7b03c1d6c4bb1ca2e63445989e2f142d.pdf

Media

Part of Lud, 1925, t. 27

extracted text
sf3jL Z S*?

ORGAN POLSKIEGO TOWARZYSTWA ETNO­
LOGICZNEGO, WYDAWANY PRZEZ POLSKIE
TOWARZYSTWO LUDOZNAWCZE WE LWOWIE

OSGAHE DE U SOCIÉTÉ POLONAISE D’ETHNOLOGIE
REDAKTOR: ADAM FISCHER
SERJA II - TOM VII — ZESZYT I-IV
OGÓLNEGO ZBIORU - TOM XXVII
WYDANY Z ZASIŁKU M.W.R. I O. P.

LWÓW — WARSZAWA — KRAKÓW — POZNAŃ — WILNO
NAKŁADEM TOWARZYSTWA LUDOZNAWCZEGO WE LWOWIE.- SKŁAD
GŁÓWNY W WYDAWNICTWIE ZAKŁADU NARODOWEGO IM. OSSO­
LIŃSKICH, LWÓW, KALECZA 5. — WARSZAWA, NOWY ŚWIAT 69. DRUKIEM L. WIŚNIEWSKIEGO WE LWOWIE, UL. OSSOLIŃSKICH L. 16.

KOMITET REDAKCYJNY „LUDU“ :
PPOF. DR. WILHELM BRUCHNALSKI, PROF. DR. ADOLF CHYBIŃSKI,
PROF. DR. JAN CZEKANOWSKI, PROF. DR ADAM FISCHER PROF.
DR. EUGENJUSZ FRANKOWSKI, PROF. DR. LEON KOZŁOWSKI.
REDAKTOR NACZELNY: PROF. DR ADAM FISCHER.

LUD
wychodzi kwartalnie w zeszytach objętości 5—6 arkuszy. —
Prenumerata z przesyłka pocztowa rocznie 15 zł. - Przedpłata przyjmuje Administracja „LUDU“, oraz Wydawnictwo
Zakładu Narodowego im. Ossolińskich i wszystkie księgarnię.
Członkowie Polskiego Towarzystwa Etnologicznego i Towa­
rzystwa Ludoznawczego we Lwowie, którzy uiścili wkładkę statu­
tem przepisaną, t.j. 10 zł. rocznie, otrzymują „LUD“ bezpłatnie.
Rękopisy, listy, czasopisma i książki przeznaczone dla redak­
cji „LUDU“, oraz wszelkie pisma, odnoszące się do Towarzystwa
Ludoznawczego we Lwowie, a także sprawy administracyjne,
reklamacje, zamówienia wydawnictw, zgłoszenia do Towarzystwa
Ludoznawczego we Lwowie i wkładki należy adresować:
ADAM FISCHER, LWÓW — UNIWERSYTET, ZAKLAD ETNOLO­
GICZNY, UL. MARSZAŁKOWSKA 1.

„LUD* (Le peuple).
Revue trimestrielle consacrée à l’étude d’ethnologie et d’anthropolo­
gie polonaises, publiée par la Société polonaise d’Ethnologie à Léopol.
Prix d’abonnement d’un an, 2 Doll.
„LUD“ signalera tous les travaux se rattachant à l’ethnologie et
■à l’anthropologie. L’échange est accepté avec toutes les revues savantes.
Toutes les communications relatives à la rédaction, lettres, livres,
périodiques etc. devront être adressées à M. Adam Fischer, secrétaire de
la Société Polonaise d’Ethnologie, Institut ďEthnologie de l’Université
Jean-Casimir à Léopol (Lwów, Pologne).

LUD
ORGAN POLSKIEGO TOWARZYSTWA ETNO­
LOGICZNEGO, WYDAWANY PRZEZ POLSKIE
TOWARZYSTWO LUDOZNAWCZE WE LWOWIE

OBOJIIE OE LD SOCIETE POLOHSISE D ETSIOLOGIE
REDAKTOR: ADAM FISCHER
SERJA II - TOM VII — ROK 1928
OGÓLNEGO ZBIORU - TOM XXVII
WYDANY Z ZASIŁKU M.W.RI O. P.

LWÓW — WARSZAWA — KRAKÓW — POZNAŃ — WILNO
NAKŁADEM TOWARZYSTWA LUDOZNAWCZEGO WE LWOWIE. - SKŁAD
GŁÓWNY W WYDAWNICTWIE ZAKŁADU NARODOWEGO IM. OSSO­
LIŃSKICH, LWÓW, KALECZA 5. - WARSZAWA, NOWY ŚWIAT 69. -

KOMITET REDAKCYJNY „LUDU“:
PROF. DR. WILHELM BRUCHNALSKI, PROF. DR. ADOLF
CHYBIŃSKI, PROF. DR. JAN CZEKANOWSKI, PROF. DR.
ADAM FISCHER, PROF. DR. EUGENJUSZ FRANKOWSKI,
PROF. DR. LEON KOZŁOWSKI.

REDAKTOR NACZELNY: PROF. DR. ADAM FISCHER

LjSŽ/í /

1 s-9 28

DRUK L. WIŚNIEWSKIEGO WE LWOWIE

SPIS RZECZY
I. ROZPRAWY.
Str.

Czekanowski Jan : Na marginesie recenzji p. K. Moszyńskiego o książce :
Wstąp ,do historji Słowian.....................................................................
Janów Jan : Źródła niektórych baśni ludowych w Polsce i na Rusi .
Koranyi Karol : Łysa góra
...
...
Kuchta Jan: Nauki tajemne w Polsce w XV i XVI wieku ...

41
1
57
75

II. MATERJAŁY I NOTATKI ETNOGRAFICZNE.
Janów Jan: Kaznodzieja z capią brodą....................................................
Janusz Ignacy: Motyw Rejowski w opowiadaniach ludowych .
.
Koranyi Karol: Beczka czarownic...........................................
Koranyi K arol : Wypraszanie od kary śmierci...........................................
Kuchta Jan: Historyczność postaci Twardowskiego w świetle źródeł

124
108
110
111
112

III. RECENZJE I SPRAWOZDANIA.
Antoniewicz Włodzimierz: Metalowe spinki góralskie (A Fischer) .
Biegeleisen Henryk: Wesele (A. Fischer) .
.
....
Bolinder Gustaw: Underliga Folk i Europas mitt (A. Fischer)
Hermant P. — Boomans D : La médecine populaire (A. Fischer)
Hetzer Hildegard: Das volkstümliche Kinderspiel (J. Kuchta) .
.
Hoffmann-Krayer E. — Bächtold-Stäubli H : Handwörterbuch des
deutschen Aberglaubens T. I. (A Fischer)
. .
Janusz Bohdan: Karaici w Polsce (A. Fischer)
Karskij E. : Geschichte der weissrussischen Volksdichtung und iteratur (A. Fischer)
........
Koranyi Ka>-ol Ze studjów nad wierzeniami w historji prawa kar­
nego. I. Beczka czarownic (A. Fischer)
.
.
.
.
Kosibo wieź Edward: Problem ludów pigmejskich (A. Fischer) .
.
Künssberg Eberhard von : «Deutsche Bauernweistümer (K. Koranyi)
Künssberg Eberhard Frh. v . Rechtssprachgeographie (K Koranyi)
Moszyński Kazimierz : Polesie wschodnie. — Pietkiewicz Czesław :
Polesie rzeczyckie (A. Fischer)
.
.
Muzea regjonalne, ich cele i zadania (A. Fischer)
...
Seweryn Tadeusz: Krakowskie skrzynie malowane (A. Fischer) .
Sliwina W. J : — Tracz F. : Ziemia lubartowska (A. Fischer)
Tymieniecki Kazimierz : Społeczeństwo Słowian lechickich (K. Koranyi)
Weiser: Blocksberg (K Koranyi)
.
............................................
Zaborski Bogdań : O kształtach wsi w Polsce i ich ozmieszczeniu
(Fr. Persowski) .
.
....................................................
Zibrt Čeněk: Ohlas obřadních pism velikonočních v lidovém podáni
(A Fischer)..................................
....
.
IV. ALFRED BACHMANN : BIBLJOGRAFJA LUDOZNAWCZA ZA
LATA 1925-1928
...........................................
.

159
153
155
153
146
133
137
156
137
159
144
145
138
149
158
154
143
142
128
155
161

Str.

V. KRONIKA ETNOLOGICZNA.
f Ludomir Sawicki .
.


Ý Karol Kadlec.

f Jan Łoś ....
f Ks. Władysław Sarna
j" Stanisław Zdziarski .
-f Jan Leciejewski .
Ý Helena Kamińska
t Antoni P. Stoiłow (A. Fischer)
;
Z działalności Zakładu antropologiczno-etnologicznego Uniwersytetu
Jana Kazimierza we Lwowie w piętnastoleciu 1914—1928 (J.
Czekanowski)..................................
- . ■
Sprawozdanie z czynności „Koła Nauk Antropologicznych“ studen­
tów U. J. K. za r. 1928/9 (J. Gajek) .
.
...
Pierwszy ogólnopolski Kongres Krajoznawczy w Poznaniu 1929
Dary dla Muzeum Etnograficznego w Krakowie ...
Siedmdziesięciolecie Prof. Jerzego Polivki (A. Fischer)
1 Zjazd słowiańskich filologów w Pradze 1929
Wystawa widowisk łątkowych w Pradze 1929
.
.
I. Międzynarodowy Kongres sztuki ludowej 1928 (A Bachmann)
Międzynarodowa wystawa sztuki ludowej w Brukseli 1929

176
177

177
178

179
180
180
181
183
191
192
193
194
197
198
198

202

TABLE DES MATIÈRES
du volume XXVII (Année 1928) de la Revue ethnographique
„Lud“ („Le Peuple“)
I. ÉTUDES.
Pag.

Czekanowski J : En marge du compte-rendu de M. C. Moszyński
du livre: Wstęp do historji Słowian
.
.

Janów J. : Les sources des quelques contes populaires polonais et
ruthènes ....
...........................................
Koranyi Ch : Montagne pelée



\, . ■
Kuchta J.: Les sciences occultes en Pologne aux XVe et XVle siècles

JL
"

II. MATÉRIAUX ET NOTICES ETHNOGRAPHIQUES.
Janów J. : Un prédicateur à barbe de bouc..........................................
Janusz I.: Un motif littéraire de Rey dans les contes populaires Koranyi Ch.: Le tonneau de sorcières...........................................
Koranyi Ch- : Remise de la peine de mort obtenue par voie de mariage
Kuchta J.: Historicité du personnage de Twardowski à la lumière
des documents......................................................................................
III. CRITIQUES ET COMPTES-RENDUS

-

124
108

110
111

112
128-160

IV. ALFRED BACHMANN: BIBLIOGRAPHIE ETHNOGRAPHI­
QUE 1925—1928
.................................................................... 161-175
V. CHRONIQUE ETHNOLOGIQUE

...



• 176-203

1AN JANÓW.

ŹRÓDŁA NIEKTÓRYCH BAŚNI LUDOWYCH
W POLSCE I NA RUSI.
(LES SOURCES DES QUELQUES CONTES POPULAIRES POLONAIS
ET RUTHÈNES).

I. Gesta Romanorum.
TREŚĆ : A. W stęp s. 1 ; B. Gesta Romanorum, ich popularność w Europie
Zach, w Polsce i na Rusi s. 3 ; C. Gesta w baśniach ludowych :
1 a. Motyw Edypa - Grzegorza w prozie s. 9 ; lb Motyw EdypaGrzegorza w pieśniach s. 12; 2. Motyw (Edypa-) Juljana s. 20;
3—5. Historja o Apollonie Tyrskim ; przykłady o zdradzie niewie­
ściej s. 22 ; 6 O zdradzie ze strony udanej kochanki s. 23; 7—9. Przy­
kład o chytrości czartowskiej, o pysznym cesarzu i motyw trzech
rad s. 23 ; 10. Niewdzięczne córki, motyw Leara s. 25 ; 11. Ko­
niec przyjaźni rycerza z wężem s. 25; 12. Najlepszy sen s. 26;
13. Zięć wbrew woli teścia s. 27; 14—15. Repartycja zarobku;
skarb skąpca w pniu drzewa s 27 ; 16. Ksiądz jako osoba ducho­
wna s. 28; 17—21. Potęga przekleństwa; łaszący się osioł ; wąż nie­
wdzięczny ; zguba bazyliszka ; poręka własnem ciałem (Shylok) ; ko­
bieta z kochankiem s. 28 ; 22. Żywot królewski wśród obaw s. 29 ;
23. Niechybna kara za mord s. 30 ; 24—25. Baśnie legendarne :
Żywot św. Aleksego i św Eustachego s. 33 ; dodatek : tekst gwa­
rowy o motywie św. Eustachego s. 36

A. Wstęp.
Dotychczas zebrano już olbrzymią ilość materjału, który
rzuca sporo światła na rozwój twórczości ludowej. Groma­
dzone oddawna zapisy powieści, baśni, podań, legend, facecyj, bajek i td., ogarniają obecnie prawie cały obszar kuli
ziemskiej i nietylko pozwalają już nieraz określić drogi, któremi szerzyła się kultura umysłowa, oznaczyć, jaki naród
i w jakim stopniu był pośrednikiem w przeszczepieniu tych
lub owych motywów literackich, pojąć etycznych itd. itd., ale
Lud. T. XXVII

1

2
nadto budzą nadzieją, że z czasem, na ich podstawie, można
będzie poznać pierwotne elementy kultury ludzkiej, wykryć ich
jądro i zlokalizować praojczyznę. Problem genezy twórczości (li­
teratury) ludowej posiada już w nauce wiekową historję. Wia­
domo powszechnie, że jest on o wiele trudniejszy, niż sądzono
w XIX wieku, kiedy np. bujnie rozwinięta szkoła „mitologiczna“
chciała odrazu stanąć u celu, tłumacząc pieśni i baśnie ludowe
jako symboliczne przedstawienie walki dobrych i złych sił na­
tury. Poglądy t. zw. teorji „solarnej“ należą dziś do historji,
ale także sąd Benfeya, który za ojców baśni indyjskiej, a wsku­
tek tego też wszechświatowej, uważał kapłanów Buddhy1),
rzadko tylko, w zmodyfikowanej formie, znajduje obecnie kre­
dyt. Nauka europejska ostatnich dziesiątków lat pomimo wielkiego
ożywienia tętna badań, usuwa obecnie kwestję genezy elemen­
tów pierwotnych twórczości ludowej na plan dalszy, ogranicza
się do zagadnień skromniejszych, lecz bardziej realnych, gdyż
obok dalszego zbierania zapisów, dąży do systematyki moty­
wów i wątków baśni, oznaczenia ich topografji, historji, filjacji
itp.2). Ożywienie w tym kierunku przebija się też w nauce pol­
skiej, szczególnie dzięki ludoznawcom naszym, którzy nie ogra­
niczają się do badania kultury materjalnej, ale uwzględniają
także historję kultury duchowej.
Baśnie oraz wierzenia ludu polskiego, a w bardzo
znacznej mierze też ruskiego, są częścią kultury europejskiej,
mają podobne jak ona podstawy, jakieś specjalnie słowiańskie
elementy są w nich rzadkie. Lwia część ustnej twórczości lu­
dowej w Polsce i na Rusi jest objawem „wtórnym“, dostała
się tu już przez alembik opracowań literackich, nie jest więc kon­
tynuacją własnych wytworów słowa, któreby początkiem się­
gały zamierzchłej przeszłości. Różnica obu środowisk polega
jedynie na tem, że w jednem przeważył ostatecznie wpływ za­
chodni, w drugiem zaś wschodni i bizantyński, co wyraźnie
odbiło się szczególnie w zabytkach piśmiennych, które sięgają
o kilka wieków w przeszłość.*)
*) F. von der Leyen: Das Märchen s. 123. Lipsk 1911.
2) Por. J. Bolte u. G. Polívka: Anmerkungen zu den Kinder-u
Hausmärchen der Brüder Grimm ; I- III. Lipsk 1913—1918
A. Wesselski, Märchen des Mittelalters, Berlin 1925.

3
B. Gesta Romanorum, populárnost ich w Europie Zach ,
w Polsce i na Rusi.
Na poparcie powyższych twierdzeń ogólnych podam kilka
uwag szczegółowych o niektórych baśniach i pieśniach polskich
i ruskich, jakie pochodzą z popularnego w średniowieczu zbioru,
znanego pt. Gesta Romanorum. Tytuł ów nie odpowiada
ściśle treści zbioru, gdyż nieznany autor, z końca XIII lub
z początku XIV wieku, jak sądzono do niedawna1), umieścił
w nim bardzo znaczną ilość takich nawet opowiadań, które
faktycznie z Rzymem nie mają żadnego związku, a występują
już w piśmiennictwie greckiem lub u narodów wschodnich itd.
Trzeba też zaznaczyć, że niektóre motywy, np. Edypa, wystę­
pują tu kilkakrotnie w dosyć odmiennych wersjach. Ujęcie owej
pstrej mieszaniny pod nazwą „dziejów“, a raczej „czynów“
rzymskich, świadczy o tern, że kultura chrześcijańsko-łacińska
nabrała już siły, nietylko wchłonęła, ale przetopiła w sobie
różnolite pierwiastki chrześcijaństwa, nawet bizantyńskie. Rzecz
uderzająca, że w „Gestach“, podobnie jak w różnych utwo­
rach pisarzy kościoła wschodniego, nawet geograficznych i przy­
rodniczych, odbija się dążność do moralizatorstwa i alegorji ;
każda powiastka, choćby błaha lub swawolna, daje sposobność
do pouczenia w sprawach wiary, a bohatera jej zwykle tłuma­
czy się jako alegorję Chrystusa.
„Gesta“ szerzyły się w Europie w odpisach, a od r. 1472
także w przedrukach, przyczem liczba powiastek wzrastała;
w pierwszem wydaniu było ich 151, później 181, jeśli zaś do tej
cyfry doliczymy różne dodatki poszczególnych odpisów, całość*)
*) Nie zapuszczając się bliżej w sprawę genezy Gestów, musimy jednak
zaznaczyć, że są one zapewne dziełem kilku osób, nie jednego tylko autora.
Na podstawie uwagi, umieszczonej w odpisie łacińskim Gestów, który po­
siada bibljoteka uniwers. we Lwowie (1. H. 8), cofnął Ptaszycki datę
ostatecznego sformowania ich na rok 1261 (Srednevěk zap.-evropejskija po­
věsti, p. 5 i 19 ; por. jednak rec. Brucknera w Archiwie Jagic’a XVI 603),
a niecfawno pojawiła się próba przesunięcia genezy Gestów na wiek XII,
a nawet XI. Podniósł ją W. Bugiel, który drogą wniknięcia w treść zbioru
wykazuje prymitywny charakter wielu szczegółów etnograficznych, spetryfikowanych w powieściach i moralizacjach Gestów (V. Bugiel, Les „Gesta
Romanorum“ et l’ethnographie moderne ; Revue d’Ethnographie et de Tra­
ditions populaires, Paryż 1923. nr 13, p. 40).

1*
v

4
wyniesie 283 ustępy1). Zachowane w wielkiej ilości odpisy, prze­
druki i przekłady „Gestów“*2), w związku z faktem powyższym,
świadczą o niezwykłej popularności dzieła. Zawarte w niem po­
wiastki dochodziły nietylko do kół oświeconych ówczas (du­
chownych, w znacznej części też szlachty i mieszczaństwa) tj.
drogą lektury, ale docierały nawet do szerokich warstw sza­
rego tłumu, a szczególnie przez księży, którzy posługiwali się
niemi obficie w kazaniach.
Podobny los spotkał „Gesta Romanorum“ także w Pol­
sce, a o popularności ich wśród księży katolickich świadczą
ataki różnowierców. N. p. autor dialogu „Prostych ludzi w wie­
rze nauka“3) zarzuca księżom :
...„Boże słowo zakrywacie
Sami sie też nie uczycie,
Przeto ladaco p 1 e c i e c i e“...4),
a w dalszym ciągu narzeka na wikarego, że zamiast pisma św.
przytacza doktorów, których nigdy „nie czytał ani słychał ani
widał“, wreszcie zaś mówi :
„Przykłady5) też nadstawuje,
Kiedy wątku mu nie staje,
Coby ludzie też rozśmieszył,
A czas dobry telko strawił“.
O źródle owych „przykładów“ wspomina on później zupełnie
wyraźnie, kiedy połajawszy księży za natarczywość w sprawie
dziesięciny, zarzuca im brak znajomości pisma św. :
- „Wszak u niego tam Spéculum
Rychle najdziesz exemplorum
Albo dzieje Romanorum,6)
Niźli vêtus albo novum
W jego domu testamentům“7).
Por. H. Oesterley, Gesta Romanorum. Berlin 1872.
2) J. G. Th. Graesse, Gesta Romanorum. t. II. 307 n. (1 wyd. 1842,
niezmienione 3 w. 1905).
3) Wydał A. Kalina w Pracach Fil. III. 313 n. Według wydawcy
dialog ów pochodzi z początku XVI w., wedle Brucknera z połowy XVI w.,
a zdaniem Maciejowskiego z r. 1530. Por. Łoś, Początki pism. poi. 483.
4) P. F. III. 314.
5) Wyraz ten występuje w każdym tytule powiastek, które znajdują
się w polskim przekładzie Historji czyli Dziejów Rzymskich, brak go tylko
w trzech początkowych ustępach.
6) Podkreślenia moje.
7) P. F. III. 3i5. Por. też Briickner, Liter, relig. w Polsce. III 68.

5
Ów zarzut, niewątpliwie przesadny i zaprawiony żółcią,
stwierdza ponad wątpliwość, że tak samo jak na zachodzie
miały Gesta wielkie powodzenie także w Polsce. Zawarte w tym
zbiorze powiastki odbijają nieraz dość niski poziom moralny
i kulturalny1), a ponieważ księża, mimo wielkiej zmiany, która
nastąpiła w umysłowości sfer kulturalnych, szerzyli je ciągle
z powagą (z ambony), dali zapewne wkutek tego u nas pod­
stawę dla wyrazu klechda (baśń), który później (początek 19 w.)
wprowadzono do piśmiennictwa*2).i
Na język polski przełożono Gesta w XVI w., ale tylko
w wyborze, który zawierał 39 „przykładów“ wraz z moralizacjami, tj. z „wykładem obyczajnym“. Czy najstarszy przekład
miał tytuł „Historje Rzymskie“, czy też „Dzieje Rzymskie“, nie
ł) Por. W. B u g i e I, Les „Gesta Romanorum“ et l’ethnographie moôerne, 1. cit. p. 26.
2) Wywód klechdy od klechy podał już Briickner w SE;
Linde zaś, a za nim (z pytajnikiem) Słownik Warsz łączy ow wyraz z pniem
klek. Drugie ujęcie poparł K. Nitsch, który też zaznaczył, że w najstar­
szych przykładach (z 16 w.) klechda oznacza tradycję, nie „bajdę , „bajkę ,
i zdaje się być starym polskim wyrazem (J. P. 1927 XII 180). Dawność tę
musimy jednak uważać za względną, gdyż brak tu zmiany wygłosowej spół­
głoski piennejk na ć (czy też x na s) przed sufiksem-bda, (por. pravbda
krivbda, a szczególnie stpol. wrożda od wróg; Vondrak, Vergl.
slav. Gram.2 601/2 ; również na gruncie polskim przejście *k 1 e k d y w klechd ę, t. j. zmiana grupy gd (z kd) w yd, wyrażana na piśmie przez chd, jest
rzeczą wątpliwą, wobec przykładów : Magda, (ni)gdy, gderać itd. Pomijając
wreszcie wątpliwą sprawą istnienia tego wyrazu w Ossjanie Macphersona
(cf. Czacki), ten bowiem powołuje sią zwykle tylko na „tradycją , zazna­
czymy, że w cytacie z „S o f r o n y“ Seb. ł.ączycanina : Klechdy starych
bab., można tłumaczyć go, wbrew Czackiemu, jako „b aśnie, gadki .
Że zaś różnowiercy polscy, wśród których wyraz ów mógł być ukutym, już w
XVI wieku zarzucali książom szerzenie baśni, świadczą dalsze wiersze wspo­
mnianego wyżej dialogu (Prace fil. III 318) :
„Ale rychlej dziś kapłana,
Najdziesz siedząc podle dzbana,
Niżli czytać albo pisać,
Baśni słuchać, gadki gadać,
Niżli sie czego nauczać.
Także wiąc też jedno bają,
Ludzie też ich nie słuchają“...
Warto też wspomnieć tu mimochodem, że nieodszukaną do dziś tragedją pt. Safrona streszcza Osiński jak nastąpuje: „„Pamfil odbywając

6
wiemy, nieznaną też jest data pierwszych wydań1); do niedawna
nie mieliśmy nawet żadnego egzemplarza z XVI wieku, a wy­
dawca (Bystroń) musiał się oprzeć na. tekście XVII wieku2).
Trzeba jednak sądzić, że pierwszy przekład polski Gestów uka­
zał się w początkach XVI wieku, zapewne współcześnie z „Po­
wieścią o wojnie trojańskiej“, z Historją siedmiu mędrców (Poncjan) itd., a nie znamy ich obecnie dlatego tylko, gdyż wszystkie
owe pierwodruki zaginęły, zaczytano je doszczętnie; o istnieniu
ich świadczą jedynie pobieżne wzmianki w literaturze ówcze­
snej. Wydany np. ostatnio „Poncjan“ pochodzi z r. 15403),
a że tekst ów nie jest najstarszym wskazuje imię tłumacza,
Jana z Koszyczek, słusznie też domyśla się Ptaszycki, że dziełko

gonitwy, powziął miłość do Filidy, córki Antyfona. Sługa Parmenion radzi
panu mocą wziąć miłośnicą ; drugi sługa Strofil radzi zniewolić ją darami ;
trzeci sługa Gięta skłania Pamfila do udania sią o pomoc do czarownicy
Sofrony, stąd tragedja wziąła napis Sofrony. Czarownica przekupiona Filidą
do domu Pamfila sprowadza. Antyfon w zemście przeznacza córką na po­
żarcie lwowi, którego Filida przebija i ochrania sią od zguby. Antyfon wy­
drzeć kazał z Pamfila serce i oddał je Filidzie. Ta uniesiona rozpaczą tak
mówi : „Ubacz Boże krewkości ciała mego, Jużci idą z ciała tego“. Tragedja
ta szacowniejsza jest ze starożytności niżeli z istoty. Nie ma bowiem i wy­
nalezienia i rzeczy i charakterów właściwych tragedji, a rymowanie jest cząstochowskie ; np. został, nie słuchał ; sprawił, skłonił ; raił, nabył ; badał, do­
wiedział““. (Osiński, O życiu i pismach T. Czackiego, wyd. I. w Krzemień­
cu, 1816, str, 168 i 368, wyd. 2. Kraków, 1851 str. 71 i 169) „Sofrona“ waż­
na jest dla ludoznawcy dlatego, gdyż wystąpują w niej ślady pierwiastków
ludowych Obszerny wykaz wzmianek o tej tragedji w hist. literatury podał
K. Badecki w artykule pt. Sofrona, Tragedya żebracza i Marancya, nieodszukane utwory dramat z drugiej połowy XVI wieku ; s. 16 n Lwów, 1925
(Odb. z ksiągi ku czci O Balzera).
') Pierwsze wydanie zapewne ukazało sią pod jednym, drugie pod
innym tytułem, gdyż w pierwszej połowie XVI wieku poczytne dziełka prze­
drukowywano zwykle szybko, nawet nieprawnie, zabezpieczając sią przed
skargą sądową wprowadzeniem niewielkich zmian w tekście druku. Inwen­
tarz po H. Unglerowej (z r. 1551) notuje „Historje Rzymskie“ i „Rzymskie
Dzieje“ : por. Brückner. Prace fil. VI 168, Archiv Jagic’a XVI 606. Drugi
tytuł utrzymał sią w przekładzie ruskim: Rimskija Dějanija obok Děi Rimskie itd.
2) Por. wydanie Bystronia str. V (Bibi. F'is. Pol. Ak. Urn. nr. 29.
Kr. 1894).
3) Wydał J. Krzyżanowski, Bibi. Pis. Pol. Ak. Um. nr. 79. Kr 1927.

7
to ukazało się około 1522 roku1).
J. Sandeckiego (-Małeckiego) :

Na podstawie wierszyka

„Drudzy cztą walki trojańskie,
Albo i dzieje pogańskie...“,
umieszczonego w Żywocie Pana Jezu Krysta (Haller 1522),
przyjął Bernacki, że „Historja trojańska“ ukazała się przed ro­
kiem 1522, choć z edycji tej nie zachował się żaden skrawek*2),
a nie będzie zbytnią śmiałością w wymienionych przez San­
deckiego „Dziejach pogańskich“ dopatrywać się „Dziejów
rzymskich“ t. j. „Gestów“. Wprawdzie Krzyżanowski uważa
za resztkę najstarszej edycji „Historji Rzymskich“ unikat
monachijski z 1543 roku3), ale za cofnięciem daty pierwszego
wydania „Gestów“ do lat wcześniejszych przemawiają, oprócz
wymienionego wyżej wiersza Sandeckiego także cytaty jego
z „Gestów“, podane w skierowanej przeciw Seklucjanowi
„Defensio catechismi“4). Ponieważ w egzemplarzu monachij­
skim, jak to wskazał już A. Brückner5), niema form, na
które powołuje się Sandecki, wynika stąd, że istniały one
w jakiemś starszem wydaniu „Gestów“, nam zupełnie nieznanem.
Brückner przypuszcza nadto, że autorem spornych form mógł
być tenże Sandecki-Malecki, który przemycił je niegdyś sam
jako drukarz, t. j. innemi słowy, Brückner skłonny jest upatry­
wać w Małeckim redaktora nieznanego nam wydania „Gestów“.
Hipoteza Briicknera jest wielce prawdopodobna, ale pociąga za
sobą przypuszczenie dalsze, że zmiany owe uczynił Sandecki
J) Wisła, XVII 708 (1903).
2) Pierwsza książka poi. s. 399, a także Pam. lit. 1903 s. 574.
3) Krzyżanowski, Romans pseudohistoryczny w Polsce wieku XVI, s. 15
i 168. Kraków, 1926.
4) Rękopis Archiwum miejsk. w Królewcu, nr. 207, 4°. Małecki cytuje
tam „Historie Rzimskie“ dwukrotnie : a) na karcie 4 verso przytacza pięć
przykładów dla zakończenia gen. sing. fern, adj na -è, zamiast -èj, np Folio
30 v. wiersz przedostatni : Przikład o chytrosci diabelskie (to loc. sg !)...
Folio 105 v. w. ost. : diabelskie ; b) na karcie 9 verso przytacza siedm przy­
kładów z pisownią : oytcza, -e, -em, -u, z których sześć wziął z Historji o Apollonie Tyrskim
Por też W a rmiński, Andrzej Samuel i Jan Seklucjan s. 198 (Po­
znań 1906). Ostatnie cytaty Małeckiego, wzięte z Hortulusa (co do „jenż“
folio 133), odniósł Warmiński również na karb „Historji“, ale mylnie.
5) Ruch literacki 1926, nr. 10 s. 297; Arch. f slav. Phil. XLI. 163, 1927.

8
dopiero w przedruku, kiedy korzystał z innego wydania, jeszcze
wcześniejszego, może być tego, o którem wspomina w Żywocie
Pana Jezu Krysta. Dorzućmy tu ubocznie, iż tenże „Żywot“
(Haller 1522) nosi już na sobie wyraźne ślady takich przeróbek
językowych Małeckiego, jakich broni on potem w „Defensio“1).
Nie bez znaczenia też będzie inna jeszcze okoliczność: Sandecki
powołuje się w owej dyskusji na druki najstarsze (Hortulusy),
sięga do starszego tekstu pieśni Bogurodzica i o św. Stanisła­
wie, uprawia chętnie archaizację tekstów, a więc też cytowane
przezeń „Historje Rzymskie“ musiały chyba należeć do star­
szych druków. Jako zupełnie zrozumiałą konsekwencję powyż­
szego trzeba, wbrew panującej dotąd opinji, uważać wydane
przez Sandeckiego dwa rozdziały z Gestów (t. j. żywot św.
Aleksego i św. Eustachjusza z r. 1529) za przedruk częściowy
z cytowanych w „Defensio“ Historyj Rzymskich.
Powyższa dygresja w dziedzinę bibljografji pozwala nam
zrobić przypuszczenie, że w XVI wieku było przynajmniej cztery
wydania polskich „Gestów“2), z czasu od XVII wieku do ostat­
niej ćwierci XVIII-go naliczono dotąd ośm wydań (Ptaszycki, Bystroń), pomijając przedruki urywków, a wszystko to dowodzi,
że utwór ów co do popularności zajmuje drugie miejsce po
Żywocie Jezu Krysia Opecia, który — jeśli pominiemy Hortu­
lusy, jako książki do nabożeństwa — był najpoczytniejszem dzie­
łem w Polsce3). Z czasem zainteresowała się niem także Ruś i w po­
łowie XVII wieku pojawiło się tłumaczenie ruskie (z polskiego),
pt. Rimskija Dějanija4) lub Dëi Rimskie, a później Historie roz­
maite3).*)
*) Por autora : Jan Sandecki-Malecki jako redaktor najst. lekcjonarza
pol. (Spr. Pol Ak. Um 1928 II. s. 4), a także : Stosunek dwu wydań Ży­
wota Pana Jezu Krysta 1 fi..2 r. (Spr. T. N. we Lwowie).
2I A mianowicie : 1) Unikat monachijski z r. 1543, 2) wymieniony przez
Krzyżanowskiego egz. z r. 1566 w klocku rawskim, 3) egz cytowany przez
Sandeckiego (niezn ), 4) domniemany wzór tegoż (hipotetyczny).
.
3) O łacińskich rękopisach Gestów w Polsce por. S. Ptaszycki1
Srednevěkovyja zapadno-evropejskija pověsti v russkoj i slavjanskich litera­
turach, Petersb. 1897, a nadto jego Obzor materjała... (Izv. Otd. russk. jaz.
Ak. N. VII kn. 1. 1902).
4) Wyd Obščestva lubitelej drevnej piśmennosti, Petersb 1877. Por.
Gałachow, Ist. russkoj słov3 I 434 M. 1894; Ptaszycki, op. cit 46
5) Franko: Karpato-ruśke pyśm. 17—18 vv. s 92, Lwów, 1900.

9
C. Gesta w baśniach ludowych.
/ a. Motyw Edypa-Grzegorza w prozie. W Polsce zaintere­
sowanie „Dziejami“ urywa się w ostatniej ćwierci XVIII wieku,
kiedy za czasów „stanisławowskich“ nastąpił przewrót w umysłowości warstw kulturalnych, ale wpływ owego dzieła utrzy­
mał się do dziś, żyje ono w twórczości ustnej ludu, który
w postaci baśni i legend zachował cały szereg motywów, po­
chodzących z „Gestów“. Kwestją tych resztek zajmowali się
u nas Bystroń, Karłowicz i Łopaciński. Początkowo zwrócił
Bystroń uwagę tylko na motyw Edypa, który występuje w opo­
wieści zapisanej od górali beskidowych1). Porównawszy treść
baśni polskiej z starofrancuskiem i staroniemieckiem opraco­
waniem tego tematu, a wreszcie z odpowiednim ustępem „Historji rzymskich“ pt. Przykład o dziwnym zrządzeniu boskim
i o poczęciu św. Grzegorza (w wyd. Bystr. nr. 5, Oesterl. nr 81),
doszedł on do wniosku, że źródłem baśni polskiej było powyż­
sze opowiadanie „Gestów“12). Liczne uzupełnienia do tego
artykułu podał (w krótkiej notatce) Karłowicz, który zwrócił
nadto uwagę, że motyw ów występuje u ludu nietylko w ba­
śniach prozaicznych, ale też w formie pieśni polskich i ruskich3).
Obszerną rozprawę o motywie Edypa-Grzegorza napisał
M. Drahomanow, który tematem tym zajmował się prawie 30
lat i opracowywał kilkakrotnie, wysuwając go zawsze jako
taran przeciw poglądom szkoły mitologicznej. Wszystkie re­
dakcje tych rozpraw (ostatnia z r. 1893) zebrał, przełożył na
ruskie i wydał Pawłyk ; por. Rozwidky M. Drahomanowa (tom
IV s. 1—196): Sławjańśki pereribky Edipowoi istoryi4). Autor
przedstawił genezę motywu Edypa na szerokiem tle porównawczem, uwzględnił mnóstwo najrozmaitszych jego wersyj, a przy­
taczając różne teksty, umieścił też polskie, ale zbyt wiele miej­
sca poświęcił polemice ze szkołą mitologiczną (Kostomarow,
N. Petrow, Afanasjew i i.).
Historja Grzegorza lysuje tragiczne skutki kazirodztwa
i potęgę pokuty jako lekarstwa na zmycie najstraszniejszych
1) Bystroń, Polskie podania ludowe spokrewnione ze średniowieczną
legendą o św. Grzegorzu (Wisła II 762—6).
2) Wisła II 762.
3) Ibid. 766.
4) Zbirnyk filol. sekc. Nauk. T-wa im Szewczenka, t. X. Lwów, 1907

10
nawet grzechów. Według „Gestów“ szkic jej przedstawia się
następująco : Po śmierci króla syn-następca wchodzi w kazi­
rodczy stosunek z siostrą. Widząc potem zbliżające się skutki
grzechu, wpada w rozpacz, a za radą owej siostry i zaufanego
rycerza idzie do ziemi św. i umiera tam. Siostra, dążąc do
ukrycia tajemnicy za wszelką cenę, wkłada dziecko do „łódki“
i wraz z listem, złotem i srebrem puszcza ją na morze; wy­
rzeka się też na zawsze zamęścia. Szczegół ostatni stał się pó­
źniej powodem napadu książąt sąsiednich. Dziecko wyławia
opat pewnego klasztoru, chrzci je imieniem Grzegorza, daje na
wychowanie rybitwie, a potem udziela mu nauki. Grzegorz
porzuca później opata i rybitwę wskutek obrazy i udaje się do
ziemi św. Z powodu burzy trafia do miasta ojczystego i do­
wiaduje się o utrapieniach królów?]. Jako rycerz zgłasza się do
walki w obronie jej praw ; zwycięża wrogów, a doradcy namó­
wili królowę do oddania mu swej ręki. Po czasie odkrywa ona
tajemnicę pochodzenia męża, który jest jej synem, zrodzonym
z kazirodztwa. Grzegorz wyrusza znów w pielgrzymkę i zmie­
nia się w zażartego pokutnika. W 17 lat później, kiedy w Rzy­
mie wybierają papieża, głos z nieba każe szukać Grzegorza.
Wysłańcy znajdują go wśród cudownych przygód, wiozą do
Rzymu, gdzie jako papież zasłynął z świątobliwości. Wtedy
przybywa do niego w celu spowiedzi matka, otrzymuje roz­
grzeszenie z podwójnego kazirodztwa (1. z bratem, 2. z synem)
i zostaje ksienią klasztoru. Wersja powyższa istnieje w uprosz­
czonej formie u ludu polskiego, stąd zaś, a także przez ruski
przekład Gestów, dostała się do ust ludu ruskiego. Tam skrzy­
żowała się ona z dawniejszą wersją tegoż motywu, przeniesioną
z południa w dwojakiem ujęciu : 1) jako powieść o Judaszuzdrajcy, 2) jako opowiadanie o św. Andrzeju.
Wszystkie wersje europejskie wyprowada Drahomanow
ze starego źródła bizantyńskiego1), podaje też tablicę genealo­
giczną tego motywu (op. cit. 117), w której ruską wersję Grze­
gorza a także opowieść o Judaszu kładź le na karb pośrednictwa
przeróbek zachodnich (chronologicznie i co do drogi przejścia
bardzo różnych), a wersję Andrzeja wyprowadza wprost ze
wschodu. Zdaniem jego ruska wersja Judasza łączy się za po­
średnictwem przekładu starocerkiewnego ze Złotą Legendą Jał) Por. teraz o niem artykuł Istrina w Archiwie Jagic’a XX 605.

11
kóba z Voraginy <z 13 w-1), a na Ruś przyszła ona z Bułgarji.
Do zapisów omówionych przez Drahomanowa*2) należy obecnie
dodać teksty z Podola w E (tnohraficznym) Zb (irnyku) XII nr.
142 i 143 (tamże liczne paralele podane przez W. Hnatiuka)
i z Huculszczyzny w EZb. XIII nr. 414. Ostatni zapis jest iden­
tyczny z podanym przez Szuchiewicza (Huculszczyzna IV nr. 23),
pt. Juda Skarupijski, którego treść brzmi jak następuje: Matce
Judasza śniło się, że ma urodzić syna, który będzie ojcobójcą,
ożeni się z matką i zdradzi potem Chrystusa. Aby temu prze­
szkodzić, wybiła mu zaraz po urodzeniu pieczęć na nodze, wło­
żyła do skrzynki i wrzuciła do wody. Wyłowił go jakiś bogacz
(inne wersje podają tu szczegóły wzięte z życia Mojżesza), który
go wychował. Mając lat 18, zabił Judasz syna wychowawcy
i uciekł przed karą. Przybył przypadkiem do wsi ojczystej i zo­
stał pisarzem. Kiedy zabił tu jednego starca, kazano mu za karę
poślubić żonę tegoż, która spostrzegła po pewnym czasie ową
pieczęć na nodze i przekonała się, że to jej syn. Chrystus dał
mu możność odpokutowania za zbrodnie i przyjął za ucznia,
ale Judasz go potem zdradził. Podobna wersja, połączona z in­
nym wątkiem, występuje w zapisie Hnatiuka z Rusi Zakarpackiej (EZb. III 70 nr. 29. 5 : Judasz jest tu synem piekarza,
matka wbija mu szpilkę złotą do głowy przed wrzuceniem na
wodę), zatarła się ona silnie w tekście z pow. buczackiego
(EZb. XIII nr. 337), pt. Ubyjnyk własnoho baťka, a szczegól­
nie w opowiadaniu z pow. stryjskiego (EZb. XII 213 nr. 205,
tytuł ten sam); w ostatniej wersji na pierwszy plan wysunął
się już wątek nowy (o zabiciu czarta), który naogół przylgnął
obecnie u Hucułów do opowiadań o Doboszu. Z motywem
Judasza-ojcobójcy łączy się też tekst z Dobrohostowa pt. Kazi­
rodca, chociaż bohater opowieści nosi imię Hrynia (=Grzegorza3).
Do tekstów prozaicznych, które stoją bliżej wersji Grze­
gorza i pochodzą ze źródła zachodniego, możemy dodać do
zestawień Bystronia zapis Kolberga pt. Przygody znajdka (Po­
kucie IV nr. 45) i tekst z Krakowskiego (Zbiór wiad. XIII 3. 104).
') Op. ciť. 57.
2) Ibid. 22, 23 i I3C
3) Por. J. Jaworski: Pamiatniki galicko-russk. nar. słowesnosti,
str. 21 i 281 (z paralelami) ; Zap. imper, russk. geogr. obszczestwa, otd.
etnograf, tom XXXVII, zesz. 1. Kijów, 1915.

12
Zaliczymy tu również zapisy z Rusi Zakarpackiej, pt. Jak syn
ożenił się z matką (EZb. XXX 97 nr. 49) i pt. Jak kazirodca
został papieżem (ibid. s. 99, nr. 50), chociaż językowo należą
one do literatury słowackiej, a może też opierają się na cze­
skim przekładzie Gestów1).
/ b. Motyw Edypa-Grzegorza w pieśniach. Motyw powyż­
szy, jak zaznaczył już Karłowicz i Drahomanow, odbił się także
w pieśniach ruskich. Ze starych zapisów za bardzo ciekawy
w tym względzie uważam za Drahomanowem tekst Czubińskiego
(z Wołynia) :
„Nad morem hłybokym
Stoit’ terem wysokyj,
Iz pid toho terema
Wyjszła wdowa mołoda,
Porodyła dwa syna.
Jak dwa syna rodyła,
Czornym szowkom obwyła
I w kytajku spowyła,
Na korabel włożyła.
W tychyj Dunaj pustyła
I Dunaja prosyła :
„Och ty, tychyj Dunaj,
Moich ditok popryjmaj!
A ty, korabel nowyj,
Skołyszy moich syniw !
A ty, bystraja woda,
Hlady ditok, jak sestra !
A wy, żowtii pisky,
Pokormite ditky!
A wy, łuhy, ne szumiť,
Moich ditok ne zbudit’!
U dwadciatomu hodu
Wyjszła wdowa na wodu.
Stała wodu nabirat’,
Staw korabel prypływat’.
Staw do wdowy prystawat’.* i
i) Odbiciem motywu Judasza - Edypa w zabytkach piśmienniczych
i w dziełach sztuki zajął się Sołowiew (K legendám ob ludě predatelě,
Charków 1895) Praca N. Gu d zi ja, pt. K istorii legendy o pape Grigorii
(Odb. z Russk. filol. Wëstn., Warszawa, 1915), była mi dostępną dopiero w cza­
sie korekty. Niektóre szczegóły motywu Judasza odbiły się w powieści
o zbójcy Madeju ; por. o nim uwagi Karłowicza w Wiśle (II 804, III
102, 300, 602 i V 43) i obszerne paralele Jaworskiego (op. cit. 283).

13
A u tomu korablí
Dwa duncia mołodci :
Jeden sydyt’ na rozi,
Rozczisuje swoju kosu,
Druhyj sydyť na w donu,
Pohladaje na wdowu.
— „Zdorowa buła, wdowa,
Czy lubysz ty duncia?“
— „Oj ja lublu duncia,
I za duncia pidu :
Za jednoho sama jdu,
Za druhoho doczku szlu !“
Jak zabrała u swij dom,
Posadyła za stołom,
Czastuwała medom-wynom.
— Och ty, wdowa mołoda,
Durna twoja hołowa !
Ty nas sama rodyła,
W tychyj Dunaj pustyła
I Dunaja prosyła :
„Och ty, tychyj Dunaj,
Moich ditok popryjmaj !“
Jakyj teper świt nastaw,
Szczo brat sestry ne piznaw !
Oj i szczo to za świt je,
Szczo syn matusiu bere !
Da pidy, maty, utopyś,
A pidu w temnyj lis,
Nechaj mene żwir izjist’1).
Na związek pieśni z motywem Grzegorza wskazuje : a)
wyrzucenie dziecka, oczywiście nieślubnego, na wodą (morze),
b) podwójny ślub : siostry z bratem i matki z synem. Drugi
szczegół powstał zapewne z poplątania przez lud podwójnego
kazirodztwa, które występuje w literackiem ujęciu motywu.
W tern ostatniem przedstawiono naprzód grzech siostry z bra­
tem, potem zaś ze synem, który był już owocem pierwszego
kazirodztwa, tymczasem w pieśni kolejność faktów zatarła się,*)
*) Trudy etnograf.-sťatisťicz. eksp. sobr. P. Czubińskim. ť. V 888 nr. 458,
Petersburg 1874; Drahomanow op. cit. 25. Por. też Popowski, Pieśni z Zalewańszczyzny (Zbiór wiad. VIII 3. 8), Kolberg, Wołyń, nr. 537 Białoruski tekst
z pod Lidy podał Weryho (Zbiór wiad. XIII 3. 95).

14
zainscenizowano je jako współczesne, wdowa i córka wychodzą
równocześnie za mąż za dwu braci, synów pierwszej, a braci
drugiej. W pieśni przytoczonej, a podobnie w wielu innych,
znaczna ilość szczegółów jest wtórną, przeniesioną z starszego
repertuaru pieśniarskiego, są też opuszczenia, np. brak wzmianki
o skutecznej pokucie, co było pierwotnie w motywie Grzego­
rza rzeczą główną. Pieśni zacierają chętnie także inną zasadni­
czą cechę tegoż, t. j. sam fakt kazirodztwa. Np. w pieśni za­
pisanej przez Paulego (I 168) i Hołowackiego (I s. 45, III 1. 15):
„Chodyť Turczyn po rynoczku...“, która zamęście sio­
stry z bratem uzasadnia żądzą złota, mąż dowiaduje się o po­
krewieństwie żony przed nocą poślubną, śpiew urywa się na
słowach :
„Szczo teper za świt nastaw (hej, more, bre!),
Szczo brat sestru ne piznaw (hej, serce moje!).
Jaka teper hodynoczka...
Ne piznaje rodynoczka.
W zapisie tej samej pieśni z Pokucia w zakończeniu wprost
podkreślono brak kazirodztwa :
[7 strofa] : A ja z tobow w łużku ne spaw,
O ja hrichu z tobow ne maw,
hej, more, brie !
Płyny sestro doliw wodow,
Naj ne robiu hricha z tobow,
serce moje ! ')
Zaprzeczenie to jest naturalnie objawem późniejszym, ina­
czej trudnoby zrozumieć, skąd jest wzmianka o śmierci siostryżony. Zresztą i ta została opuszczoną w warjancie: „Chodyt,
kozak po rynoczku; por. koniec tegoż:
„Tos si sestro baj giwmiła*2), hyj, more, brie,
Ta szos my si prypowiła, serce moje.
A ja z tobow niczku ny spaw, hyj, more, brie,
Taj jem z tobow hricha ny maw, serce moje“ 3).
Kolberg, Pokucie II nr. 29.
2) Wydawca zrobił z tego ' słowa dwa wyrazy i objaśnił w uwadze
(z pytajnikiem) : dziw, cud umiała ? ; niema tu jednak żadnej- zagadki, gdyż
giwmity si =d i w mity sia, liter, doumity sia „dorozumieć się, zmiarkować“.
3) Kolberg-, ibid nr. 30.

15
Pieśń „Wandrowało pachoła z Ki;ewa do Lwowa...“,
pokrewna w zasadzie z poprzednią (córką kupuje u szynkarki
popowicz ze Lwowa Karpowicz), kończy się ogólnikową
wzmianką o pokucie brata-męża :
„Szczob máczucha ne żyła !
Sestru z bratom zwinczała!
Oj buď że ty, sestro, tut,
A ja pidu w bożu puť,
Ja śa pidu pytaty,
Jak śa hrichiw spasały“.1)
Podobne zakończenie, według Drahomanowa op. cit. 131,
daje zapis Wójcickiego (Klechdy II 141) i Paulego (II 24) ; por.
też fragment Kolberga w Przemyskiem s. 133, nr. 9.
Związek pieśni tej z motywem Grzegorza stosunkowo
najwyraźniej zachował się w niepełnym, niestety, tekście z nad
Dniestru pt. Wdo wy ci, w którym można dopatrywać się
śladów wzmianki o Rzymie i o skutecznej pokucie. Oto jej zapis :
Spid biłoho*2) dere(w)na3),
Wyjszła wdowa mołoda,
I dwa syný wyweła
I w korobèl (!) złożyła,
W tychyj Dunaj pustyła. (Tej skazała:)
Płynit syný łuhamy,
Łysziju si z dowhamy,
Płynit syný wodycew,
(Bo ja) łysziju si (bidnow) wdowycew.
Za dwacit’ i za dwa (roky),
Wyjszła wdowa mołoda,
J- H ołowackij: Narodnyja pěsni galickoj i ugorskoj Rusi, I 73
nr. 28; por. też II 577/8, III 1, 27. (Moskwa, 1878).
2) Jeżeli akcent różni się od polskiego, oznaczam go kreską na spół­
głosce akcentowanej3) Przekręcenie z wyrazu terem = dom (pałac). Gdy opowiadacz
(Fr. Kohut, niepiśm. z Moszkowiec, pow. Kałusz) zapytał, czy wiem, co znaczy
deren, podałem powszechne w tej okolicy znaczenie : dereń, owoc tar­
niny, ale on rzekł: „niy, deren to chata, po nimecky, cy jak?“
Pieśń tę słyszał on przed wojną od Hucułów, nie pamiętał jednak bliższych
okoliczności, zaznaczył tylko: „ja si pytaw własny, szo to jest za
deren, a wony skazały, szo to jest po waszomu chata“ Fakt
ten podkreślam dlatego, gdyż Drahomanow sądził, że wyraz ów na Rusi za­
chodniej jest niezrozumiały, a stąd wywodził genezę tej pieśni ze wschod­
nich obszarów Rusi ; por. niżej.

16
Wyjszła wodý naczyraty,
Wziyw korobèl (!) prypływaty.
Ej ty wdowo mołoda,
Cy lubysz ty syný dwa?
A ja wdowa mołoda,
A ja lubju syný dwa,
Za jednoho samà jdu,
Za drùhoho dońkii szlu!
Jakýj nyńka świt nastaw,
Szo brat sestry ny piznàw,
Jaka nyńka hodyna,
Szłaby maty za syna.
Czykàj, mamo, pobùd’ tu,
Naj ja pidu do Hrymù,
Pidù hrichý spasaty,
Szobý ich nigdy ne maty.
Nim do Hrymu ja zajszów,
Wsij śi mij hrich rozijszów“.1)
Pierwotny sens pieśni zatarł się do tego stopnia, że Rzym
(Rym) zmieniono tu w niezrozumiały Hrym, w innych zaś wersjach
zupełnie opuszczono. Niema o nim wzmianki w tekstach, które
przytacza Drahomanow*2), ani w odpowiednich pieśniach z Po­
kucia : „Hoj u połę deren...“ i „Hoj u poły buw deren...3),4
które kończą się utonięciem lub zabójstwem matki'1). Dla wy­
świetlenia genezy owych pieśni, na razie pozostających zupełnie
w mroku, trzeba oznaczyć środowisko, z którego zaczęły się
one szerzyć. Drahomanow sprawę tę uważał za drugorzędną,
*) Por. też autora: Gwara małoruska Moszkowiec i Siwki Naddniestrzańskiej, s. 131, nr. 34. Lwów, 1926.
2) Op. cit. 103 n , 129.
3) Kolberg, Pokucie II nr. 35 i 37.
4) Może być, że zakończenie takie nie jest pierwotne, choć występuje też
na zachód od Lwowa, por. Werchratski, Howir Batiukiw s 249, Lwów, 1912.
W bardzo podobnej wersji Hołowackiego (III 1. nr. 11) jest ono jeszcze
inne:
Idy, wdowo, horoju,
Zostanesz sia rosoju.
Oj na hori biłyj ćwit,
Bude sława na weś świt !
Dość podobne zakończeni tej pieśni u Batiuków (op. cit. 125) i wpow.
Lipowieckim na Ukrainie, (por. Zbiór wiad. antr. VIII. 166 nr. 128).

17
większy nacisk kładł na wykazanie związku tych pieśni ze źród­
łami literackiemi i na zbicie przekonania, jakoby w nich można
doszukiwać się śladów pierwotnej obyczajowości lub mitologji1).
Jednak na podstawie częstego występowania wyrazów : dó n c i
(Dońcy?), deren (uważał go za zepsucie niezrozumiałego te­
rem) itd., przypuścił on, że pieśni te przeszły na Ukrainę
z Wielkorusi*2) i że tam należy szukać ich oryginału3). Pogląd
ten nie da się utrzymać już choćby dlatego, że na zachodzie
Rusi południowej zachowały się warjanty bliższe do motywu
Grzegorza, a nadto niektóre z nich językowo wskazują na ob­
szary zachodnie, por. np. pierwszy dwuwiersz przytoczonej wy­
żej (s. 15) strofki z pieśni „Wandrowało pachoła“ :
„Szczob maczucha ne żyła,
Sestru z bratom zwinczyła“.4)
Tak rymować mógł tylko Rusin z zachodnich obszarów,
u którego cza brzmi czy, (wogóle a po palatalne j zbliża się
do y), kłóry zam. zwinczała wymawiał : zwinczyła. Nie ulega
wkońcu wątpliwości, że Gesta spopularyzowały się wcześniej
nie w Rosji, ale na Rusi, pozostającej w 17 w. w związku
z Polską i znającej język polski, a jeśli w tej ostatniej znajdo­
wało się źródło literackie, (por. uwagi samego Drahomanowa
o rękopisie Tichonrawowa, ib. str. 93), tedy były podstawy
dla opowieści, a także pieśni ludowych5). Parę miejsc ma od­
powiednik w polskich wierszach ludowych, por. np. w pieśni
z okolic Przasnysza „W jednem mnieście, we Lwowi...“:

*) Op. cit. 110.
2) Ibid. 103; por. też s. 26. Jednak już wydawca prac jego, M. Pa*
włyk, zwrócił uwagę (w przypisku do str. 172), że wyraz terem zrozumiały
jest na Rusi węgierskiej.
3) Ibid. 109.
4) Występują też warjanty tej pieśni z innym rymem :
„Bodaj maty propała,
Sestru z bratom zwinczała“.
(Hołowacki II s. 577, III 1. 27/28)
5) W Gestach widzi Drahomanow podstawę pieśni „'•wiatyj Hryhorij“,
zapisanej od Dowhaluka, limika podolskiego (op cit 128), którą uważa za
wytwór niedawny, może nawet owego limika (ib. 132). My upatrujemy w niej
tylko ponowne, bliższe oryginału, ale niezręczne echo świeżej lektury lub
kazania.
Lud. T. XXVIL

2

18
„A i cóż to pan Bóg dał,
Że brat siostry nie poznał“.1)
Źe na Rusi popularniejszym był Edyp-Judasz, niż EdypGrzegorz, nie można, zdaje się, wątpić, trudno jednak przy­
puszczać, by fakt kazirodztwa był w powyższych pieśniach ru­
skich czemś drugorzędnem. Tymczasem Pawłyk skłonny jest
uważać go za „doczepek przypadkowy“ do pieśni o wdowie,
0 niespodziewanem spotkaniu brata z siostrą itd., według niego
temat ten był dla składaczy ruskich p;eśni ludowych obcy,
niezrozumiały i wstrętny, starali się więc tuszować go*2). Odpo­
wiemy krótko : tematów wstrętnych nikt drugorzędnie nie
będzie przemycać i dodawać, jeśli one jednak szczątkowo wy­
stępują, są resztką stanu starszego i obfitszego w szczegóły tre­
ściowe. Motyw pierwotnie wyrazisty może się bowiem w twórczo­
ści ustnej z czasem zupełnie zatrzeć ; z powodu niewyczerpanej
ilości możliwych zmian — z początku nawet drobnych — i dzięki
skrzyżowaniu z motywami odmiennemi, dochodzi on nieraz do
wersji tak różnej, że o rozpoznanie go trudno się kusić, ale
w pieśniach wspomnianych poprzednio motyw Edypa zachował
ślady dość wyraźne jeszcze. Przeciw łączeniu pieśni o wdowie
1 dwu synach z motywem Edypa wystąpił już przedtem B. Gra­
bowski, który zaliczał ją do wątku małżeństwa brata z siostrą.
Obiecanych dowodów jednak — o ile mi wiadomo — nie do­
starczył później3).
Nierzadkie wreszcie jest skrzyżowanie tego motywu z kategorją powieści zbójeckich; widzimy to np. w pieśni: „Buło
seło Wasyl ewo...“, w której z motywu Edypa pozostał je­
dynie nikły ślad : Wdowa miała dziesięcioro dzieci, została przy
niej tylko córka, a dziesięciu synów poszło na „rozbój“. Lali
!) Wisła II 135.
2) W uwadze przy wydaniu dzieł Drahomanowa (IV 4“).
3) Grabowski, Podania o związkach między najbliższem rodzeń­
stwem (Wisła VI 54-79, 279-98,). Przeciw łączeniu tych pieśni z motywem
„Grzegorza“ wypowiedział się ostatnio także N. G u d z i j, powołując
się na zapisany u Kostomarowa (niewiadomo tylko skąd !) tekst o „Ka­
zirodcy“ (K legendám ob Iudě Predatelě i Andreě Kritskom, s 23; odbitka
z Russk. Filol. Wěstnika, Warszawa, 1915). Nasz fragment z nad Dniestru
popiera jednak pogląd Drahomanowa, daje mu tylko inne oświetlenie co do
lokalizacji początku pieśni, przynajmniej niektórych wersyj tychże.

19
krew jak wodę, nie mąciło im to pogody ducha, zamordowali
kramarza, a z żoną tegoż żyli w gromadnym nierządzie, bez
wyrzutów sumienia. Przerażenie ogarnia ich dopiero na wieść,
że los ten spotkał rodzoną siostrę :
„Wstańte brati, zemni dreżyt,
Meży namy sestra leżyt.
Szczo my brati narobyły,
Szczo ridnoho szwagra wbyły“.1)
Wersja powyższa pochodzi z Pokucia i w niektórych
strofach zdradza reminiscencje pieśni o Doboszu, wszakże cała
treść jej skupia się na fakcie strasznego kazirodztwa i zabój­
stwa, którem się pieśń kończy. Inne wersje, zapisane od Hucu­
łów, reminiscencyj wspomnianych zawierają mniej, a zachowują
wzmiankę o pokucie por. EZb. XXVI nr. 5 (4 warjanty, ostatni
z Hołowack. I 166) i Szuchiewicz, Hue. II 216 (wyd. rus. III 168);
oto koniec warjantu 1-go w EZb. (j. w.) :
„A my bratia, rozchodimsia,
Swiaszczennykiw szukajuczy,
Swoich hrichiw zbuwajuczy“.
Znamienne dla twórczości ludowej jest zakończenie tekstu
Szuchiewicza (II 216) :
„Wstańte, bratia, ne łeżite,
Naj sonce na nas ne świty!
Wże pid namy zemla horyt:
Meży namy sestra łeżyt!
Toj sy hrichiw spokutuje,
Kotryj riczku perepłyje.
Wisim bratiw ne wernuło,
Wisim bratiw utonuło!
Łysz dewiytyj perepłynuw,
Toj sy hrichiw spokutuwaw !“
Wersja owa, jakby w postaci „uszlachetnionej“, po usu­
nięciu szczegółu o kazirodztwie, dostała się od ludu z powrotem
do twórczości piśmienniczej. Nowela Marji Markowiczowej
(autorki na Ukrainie niezwykle popularnej, z domu Wileńskiej,
Polki), pt. „Dewiat’ bratiw i desiata sestrycia Hala“ osnuta jest
na tle powyższej wersji motywu Grzegorza, opuszczono w niej
jednak fakt kazirodztwa, najważniejszą cechę tego motywu,
ł) Kolberg, Pokucie II 33. Por. też zapis z Białorusi podany przez
Weryhę (Zbiór wiad. XIII 3. 86). Kr. 1889.

2*

20
a na główny plan wysunięto tragiczną śmierć męża z ręki braci.
Koniec jej w przybliżeniu tak się przedstawia : „Siostra, znie­
czulona bolem, patrzy na grzebanie męża obok najstarszego
brata, który w czasie napadu na nią braci-rozbójników stał na
czele bandy. Błyskawicznie jak sen przelatują jej w pamięci
zabawy z tymi braćmi na łące : dookoła cudny wieczór, widzi
jak siedzą wszyscy obok niej, ...brak tylko najstarszego brata.
Nagle wraca pamięć..., okropność świdruje mózg... W przera­
żenia zrywa się, pędzi i ginie w odmętach Dniepru. Bracia
spieszą za nią, ale daremnie krążą po brzegu ; w bystrych nur­
tach nie widać nic, prócz odbicia jasnego nieba, lasku i krzy­
wizny brzeżnej...“
Z motywu Edypa-Grzegorza pozostał w tej noweli tylko
tragizm, spotęgowany śmiercią, długo niewidzianej i drogiej
siostry.
Jak posąg mistrzowski różni się od bryły marmuru, z któ­
rej został wykuty, tak różni się ta nowela od owych pieśni,
które dostarczyły autorce wątku i bodźca. Czy bodźcem były
pieśni powyższe, znane szczególnie z obszarów zachodnio-ruskich,
czy raczej zasłyszała je autorka gdzieś na Ukrainie, dochodzić
nie będziemy1).
Powyższe uwagi o motywie Edypa-Grzegorza, choć sto­
sunkowo przydługie, nie wyczerpują zagadnienia, nie dają np.
topografji śladów jego w twórczości ludowej na ziemiach daw­
nej Rzeczypospolitej. Zresztą podobnym zadaniom mogą uczy­
nić zadość dopiero monografje poszczególnych motywów, do
których na razie daleko, brak bowiem dostatecznej ilości materjału, zapisów z ust ludu.

2. Motyw (Edypa-) Juljana. Motyw Edypa-Judasza różni
się od motywu Edypa-Grzegorza lub Edypa-Andrzeja wzmianką
o zabójstwie własnego ojca (przed małżeństwem z matką),
a także brakiem pokuty za grzech, a więc potępieniem grzesz­
nika. Sam motyw pokuty, tak ważny element powieści o Grze­
gorzu, odbił się w Gestach jeszcze w postaci kilku innych baśni,
te zaś również doszły dö ludu. Oto t. zw. św. Juljan czyli*)
*) Tekst prozaiczny z pogranicza słowackiego (z Iicznemi paralelami)
podał Hnatiuk w EZb. XXX 245 nr. 123, pt. Sestra i dwanaciat’ bratiw rozbijnykiw.

21
„Przykład, że każdy grzech bez rozpaczy bywa odpuszczon“
(w wyd. Bystronia nr. 34 s. 175, w Gestach Oesterleya nr. 18
s. 311) zostaw' ślad w baśni radomskiej pt. Wyrzutek1) i pokuckiej pt. Moc pokuty*2). Szkic tej baśni według Gestów jest
następujący: Rycerz, któremu ścigany przez niego na łowach
jeleń przepowiedział, że on zostanie zabójcą swych rodziców,
porzuca dom i udaje się na obczyznę, aby tej wróżbie zapobiec.
Tam zdobywa poważanie i żeni się z wdową. Rodzice poszu­
kują syna i wreszcie zmęczeni podróżą przybywają do jego
zamku. Mąż nieobecny, więc żona układa ich w swojem łożu
na spoczynek. Mąż wraca, myśli, że to żona zaspała z gachem
i w gniewie zabija śpiących. Spotyka potem żonę, dowiaduje
się o swym grzechu i podejmuje pokutę. Buduje nad wielką
rzeką hotel, udziela tu przytułku i pomocy pątnikom itd. Raz
wnosi skostniałego od chłodu pątnika, a nie mogąc go rozęftzać,
wkłada do własnego łoża. Pątnik nagle odżywa i otoczony
aureolą blasku unosi się do nieba ; równocześnie donosi on Juljanowi o przebaczeniu grzechu, niedalekiej śmierci i o niebie.
Wszystkie naogół elementy tej wersji występują w tekście
polskim i ruskim, które zawierają też pewne dodatki. Pomija­
jąc różnice początku, których geneza nietrudna, trzeba zwrócić
uwagę na sposób pokuty. W obu baśniach układa pokutnik
stos drew i spala się na nim z polecenia księdza (1). Serce
i wątroba pozostają nienaruszone, potem zjada je królewna
i odradza grzesznika. Koniec baśni nieco różny. według tekstu
ruskiego syn królewny (—grzesznik) przeprasza nowego dziadka
i matkę, tłumaczy im powód swego urodzenia, a potem wraca
do dawnych rodziców. Ci wracają — na skutek pokuty syna —
do życia i jakby zbudzeni ze snu mówią : „jakżeśmy długo
spali“ ! Widoczny w obu tych zapisach, polskim i ruskim, jakiś
orjentalny sposób pokuty jest rzeczą bardzo uderzającą, niema
go bowiem nietylko w Gestach, ale też w Legendzie Złotej,
z której ustęp ów pochodzi3). Ów szczegół o pokucie wystę­
puje dodatkowo także w baśni z pow. łańcuckiego, pt. O jed*) Kolberg, Lud, serja XXI, nr. 4 s. 180. Kraków, 1888.
2)

Pokucie, IV, nr. 7 s. 34, Kraków, 1889.
3) Jacobi a Voragine, Legenda Aurea, wyd. Graesse, cap. XXX 4.
(Drezno-Lipsk 1846) ; por. też w przekładzie Staffa r. XXVIII. IV s. 130.
(Warszawa, b. d., 1922?).

22
nem synie (Mat. antr.-arch. i etnogr. Ak. Um. VI 3. 353, zapis
Saloniego).
3—5. Historja o Apollonie Tyrskim; Przykłady o zdradzie
niewieściej. W twórczości ludowej, polskiej i ruskiej, znajdują
się nietylko ślady motywu Grzegorza, ale też wielu innych
powieści. W przypiskach do przedruku „Historji Rzymskich“
zwrócił Bystroń uwagę na zagadki nadrabskie, które mogą być
echem odpowiednich miejsc „Historji o Apollonie, królu Tyr­
skim“ (w wyd. Bystr. nr. 3, Oesterley nr. 153), a także na
liczne podania o wodzie cudownej i zdradzie kobiecej (np. po­
znańskie, krakowskie: „O sokole“, Kolb. Lud VIII 211)/które
występują w opowiadaniach Gestów nr. 13 i 14 (Przykład, że
nie mamy żonom wierzyć ani tajemnic objawiać ; Oesterl. nr.
124 i 126 *). Do uwagi pierwszej dodamy jeszcze, że Historja
o Apollonie zawiera na początku wątek powieści o ojcu, który
po śmierci żony utrzymuje stosunek z własną córką (podobny
początek u Oesterl. w nr. 244), wszystkich zaś konkurentów jej
odstrasza groźbą śmierci, jeśli nie rozwiążą jego zagadek,
a szczegół ten występuje również w baśniach ludowych por.
EZb. XII 149 nr. 159. Co do genezy motywu o zdradzie nie­
wieściej to wymaga on jeszcze bliższego zbadania, gdyż trzeba
się też liczyć z wpływem „Poncjana“ czyli „Historji o siedmiu
mędrcach“ (o tern osobno wspomnę12), może też z echem po­
uczeń ascetów bizantyńskich, na Rusi zaś napewno także z żywem echem legend cyklu Salomonowego. W folklorze ruskim
opowiadania o niedyskrecji kobiecej są bardzo liczne, ale za­
leżność ich od Gestów jest często wątpliwa; podobne teksty '
podano w EZb. III nr. 12-14 (z paralelami), VI nr. 13-14, a także
1) W wyd. Bibl Pis Pol. Ak. Urn. nr, 29 s. 211—12.
2) Zaznaczę tu ubocznie, że o wpływie „Poncjana“ na literaturę pol­
ską wspomniał niedawno J Krzyżanowski (Z dziejów romansu moralist.
w Polsce w. XVI; I Historja o siedmiu mędrcach. Studja stpol. ku czci
Brucknera, Kr 1928, p. 390); powtórzył on też za Murką, że np. powiastka
Canis znajduje się w tradycji ludowej w Poznańskiem; por. Kolberg,
Lnd XIV 316 (nie 218!), nr. 85 pt Pies wierny i wąż. Faktycznie jed­
nak ludowość wspomnianej wersji jest bardzo podejrzana ; Kolberg przedru­
kował ów tekst z Przyjaciela ludu (Leszno 1832 nr. 31), tam zaś nazwano
go wprawdzie powieścią gminną, ale nie podano miejsca ani osoby, od któ­
rej zapis pochodzi, tymczasem sama treść powiastki zdradza rękę jakiegoś
literata, który trzymał się dość ściśle drukowanego tekstu Poncjana.

23
w EZb. XXXIII 66 nr. 140: Sobaka wirnijsza od żinky; por.
też ukraińskie wersje motywu trzech rad (niżej str. 25). Z tek­
stów polskich por. nadto zapis Klicha z pow. limanowskiego :
0 chłopie co wyorał pieniądze, o jego żonie i dziedzicu (Mat.
antr.-arch. i etnogr. A. U. XI 2. 43).
6. O zdradzie udanej kochanki. Do opowiadań antyfeministycznych należy również „Przykład o chytrej zdradzie niewie­
ściej i o zaślepieniu zdradzonych“ (=kochanków; Bystr. nr. 11,
Oesterl. nr. 120), który odbił się wcześnie, bo już w 15 w.,
w jednem z -opowiadań romansu pt. Fortunat. Baśń owa, ma­
jąca motyw wybitnie orjentalny, przedstawia młodzieńca, po­
zbawionego przez chytrze udaną kochankę trzech bezcennych
sprzętów, które tenże potem odbiera zapomocą owoców, ma­
jących siłę strasznego oszpecania lub uzdrawiania ciała. Siady
tego motywu, w wersjach dość poplątanych (np. z Fortunatem),
przezierają z kilku baśni ludowych; por. Wisła VIII 531 (Cu­
downy woreczek, trąbka i pasek), EZb. XXIX nr. 25—29 (z pa­
ralelami Hnatiuka), a także Pamiatniki Jaworskiego, nr. 33. str.
90 i 129 (z licznemi paralelami1) i „Anmerkungen“ BoltegoPohvki I 469.
7—9. Przykład o chytrości djabelskiej, o pysznym cesarzu
1 motyw 3 rad. Po raz trzeci zajął się Bystroń wpływem Ge­
stów w artykule : Podania ludowe polskie spokrewnione z po­
daniami zbioru „Gesta Romanorum“*2), w którym dał paralele
do następujących ustępów: 1) Przykład o chytrości djabelskiej,
a jako sądy boskie są skryte (nr. 4, Oest. nr. 80), 2) „Przy­
kład o pysznym cesarzu Jowinianie i o jego uniżeniu...“ (nr. 6,
Oest. nr. 59), 3) „Przykład o roztropności, abyśmy wszystko
dobrym umysłem czynili“ (nr. 10, Oest. nr. 103). Z pierwszem
opowiadaniem pozostaje w związku, oprócz wymienionych przez
Bystronia zapisów Kolberga z Krakowskiego (pt. O pustelniku
i o aniele, jego towarzyszu) Kujaw i Poznańskiego, także zapis
Malinowskiego ze Śląska (Mat. antr.-arch. i etn. V 3. 224),
a ponadto tekst ruski, umieszczony w EZb. XIII nr. 283 (=Hnatiuk, Hałyćko-ruśki narodni legendy, II s. 85), pt. Pustelnyk
Ł) Jaworski j, Pamiatniki galicko-russkoj narodnoj słovesnosti (Za­
piski imp. russk geogr. obszcz., otděl. etnografii, tom XXXVII z. 1., Kijów 1915)*
2) Wisła VIII 781.

24
i anheł ; tamże podano dalsze paralele1). Z drugą baśnią łączy
się polski szkic z Delejowa pod Haliczem „O bogatym cesarzu“
(Mat. antr.-arch. i etn. XIII 3. 139) i tekst ruski z pow. kosow­
skiego, w EZb. XII nr. 197 (—Hnatiuk, Leg. I s. 202), pt. Car
Ołeksander, szczo wymazaw świate słowo z cerkownych knyh;
tamże paralele. Znacznie obszerniejszy jest zapis Hnatiuka
z Rusi węgierskiej, w EZb. XXX nr. 72, pt. „Pokaranyj car“
ale językowo właściwie tu nie należy*2).
Trzecie opowiadanie, przedstawiające t. zw. motyw trzech
rad, znane jest z kilku wersyj. W folklorze słowiańskim motyw
ten należy do najpopularniejszych, znany też jest w Polsce i na
Rusi. U ludu ruskiego odbił się on w kilku postaciach, które
dla badacza są nadzwyczaj ciekawe, pozwalają bowiem uchwy­
cić kierunek dróg, jakiemi motywy ludowe się szerzyły. Według
tych wersji motywu „trzech rad“ zarysowuje się kierunek po­
łudniowy i zachodni ; wersja, która przyszła na Ruś z zachodu
przez Polskę, ujmuje owe rady w sposób identyczny z Gestami
lub zbliżony do nich, druga zaś, która przyszła z południa, zupełn:e od nich się różni. Do zestawień Bystronia3), które do­
tyczą wersji zachodniej, dodamy zapis Malinowskiego w Mat.
antr.-arch. i etnogr. V 3. 37 (1-a rada odmienna: do przyja­
ciół często nie chodzić) i w EZb. III 170 nr. 17 (Robysz, szczo
robysz, posmotrý na koneć; występuje tu tylko jedna rada, ale
zupełnie identyczna z 1-ą radą Gestów), w EZb. III 168 nr. 16
(wszystkie rady zgodne z Gestami), ibid. s. 163 nr. 15 (trzecia
rada zgodna z Gestami) i w EZb. XXX nr. 128 (Dobri rady).
Inaczej brzmią te rady w wersji drugiej, a mian. : 1) ne znajesz
brodu, to ne jdy w wodu, 2) bez swoich oczyj, ne daj chu­
dobu, 3) bez swoich oczyj, żinku ne pusty samu; tekst taki
zapisał Kolberg (Pokucie IV nr. 44: Trzy przestrogi) i Szuchie*) O stosunku tego motywu Gestów, a także opowiadania ruskiego (Rudczenko, nr. 36) i rosyjskiego (Afanasjew, s. 172), do Śukasaptati, ArdżiBordżi itp. zwrócił uwagę A. Wesełowski; por jego : Salomon i Kitowras
s. 45 (2 wyd. w Sobr soczinienij VIII 66, Petrograd 1921).
2) Ubocznie zaznaczę, że literatura europejska o pochodzeniu tego mo­
tywu (tzw. Magnificat) jest bardzo obszerna. Zdaniem Wesselskiego (Mär­
chen des Mittelalters nr. 49, Berlin, 1925) zbadanie jej wymagałoby grubego
tomu.
3) Op cit, Wisła VIII s. 783.

