32ff4ffd35200563fc717925d9f9470b.pdf

Media

Part of Lud, 1929, t. 28

extracted text
LUD
ORGAN POLSKIEGO TOWARZYSTWA ETNO­
LOGICZNEGO, WYDAWANY PRZEZ POLSKIE
TOWARZYSTWO LUDOZNAWCZE WE LWOWIE

OGGME DE U SOCIETE POLONAISE D’ETDHOLOGIE
REDAKTOR: ADAM FISCHER
SERJA II - TOM VIII — ZESZYT I-II
OGÓLNEGO ZBIORU - TOM XXVIII
W /DANY Z ZASIłKL M.W.R. I O. P.

Z 40 ILUSTRACJAMI.

LWÓW - WARSZAWA — KRAKÓW — POZNAŃ — WILNO
P AKŁADEM TOWARZYSTWA LUDOZNAWCZEGO WE ^WOWIE.- SKŁAD
GŁÓWNY W WYDAWNICTWIE ZAKLADU NARODOWEGO IM. OSSO­
LIŃSKICH, LWÓW, KALECZA 5. - WARSZAWA, NOWY ŚWIAT 69. DRUKIEM L. WIŚNIEWSKIEGO WE LWOWIE, UL. OSSOLIŃSKICH L. 16.

KOMITET REDAKCYJNY „LUDU“:
PPOF. DR. WILHELM BRUCHNALSKI, PROF. DR ADOLF CHYBIŃSKI,
PROF. DR JAN CZEKANOWSKI, PROF. DR. ADAM FISCHER, PROF.
DR EUGENJUSZ FRANKOWSKI, PROF. DR. LEON KOZŁOWSKI.
REDAKTOR NACZELNY: PROF. DR ADAM FISCHER

LUD
wychodzi kwartalnie w zeszytach objętości 5—6 arkuszy. —
Prenumerata z przesyłką pocztową rocznie 15 zł. — Przed­
płatą przyjmuje Administracja „LUDU“, oraz Wydawnictwo
Zakładu Narodowego im. Ossolińskich i wszystkie księgarnię.

Członkowie Polskiego Towarzystwa Etnologicznego i Towa­
rzystwa Ludoznawczego we Lwowie, którzy uiścili wkładkę statu­
tem przepisaną, t.j. 10 zł. rocznie, otrzymują „LUD“ bezpłatnie.
Rękopisy, listy, czasopisma i książki przeznaczone dla redak­
cji „LUDU“, oraz wszelkie pisma, odnoszące się do Towarzystwa
Ludoznawczego we Lwowie, a także, sprawy administracyjne,
reklamacje, zamówienia wydawnictw, zgłoszenia do Towarzystwa
Ludoznawczego we Lwowie i wkładki należy adresować:
ADAM FISCHER, LWÓW - UNIWERSYTET, ZAKŁAD ETNOLO­
GICZNY, UL. MARSZAŁKOWSKA 1.

„LUD“ (Le peuple).
Revue trimestrielle consacrée à Vétude d'ethnologie et d’anthropolo­
gie polonaises, publiée par la Société polonaise d’Ethnologie à Léopol.
Prix d’abonnement d’un an, 2 Doll.
„LUD" signalera tous les travaux se rattachant à l’ethnologie et
à l’anthropologie. L’échange est accepté avec toutes les revues savantes.
Toutes les communications relatives à la rédaction, lettres, livres,
périodiques etc. devront être adressées à M. Adam Fischer, secrétaire de
la Société Poltinaise d’Ethnologie, Institut ďEthnologie de l’Université
Jean-Casimir à Léopol (Lwów, Pologne).

LUD
ORGAN POLSKIEGO TOWARZYSTWA ETNO­
LOGICZNEGO, WYDAWANY PRZEZ POLSKIE
TOWARZYSTWO LUDOZNAWCZE WE LWOWIE

QRäANE DE U SOCIÉTÉ POLONAISE D’ETHNOLOGIE
REDAKTOR: ADAM FISCHER
SERJA II - TOM VIII — ROK 1929
OGÓLNEGO ZBIORU — TOM XXVIII

WYDANY Z ZASIŁKU M. W. R. I O. P.
Z 48 ILUSTRACJAMI.

LWÓW — WARSZAWA — KRAKÓW — POZNAŃ — WILNO
NAKŁADEM TOWARZYSTWA LUDOZNAWCZEGO WE LWOWIE.- SKŁAD
GŁÓWNY W WYDAWNICTWIE ZAKŁADU NARODOWEGO IM. OSSO­
LIŃSKICH, LWÓW, KALECZA 5. — WARSZAWA, NOWY ŚWIAT 72. —

KOMITET REDAKCYJNY „LUDU“;
PROF. DR. WILHELM BRUCHNALSKI, PROF. DR. ADOLF
CHYBIŃSKI, PROF. DR. JAN CZEKANOWSKI, PROF. DR.
ADAM FISCHER, PROF. DR. EUGENJUSZ FRANKOWSKI,
PROF. DR. LEON KOZŁOWSKI.

DRUK L. WIŚNIEWSKIEGO WE LWOWIE.

SPIS RZECZY.
I. ROZPRAWY.

Str.
Dąbrowski Stanisław: Czapka i kapelusz w Lubelskiem .
.167
Fränklowa Giza: Wycinanka żydowska w Polsce...................................40
Koranyi Karol: „Snochactwo" we Włoszech północnych w IX wieku . 113
Krzyżanowski Juljan: „Peregrynacja Maćkowa“........................................... 186
Kuchta Jan: Rodzime wątki lokalne w podaniach o mistrzu Twardowskim 123
Seweryn Tadeusz: Kaszubskie złotogłowie i nowe hafty wdzydzkie .
17
Sochaniewicz Kazimierz: Miary i ceny produktów rolnych na Podolu
w XVI wieku ....
.
.
.
.
145
Udziela Seweryn: Zabawki z roślin............................................................ 58
Zienkiewiczowa Flora : Projekt i uzasac nenie skorowidzów do wydaw­
nictw etnograficznych Akademji Umiejętności ....
1

II. MATERJAŁY I NOTATKI ETNOGRAFICZNE.
Seweryn Tadeusz: O śpiewającym zbóju...................................
.
226
Zborowski Juijusz: Pieśń o standrechcie i Proćpakowej bandzie w r. 1795
71
Zborowski Juijusz: Ludność góralska w powiatach limanowskim i no­
wotarskim w r. 1813
...........................................
.
. 214

III. POSZUKIWANIA.
Fischer Adam: Rośliny w wierzeniach i zwyczajach ludu polskiego

.

240

IV. RECENZJE I SPRAWOZDANIA.
Barabasz St. : Sztuka ludowa na Podhalu III. (A. Fischer)
. 255
ßastrzykowski A. : Monografja historyczna parafji Jankowice Kościelne
Sandomierskie (M. R. Witanowski)
....
. 248
Bolinder G. : Niezwykłe ludy środkowej Europy (W. Almę)
. .
249
Boudriot W. : Die altgermanische Religion (K. Koranyi) .
.
.99
Brücke E. Fr.; Te^enteil und Seelgerät (K. Koranyi) .....
98
Ehrenkreutzowa C. : Ze studjów nad obrzędami weselnemi ludu pol­
skiego I. (A, Fischer)
...
............................................254
His R.: Der Totenglaube in der Geschichte des germanischen Straf­
rechts (K. Koranyi) .
.....................................................250
Madeja J. : Czytanka (J. Kuchta)
.......
102
Pomorska sztuka ludowa zesz. I. (A. Fisclicr)
.
. .
103
Skierkowski Wł.: Puszcza kurpiowska (A. Fischer)
104
Swiderski Br.: Ilustrowany opis Leszna (A. Fischer) .
.
103
Szúman St.: Wpływ bajki na psychikę dziecka (J. Kuchta)
. . .
101
Zawistowicz-Kintopfowa K. : Zawarcie małżeństwa przez kupno fWh
Abraham) ....

V. KRONIKA ETNOLOGICZNA.
Str
ÎO’'
106
llO
111

Siedemdziesięciopięciolecie Prof. E. Muki (A. Fischer)
Konferencje tatrzańskie
.
.
Ý Ks. Dr. Józef Londzin .
.
Polskie Tow. rozwoju kultury wsi

TABLE DES MATIÈRES
du volume XXVIII (Année 1929) de la Revue ethnographique
„Lud“ („Le Peuple“)
I. ÉTUDES
Pag.
Dąbrowski St. : Le bonnet et le chapeau dans le palatinat de Lublin
167
Fränklowa G. : Les canivets juives en Pologne...........................................40
Koranyi Ch.: Une forme d’inceste tolérée entre beau-père et bellefille
(„snochactwo“) en Italie seDtemr'onale au IXe siècle
.
113
Krzyżanowski J. : Pérégrination de Mathieu. Roman vieux-polonais du
XVIIe siècle sur le pays de Cocagne..................................
186
Kuchta J. : Motifs locaux dans les légendes concerna_it maître Twar­
dowski ...................................
...
.
.12
Seweryn Th.: Les brocarts de Kachoubes et les nouvelles broderies
de Wdzydze
...
17
Sochaniewicz C. : Mesures et prix des produits agricoles en Podolie
au XVIe siècle ....
.
.145
Udziela S.: Jouets confectionnés de plantes
58
Z'enkiewiczowa Fl. : Projet motivé des tables gêné-ales concernant les
publications ethnographiques de l’Académie des Sciences et des
Lettres......................
.......................................................
1
II. MATÉRIAUX ET NOTICES ETHNOGRAPHIQUES.
Seweryn Th : Un brigand qui chantait ses forfaits Zborowski J. : Une contribution à l’histoire poétique des bandits du
pays de Żywiec...........................................
Zborowski J. : La population m or.tagnarde dans les districts de Lima­
nów et Nowy Targ en 1813
...

226
71
214

III. RECHERCHES ETHNOGRAPHIQUES.
Fischer A. : Les plantes dans les croyances et coutumes du peuple
polonais........................................... •
IV. CRITIQUES ET COMPTES-RENDUS
V. CHRONIQUE ETHNOLOGIQUE

.

.

.

240

94—105 et 248-255
.

105-112

FLORA ZIENKIEWICZCWA.

PROJEKT I UZASADNIENIE SKOROWIDZÓW DO
WYDAWNICTW ETNOGRAFICZNYCH AKADEMJI
UMIEJĘTNOŚCI.
TREŚĆ: 1. Analiza układów stosowanych w skorowidzach do prac z etnografji i etnologji str. 1. — 2. Analiza materjału zawartego w 36
tomach wydanych przez Komisję Antropologiczną Ak. Urn. w Kra­
kowie str. 12. — 3. Wnioski, dotyczące układu projektowanego
„Przeglądu treści“ str. 13.

I. Analiza układów stosowanych w skorowidzach do prac z etnografji i etnologji.
Praktyczne znaczenie skorowidzów do czasopism etnogra­
ficznych było u nas oddawna oceniane należycie. W roku 1904
Erazm Majewski, dając „Systematyczny przegląd treści Wisły“
z lat 1899—1904, nawołuje współpracowników zbieraczy do
uprzedniego zaznajamiania się z treścią materjałów, ogłaszanych
w czasopismach polskich, dla uniknięcia niepotrzebnej straty czasu,
przez powtarzanie rzeczy powszechnie już znanych. W roku
1906 Mieczysław Treter we wstępie do „Przeglądu treści dzie­
sięciu roczników czasopisma etnograficznego p. t. Lud“ rów­
nież zaznacza, że pracę podjął dla ułatwienia badaczom etnografji zorjentowania się wśród ogromnego materjału, nagroma­
dzonego w „Ludzie“ przez lat dziesięć, oraz by zapobiec mo­
żliwości ponownych przedruków.
Podobne myśli wyraża Fr. Gawełek we wstępie do swojej
Bibljografji Ludoznawstwa Polskiego, wyd. w 1914 r.
Do rzędu pism, nie posiadaiących skorowidza należą rocz­
niki Komisji Antropologicznej Akadem1,' Umiejętności w f rakowie. Wydawnictwo zmieniło parokrotnie tytuł. Od r. 1877
do r. 1895 wyszło 18 tomów p. t. „Zbiór wiadomości do antro­
pologii krajowej“ od r. 1895 do 1919 — 14 tomów p. t. „Ma1
Lud. T. XXVÜT.

2

terjały antropologiczno-archeologiczne i etnograficzne, od 1920—
1925 4 tomy p. t. „Prace i materjały antropologiczno-archeolo­
giczne i etnograficzne“.
Utworzenie samodzielnej Komisji Etnograficznej i wynika­
jąca stąd ponowna zmiana tytułu wydawnictwa, które od 1927 r.
nosi nazwę „Prace Komisji Etnograficznej Polskiej Akademji Umie­
jętności w Krakowie“ pozwala wyżej wspomniane 36 tomów trakto­
wać jako pewną całość, wymagającą opatrzenia jej skorowidzem.
Analiza skorowidzów umieszczanych przy wydawnictwach
z dziedziny etnografji pozwoli nam zorjentować się, jakie wymaga­
nia można stawiać w podobnych wypadkach i jakie wyniki dają
się przy tern osiągnąć.
Na załączonej tablicy I-ej podane jest zestawienie układu
skorowidzów. Cztery z nich (N. 1—4) ułożone są metodą syste­
matyczną; podana treść jest zgrupowana w działach odpowia­
dających rozwojowi pojęć. Inne skorowidze mają układ przed­
miotowy, szeregują zagadnienia w porządku alfabetycznym (N.
6—12). Z czterech podanych skorowidzów w układzie systema­
tycznym, 3 przypadają na Polskę, czwarty jest pochodzenia
amerykańskiego.
Rozpoczynając analizę od skorowidzów wydawnictw pol­
skich, na pierwszem miejscu postawimy Systematyczny przegląd
treści „Wisły“ z lat 1899—1904 Erazma Majewskiego.
Systematyczny przegląd treści ma wykazać: „w jakim kie­
runku płynęła najsilniejsza fala pracy, w jakim zaś powinna być
wzmocniona“. Od wyniku tego przeglądu redaktor E. Majewski
uzależnia plany pracy na przyszłość.
Cel odbił się na układzie skorowidza. Cały sześcioletni
dorobek dzieli Majewski według poszczególnych nauk, specjalną
uwagę poświęca etnografji i folklorowi, dziedzinie najobficiej
zasilanej. Tu chodzi mu przedewszystkiem o ujęcie charakteru
prac. Wydziela więc prace, zmierzające do zbierania i porządko­
wania materjałów ludoznawczych, oddzielnie podaje opracowa­
nia. Materjały surowe dzieli na 2 grupy. Pierwsza obejmuje
materjały etnograf :zne ogólne i o treści mieszanej, druga — materjaiy szczegółowe, skupione w grupach, uwzględniających
główne zagadnienia etnografji. Taki układ jest powodem, że
jedne i te same zagadn-enia spotykają się w rozmaitych działach.

3

Np. w dziale: „F.ace zmierzające do zbierania i porządko­
wania materjaićw ludoznawczych“ znajdujemy odezwę w spra­
wie ubiorów ludu polskiego. W dziale : Opracowania meto­
dyczne materjałów Malewskiego B. Próba charakterystyki ubio­
rów ludu polskiego, w dziale „Materjały szczegółowe“ jest pod­
dział specjalny, grupujący materjały, dotyczące ubioru i pod­
dział „zdobnictwo“, gdzie widzimy szereg prac, omawiających
hafty ludowe w zastosowaniu do ubioru. Dział : „Materjały
ogólne“ zawiera też dużo wiadomości, dotyczących ubioru, niewyszczególnionych jednak zupełnie z ogólnej masy.
W dziale D „Miscellanea“ umieszcza autor wszystkie prace,
co do których nasuwają mu się wątpliwości raczej co do formy
niż co do treści. Np. Sprawozdania ze zjazdów Antropologów,
„Matlakowski z letniej wycieczki do Bieniszewa“ i t. p. Majew­
ski nie używa zupełnie odsyłacz}', utrudnia to niesłychanie wy­
szukiwanie poszczególnych zagadnień.
„Przegląd treści“ 10 roczników „Ludu“, czasopisma, wy­
chodzącego we Lwowie, opracowany został przez M. Tretera
w roku 19Q6 (tab. I N. 2). W pracy swojej Treter wzoruje się
na Systematycznym Przeglądzie treść Wisły E. Majewskiego.
W „Spisie rozpraw, materjałów i przyczynków według
treści * widzimy działy, odpowiadające poszczególnym naukom.
W dziale C Ludoznawstwo (Folklor) Treter daje, podob­
nie jak Majewski, poddziały szczegółowe.
Charakter prac Treter rozróżn a tylko zapomocą znaków
specjalnych. R — oznacza rozprawy dłuższe opracowania.
m — materjały bez opracowań krytycznych.
n — drobne notatki i przyczynki.
Zdając sobie sprawę, że taki podział nie zawsze może być
zupełnie ścisły, autor w każdym dziale daje odsyłacze uzupeł­
niające.
Dział D Varia zawiera poddziały: Polemika, Wspomnienia
pośmiertne, Bibljografja i Sprawy Towarzystwa, materjał niezawsze nadaiący się do umieszczenia w działach specjalnych
o treści ściśle związanej z istnieniem czasopisma.
Franciszek Gawełelf w Bibljografji Ludozna wstwa Polskiego
(tab. I N. 3) odmienne ma zadania, inną więc nieco formę przy­
biera jego praca. Zakres jej jest dużo szerszy : cnodzi o możliwie
ścisłe ujęcie całego dorobku nauki polskiej na polu ludoznaw1*

4

stwa. Ma do czynienia z bardziej obszernym, przeważnie etno­
graficznym materiałem.
Daje „Spis przedmiotów ogólnych“, rozpadający si“ na
poszczególne działy. W pierwszych dwu działach znajdujemy
materjał, mający związek z geografją, antropologią » statystyką,
w działach od III do XIII włącznie zagadnienia ściśle etnograficzne,
w dziale XIII „Literatura ludoznawcza“ Gawełek skupia opra­
cowania metodyczne, rozbiory, kwestjonarjusze, odezwy i prze­
kłady, jak również w dziale XV „Ogóine“ materjały etnogra­
ficzne mieszane, bez wyszczególnienia treści.
Gawełek zdaje sobie sprawą, że niezawsie dokładnie może
być przeprowadzony podział według treści, c odaje więc dla
ułatwienia orjentacji oddzielnie: „Indeks rzeczy“ (szczegółowe
zagadnienia). Znajdujemy tam zagadnienia, których odszukanie
w działach specjalnych nastręcza pewne trudności: Np. Archeologja, numizmatyka, fotografja. „Indeks rzeczy“ zastępuje odsy­
łacze, nie grupuje jednak materjału, dotyczącego poszczególnych
zagadnień. Np : pod wyazem „garncarstwo“ w „Indeksie“ wska­
zana jest tylko jedna praca Kieťicza: „Przyczynek dc termino­
logii garncarskiej“, figurująca w dziale „język“ gdy reszta prac
z tej dziedziny jest zgrupowana w poddziale „pizemysł“ działu
V „Charakterystyka zajęć i gospodarstwa“. To samo powtarza
się przy wyrazie „tkactwo“.
Odsyłacze spotykamy b. rzadko. W dzia.e XI : „Wierzenia
przesądy, praktyki“ w poddziale 3 „Istoty nadprzyrodzone“ (bo­
ginki, rusałki, topielce, upiory, duchy i t. p.) widzimy odsyłacz:
Zob. Indeks rzeczy „djabeł“ jednocześnie spotykamy jednak
w „Indeksie“ wyszczególnione nazwy: „Chowaniec“, „Farmazoń“,
„Płanetnik“, mające bezpośredni związek z grupą istot nadprzy­
rodzonych, do których jednak odsyłaczy nie znajdujemy.
Gawełek umieszcza nazwy miejscowości w „Indeksie rzeczy“
obok zagadnień szczegółowych. Treter daje oddzielry wykaz
miejscowości. Wszystkie trzy prace posiadają alfabetyczny wykaz
autorów. Systematyzując materjał według treści, autcrcwie opie­
rali się wyłącznie na tytułach prac.
Metodę systematyczną stosuje również Kraeber w skoro­
widzach do dz'eïa Handbook of the Indians of California. Wa­
si ngton 1925 (Tab. I N. 4). Autor daje na pierwszem miejscu
bibljografję, dotyczącą przedmiotu, przyczem wykaz alfabetyczny

S
autorów,, zatytuiowauy „Bibliography“ jest uzupełniony skoro­
widzem w układzie systematycznym : ,,Classification of tities by
Subject“. Skorowidz właściwy do treści dzieła, noszący tytuł
Classified Subject index jest również podany w układzie systema­
tycznym. Ostatni skorow'dz „General-index“ zawiera wykaz nazw
plemion i miejscowości w układzie alfabetycznym. Książka ma
dać wyczerpujące wiadomości o kulturze Indjan kalifornijskich.
Systematyczny układ sko~owidza pozwala odraza stwierdzić, że
wszystkie zjawiska życ:a są uwzględnione w pracy Kraebera.
Tablice analityczne, opracowywane w formie kwestjonarjuszów, są wielką pomocą przy badaniach etnograficznych.
Louis Mar:n, przewodniczący T-wa Société d’Ethnographie de
Paris, w pracy swej „Qu es ti on na ireď Ethnographie“ pod­
kreśla ich doniosłe znaczenie. Uważa ort, że dzięki tablicom
analitycznym praca może być szybką, ścisłą i dokładną. Kwestjonarjusz ułatwia zadanie, pomaga w doszukiwaniu się przy­
czyn i skutków, oraz pozwala ująć całokształt badanej kultury.
Układ systematyczny jednak nie jest pozbawiony pewnych
niedogodności. Zestawienie rozpatrywanych prac o układzie
systematycznym z drobiazgowo opracowanym kwestjonarjuszem
Marin’a, wykazuje, że trudne byłoby uzgodnienie poglądów,
czy też wysnucie jakiegoś systemu jednolitego z prac powyż­
szych. Kwestjonarjusz uczonego francuskiego dzieli wszystkie
zjawiska na 3 grupy, obejmujące: życie materjalne, życie umy­
słowe, oraz ż cie społeczne. Amerykanin Kraeber w swoim
indeksie rozpatruje życie W stosunku do kultury w trzech jej
przejawach; jako kulturę techniczną, kulturę społeczną, este­
tyczną i umysłową, oraz kulturę religijną. W grupie I Zycie ma­
terjalne u Marin’a znajdujemy poddz:ał „zwyczaje przy pracy“,
powstające najczęściej na gruncie współżycia ludzkiego lub
wierzeń religijnych.
grupie „kultura religijna“ u Kraebera spotykamy zagad­
nienia, które Marin umieścił w grupie „Życie umysłowe".
Podobne różnice w ujmowaniu zjawisk dadzą się podkre­
ślić również w innych punktach zestawionych skorowidzów.
Polscy autorowie grupują posiadany materjał w działach
odpowiadających zagadnieniom Etnogra'jji, bez tworzenia jednak
syntezy filozoficzneL Daje się to odrazu zauważyć przy zesta­
wieniu wzorów cudzoziemskich z najobszerniejszą Bibljografją

6

Ludoznawstwa Polskiego Gawełka, (tab. II N. 3). Przy zesta­
wianiu skorowidzów polskich (mb. II N. 3—5) można stwier­
dzić pewne podobieństwo w układzie. Jest tó naturalny wynik
warunków pracy polskich uczouych.
Skupieni w Krakowie koło Akademji Umiejętności, w War­
szawie koło „Wisły“ i we Lwowie koło „Ludu" polscy uczeni
Całą uwagę i wysiłek kierowali głównie na zbieranie materjałów. Aby umożliwić jak najściślejsze ujęcie całokształtu kultury
rodzimej, drukują odpowiednie wskazówki i kwestjonarjusze.
Akademja Umiejętności wydaje wskazówki p. t. „Instrukcja do
badania właściwości ludowych, jako wskazówka ku pomocy
w poszukiwaniach przedsięwziętych przez sekcję etnologiczną
akademicką komisji antropologicznej Kraków 1874“. Roman Zawiliński opracowuje w 1886 wskazówki do zbierania właści­
wości ludowych (Kraków 1886) w roku zaś 1894 z polecenia
Komisji Antropologicznej Ak. Urn. „Program badań Etnolo­
gicznych“ (Kraków i 894).
Z przedmów do rozpatrzonych prac Tretera
Gawełka
dowiadujemy się, że te same kwestjonarjusze dały podstawę do
omawianych skorowidzów, przyczem i Treter i Gawełek wzo­
rowali się na systematycznym przeglądzie „Wisły“ E. Majew­
skiego. Jednak pomimo podobieństwa i tu panuje pewna do­
wolność w segregowaniu materjału etnograficznego.
Jak widzimy, układ systematyczny zależy całkowicie od
indywidualnych poglądów autora, co nietylko nie ułatwia sprawy,
lecz ją raczej komplikuje. Przy posiłkowaniu się skorowidzami
o układzie systematycznym, trzeba przedewszystkiem poznać
gruntownie system każdego autora ujmujący zagadnienia
w związkach myśli właściwych danemu autorowi. Czytelnikowi
zawsze nasuwać się mogą wątpliwości co do miejsca, jakie
dany autor w swoim układzie przeznaczył poszczególnym za­
gadnieniom. Wiele zagadnień można jednocześnie umieścić w roz­
maitych grupach i rzeczą niemożliwą jest ścisłe rozgraniczanie
zjawisk życiowych. Sprawą pierwszorzędnej wagi byłoby jednak
ujednostajnienie typu skorowidzów. Widzimy te? usiłowania
stworzenia powszechnego systemu bibliograficznego.
Najwięcej danych ku temu ma sysřem dziesiętny Devey’a.
Zastąpienie opisu cyfrą uniezależnia system dziesiętny od
języka i jest jedną z głównych cech, umożliwiających jego po-

7

wszech, .ość. Jest on przytem prosty, Logiczny i konsekwentny.
Jćst też giętki i plastyczny, dzięki wprowadzeniu podziałów wspól­
nych, pozwalających najściślej określić treść pracy pod wzglę­
dem metody ujęcia, czasu do którego się odnosi, stosunku do
innych działów i t. p. Przyjęcie systemu dziesiętnego przez
międzynarodowy Instytut Bibfjograficzny w Brukseli daje do
pewnego stopnia rękojmię jego rozwoju. Uchwała II Zjazdu Bibljofilów Polskich z dn. 3 .X., 1. i 2. XI. 1926 r., zmierza do jak
najszerszej propagandy systemu dziesiętnego w Polsce. Etnografja
i etnologja posiadały w nim dotąd miejsce nie odpowiadające
ich dzisiejszemu stanowisku w całokształcie wiedzy.
Umieszczenie etnografji i etnologji wraz z antropologią
pod wspólnym znakiem klasyfikacyjnym 572, w dziale nauk
przyrodniczych, byio wynikiem poglądów do niedawna panu­
jących w dziedzinie tych nauk. Zgrupowanie równoczesne w dziale
nauk społecznych najistotniejszych zagadnień etnografji pod po­
jęciem ogólnem „folklore“ rozbijało logiczną jedność tej nauki.
(Sam termir „folklore“ pochodzèr ia angielskiego, oznaczający
„wiedzę ludu“ wywoływał w swoim czasie gorącą polemikę na
łamach „Wisły“, ze względu na jego stosowanie) Przy doko­
nanej ostatnio przeróbce tablic klasyfikacyjnych, braki te czę­
ściowo zostały uwzględnione. Etnografja zajęła przynależne jej
miejsce w dziale nauk społecznych, przyczem termin „folklore“,
pojęciowo ściśle już związany z etnografją, nabrał obecnie zna­
czenia specjalnego. Ma on oznaczać tylko przeżytki kulturowe,
w przeciwieństwie do pojęcia „hyghlores“, użytego dla porów­
nania jako określenia najnowszych prądów myśli w każdej dzie­
dzinie *ycia. Należy spodziewać się, że tak-e określenie folkloru
wywoła również sprzeciwy wśród specjalistów etnografów.
W wydaniu przerobionem spotykamy wyjaśnienia, doty­
czące użycia znaku stosunku : i łączności +. Usuwają one obawy
przed niewystarczalnością symbolów, zawartych w działach,
specjalnie przeznaczonych dla etnografji. Wychodząc z założenia,
że wszystkie przejawy życia ludzkiego mogą dostarczać materjału dla badań etnografji, użycie symbolu 398 ze znakiem
stosunku nada specjalne znaczenie każdemu symbolowi klasyfi­
kacyjnemu, przystosowując go do wymagań etnografji. Szere­
gowanie 'takich symbolów odbywa się w porządku systemu
dziesiętnego, przyjmując pod uwagę symbole dodane. System

s
dziesiętny lie jest jednak układem łatwym. Wymaga on do­
kładnego obznajomienia się z całością i wprawy. Dotąd nie
znalazł on zastosowania w dziedzinie etnografii. To też użycie
systemu dziesiętnego przy opracowaniu skorowidza do. wydaw­
nictw etnograficznych miałoby raczę; charakter propagandowy,
racjonalne byłoby zaś o tyle, o ile nie pozostałoby wysiłkiem odo­
sobnionym, Układ dziesiętny może być zastosowany i w bibljografji i w katalogach bibljotecznych. Nie można tego jednak
powiedzieć o wszystkich układach systematycznych.
Bibljoteka Kongresu w Waszyngtonie posługuje się w swo­
ich katalogach własnym układem systematycznym. Tablice kla­
syfikacyjne w działach GR „folklore“ ; GT „zwyczaje i obyczaje“,
uzupełniających dział G „geografja, antropologja, sporty i gry"
zostały wykończone przez Dr. Churchill w i19i5 r. (Classifica­
tion GR Folk-lore GT Manners and customs. Completing Class
G geography, anthropology, sports and games- Library of Congress. Washington 1915). W dziale „folklor“ widzimy poddziały
zatytułowane Wydawnictwa perjodyczne, Stowarzyszenia ; Kon­
gresy; Zbiory; Zebrane prace dwu lub więcej autorów; Ze­
brane prace poszczególnych autorów; Zbiory opowiadań ludo­
wych; Dzieła ogólne wczesne do 1800 r., późniejsze od 1800 r
1 Jistorja: ogólna, starożytna, średniowieczna i nowożytna. Różne
rasy. Różne kraje i t. d. W ostatnim poddziale „folklor w sto­
sunku do poszczególnych przedmiotów“ są zgrupowane zagad­
nienia szczegółowe z dziedziny etnografji. W dziale „zwyczaje
i obyczaje“ znowu widzimy przedewszystkiem poddziały o treści
ogólnej: Słowniki;. Eneyklopedje ; Historja; Biografje; Teorja;
Metoda; Dzieła ogólne i t. d. Zagadnienia szczegółowe jak:
Domy i mieszkania; Ubiory i stroje i t. p. są podane z wy­
szczególnieniem krajów w obrębie wszystkich części świata.
W związku z każdem zagadnieniem wskazane są również stu­
lecia, epoki historyczne i klasy społeczne.' Ukiad ten bardzo
użyteczny przy posiłkowaniu s>ą księgozbiorem, iest jednak zbyt
szczegółowy skomplikowany, by mógł być zastosowany do
proiektowanego „Przeglądu treści“.
Z kolei przechodzimy do analizy skorowidzów o układzie
przedmiotowym (tale, I N. 5—10).
Pod N. 5 i 6 figuruje skorowidz „Ger.eraIregis1 er zur
I—XX Band der Zeitschrift der Ethnologie", opracowany przez

9

Rudolfa Virchowa do tonów 1—XX oraz ciąg dalszy cd XXI—
XXXIV tomów przez A. Lisauera do n‘endeckiego czasopisma
„Zeitschrift für Ethnologie“. .
Pismo to, jako oficjalny organ berlińskiego T-wa, poświę­
conego antropolog;:,, etnologji i prehistorji oprócz prac z etno
grafů i etnolog;’, drukuje referaty i sprawozdania, wygłaszane
na posiedzeniach T-wa. Stąd wynika, że oddzielnie podany jest
wykaz autorów i prac, umieszczanych w czasopiśmie, oddzielnie
wykaz referentów i treść referatów, prac i sprawozdań T-wa.
W pierwszym wypadku „Inhaltsverzeichnis * ułożony jest
alfabetycznie według wyrazów naczelnych, wybranych z tytu­
łów dzieh Np. Bartels Max. Culturelle und Rassenunter­
schiede in Bezug auf die Wundkrankheiten t XX 169. W „In­
halts' rerzeichris ‘ tytuł brzmi : „Wundkrankheiten, culturelle und
Rassenunterschiede“.
„Sachregister“ w drugim wykazie daje alfabetycznie uło­
żone zagadr ,’enia. przyczem wyrazy naczelne są czerpane
z treści dzieł.
W „Inhaltsverzeichnis“ zarówno jak w „Sachregister“ wi­
dzimy nazwy miejscowości, przy nazwach krajów odsyłacze
uzupełniające np. Polen s : Bilcz, Czekanów, Niewiadoma,
Zagadnienia zgrupowane pod wyrazami Ethnographie i Ethno­
logie skupiają cały materjał z tej dziedziny.
Rudolf Virchow, autor „Generalreg’ster zu Band I—XX
der Zeitschrift der Ethnologie“ we wstępie podkreśla trudności
które nasuwały się przy dobieraniu wyrazów naczelnych, przy
który ch należało grupować materjał, rozrzucony w licznych pra­
cach i sprawozdaniach T-wa. Wysuwały się przytem najrozma­
itsze potrzeby: podawanie miejscowości, ze względu na ułat­
wienie dalszych badań na danym terenie, wyodrębnienie waż­
niejszych zagadnień, związanych z historją kultury jako to.
ceramika, obrabianie metali, wiek żelazny, zwyczaje pogrzebowe
i t. p. Sachregistei opracowany jest bardzo szczegółowo.
Kulikowski w skorowidzu swoim daje : 1) Skorowidz na­
zwisk autorów, 2) Skorowidz przedmiotów, 3). Skorowidz Bibljograficzny, (Kulikowskij G. I, Ukazatiel k Etnograficzeskomu Obozreniju Kniga XII—XXXI 1893-1S9G Moskwa 1898. Tab. I N 7).
Autor przy wyborze wyrazów naczelnych w skorowidzu przed­
miotowym opiera się na treści dzieł.

10

Widzimy tam nazwy miejscowości; pizy zagadnieniach
szczegółowych wykazane sa również miejscowości np. Przemysł
domowy XXIII204, XXV 175 (Wołc godska g.) XXVIII .64 (Ołoniecka gub.) i t. p: —
Odsyłacze spotykają się barazo rzadko. Np.: „Warkocz
dziewiczy ' obacz „włosy“ i t. p. Odsyłaczy uzupełniających
nie spotykamy zupełnie.
Te same zagadnienia powtarzają się parokrotnie, przy
różnych wyrazach naczelnych.
Miejsce 8 na tablicy I-ej zajmuje Skorowidz do Wykła­
dów z Etnografji Charuzina, opracowany przez Wierę i A:eksieja Charuzinych.
(Charuzin Nikołaj. Ftnografija. Lekcji czytannyja w Imperatorskom Moskowskom Uniwersitietie. Izdanje posmiertnoje Pietierburg T. I. v. 8. Ałfawitnyj ukazatiel. S. Pietierburg 1905 T. I. N. 8).
Zarówno w tomie I-szym, wydanym w 1901 roku pod
redakcją Wiery i Aleksieja Charuzina, jak i w tomie Il-im, wy­
danym w 1905 r. pod redakcją Wiery Charuzinej, skorowidze
zawierają ugrupowane alfabetycznie nazwisk? autorów, na których powołuje się Charuzin w wykładach, nazwy miejscowości,
przy których zebrane są zagadnienia lokalne i odsyłacze uzu­
pełniające, oraz zagadnienia skupione koło wyrazu naczelnego
pojęciowo je wiążącego.
W skorowidzu „Table générale des matières“ do francu­
skiego Czasopisma „L’Anthropologie (L’Anthropologie. Matériaux
pour T histoire de l’homme. Table générale des matières I—XX
Paris 1909 Tab. I. N. 9“) widzimy dwa wykazy: „Table des
auteurs“ i „Table des matières“. Ostatni zawiera zagadnienia
szczegółowe oraz nazwy ludów i miejscowości przyczem wyrazy
naczelne są wybrane z treści dzieł. Specjalna uWags jest zwró­
cona na zachowanie stałego porządku, przy wymienianiu nazw
miejscowości. Na czele zawsze umieszczona jest Francja, na­
stępnie inne kraje Europy. Za niemi Azja, Ameryka Północna,
Południowa, Oceanja z Indonezją na czele. Dopiero w obrębie
poszczególnych krajów, zachowany jest porządek alfabetyczny.
Dla odróżnienia nazw przedmiotów, nazw ludów i nazw miej­
scowości użyte są rozmaite typy czcionek. Odsyłacze spotykamy
bardzo rzadko: „Epoque néolitique voy. Néolitique“. „Fibulesvoy. Bronze et Fer“.
1

Il
Przy nazwach miejscowości widzimy zgrupowane wszystkie
zagadnienia lokalne.
J. G. F-azer do 12 tomowego dzieła „The Golden Bough“
London 1911—1915 daje skorowidze przedmiotowe (Tab. I
N. 10. tłum. francuskie I e Rameau d’or Paris 1924).

W jednym wykazie zatytułowanym „Index alphabétique“,
widzimy tam nazwy osób, miejscowości i zagadnienia szczegółowe.
Koło nazw miejscowości Frazer skupia zagadnienia, ma­
jące znaczenie lokalne, odsyłaćze spotykamy b. rzadko.
Np. Mystères d’Eleusis-voir Eleusis.
Te same zagadnienia powtarzają się w rozmaitych ugru­
powaniach. Przy jednem słowie, występującem jako wyraz na­
czelny (Schlagwort, mot d’ordre) skupione są rozmaite zagad­
nienia, pojęciowo związane ze sobą. Nie widzimy tu sztucznego
szeregowania zjawisk, jak ma to miejsce w układzie systema­
tycznym, dają się jednak uwidocznić naturalne związki myślowe,
'/dysuwają się też zagadnienia, wkraczające w najrozmaitsze
dziedziny życia. Badanie poszczególnych zagadnień wymaga
często skrupulatnego wydzielania ich z rozmaitych całości,
Np. „Sang“-krew. Związek sympatyczny między osobą
ranną i krwią jej wylaną, 41—ludzka w ceremonjach sprowadza­
jących deszcz, 61 — jako środek sprowadzający stan natchniony,
89 — wylana na drzewo, w domu, 109—110 — wylana na osoby
jako środek oczyszczający, 207 — tabu, 213—16 — królewska,
zakaz wylewania jei na ziemię, 214 — odraza przy wylewaniu
krwi, 215 — krew otrzymana z ciała rodziców, 216 — kapłanifetyszerzy mają prawo pić krew, 223 — rozgrzeszenie otrzymane
przy wylaniu krwi, 337 — krew wylana ma ziarno i pole, 410,
412 — i t. d... krew... pobratymstwo, 106 — umowa krwi, 10C.
Krew występuje tu w rozmaitych zagadnieniach ; Zestawienie
rzuca światło na wierzenia związane z krwią, tłumacząc jej znacze­
nie w obrzędach, życiu indywidualnem i społecznem człowieka.
Podręcznik Hodge Webb Frederick Handbook of Ame­
rican Indians north of Mexico (Smithsonian Institution) Washing­
ton 1912 (Tab. I N. 11) opracowany jest jako ehcyklopedja.
Z łatwością można tam wyszukać najbardziej szczegółowe za­
gadnienia. Po każdem zagadnieniu podaje autor aibljografję,
dotyczącą przedmiotu. Jest to wydawnictwo „Smithsonian Insti­
tution“. Inne wydawnictwa tegoż mstytutu „Publications of the

12
Bureau of American F.thnoiogy“ jak „Annual Reports“, (tab,
I N. 12) wychodzące stale od 1881 w Waszyngtonie, opatrzone
są przeważnie skorowidzami o układzie słownikov'ym.
Wykaz „Index“ zawiera nazwy osób, ludów, miejscowości
i przedmiotów. Zastosowanie tego układu ułatwić bardzo dro­
biazgowe ujecie ireści niejednolitego materiału, rozrzuconego
w sprawozdaniach.
Przeprowadzona analiza wykazuje, że układ skorowidzów
jest zawsze uzależniony od materjału, niemniejsze znaczenie
w każdym poszczególnym wypadku mają cel i zadanie, jakie
stawia sobie autor przystępując do pracy.
Układ alfabetyczny spotykamy wyłączr.ie niemal w skorovůdzach dodatkowych, dających nazwiska osób lub nazwy
n liejscewftści.
Układ systematyczny (naukowo-fachowy) występuje w tych
wypadkach, gdy chodzi o ujęcie treści z punktu widzenia badacza,
natomiast b.erze górę system przedmiotowy; gdy chodzi o względy
praktyczne, w pierwszym rzędzie o ułatwienie pracy czytelnikowi.
Specjalną wartość nadają układów" przedmiotowemu odsy­
łacze. Umiejętne tworzenie odsyłaczów zbliża układ przedmio­
towy do systematycznego, skorowidz nie zatraca przytem cen­
nej zalety, jaką jest alfabetyczny porządek, ułatwiający wyszu­
kiwanie zagadnień.

II. Analiza materjału zawartego w 36 tomach komisji antro­
pologicznej Akademji Umiejętności.
Przejdźmy teraz do rozpatrzenia materjału etnograficznego,
zawartego w 36 rocznikach komisji antropologicznej Ak. Urn.
Z 153 prac 90 autorów, drukowanych w okresie lat 1877—
1925 mamy,
38% — prace zawierające materjały ogólne, wymagające
bardzo szczegółowego rozróż nienia (58 tytułów).
20% — prace z literatury ludowej, w skład których wcho­
dzą najrozmaitsze przejawy twórczości ludu, zaczynając od opo­
wieści, bajek i t. p., kończąc na drobnych zagadkach, aforyz­
mach i t. p. (30 tytułów).
12% — prace zawierające pieśń7 ludowe o najrozmaitsze;
treści> wymagającej skrupulatnego rozróżnieira, (pieśr.i obrzę­
dowe, cbyczujcwe i t. p.) (19 tytułów).

13

10%
prace dotyczące obrządów rodzinnych ludu pol­
skiego (15 tytułów).
10% — prace dotyczące wierzeń, wymagających również
szczegółowego rozpatrzenia (15 tytułów).
5% — prace dotyczące mowy (8 tytułów).
0 7% — praca dotycząca pisma (1 tytuł).
3% — prace dotyczące obrządów dorocznych, o bogatej
i różnorodnej treści (5 tytułów).
1-3% — prace dotyczące stosunków społecznych (2 tytuły).
Większa część prac, to materjały ogólne, monografje po­
szczególnych miejscowości, lub charakterystyki grup ludnościo­
wych, zamieszkujących Polskę, lub z nią sąsiadujących. Zawie­
rają one materjał bardzo bogaty i rozmaity.
Od układu skorowidza zależeć będzie jego użyteczność.

Ï1Ï. Wnioski dotyczące układu projektowanego „Przeglądu treści".
Układ powinien być przedewszystkiem przejrzysty, prosty,
by nawet dla czytelników, nie Dosiadających fachowego przy­
gotowania, mógł być zrozumiały. Teń punkt widzenia usuwa
możliwość zastosowania układu systematycznego.
Układem łatwym w użyciu, umożliwiającym równocześnie
najbardziej szczegółowe ujęcie treści, jest układ sło wnikowykrzyżowy ( ^ross-reference, Kreuzanordnung, Mischancrdnung).
Pozwala on szeregować w porządku alfabetycznym nazwiska
osób, nazwy miejscowości i rzeczy, wszystko co dotyczy autora:
nazwisko, tytuły jego dzieł, nazwiska krytyków i t. p. Treść
daje się ująć szczegółowo przez umiejętne dobranie wyrazów
naczelnych. Tworzenie grup zbiorowych i posiłkowanie się odsy­
łaczami daje możność ujęcia rozmaitych związków myślowych.
Istnieją jednak pewne trudności w zastosowaniu go do
przeglądu treści czasopisma, mianowicie gdy chodzi o wyodręb­
nienie z całej masy pewnych zagadnień zasadniczych.
W rozpatrzonych przeglądach treści i skorowidzach, opra­
cowanych do czasopism, rozmaite wykazy dodatkowe tłumaczą
zamiary autorów i uzupełniają właściwe zadanie skorowidza.
W stosunku do Komisji antropologicznej Akaderr.ji Umiejęt­
ności specjalne zadar.je polegałoby na wyodrębnieniu materjałów,
dotyczących działalności tej instytucji w dziedzinie etnografji
i etnologji, jak również grupy etnografów i etnologów, skupio­
nych przy niej.

14

Wykaz treści 36 roczników w porządku chronologicznym
według tomów da nam rzut oka na drogą rozwojową działal­
ności naukowej i wydawniczej instytucji w zakresie etnografji
i etnologji.
Wykaz alfabetyczny autorów z podaniem prac drukowa­
nych w wydawnictwach Komisji antropolog1’oznej podsumuje
wysiłek naukowy wspólny, jak niemniej indywidualny.
W skorowidzach rozpatrzonych widzimy przewďžnie wy­
kazy miejscowości, podane wspólnie z innemi zagadnieniami.
Jest to bezwzględnie najłatwiejszy sposób wyszukania poszcze­
gólnych nazw, zastosowanie jednak tego w danym wypadku
nie będzie wystarczające.
Jednem z wymagań specjalnych w stosunku do materjałów zawartych w wydawnictwach Komisji Antropologicznej,
będzie również zestawienie ich według terenów zbadanych.
Temu odpowie wykaz miejscowości, sporządzony według woje­
wództw i powiatów.
Za układem przedmiotowym dla głównego skorowidza
przemawiają przedewszystkiem względy praktyczne.
Niezbędnym warunkiem powinno stać się przy tem jak
najszersze posługiwanie się odsyłaczami. Stosunek procentowy
liczby odsyłaczów do ogólnej liczby pozycyj bibljograficznych
stanowić może miarę wartości naukowej i praktycznej biblio­
grafji. Uwzględnianie zagadnień ogólnych, grupowanie zagad­
nień szczegółowych i odsyłacze uzupełniające dadzą możność
systematyzowania pojęć.
Rozpatrzymy parę przykładów:
Wyraz naczelny „kalendarz“ miałby szereg odsyłaczów do
świąt dorocznych, wyszczególnionych przy odpowiednich wy­
razach naczelnych, obacz: Adwent, Boże Narodzenie, Nowy
Rok, Trzech Króli, Wielkanoc i t. p. Świętych Pańskich, poda­
nych przy wyrazie naczelnym Święci, oraz do różnych nazw
obrzędowych: sad, gwiazda, szopka, turoń, koza, gaik. maik,
marzanka, ćm.gust i t. p.
Przy wyrazie naczelnym „Lecznictwo“, występującym jako
zagadnienie ogólne, mielibyśmy odsyłacze do wyrazów wystę­
pujących jako zagadnienia szczegółowe obacz: modlitwy, ro­
śliny lecznicze, zamawiania, zażegnywania, zielnik czarodziejski
i t. p. Obrzędy rodzinne obacz : chrzest, wesele, pogrzeb i t. p.

15

- Odęyłacze są pojtrzebne rówr.ież dla ominięcia trudności,
nasuwających się przy różnorodnych /azwach lokalnych. Jeden
i teri' sám zwyczaj nosi nazwę dożynek, wieńca, wieńcowin,
pępka, ,w zależności od okolicy, w której występuje. Wynikają
też trudności przy grupowaniu zagadnień jednakowych, wystę­
pujących pod różnemi nazwami : wierzenia, przesądy, zabobony,
niezupełnie ściśle rozgraniczonemu pojęciowo Użycie odsyłaczy
pozwoli opanować te trudności.
W myśl wywodów powyższych na całość projektowanego
„Przeglądu treści“ złożyłoby się kilka skorowidzów.
1) Wykaz treści według tomów w porządku chronologicznym.
2) Skorowidz alfabetyczny autorów i ich dzieł.
3) Skorowidz miejscowości.
4) Skorowidz przed miotowy.
Wykaz i skorowidze powinny być poprzedzone wskazów­
kami co do skrótów i t. p. uwagami informacyjnemi, w końcu
powinien być umieszczony spis treści
Bibljografji.
Prace ogólne.
Godet Marcel Index bibliog/aphicus. International Cata­
logue of sources of current bibliographical information. Ge­
newa 1925.
Hahn Wiktor. Bibljografja bibljografji polskiej. Lwów 1921.
Muszkowski Jan Przegląd bibljografji polskiej 1900—1918.
Warszawa 1919.
Schneider Georg. Handbuch der Bibliographie. Leipzig 1924.
Vrtěl-Wierczyński Stefan. Bibljografja, jej istota, przed­
miot i początki- Lwów 1923.
Prace szczegółowe.
Bornsteinowa Jadwiga. Zasady klasyfikacji dziesiętnej. War­
szawa 1925.
Borowy Wacław. Prolegomena dc wszelkiej przyszłej in­
strukcji katalogowej. Warszawa 1926.
Classification. GR Folklore, GT Manners and customs.
Completing dass G. Geography, anthropology, sport and games. L’brary of Congress Washington 1915.
Cutter L. A. Two-Figure Author table. Bibljoteka „Studjum“.
Grycz J. Porównanie polskich przepisów katalogowania.
Kraków 1926.
Handbook of Card distribution. Library of Congress Card
Division. Washington 1925.

16

Kotula Rudolf Instrukcja o katalogach alfabetycznych bibljotek naukowych. Lwów 1924.
Manuel du répertoire bibliographique universel internatio­
nal de bibliographie. Bruxelles 1907. oraz nowe wydanie 1927.
Odbitki otrzymane, przed wyjścLrr tomu (str. ź71—275).
Przepisy katalogowania alfabetycznego w bibliotekach pol­
skich. Projekt. Warszawa 1923.
Sayers, Berwick W. C. A manuał of classification for Li­
braries of bibliographers. London 1&26.
RÉSUMÉ.
Ce travail a pour but, de motiver le projet d’une table des
matières, des publierons de la Section Anthropologique de l’Aca­
démie de Cracovie. On a analysé dans ce but 12 index des plus
importantes publications ethnographiques.
La I table permet de s’orienter dans les moyens techniques
et dans les résultats des travaux.
La II table nous présente les différences qui existent entre
la disposition systématique-philosophique, et la disposition scien­
tifique-spécialiste. Elle fait voir en outre, certaines difficultés qu’on
rencontre, en se servant des index à disposition systématique.
On a attribué une place à part au système décimal de Devey,
à cause de ses tendances à l’universalité.
Tout en soulignant les qualités incontestables du système dé­
cimal, on arrive à la conviction, que son emploi dans 1 ethnographie
présente certaines difficultés. L’analyse des index de matières fait
ressortir les qualités notoires ■ de ce système. Nous n’y voyons pas
la coordination artificielle des phénomènes, les relations naturelles
de la pensée peuvent être mises en valeur.
Les renvois donnent au système de la disposition matérielle
une valeur speciále.
Un arrangement habile des renvois rapproche la disposition
systématique, pans faire perdre pour cela à l’index la qualité
précieuse de l’ordre alphabétique, qualité qui facilite la recher­
che de problèmes.
Après avoir passé en revue les matériaux ethnographiques
contenus dans les 36 annuaires de la Section anthropologique de
l’Académie de Cracovie, et après avoir discuté les questions fon­
damentales, et leur élaboration technique, notre travail p~£sente le pro­
jet d'une table des matières, qui serait composée de plusieurs index
réunis. A savoir:
1) L’index des matières d’après les différents volumes, en
ordre chronologique.
2) L’index alphabétique des auteurs et de leur oeuvres.
3) L’index des localités,
4) La Table des matières.

TABLICA I. ZESTAWIANIE 12 UKŁADÓW SKOROWIDZÓW DO WYDAWNICTW ETNOGRAFICZNYCH.
8

9

10

11

12

Table générale des ma­
tières Anthropologie

Frazer, James George.

(1893-1866).
MccKBa 1898

Xapy3HHbi Bl.pa Hukojí.
AjKjjaBHTHbifi yicataniJib
kb r.ocmepTHOMy i-isaahíw Xapy3HHa HiiKOJiaa.
STHOrpatjjia-JleKitiH.
C OeTepöypr 1905

Hodge Webb Frederick.
Handbook of American
Indians north of Mexico.
Smithsonian - Institution.
Washington 1912.

Publications of the Bu­
reau of American Ethnology Annual Reports.
Smithsonian- Institution.
V achington 1881.

YKa3aTej]b HivieHb aBTo-

AatjjaBHTHbiü yKa3aTejib

Table des auteurs

POBB.

HMCHB H npefllVieTOBB.

Podręcznik ułożony iak
encyklopedja pod każdą
pozycją bibljografja, do­
tycząca przedmiotu.

Index.

1
Majewski Erazm.
Nasze sześciolecie.
Systematyczny Przegląd
treści Wisły z lat 1899—
1904. Wisła T XVIII
Warszawa 1904.

A Antropologia, Etnologja, Prehistorja.
B. Geografja, Historja.
C. Etnografja i folklor.
1. Prace zmierzające
do zbierania.
2. Opracowania me­
todyczne materia­
łów już zebranych.
3. Materjały etnogr.
ogólne.
4. Materjały szczegó­
łowe

D. Miscelanea

Wykaz abecadłowy
autorów.

Kraeber A. L
Handbook of the Indians
of California Smithsonian Institution.
Washington 1925

Treter Mieczysław
Przegląd treści dziesię­
ciu roczników czasopi­
sma etnograficznego p t.
„Lud“ 1895—1904.
wów 1906.

Gawełek Franciszek.

I. Spis rozpraw, mate­
riałów ■ przyczynków
wzgl. treści.

Czasopisma.
Skrócenia.

Bibliography.
C-assificatiun of titles
by subject.

A. Antropologja, dzieje
pierwotne.
B. Historja, Geografja,
Statystyka, Monografje ogólne.
C. Ludoznawstwo.
1. Teorja i metodyka:
kwestjonarjusze i
odezwy.
2. Zwyczaje, uroczy­
stości, charakter
3. Ubiory.
4 Budowró ctwo,
sprzęty, zdobnic­
two (pisanki)
5. Język (gwary, na­
zwy, styl).
6. Naśladowanie gło­
su ptaków lub
zwierząt.
7. Zabawy i gry.
8. Przysłowia, za­
gadki- żarty.
9 Baśnie, opowiada­
nia, legendy i po­
dania
10. Pieśni, utwory wier­
szowane, muzyka.
11. Wierzenia, zabo­
bony, wróżby.
12. Lecznictwo.
D. Varia.

Synonimy.

Archeology,
Etnnology-topicai
Ethnology-tribal.
Languages.
Physical-types.

Bibljografja ludoznawstwa polskiego.
Kraków 1914

Spis yrzeiiriotów ogól­
nych.
1. Opisy

i przewod­
niki.
2. Człowiek.
3 Język.
4. Życie -ludu zewnę­
trzne.
5. Charakterystyka za­
jęć i gospodarstwa.
6. Stosunki społeczne
i rodzinne
7. Życie religijne.
8. Zwyczaje, obyczaje
i obrzędy.
9. Gry i zabawy doro­
słych i dzieci.
10. Twórczość umysło­
wa.
11. Wierzenia, przesądy,
praktyki.
12. Wiedza.
13. Monografje.
14. Literatura.
15. Ogólne.
16 Ludoznawcy polscy.

II. Spis omówionych dzieł
i wydawnictw*).
III. Wykaz miejscowości.
Ir.ćcks osób i autorów.
IV. Wykaz autorów.
Indeks rzeczy.

I Sp s omówionych dzieł
i wydawnictw.

Virchow R. General-Register zu Band I—XX
1869-1888. Berlin 1894.
Lisauer A

zu Band XXI—XXXIV
1889 — 1602. Berlin 1906.

Der Zeitschrift für Etno­
logie.

Verhandlungen der Ber­
liner Gesellschaft für
Antr. Ethn. u. Urgesch

A. Verzeichnis der Ver­
fasser und ihrer Ab­
handlungen
B. Inhalts - Verzeichnis
der Original-Abhand
C. Verzeichnis beson­
ders besprochener
Schriften

A. Verzeichnis der Vor­
tragenden und der
Verfasser.
B Sachregister.

KyjiHKOBCKiii F. M.
yi<a3aTe.nb io> ,..9tho-

rpaiJiMwccKOMy 06 sphHito“. Kh. XII-XXXI

I XX.

Le rameau d’or.
Paris 1924.

Paris 1909.

Classified subject index.
A. Tangible culture.
B. Social, aestetic, intellectual culture.
C. Religions culture.

General index.

yKa3aTeJib npenMeTOBb.

y«a3aTejib nepioflimeckhxb, yLieiiHX'b. cran -

cnmecKHX-b u cnpaBorHbix-b HSflaniíí npoTMa
TpHBaBtilHXCH tua OnÓJiiorpafJiHyecKaro otaKjiH 3™orpa(J)H>iccKaro
06o3pbIHÍí'

Table des matières

Index alphabétique.

TABLICA II. ZESTAWIENIE SKOROWIDZÓW O UKŁADZIE SYSTEMATYCZNYM.
1

5

i------------------------------------------Louis Marin
Questionnaire d’Ethnographie

I. Vie matérielle.
1. Besoins: alimentation, soins
personnels, vêtement, habita­
tion, mobilier et outillage.
2. Coutumes de travail matériel:
agricoles, industrielles et com­
merciales.
3. Distributions des éléments ma­
tériels dans l’espace et dans
le temps.

II. Vie mentale.
1. Instruments de connaissance:
langage, écriture.
2. Connaissances spéculatives.
Connaissances concrètes.
Connaissances scientifiques
3. Connaissances pratiques :
arts de la matière inanimée,
arts de la vie,
arts liberaux,
arts sociaux.
4. Conceptions philosophiques ou
religieuses.
Croyances et rites particu­
larisés au monde visible, mon­
de surnaturel.
Cultes et faits religieux.

III. Vie sociale.
1. Faits sociaux.
D’ordre matériel.
D'ordre mental'.
A base matérielle
2. Eléments sociaux: éléments
permanents, éléments contin­
gents, éléments individuels
3. Sociétés :
a) sociétés d’origine ou d’hi­
stoire commune : famille,
sociétés nationales.
b) sociétés fondées sur les
relations personnels, rela­
tions de civilité, sociétés
électives.
c) sociétés déterminées par
leur but : sociétés profession­
nelles, sociétés civiques.

Kraeber, A. L
Handbook of the Indians of California
Classified Subject index

Gawełek F.
Bibljografja Iudoznawstwa polskiego
Spis przedmiotów ogólnych

Majewski Erazm.
Systematyczny przegląd treści Wisły.
Materjały szczegółowe.

Treter M
Przegląd treści dziesięciu roczników
czasop. etnogr. p. t. Lud.
C. Ludoznawstwo *).

I. A. Tangible culture.

1. A. Opis wsi, miasteczek i okolic
pod wzglądem geogr , topogr.
i klim.
B. Przewodniki Krajoznawstwo.
2 Człowiek : wzrost, barwa oczu, wło­
sów, ogólny ustrój ciała, statysty­
ka, charakterystyka. Typy i obrazy.
3. Jązyk: właściwości mowy, próby
L Mowa, gwaroznawstwo.
jązyka, przezwiska, imiona, etymologja, słowniki.
2. Ubiór.
4 Zycie ludu zewnątrzne: 1) odzież,
1) ogólny widok wsi. zagrody, 3)
3. Mieszkanie, budownictwo, sprząty.
Chata, zob Budownictwo wiej
skie, 4) Pokarmy i napoje, 5) No­
szenie zarostu, 6) Oświetlenie, 7)
Palenie tytoniu, używanie tabaki,
8) Hygjena, lecznictwo, choroby.
4 Zatrudnienia.
5) Charakterystyka zająć i gospo­
5. Lecznictwo (medycyna i weter.)
darstwa: 1) Gospodarstwo, na­
6. Różne umiejątności i zatrudnie­
rzędzia gospodarskie. 2) Chów by­
nia, będące przeżytkiem daw­
dła, drobiu 3) Przemysł domowy
nych czasów.
4) Budownictwo. 5) Zmysł este­
7. Zdobnictwo.
tyczny
6 Stosunki społeczne i rodzinne:
1 ) Życie wiejskie wogóle. 2) Zy­
cie według zająć.
7. Zycie religijne.
8 Zwyczaje, obyczaje i obrządy.
8. Zwyczaje, obyczaje i obrządy.
9. Gry i zabawy.
9. Gry i zabawy dorosłych i dzieci.
10
Pojącia, wierzenia i praktyki
10. Twórczość umysłowa: 1) Poda­
nia, legendy, opowiadan'a, baśnie,
11. Baśnie, podania, opowieści, drwinanegdoty. 2) Pieśni. 3) Listy. 4)
kowania.
Chłopi poeci. 5) Pismo obrazowe.
12. Pieśni, utwory poetyckie.
6) Zagadki. 7) Humor i żarty.

1. Teorja i metodyka, kwestjonarjusze i odezwy.

1) Body and dress.
2) Subsistence.
3) Transportation
4) Weapons.
5) Tools.
6) Pire.
7) Textiles.
8) Réceptacles.
9) Tabacco.
10) Domestic animais.
11) Musical instruments.
12) Money.

II. U. Social, aesthetic, in-ellectuai
culture.
1) Population.
2) Political status
3) Society.
4) Kinship and marriage.
5) The cycle of life.
6) Play.
7) War
8) Contacts and relation
9) Aestetics.
10) Knowledge

III. C. Religions culture.
Shamanism
Customary observances.
Cuits and rituals.
Beliefs.
Mythology. Divinities.

11. Wierzenia, przesądy, praktyki :
1) Wierzenia ogólne (Mitologja
i wróżby) 2) Czary, czarownice
i t. p. 3) Istoty nadprzyrodzone.
12. Wiedza : 1) Pojącia ludu o przy­
rodzie. 2) Liczenie czasu i t. p.
13) Monografje.
14. Literatura.
15) Ogólne materjały etnograficzne.
Ogólna charakterystyka ludności
pewnych okolic.
16. Ludoznawcy polscy.

13. Przysłowia, przypowieści, porów­
nania.
14. Zagadki, łamigłówki, żarty

5. Jązyk (gwary, nazwy, styl).
6. Naśladowanie głosu ptaków
i zwierząt.
3 Ubiory.
4. Budownictwo, sprząty, zdobnic­
two (pisanki1.

12. Lecznictwo.

2. Zwyczaje, obyczaje, uroczystości,
charakter.
7. Żaba y i gry.
11. Wierzenia, zabobony, wróżby.
9. Baśnie, opowiadania, legendy
i podania.
10 Pieśni, utwory wierszowane, mu­
zyka
8. Przysłowia, zagadki, żarty.

*) W skorowidzu działy są umiesz­
czone w porządku podanych liczb.

TADEUSZ SEWERYN.

KASZUBSKIE ZŁOTOGŁOWIE I NOWE HAFTY
WDZYDZKIE.
(LES BROCARTS DES KACHOUBES ET LES NOUVELLES BRODERIES
DE WDZYDZE).

Złotogłowie kaszubskie czyli czepki złotem haftowane,
przedstawia najkosztowniejszy rodzaj haftu, zastosowanego
do ozdoby ludowego stroju. Nazwę, tę uzasadnia podobieństwo
do szlacheckiego złotogłowu czyli altembasu, z którego szyto
drogocenne suknie, suto ornamentowane złotem na barwnem tle.
Pani Czorlińska, która „webjero sę na odszukanie chłopa“,
zapięła na sobie „liwk“, oblekła się w watowaną „salopę“,
głowę owinęła wełnianą chustką, „tej na nodzie so włożeła
dłudzie, chłopście skorznie1, aie na zapas schowała do pudła
„nową jedwabnicę, złotogiowę i świąteczną suknię i spódnicę,
abe mniała sę w co oblec, cej gdze na mszą pudze“. Zatem
„złotogłowa“ należała do świątecznego, wystawnego stroju „kaszebściej biołci“. Nie znamy dowodów, któreby upoważniały
nas do sądu, że czepki kaszubskie haftowane były przez wie­
śniaczki. Jedynie na podstawie materjału porównawczego utrzy­
mywać można, że wykonywane były na Pomorzu. Jako okazy
bądź co bądź etnograficzne, należące dziś do rzadkości, zasłu­
gują na uwagę ze względu na rolę, jaką odgrywały przed wie­
kiem w narodowym stroju kaszubek, a wreszcie zaznaczenie
końcowego etapu tego nakrycia głowy, które przeszedłszy naj­
rozmaitsze fazy rozwoju w domach szlacheckich i mieszczańskch,
zakończyło swe życie w chatach wiejskich, skrystalizowawszy
się w typ oryginalny o formach szlachetnych.
Historja kobiecego nakrycia głowy, a osobliwie czepca,
jest zbyt obszerna, a mało zbadana, aby można podać w zaryj ;
wszystkie jego ewolucyjne kształty. W XIV w. zjawia się w Eu­
ropie czepiec szyty z tiulów, do którego polskie podwiki aode -ą
potem futrzane obkłady. Wypierają go w, XV w. hiszpańskie
Lud. T. XXVIII.

2

18
i francuskie fantastyczne, wysmukłe „strojiki“ haftem i burszty­
nami zdobne. Niskie czapeczk i, obszyte perłami, przybrały miano
„portugałów“. W XVI w. mod”a była siatkowa „toczenica“,
ustrojona perełkami. W XVII w. turbany, zawoje, jedwabne
chustki, z których zwisaiy strusie palatyny i forgi czyli kity
lub pióropusze, doczepiane do nakrycia głowy, — wiążą się
z opływami tureckiemi. Od II poł. XVII w. do II poł. XVIII w.
zapanowała istna orgja najdziwaczniejszych nakryć giowy: za­
równo dawna toczenica, jak i „chomla“ aibo „bramka“ t. j.
pasamonowa opaska (obłoga) czyli „bandela“, przepasująca czoło,
dawne i nowe czepki, czółka, toki, kołpaczki, turbany, zawoje,
czuby, forgi, kapturki, kornety, korneciki, półkornecia, koron­
kowe czepczyk! francuskie t. zw. „beginy“, dziwaczne „szynjony“ czyli wysokie czepki, wypchane pakułami, okręcane pudrowanemi włosami, na które nad czołem przypinano sztywny
kornecik1). Były też przeróżne bonety, kiwiory, kofie, kufiety,
kukle, bawolety, fontaże, negliże, kwe.y, biretki, puzany i inne
kornufasy i kukuryku w rozmai re fasony, zależne od zagranicz­
nych wymysłów mody i dowcipu w fałdowaniu, bryzeczkowaniu, układaniu precjozów i pstrocin, sztucznych pereł, feretów,
pontałów, paletek, siatek, łańc jszków, misternych forbotek, ko­
ronek, 'tiulu, galantów czyli wstęg i t. p. fatałaszków.
Nie dziw więc, że chimerycznym, a dziwacznym nieraz na­
kryciom' głowy kobiecej nie szczędzili ostrych przytyków różni
dawniejsi psarze*2).
*) Stan. Lam: Stroje pań polskich str. 53.
2) Piotr Zbylitowski w „Przygarnę strojom białogłowskim“ dworuje
sobie z Polek, skwapliwie przystosowujących strój swej głowy do kaprysów
obcej mody :
Żadnej Polki tu nie baczą:
Oto ta siedzi, widzą, z weneckiej dziedziny,
A ta zasią w tej szacie z hiszpańskiej kramy,
To podobno Francuska, ta zaś niderlandzki
Ubiór na sobie nosi, czyli to florencki.
Jedna świetny rąbeczek na ciernią przypięta,
Druga, widzą, na głowie ma świetną koroną
Bieretką z pierzem, przy niej foremną zasłoną
- voii-j głowie zdziałana ; muszczka kądzierzawa
Wysoko na łbie stoi, cudzoziemka prawa.
Trzecia jakieś krezyki ra głowie przypiąła
Z rąbku i kolcem z perłą ucho też przetknąła ;

w
Z wszystkich powyższych dziwo^worów kobiecej mody
najdłużej, bo do połowy XIX w. utrzymał się haftowany, czepek.
Pomimo ciągłej zmienności kobiecego stroju w XVIII w. raz po
raz „zwracano się ^wszakże do czepków to skromnych, to wy­
twornych, z rąbku, muślinu, gazy, batystu, tiulu, koronek,
blondyn, gładkich, haftowanych, garrirowanych, ozdobionych
wstążkami, kwiatami, tak rozmaitego kształtu, tak zmiennych,
że wszystko, co s;ę zjawiło w Paryżu, w Londynie pod różnemi
to czułemi, to dziwacznemi nazwiskami i u nas wnet noszono,
choć na chwilę, ustępując miejsca nowym wynalazkom co
rychlej“1). Kształt jednak i ozdoby tych czepków różnią się od
kaszubs.cego złotogłowia. Również „Ubiory w Polsce“ J. Ma­
tejki dostarczają z XVI—XVIII w. przykładów, które tylko ogólne
wykazują podobieństwo do czepków kaszubskich. Także w naj­
bogatszym zbiorze staropolskich czepców szlacheckich i mie­
szczańskich, znajdujących się w Domu Matejki, nie znajdujemy
ani jednego, któregoby kształt i typ zdobniczy można łączyć
węzłami pokrewieństwa z kaszubsk1’ emi okazami. To pewne, że
na ukształtowanie się czepka kaszubskiego nie oddziałały wpływy
niemieckie, na co przekonywujących dowodów z Meklemburgji,
Szlezwigu, Hannoweru, Turyngji, Alzacji, Śląska Niem. i i. do­
starczają oogato ilustrowane dzieła A. Kretschmera i A. Rosen-

Na szyji alszbant także z dyjamentów drogich
Jak się szyja nie urwie od tych krezów srogich ;
U tej siatki foremnej, a u tej z flamskiego
U drugiej z rąbku też widzę bardzo cienkiego.
Jedna je na ramionach sobie położyła,
A druga srebrną obręcz pod nie podłożyła.
— ... Oto ta w tym birecie, mojać to bratowa,
A ta z długim rąbeczkiem, twojać to szwagrowa.
Druga chodzi by Turczyn, w wysokim kiwiorze
Cóż wam po takich wzorach złotem haftowanych
Na tych siatkach niemocnych, wzorno malowanych?
Abo takie czwofakie rękawy rzezane
Pasamony ląkotką w koło popisane ;
Także bieret, kornufas, rąbeczek złocisty
Abo i ten hiszpański kozub ogonisty.
*) Gołębiowski : Ubiory i stroje w Polszczę używane str 140

2*

20

berga1). Z obcych wzorów najwięcej pokrewieństwa ze złoto­
głowiem kaszubskiem mają czepki ęzesl.ie*2).
Jeśiiby za autorem „Ubiorów i strojów w Polszczę“ przyjąć,
:ż czepki w czasach Stanisława Augusta ęjzieliły się na trzy
główne grupy: 1) ojczyste krakowskie z lamy 2) morawskie
i 3) z siatek plecione3),4 to kaszubskie złotogłowie należy do
typu krakowskiego, z tern jednak uzupełnieniem, że analogiczną
odmianką ich są czepki wielkopolskie, kujawskie i prusko-mazurskie. Wielkopolskie czepki z pow. szremskiego, znajdujące
się w Muzeum Etnograficznem w Krakowie, mają tło złotolite,
wykonane z alheruntu czyli włókien szychu, który gdzie niegdzie
ookrywają rzutki kwiatów, haftowane złotem! i srebrnemi nićmi,
bajorkiem i ściegami w kształt liścia akacji. Są to wyroby po­
dobne do hannowerskich. Otoczone ryżką marszczonej koronki:
obwiązywane były niejako turbanem chustką jedwabną czyli
bławatem lub jedwabnicą. Więcej zbliżone do złotogłowia są
z jednej strony czepki kujawskie, a z drug'ci prusko-mazurskie ').
Czepek olsztyński5), haftowany w duże kwiaty goździków,
obramione ściegiem pocztowym i bajorkiem, ozdobiony cetyną
i paletkami, wyciskanemi w kształt gw, azdek, palmetek i dzwon­
ków koloru krapowego, zielonego i złotego — posiada orygi­
nalny wyraz, dzięki specjalnemu przystrojowi z wstążek ciekawie
rozmieszczonych. Oto do dołu czepkowego denka przypięta
jest duża kokarda z seledynowej wstążki, drukowanej w czer­
wone róże, z której spadają w dół wstążki półmetrowej długości.
Poniżej zaś uszu opadają klapy z tej samej wstążki, tylko ob­
szytej kororką, a z każdej klapy zwisa jeszcze wstążka, zakoń­
czona kokardą6). Podobnie stroją i upinają czepce Kaszubki.
*) Albert Kretschmer: Deutsche Volkstrachten (Leipzig 1864—1 870
Adolf Rosenberg : Geschichte des Kostüms — Berlin 5 tomów.
2) Dušan Jurkovič : Práce lidu našeho — Vídeň 1905 s. 75 (czepe :
z Vajnov, bardzo podobny do kaszubskiego, ale sztywny, maszynowy w cha­
rakterze . Również czepek z Rokitnicy (Tabl. 11 Nr. 9 w „Gesterr. Volks­
kunst“ II. Dr. M. Haberlandt, Wien 1911) zbliża się kroje'm i ogólnym wy­
razem do naszego złotogłowia.
. 3) Gołębiowski : Ubiory i stroje str. 140.
4) Okazy w M. Muzeum Przemysłowe™ w Krakowie.
5) Okaz znajdujący 'się w Muzeum Etnogr. w Krakowie.
6) Sposób noszenia kaszubskiego czepca przedstawia fotografja Kaszubki
w książce Gulgowskiego „Kaszubi“ str. 29.

n
Złotogłowie kaszubskie składa się z denka, Haftowanego
złotemi, srebrnemi lub jedwabnemi nićmi w wypukłe kwiaty
i otoczonego bryzą tego samego haftu o szerokości połowy śred­
nicy denka. Czepce strojono u brze­
gu wymyślnemi koronkami z czar­
nych, jedwabnych lub złotych nici,
rozpínaném1 na miedzianych druci­
kach, podobnie jak to czyniono w kra­
kowskiej ziemi. Są to tak zwane antualarze czyli mmej kosztowne ko­
ronki, gładkie i przewlekane w kształt
siatki wachlarzyków (Ryc. 1), słu­
żące do przystrojenia damskich su­
Ryc. 1. Antualarz u ka­
szubskiego czeoca.
kien. Tańsze antualarze wyrabiano
maszynowo w Angiji i SaKSonji, skąd sprowadzano je do
Polski, droższe, roboty klockowej, pochodziły z j- 'ancji1) (za
czasów Stan. Augusta i późniejszych). Po nałożeniu czepka na
głowę opasywano go u góry „szlejfą dębowej (jedwabnej)
chustki“ i przyw:ązywano pod brodą barwistemi wstążkami*2).
Kształt denka, typ ornamentalny wypukłego haftu i umiar
w zastosowaniu ozdób łączyć każe w jedną g zupę czepki
kaszubskie, kujawskie i prusko-mazurskie. Z całego boga­
tego tworzywa, jakie stało do dyspozycji hafciarza lub hafciarki czepków : szklanych gałeczek, paciorkć w, metalowej
cetyny, dętek czyli różnokoloi owych perełek, błyskotek, szklanej
sieczki, złotej i srebrnej lameli, feretów i pontałów, guzów garnirowanych zwojami, złotych łubek, paletek czyli blaszek gładkich
i trybowanych, marszczonych drucików, bajorków czyli nitek
z okręconemi dookoła pasemkami szychu i t. p — niewiele
znalazło zastosowania w ozdabianiu kaszubskich czepków. Nić
złota, srebrna lub jedwabna, bajorek, cetyna — to prawie
wszystko. Mimo to kaszubskie „czepki były bardzo drogocene,
kosztowały trzy do ośmiu talarów, gdy krowę można było
nabyć za dziesięć talarów. Bogata gburka posiadała zwykle
Gołębiowski: Ubiory i stroje w Polszczę str. 116.
2) Modę przesadnego obwieszania się „galantami“ wyśmiewał już Jakób
Łącznowolski w „Nowem Zwierciadle“ (J662 r):
więcej ujrzysz na drugiej wstąg, niż u kramarki,
Rzekłbyś, że żywe chodzą po święcie jarmarki...

22

kitka czepków“ 1). Również w innych stronach Folski miały czepki
wysoicą renę, jecii wierzyć ludowej ■ piosence*2) : „Sprzedaj Jasiu
swoje źrebce, a kupże mi złote czepce“. Fod tym względem
złotogłowie kaszubskie zbliżało się w cenie do dawnego szla­
checkiego złotogłowu, jeśli porównamy, że altembasowa suknia
damska w r. 1535 kosztowała z górą ICC dukatów3).
Tło złotogłowia było różne : z zielonego, ultramarynowego
lub spełzło-ceglastegc (róż Tycjana) jedwabiu lub aksamitu, na

Ryc. 2. Czepek kaszubski (Muzeum wiejskie we Wdzydzach.)

którym haft wykonany był nićmi złotemi oraz z sepjowo-czarnego, który łączy się zawsze z haftem srebrnym. Bardzo rzadko
posługiwały się gburki haftowanemi czepcami sukiennemi.
Do haftu używano naogół trzech gatunków złotych nici.
najcieńszych do haftu płaskiego, najgrubszych do supełkowania
i przyszywania blaszek, a wreszcie pośrednich, załamujących się
zygzakowato z powodu przyszywania ich do tła gęstemi ście­
gami poprzecznerri. Jeśli płaski haft wykonano tą nicią,- wtedy
*) Izydor Gulgowski: Kaszubi. Kraków 1624 str. 37.
2) Kolberg O.: Radomskie str. 51.
3) Wład. Łoziński : Zycie polskie w dawnych wiekach str. 96

23
bardzo często oblamowywano wyszyte formy zdobnicze bru­
natną nitką lnianą. Cieńsze odrióżki kwiatów lub liści wyszy­
wano dwiema równolegle wijącemi się nitkami złotemi
albo bajorkiem t.j. drucikiem
lub n:tką z okręconemi dokoła
pasemkami szychu. Grubsze
szypułki dzwonków, owoców
granatu, tulipanów i innych
kwiatów (lilij, stokrotek ?) wy­
pełnia jeszcze haft płaski bez
podkładu, natomiast uwypu­
klające się silnie płatki więk­
Ryc. 3. Czepek kaszubski z Wdzydz.
szych kwiatów mają podkład
z grubego tekturowego papieru, irchy lub pergaminu, na któ­
rym tu i ówdzie — po rozsunięciu i .ici — znać resztki daw­
nych iluminacyj.
W hafciarskiej technice złotogłowia dominuje ścieg wy­
pukły (en relief), potem kładziony złoty (couchure) obok kła­
dzionego jedwabnego (point couché), bajorkowy (canetille),
niekiedy także przekłuwany i supełkowy, zarzucający najczęściej
dna kwiatowe. Ciekawym środkiem zdobniczym jest linjowanie
całego głównego kwiatu na denku pasemkami kładzionych nici,
z których co dwie przyczepiane bywają do tła poprzecznym
ściegiem nitki lnianej (ryc. 2). Powstaje z tych ściegów jakby
układ rzadko rozstawianych cegiełek. Ściegi powyższe wzbogaca
jeszcze obciąganie grubych
łodyg trzonowych i środko­
wych płatków tulipanów metalowemi pasemkami, przewłóczonemi nakrzyż. Jest to więc
pewnego roazaju alheruntowanie. Ścieg płaski, atłaskowy, płomienisty (point de flam­
me) i koszykowy (point natté)
występuje na bawełnianych
i jedwabnych albach kościel­
nych na Pomorzu, wykona­
Ryc. 4. Czepek kaszubski.
nych prawdopodobnie przez

24
fe same hafciarki, które były autorkami rł jtogłowia. Na okazach
pokrewnych czepkom pod względe.i' zdobniczym, np. makatkach
klasztoru żukowskiego piękne efekty daje gobelinowy, jedwabny
haft, zlewający się ze złotym u końców liści, płatków i t. p.
Ornament czepków wy­
kwita z przysadkowatej łodygi
(ryc. 3, 4, 5) i rozwija się ze
środka denka, z dużego kwiatu
rozrasta się bujnie na bok: ku
skroniom, wypełniając aksa­
mitne tło gęsto usianem: zdo­
binami. Również tył głowy
czyli środek opaski, otaczają­
cej denko, posiada główną zdo­
binę, uprzywilejowaną w roz­
miarach. Materjał wypukłego
Ryc. 5. Czepek kaszubski
haftu przemawia przeciw lek­
kiej budowie ornamentu. Charakterystyczną cechą tego hafciarstwa jest częste posługiwanie się płatkami i listkami wrze­
cionowatego lub sztyletowego kształtu. Nie spotyka się tu geome­
trycznych motywów, występujących samoistnie, co najwyżej za­
pełniają one poszczególne pola roślinnego motywu. W takim
właśr le charakterze zjawiają się te motywy na piękniejszych
okazach nicianego zdobnictwa kaszubskiego, wczesnobarokowych, asymetrycznych w budowie białych haftach na albach
w poklasztomym kościele w Zukowie (ryc. 6, 7, 8, 9, 10, 11).
Hafty te dostarczają nietylko porównawcz îgo materjału dzie­
dzinie technik: i ornamentyki czepków, ale jednocześnie stanowią
w wielu wypadkach dowód, że autorki i :h, chociaż może nie
pochodzące z ludu, wyrażały się iednak formami ludowerr.t
Klasycznym przykładem w tym względzie jest tulipanowy wia-

Ryc. 6. Heft złotą r cią na albie klasztornej z Żukowa. '

25
nuszex, (ryc. 12) wyszyty barwnym jedwabiem, gęsto przety­
kany złotą mcią x), oraz kwiat wyrastający z serduszka na tymże

Ryc. 7. Haft nicią złotą .na albie klasztornej z Żukowa.

paramencie (ryc, 13). Hafty te wykonane były niezawodnie w kJasztorze — a jedrak należą do tego samego typu, co i tulipany
na tłach kaszubskich obrazów na szkle (np. obrazek św. Anto­
niego W Muzeum wiejskiem we Wdzydzach). Nie "jest to przy­
kład odosobniony, gdyż podobnie bliskie pokrewieństwo orna­
mentu zachodzi między typem zdobniczym złotogłowia, a kwiatowemi ozdobami, ciętemi na bokach dębowych ławek kolatorskich w Obozinie kolo Skarszew *2). Już te dwa przykłady świadczą
o tern, że hafciarki czepków nie wszystko brały od swych
zakonnych sióstr z Zachodu, ale dopuszczały do głosu własne
upodobania i własną intuicję artystyczną. Zresztą gdybyśmy
ornamentację denka czepka odarli z drugorzędnych ozdób (np.
bajorków), wtedy uproszczonym motywom nie odmówimy tego
wyrazu, który cechuje ludowe pomysły zdobnicze (ryc. 3, 5).

Ryc. 8. Haft biały na albie klasztornej z Żukowa.
]) Ornament środkowy na żukowskim paramencie kościelnym, znajdu­
jącym się w Muzeum wiejskiem we Wdzydzach.
2) Ławki te przedstawia ilustracja w „Gryfie" 1912 Nr. VIII.

26

Wartość artystyczna kaszubskiego złotogłowia tłumaczy się
sama przez się. Rozplanowanie ornamentu wykonane. prosto,
a wykwintnie. Stosunek haftu do tła utrzymany w sposób,
który znamionuje styl i smak XVIII w., jednak bez przełado-

Ryc. 9. Haft biały na albie klasztornej z Żukowa;

wania. Kompozycja ujęta w formy szlachetne. Temi walorami
kaszubskie złotogłowie wybija się na pierwsze miejsce z pośród
wszystkich czepków, wyrabianych w Polsce.
Typ czepków kaszubskich kształtować mogły wpływy roz­
liczne. Faksimi ia drzeworytów Antoniego Molierawykazują, że
z końcem XVI w. w Gdańsku — i wogóle w Europie — panującą
modę nadawał strój hiszpański. Wtedy to, zdaje się, denko renesan­
sowe wr az z włoskim ornamentem złotoszycym rozpowszechniło się
wśród pomorskich szlachcianek. Do niedawna jeszcze włoski strój
wieśniaczek z okolic Caserty cecho­
wały chustki, haftowane w duchu,
który jest bardzo b.iski „kaszubskiemu
złotogłowiu“. A w Museo Artistico-Industriale w Rzymie znajduje się aksamitna
tkanina (veluto) z XV w., różowy atłas
z rzutkami kwiatów (raso rosa eon ricam: di fiori) z XVIII w. oraz nafto-wane złotemi nićmi białe chustki jed­
wabne, których ornamentyka wykazuje
wiele podobieństwa do zdobnictwa ka- Ryc. 10 Hafciarska zdobina
szubskich haftów i żukowskich alb.
na a^'e w klasztorze żukowskim.

*) Danziger Frauentrachtenbuch wydane przez A. Bertlinga w Gdańsku
r. 1886.

