoska.
3. Kultura neoeskimoska powstała na wybrzeżu zachodniem ma
jąca charakter oceaniczny i związana z analogicznemi kulturami Azji
półn. wsch.
4. Rdzennie eskimoska kultura obszaru centralnego przedstawia
się jako nawarstwienie protoeskimosów na neoeskimoską kulturę Thule.
Kultura protoeskimoska przedstawia formację, której ślady spoty
kamy na całym obszarze pasa polarnego Azji, a liczne analogje zaob
serwować się dadzą i w europejskim paleolicie Nie sposób dziś jeszcze
wyjaśnić rozwoju tych zjawisk. Będzie to możliwe dopiero po zapozna
niu się z materjałami azjatyckiemi ,które jeszcze ciągle są niedosta
teczne. W każdym razie praca K. Birket-Smith’a jest ogromnym kro
kiem naprzód w dziedzinie historji obszarów polarnych.
Stanisław Klimek.
Hans F. R. Günther, Rassenkunde des deutschen Volkes. 14 wy
danie. J. F. Lehmanns Verlag. München 1930. S. 509. Cena 14 RM.
Pierwsze wydanie tej książki ukazało się w lecie r. 1922. Już
w grudniu tego samego roku zaszła potrzeba drugiego wydania, a trze
cie znalazło się na półkach księgarskich w lipcu 1923. Zainteresowanie
nie słabło i w rezultacie w roku bieżącym ukazuje się „Rassenkunde des
deutschen Volkes“ w 14-em wydaniu. Jeśli dodamy, że niemniejszą poczytnością cieszą się inne dzieła Günthera jak „Rassenkunde Europas“
<3 wydania), „Rassenkunde des jüdischen Volkes“ (2 wydania) i t. d.,
to mieć będziemy miarę zainteresowania współczesnego czytelnika nie
mieckiego dla ogólnie ujętych i przystępnie podanych zagadnień antro
pologicznych.
Książki Günthera czynią zadość obu tym warunkom, gdvż są pi
sane stylem zajmującym i jasnym, a wydane pod względem zewnętrz-
139
nym bez zarzutu i obfitują w materjał fotograficzny. Nie to jednak
stanowi główną przyczynę ich rekordowej poczytności. Tej szukać na
leży w szczególnem nastawieniu psychicznem współczesnego czytelnika
niemieckiego, który domagał się i domaga zamknięcia w system ideologji, nurtującej dziś szerokie warstwy społeczeństwa niemieckiego.
Ponieważ zaś Günther daje w swych książkach doskonały wyraz
tym prądom nic więc dziwnego, że wielokrotnie już obwołany został
teoretykiem ideologji obozu nacjonalistycznego w Niemczech. W tein
właśnie tkwi tajemnica powodzenia jego wydawnictw. Przejdźmy jed
nak do ogólnego rozpatrzenia poglądów H. Günthera. Nie jest, być może,
rzeczą wyjątkową, że idee, które osiągają w Niemczech duży kredyt mo
ralny i stają się tam motorem licznych monngiafij, oraz „Grundrissów“
i „Lehrbuchów“, powstały w oryginale na terenie pozaniemieckim.
Tak się ma w każdym razie rzecz z podstawami systemu Günthera.
Opiera się on na teorji o nierównowartościowości składników rodzaju
ludzkiego, przyczem najwyższe walory i zdolności twórcze przypisuje
rasie nordycznej. Za twórcę tej hipotezy uznano bezspornie Francuza
hr. Gobineau (1816—1882). Przeciwstawił się mu pierwszy również
Francuz, a mianowicie mniej znany J. Finot w swej: „Le préjugé des
races“. W antropołogji francuskiej przeszły poglądy Gobineau bez echa.
Jedynym jego kontynuatorem był Lapouge — czytywany zresztą po
wszechniej w Niemczech niż we Francji. Dziś zapomniano tam o nim
zupełnie. Hipoteza Gobineau znalazła jednak wdzięczne pole w nauce
niemieckiej. Jeśli chodzi o antropologję to starsze pokolenie odnosiło
się do niej nieufnie. Nie należy zapominać, że ostatnie czterdziestolecie
XIX wieku jest w naukach biologicznych okresem zupełnego triumfu
ewolucjonizmu i badania antropologiczne pozostają również pod jego
przemożnym wpływem. Doktryna Gobineau wzięła natomiast szturmem
historję kultury (Chamberlain i Schemann), archeologję prehistoryczną
(Kossinna) i wkroczyła wreszcie do antropołogji mimo pewnych do dziś
dnia się przejawiających oporów. Na czoło zdecydowanych jej zwolen
ników wypada dziś wysunąć H. Günthera, którego „fachowość“ antro
pologiczna budzi wprawdzie poważne zastrzeżenia w kołach profeso
rów niemieckich, któremu jednak nie można zaprzeczyć, że poprostu
siłą swego rozpędu sformułował i postawił na porządku dziennym sze
reg zagadnień pierwszorzędnej wagi. Najważniejszą zasługą i bez
sprzecznie pozytywnym dorobkiem H. Günthera jest oparcie się na typologizmie metodologicznym. Od dotychczasowych kompendjów antro
pologicznych różnią się prace Günthera świadomem i konsekwentnem
operowaniem jednostkami rasowemi, które ujmuje jako dziedziczące
się zespoły cech morfologicznych, fizjologicznych i psychicznych.
Doświadczenia polskiej szkoły antropologicznej uczą nas, że jest
to jedyna droga do wyników pozytywnych.
Aby sobie umożliwić zajęcie stanowiska typologicznego, musiał
wpierw Günther uporać się z uporządkowaniem niemieckiej terminologji składników rasowych ludności europejskiej. Pozostanie to jego
140
trwałą zasługą — tembardziej, że podjął on równocześnie próbę usta
lenia synonimiki tych terminów z terminologją obcą. Zaznaczyć się
godzi, że dotąd zrobiono tę podstawową pracę systematyczną tylko
w Polsce (Czekanowski, Grygłaszewska, Klimek). Tym rozważaniom
systematycznym, nie licząc bardzo ogólnikowego przeglądu współcze
snego aparatu badawczego antropologji, poświęcona jest pierwsza część
książki. Autor podaje tu morfologiczną charakterystykę poszczególnych
składników rasowych, poświęcając im bardzo piękne i przejrzyste opisy.
Wyróżnia on wśród współczesnej ludności europejskiej 8 typów antro
pologicznych, które podaję tu w zestawieniu z terminologją polską:
Günther
Nordische Rasse
Fälische Rasse
Westische Rasse
Vorderasiatische Rasse
Dinarische Rasse
Ostische Rasse
Ostbaltische Rasse
Sudetische Rasse
Czekanowski
Typ nordyczny a
„ północno-zachodni i
„ ibei yjsko-insularny e i typ litoralny o
„ armenoidalny X
„ dynarski à i typ alpejski w
„ laponoidalny /.
„ subnordyczny y
„ preslowiański ß
Różnice tych dwu kiasyfikacyj polegają na nieodróżnianiu przez
Günthera, dwóch par podobnych do siebie typów. Są to typy iberyjskoinsularny i litoralny jako jedna para, oba ujęte terminem „Westische
Rasse“ i typy dynarski i alpejski jako druga para połączone w termi
nie „Dinarische Rasse“. Jak się zdaje część typu litoralnego przyłączył
pozatem Günther do swej „Fälische Rasse“, identycznej z typem pół
nocno-zachodnim, a część typu alpejskiego przesunął ku „Ostische
Rasse“ t. j. ku typowi laponoidalnemu. Oba te przesunięcia spowodo
wane są, jak wiemy, trudnościami w odróżnieniu tych typów od innych
mieszańców tych samych elementów rasowych. To samo jest przyczyną
nieodróżnienia typu dynarskiego od alpejskiego i iberyjsko-insularnego
od litoralnego. Wykazał to już prof. Czekanowski (1928). Pozatem są
obie klasyfikacje zgodne i to stanowi dla nas argument za słusznością
określeń Giinthera, które w całości przyjąć można jako podstawę dal
szych badań poza zakresem morfologji. Wkraczamy tu w dziedzinę
psychologji i socjologji, którym poświęcone
dalsze rozdziah książki.
Zaznaczyć zgóry należy, że dyskusja w tej dziedzinie jest znacznie trud
niejsza niż poprzednio. Charakterystyki psychiczne poszczególnych ty
pów konstruuje Günther bądź na podstawie własnych obserwacyj,
które uzgadnia z poglądami innych autorów, bądź też przy pomoc v
argumentacji z dziedziny historycznego życia narodów, które wykazują
przewagę jakiegoś składnika rasowego. I jedna i druga metoda budzić
musi jak najpoważniejsze zastrzeżenia. Przy obserwacjach indywidual
nych, gdzie jedynym aparatem staje się introspekcja czy, co gorsza,
anamneza — subjekty wizm obserwatora odgrywa niewątpliwie rolę
ogromnie komplikującą. Argumentacja zaś historyczna, t. j. w tym wy
141
padku interpretowanie faktów historycznych ze względu na psychologję ich uczestników, wjwołuje na porządek dzienny zagadnienie trak
towania historji wogóle. Z tym zaś problemem związana jest dyskusja,
którą bez widocznych rezultatów zajmują się filozofowie od szeregu
stuleci. Dlatego też ta właśnie część dzieł Günthera spotkała się z naj
ostrzejszą krytyką ze strony ostrożniejszych badaczy.
Należy jednak przypuszczać, że nawet i w tych subjektywnych
ujęciach nie przedstawia się sprawa charakterystyki typów antropolo
gicznych aż tak beznadziejnie, jak sądzą oponenci poglądów Günthera.
Należy pamiętać o tem, że po odrzuceniu całego balastu fejletonowych
improwizacyj, pozostaje jednakowoż szereg obserwacyj zgodnych i od
.siebie niezależnych, które trzeba poważnie brać w rachubę przy za
gadnieniach psycliologji rasowej. Wiemiy dziś zresztą na podstawie wy
ników osiągniętych objektywnemi metodami badań, że różnice psy
chiczne między składnikami rasowemi istnieją i że są one dostatecznie
wyraźne i prawidłowe, by móc je ujmować ilościowo (Czekanowski,
Minkowska, Sobolski, Bykowski).
Tu podkreślić należy, że klasyfikacja właściwości psychicznych
składników rasowych przez Günthera, jest poważnym krokiem naprzód
w porównaniu z poprzednim stanem tego zagadnienia. Podczas gdy
Gobineau i jego następcy, ograniczali się do przeciwstawiania nobliwej
rasy nordycznej, nieszlachetnej reszcie rodzaju ludzkiego traktowanej
jako całość —• Günther wprowadza charakterystyki poszczególnych ty
pów. Wedle jego klasyfikacji rasie nordycznej dorównuje pod wzglę
dem walorów psychicznych typ północno-zachodni (fälische Rasse),
z koleji idzie rasa dynarska i wschodniobałtycka. „Ganz schlechte Zen
suren“ jak pisze Lebzelter, otrzymują natomiast pozostałe składniki.
Nie wchodząc w szczegóły, stwierdzić należy sine ira et studio, że osią
gnięcie tak dokładnej charakterystyki psychicznych cech typów antro
pologicznych, jaką posiadamv dziś dla ich morfologji, jest jeszcze mu
zyką przyszłości. Zależy to w pierwszym rzędzie od wyszkolenia odpo
wiedniej kadry psychologów, którzy potrafiliby się uporać z techniką
obserwacyjną swojej specjalności. Kiedy zaś to nastąpi, trudno dziś
wyrokować. Jeśli zaś chodzi o przypuszczenia, które już dziś, na pod
stawie konkretnie stwierdzonych faktów, wysnuć można, to wydaje się
prawdopodobne, że poszczególne składniki rasowe posiadać będą nie
równomierne dyspozycje w różnych przejawach życia psychicznego,
Wątpliwe zaś jest, czy któryś z tych składników okaże się formacją
wszechstronnie doskonałą.
Ze swojej klasyfikacji psychicznej typów, wyciąga Günther kon
sekwencje w rozdziałach socjologicznych swej książki. Stoi on na sta
nowisku, że pierwotni Indoeuropejczycy reprezentowali pod względem
antropologicznym typ nordyczny. Pogląd ten przepracowany wciągu
trzech pokoleń antropologów jest dziś ogólnie przyjęty. Poważne wąt
pliwości nasuwają natomiast dalsze ujęcia Günthera, dotyczące dziejów
składu rasowego poszczególnych ludów indoeuropejskich. Wedle autora
142
ulegają one procesowi denordyzacji, który wyjaławia je z elementu kul
turalnie twórczego i powoduje powolną, ale nieuchronną dekadencję.
Denordyzacja osiągnęła dziś swe maximum u południowych Indoeuropejczyków (Arjowie i Irańczycy, Ormianie, Grecy i Halikowie), poważ
nemu odnordyzowaniu ulegli również potomkowie dawnych Celtów.
W mniejszym stopniu zatracili swą pierwotną fizjognomję rasową pół
nocni Słowianie i Bałtowie. Najlepiej zaś zakonserwowali się dotąd
Germanie. Wnioski, jakieby z takiego stanu rzeczy wynikały, są przej
rzyste i nie różnią się od konkluzyj wyprowadzonych już przez Gobi
neau. Biologicznem prawem narodów obdarzonych nordycznym cha
rakterem rasowym jest utrzymywanie swej supremacji politycznej nad
resztą świata. Niestety — wniosek tak pocieszający dla narodów ger
mańskich, kryje w zanadrzu mniej miłe, bo niespodziane konsekwen
cje. Okazuje się, że nietylko Germanie zakonserwowali w dobrym sta
nie swój typ pierwotny. Nie ulega już dziś wątpliwości, że element ten
występuje wśród Słowian północnych w liczebności bodaj czy nie więk
szej niż w Niemczech.
H. Günther wraz z innymi antropologami niemieckimi, zdał sobie
sprawę z tego faktu, toteż nie dziwi nas, że w 13 i 14 wydaniu „Rassen
kunde des deutschen Volkes“ lansuje się nową hipotezę, która ma sta
nowić pewną nowelę do starego kanonu o prymacie rasy nordycznej.
Wedle tej nowej koncepcji nie sam typ nordyczny, lecz populacja,
w skład której wchodzi ponadto typ północno-zachodni (fälische Rasse)
ma być tym najbardziej kulturalnie twórczym amalgamatem. Popula
cję taką przedstawiają dziś północno-zachodnie Niemcy. Przyznać
trzeba, że przy takiem postawieniu sprawy, ewentualne pretensje Sło
wian do udziału w hegemonji nad światem z racji swego nordyzmu,
stają się bezprzedmiotowe, ponieważ typ północno-zachodni zaznacza
się u nich bardzo słabo. Jak widzimy koncepcja ta jest równie śmiała,
jak nonszalancka względem podstaw metodyki naukowej, ale nawet
i ona nie może stanowić pogodnego zakończenia książki.
Okazuje się bowiem, że i nordyczny charakter Germanów jest ostat
nio mocno zagrożony. Denordyzacja nie następuje tu przez wessanie
nordycznych zdobywców przez nienordycznych autochtonów (jak u In
dów, Persów, Greków, Włochów i Gallów), ani też przez przepojenie fa
lami nienordycznych ekspansyj (jak u Słowian Wschodnich), lecz drogą
ostrych procesów selekcyjnych, które redukują liczebność nordycznych
warstw kulturalnych a nordycznych chłopów wypędzają do miast
i drogą substytucji, częściowo obcej (Unterwanderung), która wprowa
dza nienordyczne elementy rasowe. Eugenika, prawodawstwo i na
cisk odpowiednio wykształconej opinji działać więc winny w kierunku
utrzymania nordycznego charakteru Niemiec i uzbroić się przeciw tym
wszystkim czynnikom (Żydzi i komuniści), którzy propagując indyferentyzm rasowy osłabiają tężyznę i poczucie odrębności narodu. W ten
sposób dotarliśmy do zakończenia i sensu moralnego książki. Wystar
czy to, aby stwierdzić, że końcowe jej rozdziały nasycone są dostatecz-
143
nie określoną tendencją polityczną. Nic więc dziwnego, że ich autor
stał się teoretykiem grupy politycznej Hittlera. Rozważanie tych poglą
dów wykracza poza ramy dyskusji naukowej, to też nie możemy się
tu niemi bliżej zajmować. Godzi się natomiast podnieść pewien fakt
z pogranicza demografji, który obserwować można od pewnego czasu
stale w literaturze zachodnio-europejskich społeczeństw urbanistycz
nych. Zjawiskiem tem jest tęsknota za wsią. Bardzo typowe przejawy
tego sentymentu zauważyć się dają w literaturze niemieckiej (Günther,
Schemann, Kruse). Pisze się więc o Niemcach, jako o narodzie chłop
skim, nawołuje się do osadzania bezrobotnego proletarjatu na wylud
nionej wsi, a dla maszynowej kultury wielkich miast ma się tylko
gromy potępienia. Te głosy pełne troski o przyszłość narodu niemiec
kiego uzasadnione są kryzysem populacyjnym, jaki ogarnia dziś Europę
zachodnią. Czy klęskę tę da się odwrócić przy zastosowaniu środków
mechanicznych, czy da się Niemcom — najbardziej mieszczańskiemu
z narodów — zasugerować ideały rustykalne, to zobaczymy prawdopo
dobnie w niedalekiej już przyszłości.
Stanisław Klimek.
Jan Czekanowski, Zarys antropologji Polski. Lwów 1930. 8° S.
XVI-J-592. (Lwowska Bibljoteka slawistyczna T. XI).
Polska jest krajem najlepiej zbadanym pod względem antropolo
gicznym. W Polsce dokonano jednak nietylko wielkiego zdjęcia antro
pologicznego, ale przeprowadzono także szereg szczegółowych badań
monograficznych, które pozwoliły na opracowanie ogólnego ujęcia. Na
podkreślenie zasługuje, że ten rozwój nie jest bynajmniej echem ana
logicznych ruchów zagranicą, ale wręcz przeciwnie właśnie wtedy gdy
antropologja zachodnio-europejska doszła do punktu rozwoju dość bez
nadziejnego, wtedy polska antropologja stworzyła nową metodę, która
była tak odrębna, że zdobyła na Zachodzie miano polskiej szkoły.
Polską szkołę antropologiczną stworzył i wykształcił Jan Czekanowski,
Profesor Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie. Wyniki badań
ostatnich lat lwowskiej szkoły antropologicznej, przedstawia Prof. Cze
kanowski w pracy p. t. ,Zarys antropologji Polski“ i dochodzi do na
stępujących wniosków :
1) Prace antropologiczne doby obecnej skupiają się w czterech kie
runkach, a mianowicie antropologicznego badania Polski, przebudowy
antropologji na naukę ścisłą, opracowania antropologji zoologicznej
w łączności z anatomją porównawczą ras ludzkich, a wreszcie demon
strowania znaczenia praktycznego antropologji.
2) Reljef polskiej mapy antropologicznej pozostaje w najściślej
szej łączności z ruchami migracyjnemi minionych okresów, lecz z moż
liwych nawiązań antropologiczno-etnicznych wyraźnie zaznacza się
tylko łączność ekspansji języków indoeuropejskich z ekspansją typu
nordycznego.
3) Podnoszenie się dobrobytu ludności wpływa na podnoszenie się
wzrostu popisowych, dlatego wahania średnich wzrostu młodzieży woj
skowej wynikają ze zmieniającej się corocznie konjunktury gospodar-
144
«zej. Przytem w świetle wahań rocznych zaznacza się wyraźnie odręb
ność etniczno-wyznaniowa od izolacji terytorjalnej.
4) Dobór wojskowy wskazuje, że do wojska polskiego najbardziej
jest brany typ subnordyczny, następnie typ presłowiański, na trzeciem
nordyczny, a dopiero na ostatniem alpejski. Dlatego mając do dyspo
zycji spostrzeżenia nad żołnierzami musimy sobie zdawać z tego sprawę,
że na ich podstawie nie doceniamy liczebności typów nordycznych
i alpejskich, a przeceniamy liczebność suhnordycznych i presłowiańskich
5) Metoda podobieństwa okazuje się bardzo precyzyjnym instru
mentem analizy naukowej, ponieważ wskazuje nam odrazu na ele
menty rasowe, powodujące ewentualne rozbieżności.
6) W świetle badań nad pigmentacją widać, że ludności naszej nie
można uważać za zupełnie mechaniczną mieszaninę różnorodnych
składników antropologicznych, lecz tworzy ona bardzo spoistą całość,
mocno wyrównaną w konsekwencji oddawna trwającego współżycia.
7) Z badań nad strukturą populacji wynika, że typy antropolo
giczne rozpadają się na elementy rasowe i ich formy mieszane, a przy
należność osobnika do typu antropologicznego dziedziczy się w zgod
ności z Mendlowskiem prawem rozszczepienia. Powoduje to oczywiście
utrzymywanie się składników populacji, pomimo ich wykrzyżowania się.
8) Ze zróżniczkowaniem morfologicznem łączy się bardzo ściśle
zróżnicowanie fizjologiczne i psychiczne, przyczem między zróżnico
waniem morfologicznem i psychicznem zachodzi ściślejsza łączność,
gdy ich łączność ze zróżnicowaniem serologicznem jest znacznie luź
niejsza.
9) Spostrzeżenia nad konstytucją patologiczną wykazują typy mie
szańców dysharmonijnych, u których brak wewnętrznej harmonji orga
nizmu, powoduje jego słabość, względnie zmniejsza odporność na dzia
łanie środowiska. Niezharmonizowani mieszańcy stanowią bardzo
znaczną ilość gruźlików, a prawdopodobnie i chorych innych kategoryj, zarazem ci mieszańcy są mniej odporni nietylko przy zapadaniu
na schorzenia, ale też i w jego przebiegu.
10i W składzie rasowym populacyj można zauważyć, że element
nordyczny bynajmniej nie wymiera, a raczej następuje eliminacja ele
mentu laponoidalnego na korzyść innych składników ludności.
11) Szlachtę polską różni od ludu wyższa odsetka elementu nordycznego i niższa odsetka elementu iberyjsko-insularnego. Ponieważ
element nordyczny utrzymuje się u nas na wsi, więc stąd ten element
liczebnie się wzmaga, gdyż miasta niszczą część przyrostu ludności,
odpływającego ze wsi i koncentrującego się w tych ośrodkach zaostrzo
nej walki o byt.
Zarys antropologji Polski Prof. Czekanowskiego opiera się na
trzech podstawach, a) prawo liczności typów, b) prawo średniej antro
pologicznej, c) synteza kartograficzna danych dotyczących szeregu
145
cech antropologicznych, która pozwala na wyodrębnienie teřylorjów
o podobném ustosunkowaniu elementów składowych. Oparcie się na
trzech tych podstawach teoretycznych pozwala na bardzo daleko idącą
objektywizację badań antropologicznych uniezależniając wyniki tak
od indywidualnych właściwości badaczy jak i od indywidualnych wła
ściwości materjału. Dzięki zastosowaniu tych metod książka dochodzi
do wyniku, że głównemi składnikami naszej ludności jest element nordyczny, bezwzględnie najliczniejszy i element laponoidalnv zajmujący
drugie miejsce. Trzecie miejsce zajmuje element iberyjsko-insularny,
a nielicznie przedstawia się element armenoidalny. Prócz tych typów
zasadniczych istnieje oczywiście szereg mieszanych. Ujęcie zagadnienia
antropologji Polski dało w rezultacie wyniki dotyczące podstawowych
zagadnień biologji, jak mechanizmu dziedziczenia, stałości typów antro
pologicznych, zmian w stosunku dominacji do recesywizmu, związków
między zróżnicowaniem łizjologicznem, psychicznem i morfologicznem,
łączności między różnicami rasowemi a typem uzdolnień, oraz zależ
ności wzrostu od oddziaływania śfódowiska społecznego Nadto książką
podaje szczegółowe wyniki, dotyczące antropologji Niemiec, Rosji po
łudniowej, Węgrów i Żydów.
A. Fischer
Hans F. R Günther. Rnssenkunde des jüdischen Volkes.
2 Auflage. München ítftO. S. .152. .1. K. Lehmanns Verlag. Brosz. 11 Mk.
Opr. 13 Mk
Kwestja żydowska, która już w starożytności, po diasporze, zna
lazła się wśród zagadnień społei znych narodów europejskich, została
jako problem rasowi7 podniesiona dopiero w XIX w., t. j. po tak zwanej
emancypacji Żydów i równouprawnieniu ich z ludnością chrześci
jańską. Poprzednio różnice wyznaniowe i organizacyjno-społeczne były
dość silne, aby dezaktualizować wszelką dyskusję na temat różnic bio
logicznych. Z chwilą, gdy średniowieczna organizacja narodów upadła
pod ciosem rewolucji francuskiej, a Żydzi stali się formalnie równo
prawnymi członkami społeczeństwa, moment rasowy wysunął się na
plan pierwszy i on stanowi do dzisiaj punkt wyjścia dla wszelkich
rozważań sprawy żydowskiej. Podłożem tych rozważań jest niewąt
pliwie fakt, że Żydzi mimo uprawnień formalnych odczuwani są przez,
współżyjące z nimi narody europejskie, jako element obcy i jak o tern
świadczą liczne przykłady
nawet po porzuceniu żydostwa w7 zna
czeniu rehgijnem i kulturowem, zachowują szereg ccc h wyróżniających
ich od nieżvdow’skiego otoczenia.
Pierwszym etapem tej dyskusji biła właśnie sprawa charakteru
.\ili cech. Toczyła się ona około zasadniczych zagadnień biologicznych,
a mianowicie dziedziczności i wplyivu środowiska. W odniesieniu do
problemu żydowskiego były te dwa zagadnienia formułowane nastę
pująco 1) Jakie cechy składają się na ,,faciès iudaica“, 2) czy zjawisko
to dziedziczy się i 3) czy jest ono uwarunkowane momentem rasoivym,
czy też wynikiem oddziałania środowiska. Odpowiedź na pierwsze
Lud. T. XXIX.
10
146
z tych pytań, aczkolwiek pozornie najmniej skomplikowana, przedsta
wiała się w pierwszej fazie dyskusji dość beznadziejnie. Porównując
mianowicie poszczególne cechy właściwe Żydom z cechami otaczającej
ich ludności nieżydowskiej, stwierdzono, że znajdują się one najczęściej
w skali wahań tych cech u nieżydów. Różnice morfologiczne między
dwoma językowemi grupami żydowskiemi (t. j. Żydami sefardyjskimi
i aszkenazyjskimi) były w większości wypadków znacznie większe niż
różnice między Żydami jednej z tych grup a miejscową ludnością nieżydowską. Kryterjum antropometryczne i morfologiczno-porównawcze
dało tu więc wynik sprzeczny z doświadczeniem przeciętnego obser
watora ulicznego. Ten stan rzeczy doprowadził w rezultacie do poglą
du, że odrębność fizjognomji żydowskiej jest uwarunkowana czynni
kami zewnętrznemi, wśród których najważniejszą rolę odgrywać miały
historyczne koleje Żydów, ich sytuacja społeczna i odrębność kultu
rowa. Żaprzeczano więc ostatecznie istnieniu jakichkolwiek różnic ra
sowych. Nawet jednak i przy ówczesnym stanie antropologji musiał
wynik tego rodzaju budzić jak najpoważniejsze wątpliwości. Uderza
jące było przedewszystkiem, że wśród wielu ludów południowowschodniej Europy i Azji przedniej, których historja i kultura kształ
towały się zupełnie odmiennie niż żydowska, „facies iudaica“ nie wy
stępuje jako zjawisko specyficznie żydowskie, lecz właściwa jest rów
nież ogółowi ludności nieżydowskiej. Naodwrót zaś przedstawiciele tych
ludów, znalazłszy się w środowisku północno-europejskiem, lub też
obserwowani przez Europejczyków północnych robią wrażenie wybitnie
„żydowskie“. Drugim i bardziej dziś ważkim argumentem jest fakt, że
„facies iudaica“ dziedziczy się, a wobec zupełnej utraty kredytu nauko
wego przez hypotezę o dziedziczeniu się cech nabytych, nic daje się
obecnie utrzymać pogląd, tłumaczący odrębność fizjognomji żydow
skiej oddziałaniem warunków zewnętrzu ycli.
Równocześnie z wprowadzeniem do biologji tego genetycznego
punktu widzenia, antropologja wkroczyła w nowy okres swego roz
woju, a zagadnienie charakteru rasowego Żydów doczekało się nowego
oświetlenia. Dawna metoda pracy, polegająca na zestawianiu poszcze
gólnych cech, ujmowanych w parametry i traktowaniu ich jako cha
rakterystyk porównywanych grup, okazała się zupełnie niecelową.
Nowa postawa antropologji wobec zagadnienia charakterystyki rasowej
grupy, polega na wysunięciu sprawy określenia jej składników raso
wych, traktowanych jako zespoły cech. Ten właśnie typologiczny punkt
widzenia współczesnej antropologji w odniesieniu do Żydów reprezen
tuje książka Günthern. Na wstępie rozprawia się autor z zakorzenionym
tu i ówdzie poglądem, jakoby Żydzi stanowili jednostką rasową. Jak
każda inna populacja, tworzą oni amalgamat kilku składników, o określonem ustosunkowaniu ilościowem. W dalszych rozdziałach daje Gün
ther charakterystykę tych elementów. Są to: typ armenoidalny (d. vor
derasiatische Rasse), typ orjentalny (d. orientalische Rasse) i pewne
drobne, przymieszki murzyńskie. Te składniki występowały wśród
147
Żydów w K li pierwotnej ojczyźnie w Palestynie. Częściowo były to
elementy piÄfcdżydowskiej ludność tego obszaru, która została przez
Żydów podbita i zasymilowana, częściowo są to późniejsze infiltracje,
wchłonięte przez Żydów w okresie ich państwowości. Tym niezmiernie
ciekawym zagadnieniom poświęca autor wiele uwagi, kreśląc kolejność
przebiegu procesów rasowych na obszarach Syrji i Palestyny. W okresie,
neolitycznym było to terytorjum zamieszkane przez ludy o śródziemne»
morskiej fizjognoinji rasowej, ż północy nawarstwiła się na to podłoże
ludność o charaklerze armenoidalnym, wreszcie zaś fale ekspansji se
mickiej przyniosły typ orjentalny, a częściowo i etjopski. Wraz z jedną
z tych lal semickich (amorycką) przybyli Hebrajczycy. W ten sposób
jeszcze przed r. 2000 a. Ch. n. skład ludności palestyńskiej zawierał
wszystkie główne elementy, właściwe Żydom współczesnym. Pewne
objekcje może nasuwać pogląd Giinthera na historję nordycznej przy
mieszki u Żydów. O ile niewątpliwe jest przeniesienie jej za pośred
nictwem Filistynów, to ujmowanie Amorytów jako ludu o lizjognomji
nordycznej budzić musi poważne wątpliwości. Trzeba stwierdzić, że
brak nam dziś jeszcze materjałów, które umożliwiałyby rzeczową dy
skusję w tej sprawie. Interpretowanie malowideł egipskich nie będzie
tu w każdym razie dostatecznym argumentem.