25
wicz (Huculszczyzna IV nr. 81: Służba za try dukaty). Powyż­
sze brzmienie rad zgadza się w zupełności tylko z wersją albań­
ską, którą G. Meyer uważał tam za nieznaną skądinąd1),
a wersję południowo-słowiańską i nowogrecką zaliczył on do
tekstów, które R. Kohler łączy z Gestami*2). Owa zgodność
z albanszczyzną jest bardzo uderzająca, ale nie będziemy się
mą dalej zajmować, zaznaczymy tylko, że na Rusi występuje
jeszcze trzecia wersja, (żinci prawdy ne kazať, z panom ne
brataťsia, czużoi dytyny za swoju ne braty), zapisana w kilku
warjantach z Ukrainy3),* a wreszcie też z Rusi zakarpackiej
(Maramarcsz *). Wszyst kie one różnią się od drugiej wersji
Gestów (rady słowika, Oesterl. nr. 167), jakoież od wersji po­
danych u Wesselskiego (rady umierającego, nr. 31, trzy rady
Salamona, nr. 325) i zasługują bardzo na bliższe rozpatrzenie.
IO- Niewdzięczne córki, motyw Leara, W Gestach znajduje
się też motyw Leara, który spopularyzował później Szekspir :
ślady tego motywu w ustach ludu polskiego zebrał Karłowicz
w art. : Kroi Lear u nas fWisła VIII 444 n. 801), powtórnie pt. :
Do króla Leara (ib. IV 106 i 455); do wymienionych przez niego
przykładów por. jeszcze opow. O synie królewskim (Mat. antr.
arch. i etn. X 235) i O córce królewskiej (ib. 236). W obu tych
tekstach motyw został bardzo zatarty. Por. też Łopaciński, Wisła
IX 769 i XII211; (tamże paralele polskie w pieśniach). W polskim
przekładzie Gestów powieści tej nie było, brak jej też w tłuma­
czeniu ruskiem; Drahomanow, zajmując się historją motywu,
podał przekład z łaciny (Oesterl. nr. 2736).
11. Koniec przyjaźni rycerza z wężem. Z tekstu łacińskiego
rozszerzyła się też baśń o przyjaźni rycerza z wężem (De sano
consilio semper audiendo et contrario abiiciendo, Oesterl. 141)
) Tekst u G. Meyera, w Kurzgeh albanesische Grammatik, Lipsk.
1888, s. 59.
2) Ibid. s. VII,
3) Czubińskij, Trudy II 505 nr. 10; 530, nr. 25—28
) EZb. III nr. 12 15 (z paralelami). Por. też zapis od Czmychały,
EZb. XIV.
5) Märchen des Mittelalters, s. 218 n.
6) Kordelja-Zamurza ; Rozwidky Drahomanowa I 160. Lwów 1899. Euro­
pejskie paralele do motywu „drogi jak sól“ podali Bolte-Polivka w „Anmer­
kungen zu den Märchen der Brüder Grimm“ III 305 (Lipsk, 1918)

26
i chociaż niema jej w przekładzie polskim, występuje ona u ludu ;
por. Wisła XII 141, Świętek 591, Kolberg, Przemyskie 203 (op.
„Chowanek“ kończy się ugodą !). Wersję podobną do Gestów opo­
wiedział Chmielnicki posłom polskim na początku układów 1655 r.,
kiedy zażądał „chińskiej granicy“ i oddania mu różnych miast1);
por. wiersz Rudańskiego : Chmelnyćkyj z Łachamy. Genezą bajki
zajmował się Drahomanow, który wersję ruską (Chmielnickiego) łą­
czy z pośrednictwem Turków*2). Wpływy podobne są na Rusi istot­
nie (por. facecje Chodży Nasreddina), ale dowody autora niezupeł­
nie tu przekonują. Odpowiednia bajka u Reja (Zwierzyniec IV 41)
opiera Się na wersji Ezopa, a u Mickiewicza na Lafontainie3).
12. Najlepszy sen. „Przykład, abyśmy czuli dla zdrady djabelskiej, aby nas nie zdradził“ (Bystr. nr. 23, Oesterl. nr. 106)
był źródłem pierwszej komedji ruskiej, którą napisał J. Gawatowic
jako dodatek humorystyczny do swej tragedji polskiej pt. „Tragaedia... Jana Chrzciciela“, wyd. 1619 r. Treść komedji przed­
stawia trzech zgłodniałych podróżnych, którzy znaleźli kołacz
i postanowili oddać go temu, komu się przyśni najlepszy sen,
gdyż dla trzech było go za mało. Jeden z nich opowiada potem,
że był w niebie, drugi, że znajdował się w piekle. Trzeci zaś po­
twierdził ich piękny sen i rzekł : wiedziałem o tern, co opowia­
dacie, i sądziłem, iż kołacz jest wam zbyteczny, więc go też sam
zjadłem. Polskie źródło, przekład Gestów, nieznany był Drahomanowowi, który komedji tej poświęcił obszerny rozbiór i wymienił
(za Afanasjewem) warjant ludowy z pow. byriuczeńskiego4). Za­
pisy z obszarów zachodnich por. w E Zb IV 188 nr. 10, XXX 286
nr. 1435). Bajka Rudańskiego pt. Pan i Iwan w dorozi polega
na wersji osobnej.
*) Por. Historia bełli cosacco-polonici authore Sam. Grondslci, napisana
1676, wyd. przez Koppiego, 1789 w Budapeszcie.
2) Bajka B. Chmelnyćkoho ; Rozw Drah. H s. 4, 22.
3) Paralele do tej baśni w lit. europejskiej daje Bolte-Polïvka
4) Najstarszi ruski dramatyczni sceny; Rozwidky I lś6. Przedruk ko­
medji daje m. i. Krymśkyj w Narysach z istorii ukrainśkoi mowy s. 177,
Kijów 1924; por. też Zapysky Twa Szewczenka t. 35/6, Lwów 1900.
5) Tekst Gawatowica, naśladujący pozornie dowcipy „Wołowców“, opiera
się faktycznie na Gestach, gdzie służył jako „przykład“, aby „czuć się“ zdrady
djabelskiej. Zatarty w nich komizm, występuje okazalej w wersji podanej przez
Wesselskiego, na podstawie 19. przykładu z D scipliny clericalis: Dwaj,
pątnicy do Mekki są tu mieszczanami, a trzeci chłopem ; pierwsi użyli wybiegu
ze snem z chytrości, aby chłopa, jako ciężkiego na dowcip, usunąć od chleba

27
13. Wbrew woli teścia zięciem. Motyw ten występuje w Ge­
stach jako „Przykład, że przejżrzeniu bożemu żaden się sprzeciwić
nie może“ (Bystr. nr. 3. , Oesterl. nr. 20), który wpłynął częściowo,
jak się zdaje, na powieść o Marku bogatym, bardzo popularną
na Rusi. Z zachodnich jej obszarów wspomnimy tu tekst Kol­
berga z Pokucia (Posłaniec zięciem, IV nr. 6, także pierwsza
część opow. nr. 5 : Urodzony pod szczęsną gwazdą), zapis Werchratskiego z Łemkowszczyznyl) i tekst z Ukrainy pt. Pro bahatoho Marka*2). Ciekawą rozprawkę o bogatym Marku napisał
S u m c o w, który podkreślił, że wersja Kolberga (wyżej IV nr. 6)
ma zakończenie zupełnie wyjątkowe, gdyż nie wspomina o śmierci
czy potępieniu teścia w piekle, jak wszystkie inne, a tylko o po­
godzeniu się tegoż z losem3). Uderzający wreszcie jest też inny
szczegół, również bliższy do wersji Gestów, że zbawcą przyszłego
zięcia jest ksiądz (w opow. nr. 5). Autor podnosi popularność
tej baśni na Rusi, dowód tego zaś widzi w przeróbkach później­
szych (z 18 w.), które opisują pobyt Marka w piekle i wyraziły
się nawet w przysłowiu : „towczet sia, jak Marko po pekłu“.
Zdaniem Sumcowa przeróbki te zdradzają już łączność z baśnią
0 żołnierzu, który „rozbija się“ w piekle i rozpędza nawet czar­
tów4). Zaznaczymy, że przysłowie: „tłucze się, by Marek po
piekle“ zapisano w Polsce już na początku XVII wieku, nasuwa
się więc przypuszczenie, że baśń owa była tu znana o wiele
wcześniej, a stąd dopiero przeszła na Ruś5).
14—15. Repartycja zarobku. Skarb skąpca w drzewie. W twór­
czości ustnej ludu polskiego i ruskiego są ślady wielu innych
mającego się upiec w czasie ich spoczynku. Ten przejrzał jednak ich zamiar,
wstał wcześniej, zjadł chleb na pół surowy i zaspał znowu. Słyszał potem jak
owi opowiadają swe sny z zachwytem, a niby obudzony przez nich mówi :
cóż tu robicie, mnie się śniło, że jeden z was jest w niebie, drugi w piekle,
a ponieważ sądziłem, że już was nie zobaczę, sam zjadłem pieczywo (Wesselski,
op. cit. 169, nr. 69, pt. Bauernschlauheit).
') Werchratski, Pro howor hałyckych Łemkiw, s. 212 (Zbirnyk filoł.
sekc. Nauk. Tow. im. Szewcz. t. V, Lwów, 1902).
2) Czubińskij, Trudy etnogr. statist. eksp. II 341 nr. 88.
2) N. Sum co w, Skazki i legendy o Marke bogatom (Etnogr. Obozr.
XX nr. 1, M. 1894«. Tamże dalsze paralele.
4) Sumcow, ibid. s. 14; teksty w Kiew. Star VII, 1885, u Zyteckiego,
Mysli o małor dumach, s. 98.
5) S. Rysiński, Proverb, s 15, 1618 r. ; por. też Kolberg, Mazowsze
1 156; A dalb erg, Księga przysłów... W. 1894.

28
motywów, których początek można odnieść do Gestów. Wyliczę
tu jeszcze kilka ustępów. „Przykład o doskonałości“ (Bystr. nr. 7,
Oest. 57) mówi o zarobku kowala, który musi mieć 8 groszy
dziennie, z tego 2 oddaje (ojcu), 2 traci (na utrzymanie), 2 po­
życza (dla syna), a 2 nakłada (dla żony). Podobnie objaśnia kró­
lowi szewc w baśni beskidzkiej, dlaczego musi zarobić 8 groszy
na dzień : „za dwa ziję, dwa pozicám, dwa za płot ciskam,
a dwa wracam“ (Zbiór wiad. antr. kr. VII 3. s. 4), podobnie
również tłumaczy wieśniak (z pow. buczackiego) w ba.ce Chłop
i cisar (E Zb. VI s. 43), że jedne pieniądze oddaje, drugie po­
życza, inne rzuca w okno. Inne elementy obu baśni są różne ').
Opowieść o skarbie skąpca ukrytym w kłodzie drzewa
(w poi. tłum. brak, Oesterl. nr. 109) odbiła się w baśni polskiej
z pow. łańcuckiego : O bogatym panie (Mat. antr. arch. i etnogr.
VI 3.314), w ruskiej, pt. Ukarana pycha (ibid. VI 3.162) i „Boh
znaje, czym czołowika karaty maje (EZb. XIII nr. 302) ; por. też
EZb. XXX 138 nr. 68 (tekst słowacki2).
16. Ksiądz jako osoba duchowna. Opowiadanie o skuteczno­
ści mszy św., odprawianej przez niezbożnego księdza (Oesterl. nr.
12) występuje w baśni „Bozi słowa“ (EZb. XIII 87 nr. 272—3),
która motyw ów dokładnie streszcza. Graesse wywodzi go
z dogmatu katolickiego „de opérante in opere operato“, wszakże
ta sama myśl odbiła się u prawosławnych Rusinów i Rumu­
nów nawet w przysłowiu ; por. rum. la ce-ti zice popa, dar nu
face ce face el, ruskie zaś: słowes jeho słuszaj, a deł ne czyny
(„Pszczeła“, w wyd. Szczehłowej).
77—21. Potęga przekleństwa. Łaszący się osioł. Wąż nie­
wdzięczny. Zguba bazyliszka. Poręka własnem ciałem. Zgodność
motywów ludowych z wątkiem powieści w „Gestach“ nie zawsze
jest dowodem, że ostatnie są źródłem pierwszych. Opowieść
o następstwach przeklinania, „De cavendis imprecationibus“
(Oesterl. nr. 162), opisuje okolicę podgórską, w której było je­
zioro, znane jako siedlisko czartów, burzące się np. wskutek
rzucenia tam kamienia itp. Żyjący w pobliżu rolnik zaklął raz
swej córce, a natychmiast zjawił się djabeł i porwał ją itd. Wiara1
1) Liczne paralele do tej baśni daje Wesselski, op. cit s 227.
^ 2) Należy podkreślić, że powieść ta znajduje się w przekładach ruskich
Gestów, choć w polskich jej niema ; por. Ptaszycki, Srednevěk. zap. pow str 83.

29
w nieczyste miejsca i siły u ludu naszego jest bardzo rozpowszech­
niona, mogła przyjść też skądinąd, a mające podobny motyw
baśnie polskie i ruskie, nie koniecznie pochodzą z Gestów; np.
opowieści podane w EZb. XIII 125, nr. 316—319 (Jak proklała
sebe żinka, Proklatí di ty :tp.) mogły przyjść jakąś inną drogą,
zapewne zjawiły się o wiele wcześniej przed spopularyzowaniem
Gestów, gdyż wiara w moc słowa znana jest na Rusi od bardzo
dawna. Tosamo zastrzeżenie odnosi się do kilku innych motywów,
np. a) o ośle, który chciał się łasić jak pies wobec pana, ale
dostał cięgi (Oesterl. nr. 79), b) o wężu, który chce pożreć swego
wybawcę (Oesterl. nr. 174; por. o tern Szuchiewicz Hue. IV 244,
Hnatiuk EZb. XXXVII nr. 100—107 z paralelami), c) o straceniu
bazyliszka, który wszystkich zabijał wzrokiem, zapomocą lustra
(Oesterl. nr. 139 ; por. EZb. XXXVII/VIII nr. 362 „Jak połoz ubywsia“), d) o poręczeniu terminowego długu własnem ciałem (Oesterl.
nr. 195, Shylock w Kupcu Weneckim Szekspira ; por. EZb. VI
223 nr. 517 „Jak żyd rizaw z Iwana miaso“ — od Zbaraża itd.x).
A. Ł o b o d a, badając związek kilku pieśni ruskich z polskiemi, które mówią o zdradzie męża przez żonę z kochankami,
zaznaczył, że źródłem ich są Gesta, Historja siedmiu mędrców
i i.2). Jego paralele polsko-ruskie są bardzo uderzające, ale o za­
leżności tych pieśni od Gestów trudno mówić, Sumcow bo­
wiem, na którego autor co do tego źródła się powołał, wspo­
mina tylko ogólnikowo o analogji tematu ich z antyfeministycznemi opowiadaniami w dziełach średniowiecznych3). Nasuwają
się tu wprawdzie opowieści Gestów 1) o żonie, która dla ułatwienia
kochankowi ucieczki zasłania mężowi zdrowe oko (wrócił bowiem
z powodu zranienia drugiego oka), 2) o żonie, która wraz z matką
pokazuje wracającemu mężowi kapę nową, aby zakryć nią wy­
ślizgującego się gacha (por. Oesterl. nr. 122 i 123) i i., jednak
bliższy związek ich z folklorem słowiańskim wymaga jeszcze
rozpatrzenia.
22. Żywot królewski wśród ciągłych obaw. Jeżeli jednak
motyw baśni jest bardziej złożony, a mimo to podobieństwo
*) Bliższe szczegóły o genezie tej powiastki daje Wesselski op. cit. 252.
2) A. Łoboda: Polsko-russkija paralleli (Izbornik kijewskij T. D. Florinskomu, Kijów, 1904, str. 138 n ).
3) Sumcow, Pěsni o gostë Terentü i rodstwennyja im skazki (Etnogr.
Obozrěnije XII 116, M. 1892).

30
wersji ludowej z Gestami widoczne, wtedy zależność wzajemna
jest bardzo prawdopodobną, choćby wątek Gestów występował
w baśni ludowej tylko jako element dodatkowy; por. co do
tego np. powieść o próbie rozkoszy życia królewskiego wśród
groźnych obaw (Oesterl. nr. 143), która zostawiła ślad w baśni
„O trzech ułanach“ (z pod Wieliczki, Mat. antr. archeol. i etnogr.
Ak. Um. I n. s. 54) i i.
23. Niechybna kara za mord. Bardzo liczne są odmiany
powiastek o niechybnej karze za zbrodnię mordu skrytego, przyczem rolę świadka-mściciela odgrywa księżyc, zwierzę, ptak lub
przedmiot martwy ; liczne paralele do tego motywu por. Bolte-Polívka II 531—35,w uwagach do 115-ej bajki Grimmów; wersję po­
dobną widzimy np. w EZb. XIII 113 nr. 299 Misiać świdkom (z pa­
ralelami Hnatiuka), w Mat. antr.-arch. i etnogr. VI 3.337/8 Miesiąc
świadkiem (zapis Saloniego z pow. łańcuckiego) i td. Motyw
ten występuje też w Gestach, ale mord przedstawiono w nich
jako skutek zaślepionej miłości, nie jak zwykły rabunek z chci­
wości (Oesterl. nr. 277). Oto szkic tej baśni : W jakiemś państwie
wydał król prawo, że małżeństwo mogą zawierać tylko osoby
równe co do majątku, a za niedotrzymanie go nałożył karę
śmierci. Pewien rycerz zakochał się „na śmierć“ w bardzo bo­
gatej damie, która była mu wzajemną, ale też pamiętała o groźnem prawie króla i od małżeństwa się uchyliła. Zrozpaczony
szlachcic dopuszcza się mordu na pewnym bogatym bardzo,
ale ślepym wielmoży, zabiera jego skarby i przynosi bogdance.
Ta poleciła mu udać się jeszcze na mogiłę zamordowanego i do­
nieść o tern, co tam zauważy. Usłyszał on, że zmarły wołał do
nieba o pomstę, a głos jakiś odpowiedział z góry: „Za 30 lat
od dziś otrzymasz pomstę“. Ukochana oddała mu teraz rękę,
gdyż spodziewała się, że w ciągu 30 lat uda się im zło naprawić
i odpokutować. Oboje żyli szczęśliwie ; na tydzień przed upływem
30 lat wyjawił morderca swój grzech przyjaciołom i zaprosił ich
na ucztę w dniu rocznicy. Kiedy zebrała się wielka liczba gości
i kiedy wśród muzyki spędzano czas bardzo mile, wleciał do
komnaty różnobarwny (piękny) ptak jakiś i zaczął cudownie
śpiewać. Wszyscy się „zasłuchali“, tylko jeden z żołnierzy go­
spodarza domu spostrzegł w tern złą wróżbę, chwycił za łuk
i przeszył ptaka strzałą. Chwila owa stała się jednak okropną:
ziemia się rozstępuje, wszyscy zebrani się zapadają, a na tem

31
miejscu powstaje bezdenne jezioro. — Powyższa wersja różni się
od wspomnianego poprzednio motywu pomsty za mord skry­
tobójczy tylko w szczegółach, a jeśli ślady tych szczegółów są
w baśni ludowej, pozwalają odnieść zaczątek jej do Gestów. W myśl
powyższego można z nich wywodzić np. podanie „O Białej karcz­
mie“, użyte przez lud do objaśnienia początku miejsowości o tej
nazwie (Zbiór wiad. antr. kraj. Ak. Um. XI 3 s. 68). Wprawdzie
są w niem pewne różnice: opuszczono powód mordu, na mogiłę
wysłał mordercę ksiądz, który kazał pieniądze zwrócić potomkom
zabitego itd, a jednak koniec naogół dość podobny: winowajca
zadanej przez księdza pokuty nie dopełnił i na samą Wielkanoc,
kiedy żona wspomniała, że dziś mija 30 lat, karczma się zapadła,
a na miejscu jej wystąpiła woda. W wersji powyższej odbił się
ślad praktyki religijnej (spowiedź, pokuta), co zupełnie zrozumiałe,
gdyż Gesta szerzyły się najczęściej przez kościół. To samo wi­
dzimy w baśni ruskiej pt. „O córce bogacza“, która zachowała
ślady wersji Gestów nieco inaczej, wspomina o innych prakty­
kach kościelnych, niż poprzednia, a w całości przedstawia, jak
się zdaje, skrzyżowanie dwu różnych wersyj motywu pomsty za
zbrodnię. Przytoczę jej tekst według opowiadania zapisanego
w 1923 r.
Za bohaczewu donkù.

(Opowiadał M. Bojeczko, z Demianowa koło Bursztyna,
od ośmiu lat zamieszkały w Moszkowcach nad Dniestrem, pow.
Kałusz).
Buw takij wyłykij bohàcz, mow1) jednù donkù. I w neho
służyw bidnyj najmyt i kończę chtiw żynytyśi z jehó dońków.
A wna jehó ny chitiła, a win si duży wpyraw, bo jeji lubýw.
Wna jemù tak każy: jak meńi dasz toto, szczo bośniak maje,
to śi budu za teby widdawaty. Win ji każy, jak ja tobi możu
toto daty, jali ja toho ny maju. A wna każy : robysy szo chocz.
Jednoho wèczera honýw win koni nanicz. Hony win koni
lisom, jakkurát jde bośniak i pytaje, si : kudàto syńciu doroha
do syła ? Win każe : siudà, siudà. Ja was dobry zaprowadżu i wy
dobry wýjdety. Wedè win bośniaka dałeko w lis i każy: daj
myni wsi toti riczy, szo ty majesz, a jak niy, to ti zabiu! Bo::n;ak
każy: tilkoj moho majetku, ja duży bidnyj, ja łyszyw doma sè-*)
*) Znakiem w przed spółgłoską i w wygłosie wyrażam u niezgłoskotwórcze;
co do wymowy por. autora Gwara Moszkowiec i Siwki.. Lwów 1926

32
myro ditoczôk. I wziyw (najmyt) wýtiehnuw sokiyru zza pójasa
i bośniaka zabýw. Zabráw toto wrio, szczo win màw i zatiyhnůw
bośniaka pit kupu riszczi, a sam dali piszôw. A bośniak każy : Bo­
ży (2 r.), pimstysi moji krywdi! A z neba hołos witpowiw: pimszczú
si (2 r.) aż w sorok lit. A win todý wzłostyw si tej każy sam
do seby : szczo jy ? ja jehô porubàw na dribni kusoczkiy, a win
szcze si wbzywaje ! Wernùw si, druhyj ras szcze lipszy porubàw
i nakryw riszczom i dali piszow. A bośniak druhyj ras każy:
Boży, Boży, pimstý si moji krywdi ! A z neba hołos znów wit­
powiw : pimszczù si, pimszczù si, ai. w sorok lit.
Ały win (najmyt) zabràwsi dali piszôw i w rano prychody
do domu i każy diwczyni : szos chtiła, to majesz, budesz si widdawaty, cy niy? Diwczyna witpowiła: budù. A win ji niczoho
ny kazàw, witkiy win to wziyw. Todi1) gospodar pocziyw jim
porydne wisilý, daw jim bahato poli w kupi, pobuduwàw jim
tamka chatu fajnu i to wsio nawkoła parkanom wbyw. I wny
sobi piszły na nowù gospodarku. I tak woný sobi gazdujut,
duży dobry jim si powody, łysz tilko złe, szo dytyny ny majut.
I tak woný tych kilkanajciť lit żyły*2).
A tu raz jednoji noczy woný spiyt, do chaty jim misie
fajno pryswitýw, a toj mołodyj gospodar zi snu śmijesi : cha,
cha, chà ! A żinka prybudyła si : tobi szczo czołowicze jy ? A win
każy: ej, szo tobi budù kazaty. Tej dali spiyt. Druhyj raz: cha,
cha, chà ! Żinka każy, szosz tobi jy, szo ty si tak w noczy śmijèsz? Win każy, ty myni niczoho w tim ny poradysz, bo to
wsio czeres teby. Wna kae, ta skazy, kae, bo ja ny hodna wýtrymaty. Win każy: ny skazawbym ty, ały muszu skazaty, bo
ty jy ridna żinka. Znajesz — kae —jak ty buła diwczynow i ty
si ny chtiła za meny widdawaty, ały ty chtiła toto maty, szczo
bośniak maje i ja tobi totô daw. A witkiy? Koły honywiem
koni nanicz, nadijszów bośniak i ja jehô zabýw i wsi toti riczy
zabràw wid neho, a jehô zakiyhnùw pit kupu riszczi. Ja wid
něho piszów, a win kazàw : Boży, Boży itd. j. w.
') W danej gwarze: tohdý, wiec forma powyższa odbija już wpływ szkoły.
2) Termin 40 lat (por. wyżej) zaczyna się zacierać. Zwykle podaje się 30 lat,
zapewne jako okres, po którym następuje przedawnienie, a więc i na pokutę
zapóżno. W Legendzie Złotej (cap. 119 4) djabeł jako drugi argument w sporze
o duszę grzesznika przytacza: m%a est iterum praescriptione, quia eam XXX
annis possedi-. por. Wesselski, op cit. 200, w uwadze do ust. Späte Rache*

33
Jakkuràt tepér jy sorok lit, jak my si pożynyły i, kae, boh
tepér choczy si pimstyty. A wonà każy, by ja buła znała, bułabym ty niczoho ny kazała za toti riczy! A win każy, naj to
bude twij hrich, ny mij. Wna każy, znajesz szczo, prodawajmo
wsij majetok de jakij majem i, kae, najmajmo służby bożi za toho
bośniaka. Zaraz druhyj deń jid’ po wsich cerkwàch, zwożuj wsich
ksiondziw na podwire, naj prawiyt służby bożi. Moży Boh witpusty toj hrich, a majetok to je niczoho. I win ji posłuchaw
i to zrobýw.
Pozjiżdżyło si bahato ksiondziw i bahato ludyj i molyt si
za bośniakowu duszu. I jak toti służby bożi wże si kinczùt,
a jehô podwiri nawkoła potachaje, wystupaje wodà. A jeden
stareńkij ksiondz każy : ludy zabyrajty si czym skorsze i budety wydity, szo tu si stany. Ludy zaczyły wtikaty, a toj stareńkij zabùw
na stołyku knyżoczku. Jak woný widdijszły trocha na bik wit
toho poli, a tam zrobyło si wozero. A toj ksiondz stareńkij każy,
joj, ludy, ja zabùw na stołyku knyżoczku swoju ! 1 pryjszów win
nad berih na toto wozero, a toj stołyk płynę do bèreha sknyżoczkow. Prypływ do bèreha, a ksiondz sobi knyżoczku wziyw,
a stołyk widijszów dali na ózero i zatopýw si. I piszôw jehô
(toho gazdy) majetok w wicznu propaść.
Wprawdzie w baśni tej występuje wzmianka o księżycu,
ale nie przedstawiono go jako przyczynę kary na zbrodniarza
(jak np. w opow. z pow. buczackiego, EZb. XIII nr. 299 itp.),
ta bowiem następuje tu wśród objawów, które uroczystością przy­
pominają już wersję Gestów, a tak samo do wersji tej podobny
jest powód, który skłonił parobka (tam rycerza) do zbrodni ;
jest nim miłość do bogatej niewiasty.
24—25. Baśnie legendarne : Żywot św. Aleksego i św. Eusta­
chego. Zależność polskich i ruskich motywów ludowych od piś­
miennictwa zachodnioeuropejskiego najwyraźniej odbija się w ba­
śniach legendarnych, które opisują żywoty świętych. Oprócz
Gestów jako źródło wchodzi tu w rachubę Legenda Aurea, ale
oba te dzieła podają czasem wersję legendarną tak bliską, że
odgraniczenie ich refleksów w twórczości ustnej jest rzeczą
niemożliwą. Ponieważ jednak Gesta były źródłem licznych in­
nych motywów, częściowo widzieliśmy to wyżej, przeto należy
sądzić, że zapożyczono z nich także baśnie legendarne, z któ­
rych najpopularniejszemi są : Żywot św. Aleksego i św. EustaLud. XXVII. T.

3

34
chjusza. Wziętość ich sięga bardzo starej daty, dlatego np.
przedrukowano je z Gestów osobno w 1529 r.1), a z pierw­
szego żywota posiadamy też starą polską przeróbkę wierszo­
waną z XV wieku. Wierszowane przeróbki nowoczesne tegoż
występują np. na Pokuciu, por. Kolberg, Pokucie II 274, nr. 501
i 502: Oj je w boha wełykaja syfa itd. Sporadycznie spotyka
się też oparte na Gestach (Bystr. nr. 37, Oesterl. nr. 15), opo­
wiadania o św. Aleksym, np. w EZb. XXX 107 nr. 51 Pro
sw. Głeksija (tekst słowacki) ; tamże paralele Hnatiuka, wśród
których wspomniano rękopiśmienny śpiewnik bibl. Ossolińskich
nr. 3586 (pieśń 22).
Wyczerpującą rozprawę o św. Aleksym na Rusi, w prozie
i w pieśni, dała W. Adrijanowa, poprzedzając ją krytycznym
przeglądem dotychczasowych badań nad wierszem duchownym
u ludu. Autorka uwzględniła też m. i. stosunek niektórych wer­
sji do odpowiedniego wiersza staropolskiego, a także zależność
od Legendy złotej, Gestów i od „Żywotów świętych“ P. Skargi*2).
Postać św. Aleksego, który wyrzekł się w noc poślubną ko­
chanej małżonki i życfa rozkosznego, a niepoznany przez ro­
dzinę pędził u jej progów magnackich życie nędznego żebraka
do śmierci, stanowi klasyczne odbicie ideałów średniowiecza.
Przeniknęły one głęboko ówczesną psychikę chrześcijan, o czem
świadczy popularność postaci św. Aleksego w literaturze (w opo­
wieści, pieśni i dramacie), a potem też w folklorze. Na Ruszachowała się ona znacznie dłużej, niż na zachodzie.
Żywot św. Eustachjusza (Bystr. nr. 38, Oest. 110)
jest do dziś popularny u ludu, jak świadczą 1'czne zapisy w zbio­
rach etnograficznych3). Można je podzielić na dwie części, a)
legendy stojące jeszcze w wyraźnym związku z tradycją książ­
kową i dosyć zbliżone do niej, b) teksty starszego pochodzenia,
') Por. wyżej s. 8.
2) W. P. Ad r i j a n o w a, Żitije Aleksěja czełoweka bożija w drewnei
russkoj literaturę i narodnoj słowesnosti. Petrograd, 1917, str. VII +516 + tabl.
Szkoda, że autorka nie umieściła wśród dodatków — wbrew obiet­
nicy — odpowiednich wyjątków z ruskich tłumaczeń Historji Rzymskich,
które kryją się w rękopisach.
3) O licznych żywotach św. E, pisanych w Polsce aż do 19. wieku,.
jakoteż o ikonografji jego, por. A. Fischera: Święci myśliwi (Odb. z Ka­
lendarza Słowa Polskiego na r. 1923).

35
które od brzmienia literackiego czasem są bardzo oddalone
i ulegają dalszemu zatarciu. W pierwszej grupie zachowało się
nietylko imię chrzestne Eustachy, ale też pogańskie Placyd, pewne
szczegóły drobniejsze itd., w drugiej zostały zaledwie główne
rysy motywu. Por. do a) EZb. XII 156 nr. 161. Pro sw. Ostafija
(tekst z pow. buczackiego, z paralelami Hnatiuka), EZb. III 82
nr. 33 Pro grafa Teofista (tekst z Rusi Zakarp., również z pa­
ralelami), b) w Trudach Czubińskiego II 561 nr. 51 Posłuszny]
syn (nazywa się on Płakyda), 11 539 Pro szczastie, kotre pryjszło na starist’. Na legendzie tej zapewne opierają się w zasa­
dzie liczne baśnie pod hasłem : „Kiedy lepiej biedować, za
młodu, czy na starość“, co zaznaczył już pośrednio Hnatiuk;
por. EZb. III nr. 34—36, IV 180 nr. 10, IX 83, XII161, XIII184
nr. 362—4, Barącz. : Bajki, fraszki... s. 13, Jaworskij, op.
cit. 286 (tamże dalsze paralele). Baśnie ostatniego typu można
wyprowadzać z legendy o św. Eustachym szczególnie wtedy,
jeśli występuje w nich nietylko szczegół o utracie i odzyska­
niu żony, ale też o dziwnem a nieoczekiwanem uratowaniu obu
synów i odnalezieniu tychże przez ojca; por. np. EZb. III 90
nr. 34. Ciekawe stadjum w tym względzie przedstawia tekst
z pow. przemyskiego, zapisany przez naucz. gimn. w Tarno­
brzegu M. Altbauera. Zapis ten podaję niżej w dodatku bez
zmian, gdyż uwzględnione w nim cechy dialektyczne, mogą mieć
wartość dla celów językowych1).
Kończąc uwagi o baśniach ludowych polskich i ruskich,
które pozostają w związku z tak bardzo popularnem niegdyś
dziełem w Europie, Gestami Romanorum, zaznaczamy, że do­
kładne zbadanie kwestji wykaże tych śladów o wiele więcej,
niż nasz dorywczy artykuł, w którym początkowo chciano zwró­
cić tylko uwagę na drogi pochodu motywów, np. przy moty­
wie trzech rad i przy Edypie-Grzegorzu. Jednak do gruntow­
’) Literaturę do tej legendy podał Wesselski (op. laud. 236) w uwa­
gach do jej przekładu (p t. Placidus), sporządzonego z Gestów w wydaniu
W. Dicka (z rękop. insbruckiego 1342 r., w Erlanger Beitr. zur ehgl. Philol.
t. II, VII Heft, 1890); por. np H. Günter, Buddha in der abendländischen
Legende? 1922.
Na Rusi zachował się „Żywot Płakidy“ w odpisie z 14. w., a wzmian­
kuje o nim nawet już Nestor w „Cztenii o Borysie i Glebie“ (I. Sreznewskij,
Drewn. pamiatniki russk. pisma i jaz.2, s. 34, Petersb. 1882).
3*

36
nego opracowania kwestji dojdziemy jedynie drogą mozolnych
badań monograficznych nad każdym motywem, a do celu tego
trzeba naprzód zgromadzić więcej materjału, więcej zapisów
z różnych obszarów Polski, w czem wielką pomoc mogłoby
okazać szczególnie nauczycielstwo szkół powszechnych, które po­
zostaje w najbliższym kontakcie z ludem.
Lwów, 1928.
O POHANÝNI SZCZO PRYSTÁW NA CHŘESTJÁNSKU VIRU1).
Zapisał M. Altbauer od Mich. Zaricznego, 65-letniego, niepiśm.' mie­
szkańca wsi Krzeczkowy (18 km na pd-zach. od Przemyśla).

Tam f tym kraju, de były pohanýna, tam jidèn byw lisném i vin vyszów v lis i tam pryjszôw jidèn ptach : „słuchajte
pohanýno -— tak śa jehó ptach pytaje — móżebu ty prystàw
na chrastjànsku viru? a vin każe: „ja ne znàju, ja śa zapytàju
sfojèji żinky“. to toj ptach skazàw: „ta idý, zapytaj śa“. i vin
pryjszôw do sfojèji żinky i tak jij roskázuje : „żeby my prystały
na chrastjánsku viru“, „a ty jemu szczo skazàw?“ „że śa zapy­
tàju żinky sfoji“. i pryszôw i zapytàw śa jiji. a vonà jemù każe:
„to idý i jemu skaży, że prystànemo na chrastjànsku viru“.
i pryszôw v lis i totô tomu ptàchowy skazàw ; „że prystà­
nemo“. a toj ptach do nèho każe tak: „a kóły vy chôczete,
zebuvàm było dôbre, czy na stàrszi litá, czy za mołodych lit“,
a vin skazàw:. ja ne znàju, pijdù śa znovu zapotàty sfoji żinky“.
a vonà jemù skazała : „że my za mołodych lit sobi radù damù (!) ;
na stàrszi lita żebunam było dóbri (!)“. i vin pryjszôw do lisa
nazàt i totô skazàw tômu ptachówy. i toj ptach jemù skazàw
tak: „idý do chalùpa i śy vuxrystý ze sfojù żonom i z ditmý*2)".
i vin piszôw. maw sobi dva chłopci i piszlý sobi hlàdaty3)
kśóndza, żeby jich previùw na chrystjànsku viru. a voný pisztý
i najszlý sobi odnóho i skazały, szczo voný chcut prystáty na
chrystjànsku viru. ałe toj skazàw „że tôho ne zrôbju4). i voný
pisztý í najsztý sobi drùhoho, stàrszoho kśóndza, nu i toj im
drùhyj skazàw tak: „idiť sobi, i tam, de sobi bùdete noczuvàty,
żebyste cilù niez nycz ne jiły, àny pýly, àny kurýty i ráno pryjdète do mène na szczy serca“, i toj dopiro jich spovidáje i daje
im jimňá i chrestýť ich. no i jusz ich uchrystýw i sobi piszlý
nazàd do sfôji chatůpy, tam de býly. i voný tam mały majùtky,
*) W zapisie tym w wargo wo-zębowe oddano przez v, niezgłoskotwórcze u przez w, dźwięk między e-y (wyższe e) oznaczono przez » (odwrócone e)
zamiast literackiego y czasem użyto a, choć odpowiedni dźwięk jest od a
wyższy i bardziej przedni, rrzed k, g wymowa n jest tylnojęzykową.
2) d o palatalizacji dorsalnej, całkowitej.
3) 1 palatalne (hliàdaty)
4) b lekko palatalne'

37

mały dôma, korôva (!), hùsy, kaczký, kúry, no i pamih 7) tag daw,
že éa to zmarnováío i zaczsła tutý éa pohanýna naémijáty z nych:
„zákym nasz pohanýn byw pohanýnom, to maw majůtok, byw
gospôdar, a jak prystáw na chrystjánsku viru, to już ne máje
niczohó“. i zaczýta éa z nebo émijàty. a voná skazała: znàjesz
ty szczo, my teras chodím f czužýj kraj, i tam, de nas liùdy ne
znàjut’, tuśa z nas émijàty ne buduť“.
i tag zrobyły, i tak fszÿtki czetfèro iszły. i jak pryjszły na
takù vodù vełyku, że ne perajdut’2) i kłykały pereviznyka, żebu
ich pereviùs bez vôdu. a jich buło (!) dwóch tych pereviznykiw.
to toj, najśtarszyj kapitàn-szyf każe, jak jiji vzdriw, każe do toho
drùhoho : „znàjesz ty szczo, że tag mi śa totà żinka spodobała,
że takój szcze ne výdiw“. i każe : „woná miisyt’ moja byty“,
a toj drùhyj vitpovidàje : „jag móża (!) tfojà byty“, szo ty mo­
żesz zrobýty?“. „a ja mu tylko zacińu, że vin ne bilde týlko
hrôsziw maw pry sôbi, i mùsyt sfojii żinku zystàvyty jiji na za­
stat (!)3). pryjszłó do opłata, kazàw sy dàty bohàto hrôsziw, a vin
hrôsziw ne maw týlu. każe : „ne majesz týlu hrôsziw, to zystàwy
meni sfôju żinku“. a vin każe: „panové, ta ja vam bùdu vidrabjàw, a żinky ne dam“. ,,to ne pomoże riczôho, ty mùsysz daty“,
i totô buło f serdýni vodý i wonà stôho fsôho vidyła (!), szczo
już ne pomoże v nycz i fskóczyła do vôda i każe : „ni tobi, ni
meni“. ałe na totij vodi jakàz dôszka na dił4) płynuła — i jichała
na dił kilkasot mil vodôm i dystała śa do jakójś tozyný i śa
vlàpala za łozynu i dystała śa na verch i tam sobi zaczýla komurovàty. fkupyła sy tàkyj małeńkyj dymôk abó chatýnu i tam
sobi komurovàla, tam sobi szmaty prała i sobi zarabjała5), abù
żyta. a vin sóbi, jak jehô perevezły pereviznyky na druhu stronił6),
zaptatýw i piszów. i szczo vin pryjszôw na drùhu vodil, że jeho
ditý ne mohiý perejtý bes tutii vodil, bére tôho stárszoho na
płeczi i chce nésty, ałe mołótszyj płacze : „ne biidu tu“ — bo
śa bojýt! vźaw stárszoho posadýw, a mołótszoho vźaw. „dopiro
ty tu zistań7) i mołótszoho bére i nese. vin tamtoho poniùs,
povertàje nazàt, a nadletiw vowk, taj tôho stárszoho fatyw8). ta
vin do tôho chłopca prychódyť, taj nemá, taj chfertàje nazàt.
prychódyť do tamtôho, mołótszoho, taj tamtoho nemá ; vowk
vżaw. ałe pastuchý pasły dobýtok
zaczęła kryczýty : „oj, oj,* 2 3 4 5 6 7 8
') Zamiast częstszego pam bih (pan bih).

2) a niskie podwyższone.
3) jak w języku polskim, nie z u niezgłoskotwórczem.
4) 1 przedniojęzykowo zębowe ; i lekko zlabjalizowane.
5) b w tym wyrazie jest zmiękczone.
6) drugi chłop, który przysłuchiwał się opowiadaniu, dodał: „każy śa
i stóronu“.
7) z w tym wyrazie jest półpalatalne, nie jak zi w polskim wyrazie
„zima“, ale jak np w niemieckiem : sie (ona).
8) f w miejsce literackiego chw.

38
o, oow! chpuźdź vöwku“. i chpustýw i tóho i tamtoho, toj śa
chováw1) i totý pastuchý vźały tôho chłopca ze sobom do sfoho
sełą. a na druhij storoni vodý tysz pastuchý vidbýty tóho chłopca
i tuty śa chłopci chovaly, jèdin vo drùhim ne znaw. chodyły do
szkoła, vychùvaty śa.
chpała vijnà i pisztý na vijnù, jèdin o drùhim ne znaw.
totà vijnà, jak śa zaczyła, cisar, toj pohanýn pryhrevàw. ałe vin,
toj pohanýn, de prystàw na chrystjànsku viru, duże vojuvédzbyw. zaczały jehó hlàdaty, žebů výhraty. i piszły dva oficýra
hlàdaty ho i tak jiduť i jeho zdybały, vin iszov do lisa i kážed
'do něho : „pane, cy ty ne czuw o takim i vo takim“, i v-n skaże,
że ni „ałe bes to idiďdo tóji chahipýna, a ja pijdv do lisa, ja
tam za fýlu pryjdù“. nu i vin pryjszôw i zaczéw sobi z nýmy rozmavjàty*2) i skazàw do toj staréjkoji kubita (!): zvarý tam kava
tym panám, i voný zaczýiy, totý panové, pyty. ałe zaczýty jehó
prosýty : „pyj i ty z námy“. ałe vin ne chotiw. ałe pyw i jak
pyw, to vony śa na něho pózyr davały. vin już byw na vójni
i byw ranényj i voný sobi spohadały : „pewńe toj samýj vojuvěc,
szczo my po noho idémo“. zaczęły śa kóło nèho pytàty i vin
śa pryznàw : „że ja samýj toj“. pijszôw na tutù vijnù. kilka lid
vojuvały i výhraly poovertàly z vijný nazàt i býly zmytróżeneji.
i vin skazów O)3) do tóji patroli- „idý meni najdý takoje pomeszkańe, de by ne býto ditýj, bo ja je zmitróženyj, ja sy chcu
vitpoczýty“. i patrol chodýla, chodýla i do tóji samóji chata
ftrafyła, de jeho żona buła i najszła, że jedná nevista, że jest (!)
pemeszkańe. i vin tam pijszôw noczuvàty. no i vojsku4) kfateroválo naokoło toj chàty, a iota nevista mała horôt s chałupczýnom i prosýla dùze totô vôjsko, żeby jij szkoda ne robýly.
i pijszła do toho oficýra i skazała: „pane, buď dohraj, ažebv
meni tfóje vojsko ne robýto szkoda“, no i vin nakazáw: „boroný
boże to růszaty, bo kárány budete“, ałe vonà szczoś poczuvàla
i z nèho mùchy zhańała (tak pàm bil) fśo dàje). choć oficer na­
kazáw, ałe wonà sima iszła pylnuváty i sidýla ftim horodi. i je­
den syn (bo vobá piszlý na vijnù) vyszôw z horôdu a kolèga
klýcze jeho po jimùù. a druhýj syn czùje i do něho prylitaje
i każe: „jak ty śa pyszesz“? a vin każe: „tak i tak“, „a z vitkal5) ty śa tu vźaw?“ ta vin każe: „mij táto byw pohanýnom,
prystàw na chrastjánsku viru i nászu mámu pereviznyky vżały,
bo táto ne maw czym zaplatýty, a my pryjsztý na takù vodů
i táto nas perènoszuvàw i zakým jednoho pereniůs, to druhého
*) U innych osobników, szczególnie u kobiet, występuje przed u niezgloskotwórczem a podwyższone, zbliżone do o
2) z v spalatalizowanem.
3) por. uwaga 1).
4) na zapytanie, czy tak się u nich mówi, opowiadający odrzekł :
„u nás vojsku, po polsku vijsko !“
5j k lekko spalatalizowane, 1 miękkie.

39
"vowk fatýw, vernùw sa po drùhoho, to drùhoho vowk fatývf,
-a pastuchy pasły i kryczćły i vidbyły“. „ta ja tfij brat f
a maty toto fśo czuła i voný dopiró za týlu lit tam śa piznały f toj chalupczýni. a jag z vijný povernùw i zistàw ') cisarom. takù bidù maw po śfiti, a na stârszi lità zistàw cisarom
i im dobre było, że lipsze jusz ne tra. i tak sobi żyły, żyły,
póky im śa ne pyrvàly v d. .i żyły.
Opowiadanie powyższe opiera się niewątpliwie na żywocie
św. Eustachego (por. wyżej s. 35), a dość podobna wersja pol­
ska występuje w Sandomierskiem.
UWAGA 1. Do przytoczonych poprzednio argumentów (na str. 8)’
wskazujących, że w XVI wieku było najmniej cztery wydania „Historyj rzym_
skich“, dodać należy słowa przedmowy, datowanej rokiem 1540, a znajdują
cej się w unikacie monachijskim z 1540 r. (Bayrische Staatsbibliothek, Hist J
mise. 167): ..„My tedy to bacząc, tyto Hifctorye przez Janá z Kossyczek ze­
brane, ..ku Prasowaniu poddałem (!), nakład y Pracey nie lutując Które ta­
kową łacnością w czytaniu (też nád prześle prasowania) [rozstrze­
lenie moje] częścią dla składania liter Prawego, częścią też dla liter iákoby
samych siebie wyrzekaiących obdarzone naydziesz, ...(Brückner A. Zwei pol­
nische Unicate der Bayrischen Staatsbibliothek ; Archiv für slav. Plülol XLI
s. 163). Wzmianka o „przeszłych prasowaniach“ dowodzi, że przed rokiem 1540
znano już kilka przed' uków tego dzieła.
UWAGA 2. Występująca w dziewięciu odpisach ruskich opowieść
„O skąpym kowalu“, klórej brak w wydaniu Bystronia (por. wyżej nr. 15 :
Skarb skąpca w pniu drzewa), pochodzi zapewne z starszych wydań pol­
skich, spotykamy ją bowiem we wspomnianym wyżej unikacie monachijskim,
cap. 22 ; por. Bruckner, op. cit. s. 166.

RÉSUMÉ.
L’historien de la civilisation ne peut pas se borner à une étude
de la littérature écrite, il doit aussi, entre autres, tenir compte de
la production populaire orale, définir les voies par lesquelles elle
se répandait. La genèse des contes polonais et ruthènes représente
un sujet très fécond, car on peut suivre sur le territoire de l’ancienne
République Polonaise le croisement de deux courants énormes :
a) oriental-byzantin b) occidental-romain. Ce dernier, un peu po­
stérieur chronologiquement, domine exclusivement aujourd hui chez
les Polonais.
Dans l’étude présente l’auteur s’occupe des motifs qui ont
pénétré dans le peuple polonais, et souvent aussi dans le ruthène,
par l’intermédiaire du recueil „Gesta Romanorum . Après avoir
mentionné la popularité et l’ancienneté de ce recueil dans
l’Europe occidentale, il souligne le même fait dans la littérature
polonaise, démontre l’existence de quatre, au moins, éditions
polonaises au XVIe siècle, à côté des éditions latines. Dans 1 époque
du XVIIe et du XVIIIe siècle il y eut huit éditions: c’est aussi
-alors que les „Gesta“ ont passé en Ruthènie.*)
*) Por. uwaga 7 na str. 37.

40
Puisque la traduction polonaise ne contient que 39 (40)
épisodes l’auteur a fondé ses recherches sur la réimpression
latine d’Oesterley qui renferme 283 récits ; de ceux-ci les numé­
ros suivants: 12, 15, 18, 20, 57, 59, 79, 80, 81, 103, 106,
109, 110, (122, 123), 124, 126, 139, 141, 143, 153, 162, 174, 195,
(244), 273 et 277 ont laissé de traces dans la production populaire.
L’auteur énumère des parallèles pour les motifs suivants :
1. a-b Grégoire-Oedipe, en prose et en chants, 2) Julien. 3-5)
l’Histoire d’Apollonius de Tyr, récit sur la trahison féminine 6)
sur l’aveuglement des amoureux, 7-9) sur l’astuce du diable, sur
l’orgueilleux empereur Jovinien, les motifs des trois conseils;
on remarque ici la concordance de la version houtzoule avec
l’albanaise, 10) l’amitié entre le chevalier et le serpent, 1 1 )
% motif du roi Lear, 12) le meilleur songe; les Gesta Rom. sont
la source de la comédie ruthéne la plus ancienne, 13) le gendre
prédestiné; la version des „Gesta“ s’est croisée avec le récit sur
Marc le riche, 14—15) la répartition du gain, le trésor de l’avare
dans l’arbre, 16) le prêtre comme personnage ecclésiastique, 1 7—21 )
la force de la malédiction, l’âne flatteur, le serpent ingrat, la pertedu basilic à l’aide du miroir, le propre corps comme gage = Shylock, 22) la vie au milieu de menaces continuelles 23) le motif
du meurtre puni; on a ajouté un texte rapproché des “Gesta“,
provenant des bords du Dniester, 24—25) légendes: vie de saint
Alexis, de st.-Eustache.
Ce tableau n’épuise pas la question de l’influence des „Gesta"
sur la production populaire en Pologne et en Ruthènie, car l’auteur
a donné ici seulement un jet provisoire et n’a point mentionné
quelques motifs qui exigent une étude plus approfondie.

JAN CZEKANOWSKI.

NA MARGINESIE RECENZJI P. K. MOSZYŃSKIEGO
0 KSIĄŻCE: WSTĘP DO HISTORJI SŁOWIAN.
W ostatnim zeszycie VI Rocznika praskiego czasopisma
„Slavia“ p. K. Moszyński poświęcił mej książce dość obszerną,
recenzję wymagającą odpowiedzi. Korzystam w tym celu z „Ludu“,
gdyż uważam, że dyskusje pomiędzy uczonymi polskimi powinny
się toczyć na łamach polskich organów naukowych.
Ocena poświęcona mej książce przez p. Moszyńskiego
życzliwą nie jest. Jest to zupełnie zrozumiałe, jeśli się uwzględni,
że ja zajmuję zupełnie negatywne stanowisko wobec jego teorji
późnego azjatyckiego pochodzenia Słowian.
Jakkolwiek p. Moszyński z zawodu jest etnografem, zaj­
muje on bowiem stanowisko zastępcy profesora tego przedmiotu
w uniwersytecie krakowskim, rozdziałowi etnograficznemu mej
książki poświęca oń zaledwie jedną dwunastą swej oceny. Poza
krótkiem ujęciem mych poglądów ogranicza się on do nastę­
pującego ogólnika: „Parę z poruszonych przez Czekanowskiego
zagadnień już od dość dawna, definitywnie rozstrzygnięto w sen­
sie niezgodnym z poglądami autora. Inne jego pomysły znajdują
sprzeciw, lub conajmniej nie znajdują oparcia w ogłoszonym
1 nieogłoszonym materjale rzeczowym. Niektórym z nich po­
święcę nieco uwagi w opracowanym obecnie podręczniku“. Nie
ulega wątpliwości, że zostałem tu bardzo zgóry potraktowany
przez młodszego kolegę. Mogę się jedynie pocieszać tern, że
Lubor Niederle, bezspornie największy współczesny autorytet
w tych dziedzinach slawistyki, zajął w stosunku do mej książki
bardzo życzliwe stanowisko1). Przy tak ogólnikowem formułowa­
niu zarzutów, jak to uczynił p. K. Moszyński, niema się możno­
ści przeprowadzenia naukowe} dyskusji. Nie wiadomo bowiem,
o co tu właściwie chodzi.*)
*) Anthropologie 1927. Praga. Slavia 1928. P^aga.

42
Oczywiście nie zawsze twierdzenia wygłaszane z wielką
pewnością siebie muszą być słuszne. Są one nawet bardzo czę­
sto niesłuszne, zwłaszcza wówczas gdy się chce wykazać czyjąś
absurdalność przy pomocy przykładów fikcyjnych. Stwierdza to
następny ustęp recenzji. „Obok usterek rzeczowych są zresztą
w omawianym rozdziale i błędy metodyczne wzgl. logiczne.
Tak np. według autora przez wzgląd na powszechność
pieca w chacie Słowian (nie posiada go „jedynie“ chata Bułga­
rów i Serbochorwatów) należy wnioskować, że taki piec
był znany Słowianom już w ich pierwotnej ojczyźnie. Z zu­
pełnie podobnych względów należałoby np. wnosić, że dawnym
Słowianom znana była uprawa kartofli ; błąd polega na zmiesza­
niu metody filologicznej, operującej materjałem słownikowym,
z metodą ściśle etnograficzną“. (S. 818).
Ja myślę, że tak apodyktyczne pouczenia powinny być
wygłaszane dopiero po dokładnem zastanowieniu się. Przecież
tu zostały użyte tak ciężkiej wagi argumenty jak „błędy meto­
dyczne wzgl. logiczne“, „błąd“ polegający na „zmieszaniu me­
tody“, „metoda filologiczna“ i „metoda ściśle etnologiczna“.
Bezwątpienia muszą one dyskwalifikować jedną stronę. Bardzo
często dyskwalifikują one jednak tych, którzy nierozważnie po­
sługują się bronią tego rodzaju. Ma to miejsce wówczas, gdy
stanowią one odzwierciedlenie stanu subjektywnego autora,
a nie są ujęciem objektywnych stosunków pomiędzy omawianemi zjawiskami. Postaram się zatem wykazać, że zachodzi za­
sadnicza różnica pomiędzy zagadnieniem pieca i przykładem
fikcyjnym (uprawa kartofli), mającym sprowadzić mój pogląd
ad absurdum.
Istotę metody etnologicznej stanowi wnioskowanie o sto­
sunkach pomiędzy zjawiskami na podstawie prawidłowości, wy­
kazywanych przez fakty ich współistnienia przestrzennego i cza­
sowego. Na tej podstawie opierają się wszelkie próby ich upo­
rządkowania w czasie. Względna chronologizacja zjawisk należy
do dziedziny syntezy etnologicznej. Nawiązywanie zjawisk etno­
logicznych do zjawisk językowych i prehistorycznych ma na
celu przedewszystkiem kontrolę wysiłków chronologizacyjnych.
Nie zawsze mamy bowiem do dyspozycji dokumentalnie stwier­
dzone dane historyczne.

43
Chronologizację etnologiczną opieramy na założeniu, że
zjawiska rozpowszechniające się w bliskich sobie okresach czasu,
niezakłóconych poważniejszemi przewrotami i migracjami, ogar­
niają przybliżenie też same terytorja. Zasięgi zjawisk kulturo­
wych pozostają bowiem w łączności z zasięgami grup etnicz­
nych. Przez wzgląd na powyższe założenie wnioskujemy, że
zjawiska powszechne u Słowian, a nie występujące
poza Słowiańszczyzną, należą do okresu wspólnoty sło­
wiańskiej, lub też stanowią konsekwencję automatycznego rozwoju
elementów kulturowych przynależnych do tego okresu, jeśli roz­
wój tego rodzaju jest wogóle możliwy, Z tych względów wy­
posażenie izby mieszkalnej piecem do pieczenia chleba odnio­
słem do okresu wspólnoty słowiańskiej. Wniosek ten opiera się
na dodatkowem przypuszczeniu, że brak pieca w izbach pewnej
części słowiańskiego terytorjum stanowi zjawisko wtórne, oraz
że te terytorja, na których występuje zespolenie pieca piekar­
skiego z izbą mieszkalną, znajdowały się w sferze bezpośred­
nich lub pośrednich oddziaływań, bądź Słowian, bądź też tych
ludów, które oddziałać mogły na Słowian w tym kierunku
w okresie ich wspólnoty.
Zupełnie odmiennie przedstawia się zagadnienie uprawy
kartofli. Uprawa kartofli jest zjawiskiem zupełnie powszechnem
w Europie. Sięga ona tak daleko jak metalowe guziki do spodni
z napisami „Mode de Paris“, które w olbrzymiej ilości napeł­
nią muzea archeologiczne kontynuatorów prac naszych. Na tej
podstawie bystry badacz stwierdzi być może, że rozpowszech­
nienie się uprawy kartofli na caiem terytorjum Europy, nadającem się do ich uprawy, należy do okresu preponderancji kul­
tury francuskiej. Nie może on jej natomiast związać z żadnym
zespołem etnicznym w Europie, gdyż byłoby to przejawem
braku opanowania metod naukowego badania. Rozpatrywanie
stosunku pomiędzy zjawiskiem powszechnem, obejmującem całe
uwzględnionie terytorjum i zjawiskiem obejmującem jego część
daje nam bowiem zawsze wyniki nieokreślone. Stwierdza
to następujące schematyczne ujęcie ilościowe.
Jeśli uprawa kartofli jest zjawiskiem powszechnem w Euro­
pie, zaś Słowianie zajmują powierzchnię a, pozostałe zaś ludy
powierzchnię pozostałą b, to podstawą dla ujęcia stosunku po­

44
między Słowianami a kulturą kartofli, stanowi następujące ze­
stawienie tabelaryczne :
Zjawiska

Uprawa kartofli

Kategorje

jest

niema

razem



a

0

a

niema

b

0

b

razem

a +b

0

Słowianie
a

b

Jeśli zastosujemy dowolny miernik współzależności, naprzykład współczynnik asocjacji Yule’a, to jako miarę stopnia
związku pomiędzy Słowianami a uprawą kartofli otrzymamy z
q_a.O

— b.O
0
u “ ^.(T+- b.0 ~ "(P
Zero dzielone przez zero jest to wyraz nieokreślony. Człowie­
kowi, umiejącemu się posługiwać współczesnym aparatem meto­
dologicznym w dziedzinie badań naukowych, wynik powyższy
wykazuje, że na podstawie tego rodzaju nie wolno opierać
żadnych wniosków. W książce omawianej przez p. K. Moszyń­
skiego wykazałem (S. 283—289), że błąd tego właśnie rodzaju
popełnili S. Smal-Stocki i T. Gartner w swej gramatyce małoruskiej. Widocznie książka moja została nieuważnie przeczytana
przez mego recenzenta. W przeciwnym bowiem razie musiałby
sobie zdać sprawę z tego, że argument kartoflany nie sprowa­
dza do absurdu twierdzenia o piecu słowiańskim i nie ośmie­
sza mnie. Wyjaśnia on jedynie poziom tak bezwzględnej krytyki.
Bardzo znamienne jest to, że przy jednakowym pozio­
mie wykształcenia w dziedzinie metod naukowej indukcji autorzy gramatyki małoruskiej dochodzą do oderwania małorusczyzny od pozostałych języków wschodnio-słowiańskich i do
związania jej z językiem serbo-chorwackim, a p. K. Moszyński
do azjatyckiej kolebki Słowian.
Rozdziałom językowym mej książki poświęca recenzent aż
połowę swej oceny. I na tym sobie obcym terenie nie jest on
mniej bezwzględny. Aby przedstawić wzajemny stosunek po­
między językami indo-europejskiemi, zamiast ograniczenia się do

45
jednej spirantyzacji (satem-kentum), podałem dwadzieścia cech
i obliczyłem na tej podstawie stopnie powinowactwa, zacho­
dzącego pomiędzy poszczególnemi językami. Wynik ogólny zga­
dza się z ujęciami A. Meilleta i H. Hirta, wykazując ściślejsze
nawiązanie do ujęcia A. Schleichera wyraźnem przeciwstawie­
niem grupy północnej grupie południowej.
Recenzent, będąc zwolennikiem późnego azjatyckiego po­
chodzenia Słowian, przeciwstawia się możliwości odwiecznego
sąsiedztwa i ścisłego pokrewieństwa Słowian i Germanów, żąda
usunięcia trzech cech łączących Germanów z Bałto-Słowianami,
oraz dodania dwu nowych łączących Germanów z grupą italoceltycką, a dzielących ich od Bałto-Słowian. Stwierdziwszy zaś,
że przy tej zmianie cech otrzymujemy nieco większe powino­
wactwo pomiędzy językami awestyjskim i słowiańskim, niż między
słowiańskim i gockim, recenzent w porywie entuzjazmu pisze:
„Odwracają się wszystkie szyki. Upadają wszystkie wnioski. Naj­
ważniejsza karta rzucona przez autora zostaje przegrana. Rzecz
prosta nie znaczy to, aby stosowanie mierników matematycz­
nych do materjałów językowych było wogóle bezwartościowe.
Znaczy to tylko, że metoda Czekanowskiego sama przez się
objektywną nie jest. Przekonaliśmy się, ile zależy od doboru
cech ; ten zaś zależy od dobierającego. Gdyby ktoś pragnął do­
wieść ścisłego związku języka słowiańskiego nie z germańskim
lecz np. z irańskim, jego tabele, posługujące się tą samą me­
todą, wyglądałyby z gruntu inaczej“. (S. 816).
Jakkolwiek mój recenzent w następnym wierszu pisze :
„Po tern dokładniejszem zgłębieniu najważniejszego momentu
książki przejdziemy do dalszego ciągu rozdziału III“, postarajmy
się o zdanie sobie sprawy z tego, czy i w danym przypadku
entuzjazm nie spowodował powierzchowności. Jest mi to tern
łatwiejsze, że argumenty tu podniesione słyszeliśmy z Dr. J.
Kuryłowiczem już dawniej od Prof. Kazimierza Nitscha i można
się było nad niemi poważniej zastanowić.
Jest rzeczą zupełnie oczywistą, że zmiana cech, na których
opiera się klasyfikacja, musi modyfikować wyniki. Zjawiska ję­
zykowe rozwijają się jednak w czasie. Wskutek tego ogólny
wynik daje nam przekrój, odpowiadający przybliżenie pewnemu
okresowi. Zastępując zjawiska starsze młodszemi otrzymujemy
obraz ustosunkowań późniejszych i na odwrót. Gdyby mój re­

46
cenzent chciał zagadnienia istotnie zgłębić, przynajmniej tak
jak ja zgłębienie rozumiem, to musiałby sobie przedewszystkiem
zadać pytanie, jakie konsekwencje pociąga zmiana cech i co
z tego może wynikać. Doszedłby on wówczas do niezmiernie
ciekawego zagadnienia czasu, które jest mu zupełnie obce.
Aby dać możność czytelnikowi dokładnego zorjentowania
się co do przedmiotu dyskusji podaję poniżej zestawienie cech
uwzględnionych przezemnie, oraz zmian żądanych przez mego
recenzenta. W pierwszej kolumnie podaję numerację cech w ko­
lejności użytej przezemnie. W nawiasy zostały wzięte liczby po­
rządkowe cech usuwanych przez mego recenzenta, zaś liczby
21 i 22 oznaczają cechy przezeń dodane.









+
+




+



+



+
+
4+
+
+

+



+
+
+

+
+



+
+
?

+
+
+
+

+
+
+
+








+






+
+
+
+
+
+
+
+
+









+

+

+





_

+

+





+

+

+















+

+

+

?









?

+

+

+



+

+







+

+

+



+

+

+





+

+

+



+

+

+





+

+

+



+

+

+







+

+



+

+

+



+



+

+
+
+

+
+
+

+
+
+













+
+
+

+
+
+
+

?
+



Optativus
Dualis u czasowników
Zaimek względny ye\o
Dualis u i mion ^
Spirantyzacja k, g (h)
s > s (po i, u, k, r)
g", k“, guh > g, k, gh

---

U

O

îfi








+

Litewski

+ 1 +

Gocki

+
+
+

W edycki

+
+
+

1

II

21.

)G

20.

0

19.

0

14.
15.
16.
17.
18.

Łacina

(13).

Grecki

11.
12.

Głuche przy dechowe
Augment
me
Końcówki czasownik, na r
Coniunctivus
1000 = gheslo
-bhis etc.
a wewnętrzne
Perfectum reduplikowane
Aoryst sygmatyczny
t, d + t > ss
ö = a
-mis etc.
1000 = \[teu3

A w estyjski

1.
2
3.
4.
5.
(6)
(7)
8.
9.
10.
22.

O rm iański

Właściwości

St. irlandz.

Właściwości języków indo-europejskich :













Zestawienie powyższe unaocznia nam, że język gocki po­
siada najwięcej cech wspólnych z grupą bałto-słowiańską, przy

47
nielicznych cechach łączących go z grupą italo-celtycką i musi
być zatem postawiony w tem miejscu, gdzie został postawiony.
Grupa bałto-słowiańska posiada natomiast liczne cechy wspólne
z grupą wschodnią, gdyż zostały tu uwzględnione cechy stare,
a zatem występujące w archaicznej grupie wschodniej. Wrażenie
łączności grupy bałto-słowiańskiej z grupą wschodnią potęguje
jeszcze to, że już ja wziąłem dwie cechy (19 i 20) o identycz­
nych zasięgach, nawiązujące te dwie grupy. Mój recenzent żąda
jeszcze dodania trzeciej cechy o identycznym zasięgu i kładzie
w ten sposób jeszcze większy nacisk na przeciwstawienie sałemkenłum. Usuwa on równocześnie trzy cechy łączące język gocki
z grupą bałto-słowiańską i dodaje jeszcze jedną cechę nawiązu­
jącą język gocki do grupy italo-celtyckiej, oddzielającą go rów­
nocześnie od grupy bałto-słowiańskiej.
Aby wykazać, jakie konsekwencje pociągają te modyfi­
kacje ujmiemy powinowactwa pomiędzy poszczególnemi języ­
kami na podstawie cech akceptowanych przez mego recenzenta
i zestawimy ten wynik z wynikiem przezeń krytykowanym z tak
wielkim entuzjazmem. Użyjemy w tym celu przybliżonego współ­
czynnika współzależności Pearsona, jako bardziej dokładnego
miernika. Uczyniliśmy to i poprzednio dając graficzne przedsta­
wienie powinowactw.
Przy 19 cechach, akceptowanych przez mego recenzenta,
podstawę obliczenia stopnia powinowactwa pomiędzy językami
gockim i staro-cerkiewno-słowiańskim stanowi poniższe zesta­
wienie, zupełnie analogiczne do już poprzednio podanego. Ma
ono bov,'-em postać:

Język staro-cerkiewno-słowiański :
Cecha
jest
brakuje
Razem

jest

brakuje

a

Razem

b
2

7

6

6

12

u

8

19

5
c

d

Zestawienie to podaje, że z 19 cech wziętych w rachubę
5 występuje razem w obydwu językach, 6 brak w obydwu ję­
zykach, 2 występują w gockim a brak ich w staro-cerk;ewnosłowiańskim i wreszcie 6 występuje w staro-cerkiewno-słowiańskim, nie występując w gockim. Współczynnik powinowactwa
obliczany ze wzoru :
ad — bc
]f (a+b)(c+d)(a+c) (b+d)

Q * = sin 2

r

30 - 12

+ 0.31.

11. 8. 7. 12

Miernik nasz posiada tę właściwość, że przy braku ten­
dencji do współistnienia identycznych form badanych zjawisk
równa się on zeru. Przy tendencji do współistnienia identycz­
nych form wykazuje on wartości dodatnie, a przy tendencji
odwrotnej ujemne. Im jaskrawiej zaznacza się dana tendencja,
tem znaczniejsze wartości absolutne posiadają te współczynniki,
osiągając maksymalną wartość 1. W danym przypadku współ­
czynnik ujmuje stopień powinowactwa, zachodzący pomiędzy
poszczególnemi językami przy założeniu, że uwzględnione tu
właściwości można uważać za równowartościowe. Jest to oczy­
wiście postępowanie przybliżone i jego uzasadnienie może pole­
gać jedynie na tem, że otrzymuje się w ten sposób wyniki nie
nastręczające trudności przy interpretacji rzeczowej, dające na­
tomiast możność przejrzystego usystematyzowania materjału, tak
jak to ma miejsce w danym przypadku.
Dawniej dokonane obliczenia, opierające się na 20 cechach
i podane na s. 53 mej książki, dały wyniki następujące:

49
Tabela I.

Ormian.

Awestyj.

W edycki

Grecki

Łacina

S t irl.

W
o
-M
m

Gocki

Języki

Litewski

Powinowactwa języków indo-europejskich na podstawie 20 sta­
rych właściwości językowych:

Litewski

+ 1. + 96 + 57 -.72 -.91 -.57 -.50 —.28 —.21

Staro-cerk.-słow.

+.96 + 1. + 65 -.44 —.81 -.64 -.46 —.16 -.43

Gocki

+.57 +.65 + L -.21 —.48 -.51 -.65 -.42 -.62

Staro-irlandzki

-.72 —.44 -.21 + 1

Łacina

—.91 —.8

Grecki

—.57 -.64 —.51 +.21 +.48 + 1. +.65 +.42 —.02

Wedycki

-.50 -46 -.65 +.n +.50 +.65 + 1. +.95 +.11

Awestyjski

-.28 -.16 -.42 -.07 +.02 +.42 +.95 + 1. +.43

Ormiański

-.21 -.43 -67 — 52 -.32 -02 +.11 +.43 + 1.

+.90 +.21 +.21 -.07 -.52

-.48 + 90 + L + 48 +.50 +.02 —.3 i.

Zupełnie analogicznie otrzymujemy:
Tabela II.

Ormian.

Awestyj.
1

W edycki

Grecki

Łacina

15
O
O
o

S t irl.

St.-cr.-sl.

Języki

Litewski

Powinowactwa języków indo-europejskich na podstawie 19 sta­
rych właściwości językowych dobranych przez K. Moszyńskiego :

Litewski

+ 1. +.96 +.22 -.80 - 85 -.40 —.28 +.19 +.06

Staro-cerk -słów.

+.96 + 1. +.31 -.51 -.78 -.45 +.09 +.33 -.17

Gocki

+.22 +.31 + 1. + 02 -.07 -.34 —.61 -.39 -.70

Staro-irlandzki

-.80 -.51 +.02 + 1

Łacina

-.85 -.78 -.07 +.95 + L +.19 —.18 — 49 -.65

Grecki

-.40 —.45 -.34 + 12 +.19 + 1. +.59 +.33 —.17

Wedycki

-.28 +.09 —.61 -.09 -.18 +.59 + 1. +.95 +.38

Awestyjski

+.19 +.33 -.39 -.33 —.49 +.33 +.95 + 1. 4 .45

Ormiański
Lud. T. XXVII.



+.95 +.12 —.09 -.33 -.80

+ .06 -.17 —.70 —.80 -.65 -.17 +.38 +.45 + 1
4

50
W celu unaocznienia osiągniętych wyników uciekniemy
się do następującego prostego przedstawienia graficznego. Weź­
miemy kwadrat rozpadający się na pola kwadratowe, odpo­
wiadające wartościom liczbowym powyższych tabel. Wyniki
przedstawione w Ryc. 1. dla Tabeli 1 i Ryc. 2. dla Tabeli II
otrzymano zabarwiając pola odpowiadające wartościom współ­
czynników :
od -f- 0.01 do 4- 0.10 kropką,
od -f 0.11 do -f- 0.20 rzadkiemi cienkiemi kreskami czarn.,
■od -j- 0.21 do 4- 0.35 gęstemi kreskami czarnemi,
od + 0.36 do -f- 0.60 dwoma paskami czarnemi,
od -j- 0.61 do -j- 0.80 trzema paskami czarnemi,
od 4- 0.81 do -j- 1.00 czarnem polem.
J2 • ^
« ^
«
<T~*1 'S
r*- v**
o
2
•5
- ^ S S

tS)
r~a
c
Ctí
3

o
o

CU



ni

C ćo

Litewski
St. słowiański
Gocki

III

mmi
St. irlandzki

Lacina
G re c k i

Weclycki
jĄwestyjski

Onr.hński

^



I

CJ5 ><Q

m

■■hub

ii

u\

min

m

1

II

DUD

Ryc, 1. Powinowactwa języków indo-europejskich na podstawie
20 starych właściwości językowych.

W obydwu rysunkach mamy po trzy zespoły tworzące
kwadraty z czterech czarnych kwadracików. Odpowiadają one
grupom: bałto-słowiańskiej, italo-celtyckiej i wedycko-awestyj-

51
ákiej. Do grupy bałto-słowiańskiej nawiązuje się język gocki, do
wedycko-awestyjskiej — ormiański, grecki zaś zajmuje stanowisko
pośrednie pomiędzy grupą italo-celtycką i wedycko-awestyjską,
nawiązując się nieco ściślej do tej ostatniej.
• •—j

;s 'Ř
_
^
• 3

°

m

'TU
- cd
_
° Ï3
o ŁO
O

en

o
o
ta

O, Si
<U ^ 05
5- CD S £
t-3
<C O

LiteWilu

słowiański
1618
Gocki
Stirlandjlu
Łacina
Grecki

Wedycki
Awestyjski
Ormiański

EMU

IB
0

n

ii
n
mu

Ryc. 2. Powinowactwa języków indo-europejskich na podstawie 19
starych właściwości językowych dobranych przez K. Moszyńskiego.