27

Obok włoskich wpływów dadzą się w crnamenfycę czepków
zauważyć wypływy tureckie i francuskie., Już Gołębiowski,
mówiąc o haftach polskich wogóle, zaznaczył, że „Francja
i Turecczyzna udzieliły nam tej
sztuki, a szkolą jej bywały dwory
możnych, klasztory“. Sam fakt. że
w technice hafciarskiej pewien ro­
dzaj „atłaskowej roboty“ i łańcuszkowania, zwanego „mrozem“ J), na­
zywano też „tureckim sposobem“ —
mówi wiele. Dowodem tych wpły­
wów są choćby meszty haremowe
sułtanek (ryc. 14), znajdujące się
w Muzeum Przemysłowem w Kra­
kowie, wykazujące w technice i ty­
pie ornamentalnym duże podobień­
stwo do niektórych czepków mie­
szczek krakowskich z XVII w. (ryc.
Ryc. 11. Motyw zdobniczy na
Í5). Nie jest wykluczone, że turecalbie klasztornej w Żukowie.
kje wpływy szły do nas z Francji,
która w XVII i XVIII w. rozszerzyła na całą Europę modę no­
szenia tureckich pantofli z aksat litu, haftowanych złotemi nićmi
w zwoje liści, wyrastających z kwiatu. Podobne pantofelki
dam dworskich z czasów Lu­
dwików oglądać można w Mu­
zeum Cluny w Paryżu. Ponieważ
zaś pierwotnie, w XV i XVI w.
złotogłów czyli altembas na
suknie sprowadzano ze Wscho­
du, a dopiero później z Włoch
i Francji, z Genui, Lukxi, Floren­
cji i Lugdunu *2), przeto w czasach
kształtowania się typu czepka kaszubskiegD przewagę, jak sądzę,
miały w hafciarnjach naszych
wpływy zachodnie. Guzy z naszy- mentu kościelnego z Żukowa. (Mutemi dętkami t. j. różnobarwnemi,
zeum wiejskie we Wdzydzachi.
') Gloger: Encyklopedja staropolska T. II. str. 228
2) Wład. Łoziński : Życie polskie w dawnych wiekach—Lwów 1907 str. 96.

28
sztucznemi perełkami, ferety i pontały czyli sztuczne kamie­
nie, oprawne złotniczą robotą oraz forbotki t. j. delikatne ko­
ronki ze złotego drucika *) i pasmanterje, zdobiące nasze czepki
krakowslr:e (nie kaszubskie} są produktem rokoka europejskiej
proweniencji.
Niesposób, aby powyższym wpływom poddawać się mogły
kaszubskie gburki. Zresztą zdobnictwo złotogłowia nie ma cech
wybitnie ludcwycl. Wedle wszelkiego prawdopodobieństwa zło­
togłowie wykonywane było w klasztorze norbertanek w Zukowie
(pow. kartuski), umiłowanym w średniowieczu przez księżi iezki
pomorskie. Do klasztoru tego wysyłała szlachta swoje córki na
naukę. Spisy zakonne wymieniają mniszki z rodu Czapskich,
Glińskich, Donimirskich, Przewoskich, Zakrzewskich, Rembow­
skich, Daszewskich, Konarskich, Le­
wińskich, Pawłowsk-eh, Powaisklch,
Oleskich, Ustarbowskich, Czarlińskich,
Radolinskich, Trembeckich, Wolskich,
Gralewskich, Konopackich, Dębińskich,
Dąbrowskich, Kopyckich, Białochowskich, Pałubickich, Kosów, Kostków,
Bystramów, Knutów, i i. 1 tak w r.
1626 zapisana jest Małgorzata Czap­
ska, do 1661 żyje tam Eliza Glińska,
do 1671 Anna Zakrzewska, do 1689 Ryc. 13. Narożna ozdoba _na
paramencie kościelnym z Żu­
Kostka, do 1698 Eleonora kowa [Muzeum we Wdzy­
dzach).
Rembowska i t. d. Pierwszy spis za­
konnic żukowskich dokonał się dopiero w r. 1583 z rozkazu bi­
skupa Rozdrażewskiego Klasztor przyjmował na wychowanie
niefylko szlachcianki ale i córki gdańskich rodzin patrycjuszowskich.
Także w bogatym idasztcrze panien benedyktynek w Żar­
nowcu (pow. pucki) służyły zakonnice z rodu Sapiehów, Wesslów,
Pobłockich, Gawińskich, Tempskich, Chmielińskich i t. p. Między
klasztorem norbertanek w Żukowie, a benedyktynkami żarno­
wieckimi istniał stały kontakt. Dowodem tego jest pismo, wy­
stosowane w r. 1561 do magistratu m. Gdańska przez bene­
dyktynki żarnowieckie i norbertanki żukowskie. Ogłasza ono, iż
do obu klasztorów przyjmuje się dziewice, dzieci dobrych ludzi,l
l) Forbotki wykonywano w Holandji, ale także i w Polsce.

29

szlacheckie i mieszczańskie, na naukę bojaźni Pana, czytania,
pisania i szycia (haftowania), czego zobowiązują się nauczać
pilnie i gorliwie, wierząc, iż zasłużą na wdzięczność uczciwych
ludzi1). W szkołach tych zakonów uczyły się dziewczęta haf­
tować, a roboty ich rozchodziły s ę po całem Pomorzu, zarówno
po dworach pańskich, kościołach, domach mieszczańskich, jak
i później „po checzecn“.. Pomorskie klasztory nie stanowiły
wyjątku pod tym względem, bo
)
w XVII i XVIII w. hafciarstwo upra-

k

'4ÍÉ/Í7?

-..... WKKĚĚBmĚmĚKmmiáfj

wiano we wszystkich prawie klasz-

igmĚMm
1
torach. Hafto
aje • r<5żne części stroju kobiecego

i męskiego, haftowano paramenty
kościelne, czapraki, namioty, cho­
rągwie, proporce, kobierce, obicia
na meble, kolety, woreczki, szarfy,
wstążki i t. p.
Haftami żeńskich klasztorów
Ryc. 14. Ozdoba na mesztach
warszawskich
w XVII w. zachwy­
haremowych sułtanek. (Muz.
Przemysh w Krakowie).
cają się francuskie zakonnice, z któ­
rych jedna w r. 1624 tak pisze
z Warszawy do swej przyjaciółki we Francji:2) „Rzemiosło
i sztuki nie są tu wcale zaniedbane; mianowcie zaś roboty
ręczne kobiece i hafty tak są piękne, że niepodobna ich nie
uwielbiać. Widziałyśmy w kilku klasztorach przecudne hafty,
srebrne, złote i jedwabne, jak najdoskonalej, wykończone,
ozdobione klejnotami, z wielkim przepychem, niekiedy nawet
ze zbytkiem, Magnatki tutejsze bardzo lubią wystawę w ubio­
rach, zamawiają więc rozmaite delikatne roboty u zakonnic
i dobrze im płacą“.
Że czepki kaszubskie mogły być haftowane w żukowskim
i żarnowieckim klasztorze, świadczą niektóre zdobiny starych
alb i ornatów pomorskich, powtarzające się na złotogłowiu.
Były to prace raczej uczenie, niż mniszek, które skrępowane
surową regułą, więcej czasu poświęcać musiały moołom i prak­
j. Stenzei: Das
Zuckau —Oto
Danzig
tykomŁ) zakonnym,
r.iźKloster
hafciarstwu.
np.. 1892.
z klasztornej notatki
2) Jastrzembski : Wizytki w Polsce — Rzym 1849 str, 108 cyt. Gloger
„Encyklopedja staropolska“ T. Ii. str. 227.

30

w r. 1727; dowiadujemy się, że w roku tym zmarła w Żukowie
uczennica, Luiza Bąkowska, która uszyła dla klasztornej M. Bo­
skiej trzy kosztowne szaty. W szafach poklasztOrnego kościoła
w Zukowie znajduje się kilkanaście różnej Wa*i:ości ornatów,
przeważnie z XVIII w:'H z r. 1733, 1735, 1741, 1754, 1779 i i.
Niektóre oznaczone są monogramami np piękny omat z r. 1649
ze scenami' z życia Chrystusa nosi litery : A S, P Z oraz herb
(strzała) w ciśnięty między litery, z r. 1733 — S P N, z r. około
1780 — T W — ZCSN. Mamy prawo przypuszczać, iż większa
część tych zabytków powstała w Zukowie. Nauka szycia i haftu
w obu klasztorach musiałai być przystosowana w pewnej mierze
do wymagań stroju kaszubskiej szlachty, która zewnętrznym
przepychem imponowała sąsiednim Niemcom. Historyk Tomasz
Kanzow tak pisze w XVI w. o Kaszubach: „Es ist durchaus
ein fressig, zerend und prechtig volek und übernimmt sich zehr
mit kleidung und geschmuck, also das nun unter dem* Adel
bey den Mennern sammt und seydengewand und bey den Wei­
bern gulden und silberstucke perlen und grosse goldene keten
eine gar. gemeine tracht ist“1). Zatem aksamit, jedwab, złoto,
srebro, perły, złote łańcuchy wchodziły w skład stroju kaszub­
skiej szlachty. A w taką przyodziewę, kapiącą od złota, zapa­
trzyły się domy mieszczańskie i wieś kaszubska, która do dziś
dnia zachowała podziw dla pałaców „z cisowego drzewa“, gdzie
„były stoły marmurowe“ i „okna kryształowe, krzesła hafto­
wane, złotem wyszywane, sześć panien stołowych, siedem po­
kojowych, sześć koni w karecie, słudzy w aksamicie“*2). Po­
dobny stosunek ludu do szlacheckiej przeszłości daje się zaob­
serwować i w innych stronach Polski. W „Pieśniach ludu pol­
skiego4 Kolberga przewijają s:ę 'jaz wraz jedwabie, złoto, sre­
bro, perły, aksamity, atłasy, galony, bursztyny, perłowe cza­
peczki, kontusze, sobole, k tajki, „złotogo•'ące župany“, kaf­
tany czerkieskie, perłowe grzebienie, sygnety, „jadamaski4“, stru­
sie pióra, „kóntuse wilcaste“, grodetury, złociste kobierce i inne
„substelne substancyje“.
Ale samo upodobanie do złota i świecideł ma swoją ro­
dzimą tradycję i na Kaszubach. Florjan Cenová pisze, iż panna
młoda i druchny nosiły „czerzvjone wópjnkj se svjecącemj cęt*) Cyt. Izydor Gulgowski: Przemysł, Rzemiosło, Sztuka Nr II, R. IV.
2) Dr. Nadmorski: Kaszuby i Kociewie, Poznań 1892.

31
kamj i na sämim vjörzchu gło-vć pozłoceni vjhc ze zëlonêho
lô'-vjiku ; prze hôku vjelgj pęk sznurów czerzvjonéch, a na
końcu blaszkąmj wóbsadzcnéch. Na póśvjętnj’dzenj przćbjerałć
rćżne wôzdobé, chtérè jim kupce z cézécř krajóv sprovôdzalé“ a).
Dawne pieśni kociewskie wspominają o złotem haftowaniu lub
wyszywaniu zlotem panieńskich chus.eczek Z prawdziwie ludo­
wych haftów nic jednak nie zachowało się do naszych czasów.
Po rozbiorze Polski w
1772 r. sekularyzował rząd pru­
ski ode żeńskie klasztory na
Kaszubach. Dobra ich rozkupiono, albo przeobrażono na
domeny królewskie, wyzna­
czywszy mniszkom dożywot­
nią pensję. Z roku na rok
malała liczba zakonnic. W r.
Ryc. 15 Złotem haftowany czepek
1835 skasowano klasztor żumieszczki krakowskiej z końca XVII
wieku i Muzeum Przemysłowe w Kra­
kows ci, przeobraziwszy go na
kowie).
parafję. Ostatnia przeorysza,
Juljanna Lewińska, zmarła w r.. 1837, ' a ostatnia mniszka,
Agnieszka Bojakowska w 1862. Upadek organizacji kasztornej
odbił się na stroju kobiet kaszubskich. Coraz rzadziej trafiała
się na Kaszubach kobieta, umiejąca haftować. W I poł. XIX w.
można było jeszcze widywać Kaszubki, strojne w złote, stare
czepki, bo czepków wyszywanych maszynowp było wtedy poddostatkiem- Gdy wymarły uczennice ki asztoru norbertanek i be­
nedyktynek, zaginęła tradycja złotogłowia.
Podobne zjawisko obserwować można w innych częściach
Polsici w połowie XIX w. Po upadku cechów hafciarskich we
Lwowie, Lublinie, Krakowie i Poznan’u w XVIII w., hafciarstwo utrzymywało się jedynie w klasztorach, domach szlachec­
kich i mieszczańskich, a wreszcie na krótki czas, jeśli chodzi
o haft złoty, przeniosło się do chat wiejskich (na Śląsku Cieszyń­
skim, Sądeczyźnie, w Szczawnicy). W czasach, gdy w miastach wy­
szły z mody złołe czepce, przyjmuje ten strój Wieś kaszubska. To
samo zjawisko, tylko wcześniej, występuje w pewnej mierze w Krakowskiem, z tą jednak różnicą, że proszowickie, Skalmierskie lub
radłowskie czepki, jako wyrcby ludowe, posiadają typ, różniący się1
1) Florjan Cenová : Skôrb kaszébskoslovjnskjé móve, Sv:e-ć 1866, s 64.

32
od miejskich wzorów. Ta przemiana stroju dokonała się w [ poł.
XIX w. - , zatem w czasie gdy sztuka ludowa znajdowała . jję
u nas w pełnym rozkwicie. Złotogłowie ginęło w kolejnych
fazach. Zastępować; je zaczęły czarne, jedwabne, niehaftowane
„rembowane muce“, strojne w rąbki naszytych koronek, które
zwisały sutěmi fałdami od skroni i tyłu głowy poniżej ramion.
Do „mucek“ przypinano z boku wstążki, zwykle w dwu barwach :
białej i błękitnej, białej i czerwonej i t. p. Takie nakrycie głowy,
iakc część narodowego, kobiecego stroju, było w użyciu za­
równo u helskich rybaczek, jak i na jeziornej kaszubszczyfnie.
Potem występować zaczęły czepki haftowane maszynowo lub
sukienne denka, aż wreszcie i te zaginęły zwalczane przez wiej­
skich udziałowców „Bazarów“, „Kupców“, „Domów Towaro­
wych“ i t. p. na rzecz niemieckich, fabrycznych kepeluszów
damskich. Gromili onii i wyszydzali dotychczasowy strój, popie­
rając towar importowany. „Znany nam jest wypadek — pisze
„Gryf“ Nr. III 1909 — gdzie pewien proboszcz z ambony pio­
runował przeciw nakryciu głowy kobiet kaszubskich, składają­
cego się z czepka z złotogłowiem z owiniętą naokoło chustką
jedwabną, zawiązywaną w węzeł na czole z rozrastającemi się
końcami Porównywał ten strój z „rożkami djabelskiemi“.
Zalały wsie v wyroby fabryczne, które powierzchownie za­
spokajały potrzeby ludu; taniością wytrzebiły zamiłowanie do
pracy zdobniczej i oduczyły lud odczuwać piękno po swojemu.
Zaginęły czepki-złotogłowie w ślad za „damastową kragą“ czyli
dużym adamaszkowym kołnierzem i półwełnianemi spódnicami,
które drukowano drzeworytniczemi klockami w czerwone, czarne
lub granatowe kwiaty. Zag'nęły w ślad za XVIII wiecznemi, białerri pończochami mężczyzn i „zomszowemi buksami“ t. j. skóřzar.emi spodniami, w których kochali się Kaszubi za przykła­
J) We „Wspomnieniach Ambrożego Grabowskiego“ (wyd Stan. Estrei­
cher,. braków i909 T. I) znajduje sią na str. ,284 nastąpu iąca notatka o ostat­
niej mieszczce, krakowskiej, noszącej złoty czepek : „Dnia - 7 maja 1855 ną
Piasku naprzeciwko okie> teraźniejszego mojego mieszkania umarła staruszka,
matka garbarza, która już-prawie ostatnia z dawnych mieszczek krakow­
skich nosiła do śmierci złocistą czapką i odziewała sią jubką z białym futrza­
nym kołnierzem, a takiego ubioru używały wszystkie rąkodzielniczki. 'Teraź­
niejsze garbarki, krawcowe i t. p. tylko już noszą czepki z,bukietami- sztucz­
nych kwiatów około gąby i są to prawdziwe ogrody chodzące“.

33

dem Szwedów1). „Zadzinoł kaszebści warp (samodział sukienny)
i swojście płótno“. Gdy w XVI w. żony możnej szlachty nie
wstydziły się rosić alterrbasowych sukien, kupowanych nawet
po nieboszczkach, to gburki kaszubskie kładły zmarłym czepKi
złote do grobu. Słusznie biadał kaszubski poeta Woś Budzysz„Wiem, że też nąm osławili ójce cały skórb, me-żesme go rieućceli, nicht go nie-je wórt“. Przyszły nowe czasy. Dawne formy
zdobnicze i techniczne nie mogły powstać do życia.

Ryc. 16. Haft na ręczniku, projektowany i wykonany przez Bronię
Tuszkowską z Wdzydz.

Nowsza sztuka ludowa mogła powstać na Kaszubach do* piero po rozbudzeniu zamarłej intuicji artystycznej. Zadania tego
podjęła cię Teodora Gulgowska, żona Izydora, znanego twórcy
kaszubskiego muzeum we Wdzydzach. W r. 1906 zebrała kilka­
naście dziewcząt z Wdzydz i nauczywszy je kilku rodzajów ście­
gów hafciarckich i wskazawszy, jak korzystać można z dawnych
motywów zdobniczych, zachęciła ,2 do pracy. Kurs ten trwał
4 tygodnie. Pierwsze hafty projektowała sama pani Gulgowska.
Potem niektóre dziewczęta wyszywały swe wiasns pomysły —
w zimie „prze kominku“, w lecie na pastwisku (ryc. 17). Im le-.
piej opanowywały technikę swej pracy, tem żywiej skłaniały się
*) A. Fischer, Lud kaszubski. XV pracy zbiorowej: Z polskiego brzegu,
s. 60—61.
.Lud. T. XXVIII.

3

dc wyszywana własnych projektów. Motywy pierwszych haf­
tów wyrosły na podłożu ornamentyki starych kaszubskich skrzyń,
kołysek, naczyń i obrazków na szkle, zgromadzonych w wiejskiem muzeum we Wdzydzach. Potem niektóre dziewczęta kom­
ponowały hafty niezależnie od tradycyjnego, muzealnego zdob­
nictwa. Do najpomysłowszych w rym względzie w r. 1925 na­
leżały: Aniela Crulkowska oraz Bronia Tuszkowska z Wdzydz
(ryc. 16). Ta ostatnia, nie ucząc się mgdcie rysunków, prowa­
dziła naukę rysunków na kursie hafciarskim w Kościerzynie.
Raz rzucone ziarno rozwijało się. Gdy w r. 1907 znalazło zaję­
cie we Wdzydzach zaledwie 10 dziewcząt, to w r. 1911 już 35.
W r. 1925 haftowało we Wdzydzach, Węglikowicach, Gołuniu
i Rybakach do 100 dziewcząt. Organizacją zbytu haftów zaj­
mował się sam 1 Gulgowski. Umieszczał on w czasopiśmie „Land­
industrie“ anonse, a za pośrednictwem „Verein für ländliche
Wohlfarts- und Heimatpflege“ urządzał wystawy w Dusseldorfie,
Stuttgarcie i Meiningen, zyskując tym sposobem nowe źródła
odbiorcze dla wyrobów młodego przemysłu domowego. W r.
1909 hafty kaszubskie występują na międzynarodowej wystawie
w Berlinie (Internationale Ausstellung für Volkskunst), urządzo­
nej przez ,,Deutscher Lyceum-Klub“. Staranność wykonania i so­
lidność materjałów zdobyły uznanie u publiczności niemieckiej,
a dzienniki notowały podziwy zwiedzających wystawę: „Das
sollen Dorfmädchen gearoeitet haben und dazu jene Mädchen,
die im Sommer die schwerste, gröbste Arbeit verrichten? Un­
möglich!“ Między nabywcami kaszubskich haftów znalazła się
Generałowa Mackensen, hr Yorck, wielu niemieckich hrabiów
i hofratów, a cesarz Wilhelm II kazał wyrobami kaszubskich
dziewcząt ozdobić swój pałac na Korfu oraz stoły na balkonie
i w pokojach toaletowych stołecznej rezydencji. Gulgowski zo­
staje „Lieferant Ihrer Majestät der Kaiserin und Königin“.
Fakty powyższe oczywiście nie dowodzą wcale wysokiej war­
tości artystycznej kaszubskich haftów, miały jednak nader do­
datni wpływ na popyt tych wyrobów w Niemczech. „Danzige*
Allgm. Zeitung“ gazeta, która twierdziła dotychczas, że mu­
zeum we Wdzydzach niema żadnej wartóścj, a kaszubski prze­
mysł ludowy jest nonsensem gospodarczym, obecnie, po zain­
teresowaniu się dworu cesarskiego wyrobami wdzydzkiemi, na­
zywa hafty kaszubskie sztuką, która „wykwita jak świeży kwiat

35
północy na pożytek i błogosławieństwo mieszkańców“. M. Hel­
ler w „Gartenlaube“ życzy tym haftom „rozwoju, któryby
wniósł radość i zarobek do chat kaszubskich". „Tägliche Rund­
schau“ opisuje obszernie rozmowę cesarzowe1 z państwem
ulgcwskiemi, a „Kön.gsberger Volksfreund“ głosi: „Da waren
die Stickereien in solcher Vollendung, dass sie jeder Kunst­
stätte von Berlin Ehre ma­
chen würden“. W tym samym
roku uzyskują hafty kaszubskie
dyplom na medal złoty na wy­
stawie w Kaliszu W r. 1913
na „Wanderausstellung der deut­
schen Landwirtschaftsgesell­
schaft“ w Strassburgu otrzy­
mują pierwszą i drugą nagrodę.
Wojna spowodowała zastój w tej
wytwórczości, dopiero W r. 1923 Ryc. n. Kaszubski ornament narozpoczął się nawrót do dawrożnika serwety,
nej pracy, o czem zaświadczyły wystawy w Sopotach, Pucku,
Gdańsku, Gdyni, Krakowie, Warszawie i Paryżu.
Dzięki tym usiłowaniom w krótkim czasie mnóstwo dziew­
cząt w okolicy Wdzydz wyszywało w czasie wolnym od zajęć
gospodarskich nietylko serwety, ręczniki, poduszeczki i fartuszki
dc własnego użytku, ale i różne zasłony, talony, portjery, ob­
sady do bluzek, obrusy do śniadań, biegacze na stół, czapeczki
dla dzieci, suknie i t. p.
Nowe hafty kaszubskie wyszyte są „merserizową" bawełną
z jedwabistym połyskiem t. zw. ,,-Aurura-Garn“ z Eberfeldu
w Nadrenji. Wszystkie gatunki nici „Aurura“ są jednakowej
grubości, a składają się ze splecionych czterech nitek. Można
je łatwo rozdwoić albo przez wy motanie otrzymywać różne
grubości nici. Mniejsze zastosowanie znajduje D M C z Mühl­
hausen, gdyż ten gatunek bawełny gorzej zapełnia naftowane
pola. Barwy nici opierają się działaniu światła, chlorku, wody
i mydła; nawet w wypadkach, gdy do ozdób użyte zostało
złoto (Waschgold), można hafty kaszubskie przepierać w wo­
dzie letniej (nie gorącej), byleby po wyschnięciu nie prasować
ich na gorąco. Klockowych robótek nie wykonywują Kaszubki.
Wszystkie szydełkowe wstawki t. zw pajączki, barwy białej,
3*

35

szarej i piaskowej, występujące tak często na wdzydzkich haf­
tach, sprowadzane bywają z Tyrolu, gdzm wykonywują je uczenice staruszki Anny Bacher-Mittermeier z Prettau. Robótki te
wszywane bywają w węzłowych punktach kompozycji. Natomiast
wstawki w postaci złotych i srebrnych pajączków, które uży­
czają haftom wiele uroku, błyszcząc jak gwiazdy, na ażurowem
polu, wykonywa Gulgowska sama.
W nowycn haftach kaszubskich dominuje wszędzie ścieg
płaski — inne sposoby techniczne użyte zostały tylko dodat­
kowo. Rzadko rozrzucone ściegi zwą się tu „piegi“. Gdy rów­
nolegle kładzione na płótnie nitki przyszywa, się dużemi ście­
gami krzyżykowemi -— powstaje „sieć“. Gęstsze lub rzadsze
„sieci“ dają różne efekty, zależnie od tego, czy dopuszczają
białe tło do głosu, czy szczelnie je zapełniają. Także różne
barwy nici np. kładzione czerwone lub białe, krzyżykowane
złotem antycznem, podnoszą efekt „sieci“. Obdzierganie zwą
Kaszubki z niemiecka „knoplochami“. „Szypełki“ (supełki) wy­
stępują w dwu kolorach : złotym i czerwonym lub piasko­
wym i złotym.
Systematyka zdobin hafciarskich nie jest bogata. Wzdłuż
boków prostokątnego płata płótna biegną obrzeż-.e ząbki czyli
„caki“ (Zacken) w kształcie trójkątów (błękitnych zwykle) lub
rombów, poprzegradzanych złotem. Za tym ząbkowanym „brzedziem" następują po sobie trój- i pięciodzielne tulipany z żół­
tym ośrodkiem, a niebieskiemi płatkami korony. Zdobina ta
powstała z ornamentyki kaszubskich malowideł na szkle. Upro­
szczone prymitywnie renesansowe jabłko granatu żukowskich
ornatów nosi nazwę „bąk“. A jeśli zamiast hstków rozkwitu,
wyrastają z jabłka dwa rożki, zwie się wtedy „bąk z rogami“.
Czerwone centki na szypułce — „wiśnie“, a kółko z wystającemi cdnóżkami — to „pająk“. Prócz powyższych zdobin wy­
stępują czerwone róże, koszyki o formach XVIII w., serce usiane
„piegami“ po 3 nitki i otoczone falistem obrem "eniem, a wresz­
cie zdobiny kwiatowe zwane „kołami“, których w r. 1925 na­
liczyłem 9 odmian. „Na westrzodku“ tych kół barwne centki
płaskiego haftu muszą świecić jak „słonyszko“. Poczet zdo­
bin wypełniają na koniec pięknie rozwinięte kształty „łbów“,
wywodzące się od renesansowych i barokowych ornamentów
na albach i ornatach żukowskiego klasztoru.

37

Czasami sam materjał, jako tło, podporządkowuje sobie
ornamentykę w sposób zmieniający zasadniczo charakter haftu.
ak np. po jaskrawych girlandach i bukietach na szarem płót­
nie zjawiły się czarno-złote, wzorzyste hafty płaskie na białem
płótnie z klockowemf wstawkam pajączków, kratkowaniem
i ząbkowaniami ze złotych nici. Potem ukazały się srebrnopopielate ornamenty na czarnem suknie. Nowem źródłem efek­
tów stało się zastosowanie do haftu barwistej wełny.
Ornament rozciąga się albo szeroką lamówką wzdłuż bo­
ków prostokątnego płótna, albo wypełnia narożniki (obrusy,

Ryc. 18. Haft srebrny na czarnej sukni.
(projekt p. T. Gulgowskiej z Wdzydz)

serwety). Wszędzie występują ozdoby roślinne; geometrycznego
ornamentu nie spotyka się ani w ceramice, ani w malaturach na
szkle i meblach, ani w dawnych haftach kaszubskich. Pięknemi
zestrojami kolorystycznemi (na wzór łowickiej wycinanki, haf­
tów z Powiśla, Sądeczyzny i t. p.) nie odznaczają się te wy­
roby — posiadają jednak swoiste, określone barwy żywe i zde­
cydowane w natężeniu. Dwie barwy dominują w kaszubskich
haftach — sucha, spełzła, oliwna zieleń, oraz błękit w różnych
tonacjach skali od seledynu przez spełzły kobalt do jasnego
granatu. ’ .ieleń i błękit, lasy i jeziora. Jest w tych barwach
pewien sens, dyktowany przyrodniczemi właściwościami kaszub­

38

skiej ziemi. Znane jest upodobanie Kaszuba do modrej barwy.
Świadczy o tem granatowy strój dawnych rybaków, „Lesoków“
czy Borowiaków, pomalowywanie błękitną farbą: powały, mebli
domowych, kościelnych ławek, odrzw;, okien, ścian presbiterjum, zdobienie ścian izby pasem farbkowym, biegnącym poc
powałą1). Nie ulega wątpliwości, że przyroda w postaci lasów,
morza i jezior-żywicieli, wywarła tu wpływ na umiłowanie tych
dwóch- barw: zielonej i modrej. Kompozycja barwna haftów
wdzydzkich utrzymana jest przeważnie w zimnych tonach. Skalę
tę upodobała sobie p. Gulgowska, dostarczająca wielu hafciar­
kom wzorów do wyszycia (ryc. 18).
Tego rodzaju prace niemogą zaliczać się do sztuki ludo­
wa,, a raczej do wyrobów artystycznego przemysłu, zużytkowującego programowo regjonalne zdobnictwo.
Przyszłość okaże, czy pierwsze samodzielne hafciarki ka­
szubskie potrafią w „modrym kraju“ rozbudzić uśpioną intuicję
artystyczną i pchnąć ją w kierunku zdobienia przedmiotów
wiejskiego, domowego użytku. W r. 1925 dopiero kiełkowało
nowe ludowe hafciarśtwo na Kaszubach, ale dziś jeszcze żyje
i »"ozw:ja się.
RÉSUMÉ.
Les bonnets brodés d’or ou brocarts faisaient partie du
costume de fête des femmes kachoubes.
Ils étaient confectionnés, probablement, dans les couvents
féminins de la Poméranie: dans ceux de l’ordre de St. Norbert
à Żuków et de Bénédictines à Żarnowiec.
La sécularisation des ordres après le partage delà Pologne
en 1772 et leur cassation en 1835, met fin à la broderie mona­
stique et le brocart cesse d’être article de mode au milieu du
XIXe siècle.
Les bonnets de Kachoubes offrent le type le plus beau des
bonnets féminins au XVIUe siècle. C’était le fond qui était la
partie la plus ornée. L’ornement s’épanouit a’ordinaire d’une
grande fleur et se développe sur les côtés. Dans la technique de
la broderie domine le point en relief et le point couché doré
à côté du point couché en soie et de canetille. Le fond de bon­
nets était en velours ou bien en scie verte, bleue, rose ou noire.
Pour broder, on employait, des fils d’or ou d’argent, du fil de
1er enroulé du clinquant et de petites . mouchetures métalliques.*)
*) Hier. Gołębiewski: Obrazki rybackie z półwyspu Helu. Pelplin 1S10.

39

La forme du bonnet kachoube et la manière de s’en coiffer
étaient ignorées en Allemagne.
L’ornementation du brocart la plus proche du type cracovien, ressemble beaucoup à l’ornementation de l’Europe occiden­
tale du XVIlIe siècle et aux broderies turques, bien que dans ses
principes, elle ne soit pas étrangère aux formes ornamentales de
l’art polonais populaire. On ornait les bords des bonnets de den­
telles fines, travaillées en fils d’or ou de soie.
Après s’être coiffé du bonnet, on l’entourait d’un fichu et
on l’attachait sous le menton avec des rubans de couleur.
Dans la 2me moitié du 19e siècle on ornait et on attachait
de la même manière, les bonnets noirs, non brodés, dernière
étape de cette belle coiffure qui a trouvé son commencement
dans les maisons nobles et bourgeoises et qui a pris fin dans
de simples chaumières.
L’origine de la broderie kachoube récente est artificielle,
elle est due à l’initiative de Mme Teodora Gulgowska, femme
de l’auteur du musée paysan à Wdzydze en Poméranie, Se ser­
vant de l’ornementation ethnographique elle projettait de diver­
ses parures de broderie, exécutées par des jeunes filles paysan­
nes de Wdzydze et des environs.
Des que les broderies de Wdzydze ont trouvé facilement
des preneurs, le nombre de jeunes brodeuses augmenta. Il y en
a qui projettent elles-mêmes des ornements caractéristiques par
leur genre populaire.
Mais en général, les broderies de Wdzydze ne sont pas
des exemples-types de l’art populaire, tout en ayant recours
sciemment à l’ornementation régionale, elles sont plutôt des
articles de l’industrie artistique.

GIZA FRÄNKLOWA.

WYCINANKA ŻYDOWSKA W POLSCE.
(PAPIERSCHNITTE BEI DEN JUDEN IN POLEN)
TREŚĆ: I. Mizrach s. 40. — II. Szewuosłach-Rojzałach s. 47. — III. Chorą­
giewki na Simchat-Thora s. 49. — IV. Tablice z napisami, zdobne
w wycinanką s. 50. — V. Ozdoby szałasu i latarnie s. 52. — VI.
Twórcy i technika wycinanki s. 53.

Wycinanka papierowa była u ludu żydowskiego bardzo
rozpowszechniona i występowała w najrozmaitszej formie. Jak­
kolwiek lud sam skromne przyznawał jej miejsce — prawdo­
podobnie ze względu na taniość materjału, z jakiego była spo­
rządzana, — to jednak wycinanka bardzo wymownie świadczy
o talencie przygodnych artystów i w badaniach nad żydowską
sztuką ludową powinna zająć odpowiednie miejsce.

I. lVlízrach.
Najokazalszym typem wycinanki jest mizrach, zawieszany
w mieszkaniach na wschodniej ścianie lub w domach modlitwy
obok ołtarza. Mizrach znaczy po hebrajsku wschód ; sama więc
nazwa wskazuje jego przeznaczenie. Zawieszony na ścianie wscho­
dniej, ma służyć nietylko jako ozdoba, ale także dla orjentacji1).
Mizrachy dochodzą do dość wielkich rozmiarów. Słyszałam
o wycinankach takich, zdobiących wschodnią ścianę dawnych
mieszkań, które miewały przeszło 1 m. długości. Mizrachy wy­
stępują. prawie zawsze oprawione w ramkę, najczęściej za szkłem.
Charakterystyczne dla mizrachów są napisy, prawie za­
wsze na nich spotykane. Zawierają one pewne sentencje, lub
określają znaczenie misrachu. Do tych ostatnich należy napis:
„M’cad zeh ruach chajim“. „Z tej strony wiew życia“, (ryc. 19,
20, 23). „Z tej strony“ oznaczać ma wschód, gdzie była ko-*)
*) Wie domo, że Żydzi podczas modlitwy zwracają się twarzą ku wscho­
dowi, gdzie ongiś stała świątynia.

41

lebka ludu. Bardzo częstym i dla mizrachu bardzo charaktery­
stycznym jest cytat z Sentencji Praojców (V. 23) : „Hewej az kanamejr w’kal ka-neszer, rac ka-cwi w’gibor ka-ari, laasoth recon
aw cha sze-baszamajim“. „Bądź wytrzymałym, jak tygrys, a lek­
kim jak orzeł, rączym jak jeleń, a silnym jak lew — aby spełniać
wolę Ojca w niebiosach“, (ryc. 19,20). Cytat ten wywiera silny
wpływ na motywy wycinanki; bo zauważyć się daje związek
między i im, a motywami zwierzęcemi, spotykanemi zazwyczaj
na mizrachach. Występuje ten cytat jużto w całości, jużto czę-

Ryc. 19. Mizrach.
ściowo (np. gibor ka-an w’rac ka-cwi, czasem tylko część pierw­
sza, bez drugiej). Bardzo często, zwłaszcza na wycinance za­
wieszanej w domach modlitwy czytamy : „Sziwis’i adonai 1’negdi
tamid“ (Księga Psalmów XVI, 8). „Zawsze mam Boga przed
sobą“1) (ryc. 19, 20, 2i, 24). Napis ten jest tak często w domach
modlitwy spotykany, że od pierwszego słowa tego cytatu na­
zywają pospolicie wycinankę zawieszaną obok ołtarza: „Sziwis’i“.
Podobne znaczenie ma cytat: „Da liinej mi ata omejd — lifnej
melech melchej ha-mlachim ha-kadosz baruch hu“. „Bądź świa­
') Dosłowne tłumaczenie brzmi : „Stawiałem Boga zawsze przed siebie“.

42

dom, przed kim stoisz', stoisz przed królem nad królami, naj­
świętszym, błogosławiony On“, (por. Talmud, traktat Berachot
p. 28 b). (ryc. 20, 24). Nierzadko znajdujemy na takich sziwis’ach
•dwa słowa wplecione symetrycznie z dwu stron wśród orna­
mentu . jSamut i atlas“ (ryc. 21). Słowa te, mające bardzo po­
spolite znaczenie w gwarze ludowej (aksamit i atłas), są zesta­
wieniem początkowych liter cytatu „Surmę ra w’asej tow, ach
tow l’jisraejl selah“ (Księga
Psalmów XXXII, 15 i XXXVII,
27). „Unikaj złego, a czyń do­
brze — a dobrze będzie Izra­
elowi“. To byłyby najczęściej
na mizrachach spotykane na­
pisy, jakkolwiek mcżnaby ze­
brać jeszcze rozmaite inne sen­
tencje, często na tym typie wy­
cinanki spotykane. Na ryc. 22
no, znajduje się napis: „Im
eszkachejeh jetuszalajim, tiszkach j’mini“. (Ks. Psalmów
XXXVI, 5). „Skoro cię za­
pomnę Jerozolimo, n:' echaj
uschnie ma prawica“. Na ry­
cinie 20, „Arieh szaag mi lo
Ryc. 20 Mizrach.
jira“. (Ks. Amos II!, o). „ Gdy
lew ryknie, któż nie drży“ (jako alegorja siły Stwórcy). Na­
pisy występują bądźto pojedynczo, bądź po dwa i więcej rów­
nocześnie. Podkreślić tu należy, że napisy zajmują na wyci­
nance tyiko skromne miejsce. Wplecione są dyskretnie w orna­
ment, lub czasem wychodzą zupełnie poza obręb wycinanki
i okalają ją z boków lub dokoła, (ryc. 20). W tych ostatnich
wypadkach ramka czasem nawet część napisu zasłania, co
także dowodzi, że napisom drugorzędne przyznawano miejsce.
(Na ryc. 19, est napis „rac kaewi“ zasłonięty ramką). JakkolwieK więc napisy nadają mizrachom pewną treść, to jednak
główny nacisk kładziono przedewszystkiem na wycinankę samą
i ona to — a nie napisy — wywiera główny efekt.
Z motywów mizraehu centralne miejsce zajmują zazwy­
czaj tablice z 10-giem przykazań (ryc. 20, 24) lub świecznik 7-mio-

43

ramienny, menora, który był jednym z ważnych przedmiotów
urządzenia świątyni (ryc. 19, 2C, 21, 23, 24) Nad tablicami przymie­
rza widzimy często koronę (ryc. 20, 23), czasem tarczę Dawida.
Dokoła takiego centralnego motywu grupują się motywy zwie­
rzęce, roślinne oraz ornamenty geometryczne. Na pierwszy plan
wysuwa się motyw zwierzęcy, który należy zazwyczaj także do
ilustraci treści, natomiast rošlinný, względnie rzadszy geome­
tryczny służą do ornamentyki. Ze świata zwierzęcego spotykamy

Ryc. 21. Mizrach-Sziwis’i

najczęściej lwa (ryc. 19—20,22 —4,30—34), orla (ryc. 19—20,27,31),
jelenia (ryc. 19, 20, 23—4, 31), rzadko tygrysa, które — jeśli od­
niesiemy je do cytowanego powyżej zdania z Sentencji Praoj­
ców — są symbolem siły, lekkości, szybkości i wytrzymałości.
Nie zawsze jednak występują te wszystkie motywy zwierzęce
razem. Dzieje się to zazwyczaj na wyc nankach, które są wy­
konane przez bardzo biegłych mistrzów, znających Pismo i do­
stosowujących motywy wycinanki do odpowiednich napisów.

44

Zaznaczyć tu jednak należy, że twórcy wycinanki bardzo czę­
sto r ' eświadonie tworzą motywy, nie zastanawiając się zupeł­
nie nad ich genezą. O napisach zupełnie nie myślą, lub ich na­
wet nie znają. Pewne motywy wycinają dlatego, że takie wła­
śnie, a nie inne są rozpowszechnione. Jest to zresztą rys charaKterystyczny dla twórczości ludowej w ogólności. — Często spo­
tykamy tylko poszczególne ze wspomnianych powyżej motywów
zwierzęcych. Nasuwa się tu pytanie: Jeśli któryś z tych 4-ch
motywów spotykamy odosobniony, czy genezy jego należy do­
szukiwać się także w powyższym cytacie, jako tak często na

Ryc, 22 Mizrach.

mizrachach spotykanym? Nie ulega wątpliwości, że cytat ten
silny wpływ wywarł na spotykane na mizrachach motywy
zwierzęce. Nie można go jednak uważać za wyłączne, ani nawet
główne ich źródło. Lew, który jest bardzo charakterystyczny
nietylko dla wycinanki, ale jest wogóle motywem bardzo czę­
stym w żydowskiej sztuce ludowej, znany jest powszechnie jako
uosobienie siły i potęgi1), podobnie jak orzeł, król ptaków,
jako symbol lekkości, majestatu. Lew jest także godłem pokole-*
') Jako symbol potęgi i siły występuje w całej biblji.

45

nia Judy, które to pokolenie do lwa jest porównane *). Ponadto
lew często występuje w starym testamencie. Lew był zresztą czę­
stym motywem w starożytnej sztuce żydowskiej. Dowody znaj­
dujemy w opisie urządzenia świątyń' Salomona*2)- Przypuść ć
należy, że na tak żywe utrzymanie motywu lwa w żydowskiej
sztuce ludowej, wpłynęło symboliczne znaczenie lwa z bibiji,
które nadało motywowi temu pewną głębszą treść.
Na wycinance żydowskiej
spotykamy bardzo często naj­
rozmaitsze ptaki (ryc 19, 20, 22,
24, 26, 30, 32—33), także kwiaty,
które czasem wyrastają z dzba­
nuszków, względnie innych waz
i naczyń, tworząc w ten sposób
stary motyw „drzewka życia“ 3).
Niekiedy znajdujemy na mizrachu znaki zodjaku (ryc. 21, 24),
także godła pokoleń. Bardzo cha­
rakterystyczne jest powiązanie
motywów zapomocą gałązek, któ­
re misternie wiją się pomię­
dzy niemi, łącząc poszczególne
części wycinanki w jedną całość.
Niektóre mizrachy składają

_„_
. ,
_
...
Ryc. 23. Mizrach.
się jakby z 2 części, umieszczo­
nych jedna nad drugą, a oddzielonych linją poziomą4), (ryc. 19).
*) »Gur Arieh Jehuda“ — „Młodym lwem jesteś Judo“ Jakób błogo­
sławiąc swe dzieci w ten sposób zwraca się do Judy. (Genesis 49, 9).
2) Rzeźba Iwa często się tam powtarzała. Tron miał dwa Iwy na porę­
czach, a na sześciu jego stopniach dwanaście lwów stało, pc dwa z każdej
strony. Por.: Regum I. 7, 29, ibid 36, ibid. X. 13 — Chronicorum II 9,
18—19. Także (lew jako ornament na wschodzie). Ebert M. Reallexicon der
Vorgeschichte VII. 329.
3) Przypuszczam, że istnieje związek m,ędzy tym bardzo starym mo­
tywem (por. m. i. Dr. Karl Spiess: „Die Bauernkunst, ihre Art und ihr Sinn“
Wien i923, str. 93), a „drzewem życia“, wspomnianem w biblji. Opis raju
brzmi tam nast. : Na środka ogrodu rosło drzewo życia (ejc ha-chajim),
a obok drzewo poznania dobrego i złego A źródło wypływało z edenu,
Które dzieliło się i czterem strumieniom dawało początek (Genesis II, 9—10).
Wydaje mi się to tembardziej prawdopodobne, że obok motywu „drzewka
życia“ spotykamy często „źródło życia“, (Lebenswasser, Lebensquell).
4) Ładny okaz takiego „podwójnego“ mizrachu znajduje się w muzeum
żydowskiem we Wiedniu, a odbitka podana byl: w jednym z majowych
numerów tygodnika „Die Stimme“ (Wiedeń) z r. 1928.

46

Podane powyżej motywy, odnoszą się nietylko do mizrachćw, ale także do wszelkich innych ferm wycinanki żydow­
skiej. Mizrach jest tylko najokazalszym jej typem, tak pod wzglę­
dem rozmiarów, jak i artystycznego wykończenia. Dawał on —
prawdopodobnie przez swe wię.csze rozmiary — artystom lu­
dowym wielkie pole do popisów.
. Mizrach występuje niezależnie od okolicznościowych obcho­
dów1) i stanowi wyjątek wśród innych typów wycinanki ży­
dowskiej, które występują już zawsze w związku ze świętami
lub uroczystościami obrzędowemi.
Należy jeszcze zwrócić uwagę na ludowy sposób ujmo­
wania motywów. Spotyka się np. czasem lwy, które niezupeł­
nie przypominają lwa
z zoologji. Czasem król
zwierząt ma na wyci­
nance; głowę podobną
raczej do głowy konia,
lub wykazuje podobień­
stwo z innemi naszem i
zwierzętami (ryc, 30, 3 i,
33, 34). Tłumaczyć tc
należy tem, że artyści
ludowi op e/ają się na
żywych wzorach, a po­
nieważ nie znają krćia
pustyni, podsuwają mu.
nieświadomie rysy zwie­
rząt swojskich. Podob­
nie ma się rzecz z orłem.
Na wycinankach, pocho­
dzących z dawnego zaRyc. 24. Mizrach-Sziwis’i
boru austrjackiego spo­
tykamy często dwugłowe orły austrjackie (ryc, 21,31), co rów-*)
*) Prof. E. Frankowski („Wycinanki i ich przeobrażenia“, odbitka
E „Ludu“ Serja IL T. II. r. 1923, str. 45) wspominając o motywach mizrachów mówi, że „są to wyobrażenia przedmiotów ideowo związanych ze świę­
tem Szabuoth..“ Zachodzi tu pewne niedokładność, bo mizrachy nie wyka­
zują żadnej szczególnej łączności z tem świętem TaKŻe rozetka nie jest zmniej­
szoną formą mizrachu, lecz odmiennym typem wycinanki, sporządzanym oko­
licznościowo na święto Szewuoth i naklejanym na szyby okien, a nie zawie­
szanym na wschodniej ścianie mieszkania, czy bożnicy.

«

47
nież wytłumaczyć należy okolicznością, że twórca wycinanki ży­
wego orła nigdy nie widział.
33. Szewuosłach-Rojzałach ').
Drugim bardzo bogatym typem wycinanki żydowskiej są.
tzw. „szewuosłach“ lub „rojzałach“, sporządzane przed Zielonemi Świętami i naklejane na szyby okien. Przeciętna ich wiel­
kość to wymiary kartki ze­
szytowej, jakkolwiek spo­
tykamy i o wiele mniejsze
rozetki, bardzo misternej
roboty. Po świętach zdej­
mowano zazwyczaj wyci­
nankę i przechowywano
w książkach na rok na­
stępny. Tej okoliczność za­
wdzięczam kilka egzempla­
rzy, które zapomniane spo­
czywały w starych księgach.
Mają one dwojaką nazwą
Szewuosłach od nazwy
święta: Szewuoth, a rojza­
Ryc. 25. Rojzałe.
łach O d rozetki, którą ozna­
cza się każdy ozdob.iy ornament. Jakkolwiek szewuosłach i roj­
załach oznaczać mają tę samą wycinankę, to jednak dają się
rozróżnić dwie formy, właściwe dla tych dwu określeń. Jedna
okrągła i tę oznacza się zazwyczaj nazwą rozetki*2), druga pro­
stokątna. Typową jest bardzo zręcznie wykonana rozetka o mo­
tywie geometrycznym, względnie geometryczno-roślinnym (ryc. 25).
W ramach takiej rozetki umieszczone są często ptaki, czasem
') W Muzeum przemysłowem we Lwowie znajduje się bardzo ładny
zbiór tych wycinanek z Witkowa-Nowego (pow. Radziechów), Uhnowa (pow.
Rawa Ruska) i Toustego (pow. Skałat) — razem około 200 egzemplarzy. Ze
zbioru tego, — w którym reprezentowane są najrozmaitsze typy szewuo­
słach i rojzałach — korzystałam do pracy niniejszej dzięm uprzejmości WP.
kustosza H. Cieśli, za co też na tern miejscu składam serdeczne podziękowanie.
2) Lud każdy ornament okrągły, ozdobny, oznacza nazwą rozetki. Przy
wręczeniu ryc. 26. dawny właściciel objaśniał wycinankę, a wskazując na
kółko w rogu, tłumaczył, że to iest właściwe „rojzałe“.

*
48

tarcze Dawida. Szewuosłach w kształcie prostokątnym wykazują
już raczej typowe motywy wycinanki żydowskiej, a więc: 10-ro
przykazań, świecznik, lwy, orły (ryc 26—7, 29—34). Częstym moty­
wem jest drzewko życia, ptaki (ryc. 26—31). Ptaki wystę
pują bardzo często jużto obok menory (ryc. 29) lub innych
wymienionych motywów, jużto wśród gałęzi lub kwiatów
(ryc. 28). Na szewuosłach spotykamy często napis „Chag haszewuoth hazeh“ (ryc. 26—28, 32) „Święto Szewuoth“.
Nie można tu także pominąć milczeniem małej, odrębnej
grupy szewuosłach, których motywem byli żołnierze, piesi
lub konni1). Jakkolwiek jest to motyw zupełnie świecki i niema

Ryc. 26. Szewuosł.

nic wspólnego z motywami, typowemi dla żydowskiej wyci­
nanki, to jednak stosunkowo bardzo się rozpowszechnił, praw­
dopodobnie dlatego, że tak bardzo odpowiadał fantazji małych
chłopców, którzy chętnie ten motyw wycinali. Często chłopcy
chederowi, biegli w wycinaniu przygotowywali przed świętami
większą ilość tych wycinanek i odsprzedawali kolegom. Piesi
żołnierze byli tańsi, kosztowali 1—2 centy, konni podwójnie*2).
3 Lilientalowa podaje 3 odbitki takich wycinanek ; („Święta żydowskie“
w Rozprawach Akademji Umiejętności, Serja II. Tom XXX Kraków 1909);
pochodzą one z Jarczowa, pow. tomaszowski. Także w Muzeum przemysł,
we Lwowie znajduje się kilka egzemplarzy.
2) Zanotowane w Ustrzykach dolnych.

49

Segel *) nadmienia, że ulub'onym motywem była także tzw.
„Akedah“ tj. scena ofiarowania Izaka przez Abrahama. Także
Lilientalowa2) wspomina o tym motywie. Prawdopodobnie więc
był w niektórych okolicach rozpowszechniony. Ja z motywem
tym się nie spotkałam3).

III. Chorągiewki na Simchat-Thora.
Trzecią formą wycinanki żydowskiej są chorągiewki, spo­
rządzane na święto Simchat-Thora. Podczas uroczystości „Hakafoth“ (okrążanie) biorą udział w pochodzie ze zwojami Tory
także dzieci. Kroczą one z chorągiew­
kami, zatkniętemi na wysokich kijkach,
na szczycie których umieszczone są
ćwieczki w jabłku lub ziemniaku. Cho­
rągiewki te wycinane są już nie z bia­
łego papieru, jak mizrachy lub szewuosłach, lecz sporządzane bywają z pa­
pieru kolorowego.
Ponieważ chorągiewka przedsta­
wiać ma godło jednego z dwunastu po­
koleń żydowskich, nosi zazwyczaj odpo­
wiedni napis: „degel machnę Jehuda
lub Efraim“ i t. d. — „chorągiew obozu
Ryc. 27. Szewuosł.
Judy lub Efraima" i t. d- Także — i to
zazwyczaj obok powyższego napisu — czytamy na chorą­
giewce: „Sisu w’simchu b’simchat thora“ („Cieszcie i radujcie
się radością Tory“).1 2 3 4
1) B. W. Segel: „Reiselech und Fahnen der. galizischen Juden“ Glo­
bus, Tom 61. nr. 15, str. 235
2) „Święta żydowskie“ Rozpr. Ak. Um. r. 1909. str, 249.
3) Lilientalowa mówiąc o rojzałach i szewuosł; ch pisze : (str. 249). „Do
typowych należą: lewiatan i bawół, poświęcenie Izaka, świecznik, zodjak,
właściwe rozetki. Poza odmianami głównych tematów, napotykamy jeszcze
istotne mizrachy i ich warjanty, napisy : „hag haszebuoth“ i t. d.“. — Uważam,
że nie można tego wszystkiego podporządkowywać pod jeden mianownik.
Jeśli chodzi o motywy, należy tu stanowczo odróżnić 2 kategorje: motywy
typowe dla żyd. wycinanki i postaci ludzkie. U ludu żyd. trudno było zna­
leźć w mieszkaniu obraz, przedstawiający postać ludzką; uważano bowiem,
że ozdoby takie są przez przep'sy religijne surowo wzbronione. U pobożnych
nawet fotografje blisk-ch osób uważano za coś zakazanego. Reizes podaje
Lud. T. XXVIII.

4

50

Z motywów centralne miejsce zajmuje zazwyczaj Tora, od­
powiednio do święta, które wyrażać ma radość z powodu jej
posiadania. Nad Torą rozpięta jest zwykle korona, zaopatrzona nie
rzadko w napis „keser Thora“ — „korona Tory“. Torę pod­
trzymują najczęściej lwy i wtedy cho­
rągiewka jest sztandarem Judy. Czasem
jednak zamiast lwa mamy inne mo­
tywy, odpowiadające godłom innych
pokoleń. Chorągiewka jest dwustronna
i daje dlatego dość miejsca dla rozmie­
szczenia motywów. I tak np. na jednej
stronie umieszcza się Torę z koroną i na­
pisem : „Sisu w’simchu i t. d. ", a na
drugiej godło pokolenia i napis „degel
machnę i t. d.“1). Dobór motywów jest
Ryc. 28. Szewuosł.
zresztą dowolny i często bez szczegól­
nego uwzględnienia znaczenia święta dokonany. To byłyby
3 główne formy wycinanki żydowskiej: Pozatem jednak wystę­
powała ona dosyć często. Kto umiał ładnie wycinać, ten starał się
przy każdej nadarzającei się sposobności swe umiejętności wy­
korzystać.

IV. Tablice z napisami, zdobne w wycinankę.
Przy rozmaitych sposobnościach wywiesza się — przeważ­
nie w domach modlitwy — tablice z odpowiedniemi napisami,
zdobne czasem w ornamenty wycinankowe. W tych wypadkach
są to przeważnie ptaki, gałęzie i kwiaty -— czasem lwy.
(„Jiid. Volkskunst“ w miesięczniku „das Zelt,, I roczn. II zesz. z lutego 1924),.
egzemplarz przedstawiający w b. prymitywny, ludowy sposób Mojżesza i Arona.
Opowiada, że jest to jedyny egzemplarz w jego zbiorze, przedstawiający po­
staci ludzkie i przypomina sobie, jak badawczo obserwował go właścióiel,
twórca tej wycinanki, gdy mu ją dawał. W spojrzeniu tern mieszały się nie­
pewność i obawa, z powodu popełnionego przestępstwa, a zarazem dziecinna
radość z dowcipu, na jaki sonie przez wycinankę tę pozwolił.
Przypuszczam, że wycinanka, w której występują postaci ludzkie, jest
przygodną, i jeśli się nawet w jakiejś formie rozpowszechniła, to jednak nie
może być uważana za motyw typowy dla żyd. wycinanki.
*) W zbiorze wycinanek żyd, w Muzeum przemysłowem we Lwowie,
znajduje się jedna chorągiewka, nosząca napis sztandaru Lewiego.

51
Od drugiego dnia Pesach — kiedy to ongiś składano
w świątyni w ofierze pierwszy snop jęczmienia — należy liczyć
7 tygodni t. j. 49 dni aż do
święta Szewuoth. W tym okresie
czasu, zwanym „Sefirath haOmer“ („liczenie omeru“, bo
ta miarka' jęczmienia zwała się
„omer“) odmawia się codziennie
po modlitwie wieczornej błogo­
sławieństwo i liczy odpowiedni
dzień omeru. Obrzęd liczenia
sefiry odgrywa w kabalistyce
wielką rolę i dlatego dodano
przed i po tern błogosławień­
stwie jeszcze szereg zwrotów
hebrajskich, które ' razem skła­
dają się na całą modlitwę. Tekst
Ryc. 29. Szewuosł.
jej wypisywano na papierze i wywieszano w bożnicach dla ułatwienia publiczności jej recytacji,
ablice te zdobiono czasem bardzo ładną wycinanką1).
Ornament wycinankowy wykazują także tablice z wypi­
sem daty śmierci bliskich osób, sporządzane w niektórych ro­

Ryc. 30. Szewuosł.

dzinach dla dokładnego
zapamiętania tych dat.
W miesiącu Adar
(marzec-kwiecień) w któ­
rym przypada Purim2),
wywieszano w domach
modlitwy tablicę z na­
pisem :
„ Miszenechnas
adar marbin b’simcha“.
„Skoro nastaje adàr, na­
leży się radować“. Obok
tego napisu wycinano za­
zwyczaj (lub malowano)

Wzór takiej tablicy dla liczenia omeru podaje Lilientalowa. (Rozpr.
Akad. Umiej. r. 1909)
) Purim obchodzi sę na pamiątkę cudownego ocalenia Żydów od za­
głady, jaką chciał im zgotować Haman za króla perskiego Ahaswerusa. Wy­
darzenie to opisujè „Księga Estery“.
4’

52

flaszkę i kieliszki, jako — aż nazbyt wyraźny — symbol tej
radości i wesela Czasem na takiem miszenechnas — tak te ta­
blice od pierwszego wy­
razu napisu pospolicie
nazywają —; wycięta też
była ryba, mazel dagim,
jako gwiazd ozbiór od­
powiadający miesiącowi
adar. W niektórych boż­
nicach jeszcze po dzień
dzisiejszy takie misze­
nechnas wywieszają, ale
są to już przeważnie
tylko napisy, albo tanie
druki.
Ryc. 31. Szewuosł.
W święto Sukoth
wywieszano często w szałasie tablicę, tak zwaną „Uszpizin“,
zdobną czasem także w wycinankę. „Uszpizin“ oznacza „gości“,
których —■ wedle księgi
Zohar — jest 7-miu :
Abraham, izak, Jakób,
Józef, Mojżesz, Aron
i Dawid. Ich wszystkich
zaprasza się kolejno pod­
czas siedmiu dni święta
Sukoth do współudziału
w biesiadach. Formułkę
zaproszenia wypisywano
na papierze i zawie­
szano w szałasie, by
ułatwiać jej odmawia•
nip

Ryc.
J 32. Szewuosł.

V. Ozdoby szałasu i latarni
Do kategorji wycinanki, zaliczyć także należy rozmaite
ozdoby szałasu, sporządzane z papieru na święto Sukoth i za­
wieszane u sufitu nad stołem. Są to tzw. łańcuchy, mosty,
ptaki, latarnie, sporządzone z papieru kolorowego. Latarnie,
ale odmiennego typu, sporządzano także na rocznice wielkich

53

mężów, przeważnie rabinów cudotwórców. Latarnie te wyka­
zują najbliższe pokrewieństwo z wycinanką, bo w bocznych
ścianach wycięte są z liter napisy i podklejone innej barwy
papierem. W rocznicę wieczorem iluminowano bożnice takiemi
latari liarrJ

VI. Twórcy i technika wycinanki.
Należałoby jeszcze wspomnieć o tem, kto się wycinanką
zajmował i jaka była jej technika. Podobnie jak w każdej ga­
łęzi sztuki ludowej, tak i tu artystów szukać należy w całem
społeczeństwie, tak wśród młodych, jak i starych. Wycinanką
zajmowały się dzieci i młodzież, czasem poświęcali im wolną
chwilę ludzie w sile wie­
ku, często wycinali w pa­
pierze piękne motywy
starcy. J. Reizes opo­
wiada ('„Jüd. Volkskunst“
w miesięczniku „das Zelt“
I. rocz. 2 zesz z lutego
1924)j, że w zbiorach
swych posiada bardzo
piękny rękopis „Lamnąceach“, zdobny w pstre
winiety z liści, który spo­
rządził sobie jego pra­
dziadek i odczytywał
z niego rokrocznie ten rozdział psalmów w święto Roszhaszana.
Podkreśla zarazem, że dziadek był uczonym, który życie swe
poświęcił studjum talmudu i dnie, a często i noce spędzał nad
fo jantam: ksiąg świętych. W wolnej chwili i w przystępie od­
powiedniego nastroju wykonał i ozdobił ten rękopis. Fakt cyto­
wany nie jest odosobnionym wypadkiem.
Mizrachy wycinała przeważnie młodzieżJ), spędzająca dnie,
a czasem noce nad zgłębianiem ksiąg świętych, czasem także*)
*) Opowiadał mi pewien staruszek, ze po swych zaręczynach — a za­
ręczył się bardzo młodo — wykończył bardzo piękny mizrach i posłał Swemu
teściowi. Ten oddał go do domu modlitwy, jako dar przyszłego zięcia i tam
też' po dzień dzisiejszy ma się znajdować (w Ostrowcu). — W Ustrzykach dol­
nych spotkałam w mieszkaniu pewnych starszych ludzi mizrach — którego

54
ludzie starsi. Szewuosłach sporządzały dzieci i młodzież w chederze, także belfrzy i mełamedzi. Chorągiewki przygotowywali
przed świętami belfrzy i odnosili do domów swych elewów, za
co otrzymywali pewne wynagrodzenie w formie świątecznego.
Technika wycinan­
ki była bardzo pro­
sta. Wzór rysowano na
papierze, potem podkła­
dano deszczułkę i wyci­
nano ostrym nożem.
Dziś wycinanka pra­
wie zupełnie zanikła. Jeśli
spotykamy ją gdzieś je­
szcze, to są to przeważ­
nie rzeczy stare, sporzą­
dzone przed laty1). Tu,
gdzie jeszcze dziś istnieje
zwyczaj zawieszania miRyc. 34. Szewuosł.
zrachów, czy innych wycinanek, posługują się taniemi drukami, które w oczach ludu są
nawet ładniejsze, bo skupiają mnóstwo malowideł, nie wyma­
gają pracy i tanio nabywać je można. Młodzież dziś wycinanką
już się prawie zupełnie nie zajmuje, pamiętają ją jeszcze sta­
rzy, którzy chętnie wspominają dawne, dobre czasy, kiedyto
wycinało się rozmaite wzory, bo „oczy były jeszcze zdrowe
i lekka była głowa“.

Spis rycin.
19. Mizrach. — Wymiary: 36 X 28 cm. — Wykonany przed
54 laty w Podbużu pow. drohcbycki. Tło czarne, wzór wyci­
nany z białego papieru, częściowo podmalowany prymitywnie
wodnemi farbami. Własność prywatna P. L. Schutzmana we
Lwowie.
motywem są tylko ptaki i kwiaty, — a który właściciele mieszkania bardzo
cenią, bo otrzymała go przed laty pani domu w darze od narzeczonego.
Prawdopodobnie więc zwyczaj ten był rozpowszechniony.
Ł) B. W. Segel w artykuliku swym „Reiselech und Fahnen der galizischen Juden“ (Globus t. 61, str. 235. nr. 15) pisze już w r. 1892, że wyci­
nanka zanika i że „przed 10-ciu laty jeszcze wszystkie okna na Szewuoth
nią zaob'ono“.

55

20. Mizrach. — Wymiary: 68 X 51 cm. — Wykonany we
■eliczce. Tło czarne, wycinanka silnie pomalowana. Ze zbio­
rów własnych.
21. Mizrach-Sziwis’i. —Wymiary: 44 X 35 cm. — Wyko­
nany we Wieliczce. Tło czarne, wzór silnie pomalowany. Pod
świecznikiem napis : „Menorat-hazahaw“ — „złoty świecznik“,
na dzoanuszkach : „Szemen lamaor — „oliwa do świecenia**.
(Wiadomo, że w świątyni znajdowała się menora i dzbanuszki
z oliwą). Ze zbiorów własnych.
22. Mizrach.— Wymiary: 41 X 33 cm. — Wykonany w Ustrzy­
kach dolnych pow. Lísko. Tło jasno niebieskie, wycinanica z bia­
łego papieru. Własność prywatna w Ustrzykach.
231 Mizrach. — Wymiary: 64 X 48 cm. — Wykonany w Żół­
kwi. Tło ciemno-niebieskie, wycinanka biała. Ze zbiorów własnych.
24. Mizracn-Sziw s’ . — Wymiary około 50 X 40 cm. — Wy­
konany w Krakowie, znajduje się w jednej z bożnic krakow­
skich w tzw. „Hojche-Szil“.
25. Rojzałe — Wymiary: średnica 13 cm. —Znajduje się
w teczce p. n. : „Wycinanka żyd. z Uhnowa, Witkowa nowego
i Toustego“ (bez szczegółowego uwzględnienia miejscowości)
w Zbiorach Muzeum Przemysłowego we Lwowie.
26. Szewuosł. — Wymiary 24 X 16 cm. — Wykonane w Żół­
kwi. Ze zbiorów własnych,
27. Szewuosł. — Wymiary 19 X I 1 cm.— Wykonane w Żół­
kwi. Ze zbiorów własnych.
28. Szewuosł. — Wymiary 10 X 7 V2 cm. -— Z teczki p. n. :
„Wycinanka żyd. z Uhnowa,
irkowa nowego i Toustego“. Ze
zbiorów Muzeum Przemysł, we Lwowie.
19. Szewuosł. — Wymiary 21 X 17 cm. — Z Uhnowa.
Ze zbiorów' Muzeum Przemysł, we Lwowie.
30—34 włącznie. Szewuosłach. — Wymiary 21 X 17 cm.
Z teczki p. n. : „Wycinanka żyd. z Uhnowa, Witkowa nowego
i Toustego“. Ze zbiorów Muzeum Przemysł, we Lwowie.
INHALTSANGABE.
Die Papierschnitzerei war einst beim jüdischen Volke in
Pölen sehr verbreitet. Die Papierschnitte weisen verschiedenartigs ce
Eoirmsn auf, sprechen vom Kunstsinn des Volkes und verdienen un­
zweifelhaft eine gebührende Stellung in der jüdischen Volkskunde.
I e Motive dieser Papierschnitte sind zahlreich. Als Haupt­
motiv begegnen wir meistens in der Mitte die Menorah oder die
Tafeln mit den 10-Geboten, eventuell die Thorarollen. Darüber
oft eine Krone oder Davidschild. Ringsherum gruppieren sich
erst Tier- Pflanzen-, seltener auch geometrische Motive. Tier­
motive gehören meist auch zur Inhaltsillustration. Sehr oft begegnen
wir dem Löwen, Hirsch und Ad.er, die wir symbolisch deuten

56

können, ca sie auch im jüdischen Schrifttum oft erwähnt werden.
Ein beliebtes Motiv sind verschiedenartigste Vögel, auch verschie­
dene Blumen, die manchmal aas alte Motiv des Lebensbaumes
bilden. Auf manchen Papierschn' tten sehen w'r die Sinnbilder der
zwölf jüdischen Stämme, oder die Zeichen des Tierkreises.
Die schönste und bedeutendste Form der Papierschnitte
ist der Misrach, der an der Ostwand der Privat- oder Bethäuser
angebracht wird. Er ist fast immer eingerahmt, meistens unter
Glas. Charakteristisch sind die Aufschriften, denen wir fast immer
auf den Misrachs begegnen. Sie enthalten verschiedene Sentenzen,
dem alten jüdischen Schrifttum entnommen. Die Misrachs sind
aus weissem Papier verfertigt, oft mit Farben bemalt.
Den zweiten Typus bilden die Schewuoslech und Reisalech,
die zu Schewuoth (Pfingsten) an den Fensterscheiben angeklebt
wurden. Sie weisen schon eine bedeutend kleinere Form auf,
weil sie den kleinen Fensterscheiben angepasst werden mussten.
Die Benennung : Schewuoslech und Reiselech, bedeutet eigentlich
dasselbe. Mit Reisalech wurde jedoch vorwiegend die runde,
mit Schewuoslech die viereckige .Form dieser Schnitzerei bezeich­
net. Ausser den oben erwähnten typischen Motiven finden wir
hier eine besondere Grupoe der Schewuoslech, deren Motiv Sol­
datenfiguren bilden. Dieses Motiv entsprach wahrscheinlich der
Phantasie der Chederschüler und deswegen hat es sich so ver­
breitet. Die Schewuoslech wurden auch, wie die Misrachs, aus
weissem Papier verfertigt, jedoch fast nie bemalt.
Als dritte, sehr verbreitete Form, dürfen wir die Simchatoia-F'-hnchen betrachten, die für Kinder aus farbigem Papier
verfertigt werden. Während der „Hakafoth-Feier“ nehmen im
Rundgang mit den Thorarollen auch die Kleinen Anteil und
schreiten stolz mit hren Fähnchen, an deren Spitze eine bren­
nende Kerze in einem Apfel oder Kartoffel angebracht wird.
Přese Fähnchen sollen die Wappen der jüdfscnen Stämme dar­
stellen und tragen auch entsprechende Aufschriften. Auch die Mo­
tive sind vorwiegend dem Freudenfeste der Thora und den
Schilden der Stämme angepasst,
Ausser in diesen drei Grundformen kommen die Papier­
schnitte auch gelegentlich vor Es gibt verschiedene Gelegenheits­
tafeln m’t Aufschriften, die mit Papierschnitten verziert wurden;
So die Sephirat ha-Omer-Tafeln, Todesjahrzeitentafeln, IV .scheîechnas-adar’s, Uszpisin etc. Die Verzierungen der Laubhütte
könnte man auch als eine Art Papierschr itzere= betrachten ebenso
aie Laternen mit Aufschriften, die für die Todesjahrzeiten grosser
länner, vorwiegend der Wunderrabbis, zur Illumination der Bet­
häuser verfeitigt wurden
Die Technik der Papierschnitte war einfach. Man zeich­
nete 'auf Papier das Muster, legte es auf ein Brett und schnitzte
mit einem scharfen Messer.

57
Heute sind diese F apierschnitzereien fast vollständig ver­
schwunden. Sie werden durch billige Drucksachen ersetzt. Die
alten Papierschnitte kennen noch hie und da wenige, fast immer
alte Leute, die in hrer Jugend eigenhändig solche Sachen ver­
fertigt haben. Wenn wir schöne Papierschnitte noch irgendwo
auffinden, so sind es vorwiegend alte Sachen, die sich bis heute
erhalten haben.

SEWERYN UDZIELA.

ZABAWKI Z ROŚLIN.
Wyobraźnia dziecka jest tak wielka, że wszystkiemu do­
okoła nadaje kształty fantastyczne, wszystko ożywia, maluje
tęczowemi barwami, wszystko dookoła przekształca w świat
z bajki i raduje się tern szczęściem urojonem.
Chłopczyk dosiada kijka, niby wspaniałego rumaka i harcuje na nim dookoła stołu, gdy tymczasem siostrzyczka jegó
mała rozmawia z lalkam' urobionemi z gałganków.
Starsze dzieci potrafią także każdej rzeczy użyć za za­
bawkę i bawić się nią lepiej, niżefi kupnemi, bogatemi cackami.
Dzieciom wiejskim, żyjącym ciągle na łonie przyrody do­
starcza ona przez rok cały nowego materjału na zabawki. Pra­
wie każda trawka, każdy kwiatek da się użyć do tego celu,
a jak jest bogaty, jak różnorodny i jak zużytkowany ten materjał roślinny na zabawki tworzone przez dzieci wiejskie, mie­
szkające w granicach województwa krakowskiego, niechaj po­
każe poniższy wykaz.
Niektóre z tych zabawek, czy gier, jak np. gra w zielone,
wicie wianków, linienie piszczałek z wierzby znane są szeroko
i daleko w świecie, niektóre znów mają już kilkowiekową tra­
dycję. Zestawiłem je według pór roku od najwcześniejszej wio­
sny do późnej zimy. Nie obejmują one wszystkich znanych
w Polsce a prawdopodobnie nawet wszystkich, jakiemi dziatwa
i młodzież zabawia się w województwie krakowskiem.

Gra w zielone.
Z utęsknieniem wyczekują wiosny i starsi i młodzi i z ra­
dością witają każdy objaw w przyrodzie zapowiadający zbliża­
nie się tej pięknej pory roku. Pierwsze, rzadko jeszcze znajdy­
wane listki zielone, naprowadziły na myśl gry w zielone.

59

Oto dwoje dziec umawia się ze sobą, że każde musi wy­
szukać i nosić przy sobie listek z eiony, świeży (nie z wazonika)
i na każde żądanie, wypow.edziane słowami: „masz zielone?“,
pokazać drugiemu. Kto zielonego listka świeżego (bo zwiędły
nie ważny) nie ma przy sobie, ten przegrywa i daje umówiony
zakład.
Czasem chłopiec ściągnie korę z pręta wierzbowego, jak
na piszczałkę, zatka rurkę z obydwóch końców korkiem z pa­
tyka, do jednego korka wetknie szypułkę z listkiem zielonym,
ale do rurki nalewa wody i zatyka tym korkiem z listkiem zie­
lonym, wkładając listek do V'ody. Listek we wodzie nie więdnie
i nie zesycha się. Rureczkę tę wierzbową z „zielonem“ noszą
w kieszonce.

Granie na listka trawy.
Dwa wielkie palce u rąk składa się ze sobą, a między nie
wsuwa długi listek trawki i dmie między palce. Trawka drga
i gra, piszczy.

Kogutek.
Kawa 'e.< patyka wierzbowego, obranego z kory, grubości
mniej więcej wielkiego palca u' ręki, a długiego na 10 do 15 cm,
wycina się, jak na rysunku. Między patyk a wydętą z niego
trzaskę wkłada się sze­
roki listek trawy.
Trzymając ręką
ten przyrząd i naciska?yc- 35. Kogutek,
jąc palcem zleicka trzaskę, aby nie spadła i nie pozwoliła wy­
paść listkom, dmucha się dosyć silnie w szczelinę z listkiem,
co wydaje głos pisidiwy.
Ta zabawka nazywa s;ę kogutkiem, bo można z niej wy­
dobywać głos podobny do piania młodego kogutka.

Skowronek.
Z patyka okrągłego, najczęściej wierzbowego, grubości mniej
więcej wielkiego palca u ręki, wycina się małe kręgielki, najwyżej
na 5 cm wyso.de i to są skowronki, które będą się unosić wy-

60

soko w górę. Trzeba tylko wystrugać jeszcze małą deseczkę,
około 2 cm szeroką, a 10 do 12 cm długą.
Deseczkę tę kładz:emý na kamieniu tak,
aby w dwóch trze cich
częściach spoczywała na
nim, a trzecią częścią wy­
stawała nie podparta,
wolna. Na końcu de­
seczki, spoczywającym
na kamieniu, stawia się
Ryc. 35. Skowronek.
„skowronek“, a drugi ko­
niec deseczki uderza kijkiem raz szybko i mocno.
Wtedy skowronek wyskoczy w górę vysoko, bo gc pod­
rzuci koniec deseczki, na którym spoczywał.

Piszczałki z wierzby.
Gdy tylko na wiosnę miazga puszcza w prętach wierzbo­
wych, zabierają się chłopcy do linienia kory na piszczałki.
Upatrzoną gałąź wierzby, gładką, bez sęczków i wyrost­
ków wycina się z drzewa, przykrawa na długość upragnionej
piszczałki, następrre obija lekko miejsce w miejsce około kija
albo trzonkiem noża (najczęściej kozika), albo gładkim dosyć
grubym patykiem, aby ułatwić odstanie kory i lekkie jej ścią­
gnięcie. Gdy popróbowawszy poczuje się, że kora już zejdzie,
wycina się przy ustniku otwór, korę ściąga, przycina z pa­
tyka korek do ust a często i drugi dla zatkania piszczałki
u dołu i instrument muzyczny gotowy. Pamiętać jednak trzeba,
że korek do ust musi być po jednej stronie wzdłuż lekko ścięty
płasko, aby w czasie dmuchania do piszczałki powietrze mogło
się tędy przecisnąć. Korek ten wsuwa się tylko po otwór wy­
cięty w korze.
Piszczałka cieńsza i krótsza wydaje ton wyższy, a dłuższa
i grubsza ton niższy.
Chłopcy rob:ą także z kory wierzbowej piszczałki inne:
rurki wierzbowej nie zatykają korkiem z żadnego końca, ale
naprzeciw otworu wyciętego w kor?e feil 'ają na ukos piszczałkę.
Aby grać, trzeba tym końcem przyłożyć piszczałkę do ięzyka
i dąć.

61
Trzecią piszczałką robią w ten sposób, że koniec ściągnię­
tej kory, który ma się trzymać w ustach, oskrobuje się z zielo­
nego naskórka tak, że zostaje tylko spodnia warstwa kory
cienka ' przy dmuchaniu w piszczałką drgająca, przyczem wydaje
głos, jak trąbka dziecinna. Ta piszczałka zowie sią pierda.

Łańcuchy z mleczu.
Zrywa sią kwiaty mlecza-dmuchawca z możliwie długiemi
szypułkami, obrywa kwiaty, czy pałki z nasieniem, szypułkę
zwija w koło i cieńszy jej koniec wtyka w otwór dolnego,
szerszego końca. Przez to kółko wkłada sią drugą szypułką
i zamyka w kółko ; przez nie trzecią i tak dalej, aż sią utworzy
łańcuch dowolnej długości, według upodobania.

Oczka tęczowe w trawce.
Łodygą cienką i giętką trawy zagina sią, aby utworzyła
małe, podłużne oczko. Wkłada sią je następnie w usta i lekko
posuwa, wyjmując, przyczem zaciąga sią śliną to oczko w trawce,
a powstar.e r.iby szybka szklana ze śliny. Teraz zrywa sią
mlecz (ostromlecz = Cyparibias) i delikatnie zapuszcza wydzielającem sią mleczkiem ową szybką ze śliny. Wtenczas szybka za­
czyna się zabarwiać i mienić kolorami tęczowemi.

Batog z sitowia.
Na mokrych łąkach i w rowach przydrożnych rosną kępy
sitowia. Chłopcy wyrywają długie a nie grube pędy, dobierają
równej długości 6, 9 źdźbeł, wiążą mocno jednem sitowiem
z końca grubszego w pączek, a potem począwszy od tego zwią­
zania, biorą w palce po dwa, czasem po trzy pędy i plotą, jak
warkocz, w trzy, niekiedy w cztery pasma. Koniec cieńszy
wiążą też mócno sitowiem, aby sią batog cały nie rozplótł.
Harapem takim smagają, popędzając bydło, a nierzadko
jeden drugiego skropi przez plecy
Czapka z sitowia.
Do tego trzeba więcej sitowia, niż na baty. Dobrane i zrówna­
ne pędy końcami grubszemi splata sią ze sobą tak, jak bławatki
przy wiciu wianka. Cała zaś część źdźbła nie spleciona wisi

52

wolno. Gdy już plecionka jest tak długa, iż obejmie głowę,
wiąże się sitowiem mocno początek plecionki z końcem, potem
wolno w'szące źdźbła zbiera razem i ponad plecionką w górze
wiąże silnie, pozostawiając jeszcze nad tern związaniem końce
sitowia niby pióropusz. Czasem znowu te końce plecie się
w trzy lub cztery warkocze i zdobi niemi wierzchołek czapki.

Fartuszek z sitowia.
Tak się plecie sitowie, jak na czapkę, ale nie wiąże się
wolno wiszących części pędów, bo one spuszczają się na dół,
tworząc fartuszek.
Sikrwka z bzu.
Kijek z bzu czarnego do 20 cm długi, a średnio gruby
oczyszcza się z rdzenia, wypychając go odpowiedniej grubości
patykiem. Tak uzyskaną rurkę zatyka się na jednym końcu
korkiem, sporządzonym z patyka wierzbowego. Korek ten musi
szczelnie przylegać do wnętrza rurki, a w środku (w rdzeniu)
mieć przewiercony mały otworek.
Teraz trzeba zrobić z jakiegoś patyka tłok, który lekko,
swobodnie będzie wchodził otwartym końcem rurki (naprzeciw
korka) dc środka. Koniec tego tłoka owija się silnie szmatką
i okręca nitką, aby się ta oprawa nie zesunęła, a ma być tak
gruba, by szczelnie przylegała do ścian rurki bzowej. To owi­
nięcie tłoka przed użyciem trzeba zamoczyć w wodzie, żeby
dobrze zawilgłc, a przez to przylegało szczelnie do wewnętrz­
nych ścian rurki.
Tak przygotowaną sikawkę używa się w ten sposób:
wtyka cię tłok do wnętrza rurki aż do korka, a trzymając lewą
ręką za sikawkę, a prawą za tłok, wkłada koniec z korkiem do
wody i trzymając go w wodzie zanurzony, wyciąga powoli
tłok aż po brzeg ; wtedy między korkiem a tłokiem powstaje
próżnia, w którą wpływa woda i wypełnia całą. siKawkę. Na­
pełnioną sikawkę wyjmuje się z wody, a wpychając tłok, wy­
ciska wodę daleko.
Pukawka z bzu.
Przygotowuje się patyk z bzu, jak na sikawkę, tylko nie
zatyka żadnego otworu korkiem, ani nie owija końca tłoka
szmatką, czy nitką.

63

Aby z tej pukawki strzelać, skręca się z miękkiego pa­
pieru i dobrze ugniata (najczęściej chłopcy gryzą papier) kulkę
z papieru szczelnie przylegającą do otworu pukawki i wkłada
do rurki bzowej jedną kulkę z jednego końca a drugą z drugiego.
Gdy się wpycha tłokiem jedną kulkę do środka — a je­
żeli kulki dobrze przylegają do ścian rurki i nie wypuszczają
powietrza z wnętrza — to powietrze ścieśnione wypycha z hu­
kiem kulkę z przeciwległego końca i pukawka puka, strzela.

Pistolet z bzu.
Z rurki bzu robią też chłopcy bardzo dowcipnie a prosto
skonstruowany pistolet. Do tego celu ucinają gałązkę z sękiem
(miejsce, z którego wyrastają liście) z jednego końca. Wydrą­
żają rurkę aż do sęka, bo przez niego nie p-zebiją rdzenia,
gdyż w tem miejscu rdzeń jest zdrzewiały. W wydrążonej czę­
ści wycinają z dwóch stron naprzeciwległych podłużne do 4 cm
długie otwory, w któ­
rych mógłby się poru­
szać swobodnie wetknię­
ty patyk. Pod sęczkiem
wywierca się okrągły
otwór na wylot. Teraz
dobiera się odpowiedRyc. 37. Pistolet z ru/ki bzowej.
niej.grubości gibki (sprężysty) pręcik wiklinowy, jednym końcem osadza się go stale
w wydłubanej dziurce pod sęczkiem, a arugi wsuwa w po­
dłużną szczelinę w rurce tak, aby koniec wystawał' z drugiej
strony i za pociśnięciem palca posuwał się w tym otworze.
Teraz do otworu w rurce wsuwa s:ę mały patyczek, pi­
stolet trzyma w prawej ręce, jak zwykły pistolet do strzelania,
wskazującym palcem pociąga wystający koniec pręcika, który
po usunięciu palca, z powodu swe; sprężystości, chce przyjąć
poprzednie położenie, prztyka i wyrzuca kołeczek wsunięty
w otwór, niby nabój.

Panna z maku.
Jeże! listki kwiatu maku polnego odwrócimy w dół, to
utworzą sukienkę lalki, której biust i głowę tworzy słupek

64

i pręciki, znajdujące się wewnątrz kwiatu. Tak robią dziewczęta
z tego kwiatu panienki. To też w Sądeczyźnie nazywają
kwiaty maku polnego pannami.

Strzelanie z listka maku.
Zwija się rękę w pięść. Na wierzchu lewej pięści od strony
wielkiego palca kładzie się listek kwiatowy maku ; gdy się
w niego uderzy silnie z góry prawą dłonią, to strzeli. Albo:
Duży listek kwiatu maku polnego składa się brzegami ku
sobie, aby utworzył pęcherzyk. Trzymając silnie brzegi listka
dobrze stulone, dmucha się w niego, a potem uderza nim
w czoło. Pęcherzyk pękając strzela.

Młynek z kwiatu głuchej pokrzywy.
Z łodygi głuchej pokrzywy obrywa się liście, ucina łodygę
tak, aby pozostał tylko mały kawałeczek z dwoma okółkami
kwiatowemi po obydwóch końcach. Następnie przekłuwa się
ten kawałeczek łodygi w środku nożykiem i przez szeroką
szparę przeciąga gładką trawkę lub słomkę. Otóż i młynek go­
towy. Obydwoma rękoma trzyma się końce przewleczonej słcmki,
a nà kwiaty pokrzywy dmucha silnie. Wtedy obracają się szybko
około słomki, jak koło młyńskie naokoło osi.

Wianuszki.
W czerwcu, gdy między zbożem zakwitną bławaty i maki,
plotą z nich pastuszki wieńce — i chłopcy zakładają je na ka­
pelusze, a dziewczęta na włosy i tak ukwieceni wracają z pa­
stwisk do domu.

Koniki i bryczka.
Tcjad (Aconitum) zwany też: trzewiczki Matki Boskiej ma
kwiat duży niebieski, pięcicpłatkowy ; z tych jeden płatek naj­
większy ma kształt hełmu, a w nim umieszczone są dwa płatki,
w których dzieci upatrują podobieństwo do koników. To też
z kwiatu odrzynają hełm, a zostawiają tylko owe dwa koniki
i dwa boczne płatki kwiatu, co razem udaje powóz zaprzężony
parą koni.