Do czasu diaspory utrzymuje się u Żydów ten skład ludności,
który wytworzył się w okresie formowania się państw żydowskich
w Palestynie. Perturbacje polityczne i najazdy sąsiednich ludów nie
mogły go zmodyfikować, ponieważ ich skład rasowy był prawie iden
tyczny z żydowskim. Głęboki przewrót wywołam został dopiero roz
proszeniem się Żydów po upadku ich niezależności politycznej. Dia
spora doprowadziła do powstania dwu grup językowych, a z biegiem
czasu do zaznaczenia się j»oważnycli różnic antropologicznych między
niemi. Grupa południowa (sefardyjska) znalazła się w środowisku rasowem, o przewadze elementu śródziemnomorskiego. Procesy selek
cyjne i wykrzyżowanie spowodowały pewną zmianę jej składu na
korzyść elementów śródziemnomorskich i orjentalnych — przy równoczesnem osłabieniu liczebności typu armenoidalnego. Grupa wschodnia
(Aszkenazim) podległa znacznie gruntowniejszemu przeobrażeniu.
W poważnej liczbie weszły w jej skład charakterystyczne dla środko
wej i północno-wschodniej Europy, typy nordyczny, subnordyczny
i laponoidalny. Jako składnik najliczniejszy zaznacza się ponadto
u Żydów aszkenazyjskich typ armenoidalny, orjentalny zaś i śród
ziemnomorski schodzą na plan dalszy.
To historyczne rozpatrzenie składu rasowego Żydów doprowadza
autora do wniosku, że różnica między Żydami a ludnością europejską,
przedewszystkiem zaś północno-europejską, polega na odmiennym
ilościowo i jakościowo składzie obu populacyj. „Facies iudaica“ uwa
runkowana jest więc momentem rasowym, a mianowicie występowa
niem typów armenoidalnego i orjentalnego, które wśród Europejczy-
10
148
ków zaznaczają si»;, nawet na południu, tylko w charakterze drobnej
przymieszki.
Czy ten, niewątpliwie słuszny, wniosek uprawnia nas jednak do
całkowitego odrzucenia wpływów środowiska kulturowego na kształ
towanie się tïzjognomji żydowskiej? Należy przypuszczać, że obok
cech rasowych, t. j. dziedziczących się właściwości morfologicznych,
fizjologicznych i psychicznych, występują w tïzjognomji i psychu;»:
żydowskiej zjawiska, które im tvlko, jako zespołowi kulturowemu, są
właściwe. Zanikając wraz z zerwanienl związku z kulturą żydowską,
podkreślają one jednak i uwypuklają różnice rasowe tam, gdzie ten
związek istnieje. Cała ta sprawa, wiążąca się ściśle z kwestją kształ
towania się fizjognomji, jest jeszcze zagadnieniem dziewiczem i wy
maga podstawowego opracowania.
W końcowych rozdziałach swej ciekawej książki rozważa H. Gün
ther zagadnienie różnic psychiki społecznej i fizjologii między Żydami
a ludnością europejską. Materjałem, który służy mu do tego celu,
są przeważnie zestawienia statystyczne, odnoszące się <lo kategoryj
rodzinnych, zawodowych, klinii znych i kryminalnych Przy tego ro
dzaju inaterjale nie podobna oczywiście wyeliminować momentu raso
wego od czynników społecznych, toteż baczyć trzeba, by nie popaść
w jednostronność przy ocenie źródła pewnych zjawisk. Przyznać trzeba,
że autor postępuje w tych sprawach naogół bardzo ostrożnie. Rezul
tatem tych rozważań jest wniosek, że współczesny antagonizm między
Żydami, a narodami, wśród których oni mieszkają, rozgrywa się na
płaszczyźnie kulturowej, gdzie Żydzi zaznaczają bardzo wyraźnie swą
indywidualność, obcą tradycjom kultury europejskiej. Wniosek ten
jest zupełnie słuszny, jeżeli chodzi o Niemcy, czy też o zachodnią
Europę wogóle. Współczesna kultura narodów zachodnio-europejskich
jest w bardzo dużej mierze pod wpływem pewnych przejawów ducha
żydowskiego. W Polsce natomiast, gdzie Żydzi są silniej izolowani
i nie wchodzą w skład warstwy kulturalnej, wpływ ten nie istnieje,
a przyczyn antagonizmu szukać raczej n;tl»'ż\ w dziedzinie gospodar
czej. W jakim zaś stosunku pozostają te obydwie płaszczyzny tarcia do
momentu rasowego, to pokaże dopiero przyszłość.
Zestawiając w końcu dane demograficzne, przychodzi H. Günther
do wni. .skli, że wskutek wyłamywania się z ortodoksyjnego rygoru
i odwiecznych obyczajów, Żydzi ulegają ostremu kryzysowi populacyj
nemu, który objawia się przedewszystkiem w postaci obniżenia liczby
urodzin. Wniosek ten zgodny jest z rezultatami ostatnich badań nad
głównym rezerwoarem żydowskim, a mianowicie nad Żydami w Polsce
(B Wasiutvňski). Gdvby ten proces miał rozwijać się dalej, to kwesłja
żydowska w przyszłości miałaby szanse skoncentrowania się na pła
szczyźnie stosunków kulturowych, przy małych i ciągle malejących
przejawach wpływu żydowskiego Na możliwość takiego rozwiązania
tego zagadnienia wskazuje Günther, podnosząc, że poza kryzysem
rujnującym pierwotną organizację społeczną Żydów i wciągającym
149
ich w orbitę bezpośredniego zetknięcia z kulturą europejską dokonywa
się u nich procas selekcyjny, który idzie w kierunku szybszej asymilacji
kuHurowcj eltnientów europejskich do nieżydowskiego środowiska.
Autor powołuje się przytein na wyniki badań Ci. Lempertówny, która,
na materjale lwowskim, wykazała, że ośrodki kultury europejskiej
(uniwersytety) przyciągają z pośród Żydów — przedewszystkiem
składniki europejskie (typy nordyczny i subnordvczny). Wskazując na
te dwa czynniki rozkładu żydowskiej organizacji społecznej, t. j. likwi
dację ghetta i procesy selekcyjna, nawołuje. H. Günther do ochrony
kultury niemieckiej przed niebezpiei zeństwem wpływów żydowskich,
jakie wynikają z masowej infiltracji wyemancypowanych Żjdów do
twórczych ośrodków kulturalnej pracy na Zachodzie.
Książka jest ze wszech miar godna uważnej lektury. W przystępnej
formie daje ona przegląd współczesnego stanu badań nad antropologją
i demografją Żydów, wysuwając szereg zagadnień niezmiernej i dla nas
aktualności.
Stanisław Klimek.
Emile Jobbé - Du val. Les idées primitives dans la Bretagne con
temporaine. Essais de folk-Iore juridique et d’histoire générale du
droit (Revue historique de droit français et étranger IV-e série,
K-e année. Paris 1929. Str. 431 - 472, 669 -- 715).
Rozprawa wybitnego historyka prawa jest dla nas niezmiernie
interesującą ze względu na liczne i silne analogje ze zwyczajami,
zwłaszcza prawnemi, naszego ludu. Autor omawia pewne zwyczaje
z zakresu prawa umownego i familijnego, w co wchodzą także pewne
zwyczaje pogrzebowe. O ile chodzi o grupę pierwszą, to zarówno
w hretońskiem ludowem prawie umownem, jak i w naszem, zaznacza
się rola, jaką odgrywa tu przybycia, t. j. wzajemne podania solne dłoni
przez umawiających się, jako jeden ze środków utwierdzania umów,
a łączące się podobnie jak u nas z następnem wypiciem litkupu. Ten
sposób utwierdzania umów stosowany jest u ludu bretońskiego, po
dobnie jak u nas'zego przy kupnie na targach i jarmarkach. Utwier
dzanie umów przez podanie ręki, ważną tu, jak i tam odgrywa rolę
przy zmówi nach i zaręczynach. Z innych sposobów utwierdzania umów
znanych zarówno ludowi bretońskiemu jak i naszemu, jest przysięga
przyrzekająca. Charakterystyczne dla ludu bretońskiego jest składanie
przysięgi na kamienie, oraz na pewne drzewa, co wiąże się z dawnym
kultem pogańskim. Ważną rolę przy przysiędze odgrywa ślina, symbo
lizująca życie, względnie duszę. Depcąc ślinę, wyplutą po przysiędze,
pragnie przysięgający zaznaczyć, iż życiem swem ręczy za dotrzymanie
umowy. Również znana i rozpowszechniona niegdyś u Słowian przy
sięga na słońce, zachowała się dotąd u Bretonów.
Dalszy rozdział poświęcony jest wierzeniom i obrzędom, łącząóym
się z narodzinami dziecka. Podobnie jak u ludu polskiego panuje u Bre
tonów wiara w złe duchy, które zagrażają zdrowiu dziecka, oraz matki;
stąd szereg praktyk, mających na celu odpędzenie owych duchów.
150
Bardzo podobne do naszych są też obrzędy, łączące się z chrztem
dziecka, a szczególnie z oczyszczeniem położnicy.
Najobszerniejszą część swej pracy poświęcił autor obrzędom we
selnym. Omówiwszy zaloty, swaty i zaręczyny, przechodzi autor do
przedstawienia właściwego obrzędu weselnego, oraz pokładzin i prze
nosin. W osobnym ustępie zajmuje się autor zwyczajami w wypadku
powtórnego małżeństwa. (Urządzanie kociej muzyki).
Krótko traktuje autor u obrzędach pogrzebowych. Spotykamy
u ludu bretońskiego podobne zwyczaje, jak u naszego, a więc zasła
nianie luster w pokoju, w którym leży zmarły, zakrywanie naczyń,
przygotowanie wody, aby dusza mogła się umyć przed wędrówką
w zaświaty i t. d., wreszcie liczne obrzędy, mające na celu uniemożli
wienie zmarłemu powrotu. Lud bretoński urządza także stypy po po
grzebie. Rozprawka Jobbé - Duvala jest niezmiernie cenna dla badań
porównawczych nad zwyczajami ludów europejskich.
K. Koranyi.
Księga pamiątkowa ku czci prnf. tira Adolfa Chybińskiego. ofia
rowana przez uczniów i przyjaciół z okazji pięćdziesiątej rocznicy
urodzin i dwudziestopięcioletniej rocznicy pracy naukowej. Kraków
1930. Nakładem autorów. 8°, str. 190.
Publikacja powyższa zawiera obok historycznych, teoretycznych
i estetycznych prac, dwie treści etnograficznej. Są niemi praca dra
Bronisławy Wójcik-Keuprulian p. t. O trioli w mazurkach
Chopina (str. 107 — 114) i Heleny W i n d a k i e w i c z o w e j p. t.
Ze studjów nad formą muzyczną pieśni ludowych, Okres kolisty
(str. 115—123).
W ścisłej łączności z tezą dra Br. Wójcik - Keuprulian, wyrażonej
w jej dziele p. t. „Melodyka Chopina“ (1930), a uznającej ornament za
istotny czynnik energetyczny w budowie melodji Chopina, pozostaje
praca o powyższym tytule. Zajmuje się ona mianowicie specjalnym
typem ornamentu, jakim jest triola w dwóch postaciach, jako mordent
i jako toczek i usiłuje wykazać na szeregu trafnie" dobranych przy
kładów, że i ona nie tworzy wyjątku z ogólnego prawa. O znaczeniu
trioli jako czynnika stylistycznego u Chopina decydują — zdaniem
autorki - związki, w jakie ta triola wchodzi i to związki dwojakiego
rodzaju, melii zne i rytmiczne. Rodzaj tych związków, oraz prawidło
wość, z jaką się pojawiają, dają pełnd .uprawnienie do uznania ich
ważnej roli w melodyce Chopina, co więcej, wskazują na daleko idące
związki i pokrewieństwa, łączące melodykę Chopina z melodyką pol
skiej pieśni ludowej. Autorka wskazuje na przykłady, za
czerpnięte ze zbiorów Kolberga, pieśni weselnych i pasterskich, oraz
tańców, w których melodyczna i rytmiczna rola trioli jest zupełnie
podobna, jak w mazurkach Chopina. Wobec tego, że dotychczasowa
literatura chopinowska opierała się prawie wyłącznie na intuicyjnie
odczutym < harakterze „narodowym“ muzyki Chopina, a nie na kryterjach naukowo stwierdzonych i zbadanych, praca dr. Wójcik Keu-
151
prLilian, jako przynosząca nowe. przyczynki w tym kierunku, zasługuje
na uwagę nietylko ze względu na swe pozytywne rezultaty, ale więcej
jeszcze ze względu na nowy sposób ujęcia problemu.
Znana już w Polsce ze swych badań nad polską etnografją mu
zyczną, autorka drugiego studjum, p. Helena Windakiewiczowa, zaj
muje się okresem „kolistym“, jako jedną z bardzo charakterystycznych
form polskiej melodyki ludowej. Opisawszy najważniejsze odmiany tej
formy, której muzyczna istota streszcza się w tożsamości melodji wierszów skrajnych, okalającej melodję wierszów środkowych, oraz jej
cechy meliczne, tonalne i rytmiczne, autorka zastanawia się nad zwią
zaną z nią formą wiersza. Związki te formt7 muzycznej z formą wiersza
prowadzą au lorkę do ciekawych wniosków, odnośnie do epoki powsta
nia okresu kolistego. Epoką tą byłaby według wszelkiego prawdo
podobieństwa połowa XVI wieku, jako czas powstania melodyj pieśni
kościelnych do zwrotki trójwierszowej. Potwierdzenie swej hypotézy
znajduje Windakiewiczowa w zbiorach pieśni staro-francuskich J. Tiersola, oraz niemieckich E. Bochmego i słowackich K. Plicki, z czego
wysnuwa dalszy wniosek, że okres kolisty, idąc z Zachodu, wytworzył
na terenach Polski swe typy najbardziej charakterystyczne, z Polski
zaś przedostał się dalej na Wschód Słowiańszczyzny, jak o tern świad
czą z kolei formy, dosłownie przeniesione na Ruś. Jako dowód sze
rokiego rozpowszechnienia tej formy w polskiej pieśni ludowej cytuje
Windakiewiczowa przykłady jej zawarte w najrozmaitszych typach
pieśni (pieśni kościelne popularne, kolędy, legendy, opowieści świeckie,
pieśni weselne, żniwiarskie), oraz w t. z w. erotycznych pieśniach dwor
skich XVII wieku. Przykładem wreszcie jej wpływu na muzykę arty
styczną jest Chopina Mazurek gis-moll, op. 33 nr. 1., opierający się
na okresie kolistym.
Przeprowadziwszy w ten sposób wszechstronną analizę okresu ko
listego i poparłszy ją szeregiem przykładów, otwiera autorka nowe
tereny naukowe dla etnografji muzycznej polskiej, której bogaty
i niezmiernie ciekawy materjał czeka jeszcze ciągle na opracowanie.
Dr. Stefanja Łobaczewska.
Evaristo Carusi,
Folkloristica giuridica e storia del diritto
(a proposito di una recente iniziativa romana). (Rivista di storia del
diritto italiano. Roma 1929, str. 129 — 159).
Punktem wyjścia artykułu prof. Carusiego jest uchwała powzięta
na- wniosek V. Scialoji na kongresie „di stud i romani“ w Rzymie
w r. 1928, nawołująca do spisywania zwyczajów, dotyczących bądź
bezpośrednio, bądź pośrednio dziedziny prawa. Autor zajmuje się bliżej
znaczeniem tych zwyczajów ludowych dla zrozumienia obecnych po
glądów prawnych ludowych, oraz znaczeniem ich dla badań historyczno-prawnveh. Autor powołuje się tu na odczyt Cl. v. Schwerina, wygło
szony w r. 1927 na Zjeździe związku niemieckich towarzystw ludo
znawczych, a opublikowany następnie w r. 1928 razem z odi żytami
152
Diepgena i Tschumiego w „Die Volkskunde und ihre Beziehungen zu
Recht, Medizin, Vorgeschichte“, a nadto na rozprawy E. v. Künssberga
„Rechtsgeschichte und Volkskunde“, oraz „Volkskunde und Recht“.
Idijc za tymi autorami, zajmuje się Carusi tak punktami stycznemi,
zachodzącemi między zasadami prawnemi i życiowcm prawem a zwy
czajami ludowemi i folklorem, jak stosunkiem badań ludoznawczych
do prawno-historycznych. Przy końcu artykułu ogłosił autor odezwę
komisji dla zbierania zwyczajów ludowych na obszarze prowincji
rzymskiej (podkreślenie zasady badań regjonalnych). Komisja kładzie
w swej odezwie nacisk na zbieranie nietylko takich zwyczajów, które
jeszcze są przestrzegane, ale także takich, które żyją tylko w tradycji
ustnej, przyczem zaleca zbieranie zwyczajów, łączących się z obrzę
dami narodzin dziecka, weselnemi, pogrzebowemi, żniwiarskiemi i t. d.
Ponadto zawiera odezwa szczegółowe wskazówki specjalne dla ludzi
rozmaitych zawodów, mających styczność z ludem, a więc dla notarjuszy, plebanów, adwokatów i podestów.
Kurni Kormiyi.
Hans F. 11. Günther. liassenkunde Europas. Mit besonderer
Berücksichtigung der Rassengeschiclite der Hauptvölker indogerma
nischer Sprache. III Auflage. .1. F. Lehmanns Verlag. Miinc hen 1930.
S. 342. Cena Mk. 10.
Zgodnie z podtytułem określić tę książkę można jako próbę
ujęcia historji rozwoju składu rasowego ludów indoeuropejskieh
W pierwszej części daje autor opisy składników rasowych ludności
współczesnej i geograficzne rozmieszczenie ich na terytorjach po
szczególnych państw europejskich. Rozdziały te są szczególnie cenne
bo Günther wyzyskał tu cały najnowszy materjał, dając po raz
pierwszy od izasów Denikera, syntetyczny, aczkolwiek nieco szki
cowy, przegląd stosunków rasowych w Europie. Przegląd ten jest
pozatem ciekawy i z tego względu, że pozwala na zorjentowame się
co do stopnia opracowania antropologicznego poszczególnych krajów
Dopiero .przy zestawieniu danych, któremi rozporządzamy dziś dla
poszczególnych obszarów, zdać sobie możemy sprawę z tego, jak
ogromna praca została w tej dziedzinie wykonana w Polsce.
Po przeczytaniu książki Giinthera uwydatnia się stwierdzony
przez J. Czekanowskiego fakt, że Polska jest dziś krajem najlepiej
zbadanym pod względem antropologicznym. Następne rozdziały po
święcą autor rozpatrywaniu poszczególnych ras i ludów w perspekty
wie historycznej. Na szczególną uwagę zasługuje rozdział dotyczący
Indoirańczyków. Na bardzo ciekawym materjale literackim i na
faktach z dziedziny sztuk plastycznych opiera autor swój Wywód
o pierwotnej, długo zachowanej fizjognomji nordyc.znej Arjów
wschodnich. Wiele ciekawych spostrzeżeń zawiera również rozdział
o historji składu rasowego Hellenów i Rzymian. Argumenty za
czerpnięte z tej dziedziny służą Giintherowi do uzasadnienia tezy
o współzależności poziomu kulturalnego z ilością składnika nor-
153
dycziiego w grupie społecznej .Jeżeli chodzi o materjał indoperski,
grecki i łaciński, a więc przedewszystkiem materjał z dziedziny twór
czości literackiej i artystycznej, to doprawdy dziwić się należy, że nie
została u nas dotąd podjęta próba wprowadzenia doń kryterjum ra
sowego. Dezyderaty w tvm kierunku, wysuwane przez antropologów,
lrafiał\ dotąd na nieczułą obojętność ze strony historyków sztuki.
Należy mieć nadzieję, że sprawa ta zaktualizuje się wreszcie, a pro
blemy estetyki i historji sztuki, związane z zagadnieniami, rasowemi
doczekają się i u nas rozpatrzenia i zbadania. Günther postępuje
w tej dziedzinie utartym szlakiem Wolfmannowskiej doktryny.
Rozkwit twórczości kulturalnej musi się wiązać z nasileniem nordycznem w danej populacji — ilościowej zniżce składnika nordycznego
towarzyszy, vie e yęrsa, decrescendo kulturalne. Taki pogląd zbyt jest
schematyczny, by inógł być prawdziwy, dlatego też choć autor mnoży
swe argumenty przykładami z historji kultury we Włoszech i Francji,
trzeba stwierdzić, żc wydanie objektywnego sądu o poziomie dyspo
zycji kulturalnej poszczególnych ras możliwe będzie dopiero po prze
pracowaniu odnośnych materjałów cyrklem antropologa i okiem
estety. Dotąd nie zdołano tu uniknąć jednostronności
Książkę swą kończy Günther uwagami o rasowo-eugenicznej
teraźniejszości i przyszłości Europy. Jest to ten sam finał, którym
brzmią końcowe rozdziały „Rassenkunde des deutschen Volkes“.
Utrzymanie rasy nordycznej w jej ilościowej przewadze, zapewnienie
jej dominacji ideowej i organizacyjne!, ma prowadzić do uratowania
zagrożonej dziś kultury europejskiej.
W ( ałości książka, jak zresztą wszystkie dzieła Günthern, jest
nadzwyczaj interesująca i ze wszech miar godna lektury
Stanisław Klimek.
Materjjały tlo monngrafjji przemysłu i sztuki ludowej w Polsce.
Tom I. Powiat przasnyski. Nakładem Warsz. wojewódzkiego komitetu
regjonalnego Warszawa 1930. s. 127 + 1 nlb. Tom II. Powiat wło(iawski. Nakładem Sejmiku powiatowego we Włodawie. Warszawa
1930 s. XI + 287.
Reprezentacja (obecnie Związek) Towarzystw popierania prze
mysłu ludowego w Warszawie podjęła się pracy, zakrojonej na wielką
skalę. Dąży bowiem do zebrania materjałów z zakresu przemysłu
i sztuki ludowej na terenie całej Polski przez poszczególne Towarzy
stwa popierania przemysłu ludowego. Materjały, uzyskane z badań
poszczególnych Towarzystw, opracowuje następnie Reprezentacja
(Związek) i stara się o ich wydanie Inicjatywa ta ma również doniosłe
znaczenie dla etnografji polskiej, a zwłaszcza dla jej działów: sztuki
ludowej i kultury materjalnej.
Dotąd wydano 2 tomy jako monografje powiatowe, do których
materjały zebrało Warszawskie Towarzystwo popierania przemysłu
ludowego. Obie monografje zawierają wiele danyćh, tyczących się sto
154
sunków rolnictwa, przemysłu drzewnego i fabrycznego, rzemiosła,
handlu, komunikacji, statystyki ludności i t. p., podają liczne wy
kresy i tabele, oraz mapy, odnoszące się do stanu produkcji różnych
gałęzi przemysłu ludowego. W obu monografjach poświęcono naj
więcej miejsca oczywiście obecnemu stanowi przemysłu ludowego
Rozdział ten, objaśniony licznemi fotografjami, rysunkami, oraz ze■tawieniami rozpada się w obu pracach na następujące grupy: a) prze
mysł włókienniczy, b) przemysł drzewny, c) przemysł mineralny,
di przemysł metalowy, e) przemysł skórzany, fi przemysł konfekcyjny,
g) przemysł spożywczy, a grupy te podzielono na dalsze poddziały
szczegółowe.
Ostatni rozdział traktuje o sztuce ludowej, a jako taki winien
być opracowany według zasad, obowiązujących dla prac naukowych
etnograficznych. Niestety w żadnej z ohu prac nie uwzględniono
sztuki ludowej w sposób naukowy. Podczas, gdy w rozdziale o „obec
nym stanie przemysłu ludowego“ podano w niektórych wypadkach
miejscowość, w której dany wytwór występuje, to natomiast w roz
dziale o sztuce ludowej stale przemilcza się te tak bardzo w etnogral ji
ważne szczegóły.
Dalszym błędem omawianych prac jest przytaczanie w rozdziale
0 „obecnym stanie przemysłu ludowego“ szczegółów, zaobserwowanych
przez badaczy starych (jak: Gołębiowskiego, O. Kolberga, Z. Glogera,
L Kunickiego, K. Wójcickiego i innych), jednakże często hez wyja
śnienia, czy dany fakt zachował się do dnia dzisiejszego.
Prace „Powiat przasnyski“ i „Powiat włodawski“ są początkowe
1 należy spodziewać się, że nowo zorganizowany Związek Towarzystw
popierania przemysłu ludowego pokieruje dalszemi pracami tak, że
hędą ukazywały się one w7 formie polepszającej się stale. Wydawnictwui
należy życzyć, by zostało doprowadzone szczęśliwie do końca, oraz by
przyczyniło się do gruntowniejszego poznania kultury naszego ludu,
i dało materjał do wykreślenia map etnograficznych Polski.
Alfred Bachmann.
Tadeusz Seweryn. Pokucka majolika Indowa. Kraków 1029.
8", S. 10(5.
Ceramika pokucka była przez długie lata oceniana zupełnie
mylnie. Zarówno L. Wierzbicki w7e .Wzorach przemysłu domowego
na Rusi“, jak Wł. Szuchiewdcz w swem dziele o „Huculszczyznie“
zaliczali garncarzy pokuckich do ruskiej sztuki ludowej. Rłąd ten
przeszedł także do polskich prac, dlatego z uznaniem należy pod
kreślić zasługę T. Seweryna. któr\ te zapatrywania sprostował
i zwrócił uwagę, że na Pokuciu mamy oddawna całe rody garncarzy
Polaków7. Z hadań tych wynika, że około r. 1811 działa Mateusz
Kowalski, a mniej więcej współcześnie z nim pracował Piotr Bachmiński, ojciec znakomitego mistrza kosowskiego, Aleksandra Bachmińskiego. Prócz Bachmińskich pracują na Moskalówce koło Ko
sowa Michał i Józef Baranowski, oraz mniej głośni ceramicy, jak
Antoni Marjasz, Józef i Władysław Wołoszczukowie.
155
Prócz Kosowa i Moskalówki drugiem ważnem środowiskiem były
Kuły, gdzie szczególnie odznaczyła sit; rodzina Nappóyy, Po śmierci
Tomasza. Nappa prowadzi warsztat jego dalej wdowa po nim Petronela Nappowa. Szczególnie jednak wielu garncarzy mieszka w Pistyniu. Wedle p. Seweryna w r. 1923 pracowało w Pistyniu 22 garn
carzy, a z nich jeden tylko narodowości ruskiej. Najpoważniejszym
był aloli ród Koszaków, z którego wybił się najwięcej Piotr Koszak,
ur. w r. 1864 na Moskalówce. Bardzo dzielnie w tej pracy pomagała
mu pierwsza jego żona Emil ja, a obecnie pasierb Kazimierz Woźniak.
l)o grupy garncarzy pokuckich należy także rodzina Słowickich,
znana oddawna w Kołomyi.
Obecnie garncarstwo pokuckie przechodzi ciężki oki^'s ze względu
na to, że lud odwraca się od niego, a miejski odbiorca nie zawsze
czuje się zadowolony.
Autor przeprowadza także dokładną charakterystykę kształtów
i zdobnictwa pokuckiej majoliki, przyczem zastanawia się nad genezą
niektóry« h motywów. W drugiej części pracy omówiono technikę
garncarzy pokuckich Pewne szczegóły w praćy należałoby mojem
zdaniem sprostować. Dotyczy to zwłaszcza mistrza Aleksandra Bacliinińskiego. Zdaniem p. Seweryna Bachmiński nazywał się właściwie
Bachmatnik, a opiera to na zapisce z r. 1820 w „Liber natorum“.
Dzięki uprzejmości ks. M. Majewskiego w Moskałów«:«- ad Kosów
przeglądałem w czasie wakacyj 1929 r. różne księgi parafjalne, z któ
rych wynika, że w 1819 r zawarli związek małżeński Piotr Bach
miński i Anna Sitnik, oraz że w księgach jiojawia się nazwisko to
także w r. 1823 (Rozalja Bachmińska), więc nazwa Bachmatnik może
jiochodzić albo z przekręcenia nazwiska jirzez księdza nie znającego
nieraz w owych czasach dobrze języka polskiego, lub może było to
ludowe przezwisko, nadawane Piotrowi Bachmińskiemu. W r. 1845
bierze już ślub Aleksamler Bachmiński, zwany ze względu na metrykę
jeszcze także Bachmatnik, ale już ostatni raz, gdyż odtąd księgi
znają tylko Bachmińskiih
Nadto w związku z tern, że A. Bachmiński ur. się w r. 1820.
a Michał Baranowski w r. 1846 przypuszczam, że Bachmiński zaczął
praktykę chyba raczej u ojca Michała, Jana, który lepił jeszcze
zupełnie proste garnki. Wreszcie z dawnych ceramików pokuckich
zasługują także na uwagę Ignacy Koszczuk na Moskalówce, oraz
Krzysztof i syn jego Piotr Napp w Kutach.
Oczywiście te uzupełnienia yv niczeni nie umniejszają wartości
pracy p. Seweryna, który jiierwszy zwrócił uwagę, że t. zw. huculska
ceramika jest dziełem polskich garncarzy, którzy nietvlko nie za
tracili swych odrębności plemiennych, ale nawet bardzo silnie wpły
nęli na rozwój ceramiki ruskiej na łych obszarach.
Adam Fischer.
Stanko Vuiiiik, Slovenské panjske končnice. Donesek k studijnm o slovenském ljudskem slikarstvu. Separatni odtis iz Etno
loga“ lil. Ljubljana 1929, S. 157- 178 + III tablice.
156
„Panjske končnioe“ czyli wspaniale malowane frontowe deseczki
w ulaeh słoweńskich, są niezwykle zajmujące nietylko dla tych, którzy
sit; interesują bartnictwem ludowenE ale przedewszystkiem dla badaczy
sztuki ludowej. Takie malowane deseczki pojawiają sic; na Słowenji
w XVIII wieku, a wedle badań dra Vurnika najstarsza dotąd znana
pochodzi z r. 1758. Zrazu te obrazki są komponowane bardzo syme
trycznie, a dopiero około r. 1820 rozpoczyna sic; w nieb stylizacja
hardziej swobodna, realistyczno - naturalistyczna, pełna ludowego
humoru. Było to malarstwo istolnic ludowe, łączące sic; bardzo ściśle
z malarstwem na szkle. Głównym ośrodkiem tych malarzy był obszar
goreński, z którego rozszerzała się ta sztuka na Karynlją, Styrję
i północno - zachodni obszar doleński.
Tematy brali malarze przedewszystkiem ze starego i nowego te
stamentu, z żywotów N. P. Marji i Świętych, jak św. Jerzy, św. An
toni, św. klorjan, św., Marcin, św. Hubert, sw Barbara, św. Apolonja
i t. d. Wśród świeckich tematów szczególną popularnością cieszyło się
wyśmiewanie wad kobiecych, a więc chęci zachowania młodości,
kłótliwości, lekkomyślności i t. d. Prócz tego mamy tutaj często satyrę
na myśliwych, oraz ucieszne kpiny z krawców. Czasem nawet epizody
historyczne wprowadzali ludowi malarze, jak n. p. króla Macieja, Kon
gres wiedeński, wojnę z Turkami, Lutra i 1. d. Niektóre obrazki, jak
ptak z ludzką głową na piersiach należą już wyraźnie do znanych
drzeworytów ludowych.
Szkic dra Vurnika omawia wyczerpująco najhardziej typowe
okazy tej słoweńskiej sztuki ludowej, które są tak wspaniale repre
zentowmne w Muzeum Etnograficznem w' Lublanie.