Przechodząc do omówienia różnic pomiędzy temi dwoma
ujęciami, spowodowanych oparciem się na odmiennym nieco
składzie uwzględnionych cech, należy podnieść, że tendencja
wniesiona przez mego recenzenta do oderwania języka gockiego
od zespołu bałto-słowiańskiego i do nawiązania tego ostatniego
do języka awestyjskiego nie spowodowała zasadniczych zmian
W ogólnem wzajemnem ustosunkowaniu języków. Język gocki,
tak jak poprzednio, łączy się najściślej z grupą bałto-słowiańską
i mimo zmiany pięciu cech nie związał się on z grupą italoceltycką. Nawiązaniu się grupy bałto-słowiańskiej do języka
awestyjskiego towarzyszy osłabienie łączności pomiędzy grupą
italo-celtycką i wedycko-awestyjską, osłabienie pozycji centralnej
4*

52
języka greckiego, oraz ściślejsze nawiązanie się języka ormiań­
skiego do grupy wedycko-awestyjskiej. Poza tym jedynym przy­
padkiem wzmożenia powinowactwa, podkreśleniu łączności po­
między grupą bałto-słowiańską i językiem awestyjskim towa­
rzyszy ogólna tendencja do zróżniczkowania się języków indoeuropejskich.
Bezwątpienia obydwa te wyniki dają nam przecięcia od­
noszące się do odmiennych okresów czasu. Zachodzi teraz py­
tanie, które daje nam obraz stosunków wcześniejszych, a które
późniejszych.
Jeśli przypuścimy, że modyfikacje mego- recenzenta pole­
gają na zastąpieniu cech starszych młodszemi, to w takim 'razie
rozwój języków indo-europejskich idzie w kierunku ich zróżnicz­
kowania. Przejawia się to w osłabieniu łączności pomiędzy
grupą italo-celtycką a wedycko-awestyjską, oraz pomiędzy języ­
kiem gockim a grupą bałto-słowiańską. Nawiązanie się ściślej­
sze ormiańskiego z grupą wedycko-awestyjską stanowiłoby
w tym przypadku konsekwencję późniejszych azjatyckich losów
tych języków, zupełnie tak samo jak wzmożenie powinowactwa
języka gockiego z grupą italo-celtycką znajduje wytłumaczenie
we wczesno-historycznem współżyciu Celtów z Germanami.
W takim jednak razie zaznaczenie się powinowactwa pomiędzy
grupą bałto-słowiańską a językiem awestyjskim musi stanowić
konsekwencję późniejszego rozwoju. Przypuszczalnie wchodziłby
tu w rachubę okres wczesno-h'storycznego wystąpienia ludów
irańskich na terytorjum Europy.
Jeśli przypuścimy, że modyfikacje mego recenzenta pole­
gają na zastąpieniu cech młodszych starszemi, to w takim razie
rozwój języków indo-europejskich musiał iść w kierunku ściślej­
szego zespolenia nietylko języka gockiego z grupą bałto-sło­
wiańską, ale też i grupy italo-celtyckiej z grupą wedycko-awe­
styjską. Jedynie za tę cenę możemy bronić pierwotnej ściślej­
szej łączności grupy bałto-słowiańskiej z językiem awestyjskim.
Czy tego rodzaju ujęcie jest dopuszczalne, muszą rozstrzygnąć
językoznawcy. W każdym razie, aby wziąć w rachubę tego ro­
dzaju ujęcie, musimy się cofać tak daleko wstecz, iż broniona
przez p. K. Moszyńskiego hipoteza p( źnego przyjścia Słowian
z Azji do Europy staje się zupełnie nierealna. Mógłby tu bo­
wiem wchodzić w rachubę okres poprzedzający rozdzielenie się

53
grupy wschodniej i zachodniej. Izolacja Germanów w tym okre­
sie stanowiłaby przypuszczalnie jeszcze wyraźny ślad ich nieindo-europejskiego ppdłoża, a proces ich indo-europeizacji, przy­
najmniej w późniejszych fazach, pozostawałby w ściślejszej łą­
czności z Bałto-Słowianami, niż z Celtami.
Które z tych dwu tak zasadniczo różnych ująć jest bar­
dziej uzasadnione, tego, nie będąc językoznawcą, nie mogą oczy­
wiście rozstrzygać. Na korzyść pierwszego ującia, wypowiadają­
cego się za pierwotnością przeciwstawienia się północy połud­
niowi i stopniowo postępującego zróżniczkowania języków indoeuropejskich, nasuwają mi się jednak dwa, zdaniem mojem, po­
ważne argumenty. Przedewszystkiem prehistorycy przeciwsta­
wiają północną grupę południowej. Ponadto za tern przemawia
przeciwstawność nazwy liczebnika 1000.
Na pytanie mego recenzenta: „Jakim sposobem dostały
się między obrane cechy nazwy dla tysiąca (łączące cerkiewny
z gockim !) ? Czyż można, gdy chodzi o określenie stopnia po­
krewieństwa języków, posiadanie tej lub innej nazwy dla tysiąca
uważać za równowartościowe z posiadaniem lub nieposiada­
niem takiej np. cechy fonetycznej jak š <C s (po i, u, k, r) ? “
muszę również odpowiedzieć zdziwieniem. Czyż memu recenzen­
towi nie jest wiadome, że liczebniki, obok zaimków, tworzą
najbardziej konserwatywną część słownictwa ? W obrębie liczeb­
ników nie możemy skonstatować żadnego rozbicia dialektycz­
nego w rodzinie indo-europejskiej. Jeden liczebnik 1000 stanowi
wyjątek, jak mi na to zwrócił uwagę J. Kuryłowicz. Usunięcie
tych zjawisk, tak bardzo konserwatywnych, przez mego recen­
zenta spowodowało zaznaczenie się powinowactwa pomiędzy
grupą bałto-słowiańską i językiem awestyjśkim. Mamy tu zatein
do czynienia z punktem węzłowym krytyki.
Zajmując się językami Afryki środkowej miałem możność
stwierdzenia, że nazwy liczebników wyższych dają obraz obec­
nych ustosunkowań terytorjalnych. Natomiast liczebniki niższe,
oraz ich pochodne, odtwarzają ustosunkowanie poprzedzające
późniejsze przesunięcia terytorjalne szczepów. Przez wzgląd na
ten wynik wydaje mi się bardzo prawdopodobnem, że i w rodzinie
języków indo-europejskich rozwój szedł w kierunku zróżniczko­
wania, polegającego na wyodrębnieniu grupy północnej. Zależnie
od tego, jak się ocenia łacińskie mille, rozwój ten miał cha--

54
rakter przeciwstawienia północy południowi, lub też zróżnicz­
kowania trójkierunkowego. Dla nas w danym przypadku nie
jest to jednak istotne. Chodzi nam tu bowiem o zorjentowanie
się co do czasu, kiedy to mogło mieć miejsce. Otóż co do
tego należy podnieść, że nie można dowieść, by nazwa 1000
była przez Bałto-Słowian zapożyczona od Germanów, a w każ­
dym razie jest zupełnie pewne, iż nie można przyjąć, by została
ona zapożyczona po przesuwce germańskiej. Mamy tu zatem
do czynienia z cechą starą, sięgającą wstecz poza to zjawisko
fonetyczne. Wobec tego zaś, że w czasach poprzedzających
operowanie liczbą 1000 mamy jeszcze zwartość rodziny indoeuropejskiej, to należałoby wnioskować, iż obraz zróżniczko­
wania, spotęgowany przez pominięcie nazw tego liczebnika, dał
przewagę zjawiskom młodszym.
Przypuszczam, iż to rozpatrzenie konsekwencyj, wynika­
jących z modyfikacyj, żądanych przez mego recenzenta, wy­
starcza, aby wykazać, że jego entuzjazm został spowodowany
przez to, iż nie „zgłębił“ on należycie nasuwających się tu za­
gadnień. Nie uzasadniałoby go nawet i to, gdyby moje wra­
żenie, iż więcej iranizmów mamy na wschodzie polskiego ob­
szaru językowego, było nieuzasadnione.


*

Również i antropolog;, poświęca mój recenzent więcej miej­
sca, niż etnografji. Zaczyna się ten ustęp słowami: „Stronnice 246 —
248 rozdziału VIII mogą być klasycznym przykładem wytrzymało­
ści podstaw, na jakich Czekanowski buduje swoje antropologiczne
wnioski“. W ten sposób zostaje zaatakowane to, że, stwierdziw­
szy na 7 czaszkach okresu minoicznego śródziemnomorski cha­
rakter ludności Krety w tym okresie, jej obecne przesunięcie
w kierunku ludności Europy środkowej nawiązuję do ekspansji
helleńskiej. Miarą złośliwości mego recenzenta jest przytem to,
że dla tych 7 czaszek poobliczał odsetki i zestawił je z odsetkami
podanemi przezemaie dla serji obejmującej 46 czaszek współ­
czesnych prawosławnych Greków. Mamy tu tęż samą tenden­
cję do ośmieszenia, na którą zwracałem uwagę przy oma:
wianiu argumentu kartoflanego. Jak wygląda zaś stan faktyczny ?
Jeśli na 7 czaszek aż 5 przedstawia typ śródziemnomorski,
a ponadto skład tego rodzaju odpowiada całokształtowi na­
szych pozostałych wiadomości, jakkolwiek dokładnych określeń

55
indywidualnych nie posiadamy dla liczniejszego materjału, to
jest już mało prawdopodobne, by ten wynik mógł ulec zasad­
niczej modyfikacji, wskutek powiększenia naszych danych z cza­
sem. Jeśli zaś w materjale obecnym stwierdzamy przesunięcie
w kierunku składu ludności Europy środkowej z nieproporcjo­
nalnie wielką odsetką ludności nordycznej, zaś dawna ludność
półwyspu bałkańskiego posiadała według naszych wiadomości
charakter śródziemnomorski, to najprostszego wytłumaczenia
należy szukać w wielkim procesie, który mógł przynieść ludność
z Europy środkowej do Grecji i na Kretę. Jest ono dużo praw­
dopodobniejsze od przypuszczenia mego recenzenta, że mamy
tu do czynienia z konsekwencją kupowania niewolnic. Nie
można przecież nie liczyć się z tern, że o importowaniu niewol­
nic z Europy środkowej na Kretę w rozmiarach nakazujących
się liczyć z ewentualnością zmiany składu ludności nie wiemy
niczego zgoła, gdy natomiast autorzy starożytni pozostawili
nam pewne wiadomości o charakterze ludności starożytnej
Grecji, choćby w postaci jej ideału piękna.
Oczywiście gdybym się ograniczył do gołosłownego wy­
rażenia mego poglądu na te zagadnienia, tak jak to czyni mój
recenzent, to bym się mniej eksponował na złośliwe wycieczki
nieżyczliwych czytelników, nie zwracających uwagi na pozytywne
walory książki. Przypisuję jednak większą wagę do czytelników,
którzy, korzystając z ogólnego ujęcia najważniejszych zagadnień,
zechcą się zająć pogłębieniem zagadnień szczegółowych, tutaj
tylko prowizorycznie zaszeregowanych. Będę bardzo wdzięcz­
ny temu, kto zechce sobie zadać trud i na podstawie niedo­
stępnych mi materjałów wyjaśni rozwój stosunków antropolo­
gicznych Krety, co do której się przypuszcza, że podobnie jak
wyspy morza Egejskiego zachowała ludność starożytnej Grecji
w dużo czystszej postaci, niż kontynentalna część Grecji. Ja
ograniczyłem się do wyrażenia mego oczekiwania, popartego
wiadomościami co do różnicy pomiędzy ludnością okresu przedgreckiego i dobą obecną. Z istnienia tej różnicy nie zdawał
sobie sprawy jeszcze Felix v. Luschan, cieszący się wielkim
autorytetem. Do posunięcia naszych wiadomości o ten krok
naprzód przez X. Bolesława Rosińskiego przypisuję wielką wagę.
Aby go ocenić, należy się bezwątpienia orjentować w cało­
kształcie zagadnień. Tego nie można oczywiście wymagać od

56
etnografa, nawet i wówczas, gdy w swej recenzji poświęca wię­
cej miejsca antropologji, niż etnografji.
*
*
*
Ucząc od lat piętnastu antropologji odczuwałem bardzo
potrzebę książki, dającej uczniom możność orjentowania się
w zagadnieniach dziedzin sąsiednich. Stanowi to warunek owoc­
nej pracy naukowej. Dlatego ogłosiłem moje wykłady. Oczy­
wiście nie mogłem w tym celu przeczytać całej literatury w dzie­
dzinie slawistyki, indo-europeistyki, prehistorji, etnografji i t. d.
Musiałbym wówczas zrezygnować z zajmowania się antropologją. Nie mając możności wyczerpania materjału musiałem
oczekiwać sprostowań i uzupełnień ze strony krytyki. Mogłemto uczynić tern spokojniej, że dawałem w książce rzeczy zupeł­
nie nowe, zwłaszcza w dziedzinie metod badania. Dotychczas
krytyka nie wykazała nietylko zasadniczych błędów, ale nawet
i poważniejszych braków w mej książce, ogarniającej tak rozle­
głe dziedziny i wychodzącej tak daleko poza zakres mych studjów specjalnych. Tłumaczę to sobie tern jedynie, że wchodząca
tu w rachubę literatura naukowa dyskutuje stosunkowo nie­
wielką ilość zagadnień, opierając się na syntetycznie już ujętych
materjałach. Wskutek tego zdołałem osiągnąć orjentację ogólną
nie przeczytując całej literatury przedmiotu. Dlatego też mogę
powiedzieć zupełnie szczerze, że żałuję bardzo, iż p. K. Moszyńsk1 w dziedzinie etnografji, stanowiącej jego specjalność ogra­
niczył się do jednego przykładu fikcyjnego, w dodatku nie­
szczęśliwego, zaś dwa inne działy potraktował powierzchownie.

KAROL KORANYI.

ŁYSA GÓRA
(Studjum z dziejów wierzeń ludowych w Polsce w XVII i XVIII wieku).
(„DER KAHLE BERG“, - DER POLNISCHE „BLOCKSBERG“).

„Gdzie karczma tam prawie Łysa góra“ — pisze imć pan
Jakób Haur, w swym w r. 1693 wydanym „Składzie abo Skarbcu
znakomitych sekretów ekonomji ziemiańskiej“J) — „nie trzeba
jej zbyt daleko szukać po świecie“. Olbrzymia bowiem była
liczba miejsc, gdzie źli ludzie, a przedewszystkiem zajmujący się
czarostwem schodzili się z djabłami. „Dla złości bowiem i za­
zdrości niepohamowanej, dla lubieżności i roskoszy mizernej
nieszczęśni ludzie i zapamiętali, za żywota jeszcze społkują się
z przeklętemi czartami, dobrowolnie sobie nieszczęsny potępienia
torując gościniec" 2).
Szczególnie wielka miała być, według ówczesnej opinji,
liczba tych, którzy z przeklętnikiem utrzymują komitywę, w ru­
skich krajach Rzeczypospol:tej, gdzie w biały dzień oglądać
można było takie dziwy cudowne, jak „chłopa lecącego na po­
wietrzu, który leciał bez skrzydeł, bo go źli duchowie nieśli“3).
Uchodziły też wśród ogółu czary ruskie za najstraszliwsze i naj­
bardziej skuteczne. Kiedy w czasie sejmu elekcyjnego w roku
1648 obrady do żadnego nie doprowadzały rezultatu, skarży się
dnia 17 października jeden z posłów, „iż tak być musi, że ru­
skie czary jakieś te nasze consilia zatrudniają“4).
A jednak, — jeżeli przeglądniemy akta procesów o czary
z różnych ziem Rzeczypospolitej, to przekonamy się, że właśnie
w aktach sądowych z terytorjów bardziej na wschód położo­
nych, znajduje się bardzo znikoma ilość wzmianek o jakichś
łysych górach, schadzkach z szatanem, co więcej w bardzo
wielkiej ilości procesów wogóle o djable mowy niema. Zły duch,*)
*) str. 157. 2) Haur, I. c. 449. 3) Haur, i. c. 450. 4) Jakóba Michałowskiego, wojskiego lubelskiego, a później kasztelana bieckiego
księga pamiętni cza, Kraków 1854. str. 253.

58
0 ile go oskarżeni w zeznaniach swych wspominają, nie wystę­
puje tu, przeciwnie niż na Zachodzie, jako pan i władca cza­
rownicy, która mu we wszystkiem musi być powolna, jeśli nie
chce narazić się swemu panu i ponieść ciężkie następstwa jego
gniewu, ale jako posłuszny sługa czarownicy, wypełniający skru­
pulatnie jej zlecenia.
Rozmaite czynniki złożyły się na to, że procesy o czary
na ziemiach zachodnich wykazują pod wieloma względami
znaczną różnicę od podobnych procesów we wschodnich po­
łaciach kraju. Różnica ta objawia się zarówno w postępowaniu
sądowem, którem na innem miejscu bliżej się zajmiemy, jak
1 w wierzeniach, zapisanych w protokołach sądowych na pod­
stawie zeznań oskarżonych. Wierzenia w zachodnich stronach
Rzeczypospolitej pozostawały pod silnym wpływem wierzeń
zachodnio-europejskich. Wpływ ten wzmaga się z końcem XVI,
a zwłaszcza w pierwszych dziesiątkach XVII stulecia, znajdując
w okresie wzrastającej nienawiści wyznaniowej bardzo podatną
dla siebie glebę.
Jest rzeczą niezmiernie charakterystyczną, że w Polsce,
a dotyczy to również jej części zachodnich, spotykamy się do
końca prawie XVI wieku bardzo rzadko kiedy ze wzmianką
o djable w procesach o czary. Dopiero w XVII wieku zaczyna
on w procesach tych poczesną odgrywać rolę, nastaje epoka,
gdy, wedle skargi anonimowego autora Czarownicy Powołanej1),
„nasza Polska zgęściła się na kształt pożarów czarownicami, lube
prawdziwemi, lubo mniemanemi“. Czasy kontrreformacji i walki
z dysydentami przyczyniły się w znacznej mierze do rozpowszech­
nienia wierzeń w djabła. Wszakże zarzucano nieraz innowier­
com, że djabła chwalą2). Mikołaj Cichowski pisze nawet osobne
dziełko : „Nowe zawstydzenie iocynistów, albo jako ich pospo­
licie zowią Arianów, w którem się to pokazuje jawnie, że Ariani
djabła za Boga prawdziwego mają“3). Powszechnie wierzono, że
w miejscach, gdzie mieszkają dysydenci, a zwłaszcza tam kędy
mają swoje zbory, tam czarci z czarownicami się schadzają.
W okolicach Nowego Sącza, gdzie mieszkali Arjanie, była góra
Chełm tern miejscem, na którem wedle wierzeń ludu odbywały*)
*) Poznań 1639. 2) Morawski Szczęsny, Arjanie w Polsce, Lwów
1906. str. 282. 3) Wyszło w Krakowie w roku 1654.

59
się zgromadzenia czarownic, które tam przyjmuje i ugaszcza
djabeł, nadając im część swej piekielnej władzy, mianowicie
moc szkodzenia ludziom i bydłu, sprowadzania posuchy, ulewy
i chorób *). Miejsce to stale i później uważano za siedlisko złych,
duchów i ich sług. Nawet bowiem po wypędzeniu Arjan spo­
tykamy w procesach wzmianki o górze Chełmie, jako miejscu,
gdzie odbywają się uczty i zabawy czarownic, w których jak
zeznaje, sądzona przez ławicę nowosądecką w roku 16/0,
Elżbieta Stępkowiczowa, żona murarza, brały udział nietylko
czarownice miejscowe ale i obce, które hen aż z za Karpa/
z Preszowa (Eperjes) na zgromadzenia te przybywały2). Ma
Łysej górze w Poznaniu, na której znajdował się zbór luterański3), „czarci sejm z czarownicami uczynili“. „Kilkadziesiąt bo­
wiem czarownic“, jak przytacza w swej „Procy na ministry i na
wszystkie heretyki z piącią dawidowych kamieni w tobole“4)
Marcin z Kiecka, „na mękach wyznało, że z nimi kilkuset djabłów na Łysej górze w Poznaniu tańcowało“s). I to miejsce
słynęło jeszcze długo jako miejsce zebrań czarownic i niejedno­
krotnie jeszcze wymieniają je protokoły sądów wielkopolskich6).
Ale obok Łysych gór bardziej znanych, było cały szereg nnych, że tak powiemy lokalnych, na których czarownice odby­
wały swe schadzki z czartami. Czasem nawet nie umieją oskar­
żone określić bliżej, gdzie się owa Łysa góra znajduje. Na py­
tanie, zadane oskarżonej w jednym z procesów przez sąd
„kędy jest Łysa góra“, odpowiada inkwirowana: „kędy urosła“7).
Innym razem znów określa oskarżona jako miejsce schadzek górq
„co ją łysą zowią“8). Przeważnie podają oskarżone jako miejsce
zgromadzeń bardziej znaną wyniosłość w danej okolicy. I tak
w Kleczewie spotykamy bardzo często w protokołach wzmiankę^
o Łysej górze w Zbąszynie9), na górze na gościńcu w Klecze­
') Morawski, I. c. 282. 2) Sygański Jan, Wyroki Ławicy Nowosandeckiej (1652—1684) Kartka z dziejów sądownictwa magdeburskiego w Polsce.
Przegląd prawa i administracji T.42. Lwów 1917 str. 458. 3) Później na miejscu,
zburzonego zboru stanął klasztor Karmelitów bosych. Briickner A. Niena­
wiść wyznaniowa za Zygmunta III. Przewodnik Naukowy i literacki, R. 30.
Lwów lti02, str. 405. 4) Kraków 1607. 5) Str. 87. 6) Np. w protokole sądu.
koźmińskiego z r. 1648. 7) Milewski Karol, Pamiątki historyczno-krajowe.
Warszawa 1848. str. 351. 8) Księga miasta Kleczewa (rękopis) k. 237
verso. 9) Kleczew, k. 63v., 68v., 95v., 199v.

60
wie1), w Ślesinie na górze w rynku, ku Ślesinie2). Ale nie
zawsze oznacza wyraz „Łysa góra“ jakąś wyniosłość, n. p. „wielką
górą między krzewiną“3), lub chociażby góreczkę4), często bar­
dzo określano tem mianem miejsce, które pod żadnym wzglę­
dem za górę uchodzić nie może, jak piwnica w Radwasowie,
czy piwnica pana Cińskiego5) lub piwnica miejska6). Z czasem
bowiem wyrazem „Łysa góra“ określać zaczęto wszelkie miejsca
schadzek czarownic z czartami. Nasze protokoły sądowe7)
z XVII i XVIII wieku zawierają bardzo ciekawe dane odnośnie
do owych „Łysych gór“. Oto gdzie się znajdowały. Na dębinie8),
na dębie9), na wierzbie10), pod Bożą męką11), w pieńkach12),
w oborze boru między jeziorami13), w lesie świerkowym14), za
borem15), w borze16), nad jeziorem w borachV), u boru na
błotach, na błotach pod Ślesinem18), nad sadzawką19), na łące
nad jeziorem alias nad strugą20), na błocie przy drodze21),
w polu22), na łące23), za łąką Maćkową 24), na pastwisku w cier­
niu25), za wsią26), w młynie w lasku27), na mielcuchu karcz-* 21

*) Kleczew k. 57v. 2) Kleczew, k. 47, 140v, 208v. 3) Kleczew
k. 203v. 4) Kleczew k. 155. 5) Kleczew k. 170, 181. ć) Ehrenberg H.
Ein Hexenprozess in Polen vom Jahre 1638. Zeitschrift f. Geschichte und
Landeskunde der provinz osen. Herausgegeben von Chr. Meyer III. Poznań,
1884. str. 115. 7) Szkic niniejszy oparty jest wyłącznie na aktach procesów
o czary. 8) Kleczew k. 27v, 253. 9) Kleczew, k. 120v. 10) Kleczew
k. 216, 237v. “) Ka rwowski St. Gniezno. IRoczniki Towarzystwa Przyja­
ciół Nauk Poznańskiego T. XIX. 1892) str. 196. Kleczew, k. 43, 112, 253,
por. 215v. 12) Kleczew k. 117 ^ Kleczew, k. 135v. 14). Hockenbeck,
Hexenbrände in Wongrowitz. Zeitschrift der Historischen Gesellschaft für die
Provinz Posen. T. IX. 1894. str. 178. 15) Kleczew, k. 234. Ifj Kleczew,
k 245. 17) Karwowski. 1. c. 199. 18) Kleczew, k. 61v, 161v. 19) Kle­
czew, k. 154v. 20) Tr y pp 1 in, Tajemnice społeczeństwa wykryte w sprawach
kryminalnych krajowych i zagranicznych T. III. Wrocław 1852. str. 200.
21) Waschinski, Ein Beitrag zur Geschichte der Hexenprozesse in Westpreussen. (Mitteilungen des westpreussischen Geschichtsvereins 2. 1903). str.
45. 22) Kleczew, k. 92v, 105v. 23) Günther O. Ein westpreussischer
Hexenprozess aus dem Jahre 1648. (Mitteilungen des westpreussischen Ge­
schichtsvereins I. 1902) str. 16. 24) Milewski, I. c 350. 25) Kleczew,
k. 49. 26) Bartholomäus R. Ein Gerichtsbuch der Stadt Fordon. (Zeit­
schrift der historischen Gesellschaft für die Provinz Posen 1901). str. 227.
Xl) Siarkowski Wł Materjały do etnografji ludu polskiego z okolic Kielc.
{Zbiór wiadomości do antropologji krajowej. T. PI.) str. 41.

61
marczykowym1), za wiatrakiem2), za jeziorem3), w stodole,
za stodołami, na spichlerzu4), około bocianiego gniazda5), na
dworzysku6), w zamczysku7), w starem dworzysku8), za sto­
dołą pańską9), na krzyżowej drodze10),* na granicach11), na
granicy12), na grobach żydowskich 13), na - mentarzu 14), na dzwon­
nicy15), obok kościoła16), na szczycie kościoła17), za kościołem18),
po kościołach po wierzchu19), pod szubienicą20), na podwórzu pańskiem21), w domu balwierza22), w domu u drugiej czarownicy23),
w komorze u chłopa24).
Bliższych danych o urządzeniach znajdujących się na Ły­
sej górze mamy w aktach bardzo mało. Dowiadujemy się naprzykład, że na górze Szatrji na Żmudzi, dokąd się tamtejsze
czarownice zlatywały, żadnego budynku niema25). Koło Koź­
mina znów w Wielkopolsce zdá się tam być na Łysej górze „niby
zamek, są tam komory“26). Gdzieindziej znajduje się tam „coś
na kształt chałupy“27), czy pięknego domu28). Jest tam i łóżko,
na którem leży chora czarownica wraz ze swym djabłem29),
bywa i piec, przy którym siedzi stara wiekiem czarownica30).
W bardzo wielu okolicach miały czarownice po kilka łysych
gór. Często też wyraźnie całkiem zaznaczają to w swych ze­
znaniach, że „nie w jednym tylko miejscu bywamy“31).

') Rosenblatt J. Czarownica powołana, przyczynek do historji spraw
przeciw czarownicom w Polsce. Warszawa 188.1 str. 13. 2) Kleczew k. 159.
3) Kleczew, k. 192. 4) Kleczew, k. 192. Bartholomäus, 1. c 227.
5) Gagacki, Widok miasta Koźmina. (Przyjaciel Ludu, Leszno 1839. Nr. 15).
6) Kleczew, k. 74. 7) Bartholomäus, 1. c. 227. s) S. X. Kilka słów o cza­
rownicach w Polsce. (Przyjaciel Ludu, Leszno 1844) str. 118 9) Kleczew,
k. 288. lł) Kleczew, k 234. ll) Karczmarczyk K. Ze starych aktów.
(Lud. XVI) str 48, 50; Siarkowski, 1. c 40; Kleczew, k. 186. 12) Sem­
kowicz Wł. Dwa przyczynki do historji wierzeń ludowyeh (Lud VI.) str- 388.
Karczmarczyk K. Proces o czarostwo w r. 1688 i 1689. (Lud VII) str. 308.
13) Trypplin, 1. c. III. str. 211. 14l Ehrenberg, 1. c 103. 15) Ehrenberg,
l. c. 106. 16) Ehrenberg, 1. c. 112. 17) Ehrenberg, 1, c 110. ls) Kleczew,
k. 135. 19 Czarownica Powołana, str. 73. 20) Ehrenberg, 1. c lll.
2I) Ehrenberg, 1. c. 113.. 22) Ehrenberg, 1. c. 114 23) Bartholomäus,
l. c. 227. 24) Jucewicz L. A. Wspomnienia Żmudzi. Wilno 1842 str 182.
25) Jucewicz, I. c. 78. 26) Ciagacki, 1. c 118. 2I) Kleczew, k. 67.
2S) Bartholomäus, 1. c. 229. 29) Rosenblatt, 1. c. 17. 3e) Kleczew,
k 69v. 31) Kleczew, k. 43.

<62
Rzadko kiedy spotykamy się w zeznaniach z tem, aby się
na ową „Łysą Górę“ udawano pieszo1) ; przeważnie oświadczają
oskarżone, że „nie chodziłyśmy taro nigdy piechotą, niosło nas
coś tam wszystkie“2). Daleka bowiem bardzo była droga na
Łysą Górę. Kiedy raz jedną czarownicę, nov/icjuszkę w swym
zawodzie, opuściły w drodze powrotnej jej towarzyszki, musiała
przez trzy dni iść piechotą do domu3). Udawały się zatem na
Łysą Górę „jedne na koniach, drugie w kolasach, a trzecie po­
wietrzem latając“4). Konie i powozy dostarczali niekiedy czarci,
którzy przyjeżdżali po swe towarzyszki „w karecie w sześć
czarne konie, jakoby jacyś panowie, ale to byli djabli“5) ; nie­
kiedy było tych koni tylko cztery przy kolasie6), czasem za­
przężony był wóz zamiast w konie w cztery czarne kozły7),
które szły również i bez woźnicy8). Niektóre czarownice jeździły
w karecie, w której była kobyla głowa, czy wręcz w karecie
z kobylej głowy9), lub w czółnie z kobyły10). Nie zawsze jed­
nak dostarczał djabeł podwód czy koni. W takim wypadku za­
bierały czarownice u sąsiadów, często nawet u samego jego­
mości pana konie i kolasyn). Konie jednak takie, na których
czarownice udawały się na Łysą Górę, musiały niebawem po­
zdychać, bo wysychały12). Zamiast jednak na szkapie13), czar­
nym ogierze, na którym obok czarownicy siedział-i sam djabeł14),
czy chociażby zdechłym koniu15), jeździły cioty, jak czarownice
w Wielkopolsce nieraz nazywano, na świni zwykłej lub czarnej16),
na psie17), na koźle18), którym był właściwie djabeł w kozła
czarnego przemieniony19). Nie każda czarownica miała własnego
kozła. Nieraz po kilka czarownic miało wspólnie jednego „co*)
*) Warmiński T. Einige Bruchstücke aus den Akten des Magistrats
und des Woytamtes der Stadt Bentschen, betreffend das gerichtliche Ver­
fahren gegen- Hexen (Jahrbuch der historischen Gesellschaft für den Netze­
distrikt zu Bromberg) str. 88. 2) Milewski, 1. c. 350 3) Karczmarczyk
(Lud XVI) 52. 4) Kleczew, k. 123v. 5) Gagacki, I. c. 118. 6) Bartho­
lomäus, 1. c. 228. 7) Lilienthal J. A. Die Hexenprozesse der beiden
Städte Braunsberg. (Königsberg 1861) str. 128. 8) Lilienthal, 1. c. 131.
s) Wawrzeniecki M. Proces o czary w Nieszawie roku 1721. (Wisła XI.
1897) str. 649, 652. lc) Bartholomäus, 1. c. 228. n) Kleczew, k. 106,
117v.; Trypplin t c. III. 200. la) Trypplin, 1. c. 200. Kleczew, k. 106.
13) Kleczew, k. 3/v. M) Lilienthal, I. c 148. M) Bartholomäus, 1. c 228.
16) Kleczew, k. 245v., 73. 17) Lilienthal, 1. c. 156 18) Kleczew, k 234.
Lilienthal, 1. c. 134, 136, 156.; Ehrenberg, 105, 108. 19) Günther 1. c. 16.

63
nań wsiadały“J). Nie mieli też przeważnie swoich własnych
kozłów mężczyźni, którzy spełniali na zabawach na Łysej górze
funkcję muzykantów. Ilekroć potrzeba było muzykanta posyłano
po niego kozła którejś z czarownic, a ten przynosił go na za­
bawę2). Przylatywał też po czarownicę latoperz i „porywał ją
na Łysą górę3), ówdzie znów djabeł nie przemieniony w żadne
zwierzę nosił czarownicę na miejsce schadzek4) jakby wicher5),
jakby ptak jakiś6). W Ostrowie w Wielkopolsce przybywały
cioty na plecach mężczyzn, których nazwiska podaje jedna
z oskarżonych7), a na Żmudzi w postaci srok8).
Najczęściej udawały się czarownice na Łysą górę „w po­
wietrzu latając“. Aby się unieść w przestworza smarowały się
czarownice maściami, które otrzymywały już w formie gotowej
od czarta9), albo sporządzały same z rozmaitych przedmiotów,
idąc i tu naturalnie za wskazówkami czarta10). I tak robiły
maści : z ziół różnych, z nabiałów, serów, masła, gadziny wę­
żów i ptastwa11), z kwiecia bzowego12), z wężów, jaszczurki,
wróblich piórek i przepićrczych, oraz żabich skrzeków13), albo
„z jaszczórek i żmijów“ smażonych i cedzonych przez płatki
w czwartkowy dzień14), albo z kości z krowich nóg15), czy
wreszcie z masła i słonink'16). Czasem wystarczyło posmarować
się zwykłą rosą, aby się móc wzbić w przestworza17), kiedyindziej znów trzeba było użyć w tym celu maści aż z czterna­
stu słoików18). Wyjątkowo tylko używała czarownica innych
jeszcze środków, by dostać się drogą powietrzną na łysą górę.
Oto zamiast smarować się „mastyką“ piła proszek
zaraz na
kiju wyjeżdżała19), albo też zjadała łyżkę kaszy w specjalny
sposób sporządzonej, po której spożyciu „obracała się w srokę“
i jako ptak wylatywała z domu20).* VII)
A) Kleczew, k. 234. 2) Ehrenberg, 1 c. 108. 3) Kleczew, k 20Sv.
*) Kleczew, k. 2l5v., 237v. 5) Lilienthal, 1. c. 146. 6) Lilienthal, 1 c.
144. 7) Hassencamp R. Ein Ostrowoer Hexenprozess aus dem Jahr 1719.
(Zeitschrift der Historischen Gesellschaft für die Provinz Posen, 1893) str. 226.
*) Jucewicz, 1. c. 182. 9) Wawrzeniecki M- Proces o czary r. 1721. (Wi­
sła XIII. 1899) str. 515. Lilienthal, I. c. 144. Kleczew, k. 199v Karcz­
marczyk (Lud VII) 307. ł0) Kleczew, k. 159v. n) Karczmarczyk, (Lud
VII) str. 31 L 12) Tamże 306. 13) Tamże 303.- 14) Kleczew, k. 123. 15) Bartho­
lomäus, 1. c. 228 16) Kleczew, k. 159v. 1/) Siarko wski, I. c. 39 18) Karcz­
marczyk (Lud XVI) str. 48. 19) Tamże 50. 20) Jucewicz, 1. c. 182.

64
Nie każda jednakowoż czarownica posiadała znajomość
sporządzania maści, nie każda też miała czarta, któryby jej go­
tową maść przynosił. Zwłaszcza nowicjuszki, sztuki sporządzania
maści nie znały. Takie musiały korzystać z pomocy starych,
doświadczonych ciot, które je smarowały sporządzonemi przez
siebie maściami i umożliwiały im w ten sposób lot!). Nieraz
jednak ograniczały się one do tego, że kazały nowicjuszce
uchwycić się w pół i unosiły ją ze sobą na Łysą górę2), lub
też na sobie odwoziły z powrotem3).
Używając maści nie smarowały czarownice całego ciała,
ale tylko piersi4), albo miejsce pod pachą5), pod pachy po łok­
cie6), podeszwy, potem dłonie, potem pod pachy7), pod pachy
i na czole8), pod pachą i na łysinie9). Smarowanie musiało
być bardzo staranne, bo biada tej czarownicy, która się nie
dosmarowała. Taka mogła niedolecieć do miejsca schadzki i spaść
gdzieś po drodze. Zdarzyło się to jednej z czarownic bocheńskich,
która na półtora mili przed Łysą górą spadła, aż inne musiały
przylecieć po nią i pomóc jej udać się w dalszą drogę10).
Kiedy się czarownica posmarowała maścią, wówczas, (nie­
kiedy po wyszeptaniu jakichś słów czarodziejskich n) natychmiast
wylatywała kominem12) i leciała na łysą górę, jakoby płynęła13).
Komin to stała droga, którą czarownica wydostaje się na ze­
wnątrz. Prawie w każdym protokole, gdzie mowa o locie na
Łysą górę, spotykamy ten szczegół. Nawet świadek w procesie
zeznaje, że widział na własne oczy, jak żona jego, oskarżona
0 czarostwo, wraz z towarzyszkami smarowały się ze słoików
1 wylatywały kominem na Łysą górę14). Wyjątkowo tylko wy­
dostawała się czarownica z domu oknem15). Przy locie posłu­
giwały się czarownice niekiedy skrzydłami16), przeważnie zaś
siedziały podówczas na jakimś przedmiocie, jak na kiju17), ki­
jance 18), pociaszku, pomietle, motyce, szabli19), lub ożogu20) ;
*1 Bardzo często spotykamy w protokołach zeznania : „smarowała mnie
ta baba“, „smarowały mnie maściami“ itp. 2) Karczmarczyk (Lud VII 313.
3) Karczmarczyk (Lud VII) 314. 4) Karczmarczyk 'Lud VII) 314. 5) Jucewicz, I. c. 78. 6) Kleczew, k. 68. 7) Kleczew, k. 27v., 253v. 8i Kle­
czew, k. 160. 9) Kleczew, k. 126v., 237v 10) Karczmarczyk (Lud XVI)
51. u) Karczmarczyk (Lud VII) 314. Lilienthal, 1 c 144. 12) Milew­
ski, 1 c. 350. 13) Kleczew, k 155, 14) Kleczew, k 260v 15) Karczmar­
czyk (Lud XVI) 48. 16) Kleczew, k. 68 17) Lilienthal, 1 c. 134. 18) Kle­
czew, k. 245 19) Karczmarczyk (Lud XVI) 51. 20) Hassencamp, 1. c. 225.

65
lecą przytem „wyżej najwyższych lasów“1), unikając przelotu
ponad domami, oznaczonemi literą „S“2). Smarowano się za­
sadniczo tylko przed lotem na Łysą górę. Zdarzało się jednak,
że kiedy miały wracać do domu, jedna z czarownic kropiła swe
towarzyszki jakimś bliżej nieznanym płynem3).
Jeżdżono, czy latano na Łysą górę zazwyczaj co tydzień
raz jeden a to przeważnie we czwartek4), rzadziej we wtorek,
z wieczora, lub w nocy o północy5). W niektórych okolicach
zlatywały czarownice na Łysą górę dwa razy na tydzień6), mia­
nowicie we czwartki i świąteczne niedziele7), względnie „we
wtorki i czwartki w każdy tydzień w nocy“8). W Warmji od­
bywały się schadzki czarownic dwa, względnie trzy razy do
roku, a to w noc Walpurgji i w noc św. Jana, a nadto nie­
kiedy jeszcze w jakiś dzień świąteczny, np. w św. Łucję9).
Akta sądowe z innych okolic Polski "nie zawierają żadnych
wzmianek o nocy Walpurgji, wspominają natomiast o zlotach
czarownic w noc św. Jana10),* w wigilję Zielonych Świątek11),
bezpośrednio po Świętach Wielkanocnych12), na Wniebowstą­
pienie13), Boże Ciało14), oraz w wielkie święta15).
Przybywało czarownic na Łysą górę bardzo wiele16). „Gro­
madami ich tam było“17), cała chmura18), „taka ćma, niezli­
czona, że okiem nie przejrzy“19). Czasem jednakowoż „djablo
mało ich tam było“20), ot nieco więcej nad trzy dziesiątki21),
lub tylko ośmnaście 22) względnie mendel23), nieraz tylko siedem24)
lub nawet pięć czy cztery25).
') Jucewicz, 1. c. 78. 2) Lilienthal, 1. c. 144. Litera „S“, oznacza
prawdopodobnie początek wyrazu „Sator“. 3) Kleczew, k. 235. 4) Milew­
ski, 1. c. 352. Semkowicz l.c.388. Karczmarczyk (Lud VII) 307. Karcz­
marczyk (Lud XVI) 48. Gagacki, 1. c. 118. Lilienthal, 1. c. 127. Kle­
czew, k. 19, 27v., 67, 96, 112,123,134v., 226v., 234,253v., 261, 276v. 5) Kle­
czew, k. 193. 6) Karwowski, 1. c. 199. 7) Karczmarczyk (Lud VII) 309.
8) Kleczew, k. 68. Bartholomäus, I. c. 228. 9) Lilienthal, 1. c. 134, 138,
149. 10) Günther, 1. c. 16. Jucewicz, 1. c. 209. Waschinski I. c. 43, 44.
Kleczew, k. 237v. n) Ehrenberg, 1. c. 113. 12) Siarkowski, I. c. 40.
Kleczew, k. 161v. 13) Milewski, 1. c. 350. 14) Bartholomäus, 1. c. 228.
15) Ehrenberg 1. c. 105. 16) S. X. 1. c. 180. Wawrzeniecki (Wisła XI) 650.
Wawrzeniecki (Wisła XIII) 514. Karczmarczyk (Lud VII) 314. Kle­
czew, k. 62, 122, 126v. 17) Kleczew, k. 248. ls) Bartholomäus, I c.
228. 19) Milewski, 1. c. 350. =•) Kleczew, k. 27v., 253v., 155. '21) Juce­
wicz, 1. c. 182. 22) Kleczew, k. 193. 23) Kleczew, k. 2l5v. (Mendel = 15
sztuk). 24) Kleczew, k. 244v. 2S) Kleczew, k. 187, 37v.
Lud. T. XXVII.

5

66
Tam gdzie tylko mała przebywała liczba, tam znały się
wszystkie między sobą. Oskarżone podają w sądzie nazwiska
tych osób, które z niemi bywały na Łysej górze. Inaczej jednak
było, gdy wielka zgromadzała się ciżba. Wtedy niełatwo było
znać wszystkich obecnych po imieniu, a poznanie tych, które
się na Łysej górze zjawiały, utrudniała w znacznym stopniu oko­
liczność, że większość czarownic bardzo pięknie się stroiła, tak,
„że nie można ich było uznać“1), a nadto za każdym razem
w coraz to innych nieraz bardzo drogich przybywały szatach2).
Wśród szat przeważał kolor biały3). Niektóre przybywały na
Łysą górę już pięknie wystrojone, niezawsze co prawda we wła­
sne suknie. W Wielkopolsce zdarzyło się, że pewna niewiasta
wiejska przyszła na Łysą górę w sukni swej pani. Kiedy zaś
podczas zabawy suknia się w tańcu rozdarła, zaszyła ją czarną
nicią nie mając białej. W ten sposób zdradziła się, że była rze­
czywistą czarownicą4). Niektóre natomiast dopiero na miejscu
schadzek się przebierały5). Dla niepoznania wdziewały czarow­
nice kopieniaki6), kapy płócienne7) lub kosmate z rogami8),
twarz zakrywały kapturami9), lub maskami10).*
Przewagę wśród obecnych miała płeć żeńska. Obok sta­
rych bab bywały młode kobiety, a nawet dziewczątka w „Ieciech około dwunastu i dziesięci“11). Zdarzało się, że mężczyzn
wogóle nie było, tylko djabeł12). O ile mężczyźni brali udział
w zabawach na Łysej górze, to przybywali tam w charakterze
muzykantów, wyjątkowo zaś tylko z tytułu zajmowania się
sztuką czarowniczą, choć bywało, że żona nauczywszy męża
czarować, przybywała z nim potem na Łysą górę13). Zazwyczaj
jednak, o ile kobiety zabierały mężów swych?4), czy synów15)
ze sobą na zabawę, to tylko na to, aby ci przygrywali do
*) Wawrzeniecki (Wisła XI) 650. Ehrenberg 1. c. 114. Kle­
czew, k 128. J) Wawrzeniecki (WisłaXI) 650. Wawrzeniecki (Wisła
XIII) 514. Kleczew, k. 61v. 3) Wawrzeniecki (Wisła XIII) 514 Karcz­
marczyk (Lud VII) 313. 4) Wójcicki K. Zarysy domowe. Warszawa 1842.
T. III. str. 174. 5) Karczmarczyk (Lud VII) 313. 6) Kleczew, k. 215v.
7)Wawrzeniecki (Wisła XI) 650, (WistaXIII) 514. Kleczew, k. 155, 159.
s) Kleczew, k. 204. 9) Milewski, I. c. 352. Kleczew, k. 122, 236v. 10) War­
miński, I. c. 84. Ehrenberg, 1. c. 115. Kleczew, k. 90. Bartholomäus,
1. c. 228. u) Kleczew, k. 34. Bartholomäus, 229. 1J) Kleczew, k. 75
13) Karwowski, 1. c. 199. 14) Tamże; Trypplin, 1. c. III. 200. Kleczew^
k. 96v., 134v. 15) Klecze w, k. 49.

67
tańca. Nie do wyjątków tei należało, że i małe dzieci, ofiaro­
wywane niekiedy potem djabłu*1), przynoszono ze sobą na Łysą
górą, gdzie jedna z czarownic spełniać musiała obowiązki pia­
stunki i kołysać dziecię do snu2).
Pomimo bowiem, że wszystkie czarownice uważały się za
siostry i witały się słowami „witaj sobie suko, siostro nasza“3),
to jednak nie panowała wśród nich na Łysej górze zupełna
równość. Niektóre z pośród czarownic były „starsze“4) nad
innemi; zwały się wedle zeznań „cesarzowe“5) czy „królowe“6),
a córki takich „królewnę“7). Miały nawet nieraz jakieś tytuły
specjalne. Jedna z oskarżonych naprzykład zeznaje w roku 1646
przed sądem, że ją współtowarzyszki „miały sobie za Djanę
jakąś“8). Inne pośledniejsze, „ubogie“9) musiały tamtym służyć,
przynosić im potrawy do stołu, nalewać szklanice, trzymać
światło10). Do ich obowiązków też należało ustawianie krzeseł
przy stołach na Łysej górze11), zamiatanie12) miejsca zabawy,
mycie naczyń po uczcie13). Niektóre z nich, zwłaszcza podeszłe
wiekiem, które z powodu starości w tańcu udziału nie brały14),
miały sobie powierzone funkcje kuchmistrzyń i kucharek15),
względnie szafarek jadłalb).
Tamte znamienitsze chodziły pięknie ubrane, tańczyły z pa­
nami17), t. j. znamienitszymi djabłami, ucztowały przy stołach
nakrytych kobiercami, jadały z półmisków cynowych wyszukane
potrawy, jak naprzykład sarninęI8), pijały wino, przechowywane
w srebrnych flaszkach, ze srebrnych kubków, podczas gdy
ubogie musiały niejednokrotnie siedzieć na szarym końcu i za­
dawalać się zwykłem piwem19), miast z puharów pić ze skorup
z jaj, a nadto nieraz zjadać to, co tamte zostawiły20), lub też
jakieś zwykłe bardzo potrawy, np chleb ze serem21).
Rosenblatt, 1. c 17. 2) Kleczew, k 75. 3) Bartholomäus,
1. c. 228. 4) Kleczew, k 192, 236v. 5) Hassencamp, 1. c. 226. 6) Tamże;
Milewski, 1. c. 351. Siarkowski, 1. c. 42. Bartholomäus, 1. c. 228: Kle­
czew, 123v., 128, 187v. 7) Kleczew, k. 128 8) Kleczew, k. 237v. 9) Kle­
czew, k. 188 10) Ehrenberg, 1. c. 107. Milewski, 1. c. 350. Kleczew, k.
236v. u) Karczmarczyk (Lud VII) 313. la) Wawrzeniecki (Wisła XIII) 513.
13) Ehrenberg, 1. c. 103. Lilienthal, 1 c. 156; 14) Lilienthal, 1. c. 146
Kleczew, k. 68y. w) Lilienthal, 1. c. 146. Kleczew, k. 123v, 159, 192.
16) Gagacki, 1. c 118. 17) Milewski, 1. c. 350. 1S) Günther, 1. c. 16. M ■
lewski, 1. c. 352. Karwowski, 1 c. 197. 19) Günther, 1. c. 16. ao) Ehren­
berg, 1. c. 113

5*

68
Zazwyczaj jednak raczyły się wszystkie czarownice obecne
na Łysej górze temi samemi potrawami, jakie podawano przy bie­
siadzie. A bywały też niejednokrotnie bardzo wyszukane potrawy,
jak mięso, gęś, cielęcina 7), pieczone kury i inne ptactwo2), względ­
nie gadzina3), kołacze4), chleb z pszenicy5), kołacze przekładane6),
jajecznica7), kluski smażone8), kluski, które gnietły na srebrnych
nieckach9), cukry10).* Do tego popijano wino11), miód12), małmazję13), gorzałkę14), piwo15), które w dzbanach trzymano16),
a którego nieraz beczki całe bywało17), czasem zaś mniej wy­
szukane napoje jak kobylą urynę18), z kubków srebrnych19),
drewnianych20), kufli malowanych21), krużli cynowych22). Nie­
kiedy jednak miasto kieliszków używano „szkapich rur“23), sko­
rup z jaj24), lub kopyt końskich25). Co prawda nie zawsze było
wyborowe jedzenie, spożywano bowiem mięsiwo z bydlęcia,
szkapy, owcy, czy świni, które zdechły z przyczyny czarownic26),
a które brano ze sobą na Łysą górę27). Często też przekony­
wali się uczestnicy biesiad na Łysej górze, że owe doskonałe
potrawy, podawane do stołu, to tylko „mamona“ — mamidło28).
Oto jedzenie, które z Łysej góry przynoszono do domu, prze­
mieniało się w szkapie lub świńskie łajno29), a i pączki poda­
wane na ucztach, „to również podobno kobyle bobki“30).
*) Kle cz e w, k. 237v. 2) Sygański, 1. c. 458. 3) Kleczew, k. 123v.
(Gadzina — ptactwo domowe). 4) Kleczew, k. 67. s) Kleczew, k. 68v.
6) Kleczew, k. 187v. 7) Karczmarczyk (Lud XVI) 52. 8) Kleczew, k.
75. 9) Siarkowski, 1. c. 41. 1#) Bartholomäus, 1. c. 229. n) Ehren­
berg, 1. c. 105, 106, 110. Warmiński, 1. c. 84 Gagacki, 1. c. 118. Li­
lienthal, 1. c. 127. Karwowski, 1. c. 197. Milewski, 1. c. 350. Kleczew,
k. 186, 187v. 12) Lilienthal, 1. c. 127. Gagacki, 1 c. Kleczew, k. 237v.
13) Kleczew, k. 204v. 14) Siarkowski, 1. c. 40. Kleczew, k. 187v., 216.
237v. 15) Lilienthal, I. c. 147. Ehrenberg, 1. c. 103, 106. Milewski,
l. c. 350. Kleczew, k. 34, 199v., 216, 237v., 234v. Warmiński, 1. c. 84.
Sygański, 1. c. 458, „mieli tam piwo czarne“. Kleczew, k. 181v. 16) Kle­
czew,k.68v. 17) Lilienthal,1. c. 146. H a ssen c amp, 1. c. 225. ls) Bartho­
lomäus, 1. c. 229. Kleczew, k. 37v. 19) Siarkowski, 1. c. 41. Lilienthal, 1. c. 146. 70; Lilienthal, 1. c. 147. 21) Kleczew, k 110. 22) Karcz­
marczyk (Lud XVI) 50. 23) Kleczew, k. 193. 24) Lilienthal, 1. c. 146 147.
25) Bartholomäus, 1. c. 229. 25) Kleczew, k 136v. 123. Bartholomäus,
I. c. 229. *7) Kleczew, k. 159. 2S) Kleczew, k. 204v. ^S. X. (Przyjaciel
Ludu) 1. c. 178. Bartholomäus, 1. c. 229. Kleczew, k. 193. '*) Kleczew,
k. 155.

69
Jedzenia i „pijania“ zastawały czarownice nieraz już przy­
gotowane1) na Łysej górze, djabeł przynosił wszystko2); nieraz
natomiast musiały same starać się o strawę i napoje. Czarami
zabijały chudobę sąsiadów, by dostać mięsa. Latając na Łysą
górę w korytkach, czy czołnikach ponad polami zbierały rękoma
plon i z niego chleb piekły3). Ze spichlerza pańskiego, brały zboża
na piwo i gorzałkę, „co sobie robieły“ na Łysej górze na „trak­
tament“4). Wykradały też gotowe piwo, to od sąsiadów, to
z miasta (piwnicy miejskiej5), to z dworu6),, z piwnicy od miel­
carza 7), z karczmy8), wynosząc je płachtami9), rzeszotami, far­
tuchami10),* a nawet uszkiem od igły11)Po uczcie następowały tańce z djabłami młodymi i starymi,
którzy przybywali na Łysą górę strojno, w bogatych szatachla),
w czerwonej sukni, czerwonej czapce i czerwonych butach ; jedni
odziani po polsku, inni po niemiecku, lub po francusku13). Cza­
sem zamiast z czartem obracała się czarownica w koło z czarnym
kotem14). Do tańców przygrywali mężczyźni specjalnie w tym celu
na Łysą górę przybywający, rzadziej przygrywał sam rogaty t. j.
«zart15). Grano na skrzypcach16), bywało nawet, że na prze­
wróconych, opacznych17), którym wtórowały niekiedy basy18),
na piszczałce19), na trąbce20), na dudach21), względnie gajdach22)
lub bąkach23), na serbach świecących24). Przeważnie jednak po­
sługiwali się muzykanci na Łysej górze zupełnie innymi, nie­
zwyczajnymi, instrumentami. Najczęściej używanym przez orkie') Karczmarczyk (Lud VII) 311. 2) Ehrenberg, 1. c. 103, 115.
3) Kleczew, k. 204v. Bartholomäus, 1. c. 228. 4) Kleczew, k. 117v.
5) Ehrenberg, 1. c. 103, 106. Kleczew, k. 191v. J99. 6) Ehrenberg, 1. c.
113. Kleczew, k. 199v. Warmiński, 1. c. 84. ’) Kleczew, k. 209v. 8) Kle­
czew, k. 105v. 9) Kleczew, k. 199v., 230, 247v.,_248. 10) Kleczew, k. 209v.
**) Kleczew, k. 192. 12) Karwowski, 1. c. 197. 13) Kleczew, k. 75. O djable napiszę obszerniej w osobnym szkicu. 14) Kleczew, k. 154v. ls) Jucewicz, 1. c. 78. Lilienthal, 1. c. 127. Kleczew, k 253. Bartholomäus,
1. c. 230. 16) Sygański, 1. c. 458. Jucewicz, 1. c. 78. Bartholomäus,
1. c. 230. Kleczew, k. 37v.,43v, 47a,52, 67,112, 142,160,187v. Lilienthal,
1. c. 147, 148. 17) Kleczew, k. 275x. ls) Kleczew, k 47a. 19) Karwowski,
1. c. 197 J ablczyński J Rys historyczny miasta Dolska i jego okolic. Po­
znań 1857, str 170 S. X (Przyjaciel Ludu) 1. c. 178. Kleczew, k. 127,128v,
159. Lilienthal, 1. c. 127, 148. *°) Kleczew, k. 192v, 21) Bartholomäus^
I. c. 230. Kleczew, k. 238, 192v. sa) Warmiński, 1. c 84. 23) Kleczewy
k.' 43a, 47a, 141. 24) Kleczew, k. 117v.

70
strę na Lysej górze instrumentem było radłox), przeważnie
zwykłe, czasem nawet ze szczerego złota2), obok niego brona-5),
(wyjątkowo także ząb od brony4). Zdarzało się, że jeden mu­
zykant grał na radie, a drugi wtórował mu na bronie5). Obok
tych dwóch przedmiotów służyły jako instrumenty muzyczne,
gwoździe6), gwoździe od dzieżki7), guziki8), „guzy bardzo szumne
od sukien“9), świderek10), sierp11), powąz12), gałąź13), długie
drewno14), talerz15), igła16), żelazne szpilki od pończoch17),
stępor18), lisi ogon19), broda20), wreszcie wąsy, na których
grano palcami21). Po tańcach, odbywały czarownice, według
zeznań oskarżonych, zazwyczaj jeszcze „wesele“ ze swymi djabłami. Nowicjusżki w zawodzie czarowniczym, brały przed „we­
selem“ ślub z czartem22), nieraz i mimowoli23), a często też poza
Łysą górę, przed udaniem się po raz pierwszy na miejsce scha
i dzek. Podobnie też brali czarownicy ślub z djablicami. Ślub
taki dawał albo sam djabeł24), lub też któryś z uczestników,
który na Lysej górze był księdzem25). Ślub taki poprzedzało
z reguły, powtarzane nieraz i później kilkakrotnie26), wyrzecze­
nie się Boga, Najświętszej Panny i Wszystkich Świętych2 )
„Odprzysięgam się Pana Boga, Matki Jego i Wszystkich Świę­
tych, a tobie przysięgam, żeć będę wierny“ oto naprzykład for­
muła, jaką wypowiedział Mateusz Kleszka oskarżony o czary
w roku 1692, biorąc ślub z djablicą28). „Dawam ci tę polubienicę za żonę“, mówił djabeł dając ślub Grzegorzowi Klesze
z djablicą, „abyś ją miał za żonę i tak czynił, jako ona chce“29).
*) Bartholomäus, I. c. 230. Warmiński, 1. c. 84. W awrzeniecki.
(Wisła XI) 652. Karczmarczyk (Lud XVI) 50. Kleczew, k. 49, 57v, 61v,
63v., 95v., 96. et permultis locis. 2) Kleczew, k 128. 3) Kleczew, k. 96v.,
135,155,204v. 4) Kleczew, k. 138. 5) Kleczew, k. 96v., 135. 6) Bartho­
lomäus. 1. c. 230. Kleczew, k. 49, 107v. 7) Bartholomäus, 1. c. 230.
Kleczew, k. 51, 142, 209. s) Kleczew, k. 112. 193. 9) Kleczew, k. 128.
10) Bartholomäus, 1. c. 230. u) Kleczew, k. 128. 12) Kleczew, k. 276v.
,3) Ehrenberg, I. c. 111. M) Milewski, 1. c. 350. 15) Kleczew, k. 112,
113av. 16) B artholom aus, 1. c. 230. Kleczew, k. 170. 17) Kleczew, k. 135v.
ls) Kleczew, k. 170. 19) Kleczew, k. 109v. 110. *') Hassencamp, 1. c. 225.
31) Rosenblatt, 1. c. 14. Kleczew, k 34v,192. 22) n. p. Trypplin, 1. c. III.
211. Wawrzeniecki (Wisła XIII) 513. >3) Rosenblatt, 1 c. 15. M) S. X.
Przyjaciel Ludu) 1. c. 179. 2S) Gagacki, 1. c. 118. 2Ć) Kleczew, k. 122.
27) n. p. Karwowski, 1. c. 196. Wawrzeniecki (Wisła XIII) 513. Kleczew,
k. 74, 97, 126v., 136v. 28) Gagacki. 1. c. 118. *9) S. X. (Przyjaciel Ludu).
l. c. 179.

71
Zdarzało się jednak, że czarownica zgadzała się wyrzec się Boga,
natomiast Matki Boskiej i Wszystkich Świętych żadną miarą
wyrzec się nie chciała1); albo, że czarownik z góry zastrzegł się,
że wyrzekając się Matki Boskiej nie czyni tego na zawsze2). Przyjmu­
jąc złego ducha za męża otrzymywała czarownica od niego znak
jakiś, który wedle zeznań jednej z czarownic każda z nich mieć
musi3). Znak taki dawał djabeł czarownicy na łopatce4), w lewą rękę
z wierzchu 5), pod lewą pachą6), na lewym boku7), na głowie na le­
wej stronie8), na łysinie, drapiąc ją palcem, to jest „pazurem
psiem“9). Krwią, która przytem ubywała smarował się czart10),* *
albo wypijała ją sama czarownica n). W niektórych okolicach (naPomorzu) zmieniał djabeł czarownicy również imię chrzestne ).
Wprawdzie według bardzo licznych zeznań czarownic, nie
robiły one na Lysej górze nic tylko tańczyły13), jadły i piły, to
jednak nie zawsze tylko na ucztowaniu, tańcach i zabawach
z czartem schodził im czas na Łysej górze. Zdawały one nie­
jednokrotni* na Łysej górze sprawę ze swych niecnych czynów
„szczycząc się z tego, tańcując i klaskając w ręce 14); układały
plany na przyszłość, komu i w czem szkodzić15), uczyły się
rozmaitych nowych sposobów, przy pomocy których niszczyć
miały ludziom zdrowie i ich dobytek, (n. p. odbierać mleko16),
psuć wino i gorzałkę17), wreszcie sporządzały proszki na tru­
ciznę dla ludzi i zwierząt, używając do ich spreparowania rów­
nież komunikantów ukradzionych podczas komunji w kościelel8).
Ale nietylko w tym celu wyłącznie kradły one hostje. Przy­
nosiły je na Łysą górę, aby je tam bezcześcić świętokradzkiemi
rękoma. Nieraz znajdujemy w aktach sądowych opisy, jak cza­
rownice biły hostję na Łysej górze tak silnie rózgami, że krew
z niej płynęła, a części zapadały się w ziemię19); jak biły ją
■) Kleczew k. 69. 2) S. X. (Przyjaciel Ludu) 1. c. 179. 3) Kleczew,
k. 204v. 4) Tamże: 5) Wawrzeniecki (Wisła XI) 650. . 6) Wawrzeniecki
(Wisła XIII)513 7) Kleczew, k. 110. 8) Wawrzeniecki (Wisła XIII) 514.
9) Kleczew, k. 288v. 10) Kleczew, k. 110. n) Karwowski, 1. c. 199.
u, Waschinski, 1. c. 43, 45. 13) „niczem się nie uczyli, tylko tańcowali“
Kleczew, k. 37v. „na Łysej górze nie robieły nic tylko tańcowały“ K1 eczew, k. 199. J4) Kleczew, k. 129. 15) Karczmarczyk (Lud XVI) 52.
16) Kleczew, k. 37v., 253v. 17) Kleczew, k. 216. 18) Bartholomäus,
l. c. 230. Rosenblatt 1. c. 13. O. F. Prześladowanie czarów w dawnej polsce. (Album uczącej się młodzieży polskiej poświęcone J. 1. Kraszewskiemu
1879) str. 508. 19) Hockenbeck. 1. c. 177.

72
i drapały pazurami*1), jak ukradłszy komunikant „na odpuście
smagały go na Łysej górze, aż krew płynęła i drugie kobiety
żgały“2), lub jak kłuły szpilkami, że krew z niego ciekła3). Do­
puszczały się czarownice takich świętokradzkich czynów i poza
Łysą górą. Jedna z oskarżonych o czary opowiada, jak przy
komunikowaniu się kazała jej współtowarzyszka nieznacznie
wyjąć Najświętszy Sakrament z ust. „Jam tak uczyniła“ opo­
wiada oskarżona, a ona nieznacznie w chustę go zawinęła i wzięła.
Nie bawiąc się poszłyśmy do domu. Za brodem, w borze już,
odwinąwszy go z chustki, kłuła go na ręku czy szpilką, czy
igłą, aż się cud wielki stał, że krew ciekła i chustę zbroczyła
krwią, potem się dziecię maluśkie nagie stało na ręku jej i za­
płakało serdecznie i żałośnie, potym zniknęło, nie wiem gdzie
się podziało“4).
Pobyt na Łysej górze trwał zazwyczaj, aż kur zapiał5).
Przed tą chwilą musiały opuścić miejsce zabawy, wszystko bo­
wiem z pianiem kura znikało. Jednej z czarownic zdarzyło się,
że położywszy się na Łysej górze do łóżka mocno zasnęła,
kiedy się przebudziła, znalazła się między wiklinami6).
ŁYSA GÓRA (DER KAHLE BERG).
(Ein Beitrag zur Geschichte des Aberglaubens in Polen im XVII. und XVIII.
Jahrhundert).

„Łysa góra“, der polnische Blocksberg, wo Zusammenkünfte
der Hexen mit den Teufeln stattfanden, wird in den polnischen
Gerichtsprotokollen erst seit dem 1 7. Jahrhundert erwähnt. Während
die Gerichtsakten der westlichen Provinzen eine Menge von Ein­
zelheiten über die Lage der „Łysa góra“, die Fahrt auf den Berg,
sowie über die dort veranstalteten Feste enthalten, vermissen
wir in den Gerichtsprotokollen der ostwärs gelegenen Teile des
Reiches überhaupt irgend welche Erwähnung über die „Łysa
Góra“, oder sonstige Versammlungsorte der Hexen.
Die Bezeichnung „Łysa Góra“ ist nicht nur für einen ge­
wissen Berg, sondern auch überhaupt für jeden Ort, wo Hexen
und Teufel ihre Versammlungen halten, gebräuchlich. Die „Łysa
Góra“ befindet sich also z. B. auf einer Eiche, auf einem Kreuz­
wege, im Fichtenwalde, auf einer Wiese, auf einer Waldwiese,
*) Tamże. 2) Rosenblatt, 1. c, 17. 3) Kleczew, k. 113b. 4) Kle­
czew, k. 141. 5) Ehrenberg, 1. c 103, 116. Jucewicz, I. c. 78. 182. 6) Li1 ienth al, 1. c. 151.

73
in einer Mühle, neben einem Storchnest, in einem verlassenen
Schlosse, auf Judeiigräbern, auf einem Friedhofe, auf einem Glocken­
turme, unter einem Galgen, in einem Keller udgl. Oft haben die
Hexen in einer Gegend mehrere Versammlungsorte
Auf die „Łysa Góra“ begeben sich die Hexen selten zu
Fuss. Zumeist fahren sie auf die Versammlung in prächtigen mit
mehreren Pferden oder Böcken bespannten Wagen, oder reiten
auf schwarzen Hengsten, alten, manchmal sogar toten Stuten,
auf Böcken und Schweinen. In gewissen Gegenden tragen Män­
ner auf ihren Rücken die Hexen auf die „Łysa Góra . Auch
werden sie durch Teufel oder Fledermäuse dorthin geh r acht.
Manchmal fliegen die Hexen in Gestalt einer Elster auf den Berg.
Gewöhnlich schmieren sich die Hexen mit einer Salbe ein
und fahren dann auf Stöcken, Besen, Schürschaufeln, Hacken,
Säbeln, oder Ofenhacken durch den Schornstein ihres Hauses
hinaus. Die Salbe liefert der Teufel, oder die Hexen verfertigen
sie selber aus Kräutern, Butter, Käse, Schlangen, Eidechsen,
Speck, Spatzen-und Wachtelfedern.
Die Hexen begeben sich mindestens einmal in der Woche,
zumeist am Donnerstag, auf die „Łysa Góra . ln manchen Ge­
genden jedoch kommen sie nur einige Mal (3 4) im Jahre zu­
sammen, und zwar in der Walpurgisnacht, am Vorabend vor St.
Johannis, Ostern, Pfingsten, am Frohnleichnahmstage.
An den Festen auf der „Łysa Góra“, nehmen fast aus­
schliesslich Weiber teil; sogar kleine Mädchen werden mitge­
nommen. Oft kommt eine grosse Schar von Hexen zusammen,
manchmal aber auch nur bloss einige Personen. Die Anwesen­
den tragen grösstenteils Masken auf dem Gesichte. Nicht alle
Hexen sind sich gleich. Einige von ihnen nehmen einen höheren
Rang ein. Man nennt sie Kaiserinnen, oder Königinnen, ihre
Töchter sind Prinzessinen. Sie besitzen gewisse Vorrechte; sie
essen aus silbernen Tellern und bekommen bessere Speisen.
Andere Hexen müssen diesen Vornehmeren dienen, ihnen Speise
und Getränke reichen.
Auf der „Łysa Góra“ werden oft ausgezeichnete Speisen
verabreicht. Man geniesst dort Rind-Kalb-Gänse und Geflügel­
fleisch, Weisbrot, Eierspeise, gebackene Nudeln, Zuckerwerk.
Dazu wird Wein, Bier, Meth und Schnaps getrunken. Manche
Speisen, wenn man sie nach Hause nimmt, erweisen sich am
nächsten Tage als Pferde-oder Schweinemist.
Nach dem Essen wird getanzt. Männer, welche als Musikan­
ten an dem Feste teilnehmen spielen zum Tanze. Es wird auf yiolinen, Pfeifen, Trompeten, Dudelsäcken, häufiger aber auf einer
Egge, auf Nägeln, Knöpfen, Bohrern, Sicheln, Nadeln, Strumpfnadeln, auf dürren Asten, auf Tellern und sogar auf einem Fuchs­
schwänze musiziert. Auch Bart oder Schnurrbart dienen als In­
strument.

74
Nach dem Tanze halten die Hexen „Hochzeit“ mit ihren
Teufeln. Diejenigen, welche zum ersten Male an dem Feste teil­
nehmen, müssen vorerst noch gewöhnlich Gott, die Heilige Jung­
frau und alle Heiligen abschwören. Dann werden sie mit dem
Teufel getraut. Eine Anbetung oder Verehrung des Teufels wird
in den Gerichtsprotokollen nicht erwähnt.
Auf der Versammlung berichten die Hexen ihre Taten und
erhalten vom Teufel Weisungen und Ratschläge. Oft werden
noch Hostien geschändet und zwar derart, dass aus ihnen Blut
fliesst.
Das Fest dauert bis zum Hahnenschrei.

JAN KUCHTA.

NAUKI TAJEMNE W POLSCE W XV i XVI WIEKU.
(LES SCIENCES OCCULTES EN POLOGNE AUX XV® ET XVI? SIÈCLES)
TREŚĆ:

1. Uniwersytet krakowski, jako ośrodek rozwoju nauk tajemnych
75. — 2. Astrologia w Polsce i jej najwybitniejsi przedstawiciele
w XV—XVI w. s. 79. — 3. Chiromancja i „Fizjognomja“. (Schola­
rze — Szymon z Łowicza) s. 89. — 4. Polscy alchemicy. (Koffski,
Suchten, Kasperberowicz, Łaski, Sędziwój, Moskorzewski) s. 89.
5. Nekromancja. (Sztuka wzywania i wywoływania cieni umarłych)
s. 94. — 6. Praktyki magiczne w Polsce s. 98. — 7. Czarnoksiężnicy
i czarownice na dworze królewskim i dworach możnych panów s. 102.
S.

Uniwersytet krakowski jako ośrodek rozwoju nauk tajemnych.
Oświata w średniowieczu była skarbem dostępnym tylko
dla nielicznych jednostek, zajmujących w hierarchji społecznej
lub naukowej wyższe stanowisko. Ogniskami jej były wyższe
uczelnie. Ciekawą jest jednak i godną uwagi rzeczą, że najwy­
bitniejsze średniowieczne naukowe ośrodki, ogniska rozwoju me­
dycyny, matematyki i nauk przyrodniczych stają się równocześnie
terenem rozwoju nauk tajemnych,
Historja wyższych, średniowiecznych uczelni hiszpańskich,,
tudzież dzieje Akademji krakowskiej w XV i XVI wieku dowodzą
tego najwyraźniej. Ze wszech stron z Francji, Anglji, Niemiec
a nawet Polski udawano się do Toledo, Salamanki, Kordowy
i Sewilli po wiedzę. Nabywano nieznanych dotąd w Europie wia­
domości matematycznych, fizycznych, chemicznych, medycznych
a nawet i mechanicznych. Ale tamtejsi uczeni często obok zdro­
wych nauk chwytali błędne i niedorzeczne. Do sztuki lekarskiej
przywiązywała się w ten sposób astrologja, do chemji — alchemja.
Obałamucano się mrzonkami zbyt wybujałych nadziei naukowych,
szukano filozoficznego kamienia lub eliksiru odmładzania się
i długiego życia. Wiadomości podawane przez uczonych ulegały
w pojęciu mas często najfałszywszemu zrozumieniu, co przy
współdziałaniu wyobraźni i plotek doprowadzało do tworzenia
rozmaitych podań o czarnoksiężnikach i do prób ze strony plebsu,

76
by uczonym dorównać, by posiąść ich moce cudowne. Adepci
tajemnych nauk poczęli szukać środków, któreby dały im moc
i władzę ponad światem duchów i całą natuią. Dążyli do tego
nie tyle na drodze naukowych prac, jak raczej zabobonnego
ceremonjału. W ten sposób budzi się w tych ośrodkach zacie­
kawienie się tajemnemi naukami: magją, alchemją, astrologją,
powstają księgi pełne wiadomości z tych dziedzin.
Dowodem na to są chociażby następujące relacje o uczel­
niach hiszpańskich. Bernard Bassin opowiada tak o Sala­
mance, przy końcu swego dziełka : „De artibus magicis...“ 1).
...„Sed est sciendum, quod iam olim apud Salamanticam
urbem idolům marmoreum in profundissima cavea positum colebatur, cui Daemon assistebat, instruens in huiusmodi artibus
(scil. magicis) eos, qui sibi certis pactis et invocationibus subicere
volebant, qui post tractum temporis in quibusdam affectibus
admirabiles apparebant. Verumtamen non modo a diebus multis,
verum et ab annis antiquissimis cavea ilia obstructa est et desuper Ecclesia fabricata idolům vero praedictum ante Ecclesiam
in via publica a pertranseuntibus conculcatur adeo, ut vix sculpturae vestigium appareat“.
O Salamance i Toledo jako ogniskach nauk tajemnych
mówi wyraźnie i Naude Gabriel*2).
W Proloquium ad lit. F w Del Rio Martinusa: Disquisitionum magicarum libri VI quibus continetur accurata curiosarum
artium et vanarum superstitionum confutatio. Lovanii 1599 czy­
tamy : „Legimus, post Sarracenicam per Hispaniam illuvionem,
tantum invaluisse Magicam, ut cum litterarum bonarum omnium
summa ibi erit inopia et ignoratio, solae ferme daemonicae artes
pałam Toleti, Hispali et Salamanticae docerentur. In hac quidem
civitate, bonarum nunc artium matre, cum illic degerem, ostensa
mihi fuit creypta profundissima gymnasii nefandi vestigium, quam
virilis animi mulier Isabela regina, Ferdinandi Catholici uxor,
vix ante annos centum caementis saxisque iusserat obturari“.
') De artibus magicis ac magorům maleficiis opus praeclarissimum
eximii sacrae legis disquitoris Magistři Bernardi Bassin, Caesaraugustanensis Ecclesiae Canonici. Paris 15C6. 8°.
2) Naude Gabriel : Apologie pour tous les grands personnages qui
ont esté faussement soupçonnez de Magie. A la Haye 1679. str. 65-6 ; o Kordowie
obacz tamże str. 136: o Toledo porównaj i str. 56. (Nr. Bibi. Ossol. we Lwowie
-33.023)

77
Nadto H. Cardanus w : De subtilitate lib. XXI, mówi : Vigebat olim in Hispania haec ars publiceque docebatur in Salamantica academia, nunc vero publicis legibus sublata est...1).
Powyższe wzmianki to oczywiście drobny tylko ślad wersyj
o czarach i czarnoksiężnikach, których nimb powoli okalał te
uczelnie mgłą tajemniczości.
Także i o mury Krakowskiej Akademji — najsłynniejszej
twierdzy średniowiecznej umysłowości — odbijają się w wieku
XV nowe myśli i żywioły, które wszelkiemi korytami płynęły
na północ, zwalczając średniowieczny światopogląd i zyskując
coraz to nowych zwolenników dla haseł epoki Odrodzenia.
W Akademji Krakowskiej nowe myśli znachodzą wielu zwo­
lenników wśród jej profesorów. Obok teologji i scholastyki
zaczynają się tu wspaniale rozwijać i nauki przyrodnicze,
kwitnie astronomja. Poziom naukowy Akademji z czasem do­
chodzi do takich wysokości, szczególnie w ostatniem dwudziesto­
leciu XV w., że epokę tę można uważać za najświetniejszą
w dziejach Krakowskiej Akademji. Do jej wrót po światło wiedzy
spieszą już nietylko swoi ale i obcy uczeni nawet. (Celtes,
Kallimach — Niemcy, Ślązacy). Mimo reakcji bowiem od r. 1500
przemógł tu humanizm. Równocześnie jednak kwitną i tu nauki
tajemne. W pierwszej mierze i jawnie, jak widzimy ze
spisów wykładów profesorów Krakowskiej Aka­
demji, kwitnie tu astrologja*2) ; przy niej także alchemja, chiro­
mancja i magja. Te ostatnie jednak są oficjalnie za-

*) Hieronymi Cardani Mediolanensis Medici De Subtilitate libri XXI.
iam antehac ab ipso authore plusquam mille locis illustrati, nonnullis etiam
cum additionibus. Nunc iterum de novo correcti et hac forma editi... : Basileae
Anno MDCLXÍV. Liber XIX. str. 695-6. (Nr. Bibl. Ossol. 23 901); O Norym­
berdze tamże str. 690.
2) Cały szereg wykładów z dziedziny astrologji znajdujemy w ówczesnych
programach wykładów Akademji Krakowskie Porównaj kodeksy ręko­
piśmienne“ Bibljot. Jag. Nr. 220 zatytułowany: „Codex diligentiarum etnegligentiarum philosophicae facultatis in Academia Crac, profes sorum Metrica
vulgo apellatus“ (Kodeks pap. z lat 1564—1656) i Nr. 232 „Liber seu Metrica
diligentiarum una cum negligentys, artium Iiberalium Baccalaureorum in
Acad. Crac, pro completione biennij laborantium continens“ (1564—1639).