65
Muzyka na liściu tataraku.
utarak (Acorus calamus) ma liście korzeniowe długie,
równowąskie, obosieczne w nasadzie czerwonawe, pochwłaste
i aromatyczne.
Otóż gdy na Zielone Świątki liśćmi tataraku wysypują
podłogi w chatach, a w kościele posadzką, dziec: odcinają dolne
kawałki tych liści, te pochwiaste, biorą je do ust tą stroną,
gdzie liść składa się we dwcje i cmokając w szczeliną liścia,
wydają głosy piszczące.

Dutka ze źdźbła żyta.
Zielone źdźbło żyta przycina się z grubszego końca tak,
aby ucięty kawałeczek miał 7—10 cm długości, z jednego końca
Kolanko, a z drug’ego otwór wolny. Cośkolwiek pomżej kolanka
nacina się ostrym nożykiem delikatnie języczek na centymetr
do dwóch długi. Gdy końcem z kolankiem włożymy ździeoełko
lekko w usta i zadmiemy, języczek poruszany powietrzem wdmuchiwanem, drga i wydaje głos, jak w klarnecie. Podobne dutki
robią chłopcy z treszczek gęsich piór.

łańcuszek: z pestek wiśni.
Patyk wierzbowy mały, na jeden decymetr dług:, a g-uby
na palec zaopatruje się w jednym końcu w wydłubany dołek
tak duży, aby w nim do połowy zmieściła się oestka z trześni
lub wiśni.
Do iego dołka wkłada się pestkę, a trzymając patyk
Drawą ręką, trze pestkę na kamyku płaskim tak długo, aż po­
każe się miękkie ziarnko. Wtedy odwraca się pestkę w dołeczku
w patyku i trze na kamieniu znowu przeciwległą jej stronę.
Skoro i tu zetrze się twardą powłokę pest.d, zostanie z niej
tylko pierścioneczek mały, z którego wybiera sie środek miękki.
Jest to jedno ogniwko powstać mającego łańcuszka.
Takich ogniwek robi się więcej według upodobania, sto­
sownie do życzenia, jak długi ma być łańcuszek.
Nakładanie jednego ogniwka na drugie jest dosyć trudne,
bo trzeba to robić ostrożnie i delikatnie, aby ogniwko nie pę­
kło i nie rozleciało się. Oto z jednej strony ogniwka, zazwy­
czaj tam, gdzie jest obwódka najcieńsza przecina się ją ostrym
Lud T. XXVIII.

5

66
a cienkim nożykiem, rozszerza troszkę szczelinę i przesuwa przez
mą drugie ogniwko. To przecina się także przesuwa przez tę
szczelinę trzecie i tak dalej, aż do końca.
Robienie łańcuszka z pestek wyrraga dużej cierpliwości
i zręczności.

Młynek na wodzie.
Na strudze, przepływającej wartkim pędem koło chałup,
czy przez pastwisko, — albo gdy woda płynie leniwo, to przy
pomocy kamienia lub darni robi się na niej sztuczne wodo­
spady, by woda mogła obracać kółko — stawia się młyny
wodne.
Młynek zaś budują chłopcy bardzo prosto:
Do patyka odpowiednio długiego wtykają przez szczeliny
przekłute nożem w środku długości na krzyż cztery płasko
zastrugane trzaski, a patyk kładą w dwóch o widełkowatem
rozgałęzieniu prętach wierzbowych, zaciętych u dołu ostro,
żeby się dały wbić w dno strugi. Skrzydełko koła musi zanu­
rzać się końcem w wodzie, to woaa pędem swoim będzie go
popychać i obracać cały kołowrót.

Strach z dyni.'
W jesieni, gdy dynie dojrzeją, wybierają chłopcy dużą,
z wierzchu odkrawują równo czubek, żeby stąd dostać się do
wnętrza, wybrać ziarno i wyskrobać miąższ, a pozostav /ić tylko
grubą skórę. W tak wydrążonej dyni wycinają z boku oczy,
nos, usta z zębami (otwory na wylot). W środku osadzają świecę
i w ten sposób sporządzoną głowę z dyni zatykają mocno na
kiju. Wieczór, gdy jest już dobrze ciemno, zaświecają wewnątrz
świecę i z tą głową oświeconą od środka idą na uczęszczane
drogi we wsi, pod okna chałup i straszą ludzi.

Z dzikich kćisttanów,
Owoc kasztana tak się obraca, aby z niego wyciąć jak
najzgrabniejszy koszyczek. Z góry nacina się do połowy owocu
po dwu stronach, wykrawujac uszko ; prostopadle do uszka
robi się cięcia poziome, odkrawując małe ćwiarteczka kasztana.
Teraz wybiera się' białe jądro ostrożnie, aby nie przeciąć nigdzie
brunatnej łupiny -— i koszyczek gotowy.

67

Wycina się także z kasztana bardzo ładne grzybki. Część
owocu pokrytą łupką zostawia się jako kapelusz grzyba, a pod
kapeluszem wykrawa się zgrabną białą nóżkę, na której grzy­
bek stoi.

Z głąbią kapusty.
Gdy w późnej jesieni zwożą kapustę z Dola, a w domu
wre praca nad szatkowaniem główek, ubijaniem w beczkach
i przygotowywaniem do kiszenia, dzieci obcinają grubszą część
głąbią, przykrawują na cdpowiednie kawałki, z których wybie­
rają nożykiem zgrabnie miąższ biały, robiąc w ten sposób gar­
nuszki, koneweczki, wiaderka i t. p.

Pro :? z kijka.
Dużo przyjemności sprawia chłopcom ciskanie owoców
ziemniaczanych, które w jesień- wiszą na badylach wielkie, jak
orzechy włoskie, a żółto-zielone. Gdy w czasie kopania ziemnia­
ków obrywa się badyle, chłopcy chodzą po ziemniaczysku, zry­
wają te owoce, nabijają na ostro zacięty a niedługi patyk i śmi­
gając nim, wyrzucają bardzo daleko nabite kulki.
Strzelają tak i drobnemi ziemniakami, a w lecie opadłemi
z drzewa niedojrzałemi jabłuszkami.

Korale z jarzębiny.
Skoro tylko zaczerwienieją owoce jarzębiny, już dziewczęta
proszą chłopców, aby się spinali na drzewa i narwali im barw­
nych owoców. Zdobyte kulki czerwone starannie obrywają i na­
wlekają na długie nitki, by potem ozdobić szyje swoje i włosy
takiemi tani cmi a pięknemi koralami.

Tyrkawka z łupiny orzecha włoskiego.
Łupinę z orzecha włoskiego przygotowuje się w ten spo­
sób do tej zabawki : w węższym jej końcu wycina się półko­
listą szczerbę, mniej więcej na pół centymetra głęboką, a w po­
łowie łupiny żłobi rowki na przeciwległych sob-s brzegach.
W poprzek łupiny przewiązuje się dwa albo cztery razy wokoło
mocną nitkę, wpuszczając ją w wycięte rowki, aby się nie zsu­
wała z półokrągłej skorupki orzecha — i wiąże. Teraz między
5*

dwie nitki wsuwa się płaski patyczek dosyć mocny a tak długi,
aby jednym końcem opierał się o brzeg łupiny, a drugim dłuż­
szym wystawał na 1—2 cm
ponad wyciętą szczerbę
w końcu orzecha. Tym
patyczkiem przesuwając
zgrabnie to w jedną, to
w drugą stronę, skręca się
nitkę i tak się go umoco­
wuje. Skoro po wystają­
cym końcu tego patyka
potrąca się palcem, to drugi jego koniec spada na brzeg łupki,
stukając. Przez szybkie potrącanie końca patyka ponad szczerbą
słychać więcej lub mniej szybkie terkotanie.

Tyrkawka z orzecha laskowego.
W orzechu laskowym wycina się nożykiem ostrożnie, aby
orzech nie pękł, trzy otwory; dwa większe naprzeciw siebie po
płaskich bokach orzecha, a trzeci mniejszy na jego końcu —
i temi otworami wybiera się cienkim nożykiem albo drutem
jądro, żeby została tylko łupka czysta.
Wystruguje się z patyka kołeczek na
12 cm długi z główką u góry a za­
ostrzonym końcem u dołu.
Pod główką uwiązuje się mocną
grubą nitkę; albo cienki sznureczek
długości mniej więcej 30—4C cm i owija
kilkanaście razy wokoło patyka. Na­
stępnie patyk razem z owiniętą nitką
przetyka się przez łupinę orzecha
otworami większemi, leżącemi naprze­
ciw siebie, przesunąwszy przedtem
wolny koniec nitki górnym otworem
w łupinie przez otwór boczny, mniej- Ryc. 39. Tyrkawka z orzecha
. .
i-i
i
laskowesro.
rzy, wycięty w koniuszku orzecha.
Wreszcie dolny koniec patyka wbija się w ziemniak śred­
niej wielkości i — tyrkawka gotowa.
Bawią s:ą nią w ten sposób:

69
Wielkim, wskazującym palcem lewe,, ręki trzyma się silnie
orzech, aby nie wypadł z ręki ; prawą ręką palcem wielkim
i -/skazującym pociąga się silnie i szybko za wystający koniec
niiki, czem wprowadza się w obrót wirowy ziemniak na pa­
tyku, który za popuszczeniem nitki obraca się w przeciwnym
kierunku, aby nitkę odwiniętą nawinąć napcwrót na patyk. Po­
ciąga się znowu za nitkę drugi raz, trzeci... i zabawa trwa do­
wolnie długo.

Pukanie ziemniakami.
Z gęsiego pióra odcina się treszczkę, z niej także cieńszy
koniec i wyjmuje duszę. Z patyka (bardzo dobry jest z miotły)
robi tłok odpowiedniej grubości do tej treszczki i pukawka gotowa.
Ziemniak surowy kraje się w talarki, aby mieć naboje do
pukawk'.
Teraz treszczkę pióra wtyka się w talarek ziemniaka na
wylot a wtedy małe kółeczkc z ziemniaka zostaje w otworze
treszczki. Tak samo robi się z drugim końcem piórka.
Aby wystrzelić, przesuwa się tłokiem kółeczko z ziemniaka
z jednego końca treszczki, a zgęszczone powietrze między oby­
dwoma kółkami wypycha ziemniak z trzaskiem z przeciwnej
strony poruszającego się tłoka.

Wiatraczek ze słomy.
Bardzo kunsztowni ; zrobiony jest wiatraczek ze ździebełek słomy: do dłuższej i grubej słomki wtyka się napoprzek
przez wycięty otwór cieńszą słomkę i ten krzyż jest główną pod­
stawą całej budowy.
W poprzecznej, krót­
szej słomce Wykluwa
się grubą igłą lub
szpilką po dwa otwory
z każdego końca. Do
tych otworów wtyka
się z dołu i z góry
dwie cienkie a dwa
razy złamane w kształRyc' 40' Wiatraczek ze s,om^
cie litery dużego U, zawdziawszy przedtem na każdą wiatra-

*

70

czek sporządzony z trzech krótkich a grubych słomek. W po­
bliżu tych wiatraczków w najdłuższej słomce wycina się także
otwór, aby nim pędziło powietrze^ gdy się będzie dąć w słomkę.
Skoro się teraz dmie w dłuższy koniec słomki, to oba
wiatraczki kręcą się szybko wokoło.
JOUETS CONFECTIONNÉS DE PLANTES.
La nature, entourant continuellement res enfants campag­
nards leur procure tout le long de l’année, toutes sortes de matière
pour les jouets.
Dans le palatinat de Cracove, les enfants produisent des
jouets suivants.
Ils jouent „à ja feuille verte“, ou bien ils jouent sur une
feuille mise entre les deux pouces de la main.
Cn joue au „cocq“, quand on souffle dans une /ente, coupée
dans un morceau de bois, dans lequel on a mis avant un' brin d’herbe
(Tab. 35.). „L’alouette“, c’est une petite quille de bois (de saule) qu’on
pose sur une p. anchette, mais seulement sur le bout qui repose sur
une pierre, l’autre bout reste sans appui et on le frappe avec un
bâton, c’est ainsi, que ,,1’alouette“ s’envole en haut (Tab. 36). Les
enfants font aussi des sifflets de saule, des chaînes de laitue, un
fouet, un bonnet et un tablier de jonc. Ils font au surplus,, une
seringue, une canonnière et un pistolet de lilas (Tab. 37).
On joue encore sur une feuille d’acore (Acorus calamus)
ou bien sur une tige de seigle.
Les autres jouets sont: une chaînette de noyeaux de cerise
et le moulin sur l’eau.
Ils découpent de châtaigniers sauvages de jolis corbillons ou
de champignons ; ils arrangent du trognon de chou avec un petit
couteau, des petits arrosoirs, des seaux etc. d’une courge creuse
ils font un croque-mitaine. Les jeunes filles emploient des coraux
du sorbier, ses fruits rouges, pour les filer sur de longs fils avec
lesquels elles s’ornent le cou, et les cheveux.
On forme une cliquette de l’écorce d’une noix (Tab. 38), en
fixant sur cette écorce, à l’aide d’une ficelle, une baguette plate.
Le plus long bout de la baguette avance hors de la découpure
de 1 écorce de noix. Quand on touche ce bout de la baguette a^ec
un doigt, son autre bout en tombant sur le bord de l’écorce produit
un bruit. Les enfants font aussi des cliquettes de noisettes (Tab. 39).
Us forment un petit moulin à vent de paille, en employant
des brins de paille, plus épais ou plus fins, assortis selon le besoin
(Tab. 40).- On découpe une ouverture dans le brin le plus long
et le plus important, non loin de moulins : quand on souffle dans
le rrfn le plus long, 1 air en sortant par l’ouverture, met en mou­
vement les moulins à vent.

MATERJALY i NOTATKI ETNOGRAFICZNE.
JULJUSZ ZBOROWSKI

Pieśń o standrechcie i Proćpakowej bandzie w roku 1795.
(Przyczynek do dziejów zbójnictwa w Zywieckiem).

W kilka lat po wydrukowaniu mojej drobnej notatki
o „proćpaku“ („Rusnak, proćpak, janosik“. Język Polski 1914,
II, str. 213), zwrócił mi uwagę p. Kazimierz Piekarski, iż w po­
rządkowanych przez niego papierach po Lucjanie Malinowskim
znajduje się wierszowany utwór p. t. „Pieśń o Standrechcie
y Procpakowey Bandzie w roku 1795“ (Rękopis Ak. Urn. w Kra­
kowie nr. 1860, fol. 352 X 220 mm, kart 10).
O Proćpaku, herszcie zbójnickiego „towarzystwa“, które
pod koniec XVIII wieku niepokoiło żywiecką ziemię, podał wia­
domości Ludwik Delaveaux w „Góralach Bieskidowych“ (Kra­
ków 1851, str. 110—117). Zebrał je od 80-letnich starców, któ­
rzy pamiętali ową bandę, przybyłą z Węgier1) koło 1790 r.
Śmiali i bezczelni zbójnicy, wspomagani przez cichych wspólni­
ków w każdej wsi, byli przez kilka lat niezwykłym postrachem
chłopskich zagród i szałasów, kościołów i karczem żydowskich.
Mieszkania w leśnych kryjówkach i wykopach dawały im bez­
pieczne schronienie przed obławą, a słabe patrole, złożone z le­
śniczych i gajowych, były zbyt małem utrudnieniem w wyko­
nywaniu zbójnickiego rzemiosła. Sam Proćpak jest w legendzie
stylowym góralskim „harnasiem“. Rabuje więc możnych, a bied­
nym daje, kocha się w szlachciance, nosi się bogato, i oczywi­
ście kończy na szubienicy wskutek zdrady kochanki.
Dwie piosnki, zapisane przez Delaveaux, charakteryzują
stosunek Zywczaków do zbójnika. Jako me ło znane, przytaczamy
je w całości dla zestawienia z „Pieśnią o standrechcie“.*)
*) Masza „Pieśń", współczesna tym wypadkom i bardzo drobiazgowa
w sądowych szczegółach, wbrew legendzie z połowy XIX w. przedstawia
Proćpaka i większość jego towarzyszów jako górali z wsi żywieckich.

72
1.

Niema nad Proćpaka *)
Tęzsego chłopaka.
On kieby pon jaki,
Mo kabot złocisty,
Cefwone chodaki,
Pas rzemienny cysty;
Za pasem toporek,
I dukatów worek.
Nie dbo na dworoka,
An: na wojaka;
Chęć trefi na zucha,
Zginie kieby mucha.
Choć tysiąc górali,
On się im wyśliźnie.
Jak toporkiem plźaie,
Z ruśnicy wypal',
Uciekoj, kto może,
Bo Zginies niebozt

2.

s

Warujcie Krów gazdowie,
Strzeżcie statku bacowie,
Bo się Proćpak nie leni,
Kiej się mu kce pieqení.
Hej Proćpaku, PřoépáKU,
Bedzies ty kiejś na haku;
Jak cie złapią, powiesą,
Gorale sie pociesą.
złap*1.:’ cie brachu,
U frajerki na dachu;
Wywiedl: na drabinę,

Założyli ci *inę,
I srucil ze soebli,
I wzieni cię hnet debli.

Tyle Delaveaux. Drobny przyczynek w „Języku Polskim“
zwrócił uwagę, iż w miarę upadku kultu dla zbójnictwa, na­
zwiska i imiona sławnych „harnasiów“ zeszły do rzędu prze­
zwisk. Tak w Zywieckiem (Rzeszowski w „Spraw. Kom. Jęz.
IV, 359), jak i w Nowym Targu „proćpak“ oznacza goura,
złodzieja lub niedołęgę.
Delavéaux pit,ze Pfoczpak, lecz W obu pieśniach
Proćpak.

1'żywa foiny

73

Rękopis „Pieśni“ wedle inwentarza ma pochodzić z pierw­
szej połowy XIX wieku. Tymczasem wszystko wskazuje, że pow­
stał z końcem XVIII w. t. zn. jest współczesny opisanym zda­
rzeniom. Nie ulega wątpliwość.', że ten przydługi utwór wymozolił naoczny świadek ujętych w nieudolne wiersze wypadków.
Dowodzi tego choćby niezwykła drobiazgcwość w zupełnie
podrzędnych szczegółach.
Nie jest rękopis kopją, lecz oryg'naiem, a zarazem może
pierwszym szkicem „poematu“. Wskazuje na to duża ilość prze­
kreślonych wyrazów, całych zdań, nawet zwrotek, i zastępowa­
nie ich innemi, kilkakrotnie w poszukiwaniu za rymem, wreszcie
częsty brak r/mów, jak gdyby autor zamierzał dobrać je do­
piero później.

Twórca „Pieśni“ był przynajmniej t. zw. półinteligentem.
Przemawia za tem sposób wyra tania się, użycie cudzoziemskich
słów, moralizatorskie sentencje i spostrzeżenia o góralach, a nadto
naukowe popisy. To i owo zasłyszał poczciwiec z wędrówek
narodów, więc dalejże sięg1 ną' do Rzymjan i sfabrykował nie­
prawdopodobne bajki c pobycie Ligjów czy Lechów, Kwadów
i Hunów pod Zachodnim Beskidem. A wszystko dla udowod­
nienia dawnych niepokojów w Żywieczyźnie, istotnie będącej od
wieków gniazdem rozbójniczem. Nieobce były autorowi dzieje
żywieckiej ziemi; coś niecoś z nich zapamiętał, ale i tu pomie­
szał przynajmniej daty. Bo nie w XIV, lecz w XV wieku pu­
stoszył te okolice Janusz Oświęcimski, a w tem samem również
stuleciu poskromili Mikołaj Pieniążek, starosta krakowski, w po­
emacie „jenerałem“ mianowany, i Piotr Komorowski, hrabia ra
Liptowie i Orawie, Borzywoja ze Skrzynna, który z Żywca i Turzej Głowy pod Dobczycami z powodzeniem naśladował nie­
mieckich „raubritterów“.
Zabierając się do rymotwórstwa, okazał nasz poeta nie­
małą odwagę. Polaniem bowiem nie był, przeciwnie — Niem­
cem, piszącym i mówiącym po polsku bardzo mizernie. Wy­
starczy przytoczyć liczne germanizmy, jak np. czasowy — współ­
czesny, po sławnym Hunów strejcie, handlujący w 'stroju = han­
dlarz ubiorami, w tych to lasach wielkich nigdy było bez nich,
aby nie niewinnych zabić, żadnego mogli złapać, sami nic wie­
dzieli, łańcuchy jej o szyję rzucili itd. Pisownia całego utworu
(hp. raubschûtzach, zwierchnosc■ = zwierzchność, złączyli sie),

74.

a wreszcie nieznajomość przypadkowai.ia (np. z wiarem, do
rzymskie państwo, do mordy = mordu) zdradza aż nadto pocho­
dzenie wii ;rszoklety.
A z drugiej strony tu i ówdzie wpływ gwary ludowej np.
droga, bronić, żołnirz, dzidę, dziwka, otwirać, śiyry, porwóz, ba­
ron (= baran), strożnik, chydć, liczba mnoga : księdza. A zatem
ów Niemiec musiał osłuchać się z wymową ludową, niewątpli­
wie wskutek dłuższego pobytu wśród górali.
Podejrzywam, że pozgonne żywieckim zbójnikom ułożył
ów „oberleśniczy“, o którym poemat wspomina.
„Pieśń“ wydaję oczywiście w nowoczesnej pisowni, z do­
daniem znaków pisarskich i numeracji zwrotek. Pomijam skre­
ślone przez autora wyrazy i zdania, gdyż nic ciekawego nie
przynoszą. Błędów językowych zupełnie nie podkreślam; są
całkiem zrozumiałe, zresztą jest ich tyle, iż cały utwór byłby
wprost upstrzony samemi wykrzyknikami,
Niemożna oczywiście mówić o jakichkolwiek artystycznych
walorach tych wierszydeł; mają one zato pewną wartość etnogra­
ficzną i historyczną. Naoczny świadek kreśli w nich obraz zbójnictwa, występuję więc wcale wyraźnie organizacja „towarzy­
stwa“, życie zbójników, ich zamiłowania i zabawy z godną pod­
kreślenia namiętnością, „by muzyka brzmiała“, szeroki gest, nie­
mała śmiałość i bezczelność _ żywieckich Rinaldinich, wreszcie
stosunek do kobiet, do ludności wiejskiej i urządzeń, państwo­
wych, jak wojsko i władza sądowa To szczegół o stroju, to
charakterystyka górala, tęskniącego mimo niebezpieczeństwa do
rodzinnych gór, a ponad tern wszystkiem coś, jakby ledwo
uchwytny zaczątek legendy, która w miarę czasu, w miarę za­
niku zbójnictwa rozwinie się w ludową opowieść o tych, „co
świat równali“. Bo mimo całej niechęci do mącicieli pokoju pu­
blicznego, mimo niemałego wewnętrznego zadowolenia, iż prze­
cie wpadli w ręce sprawiedliwości, nie może autor —- z sza­
cunkiem traktujący każdą władzę, jak przystało na lojalnego
Niemca — stłumi i w sobie odcienia podziwu dla śmiałków.
A na tem tle nieubłagana walka władzy austrjackiej przeciw
przestępcom, obmyślana konsekwentnie, z całym aparatem woj­
skowym i sądowym, z zastosowaniem „standrećhtu“ czyli są­
dów doraźnych, które wypleniają doszczętnie całą organizację

75
zbójnicką, skazując do siedmdziesięciu jej członków na szubie­
nicą, rozstrzelanie lub ciężkie wiśnickie więzienie.
Dalsza wartość naszej „Pieśni“ polega na tem, że o zbćjnictwie w Zywieckiem mamy o wiele mniej wiadomości — przy­
najmniej drukiem ogłoszonych — niż np. ó Podhalu. Więc
i z tego powodu przyczynek może być pożyteczny, tem więcej
iż wykazuje niemal jednakowe warunki rozkwitu i upadku zbójmctwa, jak pod Tatrami w XVIII wieku, ku schyłkowi „honor­
nej“ epoki Janosików, Proćpaków, Ondraszkćw, Łazarczyków
i Baczyńskich.
1. Poznanie starych dziejów czasowym1) ma być jawne,
Aby, jako mówią, przykładem były sławne ;
de darmo to przysłowo : Polak po szkodzie mądry,
Patrząc na te szkody, co namiętność rządzi.
2. Jest tu w okolicy, w tych to wiecznych lasach
Jeszcze lud pół dziki; grubszy był w tych czasach,
0 których tu się mówi, gdy szkoły nie znają,
Nawet do kościoła na trzy mile mają:
3. Skąęlby oświecenia ? Skąd u nich obyczaj ?
Dzikie są te góry, na polach nierodzaj,
Twarde życie góralskie, wszystkie nerwy twarde.
Skądby syrr.patja? Tylko w trunku hardy.
•4. Historja powszechna wspomina rebelantów,
Co w pięćdziesiątym roku Chrystusie panem
Pod protekcją Rzymu n byli nad Kusicą*2)"
Rzeką przy Czacze byli lokowani.
5. Ci w roku ośmdziesiąt drugim lasy przełamali
1 rzeką Sołą napadali Ligjów. Na Harwałdzie3)
W tych lasach' się trzymali i zewsząd rabowali, '
Aże tymże Lechom cesarz Domicjan posłał sto rajtary.
6. Sto rajtarzy mało, Lichów rozgniwali,
Gdyż aż na rówmny kęckich4) pól jechali,
Odesłali nazad posiłek Domicjanowi
I złączyli się z K wadami ku Rzymian rabunkowi.
7. W wieku znowu piątem, po sławnym Hunnów strejcie
Osiadły Babie górę ułomki Hunów braci
x) Współczesnym.
2) Kisucza w Czadeckiem, dopływ Wagu.
3) Może Barwałd w pow. wadowickim.
4) Kęty, miasteczko w pow. bialskim

76
Pod sławnyrp królewiczu Mundusa, Hurów plemię
Pod nazwiskiem Skamarów i to zDÓjnicze siemię
8. Przez sto lát panowało, Skamarów Sklawów państwo,
I rozciągli swe łupy aż do rzymskie państwo.
Aż im Longobardz: i Justynjan koniec robił
I Gepedów Torysmund resztę sobie dobił.
9. Znowu wiek cztyrnasty nam rabusia- wspomina,
Książęcia Janusza, pana Oświęcimia,
Że straciwszy stolicę z Żywcu, Wołku1) i Barwałd
Złupił At-swllz2) polską i Inwałd.
10. Aż Piotr Komorowski, hrabia na Arwy3),
1 jenerał Pieniążek z szlachtą polskiej barwy
Te fortesy dobył, rabusiów odpędził,
A w te okolice pokój znowu wrócił.
1 1. Co s: ę tyczy prostych rabusiów, zbójców i złych,
W tych to lasach wielkich nigdy było bez nich.
Tak można powiedzieć, był to zbójców gniazdo
Od początku zawsze aż do standrechtu zjazdo (?, może: zjazdu).
12. To lekarstwo było gorzkie dla górali.
Gdy bez miłosierdzie karano zbójów, widziali,
Od którego czasu pokój tu wrócony,
Iż teraz gościniec : każdy obroniony.
13. To lekarstwo opisać jes; tu mem zamiarem,
Gdyby tylko można chodzić [zjgodnie z wiarem.
Zaczęło tu rabustwo na tej i owej stronie,
Przez trzy lat to trwało, nie było obrony.
14. W roku tysiąc siedmset dziewięćdziesiąt drugim
Jakiś Jerzy Proćpak, chłop z Kameśnic u dróg',
Za małe kradzieże posłany był na Wiśnicz4)
I siedział tam w areszcie, aż mu zaczęło tęsknić.
15. Wyłamawszy kraty z Wiśnicz, ten uciekał
I przyszedł do ojczyzny. Tu dopiero widział,
Że riema ratunku, gdy głowę ma goloną,
A z kryminału rekwirowany5) nie mógł mieszkać z żoną.
16. Każdy go poznawał, więc szukał pustyni.
Tam znalazł, co szukał: kamradów złodziejnych.
') Wołek, nieistniejący już gród przy Czańcu w pow. bialskim, był
znaném gniazdem * rozjójniczem.
2) Oświęcim.
3) Orawa.
4) Znane więzienie w dziejach zbójnictwa.
5) Poszukiwany

77
Zastał najprzód Chowaniaka, który zrzucił gwery
I uciekał z regimentu, stał się dezerterem.
17- Ten to znowu miał kamratów Bulkę i Smyraka,
Także dezertery jawr.:, i Jarco, brat Proćpaka.
Złączyło się więc to bractwo i najścisie przysięgi
Przysięgało na śmierć wierność, zbójeczne potęgi.
18. Chytry Proćpak był obrany na ich kapitana,
Który wszelkie plany robił, odważniejszy i śmiały.
Pierwej słychać o raubszycach, o częstych kradzieży,
Potem mowa o rabustwach na gościńcu św eżych.
19. Już się skargi o publiczne niebezpieczeństwo zmnożą
I wędrownym, jak karetom i furmanom grożą.
Nieszczęść i wyrąbowanie słychać raz w raz więcej, '
Aże zwl erchność czatowania stawia na gościńcu.
20. Wkrótce potem wieść rozeszła o Proćpaku zbóju,
Gdy na wiosnę trzech Węgrzynów handlujących w stroju
Nad Kasperkiem, na gościńcu, we dnie pięć napadli,
Im towary i pieniądze, co mieli ukradli"
21. A niedcsyć na kradzieży, już przyszło do mordy,
Bo gdy jeden wołał: „Bracia; brońmy się tej hordy“,
Proćpak zaraz pis roletą tego trupem położył
I drugim dwom, "ośi mruczą l), z tern samym pogroził.
22. Co widząc ci przelękHon’ wszystko im oddali,
Aby tylko życie swoje tak uratowali.
Ci słyszawszy Proćpaka wołać, imię miarkowali,
A gdy potem zluzowani, imię to wyda]; 23. Teraz mowa wszędzie o Proćpaka zbójstwo,
A strach dodał więc a więcej tego to szelmostwo.
Też nie dali długo czekać, ani tydnia przeszło,
Coby nowe zbrodnie, rabustwo nie było słyszno.

24. Całe lato słychać było tu i ówdzie w krajach,
W Śląsku, w Polsce i po Orawie, w Węgrach,
A na halach i szałasach owce i barany,
Krowę, cielę, syr i masłc jawnie sobie brali.
25. W zimie nawet nie siedziel", na polu nic nie było,
Napadli domów i komórki, i im nie chybiło.
Ze kryjomo sobie żywność i pieniędzy kradli,
A do nadstawione sidła uchodząc nie woadli.
26. Coraz śmielsi śli do karczmy, pili i hulali,
Pieniądz mieli, biesiadali i chłopom też pić dali.*)
*) Tak poprawiam: mroczą w rękopisie.

78
Przez to sobie przyjaciół i spólników zyskowali,
'"am z babami i dziwkami w zbytkach się kochali.
27. Zwierchność Wieprza o tern słysząc, trzymała tam szpiegów,
Aby kiedyś w takim razie aresztować tych biegów.
Oberleśny miał zaletę *) gajnych mieć w pogotowiu,
, A gdy słyszy onych, gdzie są, l chwycić w połowiu.
28. Raz w niedzieli temu wieści tajemnie donieśli,
Ze ów Proćpak z dwiema zbójów w Rajczy się mieści.
Prędko w nocy leśny znak dał gajnym i leśniczym
I się śpieszył obstąpić karczmę rajczańską.
29. Rozstawił on swoje ludzie i sie mu udało,
Ze trzech zbójów miał zamkniętych. Już się myślało,
Z.e pewnie ich ma chyconych i w potężnej mocy,
Gdy Proćpak się spostrzegł, świce zgasił, a tej ciemnej nocy
30. Braciom każał ognia dawać, bronić się na życie.
Najśmielszego sam zastrzylał. Wrzawa, zgiełk i bicie
Karczma pełna ludzi była, gajni nie mogli strzylać,
Aby nie niewinnych zabić, którym kazano uchylać2).
31. Sześciu jeszcze plejzyrował zbój z spólnikami
1 z tym ludem uchylącym, uskoczył z [zjbójami.
Karczmę próżną już dobyli, baby, dzieci, dziwki,
Tylko co nie uciekali, w złości podchwyciwszy.
32. Zastrzylani, plezerowani gajni i połowcy
Strachu więcej narobili, przyszli do Milówki.
Chłopi zbójców pochwalili, wszystko im donieśli,
A przystali ku rabusiom więcej jak dwadzieści.
33. Zamiast rabus ów ułapać, łotry się mnożyli,
Nawet oberleśniczemu z pomstą śmierć grozili.
Od tego czasu bojaźń wielka zabitym być za darmo.
Nie wychodzili zbrojni chłopi, gdy wołano larmo3).
34. Był Łukcmski wtenczas sędziem na Wieprzu grofowskim4'
Temu także odgrozili, że nawidzą i zabiją owszem ;
Gdy nie w domu, to na drodze na niego się stroją,
Co też wiarygodno, i strwożyło, gdy się wszyscy boją.
35. A Łukomski, mąż odważny, używał wszelkie środki,
Aby chytrze mógł ich dostać, do swego pośrodku.
Płacał szpiegów, kupował prochu, kuli, śrót, ołowiu
I nakazał, gdzie ich widzą, strzylać jak [w]połowiii.
J) Polecenie, zalecenie
2) Usunąć się.
3 Na alarm.
4) Wieprz należał wówczas do hr Wielopolskich.

79
36. Ciągło się to długie czasy, a nic nie- skórano.
Do cyrkułu dawno‘już była wiadomość podana.
Temczas nocne wyrabunki, mordy i zabójstwa
Wszędzie prędzej się mnożyli, żadne bezpieczeństwo.
37. Gościniec tak nie był pewny, poczta i podróżni
Kilka razy zrabowani, tylko z asystą jechać można.
Jabłunkowa1) i też Czacza, Wisła i Jeleśnia,
Siemień, Łękawic, Skawica, Kalwarj[a] był nieszczęsny.
38. Nowy Targ i Siary Sandec, Polhora tamtej strony,
Prosiły skarżąc o pomocyj bezpieczy i obrony,
Aż nareszcie ostatni środek zwierchność używali
I kryminalny urząd z Wiśnicz standrecht deklarowali.
39. Standrecht jest straszliwy środek ukarania,
Bo tedy kogo złapią, tam zaraz obwieszania.
Krótko inkwrując proces wnet skończony,
Tylko: kto? czym jesteś? — zbójcą ogłoszony.
40. Przy wojsku praktowany2), gdy się zbrodni mnożą,
Rabusi, co się włóczą, nachciglery zgrozą (?),
Szpiegi uciekający, co pożyczyli gwery,
Minąwszy wojsk[ow]ą służbę, jawne dezertery.
41. Gdy standrecht ogłoszony, każdemu jfest wir domie,
A łapią jakiego, nie bywa puszczony pod domy;
Zaraz pierwsze drzewo albo słup przy płocie
Jest mu szybiemcą na strach tej złej rocie
42. Więc w roku tysięcznym siedmsetnym piątym
Nad dziewięćdziesiąt w Iecie z ambony i pokątnym
Ludziom w tym tu kraju standrech[t] wybębnili
I księdza, co to znaczy, lud informowali,
43. Zjechał komisarz tedy do kanclarji w Wieprzu,
A zbójników dybali ; niemało im dał pieprzu.
A to ciągli wojsko, trzysta na tę stronę,
Gajnych i zwierchności, ludziom na obronę.
44. Rozłożono wojsko wszędzie w każdej chacie,
Co musiało ruszać, szukać, nastąpić zbójców ślady.
Szpiegów rozesłano, aby wyjawili,
Ale wszysko darmo, zbójcy się dobrze skryli.
45. Bo mieli pomocników, spólników mieli wiele,
Którzy im znać daii, kiedy co słyszeli.
Tak przez dwa miesięcy żadnego mogli złapać,
A przecie, jako na złość, nie przestali drapać.*)
*) Jabłonków ną Śląsku, cieszyńskim ; Łękawica w pow. żywieckim ;
Stary Sącz.
z) Praktykowany.

80
46. Nawet wśród żołnirzów rabustwa czynili,
Tak iż sama zwerchność temu się dziwili;
Dobrze zrozumieli, że kryjówkę mają,
Ale ich nie zdradzą, kiecy ich dybają.
47. Pięciu iT-icn znane: Pročpak, Smyrak, Jarco,
Bulko i Chowaniak, znany dobrze bardzo ;
Tych krewnych i nano, aby się przyznali,
Gdzie się zbóje kryją, aby ich wydali.
48. Ale rie pomogło, gdy sami nic wiedzieli,
Bo się zbóje dawno cd nich odstronili ;
'żywa no chłostę, rózgi i kajdany ;
Na nic się przydało, nic nie wiedzieli taany.
49. Tak też był zajęty ') Proćpakowy ojciec.
Matka, żona, dzieci, nawet krewni obcy
Siedzieli na Milówce, co dzień rózg dostali,
Aby się przyznali, zbójców wydawali.
5 -.

ubo. nie wiedaieli, przecie z tego przyszło,
Ze zbćrnów mieszkanie przez to na jaw wyszło.
Trafunkiem So.tyska, kubita z Kameśnicy,
Była za kmotrzynią do chrztu tam w Milówce.

51. Prawie wtenczas bili ojca Proćpakiego.
'szyscy ubolewali starca sędziwego.
Po chrztu powracając o tem mówiono,
A tej Sołtyskowej mało co dodsno,
52. Acz trochu podchmielona, te tylko ciche słowy
U siebie sam gadaia, raczej nic nie mówię;
Usłyszał to kmotr przecie, myślał co to znaczy,
Oddawszy dz;c'ę, zabawił trochu tam przy matce.
53. W głowie to mu było, kto wi, czyli nie kryje
Ta Sołtyska, znana; że bez męża żyje,
Owego hultaja. Posżedł jeszcze w nocy
Donieść to podejrzenie należytej mocy.
54. Komisarz rie zmicszkając żadnej błyskawicy,
Zaraz hurm wyprawił tam do Kameśnicy.
W ciemnej nocy z uiżnej szturmem podskoczyli
Chałupę tej Sołtyski i dobrze obstąpili.
55. Żołnierze pchają: „Otwiraf, zrodzie (?)“ — wołali.
SołtysKa pyta, co chcą ; ci jej drzwi wywalili.
Jedni do komórki, gdzie ;ej dziwka spała,
Drudzy tę sztubę*
2) gdz;e sama mieszkała.
') Wzięty do więzienia.
2) Izbę.

81
56. Dziwka z łóżka skocząc, zlękmona drżała chwili.
Gdy nic nie mogli znaleść, już odchodzić chcieli.
Ściga jeszcze gajny tam w komorze po drzwi.
Sam, jak wyznał, tylko czując spyrki po niej.
57. Zamiast spyrek imał łeb dużo kudłaty.
Otóż wrzeszczał: „Mam co! Podźcie, deicre prędko światło!“
Zaraz przyskoczywszy każdy za kołtona
Chyci, włóczy, ciągn;^ tej głowy patrona.
58. A to był ów P/oćpak, który z dziewką ligał,
U starej gospodyni wymówiony bywał.
Zaraz wyszukano, czyli gweru nie miał;
Znaleźl' krucicę, którą z strachu zapomniał.
59. Fuzja na piwnicy, dubeltówka nelta (?),
Do tego znaleźli dwa dobre pistolety.
Zaraz zbójca wiązane, kuty do kajdany,
Porwozy na szyje i asystentów dano.
60. Powiązali Sołtysiczkę, babę niecnotliwą,
Także jej towarzyszkę Hankę nieszczęśliwą.
Woza tedy śtyry końmi brali sprzęganego,
Nasiadali straż i zbójca, na porwozach trzymanego.
61. A piechota otoczyła woza z nabitemi,
I tak zamknięty, pośli pieszo, fuzjami,
Aż tam do Milówki przyśli, przed domem stanęli
Oberleśniczego ; tam zleść nakazane mieli.
*

*
*

62. Był to dzień 26 miesiąca listopada
W roku pańskim 179 piątym
0 godzinie w pół dwunastej przed połową nocy,
Gdy go złapali gajny i wojsko za rozkazów mocy.
63. Zaraz goniec odesłany do wieprzskiego dworu,
Gdzie siedziała wielka rada, komisarz cyrkularny
1 sędziowie kryminalni, trudnując sic z tą sprawą;
Radością wysłuchali tę szczęśliwą zdarzą,
64. Ze Proćpaka już chwycT, wiedą do Milówki,
Otoczonego z żołnirzem i gajnymi z dubeltówki.
Choć deszcz irestał i nic nie widzieć było,
Kazali zaraz zaprzęgać i w nocy przybyli.
65. Sterema końmi z Kameśnicy na wozie przykutego
Wieźli zbójca do Milówki, nader tu smutnego.
Komandyrujący oficyr i komisarz za nim jechali,
Zgraja wojsk i gajnych liczba otocząc piechotali.
Lud. T. XXVI1L

6

82
66. Wieść się rozścierzyła jako błyskawica.
Mnóstwo ludu się schodziło na to widowisko;
Państwa, księży zbliska i z daleka
Tego dnia się zgromadziło patrzyć na człowieka.
67. Gdy go z porwozów wydobyli, zleść mu kazali;
Stanął na placu przed domem pańskim, patrzał dosyć śmiały;
Gdy komisja się zbliżyła, pokłonił się nisko.
Każdy go og^daiąc, przystąpił mu blisko.

68. Pytany o kamratach zaraz, nic nie odpowiadał.
Nakazano mu rózg dawać, aby się przyznawał.
Tu otworzył gębę Proćpak : „Nie każcie bić, panowie,
Gdy godzina mi już przyszła, szczerą prawdę powiem“.
69. Brali tedy go osobno i odpov/iedzi jego
Pisali do protokołu tego dnia całego.
Strój jego był następujący: kapelusz wstęgą obszyty,
Kaftan był niebieskiej farby, czerwono podszyty.
70. Spodnie tej samej farby, sznurkiem obszywany,
I kerpce miał, jak zwykł, góralskie, brunat[n]o skórzane.
Koszula cienka, biała z gorsami
I u ręKawów z pięknemi mankietami,
Pod szyją spinka mosiężna spinaną.
Odpowiedzi Proćpaka podane do protokołu.

71. „Jerzy Proćpak noszę mic na sobie katolika,
Lubo czyny moje gorsze jako heretyka.
Rodem jestem z Kameśnicy, mając dzieci i żonę,
Chałupę z rolą, licząc lata pół dwadzieścia i ośm.
72. Już w młodości mi na uciechy i tańce brakowało;
Patrzałem złapać, gdzie co mogłem, aby muzyka brzmiała.
Tak porwałem raz i cielca w gajach nam samsiedzkich,
Zabdem i przedawałem karczmarzom dal odległym
73. Na j£w wyszło -i mi przyszło na Wiśnicz chodzić,
Gdzie przyjęły pięćdzieście kije, mnie musieli chłodzić.
Włosy mi tam obcinane; w areszt oddanym siedział,
Aż mi się przykrzyło zawsze dotąd ruchliwemu.
74. Wyłamawszy żelazne sztaby, przed oknem uskoczyłem
I uciekawszy w lasach, borach, do dom się wróciłem.
Tu sztafety za mną przyszły ; je. z goloną głową
Pokazać się między ludem żadnym miarem mogłem.
75. W nocy tylko nawiedziełem żonę potajemnie,
W dnie w górach, w lasach chodziłem, mamiąc czas daremnie.
Trafiłem na Chowaniaka dezertera z wojska,
Spobraciłem się z nim i przysiągłem nawet do zabójstwa.

83
76. Miał on braci już znajomych : Smyraka, Jarca i Bulkę,
Było nas więc pięciu chłopów odważnych na wszech spółki.
Więc gdy wszyscy w niedostatku od świata skryć się musieli,
Najwprzód szwarcowaniem 1) tabaki chleb zarobić chcieli.
77. Gdy nam strożnicy obstąpili w nocy na Sopotni,
Bronić się nam przyszło mężnie, jako w dzień robotni,
Żołnirzaśmy za^trzylali i strożnika jednego,
By na pół zabity, skaliczono trzeciego.
78. Zbrodnia ta i już zabójstwo tem [ś]ciślej skryć kazało.
Co tedy czynić ? Już w Rajcze na drodze czatowali
Najprzód Węgrzynów handlujących trzech napadliśmy,
A kiedy jeden s’ę chciał bronić, w łeb mu kulę dałem.
79. Frzez lato dobrze nam to było; kiedy nie sarna, to bacon;
Znowu hala, mleko, syr i masła; żyd dość wódki dawał.
To życie nam się podobało i większą odwagę dodało,
Aż się wrócić niepodobna, już zbrodnia przewyszało.
80. Ale w zimie w lasach bywać rzeczą niepodobną.
Każdy szukał skryte miejsce, gdzie się mu podoba.
Ja znalazłem przyjaciółkę, Barbarę Sołtyskę,
W Kameśnicy chałupniczkę, hali uczestniczką.
81. Pięćdziesiąt trzy dałem dukaty, aby mnie chowała
I u siebie, jako męża mieszkającego precz, wyzimowała.
Od tej Sołtyski, choć jej brata zastrzeliłem.
Przecie chowany i kochany b, riem.
Kiedy na pogrzebie brata płakała i mdlała.
Mnie jednak u siebie wtenczas w tornicy (?) chowała
82. Przez trzy lata dobrze poszło, życie było wesołe,
Aż nareszcie wszędzie wrzawa, sprawiło mozole (?)
(może : mozoły)
Ostatnie lato niespokojne; gajni i żołnirzy
Czatowali i szukali zbójców i rabirzy.
83. Z nas miał każdy swe kochanki, dziwki i kubity,
Które nam prędko doniesły, kiedy szukać wyśli.
Każdy miał swą jamę w skałach albo puste drzewo,
Gdzie się schował bardzo dobrze, że go nie znaleziono.
84. Ale gdy już zima przyszła, nie można tam nocować.
Znowu każdy szukał miejsce, gdzieby przezimować.
Tu nieszczęsna ta Sołtyskę plotką pochop dała,
Że mnie u niej szukali i koniec mi bezmała .
85. Już złapany Proćpak złości przepełniwszy miarę,
Wyznaje się bicia bojąc, dobrowolnie i do wiary,*)
*) Przemytnictwem.

6*

84
, sześćdziesiąt śtyry razy rabunków uczyni'1'
I trzynaście ludzi zabił, czasem i skaliczył.
86. Potem wyznawał swych wspó ników imion i przezwiska,
W której wiosce lub chałupie bywa i przemieszka,
Gdzie był, a z kim rabował i wiele stąd zyskali,
Jak się oni rozdzielili, wiele z nich dostali.
87. Przy sobie jeszcze miał dukaty śtyry i pięćdzieści,
Które oddał jako cudze urzędowi jeszcze.
Teraz z tego był chwalony, każdy go nawiedzi,
Ze szczyrą prawdę on powiadał, gdyby na spowiedzi.
88. C dy tedy z inkwizyta o tyle zbójcach wiadomioni byli,
Sędzia i komisarz prędko dali (= dalej) do Wiśnicz wyznaczyli,
Prosząc o pomocy. Na co dnia drugiego stycznia
Zjechał tu do Żywca cały rząd kryminalny.
89. Bo węcej ja[k] stopięćdziesi ąt współbratów winowajców,
Protektorów i fawentów już siedziało w hajsów(?).
Tych wszystkich było trza wysłuchać, aby sprawiedliwie
óżnić mniej od więcej winnych i sądzić prawdziwie
90. Ten sąd standrechtyczny rzadko praktykowany
Tu z Żywca tam do Wieprzu i Milówkę przeniesiony.
Od drugiego stycznia aż dc trzynastego
W dnie i w nocy pisowali, aż dn’£. tego 200 wysłuchali.
91

Kurjerowie rozchodzili jeżdżąc i w karetach,
Pieszo biegunowie latali do zwierchność i [w] wedetach,
Aby łapać i sprowadzić na plac obwinionych,
Pod własnym odpowiedzialnością, słusznie oskarżonych.

92. Zjechał syndyk z Kęt i z Cieszyn i z miasta Biały,
Wzywani na pomoc byli od urzędu kryminalny.
Pozwany także kat wiśnicki pensjonowany,
Przyjechali także katy z Bielska i Cieszyny.
h ość porządnie byli kaci w fraki ubrani,
Zegarkami opatrzeni, czysto spucowani.
93. Pierwszy standrecht ogłoszony na dzień czternasty zrana.
r ar* hrab a z komisarzem i sędziami razem
Pojechali do Milówki. Wojsko i gajnych razem
Oberlieutnant Chotting komandyrował eskorte.
94. Sprowadzili całą zgraję inkwizytów kutych
Do Kameśnic, miejsca złoczyńczego, sutych;
Trzy szubienicy w kwadrat złożone stały.
Pod górą lud się zeszedł na podziw niemały.
95. Dekret był im przeczytany o godzinie ósmej,
Ze pierwszy Adam Pilch z Lachowic oswe (?),

85
Drugi Kulik Janek z Ustroń rodem zginie.
Trzeci będzie Janek Gomol z Wisłej rodziny,
Czwarty Hajdis Maciej tej samej wsi wieszony.
96.

V że ci cztyrzy rabusi, zbójcy, szybienic ofiary,
Byli ewanjelickiej, protestanckiej wiary,
Do Biały pastorów: c tem znawać dano,
Zęby tychże podług wiary wydysponowano.

97. Przyjechawszy smutny pastor, o owieczki baczny,
Mąż był wszystkich pochwał godzien, rozumny i zacny,
A z temi penitentami, ile się mógł bawił,
Podług swej nauki znanej na wieczność wyprawił,
98. A co przenikały serca, afekt zbudzają słowa
obrane o wieczności i Jezusie piękna mowa;
Ludzi skruszył obstających tak iż się płakaii
I pierwszy grzech i wstęp do zbrodni się lękali.
99. Oberlieutnant Chotting woła, karre się obróci,
Marsz nakaże, zwolna bliżąc do szybier cy rzuci.
Pan hrabia i pan kapitan zewnątrz karre dalej
Wedle obuch boków będąc, na koniach jechali.
100. Zaś na miejscu sędzia delegowany,
Od niego znowu kryminalny dekret przeczytany.
Przystępował kat cieszyński, obwiesił Pilcha i drug ego,
Kat wiśnick[i] trzeciego i bilski czwartego.
101. To to był ten pierwszy standrech[t], gdzie cztyrych obwieszono ;
Innych bito, innych znowu do Wiśnicz odesłano,
Aby zmniejszyć liczbę inkwiżytćw więcej za niewinnych,
świadków wypuszczono.
102. Reszta zbójów tam [w] areszcie wieprzskim siedziało
I inkwizycji kryminalnej jeszcze doczekało,
* ż znowu na sieomnastsgo standrech[t] ogłoszono
I dnia ośmnastego egzekucja trzymana.
103. Pierwej niźli to opiszę, co nä drugim standrecht się stało,
Trzeba przer, ę tu opisać, co się stało, gdy Proćpaka' łapano.
Jak złapano Proćpaka, kompanja cała
Arcyzbójców strwożona w lasy uciekała.
104. Ale przecież tak zuchwała, tak i śmiała była,
Ze spotkawszy się na drodze każdego rozbiła.
Trudno wierzyć, aie prawda ; tak ich złość oślepiła,
Iż wzgardzący Proćpakowi pewniejszych się sądzili.
105. Smyrak był denuncjowany, że z dziwką na hali.
Wojsko poszło i z gajnemi, aby go chwytali.
Smyrak widząc wczas żołnirzy, strzelił do żołnirza,
Ale chybił i żołnirz skoczy, przebić chciał mordercę.

86



106. Tu przyskoczy dziwka z drągiem i na bajnet bije,
Ze się przeląkł wojak stary
bajnet rozpęka.
Uskoczył Smyrak i dz wka ; kuli za nirr latali,
Gajni i gonili, a przecież uciekali.
107. Aż dopiero cały okrąg lasu opasany
I, jak na wilka, polowanie z chłopami czyniono.
Wtenczas skrył się w drzewo puste, ale znaleziony,
W kajdanach i też w porwozach do Wieprz odprowadzony.
108. Ale ledwie z wozu stąpił i porwóz z szyi, brano,
Uderzy? rękami wartę i w ucieczkę dalej.
Ludzi za mm, jak [za] zającem, aż go na polu chwytano
I nazad do Wieprz do areszt oddano.
C9

A co osobliwsza w rzeczy, własny stry[j] go chwycił,
Bo lubo młody i też silny, zmordowany z strachu
Smyrak zgoniony oddechu nie zyścił.

110. Potem gdy ten Smyrak w nocy był konstytuowany,
Aby dał do protokołu zbrodni swe i był pytany,
Ciągła się ta i nkwizycja a[ż] po północy, a wachtarzy x) wyśli ;
Uważając ten złoczyńca okoliczność, myśli.
111. Stojąc blisko sędziowi, pociągał kajdany
I ogląda, się na wszystkie strony ; aż piszący postrzegł,
Ze jest bez obrony.
112. Już zbój z kajdanami na niego zamierzył
1 szczęściem tylko cofającego śmiertelnie nie uderzył ;
Bo dezerter ten dobrze wiedząc, że do rejmentu odesłany
I tam już jedno, czy mniej, czy więcej będzie zawołany.
113. Taka złość tego Smyraka. Miałby zysk sowity
Owże sędzia, gdyby od dezertera szelmy był zabity.
Bo ktoby zabitemu nadgrodził tę stratę?
A zbójca gorszą nie miałby zapłatę.
1 14. Przyznał nareszcie, co narobił złego,
kczono pięćdzieście dziewięć rabunków jego
Z mordami sześciu, z których miał pieniędzy
Dwieście cztyrydzieści ryńskich schowane p[ieni]ędzy
Za piecem w chałupie.
1 1 5. Czwartego dnia przyszła Hanka, dziwka tej Sołtyski,
U której Pročpak był. łapany, na którą mieli spiski"*2),
Ze zbójów była wydała. Ta do aresztu była wpuszczona
Z drugą jeszcze babą, aby z nimi rozmawiać się miała.
*) Strażnicy.
2) Donosy.

1 16. Przystąpił Smyrak z jednej, Pročpak z drugiej stro.iy,
Oba na ękach muiąc łańcuch i kajdany;
Razem oba łańcuchy jej o szyje rzucili,
Ą byliby ją na śmierć byli zadusili.
117. Już piany toczyła, już wszystka zczerniała,
A zbóje jej mówią: „Tyś poczc.wa Hanka,
Serdecznie cię ściskamy, tyś nasza kochanka“.
Aż warta spostrzegła i ją ratowała.
1 18. Myślała pierw, że żarty widziała ; już umarłą
Z gwałtem ją z rąk zbćjecznych wyrwali.
Z tych dwóch przypadków łatwo pomiarkować można,
Jak śmiała dezertera zła dusza, bezbożna.
1 19. Inni zbójcy Chowaniak z Skawicy i Bulka z Rycyrki,
Jarco znowu z Kameśnicy z kompanji kilko,
We dnie Węgrów obstąpili i dwa tysięcy odbili tylko;
A teraz r.:e wiedzieli, na którą się udać stronę.
120. Nikt ich nie chc.ał przyjąć do swojej chałupy ;
Nie wiedzieli, gd.ńe skryć ostatnie rabunków łupy.
Słyszeli, co z Proćpakiem i Smyrakiem się stało.
Chowaniak ukrywał się około Skawicy.
I

_ iika i Jarco, choć nie miel dzieci ani żony,
Ułożyli przezimować przecie w tej tu strony.
Bo góral, gdzie się rodził, nie wyjdzie1) z tej dziury,
Choć szubienicy chce, przecie patrzy góry.

122. Na polanę przyśli Jurasza Michała,
-tórą naówczasie Barbara utrzymała,
Rozumiejąc, że im też tę łaskę uczyni
Co Proćpakowi niegdyż szelma gospodyni.
123. Prosili go usilnie, ażeby ich przecie
Przyjął na zimowisko, a ich miał w sekrecie ;
Pięćdzieście mu dukatów za to obiecał’
1 za swe pieniądze jeść kupować chcieli.
124. Przyjął ich Jurasz chętnie, gdy do niego przyśli,
Sekret im przyrzeka, acz co inszego myśli;
Usługuje im ochotnie, daje co jeść może,
A kilka dni u siebie trzyma ich w komorze.
125. Nareszcie mow.: „Bracia, wiecie co? Mi trzeba
Kupić, bo już nie mam bułki, ani chleba“.
2 ochotą oni zhó’ e na to wnet przystali,
Ażeby zapas kupił; pieniędze mu dali.
’26. Więc im mówi Jurasz: „Bądźcież tu w chałupie,
A -ja się śpieszam i wrócę, jak tylko co kupię ;
1) W rękopisie: wędzie, może gwarowe: wyńdzie.

88
Niech wam nie będzie tęskno, eżeli coś zabawię“.
A myślał już u siebie- „Ja wam bankiet sprawię!"
127. On śpiechał do Milówki, gdzie sąd się już znajdował
I o aresztantach w areszcie się informował.
Wtenczas przed komisją Jurasz Michał staje,
Ze są u niego Bulko i Jarco znać im daje.
128. Opowi, kiedy przyśli, co robią i co wiedział,
Ví iernie to komisji wszystko odpowiedział.
„Dobrześ robił, człeku, baidzo dobrze wcale,
Ze donosisz zbó-ców tajemne skrycie, Michale.
129. „A za to masz i tagliją1) urzędownie wyznaczoną,
Przez wyszą komisją zaraz wypłaconą“.
Zaraz dysponowano, aby wojsk[o] i gajni
Pośli za Michałem i złapali tajnych.
130.

omenda poszła bez zabawy za tem chłopem
Na polanę Barbaryczną nazwaną Przysłopem ;
Obstąpił: tę chałupę naokoło w zborze.
Postrzeg[ł]szy zbóje, kręć: ć chcieli jak w soli piskorze.

131. Bulka mówi: „Otóż, bracie, oknem uciekajmy".
Jarco powi: „Stójmy, bracie, brońmy się, strzylajmy".
I choć oba byli zbójcy arcywywołani,
Tu niecnotom przecież drżeli żyłki pod kolany.
132.

A lubo dwie fuzje i śtyry pistolet mieli,
Ich używać w takim razie przecie me wiedzieli ;

A gd; ryknął wojak stary: „Zaraz tu otwieraj,
Inaczej wyłamać będziem, a członki twoje zbieraj",
erzyli z kolbą o drzw; i nagle się otworzyły;
A zbójmcy z fuzją w rękach nie zdaleka stanęli.
Odwaga, śmiałość, męstwo serca im wnet odpadła,
Gdy widzieli tyle gwerów celujących na to stadło.
134. Przyskoczywszy gajni zaraz chytać za kołtony,
Drudzy prędko z pqrwozami związali tych patronów,
A prędko chodząc z tej polany do Milówki przybyli,
„Już jest po nas !“
sobie myślili, a sie nie przeciwili.
135. Na inkwizycji też bez bicia chętnie przyznawali,
Co zbroili, kogo bili i gdzre co zrabowali.
Sam Bulka przyznał się dc 95 rabunków
W drcgpch, w lasach i komórkach i takich sprawunków.
136. Jarce przyznał, że rabował sześćdziesiąt cztyrych ludzi
I dość weseli w odpowiedziach, często śmichu w[z]budzi.
aglohn, tutaj w znaczeniu nagrody.

89
U Bulka znaleźli jeszcze uwieście pięćdziesiąt w złocie,
A u Jarca cztyrysta trzydzieści ryńskich schowanych w błocie.
137. Niezliczone były fanty, co ludziom ukradli,
W lesie, w jamie zachowane, które na jaw padły;
Resztę już po różnych miejscach spólnicy przedali,
A część jednę lilubionom dziwkom rozdawali.
138. Ogłoszono, aby wszyscy, którzy szkodę mieli,
Przyśli sobie do Milówki i rzeczy obierali
Cały majątek owych zbójców, jak miarkują insi,
Wynosiło dwa tysięcy lub więcej może ryńskich
139. Dwa tysięcy i sto ryńskich ekspensa zwierchność datuj ;
I na stratę wiele poszło, co ta nie rachuje.
A tych dwóch dezerterów wisżać się nie godzi,
Bo ch odesłać z species factum do rejment przychodzi.

*

*

*

140. Teraz dalej drugi s'-andrecht jak się odprawiło,
Słuchaj, przyjacielu! Siedmnasty stycznia było,
Gdy sędziowie, jak w kolegjum, wota swoje dali
I dekreta na dwudziestu cztyrych ferowali.
141. ) wyszedł jutro ośmnasty na egzekucją wyznaczony,
Którego dnia znowu zbójców sicdm obwieszono ;
Pierwszy Wojciech i Sebastjan oba Chowaniacy
Pośli razem na szybienicy, bracia nieboracy.
142. Trzeci Maciek, czwarty Błażej bracia Mazury
Do szybienicy byli wołani i ciągnioni do góry ;
Piąty był Walenty Mrowieć, szósty musiał cp eszyć
Marcin Polak z kompanji, musiał z nimi wisieć.
143. Siódmy organista Błażej Sołczeński ze Skawicy
Prowadzony był w kajdanach tam do szybienicy;
Był on. złodziej starodawny, już trzykroć w kryminale,
A teraz on był w kompanji, kiedy księdza skradli.
144. Lecz i prawdę powiedziawszy, sam ksiądz sobie winien,
Bo się z pieniądza przed babą chwalić nie powinien,
Co przyznała w kryminału ChowaniaCzka młoda,
Sekretu reszta rzeczy prawie śmiechu godna.
145. Na tej sesji także w sądzie inni zasiadali,
Sędziowie z Kęt i z Biały wota swoje dali;
Zaraz zrana o ósmej był ten dekret przeczytany,
Za jaki ekcese który rabuś był ukarany.
146. Do tego aktu byli księdza z okolic wołani,
Aby na śmierć delikwentów wydysponówali ;

90
Co się stało z każdym oswie (?) w prezencji urzęda
Standrechtego, w przytomność wojskowego rzędu.
147. Wojsko to, co tam na pierwszym standrechcie służyło,
Też i na tym swoją służbę porządnie odbyło.
Wysłuchawszy tam spowiedzi prosił Pawlusiński,
Godny prałat, ksiądz kanonik, proboszcz jeleśniański,
148. U urzędu kryminalnych sędziów o słuchanie
I uprosił za organistem łaskawe wypuszczenie ; ■
Przyłączyli ku tej prośbie niektórzy sędziowie
przemienili śmierci karę na areszt dożywotny.
149. Po południu pierwsza była aż się rzecz skończyła ;
Cztyrych przeszłych gdy odcięto, pod szybienicą zaryli.
Sześciu znowu powieszono na strach przytomnego
Ludu, który kilkanast tysięcy się schodziło
III. Stanùrecht.

150. uroćpaK jeszcze był schowany, bo go używali
Do przekonania inkwizytów, gdy się zaprzeczali ;
Każdy z nim konfrontowany przyznać zbrodnie musiał,
Gdy mu Pročpak wbrew w oczy, co ćw zbroił, wyczytał.
151. Aresztowania nie było końca, w dzień i noc trwało,
Ustawicznie wi^c a więcej zbrodnie się odkrywało,
A wszyscy ludzie w okolmy w wielkim strachu byli,
Czyli nie pozwani będą, aby o czym świadczyli.
152. Mandat po mandacie wyszedł, wszędzie rozpisany,
Aby każda zwierchność ściśle rabusiów odstawiła ;
A że gniazdo tych rabusiów było w Kameśnicy,
A drugie był w kameralnej dziedziny Skawicy,
153. Zwierchność kameralna pilna i troskliwa była,
Aby co komisja chciała, wszystko dopełniła.
Te mandata ściśle dane, nie były to żarty,
Rozkaz tejże, kto nie pilnił, poddán był pod warty.
154. Eo gdzie idzie o rzecz wielką, jak jest pokój publiczny
I pewność życia i majątku, tam rozkazy ścisły;
Który opieszałym zdawał, trzymano zbójców spólnikiem,
A wpadł w inkwizycji, iako uczestnikiem.
155. Wszystkich, którzy niegdyż kiedyż z [z]bójcami hulali,
Ci, co proch i śrót i kule im kiedy kupowali,
A co z : imi tańcowali jadali i pili,
Połapano i rózgami karali ich i bili.
156. Zołnirzy po wszystkich wioskach byli rozłożoni,
A którego opis przyszedł, zaraz pojmany ;

91
Co na inkwizycji tamtej spólnicy wyznali,
Na kogo imieniem i nazwiskiem, zaraz cytowali.
157. Sędziowie na trzech miejscach dzreń i noc pisali,
A- się, gdy nie było można wytrwać, się oblizowali *) ;
Banki*2) stały, rózgi brzmiały; „Przyznaj się“ ! — krzyczano;
Mało który był niewinny, zaraz był puszczony.
158. Taką pracą standrech[t] trzeci na dzień stycznia tego
Destinatum dziewiętnasty przeczytany dekret jego.
Na hak szybienicy byli tego dnia skazani
Pierwszy Tomasz Teodor i Tomasz Tomasny,
159. Trzeci Józef Wojtasz, czwarty Joachim Pietrasin,
Piąty był ów Józef ba;czak i brat jego Wawrzyn,
A gdy już na szybienicy tam wisiało tyle,
Siódmego też obwiesili to Wojciecha Hylę.
160. Taka sprawa surowość: ludncść wskroś przenikła;
Jedni, prawda, to chwalili, drudzy ubolewali ;
Każdy zdrętw ał od bojaźń, wyrzeka się złości,
Osobliwie gdy zrozumiał, że jeszcze z tym niedośc?
IV. Standrecht.

161. Temczasem ci sędziowie w pracy nie ustali,
Wciąż w robocie wysłuchali, protokół pisali.
Znów złożony standrecht czwarty stycznia dwudziestego,
Sądy sesją odprawiły dnia dwudziest drugiego
162. Tu te wota różne padły; jedni dowodzili,
Ze ci wszyscy osądzeni wisieć tylko mieli,
Drudzy miłosierdziem ruszoni się przeciwiali:
„Czyli już, jak wróble, wszystkich będziemy wiszali?“
163. Jak daleko już rabustwo przyszło w tej tu stronije],
Dowód pisze ciekawości o kubity sprawie.
Kamniska Regr a, chłopska żona, z wsi Przyborowa,
Widziała raz u Pawła Golca sąsiada swego, Kota.
164. A namawia brata swego i Tomasza Szósta,
Ażeby gdzie zastąpiwszy odebrali grosza,
Co z bilizną handlował był, uzyskawszy kupstwem
I oszczędzał setne ryńskich, bo on nie był głupcem.
165. „Zastępujcie brat i Tomasz jemu gdzie po drodze!“
Co robili i odebrali w zonadrze pieniądz Golcu.
Do tego się też przyłączył Kuba, mąż tej żony;
Czatowali kilka dni na Golca, przygotując szpony.
*) Zmieniali się, luzowali się (ablösen).
2) Ławki.

92
166. Aż on przecie raz wyszedł za interesem w dróge.
W nocy w trzech go napadli, grosz zabrali w trwodze
Zaraz kilka dni potemu, kiedy się to stało,
Kto ci zbóje w nocy byli, wszystko się wydało.
167. Kamniskiego z żoną jego, Tomasza i brata
Do aresztu gromada brała i sądzili kata,
Bić kazali, srodze bili, po chłopsku katowali,
A Golcowi drugie tyle za szkodę oddali.
168. Ten występek także isty do komisji ciągniony,
A urtel *) byt ferowany, aby był wisżony ;
Ale że przed promulgacją standrechtu się stało,
Toż sentencja na opugnę drugich mitygowała.
169. Sesje i kary różne trzy dni przetrwały,
Aż dnia 25 stycznia przerwę sprawie dali ;
Dwudziestego więc szóstego znowu zaczynano
1 dekret na resztę zbójców był zaś przeczytane.
170. Klemens Ficek, łotr i rabuś rodem ze Skawice,
Jan Duchała z Koszarawy, trzeci z Lachowicy12)
Tomasz Pindel i nareszcie Jerzy Pročpak, główny
Herszt ich wszystkich i zabójca, karani są na porwóz.
171. Znowu co Chowaniak i inhi dezertery,
Jarco, Smyrak, Bulka, co pożyczyli (może : porzucili) gwery.
Mocno skrępowano i zakute w kajdany
Do rejmentów r.a gardło odesłani.
172. Tak w tej sprawie standrechtowej zbójców obwieszono;
Dwudziestu jeden prowadzon do szybienicy,
Czterydzieści dwa posłano na kryminał w Wiśniczy,
Tam po kije pięć codziennie, na wodzie i na chlebie
Nauczają ich ta myśleć o cnocie i niebie.
173. Takie nieszczęście, jak iskirka zaczęło się na cielcu
I skończyło w Kameśnicy na tyie wisielców ;
Jak iskirka pożar wznici, tak tu z małej złości
Okoliczności sie zgadzali do nieszczęść ilości.
174. Nie chcę imion owyjch] pisać, którzy rózgan ' cięci,
A którzy za obwinienia do Wiśnicz są wzięci,
Pierwszych było siedymdziesiąt siedm prawie spełna3),
Drugich było cztyrydzieści jeden bez omylna.
75. Cztyrzy pośli do rejmentów, tam są zastrzylani,
A dwudziestu jeden liczył Kameśnic obwieszonych;
1) Wyrok.
2) Lachowice pow. żywiecki.
3) W rękopisie : z pilna.

93
Więc w wszystkim osądzonycn sto i trzy cztyrydzieści,
A niewinnych wypuszczono więcej jak sześćdzieści.
176. Taka straszna meaycy.ia tyle też sprawiła.
Ze od tego czasu cicho ; las i droga czyś ta,
Ani słychać o rozboju u góralach, ani o rabunku;
Każdem wisi na pąrr ięfci te wielkie lamenty.

RECENZJE I SPRAWOZDANIA.
Zawistowicz—Kintojifowa Kazimiera. Zawarcie małżeń­
stwa przez kupno W polskich obrządach weselnych ze szczególnem
uwzględnieniem roli orszaku pana młodego. (Prace Komisji etnogra­
ficznej Nr. 10), Kraków 1929.
przyjemnością możemy zanotować pojawienie się nowej
pracy z zakresu studjów ludoznawczych nad zwyczajami towarzyszącemi zawarciu małżeństwa wśród ludu naszego, temat ten
bowiem nastręcza jeszcze ciągle wiele zagadnień nierozwiązanych
i pozostawia jeszcze szerokie pole dla badań naukowych, nietylko u nas, lecz również i na Zachodzie, gdzie się nim najnow­
sza nauka bardzo żywo zajmuje.
Autorka zakreśliła sobie zadanie wykrycia momentów kupna
we wszystkich aktach obrzędów weselnych *a nietylko w niektó­
rych np. w swatach, jak to robiono dotychczas, a biorąc za pod­
stawę umowę małżeńską, zastanawia się w pierwszej części swej
pracy nad zawarciem i utwierdzeniem umowy małżeńskiej, oma­
wiając swaty czyli zmówiny, podczas których zawierana jest
umowa małżeńska treści majątkowej i zaręczyny, „które są tej
umowy publicznem powtórzeniem lub utwierdzeniem“, w drugiej
zaś rozpatruje momenty wykonania tej umcwy, badając zwyczaje
odnoszące się do przekazania rózgi weselnej, ślubu kościelnego,
przewiezienia młodej do domu młodego, pokładzin. rozplecin
i postrzyżyn i wreszc-e osłonięcia i oczepin. W zakończeniu pracy
zaś zestawia jej wyniki, dochodząc do wniosku, że formy kupna
v występują w obrzędach weselnych przedewszystkiem w swatach,
gdzie przez przybicie rąk i przypijanie równoznaczne z litkupem
następuje utwierdzenie formalnej umowy małżeńskiej treści ma­
jątkowej, tudzież w obrzędach obejmujących zdawiny, których
znaczenie stara się w ciągu pracy wyjaśnić. W szczególności ,co
do rózgi weselnej, uznając tkwiący w jej oddawaniu moment
prawny, widzi w niej symbol panny młodej i jej dziewictwa,
jako symbol rzeczy przekazywanej przy kupnie, ale równocześnie
znajdując dowody istnienia drugiej rózgi, czy pręta w orszaku
pana młodego, zestawia ją z batem, jako symbolem władzy
Przechodząc kolejno ceremonję ślubu, przewiezienia młodej do
domu męża, tudzież pokładziny, zaznacza wszędzie udział w tych
aktach orszaku pana młodego i podkreśla szczególnie znaczenie

95
pokładzin, jako jednego z istotniejszych aktów zdawin. W na­
stępnym obrzędzie rozplecinach — postrzyżynach kojarzę się wedle
zapatrywania autorki dwa momenty: zmiana stanu młodej, t. j.
przejście jej ze stanu panieńskiego do stanu zamężnego, a tern
samem wyzwoliny jej z obowiązku zachowania dziewictwa i prze­
kazanie młoaej przez jej ród, rodowi młodego względnie jemu
samemu, a więc wyraźny akt zdawin z równoczesnem wyjęciem
jej z pod straży brata, jako przedstawiciela jej rodu. Końcowym
wreszcie aktem wesela i zdawin mają być osłonięcie i oczepiny
względnie włożenie młodej czaoki męża, przyczem osłonięcie
symbolizuje przejście dziewczyny ze stanu dziewcząt do stanu
mężatek, podczas gdy obrzęd „czapienia“ est symbolem przyję­
cia młodej do nowego rodu i objęcia władzy nad nią.
Autorka oparła swoje badania nietylko na materjale ludo­
znawczym polskim, ale uwzględniła porównawczo materjał ogólno
słowiański. Głownem jej źródłem w tym kierunku jest przeważnie
zestawienie obrzędów przy zawarciu małżeństwa, jaki skreślił
Piprek, Slaw ische Brautwerbungs- und Hofchzeitsgebräuche, co
jednak jak sądzę nie jest wystarczające, bo bogata literatura lu­
doznawcza narodów słowiańskich może nietylko posłużyć do
kontroli pracy owego autora, lecz również może dostarczyć pew­
nych szczegółów przez niego pominiętych.
Przytem sama konstrukcja pracy nastręcza mi pewne wąt­
pliwości, bo nie wszystkie obrzędy, które autorka omawia, świad­
czą o zawarciu małżeństwa przez kupno i mogą się godzić rów­
nie dobrze z innemi sposobami zawarcia związku małżeńskiego.
Dotyczy to zwłaszcza ślubu kościelnego, przeniesienia młodej do
domu męża i pokładzin, gdzie brak elementów kupna. Widocznie
chodziło autorce przy omawianiu tych obrzędów o zaznaczenie
w nich roli orszaku pana młodego, co ' było drugim celem jej
pracy, ale na tern straciła jej przejrzystość. Może lepiej byłoby
podzielić pracę na dwie odmienne części, pierwszą, któraby oma­
wiała wyłącznie ślady kupna w obrzędach weselnych i drugą
poświęconą roli orszaku ślubnego pana młodego.
W szczególności również uderza, że autorka nie umiała
znaleźć dla pokładzin, właściwego chronologicznie momentu. Za­
pewne myliła ją w tym kierunku ta okoliczność, że w zwycza­
jach ludowych częstokroć już po zaręczynach dozwolone są sto­
sunki płciowe pomiędzy narzeczonymi. Szkoda, że nie uwzględ­
niła pracy : Bächtold, Die Gebräuche bei Verlobung und Hoch­
zeit mit besonderer Berücksichtigung der Schweiz I. B. Strassburg
1914, gdzie ’est mowa o swatach, o podarunkach zaręczynowych
a także o stosunkach płciowych narzeczonych. O kwestję tę po­
trącił również już dawniej Stutz w pracy : Die Rechtsnatur des
Verlöbnisses 1 übingen 1900 i przypisywał fakt ów nawet pod
pewnym względem wpływom kościoła, chociaż jak mnie się wy-

96
daje, pokładźmy były niegdyś zawsze końcowym momentem ce­
remoniału ślubnego, a mogły mieć miejsce przed ślubem ko­
ścielnym wówczas, gdy związek małżeński zawarty już wedle
prawa świeckiego, poddawano sankcji kościelnej. Dla tego też
i ceremonja rozplecin i postrzyżyn musiała wyprzedzać pokładźmy.
Trafne jest stwierdzenie autorki, że dziś funkcje dostojni­
ków weselnych są identyczne i mieszają się ze sobą, ale nie wy­
daje się uzasadnionem jej zapatrywanie (str. 46) jakoby rozple­
ćmy były wyłącznie dokonywane przez orszak pana młodego.
Wszak pozostaje z tern w sprzeczności fakt, że rozplecin doko­
nywa zwykle brat rodzony narzeczonej, a autorka wcale nie udo­
wodniła, aby on także do orszaku pana młodego należał.
Mylne również według mego widzenia rzeczy jest mniema­
nie autorki, jakoby sadzanie młodej przy oczepinach na kolanach
marszałka lub drużby, można uważać za obrzęd symbolizujący
deflorację (str. 39), lub ślad dawnych praw tych dostojników do
defloracji młodej, jest to bowiem zwyczaj prawny germański za­
chowywany przy adopcji, o czem zresztą autorka wie (str. 52),
lecz widocznie żadnej do tego nie przywiązuje wagi. W ogóle
o tem prawie defloracji, chociażby tylko zastępczej, należałoby
się bardzo ostrożnie wyrażać i nie uogólniać go, bo o ileby ja­
kieś ślady podobne zachowały się w Słpwiańszczyźnie zwłaszcza
południowej, mogą one polegać na wpływach obcych lub być
wypływem szczególnej mentalności pewnego ludu. Nadto część
tych mniemanych śladów tego prawa może polegać na obow_ązku
funkcjonariuszy weselnych do czuwania nad młodą aż do prze­
nosin, albo może należe^ tylko do zakresu zwykłych żartów we­
selnych na temat, że młoda mogła być dotąd przez innych to­
warzyszy młodego pozyskaną, a obecnie ma do nie; mąż prawo
wyłączne. Pewne zastrzeżenie nasuwa również pogląd autorki
na rózgę weselną i to nie tyle co do znaczenia tego symbolu,
który najrozmaiciej tłumaczono, ile co do jego rozszczepiania się.
Rózga ta bowiem występuje w obrzędach weselnych nletylko
samoistnie, ale także w związku z wiankiem i pieczywem weselnem, jako jego ozdoba, a nadto pojawia się osobna rózga
pana młodego. Istnienie tej rózgi jest dość niezrozumiałe
a autorka domyślając się w niej przeamiotu zastępującego bat
tłumaczy ją jako symbol władzy męża, gdyż nie wychodzi ona
poza obręb orszaku pana młodego. Dlaczegóż jednak nie użyto
tu wprost bata, lecz rózgi lub pręta, który ma go wyobrażać?
Wprawdzie bat pierwotny był tylko prętem, ale rózga weselna
młodego ma także formę odmienną od pręta-bata i tu i ówdzie
występuje wśród szczególnego rodzaju ceremonjału, przynosi ją
bowiem starszy drużba trzymając u góry, a dolną jej część daje
do lewej ręk panny młodej i tak idą w około. (Żmigrodzki str.
57). Bat zaś w swej rzeczywistej postaci występuje również
w obrzędach małżeńskich, lecz po to, aby nim uderzyć pannę

97
młodą, a zdarza się także, że młoda uderza gałęzią młodego.
Zwyczaje te więc nie godzą się ze sobą i może należałcby szu­
kać dla nich jeszcze jakiegoś innego wyjaśnienia. Do zmiany do­
tychczasowych poglądów historyczno-prawnych praca autorki, jak
sądzę, nie daje powodu. Niewątpliwie myśli skreślone przez au­
torkę mogą być podnietą do dalszych badań, terri bardziej, że
sumienne jej studjum stara się o głębsze wniknięcie w istotę po­
szczególnych zwyczajów ludowych- przy zawarciu małżeństwa
i swoiste ich wyjaśnienie, co do dalszego postępu dociekań na­
ukowych przyczynić się może.
Przy sposobności omawiania powyższej pracy chciałbym
jeszcze zwrócić uwagę naszych badaczy na pewne najnowsze
publikacje prawno-historyczne odnoszące się do sprawy zawarcia
małżeństwa. Mam tu na myśli w szczególności obok rozprawy
Z a 11 i n g'e r a, Die Eheschliessung im Nibelungenlied und in
der Gudrun (Sitzungsber. Akad. d. W. in Wien Philos.-histor.
Klasse ß. 199. r. 1923), którą uwzględniłem w książce mojej
ó Zawarciu małżeństwa, jeszcze prace E. H o y e r, Die Ehen
minderen Rechts in der fränkischen Zeit. Brünn 1926, K. A u g.
Eckhardt, Beh.ager und Muntübergang zur Rechtsbücherzeit
(Zeitschr. der Savigny Stiftung für Rechtsgesch. Germ. Abt. 47,
1927 str. 174—197) tudzież Herbert Meyer, Friedelehe und
Mutterrecht (tamże str. 198—286). Prace te i w studjach ludo­
znawczych uwzględniane być winny, gdyż poruszają bardzo ważne
zagadnienia z dziedziny historji rozwoju prawa małżeńskiego.
Jedne z nich (Zallinger i Eckhardt) poddają krytyce dotychcza­
sowy pogląd naukowy, wedle którego małżeństwo germańskie
przychodziło prawnie do skutku przez dwa akty, zmówiny (Ver­
lobung) i zdawiny (Trauung) i zwiększają liczbę tych aktów
do trzech a nawet dc czterech, jużto wtrącając pomiędzy zmów’nami a uroczystością ślubną, akt wyrażenia zgody obojga oblu­
bieńców na zawarcie małżeństwa w kole krewnych (Akt im Ring),
jużto wyróżniając obok zmówin i zdawin, jako aktów odnoszą­
cych się wyłącznie do przeniesienia władzy mundium, jeszcze
ceremonję ślubu i pokładziny, które składają się dopiero na wła­
ściwy akt zawarcia małżeństwa. Inns wymienione prace zajmują
się znowu pytaniem, o ile obok małżeństwa z mundium istniały
jeszcze równocześnie inne formy małżeństwa, oparte wyłącznie
o wzajemną zgodę nupturjentów i jaki mógł być ich początek.
Zwłaszcza praca Meyera otwiera w tym kierunku nowe zagad­
nienia. Nadto wymieniam jeszcze pracę L. 1. von Apeldoorn,
Geschiedenis van het nederlandsche huwelijksrecht voor de invoering van de fransche wetgeving, Amsterdam 1925, kreślącą
rozwój prawa niderlandzkiego co do zawarcia małżeństwa aż do
wprowadzenia ustawodawstwa francuskiego w r. 1809. tudzież
rozprawy C. W. Westrup, Ueber den sogenannten Brautkauf
des Altertums (Zeitschr. f. vergl. Rechtswissenschaft. 42. 1926,
Lud. T. XXVIII.

7

98
str. 47—145) i tegoż autora Quelques observations sur les origi­
nes da mariage par „usus“ et du mariage sans „manus“ dans
l’ancien droit romain, Paris 1926.
Wyniki tych najnowszych badań zestawił i oświetlił w spo­
sób bardzo pouczający prof. K. Frölich w Hessische Blätter
für Volkskunde XXVII. 1928 w artykule : Die Eheschliessung des
deutschen Frühmittelalters im Lichte der neueren rechtsgeschichtli­
chen Forschung, Ergebnisse und Ausblicke.
IVL Abraham.