A. Fischer.
St. Viiriiik, Kmečka hihi Slovencev na južnovzhodnem pobočju Alp. Donesek k studiju slovenské Ijudske arhitekture. Sepa
rátní odtis iz „Etnologa“ IV, 1. Ljubljana 1930. S. 30 — 71 + XIV
tablic.
Na obszarze słoweńskim mamy różne regjony budownictwa ła
downego. Przedmiotem wyżej wymienionej pracy jest budownictwo
na obszarze goreńsko - karynckiem, należącym do kręgu kulturowego
alpejskiego. Na obszarze tym występują trzy formy osadnictwa.
Pierwsza forma to osada samotnicza na terenie górskim, które
później łączą się w długie w'sie górskie Druga forma, to okrągła wielodrożnica, nieregularne skupienie osad pochodzenia słoweńskiego.
Trzecia forma, to ulicówki, długie, wąskie, uporządkowane, bardzo
charakterystyczne dla wielkich równin podalpejskich. Osady takie
zostały stworzone przeważnie przez wielką własność.
O ile idzie o formę zagród, na obszarach górskich występują naj
pierw' zagrody' samotnicze, związane z hodowlą bydła, w których
spotyka się izbę, stajnię i stodołę pod jednym dachem, natomiast we
wsiach wielodrożnych mamy budynki gospodarcze, ustawione obok
siebie odrębnie zupełnie, nieregularnie. Na równinie., w wąskich
wsiach ulicowych i rzędówkach poszczególne zagrody zwrócone są
157
szczytem do ulicy, przyezem albo dom oddzielony jest od stajni, albo
stajnia stoi przy końcu domu pod kątem prostym, a równolegle do
ulicy. Natomiast niema na tym obszarze typu bałkańskiego, rozdro
bnienia różnych wnętrz mieszkalnych i gospodarczych na yviele bu
dynków odrębnych.
Prócz tego praca dra Vurnika zav\Tiera liczne łipisy i ilustracje,
dotyczące planu, pieca, sposobów węgłowania, dachu, drzwi i okien,
oświecania izby, oraz bud\nkóyv gospodarczych
A. Fischer.
Seweryn Udziela, Ludowe stroje krakowskie i ich krój
Z 34 tablicami baryvnemi i 47 rycinami yv tekście, oraz dwoma arku
szami krojów. Akwarelowe ilustracje wykonała Marja Eljasz - Radzi
kowska. Kraków, 1930. Nakładem Muzeum Etnograficznego yv Kra
kowie. 1930. 4°. S. 60.
Z pomiędzy wszystkich naszych strojów ludowych szczególnie
podobały się zawsze stroje krakoyvskie, które też z powodu swej
barwności wpłynęły silnie na inne polskie stroje ludoyve, jak n. p. na
góralskie. Wpływ ten tryva jeszcze dzisiaj, co zaznacza się choćby
w czasie dożynek w Spalę, kiedy to niektóre grupy lubelskie, popisy
wały się w strojach krakowskich. Tymczasem strój ten w Krakow
skiem zanika lub ulega dziwacznym przekształceniom
Dlatego z wielkiem uznaniem należy poyyitać pracę Dyr. Sewe
ryna Udzieli o stroju krakoyvskim. Autor omówił najpierw dokładnie
poszczególne części ubrania męskiego, a więc koszulę, spodnie z rze
miennym paskiem, buty z onuckami, kaftan bez rękawów, sukmanę
białą, granatowy żupan, karazję, górnicę,- kożuch, kapelusz, magierkę,
opasek, pas z kółkami, laskę, fajkę, tabakierkę, yvoreczek na pie
niądze i nóż.
Następnie podał Dyr. Udziela opis stroju krakowskiego, a więc
koszulę, spódnicę, zapaski, chustki, gorsety, kaftan, korale, pierścionki,
krzyżyk pod szyję, spinkę do koszuli, wstążki do włosów i do korali,
żupan, sukienkę, rańtuch, rozmaite ubrania głowy, wieniec panny
młodej, hafty i obuwie.
S. Udziela określił we yystępie cel książki następująco : „Ma ona
pokazać charakterystyczne stroje krakowskie, podać ich opis i krój,
aby każdy krayviec, każda szwaczka mogła go uszyć, aby nasze teatra
ludowe bez kłopotóyy mogły się zaopatrzyć w taki strój ludowy...
Pragnę przyczynić się do utrzymania stroju krakowskiego, aby Kra
kowiak na uroczystości świąteczne, narodowe i rodzinne mógł zawsze
wystąpić godnie yve whfcnym stroju. Pragnę zaznajomić Polskę całą
i narody zagraniczne, jak wspaniale ubiera się Krakowiak, pragnę
pokazać, że ten strój godny jest zachowania, bo Polska może się mm
wszędzie pochwalić“.
Ten zamierzony cel praktyczny spełnia praca zupełnie przez do
danie do tekstu licznych rycin kolorowych, a zwłaszcza form krojów;
ze względu na dokładne, wyczerpujące opracowanie zagadnienia stroju
krakowskiego należy książka ta i do naukowej literatury etnogra
ficznej.
A. Fischer.
158
Aniela Chmielińska, Księżacy i ich strój. Warszawa 1930. Wy
dawnictwo Polskiej Macierzy Szkolnej. S. XV + 112 + 3 nlb. f
1 mapa + 3 tabl. kolorowe.
Wprawdzie Księżacy podobnie jak lud podhalański i krakowski
przez swą bogatą i barwną kulturę ludową oddawna zainteresowali
naszych pisarzy, malarzy i rzeźbiarzy, ale mimo tych romantycznych
zachwytów nie było przez długi czas nikogo, ktoby wszechstronnie
zajął się badaniem tego ludu, a zwłaszcza, ktoby potrafił odtworzyć
wiele szczegółów dawno już zapomnianych, należących do niepowrotnej przeszłości.
Dopiero w ostatnich latach przystąpiła do tej pracy Drewa
Aniela Chmielińska. Nie była to praca dorywcza przygodnego etno
grafa, ale systematyczna, długie lata trwająca praca w terenie, dająca
w rezultacie materjał o znacznej wartości. Działalność p Chmieliń
skiej miała charakter bardzo wszechstronny. Nietylko spisywała ma
terjały etnograficzne, ale zbierała kolekcje odnoszące się do całej
przeszłości ludu łowickiego Dziś z tych zbiorów jedynie możemy po
znać, jak wyglądały dawne stroje łowickie, jaki charakter miała
sztuka ludowa. Taki bezpośredni charakter ma również ostatnia
książka p. Chmielińskiej Wiele tajemnic duszy chłopskiej wogóle się
nam tu odsłania, a szczególnie tajniki twórczości ludowej To trzeba
szczególnie podkreślić. Zwłaszcza wobec częstych uwag, że lud jedynie
odtwarza i upraszcza wielką sztukę, że sam niczego oryginalnego nie
stwarza
Działalność p. Chmielińskiej dowodzi nadto, że można doskonale
połączyć pracę oświatową z zamiłowaniami etnograficznemi Nawet
jedno drugie bardzo wydatnie wspiera. Poznanie dokładne ludu i jego
kultury ułatwia pracę wśród ludu, a praca dla ludu i nawiązanie
bliższych stosunków z włościaństwem ułatwia w wysokim stopniu po
szukiwania etnograficzne.
Dzięki temu zbliżeniu do ludu potrafiła autorka zdobyć liczne
materjały, zwłaszcza z zakresu stroju łowickiego. Ciekawe przemiany
tego stroju u czterech ostatnich pokoleń przedstawiła nam p. Chmie
lińska na kartach swej książki bardzo wyczerpująco, objaśniając sta
ranny opis przeszło 90 ilustracjami.
A. Fischer.
Wilno i ziemia wileńska. Zarys monograficzny. Wilno 1930.
Wydawnictwo Wojewódzkiego Komitetu regjonalnego, fol. Tom. I.
S. 334 + t nlh
W pierwszym tomie wspaniale wydanego dzieła znajduje się na
str. 173 — 218 praca Prof. C. Ehrenkreutzowej p. t. Kilka
uwag i wiadomości o etnografii województwa wileńskiego.
Pod tym skromnym tytułem daje autorka doskonałą syntezę woje
wództwa wileńskiego, opartą na własnych materjałach. We wstępnych
uwagach podkreślono, że województwo wileńskie należy do tych te
renów zalesionych, które jeszcze nie zerwały ze starą tradycją kul
tury drewnianej, a które dzięki konserwatyzmowi rolniczych warstw
159
ludowych, oraz warunkom życia, zachowały jeszcze cechy, gdzie
indziej należące już do przeszłości. Następnie podano ogólną cha
rakterystykę chaty, opisano jej wnętrze, a więc różne sprzęty domowe,
narzędzia gospodarcze, zabawki dziecinne, przytem zaś omówiono
różne zajęcia domowe, jak tkactwo, kręcenie powrozów, garncarstwo,
obróbkę kamienia i drzewa. W dalszym ciągu wychodzi autorka poza
obręb chaty i omawia inne zabudowania w zagrodzie jak śpichrze,
zwane tu świrnami, chlewy, chlewuszki, gumno, tok, odrynę, sklep
i łaźnię. W rozdziałach poświęconych tym zagadnieniom znajduje się
też materjał do hodowli bydła i uprawy roli. Stare pierwiastki kultu
rowe zaznaczają się w Wileńskiem nietylko w kulturze materjalnej,.
ale także i w kulturze społecznej i duchowej.
W końcowym rozdziale podkreśliła autorka najpierw wpływ
dwu cywilizacyj, jakie ostatnio w ciągu długich wieków oddziaływały
na kulturę ludu wileńskiego, t, j. wpływ Rzymu i Bizancjum. Prócz
tych elementów kulturowych bardziej uchwytnych mamy tutaj rów
nież nawarstwienia starsze, trudniejsze do odtworzenia. Wśród tych
nawarstwień dają się wyodrębnić takie, które wskazują na oddziały
wanie kultury północno - germańskiej, skandynawskiej, jak również
i na wpływy germańskie, idące z zachodu. Nadto dadzą się zauważy«,
pewne związki ze światem fińskim. Wreszcie dostrzega autorka w Wi
leńskiem pierwiastki jakiejś cywilizacji, której tętna w dalekiej prze
szłości bić musiały nad wybrzeżem Bałtyku, rozchodząc się od niego
w różnych kierunkach, a na wschodzie sięgając aż po Ural. Składał
się na tę cywilizację świat zarówno germański, jak i Bałtowie, oraz
Rinnowie, wciągając w krąg swej kultury także Słowian, kolonizu
jących obszary północno - wschodniej Europy.
Rozważania swe i opisy uzupełnia autorka licznym materjałein
ilustracyjnym, który znajdujemy zresztą w pierwszym tomie „Ziemi
wileńskiej“, także i poza ramami omówionego zarysu etnograficznego.
A. Fischer.
Karol Koranyi, Podstawy średniowiecznego prawa spadko
Lwów 1930. 8°. Str. 230. (Pamiętnik historyczno - prawny.
Tom IX, zeszyt 2).
Praca ta z dziedziny prawa zachodnio - europejskiego zawiera
wiele materjałów i problemów, zajmujących także etnografa pol
skiego, a to dzięki temu, że autor wysunął tezę zupełnie słuszną, aby
w studjach prowadzonych nad historją praw zachodnio - europejskich
zwracać uwagę na to, czy i w jakiej mierze studja te przyczynić się
mogą do zrozumienia rozwoju naszego prawa rodzimego.
We wstępie wypowiada autor ogólne uwagi o stanowisku zmar
łego w prawie. Dotyczą one przedewszystkiem owego ścisłego sto
sunku, jaki wedle pojęć pierwotnych łączy osobę z ruchomościami.
Jako konsekwencja tego zapatrywania zaznacza się zwyczaj, że pewne
przedmioty są własnością jednostki nietylko za życia, ale i po śmierci.
Wogóle zaś można zauważyć, że choć prawo odnosi się negatywniewego.
160
do pewnych przejawów wyobrażeń ludowych o dalsżem istnieniu
zmarłego, jednak przez szereg wieków pozostaje ono pod wpływem
silnym tychże poglądów. Również dawnym poglądom odpowiada
przyznawanie przez prawo zmarłemu zarówno czynnej jak i biernej
zdolności procesowej. Przy postępowaniu przeciw zmarłemu zaznacza
się dobitnie traktowanie zmarłego przestępcy na równi z żywym.
A także na równi z osobą traktowano niekiedy jej wizerunek czy
figurę, mającą wyobrażać daną osobę. Również samobójcę karano,
a to w związku z przekonaniem, że zmarły samobójca po śmierci żyje
dalej, że powraca do dawnego swego miejsca zamieszkania, aby
szkodzić ludziom. Dlatego po koniec XV11I stulecia spotkać się można
z wykonywaniem kary na samobójcach, nie różniącej się w zasadzie
od kar wykonywanych na żywych przestępcach. Przestępstwo samo
bójstwa pociąga za sobą też pewne skutki w dziedzinie praw ma
jątkowych.
W związku z temi zapatrywaniami pozostaje też przekonanie, że
nietylko zabranie rzeczy człowiekowi żyjącemu jest przestępstwem,
lecz jest niem również zabranie ich zmarłemu, a oczywiście jedynie
w tym wypadku można zmarłego pozbawić jego przedmiotów, jeżeli
zmarły za życia popełnił przestępstwo; wtedy nawet domu można go
pozbawić.
Dla etnografa jest bardzo zajmująca łączność domu z osobą. Dom
zaliczano dawniej do ruchomości, co zgadza się z wiadomościami
0 prymitywnem budownictwie. W związku z tein pozostaje, że jak
z wszelkiemi innemi ruchomościami, z któremi za życia jest związany,
nie rozłącza się człowiek z domem swoim i po śmierci. Zmarłego
grzebie się pierwotnie w samym domu, a zdarzało się też, że jeżelr
palono zmarłego, to wraz z domem. Dopiero później dom przechodzi
na innych członków rodziny, a zarazem także inne ruchomości.
Odrębnie traktuje się uzbrojenie, którego odziedziczenie obowiązuje
do pomszczenia śmierci zmarłego. Wogóle zaś w dawnych formach
prawnych widzimy, że niejako sam zmarły wyznacza spadkobiercę
swej zbroi. Przypada ona temu, kto w igrzyskach, urządzonych ku
uczczeniu zmarłego odniósł zwycięstwo. Tak było u Greków, Słowian
1 dawnych Prusaków. Znaczenie osoby zmarłego występuje również
wyraźnie przy odpowiedzialności za długi, nawet po śmierci. Stąd
w średniowieczu na obszarze zachodniej Europy można zauważyć
zwyczaj prawny więzienia zwłok zmarłego za długi, względnie nie
dopuszczania do ich pogrzebania.
Drugi rozdział pracy Dra Koranyiego omawia stosunek jednostki
do nieruchomości Autor przypomina przedeWszystkiem, że podział
dóbr na dobra dziedziczne i nabyte pojawia się w źródłach prawni
czych zachodnio - europejskich już we wczesnem średniowieczu.
W prawie germańskiem spotykamy się zrazu z zupełnym brakiem
swobody pozbywalności nieruchomości, a zatem z prawem dzieilzu ów,
mającem źródło w rodzinie germańskiej, opartej na niedziale rodzin
nym W związku z tem, autor zwraca uwagę na slarogermańską
161
laską, owiniętą słomą, znaną ludom skandynawskim, a znaną także
na .Mazowszu w XV wieku w formie „kiczki“, mającej za zadanie
powstrzymać obcego od korzystania z gruntu, na który została we
tknięta. Ta zasada niepozbywatności nieruchomości pod wpływem
praw obcych ulega silnemu zmodyfikowaniu. Na tle dawnych wie
rzeń objaśnia się też zwyozaj przeznaczania pewnej części majątku
na rzecz kościoła. Wynika to ze zwycięstwa kościoła nad pogańską
religją rodową, w której niezmiernie ważną rolę odgrywa kult zmar
łych przodków. Przy nawracaniu pogańskich szczepów kościół zwraca
bowiem szczególnie baczną uwagę na wyplenienie pogańskiego kultu
zmarłych, a z przejęciem przez kościół troski o spokój ich duszy,
idzie równolegle zachwianie się dawnego niedziału rodzinnego, oraz
osłabienie się zasady niepozbywalności jakiejkolwiek części majątku
rodzinnego. Pewne właściwe części zaczynają przechodzić na czyn
niki, stojące poza wspólnotą rodzinną, a więc na instytuty kościelne,
które jednak występują również zrazu jako członek wspólnoty rodzin
nej. W związku z tą częścią kościelną zwrócił autor uwagę na fakt
dotąd nieznany, że postulat ustanowienia obok dziedziców przyro
dzonych, także Christum coheredem — na szereg lat przed św.
Augustynem wypowiedział św. Jan Chryzostom ; w polskich doku
mentach formuła ta pojawia sic bardzo wcześnie, bo już w r. 1237
Ten pobieżny przegląd trejści wystarcza chyba do stwierdzenia,
jak wiele problemów porusza książka Dra Koranyi’ego, opracowana
na podstawie niezmiernie bogatej literatury, przytoczonej przy końcu
na 2ó stronach. Z pracy tej, o charakterze prawniczym, etnograf może
się bardzo wiele nauczyć. Na każdej bowiem prawie stronie wprowadza
autor materjał ludoznawczy, który nabiera zupełnie oryginalnego na
świetlenia na porównawczem tle form prawnych zachodnio - euro
pejskich.
Adam Fischer.
Stefan Raimiłt, (,unira ślemieńska, 1. Słownik. Do druku przy
gotował i wstępem opatrzył Edward Klich. Poznań. Nakła
dem Poznańskiego Towarzyśfwa Przyjaciół Nauk. 1030. S. XII + 100.,
Prof. E. Klich \v\ dał z rękopiśmiennej puścizny pośmiertnej
Stefana Ramułta słownik gwary ślemieńskiej. Ślemień, wieś kościelna,
leży w odległości paru mil od ŻywcS i Suchej. Publikacja przedstawia
wartość nietylko dla dialektologów, ale i dla etnografów', ponieważ
słownik zawiera wiele szczegółów, odnoszących się do budownictwa,
strojów ludowych, sprzętów domow'ych, oraz do wierzeń ludowych,
związanych z djabłem „dziadziami"“ (przodkami), leczniczem zastoso
waniem „bazi“ i t. d.
A. F.
Stanisław Pigoń, Do źródeł „Dziadom“ kowicńsko-wiłeńskich
Wilno 1930 S. 126.
Praca ma znaczenie przedewszystkiem dla historji literatury, ale
oczywiście w związku zć stosunkiem „Dziadów“ do materjałów etno
graficznych musiał autor poruszyć wiele zagadnień takich, nad któLud T. XXIX.
11
162
remi i etnografowie prowadzili dyskusję. Autor słusznie podkreśla,
że poeta zatrzymawszy uwagę swą na pewnym zaobserwowanym
objawie folkloru białoruskiego lub litewskiego, starał się następnie
przez specjalne studja zgłębić znaczenie tego i odszukać zakorzenienia
jego w przeszłości. Studja swe zużytkował Mickiewicz tak w tekście
utworu, jak i w drugiej redakcji Przedmowy. Wśród studjów antykwaryczno historycznych autora „Dziadów“ podkreślił prof. Pigoń
trafiiie znaczenia tirunaua. Preussische Chronik, oraz Lasickiego,
I)e diis Samagitarum. Dopiero na tle tych wszystkich źródeł przed
stawia się wyraźnie w „Dziadach“ odwrót od prawdy folklorystycznej
ku prawdzie metafizycznej.
.4. /<’.
Prof. Raffaele Corso, T'mdiii,oni popolari meritlionali relative
a luoghi e paesaggi caratteristici. Napoli 1930. Eslralto dcl yoi.
II degli „Atti“ del XI Congresso geografico italiano. S. ł
Autor omawia podania, nawiązujące do grot, skał i kamieni
dziwnego kszlałtu i nawołuje do zbierania opowieści lego typu.
/.
Raffaele Corso, Sopra i motivi ornamentali (lei tessuh popo
lari italiani. Catania 1930. 8°. S. 24.
Prof. Corso daje w tym artykule, drukowane m w czasopiśmie,„II Folklore italiano“ R. V, krótką charakterystykę zdobnictwa na
włoskich tkaninach ludowych. AuloL-stwicrdza, że motywy zdobnicze
na tych tkaninach są echem ornamentyki, jaka jest właściwa pań
skim kobiercom w wieku XIV-ym i XV. Postacie tańczącego Centaura,
słonia z wieżą, baranka z krzyżem, syreny, sokolnika na koniu
które spotyka się często na tkaninach ludu włoskiego — były znane
już twórcom tkanin średniowiecznych od epoki romańskiej aż do
renesansu. Ponieważ jednak artysta ludowym nie zawsze był w stanie
pokonać trudności tego artystycznego wzoru, więc w związku z lem
motyw ulegał czasem pewnemu zatarciu i zgrubieniu. Oczywiście
w niektórych wy^padkacli także i te ludowe wytwory są wykonane
bardzo starannie. Na ogół — zdaniem autora — tkaniny ludu wło
skiego, mimo pewnych regjonalnych różnic, «posiadają charakter dosé
jednolity i nawiązują do pewnej wspólnej starej tradycji.
A. h.
Dzwon, Pismo uczennic Państwowego Seminarjuni Naucz. Ż<ń.
im. Adama Asnyka we Lwowie. Rok I., Nr. 1
5, R. Il, Nr. 1 - 2.
Czasopismo uczennic Państwowego Seminarjum Nauczycielskiego
Żeńskiego im. Adama Asnyka we Lwowie zawiera wiele artykułów
etnograficznych. R. I, Nr. 1, s. 5. I. Ciszewska, Zwyczaje
ludowe w czasie świąt Bożego Narodzenia w okolicach Bobrki. —
Nr. 2, s. 2. M. C i o c h ó w n a , Zwyczaje noworoczne w powiecie
rzeszowskim. - - Nr. 3, s. 2. ,1. Z a ł u c h ó w n a , Zwyczaje w czasie
karnawału i pierwszych dni postu wśród ludu wiejskiego we wsi
Werbiżu w powiecie lwowskim. — Nr. 3, s. 3 E. Kołu downa,
Lud ziemi sieradzkiej (okolica miasteczka Warty). — Nr. 4, s. 3.
163
K. ( ygalówna, Zwyczaje wielkanot ne vv powieaie limanow
skim. -- Nr. 4, s. 6. M. Pryhoda, Zwyczaje wielkanocne w po
wiecie krakowskim. -- Rok II, Nr. 1, s. 1 - 2.) Cały zeszyt wypełnia
monografja Hoszowa w powiecie dolińskim, opracowana przez Z.
Wątorkówną i M. Kozłowską. Szkic zawiera wiele materjałów z za
kresu kultury inaterjalnej i sztuki ludowej.
Pismo kierowane z ramienia Rady pedagogicznej Sein. Żeńsk.
im. Asnyka przez Dr. .1. Stankiewiczównę spełnia więc nielylko ważne
zadania wychowawcze, ale przynosi też wiele cennego materjału ludo
znawczego.
A. F.
S. P. Orłów, Hry o písně dělí slovanských. Rozbor po stránce
námětové, literární a hudební, klasifikace a praktická sbírka 500
dětských pisní a her všech národů slovanských. Úvod o slovan
ském starověku od Univ. Prof. Dr. Lubora Niederle. V Praze
1928. Nakładem československé obce sokolské. 8°. S. 459.
Autor zgromadził w swej książce bardzo oblity materjał do ludo
wych gier dziei innych u Słowian. W danym wypadku szło mu też
o pewne praktyczne pedagogiczne, cele. Zupełnie słusznie, ponieważ,
jak to widzimy- z jego uwag, niemieckie gry oddziałały- w ostatnich
czasach bardzo silnie na Słowian nielylko zachodnich, ale i wschód
nich, whrew istotnej racji i potrzebie, skoro możnaby w szkolnictwie
stowialiskiem opierać się na mater jałacli własnych
Pierwsza czyść prac\ p. Orłowa poświęcona jest zagadnieniom
teoretyi znym, a więc analizie literackiej i muzycznej tych gier, oraz
dziejom badań. Druga część pracy podaje bardzo liczne teksty gier
słowiańskich, tak w oryginale, jak w przekładzie czeskini. Dodano
liczne nuty i ilustracje. Materjał polski uwzględniono bardzo obficie,
choć z częstemi błędami drukarskiemi, ale oczywiście o tyle, o ile on
wogóle doląd został u nas opracowany. Wiadomo jednak, że jest to
jeden z problemów, którym dotąd polscy- etnografowie nie zajmowali
się wiele , mimo, że w tych dziecinnych grach i zabawach możemy
znaleść dość elementów bardzo stary-ch i pierwotnych.
A. F.
Seweryn I dziela, Polskie hafty Indowe. Część 1. Krakowskie
hafty białe.,. Rysowała Mar ja Połaszkówna. Lwów — Warszawa.
Książnica - Atlas 1930 fol. S. 9 + 22 talii. + 14 talii, konturowych.
Wydawnictwo ma cel praktyczny. Autor, znany- ze swych daw
nych prac o haftach krakowskich, podaje metody-cznie przeprowa
dzoną naukę ściegów, wykańczania ząbków, dziurek, listków. Na
stępnie zestawiono wzory- od łatwiejszych do trudniejszych, przy-czem
uwzględniono hafty- różnego zastosowania.
Ze względu na wielką ilość materjału ilustraęy-jnego, odtwarzają-c.ego piękne okazy ludowego haftu krakowskiego, publikacja zasłu
guje na uwagę etnografów.
A. F.
Miehel Joiival, Les chansons mythologiques lettonnes. Paris,
Librairie Piccart 1929, 8°, S. 239.
11
164
Sekcja etnograficzna łotewskiego Ministerstwa oświaty posiada
bardzo bogate zbiory pieśni ludowych, bo prawie pół miljona warjantów. P. .lonval wydał z tych kolekcyj te wszystkie, które mają cha
rakter mitologiczny i ułożył je wt pięciu grupach. Pierwsza grupa
obejmuje pieśni o bogu, jego udziale w zajęciach rolnych, jego wy
glądzie, o opiece boskiej nad ludźmi, zwłaszcza podróżny mi, o bogu
jako bóstwie niebieskiem, oraz o rodzinie boskiej, żonie, córce i sy
nach. W drugiej grupie zestawił autor pieśni o bóstwach niebieskich,
z których najwybitniejszern jest Saule —- słońce. Nadto jest księżyc,
który włada
nocą i gwiazdami, córka słońca, gwiazda wieczorna,
perkons, bóg gromu, a. wreszcie niezmiernie ciekawa postać kowala*
niebieskiego. Trzecia grupa zawiera pieśni o bóstwach ziemskich,
a więc przedewszystkiein o różnych matkach, jak Matka wiatru,
Matka morza, lasu, kwiatów, zwierząt, koni, a specjalnie pszczół.
W czwartej grupie wyodrębnił autor pieśni o Imamie, bóstwie losu.
Piąta grupa zawiera pieśni o bóstwach śmierci, a więc o indach
czyli duchach zmarłych i różnych matkach, z których szczególnieważną rolę odgrywa Matka duchów.
Pieśni wydano w oryginale łotewskim i we francuskim prze
kładzie, a przy końcu podano odnośniki do znanego zbioru Baronsa,
„Latyju dainas“. Przekład francuski ułatwia korzystam!! z tekstów,
które są niezmiernie ciekawe dla etnografów słowiańskich ze względu
na liczne nawiązania do mitologji staro-słowiańskiej.
A. Fischer.
Henryk Biegeleisen, Lecznictwo ludu polskiego. (Z 100 ryci
nami z klinik Uniw. lwowskiego). Kraków-, Polska Akademja Umie
jętności. 1929, 8", S. VII + 106 + 1 nlb. (Prane Komisji etnograficznej
Polskiej Akademji Umiejętności Nr. 12).
Zupełnie słusznie podkreśla Dr. Wł. Bugiel w swej przedmowie
do dzieła o polskiem lecznictwie ludowem zasługę 11. Biegeleisi na,
który w- dniach, gdy szron starości skronie ubielą, z młodzieńczym
zapałem i z niewyczerpaną energią przebija się przez knieje folkloru
i składa na ołtarzu polskiej wiedzy owoc swojej pracy w postaci
licznych dzieł, o rozmiarach imponujących.
Autor zebrał bardzo starannie wszystkie materjaly, dotyczące
naszego lecznictwa ludowego i rzucił je na bogate tło porównawcze.
Najpierw omówione zostały przyczyny chorób, a więc dopust
boży, nasłanie złego ducha, przekleństwa, czary i uroki. Wedle
autoęa, odpowiednio do tych wyobrażeń kształtują się różne sposoby
leczenia, jak ofiary, zamawiania ,modły itd. Z pośród tych różnyi h
środków wybijają się na czoło lecznictwa ludowego zamawiania,
praktykowane przez czarowmików- lub znachorki. Nadto do skuleczmch środków leczniczych, zdaniem ludu, należy ciało zmarłego,
a także krew stosuje się w tym celu. Przytem zestawił autor wiele
materjału do ciekawego problemu krwawienia zwłok zamordowanego
w obecności mordercy.
165
nislępnię przedítdwia Prof. Biegeleisen ludowe sposoby chirur
giczne, leczenie oparzeń i odmrożeń, zanokeicy, krwotoków i świeżych
ran, wreszcie róžnvch wrzodów i nowotworów. Specjalne przepisy za
pobiegaj!! następstwom ukąszenia węża, psa i pszczoły. Także tak
częste wśród ludu ihoroby skórne mają wybitnie mistyczną eljologję
i odpowiednio z tern związane środki zapobiegawcze, wśród których
szczególną rozmailością odznacza sic leczenie brodawek i róży. Bardzo
wiele materjału dał autor także do chorób oczu, uszu i zębów, przyczem podkreślono wartość zębów ludzkich jako amuletów i magiczn\ eh środków leczniczych.
Nadio zebrał autor zapatrywania ludowe na choroby wewnętrzne,
a więc < lioroby narządów7 oddechowych, gardła, krtani, szyi, mózgu
i nerwów7. Na str. 174 i nast. mann ciekawe dane do ludowych
w ierzeń, związane eh z kichaniem. Przerażający widok napadu epileptecznego jak i obłąkania wywołał również odpowiednie, wyobra
żenia, pełne lęku, przypisujące chorobę złemu duchowi. W związku
z lem wyobrażeniem leczenie odbywało się przez wypędzanie i wytrzą
sanie tego demona. Sir. 232- -254 wypełnia materjał dotyczący uro
ków7. W rozdziale o chorobach krwd zestawiono wierzenia dotyczące
gośćca i kołtuna. Ponieważ duszności wszelkie podczas snu objaśnia
lud zmorą - specjalną postacią demoniczną, więc oczywiście w zwią
zku z tein przekonaniem także leczenie przybiera pewne specjalne
formy.
O ile choroby7 poszczególnych jednostek wy7 wołał y tak wiele środ
ków zapobiegawczych, to oczywiście tein bardziej choroby masowe,
-epidemje : wrśród tych czarów odwracających zarazy7 znajduje się
szczególnie często obchodzenie lub opisywanie kota, a w7ięc np. oborywanie osady. Liczne przykłady zastawione przez Biegeleisena
(s. 305 —330) świadczą, że także zimnica musiała lud nasz bardzo
prześladować.
Szereg środków leczniczych uw7aża autor za przeżytki kultu ziemi
i kamieni. W związku z tern omawia amulely7, oraz rolę znachorów
i czarownic w7 lecznictwie. Wreszcie zestawia Prof. B. tradyrcje, doty
czące zabijania starców. Przy7 końcu pracjr podał autor w7ielką bibljografję przedmiotu na 28 stronicach.