78
bronione a w aktach rektorskich zwie się je często
„ars p r o h i b i t a“ x).
Jak bardzo „riauki tajemne“ były w Polsce rozpowszech­
nione świadczy o tem dobitnie „Pogrom czarnoksięskie błędy,
Latawców zdrady, y Alchimickie fałsz, iako rozprasza za pozwo­
leniem zwierzchności spisany od Stanisława z Gór Poklateckiego
na ochronę zbawienia ludzkiego wydany“. (Trzecie księgi Moyżeszowe położenia 19: Nie chodźcie do czarnoksiężników ani się
o czem pytaycie od wieszczków, abyście się przez nie nie splugawili. Ja Pan Bóg wasz). W Krakowie z Drukarni Jakuba Siebeneychera 1595. Autor gromi tu błędy czarnoksięskie, występuje
przeciwko wszelkiego rodzaju czarnoksięskim praktykom, tak
w Polsce rozpowszechnionym, wołając ze zgrozą :2) „A co więtsza,
iż fałsze czarnoksięskie y szaleństwo Alchemickie po wielkiej
•części, tak z pospolitego człeka iako y z przednie wysokich sta­
nów, znaczney liczby poczet owichtało y siatkami czartowskimi
okupieło“.
A w przedmowie wierszowanej do Rzeczypospolitej
mówi tak:
„Królowie ziemscy, y wysokie stany,
Jęli się błędów : poimał y Pany
Alchimist zdradą: Czarnoksiężnik baie,
Maskare sprośną, za Diannę daie“.
W dziele tem omawia autor rozmaite w Polsce rozpowszech­
nione rodzaje czarnoksięstwa, a więc „gwiaidziarskie czarnoksięstwo“, kabalistykę, mówi następnie o posługiwaniu się złymi
duchami, o inkluzach, o środkach czarnoksięskich, zwierciadłach,
ziołach, kryształach, rozmaitych figurach i pomocy gwiazd, za­
stanawia sL nad nigromancją i alchemją, które zwalcza.
Dzieje tajemnych „nauk“ w Polsce, dzieje literatury ma­
gicznej, czarnoksiężników polskich i zabobonów tudzież podań
ludu prostego, na tem tle powstających, wymagałyby bardzo
■obszernej pracy. W niniejszym zarysie mam zamiar tylko bardzo
krótko przedstawić główne kierunki rozwoju „nauk tajemnych“
w XV i XVI w.
„Acta rectoralia“ Almae Universitatis Cracoviensis z lat 1469—1537
wydał Wład. Wisłocki ; obacz zapisek 2052 z roku 1505.
2) Stanisław z Gór Poklatecki: Pogrom czarnoksięskie błędy.. (Por.
Przemowę autora do P. Adama Sędziwoia Czarnkowskiego) Kraków 1595.

79

Astrologja w Polsce i jej najwybitniejsi przedstawiciele
w XV—XVI w.
Odwieczna i niepokonana żądza człowieka dowiedzenia się
przyszłości staje się źródłem astrologji. Kwitła ona przez całe
średnie wieki. W Polsce astrologja i wróżby astrologów przyjęły
się również oddawna.
Szczęsny Zebrowski w „Zwierciadle rocznem“ wydanem
w Krakowie w r. 1603 *) rozróżnia w niej cztery działy niejako.
„Rocznica1* przepowiada całego roku odmiany powietrza, posta­
nowienie zboża, żywność, choroby... „Narodzieńcowa“ opowiada
z urodzenia co się z człowiekiem przez cały żywot iego będzie
działo. „Wyborynska“ uczy kiedy co począć, kiedy nic, kiedy
co czynić abo się wystrzegać... „Figuralna“ uczy wyrażenia po­
wtórne czynić, schémata, sygnifikatory i horoskopy rozpisować
figury y obrazy lać, charaktery tworzyć...
O tern, że oddawna wykładano astrologję na uniwer­
sytecie krakowskim świadczy instrukcja („Privilegium Ordinationis
Collegiaturae Astrologiae“) Macieja z Miechowa12) „Velusque ipse
Dominus Doctor, ut melius salubriusque utilitati ac honori universitatis cracoviensis, quae ex arte et facultate astrologica dudum ante a, et ad haec usque tempora, etiam apud
exteras remotissimasque nationes nominatissima et honoratissima
semper extitit, aeviterne consulatur...
Dopisek na rękopisie dziełka : „Octava pars Hali Abenragel“
znajdującym się w Bibljotece Uniwersytetu Jagiellońskiego oznacza
dokładniej czas. Na końcu tego rękopisu czytamy bowiem :
„Explicit octava pars libri huius, quem abelhasen fecit alii filius
1) Jest to wprawdzie dziełko z XVII w, doskonale jednak ilustruje
kierunki rozwoju astrologji w Polsce w wieku XVI-ym.
2) „Privilegium ordinationis Collegiaturae astrologiae“, przedrukowane
w dziele pt. Józef Muczkowski : Mieszkania i postępowanie uczniów krakow­
skich w wiekach dawniejszych. Kraków 1842 (str. 141-152) str. 143 i Wiszniew­
ski Michał : Historja Literatury Polskiej. Kraków 1840-42 ; Tom IV str. 472-482.
O astrologach Uniwersytetu krakowskiego obacz wzmianki w „Acta
rectoralia“ tego Uniwersytetu z lat 1536—1580 wydał Stanisław Estreicher.
Kraków 1009, str, 85-7, 89, 227-8, 231, 327, 336... tudzież „Acta rectoralia“
Almae Univ. Cracov. z lat 1469—1537 Tom I, wydał Dr. Władysław Wisłocki
L. 277, 1209, 1528 (lata 1473, 1488, 1492). Główne zaś źródło wiadomości
o hich stanowi kilkadziesiąt pozostałych w Bibl. Uniw. Jag. rękopisów treści
astrologicznej.

80
in iudiciis stellarum. Per manus martini de nákel, sub anno do­
mini MCCCCXXIII feria V post festům nativitatis Marie“. A więc
już w pierwszych latach od założenia uniwersytetu zajmowano
się astrologją. Występuje ona tu jako astrologia iudiciaria, prze­
powiadająca z gwiazd szczególne zdarzenia i fakta, wysnuwająca
z postawy gwiazd przy urodzeniu nativitas, stawiająca dla czło­
wieka horoskopy, z nieba wróżąca przyszłość na całe lata i dla
całych narodówJ).
Akademja Krakowska wydaje iudicia. Jak bardzo były one
rozpowszechnione, świadczy o tern dobitnie dzieło Jana Podwórzeckiego p. t. „Wróżki“ z r. 1589, w którem autor dzielnie
staje w ich obronie, ponieważ „zawisły na nauce y na rachubie,
iako jest Matematyka, którą zowią astrologją, albo gwiazdarską“*2). O tej „matematyce“ mówi, że przez nią poznajemy
„nawet y Boga samego, którego pogańscy ludzie przez to samo
poznawali. A gdzieby matematyka nie było pytam, ktoby nam
powiedzieć mógł, co to wżdy tam jest za materya, co za obroty,
co za sprawa. Pewne że y Kapłan y biskup najmędrszy bez
Matematyka nie zgadnie.3) Poważać przeto należy astrologów“.
Na błędy i pomyłki tak bardzo zważać nie trzeba, bo „łacno
człek przejrzeć może rzecz maluczką, aliści już wszystko w ni­
wecz, a to są rzeczy wielkie, głębokie, subtelne i trudne bar­
dzo“. Iudicia mają wartość, bo „in universali gdzie prziydzie
o odmianę czasów albo o znaki iakie y cuda kiedy sye na nie­
bie ukażą: tam niewiem, ktoby przyznawać tego nie miał, aby
effekty nie były : wyiąwszy sye w rachunku omylić miał (astro­
log)“ 4).
Astrologją zakwitła w Akademji Krakowskiej przedewszystkiem za czasów profesora astrologji Henryka Czecha
(Bohemius) w r. 1424. Przepowiada on podówczas ludziom
bardzo szczęśliwie przyszłe losy. Podług świadectwa M. Radymińskiego w r. 1427 n. p. przepowiedział on nawet królowej
Ł) Kazimierz Morawski : Historya uniwersytetu Jagiellońskiego. Kraków
1900. Tom II. str. 318.
2) Wróżki Jana Podwórzeckiego w Krakowie z Drukamiey Łazarzowey
Roku Pańskiego 1589. str. 9.
3) Ibidem str. 14.
4) Wróżki Jana Podwórzeckiego w Krakowie. Z Drukarniey Łazarzo­
wey Roku Pańskiego 1589. str. 16.

81
Zofji1), żonie Władysława Jagiełły losy przyszłe jej trzech sy­
nów, a wróżba ta spełniła się co do istotnych okoliczności.
Astrologję znał zresztą dobrze już Kopernik, jak to zazna­
czył słusznie M. Curtze. (Inedita Copernicana*2).
Marcin z Żurawicy koło Przemyśla dictus „Król“
(„Rex“) pierwszy fundował katedrę astrologji w Collegium artistarum 1450 r. a w kilka lat potem był profesorem astrologji3).
0 jego powołaniu w statucie czytamy „...Magistři Martini autem
dicti Rex Ptolomaeum in Quadrupartito, Alcabicium, Centiloquium verborum Ptolemaei, Albumassar et alios libros spectantes ad astrologiam“. Napisał „Iudicium anni dominici 1451 per
mgrum Martinům de Przemislia doctorem medicinae promulgatum“. Jego uczniem był Marcin Bylica z Olkusza. W Cod.
Bibl. Jag. Nr. 597 znajduje sie następująca o nim wzmianka
zapisana ręką Jana Brożka: „Fuerunt multi Martini de Ilkusz
in Academia promoti, sed precipue duo: Prior iste in Astro­
logia summus artifex promotus ad Magistern gradům annc i459“4).
Marcin Bylica to głośny w swym czasie astrolog. Przebywa on
dłuższy czas na Węgrzech w domu Rozgonów (1466) i tam
rozmiłowanemu w astrologji magnatowi rozjaśnia arkana tej
sztuki. Tu popada w kontrowersję z innym astrologiem krakow­
skim Janem Głogowczykiem, staje z nim w szranki astrologicz­
nej dysputy (concertatio astrologica) „coram Regia Maiestate“
1 pokonywa go w dyspucie.
W r. 1458 do Akademji uczęszcza jego uczeń Joannes
Stercz (Queycz) późniejszy astrolog uniwersytecki. W r. 1467
astrologowie jedynie horoskopowi Kazimierza Jagiellończyka
przypisują, że nie przyjął czeskiej Korony. W r. 1490 wydaje
Jan z Głogowy swe dzieło o astrologji.
') Józef Sołtykowicz : „O stanie Akademji Krakowskiej“... Kraków 1810.
str. 246 por także Michał Wiszniewski : Historja Literatury polskiej. Kraków
1842. Tom IV, str. 156 i nast.
Antoni Sozański: Rejestr do dzieła J. Sołtykowicza. Przemyśl 1859.
str. 17 ; obacz uwagi o Marcinie Radymińskim, str. 42. — por. i Starożytno­
ści polskie. Tom I. Poznań 1852. str. 45.
’) Ludwik Birkenmeyer: Marcin Bylica z Olkusza. Kraków 1892. str.
134; (por. tegoż autora: „Mikołaj Kopernik“’tudzież „Mikołaj Kopernik. Studja.
nad pracami oraz materjały biograficzne" wyd. Pol. Akad. Urn. w Krakowie).
3) Birkenmeycr. o. c. str. 21.
4) Ibidem str. 9.
6
I ud. T. XXVII.

82
W r. 1512 za panowania Zygmunta I miał sławę astrologa
Jakób z Iłży1), który w r. 1512 zaczął wydawać swoje „Iudicia Cracoviensia“*2). Wydawał je i Mikołaj z Tuliskowa
Dr. med. i Profesor Teologji w Akademji Krakowskiej od r. 1517 3).
Wogóle kalendarze ówczesne przepełnione są prognostykami
Pierwsze dwa z nich Michała z Wrocławia4) z r. 1494
i 1495 zawierają obok nich przepisy dla zdrowia, co świadczy
o związku astrologji z medycyną, dość częstym w tym wieku.
Wiele pism astrologicznych, obejmujących kilkunastoletnie
prognostyki dla wszystkich stanów i różnych państw pozostawił
po sobie Mikołaj z Szadka5). Wydawał je w iudiciach od
r. 15196). Bibljoteka Uniwersytetu Jagiellońskiego posiada rę­
kopis Jacobi Ferd. Bariensis Liber de nativitatibus, któ­
rego autor był nadwornym Zygmunta I lekarzem 7). Przełomowym
wprost dla rozwoju astrologji w Polsce jest r. 1522.
W r. 1522 bowiem „funduje“ Maciej z Miechowa
profesora astrologji i wyposaża bogato katedrę astrologji, w któ­
rej pożytki i nieomylność wierzył. Akt fundacyjny Macieja
z Miechowa ma dla poznania dziejów astrologji w Polsce bar­
dzo doniosłe znaczenie i pozwala nam dokładnie poznać stan
tej nauki w Polsce, tudzież zbadać wpływy, pod jakiemi się roz­
wijała. Z niego mianowicie poznajemy, że astrologowie polscy
*) Jacobus de Iłża : „Iudicium Cracoviense“. Cracoviae 1512.
2) Obacz : Wierzbowski T. „Bibliographia“ (jak niżej) Tom III. str. 296
3)Wierzbowski Teodor: Bibliographia Polonica XV ac XVI saeculorum.
Vol. 1—3. Varsoviae 1889-1894 Obacz o Mikołaju z Tuliskowa Tom I str. 202.
Obacz nadto: Nicolaus de Tulischkow. „Iudicium ad annum 1512“. Cracoviae
1512; „Iudicium in annum 1514“ i inne.
4) Wierzbowski o. c. Vol. III str. 7 i „Iudicium Cracoviense“ Magistři
Michaelis de Vratislavia. 1495.
s) Wierzbowski Teodor, o. c. Tom III str. 30. i Mikołaj z Szadka : Naznamionowanie dzienne miesiaczow nowych, pełnych a przytem czasów do­
brych ku krwie wypuszczeniu, Baniek, Lekarstwa. Cracoviae, 1525. Mikołaj
z Szadka : Wysłowienie znaków niebieskich Cracoviae 1528.
6) Józef Sołtykowicz : „O stanie Akademji Krakowskiej od założenia
Jey w Roku 1347, Aż do Teraźniejszego czasu Krótki Wykład Historyczny.
Kraków 1810 mówi o Mikołaju Prokopowiczu z Szadka, że zostawił po sobie
w rękopismach wiele pism astrologicznych, str. 245 ; ob. także o. c, str. 249.
7) Bariensis Jacobus Ferdinandus , De regimine a peste preservativo“
Tractatus. Cracovia 1543.
Wierzbowski Theodorus: Bibliographia Polonica XV ac XVI w. Vol. I.
Varsoviae 1889. str 173

83
i Akademja Krakowska pozostają, o ile chodzi o „nauki tajemne“
pod wpływem duchowym Hiszpanji.
O wpływie dzieł hiszpańskich uczonych z Toledo, Sewilli
i Kordowy na profesorów Akademji Krakowskiej, który był
bardzo znaczny, świadczy dobitnie „Instrukcya dla professora
astrologii tudzież zatwierdzenie powiększenia funduszu tej po­
sady przez Macieja z Miechowa uczynionego“ 1). Maciej z Mie­
chowa wyznaczając dzieła, z których miał wykładać przyszły
profesor astrologji wymienia oprócz „Quadripartitum i Centiloquiurn“ Ptolomeusza12), traktujących o wpływie gwiazd i konstelacyj na los ludzi, także dzieła uczonych w Sewilli i Toledo
a więc dzieła : Ioannssa Hispalensis w Sewilli (który żył w XII w.)
„Epitome totius astrologiae“, Alcabitiusa rodem z Toledo (astro­
noma arabskiego w XII w.), który napisał dzieło tłumaczone
na język łaciński p. t. „Libellus ysagogicus Abdilazi i. e. servi
gloriosi dei : qui dicitur alchabitius ad magisterium iudiciorum
astrorum interpretatus a ioanne hispalensi“. Venetiis 1482. Almagestum Ptolemaei per Commentum Geber, który znów pochodził
z Sewilli i t. d. Wszystko to świadczy o duchowem pokrewień­
stwie uczelni — dość wielkiem.
Aby zaś tern łatwiej mógł przyszły profesor astrologji ko­
rzystać z tych dzieł, darowuje Maciej z Miechowa własne
egzemplarze3). Troskliwość Miechowity wkrótce wydawać za­
częła spodziewane przez niego owoce; świadczą o tern pisma
wspomnianego już magistra Jakóba z Iłży (pluviae) i działal­
ność Jana Noskowskiego tudzież Simona Łowicza4). Jak
widzimy astrologja rozwija się w wieku XV i XVI wspaniale
mimo przeszkód, na jakie natrafiała. A napewno wiemy, że
astrologję uważano za coś nietylko z magją i z czarami spo­
1) Przedrukowana z oryginału w dziele : Józef Muczkowski, Mieszkania
i postępowanie uczniów krakowskich w wiekach dawniejszych. Kraków 1842,
str. 141 — 152 i Wiszniewski Tom IV
2) Ibidem str. 146. ob. także: Jan Nep. Franke: J Brożek. Kraków
1884. str. 37.
3) Muczkowski : str. 149.
4) Enchiridion Chiromantie compendiosum Simona Lowitz. Kraków.
1532. tegoż : Enchiridion Phisiognomiae compendiosum. Kraków 1532.
Enchiridion medicinae .. Kraków 1537.
Wierzbowski Theodorus: Bibliographia Polonica... XV et XVI w. Tom
II. str. 56-57, 290.
6*

84
krewnionego, ale nawet gorszego, bo w statutach Konrada, bi­
skupa wrocławskiego, na zwołanym przez niego Synodzie 1446 r.
spisanych, naznaczono czarnoksiężnikom czterdzieści dni pokuty,
astrologowi zaś, qui vidět in astrolabio futura „dwa lata“1).
Wspominam o tern dla scharakteryzowania stosunku społeczeń­
stwa do astrologji i jej przedstawicieli. Astrologia mimo tego
rozwija się i ma takich przedstawicieli jak zawołany astrolog
Prof. Uniwersytetu krakowskiego Leonard z Dobczyc*2),
Michał z Wiślicy i inni.
Sławny lekarz Józef Struś3) pisze podówczas obszerną
rozprawę o astrologji, w której wyłożył wszystkie tajemnice tej
nauki, a prócz tego z r. 1536 przetłumaczył i komentarzem opa­
trzył Galena astrologiczną księgę.
Za czasów Zygmunta Augusta żyli tacy sławni astrologowie jak
Szymon z Gincburga, wybitny znawca gwiaździarskiej sztuki4),
Profesor Akademji Krakowskiej Piotr Proboszczowicz5)

') Wiszniewski: Hist. liter. Tom IV, str. 156.
2) „Iudicium Cracoviense“ Magistři Leonardi de Dopschycze ad annum
Domini 1500 una cum prognostico eclipsis Lune.. i jego „Practica“ Kra­
ków 1501.
Por : Wierzbowski: o. c. Tom III. str. 10.
3) Wierzbowski Theodorus. Bibliographia Polonica XV i XVI w. Tom I
str. 75, 165: Tom II str 294; Tom III str. 45 — wylicza takie dzieła Józefa
Strusia :
Strutius Josephus: Galeni Antidotarius“ Venetiae 1566/7

Galeni de differentiis morborum. Cracovia 1537.

In Luciani astrologiam Commentant Cracovia 1531.
por. także: Sołtykowicz Józef: „O stanie Akademji“... str. 205 — 209.
Kazimierz Hartleb: Józef Struś. Przyczynki do życia i charakte­
rystyki Iekarza-humanisty. Lwów 1912. Pamiętnik literacki Rocznik XI. str.
415 i n.
Dr. W. Bugiel. Nasz najznakomitszy lekarz Odrodzenia Józef Struś
Poznań 1909.
4) (Moraczewski Jędrzej) : Starożytności polskie Tom I, str. 45. Po­
znań 1852.
5) Wiszniewski: Historja Liter. Pol. Tom IX, str. 498
Sołtykowicz Józef o. c. str. 246 mówi o nim: Zygmunt August słuchał
prognostyków naszego matematyka i profesora Proboszczowicza tak dalece,
że za jego radą i podróż swoją kilka razy odmieniał i wesele z Katarzyną
odkładał, jako twierdzi Tadeusz Czacki w Tomie II o L. Pol. Prawach.

85
autor Iudicium comoetis visi in horisonte Cracoviensi *) i Aka­
demik krakowski Marcin Foxiu s*2), którzy mieli bardzo
wielki wpływ na króla, ślepo ich we wszystkiem słuchającego.
Ten ostatni przepowiedział z gwiazd według świadectwa Joa­
chima Pastorjusza Zygmuntowi II Aug. śmierć w r. 1552;
wróżba wprawdzie nie spełniła się, ale król witany wystrzałami
z dział przy wjeździe do Królewca od kuli omal nie zginął3).
Biegłością w astrologji rozsławiła się Akademja Krakowska
u najodleglejszych narodów Europy. Kasper Gośki4) lekarz
i astrolog poznański — autor dzieła „Opisanie krótkie, ieźliże
rok pański 1565 powietrza morowego wolny będzie“ — Kra­
ków. St. Scharf. 8° k. 8. — wsławił się astrologją i przepo­
wiedniami w Wenecji.
Podwórzecki Jan w dziele p. t. Wróżki z r. 1589 wspo­
mina o sławnym astrologu krakowskim Doktorze Fontá­
nu s i e, który był zwyczajnym profesorem Akademji Krakow­
skiej5). Zewsząd udawano się z prośbą o radę do tego wybit­
nego astrologa, z rachunków zaś miasta Biecza z r. 1600 wiemy,
że udawano się do niego nawet wtedy, gdy chodziło o wy­
krycie złodzieja. Świadczy to w każdym razie o niezwykłej
wprost popularności tego astrologa.

') Estreicher : Tom IX, str. CCX.
Wierzbowski : Tom III, str. 68 podaje dziełko „Wypisanie Comety widzianey w Krakowie y okolicznie Lata bożego 1556... Przez Mistrza Piotra
Probossczowica Astrologa Nauki Krakowskiej w Krakowie“.
Statuta nec non liber promotionum Philosophorum ordinis in Univ.
Studiorum Jagellonica ab anno 1402-1849, wydał Josephus Muczkowski Cracoviae 1849, str. 199, świadczą wyraźnie, że był astrologiem: „Petrus de
Probosczowycze collegiatus maior astrolog“.
a) Sołtykowicz: o. c. str. 246.
3) Sołtykowicz Józef : „O stanie Akademji“ str 246 i 420.
4) Wierzbowski Teodor: Bibliographia Polonica XV ac XVI ss. Vol. I.
str. 186.
5) Wróżki Jana Podwórzeckiego w Krakowie z Drukarniey Łazarzowey
Roku Pańskiego 1589, s. 39. „Piszą , tedy naprzód Matematikowie, że pow­
stać ma monarcha jakiś, któremu wszyscy podlec mają. Albo raczej monarchja wielka w Europie : o czym naprzód Doctor Fontanus, Ordinarius Academiae professor, człowiek y godny y nauką sławny krótko wprawdzie ale
bacznie w swojej praktyce pisze te słowa...
J. Sołtykowicz: o c s. 444—447.

86

W dziewiątym tomie swej Historji literatury wspomina
jeszcze Wiszniewski 4) o takich astrologach XVI w. jak mistrz
nauk wyzwolonych Stanisław z Rawy, lekarz krakowski
Ret i eus, który wydał przepowiednie o Henryku Walezym
„Iudicium Astronomicum de Rege Henrico 1573“. Wspomnieć
należy i o Stanisławie Poklateckim*2), Janie Latosie3),4 5 * 7
autorze obwieszczenia z r. 1572 i „Prognosticum“ z r. 1595,
z dzieł którego dowiadujemy się, jak pojmowano w w. XVI
związek medycyny z astrologją Stan. Grzepskiego4), mi­
strza krakowskiego astrologa Tomasza z Piotrkowa5),
autora „Iudicium“ z r. 1558, Arnaldusa Valentinusa6),
autora Iudicium z 1555 r., Bernata z Krakowa, Jana Muso ni u sa7) tudzież Mikołaja Wajsa8).
W r. 1595 astrolog Tomas Rogalius „w naukach:
filozofiey doktor“ wydaje w Krakowie : Prognosticon albo
Przestroga walnych y celnych przygód i przypadków (które
mają przyjść na wszystek lud) pospolicie z nauki gwiazd

Ł) Wiszniewski: Tom IX, s. 501—510. (O nich u Wierzbowskiego
wzmianek nie znalazłem).
2) Wierzbowski Teodor: Bibliographia Polonica XV ac XVI ss. Tom III.
s. 314.
3) Ibidem Tom III s 300. Autor wymienia tu następujące dzieła Jana
Latosa :
a) Obwieszczenie przypadków. Cracovia 1572
b) Prognosticon b. m. w. 1594.
c) Przestroga odmienienia. Cracovia 1595.
d) Strażnik opowiada przypadki. Cracovia 1596.
(O Latosie patrz: Sozański Antoni: Rejestr... s. 31. Sołtykowicz Józef:
o. c. s. 147, 166, 247, 264, 267, 269).
4) Jan Franke: J. Brożek. Kraków 1884. s II; Sołtykowicz J. : o. c
s. 285-9.
5) De Comoete Anno Christi 1558. Viso Thomae Piotrcovij C race
Astrologi Iudicium Cracoviae, apud Haeredes Marci Scharffenberger
') Amaldus Valentinus: Summa.-ium indicii astrologici. Cracovia 1555.
Wierzbowski : Tom III. s. 270.
7) Musonius Joannes: Frognosticon. Cracovia 1597. Wierzbowski Te­
odor : Bibliographia Polonica. Tom III. s. 308.
8) Prognosticon, z nauki gwyazdarskiey od r. 1572 aż do r. 1588.
Przez Mikołaya Waysa Matematica Roku 1572 i Wierzbowski: Tom III s. 126.

87
y biegów Niebieskich (na sześć lat potomnych uczyniona). (Nr.
Ossol. 13960 i).
Astrologja mimo pism przeciw niej skierowanych n. p.
Zwierciadło roczne 1603 Szczęsnego Zebrowskiego i Examen
de Astrologia Stan. Zawadzkiego, tudzież bulli Papieża Syxtusa V
z r. 1568 kwitnie nadal i w wieku XVII, jak świadczą o tern
nazwiska wybitnych astrologów Jędrzeja Zedzianowskiego, Ma­
cieja Bielawskiego, Dawida Herliciusa, Jezuity Mateusza Bembusa; Prof. Akad. Krak. Jakóba Najmana, Prof. Jana Bandorkowicza, Jana Brożka*2) (1585—1652) i w. i.
W Krakowie praktyki astrologiczne znalazły główne nie­
omal swe ognisko, mnożyły się tu prognostyki, almanachy,
iudicia. Co więcej do krakowskich mędrców często się udawano
z prośbą o poradę i wątpliwej wartości światło3). To zaś sta­
wało się źródłem plotek, przesądów i dziwnych opowieści, któ­
rych nimb powoli okalać zaczął i Akademję Krakowską. Do­
wodów na to mamy wiele. Prof. Bujak w swej rozprawie p. t.
„Śledzenie złoczyńców zapomocą czarów“ 4) podaje taką wzmiankę,
znalezioną w rachunkach miasta Biecza z r. 1600. „Posłaliśmy
do Krakowa do Doktora Fontana astrologa, aby wróżył (ut divinaret) o złodziejach z racji ratusza 30 groszy“. Do „czarów“
jak widzimy, do „tajemnych sposobów“ wyśledzenia winnych
musiano mieć wielkie zaufanie podówczas, skoro z takiego mia­
steczka nawet udawano się po radę do krakowskich astrolo­
gów. Najwięcej dowodów na to dostarcza nam jednak dopiero
Szczęsnego Żebrowskiego: Zwierciadło roczne z r. 1603, któ­
rego ostatnia część5) „O różności ąstrologiiey z Astronomią“
podaje nadzwyczaj charakterystyczne przykłady ilustrujące sto­
sunek społeczeństwa do astrologów, wartość ich rad, a także
') Jan Podwórzecki w Wróżkach z r. 1589 wspomina o dziele Rogaliusa na s. 45 : Niemało ich jednak zebrał Doktor Rogalius w swej praktyce,
którą na- kilka lat napisał... Wierzbowski T. : Bibliographia Tom III. s. 318.
2) Jan Nep. Franke: Jan Brożek. (J. Brosciusl Akademik Krakowski
1585—1652. Kraków 1884.
3) Morawski: o. c. s. 319.
4) Fr. Bujak : tlodzenie złoczyńców za pomocą czarów. — Lud. Tom.
XVI, s. 54.
5) Zwierciadło roczne. Na trzy części rozdzielone. Frzez Szczęsnego
Żebrowskiego. W Krakowie. W Drukarni Lazarzowej. Roku Pańskiego 1603.
s. 145—182.

88
opisy humorystyczne ich podstępów i oszustw niejednokrotnie,
bo i do nich dochodziło.
Autor przestrzega łatwowiernych w „Zamknieniu“ przed
wróżbitami i wieszczbiarstwem a tym ostatnim radzi zerwać
z szatanem i więcej dbać o duszę.
Te fakty to ciekawy obraz rozpowszechnienia praktyk
astrologicznych, wiary w moc czarów i nauk tajemnych
w Krakowie i jego okolicy, bo tu przeważnie (np. przykład
4 i przykład 7 „nad Wisłą“) opisane w dziełku wypadki mają
miejsce.

t

Niedarmo Podwórzecki broniąc iudiciów, zwalczał wszela­
kiego innego rodzaju przepowiednie astrologów i ludzi postron­
nych, w pierwszem rzędzie bab. O astrologu mówi, że gdy się
go kto z ludzi zapyta o zgubę, szkodę, zysk, powód rzeczy albo
o co takiego — nic nie powie, jeśli ma Boga, bo te rzeczy bar­
dziej się do supersticiy pogańskich chylą niż do krześcijańskich.1)
Baby ośmiesza „co w niebo patrząc, w rzeczy na planety, któ­
rych nie znaiąc, ani wiedzą co to jest wróżą: woski y ołowy
leią, co omywaią, kadzą y sprośne gusła wymyślają...“*2) „co
patrzą w kryształ w zwierciadło, albo śkło iakie“ — „bo to
są gusła szatańskie, bo także nie zawisły na żadnej nauce uczci­
wej“. A to wróżbiarstwo, rozpowszechniało się w Polsce po
lwiej części pod wpływem Akademji Krakowskiej. Fakty wspom­
niane stawały się źródłem plotek, przesądów i dziwnych opowie­
ści, których nimb powoli okalać zaczął Akademję Krakowską.
Wpływało na to i stanowisko kościoła, który zabraniał ducho­
wnym zajmowania się matematyką i astrologią3) jako pomocniczemi naukami czarnoksięskiemi, będącemi w ścisłym związku
z magją. Lud wskutek takiego stanowiska władz kościelnych
z podejrzeniem patrzył na wszystkich zajmujących się temi na­
ukami i uważał ich za czarnoksiężników, czego najlepszy dowód

Podwórzecki: Wróżki. Kraków 1589, s. 16.
2) Ibidem s. 8.
3) Duchowni w Polsce astrologją się zajmują. W „Matricularum Regni
Poloniae Summaria“ Pars. IV. Vol. 2 Warszawa 1912 wydał Teodor Wierz­
bowski, czytamy na str. 326, pod rokiem 1526 Magistro Michaeli Russoczki,
plebano in Samborzecz et astroiogo... Por. Bujak : „Siedzenie złoczyńców
za pomocą czarów“. Lud. Tom XVI, s. 54 i n.

89
mamy na Papieżu Sylwestrze II, wybitnym matematyku i astro­
nomie, uważanym właśnie z tego powodu za czarnoksiężnika1).

Chiromancja i Fizjognomja. (Scholarze — Szymon
z Łowicza).
Obok wróżb z gwiazd znana była i ulubiona w owych
czasach także chiromancja, .zgadywanie z ręki charakteru
człowieka i wróżenie przyszłych jego losów. Ze zaś w uniwer­
sytecie trudniono się nią, tego dowód mamy z r. 1505, w którym
dwóch scholarów Melchiora bakałarza i Marka z Gdańska uka­
rano przed sądem rektorskim „ob exercicium ciromancie“*2).
Ten jednak sposób wróżenia polegający, jak mówi Podwórzecki Jan w swych „Wróżkach“ z r. 1589 „po części na na­
uce a po części na natchnieniu dziwnem i tajemnem czasów te­
raźniejszych bardzo w lekkim jest poważaniu...“ „iż go ludzie
lekcy i Cygani sprośni używaią“3).
Że chiromancja była na uniwersytecie zabroniona, świadczą
o tern „Acta rectoralia“, w których czytamy pod rokiem 1505
zapisek 2052 „chiromantia, ars prohibita...“4).
Jan Głogowczyk napisał dziełko pt. „Phisionomia“
Cracoviae 1518 r. Obok niego pracuje na tern polu wybitny
znawca chiromancji Szymon z Łowicza5).

Polscy alchemicy. (Kbffski, Suchten, Kasperberowicz, Łaski,
Sędziwój, Moskorzewski).
Równie popularną jak astrologja była w XV i XVI w
w Polsce także a lehem ja6). Wedle wierzeń adeptów tej sztuki
można przy jej pomocy: 1. ciała nie zawierające w sobie złota
!) Soldan - Heppe : Geschichte der Hexenprozesse. Stuttgart 1880.
2) Wisłocki Wład. : Acta rectoralia Almae Univ. Cracov. Tom I
(z lat 1469-1537) str. 464, zap. 2052 z r. 1517/18.
3) Wróżki Jana Podwórzeckiego w Krakowie. Z Dr akarniey Łazarzowey.
Roku Pańskiego 1589, s. 8.
4) Władysław Wisłocki: Acta rectoralia Almae Universitatis
Ctacovien.sis z lat 1419—1537, zapisek L. 2052.
5) Enchiridion chiromantie compendiosum Simona Lowitz. Kraków 1532
Enchiridion Phisiognomiae compendiosum. Kraków 1532.
Por. T. Wierzbowski „Bibliographia..“ Tom II s. 56-55 ; 290.
6) K. Lach Szyrma: Urywek z dziejów alohemji w XVI w Czas
dodatek miesięczny Tom XVI. Rok IV. Krakow 1859, 133 158.

90
na prawdziwe, doskonałe i trwałe złoto zamienić. Istota, która
tę zmianę sprawia, jest dziełem sztuki zwanem „kamieniem
mędrców, lub filozoficznym„wielkim elixyrem“ albo „czerwoną
tynkturą“. Srebro, merkurjusz i nieszlachetne metale, przesiąknięte
tynkturą zamieniają się na złoto a lotne stają się zarazem ogniotrwałemi (transmùtacja albo uszlachetnienie). 2. ciała nie mające
w sobie srebra można zamienić na srebro czyste i ogniotrwałe.
3. Tenże sam preparat sztuki na złoto zamieniający, przed zupełnem wykończeniem swem jest najużyteczniejszem a według
wielu uniwersalnem lekarstwem, panaceum życia, (aurum potabile) odmładza, wzmacnia ducha, ożywia siły1). Adepci tej nauki
strzegą jej tajemnic pilnie, co jest zarazem powodem ciemności
pism z dziedziny alchemji. Grzechem było wiadomości te roz­
przestrzeniać a Arnold de V.llanova grozi apopleksją temu,
któryby to zdradził i mówi w swem Rosarium „Qui révélât
secretum artis maledicetur apoplexia“. Rajmund Lullus zaś straszy
za to piekłem. Dlatego też jest to „nauka tajemna“.
Alchemja jest nauką bardzo starą. Kwtła najpierw w Hiszpanji, gdzie jej reprezentantami byli Geber, Dzszafarem zwany
z Sewilli, jego syn Abu Mussa Giabr Ben Hajiam al Sofi, uczeń,
Gebera Rhases i w. i. Stąd przez Włochy i Francję dostaje się
ona w XIII w. do Niemiec a potem i do Polski. Wybitnymi
alchemikami są Albertus Magnus, Michał Scotus, Tomasz Aquinus,
Raymond Lulli, Roger Bacon. Gwiazdą na polu alchemji w Niem­
czech w XV w. jest Basilius Valentinus, Johannes Ticinensis,
Johannes Trithemius, w XVÍ zaś Henryk Korneljusz Agrippa
von Nettesheim (1486—1535) i Philippus Aureolus Paracelsus
Teophrastus Bombastus von Hohenheim (1493—1541), Jerzy
Agricola (1494—1555) a w Anglji Dr. Dee i Kelley.
W Polsce rozwija się alchemja już w XV w. a do rozkwitu
dochodzi w w. XVI. Zajmowano się zaś nią'na wielką skalę.
Zajmują się nią nawet po klasztorach. W r. 1462 w klasztorze
Dominikanów krakowskich wzniecili pożar bracia fabrykujący
złoto. U Długosza mianowicie L. XIII p. 92 czytamy, że „alchimiae
opera certis fratribus laborantibus“ cały klasztor i połowa miasta*)

*) J. B. Dziekoński: Krótki rys historji alchemji ułożony według
Schmiedera. Bibljoteka Warszawska 1844. Tom II, s. 55 i n.

91
zgorzała1). Stanisław z Gór Poklatecki*2) mówi o jej rozpowszech­
nieniu : Zaprawdę znałem y sam także Alchimisty, którzy po
kilku i kilkadziesiąt tysięcy, na ostatek maietności własne i cudze
otrącali, z którymi gdy mi się mówić trafiło o przewrotności
y fałszu nauki Alchimickey, y błąd swój uznawali i złot się robić
z narzekaniem szaleństwa i nieszczęścia swego odrzekali“. Wspo­
mina on też, że nauka ta jest zakazana i że „w każdej Rzeczy­
pospolitej wszelkim prawem bronią nauki alchemickiej i zakazuią
pod utraceniem gardła y maiętności skutków alchemickich .
O przedmiocie zaś alchemji mówi on : „Ta jest tedy nie nauka
lecz okazałości alchimickiej sztuka: śkło wielkie y podługowate
niezwykłym kształtem kazać robić i dziwnie przetwarde uczynić,
monetę, perły, srebro, złoto fałszywe za prawdziwe odąć, kruszce
pomieszać a obrazy na śkle wyrażać rozmaite“. Ale w innem
miejscu mówi : „lecz mało nie wszystkie sztuki alchemickie i abo
są zdradliwe i fałszywe tak też mało albo rzadko pożyteczne,
y daleko więcej szkodliwe“ ; złota alchemicy uczynić prawdziwego
nie mogą; tak samo powątpiewa w sztuczny élixir młodości:
„Złota które sama natura daie ożywaią medicy do wzmocnienia
serc ludzkich i do zgładzenia rozmaitych chorób, lecz złoto
sprawione przez alchimią nietylko natargało zdrowia wielu ludzi,
ale y siła ich pomordowało wieków naszych“ 3). Pierwszym znanym
nam z nazwiska polskim alchemikiem jest członek zakonu Do­
minikanów Wincenty Koffski, zmarły w r. 1488 w Gdańsku.
Napisał on przed śmiercią traktat pod t. : „Tractatus de prima
materia veterum lapidis philosophorum“. Na końcu rękopisu
podpisano: 4 października 1478 r. Poglądy swe zawarł Koffski
w dwu częściach zupełnie podług Basiliusa Walentyna, Niemca
z nad Renu „który antymonium głównym działaczem kamienia
filozoficznego rozumie“. Nadmienić należy, że Basilius Walentyn
był lekarzem, że w „sztuce spagirycznej“ nie zaniedbywał strony
lekarskiej i aptekarskiej. W swym czasie przenoszono go nad
Gebera, Arnolda i Lullego. Podróżował wiele ; za czasów Maksymiljana 1 w r. 1515 żył jeszcze. Miał dwa razy umierać (według
*) Wiszniewski o. c. Tom IV, str. 133.
2) Stanisław Poklatecki: „Pogrom czarnoksięskie błędy..“ Kraków
1595, w Księgach czwartych.
3) Poklatecki: „Pogrom“. Kraków 1595. Księgi czwarte. „Alchemicką
obłudę pokazuią“.

92
podań) raz naturalną a drugi raz gwałtowną śmiercią, z której
zmartwychwstał. Jedynie reformacji zawdzięczamy, że mamy
o nim jakie takie wiadomości, gdyby nie ona, nie byłby znany1).
Dziełko Koffskiego zostało przetłumaczone na język niemiecki
p. t. Bericht von der ersten Tinktur. Bürtzel 1612*2).
Ze szkoły Koffskiego wyszedł Aleksander Suchten, gdań­
szczanin. Pobierał on nauki w Wittemberdze 3) i w Bazylei, a dzie­
więć pism jego wyszło w Frankfurcie w 1680 r. (n. p. „De secretis
antimonii“, „Explicatio tincture Theophrasti Paracelsi“).
O alchemikach polskich XV w. więcej wiadomości nie po­
siadamy. Obfite materjały posiadamy natomiast z w. XVI, w którym
reprezentują ją Kasperberowicz4), Albert Łaski wo­
jewoda sieradzki i Michał Sędziwój (Sendigovius 1556—
1636). Ci najwybitniejsi polscy alchemicy doczekali się już opra­
cowań swego życia i działalności5), dlatego wspomnę o nich
tylko króciutko. Albert Łaski bawiąc w Anglji w r. 1583 po­
znaje alchemika Dr. Dee i Kelleya. Ci cudzoziemcy alchemicy
imponują mu swemi sztuczkami. Interesują go niezmiernie zagad­
nienia z dziedziny alchemji i poszukiwania filozoficznego kamienia.
Angielscy alchemicy bawią później na dworze Batorego6),7
Drugim jest Michał Sędziwój, jedyny z Polaków głębiej się
alchemji oddający w XVI w. ') Dziś posiadamy dwie niezwykle
cenne monografje, jakkolwiek dotąd pozostające w ręko‘) Aleksander Batowski Michał Sędziwój alchimista Rękopis Nr. 831.
Bibl. Baworowskich.
2) J. B. Dziekoński o c. str. 345.
3J W „Album Academiae Vitenbergensis“ Ab anno MDII usque -ad
annum MDLX Vol. I ex autographo edidit Carolus Eduardus Foerstemann
Lipsiae 1841 str. 169 czytamy: Henricus de Suchten — Dantiscanus 1538.
4) Rkp. Muz. XX. Czartoryskich w Krakowie L. 1505 pt. Pisma alche­
miczne z r. 1535 zawiera jeden z najobszerniejszych wykładów alchemji z XVI w.
Na wolnych kartach umieścił swój alchemiczny testament zakonnik-alchemik
Kasperberowicz.
5) Memoírs of extraordinary Popular Delusions by Charles Mackay
Vol. III. London 1841, (Pamiętnik o obłąkaniach ludzkich); K. Lach Szyrma.
Urywek z dziejów alchimii XVI w.
6) Kraushar: Czary na dworze Stefana Batorego. Kartka z dziejów
mistycyzmu w. XVI Jako przyczynek do charakterystyki króla Stefana.
Kraków 1889. Wiele szczegółów w dziele: K. Ch. Schmieder: „Geschichte
der Alchemie: Halle 1832.
7) Michał Sędziwój. Nowe światło chymiczne. Przełożył z łac. Dr. Jod.
Warszawa, b. r. (1923).

93
pisie, poświęcone temu wybitnemu i jednemu z prawdziwych
polskich alchemików, jedną pióra J. M. hr. Ossolińskiego i drugą
Aleksandra Batowskiego p. t. „Michał Sędziwój alchimista, jego
życie, przygody i pisma; ostatecznie ze źródeł obrobił A. B.1).
Praca Batowskiego to rzecz źródłowa, oparta na świeżo odkry­
tych listach Hieronima Pinocziego (Poliarca Micigna) i Tomasza
Ratzkiego*2) do Michała Sędziwoja z r. 1587, a nadto wynikach
badań J. M. hr. Ossolińskiego3) i obszernej literaturze. Z niej
dowiadujemy się, że Sędziwój był synem Jakóba (prawdopo­
dobnie nieprawego łoża) i urodził się w r. 1556 pod Sączem;
wiadomości te jednak są nie bardzo pewne. Od młodości od­
daje się Sędziwój pilnie studjom i jest już wybitnym alchemi­
kiem, zanim wyjechał za granicę i poznał Setona. Sędziwój
uwalnia Setona z więzienia. Po jego śmierci poślubia jego żonę
w celu zdobycia tajemnicy filozoficznego kamienia. W Wittemberskiem, z powodu „tynktury" omal nie postradał życia. Wia­
domości o jego życiu są dość niepewne a nadzwyczajne jego
przygody prawdopodobnie zmyślone. (Np. wersje dwie o jego
przygodzie w Wittemberskiem różnią się od siebie).
Przy pomocy otrzymanego od Setona środka zamienia
Sędziwój nawet na dworze cesarza Rudolfa II (1604) srebro na
złoto, za co cesarz uczcił go napisem w zamku: „Faciat hoc
quispiam alius — Quod fecit Sendigovius Polonus“.
Służącym Sędziwoja i pomocnikiem był Bodowski. Pozo­
stawił Sędziwój po sobie następujące dzieła z dziedziny alchemji: Tractatus de sulphure; Dialogus mercurii, alchymistae et

') Aleksander Batowski : Michał Sędziwój alchimista. Rękopis Bibljoteki Wikt. hr. Baworowskiego we Lwowie Nr. 831 z r. 1860.
Bibljoteka Warszawska Tom II. Rocznik 1846, s. 479—506 (Juljusz
Bronken)
Rozmaitości lwowskie 1858. Nr. 20.
Rękopisma w przedmiocie Magii i alchimii. Są tu i pisma Michała Sę­
dziwoja. Rkps Bibl. W hr. Baworowskiego we Lwowie L. 634 z w. XVI i d.
2) List Tomasza Ratzkiego de Rątkowice pisany Ilkusiae, w Marcu
1587 do Sędziwoja w tymże rękopisie. Ratzki mówi tu o Elixirze, o tynkturze filozof, i prosi „brata Michała“ (Sędziwoja) o testament Gebera.
3) Rękopis w Ossolineum we Lwowie.

94
naturae; Aenigma philosophicum ‘). Umarł w Grawarnie 1636 r.
mając przeszło lat 80.
W Bibliotece W. hr. Baworowskiego we Lwowie*2) znaj­
duje się rękopiśmienny „Traktat o sposobach robienia Elixiri
Philosophici" pisany ręką Hieronima Pinoccego, uczonego męża
i zasłużonego mieszczanina krakowskiego, o którym tenże mniema,
że jest dziełem Michała Sędziwoja3). W tym traktacie wspom­
niany jest Polak Teodor Łącki, który „robił złoto“ w Rzymie
i oddawał się poszukiwaniom alchemicznym4) w celu odnale­
zienia kamienia filozoficznego. Nie można wreszcie pominąć
milczeniem Mikołaja Wolskiego marszałka wielkiego koronnego,
który materjalnie niejednokrotnie wspierał Sędziwoja i sam oka­
zywał dla alchemji, wielkie zainteresowanie tudzież Zygmunta III.
Jak widzimy miała alchemja i u nas swych zwolenników
bez liku, a Koffski, Moskorzewski, Łaski i Sędziwój niepospo­
lite zajmują między nimi miejsce. Jak wiele innych nauk
tak i alchemja przeniesiona była do nas przez podróżujących
za granicę. Zresztą zamożność Polaków w tych wiekach tudzież
polska gościnność zwabiały do Polski różnego rodzaju i uczo­
nych i szarlatanów, którzy te wiadomości i „nauki na grunt
Dolski przeszczepiali.

Nekromancja. (Sztuka wzywania i wywoływania cieni umarłych).
Z tą demonologją gwiazd, wiarą w możliwość wynalezie­
nia filozoficznego kamienia i eliksiru młodości szła w rękę demonologja inna, wiara człowieka w moc sztuk magicznych,
obcowanie z duchami i wywoływanie zmarłych.
Pokolenie, które przepowiadało przyszłość i wierzyło tak w moc
alchemji, musiało być i do takich wierzeń szczególnie usposo­
1) J B. Dziekoński. o. c. s. 369 i 540. Po polsku z pism jego wyszło:
Michała Sędziwoja: „Nowe światło ehymiezne“. Przełożył z łac. Dr. Jod.
Warszawa.
2) Rękopis nr. 634. Bibl. Baworowskich we Lwowie p. t. Rękopisma
w przedmiocie Magii i alchimii. (Są tu i pisma Mikołaja Sędziwoja) z w.
XVI i XVII
3) O stosunku Pinoccego do Sędziwoja obacz Rkp. 831 tejże Bibljoteki, ^
w którym znajduje się odpis listu Pinoccego o Sędziwoju. Z pism ręki Hiero­
nima Pinoccego widać, że i on oddawał się i był zwolennikiem alchemji.
4) Wspomniany traktat s. 2. Rkps. L. 634. W rękopisie tym na s. 16
i 9 znajdują się bardzo ciekawe i zagadkowe ryciny z dziedziny alchemji

95
bione. Neoplatonizm zaś wskrzeszony przez humanistów, pod­
sycał tylko demonistyczne i magiczne sztuki i sztuczki, przeka­
zane przez średnie wieki1). Kwitnie więc podówczas w Krako­
wie nekromancja (nigromancja) t. j. sztuka wzywania ; po­
kazywania cieni umarłych. Nekromantów, wywołujących duchy
było w Krakowie dość a świadczy o tern chociażby fakt, że
w r. 1505 stają dwaj bakałarze Petrus de Monte Nivis z kolońskiej dyecezji i Kasper de Gdana z krakowskiej przed sądem
rektorskim, bo ich przychwycono „in certis actibus nigromanticis“*2). Wyjątkowe to echo częstych praktyk owego czasu.
Ze zaś nauki te i praktyki były bardzo rozpowszechnione
wśród studentów i magistrów Akademji Krakowskiej, którzy
na dość szeroką skalę zajmowali się nigromancją i „wizjami“
t. j. wywoływaniem duchów, świadczą „Acta rectoralia Almae
universitatis Cracoviensis“. Znajdujemy tam niejednokrotnie na
tle opisów dość hulaszczego studenckiego życia dowody upra­
wiania nigromancji3). Na str. 24 zapiska z r. 1537 L. 78 czy­
tamy n. p. :
„Die Veneris prima iunii, Venerabilis Gregorii in causa
libelli mutuo dati, continentis visiones (et) nigromantiam cuiusdam Nicolai Kothfycz, proprietarii libelli, citatus ad instantiam
venerabilis magistři Ioanr.is de Poznania ad petendum se absolvi
ad horam tredecimam. Dominus rector antę omnia laxavit processum excommunicationis et ad causam decrevit absolvendum.
Quo vero ad principálem, praefatus dominus Gregorius quandam scedulam protulit magistr’. loannis praefati in vim probacionis, continentem et confitentem, se versasse in nigromancia
et visionibus, quam scedulam et contenta recognovit esse sua
scripta. Exequendo statutum de talibus, reservavit excommunicationem sibi cum consiliariis, decanis et senioribus patribus. Insuper magister Ioannes praefatus iurabit, non habere
libellum, nec scire habentem, quo facto iurabit de valore próprietarius libelli videlicet Nicolaus Kothfycz. Quo vero ad com*) Morawski : o. c. s. 320.
2) Władysław Wisłocki : Acta rectoralia Almae Universitatis Craco­
viensis Tom I. (z lat 1469—1537) s. 454, zapisek 1988 z lat 1504/5.
3) Stanisław Estreicher: Acta rectoralia Almae Universitatis Cracovien­
sis Tomus secundus continens ännos 1536—1580 editionem curavit St E
Cracoviae 1909, s. 78, 613, VIII i w. innych.

96
minaciones factas per Nicolaum Kothfycz, percussiones et verba
occasione praefati libelli et non restitutionis sibi illata, praefatus magister Ioannes negavit narrata (animo) litem legitime
contestandi et dominus decrevit probandum. Praesentibus“.
Na str. 316 czytamy o studentach „opera diaboli inter se
exercentes“ i t. d.
Co najciekawsze i bardzo charakterystyczne to fakt, iż do
wywoływania tych wizyj i do praktyk nigromantycznych uży­
wają czarnoksięskich zwierciadeł, znanych w Polsce już
w pierwszych latach XV! w., jak na podstawie tych aktów
stwierdziłem, a wedle wszelkiego prawdopodobieństwa rozpo­
wszechnionych już przedtem. Dowodem na to twierdzenie jest
następujący zapisek w „Acta rectoralia“ Akademji Krakow­
skiej (z lat 1469—1537).
Rok 1522, zapisek 2598. Georgius de Cracovia ex confessatis restituet nouem grossos una cum Grammatica : lozepho
de Cracovia, quam sibj acceperat in débita Speculj nigromancie terminům prefixit ad parendum dieto lozepho hinc ad
feriam quintam1). Wzmiankę o spéculum znachodzimy także
w zapisku L. 2445 z r. 1517/8.
W Krakowie w Akademji zapewne ze sposobem „wywoły­
wania duchów“ zapoznał się i Faust, uczeń tej Akademji, o czem
dokładniej powiem jeszcze później.
Fakt dotyczący już osoby duchownej, plebana z Nowo­
gródka znajdujemy w Aktach Kapituł T. III zap. 241. Acta
iudicii eccles. Plocensis.
A. 1504 Ianuarii 3 in Płock in curia episcopali. Eodem
die... mgr. Stanislaus Dambrovka, instigator officii contra Johannem in Novigrodek plebanum... proposuit verbo quomodo
ipse religionis Christianae et sue professionis primům in baptum,
deinde in suscepcione sacrorum ordinum et sue sacerdotalis
dignitatis immemor ritos dyabolicos observât libros
nigromanticos et penitus fidei Christianae contrarios in loco
1) Władysław Wisłocki : Acta rectoralia Almae Universitatis Cracoviensis. Tom I (z lat. 1469—1537) str. 612.
W każdym razie już tu zaznaczą, iż twierdzenia Leppelmana i in. ja­
koby podanie o wywołaniu duchów Heleny przez Fausta wpłynąło na poda­
nie o wywoływaniu ducha Barbary jest nieuzasadnione. Przeciwnie Faust
mógł umiejątność tą wynieść z Polski.

97
venerabili sacramento deputato sancea těla stola et cinctorio
circumvolatos inter II pixides sacrosancti Corporis Dominici reponendo deservat, ex qúo contumatiam Salvator et religioni
Christianae... in tam damnato crimine nemini dubium est ipsum
fecisse et intulisse pro quibus ipsum heresis crimen notatum...
Dokładne wiadomości o nigromancji, jej praktykach i jej
rozpowszechnieniu podają nam dzieła współczesne a mianowicie
znów „Pogrom czarnoksięskie błędy..." Stanisława Poklateckiego1) i z „Młotem na czarownice..." wydrukowana w r. 1614
księga Jana Nidera o czarownicach*2).
Poklatecki w rozdziale o nigromancji w VI położeniu
mówi tak:
„Wskrzeszać tedy nigromanczycy nie mogą ludzi zmarłych,
tylko postawą omamionych zmysłów, maszkary na czas mały
stroią, y to obłudą krótką i fałszywą: y chcąc się porównać
mocy y przywileyom dobroci Boskiey... oni też pod zasłoną
prawdy zmyślone obrazy i podobieństwa ludzi zmarłych oczom
ludzkim stawiaią... a na dusz ludzkich szkodliwy upadek y po­
rażkę błędy swe za prawdę udaią".
Ciekawe i charakterystyczne wytłumaczenie tych faktów
podaje Poklatecki w położeniu VIII mówiąc, że to : „czartowie.
się pokazuią ludziom w postaci rodziców i miłych przyjaciół,
zmarłych..." ci im wierzą... „ludzie czarty swe za rodzice wyznawaią i wiarę ym daią“ — a oni mówią „że piekło nie jest
więzieniem, że z niego wyjść mogą umarli". „Y tą zdradą wnosi
(szatan) błąd do ludzi krześcijańskich, żeby rozumieli i wyzna­
wali, że dusze zmarłych nie tylko maią ciała, ale też mogą
') Stanisław z Gór Poklatecki : „Pogrom czarnoksięskie błędy...“ Kra­
ków 1595. Ks. III. (VI położenie).
2) Młot na czarownice. Postępek zwierzchowny w czarach także spo­
sób uchronienia się ich, y lekarstwo na nie w dwóch częściach zamykai^cy.
Xięga wiadomości ludzkiej nie tylko godna y potrzebna, ale y z nauką ko­
ścioła powszechnego zgadzaiąca się z pism Jakuba Sprengera y Henryka
Instytora Zakonu Dominika S. Theologów, y w Niemieckiey ziemi Inquisitorów po większej części wybrana, y na polskie przełożona. Przez Stan'sława
Ząmbkowica Sekretarza Xcia lego Mci Ostrowskiego, kasztellana krakowskiego.
Do którey w teyże materyey przydana iest książka Jana Nidera tegoż Za­
konu Dominika S Theologa y Inqisitora. Także Ulryka Molitora Dialog
o wiesczych białychgłowach, abo czarownicach. W Krakowie, w Drukarni
Szymona Kęmpiniego Roku pańskiego 1614.
7
Lud. T. XX VIT.

98
wziąć na się ciało jakieżkolwiek i tak bestyi jako i człeka któ­
regokolwiek ciałem władać“. W dalszym ciągu chodzi autorowi
o zbicie błędnej, w związku z tą sprawą pozostającej teorji
o wędrówce dusz. Nad kwestją „y ieśli dusze zmarłych z mieysc
swoich wyszedszy pokazywać się mogą“ zastanawia się Jan
Nider.

Praktyki magiczne w Polsce.
Od zaklęć duchów do zaklęcia djabła był krok jeden tylko,
więc nic dziwnego, że i mag ją zajmowano się na krakowskim
uniwersytecie, jak poświadcza w XVI w. żyjący Górnicki, mó­
wiąc wyraźnie w Dworzaninie, że „Czarnoksięstwa jawnie w kra­
kowskich szkołach uczono“1). Zaklinanie szatana i wiązania
się z nim zaczynają być tu częstym objawem. Miały one na
celu zyskanie możności oddawania się zabronionym praktykom
magicznym, przez pomoc ze strony szatana*2). Magja wedle Th.
W. Danzla3), to obrządki i czynności, których skutki nie dadzą
się wyjaśnić, jako naturalny wynik składających się na nie ru­
chów. Dawniej dzielono ją na białą i czarną, ta ostatnia od­
woływała się do pomocy złego ducha, który dobrowolnie zobo­
wiązywał się wykonywać to, co mu czarnoksiężnik poleci, na
mocy umowy zawartej z nim (paktu) o duszę, bądźto bywał
zmuszany przez czarnoksiężnika jedynie mocą jego sztuki czar­
noksięskiej i wiedzy do usług. W „Czarownicy powołanej“1)
znajdujemy taką jej definicję: „Czarnoksięstwo albo czary, bo
to za iedno biorę y rozumiem jest sposób pewny abo nauka,
iako broić y dokazować dziwnych rzeczy przez pewne znaki
abo hasła a i bodła z pomocą szatańską, które to znaki abo
hasła, iako y wszystka ta nauka bezecna czartowska naprzód
od djabła postanowiona y podana“. Genezy magji szukać na­
leży w niczem niedającej się zaspokoić w normalnych warun­
kach żądzy człowieka osiągnięcia mocy, jakiejby się nic oprzeć
nie mogło. Wywołują zaś miłość, nienawiść, pęd do wiedzy^
’) Górnicki: Dworzanin. Brody (wyd. Westa). 1S05, s. 154.
2) A. Graf: Geschichte des Teufelsglaubens. Jena 1893, s. 244 i nast.
3) Th. W. Danzel : Magie und Geheimwissenschaft in ihrer Bedeutung
für Kultur und Kulturgeschichte. Stuttgart 1924 s 2—3.
*) Czarownica powołana Abo krótka Nauka y Przestroga z strony
Czarownic etc. Gdańsk 1714. s. 25. ■

99
chęć zdobycia bogactw, władzy i t. d. Dlatego też jest ona znana od
bardzo dawnych czasów. Podstawą jej jest wiara w istnienie ta­
jemnych sił przyrody, których tajemnicę posiąść może człov :ek.
Gdy wiara w djabła spotęgowała się, magja nabiera nie­
jako nowych sił, rozpowszechnia się bowiem przekonanie, że
z pomocą „księcia piekieł“ — pana „tego świata“ nie ma nic nie­
możliwego, a on chętnie pomocy użycza, bo mu to jest po­
trzebne do jego celów. Rozpowszechnia się nawet kult szatana.
Kościół niejednokrotnie sam przesadzając w opisach mocy i pod­
stępów szatańskich, potęguje ten odruch1).
Przypatrzmy się magicznym praktykom (operacjom). Na­
leżą tu w pierwszym rzędzie: zaklęcie, mocą którego zmusza
się złego ducha do zjawienia się. Formułę takiego zaklęcia
z dawnych czasów mamy zachowaną w rękopisie do dziś*2).
Dalej zaliczyć tu należy sporządzanie napojów miłosnych lub
wzbudzanie w ludziach miłości lub nienawiści przy pomocy demo­
nów, tak, że ukochana porzucała narzeczonego i w nocy powie­
trzem leciała w objęcia innego kochającego ją ; rozmaite praktyki,
mocą których można było zemścić się na wrogu bądito przez
sprowadzenie gradu na jego pola lub burzy na morzu, która
topiła jego okręty3), bądito przez sporządzanie woskowych fi*) A. Graf: Geschichte des Teufelsglaubens. Jena 1893, s. 250. (W To­
ledo studjuje rzekomo Wirgiljusz, Herbert i Św. Egidio de Valladares 12b5).
2) Rękopis Nr. 634. Bibl. hr Baworowskiego we Lwowie p. t. Rękopisma w przedmiocie magji i alchimii. (str. 14).
3) W „Peregrinacji dziadowskiej“ Kraków 1614, mówi stara zwonniczka : „ ..uroki odżegnam, djabłem opętam.. lubczyk ugotuję, małżeństwo
popsuję, pszczoły zgnoję... A jak mi potrzeba potrafię średnim oknem w pole
na ożogu wyjechać, w okamgnieniu oblecę Podgórze, wywróciwszy koszulę
na nice. Djabli o mnie a i ja o nich wiem. We czwartek się schodziemy na
rozstajnych drogach, a nikt nas nie widzi, choć my wszystko“. Druga zaś
„...w kotkę się przemienię, mam ziółko od żelaza, po gładkim sznurze wdra­
pię się najwyżej, po wodzie idę wierzchem..“ Por. J. I. Kraszewski: Powiastki
i obrazki hist. Wilno .1843. str. 179—180.
Tamże w „Synodzie klechów podgórskich 10 stycznia 1607 r.“ czy­
tamy w ustawach wolnego synodu „Aby się żaden nie ważył czarownikom
dawać z kościoła wosku, strzępków, wody chrzcielnej, mchu z dachu, kości
trupich, rdzy ze dzwonów, oprócz wody święconej, kropidła i ziela bylicy,
bo tamtych rzeczy używają na złe, na zepsucie dobytku, na pokłócenie mał­
żeństw, osypywanie dziewek i młodzieńców. Także stuły do opasywania się
brzemiennym nie godzi się dawać, ani w chrzcielnicy przeglądać się od żół­
taczki“. (str 161).

7*

200
gurek wrogów i przebijanie ich igłą lub sztyletem, przekleństwa
i t, d. Na djable można było w szalonym pędzie przejechać
z jednego krańca ziemi na drugi, przy jego pomocy sporządzić
zbroję, której nie imały się kule ni ogień, zbudować w ciągu
jednej nocy całe zamki i pałace, pokonać wojska, zamieniać ludzi
w zwierzęta, odkryć najgłębsze tajemnice, przewidzieć przyszłość
a wreszcie odmłodzić się.
Zajęcie się magją kwitło w średniowieczu i w epoce rene­
sansu a rozporządzenia kościelne lub państwowe zmierzające do
wytępienia djabelskich, magicznych praktyk doprowadzają je­
dynie do większego ich rozpowszechnienia. Czarnoksiężnicy
i czarownice, a tych ostatnich jest o wiele więcej tak, że dzie­
sięć kobiet wypada na jednego mężczyznę, pojawiają się coraz
to częściej. Wszędzie widzi się djabła, wszędzie czary. O czary
posądza się wielkich mężów od wieków nieżyjących: Wergiljusza, Arystotelesa, Hippokratesa i współczesnych nawet Leona X,
Petrarkę, papieży nawet Leona III, Benedykta IX, G.zegc rza VI,
Grzegorza VII, Klemensa V, jana XX. Kardynał Benno w swym
żywocie Hildebranda (Grzegora VII) twierdzi nawet, że w Rzy­
mie istnieje „szkoła magji“ i że z niej wyszedł właśnie ten pa­
pież i inni 1), w XII i XIV wieku mówi się o autentycznych
listach szatana do książąt kościoła. Rozszerza się wiara w sa­
baty czarownic. Na ożogach, miotłach lub kozłach djabelskich
lecą one na „Łyse górę“, by oddać cześć swemu władcy. Tu
dokoła tronu Lucifera mają miejsce specjalne ceremonje, parodje obrzędów kościelnych, mszy św., sakramentów, profanacja
Kostji Przenajświętrzej, kończy zaś uroczystość uczta i orgje cza­
rownic z szatanami, a odbywają prócz zwykłych cotygodniowych
sabatów, także uroczyste, ogólne roczne. Djabli zaczynają służyć
czarownicom, utrzymują z nimi stosunki, a skutkiem ich to, że
czarownice rodzą potwory.
Z drugiej strony pojawia się „Antipalus maleficiorum“
Jana Trithemiusa (1465—1516) pouczający, jak chronić się
przed czarami czarownic. Powoli zapomina się bowiem na
przestrogi takich światłych ludzi jak Karol Wielki, Agobard,
biskup z Lionu (840) Stephano de Borbone w XIII w., Grze­
gorz VII, że wiara w czarownice i ich czary to zabobon, że
czarownic karać nie należy, bo są tylko ofiarą przesądów*)
*) A. Graf : ń. c. str. 262.

101

gdyż nawet św. Tomasz z Akwinu uznaje czary za fakt. Rozpo­
czyna się inkwizycja, tortury, zapłonęły slosy, na których pa­
lono czarownice, po to, by zgasnąć dopiero po trzech wie­
kach, mnożą się czem raz bardziej procesy o czary, powstaje
słynny „Malleus maleficarum“ Jakóba Sprengera. Nikt od tego
czasu nie jest bezpieczny od posądzenia go o czary i tortur,
tak strasznych, że posądzeni dobrowolnie przyznają się do niepopełnionych win i praktyk czarodziejskich, o jakich może na­
wet nie słyszeli, że niejednokrotnie odbierają sobie życie, by
ujść nadludzkich mąk. Mikołaj Remy sędzia z Lotaryngji woła
z dumą, że tak sprawnie i sprawiedliwie prowadził procesy
o czary, że w jednym roku szesnaście czarownic odebrało sobie
własną ręką życie *).
Świadectwa obcokrajowców i wogóle opinja zagraniczna
w całej pełni potwierdza wzmiankę Górnickiego, iż Kraków i jego
Akademja były właśnie ośrodkami zajęcia się naukami tajemnem i,
że czarnoksięstwa jawnie w krakowskich szkołach uczono2), że
krakowscy akademicy trudnili się magją i że ich sława ściągała
do Krakowa rzesze obcych, pragnących oświecić się w tej
dziedzinie. W jednej z t. zw. „Faustbücher“ czytamy o Fauście :
„Begab sich also gen Krakaw in Polen-, eine der Zäuberey
halben vor Zeiten berühmte Hochschul“3). Ze słynny czarno­
księżnik Faust uczył się magji w Krakowie, wiemy także z dzieła
Johanna Wiera (1515—1588) „De praestigiis daemonum et in') A. Graf: o. c. str. 277. „Historja procesów o czary“ w Polsce rzu­
ciłaby na rozwój magji u nas bardzo wiele światła. Było ich u nas wieie.
Z wieku XV—XVI mamy drukowanych około 80 procesów, które miały
miejsce przd polskiemi sądami świeckiemi i duchownemi. Pełne są tych pro­
cesów Akty kapituł n. p. B. Ulanowski : Acta capitulorum, nec non udicicrum ecclesiasticorum selecta. Kraków 1894. 3 tomy; Mon. med. aevi Tom
XIII Acta capituli Gnezensis ; wiele przykładów podaje Bruckner W „Zur
Geschichte des Aberglaubens in Po'en“ Archiv für slavische Philologie XV.
Berlin 1893. Akty Wilenskoj Archeograficz. Komisji. Wilno; i t. d. Drukowane
tu procesy sięgają lat 1413 (duchowne) i 1436 (świeckie) Nie omawiam ich
jednak ze względu na liczne studja, które poświęcił polskim procesom
o czary Dr. K. Koranyi.
Wiele cennych uwag znajduje się także w Encyklopedji kościelnej
T. III. w artykule: Z. Ch. Czarodziejstwo w Polsce (str. 627— 645)
s) Górnicki: Dworzanin Bibl. Westa Tom. 26/27. Brody 1905, s. 154.
3) Carl Kiesewetter: Faust in der Geschichte und Tradition. Leipzig
1893, s. 81.

102
cantationibus ac veneficiis libri sex" 1). Basil. 1568 czytamy : Jo­
annes Faustus ex Kundling oppidulo oriundus, Cracoviae magiam, ubi olim docebatur palam, didicit, eamque paucis annis
ante quadragesimum ante sesquimillesimum, cum multorum admiratione, mendaciis et fraude multi faria in diversis Germaniae
locis exercuit“.
Charakterystycznem jest następujące świadectwo, jakie znaj­
dujemy w dziele*2): „Locorum communium collectanea a Iohanne
Manlio per multos annos pleraque tum ex lectionibus D. Philippi Melanchtonis, tum ex aliorum doctissimorum virorum relationibus excerpta et nuper in ordinem ab eodem redacta". —
Brzmi ono tak: „Noviquendam nomine Faustum de Kundling,
quod est parvum oppidum patriae meae vicinum. Hic cum esset
scholasticus Cracoviensis, ibi magiam didicerat, sicut ibi olim
fuit magnus usus et ibidem publicae eiusdem professiones“.

Czarnoksiężnicy i czarownice na dworze królewskim i dworach
możnych panów.
Ale czarnoksięstwem zajmowano się i poza Akademją
Krakowską. Świadczą o tern liczne wzmianki i relacje współ­
czesnych autorów. Autor „Postępku prawa czartowskiego prze­
ciw narodowi ludzkiemu" z r. 1570 mówi wyraźnie:3) „Wieleć jest zaprawdę takich, co się w tych naukach
czartowskich obierają, które szkodzą duszy i ciału i zna­
łem takich wiele, zwłaszcza tych, którzy się wizyami nik­
czemnymi zwierciadłem parali, szukając skarbów albo wietrunków kruszcowych w ziemi; na tym wiele utracili, iż nie przy­
rodzeniem ich, ale duchy nieczystymi chcieli tego dostawać,
czego im Bóg i przyrodzenie broni taką sprawą czynić, jaką
oni chcą, gdyż każda rzecz, która jest w ziemi i na ziemi, chce
własnej operacyi przyrodzonej z daru boskiego, a nie z ducha
nieczystego..." Na innem zaś miejscu mówi tak : „Tego też
czarta i czarnoksiężnicy w swoich wsiach wzywają, którzy mają
zwierciadła kryształowe, mają też swoje egzorcyzmy, oni zową
*) Ibidem s. 41.
2) Ibidem s. 29, tudzież Wilhelm Leppelmann: Twardowski der polni­
sche Faust. Münster in Westfalen 1910, s. 4.
3) Postępek prawa czartowskiego przeciw narodowi ludzkiemu 1570.
Wydał Dr. Artur Benni. Kraków 1892, wyd. Akad. Urn. w Krakowie, s. 116—117.

103
konjuracje,którymi go przyzywają do onego zwierciadła, aby się
okazał chłopięciu (jeszcze niewinnemu) w onym zwierciadle;
tamże przez znaki ukaże skarby w ziemi, gdzie kruszce będą
ołowne, srebrne, złote, albo o co będzie pytał majster"1).
Najwymowniejszem zaś świadectwem jest chyba następu­
jąca relacja autora „Czarownicy Powołanej". „Masz*2) iasny przy­
kład w Polszczę przed lat kilkadziesiąt (a więc w drugiej połowie
XVI w.), iako ta przeklęta nauka spoinie z nowym zwierzysczem, zagęściła się była, a zwłaszcza, po Dworach senatorskich
y przednich, iż nic nie rzekę o niektórych Duchownych, że to
sobie za osobliwe dworstwo mieli, takie bezecniki, abo iako ie
zwali kunstmistrze przy sobie chować, przepłacać, y one
ieden drugiemu odmawiać, abo raczej wydzierać. Mówię to
■ako testis oculatus, mieysc, osób takich, ksiąg, instrumentów
y kot czarnoksięskich..." Jak widzimy zaroiło się w Polsce od
mistrzów czarnoksięskich, których nie brakło na więk­
szych dworach a nawet dworach duchownych.
Ówczesna literatura z tej dziedziny informuje nas o ich
„czarnoksięskich praktykach“3) i współczesnych wierzeniach.
') Postępek prawa czartów skiego.. 1570, s. 99.
3) Czarownica Powołana Abo krótka Nauka y Przestroga z Strony
Czarownic. Zebrana z rozmaitych Doktorow tak w prawie Bożym, iako
y w świeckim biegłych, z przydatkiem Instrukctiey świeżo z Rzymu wyda­
nej dla uchrony y poratowania sumnienia osobliwie na takie sądy wysadzo­
nych. Za staraniem y kosztem Wiel. Consystorza Gdańskiego znowu do
druku podana. (Psalm III). Ćwiczcie się, którzy sądzicie ziemię (we Gdańsku).
U Jana Daniel Stolla 1714. s. 29.
3) >,P°gr°m czarnoksięskie błędy...“ St. Poklateckiego. Kraków 1595
(por. n, p. Ks. V lub III. 5).
„Postępek prawa czartowskiego“. Brześć lit. 1570.
Gilowski: „Wykład katechizmu r. 1579“. (n. p. str. 190—192).
Bardzo wiele szczegółów ciekawych dowiedzieć się można z dość
oryginalnego polskiego tłumaczenia jednego z późniejszych wydań „Malleus
maleficarum“ p. t. : Młot na czarownice Postępek zw.erzchowny w czarach
także sposób uchronienia się ich, y lekarstwo na nie w dwóch częściach za­
mykający. Xięga wiadomości ludzkiej nietylko godna y potrzebna, ale z na­
uką kościoła powszechnego zgadzaiąca się, z pism Jakuba Sprengera y Hen­
ryka Instytora Zakonu Dominika S. Theologów, y w Niemieckiey Ziemi
Inquisitorcw po więtszej części wybrana, y na Polskie przełożona. Przez Sta­
nisława Ząmbkowica Sekretarza Xcia lego Mći Ostrowskiego, kasztellana
Krakowskiego. Do którey w teyże materyey przydana iest książka Jana Nidera tegoż Zakonu Dominica S. Theologa y Inquisitors. Także Ulryka Moli-

104
Lecz co ciekawsze jeszcze pełno ich na dworze królew­
skim. Pełno ich było na dworze Zygmunta I. Na okładce dzieła
Szymona Łowicza „Aemilius Macer de herbarum virtutibus“,
czytał Czacki uwagę, że i królowa Bona trudniła się „praktykami
zabobonnemi“1). Jeszcze więcej ich jednak przebywa na dworze
Zygmunta Augusta, człowieka zabobonnego, zajmującego się
w wysokim stopniu magją i alchemją, odbywającego tajemnicze
schadzki z czarownicami2). W J. U. Niemcewicza „Zbiorze pa­
miętników o dawnej Polszczę“3) znachodzimy wiele relacyj
w „Pamiętniku Świętosława Orzelskiego“, Marszałka sejmu
o Barbarze Giżance a Zaleski okazuje nawet wyjęty z Aktów
publicznych przywilej dla niej na szlachectwo, 'vydány przez
Zygmunta Augusta. Król otaczał się nadto czarownicami Bu­
dzikową, Korycką, Zuzanną Orłowską siostrzenicą Koryckiej
tara (1497) Dialog o wiesczych białychgłowach, abo czarownicach. W Kra­
kowie w Drukarni Szymona Kęmpin-ego, Roku Pańskiego 1777.
„Djabeł w swojej postaci, z okazji pytania jeśli są upiory, ukazany.
Przez X. Jana Bohomolca. .“ Cz. I. Warszawa 1772, cz. II. Warszawa 1777 ;
tamże „Przydatek“ 1777
Zielnik Syrenjusza wyd. 1613, zawiera wiele recept magicznych.
Marcin Siennik : „Herbarz — to iest ziół tutecznych postronnych y za­
morskich opisanie co za moc maią a iako ich używać, tak ku przestrzeżeniu
zdrowia ludzkiego iako ku uzdrowieniu rozmaitych chorób : Teraz nowo
wedle herbarzów dzisieyszego wieku y innych zacnych Medyków poprawiony.
Przydano Aleksego Pedemontana księgi ośmioro o taiemnych a ukrytych
Lekarstwiech. Przy czym dosyć misternych a trafnych rzeczy y doświadczo­
nych mieć będziesz. W Krakowie w Drukarni Mik. Szarffenberga 1568.
Index librorum prohibitorum. Zamość 1604 (jeśli chodzi o ówcześnie
znaną literaturę magiczną'/.
Thesaurus magicus domesticus sive approbatus niger libellus J. E. R. S.
in extrema necessitate dicendus. Cracoviae post partum salutis. A. 1617.
Chmielowski B. : Nowe Ateny czyli Akademja wszelkiej scjencji pełna
Lwów 1754.
Haur Skarbiec ekonomji ziemiańskiej. (XVII w.) (por. s. 450—5).
Peregrinacja dziadowska. Kraków 1614.
Z opracowań współczesnych na uwagę zasługuje dzieło Juljana Tu­
wima „Czary i czarty polskie oraz wypisy czarnoksięskie“. Warszawa 1924,
zestawiające literaturę i zawierające ciekawe wypisy z rzadkich dzieł czarno­
księskich.
1) Juljan Tuwim: Czary i czarty polskie... Warszawa 1924. str. 44.
2) Michał Baliński: Pamiętniki o królowej Barbarze. Warszawa 1837.
Tom II. 174, 176
3) Niemcewicz J. U. : o. c. Lipsk 1838. Tom I. str. 84.