Eberhard Friedrich Bruck. Totenteil und Seelgerät im grie­
chischen Recht. (Münchner Beiträge zur Papyrusforschung und
antiken Rechtsgeschichte, hrsg. vor Leopold Wenger und Walter
Otto) München 1926. S. XXIII + 3 4.
Dzieło Brucka zadziwia wszechstronnością i głębokością
badań. Jakkolwiek jest to praca w zasadzie historyczno-prawna,
przynosi ona olbrzymie bogactwo nowych szczegółów z dzie­
dziny archeologji, oraz historji wierzeń religijnych. Mamy tu, po
raz pierwszy może tak dokładnie zestawione inwentarze zawar­
tości grobów z epoki kreteńsko-mykeńskiej, oraz późniejszych,
od VIII wieku przed Chrystusem do początków t. zw. epoki
helleńskiej.
Autorowi chodź: głównie o rozwiązanie spornego dotąd
w nauce problemu, czy „zaduszne“ (Seelgerät) pozostaje w związku
z dawnym zwyczajem wyposażania zmarłego przedmiotami, które
do niego należały za życia, a które z nim razem palono, lub
wkładano do grobu. Przedmioty te określano niezupełnie trafnie
jako część zmarłego (Totenteil, którym to terminem autor się
posługuje, jakkolwiek zasadniczo na używanie jego w nauce się
nie zgadza). W związku z kwestją wyposażenia zmarłego zasta­
nawia się autor bliżej nad pytaniem, jakie przedmioty składano
do grobu i z jakiego tytułu prawnego przypadały one zmarłemu.
Na to ostatnie pytarie szuka autor odpowiedzi w prawie wła­
sności. Łącznie z tern zagadnieniem omawia autor początki wła­
sności indywidualnej, wskazując trafnie, że własność jednostki
powstaje najpierw na tych przedmiotach, które nabywa czy to
w drodze rabunku, produkcji własnej, darowizny, zamiany, a wresz­
cie później i kupna. Tc co człowiek sam czy to zdobył, czy
wyprodukował, to towarzyszyło mu w całośc, do grobu. Z bie­
giem wieków wartość przedmiotów składanych do grobu zmniej­
sza się. W miejsce prawdziwych przedmiotów składano tylko ich
minjatury. Czy można tu, jak chce autor mówić o surogatach, po­
zostaje kwestją otwartą. Prawdopodobnie te podobizny posiadały
wedle wierzeń tę samą wartość dla zmarłego, co przedmioty ory­
ginalne. (Por. w tej mierze: P. Sartori. Ersatzmitgaben an Tote.
Archiv für Religionswissenschaft. V. str. 70 i nast.). Z końcem

99

IV w'eku przed Chr. zanika w zupełności zwyczaj wkładania
przedmiotów do grobu, przyczyn tego dopatruje się autor z jed­
nej strony w ustawodawstwie derr.okratycznem, jak z drugiej strony
w zmianie poglądów eschatologicznych.
W dalszej części zastanawia się autor, czy „zaduszne“ t. j.
zapisy na rzecz utrzymywania kultu za duszę zmarłego pozostają
w związku genetycznym z dawnem wyposażaniem zmarłego.
Odpowiedź autora wypada wbrew niektórym dotychczasowym
poglądom naukowym, zupełnie trafnie, w sensie negatywnym. Za­
pisy takie stwierdzić się dadzą już w III stuleciu przed Chr.,
a przyczyny ich powstania dopatruje się autor w dążeniu funda­
tora do zabezpieczenia sobie kultu po śmierci. Pozostaje to
w związku z rozluźnieniem więzów familijnych. Pielęgnowanie
kultu zmarłych przechodzi na odrębne stowarzyszenia, na rzecz
których dokonywuje się zapisu.
W ostatniej części swej pracy porusza autor zagadnienie
chrześcijańskiego zadusznego. W związku z tern omawia kult
zmarłych po wprowadzeniu chrześcijaństwa, poruszając szereg nie­
zmiernie ciekawych kwestyj (uczty na cześć zmarłych, urządzenie
grobowców i t. d.). Podobnie jak w świecie pogańskim pojawiają
się tu zapisy na rzecz klasztorów lub kościołów ku uczczeniu
pamięci zmarłych, oraz zbawieniu ich duszy. Jaką rclę odegrał
kościół w tworzeniu się tego rodzaju zapisu omawia autor dosyć
ogólnikowo, jakkolwiek : tu daje niezmiernie cenne i zupełnie
nowe spostrzeżenia. W ostatnim wreszcie rozdziale dorzuca autor
szereg uwag odnośnie do rozwoju zadusznego w średniowieczu.
Mogą one stanowić podstawę dla badań nad tą instytucją zarówno
wśród narodów germańskich, jak I słowiańskich.

Karol Koranyi.

Wilhelm Boudriot. Die altgermanische Religion in dar amtli­
chen Literatur des Abendlandes vom 5. bis 11. Jahrhundert. (Unter­
suchungen zur allgemeinen Religionsgeschichte, herausgegeben von
Carl Clemen. Heft 2) Bonn 1928. str. VII+ 79.
Autor stara się na podstawie źródeł, głównie kościelnych
między 5 a 1 1 stuleciem, zrekonstruować wierzenia religijne tych
szczepów germańskich, które brały udział w wędrówkach ludów,
wskazując trafnie, że późniejsza wysoka kultura religijna Germa­
nów skandynawskich różni się wybitnie od prymitywnych wie­
rzeń tych Germanów, którzy osiedlili się na terytorjum rzymskiem.
Materjał, z którego autor korzysta, jest niezmiernie bogaty. Uwzlędnia on przedewszystkiem uchwały synodów południowej Gałlji,
dalej wizy go ckje od czasu przejścia Wizygotów z arjanizmu na
kato’icyzm, wreszcie postanowienia synodów z epoki merowińskiej i karolińskiej, oraz niektórych synodów rzymskich z czasów
papieży Zacharjasza i Eugenjusza II. Ważne szczegóły wydobywa

T
i

100
autor również z listów i rozporządzeń papieży Grzegorza I, Grze­
gorza II, Grzegorza III i Zacharjasza, jak i z listów i zarządzeń
biskupów Marcina z Bracary, Bonifacego, Hinkmara z Reims,
Herarda z Tours, oraz Attona z Vercelli, jak wreszcie z niektó­
rych ustaw świeckich Childeberta, Karola W., Ludwika Pobożnego
i Karola Grubego. Najobjitszego jednakowoż rr.aterjału dostar­
czają z 'odnej strony kazania i traktaty religijne, z drugiej zaś
księgi pokutne. Co się tyczy kazań i traktatów, to jak wykazuje
autor, najważniejsze są pisma Cesariusa z Arles ( + 542), który
przez 40 lat pracował w Galji nad utwierdzeniem chrześcijaństwa.
Pisma jego wywarły przemożny wpływ na późniejszych autorów,
jak na Marcin a. z Bracara, Eligjusza z Nyon, Burcharda z Würzburga, Hrabana Maura i innych.
Praca autora dzieli się na dwie części. W pierwszej oma­
wia autor same wierzenia, w drugiej obrzędy kultu religijnego
Germanów. Przedmiotem kultu u nich były kamienie, ogień, woda
i ziemia, ciała niebieskie, przedewszystkiem księżyc, wreszcie
niektóre drzewa, rośliny i zwierzęta, które z drugiej strony służyły
do rozmaitych zabiegów magicznych. Pewne wiadomości przyno­
szą źródła o wierze w demony (skrzaty i k aboldy), parki, wilkołaki
i strzygi. O bóstwach wyższych znajduje autor w źródłach bardzo
mało wiadomości. Jedynie t. zw. „indiculus superstitionum“ z Vlil
w. podaje imiona trzech bogów germańskich w brzmieniu oryginalnem (Thunaer, Wodan, Saxnote). Inne przekazy źródłowe dają
bogom germańskim nazwy rzymskie, Donara nazywają Jowiszem,
Wotana Merkurym. Odnośnie do czci boskiej oddawanej żywym
ludziom zawierają źródła bardzo niewyraźne wiadomości, przyno­
szą natomiast bardzo liczne wzm-anki odnośnie do roli ciała
ludzkiego i jego członków w praktykach magicznych, C ile cho­
dzi o kult zmarłych, tc opierał się on w wierzeniach germań­
skich z jednej strony na przekonaniu, że śmierć nie jest końcem
doczesnego życia człowieka, że zatem zmarły żyje dalej, jak
z drugiej strony na bardzo prymitywnych pojęciach o duszy.
W części drugiej omawia autor praktyki obrzędowe mające
na celu wywarcie wpływu na moce wyższe, jak i ochronę przed
siłami nieprzychylnemi człowiekowi. Siady tych ostatnich spoty­
kamy długo jeszcze po wprowadzeniu chrześcijaństwa, a resztki
ich przetrwały wśród ludu po dziś dzień jeszcze.
Książka Boudriota, owoc rzetelnych badań, uzupełnia w zna­
komity sposób niedokończoną niestety dotąd pracę Hansa Vor­
demfelde, „Die germanische Religion in den deutschen Volks­
rechten“ (Erster Halbband : Der religiöse Glaube, Giessen 1923)’
opartą na materjałach zawartych w germańskich prawach szcze­
powych Zaznaczyć wreszcie należy, że temat poruszony przez
■ joudriota, jest już po części opracowany przez C. Zibrta, w nie-

101
znane) autorowi książce „Seznam pověr a zvýkiostí pohanských
z VIII věku (Inaiculus superstítionum et paganiarum“) Praha 1894.
Karol Koranyi.

Dr. Stefan Szuman. Wpływ bajki na psychikę dziecka. War­
szawa 1928.
Zazwyczaj nie zdajemy sobie sprawy z doniosłej roli, jaką
w rozwoju badań psychologicznych, a tem samem i pedagogicz­
nych odegrały i odgrywają w ostatnich latach etnografja
i etnologja. A przecież wyniki ich badań pchnęły psychologję
rozwojową i pedagogiczną na nowe tory — odkrywając przed
niemi dwie wielkie prawdy.
Pierwsza z nich stwierdzała kategorycznie, że umysłowość
człowieka pierwotnego a umysłowość nasza różnią się za­
sadniczo. Owocem tej zdobyczy jest wspaniała analiza umysłowości człowieka pierwotnego, zawarta w dziele: Levy-Brühla
„La mentalité primitive“. Paris 1922. Myślenie człowieka pier­
wotnego, jak stwierdza ten wybitny jego znawca, jest właściwie
uczuciem. Przeżycia intelektualne i emocjonalno-motoryczne
są u niego ściśle związane ze sobą. Pojęć, sądów, abstrakcyj ta
umysłowość nie zna. Myśleniem człowieka pierwotnego kieruje
mistycyzm treści wyobrażeń kolektywnych i prelogizm w oostaci
partycypacji mistycznej formy powiązania wyobrażeń. Z punktu
widzenia naszej logiki osądzać go nie można. Jest bowiem bez­
sensowne. Cechą jego dalszą jest w końcu t. zw. mistyczno-partycypacyjna przyczynowość.
Druga wielka prawda dotyczyła dziecka. I jego umysło­
wość jest w pewnem stadjum rozwoju zasadniczo różna od na­
szej. Dziecko bowiem z natury rzeczy musi rozwojowo przejść
przez pewne szczególnego rodzaju okresy myślenia pierwotnego,
zanim zacznie myśleć naszemi pojęciami. Dowiódł tego Piaget
w dwu pracach : „La représentation du monde chez l’enfant“
(Paris Alcan 1926) i „La causalité psychique chez l’enfant“. (Pa­
ris Alcan 1927). Na podstawie bardzo szczegółowych badań nad
wielu dziećmi Piaget ustala, że dziecko formuje sobie charakte­
rystyczny dlań obraz rzeczywistości pod wpływem magicznego
myślenia (réalisme magique), ożywiania wszelkich zjawisk
(animisme) i na tle przeświadczenia, że wiele zjawisk natury
powstało dzięki ukrytemu sprawcy, że zrobili je ludzie lub istoty
silniejsze od ludzi (artificialisme).
Z tych dwu odkryć płynął doniosły wniosek, że dziecka
nie można karmić przedwcześnie pojęciami dorosłych i że gdy
kilkanaście lat temu, pod potężnym wpływem nauk przyrodni­
czych matki opowiadały dzieciom czteroletnim, że deszcz po­
wstaje z pary, skraplającej się wskutek zimna, że grzmot jest
wyładowaniem elektryczności jtd. był to błąd nie do darowania.

102
Dzieci napewno nic z tego nie rozumiały, a wydawało im się
to wszystko bardzo nudne. Trudno — dziecko myśli inaczej, niż
my i nic mu po naszym sposobie myślenia. Jakżeż natomiast
chętnie słuchało, gdy mu się mówiło w czasie opowiadania bajki,
„że grzmi, bo Bozia uderza w chmury, że pada śnieg, bo pierze
leci z nieba“...
Wytłumaczyć to zjawisko łatwo. Bajka jako wytwór pocho­
dzący od myślącego w pierwotny sposób człowieka — dostoso­
wana jest do pierwotnego sposobu, myślenia dziecka. Mówi ję­
zykiem dlań zrozumiałym i opowiada mu zdarzenia dla dziecię­
cego umysłu ciekawe... Bajka, jak stwierdza Doc. Dr. Ch. Bühler
w dziele : „Das Märchen und die Phantasie des Kindes“ (Wien
1925), gdy chodzi o jej strukturę, w tej formie, w jakiej istnieje,
jest pod względem formy i treści dostosowaną do dziecięcej psy­
chiki... Dziecko rozumie bajkę, lecz również bajka „rozumie“
dziecko. (1. c. str. 2).
Prof. Dr. St. Szuman podkreśla w swej pracy te wszystkie
momenty i podaje nadto ciekawy materjał kazuistyczny. Zbadał bo­
wiem i utrwali! objawy wpływu bajki na wrażliwość uczuciową
czteroletniego dziecka, (a więc będącego właśnie w „wieku bajki“)
robiąc zajęcia kineme,tograficzne jego mimiki podczas opowiada­
nia różnych bajek. Zbadał nadto ich wpływ na późniejsze za­
chowanie się dziecka, studjując dłuższy czas ich następstwa.
Praca należy dn nader ciekawych i zajmujących i przeszczepia
na grunt polski — zdobycze zachodu. A dla etnografów polskich
wyłania ona wielkie zadanie : jak ua.szybszegc zinwentaryzowania
rodzimych polskich bajek, klechd, poaań i legend.
Kraków.

Jan Kuchta.

Józef Madeja. Czytanka. W Bytomiu. Śląsk Opolski 1928.
str. 114.
Poznanie odrębnej od naszej psychiki i wytworów kulturo­
wych człowieka pierwotnego i dziecka daje obecnie już w praktycznem zastosowaniu do ce’.ôw wychowawczych piękne wynuci.
Dowodem tego omawiana „Czytanka“, przeznaczona dla polskich
dzieci szkół mniejszościowych na Górnym Śląsku i w kolonjach
na obczyzn e. J. Madeja zamiłowany w swym zawodzie peda­
gog, oparłszy się na najnowszych badaniach nad rozwojem mowy
i rysunków, potrafił nawiązać zręcznie kontakt z psychiką dziecka
dzięki temu i przemówić do niego w sposób dla niego zrozumiały.
Iluslrator-artysta zaś prof. Zdzisław Sedliczka „dziecinnemi“
rysunkami, utrzymanemi w tonie swojskim i rodzimym — a opartemi na wyrazach zaczerpniętych z dziedziny sztuki ludowej dziel­
nie sekunduje mu w jego poczynaniach.
Czytanka, jak to stwierdził zresztą już pedagog tej miary,
co Decroby zasługuje dlatego na uwagę i zapewne spełni swe

103
przeznaczenie tj. spotęguje miłość .ęzyka ojczystego wśród mło­
docianych czytelników. Dla etnografa, jako oparte o rodzime
wzory, jest ona równeż czemś nowem i interesującem.

Jan Kuchta.

Świderski Bronisław. Ilustrowany opis Leszna i Ziemi Le­
szczyńskiej. Leszno 1928. Nakład księgami A. Krajewicza, str. 354.
Autor postawił sobie za zadarve przedstawić przeszłość
i teraźniejszość nietylko Leszna, ale także i całego powiatu.
Dzieje Leszna są niezmiernie ciekawe, bo miejscowość jaszcze
do r. 1919 prawie zupełnie niemiecka, dziś jest jednem z naj­
bardziej polskich miast Rzeczypospolitej.
Książka Dra Swiderskiego poucza nas w części I o historji
ziem; leszczyńskiej, w częśc; II o wartościach gospodarczych
miasta i wskazówkach dalszego rozwoju, a część III daje zajmu­
jący opis krajoznawczy ; znajdujemy tu liczne szczegóły dotyczące
gospodarki w powiecie, organizacji władz, rolnictwa, stosunków
gospodarczych, oszczędnościowych, a wreszcie i życia kultural­
nego. Autor uwzględnia także etnografię i podaje nam ciekawe
teksty podań ludowych, wśród których mamy jedno także o skar­
bach Twardowskiego. Tekst tej opowieści jest bardzo interesujący
z tego powodu, że do postaci Twardowskiego nawiązały się mo­
tywy niemieckich podań o dzikim strzelcu. Ludoznawca znajdzie
w tej książce także teksty pieśni dożynkowych, weselnych i opisy
dawnych strojów z dodaną fotografją.

A. Fischer,

Pomorska sztuka ludowa. Zeszyt I. Ceramika kaszubska.
Wyd. Prof. E. Gros. Toruń 1928. Nakładem Pomorskiego To­
warzystwa popierania przemysłu ludowego. S. 3 + 8 tabl. kolor,
d 2 fotogr.
Garncarstwo na Pomorzu było niegdyś bardzo rozwinięte,
a szczególnie w okolicach Chmielna w pow. kartuskim i w Koś­
cierzynie wyrabiano bardzo piękne garnk: Po chałupach kaszub­
skich i kościółkach dziś jeszcze można spotkać w:ele glinianych
kropielnic starannie polewanych. Współcześnie stwierdzono istnie­
nie garncarzy w Toruniu, Swieciu, Pucku, Chojnicach, Działdo­
wie, Tczewie, Tucholi, Kościerzynie, Sępolnie, Wejherowie, Chełm­
nie, Grudziądzu i Starogardzie. Właściwie jednak to garncarstwo
zanika. W miejscowościach jak Kościerzyna, Chojnice, Kerćuzy
i Chmielno, gdzie jeszcze przed pięćdziesięciu laty było po kilku
i kilkunastu garncarzy dziś ledwie parę warsztatów istnieje Prze­
mysł fabryczny zabierał rynki zbytu, a gliniane garnki ludowe
musiały ustąp’.ć miejsca trwalszym metalowym. Część garncarzy
wzięła się do zduństwa, część przystosowując Się do nowych
*

104
warunków zaczęła wyrabiać obok użytkowych gospodarskich
także naczynia czdobne.
Ceramika ta szczególnie ożywiła się w Chmielnie dzięki za­
chęcie Izydora Gulgowskiego, który zebrał piękne okazy garn­
carstwa kaszubskiego w stworzonem przez się Muzeum wiejskiem
we Wdzydzach. Dzięki tej inicjatywie Franciszek Necel w Chmiel­
nie, pochodzący ze starej rodziny garncarskiej, zaczął wyrabiać
naczynia zdobione barwnym ornamentem, jak flakony na kwiaty,
świeczniki, talerze, skarbonki, kropielniczki, czarki, dwojaki itd.
Te naczynia wykonane przez Fr. Necla, oraz przez Fr. Meissnera
w Kartuzach reprodukuje właśnie w naturalnej wielkości wydany
pierwszy zeszyt „Pomorskiej sztuki ludowej“.
Niezwykły wdzięk i pełna głębokiego artyzmu kompozycja
zdobnicza zaznacza się w wyrobach Necla. Na tle jasno-zielonem,
białem, żółtem lub czarnem wykwitają ozdoby barwne w postaci
kw Larów, wężyków, perełek i ząbków. Szczególnie częstym mo­
tywem jest kwiat fantastyczny o szerokich liściach, używanych
jeszcze przez dziadów Necla. Franciszek Meissner w Kartuzach
wyrabia przeważnie kafle i doniczki kwiatowe. Wyroby te z czer­
wonej glinki są cienkie i dobrze glazurowane o tle brunátném
lub zielonem, na którem kwiaty są malowane lub wykonane pla­
stycznie i nałożone na ściany naczynia.
Wydawnictwo Pomorskiego Towarzystwa popierania prze­
mysłu ludowego zasługuje na uznanie i należy sobie życzyć, aby
wydano także i następne zeszyty, a więc : Sprzęty ludowe na
Pomorzu, zabytki ceramiki pomorskiej, wzory tłoczni farbiarskich
i hafty ludowe. Nie ulega wątpliwości, że takie publikacje mo­
głyby się stać silną podnietą dla pracujących twórczo w dzie­
dzinie zdobnictwa i przyczyniłyby się do odrodzenia i umocnie­
nia dawnej pomorskiej sztuki ludowej.

A. Fischer.

Ks. Władysław Skierkowski. Puszcza Kurpiowska w pieśni.
Część pierwsza. Płock 1928. Wydawnictwo Tow. Na akowego
Płockiego. S. 91.
Tow. Naukowe Płockie przystąpiło do wydawania materjałów etnograficznych, które ks..Skierkowski zebrał w latach 1913—
1923 na terenie 4 parafij puszczy Kurpiowskiej (Myszyńca i Czan
pow. ostrołęckiego, Łysego, pow. kolneńskiego i Baranowa pow.
przasnyskiego). Oczywiście nie było można wydać wszystkiego
w jednym tomie, więc praca będzie wychodzić zeszytami, obec­
nie wydano pierwszy zeszyt, zawierający opis zaręczyn i wesela
na Puszczy. Na podstawie tego materjału poznajemy dokładnie
wszystkie zasadnicze momenty kurpiowskiego wesela, a więc
zajby, przygotowanie do ślubu, rozpleciay, mowę raja, od>azd do
kościoła, drogę powrotną, oczepiny i przenosiny.

105
Dalsze zeszyty wedle zapowiedzi wydawcy mają obejmo"
wać pieśni zalotne i miłosne, ballady, s:eroce, pieśni rodzinne'
komiczne, żołnierskie, pasterskie, przy żniwach i i. Jeśli ten za­
miar wydawniczy zostanie doprowadzony do pomyślnego końca,
etrografja polska pozyska materjał bardzo wartościowy. Znacze­
nie omawianego zbioru jest tern większe, że teksty zostały zapi­
sane przez ks. Skierkowskiego niezwykle starannie, a melodje
przejrzał krytycznie i do druku pod względem naukowym przy­
gotował Prof. A. Chybiński. Dzięki tej współpracy powstała pu­
blikacja istotnie bez zarzutu.
A. Fischer.

KRONIKA ETNOLOGICZNA.
Siedmdziesięciopięciolecie Prof. Ernesta Muki W roku
bieżącym obchodził 75-ą rocznicę urodzin Ernest Muka (* 1854)
obecny wódz duchowy narcdu łużyckiego. Prof. Muka pracował
przedewszystiolem nad językiem dolnołużyckrm, a słowianoznawstwo zawdzięcza mu dwa znakomite dzieła: 1) Historyczna po­
równawcza gramatyka języka dolnołużyckiego, wydana w Lipsku
1891 przez Towarzystwo naukowe ks. Jabłonowskich 2) „The­
saurus Iinguae Lusatlee inferioris Sorabicae“, wielk. słownik
dolnołużycki, który przed wojną jeszcze zaczęła wydawać Akademja petersburska, a obecnie wydała dzieło w całości Akademja czeska w Pradze. Już te dwa dzieła wystarczyły na wy­
pełnienie całego życia. Muka potrafił jednak dokonać jeszcze
wielu innych prac zasadniczych z dziedziny etnografji, zarówno
metodycznych, jak i zbierackich.
Z pomiędzy prac tych zasługuje na szczególne podkreśle­
nie „Statistika łuziskich Serbów. Wobličenje a wopisanje horrjoa delnjołuźiskeho Serbowstwa w lětach 1880— 1885 . Budziszyn
1884—6. W książce tej na podstawie własnych bardzo żmud­
nych poszukiwań określił Muka prawdziwą ilość Łużyczan, którą
niemiecka statystyka podaje dość chwiejnie i dowolnie. O daw­
nym zasiągu plemion łużyckich pouczają nas prace : „Die Gren­
zen des sorbischen Sprachgebiets“ (Archiv f. slavische Philologie
XXVI) oraz „Přinoški k stawiznam přeněmčenych stron delnjeje
Lužicy“ Budziszyn 1911.
Już w młodości nawiązując do tradycji ludoznawców łu­
życkich, jak Michał Hornik i Hajno Jordan zbierał pieśni ludowe
i wydał je p. t. „Delnjołużiske pěsn.e“ Budziszyn 1877, oraz
„Dodawk k ludowym pěsnjam“ Budziszyn 1883, i „Nowe dodawki k textam ludowych pěsni“ Budziszyn 1889 Muka był nie
tylko zbieraczem, ale i autorem studjów o pieśniach, jak np.

lOG
ciekawego szkicu p. t. „Kotre barby nałoźnja so w serbskich lu­
dowych pěsnjachP“ (Lužica f888, s. 13, 21, 25), w którym dał
analizę kolorystyki łużyckich pieśni ludowych i udowodnił, że
lud chętniej używa barwy czerwonej, zielonej i białej, niż żółtej,
niebieskiej i czarnej, a zupełnie pomija kołkową i pomarańczową.
Prócz tego zasługują na podkreślenie rozprawki : 1. Frenceliana (Čas. Mać. Serosk. 1880—1890). 2) Program národo­
pisného wotrjada Macicy Serbskeje (Lužica 1898); 3) Wo waż­
ności fotografowanja za serbski narodopis (Lužica 1905), Wiele
ważnych szczegółów etnograficznych zawierają również prace ję­
zykoznawcze i literackie E. Muki, aby przypomnieć tylko wy­
daną nakładem Akad. Umiejętności w Krakowie pracę p. t.
„Szczątki języka połabskiego Wendów lüneburskich“, Czcigod­
nemu jubilatowi zawdzięczamy też jedyny zarys etnografji połabskiej, wydany p. t. „Slované ve vojvodství lüneburském“
Praha 1904.
Ernest Muka był nietylko autorem tak licznych dzieł, lecz
także redagował wszystkie najważniejsze wydawnictwa łużyckie,
jak „Časopis Macicy Serbskeje“ (od r. 1894), „Lipę serbską“
i „Łuzicę“. Mimo podeszłego wieku nie usta;? w pracy nauko­
wej, którą tak ukochał. Oby więc było mu dane jeszcze jak naj­
dłużej działać dla dobra żyjącego w tak trudnych warunkach
narodu łużyckiego.
A. Fischer.

Konferencje tatrzańskie. Staraniem Krakowskiego oddziału
Polskiego Towarzystwa Geograficznego odtyły się w dniach 4
i 5 maja 1929 r. w Krakowie w Instytucie Geograficznym U. J.
zebrania poświęcone dyskusji nad aktualnemi potrzebami badań
naukowych w obszarze tatrzańskim. Na konferencjach wygłoszono
cały szereg fachowych referatów celem wytyczenia dróg dla dal­
szej planowej akcji badawczej. Dyr. Juljusz Zborowski, dyr.
Muzeum Tatrzańskiego w Zakopanem przedstawił następujący
referat etnograficzny p. t. W sprawie programu badań etnograficz­
nych na góralszczyźnie :
1. Teren badania. Teren ludoznawczych badań w tej części
góralszczyzny, która znajduje się w bliższem lub dalszem sąsiedz­
twie Tatr, wychodzi poza właściwe Podhale i obejmuje także
osadnictwo w Gorcach, Orawę i Spisz, oraz obszar pieniński
z pograniczem Nowosądeczyzny. Tylko ten odcinek może intere­
sować konferencję „Tatrzańską“ i powinien być brany pod uwagę
przy układaniu programu badań dla Podhala.
Byłoby niezwykle pożądanym objawem, gdyby nauka pol­
ska nie zatrzymywała się tylko na politycznej granicy od po­
łudnia. Badanie polskich części Spiszą i Orawy poza naszem
państwem jest konieczne jako badanie tej samej jednostki etno­

107
graficznej, które} główny trzon leży po tej stronie granicy. Pożą­
dany byłby bardzo udział naszych pracowników w eksploracji
słowackich i niemieckich terenów pogranicznych. Dla nauki me­
toda porównawcza ma na obszarze góralszczyzny słowackiej i pol­
skiej, wraz z ćzynnikiem niemieckim i ruskim, pierwszorzędne
znaczenie. Nie do pogardzenia byłoby i znaczenie moralne.
2. Metoda i organizacja badań. A. Szczegółowy program
prac ludoznawczych znajdzie każdy we wstępach do etnografji
polsk'ej Fischera i Bystronia, zaś dla kultury materjalnej w wska­
zówkach Moszyńskiego. Nie myślę zatem powtarzać setek pro­
blemów, jakie wysuwają s.ę przed etnografem na każdym terenie,
a v\|ięc i na Podhalu. Podkreślam jedynie i wyłącznie te sprawy,
które wydają się najpilniejszemi i najważniejszemi na bliskie lata.
Ocena stopnia pilności wielokrotnie opiera się nie na teoretycz­
nych postulatach, lecz na bezpośredniej obserwacji spotykanych
faktów.
B. Jest rzeczą zdumiewającą, jak okrzyczane i rozsławione
Podhale zbadano dotychczas w skromnej bardzo mierze właśnie
pod względem jego nielada osobliwości t. j. wartości etnograficz­
nych. Stąd też pozostaje mnóstwo zagadnień do opracowania.
Odrobienie braków musi przedewszystkiem pójść w kie­
runku gromadzenia materjałów z całego omawianego obszaru.
Jesteśmy niesłychanie ubodzy w posiadaniu danych faktycznych,
dlatego też do uogólnień i daleko idących wniosków dojść trudno.
Zaledwie drobna 'lość prac, głównie z ostatnich dopiero lat, oparła
się na dużym materjale, czerpanym z rozleglejszego terytorjum i po­
zwalającym na konstrukcyjne badanie.
C. W łączności ze sprawą zbierania objawów kultury, t. zw.
duchowe; i materjalnej stoi konieczność stosowania nowoczesnych
metod kolekcjonerskich. Fonograf, kinematograf, fotografia, kolo­
rowy rysunek, ściśle inżynierski pomiar, jak najobfitsza ilość ory­
ginalnych okazów m acerjalnej kultury, dalej wszechstronne uwzględ­
nienie i całego terytorjum i wszelkich na niem istniejących obja­
wów, — to nowoczesne laboratorjum i archiwum etnograficzne.
V7 konsekwencji idzie za tern stosowanie metod kartograficznych
t. zn. .wciąganie zaobserwowanych faktów z zakresu ludoznawstwa czy sztuki ludowej na etnograficzną mapę góralszczyzny. Waż­
nym pomocniczym środkiem jest bibljografja.
Badania ludoznawcze nie mogą się posługiwać tylko notat­
nikiem i ołówkiem, wymagają środków pieniężnych na przyrządy,
kupowanie oryginalnych okazów w dużych ilościach, na wynagro­
dzenie sił pomocniczych np. rysowników. Pokutująca jeszcze po­
wszechnie optują, iż etnograficzne eksplorowanie terenu nic nie
kosztuje, powinna znaleźć jaK najrychlej odprawę w postaci pol­
skiego dzieła o nowoczesnych metodach badań ludoznawczych.

108
D. Polska jest za obszerna, aby tylko centralne instytucje
naukowe mogły ją naukowo zbaaać, a przedewszystkiem zająć
się stroną kolekcjonerską. Systematycznej, stałej i wszechstronnej
pracy niepodobna sobie dziś wyobrazić, jak tylko przy daleko
idącem współdziałaniu regjonalnych placówek, przedewszystkiem
jednak takich, które mają charakter naukowy. Wyposażenie tych
instytucyj, działających w określonj/ch pojęciem „regjotiu“ czy
„ziemi“ granicach, wyposażenie w wydatne środki finansowe na
laboratorja, pracę badawczą i stały naukowy personel uważam
za podstawę zorgar>:zowanegc badania, nic nie ujmując przytem
znaczenia central, dających ludzki materjał, fundusze, a częstokroć
i inicjatywę. W takich warunkach, w jakich dotąd znajdują się
niezbędne regjonalne naukowe ośrodki, można czasem dokazać
t. zw. „cudów“, ale nie sposób identyfikować nieproporcjonalnie
wielkich wysiłków z systematycznym i celowym programem.
Dla góralszczyzny, obejmującej zakreślone powyżej obszary,
nietyle naturalnym, ile faktycznym ośrodkiem pracy badawczej
i kolekcjonejskiej siłą rzeczy staje się Muzeum Tatrzańskie, któ­
remu nawet w ostatnim roczniku „Nauki Polskiej“ prof. Czekanowski zakreśla znacznie szerszą w przyszłości, bo aż karpacką
działalność.
Przyjmując na teraz i na długie jeszcze czasy tylko obecny
zasiąg- terytorjalny, wysunięcie muzealnej instytucji w Zakopanem
nie oznacza bynajmniej tendencyj, aby wszelkie rodzaje pracy
ludoznawczej wykonywało Muzeum Tatrzańskie, a raczej jego
personel. Wprost przeciwnie, gdyż idzie o znaczną ilość pracow­
ników i fachowców. W określeniu „Ośrodek badań“ rozumiem
następujące funkcje czy atrybuty :
1) W sprawie badań na góralszczyźnie Muzeum utrzymuje
stały kontakt z organizacjami etnograficznemi centralnemi dla ce­
lowego organizowania prac i ekonomicznego wydatkowania fun­
duszów.
2) Muzeum staje się punktem zbieżnym różnych, zaintereso­
wań i różnych prac badawczych na wymienionem terytorjum.
3) Muzeum mus» posiąść jak na;w:ększą ilość materjałów
i zbiorów wszelkiego rodzaju, tak aby właśnie to nagromadzenie
i scentralizowanie mogło być punktem wyjścia i głównem źród­
łem czy środkiem pomocniczym dla pracy, podłożem do niezbęd­
nych systematycznych uzupełnień.
4) Odciążając centralne instytucje Muzeum powinno wyda­
wać stale i systematycznie prace naukowe, przedewszystkiem
jednak t. zw. źródła i materiały (katalogi zbiorów, rękopiśmienne
archiwalja, albumy okazów, materiały współczesne folklorystyczne
i t. d.). Przez tego rodzaju organ osiągnie się racjonalny rozdział
rękopiśmiennych prac, przedstawianych do druku kilku instytucjom
krajowym.

109
Dla osiągnięcia tych celów Muzeum Tatrzańskie musi otrzy­
mywać wydatne dotacje stałe na badania i gromadzenie wszel­
kich materjałów, nadto jednorazową na laboratorjum, fono-, kinoi fotograficzne.
Muszę przytem zwrócić uwagę, źe obecny budynek muze­
alny jest już bardzo ciasny. Bez osobnej dobudowy na dział etno­
graficzny nie może być mowy o rozwoju. Tak samo powiększe­
nia wymaga ilość pomieszczeń w t. zw. hotelu muzealnym, bezpiatnie od dziewięciu lat oddawanych do dyspozycji pracujących
naukowo na terenie Tatr i Podhala. Hotel ten jest dotąd niemal
wyłącznie domeną przyrodników, pracujących bez wyjątku w
zwartych organizacjach, przed któremi musi ustąpić na drugi plan
jednostkowa działalność. O ile przy wzmożonym ruchu naukowym
na Podhalu mamy i etnografom zaoszczędzić znacznych wydat­
ków, czasem wprost wogóle umożliwić bezpłatnym lokalem pracę,
to bez pomnożenia wspomnianych punktów oparcia nie przyczy­
nimy się do rozwoju etnograficznych badań,

3. Pilne i ważne problemy. Pilnemi i ważnemi dla Pod­
hala zagadnieniami nazywamy przedewszystkiem te, które są re­
prezentowane już tylko w szczątkowych formach, oraz te, które
w naszych oczach pod rozmaitemi wpływami albo całkiem zamie­
rają, albo też drogą ewolucji przechodzą w nowsze formy. W dal­
szym ciągu należą tu zagaonienia, nad których zbadaniem roz­
poczęto już pracę, jednak na niewielkim tylko obszarze, względ­
nie na podstawie skąpych materjałów, wreszcie o ile rozpoczęta
praca utknęła z powodu braku środkć w czy innych okoliczności.
W szczególności wymieniam :
1) Badanie budownictwa ludowego. Dawna praca Matla­
kowskiego dotyczy tylko Zakopanego i najbliższej okolicy. W przy­
gotowaniu i na ukończeniu jest praca o prymitywnem budow­
nictwie szałaśnem. Brak zupełny opracowań z reszty zakreślonego
obszar” Tymczasem zanik starych konstrukcyj budowlanych
wz" ógł się po wojnie bardzo silnie pod wpływem masowego
napływu letników, do których potrzeby akomoduje się przeróbka
dawnej chałupy lub nowa budowla. Szczególną uwagę należy
zwrócić na piętrowe drewniane domy na Orawie, oraz na stare
formy konstrukcyjne orawskie i spiskie. Opracowanie tego tematu
powinno znaleźć się w rękach dobrze zasłużonego Zakładu Archi­
tektury Polskiej Politechniki Warszawskiej.
2) Badanie stroju, już rozpoczęte, jest jeszcze w stadjum
bardzo niedojrzałem dla braku funduszów na środki techniczne.
Z jednej strony strój zanika szybko, a z drugiej przechod:
ewolucję ku rewym formom np. w krcju cuchy oraz zdobnictwie,
przyczem jednak występuje degeneracja dawnej prostej wykwintności. Monograficzne opisy, geograficzne rozłożenie, zwrócenie
uwagi na formy przejściowe, np. z pogranicza nowosądeckiego,

110
ruskego na Spiszu i pod Pieninami, z granicy polsko-słowackiej
na Orawie zamierza wykonywać Muzeum Tatrzańskie w związku
z .kolekcjonowaniem okazów.
3) Zbadanie ostatnich resztek dawnych form życia i dawnej
kultury materjalnej. Tu należy np. łowiectwo, uprawa roli, życie
domowe codzienne i odświętne, zaś w zakresie pojęć prawnych
bardzo pilna sprawa zbadania prawa spadkowego i prawa pa­
sterskiego.
4) Zebranie bogatej nomenklatury topograficznej przedewszystkiem na żywym materjale z pozostawieniem na przyszłość
badań archiwalnych.
5) Zbieranie z pomocą nowoczesnych środków pieśni, melodyj i tańców. Wszystko to powoi: ginie lub wyradza się w zdegenerowane formy. Już przed wojną zaczęta praca doprowadziła
do zgromadzenia dużych zbiorów pieśni (teksty), oraz do dużej
kolekcji melodyj, częściowo zebranych fonografem. Praca ta sta­
nęła i z powodu braku środków i z powodu braku narzędzi tech­
nicznych. Praca nad tańcami dla braku kinematografu (oczywi­
ście nie amatorskiego na minutę kręcenia!) jest niemożliwa. Do­
dam, że Muzeum Tatrzańskie miało już dwukrotnie kilka tysięcy
złotych na kupno fonografu i kinematografu, murtało jednak oba
razy tę kwotę z krzywdą dla badań etnograficznych poświęcić na
Dgólne potrzeby jak remont i uzupełnienie budynku i hotelu.
Ubiegli nas w badaniu naszych tańców Czesi.
W związku z badaniami fonograficznemi i kinematograficznemi wyobrażam sob: e organizowanie pracy w całej Polsce ce­
lem oszczędzenia kosztów drogich przyrządów, założenie central­
nego archiwum dla zgromadzonych tą drogą materjałów i cen­
tralnej, kosztownej pracowni dla zwielokrotniania filmów i płyt,
oraz utrwalania tych ostatnich w materjale metalowym sposcbem
galwanoplastycznym. Projekt organizacji specjalnie tych badań
przedstawię wkrótce właściwym czynnikom.
6) Zebranie słownictwa gwarowego w postaci jeżeli już nie
kompletnego słownika, to w formie obfitych przyczynków.
Inne zagadnienia, teoretycznie napewno bardzo ważne, me
wydają się tak p'Jnemi, jak wyliczone, gdyż zanik związanych
z niemi objawów i faktów nie postąp.ł jeszcze tak daleko : gro­
źnie. Zwracam przytem uwagę, że badanie budownictwa, stroju,
nomenklatury, słownictwa jest jednocześnie przyczyniai.iem się
do rozwiązania problemu granic góralszczyzny i postronnych na
nią wpływów, oraz podstawą do etnograficznej mapy naszych
południowych kresów.

■f■ Ks. Dr. Józef Londzin (1863—1929). Urodź, w r. 1863
w Zabrzegu pow. bielskim, szkody średnie kończył w Bielsku
i Ołomuńcu, zaś wyższe w Wiedniu. Całe swe życie poświęcił

m
pracy dla ziemi cieszyńskiej ; był organizatorem i długoletnim
prezesem Macierzy Szkolnej, przewódcą . _w. Katolików śląskich,
redaktorem „Gwiazdki Cieszyńskiej", a przez długie lata pia­
stował mandaty poselskie i ostatnio senatorskie w Wiedniu
i w Warszawie. Napisał też wiele cennych prac, jak: 1) Kilka
druków śląsko-polskich z zeszłego l prerwszej połowy ubiegłego
stulecia. Cieszyn 1898. 2) Zbiór piosnek i różnych aryj ludu pol­
skiego w powiecie bielskim na Śląsku i sąsiednich wioskach Ślą­
ska pruskiego w okolicy Pszczyny. Cieszyn 1902. 3) Teksty
pieśni ludowych drukowane w „Zaraniu Śląskiem" 1907, 1908,
1910. 4) Bibhografja druków polskich w Księstwie Cieszyńskiem
od r. 1716 do roku 1904. Cieszyn 1904. V/ ostatnich czasach
został burmistrzem Cieszyna i pracował z zapałem dla kocha­
nego miasta mimo słabnącego coraz bardziej zdrowia aż do
zgonu w dniu 21. IV. 1929 r. S. p. ks. Londzin zasłużył się
dobrze w dziejach ludczr.awstwa -polskiego jako etnograf i zbie­
racz, oraz organizator Towarzystwa
zbiorów ludoznawczych
w Cieszynie.

Polskie Towarzystwo rozwoju kultury wsi. W r. 1928
odbył się w Bemie zjazd przygotowawczy międzynarodowej orga­
nizacji „Commission pour 1’ Embellissement de la Vie Rurale“.
Na zjeżdz.e ułożono program Kongresu tej organizacji, który ma
się odbyć w 1929 r. w Budapeszcie.
Do Komitetu polskiego Zjazdu budapeszteńskiego weszli
P. p. Jan Lutosławski i Zofja Jankowska, którzy też zainicjowali
stworzenie „Polskiego Towarzystwa rozwoju kultury wsi“. Pro­
gramem działania tego towarzystwa jest dążenie do polepszeń'a
warunków życia wiejskiego i rozwijania kultury wsi, z uwzględ­
nieniem roli, jaką w postępie rolnictwa, podsta wowego zawodu
ludności wiejskiej, odgrywają czynniki techniczne, gospodarcze
i społeczne. W tym celu zajmie się Towarzystwo badaniem spo­
łecznej organizacji życia wiejskiego i warunków materialnego
bytowania ludności wiejskiej oraz wymianę informacy; z tego
zakresu, towarzystwo stworzy stałe i czasowe komisje, któreby
gromadzeniem materjałów (bibljoteká, archiwum) i propagandą
na zewnątrz, jak : odczyty, kursy, szkoły specjalne, wydawnictwa,
wystawy, zjazdy, przyczyniły się do podniesienia kultury wsi.
W związku z programem działania Towarzystwa będą rozpatry­
wane następujące szczegóły życia wiejskiego : I. Wiejski dom
mieszkalny. 2. Zadania wychowawcze a potrzeby ludności wiej­
skiej. 3. Kształcenie zawodowe ludność: wiejskiej. 4. Zycie spo­
łeczne wsi; rozrywki, sporty, muzyka, teatr, sztuka. 5. Zdrowie
i higjena na wsi. 6. Zakłady dobroczynne i wychowawczo-poprawcze na wsi. 7. Komunikacje wiejskie (elektryfikacja). 8. Sa­
morząd ziemski (gmina, starostwo, województwo) i jego organi­
zacja ze stanowiska interesów ludności wiejskiej.

112
Program obejmują całokształt przejawów życiowych ludności
wiejskiej. Gdyby więc Towarzystwo objęło i opracowało w tej
form:e cały obszar Państwa Polskiego, względnie polski obszar
etnograficzny, mogłoby faktycznie pochwalić się wspaniałemi
wyi'kami, gdyż w naszej wsi dla krzewiciela kultury jest jeszcze
bardzo wielkie pole do popisu.
Nowa ta placówka społeczna jest również ważna i dla etno­
grafa, który bada przecież przedewszystkiem kulturę wsi. Etno­
graf jednak zwraca główną uwagę na tradycję życia wiejskiego
i chciałby też by w tym kierunku poszły prace Towarzystwa
Zwłaszcza następujące szczegóły z życia wiejskiego: dom mie­
szkalny, kształcenie zawodowe ludności wiejskiej, rozrywki, sporty,
muzyka, teatr, sztuka wymagają współpracownictwa etnografa.
Wykłady, kursy specjalne i t. p., należałoby tak organizować, by
nie wprowadzić nic danej okolicy obcego, lecz tylko to co tam
dawniej żyło, oraz zachęcić do przestrzegania form kulturowych
starych i poszanowania tradycji.

POLSKIE TOWARZYSTWO HISTORYCZNE

KWARTALNIK
HISTORYCZNY
GŁÓWNY ORGAN STUDJÓW HISTORYCZNYCH W POLSCE
WYCHODZI ROCZNIE w 2 TOM ACH, a 10 ZESZYTACH
TOM I W 4 ZESZYTACH ZAWIERA ROZPRAWY,
RECENZJE, M SC ÍLLANEA I BIBLJOGRAFJĘ
TOM II W S ZESZYTACH Z PODTYTUŁEM „WIADOMOŚCI HISTO­
RYCZNE“ ZAWIERA PRZEGLĄDY LITERATURY HISTORYCZNEJ,
NAUKOWEJ I DYDAKTYCZNEJ, ZAPISKI BIBLJOGRAFICZNE, PRZtGLĄD CZASOPISM, KRONIK] ’ NAUKOWĄ I SPRAWY TOYi ARZYSTWA

PRENUMERATA ROCZNA WYNOSI 36 ZŁ.
CZŁONKOWIE P. T. H. OTRZYMUJĄ BEZPŁATNIE.

WKŁADKA CZŁONKA WYNOSI 20 ZŁ.

ADRES ADMINISTRACJI r LWÓW, UNIWERSYTET.

KAROL KORANYI,

„SNOCHACTWO“ WE WŁOSZECH PÓŁNOCNYCH
W IX WIEKU.
Kwestją snochactwa (świekrostwa), t. j. zwyczajem współ­
życia świekra z synową zajmowano się niejednokrotnie w lite­
raturze naukowej, zarówno dawniejszej, jak i nowszej. Z daw­
niejszej wspomnę przyczynki podane przez Iwana Frankę x),
Adolfa Strzeleckiego*2), Jana Witorta3), oraz ustępy
w dziełach O. Schradera4), i Przemysława Dąbkows k i e g o 5).
W ostatnich czasach poświęcili u nas powyższemu proble­
mowi szereg uwag Władysław Abraham6),7 Jan Ada­
mus') i Cezarja Baudouin de Courtenay Ehrenkreutz8). Starają się oni wyjaśnić charakter i genezę snochacLwa,
') Šlidy snochactwa w naszych horach, Żytie i słowo, Wistnyk literatury,
istorii : folkloru. Rik II, kniżka IV, Lwów, 1895, str. 101—104.
2) Fragment z dziejów rodziny. Lad, Organ Towarzystwa ludoznaw­
czego we Lwowie. R I. 1895, str. 145 i nasr
3) Kilka słów o świekrostwie. Lud. R. II. 1896. str. 305—308.
4) Sprachvergleichung und Urgeschichte. T. II. (2. Jena, 1907, str.
360 i nast.).
5) Prawe prywatne polskie. T. I. Lwów, 1910, str. 336.
6) Zawarcie małżeństwa w pierwotnem prawie polskiem (Studja nad
historją prawa polskiego wydawane pod redakcją Oswalda Balzera. T. IX.)
Lwów, 1925.
7) Uwagi o pierwotnem małżeństwie polskiem i słowiańskiem (Pamięt­
nik historyczno - prawny pod redakcją Przemysława Dąbkowskiego T. IV.
z. 1.) Lwów, 1927.
8) Ze studjów nad oorzędami weselnemi ludu polskiego. Cz. I. (Roz­
prawy i materiały wydziału I. Towarzystwa- Przyjaciół Nauk w Wilnie T. II.
z. 3.) Wilno, 1929.
Lud. T. XXVIII.

8

Punktem wyjścia i podstawą wszystkich dotychczasowych
badań były wyłącznie prawie źródła ruskie. Z jednej strony były
to wzmianki spotykane w najstarszych źródłach kronikarskich
i prawniczych, z drugiej strony cały szereg materjałów etnogra­
ficznych z obszarów zamieszkałych przez Słowian Wschodnich.
Z terytorjów innych Słowian posiadamy jedynie drobne wzmianki
o istnieniu snochactwa u Słowian Południowych. Co się tyczy
Siowian Zachodnich, to jak stwierdzają zgodnie wszyscy autorowie, brak śladów o istnieniu u nich kiedykolwiek tego zwy­
czaju. Kwestją snochactwa u innych ludów indo-europejskich,
o ile mi wiadomo, dotąd nie zajmowano się wcale.
Co do genezy snochactwa wyraża prof. Abraham dwa
przypuszczenia. Z jednej strony uważa za możliwe, że snochactwo jest śladem poliandrji, że może się wywodzić z „istnieją­
cego niegdyś komunizmu płciowego, lub małżeństwa grup“ ').
- drugiej zaś strony nie wyklucza znów możliwości, że snochactwo, jak wogóle i inne objawy poliandrji mogły być wytworem
późniejszym, spowodowanym stosunkami społecznemi i ekonomicznemi, ciężkiemi warunkami materjalnemi, zwłaszcza w cza­
sach, gdy małżeństwo przez kupno było zawierane *2).
Dr. Adamus omawia problem snochactwa bardzo szcze­
gółowo. Kładzie on w swych badaniach silny nacisk na mo­
ment, że snochactwo „polega na stosunkach cielesnych świekra
ze snuchą, niezależnie od tego, czy mąż właściwy. jest dojrzałym,
czy też jeszcze niedojrzałym“3), że wreszcie w pierwszym wy­
padku ojciec nawet nieowdowiały, korzysta z praw snochactwa 4).
W ostateczności dochodzi do wniosku, że snochactwo jest śla­
dem istniejącego niegdyś w odległej pogańskiej przeszłości mał­
żeństwa grupowego 5).
Odmienny niz Adamus pogląd wyraża prof. C. Baudouin
de Courtenay Ehrenkreutz. Zdaniem autorki niema dotąd
„dostatecznych dowodów, opartych zarówno o źródła histo­
ryczne, jak i etnograficzne słowiańskie, któreby pozwalały na
umieszczenie snochactwa, tak samo jak i innych przejawów ?ruh Zawarcie małżeństwa, str. 17
2) Zawarcie małżeństwa, str. 17.

3) Uwagi, str 11.
4) Ibidem.
’) Uwagi, str. 13.

115
powego współżycia w płaszczyźnie instytucyj małżeństwa“ *).
Snochactwo może być, zdaniem autorki, „dalszym ciągiem ja­
kiejś normy zwyczajowej, która mogła współistnieć z instytucją
małżeństwa“; możnaby zaś też snochactwo „traktować jako
wytwór kultury samoistny, oparty o inne przesłanki życia spo­
łecznego, niż instytucja małżeństwa“ 2).
. i Jak widzimy wszystkie tu wyrażone poglądy obracają się
właściwie w sferze hipotez, co zresztą zrozumiałe jest z uwagi
na bardzo skąpe dotąd przekazy źnkłłowe, pochodzące, jak
wyżej już o tern była mowa, wyłącznie prawie z terytorjum
wschodnio-słowiańskiego. „Ledwie“ jak pisze Adamus, „można
się doszukać analogji gdzieindziej, poza Słowianami“ 3).
Tymczasem jak dowodzą, mało dotąd pod tym kątem wi­
dzenia zbadane, źródła zachodnio-europejskie spotykamy snorhacćwo na obszarze Włoch północnych, zamieszkałym obok
resztek ludności rzymskiej, głównie przez ludność pochodzenia
iangobardzkiego z końcem VIII i w IX wieku.
Może bliższe zbadanie tego zwyczaju u Langobardów, ludu
należącego także do grupy indo-europejskiej, a którego tery­
torjum styka się również z obszarem zamieszkałym przez Sło­
wian, pozwoli rzucić pewne światło na genezę snochactwa
i- u tych ostatnich. Fierwszą wzmianką wskazującą na ślady
snochactwa we Włoszech, jaką udało mi się odnałeźć w źród­
łach, są postanowienia artykułu 9. Synodu, który odbył się we
Friul w roku 791 4) Ustęp ten umieszczony również w Kapitu­
larzu Karola Wielkiego 5) ma następujące brzmienie : „Illud Dreterea per omnia precaventes prohibere decrevimus, ut nullus
presummat ante annos pubertatis, id est infra aetatem, puerum
vel puellam in matrimonium sociare, nec in dissimili aetate, sed
coaetaneos sibique consencientes. Multas sepius ex huiuscemodi
nuptiale contractu ruinas animarum factas audivimus, et taies
*) Ze studjów nad obrzędami weselneïr.:, str. 15.
s) j. w. str. 16.
3) Uwagi, str, 8. Na ślady snochactwa u ludów należących do innych
Kręgów kulturalnych, jak n. p. Ossetów, Ostjaków wskazuje Strzelecki
1. c. 150 i nast.
l) M a n s i, Sacrorum Conciliorum nova et amplissima collectio. Paris,
Leipzig 1902 XIII p. 3485) M onumenta Germaniae Histerie a, Legum Sectio II. Cacitularia Regum Francorum ed. A. Boretius T I. str. 232.

8*

116

fornicationes perpetratos, quales nec inter gentes: ita plane, ut,
cum contigerit puerum adultum esse et puellam parvulam, et
e contrano si puella maturae aetatis et puer sit tenere, et per
■virum cognata et socrus deprehendantur adulterae, et propter
puellam frater vel pater pueri tanti peccati flagitio pereant inretiti. Unde qui haec prohibita de cetero usurpare presumpserit,,
ab omni eclesiastico consortio sit alienus, sed nec ad publicis,,
sit immunis iudiciis“. Zakazując zatem związków małżeńskich
między nieletnimi, przedewszystkiem zaś między osobami dojrzaiemi i nieletniemi, wskazuje synod na konsekwencje, jakie pocÍ3S>aÍ3 za sobą związki małżeńskie między dorosłym mężczyzną,
a matą dziewczyną i naodwrót między dorosłą kobietą, a małym
chiopcem. Następstwem takich związków mianowicie są „wszeteczeństwa jakich nawet u pogan niema“. Oto spotyka się
z jednej strony cudzołożąoe teściowe (socrus deprehendantur
adulterae), grzeszące prawdopodobnie ze swymi zięciami, z dru­
giej znów strony widzi się żony małych chłopców utrzymujące
bliższe stosunki z ojcem, lub bratem tych ostatnich (et propter
puellam frater vel pater puer! tanti peccati flagitio pereant inretiti).
Wyraźnie już caikiem o istnieniu snochactwa wspomina
postanowienie wydane o przeszło pół wieku później, a zawarte
w artykule 22. Synodu odbytego w Pawji w roku 850 *).
Czytamy tam: „Inventi sunt multi et maxime de rusticis, qui
adultas feminas sub parvulorum filiorum nomine in domibus suis
introduxerunt, et postmodum ipsi soceri nurus suas adul­
eras se convicti sunt, ideirco inhibenduin decernimus, ut nulli
deinceps inperfectae etatis puero adulta femina iungatur; sed
cum ad etatem idoneam adulescentes venerint, tune legitimo
possint conubio copulari“.
Powyższe postanowienie, jak widzimy, zupełnie wyraźnie
wspomina o snochactwie, które w tym czasie rozpowszechnione
jest zwiaszcza między ludnością wiejską (rustici). Ojciec bierze
’) Synodus Regiaticina. Man si opi cit. vol. XIV. s. 938; Monumenta Germaniae Historica, Legum Sectio II. Capitularia Regum
Francorum ed. A. Boretius et V. Krause. T. II str, 122; A d d i t i o nes° a d
Lib rum Legis La n gob a r d orum Papiensem Edictum art. 25. Mon.
Germ. Hist. ed. Pertz, Leges IV fol. 588; por. Hefele Ch. J. - Le­
clercq H. Histoire des Conciles. T. IV. Paris 1911. str. 188

117
żonę dla swego nieletniego syna i utrzymuje na czas dojrzałości
syna stosunki ze snuchą. Z punktu widzenia prawa popełnia cn
cudzołóstwo (adulterium).
Nasuwa się obecnie pytanie, czy Synod zwalcza tu jakiś
■zwyczaj dawny, pochodzący może jeszcze z czasów pogańskich,
a którego ślady zachowały się wśród niższych sfer społeczeń­
stwa, czy też występuje tu przeciw zwyczajowi, który się do­
piero wytwarza i rozszerza coraz bardziej wśród ludności.
Gdybyśmy przyjęli ewentualność pierwszą, że mamy tu do
czynienia ze szczątkowym przejawem dawnego zwyczaju, to by­
łoby rzeczą niezmiernie ważną wyjaśnić, dlaczego dotąd po wiek
prawie IX niema nigdzie w ustawodawstwach ludów germańskich,
na których kształtowanie się, zwłaszcza o ile chodzi o kwestje
dotyczące stosunków familijnych, wyw erał wpływ bardzo silny
Kościół, postanowienia, zajmującego się snochactwem. A prze­
cież, o czem zapominać nie należy, wszystkie prawa szczepowe
■zredagowane właściwie zostały dopiero po wprowadzeniu chrze­
ścijaństwa i każde z nich zwalcza ostro dawne zwyczaje
z czasów pogańskich.
Niema również, rzecz znamienna, żadnej wzmianki o snochactwie w edyktach królów langobardzkich, które obowiązy­
wały na terytorjum, na którem się właśnie zc zwyczajem tym
spotykamy, a co tembardziej uderza w oczy, że właśnie prawo
langobardzkie bardzo szczegółowo zajmuje się stosunkami familijnemi, jak niemniej szczegółowo przestępstwami płciowemi
i bardzo ostro za nie wymierza kary L).
Wątpliwem wydaje się, by ustawodawca langobardzki nie
występował przeciw snochactwu, gdyby ono zakorzeniönem było
wśród ludności, zwłaszcza, że szczegółowo zajmuje się kwestją,
na której podłożu snochactwo niewątpliwe s:ę rozwinęło, mia­
nowicie sprawą małżeństwa nieletnich chłopców z dorosłemi ko­
bietami.' Zaznaczyć tu należy, że prawo langobardzkie pozwala
kobiecie z ukończeniem lat 12*2), mężczyźnie z ukończeniem

>) Osenbriiggen Eduard. Das Strafrecht der Langobarden. Schaff­
hausen, 1863, str. 92 i nast.
2) Monumenta Germaniae Historica, Legurn T. IV. ed. G. H. Pertz.
fol. 153. Liutprandi Legec art. 112. De puella.. . ut in duodecimo anno lé­
gitima sit ad marltandum.. . non intrantem duodecimo anno, sed expleto.

na
łat 13 ') wchodzić w związki małżeńskie, jakkolwiek pełną zdol­
ność do działań prawnych przyznaje mężczyźnie dopiero z ukoń­
czeniem 18-go roku życia*2). W ustawie z roku 731 3) występuje
Liutprand przeciw małżeństwom dorosłych kobiet z chłopcami,
którzy nie ukończyli jeszcze lat 13. Zezwala na to jedynie w wy­
padku, gdy Związek taki zawarty został na zasadzie Dorozumienia
się ojca, względnie dziadka chłopca z krewnymi (mundwaldem)
kobiety. O ile ojciec, względnie dziadek nie żyją, a małżeństwo
takie zostało zawarte, to jest ono nieważne (irrita sit ipsa coniunctio). Pomimp nieważności małżeństwa nie wolno kobiecie, która
wejść chciała w związek małżeński z niedojrzałym chłopcem,
zawrzeć innego małżeństwa, póki dany chłopak nie dojdzie do
lat 13 i oświadczy czy chce ową kobietę mieć za żonę, czy też
nie. W ostatnim wypadku wolno wprawdzie kobiecie wyjść ponownie zamąz. ale prawo traktuie ją, jak wdowę; mąż płaci
tylko połowę „meta“ (metfio, pretium nuptiale). Ten zaś kto
namówił małego chłopca do małżeństwa, czy będzie to krewny
jego, czy też człowiek obcy, płaci karę stu solidów, która w po­
łowie przypada królowi, a w połowie chłopcu.

Z powyższego artykułu edyktu Liutpranda ważny jest dla
nas szczegół, że o le chodzi o ojca, względnie dziadka, władza
ego w stosunku do syna, względnie wnuka nie uległa ograni­
czeniu, że ma on prawo żenienia chłopca, który me doszedł
jeszcze do lat 13 z dojrzałą kobietą. Postanowieniu temu odpo­
wiada poniekąd artykuł 124) edyktu Liutpranda, który znów
*) Ibidem, fol. 155, Liutprandi Leges, art. 117. „Si infans antę decem et
octo annos. .. sponsalia facere voluerit aut sibi muliere copolaverit, habeat
potestatem et metam facere et morgincap dare...“ art. 129 „ ..Si puer...
intra aetatem remuuserit et ei se qualiscumque femina antequam ipse puer
terciodecano anno conpleat, copolare presumpseir:‘.
2) Ibidem, art. 117... decem et octo annos, quod sit légitima aetas.
3) Ibidem, fol. 161, Liutprandi Leges, art. 129. Por. Köstier Rudolf:,
Muntgewalt und Ehebewilligung in ihrem Verhältnis zu einander nach langobardischen und fränkischen Recht. Zeitschrift der Savigny Stiftung für Rechts­
geschichte Germ Abt. XXIX. 1908, str. 92 i nast.; Tenże: Die Väterliche
Ehebewilligung. Eine kirchenrechtliche Untersuchung auf rechtsveigleichender
Grundlage (Kirchenrechtliche Abhandlungen hrsg. v. Ulrich Stutz, Heft 51),.
Stuttgart, 1908 str. 49. Przeciw małżeństwom nieletnich chłopców ze starszemi od siebie dziewczętami występuje również król wizygocki Rekkesvmd(Lex Wisigothorum III, 4. I.).
4) Ibidem, fol. 111.

119
daje ojcu, względnie bratu nieletniej dziewczyny prawo wydania
jej zamąż nawet wtedy, gdy nie ukończyła jeszcze łat 12. Tę
swobodę przyznaną ojcu, względnie bratu (będącemu mundwaldem w razie śmierci ojca) uzasadnia ustawodawca tem, że wierzy,
iż ojciec, czy brat nie będzie działał na szkodę córki, względnie
siostry wydając ją przedwcześnie zamąż1). Ten sam motyw nie­
wątpliwie wchodził w rachubę w postanowieniu przyznającem
ojcu, względnie dziadkowi prawo żenienia niedojrzałego chłopca.
Mało prawdopodobnem wydawać się musi, aby Liutprand, który
już samo małżeństwo między dorosłą kobietą, a małym chłopcem
nazywa „vanissima et superstitiosa vel cupida suasio et perversie“*2) nie ograniczył był władzy ojcowskiej i czynił na jej
korzyść wyłom w ogólnej zasadzie, gdyby już wówczas rozpow­
szechnione były wypadki współżycia teścia ze synową. Niewąt­
pliwie byłby Liutprand, zwący się w swych ustawach „christianus catholicus princeps“, który ustawy swe „non sua providentia
sed Dei notu et inspiratione ccncepit“ 3), wystąpił przeciw zwy­
czajowi, który już w Piśmie Sw,ętem ostro jest potępiony 4) i srogą
zagrożony karą5).
Jednakowoż ta tak daleko posunięta koncesja ustawodawcy
na rzecz ojca w stosunku do małoletniego syna stała się punk­
tem wyjścia dla powstania snochactwa, do rozpowszechnienia
się zaś tego zwyczaju przyczynił się czynnik inny, zewnętrzny,
poza stosunkami roazinnemi leżący.
Czynnikiem tym — to stosunki gospodę rcze. Ze wzrostem
wielkiej własności gruntowej, zaznacza się upadek drobnej wła­
sności. Drobni- właściciele odstępują swoje posiadłości czy to
klasztorom, czy to możnym świeckim, z zastrzeżeniem jedynie
dalszego prawa użytkowania, popadają w zależność ekonomiczną,
Spełniając te same powinności wobec pana, co i jego poddani
wywodzący się z dawnych niewolników6) zrównają się z czasem
*) Ibidem,, ... ista licentia ideo dedimus, eo quod credimus, quod pater
filiam aut frater sororem suam doloso animo aut contra rationem cuiquam
homini dare non debeant“.
2) Ibidem, fol. 161. Liutprandi Leges, art. 129.
3) Ibidem, fol. 107, „Prologus“.
4) Leviticus 18, 15.
5) Ledticus 20, 12.
6) J. M. Kuliszer, Dzieje gospodarcze Europy Zachodniej, Warszawa.
T. I. str. 51 i nast.

12C

z nimi i tworzą razem zależną warstwę włościańską. Właśnie
wśród tej warstwy napotyka się zwyczaj snpchactwa. „Multi inventi sunt et maxime de rusticis“ mówi synod. Wywiązanie
się z powinności poddańczych wymaga pracy, wymaga sił ro­
boczych. Pomoc Laką w pracy dawały wieśniakowi dzieci, ale
przecież dopiero po dojściu do pewnego wieku. Potrzeba więc
sił roboczych zmuszała chłopa do szukania sposobów ich zdo­
bycia. Mając więc syna żenił go wcześnie, może jeszcze nawet
jako całkiem maie dziecko z kobietą dorosią ; korzystał tu zresztą
z przysługującego mu ustawowo prawa. W ten zaś sposób przy­
bywała mu pomoc w gospodarstwie, a o tę głównie chodziło.
Jtrzymywanie stosunków płciowych z synową, żoną niedojrza­
łego jeszcze syna, — snochactwo — to objaw dopiero wtórny,
pozostający może w związku ze zwyczajem germańskim t. zw.
„Zeugungshelfer“ 1).
Snochactwo we Włoszech wyrosło na tle stosunków gospo­
darczych i żadną miarą nie pozostaje w związku z jakiemiś dawnemi formami małżeństwa. Rychło też zwyczaj ten zanika, a przy­
czyniło się do tego ustawodawstwo, iak i praktyka, która pod
wpływem Kościoła, w oparciu o prawo rzymskie wprowadza
bezwzględny zakaz2) wchodzenia w związki małżeńskie poniżej
pewnego wieku.

X) Odnośnie do tych ostatnich por. Jacob Grimm, Deutsche Rechts­
altertümer, wyd. 4, Leipzig 1922. T. I. str. 613 i nast.
a) Komer.tatorowie edyktów langobardzkich wyrażają w t. zw. „Liber
Papiensis pogląd, że Capitulare Karola Wielkiego powtarzające wspomniane
wyżej postanowienie synodu Friulskiego znosi uprawnienie ojca, względnie
dziadka zawarte w artykule 129 edyktu Liutpranda: „Ideo, quod baec lex
patrem aut avum pueri cum puellae parentibus, ut eam puer in coniugium
ducat, previdere permittat, de Caroli capitolo quod est „Illud preterea“ rum
pitur, in quo 14 annorum minori uxorem ducere non permittitur“ /Mon. Germ.
Hist. Leges IV. ed. Pertz, fol. 463).
W komentarzu znów do owego Capitulare tłumaczą, że jako „annus
pubertatis uważać należy u kobiet 14, a u mężczyzn 18 rok życia: „Puberem dicimus feminam, quae habet 14 annos ; masculus vero 18 annorum plene
pubertatis est, Instituïîonum lege testante hoc“ (Ibidem, fol. 5Î2).

S.

DAS SOG. „SNOCHACTWO“ IN NORDITAL1LN
IM IX. JAHRHUNDERT.
Bereits Nestor erwähnt in seiner Chronik eine bei den Rus­
sen verbreitete Sitte, wonach der Vater seinen geschlechtlich noch
xinreifen Sohn mit einem erwachsenem Mädchen verheiratet und
ihn, bis zur Zeit wo er die Zeugungsfähigkeit erlangt, in der Er­
füllung ehelicher Pflichten vertretet. Auch kam es vor, dass der
Vater von erwachsenen Söhnen, wenn letztere längere Zeit ausser
Hause weilen mussten, während ihrer Abwesenheit mit deren
Frauen geschlechtlichen Umgang pflegte. Derartigen Gecchlechtsbeziehungen zwischen Schwiegervater und Schwiegertochter be­
gegnete man auf ostslavischem Gebiete noch während des Welt­
krieges.
Diese Sitte ist in der wissenschaftlicher. Literatur unter dem
Namen „snochactwo“ (Snocha = Schwiegertochter) hekannt. Manche
Forscher wollen "m „snochactwo“ Überreste ehemaliger Gruppen­
ehen sehen, andere hingegen schreiben die. Entstehung dieser
Sitte verschiedenen Umständen, zum Teil auch wirtschaftlichen
Verhältnissen, zu.
Hervorzuheben ist, dass das „snochactwo“ hauptsächlich bei
den Ost- und Südslaven verbreitet war, be, deii Westslaven war
diese Sitte völlig unbekannt. Auch bei sonstigen europäischen
Völkern scheint diese Sitte anfänglich nicht vorgekommen zu sein.
Jedoch beweisen die aus langobardischem Gebiete stammenden
Rechtsquellen, dass das „snochactwo“ auch in Westeuropa eine
Zeit lang nicht fremd gewesen ist.
Zum ersten Mal weist, wenn auch rieht ganz ausdrücklich,
der Beschluss der Synode zu Friaul aus dem Jahre 791 auf das
Vorhandensein dieser Sitte auf langobardischem Boden hin. Die
Synode verbietet Ehen zwischen unreifen Personen, sowie Ehen
zwischen unreifen Knaben beziehungsweise Mädchen, mit erwachse­
nen Frauen, beziehungsweise Männern. Denn derartige Ehen bringen
es mit sich, dass „socrus deprehendantur adulterae, et propter puellam frater vel pater pueri tanti peccati flag’! io pereant inretiti“.
Entschieden ausdrücklich wird das „snochactwo“ auf der
Synode zu Pavia aus dem Jahre 850 erwähnt. Es werden Ehen
zwischen jugendlichen Knaben und erwachsenen Mädchen, welche
■öfters bei Landleuten Vorkommen, verboten, weil dies dann mei­
stens zu Buhlereien zwischen Schwiegervätern und Schwieger­
töchtern führt (soceri nurus suas adultérasse).
Gehen wir dem Ursprung des „snochactwo“ bei den Lan­
gobarden nach, so erweist es sich, dass ihnen diese Sitte ursprüng­
lich fremd war und sich erst mit dem Laufe der Zeit entwickelt
hatte. Viel trug hier auch vielleicht der Umstand bei, dass das
langobardische Recht, vor allem das Gesetz König Liutprands,

122
welches Ehen zwischen unreifen Knaben und erwachsenen Frauen
grundsätzlich verbietet, dennoch dem Vater beziehungsweise dem
Grossvater gestattet den Sohn respektive Enkel noch im jugendli­
chen Alter mit einer erwachsenen Frauensperson zu verheiraten.
Aber erst wirtschaftliche Verhältnisse brachten es mit sich, dass
derartige Heiraten besonders in den niedrigeren Volksschichten
öfters vorkamen. Der Bauer (rusticus), welcher wirtschaftlich von
einem grossen Grundherrn abhängig war, brauchte viel Arbeits­
kräfte um seinen Pflichten nachzukommen. Solche Arbeitskräfte
verschaffte er sien leicht auf diese Weise, dass er seine Kinder
besonders aber auch seine Söhne früh verheiratete. Natürlich wählte
er ihnen als Lebensgefährtinnen bereits erwachsene Mädchen, welche
ihm in der Wirtschaft behilflich sein konnten. Dass sich unter sol­
chen Umständen, wegen des jugendlichen Alters des Mannes,
geschlechtliche Beziehungen zwischen Schwiegervater und Schwie­
gertochter, — also das „snochactwo“ — entwickeln konnte, ist
leicht erklärlich, Wichtig ist aber die Feststellung, dass sich in
Norditalien das „Snochactwo“ als Folgeerscheinung wirtschaftlicher
Verhältnisse entwickelt hat. Es musste verschwinden als die Kirche
es durchsetzte, dass Ehen vor dem Erreichen eines bestimmten
Alters überhaupt nicht geschlossen werden dürften.

JAN KUCHTA.

RODZIME WĄTKI LOKALNE W PODANIACH
O MISTRZU TWARDOWSKIM.
TREŚĆ: I. Wstęp str. 123. — II. Wątki rodzime nieoryginalne. 1) Polskie
podania historyczne w cyklu podań o Twardowskim. (Podania o Janie
.Weneckim, Duninie, Bolku II Śląskim, Pani Pawłowskiej — „Złej
żonie“ i t. d.) str. 124. 2) Polskie podania fantastyczne w tymże
cyklu. (Podania o wielickim Skarbniku, Djable Rokicie i t. d.)
str. 127. 3) Polskie lokalno-prowincjonalne opowieści o „Djaolich
pracach“ w cyklu o Twardowskim .str. 129. III. Wątki rodzime
oryginalne str. 133. IV. Wątki rodzime literackie str. 139.

I. WSTĘP.
Prócz wielu obcych wędrownych wątków, które w dość
pokaźnej liczbie weszły w skład podaniowego cyklu o czarno­
księżniku Twardowskim, znajdujemy w nim wiele wątków ro­
dzimych, zdradzających wyraźnie lokalnc-prowincjonalne zabar­
wienie. Należą one bezsprzecznie do najciekawszych w cyklu
i dlatego postanowiłem omów ć je osobno w niniejszym szkicu.
Z góry jednak zaznaczyć należy, że kwestja rodzimości
wątku, nie przesądza kwestji jego oryginalności w danym cyklu
podaniowym. To Leż i w cyklu o Twardowskim, oprócz wielu
naprawdę oryginalnych rodzimych wątków spotykamy wiele
wątków rodzimych nieoryginalnych, które się tu dostały
z innych popularnych, swojskich podań. To ostatnie zjawisko,
ma oczywiście swe źródło w tern, iż od drugiej połowy XVI w.
począwszy, bohater cyklu stał się postacią kollektywną. Nic tedy
dziwnego, że jego nazwisko jest przez długie lata magnesem
dla najróżnorodniejszych „pańskich i ^bezpańskich histcyj...“
i to zarówno obcego, jak i rodzimego pochodzenia.
Przechodząc do analizy cyklu musimy przeto wśród wątków
rodzimych rozróżnić dwie grupy: „wątków rodzimych nieory­
ginalnych“ tudzież „wątków rodzimych oryginalnych“ a następnie

124

starać się wyjaśnić w stosunku do pierwszych, z jakich polskich
podań właściwie pochodzą, w stosunku do drugich zaś jak,
gdzie i pod wpływem jakich czynników powstały.
II. WĄTKI RODZIME NIEORYGINALNE.
Zacznijmy od grupy wątków rodzimych nieoryginalnych,
0 których bohaterach lud zapomniał dawno, przeniósłszy opo­
wieści o przypisywanych im czynach na bardziej w danym
czasie popularną postać czarnoksiężnik Twardowskiego. Boha­
terami tych powieści były dawne swojskie postacie historyczne
lub fantastyczne. Wymienię tu chociażby Jana Weneckiego,
Księcia śląskiego Bolka, Dunina, Witelona, Rokitę... (O obcych
Fauście, Sowizrzale, Żytku, Sylwestrze II (Gebercie) i Madeju1)
mówię w osobnej pracy).
Chodziłoby teraz o to, by zilustrować, jakie tego rodzaju
wątki znajdują cię w cyklu o Twardowskim, a następnie jaką
drogą te lokalno-prcwincjonalne klechdy tu weszły. Oczywiście
wskazać to dla każdego wątku, byłoby dziś rzeczą bardzo trudną
1 dodajmy —• nawet bezcelową. Ponieważ jednak tego rodzaju
dociekania stanowią znakomitą ilustrację dla opisu sposobu
tworzenia się cyklu podaniowego („migracji wątków podanio­
wych“), będę się starał przynajmniej w odniesieniu do kilku
wątków wskazać, w jaki sposób weszły w skład naszego cyklu.
1. Polskie podania historyczne w ;yklu podań o Twardowskim.
Otóż w skład cyklu podaniowego o Twardowskim weszły
z podań historycznych np. podania o Janie Weneckim a na­
szego czarnoksiężnika pod wpływem tego nazywa nawet nie­
kiedy lud djabłem weneckim. Zobaczmy teraz, w jaki to orygi­
nalny sposób krakowski czarnoksiężniK XVI w. mistrz Twar­
dowski „djabłem weneckim“ został.
Notując podania o Twardowskim w Poznańskiem dotarł
O. Kolberg do Gąsawy. Tu usłyszał dość ciekawe podanie do­
tyczące leżącego w jej pobliżu zamku „Wenecja“. Opowiadał
mu mianowicie lud, że niedaleko „Wenecji“ leżała karczma
J) Nowsze badania nad cykiem podań o Madeju doprowadziły do
stwierdzenia ciekawego faktu, iż kolebką „centralnej" redakcji podań o nim
jest Zachodnia Małopolska. Ob. N. P. Andrejev. „Die Legende vom Räuber
Madej“. Helsinki 1927. (F F. Communications. Nr. 69. str. 275, 276).

125
„Rzym“ z której porwać miał djabeł duszę Twardowskiego,
bogatego szlachcica, przezwanego djabłem weneckim za to, iż
dręczył i uciskał swych poddanych 1).
Badacza podań o Twardowskim taki „oryginalny“ lokalny
warjant zdziwić musi niemało, gdyż zasadniczo różni się on od
innych podań o Twardowskim w Wielkopolsce zanotowanych.
Można więc przypuszczać, że jest to wątek wędrowny. Ale
w takim razie należy szukać jego „pierwowzoru“.
Pójdźmy tą drogą i przeglądnijmy podania ludowe po­
znańskie, związane z zamkiem „Wenecja“, której dotyczy war­
jant. Otóż w zbiorku podań wydanym przez Ottona Knoopa,
p. t. „Podania i opowiadania z Wielkiego Ks. Poznańskiego“ *2)
znajdziemy podania, które po części wyjaśniają otaczające nas
mroki. Czytamy tu mianowicie3), („1. Góra zamkowa w Po­
znaniu“) iż za panowania Kazimierza Wielkiego, wojewoda po­
znański Borkowski był z djabłem w przymierzu i uciskał pod­
danych. Gdy djabeł po niego przyszedł, wykręcił się sianem.
Zemsta djabłowi się nie udała. Czytamy dalej, („2. Djabeł w We­
necji“) że w Wenecji, w powiecie żnińskim był zamek, którego
dziedzic był zły i nieludzki. Ogień z nieba zniweczył zamek,
a duch pana błąka się i zowie się „Djabłem weneckim“ 4).
Oczywiście tajemnica pochodzenia ciekawego wątku w na­
szym cyklu wyjaśnia się tern samem. Do cyklu podań o Twar­
dowskim wkradły się poprostu lokalne podania o złych panach,
dręczycielach ludu. Za jednego z nich uważa lud i Twardow­
skiego i tern, iż był „zły i nieludzki“ tłumaczy sobie przyczynę
porwania go z karczmy Rzym przez djabła.
Ale na tern nie koniec. Dalsze poszukiwania przekonują
nas, że i przytoczone powyżej wątki lokalne, są już przetwo­
rzone, że nie są to pierwowzory naszego wątku, ale tylko dalekie
jego echa. Wykazują dalej, że wspomniane podania powstały na
tle dawnego historycznego zdarzenia, które miało miejsce jeszcze
za czasów Władysława Jagiełły. Lud nie pamiętając go dokładnie
w podaniach swych zmieniał w ciągu wieków nazwisko praw­
') Kolberg O. Lud. S. XI. (Poznańskie cz. 3) str. 10.
2) Knoop Otto. „Podania i opowiadania z W. Ks. Poznańskiego“.
Wisła. Tom IX, str. 476 i 482.
J) Ibidem str. 476.
4) Ibidem str. 482.

126

dziwego „bohatera'* i przekręcić zdołał tło i motywy rzeczy­
wistego zdarzenia.
Dopiero więc badania historyczne, jako uzupełnienie etno­
graficznych, rozwiązuję w pełni tajemniczą genezę omawianego
wątku. Rozwiązuje mianowice zagadkę ustęp dzieła Ks. A. Naramowskiego1) „Facies rerum Sarmaticarurr ', zatytułowany „wruentus daemcn vocatus a rapinis et pessimis iudiciis“. Opowiada
tu czcigodny autor o Janie Weneckim co następuje: „Sibi ma­
xime iniurius, qui iniuriu.s ałiis, et qui maxima aliis infert damna,
sibi supplicia. Cum Rex Vladislaus Jagello in maiorem intrarset
hospes Poloniam, iudicem invenit Posnaniensem Venetium Ioannem, qui propter iniusta iudicia, annexaque scelera, et puniendi
severitatem, cruenti daer.ionis vuîgo nomen acceperat. Hune rex
diiudicatum confiscatione bonorum, et carcere punivit“.
Oto dzieje długiej wędrówki, którą w ciągu dwustu lat
prawie przebył wątek o Janie Weneckim, zanim dostał się w prze­
tworzonej zupełnie formie do cyklu podań o
.vardowskim.
Ale to nie pierwszy i nie ostatni wędrowny rodzimy wą­
tek w nim. Jest ich tu bowiem wiele. Oczywiście nie będę już
rozpatrywał tutaj w dalszym ciągu, jaką one d-ogą wchodziły
w nasz cykl, bo mam wrażenie, iż w ustępie o Weneckim zilustro­
wałem dostatecznie sposób formowania się cyklów podaniowych
tego rodzaju, jak omawiany przez nas. Ograniczę sie teraz tylko
QO ich wyliczenia,
Otóż w cyklu Dodań o Twardowskim do takich wątków
należą wątki ze starej legendy o Duninie. Z niej mianowicie
wedle zdania Ernesta Sulimczyka Swieżawskiego zapożyczony
jest wątek „użycia ochrzczonego niemowlęcia ża tarczę przeciw
potęgom piekielnym“. Analogja polega na tem, że w wspomnia­
nej legendzie Dunin, proszony na ojca chrzestnego przez Wołodara, porwał go zdradziecko jako .zakładnika Opowieść tę, jak
mniema Świeżawśki, po odpowiecniem zmodyfikowaniu, wple­
ciono w wieriec podań o naszym czarnoksiężniku 2),
1) Ks. A. Naramowski „Facies rerum Sarmaticarum“. Vílnae 1724. Li­
ber I; caput II, & XXXVI, str. 55.
„Przyczynek do studjów nad podaniem o Twardowskim . Bibl.
Warsz. 1875. Dodać muszę, iż motyw porwania nà ręce niemowlęcia może
mieć także źródło swe w ogólno-polskich wierzeniach ludu, iż niewinność
jego „rozbraja nawet piekielną potęgę“.

\T>

Nie bez wpływu na" nasz cykl pozostały podania, ooowiadające o hglach Eolesława II Ks. Śląskiego (1342) szczególnie,
gdy chodzi o motyw tłuczen:a garnków przekupce na rynku *).
Z pieśni ludowych „o złej żonie“ dostała się także do po­
dań ich bohaterka, później nosząca nazwisko: Pawłowskiej,
Twardowski ej.
Pod wpływem podań o słynnym optyku Witelonie (ur.
ok 1220 r.), pozo:-taie taki motyw w cyklu podań oiwardowskim, jako echo doświadczeń naukowych wspomnianego badacza ;
„a jak szkło wziął do ręki, zapalał wioski o sto mil odległe“2).
Kto w;e, czy i związek Twardowskiego ze zwierciadłem nie zna­
lazłby tu także swego wytłumaczenia.
Oczywiście, że znalazł się w naszym cyklu i niejeden wą­
tek, któryby odnieść można do dawnych alchemików, astrolo­
gów i nekromantów.
2. Pobkifi podania fantastyczne w tymże cyklu.
Z podań o fantastycznych postaciach polsk'ch, oddziałały
na nasz cykl podania o Skarbniku, opiekunie wszystkich kruszców
na polskiej ziemi (wątki z Bochni i Wieliczki) i w pierwszej
mierze podania o Rokicie. Te ostatnie szczególnie w lokalstem
ujęciu olkuskiem wywarły nań wpływ bardzo znaczny. Jakac
drogą to szło zaraz wykażę.
Stanisław Ciszewski w „Ludzie rolniczo-górniczym z okolic
Sławkowa cz. II“ zapisał w Olkuskiem podanie o Twardowskim,
opowiadające jak to djabeł razu pewnego nap różno starał się
uzyskać od Twardowskiego zezwolenie na to, by przenieść ko­
ściół olkuski na „Garnom górę“, na co Twardowski stanowczo
zgodzić się nie chciał, wiedząc, że wówczas djabeł „zatraciłby
wiele dusz“3)
') Dr. Gustaw Adolf Stenzel: „Scriptores rerum Silesiacarum“. I Tom.
Breslau 1835, str. 123—124. Porównaj opis analogicznego figla Bolka II.
*) Ciekawą jest niezwykle rzeczą, że także, współczesny Witelonowi,
wybitny filozof Rogerjusz Bacon rozprawia o „szkłach, zapomocą których
można promienie słońca w jednem zebrać miejscu i tym sposobem w walce
wrogom swoim wielką wyrządzić szkodą'". Twardowski Kaz. : „O filozofji
średniowiecznej*'. Lwów Ï910, str. 74.
3) Zbiór wiadomości do Antropologji Krajowej. Kraków 1887, Tom. XI,
str. 59—60.