Książka Prof. Biegeleisena posiada bardzo bogatą treść, ciekawą
pod względem history czno - kulturalnym i mogącą wzbudzić zainte
resowanie nawet szerszych kół czytelników7. Dziwnymi jedynie wydaje
nu się dobór iluslracyj, które mają charakter wybitnie medyczny7
i do objaśnienia tekstu są zupełnie zbyteczne. Rówmie jak ryciny7
szpecą książkę liczne błędy drukarskie.
A. Fischer.
Bohumil Vavroušek, Kostel na dědině a v městečku. 615 fo
tografii cirkevnich lidových staveb v Republice československé
V Praze. Nakl. Kvasnička a Hampl. 1929. 4°, S. 36—j—615 ilustr.
Autor dał się pozna«'już przed kilku lat\ jako staranny zbieracz
materjałów7 ilustracyjnych z zakresu ludowego budownictwa w7 dziele
166
pt. „Dědina“. Obecnie wydał jakby drugą część swej poprzedniej
pracy, poświęcona ludowemu budownictwu kościelnemu na całym
obszarze Republiki izeskosłowackiej, a więc w Czechach, na Mora
wach, Śląsku, Słowaczyźnie i Rusi podkarpackiej.
Na podstawie obfitego malerjału p. Vávrou ška zaznaczają się
pewne różnice tsrytorjalne, W krajach czeskich, oraz w środkowej
i zachodniej Słowaczyźnie posiadają kościółki przeważnie typ gotycki
lub barokowy, a nie mamy tu budowli renesansowych lub empiruw\ch. Na obszarze wschodniej Słowaozy zny i na Rusi podkarpackiej
mamy cerkiewki przeważnie drewniane, a zarazem pewną mieszaninę
stylów. Wśród nich najwybitniejszy t. z w, bojkowski typ obejmu u
także pewną część wschodniej Słowaczyzny, natomiast obszar łem
kowski tworzy już przejście do typu zachodniego, morawsko - ślą
skiego. Wreszcie na południowym wschodzie istnieje typ, zwany hu
culskim, wybitnie centralny, powstały pod wpływem wschodnim.
W omawianej publikacji pomieszczono nietylko liczni ilustracje
kościołów i derkiewek, lecz także dzwonnic, cmentarzy, krzyżów' przy
drożnych i nagrobków, bardzo charaktervst\czn\eh dla sztuki ludowej.
A. F.
Stanisław Tync i Józef Gołąbek, Beskid Zachodni i Podhtde
(Górale polsgw). Pierwszy Zeszyt regjonalny czytanek polskich. Lwów-—
Warszawa 11)28, 8°, Ś. 115. — Stanisław Tync i Józef Gołąbek, Śltisk.
Drugi zeszvt regjonalny czytanek polskich. Lwów - - Warszawa 11)21),
8", S. IV + 121) + 1 nlb + 1 mapa.
W ostatnich czasach możemy zauważyć w Europie ogólny prąd
w szkolnictwie, który domaga się wprowadzenia do szkoły wiadomości
z zakresu ludoznawstwa. Tak np. w Niemczech i w Italji nauczyciel
ma obowiązek zapoznawać młodzież z rodzimą kulturą ludową. Za
sada ta dotyczy całej młodzieży od najmłodszej do najstarszej. Na
niższych stopniach odbywa się ta nauka przez wycieczki tak obmy
ślane, by młodzież mogła poznać pewne różnice plemienne run jo
naine, ale zarazem uświadamiała sobie, w rzem leży spójnia całego
ludu. Nauczanjc odbywa się na podstawie odpowiednio ułożonych
„Wypisów'“ lub pomocniczych podręczników'.
Brak książek szkolnych tego typu usiłują wypełnić c/ylanki St.
Tyńca i .1. Gołąbka, ułożone regjonalnie. Czytanka podhalańska
uwzględnia mat erjaly etnograficzne zupełnie dobrze, a słabszą jest
raczej w części historycznej. Natomiast cz\ tanka śląska posiada pod
względem etnograficznym więcej braków', które zresztą łatwo będzie
można usunąć przy pomocy młodych śląskich etnografów i zbiorów
etnograficznych Muzeum śląskiego w Katowicach.
'Niezależnie od
pewnych braków' w pierwszem wydaniu pomysł jest słuszny i winien
być konsekwentnie, rozszerzony na inne polskie regjony. A. Fischer
Frankowski Eugenjusz, Sochy, radia, pluiyce i pługi w Polsce.
Wyd. In.styl. Etnolog. Uniwersytetu Poznańskiego, Nr. 1. Poznań 11)21).
Str. 22, .fi fol i 2 mapy.
167
W opracowaniu swnTbin autor publikuje cztery wyinftnione
w tytule grupyj narzędzi rolniczych, pochodzących z obszaru całej
Polski Narzędzia te opisuje bardzo dokładnie, zwłaszcza sochę dwupolięową, co do której podaje nazwy poszczególnych jej części z ca
łego obszaru, na którym występuje ona w Polsce, oraz mapę jej
zasięgu.
Omawiając pochodzenie soch dwupolicowych (ryc. 1—10) łącznie
z występowaniem ich głównie na obszarze zamieszkania Mazurów
i ich kilkuwiekowej ekspansji, wyraża autor przypuszczenie, że roz
wój tego narzędzia należałoby przypisać temu ludowi. Co do soch
łopatkowych poprzestaje na podaniu ogólnego jej zasięgu, z obszaru
zaś Polski, gdzie występuje na niewielkim skrawku wojew. wileń
skiego, podaje dwa jej okazy. Pierwszy (ryc. 11) to socha, w której
grządziel został rozszczepiony celem dostosowania go do zaprzęgu
pojedynczego, drugi zaś (ryc. 12) to normalna socha łopatkowa, na
której, jak podaje autor, obserwować możemy ostateczne przeobra
żenie rogacza i jego rozkład na kilka- części składowali. Nie jest to
zupełnie jasne. Na podstawie tego można dojść do wniosku, W
w Im sposób powstała socha łopatkowa. Ale wedle wszelkich danych
należy raczej przypuszczać, że było przeciwnie. Mianowicie, że strelia
dwmpolicowa, powstała wprawdzie z radła rylcowego, wedle autora
takiego, iv którem lylec tkwi wT grządzielu, ale nie samoistnie, tylko
pod wpływam sochy łopatkowej, idącej od wschodu.
Następnie, opisując budowę radeł (ryc. 13 — 24), płużyc (ryc.
2.) — 27) i pługów1 (ryc. 28- 33) wplata autor w ich opis zewnętrzny
catv szereg ciekawych wniosków, dotyczących ich pochodzenia i bu
dowy i pothodzenia narzędzi rolniczych wogóle. Wnioski te zebrane
w całość wyglądają następująco: Wszystkie radła, sochy, płużyce
i pługi powstały z radeł rylcowych, różniących się jednak szczegółami
budowy i sposobem powstania, tak, że tworzą dwa typy. Typem pierw
szym, jest radło rylcowe, w którym grządziet tkwi w rylcu. Z typu
tego, który powstał z kija, łopaty lub wideł, rozwinęły się radła czwo
roboczne* synu tryczne, radła asymetryczne, tak zwane płużvce i jej
ostateczne przeobrażenie, pług żelazny. Tvp drugi, to radła posiada
jące rylec, tkwuący w' grządzielu, a prototypem ich jest sękaty wierz
chołek drzewa, do dziś używany w odosobnionych ośrodkach kultu
rowych starego świata. Z typu tego wywodzi autor radła, wt których
rylec tkwi w grządzielu, z których powstała przez zastąpienie rylca
widełkowatym nasadem socha asymetryczna, pługi (podobnie jak
z f\pu pierwszego, gdzie pług jest udoskonaleniem płużycy) i bronv.
Ilo tego typu, który nazwać można radiami samorodnemi, zalicza też
autor radła z Papowa (mimo tego, że radło to jest typu płozowego).
Zgadzając się najzupełniej z autorem, że typ rylcowy był pod
stawowym punktem wyjścia dla wszystkich radeł, soch i pługów, za
znaczyć trzebą, że istniejące dwa typy radeł, nie różnią się między"
sobą umieszczeniem grządziela w rylcu lub rylca w grządzielu, ale
umieszczeniem części roboczej w stosunku do ziemi. Jeśli część ro
168
boczą jest skierowana pod kątem do ziemi, mamy typ rylcowy, jeżeli
spoczywa na ziemi, typ płozowy, który chociaż powstał z pierwszego,
uważany jest za typ odrębny. Przekształcenie typu rylcowego w pło
zowy, następnie zaś w radia czworoboczne (słupicowe, ramowe), płużyce i pługi możemy uważać za typ pierwszy wedle autora. Za t\ p
drugi uważać trzeba dalszy rozwój radeł rylcowych w narzędzia po
chodne, w których rylec przechował się choćby w formie podwójnej
jak u sochy, należy jednak wykluczyć tu rozwój pługa.
Zasadniczo pozostaje tylko pewna niezgodność co do powstania
typu rylcowego wogóle. Dzisiejsze badania wskazują raczej na to, że
bvło tylko jedno centrum powstania najstarszych narzędzi rolniczych
z zaprzęgiem zwierzęcym, radeł rylcowych. W badaniach starszych
uyyzględniane są albo dwa centra, osobne dla typu rylcowego i osobne
dla płazowego, albo trzy, dwa dla rylcowego, jedno zaś dla płozoyyego.
Autor wywodzi wprayydzie słusznie narzędzia rolnicze z typu rylco
wego,, ale wyróżnia \y\śród nich dwa typy, a to zależnie od sposohu
połączenia rylca z grządzielem (rylec w grządzielu lub grządziel
w rylcu) i tym dwom typom przypisuje oddzielne pochodzenie.
Wydaje się jednak niesłuszne yyyprowadzanie tego samego typu
z dwóch źródeł, specjalnie jeżeli idzie o typ drugi. Pierwowzorem tego
typu są radła samorodne, których wyobrażenia przekazane nam są,
jak podaje autor, na pomnikach kultury śródziemnomorskiej z przed
kilku tysięcy lat (należy przypuszczać, że autor liczy od doby obec
nej). Owszem, wyobrażenia takie znajdujemy, z tern jednak zastrzeże
mcm, że starsze od nich przedstawiają wyłącznie narzędzia złożone
•lest to zupełnie jasne i łatwe do wytłumaczenia. Narzędzia rolnicze,
podobnie jak i inne wytwory kulturowe powstawały przez udoskona
lanie, dodawanie rozmaitych ezęśći. Dopiero wytwory skończone
mogły być naśladowane w formach samorodnych. Jeżeli zaś, za auto
rem przypuścimy jako jeszcze starszy prototyp, sękaty wierzchołek
drzewa, to napewno nie był on odrazu użyty jako duże narzędzie
tylko jako mniejsze, ręczne. A byłaby to yyłaśnie kopaczka, którą
wedle autora, należy zupełnie wy kluczyć, jako nie wytrzy mującą kry
tyki, yy-obec pomysłu '^Sprowadzania tych radeł z form samorodnych,
lub kij, z którego autor yyyprowadza swój typ pieryyszy. W ten
sposób oba typy autora ściągają się yvłaściyvie także do jednego I vpu,
radła rylcowego. Pozostaje tylko kyyestja, z czego radio rylcowe powstało, z kopaczki czy- kija. Za kopaczką przemayvia więcej danych.
Przedeyvszystkiem była ona znana na yvszystkich obszarach, które
yy niniejszym lub większym stopniu uyvaža się za kolebkę rolnictwa,
podczas gdy nie mamy z nich dotychczas żadnych wiadomości o kiju.
Następnie znane nam są n. p. z Egiptu przedstawienia, na których
występuje kopaczka i radło, będące z nią zupełnie identyczne, tylko
posiadające yyiększe wymiary. Co do kija, a jak podaje autor, także
łopat lub wideł, to wyproyvadzanie z niego radła ryluoyvcgo datuje
sic dopiero od czasów najnowszych, i jest tłumaczone n. p. odmiennemi ruchami nim yvykonyyvanemi. Tłumaczenia te nie są jednak zu-
16S
pełnie jasne i wyczerpujące. Brak im niejako środka
Wyjaśnianie
bowiem, że pewien ruch kija doprowadził człowieka na myśl umoco
wania do niego w połowie długości grządziela i prawdopodobnie do
dania zaprzęgu (choćby nawet ludzkiego) wydaje się trochę za mało
uzasadnione. W tej sprawie jednak dyskusja jest za\\rsze otwaita,
lembardziej, że nie posiadamy dotychczas żadnego ścisłego kryterjum,
którełn pozwoliło ostatecznie oświadczyć się za kopaczką lub kijem.
W każdym razie wnioski autora, jeżeli idzie o Polskę, są zupełnie
słuszne i opierają się prawdopodobnie nietylko na opublikowanym
mater jali. Słuszna lei jest uwaga, że rozwój radeł czworobocznych
(słupiwiwych luli ramowych), a z nich płużyc i pługów przebiegał
główiTjfe za granicami Polski. Pewne zastrzeżenia można mieć tylko
yv stayvïaniu, jako obszaru, na którym- odbyyyał się ten rozyvój, na
pierwszeni miejscu Azji, na drugiem zaś Europy. WT Azji, na jej w ici
kich obszarach rozwijały się prawdopodobnie przedewszystkiem inne
narzędzia rolnicze, niż u. p. pługi. Niesłuszne również wydaje się za
liczenie radła z Papowa do drugiej grupy radeł rylcowych, samo
rodnych, tylko dlatego, że jest ono samorodne. Pozatem bowiem, że
jest ono samorodne, należy ono do typu płozowego i jest jego naśladownictwem z jednego odpowiedniego pnia drzeyva. Co do jego pocho
dzenia przedhistorycznego (jak również podobnych radeł z okolic
Grudziądza i Dabergotz) to yv najnowszych badaniach nie uważa się
je za takie,, choćby z tego poyymdu że nie posiadamy żadnych pewnych
danvch, styvierdzajaeych jego stare pochodzenie.
Najprawdopodobniej peyyrne niejasności, zachodząoc yyre yymioikach ogólnych, pochodzą stąd, że autor podaje je yv formier osta
tecznie sprecyzowanej, wprawdzie dobrze pomyślanej, jednak bez po
dania dla nich uzasadnienia, materjału, z którego je wyprowadził.
Opracoyvanie jako całość posiada mimo to znaczną wartość, i z dużem
prayvdopodobieiístyyein wyjaśnia pewne zagadnienia, ponadto zaś jest
ciekawym przyczynkiem do opracowań, dotyczących narzędzi rol
niczych.
Dl. ,1 ( UI I' f llkoi PS Ili.
Eugen Mogk, Der Ursprung der mittelalterlichen Sühnekreuze.
(Berichte über die Abhandlungen der Sächsischen Akademie der Wis
senschaften zu Leipzig. Philolog.- hist. Klasse, Bd. 81. Eieft 1). Leipzig
11)21). str. 28.
Pochodzenie krzyży kamiennych, znajdujących się przy drogach,
zwłaszcza rozstajnych, nieraz też na odległych miejscach wśród pól,
lub łąk, a z któremi często yviąże się cały szereg podań liidoyvych, sta
rano się yv najrozmaitszy sposób wyjaśnić. Poyvszei linie przyjęło się
yy reszcie tłumaczenie, oparte o wyniki badań historyczno - prawnych,
które .wykazały ,że krzyże te, jak na to wskazują zapiski są doive, zawierającc warunki pojednania między rodziną zabitego a zabójcą,
ustawiał zabójca, na którego yv warunkach jednania nakładano obo
wiązek starania się o spokój duszy zmarłego, przez dawanie na mszę,
odbvyyanie pielgrzymek, rozdavyranie jałmużny. Ponadto pojayvia się
170
w tego rodzaju umow-a<h często także zobowiązanie się zabójcy do
wystawienia krzyża na miejscu zbrodni na znak pokuty, stąd nazwa
ich „krzyże pokutne", „Siihnekreuze“. Zwwzaj ustawiania krzyża
przez zabójcę upadać zaczyna mniej więcej w wieku XVI, łącznie
z zaliczaniem zabójstwa do przestępstw ścigane cli z urzędu, a nie jak
dot ul na skargę poszkodowanej rodziny.
Słusznie jednakowoż podnosi autor, iż jakkolwiek na przestrzeni
od wieku XIII do XVI spotykamy się w aktach sądowych, zawiera
jących jednanie o głowę zabitego, ze w zmianką o kamienny di krzy
żach pokutnych, oraz, że taktycznie przeważająca liczba tych krzyży
postawiona została przez zabójców7, to jednak z jednej stronji znane
są krzyże kamienne za zmarłych już przed wiekiem XIII, jak z dru
giej strony' nie zanikają one wcale po wieku XVI. Ponadto spotykamysię z fundowaniem kamiennych krzyży niety-lko za osoby-, które zginęły
z ręki mordercy-, ale także za osoby, które zmarły- śmiercią gwałtow-ną,
czy to wskutek nieszczęśliwego wypadku, czy-to zabite zostały- przez
piorun, zginęły śmijjdą • samobójczą, c.zy- chociażby- nawet śmiercią
nagłą. We wszystkich ostatnio wspomnianych wypadkach nie mógł
zwy-czaj stawiania krzyży kamiennych rozwinąć się na podłożu
wspomnianego zwyczaju prawnego, łączącego się z aktem pokuły,
o jakiejś pokucie bowiem ze strony fundującego krzyż w ostatnio
przytoczonych wypadkach mowy- być nie może.
Źródła zwyczaju stawiania krzyży kamiennych szuka autor nie
v umowach o jednanie, ale w dawnym kuloiè zmarłych, w prastarych
wierzeniach o powracających zmarłych, yv obawie przed szkodą,
jaką zmarły-, nie mogący- znaleić spokoju, może ży-jący-m yy-yrządzić.
Krzyż kamienny- to śbotrojmion. Stawia się go celem powstrzy-mania
zmarłych, w miejscu, yy którcm najczęściej przelewają, a tern są roz
stajne drogi, stanoyy-i on bowiem miejsce odpotjzy-nku i schronienia
dla błąkający ch się dusz, które sk izane są na yy-iećzną, lub czasoyyą
tułaczkę. Na krzyżu kamitnny-m yvołno im odpocząć. Stąd zemsta
zmarłych, jeśli krzyż kamienny przeniesiony- zostanie ze syvego miejsca.
Z temi też dayy-nemi yy-ierzeniami i łączącym się z niemi kultem zmar
łych, wiąże się przestrzegany po dziś dzień w niektóry-ch krajach
zwyczaj palenia św-ioc przy- krzy-żach kamiennych, umieszczania yy-nekóyy yv kamieniu, gdzie może niegdyś składano jadło dla zmarłych.
Krzy-że kamienne, to zdaniem autora schrystjanizowanu forma
dawnych kamieni, uchodzących niegdyś, na co yy-skazują reminiscencje
yv całym szeregu podań ludowych, za siedlisko zmarłych i które z tego
pow-odu otaczano specjalnym kultem.
Najstarsza wzmianka o krzy-żu kamienny-m na rozstajnych dro
gach pochodzi z końca X stulecia i mieści się \y- księdze pokutnej
Burcharda Wormackiego. W jednym z ustępów- tej księgi znajdujemy
potępićąie zyy-yezajów- urządzania uczt przy- grobach, źródłach, drzeyvaeh, kamieniach, na rozstajnych drogach, oraz zwyczaju składania
przy krzy-żach na rozstajnych drogach „capitis ligaturas“
Mi edług Mogka są owe „capitis ligaturae" yy-stążki ozdabiające
171
{{łowy, zaopatrzono, jak przepuszcza węzełkami. Raczej jednak, jak
przyjąć można, są one identyczne z owemi „miarami“ głowy, przeciw
którym występuje i kaznodzieja polski w XV wieku, gromiąc tych,
którzy nicią mierzą głowę .«jzłowieka dla odi zynienia czarów, ściślemówiąc, chorób zadanych przez czary. (A. Brückner, Kazania średnio
wieczne. Rozpr. Akad. Um. Wydz. Filolog. T. XXIV. str. 330, 3461.
Autor przytacza nadto szereg dalszych wzmianek, wyjętych ze źródet
między Vil a XI wiekiem, które dotvczą zwyczaju składania na roz
staju ych drogach, lub zawieszania na drzewach drewniany i h modeli
członków ludzkich Zwyczaj ten łączy autor ze znanym już w Egipcie,
Grecji i Rzymie zwyczajem składania tego rodzaju przedmiotów
w świątyniach, jużlo jako darów dziękczynni,cli za przywrócone zdro
wie, jużto jako ofiar, celem uzyskania pomocy w uleczeniu dotkniętej
chorobą części ciała.
Źródła zwyczaju składania wspomnianych ofiar na rozstajny« h
drogach szukać należy, jak mniema autor, w kuleje zmarły« h. z któ
rego wywodzi się kult bóstw. Od zmarłych mających swą siedzibę na
rozstaju oczekiwano pomocy'.
Nie ługując wcale poglądu, że drogi rozstajne uchodziły za siedli
sko zmarłych, wierzenie właściwe nietylko Germanom, ale i Słowia
nom, że wspomnę o wzmiance w Kronice Koźmy z Pragi o obrzedai h
„in biviis et triviis rpiasi ob animarum pausationem...“. iLib. III. cap. 1 I,
to jednak nie możnaby się zgodzić z twierdzeniem, jakoby składanie
owych „miar“ głowy] czy modeli członków było ofiarą dla zmarłych,
dla uzyskania od nich wyleczenia choroby’. Właściwej przy’czyny nie
należy’ szukać yv kulcie zmarłych, ale w tych samych momentach,
które wpłynęły na zyvyczaj griebania zmarłych śmiercią gwałtowną
na skrzyżowaniu się dróg. Jak w ostatnim yvy'padku miało to na celir
oi bronę żyjący« h przed zmarłym, uniemożliyvienie mu odnalezienia
właściwej drogi powrotn(j (zob. Lud XXVIII, str. 2Ö1I, tak składani«;
modeli, dotkniętych chorobą, części ciała na rozstajnych drogach
miało na celu yvypríiyvadzenie choroby yv takie miejsce, skądby niepotrafiła poyyrócić.
\ie możnaby’ się też zgodzić ze zilaniem autora, jakoby zawie
szenie wspomnianych modeli na «Irzewsfeji, h«;dących yvedhtg nieg«s
siedliskiem duchów zmarłych, także miało by«’- ofiarą dla tych ostat
nich. Chodzi tu raczej o przeniesienie choroby’ na drzewo, z czem spo
tykamy się i yv dzisiejszy’ch zwyczajach ludoyvych
Przeto ostatnio wspomnianych zyvy’Czajôyv nie można wiązać
z kultem zmarłych, oraz krzyżami kamiennemi. Łączą się one ściśle
z całym kompleksem wierzeń związanych z rozstajnemi drogami
Karol Korunyi.
Kazimierz Moszyński, Kultura ludowa Słowian. Część I. Kuitura
materjalna. Z 21 mapkami, oraz z rycinami 1138 przedmiotów. Kra
ków 1Í12Í). Polska \kademja Umiejętności. 8", S. IX + 1 nlb + 710.
Ponieważ recenzje przyrzeczone Redakcji ..Ludu“ nie zostały
172
nadesłane do chwili zamUniiu ia XXIX tomu, przeto na razie poprze
stajemy na wzmiance bibljograficznej o tern wartościowem dzieli
Red.
Zaranie Śląskie, kwartalnik, rok VI., zesz. 2, str. 49 do 104. Wy
stawca : Towarzystwo Ludoznawcze w Cieszynie
„Zaranie Śląskie" w. roku bież. rozpoczęło szósty rok swego istnie
nia. Założone w 1908 r. przez dr. L. Farnika po czterech latach
istnienia, z powodu nieprzezwyciężonych trudności przestało wychodzić
■w r. 1912. Dopiero w r. 1929 za ponowną inicjatywą dr. Farnika po
wstał komitet redakcyjny i przystąpiono do dalszej redakcji „Zarania
Śląskiego“, wydając zesz. 1, roez. V.
\a treść zeszytu 2, rocz. VI., składają się następujące artykuły
i prace: Dy boski R., Spadek ])(> zmarłych i hasła dla żywnych, prze
mówienie wygłoszone na drugim wieczorze literackim młodzieży ślą
skiej w Uniwersytecie Jagiell dnia 17. V. br., Sinko T., Awanturniczy
poeta cieszyński z pocz. XVIII. w., w którym autor opisuje życie i dzieła
mało znanego poety Jana Karola Skopa, zwanego Tłukiem, nr. w 1673 r.
w Cieszyn™ Morcinek G., W kotłowni, fragment z życia młodego
chłopca Gustlika, zastępcy palacza. Żelechowski W., wiersze, Zarozu
miałe maszyny i Dramatyczna hulanka. Mu siół P., Odrodzenie naro
dowe Śląska, w którym to artykule autor omawia projekt wydania
-dzieła pod powyższym tytułem, jego cel, charakter i treść, mającą
w poszczególnych działach obejmować całokształt życia społ. śląskiego.
Zahradník J., w artykule: Czy Wacław Maciejowski był Ślązakiem,
przypomina, że znany ten dziejopis i badacz prawa urodził sie wt GierJieku pod Cieszynem, Musioł L., O „hołomkach“ i „wybrańcach“
w Pszczyńskiem autor omawia powstanie nazwisk „hołomek“ i „wy
braniec“, które rozwinęły się w związku z dawną instytucją wojskową
i policyjną w b. ks. Pszczyńskiem. Musiol L., Przyczynek do dawnej
.górnośląskiej poezji okolicznościowej, z podaniem dwóch wierszy oko
licznościowych z ok. potowy XVII i XIX w ieku. Kłosińska H., dwa wierszęj). t. W iatrak i Człowiek. Autor podpisany pseudonimem „Gość“ opisuje W'vslawc krajoznawczą w Borku, urządzoną przez tarnt. Koło krajoznawcze. Równocześnie podnosi dużą wartość pracy i nieprzeciętne wy
niki osiągnięte przez członków Koła w czasie dziesięcioletniego jego ist
nienia. Bogaty dział recenzji, napisanych przez G. M., K. Popiołka, F.
Cz. i
. Bandurę obejmuje najświeższe wydawnictwa śląskie i inne.
F'ierla V., Pónjezus w dziedzinie, opowiadanie napisane gwarą, o tern
jak Pan Jezus wiszący na krzyżu na rozstajnych drogach obdarzył
perłami z swoich łez starego pasterza, który ośmdziesiąt lat przeżywszy,
zadow-olony ze swego losu, pewnego wieczora przyszedłszy, jak (odzień
pod krzyż, zamiast jak zwykle podziękować za wszystko zażądał bo
gactw Otrzymał je, ale na drugi dzień rano Pana Jezusa nie było już
na krzyżu. Morcinek G., z cyklu pieśni śląskie. Kiedy maki kwitną.
Dział „Materjały“ obejmuje krótkie materjały etnograficzne, zebrane
173
przez uczennice gim. w Król. Hucie, napisane gwarą: Żniwne przez
H. Gwoździównę, Niedziela śląska przez R. Sapotównę, Bojka śląsko
przez W. Lazarównę, Na gruncie pszel 50 lot, przez A. Sikorzankę,
W ciele na Ślonslcu, przez E. Pitasównę i Cliopcy z Niezdrowic przez
L. Frwhlównę. Na końcu dodany jest niewielki słownik wyrazów gwa
rowy h śląskich. Zamykają treść zeszytu Pieśni śląskie z nutami zano
towane: Pasła koza wedle brzozy przez E. Chroboczka, Gwoździki,
gwoździki uporządkowane przez J. H., Gdybych jo wiedzioł przez P.
Piistówkę, Stoi u wody prze-z .1. Hadynę i Malina, kalina ze zbiorów
Wallisa, i komunikaty redakcji.
J_ Falkowski.
KRONIKA ETNOLOGICZNA
f Stanislaw Ci
szewski (* 18 XII.
1865, f 27. V. UCiO
Znakomity
etnolog
polski
przygotowy
wał sit; długo i sta
rannie
do
s\v\ih
prac
naukowych.
Dzięki
stypendjum
rapperswylskienm
wyjechał w r. 1886
najpierw na studja
dii Pragi, gdzie za
poznawał się z pod
stawami
slawistyki
u .1. Gebauera.
Po
uzyskaniu
języko
wego wykształcenia
wyjechał do Berlina,
129. Ś. p. Stanisław Ciszewski.
t tleni
sjie,jalizat ji
w kierunku etnolo
gicznym i antropolo
gu znym. Przez siedem półroczy studjował w Berlinie u bardzo dobrego
pedagoga, jakim był F. Lusehan, a następnie u znanego antropogeojgral'a F. Ratzla w Lipsku, gdzie w r. 181)7 doktoryzował się na podstawie
dvsertat ji „Künstliche Verwandtschaft bei den Siidsla von . W latach
następnych pogłębiał wiadomości z zakresu slawistyki i w tym celu
w r. 1901 tułał się do Zagrzebia, gdzie pod kierunkiem Maretića i Paviéa zaznajamiał się z elnogratją bałkańskiego półwyspu.
Wiadomości zdobyte yv ciągu tak długoletnich studjów pozwoliły
mu n i napisanie całego szeregu znakomityth dziel, ale nie dały mu
żadnego materialnego oparcia. Z braku środków do życia yrstąpił
rv r. 1899 yv Warszawie do Biura kolei wiedeńskiej, którą to posadę
zajmował z przerwami do r. 1908, potzern objął posadę rządową
yv urzędzie akcyzowym w Sierpcu. Zdawało się, że poyvolanie ś. p.
Stanisłayva Ciszewskiego na katedrę etnologji yv Uniwersytcęją lwow
skim w r. 1910 położy kres trudnym jego warunkom życiow \m i po
zwoli mu oddać się spokojnie pracy naukowej. Niestety stargane
175
nerwy nie zdołały już znieść prac.j związanej z leni stanowiskiem, dla
tego z katedry zrezygnował i wrócił na swą dawną posadą w Kró
lestwie. Z nauką jednak bynajmniej nie zerwał i pracował nadal
bardzo intensywnie, minio że w czasie wojny poniósł niepowetowaną
stratę, gdvż z powodu inwazji niemieckiej stracił prawie wszystkienotatki, wynik pracy całego życia.
Na tle tych tak ciężkich' warunków życiowych tern korzystniej
przedstawia się jego działalność naukowa. Pracę etnograficzną roz
począł v r. 1887 publikacją pt. „Lud rolniczo - górniczy z okolic
Sławkowa w powiecie olkuskim" (Zbiór wiad. do antr, kraj. X. 187
336, XI, 1
12!)).
Po lej pracy nastąpiły liczne inne znakomite studja i rozprawy.
W r. 18!)4 wydał monografją etnograficzną pt. „Krakowiacy“. Kraków
1894. \V dalszym ciągu ogłosił prace: Bajka o Midasowycb uszach.
Stud juni z literatury ludowej. (Rozpr. wvdz. fil. Akademji Umiej. T.
XXVIII, Kraków 1899): Wróżda i pojednanie .Studjum etnologiczne.
Warszawa 1900.
O atałykacie (Lwów 1901. Lud VII 54, 150): Ogni
sko. Studjum etnologiczne. Kraków 1903. — Kuwada. Kraków 1905.