105
i innemi. Posyłając po Budzikową1) w r. 1568, ostrzega po­
słańca „aby u tej kobiety nie jadł ani pił“. Znane są tu jej
praktyki magiczne, do których używała ziół. Korycka za po­
mocą wosku dorobiwszy klucz do zamku Lubelskiego wprowa­
dzała tu, kogo chciała. Wykonywała ona praktyki magiczne
z stągwią wody, by króla tnieć w mocy wyrwała sznurek od
szat królewskich z pod lędźwi. Zuzanna Orłowska „każdy czwar­
tek zaprosiwszy czartów na wieczerzę, rzuca groch na palące
węgle, by ten kto ją opuści, jak groch ten skwarzył się i nisz­
czał. Zuzanna robi wyrzuty królowi, że ją zdradza z Giżanką“ *2).
Na dworze Zygmunta II Augusta, pominąwszy magów
Duranusa i Egidiusa, jawi się także, jak zaświadcza Joa­
chim Possel, książę czarnoksiężników polskich mistrz Twardow­
ski i wywołuje przed królem ducha zmarłej królowej Bar­
bary 3). O tej postaci, tak sławnej, a tak dobrze z podań
ludowych znanej, mało mamy historycznych relacyj. Najdawniej­
szą a zarazem najważniejszą z nich jest relacja Łukasza Gór­
nickiego (XVI w.), który stwierdza w „Dworzaninie“4), że Twar­
dowski żył już za czasów Zygmunta I Starego i Joachima Possela (XVII w.) zawarta w dziele: „Compendium Historiae Joachimi Posselii“. (Rkps. Bibi. XX. Czartoryskich w Krakowie). W r.
1864 udało się K. Wł. Wójcickiemu dopiero odnaleźć dokład­
niejsze dane o Twardowskim w rękopisie z XVI w. J. Wereszczyńskiego (1587 r.). Legendarny charakter posiadają wzmianki
o naszym czarnoksiężniku M. Szelutty, P. Michałowskiego i A.
Morsztyna (XVII w.) jakoteż Fr. Kniaźnira (XVIII w.). Samuel We*) Niemcewicz J. U : tamże str 92—94; o tych czarownicach szeroko
opowiadają dworzanie Zygm. II Augusta w czasie „śledztwa o strwonionych
pieniądzach skarbu“. Porównaj relacje Grajewskiego, Mniszcha, Czarnotulskiego, Pękowskiego, Piwniczego w „>więtosława z Bożejowic Orzelskiego: Bezkrólewia ksiąg ośmioro czyli Dzieje PolskiTom I przełożył z rękopisom cesarskiej publicznej bibljoteki Włodzimierz
Spasowicz. Petersburg i Mohilew 1856. str. 65— 66, 71—72, 76, 84, 88.
2) Giżanka Barbara, córka mieszczanina warszawskiego, wychowana
w klasztorze, po śmierci królowej Katarzyny, była ulubienicą Zygmunta Augu­
sta. Bliższe szczegóły o niej podaje: Aleks. Przezdziecki: „Jagiellonki Polskie
w XVI wieku“. Kraków 1868. Tom I. str. 182; III str. CLXXXVII ; CXCI 191, 195
3) Joachim Possel : „Compendium Historiae Joachimi Posselii. (Rkps.
Bibi XX. Czartoryskich w Krakowie) L. 1322.
*j Łukasz Górnicki: Dworzanin. Kraków 1928. wyd. Bibl. Nar. s.231—3-

106
łyczko, autor „Latopisu wojen
kozackich“,
ukończonego
około r. 1720 podaje nowy dość ciekawy szczegół. Prawiąc
bowiem o. Samuelu Twardowskim, dodaje, że nie był to ów
■czarnoksiężnik Twardowski, co przez pomoc demonów, two­
rzył niegdyś w Polsce wiele mrzonek (mecztanija), chociaż nie­
którzy tak twierdzą1).
Na tej ciekawej postaci zamykam krótki zarys nauk ta­
jemnych w Polsce w XV i XVI w.
RÉSUMÉ.

Les centres scientifiques du moyen-âge les plus importants,
sièges du développement des mathématiques, de la médicine et
■des sciences naturelles deviennent en même temps les lieux du
développement des sciences occultes. L'histoire des écoles
supérieures espagnoles à Tolède, à Salamanque, à Séville, de
même que celle de l’Académie de Cracovie au XV et au XVI s.
•en apporte des témoignages.
Dans la dernière vingtaine du XV s. à l’une des époques
les plus brillantes dans l’histoire de l’Académie de Cracovie
quand les savants se précipitent à ses portes cherchant les lu­
mières de la science, non pas seulement ceux du pays (de la
Pologne) mais aussi les étrangers des pays lointains (Celtes, Callimaque, Allemands), c’est alors que s’épanouissent également
les sciences occultes. En premier lieu et publiquement, ainsi
que nous l’apprenons par les programmes de conférences des
professeurs c’est l’astrologie qui fleurit. En outre aussi bien les
professeurs que les étudiants s’occupent de l’alchimie, de la chi­
romancie et de la magie. L’enseignement de ces dernières (la
chiromancie et la magie) est officiellement défendu et dans les
-actes du rectorat ces sciences sont appelées ars prohibita.
L astrologie et les horoscopes des astrologues furent intro­
duits en P ologne depuis longtemps puisqu’ils existent déjà dans
les premières années après l’établissement de l’Université (XIV s.)
Les sciences astrologiques n’arrivent cependant à l’épanouisse­
ment complet que dans la dernière vingtaine du XV et du
XVI s. Henri Czech, Nicolas Copernic, Martin de Żurawica,
Martin Bylica de Olkusz, Jean Głogowczyk, Jacob de Iłża, Ma­
thias de Miechów, Simon de Łowicz, Joseph Struś, Pierre PrcboS7czowicz en passant plusieurs autres, ce sont les représentants
les plus distingués de ces sciences.
A côté des horoscopes tirés des astres l’on connaissait et
1 on aimait aussi en ce temps là la chiromancie : la divination du
l) Historyczność postaci Twardowskiego omawiam w osobnej rozprawie.

107
caractère de l’homme par l’inspection de la main et la prédiction
du sort. C’est Simon de Łowicz qui la représente dignement.
L’on en abuse pourtant fréquemment. Cet abus est pratiqué surtout
par les farceurs-étudiants appelés pour cela très souvent de­
vant les tribunaux des rectorats,
C’est l'alchimie surtout qui arrive à un épanouissement su­
perbe. Elle peut se vanter en alléguant les noms de : Koffski,
Suchten Dantzigois, Kasperberowicz, Łaski, Sędziwój et Moskorzew8ki. L’on a conservé jusqu’à présent parmi les manuscrits
de la Bibliothèque des Princes Czartoryski à Cracovie (Ni 1505)
un cours très vaste d’alchimie en latin d’auteur inconnu de l’an
1535 (Les écrits alchimiques 1535) dont les feuillets blancs furent
employés par le moine mourant Kasperberowicz pour y écrire
son „testament alchimique“.
Avec la demonologie des astres et le développement de
l’alchimie s’épanouit aussi la nécromancie, c’est à dire l’art d évoquer
et de montrer les ombres des morts à l’aide de miroirs magiques
ainsi nommés „spécula nigromantiae“, „Acta rectoralia” de l’Uni­
versité de Cracovie contiennent de nombreuses mentions à l’égard
des expériences nécromantiques de ces étudiants et bacheliersmaîtres. C’est à Cracovie que Docteur Faust, le célèbre magicien
allemand apprend les principes de la nécromancie ainsi que
l’indiquent les comptes-rendus étrangers de Wier et de Maunlius; un fameux magicien polonais du XVI s. maître Twardow­
ski évoque en 1551 à la cour royale (d’après le témoignage de
Joachim Possel) „l’âme“ de la reine Barbe. (Les manuscrits de
la Bibliothèque des Princes Czartoryski à Cracovie Ni 1322).
D’autres expériences magiques sont encore répandues en
ce temps-là, d’autres nombreux récits polonais (Górnicki, Orzelski) de cette époque le prouvent (Procédé du droit magique
1570) ainsi que les témoignages des étrangers. (Wier, Mannlius).
En dehors de l’Académie les sièges du culte se trouvent
à la cour des grands seigneurs souvent chez les prêtres éclairés,
dans les collèges et les .couvents. (Dominicains Chartreux) et en
premier lieu, du temps de Sigismond-Auguste II, à la cour royale
qui abonde en magiciens (Egidius, Duranus, Twardowski), en
astrologues (Martin Foxius, Pierre Proboszczowicz, Simon de
Ginzburg) et en sorcières (Budzikowa, Korycka, Orłowska).

MATERJAŁY I NOTATKI ETNOGRAFICZNE
Mutyw Rejowski w opowiadaniach ludowych.
Przy sposobności zbierania tekstów do opisu gwary Do­
maradza zapisałem opowiadanie osnute na motywie o ojcu,
który oddaje całe swoje mienie dzieciom, następnie doznaje od
nich złego obejścia się i udając, że posiada jeszcze- skarb ta­
jemniczo przechowywany w skrzyni, poprawia sobie byt, był
często opracowywany w piśmiennictwie łacińskiem i staroniemieckiem.
U nas motyw ten doczekał się opracowania przez Mikołaja Reja1) w wierszowanej powieści p. t. Hisłorja prazvdzizoar
która się siała w Landzie mieście niemieckiem, Kraków Wirzbięta 1568. przedrukowana przez Z. Celichowskiego w Bibl.
Pis. Poî. Ak. Um. Nr. 11. Opowiadanie domaradzkie wyka­
zuje w schemacie swej fabuły tyle ciekawych zbieżności
z Historją, że przytaczam je w całości, dostosowując pisownię
literacką do wymowy gwary domaradzkiej w następujący
sposób*2):
a ścieśnione oznaczam przez á; ł wymawiane jako u niezgłoskotwórcze przez ł3); prelabjalizację nagłosowego o i u, oraz
słaby jej stopień po spółgłoskach przez małe, podwyższone u;
i niezgłoskotwórcze przez y; znak ch i h jednakowo oznaczają
\) Powieść ta ukazała się bezimiennie; przysądził ją Rejowi wydawca,
a za nim Wmdakiewicz i Janik. Natomiast Briickner uważał ją kolejno za
utwór 1) Marcina Cnennika, 2) Jakóba Lubelczyka, ostatnio zaś w recenzjach
rozprawy prof Gaertnera, Ze studjów nad językiem polskim w XVI wieku od­
rzuca i Siennika i Lubelczyka, przypisując ją 3) nieznanemu z nazwiska mie­
szczaninowi krakowskiemu. Argumenty prof. Briicknera zbija prof Gaertner
w rozprawie p. t. O językowe snrawdziany autorstwa odb. z Pam. lit. XXV z. 3.
3) Pisowni fonetycznej nie dało się zastosować z powodu braku od­
powiednich czcionek w zasobie drukarni.
s) Porównaj uwagę 2.

109
spółgłoską bezdźwięczną ; apostrof po spółgłosce oznacza jej
miękkość, przed samogłoską —wstępne zwarcie krtani; kropka
u góry po znaku samogłoski oznacza przedłużenie momentu
szczytowego spółgłoski powstałej ze ściągnięcia np. ràs+stary>
rám stary; e ścieśnione zgodnie z wymową domaradzką — przez
y; lit. ó przez u, o zredukowane przez ó.

uO starym uojcu.
Był se rá'stary "ojciy" co "oddał fszystko synom. Jag’ ju'
syny gront pôbral’i tag’ ju' žádyn "ojca ch'owaé niekciał. Biydny
-ojczysko łaził "ot syna dó syna ji nigdziy siy nimug "opszeć.
Pszyszoł ráz dó jydnego ’ ï tym mu gódá:
— Jićciy pajść krowy, b"o chłopak pudziy dó szkoły.
— Ja kruw niy "upase buo nim"oge.
— No to jićciy za niego dó szkoły.
— ’A to pude.
Wzion ji p"oszoł. Wl’âz dó szkoły, p"otpar siy na kul’i
i siedzi. Prefesor siy g"o pyja:
— ’A wy tu p“oco? — Tym p"owiadá:
— Kàzal’i mi kr”owy pajść, ’abo za chłopaka puoźdź dó
szkoły. Já kruw niy "upase, dó szkoły tom ta pszyszoł.
— Puoczkejciyże, bedziymy siy "uczyć na "ostatku.
Jag’ już dzieci wypuścił ze szkoły, kazał se starymu “opedziyć fszystko. Tym pedział, że siy p"oniywiyra, b:L‘o grond 'o'dá>
synom, sám nic nimá, teráz g"o žádyn czszymać niekce. Zdo­
biło siy żal’ prefesorowi ji gádá:
— Wás to jinacy czsza “uczyć! Wziyni zrobil’i szkatyłke,
natukli kamiyni, nakładli dó jśrotka ji żamknyli; "ojciyc wzion
se "odni kl’ucz ji "uwionzał se na pówrusku na szyji. uO' tego
casu już g"o dó rub"oty niy gnali, ’a kużdy g"o kciał chuować,
b"o se dumał, że "ojciyc má grejcary. Jag’ jyno "umar, biero
"oni kl’ucz, "odmykajo, ’a tam f śrotku jacy kamyczki. uOod’
i na starosć mu siy nałuka przydała.
Dżżewiyj to mondżyjsi prefesory byli.
Opowiadanie to ma cały schemat treści wspólny z Historją w Landzie. Jak w Historji tak i tu ojciec rozdziela majątek
między swoje dzieci; w Historji niewdzięcznemi okazują się
córki, w opowiadaniu powyżej przytoczonem synowie.
Rejowski bohater podobnie jak „stary ojciec“ skazany na
niedostatek znajduje wyjście; pierwszemu przyszedł na pamięć
jeden zacny przykład, drugiemu podsuwa gotowy plan nauczy­
ciel w szkole. Obaj doznają poprawy bytu: jednego dobrze na
ręku nie noszą, drugiego kużdy kciał chuować. Rejowski starzec

110
objawia ostatnią wolą wobec wójta, ławników, burmistrza i raj­
ców i prosi ich, by po jego śmierci byli wiernymi dzielcami po­
zostawionego majątku. Podział odbywa się na ratuszu z całym
przepychem. Niewdzięczne córki doznają srogiego zawodu, bo
w skrzyni zamiast złota złożył ojciec kamienie, a w dodatku
ponoszą karę, bo kamieńmi co w skrzyni było ich niemało
wszystko ono pospólstwo za nimi ciskało.
W opowiadaniu u O starym uojcu brak testamentu starca
oraz uroczystego otwarcia szkatyłłd, występuje natomiast ko­
rzyść odniesiona z nauki w szkole.
Pierwowzoru Historji w Landzie Mikołaja Reja dotych­
czas nie odszukano. Trudno jednak przypuszczać, by Rej prze­
jął motyw z opowiadań ludowych i dotworzył samodzielnie tło
i akcesorja. Zlokalizowanie przypowieści w „Landzie, mieście
niemieckim“ wskazuje, że źródłem jej jest literatura obca, która,
jak wykazuje Z. Celichowsk' w przedmowie do wydania Hi­
storji, zawiera sporo opracowań opartych na tym samym mo­
tywie. Raczej można przypuszczać, że Rejowa Historya zawę­
drowała pod „strzechy wieśniacze“, oczywiście nie w postaci
drukowanej książki, lecz żywego słowa, które za pośrednictwem
dworu i izby czeladnej, albo kazalnicy dotarło do ludu. Byłby
to ciekawy ślad dawnego oddziaływania literackiego romansu
na opowiadania ludowe, analogiczny do wpływów pieśni szla­
checkiej, wykazanej przez Windakiewiczową i Bystronia1).
Ignacy Janusz.

Beczka czarownic.
W pracy mej „Ze studjów nad wierzeniami w historji
prawa karnego I. Beczka czarownic“. (Pamiętnik historycznoprawny. T. V. z. 2. Lwów 1928) starałem się wykazać, że jedną
z przyczyn, dla których przynoszono, a nie przyprowadzano,
oskarżonych do sądu, była chęć niedopuszczenia, aby oskarżony
nie zetknął się z ziemią, obawiając się, że siła czarownicza ziemi,
może udzielić się oskarżonemu i umożliwić mu wytrzymanie
tortur. Zwróciłem uwagę, że zwyczaj ten znany był nietylko*)
*) Por. J. St. Bystroń: Wpływy pieśni szlacheckich w poezji ludowej.
Lud S. II. Tom. III rok 1924, oraz H Windakiewiczowa: Wiersze Olbrychta
Karmanowskiego. Lud Tom XIII.

Ili
w Polsce, ale i na Zachodzie, zwłaszcza w Niemczech i krajach
alpejskich, gdzie po dziś dzień wspominają o nim zwyczaje lu­
dowe. Obecnie udało mi się stwierdzić, że zwyczaj ten był rów­
nież dobrze znany w Niderlandach i Francji. O istnieniu tego
zwyczaju na terytorjum Niderlandów wspomina Marcin Delrio
(Ý 1610) w dziele swem „Disquisitionum Magicarum Libri sex“
(I. wyd. Lowanium 1599). Nazywa on rzeczą zabobonną zwy­
czaj polegający na tern, że służący sądowi wynoszą obwinio­
nych o czary z domu do więzienia, obawiając się widocznie,
aby podobnie jak Antaios, przez zetknięcie się z ziemią nie
zdobywali nowych sił1). O stosowaniu tego zwyczaju we Francji
opowiada Boguet (początek XVII wieku) w „Instruction pour
un juge en faict de Sorcellerie“. Uwięzioną czarownicę wyno­
sili dwaj mężczyźni w koszu zawieszonym na drągu.
Karol Koranyi.

Wypraszanie od kary śmierci.
Bohdan Barwiński w pracy swej p. t. Wypraszanie od
kary śmierci w dawnera prawie polskiem w XVI—XIX wieku.
(Pamiętnik historyczno prawny T. II. z. 1. Lwów 1925) ogłosił
20 wypadków tego zwyczaju w Polsce. W recenzji powyższej
pracy ogłoszonej w „Ludzie“ (Serja II. Tom IV. str. 174—178)
podałem dwa dalsze wypadki wypraszania od kary śmierci.
Jeden z roku 1683, który zdarzył się w Nowym Sączu, gdzie
kobieta wyprasza mężczyznę od kary śmierci, wyrażając goto­
wość poślubienia go ; drugi z roku 1782 z Płocka, gdzie .od­
wrotnie mężczyzna wyprasza skazaną na śmierć kobietę.
Obecnie pragnę podać trzeci taki wypadek, odpowiada­
jący ostatnio wspomnianemu, który zdarzył się w Lublinie
w ro ku 1717. (Acta advocatialia et scabinalia t. 87. fol. 505).
Zwraca nań uwagę Jan Riabinin w rozprawie „Lublin w księ­
gach wójtowsko-ławniczych XVII—XVIII wieku“. (Materjały do
monografji Lublina. Lublin 1928, str. 22). Agnieszka Rozruchówna winna śmierci dziecięcia, które porodziła, do pustek
’) Superstitiosum autem est, quod quidam addunt, curandum lictoribus ut sublimes de domo tollantur, ne, antequam in carcerem detrudantur,
terram contingant, credo verentur isti, ne sint genere Antaei Libici, cui con­
tracta terra vires de novo sufficiebat, iuxta fabulas. (Liber V. Sectio VII).

112
zaniosła i słomą przyrzuciła, skazana została na karą na gardle.
Przed wykonaniem wyroku jednakowoż, pracowity Melchior
Psczołek bajulator (tragarz) wyraził życzenie pojęcia jej w stan
małżeński, wobec czego całkowicie zwolniona została.
Karol Koranyi.

Historyczność postaci Twardowskiego w świetle źródeł.
Postać czarnoksiężnika Twardowskiego oplotło tyle wąt­
ków bajecznych, że wydaje się ona postacią niehistoryczną.
A ponieważ w czacie właściwym, to jest w XVI wieku nie ze­
brano danych biograficznych, jej dotyczących, przeto dziś trudną
jest bardzo dla badacza rzeczą oddzielić od siebie pierwiastki
dziejowe i podaniowe, które ściśle się ze sobą zrosły. „Nie
mają wieki zeszłe z liczby wsławionych ludzi żadnego, jak to
słusznie zauważa Fr. SiarczyńskiJ), o którymby było więcej
wspomnienia a mniej pewnej wiadomości o życiu i dziełach
jego. Ród, imię jego nawet, czas życia i zejścia wiadome nam
nie są.^ Czynione dotąd względem niego domysły, nie zbliżają
się tyle do prawdy, aby jej podobieństwem zaspokoić cieka­
wość naszą mogły. Ale też żaden z uczonych rodaków nie za­
dał sobie pracy, aby dokładniejszej o tym niepospolitym czło­
wieku wiadomości zasięgnąć, aby ślad jakowy prawdy w ciem­
nocie czasów dostrzec starał się“.
Analizując podanie dojść możemy do wniosku, że był
szlachcicem, czego dowodem jest po pierwsze jego nazwisko
a po drugie powieść ludu, według której czart przypomina
Twardowskiemu, iż będąc szlachcicem słowa danego dotrzy­
mać powinien, gdyż: Verbum nobile debet esse stabile. Poda­
nie ludowe informuje nas o tem, że żył on i uczył się w Kra­
kowie, że na Krzemionkach za Wisłą w Podgórzu schadzki
miewał z czartami i tam się z nimi umawiał, a jedno miejsce
wydrążone szkoły Twardowskiego ma nazwisko. W wieku
jeszcze przeszłym ukazywano w Krakowie dom niedaleko bramy
Grodzkiej, którego ściany pęknione i ponad oknem urwany ka­
wał muru, miały być sprawą zdziałaną od czartów, gdy z niego
J) Fr. Siarczyński: „śledzenie dokładnieyszey wiadomości o Twar«lowskim, w wiekach przeszłych za sławnego czarodzieja mianym“. Czaso­
pism Naukowy. Lwów 1829. Zeszyt I, str. 23.

113
Twardowskiego opierającego się porwali. Że zaś Twardowski
żył za czasów Zygmunta Augusta, o tem baśń mówi także, przy­
pisując mu wywołanie ducha królowej Barbary. Stać się to
mogło po r. 1551, w którym królowa Barbara Radziwiłłówna,
wkrótce po koronacji swojej w Krakowie, umarła. Żył więc
według podania Twardowski w połowie XVI wieku. Ale nasuwa
się przy tem wszystkiem jedno pytanie. Czy to wszystko nie
wątki podaniowe tylko, czy Twardowski żył naprawdę, czy
jest on postacią historyczną? Odpowiedź nato pytanie trudna.
Przejdźmy jednak poszczególne „świadectwa historyczne"
o naszym mistrzu.
Najstarszą wzmiankę o Czarnoksiężniku-Twardowskim spo­
tykamy w „Dworzaninie" Łukasza Górnickiego1), którego pi­
sanie ukończył autor w Tykocinie 18 lipca 1565 roku. „D w or z anin“ Górnickiego to typowe renesansowe „spéculum", ma­
jące dać Polsce ideał „Dworzanina" do naśladowania. Wśród
uwag nad tem, że życie towarzyskie na dworze nie może obejść
się bez tak miłej przyprawy jak śmiech i żarty, czemu poświęca
Górnicki długi ustęp, spotykamy cały szereg anegdot i facecyj
a między innemi i taką: „Jako jeden dworzanin króla starego,
znając w towarzyszu swym ten defekt rozumu, iż miał wielką
chęć ku cżarnoksięstwu i siła o nim dzierżał, zmówił się z babą,
która pod zamkiem krakowskim, niedaleko lodownice, garce
iłżeckie przedawała i płacił jej wszystki, aby je do jednego,
kij wziąwszy, potłukła wtenczas, kiedyby on, na zamku w oknie
stojąc, znak pewny uczynił. I ukazał jej okno, w którym stać
chciał, a znak ten miał być chustka rozpostrzona i wisająca
z ręki. Gdy to tedy sprawił, szedł na zamek i chodził sobie
po wielkiej sieni, czyhając już na tego swego towarzysza, który
rychło potym przyszedł; także skoro po daniu dobrego dnia
jeden drugiemu, począł pytać ten, co później przyszedł, czemuby
on tak chodził, a do izby wniść nie chciał, a ten mu odpowie­
dział : Niemasz — prawi — po co, bo król J. M. jeszcze w kom­
nacie, ani tak prędko z niej wynidzie. Ale oto chodźmy tu
sobie radniej, abo pódźmy do okna; i zaraz szedł w ono na­
znaczone okno, a towarzysz też widząc, iż nie miał co w izbie
Łukasz Górnicki : „Dworzanin“ (na podst. wyd. z r. 1566) wydanie
Bibljoteki Narodowej Nr. 109. S. I. opr. Roman Pollak. Kraków 1928. s 231 3.
Lud. T. XXVII.

8

114
sam czynić, szedł z nim pospołu. Także mówiąc to to, to owo,
przyszli w rozmowie do czarnoksięstwa i jął ów, komu to
czarnoksięstwo tak bardzo smakowało, wychwalać tą nauką,
powiadając, iż na świecie nie masz nad nią, a żałując tego, że
się na ten czas nie urodził, kiedy jej w krakowskich
szkołach jawnie uczono. A ten słuchając powiedział :
Cobyś dał, kiedyby się kto obrał, a chciał cię jej nauczyć,
A ów zasię rzekł : Dał bych — prawi — sto i drugie złotych,
ba i dalejby mię wyciągnął. Odpowiedział ten : Kiedybyś to
ziścić chciał, a był tajemnym, powiedziałbych ja tobie o jednym,
który się u Twardowskiego uczył i tak wiele,
jako on umiał, umie; i jest go z to, że cie nauczyć
może. Hnet ów na Bóg żywy przysiągł i dał rękę, obiecując
poczciwym słowem nikomu na świecie o tym nie powiedzieć
ani takiego człowieka wydać. A to ja — prawi — uczeń
T wardowskiego, więcej, niż mnimasz, nauczyć cię mogę,
jedno mi zdzierż słowo, jakoś obiecał. A umiesz ty (dopo­
wiedział za tym ów) zabitą śmierć, nie takbyś sie ty miał,
gdybyś co rozumiał w tej nauce. Rzecze ten zasię : Nie trzeba
wiele, hnet się to pokaże, jeśli co umiem. Atoli rozkaż mi co
dziwnego uczynić, uźrzysz, prawdęli mówię, albo kłainam.
A chceszli, uczynię to : widzisz onę niewiastę, co garce przedaje (i ukazał ją z góry) ; ta, gdy ja kilka konjuracyi zmówię,
potłucze hnet te wszytki garki kijem. Począł ów dopiero tym
więcej bić na to i spór dzierzeć, powiedając, żeby tego nigdy
dowieść nie miał. Owa się założyli i sadzili po 30 czerwonych
złotych. Zatym ten, obróciwszy się kilkakroć w koło, pocznie
mruczeć, wrzeszczy konjuracje, a i tedy i owędy słowo jakie
niezwykłe głośniej wyrzecze, aby ów mnimał, że djabłów wzywa.
Aż dobył kartki jakiejś pergaminowej, na której kilka liter po­
twornie wymalowanych było, a raz w tę, jako w tęczę, drugi
raz w ziemię pilniuchno patrząc, rzekł tak : Patrzże teraz. I spu­
ścił z ręki onę chustkę nieznacznie, aby wisiała. A baba wi­
dząc znak, zaraz kij porwała i poczęła tłuc ony garce, tak iż
je do jednego potłukła. Zdumiał się ów, co na to patrzał, a nic
nie żałując przegranych pieniędzy, uczniem jego być i dać, co
nadmienił, obiecał. Tegoż dnia królowi ten, co wygrał, wszystką
rzecz powiedział. Nazajutrz król uczynił sobie rzecz o czarnoksięstwie z onym dworzaninem, który zakładu przegrał i dał

115
m-i to znać, iżby rad miał takiego człowieka, któryby się z tym
rozumiał. Wnet dobry pan zapomniawszy przysięgi swej, rozu­
miejąc, że się miał tym królowi bardzo przysłużyć, na onego
dworzanina, towarzysza swego, jako jest osobny w tej nauce,
i onę wszystkę o garcach historją wypowiedział. Król hnet
onego do siebie kazał zawołać i rzekł mu, w oknie stojąc,
a na onę babę patrząc, która się znowu na garki była zdobyła;
Słysz, a kiedyby znowu co takiego trafnego z czarnoksięskiej
nauki uczynić, a chociaż to, aby ta baba zasię garki potłukła?
A ten odpowiedział: Miłościwy królu, musiałbych się znowu
z nią zmówić. Słysząc to ów, który przegrał, i rozumiejąc po
śmiechu, iż król wie o wszystkim, bardzo się sromać musiał,
a od tych czasów czarnoksięstwu dał pokój, bojąc się, aby co
gorszego nań nie przyszło“.
Oprócz tej pierwszej relacji o Twardowskim z XVI w.,
podanej przez Łukasza Górnickiego, znane są ponadto dwie
wzmianki o Twardowskim z XVII w. zawarte w dziele
„Compendium Historiäe Joachimi Posselii“. Jest to rękopism ;
posiadał go dawniej księgozbiór puławski1). Niedawno odna­
lazłem go w „Bibliotece XX. Czartoryskich w Krakowie“ (L.
inw. 1322 ; zawiera stronic 836). „Possel Joachim, rodem Meklemburczyk, bo • tak się sam pisał: Megalopolitanus, mistrz
filozof]., lekarz nadworny Zygmunta III i historjograf czyli
dziejopis królewski*2)3 jest autorem tego rękopismu „szacow­
nego z wielu miar a zwłaszcza, iż zawiera niektóre drobne
szczegóły, które inni opuścili wieku tego pisarze“. Possel umarł
w r. 1624 w Gdańsku, rękopism ten więc ukończyć mógł w r.
1623 lub w początku r. 1624.
Na str. 101 —102 (105-6) jego rękopisu, pod r. 1551 czy­
tamy, co następuje1): R. 1551. Regina Barbara Sigismundi
Augusti coniunx, quam unice Rex adamaverat, Cracovia fatis
concessit, eam veneno sublatam esse multi credunt. Corpus
eius cum summo maerore Vilnam a Rege deducitur ibidemque
') Franciszek Siarczyński : „Śledzenie dokładnieyszey wiadomości o Twar­
dowskim“. Czasopism naukowy. Lwów 1829. Zeszyt 1. str 23—36.
2) Franciszek Siarczyński : Obraz wieku panowania Zygmunta III.
Cz. II. Lwów 1828, str. 92 —94,
3J Ponieważ tekstu relacji nigdzie jeszcze nie ogłoszono, a tłumacze­
nie Siarczyńskiego jest niedokładne, podaję go w oryginalnem brzmieniu.

8*

116
penes Elisabetham antecedentem Reginám sepelitur. Barbara
e familia Radzlvilana nata, cuius tanto (ut plurimi ferunt) Rex
flagrabat amore, medullitusque eam deperibat, ut post eius
obitum, licet vita adumbrata fuisset, eam videre conaretur. Nigromantiae deditos undique Cracoviam convocarat,
ut sibi praestarent operám, et ne vana spe amplius aleretur
optima pollicebatur munera. Inventus est cognomine T ward ovius, qui se régi commonstraturum Reginám Barbaram eamque
ambulantem čerte asserebaf. Ficfem rex praesćać promiss/'s ma­
ximo desiderio ad id destinatum diem expectat. Rogatus Rex
a Twardovio, ne a sede cui insidisset pedem proferet, silentio
involutus, secus si fecisset de vita et anima periclitaretur. Ventu
erat videre tristem lugubrem et quasi inauditam tragediam.
Parum abfuit quin Rex detineri potuisset, in eius sinum irruisset, et dulces expetuisset amplexus, ni Twardovius retraxisset
et in sede continuisset Regem donec phantasma evan u i s s e t.
Est inter Sarmatiam et Borussiam dicta Bramberga a Polonis Bidgostia nuncupata solennis nota Civitas, in hac quidam
nobilis Polonus devocto patrimonio degebat. Compertum est
taie genus hominum ocio deditum esse, et vicatim discurere
non more nobilium vitam agere, sed ad maleficia et eventus,
et experientia docet pronos et faciles esse. Twardovius famosus Magus sive praestigiator, de quo supra memoratum est, Bambergain pervenerat, quem ut Contubernalem
praefatus prodigus addiit, eundem rogitat, non se degenum et
inopem deserat, imo consilio et ope aliqua sublevet tenuem
fortunám pauperis amici, non ille récusât, sed approbat id fieri
ab amicis debere, ut necessitati egentium subveniamus, modo
exequatur iussa et pareat statutis. Iubens se offert et pollicetur
cuncta satisfacturum, paciscuntur inter se hoc modo. Abeat in
villam quamcumque, et adeat adiculam hominibus vacuam sub
crepusculum noctis, nec inde abeat, donec illucescat dies, ea
tarnen conditione, ut Marsuppio, v capsa novem nummos seu
grossos secum recipiat, quos sine intermissione nocte integra
ad novennarium numerum numeret, a quo ad octavum, ad septimum, et sic per consequens ad primům iterum redeat, iteretque et geminet toties quoties sub auroram diei tempus nocturnum exigat, serio iniungit, nec aliter praeter mandatum fa-

117
ciat, sollicite Twardovius admonet, nec ullos horrores v terrores curet enixi cavet, quod si constanter in numerando numero
novennario grossorum, idem rétrograda ordine faceret, et persisteret nancisci eum taie commodum Twardovius spoponderat,
ut nunquam deficerent prodigio quoties illos expenderet, totidem
in capsa semper deprehenderet. Paret contubernalis Twardovii
ut saltem ab iniuria adversa fortuna liberari possit. Intrat
aedes et exequitur iussa, nec se numerando errorem aliquando
commisisse, tota nocte imagina quum a Diabolo circumventus praeter spem et opinionem, et praeter institutium Twar­
dovii sub initium diei antequam ter gallus cantasset taliter
impingit, et errat. Diabolus in specie Twardovii convenit ipsum,
a quo salutatus imperfectus Arithmeticus detineri non potuit
quin summa cum laetitia authori futurarum ut putabat diviliarum (?) respondisset, sed aléa iacta erat, errore enim
commisso non amplius facultas data fuit, accquirendi id,
quod pollicitum est. Sed nec Deus impunitatem sceleris praetermissam permisit, notorium flagitium fuit, apprehensus est de■coctor patrimonii, a malignis spiritibus enormiter concussus,
praeterea permissu Divino casa sublevata, pedibus et manibus
ad lapidem augularem super imposita, magna crutiatus, inde
et ejułatus concivit et in voce feracione sua vocinos villanos
primo ad spectaculum mox ad opem ferendam vocasset, prae
nimiis doloribus vitam miser certo finivisset. Liberatus detestator cum execrationibus imposturas et nonias necromantis inde ad
Monasterium quoddam Bidgostiense sese confert, et legibus
sive institutis ibidem receptis seram aggreditur • paenitentiam1).
Odnalezienie relacji oryginalnej (szczególnie ;ej czqsci pierw­
szej) ma dość wielkie znaczenie dla badań nad historycznością
Twardowskiego, rozświetla bowiem niejedną kwestję.
Tłumaczenie tej relacji podane przez Siarczyńskiego brzmi
tak :
„Żałosny król Zygmunt August po stracie ulubionej swej
zony Barbary, cień jej przynajmniej oglądać pragnął. W wyŁ) Wiadomość o pobycie Twardowskiego w Bydgoszczy, żyje do dziś
w tradycji, wśród mieszkańców tego miasta. Potwierdzenia historycznego
tej wiadomości atoli nie spotykamy nigdzie. Nie ma jej nawet w bardzo
obszernej i dokładnej rękopiśmiennej, współczesnej prawie relacji Possela, „Kro­
nice miastą Bydgoszczy“. Rkps. Bibi. XX. Czartoryskich w Krakowie (1.133/).

118
chowaniu niewieściem młodości swojej, nasłuchał się tysiącz­
nych powieści, jako dusze osób zeszłych, lub same dobrowol­
nie, lub wywołane sztuką czarodziejską, ukazywały się żyjącym.
0 możności więc nie wątpił, chęci swej zwierzył się dworakom
ubiegającym się w staraniach zadosyć uczynienia żądzy Pana
swego. Sprowadzono zewsząd do dworu ludzi w sztuce czaro­
dziejskiej biegłych, obiecano sowitą nagrodę, ktoby dokazał
tego, iżby król skutkiem swych chęci pocieszony został. Podjął
się tego Twardowski, czego inni nie śmieli i królowę Bar­
barę chodzącą, królowi pokazać przyrzekł. Zawierza król przy­
rzeczeniu i czasu ku temu przeznaczonego z największą nie­
cierpliwością oczekuje. Ostrzega tylko Twardowski Augusta,
aby spokojnie i w milczeniu siedząc, na widok ukazującej się
królowej z miejsca się swego nie ruszył, inaczej za duszę i za
życie króla nie zaręcza. Poddaje się król tak twardemu i tak
trudnemu do zachowania warunkowi, byle dopiął celu swych
chęci. Nadeszła pożądana chwila. Wywołana z cieniów śmier­
telnych mara się zjawia. Ledwie zdołał Twardowski na miejscu
króla zatrzymać, tak żywo się porwał i chciał lubą marę odzy­
skać, a w tern widmo zniknęło...1). Druga relacja Possela zaś
w jego tłumaczeniu brzmi:
„Mieszkał w Bidgoszczy szlachcic polski, który piękny
majątek osiągniony po przodkach swych zmarnowawszy, po
kraju się włóczył. Los wtedy Twardowskiego do tegoż miasta
sprowadził. Z nim marnotrawca znajomość zawiera, z stanu
swego się zwierza, aby go swą cudowną sztuką z niedostatku
wydźwignął, prosi. Lituje się Twardowski, proszącemu daje radę,
zalecając, iż od ścisłego jej dopełnienia wszystko zależy. Idź,
rzecze, i szukaj pustej na ustroniu chaty, tam zmierzchem zasiadłszy i miawszy z sobą dziewięć pieniążków, ani mniej ani
więcej, będziesz je bez ustanku liczył, powtarzając zawsze od
1 9 i na odwrót od 9—1, aż dobrze dnieć zacznie. Strzeż się
tam najusilniej pomyłki, bo by ta wszystko zepsuła. Strachów
się żadnych nie lękaj, bo ja cię zapewniam, iż te nic złego ci
nie zrobią. Gdy to dopełnisz, staniesz się bogatszym, niżeli by­
łeś panem i nigdy ci na pieniądzach zbywać nie będzie. Słu­
cha rady chudzina, znajduje pustą chatę, siada i natężoną myślą,
2) Fr. Siarczyński : „Śledzenie dokładnieyszey wiadomości o Twardowskim“. Czasopism naukowy. Lwów’ 1829. Zeszyt I, str. 23—36.

119
aby nie pomylił, dziewięć groszy rachuje. Już dnieć miało, gdy
czart w Twardowskiego postaci przed nim staje, czyby się nie
omylił — pyta. Ten z radością, że nie, odpowiada. Rachujże
rzekł mu dalej, bo dzień niedaleko i zniknął. Chce nieborak
liczyć, ale na czem stanął, nie pamięta. Otóż po bogactwach
wychodzi pełen rozpaczy, ale mu djabli drogę zastąpili. Od
nich obsaczony, stłuczony i zbity, ledwie się biedak do miasta
doczołgał a żałując swego postępku, resztę życia pokucie po­
święcił w mniszym klasztorze i w Bidgoskim klasztorze, refor­
matem został“. Taka to czarodziejska sztuka. Taki to czarownik.
W r. 1864 K. Wł. Wójcicki odnalazł nadto w rękopisie
Jakuba Wereszczyńskiego w r. 1578 taką wiadomość o Twar­
dowskim: „Franciszek Krasiński, biskup krakowski (ur. 1522 r.
w Krásnem J* 1577 w Bodzentynie) znał Twardowskiego i wpły­
wał na jego wykształcenie naukowe. Krasiński za lat młodych
był wysłany na wyższe studja do Niemiec i w Wittenberdze
słuchał głośnego bojownika reformacji, Filipa Melanchtona. Tu
zapoznał się z Twardowskim. Wuj Krasińskiego M.kołaj Dzierzgowski, późniejszy arcybiskup gnieźnieński, w obawie, aby jego
synowiec nie uległ wpływom reformacji, przeniósł go do Akademji krakowskiej, a wraz z młodym Krasińskim przybył do
stolicy Jagiellońskiej — Twardowski. Kiedy później Krasiński
nabrał znaczenia, Twardowski za jego wpływem został koniu­
szym na dworze Zygmunta Augusta“. „Biskup, bawiąc w Niem­
czech, poświęcał się naukom przyrodniczym, głównie zaś astrologji i alchemji, a Twardowski, który z Wittenbergi przywiózł
jako osobliwość, metalowe zwierciadło powiększające, umiera­
jąc zapisał je Krasińskiemu, już wówczas biskupowi krakow­
skiemu“.
Świadczy to, że Twardowski umarł przed r. 1577, a Wereszczyński podaje te wiadomości w rok po śmierci Krasiń­
skiego 1).
Marcin Szelutta w diarjuszu swoim małym*2), który
posiadał w swym księgozbiorze Tomasz Swięcki, autor „Opisu
starożytnej Polski“ mówi, że napis na tern zwierciadle dał nie
*) Dr. Antoni Czubryński : O Mistrzu Twardowskim. „Astrea“. Czasopismo miesięczne. Rok I. Nr. 2, Warszawa 1924, str. 124—125.
2) „Tygodnik Illustrowany“ R. 1864. Nr. 235, str- 119—120. K. Wł.
W(ójcicki). Do Redaktora Tygodnika Illustrowanego.

120
biskup Krasiński, ale go kazał wyryć pierwszy proboszcz w Wę­
growie, gdy owo zwierciadło otrzymał testamentem dla kościoła
tamecznego od pomienionego biskupa, za czasów Stefana Ba­
torego, wiedząc dokładnie, że pochodzi od Twardowskiego,
o którego czarach nasłuchał się wiele od lat młodocianych.
Proboszcz miejscowy sędziwy w latach przysunął raz za blisko
do niego świecę i zwierciadło pękło. Podania okoliczne głosiły
z tego powodu, że proboszcz wypędził djabła, którego tam
Twardowski był zamknął.
Legendarny charakter posiada także i następna relacja :
Piotr Michałowski w rękopiśmiennym opisie Ty­
kocina z r. 1684, w rok po oswobodzeniu Wiednia przez Jana
Sobieskiego pisze, że chodzi wieść u ludu miejscowego, iż Twar­
dowski, ażeby królowa Barbara miała na czem pływać, zrobił
djabłami groblę 200 kroków mającą, na stawie dochodzącym
do IV2 mili długości; a wiadomo dodaje, że 12.000 niewolnika
co było w Tykocinie we trzy tygodnie las wycięli i rzekę pły­
nącą do Jaszonówki mocną zamknęli groblą.
W XVII w. wzmiankę o Twardowskim spotykamy także we
wierszach Andrzeja Morsztyna1). W „Nieobiecanym kąsku“
mianowicie występując przeciw niewiastom w wieku podeszłym,
których pogardliwie „babami“ zowie, podaje taką ich charakte­
rystykę :
w. 88. „A trudno ich w czym podejść : djabeł mądr bo stary,
w. 89. Ostatek od latawców wiedzą i przez czary,
w. 90. Trzy dziewiąci rozumów mają: sztuk tyle,
w. 91. Że ich na Twardowskiego nie zjeździsz kobyle**.^).
Pozostają relacje z XVIII w. Samuela Wełyczki,
autora „Latopisu wojen kozackich“ ogłoszonego w Kijowie
w czteru tomach, ukończonego około r. 1720 i Fr. Kniaźnina.1 2

1) Wiadomości o tej wzmiance udzielił mi za pośrednictwem prof.
A. Fischera, prof. A. Briickner.
2) Ob. „Wiersze rozmaite Imci Pana Andrzeja z Raciborska Morstyna,
Podskarbiego W. Kor.“ Wiersz 457 „Nieobiecany kąsek“. Druk. w : Jakóba
Teodora Trembeckiego „Wirydarz Poetycki“ z rękopisu Radcy Dr. Ludwika
Mizerskiego wydał Aleksander Brückner. Tom I, Lwów 1910.

121
Wełyczko prawiąc o Samuelu Twardowskim1) (1660),
wedle którego pierwszy tom swej kroniki głównie spisał, do­
daje, że nie był to ów czarnoksiężnik Twardowski, co przez
pomoc demonów (jako o nim powiadają) tworzył niegdyś
w Polsce wiele mrzonek (mecztanija), chociaż niektórzy tak
twierdzą, boć niema pewnej o tern wiadomości.
W części dwunastej, rozdziale X, mówiąc o Twardowskim
Samuelu zauważa Wełyczko*2):
„Ne mnju že az o sem Twardowskom, aby on był čarnoknyžnyk tot, kotorij črez demonskiji posobstwija (jako o nem
powjestwujetsja) mnogiji njegdyś w Polšči tworyw mečtanija,
no in, ašče nicii i samoho jeho twerdiat byty ; Njest bo
o tom podlinnoho izwjestija“.
Wspomina w końcu w XV111 w. o Twardowskim Franci­
szek Kniaźnin. Gdy raz jego przyjaciel uczony lekarz i botanik,
Paweł Czempiński wybierał się w góry karpackie, Kniaźnin na­
pisał do niego żartobliwy list poetycki p. t. Babia góra 3), w któ­
rym go przestrzega, żeby się miał w górach na baczności, bo
się tam przecie straszne rzeczy dzieją. Wiedźmy nie pozwolą
mu bezkarnie zrywać ziół ; zawołają :
„Twardowski jeno mógł one zrywać
Przeszłemi dawno czasami ;
Wolnoć mu było tu niegdyś bywać;
Ale on sprawę miał z nami“.

Podane tu świadectwa i wzmianki o Twardowskim z lat
dawnych Górnickiego (XVI w.), Possela (XVII w.), Wereszczyńskiego (XVI w.), Michałowskiego (XVII w.), Morsztyna (XVII w.),
Samuela Wełyczki i Kniaźnina (XVIII w.) — na poły historyczne, na
') Aleksander Bruckner : Pieśni polsko-ruskie. Pamiętnik literacki Tow.
im. Ad. Mickiewicza. Rocznik X, zeszyt IV. Lwów 1911, str. 444.
Wełyczko H. Litopyś Samijła Wełyczka a Wojna Domowa Twardowskoho. Program ruskiego gimnazjum w Tarnopolu 1909/10.
2) Litopyś sobytij w Juhozapadnoj Rossii w XVII wiekie sostawy
Samoił Wełyczko bywszij kancelaryst kancelarji wojska zaporozkaho 1720.
Izdana wremennoju Komissieju dla razbora drewnich aktów. Kiew. Tom L
1848. str. 450. (Egzemplarz Bibl. Nauk. Tow. im. Szewczenki L 499/1.
3) „Babia góra,,, list poetycki Fr. Kniaźnina „Do Pawła Czempińskiego,
gdy objeżdżał góry krakowskie“ przedrukowany w dziele : Piotr Chmielow­
ski : „Obraz literatury polskiej“ Tom I. Warszawa 1898, str. 522—4. Wzmianka
o Twardowskim str. 524.

122
poły legendarne — to jedyne relacje, które przekazały nam
przeszłe wieki, a które dochowały się do dziś. Jak widzimy
świadectw tych jest niewiele.
Pozostają do omówienia dane geograficzne i historyczne,
dotyczące rodzin Twardowskich wogóle, żyjących w tym czasie
w Polscë. Gdy chodzi o rody Twardowskich w Polsce, szcze­
gólnie w w. XVI. dokładnych danych w tym kierunku niema.
Odmawiają nam pomocy najważniejsi w tych razach sprzymie­
rzeńcy Paprocki, Niesiecki, Okolski, Volumina Legum... Po dość
żmudnych poszukiwaniach źródłowych, odnalazłem jednak o nich
dość wiele wzmianek. (Wiek XVI interesował mnie najbardziej,
gdyż wszystkie prawie relacje, jakie mamy zgodnie twierdzą,
że Twardowski żył w w. XVI).
I tak w „Źródłach dziejowych“J), w „Spisie alfabetycznym
właścicieli ziemskich województwa sandomierskiego“ znajdujemy
dowód na to, iż w w. XVI w województwie Sandomier­
skiem, w powiecie opoczyńskim żyje około r. 1577 —
Kacper Twardowski.
Nazwisko właściciela

Twardowski Kacper

realności

wsi

osiadłości*2)



1

Opoczyński

1577

Tamże o tym Twardowskim Kacprze czytamy „Parochia
Thwarda. Thwarda, rudi. episkopi Cuiavien, lan 5. — Casparis Thwardowski, lan IV2, hort. 2. (str. 294).
Żyje także w wieku XVI w Polsce Jan Twar­
dowski, Artium et Philosophiae magister, et in Aca­
demia Vilnensi Societatis Jesu Theologiae studiosus. Ten Twar­
dowski pozostawia nawet po sobie drukowane dzieło „Examen
Ł) Źródła dziejowe. Tom XIV. (Polska XVI wieku pod względem geograficzno-statystycznym opisana przez Adolfa Pawińskiego; Małopolska
Tom III). Warszawa 1886, str. 197, 294.
2) Osiadłość — część, sors t. j. pewien obszar gruntu, stanowiący
zwykle obszerny folwarczek z osobnym dworem, (o. c. str. 26 — Źródła
dziejowe. T. XIV).
Hort — hortulanos — zagrodników; łan — łan czyli włóka.

123
Fidei Sectaricorum, Sev Notae verae Et Apostolicae Fidei An
scilicet fides, quam sectarij praedicant, sit vera ct Apostolica,
loannis Twardowski Artium et Philosophiae Magistři et in
Academiae Vilnensi Societatis Jesu Theologiae Studiosi. Vilnae
15941).
Żyje w końcu w. XVI Wawrzyniec Twardowski,
jak stwierdza Kasper Niesiecki12), na podstawie aktów XVI w.
z ziemi sieradzkiej. (Acta terrestr. Sierad. 1543). Mówiąc o Ko­
walskiej herbu Wieruszowa z wojew. sieradzkiego wspo­
mina o Barbarze Kowalskiej, zaślubionej Wawrzyńcowi Twar­
dowskiemu. Na innem miejscu3) wspomina o Wawrzeńcu
Twardowskim, herbu Ogończyk w Wielkiej Pol­
szczę, z Skrzypną, mężu Barbary Kowalskiej żyjącym
około r. 15504).
Gdy chodzi o ogólne dane geograficzne, dotyczące miej­
scowości, w których żyją rody Twardowskich, to związane są
z nimi i ich nazwiskiem takie :
1. Twardowo (r. 1262); Thwardowo Polonicalis et Theutonicalis5) (1288) w pow. pleszewskim nad Lutynią (dopływ Pro­
sny) niedaleko Jarocina.
W r. 1288 była jedna część Twardowa osadzona na pra­
wie polskiem, a druga na niemieckiem ; z obu części pobierali
Cystersi dziesięcinę, którą zamienili na inne dziesięciny arcybi­
skupie. (Kod. Wielkop.6). Z Twardowa pisali się Twar­
dowscy; Janko w r. 1393, Filip w r. 1395. (Akta grodzkie
wielkopol.) Jan, Arćhidjakon szremski (Kod. Dypl. Pol. II, 472)
1) Bardzo to rzadkie dziełko, znajduje się w bibljotece Ossolińskich
we Lwowie. Wierzbowski: Bibliographia XV et XVI ss. Tom II Warszawa
1891, str. 192 i 298.
2) Kasper Niesiecki. Herbarz Polski. Lipsk 1842, Wydanie J. N. Bo—
browieża. Tom V, str. 338.
3) Ibidem. Tom IX, str. 156.
4) Porównaj : Emiljan von Zernicki Szeliga „Der polnische Adel"
Tom II. Hamburg 1S00, str. 469.
5) Br. Chlebowski: Słownik geograficzny. Warszawa 1892. Tom XIIstr. 680. O historji rodów Twardowskich pisał przygodnie Dr. Stanisław
Turowski „Samuel ze Skrzypny Twardowski i jego poezja na tle współczesnem. Lwów 1909, str. 5 — mało jednak podaje danych.
6) Codex Diplomaticus Maioris Poloniae. Poznań 1878. Tom II. str. 13.
Nr. 630.

124
i inni. Z te] rodziny a może i z tej wsi pochodził poeta Sa­
muel ze SkrzypnyTwardowski. Akta kaliskie z r. 1462—1634
zawierają różne czynności odnoszące się do Twardowa i Twar­
dowskich.
2. Twardów al. Twardowo wś. w pow. poznańskim, o 4 km
na poł. zach. od Stęszewa.
3. Twardowice, pow. będziński, gm. Ożarowice, na lewo
od drogi z Siewierza do Niezdary. W połowie XV w. wieś
ta była własnością Kazimierza Twardowskiego. (W herbie
dwa rogi jelenie). Długosz. (4. B. II. 190, 191).
4. Twardówka wś., pow. piński — własność Twardowskiego.
5. Twardowski strumyk, pow. margrabowski.
6. Twardowskiego skały, koło Podgórza pod Krakowem...
Jak widzimy z tego wszystkiego, żyje w Polsce od czasów
dawnych (XIV w.) wiele rodzin Twardowskich. W wieku XVI,
jak zdołałem udowodnić, żyją w różnych stronach Polski : Kac­
per Twardowski, Jan Twardowski, Wawrzyniec Twardowski.
Przemawia to więc za tern, iż mógł w w. XVI któryś z Twar­
dowskich być owym słynnym czarnoksiężnikiem, że niekoniecz­
nie musiał to być Faust, jak chcą niektórzy bezpodstawnie...
Ale o tein wszystkiem wspomniałem tylko nawiasowo, by uzu­
pełnić obraz tła wydarzeń.
Oto wszystko, co mówią źródła o osobie czarnoksiężnika
T wardowskiego.
Jan Kuchta.

Kaznodzieja z capią brodą.
Ciekawe zapisy etnograficzne, zebrane przez B. G u sta­
wi cza z okolicy Iwonicza i Dukli, zawierają wśród t. zw. „Ga­
dek przy kądzieli“ anegdotę pt. „Kapucyn z capią brodą“
(Lud VI 249). Zwrócił na nią już uwagę J. Polívka, najwy­
bitniejszy folklorysta współczesny, który przytoczył paralele do
niej z obszaru hinduskiego (Lud VII 217). Nasuwa się pytanie,
czy wersja îwonicka jest echem ludowem anegdoty staropolskiej, przyniesionej do nas z Wioch lub z Europy zachodniej,
czy też wywodzi się skądinąd? W literaturze naszej odbił się
motyw ów np. w wierszyku, który występuje w „Figlikach“
M. Reja i nosi tytuł : „Baba, co zu passyą płakała“.

125
„Gdy ksiądz śpiewał passyą, więc baba płakała ;
Umieli po łacinie, druga ją pytała :
„Płaczesz, a to wiem pewnie, nie rozumiesz, czemu,
I ten twój płacz podobien barzo k szalonemu“.
Rzekła baba, iżci — „ja płaczę nie dlatego,
Lecz wspominam na swego osiełka miłego,
Co mi zdechł: prosto takim, by ksiądz, głosem ryczał
1 takież na ostatku czasem cicho kwiczał“.
Anegdota powyższa dostała się do Reja ze zbioru Poggia ;
wykazał to już I. Chrzanowski, który też zaznaczył, że w śred­
niowieczu była ona powszechnie znaną, gdyż daje ją również Jac­
ques de Vitry (z 13 w.), Spéculum exemplorum, Pauli w Schimpf
und Ernst (1522) i Wickram w Rollwagenbüchlein (1555) 'j.
Podany przez Polivkę tekst z Indyj pozwala sądzić, że ge­
neza tej anegdoty wywodzi się ze wschodu. Tam zaś popular­
ność jej utrzymała się do dziś, można ją też spotkać w okoli­
cach daleko na północ od Indyj, np. u Tadżyków*2) i Sartów.
Przytoczę tu przekład tekstu sartowskiego z Turkiestanu (Tasz­
kient), zaznaczając, że o ludowem pochodzeniu jego świadczy
niezgrabna kompozycja, a o źródle południowem język; ele­
mentu irańskiego jest tu więcej, niż zwykle w języku sartowskim, por. np. daniszmend „mędrzec, uczony“ zamiast
zwykłego w tem miejscu : mollah. Tekst ten jednak jest zbyt
krótki, żeby wniosek powyższy można dokładniej uzasadnić,
ograniczymy się zatem do przytoczenia samej anegdoty. Podaje
ją m. i. Naliwkin w podręczniku jęz. sartowskiego i w swej
Chrestomatji, z której tłumaczymy ją tutaj3).
„Pewien uczony (w muzułmańskiem piśmie św.) przycho­
dził do meczetu, aby wygłaszać zebranym kazania; jakiś czło­
wiek (słuchacz) zawsze tam wtedy płakał. Pewnego dnia uczony
ten rzekł: „Słowa moje sprawiają wielkie wrażenie na duszy
owego człowieka, dlatego też on płacze“.
L) I. Chrzanowski, Facecje M. Reja s. 20 (Rozpr. wydź. filol. Ak.
Um. XXIII s. 339, Kr. 1894) ; tenże wiersz w Hist. lit poi. s. 83 ; por.też Wesselski, Mönchslatein 197.
2) Graniczą oni od południa z północnym Afganistanem i Indjami.
3) Naliwkin W. Rukowodstwo k prakticz. izuczeniju sartowskago
jazyka s. 163, nr. 108. Taszkient, 1912.
Tenże: Chrestomatija dla turkestanskoj uczitelskoj seminarji, s. 13,
nr. 33. Taszkient, 1896 (2 wyd. 1920).

126
Inni powiedzieli płaczącemu : „Słowa mędrca nie robią na
nas żadnego wrażenia; cóż ty masz za serce (kandàk kungłing
bar dur), że codziennie płaczesz? C-w odpowiedział: „Ja nie
płaczą z powodu wymowy mędrca, ale miałem chudą kozę
i lubiłem ją bardzo, ta zaś zestarzała się i zdechła. Kiedy ten
mędrzec, trzęsąc brodą, zaczyna przemawiać, przywodzi mi na
pamięć tę moją starą kózkę, ponieważ ona także miała brodę
tej samej długości“ 1).
Motyw powyższy występuje również u Rudańskiego
w wierszu pt. Zalibnyj diak. Brak tu jednak owej subtelnej,
ale bardzo uszczypliwej ironji wzoru, gdyż do płaczu pobudza
babę jękliwy głos skromnego diaka-śpiewaka, nie zaś preten­
sjonalnego kaznodziei; gdy dla uczonego krasomówcy nieocze­
kiwana odpowiedź słuchacza była wprost zabójczą, dla diaka
jest ona tylko dokuczliwą. Nie mając pod ręką odpowiedniego
zapisu z ust ludu ruskiego, trudno orzec, czy na tę zmianę
wersji Rudańskiego nie wpłynęły względy uboczne, np. obawa
cenzury; wszak broda zdobi powagą nietylko muezina, ale też
popa, kpiny zaś z brodatego kaznodziei mogły trącić sympatją
dc księży unickich lub nawet katolickich, a w carskiej Rosji
sprawa to była zbyt śliska*2). Oto ów „Żałosny diak“ Ru­
dańskiego :
A szczo tilko w cerkwi diak
„łże“ zaspiwaje,
*) Na wschodzie łączy się ta anegdota czasem z imieniem Nasredd i n a, który, słuchając wierszy jakiegoś marnego poety, przybrał pozę pełną
wzruszenia. Zapytany następnie przez napuszonego tern autora, co go naj­
bardziej wzruszyło, odrzekł: potrząsanie brodą, gdyż przypomniało mi kozła
starego, który był u ojca. (Nasreddin Chodja. Ein osmanischer Eulenspiegel
von Murad Efendi, nr. 19). Treść tej wersji, wraz z paralelami, podał A.
Wesselśki (Der Hodscha Nasreddin II nr 243, 539, Weimar, 1911); tamże
podano uzupełnienie paralel do wersji zachodniej, umieszczonej w Mönchs­
latein s. 197, w której nie broda, ale głos jest powodem wzruszenia.
2) Wystarczy wspomnieć, jaką to burzę wywołała w Rosji porcelanowa
figurka, przedstawiająca brodatego mnicha „z prowjantem“, która pozostaje
w jakimś związku z figlikiem M. Reja pt. „Mnich, co niósł siodło do klasztorà“; por. uwagę Łopacińskiego, Lud XII 327. Nawiasem zaznaczymy,
że i ta anegdota znajduje się u Rudańskiego (w dziale pt. Prykazky na popiw ta ksiondziw) i nosi tytuł „Kulbaczka“. Ostrze dowcipu zwrócił autor
przeciw mnichom katolickim (!) i napisał ją napół po polsku; źródło jej nie­
wątpliwie było zachodnie.

127
Bidna baba u kutku
Mało ne wmliwaje.
Aż za w ważyw teje diak
Do neji zabraw sia :
„Czoho płaczete wy tak?“
Staru zapytaw sia.
— Jak ne płakaty meni, —
Stara baba każe, -—
Koły mene hołos wasz
Aż za serce wiąże !
Tak kołyś moja koza
Na Jodu kryczała,
Jak tam jiji żwiryna
Bidnu rozrywała.

Do płaczu pobudza tu babę żałosny śpiew diaka, u Reja
śpiew księdza, a w wersji hinduskiej, turkiestańskiej i u Nasreddina broda kaznodziei. Szczegół ów świadczy zapewne o zachodnio-europejskiem pochodzeniu tego źródła, które opraco­
wał Rudański, dokładniej jednak wyjaśni sprawę dopiero roz­
patrzenie ludowego tekstu z Rusi.
Rzecz uderzająca, że polski tekst ludowy (Lud VI 249)
łąćzy się z wersją wschodnią!
Jan Janów.

RECENZJE 1 SPRAWOZDANIA
Bogdan Zaborski. O kształtach Wsi 10 Polsce i ich rozmie­
szczeniu. Kraków .i 927, str. 121, 29 figur w tekście + mapa. (Prace
komisji etnograficznej P. A. U.) R. Fr. Bujak „Kwartalnik Histo­
ryczny“ R. XL1I. Z. 1. 1928.
W osiemnastu krótkich rozdziałach, zaopatrzonych przedmową,
wstępem i zakończeniem, przedstawia autor wyniki swych badań.
Rozważywszy we wstępie warunki ogólne rozmieszczenia punktów
zamieszkałych, oraz funkcje gospodarczo-społeczne osiedli, przyjmuje jako atom swych badań osiedle w sensie antropogeograficznym, nadając mu nazwę wsi. Rozdział I—III jest poświęcony
przeglądowi stanu badań nad osadnictwem wiejskiem Europy
środkowej oraz stanu badań historycznych, geograficznych i eko­
nomiczno-geograficznych nad osiedlami wiejskiemi w Polsce.
W rozdziale IV rozważa metodę pracy, w V—VI uwzględnia za­
leżność kształtu wsi od czynników geograficznych i społecznych,
w VII klasyfikuje typy kształtów wsi w Polsce, a wreszcie w roz­
działach VIII—XVII omawia poszczególne typy i ich rozpowszech­
nienie w Polsce, wyszczególniając okolnicę i wieś okrągłą, owalnicę,
ulicówkę, wieś wielodrożną, widlicę, łańcuchówkę, szeregówkę,
rzędówkę przysiółek i wieś samotniczą. Rozdział XVIII daje me­
todę mapy, a zakończenie przedstawia strefowość typów wsi i ich
znaczenia terytorialne.
Autor zdaje sobie sprawę z trudności opanowania całego
tery torjum Polski, jakie nastręczać się mogą przy klasyfikacji
typów kształtów wsi, chce więc dać tylko ogólny obraz rozmie­
szczenia kształtów wsi i przyczyn, które je wywołują.
W badaniach kształtów osad można przyjąć dwie metody,
albo opisywanie t. j. stwierdzenie obecnego stanu i na tern oprzeć
klasyfikację, nie wchodząc bliżej we wszystkie czynniki wieś kształ­
tujące, a więc nie sięgając do jej powstawania i rozwoju, albo
też całą klasyfikację poprzeć czynnikami powstawania i rozwoju
osady, co w wyniku dać musi często pewne uogólnienia typów
klasyfikowanych. Wybór jednej z dwu‘metod zależy od możności
rozporządzania materjałami a dalej od celu, jaki sobie stawia
badacz, co chce wykazać. Wynikiem pierwszej metody będzie
tylko opis, a więc zebranie i zszeregowanie materjału, druga da
możność wglądnięcia w poważną dziedzinę życia społecznego

129
i gospodarczego, jaką jest osadnictwo i wykazania wzajemnej za­
leżności człowieka od natury i podporządkowywania warunków
przyrodzonych organizacji społecznej. W pierwszym wypadku
wystarczą do badania mapy o skali 1:75.000, 1:100.000, 1:125.000,

w drugim podstawę dać muszą mapy o skali 1:25.000 uwzględnione
przez autora oraz bardzo ważne, szczególnie jeśli chodzi o układ
gruntów mapy gruntowe, tembardziej, że cel, jaki sobie postawił
autor (str. 19) to „rozpatrzenie warunków, w których wsie przy­
brały dzisiejszą swą postać i uzyskały współczene rozmieszczenie“.
Autor jako geograf chce uwydatnić przedewszystkiem rolę czyn­
ników geograficznych. Ogrom pracy, jaki czekałby każdego przy
chęci zastosowania metody genetycznej, prawdopodobny brak
źródeł historycznych i map katastralnych, a w szczególności brak
opracowań regjonalnych, uniemożliwia narazie podjęcie takiej pracy,
co pozatem autora nie historyka w zupełności usprawiedliwia.
Wybrał więc autor metodę pośrednią. Określiwszy każdy typ
osady, uwzględnia w obszernie cytowanej literaturze poglądy
innych autorów na genezę tego typu, podaje jego zasiąg w Polsce,
przyczem stara się ująć genezę typów samodzielnie.
Juz we wstępie zastanawiając się nad funkcjami, które osiedla
mają do spełnienia, podkreśla ich charakter gospodarczo-społeczny.
Obok różnicy jednak między miastem a wsią, należy również
uwzględnić charakter prawny. A jeśli chodzi o kształty osad to
i na osadach miejskich, szczególnie drobnych ich typ pierwotny
doskonale wyróżnić można. Autor zajmuje się wyłącznie osiedlami
wiejskiemi — wsiami jak je nazywa. Wybór terminu niezbyt
szczęśliwy. Jeśli autor nie chce iść za Schlüterem i widzieć w ter­
minie wieś „wieś zwartą“, lecz chce mieć jedynie element antropogeograficzny (str. 5) to poprostu tym elementem osadniczym
będzie osada. W tym wypadku nie może zajść nieporozumienie
z pojęciem administracyjnem wsi. Jeśli już zgodzimy się na to,
że wieś zwarta przechodzi drogą ewolucji w wieś samotniczą,
(osady dworzyskowe), co jednak jest mało prawdopodobne, gdyż
raczej obok wsi zwartej tworzą się osady dworzyskowe, to z dru­
giej strony pamiętać trzeba, co zresztą autor w dalszym ciągu
kilkakrotnie sam podnosi, że z osad samotnych powstawały osady,
skupione, przestawały więc być wsiami według terminu autora,
a stawały się jedną osadą.
Z pośród czynników geograficznych, które kształtują osady
wymienia autor zalesienie, przyjmując pierwotność osiedlenia
obszarów bezleśnych, głębokość poziomu wód gruntowych, po­
wodującą tworzenie się osad zwartych, wybór przez osiedla dawne
miejsc niskich oraz ścisłą łączność wpływu krajobrazu i wody.
Z pośród czynników społecznych wymienia autor przedewszyst­
kiem zwyczaj i ustrój społeczny, względnie prawo dziedziczenia,
podając, iż dziedziczenie wszystkich członków rodziny rozwija
samotnie w przysiółki bezkształtne (str. 25). Tu należy zwrócić
Lud T. XXVII.

9

130
uwagę na to, że wprawdzie wielkie gospodarstwa będą tworzyć
osadnictwo rozrzucone, ale tylko tak długo, jak długo pozostaną
wielkiemi. Musi tu być brany pod uwagę czynnik ewolucji szcze­
gólnie w czasach średniowiecznych.
Ważnem jest stwierdzenie braku zasadniczego wpływu dróg
na kształt osiedli (str. 26), nie zwrócił jednak autor uwagi na
wpływ dróg na rozmieszczenie osiedli. Czy wpływ kolonizacji
należy tak ujmować, jak to czyni autor na str. 26? Wymierzanie
gruntów kolonizacyjnych poszczególnym osadnikom, rzadko tylko
odpowiadało nadawaniu gruntów o jednakowej powierzchni i war­
tości. Z nowszych regulacji osad wymienia autor komasację
i parcelację.
W ujęciu zasad klasyfikacji typów odstępuje nieco autor
od założenia pierwotnego i nie uwzględnia wpływów gospodarczospołecznych. Chce osadę ocenić tylko jako kompleks budynków,
nie uwzględniając układu pól, ze względu na oparcie się na ma­
pach o małej podziałce (str. 30). W ten sposób odrzuca w za­
sadzie najważniejszy czynnik, który wywierał wpływ na kształ­
towanie się osady i jest z układem budynków organicznie zwią­
zany, chociaż w toku omawiania poszczególnych typów, tym
układem gruntów twierdzenia swe uzasadnia. W ogólnym systemie
odrzuca autor klasyfikację geometryczną, która całkiem słusznie
dałaby tylko opis, a przyjmuje geometryczno-genetyczną. Zdaniem
mojem zastosowanie metody genetyczno-geometrycznej, a więc
odwrotnej, dałoby na mapie obraz, nie tylko dzisiejszego stanu
typów osad, ale i przebieg ich kształtowania się, co byłoby nie­
zmiernie cennem dla poznania fizjograficzno-gospodarczych wa­
runków osadnictwa. Opierając się na klasyfikacji Meitzena, uzu­
pełnia ją autor nowszemi produktami typów, tworząc ich cztery
grupy, osady z przed kolonizacji niemieckiej, osady pochodzące
z kolonizacji na prawie niemieckiem, z okresu scalania i parce­
lacji, osady północnej Polski z XIV—XV w. wreszcie osady
samotnicze.
Ważną wydaje się być rzeczą ustalenie terminów poszcze­
gólnych typów osad, co autor starał się rozwiązać. Tworzy więc
nowe terminy polskie jak owalnica, widlica, przysiółek bezkształtny,
ulicowy i placowy, oraz samotnia. Nazwę ostatnią wprowadza dla
t. zw. osady jednodworczej, któ.ych szereg tworzy według autora
wieś samotniczą (štíp 32). Dotychczasowa nazwa tych osad to
osady rozrzucone. Termin jednodworczy zastąpiony terminem
„dworzyskowy“ dawałby określenie genezy osady. Ale tu jedna
uwaga. Kiedy autor na str. 32 odrzuca termin „jednodworczy“
jako żywcem przetłumaczony z niemieckiego, to już na str. 34
i dalej 78 używa tego terminu nie zastąpiwszy go terminem „dwo­
rzyskowy“, który przecie ma swe historyczne uzasadnienie. Nie
można również, jak chce autor, eliminować w tym typie osad.

131
osad przemysłowych i samotnych gospodarstw rolnych, jeśli autor
chce zastosować nietylko klasyfikację geometryczną. Z karczem
rozwijały się również osady czwarte.
Owalnicą nazywa autor wieś kształtu wrzeciona, złożoną
z dwu gęsto zabudowanych, łukowatych ulic wypukłych, między
któremi znajduje się wolny plac. Jest to więc wyróżnienie nowego
typu osad w Polsce, objętych dotychczas wraz z innemi osadami
mianem osad kupowo-podłużnych. Autor zalicza je do osad
z przed kolonizacji niemieckiej, ujmując ich gromadne występo­
wanie na Pomorzu i w Poznańskiem jako typ przejściowy mię­
dzy ulicowym a okólnym typem osady (str. 40). Pczatem wyka­
zuje je autor wyspowo w środkowej i wschodniej Polsce. Trzy­
mając się ściśle określonego typu nie wykazuje ich autor zupeł­
nie na południowym wschodzie. Jeśli tylko pozwolimy sobie na
drobne odchylenie od idealnej formy znajdziemy ich jeszcze
sporo. Przykładowo podam tylko parę _ z nazwami wycinków
map 1 : 75.000: Obłaźnica, Rudniki (Zydaczów), Tatarynów
(Rudki), Bokujma (Brody), Hodów, Plancza W. Milatycze, Wo­
łowe, Kołodruhy (Mikołajów). Osady te zaliczył autor albo do
widlic albo też do łańcuchówek. Zaznaczyć jednak trzeba, iż
trudno je uważać za widlice ze względu na brak charakterystycz­
nych dróg poprzecznych jak również i za łańcuchówki, które są
przecie pewnego rcdxaju ulicówkami. Plac środkowy tych osad
wolny od zabudowań przepływa najczęściej jakaś woda, co też
prawdopodobnie spowodowało wygięcie się łukowate ulic. Takie
byłoby uzasadnienie fizjograficzne. Pozatem niezdecydowana forma
tego typu na wymienionym terenie wskazywałyby, że są to typy
przejściowe między łańcuchówkami, a wielodrożnicami. W pracy
mej1) ten typ osad łącznie zresztą z łańcuchówkami przyjąłem
pod nazwą kupowo-podłużnych za typ osadnictwa' polskiego.
Układ pól w nich spotykany równocześnie i bezładny i regularny
wskazuje na ich starsze pochodzenie, co zresztą odpowiada
i twierdzeniom autora. Mapa autora wśkazuje dalej, że te właśnie
typy na obszarze środkowej Polski mogą być uważane jako naj­
starszy typ osad, które przeszły ewolucję w bardziej uregulowane
ulicówki, a wreszcie teren ten pokryły rzędówki z XVIII i XIX w.
Osada ulicowa to niezbyt długie zwarte szeregi domów
wzdłuż drogi, skupionych w pobliżu ośrodka wsi (str. 43). Przyj­
mując tak ścisłe określenie ulicówki, wyróżnia autor pozatem
podobne formy ulicowe jak łańcuchówkę, szeregówkę i rzędówkę.
Łańcuchówka taka, jaką nam autor pokazuje (str. 59 i 61.
fig. 13, 14) nic wspólnego z ulicówką mieć nie może, nawet
jeśli przyjmiemy definicję obszerniejszą, słusznie też autor wy­
dziela je w typ odrębny. Rzędówka zaś i szeregówka wydają* i
') F. Persowski. Osady na prawie ruskiem, polskiem, niemieckiem
i wołoskiem w ziemi lwowskiej. Lwów 1927. Badania z dziejów społ. i gosp. z. 3.