128

Gdy będziemy się starali wyświetlić kwestję genezy tego
wątku, w sposób już poprzednio opasany1) i zastosowany, po­
każe się, że jego pierwowzór wyglądał trochę inaczej i co cie­
kawsze, związany był nie z postacią Twardowskiego, tylko często
w podaniach lokalnych olkuskich spotykanego i bardzo tu po­
pularnego djabła Rokity. Oto tekst oryginalny pierwowzoru
wątku ogłoszony przez Stanisława Ciszewskiego*2) p. t. „O zło­
tym stole na rozstajnych drogach pod Olkuszem“.
„Pewnego razu proponował djabeł Rokita Olkuszanom,
aby mu pozwolili przenieść olkuski kościół, podczas nabożeństwa,
w Słomianem powróśle na Czarną górę pod wsią Zuradą, a w za­
mian za to on pokaże im filary kruszcu, tak grube jak ten ko­
ściół i złoty stół na rozstajnych drogach pod Olkuszem, po któ­
rym już dawno ludzie jeżdżą, nawet róg jeden mu ujeździli, aie
którego nie potrafią odnaleźć bez jego pomocy. Ponieważ jednak
mieszkańcy Olkusza nie zgodzili się na tę propozycję, stół więc
złoty pozostaje jeszcze do dziś dnia w ziemi ukryty. Lud do­
daje jeszcze, że przeznaczony jest dla dwóch bliźniąt, które się
mają urodzić w 24-em pokoleniu“.
W. ten sam sposób, można w dalszym ciągu wytłumaczyć,
skąd wziął się w podaniach o Twardowskim z Szczodrkowic,
również przez St. Ciszewskiego zanotowanych, wątek opowia­
dający o tern jak to Twardowski, chcąc wypróbować siłę djabła,
daje djabłu rozkaz zatopienia skarbu pod Olkuszem wodą. Jest
to znów wątek lokalny olkuski, którego bohaterem był Rokita,
a który z czasem, jako „wtręt“ dostał się do cyklu podań
o Twardowskim. Pierwowzory można również łatwo odnaleźć
u Ciszewskiego. Opowiadają one o zatopieniu kopalń olku­
skich następująco. Kopalnie olkuskie zostaiy zatopione przez
djabła Rokitę 3). Dla sprowadzenia wody, według jednych,
Rokita „zrobił okno do Wisły“, według innych zaś „zatkał
sztolnię grochowiankom“, wskutek czego woda nie mogąc od­
pływać podniosła się i zalała kopalnie. Na terytorjum olkuskiem
spotkać się można jednak i z taką wersją na nasz temat, że
U Porównaj rozważania nad wątkiem^o „Twardowskim- djable we­
neckim“.
2) Zbiór wiadomości do Antropologii Krajowej. Kraków 1887.

om XI

str. 58
3) Zbiór wiadomości do Antropologii Krajowej. Kraków. 1887. Tom XI.

125
Rokita zatopił kopalnie przez zemstę, ponieważ rolnicy na
chodnikach, którcml przechodził, kreślili krzyże, aby go odstra­
szyć. Zatopiws y kopalnie udał site do „Gzdańska“ (Gdańska),
gdzie „omala muchy“. Abstrahując od różnic, jakie spotykamy
w obu wersjach, opowiadających o zatopieniu kopalń olkuskich,
gdy chodzi czy o pobudkę, skłaniającą bohatera do czynu, czy
o sposób jego wykonania, widzimy, iż tym, który zatopił ko­
palnie, był jak zgodnie wszystkie warjanty podają —- Rokita.
Ujmując więc krótko wyniki anaHzy, przeprowadzonej w tej
chwili nad dwoma wątkami z Olkuszem związanemi, stwierdzić
musimy jedno, a mianowicie, że gdy bohater naszego cyklu
krakowski czarnoksiężnik XVI w., mistrz Twardowski, stał się
wśród ludu olkuskiego postacią bardziej popularną i ulubioną,
jak Rokita, lud jego pasował na bohatera swych podań, na
niego przeniósł to, co dawniej o Rokicie opowiadał1), a o sa­
mym Rokicie powoli zaczął zapominać.
Dzieje omówionych wątków wskazują zarazem, gdy chodzi
o całość Cyklu, jaką drogą wchodziły weń wątki lokalno-prowincjonalne i w jaki sposób ze zlewania się podań miejscowych
z podaniami o Twardowskim tworzył się powoli z biegiem stu­
leci nasz bogaty w wątki „cykl podaniowy“ (Sammelsage*2).
Oczywiście zlanie się jakiegoś podania nieoryginalnego z naszym
cyklem, poprzedzić musiało przetworzenie go i dostosowanie
do cyklu, z którym jednolitą, organiczną całość wkrótce utwo­
rzyć miało.

3. Polskie kicalne opowieści o „djablich p racach“.
W ten to sposób w skład naszego cyklu weszła większość
nieoryginalnych, rodzimych wątków prowincjonalnych, dawniej
związanych z rozmaitemi postaciami historycznemi lub fantasty­
cznemu
Ciekawą grupę wśród podań rodzimych, jakie w cyklu
o Twardowskim spotykamy, stanowią te lokalno-prowincjonalne
*) „Zbiór wiadomości do Antropologii Krajowej. Tom XI. Kraków 1887,
str. 57 i nast. ; tamże fragmenty o Twardowskim a, b, c, d, str. 59 60.
2) Nadmienić należy, że w podaniach polskich o czarownicach, które
kominem na ożogach wyjeżdżają na Łysą górą sznkać należy genezy wątKU
„jazciy porwanego przez djabła Twardowskiego przez Komin do piekieł .
IahI. T. XXVIII.

9

13C

opowieści, które wiążą się z „djablemi pracami“, wykoranemi
na rozkaz Twardowskiego. Jak wiadomo djabei w pakcie, który
zawari z Twardowskim, zobowiązał się ślepo spełniać jego rozKazy. Oczywiście o tym punkcie umowy stanowczo z rozmysłu
nie zapomniał i dobrze go sobie w każdej chwili uświadamiał mistrz
Twardowski, którego pamięć nie dopisywała w jednym tylko
•wypadku, to jest, gdy chodziło o dotrzymanie jedynego zobo­
wiązania własnego wobec djabła... Rozkazuje przeto nasz bo­
hater djabłu wykonać niejedną ciężką pracę, co pokorny djabeł
w m‘g spełnia. A fantazja Twardowskiego jest niewyczerpana,
gdy chodzi o bogactwo pomysłów w tym kierunku. Zadaje więc
słudze piekielnemu prac wiele. Kie chodzi mu bynajmniej przytem o zyskanie czegokolwiek, jakby ktoś przypuszczać mógł.
Z wykonanych prac nie ma bowiem Twardowski żadnej ko­
rzyści prócz radości i uciechy, 'akiej doznaje, widząc moc wła­
sną w tem, że i potęgi piekielne zniewolić potrafi do nejednej
ciężkiej pracy i niejednego mozolnego trudu, poa wpływem
własnych płochych zachcianek. Prócz tego chyba i dlatego, że
jest w stanie ludziom imponować!
Otóż tego rodzaju warunek w pakcie z djabłem, jak zobo­
wiązanie się z jego strony do ślepego spełniania poleceń Twar­
dowskiego, umożliwiał całemu szeregowi podań lokalno-prowincjonalnych wejście w skład cyklu.
Wejść tu mogły w pierwszym rzędzie łatwo opowieści
o takich pracach djablich, jak o postawieniu skały Sokolej cien­
kim końcem na dół; o zniesieniu do Olkusza srebra z całego
kraju ; przeniesieniu z miejsca na miejsce ogromnego kamienia
pod Czerwińskiem, wielkości skały wawelskiej ; wykopaniu przez
djabła na Podlasiu pod Knyszynem w ciągu jednej nocy stawu,
„Czechowizną“ zwanego ; przeniesieniu rzędu skał z pod Krakowa,
w pobliże wsi Trębaczowa na rozkaz Twardowskiego; zbudo­
waniu grobli za wsią Neklą ; zbudowaniu grobli dwieście kro­
ków mającej, na stawie koło Tykocina; utworzeniu, wyspy na
jeziorze przy wsi Iwnie i w. i.
Lud bo wiem wszystko, co widzi w naturze, a co „nie zgadza
się z ogólnemi prawami“ i wyłamuje się z pod prawidłowości,
przypisuje djabłu. Nie umie sobie inaczej w żaden sposób wy­
tłumaczyć dziwnych nieraz wybryków natury. Tak samo podz:
wiając pomnikowe inżynierskie roboty dawnych wieków, o których

131
pochodzeniu i twórcy, nie znając historji lokalnej, nie ma
żadnych rzeczowych wiadomości, tworzy podania. One mają
mu wytłumaczyć ich powstanie. W nich oczywiście pochodzenie
jwe zawdzięczają wspomniane roboty bphaterom podań ludo­
wych — „sojusznikom piekieł“, bo jakżeby się bez pomocy
szatana przy tak wielkiem dziele obeszło. W naszym wypadku
owym potężnym rozkazodawcą, którego niewolniczo słuchają
słudzy piek eł jest czarnoksiężnik Twardowski. Nic dziwnego, żę
postać jego coraz gęstszym pierścieniem okrążają podania, które
częściowo zestawiłem powyżej.
I tak opowiada lud polski o Olkuszu, słynnym ze srebr­
nego kruszcu (oczywiście w jego rozumowaniu „przez djabła na­
gromadzonego“), że:
„Na mocy tejto umowy, (paktu, Twardowski) djabłu, jako
swemu słudze, rozkazał naprzód, by z całej Polski srebro na­
niósł w jedno miejsce i piaskiem dobrze przesypał. Wskazał mu
Olkusz; posłuszny służka wypełnił rozkaz wydany i z tego
srebra powstała sławną kopalnia srebra w Olkuszu“ ]).
o — o sposobie powstania kopalń srebra w Olkuszu opo­
wiada lud i tak go sobie wyjaśnia i tłumaczy. Ale jest to do­
piero „pierwsza praca djabła“.
Druga „praca djabła“ jest także niezwykle charakterysty
czna i tłumaczy genezę dziwnego wyglądu „Skały Sokolej“
zwanej „Skałą Twardowskiego“. Zasługuje ona na uwagę z tego
względu, iż podstawę ma cieńszą, niż wierzchołek. Podania
przedstawiają przyczynę tego „wybryku natury“ tak:
„Drugą rzecz kazał: do Piaskowej Skały, by przeniósł
skałę wysoką, przewrócił na dół najcieńszym końcem, ażeby
tak wiecznie stała. Posłuszny giermek, jako pan kazał, postawił
skałę — co dotąd stoi i zwie się Skałą Sokolą“ 2).
- ki '
h,.
„Bez to om (t. j. Skałę Twardowskiego) tak nazywajom,
-że jom satany przekręciły, jak Twardowskiego nieśli, co godzinki skompanił. To jom przewróciły do góry śerokom, a na
dół śpicem“ 3).
*) Wójcicki K. W. „Klechdy“ Warszawa, 1837. Tom I. o. c.; O. Kolberg.
Krakowskie. V; cz. I. Kraków 1871. o. c. ; Dziennik Warszawski 1851. Nr.
98-119.
2) Wójcicki K. W. ibidem.
3) „Wisła“. Tom I. str. 253, 289
9*

13?
„Twardowski polecił diabłu wpierw przewrócić skałę pod
Krakowem“. — (Ciszewski. „Krakowiacy“).
„Przewrócenie“ Skały Sokolej jak widzimy z tego, w świetle
wierzeń ludowych jest także dziełem djabła i pozostaje w zwią­
zku z Twardowskim.
i o samo prawie opowiada lud o powstaniu wielkich grobli,
a więc grobli pod Wiśl.cą, zbudowanych z ogromnych brył po­
towego kamienia, nsezaprzeczenie pomnikowej inżynierskiej roboty
dawnych wieków, prawdopodobnie za Kazimierza Wielkiego
wzniesionej, — grobli pod Wygodą w powiecie średskim,
w Poznańskiem,
grobli pod Tykocinem nad Jaszonówką
wkońcu. Oto odnośne podania:
„Twardowski, ażeby królowa Barbara miała na czem pły­
wać, zrobił djabłami groblę 20Ö kroków mającą, na stawie do­
chodzącym, do półtorej mili długości: a wiadomo dodaje, że
12.000 niewolnika, co było w lykoc.nie, we trzy tygodnie las
wycięli i rzekę płynącą do Jaszonówki mocną zamknęli groblą“ 1).
lub:
Przyjechał raz do karczmy Wygody pan jakiś bogaty,
który mówił do gościnnego, że jedzie do Poznania. Gościnny
powiada, że tu przez biota niema wcale drogi, ale Twardowski
zagwizdnął tylko na biesów i rozkazał im co tchu przez re błota
sypać groblę z maku, on zaś pędził, co koń wyskoczy w ka­
recie czterokonnej... 2).
Charakterystyczne są także tego rodzaju podania o po­
wstaniu w Knyszynie na Podlasiu stawu „Czechowizną“ zwa­
nego, o którym lud prosty pospolicie utrzymuje, że jest dziełem
jedr.or.ocnej pracy czarnoksiężnika Twardowskiego. (Baliński—
Lipiński. „Star. Polska“; Łepkowski : „O zabytkach...“).
Znane są też podania o przeniesieniu o dwie mile ogrom­
nego kamienia pod Czerwińskiem, wielkości skały w awelskiej,
o „B amie Twardowskiego“ w Potoku Złotym koło Częstochowy3)
* t- d.
a^e n*e wnoszą już właściwie niczego nov/ego dla
analizy cyklu, przeto poprzestaję za wzmiance o nich.
3 „Tygodnik Ilustrowany“. R. 1864. Nr. 225. str. 119—120. K. Wł.
W(ojcicki). Do Redaktora Tygodnika Ilustrowanego.
“1 O. Kolberg. Lud. Serja XV. Poznańskie.
3) Prof. Dr. Jan Zubrzycki „Mistrz Twardowski“ — Białoksi^żnik PolskiPrawda z Podań. Miejsce Piastowe 1S28. str. 87 i 84.

133
III. WĄTKI RODZIME — ORYGINALNE.
O wyżej omówionych wątkach rodzimych trudno orzec,
czy są oryginalne, czy weszły dopiero później w skład naszego
cyklu. Umieszczam je przeto na pograniczu miedzy wątkami nieoryg nalnemi i oryginalnemi, do których analizy przechodzą.
Zaliczam do nich przedewszystkiem wątki związane z miej­
scowościami, w których rzeczywiście miał przebywać mistrz Twar­
dowski, lub w których zachowały się rzekome czy autentyczne
zabytki po nim, to jest z Krakowem, Krzemionkami pod Kra­
kowem, Bydgoszczą i t. d. I tak wzgórza zawiślańskie Krze­
mionki za Podgórzem wraz z pieczarą zwaną „KatedrąTwar­
dowskiego“ są przedmiotem niejednego oryginalnego podan.a
pospólstwa o tern, jak to Twardowski „z djabłami konferencje
miewał“, jak różnych psc-t dokonywał djabłom. (A. Grabowski
Historyczny opis miasta Krakowa ; O. Kolberg — Lud. S. V).
Niektóre ze skał na Krzemionkach na rozkaz Twardowskiego
miał djabeł wedle podania przenieść nawet z pod Krakowa do
wsi Trębaczowa. Gdy chodzi o Kraków, do wątków oryginal­
nych należą tu omówione już przezemnie .podania o kamienicy
Twardowskiego i jego „księdze rzekomej czarnoksięskiej“, a nadto
różne wątki opowiadające o tern, jak Twardowski w cudowny
sposób leczył i biednych wspomagał. Oryginał nemi krakowskiemi
podaniami, tylko w Krakowie i najbliższej okolicy znanemi, są
podania o tern jak Twardowski poślubił pewną piękną dzie­
weczkę, która wówczas dopiero oddała mu swą rękę, gdy od­
gadł zadaną sobie przytem zagadkę, co o vra flaszeczka zawiera,
którą w ręce trzyma i oznajmił jej, że pszczołę (Wóicick1., Kol­
berg), tudzież o tern jak Twardowski-szlachcic, mimo grozy sy­
tuacji, po przypomnieniu mu, że wiąże go „verbum nobile“,
woli raczej duszę oddać djabiu jak złamać szlacheckie słowo...1).
’) Przypuszczają niektórzy niesłuszne ( 'roi. 1.- Motuszevoski: Pisma,
Warszawa 1925. Tom I, str. 260), iż ta czysto lokalna opowieść jest napozór
tylko rodzimą i że pierwowzór jej znajduje się w „Faustbuchu“. Czarnoksiężnik
niemiecki Faust, nagabywany przez jakiegoś mni ha, by zerwał pakt z djabłem
odpowiada tutaj: „Przyrzeczenie moje wią e mnie zbyt ściśle. Byłoby to niebonorowo i niechwalebnie, gdyby ktoś mógł o mnie powiedzieć później, iż
postąpiłem wbrew temu, com własną krwią napisał i przypieczętował. Jeśli
djabeł uczciwie dotrzymał tego, co mi obiecał, to i ja pragnę także dotrzy­
mać uczciwie, co mu przyrzekłem i podpiąłem'

134

Na temat księgi Twardowskiego i jej niefortunnych czytel­
ników powstają oryginalne podania w W i 1 n i e, a na temat jego
zwierciadła w Węgrowie na Podlasiu.
Bardzo ciekawą i całkowicie swoistą grupę wśród nich
stanową podania bydgoskie. Należy tu w pierwszym rzędzie
podanie opowiadające o zbiedniałym paniczu w Bydgoszczy,
któremu Twardowski kazał (podając sposób wzbogacenia się
napowrót), w opuszczonej od ludzi chacie, wziąwszy z sobą 9 gro- ■
szy, liczyć przez całą noc aż do białego dnia, rachując wciąż
od jednego, aż do dziewięciu i zalecił mu jak najmocniej, aby
się nie dał niczem zbić z tropu i nie pomylił w poi ządku liczb.
Tymczasem djabeł okazawszy się nagle we drzwiach i zniknąwszy,
otumanił szlachcica tak dalece, że ten zapatrzył się nań i za­
pomniał na czem stanął, wskutek czego otoczony wnet panicz
i przez djabłów zbity, bez pieniędzy wrócił do miasta. Notują
je Oskar Ï- olberg. Lud. S. V. Krakowskie, Luc,an Siemieński
w „Podaniach i legendach“, Dr. KI. Bąkowski w „Podaniach i le­
gendach Krakowskich“.
Otóż pochodzenie tego dawnego motywu łatwo ustalić.
W takiem ujęciu, w jakiem podają je Kolberg, Siemieński i Bą­
kowski dostał się on do wiadomości ogółu w roku 1829 z „Cza­
sopisma Naukowego“ Lwów, Zeszyt X, str. 23—56, gdzie prze­
drukował go Fr. Siarczyński *) w rozprawce p. t. „Siedzenie
dokładnieyszey wiadomości o ’ wardowskim, w wiekach prze­
szłych za sławnego czarodzieja mianym“. Ponieważ zaś Siarczyński
Fr. „podanie“ to przetłumaczył z dawnego rękopisu Possela
Joachima z XVII w., tu więc tkwi pierwowzór motywu12).
W wspomnianych więc ujęciach podanie o „zbiedniałym
paniczu w Bydgoszczy“ jest pochodzenia literackiego.
Ostatecznem źródłem, z którego podanie pcchodzi jest „Com­
pendium Historiae Joachimi Posselii“ z roku 16243). Oczywiście
tylko w późniejszych redakcjach jest ono pochodzenia literackiego, '
lecz nie u Possela! Possel bowiem zanotował w r. 1624 to,
co jak sam zaznacza, „multi ferunt“. Powtórzył więc to, co-/
1) Jan Kuchta: Historyczność postaci Twardowskiego w świetle źródeł.
Lwów 1928, str. 9—10.
2) Ibidem str. 7—8.
3) Compendium Historiae Joachim, Posselii. Rkps KVII w. str. 166/170
i nast. (Kraków, Bibljoteka Ks. Czartoryskich. L. 1322),

135

od drugich słyszał. Podanie jest więc oryginalne i rodzime. Cho­
dziłoby tylko o jego genezę Rozwiązanie tej kwesti zalezy oczy­
wiście od stanowiska, jakie zajmiemy w sprawie historyczności
opowiedzianych w relacjach Possela faktów. Możliwości są dwo­
jakie: albo przyjąć, że Possel jest pierwszym, który spisał część
gawęd o Twardowskim krążących, albo że opowiada o faktach,
które rzeczywiście miały miejsce. Zagadnienie to usiłowałem roz­
wiązać już w imiej pracy1).
Komiczny charakter ma drugie podanie z Bydgoszczy c Twar­
dowskim, który pewnej nocy na krześle przyjechawszy z Kra­
kowa do Bydgoszczy, spłatał w karczmie pod „Zieloną Papugą“
w szabas żydowi właścicielowi tejże, wesołego figla. Ujadłszy
bowiem upieczonego koguca nie chciał zań zapłacić, tłumacząc,
że żydowi w szabas brać pieniędzy nie wolno. Gdy żyd zaś się
•-ozzłościł i trzymając za kontusz nie chciał go puścić z karczmy,
wskoczył na koguta i galopem odjechał z karczmy.
Oczywiście jest to podobnie jak pierwsze podanie dalekie
echo jakiegoś rzeczywistego figla Twardowskiego, oplecione wień­
cem fantastycznych uzupełnień Powstało zaś, tak jak i cały sze­
reg innych podań bydgoskich w łączności z pobytem Twardow­
skiego w tern mieście.
A jak dalece niewzruszenie utrzymuje ogół, że Twardowsk1
vy Bydgoszczy czas jakiś przebywał świadczy fakt, iż do dziś
pokazują stary dom w Bydgoszczy, w którym 1 wardowski mie­
szkał i prawi o pobycie w mm Twardowskiego. (Ob. lokalne
wątki bydgoskie powyżej wyliczone).
Niezwiązane z po nýtem Twardowskiego, a jednak ściśle
lokalne są podania poznańskie opowiadające o tern, jak tc Twar­
dowski, gdy go szatan w powietrze unosił, uchwycił się w trwo­
dze końca wieży ratuszowej i wieży jednego kościoła farnego, które
oderwawszy poniósł z sobą ku górze, powieści małopolskie opo­
wiadające o figlach Twardowskiego w karczmie płatanych i umie­
szczeniu chłopów, przeszkadzających mu we śnie na kołku i wszyst­
kie lokalne podania z karczmami „Rzym“ związane.
Podaniami o karczmach „Rzym“ zajmiemy się trochę sze­
rzej. Nazwa karczmy „Rzym“, to nazwa wsrod karczem polskich
bardzo często spotykańa. Karczmy „Rzym“ w Polsce istniały
w wielkiej ilości. Znajdujemy je i w Krakowskiem i 'Wielkcpolsce
1) Jan Kuchta. Historyczność postaci Twardowskiego o. c.

136
i w Sandomierskiem, i na Mazowszu i na Rusi nawet. Genezy
ich nazwy szukać można w tem, iż w karczmach tych znajdowali
schronienia pielgrzymi, którzy zmierzali do Rzymu, a których
w w. XVi było bardzo wielu. Toteż spotykamy takie karczmy
przy i ćżnych głównych gościńcach, w różnych okolicach Polski.
Możjiwa jest mdnak i druga hipoteza, iż w czasach reformacji
zwolennicy Rzymu — nazywali swe gospody „Rzym“, „Niebo“,
„Raj“, chcąc \y ten sposób „pro foro externo“ zaznaczyć swe
„credo“, oraz ideologję przeważnej części gości, w niej bawią­
cych, 'deologję wszechwładnie tu „panującą“. Przeciwnicy ich na­
zywali swe karczmy w przeciwieństwie do nich „Piekło“ i t, d.
Do każdej karczmy „Rzym“, ’) przywiązana jest legenda
o Twardowskim. 1 tak czytamy :
a) O karczmie „Rzym“, leżącej na gruntach Łazan w po­
wiecie wielickim (pow. krakowski), iż było do niej przywiązane
podanie o Twardowskim2); to samo komunikuje o tej karczmie
p. Seweryn Udziela, na podstawie własnych materjałów
b) O takiej karczmie „Rrym“ — „niedaleko pod Krako­
wem (bez dokładniejszego oznaczenia) to samo opowiadają Gó­
rale Beskidowi3).
b 1) Prof. St. Maciejczyk opowiedział mi o karczmie „Rzym“,
leżącej na prawym brzegu Wisły między Krakowem i Bielanami.
W r, 1912, gdy przejeżdżał Wisłą, pokazywano mu jakiś czer­
wony dom, bez dachu, ruderę jednem słowem i opowiadano„z tej karczmy porwał djabeł Twardowskiego“ ; to jest ta karczma
„Rzym“.
c) W Wielkopclsce to samo. Czytamy4): „Nedaleko We­
necji leżała karczma Rzym, z której porwać miał djabeł duszę
Twardowskiego, bogatego szlachcica, przezwanego djablerr. we­
neckim za to, iż dręczył i uciskał swych po danych“.*)

*) O „karczmach“ polskich wogóle mamy artykuł Tadeusza Padalicy
„Karczmy“. Tygodnik Ilustrowany 1864. Tom IX, str. 103.
2) Słownik geograficzny. Tom V, 1884, str. 617. (Mac.).
3) Zbiór wiadomości do Antropologii Krajowej. Torr V, Kraków 1881,
str. 190-7.
4) O. Kolberg Lud. Serja XI (Poznańskie, cz., 3) str. 10.

137

d) W mater ałach z Wielkopolski czytamy nadto : Istnieje
w. powiecie wągrowieckim wioska „Rzym“, gdzie podług po­
dania djabli Twardowskiego porwali1).
e) O „Rzymie“ rus. „Rym“, karczmie w powiecie hajsyńskim, gm. Krasnopóika, par. Granów czytamy^); „Do karczmy
tej przywiązana jest legenda o Twardowskim, który pilnując się,
żeby djabeł me złapał go w Rzymie, nie wiedząc o nazwisku
karczmy, dał się tutaj zajść niespodzianie djabiu i tylko sprytem
wykręcił się z jego ręki“. Legenda ta zresztą, dodaje informa­
tor X. M. 3. (bardzo słusznie) przywiązana jest' i do innych
miejscowości.
f) J. S. Bandtkie wspomina o takiej karczmie „Rzym“ pod
Sandomierzem3), skąd Twardowskiego djabli wzięli, po przy­
pomnieniu, że szlachcic powinien słowa dotrzymać : „Verbum no­
bile debet esse stabile“.
g) K. W. Wójcicki opowiada o „Rzymie“ w Mazowszu nad
Narwią położonym4).
h) Wreszcie O. Kolberg także wspomina o podobnej
karczmie pod Sandomierzem 5).
Jak już z zestaw'enia widzimy są to podania lokalne. Lud
swe bajania o postaci Twardowskiego i jego porwaniu przez
szatana w karczmie „Rzym“ łączy z pierwszą lepszą, znaną sobie
dobrze, a tak właśnie także nazwaną, karczmą w okolicy. W ten
sposób taką karczmę „Rzym“ otacza powoli legenda.
Fakt zastępowania w podaniu szczegółów nieznanych przez
znane sobie i bliskie, jaki tu ma miejsce i przystosowywania
wątku do rodzimego środowiska (milieu) i najbliższego otoczenia,
znamy bardzo dobrze nietylko z podań ludowych i pieśni, ale
także z pospolitych zabaw dziecięcych, przekazywanych z kraju
do kraju, z pokolenia na pokolenie drogą ustnej tradycji przez
dzieci. Tego też rodzaju „lokalnem przetwarzaniem“ wytworów
ludowej kultury duchowej i wrodzoną człowiekowi dążnością do
3 O. Kolberg. Lud, Serja XV (Poznańskie), str. 166—7.
2) Słownik Geograficzny. Tom X, Warszawa 1880, str. 170.

3) J. S. Bandtkie: „Dzieje narodu polskiego“ — Wrocław 1835. Tom II,
str. 75—6.
4) K. W. Wójcicki: „Klechdy“, Warszawa 1876, str. 124,
5) O. Kolberg. Lud S. V (Krakowskie). Kraków 1871, str. 20—23.

■138
niego—już od dziecka1)—wytłumaczyć sonie możemy łatwo,
tę wielką ilość lokalnych podań o karczmach „Rzym“, z których
djabli porwali Twardowskiego Dołącza się do tego dążność do
konkretyzacji, do znalezienia „widocznego“ punktu oparcia dia
bajan, właściwa człowiekowi pierwotnemu.
Odbiegnijmy teraz na chwilę od tematu i poświęćmy jeszcze
słów kilka motywowi „podstępnej interpretacji, zawartego o du­
szę paktu, p-zez szatana“, który tworzy niejako szkielet, wy­
żej wyliczonych podań lokalnych o karczmach „Rzym“. W na­
szych wątkach szatani wykorzystają fakt, iż wyraz „Rzym“ użyty
w pakcie z Twardowskim, nie oznacza właściwie dokładnie
miejsca, w którem ma nastąpić porwanie „przeklętnika“. Twar­
dowski oczywiście zawierając pakt ma na myśli wyłącznie i je­
dynie miasto Rzym. „Bezpieczny“ więc teraz o duszę, bo do
Rzymu wybrać się bynajmniej nie zamierza, broi bez miary. Tym­
czasem szatan zwabia go podstępnie do karczmy Rzym i żąda
oddania duszy, stając na stanowisku, że w pakcie jest mowa
tylko o „Rzymie“, a tę nazwę zarówno dobrze do karczmy, jak
i do miasta odnieść można, ściśle pakt interpretując.
Otóż taki motyw podstępnej interpretac. paktu przez sza­
tana i jego podejście i wykręty, opa, te na wyzyskiwaniu niedokła­
dności lub dwuznaczności tekstu umowy — nie są tutaj niczerr.
oryginalnemu Motyw ów należy przeciwnie do bardzo rozpo­
wszechnionych w literaturze satanicznej.
Przypomnę więc tylko, że gdy chodzi o wypadek wyko­
rzystania dwuznaczności oznaczenia „miejsca porwania“ przez
szatanów, to miał on już miejsce w legendzie o pakcie Papieża
Sylwestra II (Gerberta) z szatanem. Zastrzegł on sobie w pakcie,
przywilej korzystania bezkarnie z pomocy szatańskiej dopóty,
póki nie odprawi mszy w Jerozolimie. Nie mając wcale zamiaru
udawania się do świętego m-asta, żył Sylwester bez troski; ale
kiedy pewnego dnia odprawiał mszę w innej niż zwykle kaplicy,
rzuciła się na niego gromada djabłów2), wołając, że mają do
') Hildegard Hetzer. „Das volkstümliche Kinderspiel“. (Wiener Arbeiten
zur pädagogischen Psychologie; herausgegeben von Charlotte Bühler und
Victor Fadrüs, Heft 6). Berlin, Wien, Leipzig, Neu York 1927 § 7. „Die um­
schaffende Tätigkeit des Kindes“.
2) Podania o porywaniu grzeszników przez djabła są w Polsce bardze
rozpov'szechnione. Przypomną chociażby podania o Mikołaju, opacie klasztoru

139*

tego prawo, gdyż kaplica owa nosi miaro „Jerozolimy“1). Ana­
logia obu wątków jak widzimy jest bardzo znaczna, bo i Gerberta oszukał szatan także tylko dwuznacznemi słowy i zaimast
z miasta Jerozolimy porwał go z kaplicy tej nazwy.
W podobny sposób według innych podań wywiódł djabeł
w pole Cecca d' As colego, który nie obawiał się śmierci na stosie
pewny, że umrze między Afryką i Campo dei flori, bo tak opie­
wał układ z djabłem, a zginął tymczasem nad rzeczką Africow Florencji*2).

IV. WĄTKI RODZIME LITERACKIE.
Pozostaje do omówienia jedna jeszcze tylko grupa wątków
rodzimych w cyklu podań o Twardowskim, tych mianowicie,,
które powstały pod wpływem literackim. Dzielą się one znów
na dwie grupy; na te, które powstały pod wpływem utworów
A. Mickiewicza i J. N. Kamińskiego, tudzież te, które powstały
pod wpływem polskich popularnych książeczek ludowych o Twar­
dowskim.
Ich „wytworem“ jedynie jest przecież Twardowski wesoły,
szlachcic-hulajdasza, w jakiego z biegiem czasu przedzierzgnął
się nasz czarnoksięski mistrz Twardowsk.. Dominujący wpływ
wywarli tu dwaj autorzy szczególnie: Adam Mickiewicz „Panią
Twardowską“ i J. N. Kamiński „Twardowskim na Krzemion­
kach“. Nie wyliczam wśród nich Lucjana Rydla3), jako tego,
który właściwie jest kontynuatorem tylko ich zasadniczego uję­
cia, uległszy w „Panu Twardowskim“ wpływowi Mickiewicza
a w „Betleem Polskiem“ wpływowi Kamińskiego. (Z komedjoopery
Cystersów, porwanym przez djabła w Krakowie w r. 1461. Monumenta Pcloniae Historica. Tom VI. Kraków 18Ô3, str. 588 „Historia de abbate recepto
a dyabolo Auctore Michaele fratre ordinis S. Benedicti nec non abbate coenobii sanctae Crucis ..
*) Ignacy Matuszewski. Pisma. Tom I. Warszawa 1925, str 261.
2) A. Graf. Geschichte des Teufelglaubens. Jena 1893, str. 237—238.
3) Nie wyliczam także wszystkich innych twórców polskich, którzy
o Twardowskim pisali, bo wpływu ich utworów na wątki podaniowe polskie
nie zdołałem wykryć.
Utwory ich omawiam w osobnej pracy o „Twardowskim w literaturze
polskiej“.

140

jego, całą sceną przeniósł do swego utworu). Ślady wpływów ksią­
żeczek ludowych, których w przeciągu lat stu wyszło kilkadzie­
siąt, są także bardzo widoczne w niejednem ludowem podaniu
i doprowadziły do jego reduplikacji niejednokrotnie, powodując
zrośnięcie się podań o Twardowskim z podaniami o Madeju.
Wpływ „Fani Twardowskiej“ Adama Mickiewicza zauwa­
żyć możemy wyraźnie już w tekstach, zanotowanych w Krakowskiem przez Oskara Kolberga Staje się on zaś szczególnie
dobrze widoczny, gdy teksty Kolberga porównamy z tekstem
Wójcickiego, o trzydzieści cztery lata starszym. (1837—1871).
Stanowczo wzięty jest z „Pani Twardowskiej“ w tekście
O. Kolberga1) zanotowany wątek „h“. „Ale ta żona, gdy się
pobrali, dokuczała mu do żywego. Mimo to wybawiła go raz
ze szponów djabła, gdy ten przyszedł z cyrografem po jego
duszę do karczmy „Rzym“, do której zapomniawszy o warunku,
ws+ąpił był z nią Twardowski. Djabeł bowiem nie chciał speł­
nić ostatniego z trzech warunków, jakie szlachcic miał prawo
nań nałożyć Ł j. by choć rok jeden pomieszkać z jego żonką
i czmychnął dziurką od klucza u drzwi“.
Dwie poprzednie' „prace djable“ wzięte zostały również
z wspomnianej humorystycznej ballady: „1) zbudować przez
noc gmach z ziarnek orzecha wysoki jak krępak, ze strzechą
z bród żydowskich, do którego miał Twardowski pojechać na
malowanym w karczmie koniu, ożywionym przez djabła. 2) ską­
pać się w święconej wodzie“2).
Wpływ ten widoczny jest i w innych tekstach podania n. p.
w tekstach zanotowanych przez S. Ciszewskiego w Sławkowie
(d : 1,2, 3), przez Dr. W. Kosińskiego wśród Górali Bieskidowych a przedewszystkiem w „Książeczkach popularnych“ o Twar­
dowskim.
Liczne są także w naszych podaniach ludowych o Twar­
dowskim wątki powstałe pod wpływem tych popularnych ksią­
żeczek ludowych. Do nacer ciekawych i senzacyjnych wprost
wyników dochodzimy, badając n. p. pochodzenie i analizując
podania, znane Góralom Biesiadowym, którzy jak zaznacza Dr.
Władysław Kosiński znają Bardzo dokładnie żywot i przygody
b O. Kolberg. Lud. S. V. cz I, Kraków 1871, str. 20—23.
2) O. Kolberg, j w.

14 i

Twardowskiego Zbierając materjały wśród Górali Bieskidowych,
zamieszkałych na drodze z Nowego Targu do Jabłonki, zapisał
on i podanie o Twardowskim. Opowiedział mu je Łaś Szczepan
w Pieniążków-cach. Jest to podanie najdłuższe, jakie znamy,
(7 stronic druku) najdokładniejsze przy tem wszystkiem. Gdy
się zabierałem do jego analizy, uderzyło mnie to odrazu już na
pierwszy rzut oka. Podania bowiem ludowe — ustnie przeka­
zywane z ojca na syna (nie oparte o żaden tekst, umożliwia­
jący spamiętanie), nigdy takie długie być nie mogą. Ja n. p. sam
nie potrafiłbym go dokładnie powtórzyć, raz je usłyszawszy.
Przy dalszej analizie uderzyły mnie bardzo zadziwiające wśród
Górali Bieskidowych wiadomości o słoniach i w eibłądach. I oto
niedługo rozwiązałem zagadkę. Podania to jest pochodzenia li­
terackiego. Jest poprostu streszczeniem ludowej książeczki o Twar­
dowskim, którą odnalazłem. Oto źródło:
(Bez autora). „Mistrz Twardowski“. „Ciekawa historyjka
z dawnych czasów“. Bochnia 1887.
Nadmienię, że w Bochni wyszła jeszcze i druga popularna
książeczka o Twardowskim p. t. (Bez autora) „Mistrz Twar­
dowski . Ciekawa historyjka, opowiedziana grzecznym dzieciom,
przez ich stryjaszka“. Bochnia 1862.
Podanie zapisane przez doktora Kosińskiego jest streszcze­
niem ludowej książeczki, zresztą wiernem, lecz niepełnem i nieudolnem. Opowiadający przekręca słowa. (W książeczce nazwisko
Fafuła, opowiadający Tafuła; w książeczce kości z wieloryba,
opowiadający z wielbłąda). Zresztą, opowiada systematycznie
i powtarza nazwiska (Mefistofeles, Piekielnicki) a odtwarza bieg
akcji książeczki ludowej, od zapisania djabłu przez ojca Twar­
dowskiego duszy dziecka i historji żywota tego syna kleryka,
aż do porwania go w Rzymie.
Oto jaskrawy przykład wpływów literackich na bajania
ludu i ilustracja tego, jak lud w obecnych czasach łatwo pod
wpływem literackim przetwarzać je może. Dokładnej paraleli
nie przeprowadzam, bo podobieństwo jest aż zbyt wyraźne,
a ż_"ódIo niewątpliwe. Ciekawych odsyłam do oryginałów. Spis
polskich popularnych książeczek o Twardowskim podaję na
str. 142.
Literackiego pochodzenia wkońcu są i śpiewki Twardow­
skiego z „Szopki Krakowskiej“ Dr. Jana Krupskiego, zanoto-

Î42

Avane i przez Kolberga Oskara w Ludzie berja V, a zaczynające
się cd słów:
„Czyto w dzień, czyto w noc
Zawszem wesół, zawsze pjan...“
Są to mianowicie słowa śpiewek Twardov/skiego, bohatera
komedjo-opery Jana Nepomucena Kamińsk: ego „Twardowski
na Krzemionkach“, której rękopis z r. 1825 znajduje się w Bibljotece Zakładu im. Ossolińskich we Lwowie *).
Porównałem te rzeczy i znalazłem różnicę jedynie w układzie,
zwrotek i w braku w „Krakowskiej Szopce“ — zwrotki II

*) 1. Turski Jan Kanty Mistrz Twardowski ciekawa historyjka. Bo­
chnia 1862.
2. O Twardowskim wielkim czarnoksiężniku i jego sprawkach wraz
z powieściami c czarach. Poznań b. r.
3. Pan Twardowski, podanie ludowe według klechdy K. Wł. Wójcickiego.
Warszawa 1879.
4. Ten sam tytuł. Chcago. 1880.
5. Twardowski mistrz — powieść z podań ludowych. Warszawa 1882.
6. uczynski Franc. Ksaw. Twardowski mistrz czarnoksięski, jego życie,
czyny i koniec. Poznań 1886.
7. Twardowski mistrz, ciekawa historyjka z dawnych czasów. Bochnia 18878. Twardowski czarnoksiężnik, powieść z podań ludowych. Poznań 1888
9. Borucki Aleksander. Mistrz Twardowski. Bardzo ciekawa, zajmująca
à wesoła historja o sławnym polskim czarnoksiężniku. Spisane wiernie podług
podań ludowych i starych zabytków piśmiennych. Cieszyn. (Bibl. tanich ksią­
żeczek dla ludu i młodzieży. T. XVI b. r. 1888)
10. O J. Twardowskim wielkim czarnoksiężniku. Winona. Minn. 1892.
11. Pan Twardowski sławny mistrz czarnoksięski. Ciekawe opowiadanie
podług podań piśmiennych i legend ludowych zebrane Warszawa 1910.
12. Ciembroniewicz Józef. Mistrz Twardowski. Z dawnych ksiąg i po­
dań. Lwów 1907 (1905).
13 Mistrz Twardowski. Ciekawa historyjka z dawnych czasów. Chełm­
no b. r. (Zestawienie Prof. W. Hahna. Pamiętnik literacki 1910).
14. Mistrz Twardowski sławny czarnoksiężnik polski. Zajmująca i we­
soła historja zebrana ze starych kronik. Warszawa 1922.
15. Pan Twardowski Sławny Mistrz Czarnoksięski. Warszawa b. r.
.Nakład i własność „Księgarni Popularnej" Nr. 44 (1928).
Nowsze przeróbki i wydania dla młodzieży omawiam w pracy „Czarn.
Twardowski w literaturze polskiej“.
*) Kamiński J. N. „Twardowski na Krzemionkach". 1825. Rękopis
Ossolineum str. 21. (Kamiński wywarł bardzo wielki wpływ i na „Betleem
Polskie" L. Rydla). L. Rkps. nr. 4666/III.

143
z rękopisu Kamińskiego; pozatem dostrzegłem małe jedynie
zmiany, będące wynikiem niedosłyszenia lub przekręcenia słów.
Układ zwrotek w rękopisie Kamińskiego J. N. p. t. „Twardowsk i na Krzemionkach“ jest taki.
zwrotka

I. Czy to dzień, czy to noc,...
II. Gdy dziewulę, gdzie zobaczę...
III. Hulaj dusze bez kontusza...
IV. Przez łeb krysa w mieczu szczerb...
V. W tym żupanie, znaj Mospanie ...
VI. Przyjdą djabli, ja do szabli...
w „Krakowskiej Szopce“ zaś taki:1)

I. Czyto w dzień, czyto w noc
II. W tym żupanie, znaj Mospanie
III. Przyjdą djabi', ja do szabli
IV. Hulaj dusza bez kontusza
V. Przez łeb kresa, w mieczu szczerb
VI.........................................................
Różnice: V. w. 4. To mi zuch, jechał go sześć
I. w. 1. Czy to dzień, czy to noc,
II. w. 4. Nie da sobie na wąs ws.sść
I. w. 1. Czyto w dzień, czyto w noc.
Literackiego pochodzenia są oczywiście i wstępne «łowa
Twardowskiego, który mówi o sobie, że polskie dzieci w na­
ukach promował (wskazuje na to choc-ażby to ostatnie słowo
„promował“), jakoteż śpiewki zaczynające się od słów „Gdzie
się podział biały orzeł“ ; te atoli są dziełem bardziej „pospoli­
tego“ autora.
Na tych uwagach kończę omawianie grupy podań i wąt­
ków rodzimych w cyklu podań o wardowskim. Pominąłem tu
z rozmysłu ciekawą grupę podań rodzimych o „Matce Boskiej“,
ratującej Twardowskiego z rąk djabła, chcąc ją dokładniej wraz
ze wszystkiemi warjantami omówić w osobnym szkicu. Celem,
jak: mi przyświecał przy decyzji wyłączenia tych wątków, było
wykazać, jaki doniosły wpływ ma bananie warjantów podań
ludowych dla poznaria stosunku „masy apercypującej“ (w tym
wypadku ludu), do „wytworu kulturowego“
l) Dr. Krupski o. c. str. 32—4.

144
LES MOTIFS LOCAUX DANS LES LÉGENDES CONCERNANT MATRE
TWARDOWSKI

Comme nous l’apprend L. Górnicki (XVlme siècle), J. Possel (XVlIme s.) et. A. Morsztyn (XVIIme s.) le cycle de a fab'es
sur Twardowski s’est formé vers la fin du XVImR et au XVII mo
siècle.
Les premières fables appartenant à ce cycle parlent du
contrat de Twardowski avec le diable, de l’évocation de 1 esprit
de la reine Barbe, des mauvais tours joués par M. Twardowski,
de son vol dans les airs et du fils prodigue de Bydgoszcz. Un peu
plus tard apparaissent des motifs nouveaux qui racontent comment
Twardowski fut sauvé par la Sainte Vierge „refuge des pécheurs
au moment où le diable emportait son âme à 1 enfer et comme
il se trouva suspendu dans la lune.
Le motif de „rajeunissement“ de Twardowski, de provenence littéraire, apparaît le plus tord.
Au cours des années (précisément au XIX’re siècle) au
mythe de Twardowski viennent s ajouter des satires au caractère
natif et régional.
Cela s’explique ■ ainsi, qu’à partir de la seconde moitié du
XVlme siècle, le héros du cycle devint un personnage collectif et
son nom fut comme un aimant qui attirait divers motifs et récits.
Ces motifs forment deux groupes fondamentaux: les motifs
populaires et les motifs littéraires. Dans le groupe des motifs po­
pulaires, peu original, se distinguent les récits historiques qui
parlent des personnages suivants:, Jean de Venise, Dunin, Bolesław II.
de Silésie et Madame Pawłowska „la mauvaise femme ; tous
ces récits méritent notre attention. Les motifs empruntés aux con­
tes fantastiques du diable Rokita et du trésorier de Wieliczka
sont aussi intéressants.
„Les plus intéressants toutefois sont les motifs au caractère
natif, provenant des légendes polonaises régionales et locales.
Elles enrichirent largement ce cycle.
Ici appartiennent, outre quelques intéressants récits au ca­
ractère local, sur les „travaux du diable“ (Le rocher du faucon,
l’argent d’Oîkusz, le rocher de
rębaczów, la pierre de Czerwińsk,
Vétang de Knyszyn, la d,gue de Nekla à Tykocin etc.) presque
toutes les légendes locales se rapportant à Krzemionki, Kraków,
Bydgoszcz, Poznań et l’auberge de „Rome' .
Au XIXme siècle les oeuvres de A. Mickiewicz et de J. N.
Kamiński exercent une grande influence sur ce cycle fabuleux,
en ne parlant plus de petits livres populaires sur Twardowski.
Plus d’un „motif littéraire“ s’infiltre alors dans la légende, C est
alors aussi, que ce cycle, ayant absorbé des motifs étrangers,
s’élargit infiniment atteignant les proportions que nous lui voyons
aujourd’hui.

KAZIMIERZ SOCHANIEWICZ.

MIARY I CENY PRODUKTÓW ROLNYCH NA
PODOLU W XVI W.
(MESURES ET PRIX DES PRODUITS AGRICOLES EN PODOLIE
AU XVIe SIÈCLE)

1. Zagadnienie.
W ciągu mej pracy nad miarami czerwonoruskiemi zwłaszcza
zbożowerri 1), oak dotąd tylko częściowo opublikowanej, okazała
się potrzeba zajęcia się miarami województwa podolskiego, ze
względu na to, że pewne miary używane na Podolu, były rów­
nież w użyciu we wschodniej połaci województwa ruskiego,
a mianowicie w dawnem starostwie trembowelskiem. Ta okoliczność
wyjaśnia genezę niniejszego szkicu, który pomijając zagadnienia
miar roli, jako zasługujących na odrębne traktowanie, zajmie
się miarami i cenami przedewszyetkiem zboża i innych produk­
tów rolnych, następnie miodu oraz pokrewnemi, nie wyłączając
przędziwa, zwłaszcza temi, które służyły jako środek do określenia
wysokości danin ludności wiejskiej w starostwach (króle wszczyznach) podolskich. Poruszając zagadnienie, samo dla siebie inte­
resujące, i opracowując je — zdaje się po raz pierwszy w naszej
literaturze — patrzymy na nie jako jeden z koniecznych środków
pomocniczych, kluczy, służących do zrozumienia cennego dla historji gospoda.cze: materjału, zawartego w aktach i dokumen­
tach a zwłaszcza w lustracjach i inwentarzach dóbr.
') Zob. K. Soch aniewicz. Terminologja czerwonorusidch miar nasypnych zbożowych w XV i XVI wieku. Zapiski numizmatyczne I. (1925)
str. 39—42, 67—71. Por. recenzję A. F. Kwartalnik etnograficzny Lud (1925)
S. II. t. IV. str. 188. Tenże „Z zagadnień metrologicznych ziem czerwonoruskich“ (Streszczenie odczytu: Kwart, historyczny XXXIX str. 671).
Lud. T. XXVIU.

10

146

2. Źródła.
Głownem i podstawowem źródłem jest materjał lustracji
dóbr królewskich (starostw) na Podolu z XVI wieku. Jak wia­
domo starostwa te były następujące :x) a) starostwo kamie­
nieckie, składające się ze wsi w pobliżu Kamieńca Podolskiego
i włości smotryckiej, b) starostwo latyczowskie nad Bohem,
c) starostwo skalskie nad Zbruczem, d) starostwo c z e r w onogrodzkie nad Dżurynem, e) starostwo barskie w do­
rzeczu Rowu, f) starostwo chmielnickie w póínocno-wschod­
nim narożniku województwa podolskiego. O ile chodzi o Do­
siadany materjał źródłowy uwzględniono w odniesieniu do sta­
rostwa kamienieckiego lustrację z r. 1565 2), lustrację z r.
i 570 3), oraz lustrację z r. 1615, obejmującą łącznie materjał dla
starostwa Iatyczowskiego4), do starostwa skalskiego
lustrację z r. 15/G 5) oraz lustrację z r. 1615 6), do starostwa
czerwon o grodzkiego lustrację z r. 1615 7), do starostwa
barskiego lustrację z r. 1565 8), oraz z r. 1615 9), do staro­
stwa chmielnickiego lustrację z r. 1570 10) oraz z r. 1615 n).
Obadanie wymienionego materjału lustracji królewszczyzn oka­
zało zupełną bezwartościowość dla naszych celów lustracji z r.
1615, albowiem są one zbyt sumaryczne i nie dają potrzebnego dla
celów metrologicznych materjału. A ponieważ nie dla wszystkich
starostw posiadamy lustracje z 1. 1565—1570 tak cenne dla
swych metrologicznych wskazówek, przeto właściwie dadzą
się omówić źródłowo jedynie miary, używane w sta­
rostwie kami enieckf em, skalskiem, barskiem i chmiel­
ni ck i em.
’) Ź.ódła dziejowe t XIX cz. I. str. 101, 102.
2) Arcliiw Jugo-Zapaćnoj Rosji, Część VII/2.
3) Zereła do Istorji Ukrainy-Rusy VII.
4) Źródła dziejowe V.
5) Żereła VII.
6) Źródła dziejowe V.
7) Źródła dziejowe V;

8) Archiw Jugo-Zap. R. VII,'2.
9) Żródia dziejowe V.

10) Żereła VIL
1!) Źródła dziejowe V.

IA'1

3. Ogóífla charakterystyka miar.
W systemie metrologicznym podolskim, mimo pewnych
rysów odrębności partykularnej (regjonalnej), zaznaczających się
przedewszystkiem w zagadnieniach ilościowych, dzięki którym
rozróżniać możemy miary kamienieckie, skalskie, barskie i chmiel­
nickie, dadzą się wykryć pewne rysy pokrewieństwa natury ja­
kościowej, co znajduje swój 'vyraz przedewszystkiem we wspól­
nej terminologji a także w systemie podziału miar zasadni­
czych. Ta wspólność terminologji występuje w miarach (sposo­
bach liczenia) zboża niemłóconego i siana, dalej zboża młóco­
nego (trzecinnik) i pokrewnych im miar nasypnych (objętościo­
wych), jak beczka, półbeczek, dalej w miarach na masło, nale­
wnych na miód (rączka) i t. d. dlatego też omawiać je będziemy
nie regjonalnie, lecz grupami według wyżej wskazanych kategoryj.

4. Miary zboża niemłóconego i siana.
Zasadniczo rachowano zboże na kopy1) i kopice2), da­
lej stogi, które szacowano w starostw'e kamienieckiem na zło­
tych sześć iw owych stronach zboże tanie) 3), mniejsze stogi
nazywano stożkami n. p. grochu4); rachowano też na brog
n. p. bróg grochu 5), albo sterty, które rozróżniano jako dużs
i małe6). O ile chodzi o siano, to szacowano je na sterty

!) Star. kamienieckie (165) Archiw Jugo Zap. Ros,ï VII/2 str. 187, 196,
“209, 212, 215; (570) Żereła VII str. 96, 97, 401, 102, 103, 105, 106, 107,109, 111 ;
star. ska’skie (1570) Żerela VII str. 186, 192, 194; star. barskie (1565)Archiw
Jugo Zap. R. VII/2 str. 231, 232,259,260; star. chmielnickie (1570) Żereła VII
str. 75, 78, 82, 87; (1565) Archiw Jugo Zap. Rosji VI1/2 str. 151, 159, 165.
2) Star. kamienieckie (1570) Żereła VII str. 110,
3) Star. kamienieckie'1565) Arch. w Jugo Zap. Rosji VII/2 str. 192; (1570)
Żereła VII str. 110; star. barskie (1565) Archiw J. Z. R. VII/2 str. 256, 259,
260; star. chmielnickie (1563) Archiw J. Z. R. VII/2 str. lo3; ('570) Żereła
VII str. 75. 76, 77.
4) Star. kamienieckie (1570) Żereła VII str. 105, 110.
5) Star. kamienieckie (1570) Żereła VII str. 97.
6) Star. chmielnickie (1570) Żereła VII str. 75.
7) Star. kamienieckie (1565) Archiw Juge Z. R. VI1/2 str. Î87, 188, 209;
(1570) Żereła VII str. 97, star. skalskie (1570) Żereła VII str,. 192 ; sta.-, chmiel­
nickie (1565) Archiw Jugo Zap. Rosji '41/2 str 154.

10*

148

(wielkie), stogi1) i wozy2). O wzajemnym stosunku tych
trzech form liczenia informuje nas lustracja starostwa kamie­
nieckiego z r. 1565, która powiada3), że sterta siana warta
złotych 7, stóg złotych 5, wóz groszy 5. Na tej pod­
stawie rachując4) na złotego gr. 30, otrzymamy, że na stertę
idzie 46 wozów, a na stóg 30 wozów. Cena wozu siana nie
była w województwie podolskiem jednolita, skoro w star. barskiem liczono za wóz 3 grosze5).

5. Wóz jako miara (jednostka) szacunkowa.
Wóz jako miara ma zastosowanie nie tylko w odniesieniu
do siana, lecz także do innych produktów, przedewszystkiem
do drewna (wóz drew6) następnie do soli, przyczem rozróż­
niano „mały i większy wózek soli“7). Ile i jak ładowana
na wozy siano, drwa i sól (czy pod sztrych), co do tego źródła
nasze nie podają informacyj. Pewne wyobrażenie o wielkości
wózka soli daje wyrok króla Kazimierza Jagiellończyka z 23 sier­
pnia 1491 r. w którym orzeczono, że każdy wózs) soli drohobyck:ej wiezionej na sprzedaż ma być długi 14 piędzi (palmas),
na szerokość zaś liczył na dnie 17 topek (tolpas), na górze zaś
topek 20, jedna na drugiej tak ułożona, ażeby każdy wóz liczył
topek 6000 (cuilibet currui sex milia numero tolparum debent
peraddi).

6. Miary zboża młóconego na Podolu.
Zasadniczą i podstawową oraz powszechnie obowiązującą
miarą zboza młóconego na Podolu jest trzecinnik9). OboStar. kamienieckie (1565) Archiw. J. Z. R. VII/2 str. 188, 214,
2) Star. kamienieckie (1565) Archiw J. Z. R. VII/2 str. 188; star.
chmielnickie (1565) 1. c. str. 151 ; star. barskie (1565) Archiw J. Z. R. VII/2
str. 217, 222, 226, 227, 233, 234, 236, 242, 252, 255.
3) Star. kamienieckie (1565) Archiw J. Z R. VII/2 str. 188.
4) M. Gumowski Podręcznik numizmatyki polsk. Kraków 1914 str. 288.
5) Lustracja z r. 1565 Archiw J. Z. R. VII/2 str. 218, 219.
6) Star. kamienieckie (1565) Archiw J. Z. R VI1/2 str. 175, 176.
7) Star. kamienieckie (1565) Archiw J. Z. R. V1I/2 str" 180: star. bar­
skie (1565) 1. o.-str. 243.
8) F. Gątkiewicz. Z Archiwum Drohobycza. Drohobycz 1906. nr. 7.
str 24-26.
9) Nazwa trzecinnik oznacza także miarę na miód w starostwie hrubieszowskiem (Żereła III str. 108—111), których trzy tworzyło rączkę.

149
wiązuje on w starostwach : karrienieckiem 1), skalskiem 2), barskiem3), chmielnickiem4). Poza obrębem województwa podol­
skiego spotykamy się z trzecinnikiem także w województwie
ruskiem, a mianowicie w starostwie trembowelskiem.
Podstawowa miara, w tern starostwie obowiązująca, p ó ł m i arek trembowelski5), zwaną jest tu także trzecinniPiem6). Obok niego zaś jest maca, która jest połową półmiarka7). Ten fakt występowania trzecinnika w powiecie trembowelskim jest niewątpliwie wynikiem pierwotnego związku te­
goż powiatu z dawnem Podolem przed estatecznem uformo­
waniem się województwa podolskiego z dawnej „ziemi“ podol­
skiej, odebranej Tatarom przez książąt Korjatowiczów. Zjawisko
to nie powinno dziwić w zakresie metrologji wieku XVI, bo
związek ziemi trembowelskiej z resztą Podola odbił się jeszcze
echem w r. 1583, kiedy to w spisie ozierżaw dożywotnich, jakby
z dawnego przypomnienia policzono do Podola i starostwo
trembowelskie 8). Obok trzeci nm.ca spotykamy na Podolu ślady
jakichś innych miar. Lustracja star. kamienieckiego z r. 1565
mówi o „pewnej mierze owsa“ bliżej nieokreślonej9). Są
też ślady, że kłoda, typowo czerwonorrska miara zbożowa była
w użyciu w starostwie barskiem 10). Odosobniona jednak w tym
kierunku wzmianka o kłodzie nie daje pola do szerszych wniosków.
*) Lustracja z r. 1565 (Archiw j. Z. R. VII/2 str. 178, 180, 186, 191,
192, 195, 197, 198, 199, 200, 201, 202, 204, 205, 209, 210, 213) ; lustracja z r.
1570 (Żereła VII str. 89, 90, 91, 94, 96, 98, 101, 103, 104, 107, 108, 113, 115,
117, 119, 125); lustracja z r. 1615 (Źródła dziejowe V, str. 3).
8) lustracja z r. 1570 (Żereła VII str. 185, 186, 187, 188, 189, 190,
191, 196).
3) Lustracja z r. 1565 (Archiw Jugo Zap. Rosji VII/2 str. 131,132, 134; 216,
220, 222, 224-227, 230, 231, 233, 236, 237, 24', 254 258, 262, 263, 268, 271.
4) Lustracja z r. 1565 (Archiw Jugo Z. R. VII/2 str. 142, 144—146,
148—150, 152, 154, 158—160, 162); lustracja z r. 1570 (Żereła VII str. 69, 74,
75, 76, 80, 81, 84).
5) Żereła I. str. 118, 119, 120, 122, 124, 126, 128, 133, 135, 136, 138,
142, 143, 144, 145, 147, 150; VII str. 123-127, 129, 130, 131, 132, 136.
6) Żereła J str. 136, 138.
7) Żereła VII str. 122, 124, 125. Wywnioskować to można
z ceny, albowiem za macę owsa rachuje lustracja groszy 3,
a za półmiarek groszy 6.
8) Źródła dziejowe XIX cz. I. str. 11.
9) Archiw J. Z. R. VII/2 str. 176.
10) Archiw J. Z. R. VII/2 str. 260, („kiełka kloth (!) żyta“)

150

7. Podział i rodzaje trzecfrmika.
Trzecinnik dzieli się na dwa półtrzecinn ki1), oraz
cztery ćwierci 3). Schemat zatem podziału trzecinnika przed­
stawia się następująco : Trzecinnik = 2 półtrzecinniki 4 ćwiercify.ierzoio trzecinniki dwojako: bądź wierzchowato3) t. j.
z czubem, bądź równo. Ten sposób mierzenia nie stanowi cechy
specyficznej Podola, bo go rozróżniano także w województwie
ruskiem oraz w Małopolsce w ciaśniejszem tego słowa zna­
czeniu 4). rozatem ze względu nie tyle na sposób mierzenia, ile
wielkość rozróżniano miary zamkowe5). To wyróżnienie miar
zamkowych zasługuje na specjalną uwagę. Wprawdzie nasz materjał nie daje nam przeciwstawienia ' tego określenia, niemniej
jednak to przeciwstawienie jest znane: miarom zamkowym prze­
ciwstawiamy miary m esckie czyli targowe6) Pomijając
różnice ilościowe, różnica między udarami miesckiemi a zamkowemi polega na tern, że wzorce ndar pierwszych przechowy­
wano na ratuszu7), a drugich na zamku. Niezależnie od Lego
zróżniczkowania rodzajów miar (równe, wierzchowate, miesekie,
zamkowe) de sze zróżniczkowanie miało charakter lokalny. Dz:ęk’
temu zróżniczkowaniu mamy trzecinniki: a) kamienieckie8),*)
*) Star. kamienieckie (1570) Żereła VII str. 93, 104; star. barskie (1565)
Archiv7 J. Z. R. VII/2 str. ?22, 226, 227, 242, 245, 252; star. chmielnickie
(1565) Archiw J. Z. R. VI1/2 str 162; (1570) Żereła VII str. 81.
2) Star. skalskie (1570) Żereła VII str. 192 („trzecinn ków 343,
ćwierci 2Vy“).
,
3) Star. kamienieckie (1565) Archiw J. Z. R. VII/2 str. 214; star. bar­
skie (1565) Archiw J, Z. R. VI1/2 str. 217, 233, 255; siar chmielnickie (1565)
Archiw J. Z. R. VII/2 str. 138, 141; (1570) Żereła VII str. 70, 71, 72; star..
barskie (1565) Archiw J. Z. R. VII/2 str. 132.
4) Ś wiadczy o tern Długosz. Lib. ben. II str. 126 (avenae mehsuras,
mensurae aecualis seu supereminentis“ ; (I. c. 460) („třes choroš avenae mensurae confertae“); (1 c. III str-. 306) „mensurae planae et aequalis lublinensis“..
5) Star. chmielnickie (1565) Archiw J. Z. R. VII/2 str. 141.
6) To przeciwstawienie miary zamkowej mierze miesekie; czyi. targo­
wej mamy w starostwie ratneńskiem. Zob. Archiw. j. Z. R. VII/2 str. 280,.
299, 309, 317.
7) Wnioskujemy z analogji. O przechowywaniu wzorców' na ratuszu
mówi najstarsza taksa soli sanockiej z r. 1505 (A. g. z XVI str. 361 nr. 3086),.
gdzie, powiedziano : „Et mensuras ad mensurandum idem sal in prefata civitate Sanok non alibi nisi pretorio capi debet“.
8) Star. kamienieckie (1565) Archiw Jago Z. R. VII/2 str. 213 („trzecin­
nik miary kamienieckiej“), 214 („trzecinnik miary kamienieckiej wierzchowatej")-

151
które obowiązywały także w Gzarawce :) oraz w sta -ostwie skal-,
skiem2) a częściowo barstem3), b) barskie większe aniżeli
w Chmielniku4), c) chmielnickie5) bardzo wiellde 6).

8. Wzajemny stosunek trzeci i ników : kamieniecki sgo, barski egu»
i chmielnickiego na zasadzie cen zboża.
Nie posiadamy dla określenia trzecinnika żadnych bezpo­
średnich wskazówek, jakie czasami w lustracjach się spotyka
t. j. określeń zapomocą łasztu gdańskiego, ćwiertni toruńskiej,
krakowskiej i t. p. Brak również dokładniejszych danych, o ile
chodzi o wzajemny stosunek trzecinnika kamienieckiego, bar­
skiego i chmielnickiego. Gdy więc chodzi o określenie wielkości
i wzajemnego stosunku poszczególnych trzecinników, nasuwa
się pytanie, jakie tu kryterium może mieć zastosowanie. Jest
ono dwojakie: a) cena zboża b) stosunek zboża młóconego do
niemłćconego. Co się tyczy pierwszego kryterjum, to wzajemny
stosunek trzecinników przedstawia następujące zestawienie cen,
w załączonej poniżej tabeli.
Porównanie cen zboża, uwidocznione na tabeli wykazuje
1) że w starostwie kamienieckiem nie było różnicy w cenach
zboża w latach 1565 i 1570; 2) ceny w starostwie skalskiem nie
różnią się od cen kamienieckich ; 3) ceny w starostwie barskiem
i chmielnickiem wykazują wybitne odchylenia od cen kamieniec-*)
*) Star. kamienieck.e (1570) Żereła VII str 101 („komputując wedle
taksy kamienieckiej, bo i trzecinnik jednaki i miara jednaka in equalitate,
pondéré, valore et precio“), 102, 105.
а) Lustracja z r. 1570 (Żereła VII str. 192 „dwa trzecinniki, który jest
tak wielki jako w Kamieńcu“).
^ Star. barskie ; 1565) Archiw J. Z. R. VII/2 str. 255, 250.
4) Lustracja z r. 1565 (Archiw J. Z, R. VII/2 str. 217: „trzecinnik miary
barskiej obyczajem onego kraju wierzchowaty ; 1. c. 233, 255; 1. c. str. 122"
„a i tam więtsza miara w Chmielniku, a k temu ludzie, którzy sią w koniach
kochają, więcej, przetoż i zboże na targu bywa zawżdy droższe“ (Uwaga:
trzecinnik owsa kosztował 8 gr.).
5) Lustracja z r. 1570 (Archiw J. Z. R. VII/2 str. 138: „trzecinnik miary
chmielnickiej wierzchowatej“).
б) 1. c. str. 141 : „chocia tam miara w.elka niepopłatne zboże“ (Uwaga:
trzecinnik owsa kosztował tam 5 gr. 1. c. str. 138, 141).

152

Tabelaryczne zostawienie cen zboża w pc.azczególnych
starostwach podolskich.
I. kamieniecki *)

II. skal­
ski2)

III. bar­
ski3)

IV. chmielnicki 9)

1565 r.

1570 r.

1570 r.

i565 r.

1565 r.

1570 r.

żyta

gr. 12

gr. 12

gr. 12

gr. 154) gr. 10

gr. 20

pszenicy

*

20



20



20

» 235)

„ 12



26

jęczmienia



8



8

»

8



?



?



16

owsa

,,

6

»

6



6



8



51«)



io

tatarki



8



8



8



?



?



10

?



30

Trzecinnik

prosa



20



20



20



?

»

grochu



?



20



20

, 206)



?



30

słodu

»

?

,,

?

»

?

„ io7)



9



?

jagieł

»

?



?

n

9


„ 24«)

„ 18



?

kich oraz odchylenia między sobą. Wiadomo, z poprzedniego
paragrafu, że trzecinnik barski jest większy od chmielnickiego.
Porównanie cen z r. 1565 w obu tych starostwach okoliczność
tę potwierdza. Pominąwszy nadmiernie wysoką cenę pszenicy,
widzimy, że w starostwie barskiem żyto jest 50% droższe, jagły
33 %, owies znacznie ponad 50%. Znacznie mniejsza różnica wyd Lustracja z r. 1565 Archiw J. Z. R. VII/2 str. 188; lustracja z r. 1570
Zereła VII str. 97. Uwaga: ceny w obu latach identyczne.
2) Lustracja z r. 1570 Zereła VII str. 192/3. Uwaga: Z wywodów
w par. 7 wiadomo, że trzecinnik skalski identyczny jest z kamienieckim,
słusznie więc i konsekwentnie podaje źródło ceny identyczne z kamienieckiemi.
3) Lustracja z r. 1570. Archiw J Z. R VII/2 str. 218/19.
4) I. c. str. 231.
5) 1. c. str. („w Barze oszerica droższa“)
6) I. c. str. 260.
7) 1. c. str. 231.
8) 1 c. str. 231.
9) Lustracja z r. 1565 Archiw J. Z R. VII/2 str. 152. Lustracja z r. 1570Żereła VII str. 75.
10) Archiw J. Z. R. VII/2 str. 138 („zboże nie bardzo płatne“)-

153
stępuje między trzecinnikiem barski; n a kamienieckim na pod­
stawie lustracji z r. 1565. I tak cena żyta wykazuje 30%, cena
owsa 33%, natomiast niema różnicy w cenie grochu, a co do
ceny pszenicy różnica spada grubo poniżej 20 %• Natomiast po­
równanie cen w star. chmielnickiem i kamienieckiem daje wyniki
wysoce rozbieżne, o ile chodzi o lata 1565 i 1570. Ceny bowiem
chmielnickie w r. 1565 są niższe, natomiast w r. 1570 dwukro* tnie wyższe, co stanowi sui generis zagadkę, trudną do wytłu­
maczenia *).
Opierając się na cenach owsa z r. 1565, o biorąc za pod­
stawę trzecinnik kamieniecki, okaże się, że trzecinnik skaiski
równy jest kamienieckiemu, barski równa się 4h kamieniec­
kiego, chmielnicki 5/ć trzecinnika kamienieckiego, biorąc zaś
za podstawę ceny żyta, okaże się, że trzecinnik skalski rów­
nie! równy jest kamienieckiemu, barski wynosi 5M kamieniec­
kiego, chmielnicki s/c kamienieckiego.

9. Wzajemny stosunek trzecinników lokali .ych na zasadzie ilości
wymïoconych kóp.
Przechodząc do drugiego kryterjum dla oceny wzajemnego
stosunku trzecinników, dajemy poniżej obraz stosunku trzecin­
ników na zasadzie ilości wymłotu poszczególnych gatunków zbóż :
Trzecinnik

I. kamieniecki2)

1565
żyta
kóp
1V2
pszenicy „
2
jęczmienia „
1V2
owsa

1V3
tatarki

7
prosa

5
grochu
30

1570
IV2
2
2
2
3
5

?

II. skal­
ski3)

III. bar­
ski4)

1570

1565
?
?

IV2
2
2
2
3
5
3

IV. chmielnicki5)

1565«)

1570

?

2V2
2V2
2V2
IV2

?
?

?
?
?
?

?
?
?

?

?

4
5

?

*) Zagadka tem trudniejsza do rozwiązania, że r. 1565 był rokiem nie­
urodzaju z powodu posuchy i braku rąk roboczych. (Archiw J. Z. R. VJI/2
str. 153).
2) Lustracja z r. 1565 Archiw J. Z. R. VII/2 str. 188 ; lustracja z r. 1570-

154
Analiza wielkości wzajemnego stosunku trzecinników lokal­
nych na zasadzie ilości wymłóconych kóp stwierdza : 1) równość
trzecinnika skalskiego i kamienieckiego, 2) nie daje materjałn do
żadnych wniosków dla starostwa barskiego, 3) stwierdza bez­
względnie większość trzeci unika chmielnickiego nad trzecinnikiem
kamienieckim. Opierając się na tych danych a biorąc za pod­
stawę trzecinnik kamieniecki, okaże się, na zasadzie wymłotu
żyta że trzecinnik chmielnicki wynusi 1% trzecinnika ka­
mienieckiego, na zasadzie wymłotu pszenicy i jęczmienia 1V4
trzecinnika kamienieckiego, tatarki 1V3 trzecinnika kamienieckiego
czyli średnio przewyższa trzecinnik kamieniecki o 3/s.

10. Wielkość {objętość) trzecinnika kamienieckiego przerachowana na litry.
Rezultat dotychczasowej analizy dał nam jako wynik fakt,
że, o ile chodzi o wymłot, równoważnikiem trzecinnika kamie­
nieckiego jest przeciętnie albo 1V2 kopy żyta, albo 2 kopy psze­
nicy, albo IV2—2 kop jęczmienia, albo IV3 — 2 kóp owsa, czyli
przeciętnie w trzecinnik kamieniecki wchodzi 135/48 kóp
zboża, czyli 1. kopa 44 snopów. Wiadomo, że przy nowoczesnej
upraw'e a ręcznej młócce kopa (60 snopów) pszenicy daje
125 —135 litrów ziarna1). Mniemaćby zatem należało, że dwie
kopy pszenicy powinny dać 250 — 370 litrów ziarna, a zatem
tyle powinien wynosić trzecinnik. Ponieważ to jest wydajność
zboża niemłóconego w gospodarstwie nowoczesnem (intensywnem)
przeto nie moznà tego kryterjum tu zastosować, przynajmniej
o ile chodzi o górną granicę (370 litrów), natomiast można
śmiało przyjąć dolną granicę (250 litrów) jako kryterjum maksyŻereła VII str. 97. Uwaga: co do rolce 1565 zauważyć należy, że ilość wy­
młotu tatarki i grochu wydaje się być podejrzanie wielką.
3) Lustracja z r. 1570. Zereła VII str. 192/3. Uwaga: ilość wymłotu jed­
naka z ilością wymłotu w star kamienieckiem potwierdza równość trzecinnika
w Skale i Kamieńcu.
4) Brak danych odnośnych w lustracji z r. 1565.
5) Brak danych odnośnych w lustracji z r. 1565.
6) Lustracja z r 1570 Żereła VII str. 75. Uwaga : Cyfry wymłotu przed­
stawiają wartość wątpliwą, z powodu tego, że jest to wymłot zboża gradobitnego
*) Encyklopedja rolnictwa VII (Warszawa 1898'. str. 2.

155

malnej wielkość trzecinnika, czyli wysnuć z tego wniosek, że
trzecinnik kamieniecki nie może wynosić więcej jak
250 litrów. Pamiętając o tern należy z kolei zastosować, o ile
chodzi o wymłot, kryterja współczesne tj. obliczyć ile litrów ziar­
na dawała kopa zboża w XVÏ wieku. Dia obliczenia wydajności
zboża weźmiemy pod uwagę wymłot z kopy w stosunku do miar
0 znanej nam objętości do korca sokalskiego i lubomelskiegc.
Pierwszy1) wynosi V24, drugi2) zaś V14 łaszta gdańskiego (dane
z r. 1565). Według naszych przerachowań pierwszy wynosi około
137 litrów, drugi zaś 22772 litrów3). Mając to na uwadze dajemy
poniżej na tablicy dane tyczące cen i wymłotu korca sokalskiego
1 lubomelskiego.
Rodzaj
zboża

na korzec sokalski (137 1)
trzeba wymłó-

cena korca
sokalskiego 5)

Cle’)

syto
pszenica
jęczmień 7)
owies
tatarka
proso

IV2 kopy
18 gr.
2
28
(20)
,,6)
n
IV3
12 „
1
6 „
l7s
30 „
ff
24 „
2
ty

na korzec lubomelski 227V2
cena korca
trzeba
lubomelskiego 9)
wymłócić 8)

2 kopy
2V8 „
2% „

30 gr.
4G „
19 „
17s „
15 „
16 „
2

272 „
30 „
Analizując dane powyższej tabel, dochodzimy do następu­
jących rezultatów: aby otrzymać średnio 364V2 litra ziarna trzeba
zmłócić albo 372 kóp żyta, albe 4V2 kopy pszenicy, albo 4 kopy
jęczmienia, albo 27s kóp owsa, czyli przeciętnie 317/20
kóp zboża albo 3 kopy 51 snopów albo 231 snopów10). Na
tej podstawie obliczona wydajność zboża z kooy daje rezultat,
że z kopy zboża otrzymujemy przeciętnie 94 litrów ziarna. Zarto») Żereła III, str. 225, 235.
s' Archiv/" Jugo Z. R. VII/2, str. 355, 356.
3) Obliczenie mieści się w pracy autora p. t. „Miary zbożowe, rolne
i miodowe czerwonoruskfe od XIV—XVIII wieku (w rękopisie).
4) Żereła III str. 235/16.
5) Żereła III str. 235/6.
ć) Pszenica czysta 28 gr., piwna 20 gr.
7) Kopa daje mac 3 czyli na jeden korzec idzie IV3 kopy.
8) Archiw J. Z. P. VII/2 str. 355/356.
9) Archi w J. Z R VII/2 str. 355/-56.
10) Na tej podstawie obliczona przeciętna wydajność snopa da się okre­
ślić. I'57 litra ze snopa zboża.

156

sow awszy ten rezultat do trzecinnika kamienieckiego, w który
wchodzi przeciętnie 1 kopa ŁA snopów zboża otrzymamy jako
rezultat,że pojemność trzecni nika kamienieckiego wy­
nosi okołc 163V4 litrów1). Ponieważ trzecinnik chmiel­
nicki przewyższa o 3/s trzecinnik kamieniecki2), czyli jest większy
0 6027/32 litrów, przeto wynosi on przypuszczalnie
224V32 litra3), natomiast barski, większy o V4 od trzecin­
nika kamienieckiego4) powinien wynosić około 204 Vi6
litrów.

11. Wielkość trzecinnika trembowelskiego oraz jego stosunek
do innych trzęęihników podolskich.
Jak wyżej powiedziano, z trzecinnikiem spotykamy się poza
województwem podolskiem, także i w województwie ruskiem
w starostwie trembowelskiem5). Co się tyczy wiel­
kości trzecinnika albo polndarka trembowelskiego, wiadomo, że
jest on co do wielkości równy mierce kamionkowskiej6),
pozatem, podobnie jak w zakresie miar kamienieckich, barskich
1 chnrelnickich, bezpośrednich wskazówek brak. Dlatego i w tym
wypadku musimy zastosować kryterjum ceny i wymłotu. Materjał w tym kierunku ujęty tabelarycznie przedstawia się na­
stępująco :7)
4) Zbliża się zatem trzecir nik kamieniecki, swą wielkością do korca
chełmskiego i ratneńskiego, który według naszych obliczeń wynosi około 164V3
,itrów! czyli V20 łaszta gdańskiego. (Obliczenie mieści się w powołanej pracy
rękopiśmiennej).
2) Zob. paragraf 9.
3) Zbliża się zatem trzecinnik chmielnicki swą wielkością do korca lubomelskiego, który wynosi około 227 V2 litrów czyli V14 łaszta gdańskiego.
{Obliczenie jak wyżej).
4) Zob. par. 9. W braku kryterjum odnośnie do wymłotu, stosujemy
niezbyt pewne kryterjum różnicy cen
5) Zob. wyżej par. 6. (Miary zboża młóconego na Podolu).
6) Żereła VII str. 128.
7) Lustracja z r. 1565. Żereła I str. 138, 142, 147, 150. — Lustracja
z r. 1570. Żereła VII str. 129 Uwaga: Wymłot z r. 1565 charakteryzują pewne
różnice zachodzące w odniesieniu do pszenicy,. (Żereła I str. 138, 147), jęcz­
mienia (1. c. 138, 142,' 147), owsa (1. c. str. 138, 142, 147), prosa (1. c 138,
142, 147), grochu, (1. c. 138, 147, 147); podobne różnice są i w cenach, z któ­
rych np. co do żyta różnica jest zgoła niezrozumiała. (1. c. str. 138, 142, 147,
150). Zaznaczyć trzeba, że wedle lustracji w starostwie trembowel­
skiem „wiążą małe snopy“ (3 c. str. 147).

157
Trzecinnik (półmiarek)
trembowelski

Potrzebna do wymłotu
ilnśr Wór»
w r. 1565
1570

Cena w groszach

1570
172
1
15 (8)
12
2, 1
?
20 (19)
?
2, lVs, 1
6
(7)
V2
8
6
6
4/s, 23/28, 1,
1V2
20
1, 1V2
4
20 (8)
6
8
l*2/s
1V2
20
2, 1V4
(8Vs kopicy) 12
Biorąc dane z powyższej tabeli widzimy, że aby otrzymać
jeden trzecinnik (półmiarek trembcwelski) ziarna, trzeba młócić
przeciętnie albo IV4 kopy żyta, albo IV2 kopy pszenicy, albo
IV32 kopy jęczmienia, albo 36-/420 kopy owsa, czyli V19 kopy,
czyli okrągło 1 kopę 20 snopów przeciętnie zboża. Wiedząc zaś,
że z kopy mamy przeciętnie 94 litrów ziarna otrzymamy jako
przypuszczalną wydajność z powołanej ilości 80 snopów zboża
122‘8 litrów ziarna. Zatem trzecinnik, czyli półmiarek
trembowelski powinien wynosić około 1223/4 litrów1).
W stosunku do trzecinnika kamienieckiego (163 V4 1.), barskiego
(c. 240 V16 I.) i chmielnickiego (c. 224 3/32 1.) jest on najmniejszy,
co jest zjawiskiem bardzo charakterystycznem, albowiem pozo­
staje to w ścisłym związku z faktem, że terytorjum, na którem
obowiązuje, jest najdalej na zachód wysunięte.
w r. 15Ó5

żyta
pszenicy
jęczmienia
owsa
prosa
tatarki
grochu

12. Inne miary nasypue podolskie: słód, kusz, pôîkusz, mus.
Poza trzecinnikiem spotykamy na Podolu w XVI w. inne
miary nasypne. Zaliczyć do nich należy przewszystkiem słód2).
Wielkość jego nie była jednaką: w starostwie skalskiem racho­
wano w słód 10 albo 12 trzecinników3) t. j. 16 hl 32V2 1. albo
19 hl 59 i.4). Obok słodu jako miary większej od trzecinnika,
') Zbliża się, zatem swą wielkością do korca wiotelskiego, który we­
dług naszych obliczeń na innem miejscu dokonanych, powinien wynosić
123V6 litrów.
2i Star. kamienieckie (1570) Żereła VII str. 96. Podaje jego cenę lustracja
na S florenów.
3) Star. skalskie (1570) Żereła VII str. 191, 195.
4) Obok słodu jako miary należy odróżnić słód jako produkt browar­
niczy. Cenę słodu dotajliczną podaje lustracja star. chmielnickiego z r. 1565
Archiw J. Z. R. VII/2 str. 152), wymieniająca 9 gr. za t-zecinnik słodu.

158

spotykamy miary odeń mniejsze. Jest nią przedewszystkiem k u s z,
spotykany w starostwie barsk em, jako miara jagieł *). Sądząc
z cer.y kusza jagieł t. j. V2 gvosza2) w stosunku do ceny trzecinnika jagieł t. j. 25 groszy3), można mniemać, że kusz barski
wynosi V24 trzecinnika czyli około 8V2 litrów. Wyrażenie kusz
jako termin metrologiczny nie stanowi bynajmniej właściwości
ziemi podolskiej. W ogólnem tego słowa znaczeniu4) oznacza
kusz naczynie do picia, kuflik, wielki kubek, czaszę, metalowe
naczynie do czerpania wody, które często wojenni ludzie u pasa
nosili. Kusz do napoju mógł być w srebro oprawiony, służył
na wino i mleko. Mógł być także z drzewa bukowego sporzą­
dzony. Jest zatem jak widać z tego, kusz naczyniem przede­
wszystkiem na płyny, a na Podolu — jak nasz materjał wska­
zuje — naczyniem także i przedewszystkiem na rzeczy sypkie5).
Z „kuszem“ (z „kowszem“), zwanym po łacinie „ciffus“, spoty­
kamy się talcże w starostwie ratneńskiem6) jednakże nie w tern
znaczeniu, w jakiem go spotykamy na Podolu; tam bowiem
oznacza on najnzszą miarę miodową. W starostwie barskiem
kusz ma także drugie znaczenie: jest miarą masła, za którą
rachuje lustracja 2 groszy7). Obok kusza masła lustracja roz­
różnia także półkusze8), wynoszące zatem 4V4 litrów a więc
nieco więcej niż staropolski koronny garniec, z r. 1764 (wyno­
szący9) nieco ponad 33/4 litra), Obok kusza, jako miary na ma­
sło i jagły, spotykamy się w starostwie barskiem z analogiczną
miarą zwaną musem. Jest rzeczą charakterystyczną, że mus
*) Lustracja z r. 1565 (Archiw J. Z. R. VII/2 str. 217, 222, 233, 243
245. 252.
2) 1 c str. 218.'] 9, 242.
3) 1. c. str, 231.
4) Linde Słownik języka polskiego Lwów, 1855 II. str. 559.
5) Otok formy „kusz“ spotykamy się w jednym wypadku z formą
„kosz“ (kosz jagieł, kosz masła). Zob. lustrację star. barskiego z r. 1570
(Archiw J. Z. R. VII/2 str. 227). Nie mogę rozstrzygnąć, czy tu chodzi o „kosz“
czy też o „kusz“ omyłkowo w lustracji napisany.
6) Zap. Tow. Szewczenki XXVI str. 33. Według naszych obliczeń w po­
wołanej pracy o miarach czerwonoruskich oznacza w starostwie ratneńskiem
kusz jednostkę bardzo małą, bo zaledwie 9/io litra wynoszącą.
7) ilustracja z r. 1565 Archiw J. Z R. VII/2 str. 218/19, 242.
8) 1 c. str. 242.
9ł K. Sochaniewicz. Tablice metrologiczne-numizmatyczne w T Wierz­
bowskiego „Vademecum“. Lwów-Warszawa 1926 str. 219.