Wygadzanie, pożyczka i odsetki. Kraków 1912. Studja etnologiczne
Sól. Warszawa 1922. — Prace etnologiczne. I. Warszawa 1925. IT. War
szawa 1929, III. Warszawa 1930.
Prócz prac wydanych odzielme zamieścił też wiele artykułów
w różnych czasopismach, z których godzi się choćby najważniejsze
w c mienić.
Ludowe nazwy skał, jam, pól itp. w dolinie Prąelnika, oraz przy
wiązane do nich podania (5\ isla I. s. 245 — 253, 283
290, II. s.
152- 153). Lud jako twórca terminologji językoznawczej. (Wisła U.
166 - 1791. Powieści z Tysiąca i jednej noc,y w przeróbcie ludu na
szego. (Wisła II. 467— 474, VI. 586 —592). Notatka etnograficzna
z okolic Stawiszyna w pow. kaliskim. (Wisła III 279 — 286). Lud, jako
twórca terminologji językoznawczej. (Wisła IV. 377— 383). Próbki
poezji ludowe\j chorwacko-serbskiej. (Wisła V. 702— 704, VI. 908 —
910). Folklorystyka chorwacko - serbska, przegląd historyczno - biblio
graficzny. (Wisła V. 371 -- 390, 871 - 902, VI. 18- 53). Der Stein
Alatyr (Archiv. f. slav. Philologie XVI 601 —603). Historja powstania
pieniędzy. (Ateneum warszawskie 1899). Baśń o Krakusie. (Ziemia
1910, nr. 17). Polski most (Lud XVII 135 — 137). Masło maślane. (Lud
XVIII 138 - 140). Przyczynek elo słownika gwary mazowieckiej. (Lud
XVII 161 — 166). Coby robił chłop, gdyby został królem (Lud XVII
133
135). Tabu i zasie. Warszawa 1925. Księga jubileuszowa L.
Krzywickiego, s. 63 — 69. — Czaszki ludzkie z kłódkami. (Lud XVII
19 — 30)
Sin po grijecliu (Lud XVII 261— 264). Pieśń rekrutów.
(Ziemia 1929, nr. 3).
Wśród prac ś. p. Ciszewskiego szczególną wartość posiadają studja
z dziedziny kultury społecznej. „Wróżda i pojednanie“ wyjaśnia ge
nezę wojen rodowych, oraz form pokojowego załatwiania tych spo
rów. „Atałykat“ wytłumaczył przez specjalne zastosowanie idei po-
176
krcwieńslwa fikcyjnego, jako środka mającego służyć ku wzmac
nianiu więzi społecznej. W pracy o „Ogniskn“ bardzo Irai nie roz
dzielił zagadnienie żywiołowego i społecznego kultu ogniska, poczem
przeprowadził analizę ewolucji społecznego kultu ogniska na tle ogól
nej ewolucji spohfcznej. Również w uje nowych myśli rzucił w związku
z tak trudnym problemem ik u wady. Etnologiczne oświetlenie dał spra
wom wygód zen ia, pożyczki i odsetek. W rozprawce „Żeńska twarz'1
podkreślił, jak patrjarclialna rodzina, w której pożądany jest tylko
syn - mężczyzna, wytwarza niechęć do córki - kobiety, co trwa nawet
w dalszych okresach rozwojowych. Praca „Sól“ przedstawia na
obszernem porównawczem tle dzieje soli, przyczem szczególnie dzieje
polskiego solnictwa w związku z ruskiem zostały dokładnie omówione.
Szczególnie jednak wiele nowych myśli i problemów zawierają
jego „Prace etnologiczne“ I—-III, wydane w ostatnich latach życia,
kiedy to wrócił do zajęć naukowych i na podstawie resztek ocalonych
zapisek na tle porównawczem, zwłaszcza słowiańskiem przedstawił
tak starannie różne prestacje chłopskie, dawne płacidła itd.
Wartość prac. Ciszewskiego określił trafnie w jednej z reuenzyj
A. Brückner następująco : „olbrzymia wiedza, najszersze poglądy,
najostrożniejsze domysły, bystrość kombinacyj, jasność wykładu“.
Dlatego etnologja polska poniosła przez śmierć tę stratę istotnie bardzo
eiężką.
zł. /’.
f Helena Cicho wieżowa U 860
1929). Ś. p. Helena z Robińskich Cichowiczowa urodziła się w Krotoszy
nie w Wielkopolsce dnia 14 lutego
1860. Staranne wychowanie otrzy
mała w klasztorze SS. Urszulanek we
Wrocławiu, .luż w pierw szych latach
po zamążpójściu w r. 1885 rozpo
częła działalność na polu społccznem
i narodowem. Przyjęła prezesurę To
warzystwa śpiewackiego „Lutnia“,
które doszło wkrótce do wielkiego
rozkwitu, ż jej inicjatywy odbywały
się zebrania miesięczne i koncerty
ze współudziałem najlepszych sił ar
tystycznych, na których zbierały się
tysiące publiczności polskiej, pobu
dzanej w ten sposób do ukochania
pieśni polskiej, wygnanej ze szkół.
W r. 1909 zachęcona przez ś. p.
arcybiskupa Likowskiego przystąpiła
do założenia Muzeum Ludoznawcze
go w Poznaniu. Do pracy tej za
brała się z wielkim zapałem wraz z córką swą Wiesławą Cichowi-
177
■rzówną, wyjeżdżała na całe tygodnie w najrozmaitsze okoliae Księ
stwa i robiła wycieczki po wsiach wielkopolskich, które zwiedzała
chatę za chatą, szukając wszędzie zabytków dawnej kultury ludowej,
tkcja ta przedstawiała zrazu wielkie trudności, ho trzeba było długo
przekonywać tych, co mieli cenne unikaty, że zbiory te zamiast gnusniec w skrzyniach, a nieraz i w poniewierce w komorach i na górach,
znaleść mają pomieszczenie w publicznym gmachu, przystępnym dla
wszystkich, aby świadczyły o rodzimości naszej kultury i spełniały
swoje ważne zadania kulturalno - naukowe.,
W tc m czasie twórczynie Muzeum ludoznawczego w Poznaniu
odbywały także podróże naukowe do Muzeów zagranicznych w Norwegji, Danji, Francji, Niemczech i Czechosłowacji, w celu zapoznania
się z zasadami muzeologji. Dzięki temu niezmordowanemu trudowi
udało się w ciągu roku nagromadzić tyle okazów, wystawionych naj
pierw w gmachu Muzeum Mielżyńskich, że mogło nastąpić otwarcie
Muzeum Ludoznawczego w roku złotego jubileuszu ks. arcyb. Likowskiego dnia 28 grudnia 1911 r. O ile nawet uczeni niemieccy przy
chylnie wyrażali się o tych zbiorach, a rada miasta Poznania, wówczas
przeważnie niemiecka, udzieliła Muzeum subwencji, Muzeum Mielaeyńskich nie miało dla tych kolekcyj zbytniego zrozumienia. Pomyśl
niejsze czasy nastały dopiero wtedy, gdy zbiory z Towarzystwa przy
jaciół nauk zostały przeniesione do Muzeum Wielkopolskiego i tutaj
zostały oddane dn. 22 maja 1921 r. do użytku publicznego, jako
„Zbiory ludoznawcze im. Heleny i Wiesławy Cichowicz“. Ubikacje
w Muzeum Wielkopolskiem uzyskane, były znacznie obszerniejsze
i korzystniejszo, więc ś. p. Cichowiczowa mogła większą części zbiorów
tu pomieścić. Ze skromnych bowiem początków zbiory nicz'wykle się
rozrosłe gdyż twórczyni Muzeum nie ustawała w dalszem zbieraniu
i odbywała z córką podróże nietylko po Wielkopolsce ,ale po całej
Polsce, ażeby i z innych naszych ziem zbierać w celach porównaw
czych materjał, nadający się do zbiorów.
w celu zainteresowania szerokich kół społeczeństwa swoją ideą,
założyła dnia 22. III. 1910 r. Towarzystwo ludoznawcze w Poznaniu.,
w którem sprawowała obowiązki przewodniczącej aż do swego zgonu
w Knocke sur Mer w Belgji dnia 10 września 1929.
Działalność ś. p. Heleny Cicliowiczowej posiada dla etnografji
bardzo wielkie znaczenie, ponieważ na terenie wielkopolskim, szcze
gólnie narażonymi na niwelacyjne wpływy cywilizacyjne zachodnio
europejskie, przystąpiła do zbierania ludoznawczych okazów muze
alnych, wtedy, gdy jeszcze można było je znaleść i ocalić od zniszcze
nia. Twórczyni Muzeum Ludoznawczego w Poznaniu pozostawiła pi.
solne istotnie niezatarty' dowmd „gorliwości obywatelskiej i miłości
dla ludu“.
A. F.
f Szczęsny Jastrzębowski (1861 —1928). Dnia 19 lutego 1928 r.
w Łowiczu zmarł Szczęsny Jastrzębowski. Urodzony 1861 r. w ziemi
Radomskiej, w majątku Potkanna, z ojca Ludomiła i matki Józefy
•Łud. T XXIX.
12
178
z Pietruszewskich, Szczęsny był wnukiem słynnego profesora Marymont u i Broku, Wojciecha Jastrzębowskiego (1799- #88łj}. Z ojca
i dziadka wziął zamiłowanie i gorące umiłowanie ziemi ojczystej
Ukończywszy znakomitą Szkołę Handlową Kronenberga w W arszawie.
czas wolny od zajęć biurowych (Biuro Dr. Żel. Dęblińsko - Dąbrow
skiej Jana Blocha) poświęca pracy etnograficznej i krajoznawczej.
Przewodnikiem jest mu Jan Karłowicz. Rezultaty tych poszukiwań
publikuje „Wisła“. W r. 1891 drukuje w niej pracę: „Sobótka w San
domierskiem“. \V| vBies. lit.“ 1893 „Pisanki“. W r. 1894 razem z Leopoldem Janikowskim i Janem Maurycym Kamińskim, mimo jaskrawej
niechęci administracji rosyjskiej, zakłada w Warszawie Muzeum Etno
graficzne i jest pierwszym kustoszem tegoż. W r. 1898 przenosi sit
do Radomia i rozpoczyna wydawać „Gazetę Radomską“. W r. 1897
odnawia znajomość z kolega ze słynnej szkoły Jana Pankiewicza,
Marjanem Wawrzenieckim i rozpoczynają we dwu badania stanowisk
wydmowych nad Radomką i Mleczną. Jastrzębowski zimą zbiera materjał od znajomych obywateli o stanowiska®} wydmowych, a latem
razem z Wawrzenieokim przeprowadza badania na terenie. Rezultaty
opisuje M. Wawrzeniecki a Akadeinja Umiejętności w Krakowie pu
blikuje w „Maferjałach komisyi Antropol., Archeol. i Etnograf.“,
T. VII 1903, oraz T. X. 1907 r. Jastrzębowski zebrał cenny zbiór
wykopalisk, obecnie w Tow. Krajoznawczem w Radomiu. \\ znowiona
przez A. Kryńskiego i M( Wawrzcnieękiego w b. ciężkich warunkach
„Wisła“ Tom XX, zeszyt 1 w 1916 r. przedrukowała kwest jonarjusz.
opracowany przez Jastrzębowskiego w sprawie: „Pamięci o Zmarłych.“
20 lat pracy redaktorskiej (pod cenzurą zaborców), niepowodze
nia materjalne i troski życiowe podkopały duchowe siły Szczęsnego.
Po wojnie 1914—1918 przenosi się do Wojciechowic pod Ożarowem
pow Opatów, następnie do Łowicza. Tu śmierć go zabiera. Sz< zęsny
Jastrzębowski kochał kraj i lud, ten kraj zamieszkujący i tej miłości
mu starczyło, aby pożytecznie- pracować w wvsoce trudnych epokach
niewoli i przełomu dziejowego (1905 — 1914—-1918), \> jakich mu
żyć wypadło.
Marjan Wawrzeniecki.
f Bronisław Sokalski, em profesor Semmarjum męskiego we,
Lwowie, b. burmistrz miasta Olesko, zmarł we Lwowie dnia 19 czerwca
1929 roku. Ś. p. zmarły pracował przez długie lala nad podniesieniem
oświaty mas ludowych, jako redaktor wydawnictwa dziełek ludowych
Najlepsza jego pracą etnograficzną była monografja Sokalskiego, wy
dana p. t. Powiat sokalski pod względem geograficznym, etnograficz
nym, historycznym i ekonomicznym. Lwów 1899. Dzieło to zostało
odznaczone pierwszą nagrodą na konkursie Muzeum im Dzieduszyckich we Lwowie w r. 1894, a swoją wartość, malcrjałową zachowało
w- całej pełni.
t Jan Ptaśnik (1876— 1930). Wybitne zasługi Prof, Ptaśnika na
polu badań historycznych zostały wyczerpująco omówione w Kwartal
niku historycznym, Rocznik XLIV, T. 1, zeszyt 2, W „Ludzie“ godzi
179
się podkreślić, że pierwsza praca naukowa ś. p. zmarłego p. t. „Po
dania i wierzenia kaszubskie a nasze“ była drukowana właśnie w „Lu
dzie“, T. V, s. 357 — 365. Na szczególną uwagę zasługuje również
temat pracy, wykazującej wielkie podobieństwo opowieści ludowych
kaszubskich i małopolskich. Dziś bowiem jest to jedno z najbardziej
aktualnych zagadnień - dowodzenie ścisłego związku etnograficznego
Pomorza z Polską. Ś. p. Ptaśnik ważność tego problemu intuicyjnie
wyczuł wówczas, kiedy się nie myślało jeszcze o konieczności takich
argumentów w związku z dostępem Polski do morza.
A. F.
f Franciszek U awita - Gawroński (1846—1930). W dniu 16 kwiet
nia 1930 roku zmarł w Józefowie pod Otwockiem ów wybitny publi
cysta, historyk i działacz społeczny.
Ur. w r. 1846 w Stepuszkach na Ukrainie kształcił się w szkołach
kijowskich (1855— 1862), a następnie w Małopolsce ukończył szkoli
rolniczą w Dublanach. Po pewnym okresie gospodarowania na roli
wyjechał zagranicę do szkoły rolniczej w Wiedniu. W r. 1882 po
rzucił gospodarkę i podróżował po Szwajcarji, Francji i Italji.
W czasie tej podróży poznał się z rodziną T. T. Jeża, z którego córką
się ożenił, a zarazem pod jego wpływem począł działalność pisarską.
Od r. 1892 mieszkał we Lwowie i pod Lwowem w swym majątku
Łoziny, a wówczas też był najczynniejszym pisarsko i naukowo.
Ś. p. Gawroński pracę pisarską zaczął jako ekonomista i agro
nom. W latadi 1886 — 1896 napisał szereg powieści, nadto ogłosił
wiele prac historycznych, zwłaszcza na temat stosunków między
Polską i Rusią. Zajmował się również żywo etnografją, jak o tern
mogą świadczyć następujące prace: 1) Szkice z dziejów twórczości
ludowej. Tygodnik iii. 1890, s. 246 i nast., 1891, s. 93 i nast.; 2) Ge
neza legendę o smoku w związku z istnieniem człowieka czwarto
rzędowej epoki. Lud XI, 243. 3) Ze zbioru apokryfów z okolic Machnówki i Berdyczowa. Lud III, 61. 4) kilka słów do genezy „Rybki“
A. Mickiewicza. Prawda ku czci A. Świętochowskiego. S. 422 -— 26.
5) Zorjan Dołęga Chodakowski. Monografja. Lwów 1898. 6) Studja
i szkice historyczne. Serji II. Lwów 1900, które między innemi za
wierają: Prawo bartne XVI w. Pogląd na historję rolnictwa w Polsce.
Siabrostwo jako forma władania ziemią. Ludowe sądy kopne na Po
lesiu. 7) Wilkołaki i wilkołaclwo. Warszawa 1914.
Z powyższego spisu bibliograficznego wynika, że w okresie swej
sześćdziesięcioletniej pracy pisarskiej ś. p. Gawroński napisał także
kilka studjów z dziedziny etnografji, która była przedmiotem jego
zainteresowań do ostatnich lat żyala, gdyż przed paru laty jeszcze
opracował ś. p. Gawroński na razie nie\vydany szkic o rusałkach ;
f Jan Biela (185.3— 1930). Dnia 29 czerwca 1930 r. zmarł we
Lwowie, emerytowany profesor gimnazjalny, Jan Biela, który przez
50 lat poświęcał się zawodowi nauczycielskiemu.
Ś. p. Biela urodził się w r. 1853 w Zebrzydowicach, szkoły średnie
ukończył w Wadowicach, studja uniwersyteckie w Krakowie. Zawód
12*
180
nauczycielski rozpoczął przed pięćdziesięciu laty we Lwowie, uczył
następnie w Krakowie i w Drohobyczu, a wreszcie od r. 1907 znowu
we Lwowff aż do przejścia w zasłużony stan spoczynku.
Obok pracy szkolnej nie zaniedbywał pracy naukowej na polu
badań dialektologicznych. Napisał studja: Gwara zebrzydowska. Studjum dialektologiczne. Rozprawy wydz. filol. IX, 149—217; Spis wy
razów zebranych we wsi Żarnowce: nad Skawą. Sprawozdania komisji
językowej IV, 374 —384. Nadto brał udział w pracach Komisji etno
graficznej Akademji Umiejętności w Krakowie i Towarzystwa ludo
znawczego we J|\vowie.
f Józef Łęgowski (1852 —1930). Dnia 13 listopada 1930 roku
zmarł w1 Poznaniu Dr. Józef Łęgowski, zasłużony organizator szkol
nictwa polskiego w' b. zaborze pruskim, który pracował również wiele
na polu etnografji. Urodzony 8 stycznia 1852 roku w Michorowie, pow.
sztumskiego skończył gimnazjum w Chełmnie i odbył studja uniwer
syteckie w Wroęławiu i Królewcu, kończąc je uzyskaniem stopnia
doktora fiłozofji. Pierwęze stanowisko profesora objął w! Wejherowie
na Pomorzu, skąd w r. 1886 został przez rząd pruski przeniesiony do
Arnsberga w Westfalji. Dopiero w i. 1893 wrócił do kraju do gim
nazjum wągrowieckiego, a w r. 1905 przeniósł sję do Poznania, gdzie
był profesorem przez 11 lat w gimnazjum im. Marcinkowskiego. Kiedy
zabór pruski odzyskał wolność, wtedy mimo podeszłego wieku z całvm zapałem pracował nad organizacją szkolnictwa w Wielkopolsce
i na Pomorzu.
Prócz działalności nauczycielskiej i organizacyjno - szkolnej ś. p..
Dr. Łęgowski oddawał się z zapałem pracy naukowej na polu etno*
grafji, prawie zawsze pod pseudonimem Dra Nadmorskiego.
Z dzieł tych zasługują na szczególną uwagę następujące: l) Lud
ność polska w Prusach Zachodnich, jej rozwój i rozsiedlenie w bieżącem stuleciu. Z mapą etnograficzną. Pani. fiz. IX, 27 — 77. 2) Na
zwy geograficzne. Wisła Ił 703— 728. 3) Gwara malborska. Wisła III,
735— 749. 4) Z gwary kaszubskiej. Niwa 1890, s. 11, 1891, s. 1.
51 Nowsze wydawnictwa dotyczące ludności i gwary kaszubskiej.
Roczniki Towarzystwa Naukowego Toruńskiego. IV, 84, VI, 179, VII,
161, X, 252, XI, 248, XIII, 321. 6) Słowińcy i szczątki ich języka. Lud
V, 320.7) Słowniczek gwary słowińskiej. Wisła XVI 153—161.
8) Urządzenia społeczne i zwyczaje na Malborskiem. Wisła III 717-734. 9) Pieśni ludowe i bajki w Malborskiem. Wisła III 749. 10)
Swanty Wid. R. T. P. Nauk. Pozn. XXVII 43. ll) Kaszuby i Kociewie.
Poznań 1892. 12) W sprawie mapy etnograficznej. Wisła XVII 628.
13) Połabianie i Słowińcy. Wisła XVI 141. 14) Bóstwa i wierzenia
religijne Słowian lecliickich. Roczn. T. N. Toruńskiego XXXII, 18 —
102. W pracach naukowych tak jak i w zawodzie nauczycielskim wal
czył bez wytchnienia o polskość naszych ziem zachodnich. Cześć jego
pamięci !
181
f Bohdan Janusz, konserwator zabytków przedhistorycznych Ma
łopolski wschodniej i autor wielu prac, odnoszących się do przeszłości
Lwowa i województw południowo - wschodnich, zmarł tragiczną
śmiercią dnia 4 grudnia 1930 r. Z prac jego najważniejsze są: 1) Zdo
bnictwo ludowe w okolicach Lwowa. Warszawa 1913. 2) Z pradziejów
ziemi lwowskiej. Lwów 1913. 3) Cerkwie drewniane w okolicach Lwowa.
Warszawa 1912. 4) Zabytki przedhistoryczne Galicji Wschodniej. Lwów
1918. (Praca najwięcej wartościowa z całej puścizny prehistorycznej
ś. p. Janusza. 5) Kultura przedhistoryczna Podola galicyjskiego. Lwówt
1919. 6) Karaici w Polsce (Bibljoteczka geograficzna „Orbis“ T. 11).
Kraków- 1927. 7) Przeszłość i zabytki województwa tarnopolskiego.
Tarnopol 1926. W tece pośmiertnej pozostało wiele, prac, odnoszących
się do początków kulturalnego życia i „literackiego“ salonu wre Lwowie,
oraz maferjały do bibljografji ormiańskiej.
•{• Kazimierz Soehaniewicz, urodzony w Wieliczce 28 lutego 1892,
zmarł we Lwowie, dnia 28 grudnia 1930. Po ukończeniu Uniwersytetu
we Lwowie i uzyskaniu stopnia doktora filozofji był profesorem gim
nazjum 111 i VI we Lwowie, a od r. 1929 dyrektorem Archiwum miej
skiego w- Toruniu. Ogłosił cały szereg prac historycznych, głównie z za
kresu numizmatyki, heraldyki, genealogji, oraz dydaktyki historji. Obok
lego publikował, prawie wyłącznie w „Ludzie“ studja z dziedziny
etnologji, a mianowicie „Przyczynek do czarów na Żmudzi w XVII
wieku“ (Lud XXI, s. 125 — 135); „O potrzebie systematycznego wy
dawnictwa materjałów do historji procesów o czary w Polsce“ (Lud
XXIV, s. 165— 169); „Miary roli na Podhalu w ubiegłych wiekach“
(Lud XXV, s. 19- -37); „W sprawie zwyczaju tatuowania“ (Lud XXVI,
s. 77 - 80); „Miary i ceny produktów rolnych na Podolu w XVI
wieku“ (Lud XXVIII, s. 145— 166); „Stosunki narodowościowo - wy
znaniowe w djecezji podlaskiej w- r. 1863“, Zamość 1918.
K. K
f Borys Sokołow, wybitny badacz na polu elnografji rosyjskiej,
zmarł wskutek zapalenia nerek. Urodzony w 1889 r., syn znanego slawisty Malwija Sokołowa, w latach 1916 do 1918 wykładał w rozma
itych wyższych szkołach w Moskwie, w r. 1919 był profesorem Uni
wersytetu w Saratowie, następnie od r. 1923 dyrektorem Centralnego
Muzeum etnograficznego w Moskwie, w końcu zaś od r. 1929 profe
sorem wschodnio - słowiańskiej etnografji na I. Uniwersytecie w Mo
skwie. Wierny uczeń Wszewołoda Millera, poświęcił Zmarły większą
część swoich prac rosyjskiej epopeji ludowej. Inne jego prace oma
wiają organizację prac etnograficznych i krajoznawczych, oraz mu
zealnictwo. Pozostawił ponad 50 prac naukowych. W roku ubiegłym
ukazały się dwie ęzęśęi jego opracowania rosyjskiego folkloru. Części
następne pozostały nieopublikowane, podobnie jak obszerna praca
p. t. „Średniowieczna epopeja rosyjska“, będąca- wynikiem 20 letnich
badań i praca p. t. „Etnograficzne Muzeum na Zachodzie“. Niezmor
dowana czynność organizatorska Zmarłego miała swój wyrfi w utwo-
182
rżeniu wielkiego muzeum etnograficznego w Moskwie, muzeum etno
graficznego w Saratowie, zbiorowego wydawnictwa etnograficznego
w Saratowie, wielu towarzystw naukowych, komisji, a także etnogra
ficznych ekspedycyj. Z tych najważniejsze były, ekspedycja do gub.
nowgorodzkiej w latach 1907 — 1908, (materjał zebrany wówczas przez
braci B. i J. Sokołowów zostanie opublikowany w zbiorowem dziele
p. t. „Bajki i pieśni bjełozerskie“), w latach 1920— 1923 do gub. sara
towskiej, w r. 1925 na obszar zamieszkały przez Czeremisów, ekspe
dycja w latach 1926 — 1927 do Karelji (Karelien) i w. i. Š. p. Sokołow
brał udział w II. Zjeździe geografów i etnografów w Polsce, na którymi
wygłosił szereg ważnych referatów z dziedziny muzealnictwa etno
graficznego. Wogóle odznaczał się wielką energją i pracowitością,
a przedwczesna śmierć przerwała mu cały szereg rozpoczętych prac
z wielka szkodą dla etnografji rosyjskiej.
f Rajmund Fryderyk Kaindl. Dnia 14 marca 1930 zmarł w Grazu
R. F. Kaindl, poprzednio profesor Uniwersytetu w Czerniowcach, a od
r. 1915 profesor Uniwersytetu w Grazu. Obok praw z dziedziny' historji,
wśród których wymienić należy' jego trzyiomowe dzieło „Geschichte
der Deutschen in den Ivarpathenländern“, ogłosił szereg rozpraw z dzie
dziny ludoznawstwa, zwłaszcza z życia Niemców i Hucułów bukowiń
skich, w „Zeitschrift für österreichische Volkskunde“, oraz w „Zeit
schrift des Vereins für Volkskunde“. Szczególnie zasłuży'! się Zmarły'
około rozwoju nauki ludoznawczej przez ogłoszenie doskonałego pod
ręcznika: „Die Volkskunde. Ihre Bedeutung, ihre Ziele und ihre Me
thode, mit besonderer Berücksichtigung ihres Verhältnisses zu den hi
storischen Wissenschaften“. (Leipzig 1905).
J\. K.
t Karol von Aniira. S. p. Karol v. Amira, zmarły 22 czerwca 1930
w Monachjinn w 83 roku życia, był jednym z pierwszych historyków
prawa, który wykazał, jak doniosłe znaczenie dla badań w dziedzinie
historji prawa posiadają materjały' ludoznawcze. Z pośród prac, w który'ch w szerokiej mierze uwzględnił wierzenia i zwyczaje ludowe wy
mienić należi : „Tierstrafen und Tierprozessc“ (Innsbruck 1891), „Der
Stab in der germanischen Rechtssymbolik“ (München 1909), oraz „Die
germanischen Todesstrafen“ (München 1922).
K. K.
Dział etnograficzny na Wystawie Regionalnej w Łowiczu 1921) r.
Dzięki inicjatywie p. U. Patkowskiego i wojewody' warszawskiego
p. inż Twardo została otwarta wystawa regjonalna w Łowiczu dnia
16 czerwca 1929 r. Wystawę pomieszczono w dawnymi pomisjonarskim
gmachu, w którym obecnie znajduje się państwowe gimnazjum.
Wystawa w Łowiczu była tylko jednem z ogniw ogólnego planu
p. wojewody, który w celu poparcia ruchu regjonalnego przewidział
cały szereg takich wystaw: w Płocku, Włocławku i Pułtusku; plan len
liczył się więę z grupami etnograficznymi.
183
Lksponaty z wystawy w Łowiczu pochodziły z powiatów: łowic
kiego skierniewickiego, kutnowskiego i rawskiego. Wystawa ściśle
etnograficzna dawała natomiast jedynie ścisły i bogaty przegląd z Ło
wić kiego, a w drugim rzędzie z powiatu rawskiego, inne powiaty były
słabo reprezentowane
Szczegółowe i celowe zestawianie eksponatów z Łowickiego było
zasługą ]). Anieli Chmielińskiej, długoletniej i niezmordowanej zbieraczki, autorki „Księżaków“.
Y\ \ staw a etnograficzna w Łowic zu w r. 1929 była już z rzędu 21,
•właśnie dzięki p. A. Chmielińskiej, która w r. 1907 własnym kosztem
131.
Wnętrze chaty łowickiej na Wystawie Regjonalnej w Łowiczu.
i pracą doprowadziła do otwarcia pierwszej wystawy tego rodzaju
w Łowiczu.
Wszystkie eksponaty pomieszczono na I. p. w trzech dużych sa
lach, z których jedna odtwarzała wnętrze izby łowickiej fryc. 131).
U pierwszej sali umieszczono eksponaty z powiatów: skiernie
wickiego, kutnowskiego i rawskiego, z klóryih rawski, dzięki p kpi
I. Ropeh wskiemu przedstawiał się najlepiej. W tej sali znajdował się
bogaty zbiór kilimów, pasiaków, o których informowała mnie jedna
z kobiet wiejskich, że pasiaki i kilimy ulegają pod względem barwy,
a nawet w pewnej mierze pod względem rysunku, modzie, zależnej
poniekąd od farbiarza wełny. Oprócz pasiaków wystawiono w tej
sali rysunki chat i zabudowań wiejskich, z których szczególnie cie
kawą była konstrukcja stodoły, opartej na sosze i ślemieniu, umiesz-czonych w jej wnętrzu. Przemyślnie skonstruowany „kogutek“ wra:
z orszakiem ruchomych marjonetek weselnych i kukły, obrazujące
strój wymienionych powiatów, uzupełniały zawartość tej sali.
184
W drugiej sali znajdowała się kolekcja wycinanek z Łowickiego,
wśród kłórych dały się wyróżnić trzy typy: 1) „Kodry“ czyli podłużne, dosyó szerokie, pasy, służące do ozdoby pułapu, 2) ;,gwiazdv“,
wycinanki o motywach kwiatowych z kogutkami, 3) tasiemki, od
miana kodry.
Następnie wyróżniały się celowym i chronologicznym układem
hafty, z których najstarsze, .sięgały 1860 r. Najstarszy typ haftu, to
zwyczajna stęhnówka, podobna do meandrów. Dopiero na haftach,
mniej więcej z roku 1880, psjawia się motyw „miesiączką“, sam lub
kombinowany z stębnówka. Te jednak rodzime i proste motywy, tuż
przed wojniK koło r. 1010, zatraciły się; w miejsce ich występują mo
tywy roślinne., szczególnie stylizowanej róży, odwzorowywane naj
prawdopodobniej za pośrednictwem kościoła z brokateli. Także chro
nologicznie zestawiono stroje, z których najstarsze z około roku 1830
W najstarszych strojach przeważały kolory z i móc, a więc granatowe,
i joletowe i zielonkawe, barwy te jednak podlegały ewolucji ku tonom
cieplejszym, tak, że dzisiaj przeważaj:) kolory cflwwone, pomarań
czoyve aż do cytrynowych. W eksponatach jednak z ostatnich lal
daje się zauważyć na w ról ku kolorom ciemnym.