9*

mi się być tylko odmianami genetycznie późniejszemi tejsamej
formy ulicowej. O trudności odróżnienia ulicówek od szeregówek,
rzędówek, a nawet łańcuchówek wspomina sam autor (str. 47).
Zaznaczyć przytem trzeba, że wsie pochodzące z kolonizacji,
lub też powstające pod jej wpływem nie zawsze mają pasowy
układ pól tak, że tego jako kryterjum odróżnienia łańcuchówki
od ulicówki ustalać nie można. W określeniu samej czystej formy
klasyfikacja taka mogłaby się ostać, w klasyfikacji genetycznej
zaś brakłoby uzasadnienia historycznego.
Rozpatrując typ osady wielodrożnej (kupowej) przytacza
autor zdania autorów obcych o jej etnicznem pochodzeniu, sam
zajmując stanowisko tylko fizjograficzne, że występują one na
obszarach stepowych lub też oddawna bezleśnych, co słusznie
przyjąć można, zaznaczając, że jest to jeden z najstarszych typów
osadniczych wogóle.
Jako przejściową formę osad wyodrębniono widlice, osady
o dwu równoległych ulicach połączonych przecznicami, w kształ­
cie drabiny. Na mapce zajmują one pas Wołynia, między wielodrożnicami Podola a ulicówkami Polesia. Układ pól naprowadza
autora na spostrzeżenie, iż są to typy form dawnych.
Dalszą grupą osad są łańcuchówki powstałe po wykarczowaniu lasu, o domach niezbyt gęsto ustawionych. Od drogi, osi
wsi odchodzą równej szerokości pasy gruntów. Autor zaliczył
do łańcuchówek wsie górskie Karpat (str. 62, 63. fig. 15, 16).
Wsie górskie są najczęściej osadami luźnemi, tu często splata się
typ łańcuchówki z samotniami. Zważyć więc trzeba, że same
góry zmuszają ludzi do tworzenia wyciągniętych form osad. Na
ich formę wpływa także ich wiek, co autor słusznie podniósł.
Jednobym zrobił zastrzeżenie, mianowicie, że należałoby przyjąć
z pewną powściągliwością ich łączność z kolonizacją niemiecką,
jak to autor słusznie uczynił w stosunku do terenu San-Bystrzyca.
Ustalenie ich pochodzenia wymagałoby bowiem jeszcze histo­
rycznego uzasadnienia.
Podlasie zajmuje na mapie autora zwarta grupa szeregówek,
typu osad komasac.yjnych z XVI w. Drugim takim nowym pro­
duktem osadnictwa jest rzędówka, obejmująca Poznańskie, środ­
kową Polskę i Pomorze- Do tego typu zalicza autor również
rzędówki bagienne t. zw. holenderskie w północnej Polsce. Ge­
ometryczny typ rzędówek znajdziemy i w południowo-wschodniej
Polsce. Autor zaliczył je prawdopodobnie do łańcuchówek. Wy­
mienię tu z odcinka mapy Mikołajów-Bobrka : Nowosiółki Oparskie, Piaski, Dmytrze, Chlebowice, Podwysokie. Z pośród przy­
siółków wyróżnia autor bezkształtne na Pomorzu, Mazowszu,
półn. części Podlasia, w Wileńszczyźnie, wreszcie między Rawą
Ruską a Żółkwią, ulicowe w towarzystwie bezkształtnego i nie­
liczny typ placowy. Powstanie przysiółka łączy autor z właści­
wościami terenu pagórkowatego, pooddzielanego wilgotnemi łą­

133
kami. Powstały one prawdopodobnie z osad samotniczych, a jako
należące do drobnej szlachty, przy jej konserwatyzmie nie ule­
gały scalaniu, lecz raczej coraz większemu rozdrabnianiu. Przy
rozpatrywamu genezy przysiółków placowych, wysuwa się mimowoli, chociaż tego wyraźnie nie podkreśla, zasada dworzyskowych początków osad (str. 78). Jeszcze silniej występuje to
u autora przy omawianiu wsi samotniczych (str. 80) związanych
bardziej z gospodarką hodowlaną jak rolną. Na Pomorzu pocho­
dzą one z XIX w., w Poznańskiem z XVI i XIX w. Także
osady Kujaw, Ziemi Dobrzyńskiej i okolic Łodzi to produkty
młode z komasacji i kolonizacji. To samo odnosi się do Wileńszczyzny i Polesia. Na Wołyniu powstały one przez rozpraszanie
starych wsi i kolonizację mazurską, czeską i niemiecką. W Kar­
patach zalegają samotnie działy wód, w ich wschodniej części
zaś oddziałały na ich powstanie stosunki gospodarcze.
W zakończeniu wysnuwa autor szereg wniosków, które mu
poddaje mapa kształtów wsi. Oto one : Poszczególne strefy kształ­
tów wsi niezupełnie są zgodne z dzisiejszym zasięgiem warun­
ków geograficznych, które danej formie sprzyjają. Zależność
kształtu wsi od warunków fizjograficznych jest pośrednia, gdyż
oddziaływało tu i przenoszenie form osadniczych, a co więcej,
nie wolno wypowiadać praw ogólnych, dotyczących wpływu
warunków fizjograficznych na osadnictwo, dopóki się nie opra­
cuje mapy typów wsi większego terytorjum i prześledzi zależ­
ności na mapach o dużej podziałce. Zależność bezpośrednia
odzwierciadla się najczęściej w szczegółach umieszczenia i styli­
zacji danego kształtu. Stopień ulegania przez osady warunkom
fizjograficznym zależy od wieku osad. Osady wykazują tendencję
powstawania na granicach stref gospodarczo różnych.
Poza wynikami geograficznego charakteru, które uzyskał
autor swą sumienną pracą przy takim ogromie materjału karto­
graficznego i bardzo szerokiem uwzględnieniu literatury, jest ona
przez to cenną że jest przeoraniem dotychczas odłogiem leżą­
cego terenu całej Polski. Przy wszystkich badaniach osadniczych
będzie podstawą umożliwiającą prace bardziej szczegółowe cha­
rakteru gospodarczo-społecznego, czy też etnologicznego.
Franciszek Persowski.

E. Hoffmann Krayer—H. Bächtold - Stäubli. Handwörter­
des deutschen Aberglaubens. Berlin — Leipzig, Walter de
Gruyter & Co 1927/8. Bd. I Aal - Butzemann, 8Ü większe. S.
LXX1 + 1764.
Pierwszy zeszyt tego wydawnictwa omówiłem w T. XXVI,
96- -7 „Ludu“; wówczas wskazałem też na wielkie znaczenie
encyklopedji niemieckiego zabobonu także dla polskich etnografów.
Obecnie po wydaniu 1 1 zeszytów, składających się na pierwszy

buch

tom, poprzestaję na ogólnym przeglądzie bogatej treści, przyczem
podkreślani oczywiście niektóre tylko artykuły.
S. 174. Adler. Omówiono orła jako ptaka bogów i królów,
jego własności wróżbiarskie, wszechwiedzę, siłę magiczną, zasto­
sowanie w medycynie i zwyczaju ludowym, wreszcie podania
i mity. S. 184. Adoption. Różne symboliczne fomy adoptowania.
S. 197 Advent. Stosunek kościelnych obrzędów do ludowych
zwyczajów, oraz przesądy i widowiska związane z tym okresem.
S. 203 HL Agathe: Postać św. Agaty w wierzeniach i lecznictwie
ludowemu S. 226. Ahnenglaube. Rozważania na temat kultu przod­
ków. S. 244 Alchemie. Omówienie nazwy, genezy, jej mistycznego
charakteru, celu pracy alchemicznej, dziejów alchemji i jej sto­
sunku do przesądów i zabobonów. S. 255 Ale'çtryomantie. Wró­
żenie z zachowania się koguta. S. 267. Allerseelen. Wierzenia
związane z Zaduszkami. S. z74. Almosen. Typ chrześcijańskiej,
ale i apotropicznej jałmużny. S. 281. Alp. Istota i geneza zmory,
nazwa, opis, wygląd, przyczyna ucisku, objawy występowania
zmory, środki zapobiegawcze. S. 312. Alraun. Mandragora w sta­
rożytności i średniowieczu, wygląd i czarodziejskie jej zastosowanie,
jej właściwości, wiara w dziwny korzeń w literaturze niemieckiej
i u innych ludów. S. 334. Alte Jungfer, Junggeselle. Lekceważenie
starych panien, kary, zabawy zapustne, wydrwiwanie niepłodności,
niechęć do kawalerów. S. 353. Altweibersommer. Istnieje możliwość,
że wierzenia o „babiem lecie“ przeszły do Niemiec z obszaru
słowiańskiego. S. 374. Amulet. Uwzględniono następujące zagad­
nienia: etymologja, określenie pojęcia i cel, geneza przesądu,
rozpowszechnienie i historja, materjał, zastosowanie i siła amuletu.
S. 385. Analogiezauber. Czary słowne, pisane, mimiczne i aktywne
oparte na zasadzie analogji. (Simile simili duet). S. 410. 'Angang.
W rozdziale tym zestawiono bogaty materjał wierzeniowy zwią­
zany z natknięciem się na pewną osobę, zwierzę, roślinę i rzecz.
S. 439. Animism:is. Omówienie animizmu w dwojakiem znaczeniu,
zarówno duchowem, jak życiowo-witalnem. S. 452. Anschneiden.
Rozmaite zwyczaje i wierzenia związane z krajaniem chleba,
S. 460. Anłhropogonie. Podania i mity o powstaniu rodzaju ludz­
kiego. S. 479. Antichrist. Postać Antychrysta w biblji, apokryfach
i podaniach ludowych. S, 510. Apfel. Jabłko jako symbol płód-’
ności, zastosowanie go w lecznictwie ludowem, oraz motyw
jabłka w podaniach. S. 522. Aphrodisiaca. Różne środki służące
do wzmożenia uczuć miłosnych. S. 538. Apokalypse. Apokaliptyka
żydowska i chrześcijańska, oraz apokaliptyczne wyobrażenia w mi­
tach północnych, w baśniach i wierzeniach ludowych. S. 555.
April. Rozmaite zwyczaje i wierzenia związane zwłaszcza z pierw­
szym kwietnia. S. 568. Arbeit. Rozmaite zakazy pracy. S. 584.
Arme Seelen. Dusze błędne i cierpiące, karmienie i wyzwalanie
dusz. S. 611. Asche. Popiół, jego lecznicze i apotropiczne zna­
czenie. S. 632. Astralmythologie. Mity o ciałach niebieskich.

135
S. 647. Ätiologie. Ludowe, fantastyczne objaśnienia pewnych
niezwykłych zjawisk i nazw. S 679. Auge. Wierzenia dotyczące
spojrzenia, znamion zewnętrznych i fizjologji oka. S. 731. Austrieb.
Sposoby magiczne stosowane przy pierwszem wypędzeniu bydła
na paszę. S. 7 43. Axt. Stosowanie siekiery w wierzeniach
ludowych.
S. 751. Baba. Wpływ nazwy słowiańskiej na Niemców.
S. 754. Backen. Omówiono następujące zagadnienia: 1. demony
i duchy przy pieczeniu chleba. 2. Pieczenie jako święta czynność.
3. Zegnanie ciasta. 4. Środki ostrożności. 5. Wkładanie chleba
do pieca. 6. Resztki dawnych ofiar. 7. Czas wypiekania. 8. Wróżby
przy pieczeniu. 9. Czary przy pieczeniu. 10. Zakazy pieczenia
w stosunku do pewnych osób. I i. Leczenie sympatyczne. 12.
Przesądy przy pieczeniu. 13. Czarownice i sprzęt piekarski. 14.
Dzieża jako symbol płodności. O dzieży dokładniej na S. 792
pod Backtrog. S. 781. Backofen. Rozmaite wierzenia zwią­
zane z piecem. S. 3 96. Bad. Kąpiel i zakaz kąpieli zależnie
od dnia i pory roku. Łaźnia i kąpiel lecznicza. Š. 859. Ball­
spiel. Gra w piłkę w obrzędzie i w przesądach. S. 863. Band.
Wstążka w stroju obrzędowym, w lecznictwie i w opowie­
ściach. S. 874. Bann. Zaklinanie duchów, czarodziejów i czarownic,
złoczyńców, zwierząt i chorób. S. 881. Bär. Niedźwiedź w wie­
rzeniach starożytnych i ludów pierwotnych. Niedźwiedź jako za­
klęty człowiek, jako demon, zwłaszcza wegetacyjny, oprowadzanie
niedźwiedzi, niedźwiedź w niemieckich podaniach o Świętych,
w lecznictwie i przesądach. S. 905. Barbara. Wierzenia związane
z kultem św. Barbary. S. 912. Barfuss. Znaczenie bosych nóg
przy czarach i gusłach. S. 941, Bauernpraktik, Bauernregeln. Prze­
pisy ludowych przepowiedni pogody. S. 954. Baum. Kult drzew,
drzewo jako siedziba duszy,, drzewo we wróżbach, przenoszenie
chorób na drzewa. S. 962. Bauopfer. Ofiary z ludzi przy zakładzinach domu. S. 976. Begräbnis. Częściowe i podwójne grzebanie.
Chowanie żywcem. Grób otwarty i zamknięty. Miejsce, czas
i koszta pogrzebu. Dzwonienie po zmarłych (997). S. 1024. Belemnit. Znaczenie przesądowe t. zw. piorunowych strzałek. S. 1043.
Berg. Góry jako siedlisko zmarłych duchów i czarownic. Kult gór.
Wnętrza i jaskinie górskie. Powstanie gór. S. 1056. Bergentrückt.
Opowiadania o śpiących rycerzach. S. 1071. Berggeister. Duchy
mieszkające we wnętrzu gór. S. 1091. Bernstein. Zastosowanie
magiczne bursztynu. S. 1 104. Berühren. Znaczenie dotknięcia jako
magicznej czynności. S. 1 109. Beschwörung. Zaklęcia u ludów pier­
wotnych, w starożytności i u dawnych Germanów. Rodzaje zaklęć.
Osoba zaklinacza, formuła, cel, miejsce i czas zaklęć. S. 1129.
Besen. Znaczenie miotły w obrzędach i wierzeniach ludowych.
S. 1157. Besprechen. Czarodziejskie zamawiania w celach leczni­
czych, czas i sposoby zamawiań. S. 1 184. Bett. Przesądy zwią­
zane z łóżkiem S. 1208. Bibel. Biblja jako święta księga,

136
w wierzeniach i przesądach ludowych, S. 1226. Biene. Kult pszczoły.
Pszczoła w czarach, lecznictwie ludowem, podaniach i legendach.
S. 1255. Bier. Warzenie piwa w mitologii. Piwo i czarownice.
Zwyczaje i przesądy przy szynkowaniu, piciu, przy okazjach
prawnych, oraz przy zwyczajach rodzinnych. Piwo w lecznictwie
ludowem. S. 1282. Bild. Przesądy związane z obrazem. Swiete
obrazy. S. 1308. Bilwis. Bilwis postać demoniczna, mieszkająca
w górach lub drzewach, ciekawa przez to, że przypuszczano jej
słowiańskie lub bałtyckie pochodzenie. S. 1325. Binden. Znaczenie
magiczne związywania. S. 1334. Birke. Brzoza w przesądach i lecz­
nictwie ludowem. S. 1348. Bittgang. Procesja u starożytnych,
w kościele chrześcijańskim. S. 1366. Blau. Znaczenie barwy nie­
bieskiej w wierzeniach o czarodziejach, czarownicach, i demonach.
S. 1389. Bleigiessen. Zwyczaje lania ołowiu w celach wróżbiarskich.
S. 1396. Blindschleiche. Padalec w wierzeniach ludowych. S. 1399.
Blitz. Błyskawica w religji germańskiej i w niemieckich wierze­
niach i podaniach ludowych. S. 1423. Blocksberg. Łysa góra,
omówiona dokładniej w „Ludzie“ XXVII. s. 142 — 3. S. 1434. Blut.
Krew w wierzeniach i w lecznictwie ludowem. S. 1470. Bohne.
Znaczenie bobu w kulcie umarłych i w medycynie sympatycznej.
S. 1498. Branntwein. Wódka w obrzędach i wierzeniach ludowych.
S. 1522. Braut, Bräutigam. Wierzenia związane z młodą parą,
a w szczególności ze strojem weselnym. S. 1537. Brei. Kasza
jako ofiara dla duchów domowych, powietrznych i wegetacyjnych.
Kasza jako posiłek przy obrzędach weselnych i pogrzebowych,
przy wróżbach i w lecznictwie ludowem. S. 1552. Brennessel.
Pokrzywa jako środek przeciwko demonom, jako afrodisiacum,
jako roślina wróżbiarska, jako potrawa magiczna i lecznicza.
S. 1561. Bretzel. Nazwa i święta, na które wypieka się to
obrzędowe pieczywo. S. 1590. Brot. Nazwa, pochodzenie i ro­
dzaje chleba. Chleb w przesądach i obrzędach guślarskich. Chleb
w miłości, małżeństwie i rodzinie. S. 1672. Brunnen. Lecznicza
i cudowna moc studni i źródeł. Wieszczby uzyskiwane przy
pomocy źródła. Demony i bóstwa źródlane. Święci opiekunowie
źródeł. Wejście do podziemi i do piekieł. Kult źródeł S. 1723.
Butter. Dzieje masła i jego rola w różnych praktykach czaro­
dziejskich.
Oczywiście podkreśliłem jedynie dłuższe artykuły, ale już
ten ogólny pogląd wystarcza do stwierdzenia, jak bogata jest
treść pierwszego tomu omawianej encyklopedji. Dla badaczy
polskich jest ona niezmiernie ważna nietylko ze względów ogólnoteoretycznych, ale i dlatego, że uwzględnia w dużym stopniu
cały materjał etnograficzny dawnego zaboru niemieckiego, a na­
wet często do porównania wprowadza wierzenia innych Słowian
Adam Fischer.

137
Bohdan Janusz. Karaici W Polsce. (Bibljoteczka geograficzna
„Orbis“ Serja III, T. II). Kraków 1927, S. 113 + 1 nlb.
Karaici, grupa zbliżona pod względem religijnym do Żydów,,
lecz mówiąca dialektem tatarskim mieszka dziś już w niewielkie?
ilości w Haliczu, Łucku i w Wileńszczyźnie. Monografja p. Janusza
przedstawia nam najpierw w R. I—II dokładnie pochodzenie nazwy
Karaitów polskich, oraz przeszłość Karaitów na WschodzieRozdział III o różnicach wiary i zwyczajów z Żydami zawiera
wiele zajmujących danych i dla etnografów (klęczenie, wyciąganierąk, większa ścisłość małżeństw, trudność rozwodów, sposób za­
chowania stopni zakazanych w małżeństwie, sposób obrzezania,,
dłuższe uważanie kobiet nieczystemi po połogu za nieczyste,,
przepisy co do jadła itd). R. IV omawia osady Karaitów i ich
liczebność, które należałoby uzupełnić daněmi StatystycznegoUrzędu Warszawskiego. R. V podaje cechy antropologiczne a R. VI
charakteryzuje język. R. VII zawiera wiele danych ważnych dla
etnografji, a więc zatrudnienie, strój, zwyczaje narodzinowe, weselne
pogrzebowe i prawne. W R. VIII omawia autor budownictwo
karaickie, szczególnie drewniane świątynie i cmentarze, oraz nie­
zmiernie ciekawe karaickie makaty. W R. IX—XI przedstawił
autor dzieje gmin w Trokach, Łucku i Haliczu. Starannie zesta­
wiona bibljografja i 15 rycin podnoszą wartość omawianej pracy.
W bibljografji zauważyłem następujące braki: 1) Kowalski T.
Sprawozdanie z wycieczki naukowej do Karaimów w Wilnie
i Trokach. Sprawozdania z czynności i posiedzeń Polsk. Akad.
Umiejętności, czerwiec 1925, 25—29. 2) Łoś J. Karaici w Encyklopedji Polskiej Akad. Umiej. Język polski II. 441—444. (przy
końcu bibljografji) 3) Munkácsy B. Karäisch-tatarische Hymnen
aus Polen Keleti Szemle — Revue orientale. T. X. 3 4) Po­
znański S. Karäisch tatarische Literatur. Keleti Szemle — Revue­
orientale XII 1 —2.
Adam Fischer.

Karol Koranyi. Ze studjóu) nad wierzeniami w hisłorji prawa
karnego. I Beczka czarownic. (Pamiętnik historyczno-prawny T. V.
zesz. 2). Lwów 1928. Str. 42 -Ę 1 nlb.
Autor w pracy tej prostuje dotychczasowe mylne zapatry­
wanie, jakoby obwinionych o czary wsadzano do beczki w celu
torturowania. Powodem tego dziwnego procederu było raczej
odgradzanie czarownic od wpływu djabelskiego, a nadto zamknię­
cie w beczce miało na celu uniemożliwić uwięzionym zetknięcie
się z ziemią, która posiada specjalną moc czarowną i może
utrudnić wydanie i wykonanie wyroku.
Prócz tego nowego wyniku, jaki nam daje p. Koranyi, studjum zawiera obfity materjał do dwu innych zagadnień, a mia­
nowicie 1) do roli djabła w procesie o czary, oraz 2) do siły
czarownej ziemi w obrzędach ludowych i zwyczajach prawnych-

i

138
Wywody swe oparł autor na bardzo licznych materiałach
nietylko drukowanych ale i rękopiśmiennych, a zarazem wykazał
wielkie obznajomienie z odnośną literaturą zagraniczną. Z tych
względów szkic o „Beczce czarownic“ jest wartościowem uzupeł­
nieniem innych licznych prac tegoż autora z zakresu badań nad
procesami o czary w Polsce.
Adam Fischer.

Kazimierz Moszyński. Polesie wschodnie. Materjały etno­
graficzne z wschodniej części b. powiatu mozyrskiego oraz z po­
wiatu rzeczyckiego. Warszawa, wydawnictwo Kasy im. Mianow­
skiego, 1928. 8°. Str. XV 4- 328. — Pietkiewicz Czesław.
Polesie rzeczyc\ie. Materjały etnograficzne. Część I. Kultura ma­
terialna. Z 291 rysunkami w tekście. Kraków, Polska Akademja
Umiejętności. 1928, 8U. Str. VI -|- 318.
Do równoczesnego omówienia obu książek skłania mnie
nietylko ich treść, ale i ich geneza. P. K. Moszyński, bawiąc bo­
wiem w r. 1912 parę miesięcy w majątku Stefaninie w Biafocerkiewskiem na Ukrainie zapoznał się z p. Czesławem Pietkiewi­
czem, rodem z Babczyna z okolic miasteczka Chojnik na Pole­
siu rzeczyckiem, P. Pietkiewicz był dla p. Moszyńskiego znako­
mitym informatorem w dziedzinie etnografji Polesia, ponieważ
wskutek wypadków w r. 1863 musiał przez pewien czas żyć
z pracy rąk, jak każdy inny chłop poleski, a dzięki znakomitej
pamięci umiał odtwarzać sws przeżycia z niezwykłą ścisłością.
Z tych cennych zalet p. Pietkiewicza skorzystał bardzo pomyślnis
p. Moszyński, a uzupełniwszy materjał w ten sposób uzyskany
przez wiadomości zebrane w pow. mozyrskiem, opracował całość
p. t. Polesie wschodnie. Z rękopisem tym zapoznał się p. Piet­
kiewicz po przyjeździe do Warszawy w r. 1923 i rozpoczęciu
współpracownictwa w Zakładzie etnologicznym Tow. Nauko­
wego w Warszawie. Na prośbij autora napisał p. Pietkiewicz
uzupełnienia do „Polesia wschodniego“, które opracowano w ten
sposób, aby mogły wyjść jako osobna książka. Ponieważ zaś
szło o unikanie powtórzeń i nieopisywanie tego, co już raz opi­
sano, więc dlatego w książce p. Pietkiewicza niektóre działy
kultury materjalnej zupełnie pominięto. Tak więc obie książki
łączą się treściowo bardzo silnie i to też skłoniło recenzenta do
równoczesnej ich oceny.
K. Moszyński podaje we wstępie do „Polesia wschodniego“
ogólny obraz fizjograficzny Polesia mozyrskiego i rzeczyckiego.
Następnie przedstawia bardzo oryginalny obraz kultury materjal­
nej na obszarach wschodniopoleskich. Lud tutejszy zbiera różne
dzikie płody roślinne, a z brzozy pije oskołę, której używają na
surowo i na kwaśno. W łowiectwie zaprawia się Poleszuk od
małego, a drobną zwierzynę i ptaki bije kamieniami i patykami;

139
na grubszą zwierzynę wybierają się ze strzelbą, a czasem nawet
jeszcze z oszczepami. Szczególne jednak zastosowanie mają roz­
maitego rodzaju sposoby, a więc tak samołówki jak podstępy
myśliwskie, które stosuje się do niedźwiedzia, wilka, kuny, gro­
nostaja, tchórza, zająca, łosia, oraz do rozmaitego ptactwa.
W związku z rybołówstwem spotykają się również formy bardzo
pierwotne. W bartnictwie zaznacza się nawet tępienie dzikich
pszczół przy podbieraniu miodu. Prócz przyrodzonych dziupli
istnieją także na Polesiu w sosnach dziuple sztuczne, zwane
barcią ; w ostatnich czasach ule wypierają barcie. Wreszcie wielka
obfitość łąk i wypasów sprzyja nadzwyczaj chowowi bydła. Przyczem dawniej koni prawie nie hodowano, a wół był pospolitém
zwierzęciem pociągowem.
Stare formy rolnictwa opisuje autor w Mozyrskiem, gdzie
drzewa podcinano, a po wyschnięciu palono. Naogół panuje na
Polesiu forma trzypolówki, a najważniejszem narzędziem jest socha,
podobna do wschodnio-mazowieckiej, którą ciągną woły. Obok so­
chy ważnem narzędziem rolniczem jest brona. Do prac rolnych przy­
wiązuje się wielkie znaczenie, ponieważ zboża i warzywa odgry­
wają bardzo ważną rolę w pożywieniu Polesznka obok rÿb,
mleka i miodu. Do obróbki ziarna służy stępa, oraz żarna. Jedną
z najpowszechniejszych potraw Poleszuka mozyrskiego jest kasza
jaglana, w Rzeczyckiem ustępuje ona pierwszeństwa gryczanej.
Pozatem kuchnia poleska zawiera rozmaite inne „przysmaki“,
które bardzo szczegółowo przedstawiono w omawianej pracy.
Las położył niezatarte piętno na całem życiu Poleszuka,
który wyrabia z drzewa prawie wszystko od obuwia poczynając,
a kończąc na chacie. Z drzew najczęściej używ anem drzewem
jest sosna, po niej dąb, brzoza, lipa, giętkie wierzby i leszczyna.
Znaczny pożytek przynosi także jesion, wiąz, klon, olcha, osina
i czeremcha. Małe zastosowanie znajduje kruszyna, świdwa i grab,
a mało lub wcale nieużywane są jarząb, grusza i jabłoń. W związku
z obfitością surowca rozwinęło się na Polesiu kołodziejstwo, smolarstwo i bednarstwo, wyplatanie obuwia i kobiałek, Róg i kość
mają małe na Polesiu zastosowanie, a obróbka żelaza jak i skór,
znajduje się tam w rękach żydowskich.
W rozdziale o tkactwie polesidem zasługuje na podkreśle­
nie opis krosien z Dereszewicz ; w ustępie o krawiectwie podał
autor charakterystykę dokładną strojów.
Ponieważ zaś Poleszuk znaczną część życia spędza zdała
od domu, śród lasów i nad brzegami rzek, więc liczne są tu
prymitywne formy tymczasowych mieszkań, rozmaitego rodzaju
szałasy, zwane „kureniami“. Niekiedy jest to zwykła zasłona od
wiatru, poprostu ścianka, oparta pochyło o poprzeczną żerdkę,
leżącą na dwóch rosochatych słupkach. Z takich ścian, tylko po­
większonych, ustawiony jest typowy kureń poleski, znajdujący
■częste zastosowanie przy robotach leśnych, parniach, paśbie bydła.

140
łowieniu ryb, na polowaniu itd. Budynkiem nieco zbliżonym pod
względem wewnętrznego urządzenia do kurenia jest pospolita
stodoła mozyrska i rzeczycka, zwana „humno“. W zagrodzie Poleszuka prócz gumna, znajduje się też osieć (budynek do susze­
nia zboża), a nadto powieć cz. powietka, zahoroda cz. odryna,
chlew, kleć, czasem świronek i ściobka. Najważniejszem z pomię­
dzy tych zabudowań jest oczywiście dom mieszkalny, zwany
zwykle chata. Najpierwotniejszym typem domu mieszkalnego na
Polesiu jest niewielki czworobok z wejściem w ścianie krótszej
bez sieni, jednownętrzny. Na środku chaty płonie ognisko. Prócz
tego typu pierwotnego istnieje na Polesiu drugi typ nowszy,
w którym obie ściany szczytowe są doprowadzone tylko do wy­
sokości powały, zaś szczyt zakryty pionowemi deskami, niekiedy
nawet łamany lub otwarty.
Wszystkie budynki gospodarcze bywają rozmieszczone dość
rozmaicie i dość dowolnie wewnątrz zagrody. Jednak przeważnie
na Polesiu wschodniem od ulicy w Wysokiem ogrodzeniu są wrota,
a w dziedzińcu po lewej lub prawej stronie wrót szczytem do
ulicy stoi chata, a za nią w jeden rząd wyciągnięte : kleć, po­
wieć, obory i chlewy. Po przeciwnej stronie podwórza znajduje
się płot lub ściany sąsiedniego obejścia. Czasem jednak budynki
gospodarskie są rozmieszczone po obu stronach dziedzińca.
W głębi obejścia otwierają się drugie wrota na ogrody, a wkońcu
ogrodów stoi gumno. Nadto wyróżnia się dwa rodzaje ogrodze­
nia : płućje wiązane z żerdek lub plecione i tyn, kładziony z po­
ziomych bierwion. Na zakończenie działu kultury materjalnej scha­
rakteryzował autor drogi poleskie i sposoby komunikacji na lądzie
i wodzie. W drugiej części swej pracy przedstawił p. Moszyński
kulturę duchową i społeczną, a więc wiedzę i wiarę, zwyczaje
i obrzędy, gry i zabawy, sztukę, igraszki słowne, przysłowia,
pieśni.
W dziale wiedzy i wiary uwzględniono orjentację w prze­
strzeni, wymierzanie czasu, leki tak mineralne jak roślinne i zwie­
rzęce, a wreszcie bardzo ciekawe zamawiania. Wśród czarodziej­
skich praktyk zostały wyróżnione czary zarówno szkodliwe, jak
pożyteczne, oraz miłosne i gospodarcze. Następnie podaje autor
liczne przykłady wróżb o pogodzie, urodzaju, zamążpójściu, doli
ludzk’ej i ze snów. Prymitywny charakter mają wierzenia doty­
czące modlitwry, ofiary, świętowania i grzechu. Również bogate
są wierzenia z zakresu zjawisk niebieskich i powietrznych, ognia
i wody, ziemi, roślin, zwierząt, ludzi obdarzonych niezwykłą wła­
dzą, duchów zmarłych, istot bajecznych i bóstw.
W rozdziale o zwyczajach i obrzędach mamy zwyczaje ro­
dzinne t. j. narodziny, chrzest, oczyszczenie, pierwszy rok wy­
chowania, pierwsze postrzyżyny, obrzęd weselny z Dereszewicz,
z Hołubicy i Dziakowicz, pogrzeb. Wiele materjału podał autor
także z zakresu zwyczajów obrzędów dorocznych odnośnie do

141
świata „Dziadów“, uroczystości wiosennych, letniego przesilenia,
zwyczajów przy żniwach i siejbie, a wreszcie uroczystości zimo­
wych. W osobnej grupie wyodrębnia autor zwyczaje i pojęcia
prawne, oraz towarzyskie, a mianowicie małżeństwo, wiano i posag,
pokrewieństwo i powinowactwo, stosunek płci, zachowanie się
względem starców, tłokę i zwyczaje domowe.
W dziale gier i zabaw wyróżnia p. Moszyński gry i zabawy
przygodne i doroczne. W dziale sztuki wyodrębniono zdobnictwo,
muzykę, widowiska. W dziale literatury ustnej zawarł autor igraszki
słowne, przysłowia i pieśni, wśród których znajdują się pieśni
mające związek z wierzeniami, oraz pieśni pobożne, weselne
i doroczne obrzędowe. Również i w tym dziale zaznacza się
bardzo wyraźnie prymitywność kultury poleskiej.
Autor dał więc materjały, mające dla badań nad etnografją
Polesia wschodniego pierwszorzędne znaczenie. Stosunkowo mało
natomiast dał materjału ilustracyjnego ; przydałby się on szcze­
gólnie choćby przy omawianiu strojów poleskich. Nie było też
zupełnie uzasadnione stanowisko, aby pracę oddaną w r. 1918
do druku pozostawić niezmienioną i nie uwzględnić w przypiskach
choćby zasadniczych publikacyj wydanych w latach 1918—1928,
które dotyczą Polesia wschodniego czy problemów omawianych
w książce. Z dawnej literatury również nie wszystko uwzględniono,
a więc np. w związku z sochą należało chyba wymienić książkę
D. Zelenina. Russkaja socha. Wiatka 1907. Oczywiście wartości
pracy w niczem to nie zmniejsza, która będzie mieć zawsze wielkie
znaczenie ze względu na zawartą w niej obfitość szczegółów
etnograficznych, a dla nas ma ona tern większą wartość, że dotyczy
terenów, należących do Rosji Sowieckiej, do których dostęp jest
obecnie dla polskich badaczy zamknięty.
Doskonałem uzupełnieniem książki p. Moszyńskiego jest
praca p. Czesława Pietkiewicza o Polesiu rzeczyckiem. Książka
ta ma znaczną wartość nietylko ze względu na treść, ale i bardzo
liczne (291) ilustracje. Rysunki te doskonale dostrajają się swym
charakterem do tekstu. Każdy przedmiot z zakresu kultury materjalnej opisano z możliwie wielką dokładnością, a styl opisu
staje się zrozumiały dopiero w związku z rysunkiem zawsze bardzo
wiernym i ścisłym.
Materjał ułożono analogicznie do pracy p. Moszyńskiego,
co jest zupełnie zrozumiałe, gdyż powstała ona jako uzupełnienie
„Polesia wschodniego“. Autor przedstawił w r. 1, zbiór dzikich
płodów, ich użycie, oraz konserwowanie, w r. U łowiectwo,
w r. 111 bartnictwo, w r. IV pasterstwo i chów zwierząt, w r. V
uprawę roślin, a więc tak rolnictwo jak ogrodnictwo, w r. VI
przj gotowanie pożywienia, w r. VII obróbkę drzewa, w r. VIII
bednarstwo, w r. IX kołodziejstwo, w r. X budownictwo, w r. XI
obróbkę włókna, w r. XII obrobkę skóry i wosku, w r. XIII ko­
walstwo, ślusarstwo, kotlarstwo i blacharstwo, w r. XIV groble.

142
mosty i drogi. W tych rozdziałach opisał autor niezwykle liczne
nazwiska z zakresu kultury materjalnej, a na niektóre z nich
pierwszy szczegółową zwrócił uwagę. Tem więcej przeto należy
żałować, że książkę tę, podobnie zresztą jak „Polesie wschodnie“
p. Moszyńskiego wydano bez indeksu. Byłoby więc rzeczą bardzo
pożądaną, aby przy sposobności oby jak najrychlejszego wydania
drugiej części materjałów p. Pietkiewicza, która ma zawrzeć kul­
turę duchową i społeczną FoLsia rzeczyckiego, nie zapomniano
o dodaniu choćby ogólnego indeksu do obu części. Przez to bowiem
ułatwionoby korzystanie z tej istnej encyklopedji kultury wschodnio-poleskiej i nadano właściwą oprawę wydawniczą tak cennym
materjałom.
Adam Fischer.

Weiser. Blocksberg (w „Handwörterbuch des deutschen Aber­
glaubens“ herausgegeben von Hoffmann-Krayer und Hanns Bächfold-Stäubli, Berlin-Leipzig 1928).
W niniejszym tomie „Ludu“ ogłosiłem rozprawkę o „Łs^sej
górze“. Podstawę tego studjum stanowiły protokoły procesów
o czary przed sądami polskiemi. Chodziło mi przedewszystkiem
o przedstawienie wierzeń o Łysej górze, rozpowszechnionych wśród
naszego ludu pod koniec XVIII wieku, a zachowanych po dzień
dzisiejszy. Zaznaczyłem już we wspomnianej rozprawce, że wie­
rzenia są w przeważającej części pochodzenia zachodnio-euro­
pejskiego, nie przeprowadzałem jednakowoż szczegółowych po­
równań. Do jakiego stopnia wierzenia naszego ludu o Łyse?
górze zbliżone są do wierzeń sąsiadów zachodnich, stwierdzić
możemy na podstawie artykułu Wcisera „Blocksberg“ ogłoszonego
w podanej w nagłówku encyklopedji.
Podobnie jak według wierzeń naszego ludu, tak i według
wierzeń ludu niemieckiego zjeżdżają się czarownice na Łysą górę
w wielkie święta, szczególnie zaś w wilję św. Jana ; u nas po­
nadto na Boże Ciało, na Wniebowstąpienie, w Niemczech w dniu
Wszystkich Świętych i na Boże Narodzenie. U nas jednakowoż nie
ograniczają się zjazdy czarownic jedynie do dni świątecznych
ale odbywają się przynajmniej raz tygodniowo, głównie we czwartek.
Wyjazd na Łysą górę odbywają czarownice niemieckie, podobnie
jak nasze, na capach, psach, świniach, ożogach, łopatach i t. p.,
a nawet na ludziach. Przed wylotem, przeważnie drogą przez
komin, smarują się czarownice maściami.
Udział w zabawach na Łysej górze biorą zarówno starsze
osoby, jak i dzieci. Ale podczas kiedy u nas przybywają na
zgromadzenia wyłącznie prawie kobiety, to według wierzeń nie­
mieckich uczestniczą w zabawach także mężczyźni, nieraz bardzo
wysokie piastujący w codziennem życiu godności.

*
143
Na Łysej górze zdają czarownice djabłu sprawę ze swych
uczynków, otrzymując od niego wskazówki i zlecenia, wreszcie
adorują djabła, całując go w tylną część ciała. O tym ostatnim
szczególe, znanym też w wierzeniach ludu francuskiego, nigdzie
w naszych aktach nie znalazłem wzmianki.
Uczta na Łysej górze jest zarówno według wierzeń naszegoludu, jak i niemieckiego, niezmiernie obfita. Podaje się tam wy­
borowe potrawy, które jednakowoż, o ile się je bierze do domu,
przemieniają się w kał.
Po uczcie następują tany z djabłem, Upadek przy tańcu
oznacza, że dana czarownica zostanie niebawem spalona. Cza­
rownice niemieckie tańczą nietylko na ziemi, ale i na linie w lewą
stronę. Do tańca przygrywają muzykanci. Jednakowoż instrumenty
używane na zabawach czarownic niemieckich, nie są tak różno­
rodne jak na uroczystościach u naszych czarownic. Występuje
tu bęben, ogon koci, głowa świńska, trąby i piszczałki. Zabawa
trwa, jak u nas, do północy, wzg ędnie do piania koguta,
w niektórych atoli okolicach niemieckich, aż do dwunastego dnia.
Karol Koranyi.

Tymieniecki Kazimierz. Społeczeństwo Słowian Le chicfach.
(Ród i plemię) Lwowska Bibljoteka Slawistyczna T. VI. Lwów
1928 str. XÏ + 260.
Objawem niezmiernie dodatnim jest fakt coraz to silniejszego
uwzględnienia wyników badań etnologicznych w pracach histo­
rycznych. W znakomity sposób wykorzystuje materjał etnologiczny
prof. Tymieniecki w swej ostatnio wydanej pracy o społeczeń­
stwie Słowian lechickich. Prawie w każdym ustępie, szczególnie
w pierwszej części swej pracy, wciąga autor w zakres swych roz­
ważań materjał etnologiczny, przy pomocy którego w świetny
sposób wyjaśnia i uzupełnia rozmaite kwestje, na które w źró­
dłach ściśle historycznych odpowiedzi nie znajdujemy, Wyłącznie
prawie na wynikach badań etnologicznych oparty jest ustęp o religji rodowej, o której w źródłach historycznych bardzo niewiele
mamy wzmianek. Dzisiejsze wierzenia ludowe, będące odbiciem
i kontynuacją dawnych, pozwalają nam zrekonstruować prastare
wierzenia Słowian, zwłaszcza ich poglądy na śmierć i stosunek
zmarłego do żyjących członków rodziny. Kult przodków, stano­
wiący ośrodek wierzeń religijnych u Słowian, przyczynił się do
umocnienia i utrwalenia spólności rodowej. Z nim też pozostaje
w pewnym związku instytucja krwawej pomsty, od niego bierze
początek rozwój własności indywidualnej na rzeczach ruchomych.
Autor wykorzystuje w pracy swej bardzo dokładnie raonografje dotyczące dawnych wierzeń, zwłaszcza kultu przodków
umarłych, jakoteż związanego z tym kultem kultu ogniska do­
mowego, jak prace Brucknera, Niederlego, Ciszewskiego i Fischera.

^Zwyczaje pogrzebowe ludu polskiego). Szkoda, że autor pominął
inną pracę tegoż autora „Święto umarłych“. Lwów 1923, odbitka
z Rozprav' i wiadomości Muzeum im. Dzieduszyckich T. VII—
VIII. Rok 1921/1922.

Podnieść też należy z uznaniem, że autor zwraca również
uwagę na wyniki badań prehistorycznych, których niestety u nas
w pracach historycznych nie uwzględniano.

Karol Koranyi.
Künssberg von Eberhard. Deutsche Bauemweistümer, Ausgewählt und herausgegeben von... Jena 1926, str. 168.
Doskonały znawca historji prawa, jakim jest prof. Künssberg
podjął się wybrania najbardziej charakterystycznych ustępów ze
zbiorów praw wiejskich z różnych stron Niemiec. Pragnieniem
wydawcy było, jak zaznacza we wstępie, aby same źródła opo­
wiedziały nam o życiu pfawnem i zwyczajach prawnych ludu
w dawnycn wiekach, a mianowicie na przestrzeni między XIV
-a XVIII stuleciem. Najobszerniejsze wyciągi daje autor ze zbiorów
praw wiejskich okolic południowych, a to z Austrji Dolnej, ze
Styrji, Tyrolu, Salzburga, Szwajcarji, Czech, Moraw i Saksonji,
-dalej okolic zachodnich, a to z ziem nadreńskich, Luksemburga,
Palatym-lu i Wirtembergji, a wreszcie z okolic północnych Niemiec.
Wszystkie prawie strony współżycia między ludźmi są tu
unormowane, nieomal każde zdarzenie życiowe jest tu uwzględ­
nione. Przewidzianem jest naprzykład, jak zachować się ma ojciec,
kiedy podczas roboty poza dometn otrzyma wiadomość o naro­
dzinach dziecka ; określone są bliżej pewne zwyczaje ślubne,
a wreszcie ujęte są w reguły prawne zwyczaje pogrzebowe (obo­
wiązek sąsiadów do brania udziału w pogrzebie, obowiązek utrzy­
mywania dróg wiodących do cmentarza, obowiązek dziedziców
zmarłego do ofiarowania sąsiadom beczki piwa w pierwszą rocz­
nicę skonu).
Z przepisów regulujących gospodarkę rolną zasługuje na
wzmiankę zakaz przejeżdżania z broną po polu sąsiada (o ile
przejazd jest konieczny, brona musi być obrócona zębami do
góry) ; zakaz obsiewania ugoru, zakaz siania lnu na polu sąsiada.
Liczne bardzo są postanowienia dotyczące zwierząt domo­
wych. Drób, jak kaczki, gęsi, kury nie mogą się wszędzie swo­
bodnie poruszać. Na cudzem polu wyjęte są z pod ochrony prawa.
Zato bydlo, zwłaszcza rozpłodowe, cieszy się wielkiemi nieraz
przywilejami. Buhaja naprzykład można wypędzić ze zboża, ale
nie wolno go przytem bić, podobnie knura.
Szczegółowe są przepisy normujące obowiązki mieszkańców
wsi wobec pana (ciężary pańszczyźniane), jak i wobec innych
członkovt gromady (udział w sądownictwie, obowiązek wysyłania
dalej kuli, i t. p.).

145
Slady dawnych wierzeń spotykany w ustępach dotyczących
prawa karnego. Złodzieja zabitego na gorącym uczynku nie wolno
wynieść z domu, gdzie go zabito, przez drzwi, ale wywlec go
należy na zewnątrz poprzez podkopany próg i złożyć mu na
piersiach głowę zarżniętego koguta. Gwałciciela należy żywcem
przebić palem, przyczem pierwsza uderzyć ma pal zgwałcona
kobieta. Karą na fałszerza monet jest gotowanie go we wrzącej
oliwie.
Oto w krótkim zarysie obraz różnorodnych przepisów praw
wiejskich niemieckich, pisanych niekiedy ze świetnym humorem,
a zawierających nieocenione wprost skarby dla badań nad kulturą
zarówno duchową, ;ak i materjalną ludu. Zwrócić tu jednakowoż
należy uwagę, że i nasze przepisy praw wiejskich, jak niemniej
wyroki naszych sądów wiejskich to prawdziwa kopalnia dla po­
znania dawnych urządzeń i wierzeń ludu. Niestety źródła te
w bardzo małej tylko mierze zostały dotąd wydane. Życzyć by
przeto należało, aby zapowiedziane opublikowanie materjałów
zebranych przez sp. Ulanowskiego rychłej doczekało się realizacji.
Warto przytem zaznaczyć, że w naszych źródłach praw wiejskich
znachodzimy niejedną analogję z urządzeniami na Zachodzie, np.
przepisy o obowiązkach mieszkańców wsi wobec pana, obowią­
zek podawania dalej kuli przysyłanej przez wójta, bo „jeżeliby
ją u siebie zatrzymać ważył się i bliskiemu sąsiadowi nie odesłał,
taki za tych wszystkich, którzyby dla zatrzymania kuli do gromady
nie stanęli, zapłacić ma groszy sześć“. Nieraz jednak są przepisy,
których na Zachodzie nigdzie nie spotykamy np. zakaz snochactwa, t. j. współżycia teścia z synową (Rkp. Ossol. 2408, k 6.)
Nie brak też humoru w naszych pomnikach praw wiejskich. Jest
to taki sam zdrowy chłopski humor, z jakim się spotykamy
w niemieckiem prawie wiejskiem. Oto przykład (Księgi wiejskie’
T. II. Nr. 4978 wyd. B. Ulanowski) : Sąd wiejski w czasie roz­
prawy, dążąc do ugodowego załatwienia sporu, nakazuje wadzą­
cym się stronom, aby „się sami między sobą pogodzili przez
(bez) łamania głów prawnych; co te obie strony nie będąc tak
twardemi, ani upornemi, wziąwszy Pana Boga na pomoc, dawszy
diabłu po gębie uczynieli dobrowolnie z miłości ugodę między sobą“.
Karol Koranyi.

' Künssberg, Eberhard Frh. v. Rechtssprachgeographie. Mit
einer Grundkarte und 20 Deckblättern. (Sitzungsberichte der
Heidelberger Akademie der Wissenschaften. Phil.-hist. Klasse.
Jahrgang 1926/27. 1. Abhandlung). Heidelberg 1926.
Szczegółowe omówienie powyższej pracy zc stanowiska
historji języka, ocena jej wartości dla badań językoznawczych
oraz historyczno-prawnych wychodzi poza ramy niniejszego cza­
sopisma. Niemniej jednakowoż chcemy zwrócić uwagę na pracę
Lud. T. XXVII.

10

146
prof. Künssberga ze względu na poruszoną w niej metodę karto­
graficzną, która z powodzeniem stosowana być może na polu
prac etnologicznych.
Dla badań nad językiem prawniczym sporządzić się dadzą
rozmaite mapy. Przedewszystkiem zatem takie, które obrazują
nam obszar językowy, jako taki, a więc obszar języka niemiec­
kiego, francuskiego, włoskiego, polskiego itd. innemi słowy ze­
wnętrzne niejako granice danego języka. Powtóre zas w obrębie
danego tervtorjum wykreślić się dadzą mapy narzeczy jednego
i tego samego języka, a wreszcie mapy, stanowiące właściwie
podstawę tych ostatnich, które obrazują rozprzestrzenianie się
poszczególnych słów. Autor zajmuje się specjalnie tym ostatnim
rodzajem map.
Metoda kartograficzna, jaką stosuje autor, jest następująca.
Posługuje się on właściwie tylko jedną mapą, tzw. mapą zasad­
niczą (Grundkarte). Jest to ślepa mapa, na której wyrysowana
jest granica polityczna, oraz wszystkie rzeki wraz z dopływami.
Dla przedstawienia rozprzestrzenienia się poszczególnych słów,
nie sporządza autor odrębnych map, ale odnośne dane umieszcza
na kalkach. Przez przyłożenie kalki do mapy zasadniczej, otrzy­
mujemy mapę obszaru, na którem dani" wyraz występuje. Tego
rodzaju metoda posiada szereg dodatnich stron. Przedewszystkiem
sporządzenie kalki nie wymaga specjalnej biegłości w rysowaniu
map. Powtóre otrzymujemy tvm sposobem obraz bardzo przej­
rzysty, ponieważ ułatwionem jest przedstawienie na jednym szkicu
całego szeregu wyjątków przez prostą zmianę znakowania. Wresz­
cie i to może najważniejsze, uproszczone są w znacznym stopniu
badania porównawcze. Weźmy przykład. Podobnie jak w Niem­
czech obok wyrazu Leitkauf występuje wyraz Weinkauf, tak samo
u nas obok wyrazu litkup występuje wyraz mohorycz. Na jednej
więc kalce znaczymy czarnym tuszem miejsca, gdzie występuje
wyraz litkup, na innej znów czerwonym miejsca, gdzie w użyciu
jest wyraz mohorycz. Jeśli obie kalki złożymy razem na mapie
zasadniczej, otrzymamy obraz wzajemnego ustosunkowania się
obu tych wyrazów. Będziemy mogli stwierdzić, czy wyrazy te
występują na zupełnie odrębnych terytorjach, czy może są obszary,
gdzie ludność posługuje się oboma wyrazami, wreszcie ustalił
czy i który wyraz wypiera drugi, a ponadto w którym mniejwięcej czasie się to działo. Bardzo korzystną okaże się ta me­
toda badań kartograficznych w dziedzinie badań nad kulturą materjalną. Naprzykład badania nad stosunkiem pługa do sochy itd.
Warto przeto zaznajomić się bliżej z książką prof. Künssberga.
Karol Koranyi.

Hildegard Hetzer. Das volkstümliche Kinderspiel. (Wiener
Arbeiten zur pädagogischen Psychologie, hrsg. von Charlotte Bühler
und V. Fadru8. Heft 6.) Berlin, Wien, Leipzig, Neu York 1927.

147
Krótka lecz zajmująca monografja pospolitych ogólnodziecięcych zabaw p. H. Hetzer, przynosi wiele nowych zdobyczy,
zarówno pod względem metodycznym, jak rzeczowym. Jest ona
wynikiem najświeższych badań na polu psychologji pedag., wie­
deńskiej szkoły p. Ch. Biihler, które zwróciły uwagę świata pe­
dagogicznego na ogromną doniosłość studjów etnogra­
ficznych dla wychowania dziecka. Dość późno niestety
poznano wychowawczą wartość zwykłych ogólnodziecięcyc.h za­
baw. Tem usilniej jednak postanowiono wykorzystać je w prak­
tyce szkolnej, umożliwiając dziecku harmonijny rozwój osobo­
wości w na.,prostszy i najbardziej dlań naturalny sposób, przez
jego własne, tak dobrze mu znane a tak pospolite „zabawy“.
Należało jednak wpierw je zebrać, bo zaniedbywanie stu­
djów etnograficznych w ubiegłych dziesiątkach lat i brak materjałów etnograficznych uniemożliwiał wykorzystanie tego ogólno­
ludzkiego skarbu.
Przy zbieraniu materiału zastosowała p. Hetzer bardzo
oryginalną metodę. Przeszczepiła bowiem na pole badań etno­
graficznych, dobrze znaną psychologji rozwojowej — metodę
„ciągłej obserwacji“. Polega ona na stałem (kilka miesięcy
np. trwającem) uwzględnianiu żywotnych stosunków między jed­
nostką a przedmiotowym wytworem, umożliwia obserwowanie
twórcy w naturalnych dla niego warunkach życia, daje możność po­
znania genezy zabawy, sposobów jej tworzenia (Erfinden) i prze­
twarzania (Umschaffen), stosunku twórcy do wytworu odpowia­
dającego kręgowi jego wyobrażeń i „sztucznego“ obcego mu,
czego żadna dotychczasowa metoda etnograficzna nie dawała,
Nadto daje ona możność poznania istniejącego stanu posiadania
w całości, poznania sposobu jego przekazywania z pokolenia
na pokolenie drogą „słowa“, lub „przykładu“ wyłącznie, a więc
ustną i żywą — bez oparcia o tekst. Wytwór poznajemy na tle
środowiska, (z uwzględnieniem zachowania się dzieci podczas
zabawy, sytuacyj zabawowych stosunku dzieci do zabaw pospo­
litych i „uczonych“ podsuwanych), w przeciwieństwie do dotych­
czasowego, „oderwanego“ i „fragmentarycznego“ sposobu zbie­
rania materjałów.
Zabawę pojmuje p. Hetzer dość szeroko, jako czynność,
wyposażoną w radosną chęć działania i przez nią wprost lub
dla niej dokonywaną, bez względu na to, co prócz tego się zrobi,
względnie w związku z jakim celem.
Z kolei omawia autorka rodzaje zwykłych zabaw dziecię­
cych, przy których „zabawki“ *) odgrywają minimalną rolę w prze­
ciwieństwie do zabaw „wyuczonych“. Tworzywem pospolitych
zabaw są bowiem prawie zawsze „zgłoski“. Ważną zaletą tej
11 Świeżo ukazała się praca: Karl Gröber: „Kinderspielzeug aus alter
Zeit". Berlin 1928 — pełna ilustracyjnego materjału.

10*

148
pracy jest ujmowanie wyników w cyfry i zestawianie ich w ta­
blicach statystycznych, które świetnie ilustrują wpływ niejedno­
krotnie nieuchwytnych czynników w rodzaju wieku, płci itp.
Wśród zabaw pospolitych stanowią rymy dziecięce 32%), „rymy
wyliczające“' 14%, zabawy „przy współudziale ciała dziecka 8%,
zabawy zręcznościowe 20%, taneczne l6°/8, z zabawkami 6%,
zwyczaje dziecięce 3%.
Oto dla przykładu jedna z tabel, ilustrująca wpływ wieku,
płci i „okresu dojirzewania“ na bawiące
wiek
Chłopcy
Dziewczęta
Przeciętnie

lat

3—5 5—7 7-9 9—1
16
20
21
19
14
25
24
21
15
22'5 2P5 21

1- 13 14—15
19
5

6

10

225

7'5

Suma

100

100
100

W osobnym rozdziale omawia autorka starożytność mitologiczno-historycznych pierwiastków, zawartych w zabawach dzie­
cięcych, które okazują się bardzo staremi wytworami kulturowemi.
(Rymy odliczające znali już Babilończycy, w „ciuciubabkę“ ba­
wili się żołnierze rzymscy jeszcze z Chrystusem, zabawy w ka­
myczki znały dobrze już greckie pan’e). Gdy chodzi o opis prze­
twarzania zabaw przez dzieci (głównie rymów), ich. tworzenie
i analizę cech, polska literatura etnologiczna stoi wyżej jak za­
graniczna. Posiadamy, gdy chodzi o „polskie rymy ludowe“,
monografje Prof. Dr. J. S. Bystronia „Artyzm pieśni ludowej“,
„Polska pieśń ludowa“, „Pieśni ludu polskiego“, „Historja w pie­
śni ludu polskiego“, górujące subtelnością i głębią psychologicznoestetyczne. analizy nad monografjami niemieckiemi. Wiele z uchwy­
conych tutaj cech tego rodzaju wytworów i mechanizmu ich po­
wstawania literatura etnologiczna niemiecka jeszcze nie zna.
Do ciekawych zagadnień, które porusza p. Hetzer należy
porównanie zabawy dziecięcej z bajką. I w tej dziedzinie posiada
polska literatura wspaniałą pracę prof. Dr. St. Szumana „Wpływ
bajki na dziecko“. 1928 — pierwszą tego rodzaju.
Dla szkolnictwa i pedagogów natomiast otwiera p. Hetzer
nowe horyzonty, omawiając znaczenie zabaw dziecięcych dla
wychowania dziecka. Nic tak, jak zabawa, nie „pochłania“ dziecka,
które bawiąc się całą swą osobowością uczestniczy w zabawie.
Nie można przeto wyznaczyć nawet idealniejszego środka wy­
chowawczego, jak te tak nieznane, ogólno-dziecięce zabawy !
Zabawa taka daje dziecku możność wszechstronnego rozwoju
cielesnego, (opanowywanie ciała, wyćwiczenie zmysłów i ciała,
ćwiczenie zręczności, przygotowanie do przyszłej walki o byt),
przy równoczesnym rozwoju duchowym (ćwiczenie mechanizmu
przedstawieniowego, intensywne przeżywanie uczuć, opanowy­
wanie woli) i społecznym (podporządkowanie się dziecka regule,
kierującej zabawą, pod groźbą wykluczenia). Rozdział o socjo-

149
logji zabawy, to jeden z bardzo cennych w pracy autorki, za­
sługujący na przyswojenie go polskiej literaturze pedagogicznej
i socjologicznej.
Pospolite zabawy dziecięce, jak widzimy, to dziedzina
badań, godna zainteresowania nietylko ze względów teoretycz­
nych ale i praktycznych. Bez niej nie rozwiniemy szkoły rodzi­
mej — „żywej“ ! Lwowski Zakład Etnologiczny w myśl tych
zasad rozpoczął prace w tym kierunku o wiele wcześniej, jak
p. Ch. Bühler i „szkoła wiedeńska“, bo jeszcze w r. 1925 rozpo­
częto stud] a nad monografją polskich, ogólno-dziecięcych zabaw.
Kraków.

Jan Kuchta.

Muzea regjonalne ich cele i zadania. Książka zbiorowa.
Warszawa 1928, Str. HI 4- 276.
W związku z szerzącą się coraz bardziej ideą regjonalizmu
powstała myśl, aby tworzyć też muzea regjonalne. Muzea takie
organizują się w Polsce w wielu miastach nietylko większych ale
i mniejszych. Przy tych usiłowaniach zwłaszcza w mniejszych
ośrodkach kulturalnych widzi się wiele dyletantyzmu i błędów,
które mogą oczywiście szkodzić samej idei. Dlatego było rzeczą
niezmiernie ważną i doniosłą, aby tym usiłowaniom dać solidną
teoretyczną podstawę.
Z tego względu zasługuje na uznanie inicjatywa Sekcji Pow­
szechnych Uniwersytetów Regionalnych Związku Polskiego Na­
uczycielstwa Szkół Powszechnych, działającej pod przewodnictwem'
Aleksandra Patkowskiego, która stworzyła specjalne wydawnictwo:
„Polską Bibljotekę regjonalną“. Pierwszy tom poświęcono właśnie
zagadnieniu Muzeum regjonalnego. Praca ma charakter zbiorowy,
a poszczególne działy opracowali pierwszorzędni fachowcy.
A więc o geologji napisał Jan Czarnocki, dział klimatologiczny
opracował Władysław Niebrzydowski, dział botaniczny omówił
Bolesław Hryniewiecki, inne zaś działy mają następujących au­
torów: T. Jaczewski (Zoologja), J. Mydlarski (Antropologia)
K. Moszyński (Etnografja), R. Jakimowicz (Archeologja przed
historyczna), St. Arnold (Historia), Fr. Bujak (Historja gospodarcza)
A. Patkowski (Oświata), L. Niemojewski (Sztuka), A. Chybińsk"
(Muzyka), A. Janowski (Kult postaci historycznych) i R. DanyszFleszarowa (Bibljoteka i archiwum). Nadto mamy artykuły ogólne,
a więc zbiorowe rozważania na temat celów i zadań muzeów
regionalnych, A. Górskiego uwag; o służeniu Prawdzie, a wreszcie
S. Małkowskiego zamknięcie, wyjaśniające genezę wydawnictwa.
Z tych uwag ogólnych zasługuje na podkreślenie definicja
zadania Muzeum regjonalnego. Muzea regjonalne winny być pla­
cówkami naukowemi przystosowanemi do pełnienia służby łącz­
ności między światem prawd, odkrywanym przez naukę, a spo­

150
łeczeństwem. Muzea mają spełniać dwojakie zadania : ł. mają być
placówką pracy naukowej i 2. ogniskiem popularyzacji wiedzy.
W tym duchu powinny się przekształcić również istniejące mu­
zea prowincjonalne i jak najprędzej stracić dotychczasowy cha­
rakter rupieciarni lub magazynów muzealnych, a stać się żywemi
i należycie przystosowanemi do otoczenia ośrodkami pracy na­
ukowej, a zarazem ogniskami propagandy nauki.
W duchu tej naczelnej zasady poszczególni autorowie przed­
stawiają organizację różnych działów. Naogół wszystkie te przed­
stawienia mają brak, który powinien być usunięty w formie
specjalnego artykułu, poświęconego zagadnieniom z zakresu muzeologji praktycznej. Nie wystarczy bowiem podać, co należy
zbierać, ale jak zbiory ustawić, jak je konserwować, jakiego typu
szafy są potrzebne do pewnych specjalnych kolekcyj. Sprawa ta
jest tern bardziej ważna, że nie ma właściwie u nas specjalistów
wytwórców szaf muzealnych choćby w rodzaju drezdeńskiego
Kühnscherfa. Trudność ta jest wielka we Lwowie, czy w Krakowie,
ale będzie jeszcze większa w Kołomyi lub Płocku, a z powodu
braku odpowiednich wskazówek kierownik prowincjonalnego
muzeum, choćby miał poważne przygotowanie naukowe, może
zamówić szafy muzealne zupełnie niepraktyczne.
Ten problem jest ważny dla wszystkich działów, ale szczepólne znaczenie ma dla działu etnograficznego. W Muzeum etnograficznem odpowiednie wyzyskanie przestrzeni jest wielce trudne,
ponieważ mamy do czynienia z przedmiotami bardzo wielkiemi
i bardzo małemi, a pozatem rozmaita może być zasada układu
przedmiotów jużto realna, jużto terytorjalna, albo też i połączenie
obu tych zasad. W związku z tym układem toczy się obecnie
w muzeologji ciekawa dyskusja, czy układ ma być tylko naukowy,
czy raczej estetyczny, czy wreszcie łączyć powinien jedno i drugie,
co praktycznie przeprowadził Prof. Frankowski w Muzeum Etnograficznem w Warszawie, a Dr. Bleichsteiner w Museum f. Völker­
kunde we Wiedniu.
Dlatego należy żałować, że p. K. Moszyński w swym arty­
kule o etnografii nie udzielił wskazówek właśnie z takiego prak­
tycznego zakresu. Takie wskazówki muzeologiczne byłyby tem
ważniejsze, że ułatwiłyby muzeologom prowincjonalnym odpo­
wiednią konserwację np. pisanek lub strojów. Przecież obecnie
możemy zauważyć w każdem Muzeum inną zasadę, w wielu
wypadkach zupełnie niewłaściwą. Pouczenie o katalogowaniu
i inwentaryzacji muzealnej byłoby również pożądane.
Praca p. Moszyńskiego posiada nadto drugi zasadniczy
brak, a mianowicie brak rycin. Bez tych rycin kierownik Muzeum
w Tarnopolu, czy w Katowicach absolutnie nie zrozumie opisu
płużycy czy cepów gązewkowych. Brak ten wydaje się tem dziw­
niejszy, że autor sam doskonały rysownik posiada bogate w tej

151
dziedzinie materjały, a wydawnictwo nie stawiałoby chyba oporu,
skoro drugi tom „Bibljoteki“ zawierający kalendarz obrzędowy
E. Frankowskiego posiada ilustracje.
Pozatem w szczupłych rozmiarach autor skupił wiele treści
i dał popis swej erudycji. W niektórych wypadkach wysiłek ten
właściwie jest zbyteczny, boć przecie w Płocku czy w Kołomyi
trudno będzie o węgierskie publikacje, jak Z. Bàtky, „Utmutató
néprajzi múzeumok szervezésére“ i inne wyczerpane i nie do na­
bycia wydawnictwa. Natomiast powinien był autor uwzględnić
bardzo instruktywne prace W. Pesslera, dyrektora Muzeum w Hannowerze. Pisane metodą etnogeograficzną byłyby w każdem muzeum
regjonalnem bardzo pożyteczne ; ze 132 prac Pesslera przytacza
jednak p. Moszyński tylko jedną. Również nie jest kompletna
bibljografja dotycząca różnych muzeów.
Nadto praca p. Moszyńskiego przesądza jakby z góry, że
muzeum regjonalne będzie to zawsze dawne muzeum szafkowe,
a nie uwzględnia możliwości muzeum typu skandynawskiegomuzeum na wolnem powietrzu. A przecież regjonaliści zachodnio­
europejscy zupełnie wyraźnie nieraz to podkreślają, że w prze­
ciwieństwie do stołecznych muzeów naukowych, szafkowych mu­
zea prowincjonalne winny być to muzea żywe, propagandowe,
muzea na wolnem powietrzu,
Wreszcie na zakończenie muszę parę słów napisać we
własnej obronie. P. Moszyński podobnie jak na wielu innych
miejscach, (Ziemia 1927, Nauka Polska X) tak i tutaj na str. 112
zaznacza, że książki syntetycznej, któraby dawała całkowity obraz
kultury ludowei polskiej, dotychczas nie posiadamy, bo popularna
praca A. Fischera „Lud polski“ nie może służyć jako podstawa
do gruntownej pracy badawczej i nie miała zresztą tego na celu.
Zapatrywaniu temu przeczy jednak w zupełności praktyczne do­
świadczenie. Książka moja o „Ludzie polskim“ była wynikiem
nie tyle wykładów uniwersyteckich, jak raczej kilkuletnich wy­
kładów z zakresu etnografji Polski w Studjum geograficznem przy
Uniwersytecie lwowskim. Na kursie tym było nauczycielstwo
z całej Polski o różnym stopniu przygotowania naukowego, które
dostarczyło mi niezliczonych sposobności do nauczenia się, jede
zagadnienia etnograficzne muszą być podane, aby je t. zw. prze­
ciętny inteligentny ogół rozumiał, a zarazem aby niektóre sfery
(zwłaszcza nauczycielstwo szkół powszechnych) zechciały na tei
niwie współpracować. W związku z tym charakterem książki
niektóre problemy musiały być traktowane zupełnie ogólnie,
a inne nawet pominięte,
Popularna forma okazała się jednak zupełnie właściwa, po­
nieważ jedynie dzięki temu praca spotkała się z takiem powo­
dzeniem, jak żadna inna publikacja etnograficzna. Książka oka­
zała się zarazem dobrym przewodnikiem dla początkujących etno-

152
grafów, jak tego dowiodły bardzo liczne wartościowe materjały
zebrane jedynie na podstawie mego podręcznika. A że zaś książka
wbrewT mniemaniu p. Moszyńskiego daje całość nauki o ludzie
polskim, to stwierdzili zarówno uczeni polscy jak i obcy, a mia­
nowicie : A. Bruckner (Przegląd współczesny 1926), E. Frankow­
ski (Ziemia 1926), J. St. Bystroń (Przegląd współczesny 1926),
Mi Allerhand (Przegląd prawa i administr. 1,927), K. Iv Nittmann
(Muzeum 1927), K. Chotek (Slavia 1928), Č. Zibrt (Česky Lid
1928), J. Husek (Prudy 1927), A. Magr (Prager Presse 1926),
W. Kamińskij (Wistnyk etnograficznyj 1927), H. Grappin (Revue
des études slaves 1926), E. Hanisch (Jahrb. f. Kultur u. Ge­
schichte d. Slaven II) i w. i.
Oczywiście w stosunku do dzisiejszego stanu badań za­
wiera książka już pewne braki, które w drugiem wydaniu będą
usunięte. Braki te praca musiała zawierać, jako pierwsza tego
rodzaju próba syntetyczna, i autor przy jej wydaniu zdawał sobie
w całej pełni z tego sprawę, że za swą odwagę będzie trafiony
niejednym krytycznym pociskiem. Nie mniej nie żałuję jej przed­
wczesnego wydania, ponieważ swoje zadanie propagandowe dla
etnografji polskiej podręcznik ten spełnił w całej pełni.
Muszę nakoniec wyjaśnić także zarzuty p. Moszyńskiego
(S. 132—3 w uwadze) że: 1) ustęp o narzędziacn łowieckich
w „Ludzie polskim“ S. 69, w. 3—22 odpisałem dosłownie
z książki W. Kozłowskiego, „Pierwsze początki terminologii ło­
wieckiej“ 2) wymienione na tej podstawie narzędzia mają z ludem
bardzo mało wspólnego. Ad 1 ) mogę szan. krytyka zapewnić,
że w chwili pisania odnośnego ustępu wogóle książki Kozłow­
skiego nie znałem, a natomiast wszystkie szczegóły łowieckie
zaczerpnąłem z Glogera, Encyk. Starop. III. 247, którego też
przy końcu ustępu na s. 70 cytuję. Ad 2) mogę stwierdzić na
podstawie dostarczonych mi wiadomości, że niektóre z wymienio­
nych narzędzi łowieckich istotnie używane są również przez lud.
Dokładniejszych dowodów przyrzekł mi przed miesiącem dostar­
czyć jeden z lwowskich nemrodów, który jest właśnie na tropie
egzemplarza książki W. Kozłowskiego z glossami świadczącemi,
że były to formy łowieckie nietylko szlacheckie, ale i ludowe.
Wogóle byłoby niezmiernie dziwne, gdyby było inaczej, bo
przecież również w wielu innych dziedzinach widzimy, że kultura
staroszlachecka jest równie, a nawet nieraz więcej ludowa, ani­
żeli kultura chłopska.
Oczyv/iście niezależnie od tych uwag o dziale etnograficz­
nym omawiana książka jest bardzo dobrym wstępnym podręczni­
kiem dla przyszłych organizatorów muzeów regjonalnych w Polsce.
Lwów, w lutym 1929.
Adam Fischer.

153

Paul Hermant — Denis Boomans. La médecine populaire.
Préface de Albert Marinu s. Bruxelles 1928. S. XV -(-240
z 36 ilustracjami.
Książka podaje bogaty materjał brabancki z licznemi ana
logjami europejskiemi i pozaeuropejskiemi, przyczem autorowie
uwzględniali także materjały polskie, o ile były im dostępne
z artykułów Karłowicza i Żmigrodzkiego w etnograficznych pi­
smach francuskich. Cały materjał ułożono systematycznie. Więc
najpierw w pierwszej części środki lecznicze oparte na zasadzie
analogji czyto barwy czy ruchu, czy nazwy, czy formy, czy
wreszcie samej rzeczy. Prócz tego uwzględniono znaczenie węzła
i symbolicznego przerwania łączności w medycynie ludowej.
Z chorób omówiono specjalnie żółtaczkę, krwotok i biegunkę.
W drugiej części rozważają autorowie pojęcie materjalne choroby,,
a więc stłumienie choroby przez umycie się, przez tchnienie,
przez przejście i przez zetknięcie się, a następnie przeniesienie
choroby na innych ludzi, na zwierzęta żywe, na zwierzęta zabite
lub na mięso, na przedmioty nieżywotne. Specjalnie omówione
znaczenie krwi. W trzeciej części zestawiają autorowie pojęcia
animistyczne łączące się z lecznictwem, różne lekarstwa przykre,
bolesne lub obrzydliwe, zamawiania, pisane modlitwy, znaczenie
przedmiotów kultu, żelazo, ołów, rozmaite rośliny itd., talizmany.
W osobnym ustępie mamy charakterystykę różnych znachorów.
W całości praca przedstawia się bardzo interesująco i daje
wiele rozważań ciekawych dla każdego, kto się interesuje europejskiem lecznictwem ludowem. Możnaby zrobić jedynie zarzut
bardzo niestarannej korekcie w przypiskach, która nieraz tytuły
i autorów zupełnie zniekształca, a więc Batchezor (48), Simroch
(54, 74), Karłowiez (70), Zincerle (79), Wlisloecki, Wieszinski
(93), Schymann zam. Seligmann (113) itd. Poza tern książka wy­
dana bardzo estetycznie i pięknie zilustrowana.
Adam Fische

Henryk Biegeleisen. Wesele. Z 26 ilustracjami na kredo­
wym papierze i 56 nutami w tekście. Lwów, Nakładem Instytutu
Stauropigjańskiego 1928, S. Ili —(— 511 +1 nlb.
H. Biegeleisen nie jest nowicjuszem w dziedzinie etnografji.
Przeważnie jeszcze obecnych profesorów etnologji nie było na
świecie, gdy autor „Wesela“ w różnych pismach warszawskich
zamieszczał etnograficzne artykuły. Obecnie wrócił do młodo­
cianych umiłowań i dał nam parę ciekawych i sporych tomów
na temat obrzędów rodzinnych. Po zwyczajach narodzinowych,
opracowanych p.’ t. Matka i dziecko, Lwów 1927. (Prw. Lud
XXVI 102) przystąpił autor do monografji wesela, o którem
jeszcze w r. 1893 pisał w „Wiśle“.

Praca składa się z dwu części. Pierwsza część omawia
cały rytuał weselny, a więc: kojarzenie małżeństw, dziewosłęby,
zrękowiny, drużyna weselna, wspomożenie p. młodej i obdarza­
nie godowników, wieńczyny, błogosławieństwo rodziców, ślub,
ucztę weselną, rozpleciny, oczepiny, przenosiny, pokładziny i przebabiny. W drugiej części rozważa autor wróżby małżeńskie,
czary miłosne i małżeńskie, ślady zwyczaju porywania dziewcząt,
przeżytki małżeństwa przez kupno, kult ogniska domowego, prze­
żytki kultu ognia i wody, pieśni weselne, pogrzeb niepoślubionych weselem i wesele wdów. Książkę zamyka bogata bibljografja przedmiotu, podająca około 1000 dzieł.
Książka została oparta na olbrzymim materjale nietylko
z zakresu ludów europejskich, ale i plemion pierwotnych. Praca
ma charakter popularny, ale i badacz-specialista znajdzie w niei
wiele materjału, który można łatwo przeoczyć wobec rozprósze­
nia w różnych rzadkich dziś kompletach czasopism. W szcze­
gółach zwłaszcza w bibljografji można zauważyć pewne omyłki,
a więc J. St. Bystroń pomieszany z J. Bystroniem ojcem, „Lud“
pismo pomieszane z moją pracą o „Ludzie polskim“, nieściśle
podane tytuły niektórych prac jak Cernego „Lužicka svatba“,
jakieś pomieszanie czcionek przy Liidtkem itd. Ale oczywiście
ten czytelnik, dla którego książkę przeznaczono, tvch drobiazgów
nie będzie szukać, lecz wczytywać się będzie W bogaty i zajmu­
jący tekst. A im bardziej w tej popularnej lekturze zasmakuje,
tem lepiej i tern łatwiej zainteresuje się później także naszemi
uczonemi monograt.ami. Dlatego prace H. Biegeleisena są dla
etnografji bardzo pożyteczne.
Adam Fischer.