159
masła kosztuje tyleż, co i kusz, t. j. 2 grosze1). Podobnie i mus
jagieł kosztuje V2 grosza 2). Z tego zaś, ponieważ ceny musa i ku­
sza są identyczne, wynika v/n. osek, że mus równy co do wielkości
kuszowi, a zatem wynosi 8V2 litrów. Zaznaczyć trzeba, że mus
jest właściwie typową miarą miodową, przynajmniej za taką ją
uważa W. Kozłowski3). Zdaniem jego mus, musa, kunik, pokowa są miarami jednogarncowemi. które służyły do określenia
wysokości bartnego t. j. daniny miodu albo opłaty pieniężnej
od barci. W tern znaczeniu t. j. z musem jako miarą miodową
nie spotkaliśmy się w lustracjach starostw podolskich. Podobnie
i na Rus: Czerwonej mus w tym charakterze nie jest znany,
natomiast służy jako miara do określenia ilości dannego masła.
Konkretnie znamy mus (musz): hrubieszowski4), lwowski5), prze­
myski 6), ratneński7). Wielkość wspomnianych musóvr nie jest nam
znana, z braku wskazówek bezpośrednich, wskutek czego trudne
na ten temat wysnuć jakieś wnioski.

13. Miary typu pośredniego raasypno - nalewne : kufy, beczki
pńłbeczki, śfedziowki.
W lustracji star. kamienieckiego8), mamy wymienione kufy
na małmazję ocenione po 50 florenów, dalej beczki szczuk
słonych po grzywien 12 i linów po 6 grzywien9). W lustracji
star skalskiego10) z r. 1570 mamy wymieniony miodu pól be­
czek, określony przez lustratora „jako śledziówka lwowska,
którą lekce szacując i poniżej targu i ceny facit 17. O. O.“
(t. j. grzywien). Co się tyczy wielkości tych miar, to zaznaczyć
potrzeba, że bezpośrednich danych w tym kierunku w lustracjach
') 1 c str 226, 236.
2) 1. c. str. 226, wymieniono właściwie 9 denarów wiadomo jednak,
(Gumowsk' Podręcznik numizmatyki polskiej. Krakow 1014 str. 288), że 9 de­
narów stanowiło V2 grosza
3) W. Kozłowski. Słownik leśny, bartny, bursztymarski i orylski. War­
szawa 1846 str. 11—12.
4) Żereła III str. 110,
s) Żereła III str 37G, 379, 380.
6) Żereła II str. 154.
7) Archiw J. Z. R. VII/2 str. 28), 291, 207, 299, 303.
8) Żereła '/II str. 88.
9) L. c VII str. 117.
10) L c. str. 187.

160

brak i dlatego trzeba tu się posiłkować innerri daněmi. Zaczniemy
od kufy zwanej w średniowiecznej łacinie „cupa, cuva, caupus“,
oznaczającej dużą drewnianą miarę na wino i na gorzałkę, zwykle
dębową1). Wielkość kufy w źródłach cytowanych nie jest bez­
pośrednio podaną. Niemniej jednak pewne światło rzuca na nią
wiadomość w ustawie wojewodzińskiej2) krakowskiej z r. 1589,
gdzie znajdujemy następujące zdanie: „A isz się niemało oszu­
kania dzieje na p ó ł k u f k a c h, które przywożą, gdyż mniejsze
baryłą i dalej nad miarę zwykłą, które miałyby trzymać w sobie
podług koszyckiego bantu 6 barył i 6 garncy“, Z tej wzmianki
mniemać należy, że kufa powinna wynosić 12 barył i 12 garncy,
a zatem IŽV2 baryły czyli 300 garncy albo 1200 kwart. Przyj­
mując3) jako ekwiwalent kwarty 0‘94 li ira, otrzymamy, że wiel­
kość kufy wynosiła około 282 litrów. W świetle tych danych
cena szacunkowa kufy małmazji podana na 50 florenów czyli
1500 groszy, wydaje się grubo za nisKą, bo kwarta
małmazji wypada w ten sposób po P/4 grosza. Jest
to dosyć dziwne jeżeli się uwzględni dane tyczące cen mał­
mazji w XVI wieku. W latach 1524 —1525 za kwartę4) mał­
mazji greckiej liczono gr. 2, a małmacjł włoskiej 3 grocze, W tym
czasie kwarta wina węgierskiego kosztowała 1 g'OSz. Stosunek
zatem ceny małmazji do ceny wina węgierskiego przedstawiał
się jak 2:1, względnie 3:1. Skoro zatem w r. 1565 cena wina
węgierskiego wynosiła 2 grosze, a takiegoż dwuletniego 2V2 gro' sza5), nie można wątpić, że i cena małmazji musiała się w tym
stosunku podnieść t. j. wynosić 4, (5), względnie 6, (7V2) grosza
za kwartę. W roku 1572 kwarta przedniego wina węgierskiego

') Linde. Słownik II str. 541 W. Kozłowski. Słownik leśny, bartny, bursztyniarski i oryiski. Warszawa 1846 str. 177/199 (miary do płynów drewniane).
2) Archiwum Kom. prawniczej I str. 124.
3) K. Sochaniewicz Tablice metrologiczne — numizmatyczne. W. Wierz­
bowskiego Vademecum (wyd. II) str. 218 i 219.
4l Taksa korzeni i trunków na Selmie Piotrkowskim w r. 1524. Niem­
cewicz. Zbiór ppm: IV str. 66/67. F. Bostel Dis Piotrkower Constitution vom
Jahre 1525. Lemberg 1890 str. 9. —Konstytucja sejmu p otrkowskiego z r. 1525.
Archiwum Kom. prawniczej, I str. 89.
5) F. Bostel. Taryfa cen województwa krakowskiego z r. 1565. Kraków 1891
str. 19.

Í81

kosztowała 3 grosze1), a więc powinna była dojść cena małmazji do wysokości 6 względnie 9 groszy. Nie osiągnęła jednak
tej wysokości (tj. 9 groszy), bo dopiero w r. 1589 uzyskano dla
małmazji cenę 6 groszy2). Niemniej jednak cena 4 — 5 groszy
za kwartę małmazji w r. 1565 jest zupełnie możliwą, co wska­
zywałoby, że lustratorowie oszacowali kufę małmazji do wyso­
kości zaledwo 25°/o jej rzeczywistej wartości.
Przechodząc z kolei do określenia wielkości beczki i półbeczka, czyli śledziówki, możemy z pośrednich wskazówek mnie­
mać, że na Podolu obowiązywała beczka względnie półbeczek
lwowski. Wielkość ich była oddawna określona zwycza­
jami handlowemi (choć co do tego działy się nadużycia) jak
świadczą poniżej przytoczone ustępy taryfy cen.
Taryfa z r. 1565 powiada w tej mierze3): „Też w beczko­
wych rybach, jako we lwowskich Szczukach i lubelskich do­
świadczony bywa niemały fałsz a oszukiwanie ludzi na przyszłe
■czasy. A tak Jego Mość pan Wojewoda ustawuie, aby żaden
więcej dwu warstw linów do szczuk w beczkę lwowską kłaść
nie śmiał, także i w lubelską, item beczki aby były '.»'edle sta­
rodawnego warunku i pomiary na ratuszach będących. Item
becz.d węgorzów, aby nie były przekładane stare nowymi i też
beczki aby były wedle starodawnego na ratuszu wymierzenia,
ani też przekładane. Item śledzie aby nie były inaczej cyrklo­
wane jedno jako z starodawna zachowanie jest, to jest, aby
śledź w beczkach warunkowy i beczki warunkowe były, także
też nieprzekładane, aby prostego śledzia za Szumski nie śmiał
przedawać“. Podobne uwagi wypowiada taksa żywności woje­
wody krakowskiego z r. 15724). Dla określenia jednak wielkości
beczki i półbeczka (śledziówki) me przynoszą wspomniane ordy­
nacje wojewodzińskie żadnych konkretnych danych. Dlatego dane
te trzeba na innej drodze zdobywać. Kwestję tę rozstrzygnęliśmy
na innem miejscu 5), a mianowicie określiliśmy wielkość półbeczka
1) Taksa żywności wojewody krakowskiego z r. 1572. Niemcewicz Zbiór
pamiętników 111 str 473/4.
2) Archiwum Kom. prawniczej I str. 126.
3) F. Bostel. Taryfa cen wojew. krakowskiego z r. 1565 Kraków 1891,
str 20.
4) Niemcewicz. Zbiór pamiętników III str. 474/5.
5) W powoływanej kilkakrotnie pracy o miarach czerwonoruskich (w rę­
kopisie).
11
JUid. T. XXVIII.

162

na 1V4 korca lwowskiego (943A litrów), co zatem wynos przy­
puszczalnie około 116 litrów. W ten sposób beczka lwowska
wynosiłaby 232 litrów.
14. Miary miodowe: rączka.
W poprzednim paragrafie spotkaliśmy się z miarą na miód
t. j. półbeczkiem czyli śledziówką. Jak sama nazwa wskazuje,
nie jest to właściwa miara miodowa, lecz posiłkowo w tym
wypadku użyta, miara na ryby. Do określenia danin bartniczych
posługiwano się na Podolu innemi określeniami. Były one dwo­
jakie: pień i rączka. Daninę pszczelną obliczano na
pnie, przyczem rachowano za pień sakramentalnie 20 groszy1)
natomiast daninę miodową obliczono na Podolu w rączkach
(ruczkach)2) oraz półrączkach3). Danych co do wielkości
rączki brak, z wyjątkiem lustracji starostwa barsV:ego, gdzie
podano cenę na targu w Barze rączki miodu na złotych polskich
sześć4) czyli 180 groszy. Ponieważ półbeczek lwowski miodu
(śledziówką) kosztuje na Podolu 17 grzywien5) czyli 856 groszy,
mniemać można, że na śledziówkę szło mniejwięcej 43A rączki,
a ponieważ śledziówką wynosiła około 116 litrów, więc przybli­
żona wartość rączki powinna wynosić około 2472 litra. Rączka
jako miara miodowa nie jest właściwością Podola, lecz miarą
bardzo rozpowszechnioną, bo spotykaną na Rusi Czerwonej
(rączka: bełzka, chełmska, gródecka, hrubieszowska, lubaczowska,*)
*) Lustracja star. kamienieckiego z r. 1565 (Archiw J. Z. R. VII/2str. 170,
172, 173, 174, 179, 180, 183, 184, 185, 194, 195, 196, 204, 205, 207, 212«. Lu­
stracja tegoż starostwa z r. 1570 (Żereła VII str. 89, 90, 91, 92, 94, 35, 99
100, 106, 107, 111, 113, 115, 117, 119) Lustracja star. skalskiego z r. 1570
(Żereła VII str. 185 — 190, 194, 195). Lustracja star. barskiego z r. 1565 (Ar.
chiw J. Z. R. VII/2 str. 130, 132, 134, 216, 219, 225, 227, 229 235, 236, 238,.
250, 251). Lustracja star. chmielnickiego z r. 1570 (Żereła VII str. 70—73, 82»
86, 87). Lustracja tegoż starostwa z r. 1565 (Archiw J. Z. R. VII/2 str. 140
142 — 148, 150, 155, 164).
2) Lustr. star. kamienieckiego z r. 1565 (Archiw J. Z. R. VII/2 str. 191).
lustracja tegoż star. z r. 1570 (Żereła VII str. 109); lustracja star. barskiego
z r. 1565 (Archiw J. Z. R. VII/2 str. 220, 235, 240, 250, 253, 255). Lustracja
star chmielnickiego z r. 1565 (Archiw J. Z. R. V1Ï/2 str. 158).
3) Lustracja star. barskiego z r. 1570 (Archiw J. Z. R. VIT/2 sir. 251).
4) L. C. Str. 224, 226, 229, 235, 236, 238, 248, 250, 255.
5) Zob. par. 13.

163

lwowska, ratneńska), lecz wielkość jej tam nie jest jednolita1).
Znaną jest też na Mazowszu w puszczy kurpiowskiej2), lecz co
do jej wielkości tamże zdania są wysoce podzielone3), bo różni
autorzy podają różnoraką objętość rączki mazowieckiej: na 6,
IOV4, IOV2, 103/4, 15 garncy, a zatem od 24 — 60 litrów. Rączka
zatem targowa barska, wynosząca według przypuszczeń i obli­
czeń na zasadz'e ceny około 24 V2 litra, odpowiadałaby zatem
owej najniższej pod względem objętości rączce 6 garncowej4),
co naprowadza na myśl, że nasze obliczenia i półbeczka lwow­
skiego (śledziówki) i rączki barskiej mają znaczne cechy prawdo­
podobieństwa. .
J

15. Ir ne miary, wagi i sposoby liczenia: kamień, garść, sążeń.
Dla zupełnego zobrazowania miar należy wspomnieć, że
poza wyszczególnionemi miarami, wymieniają lustracje dla wy­
znaczenia ilości dannego łoju kamie ń, za który liczono w r.
1570 w star. kamienieckiem 24 grosze5), w r. 1565 w star. bar­
okiem 20 groszy6), oraz półkamień, używany w r. 1565
w star. chmieînickiem7). Co do wielkości i podziału kamienia
lustracje nie dają jakichkolwiek wskazówek. Uzyskanie wiadomych
dla przerachowania w drodze pośredniej jest tern trudniejsze,
że kamień jest miarą w całe Polsce w handlu używaną. Miarą
przędziwa dannego jest garść, wymieniona w lustracji star.
kamienieckiego z r. 1565 8), także iw r. 1570 roku 9), w lustracji
star. barskiego z r. 156510), gdzie wartość garści podano na
ł) Na podstawie powoływanej kilkakrotnie pracy o miarach czerwonoruskich.
*) K. Potkański. Pisma pośmiertne I str. 244, 255, 256—258, 260—261.
3) Zob. A. Braun. Z dziejów bartnictwa w Polsce str. 12—17, 26. Zob.
też uwagi I. Baranowskiego w recenzji powyższej pracy (Kwart, histor. XXV
str. 561/3).
4) Rączkę na 6 garncy oblicza Encyklopedja powszechna Orgelbranda
z r. 1870.
5) Żereła VII str. 90.
6) Archiw J. Z. R VII/2 str. 130.
7) Archiw J. Z. R. VII/2 str. 139.
Ł) Archiw J. Z. R. VI1/2 str. 193.
9) Żereła VII str. 109, 111, 120.
“) Archiw J. Z. R. VII/2 str. 217, 222, 226, 227, 233, 236, 242, 252, 255.
li*

164

szelągi1), oraz w lustracjach star. chmielnickiego z r. 1565 2)
i 15703). Zaznaczyć trzeba, że garść jako miara przędziwa
dannegc nie stanowi cechy specyficznej Podola, albowiem z tą
formą obliczenia ilości przędziwa (lnu, konopi) spotykamy się
także na Rusi Czerwonej w starostwach lubaczowskiem, kałuskiem i ratnensk'em. Ile garść wynosiła wedle naszych pojęć,
trudno określić, niemniej jednak z faktu, że za 10 garści liczono
4 szelągi, a za chleb 1 szeląga4), można mniemać, że nie była
to ilość znaczna. Prawdopodobnie należy przypuszczać że na
garście obliczano materjał przędziwa w stanie surowym, albo­
wiem nici i sukno obliczano na s a ż e n i e. Wskazówkę ku temu
daje wzmianka o foluszu w lustracji star. kamienieckiego z r.
1565, gdzie mowa o folowaniu „guni“ i dawaniu „od sażenia
po biłemu“ 5).

16. Zakończenie: Wnioski i uwagi ogólne.
W ten sposób wyczerpaliśmy ogół miar spotykanych w dru­
giej połowie XVI w. na Podolu z uwzględnieniem cen za nie
obowiązujących. Rezultat naszej analizy pozwala stwierdzić, że
w stosunkach gospodarskich (rolniczych) na Podolu posługiwano
się stosunkowo nader rzadko określeniem ilości zapomocą wagi,
której właściwie na wsi nie używano. Owe bowiem daniny łoju,
obliczone na kamien.e, odnoszą się tyiko do stosunków miej­
skich, to znaczy, że na wsi wag (ciężarków handlowych ogólno­
polskich) nie używano. Wszystkie pozatem produkty, które skła­
dano jako daninę w starostwach podolskich wyrażano ilościowo
wartościami, określającemi objętość, a więc wyłącznie miarą
przestrzenną, przyczem obok takich prymitywnych form, liczo­
nych raczej „na oko“ a mianowicie: kopa, kopicą, stóg, stożek,
sterta, bróg, snop, wóz, jeżeli chodzi o ilości wielkie, garść je­
żeli chodzi o ilości małe, mamy także już pewne przestrzen­
nie i umownie określone naczynia: trzecinnik, półtrzecinnik,
ćwierć, (wybitnie pod względem lokalnym zróżniczkowane), słód,
kusz, mus, rączka, które związane ściśle z terytorjum, stanowią
’) 1. c. str. 218/219.
2) 1. c. str. 159.
3) Żereła VII str. 76
4) Lustracja star. barskiego z r. 1565. Archiw. J. Z. R. VII/2 str. 242.
5) Arcliiw J. Z. R. VII/2 str. 200.

niejako (z pewnemi zastrzeżeniami) miary rodzime, wiejskie.
Obok nich mamy naczynia, zapożyczone ze świata handlowomiejskiego, jakiemi są kufa, beczka, i półbeczek (śledziówka).
W stosunku do względnie rodzimych wiejskich miar odgrywają
one rolę posiłkową, zwłaszcza gdy chodzi o artykuły importu
i eksportu.

Spis omówionych terminów metrologicznych.
Beczka lwowska na Szczuki i liny, wynosząca około

232 litrów.
Bróg grochu.
Garść przędziwa.
Kamień łoju.
Kopa zboża.
Kopicą zboża.
Kufa małmazji, wynoszą*:a około 282 litrów.
Kusz barski na masło i jagły wynoszący około 8V? litrów.
(M a c a trembowelska na zboże czyli 1/2 trzecinnika trembowelskiego, wynosząca około 6 i 3/s litrów).
(Mierka kamionecka na zboże równająca się trzecinnikowi trembowelskiemu, wynosząca około 1223/4 litrów).
Mus barski na masło i jagły wynoszący około 8V2 litrów.
Pień pszczół o stałej wartości 20 groszy.
Półbeczek lwowski albo śledziówka na miód wyno­
sząca około 116 litrów.
Półkamień łoju.
Półkusz barski wynoszący około 474 litrów.
(P ó ł m i a r e k trembowelski czyli trzecinnik wynoszący
około 1223/4 litrów).
Rączka podolska na miód wynosząca około 24V2 litrów.
Sążeń do mierzenia guni (sukna).
Śledziówka lwowska wynosząca około 116 litrów.
Słód skalski zawierający albo 10 trzecinników ( = 1632
litrów) albo 12 trzecinników (==1959 litrów).
Sterta duża zboża.
Sterta mała zboża.
Sterta wielka siana ( = 46 wozów)
Stóg kamieniecki zboża.
Stóg siana ( = 20 wozów).

166

^ ^ ^ ^ ^

Stożek grochu.
Trzecinnik zawierający 2 półt.zecinniki albo 4 ćwierci.
Trzecinnik barski wynoszący około 204Vi6 litrów.

chmielnicki wy ioszący około 2243/s2 litrów,

kamieniecki wynoszący około 163V4 litrów,
skalski wynoszący około 163V4 litrów,
(trembowelski wynoszący około 1223/-. litrów).
ó z drew.
óz siana.
ó z drohooycki (currus) soli biorący 6.000 topek (tolpae).
ó z e k mały soli.
ózek większy soli.

STANISŁAW DĄBROWSKI.

CZAPKA I KAPELUSZ W LUBELSKIEM.
(LE BONNET ET LE CHAPEAU DANS LE PALATIN AT DE LUBLIN)
TREŚĆ: 1. Rozwój nakrycia głowy Lubliniaków sir. 167. II. Czapki str. 169.
III. Kapelusze str. 178.

I. Rozwój nakrycia głowy Lubliniaków.
Najstarszem nakryciem głowy u Słowian była czapkakapuza ze skóry zwierzęcej, — dopiero później zjawia się ka­
pelusz z sierści zwierząt lub pleciony ze słomy. — W Lubelskiem
zauważyłem, że czapka jest więcej używana niż kapelusz. W goTący dzień lipcowy spotkany gospodarz w czapie baraniej ob­
jaśnił, że wyjechał do miasta o świcie i było trochę deszczowo,
dlatego wziął czapę. W kaszkietach chodzą w Lubelskiem naj­
chętniej nawet podczas największych upałów.
Gdy początkowo w odległych czasach średniowiecza lud
przeważnie obywał się bez nakrycia głowy, kapelusz podobnie
jak i u Rzymian był oznaką dostojeństwa, godności czy władzy.
Pierwszym typem czapki ludu polskiego musiała być
czapa, uszyta ze skóry zwierzęcej, śpiczasta, z podwijanemi lub spuszczanemi, w miarę potrzeby, przodem, bokami
czy tyłem (czapka litewska, 'huculska, kaszubska) ; później czapka
powszechnie używana posiada otok futrzany, wysoki u szlach­
ty1) , a natomiast wierzch sukienny, jak w t. zw. rozłupie lubel­
skiej2). Odmienne czapy tego typu były też niskie z wierzchem
futrzanym lub sukiennym.3
3) SI. Sar nic ki, Statuta y Metrika Przywilejów Koron. Kraków
u Łazarza 1594; sztych: Jerzy Mniszech Starosta.
2) W Ubiorach polskich .1. Matejki widzimy chłopa w rozłupie już
w 16 w., za czasów Batorego szlachta nosiła wysokie futrzane czapy i rozłupy, prawdopodobnie powstałe pod wpływem beretu rozciętego, noszonego
w Polsce w 15 w.

168

Drugi typ czapki to rogatywka, której pierwotne po­
chodzenie dotychczas nie jest dokładnie wyjaśnione. PuTwsześlady* czworobocznych czapek spotykamy na minjaturze Ewangeljarza z XI w .7 to znów na ruskim rękopisie XIV w.1), później
widzimy podobne na głowach patrycjuszy włoskich w XV
i XVI w.2). — Czworograniaste berety nosi duchowieństwo, oraz
uczeni w XVI w., w XVIII w. rogatywki nosi szlachta, wojsko,
mieszczanie, wreszcie lud podlaski, lubelski, krakowski, sie­
radzki, łowicki, kujawski, kurpiowski i poznański. Rogatywki
noszą i Lapończycy i Finnowie, — i ambasadorowie Republiki
Francuskiej w czasie Wielkiej Rewolucji.3).
Henryk Wiercieński na podstawie obserwacyj osobistych
udowadnia pochodzenie naszej krakuski od czapek siatkowych
czworograniastych, używanych na dalekiej północy, jako obrona
przeciw nioski tom '). — Przypuszczalnie mogła jednak powstać
z formy średniowiecznego beretu kanciastego. Z tej formy rów­
nież pochodzi czapka z okolic Biłgoraja „huczma“, zdobna po
rogach pomponami.
Rogatywka zagranicą uważana jest od doby kościuszkow­
skiej za charakterystyczny ubiór głowy Polaka (sztychy i lito­
grafje z powstań, karykatury).
Trzeci rodzaj dawnych czapek to magierka czyli węgierka; typ ten spotykamy już na minjaturach w „Legendzie
o S-tej Jadwidze“ (1353). — Forma magierki zbliża się do be­
retów i czapek w XII w.5). Czapka ta najbardzićj rozpowszech­
niona była w Krakowskiem i Lubelskiem.
Ulubioną i powszechną czapką w Lubelskiem jest m aciejówka czyli kaszkiet, furażerka, granatowa lub siwa
z daszkiem, pochodzi z formy wojskowych czapek wprowadzo­
nych do armji rosyjskiej około 1830 r. Nieco wyższa czapka
z lat 1812 — 14 w armji pruskiej wskazuje, że jest to ze wzglę*) Walery E l j a s z, Ubiory w Polsce, Część II str. 5.
2) Carl Köhler, Entwickelung der Tracht in Deutschland, Nürn­
berg 1877. (koniec XV w. Anglja); sztych: Marchand Vénitien en Syrie au
XVI s. d’après Vecellio Cezar 1590
3) Georg Duplessis, Costumes Historiques XVI -- XVIII s.
Paris 1867
4) Henr'yk Wiercieński, Czapka mazurska i rogatywka Tyg.
111. 1902 sir. 495.
5) Carl Köhler j w

169

dów praktycznych obniżony „giwer“ czyli „kiwer“, kaszkiet
wprowadzony w armji w 2-ej poł. XVIII w. Kaszkiet lubelski
jako niehigjeniczne okrycie głowy krytykuje dr. Malewski1!.
Czapka jako okrycie głowy wychodzi z użycia w pocz.
XVII w., — zaczyna władać kapelusz, — a czapka wraca na swe
stanowisko w modzie zachodniej Europy dopiero od r. 1820,
jako wygodne nakrycie głowy na polowaniach, w podróżach
i wycieczkach. We wczesnem średniowieczu zjawił się w Europie
kapelusz filcowy i słomiany, zrazu od XI w. w formie płaskiej
główki z szerokiem rondem, od połowy XVI w. z główką bardzo
wysoką a rondem bardzo wąskiem, (jest to prototyp później­
szego cylindra). — W XVII w. główka jest dość wysoka a rondo
rozszerza się, zagina z boku, z przodu, z tyłu (kapelusz trójgraniasty, wkońcu dwurożny stosowany).
Około 1795 r. powstaje forma cydindra. — Jeszcze z koń­
cem XVIII w. modny jest w użyciu kapelusz płaski z szeroką
kresą12),3 ale ustępuje cylindrowi, aby w XIX w. przybierać znów
najrozmaitsze formy.
Typ dawnych kapeluszy z niską główką utrzymał się do
dziś w użyciu jako kardynalski, (pochodzi z XV w.). W podobnej
formie, ale słomiany? kapelusz nosił i Jagiełło, więc i lud polski
wyplatał je wówczas dla swego uży tku pewnie ze dwa wieki. —
Również drugi typ, wysoki pilśniowy kapelusz, polubił i przy­
swoił sobie lud, jak n. p. to widzimy u zbójnika karpackiego na
plakietce dzwonu z r. 1699 w kościele w Gosprzydowej, — oraz
w stroju chłopa krakowskiego, łowickiego i kurpiowskiego.
W Lubelskiem nie przyjął się ten kapelusz, a jedynie kształt
oddziałał na formę kape lus? ów słomianych.
II. Czapki").
1. „K a ś k i e t“ jest to najpopularniejsza, noszona na zie­
miach Król. Polskiego czapka, zwana też furażerką, maciejówką;
1) Dr. Br. Malewski, Hygiena ubiorów ludowych. Zdrowie 1908 r.
Nr. 10 — 11, sir. 8.
2) K. W o j n i a k o w s k i, Typy współczesne 1789, Kat. wyst. Szl. p.
od 1764 — 1886, wyd. J. Bołoz Antoniewicz, Lwów 1894.
3) Poniżej opisane okrycia głowy ludu lubelskiego opierają się na
okazach przechowywanych w zbiorach Muzeum Lubelskiego. Niektóre po­
siadają numery dawnego katalogu czy inwentarza, które określani skrótem

170

bywa ona okrągła, niziutka, z sukna niebieskiego, szafirowego
luli granatowego, używana przez całe lato. a często i w zimie,
chociaż nie jest właściwem zimowem okryciem głowy. — Po­
chodzenie jej wywieść należy od czapek wojskowych i urzędni­
czych rosyjskich w pierwszej poł. XIX w. — W Lubelskiem są
okolice, gdzie nie jest ona używana (Zamojszczyzna). — Noszą
je powiaty: lubelski, puławski i biłgorajski (sitarze).
2, „Spiczasta“ lub „skopiec“ (Studzianki) (Ryc. 41 a).
Jest to forma najprymitywniejsza zimowej czapki, znanej na zie­
miach Polski. Ta popularna, czapka stożkowata, z baranka
czarnego, różnej wysokości, w okolicy Krzczonowa (pow. lubel­
ski) , bywa noszona inaczej, mianowicie na pewnej wysokości
zagnieciona, do,środka, a sam „śpic“ wyciągnięty w górę1) Zwy­
czajnie noszona, wyglądem przypomina starorosyjskie ,,szełomy“. — Do dziś najczęściej spotykana, a używana zarówno
przez starych jak i dzieci. Dawna cena 1 rb. Powszechna w po­
wiatach: lubelskim, puławskim, janowskim. Dziś oryginalne
futro zastępuje często imitacja baranka.
3. „Řoz łup a“2), inaczej „jałówka“, „wścieklica“, „za- ■
wściekła“, „kapuza“. (Ryc. 41 b). Tą nazwą określa się mazo­
wiecką czapę z czarnego baranka, 18 cm. wysoką, watowaną,
(za szyszak od pałki służąca, Kitowicz) pikowaną, z wierzchem
M. L. W związku z lem składam podziękowanie Dyrekcji Muzeum lubel­
skiego w osobie p. Janusza Świeżego za ułatwienie w pracy, oraz p. Jadwidze
Malewskiej za użyczenie mi etnograficznych notatek ś. p. Dra Bronisława
Malewskiego, doskonałego znawcy etnografji lubelskiej, twórcy tegoż działu
w' Zbiorach Nałęczowskich.
1) Podobnie zgniecione czapki noszą również chłopi węgierscy
z Heanzy. .1. R. Biirker, J'ine heanzische Bauernhochzeit. Z. d. V. f. V. 1900
str 288. Tabl. 1, 2, 3.
2) Spotyka się leż nazwę tej czapki: „kuczma". A. Dobrowolski:
„Lud Hrubieszowski“ Lud I. str. 159 i 160., oraz ,1. Horoszkiewicz:
„Strój narodowy w Polsce“, Kraków 1900, str. 54. opisuje ruskie kuczmy
z powodu wstążeczek nazywane również „czapkami na zawiasach“.
Rodzaj roźłupy z lubartowskiego powiatu opisuje w rękopisie He­
lena Morozowiczowa „Ubiory ludowe w powiecie lubartowskim“ z 16 ta­
blicami Hel. Janiszewskiej i mapą r. 1904.
„Czapka z opuszką, T. VII A, (własność Muzeum lubelskiego Nr. 2425)
14 cm. wysoka, wyłożona w środku futerkiem, — u żonatego włościanina
z granatowego sukna, u kawalera z ciemno zielonego, brzeg z czarnego ba­
ranka, z lewego boku rozporek, dawniej z pękiem niebieskich wstążek, dzisiaj
bez wstążek“.

%

171

cokolwiek niżej ułożonym, z granatowego sukna, z rozcięciem
noszonem przeważnie na lewą stronę, a związanem 3 kokardami
z wstążki jedwabnej zielonej Inb czerwonej. Jest to piękne

Ryc. 41. Czapki.
a. spiczasta, b. rozłupa, c, d, e, f. ślachmyce, g, h. kowadła, i, j. rogatywki,
k, 1. batorówki.

okrycie głowy, dodające fantazji. W Lubelskiem dawniej
lud, obecnie jeszcze chętnie obywatelstwo nosi ją do świtki.
Czapka Hluśniowana“ sieradzka, bardzo podobna jest do po-

172
wyższej, a tylko u góry jakby zwężona i ściągnięta, — prze-*
ważnie z białego lub siwego baranka. Typ ten na Pokuciu jest
zupełnie zbliżony do lubelskiej, jak i opatowska wścieklica Go-

Ryc. 42. Rozlupy lubelskie wedle rysunku dra Br. Malewskiego.

styniaków. — Na zachodzie spotykamy podobne czapki w Cze­
chach, w Bolesławiu pow. Beraun, w Chrudzimiu na Górnym
Śląsku, w Saksonji1), w Brunświku12),3 Schweitzer Costnitz i Gór­
nej Alzacji“’). Są to typy czapek podobnej wysokości, również
nadcięte i związane kolorowemi wstążkami (czerwone, zielone),
o otoku futrzanym różnym (wydra, tchórz), a denku często aksamitnem. — Spotykamy rozłupę i w Siedmiogrodzie4). Lubelska

Ryc. 43. Huczmy.
1) F r. Hollerrol h, Deutsche Volkstrachten, Volkstrachten aus
Nordošt Deutschland und Böhmen. Frankfurt a. M. 1902.
2) j. w. West u. Nordwest Deutschland 1900.
3j j. w. Siid u. Südwest Deutschland 1898.
4) W komitacie Alsó-Fehér, w Siedmiogrodzie. Lázár István, Alsófeher-vármegye magyar nepé, odbitka z monografji komitatu Also-Feher

173
rozłupa noszona przez lud z okolic Puław, Garbowa, Kurowa,
Końskowoli (Kolberg, Lubelskie T. I. str. 36) dawniej przez
młodzież, później przez starych, — wkońcu znów została przy­
jęta przez młodzież, jak objaśnia przedwojenna notatka katalogu
w Muzeum lubelskiem. Noszona była też i w okolicy Krzczonowa
(Wisła T. XVI. str. 309) i Krasnego Stawu. Dawniej w Zamojskiem noszono czapki z siwego baranka, oraz tańsze czarne
(Kolberg, Lubelskie T. 1. str. 34). Lena dawna 2 do 3 rubli.
W papierach pozostałych po ś. p. Bronisławie Malewskim
znalazłem fragmenty nieogłoszonych opisów stroju lubelskiego,

Ryc. 44. Plecionki z słomy żytniej a, b, c, d z sitowia e, z psiarki f.

oraz nieco rysunków. Przytaczam tu niektóre zdania jego, doty­
czące opisu czapki.
„Rozłupa składa się z 2 części: czapki właściwie wewnę­
trznej i zewnętrznego brzegu futrzanego. Czapa wewnętrzna za­
zwyczaj czworograniasta je&t z 4 kawałków sukna, koloru czar­
nego, granatowego, zielonego tak, iż ma szwy krzyżujące się
na wierzchu i 4 boczne szwy schodzące się z poprzedniemi. By­
wają także i okrągłe czapki, wewnątrz nie mają one szwu krzyNagy-Enyed. Cirner u. Lingner 1896 z ilustr. (Recenzje i ilustracje w Ethno­
logische Mitteilungen aus Ungarn V. (1896) 10 zesz. str. 250/251 i tabl.
XLVII r^p 10 i 11.

174

żującego się, tylko szew łączący pierścieniem denko z resztą
czapki i jej szew boczny.
Brzeg futrzany w zasadzie powinien się spuszczać na kark,
do czego właściwie dawniej służył rozporek z boku. Czapka
mazowiecka jest w ten sposób spokrewniona ze znanemi czap­
kami litewskiemi. W rozporku wierzch jest ściągnięty zapomocą
wstążek związanych w kokardy, rozmaitego kształtu, koloru,
oraz ilości od 1 — 3. Kokardy te bywają czasami w dwóch ko­
lorach przy jednej czapce. Używane są kolory: granatowy, zie­
lony i czerwony, kolor wstążek albo się zgadza w kolorze czapki
albo też nie. Brzeg futrzany bywa z siwego futra na Powiślu
w gminach Szczecharbów, Kamień, w Lubartowskiem na po­
graniczu z Siedleckiem (?), pozatem wszędzie bywają z baranka
czarnego. Brzeg czapki bywa zwykle wyższym od właściwej
czapki, czasem bywa do niej przyszyty, zwłaszcza tam, gdzie
czapka właściwa jest okrągłą.
Często czapka z wewnątrz bywa futrem zajęczem podbita.
Wysokość i kształt rozłupy bywa rozmaity.
Ryc. 42. F. 1. Czapka noszona w Szczebrzeszynie, baranek
czarny, czapka wewnątrz okrągła, brzeg o 1/3 wyższy od niej,
przyszyty, kokardki 3 zielone, wewnątrz futrzanego podbicia
niema.
,
Takiej samej wysokości, ale z siwego baranka z czerwonemi i granatowemi kokardami i zdaje się z rogatywką nos z 4
na Powiślu. Cokolwiek niższą z rogatywką granatową a ponsowemi wstążkami noszą w Łopienniku.
Ryc. 42. Czapka F. 2. z czarnego baranka nie przyszytego
do granatowej rogatywki, nieco od brzegu niższej, bez rozcho­
dzenia się rozłupy, z oryginalnem jej skrajaniem (jak to rysu­
nek wskazuje) ozdobioną, noszoną jest w gminach Bocliolnica,
Garbów, Końskowola, Karczmiska podbita jest ona futrem.
Ryp. 42. Rozłupa F. 3. jest znana, powszechnie noszona
w pow. lubelskim. Rysunek stosuje się do czapki noszonej
w Krzczonowie, rogatywka zielona, wstążki różowe, brzeg z ciem­
nego baranka“.
4. „Ś 1 a c h m y c a“, „magierka“, biała czapka“ „pończosznica“, „pończoszana“ (Ryc. 41 c, d, e i f) około 8 cm. wysoka,
z białej wełny tkana na drutach, jakby worek bez otworu i zło-

175
żony w połowie podwójnie. Tę bardzo trwałą czapkę dawniej
używano w Krakowskiem i Lubelskiem.
W okolicy: Żółkiewka, Turobin ,.ślachmyca“ należy do
stroju weselnego pana młodego. Noszona bywa też w Zamojszczyźnie i w okolicy Krasnego Stawu (rys. Polkowskiego,
Tyg. 111. 1861 r. str. 28 „Wie^hiacy z Lubelskiego“).
Czapki te są białę, tkane niebieską wełną Lub czerwoną
w pewne wzory, są one różnego kształtu i wysokości1). Czapka
Ryc 41. c. (M. L. 28) wysoka na 8 cm., zdohma niebieskim moty­
wem. Czapka Ryc. 4L d. (M. L. 26) wjs. 10 cm., wzór nie­
bieski. Najniższa, Ryc. 41. e, f, (M. L. 27) Zamość, 6 cm. wysoka,
tkana w wzór niebieski (linje poziome) i czerwony (linje pio­
nowe). — Pochodzenie nazwy nieustalone (magierka — węgier­
ka?). Typ ten mógł powstać w czasach renesansu, gdy poczęto
powszechnie tkać sposobem pończoszniczym spodnie, pończo­
chy i t. p.

Ryc. 45. Kapelusze wiązane, b. c. — ten sam kapelusz widziany z przodu
i z boku. d. e. — ten sam kapelusz widziany z przodu i z boku.

Koło Zwierzyńca w ordynacji zamojskiej noszą też magierki białe, okolone niebieskiem suknem, wyszytem. w róże
włóczką czerwoną i zieloną, które to czapki mają na denku, na
środku pomponik z włóczki czerwonej, zielonej i niebieskiej.
Dawniej kosztowała 9 zł. Br. Malewski w swych niewydanych
1) Dr. Br. Malewski, Próba charakterystyki ubiorów ludowych.
Wisła XVÏH str. 455. o wysokich pończosznicach noszonych we wsiach:
Kamień, Głodno, Piotrowin, (Powiśle), jakoby wprowadzonych tam przez
opatów świętokrzyskich, wyższe są również pod Krasnymstawem, najniższe
w pow. zamojskim i janowskim.

176
notatkach zaznacza, że noszono ją oprócz pow. zamojskiego,
także w Biłgorajskiem.
5. „K o w a d ł o“ jest pewną odmianą rogatywki, którą
okala wąski baranek czarny; czapka z granatowego lub ciemno
szafirowego sukna dobrego, dla utrzymania sztywności formy
i dla ciepła jest watowana pakułami lub wełną strzyżoną, a noszą
ją starzy iii uiszczanie w Krasnym Stawie1) i w okolicach Janowa
i Modliborzyc.
Ryc. 41. g. przedstawia czapkę 15 cm. wys.,_ która posiada
baranek bardzo wąski, boki o Jinji bardziej wyciągniętej, wkrojone do środka, a rogi ostre. Druga czapka (Ryc. 41. h) ma 17 cm.
wysokości, rogi zaokrąglone, boki proste, bez -wcięcia, baranek
wyższy.
Tc dwa typy są charakterystyczne dla czapek mieszczan
i szlachty XVIÏI w.
fi. „Rogaty wk a“ „czapka rogata“ (Ryc. 41. i) niebieska,
z wyższym barankiem, cała 16 cm. wys., przypomina wojskowe
czapki z czasów Stanisława Augusta i z doby Kościuszkowskiej;
była noszona w okolicach Zamościa, dawniej w pow. lubartow­
skim i lubelskim.
Współcześnie jeszcze widziałem starych włościan w takich
czapkach. — Zupełnie niska rogatywka (Ryc. 41. j) 8 cm. wws.,
z czarnym lub siwym barankiem, w niektórych stronach nosi
na środku denka guzik, pęczek włóczki lub chwaścik z jedwab­
nych czarnych nici, na takimże sznureczku. Za czasów Księstwa
Warszawskiego spotykało się czasem modnisiów w rogatywkach
z chwaścikami.
Niskie rogatywki noszą dzieci i młodzież w okolicy Garbowa (pow. puławski), w okolicy Wdkołaza niskie z granatowego
sukna t. zw. „Kościuszkowskie“. Ludność pow. lubartowskiego
używała także „czapki rogate“.
7. ..B a t o r ó w k a“, „maciejówka“ (Ryc. 41. k)
czapka niska barankowa, 8 cm. wys., denko przyszywane do
otoczą, wierzch ten czasem z granatowego^ sukna, bywa używana
w Lubelskiem koło Kraśnika i w pow. lubartowskim.
Podobna do niej (Ryc. 41. 1) 8 cm. wysoka, z sukna grana­
towego, watowana, oIsszyla tasiemką czarną i zdobna trzema
1) Erazm Wierzb o wsk i, Typy mieszczan krasnystawskich, Wisła
XVIII, sir. 116 i rycina.

177
drobnemi, kulistemi, czarnemi guziczkami, jest jakby naśladow­
nictwem rozłupy.
. „Hue z ma“, „rogatka“, „gimarka“ (magierka?) wy­
stępuje koło Kraśnika i Studzianek. Typy czapek, Ryc. 43. a — e,
(M. L. 29) przeważają w południowej i wschodniej części lubel­
skiego województwa. Są to czapki zimowe, noszone jednak
i w lecie, z sukna przeważnie domowego, przystrojone wełnianą
włóczką, naszywaną 4 — 5 razy krajem i ubrane mniejszemi
lub większemi pomponami z włóczki, „kwiatkam i“, zgodne
w kolorze z sukmaną, więc popielate, siwe, bure, ciemno i jasno
bronzowe. Forma przypomina worek odwrócony, założony, od­
powiednio podcięty i ułożony foremnie; otok często jest przymo­
cowany po rogach do główki.
8

C

cL

Ryc. 46. Kapelusze plecione wysokie a, d. t zw. „rydze“ (Lubartowskie).

Czapki te nosi Janowskie, Zamojskie, Biłgorajskie i Toma­
szowskie, ludność tak polska jak ruska (Majdan Sapocki, Grabowica, Oseredek, Sušice, Puszcza Solska). — Używają je w okolicy
Tarnawy, Turobina (Kolberg, Lubelskie T. I. str. 39) i w Chełmskiem. Czapka w każdej okolicy ma nietylko inny kształt, ale
i przybranie. Kuczma (kuczma) tomaszowska ma n. p. małe
pompony, biłgorajska natomiast ma duże pompony i obszycia
5-ciokrotne włóczką granatową z odcieniem fioletowym, huczma
z Puszczy Solskiej ma 4-krotny sznurek, t. j. mniej niż czapy
z Majdanu Sopockiego, Grabowa, Oseredka, Sušina, które też
mają grubsze „kwiatki“.
Lud. T XXVIII.

12

178
Ten typ estetycznej czapki najczęstszy w okolicach zetknięć
ludności polskiej z ruską, może pochodzić od heretów uczonych
średniowiecznych, również ozdabianych pomponami i kutasi­
kami. Mieszczanie ze Zbaraża czapki, podobne kuczmoin, nosili
dawniej bronzowe, zdobne czerwoną i niebieską włóczką.
W Lubelskiem czapkarzami bywają rzemieślnicy, prze­
ważnie Żydzi, sprzedający swój towar po miasteczkach, oraz
na targach.
Z czapek dawniejszego typu, wyszłych z mody i użycia,
do dziś dnia najczęściej spotykamy huczmę i śpiczastą czapkę1).
III.

Kapelu s z c.

Rozdział ten traktuje tylko o kapeluszach słomianych, gdyż
innych, przynajmniej obecnie, nie noszą w Lubelskiem. Kapelu­
sze słomiane wyplatają po wsiach chłopcy pasący bydło na uży­
tek własny i miejscowy, czasem sprzedają je na targu (Marku­
szowa). Kapelusze wyplata się ze słomy niedojrzałego żyta, od
3 do 8 źdźbeł używając na pasek plecionkowy. Kolberg (Lu­
belskie, T. I, str. 39) pisze o wyrobie kapeluszy słomianych po
wsiach, podając nazwy związane z wyplataniem: ząbki,
członki, wstążka ząbkowana, barkoły i t. d.
Czas roboty wynosi 2 dni, a zarobek dawny 25 groszy poi. lub
złotówka.
Są tęż kapelusze-ze słomy układanej, nie łamanej w sploty,
lecz wiązanej, szytej (Ryc. 45. a — e).
Trzeci rodzaj kapeluszy, to szyte z p s i a r k i czyli m i ot e ł k i. Jest to cieniutka, sztywna, biała trawka, która jednak nie
rośnie w całem Lubelskiem. Sposób roboty: bierze się pęczek kil­
kunastu traw, przesuwa się przez piórko gęsie, owijając spiralnie
i gęsto u wylotu piórka ów pęczek białą nicią, powstaje w ten
sposób elastyczny wałek okrągły, przedłużany wciąż nowemi
pęczkami dowijanej trawki. Materjał tak przygolowany owija
się ciasno ślimacznicą i zszywa z sobą- w powierzchnię odpo­
wiednio formowaną, począwszy od środka główki, aż po brzeg
Rys. 4ÿà (M.L. 29) wys. 14 cm. z bronz., sukna.
f
„ 43 b
z Î !!'()> i z. sukna. Janowskie.

9 „
g
10 „
z jasno popiel, sukna.
» 43 c
z jasno pop. suk. Puszcza Solska.
>» 43 d
..
9 „
43 e
z siwego sukna.
»

9 „

179

ronda. Są to przepiękne i bardzo trwałe kapelusze, oblamowane
zawsze tasiemką lub wstążeczką. W Żabnie podobno noszą je
tylko parobcy-kawalerowie, a gospodarze już tylko ze słomy
żytniej1). W innych wsiach nie przestrzegają tego zwyczaju, jak
się dowiadywałem. — Kapelusz gospodarza „żenią tego“ wogóle
zdobny jest tylko .wstążką, a kawalerski oprócz barwnej wstążki
ma świecidła „błyscak“, pawie piórka i kwiaty sztuczne.
Kapelusz z psiarki jest bardzo trwały, a nowy odznacza się
wielką białością; od lat sprzedają go n. p. w Markuszowej na
targu, przed wojną kosztował do 3 rubli, obecnie jest stosunkowo
tańszy.
Załączona Ryc. 44. przedstawia cztery (a, b,-c, d) próbki
plecionej żytniej słomy z parafji Bochotnicy (Puławskie), (Kat.
Muzeum m. w Lublinie 17. I.) jedną z sitowia (44. e.) i jedną
z psiarki (44. f).
W reprodukowanych typach kapeluszy nie są jeszcze ujęte
i zebrane wszystkie możliwe formy i odmiany. Każdą prawie
wieś różni od drugiej kształt kapelusza: wyższa lub niższa
główka, szersze lub węższe rondo.
Kapelusz słomiany utrzymał się w stroju ludowym po­
wszechnie jeszcze do dziś; uratowała go łatwość i ekonomja pro­
dukcji, oraz wygoda w noszeniu.
Znikły tylko owe piękne ozdoby u kapeluszy parobków,
świecidła, wstążki i kwiaty, zwalczane przez księży n. p. w Gar­
bowi e12) .
Nosili podobnie przystrojone kapelusze i kawalerowie
w pow. lubelskim, lubartowskim i zamojskim.
1. Kapelusze wiązane.
Kapelusz (M. L. 149. Lublin) ze słomy wiązanej (Ryc. 45 a),
wÿs. główki 8 cm., szerokość ronda O1/* cm. robiony jest na spo­
sób- modny do niedawna i po miastach. Naokoło główki biegnie
3 razy plecionka, zastępująca wstążkę.
Kapelusz ten jest lekki i wygodny.
Kapelusz ze słomy wiązanej (M. L. 53, Ryc. 45. b. c.) z Go­
raja, wys. główki 6% cm., szer. ronda 51/;, cm., jest prawie kopją
1) Stan. Dąbrowska, Wieś Żabno, Wisla XVIII. str. 93. 2) ß r. Malewski, Próba charakterystyki ubioru IlkI owego, Wisła
XVIII, sir. 456.

12*

180
kapeluszy słomkowych, noszonych przez elegantów paryskich
(a później polskich) w r. 1857, jakie się spotyka na drzewory­
tach A. Vaumonťa w współczesnym roczniku „Illustration“. —
Oblamowany .czarną tasiemką i owiązany takąż wstążką, po­
siada kapelusz ten estetyczną formę; kresy boczne są silnie
podgięte do góry. Prawie wszystkie kapelusze w Lubelskiem
mają charakterystycznie boki kresy silnie podgięte do góry, —
nawet na prymitywnych figurkach w szopce Bochotnickiej do­
strzegamy ten charakterystyczny szczegół.
Drugą taką charakterystyczną cechą przy kapeluszach lu­
belskich jest przymocowana gumka pod brodą, aby wiatr pod­
czas jazdy na furze nie zdzierał kapelusza z głowy. Kapelusza
na Ryc. 45. b, c, dziś już nie spotykamy.
Kapelusz (M. L. 196, Ryc. 45 d, e) jest typem cylindra wy­
konanego ze słomy nie łamanej do splotu, lecz wiązanej. Cy­
linder powstał około 1795 r., a wojsko Kościuszkowskie nosiło
kapelusze cylindrowate z rondem. Przedstawiony tu kapelusz lu­
belski jest typem cylindra empirowego ok. 1810 r., o krysie
8 cm. szer., silnie podwiniętej do góry, a główce 10 cm. wys.,
więc niskiej, o kształcie stożka ściętego. Zamiast wstążki użyto
3 krotnej plecionki z 2 pętlicami kokardy z boku1). Piękna ta
forma dziś nie jest noszona.
2. Ka pelusze plecione ze sł om y, wysokie.
Cztery następne kapelusze, wyplatane z żytniej słomy, są
do siebie zbliżone.
Pierwszy (M. L. 211, Ryc. 46 a) (pow. lubelski) wysoki
161/2 cm., rondo ma 7 cm. szer., dookoła opasany czerwoną
wstążką półjedwabną.
Drugi (M. L. 226, pow. lubelski) Ryc. 46 b. wys. 121/2 cm.,
rondo szer. 7 cm., opasany białą wstążką, posiada oblamowane
rondo czerwoną tasiemką.
Trzeci (M. L. 42 (49) Ryc. 46. c) z Biłgoraja z Wystawy
w Lublinie z r. 1901, ofiarowany przez ś. p. Jana Brandta, zbie-*)
*) Doskonale wypleciony cylinder wysoki ze słomy, z doby i formy
biedermajerowskiej spotkałem w Muzeum miejskiem w Białej (Śląsk).

181
racza ze Smorynia, wysoki 9l/2 cm., szer ronda 9 cm., najniższy
z tej grupy, opasany żółto-różową wstążką. Kosztował 70 kop.
W tych trzech kapeluszach możnaby się doszukać remini­
scencji kapeluszy modnych w XVII w. Dziś typ ten już mało
spotykamy.
Czwarty (Ryc. 46. d.) wysoki na 9 cm., szer. ronda 10 cm.,
opasany żółto-różową wstążką, ma jak poprzedni, płasko kła­
dzioną plecionką wykończony brzeg ronda.

Ryc. 47. Kapelusze kawalerskie.

psiarki.

3. Ka pelusze plecione ze słomy i psiarki,
niskie.

Grupa kapeluszy kawalerskich o niskich główkach, a śred­
nich rondach,
Pierwszy kapelusz (Ryc. 47. a) szer. 61j-2 cm., wys. 7 cm.,
z grubej słomy żytniej, wyróżniający się twardą linją denka
płaskiego, (M. L. 169), kawalerski z Krzczonowa zbliża się do
Ryc. 45. a, natomiast ma lekko podgięte rondo, wstążkę czarną
jedwabną, a końce tej wstążki t. zw. „zadziergi“ opadają poza
rondo. Pod wstążką opasują kapelusz 4 sznurki w kolorach od
góry: biały, zielony,' biały, czerwony, z boku na wstążce rom­
bowe świecidło „błyszczak“ z wiszącą imitacją monetki złotej
(cekinem), oraz pawie piórko „paw“1).
!)

Taki opis przytacza też Wł. Koźmiaii, Mieszkańcy Krzczonowa,

Wisła XVI, str. 309.

182
Drugi kapelusz kawalerski z Szczebrzeszyna (pow. Zamość)
ze zbiorów Brandta, wykonany z „psiarki“, szer. ronda 7 cm.,
wys. 5V2 cm. (Ryc. 47. b, c, bok i przód), opasany czarną szeroką
wstążką z przewleczoną na wiązaniu krakowską kolorową
wstążką. Rondo podgięte i oblamowane czarną wstążką. Kape­
lusz modą praktyczną do dziś używaną posiada gumkę do za­
kładania pod brodę. Cena 1 rubel.
Kapelusz kawalerski (Ryc. 47. d) z Garbowa piękny i strojny
(M. L. 238) z „psiarki“, szer. ronda luj2 cm. wys. główki 6V2 cm,

k
Ryc 48. Kapelusze gospodarskie z słomy i psiarki.

oblamowany niebieską tasiemką, opasany niebieską wstążką
wzorzystą półjedwabną, z boku ma pęk różowych różyczek, bły­
skotkę i pawie pióra, ułożone jedno za drugiem, umocowane
u dołu wstążki na linji zetknięcia się ronda z główką.
Ryc. 48. a przedstawia natomiast kapelusz z żytniej słomy
gospodarza żonatego z Garbowa, (w typie zbliżony do kapelusza

183

włościanina z Sambora, wedle sztychu w Albumie K. W. Kielisińskiego, Poznań 1853. K. Kons. Żupański).
4. Kapelusze gospodarskie o niskiej główce.
Następują kapelusze gospodarskie1) o niskiej główce, a szer­
szeni rondzie, wyróżniające się twardemi, kanciastemi linjami.
Ronda są płaskie zupełnie lub podgięte bokami do góry. Między
temi kapeluszami kilka przedstawia właśnie typ kapeluszy mody
średniowiecza (XIV i XV w.), lin je twarde; inne są podobne do
kapeluszy wojska Kościuszkowskiego. Górale śląscy nosili daw­
niej kapelusze o podobnej formie, lecz linji łagodnej półkolistej2).
Te zasadnicze' formy okryć głowy lubelskiego ludu można
było opracować przeważnie na podstawie martwego materjału
t. j. zebranego w zbiorach Muzeum lubelskiego w dziale etno­
graficznym, — gdyż dziś po wojnie niestety wygasa strój ludowy
w województwie, z wielką szkodą dla społeczeństwa, bo strój
ten posiada ogromną rozmaitość i wielkie walory estetyczne nietylko w ubraniu głowy, ale i w innych częściach stroju jak n. p.
sukmany i t. d.
J) Ryc. 48. a. kapelusz gospodarza żonatego z Garbowa, słoma żytnia,
wstążka czarna i takaż tasiemka lamująca brzeg ronda, wys. główki 61fo cm.,
szer. ronda 8 cm.
Ryc. 48. b. kapelusz gospodarza ze słomy żytniej, wstążka czarna
z czerwonem, wys. główki 8 cm., szer. ronda 8 cm.
Ryc. 48. c. kapelusz ze słomy żytniej z Grabowca, pow. Hrubieszów,
M. L. 681. IX. 4.), wys. główki 8 cm., szer. ronda 8 cm.
Ryc. 48. d. kapelusz gosp. z żytniej słomy z Modryńca, pow. Hrubie­
szów, z czarną wstążką, wys. główki 8V2 cm., szer. ronda 8 cm.
Ryc. 48. e. kapelusz gosp. z Moszny pod Garbowem, z psiarki obla­
mowany czarną tasiemką i opasany czarną wstążką (przerysowany z pry w.
własności).
Ryc. 48. f. kapelusz gosp, z żytniej słomy, wys. główki 7!/a cm., szer.
ronda 10 cm.
Ryc. 48 g. kapelusz gosp. z żytniej słomy, wys. główki 7 cm., szer.
ronda 9 cm.
Ryc. 48. h. kapelusz gosp. z psiarki, wys. główki 71/a cm., szerokość
ronda 8*7. cm., opasany wstążką czarną i oblamowany.
2) Typy śląskie, rys. H. Jarzembowsky 1840 — 1849, pocztówki wy.d.
Ed. Feitzingera, Cieszyn 1903/13.
t

184
LE BONNET ET LE CHAPEAU D/'NS LE PALATINAT DE LUBLIN.

Sur le territoire de Lublin, les paysans employent des couvrechefs différents qui, de plus en plus, passent de mode, particu­
lièrement depuis la Grande guerre, comme d’ailleurs les costumes
populaires en général sont en voie de disparition. Aux types
anciens de bonnets d’hiver appartient le bonnet „pointu“ (fig. 41-a)
généralement connu en Pologne; il y a ensuite le bonnet appelé
„rozłupa“ (fig. 41-ere b et fig. 42-e); c’est un joli bonnet masovien fait en fourrure de peau d’agneau g-is ou noir et de drap ;
ce bonnet est paré de cocardes faites en rubans de couleur. En­
suite il faut mentionner le bonnet connu sous le nom de „ślachmyca“ ou „magierka“ (le premier nom vient de l’allemand „Schlaf­
mütze“ et le second signifie en français „bonnet à la hongroise“).
Ce bonnet est tissu de laine blanche et paré discrètement d’un
motif bleu ou rouge (fig. 41-ère c. d. e. f.).
Les bonnets désignés par „kowadła“ („enclumes“) rappelent les bonnets portés par la noblesse du XVIII siècle. Les bon­
nets à cornes („rogatywki“) (fig. 41 -ère i. j.) sont caractéristiques
et répandus aussi dans les autres parties de la Pologne. Ils jouent
le même rôle sur le territoire de Lublin que les bonnets dits
„krakuski“ dans le palatinat de Cracovie.
Les bonnets, appelés „kuczmy“ (fig. 43-e) ont une forme
extraordinaire. Ce sont des bonnets bien caractéristiques de la
partie orientale du palatinat en question. On les fait de drap
bronzé ou gris et parfois même de drap bleu. Ce drap est de
fabrication domestique et à cet effet, on se sert de bêtes à laine.
Ces bonnets sont parés de fLs de laine bleu de saphir. Leur
forme accuse certaines ressemblances avec les bérets du moyen-âge.
Le paysan des environs de Lublin, de même que son
voisin habitant les autres paleitinats, tressent eux-mêmes des
chapeaux de paille pour leur propre usage; ces chapeaux se
distinguent par une grande variété de formes et ils sont fabri­
qués, le plus souvent, de pai'le du seigle lorsqu’il n’est pas
encore mûr. On en fait aussi en se servant d’une herbe appelée
„miotełka“ ou „psiarka“ (et ces derniers chapeaux sont plus élé­
gants et plus durables que ceux qui ont été mentionnés précé­
demment). La figure 44-e représente les modèles provenant du tres­
sage de la paille de seigle (a. b. c. d.) — e) de joncs et f)
des vergettes. Pour les chapeaux de la fig. 45-e on emploie un
autre procédé, à savoir on les fabrique de paille liée et non
pas tressée; cest pourquoi ces chapeaux sont très légers. Les
chapeaux b. é. et d. e. de la kg, 45-e ont une forme propre au
commencement et à "a moitié du XlX-e siècle. Les quatre
chapeaux avec la tête haute (le cône haut) (fig. 46-e) se distin­
guent par une forme originale. La fig.47-e représente trois types

185
de chapeaux portés par les jeunes valets de ferme et par les
garçons; ces chapeaux sont ornés de rubans de couleur, de
fanfreluches, de plumes et de fleurs, et justement ces ornements-là
les distinguent des chapeaux des paysans mariés.
Le dernier groupe (fig. 48-e) représente huit chapeaux dif­
ferents à bords larges et à cônes bas. Les chapeaux de presque
tous les villages accusent certaines différences spécifiques de
forme et souvent ils présentent un beau produit de l’industrie
populaire, tandis que les bonnets sont fabriqués dans de petites
villes par les artisans de méiier.

jULJAN KRZYŻANOWSKI

.„PEREGRYNACJA MAĆKOWA“
(SZKIC Z DZIEJÓW ROMANSU STAROPOLSKIEGO)
(THE PEREGRINATION OF MATHEW — A POLISH 17-TH CENTURY
STORY OF THE BARLEY LAND (LAND OF COCAYGNE, SCHLARAFFEN­
LAND).
TREŚĆ: 1. Treść „Peregrynacji“ i jej stosunek do „wypraw“ sowizrzalskich.
2. Koncepcja „świata na wywrót“ jako podstawowa cecha „Pere­
grynacji“. — 3. Związek powiastki polskiej z „Finkenritterem“. —
4. Kruegera „Hans Clawert“ i jego oddźwięk w przygodach Maćko­
wych. — 5. „Kraj Jęczmienny“ i jego stanowisko wśród powiastek
o Cuccanii, Cocaygne, Szlaraffenlandzie. — 6. Epizodyczne ustępy
„Peregrynacji“ (wojna Kleszcza z Słowikiem, pobyt u doktora i palodystyczne recepty, łan hreczki). — 7. Elementy polskie w po­
wiastce (satyra na Mazurów, ironiczne wycieczki przeciw cudzoziemszczyźnie, styl parodystyczny). — 8. Pogłosy „Peregrynacji“
w literaturze polskiej. Wartość jej estetyczna.

1. Wśród utworów, zaliczanych do t. zw. literatury ,,sowizrzalskiej“, powiastka o „Peregrynacji Maćkowej“ zajmuje
miejsce wcale odrębne i bynajmniej niepoślednie. Znana dawniej­
szym historykom literatury, począwszy od Juszyńskiego, który
określi! ją jako „najgrubszą bazgraninę stylem zepsutego mazo­
wieckiego dialektu“, co po nim powtarzano niejednokrotnie
(Wiszniewski, Kondratowicz), udostępniona w marnym zresztą
przedruku pod koniec w. XIX1), opisana ostatnio dokładnie pod
względem bibljograficznym w nieocenionej książce Badeckiego,
gdzie podano również wszystkie niemal dotychczasowe wiado­
mości o tem dziełku*2), „Peregrynacja“ jest dotąd pozycją lite­
racką mimo wszystko wcale zagadkową. Ocena jej estetyczna
nie wyszła poza pogląd Chmielowskiego, który, zaznaczywszy,
że jest to „utwór rodzimy, bez wszelkich naleciałości obcych“,
*) K. Bartoszewicz: Księgi Humoru Polskiego, Petersburg
I. 99 — 113.
2J Literatura Mieszczańska, Nr. 86 — 88, Lwów 1925, 225 — 234.

i 87
odmówił mu „głębszej myśli i artystycznej ogłady“, zaznaczył
brak w nim pomysłowości i zabarwienie rubaszne1), przyczem
sąd o rodzimości, warunkujący, jak się okaże, ową ocenę, wydaje
się niezupełnie zgodny z niezdecydowaną uwagą Briicknera,
który, zajmując się głównie stroną językową „bajki ludowej“,
jak „Peregrynację“ nazwał, mimochodem napomknął, że zawiera
ona jakieś elementy obce*2).3 Efekt tego taki, że utwór, który —
jak to będę starał się dowieść — zajmuje zupełnie zdecydowane
stanowisko w dziedzinie literackiej, do której należy, został po­
minięty milczeniem, poprostu przeoczony, w znakomitem kom
pendjum Boltego i Polivki'), jakkolwiek tam właśnie znaleźć
można cały materjał, na tle którego swoiste walory „Peregry­
nacji“ występują w pełnem świetle.
Przed umieszczeniem jednakowoż powiastki o Maćku na
odpowiedniem tle ogólno-europejskiem, należy ją zlokalizować
na bliższem, polskiem, a więc na tle literatury sowizrzalskiej. Za
przynależnością jej do tej dziedziny przemawia jej tytuł, miano
jej autora, jej lokalizacja topograficzna, wreszcie jej słownictwc.
Poczynając więc od jej niezbyt salonowego tytułu (Percgrinacya
Maćkowa z Chodawki, Kurpetowego syna a Nawłokowego brata,
którą opisał Kopera, co dupy łata wołową gołenią na kobylim

wskazuje on, że dziełko jest owocem dobrego
humoru klechy, co „nie w ciemię bijał“ bykowcem pupilów na
ławie (kobylicy) szkolnej, — (szlachetne to zajęcie i dzisiaj, jak
wiadomo, znajduje wyraz w niezbyt parlamentarnej nazwie pe­
dagogów wiejskich) — przyczem autor podpisał się formułą,
znaną dobrze z wielu innych dziełek pokrewnych, jako „Janu­
arius Sovizralius pede propria Anno Domini 91073526000“
Pozatem, jeśli już nawet pominąć fakt, że „Peregrynacja Maćko
wa“ typograficznie była związana z jednym z najbardziej intere­
sujących okazów piśmiennictwa sowizrzalsklego, t. j. z „Pere­
grynacją Dziadowską“, po której tłoczono ją w tym samym
tomiku w edycjach z lat 1612, 1614 i 1616, w oczy rzuca się
pokrewieństwo topograficzne powiastki z całą wybitną grupą
dziełek sowizrzalskich, mianowicie z „wyprawami“ Albertusa

pergaminie),

') C h m i e 1 o w s k i-X-o s s o w s k i: Historja Liter. Pol. str. 334.
2) Z przeszłości gwar polskich, Wisła XII. 658, nst.
3) J. Bolte—G. P olivka: Anmerkungen zu den Kinder- u. Haus­
märchen der Brüder Grimm. Lpzg. 1918, III. 244 — 258.

188
i jego potomka, Matÿjasza. Kleparscy ci bohaterowie nie docierali
zazwyczaj w ekspedycjach swych zbyt daleko, tonąc po drodze
w kałużach bocheńskich lub szynkach rzeszowskich. Maciek,
równie Jak tamci leniwy i tchórzliwy, wędruje pozornie dalej,
wałęsa się bowiem „w Węgrzech — około Dukle po same Ja­
śliska, w Podolu — okoo Kańcugi, na Wołyniu — pod samym
Próchnikiem, w Mazosu — okoo Opatowca, w Niemcech — okoo
Bieca, na Śląsku — aze po samy Grybów“, innemi słowy „dziwacne zecy“ ogląda on w czworoboku zawartym między Karpa­
tami, Wisłą, Dunajcem i Sanem, a więc na normalnem terytorjum wypraw sowizrzalskich. A wreszcie zaznaczyć trzeba, że
jakkolwiek dworująca sobie z Mazurów „Peregrynacja“ napisana
jest w gwarze „mazowieckiej“, t. zn. Maciek mazurzy i wałczy,
mimo to w słownictwie jej występują elementy, poza granicami
literatury sowizrzalskiej spotykane rzadko, jak „manusiek“,
„nanno“ i „nanko“ (ojciec), jak dobrze znana, krakowska przy­
jaciółka braci sowizrzalskiej, Greta, jak wreszcie Walanty czy
Wałek (diabeł), którym Maciek hojnie szafuje na każdym kroku.
A również i motyw konstrukcyjny powiastki, podróż łako­
mego leniucha, zakończona przedwczesnym powrotem do domu,
jest, jak tylko co wspomniałem, motywem dla pewnej kategorji
płodów Muzy sowizrzalskiej typowym. Motyw ten, dla uporząd­
kowania całego mateijału, powiastką objętego, zasługuje tutaj
na bliższą uwagę.
Maciek tedy, sprzykrzywszy sobie pasanie cieląt i klusiąt,
zaopatruje się w zapasy na drogę, „wierdunk groszy, kukiołkę,
dwie gomołce, owsiaka pół chlebíce i kalatkę na strawę“, uzbraja
się w ojcowski kostur i rusza w świat, by zaznać głodu i chłodu,
strachu i guzów, słowem tego, co sam nazywa „pokusami“. Po
drodze stowarzysza się z czteru kompanami, ślepym, głuchym,
nagim i chromym,' towarzystwo jednak rozbija się, trafiwszy na
domniemanych rozbójników, a przerażony Maciek dostaje się na
nocleg do „dowtora“ w grodzie Głcdowie, odbywa ucieszną ku­
rację, zaaplikowaną przez gospodarza, w dalszej wędrówce trafia
na szpetnego olbrzyma, Rzygońskiego, wraz z nim dociera do
zamku królewskiego w „Jęczmiennym kraju“, poczem, zatę­
skniwszy za klusiętami i cielętami decyduje się na powrót do
domu. Po drodze nocuje w „jachtelu“, pustej beczce, w której
atakuje go zdechły wilk, dalej, natrafiwszy na stajanie hreczki.

189
które bierze za rzekę, nocuje na mrowisku, dalej, posiliwszy się
pieczonemi ptaszkami, znalezionemi w dziuple, oraz zapasami
jakiegoś pustelnika, dochodzi do „polskich granic“, zapoznaje się
z mazurską gościnnością, traci pieniądze i kostur, wreszcie wraca
do nanna i macierzy, odkarmia się specjałami domowemi, od
sypia przez tydzień na piecu, i wraca do pasienia cieląt.
2. Mimo pokrewieństw tylko co zaznaczonych, „Peregry­
nacja Maćkowa“ różni się od dialogów sowizrzalskich już na
pierwszy rzut oka bardzo istotnie. Gdy tam mianowicie wyda­
rzenia ściśle trzymają się ziemi, gdy są one pysznemi niekiedy
obrazkami obyczajowo -satyrycznemi, związanemi ze środowi­
skiem, w którem się rozgrywają, przygody Maćka mają charakter
fikcyjny o zupełnie swoistem zabarwieniu. Zdawał sobie z tego
u nas sprawę jedynie Kraszewski, gdy stwierdzał, że „Peregry­
nacja“ „zależy na tak szalonem przewróceniu wszystkiego do
góry nogami, że ledwie się cień jakiś rzeczy dostrzec daje“1).
Jwaga ta trafia w sedno rzeczy, choć wątpliwa, czy Kraszewski
znał termin „świat na wywrót“ (die verkehrte Welt),
stosowany do tego rodzaju utworów w Niemczech, oddaje ona
bowiem dobrze istotę ujmowania przez Maćka wydarzeń, które
go spotykają. Są to mianowicie typowe a d y n a t a czy i mpossibilia, długie szeregi sprzeczności i wszelakich absur­
dów, ujętych w pewien system. Chodzi tu oczywiście o zjawisko
dobrze znane w poezji popularnej, zarówno dawnej, jak nowej.
W silvae rerum, między innemi i w „Wirydarzu poetyc­
kim“ Trębeckiego, spotyka się katalogi „dziwów albo absurdów“,
jak to nazywano, w rodzaju „siekiera się rozbujała, Wisłę prze­
płynęła, kobiałka się przeciwiący z pierzem potonęła“12), a to
samo stanowi temat ludowej pieśni o „kusym Janie“, którą
wiąże się z analogicznemi pieśniami nicinicckiemťj. W „Pe­
regrynacji“ zjawisko to występuje na każdym kroku, albo
w postaci określeń takich, jak „noc zachodziła, ledwie byo
do wiecoru z $t|ć godzin“, albo nawet w postaci całych epizodów.
Szczegółowe omówienie ich będzie stanowiło przedmiot rozdzia­
łów dalszych, tu wskazać wystarczy na jeden z nich, dobrze
znany z bajek, mianowicie wędrówkę Maćka z czterema towa­
1) Wędrówki, str. 65 — 70, Badecki str. 230.
2) Brückner: Dzieje literatury polskiej, I3, 290.
3) J. S. By stroń: Polska Pieśń Ludowa, Bibl. Nar. I. 26, str. 114.

190
rzyszami. przestraszonymi przez zbójców; podejrzany szelest
w „chrześlinie“ słyszy głuchy, ślepemu coś się miga, nagi boi się,
by go nie obdarto, chromy zaś pierwszy rzuca się do ucieczki.
Niemcy, znani ze swej słabości do klasyfikowania, znaleźli
dla tego rodzaju utworów, operujących niedorzecznościami jako
elementem fabuły, specjalny termin, Luegen gedieht e1).
Koronę ich stanowi napisany po angielsku i w Anglji po dziś
dzień popularny „Baron Muenchausen“ E. Raspego, zbiór niewia
rygodnych przygód, autentycznego zresztą, Freiherra von Muen­
chausen, łączący w jedną całość motywy, znane z dawniejszej
literatury niemieckiej12).. Dodać wreszcie należy, że cała oma­
wiana gałąź literatury pozostaje w pewnym związku z literaturą
utopijno-satyryczną, której szczyty stanowią dzieła Rabelais’go
czy Swifta.
Fakty przytoczone, pozwalają z miejsca na zaopatrzenie
„Peregrynacji“ w odpowiednią etykietę, co oczywiście nie warteby było specjalnej fatygi, gdyby nie okolicznośę, że etykiety,
bądź co bądź, nie pozwalają nam od przedmiotu, zwanego pie­
przem, wymagać właściwości przedmiotu, zwanego cukrem,
innemi słowy zaszeregowanie powiastki polskiej do odpowiedniej
kategorji utworów europejskich, posiadających pewne ustalone
właściwości, choćby błazeńską rubaszność, pozwoli nam z jednej
strony ustalić zasób „rodzimych“ w niej elementów, a wówczas
dopiero, mając odpowiednią skalę porównawczą, będzie można
mówić o stosowaniu kryterjów estetycznych. Uzyskana w ten
sposób podstawa służyć może równocześnie za punkt'wyjścia dla
studjów, zarówno literackich, jak ludoznawczych, obejmujących
z jednej strony takie grupy zjawisk, jak nasza dawna literatura
facecjonistyczna lub literatura gawędziarska pierwszej połowy
w. XIX, koncentrując^ się około postaci „polskiego Muenchau
sena“, księcia Panie Kochanku, z drugiej zaś wcale obfite u nas
bajki na temat zakładów, kto kogo przewyższy w kłamstwie
i tym podobne. Rzecz jasna, że zagadnienia te wykraczają poza
ramy obecnego studjum, którego zadaniem jest tylko wyświetle­
1) Cały materjał niemiecki i część obcego omawia: C. M u e 1 ! e rFraureulh: Die deutschen Luegendichtungen bis auf Muenchhausen,
Halle, M. Niemayer, 1881.
2) Por. „The Travels of Baron Munchansen“, edited by W. Rose.
(Broadway Translations), London 1S23.

191

nie najstarszego okazu w omawianej dziedzinie tworów literac­
kich, a więc „Peregrynacji Maćkowej“.
3. Przegląd popularnej humorystyki niemieckiej z przed
w. XVIII, zawarty w cytowanej poprzednio rozprawie MuelleraFraureutha, pozwala umieścić „Peregrynację Maćkową“ w są­
siedztwie dwu interesujących okazów tej dziedziny literackiej
z w. XVI. Pierwszym z nich jest anonimowy utwór jakiegoś
Alzatczyka, bezzasadnie przypisywany Fischartowi, a wydany
w Strassburgu ok. 1580 jako History vnd Legend von
dem treffenlichen vnd weiterf amen Ritter,
Herrn Policarpen von
Kirrlarissa genant
der Fine ken Ritter... Nieduża ta, bo dwuarkuszowa
powiastka o przygodach „rycerza Włóczykija“ (Finke bowiem
znaczy tyle co „loser Geselle, Herumtreiber“), zdaniem prof.
J. Roltego, który wydał jej przedruk, poprzedzony przedmową1),
miała na celu wydrwić popularne opowiadania podróżnicze tego
pokroju, co sławne przygody Jana Maundeville’a, legendy o św.
Brandanie, o władcy indyjskim „popie“ Janie itp., przyczem
autor, by cel swój osiągnąć, z popularnych utworów ludowych,
bajek i opowieści, zapożyczył szczegóły, z których stworzył nową
całość. Tendencję satyryczną, podobnie zresztą jak i metodę, po­
legającą na gromadzeniu absurdów, widać wyraźnie już w przed­
mowie szlachetnego rycerza Polikarpa, w której poucza on czy­
telnika, że opowie swe przygody, doznane na trzysta lat przed
własnem urodzeniem, za czasów, gdy wielki chan Kataju władał
Strassburgiem, gdy „Herr Johan von Montevilla“ wędrował po
świecić, a „Priester Johann von India“ był proboszczem rajskim
(„ein Probst des Paradieses“) w Norymberdze. Zaatakowawszy
w ten sposób dwie najpopularniejsze fantazje podróżnicze śred­
niowiecza, przez absurdalne związanie ich postaci naczelnych
z Niemcami, Finkenritter opowiada dalej, jak dosiadłszy raka
(na drzeworytach dawano mu pod wierzch niekiedy gęś), ruszył
w drogę „auf dem Kleber Meer, jenseits dem Rennfeld, binder
dem Saltzhaus zu Muenchen, nicht weit von dem Paliast, Sanct
Patricius Fegfeür inn Hybernia... das ist in Arabia... in der gegne
Armenien“.
1) Zwickauer Facsimiledrucke Nr. 24. Das Volksbuch vom Finken­
ritter. Zwickau S., F. Ullmann, 1913.

192
Po nonsensach historyczno-geograficznych wstępu, nastę­
puje osiem krótkich, rozdziałków, przedstawiających osiem po­
dróży („Tagreisen“) Finkenrittera, wypełnionych nonsensami sy­
tuacyjnemu W pierwszej tedy utracił on sto łasztów „wody
rozumu“ („gedistilliert vernunfft wasser“), którą zabrał, mu
piraci, żeglujący po drewnianym bruku; w następnej, postano­
wiwszy zostać myśliwym i polować na śledzie i kiełbasy („haering und bratwuerst zu erschiesen“), trafił na palący się
potok, który chłopi usiłowali ugasić słomą, w kraju, gdzie
zające goniły za psami a owce polowały na wilki. Dnia trzeciego,
w towarzystwie trzech kompanów, ślepego, kulawego i nagiego,
obserwował ich przygody (polowanie na zająca, którego do­
strzegł ślepy itd.),następnie trafił na człowieka „utykającego na
uszy“, u którego starał się dopytać o drogę (epizod w rodzaju:
„jak się macie Bartoszu“), i na białego węglarza, wypalającego
w lesie kiełbasy. Absurdy do szczytu dochodzą dnia czwartego
i piątego, gdy Włóczykij, przeprawiwszy się statkiem przez suchy
potok, wpada do wypróchniałego pnia, nie mogąc się zaś wydo­
stać przez ciasne dziupło, biegnie do wsi po topór i wyrębuje
się z drzewa, następnie gubi topór w tarninie, zapala ją, poczem
znajduje tylko drewniane toporzysko, ®am topór bowiem spłonął,
drzewce zaś wymienia na ciepłą wodę, by sobie z niej uszyć
płaszcz na zimę. Nazajutrz znowu, kosząc łąkę, potyka się w kre­
tów inie, obcina sobie głowę, osadza ją na karku odwrotnie, twa­
rzą ku tyłowi, głowę tę zrywa mu wiatr, on dogania ją i raz
jeszcze osadza na karku. Po zwiedzeniu wsi, w której opłotki
były z kiełbas, domy zaś z połci słoniny, i gdzie była tak duża
lutnia, że słyszano ją na dziewięć wsi, a człowiek, wpadłszy
w jej otwór, leciał przez kwadrans, nim znalazł się na dniel. pa­
sowany na rycerza za waleczne pokazanie nieprzyjacielowi pięt,
Finkenritter powraca statkiem wietrznym („in ein Windschiff“)
do domu, wpada przez dach i sufit,kalecząc się dotkliwie, prze­
strasza matkę, tak że ta z przerażenia wydaje go na świat.
Ostatni rozdziałek wreszcie dotyczy nieporozumień miedzy „no­
worodkiem“ a akuszerką.
Widać tedy, że parodja podróży sama ma formę opowieści
podróżniczej, przyczem na treść jej składają się koncepty takie,
jak znany u nas „bigos literacki“, a więc zabawna mięszanina
absurdów historyczno-geograficznych, następnie nonsensy sytu­
acyjne, odwracające normalny tok wydarzeń (gaszenie palącego

m
się potoku słomą etc.), niemożliwości fizyczne {pościg za własną
głową), wreszcie nonsensy stylowe. Te ostatnie polegają nie­
jednokrotnie na stosowaniu contradiclio in adiecto (biały węg­
larz, blaszane krzemienie) oraz na gromadzeniu całych łańcu­
chów przymiotników, nawzajem się wyłączających. Oczywista
rzecz, efekty to są niesłychanie prymitywne, należy jednak pa­
miętać, że były one obliczone na czytelników o niezbyt wybred­
nych wymaganiach, oraz, co niemniej ważiie, przyzwyczajonych
do tego rodzaju płodów literackich, bajek czy iacecyj, pochodze­
nia niekiedy wcale sędziwego, już bowiem wśród rzeczy opata
z Reichenau, Strabona (IX w.), znajduje się krótki wierszyk, S imilituďd imposibilium, prawiący o białych krukach,
czarnych ■abędziach, o gadających rybach i milczących
świerszczach, o wosku twardniejącym w ogniu i glinie, sztywnie­
jącej w wodzie1).
Gdy, pamiętając o wątkach i metodzie ich traktowania
w „Finkenritterze“, spojrzymy na „Peregrynację Maćkową“, nie­
podobna nie dojrzeć w niej szeregu analogij z powiastką nie­
miecką, analogij przemawiających za ustaleniem związku bez­
pośredniego między obydwu temi utworami. Obie powiastki, tej
samej niemal długości, dzielą się na dni, zaznaczone wyraźnie
w opowiadaniu Maćka („to pierwszy nocleg“, „nocleg drugi“itp.).
Następnie omówione poprzednio szczegóły topografji sowizrza!skiej, umieszczającej Kańczugę na Podolu czy Biecz w Niemczech,
przypominają fantastyczne połączenie w „Volksbuchu“ Irlandji
z Arabją i Armenją. To samo dotyczy wreszcie stylu, Maciek bo­
wiem również chętnie posługuje się przymiotnikami sprzecznemi
z określanemi przez nie przedmiotami, i łańcuchami przymiotni­
ków, jakkolwiek właściwość ta w „Peregrynacji“ nie występuje
tak jaskrawo, jak w jej niemieckim prototypie. O właściwości
pierwszej będzie mowa dalej (opis orkiestry w pałacu króla jęcz­
miennego), tutaj zaś warto zwrócić uwagę na dwa dziwaczne
opisy osobistości:
Als die nuli hinweg kamen, da begegnet mir ein huebscher, schwacher, feiner,
grauwer,
junger,
bloeder, alter, schoener, hurtiger
mann....

a pan starosla nad nimi siedział
na fajerce, w kozusysku starym, a w
letniku paceśnym,
mlodziusieńki,
nie miał nic
na gębie, choć już miał lat do
óśmdziesiąt. ..*)

*) Dümmler: Poetae aevi Carolini. II. 392 (Mon. Germ. Fist.)..
Lud. T. XXVIII.

13

194

Z wątków natomiast bajkowych, stanowiących treść „Finkenrittera“, niewiele stosunkowo przeszło do „Peregrynacji“;
wspomnieć tu należy w pierwszym rzędzie motyw polowania na
zająca, dostrzeżonego przez ślepego, schwytanego przez chro­
mego, a schowanego w zanadrze przez nagiego1). W „Peregry­
nacji“ towarzystwo jest większe, należy do niego bowiem i głu­
chy, przyczem kompanja spotyka rzekomych rozbójników, opis
jednakże tych rozbójników (Maciek widzi „dwóch zbójców, ta­
kich jakoby zające, ale ze w karaconach, z oscepami“) zawiera
wyraźny pogłos motywu, w jego wersji oryginalnej.
Tem zresztą co najdowodniej świadczy o związku obu oma­
wianych powiastek, są ich zakończenia, powrót do domu węd­
rowców i odpoczynek po „niebezpieczeństwach“ („disen gefahrnussen“) w podróży doz lanych:
Mein Muetter herzu lieft erwuescht
micb in die arm und trug mich hinder den Ofen an das warm, gab mir
auch einen neugebachnen Speckkuechen, damit ich mich erlabt vnnd
wider zu mir selber kam.

i uwarzyła mać na wiecerzę kapusty garniec w kolano, i suchej
zepy z kozim smalcem i kase serwatcanej garniec, tomci wżdy był sobie
pojadł jazem poklęknął, zem się nazad wrócił z takowego niebezpieceństwa, tom cały tydzień spał na piecu
ościągnąwsy sie jako wilk.

A wreszcie, „Peregrynacja Maćkowa“, podobnie jak „Finkenrilter“, a odmiennie od innych bajek o nieprawdopodobnych
przygodach, zawiera pewiep morał, dla pożytku czytelnika po­
dany w zakończeniu, oraz pewną domieszkę, samodzielnego już,
elementu satyrycznego, który zresztą tkwił również w założeniu
opowiadania niemieckiego.
4. PewiastKa o „Finkenritterze“ cieszyła się w Niemczech
dużą popularnością, o której świadczą częste jej przedruki,
i zachęcała do naśladowania. Echa jej spotykamy między innemi
w dziełku Hans Clawerts werckliche Historien,
1587, pióra pisarza miejskiego w Trebbin, Bartłomieja Kruegera12). „Historje“ te należą właściwie do niemieckiej literatury
sowizrzalskiej, składają się bowiem z przygód i kawałów nicpo­
nia, wzorowanego na Eulenspiglu, na końcu tomiku jednakowoż
1) Bibljografję tego motywu, popularnego dzięki parodystycznym ka­
zaniom w. XV, podają Bolte-Polivka, 1. c. str. 116.
2) Dziełko to znam tylko w wydaniu: Berlin 1588. Omawiane tu
ustępy, dla ich wyjątkowości, przedrukował O. C. Mueller-Fraureuth.