Pod względem kroju dawałyjjsię zauważyć radykalniejsze zmiany
w kolekcji koszul, gorsetów i stanów, poza (un typ ubrania pozostał
niezmieniony. Ciekawy szczegół uderza w daw'nym sposobie zastępo
wania guzików „ohertelkami“, t. j. rnałemi (2- 3 cm) klockami ppaytwierdzonemi w połowie sznurkiem do odzieży.
Dawne nakrycie głowy u mężczyzn zwane „świnioryjkiem", zastąpiłi maciejówka lub czapka barankowa. Oprócz tego przedstawiono
rozwój pończoch, rękayykóyy i trzewików.
IV trzeciej sali znajdowało się kompletne urządzenie wnętrza ło
yviřkiei izby, której rozmieszczenie, poza „jiokuciem“, lezącem po
tej samej stronie c-o piee, nie przedstawiało niczego odrębnego od
innych izb polskich. Stare obrazy, malowane przez obraźników, o nie
ustalonej chronologji, posiadały cechy obrazów' bizantyńskich.
Bardzo ładnie rzeźbione od zewnątrz drzwi z motywem orla pol
skiego, jak i ślicznie malowana na granatowem tle szafa z talerzami
(ryc. 1311, także z orłem polskim, oraz skrzynia wr typie renesansowym
z rysunkiem kwiatów na zielonem tle, uzupełnia yvnetrze izby.
Józef Gajek.
Wystawa etnograficzna na P. W. K. 1929 r. Dzięki inicjatywie
Dyrekcji Powszechnej Wystawy w Poznaniu, a szczególnie p. Jvr.
Młodzianowskiego i dzięki subwencji państwowrej, etnografja, prze
mysł i sztuka ludowa, znalazła godne dla siebfe miejsce jako odrębna
całość yv 32 pawilonie czyli Miejskiej Szkole Handloyvej, yv której
cały szereg sal na drugiem piętrze został zapełniony bogatym zbiorem
eksponatów', tak trudnych do zebrania
Najobficiej i najlepiej pod względem układu przedstayyiała sic
sala, yv której pomieszczono eksponaty z Krakowskiego, Podhala i Hu-
185
< jilszczyzny, z kjórych znów z kolei należy wyróżnić dwie ostatnie»
grupy. Szkoda tylko, że nie wszystkie manekiny z tyeh okolie statv
w tej sali, ale w przedsionku obok seliodów, gdyż to utrudniało do
kładną orjentację. Stroje Inuulskie, pomieszczone w samym dziale,,
nęciły swojem bogactwem i barwnością oczy. Dwie kukły przedsta
wiające stroje kobiecie i jedna męskie, wybijały się na plan pierwsze
Jedna z kukieł przedstawiała strój zamożnej gospodyni, a druga uboż
szej
różnice jednak polegały bajko na wykończeniu stroju, gdyż
I\ p był ten sam. Wykończenie pierwszej kukły było bardziej stro jni
w bałty na koszulach, w których często występowali motyw swastyki,
oraz że kapce u jednej były ze skóry, a u drugiej z sukna. W stroju
męskim jak i kobiecym uwypuklało się zamiłowanie Hucułów' do
ozdób pięknitKcyzelowanych, a wyrabianych z mosiądzu co ka
załoby przypuszczać, że eksponaty tych łańcuchów', blaszek i t. d
pochodzą jeszcze z przed wojny, gdyż wojna wprowadziła inne aljaże,
w których skład w'chodzi nikiel i stąd pochodzi biała ich barwa. Na
omawiane ozdoby składają się ciężkie kilkuiuntowe łańciu hy, blaszki
na serdakach, rożki, klamry, nabijania na szerokich pasach, a wszyst
ko to pełne ozdób Wspomnieć jeszcze należy o bogatym zbiorze pa
sów, ceramiki i obrazów' na szkle.
Eksponaty natomiast z Podhala cechoyyał umiar, prostota i głęb
sze ujęcie motywów zdobniczych. Wyroby skórzane, jak n. p. pasy.
miały ornament wytłaczany, a nie jak huculskie, nabijane blaszkam'
i gwoździami.
Oprócz strojów powszechnie znanych, na wy różnienie- zasługiwał
zbiór klamer metalowych, serdaków i t. d.
Najsłabiej z tych trzech grup reprezentoyyane było Krakowskie
Z wszystkich eksponalóyy nąjciekawiej przedstayviat się strój panny
młodej, skrzynia renesansoyva, kołyska maloyyana, obrazy maloyvane
na szkle i pasy.
Drugą niejako grupę, ze yyzględu na układ, stanowiło Polesie,
Wołyńskie i Nowogrodzkie, oraz Wileńskie, z których to terenów
szczególnie bogato reprezentoyyane były tkaniny i stroje. Drugą przy
czyną, która pozwala wyróżnić tę grupę jako odrębną jest prymityyyizm eksponatów7. Ten prymilyyvizm zaznaczał się szczególnie w kul
turze materjalnej, czy to yv yyołyńskiem radie, czy naczyniach i ko
szach słomianych, służących do przechowa wania zboża, wyrobach
drewnianych z wypalaną ornamentyką.
Strój poleski pod yvzględem barwności i bogactyva góroyyał nad
Wołyniem. Strój wołyński przedstawia! się bardzo ubogo, tak pod
yrzglçdem battu, jak i barwnośei. Szczególnie często poyrtarzał się*
kolor czarny i czerveony na białem tle płótna, które było podstayrą
ubrania. Barwy te yyystępoyyały szczególnie w skromnych zresztą
haftach na koszuli, czy też na nakryciu głoyyy. Ubranie Wołyniaka
to spodnie, koszula, pas bez ozdób i obuwie z łyka. Tak samo przed
stayyiał się strój Wołynianki, składając)' się z koszuli, spódnicy, far-
186
tucha i wyszywanej chustki. Cieplejsze okrycie stanowił płaszcz bronzo\\v, podobny do huculskiej guni.
W stroju poleskim natomiast, bardziej skomplikowanym pod
względem kroju, występowała bardziej większa rozmaitość w bar
wach, a mianowicie białe, czarne, fjoletowe, żółte i zielone. W na
kryciu głowy spotykać można ozdoby złote i srebrne. Strój kobiecy
składał się z białego płaszcza kombinowanego z czarnym aksamitem,
czerwonego gorsetu, wyszywanego na rękawach żółto lub zielono,
z białego lub zielonego fartucha, pasiastej spódnicy wyszywanej po
bokach. Ciekawie przedstawiał się też zbiór obrusów i ręczników i t. d.
■czerw ono wyszywanych.
W dziale nowogródzkim, oprócz strojów, wystawiono model chaty
7, całkowitem urządzeniem, z typowym piecem i łóżkiem wysoko zaścielonem Szkoda, że w innych działach nie pomyślano o takich mo
delach — z których korzyść dla oglądających byłaby o wiele większą,
.aniżeli z przeładowania tkaninami.
N i strój kobiety z okolic Nowogródka składało się szare wełniane
wierzchnie okrycie, gorset z czarnego aksamitu, którego brak w co
dziennym stroju, a który zastąpiony był na innej kukle koszulą wy
szywaną na rękawach. Spódnica zasadniczo utrzymana w ciemnym
kolorze, posiadała poprzeczne pasy czerwone, zielone lub ciemno żółte
W zimie pod gorset wdziewa się kaftan wełniany. Dopełnieniem
droju był zahaftowany fartuch, chustka lub opaska czerwona i ozdoby
koralikowe.
Wyższą już klasę kulturową przedstawiali Kurpie, imponujący
bogactwem eksponatów. Z zakresu sztuki Udowej uderzał w oczy
bogaty zbiór wycinanek, zwanych lelujami, nie brakło też słomianych
,,światów“. We wszystkich tych ozdobach dominowały barwy zimne,
fjoleRTwe, modre, a natomiast w7 stroju obok zielonego występował
kolor czerw'ony w rozmaitych odcieniach.
Z zakresu sprzętarstwa eiekawde przedstawiała się skrzynia ma
lowana w żółte i zielone wzory na bronzowem tle, ława, krzesło
z oryginalnem oparciem i stół, oparty na krzyżakach, zestawionych
ze sobą zapomocą kołków7.
Inne działy, jak wileński, kaszubski z frapującym napisem
„Wdzydze“, co objaśniali sobie niektórzy zwiedzający, jako grupę
•etniczną, mieszkającą obok Kurpiów (Słowo Polskie, Nr. 174-. 27. VI.
1929). \A końcu Beskidy w7 egzotyczncm zestawieniu z Kaszubami, po
traktowane zostały fragmentarycznie. Z eksponatów7 beskidzkich na
plan pierwszy w7ysunęłv się „świątki“, własność p. Zegadłowicza.
W dziale kaszubskim ciekawa laska wójtowska z baranią głową
i czepki, przetykane złotogłowiem, szczególną zwracały na siebie
uwagę.
Całokształt wystawy etnograficznej, jakkolwiek imponująco przed
stawiał się pod względem bogactwa eksponatów, miał braki w układzie
naukowym materjałów. Nawet jeżeli wystawa miała cele propagan
<low7e i gospodarcze, nie powinno się było zlekceważyć n. p. geografię
187
etniczną, mieszać typy i t. cl. Systematyka w układzie, nie przeszko
dziłaby rozwiązaniom artystyczno - dekoratywnym, jakkolwiek i o tej
sprawie ' możnaby wiele powiedzieć..., patrząc na upiorne kukły.
Dziwić się tylko należy, że nie zwrócono się w sprawie układu materjałów, do proF. uniw. poznańskiego E. Frankowskiego, specjalisty
w tej dziedzinie.
W układzie eksponatów, było takich yyielc błędów. Beskidy zna
lazły się obok Lubelskiego, Lubelskie z koleji obok Kaszubów. Śląsk
i Nowosądet zyzna zmieszane z Podhalem.
Podobnie przedstawiała się sprawa z kilimami i wogóle tkaninami
wileńskiemi które wszędzie służyły za tło eksponatom z całej Polski,
co wywoływało liczne nieporozumienia.
Jasny i rzeczowy obraz przedstawiała tylko ceramika, która jakkolwiok rozrzucona okolicznościowo po całej wTysta\vie, znalazła swój
wyraz w ostatniej sali, a to dzięki warslatowi Instruktorsko - Doświad •
c żalno - Ceramicznemu z Wi-śniowca i kierownictwu! p. W. Szrajbe
równy. Każdyf eksponat posiadał yv tej sali napis, z opisem typu, po
daniem pięcia garncarskiego i l. cl.
Oprócz tego, eksponaty z zakresu ludoznayvstwa znajdowały si#
w pawilonie rządowym (Min. AV. R. i O. P.), w pawilonie 80 (ziemianki
i włościanki). W ostatnim szczególnie ciekawi' było wnętrze chaty
kaszubskiej i fragmenty kujawskiej i krakowskiej. Także ciekawe
nader b\ 1\ eksponaty w pawilonie 36 (Polonja zagranicąl, ilustru
jące stroje Polaków z za kordonu.
Józef Gajek
AA ystawa regjonalna w Piotrkowie. — Obchód Wniebowstąpienia
na Krzaczkach. — AVcsele piotrkowskie. W lubelskim powiecie znane
były jeszcze przed wojną światową takie oazy etnograliczne jak
Krzczonów i Piotrkóyyr R. Są to wcale bogate wsie, osiedla dawnych
wybrańcóyy z czasóyy Batorego. Lud krzepki, dorodny nie uległ wpły
wom miejskiego stroju, zachowuje swój dawny, reformując go tylko
nieco. Szczęśliyyą myśl miało kieroyynietwo szkół yv Piotrkoyyie (druga
nazwa Piefrzków), urządzając dla uczestników yvycieczki Z. N. S. P.,
yv dniu 211. maja 1 <#U) r. yyystawę etnograficzną lokalną. Doskonale,
jak na krótki okres przygotiwawczy, zebrany materjał ludoznawczy
yv izbie sz lotnej, t. j. yv chacie, przedstayyiał się bardzo interesująco
Z m ę s k i c b s t r o j ó yv pokazano sukmany, typovee lubelskie,
czerwoną i niebieską włóczką zdobione, ale piolrkoyvskie podobnie
jak krzczonowskie mają mankietowy trójkąt z sukna zielonego. Płótnianki biali o kroju sukman, służą jako odzienie letnie. Koszule
piękne z wykładanymi kołnierzem, trefione t. j. układane yv drobne
zakładki, wyszywane delikatnym yvzorem czerwono-czarnym. Drugi
typ koszul bogato wyszytych nosi wyraźne motywy ruskie. Kapelusze
słomkoyyc wąskoskrzydłe, niskie “), kawalerskie z piórkiem pawiem.
Wl. Koźnńaiia „Mieszkańcy Krzczonowa1’, Wisła \VI
3) SI. Dąbrowski: Czapka i kapelusz yv Lubelskiem. Lud XX\rHI.
188
Kaftany czarne strojne kolorowe« wyszyciem i wycinanką w czar
nym aksamicie, przód jakby rabat, kołnierz i kieszenie. W podobny
sposób \v\ konané są miękkie pasy: wycinanka i liait w aksamicieKolii eifO strój reprezentowały spódnice w jednym tonie,
ciemne u dołu, kilkakrotnie ozdobione plisą przeważnie czarną, far
tuszki owe zagadkowego pochodzenia, bardzo krótkie, które mają
kształt baskiny i okrywają dokoła spódnicę,, wykonane z malerjalu
przerwanego pasem koronki i taką koronką u dołu wykończom . Naj
nowsza moda w Piotrkowie wydłuża owe zapaski, są one obecnie
jednostajne z białego tiulu, przez co tracą syój dawny charakter.
Koszule kobiece podobnie jak męskie mają wyszycia stebnowane lub
z białym haftem. Kaftany ciemne sukienne z licznemi kalitkami,
132.
Obchód na Krzaczkach
ozdobione wielką ilością tasiemek różnokolorowych i guziczków, podo
bnie jak i gorsety: interesuje nas wybryk tutejszej mody: białe gorsety f
Chustki na głowi; dawne, pochodzenia i gustu rosyjskiego, oraz kwietne
czerwone. „Chustka" gospodyń ułożona na obręczy. Paski dawni ko
biece kolorow'e, tkane i „podwiezki", paski używane, na weselach
przez ramię jako szarfy
Ściany chaty przystrajały liczne wycinanki, prace dziewcząt tu
tejszych. u pułapu zwisały „pająki1 ze słomy i papierków. Na jednym
stole ułożono naji harakterystyczniejsze pisanki o bronzowem i czarnem tle.
Brak było na wystawie ceramiki okolicznej (na miejscu nie ma
garni arzyd, mebli, oraz zabawek dziecinnych.
Po zwiedzeniu wy stawy udajemy się na uroczystość świąteczną
na „K r z a c z k i “. Po drodze oglądamy najstarszą, przeszło stuletnia
chatę, typu jednoizbowego, wdasność gospodarza 'Karasińskiego.
■.Ryc. 13.3).
189
Dziwne wrażenie wywiera w dzień Wniebowstąpienia góra zarosła
Krzakami tarniny i staremi lipami. Nazywa lud to miejsce' „Krzaczki"
U edle podania, ze szczytu tej właśnie góry uniósł się Pan Jezus
w niebiosa, odpoczywał tam przedtem i zostawił ślad swej stopy.
Lud czci to miejsce, które nie posiadało jednak nigdy żadnego
kościółka ani kaplicy, istnieje tam obecnie drewniany krzyż i coś
w rodzaju pomnika - kapliczki, przed którą w dzień Wniebowstąpienia
co roku ksiądz z Krzczonowa odprawia nabożeństwo dla tysiącznego
zgromadzonego ludu. Wokoło liczne kramy jarmarczne i zgiełk jak
na każdym odpuście. Nawet z dalszej okolicy zwożą w ów dzień
ciężko chorych i na tej górze w „Ki żaczkach“ zakopują ich na parę
j;odzin w zienn w celach leczniczych. W klok leżących, ziemią przesy-
133.
Najstarsza chata w Piotrkowie.
panych dzieci i starszych, oraz ich rodzin, karmiących owych chorych
i modlących się nad nimi, przenosi nas mimowoli w jakieś mroki
średniowiecznych praktyk lekarskich. Odjeżdżający lud łamie na
drogę gałęzie lipowe, które zaparzają w domu dla chorych na reuma
tyzm. Mimo obecności księdza i dnia święta katolickiego, całość rob*,
wrażenie pogańskiego uroczyska. Brak niestety jakit hkolwiek wiado
mości z przeszłośui o „Krzaczkach“.
W jednym z kramów kupujemy ładne pisanki, które w tyci: stro
jních malują od Wielkanocy aż do Zielonych Świąt i służą dla wy
miany w zabawach młodzieży* wiejskiej.
Popołudniu odbyło się na scenie miejscowej strażnicy pożarnej
piękne widowisko wesela piotrkowskiego, t. zw. „wesele
umyślne“. Brali w niein udział nawet najpoważniejsi gospodarze i go
spodynie, przejęci ważnością swych ról. Widowisko obejmowało do
kładne powtórzenie scen i akcji uroczystości oryginalnego wesela.
Piękne stare pieśni (zdołano w czasie akcji zanotować 25 melodji),
oryginalne stroje i akcesorja (specjalnie robiono koronę dla panny
190
młodej i rózgę weselni}) i humor weselnego towarzystwa zachwyciły
wszystkich uczestników tej udałej ludoznawczej wycieczki.
Należy wyrazić uznanie i podziękowanie Nauczycielstwu piotr
kowskiemu za owocne trudy, gorliwe i staranne przygotowanie wy
stawy, oraz zorganizowanie wesela.
Stanisław D<[browski.
Wystawa obrzędów weselnych w Tokjo. Przygotowywana uddawna.
„Wystawa obrzędów weselnych“, zorganizowana przez Towarzystwo
Kokumin Kekkon Hokodai, rozpoczęła się 1-go października 192!) r.
i trwała do 23-go tegoż miesiąca. Wystawa mieściła się w domu towa
rowym „Matsuzakaya“, położonym w ruchliwej dzielnicy 1'eno. Po
nieważ frekwencja dzienna w domu „Matsuzakaya“ wynosi około
200.000 osób, a wystawa trwała 23 dni, przeto wobec wolnego wstępu
zwiedziło ją około miljona osób. Główną jej część stanowiły eksponaty
japońskie, oraz kilku państw zagranicznych (Francja, Banja, Fin
tami ja, Czechosłowacja i i.).
Dział polski przedstawiał się wśród eksponatów cudzoziemskich
najokazalej. Grupa lalek „Wesele krakowskie“, stanowiąca obecnie
własność Muzeum miasta Tokio była jedną z największych atrakcyj
i skupiała dokoła siebie liczne rzesze widzów', przedewszystkiem zaś
dzieci i młodzieży. Ponad podjum, na którem lalki rozstawiono, za
wieszono staraniem Poselstwa flagę polską, napisy objaśniające
i obrazy.
Przy sposobności wystawy wydało Poselstwo w języku japońskim
broszurę o polskich zwyczajach weselnycjh, napisaną przez Prof. Adama
Fischera Broszura ta była rozdawana wśród starszych uczniów szkół,
zwiedzających wystawę, oraz rozesłana do miejscowych hihljotek
i uczonych
Sprawozdanie z działalności Muzeum Etnograficznego w Krakowie
za ostatnie trzy lata : 1927, 1928 i 1929. Praca w Muzeum Elnograficznein rozwijała się w ostatnich latach głównie w' 4 kierunkach :
1) aby powiększyć zbiory ; 2) aby' je uporządkować i zinwentary
zować ; 3) aby udostępnić i ułatwić pracę w Muzeum wszystkim tym,
którzy pragną korzystać z naszych zbiorów i z bibljotcki : 4) aby po
pularyzować wśród najszerszych kół wiadomości o ludach, zamieszku
jących Polskę.
I.
Prjgjz liczne korespondencje, artykuły w czasopismach, odczyty
i wikłady, tudzież w prywatnych rozmowach, szerzyliśmy wśród spo
łeczeństwa zainteresowanie Muzeum, co miało ten skutek, iż obdarzano
zbiory muzealne wieloma przedmiotami. I tak w roku 1927 otrzyma
liśmy w darze od 29 osób 434 przedmiotów, — w r. 1928 od 34 osób
322 przedmiotów, a w r. 1929 od 57 osób 290 przedmiotów ; — czyli
w trzech ostatnich latach 120 osób obdarzyło Muzeum 1040 przed
miotami.
Z subwencji Ministerstwa W. R. i O. P. zakupiono w tym czasie
1.184 przedmiotów.
191
Tak wií»c w ostatnich trzech latach powiększyły się zbiory mu
zealne o 2.230 przedmiotów.
Dzisiaj zbiory nasze obejmują przeszło 10.000 przeilmjotóyv,
1 200 rysunków i malowideł, blisko 3.000 fotografij, 1.000 negatywów
(klisz fotograficznych) i 380 przeźroczy.
Bibljoteka liczy 1.035 dzieł i broszur fachowych, nadto kilkaset
rękopisów.
II.
Wszystkie przedmioty nabyte do zbiorórv są natychmiast zaopa
trywani yv etykiety z oznaczeniem pochodzenia ich, są czyszczone, pod
dawać dezynfekcji i przechowywane w szafach gablotowyeh, lub
szufladach. Z powodu szczupłości lokalu zaledwie część zbioróyv jest
wystawiona na widok publiczny, reszta mieści się w szufladach.
Inwentaryzowanie, a równocześnie z Inicm prowadzony katalog
kartkoyvy idzie powoli, bo wymaga umiejętnej i dokładnej pracy.
Dotąd jast 3.943 przedmiotóyv zinwentaryzowani» cli i bibljoteka ska
talogowana.
III.
Zbiory muzealne są tak rozmieszczone, żc dla studjów mogą być
każdej chwili dostarczone poszukującemu je wraz z wszelkicmi potrzebnemi informacjami, co nawet z bardzo pochlebném uznaniem
dla Zarządu muzealnego było drukiem podniesione yv książce K M o szyńskiego : „Etnografja w Muzeach regjonalnych“, Warszawa
1928, str. 17.
W ciągu trzech lat ostatnich zwiedziło Muzeum Etnograficzne20.070 osób z całej Polski i z zagranicy, co daje dostateczne pojęcie
0 popularności Muzeum, o jego yvplyrvie wychoyvawczym i konieczności
utrzymania go w Krakowie.
Ze zbioróyv muzealnych korzystają stale, t. j. studjują, rysują,
malują uczniowie Akademji Sztuk Pięknych, Wyższej Szkoły Prze
mysłowej i uczenioe Państwowego Gimnazjum Żeńskiego. Wiele osób
korzystało ze zgromadzonych tu okazów jako wzorów do yy y kony yy-ania
haftu, kostjumów ludowych i lalek etnograficznych na Powszechną
Wystawę Poznańską w 1929 r. i inne mniejsze wystawy regionalne.
Młodzież, grupująca się w Kołach Krajoznawczych, czerpała stąd
wskazówki do swoich wyoieczek etnograficznych i pomoc przy urzą
dzaniu widowisk i zabaw ludowych.
Artyści-malarze robią tutaj studja do obrazów, na których lud
bywa przedstawiany.
Ze zbioróyv naszych korzystali też profesorowie uniwersytetu kra
kowskiego, lwowskiego i poznańskiego, nadto inni etnografowie czer
pali stąd materjał do prac swoich, jak Dr. Biegeleisen, Dr. Piwocki,
.1 Schramówna, a z zagranicy Dr. Iza Saunowa z Pragi, prof. R. Klau
st in z Rygi, Ferdynand Leinbock z Muzeum Narodowego w Estonji
1 inni.
192
Zakład Higjeny Uniwersytetu Jagiellońskiego przeprowadzał na
naczyniach glinianych, polewanych, ze zbiorów naszych studja nad
.szkodliwością dla zdrowia ludzkiego niektórych składników polewy.
Muzeum nasze dostarczyło też wiele fotografji i rysunków do ogło
-szonych drukiem dzieł i czasopism, jak: „Dziesięciolecie Polski“, ,,En•cyklopedja Guttenberga“, „Sztuki Piękne“, „Dzwon Niedzielny“, „Młody
rolnik“, „Młody' Polak“, „Dziś i jutro“...
Na życzenie Ministerstwa Spraw Zagraniczny! h w\konano pod
kierownictwem Zarządu Muzeum prześliczny model wesela krakow
skiego na wystawę w Tokio w Japonji. Okaz ten spotkał się tam
y. bardzo pochlebiłem uznaniem, a wykonany byt w zupełności przez
krakowskich rzemieślników. Także dla Muzeum Narodowego w Ilelsingforsie sprawiło Poselstwo nasze strój krakowiaka i krakowianki
za staraniem Zarządu Muzealnego.
Muzeum rozpoczęło wy dawaó książki o treści fachowej etnogra
ficznej. Pierwsza ukazała się w druku Tadeusza Seweryna „Malowane
skrzy-nic krakowskie“, obecnie na ukończeniu jest druk drugiej książki
tegoż autora : „Parzenice góralskie“, a przygotowana jest do druku
trzecia praca Seweryna Udzieli : „Strój krakowski“. Wszystkie książki
-są bogato ilustrowane rysunkami i malowidłami barwnemi.
IV.
Szerzenie i popularyzowanie wiadomości etnograficznych, szcze
gólnie odnoszących się do Rzeczypospolitej Polskiej, prowadziliśmy
-słowem i pismem przez w\ kłady, odczyty-, radjo, artykuły- dzienni
karskie i książki.
W okresie sprawozdawczym od 1927 do 1929 r. wygłosił Kierownik
Muzeum, Seweryn Udziela sześć wykładów i odczy-tów, a wy-dał dru
idem 11 mniejszych i większych rozpraw i artvkułów. Pan I)r. Tadeusz
Seweryn, zastępca kustosza, którego Ministerstwo Ví R. i O. P. przj
-dzieliło do praęy w Muzeum, w jesieni 1928 r. wygłosił 1 odczyty- i wy
drukował 5 książek i broszur. Wreszcie adjunkt muzealny' Pan Jan Ligięza ogłosił jedną pracę etnograficzną.Tę działalność, rozpoczętą w poprzednich latach prowadzi się
■dalej, pogłębiając ją i rozszerzając nietylko w Ojczyźnie, ale także
poza jej granicami.V.
V.
Muzeum Etnograficzne w Krakowie utrzymuje Towarzystwo za
wiązane w r. 1910. Przed wojną Towarzystwo to liczyło 158 członków.
W czasie wojny ta liczba zmalała do kilkunastu osób; po wojnie liczba
członków, podniosła się nieco ale i dzisiaj liczy' zaledwie 38. Składają
-się na tę liczbę profesorzy- uniwersytetu i szkół średnich, nauczyciele
i kilka innych osób, uznający-ch znaczenie takjeap Muzeum. Wkładka
roczna wynosi 10 zł.
193
Wstępy dla zwiedzających zbior\ są niskie, aby zachęcić i ułatwić
zwiedzanie Muzeum.
Jeżeli wszyscy członkowii złożą wkładki, to cały dochód własny
Muzeum dochodzi do 2.000 zl. rocznie.
Zarząd muzealny musiał prosić o subwencji;.
Rada Miasta Krakowa przyszła nam ze skromną pomocą i w ciągu
trzeih lat oslalnich przyznała Muzeum Elnograficznt mu 3.500 zł. za
siłku (500 zł. w roku 1027 - 1.000 zł. w r. 1028 i 2.000 zł. w r. 1020).
Dalszo środki na utrzymanie Muzeum przyznaje Rząd i Minister
siwo \1 yznań Religijnych i Oświecenia Publicznego, asygnuje zasiłki
większe lub mniejsze, stosownie do kredytów na ten cel przeznaczonych.
Jeżeli społeczeństwo poprze pracę naszą, to Kraków będzie mógł
pochwalić się, że posiada najpiękniejsze i najbogatsze Muzeum Etno
graficzne w Polsce
Seweryn Udziela.
Siedemdziesięciolecie Prof. Wł. Iłemetrykiewicza. W ubiegłym
1020 r. minęła siedemdziesiąta rocznica urodzin nestora prehistoryków
polskich Włodzimierza Iłemetrykiewicza, dr. praw, profesora zwy
czajnego prehislorji Uniwersytetu Jagiellońskiego w ...rakowie Uro
dzony dnia 0. IX. 1850 r. w Złoczowie w Małopolsce wschodniej. Po
ukończeniu gimnazjum w Rzeszowie i Tarnowie zapisuje się na wy
dział prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego, kończy swe studja praw
nicze w roku 1884, uzyskując stopień doktorski na podstawie roz
prawy „Konserwatorstwo zabytków' archeologicznych ze stanowiska
dziejów kultury i nauki porównawczej prayya“. Już tematem swmjej
rozprawy doktorskiej zdradza, że interesują Go zabytki kultury
i sztuki, poświęcając swe dalsze studja w tym kierunku a'ż do roku
1891 na wydziałach filozoficznych Uniwersytetów w Krakowńe i we
Wiedniu. Już w' czasie łych dalszych swych studjów wydaje, cały
szereg prac, które zwróciły uwagę na młodego badacza. W roku 1887
zostaje marnowany' członkiem - korespondentem Komisji Centralnej
dla badań zabytków sztuki i pamiątek historycznych w ď Wiedniu,
w rok później (1888) zaproszony' został na członka Komisji historji
sztuki Akademji Umiejętności w Krakowie, oraz na członka byłej
Komisji archeologicznej Akademji. W 1890 r. wybrany został sekre
tarzem Grona liomlW'walorów zabytków w Galicji zachodniej, na którem Lo stanowisku pozostawał aż do roku 1895, pożarem był od
1893 — 1895 sekretarzem Komisji historji sztuki Akademji. W 1891 r.
został mianowany rządowymi konserwatorem zabytków przedhisto
rycznych w Galicji. Jako konserwator srťfm się bliżej z zabytkami
przedhistory'cznemi i w czasie swych licznych podróży', które nie ogra
niczyły się tylko do Małopolski, lecz także obejmowały b. Królestwo
Polskie i Wielkopolskę, ratuje niejednokrotnie cenne wykopaliska,
przechowywane obecnie w zbiorach Polskiej Akademji Umiejętności
w Krakowie. To bliższe zetknięcie się ze zabytkami decyduje o Jego
dalszej pracy', poświęconej odtąd tydko prchistorji. W r. 1897 wy'chodzi
drukiem ostatnia jego praca z dziedziny historji sztuki. Teraz rozpoLud. T. XXIX.
13
194
ezvna sit; długi szereg prac, omawiających różne zagadnienia pre
historyczne. W dużym dorobku naukowym .(ubilata, ul)ejmującym
około 50 pozycyj, a które trudno nam tutaj wyliezyć, mamy eały
szereg rozpraw, monogralij, oraz prae syntetycznych. Z tych ostatnich
jedna wydana w języku niemieckim, o pradziejach Galicji, jest pierw
szą pracą, obejmującą całokształt czasów przeddziejowych ziem Polski.
Praca ta stanowi olbrzymi krok naprzód w badaniach nad tzasamiprzedhistorycznemi tej dzielnicy i rozpoczyna nowy okres prehistorji
w Polsce.
Niemniej ważną jest praca, dająca wyjaśnienie t. zw. hal) ka
miennych z okresu wezesnohistorycznego. Baby te uznawane były!
dawniej za zabytki słowiańskie. Dzisiaj zabylł ■ te, dzięki .lego bada
niom, uznawane są powszec linie za ślad pobytu na naszych ziemiach
ludów turko - tatarskich.