W. J. Sliwina — F. Tracz. Ziemia lubartowska. Szkic mo­
nograficzny, ilustrowany. Lubartów 1928. Nakładem Polskiej Ma­
cierzy Szkolnej. S. 146 -f- 2 nlb.
Praca ma charakter krajoznawczy z przewagą danych histo­
rycznych i statystyczno-gospodarczych. Można się czasem natknąć
także na szczegóły etnograficzne, choć na ogół znajdujemy ich
tu niewiele. A szkoda, bo przez opisanie ludu lubartowskiego,
jego strojów, budownictwa i wierzeń i zamieszczenie odpowied­
niej ilości ilustracyj praca wieleby zyskała i wzbudziła zaintere­
sowanie większe poza powiatem lubartowskim. Uwaga ta oczy­
wiście nie umniejsza wartości tej publikacji, a stwierdza jedynie
zawód, jaki spotyka etnografa, szukającego w pracy o ziemi
lubartowskiej także szczegółów o ludzie lubartowskim. Natomiast
historycy sztuki znajdą tu wiele szczegółów o lubartowskich pa­
łacach i kościołach, a zwolennicy twórczości regjonalnej przeczy­
tają z zainteresowaniem poezje i opowiadania W. J. Sliwiny,
osnute na tle lokalnej tradycji.
Adam Fischer.

155
Bolinder Gustaf. Underliga Fofy i Europas mitt. Stockholm
1928. S. 305 + 1 nlb.
Znany szwedzki podróżnik zwiedził w ubiegłym roku całe
Karpaty, przyczem szczególnie interesował się Hucułami, których
badał zwłaszcza na obszarze Podkarpackiej Rusi. Wynikiem jego
podróży jest piękna książka o dziwnym ludzie w środku Europy.
W książce tej opisuje jednak nietylko samych Hucułów, ale
przedstawia swe wrażenia z podróży po Czechosłowacji i Polsce.
VII rozdział poświęcony jest Polsce, a więc przedewszystkiem
entuzjazmowi dla Krakowa i jego zabytków, przyczem wspomina
o Muzeum Etnograficznem na Wawelu i dziwi się szczupłemu
lokalowi. Następnie opisuje autor podróż do Wieliczki, jazdę
w Tatry, Zakopane i Muzeum Tatrzańskie. W VIII rozdziale
omówiona góralszczyzna, a wśród fotografij nie brak też i starego
Mroza, ostatniego dudziarza na Podhalu. W r. IX. mamy opis
pobytu we Lwowie i podziw dla wielkiej ilości muzeów w naszem mieście, które autor oglądał w maju 1928 r. Ze Lwowa
udał się szwedzki podróżnik przez Stryj na obszar Bojków, a stąd
wrócił do Czechosłowacji.
Książka zawiera wśród ilustracyj następujące polonica : (Bar­
bakan krakowski, dziedziniec Bibljoteki jagiellońskiej, zamek kró­
lewski na Wawelu, parę widoków tatrzańskich, zbójnicki, góral­
skie obrazy na szkle i ule, widok ogólny Lwowa i typy żydow­
skie). Oczywiście nie ustrzegł się też autor pewnych omyłek,
jak np. że uniwersytet jagielloński zośtał założony w r. 1319,
że szczyt w Zakopanem zwie się Gemont, a wreszcie zasadniczą
omyłką popełnił ilustrator na okładce tej książki, gdy przedsta­
wił Hucułkę grającą na trembicie.
Książka wydana pięknie i bogato ilustrowana, a autor odnosi
się do Polski przychylnie, mimo, że nie miał u nas takich ułat­
wień, jakich mu udzielono w Czechosłowacji.
Adam Fischer.
Prof. Uniw. Dr. Čeněk Zíbrt. Ohlas obřadních písni veliko­
nočních v lidovém podání. Praha 1928. Str. 474.
Przedmiotem tej ciekawej książki jest zbadanie wpływu ży­
dowskich obrzędowych pieśni wielkanocnych na twórczość ludową.
Autor daje nam najpierw dokładny przegląd bibljograficzey róż­
nych wydań Hagady ze szczególnem uwzględnieniem praskich,
poczem omawia obie pieśni żydowskie Chad Oadja (Pieśń o kózce)
i Echad mi jodea (Co jest jeden), oraz ich znaczenie w domo­
wym obrzędzie żydowskim.
Prof. Zíbrt zestawił olbrzymi materjał porównawczy do od
dźwięku pieśni „Co jest jeden*' w ludowej tradycji czeskiej
i obcej; na s. 131—132 uwzględniono także teksty polskie zapi­
sane swego czasu przez S. Udzielę, J. Swiętka i R. Lilientalową

156
(Lud IV 260, V 367, Wisła XVI 635). Piosnka ta została za­
stosowana przez Komensky’ego także w jego elementarzach ;
znajdujemy ją i w polskich wydaniach, jak np. w lesznieńskiem
z r. 1798.
W dalszym ciągu pracy omawia autor pieśń o kózce Chad
Gadja i jej oddźwięk w podaniach ludowych. Z polskich materjałów przytoczono teksty podane przez Udzielę, Grynbergową
i Piątkowską (Zbiór XIV 243, Lud II 22, Wisła XVII 458)-. Na
tern tle powstały rozmaite łańcuszkowe opowieści, jak np. o nie­
posłusznym Joklu, który nie chce zaprzestać pijaństwa, lub nie
chce żąć owsa, a także pieśni o kózce, która nie chce gruszek
trząść. Te ostatnie są zwłaszcza w Polsce bardzo częste i nie
zapomniał też ich Zibrt przytoczyć (Lud IV 290, 438, VIII 202,
Wisła XVI 636, XVII 459). Prof. Zibrt omówd także tak częstą
w Polsce opowiastkę o kozie rogatej do pół boku obdartej,
przyczem uwzględnia też dokładnie mój szkic z przed łaty na
ten temat (Lud XVI 348).
Następnie zestawił autor łańcuszkowe opowieści o spiesze­
niu z pomocą zwierzątku choiemu lub zmarłemu; wśród tych
powiastek wyróżnia się grupa wschodnio-słowiańskich gadek
o kurce -5r okatej. Na zakończenie omówił Prof. Zibrt rozmaite
łańcuszkowe powiastki i pieśni niety'ko słowiańskie, ale i inne
europejskie analogiczne teksty.
Praca Pro
Zibrta daje nam olbrzymi materjał nietylko
bibljogr aficzny, ale i tekstowy, ponieważ autor prócz przekładu
daje zawsze w przypisku warjanty w ich oryginalnem brzmieniu,
co oczywiście znacznie ułatwia dokładne porównanie licznych
odmianek i stwierdzenie lokalnych różnic.

Adam Fischer.
Karskij E. Geschichie der Weissrussischen Volksdichtung und
Literatur. (Grundriss der slavischen Philologie und Kulturgeschichte
hrsg. v. R. Trautmann und M. Vasmer). Berlin und Leipzig.
Walter de Gruyter & Cc 1926. S. X -j- 202.
Pierwsza część tej książki posiada szczególne znaczenie dla
etnografów, ponieważ poświęcona jest białoruskiej twórczości
ludowej. Autor daje najpierw krótki przegląd literatury, który
jest dla nas niezmiernie ciekawy, bo świadczy, że Polacy byli
prawie wyłącznie tymi, którzy tworzyli białoruską etnografję
w pierwszej połowie XIX wieku ; świadczą o tern nazwiska takie
jak J. Szydłowski (1800), M. Czarnowska (1817), A. Rypiński
(1840), J. Czeczot (1844), J. Barszczewski (1843) i E. Tyszkie­
wicz (1847). Dopiero po r. 1863 zbierają materjały Rosjanie
i Białorusini. Z tego okresu znamy wielu zasłużonych etnogra­
fów, jak L. Nosowicz, A. Demboweckij, Z. Radczenko, M. Downar-Zapolskij, E. Ljackij, W. Dobrowolski], P. Szejn, N. Nikofo-

157
rowskij, E. Romanow, S. Malewicz i A. Sierzputowsklj. Ale
i wówczas w Polsce nie brak zasłużonych pracowników jak
W. Dybowski, W. Weryho (nie Wieryha, jak pisze Karskij),
F. Wereńko, E. Klich, a przedewszystkiem M. Federowski autor
„Ludu białoruskiego“. Do tych badaczy, wymienionych przez
Karskiego możnaby jeszcze dodać nazwiska, jak Kamiński, Hurynowicz, Czechowska, Witort, L. Wasilewski, M. Kucz, Baudouir de Courtenay i i. Wogóle zaś przydałby się w tym ustępie
odsyłacz do E. Kołodziejczyka. Bibljografji słowianoznawstwa
polskiego, Kraków 1911, S. 252—256, gdzie podano obfitą bibljografję, dotyczącą zainteresowań polskich w dziedzinie białoruskiej.
W dziale szczegółowej analizy białoruskiego folkloru autor
omawia najpierw zamawiania zarówno pod względem formy jak
i praktycznego zastosowania. Następnie przeprowadzono analizę
pieśni obrzędowych, które zgodnie z naszemi podziałami dzieli
autor na doroczne i rodzinne. W srod dorocznych uwzględniono
koladki i szczedrowki. Kolędy te mają nieraz stary prymitywny
charakter, a analogje do nich i w polskich kolendach znaleźć
możemy (Prw. Bystroń J. St. Polska pieśń ludowa. Wybór,
S. 58). Wspomniano też przytem o kozie i betlejkach. Następnie
omawia autor „maslanicę i pieśni wiosenne. Dość zbliżone są
do nich pieśni rymowane w okresie Zielonych Świąt. Pieśni ku­
palne nie odznaczają się zbytnią różnorodnością, a zawierają
najwięcej pierwiastku erotycznego i satyrycznego. Wreszcie pier­
wotny charakter mają pieśni dożynkowe.
W dziale pieśni rodzinnych, omówił autor pieśni narodzi­
nowe, weselne i pogrzebowe. ^Wyjaśnienie znaczenia wieńca
i drzewka weselnego nie wydaje mi się trafne (Prw. Abra­
ham, Zawarcie małżeństwa, Lwów 1925). Może też nieco za po­
bieżnie potraktował autor pieśni śpiewane w czasie „Dziadów“
(s. 69), które to święto jest przecież tak charakterystyczne dla
Białorusi. Dość ogólnie omawia autor pieśni powszechne. Po
tym rozdziale bezpośrednio powinien był autor przedstawić
resztki eposu i piecni religijne, a nie dopiero w dalszych roz­
działach powracać znowu do pieśni. W osobnych rozdziałach
podkreśla Karskij wartość białoruskich powiedzeń, przysłowi
i zagadek. Przy tych ostatnich pominięto w literaturze: Dybow­
ski W. Zagadki białoruskie z gub. mińskiej. Zbiór X, 157—169.
Wreszcie podano charakterystykę białoruskich opowieści, przyczem jednak autor nie uwzględnił dość wyraźnie rozmaitych
rodzajów tych opowiadań i nazywa je wszystkie baśniami.
Druga część pracy Prof. Karskiego poświęcona jest litera
turze artystycznej, przyczem znów możemy zauważyć, jak pier­
wiastki polskie bardzo silnie zaznaczyły się w tej literaturze.
Ocena tej części wykraczałaby poza ramy naszego pisma ; na­
wiasem tylko wspomnę, że wymieniony na s. 147 1. Święcicki,

158
jest także autorem pracy „Osnowy widrodżenja biłoruśkoho pyśmenstwa“ (Zap Nauk. Tow. Szewcz. 1914).
Już choćby ten ogólny przegląd dowodzi chyba dostatecz­
nie, że zarys Prof. Karskiego posiada wielką wartość dla każ­
dego słowiańskiego etnografa i bardzo ułatwia badania na polu
kultury duchowej ludu białoruskiego.
Adam Fischer.

Tadeusz Seweryn. Krakowskie skrzynie malowane. (Wy­
dawnictwa Muzeum Etnograficznego w Krakowie Nr. 1.) Kra­
ków 1928. 4°, S. 38.
Muzeum Etnograficzne w Krakowie przystąpiło do publi­
kacji z zakresu sztuki ludowej. Pierwszy tom wydawnictwa za­
wiera T Seweryna „Krakowskie skrzynie malowane“.
Autor cha "akteryzuje dokładnie problemy techniczne i arty­
styczne skrzyń krakowskich Z rozważań tych wynika, że typowem tłem skrzyń krakowskich jest kolor zielony w głębokim
tonie, a umiłowanie tej barwy wiąże p. Seweryn z szlachecką
tradycją, która w dworkach polskich aż do końca XVIII w. na­
kazywała gospodarzowi wyposażać się w sprzęty o barwie na­
turalnego drzewa, aloo malowane na zielono. Przód skrzyni,
o ile nie wvpełnia go kolisty wieniec kwiatowy, związany u dołu
wstążką w kokardę, lub różyczkowy fontazik, podzielony jest
zasadniczo na trzy pola, z których wszystkie, lub tylko środkowe
posiada tło pdmiennej barwy, niż tło całej skrzyni. Taki sam
podział posiada wieko, natomiast na bocznych ścianach rozwinięta jest w powiększeniu zwykle jedna zdobina frontowej orna­
mentacji.
Zdobnictwo skrzyń krakowskich pomimo wielu ich indywi­
dualnych znamion, łączy się ściśle z ogólnopolskiem zdobnictwem
ludowem Ze znamion specjalnych na szczególne podkreślenie
zasługują renesansowe gzymsowania, składające się z malowa­
nych „jaiowników czyli „wolich oczu *, które z klasycznej archi­
tektury przeszły do włoskiego renesansu. Skrzynia krakowska
tak przez ten ornament jak przez swą trójdziałowość dowodzi,
że wpływy włoskie były bardzo rozległe, skoro przetrwały nawet
w ludowem sprzętarstwie.
Do ciekawego tekstu dodał p. Seweryn 33 rysunki i 5 tablic
barwnych z 10 skrzyniami. W stosunku do tej pięknej formy
zewnętrznej cena książki jest bardzo niska, bo wynosi przy kup­
nie w Muzeum Etnograficznem krakowskiem tylko 6 złotych.
Poparcie tego wydawnictwa jest tern ważniejsze, że przez to za­
razem umożliwi się Muzeum krakowskiemu dalsze wydawnictwa
etnograficzne.
Adam Fischer.

159
Włodzimierz Antoniewicz. Metalowe spinki góralskie. (Prace
Komisji etnograficznej Polskiej Akad. Urn. 8) Kraków 1928,
S. 82 -f I nlb.
Praca prof, Antoniewicza usiłuje powiązać współczesne
przejawy sztuki ludowej na Podhalu z formami wczesno- i przedhistorycznemi. Analiza metalowych spinek góralskich doprowa­
dziła autora do przypuszczenia, że przetrwały one na terenach
zachodniego Spiszą, Liptowa, Orawy i Podhala od czasu wę­
drówek ludów, t zn. od V wieku po dziś. Od tego czasu prze­
szły spinki góralskie cały Szereg przemian, tak że odchyliły się
one dość znacznie od swoich pierwowzorów, zachowując jednak
zasadnicze cechy budowy i ornamentyki, właściwe dla fibul
gockich.
Z tern przypuszczeniem pozostają w zgodzie dzieje osad­
nictwa tych obszarów, a mianowicie fakt przejścia i chwilowego
zatrzymania się niektórych szczepów gockich na Podkarpaciu od
Siedmiogrodu przez górne dorzecze Cisy, Bodrogu, Hornadu
i Popradu a z biegiem Wagu dc Dunaju. Naciskani przez Hu­
nów mogli się chronić Gotowie w łatwiej dostępnych od połud­
nia dolinach górnego Popradu i Wagu, a w górę biegu rzeki
Orawy mogli się przesunąć w Beskidy i na dolinę nowotarską
stanowiąc ważny trzon ludnościowy, który pochłonęli później
naciskający od północy i południa Słowianie. Wy wo dy swe po­
piera autor 132 rycinami i 2 mapami w tekście, a staranna ana­
liza typologiczna tego całego materjału pomogła do uzyskania
tak ciekawych wyników.
Adam Fischer.

Ks. Edward Kosibowicz. Problem fudów pigmejskich. Kra­
ków 1927. Wydawnictwo księży Jezuitów. Str. 236 -f- 2 nlb.
Praca przedstawia nam problem pigmejski w świetle historji ■
starożytnej, antropologji i p-ehistorji. Podkreślono oczywiście
przedewszystkiem poglądy tych badaczy, którzy uważają Pigme­
jów za etniczne szczątki najstarszej znanej nam dzisiaj rasy
ludzkiej.
Argumenty etnologiczne zostały zaczerpnięte z prac W.
Schmidta, przyczem autor zastanawia się nad wzajemnym sto­
sunkiem dwu najstarszych kultur, mianowicie pigmejskiej oraz
tasmańsko- australskiej. Przy porównaniach użyto wskaźników :
zniekształceń cielesnych, narzędzi muzycznych, sztuki malarskiej,
sprzętów oraz narzędzi codziennego użytku, sposobu niecenia
ognia, organizacji społecznej i pogrzebowych zwyczajów.
Na podstawie tych porównań stwierdza autor, że choć w niektórych punktach obydwa kulturalne koła nakrywają się
częściowo, to jednak całość kultury pigmejskiej przedstawia się
w szacie większej prostoty oraz pierwotności aniżeli najstarsza

160

kultura australská. Stąd dla autora wypływa dalszy wniosek, że
kultura pigmejska jest najpierwotniejszym zabytkiem tajemniczych
początków kultury ludzkości. Autor jest tu jednak zupełnie słusz­
nie umiarkowany i zaznacza, że uznanie Pigmejów za prarodziców rodzaju ludzkiego może być przynajmniej narazie jedynie
płodem wyobraźni. Po tej wstępnej dyskusji przechodzi autor
do zagadnienia etycznych • religijnych przekonań tej jednej z naj­
starszych odrośli rodzaju ludzkiego. Analiza moralności i pojęć
i praktyk religijnych prowadzi autora do wniosku, że Pigmejczycy są monoteistami, a wiara ta da się wykazać także u ple­
mion australskich ; na tych podstawach autor nie wysnuwa jednak
wniosków co do monoteizmu w prehistorycznych czasach wogóle,
ale przyznaje, że narazie brak jeszcze materjałów odnośnie do
paleoazjatów i odnośnie do paleolitu, któreby pozwoliły rozciągać
znamiona kulturalne Pigmejów na całą piervTotną ludzkość.
Ta ostrożność w sądzie i brak tendencyj apriorystycznych
mogą usposobić do pracy ks. Kosibowicza przychylnie nawet
tych, którzy odnoszą się nieco krytycznie do jednolitości t. zw.
kultury pigmejskiej.

Adam Fischer.

BIBLJOGRAFJA LUDOZNAWCZA ZA LATA
1925 —1928*)
zestawił

Alfred Bachmann.
ROK 1925. (UZUPEŁNIENIE).
Baudouin de Courtenay J. Czy istnieje osobna kultura sło­
wiańska? „Przegląd Warszawski“ 1925. Tom II. s. 223—226.
Chmiel A. „Gromniczna“. Ilustrowany Kurjer Codzienny.
Kraków 1925. Nr. 33 z dnia 2. II.
Chmiel A. Obchody zwyczajowe „św. Mikołaja“, Kurjer
literacko-naukowy **) 1925. Nr. 48.
Chmiel A. Z Wielkiego Tygodnia. Ilustrowany Kurjer Co­
dzienny 1925. Nr. 96. z 6. IV. (Dodatek).
Dobrowolski T. Zabytki przeszłości w dolinie Dunajca.
Ilustrowany Kurjer Codzienny 1925. Nr. 143. z 25. V. (Dodatek).
Jankowski W. O Zabłockim, co wyszedł źle na mydle.
Kurjer literacko-naukowy 1925. Nr. 41.
Janusz B. Zabytki Janowa Trembowelskiego. Kurjer literackonaukowy 1925. ‘Nr. 49.
Klinger W. Pochodzenie obrzędów ludowych Bożego Na­
rodzenia. Kurjer literacko-naukowy 1925. Nr. 51.
Kołaczkowski S. Znaczenie symboliczne „Lohengrina“.
„Przegląd Warszawski“ 1925. T. IV. s. 89—103,
Krahelska M. Fragment z „Kalewali“ tłum... „Przegląd
Warszawski“ 1925. T. IV. s. 206—214.
Molendzińska ■ Wernerowa L. Gry i zabawy. Z 60 nutami
i rysunkami w tekście. „Bibljoteka Polska“. Warszawa 1925. s. 153.
Seweryn T. Artystyczny przemysł domowy na Kaszubach.
Ilustrowany Kurjer Codzienny 1925. Nr. 143. z 25. V. (Dodatek).
Seweryn T. Kraszanki na św. Stanisława i przetarg dziew.
Ilustr. Kurjer Codz. 1925. Nr. 129. z 11. V. (Dodatek).
Seweryn T. Pisanki opoczyńsko-rawskie. Ilustr. Kurjer Codz.
1925. Nr. 177. z 29. VI. (Dodatek).
*) Patrz „Lud“ XXV s. 140 -144; XXVI s. 140—155. W zestawieniu
tem pominięto rozprawy ogłoszone w „Ludzie“.
sł) Kurjer literacko-naukowy = Niedzielny dodatek literacko-naukowy
do Krak. Ilustr. Kurjera Codziennego.
Lud. T. XXVII.

11

162
Seweryn T. W rezydencji djabła Boruty. Ilustr. Kurjer Codz.
1925. Nr. 183. z 6. VII. (Dodatek).
Sinko T. Tajemniczy domownicy. Kurjer literacko-naukowjr
1925. Nr. 51.
Szuman S. Psychologja twórczości artystycznej ludu. (Kilimkarstwo). „Przegląd Warszawski“ 1925. T. II. s. 281—288.
U (dzieła) S. Chata góralska. Ilustr. Kurjer Codzienny 1925,
Nr. 170. z 22. VI. (Dodatek).
Udziela S. Boże ciało w Polsce. Ilustr. Kurjer Codz. Kraków
1925. Nr. 156. z dnia 8. VI.
Udziela S. Czciciele ognia. Ilustr. Kurjer Codzienny ,1925,
Nr. 1 15. z 27. IV. (Dodatek).
Udziela S. Listy z nieba. Ilustr. Kurjer Codz. 1925. Nr. 129,
z 11. V. (Dodatek).
Udziela S. Mowa ptaków. Kurjer literacko-naukowy 1925.
Nr. 49.
Udziela S. Młodzież, a święta Bożego Narodzenia. Kurjer
literacko-naukowy_ 1925. Nr. 51.
Udziela S. Święcenie palm. Ilustr. Kurjer Codz. 1925. Nr. 96,
z 6. IV. (Dodatek).
Udziela S. Wielkotygodniowe uroczystości i zwyczaje polskie,
Ilustr. Kurjer Codz. 1925. Nr. 96. z 6. IV. (Dodatek).
Udziela S. Wigilja św. Jana Chrzciciela. Wianki. Sobótki,
Ilustr. Kurjer Codz. 1925. Nr. 170. z 22. VI. (Dodatek).
Udziela S. Wycinanki ludu polskiego. Łowickie i Kurpiow­
skie. Wydawnictwo Miejskiego Muzeum Przemysłowego w Kra­
kowie b. r. (1925). s. 7 + XIV tabl.
Udziela S. Z humoru ludowego. Kurjer literacko-naukowy
1925. Nr. 46.
Udziela S. Ze starego Żywca. Ilustr. Kurjer Codz. 1925,
Nr. 197. z 20. VII. (Dodatek).
Udziela S. Z wycieczki na Polesie północne. Kurjer literackonaukowy 1925. Nr. 42.
Udziela S. Zycie i śmierć. Ilustr. Kurjer Codz. 1925. Nr. 183.
z 6. VII. (Dodatek).
Wyrobek E. O zwyczajach świętomarcińskich indziej jak
i u nas. Kurjer literacko-naukowy 1925. Nr. 44.
Wyrobek E. Święta Bożego Narodzenia i związane z niemi
zwyczaje ludowe. (Z zapisków etnograf, ś. p. B. Gustawicza).
Kurjer literacko-naukowy 1925. Nr. 51.
ROK 1926. (UZUPEŁNIENIE).
Adamski St. Dostawianie drzewa z gór do doliny. Kurjer
literacko-naukowy 1926. Nr. 18.
Antoniewicz Wł. Lubor Niederle. W 60-tą rocznicę uro­
dzin. „Przegląd Współczesny“ 1926. T. XVI. s. 438 — 443.

163
Bogatyński Wł. Kult św. Stanisława. Kurjer literacko-naukowy '
1926. Nr. 19.
Bystroń J. St. W sprawie racjonalnej polityki bibljotecznej
w Polsce. „Przegląd Współczesny“ 1926. T. XVI. s. 284—287.
Bystroń J. St. Z historji nazwisk rodowych. „Przegląd Współ­
czesny“ 1926. T. XVII. s. 89—113.
Brückner Al. Nasze mity literackie. „Przegląd Współczesny“
1926. T. XVI. s. 179—192.
Brückner Al. Z dziejów kultury słowiańskiej i polskiej.
„Przegląd Współczesny“ 1926. T. XVI. s. 463—468.
Brzęczkowski St. Sztuka ludowa czy sztuka stosowana?
Gryf VII. Nr. 1. s. 6—8.
Chybiński A. Siadami Oskara Kolberga. Kurjer literackonaukowy 1926. Nr. 9.
Dobrzycka A. Skąd powstał zwyczaj ubierania drzewka na
Boże Narodzenie ? Kurjer literacko-naukowy 1926. Nr._ 52.
Dobrzycki J. Kościoły drewniane na Górnym Śląsku. Ku­
rjer literacko-naukowy 1926 Nr. 10.
Fischer A. Luborowi Niederlemu w sześćdziesięciolecie
urodzin. Przewodnik bibliograficzny, 1926. S. 238— 9.
Grodziński Z. Bretanja (stroje). Kurjer literacko-naukowy
1926. Nr. 43.
Gryf. R. VII. (1926) Nr. 1. s. 28. zawiera: A. Majkowski,
Słowo wstępne. St. Brzęczkowski, Sztuka ludowa czy sztuka sto­
sowana? Becet, Pomorze (wiersz). J. Straża, Kultura i cywilizacja
Pomorza za czasów przed przyjęciem chrześcijaństwa. Sprawo­
zdania i krytyki. Kronika.
Janusz B. Kultura Karaitów polskich. Kurjer literacko-nau­
kowy 1926. Nr. 6.
Janusz Fr. Sw. Wojciech w życiu i legendzie. Kurjer lite­
racko-naukowy 1926. Nr. 16. •
Klinger W. Drzewko wigilijne — jego początek i dzieje.
Kurjer literacko-naukowy. 1926. Nr. 52.
Klinger W. Św. Jan w wierze i obrzędowości ludowej. Ku­
rjer literacko-naukowy 1926. Nr. 25.
Klinger W. Wielkanoc w wierze i obrzędowości ludowej.
Kurjer literacko-naukowy 1926. Nr 14.
Klinger W. Zielone Święta w wierze i obrzędowości ludo­
wej. Kurjer literacko-naukowy 1926. Nr. 21.
Krycińska M. W. Cenny zabytek budownictwa drewnianego
w Grywałdzie. (Kościółek). Kurjer literacko-naukowy 1926. Nr. 42.
Łatkiewicz M. Kolonje karne na wyspach Andamańskich.
Kurjer literacko-naukowy 1926. Nr. 19.
Łatkiewicz M. Massajowie — rycerski szczep afrykański.
Kurjer literacko-naukowy 1926. Nr. 44.
Nodzeński St. Kujawy. Kurjer Pteracko-naukowy 1926. Nr. 1 7.
Nodzeński St. Podlasie. Kurjer literacko-naukowy 1926. Nr 49.
11*

164
Papiermann M. Początek i rozwój muzyki w dobie przed­
historycznej. Kurjer literacko-naukowy 1926. Nr. 12.
Pettazzoni R. Rozwój i charakter historji religji. „Przegląd
Współczesny“ 1926. T. XVII, s. 3-—-22.
Rudnicki M. Pomorze i Pomorzanie. Wydawnictwo Korpo­
racji Stud. Uniw. Pozn. „Pomerania“. Zeszyt 2. Poznań 1926.
Seweryn T. Biedni święci. Kurjer literacko-naukowy 1926.
Nr. 9.
Seweryn T. Modele oszczypków góralskich. Kurjer literackonaukowy 1926. Nr. 48.
. Seweryn T. Legenda wigilijna. Kurjer literacko-naukowy
1926. Nr. 52.
Seweryn T. Łotewska sztuka ludowo-narodowa. Kurjer li­
teracko-naukowy 1926. Nr. 2.
Seweryn T, O żołnierzu-tułaczu. Kurjer literacko-naukowy
1926. Nr. 36.
Seweryn T. Pisanki rawsko-opoczyńskie. Kurjer literackonaukowy 1926. Nr. 14.
Seweryn T. Przemysł artystyczny w Jugosławji. Kurjer li­
teracko-naukowy 1926. Nr. 45.
Seweryn T. Z etnograficznych zapisków. (Serdeczne listy).
Kurjer literacko-naukowy 1926. Nr. 20.
Seweryn T. Z ludowych gadek. Kurjer literacko-naukowy
1926. Nr. 18.
Seweryn T. Z zapisków etnograficznych. Drugi przetarg
dziew. Obijanie starych kawalerów. Kurjer literacko-naukowy
1926. Nr. 7.
Straża J. Kultura i cywilizacja Pomorza za czasów przed
przyjęciem chrześcijaństwa. Gryf R. VII. Nr. 1, s. 9—19.
Taszycki W. Dr. Słowiański. naród w Niemczech. Kurjer
literacko-naukowy 1926. Nr. 39.
Udziela S. Kolebka u ludu polskiego. Kurjer literacko-na­
ukowy 1926. Nr. 20.
Udziela S. Kołatki wielkanocne. Kurjer literacko-naukowy
1926. Nr. 14.
Udziela S. Legendy o św. Stanisławie Szczepanowskim.
Kurjer literacko-naukowy 1926. Nr. 19.
Udziela S. Muzeum etnograficzne na Wawelu. Kurjer lite­
racko-naukowy 1926. Nr. 46.
Udziela S. Szopki. Kurjer literacko-naukowy 1926. Nr. 52.
Udziela S. Zapusty na wsi. Kurjer literacko-naukowy 1926.
Nr. 7.
Udziela S. Zielone Świątki. Zwyczaje ludowe w Wielkopolsce. Kurjer literacko-naukowy 1926. Nr. 21.
Wasilewski L. Na Rusi Podkarpackiej. „Przegląd Współ­
czesny“ 1926. Tom XIX. s. 336—347.

165
Wyrobek E. (jun.) Babie lato. Kurjer literacko-naukowy 1926.
Nr. 41.
Wyrobek E. (jun.) Błota łużyckie czyli las sprowiański
(Spreewald). Kurjer literacko-naukowy 1926. Nr. 1 I
Wyrobek E. (jun.) Gregorjanki czyli Gregory. Kurjer lite­
racko-naukowy 1926. Nr. 10.
Wyrobek E. (jun.) Oczyszczenie Najśw. Marji P. czyli Święto
Matki B. Gromnicznej. Kurjer literacko-naukowy 1926 Nr. 5.
Wyrobek E. (jun.) Ognie sobótkowe podczas Zielonych
Świątek. Kurjer literacko-naukowy 1926. Nr. 21.
Wyrobek E. (]un.) Paproć świętojańska i niektóre słynniej­
sze rośliny czarodziejskie w wierzeniach ludowych. Kurjer lite­
racko-naukowy 1926. Nr. 25.
Wyrobek E. (jun.) Uroczystości weselne ludu naszego. Ku­
rjer literacko-naukowy 1926. Nr. 4.
ROK 1927. (UZUPEŁNIENIE).
Adamus J. Uwagi o pierwotnem małżeństwie polskiem
i słowiańskiem. „Pamiętnik historyczno-prawny“ T. IV. z. 1.
Lwów 1927. s. 28.
Arnold St. Terytorja plemienne w ustroju administracyjnym
Polski Piastowskiej (w. XII—XIII). Prace Komisji dla Atlasu Hi­
storycznego Polski, z. II, Kraków, P. A. U. 1927.
Bogatyński Wł. Turnieje i gonitwy rycerskie w Polsce. Ku­
rjer literacko-naukowy 1927. Nr. 52.
Brosig A. Figury Matki B. Bolesnej na Pomorzu. Kurjer
literacko-naukowy 1927. Nr. 45.
Bulas K. Taniec u Greków i Rzymian. Kurjer literackonaukowy 1927. Nr. 52.
Crnek F. Ze studjów nad eufemizmami w językach słowiań­
skich. Sprawozdania Towarzystwa Naukowego we Lwowie r. 1927.
zesz. 1. s. 15—21.
Czekanowski J. Z badań nad zróżniczkowaniem morfologicznem dialektów polskich. Odbitka z „Prac polonistycznych“,
ofiarowanych prof. Janowi Łosiowi. Warszawa 1927. s. 330—354.
Czekanowski J. Terytorja antropologiczne i zróżniczkowanie
dialektyczne polskiego obszaru językowego. Odb. z „Symb.
gramm. in honorem I. Rozwadowski“. II Cracoviae 1927. 8°,
S. 427—436.
Dobrowolska W. Mieszkańcy polskiego wybrzeża. Kurjer
literacko-naukowy 1927. Nr. 42.
Dicker J. Testament w polskiem prawie wiejskiem. Szkic
prawno-obyczajowy. „Pamiętnik trzydziestolecia pracy naukowej
Przemysława Dąbkowskiego“. Lwów 1927.
Dynowska M. W Betleemskiej szopie. Legendy. M, Arct,
Warszawa 1927. s. 77.

166
Janusz B. Karaici w Polsce. Kraków 1927. Biblj. geogra­
ficzna „Orbis“. S. III. T. XI. 8°, S. 113 "I 1 nlb.
Kajka M. Pieśni mazurskie. Nakładem Gazety Mazurskiej.
Warszawa 1927. s. 64.
Klinger W. Obrzędowość ludowa Zapust i pierwszych dni
W. Postu. Kurjer literacko-naukowy 1927. Nr. 9.
Kobiela L, Wielkopiątkowe zwyczaje i przesądy ludowe
na Śląsku. Kurjer literacko-naukowy 1927. Nr. 15.
Kobiela L. Zwyczaje wielkanocne i przesądy ludowe na
Śląsku. Kurjer literacko-naukowy 1927. Nr. 16.
Kobiela L. Żaba w wierzeniach i przesądach ludowych na
Śląsku. Kurjer literacko-naukowy 1927. Nr. 32.
Koranyi K. Danielis Wisneri „Tractatus brevis de extramagis lamiis, veneficis“ a „Czarownica Powołana“. „Pamiętnik
trzydziestolecia pracy naukowej Przemysława Dąbkowskiego“.
Lwów 1927.
Ku Hung Ming. Kobieta chińska. „Przegląd Współczesny“
T. XX. 1927. s. 55—73.
Lepecki M. B. Wśród brazylijskich mohikanów. Kurjer li­
teracko-naukowy 1927. Nr. 29.
Lilientalowa R. Dziecko żydowskie. Prace Komisji Etnograf.
P. A. U. Kraków 1927, s. 97.
Łomnicki A. Symbol zielonej rózgi w wiejskiem prawie
polskiem. „Pamiętnik trzydziestolecia pracy naukowej Przemy­
sława Dąbkowskiego“ Lwów 1927.
Malinowski E. Białoruś sowiecka i jej stosunki narodowo­
ściowe. Sprawy Narodowościowe R. I. Nr. 5—6. Warszawa 1927.
s. 509—519.
Małecki K. Z wędrówek po Azji środkowej. Kurjer lite­
racko-naukowy 1927. Nr. 34.
Maszkowski K. Kolędnicy na Hucułach. Wierchy 1927.
s. 88—109.
Mondalsl. W. Polesie. Cz. I. Zarys wiadomości ogólnych.
Brześć n. Bugiem 1927. s. X -j- 237.
Namysłowski B. Znamiona bartne mazowieckie w XVII
i XVIII wieku i inne znaki ludowe. Poznań 1927. s. 28.
Nodzeński St. Święto Bożego Narodzenia. Kurjer literackonaukowy. 1927. Nr. 52.
Nodzeński St. Zdobnictwo ludowe na Białorusi. Kurjer lite­
racko-naukowy 1927. Nr. 21.
Pierwszy Powszechny Spis Rzeczypospolitej Polskiej z dnia
30 września 1921 roku. Mieszkania, Ludność, Stosunki zawodowe
Okręg administracyjny wileński, Warszawa 1927. 4°, s. 167.
Pierwszy Powszechny Spis Rzeczypospolitej Polskiej z dnia
30. IX. 1921 roku, Mieszkania, Ludność, Stosunki zawodowe.
Śląsk Cieszyński, Warszawa 1927. 4°, s. 184.

167
Schrammówna H. O wartości artystycznej samodziałów lu­
dowych w Wileńszczyźnie. Wilno 1927. Odb. z „Wiedza i życie“
1927. Nr. 6.
Semkowicz Wł. Słowacy a my. Kurjer literacko-naukowy
1927. Nr. 41.
Seweryn T. Okrężna w ziemi rawskiej. Kurjer literackonaukowy 1927. Nr. 33.
Seweryn T. Sobótkowe opowieści. Kurjer literacko-naukowy
1927. Nr. 26.
Seweryn T. Pokucka majolika ludowa. Sprawozd. z czyn­
ności i pos. P. A. U. Kraków 1927. Nr. 6.
Siwy Fr. Staropolska legenda o św. Bartłomieju. Kurjer lite­
racko-naukowy 1927. Nr. 50.
Stamm E. Kobieta w przysłowiach. Kurjer literacko-nau­
kowy 1927. Nr. 1 I.
Stamm E. Miłość w przysłowiach. Kurjer literacko-naukowy
1927. Nr. 13.
Stieber Z. Język słowacki. Kurjer literacko-naukowy 1927.
Nr. 41.
Swierz St. Sanie w Polsce. Kurjer literacko-naukowy 1927.
Nr. 6.
Taszycki W. Z historji nazwisk polskich. „Przegląd Współ­
czesny“ XXIII s. 170.
Tománek L. Gdy mowa o poście... Kurjer literacko-naukowy
1927. Nr. 14.
Tomaszewski A. Wielkopolska gwara Eopienna i okolicy.
Sprawozd. z czynności i pos. P. A. U. Kraków 1927. Nr. 7.
-S. 7—11.
Udziela S. Krakowskie zabawki wielkanocne. Kurjer lite­
racko-naukowy 1927. Nr. 16.
Udziela S. Z puszczy Augustowskiej. Kurjer literacko-na­
ukowy 1927. Nr. 1 1.
Wargowski M. Pieśń z życia górala podhalańskiego. Kurjer
literacko-naukowy 1927. Nr. 30.
Wargowski M. Skąd się wzięły pisanki. Kurjer literackonaukowy 1927. Nr. 16.
Wojciechowski Z. O ustroju szczepowym ziem polsLich.
Fischer-Majewski. Poznań 1927. s. 4 nlb. -J- 62.
Wasilewski L. W sprawie stosunków narodowościowych na
Kresach Wschodnich. Sprawy Narodowościowe R. I. Nr. 5—6.
Warszawa 1927. s. 503—508.
Wyrobek E. Kukułka w legendzie i pieśni ludowej. Kurjer
literacko-naukowy 1927. Nr. 20.
Wyrobek E. jun. Medycyna ludowa jako matka i mistrzyni
dzisiejszej wiedzy lekarskiej. Kurjer literacko-naukowy 1927. Nr. 27.
Wyrobek E. (jun.) Słowik w księdze przyrody i w ustach
ludu. Kurjer literacko-naukowy 1927. Nr. 23.

168
ROK 1928.
Antoniewicz Wł. Metalowe spinki góralskie. (Prace Komisji
Etnograficznej Pol. Akad. Urn. Nr. 8) Kraków 1928. s. III -j82 + 1 nlb.
Antoniewicz Wł. Les agrafes en métal portées par les mon­
tagnards des Carpates. occidentales. Congrès International des
arts populaires. Résumés. Paris 1928. s. 66—67.
Antoniewicz Wł. Muzea wileńskie. Odbitka z czasopisma
„Źródła mocy“ 1928 nr. 4. Wilno 1928. 8°, S. 14.
Arnold St. W sprawie ustroju plemiennego na ziemiach
polskich. „Slavia occidentalis“ T. VII. s. 330—357. Poznań 1928.
Bachmann A. L’ornementation des combles et les ornements
du toit chez les Slaves. Congrès International des arts populaires.
Résumés. Paris 1928. s. 54—55.
Bączek A. Wierzenia, zwyczaje i praktyki ludu śląskiego.
Orli Lot 1928. Nr. 3.
Bąk St. Morfologja gwary „lasowskiej“ (Grębów i okolica
pod Tarnowem). Sprawozd. z pos. i czynności P. A, U. Kraków
1928. Nr. 2. S. 6—13.
Barabasz St. Sztuka ludowa na Podhalu. Część I—II, Spisz:
i Orawa. Lwów—Warszawa 1928. Książnica Atlas. s. 1 7 —44 tabL
Biegeleisen H. U kolebki, Przed ołtarzem, Nad mogiłą. Na­
kładem Instytutu Stauropigjańskiego. Lwów 1928. (1929). s. III —
572 + 17 tabl.
Biegeleisen H. Wesele. Nakładem Instytutu Stauropigjań­
skiego. Lwów b. r. (1928). s. III -j- 512 —j— 26 tabl.
Bień A. i Cierniak J. Teatry ludowe w Polsce. Wydawnic­
two Związku Teatrów ludowych. Warszawa 1928, s. 122 -j- I nlb.
Biliński T. W kraju kwitnącej wiśni, (gejsza, maika, ojra).
„Kurjer Iiteracko-naukowy 1928. Nr. 21.
Biliński T. Dwa oblicza Doktora Jerzego (Jana) Fausta. Ku­
rjer Iiteracko-naukowy 1928. Nr. 22.
Bogatyński Wł. Sporty w dawnej Polsce. Kurjer Iiterackonaukowy 1928. Nr. 1 5.
Bogatyński Wł. Tucholszczyzna karpacka. „Ziemia“ 1928.
Nr. 17. s. 266—269.
Bolinder G. Underliga Folk i Europas mitt. Stockholm 1928.
s. 305 -j- 1 nlb. (Książka o Hucułach, uwzględnia Podhale i pol­
ską Huculszczyznę).
Brossig A. Rzeźby gotyckie na Helu. Kurjer literacko-naukowy 1928. Nr. 12.
Brückner A. Pierwotna wiara i kulty. Polska, jej dzieje
i kultura od czasów najdawniejszych aż do chwili obecnej. T. I.
Zesz. 2—3. Warszawa 1928. s. 39—50.
Bulas K. Pochodzenie języka etruskiego. Kurjer literacko-naukowy 1928. Nr. 11.

169
Bystroń J. St. Charakternicy. Studja staropolskie ku czci
A. Brucknera. Kraków 1928. s. 191 —197.
Bystroń J. St. Regjonalne przysłowia sąsiedzkie. „Ziemia“
1928. Nr, 20,21, S. 317- 319, 333—337.
Bystroń J. St. Wspomnienia syryjskie Bejrut—Palmira — Da­
maszek. Z 15 ilustracjami. Warszawa 1928. 8°, S. 181 -j- 2 nlb.
Chętnik A. Jałowiec w życiu, obrzędach i wierzeniach Kur­
piów. „Ziemia“ 1928. Nr. 17. s. 269—274.
Chętnik A. Rybołóstwo zimowe nad Narwią. „Ziemia“ 1928.
Nr. 9. S. 133—135.
Chętnik A. Wesele na Kurpiach. „Ziemia“ 1928. Nr. 14.
s. 219—221.
Chodynicki K. Tradycja jako źródło historyczne. Studja
staropolskie ku czci A. Brucknera. Kraków 1928, s. 173—190.
Chybiński A. O staropolskiej kolędzie. „Ziemia“ 1928. Nr. 4.
s. 50—53. -------- '
Cierniak A. Le Théâtre populaire ancien et moderne en
Pologne. Congrès International des arts populaires. Résumés.
Paris 1928, s. 137—138.
Daszyńska-Golińska Z. Zagadnienia populacyjne w świetle
obrad Międzynarodowego Kongresu Populacyjnego w Genewie.
Ekonomista R. XXVIII. T. I. Warszawa 1928. s. 3—21.
Dekowski J. i Socha Sz. Podkoziołek. „Ziemia“ 1928. Nr. 17.
s. 278.
Dobrowolska W. Na dworze Stefana Batorego. (Czary na
dworze). Kurjer literacko-naukowy 1928. Nr. 20.
Dybczyński T. Stopnica. „Ziemia“ 1928. Nr. 14. s. 216 -219.
Dynowska M. Dylu, dyla na badylu. Z rysunkami. War­
szawa, M. Arct, 1928. s. 53 —{— 2 nlb.
Ejsmond J. W puszczy. Opowieści o sercu zwierzęcem.
Warszawa 1928. Gebethner i Wolff. Wyd. 2. s. 129 -j- 2 nlb.
Fischer A. Bibljoteka regjonalna. Słowo Polskie 1928. Nr. 98.
z 8. IV.
Fischer A. Djabeł w wierzeniach ludu polskiego. Studja
staropolskie ku czci A. Brucknera. Kraków 1928. s. 198—212.
Fischer A. Dziesięciolecie ludoznawstwa 1918—1928. Słowo
Polskie 1928. Nr. 313. z 12. XI.
Fischer A. Encyklopedja zabobonu (ocena E. Hoffmanna.
Krayera, Handwörterbuch d. Aberglaubens). Słowo Polskie 1928.
Nr. 52. z 22. II.
Fischer A. Etnografja okolicy Lwowa. Słowo Polskie 1928,
Nr. 85.
Fischer A. Ignorancja czy zła wola. (Ocena Karutza, Atlas
der Völkerkunde). Słowo Polskie 1928. Nr. 22. z 23. I.
Fischer A. Kongres sztuki ludowej w Pradze '1928 r. Słowo
Polskie 1928. Nr. 8. z 9. I.

170
Fischer A. I. Międzynarodowy Kongres Sztuki Ludowej
W Pradze. Słowo Polskie 1928. Nr. 292. z 22.X,
Fischer A. Muzea regjonalne. Słowo Polskie 1928. Nr. 344.
z 13. XII.
Fischer A. W sprawie Muzeum Etnograficznego we Lwo­
wie. Słowo Polskie 1928. Nr. 306. z 5. XI.
Fischer A. Z podróży po Słowiańszczyźnie. I. Święto rol­
nicze w Pradze. Słowo Polskie 1928. Nr. 154. z 7. VI. II. Budowa
muzeów etnograficznych. Słowo Polskie 1928. Nr. 155. z 8. VI.
Fischer A. Principes de croyances dans l’ornementation po­
pulaire polonaise. (Congrès internat, des arts popul. Résumés).
Paris 1928. s. 23—24.
Fischer A. Przegląd polskich wydawnictw etnograficznych
i etnologicznych za lata 1925—1927. Kwartalnik historyczny
T. XLI. Lwów 1928 i odbitka s. 23 -J- 1 nlb.
Fischer A. Regjonalizm lubelski. Słowo Polskie 1928. Nr. 92.
z 2. IV.
Fischer A. Rusini. Zarys etnografji Rusi. Wydawnictwo
Zakł. Naród. im. Ossolińskich. Lwów 1928. s. VIII —j— 192 —j— III tabl.
Fischer A. Sztuka ludu polskiego. (Ocena prac E. Frankow­
skiego, T. Seweryna i Wł. Antoniewicza). Słowo Polskie 1928.
Nr. 355. z 25. XII.
Fischer A. Udział Słowian w I. Międzynarodowym Kongre­
sie Sztuki Ludowej w Pradze 1928. Ruch słowiański 1928.
S. 73—75.
Fischer A. Zagadnienia etnograficzne przy nauce geografji.
Czasopismo geograficzne. Lwów 1928. T. VI. s. 157—161.
Frankowski E. Les découpures de papier (canivets). Con­
grès International des arts populaires. Résumés. Paris 1928.
S. 87—89.
Frankowski E. Kalendarz obrzędowy ludu polskiego. Wydawn. Sekcji Powszechnych Uniwersytetów Regionalnych Związku
Naucz. Szkół Powszechnych z zasiłku Min. W. R. i O. P. War­
szawa 1928. s. 80.
Frankowski E. Malowanki. Wydawnictwo J. Mortkowicza.
Towarzystwo wydawnicze w Warszawie. Warszawa—Kraków
1928. s. 2 + 5 tabl.
Frankowski E. Sztuka ludu polskiego. Monografje artystyczne
T. XVII. Warszawa 1928, s. 28 -j- 32 tabl.
Frankowski E. Wycinanki. Warszawa—Kraków. Wydawnic­
two J. Mortkowicza. Towarzystwo Wydawnicze w Warszawie.
1928. s. 4 -j- 8 tabl. -j- s. 2.
Gadomski A. Zwyczaje ludożercze plemion afrykańskich.
Kurjer literacko-naukowy 1928. Nr. 1 1.
Galas P. Ks. Zbierajmy słownictwo ludowe. Orli Lot.
1928. Nr. 3,

171
Gałęzowska I. Czy istnieją wyobrażenia zbiorowe? Przegląd
powszechny T. 179. Nr. 535. Kraków 1928. s. 31—57.
Gelb I. Dziwne zwyczaje ludu afrykańskiego. Kurjer lite-*
racko-naukowy Nr. 16. Kraków 1928.
Gelb I. Legendy o potopie. Kurjer literacko-naukowy 1928.
Nr. 43.
Inglot S. Weselne obrzędy ludowe w powiecie łańcuckim
w drugiej połowie XIX w. Rocznik Zakł. Nar. im. Ossolińskich.
Lwów 1928 i odb.
Jankowski W. Zycie towarzyskie w dawnej Polsce. Kurjer
literacko- naukowy 1928. Nr. 35.
Janowski A. Z ziemi ciechanowskiej. „Ziemia“ 1928. Nr. 3.
s. 36—39.
Janusz B. Wartość naukowa naszych zbiorów publicznych.
W wyd. zbiorowem „Lwów dawny i dzisiejszy“ 1928. s. 53—61.
Jasieńczyk. Rybołóstwo na naszem wybrzeżu. Kurjer lite­
racko-naukowy 1928. Nr. 32.
Kantor-Mirski M. Kościółki drewniane na Śląsku. Kurjer
literacko-naukowy 1928. Nr. 37.
Karasek A. Die Entwicklung des Dorfrechtes in den pfäl­
zischen Siedlungen Galiziens. „Deutsche Blätter in Polen“. Po­
znań 1928. R. V. z. 9—10. s. 427—438.
Klinger W. Sw. Jerzy w wierze i obrzędowości ludowej.
Kurjer literacko-naukowy 1928. Nr. 17.
Kobiela L. Obrzędy i przesądy pogrzebowe u ludu pol­
skiego. Kurjer literacko-naukowy 1928. Nr. 44_.
Kobiela L. Z zwyczajów ludowych na Śląsku. Kurjer lite­
racko-naukowy 1928. Nr. 33.
Koranyi K. Ze studjów nad wierzeniami w historji prawa
karnego. I. Beczka czarownic. Pamiętnik historyczno-prawny. V.
z. 2. Lwów 1928, s. 42 —J— 1 nlb.
Kucharski E. Mazowsze pierwotne i zagadnienie szczepów
polskich. Studja staropolskie ku czci A. Brucknera. Kraków 1928.
s. 27—63.
Korybutiak Z. J. Zabytki historyczno-krajoznawcze i miej­
sca wycieczkowe w gminie dangieliskiej pow. święciańskiego.
(Kapliczka, zagroda, zamek drewniany). Orli Lot 1928. Nr. 4.
Kozierowski St. Ks. Pierwotne osiedlenie pogranicza wielkopolsko-śląskiego między Obrą i Odrą a Wartą i Bobrem w świetle
nazw geograficznych. Slavia occidentalis T. VII, s. 172—329.
Poznań 1928.
Królowa Z. Znaczenie jajka wielkanocnego w dziejach.
Kurjer literacko-naukowy 1928. Nr. 15.
Krysiński A. Liczba i rozmieszczenie Białorusinów w Polsce.
„Sprawy Narodowościowe“ R. II. (1928). Nr. 3—4.

\72
Kubijowicz Wł. Rozmieszczenie ludności na Ukrainie Ra­
dzieckiej. (U. S. R. R.) Krak. Odczyty krajoznawcze Nr. 10.
Kraków 1928. s. 31.
Kuhn W. Das Deutschtum in der Bielitzer Sprachinselgruppe
und in Galizien, „Karpathenland ‘ (Reichenberg) 1928. z. 2.
s. 49—55.
Kuhn W. Geschichte der Mennoniten in Kleinpolen. „Deut­
sche Blätter in Polen“. Poznań 1928. R. V. z. 9—10, s. 397—415 -j3 tabl.
Kulesza E. Mistyka w świetle najnowszych studjów. Prze­
gląd Powszechny. T. 177. Nr. 530. Kraków 1928. s. 129—143.
Kwieciński Z. M. Jakim winien być teatr ludowy ? Kurjer
literacko-naukowy 1928. Nr. 32.
Laskowski W. S„ Maciesza A. i Klęskówna K. Kult św.
Mikołaja w Polsce. „Ziemia“ 1928. Nr. 2. s. 30—32.
Laubert M. Beiträge zum Sprach-und Nationalitätenverhält­
nis in der Provinz Posen um 1830. „Deutsche Blätter in Polen“,.
Poznań 1928. R. V. z. 9—10, s. 415—427.
Ligęza J. Ujanowice wieś powiatu limanowskiego. (Zapiski
z r. 1905). Prace Komisji Etnograficznej Pol. Akad, Um. Nr. 9.
Kraków 1928. s. 33.
Ligoń St. Polskie teatry ludowe na Śląsku, ich znaczenie
i rozwój. „Ziemia“ 1928. Nr. 15—16, s. 259—261.
Małecki M. Archaizm podhalański. Monografja polskich cech
gwarowych. Nr. 4. Kraków, P. A. U. 1928, s. 46.
Markiewicz J. Balsamowanie zwłok w Australji i na wy­
spach Kanaryjskich. Kurjer literacko-naukowy 1928. Nr. 34.
Markiewicz J. Poglądy ludów pierwotnych na istotę cho­
rób. Kurjer literacko-naukowy 1928. Nr. 4L
Maurizio A. Co zawdzięczamy ludom pierwotnym ? „Nauka
Polska“ R. IX. Warszawa 1928.
Moszyński K. Etnografja w muzeach regjonalnych. Patrz :
Muzea regjonalne s. 98—170, oraz odbitka. Warszawa 1928, 8°.
S. 78.
Moszyński K. Polesie wschodnie. Materjały etnograficzne
z wschodniej części b. powiatu mozyrskiego oraz z powiatu
rzeczyckiego. Wydawnictwo Kasy im. Mianowskiego. Warszawa
1928. s. XV -f 328 + 14 tabl.
Mikulski T. Napisy na drzewach. „Ziemia“ 1928. Nr. 18.
s. 290—293.
Muzea regjonalne. Ich cele i zadania. Skład główny „Nasza
Księgarnia“. Warszawa 1928. s. III -f- 276 -j- 1 nlb. (Bibljoteka
Regjonalna Tom 1).
Nitsch K. O dialekcie śląskim. Kurjer literacko-naukowy
1928. Nr. 22.
Nodzeński St. Wielki tydzień w Polsce. Kurjer literackonaukowy. Kraków 1928. Nr. 14.

173
Nodzeński St. Kurpie, mieszkańcy Puszczy Zielonej. Kurjer
literacko-naukowy 1928. Nr. 22.
Nodzeński St. Obrzędy i wierzenia ludu polskiego w wigilję św. Jana Chrzciciela. Kurjer literacko-naukowy 1928. Nr. 26.
Nodzeński St. Polskie zapusty. Kurjer literacko-naukowy
1928. Nr. 8.
Olszewicz W. Orawskim gościńcem. „Ziemia“ 1928. Nr. II.
s. 169—172.
Pacewiczowa Z. Z młodego osadnictwa na Polesiu. „Zie­
mia“ 1928. Nr. 5. S. 68—71.
Padechowicz M. Od dawnej skrzyni do nowoczesnej szafy.
„Rzeczy Piękne“ R. VII. z. 7—9.
Padechowicz M. Stół w dawnych i dzisiejszych czasach.
„Rzeczy Piękne“ R. VII. Nr. 4—6.
Peuckert W. E. Schlesische Volkskunde. Quelle & Meyer.
Lipsk 1928. s. 272 -f- 16 tabl.
Pierwszy powszechny spis Rzeczypospolitej Polskiej z dnia
30 września 1921 roku. Mieszkania, Ludność, Stosunki zawodowe.
Województwa: Poznańskie, T. XXIV, s. 415 — Pomorskie,
T. XXV, s. 301 — Tarnopolskie, T. XXIX, s. 288. Warszawa
1927-1928.
Pietkiewicz Cz. -Polesie rzeczyckie. Cz. I. Kultura materjalna. „Prace Kom. Etnograf. Pol. Akad. Um.“ Nr. 7. Nakładem
Pol. Akad. Urn. Kraków 1928. s. VI_-f- 318 —f— 2 nlb.
Piotrowski J. Rzekome posągi Światowida w powiecie rohatyńskim. Kurjer literacko-naukowy 1928. Nr. 24.
Piotrowski M. Koło i wóz czasów przedhistorycznych
w Europie i krajach śródziemnomorskich. „Z otchłani wieków“
R. III. z. 2. Poznań 1928.
Przysłowia śląskie. Orli Lot 1928. Nr. 1.
Rudnicki M. Nazwy Słowian (zachodnich) w dokumentach
niemieckich. (Rozdział z psychologji narodów). „Slavia occidentalis“ T. VII. s. 453- 504. Poznań 1928.
Schrammówna H. O samodziałach ludowych w Wileń­
szczyźnie. „Rzeczy Piękne“ R. VII. Nr. 1 —3.
Seweryn T. Krakowskie skrzynie malowane. Wydawnictwo
i nakład Muzeum Etnograficznego w Krakowie. Kraków 1928.
s. 38 + V tabl.
Seweryn T. Z żywym kurkiem po dyngusie. (Materjały).
Prace Komisy etnograf. Pol. Akad. Urn. Nr. 6. Kraków 1928.
s. 53 + VIII tabl.
Sikora hr. Szkubaczki. (O djabelskim młynie; O świyntym
Jonie ; Jako žida dostali). Orli Lot 1928. Nr. 1.
Sikora Fr. Z życia górali istebniańskich. Orli Lot 1928. Nr. 3.
Simche Z, Pejzaż wsi tarnowskiej. „Ziemia“ 1928. Nr. 13.
s. 194—196.

174
Skierkowski Wł. Ks. Wesele na Kurpiach. Widowisko w 4
obrazach ze śpiewami i tańcami. Libretto w opracowaniu Adama
'Chętnika. Warszawa 1928. S. 30.
Sliwina W. J. — Tracz F. Ziemia Lubartowska. Szkic mo­
nograficzny, ilustrowany. Lubartów 1928. S. 146 -f- 2 nlb.
Sławiczek J. Zamki drewniane na Śląsku Cieszyńskim.
Orli Lot 1928. Nr. 3.
Słuszkiewicz E. Potworność różnic społecznych w Indjach.
Kurjer literacko-naukowy 1928. Nr. 22.
Sochaniewiczówna J. Materjał budowlany wsi polskiej. Cza­
sopismo geograficzne T. VI, s. 86—96. Lwów 1928.
Staich Wł. Ks. Zaduszki wielkanocne w dawnym Krakowie.
Kurjer literacko-naukowy 1928. Nr. 15.
Stelmachowska B. Uczmy się na cudzych błędach (w spra­
wie zbiorów ludoznawczych w Poznaniu). Kurjer Poznański 1928.
Nr. 480. z 18. X.
Sujkowski Wł. R. „Kusaki“ w wierzeniach ludu. Ilustro­
wany Kurjer Codzienny, Kraków 1928. Nr. 51. z 20. II.
Sukertowa E. Legendy nadprądnikowe. Wyd. Pol. Towa­
rzystwa Krajoznawczego. Warszawa 1928. s. 47.
Szramek E. X. Rdzenna polskość Śląska. „Ziemia“ 1928.
Nr. 15—16, s. 251—252.
Szuman S. Les anciens kilims en Pologne et en Ukraine.
Congrès International des arts populaires. Résumés. Paris 1928.
s. 85—86.
Szydelski S. Ks. Religja helleńska. Stary Testament i chrze­
ścijaństwo. Ateneum Kapłańskie R. XIV. T. 2 i. Włocławek 1928.
Zesz. I. s. 1 — 6 i z. 2. s. 105—135.
Tkanina. Ornamenty i wzory używane na tkaninach od
czasów starożytnych do początków XIX wieku. Warszawa—
Kraków 1928. Towarzystwo Wydawnicze w Warszawie, s. XLIV
z 8 tabl. kolor., 160 tabl. obustronnych.
Tománek L. Dzieje małżeństwa. Kurjer literacko-naukowy
1928. Nr. 25.
Tymieniecki K. Społeczeństwo Słowian lechickich. (Ród
i plemię). „Lwowska Bibljoteka Slawistyczna“ Tom VI. Lwów
1928. s. XI + 260.
Udziela S. Lud polski na Górnym Śląsku. „Ziemia“ 1928.
Nr. 15—16. s. 242—251.
Udziela S. Oświetlania mieszkań. Orli Lot 1928. Nr. 4.
Wallis St. Kalendarz w przysłowiach górnośląskich. „Zie­
mia“ 1928. Nr. 15—16. s. 252—253.
Wasilkowski E. La rosace dans l’ornementation polonaise.
Congrès International des arts populaires. Résumés. Paris 1928.
s. 43—44.
Węgrzynowicz J. Jak dawniej oświetlano izby wiejskie. Ku­
rjer literacko-naukowy 1928. Nr. 43.

175
Wojciechowski Z. O ustroju szczepowym ziem polskich.
Uwagi krytyczne, „Slavia occidentalis“ T. Vil. s. I —63. Po­
znań 1928.
Woźniakowski M. Huculi i ich wędrówki na połoniny.
Kurjer literacko-naukowy 1928. Nr. 41.
Wróbel Z. Zbójnictwo na Podhalu. Kurjer literacko-naukowy
1928. Nr. 31.
Zaborski B. Uwagi metodyczne o mapach wyznaniowych
z mapą części województwa lwowskiego. Przegląd geograficzny
1928. T. VIII. s. 1—25 + I mapa.
Zarzycki J. Najdawniejsze siedziby słowiańskie. Kurjer lite­
racko-naukowy 1928. Nr. 38.
Zawistowicz K. Z Wołynia. „Ziemia“ 1928. Nr. l. s. 7—11.
Zborowski J. Ocalmy zanikające wartości etnograficzne Pod­
hala. Ilustr. Kurjer Codzienny. Kraków 1. IX. 1928 r.
Zubrzycki J. S. Dwór polski. „Ziemia“ 1928. Nr. 14.
s. 210-216.
Zubrzycki J. S. Chata polska. „Ziemia“ 1928. s. 86—92.
Zwolakiewicz H. Figury przydrożne w okolicach Łęcznej.
„Ziemia“ 1928. Nr. 2l. s. 337—339.
Zwyczaje spadkowe włościan w Polsce. Cz. I. Zwyczaje
spadkowe włościan w województwach południowych. Opraco­
wali: Karol Kowalski: (Prawne zwyczaje w zakresie wyposa­
żenia dzieci i dziedziczenia oraz sprawa podzielności małych
gospodarstw wiejskich w byłym zaborze austrjackim) ; Dr. Ste­
fan M. Grzybowski i Dr. Konstanty Grzybowski (Włościańskie
zwyczaje spadkowe w obrębie krakowskiego sądu apelacyjnego.
Małopolska zachodnia.) ; Rudolf Karpiniec : (Włościańskie zwy­
czaje spadkowe na Śląsku cieszyńskim). Przedmowę napisał prof.
Dr. Fr. Bujak. Warszawa 1928. (Bibljoteka Puławska. Serja prac
społeczno-gospodarczych) str. XX —(— 1 57 —f— 1 mapa.
Zółtaszek J. Chałupniczy przemysł tkacki w okręgu łódzkim.
Odbitka z „Ekonomisty". Warszawa 1928. s. 35.

KRONIKA ETNOLOGICZNA.
ł Ludomir Sawicki (1884—1928), profesor U. J. w Krako­
wie, dyrektor Instytutu geograficznego Uniw. Jagiellońskiego.
W sile wieku, w okresie najintensywniejszej pracy zasko­
czyła go śmierć z powodu choroby, nabytej podczas wyprawy
naukowej na półwysep Bałkański. Sp. Sawicki pozostawił około
50 dzieł naukowych w języku polskim, niemieckim, włoskim,
francuskim i węgierskim.Prace te są wynikiem nietylko rozwa­
żań teoretycznych, lecz i bardzo intensywnych badań w tere­
nie. W zakres jego badań wchodziły początkowo problemy
morfologiczne, następnie zajmował się hydrografją, antropogeografją, statystyką i zagadnieniami wpływu podłoża geograficznego
na strukturę kulturową kraju. Od początku swej pracy podró­
żuje. W latach 1908 do 1910 odbywał podróże naukowe po
Karpatach, Alpach, Włoszech, Francji, Anglji i Niemczech, później
do Abisynji, Sjamu, do Małej Azji i wreszcie na Bałkan. W po­
dróżach tych interesował się przedewszystkiem morfologją bada­
nego terenu. Wynikiem badań karpackich były doskonałe studja
0 szałasmctwie i Karpatach, które dla etnografji mają wielkie zna­
czenie. Sp. Sawicki jako znany badacz i uczony brał udział
w kongresach międzynarodowych w Genewie (1908), w Londy­
nie (1911), w Rzymie (1913) i w Kairze ( 1925).
W r. 1927 był generalnym sekretarzem i głównym organi­
zatorem II. Zjazdu Słowiańskich Geografów i Etnografów, odby­
tym w Polsce w czasie od 2—12 czerwca. Był współpracowni­
kiem Komisji fizjograficznej Akademji Umiejętności, współpra­
cownikiem Komisji antropologiczno-etnograficznej tejże Akademji,
współpracownikiem sekcji meteorologicznej Towarzystwa nauko­
wego w Warszawie, członkiem korespondentem Polskiego To­
warzystwa Geograficznego, członkiem Komisji naukowej b. ge­
nerał- gubernatorstwa
lubelskiego, członkiem korespondentem
Serbskiego Towarzystwa Geograficznego i Polskiego Towarzy­
stwa Krajoznawczego, którego oddział zorganizował w Krakowie,
1 którego prezesem był do samej śmierci. Powołuje do życia
miesięcznik „Wiadomości Geograficzne“ i tworzy biblioteczkę
geograficzną „Orbis“, która nie tylko służy zagadnieniom geografji, lecz również posiada doniosłe znaczenie dla etnografów,
gdyż serja III. bibl. geograf. „Orbis“ przyniosła cały szereg to­

177
mów treści etnograficzne’. Nauka polska traci w śp. Zmarłym
wielkiego badacza i uczonego nietylko na polu geografji, ale
też i bliskich jej nauk pokrewnych. — Cześć Jego pamięci!
■J- Karol Kadlec (1865—1928). Dnia 5. grudnia 1928,
zmarł w Pradze Czeskiej Dr. Karol Kadlec, profesor historji
prawa słowiańskiego w uniwersytecie czeskim. Nazwisko wiel­
kiego uczonego znane było nietylko w jego ojczyźnie i wogóle
Słowiańszczyźnie, ale i w całym świecie uczonym. Był głębokim
znawcą nietylko historji prawa czeskiego, ale także wszystkich
innych praw słowiańskich, jak polskiego, rosyjskiego, chorwac­
kiego i serbskiego, w których to językach ukazywały się też jego
prace, a prócz słowiańskich w niemieckim i angielskim. Był
członkiem wszystkich słowiańskich Akademij Umiejętności, a rów­
nież i Towarzystwo Naukowe lwowskie zaliczało go w poczet
swych członków.
Z licznych jego cennych prac należy wymienić: o zadrudze słowiańskiej, o t. zw. Tripartitum Verböczyego, o statucie
Moscenickim, o Ruskiej Prawdzie, o prawie wołoskiem, dalej
zarysy historji prawa rosyjskiego, polskiego i węgierskiego.
Śp. prof. Kadleca łączył węzeł najserdeczniejszej sympatji
z nauką i światem naukowym polskim. Zaznajamiał on stale
bardzo życzliwie naukę czeską z wynikami prac naukowych pol­
skich. W Encyklopedji Polskiej, wydawanej przez Akademję
Umiejętności w Krakowie umieszczono jego pracę o początkach
prawa słowiańskiego przed X wiekiem, która to praca jest wspa­
niałym upominkiem dla nauki polskiej. Prof. Kadlec przygoto­
wywał również dział prawa staro-słowiańskiego do dzieła L. Niederlego „Slovanské starožitnosti“, lecz nie było mu już niestety
dane tego tak ważnego dzieła dokończyć.
■j- Jan Łoś (1860—1928), profesor Uniwersytetu Jagielloń­
skiego w Krakowie, członek Polskiej Akad. Umiejętności, Lwow­
skiego Towarzystwa Naukowego, wszystkich słowiańskich Aka­
demij Nauk, wieloletni członek Towarzystwa Ludoznawczego we
Lwowie i t. d. zmarł fO listopada 1928.
Śp. Prof. Łoś habilitował się w r. 1890 w Uniwersytecie
petersburskim, gdzie też przez cały szereg lat wykładał różne
działy slawistyki, w szczególności zaś językoznawstwo polskie,
czeskie i serbochorwackie. Katedrę filologji słowiańskiej w Un:
wersytecie Jagiellońskim objął w r. 1902, zas w 1920 r. prze­
szedł na katedrę języka polskiego. Prof. Łoś pracował głów­
nie nad zagadnieniem dziejów języka polskiego (Gramatyka pol­
ska T. I—111. Lwów, Zakład Nar. im. Ossolińskich 1922— 1927,
tom IV. pozostał niewykończony w rękopisie; nadto podręcznik
uniwersytecki „Krótka gramatyka historyczna języka polskiego“
.Lud. T. XXVII.

12

178
Lwów 1927. nakł. K. S. Jakubowskiego). Prócz pracy nad dzie­
jami języka, prowadził Łoś badania filologiczne nad zabytkami pol­
szczyzny średniowiecznej, których wynikiem jest znakomity „Prze­
gląd językowych zabytków staropolskich do r. 1543“. Kraków,
Akademja Umiejętności 1915 i wydanie drugie p. t. „Początki
piśmiennictwa polskiego“, Lwów, Ossolineum 1922.
Etnografja polska poczuwa się do szczególnej wdzięczności
Łosiowi za to, że wykończył i przygotował do druku drugą
połowę „Słownika gwar polskich“ J. Karłowicza, którego tylko
trzy pierwsze tomy ogłosił drukiem sam autor. Drugiem dużem
leksykograficznem dziełem, nadzwyczaj ważnem tak dla lingwisty
jak dla etnografa, miał być „Słownik staropolski“. Niestety śmierć
nie dała mu doprowadzić do końca tego słownika, nad którym
pracował przeszło 25 lat. Wykończenie tego dzieła nie napotka
jednak na znaczne trudności, a to dzięki nader praktycznie i kon­
sekwentnie stosowanemu programowi, jest więc nadzieja, że wyj­
dzie ono drukiem po śmierci autora, by wzbogacić literaturę pol­
ską w dzieło, jakiem nie może się poszczycić bodaj że żaden
z narodów słowiańskich. Prócz tych dzieł o znaczeniu zasadniczem, możnaby wyliczyć wiele innych drobnych prac i rozpraw
gwarowych, bardzo ważnych dla ludoznawstwa polskiego;
W grudniu 1927 r. obchodził polski świat naukowy uro­
czystość jubileuszową, jako hołd dla Łosia ku uczczeniu dwudziestopięciolecia jego pracy w Uniwersytecie Jagiellońskim. Zło­
żono mu wówczas hołd w formie księgi pamiątkowej, zawiera­
jącej kilkadziesiąt rozpraw i artykułów, ofiarowanych przez przy­
jaciół, kolegów i uczniów tego wielkiego badacza. 1 już nie­
spełna w rok po tej podniosłej uroczystości naukowej odszedł
z naszego grona.

f Ks. Władysław Sarna (* 25. VI. 1858 f 9. I. 1929),
Prałat Jego Świątobliwości i infułat dziekan Kapituły katedralnej
zmarł w Przemyślu w 70 roku życia. Zmarły kapłan był nietylko
znaną i powszechnie szanowaną postacią ze względu na swą
działalność społeczną, ale odznaczył się również bardzo poważ­
nie na polu etnografji.
Śp. ks. Sarna brał czynny udział we wszystkich sprawach
społecznych i narodowych ; szczególnie interesował się dolą ludu
wiejskiego, który zajmował go też z punktu widzenia nauko­
wego. Wyniki swych poszukiwań ogłosił ks. Sarna w całym
szeregu prac, z których zasługują na wymienienie: 1) Zwyczaj,
wykupywania panny młodej w Korczynie pod Krosnem. Lud II.,.
2) Obrzędy weselne w Jaszczwi. Lud II., 3) Kolęda śpiewana
w Szebniach (pow. jasielski) w dzień Nowego Roku po domach
przez szczodraków czyli kolędników. Lud III., 4) Pieśń ludowa
religijna o odsieczy Wiednia przez Jana III. Lud III., 5) Opis po­

179
wiatu krośnieńskiego pod względem geograficzno-historycznym.
Przemyśl 1898. s. XII
536. 6) Opis powiatu jasielskiego. Jasło
1908. s. VI -|- 743 z mapą.
Materjaîy te mają do dziś wielką i niezmienną wartość.
Red. „Ludu“ oddaje głęboką cześć pamięci zacnego kapłana,
który łączył troskę o biedny lud wiejski z zamiłowaniami naukowemi.

■f- Stanisław Zdziarski (1878—1928), współredaktor „Kurjera Warszawskiego“, Dr. fil., zmarł dnia 2 grudnia 1928 w War­
szawie w 50 roku życia.
Sp. zmarły przed swą karjerą dziennikarską pracował nau­
kowo i uzyskał „veniam legendi“ na uniwersytecie petersburskim.
Naukowo interesował się głównie literaturą polską i slawistyką.
Jako slawista wszedł też w bliższy kontakt z zagadnieniami
z. dziedziny ludoznawstwa i ludowości w literaturze. Dorobek
naukowy śp. Zdziarskiego z zakresu ludoznawstwa jest znaczny ;
prócz prac oryginalnych, zamieszczał on liczne recenzje prac etno­
graficznych w różnych czasopismach, jak „Wisła“, „Lud“, „Prze­
gląd powszechny“, „Przegląd literacki“, „Kwartalnik historyczny“,
i t. d. Prace oryginalne, mające wartość dla etnografji polskiej
są następujące: „Pierwiastek ludowy w poezji polskiej XIX w.“
Warszawa 1901. s. VIII -f- 590, „Młoda Polska. Pierwiastek lu­
dowy w poezji“. Przegląd powsz. 1901. T. LXXI i LXXII.,
„Ludowość w poezji polskiej XIX w.“ Lud X., „Pierwiastek lu­
dowy w poezji A. Mickiewicza“ Lud IV., „Pierwiastek ludowy
w utworach Romana Zmorskiego“. Dod. do Przegl. tyg. 1900.
T. II., „Chłopski świat w poezji Lenartowicza“ Kraj 1900. Nr. 29—31.
„Seweryn Goszczyński. Element ludowy jego poezji“. Ateneum
1900. T. II., „Ze studjów nad t. zw. Szkołą ukraińską. Kierunek
ludowy w poezji“. Ateneum 1900. T. IV., „O genezie Ballad
i Romansów Stefana Witwickiego“. Spr. Wydz. Filolog. A. U.
1899. X., „W sprawie baśni Lenorowych“. Wisła XV., „Lu­
dowy warjant komedji Baryki: Z chłopa król“. Lud X„ „Boga­
rodzica w pieśni ludowej . Kur. Pozn. 1904. „Cztery odmiany
Lenory“ Wisła VII., „Przyczynek do baśni lenorowych“ Lud VIII.
„Dwa motywy bajeczki o pastuszku“ Lud V., „Skarby tatrzań­
skie“ Wisła XV., „Baba u farosa“ Lud V., „Do pieśni o królu
Sobieskim“ Wisła XIV., „Pieśń ludowa w Galicji“ Spr. Wydz.
Filolog. A. U. 1900. III., „Listy z nieba“ Lud VI., „Dotychcza­
sowy stan badań nad etnógrafją polską i dalsze ich kierunki“
Pam. III. Zjazdu hist. sekc. IV., „Lwowskie Towarzystwo Ludo­
znawcze“ Gaz. polska 1901. Nr. 82, Książka 1905., „Zjazd ludo­
znawców polskich we Lwowie z powodu dziesięciolecia istnienia
towarzystwa“. Książka 1905, Słowo 1905. Nr. 20, Ogniwo 1905.
Przew. bibljograficzny 1905.