195
autor dodał dwie bajki: „Clawers Gedichte darmit er offl die
Laute vom Schlaffe ermuntert und wacker macht“. Pierwsza
z nich, nawiązująca do motywu, spotykanego w „Finkenritte­
rze“, dotyczy przygody Clawerta w wieku młodym. Widząc, że
chłopcy przynosili ptaki ż gniazd wybrane, poszedł on do lasu,
zobaczył ptaszka, wylatującego z dziupła tak małego, że zaledwie
palec mógł tam wetknąć, gdy to jednak zrobił, wpadł w głąb
pnia, gdzie znalazł staw z pieczonemi rybami, polewanemi ma­
słem z góry, topniejącej w promieniach słońca. Objadłszy się ryb,
Clawert nie mógł się z pnia wydostać, pobiegł więc do domu po
siekierę, by nią się z drzewa wyrąbać. Następnie zobaczył stado
gołębi, rzucił w nie siekierą, gołębie odleciały, ale pióra ich zo­
stały na ziemi, okrywając siekierę, tak że Clawert nie mógł jej
znaleźć. Wówczas podpalił pierze, siekiera spłonęła, zostało
tylko stylisko, Clawert zaś, obawiając się gniewu ojca, postanonow'. do domu nie wracać.
Zaczerpnąwszy po drodze wody w połowę czaszki, głowę
bowiem miał niecałkiem zrośniętą, usnął ze znużenia i zapopomniał o głowie. Gdy po nią wrócił, spostrzegł w niej jaja ka­
cze, z których wylęgnął się koń. (por. „gallinae fundant haedos
atque ova capellae“, w wspomnianym poprzednio wierszu Strabona). Na komu tym, obdarzonym niezwykłemi własnościami,
woził on podróżnych, dopóki ci, dając wyraz swemu niezadowo­
leniu, nie przecięli rumaka na dwoje. Clawert zeszył połowy te
wikliną, ta zaś wyrosła w las, który właściciel wycinał i miał
z tego niezły dochód1)
W tym samym tonie utrzymana jest druga powiastka Cla­
werta o przygodzie, która spotkała go w drodze między Lip­
skiem i Wittenbergą. Trafił on mianowicie na zbójców w lesie,
którzy uraczyli go mięsem i piwem, potem jednakże wsadzili
■do beczki z piwa i założyli w niej dno z powrotem. Do resztek
uczty zbiegły się wilki; Clawert, chwyciwszy oburącz jednego
1) Doskonałą powiastkę tego typu, o koniu, który odarty ze skóry,
„ze wstydu“ wytarzał się w hreczce, obrósł nią, przyczem wśród hreczki
wyrósł dąb, znajdujemy wśród facecyj babińskich (Nr. 411)
Właściciel
konia uwiązuje mu wałek u ogona i koszyki u boków, wałkiem tym koń
zabija przylatujące na dąb cietrzewie i w koszyku przynosi je do domu.
Najzabawniejszy warjant tego motywu mamy w „Muenchhausenie“; koń
zeszyty gałązkami lauru, porasta lasem laurowym, dostarczającym cienia
sławy jego jeźdźcowi-bajarzowi.

13

'

19Ď
2 nich za ogon, tak go przestraszył, że wilk począł uciekać, ciąg­
nąc beczkę za sobą. Krzyk lawerta usłyszał przejeżdżający fur­
man, żelaznym drągiem zabił wilka, rozbił beczkę, uwolnił zam­
kniętego w niej Hansa, poczem obydwaj obłupili wilka ze skóry
którą sprzedali za dobre pieniądze.
Obydwie powiastki Kruegera, nie wykazujące zresztą
analogji wśród niemieckich „Luegengedichie“, weszły w postaci
częściowo zmienionej, w skład przygód Maćkowych. Pod koniec
więc wędrówki Maciek trafia na zdechłego wilka, ucieka, zasła­
niając sobie oczy czapką, „coby mię nie wyjźrzał“ (Finkenrit­
ter osadził sonie głowę na wspak, żeby go gałązki nie biły pc
oczach, por. nadto przysłowiowy zwrot o polityce strusiej), na­
stępnie znajduje pusty „jachtel“ i postanawia w nim przenoco­
wać. W nocy zdechły wilk przychodzi do beczki, Maciek wysuwa
rękę, chwyta go za ogon, wilk zaś poczyna pędzić, ciągnąc za
sobą Maćka, dopóki beczka się nie rozsypała. Podobieństwa
i różnice są tu tak oczywiste, że nie wymagają żadnych koments rzy.

Poprzednia natomiast przygoda Hansa pojawia się w po­
staci bardziej zmienionej przy samym końcu „Peregrynacji“.
Maciek, spostrzegłszy dziupło w drzewie, podchodzi do niego,
znajduje wewnątrz pieczone ptaki, objada się niemi, tak że
z drzewa wydostać się nie może, „azem chodził do wsi, siekiery
, ( zyc; i'1, tozem się stamtąd wyrąbał, i posedłem w drogę“. Wy­
darzenia dalsze, znane zarówno z „Finkenrittera“ jak z „Werckliche Historien , w powiastce polskiej zostały przeniesione na
„nanuśków kostur“, zabrany z domu bez wiedzy ojcowskiej.
Maciek, spostrzegłszy „stadko kiełbas a one chodzą po łące“,
maluje na kalecie cięciwę, nakłada na nią „trześniową kostkę“,
zabija sześć par kiełbas i skubie je, pomny zapewne tego, że Fin­
kenritter na kiełbasy i śledzie polować zamierzał i że było przy­
słowie polskie: „gdzież się one czasy podziały, kiedy kiełbasy po
świecie latały“1) ; ujrzawszy następnie stado gołębi, rzuca na nie
kosturem, gołębie odlatują gołe, kostur zaś niknie w pierzu;
wzorem Clawerta Maciek przynosi słomy, spala pierze, stwier­
dza, że kostur poszedł do „diabła i jego macierzą“, i zmartwiony
postanawia wrócić do domu. Z analogicznej sytuacji błazen nieł) Por-: s- A dalbę rg: Księga Przysłów, str.. 7; cyloware za „Ada
gia‘: Knapiusa.

197

mieeki wyciągnął całkiem przeciwny wniosek, decydując się iść
na włóczęgę.
5. O ile dotychczasowe rozważania przygód Maćkowych
opierały się na stosunkowo twardym zrębie uchwytnych faktów
literackich, kwesija dalszych źródeł „Peregrynacji“ wiedzie na
grząski grunt analogij i zestawień o charakterze hipotetycznym,
dobrze zresztą znany każdemu, kto zetknął się z dziejami t. zw.
motywów wędrownych, rozsianych w tradycji literackiej czy
ludowej wszystkich krajów europejskich. Dotyczy to w pierw­
szym rzędzie centralnego obrazu „Peregrynacji“, t. j. opisu
„Kraju Jęczmiennego“, a raczej zamku, na którym Maciek oawi,
podejmowany przez jego władcę. Rysy podstawowe tego ustępu
oczywiście ustalić będzie można, szczegóły natomiast raz po raz
będą nastręczały wątpliwości.
Rzeczą więc niewątpliwą jest przynależność Kraju Jęcz­
miennego do rodziny podań o cudownej krainie, piynącej
mlekiem, miodem i winem, gdzie pieczone gołąbki wpadają
same w usta próżniaków, pieczone woły wędrują z nożem
utkwionym w karku, gdzie płoty grodzone są z kiełbas, domy zaś
zbudowane z szynek, schabów i innych artykułów masarskich.
Humorystyczna koncepcja tego swoistego „raju utraconego“,
sięgająca początkami podań greckich, znanych z Hezjoda, komedjopisarzy attyckich i Owidjusza, odżyła w wiekach średnich,
by upowszechnić się po całej Europie1). W krajach romańskich,
gdzie otrzymała spotykaną już w ,,Carmina Rurana“ nazwę Cucania, dostarczyła ona wątku do francusk-egc „fablel de Cocaigne“ z w. XIII, które odbiło się z kolei na poemacie angiel­
skim o „the Land of Cocaygne“ (nawiasem dodać trzeba, że
w Anglji były również jakieś bajki o „Lubberland“ na ten sam
temat). We Włoszech zr.owuż, obok wzmianki w Dekaireronie
o baskijskiej krainie Rengodi (VIII. 3), spotykamy poemat w tercynach G. C. Grocego p. t. „Capitolo di Cuccagna“*2). W Niem*) Z opracowań nowszych por. „U. paese di Cuccagna e i paradis;
artificiali“ w A. Grafa: Miti, Leggende e Superstizioni del Medio Evo, Torino
1892, I. 229 — 238; J. Bolte: Bilderbogen des 16. und 17. Jahrhunderts. 14.
Das Schlaraffenland. Ztschr. f. Volkskunde, 1910, XX, 187 — 193; wreszcie
Bofte-i'olivka. Anmerkungen III, 244 — 258, z pełną bibljografją, niedosta­
tecznie uwzględniającą dział polski.
2) Teksty włoskie w dodatku do „Storia di Campriano Cittadino“,
ed. A. Zenatti, Bologna 1884 (Scelta di Curiosité, vol. CC).

193
czech wreszcie, oa czasów „Narrenschiffu“ S. Brandta (1494),
gdzie czytamy o pielgrzymce do „Narragonji“ i „Schluraffem
landu“, oraz Hansa Sachsa, autora zabawnego „schwanku“
o „Das Schlauraffenland“, fikcyjna kraina szczęśliwych próżnia­
ków zdobyła prawa obywatelskie w literaturze, w postaci po­
wiastek i pieśni o Schlaraffenlandzie.
Ogółem biorąc, zarówno podania ludowe jak ich literackie
wersje, dotyczące omawianego problemu, podzielićby można na
dwie grupy, jedną, która ów raj bajeczny idealizuje, przedsta­
wiając go, jako wymarzoną siedzibę szczęśliwców, którzy doń
dotarli, oraz drugą, która motyw ten traktuje w sposób ironicznosatyryczny. Koncepcja pierwsza, o ile1 zorjentować się można,
pojawiła się w krajach romańskich, (Boccaccio, Folengo w ks. I
„Baldo“, Groce i autor anonimowego poematu „Trionfo de Poltroni“, francuskie fabliau), druga natomiast była charaktery­
styczna dla Niemców (Brandt, Hans Sachs, bajka braci Grim­
mów) . Podział taki nie jest oczywiście bezwzględny, różnica jed­
nakowoż obydwu koncepcyj występuje już choćby w nazwie ro­
mańskiej i niemieckiej kraju szczęścia, Cucania bowiem i jej
pochodne wywodzi się z coquere (etymologja niemiecka
z Kuchen, wychodząca zresztą na jedno i to samo, jest wąt­
pliwa), podczas gdy nazwę „Schluraffenlandu“ Brandt urobił
od Schl u raffe wzgl. Schluderaffe (leń, wałkoń).
W każdym razie szczegół ten nie jest obojętny, jakkolwiek bo­
wiem nazwa „Kraju Jęczmiennego“ zbliżałaby się raczej do Cucanii, to jego opis w „Peregrynacji“, należy wyraźnie do grupy
drugiej, satyrycznej.
Satyryczny ten sposób ujmowania „Schlaraffenlandu“ wy­
jaśnić nietrudno. W dużej księdze T. Garzoniego, cieszącej się
niemałą popularnością pod koniec w. XVI, znajdujemy rozdział
,,de‘Pellegrini, o Viandanti, o Passagieri“, a więc o Magierach,
plotących niesłychane dziwy o tern, co w podróżach swych wi­
dzieli, przyczem auior wplótł tu również opis kraju Cuccagna1).
Tego rodzaju podejście do tematu było tem łatwiejsze w Niem­
czech, posiadających swoje „Luegendichtungen“, tembardziej,
że wysławianie rozkoszy Schlaraffenlandu, gloryfikujące wszyst­
kie siedem grzechów głównych, dawało dobrą okazję do wycieh Por
str. 662 sq.

La

Piazza

Universale

di

tutte

le

profesioni.

Ven.

1585,

159
czek satyrycznych zarówno w słowie (np. z ambony1), jak
i w piśmie. Oprócz względów dydaktyczno-moralistycznych, zro­
zumiała przesada w malowaniu rozkoszy życia próżniaczego, po­
zwalała dać ujście niezbyt wybrednemu humorowi, przejawiając
cemu się w facecjach, anegdotach czy wreszcie bajkach, o za­
cięciu komicznem.
W Polsce obydwa te kierunki, idealizujący i satyryczny,
musiały się skrzyżować, jak krzyżowały się wpływy literatury
i kultury niemieckiej, idące przez miasta i ich ludność, z wpły­
wami romańskiemi, zwłaszcza włoskiemi, szerzonemi przez hu­
manistów, kształconych na uniwersytetach włoskich. O epoce,
poprzedzającej „Peregrynację Maćkową“, trudno zresztą powie­
dzieć tutaj coś pewnego, materjały bowiem, dotyczące naszego
problemu są od powiastki późniejsze. Mamy wprawdzie westch­
nienie Podworzeckiego: „Już to lata nie one, kiedy z kiełbas płoty
pleciono, a połciami i gomółkami domy pobijano, a mleko i miód
rzekami płynął“*2), przykład ten jednak świadczy tylko o tem.
że koncepcja „Kraju Jęczmiennego“ znalazła w Polsce grunt
przygotowany, inne zaś wnioski, kłóre oczywiście konstruowaćby
pośrednio można, byłyby przedwczesne.
Mówiąc o wnioskach pośrednich, mam oczywiście na my­
śli „Rzeczpospolitą Babińską“, której archiwum zachowało się
tylko częściowo, w obrębie w. XVII3), przypuszczać zaś można,
że materjały dotyczące stulecia wcześniejszego niezbyt się róż­
niły od zachowanych. Zasady mianowicie, obowiązujące w Ba­
binie, pod niejednym względem przypominają prawidła, obo­
wiązujące w Schlaraffenlandzie czy krajach pokrewnych (w ta­
kim np. „Zamku Kłamstwa“, znanym z wiersza Hansa Sachsa
M Np. w kazaniu głośnego J. Geilera: Navicula seu spéculum fatuorum,
1511, skąd ustęp o „terra promtssionis“ przytoczono u Bolte-Polivka, o. c. 248.
2) Z „Wróżek“, 1589, cytat u Adalberga, str. 77.
3)St. Windakiewicz: „Akta Rzeczypospolitej Babińskiej“, Arch
do dziejów lit. i ośw., Kraków 1895.
Również i w „Dworzaninie“ spotykamy się z facecjami, opartemi
o „gruby kłam“, jak to Górnicki nazywa. Opuścił on wprawdzie anegdotę
tego pokroju w oryginale Castigliona (o słowach, które nie mogły dolecieć
z jednego brzegu Dniepru do drugiego, w droaze bowiem zamarzały, tak, że
musiano na lodzie zapalić ogień), dał zato inną, o chłopach, również do tej
samej kategorji nonsensów należącą, oraz wspomniał facecję myśliwską
o jeździe na karasiu, znalezieniu jastrzębia w szczupaku itd. (Por. „Dwo­
rzanin“, wyd. Pollaka, str. 182 i nst.).

200

o „Luegenbergu“) ; w Schlaraffenlandzie, wedle Sachsa, kłam­
stwo nagradzano koroną: „fuer ein gross luegen ßibt man ein
krön“, za pracę zaś wydalano z niego. Podobnie traktowano
kłamstwo w Babinie:
Kains legibus imperij quin dicere vera
Censetur probrmn, et mentiri maxima laus est.
Quippe hommes sumus ad mendacia ubere facti,
Dum id sine damno hominum; damnosi hinc jure facessant1)
Zaznaczywszy mimochodem wysoki, iście humanistyczny po­
ziom, na którym Babińczycy koncepcję kłamstwa umieścili (owo
„dum id sine damno hominum“), dodać należy, że „Akta“, ta
niewyczerpana kopalnia wiadomości o staroperskim humorze,
zawierają również opowiadanie, interesujące z punktu widzenia
dziejów Cucanii w Polsce. Czytamy ram mianowicie następu­
jącą facecję:
„Jegomość Ksiądz Ziemian, starszy sługa Jegomości
Księdza Biskupa Chełmskiego, powiedział, że był w mieście
takiem, które Kr(z)czelowem zwano, co sie wszystko mia­
sto na szrotach obracało. Pan tego miasta Famodziej. To
miasto chudym pachołkom prawie jest kuchnia, bo przez
nie idzie rzeka wielka, jako trzykroć Wisła, mleczna, a ma
jaglane brzegi gotowe, warzone. Woł wielki, pieczony, śród
rynku stoi; nóż w nieiu a wielaa buła chleba papieskiego
między rogami. Każdemu wolno ukroić chleba i wołu tyle,
ile potrzeba, a nie ubywa ani chleba ani wołu“. (Nr. 52).
Z innych osobliwości tego miasta wspomnieć można zega~, zro­
biony przez Adama a mający iść do skończenia świata, olbrzy­
miego ptaka, którego jaje, rozbiwszy się, zalało trzy prowincje,
oraz klasztor, gdzie jest „zakon przytwardszem“, zakonnikom bo­
wiem ucina się nogi po kolana a potem każe przysięgać, że nie
będą się wvmykali poza furtę. Powiastka ta jest interesująca nietylko dlatego, że wykazuje rysy znane z innych opowiadań
o Schlaraffenlandzie (wół lub gpra jaglana w wierszu Hansa
Sachsa), czy z opowieści fantastyczno-podróżniczych, w guście
„Historji o Aleksandrze“ i jej ech w humorystyce humanistycz­
nej, ale i dlatego, że — z jednej strony — zawiera ona parado­
ksalny szczegół o zakonnikach, przypominający absurdy „Pe­
regrynacji“, z drugiej zaś poznajemy z niej polską nazwę Ku') Ibd. str. 41.

201
kanji, tj. Krzczełów. Jest rzeczą bardzo prawdopodobną, że miej­
scowość ta jest identyczna z Grządzielowem, miastem stołecznem
na końcu świata, znaném z bajki Balińskiego „Kłamstwo nad
kłamstwami“1). Bez względu jednak na wartość i pochodzenie po­
wiastki babińskiej, oraz jej ewentualny związek z niedochowanemi wersjami wcześniejszemi, koncepcja krainy cudacznej
w opracowaniu literackiem pojawiła się u nas dopiero w opisie
Kraju Jęczmiennego na kartach „Peregrynacji“.
Już jego inauguracja, przeprawa Maćka przez „gotowane
morze aze na osrany świat, gdzie się napatrzył jęczmiennych
obyczajów“, wiedzie w atmosferę konceptów niemieckich o prze­
gryzaniu się przez górę ekskrementów, czy o wędrówce przez
olbrzymiej długości odbytnicę zanim się stanie w ziemi obie­
canejl2). Jedynie Sachs, odstępując od poprzedników, motywowi
temu nadał mniej odrażające piętno, ustawiając na granicy
Schlaraffenlandu trzechmilową górę jaglaną.
Drogę do Kraju Jęczmiennego odbywa Maciek w towarzy­
stwie „pięknego jak wciornascy diabli“ Rzygońskiego; prowadzi
ona przez „piękną równinę, zechmy mało syje nie połamali“ do
zamku „z białych chmur, z carnycb i cerwonych, cęścią tez
modrych“; wędrowcy idą do grobli „burkowanej“, grzęznąc po
kolana w błocie, po moście „przez pagórki z samej pajęcyny na
kobyhcach mglistych“, wreszcie docierają do „mocnej“ bramy,
zbudowanej, „z komorowych goleni, zwód był z twardego kołaca,
krata z psepiorcych sieci, kłódka pętla z lycaka, a wrotny
z samego twarogu“. Wylegitymowawszy się temu dostojnikowi
przeosobliwemi dokumentami, dostają się przed króla, do sali,
skonstruowanej z różnych specjałów („stoły z piernych makowników... podniebienie z marcypanów“), króla zastają przy
uczcie, do Której przygrywa wspomniana już poprzednio kapela
na bębnach ze starych kożuchów i marchwianych trąbach. Po­
dobnie wygląda sala balowa. „Ta sala była z połtowego mięsa,
a hałasy z kiełbas, pirogami wkoło obita, podniebienie kołacowe,
pomarańcowemi skorkami wkoło sadzone“.
l) K. Baliński: Powieści ludu spisane z podań. Warszawa 1842,
sir. 67. Mimochodem wspomnieć możne, że autor pochodził z Lubelskiego,
zapewne więc i Grzędzielów z bajkami lubelskiemu związać należy.
2j Bolte-Polivka, o. c. str. 251. Dany mcfyw istnieje również
w poemacie angielskim.

202
Opis ten, polega na kontaminacji dwu różnych motywów,
a więc nonsensów z rozmaitemi specjałami kulinarnemi. Co do
pierwszych, to warto je zestawić z opisem „zgrzebnego“ kościoła
w „Pinkenritterze“, gdzie dzwony są z grubego sukna na opoń­
cze, ich serca z kożuszanych rękawów, ołtarz z blaszanych krze­
mieni, przy ołtarzu zaś stoi owsiany ksiądz, („da kam ich zu
einer zwilchen Kirchen, die Glocken waren von Joppentuch ge­
gossen, die Kloepffel darin von Beltz Ermeln, der Altar aus
Blechen Kissel-steinen gemacht, darin stund ein haeberner Caplan, der tliaet ein Gersten Metten, der Chor war von gebacknen
Fladen gemauert“). W powiastce tej, jak to wyżej zaznaczono,
znajduje się również opis wsi z płotami z kiełbas i domami
z wędlin, szczegóły te jednak są typowe dla wszystkich opisów
Cuccagni, Cocaygne czy Schlaraffenlandu. Dla przykładu przy­
toczyć można urywek z wspomnianego już parokrotnie wiersza
Hansa Sachsa:
Da sind die Heuser deckt mit Fladn,
Leckuchen die Heuszthuer vnd laden,
Von Speekuchen Dielen und wend,
Die Troern von Schweynen braten send.
Vmb yedes Hausz so ist ein Zaun,
Geflochten von ßratwuersten braun.
(Das Schlauraffenland, v. 11 — l(i).1)

W momencie tym jednak opis „Peregrynacji“ poczyna od­
dalać się od tradycyjnych rysów obrazu, pomija więc wyliczanie
smakołyków, nie wspomina o typowej fontannie młodości etc.,
daje natomiast z nonsensów zbudowaną relację o królu z Ję­
czmiennego Kraju, o uczcie dworskiej, wreszcie o zabawie z frau­
cymerem.
Pan więc zamku „coło miał sklané, twarz z łupin orzecho­
wych, zęby-rzepiane, brzuch słomiany, wąs błękitny, a pod ko­
lanami się zająkał w toconych pońcoskach; sata na nim z wosku
cerwonego, kołpacek z łuznego wosku“. Po opisie tym, którego
prototypu nie znam, następuje iście sowizrzalskie sprawozdanie
z bankietu. „Na pierwszej misie kłoda lipowa do podlewy, za
nią na półmiskach do białej juchy trzaski bukowe, drugie olsowe
smażone, kłonice nadziewane, głownie do ostrego pieprzu, wiercimak do żółtej juchy, karasie z rohatynami, raki w pantoflach,
sęki jodłowe z sałatą, młoty z chrzanem, młoty kowlskie przy) Saemtliche Fabeln und Schwaenke, ed. E. Goetze. Halle 1893.

203

piekane z imbierem, lniane makuchy do sarej juchy“, dalej „nos
bociani po francusku na kwaśno“ itd., itd. Rzecz jasna, że menu
to, podzielone na dwa dania i wety, jest parodją przepisów ku­
charskich, dotyczących potraw zarówno krajowych, jak mo­
dnych specjałów zagranicznych. Podobne parodje, późniejsze
zresztą, spotyka się w literaturze niemieckiej1), przyczem łączą
się one z analogicznemi parodjanu recept lekarskich, o których
będzie mowa nieco dalej. W Polsce, w czasach również później­
szych, w. środowisku, z którego wyszła „Peregrynacja“, podobne
koncepty były wcale popularne; w broszurze sowizrzalskiej,
„Postny Obiad albo Zabaweczka“*2) czytamy n. p.: „dam ja ożóg
tobie i wiosło w czarnej jusze“; w aktach znowuż babińskich
zachowało się opowiadanie o Moskwicinie, który, , „szczupaka
łokietnika surowego zjadł, potym siedm piskorzow żywych, kieł­
basę surową, sztukę niemałą potaszu, srokę surową i z pierzem
żywą, tabaki zjadł na lekarstwo kilka łyżek, na pragnień <e wypieł kusz niemały ługu i wiadro wody z tym słonym, gdzie ryby
sprawowano“ (Nr. 234). Absurdalność zdań końcowych tej facecji, nawiązującej zresztą wyraźnie do komicznych recept le­
karskich, wyrasta z metody, stosowanej konsekwentnie w „Pe­
regrynacji“, gdzie Maciek, za radą lekarza, wypija pięć garncy
„kuśnierskiego kwasu z kozich skór“.
. . Wracając do „Peregrynacji“, czytamy w niej dalej o balu
z „fraucymerem grzecnym“, reprezentowanym przez panią starą
i panny, których imiona (Dolezuchna, Darmogiętka, Goła i Głu­
cha) przypominają genealogję Powaliszki w „Marchołcie“ prze­
kładania Jana z Koszyczek. Dworując sobie z „perfum włoskich“,
autor nie szczędzi tu trywialnych konceptów w opisie tańców,
konceptów, które w trzy wieki później miały odżyć w krakowskiem „Liberum Veto“ (opowiadanie o góralu na „Zaczarowanem
Kole“ Rydla). Scenę tę urozmaica przygarść paradoksalnych ze­
stawień, pchły bowiem tańczą hajduka, zając wyprawia sztuki
na bębenku (odwrotność znanego przysłowia), wilk hasa z kozą,
liszka z gęsią, tchórz zaś z kokoszą idą gonionego.
Ustęp o kraju Jęczmiennym kończy się wreszcie ceremonjalnem odprowadzeniem króla do łożnicy i noclegiem Maćka
wśród „celadzi“, a więc prosiąt, gęsiąt, kurcząt, szczeniąt itp.,
*) Por. Mueller-Fraureuth: o. c. str. 94 — 5.
2)' BPP. Nr. 60, str. 17.

204
„w susej az po kolana“, co przypomina znowuż relację Hansa
Sachsa'
das polsterschlafen ist gemein,
ir weidwerk ist mit floeh and leusen
mit wanzen, ratzen und mit meusen.
(v. 58 — 60).
6. Pozostaje jeszcze zająć się paru epizodami „Peregry­
nacji“, mającemi mniej lub więcej wyraźne paralele w najroz­
maitszych motywach obcych, zwłaszcza n/emieckich, czy staro­
polskich, oraz takiemi, dla których paralel tych dotąd ustalić sic
nie udało, które jednak nie wydają mi się płodami inwencji
autora powiastki.
Do tych ostatnich należy opowiadanie, następujące bezpo­
średnio po epizodzie z Krajem Jęczmiennym, o wojnie w świecie
zwierzęcym. Maciek opuszcza zamek królewski między innemi
dlatego, że obawia się trudności z powodu wojny, wywołanej
przez konflikt dość niezwykły. Oto „Słowik podniósł był u Klesca
zadnice, na wesele go prosono a dupy nie miał. Klese, jako
prostacek, nie spodziewając się słowikowej chytrości, pozycył mu
śmierdziącej. Po onym weselu upomniał się Klese swego zadka
u Słowika, ale Słowik jesce z niego psesydza, wołając: „Klese,
klese, pożyć, pożyć“. To kiedy Klese nieborak lezie do niego, jakc
po swą własną, to zaś Słowik psyzenie: „ein, ein, ein, na, na, la,
la, la, hur, la, la, la“. Mszcząc się tegc „despektu“, Kleszcz zebrał
pięć tysięcy motyli „w opońcach białych, z gniłemi ruśnicami“,
Słowik zaś „półtrzęcia tysiąca siersieniów na wybór, w złotogło­
wie“, przeciwnicy rozłożyli się po dwu stronach rzeki, przyczem
„łamci do tych nie chcieli, a ci do nich nie śmieli“. Maciek przy
tej okazji obserwował, jak wrzecionem z „krężela“ obalono mury
miasteczka, gdzie „janczarowie“wzięli duży łup w pocięglach, ko­
pytach, szczecinie i innych szewckich przyborach.
Nie posiadając odpowiedniego materjału porównawczego,
niepodobna powiedzieć, czy osobliwa ta wojna, w „Peregrynacji“
dostosowana do charakteru całej powiastki (dysproporcja między
obydwu przeciwnikami!), jest pomysłem oryginalnym, czy bajką
ludową, parodjującą dźwięki słowicze, czy może jednem lub drugiem, dostosowanem do wypadków, które wstrząsały życiem polskiem na kilka lat przed pojawieniem się „Peregrynacji“, wywo­
łując całą powódź pisemek satyrycznych (wojna rokoszowa,
awantury Djabła Łańcuckiego itp.). Gdyby to był nawet pomysł

205

oryginalny, to pozostaje on w niewątpliwym związku zarówno
z bajkami (np. o orle i żuku u Ezopa), jak z epiką komiczną tego
pokroju, co limitowa „Spitamegeranomachia“, jak wreszcie
z facecjami o kłamcach wojskowych, popularnemi od wieków
w całej Europie.
Wyraźniejsze jest pochodzenie innego epizodu przygód
Maćkowych, jego przeprawy z doktorem w Głodowie. Ponieważ
Maciek, przyjęty przez „dowtora“ na noc, skarży się, że „uziąbł“,
gospodarz poczyna go leczyć: „miał niemałe pudełko maści owej,
co nią ptaki łowią na rogalu, i miał tez kęs wielkanocnej radości
w skorupce, tymi mię nasmarował w rynstoku. Po tym nawierciał
chrzanu w donicy, rzodkwie, cebule, i rozpuścił to maślanką,
i dał mi wypić,, i tak mi się byo odzygitięo, aże w brzuchu mao
zostao. Potym mi kazał wleźć pod fundament piecowy i psykrył
mię zajęcą siecią a posłał mi rogozą, cobym się zapocił, toć mi
tam dusno byo, aze ząb zębu nie dolatował“. Analogiczną re­
ceptę znaleźć można w Aktach babińskich, przyczem jest ona
tem ciekawsza, że tekst. jej jest poprawniejszy od tekstu po­
wiastki, ponadto stanowi ona pomost między „Peregrynacją“
a analogicznemi konceptami obcemi. „Recipe z pająka sadła,
z much oleju, komorowego szpiku, szczupakowego świstu, młyń­
skiego szumu, kowalskiego puku, dzwonowego głosu, wielka­
nocnej radości, rakowej krwie. Potym siecią zajączą starą uwi­
nąwszy się, na polu położyć, i tak długo pocić, aże będzie kolana
lizał“1) (chodzi tu oczywiście o „zwinięcie się w kłębek“). Całą
serję podobnych rad podaje również ' sowizrzalski „Kalendarz
wieczny“1
2), przyczem niektóre z nich pokrywają się z koncep­
tami facecjonistów babińskich, co świadczy, że pomysły te były
w w. XVII wcale szeroko znane.
Recepty tego rodzaju, związane z odwiecznemi drwinami
z adeptów Eskulapa, przyszły dc Polśki prawdopodobnie z Nie­
miec, w literaturze bowiem niemieckiej spotykamy lekarzy, prak­
tykujących na przekór zdrowemu rozsądkowi, a więc ze zdro­
wych robiących chorych, z prostych krzywych, przywracających
ślepym mowę itp., Ew wspomnieć tylko mistrza Viviana z wido­
wisk zapustnych, lub doktora Eisenbarta z pieśni. Pozatem
w najrozmaitszych pismach satyrycznych w. XVI. drukowano
1) Nr. 342, por. nadto Nr. 244, 246 itd.
2) Str. 36 i’ 37 przedruku w BPP. Nr. 62.

206
tam chętnie parodje recept lekarskich, jak w „Dicteria“ G. Lasstafela, 1540, gdzie zalecano jako lekarstwo błękitu z nieba ł. 2,
zieleni z tęczy ł. 3, trochę dźwięku dzwonów, głosu kukułki itp.
Podobnie w „de Generibus Ebriorum“, 1565, znajduje się na­
stępująca recepta: „Rc. piperis longi manipulum unum, uncias
pillularum cochiarum, ungekocht fiedermaus, rips raps, stubenrauch, hymelblow II, donner ex grillorum, adhuc semel senff,
merettich, guetty ex eodem Schornstein fegen, diagredion, diatessaron,... misce simul et contere in mortario; repetatur mane
et sero, media nocte et in omni tempore“1).
Co do samej zaś sceny leczenia Maćka, obfitującej w więcej
jeszcze podobnych przepisów, to niewątpliwie pozostaje ona
w związku bezpośrednim z obrazkami sowizrzalskiemi, wprowadzającemi zabawnych lekarzy, a zachowanemi wśród t. zw. inter medjów z owego okresu, jakkolwiek różni się ona od nich podstawowo, o tyle, że komizm jej polega nie na dialogu, jak
w owych obrazkach dramatycznych, lecz wyłącznie na litanji
owych właśnie absurdalnych zabiegów medycznych.
O jednym jeszcze szczególe należy tutaj wspomnieć, jak­
kolwiek nie stanowi on ważnej pozycji wśród przygód Maćko­
wych. Po wydobyciu się z jachtela, trafia on na „stajanie tatarki,
która tak była zakwitła, że się bielała, choć niewidzieć było“
Przypuszczając, że to rzeka, Maciek woła na przewoźnika, a nie
mogąc się go doczekać, układa się na mrowisku. Motyw ten, (wy­
stępuje tu niekiedy zamiast hreczki 1er), wyzyskiwano nieraz
w powiastkach o głupcach, jakichś „siedmiu (lub dziewięciu)
Szwabach“ czy mieszkańcach Szyldy („die Schiltbuerger“), bio­
rących len za wodę i odwrotnie. W Polsce zachował się on
w ustnych i pisanych wersjach powiastki o „Wojnie ży­
dowskiej“12) .
7. “ Uwagi dotychczasowe wyczerpały całą niemal treść
„Peregrynacji Maćkowej“, z wyjątkiem trzech wypadków, nocle­
gów wędrownika u Kostogryza i w karczmie mazurskiej, oraz
jego pobytu u „Pustelnika“, zaopatrzonego w żywność nie gorzej
od scottowskiego „Friar Tuck“ (w „Ivanhoe“). Epizody z Kostogryzem i pustelnikiem nie nastręczają pola do uwag, w akcji
1) Mueller-Fraureuth, o. c. str. 13 —14 i 94 — 95.
2) Por. I. Franko: Wojna żydowska. Przyczynek do studjów po­
równawczych nad literaturą ludową. Wisła, 1892, VI. 263 — 78.

207

powiastki nie odgrywają one roli poważniejszej, nie zawierają
również żadnych motywów ciekawych. Inaczej ma się sprawa
z noclegiem w karczmie, scena ta bowiem łączy się z tradycjami
polskiemi, znanemi z literatury w. XVI i XVII, równocześnie zaś
dotyczy zagadnienia, co „Januarius Sovizralius“ wniósł do „Pe­
regrynacji“ własnego, w zakresie i treści i formy.
Podstawowa owa scena rozgrywa się w karczmie, niedaleko
„Polskich granic“, gdzie do karczmarza schodzi się „niemałko“
sąsiadów, i ci to właśnie podejmują Maćka w sposób dość oso­
bliwy. „Toć mi byli radzi, ze mię byo w każdym kącie dcsyć,
cestowali mię, daj ich subjgnicy, a wsystko gębą o stół“. Poobi­
jany gruntownie przybysz jeść musiał „przezdzięki“ i wypić ko­
new „finfy“, poczem „bacni ludzie, wyrozumiawsy podróżnemu,
porwawszy mię za łeb, prowadzili mię spać, zem ziemie nie do­
stępował, a coraz pięścią za syję, położyli mię pod progiem,
á przyodziali mię wielkim drągiem dębowym“. Po nocy przespa­
nej dobrze i wygodnie, chodziło bowiem po nim bydło, a „jesce
mi jakiś przechyra młotkiem w głowę kołatał miasto muzyki,
żebym rychlej usnął“, Maciek stwierdza, że jego „wierdunk“
ulotnił mu się z kalety.
Opowieść ta o „zdrajcach“ Mazurach łączy się oczywiście
z całą literaturą satyryczną, ośmieszającą „ślepych Mazurów“1),
traktowanych w Polsce nieinaczej niż „ślepi Szwabi“ w Niem­
czech. Relacja Maćkowa, dzięki zastosowaniu w niej zwykłego
w powiastce odwracania faktów, nabiera zacięcia ironicznego,
silniejszego niż w innych partjach „Peregrynacji“, gdy tamte
bowiem zwracały się przeciw osobistościom fikcyjnym, ta godzi
w zupełnie określoną prowincję, zarzucając jej mieszkańcom
zbójecką niegościnność. Pisząc swą inwektywę na Mazurów,
autor jej nie był osamotniony, wtórował mu bowiem K. Miaskowski, skarżąc się, że na Mazowszu:
Nad ludzkość i nad przyjacielskie prawa,
Barda na ścienie prze gościa potrawa.
Kto tam bezpiecznie na ich siędzie ławie,
Przy gospodarskiej za pasem buławie?2).

Wycieczka przeciw. Mazurom, tem zabawniejsza, że wło­
żona w usta „Kurpetowego syna“, a Kurpiów poczytywano wła-*)
*) Por. Brückner: Z przeszłości gwar polskich, Wisła -VI. i XII.,
dalej artykuły Erzepkiego, Łopacińskiego etc.
SjI W wierszu: Na schwał Mazurów. (Rytmy, 1885, II.).

208
śnie za arcy-Mazurów, nie jest jedyną wycieczką satyryczną,
wplecioną w tekst „Peregrynacji“. Ponieważ sam temat po­
wiastki, w tym kierunku nastręczał dobrą sposobność, autor po­
folgował żyłce satyrycznej, w formie sytuacyj czy uwag o zabar­
wieniu ironicznem. Sytuacje zresztą w rachubę wchodzić tu nie
będą, poprostu dlatego, że w „Peregrynacji“ niema elementu tak
nieodzownego, jak dialog, jej osobistości są nieme. Raz tylko
jeden, poza epizodem mazurskim, sytuacja, skonstruowana z ge­
stów, ma zabarwienie paiodystyczne, gdy mianowicie zgłodniały
Maciek, podobnie jak pacjent w przytoczonej wyżej facecji ba­
bińskiej, „aze się we trzy dzwona zwinął, i tak leząc, to kolana
lizał, a brodą się w piersi bił, a piętami się zegnał, mówiąc:
miłościw bądź, bodaj kto cnotliwy dał z bochen chleba choć
■owsianego“.
Natomiast w uwagach, refleksjach, komentarzach, element
satyryczny powiastki występuje zupełnie wyraźnie. Niekiedy ma
on formę przemówień, jak w zachwalaniu szpetnego draba kra­
kowskiej Grecie, przeważnie jednak znajduje upust w mimo-chodnych porównaniach czy refleksjach, opartych na obserwacji.
Tak więc przy bajce o Słowiku i Kleszczu czytamy: „Właśnie
jatco i w nasej ziemi, kiedy kto pozycy pieniędzy u kogo, to go
cestuje, pochlebia, słowo dwoi, a waszmościa, mościwa, a kiedy
mu się upominają, to łaje, wrota zawiera, psy scuje, na ocy się
nie da“. Atakuje dalej Sovizralius „nasych delikatów“, co to nie
mogą usnąć na niewygodnero łóżku, a nawet na wygodnem cze­
kają, „aze im muzyka w głowach gra“, następnie rzekomych
skromnisiów i ceremonjantów, „co się owo w zecy sromają, nie
chcą jeść, a jadby do zdechu“. Jeśli do tego dodać szczegóły,
wspomniane już przedtem, jak „nos bociani po francusku“ czy
wulgarne koncepty o perfumach włoskich, nietrudno dostrzec,
że zgodnie z duchem epoki, która — zwłaszcza w literaturze ro­
koszowej — energicznie wydrwiwała modną cudzoziemszczyznę,
„Peregrynacja“ uderza w ten sam ton, formułując go najdo­
bitniej w końcowem „napomnieniu do sąsiadów“: „upominam
was i psestrzegam, nie dopuscajcie synackom po swej wolej cho­
dzić, zwłasca na dziwy do cudzej ziemie, boć i tu u nas cudaków
dosyć, jakich indzie ani widać“. W świetle tego morału naczel­
nego, wprowadzonego do powiastki zapewne wzorem „Finkenrittera“, blednie morał poboczny, zalecanie wartości czwartego

205

przykazania,
wędrownika.

jako rezultat

niewesołych

doświadczeń

Maćka-

Własnością wreszcie niewątpliwą autora jest również język
i styl „Peregrynacji“. Co do pierwszego, utwór zasługiwałby
bodajże na dokładne zbadanie fachowe, z punktu widzenia d;s.
lektologicznego, tembardziej, że w porównaniu z dziełkami
późniejszemi, pisanemi w gwarze mazowieckiej, mazurskość
„Peregrynacji“ wydaje się wcale umiarkowana, by nie rzec
nawet problematyczna. Polegając na lichym przedruku Bartosze­
wicza, niepodobna tej sprawy ująć bardziej precyzyjnie, w każ­
dym razie językowa szata powiastki robi wrażenie raczej styli­
zacji, aniżeli odbicia żywej gwary.
Styl natomiast „Peregrynacji" już na pierwszy rzut oka
uderza swą zgodnością z treścią opowiadania, sporo w nim
bowiem konceptów, analogicznych do paradoksów treściowych.
Na specjalne podkreślenie zasługują zwłaszcza próby parodystyczne, polegające na przekręcaniu dobrze znanych, ustalonych
wyrażeń, czy zwrotów językowych, by w ten sposób wywołać
efekt komiczny, oraz kalambury, w nieprzyzwoity sposób prze­
drzeźniające wyrazy przyzwoite. Przy wejściu więc do zamku
w Kraju Jęczmiennym przybysze legitymują się: „azem ja ukazał
mendacią z Osieka, od pana blujmistrza, a mój tez towarzys
ukazał drzyst od rzyci pospolitej na całym jarkusu“. Do tej samej
kategorji zaliczyć należy zabawne dopełnienia czy przeróbki
przysłów lub zwrotów metaforycznych: „wieczerzey wprawdzie
nie gotowano, bo się wszyscy pokpili, mówię popili (potknie się
koń na cztery kobyły)“, albo „bo mię sierdecznie ze wsystkiego
żołądka sanował“, albo „az i mnie dosło kołem z płotu wyjąwsy“.
Imiona panien z fraucymeru, czy towarzyszów Maćkowych,
wspomniane poprzednio, oraz próbki łaciny żakowskiej („gnojatus-wozatus“) dopełniają repertuaru środków komizmu stylo­
wego, zastosowanych w „Peregrymacji“, przyczem próbki przyto­
czone dowodzą, że efekty te w dużej mierze polegają na opero­
waniu elementami nieprzyzwoitemi, tak charakterystycznemi dla
wielu naszych, a nictylko naszych, facecyj. Wspomnieć wreszcie
należy, że potoczystą naogół prozę powiastki przeplatają tu
i ówdzie wiersze, raz jeszcze przypominając metody znane z lite­
ratury facecjonistycznej.
Lud. T. XXVIII.

14

210
Dzięki tym to właśnie środkom autorowi udało się nie­
wątpliwie zharmonizować treść z formą, t. zn. koncepcję „świata
na' wywrót“ przeprowadzić konsekwentnie nietylko w zakresie
wydarzeń, składających się na wątek powiastki, ale w zakresie
jej stylu, jakkolwiek w tej dziedzinie ostatniej możliwości były
daleko większe, aniżeli to, co do powiastki weszło.
8. Dzięki omówionym właściwościom treści i formy, „Pe­
regrynacja Maćkowa“ zdobyła sobie w Polsce w, XVII sporą po­
pularność. Znamy ją tedy z trzech wydań, a bynajmniej wyklu­
czone nie jest, że wydań tych mogło być więcej. Ponadto, rychło
po jej pojawieniu się spotykamy jej echa. w mniej tub w:ęeej od
niej zależnych utworach literackich, powtarzających motyw wę­
drówki głupiego chłopaka mazurskiego, zbierającego guzy w na­
grodę za chętkę zobaczenia świata. Tak więc w K. Fa1 Rogow­
skiego „Dyskursie Marnotractwa i Zbytku Korony Polskiej“,
1625, czytamy epizodyczną opowieść o Mazurze, wybierającym
się do „Zimu“ (Rzymu) i przedwcześnie rezygnującym z podróży,
w kilkanaście zaś lat później wyszło w Łukowie (?) całe dziełko,
p. t. „Prawdziwa Jazda Mazura Jednego do Litwy na Służbę
podczas Trybunału w r. 1643 wyprawiającego się“. Powiastka
ta, w której niepotrzebnie dopatrzono się „realnej przygody wi­
leńskiej“, pisana gwarą bardziej autentyczną od Maćkowej, go­
dziła równocześnie w Mazowsze i Litwę, wyśmiewane chętnie
w Małopolsce, operowała zaś, choć na mniejszą skalę, środkami
komicznemi. znanemi z „Peregrynacji“ (Bartosz podziwia mu­
szkiety, „kije które jak żywe tak bardzo pierdziały, jazem musiał
miasto nosa usy zatykać“, gromnice „głownie z ciasta zcłtego
ugniecione“, nadto wspomina straszydło w łesie, „srogi zwierz
carny, nogi takuśkie jak u cłowieka, a wielkośny jako proch pod
nogą“1).
Jest rzeczą bardzo prawdopodobną^ że podobnych od­
dźwięków „Peregrynacji“, zarówno w dawnej literaturze facecjonistycznej, jak w tradycji szlacheckiej czy ludowej, dałoby
się znaleść więcej, zadanie to jednak nie należy do lematu obec­
nego szkicu, zamierza on bowiem jedynie zwrócić uwagę na od
rębncść i swoistość „Peregrynacji“ i eo ipso stworzyć podstawę
do zebrania całego, należącego tu materjału.
J) Obydwa te utwory streścił Brückner w Wiśle, XII, 658 nst.

211

Odrębność ta 'i swoistość polegają na tem, że „Peregry­
nacja Maćkowa“ jest typowym okazem „Luegengedichtu“. term
bardziej, że, jak widać, w treści jej spotyka się sporo moty­
wów, z tego właśnie działu literatury niemieckiej zapożyczonych.
Gdy się zaś raz stwierdzi jej związek ze światem kłamstwa, jako
motywu literackiego, nietrudno jest ze stanowiska tego wysnuć
odpowiednie wnioski o jej wartości literackiej. Cytowany kilka­
krotnie autor rozprawy o „Luegengedichiach“ niemieckich, za­
znaczył (w myśl aforyzmu Cicerona „mendacem opportet esse
memorem“, co Knapius wyraził przez „kłamcy dobrej pamięci
i dowcipu mądrego potrzeba“), że wartość utworu, operującego
kłamstwem jako wątkiem podstawowym, wymaga, by narrator,
był dobrym kłamcą. „Im większem bajarz odznacza się zuchwal­
stwem i większą pewnością siebie, dzięki temu bowiem wszystkie
postacie i wydarzenia świata rzeczywistego stają na głowie, tem
łatwiej osiąga on swój cel“1).
Gdy z tego punktu widzenia spojrzymy na „Peregrynację
Maćkową“, z jej konsekwentnem odwróceniem świata do góry no­
gami, widocznem tak w toku wypadków, jak w stylu, niepodobna
odmówić jej dużych zalet, autor jej bowiem pamięta o swojem
założeniu i ani na chwilę nie spuszcza gc z oka, od początku do
końca. Cudaczności tej towarzyszy, rzecz prosta, spora doza rubaszności, zrozumiałej, gdy się zważy na związek „Peregrynacji“
z rodzajem Jterackim, do którego należy, bez rubaszności tej
jednakże utwór taki jak „Peregrynacja“ byłby nie do pomyślenia.
Słowem, jako „Luegengedicht“ powiastka sowizrzalska jest
prawdziwym majstersztykiem. Jeśli do tego doda się, że jej
ujęcie cudacznej krainy szczęścia posiada pewne cechy swoiste,
że autor jej nie tłumaczył jakiegoś gotowego utworu obcego, lecz
najrozmaitsze elementy, znane sobie z lektury, czy tradycji ustnej,
połączył pomysłowo w jednolitą całość, będziemy mieli wszystkie
charakterystyczne właściwości „Peregrynacji“, decydujące o jej
znaczeniu. W literaturze polskiej jest ona zgrabnym odpowiedni­
kiem utworów takich, jak francuskie, włoskie czy niemieckie
opowiadania o Cuccagni, Cocaygne lub Schlaraffenlandzie, i to
utworem bynajmniej od tamtych nie gorszym.
Z tem wszystkiem niepodobna nazwać „Peregrynacji“ wybitnem zjawiskiem literackiem i wyznaczyć jej jakiegoś wybi
Ł) M u e 1 *e r - F ra u t e u t h, sir. 11.
14*

212

tnego stanowiska w rozwoju piśmiennictwa polskiego. Jak już;
zaznaczyłem na początku szkicu tego, na Zachodzie, we Francji
i Anglji, elementy kłamstwa literackiego stopiły się w jedno
z motywami utopijno-satyrycznemi, by znaleźć ostateczny i pełny
wyraz w dziele wesołego proboszcza z Meudon, czy w żrącej sa­
tyrze dziekana Swifta. Pisarzowi polskiemu, si parva magnis comparare licet, nie wystarczyło „dowcipu mądrego“ na stworzenie
utworu wielkiego, jakkolwiek dowcipu i rozumu miał dosyć, by
dać to, co znalazło wyraz w „Peregrynacji“, satyryczną po­
wiastkę w świecie nawywrót,

Przypisek do sfr. 202.
Bardzo interesujące przykłady parodystycznych przepisów
kuchennych z w. XVII znaleźć można w „Wirydarzu Poetyckim“,
oraz w zbiorze facecyj „Co Nowego“. Z utworów spisanych przez
Trębeckiego na uwagę zasługuje zwłaszcza „Regestr kuchmistrza
francuskiego różnych potraw na bankiet“ (Nr. 35, por. nadto Nr.
227), niechętnym stosunkiem do cudzoziemszczyzny, przypomina­
jący „Peregrynację“, z której może nawet pochodzą pewne jego
koncepty. Facecja natomiast 198 w „Co Nowego“ („Visio Macaronica Eruditi di Polonia“) jest świetnym opisem „convivium philosophicum“. gdzie rolę potraw odgrywają wyszukane terminy filozofji scholastycznej.
Londyn, listopad 1929.

THE PEREGRINATION OF MATHEW.
The „Pérégrination of Mathew“ is among the very
interesting specimens of extravagant literaturę in Poland at the
beginning of the 17-th Century. It is a short story n prose describing t-< adventures experienced by a foolish Mazurian youth,
Mathew (Maciek) af Chodavka. On his way he comes across
a number of stränge happenings ; for instance, he meets three
fellows, one naked, one deaf and one crippled ; suddenly the
deaf man seems to hear some rustle in the bush, the naked man
is afraid of being robbed and the cripple Starts to bolt away.
After some other similar adventures Mathew arrives in the Barley
Land and visits the royal castle, the walls of which are built

213

®f bacon, of cakes and of all sorts of eatables while its residents
are créatures of folk-lore. After he has left the Barley Land, he
witnesses the war between the ciek and the hightingale; then he
goes to sleep in a barrel which he finds on the road and is attacked by a wolf; he seizes the animal by its taił and lets himself be carried along
until the frightened beast runs away
from him; further he cornes acrcss a hollow tree, falls _nto it
and, as the hole is too smali for him to ex*ricate h’mself, he
hurries into a village for an axe to eut himself free. Finally, he
passes the night in an inn kept by the Mazurian host. Pushed
and beaten by the „hospitable“ visitors of the inn he dashes
away, hunts flying sausages, and comes back to his parents.
The Feregrinetion, such as it ;s, shows an indubitable kinship
wish German stories called „Lügendichtungen“ of the sort best
represented by „Baron Munchausen“. Some of Mathew’s adventures (such as the meeting with three queer fellows, with the hol­
low tree and with the wolf) are bound up with two German
16-th Century booklets, Viz. „Der Finkenritter“ (1555) and „Hans
Clawerts Wsrckliche Geschichten“ (1587) by B. Krüger. But, on
the other hand, the central épisode in the Polish story ji? a reflection of the famous theme which furnished material fer many
poems and stones about the Land of Cocaygne (Cuccagna,
Schlaraffenland). The Polish version displays ail the basie attributes of this fabulous country, though the picture -S handled in a satyrical manner clearer than other literary productions of this type.
On the whole, the „Pérégrination of Mathew“ which shows
the essential good humour of rts anonymous writer, is charactelised by its uniformity. The auihor managed to unité various
éléments which he found in his reading and- probably also in
the Polish oral tradition.

MATERJAŁY I NOTATKI ETNOGRAFICZNE.
JULJUSZ ZBOROWSKI.

LUDNOŚĆ GÓRALSKA W POWIATACH LIMANOWSKIM
I NOWOTARSKIM W R. 1813.
W spuściźnie po Łopacińskim znajduje się w bibljotece
Polskiej Akademji Umiejętności, w Krakowie rękopis Nr. 1783
p. t. „Diaryusz podróży odbytéy 1813 roku w Krakowskie, Gall,
cyą y Sandecki Cyrkuł przez Jana Rostworowskiego, Warszawa'
Sinn „Diaryusz“ zajmuje 117 stron, reszta rękopisu (s. 118
157) przypada na „Pisma pomniejsze wierszem i prozą“.
Autorem jest prawdopodobnie Jan Rostworowski, syn Ksa
werego, poseł sejmowy, który miał w rodzinie opinję literata1).
Opis podróży zaczyna się wspomnieniem drogi z Królestwa
Polskiego do Krakowa, poczem autor zwiedza Kraków i jego
okolice. Dalsza wędrówka po Galicji obejmuje Gdów, okolice
rzeki Raby, Dobczyc, Raciechowic, skąd mamy opis dworu i oko­
licznych gór i t. d.
Obszerniej rozpisuje się Rostworowski o Dobrej w pow.
limanowskim i jej najbliższej okolicy. Przebywał tutaj cztery
miesiące. Dłuższemu pobytowi w tych stronach zawdzięczamy
dokładniejsze wiadomości, ugrupowane w rozdziałach: „O góra­
lach“ (str. 54 — 63), „O szałasach i klimacie górzystym“
(str. 63 — 65), „O Dobry“ (str. 65 — 67), jakoteż o okolicznych
górach Mogilicy, Ćwilinie, Śnieżnicy, Dobrskim i Tymbarskim
Łopieniu, Dziale, Przechadzkach, Czyżyckiej Skale, Kamienisku,
Bardelu, Laskowcu i Wierzchowsku (str. 67 — 82).
W Tatrach Rostworowski nie był. Poświęca im jednak na
podstawie relacyj znajomych osobny ustęp pamiętnika p. t.
') Ten szczegół otrzymałem przed lcilku laty od dra Michała Grażyń­
skiego na podstawie jego informacyj od prof. dra M. Rostworowskiego.

215

.,0 Tatrach“ (str. 83 — 87) i wraca raz jeszcze do „gór w po­
wszechności“ (str. 93 — 94).
Opis powodzi w 1813 roku i zamku dobczyckiegó dopeł­
niają wspomnień z podgórskich okolic. Reszta „Diaryusza“ za­
wiera wrażenia z powrotnej podróży do Warszawy przez szereg
galicyjskich miejscowości i w Królestwie Polskiem.
Z opisanego rękopisu drukowałem w „Ludzie“ (t. XXII,
S. • 37 — 138) wyjątek o Krakowiakach, Proszowiakach, Skalmierzanach, Kijakach i Skawiniakach. Obecnie podaję o wiele
obszerniejsze i ciekawsze materjały z okolic góralskich.
„O g ó r a I a c h“.
„Lud ten zamieszkały w górach jest pięknego wzrostu
i postawy, bardzo przemyślny, z przyrodzenia do wszystkiego
zręczny. Mieszka w rozległych górach cyrkułów bocheńskiego1),
sandeckiego i myślenickiego, (szkoda, że pod panowaniem
austrjackim zostający). Grunta ich są kamieniste, twarde i nie­
urodzajne, z których najwięcej owsa zbierają; te ich przymuszają
do chwycenia się innych sposobów do utrzymania się; i tak zo­
stający w cyrkule sandeckim zabawiają się robotą gontów, które
im mnogie dostarczają bukowe lasy; te oni wszędzie sprzedają,
chodzą prócz tego kosić łąki aż o 50 mil w Księstwo Warszaw­
skie. W cyrkule myślenickim tak daleko posunęli zręczność w sto­
larstwie, iż na Podgórzu i w Krakowie znaczne mają składy dość
gładko wyrobionych kanap i krzeseł i różnych tego rodzaju
sprzętów12). Z cyrkułu bocheńskiego handlują kwiczołami i suszonemi pstrągami, łososiami i innemi pomniejszemi rybami,
płótnem i drobnym innym towarem, który po całej Galicji roz­
noszą.
Górale są we wszystkiem naturalni, prości i poczciwi, nadewszystko wierni swym panom3). Zgoła lud ten zdrowy, czer1) Odnosi się to do powiatu wielickiego. Por. ÍIdziela Seweryn: „Etno­
graficzne ugrupowanie i rozgraniczenie rodów górali polskich1. „Przegląd
Geograf ‘ 1918, I, s 86 i mapa.

2) Pot. Br. GustaWicz „Lud“ XII s. 17 nn. o przemyśle domowym
u Babiogórców.
3) Fakty z' czasów rabacji w LimańoWszczyźnie świadczą, iż len sto­
sunek rychło się zmienił we wrogie usposobienie ludu do ziemiaństwa
Opieram się na informacjach dra Tadeusza Paszkiewicza, który poczynił liczne
wypiski z kroniki proboszcza ks. Jakuba Jani.

216

stwy i wesoły i ciała białego, między niemi ciężko widzieć bru­
neta, aż dopiero w Tatrach. Górale w Dobry po większej części
są blondyni. Wszyscy górale są lekcy bardzo i mocni; gdy im
która z trzody owca zginie lub ją wilk porwie, uganiają się za
nią z szybkością, nie zważając na niebezpieczeństwa; suwa z jed­
nej na drugą skałę, wpośród przepaści dogania nieprzyjaciela
i swym toporkiem go dobija i łup mu odbiera. Tak jest prócz tego
góral ośmielony z wodą, iż obalając drzewo po najwyższych i nie­
dostępnych skałach na przedaż przeznaczone, puszcza się na
szybkie potoki, zatrzymuje go zręcznie według potrzeby i płynią
z nim szybko wśród największego wylewu1). Stąd można wnosić,
iż z górala nietylko dobry żołnierz pieszy, lecz też i szybki
majtek być może.
Tej ich szybkości i mocy najwięcej pokarm, napój i zdrowe
powietrze jest przyczyną. Chleb mają owsiany; ten jedzą z serem
owczym, który jest przewyborny; za napój używają mleko kozie
lub żentycę, tak nazwany napój ich szczególny. Cały post prze­
pędzają na zupie pewnej, złożonej z żentycy, grochu, kaszy, na
chłebie owsianym i bryndzy góralskiej (gatunek sera, który się
da jak masło na chleb smarować), na brzankach, kiełbiach
i pstrągach, które się tu o 4 mile od D.obry w Czarnym Dunajcu
poławiają2)«Zimą jadają wędzone ryby, koźlęcia młodego mięso,
tudzież baranów.
Ubiór ich zwyczajny jest: koszula bez kołnierza, kolorowa
(każda wieś ma swój kolor, tak co do kołnierzy, jak co do wią­
zania krypciów), związana [wstążką]3) i dużą mosiężną szpilką
na piersiach spięta, po pas krótka, spodnie sukienne białe w zi­
mie, w lecie płócienne kroju węgierskiego, bardzo opięte, równe
z biodrami, wąskim rzemyczkiem ściśnięte, skarpetki wełniane
ï) O spławie drzewa Sołą i Skawą por. Ambr. Grabowskiego „Wspom­
nienia“ t. I. s. 298.
2) Odległość Czarnego Dunajca od Dobrej jest większa.
3) W rękopisie: „koszula bez kołnierza kolorowa (każda wieś ma swój
kolor, tak co do kołnierzy, jak co do związania krypciów) związana i dużą
mosiężną szpilką na piersiach spięta“. Autor, czy przepisywacz, opuścił wyraz
„wstążka“ i nadał przez to całemu zdaniu mylne znaczenie. Mowy oczywiście
niema o istnieniu „kolorowych koszul“ u górali. Ma lo być „koszula bez koł­
nierza, kolorową wstążką... związana“. Poprawny tekst znajdujemy w opisie
stroju kobiet.
,

217

na spodnie wciągnione1), za kostkami sznurkiem czarnym z sierści
kozi lub wełny plecionym obszyte; na te kładą kierpcie, gatunek
sandałów z surowej cielęcej skórki, plecione, sznurowane rzemyczkiem; płaszczyk po szyją spięty koloru —- (jak tu w Dobry
białego, wyszywany pięknie czerwonemi bawełnianemi*2)3 sznur­
kami) — brunatnego, reformackiego koloru, żółtym sznurkiem
wkoło wyszywany; kapelusz okrągły z dużemi klapami; włosy
mają spuszczone, co mają sobie za największą ozdobę; noszą
przy tym kije na końcu okowane ostrym żelazem; na tych są osa­
dzone ostre siekierki3)’; iemi zręcznie hercują, czyli zręcznie rzu­
cają (i tak są wprawnemi w rzucaniu i tak mają niektórzy wpra­
wne oko, iż o kilkanaście kroków trafi siekierką w linję, którą im
się węglem lub kredą zrobi na ścianie lub na drzewie). Wycho­
dząc z domu w podróż noszą na sobię. torby plecione z koloro­
wych sznurków4). Na jesień ich jedyną zabawą, lecz dla nich ko­
rzystną, jest zastawiać sidła na ptastwo, szczególniej zaś na kwiczgły; te nośzą bardzo daleko na sprzedaż5).
4) I na Podhalu ongiś powszechnie owijano onyczki na spodnie i ścią­
gano rzemykami kierpców. Nazywano to „obuwać się po wirhu“. Por. A.
Stopka „Sabala“, 1897, s. 134.
2) Napewno były to wełniane sznurki.
3) W zbiorach Muzeum Etnograficznego w Krakowie znajduje się ciu­
paga, pochodząca z Dobrej (Nr. inwent. Góralszczyzna 1. 195).
4) Są to napewno takie same torby, jakie i obecnie spotykamy np. na
Podhalu, t. j. wełniane, ozdobione frendzlami w różnych kolorach.
5) W „Ułamku z podróży archeologicznej po Galicyi, odbytćy w r. 1849“
Józefa Łepkowskiego i Karola Jerzmanowskiego („Bibi. Warsz.“ 1850) spo­
tykamy na str. 2C1 następujące uwagi o ubiorach ludowych w okolicach lima­
nowskich i mszańskich:
„Spuszczając się od Mszany o dwie mile do Szczyrzyca, spostrzec się
■daje odmiana w stroju włościan. I tak, w okolicy Mszany górale chodzą
w małych kapeluszach, w krótkiej na plecach zawieszonej burce brunatnej
barwy, w koszuli cienkiej, w pasie skórzanym szerokim i w zgrabnie z kawałka
skóry zesznurowanym chodaku; góralki najczęściej w czerwonej na głowie
■chustce, w ciemno-niebieskiej spódnicy, przyodziane białą płachtą, obrusem
zwaną, w sposobie, jak nam pomniki i obrazy matróny polskie z zakwefiomą
.głową przedstawiają, a jak to do dziś jeszcze stare po miastach żydówki
nosić zwykły. Spuszczając się już ku nizinom w okolicy Szczyrzyca, widzimy
szerszemi rondami opatrzone kapelusze, białe gunie, buty zamiast chodaków,
a u kobiet kształtniej na głowie upiętą białą chustkę, dłuższą spódnicę,
narret gorset, czego w górach nie widać. Grube sukno na gunie i burki, dre­
lichy na spódnice, płótno, słowem materjał do ubioru potrzebny, jest dziełem

1

218
Co do kobiet, tych ubiór jest bardzo gustowny; ten, kfóren
mają, gdy wychodzą do kościoła lub gdzie na jarmark, jest na­
stępujący. Na głowę kładą rańtuch biały (obłuskę), wiszący aż do
kolan, frendzlą białą obszywany, gorset płócienny, z pod którego
wychodzi koszula, spięta na guzik, spódnicę kolorową, fartuch
biały, związany czerwonym wełnianym paskiem i krepcie na
nogach. Ich ubiór domowy jest piękriejszy i wtedy można widzieć
głowę otwrartą i ich długie i gęste włosy; te w dwa warkocze
pięknie plotą i wiążą z osobna kolorową wstążką wąską, zosta
wują je wiszące, co jest bardzo pięknie, osobliwie dla tej, która
ma długie włosy. Gorset mają wtedy pięknym krojem zdobiony,
najczęściej zielony, koszula spięta pod szyją, także bez kołnierza,
kolorową wstążką, spódnica podkasana kolorowa w pasy, fartuch
biały związany paskiem kolorowym i kerpcie na nogach.
rąk samychże włościan. Nawet używane na zimę kożuszki krótkie baranie
sami sobie przygotowują“.
Od proboszcza w Jurkowie, ks. Michała Sroki, otrzymałem cenne uzu­
pełnienia w' sprawie strojów w tamtejszych okolicach. Zestawione z opisami
Rostworowskiego i Łepkowskiego rzucają nieco światła na zasiąg ubioru
góralskiego w przeszłości. Informacje tc pochodzą z przed kilku lat.
Otóż w Dotírej dawny strój zanika bardzo silnie na rzecz miejskiej
szarzyzny. W sąsiadującym z Dobrą Jurkowie mniej wprawdzie szybko po­
stępuje zanik, ale zato najsilniej z czterech wsi, należących do jurkowskiej
parafji (Chyszówki, Jurków, Półrzeczki, Wilczyce). Coraz rzadziej w nim
spotkać kierpce i sukmanę. Natomiast w innych wsiach nawet wójtowie nie
mają sobie za dyshonor używać kierpców. W najdalej od kolejowej drogi
położonych Wilczycach strój ludowy najsilniej się trzyma. Nietyle gminy,,
ile parafje wyróżniają się odmiennemi wyszyciami n-a ubiorach mężczyzn
0 wiele lepiej zachował się strój w Mszańskiem, n. p. w Lubomierzu, Po­
rębie Wielkiej. W pojęciu miepkańców okolic Dobrej ludność Mszany i oko
licy, to „bici“ górale
W Wilczycach są jeszcze w użyciu dawne białe kożuchy, niefarbowane,.
z wyszyciami. Dziewczęta noszą czarne gorsety, zdobione; ta moda jednak
już zanika. Przeważnie są to gorsety dawne, przechowywane w skrzyniach
1 wydobywane na święta; nowych już się nie sprawia.
Wedle objaśnień* Jana Kołodzieja z Jurkowa białe wełniane spodnie
wyszywane tutaj czerwonym sznurkiem czyli siamentem, nazywają się gilniarkami; czasem kolor sznurka jest siwy czyli1 niebieski. Białe płaszcze Wet
niane nazywają się*1 sukmanami. Bywają też i szare sukmany. Wyszywa się je
sznurkiem, podobnie jak spodnie, a nádto ozdabia czerwonemi pączkami
i- wyszyciem w kształcie gwiazdek, kwiatków itd. Białe bluzy wełniane na­
zywają tu y armanami. Są orle dookoła wykładane zieionem suknem, również
koło kołnierza, Rękawów i kieszeni, jak jeden z podhalańskich rodzajów cuhy.

219
Niewiasty są bardzo pracowite i rządne; w domu zastać je
można zawsze przy warsztacie robiące płótno, które nietylko zostawują dla męża i dzieci, lecz i one przedają. Zatrudniają
się bydłem, ogrodem i gotowaniem jedzenia dla familji domowej.
Każdy góral prawie umie czytać i nie widać w kościele, jak u nas
na Mazowszu, żeby chłop gadał z drugim, lecz się modli; zgoła
lud tutejszy jest nabożny bardzo. Niemożna też naszych gospo­
darzy winić o to, :ż nie dołożą starania, by się czytać nauczyli,
gdyż więcej mają zatrudnienia i pracy nietylko dla pana, lecz i dla
siebie, tu zaś po większej części panu czynsze opłacają. Mowa ich
jest prosta, równie jak obyczaje, i mają swoje szczególne wyrazy
jako to: bogdanek (kochanek), gazda (gospodarz), chodak (chło­
pak), dziopa (dziewczyna). Odpowiedzi ich są bogobojne, i tak
powiedzieć: szczęść ci Boże do pracy (daj ci miłościwy Boże),
wiele innych tym podobnych“.
„O szałasach i klimacie górzystym“.
„Prawie na każdej wysokiej górze mają po kilka szałasów
czyli koszar, w których trzymają owce od czerwca aż do połowy
września. Cały szałas składa się z dwóch małych domków o 200
lub więcej kroków od siebie oddalonych; między temi stoją ko­
szary, które na różne miejsca przenosić można. Tam z paszy wypę­
dzają owce, których liczba na każdym szałasie jest 200 do 250
i też doją trzy razy dniem; do tej pracy przeznaczeni są 2 górale;
Czarne lub szare wełniane bluzki nazywają się bajami. Czerwone wyłogi na
białych sukmanach i na kołnierzu to karmazyn. Jeżeli czerwony sznurek jest
tylko pleciony, to nazywają go poprostu sznurkiem, jeżeli kręcony, a zatem
mocniejszy i piękniejszy, stamentem. Kożuchy były dawniej prześlicznie
zdobione wyszyciami; długie, z rękawami, miały ozdoby ze stamentu lub
aplikacje z czerwonej lub zielonej skórki. Takich samych kożuchów uży­
wały i kobiety. Koszula płócienna jest jeszcze dziś ozdobiona: dziurki są
obszywane, a nadto haftuje się na gorsie latorośle; w kołnierz wszyty sznurek.
Kierpce są ornamentowane wyciskaniami w postaci gwiazdek; wybija się je
drewnianą formą. Na pasie są nabile kapsule, przyszyte ząbki z czerwonej
lub zielonej skórki, wyciskane gwiazdki, liście itd. W pasie chowają pieniądze.
Mieszek na tytoń zdobią strzępki z baraniej skóry, mosiężne łańcuszki i ząbki
ze skóry czerwonej lub zielonej. Kostki na kapeluszach utrzymują się już
tylko w Wilczycach.
Kobiety nosiły dawniej białe ochtuski (łoktusa lub rańtuch). Dziś fa­
bryczne chustki wyparły zupełnie rańluchy, podobnie jak i na Podhalu
Tylko czasem na święto wydobywa stara góralka łoktuszę ze skrzyni.

220
ci siadają na desce w otworze zrobionym w śrzodku koszary [siei],
podzielonej na dwie części sztachetami, w jedną połowę wpędzają
owce i te pokorne zwierzęta, przyzwyczajone do tego, podają swe
dobroczynne i pełne wymiona fia użytek ludzi. Wydojone owce
przepuszczają i po ukończonej robocie znowu je puszczają na
paszę. Potym niosą naczynia napełnione mlekiem do domku jednego, gdzie są potrzebne narzędzia. Mleko otrzymane leją w ko­
ciołek, zawieszony nad dołkiem, gdzie zapalają ogień, te usta­
wicznie mieszają, po ostudzeniu jego nalewają to w naczynie
■drewniane z bukowego drzewa; te gdy się ostudzi, zgęstnieje,
biorą wtedy i kładą tę masę w formy serowe i ten twaróg zosta­
wiwszy kilka godzin w formie, aby go wzmocnić, kładą je w na­
czynie, napełnione solą warzoną i te trzymają przez kilkanaście
godzin i otrzymują przedni ser, który także jest częścią ich handlu
i zysku. Cześć jednak twarogu zostawują i robią z tego bryndzę.
Napój ich żentyca jest to samo, co u nas maślanka, lecz daleko
•od niej smaczniejsza. W Dobry rachują na górach 6.000 owiec ns
szałasach (mówiąc o górach tutejszych wspomnę, ile na każdej
z nich znajduje się takich szałasów).
Powietrze w górach jest bardzo zdrowe i czyste, rok tu każdy
w powszechności jest bardzo mokry i rzadko się zdarza, aby tak
ciągłe były pogody, by gospodarz mógł bez przeszkody zebrać
roczne plony. Wiatr zachodni, prawie zawszę tu trwający, spro­
wadza częste deszczowe chmury, które ckęsto są gradowe, osobli­
wie od Tatrów idące. Górale biegli są w zgadywaniu swym o po­
godzie lub deszczu; i tak, kiedy punkcik lub chmurkę spostrzegą
nad Babią Górą, wtedy zapowiadają pewną burzę“.
W opis burzy wplótł autor „Diaryusza“ wzmiankę o psach
owczarskich:
„Kundle same, których gatunek jest bardzo piękny, bez bojaźni ścigające zgłodniałych wilków, zaganiają owce śpiesznie do
bezpiecznego schronienia przed tym okropnym natury dziełem“.
„O Dobry“.
Z opisu tej miejscowości przytaczam tylko ważniejsze ustępy:
„Liczą w Dobry od 3.500 do 4.000 ludności, jeden kościół,
4i00 domostw, 7.000 morgów lasu, 12 młynów, 1 folusz, czyli gdzie
sukno białe na sukmany robią, 6.000 owiec pasących się w górach,

11 szałasów, 3 karczem, 1 browar, gorzelnia itd.“. Wspomina
Rostworowski o dworze, ale opisu nie podaje1).
Chałupy, porozrzucane po całej wsi, „są porządnie budo­
wane, gontami pokryte, lecz nie wszystkie mają kominy“.
Kościół, zbudowany w 1678 r„ stoi na wzgórku; naokoło
niego lipy i kamienny mur, a w nim stacje. Jest drewniany i ma
wysoką wieżę.
Góry

w okolicy Dobrej.

Opisując okoliczne wzniesienia, przytacza Rostworowski
szczegóły z halnego gospodarstwa, oraz ludowe podania.
Pisze więc o Mogilicy12): „na samym czubku znajduje się
głaz znacznej wielkość1 i gładki; o tym mówią górale, iż zbójcy
za dawnych czasów rachowali na nim pieniądze i gdy herszta
złapano, wypytywany na inkwizycji w Krakowie wydał, iż całe.swe skarby i rabunki zachowane ma pod bukiem starym w mogilickim lesie będącym, na którym wyrżnął dla znaku księżyc
i słońce. Szukano, lecz nadaremnie od niego wymienionego znaku
i drzewa, lecz niemożna go było znaleść, a herszt z kilkonasto
towarzyszami odniósł winną karę“.
„Na tej górze ’są 4 szałasy, lecz sery nie są tak dobre, jak
na innych górach, znajduje ,się bowiem ziele, które nazywają ziele
kozie3), a owce rade jedzą; potem zachowuje ono ten zapach
w mleku owczym, również i w serkach.
O Ćwilinie podaje nam autor następujące wiadomości: „Ta
góra jest nieco niższa od poprzedzającej, lecz niezmiernie przykra,
czyli, jak mówią górniki, karpatna“.
Na Ćwilinie znajdują się trzy szałasy; tu śą najlepsze sery
i owce najwięcej dają mleka z powodu żyznej paszy. Na górzóŚniżnica stoją dwa szałasy, z których jeden należy do Dobrej,
drugi do „Skożymy“ [sic! — do Skrzydlnej]. Po Ćwilinie są tu
najlepsze sery.
1} Dwór drewniany zburzono w lalach 1880 —- 1885 przy trasowaniu'"
drogi żelaznej.
2) Tak nazywa ją lud; także: Mogielica. W „Słowniku Geograficznym“
Mogilnica lub Mogielnica.
3) Ś. p. prof. J. Rostafiński, do którego zwróciłem się o informację,,
nie znał tej nazwy.

■722
V

O Dobrskim Łopieniu, którego prawdziwą nazwą ma być
„Złotopień“, znajdujemy również legendę na temat górskich
skarbów.
„Był pewien pasterz bardzo nabożny, rtiający owce na Ło­
pieniu; ten gdy raz zasnął, został obudzony przez wstrząśnienie
ziemi- spostrzegł w ziemi otwór pełen złota, pobiegł zatem do
syna, niedaleko paszącego owce, chcąc od niego wziąć siekierę;
pośli obadwa w to miejsce, lecz ujrzeli czarnoksiężniczkę, który
[sic!] stał w tym otworze i zniknął natychmiast; zawarła się
ziemia, pobiegli nazad do trzody, lecz tej więcej nie znaleźli i ich
poszukiwania były nadaremne; do tej bajki przydają i tę górale,
iż co rok krowa kopytem wyrzuci kawał złota i stąd nazwali ową
górę Złotą-pieniem. — Mówią górale prócz tego, iż w pewnym
miejscu znajduje się otwór w ziemi, gdzie się kilkunastu przed
kantonem1) ukrywało, któren się ciągnie aż na samą kopę, i że
Taz dla doświadczenia tego puścili kozę tamże i że ta weszła na
sam czubek Mogilicy“.
Na Dobrskim Łopieniu stoją trzy szałasy: jeden własność
Tymbarku, dwa Dobrej.
Nazwa góry Dział ma stąd pochodzić, „iż na niej są grunta
znaczne, ^którę ś. p. prezes senatu Małachowski tutejszym gospo­
darzom rozdał, wyzwoliwszy tychże z poddaństwa, w którem się
dawniej znajdowali“. Oczywiście nazwa, bardzo częsta w Karpa­
tach, nie ma nic wspólnego z podziałem gruntów przez właści­
ciela majątku.
Znanej skale w okolicy Szczyrzyca, którą nazywa „Czyżycką Skałą“, poświęca Rostworowski następujący opis: „Na dro­
dze do Gzyżyca stoi piękna górka, pod spodem Łysy Góry będąca.
Na niej znajduje się ogromna skała 64 łokci długa, 12 szeroka,
a 38 stóp wysoka, tej kształt z jednej strony jest kabłąkowaty,
wszędzie gładki i pochylony, tak, iż się zdaje pod sklepieniem
przechodzić; z drugiej strony jest najeżona in nem." cząstkami ka­
mieni: jest niedostępna. Chłopi, których się zapytywałem, dla
jakiej przyczyny zowie się Czartowską, rzekli mi, iż pewnego
roku czart wziął ją był na plecy dla rzucenia jej na klasztor
czyżycki“.
j Branka do wojska.

\

223
„O T a t r a c h“.
„Znajdując sie o ośm mii od tych wyniosłych gór chcę krótki
dać o nich opis, lecz niedoskonały, podług powieści, którerii
o tychże słyszał, kto zaś będzie ciekawym bardzo obszernego
opisu, niech się uda do dzieła pana Staszyca, prezesa Towarzy­
stwa Przyjaciół Nauk, który'te góry zwiedził i dokładny o nich
zostawił opis. Te góry po Alpach, Pirenejach, górach szwajcar­
skich pierwsze trzymają miejsce d zamykają nierównie wiele cie­
kawości, jak ich mają poprzedzające; dzielą się one na trzy części
(pasma) ; pierwsze oddziela Galicję od Węgier, drugie owa prze­
chodzą przez Węgry. Wojażerowie mieszczą w rzędzie najcie­
kawszych rzeczy jeziora, tak zwane Oka Morskie, których jest
w Tatrach 7. Imię Oka Morskiego pochodzi z mniemania, iż te
mają komunikacją z morzem, to zaś z kilku przyczyn zdaje być
się prawdziwym, 1-sza, iż jest głębia niezmierzona, 2-ga, iż woda
jest mętną i ma gorzkość wody morskiej, 3-a, iż górale znajdują
pływające po wodzie liny okrętowe. Śnieg wiecznie na Tatrach
panujący jest przyczyną, iż się corocznie nowe gór formują warsłaty [oczywiście: warstwy!], które granitami zowią. W czasie
naszego letniego w Dobry pobycia spadł wielki śnieg nowy na
Tatrach 4 razy“.
W przypisku podał Rostworowski uzupełnienie opisu Mor­
skiego Cka, powtarzając jeszcze jedną fantastyczną wiadorpość
o rybostanie tego stawu.
„Przyłączani tu krótki opis ustny o Oku Morskiem, który
powziąłem od pana Ramer, dawnego prefekta państwa nowotar­
skiego. Tenże odwiedził Tatry z innemi ciekawemi badaczami
przyrodzenia i mówi, iż inżynierowie z nim się znajdujący, puścili
tam pion na sznurze 380 łokci długości mającym, ten jeszcze dna
nie dostał; podług pewnego geografa Francuza Oko Morskie wÿè-_
szym jest o 3.000 łokci od Oka Czarnego, a ponieważ woda dąży
do równowagi Oka Morskiego, głębia jest 3.C00 łokci. Szerokość
jeziora jest 2.000 sążni. Ryby tu się znajdujące, są pstrągi i taka
liczba ich, iż za każdym zarzuceniem wędy jednego się wyciąga
pstrąga, lecz nie można korzystać z tego połowu, gdyż przenie­
sione ryby na dal wełnieją i smak tracą“.

Lud tatrzański dostarczył informatorom naszego podróżnika
następujących uwag:

224

„Obyczaje mieszkańców tamtejszych są grube i sięgają pro­
stoty dawnych wieków nieoświeconych i barbarzyńskich tak da­
lece, iż nie mają sobie za zbrodnię zabić lub obedrzeć człowieka;
ubiór ich jest stosowny do obyczajów; noszą karpcie [!] na nogach
ze skóry psa włosami na wierzch obróconej, sukienne spodnie
bure i podobnego koloru płaszcze, kamizelki długie, kapelusze
długie spiczaste, siekierę lub pałkę nabitą krzemieniami w ręku').
W lecie zatrudniają się gospodarstwem, w zimie idą często­
kroć do lasów dla rozboju12). To jest przyczyną, iż niepodobna
puszczać się w drogę dla odwiedzenia Tatrów chyba w licznej
kompanji i dobrze zbrojnej. Nie znają górniki tamtejsi tych do­
broczynnych zwierząt, których ojczyzną Alpy, Pireneje, Szwajcarja szczęśliwa, Włochy i Hiszpanja, które są bardzo pomocne
strudzonemu wojażerowi. Górale tamtejsi zastępują ich powinność.
Idąc na górę biorą wśród siebie pod pachy podróżnego i tak z nim
pną się znajomemi sobie ścieżkami na wyniosłe wierzchołki tych
gór. Temu pokazawszy ciekawości godne widzenia, wsadzają go
w worek wygodny, sporządzony w ten sposób [tu w rękopisie
niezapisane miejsce na kilka wyrazów] na kilkanaście cali są wy­
sokie. Przednie tymczasem dwa łokci są wysokie; zaprzęgają się
do podobnego worka i tak się z góry spuszczają3). Kilka lat temu
był tam ksiądz Cysters czyżycki, tego [w rękopisie mylnie: temu]
przyjaciel nam opowiadał, iż ten w czasie swej pobytności tamże,
poznał był gospodarza staruszka, u którego stał. Wyjeżdżając
nie chciał ów gospodarz przyjąć ofiarowanych mu pieniędzy i na
dowód, że ich nie potrzebuje, wziął księdza za rękę i zaprowadził
1) Do tego opisu strojów, nieopartego na autopsji, lecz tylko na opo­
wieściach wątpliwych znawców, nie można przywiązywać większego zna­
czenia. Bardzo prawdopodobne jednak, że owe „bure“ spodniej kamizelki
i „kapelusze długie, spiczaste“ odnoszą się do ubiorów zbójnickich.
2) Wiadomość sprzeczna z tern wszystkiem, co wiemy o zbójnikach
tatrzańskich. Zarówno w legendzie, jak i w rzeczywistości przeważnie zimową
porą zbójnik zażywał z konieczności odpoczynku. Por. „Na zielonym wirsku
buki cyrwieniejom, Ka sic dobrzi hłopci bez zimę podziejom“.
3) Autor czy przepisywacz opuścił w tem zdaniu kilka wyrazów, które
potem zapomniał w'pisac, inne zaś przepisał powtórnie. Tutaj napisał „worek“,
w nastąpnem zdaniu mówi o „wózku“. W oryginale czytamy następująco:
„wsadzają go w worek wygodny, sporządzony w ten sposób [tu parę wyrazów
brakuje] na kilkanaście cali są wysokie. Przednie tymczasem dwa łokci są
wysokie, zaprzęgają się do podobnego wróżka i tak się z góry spuszczają".