Nadto ma Jubilat olbrzymie zasługi dla nauki jako badacz tere
nowy i muzeolog. Od r 1804 zbiory archeologiczne Akademji Umie
jętności w Krakowie są pod Jego opieką.
W roku 1806 wybrany został sekretarzem działu anlropologicznoarclieologicznego Komisji antropologicznej Akademji i redaguje do
dziś dział prehistoryczny najpierw „Materjałów antropologicznych,
archeologicznych i etnograficznych“ a później „Prac Komisji antropologji i prehistor ji“. W 1003 r. wybrany został członkiem - korespon
dentem wydziału filozoficznego Akademji Umiejętności w Krakowie
i członkiem honorowym zakrajowym Sekcji archeologicznej Muzeum
Królestwa Czeskiego w Pradze czeskiej. W roku 190’5 habilituje się
jako doęćnt prehistorji Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Zawie.rucha wojenna i związana z nią ewakuacja Krakowa zmu
sza Prof. Demetrykiewicza do opuszczenia umiłowanego warsztatu
pracy i przeniesienia się do Szwajcarji. W czasie swego poh\ tu na
obczyźnie wydaje pracę. p. t. „Stud ja prehistoryczne w Szwajc arji".
Po powrocie do oswobodzonej Ojczyzny staje znów do pracy
i poświęca się głównie pracom organizacyjnym, jakie stanęły przed
polską nauką, a szczególnie polską prehislorją z chwilą odzyskania
niepodległości.
Dzięki swym pracom doczekał się Prof. Demetrykicwieź zupeł
nego uznania. W 1919 r. zostaje mianowany profesorem nadzwyczaj
nym, a w roku 1921 profesorem zwyczajnym prehistorji Uniwersytetu
Jagiellońskiego Jako pedagog ma też Prof. Demetrykiewicz duże za
sługi. Potrafił on zainteresować tą gałęzią nauki grono uczni, którzy
pracują dzisiaj nad problemami czasów przeddziejowych. Pod Jego
kierownictwem kształcili się przez dłuższy lub krótszy czas wszyscy
trzej nowi profesorowie prehistorji Uniwersytetów polskich, oraz cały:
szereg konserwatorów zabytków przedhistorycznych.
W 1924 roku „Polskie Towarzystwo Prehistoryczne' mianowało
Prot. Demetrykieyvicza, w uznaniu zasług na niwie prehistorji,
syvyrm pierwszym członkiem honorowym. W marcu 19.50 r. yvy brany
został członkiem czynnym Polskiej Akademji Umiejętności w Kra
195
kowie. Oprócz tego jest członkiem honorowym Towarzystwa Opieki
nad Polskiemi Zabytkami Sztuki i Kultury i Komandorem orderu
„Polonia Restitula“.
Redakcja „Ludu“ przyłącza się do życzeń płynących ku czci
godni mu nestorowi prehistoryków polskich nietylko z rozmaitych
stron Polski, ale również i zagranicy, — życząc Mu: Ad multos annos!
Dr. J. B.
Pięćdziesięciolecie Prof. Adolfa Chybińskiego. W Instytucie Mu
zykologicznym U. J. K. odbyła się w dniu 6 lipca 1930 roku uroczy
stość wręczenia Prot A. Chybińskiemu księgi jubileuszowej, jako
w 50 lecie urodzin i 25 lecie pracy naukowej. Zgodnie z życzeniem
jubilata uroczystość ta odbyła się zupełnie cicho, w obecności tylko
dawnych i obecnych uczniów. Księgę (Por. Lud XXIX, 150 — 1) wrę
czy! Jubilatowi redaktor tejże X. Dr. H. 1 eicht, przemówiwszy imie
niem dawnych uczniów, poczem imieniem obecnych uczniów wygłosił
przemówienie p. T. Głodziński.
Prot'. Chybiński poświęcał się przedewszyslkiem badaniom historji
muzyki polskiej, a ogłosił dotąd prWSzło 300 większych i mniejszych
prac, drukowanyi h jużto osobno, już w czasopismach polskich i za
granicznych. Wśród tych prac mamy też cały szereg zasadniczych
sfndjów z dziedziny etnografji muzycznej. Najpierw w r. 1007 ogłosił
zasadniczą metodologiczną rozprawkę p. t. „O metodach zbierania
i porządkowania melodyj ludowych (Lud XIII, 171 i odb.) Następnie
pomieścił wyczerpujące sprawozdanie z III. kongresu muzycznego
w Wiedniu (Lud XVI, 160). Charakter metodyczny mają także szkice
p. t. „O organizację pracy nad metodjami ludowemi“ (Lud XXI,
29- 39), oraz „Wskazówki zbierania melodyj ludowych“ (Przegl.
pozn. 1925, 16). Szczególnie jednak wielką wartość posiada studjum
p. t. „Instrumenty muzyczne ludu polskiego na Podhalu“, Kraków
1924, (Prace i mater, antrop. archeol. i etnogr. III). Należy ono już
do cyklu podhalańskiego prac etnograficznych Prof. Chybińskiego.
Prócz tego Jubilat ogłosił fragmenty swych badań nad muzyką górali
tatrzańskich p. t. „Muzyka górali tatrzańskich »Pamiętnik XI wielko
polskiego Zjazdu kół śpiewackich w Poznaniu 1924), nadto „O muzyce
górali tatrzańskich“, (Muzyka 1926, 584), a wreszcie w szkicu p. t.
„O muzyce górali podhalańskich“. Zakopane 1927; do tej grupy należy
zaliczy» także rozprawkę- p. t. „Dzwony pasterskie ludu polskiego na
Podhalu“. Kraków 1925.
Wreszcie staropolskie kanlyczki i melodje opracował A. Chy
biński w artykule p. t. „O staropolskiej kolędzie“, (Ziemia 1928,
». 50— 53). Pod dozorem muzycznym Prof. Chybińskiego wydaje
Akad. Umiejętności „Pieśni ludu śląskiego“, a Towarzystwo Naukowe
w Płocku „Wesele kurpiowskie“ (wedle materjałów X. Skierkowskiego). A prócz tego pracował w terenie i zbierał stare nuty góralskie
jeszcze w okresie przed ich zniekształceniem przez wpływy postronne.
Ten krótki przegląd raczej bibljograficzny wystarcza chyba do stwier13
196
dzenia, że zasługi Prof. Ghybińskiego Si) lakże znaczne w dziedzinie
etnografji.
Prócz tych powodów o charakterze ogólnym, Redakcja „Ludu“
ma pewien specjalny powód, aby sit; przyłączyć do tak licznych i ser
decznych ż\czeń z okazji dwudziestopięcioletnia pracy naukowej:
składamy życzenia członkowi Komitetu redakcyjnego „Ludu“, który
od r. 1922 wspomaga nas zawsze ofiarnie swii cenni! współpracą.
Redakcja.
Doroczne zgroinaclzenic Towarzystwa „Gesellschaft f. Physische
Anthropologie“ 1929 r. odbyło się w dniach 16 i 17 kwietnia 1929
w Tybindze, bezpośrednio przed zjazdem anatomów'. Udział członków'
i gości nie był mimo tego liczny. Z dwunastu zgłoszonych referatów',
wygłoszono 11, w' tem 1 szwedzki i 3 polskie. Obradom zgromadzenia,
które odbywały się we wspaniałym zakładzie anatomicznym uniwer
sytetu, przewodniczył Prof, Dr. Otto Aicliel z Kilonji — sekrelarjal
prowadził Dr. W. Giesełer z Monachjum.
Wygłoszone referaty dotyczyły szeregu zagadnień ze wszystkich
prawdę działów' antropologji. Z referatów niemieckich żywe bardzo
zainteresowanie w'vwołało sprawozdanie prof. Aielila z wyników po
dróży do Chile^i Brazjlji. Dziś już stwierdzić można, że rezultaty
badań prof. O. Aielila na tych terenach, zgodne' naogół z dotych
czasowymi ujęciami (J Siemiradzki 1897) są ważnym krokiem na
przód w kierunku pogłębienia nowych wiadomości o stosunkach ra
sowych w' Ameryce. — Bardzo ciekawo rezultaty badań nad założę
niami stosowanej dotąd przy charakteryzowaniu rasy neandertalskiej
techniki pomiarowej. referował W. Giesełer. Wyniki jego, stanowiące
bardzo istotną krytykę poglądów Schwalbego i Boulea, świadczą,
że sprawa neanderlaloidów me jest bynajmniej definityvvnie zała
twiona, a wydzielenie gatunku „H. primigenius“ oparte jest na niewy
starczających podstawach.
Pozatem odbyły się referaty, prof. Fischera o stanie badań antro
pologicznych w Niemczech, dr Freudenberga o dyluwjalnycli szcząt
kach kostnych znalezionych w okolicy Heidelbergu, dr. Roth - Lustra
o analizie populacji metodą krzywych Mollisona, prof. v. Verschnera
0 rozwoju jednojajowych bliźniaków' i prof. Mollisona o rodzinach
szwabskich. — Bardzo doniosłe rezultaty opracowania mikeńskich
1 wczesnohelleńskich materjałów' koslnych z Argolidy referowali prol.
Fürst z Lundu. Badania szwedzkiego uczonego wykazały występo
wanie elementów' armenoidalnych wśród ludności mykeńskiej, co
było dotąd teoretycznym postulatem.
Z trzech referatów polskich, dwa wygłosił prof. Gzekanowski.
W pierwszym z nich, dotyczącym prawa średnich arytmetycznych
jako charakterystyk populacji, wysunął autor szereg nowych po
glądów' na zagadnienia procesów dziedziczenia i zmienności
u człowieka. Drugi poświęcony był wykazaniu związków zachodzą
cych między konstytucją a rasą. Oba referaty przyjęte zostały z wielkiem zainteresow'uniem i wywmłały ożywioną dyskusję.
197
Trzeci referat polski, wygłoszony przez S. Klinika, dotyczył za
gadnień, związanych z systematyką rasy żółtej.
Po zakończeniu obrad uczestnicy zjazdu zwiedzili wspaniałe
muzeum prehistoryczne, poświęcone przedewszystkiem préhistorji
Szwabji, które znajduje się na zaniku.
Zarówno przebieg i treść obrad, jak też organizacja zjazdu i miłe
wrażenu starego uniwersyteckiego środowiska w Tybindze, pozosta
wiły uczestnikom bardzo sympatyczne wspomnienia.
i'. K.
I.
Międzynarodowy Zjazd Filologów słowiańskich w Pradze.
Pierwszy Kongres słowiańskich filologów odbył się w Pradze w dniach
od 6 do 13 października 1929 r. Zjazd został uroczyście otwarty
6 października wr sali Smetám w miejskim domu reprezentacyjnym.
Dłuższe wstępne zagajenie wygłosił prof. Murko, poczem w imieniu
rządu mówił minister oświaty dr. Stefanek, w imieniu miasta Pragi
prof. Svoboda, a w imieniu czeskich Towarzystw naukowych prze
mawiał prezes Akademji prof. .1. Zubatý. Następnie wygłosili powi
talne mowy delegaci Niemiel, Austrji, Bulgarji, Danji, Estonji, Sta
nów Zjednoczonych, Finlandji, Francji, Anglji, Grecji, Włoch, Łotwy,
Litwy, Norwegji, Polski, Rumunji, Stolicy apostolskiej, Rosji sowiet
kiej, Szkocji, Szwajiarji i .fugosławji. Nadto przemawiali Prof. GyrvI
Studziński imieniem Towarzystwa Naukowego im. Szewczenki, a ks.
.1. Kral jako przedstawiciel Serbów łużyckich.
Liczba uczestników kongresu wynosiła około 600 osób, a naj
silniejsza bvła grupa polska, licząca 48 uczestników, następnie
Jugosławja z 22, Francja z 12, Niemcy z 10, Sowiety z 9, Bułgarja z 8,
Rumunja z 5 uczestnikami. Polacy nietylko ilościowo, ale i jakościowo
przedstawiali się na kongresie bardzo dodatnio W sekcji lingwistycz
nej wygłosili referaty: H. Batowski, K. Nitsch, Wł. Kuraszkiewicz,
M. Małecki, St. Szober, A. Kleczkowski, T. Milewski, W. Doroszewski,
.1. Kuryłowicz, J. Otrębski. Szczególnie wielkie zainteresowanie wy
wołał komunikat .1. Czekanowskiego i T. Lehra - Spławińskiego na
temat dialektów' prasłowiańskich. W sekcji historyczno-literackiej
wygłosili komunikaty .1. Janów', M. Szyjkowski i .1. Gołąbek, a d
skusji etnograficzne podtrzymywał A. Fischer
Wszystkie sekcje pracowały bardzo intensywnie, jak świadczy
0 Bem wielka ilość zgłoszonych rezolucyj. Zarazem dzięki bezpośred
niemu porozumieniu się sta wistów z różnych krajów zapowiadają się
poważne zbiorowe prace, jak słowiański atlas językowy lub słownik
wierzeń i zwyczajów słowiańskich.
Zjazd zakończyła w'ycieczka do Berna i Bratislaw'y. W Bernie
na grobie Józefa Dobrowskiego złożyła delegacja polska wieniec,
a serdecznie przemówił prof. St. Szobeę.
Następny zjazd filologów słowiańskich zaprosił do Polski
w imieniu Rządu i delegacji polskiej Prof. Lehr- Splawiński, a Prof.
Gzekanowski podziękował za inicjatywę zjazdów, gościnne przyjęcie
1 akcept polskiego zaproszenia.
198
Na ogól zjazd praski miał nietylko znaczenie naukowe, ale przy
czynił się także do zbliżenia narodów słowiańskich, oraz wzbu
dzenia większego poważania dla nauki słowiańskiej u narodów nie
słowiańskie h.
III Zjazd Słowiańskich Geografów i Etnografów w Jugosławji
1930. Niezwykle szczęśliwa myśl, podjęta swego czasu głównie dzięki
inicjatywie Jovana Cvijicia, została w r. 1930 wykonana przez Jugosław-ję. Forma kongresu została zmieniona na typ objazdowy' wedle na
szego pomysłu, przyjętego na drugim zjeździe słowiańskich geografów
i etnografów w r. 1927 w Polsce. Efekt był w rezultacie znacznie
większy, aniżeli u nas, gdyż przyroda jugosłowiańska daje niewątpliwie
więcej różnorodnych wrażeń. W związku z tern należy' podkreślić, że
wynik był nietylko turystyczny', ale i naukowy'. Autopsja nie zastąpi
nigdy najlepszego opisu, a w tyun wypadku wielu etnografów i geo
grafów widziało znaczną część drogi po raz pierwszy'.
Froczy'ste otwarcie kongresu odbyło się w Białogroilzie w auli sta
rego uniwersydetu dnia 4 maja b. r. Posiedzenie zagaił imieniem komi
tetu organizacyjnego gen. S. P. Boskovic, który- powitał serdecznie de
legatów wszystkich państw, wspomniał o zasłużonych zmarłych uczo
nych Jerzym Danesu i Ludomirze Sawickim, porzem zaproponował na
przewodniczącego Kongresu prof. Eugeniusza Romera. Propozycja ta
została powitana burzliwemi oklaskami. Następnie zabrał głos prof.
Romer, przypomniał zasługi Jovana Cvijicia w związku z kongresami
słowiańskich etnografów i geografów i wyraził radość, że zjazd obra
iłuje pod protektoratem króla Aleksandra I, poczem zaproponował
tekst powitalnej depeszy- do Króla Jugosławji. W dalszym ciągu zabrał
głos minister oświaty Božvdar Maksimovié i podkreślił znaczenie
zjazdów słowiańskich etnografów i geografów, które przyczyniają się
do wzajemnego poznania narodów słowiańskich. Następnie wygłosili
powitalne przemówienia prof. A. Gavazzi imieniem Akademji Umie
jętności w Zagrzebiu, prof. W. Petkovié imieniem Królewskiej Aka
demji Nauk w Belgradzie, prof. C. Mitrovié, jako rektor białogrodzkiego uniwersytetu, prof. Pavle Vujevié imieniem Towarzystwa
Geograficznego, prof. E. Speklorskij imieniem rosyjskich uczonych nu
emigracji, prof. Švambera imieniem delegacji czeskosłow-ackiej
a wreszcie prof. E. Romer imieniem polskiej delegacji. Na tern posie
dzenie zostało zamknięte. Następnego dnia złożyły delegacje polska
i czeska w-ieńce na grobie nieznanego żołnierza w Avali.
Zaraz pierwszego dnia rozpoczęły się wycieczki naukowe podzie
loną ,na rozmaite sekcje, jak geomorfologiczna, geologiczna i geobotaniczna: etnografowie zwiedzali dokładnie Muzeum Etnograficzne pod
kierunkiem starannym dyr. B. Drobnjakovicia, który wyjechał naprzeciw- lwowskich uczestników na granicę jugosłowiańską, aby ułat
wić im wszystkie formalności graniczne. Wogóle przy tej sposobności
zaznaczę, że moje sprawozdanie będzie uwzględniać jedynie działal
ność sekcji etnograficznej, w- której brałem czynny udział, a więc tein
samem me mogłem śledzić toku prac w innych sekcjach.
199
Po dwudniowym pobyciu w Białogrodzie dnia 5 maja o północy
wyjechaliśmy w podróż dokoła Jugosławji. Wycieczka zaczęła się od
wspaniałej jazdy Dunajem przez Żelazną Bramę aż do Prahowa, ska<;
pociągiem przybyliśmy na wieczór 6 maja do Zaječaru, gdzie po po
witaniach pod pomnikiem ku czci poległych zostaliśmy podjęci prze
miła uczta, w której wzięły udział szerokie koła całego miasteczka.
M Zaječarze zaznaczyło się zaraz na wstępie to, co potem obserwo
waliśmy przez cały ciąg podróży, że wycieczka nasza była witana nietvlko serdecznie przez czynniki oficjalne, ale istotnie przez wszystkie
sfery społeczeństwa. Każda najmniejsza mieścina chciała brać udział
w łych uroczystościach, tak, że nieraz zwłaszcza prezes .kongresu pro!
Borner byl w eiężkieh opałach.
Dnia 7 maja rano wyjechaliśmy z Zaječnru, aby w południa
zdążyć na uroczyste przyjęcie w Niszu, a na wieczór dojechać do
Skoplja. Dzień 8 maja wypełniła praca w sekcjach, a wreszcie vvycieczk i do wsi Mirkowce, która była dla etnografów' niezmiernie inlo
resujaca. Bankiem 9 maja pociąg kongresowy zawiózł nas ze Skoplja
do Kosowskiej Mitroviey, a więc mieliśmy możność przejazdu prze/.
Kosowe Pole. Poniewż kolej kończy się w Mitrowicy, więc następująca
cześć drogi odbyliśmy autobusami przez Raszkę aż do Kraljewa. Stad
zdążyliśmy na wieczorne przyjęcie do Cačaku, poczem dalej pocią
giem kongresowym do Sarajewa i Ilidże, gdzie przybyliśml dnia
10 maja który to dzień wypełniło nam zwiedzanie sarajewskich mu
zeów, dzielnicy muzułmańskiej i liczne przyjęcia. Dnia 11 maja wy
ruszyliśmy rano z Ilidże, w południe byliśmy w Mostarze, a na wieczór
już nad Adrjalykiein w Dubrowniku, skąd udaliśmy się samochodami
na nocleg do słynnej miejscowości kąpielowej Kupari. Dzień 12 maja
zajęło zwiedzanie Dubrownika, a wreszcie o dziesiątej wieczorem od
jechaliśmy statkiem „Split“ do Splitu, dokąd przypłynęliśmy rano
1M maja; cały len dzień przeznaczony był na zwiedzanie pałacu Dio
klecjana, Muzeum archeologicznego i góry Marjan. Po południu od
płyną! „Split“ do Suszaku, dokąd przybiliśmy dnia 14 maja rano,
stad pociągiem do Ogulina, a na wieczór dojechaliśmy do Lubiany,
gdzie powitano nas pieśnią słowieńską, wykonaną przez stowarzy
szenie śpiewackie „Glazbena Maticn“. Niektóre z tych pieśni, jak
„Zeleni .Jurij“ lub „Koinarjeva Ženitev“, czy „Přišla je miska“ wyka
zują uderzające analogje do naszych pieśni. Dzień 15 maja był po
święcony' pracy w sekcjach oraz yvycieczce przez Leset do Błędu.
Niektórzy z nas tak się zarhyvyrili pięknością jeziora i wspaniałego
Triglawu, że spóźniliśmy się do pociągu i dopiero późnym wieczorem
dojechali do Zagrzebia, w którem to mieście spędziliśmy ilwa ostatnie
dnie kongresu, t. j. 16 i 17 maja. Pierwszego dnia byliśmy we wsi
chorwackiej Markuševac, yv której dzięki prof. Můrce nasza grupka
mogła zapoznać się z dawnemi strojami cborwackiemi i różnemi fa
zami przemiany tych strojów'. Przy' tej sposobności podziwiałem spo
kojny a niezwykle umiejętny sposób badania terenowego, prowadzony
przez prof. Murkę, który dyskusję z jedna kobietą lak zręcznie potrafił
200
kierować, że wkrótee kilkanaście już osób dawało informacje i wydo
bywało różne stare Stroje lak powszednie- jak i obrzędowe. Tak wy gląda zupełnie objektywny dziennik podróży, który umyślnie dla śei
słośei informacji podałem w len kronikarski sposób.
Jakże zaś przedstawiają sit; yyyniki naukowe kongresu? Tutaj
znów muszę podkreślió, że będę oceniać jedynie rezull ity w zakresie
mojej specjalności, t. zn. etnografji.
W kongresie brało udział około 200 osób, w tern z Polski 0(5 osób.
z Czechosłowacji 02 osób, z Francji 5 osób, z Belgji 2 osoby, z Niemiec
1 osoba, a reszta pochodzda z Jugosławji. Na ogólną liczbę referatów
124 było polskich 52. Wśród referatów było 38 komunikatów etno
graficznych, a więc prace ie jedna trzecia ogólnej liczby. Jeżeli zaś
zważymy, że. sokcyj było wogóle osiem, to ilość tych referatów była
wcale znaczna. Polskich referatów było w' tein szesć, a wszystkie do
tyczyły zasadniczych zagadnień i niektóre wywołały ożywioną dy
skusję. Godzi się zaznaczyć choćby ieli tytuły: Il prof. E. Frankowski,
Analiza formy spinek góralskich; 2) prof. St. Poniatowski. Geneza
huśtawki; 3) prof. E. Frankowski, Pochodzenie sochy nadbałtyckiej;
4) E. Frankowski, Projekt ujednostajnienia metody kartograficznych
opracowań w etnografji; 5) prof. Jan Czekanowski, Obecny stan
badań nad kartą antropologiczną Europy:; 6) prof. Adam Fischer"
Metoda etnogeografiezna w zastosowaniu do kultury duchowej. Prócz
wymienionych polskich referatów zasługują na podkreślenie nastę
pujące komunikaty: dr. .1. Schránil, Problem stosunków rzymskoslowiańskieh; dr. W. Praźak, Zadania i cele słowackiego archiwami
zwyczajów7 ludowych w7 oddziale etnograficznym Muzeum w Brati,sławie; Vladimir Tkalcić, Stroje ludowe na Krku; dr. Antoni Vaclavik,
Kolonje ghorwackie w7 Czechosłowacji; b. minister Niko Županu,
Znaczenie niektórych starych geograficznych i elnicznyih nazw; dr.
Jan Husek, Wpływ7 dawnej granicy węgierskiej między Morawami
a Słowaczyzną na zróżniczkoyyanie etniczne Słowaków; dr. E. Sclineeyyeis, Obrzędy weselne Serbów łużyckich; A. Vaclavik, Problem etno
graficzny yvschodnich Moraw; dr. W. Fabian, Zwierzęcy ornament
na haftach (zeskosłoyy7ackich; dr. N. Mogilanski, Nowe yvydayvniclyva
z zakresu etnografji rosyjskiej: W. Szczerbakiyyski, Wieprz yy ukra
ińskich ludowych obrzędach;
prof. M. Gavazzi, Motyyv swastyki
yy7 ornamentyce zwłaszcza na pisankach; prof. G. Gesemann, Nowo
czesne métody badania epiki jugosłowiańskiej; M. Kus - Nikolajew,
Ornamentyka jugosłoyyiańska: dr. D. Stránská, Studjum ludowych
obyczajów, zadania i metody; dr. B. Širola, Muzyka chorwacka;
Mitar Vlachovié, Grupy7 etniczne czarnogórskie i brdskie; dr P. Petroyić, O prymitywnycb środkach komunikacji u naszego ludu: dyr. B.
Drobnjakoyić, Skład ludności yv Szumadji.
Większa część yyykładów by7ła ilustrowana przeźroczami i płytami
gramofonowemi, tak że słui hacze mogli nabrać yy7szechstronnego 'Do
jęcia o danyudi kyve-tjacli i powstawała możliyyość dyskusji na temat
analogij słoyyiańskicli: jeszcze yyięeej pola do dyskusji dayyały refe-
ralv o charakterze metodycznym. Oczywiście dyskusja nic zawsze to
czyła się na samem posiedzeniu, lecz na licznych przyjęciach, gdzie
hvło tak wieję okazji do wymiany zdań oraz do informacyj wzajem
nych o stanie badań etnograficznyc h w różnych krajach słowiańskichElnografja może być zupełnie zadowolona z wyników kongresu, za
równo o ile idzie o część wycieczkową, jak naukową. Należy wyrazie
jedynie żal przy tej sposobności, że jednak ten trzeci kongres nie b\
zjazdem ogólnosłowiańskim, gdyrż lira ko w a to na nim Bułgaiów
i przedstawicieli Rosji sowieckiej, przez to bowiem powstał precedens
bardzo niebezpieczny dla przyszłych kongresów'.
Na zakończenie trzeba podkreślić, że Komitet organizacyjny jugo
słowiański podołał w całej pełni trudnym zadaniom, gdyż z niezwykłą
punktualnością wiózł i wspaniale żywił dwie setki osób za opłatą
bardzo niską. W związku z lem należą się zupełnie szczere słowa
uznania prezesowi komitetu gen. P. Boškoviciowi, sekretarzowi ko
mitetu prof. B. Milojeviriowi i prof. P. Vujeviciowi, który przez przy
gotowanie krótkiego przewodnika po Jugosławii przyczynił się znacz
nie do rozumienia dokładnego odbywanej drogi. Przewodnik ten jak
wiele innych cennyih wydawnictw rozdano wszystkim uczestnikom
kongresu.
Wszystkie te wyżej wspomniane okoliczności sprawiły, że dwutygodniowy pobyt w' Jugosławii w v w a rt na uczestnikach 111 Zjazdm
słowiańskich etnografów i geografów istotnie niezatarte wrażenie
Adam Fischer.
Międzynarodowa Konferencja Komisji Sztuki Ludowej odbyła się
yve Włoszech w Rzymie yv czasie od 25 — 31 października 192‘J na za
proszenie Włoskiej Komisji Sztuki Ludowej.
Posiedzenie inauguracyjne otworzył przewodniczący Komisji wło
skiej Proť. li m i 1 i o Bo dr er o w sali willi Aldobrandini dnia
2.1 października w obecności delegalóyv Austrji, Belgji, Braztylji, Gzechosłowac ji, Egiptu, Ekwadoru, Erancji, Niemiec, Japonji. Grecji.
Włoch, Łotwy, Holand ji, Panamy, Polski, Portugalji, Rumunji
Hiszpanji, Węgier, Stanów Zjednoczonych Ameryki Półn. i SzwajcarjL
Wiele serdecznych słów zawierało powitanie sen. ďAncori
yv imieniu miasta Rzymu, następnie yv imieniu rządu włoskiego prze
mawiał Proť. A líre (I R o c c o , minister sprawiedliwości i oświaty..
a zarazem przewodniczący włoskiej komisji współpracy intelektualnejAV imieniu CIAP-u mówił Dr. O L e h m a n n , dy rektor Muzeum
yv Allonie, yv imieniu Instytutu yyspółpracy' Intelektualnej sekretarz.
Biura R. Du pierreux, a yvreszcie jako przedstawiciel Ligi \arodóyv życzył konferencji pomyślnych wyników v. Schmieden.
Z niezwykłym temperamentem wygłosił syye przemówienie mistrz
Piotr VI a s c a g n i , który z całą bezyyzględnością yyystąpił prze
ciw współczesnym kierunkom w sztuce, a mową swą zakończył maestro
następująremi uwagami: „Dziś możemy z ufnością zwalczać fałszywą
sztukę, która jest bez ojczyzny i bez piękna. Żaden środek do odro-
•202
(lżenia sztuki wogóle nie nadaje się tak dobrze, jak odrodzenie sztuki
ludowej. Sztuka ludowa u wszystkich narodów odegra wielka rolę,
jako .,salvatrice delle tradizioni, délia civillà, dell’arte“.
Następnie delegaci poszczególnych państw odbyli pięć posiedzeń
administracyjnych o bardzo obfitym programie. Przedewszystkiem
imieniem Biura G. I. A. P. niestrudzony sekretarz R. Dupierreux,
złożył sprawozdanie, z którego wynika, że się już organizują, i pracują
komisje narodowe sztuki ludowej w Niemczech, Austrji, Belgji, Buł
garj i, Egipcie, Ekwadorze, Hiszpanji, Estonji, Stanach Z|ednoczonvch,
Francji, Anglji, Grecji, Węgrzech, W łoszech, Łotwie, Holandji, Polsce,
Czechosłowacji, Kanadzie i Algierze Poszczególni delegaci uzupełniali
wvwodv referenta, przyczem informacje polskiego delegata o stanie
badań etnograficznych w Polsce, zrobiły korzystne wrażenie.
Następnie uchwalono nowy statut C. I. A. P., który postanawia,
że w każdym kraju należy ptworzyć specjalny komitet narodowy, skła
dający się ze specjalistów' i miłośników szuki ludowej. Komisją kii
ruje Biuro, złożone z prezydenta i ośmiu członków'. Ohecnie do lego
Zarządu należą reprezentanci Niemiec, Czechosłowacji, Belgji, łlolandji, Szwajcarji, Francji, Japon ji, Włoch i Ligi Narodów. W myśl
nowych postanowień Międzynarodówki Komisja Sztuki Ludowej staje
sic jednostką organizacyjną samodzielną, zupełnie niezależną od Międ7Miarodow'ego Instytutu współpracy intelektualnej. Wreszcie uchwa
lono odbyć II. Kongres szluki ludowej w' Belgji, w Antwerpji w r. 1930,
III. Kongres sztuki ludowej w Holandji w r. 1932, a IV. Kongres i wy
stawę sztuki ludowej w Bernie szwajcarskiem w r. 1934. Z pomiędzy
tych zagadnień szczególnie Ważne jest odpowiednie obmyślenie wy
stawy berneńskiej. Komitet przygotowawczy postanowił, że wystawa
odbędzie się w' Bernie w cza si u od 15 maja do 15 października 1934,
si budynki potrzebne będą wykończone w październiku 1933. Program
wystawy przestawia się w przybliżeniu następująco: Al Sztuka I. Bu
dynki II. Sztuka domowa: 1. Sprzęty, 2. Dekoracje wnętrza, 3. Sprzęty
gospodarcze, 4 Piekarstwo i cukiernictwo, 5. Zdobnictwo. 6. Narzędzia
rolnicze, 7. Rybactwo i żegluga, 8. Łowiectwo i broń, 9. Śwjgki ro
dzinne.. 111. Sztuka osobista: 1. Zdobienie ciała, włosów i t. d., 2. Fajki,
tabakierki i t. d., 3. Zabaw'ki, 4. Rysunki dzieci, 5. Oprawy książek
ludowych, 6. Instrumenty muzyczne. IV. Sztuka społeczna i zbiorowa:
1. Kulty religijne, 2. Widowiska ludowe, 3 Obrzędy doroczne
4 Ozdoby ulic, 5. Pierwiastki artystyczne w obrzędm h ludowych.
BI Muzyka i pieśni ludowe. C) Widowiska sceniczne, pochody, uroczystości, tańce. D) Pokazy techniczne i naukowe. Poszczególne państwa
będą mogły budować własne pawilony' o wymiarach 2UÜ
300 nr,
przyczem 1 metr kwadratowy kosztuje 80 franków' szwajcarskich.