12*
»

180
Mimo zupełnego pochłonięcia przez molocha dziennikar­
skiego, nie przestawał do ostatnich chwil interesować się ludc
znawstwem, a dawał dowody tego przez liczne recenzje z prac
ludoznawczych w pismach warszawskich. Szczególnie „Lud" za­
wdzięcza mu wiele pochlebnych wzmianek. Wogóle widać, że
w chwrlach ciężkich życia osłodą była mu etnografja. Tak
np. Redakcja „Ludu“ posiada w tece rękopis p. t. Świat
zwierzęcy w języku polskim, który był pisany w austrjackiem
więzieniu garnizonowem, gdzie musiał odcierpieć swe słowianofälskie »dee. Zmarł w pełni sił i twórczej pracy, gdy mógł jeszcze
wiele pożytecznych prac wykonać i dlatego żal z powodu tej
śmierci jest tem większy.

"f" Jan Leciejewski. Dnia 22 stycznia 1929 r. zmarł Dr.
Jan Leciejewski, profesor II i IV gimnazjum lwowskiego, wielo­
letni docent w Uniwersytecie lwowskim, członek Towarzystwa
Ludoznawczego i długoletni członek redakcji „Ludu“.
Poświęcił się z zamiłowaniem zagadnieniom slawistyki, którą
to naukę traktował na szerokiem tle. Zajmował się przeważ­
nie nosówkami staropolskiemi, a zarazem iiteraturą południowoałowiańską, czeską i słowacką. Jego slawistyczne zainteresowa­
nia zbliżyły go również do zagadnień etnograficznych, czego wy­
razem jego współdziałanie z é. p. Prof. A. Kaliną w redagowa­
niu „Ludu“. Wynikiem tej współpracy z najgorliwszym wówczas
krzewicielem ludoznawstwa polskiego był cały szereg prac cha­
rakteru etnograficznego, jak n. p. : „Pierwiastki starożytne w pie­
śniach ludowych słowiańskich“, „Gwara miejskiej Górki i oko­
licy“ R. W. F. A. U. IX. s. 108 —148, „Wróżenie z miecza“,
Lud VII. s. 217 n., „Chrzest „Żyda“, Lud IX. s. 408 n., nekro­
log „Ar.toni Kalina“, Lud XIÍ, „Jesza czy Jasza czy Jasz“? Lud
X\3 i t. d. Pozatem ś. p. Leciejewski informował polskich etno­
grafów stale w „Ludzie“ w dziale recenzyjnym o literaturze lu­
doznawczej ogólnosłowiańskiej. Przy schyłku życia zwrócił swe
zainteresowania ku bartnictwu.
W r. 1907 objął katedrę gramatyki porównawczej języków
słowiańskich w Sofji, którą jednak rychło porzucił, by wrócić do
umiłowanego zawodu nauczycielskiego w gimnazjum lwowskienv
Tak w gronie kolegów, Z którymi współpracował naukowo lub
zawodowo, jak też wśród licznego zastępu uczniów, pozostawił
po sobie pamięć człowieka bardzo prawego i uczynnego.
■f" Helena Kamińska (1866— 1928), kustoszka Zbiorów Etno­
graficznych w Muz. Przem. i Rolnictwa w Warszawie zmarła
19. IX. 1928 roku w Gorzeniu Górnym, a pochowana została
w Wadowicach.
«

181
Całe życie ś. p. zmarłej było ściśle związane z dziejami
Muzeum Etnograficznego w Warszawie. Pełniła obowiązki ka­
sjerki jeszcze wówczas, gdy zbiory te były w łączności z ogrodem zoologicznym na Bagateli. Od r. 1896 objęła stanowisko
kustosza, kiedy już zbiory te znalazły pomieszczenie w Muzeum
Przemysłu i rolnictwa. Kiedy zag etnografja polska wywołała
z powodu wystawy petersburskiej wielkie zainteresowanie
i w związku z tern rząd rosyjski udzielił dotacji na zakupy dla
Muzeum Aleksandra III, wówczas ś. p. Kamińska rozpoczyna
szereg podróży etnograficznych po kraju i zbiera materjały rów­
nież dla Muzeum. Następnie przez długie lata była niezłomną
strażniczką powierzonych jej skarbów i na swem stanowisku
mimo trudnych warunków zwłaszcza w okresie wojny przetrwała
aż do tej chwili, gdy państwo polskie roztoczyło nad Muzeum
oficjalną opiekę. W ś. p. zmarłej schodzi do grobu rzadki
typ szlachetnej entuzjastki etnografji polskiej.

"j* Antoni P. Stoiřow. Znakomity etnograf bułgarski uro­
dził się dnia 15 lutego 1869 we wsi Leszko-Gornodżumajsko.
Po ukończeniu studiów z zakresu filologji słowiańskiej w Sofji
poświęcił się zawodowi nauczycielskiemu i był profesorem
w gimnazjum męskiem w Salonikach (1897—'1898), dyrektorem
w Bitolskiem klasycznem gimnazjum (1898—1899), w gimnazjum
w Salonikach (1899—1903), w seminarjum nauczycielskiem w Adrjanopolu (1904*—1905), w Serres (1905—1907), potem znów w Sa­
lonikach i Adrjanopolu (1907—1910), a wreszcie przez trzy lata
był inspektorem szkolnym przy egzarchacie w Konstantynopolu
(1910—1913). Od r. 1913 przechodzi na właściwe dlań stano­
wisko kierownicze przy Muzeum Etnograficznem w Sofji i na
tem stanowisku pozostał aż do swego tak przedwczesnego zgonu
w dniu 9 sierpnia 1928 r.
Działalność ś. p. Stoiłowa obejmowała trzy dziedziny : etno­
grafję, językoznawstwo i historję literatury. Na polu etnografji
pracował zarówno jako zbieracz materjałów, jak też jako autor
bardzo licznych rozprawek. Zebrał około 303 pieśni ludowych,
129 zagadek, 65 przysłów, a prócz tego wielką ilość zwyczajów
świątecznych, zabaw dziecinnych i t. d. Rozmaitych studjów lu­
doznawczych napisał tak wiele, że trudnoby je wszystkie wymie­
niać, więc musimy poprzestać na wzmiance o najważniejszych
jak: 1) „Ziw mrtwec“ (Sborník Sziszmanowa 1920), 2) „Wojnik
na ewatbata“ (Izw. na Etnogr. Muzej I, 17—39), 3) „Żena cheroina“ (Izw. na Etn. Muz. II, 105— 1 17), 4) „Sestra otrovica“
(Izw. na Etn. Muzej IV, 61—68); szczególny interes przedstawia
dla nas praca p. t. „Legengrad w jugosławjenskata narodna po­
ezja" (Perjod. spisanje LXIV, 237—248), w której ś, p. Stoiłow

182
doszedł do wniosku, że Legengrad wziął początek od nazwy
etnicznej Lach, oznaczającej Polaków. Miejscowość Legengrad
w Macedonii jest identyczna z wioską Lechowo, którą według
tradycji miejscowej mieli zamieszkiwać Lechy, zesłani jako rud­
nicy za karę, a więc możliwe, że byli to jeńcy polscy osa­
dzeni tam przez Turków.
Równie ciekawe jest studjurr. „Brada na niwata“, w którem
zanalizowano zwyczaj żniwiarski zostawiania niezżętej garści
zboża, niegdyś bezwątpienia jako ofiary bóstwom. Prócz tego
mamy wiele innych prac rozprószonych po wydawnictwach
i czasopismach, jak „Bułg. Sbirka“, „Bułg. Pregled“, „Sborník
za nar. umotw.“, „Perjod. spisanje“ i t. d. Można wręcz powie­
dzieć, że prawie do każdego zagadnienia z zakresu bułgarskiej
kultury duchowej i społecznej dodał wiele nowych uzupełnień
i objaśnień. Ale pracował również nad bibljografją i systematyką
etnografji bułgarskiej i zamieścił przegląd badań etnograficznych
bułgarskich za lata 1915— 1927 w redagowanych przez siebie
„Izwiestija na narodnija etnografski muzej w Sofije“.
Wreszcie ogłosił ś. p. Stoiłow także szereg szkiców języko­
znawczych i historyczno-literackich. O wielkiej jego pracowitości
na wszystkich tych polach może świadczyć fakt, że twórczość
jego naukowa obejmuje około 400 pozvcyj bibliograficznych.
Działalność ta została też uczczona tak w kraju, jak zagranicą.
Bułgarska Akademja Nauk mianowała go członkiem, a w r. 1927
został wybrany członkiem sekcji etnograficznej Polsk. Akademji
Umiejętności w Krakowie i członkiem korespondentem Tow.
Nauk. im. Szewczenki we Lwowie.
Prócz zalet naukowych należy podkreślić u ś.. p. zmarłego
wielkie zrozumienie dla współpracy wszystkich uczonych sło­
wiańskich, z którymi utrzymywał bardzo żywe stosunki, posyłał
im wszystkie swe publikacje, a z największą ofiarnością służył
swą radą i pomocą. Z Polską łączyły go bardzo żywe relacje,
jeszcze na rok przed śmiercią był w r. 1927 w Polsce na II Kon­
gresie etnografów i geografów słowiańskich ; wtedy też mogliśmy
podziwiać bezpośrednio jego głęboką wiedzę i pełne odczucie
idei słowiańskiej. W sprawozdaniu z kongresu zaś ś. p. Stoiłow
podkreślił, że miłe wspomnienia wyniesione z kongresu w Polsce
zostaną mu w duszy jako najmilsze wspomnienie. A tuż przed
śmiercią napisał wspólnie z Chr. Wakarelskim przegląd polskich
prac etnograficznych p. t. Polska etnografja. 1920—1927 (Izw
na etnogr. Muzej VII 1927). W ś. p. Stoiłowie tracimy nietylko
znakomitego uczonego bułgarskiego, ale i serdecznego przyjaciela
Polski. Dlatego też żal nasz z powodu tej straty jest prawdziwie
szczery i na zawsze zachowamy go we wdzięcznej pamięci.
Adam Fischer.

183

Z działalności Zakładu Antropologiczno - Etnologicz­
nego Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie w piętna­
stoleciu 1914—1928.
Rok bieżący był rokiem wyjątkowo bogatym w kwestjonarjusze. Pozwala to na danie szeregu dat statystycznych o zakładzie,
dotychczas nie wyzyskanych, gdyż ich zestawianie jest połączone
ze znaczną ofiarą czasu, odbijającą się ujemnie na normalnym
toku pracy naukowej. Skoro jednak ta ofiara 'uż poniesiona została,
wyzyskamy ją tu dla zobrazowania działalności naukowej w ubie­
głem piętnastoleciu.
Zakład powstał z chwilą przeistoczenia katedry etnologji,
utworzonej w r. 1910 dla Stanisława Ciszewskiego, na katedrę
antropologji i etnologji w dniu 1 października 1913. Znajduje się
on prowizorycznie w gmachu zakładu geologicznego i zajmuje
lokal złożony z trzech pokoi o ogólnej powierzchni 120 metrów
kw. W czasie najbliższym ma on zostać przeniesiony do obszer­
niejszego lokalu w gmachu starego uniwersytetu przy ulicy Sw. Mi­
kołaja 4.
Budżet zwyczajny zakładu z chwilą jego utworzenia wynosił
-400 koron, zredukowanych w czasie wojny do 267 koron. Dopiero
po upadku Austrji następuje stopniowe powiększanie budżetu,
osiągającego 1.080 zł. rocznej dotacji rządowej, oraz 759'40 zł.
z taks w roku 1927/8.
Podobnie przedstawia się sprawa personelu. Za czasów
austrjackich zakład nie posiadał ani jednej siły płatnej. Dopiero
w roku 1921 zakład otrzymuje etaty złożone z jednego asystenta
starszego i jednego asystenta młodszego. Asystentem starszym od
chwili utworzenia tego stanowiska jest X. Dr. Bolesław Rosiński,
wyhabilitowany w roku 1925 i posiadający wykłady zlecone (antro­
pologia zoologiczna) od roku 1927 Asystentem młodszym jest
w pierwszem czteroleciu do roku 1925 Dr. Konstanty Sobolski,
później, z powodu braku siły naukowej o stopniu akademickim,
asystent młodszy jest zastępowany przez dwu demonstratorów (Sta­
nisław Klimek i Marta Gryglaszewska), a w roku 1926 asysten­
tem młodszym zostaje Dr. Stanisław Klimek. Kierownikiem zakładu
jest od I/X 1913 profesor nadzwyczajny Jan Czekanowski, uzwyczajniony I stycznia 1920 roku. Za czasów austrjackich profesor
Dr. Jan Czekanowski otrzymał jedynie tytuł i charakter profesora
zwyczajnego z datą 30 sierpnia 1918 roku.
Najwartościowszą część zbiorów zakładu stanowi zbiór
kranjologiczny, obejmujący około 800 czaszek, zapoczątkowany
zbiorem 148 czaszek podarowanych przez Dr. Witołda Łuczyń­
skiego, i obejmujący już 408 czaszek z końcem 1918 roku. Daro­
wizna Dr. Witołda Łuczyńskiego umożliwiła rozpoczęcie działal­
ności dydaktycznej zakładu, nie posiadającego w chwili powstania
żadnych innych środków pomocniczych. Dalszy materjał, umożli­
wiający nauczanie metod statystycznych, stanowiły materjały kart­

184
kowe, dotyczące wzrostu popisowych powiatu kaliskiego, podaro­
wane przez Dr. Aleksandra Macieszę.
Bibljoteka podręczna powstała drogą kupna i w roku 1918,
z chwilą rczpadnięcia się Austrji, obeimowała 78 tomów, w tem
trzy serje czasopism. W ciągu ostatniego dziesięciolecia powiększyła
się ona o 282 tomy, w tem trzy dalsze serje czasopism. Oczy­
wiście w tych warunkach działalność naukową zakładu umożliwiała
osobista b:bl|oteka profesora Obecnie, dzięki zorganizowaniu wy­
miany „Kosmosu“, organu „Polskiego Towarzystwa Przyrodników
imienia Kopernika“, powstaje tam bibljoteka antropologiczna obej­
mująca z końcem 1928 roku już 44 wymieniane czasopisma
antropologiczne.
Początkowo prace badawcze zakładu były ześrodkowane
w kierunku wyjaśnienia stosunków antropologicznych Polski. Gdy
ten cel zostfeł osiągnięty, a przedewszystkiem, gdy dalszym roz­
wojem tych badań zajął się referat antropologiczny Ministerstwa
Spraw Wojskowych, pozostający pod kierownictwem Dr. Jana My­
dlarskiego, wychowańca zakładu antropologiczno- etnologicznego
U. J. K., prace w samym zakładzie przesunęły się w kierunku
pogłębiania znajomości elementów rasowych ludności, badania
ich dynamiki, oraz wyjaśnienia ich stosunku do zagadnień histo­
rycznych i socjologicznych wogćle. Bardzo duży nacisk położono
ponadto jeszcze na zagadnienia z pogranicza antropologji, etnografji, prehistorji . lingwistyki.
Rozmiary pracy naukowo-badawczej zobrazowuje poniższe
zestawienie. Podaje ono liczby prac ogłoszonych oraz ich roz­
miary w arkuszach druku.
Lata
1914
1915
1916
1917
1918
1919
1920
1921
192 2
1923
1924
1925
1926
1927
1928

OGÓŁEM
W JĘZYKACH OBCYCH
Liczba prac Arkuszy druku Liczba prac Arkuszy druku

0
0
1
1
2
I
6
6
3
7
15
10
7
12

0
0
075
25.
15.5
5.5
2.
15.5
29.5
10.
62.
23.5
15,5
51.75
9.5

0
0
0
1
1
1
1
2
1
0
2
3
3
1
4

0
0
0
25.
9.
5.5
1.5
1.25
21.
0
465
3.5
L25
14.5
3,

75

266.

20

132.

2

185
W zestawieniu powyższem prace są podane według roku
ich ogłoszenia. Prace większe, pochłaniające dużo czasu na ko­
rektę, powodują oczywiście zniżkę wydajności w roku poprzedza­
jącym ich ukazanie się. Wskutek tego mamy tak poważne wa­
hania z roku na rok. Ponadto zaznacza się tu również za­
stój pierwszych lat okresu wojennego, nietylko uniemożliwia­
jący druk, ale też i powodujący zupełną dezorganizację zakładu,
znajdującego się w pierwszych fazach swej organizacji. Należy
bowiem podnieść, iż początkowo prace dydaktyczne, na pla­
cówce zupełnie pozbawionej sił pomocniczych, pochłaniały wię­
cej niż połowę czasu. Później, w miarę postępującej organizacji,
prace naukowo-badawcze wysuwały się na plan pierwszy. Obecnie
zajmują one kierownikowi zaledwie około ćwierci czasu, to jest
około 90 dni w roku, nie licząc godzin wykładowych. Liczba dni,
posw'ęcanych pracy naukowej przez kierownika zakładu, waha
się w granicach od 164 do 227 dni w roku. Należy jednak przytem zaznaczyć, że w tych latach, w których przekracza ona liczbę
200 dni, łączy się to zawsze z bardzo silném przemęczeniem.

Wykaz prac ogłoszonych.
1. Jan Czekanówski: Przyczynki do bilansu społeczno-antropologicznego Królestwa Polskiego. Księga Pa­
miątkowa ku czci Bolesława Orzechowicza.
Lwów 1916, Tom I, s 222—233.

Forschungen im Nil - Kongo - Zwischengebiet
Lipsk, Klinkhardt und Biermann. Tom I, s.
XII—412. 1917

Tom II, s. XVI—714. 1924.
Tom IV, s. VIII—57—167. 1927.
Tom VI, s. 336. 1922.

Stosunki narodowościowo-wyznaniowe na
Litwie i Rusi. Prace geograficzne wyda­
wane przez E. Romera. Lwów 1918, Zesz. I,
s. I 13 in 4°.
W sprawie potrzeb nauk antropologicznych
w Polsce. Warszawa 1918, Nauka Polska
Tom 1, s. 201—223.

Note sur la statistique démographique des
confins orientaux de la Pologne. Paryż
1919, s. 44 in 4°.
Toż samo po angielsku.

Recherches anthropologiques de la Pologne.
Bulletins et Mémoires de la Société d’Anthropologie de Paris 1920, Série VII, Tom I„
s. 48 -70.

186
10. Jan Czekanowski: W sprawie organizacji muzeów. War­
szawa 1920, Wiadomości Archeologiczne
* s. 109—1 13. in 4°.
1 1. „

Les lois de Mendel et Galton et les coef­
ficients de rh “« édité de Pearson. Revue
Générale des Sciences. Paryż 1921, Rocz­
nik XXXÎI, N: 22, s. 671—675 in 4°.
Autoreferat.
12. „

Z badań nad księgami metrykalnemi.
Lwów 1921, Przegląd Teologiczny Tom II,
s. 60—67.
13. „

Wschodnie zagadnienia graniczne Polski
J stosunki etniczno-społeczne. Lwów 1921,
s. 144. (z mapka).
14. „

Z badań uwarstwienia etniczno-społecznego
Polski. Prace Komisji Matematyczno-Przy­
rodniczej Towarzystwa Przyjaciół Nauk
w Poznaniu 1921, Tom 1, Zeszyt I.
s, 56—77.
15. „

Le problème lithuanien et la statistique de
nationalités. La Vie Polonaise. Poznań 1921.
s. 110—120 in 4°.
16. Marya Barthel de Weydenthal : Uroczne oczy. Archiwum Towa­
rzystwa Naukowego Lwowskiego 1921,
Tom I, s. 1—52.
17. Jan Czekanowski: Prawa Mendla i Galtona i współczynniki
dziedziczności Pearsona. Archiwum Towa­
rzystwa Naukowego Lwowskiego. Dział
Matematyczno - Przyrodniczy. Lwów 1922,
Tom I, s, 301 — 344.
18. „

Antropologja, etnologja i prehistorja. Lud
1922, Tom I. N. S„ s, 3—16.
19. „

Przybliżone mierniki współzależności przy
założeniu praw Mendla. Prace Komisji
Matematyczno - Przyrodniczej Towarzy stwa
Przyjaciół Nauk w Poznaniu 1922, Tom I,
Zeszyt IV,, s. 244—273.
20. „

Miscelianea antropologiczne. Odbitka z kwar­
talnika Lud. Lwów 1922 Tom I. N. S.,
s. 12.
21.

Badania Olgi Spitzer-Willerowej nad dziew­
czętami krakowskiemi. Lud 1922, Tom I.
N. S. s. 67—70.
22. „

Województwa Małopolskie i Galicja Wschod­
nia Mandatowa. Lwów 1922, Kalendarz Sło­
wa Polskiego Rocznik XVII, s. 89—112.

187
23. Bolesław Rosiński: Z badań antropologicznych nad uzębieniem.
Warszawa 1922. Przegląd Dentystyczny
Tom II, s. 19—25.
24. Jan Czekanowski : Przesunięcia w składzie ludności naszych
kresów. Lwów 1923, Kalendarz Słowa
Polskiego Rocznik XVIII, s. 1 —16.
25. Bolesław Rosiński: Charakterystyka antropologiczna ludność'
powiatu pułtuskiego. Lwów 1923. Kosmos

Tom XLVIII, s. 302—366.
26. Adrjan Demianowski: Umysłowo chorzy przestępcy Szpitala
Kulparkowskiego. Archiwum Towarzystwa
Naukowego Lwowskiego. Dział Matema­
tyczno-Przyrodniczy. Lwów 1923, Tom II,
Zeszyt 12, s, 1 —82.
27. Jan Czekanowski: Le problème de la synthèse des cartogrammes et les types anthropologiques.
Praga’’ 1924, Anthropologie Tom II, s. 151 —
• 163.
28. „

Ostateczne wyniki badań w Afryce środ­
kowej. Warszawa 1924, Przegląd Geogra­
ficzny Tom IV, s. 138—150.
29. Jan Mydlarski :
Charakterystyka antropologiczna ludności
powiatu pilznieńskiego. Lwów 1924. Archi­
wum Towarzystwa Naukowego Lwowskiego
Tom III, Zeszyt 8, s. 1—80.
30. Bolesław Rosiński: Studja nad czaszkami neolitycznemi znalezionem; w Polsce. Wiadomości Archeo­
logiczne 1924, s. 23. in 4°. Warszawa.
31. Karol Stojanowski: Typy kranjologiczne Polski. Lwów 1924.
. Kosmos Tom XLIX, s. 660-—766.
32.


Przyczynki do zróżniczkowania rasowego
młodzieży polskiej. Harcmistrz 1924, Od­
bitka. s. 15.
33. Jan Czekanowski: Zum Problem der Systematik der kurz­
köpfigen schweizerischen neolithischen Be­
völkerung. Brunświk 1925. Archiv für An
thropologie Tom XX. N. F., s. 65—76
in 4°.
34. „

Co Polska traci wskutek niedostatecznego
uprawiania antropologii? Warszawa 1925.
Nauka Polska Tom V, s. 144—157.
35. Jan Czekanowski: Wyniki badań serologicznych wojskowego
zdjęcia antropologicznego. Gazeta Lekar­
ska 1925, N. 3. Odbitka s. 6.
36. „

Rozwój żywiołu polskiego na kresach po­
łudniowo-wschodnich. Przegląd Wszech­
polski 1925, Zeszyt II. s. 29.

188
37. Jan Czekanowski: Ze statystyki wyznaniowej szkolnictwa za­
wodowego. Lwów 1925. Muzeum Tom XL
s. 4.
38. „

Übersicht anthropologischer Arbeiten in
Polen in den Jahren 1913/4—1923/4. Helsingfors 1925. Annales Academiae Scientiarum Fennicae, Serja A., Tom XXV,
N. 2, s. 1 — 12.
39. „

Anthropologische Beiträge zum Problem
der Slavisch-Finnischen Beziehungen. Helsingfors 1925. FinskaFornminnesföreningenstidskrift Tom XXXV, Zeszyt IV, s. I —14.
40. „

Kierunek historyczny w naukach antropo­
logicznych. Zjazd historyków polskich w Po­
znaniu 1925, s. 7.
4L,,

Metoda analizy typów antropologicznych
p. K. Stołyhwy w świetle kryterjum nie­
zależności. Lwów 1925. Lud Tom IV, N.
S., S. 48—74.
42. Jan Bryk:
Czaszki z Remenowa. Lwów 1925, Ko­
smos Tom L, s. 638—648.
43. Marta Frankowska z Rzewuskich: Czaszki z lwowskiej kate­
dry łacińskiej z XVII i XVIII w. Lwów
1925. Kosmos Tom L, s. 649—736.
44. Eugenja Minkowska: Wyniki zastosowań metody diagnozy
różniczkowej do określania składników lud­
ności europejskiej. Lwów 1925. Kosmos
Tom L, s. 737—748,
45. Bolesław Rosiński: Wyspa Kreta przedhistoryczna i współ­
czesna pod względem antropologicznym.
Lwów 1925. Kosmos Tom L, s. 584—637.
46. Konstanty Sobolski: Charakterystyka antropologiczna ludności
powiatu wilejskiego. Lwów 1925. Kosmos
Tom L, s. 1166—1225.
47. Karol Stojanowski: Rasowe zróżnicowanie genitaljów męskich.
a circurncisio. Lwów 1925. Kosmos Tom L,
s. 798—818.
48. Jan Czekanowskj : Metoda podobieństwa w zastosowaniu do
badań psychometrycznych. Lwów 1926.
Badania psychologiczne. Zeszyt 111, s. 1—40.
49. „

Dziedziczność u człowieka w świetle ba­
dań antropologicznych. Gniezno 1926. No­
winy Psychiatryczne. Rocznik III, Zeszyt
III i IV. s. 138—142 in 4°.
50. „

La détermination anthropologique et le
problème des races préhistoriques. Institut

189
International d’Anthropologie. II Session.
Prague. Paryż 1926, s. 7,
51. Jan Czekanowski : Aperçu sur les travaux anthropologiques
de l’Ur.iversité Jean-Casimir à Lwów 1913/4
— 1923/4. Tamże s. 7.
52. Jan Bryk :
Określenie czaszek z grobów rzędowych
w Giesing. Lwów 1926. Kosmos Tom II,
s. 925—934.
53. Stanisław Klimek O czaszkach praskich z XVIII w. Poznań
1926. Przegląd Antropologiczny. T om I,
s. 24—32. .
54.

.,
Recenzja pracy: J. Matiegka, Lebky a ko­
sti ze staroprazskych hřbitovu (Anthropo­
logie Tom II). Lwów 1926. Lud Tom IV,
N. S., s. 180—188.
55. Bolesław Rosiński : Recherches sur la population du district
de Pułtusk. Institut International d’Anthro­
pologie. Il Session. Prague. Paryż 1926, s. 5.
56. Karol Stojanowski: Szkice do prehistorycznej antropologji Eu­
ropy północnej. Lwów 1926, Kosmos
Tom LI, s. 861—924.
57. Irena Ulbrich-Kudelska : Człowiek młodszego paleolitu. Lwów
1926. Kosmos Tom LI, s, 777—860.
58. Jan Czekanowski: Wstęp do historji Słowian. Lwów 1927.
Lwowska Bibljoteka Slawistyczna Tom III,
s. XII—327 — 4 arkusze tablic.
59. „

Z badań nad zróżniczkowaniem moriologicznem dialektów polskich. Warszawa 1927.
Prace Polonistyczne, Księga Pamiątkowa
ku czci Jana Łosia s. 331—355.
60. Stanisław Klimek: Studja nad kranjologją Azji północnej,
środkowej i wschodniej. Lwów 1927. Kos­
mos Tom LH,s. 665—758.
61.


O czaszkach paleoazjatyckich i eskimoskich
Lwów 1928. Kosmos Tom LII, s. 759—781.
62. Gizela Lempertówna: Przyczynki lwowskie do antropologji
Żyd ów. I. Studenc:. Uniwersytetu J. K.
Lwów 1927. Kosmos Tom LII, s. 782—820.
63. Bolesław Rosiński: Maori i Moriori. Charakterystyka antro­
pologiczna. Lwów Tom LII, s. 653—664.
64 Jan Czekanowski: Terytorja antropologiczne i zróżniczkowanie
dialektyczne polskiego obszaru językowego.
Kraków 1928. Symbolae gramaticae in ho­
norem Ioam.is Rozwadowski. Tom II,
s. 427—436.

1P0
65. Jan Czekanowski : Główne kierunki w antropologii polskiej.
Kraków 1928. Kosmos Tom Jubileuszowy
1875—1925. Część I, s. 189—219.
66. „

Pięćdziesięciolecie rozwoju Polskiego To­
warzystwa Przyrodników imi enia Kopernika.
Kraków 1928. Kosmos Tom Jubileuszowy
1875—1925. Część 1, s. XI—XXVIII.
67. „

Próba zastosowania metody ilościowej dla
określenia stanowiska małorusczyzny wśród
języków słowiańskich. Petersburg 1928.
Sborník ku czci Sobolewskiego s. 367—370
in 4°. Akademja Nauk.
68. „

Kritisches und Antikritisches zur Max Vasmer’s Besprechung des Buches: Jan Cze­
kanowski, Wstęp do historji Słowian, Praga
1928. Slavia Rocznik VI, s. 672—681.
69. „

Na marginesie recenzji p. K. Moszyńskiego
o książce: Wstęp do historji Słowian.
Lwów 1928. Lud tom VIL N. S., s. 40—55.
70. „

Das Typenfrequenzgesetz. Monachjum 1928.
Anthropologischer Anzeiger Tom V.
7 I. „

Schweizerische Beiträge. Bulletin der Schwei­
zerischen Gesellschaft für Anthropologie
und Ethnologie 1928, s. 2.
72. Stanisław Klimek: Przyczynek do kranjologji Indjan amery­
kańskich. Lwów 1928. Kosmos Tom LIII.
73.


Contribution à la systématique des crâ­
nes épipaléolithiques Praga 1928. Anthro­
pologie Tom VI.
74. Bolesław Rosiński: Z b'adań nad dziedzicznością u człowieka.
Przegląd Dentystyczny Tom VIII, s. 61—69.
7 5.


Le choix anthropogénétique. Institut Interna­
tional d’Anthropologie III, Session Amster­
dam 1927. Paryż 1928, s. 4.
Ponadto ogłoszono jeszcze dwa sprawozdania zakładu :
76. Jan Czekanowski: Sprawozdanie z działalności naukowej Za­
kładu Antropologiczno-Etnologicznego Uni­
wersytetu Jana Kazimierza we Lwowie za
rok szkolny 1924/25. Lwów 1925. Lud
Tom IV. N. S. s. 190—193.
77.

Z działalności Zakładu AntropologicznoEtnologicznego U. J. K. we Lwowie -w pię­
tnastoleciu 1914—1928. Lwów 1928. Lud
Tom VII. N. S„ s. 183—190.
Lwów 21 grudnia 1928 roku.
Jan Czekanowski.

191
Sprawozdanie z czynności „Koła Nauk Antropologicz­
nych“ studentów U. J. K. za rok 1928/1929 r. Pierwsze tego
rodzaju ognisko naukowe w Polsce, założone w r. 1928 (Por.
Lud XXVI. S. 130— 132) ma na celu skupienie rzesz studiują­
cych studentów na trzech pokrewnych katedrach, (etnologja, pre­
historia, antropologia) w celu wydatniejszej pracy naukowej
w tych kierunkach i dąży do szerszego zainteresowania niemi
społeczeństwa. Zrzeszenie wykazało wielką ruchliwość, a jeżeli
zaznaczały się jakieś niedomagania, to należy je położyć na karb
braku tradycji i doświadczenia w prowadzeniu nowej placówki
naukowej.
„Koło“ w pierwszym okresie istnienia potrafiło swój obrót
na r. 1928 zamknąć sumą zł. 1365. Częściowo uzyskało Koło
tę sumę na skutek wniesionego podania, od M. W. R. i O. P.
w kwocie 1000 zł., a częściowo z wkładek członkowskich.
Z owych funduszów zakupiło Koło najważniejsze przybory
potrzebne do pomiarów antropologicznych, za kwotę zł. 158.
Zakupiono oprócz tego aparat fotograficzny za cenę zł. 517,
którego brak dawał się ciągle odczuwać i nie pozwalał na szer­
sze badania w terenie.
Staraniem Koła odbyły się dwie wycieczki, których koszta
pokryło częściowo Koło. Wycieczki te urządziła sekcja prehistoryków. W pierwszej wycieczce, która odbyła się w drugiej po­
łowie kwietnia 1928 r., brali udział: kol. E. Oleksin i kol. M.
Smiszko. Odbyli oni badania terenowe we wsi Krzeszowicach
w pow. lubelskim, gdzie Ta wydatną pomocą tamtejszego księ­
dza proboszcza Łukasza Zezulińskiego, za co też Koło składa
mu na na tern miejscu podziękowanie, natrafili oni na ślad starosło­
wiańskiego grodziska z drugiej połowy XI. wieku. Odkopano
tu piec z fragmentami ceramiki.
Druga wycieczka dokonana przez kol. M. Smiszkę we wrze­
śniu 1928 r.J przyniosła bardzo ciekawy materjał; przy kopaniu
we wsi Kopkach w pow. lubelskim, znaleziono : „cmentarzysko
ciałopalne“, pochodzące z późnej epoki rzymskiej. W badaniach
pomagał usilnie i ułatwiał pracę p. Ziemba, dyrektor szkoły
w Kopkach, za co mu Koło serdecznie dziękuje. Wyniki obu
wycieczek zostaną ogłoszone wkrótce staraniem Koła.
W przeciągu jednego roku, zebrało Koło do swej bibljoteki
30 dzieł, które w przeważnej części otrzymało w darze od : pp.
prof. J. Czekanowskiego, A. Fischera i L. Kozłowskiego, za co
im Koło składa podziękowanie. Oprócz tego odbyły się trzy re­
feraty naukowe w bieżącym roku akademickim, mające na celu
informowanie studentów z poszczególnych katedr o wiadomo­
ściach i nowych odkryciach, czy też o nowych prądach w me­
todzie badań. Tutaj też zaznaczyć należy, jak to zauważył prof.

192
J. Czekanowski na II. Walnem Zgromadzeniu, iż naukowy po­
ziom referatów îest za wysoki, przez co uniemożliwioną jest szersza
dyskusja.
Ostatni referat za rok 1928, Heleny Cehakównej pod tyt.
„Problem trojański“ odbył się dnia 23. V. 1928 r. W dyskusji
głos zabierali: prof. Jan Czekanowski, prof. L. Kozłowski, J. Ga­
lek i referentka. Następny referat w bieżącym roku akademickim
wygłosił Dr. St. Klimek p. t. „Studja nad antropologią Indjan
amerykańskich“. Na referat przvbýt między innymi szczególnie
zainteresowany rektor U. J. K. prof. dr. Siemiradzki. Po ożywio­
nej dyskusji, w której brali udział : prof. Czekanowski, prof. Fi­
scher i prof. Kozłowski, stwierdził p. rektor Siemiradzki, że wy­
niki pracy dra Klimka zgadzają się i potwierdzają wyniki jego
naocznych spostrzeżeń.
Następny referat kol. Wł. Kaprockiego p. t. „O metody
ujmowania zjawisk socjologicznych“, który się odbył 20. XI.
1928 r., napisany jasno i przejrzyście, wzbudził wielkie zaintere­
sowanie w słuchaczach. W dyskusji głos zabierali : prof. Czeka­
nowski, i prof. Kozłowski oraz sam referent.
Dnia 10. XII. 1928 r. odbyło się II. Walne Zebranie Koła
nauk antropologicznych studentów U. J. K., na którem udzielono
przez aklamację absolutorjum staremu zarządowi. Następnie przy­
stąpiono do wyboru nowego zarządu, ustalonego ostatecznie
w takim składzie : T. Henzel (prezes), J. Gajek (I wiceprezes),
M. Smiszko (II wiceprezes), H. Perls (sekretarz), S. Czortkower
(skarbnik), H. Cehakówna. Nowy zarząd wniósł podania do
Senatu akademickiego i magistratu m. Lwowa o subwencje, oraz
projektuje wycieczkę sekcji etnologicznej na badania terenowe.
Następnie dnia 1. II. 1929 odbył się referat Dr. K. Koranyego p. t. „Djabeł w procesie“. Referent oparł się na zapiskach
sądowych i prawie średniowiecznem tak z obszaru Polski jak
i Europy zachodniej. Z zestawienia wynikało, iż djabeł przeszka­
dzał obwinionym w zeznawaniu prawdy, mimo tortur, lokując
się pod różnemi postaciami bądżto w ubraniu, bądź w rożnych
częściach ciała, jak np. w uchu, pod pachami, a nawet właził
w usta. Sąd też i prawnicy wymyślali specjalne sposoby w celu
unieszkodliwienia djabła. W dyskusji zabierał głos prof. Dr. A.
Fischer.
Józef Gajek-

Pierwszy Ogólnopolski Kongres Krajoznawczy w Po­
znaniu w r. 1929. Podczas Powszechnej Wystawy Krajoznawczej
w Poznaniu, 12 i 13 lipca 1929 r. zwołuje Polskie Towarzystwo
Krajoznawcze (Warszawa, Karowa 31) Pierwszy Ogólnopolski
Kongres Krajoznawczy.

193
Dwudniowe obrady kongresu obejmują: dwa posiedzenia
plenarne : pierwsze inauguracyjne z odczytem o charakterze niedyskusyjnym i drugie zamykające zjazd ze sprawozdaniem sekre­
tarza generalnego i wnioskami referenta międzysekcyjnej komisji
wt jskowej. Popołudniowe obrady pierwszego dnia i przedpo­
łudniowe następnego poświęcone są na obrady sekcyjne. Sekcje
obradują następujące: 1. Krajoznawstwo jako nauka, 2. Krajo­
znawstwo jako popularyzacja wiedzy o kraju, 3. Krajoznawstwo
w życiu państwowem i społecznem, 4. Turystyka i krajoznaw­
stwo, 5. Krajoznawstwo i szkoła.
Referaty na Kongres przesyłać należy z zaznacze­
niem przeznaczenia pod adresem Polskiego Towarzystwa Krajo­
znawczego, Warszawa, Karowa 31. Referaty zgłaszać należy mo­
żliwie wcześnie ; będą one po przyjęciu przez Komitet organi­
zacyjny Kongresu, zamieszczone w księdze Zjazdowej.
Prawo uczestnictwa w kongresie przysługiwać będzie :
I) członkom Polskiego Towarzystwa Krajoznawczego, 2) człon­
kom Towarzystw pokrewnych: Geograficznego, Ludoznawczego,
Historyczoego i t. p. 3) członkom organizacyj nauczycielstwa
szkół powszechnych, średnich i t. d. 4) miłośnikom krajoznaw­
stwa. W pomienionym porządku będą przyjmowane zgłoszenia
uczestnictwa, wysyłane pod adresem Komitetu organizującego
Kongres Krajoznawczy w Poznaniu w r. 1929, Warszawa, Ka­
rowa 31.

Dary dla Muzeum Etnograficznego w Krakowie. Mu­
zeum etnograficzne w Krakowie wzbogacone zostało w ostatnich
czasach licznemi darami. Oto lista ofiarodawców: Dr. Mieroszewski Kazimierz 4 duże albumy z fotografjami z Chin i Japonji, kier. szkoły Władysław Rudnicki z Konar haftowany koł­
nierz męskiej sukmany, ks. proboszcz Podolski z Otfinowa lu­
dowe rzeźby, przedstawiające św. Fianciszka i św. Helenę, prof.
Tadeusz Seweryn z Tomaszowa Maz. wypalane naczynia hucul­
skie, serki góralskie w kształcie kóz, fajeczkę z Ratułowa, dwo­
jaki, oraz drewnianą kapliczkę z pow. rawskiego, p. Marja Stefkowa ze Lwowa starodawny gorset z Czyszek Górnych, Groblicki
Wiktor, uczeń z Kępna trzy wieńce dożynkowe z Hair.ulina, p.
Józefowa Mehofferowa deskę drzeworytniczą, należącą do sławnej
kolekcji płazowskich drzeworytów ludowych, prof. Leopold Wę­
grzynowicz z Krakowa 1 7 negatywów typów ludowych z Dobrej,
ks. Stanisław Bochenek noworoczną obrzędową czapkę ze słomy
z Rzepiennika Strzyżowskiego, p. Jadwiga Morawska z War­
szawy 7 fotografij, p. Wanda Pawlikowska z Wołynia dwa hafty
ręczne z Orzewa, oraz dawny czepeczek dziecięcy, Markowicz
Leon ze Skawiny turonia i laskę rzeźbioną.
Lud. T. XXVII.

13

194

Siedmdziesięciolecie Prof. Dr. Jerzego Polivki. Etno­
grafia słowiańska święciła 6 marca 1928 siedmdziesięciolecie
Jerzego Polivki, profesora filologii słowiańskiej w uniwersytecie
praskim. Działalność Prof. Polivki rozwijała się wprawdzie nie
tylko w dziedzinie etnografji, lecz i językoznawstwa i historji
literatury, ale główny trzon jego twórczości naukowej stanowią
prace ludoznawcze. Wśród tych prac większa część poświęcona
jest rozważaniom nad opowieściami ludowemi, a więc nad jednem z najtrudniejszych zagadnień zarówno ze względu na olbrzymi
materjał, jak nieuchwytną metodę badania.
Celem tern lepszego zilustrowania ogromu pracy dokonanej
przez Prof. Polivkę podajemy bibljografję ważniejszych dzieł na
podstawie doskonałej sylwetki jubileuszowej napisanej przez Prof.
Jerzego Horáka (Národopisný Věstnik Ceskoslovansky XXIiodb.):
1) Der Geizige in Ragusa. Arch. f. d. Stud. d. neu. Spra­
chen u. Lit. T. 81. (1888) S. 433 in. — 2) Mejncbi 3am'feTKM K'b
MCTOpiH HapOÄHblX'b B'fepOBaHÜi. (1. K'b CJiaBHHCKWVťb IlOBJipiHiWb
0 MÍp03^aHÍH. II. HOBblfl ÄaHHblfl ÄJIH HCTOpÍH pCOKaHHLVb.) 3THOrp.
0603p. T. III. (1891) str. 252—254. — 3) Ein Beitrag zur mähri­
schen Volkskunde. Áfsl Ph XV (1893). Str. 452—456. — 4) Pohádkoslovné studie. Ces. Lid IV. 1895. str. 513—515. — 5) Slavische Beiträge zur vergleichenden Märchenkunde. 1. Zu Doktor
Allwissend. ZsöVkde I. 1895. 252—259. 2. Zur Sage vom König
Midas. ZsöVkde III. 1897. 295—298. — 6) Tatku, ach tylko taką
gąskę mi daj. Wisła X. 1896. Str. 795—799. — 7) My trzej
bracia. Lud II. 1896. Str. 9—18. — 8) Rybář a zlatá rybka.
NSC I. 1897. 49—63. 9) Doktor Wszystkowiedz. Wisła XI. 1897.
Str. 53—69, 298—315. — 10) Tradice a písně národní. Památnik Ces. Akademie 1898. IHb 64—67. -— 11) O srovnávacím
studiu tradic lidových. NSČ II. 1898. 1 —49. — 12) Mat hOCHMK'bT'b
u HeroBMHTb yweHHiCb.

(CSopnHicb 3a Hapoji,

ymoTBOp. Hayxa

1 KHřPKHHHa. XV. str. 393—448. CotJiHS 1898. — 13) Seit wel­
cher Zeit werden die Greise nicht mehr getötet. ZsVVkde 1898.
S. 25—29. — 14) Noch ’ein Nachtrag zur Sage vom König Mi­
das. ZsöVkde IV. 1898. 212. — 15) Le chat botté. CßopHtucb
3a HapoÄ. yMOTBop. HayKa u KHHKHwra. XVI—XVII. (1899).
Str.^782—841. — 16) O zlatém ptáčku a dvou chudých chlapcích.
NSC VI. 1900. 94—143. — 17) O znaczeniu badań powiastek
ludowych. III Zjazd historyków polskich w Krakowie. 1900. Sek­
cja IV. Referat str. II. — 18) OxtHirb pyccKiíí aHeKÄOT'b u ero
3anajtHi>iH ticTOHiiwcb. K)6njieiiHbiH CGopHHJOb bt> necrb BceBOJi.
©ejxop. MHJijrepa. MocKBa 1900. 163—168. — 19) Nachträge
zur Polyphemsage. Archiv f. Religionswissenschaft I. 1900. 305—
336, 378. — 20) Tom Tit Tot. ZsVVkde 1900. 254—272;
382--396.

195
2|) Odmianka anegdoty „Kapucyn z capią brodą“. Lud VII.
1901. 217—8. — 22) Uber das Wort Vampyr. ZsöVkde VII.
1901 185. — 23) Z jihozápadního pomezí světa slovanského.
Dojmy s cest. Slov. Přehl. IV. 1902. 315—319. — 24) Ze sel­
ského Srbska. Vzpomínky z cest. Slov. Přehl. V. 1903. 20 26.
25) Paralele národním pripbvijetkama u Strohalovu zborniku II.
Zbornik za nar. Život i obič. juž. Slav. VI1I/2 1903. Str. 161 182.
26) Slavische Sagen vom Wechselbalg. Arch. f. Religionswissen­
schaft VI. 1903. Str. 151—162. — 27) Mittel wider die Tollwut.
ZsVVkde XIII. 1903. 440. — 28) Zu der Erzählung von der
undankbaren Gattin. ZsVVkde XIII 1903. Str. 399-412. — 29)
Pohádkoslovné studie. Národop. Sbor. českoslov. X. 1904.
Z. 2. Str. XXVIII+21 1. — 30) Der kluge Knabe. Eil kroati­
sches Märchen aus dem Kreis „Die kluge Dirne“. Wspólnie z V.
Jagićem AfslPh XXVII. 1905. 614- 629. — 31) Eine alte Schul­
anekdote und ähnliche Volksgeschichten. ZsöVkde XI. 1905.
158-—165. — 32) Fonograf ve službách národopisu. NVC 1. 1906.
167—174. — 33) Ha BC-fext. He yrojuwrb. Pycc. Ohjioji. BtcTHHicb.
LV. 1906. Str. 226—238. — 34) Ali-Baba i četrdeset razbojnika.
Zbornik za nar. život i obič. juž. Slavena XII. 1. 1907. S. 1 48.
35) Lidové pověsti o původu tabáku. Zbornik u slávu Vatrosl,
Jagića. U Beču 1908. Str. 378—88. — 36) Ardalić V.: Národně
pripovijetke iz Bukovice u Dalmaciji. Komentáre napisao
. Zbornik za nar. Život i obič. juž. Slav. XIII. 1908. Str. 161 232.
37) První sběratelé a vydavatelé slovenských pohádek. Sloven­
ská Čítanka. 1910. 439—454. -- 38) Ba6a xyxce wepTa. Pycc.
Omjioïi. B'fecTHHK'b. T. 63. 1910. 342—366. — 39) O českých
pohádkách. (Wstęp do Národní pohádky. Vybral J. Satranský.)
1911. Str. 199—253. — 40) Povídky o věrnosti ženské. NVC VI.
191 I. Str. 1 — 15.
41) Neplač po nebožtících. NVC VI. 1911. 209—215. 42) Jméno Dunaj v národní poesii ruské. Sborník filologický IV.
1913. 263—324. — 43) Povídky kladské. Sebral a zapsal Jozef
Kubín. Komentářem kriticko-bibliografickým provází J. Polívka
1. 1909. Str. 158. II. 1914. Str. 348. — 44) Lalija^ Ze
svých studií o slovenských pohádkách předkládá -— (Věstník
král. Čes. spol. nauk 1914). Str. 1—52. — 45) Povídky lidové
o zkrocení zlé Ženy. ripHBÎT IB3HOBH tppaHKOBH B C OpOKJHTC
noro nucbMeHCbKOÏ npaiii 1874—1914. Jlbßiß 1914. S. 302—332.
46) Bájeslovné drobty z lidových podání. ^Sborník filologický V.
1915. Str. 62—74. ■—^ 47) Z drobné mytologie slovanské.
O hospodáříčkovi. NVČ r. X. 1915. Str. 73—81.
46^ Po­
vídky lidu opavského a hanáckého. Vydal a komentářem kritickobibliograf. opatřil — (Rozpravy Ces. Akad. tř. III. Čís. 43). Praha
1916. Str. 176. — 49) Personifikationen von Tag und Nacht im
Volksmärchen. ZsVVkde XXVI. 1916. 313— 322.
50) Nach­
träge zu den Personifikationen von Tag und Nacht. ZsVVkde
13*

196
XXVII. 19,17. 68—69. — 51) Lidověda ve válce a válečná lidověda. NVČ XII. 1917. 276—281. — 52) Znamení života, před­
zvěsti smrti v lidových podáních, obyčejích a pověrách. NVC
XII. 1917. str. 26—52, 128—141, 209—230. 337-J68. — 53)
Anmerkungen zu den Kinder- und Hausmärchen der Brüder
Grimm. Neu bearbeitet von Joh. Bolte u. Georg Polívka. T. I.
1913. Str. Vl+556. T. II. 1915. Str. V+566. T. III. 1918. Str.
VIII4-624. — 54) Die Entstehung eines dienstbarem Kobolds
aus einem Ei. Zs. des V. f. Vkde 1918. (XXVIII.) Str. 41—56.
55)Noch ein Nachtrag zu den Personifikationen von Tag und
Nacht im Volksmärchen. Zs. d. V. f. Vkde. 1919 (XXIX). Str.
44—45. — 56) Bratři Grimmové a počátky českého pohádkoslovi. Z dějin české literatury. Sborník statí věnovaný Jaroslavu
Vlčkovi k šedesátinám. 1920. Str. 139—142. — 57) Zbytky pol­
štiny v Gemerské župě. Listy filol. XLVIII. 1921. Str.
—30.
58) Du surnaturel dans les contes slovaques. Revue des Etudes
slaves II. 1922, str. 104—124, 256—271. — 59) Lidové povídky
z českého Podkrkonoší. Podhoří západní. Z úst lidu zapsal J.
Kubín. Vydal a komentářem knticko-bibliografickým opatřil —.
V Praze 1922. (Rozpravy České Akademie věd a umění, Tř. III.,
č. 51, 52, 57). Str. 883. — 60) Súpis slovenských rozprávok
Vydala Matica Slovenská. Sv. I. 1923. Str. 335. Sv. II. 1924.
Str. 494. Sv. III. 1927. Str. 467.
61) Filozof jízdným koněm ženiným. NVC XVI., 1923, str.
64—80. — 62) Hrstka výpisků do ruské gramatiky. Slovanský
sborník věnovaný prof. Franty Pastrnkovi k 70. narozeninám.
1923. Str. 41—43. — 63) „Čichám člověčinu -— ruský dech,
ruskou „kost“.“ NVČ XVII., 1924, str. 3—19. — 64) Po I. sjezde
slovanských geografů a etnografů v Praze. Slov. Přehled 1914—
1924. Str. 146—151. — 65) Výbor ruských pohádek. Sestavil,
mluvnickými poznámkami a slovníčkem opatřil za pomoci S. J.
Karcevského —. Sv. I. Bajky a legendy. II. Báchorky. III. Po­
vídky ze života. Pověsti. Str. 298-)- j 04. V Praze 1924. — 66)
Povídka o Papiriovi. Sborník prací věnovaných prof. dru Janu
Machalovi. 1925. Str. 307—311. — 67) Diskuse o Kubínových
pohádkách. Slavia IV., 1925—26, str. 567—572. — 68) Slovenská
pohádka o dvanácti měsíčkách a její paralely. Album Societatis
scientiarum Sevčenkianae Ukrainensium Leopoliensis. 1925. —
69) První sběratelé a vydavatelé slovenských pohádek. Sloven­
ská čítanka. II. zcela přepracované vydáni. 1925. Str. 618—628.
(Zkrácený otisk stati z I. vyd.). j— 70) Úvodní a závěrečné for­
mule slovanských pohádek. NVČ XIX., 1926, str. 1—lf^ 75-—88,
145—160, 209—224. XX., .1927, str. 1—16, 85—100, 181—200.
71) Lidové povídky z českého Podkrkonoší. Ukrají východní.
Z Úst lidu zapsal Josef Kubín, Vydal a komentářem kritickobibliograf. opatřil —. V Praze 1926. (Rozpravy Ces. Akademie
věd a uměni. Tř. III., č. 62). Str. 474. — 72) Vlčí pastýř. Sbor-



197

nik prací věnovaných prof. dru Václavu Tillovi k 60 naroz.
1927. Str. 159—179. — 73) UBe npwiOBeTKe o MeTaM0p(j)03M
cnojia H3 OKOJiHHe CoJiyHa. npnJiorn 3a KHbMuceBHOCT, je3HK,
MCTOpHjy M ^OJiKJTOp. Ktwra VII. 1927. Str. 1—22. — 74) Les

nombres 9 et 3X6 dans les contes des Slaves de l’Est. Revue
des Études slaves^ VII., 1927, str. 217—223. — 75) Výbor ludo­
vých rozprávok. Cítanie stud. mládeže slovenskej. Sv. IX. Vyd.
Matica Slovenská. 1927. Str. 330.
Oczywiście powyższy spis uwzględnia jedynie najważniej­
sze prace zasłużonego jubilata. A do tej listy trzeba dodać, że
Prof. Polívka napisał około 350 recenzyj etnograficznych, a nie
są to jakieś zwykłe sprawozdania, ale bardzo często całe roz­
prawy. Taki np. charakter ma i ostatnia ocena Cajkanoviča,
Pripovetke, obejmująca kilkadziesiąt stron druku (Národopisný
Věstník Ceskoslovansky XXI).
We wszystkich swych pracach dał Prof. Polívka bardzo
liczne dowody dokładnej znajomości materjałów polskich. Już
w r. 1883 napisał „Praktické navedení ke snadnému naučeni
se polskému jazyku“, w r. 1885 ogłosił szkic „Polština w horni
stolici Oravske“ Listy filologické XII ( 885), a część swej pracy
habilitacyjnej ogłosił po polsku p. t. „Czas przyszły w języku
słowiańskim“ Prace filologiczne II 1887—88. Również i później
bardzo często opracowuje polskie tematy. W swych studjach
ludoznawczych uwzględnia zawsze bardzo dokładnie wątki pol­
skich podań i baśni i wypełnia przez to tę tak dotkliwą lukę
w polskich badaniach etnograficznych, a zarazem przez to za­
znajamia z naszemi wersjami cały świat naukowy.
Wogóle zaś należy podkreślić przytem przychylność Prof.
Polívki dla nauki polskiej i polskich uczonych, o czem piszący
te słowa tak pośrednio jak i bezpośrednio ■ w czasie pobytu
w Pradze mógł się wielokrotnie przekonać.
Redakcja „Ludu“, która chlubi się tern, że drukowała na
swych łamach wiele z pierwszych etnograficznych prac Prof.
Polívki, przyłącza się do wyrazów hołdu, jakie płyną dla jubi­
lata z całej Słowiańszczyzny i życzy mu jeszcze długich lat tak
umiłowanej przezeń pracy naukowej dla dobra całej etnografji
słowiańskiej.
Adam Fischer.

I Zjazd słowiańskich filologów w Pradze odbędzie się
od 6— 13 października 1929 dla uczczenia setnej rocznicy śmierci
Józefa Dobrowskiego. Komitet organizacyjny ograniczył wybór te­
matów do dwu dziedzin t. j. do językoznawstwa i do dziejów
literatur słowiańskich, a nadto dopuścił też tematy z zakresu tra­
dycyjnej literatury ludowej (ludowe pieśni i opowieści). W innych
dziedzinach zbliżonych do dwu wyżej wymienionych grup t. j.

190

ft

w dziale starożytności, zwyczajów i obyczajów, mitologji i ludo­
wej -kultury materjalnej będą dopuszczone do programu zjazdo­
wego tylko te tematy, które łączą się bezpośrednio albo z lir*gwistyką albo z dziejami literatur słowiańskich, albo ze studjum
ludowej literatury tradycyjnej.
Wśród ogólnych zagadnień, które proponuje Komitet do
dyskusji mamy też tematy z zakresu etnografji, a mianowicie :
1. Wprowadzenie jednolitego oznaczania motywów opowieścio­
wych i pieśniowych. 2. Archiwa poezji i prozy ludowej. 3. Zna­
czenie geografji dla lingwistyki, studjum literatury i ludowej
tradycji.
Adres Komitetu zjazdowego : Praga, V. Břehová 3, Slovan­
sky seminář.

Wystawa widowisk łątkowych w P-adze. Lidovýchovný
ustav im. Masaryka urządza w maju 1929 w Pradze wystawę
czechosłowackiego ludowego wychowania. Na tej wystawie bę­
dzie specjalny oddział poświęcony teatrowi łątkowemu. Program
tej wystawy przedstawia się następująco : I. Retrospektywny prze­
gląd łątek od najdawniejszych czasów u różnych narodów. II.
Historyczny rozwój czeskiego i słowackiego łątkarstwa ludowego.
III. Współczesne czeskie amatorskie łątkarstwo w dwu grupach,
typizowanej, powszechnej i artystycznej. IV. Łątkarstwo a wycho­
wanie ludowe. W tym ostatnim dziale uwzględniono specjalnie
stosunek teatru łątkowego do etnografji. W związku z tą wy­
stawą odbędzie się w dniach 18—20 maja b. r. zjazd między­
narodowy łątkarzy, oraz odbędzie się założenie międzynarodo­
wej organizacji łątkarskiej.
I. Międzynarodowy Kongres Sztuki Ludowej w Pradze
1928 r. W dniach od 7— : 3 października 1928 odbył się w Pra­
dze I. Międzynarodowy Kongres sztuki ludowej zorganizowany
z inicjatywy Międzynarodowej Komisji współpracy intelektualnej
Ligi Narodów. Zadaniem pierwszego Kongresu, jak i przyszłych
odbyć się mających, ma być naukowe opracowanie poszczegól­
nych zagadnień z zakresu sztuki ludowej, wykazanie wspólnych
i odrębnych cech terytorialnych w tej dziedzinie i wreszcie zbli­
żenie przez to narodów całego świata.
W Kongresie uczestniczyli przedstawiciele 31 państw. Udział
brało około 300 osób z całego świata. Z poza Europy przybyli
na zjazd Japończycy, Jawajczycy, delegaci krajów Ameryki Po­
łudniowej, Stanów Zjednoczonych, Kanady, Egiptu. Udział Sło­
wian był bardzo liczny, a to przez to, że Zjazd odbył się w Cze­
chosłowacji, która może się poszczycić licznym zastępem osób
pracujących w dziedzinie słowianoznawstwa i wogóle wszelkiah
przejawów życia ludowego słowiańskiego. Nie przybyli na Kon-

199
gres uczeni jugosłowiańscy, a szkoda bo przecież cała połud­
niowo - słowiańska sztuka jest przepiękna i bardzo bogata,
do dziś u ludu żywa, więc też w żywej formie (n. p. tańce
ludowe grupy włościan w strojach oryginalnych) nadająca się
najlepiej do reprodukcji. Polska, mimo uprzednio zgłoszonych
33 referatów, tylko 5 referatów przedstawiła i tylko 7 uczestni­
ków Kongresu liczyła w składzie swej delegacji. Oficjalnymi
delegatami Rządu Polskiego byli Prof. Tichy (Warszawa) i Prof.
Dr. A. Fischer (Lwów), którzy byli równocześnie przedstawicielarr Polskiej Komisji Międzynarodowej Współpracy Intelektualnej.
Zjazd został otwarty 7 października w praskiej sali ratu­
szowej pod przewodi Jctwem ministra oświecenia publicznego
Milana Hodžy, który powitał uczestników Kongresu dłuższem
przemówieniem. P. Minister Hodža zwrócił uwagę na trafny wy­
bór Czechosłowacji jako miejsca Kongresu, ponieważ kraje sło­
wiańskie posiadają do dziś Żywą sztukę ludową, przepajającą
całe życie codzienne; ze sztuki ludowej, która nawet mino dłu­
goletniej niewoli narodu trwa dalej, czerpią materjały twórcy
słowiańscy, a z tych wspomniał p. Hodža o Mickiewiczu i Ka­
sprowiczu. Po przemówieniach prezydenta Pragi Baxy oraz
prof. Reynolda, jako przedstawiciela Komisji współpracy inte­
lektualnej nastąpiły powitalne przemówienia delegatów państw
biorących udział w Kongresie. Przemawiali w porządku alfabe­
tycznym (francuskim) reprezentanci Niemiec, Bułgarji, Kanady,
Chile, Egiptu, Hiszpanji, Estońji, Francji, Holandji, Polski, Rumunji, Szwecji, Jugosławji oraz międzynarodowej organizacji ko­
biet. Imieniem Polski przemawiał Prof. A. Fischer, życząc I.
Międzynarodowemu Kongresowi Sztuki Ludowej jak najowoc­
niejszych rezultatów.
Z powodu bardzo wielkiej ilości zgłoszonych referatów
i ogromnego zakresu sztuki ludowej podzielono referaty i prace
Kongresu na 5 sekcyj : I. Psychologja i metoda, zagadnienia ogólne,
muzeologja. II. Sztuki plastyczne i dekoracyjne : drzewo, metal,
ceramika, szkło. Uli Sztuki plastyczne i dekoracyjne : tkaniny, ple­
cionkarstwo i t. d. IV Pieśni, muzyka i V. Tańce i przedsta­
wienia dramatyczne. Oczywiście niepodobna wyliczyć tu wszyst­
kich wygłoszonych referatów. Poprzestaniemy na wymienieniu
prac słowiańskich i niektórych ogólnych, posiadających duże
znaczenie.
Sekcja pierwsza : Dyr. I. Swiencicki „Quelques indications
sur la division historique de l’art populaire ukrainien“, Dr. Jan
Hušek „Les frontières ethniques entre la Moravie et la Slovaquie
considérées du point de vue de l’art populaire“, Dr. A. Vaclavik „Evolution de l’art populau e en Tchécoslovaquie“, J. Vydra
„L art populaire slovaque“, Dr. Pražak „L’évolution de l’orne­
ment brodé dans le costume dans l’ornamentation slave popu­
laire“, Prof. V. Sachanew „Sur la question de l’origine de l’art

200
populaire russe. Les sujets culturels dans les dessins populaires“.
Prof. A. Fischer „Les éléments des croyances dans l’ornementa­
tion populaire polonaise“.
Sekcja druga: Siczyński „La genèse et l’évolution des for­
mes des tours et des clochers en bois en Ukraine“, Dr. J. Hu­
šek „Quelques nouvelles techniques d’art populaire en Slovaquie
et Moravie“, A. Bachmann „L’ornamentation des combles des
chaumières paysannes en Pologne“, K. Cernohorski „L’art popu­
laire de la faience en Tchécoslovaquie“, V. Szczerbakiwski „La
céramique populaire en Ukraine“, A. Chętnik „La production
artistique en bois chez les Kurpie“, Prof. Eliseew „L’architecture
paysanne, la fourniture et les objets d’art populaire au Japon“.
Sekcja trzecia: R. Tyršova „La décoration du costume
paysan“, V. Szczerbakiwski „Les vieux tapis ukrainiens", E. Wa­
zowa „Le costume national bulgare“, St. Szuman „Les anciens
kilims en Pologne et Ukraine“.
Sekcja czwarta: Prof. A. Kołessa „Les motifs mythologi­
ques solaires et lunaires dans les chansons de Noël ukrainiennes“.
Prof. Lacki „L’état des recherches recentes sur le folklore dans
la Russie actuelle“, D. Stránská „L’état actuel de la chanson
populaire dans les montagnes des Géants“.
Sekcja piąta : L. Kuba „La danse slave, ses principales for­
mes et leur signification“, J. Cierniak (zastąpiony przez J. Za­
wieyskiego) „Le théâtre populaire ancien et moderne en Pologne“.
Na plenarnem posiedzeniu wygłoszono między innemi na­
stępujące referaty: K. Chotek „L’art populaire et l’ethnographie“,
J. Bryk „Les origines de l’intérêt de l’Europe occidentale pour
l’ethnographie des territoires ukrainiens occidentaux“, A. Stránský
„Projet d’organisation d’archives internationales pour l’archeologie artistique et populaire“,
H. Cieśla „L’art populaire et
l’enseignement dans les écoles moyennes“.
Z prac niesłowiańskich uczestników należy wymienić nie­
które mające duże znaczenie dla nas ze względu na ogólny cha­
rakter referatu, lub też na bliskie sąsiedztwo omawianego obszaru.
I tak Dr. G. H. Luquet mówił o „sztuce pierwotnej“, przedsta­
wiając jej rozwój, M. Tsigara-Samurcas przedstawił odczyt
0 „przeżytkach przedhistorycznvch w rumuńskiej sztuce ludowej“
1 drugi o przyczynach upadku sztuki ludowej w Rumunji. E. Zi» chy miał wykład o sztuce ludowej węgierskiej, który to wykład
był streszczeniem rozdawanej wspaniale ilustrowanej publikacji.
F. Leinbock mówił o sztuce ludowej estońskiej, ujmując ją z geograficzjio-kulturowego punktu widzenia. Bardzo ciekawe histo­
ryczno - rozwojowe objaśnienia dodał Prof. A. van Gennep do
filmu o sztuce ludowej Sabaudji. Dyr. W. Pessler przedstawił
pracę bardzo ważną ze względu na metodę opracowania ; mówił

201
on o etnogeografji sztuki ludowej dolnosaskiej, objaśniając równo­
cześnie wszystkie wchodzące tu zagadnienia całym szeregiem
map. Odczyt ten był przedmiotem bardzo żywej dyskusji, a po­
pa, ty przez Prof. A. Fischera i uzasadniony jako wzór metor^
dyczny opracowań etnograficznych, był tematem rezolucyj koń­
cowych Kongresu. Życzeniem tej rezolucji, którą uznano w ca­
łości jako nagłą i bardzo ważną dla przyszłych badań nad sztuką
ludową i etnografją wogóle, było, by w każdym kraju opraco­
wano zagadnienia kultury ludowej w układzie mapowym. Tak
opracowane zagadnienia dałyby materjał do przyszłego między­
narodowego atlasu etnograficznego.
Prócz prac naukowych na posiedzeniach plenarnych i w po­
szczególnych sekcjach urządziła organizacja Kongresu także wi­
dowiska naukowe. W pierwszym dniu zjazdu wyświetlono film
przedstawiający życie ludu słowackiego. Autorem tego nauko­
wego i bardzo instruktywnego filmu jest prof K. Plicka, który
wywiązał się znakomicie ze swego reżyserskiego zadania. Film
ten dowiódł niezbicie, że sztukę ludową można tylko wtedy
dobrze i zrozumiale dla wszystkich wyłożyć, jeśli stosuje się
równocześnie metodę słowa i obrazu. Członkowie „The Folk
Dance Society“ dali wieczór tańców i pieśni ludowych staroangielskich. Przedstawiono stare, dziś już nieistniejące tańce
angielskie, w ^których najczęstszym motywem był taniec jeleni
i taniec z mieczami. Odbył się również wieczór ludowych pieśni
słowiańskich w wykonaniu czeskiego Towarzystwa śpiewackiego
F, Smetany.
Zakończeniem zjazdu była wycieczka na wystawę jubileu­
szową w Bernie, a następnie do Tvrdonic koło Breclavy, gdzie
urządzono świetny popis ludowych zabaw, tańców i zwyczajów
słowackich.
Na ostatniem plenarnem posiedzeniu powziął Kongres sze­
reg rezolucyj. Powzięto uchwałę stworzenia stałej Komisji mię­
dzynarodowej dla badań nad sztuką ludową, do której weszli re­
prezentanci wszystkich państw; z Polski Prof. Dr. Adam Fischer.
Komisja ta wybrała Komitet przygotowawczy złożony z 5 osób,
reprezentantów Czechosłowacji, Austrji. Holandji, Francji i Nie­
miec. Uchwalono wydać prace I. Kongresu, a rządy państw za­
interesowanych mają przez subskrypcję odpowiedniej ilości egzem­
plarzy umożliwić dwutomową publikację aktów. Na zaproszenie
p. Lindta prezydenta miasta Berna szwajcarskiego uchwalono
w r. 1934 urządzić wystawę sztuki ludowej w Bernie, połączoną
z drugim Kongresem sztuki ludowej.
Alfred Bachmann.

Międzynarodowa wystawa sztuki ludowej w Brukseli
1. VI. — 15. IX. 1929 „Palais des beaux-arts“ w Brukseli orga­
nizuje w czasie od 1. VI. do 15. IX. 1929 międzynarodową wy­

202
stawę przedmiotów z zakresu sztuki ludowej o charakterze arty­
stycznym, Nie będzie to więc wystawa o typie naukowym, ale
jedynie pokaz przedmiotów etnograficznych, ciekawych pod wzglę­
dem piękna i malowniczości. Komitet organizacyjny ustalił na­
stępujący program tej wystawy:
I. Przedmioty artystyczne, służące do osobistego użytku.
1. Części ubrania : Manszety i kołnierze haftowane, czepki, pasy
(skórzane, tk ne, haftowane), koronki. 2. Stroje (wyłącznie obrzę­
dowe) — jako typy charakterystyczne : stroje ślubne, pogrzebowe.
3. Przedmioty osobistego użytku: biżuterja, amulety, fajki, pu­
dełka na zegarki, laski, kije pasterskie, grzebienie, guziki, taba­
kierki. 4. Zabawki. 5. Rysunki dzieci. 6. Oprawy książek ludo­
wych, kalendarzy itd. 7. Instrumenty muzyczne : Flety, liry ma­
lowane.
II. Przedmioty artystyczne domowego użytku. 1. Sprzęty :
filunki ścienne, malowane lub rzeźbione, mebelki charakterystyczne,
skrzynie malowane, kołyski malowane lub rzeźbione, zegary ma­
lowane. 2, Zdobnictwo zewnętrzne: koźliny, ozdoby szczytowe,
malowania na ścianach, ozdoby kołatek u drzwi, zamki przy
drzwiach itd. 3. Zdobnictwo wewnętrzne : poduszki, dywany,
materje różnego rodzaju (obrusy, serwety), garncarstwo, fajans,
malowidła na szkle, obrazy i wycinanki, malowidła na płótnie
lub drzewie, szyldy szynkarskie, kafle, relikwiarze. 4. Sprzęt go­
spodarski : szkło, skrzynki, solniczki, lampki, naczynia cynowe,
wzory do wyciskania na materjach, formy na ciastka, formy na
opłatki, łyżki ozdobne, deszczułki (berda) tkackie, deseczki do
międlenia konopi, kijanki do bielizny, wyroby koszykarskie, wozy
i sanki malowane. 5. Dewocjonalja : posągi, wota, krucyfiksy,
kropielnice, gołąbki Ducha św. 6. Ozdoby świąteczne : na Boże
Narodzenie, na św. Mikołaja, pisanki wielkanocne, ciasta i pieczywka.
HI- Sztuka społeczna i zbiorowa. 1. Przedmioty używane
przez bractwa i podczas procesyj : latarnie, krzyże, insygnia,
chorągwie, feretrony pielgrzymek, odznaki i medaljony. 2. De­
wocjonalja: wota, figury świętych, ołtarze wznoszone na Boże
Ciało, żłóbki i figurki, zdobnictwo ludowe w kaplicach i ko­
ściołach. 3. Zabawy ludowe: manekiny, przebrania i maski, ma­
rionetki, strachy, przedmioty sprzedawane po jarmarkach i kier­
maszach, 4. Uroczystości doroczne: wypędzanie zimy, duchy
przyrody, święto winobrania, Kupała, Karnawał etc. (przedmioty
charakterystyczne zebrane w grupach). 5. Zdobnictwe uliczne :
szyldy, zegary słoneczne, figury wybijające godziny, posągi przy
wodotryskach.
IV. Produkcje w czasie wystawy w różnych salach Pałacu
Sztuki. 1. Muzyka : Koncerty i produkcje gramofonowe w różnych
salach Pałacu Sztuki. 2. Taniec: tańce w naturze i na filmie.
3. Teatr: przedstawienia. 4. Odczyty o sztuce ludowej,

203
Odezwa Komitetu organizacyjnego dodaje następujące uwagi:
1. Ponieważ wystawa przeznaczona jest dla szerszej publiczności,
kładzie się specjalny nacisk na wybór przedmiotów z punktu
widzenia ich wartości artystycznej. 2. Zaleca się unikanie
przedmiotów trudnych do przewożenia z powodu ich rozmiarów
lub kruchości. Dopuszczalne są wyjątki w zakresie przedmiotów
o wybitnym charakterze. (Np. wozy holenderskie). W tym wy­
padku uprasza się o oznaczenie rozmiarów danych przedmiotów
oraz o o ich krótki opis. 3. Lista powyższa nie jest wyczerpu­
jąca, podaje jedynie spis prowizoryczny dla ogólnej orjentacji.
Adres Komitetu wystawowego : Palais des Beaux-Arts de
Bruxelles. Bruxelles, Rue Royale 10.

ZESTAWIENIE KASOWE ZA ROK 1928.
Wydatki ;

Dochody:
L.p.

WYSZCZEGÓLNIENIE

1.

Pozostałość kasowa z 31. XII 1927.

2.

Szczegółowo

zł.

|gr.

a) w kasie gotówką

4006 09

b) w P. K. O. Warszawa Nr. 143945

226 48

Razem

zł.

1 ŠT-

4232 57

Subwencje :

L. p.

zł.

1 gr-

ZÍ.

1.

Druk „Ludu“

4671 90

2.

Honorarja autorskie (odbitki)

250 —

3.

Koszta manipulacji PKO.

4

Ekspedycja „Ludu“ XXV i XXVI

208 05

5 50

1000 —

5.

Portorja i drobne wydatki

292 62

b) Min W. R. i O P. Nr. IV N. 5596/28

10G0 —

6.

Nagrody i honorarja

75 15

c) Min. W. R i O. P. Nr. IV N. 7368/28

1000 —

7.

Wkładka do Zw. Pol. To w. Nauk

dl Min. W. R. i O. P. Nr IV N. 10292/28

2000 —

we Lwowie

15 35

500 —

150 -

5500 _

8.

Kupno wydawnictw

3.

Wkładki członków

862 60

9.

Saldo majątkowe z d. 31. XII. 1928*)

4.

Za sprzedane wydawnictwa

976 05

e) Magistratu m. Lwowa —

Odsetki w P. K. O.

4 59

a) W kasie gotówką

4557 37

6) W P.K. O. Wa szawa Nr. 143945

1349 87

11575J81

204

|gr.

. 650/28

a) Min. W. R. i O. P Nr. IV

5.

Razem

Szczegółowo

WYSZCZEGÓLNIENIE

5907 24

11575 81

Dr. Alfred Bachmann
skarbnik.
*) Dług za druk „Ludu“ z końcem roku wynosił 4CQ0 zł.

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.