225
go na przykrą górę i tam mu pokazał przepaść znaczną nad niem
będącą, mówiąc: tu są moje skarby, i odkrył dwie spore beczułki
na łańcuchach do skały przykute i nad przepaścią wiszące, napeł­
nione pieniądzmi srebrnemi i złotemi; zapytany od księdza, jakim
sposobem je zebrał, odpowiedział: dziur gało się dobrodzieju (za­
bijało się). O tern samym gospodarzu we wsi był słyszał, jakoby
ów kielich złoty i aparatów, szacowany 300 ff. do kościoła w Ta­
trach będącego ofiarował1).
Tatry prócz tej ciekawości, które zamykają, przynoszą
jeszcze znaczny użytek rządowi austrjackiemu ; znaleziono od
pięciu lat kopalnie srebra bardzo obfite2)“.
Zarówno rękopis Rostworowskiego, jak i przytoczone
ustępy z dawnych podróży po góralszczyźnie rzucają pewnę
światło na zróżniczkowanie strojil góralskiego i jego zasięg. Na­
suwające się wnioski odkładam do dalszego ich uzupełniania ze
starych rękopisów i wydawnictw.
1) Przytoczone opowiadanie wskazuje, że legendy o pobożności zbój­
ników i hojności dla kościołów są współczesne epoce największego rozkwitu
zbójnictwa z końca XVIII i początku XIX w., że nie powstały dopiero po
upadku i wytępieniu słynnych „harnasiów“ i że prawdopodobnie czasem
polegają na faktycznych zdarzeniach.
s) Była to informacja tak samo mylna i fantastyczna, jak i inne opo­
wiadania, któremi ów „pan Ramer“ lab inni „badacze przyrodzenia“ kar­
mili _ może z głęboką wewnętrzną wiarą — tych, którzy nie odważali się
zapuszczać w mało dostępne Tatry.

LUD T. XXVIII.

15

TADEUSZ SEWERYN.

O ŚPIEWAJĄCYM ZBÓJU.
Bastianowska teorja samorodności wielu wytworów kultu­
rowych uznawana jest przez etnografję nietylko w wypadkach,
gdy pewnych zjawisk nie da się uzasadnić oddziaływaniem wpły­
wów, których wędrówkami zajmuje się etnogeografja, ale także
i wtedy, gdy mamy do czynienia z faktem, którego wiązanie
z analogjami, polem do wykrycia wpływów, dokonywa się drogą
naciągania do wniosków z góry powziętych. Odnosi się to szcze­
gólnie do sztuki ludowej, w której człowiek niezawsze jest maszy­
nową konstrukcją reprodukującą. Naukowe uzasadnianie wpły­
wów, które mogą rozjaśnić drogę wiodącą do poznania istotnej
wartości utworu, jest zawsze obowiązkiem naukowego badania,
jednak ostrożność w skwapliwem łączeniu pewnych zjawisk, rze­
komo podobnych do siebie, może nas zaprowadzić do źródła
rzeczy, zgoła nieoczekiwanych, a dla nauki cennych.
W r. 1926 otrzymałem od Józefa Maruszewskiego z Poświętnego pieśń z Rzeczycy, w pow. rawskim. Treść jej znana
w ludowej pieśni: Kochanek, nie chcąc odstąpić kochanki
innemu, zabija ją. Kolberg w „Pieśniach ludu polskiego“ S. I.
1857 przedstawia 52 odmianek podobnej pieśni, a jedna z nich
pochodzi z tej samej Rzeczycy (od Inowłodza). Porównanie tej
pieśni z pieśnią, jaką otrzymałem od J. Maruszewskiego, kazało
wierzyć, że ma się tu do czynienia albo z samorodnym, lokalnym
tworem ludowym, albo jakąś bardzo cudaczną odmirnką kolbergowskiej pieśni, należącej do systemu pieśni o Sinobrodym,
posiadającej bardzo szerokie geograficzne rozprzestrzenienie1).
ł) J. Karłowicz: Systematyka pieśni lud. poi. — Wisla 111, 535,
Dr. Jan St. Bystroń: Polska pieśń ludowa — Kraków str. 75. Dr. Jan
St. Bystro ń: Pieśni ludowe z polskiego Śląska — Kraków 1927, Akad.
Um. str. 22.

227

Wspomniana pieśń kolbergowska1) z Rzeczycy przedstawia
się następująco:
OD INOWŁODZA

(Rzeczyca)

1. W wieńcu na Dobrzyńcu,
Co się na wsi stało,
co sie dwoje łudzi
w sobie zakochało.

7. Ja cię tu zabiję
I tu cię pochowam,
sam cif! nie będę miał,
Nikomu cię nie dam.

2. Jak się zakochali.
Tak się miłowali,
Żadnej godzineczki
Bez siebie nie byli.

8. I tam ci ją zabił,
Tam ci ją pochował,
Z zielonego drzewa
Domostwo sfundował.

5. Skoro o północy,
o siódmej godzinie:
Wstańże, Magdalenko,
Odprowadzisz ci mnie

9. Przyszedł ci do domu,
rodzicom oznajmił,
Że ja dzisiaj w nocy
Magdalenkę zabił.

4. Magdalenka wstała,
Odprowadzić miała,
Bieluchną chusteczką
Oczki wycierała.

10. A cóżeś ty, Jasiu,
poganinie zrobił,
kiejś ty młynarzowi
Magdalenkę zabił.

5. Odprowadziła go
Tam aż na ostaje,
A idźże, Jasienku,
Już mnie nie dostaniesz

11. A i wy rodzice,
cóż wy mi zrobicie,
kićj wy w mojém sercu
kochania nie w iécie.

6. A on jej się prosił,
Żeby dalej biegła,
A ona od żalu
Już dalej nie mogła.

12. Magdalenkę wieżą
młodzieńce pod wieńcem,
J asia, poganina,
trzech rakarzów z. miecem.

13. Magdalence dzwonią,
Magdalence grają,
Jasia, poganina,
w drobny mak siekają.

Z powyższej pieśni zwrotka 9, 10 i 11 występuje również
w pieśń:, która zainteresowała mnie swą treścią. Pomimo tej
wspólności motywu, trudno było wiązać obie pieśni jakiemikolwiek nieiami pokrewieństwa, a nawet dopatrywać się w, nich
cech radykalnie swoistej odmianki. Imiona kochanka w obu
pieśniach są wspólne, lecz nazwisko występuje tylko w pieśni,*)
*) O. Kolberg: Pieśni ludu polskiego str. 83.
' 15*

228

zagotowanej przez Matuszewskiego» Brzmi ono: Jan Pawłowski.
Imię to i nazwisko mogłoby znowu nasunąć pewią łączność tej
pieśni z dyngusowemi pieśniami, w których zachowały się remi­
niscencje historyczne o walkach konfederatów barskich. W pie­
śniach tych, śpiewanych w pow. rawskim podczas chodzenia
z żywym kurkiem po dyngusie, Puławski przemianowany został
właśnie na Pawłowskiego („Drzewicowe nogi — już nie będą
wydeptywać Pawłowskiemu drogi“)1). Diametralnie odmienna
treść tych pieśni od intrygującej nas pieśni rzeczyckiej wyklucza
jednak łączność wspomnianych typów utworów, pomimo, że
w obu bohaterem jest Jan Pawłowski. Na pozór, jak widać,
piętrzą się coraz to większe trudności w wyświetleniu pocho­
dzenia motywów i szczegółów tej dziwnej, tak niepodobnej do
innych, pieśni rzeczyckiej. Gdyby po kilkunastu lub kilkudzie­
sięciu latach etnograf starał się rozwikłać ten poplątany węzeł,
stanąłby niezawodnie wobec takich samych trudności, jakie to­
warzyszą zgłębianiu źródeł powstawania wielu dawnych legend
ludowych. Tymczasem te właśnie intrygujące, znane motywy
obok zasadniczo odmiennego i nowego charakteru wspomnianej
pieśni, które skłoniły mnie do bliższego zainteresowania się nią,
stały się przyczyną niejako sfotografowania jednego z przykła­
dów mechaniki powstawania pieśni i legendy ludowej.
Dowiedziałem się, że pieśń tę śpiewają „na muzykach“, że
jest to najaktualniejsza pieśń w okolicach Rzeczycy, senzacyjna
i romantyczna zarazem, a treść jej jest oparta na rzeczywistem
zdarzeniu we wsi przed niespełna dwoma laty. Ponieważ od
swych uczniów w Państw. Seminarjum Naucz, w Tomaszowie
Mazow. otrzymywałem o tern zdarzeniu wiadomości, zakrawa­
jące na wytwór bujnej wyobraźni, przy nadarzającej się okazji
wyjechałem do Rzeczycy i tam na podstawie relacji ludowej za­
notowałem w miarę możności wszystko, co wiąże się z treścią
i duchem pieśni.
Rzecz miała się następująco- Był w Rzeczycy parobek, Jan
Pawłowski. Powiadają: djabli go piastowali. Zachciało mu się
starszej od siebie i bogatszej dziewczyny z sąsiedztwa. Zapa­
miętał się z miłości. Kradł ojcu ćwiercie, sprzedawał dobytek,*)
*) Por. Jana SI. Bystronia: „Historja w pieśni ludu polskiego“
(Drewicz i konfederaci — 1769—1772), oraz T a d. Seweryna: „Z żywym
kurkiem po dyngusie“ — Prace Kom. Et. Pol. Ak. Um. Nr. 6, str. 33.

229
aby coraz to nowe prezenty znosić swej Hanusi. Ojciec dziew­
czyny rad mu był i tytułował go „zięciu“. Kiedy jednak Junek
sprzedał nawet konie ojcowskie i zmarnotrawił morgi rodziców,
„teść“ zmienił swoje sympatje. Tymczasem Junka zabrano do
wojska. Odetchnęła cała wieś. O jciec Hanki na gwałt chciał wy­
lać córkę za bogatszego, aby się uwolnić od tego awanturnika
i złodzieja, Junka. Znalazł się kawaler, Błażej Chaber, i został
przyjęty. Gdy donieśli o tem Jankowi jego koledzy, zdezerterował
z wojska w lipcu 1924 r. Przyszedł piechotą do Rzeczycy,
w pierwszem spotkaniu postrzelił swego rywala, potem zaszedł
do swej kochanki. Była druga godzina w nocy. Po krótkiej roz­
mowie w silném podnieceniu, poprosił ją o wodę dla ochłody.
W chwili, gdy dziewczyna podawała mu garnuszek, podniósł
rewolwer, strzelił i zabił ją. Potem uciekł w las. Opowiadali, że
w dzień przed pogrzebem gro/bą użycia rewolweru, zmusił gra­
barza do wykopania mu jamy w bocznej ścianie grobu, przezna­
czonego na trumnę dla zabitej kochanki. W tej to jamie miał
siedzieć Junek i podczas pogrzebu patrzeć małym otworem na
trumnę Hanki, bo granarz z obawy zemsty ze strony mordercy,
nie zdradził go. Po pogrzebie, gdy wszyscy odeszli z cmentarza,
wyszedł Junek ze swego grobu i błąkał się po Jesle, aż wpadł
w ręce policji. Zakuto go w kajdany i oddano władzom. W Lu­
blinie zasądzono go na 12 lat ciężkiego więzienia. Karę odsia­
dywał wT Przemyślu. Stamtąd uciekł wraz z pewnym uczniem,
którego zamknięto do więzienia za kradzież chleba. Piechotą
przybyli obaj do Rzeczycy, bo Junek chciał być bliżej swoich
i zobaczyć, jak wygląda grób zabitej kochanki. Wkrótce strach
padł na całą okolicę. Obaj uciekinierzy z więzienia w biały dzień
za Inowłodzem koło Gielzowa obrabowali siedem furmanek ży­
dowskich, jadących na targ do Opoczna. Powtórzyły się śmiałe
napady. Jednocześnie głośno było o tem, że Junek śpiewa „na
graniach“. Albo sam aranżował zabawy, albo wraz ze swym
towarzyszem zjawiał się tam, gdzie muzyka grała, ludzie pili
i tańczyli, witał się ze znajomymi, płacił suto muzykantom, fun­
dował komu padło i brał dziewczęta w taniec. Nie krył się z re­
wolwerem i funtami naboi. Dziewczęta nie wymawiały się od
tańczenia z groźnym zbójem. On zaś w czasie „obéra“ stawTał
przed muzyką i rwanemi przyśpiewkami zawodził po chłopsku,
treścią swych śpiewek budząc sensacyjne zaciekawienie Śpiewał

230

bowiem o swojej miłości, o Hanusi, o morderstwie, o ucieczce
z więzienia i o marnej śmierci, która go czeka. Byli tacy (z pośród
tych, którym „fundował“), którzy powiadali: „Zabił, to zabił, ale
on nie winowaty“.
Aż wreszcie przyszedł kres. Gdy między Glinnikiem, a Kró­
lową Wolą, w miejscowości Konewka, niedaleko Spały, napadli
na kupców, z których dwóch zabili, Prezydent Rzpltej Stanisław
Wojciechowski, polecił urządzić obławę na bandytów. Zmobili­
zowano wielkie siły policji z Warszawy, Łodzi i sąsiednich miast,
Opoczna i Tomaszowa Mazowieckiego. Po długich poszukiwa­
niach odkryto bandytów, oblężono ich w stodole włościanina
Kołodziejczyka w Rzeczycy. Policja rozsypana w tyraljerze
ostrzeliwała przestępców, oni zaś odstrzeliwali się z karabinów
lub rewolwerów. Pawłowski po każdym oddanym strzale śpie­
wał, jakby był na „muzyce“. Trwało to przez całą noc. O świcie,
gdy już bandytom zaczęły się wyczerpywać naboje, zapowie­
dzieli, że spalą się żywcem, a nie oddadzą się w ręce policji..
Wśród głośnego, szubienicznego śpiewu podpalili słomę w sto­
dole. Właściciel stodoły Kołodziejczyk, pomimo strzałów, jakie
padały ze strony bandytów, wbiegł do stodoły i ugasił pożar.
Przestępcy nie ponowili swej próby, gdyż brakło im zapałek.
Wtedy Pawłowski zrezygnował z obrony, wyszedł ze stodoły.
Okuto go w kajdany. W drodze do posterunku policji, rzucił się
do ucieczki. Trafiony kilkoma kulami, padł trupem. Towarzysz
jego, Surowy, nad ranem również zapowiedział poddanie się, ale
zastrzegł sofcie czas i spokój do napisania generalnej spowiedzi.
Przyniesiono mu stół, krzesło, papier, atrament i pióro. On wy­
szedł ze stodoły, usiadł przy stole, rewolwer położył przed sobą
i zaczął pisaę. Dookoła stał-mur policji z karabinami w rękach.
Chciano go wziąć żywcem przy pomocy różnych podstępów, ale
bezskutecznie. Kiedy skończył pisanie, chwycił rewolwer i po
krótkiem wahaniu się strzelił sobie w serce*).
Ostatnie chwile bandyty, zresztą nie bez ekscentrycznego
i romantycznego pierwiastka, komentowane były przez lud
w różnych odmiankach. W opowieściach nadawano mu rysy
bohaterstwa, albo też łączono całą pisaną spowiedź i samobój­
stwo Surowego z osobą Pawłowskiego. Te właśnie fakty stały
się przyczyną utwierdzenia się tego zbója i jego pieśń w tra­
dycji ludowej.

231
Pieśni, śpiewane przez Pawłowskiego, „na muzykach“ były
następujące:
1. Zabije cie, kolego, kulo olowiano,
Za mojo dziewcyne, za mojo kochano.
2. Oj, nie boje sie tego, ze tak mamie zginę
Kiedy moją Anusie zakopali w ziemie.
3. Oj, prosieła mie Anusia ostatniej godziny:
Chodź Junecku do kościoła, ślub sobie weźmimy.
4. Prosieła mie Anusia świętymy słowamy:
Daruj ty mnie życie, Jasieńku kochany.
5. Oj, wyleciały okna, oj wyleciały ściany,
Zapłakały ocka dziewcyny kochany.
6. Oj, w poniedziałek rano wody zawołano
A jak una wyniesła, to jej dzieńkowano.
7. Śli Jaśkowo w pole, śli po kónicyne,
Znaleźli na ugorze zabito dziewcyne.
8. Oj, tyś moja Anusia, tyś moja kochana
Od twego tatusia ze świata zabrana.
9. Oj pocóześ ty, Andziu, tako ślepo beła,
Coześ mie, bandycie, wodę wynosiła?
10. Jageś mie wyniesła, zaraz cie porwali,
Wynieśli na ugór, -wodą polewali.
11. Posedem do dumu i rodzicom mówił,
Ze jo dzisiaj w nocy Lekutosko zabił.
12. A cóześ ty, Jasiu, poganinie, zrobił,
Coś ty sumsiadowi jedynacke zabił?
13. Oj tatulu, tatulu, co wy mie winicie,
Ze wy w swoim sercu kochania nie wicie.
14. Wsystkie kwiolki ładne, ładno i mazurka,
Zginie Lekutoski, jak zginyła córka.
15. Ojcoski majuntek sprsedołym lo niego,
Popominta jesce Junka Pawłoskiego

A po każdym przyśpiewie szedł w taniec wokoło. Nie było
to wesołe śpiewanie Franka Mołojca z Ałbertowa, co to na wiej­
skich „graniach“ zmyślał na poczekaniu dowcipne piosenki
o dziewuchach, które go nie chciały. Gdy muzyka rżnęła od
ucha oberkowe melodje, Pawłowski śpiewał z zawadjacką miną
smutne pieśni. Słuchali ludzie tej publicznej spowiedzi, wiązanej
w szczere, nie uczone, improwizowane rymy, szeptali na uboczu,
rozgrzeszając z win śpiewającego. A on tańcząc do upadłego, za­
wodził dalej przed muzyką:

232
H.
X. Docekolym biédy, docekołym wojny,
Zeby mie zabili, byłbym juz spokojny.
2. Miołem juz wejść do dum, co mo okienice,
Teraz mi sykujo w Łodzi kamienice.
3 Oj siedze w winziniu i płace i płace,
Ze mojej dzicwcyny nigdy nie obace.
4. Oj wyleciały okna, wyleciały ściany,
Zapłakały ocka dziewcyny kochany.
5. Oj, ocka moje, ocka, cego wy placecie,
Kiedy moja kochanecka juz na tamtym świecie.
6. Ty moja Anusia juz królujes w niebie,
Zeby mie zabili, posedbym do ciebie.
7. Zeby mie zabili, w ziemie zakopali,
Bylibyśmy razem, w niebie królowali.
8. Oj, marny ze mnie chłopok, marne moje życie,
Kryje sie prsed wami, jak zajuncek w życie.

9. Oj, matko moja, matko, dosieś napłakała,
Takiześ sie pociechy ze mnie dočekala.
10. Nie smuć sie, matulu, ze tak marnie zginę,
Kiedym tak zasłużył za mojo dzićwcyne.

11. Płakaliście matko, kiedy jo spićwołym,
Jak w przemyskim winziniu zwiunzany siedziołym.
III.
1. Oj, matko moja, matko, jakześ mie wychowała,
Jakiześ sie pociechy ze mnie docekała.
2. Oj, jak mie okujum w zelazne kajdany,
Oj, moja matulu, zalejes sie łzami.
3. Oj, z zolu zemdleje, łzami sie zaleje,,
Ze jéj syn kochany w kajdany zwiunzany.
4. Oj, ojciec mie wychował, matka wykarmiła,
Rodzina Lekutoskich na zawse zgubiła.
5. Nie boje sie tego, ze tak marnie zginę,
Kiedy moją Anusie zakopali w ziemie.
6. Chłopoku rekrucie, marne twoje życie,
Musis sie ukrywać, jak zajuncek w życie.
7. Oj, juz mie polikiery pod Łęgiem łapali
I na mnie, Pawłoskiego, kajdany trzymali.

8. Zabiją mie, potyry, oj, kulą ognistą,
Za moją Anusie, za moją najmilsą.

9. Nie smuć sie, matusiu, ze tak marnie zginę
Wole w swojej wiosce, jak w obcej krainie.

233

1. Oj, matko moja, matko, jakześ mie chowała,
Jakiześ sie pociechy ze mnie docekała1).
2. Oj, matko moja, matko, nie bedzies wiedziała,
Oj, dzie sie moja krewka bedzie rozlewała1).
3. Oj, nie smuć sie, matulu, ze lak mamie zginę,
Kiedym tak zasłużył za moją dziewcynę1).
4. Idź głosie po rosie, ku zielunym łunkum,
Odezwij sie, Anusiu, niech jo sie nie błunkum1).
5. Oj, mój Boże kochany, marne moje życie,
/.ab.juin mie, zabijum, jak zajuncka w życie.
6. Oj, chłopiec ci jo, chłopiec, oj z polskiej krainy,
Nie zginyłem za nie, tylko za dzlewcyny.
7. Oj, zabiełym cie, Andziu, ładnyś pogrzeb miała,
Chłopcy ciebie nieśli, muzyka ci grała.
8- Oj, jak ciebie chowali, jo w grobie siedziołym,
Jo ciebie, Anusia, pod z:emią płakołym
9- Oj, jo clenie płakołym, matula płakała,
Płakali sumsiedzi, muzyka ci grała.
10. Oj moją kochanecke na ugorze bito,
W buzie piosku nasypali, nosikiém przybiło.

) Z ivrotki 1, 2, 3, 4 znane są w różnych odmianach z drukowanych
materjałów etnogr. do ludowej pieśni. Strofka pierwsza należy do grupy
pieśni żołnierskich. Wszystkie powyższe zwrotki odnaleźć można u samego
O. Kolberga np. pierwszą w „Kieleckiem“ I 330 i „Mazowszu ‘.-.IV 372 (od
Wyszogrodu, drugą w „Mazowszu“ II 272 (od Rawy, Tomaszowa), trzecią
w „Mazowszu“ II 530 (od Bolimowa), czwartą w „Mazowszu“ IV 246.

234
11. Oj, ocka moje, ocka, cego wy placecie,
Kiedy moja kochanecka juz na tamtym święcie1).
12. Oj, wsiunde na kunika, który letko niesie,
Posukom dziewcyny w kalinowym lesie.
13. Oj, Boże mój, Boże mój, o eo jo cie prose,
Oj, wróćze mi dziewcyne, co ją w sercu nose.
14. Oj, kwitnie róża, kwitnie, kwitnie karbowaná,
Juz moja Anusia w grobie pochowana.
15. Oj, wcora ci mi grały w kościele organy,
A dzisiok mi włożyli na ręce kajdany.
16. Oj, zegnum sie jo z tobum opłakany świecie,
Zabiełeś mie ty, zabieł w mojim młodym kwiecie.
17. Oj, siedze we winziniu, siedze za krolamy,
Opłakuje życie dziewcyny kochany.
18. Oj, uciekłym z winzinio, ide ku ulicy,
Pytom sie o drogę prosto do Rzécycy.
19. Oj, cy we dnie, cy w nocy niemiło mi droga,
Płace i narzykum i wzdychum do Boga12).
20. Oj, moja Anusia śpi w dole, śpi w dole,
Jo do niej, mój Boże, da-dana bez pole.
21. Oj, równo dróżka, równo, mógby jabko tocyć,
Dej mi, Panie Boże, dziewcyne obocyć.
22. Oj, równo dróżka, równo, kiejby malowano,
Do ciebie dziewcyno, do ciebie kochano.
23. Oj, fijoiki, fijołki, fijołki pachnunce,
Tyś moja Anusia, serce kochajunce.
24. Oj, dziewcyno, dziewcyno, tyś moja jedyno,
Nie bedzies ty miała ze mnie pociesynio.
25. Oj, płacą ocka, plącą, płacą i powieki,
Bo juz pożegnały, dziewcyne na wieki.
26. Oj, ocka moje, ocka, cego wy placecie,
Kiedy moja Anusia nie żyje na świecie.
27 Oj, smutne serce moje, smutne, ale dumne,
O tobie, Anusia, nigdy nie zapumne.
•ť

Tak żalił się Jan Pawłowski „na graniach“ wiejskich w Mysiakowcu, Rzeczycy, Stefanowie, Studziannie, Wólce Kuligowskiej, Kozłowcu, Ponikłej i innych, gdzie zrabowane z kamratem
pieniądze przepuszczał na zabawę i pijatyki. Pieśni, improwizo­
wane przez niego podczas tańca, wsiąkały w otoczenie i dzięki
1) Por. O. Kolberg: Poznańskie V, 229.
2) Por. O. Kolberg: Poznańskie IV, 230 (Od Żnina, Rogowa).

235

nim „sel chyr po dziedzinie“ o śpiewającym zbóju. Kto co zapa­
miętał, śpiewał potem na innych graniach. Toż samo śpiewały
dziewczęta przy kądziełi, a wreszcie młodzież przy paseniu krów.
Ledwie minął rok od śmierci sentymentalnie rozśpiewanego
zbója, już ludowa pieśń o nim, rozrastając się coraz bujniej, oto­
czyła jego postać legendą. Nie ulega wątpliwości, że powyżej
przytoczone pieśni są niekompletną treścią tej legendy. Pierwszą
wiązankę pieśni Junka Pawłowskiego, otrzymałem od Józefa
Maruszewskiego z Poświętnego w pow. opoczyńskim w lł/2 roku
po śmierci przestępcy t. j. w r. 1926, a nieco później czwartą.
Drugą wiązankę podyktował mi Józef Warsicki z Jasienia w pow.
rawskim, resztę zebrałem sam na miejscu w Rzeczycy. Stwier­
dziłem, że towarzysz Pawłowskiego, Surowy, jako inteligentniej­
szy od swego kamrata bezwarunkowo nie był autorem pieśni,
śpiewanych na muzykach, bo podczas zabaw nic go nie obcho­
dziła tragedja Junka.
W przytoczonych powyżej pieśniach znajduje się wpraw­
dzie wiele zwrotek znanych i zapisanych w naszych materjałach
etnograficznych, mimo to nie można uważać całości za konglo­
merat różnych motywów pieśni, nie można zaliczyć jej do kategorji, którą Niemcy nazwali ,, Kontamitation der zersungenen
Lieder“1), gdyż znane nam urywki są w tych pieśniach mało
znaczącą domieszką, drugorzędną ornamentacją lub tworzywem
pomocniczem do wyrażenia znanego nam tematu..
Meiodja tych pieśni jest małą odmianką jednej z najpopu­
larniejszych melodyj pieśni weselnych w pow. rawskim, brze­
zińskim, piotrkowskim i opoczyńskim. Charakter pieśni jest wy­
bitnie ludowy (przedstawianie faktów nie w ich naturalnej
i chronologicznej kolejności, oraz fragmentaryczność)12), a pod
względem typologicznym pieśni te są utworem, w którym pier­
wiastek liryczny, ściśle osobistej natury, (biadanie nad swoim
losem) przeważa tak nad stroną opisową, że cecha ta wybitnie
różni je od innych, dawnych, znanych pieśni. Materjały powyższe
są przykładem mechaniki powstawania legend i pieśni ludowych,
materjałem do wykazania, wedle jakich praw i z jakiego two­
1) Adolf Thimme: Das Märchen s. 85 — Leipzig 1909 (Hand­
bücher zur Volkskunde B. II).
2) Dr: Jan St. Bystro ń: Artyzm pieśni ludowej — Poznań—War­
szawa 1921, str. 79.

f3S
rzywa kształtować się mogły różne, szeroko -ozprzestrzemone
wątki pieśni, podań i baśni, które przetrwały do naszych czasów
w formie fragmentarycznej d zniekształconej czasem i wędrówka­
mi. Nie bez korzyści naukowej byłoby zbadanie po kilkunastu
iub kilkudziesięciu latach postaci powyższych pieśni i porówna­
nie ich z najdawniejszą, przedstawioną tutaj formą z okresu ich
narodzin.
Co do długotrwałości bogatej dziś tradycji lokalnej „o śpie­
wającym zbóju“ nie mamy złudzeń. Erazm Majewski1) wielką
trwałość tradycji ludowej łączy tylko z wierzeniami, mitami
i baśniami. „Są to niby zamczyska, wciąż odnawiane: zmieniają
się w nich cegły, a nawet przekształcają zarysy, istota ich jednak
zniknąć nie może.“.
Jest też druga kategorja tradycji. Do niej należą podania
i opowieści ogólne i lokalne, związane z jakiemś zdarzeniem,
które raz się spełniło. Tych żywot jest, w samej rzeczy, znacznie
krótszy, ich nic nie odżywia i restauruję, istnieją one tak, jak
ruiny zamków raz na zawsze opuszczonych. Rozsypują się pod
wpływem czynników przyrody, dopóki ślad ich nie zniknie
zupełnie“.
Pieśni „śpiewającego zbója“ z istoty swej i geograficznego
rozprzestrzenienia mają dziś charakter wybitnie lokalny.
PRZYPISY.
*) Materjały biograficzne, zanotowane przeze.nnie wedle relacji
ustnej, uzupełnia ustęp w „Pamiętnikach“ Wład. Nowaka, emer kom. polic,
państw, woj. warsz. 1927 Serja I, „Oblężenie niebezpiecznych bandytów,
którzy zamordowali przejezdnych kupców pod Spałą“. str. 36—41. Opiewa
on: „W r. 1924, na szosie w pobliżu wsi Konewka, po w. rawskiego, o kilo­
metr od Spały, nieznani sprawcy, wśród dnia napadli na 2-ch przejezdnych
kupców. Po zatrzymaniu koni, z bronią w ręku przystąpili do rabunku.
Jeden z napadniętych. Sz w a1' cenkop f, usiłował przeciwstawić się bandytom.
Wobec oporu bandyci dali do Szwarcenkopfa i jego wspólnika kilka strza­
łów, kładąc ich trupem na miejscu. Zrabowawszy następnie pieniądze, weksle
i dowody osobiste, zbiegli w niewiadomym kierunku.
Po otrzymaniu zawiadomienia o morderstwie wyjechałem na miejsce
w towarzystwie przedstawicieli: Ministerstwa Spraw Wewn., Władz Sądo
E. Majewski: Mogiła królewska pod Seddînem (Przyczynek do
pytania: jak długo przetrwać może podanie ludowe). Wisła XVII, 1903,
str. 466.

W

237

wych, Komendy Głów. Pol. Państw, i Województwa Warsz., ponieważ prze­
stępstwo dokonane było w pobliżu rezydencji Pana Prezydenta Rzpltej.
Wydane mi było polecenie, by za w szelkę cenę ująć bandytów. Drogą
wywiadów prowadzonych pod moim osobistym kierunkiem przez moich pod­
władnych i przydzielonych mi funkojonarjuszów policji łódzkiej, ustaliłem,
że bandytów tych ukrywa niejaki Maciej Socha we wsi Rzeczyca, pow raw­
skiego. Po pięciu dniach bezustannej pracy, w której najbardziej był mi po­
mocnym Stan Bobowski, były lotnik francuski, inteligentny, sprytny i od­
ważny wywiadowca, zmobilizowałem nieliczny oddział policji i około go­
dziny 9 wieczorem, wraz z przybyłym mi do pomocy, chwilowo pełniącym
obowiązki komendanta pow. rawskiego, komisarzem Ptasińskim, wyruszy­
liśmy na miejsce, gdzie mieli się ukrywać bandyci.
Nietrudno wyobrazić sobie nasze rozczarowanie, kiedy w osadzie
Sochy bandytów już-‘-nie było. Gospodarz Socha i jego żona zaprzeczali
stanowczo, aby kiedykolwiek mieli przetrzymywać u siebie przestępców.
Inaczej jednak było w rzeczywistości. 9 letni synek Sochów, po krótkich
indagacjach oświadczył mi, że w ciągu kilku dni nocowało u nich w domu,
2-ch nieznanych mu mężczyzn, którzy przenieśli się do sąsiada Kołodziej­
czyka i będą nocować u niego w chałupie. Ruszono tam. W izbie bandytów
nie było, lecz usłyszeliśmy podejrzane szmery w stodole i domyśliliśmy się,
że tam właśnie nocują. Natychmiast tyraljerą rozsypano policjantów, tak,
że o ewentualnej ucieczce bandytów nie mogło być mowy. Sprzyjała noc
księżycowa.
Na mój rozkaz „wychodzić ze stodoły“ — bandyci odpowiedzieli
ogniem. Zv naszej strony padło kilka salw karabinowych w stodołę. Bandyci
nie przerywali ognia. Uradziliśmy wezwać większe siły policji, a przedewszystkiem sprowadzić amunicję, której było stanowczo za mało. Miejscowy
starosta, który był z nami, na ochotnika wyruszył do Spały i około pierwszej
w nocy przywiózł ze sobą 300 ładunków i karabin maszynowy. W tym czasie
nie odpowiadaliśmy na strzały bandytów; Dopiero kiedy przyszły posiłki
i amunicja, otworzono ogień, uprzednio wzywając bandytów do poddania
się, Wezwania te bezskutecznie powtarzano, ilekroć następowała jakaś
przerwa w strzelaniu — bandyci odpowiadali na to śpiewem i wymy­
słami. Wkońcu chcąc się ratować ucieczką, podpalili oni słomę w sto­
dole. Był to moment chwilowej ich rezygnacji.
Gospodarz Kołodziejczyk natychmiast wbiegł do stodoły i przy po­
mocy szpadla zdołał ugasić ogień. Bandyci rozkazali mu otworzyć tylne
wrota stodoły Kołodziejczyk uchylił połowę wrót. W momencie jednak
podbiegł wywiadowca Bobowski i olbrzymim kamieniem wrota te zabez­
pieczył. Kiedy Kołodziejczyk gasił ogień, bandyci dali kilka strzałów; twier­
dził on później, że strzelali oni do niego, lecz go nie trafili.
Około 2 w nocy, po ostrzelaniu bandytów z kulomiotu, oblężeni po­
częli prosić o wszczęcie pertraktacji. Jeden z nich, Pawłowski, groza tamtej­
szej okolicy, oświadczył, że się poddaje i że wyjdzie na podwórze bez broni.
Wkrótce też ukazał się we wrotach stodoły z rękoma do góry i na rozkaz
położył się na ziemi na wznak. Tak leżąc odpowiadał na pytania. Dowie­
dzieliśmy się, że jego towarzysz, nazwiskiem Surowy, posiada karabin z kil­

1238
koma ładunkami, dwa rewplwery i nie więcej jak 20 nabojow. Pawłowskiego
zrewidowano, zakuto w kajdany i odstawiono pod eskortą na posterunek
policyjny do Rzeczycy. W jakiś czas powrócił jeden z eskortujących z mel­
dunkiem, że bandyta w drodze rzucił się do ucieczki, nie zatrzymał się,
mimo nawoływań, wskutek czego kilkoma kulami, posłanemi w pościgu,
został zabity.
Tymczasem drugi bandyta nie chciał się poddać. Nad ranem po kilku
godzinach pertraktacji, przerywanych strzałami, wystąpił on do policji
z niezwykłą propozycją. Zażądał mianowicie, aby mu dano papieru i ołówek,
bo chce opisać swój życiorys i wytłumaczyć, co go pchnęło na drogę wy­
stępku. Zgodził się pisać na podwórzu, ale stawiał warunek, że wyjdzie
z rewolwerem, sam nie będzie strzelał, jeżeli ze strony policji nie padną
.strzały.
Po dłuższej naradzie z komisarzem Ptasińskim, zgodziliśmy się na propozycję bandyty. Było już widno na dworzu. Ustawiono na podwórzu
stolik i krzesełko. Bandyta pełen rezygnacji, z rewolwerem w ręku wyszedł
ze stodoły. Obejrzał się wokoło po' tyraljerze policyjnej i z tragicznym
uśmiechem zawołał: „Ech, iluż was przyszło po mnie jednego 1
potem
zasiadł przy stoliku, położył rewolwer obok siebie i zaczął pisać. Gdy skoń­
czył pierwszy arkusz, zwrócił się do policji, aby ktoś odebrał napisane
i przejrzał, czy dość szczegółowo pisze i może będą jakie pytania. Odrzucił
zapisany arkusz i rozpoczął pisać na drugim. Położył podpis na siódmej
z kolei stronicy i oświadczył „skończyłem“, biorąc jednocześnie do ręki
rewolwer.
W odpowiedzi na to rozległa się komenda „gotuj broń“, po której
zwróciłem się do bandyty z wezwaniem podniesienia rąk do góry, oznaj­
miając mu, że jest aresztowany. Bandyta zerwał się z krzesła, oparł się lewą
ręką o stół. Była to pozycja zwierza, gotującego się do skoku. Uzikim
wzrokiem powiódł wokoło i nagle twarz mu się zmieniła, ramionam. za­
targało szlochanie. Chciał coś powiedzieć, lecz tylko ręką oderwał się od
stołu, machnął nią beznadziejnie w powietrzu i przyłożywszy rewolwer do
piersi, strzelił w serce. Padł trupem. Stwierdzono, że była to ostatnia kula
w. rewolwerze. Ustalono, że nazywał się Tadeusz Surowy, lat 22, był ucie­
kinierem z więzienia w Przemyślu.
W ostatniem swojem piśmie Surowy dokładnie podał, co następuje:
„Ja Tadeusz Surowy, syn Maksymiljana i Kunegundy z Ujmów, uro­
dzony w Jarosławiu w r. 1902, dnia 7. kwietnia, religji grecko-katol., przy­
należny do Jarosławia, pow. jarosławskiego. Ďo szkół uczęszczałem w Jaro­
sławiu, a ukończyłem szkoły w Przemyślu, t. j. ukończyłem 7 klas ludowych.
Szkoły ukończyłem w 1915 roku, w czasie tym, gdy Przemyśl poddał się
Rosjanom. Ojca mego wówczas wzięli na Kaukaz do niewoli. Pozostaliśmy
wówczas bez opieki ojcowskiej. Z chwilą wyjazdu ojcowskiego z Przemyśla,
pozostawił ojciec fundusz na to jedynie, abyśmy mogli ukończyć szkoły.
Ciężka sprawa była z matką, a to, że ona będąc nieczytelną t. j. analfabetką,
nie zezwoliła, jak również nie uszanowała woli ojca, pieniądze przej.ulała
wraz z kochankiem. Całemi tygodniami nie było jej w domu, więc my
głodni musieliśmy iść do familji, aby się pokarmić, lecz i to długo nie trwało.

209
matka zabroniła nam uczęszczać za pokarmem do rodziny, jak również do
znajomych, to jedynie, że znaliśmy wolę rodziców, więc stosować do tego
musieliśmy się. Mając lat 15 musiałem ciężko pracować na chleb, lecz i jego
nie miałem, gdyż matka pieniądze brała i zawsze przepiła. Więc zapoznałem
się z chłopakami niższej kategorji, nauczyli mnie oni kłamać, jak również
kraść. Więc głodny i goły wyjeżdżałem do Czech do Berna
tam dopiero
pierwszy raz na siebie zarobiłem, choć przykrtf mi było, lecz musiałem.
Kradzieży w swem życiu miałem może 20, określić bliżej nie mogę. Lecz
za czasów polskich miałem tylko sześć kradzieży kasowych. W między­
czasie, będąc chwilowo w Przemyślu, w więzieniu śledczem wojskowem
Dow. Okr. Korp. Nr. 10, zapoznałem się z Janem Pawłowskim, więc na jego
prośbę, jak również na prośbę swoich współtowarzyszy niedoli, postanowiłem
zbiec i wyprowadzić ich na wolność. Jak postanowiłem, tak się też i stało:
W więzieniu pozostawałem za to, iż w roku 1921 zbiegłszy z wojskowego
zakładu karnego w Stanisławowie, przebywałem w Przemyślu, tam skradł
niejaki Michał Moskal chłopu z wozu koc i kożuch chłopski, ogólnej war­
tości 10 dolarów, więc za to, że ja byłem obecny przy tern, a nie wzbroniłem,
ani też nie przeszkodziłem jemu w kradzieży, pozostałem ja jego wspólni­
kiem. Wynik rozprawy był taki, że zostałem skazany na 5 lat ciężkiego
więzienia. Przy rozprawie powiedziano mi, iż przy zastosowaniu się do po­
przedniego wyroku, na jaki byłem skazany w roku 1925 za kradzież na
3 lata więzienia, wyrok teraźniejszy l, j. 5 lat, powiedział mi pan pułkownik
Sowilski, przewodniczący mej rozprawy, iż ten wyrok jest łaskawy. Nie
było widać w nim nietylko łaski, lecz’ i prawa kodeksu karnego nie było.
W życiu jestem drugi raz karany; raz 3, raz 5 latami; ciężko mi było, więc
uciekałem.
Gdy zbiegłem z Przemyśla, udałem się wraz z Pawłowskim Janem do
wsi Rzeczycy i stąd wychodziliśmy rabować pieniądze na życie, pieniądze
braliśmy tylko żydom. Pierwszy napad nasz byl na żydów koło Inowłodza,
drugi za Pilicą, również koło Inowłodza, trzeci był w lesie na szosie koło
wsi Konewka, tam zastrzeliliśmy żydów, lecz strzelałem dlatego, że stać nie
chcieli. Stamtąd wróciłem wraz z Pawłowskim do Rzeczycy i tu zostaliśmy
osaczeni przez policję. Po kilkakrotnem wezwaniu nas przez policję, abyśmy
się poddali, Pawłowski zdecydował się na poddanie, lécz ja postanowiłem
sobie życie odebrać, więc to wykonam. Pawłowski brał udział w każdym
napadzie. Kreślę się Surow.“.
W podpisie zabrakło ostatniej litery. Napięte nerwy nie wytrzymały!

POSZUKIWANIA
Rośliny w wierzeniach i zwyczajach ludu polskiego.
Na I. Kongresie Filologów Słowiańskich w Pradze w paź­
dzierniku 1929 r. zostało zorganizowane wydawnictwo „Słownika
wierzeń i zwyczajów słowiańskich“ z inicjatywy Prof. Dra E.
Schneeweisa. Jako współpracownicy zostali uproszeni: St. Ro­
mański (Bułgarja), K. Chotek (Czechosłowacja), W. Čajkanovió
(Jugosławja), E. Schneeweis (Łużyce), A. Fischer (Polska), D,
Zelenin (Słowianie wschodni), We wszystkich krajach słowiań­
skich powstają lokalne komitety redakcyjne, mające w ciągu
najbliższego roku przygotować materjały przeoewszystkiem do
pierwszego tomu, który będzie zawierać słowiańskie zwyczaje
i wierzenia, związane z roślinami. Praca ta rozpoczęła się także
w Polsce i nie trzeba chyba dowodzić jej wielkiego znaczenia.
„Słownik wierzeń słowiańskich“ będzie wydany przez firmę Wal­
ter de Gruyter, której wydawnictwa zbiorowe mają już wyrobioną
opinję, nietylko w Niemczech, ale i w innych krajach. Musimy
dołożyć więc wszelkich starań, aby dział polski w tym słowniku
opracować jak najlepiej. Dlatego Komitet redakcyjny zwraca
się z gorącą prośbą do wszystkich badaczy na polu etnografji
polskiej, aby pomogli w tych usiłowaniach przez zbieranie i nad­
syłanie materjałów, dotyczących wierzeń i zwyrczajów ludowych
w związku z roślinami. Oczywiście idzie przedewszystkiem o ma­
terjały zebrane bezpośrednio w terenie, względnie o dotąd nieogłoszone rękopiśmienne zapiski ludoznawcze lub zapiski ukry te
w dawnej prasie prowincjonalnej.
Prosimy o wiadomości, dotyczące następujących zagadnień:
1. Nazwyr ludowe roślin i ewentualne ich ludowe uza­
sadnienie.
2. Prakty czne zastosowanie roślin w ży ciu codziennem ludu,
a mianowicie jako: n) pożywienie, b) materjał budowlany, c) su­

241

rowiec do wyrobu odzieży i tkanin, d) środek farbiarski, e) środki
lecznicze lub trucizny.
3. Zioła, mające moc czarodziejską, a więc np. wzbudzające
miłość, cndarzające niezwykłą siłą, pozwalające wznosić się w po­
wietrze lub stawać się niewidzialnym*
4. Rośliny, mające symboliczne znaczenie w obrzędach lu­
dowych, np. przy weselu lub pogrzebie, przy chodzeniu z ma­
ikiem i t. d.
'5. Rośliny, jako motywy zdobnicze w sztuce ludowej, np.
na domach, sprzętach domowych, garnkach, odziezy, haftach,
wycinankach, pisankach i t. d.
6. Zabawki, wyrabiane z roślin, np. kogutki, piszczałki,
batogi i czapki z sitowia, sikawki i pukawki z bzu, korale z ja­
rzębiny, wiatraczki ze słomy i t. d.
7. Rośliny w opowieściach i pieśniach ludowych.
W celu ułatwienia poszukiwań podajemy spis roślin, szcze­
gólnie ciekawych dla polskiego ludoznawcy:

lk

Agrest (Ribes grossular*a).
Arbuz (Cucurbita).
Arcydzięgiel lekarski (Archangelica officinalis).
Astry
Babka lancetowata (Ptantago lanceolata).
Babka kosmata (Ptantago media).
Babka pospolita (Ptantago major)
Bagno zwyczajne (Ledum palustre).
Barszcz pospolity (Heracleum Sphondylium)
Barwica (Marzana) wonna (Asperula odorata).
Barwinek pospolity (Vinca minor).
Bedłlta muszarka (Agaricus muscarius).
Bedłka pieczarka (Agaricus campestris).
Bez czarny (Sambucus nigra).
Bez hebd (Sambucus ebulus).
Bez koralowy (Sambucus racemosa).
Biedrzeniec wielki (Pimpinella magna).
Bieluń dziędzierzawa (Datura Stramonium).
Bluszcz pospolity (Hedera hélix).
Bluszczyk ziemny (Glechoma hederacea).
Bób wyka (Vicia Faba).
Borówka (Vaccinium myrtillus).
Bratek (Viola arvensis).
Brzoza pospolita (Betula).
Buk (Fagus).
Bukwica lekarska (Betonica off.).

Lud. T. XXVIII.

16

242
Burak (Beta vulgaris).
Bylica boże dYzewko (Artemisia abrotanum).
Bylica piohin (Artemisia Absinthium),
Bylica pospolita (Artemisia vulgaris).
Chaber łąkowy (Centaurea Jacea).
Chaber zbożowy (Bławatek) (Centaurea Cyanus).
Chmiel pospolity (Humulus lupulus).
Chrzan (Nasturtium armoracia).
Cebula zwyczajna (Allium cepa).
Cis (Taxus baccata).
Cykorja zwyczajna (Podróżnik) (Cichorium intybus).
Cyprys (Cupressus sempervireus).
Cytryna (Citrus limonum).
Czosnek właściwy (Allium sativum).
Czworolist pospol. (Paris quadrifolia).
Czyścień (Stachys).
Dąb (Quercus).
Dryjakiew podgryziona (Scabiosa succisa).
Drzewa.
Drzewa owocowe.
Dziewanna lekarska (Verbascum thapsus).
Dziewięciornik błotny (Parnassia palustris).
Dziewięćsił przyziemny (Carlina acaulis).
Dziewięćsił pospolity (Carlina vulgaris).
Dzięgiel zwyczajny (Angelica silvestris).
Dziurawiec pospolity (Hypericum perforatum).
Dzwonki polne (Campanula).
Endywja (Cichorium endivia).
Fasola (Phaseolus).
Figa (Ficus caricä).
Firletka płomieńczyk (Lychnis chalcedon "ca).
Fiołek (Viola).
>
Fiołek trójbarwny (Viola tricolor).
Glistnik pospolity (Jaskółcze ziele) (Chelidonium maius)
Głóg pospolity (Crataegus Oxyacantha).
Goryczki (Gentianeae).
Goryczka trojeściowa (Gentiana asclepiadea).
Goździk (Dianthus).
Groch siewny (Pisum sativum).
Gruszka (Pyrus). '
Grusza dzika (Pyrus communis).
Grzybień biały (Lilja wodna) (Nymphaea alba).
Grzyby (Funginae).
Herbata.
Hiacent (Hyacinthus orientalis).
Hortenzja ogrodowa (Hydrangea).
Hreczka (Fagopvrum tataricum).

Jabłoń (Pyrus malus).
Jagody.
Jałowiec pospolity (Juniperus communis).
Jałowiec sabina (Juniperus sabina).
Jarzębina pospolita (Sorbus aucuparia).
Jarzmianka większa (Astrantia maior).
Jarzyny.
Jaskier ostry (Ranunculus acris).
Jaśmin (Jasminum officinalis).
Jasnota biała (Lamium album).
Jęczmień (Hordeum).
Jemioła zwyczajna (Viscum album).
.Jesion zwyczajny (Fraximus excelsior).
Jodła pospolita (Abies alba).
Józefek lekarski (Hyssopus off.).
Kaczyniec (Knieć błotna) (Caltha palustris).
Kąkolnica zbożowa (Agrostema githago).
Kalina pospolita (Viburnum opulus).
Kalina hordowina (Viburnum Lantana).
Kapusta warzywna (Brassica oleracea).
Kawa (Coffea arabica).
Kmin (Cuminum).
Kminek pospolity (Carum Carvi).
Kokoryczka właściwa (Polygonatum officinale).
Koniczyna łąkowa (Trifolium pratense).
Koniczyna górska (Trifolium montanum).
Koniczyna polna (Trifolium arvense).
Konopie zwyczajne (Cannabis sativa).
Konwalja (Convallaria maialis).
Koper (Foeniculum vulgare).
Ropytnik pospolity (Asarum europaeum).
Krwawnik pospolity (Achillea millefolium).
Kuklik górski (Geum montanum).
Kuklik pospolity (Geum urbanum).
Kukurydza (Zea mays).
Kupalnik górski ob. Pomornik.
Kurzy ślad polny (Anagallis arvensis).
Lawenda prawdziwa (Lavandula vera).
Lebiodka pospolita (Origanum vulgare)
Len (Linum usitatissimum).
Leszczyna pospolita (Corylus avellana).
Lewkonja (Matthiola).
Lilja (Lilium).
Lipa (Tilia).
Lubczyk lekarski (Levisticum off.).
Lulek czarny (Hyoscyamus niger).
Łopian pospolity (Lappa communis).

Macierzanka zwyczajna (Thym us ser pyli urn).
Majeran ogrodowy (Origanum majorana).
Mak (Papaver somniferum).
Malina (Rubus idaeus).
Malina ostrężyna (Rubus eaesius).
Malwa (Malva).
Marchew dzika (Daucus carota).
Maczyniec górski (Chenopodiuin bonus Henricus).
Mech
Mieczyk dachówkowaty (Gladiolus inibfïcatus).
Mięta pieprzna (Mentha piperita).
Mikołajek polny (Eryngium campestre).
Miodownik rojnikowaty (Meilitus Melissophyllum).
Mirt.
Morwa (Morus).
Modrzew zwyczajny (A fées Larjx).
Nasiężrzał zwyczajny (Ophioglossum vulgatum).
Nogietek ogrodowy (Calendula off.).
Narcyz (Narcissus).
Niezapominajka błotna (Myosotis palustris1
Ogórek zwycz. ogrodowy (Cucumis sativus).
Olsza (Ainus).
Oman wielki (lnula Hefenium).
Orlik pospolity (Aquilegia vulgaris).
Orzech muszkatowy (Myristica fragrans).
Ośmiał mniejszy (Cerinthe minor).
Ostromldfcze (Euphorbia).
Ostrožen (Cirsium eriophorum).
Ostrożeń trójkoszyczkowy (Cirsium rivulare).
Ostróżka wyniosła (Delphinium elatum).
Ostróżka polna (Delphinium consolida).
Owies (Avenu).
Ożyna (Rubus ncmorosus).
Paproć (Aspidium).
Paprotka pospolita (słodyczka) (Polypodium vulgare).
Paprocie (Filices).
Pieprz turecki (Papryka) (Capsicum annuum).
Perz (Agropyrum repens).
Pieprz (Piper).
Pieprznik jadalny (Cantharellus cibariusl
Pietruszka domowa (Petrosclinum sativum).
Piwonja (Paeonia).
Podagrycznik właściwy (Śnitka) (Aegopodium Podagrami)
Podbiał pospolity (Tussilago farfara).
Pokrzyk (wilcza jagoda) (Atropa belladonna).
Pokrzywa zwyczajna (Urticą dioeca).
Pokrzywa żegawka (Üriica urens).

245
£*ł.

Pomarańcza (Citrus, auranlium).
Pomornik lekarski (Arnika) (Arnica montana).
Porzeczka właściwa IRibes rubrum).
Powojnica alpejska (Atragene alpina).
Poziomka zwyczajna (Fragaria).
Prawoślaz lekarski (Althaea officinalis).
Proso (Panicům maliaceum).
Przelot pospolity (Wełnica) (Anthyllis Vulneraria).
Prz'estçp pospolity (Bryonia alba).
Przewiercień okr;[głolisty (Bupleurum rotundifolium).
Przytul ja bagnowa' (Galium uligiňosum).
Przytul ja właściwa (Galium verum).
Przywrotnik pospolity (Alchemilla vulgaris).
Psianka kartofel (Solanum tuberosum).
Psianka słodkogorz (Solanum dulcamara).
Pszenica zwycz. (Triticum vulgare).
Purchawka olbrzymia (Lycoperdon).
Rezeda (Reseda).
Rogoża szeroko- i wąskolistna (Typha latifolia pi angustijolia).
Rojownik lekarski (Melissa oificinalis).
Rozchodnik płaskolistny (Ledům maximum).
Rozmaryn lekarski (Rosmarinus orf.).
Rosiczka okrągłolistna (Drosera rotundifolia).
Róża (Rosa).
Rzepa (Brassioa Rapa).
Rzepnik pospolity (Agrimonia eupatoria).
Rzodkiewka (Raphanus sativus).
Rzeżucha gorzka (Cardamine aniara).
Rumianek lekarski (Chamonilla).
Ruta ogrodowa (Ruta graveoleus).
Ryż (Orysa sativa).
Sałata (Lactuca sativa).
Sasanka dzwonkowata (Pulsatilla pajens).
Siano
Skrzypy (Equisetaoeae).
Śliwa domowa (Prunus domestica).
Śnieć (Secale cornutum).
Śnieżyczka (Galanthus nivalis).
Sosna pospolita (Pinus silvestris).
Srebrnik kurze ziele (Potentilla).
Srebrnik pospol. (Potentilla anserina).
Storczyk plamisty (Orchis maculata).
Stokrotka pospolita (Bellis perennis).
Soczewica (Lens estulenta).
Świerk pospolity (Picea excelsa).
Świetnik pospolity (Euphrasia).
Szafran (Crocus sativus).

,

246
Szakłak pospolity (Rhamnus cathartica).
Szakłak kruszyna (Rhamnus frangula).
Szałwija lekarska (Salvia officinalis).
Szanta pospolita (Marrubium vulgare).
Szarota biała (Guaphalium dioicum).
Szarotka (Leontopodium alpinum).
Szczaw tarczowaty (Rumex scutatus).
Szczeć leśna (Dipsaeus silvestris).
Szelążnik większy i mniejszy (Rhimantlius Crista gaili).
Tamaryszek (Września porzenna) (Myricaria germanica).
Tarnina (Prunus spinosa).
Tasznik pospolity (Capsella bursa pastoris).
Tatarak pospolity (Acorus calamus).
Tojad mordownik (Aconitum).
Topola (Populus).
Topola osika (Populus tremula).
Trawa
Trędownik pospolity (Scrophularia nodosa).
Trojeść pieniężnik (Lysimachia Nummularia).
Trzcina pospolita (Pliragmites communis).
Trzmielina brodawkowata (Evonymus verrucosus).
Tulipan (Tulipa)
Tysiącznik pospolity (Erythrjea centaurium).
Tytoń
Wiąz brzost (Ulmus tuberosa).
Wiciokrzew czarny (Lonicera nigra).
Wiciokrzew zwyczajny (Suchodrzew) (Lonicera Xylosleum).
Wilczełyko wawrzynkowate (Daphne mesereum).
Wilżyna polna (Ononis hircina).
Winogrona (Vitis vinifera).
Wierzbówka górska (Epilobium montanum).
Wiśnia (Primus cerasus)
Witułka pospolita (Werbena) (Verbena officinalis).
Wodorosty (Alginae).
Wrotycz jastrun (Tanacetum Leucanthemum).
Wrotycz maruna (Tanacetum Parthenium).
Wrotycz swojski (Tanacetum vulgare).
Wrotycz szerokolistny (Piwonja) (Tanacetum Balsamita).
Wyka (Vicia).
Zawilec biały (Anemone nemorosa).
Ziemniaki (Solanum tuberosum).
Zioła lecznicze.
Źabieniec pospolity (babka wodna) (Alisma Plantago),
Żmijowiec pospolity (Echium vulgare).
Żywokost lekarski (Symhytum officinale).
Żywotnik amerykański (Cyprys) (Thuja occidentalis).
Żyto (Secale cereale).

247

Długi ten spis bynajmniej nie wyczerpuje całego mateTjału, jaki tu wchodzi w rachubę i dlatego pożądane są również
zapiski dotyczące roślin w spisie powyższym niewymienionych.
Wierzenia i zwyczaje ludowe związane z ro­
ślinami należy zapisywać jak najdokładniej
i zawsze podać miejscowość, w której daną wia
domość dało się zanotować, oraz imię i nazwi­
sko osoby opowiadające .
Materjały proszę nadesłać na ręce komitetu redakcyjnego
pod adresem Adam Fischer, Lwów Uniwersytet Za­
kład etnologiczny. O ile kwestjonarjusz ten da wyniki obfite
i wartościowe, zebrane materjały stworzą zawiązek Polskiego
Archiwum Etnograficznego.

Adam Fischer.

RECENZJE I SPRAWOZDANIA.
/iS. Aleksander Bas>zykowski. Monografie historyczna
parnfji Jankotoice Kościelne Sandomierskie. Drukarnią Wł. Łazar­
skiego w Warszawie 1927. in 4-to major. str. 296.
Dzieło to wielkiej pracy i znacznego nakładu samego autora, ks.
A. Bastrzykowskiego, prób. jankowickiego, w tych czasach wzmożo­
nych trudności w vd a w 11 iczy c li, jest godnem szczególniejszej uwagi.
Paiafja tu opisana znajduje sit* w Sandomierskiem, tym zakątku kraju
lak obfitującym w zabytki naszej prastarej kultury. To też i kościół
w Jankowicach, choć drewniany, obchodził w roku zeszłym uroczy­
stość trzeehsetlecia istnienia swego.
Pierwotną świątynię, a przy niej parafję, erygował kanonicznie
w r. 1216 świętobliwy Iwan Odrowąż, biskup krakowski, w dziedzicz­
nej swojej posiadłości. O tej właśnie pierwotnej fundacji, zaledwie
w kilkunastu wierszach wspomina autor, gdyż oryginalny dokument,
wypożyczony w r. 1814, przepadł bez wieści. Dopiero nowy kościół,
dotąd istniejący, zbudowany w r. 1627 przez Jakóba z Piasków Bobolę, podczaszego sandomierskiego, dziedzica okolicznych włości, jest
przedmiotem niniejszego opisu. Nazwisko tego powtórnego fundatora,
daje powód autorowi do skreślenia żywota bł. Andrzeja Boboli, mę­
czennika, oraz całego szeregu aktów tej sławnej rodziny Leliwitów
krakowskich. Opis wsi i dworów w parafji jankowickiej, stanowi więk­
szą część dzieła-. Tu autor przytacza cały szereg wypisów archiwal­
nych tręśoi ekonomicznej a także dokumentów historycznych, popar­
tych (rzecz szczególniejszej wagi) ich zdjęciami fotograficznemu Dotyczą one nietylko Jankowie, ale i wiosek rozrzuconych w promieniu
kilkomilowym naokoło wsi macierzystej, jak również ich właścicieli
późniejszych: Duninów-Karwickich, Załęskich, Świeżyńskicli i in.
Jako dodatki luźnie tylko przyczepione do całości, znajdujemy
tu przedruk pracy prof. W. Antoniewicza o eneolitycznych grobach
szkieletowych i ziemiankach mieszkalnych w Nowym Darominie, oraz
„Piosenki ludowe“ i opis weselnych godów w tejże wsi, zapisane przez
samego autora. Te drobne przyczynki, jako też rozrzucone po in. miej­
scach wzmianki o twórczości ludowej (ubiory dawne i obecne wło­
ścian, figury przydrożne — str. 97), nie zastąpią baczniejszej obser­
wacji, co dla ks. proboszcza, przebywającego stale wśród swoich wiej­
skich parafjan, nie byłoby rzeczą trudną.

t
249
Całość dzieła robi wrażenie skrzętnie zgromadzonego materjału,
przeważnie archiwalnego, ułożonego jednak bez planu, gdzie tematy
np. archeologiczne spotykamy w rozproszonych notatkach (str. 97,
251) — z pominięciem zupełnem topografji miejsc badanych, bo arty­
kulik prot. Dziubalskiego o roślinności stepowej w Sandomierskiem —
nie może rościć pretensji do wyczerpania tematu, będącego podstawą
krajoznawstwa.
Korekta na ogół staranna, szkoda tylko, że miejspami styl za' wiły, jak np. „W zakrystji wisi portręt nieznanego malarza mocno
narysowany posiadający dosyć wysoką
wartość, jako rzecz silnie
podkreślająca charakter danej osoby, co się przejawia w jednolitém
powiązaniu wszystkich szczegółów twarzy“ (str. 142) — utrudnia
czytanie.
Monografję ozdabiają śliczne zdjęcia fotograficzne kościoła
i jego zabytków, stanowiące doskonały materjał inwentaryzacyjny,
tak nam koniecznie potrzebny, a płany i przekroje budynków, dostar
czpne autorowi przez Wydział Politechniki Warszawskiej, choć w czę­
ści zastępują brak systematycznie przeprowadzonych badań archi­
tektonicznych.

M R.

Wilanowski.

Gustaf Bolinder: Niezwykłe ludy środkowej Europy. Stock­
holm 1928.
Książka G. Bołindera zawiera przeważnie wrażenia z podróży
po państwię' czechosłowackiem t. j. od Pragi aż do Rusi Podkarpac­
kiej, oraz zapiski z podróży po Polsce południowej z Krakowa, Lwo­
wa i Zakopanego.
Podróż rozpoczyna autor opisywać od Pragi czeskiej nic szczę­
dząc pochwał i słów uznania dla pięknej stolicy czechosłowackiej.
Stamtąd udaje się wprost na wschód i rozpoczyna obserwacje nad Ru­
sinami i po części już Hucułami, od miareczka Użhorod. Munkaczewo
jest drugim postojem. Tu, ze względu na większość żydowską poświęca
niemało stron w swej książce żydowskim obymzajom, opisom ich ży­
cia, obrządków etc. Zajmuje go też ludowa ceramika, o której pobież­
nie wspomina. Położenie miasta i słów kilka o jego historji, krótkiej
zresztą, tworzą koniec tego rozdziału.
Najobszerniej opisuje autor południowo-wschodni stok Karpat,
nizinę rozciągającą się tutaj ku płaszczyźnie węgierskiej. Znakomity*
podróżnik jeździ od miasteczka do miasteczka, szczegółowo opisując
właściwości geograficzne i etnograficzne. Nadto robi piesze wycieczki
w góry, aby zbliska przyjrzeć się życiu na połoninach, słuchać opowia­
dań nawiązujących do wierzeń i zabobonów Hucułów. Zwiedza także
kopalnię soli, Akna Slatina, podnosi bogaci wo niektórych okolic
w źródła mineralne, dotychczas niewyzyskane. Bardzo zajmuje autora
między^ innemi spław drzewa po Cisję,“ znany nam tak dobrze po stro­
nie polskiej na wodaclj Czeremoszu. O Hucułach i Rusinach w Polsce
nie robi pan Bolinder żadnej wzmianki, a wrażenia odniesione w na­
szym kraju rozpoczynają się dla szwedzkiego etnografa od Krakowa,

250
aby, zwiedziwszy Kraków, skończyć na Lwowie. W Krakowie podnosi
w krótkich słowach historję miasta i wymienia jego pamiątki. Miasta
jako takie zdają się mniej go interesować niż wsie. Podawszy charak­
terystykę ludu krakowskiego i niektórych jego obyczajów zwraca
uwagę całą znowu na Tatry. Przyroda i malowniczość ich zachwyca
go w wysokim stopniu. Góralom poświęca cały rozdział, zaznajamia­
jąc szwedzkiego czytelnika z tem wszystkiem, co nam dobrze znane.
Przytacza długą opowieść o Janosiku — z postacią sławnego zbójcy
zaznajamia się oczywiście szwedzki autor przez tłumacza. Każdy taki
szczegół musi być zajmujący dla Skandynawów, nie mających naogół najmniejszego wyobrażenia o stosunkach polskich lub o miesz­
kańcach naszego państwa. Dość dużo uwagi poświęca G. Bolinder
w swej książce tańcom ludowym, wymieniając także taniec zbójnicki
górali. Porównuje różne tańce nasze z tańcami Słowaków i podkre­
śla nawet niektóre podobieństwa z tańcami ludów pierwotnych Ame­
ryki. Pozatem bardzo go zajmują zabobony i przesądy naszych chło­
pów, dotyczące np. jak w Tatrach, wypędzania bydła na hale i t. p.
O Lwowie pisze autor bardzo pobieżnie, wymieniając tylko Or­
mian i opisując niektóre ich zwyczaje, religję i stanowisko społeczne
w Polsce. Ponownie jednak ma sposobność i tutaj napisania kilkuna­
stu słów o żydach — widocznie ilościowo narzucili się oni szwedzkie­
mu gościowi, a raczej jego oczom, do tego stopnia, iż zmuszonym się
czuje zaznaczyć, że Lwów bynajmniej nie jest żydowskiem miastem.
Polskę opuszcza szwedzki uczony znowu, aby zapoznać się z Bojkami,
ludem zamieszkującym południowy stok Karpat wschodnich. Autor
rozpisuje się znowu szeroko o wszystkich spostrzeżonych i usłysza­
nych właściwościach i cechach tego ludu. Najwięcej może interesują
Bolindera Słowacy i wysoki poziom ich sztuki ludowej; poświęca im
też pod koniec swej wycieczki najwięcej czasu i miejsca w swej
książce i pisze o nich z entuzjazmem.
Z dużą sympatją i uznaniem wymienia autor niejednokrotnie
uczonych i profesorów polskich, którzy mu ułatwiali zwiedzanie mu­
zeów lub służyli wskazówkami, niezbędnemi podczas podróży w obcym
kraju. Chociaż wiadomości dotyczące Polski w powyższej książce nie
są zbyt obszerne, to jednak może praca ta na dalekiej północy, wy­
woła pewne zainteresowanie się Polską.

Wanda Almę.

Rudolf His. Der Totenglaube in der Geschichte des germani­
schen Strafrechts. (Schriften der Gesellschaft zur Förderung der
Westfalischen Wilhelms-Universität zu Münster. Heft 9) Münster
i. W. 1929 str. 24.
Prof. His, najwybitniejszy dzisiaj znawca niemieckiego prawa
karnego,
szczególnie średniowiecznego,
autor dzieł podstawowych
z tej dziedziny, że wymienimy „Das Strafrecht des deutschen Mittel­
alters“, kreśli w niewielkiej rozprawce rolę, jaką wiara w dalsze
istnienie zmarłego odegrała w ciągu stuleci w rozwoju germańskiego

prawa karnego. Stanowiskiem zmarłego w prawie zajmowało się po­
przednio szereg autorów, przedewszystkiem Henryk Brunner, który
w krótkiej pracy p. t. „Das rechtliche Fortleben des Toten bei den
Germanen“ (Deutsche Monatsschrift für das gesamte Leben der Gegen­
wart. Bd. XII. Berlin 1907, str. 17 i nast.) omówił rolę zmarłego za­
równo w prawie prywatnem, jak w prawie barnem i procesowem,
a w szczególności Hans Schreuer, który w obszernej monograf ji „Das
Recht des Toten.
Eine germanische Untersuchung“
(Zeitschrift f.
vergl. Rechtswissenschaft. T. 33. str. 333 — 432, i t. 34 str. 1 — 2081
problem ten wszechstronnie naświetla.
Zasadniczo zajmuje się prof. His trzema kwestjami: znaczeniem
obawy przed zmarłym w prawie karnem, zmarłym jako przestępcą
i zmarłym jako ofiarą przestępstwa.
Obawa przed zmarłym występuje przedewszystkiem już w pew­
nych formach pogrzebowych, w których objawia się dążenie do unie­
możliwienia zmarłemu powrotu. Stosuje się to głównie do osób zmar­
łych nienaturalną śmiercią. Trafnie tłumaczy autor, dlaczego zabi­
tych na gorącym uczynku wyciąga się przez podkop pod progiem;
celem tego zabiegu jest zamknięóie zmarłemu drogi powrotnej. Unie­
szkodliwienie zmarłego miało też na celu, o czem wspominają źródła
frankońskie, odcięcie zabitemu głowy i wsadzenie jej na pal. Do tego
też zmierzał zwyczaj wykonywania zemsty krwawej na mordercy,
przez osoby mszczące się na nim za śmierć swego krewnego, na roz­
stajnych drogach. Rozstajne drogi, to zaaniem autora, siedlisko zmar­
łych, uśmiercony więc przez mścicieli zabójca, wchodził odrazu
między innych zmarłych, nie trzeba się więc było obawiać, że będzie
po śmierci chodził po Święcicki szkodził żywym. Pogląd autora, jak­
kolwiek jest trafny, o ile chodzi o późniejsze wierzenia, to jednak nie
wyjaśnia nam wierzeń wcześniejszych. Wykonanie zemsty na rozstaj­
nych drogach, a zwłaszcza, z czem się później spotykamy, wynoszenie
zabitego w domu na gorącym uczynku przestępcę na miejsce, gdzie
krzyżują się dwie drogi, ma zdaném mojem, inne znaczenie. Zabity
wyniesiony na rozstajne drogi, nie może już więftej powrócić, nie wić
bowiem, którą drogą ma pójść. Tu też szukać należy przyczyny, dla­
czego w niektórych okolicach zatrzymują się pogrzeby na skrzyżo­
waniu się dróg. (Por. dla prawa longobardzkiego, Pio Raina, Le denominazioni trivium e quadrivium eon un singolare accessorio, Studí
Medievali. Nuova Serie, vol. I., fase. I. 1928).
Złożenie ino nety obok zabitego na gorącym uczynku przestępcy
uważać należy przedewszystkiem za należną zabitemu nawiązkę. Za
takiem wyjaśnieniem przemawiałby, co do wywodów autora dodaćby
chciałem, spotykany gdzieniegdzie zwyczaj składania na piersiach za­
bitego monety,, albo głowy zarżniętego w tym celu koguta, („und
hauen dem haushahnen den köpf ab und legen dem getödteten auf
die brust“, Grimm, Weisthümer, III., str. 308). To ostatnie ma zna­
czenie głębsze, jeśli zwrócimy uwagę na rolę, jaką odgrywa kogut,
o ile chodzi o odpędzenie złych duchów.

252
Szczególnie liczne są zabiegi, mające na celu unieszkodliwienie
zmarłego, o ile chodzi o osoby zmarłe śmiercią nienaturalną, przerjewszystkiem o samobójcęw. Tu należy zwyczaj wynoszenia ciała są
inobójcy z domu przez okno (zamknięcie drogi powrotnej), chowania
go w głębokim dole, przykrywania grobu kamieniami, spławiania go
rzyką
(powszechny niegdyś w południowo-zachodnich Niemczecji
i w Szwajcarji), a wreszcie palenia trupa denata na stosie. Wszystkie
te zabiegi znane były w całej Europie, a nawet częstokroć ustawowo
unormowane, aż po komeę XVIII stulecia, o ęzein szereg szczegółów
podaję w drukującej się obecnie pracy, w której omawiam również
problem poruszony przez autora
Słusznie dopatruje się prof. His w szeregu sposobów wykony­
wania kary śmierci, dążności do ochrony przed powracającym zmar­
łym. Do tego celu zmierzała kara zakopywania żywcem, połączona
z przybiciem palem do ziemi: do tego samego prowadzić miało ścięcie,
głowa bowiem to siedlisko życia. Czy źródła zakazu zdejmowania wi­
sielca z szubienicy, dopóki ciało jego nie uległo zupełnemu rozkładowi,
względnje nie zjedzone zostało przez kruki, szukać należy również
w obawie przed zmarłym, nie wydaje mi się pewnem. Wyjaśnienia
tego rodzaju przepisów szukać należy, jak przypuszczam, rączej w po­
glądach, że wykonywanie kary śmierci, to składanie ofiary na rzeęp
obrażonego bóstwa. Tej ofiary bóstwu odebrać nip wolno. Ślady tego
rodzaju wierzeń spotykamy w Lęx Salica (Tit. 67, Tit. 68, por. też
Tit. 107 § 2 i 3 Ed. Geflcken), gdzie ostro karane jest zdejmowanie
człowieka z szubienicy, bez względu na to, czy już nieżywego, czy
chociażby jeszcze żyjącego.
Trainern jest zaliczanie do środków prewencyjnych przed zmar­
łym palenia na stosie żywego przestępcy, czy też jego trupa. Gdy
bowiem ciała niema, zmarły już wracać nie może. Nie jest, jak sądzę,
wykluczonem, że -1 palenie zwłok osób zmarłych śmiercią naturalną
do tego samego zmierzało pelu, jakkolwiek zasadniczo przez palenie
ciała starano się umożliwić duszy zmarłego szybsze przedostanie się
w zaświaty. Jak długo bowiem ciało istnieje, dusza stara się doń po­
wrócić.
Według talmudu, dusza przez trzy dni krąży koło grobu
z zamiarem powrotu do ciała.
(Ereistedt E., Ulchrislliche Toten­
gedächtnistage und ihre Beziehung zum Jenseitsglauben und Toten­
kultus der Antike, Münster i. W. 1928, str. 54). Zwyczaj palenia zwłok
pewnej kategorji przestępców (samobójców, czarownic, kacerzy) nie
wyrósł jednakowoż wyłącznie tylko na podłożu obawTy przed zmarłym.
Spalenie na stosie, jest weęlle niektórych wierzeń, karą dla zmarłego.
Zostaje bowiem pozbawiony grobu. „In igneiń datur, ut et sepultura
puniatur“ mówi Tertulian (de anima 30; Corpus scriptomm ectTes.
łat. Vol. XX str. 357). Jeśli zaś .óiało nie zostanie pochowane, dusza
nie może wejść, w zaświaty. Z innemi jeszcze poglądami, na które
zwrócić chciałbym uwagę, spotykamy się po .ęjręsci w późniejszych
czasach. Ogień ratuje zmarłego przestępcę od wiecznych mąk. \Vedle
wierzeń włoskich (Marrenć W., Rzeczy ludowe włoskie, Wisła, III.,

253
1889, str. 812), dusza spalonego na stosie idzie prosto do nieba, bo
przez ogień oczyszczona została; Widzimy tu niewątpliwie ślad owej
teorji, która znalazła swój wyraz i w GlosSiê do Zwierciadła Saskiego,
iż „non iudicat Dóiis, bis in id ipsum“.

W dalszym ciągu zajmuje się autor zmarłym, jako przestępcą.
Średniowiecze zna zarówno proces przeciw złoczyńcy, zmarłemu przed
wydaniem wyroku, jak i wykonanie na nim kary. Ślady tego poglądu
utrzymały się po dziś dzień w opowiadaniach ludowych. Autor wspo­
mina tu o znanej i wśród ludu polskiego bajce o wdzięcznym zmar­
łym. W podaniach też spotykamy się z ukaraniem zmarłego przez
innych zmarłych, autor przytaczłi tu podania nowoislandzkie, jak
i z popełnianiem zbrodni przez zmarłe osoby i wymierza nip im za to
kary przez żyjących, o czem wspominają Jagi skandynawskie.
Ostatnią część swej rozprawki poświęca autor omówieniu roli
zmarłego, jako ofiary przestępstwa. Podmiotem zemsty krwawej jest
zmarły, ród wykonując ją, spełnia tylko obowiązek wobèc zmarłego,
udziéla mu niejako swej pomocy,, jaką udziela i żywym swym człon
kom. Pierwotnie uważa się, że sam zmarły mści się na swym krzyw­
dzicielu, potem, że wykonuje ją za pośrednictwem swych potomków,
czy krewnych. Równolegle z tern, jak przypuszczam, szła ewolucja
w kierunku spadkobrania zbroi (HÆrgewât). Początkowo składa się
ją zmarłemu do grobu, z czasem przechodzi pna> na potomków, ewen­
tualnie innych krewnych męskich, którzy powołani są do wykony­
wania zemsty. W razie braku potomków, względnie krewnych męskich
składa się zbroję do grobu (tak n, p. według prawa fryzyjskiego z 15
stulecia). Ze zmarły bierze czynny udział w ściganiu przestępcy, za lem
przemawia fakt przynoszenia zmarłego do Sądu,
gdzie występuje
w charakterze oskarżyciela. Ślady tych poglądów zachowały się pc>
dziś dzień w opowiadaniach ludowych, jak w baśni o śpiewającej kości,
śpiewających włosach i t. d. Motyw tej baśni rozpowszechniony jest
w całej Europie. (Odmiany jej zestawił Solymossy Sandor, Meát? a jávorfáról. Etnographia A magyar néprajzi társ&ság értesitôje, Buda­
pest 1921, str 1 i nast.l.
Najdłużej utrzymał się pogląd, że zmarły pomaga w wykryciu
przestępcy w instytucji t. zw. „próby zmarłego“ (Bahrrecfit). Próbę
tę stosowano głównie, gdy chodziło o wykrycie nieznanego mordercy.
Rany zabitego krwawią się, gdy zbliża się doń morderca. Autor przy­
tacza przykłady stosowania tej próby w Niemczech z początku XVII
stulecia. Doddc możemy, żu we Francji ślady tej próby spotykam\
jeszcze przeszło wiek później (Jobbé-Duval E. Les klees primitivné
dans la Bretagne contemporaine. Paris 1920, str. 478). W Szwajcarji
przeprowadzano „próbę zmarłego“ również z topielcem. Zaklinano
zmarłego, którego przyniesiono do sądu, aby przez jakiś znak wskazał
osobęj któřa go pozbawiła życia. O ciekawym wypadku, który uszedł
uwadze autora, wspominają źródła sźwajcarskie z XVI wieku. Pewien
krawiec w Lucernie, jak notuje jeden ze współczesnych, uśmiercił
swą żonę, rzucając ją do wody, przyczem upozorował nieszczęśliwy'

254
wypadek. Kiedy zwłoki utopionej złożono do grobu, zaczęła z grobu
-wypływać obficie krew. Zwróciło to uwagę władzy i doprowadziło do
ujęcia i ukarania sprawcy. (Hoffmann-Krayęr E. Cysatiana. Volks­
kundliches aus dem Kanton Luzern um die Wende des 16. Jahrhun­
derts. Archives suisses des traditions populaires XIV. 1910, str. 245).
Dodaç jeszcze należy, że z „próbą zmarłego“ spotykamy się w XVI
wieku na Łużycach (Philipp O. Zum Bahrrecht. Zeitschrift d. Ver
f. Volkskunde XXIV. str. 245), a znaną była także u Rumunów w Sied­
miogrodzie (Zeitschrift d. Ver. f. Volkskunde XXXVII. str. 88), którzy
przyjęli ją prawdopodobnie od kolonistów niemieckich.
W końcu zwraca autor uwagę na udział zmarłego w braniu
•okupu, składanego przez zabójcę i jego krewnych. We wielu okolicach
płacono pierwszą ratę okupu na cmentarzu przy grobie zmarłego. Po­
nadto był zabójca obowiązany złożyć ofiarę na rzecz kościoła dla za­
pewnienia duszy zmarłego spokoju, lub też odbywać w tym celu piel­
grzymki do miejsę. świętych. W Polsce, jak dowodzą źródła, odbywano
jeszcze w XV wieku pokorę na cmentarzu, prawdopodobnie na grobie
zabitego. (Pawiński A. O pojednaniu w zabójstwie, według dawnego
prawa polskiego. Warszawa 1884. Dodatek Nr. 43. por. też Ciszewski
St. Wróżda i pojednanie. Warszawa 1900).
Rozprawa prof. Hisa, to nowy przykład, do jak świetnych wy­
ników doprowadza uwzględnianie matefjałów etnologicznych w ba­
daniach prawno-historycznych. Z rozprawy prof. Hisa zarówno hi­
storyk prawa, jak i etnolog wiele może skorzystać.

Karol Koranyi.

Cezarja Ehrenkreutzcwa: Ze siudjóio nad obrzędami weselJlemi ludu polskiego. Cz. I. Forma dramatyczna obrzędowości
weselnej. Wilno ! 929, S. 154 + 1 nlb.
Nowa książka o polskich obradach weselnych zajmuje się
w przeciwieństwie do prac poprzednich nie treścią, lecz przedewszystkiem formą. Ten punkt widzenia pozwala dokładniej sprecyzować
niektóre problemy. W świetle tej analizy formalnej, występuje zu­
pełnie wyraźnie forma dramatyczna polskiego wesela. Stąd też uczest­
nicy drużyny weselnej muszą, prócz różnych zalet osobistych, posiadać
także znaczne kwalifikacje aktorskie i umiejętność wykonywania swej
roli zgodnie z miejscową tradycją.
Nadto z rozważań autorki wynika, że wesele wiejskie istotnie
bardzo się zbliża pod względem swej struktury do dramatu greckiego.
Treść częściowo tylko odtwarzają uczestnicy obrzędu, czy aktorzy,
u natomiast zdarzenie, jak i rolę bohaterów wykładają recytacje
i śpiewy chóru. Odmienne są jedynie funkcje chóru weselnego, który
spełnia cztery funkcje: 1. epicką, stwierdzając dopełnianie r,ię pe­
wnych faktów w obrzędzie inscenizowanych, 2. dramatyczną, wypo­
wiadając się w imieniu osób biorących w obrzędzie udział, 3. reżyser­
ską, wprawiając w ruch akcję widowiska, 4. intermedjalną, nie zwią­
zaną z zasadniczemi momentami przebiegu akcji weselnej.

255
Wogóle polski obrzęd weselny naświetlono w tej pracy z zupełnie
nowych punktów widzenia. Poza lem mamy luźne uwagi, dotyczące
p8v,nych różnic terytorjalnych, a więc n. p. zaznacza się charaktery1
stycznie więcej aktywna rola pana młodego w Polsce południowej
i bardziej milczący i pokorny nowożeniec na niektórych terenach
Polski północno-wschodniej.
Myśli te zamierza arftorka rozwinąć
w dalszych rozdziałach swej pracy, które niewątpliwie również przy­
niosą nowe, wartościowe wyniki.

A. Fischer.

St. Barabasz. Sztuka ludowa na Podhalu. Cz. III Witów.
Lwów—Warszawa, Książnica-Atlas 1929.
Autor daje nam w swych tekach materjał bardzo wartościowy
nietylko pod względem artystycznym, ale i ogólno-kulturalnym. Pierw­
sze dwie części „Sztuki ludowej na Podhalu“ zawierały materjał ze
Spiszą i Orawy, a obecnie wyszła część trzecia, podająca rysunki ze
wsi Witowa, w dolinie Czarnego Dunajca. Na trzydziestu ośmiu tabli­
cach zmieścił autor 88 fotografij i rysunków, na podstawie których
możemy się zapoznać z, całem zdobnictwem witowskiem na chałupach
i sprzętach.
Sprzęty witowskie uderzają nas jednak nietylko swą ornamen­
tyką, ile raczej konstrukcją, a natomiast bardzo bogato zdobiono
łyżniki, wśród których mamy rozmaite typy, a nawet pozornie po­
dobne, są jednak zupełnie różne. Nawet najbardziej pospolity motyw
zdobniczy nigdy się nie powtarza, lecz rzeźbiarz ludowy, jakby świa­
domie, unika pewnego szablonu i w ramach pewnej, przez wieki
ustalonej, formy, wyraża prawie zawsze coraz to inną zdobniczą
treść. W ostatnio wydanej tece St. Barabasza znajdujemy bogatv
materjał do teoretycznych rozważań nad tem zagadnieniem formy
i treści.

A. Fischer.

Z powodu braku miejsca Kronika etnograficzna, bibljografja
i sprawozdanie kasowe zostaną zamieszczone w T. XXIX „Ludu

ZIEMIA
ILUSTROWANY DWUTYGODNIK KRAJOZNAWCZY

KRZEWI umiłowanie ziemi ojczystej.
OMAWIA metody i drogi pracy krajoznawczej.
FCDAJE opisy krajobrazów, bogactw naturalnych,
miast, miasteczek, wsi.
INFORMUJE o pracach, mających na celu poznanie
kraju.
PROPAGUJE ochronę przyrody i zabytków.
ZAMIESZCZA wskazówki turystyczne.
FROWAOZÍ stalą kronikę krajoznawczą, turystyczną,
konserwatorską i muzealną.
ROZPATRUJE literaturę krajoznawczą i turystyczną.
ILUSTRUJE licznemi zdjęciami fotograficznemi wszyst­
kie artykuły.

..................................................................................

20-ty rok istnienia pisma świadczy o jego potrzebie.
llllllllllllllllllllllllllltUIIIIIIIIIIIIIIIII[lllllllllllllllllll1lllllllllllllllllllllllHlllliIllll1IIMI!IIIIMirillll"lllllllll"lllllll

Prenumerata wyncsi: kwartalnie zî. 7*50 — rocznie zł. 29"—
IIIIIllIIIIIIHIIIIIIIIIIlllllllllllllllllllłllUIIIIUIIIIIIIlillillllllllllllllllllllllllNIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIII

WARSZAWA — KAROWA 31 — TEfcEF. 42-50
KONTO P. K. O. 2222,

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.