Jeśli do tego doda się koszta fasady i odpowiedniego urządzenia wnę
trza. to czeka Polskę znaczny wydatek i wysiłek organizacyjny.
Wreszcie w związku z wielką ilością specjalnych zagadnień łą
czących się z muzyką ludową postanowiono stworzyć „Société inter
nationale de la musique et de la chanson populaire" (Towarzystwo
203
Międzynarodowe muzyki i pieśni ludowej.). Projekt ma obmyśleć
i zreferować Komisja narodowa węgierska, która ma przygotować już
realne wnioski na przyszły Kongres w Belgji w r. 1930
Prócz posiedzeń administra« \ jnvcli odbyły się także liczne po
siedzenia naukowe. Prezydjum C. I. A. P-u zaproponowało do opraco
wania i dyskusji lemat: „Pieśń, muzyka i taniec ludowy» w swych
związkach z życiem społecznem“. W związku z tem wygłosił delegal
polski Prot. A. F i s c h e r referat p. t.: „Muzyka, pieśń i taniec lu
dowy w polskich obrzędach weselnych“, uznany w dyskusji jako je
de nie odpowiadający na postawione pytanie. Ludwik
Kuba,
delegat CzechosłowReji, który od lat 50 pracuje nad muzyką i pieśnią
ludową, przedstawiał w swym referacie dwanaście praw pieśni ludowej,
a mianowicie: 1) anonimowość 2) życie w pamięci ludu, 3) charakter
subjektywny, 4) zanik pod wpływem książki i szkoły, 5) improwizacja,
fil zmienność, 7) ty-p twórczy i odtwórczy, 8) ustalanie się pieśni za
powiada jej upadek, 9) charakter organiczny' pieśni, 10) prawo zmian_v,
11) przemiana pieśni ludowej na narodową, oraz 12) w związku z tem
na utwór niezmienny. Dr. Elmar Irro (Estonja) nadesłał referat
o pieśni estońskiej, z którego wynika, żMdotąd zebrano 1500 melodyj
ludowych estońskich. Wśród melody j tych zupełnie dobrze wyróżniają
się stare melodje runiczne o krótkich frazach i archaicznych gamach,
oraz nowsze pieśni, pochodzące przeważnie z XIX wieku z wpływami
niemieckiemi i rosyjskiemi.
R irdzo wyczerpujący komunikat przedstawił I). V an der V e n
(Holandja> p. t.: „Międzynarodowe; zapisywanie lań?!ow ludowy-ch’\
Referent zwwócił uwagę, że w tym wy'paclku jest konieczna współpraca
ludoznawcy, choreografa, muzykologa i naukowo wyszkolonego opera
tora filmowego, oraz że należałoby' stworzyć specjalną sekcję dla za
pisywania Dcli tańców. Wszystkie kraje powinny postarać się o przy
gotowanie takich filmów, któreby następnie za pośrednictwem Ko
misji mogły by'ć inicniane. Po przygotowaniu filmów i związanych
z niemi fonogramów możnaby urządzać przedstawienia, z których
dochód pozwoliłby na stworzenie funduszu dla dalszych badań. Dr.
M e r s m a n n (Niemcy') przedstawił komunikat na temat odrodzenia
pieśni ludowej w życiu współczesnych Niemiec, zwłaszcza pod wpły
wem związku młodych t. zw. „Wandereogel“. Prof. Rafael Corso
(Włochy) dał Jjjekawą analizę pieśni ludowej o brunetce i o blondynce;
o ile w dawnych poematach rycerskich triumfują oba typy, w poezji
ludowej przeważa brunetka i to tem więssej, im bardziej idziemy ku
południowi, przyczem blondynkę uważa pieśń nawet za brzydką. Po
dobną formę mają pieśni francuskie, hiszpańskie, portugalskie, grec
kie, arabsko - berberyjskie W e Francji bierze udział w tym konkursie
piękności jeszcze rudowłosa. Z rozważań Prof. Corso wynika, że lud
w pieśni tej uznaje za piękny typ antropologiczny wyraźnie przewa
żający na danym obszarze. Tenże badacz w drugim komunikacie
zwrócił uwagę na jnerwiaslki taneczne w zabawaWi dziecinnych i zupełnie słusznie stwierdził, że zawierają one wiele elementów* rytual
nych i sakralnych.
204
T y b. B r e d i c e a n u (Rumun ja) wy świetlił film z ludowenii
tańcami rumiińskiemi. Do tego filmu dodano objaśnienia, z których
do\liedzieliśmy siej, że dzięki poparciu Min. Sztuk Pięknych stworzone
Archiwum fonograficzne posiada już dziś 4.500 inelodyj i pieśni lu
dowych Tańce ludowe rumuńskie dzielą się na dwie grup\ na tańce
powszechne i obrzędowe. Szczególnie charakterystyczne są tańce wy
konywane przy obrzędach, n. p. na weselu „hora (kolo) panny mło
dej“, „hora tu peřina" taniec z pierzyną, oraz tańce wykonywane przez
mężczyzn w okresie Bożego Narodzenia „Caluseri“. Nadio Laszlo
La j la (Węgry) mówił na temat obecnego sianu muzyki ludowej wę
gierskiej, ilustrując swe wywody ciekawemi fonogramami. Prof. E li
si e j e w (Japonja) przedstawił i objaśnił film z tańcami tubylców
na Karolinach i Marszalach. Poseł Narcyz (i a r a y (Panama)
objaśniał przy pomocy produkcji muzycznych i filmu taniec i pieśń
ludową panamską. Wreszcie sen jor badaczy francuskich nad pieśnią
ludową Prof. .1. T i e r s o t omówił stan obecny badań nad pieśnią
ludową we Francji. Referent ze wzruszającym zapałem metelko prze
mawiał, ale nawet śpiewał stare ludowe pieśni francuskie. M. M a r in us (Belgja) prócz rozważań o charakterza metodycznym zwrónł
uwagę na zwyczaj kunsztownego wywijania sztandarem w czasie róż
ne cli uroczystości (t. zw. „jeu du drapeau"). Analogję holenderską do
tego w filmie przedstawił D. V a n der V e n.
Nadto również gościnni gospodarze wygłosili wiele referatów.
Dr. Carlo L 1 a u s e 11 i (Włochy), dał wyczerpujący przegląd badań
i wydań ludowych pieśni włoskich z bardzo obfitym materjałem biblio
graficznym, a zakończył rezolucją domagającą się stworzenia archi
wum pieśni ludowych, utrwalonych na pły-taili gramofonowych. E.
Lewi (Włochy) referat: „Tragedja, komedja i farsa we włoskiej
pieśni ludowej" ilustrowała odśpiewaniem kilku pieśni ludowych o mo
tywach znanych i w Polsce, jak „Donna Lombarda“ ( Na Podolu
biały- kamień) lub o tej dziewczy-nie, co chciała „coś“ z ogrodu, a po
długich zapytaniach objaśnia, że tu nie idzie ani o żaden owoc, ani
o jakąś jarzynę, lecz o samego ogrodnika. Również śpiewaczka Geni
Sadero śpiewała szereg pieśni, jak: „L’altra sera la mia Nina“
(pieśń wepecka z XVIII wieku), „In mezzo al mar“ (pieśń marynarska
z Triestu), „Fa la nana bambin“ (koły-sanka isfryjska), „I dodici mesi
dell’anno“ (pieśń wenecka z XVIII w.) i w-, i. Sadero wydała całą
serję pieśni włoskich p. t. „Le più belle canzoni <1 Italia“, które roz
dano uczestnikom konferencji. Wreszcie znany- kompozytor E. Ba
li 1 1 a Pratella w swy-m komunikacie zaproponował konser
wację i rozszerzanie pieśni ludowych przez organizację włoskiego
„Dopolavoro“, oraz stworzenie na wzór „Canterini Romagnoli" takich
zrzeszeń śpiewackie li w < ałycli Włoszech, któreby miały zadanie pie
lęgnowania artystycznej spuścizny ludowej, poszukiwanie materjahi
niewydanego, badanie i wykońywanie tańców ludowych. Celem po
parcia praktycznego swych wywodów, urządził mistrz 1 Balilla Pratela koncert - wykład w »sali \kademji św. Cecylji z popisem chóru
205
„Ginnende luglic.se dei eaiiierini romagnoli". Chór wykonał z niezwy
kłym zrozumienim niaterjal z Toskany, Romanji i Emilji, w wielu
wypadkach zupełnie analogiczny do pieśni francuskich \Ti. p. „I tre
lamburi, Marion“ i t. d.
Gzem jest stworzona przez faszyzm organizacja „Opera nazionah
dopolavoro“, objaśnił w swym komunikacie Dr. H B e r e l t a. Fa
szyzm usiłuje tworzyć narodowa organizację rozrywek ludowych
i robotniczych i w tvm celu wskrzesza dawne ludowe tradycje na polu
muzyki, strojów i tańców. Powstały więc najpierw regjonalne wido
wiska ludowe w Casai Monferrat dla Piemontu, Erosinone dla Lacjum,
w Eddie dla Friulu i 1. d., prócz tego urządzono ogólne święta ludowe,
jak w r. 1928 w Wenecji dnia 18— 19 sierpnia i 8 — 9 wrzo.ś-n iu, kiedy
to 11.000 strojów ludowych z całych Wioch defilowało na placu św
Marka. Wówczas wy siąpiły grupy ludowe niefjCko z Wenec ji, lecz
i z Eriulu, \dvg, Trydentu, Islrji, Lombardei, Toskany, Piemontu, Ligurji, Abruzzów, Romanji, Sycylji, Sardynji. W ślad za tern poczęto
urządzać takie widowiska w innych włoskich prowincjach, inauguro
wać wystawy sztuki ludowej, odnawiać zapomniane urocze stości,
tworzyć stowarzyszenia śpiewackie i muzyczne, pielęgnujące regjonalną pieśń ludową. Prof. V i n c e z o Buronzo, jakgdyby uzu
pełniał powyższe wywody. Przypomniał, że dawne związki rękodzieł
nicze miały od wieków swe właściwe widowisk a i pieśni. Ta tradycja,
dawna sztuka ludowa nie powinna być ignorowana i zaniedbywana,
bo groziłoby to zamieraniu duszy ludowej. Wreszcie z referatu Prof.
N. P a ii t llaro można by lo dowiedzieć się, że sztukę ludową wpro
wadzono w całej pełni do szkoły. Uczestnicy konferencji rzymskiej
przekonali się o tern naocznie w szkole powszechnej „Lante della Rovere“, gdzie zarówno produkcje chóru szkolnego jak wystawę robót
ręcznych w zupełności przepojono ludowością, zwłaszcza z Romanji
i Toskany. Wogóle obecna szkoła włoska robi bardzo dodatnie wra
ża nie,, a w\ pisane na ścianach hasła: „Lavoro, Disciplina, Studio,
Patria, Religione, Dovere“ nie są w niej czczą formułką, ale żywą
treścią.
Włoski Komitet narodowy nie szczędził trudów, aby' uczestnikom
konferencji możliwie uprzyjemnić pobyt we Włoszech, oraz dać jak
najwięcej sposobności do poznania włoskiej sztuki ludowej.
Wielką wytworu ością, lecz i serdecznością odznaczały się przy
jęcia wydane przez min. A. Roceo j „Castello dei Cesari“, skąd tak
niezapomniany widok roztacza się na Palatyn i Awentyn, następnie
powitanie przez Włoski Komitet narodowy w sali Grand - Hotelu,
wreszcie, herbatka urządzona przez prezydenta m. Rzymu na Kapitolu.
Specjalny' urok miała wycieczka do willi d’Este w Tivoli. Dla uczest
ników przygotowano produkcje taneczne i muzyczne rzymskiej Kampanji, a więc n. p. tańoe z koszami winogron na głowie i popisy yv grze
na dudach. Następnie podziwiano wspaniałą etnograficzną kolekcję
Loria, która, jak wiadomo, jedynie w drobnej części dostępna jest
szerszej publiczności.
206
Instytut „Luce“ urządził yy sali Borromini przedstawienie kine
matograficzne o charakterze etnograficznym; przed oczami widzów
przesunęły się obrazki z Friutu, Romanji, Toskany i Lacjum, wyję!(Ł
z większego filmu, który obejmuje całą Italję.
Niezwykłą biesiadą artystyczną był koncert symfoniczny Piotra
Mascagniego, urządzony dla uczestników konferencji dnia 29 paź
dziernika w sali Augusteum.
Na zakończenie kongresu wyjechaliśmy do Neapolu, a stąd auto
busami do Pompeji, które objaśniali fachowi kierownicy. Wielki po
stęp w pracach wykopaliskowych można zauważyć zupełnie wyraźnie,
nietylko pod względem ilościowym, ale i metodycznym. Już się nie
obłupią domów ze znalezionych w ich wnętrzu przedmiotów, ale po
zostawia na miejscu, co oczywiście pozwala na bardziej żywy pokaz
starożytnej kultury.
Popołudniu autobusy powiozły nas nadmorską wgórę wijącą siędrogą do Castellamare i Sorrento. W restauracji nadmorskiej przy
czarnej kawie mogliśmy podziwiać charakterystyczne tańce i śpiewy
okolic Sorrento. Późnym wieczorem zaś wracaliśmy do Neapolu, aby
przy sposobności pożegnalnego obiadu w Hotelu Royal podziękowali
za tak liczne dowody gościnności.
Zupełnie objekty wny powyższy przegląd wystarcza ch\ba do
stwierdzenia, że Wioska Komisja sztuki ludowej ułożyła dla między
narodowej Konferencji program tak bogaty i zajmujące, że jedynie
z wielkim wysiłkiem można -było całość wyczerpać.
A. Fischer.II.
II. Międzynarodowy Kongres Sztuki Ludowej. Zgodnie z uchwałą
CIAP (Commission Internationale des Arts Populaires) w Rzymie
w październiku 1929 roku II. Międzynarodowy Kongres Sztuki Lu
dowej. odbył się w czasie od 28 sierpnia do 7 września 1930 r. w Antwerpji, Leodjum i Brukseli. W kongresie wzięli udział przedstawiciele
kilkudziesięciu państw. Dzięk. subwencji Ministerstwa W. R. i O. P.
mogła w tym kongresie wziąć udział także Polska Komisja Sztuki Ludo
wej, która wyznaczyła jako delegatów Prof. Dr. Adama Fischera
i Prof. Dr. Eugenjusza Frankowskiego. Ponieważ Prof. Frankowski
brał udział równocześnie w kongresach w Hiszpanji, przeto delegatem
polskiej Komisji Sztuki Ludowej był tylko Prof. Fischer. Z. Polski
brali nadto udział: Prof. Cezarja Ehrenkreutzowai jako delegatka To
warzystwa Przemysłu Ludowego i p. Jerzy Zawieyski], jako delegat
Instytutu Teatrów Ludowych, oraz Prof. Filaret Kolessa, jako delegat
Towarzystwa Naukowego im. Szewczenki.
Kongres otwarto uroczyście dnia 28 sierpnia 1931) w ratuszu
w Antwerpji, a przemówienia powitalne wygłosili burmistrz Antwerpji
M van Cauwelaert, J. Destine, były minister i wiceprezydent Komisji
Międzynarodowej współpracy intelektualnej, Prof. Lehmann, prezes
CIAP, Prof. Bodrero, R. Dupierreux, sekretarz CIAP. Następnie na
licznych posiedzeniach yv Antwerpji i Leodjum wygłoszono 47 referatów. Niektóre z tych komunikatów przynosiły bardzo ciekawe wy
niki. Na podkreślenie, zasługują szczególnie referaty, jakie yyygłosili:
207
lnr. W. PeSsler (Niemcy) o widowiskach ludowych na obszarze sa
skim, Dr. li. Pejwwa (Bułgarja) „Pierwiastek artystyczny « ludowych
uroczystościach bułgarskich“, Prof. R. Corso (Italja) Włoskie wido
wiska ludowe“, Dr. K. Straubergs (Łotwa) „Łotewskie widowiska
ludowe“, Prof. A. bischer (Polska) „Sztuka ludowa w polskich wido
wiskach ludowych“. Wszystkie te komunikaty były odpowiedzi;} na
temat podany przez Biuro CIAP p. t.: „Les arts populaires dans lek
l'êtes publiques. Survivances et créations nouvelles“. Etnografji ruskiej
dotyczyły referaty Dr. 1 ilareta Kolessy p. t.: „Pieśni wielkanocne
i haiwki“, oraz W. Szczerbakiwskiego: „Ornamentyka pisanek
ruskich.“
Nadto referowali p. K. van de. Grafl (Holandja) o pieczvwach
obrzydliwych w llolandji, A. R. Wriglil (Anglja) o angielskich świn
iach majowi* h, D. Baud-Bauvy (Szwajear.ja) o święcie winobrania,
M. Sandvik (Norwegja) o norweskich obrzędach weselnych, Douglas
Kennedy (Anglja) o tańcach ludowych angielskich, C. Caravaglios.
.liaij:i) o charakterystycznych wołaniach przekupniów włoskich, E.
Hoffmann-Krayer (Szwajcarją) o zagadnieniu jednostki i ogółu w lu
dowej tradycji.
Wreszcie cała grupa komunikatów była poświycona teatrowi lu
dowemu. Na ten temat wygłoszono w Leodjum nastypujące prelekcje:
J. Gierniak (Polska), „Wiejskie uroczystości obrzędowe^ jako wła
ściwy lealr ludowy“, J. Zawieyski (Polska) o dramatyzacji i insceni
zacji w polskim teatrze ludowym, \. Bernardy lltal.jal „Marjonetki
liolońskie“, R. Corso (Italja) „Tradycja artystyczna we włoskich wo
zach widowiskowych“, M. Mortier (Belgjal „Olhrzymv w widowiskach
ludowych“.
Na belgijskim kongresie sztuki ludowej poświęcono nadto spe
cjalną uwagę zagadnieniu „.jeu de drapeau“ t. j. zwyczajowi wywi
jania sztandarem przy okazji różnych uroczystości dorocznych. Temat
len opracował bardzo starannie .1. van der Ven, etnograf holenderski.
Wykład swój ilustrował licznemi filmami, oraz ilustracją muzyczną,
wykonaną przez p. Elizy van der Ven. Doskonaleni uzupełnieniem
lego wykładu były popisy mistrzów w żonglcrce sztandarowej z Holandji, Belgji, Szwa jcar ji i Holsteinu na wielkim placu wystawy
w Antwerpji. Takim wykładem z doskonałą żywą ilustracją był też
referat p. H. Regnier (Francja) na temat inscenizacji obrzędów ludo
wych. Grupa burgundzkich wieśniaków, która miała ilustrować jej
wywody, była pod względem etnograficznym bardzo zajmującą. De
legacja Tndy.j holenderskich zorganizowała wieczór tańców jawajskich,
z których szczególnie taniec obrzędowy przy uprawie i zbiorze ryżu
wywarł rvielkie wrażenie. Wreszcie na podkreślenie zasługuje przed
stawienie marjonetek w Leodjum, gdzie w teatrzyku przy ulicy Ro
ture mogli uczestnicy kongresu podziwiać przedziwne widowisko
o Charlemagne’u i jego walkach z Saracenami. „English Folks Dance
Society“ dało yvieczór tańców ludowych angielskich.
■208
Xiezapomnianem słuchowiskiem był popis gry na dzwonkach
w katedrze w Malines t. z\v. „carillon“. Kownie potężne wrażenie wvwarł „carillon“ w Nivelles, dawnem mieście brabanckiem, dzięki grze
p. Henry ego W mieście tem uczestnicy kongresu mogli podziw tać
uroczystości ludowe, w czasie których chodzi) olbrzymy, smok, lew
i wielbłąd, oraz hasa konik zupełnie podobny do naszego konika zwie
rzynieckiego. Wycieczka do Nivelles była połączona z wycieczka do
Muzeum Konga w Tervueren i do Waterloo. W programie kongresu
była też wycieczka po olbrzymich urządzeniach portowych Antwerpji,
oraz zwiedzani« wystaw w Antwerpji i Leudjum, zwłaszcza wspaniałej
[Wystawy starych mistrzów flamandzkich w Antwerpji. Koron;) tych
imprez, związanych z kongresem był „Ommegang du Šablon“, pochód
historyczny, rekonstriunvany ściśle wedle tradycji brukselskiej z roku
1541k Pojęcie pewne o rozmiarach Ominegangu może dać wyjaśnienie
•organizatorów, że yv pochodzie bierze udział 2.301 mężczyzn, 68 kobiel
i 111 dzieci, 461 koni, 11) wozów), 10 muzyk, nie licząc niezliczonych
piszczków, trębaczy, surmaczy i bębnistów.
Prócz posiedzeń naukowych, pokazów i yvyeiec/ek odbyła ko
misja CIAP-u posiedzenie plenarne, na którem poszczególne komisje
narodowe składały sprawozdania ze swej działalności. Następnie
sr lu ja muzyczna, która odbyła kilka posiedzeń w Antsverpji przyszła
z wnioskiem założenia Towarzystwa Międzynarodowego, poíyvieconego badaniom nad nui/.yką i pieśnią ludoyyą. Na tem posiedzeniu
ustalono też skład członków1 naczelnego Biura CL4P. Z yvažniejszveh
uchwał, jakie zapadły na posiedzeniu, zasługują na podkreślenie na
stępujące:
1J Międzynarodowa Komisja Sztuki Ludowej zorganizuje w roku
11)32 konferencję specjalistów z zakresu sztuki Ludowej \\: Stockholmie,
która to konferencja będzie przygotoyvaniem do Wystayvy Sztuki Lu•dowej w Bernie szwajcarskiem w r. 11)34. 2) Wszystkie narodowa1
komisje sztuki ludowej mają za zadanie przedewszystkiem obmyslet
plan swego udziału w Międzynarodowej Wysławić sztuki ludowej
yy Bernie w r. 1934. 3) Narodowe komisje sztuki ludowej muszą liczyć
się z koniecznością finansowego wspierania prac Biura CIAP-u.
Delegaci polscy nietylko wygłosili referaty, ale brali też żyyvy
udział yv dyskusjach. Zadania polskiej delegacji na kongresie ułatwiła
w pewnvm stopniu firma wydawnicza „Książnica-Atlas“!, która ofia
rowała tak cenne i pięknie wydane dzieła, jak Barabasza St. „Sztuka
ludowa na Podhalu“, Część I—III, oraz Udzieli Seweryna „Hafty
krakowskie“, w dziesięciu egzemplarzach dla członków1 Biura CÍAP.
Towarzystwo ludoznawcze we Lwowie ofiarowało 10 egzemplarzy1
wydawnictw takich, jak T. Seweryna „Hafty kaszubskie.“, oraz 0.
Kränklowej „Wycinanka żydowska“.
Na plenarneni posiedzeniu Międzynarodowej Komisji Sztuki Lu
dowej yv Brukseli dnia 6 września 1930 wygłosił Prof. A. Fischer
•w imieniu polskiej delegacji przemóyvienie, yv którem podziękował
209
Komisji belgijskiej za gościnność i staranne przygotowanie Kongresu,
a zarazem podkreślił, że Polacy z radością biorą udział w tym Kon
gresie tak jak i w innych uroczystościach, mających uświetnić setną
rocznicą niepodległości Belgji. Następnie delegat Polski przedstawił
sprawozdanie z działalności Polskiej Komisji Sztuki Ludowej.
Na posiedzeniu tein sekcja muzyczna wystąpiła z wnioskiem za
łożenia Towarzystwa Międzynarodowego, poświęconego badaniom nad
muzyką i pieśnią ludową. Polskę w tej sekcji, która odbywała równo
cześnie posiedzenia z obradami kongresowemi|, reprezentował Dr. Filaret Kolessa, który był jednym z najczynniejszych członków komisji.
Wreszcie wybory do głównego zarządu Międzynarodowej Komisji
Sztuki Ludowej dowiodły, że dwuletni współudział Polski w pracach
Komisji spotkał się z wyrazami uznania. O ile przed dwoma laty usi
łowania nasze, aby uzyskać miejsce w głównym zarządzie były zupeł
nie bezowocne, obecnie Polska została wybrana do głównego Zarządu
Komisji Sztuki Ludowej.
A. F.
Komisja etnograficzna Żydowskiego Instytutu Naukowego w Wil
nie. Żydowski Instytut Naukowy powstał w r. 1925 i prowadzi reje
strację wszelkich przejawów żydowskiego życia kulturalnego na ca
łym święcie. Przy Instytucie Naukowym czynna jest komisja etno
graficzna: komisja ta przeprowadziła kilkadziesiąt ankiet, na które
nadeszły odpowiedzi od przeszło 500 korespondentów. Ze zgroma
dzonych w ten sposób zbiorów zinwentaryzowano dotychczas przeszło
50.000 numerów. Na zbiory te składają się: przysłowia (27.374), twór
czość dziecięca (4.165) wierzenia ludowe (3.764), pieśni (3.031), żarty
(2.319), baśnie (1.722), zwyczaje obrzędowe i świąteczne (726), melodje
(523), dramaty ludowe (61) i t. d. W reszcie w stadjum organizowania
znajduje się Muzeum etnograficzne, które już zebrało pokaźną ilość
eksponatów.
Otwarcie Regjonalnego Muzeum Podolskiego T. S. L. w Tarno
polu. Dnia 9 listopada 1930 roku odbyło się w Tarnopolu otwarcie
Muzeum Podolskiego, które w czasie wojny "światowej uległo w prze
ważnej części zniszczeniu i z lego powodu było dotychczas dla publicz
ności niedostępne.
Zbiory o charakterze regjonalnym obejmują następujące działy:
1) Prehistoryczny; 2) Historyczny, etnograficzny; 3) Sztuki nowocze
snej (przemysł artystyczny); 4) Przyrodniczy (z kilkoma poddziałami).
Muzeum mieści się w budynku T. S. L. — jest otwarte w niedzielę
i święta w godzinach 10— 13. W inne dni zwiedzać można za zgło
szeniem w kancelarji Muzeum lub Sekretarjacie T. S. L.
Wystawa rolnicza i regjonalnu w Tarnopolu 1931. Zaprojekto
wana na 23 czerwca roku 1931 Wystawa rolnicza i regjonalna w Tar
nopolu ma dać obraz poziomu kultury rolniczej, postępu i dorobku
gospodarczego, oraz obraz twórczości i sił społeczeństwa województwa
tarnopolskiego. Wśród licznych sekcyj istnieje także sekcja histo
ryczno - etnograficzna.
Lud T. XXIX.
14
210
ZESTAWIENIE KASOWE
DOCHODY
d
J
WYSZCZEGÓLNIENIE
1
Pozostałość kasowa z 31 XII. 1928
Szczegółowo
Zł.
8r.
a) W kasie gotówką
4247 81
b) w P. K. O. Warszawa 143.945
1349 87
RAZEM
Zł
8r-
5597 68
2
Wkładki członków
627 25
3
Ze sprzedaży wydawnictw
236 41
4
Subwencje
5
a) Min. W. R i O. P. Nr. IV
N. 3540/29
1000
—
b) Min. W. R. i O. P. Nr. IV
3540/29
1500
—
c) Magistratu Kr. stół. m. Lwowa
L. M. 181926/29
500
—
d) Min. W. R. i O. P. Nr. IV
N. 8522/29
2500
Odsetki w P. K. O.
5500
14 69
11976 03
1
211
ZA ROK 1929.
WYDATKI
d
J
WYSZCZEGÓLNIENIE
1
Szczegółowo
RAZEM
Zł.
gr-
Druk „Ludu“ XXVII i XXVIII
z. 1—2
3945
_
2
Klisze do „Ludu“
309 60
3
Honorarja za tłumaczenie stresz
czeń do „Ludu“
45
4
Honorarja za recenzje
55 35
5
Honorarja autorskie (odbitki)
798 50
6
Wydatki redakcji „Ludu“
150 75
7
Ekspedycja „Ludu“
271
8
Koszty manipulacyjne w P. K. O.
2 67
9
Koszty administracyjne i portorja
298 57
10
Opłata za dyplom i srebrny medal
P. W. K. w Poznaniu
32 90
11
Saldo kasowe z dniem 31 XII1929
Zł.
a) w Kasie gotówką
5013 05
b) w P. K. O. Warszawa
Nr. 143. 945
1052 99
—
65
6066 04
11976 03
1
Dr. A. Bachmann
skarbnik
Komisja szkontrująca przeglądnęła wszystkie pozycje dochodu i roz
chodu, stwierdziła zgodność księgi kasowej z przedłożonemi alegatami i zna
lazła wszystko w należytym porządku. — Saldo kasowe z dn. 31. XII 1929r.
wynosi Zł. 6.066’04, t j. sześć tysięcy sześćdziesiąt sześć złotych C4/ioo. — Ko
misja wnosi na udzielenie p. skarbnikowi absolutorjum i wyrażenie mu podzię
kowania za ponoszone trudy.
W e Lwowie, dnia 31.- października 1930 r.
Dr. Jan Boratyński m. p.
Dr. Wilhelm B^lnu m. p.
EHą
mmrwKmï
POLSKIE TOWARZYSTWO HISTORYCZNE
KWARTALNIK
HISTORYCZNY
Główny organ nauk historycznych w Polsce wychodzi
rocznie w 2 tomach, a 10 zeszytach.
Tom I. w 4 zeszytach
zawiera rozprawy, miscellanea, recenzje i bibljografję ;
Tom U w 6 zeszytach
zawiera przeglądy literatury naukowej i dydaktycznej w za
kresie historji, zapiski bibljograficzne, przegląd czasopism,
kroniką naukową i sprawy Towarzystwa.
Prenumerata roczna wynosi 36 zł.
Członkowie P. T. H otrzymują bezpłatnie. Wkładka członka 20 zł.
Adres Administracji: Lwów, Uniwersytet.
CZY ZNASZ JUŻ CZASOPISMO
„ZIEMIA“?
ZIEMIA — daje liczne artykuły ze wszystkich stron Polski.
ZIEMIA — wskazuje nowe szlaki wycieczkowe, ułatwienia
turystyczne i t. p.
ZIEMIA — zamieszcza bogate materjały krajoznawcze.
ZIEMIA — jest nieodzowna zarówno dla tych, którzy chcą
poznawać kraj osobiście bezpośrednio, jak i dla
tych, którzy chcą to czynić, nie ruszając się
ze swego mieszkania.
ZIEMIA — wychodzi 1 i 15 każdego miesiąca, w objętości
20 stron.
Prenumerata wynosi Zł. 29 rocznie, Zł. 15 półrocznie.
Administracja: Warszawa, Karowa 31, teł. 42-50. Konto P. K. 0. 2.222.
